Page 1

BEZPŁATNY MIESIĘCZNIK

ISSN 2451-120X

Magdalena Tomaszewska

walczę z demonami

NUMER 2/2017 (11)

TRÓJMIASTO


#spis treści

2.17 # 8 ROZMOWA Walka z wewnętrznymi demonami – Magdalena Tomaszewska

Magdalena Danaj – wyśmiać kłopoty Kulturalnie w Trójmieście Przygoda z teatrem Kina studyjne

40 OSOBOWOŚĆ

# 22 BIZNES

Psychoterapia – by poznać siebie

FOT. FOTOLIA

# 14 KULTURA – TRÓJMIASTO

Romans w pracy

# 30 OSOBOWOŚĆ Trudne słowo na „F”

# 42 SPORT Z kalendarzem po zdrowie

# 46 DIETA Fakty i mity o diecie – diety tuczą

# 54 ZDROWIE # 60 URODA Sekrety urody Koreanek

58 SEX Tantra dla dwojga

FOT. FOTOLIA

Krzywe jest piękne

# 68 MODA Wywiad z Joanną Weyną

# 76 DESIGN

Ekotrend w Twoim domu

FOT. KOBIETAWIELEPIEJ.PL

Nowe trendy w designie wnętrz

82 WNĘTRZE

4

MADEMOISELLE / 2/2017


WSTĘPNIAK Miło mi powitać Was już po raz kolejny w następnym numerze „Mademoiselle”. Mam nadzieję, że sięgacie po nasz magazyn z niekłamaną przyjemnością i wracacie do niego jak do swojego ulubionego miejsca. Jeśli tak się właśnie dzieje, jest nam niezmiernie miło. Ze swej strony postaramy się Wam dostarczyć jak najlepszych wrażeń. Luty – miesiąc zakochanych – Walentynki. Oczywista sekwencja, zwłaszcza w ciągu ostatnich kilkunastu lat. Nawet gdybyśmy bardzo się starali, trudno będzie uciec od tego tematu. Sprzedawcy i reklamodawcy walentynkowych gadżetów nam na to nie pozwolą. I chyba nawet nie warto uciekać. A co warto? Może zastanowić się przez chwilę, czy wszystko można sprzedać i kupić. Czy w czasach, gdy niemal każdy drobiazg ma swoją cenę, a gest – wymierną wartość, da się jeszcze zrobić coś spontanicznego (i darmowego), ale wartościowego? Moim zdaniem jest sporo do zrobienia, i to całkiem za darmo, zwłaszcza w związkach. Nie zawsze powinniśmy oczekiwać pierścionka z brylantem, ale wsparcia

REDAKTOR NACZELNA Agnieszka Kulinkowska agnieszka@magazynkobiet.pl FOTO Piotr Żagiell SKŁAD DTP Przemysław Wilczek REDAKCJA Urszula Abucewicz, Kamila Gulbicka, Marta Horbal, Katarzyna Lepianka-Głuszkiewicz, Justyna Michalkiewicz, Michał Mikołajczak, Dominika Prais, Alicja Skibińska, Katarzyna Sudoł

i poczucia bezpieczeństwa – już tak. Tego typu Walentynki powinniśmy sprawiać sobie codziennie. W bieżącym numerze proponujemy Wam też nieco inne ujęcie zakochanych i szerzej – tematyki uczuć. Marika Kłuskiewicz w swoim artykule „Romans w pracy” przedstawia różne aspekty tego zagadnienia. Dla niektórych wydaje się ono tematem tabu, dla innych – oczywistością, która nie powinna mieć żadnych tajemnic. Na pewno nie jest tak, że romansowanie w pracy „się zdarza” – ono istnieje na porządku dziennym. Czy da się uciec przed namiętnością, skoro praca pochłania większą część naszego życia? Pół biedy, jeśli patrzymy na takie sytuacje z punktu widzenia obserwatora. A jeśli nam się to przytrafia? Wiele osób traktuje zauroczenie współpracownikiem z niedowierzaniem, nie bardzo wiedząc, jak do niego doszło. Okazuje się jednak, że może być ono całkiem racjonalne i wytłumaczalne. Co więcej, romans biurowy może przynosić zupełnie wymierne korzyści, oczywiście pod warunkiem, że przy okazji nie wyrządzimy nim krzywdy

REKLAMA Agnieszka Kupna agnieszka.kupna@magazynkobiet.pl Ewa Papakul ewa@magazynkobiet.pl

innej osobie. Jeśli chcecie dowiedzieć się czegoś więcej, odsyłam Was do artykułu. Wracając do Walentynek – co z nimi robić? Ignorować czy celebrować? Pozostawiam Wam odpowiedź na to pytanie, bo zwolenników tego święta jest tyle samo, co jego przeciwników. Pewnie żadna skrajność, jak to w życiu bywa, się nie sprawdzi. Ważniejsze jest, by nie działać wbrew sobie, tylko dlatego, że tak każe nam nowa, świecka tradycja. Z kolei jeśli wiemy, że naszemu partnerowi zależy na odrobinie romantyzmu – nawet tego jednodniowego, sztucznego i mało efektownego – to może warto na chwilę przymknąć oczy na taką iluzję? Może to lepsze wyjście niż sprawienie przykrości i wrażenia oziębłości? Życzę Wam miłej lektury i wielu wartościowych wniosków. Agnieszka Kulinkowska redaktor naczelna

BEZPŁATNY MIESIĘCZNIK

ISSN 2451-120X

NUMER 2/2017 (11)

TRÓJMIASTO

MARKETING Magdalena Firfa marketing@magazynkobiet.pl tel. 506 574 700 Wydawca MAGAZYN KOBIET PL Kulinkowska Sp. Komandytowa ul. Dyrekcyjna 2-4 80-852 Gdańsk tal. 517 442 957 biuro@magazynkobiet.pl www.magazynkobiet.pl

Magdalena Tomaszewska

walczę z demonami

PARTNER MAGAZYNU Zdjecie na okładce: Teksty zdjęcia oraz wszystkie inne informacje opublikowane na niniejszych stronach podlegają prawom autorskim firmy Agencja City Media Sp. z o.o. Sp.k.. Wszelkie kopiowanie zawartości bez zezwolenia firmy Agencja City Media Sp. z o.o. Sp.k. jest zabronione. Wszelkie prawa zastrzeżone. Egzemplarz bezpłatny – zakaz sprzedaży. Redakcja nie zwraca niezamówionych tekstów i materiałów redakcyjnych oraz nie ponosi odpowiedzialności za treść nadesłanych ogłoszeń reklamowych. Redakcja zastrzega sobie prawo do redagowania tekstów.

Piotr Żagiell

MADEMOISELLE / 2/2017

5


jej HUMOR/ Marta Frej

RYS. MARTA FREJ

6

MADEMOISELLE / 2/2017


KATARZYNA KANT Autorka bloga dotyczącego savoir-vivre’u – Pudrowo.pl. Pasjonatka mody lat 50., miłośniczka ponadczasowej klasycznej elegancji i stylu. Na terenie Trójmiasta i okolic prowadzi szkolenia z zakresu dobrych manier, komunikacji międzykulturowej, budowania wizerunku i z wystąpień publicznych. Swoje pasje łączy z nowymi technologiami – prowadzi warsztaty dotyczące mediów społecznościowych i marketingu oraz tworzy strategie marketingowe dla małych i średnich firm. FOT. ARCH. PRYWATNE

„Ja” w internecie – jakich błędów unikać? Dawno minęły już czasy, kiedy internet był dostępny dla wybranych. Teraz jest z nami wszędzie – niemal każdy z nas ma smartfon, dzięki któremu możemy korzystać z mediów społecznościowych i internetu praktycznie w każdym miejscu.

W aktywnym udzielaniu się w internecie i w kreowaniu swojego wizerunku w sieci nie ma nic złego. Warto jednak wystrzegać się błędów, które mogą nam potencjalnie zaszkodzić, a nawet zniszczyć relacje osobiste i zawodowe.

Przede wszystkim – prywatność Najważniejszą kwestią, o której zapominamy, jest zachowywanie dyskrecji. Pamiętajmy, że jeszcze dekadę temu większość internautów ukrywała się za anonimowymi nickami na forach dyskusyjnych. Dziś w większości podpisujemy nasze wypowiedzi naszymi prawdziwymi danymi, na przykład na Facebooku. O wiele łatwiej nas zidentyfikować, więc również i skompromitować. Klasycznym przykładem braku rozsądku w korzystaniu z internetu są wypowiedzi w grupach na Facebooku. Wiele osób uważa, że skoro grupa ma status zamkniętej czy tajnej, można tam wypowiadać się bez obaw. Nic bardziej mylnego! Pamiętajmy, że nieważne, ile osób jest w grupie – każda z nich może wykonać zrzut ekranu i przekazać nasze wypowiedzi dalej. Cóż zatem można znaleźć w zamkniętych grupach na Facebooku? Absolutnie wszystko: od narzekania na męża czy wręcz ośmieszania go, przez podawanie własnego adresu, po obrażanie przełożonego. Kobiety (bo one zwierzają się częściej) opowiadają o problemach w związku, intymnych chorobach swoich i członków ich rodzin. To bardzo nieroz-

sądne: nigdy nie wiemy, czy tego typu osobiste zwierzenia, podpisane przecież naszym nazwiskiem i zdjęciem, nie dotrą do osób niepowołanych. Kolejnym błędem jest brak troski o to, jakie treści i zdjęcia wrzucamy do sieci. Zacznijmy od przejrzenia naszych własnych zdjęć: czy na pewno każde z nich powinno się tam znaleźć? Warto się zastanowić i koniecznie ustawić zatwierdzanie tagowania nas na zdjęciach. Wtedy bez naszej wiedzy nikt nas nie oznaczy na żadnym zdjęciu.

Internet źródłem wiedzy dla rekruterów Warto zdawać sobie sprawę z tego, że ślady naszej aktywności w internecie są chętnie wyszukiwane przez rekruterów. Jeśli zatem aplikujemy na poważne stanowisko, a potem rekruter znajdzie nasze kompromitujące zdjęcia lub wypowiedzi nie najlepiej o nas świadczące, być może przyjdzie nam pożegnać się z wymarzoną posadą! Od czasu do czasu wpisujmy więc w wyszukiwarkę nasze nazwisko, sprawdzajmy ustawienia prywatności i przede wszystkim uważajmy na to, co zamieszczamy w sieci.

Żartuj w dobrym tonie Nie ma sensu być ciągle sztywnym i poważnym – to też jest błąd popełniany w sieci przez osoby, które pragną być odbierane profesjonalnie i boją się, że „ludzki” rys może w takim odbiorze przeszkadzać. Nie bójmy się żartować

– poczucie humoru dowodzi inteligencji. Żart, dowcip czy mem nie sprawi, że stracimy dobrą opinię. Jednak żarty te muszą być w dobrym tonie i nie mogą być prymitywne, bo to akurat może negatywnie wpłynąć na reputację.

Udostępniasz? Pomyśl wcześniej Jesteśmy codziennie bombardowani ogromną liczbą informacji. Wśród nich sporo jest newsów celowo fałszowanych, dla żartu lub w innych celach. Przez natłok danych tracimy umiejętność i chęć weryfikowania wiadomości przed rozpowszechnieniem dalej. Później, kiedy okazuje się to nieprawdą, jest nam wstyd. Zamiast bezrefleksyjnie udostępniać, poświęćmy chwilę na weryfikację lub zwyczajnie powstrzymajmy się przed rozpowszechnieniem wiadomości dalej.

Nie hejtuj! Hejt w sieci jest poważnym problemem. Myliłby się jednak ten, kto by sądził, że to domena słabo wykształconych osób. Hejtują nawet ludzie na wysokich stanowiskach, z ustabilizowaną sytuacją. Bardzo łatwo jest przejść od krytyki do hejtu, od wyrażania dezaprobaty do nienawiści. Traktujmy internet jak pożyteczne narzędzie, jak rozrywkę i źródło wiedzy. Nie traktujmy sieci jako miejsca zwierzeń czy grupy wsparcia, a tym bardziej – nie hejtujmy. Wszystko to może nam kiedyś zaszkodzić.

MADEMOISELLE / 2/2017

7


jej ROZMOWA/ Magdalena Tomaszewska

FOT. JACEK SZYCHT

Magdalena Tomaszewska – walka z wewnętrznymi demonami

Mówi o sobie, że jest starej daty. Bo chociaż w życiu jest prawdziwą wojowniczką, wciąż ma w sobie pokorę. Nam opowiedziała nie tylko o monodramie scenicznym, ale i tym życiowym, kiedy człowiek dotyka dna opuszkami palców. Magdalena Tomaszewska – aktorka, partnerka, matka, Shirley Valentine, Minerwa, zwyczajna kobieta.

Tekst i wywiad: Justyna Michalkiewicz Teatr Minerwa, którego jest Pani właścicielką i autorką, w końcu doczekał się swojej miejscówki. Gratuluję. Magdalena Tomaszewska: Tak, po półtora roku wynajmowania scen i gościnnych występów w Polsce, nareszcie zagrzejemy w nowym miejscu. Rozpoczynamy współpracę z Akademią Marynarki Wojennej w Gdyni. Mogę śmiało powiedzieć, że jesteśmy rezydentami, którzy od czasu do czasu będą korzystać z ich pięknej sali, wspomagając AMW w działaniach kulturalnych.

8

MADEMOISELLE / 2/2017

To właśnie tam, po ziemi będą czołgać się amatorzy, zapaleńcy teatru? Tak. Przeczołganie po scenie to mój program autorski [śmiech – przyp. red.]. Aby dobrze zagrać, trzeba najpierw poznać wnętrze samego siebie. Poznać własne demony, te dobre i złe. Gdy będziemy potrafili je okiełznać, wtedy wszystko się uda. Od komedii, przez zwykłą obyczajówkę, po dramat. Przeczołganie to mój pomysł, jak pomóc ludziom w otwarciu swojego wnętrza. Jeżeli okiełznają najbardziej negatywne

emocje, poradzą sobie wszędzie. Na scenie i w życiu prywatnym. Pamiętam taką historię. Kiedyś złapała mnie policja za przekroczenie prędkości… Co zrobiła aktorka, która doskonale potrafi pracować emocjami? Wzięła ich na litość [śmiech – przyp. red.]. Rozpłakałam się. Powiedziałam: „Wszystko mi się wali, całe życie. Dajcie, panowie, ten mandat i drugi za brak światła, a trzeci za brak gaśnicy”. Puścili mnie bez mandatu. Odjechałam kawałek, oczy poprawiłam, pojechałam dalej.


Przez całe życie miałam kompleksy. To była tylko jedna z ról czy może w tamtej chwili naprawdę była Pani tą zapłakaną, nieszczęśliwą kobietą? My, aktorzy, nie gramy na życie. Jednak możemy nasze umiejętności wykorzystać w odpowiednim momencie.

FOT. PIOTR ŻAGIELL

To nie było uczciwe. Oczywiście, że tak. Powinnam zapłacić, ale postanowiłam wykorzystać kobiecy urok i inteligencję. Delikatnie podkręciłam sytuację. To się wydarzyło raz, w Płocku. Tam często przymykali oko na moje szarżowanie [śmiech – przyp. red.]. Znali mnie z teatru. Jest Pani dobrym kierowcą? Jak to mawia mój tata, mam ciężką nogę. Dlatego jeżdżę starym samochodem. Nie wyciąga takich prędkości. Lubię prowadzić auto i staram się być ostrożna, ale, niestety, kocham szybką jazdę. Chyba że jadę z córką – wtedy zwalniam.

To mój skarb. Marysia ma 13 lat. Staram się ją chronić. Dziewczyna ma swój świat. Chce być lekarzem, może piosenkarką. Chciałabym, żeby jak najdłużej nie dosięgła jej ta szara rzeczywistość, która nas otacza. Wróćmy do wspomnianych demonów, które każdy z nas musi przerobić. Jakie demony Pani musiała pokonać w swoim życiu, a jakie są jeszcze do pokonania? Przez całe życie miałam kompleksy. Nie podobało mi się, jak wyglądam, że nie jestem taka idealna. Ten demon wlókł się za mną przez wiele lat. Powtarzałam

FOT. PIOTR ŻAGIELL

Jest Pani bardzo otwarta podczas wywiadów, ale niewiele opowiada o córce.

sobie: „Madzia, jeszcze kiedyś, ktoś dostrzeże twoją idealność”. Cieszę się, że pokonałam tego demona. Dzisiaj wiem, że aktorka może wyglądać tak, jak chce. Jeżeli ma wnętrze, ciepło, wrażliwość, talent i osobowość, która przyciąga ludzi. To dotyczy wszystkich kobiet. Uważam, że każda kobieta jest piękna.

Widzę to zwłaszcza wtedy, gdy czołgam te kobiety po ziemi na moich zajęciach. Po miesiącu zaczynają myśleć inaczej. Pojawia się błysk w oku. Bo tu nie chodzi o super fryzurę, modne ciuchy i kilka kilogramów więcej. Wystarczy zmiana nastawienia, a zobaczymy, że nagle świat nas polubi. MADEMOISELLE / 2/2017

9


jej ROZMOWA/ Magdalena Tomaszewska

Ach, te kilogramy… Pani miała ich kiedyś o 20 więcej. Jaka była tamta Magdalena? Koledzy w pracy powiedzieli mi, że poprzednia Madzia była kochana, stworzona do przytulania. Uważam, że taka pozostałam [śmiech – przyp. red.]. Zmieniłam się wewnętrznie, dojrzałam. Zmiana wyglądu spowodowała zmianę myślenia. Nie zrobiłam tego dla mamy, reżyserów czy mężczyzny. Zrobiłam to dla siebie. Niestety, spadek wagi przypłaciłam zdrowiem. Moja dieta była oparta na kawie i papierosach. W pierwszym miesiącu schudłam osiem kilogramów. Rozmiar się zmniejszył, po raz pierwszy od wielu lat mogłam wybrać spodnie, zamiast sukienki. Spodobało mi się to. Prezentuje się Pani rewelacyjnie. To chyba nie jest zasługa kawy i papierosów? Dziękuję, mam reżim. Muszę to utrzymać. Jest ciężko, bo uwielbiam piec i gotować. Piekę dla przyjaciół, a sama wyeliminowałam ciasta, makarony, ziemniaki i wszystko, co mogłoby spowodować, że waga wróci. Znam swój organizm. Jak szybko chudnę, tak szybko tyję.

Moim drugim demonem jest ogromna miłość do ludzi. Często się parzę, a wciąż myślę, że ludzie są wspaniali. Daję 100% z siebie, a potem otrzymuję w zamian policzek. Niby mnie to czegoś uczy, ale wciąż popełniam te same błędy. Walczę z tym demonem, ale z drugiej strony boję się, że jak już go okiełznam, to stanę się twarda, chłodna, zamknięta i zdystansowana. Nikt nie będzie miał do mnie dostępu, a tego nie chcę.

FOT. JACEK SZYCHT

Wróćmy do Pani demonów. Jakie demony musi Pani jeszcze przerobić?

...wciąż popeniam te same błędy. 10

MADEMOISELLE / 2/2017


Każdy demon przynosi dużo dobra i dużo zła. Dobro się dzieli na dobro i zło. Zło się dzieli na dobro i zło. To moja filozofia życia. Często wykorzystuję ją w moich sztukach. Robię tak, jak czuję. Nawet gdy widz powie: „Jak ona beznadziejnie to zrobiła”. Cieszy mnie to. Najważniejsze, żeby mówili. Niech mówią dobrze, niech mówią źle, ale niech mówią. Każda informacja zwrotna to dla mnie znak. Jestem bardzo magiczną osobą. Lubię zaglądać w karty anielskie, czytać znaki. Gdy idę na spotkanie i coś się wydarzy mówię: „Aha, trzeba uważać”. Kiedy zobaczę przelatujący nade mną samolot, to wiem, że będzie szczęście. I to się sprawdza za każdym razem. To jest mój znak.

Otacza się Pani amuletami?

A gdzie jest Pani Oz?

Kiedyś się otaczałam. Dzisiaj mam takie kamyki w torebce, które mają mi pomóc, aczkolwiek powoduje to myślenie „kiedyś się uda”. To kolejny demon, z którym walczę. Powtarzam sobie: „Nie, kochana, tobie już się udało. Jesteś szczęśliwa, masz karierę, pozycję, miłość, rodziców”. Każdy z nas wygrał już bardzo dużo, ale w pędzie życia tego nie zauważamy. Mam prawie 40 lat i dopiero do tego dochodzę. Do tego mojego Oz. Idę i dojdę. To dobry moment na bilans życiowy. W wielu magicznych książkach możemy wyczytać, że jeżeli czegoś bardzo chcemy, otrzymamy to. Los rozłoży nam to na 10, może 20 lat, ale w końcu to otrzymamy. Jeżeli jednak powiemy, że już to mamy, wydarzy nam się wcześniej. I nie możemy przy tym myśleć, że coś musimy. Bo wtedy los nam nie pomoże. Czasami myślę, że wszystko jest gdzieś zapisane, że wystarczy po prostu powiedzieć „dziękuję, już wygrałam”.

Myślę, że taką główną drogę już przeszłam. Jestem tym, kim zawsze chciałam być. Gram w teatrze, jestem aktorką. Teatr Minerwa, który założyłam dwa lata temu, jest tą twardą, brukowaną drogą. Jest pioruńsko ciężka do przejścia, ale spodziewałam się tego. Nie jestem państwową instytucją, nie mam dotacji. Mimo wszystko, dziergam to wszystko za moje pieniądze. Nie jestem jeszcze tak znana w Polsce. Gdy mój Artur [Artur Golba, partner i menedżer – przyp. red.] dzwoni i proponuje spektakl, 80% pyta: „A kto to jest pani Magda?”. Pozostałe 20% postanawia zaufać. Piękne jest to, że zazwyczaj zapraszają nas ponownie. Jeżeli moja droga ma być cierniowa, i tak ją przejdę. Chociażbym szła przez bagna, a tuż za nimi wciągały mnie ruchome piaski – będę szła dalej. Im dłuższa i bardziej ciernista droga, tym większa satysfakcja u celu. Chcę powiedzieć na koniec życia: „Madzia, było ciężko jak cholera, ale było warto”.

FOT. JACEK SZYCHT

Ten „demon” przynosi Pani również wiele dobra.

MADEMOISELLE / 2/2017

11


FOT. PIOTR ŻAGIELL

jej ROZMOWA/ Magdalena Tomaszewska

Tę mądrość życiową przypłaciła Pani cierpieniem. Był moment, gdy niemal sięgnęła Pani dna. Tak, zawodowo i prywatnie. Gdy byłam na etacie aktorki dramatycznej w Płocku, z każdej strony słyszałam pochwały. Chciałam jednak iść dalej. Wróciłam do rodzinnego Trójmiasta. Myślałam, że zrobię tutaj wielką karierę, ale nikt nie chciał dać mi szansy. Nagle zgasły światła. W Płocku pracowałam 24 godziny na dobę, a w Trójmieście była cisza. Pojawiły się początki depresji. To nie było dno, aczkolwiek byłam bardzo blisko. Gdy spotkałam Artura, wszystko się zmieniło. Wniósł w moje życie wiele dobra, od strony prywatnej i biznesowej. Powiedział: „Madzia, zrób coś swojego. Ciągle będziesz pukała do różnych drzwi?”. Dzisiaj Artur jest moim partnerem i managerem. Gdy mam gorszy dzień i zwyczajnie mi się nie chce, mobilizuje mnie do walki. Jest wspaniałym człowiekiem, chociaż czasami oczywiście suszy mi głowę. Mówię do niego: „Chwila, mówisz do pani dyrektor”. On odpowiada: „Nie do pani dyrektor, tylko do ciebie mówię”. 12

MADEMOISELLE / 2/2017

Czasami obrazimy się na siebie i chociaż w duchu wiem, że, skubany, ma rację to przecież się do tego nie przyznam, prawda? [śmiech – przyp. red.] Ten upadek był Pani potrzebny? Tak, to był kolejny demon. Dzisiaj wiem, że gdy upadamy, zawsze możemy się podnieść. Jeżeli jednak pewnego dnia zwątpimy, to już nigdy tego nie zrobimy. Wątpliwości nas zżerają. Są jak rak. „Nie uda mi się, nie dostanę awansu” – idąc z takim nastawieniem, nic z tego nie będzie. Ja wciąż się tego uczę. Bo życie artysty to amplituda. Monodram Shirley Valentine pojawił się w Pani życiu w odpowiednim momencie? Chyba tak. To był dobry moment, aby przemyśleć wszystkie osobiste sprawy. Moje życie prywatne nie było różowe. Kiedyś chciałam mieć małą chatkę, rodzinę, dzieci. Gdy moje małżeństwo się rozpadło, bańka prysła. Długo winiłam opatrzność za piekło, jakie mi zgotowała.

Dopiero teraz przyszedł spokój. Zawsze chciałam wstawać rano z uśmiechem na ustach i świadomością, że jestem szczęśliwa. Teraz to mam. Może trzeba było tylu lat, aby to osiągnąć? Wierzę, że los gotuje to, co jest dla nas dobre. Nawet gdy tego na początku nie dostrzegamy. Część kobiet, niczym Shirley Valentine, tkwi w złotej klatce i nigdy z niej nie wychodzi. Dlaczego nie podejmują ryzyka? Bo tak jest łatwiej. Wygodniej jest żyć w czymś, co jest utarte przez paręnaście lat. Nawet kosztem cierpienia. Przymykamy oko na nasze marzenia. Ja rzuciłam wszystko na jedną szalę. Zostałam bez męża i bez pracy. Podjęłam ryzyko, rzuciłam się na głęboką wodę i nie utonęłam. Na Shirley przychodzi wiele kobiet, ale w połowie wyszła tylko jedna. Wie pani, dlaczego? Bo takie miała życie – do dupy. Tylko nie chciała się do tego przyznać.


Bo życie artysty to amplituda. Ma Pani charakter niezależnej wojowniczki, a jednak w wywiadach podkreśla, że jest starej daty. Jestem starej daty, ponieważ wchodząc do teatru na rozmowę z dyrektorem, wciąż jestem pokorna. Młodzież idzie przebojem. Po trupach do celu. Bulwersuje mnie to. Uważam, że z drugim człowiekiem należy porozmawiać. Po ludzku i z szacunkiem. A może dzisiaj trzeba być niepokornym, aby osiągnąć sukces? Racja, tak jest łatwiej. I to jest właśnie ta moja droga cierniowa. Mało ludzi w tym zawodzie zostało takich zwyczajnych. Wie Pani, o czym marzę? Chciałabym zostać tą samą osobą do końca moich dni. Taką zwyczajną Magdaleną, kobietą starej daty. Są takie nazwiska w aktorstwie, które szczególnie cenisz. Właśnie za tę normalność, prawda? Uwielbiam Halinę Winiarską, Dorotę Kolak i Maję Ostaszewską. Tuż po maturze miałam przyjemność gościć w domu pani Haliny Winiarskiej. Otoczyła mnie opieką i umówiła na spotkanie z panią Dorotą Kolak. Wyrecytowałam wiersz i usłyszałam: „Dziewczyno, jesteś rewelacyjna, powinnaś być w szkole aktorskiej”. To było 20 lat temu, a ja to pamiętam

jak wczoraj. Pani Kolak jest rewelacyjną aktorką. Cenię ją nie tylko za kunszt na scenie, ale również za normalność. Gdy wraca do domu, jest matką i żoną. Z kolei Maja Ostaszewska jest ikoną młodego pokolenia. Powiedzieć taki monolog jak ona… Wymarzyłam sobie, że kiedyś z nią zagram. Chociażbym miała przejść obok niej z tacą, zrobię to. Ma Pani bardzo duży dystans do siebie. To jest właśnie ta stara data – pokora. W Płocku nazwali mnie królową epizodów. Wychodziłam na scenę na chwilę i wszyscy mnie pamiętali. Nie ma nic złego w epizodach. Aktor powinien z każdej roli wyciągnąć maksimum. Chociażby miał przejść ze szmatą i ją strzepnąć, musi zrobić to w taki sposób, żeby widz chciał wrócić do domu i strzepnąć ją dokładnie tak samo. Królową epizodów stała się Pani już w przedszkolu. Tak, to był pierwszy znak [śmiech – przyp. red.]. Teatrzyk na Dzień Matki, Madzia świetnie przygotowana. Mama siedzi w pierwszym rzędzie, a córcia czeka na swoją kolej. Gdy ta nadchodzi, Madzia staje na środku, patrzy na salę i w ryk. Z oczu leciały przeogromne grochy. Podbiegłam do mamy i powiedziałam, że musimy już iść, że ja jej wszystko opowiem w domu.

Może już wtedy pragnęła Pani tych emocji, aktorskiego dramatu? Możliwe, że to był wewnętrzny bunt, że ja chciałam monodram w tym przedszkolu zrobić. I z małej Madzi, królewny epizodu, wyrosła Minerwa. Bogini mądrości, wojny i literatury. Czy pomiędzy nazwą teatru a Pani osobowością jest jakaś korelacja? Zdecydowanie tak. W tej nazwie jest ogromna siła. Literatura, bo ją uwielbiam. Dużo czytam, piszę książkę i felietony. Wojna, bo jestem buntowniczką. Sowa to symbol mądrości – takiej książkowej, ale i życiowej. Myślę, że życie przeczołgało mnie po podłodze, więc dzisiaj mogę tę mądrość przekazywać innym. To taka zwykła mądrość, zwykłej kobiety. Chociaż gdyby spojrzeć na nas z dystansu, wszyscy jesteśmy pozornie zwykli, a w głowie szaleje istny gejzer. Boimy się go uwolnić. Gdybyśmy wszyscy uwolnili nagle swoje gejzery, na świecie zapanowałby chaos. Ale przecież można powoli, delikatnie, jak amplituda…

MADEMOISELLE / 2/2017

13


jej TRÓJMIASTO/ kobiety

Magdalena Danaj – wyśmiać kłopoty Rysowniczka, twórczyni popularnych „Porysunków”, o których mówi „porachunki rysunkiem”. A porachunki ma głównie z mężczyznami, którzy są w jej twórczości nie tylko partnerami, ale często natrętami i nudziarzami, z którymi po prostu nam, kobietom, nie chce się już gadać.

FOT. FLICKR.COM

FOT. FLICKR.COM

FOT. FLICKR.COM

Tekst: Katarzyna Sudoł

14

MADEMOISELLE / 2/2017

O sobie mówi: rysowniczka, ilustratorka, czasem zrobię sobie komiks. Jej „porysunki” mają już sporą rzeszę fanów – na Facebooku polubiło je już ponad 140 tys. osób. Prace Magdaleny Danaj wzbudzają szczery zachwyt i wzruszenie. Często zabawne nie są satyryczne, na pewno nie zawsze. Nie boi się ważnych tematów, zabiera głos w kwestiach społeczno-politycznych, które są przecież ważnym elementem życia każdego świadomego człowieka – także tego przeniesionego na papier. Danaj projektuje okładki, tworzy plakaty i torby, wydaje kalendarze ścienne i biurkowe. Mieszka w Gdańsku. „Nie mogę teraz, jestem zajęta, staram się nie zwariować” – mówią bohaterki jej obrazów. Zawsze błyskotliwe, często zagubione i zmęczone codziennością. Nigdy jednak nie gubią poczucia humoru, które rysowniczka dorabia im za pomocą wypowiadanych przez nie kwestii. Artystka zyskała ogromną popularność. Jej cięta, inteligentna riposta świetnie sprawdza się w pozbawionym poczucia humoru świecie. Jej rysunki stanowią doskonałą metodę walki z chandrą i smutkiem, są odpowiedzią na rzeczywistość, której często nie potrafimy już zrozumieć. W kobietach rysowanych przez Danaj odnajdujemy siebie – ze wszystkimi swoimi rozterkami, problemami, przemyśleniami. Niemal każda z prac rysowniczki wywołuje pobłażliwy uśmiech i krótki, wewnętrzny komentarz: tak, tak, ja też tak mam. „Nie patrz na mnie takim wzrokiem, kiedy próbuje

cię ignorować” – mówi jedna z bohaterek do sterty prania. Druga, na pytanie dlaczego nie ma chłopaka, odpowiada: „Bo wszyscy teraz mają brody i nie wiem, jak wyglądają”. Proste? Proste. W „porysunkach” miłość przeplata się z wściekłością, radość życia – z porannym dołem i niechęcią wyjścia z łóżka. Ot, jak w życiu. Internetowa sława, jak u nikogo innego, przekłada się u Danaj na popularność sprzedażową. Kalendarze z jej ilustracjami sprzedają się w zawrotnym tempie. Każdemu miesiącowi towarzyszy tutaj inna, ciekawa świata, piękna i błyskotliwa bohaterka. Jedne rozbierają się do rosołu – w sierpniu przecież gorąco; inne w styczniu wpadają w coś, jak śliwki w kompot. I tak, miesiąc po miesiącu, Magda Danaj rozbawia swoje fanki i fanów. „Dość gotowania, idziemy na miasto jak prawdziwi hipsterzy” – oto idealne hasło na kuchenny plakat. Ten i wszystkie inne można kupić na stronie artystki.


jej TRÓJMIASTO/ kobieta w kulturze

Virginia Woolf – kobieta, pisarka, feministka

Niech życie będzie fascynujące Kim bym była, gdyby nie twórczość Virginii Woolf i jej „Własny pokój”? Brytyjska pisarka jak mantrę powtarzała, że kobiety powinny mieć własny pokój, własne pieniądze i wykształcenie. Te wartości umożliwiałyby im nie tylko tworzenie, które jest w centrum zainteresowania pisarki, ale w ogóle funkcjonowanie w świecie, w którym mężczyźni mają wciąż uprzywilejowaną pozycję. Tekst: Urszula Abucewicz I choć Woolf słowa te opublikowała w 1929 roku, nadal są aktualne i trzeba wciąż je przypominać. Sama bowiem nie odebrała edukacji, mimo że jej ojciec Leslie Stephen był filozofem, historykiem oraz redaktorem naczelnym wielkiego słownika biograficznego. Widział w niej potencjał. Gdy miała dziewięć lat, pisał do żony: „Jest taka jak ja, z czasem też będzie pisarką”, a mimo wszystko nie posłał jej do szkoły. Wiedzę czerpała z domowej biblioteczki. Ani jej, ani jej siostrze, Vanessie, utalentowanej malarce, nie dane było ukończyć szkoły czy studiów wyższych. Wszystko w rodzinie kręciło się wokół mężczyzn. I to oni odebrali elitarne wykształcenie. Virginia, choć mocno przeżyła śmierć swojego ojca, dokładnie widziała, że gdyby żył, jej kariera pisarska stałaby pod wielkim znakiem zapytania. Gdy zatem w 1920 roku na łamach „New Statesman” pisze, że intelekt nie ma płci, a wychowanie, które pozbawia wolności i wykształcenia, a którego celem jest przysposobienie kobiet do służenia w domu, ogranicza nie tylko aktywność kobiet, ale też ich twórczość – wie, o czym pisze. Po czym już dziewięć lat później swe sądy formułuje jasno i dobitnie we „Własnym pokoju”. „Nie da się tego ująć dobitniej. Tak samo dwieście lat temu, jak i w chwili obecnej ubogi poeta ma u nas szanse mniej więcej takie, jak bezpański pies… Ubogie dziecko angielskie niewiele większą może mieć nadzieję niż syn ateńskiego niewolnika, że uzyska swobodny dostęp do owej intelektualnej wolności, z której rodzą się wielkie dzieła literatury. Otóż

to. Wolność intelektualna jest zależna od rzeczy materialnych. Poezja jest zależna od wolności intelektualnej. Kobiety zaś zawsze były biedne – nie przez ostatnie dwieście lat, lecz od początku świata. Dawano im mniej intelektualnej wolności niż synom ateńskich niewolników. Nie miały zatem żadnych szans, by tworzyć poezję. Dlatego właśnie tak wielki kładłam nacisk na kwestię pieniędzy i własnego pokoju […] zaś szansa, że uda Wam się zarobić pięćset funtów rocznie, która i tak jest przecież mizerna, byłaby wręcz minimalna”. Wirginia Woolf w eseju zastanawia się również nad tym, co by było gdyby Szekspir miał siostrę. Najprawdopodobniej nie usłyszelibyśmy o niej – odpowiada pisarka i dodaje: „Utalentowana kobieta, której zdarzyło się urodzić w XVI w., musiała niechybnie zwariować, palnąć sobie w łeb albo dokonać życia w samotnej chacie na

VIRGINIA WOOLF, 1902, FOT. WIKIMEDIA.ORG

skraju wsi jako wyśmiewana albo budząca strach ni to wróżka, ni to czarownica. […] Anonimowość stała się drugą naturą kobiety”. Dodaje, że kobiety nigdy nie miały warunków, przestrzeni, pieniędzy do tego, by mogły się realizować i tworzyć. I podkreśla wagę: własnego pokoju, własnego dochodu i wykształcenia. Dlaczego jest to takie ważne? Bo mężczyźni, którzy urządzili świat, zepchnęli kobiety na margines i przez długie lata odmawiali kobietom prawa do edukacji, własnej przestrzeni, posiadania własnych pieniędzy. Wszystko to po to, by były zależne od mężczyzn i nakierowane na ich potrzeby. Ale to nie wszystko, co zdaniem Virginii Woolf musimy zrobić. Jak uważa pisarka, kobiety muszą jeszcze zawalczyć o siebie, uwolnić się od wewnętrznych ograniczeń i stereotypów. „Ważne jest tylko, byście pisały to, co chcecie pisać; czy zaś owa ważność przetrwa stulecia czy tylko kilka godzin, tego nikt Wam nie powie.” Po czym dodaje: „Kiedy więc każę Wam zarabiać pieniądze i zdobyć własny pokój, w istocie proszę Was o to, byście żyły świadome rzeczywistości, a więc wiodły żywot fascynujący, niezależnie od tego, czy uda się Wam przekazać innym jego treść”. Bo przecież Virginii Woolf nie chodzi tylko o twórczość, tylko o każdą sferę, w której funkcjonuje kobieta – by była niezależna, wykształcona i miała własną przestrzeń, azyl, w którym czuje się bezpieczna i szczęśliwa. I by takie było jej życie: fascynujące i spełnione. Cytaty pochodzą z książki: V. Woolf, Własny pokój, Warszawa 1997. MADEMOISELLE / 2/2017

15


jej KULTURA/ wydarzenia w Trójmieście

MAT. PROMOCYJNE

Kulturalnie w Trójmieście

25 II

VIII Bal Gdański: Vivo Amore. Najpiękniejsze Duety i Pieśni o Miłości Filharmonia Bałtycka Polska Filharmonia Bałtycka zaprasza na kolejną odsłonę Balu Gdańskiego – romantyczny wieczór w duecie! W programie pieśni, piosenki i duety miłosne, m.in.: „Besame Mucho”, „Parlami d’amore Mariù”, „Sunny Boy”, „Love Story”, „El Condor Pasa”, „Moon River”, „Time to Say Goodbye”, „Amigos para siempre” czy „Fascination”. Po zakończeniu koncertu Salon Gdański zamieni się w salę balową. Do tańca w rytmie jazzu i swingu zgromadzonych na Ołowiance gości zaprosi zespół Standard Acoustic Promotion. Nie zabraknie też przygotowanego specjalnie na tę okazję menu kolacyjnego.

PGS Sopot

do 19 II 16

MADEMOISELLE / 2/2017

MAT. PROMOCYJNE

M1, M2, M3, M4, M5 to symbole oznaczające w czasach PRL-u metraż mieszkania – wyczekiwanego i otrzymywanego z przydziału obiektu pragnień. Tytuł „M/morze” oznacza mieszkanie z widokiem na morze – luksusowe marzenie. Państwowa Galeria Sztuki, wybudowana w miejscu dawnego Biura Wystaw Artystycznych, znajduje się w Sopocie, przy plaży i molo. Przestrzeń najwyższego piętra – przeznaczonego na działania związane z realizacją „M/morze” – jest podzielona na dwa poziomy. Kondygnacji zostanie przywrócony pierwotny plan. Zabudowane płytami okna będą odsłonięte. Sala odzyska dzienne światło, widok na morze z północy i na nowo powstały Plac Przyjaciół Sopotu z południowej strony.

Sztuka Patrzenia – Architektura w fotografii Czesława Olszewskiego Muzeum Miasta Gdyni Karol i Barbara, uzbrojeni w egzemplarz „Seksu dla opornych”, meldują się w modnym hotelu z misją niemal rewitalizacji swojego związku. Przeżyte lata odcisnęły na nich swoje piętno, dołożyło się do tego potomstwo, stres i codzienna rutyna. Czy jeszcze sprostają wszystkim szalonym i swawolnym pomysłom, które podsuwa im autorka wyrafinowanego poradnika, mającego uratować ich więź? Czy Karol jest rzeczywiście gotowy na widok swojej pięćdziesięcioletniej żony, ubranej w seksowne lateksowe wdzianko?

do 26 II MAT. PROMOCYJNE

M/morze. Gosia Golińska


Paryżu Kocham Cię Scena Muzyczna Gdańsk

MAT. PROMOCYJNE

Scena Muzyczna Gdańskiego Archipelagu Kultury zaprasza na cykl koncertów piosenki francuskiej. „Paryżu Kocham Cię…”, to pierwszy koncert z cyklu, podczas którego usłyszymy wielkie przeboje francuskiej piosenki w wykonaniu znakomitego paryskiego stypendysty Janusza Zbiegieła. Podczas walentynkowego koncertu usłyszymy wielkie przeboje francuskiej piosenki z repertuaru znakomitych wykonawców, takich jak Jaques Brel – „Ne me quitte pas” („Nie opuszczaj mnie”), „La chanson de vieux amants” („Piosenka starych kochanków”), Gilbert Becaud – znakomity artysta, który we Francji nazywany jest wulkanem estrady, kompozytor i wykonawca takich przebojów, jak „Et maintenant” („I co teraz”) czy znanego na świecie szlagieru „Nathalie”, Serge Reggiani – aktor i piosenkarz włoskiego pochodzenia, z jego repertuaru m.in. „Ma dernière volonté” („Moja ostatnia wola”), „La tarte à la crème” („Ciastko z kremem”).

11 II

Urszula Dudziak Królowa polskiego jazzu wraca do Gdańska! Już 12 lutego w Starym Maneżu odbędzie się koncert jednej z najwybitniejszych polskich wokalistek – Urszuli Dudziak z zespołem. Zabrzmi repertuar z ostatniej płyty artystki „Wszystko gra”, ale nie zabraknie też piosenek ze starszych płyt, ze słynną „Papaią” na czele czy elektrycznych aranżacji Mozarta. Zapraszamy na wyjątkowe wydarzenie dla wszystkich koneserów dobrej muzyki!

MAT. PROMOCYJNE

Stary Maneż, Gdańsk

12 II

Koncert Walentynkowy: Kortez, Anita Lipnicka, Ania Dąbrowska

14 II

Walentynkowy koncert Korteza, Ani Dąbrowskiej i Anity Lipnickiej, który odbędzie się 14 lutego w Arenie Gdynia, to znakomity sposób na spędzenie walentynkowego wieczoru. Imprezę poprowadzi Piotr Bałtroczyk. Ania Dąbrowska – jedna z najczęściej nominowanych artystek do Nagrody Muzycznej Fryderyk obecnie ma na swoim koncie osiem wygranych statuetek. Do 2011 roku łączna sprzedaż jej płyt w Polsce przekroczyła liczbę 250 tys. egzemplarzy. Anita Lipnicka – polska wokalistka, gitarzystka i autorka tekstów, jedna z bardziej znanych artystek polskiej sceny muzycznej. Z popularnym zespołem Varius Manx nagrała dwie płyty, to z tą formacją rozpoczęła się jej dynamiczna kariera muzyczna. Kortez – wysoki, małomówny, o melancholijnym spojrzeniu. Obdarzony głębokim, lekko szorstkim głosem. Sprawia wrażenie niedostępnego, wzbudza ciekawość, nawet fascynację, a przy tym wszystkim jego muzyka elektryzuje szczerością i wzbudza zaufanie.

Mayday. Run For Your Wife Scena SAM, Gdynia „MAYDAY” to niezwykle zabawna sztuka teatralna, okrzyknięta najlepszą współczesną komedią omyłek. Obok innych sztuk Raya Cooneya, brytyjskiego mistrza farsy, podbiła serca widzów Europy Zachodniej oraz Broadwayu. Od czasu polskiej prapremiery w 1992 roku była w repertuarze ponad dwudziestu polskich teatrów. Przez swój inteligentny komizm nieustająco prowokuje teatralnych twórców do wciąż nowych inscenizacji. Dzięki znakomitemu połączeniu komizmu sytuacyjnego z komizmem językowym, absurdalnych zwrotów akcji z błyskotliwymi i ciętymi dialogami, nieustannie cieszy się olbrzymim powodzeniem oraz rozśmiesza do łez szerokie kręgi publiczności, a niektóre jej wystawienia grane są już ponad tysiąc (!) razy.

MAT. PROMOCYJNE

MAT. PROMOCYJNE

Gdynia Arena

17 II

MADEMOISELLE / 2/2017

17


jej KULTURA/ wydarzenia w Trójmieście

Cafe Luna Teatr Miejski

MAT. PROMOCYJNE

Trzy wyjątkowe kobiety o burzliwych życiorysach, można powiedzieć – na skraju załamania nerwowego. Dwóch tajemniczych mężczyzn, z czego jeden na wysokich obcasach oraz filmowe przeboje. Sztuka zainspirowana klimatem filmów Pedro Almodóvara zachwyca, śmieszy i budzi kontrowersje. Nie ma drugiego tak oryginalnego twórcy kina europejskiego. „Cafè Luna” to spektakl, w którym spotykają się wszystkie jego zalety: charakterystyczni bohaterowie, tajemniczy świat nieoczywistych uczuć i przejmujące piosenki. Poza wszystkim jest to jednak przedstawienie o pożądaniu i miłości. O pragnieniu, potrzebie bliskości, czekaniu i wspominaniu. Prawdziwy labirynt namiętności.

19 II

Skunk Anansie B90

MAT. PROMOCYJNE

Ponad 20 niezwykłych lat, pełnych podróży po całym świecie i multiplatynowych wydawnictw. Jak mówi ikoniczna frontwomanka brytyjskiego Skunk Anansie, po takim czasie wciąż są outsiderami, ale dobrze się z tym czują: „To, co na początku twojej drogi świadczy o twojej inności, staje się tym, za co ludzie cię kochają.” – opowiada o historii zespołu. Założony w Londynie kwartet (poza Skin jest w nim perkusista Mark Richardson, basista Cass i gitarzysta Ace) już w 1994 roku pokazał swoją indywidualność, dając objąć stery androgenicznej, czarnoskórej i bezwłosej wokalistce, uzbrojonej w niepodrabialny na całym świecie falset.

22 II

Paweł Domagała – koncert MAT. PROMOCYJNE

Teatr Szekspirowski

26 II

Paweł Domagała to jeden z najbardziej rozpoznawanych aktorów młodego pokolenia. W jego dorobku znajduje się wiele ról teatralnych, serialowych, a także filmowych. Nie każdy jednak wie, że drugą największą pasją Pawła oprócz aktorstwa jest muzyka. Pisze i wykonuje swoje piosenki od wielu lat, spełniając się w artystycznie również na tym polu. „Opowiem Ci o mnie” to długo wyczekiwany debiutancki album Pawła Domagały. Album, według zapowiedzi, będzie bardzo intymny, osobisty, niepozbawiony jednak świeżych popowych melodii. O brzmienie i aranżacje zadbał Łukasz Borowiecki, który jest również współautorem muzyki.

Mikromusic Muzyka zespołu Mikromusic to fuzja jazzu, trip-hopu, rocka, czasem tez muzyki ludowej. Na debiutanckim albumie „Mikromusic”, wydanym w 2006 roku, pojawiło się wielu gości, m.in. Leszek Możdżer oraz Sambor Dudziński. Z okazji 10-lecia zespołu w 2012 roku został wydany koncertowy album oraz DVD „Mikromusic w Eterze”. Na początku 2013 pojawił się piąty krążek zespołu „Piękny koniec”, zbierający bardzo pozytywne recenzje krytyków i fanów, a singiel „Takiego chłopaka” osiągnął ponad 11 mln wyświetleń na portalu YouTube. Mikromusic ma również na swoim koncie nominację do konkursu Camerimage za teledysk do piosenki „Thank God I’m a Woman”.

18

MADEMOISELLE / 2/2017

11 III

MAT. PROMOCYJNE

Stary Maneż


jej KULTURA/ dobra książka

Anna Badkhen

DIETA BUDDY

CZTERY PORY ROKU W AFGAŃSKIEJ WIOSCE

VIVANTE

WYDAWNICTWO KOBIECE

Zapewne większość z Was myśli, że Budda był wiecznie uśmiechniętym tłustym panem… Nic bardziej mylnego! Budda przez całe życie był bardzo szczupły. Na początku swojej drogi ku nirwanie był po prostu zagubionym młodzieńcem, szukającym w życiu celu i spełnienia. Harmonii poszukiwał również poprzez odpowiednie odżywianie. I – jak się okazuje – jego wskazówki dotyczące diety są nadal niezwykle aktualne. Z tej książki można się dowiedzieć się m.in.: dlaczego tyje się tak łatwo, a odchudzanie bywa drogą przez mękę, czy Budda uczęszczał na crossfit i jakie ćwiczenia są dla Ciebie najlepsze. To nie jest kolejny przepis na dietę cud. To raczej recepta na szczęśliwe i zdrowe życie, które możesz zacząć od zastosowania się do kilku prostych rad, które 2500 lat temu przekazał w swoich naukach Budda.

W samym środku afgańskiej pustyni, w wiosce tak odległej, że nie da jej się zlokalizować nawet w internecie, przy krośnie siedzą kobiety i wraz z dziećmi ręcznie wyplatają przepiękne kwiatowe wzory. W tym miejscu, w którym heroina kosztuje mniej niż ryż, mieszkańcy wioski wiedzą jedno – Ziemia jest płaska niczym dywan. Anna Badkhen po raz pierwszy wyjechała do Afganistanu w 2011 roku jako korespondentka wojenna. Od tamtej pory wraca tutaj co jakiś czas, przyciągana krajobrazem, a także mieszkającymi tu ludźmi. W czasach, gdy pisarze zbyt często oglądają Afganistan zza płotu strzeżonego przez amerykańskich żołnierzy, Anna Badkhen robi zupełnie inaczej: postanawia samotnie spędzić cztery pory roku na zupełnym odludziu. Taka perspektywa pozwoliła odmalować osobliwe piękno surowej codzienności.

Dan Zigmond, Tara Cottrell

Dominika Van Eijkelenborg

KIEDY BĘDZIEMY DESZCZEM

Mary Daniels

WYDAWNICTWO KOBIECE

WYDAWNICTWO KOBIECE

Thriller, który nęci zakazaną wonią zdrady, namiętności i mrocznych zagadek. Pewnego październikowego dnia Inga de Graaf wychodzi z psem na spacer, z którego nigdy nie wraca. Zaniepokojony mąż zgłasza jej zaginięcie, nie wierząc, że kobieta mogłaby porzucić wszystko i po prostu przepaść bez wieści. Policja zaczyna akcję poszukiwawczą, która nie przynosi rezultatów. Dopiero mailowa korespondencja zaginionej odkryta w koszu jej laptopa naprowadza na wątły ślad. Okazuje się, że Inga kryła mroczną tajemnicę, którą podzieliła się z przyjaciółką ze studiów. Z pozoru poukładane życie Ingi, której niczego nie brakowało, było jedynie fasadą, za którą kobieta skrywała samotność i rozczarowanie. Spotkanie młodego mężczyzny uruchomi lawinę strasznych zdarzeń, od których nie było żadnej ucieczki.

Podnosząca na duchu i wzruszająca opowieść o tym, jak seria intensywnych zdarzeń zmieniła życie młodej matki raz na zawsze. Stojąc na Tower Bridge, trzymając w drżących dłoniach dziecko i będąc gotowa do skoku, Mary Daniels doświadczyła najbardziej mrocznego momentu swego życia. Książka opowiada o tym, co nastąpiło w dalszej kolejności, czyli o zaskakującej podróży do własnego wnętrza. Było to natchnieniem do odkrycia dziewięciu prostych, acz godnych przemyślenia pytań. To właśnie one uratowały jej życie.

DZIKIE PRZEBUDZENIE

MADEMOISELLE / 2/2017

19


jej KULTURA/ sztuka

Przygoda z teatrem Tekst: Katarzyna Sudoł

Teatr jest dzisiaj dowodem na to, że sztuka wciąż ma się bardzo dobrze. Zarówno publiczne, jak i prywatne instytucje nie mogą narzekać na brak gości, bilety na pokazy premierowe w większości teatrów wyprzedają się długo przed pierwszym spektaklem.

20

MADEMOISELLE / 2/2017


Jednocześnie gdzieś obok tej popularności funkcjonuje wciąż stereotyp o teatrze jako miejscu pełnym nudnych, nieciekawych opowieści, na które przychodzi się tylko po to by „odklepać” kolejne przedstawienia, pokazać się w prestiżowym miejscu. Nie ma wątpliwości, że zdarzają się i takie przypadki. Ale gdzie ich nie ma?

FOT. RAFAŁ MALKO

Jeśli więc dawno nie byliśmy na żadnym spektaklu, czas to zmienić. Trójmiasto pełne jest fantastycznych, różnorodnych spektakli, które stanowią ofertę wielu instytucji teatralnych Gdyni, Sopotu i Gdańska. Na brak dobrych teatrów na pewno nie możemy narzekać. A nie korzystać z ich pomysłowości to naprawdę lekkomyślność. Tym bardziej że chodzenie do teatru może być nie tylko przyjemne, ale również bardzo pożyteczne. Rozwija naszą kreatywność, pobudza wyobraźnię i zmysł estetyczny. A przede wszystkim – uczy wrażliwości, która w dzisiejszym świecie staje się produktem deficytowym. Tym bardziej musimy o nią dbać. Dlatego teatr, już od wczesnego dzieciństwa, może – i powinien – być elementem naszej codzienności. Bilety (pomijając spektakle premierowe) często są niewiele droższe od tych do kina. A nic nie zastąpi bezpośredniego kontaktu z aktorem i wszystkich związanych z tym emocji. Sztuka ta zawiera w sobie różne elementy i dziedziny artyzmu: literaturę, muzykę, taniec. Żywe uczestnictwo w spektaklach rozwija naszą sprawność intelektualną, wyostrza pamięć i percepcję, wzbogaca wiedzę, rozwija moralność i umiejętności społeczne. To tutaj przeżywamy wielkie wzruszenia, śmiejemy się i świetnie bawimy, uczestnicząc w losach bohaterów. Ich życie na chwile staje się naszym.

To doskonała metoda na walkę ze stresem. Teatr pozwala oderwać się od codziennej bieganiny i przenosi nas w inny świat – magii, czarodziejskich sztuk, intelektualnych rozgrywek. Zarówno komedie, jak i tragedie uczą nas spoglądać na własne życie z dystansem. Losy bohaterów przenosimy na własne – przeglądamy się w nich jak w najpiękniejszym lustrze. Przechodząc do bardziej banalnych przyjemności, oglądanie znanych i lubianych aktorów na scenie teatralnej to naprawdę genialne przeżycie. Twarze, od których dotąd dzielił nas szklany ekran telewizora, pojawiają się tuż przed naszymi oczami. Aktorzy dwoją się i troją, by wypaść jak najlepiej i jak najgłębiej wcielić się w odgrywaną przez siebie postać. A to wszystko dla naszej przyjemności! Wreszcie – teatr inspiruje i zmusza do myślenia. Nieograniczona możliwość interpretacji i odczytań gra bez wątpienia na jego korzyść. I na korzyść naszego intelektu. Nic tak nie motywuje do poszukiwań jak świetna, intrygująca opowieść sceniczna. Jeszcze długo po wyjściu z teatru wątki i postaci wędrują po naszym umyśle w poszukiwaniu ujścia, rozwiązania. Sztuka w swojej wzniosłej formule ma uczyć nas życia, inspirować, pobudzać nasze szare komórki i aktywizować zmurszałe serca. Teatr może być fantastyczną przygodą – do tej rzeki warto wejść jak najszybciej. A nasz trójmiejski nurt pozwala na bogaty połów. Teatr Wybrzeże, Teatr Miejski w Gdyni, Teatr Muzyczny, Teatr Szekspirowski, Teatr Gdynia Główna czy sopocki Teatr Boto – każdy ma w swojej ofercie prawdziwe bogactwo artystycznych doznań. Czerpmy z niego. Ku powszechnej wrażliwości. MADEMOISELLE / 2/2017

21


jej ROZRYWKA/ miejsce

Dzisiaj idziemy do kina… studyjnego! Dzisiaj, jutro i pojutrze idziemy do kina studyjnego! To właśnie tutaj mamy możliwość obejrzenia naprawdę dobrego filmu, o którym będziemy rozmyślać i dyskutować z przyjaciółmi. Miejsca te stawiają na ambitne kino dla wymagającego widza, który chce oglądać świetne produkcje z całego świata. Tekst: Katarzyna Lepianka-Głuszkiewicz Po zamknięciu gdańskich kin studyjnych przy ul. Długiej – Neptuna, Helikona i Kameralnego – zostało niewiele miejsc, w których można było obejrzeć ambitne filmy. Jednak od tego czasu zaczęło przybywać nowych miejsc, które stawiają na dobrą kinematografię. Sympatycy takiego kina obecnie mogą je oglądać w Klubie Żak, w Gdyńskim Centrum Filmowym czy w Starym Maneżu we Wrzeszczu. Oprócz tego na 22

MADEMOISELLE / 2/2017

seanse zaprasza Kinoport w Centrum Sztuki Współczesnej Łaźnia 2, sopockie kino studyjne w Teatrze na Plaży i Klub Filmowy w Pomorskim Parku Naukowo-Technologicznym w Gdyni. W tym artykule przyjrzymy się trzem pierwszym z wymienionych kin. Kino studyjne mieszczące się w Gdyńskim Centrum Filmowym to jedno z najnowocześniejszych takich miejsc.

„Kino Studyjne Gdyńskiego Centrum Filmowego nawiązuje nazwami swych trzech sal do kinowych sentymentów gdynian. Największa, Warszawa, mieści 227 widzów. Dwie bardziej kameralne – Goplana i Morskie Oko – mają 96 i 45 miejsc. Wszystkie wyposażono w wysokiej klasy projektory 4K oraz nagłośnienie 7.1” – takie informacje znajdujemy na ich stronie. Podstawą repertuaru Kina Studyjnego GCF jest kino ambitne


FOT. GDYŃSKIE CENTRUM FILMOWE, SŁAWOMIR PULTYN

i artystyczne, z bogatą ofertą dla młodych osób. Centrum stawia na promocję dobrego kina polskiego, dlatego wśród filmów z kina europejskiego, azjatyckiego, bliskowschodniego, południowoamerykańskiego czy anglosaskiego, znajdziemy obszerną ofertę polskich produkcji. To przede wszystkim miejsce, które pokazuje cenione na całym świecie produkcje fabularne oraz dokumentalne. Nie brakuje również promocji twórczości młodych reżyserów, a co za tym idzie – odbywają się prezentacje studentów szkół filmowych i amatorów. Klub ŻAK od lat nie zawodzi swoich widzów i dostarcza im dużej dawki wyśmienitego kina. Działa z przerwami od 1956 roku, więc doświadczenie mówi samo za siebie. „Kino Żak to małe, studyjne kino z interesującym repertuarem, przyjazne dla niepełnosprawnych i rowerzystów (można wprowadzić rower do sali kinowej), to kino dla tych, którzy nie cierpią zapachu popcornu, to w końcu jedyne kino w mieście, które

nie gra dłuuuuuugich bloków reklamowych” – przekonują twórcy kina na swojej stronie. Tutaj najnowsze produkcje, jak „Powidoki” reż. Andrzeja Wajdy czy „Paterson” reż. Jimiego Jarmuscha, przeplatają się z klasykami, takimi jak „Blaszany bębenek” Volkera Schlöndorffa czy „Gorączka” Agnieszki Holland z 1980 roku. Oprócz codziennej dawki dobrego kina, Żak prowadzi także projekty edukacyjne. Jednym z nich jest projekt skierowany do dzieci i młodzieży: „Poprzez Nowe Horyzonty Edukacji Filmowej chcemy zaznajomić i rozkochać młodych widzów w sztuce filmowej, uzupełniając jednocześnie ich szkolną edukację” – przekonują twórcy. Nowym miejscem na trójmiejskiej mapie, które proponuje kameralne seanse filmowe, jest Stary Maneż – ciągle zaskakująca przestrzeń, w której odbywają się koncerty, spotkania, festiwale i wiele innych wydarzeń kojarzonych ze

współczesną rozrywką i sztuką. Wiosną ubiegłego roku Stary Maneż został zaproszony do udziału w międzynarodowym projekcie o nazwie KineDok. To unikatowy międzynarodowy klub filmowy oraz alternatywna platforma dystrybucyjna skupiająca zarówno miłośników, jak i twórców kina dokumentalnego. To wielkie wyróżnienie dla tego miejsca. Czekamy na kolejne, ciekawe projekty filmowe w Starym Maneżu. Ambitne kino coraz częściej przegrywa z mainstreamem. Jednak warto czasami wybrać się do kina studyjnego, żeby odkryć kinematografię na nowo. Błędnie kojarzy się ten dział kinematografii z trudnym i niezrozumiałym. Te filmy nie muszą być zawiłe, zmuszające do myślenia. Mogą być po prostu dobre!

MADEMOISELLE / 2/2017

23


FOT. FOTOLIA

24

MADEMOISELLE / 2/2017


MARIKA KŁUSKIEWICZ Z wykształcenia psycholożka i trenerka biznesu, z zawodu – managerka firmy Karczewski Doradztwo Personalne, w której odpowiada za projekty rekrutacyjne, szkoleniowe, doradcze i strategiczne. W ciągu ostatnich kilku lat miała przyjemność współpracować i doradzać topowym firmom na polskim rynku. Z powołania członkini zarządu Fundacji Młode Mamy, której celem jest wspieranie młodych i samotnych mam. Z pasji podróżniczka z namiotem na plecach i aparatem w ręku. FOT. ARCH. PRYWATNE

„Szlachta nie pracuje”, czyli o pracoholizmie słów kilka Moje ostatnie miesiące to ciągłe obiecywanie sobie, że już za tydzień, już za chwileczkę, w następnym miesiącu trochę odpocznę, zwolnię nieco tempo i nie będę tyle pracować. Z im większym przekonaniem to sobie obiecuję, tym coraz więcej zleceń i projektów się pojawia. Tak, pisząc te słowa, dalej czekam na „niedaleki” i „jakże potrzebny” oddech. Czekam i się tak zastanawiam, gdzie leży granica między zaangażowaniem w pracę i odpowiedzialnością za powierzone obowiązki a przesadą i równią pochyłą kierującą ku pracoholizmowi. Studiując, miałam zajęcia z pracoholizmu, który określany jest mianem „nobilitującego uzależnienia”. Nobilitującego, bo nie dość, że ma zupełnie inny oddźwięk niż np. alkoholizm, to dodatkowo w oczach społeczeństwa „ogromna pracowitość” (jak postrzegany jest pracoholizm) podnosi prestiż. Tak się składa, że w ostatnich latach często spotykam osoby cierpiące na przepracowanie, niektóre z realnymi objawami pracoholizmu. Można powiedzieć o nich wiele, ale na pewno nie to, że czują się prestiżowo. Są zmęczone, nieszczęśliwe, nieustannie dążą do wymyślonego ideału. Są niedowartościowane, mają obsesję na punkcie sukcesu, z którego i tak nie potrafią się cieszyć, nie umieją odpoczywać… No, istny raj… Oczywiście cały czas swoje przepracowanie argumentują odpowiedzialnością za wykonywane obowiązki i zaangażowanie w pracę. Skrajność pracoholizmu i trudność w poradzeniu sobie z nim najlepiej, jeśli można to tak określić, obrazuje kultura japońska i zjawiska karōshi i karōjisatsu. Pierwszy termin oznacza śmierć z przepracowania, drugi – samobójstwo z przepracowania. W tamtejszych mediach zdarza się usłyszeć informacje typu: „Trzydziestoczterolatek pracujący w dużej firmie zajmującej się produkcją artykułów spożywczych zmarł nagle na atak serca. Potrafił pracować przez 110 godzin w tygodniu”. Karōshi jest dość powszechne w Kraju Kwitnącej Wiśni. Średnio co roku z powodu prze-

pracowania traci życie 10 tys. ludzi i choć rząd japoński stara się walczyć z tym zjawiskiem, to społeczeństwo postrzega je jako dowód sukcesu oraz dostatniego życia. Stało się więc ono wręcz modne, a rodziny, w których doszło do przypadków śmierci z przepracowania, są dumne, że w wśród nich żył właśnie taki człowiek. Paranoja? Zdecydowanie! Ale przecież nie od dziś wiemy, że kultura japońska jest bardzo specyficzna. Na chwilę obecną wydaje się, że nam ta nowa choroba cywilizacyjna nie grozi, choć był moment, w którym byliśmy na prostej drodze ku masowemu pracoholizmowi. Mowa o pokoleniu, które w momencie upadku komunizmu tworzyły młode osoby, rozpoczynające swoją ścieżkę zawodową. To w tamtym czasie rozpoczęła się najcięższa praca nad odbudową i rozwojem polskiej gospodarki. Starsze pokolenie było wychowane w filozofii „czy się stoi czy się leży, pieniądz się należy”; trudno było mu odnaleźć się w nowej erze kapitalizmu, w której pożądany efekt trzeba było okrasić ciężką pracą. Z tego też względu odpowiedzialność za szybki rozwój spoczęła na barkach młodych, nieskażonych tymi komunistycznymi przyzwyczajeniami. Zaczęli więc swoją przygodę zawodową od intensywnej, pełnej zaangażowania pracy. Czuli się odpowiedzialni za przyszłość. Wiedzieli, że mogą osiągnąć to, czego ich poprzednicy byli pozbawieni, ale przy okazji nauczyli się równania „sukces = ciężka praca”. Dziś, po 26 latach wolności, mamy cudownie rozwiniętą gospodarkę, jesteśmy lata świetlne od czasów komunizmu, lecz przy okazji zyskaliśmy całe pokolenie osób przepracowanych, nie potrafiących odpoczywać i widzących sens życia jedynie w pracy. To pokolenie naszych rodziców. A współcześni młodzi? To pokolenie „szlachta nie pracuje”, wychowane w dobrobycie, wśród komputerów, tabletów i smartfonów. Mówi się o nich „pokolenie Y” – ja dodaję jeszcze „ZŹŻ”. Większość z nich nie musi już zdoby-

wać wszelkich dóbr od zera, bo rodzice zapewnili dobry start. Jest to oczywiście bardzo pozytywne zjawisko, ale przełożyło się na ich podejście do pracy. Więcej oczekują niż dają. Niektórzy używają wręcz stwierdzenia, że młodzi są roszczeniowi. Zaangażowanie? Tylko wtedy, gdy otrzymają coś w zamian – nie tylko godną płacę, ale i inne, ważne dla nich profity. No i przede wszystkim cenią siebie oraz swój czas i równowagę między życiem prywatnym a zawodowym. Praca po 12 godzin dziennie? Jakiś absurd! Pokolenie obecnych 20-latków jest w dużej mierze mniej narażone na chorobowe zatracenie się w pracę. Czy to źle? Zdecydowanie nie, choć wiele starszych osób nie akceptuje takiego podejścia. Może dlatego, że nie rozumie, skąd się ono wzięło. A przecież i oni przyłożyli swoją rękę do wykreowania obecnych warunków życia. A co z nami? My, 30–40-latkowie, jesteśmy gdzieś pośrodku. Czy potrafimy więc rozpoznać granicę między zaangażowaniem a przepracowaniem? Wydaje mi się, że i jedno, i drugie pokolenie uczy nas swoich „prawd”. Na pewno doceniamy zasadę work-life balance i staramy się ją szanować, a nawet wcielać w życie, choć z różnym skutkiem. Zaczynamy też cenić siebie i swój czas. Coraz odważniej mówimy o swoich oczekiwaniach względem zatrudniającej nas firmy. Jednak „czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci”. A w większości przypadków nasiąkła widokiem oddanych pracy rodziców, którzy czerpali garściami możliwości pracy, jakich nie mieli ich rodzice. Przesiadujemy więc godzinami w korporacjach, własnych firmach czy biznesach innych ludzi, szukając sposobu na zmniejszenie liczby obowiązków oraz balansu między życiem zawodowym i prywatnym. Jesteśmy już bardzo blisko rozwiązania. Dzięki młodym widzimy, że jest to możliwe. Potrzeba nam jeszcze tylko jednego – odwagi do zmiany i pozbycia się wyrzutów sumienia, że mniej robimy. MADEMOISELLE / 2/2017

25


jej BIZNES/ praca

ROMANS W PRACY Luty to miesiąc zakochanych. O czym więc pisać, jeśli nie o miłości. Miłość w biznesie? Skoro miłość jest wszędzie, to również i w tej sferze ją spotykamy. W ogólnej opinii istnieje przekonanie, że romans w pracy „się przydarza”. Statystyki jednak pokazują, że romans w pracy istnieje na porządku dziennym.

Co trzeci Polak przyznaje się do biurowego romansu. Te zaskakujące statystyki przestają dziwić, gdy uświadomimy sobie, że w pracy spędzamy średnio osiem godzin dziennie. Jest to 1/3 naszego życia i często znacznie więcej czasu niż chwil spędzonych z najbliższymi.

ZAUROCZENIE – ALE JAK TO? Zacznijmy od tego, skąd w ogóle się bierze zauroczenie w stosunku do znajomego z pracy – osoby, która jeszcze niedawno była nam obojętna. Pierwsze skrzypce gra tu tak zwany efekt częstości kontaktów. Psychologia dowiodła, że im częściej jesteśmy wystawieni na ekspozycję jakiegoś bodźca, tym bardziej się do niego przekonujemy. Innymi słowy – im częściej spędzamy z kimś czas, tym coraz bardziej przypada nam do gustu. A zatem jeśli chcesz, by ktoś Cię polubił, jak najczęściej się z nim spotykaj. Pamiętaj jednak, że są wyjątki potwierdzające regułę. Zdarza się, że przez lata pracujemy z osobą, której – mimo upływającego 26

MADEMOISELLE / 2/2017

czasu – nie obdarzamy pozytywnymi emocjami. Miej więc na uwadze, że w niektórych przypadkach przebywanie nawet 24 godziny na dobę nie pomoże we wzbudzeniu uczucia, jeśli podstawą relacji jest, delikatnie mówiąc, niechęć. Drugim sprzyjającym czynnikiem rozkwitu romansu są wszelkiego rodzaju firmowe imprezy czy wyjazdy integracyjne. Często na takich spotkaniach panuje luźna, zabawowa atmosfera, dzięki której niejednokrotnie możemy odkryć drugą, nieznaną dotychczas stronę człowieka, która wybitnie przypadnie nam do gustu. W trakcie codziennej pracy jesteśmy pogrążeni w naszych obowiązkach; nie zważamy na subtelności w zachowaniu innych osób, które mogą w większym stopniu ujawniać ich osobowość. Nie bez znaczenia pozostaje także kwestia spotkań integracyjnych przy winie czy innych, mocniejszych trunkach. Pamiętajmy też, że większość z nas stara się wyglądać w pracy korzystnie oraz zachowuje się w sposób wzbudzający zainteresowanie. Codzienne przebywanie wśród atrakcyjnych, ciekawych


FOT. FOTOLIA

i elokwentnych osób siłą rzeczy sprzyja nawiązywaniu bliższych relacji. Kolejnym mechanizmem wyszczególnionym przez psychologów, mającym duży wpływ na rodzenie się uczucia między dwojgiem współpracujących ze sobą ludzi, jest tak zwany efekt przesunięcia pobudzenia. W pracy jesteśmy poddawani różnym emocjom, często skrajnym – od straszliwej złości czy irytacji, poprzez smutek i lęk, aż po zadowolenie, radość i euforię. Pełen koloryt i urozmaicenie. Każda z tych emocji utrzymuje się w nas średnio 10 minut, nawet wtedy, gdy bodziec go wywołujący trwał tylko kilka chwil (krótki mail, w którym szef wyraża swoje rozczarowanie naszym projektem, minutowa rozmowa telefoniczna, w którym ważny klient informuje nas, że decyduje się na nasze usługi). Efekt jest taki, że te emocje – pozytywne i negatywne – oraz wynikające z nich pobudzenie przechodzi na kolejne zdarzenia, które następują po wystąpieniu bodźca, a jeszcze w trakcie zalegania w nas emocji. Co może być dość zaskakujące, w przypadku

przesunięcia pobudzenia nie jest ważny rodzaj emocji, a jedynie stan ekscytacji, w którym się znajdujemy. I tak na przykład wyobraźmy sobie sytuację, że jest piątek – mamy przed sobą perspektywę fajnego weekendu, a dodatkowo klient, nad którym pracowaliśmy przez kilka tygodni, właśnie potwierdził zamówienie. Ogromna radość i podniecenie z niej płynące ma szansę przenieść się na kolegę, który właśnie podchodzi do nas, by opowiedzieć o swoich planach na weekend. Oznacza to, że osoby spotykane w pracy szczególnie łatwo mogą stać się obiektem gwałtownych uczuć i pożądania.

CO NA TO WSZYSTKO PRAWO? Wiele osób, z którymi rozmawiałam, żyje w przekonaniu, że romansowanie w pracy jest zabronione, a niekiedy nawet uważają, że związek współpracowników grozi „dyscyplinarką”. Czas powiedzieć, jak jest faktycznie. Prawo polskie nie definiuje zjawiska

romansu w pracy, czyli też go nie reguluje. Pracodawca może więc wyrażać swoją niechęć do związków miłosnych w jego firmie, nie ma jednak narzędzi do egzekwowania posłuszeństwa w tym względzie. Musisz jednak pamiętać, że są narzędzia pośrednie. Pracodawca zdecydowanie ma prawo do weryfikacji i egzekwowania skutków ewentualnych zaniedbań zawodowych, które wynikły z powodu romansu. Jeśli więc szef jest niechętny związkom między pracownikami, możesz mieć pewność, że gdy się o takim dowie, to przez jakiś czas będzie szczególnie intensywnie się przyglądał efektom pracy zakochanych. Ponadto musisz mieć też na względzie wewnętrzne regulaminy, które obowiązują w firmach. Czułości między partnerami wymieniane w miejscu pracy mogą je naruszać, na przykład – zapisy dotyczące wizerunku przedsiębiorstwa. Wyjątkiem dotyczącym regulacji prawnych jest romansowanie pracownika z szefem. Tutaj polskie prawo wyszczególnia zjawisko molestowania. O ile pracownikowi w tej sferze mniej grozi bycie MADEMOISELLE / 2/2017

27


jej BIZNES/ praca

posądzonym o molestowanie seksualne, o tyle szef uwikłany w romans, który z jakichś przyczyn nie przetrwał, jest narażony na bycie oskarżonym przez byłego partnera (np. chcącego się zemścić) właśnie o ten czyn karalny. Mimo że z prawnego punktu widzenia nic za bardzo nam nie grozi przez romanse biurowe, warto się zastanowić nad konsekwencjami takich zachowań.

ZALETY ORAZ WADY ROMANSÓW BIUROWYCH Wszelkie badania naukowe, których przeprowadzono już dość sporo, dowo28

MADEMOISELLE / 2/2017

dzą, że miłość w pracy przynosi ogrom korzyści, oczywiście z zastrzeżeniem, że dotyczy ona osób wolnych. Przede wszystkim większość ludzi akceptuje takie związki, a niekiedy nawet im kibicuje, co sprzyja rozwojowi miłości w firmie. Mając ukochaną osobę w pracy, do biura biegniemy jak na skrzydłach, jesteśmy bardziej kreatywni i pomysłowi (nie od dziś wiadomo, że rutyna i nuda są zabójcami twórczości), promieniujemy pozytywną energią i pracujemy znacznie wydajniej niż inni (chcemy się wykazać przed obiektem naszych westchnień). Nie bez znaczenia pozostaje też fakt, że w pracy mamy możliwość szybko

i dość dobrze poznać osobę, z którą romansujemy. Widzimy ją w różnych sytuacjach, często skrajnych, dowiadujemy się, jak radzi sobie ze stresem, jakie ma relacje z innymi, jak podchodzi do swoich obowiązków. Mamy możliwość dowiedzenia się znacznie więcej niż nawet na 10 randkach. Jednak by mieć pełen ogląd sytuacji, musisz też zdawać sobie sprawę z negatywnych konsekwencji związku w pracy. W pierwszej kolejności są nimi możliwe plotki kolegów z pracy, którzy obawiają się, że wasza relacja wpłynie na obniżenie wyników pracy całego zespołu albo zwyczajnie doszukują się w relacji „dru-


FOT. FOTOLIA

ROMANSOWAĆ I NIE ŻAŁOWAĆ

giego dna” – chęci awansu poprzez łóżko (jeśli romans dotyczy podwładnego z szefem). Wiąże się to także z koniecznością ciągłego udowadniania swoich kompetencji i profesjonalizmu. Możliwa jest utrata reputacji i przestój w karierze nawet na wiele lat, jeśli romans wyjdzie na jaw w wyjątkowo niesprzyjających okolicznościach. Pamiętaj też, że życie układa się różnie i nie zawsze biurowy romans kończy się miłością aż po grób. A zatem gdy związek się rozpadnie, dalej będziesz skazana na codzienne widywanie się ze swoim eks, co może być ciężkim przeżyciem, zwłaszcza na początku.

No właśnie, bilans „za i przeciw” zrobiony i nic Cię nie zniechęca przed wejściem w relację z obiektem pożądania. Co więc zrobić, by było dobrze? Przede wszystkim być wolnym i upewnić się, że przyszły partner nie jest z nikim związany. Romans osób zajętych nie wiąże się z niczym dobrym – to właśnie przez takie relacje romanse biurowe mają złą sławę. Gdy już masz pewność, że oboje jesteście singlami, musisz sprostać drugiej, najważniejszej kwestii – nauczyć się rozdzielać życie prywatne od zawodowego. Jest to niełatwe, zwłaszcza gdy praca jest dodatkowo czymś, co lubimy. Jednak istnieje wiele sposobów, by zadbać o swoistą higienę umysłu: szukanie innych niż praca tematów do rozmów, odnajdywanie aktywności, które oboje lubicie i będziecie wykonywać w czasie wolnym, a w domu nie wracacie do problemów z pracy – rozmawiacie o nich w biurze. W pracy natomiast pamiętaj, że poza Wami są też inni współpracownicy, którymi powinniście się interesować i z nimi rozmawiać. Dodatkowo w miejscu pracy trzymajcie wasze hormony na smyczy – czułe słówka, pocałunki i przytulanie zostawcie przed wejściem do biura, wszak nie chcecie zażenować swoim zachowaniem kolegów. Czas w pracy i czas poza pracą to cała nasza doba. Nawet najsilniejsze uczucie może nie sprostać tak intensywnej, ciągłej obecności partnera. Zadbaj więc też o swoją prywatną przestrzeń, do której ukochany nie będzie miał wstępu. Niech będzie to czas poświęcony hobby, czytaniu, nauce czy spotkaniom z przyjaciółmi. Taki oddech da Ci odpoczynek oraz umożliwi tęsknotę za wybrankiem. Jeśli natomiast romans nie przerodzi się w stały, szczęśliwy związek i po jakimś czasie się rozejdziecie, postarajcie się oboje nie chować w stosunku do siebie urazy – wybaczcie sobie wzajemnie wszelkie przykre słowa czy oskarżenia i powstrzymajcie przed ośmieszaniem się nawzajem przed współpracownikami.

MARIKA KŁUSKIEWICZ Z wykształcenia psycholożka i trenerka biznesu, z zawodu – managerka firmy Karczewski Doradztwo Personalne, w której odpowiada za projekty rekrutacyjne, szkoleniowe, doradcze i strategiczne. W ciągu ostatnich kilku lat miała przyjemność współpracować i doradzać topowym firmom na polskim rynku. Z powołania członkini zarządu Fundacji Młode Mamy, której celem jest wspieranie młodych i samotnych mam. Z pasji podróżniczka z namiotem na plecach i aparatem w ręku. MADEMOISELLE / 2/2017

29


FOT. FOTOLIA

30

MADEMOISELLE / 2/2017


jej MUST HAVE

Aplikacje do zarządzania czasem i zadaniami Kalendarz Google Najprostszy internetowy kalendarz, dla posiadaczy konta na Gmail – zawsze dostępny. Możemy w nim utworzyć kilka różnych kalendarzy, oznaczać je kolorystycznie, ustawiać przypomnienia. Gdy dołączymy konto Google w telefonie, możemy z niego korzystać również mobilnie.

INBOX by Gmail Inbox by Gmail pomaga uporządkować wiadomości i odnajdywać ważne informacje. Dostęp do ważnych informacji bez konieczności otwierania e-maila. Istnieje możliwość natychmiastowego odprawiania się na loty, wyświetlania informacji o wysyłkach kupionych przedmiotów oraz oglądania zdjęć od znajomych.

Any. do i Any.do Calendar Aplikacja pozwala na łatwe dodawanie, edycję i zarządzanie zadaniami. W prosty sposób możemy zmienić styl wyświetlania listy zadań i ustawić filtrowanie według daty wykonania, priorytetu wpisu lub folderu do jakiego notatka została przypisana.

It’s focus time! Odlicza czas ustawiony na pracę, głośnym dzwonkiem daje znać, że pora na przerwę i takim samym, że czas wrócić do pracy.

Toggl Aplikacja przeznaczona do rejestracji podejmowanych zadań wraz z czasem ich realizacji. Jego obsługa jest banalnie prosta – w zasadzie ogranicza się do wpisywania nazw poszczególnych zadań oraz wciskania przycisku start/stop. System wyróżnia bardzo nowoczesny i przyjemny dla oka interfejs.

Evernote Program umożliwia przechowywanie niemalże dowolnych plików, a wbudowane w nim funkcje pozwalają na proste tworzenie nowych dokumentów, w postaci m.in. notatek tekstowych, zapisków, zrzutów ekranowych i wielu innych. Wszelakie wprowadzone przez użytkownika elementy zapisywane są komputerze, ale również na koncie internetowym przez co dostępne są one z dowolnego miejsca na świecie.

Trello Trello daje Ci kontrolę nad wszystkimi Twoimi projektami w pracy i w domu. Nieistotne, czy zarządzasz zespołem, piszesz epicki scenariusz lub tworzysz listę zakupów, Trello jest pomocnikiem w organizowaniu i doprowadzaniu spraw do samego końca.

MAT. PROMOCYJNE

MADEMOISELLE / 2/2017

31


jej OSOBOWOŚĆ/ codzienność

BYĆ POLICJANTKĄ… Mocna psychika, doskonała kondycja fizyczna i dystans – takie cechy powinna mieć kobieta, która pragnie realizować się w policji. Nie ma co ukrywać – to męski świat. Brutalny, pełen agresji, niekiedy walki z użyciem ostrej amunicji. Jest w nim jednak miejsce dla kobiecości. Nie takiej kruchej i delikatnej, ale pełnej determinacji i wiary we własną siłę.

32

MADEMOISELLE / 2/2017


FOT. FOTOLIA

MADEMOISELLE / 2/2017

33


jej OSOBOWOŚĆ/ codzienność

Tekst i wywiad: Justyna Michalkiewicz

Z KASZUB DO POLICJI Było czerwcowe popołudnie. Na jednym z kaszubskich pól kilkunastoletnia Nina zbierała truskawki. Już wtedy wiedziała, że gdy dorośnie, zostanie albo weterynarzem, albo policjantką. Mundurowi wówczas budzili szacunek. Kilkadziesiąt lat później Nina sama przyodziała mundur i zaczęła patrolować trójmiejskie ulice. – W wieku 18 lat zostałam matką. Wyjechałam do Anglii i porzuciłam marzenia o weterynarii. Gdy rozwiodłam się z mężem, wróciłam do Polski, aby zacząć studia pedagogiczne. Wówczas obudziło się we mnie marzenie z dzieciństwa, aby spróbować swoich sił w policji. Chciałam sobie udowodnić, że mi się uda. Udało się – mówi z uśmiechem Nina.

Nina ma dzisiaj 30 lat. Jest atrakcyjną, pozornie delikatną kobietą. Gdyby ją spotkać na ulicy w stroju cywilnym, nie sposób pomyśleć, że w pracy ma do czynienia z ostrą amunicją i potrafi obezwładnić rosłego mężczyznę. A na takie sytuacje trzeba być gotowym. Podobnie jak na podryw. – Pamiętam, gdy podszedł do mnie policjant z Kanady po cywilu. Powiedział, że chciałby sobie zrobić ze mną zdjęcie, bo nigdy nie widział tak ładnej policjantki. Zaczerwieniłam się, to było miłe – mówi Nina. Amatorów podrywu jest wielu. Blondynka w mundurze to dla mężczyzn wyzwanie. Niestety, komentarze nie zawsze są przychylne. Czasami zza pleców słyszy docinki, po których człowiekowi robi się przykro. A ona tylko wykonuje swoją pracę. – Ten zawód jest bardzo sformalizowany. Każda interwencja i każde wylegitymowanie musi być zapisane. Gdy ktoś złamie prawo, muszę wystawić mandat. Mimo wszystko staram się być człowiekiem, ale i tak słyszę nieprzychylne komentarze, że mam się zabrać za porządną robotę, a nie nękać niewinnych ludzi – dodaje.

34

MADEMOISELLE / 2/2017

FOT. FOTOLIA

MISTRZOWIE PODRYWU

MOCNA PSYCHIKA I ZWŁOKI NA PERONIE Już w szkole policyjnej Nina miała przedsmak tego, z czym będzie jej dane mierzyć się każdego dnia. Na dwa dni przed egzaminem końcowym doznała kontuzji palców. Ból był nie do zniesienia, ale wiedziała, że jeżeli teraz odpuści, to być może już nigdy nie rozpocznie pracy w policji. Wzięła leki, zacisnęła zęby i zdała.

Dzisiaj patroluje gdańskie ulice. Każdy dyżur to niewiadoma. Zazwyczaj jest spokojnie, a dzień upływa na niegroźnych interwencjach albo na wystawianiu mandatów. Zdarzają się jednak sytuacje niebezpieczne, gdy o życiu i bezpieczeństwie decydują ułamki sekund. Tak było podczas jednej z nocnych interwencji, gdy chłopak chciał udusić swoją dziewczynę.


– W takich sytuacjach nie czuję strachu, tylko adrenalinę. Bardzo trudno było obezwładnić tego dwumetrowego „byczka”. Potraktowaliśmy go gazem, ale wciąż się na nas rzucał. To była jedna z najniebezpieczniejszych akcji w moim zawodowym życiu – dodaje. Bez silnej psychiki trudno odnaleźć się w tym zawodzie. Spotyka się ludzi po dopalaczach, którzy, pozornie spokojni, nagle potrafią rzucić się na funkcjonariusza i np. go… pogryźć. Zdarzają się również zwłoki – to całkiem normalne. Gdy Nina miała interwencję na jednym z peronów SKM, wciąż wierzyła, że uda się uratować poszkodowaną kobietę. Na miejscu okazało się jednak, że nie było czego zbierać. – Nie mam koszmarów i nie przeżywam tych sytuacji prywatnie. Jestem bardzo zdystansowana, to tylko moja praca – komentuje Nina.

KOBIECY UŚMIECH I NIEDOSZŁA SAMOBÓJCZYNI Na patrol chodzą dwójkami. Tak jest bezpieczniej. Może to być dwóch mężczyzn albo para mieszana. Niektórzy kwestionują, czy kobiety powinny pracować w policji. Są przecież delikatniejsze. Nina bez wahania odpowiada, że powinny. Właśnie ta delikatność jest ich ogromną siłą. Jak podkreśla Nina, do interwencji nigdy nie podchodzi z agresją, a wiele spraw łagodzi uśmiechem. Zdarza się również, że jej kobiecość ratuje komuś życie. – Pamiętam, jak zostaliśmy wezwani do niedoszłej samobójczyni. Stała zawieszona po drugiej stronie mostu. Gdy tylko zobaczyła mężczyzn w mundurach, zaczęła krzyczeć, że skoczy. Chłopaki musieli się schować, a ja zaczęłam z nią rozmawiać. Tylko przy mnie czuła spokój. Udało się ją uratować – mówi Nina.

Czy praca w policji zmienia? Oczywiście. Od kiedy patroluje ulice, na pewno jest odważniejsza, potrafi sama załatwić wiele spraw na mieście. Nie boi się rozmawiać z ludźmi i wie, jak postawić na swoim. Są również minusy. Doskonale wie, jakie niebezpieczeństwa czyhają na ludzi, przez co stała się bardzo wrażliwa na punkcie swojego dziecka. Ponadto gdy podróżuje komunikacją miejską, trzykrotnie się zastanowi, zanim wybierze miejsce, na którym usiądzie. Nieraz była wzywana do interwencji, gdy trzeba było wyprosić bezdomnego z pociągu czy autobusu. – My delikwenta zabieraliśmy, ale na krzesełku zostawała cała reszta. Nikt tego nie sprzątał. Ja przynajmniej mam tego świadomość – podsumowuje.

REKLAMA

MADEMOISELLE / 2/2017

35


jej OSOBOWOŚĆ/ feminizm

Trudne słowo na „F” Feministka – gruba, zaniedbana, przygnębiona stara panna z wąsem, której w życiu nic nie wyszło, a swoje frustracje wyładowuje na niczemu niewinnych, skrzywdzonych mężczyznach. W dodatku stawia sobie za główny cel zachwianie społecznej równowagi, a jedyne, na czym jej zależy, to propagowanie wojny płci i „ideologii gender”.

Tekst: Katarzyna Sudoł Która z nas nie słyszała podobnych banałów wygłaszanych, o zgrozo, z ust prominentnych polityków, dziennikarzy, wszelkiej maści osób publicznych? A może nawet dałyśmy się zwieść, przekonać, że nasze ambicje i marzenia są zamachem na to, co naturalne, a problem z awansem to nie „kwestia szklanego” sufitu, lecz braku umiejętności? Może też zaczynamy podejrzewać, że niższa pensja po prostu nam się należy? Otóż, drogie panie, nic bardziej mylnego. Wmawianie nam, że bycie feministką to obciach i że zaraz po wypowiedzeniu tego słowa wyrosną nam długie wąsy, to nic innego jak wierutne, okrutne kłamstwo. Feministka to każda z nas, która uważa, że kobieta i mężczyzna to równowartościowe istoty ludzkie.

Buntowniczki Słowo „feminizm” pochodzi od łacińskiego femina (kobieta). To ruch społeczny, podzielony na wiele nurtów, którego korzeniem jest dążenie do równouprawnienia kobiet. Mówiąc o feminizmie, nie sposób nie wspomnieć o sufrażystkach – pierwszych feministkach, bez których dzisiaj kobiety, łącznie z tymi, które od feminizmu się odgradzają grubym murem, nie miałby prawa do posiadania własnych pieniędzy, nauki, głosowania w wyborach, pełnienia funkcji publicznych. Sufrażystki działały w ramach tzw. pierwszej fali feminizmu, która przypada na przełom

36

MADEMOISELLE / 2/2017

XIX i XX wieku. W kręgu ich zainteresowań leżały takie zagadnienia, jak reforma prawa rodzinnego czy ekonomiczna sytuacja ówczesnych kobiet. I, oczywiście, prawa wyborcze. Wtedy też kobiety działające w ramach ruchu stawały się często ofiarami ataków i nienawiści, także ze strony swoich sióstr w płci, które sprzeciwiały się własnym prawom jako „antysufrażystki”. Jak widać, walka o to, co powinno być naturalną konsekwencją bycia człowiekiem, od zawsze pełna była niezrozumienia i nienawiści. Kolejnym punktem jest przedmiotowe traktowanie kobiet tak przez mężczyzn, jak i przez same kobiety. Kobiety w ogóle są często jeszcze gorsze niż mężczyźni w uciemiężaniu innych kobiet. Wiele z nich stoi na straży zakazów, którymi się je obarcza. Krytykują, delikatnie mówiąc, inne kobiety za próbę uwolnienia się z opresyjnych reguł. Przykład oczywisty: kobiety wojujące o całkowity zakaz aborcji. Na szczęście już wtedy, 100 lat temu, odważne członkinie ruchu nie poddały się tak długo, aż prawo wyborcze nie zostało im przyznane. Wbrew wrogom. W Wielkiej Brytanii, która była ojczyzną sufrażystek, stało się to w 1920 roku, czyli niespełna 100 lat temu. Po walce o podstawowe prawa obywatelskie przyszedł czas na dalszą część zmagań o godność. Feminizm drugiej fali objął przede wszystkim Stany Zjednoczone i niektóre kraje leżące na zachodzie Europy. Tematem sporu stały się tym razem prawa kobiet na rynku

FOT. FOTOLIA


pracy, prawo do decydowania o własnej rozrodczości, w tym prawo do aborcji i kwestie związane z kobiecą seksualnością. Kwestie, które, jak widać, nie wszędzie jeszcze zostały zaakceptowane. Lata 80. XX wieku to z kolei okres narastania trzeciej fali ruchu, który jest odpowiedzią na konserwatywne sprzeciwy wobec feminizmu drugiej fali i cofania wielu ówczesnych uzgodnień. To w tym okresie powstał tzw. postfeminizm, który twierdzi, że walka o równouprawnienie została wygrana, a feminizm przestał być

kobietom potrzebny. Z kolei działaczki trzeciej fali, która trwa do dziś, zwracały i zwracają uwagę na kwestie dotąd pomijane – sytuację kobiet w innych częściej świata, nierówności etniczne i rasowe, podziały ekonomiczne i religijne. Współczesne feministki odpowiadają na zarzuty kobiet, które dotąd czuły się pomijane. Dziś kobiety, wbrew lansowanej przez prawicowe środowiska teorii, wciąż stanowią grupę mniej uprzywilejowanych, mniej szanowanych, pomijanych człon-

ków społeczeństwa. Stąd konieczność nieustannego wyjaśniania problemu, który – zdaniem części społeczeństwa – dawno został rozwiązany. Kobiecość – czy nam się to podoba, czy nie – wciąż jest źródłem represji, agresji i poniżenia. Zarobki kobiet nadal nie są równe zarobkom mężczyzn. O naszym prawie do szczęścia, o naszej seksualności i życiu prywatnym ciągle chcą decydować politycy, w większości wciąż mężczyźni.

MADEMOISELLE / 2/2017

37


jej OSOBOWOŚĆ/ feminizm

– Feminizm nie jest walką o postawienie kobiet na piedestale czy próbą zwalczenia mężczyzn. Wydaje mi się, że w ogóle nie powinien być formą „walki”, bo nie jest to ruch związany w żaden sposób z przemocą. Feministki i feminiści nie chcą nikogo niszczyć czy stawiać niżej. Wręcz przeciwnie. Feminizm jest ruchem równościowym – opowiada Zuzanna Biedzińska-Musiewicz, filozofka. Podkreśla, że ludzie są różni tak, jak i różne są płcie. – Oczywiście biologiczne są dwie, z pewnymi wyjątkami. Jednak wiele osób nie potrafi określić się jako stuprocentowi mężczyźni czy stuprocentowe kobiety – taka definicja zakłada oczywiście heteroseksualizm. Moim zdaniem nikt nie powinien więc oceniać naszego poczucia przynależności do płci. Każdy ma prawo do definiowania siebie jako jednostki bez konieczności zaspokajania społecznych oczekiwań – podkreśla Zuzanna. Tak przynajmniej powinno być. Problem jednak zaczyna się już w dzieciństwie. Małe dziewczynki wciąż są wychowywane inaczej niż chłopcy. Różnice rozpoczynają się od dnia urodzenia, a nawet jeszcze wcześniej. Wiedzeni stereotypem, kupujemy różowe i niebieskie ubranka, które podkreślają płeć. Później – zabawki kierowane do konkretnych płci. Zuzia bawi się plastikową kuchenką, Krzyś z kolei jeździ po dywanie plastikowym samochodem. I nie ma w tym nic złego, o ile to same dzieci dokonują podobnych wyborów. Problem zaczyna się wtedy, gdy my, dorośli, swoim zachowaniem narzucamy dzieciom przywiązanie do konkretnych przedmiotów i zachowań. „Nie baw się garnuszkami, nie przebieraj lalki – to dziewczyńskie zabawy” – słyszą chłopcy. „A ty, kochanie, nie krzycz, zachowuj się jak dama, nie jak chłopak” – wpaja się dziewczynkom. Tymczasem świat dawno ruszył do przodu i zanegował pseudonaturalistyczne teorie o przeznaczeniu. Dzieci to mali ludzie, po prostu. I każde ma takie samo prawo do zabawy lalkami i śrubokrętem, niezależnie od płci. Niestety, wciąż nie wszyscy to rozumieją. Rodzice kierowani stereotypem – tym, jak sami zostali wychowani – bez złych 38

MADEMOISELLE / 2/2017

intencji wpychają swoje dzieci w sidła stereotypów. A to właśnie w dzieciństwie przyswajamy najszybciej, najmocniej. To wtedy budują się nasze poczucie własnej wartości, wyobraźnia i postrzeganie świata.

FOT. FOTOLIA

Od dziecka w różu

Sprzątaczka, matka, piękność, rekin biznesu – Kolejnym elementem patriarchalnej manipulacji jest język. Według badań, dziewczynki posługujące się językiem, w którym nie istnieje odmiana przez rodzaje lub jest dużo mniej widoczna niż w polskim (np. angielski), częściej są w stanie wyobrazić sobie swoją przyszłość na wysokich stanowiskach. W Polsce żadna dziewczyna nie marzy o byciu prezydentką – wiadomo przecież, że prezydentem może zostać tylko chłopak. Wydaje mi się, że podejmowanie próby zmiany pewnych form językowych jest równie ważne w ruchu feministycznym, jak zwracanie uwagi na równe prawa wszystkich ludzi. Jeżeli dzieci od małego będą wiedziały, że nie ma słów dotyczących tylko mężczyzn lub tylko kobiet, naturalniejsze będą dla nich koncepcje równości w ogóle – mówi Biedzińska-Musiewicz. Tymczasem, przekonana o swojej służebnej roli, dziewczynka wkracza powoli w dorosłość. I z każdym dniem jest coraz bardziej zagubiona;

z jednej strony to strażniczka domowego ogniska, z drugiej zaś – wyzwolona, silna prezeska dużej firmy. W dodatku nieustannie piękna, zadbana, z wielkim domem, przystojnym mężem i gromadką przecudnej urody, świetnie wychowanych dzieci. Tak, tak wygląda przeciętna bohaterka seriali i filmów, przeciętna rozpalaczka kobiecej wyobraźni. Trudno się nie domyślić, że to ideał, który w rzeczywistości nie istnieje. Nie sposób spełniać się w stu procentach we wszystkich możliwych dziedzinach życia. Kobiety są dziś zagubione i rozdarte pomiędzy tym, co powinny a tym, czego pragną. Bez wątpienia są wśród nas takie, których największym marzeniem jest spełniać się w roli matki, a z dzieci uczynić centrum swojego świata. Obok nich są kobiety, które nie wyobrażają sobie ciąży, macierzyństwa i opieki nad domem. Zamiast tego świetnie sprawdzają się w pracy, która staje się ich spełnieniem. A zaraz obok stoją te, które chcą mieć jedno i drugie – szczęśliwe dzieci i dobrą pracę. Każda z nas ma takie samo prawo do szczęścia i spełnienia w tym, o czym marzy i czego pragnie. Nikt, absolutnie nikt, nie ma prawa wmówić nam, że jest inaczej. Współczesne kobiety, pytane czym jest dla nich feminizm, coraz rzadziej rzucają sloganami w stylu: „jakieś to bez sensu, mnie niczego nie brakuje”. Wiedzą, że jeszcze wiele brakuje nam do męskiego statusu. Kamila, dwudziestoczteroletnia stewardessa, mówi wprost: „Trzeba walczyć o swoje, nikt za nas tego nie zrobi”. I nie wstydzi się mówić o sobie jako feministce. Tak samo jak jej mama i siostra. I to jest właśnie feminizm: możliwość realizowania się w życiu takim, jakie same dla siebie wybrałyśmy. Nie według instrukcji, książkowego poradnika czy poleceń męża. Życie jest zbyt krótkie żeby zapomnieć w nim o sobie samej, o swoich prawach i możliwościach, które oferuje nam świat. Feminizm to miłość do kobiet, do kobiecości w ogóle, to wzajemne wspieranie się, siostrzeństwo, którego wciąż tak bardzo nam brakuje. Nie wstydźmy się zatem słowa na „F” – jeśli coś nam od niego wyrośnie, to na pewno nie wąsy, a być może skrzydła.


FOT. FOTOLIA


jej OSOBOWOŚĆ/ psychologia

Psychoterapia – by poznać siebie Zdarza się tak, że w naszym życiu pojawiają się momenty, w których pomimo wielu starań, po prostu jest nam ciężko. Patrzymy dookoła, a nasze życie nie jest tym życiem, które chcemy, które sobie wyobrażałyśmy. Pogrążając się coraz głębiej w swojej niedoli – cierpimy i jesteśmy zagubione.

Tekst: Karolina Jarzębińska Progresywnie rodzi się w nas gniew, a sytuacja wydaje się na tyle beznadziejna, że odnosimy wrażenie, iż utknęłyśmy w niej na dobre. Zdaje się, że nie ma nikogo, kto mógłby podać pomocną dłoń i wyciągnąć nas z tej doliny. Nie wiemy, skąd biorą się nasze problemy, czemu czujemy się nieszczęśliwe, a nasza codzienność to pasmo porażek. Czujemy ból, jesteśmy niezadowolone, sfrustrowane i smutne. Odczuwamy różne lęki, które mogą towarzyszyć nam przez większość naszego życia. Są często nawet nieuświadomione, a jednak działamy pod ich wpływem. Szukamy winy w sobie bądź obwiniamy cały świat za nasze niepowodzenia. Często nadmiernie się krytykujemy i zamiast się podnosić, jeszcze bardziej upadamy, a gdy bezradność osiągnie poziom krytyczny, nawet nie wiemy, do kogo się zgłosić o pomoc.

Świadomie przez życie Taki czas może być bardzo bolesny i niezwykle destrukcyjny, zwłaszcza gdy nasz „wewnętrzny krytyk” odzywa się coraz głośniej i częściej, a nasze „wewnętrzne dziecko” siedzi w kącie opuszczone, skrzywdzone i zapłakane. Nie wiemy, kim jesteśmy i czemu robimy to, co robimy. W takiej chwili (choć cicho marzę, że jeszcze przed momentem dotknięcia tzw. dna) pomocą może okazać się wizyta u psychoterapeuty, a w efekcie podjęcie psychoterapii. Brzmi groźnie? Tajemniczo? Zniechęcająco? Terapia to wciąż temat tabu, wokół którego narosło wiele różnych bajek. 40

MADEMOISELLE / 2/2017

Sądzę, że nadszedł czas, aby to odczarować i powiedzieć po prostu – jeśli jesteś gotowa na to, by wprowadzać zmiany w swoim życiu, to odważnie podejmij decyzję o psychoterapii. Według mnie, to znakomity, jeśli nie najlepszy sposób na to, by poznać siebie i zacząć świadomie żyć. Jeśli można coś zmienić, a zawsze można, to warto spróbować. Bycie blisko siebie może naprawdę poprawić jakość życia i przynieść wiele pozytywnych transformacji, tak jak to się zadziało w moim przypadku.

Podróż w głąb siebie Psychoterapia to podróż i aby ją odbyć, potrzeba dużo odwagi. Każdy kto uważa, że będzie łatwo, ten jest w błędzie. To droga, na której będziesz upadać i się podnosić, ale na końcu poczujesz z siebie dumę. Prawdopodobnie będziesz wewnętrznie krwawić z bólu, płakać, śmiać się, radować, cieszyć, znów się poczujesz rozdarta, opuszczona, smutna i zła, i tak w kółko przez jakiś czas. Psychoterapia to proces, w którym poznasz swój cień i nauczysz się go oswajać. To raczkowanie przez dzieciństwo, kroczenie przez lata przeszłości, by dostać się do dziś i stanąć jako dorosła, silna kobieta pełna wrażliwości, ufności i miłości do siebie, która akceptuje siebie i innych. Dzięki swojej pracy z psychoterapeutą, będziesz w stanie zrozumieć swoje postępowanie, myśli, poznasz schematy, którymi kierujesz się w życiu, a poprzez pracę nad sobą, staniesz się świadoma, a przede wszystkim – będziesz znała siebie.


Uważam, że poznanie siebie jest bardzo ważne na życiowej drodze, gdyż wtedy możemy w pełni wykorzystywać nasz potencjał i cieszyć się życiem. Taka wędrówka w głąb nas samych może pokazać nam miejsca, które, jeśli pozostaną nieuzdrowione, mogą przeszkadzać nam w osiągnięciu celu. Często same się blokujemy i nie wiemy, skąd pojawiają się problemy w naszym życiu, a przyczyna bardzo często, jeśli nie zawsze, leży właśnie w naszej psychice. Najgorszą rzeczą, jaką robimy, jest ciągła ucieczka. Uciekamy od tego, co nas boli, tłumimy emocje, pędzimy do przodu, a w głębi często płaczemy, krzyczymy, czujemy się rozdarte. Jesteśmy wciąż małymi dziewczynkami, które tylko czekają, aż ktoś się nami zaopiekuje, ktoś przytuli, ktoś pokocha. To nasze „wewnętrzne dziecko” czeka. Czeka na kontakt z nami, stęsknione naszej miłości. Miłości, którą mamy dać sobie same.

Idę…, nie idę… W momencie podjęcia decyzji o psychoterapii może się pojawić lęk i niepewność. Lęk przed zmianą, strach przed tym – „czego ja się tam dowiem?”. A w efekcie tysiące kłębiących się myśli, które mogą doprowadzić nas do pytania – „po co ja tam w ogóle idę?”. Rodzi się też mnóstwo innych pytań i przychodzi zawahanie. To wszystko jest zupełnie normalne i naturalne. Ważne jest natomiast, aby naszą podjętą decyzję utrzymać i wiedzieć, że robimy to dla siebie, aby sobie pomóc i odkryć radość z życia. Jest to nasza szansa na to, by coś zmienić, odnaleźć zaginione części siebie, które być może tylko czekają na to, abyś je zauważyła. Psychoterapia to także możliwość zaakceptowania tego, kim jesteś i uzdrowienia tego, co boli.

Wsiądź do gabinetu, nie byle jakiego… Podczas swojej psychoterapii wielokrotnie zmieniałam zdanie i opinie na temat tego, jak określam to doświadczenie, ale teraz mogę powiedzieć jedno – była to jedna z najlepszych decyzji w moim życiu. Przeszłam przemianę, dojrzałam i jestem ze sobą w pełnym kontakcie, dlatego też jestem wdzięczna właśnie sobie, że odważyłam się na ten krok. Dużo zawdzięczam mojej psychoterapeutce, bo to dzięki niej bezpiecznie „dotarłam do brzegu”, dlatego też zachęcam do rozważnego wyboru zarówno nurtu psychoterapii, jak i samego psychoterapeuty. Odwagi, a gdy już ją w pełni uaktywnisz to z jednostronnym biletem w ręku, łap swój wybrany środek transportu i wyrusz w podróż swojego życia. W ekspedycję, która doprowadzi Cię do swojego wnętrza – to zapewne będzie początek czegoś nowego i ekscytującego. REKLAMA


jej SPORT/ inicjatywa

Z kalendarzem po zdrowie Piękne, wysportowane nagie ciała na kolejnych kartach dwóch wyjątkowych kalendarzy. Męski i damski – oba stworzone w szczytnym celu. W celu ratowania życia.

– Pomysł narodził się w Crossfit Trójmiasto w Sopocie ponad rok temu, gdzie Maciej Bielski zaproponował mi stworzenie kalendarza i to właśnie wtedy powstał pierwszy nagi kalendarz crossfitowców walczących o profilaktykę raka piersi. W tym roku pomysł ewoluował i powstały dwa kalendarze – nad jednym patronat objął, jak w zeszłym roku, Crossfit Trójmiasto i jest to kalendarz damski – profilaktyka raka jądra, a pod patronatem Kuby Popławskiego powstał kalendarz męski – profilaktyka raka piersi – opowiada Jan Górczak, fotograf i crossfitowiec.

42

MADEMOISELLE / 2/2017

FOT. FOTOLIA

Tekst: Katarzyna Sudoł


I damski, i męski kalendarz, stanowią zwieńczenie kampanii zachęcających do badania, kontroli i leczenia. Kampania społeczno-edukacyjna na rzecz profilaktyki raka jądra „Odważni wygrywają” została zainicjowana i zrealizowana przez Fundację „Gdyński Most Nadziei”. Celem akcji jest zwrócenie uwagi na chorobę, nauka samobadania u mężczyzn. Ma nam uświadomić, że wcześnie wykryty rak jądra jest całkowicie wyleczalny. Podobna akcja, „BreastFit. Kobiecy biust. Męska sprawa”, powstała z inicjatywy Fundacji Onkocafe. Celem jest zachęcanie do systematycznych badań i edukacja na temat profilaktyki raka piersi oraz samej choroby. Ciekawym rozwiązaniem jest skierowanie przesłania do mężczyzn – partnerów kobiet. To oni mają włączyć się w profilaktykę raka piersi, pomagać kobietom w badaniu, uświadomić sobie, jak ważne jest ich wsparcie. BreastFit nawiązuje swoją nazwą do Crossfitu właśnie. Dyscypliny sportu, która wymaga szczególnie dużo

samodyscypliny, hartu ducha, codziennej walki z własnymi słabościami. – „BreastFit” to sztuka badania piersi, rozmowy oraz wsparcia emocjonalnego. Jest to rodzaj treningu włączający mężczyzn w dbanie o zdrowie najważniejszych dla nich kobiet. Kampania dostarcza mężczyznom wiedzy o sposobach wsparcia i narzędziach do rozmowy, zaś partnerom pozwala nabyć podstawowe umiejętności w zakresie badania piersi partnerki – piszą organizatorzy akcji. Obie niezwykle istotne kampanie społeczne otrzymały wsparcie od Crossfit Trójmiasto. To tutaj, jak mówi Górczak, powstał pierwszy kalendarz związany z akcją „BreastFit”. W tym roku sportowcy włączyli się do obu inicjatyw, tworząc wyjątkowe dzieła sztuki. Powstały dwa niezwykłe kalendarze, na których możemy oglądać piękne, nagie ciała sportowców – kobiet przy okazji kalendarza profilaktycznego wobec raka jądra i mężczyzn – w kalendarzu propagującym walkę z rakiem piersi.

Zdjęcia w kalendarzach wzbudzają zachwyt – zarówno pięknymi ciałami modeli i modelek, jak i ich odwagą. – Nagość pojawia się tutaj z wielu powodów. Bo jest tak samo krepująca i naturalna jak choroba, a często wstyd przed nagością jest podobny do wstydu i lęku przed rozmawianiem o tych chorobach. A my staramy się ten lęk złamać, stąd nazwa damskiego kalendarza „Odważne dla Odważnych”. Poza tym najzwyczajniej zwraca uwagę – co próbujemy zrobić – na problem. Kolejny argument to fakt, że crossfitowcy i ich codzienne trudy i zmagania z ciężarami mają motywować nas do dbania o swoje zdrowie, a ich nagie ciała świetnie wyrażają to, ile pracy w to włożyli, ile potu i zmagań. Takie też, mam nadzieję, są te zdjęcia – widać na nich pracę, a nie tylko pozowanie – opowiada Górczak.

REKLAMA


jej SPORT/ inicjatywa

FOT. FOTOLIA

Kalendarze spotkały się z ogromnym zainteresowaniem. Ich sprzedaż zaskoczyła nawet największych optymistów. Dziś większość z nich jest już niedostępna. A to świetna wiadomość – dochód z kalendarza przeznaczony jest na wsparcie działań edukacyjnych fundacji z zakresu profilaktyki nowotworów. Sportowcy wykonali tutaj naprawdę ogrom wartościowej pracy. Włączając się do kampanii, pokazali, że ich codzienna aktywność może być motywacją dla innych, może pomóc ratować ludzkie życie. Odwaga, z którą prezentują się na zdjęciach i podeszli do zadania, może zaprocentować. Zwłaszcza że już dziś spotyka się z pozytywnymi reakcjami. – Już przed opublikowaniem kalendarza mieliśmy bardzo pozytywny odzew od lekarzy i pacjentek. Dziennikarze też nas wspierali, aczkolwiek w szczególności u modelek można było wyczuć lęk, czy ludzie dobrze to odbiorą. Okazało się oczywiście, że odbierają, przynajmniej w większości, bardzo dobrze i gratulują całej akcji. Słyszałem niesamowite historie, jak pacjentki dziękowały, leżąc w łóżku w szpitalu, że to robimy, że je wspieramy i o nich mówimy. To naprawdę piękne chwile. I to też jest Crossfit – wzajemne wspieranie się, dlatego też męski kalendarz nosi nazwę „Power Of Community” – mówi fotograf i model. Tę siłę wspólnoty widać w kalendarzu. Tak jak wspierają się oni, tak mamy wspierać się my – w życiu, w badaniu, w chorobie. – Wydaje mi się, że wspólny szczytny cel, który nam przyświecał, naprawdę w tym pomógł. Cała ekipa, która pracowała nad kalendarzami, bardzo się przykładała. Modele i modelki mieli specjalne diety i treningi pod tę sesje, tak aby wyglądać jak najlepiej. A więc sporo poświęceń i organizacji to kosztowało, ale myślę, że też sporo satysfakcji z całej akcji – podsumowuje Jan Górczak. Kalendarz kampanii „Odważni wygrywają” dostępny jest w: księgarni Gdyńskiego Centrum Filmowego, sklepie Pompuj Bicki, w biurze Fundacji i CrossFit Trójmiasto oraz na zamówienie (info@odwazni.com).

44

MADEMOISELLE / 2/2017


jej MUST HAVE

3.

2. 1.

6. 5.

4.

8.

7.

1. Kask narciarski. Hardshell, 4F. Cena: 169,90 zł 2. Kask narciarski. Hardshell Uniseks, 4F. Cena: 179,90 zł 3. Gogle narciarskie damskie. Revo, 4F. Cena: 179,90 zł 4. Spodnie narciarskie Aquatech. 2Layer 3000, 4F. Cena: 159,90 zł 5. Kurtka narciarska Sunrise Gradient Aquatech. 2Layer 5000, 4F. Cena: 449,90 zł. 6. Body bezszwowe z regulacją. Alpine_Chic, 4F. Cena: 119,90 zł 7. Kurtka narciarska Winter Animal Aquatech. 2Layer 5000, 4F. Cena: 299,90 zł 8. Getry bezszwowe. Seamless System, 4F. Cena: 99,99 zł MAT. PROMOCYJNE

MADEMOISELLE / 2/2017

45


jej DIETA/ odżywianie

Fakt – diety tuczą! część 2 DOMINIKA DIETRICH-STEFANKIEWICZ

Pomimo ogromnego zainteresowania dietami odchudzającymi, wielu ekspertów twierdzi, że stosowanie modnych diet w dłuższej perspektywie nie przynosi efektów. Można śmiało wysunąć tezę, że diety powodują... wzrost masy ciała. Dlaczego tak się dzieje? W momencie głodówek czy dostarczania organizmowi zbyt małych ilości energii organizm przystosowuje się do nowej sytuacji i skutecznie obniża przemianę materii. Dodatkowo w czasie stosowania diet tracimy głównie wodę i masę mięśniową – nie każde odchudzanie wiąże się z utratą tkanki tłuszczowej.

HISTORIA PANI ALICJI Kilka miesięcy temu do gabinetu zgłosiła się bardzo otyła, młoda kobieta. Na samym początku konsultacji zaczęła płakać i z ogromnym żalem przyznała, że trzy lata wcześniej ważyła niespełna 60 kg, a później dokładnie opowiedziała swoją historię… Ważąc 60 kg, zapragnęła odchudzić się do wagi 55 kg, dlatego zaczęła stosować dietę wysokobiałkową. Niestety, na tego typu diecie odczuwała ogromne problemy zdrowotne, częsty ból głowy, ból w okolicy lędźwi, który okazał się symptomem stanu zapalnego nerek. Pacjentka za namową lekarza zrezygnowała z diety. Zaburzyła przemianę materii i przybrała kilka kilogramów, które ciężko było zredukować. Po kilku miesiącach postanowiła spróbować diety warzywno-owocowej, lecz, niestety, przy intensywnym trybie życia nie dało to rezultatów. Pani Alicja nie dostarczała odpowiedniej ilości energii i często bywała bardzo osłabiona, miała problemy z koncentracją, z aktywnością fizyczną. Z 60 kg doprowadziła się do masy ciała około 73–75 kg. Następne kilogramy nie powstawały już wskutek stosowania restrykcyjnych diet, ale w konsekwencji 46

MADEMOISELLE / 2/2017

zastosowania zaledwie dwóch diet. Pani Alicja w okresach załamań nerwowych, stresów uciekała w nawyk jedzenia. *** A zatem każda dieta powinna być wprowadzona indywidualnie, z dopasowaniem do danych preferencji. Każdy z nas ma inną przemianę materii, odmienny wywiad medyczny, wiek, aktywność fizyczną. Dieta powinna być przede wszystkim oparta na zasadach zdrowego żywienia. Nie może w niej zabraknąć węglowodanów, które są często pomijane w jadłospisie. Redukcja węglowodanów, owszem, powoduje bardzo szybki spadek masy ciała, ale nie wolno zapominać, że węglowodany są podstawą w dostarczaniu składników odżywczych; powinny one stanowić około 55–60% zapotrzebowania kalorycznego. Warto także przyjrzeć się dokładnie sobie – dlaczego tyjemy. Często bolączką kobiet jest jedzenie na tle stresu. Warto nauczyć się radzenia w takich sytuacjach. Świetnym sposobem jest spędzanie wolnego czasu aktywnie. Zamiast siedzieć przed telewizorem i jeść czekoladę, lepiej wyjść na fitness czy na spacer. Zachęcam do zapisywania zjadanych posiłków i produktów na kartce. Wówczas można zdać sobie sprawę, czy posiłki są dostarczane o regularnych porach, czy zjada się produkty wskazane, kiedy i jak często się podjada. Poniżej przedstawiam jadłospis opierający się na zasadach zdrowego żywienia.

Dietetyk medyczny Akademia Skutecznej Diety GDAŃSK C.H. Manhattan Al. Grunwaldzka 82 lok. 353A tel. kom.: 606 517 057 GDYNIA Budynek Atrium ul. Starowiejska 41/43 lokal 31 tel. kom.: 53 52 34382 (53 52 DIETA) dominika@dobrekalorie.com www.DobreKalorie.com www.facebook.com/ /AkademiaSkutecznejDiety www.youtube.com/DobreKalorie

DZIEŃ 1. I śniadanie Owsianka z mandarynkami Płatki owsiane – 3 płaskie łyżki Jogurt naturalny – 1 kubek – ok. 150 g Mandarynki – 2 sztuki Pestki słonecznika – 1 płaska łyżka Płatki zalać wrzątkiem (ok. 100 ml) i poczekać, aby wchłonęły całą wodę. Następnie dodać pozostałe składniki. II śniadanie Kanapki z jajkiem Chleb żytni – 2 kromki Serek kanapkowy naturalny – cienko posmarować Jajko – 1 sztuka Ogórek kiszony – 1 mała sztuka Lunch Sałatka z mozzarellą, pieczywo Sałata lodowa lub inny rodzaj sałaty – 3 liście Papryka czerwona – 1/4 sztuki Mozzarella, odtłuszczona – 1/3 sztuki – ok. 40 g Pestki dyni – 2 płaskie łyżki Oliwa – 1 płaska łyżka Bazylia, oregano Chleb żytni – 1 kromka


Obiad Dorsz z warzywami na parze, kasza jęczmienna Dorsz – 1 sztuka – ok. 150 g Cytryna – 1 mała sztuka Oliwa – 1 płaska łyżka Mieszanka warzyw mrożonych – 1/3 opakowania – ok. 150 g Kasza jęczmienna, perłowa – 30 g suchej masy – 1/3 woreczka po ugotowaniu Oliwa – 2 płaskie łyżeczki Pietruszka, liście – 1 płaska łyżka Dorsza umyć, osuszyć. Polać oliwą i obłożyć pokrojoną cytryną. Ułożyć w parowarze (ewentualnie na durszlaku, a ten ułożyć nad garnkiem z gotującą się wodą) wraz z warzywami, gotować ok. 20–30 min, aż dorsz i warzywa będą gotowe. Kolacja Zupa krem z dyni Porcja zupy – 350–400 ml – porcja podana na jeden dzień Przepis na dwa dni Dynia mrożona – 1 opakowanie – 450 g Cebula – 1 średnia sztuka (opcjonalnie) Imbir – ok.1,5 cm kawałek Czosnek – 1 ząbek Masło – 1 płaska łyżeczka Olej – 2 płaskie łyżeczki Sól, pieprz, liść laurowy, ziele angielskie W garnku rozgrzać olej, podsmażyć posiekaną cebulę i czosnek, po chwili dodać masło i poczekać, aż cebula zmięknie. Następnie dodać dynię i zalać ok. 0,5 l gorącej wody, dodać sól, pieprz, liść laurowy, ziele angielskie i starty na tarce imbir. Po ok. 10 min, gdy dynia zrobi się miękka, wyłączyć gaz, poczekać chwilę, aż zupa ostygnie i zmiksować.

DZIEŃ 2. I śniadanie Owsianka z gruszką Płatki owsiane – 3 płaskie łyżki Jogurt naturalny – ok. 150 g Gruszka – 1 średnia sztuka Migdały – 1 łyżka II śniadanie Serek wiejski z pomidorem, pieczywo Serek wiejski – 1 opakowanie – 150 g Pomidor – 1 średnia sztuka Bazylia, oregano Chleb żytni – 1 kromka

Lunch Sok wielowarzywny, wafle ryżowe, mandarynki Sok wielowarzywny – 1/2 kartonika – ok. 250 ml Wafle ryżowe – 2 sztuki Filet pieczony z indyka – 2 plasterki – 30 g Mandarynka – 2 sztuki Obiad Gulasz wołowy, kasza gryczana, surówka z marchwi i selera Pół porcji gulaszu wołowego + kasza gryczana – ok. 30 g – 1/3 woreczka po ugotowaniu + surówka z marchwi i selera – ok. 150 g – porcja podana na jeden dzień Przepis podany na dwa dni: Mięso wołowe – ok. 200 g Marchew – 1 mała sztuka Seler – 1 średnia sztuka Pietruszka, korzeń – 1 mała sztuka Czosnek – 1 średni ząbek Koncentrat pomidorowy – 2 płaskie łyżki Olej – 1 płaska łyżka Susz warzywny Sól, pieprz, bazylia, oregano Kasza gryczana – ok. 30 g suchej masy – 1/3 woreczka po ugotowaniu (porcja podana na 1 dzień) Seler korzeniowy – mały kawałek lub 1/2 małej sztuki Pietruszka, liście – 1 płaska łyżka Oliwa – 1 płaska łyżka (porcja podana na 1 dzień) Warzywa obrać, umyć i osuszyć. Marchew, pietruszkę i selera zetrzeć na tarce o dużych oczkach. Rozgrzać patelnię z olejem podsmażyć marchewkę, pietruszkę i selera, do zarumienienia, przełożyć do garnka. Mięso umyć, osuszyć i pokroić w kostkę, obsmażyć na oleju i wrzucić do garnka z warzywami. Zawartość garnka zalać szklanką wrzątku z suszem warzywnym, dodać sól i pieprz. Po zagotowaniu zmniejszyć ogień i gotować jeszcze ok. godzinę. Po tym czasie dodać koncentrat pomidorowy, posiekany ząbek czosnku, dokładnie wymieszać, sprawdzić smak i gotować na wolnym ogniu następną godzinę, co jakiś czas mieszać. Marchew i seler zetrzeć na tarce, wymieszać z oliwą i posiekaną pietruszką.

Kolacja Zupa krem z dyni Porcja zupy – 350–400 ml – porcja podana na 1 dzień

DZIEŃ 3. I śniadanie Kanapki z pieczonym indykiem Chleb żytni – 2 kromki Serek kanapkowy naturalny – posmarować grubszą warstwę – np. Bieluch Pieczony indyk – 2 plasterki – 30 g Ogórek kiszony – 1 mała sztuka II śniadanie Ciasteczka owsiane z czekoladą Pół porcji ciasteczek Banan dojrzały – 2 sztuki Płatki owsiane górskie – 3/4 szklanki – ok. 80 g Czekolada gorzka – 2 paski – 30 g Banana, płatki owsiane i startą czekoladę wymieszać, wyłożyć masę łyżką na papier do pieczenia, formułując okrągłe ciasteczka. Piec w piekarniku nastawionym na 180°C przez ok. 15 min. Lunch Gotowane warzywa z sezamem, pieczywo Mieszanka warzyw mrożonych – 1/3 opakowania – ok. 150 g – np. mieszanka warzyw włoskich Sezam – 1 płaska łyżka Oliwa – 1 płaska łyżka Chleb żytni – 1 kromka Obiad Gulasz wołowy, kasza gryczana, surówka z marchwi i selera Pół porcji gulaszu wołowego + kasza gryczana – ok. 30 g – 1/3 woreczka po ugotowaniu + surówka z marchwi i selera – ok. 150 g – porcja podana na 1 dzień. Kolacja Sałatka z mozzarellą Sałata lodowa lub inny rodzaj sałaty – 3 liście Papryka czerwona – 1/4 sztuki Mozzarella, odtłuszczona – 1/3 sztuki – ok. 40 g Pestki dyni – 2 płaskie łyżki Oliwa – 1 płaska łyżka Bazylia, oregano

MADEMOISELLE / 2/2017

47


jej DIETA/ przepisy

Kasza jaglana TATIANA JAWORSKA Jestem pasjonatką zdrowego stylu życia. Wszystko, o czym mówię i piszę, mam przetestowane na sobie, aby mieć pewność, że to działa. Poprzez zmiany w diecie i stylu życia, pomagam ludziom odzyskać apetyt na zdrowie i radość. Zazwyczaj zalecam stopniowe wdrażanie zdrowych i smacznych przepisów metodą małych kroków. Jednak na wyjątkowo opornych najlepiej działa dwutygodniowy program, po którym czują się tak fantastycznie, że już nigdy nie wracają do starych przyzwyczajeń. Swoimi sprawdzonymi sposobami dzielę się na blogu, który prowadzę razem z mężem. Zapraszam!

BARSZCZ CZERWONY Z KASZĄ JAGLANĄ Składniki na barszcz czerwony z kaszą jaglaną • 2 litry wody • 80 dag buraków • 3 marchewki • 1 pietruszka • Kawałek selera • 2 cebule • 10 cm pora • 5 ziaren ziela angielskiego • 2 liście laurowe • 1 ząbek czosnku • Sok z 1 cytryny lub 2 szklanki zakwasu buraczanego • 1 łyżka soli himalajskiej • 1 łyżka syropu klonowego • 1 łyżka oleju lnianego • Kilka gałązek natki pietruszki • 3/4 szklanki suchej kaszy jaglanej Buraki, marchewkę, pietruszkę, seler i cebulę obierz i pokrój w kostkę, pora pokrój w talarki. Zagotuj wodę i dodaj do niej buraki, marchewkę, pietruszkę, seler, cebulę, por i przyprawy (oprócz soli). Gotuj 30 minut. W tym czasie ugotuj kaszę. Podpraż ją w suchym garnku i wypłucz. Po tym dodaj 2 szklanki wody i gotuj na małym ogniu około 15 minut. Dodaj ją do barszczu w kawałkach. Możesz również w połowie gotowania dodać wypłukaną kaszę i ugotować w zupie. Po 30 minutach gotowania barszczu dodaj przeciśnięty przez praskę czosnek, sól i opcjonalnie syrop klonowy, wyłącz gaz. Dodaj sok z cytryny. Jeśli masz zakwas, dodaj go i nie gotuj, aby barszcz nie nabrał brunatnego koloru. Na talerze nalej barszcz z warzywami, dodaj kaszę, posyp pietruszką i gotowe.

SMAKOWITE JAGLANE RAFAELLO Składniki na smakowite jaglane rafaello Składniki na ciasto • 1 szklanka mąki owsianej (bezglutenowej) • 0,5 szklanki mąki gryczanej • 1 łyżka mielonego siemienia lnianego • 4 łyżki ksylitolu • 1 jajko • 0,5 kostki zimnego masła • 0,5 łyżeczki sody • Szczypta soli himalajskiej Składniki na masę • 1 szklanka suchej kaszy jaglanej • 0,75 szklanki daktyli • 1 szklanka wiórków kokosowych • 3 łyżki kakao • 3 łyżki ksylitolu • 3 łyżki soku z cytryny Składniki na polewę • 3 łyżki tłuszczu kokosowego • 4 łyżki kakao • 1 łyżka ksylitolu Kaszę jaglaną wypłucz na sitku i ugotuj w 2 szklankach wody (15 min). Po ugotowaniu podziel ją na pół – będzie potrzebna do obu mas. Nie czekaj aż wystygnie. Ciasto – sposób wykonania Masło drobno posiekaj z obiema mąkami. Dodaj jajko i ponownie posiekaj. Zagnieć ciasto. Jeśli się nie klei, dodaj odrobinę wody i zagnieć. Ulep z niego kulkę, zawiń w folię aluminiową i włóż do lodówki na 30 minut. Następnie na dno tortownicy lub formy do tarty o średnicy około 24 cm połóż papier do pieczenia. Ciasto rozwałkuj w miarę cienko i wyłóż nim dno tortownicy. Jeśli słabo się wałkuje, po prostu wyklej jak potrafisz. Ciasto przed pieczeniem ponakłuwaj wykałaczką lub widelcem. Wstaw do nagrzanego do 180 st. piekarnika i piecz 20 minut. Masa czekoladowa – sposób wykonania Daktyle poprzekrawaj na pół, aby upewnić się, że nie ma w nich żadnej pestki. Przełóż je do szklanki, a szklankę zalej wrzątkiem do pełna i niech się moczą przez kilka minut. Następnie odlej wodę (przyda się do masy rafaello), zmiksuj je blenderem ręcznym razem z 2 łyżkami wody od moczenia daktyli, kakao i jeszcze ciepłą kaszą jaglaną. Masę wyłóż na przestygnięty podkład. Masa rafaello – sposób wykonania Kaszę jaglaną zmiksuj z wiórkami kokosowymi, ksylitolem, cytryną i wodą od moczenia daktyli. Delikatnie wyłóż na masę czekoladową. Polewa – sposób wykonania Lekko rozpuść tłuszcz kokosowy, dodaj ksylitol, kakao i zmiksuj lub wymieszaj. Wylej na ciasto i wstaw je do lodówki, aby stężało. Przed podaniem posyp wiórkami kokosowymi lub płatkami migdałowymi.


PUDDING Z KASZY JAGLANEJ Z DYNIĄ I JABŁKIEM

FOT. FOTOLIA

Składniki na pudding z kaszy jaglanej z dynią i jabłkiem • 1 szklanka pokrojonej w kostkę dyni • 1 duże jabłko • Pół szklanki suchej kaszy jaglanej • 1 szklanka mleka roślinnego • 1 łyżeczka cynamonu • 1 łyżka miodu lub syropu klonowego • 1 granat Kaszę podpraż w suchym garnku, po czym wypłucz. Zalej szklanką wody i gotuj 15 minut na małym ogniu. Dynię również gotuj 15 minut, dodaj pokrojone jabłko ze skórką i zagotuj. Dynię z jabłkiem, kaszę, cynamon, miód, mleko zmiksuj blenderem ręcznym lub kielichowym na gładką masę. Jeśli dodasz więcej mleka, wyjdzie z tego pyszny koktajl. Przelej do pucharków, posyp ziarenkami granatu i gotowe. Pudding jest bardzo smaczny i na ciepło, i na zimno.


FOT. FOTOLIA

jej DIETA/ odżywianie

Dlaczego warto wprowadzić ciecierzycę do swojej diety? Ciecierzyca, zwana także cieciorką (lub mniej popularnie: grochem włoskim), w ciągu ostatnich kilku lat podbiła polskie podniebienia i szturmem wdarła się na nasze stoły. Wcześniej suche nasiona roślin strączkowych występowały w diecie Polaków głównie pod postacią fasoli lub grochu.

Coraz częściej eksperymentujemy w kuchni, czerpiąc nie tylko z naszego rodzimego poletka, lecz inspirując się kulturą i zwyczajami odległych stron świata. Ciecierzyca od dawna jest nieodłącznym elementem kuchni krajów śródziemnomorskich oraz Bliskiego Wschodu. Jakie właściwości kryją się w ciecierzycy i dlaczego warto ją wprowadzić do swojego jadłospisu?

Białko Łaskawszym okiem na cieciorkę powinni spojrzeć wszyscy weganie i wegetarianie. Sto gramów suchych ziaren grochu włoskiego dostarcza 19 gramów białka roślinnego. Nie jest to jednak białko

50

MADEMOISELLE / 2/2017

pełnowartościowe, czyli takie, które dostarcza wszystkich egzogennych (niezbędnych, niewytwarzanych przez organizm) aminokwasów. Ta sytuacja może wydawać się problematyczna |z żywieniowego punktu widzenia, szczęśliwie jednak skład aminokwasowy białek roślin strączkowych możemy wzbogacić, podając je razem z produktami zbożowymi. Wystarczy więc, że do gulaszu z ciecierzycy dodamy kaszy, aby uzyskać pełnowartościowe białko.

Uczucie sytości Z ciecierzycą powinny zaprzyjaźnić się także osoby na diecie. Swoje właściwości sycące zawdzięcza wysokiej zawartości

białka oraz błonnika pokarmowego. Błonnik pęcznieje w żołądku, spowalniając wchłanianie glukozy z posiłku w przewodzie pokarmowym, dzięki czemu zapewnia równomiernie, niegwałtowne wchłanianie glukozy do krwi. Dzięki zawartości błonnika, cieciorka pomoże także w walce z zaparciami oraz wysokim stężeniem cholesterolu. Warto także nadmienić, że sama zamiana części mięsa (zwłaszcza tłustych odmian) spożywanego w ciągu tygodnia na warzywa strączkowe może przynieść pozytywne efekty w zakresie gospodarki lipidowej organizmu. Zadziałają tu dwa czynniki jednocześnie: zwiększymy spożycie błonnika w diecie oraz ograniczymy podaż nasyconych kwasów tłuszczowych.


Profilaktyka schorzeń jelita grubego

Wszystko pięknie, ale jest jeden szkopuł…

Błonnik zawarty w ciecierzycy nie tylko zapewnia uczucie sytości. Stoi także na straży zdrowia układu pokarmowego. To dzięki niemu niestawione resztki pokarmu nie zalegają w jelicie. Uważa się więc, że spożywanie cieciorki może działać profilaktycznie dla rozwoju hemoroidów, polipów lub nawet raka jelita grubego.

O właściwościach wzdęciogennych oraz gazotwórczych suchych nasion roślin strączkowych nie trzeba nikogo informować. Jednak przykro byłoby rezygnować z ciecierzycy ze względu na te nieprzyjemne efekty uboczne. Aby cieszyć się smakiem oraz prozdrowotnymi właściwościami grochu włoskiego, musimy wiedzieć, jak go przygotować! Najlepiej jest moczyć suche nasiona w wodzie przez 12 godzin z dodatkiem sody oczyszczonej. Dzięki temu duża część gazotwórczych związków przejdzie do wody. Następnego dnia wystarczy ugotować ciecierzycę w świeżej wodzie (czas gotowania: 1,5–2 godz.) z dodatkiem majeranku, kminku lub liścia laurowego. Tak przygotowana cieciorka będzie o wiele łaskawsza dla naszego brzucha oraz stanie się produktem wyjściowym do przygotowania wielu kreatywnych potraw.

Garść witamin i minerałów Cieciorka bogata jest również w mikroelementy, między innymi w: fosfor, miedź, magnez, potas, cynk, wapń oraz większość witamin z grupy B i żelazo. Zawartość potasu i magnezu ma wpływ na pracę mięśnia sercowego, pomaga w walce z nadciśnieniem tętniczym oraz zapobiega powstawaniu blaszek miażdżycowych. Wapń i fosfor odpowiadają za sprawne działanie układu kostnego, pomagając nam zachować mocne „rusztowanie” dla mięśni i narządów przez długie lata. Zaś kwas foliowy, miedź i żelazo, którego ciecierzyca zawiera więcej niż jakiekolwiek inne strączkowe, uczestniczą w wytwarzaniu czerwonych krwinek, wspomagając profilaktykę anemii. W ciecierzycy zawarta jest również prowitamina A (beta-karoten), witamina C (są to silne przeciwutleniacze) oraz większość witamin z grupy B.

A z czym to się właściwie je? Najbardziej klasyczną przekąską przyrządzaną z ciecierzycy jest hummus, czyli gładka pasta z ugotowanych ziaren cieciorki, z dodatkiem pasty sezamowej tahini i przyprawami. Można smarować nią kanapki lub jeść w formie przekąski z pokrojonymi w słupki warzywami.

Odmian hummusu jest tyle, na ile tylko pozwoli nam nasza wyobraźnia. Można jego smak wzbogacić czosnkiem, karmelizowaną cebulką, suszonymi pomidorami lub ulubionymi przyprawami. Idealnym „chrupaczem” do filmu będzie prażona ciecierzyca – wystarczy ugotowane ziarna wymieszać z oliwą i przyprawami według uznania oraz zapiec w piekarniku do chrupkości. Ciecierzyca świetnie nadaje się jako główny składnik wegetariańskiego curry i pasztetów, może służyć jako wartościowy dodatek do zagęszczania kremowych zup lub grać w nich pierwsze skrzypce. Genialnie „dogaduje się” z cebulą, czosnkiem, kminem rzymskim, kurkumą czy kolendrą. Przyrządzając mięsne klopsiki, można część mięsa zastąpić ugotowaną i rozgniecioną ciecierzycą. Podniesie to ich wartość odżywczą. Jeśli jednak znajdujesz się bliżej „słodkiej strony mocy”, cieciorka zaskoczy Cię i w tym wypadku! Można przygotować z niej przepyszne, wysokobiałkowe praliny czekoladowe lub – podobnie jak fasolę – dodać do ciasta, wzbogacając jego wartość odżywczą. Przepis na pralinki znajdziecie na naszym blogu – w artykule „lekko na święta”.

REKLAMA


jej MUST HAVE

Ekspresy do kawy ziarnistej 2.

3.

1.

5. 4.

6. 7.

1. De’Longhi Primadonna Avant ESAM 6700, cena: ok. 4100 zł; 2. Saeco Incanto HD8914/09, cena: ok. 2100 zł; 3. De’Longhi Primadonna S De Luxe ECAM 28.465.M, cena: ok. 3600 zł; 4. Krups EA 829D, cena: ok. 2600 zł; 5. Philips 3100 Series HD8831/09, cena: ok. 1300 zł; 6. De’Longhi ESAM 4000.B, cena: ok. 1400 zł; 7. De’Longhi ECAM 25.452, cena: ok. 3500 zł MAT. PROMOCYJNE

52

MADEMOISELLE / 2/2017


Avocado Sushi – miejsce w dobrym guście O gustach wprawdzie się nie dyskutuje, ponieważ nie są one wartościami uniwersalnymi. Niemniej coś sprawia, że określone zachowania stają się nam bliższe, a miejsca – bardziej przyjazne. Podobnie jest w przypadku takich miejsc, jak restauracje. Co sprawia, że chcemy wracać w określone miejsca – dobrowolnie, bez żadnego przymusu? Najczęściej przyjazna atmosfera, dzięki której znajdujemy upragnione wytchnienie. Przykładem może być sopocka restauracja Avocado Sushi. Niezależnie od tego, czy zaplanujemy tutaj spotkanie biznesowe, czy też prywatny obiad z przyjaciółkami, zawsze możemy spodziewać się tego, co najlepsze. I to pod każdym względem. Atmosferę miejsca budują przytulne wnętrza o stonowanej kolorystyce, gdzie łatwo o wyciszenie i relaks. Do dyspozycji gości pozostają również kameralny VIP-room czy taras z widokiem na najpopularniejszy deptak w Polsce – ul. Bohaterów Monte Cassino. Spędzając czas w Sopocie, zawsze łatwo

można tutaj trafić i zatrzymać się na nieco dłużej. Trudno nie wspomnieć o znakomitej kuchni, którą oferuje restauracja Avocado Sushi. Kuchnia fusion to gwarancja syntezy smaków i inspiracji z różnych stron świata. Tradycja wywodząca się z najlepszych szkół kulinarnych Azji i krajów basenu Morza Śródziemnego zapewnia wyjątkowe doznania dla wszystkich zmysłów. Koniecznie trzeba skosztować wyjątkowego sushi i sashimi. Restauracja specjalizuje się również w przygotowywaniu świeżych, dorodnych homarów z własnego homarium. Poszczególne pozycje w menu Avodaco Sushi zostały skomponowane w taki sposób, by połączyć walory smakowe z prozdrowotnymi. Dla pań dbających

o dietę źródłem wielu witamin i mikroelementów będą algi oraz świeże warzywa. Z kolei w owocach morza odnajdziemy cenne kwasy tłuszczowe omega, które regulują ciśnienie tętnicze oraz poprawiają pracę serca i mózgu. Starannie dobrane połączenia różnych smaków powinny się łączyć z właściwościami dietetycznymi. I na to właśnie możemy liczyć w Avocado Sushi. Na kulinarnej mapie Trójmiasta dobrze mieć miejsce, do którego mamy zaufanie, gdzie czujemy się komfortowo i zawsze możemy się spodziewać najwyższej jakości serwowanych potraw. Po prostu miejsce w dobrym guście. Jeśli nadal go poszukujecie, przekonajcie się, jak łatwo można je znaleźć. Odwiedźcie restaurację Avocado Sushi. REKLAMA


jej ZDROWIE/ stomatologia

KRZYWE JEST PIĘKNE! Makijaż, biżuteria, strój, tatuaże… Chcemy się wyróżniać, zachwycać i szokować. Coraz częściej modyfikujemy swoje ciało, a okolice jamy ustnej, mimo że niezwykle delikatne, nie zostały w tym procederze pominięte.

wielkości zależy atrakcyjność kobiety w oczach plemienia. Według innych poglądów krążek miał odstraszać złe duchy mogące przedostać się do wnętrza człowieka przez usta.

MODYFIKACJE – WYMYSŁ DZISIEJSZYCH CZASÓW?

Inny zwyczaj panuje w plemieniu Mursi. Tu kobietom, wkraczającym w dorosłe życie, rozcina się dolną wargę i umieszcza się w niej gliniany krążek (największe mają średnicę około 35 cm). Od jego 54

MADEMOISELLE / 2/2017

Dentotatuaż – pomysł Steve’a Hewarda, dość popularny za oceanem. Na zębach własnych pacjenta lub wykonanych przez technika dentystycznego koronach można umieścić (co prawda, pędzelkiem, a nie igłą) niemal każdy obrazek, który przyjdzie nam do głowy.

Każdy pewnie słyszał o złotych koronach na zębach. Nie jest to jednak znaczna ekstrawagancja. W obrębie jamy ustnej może dziać się o wiele więcej interesujących rzeczy.

FOT. PAPILOT.PL

Biżuteria nazębna – jednym z mniej inwazyjnych sposobów ozdabiania uśmiechu jest naklejenie na szkliwo kryształku.

Tatuaże na wewnętrznej stronie warg – prym wiodły niegdyś w więzieniach, obecnie „moda” ta wychodzi na ulicę. Tatuuje się najczęściej wewnętrzną stronę dolnej wargi, tak by po jej wywinięciu w pełni prezentować umieszczony tam przekaz.

FOT. REPOSTUJ.PL

FOT. BENJAMINANDKELLY.FILES.WORDPRESS.COM

Na Bali czy wyspach Mentawai zachowała się natomiast tradycja rytualnego modyfikowania kształtu zębów, w której kapłan odłupuje bądź piłuje pilnikiem ich szkliwo. Mężczyźni czynią tak, by pozbyć się sześciu grzechów (po jedym za każdy piłowany ząb). Kobiety natomiast poddają się zabiegowi, by podnieść swoją atrakcyjność.

A DZIŚ?

FOT. SNOBKA.ARTICLE.SDS.O2.PL

FOT. S-MEDIA

Niekoniecznie. Idea powstała już około 2000 lat temu na terenie obecnych Chin i Japonii. Tam ważnym obrzędem stało się rytualne usuwanie górnych bocznych siekaczy. Zwyczaj zachował się do dnia dzisiejszego wśród niektórych plemion dorzecza Amazonki oraz w środkowej Afryce.

FOT. CLUTTERMAGAZINE.COM

Tekst: Martyna Zajkowska

Kolczyki – w wardze czy języku nikogo już nie dziwią. A czy ktoś słyszał o kolczyku w zębie? By taki kolczyk założyć, przewierca się koronę zęba (najczęściej bocznego siekacza) na wylot, a przez otwór – przekłada kolczyk.


FOT. XPATNATION.COM

FOT. BLUEFLAMEDIAMONDS.COM

FOT. I.PINGER.PL

Rozdwajanie języka – dość niecodzienna transformacja. Polega na rozcinaniu jego czubka, co upodabnia go do języka węża. Tylko dla największych hardcore’ów.

Nakładki na zęby Grillzy – szczególnie popularne w środowisku raperów nakładki na zęby cementowane na stałe bądź zdejmowane wykonane z metali szlachetnych (np. złota, platyny) lub stopów stomatologicznych. Cena jednego to koszt 1500–50 000 USD.

Wiadomo, że większość z przedstawionych przykładów nie wpływa korzystnie na zdrowie jamy ustnej. Ile więc jesteś w stanie poświęcić, by być oryginalnym?

FOT. GOOGLEUSERCONTENT.COM

FOT. MEDIA.TUMBLR.COM FOT. DEVIANTART.NET

Czernienie zębów – barwienie zębów młodych (8–16 lat) japonek mieszaniną octu ryżowego i pyłu z żelaza. Miało przeciwdziałać zdradzie małżeńskiej. Co prawda, lata świetności ma już za sobą – nie oznacza to jednak, że zaniknął całkowicie.

Modyfikacje kłów – najmodniejsze trendy to kły wampirze lub wilcze (wąskie i spiczaste). Efekt taki uzyskuje się poprzez zacementowanie specjalnie wymodelowanej korony bądź licówki na uprzednio przygotowany ząb naturalny. Trend „nakręcany” sztuką filmową.

Yaeba – specyficzna moda, również pochodząca z Japonii. W odróżnieniu do europejskiego kanonu piękna, w którym królują białe, proste zęby, w kraju kwitnącej wiśni zachwyca to, co krzywe. Co ciekawe, Japończycy licówkami bądź koronami specjalnie „krzywią zgryz”, gdyż według nich piękno tkwi w dziecięcym, często nieregularnym ustawieniu zębów.

LED-smile – czyli „impreza w ustach”. Nowa moda powstała w Japonii. Świecące LED-owe nakładki zakładane na zęby mają w zamyśle zadać im nieco „imprezowego” szyku.

MARTYNA ZAJKOWSKA Lekarz dentystka i blogerka. Od 2010 roku współtworzy projekt „Lecz człowieka, nie chorobę”, który propaguje znaczenie komunikacji w stomatologii. Od ukończenia z wyróżnieniem Akademii Medycznej w Białymstoku doskonali się na kursach i sympozjach specjalistycznych, szczególnie w zakresie endodoncji. Dzieli się wiedzą na blogu: lekarze.bridgehead.pl. MADEMOISELLE / 2/2017

55


FOT. FOTOLIA

56

MADEMOISELLE / 2/2017


jej ZDROWIE/ zagrożenia

Smutniejsze dni po zmierzchu Światło słoneczne odgrywa bardzo ważną rolę na naszej planecie. Jest źródłem naturalnej energii, ciepła oraz światła dla świata roślin i zwierząt. Nie zawsze zdajemy sobie jednak sprawę, że niedobór promieni słonecznych może niekorzystnie wpływać na psychikę człowieka. I wcale nie dotyczy to wyłącznie odosobnionych przypadków.

Tekst: Martyna Jakubowska

Gdy zapada zmrok… …tysiące ludzi na całym świecie pogrążają się w ponurym nastroju. Nie chodzi o przejściowe pogorszenie samopoczucia, które zdarza się przecież niemal każdemu, ale o cykliczne, powtarzalne zaburzenie. Jest ono określane jako depresja sezonowa albo sezonowe zaburzenie afektywne. Pojawia się co roku, mniej więcej w okresie przejścia na czas zimowy, ustępując na przełomie marca i kwietnia. Chociaż istnieją metody dość skutecznej fototerapii i leczenia farmakologicznego, trudno wyeliminować występowanie sezonowego zaburzenia afektywnego. Osoby dotknięte tą przypadłością już pod koniec lata odczuwają niepokój w związku ze zmieniającym się cyklem dnia i nocy. Trudno dokładnie sprecyzować, dlaczego tak się dzieje, ale znacznie częściej omawiane zaburzenie dotyczy kobiet. Na pewno za epizody depresyjne (nie należy ich mylić z depresją sensu stricto) odpowiadają zaburzenia neuroprzekaźników w obrębie ośrodkowego układu nerwowego. Stwierdzono dodatnią korelację między zwiększoną ilością światła i ciepła a poprawą samopoczucia. Stąd wspomniana wcześniej skuteczność fototerapii.

Typowe objawy depresji sezonowej Jak poznać, że mamy do czynienia z depresją sezonową, nie zaś przejściowym pogorszeniem nastroju? Z pewnością istnieje tendencja do nadużywania słowa „depresja”, która jest poważnym schorzeniem wymagającym interwencji lekarza. Jeśli spowodujemy wypadek samochodowy, zgubimy portfel czy stracimy kogoś bliskiego, drażliwość, smutek i przygnębienie to reakcje jak najbardziej uzasadnione. Natomiast sezonowe zaburzenie afektywne jest niezależne od okoliczności zewnętrznych. Pojawia nawet w relatywnie sprzyjających sytuacjach życiowych, nie jest uzasadnione racjonalnie. Oprócz wyżej wymienionych, klasyczne objawy depresji sezonowej mogą obejmować: • poczucie nieuzasadnionego przerażenia; • uczucie ciągłego przemęczenia; • wzmożoną senność i pogorszenie jakości snu; • obniżenie libido; • przyrost masy ciała i zwiększony apetyt.

Dlaczego to niebezpieczne? Epizody nasilonej depresji sezonowej znacząco pogarszają jakość życia. Mogą być również niebezpieczne dla chorego, i to w wielu wymiarach. Obniżona aktywność społeczna prowadzi do wycofania się z życia towarzyskiego. Wykonywanie obowiązków zawodowych staje się uciążliwe, spada efektywność w pracy. W życiu rodzinnym pojawia się chłód i chęć izolacji. W skrajnych przypadkach u chorego mogą się pojawić myśli samobójcze, zwłaszcza w sytuacjach niepowodzeń życiowych.

Leczenie depresji sezonowej Terapii sezonowego zaburzenia afektywnego nie można prowadzić na własną rękę. Konieczna jest konsultacja z lekarzem psychiatrą, który pomoże dobrać odpowiednie środki farmakologiczne. Fototerapię można prowadzić w domu, pod warunkiem że posiadamy specjalistyczne lampy. Dobre rezultaty przynosi też psychoterapia połączona z leczeniem farmakologicznym. Równie ważne jest wsparcie ze strony otoczenia. Nie warto ukrywać faktu chorowania na sezonowe zaburzenie afektywne. Bliskie osoby powinny zawsze służyć pomocą choremu i reagować na wszelkie niepokojące symptomy pogorszenia nastroju.

MADEMOISELLE / 2/2017

57


jej SEX/ tantra

Tantra dla dwojga Jak wspólna medytacja wspiera intymną energię? Zobacz, co nam dała starożytna wiedza o wzajemnej rozkoszy.

Tekst: Kamila Gulbicka Wyobraź sobie, że oglądasz film bollywoodzki. Akcja toczy się w upalnym Bombaju, w którym zapach kadzideł miesza się z wonnym aromatem kurkumy. Kobiety z wdziękiem poruszają pełnymi biodrami w rytm skocznej indyjskiej melodii. Mają na sobie kolorowe sari, a ich włosy pachną olejkiem kokosowym. Mężczyźni o cynamonowej skórze dynamicznie klaszczą w dłonie i kłaniają się kobietom w uniżonym szacunku, śpiewając poetyckie arie. Powiada się, że Indie są krajem pieśni i miłości, co ma swoje uzasadnienie. Kiedy chrześcijańska Europa nakładała na społeczeństwo kolejne nakazy i zakazy, wyzwolone wówczas Indie czerpały seksualną wiedzę z mądrości filozofów. Współczesne pary, które świadomie pracują z ciałem i umysłem, coraz chętniej korzystają z dóbr cywilizacji Wschodu, takich jak: Kamasutra, Tantra Joga, medytacja partnerska czy ayurweda.

Kamasutra, czyli księga rozkoszy Rozgwiazda, stoliczek i kokardka. To nie ciąg niedopasowanych słów, lecz nazwy pozycji seksualnych z Kamasutry – traktatu o sztuce miłości hinduskiego mędrca Watsjajany. Dziś to filozoficzne dzieło jest traktowane marginalnie, a popkultura przerobiła je na własną, dość powierzchowną modłę. Gdyby jednak zgłębić oryginalny tekst, to prawdziwy przekaz Kamasutry byłby o wiele bardziej złożony. Celem 36 rozdziałów, a w tym 1250 wersów była edukacja i zbliżanie partnerów. Ta praktyka w dalszej perspektywie przynosiła nie tylko seksualne zadowolenie, lecz pogłębiała miłość pary i zapewniała wzajemną wierność. 58

MADEMOISELLE / 2/2017

Czym jest Tantra Joga? Tantra (poch. z sanskrytu: „jedność”, „zjednoczenie”) ma dwa znaczenia, bo wywodzi się z dwóch odrębnych szkół – hinduizmu i buddyzmu. Ta pierwsza opiera się na znajomości czakr (kręgów energetycznych w ciele człowieka) oraz na prana, czyli oddechu. Tantryczne sesje angażują partnerów do pracy z przepływem energii krążącej w ciele oraz oddechem. Para uczy się nazywać własne emocje i odpowiednio je przekształcać, by zamiast szkodzić, karmiły siłę życiową, czyli libido. Obecnie partnerzy mogą pracować pod okiem trenerów, gdzie zdobywają wiedzę teoretyczną o wzajemnej mapie rozkoszy, a także uczą się pokonywać blokady uniemożliwiające osiąganie orgazmu.

Tantryczna medytacja Buddyjskie znaczenie tantry, różni się od hinduskiego. Jest to najwyższy system nauk pochodzących od samego Buddy. Jego celem nie jest zjednoczenie miłosne, lecz pełen rozwój wszystkich właściwości umysłu, takich jak: nieustraszona odwaga, współczucie czy mądrość. Buddyjska tantra polega zatem na wieloletniej praktyce medytacji pod okiem doświadczonego mistrza. I choć formy medytacyjne oraz posążki często przedstawiają pary w intymnym zjednoczeniu, to ich celem jest przebudzenie. Nie bagatelizujmy jednak tej sztuki. Pary, które zdecydowały się na wspólne kursy medytacyjne, zbliżają się nie tylko emocjonalnie, lecz również fizycznie. Jak to możliwe? Przede wszystkim wspólne odosobnienia łączą. Gdy postanawiamy wyłączyć telefon i poświęcamy czas na

rozmowę oraz kontemplację wnętrza, jesteśmy bardziej ze sobą. Oto nagle rachunki i terminy przestają mieć znaczenie – uczymy się żyć chwilą obecną. Według buddyzmu kobieta jest przejawem intuicyjnej mądrości, a mężczyzna – wyrazem aktywnego działania. Narzędzia, którymi dysponuje buddyjska filozofia, pozwalają kobiecie rozwinąć intuicję oraz żeńską, łagodną energię życia. Mężczyzna natomiast uczy się wspierać kobietę w jej rozwoju i dba o radosny wysiłek podczas codziennych, przyziemnych zajęć. Para jest ze sobą bliżej duchowo, a akt seksualny stanowi przejaw praktyki szczodrości na poziomie ciała. Według buddyzmu znaczenie ma nie liczba parterów, lecz jakość i częstotliwość.


FOT. FOTOLIA

Seks według ayurwedy Ayurweda znana jest dziś głównie jako forma diety i pielęgnacji. Nie wszyscy jednak wiedzą, że ta starożytna nauka dysponowała również wiedzą na temat seksu. Fizyczne zespolenie było traktowane jako ścieżka głębokiej transformacji pożądania w mądrość. Jab-jum, czyli intymna jedność, miała prowadzić do otwarcia na miłość własną i do innych istot.

Według ayurwedy, dzięki odpowiednio prowadzonemu życiu, również w wymiarze seksualnym, ludzie pozbywają się chorób i unikają schorzeń w przyszłości. Tu jednak złotą zasadą jest umiar, a w przypadku mężczyzn – kontrola spermy. Miłosna sztuka według ayurwedy polega na wzniesieniu seksualnej energii z podstawy kręgosłupa do szczytu głowy, co opóźnia wytrysk, przy jednoczesnym rozwoju samoświadomości. Jeżeli do powyższych dodać takie egzotyczne detale, jak: olejki zapachowe,

kadzidła, wzajemne kąpiele i masaż, indyjski wieczór jest na wyciągnięcie dłoni. Nawet jeśli jesteśmy przemęczeni natłokiem obowiązków, telefon dzwoni, a maile proszą o odpowiedź, wprowadźmy do życia odrobinę wiedzy tajemnej. Indie oferują przyjemną zabawę nie tylko na poziomie zmysłów. Ostatecznie taka zabawa może nas zaprowadzić dalej – ku ścieżce, gdzie seks nie jest jedynie biologicznym aktem, lecz stanowi podstawę pełnego rozwoju i udanego partnerstwa.

MADEMOISELLE / 2/2017

59


jej URODA/ Azja

60

MADEMOISELLE / 2/2017


Sekret urody Koreanek – jak one to robią?

Tekst: Alicja Skibińska Od kilku lat triumfy święci tzw. koreański rytuał pielęgnacyjny, który zawdzięcza swą popularność książce Charlotte Cho pt. „Sekrety urody Koreanek”. Wychowana w Kalifornii autorka przekonuje, że idealna cera Azjatek nie jest wynikiem dobrych genów, lecz odpowiednich zabiegów pielęgnacyjnych. W Europie o skórze mówi się głównie w kontekście problemów – wybieramy się do drogerii, by zdobyć kolejny „magiczny” krem, który usunie nasze wypryski lub wygładzi zmarszczki, a kiedy to nie pomaga, tuszujemy niedoskonałości za pomocą grubej warstwy makijażu. Podczas podróży do Seulu Charlotte Cho przekonała się, że według azjatyckich standardów popełnia wszystkie możliwe błędy związane z pielęgnacją cery. W czasie pięcioletniego pobytu w tym kraju całkowicie zmieniła swoje podejście do zabiegów kosmetycznych: pożegnała się z niedbałą fryzurą „dziewczyny surfera”, zrezygnowała z opalenizny i wprowadziła do swojego codziennego harmonogramu koreański rytuał urody składający się z 10 kroków. Początkowo lista zabiegów, które należy wykonywać każdego dnia, wydaje się zbyt długa i skomplikowana. Z czasem okazuje się jednak, że nie taki diabeł straszny, a przy odrobinie wprawy procedura zajmuje zaledwie 10 minut. W dodatku sam rytuał szybko wchodzi w nawyk i staje się niezwykle relaksujący. Wystarczy go tak potraktować, jak robią to dziewczyny z Korei – nie jako przykry obowiązek, ale jak przyjemność i chwilę tylko dla siebie.

FOT. FOTOLIA

Koreanki mogą się pochwalić wyjątkowo gładką, nieskazitelną cerą. Czy to znaczy, że powinnyśmy zazdrościć im genów i pogodzić się z myślą, że nigdy nie dorównamy im w tym zakresie? A może przyczyną są skuteczne rytuały pielęgnacyjne, które z powodzeniem możemy przetestować na własnej skórze?

MADEMOISELLE / 2/2017

61


jej URODA/ Azja

Krok trzeci: złuszczanie Nie jest to krok, który należy wykonywać codziennie – wystarczy raz lub dwa razy w tygodniu. Fundując sobie peeling, złuszczamy martwy naskórek i oczyszczamy pory z zalegających w nich zanieczyszczeń. Właścicielki cery normalnej mogą sięgnąć po peeling mechaniczny. W przypadku skóry mieszanej lub wrażliwej lepiej sprawdzi się chemiczny, najlepiej mający w składzie kwas mlekowy lub salicylowy.

FOT. FOTOLIA

Krok czwarty: tonizowanie skóry

Krok pierwszy: wstępne oczyszczanie Pierwszym etapem wieczornej pielęgnacji skóry jest demakijaż oczu i ust. Nie należy robić tego szybko, trąc delikatną skórę w tych miejscach. Wacik nasączony odpowiednim preparatem kładziemy na powieki na ok. 10 sekund, po czym zmywamy, przykładając go miejsce przy miejscu. W ten sposób emulsja ma odpowiednio dużo czasu, by rozpuścić makijaż i brud. Następnie sięgamy po myjący olejek. Mogą go stosować nawet posiadaczki cery tłustej – olejek nie doda jej oleistości, a jedynie rozpuści tłuste zanieczyszczenia, takie jak makijaż, sebum czy osadzony na skórze smog. Preparat nakładamy na suchą skórę, po czym zwilżamy dłonie i rozprowadzamy kosmetyk po całej twarzy, delikatnie ją masując.

62

MADEMOISELLE / 2/2017

Krok drugi: oczyszczanie kosmetykiem na bazie wody Dla Azjatek ten etap nie jest jedynie sposobem na pozbycie się zanieczyszczeń – służy także przeciwdziałaniu procesom starzenia się skóry poprzez usunięcie gromadzących się na jej powierzchni wolnych rodników. Według Koreanek popularne w Europie żele są zbyt intensywne, przez co wysuszają skórę. Wolą stosować do tego celu myjące pianki, sztyfty lub kremy, które w kontakcie z wodą zmieniają się w oczyszczającą pianę. Najważniejsze, by kosmetyk był na bazie wody.

Zaniedbywane przez wiele z nas tonizowanie stanowi bardzo ważny element całego rytuału. Tonik usuwa resztki zanieczyszczeń, reguluje wskaźnik pH (kwasowości skóry), minimalizuje podrażnienia mogące przerodzić się w wypryski lub prowadzić do nadwrażliwości skóry, a także ułatwia wchłanianie kosmetyków używanych na kolejnych etapach pielęgnacji oraz wspomaga efekty ich działania.

Krok piąty: aplikacja esencji Esencja nosi miano serca koreańskiego rytuału pielęgnacyjnego. Jest to lekki kosmetyk na bazie wody, który zawiera skoncentrowaną porcję składników aktywnych, dostarczających skórze tego, czego najbardziej potrzebuje. W skład esencji wchodzą najczęściej kwas hialuronowy lub wyciągi z ziół.

Krok szósty: ampułki, koncentraty i serum Po esencji przychodzi czas na kosmetyk o nieco cięższej konsystencji, ukierunkowany na rozwiązanie określonych problemów skórnych. Mogą to być serum, koncentrat lub ampułki służące nawilżaniu, wyrównywaniu kolorytu skóry, rozjaśnianiu, regeneracji, wygładzaniu zmarszczek czy łagodzeniu stanów zapalnych.


Krok siódmy: maseczka

Krok ósmy: krem pod oczy

Krok dziewiąty: nawilżanie

Hitem koreańskiej pielęgnacji są maseczki w płachcie, czyli wykonane z kawałka tkaniny zanurzonego w odżywczej esencji o stężeniu składników aktywnych znacznie przewyższającym np. to spotykane w kremach. Oczywiście na tym etapie rytuału pielęgnacyjnego możemy sięgnąć również po zwykłą maseczkę, jednak azjatyckie okłady mają wiele zalet: stosuje się je szybko i łatwo, odznaczają się świetnym wchłanianiem składników odżywczych, a efekty widoczne są od razu po zastosowaniu.

Skóra wokół oczu jest najdelikatniejszą częścią twarzy, przez co wymaga szczególnie troskliwej pielęgnacji. Składniki kremu pod oczy powinny być mocno skoncentrowane, a zarazem delikatne, by nie podrażniać tego wrażliwego miejsca. Dobrze dobrany kosmetyk pomoże nam na dłużej zachować młody wygląd, zapobiegnie powstawaniu tzw. „kurzych łapek”, cieni i opuchlizny oraz zapewni nam świeże, promienne spojrzenie. Kremów pod oczy nie należy wcierać, by nie naciągać skóry – najlepiej delikatnie je wklepywać, wykonując przy tym lekki masaż.

Dopiero po wykonaniu opisanych wyżej ośmiu zabiegów przychodzi czas na wklepanie kremu. Jego zadaniem jest nawilżenie cery poprzez utworzenie na jej powierzchni delikatnego filmu zapobiegającego szybkiej utracie wody oraz chroniącego przed wpływem czynników zewnętrznych. Nie należy sięgać po tradycyjne, drogeryjne kremy na bazie parafiny, która tworzy nieprzepuszczalną powłokę, utrudniającą regenerację skóry oraz transport składników aktywnych do jej głębszych warstw. Zdecydowanie lepszym wyborem będzie kosmetyk nawilżający na bazie naturalnych składników, takich jak oleje i masła roślinne, hydrolaty, roślinna gliceryna, ekstrakty i napary ziołowe.

Krok dziesiąty: ochrona przeciwsłoneczna

FOT. FOTOLIA

Koreanki przywiązują bardzo dużą wagę do ochrony przeciwsłonecznej, ponieważ zdają sobie sprawę ze szkód, jakie promieniowanie UV może wyrządzić ich skórze. Weź z nich przykład i nie wychodź z domu bez kremu lub emulsji ochronnej. Do tego celu nadadzą się również kompaktowe pudry z filtrem oraz popularne kremy BB, które wykazują także działanie pielęgnacyjne: rozświetlają, wyrównują koloryt skóry, wygładzają i ukrywają drobne niedoskonałości. Pamiętaj, że jednorazowe nałożenie filtra nie wystarczy na cały dzień – należy powtarzać tę czynność jeszcze dwa lub trzy razy.

MADEMOISELLE / 2/2017

63


jej URODA/ kosmetyki

Kosmetyczne hity na 2017 rok Czym zaskoczą nas znane marki w nowym roku? Na co stawiają producenci? Jakie kolory będą modne? Kto nowy wchodzi na rynek? Oto krótki przegląd kosmetycznych wydarzeń 2017.

Tekst: Kamila Gulbicka

Zapachy Na początku 2017 roku w perfumeriach na całym świecie pojawił się nowy zapach dla kobiet Kiss by Rihanna. Zapach perfum sygnowany imieniem sławnej piosenkarki jest zdecydowanie kwiatowy, choć ma też orientalne nuty, takie jak drzewo kaszmirowe, cydr czy ambrę. To już kolejne perfumy stworzone przez wokalistkę, a do tej pory było ich osiem. Tym razem eteryczny zapach dedykowany jest dla kobiet delikatnych i wrażliwych. Niekwestionowanym zaskoczeniem i zapachowym hitem tego roku z pewnością będą perfumy Vabun dla kobiet. Do tej pory marka, której twórcą jest były piłkarz i obecny mąż Małgorzaty Rozenek, Radosław Majdan, tworzyła tylko męskie zapachy: Vabun Classic, Vabun Gold, Vabun Sport oraz stosunkowo niedawno Vabun Paco Lorente. Męskie perfumy cieszą się dużą popularnością, ze względu na ciekawe kompozycje nut zapachowych oraz przystępną cenę. Perfumy dla kobiet mają trafić do drogerii w 2017 roku, wraz z pachnącymi żelami pod prysznic. Na razie nie są znane ich nazwy. Radosław Majdan także milczy na temat kompozycji nut zapachowych, które będą użyte przy tworzeniu damskich perfum. FOT. FOTOLIA

64

MADEMOISELLE / 2/2017


Makijaż W tym roku na polskim rynku debiutuje niemiecka marka produktów luksusowych o nazwie Zoeva. Firma tworzy dla kobiet pewnych siebie, a jej misją jest wspieranie pań za pomocą nienagannego makijażu, który nie wymaga poprawek. Spośród bogatego asortymentu uwagę przykuwają trwałe pomadki w płynie czy palety różnokolorowych cieni do powiek. W tym roku Zoeva stawia na przygaszone kolory: brąz, fiolet, śliwkę oraz ciemny róż. A co u marek, które znamy? Znany projektant mody, Zac Posen, pod koniec ubiegłego roku rozpoczął współpracę z marką M.A.C., co zaowocowało eleganckimi produktami do makijażu. W Stanach Zjednoczonych zdobyły one uznanie konsumentek zarówno ze względu na trwałość, jak i z powodu eleganckiego, czarnego designu. Wśród kosmetyków są: transparentny puder, róż do policzków, maskara, eyeliner, sześć cieni do powiek oraz szminka w trzech kolorach. Jak mówi projektant, sygnując linię kosmetyków do makijażu, chciał dotrzeć do dużej grupy eleganckich kobiet, które nie mogą pozwolić sobie na jego ubrania. Produkty marki M.A.C. Zaca Posena są już dostępne w Polsce, w luksusowych perfumeriach. Avon w lutym wprowadzi na polski rynek nową gamę pomadek do ust Avon True Supreme. Czym się będzie wyróżniać ta szminka od pozostałych?

Producenci zapewniają, że będzie się utrzymywać na wargach do ośmiu godzin bez poprawek. Szminka mocno nawilża, chroni przed szkodliwym działaniem promieni UV oraz jest dostępna w 12 odcieniach różu, purpury, beżu i mocnej czerwieni.

Pielęgnacja twarzy i ciała Z racji tego, że świadomość ekologiczna w Polsce rośnie, kobiety coraz chętniej sięgają po kosmetyki na bazie naturalnych produktów. Według polskich blogerek ten rok będzie należał do marek, które wykorzystają to w walce o klientki. Drogerie zapełniają półki kosmetykami, które reklamują się jako bezpieczne dla skóry, nietestowane na zwierzętach czy bez konserwantów i parabenów. W tym roku warto zwrócić uwagę na kosmetyki nowej marki odzieżowej & Other Stories. Wszystkie kosmetyki były tworzone we Francji, a ich skład jest w 95% wyłącznie pochodzenia naturalnego (biała trufla, szafran, algi z Bretanii, olej śliwkowy czy muszle ostryg). Linia kosmetyków & Other Stories to pachnące balsamy do ciała, mydła i perfumy w ekskluzywnych flakonach z pompką. Zapach wszystkich produktów stworzył znany twórca perfum J. Epinette. Międzynarodowa premiera kosmetyków miała miejsce w Warszawie, na pierwszym piętrze Galerii Mokotów. Kolejną ekologiczną nowością będą australijskie kosmetyki firmy Milk & Co,

które są stuprocentowo wegańskimi kosmetykami. Będą to głównie produkty do pielęgnacji twarzy: żel do mycia, krem nawilżający, maseczka, a także scrub do ciała czy krem do rąk. W ich składzie znajdziemy produkty wyłącznie roślinne, m.in. lawendę, kokos oraz ylang ylang. Wszystkie opakowania kosmetyków są proste, a dominujący kolor to pastelowy.

Kosmetyczne ciekawostki W styczniu popularna marka Maybelline ogłosiła, że w tym roku powstanie nowa linia kosmetyków do makijażu, a ich twarzą będzie… mężczyzna. Dwudziestopięcioletni Manny Gutierezz, który prowadzi vloga na temat urody i makijażu. Czyżby Maybelline pozazdrościła marce M.A.C., która na początku roku stworzyła linię kosmetyków do makijażu z transseksualną Caithlyn Jenner (M.A.C. x Caithlyn Jenner)? Rok 2017 będzie zatem rokiem zmian oraz nowych, odważnych myśli. Dominuje naturalizm, ochrona środowiska oraz prawa człowieka i równość. Choć twórcy nie są politykami, to z pewnością są idealistami wyrażającymi odważne pomysły. Kosmetyki przestają być wyłącznie produktami bez historii. Dziś niosą one również ważne przesłanie na temat drogi ku lepszemu, zdrowszemu światu.

REKLAMA


FOT. FOTOLIA

jej URODA/ ciało

Skarby japońskiego spa na wyciągnięcie ręki Marzysz już tylko o nadejściu wiosny, która pobudza do życia i podczas której nigdy nie brakuje słońca. Chciałabyś się zrelaksować, usiąść z kubkiem kawy na tarasie i celebrować tę chwilę, kiedy zaczynasz myśleć o wakacjach, o podróżach bliskich i dalekich? A jeśli w tym momencie zamarzyła Ci się wyprawa życia do Azji, to mamy dla Ciebie propozycję, dzięki której już dziś poczujesz się jak na egzotycznej wycieczce!

Tekst: Katarzyna Lepianka-Głuszkiewicz Instytut Zdrowia i Urody Yasumi w Sopocie oferuje swoim klientkom wiele zabiegów spa – zarówno manualnych, jak i z wykorzystaniem nowoczesnych technologii i aparatury. Jednak niewątpliwym wyróżnikiem sopockiego spa są zabiegi o charakterze rytuałów inspirowanych pielęgnacją stosowaną przez mieszkanki Japonii. Mieszkanki tego kraju słyną z nieskazitelnej, pięknej, porcelanowej cery. Ich rytuały pielęgnują, nawilżają, oczyszczają i odmładzają skórę twarzy, a także ciała. Poniżej wymieniamy najbardziej interesujące zabiegi.

66

MADEMOISELLE / 2/2017

Siła Jadu Mamushi – bogaty zabieg łączący oczyszczenie skóry z jej nawilżeniem oraz odmłodzeniem z wykorzystaniem argireliny, która jest naturalnym zamiennikiem dla botoksu. Shido – odżywienie skóry na bazie kosmetyków z ekstraktu ryżu bogatego w witaminę E działającą przeciwstarzeniowo. Bimajo – nawilżenie, dokładne oczyszczenie metodą OCM (oil cleanising method), intensywne pobudzenie mikrokrążenia, aby uzyskać efekt wyraźnego zliftingowania skóry. Jinja – antycellulitowy zabieg na ciało z imbirem oraz masażem specjalną szczotką bambusową, którą klientka otrzymuje w prezencie do domowej pielęgnacji.

Prawdziwym hitem jest rytuał Złota Maska wykorzystujący płatki prawdziwego 24-karatowego złota. W tym unikatowym zabiegu, opracowanym dawno temu przez Japończyków, używa się znanych właściwości złota, czyli odmłodzenia, rozświetlenia, niwelowania stanów zapalnych i wyrównywania kolorytu skóry. Wmasowane podczas zabiegu złoto pozostaje w skórze do 28 dni. Rytuał robi niesamowite wrażenie! A więc wybierasz się w swoją azjatycką podróż? Za profesjonalne informacje o zabiegach dziękujemy Pani Iwonie Ziemianowicz, właścicielce Instytutu Zdrowia i Urody Yasumi w Sopocie.


jej MUST HAVE

Kosmetyki oczyszczające twarz i oczy 2.

6.

4.

3.

1.

5.

8. 9. 7.

11. 10.

1. Arbonne FC5. Twarz. Oczyszczający żel do mycia twarzy + tonik, cena: 112 zł; 2. Cellular Eye Makeup Remover. Demakijaż i oczyszczanie, sugerowana cena detaliczna: 232 zł; 3. Foam Cleanser. Pianka oczyszczająca aktywowana wodą, cena około 305 zł; 4. Arbonne FC5. Twarz. Głęboko oczyszczająca maska, cena: 165 zł; 5. Co2xylogic Tonic. Tlenowy tonik przeznaczony do skóry dojrzałej, szarej i zmęczonej, cena: 35,00 zł; 6. Tolerance Extreme. Mleczko oczyszczające; 7. Barwa siarkowa. Płyn micelarny, cena: około 13,99 zł; 8. Cellular Cleansing Water Eyes And Face. Woda oczyszczająca do twarzy i oczu, cena: około 374 zł; 9. Łagodny żel do demakijażu oczu, cena: 50 zł; 10. Cleanance Gel. Żel oczyszczający do skóry tłustej z niedoskonałościami, cena: około 41 zł; 11. Clarena Caviar & Matrix Line. Kawiorowy żel micelarny, cena: 35,00 zł MAT. PROMOCYJNE

MADEMOISELLE / 2/2017

67


jej MODA/ rozmowa

„Wysyłam swoje kiece w świat” Wywiad z Joanną Weyną – pozytywnie nastawioną projektantką Sukienki i spódnice z naturalnych materiałów, które świetnie wpisują się w nurt slow fashion, to propozycja trójmiejskiej marki Marie Zélie. O głównych założeniach i o tym, czy łatwo jest być projektantem tu i teraz, porozmawialiśmy z jej założycielem Krzysztofem Ziętarskim.

Tekst: Katarzyna Lepianka-Głuszkiewicz Jak powstało Pudu i co było główną inspiracją do stworzenia sukienek, które dzisiaj możemy oglądać? Po studiach na Wydziale Grafiki Gdańskiej ASP przez lata projektowałam pojedyncze egzemplarze różnych części garderoby, głównie sukien. Marka Pudu istnieje od siedmiu lat. Firmę założyłam z potrzeb formalnych, ale przede wszystkim – pojawiła się potrzeba powielania tych samych wzorów, w różnych kolorach i rozmiarach. Jakie były inspiracje? Ludzie, filmy, przyroda. Jestem przy całym procesie powstawania projektu, tj. od pomysłu, przez wybór tkaniny, konstrukcję, krojenie i szycie. Dzięki temu często jeden fason wynika z drugiego, a drobne zmiany w konstrukcji, cięcia, sprawiają, że powstaje nowy model. Przy powielaniu fasonów korci mnie bardzo, żeby często coś zmienić, co finalnie różnie się kończy – niekiedy klientki są zachwycone, a czasem nad tym boleją. Dlatego odszywanie pozostawiam krawcowym.

68

MADEMOISELLE / 2/2017


W pracowni Pudu klientki mogą zamawiać zaproponowane fasony, a wszelkie zmiany są w ramach projektu. Dopasowanie do figury, wybór koloru są naturalne. Na życzenie klientki można wprowadzić zmiany, o ile będą z korzyścią dla sylwetki.

Czy nazwa Pudu ma jakieś znaczenie dla Pani, czy jest przypadkowa?

Jakie materiały i gamę kolorystyczną wykorzystuje Pani w swoich dziełach?

Nazwa Pudu wpadła mi kiedyś do głowy, dawno temu, przy okazji jakiegoś filmu i pomyślałam wtedy, że jeśli kiedykolwiek założę markę, to będzie miała nazwę Pudu. Z czasem okazało się, że jest to nazwa urokliwych, małych jelonków z Ameryki Południowej, ale też dzielnica w Kuala Lumpur, w której jest więzienie o strasznym rygorze.

W sezonie wiosenno-letnim proponuję kreacje z tkanin i dzianin z lnu, wiskozy i bawełny, a w sezonie jesienno-zimowym – również z wełny. Proponuję wzory o minimalistycznych, geometrycznych formach, opartych na konstrukcji, gdzie kolor jest tylko dopełnieniem i są to barwy ziemi, z czarnym w roli głównej, ale także pojawiają się pastele oraz żywe, nasycone odcienie. Fasony są wygodne w noszeniu, funkcjonalne, na co dzień i na wyjątkowe okazje. W jakich projektach uczestniczy Pani marka? Gdzie możemy zobaczyć sukienki na żywo? Kolekcje prezentowane są na Sopot Art&FashionWeek i corocznie na Gali Amber Trend&Style w Gdańsku. Również i w tym roku zapraszam na kolejną odsłonę w marcu w Teatrze Szekspirowskim. A na co dzień – zapraszam do pracowni w Oliwie. Jak często pojawiają się nowe kolekcje? Czy są to zmiany sezonowe, czy wiążą się z weną twórczą? Kolekcje pojawiają się nieregularnie, 2–3 razy w roku, i nie jestem przywiązana specjalnie do sezonów – jest to bardziej związane z moim procesem twórczym. Przyznaję, że sezonowość w tym fachu to ważny aspekt, bo tradycyjnie już klientki w styczniu pytają o płaszcze wełniane, a w lipcu – o letnie, lniane kiece. FOT. JACEK OŻÓG MOVIE STUDIO58.

Czy realizują Państwo zamówienia indywidualne? Szyją sukienki z zupełnie nowych projektów, jeśli klientka ma takie życzenie?

MADEMOISELLE / 2/2017

69


Mam ogromną przyjemność brać udział w targach mody i designu Bakalie Gdańskie. Jest to najlepsza tego typu sezonowa impreza w Trójmieście, świetnie zorganizowana, o wspaniałej atmosferze. To doskonała okazja, by porozmawiać z innymi projektantami i podpatrzyć, co nowego pojawia się w designie, już nie tylko z trójmiejskim, ale przede wszystkim – możliwość, by spotkać się z klientkami: tymi, które znają już kolekcje Pudu, ale też tymi, które są zaskoczone, że marka Pudu nie pochodzi z Warszawy, co jest dla mnie miłym zaskoczeniem. Ostatnie edycje odbywają się w klimatycznym i gościnnym Starym Maneżu. Gdzie można kupić Wasze ubrania? Zapraszam do pracowni w Gdańsku-Oliwie przy ul. Kaprów 3a/11. Kolekcje sprzedawane są też za pośrednictwem Facebooka oraz modowych portali internetowych typu: Pakamera, Decobazaar, Dawanda. Niebawem pojawi się nowa strona: www.pudu.pl z możliwością zakupów online.

70

MADEMOISELLE / 2/2017

Gdyby miała dokończyć Pani zdanie, to brzmiałoby ono: „Sukienki Pudu są…”

Jestem szczęśliwa, że udało mi się połączyć pasję z pracą i to chyba jest moim największym sukcesem. Mam cudowne wrażenie, że moje sukieny „przyciągnęły” do mnie mnóstwo fantastycznych kobiet, pełnych energii – zarówno tych zwariowanych, szalonych, i tych przemiłych pań size plus, zdystansowanych do swoich sylwetek, jak i tych, dla których klasyka w modzie to podstawa. Wspaniale pracuje się w Trójmieście, z dala od burzliwego, szalonego świata mody, i wysyła swoje kiece w świat. W tej chwili jestem w trakcie realizacji kolekcji na marcową edycję Gali Amberlook Trend&Style, przy której mam ogromną przyjemność współpracować z projektantką kapeluszy Beatą Miłogrodzką. Zapraszam zatem do Teatru Szekspirowskiego.

Sukienki Pudu, ale nie tylko już sukienki, są propozycją zarówno dla pań poszukujących stylu, jak i tych, które już doskonale wiedzą, w czym czują się najlepiej, a chciałyby odmienić swoją szafę.

FOT. JACEK OŻÓG MOVIE STUDIO58.

Regularnie uczestniczy Pani w targach mody, m.in. Gdańskich Bakaliach. Jak wspomina Pani te wydarzenia? Jakie są reakcje klientek na Pani ubrania?

Co uważa Pani za swoje największe osiągnięcie, jeśli chodzi o projektowanie i kierowanie marką Pudu?

FOT. JACEK OŻÓG MOVIE STUDIO58.

FOT. JACEK OŻÓG MOVIE STUDIO58.

jej MODA/ rozmowa


MADEMOISELLE / 2/2017

71

FOT. JACEK OŻÓG MOVIE STUDIO58.


FOT. JACEK OŻÓG MOVIE STUDIO58.

jej MODA/ rozmowa

72

MADEMOISELLE / 2/2017


jej MUST HAVE

Sexy na walentynki 1.

5. 4.

2.

3. 7.

9.

6.

8.

10.

1. Hunkemöller. Biustonosz z trójkątną miseczką – red, cena: ok. 100 zł; 2. Hunkemöller. Figi – dark red, cena: ok. 64 zł; 3. Etam. Figi, cena: 69,00 zł; 4. Etam. Biustonosz z trójkątną miseczką, cena: 129,00 zł; 5. Hunkemöller. Body – red, cena: 139,00 zł; 6. Hunkemöller. Piżama – red, cena: ok. 120 zł; 7. L’agent By Agent Provocateur Mariona. Biustonosz z fiszbiną – red, cena: 239,00 zł; 8. L’agent By Agent Provocateur Mariona. Figi – red, cena: 139,00 zł; 9. Topshop Lolita. Biustonosz z trójkątną miseczką – burgundy, cena: ok. 120,00 zł; 10. Topshop Lolita. Figi – burgundy, cena: ok. 60 zł MAT. PROMOCYJNE

MADEMOISELLE / 2/2017

73


jej MODA/ must have

3.

1.

4.

5.

2. 6.

7.

8.

1. Reserved. Płaszcz, cena: 329,99 zł; 2. Reserved. Czarna sukienka z falbaną Concept, cena: 169,90 zł; 3. Top Secret. Torebka, cena: 129,99 zł; 4. Top Secret. Rękawice, 99 zł; 5. Daniel Wellington Oxford. Zegarek, cena: 440 zł; 6. 3i. Kozaki, cena: 790 zł; 7. Selfie. Bransoletka, cena: 219 zł; 8. Selfie. Kolczyki, cena: 159 zł MAT. PROMOCYJNE

74

MADEMOISELLE / 2/2017


2.

1.

3.

4.

5.

6.

1. Taifun/VAN GRAAF. Sukienka, cena: 549,95 zł; 2. Ezuri. Płaszcz, cena: 599 zł; 3. Tommy Hilfiger/VAN GRAAF, S/S 2017. Torebka, cena: 699,95 zł; 4. Junghans. Zegarek, cena: 2180 zł; 5. 3i. Botki, cena: 490 zł; 6. Dyrberg/Kern. Kolczyki, cena: 229 zł

MAT. PROMOCYJNE

MADEMOISELLE / 2/2017

75


jej DESIGN/ inspiracje

Nowe trendy w designie wnętrz Dom 2017 roku to oaza spokoju. Odejście od świata wirtualnego na rzecz tego analogowego. To miejsce, do którego wracamy po całym dniu gonitwy, aby założyć ciepłe kapcie, napalić w kominku i poczytać ulubioną książkę. Jakie style zdominują nasze wnętrza?

Aktualny rok przyniesie jeszcze więcej spokoju i ciepła. Stopniowo będziemy porzucać skandynawski minimalizm na rzecz cięższych form, zbliżonych do natury. Częściej będziemy wybierać ciemne drewno, a na ścianach – poza klasycznymi szarościami – pojawią się m.in. kolory ziemi, wzbogacone o ratan lub korek. Wyróżniono cztery trendy, które zdominują katalogi, witryny i wnętrza naszych domów w 2017 roku.

Desert Wanderer – pustynny wędrowiec Mówiąc najprościej, jest to styl rustykalny pod kontrolą. Całkowite zaprzeczenie minimalistycznych i jasnych wnętrz. Subtelny, ale wyrazisty. Odnajdziemy tu elementy folkloru i surowego drewna. Wnętrza tworzą harmonijny przekaz, w którym bez problemu znajdziemy spokój i ukojenie. W tym stylu nie powinny zaskoczyć nas przygaszone odcienie pomarańczy, fiołka oraz cynamonu. Wnętrza będą jednocześnie otulone naturalnymi materiałami: zamszem, lnem, kamieniem i terakotą.

76

MADEMOISELLE / 2/2017

Analogue Workshop – warsztat analogowy To trend symbolizujący powrót do korzeni. Porzucenie cyfrowego świata, na rzecz tego analogowego. Odkrywanie niezwykłości w rzeczach pozornie zwyczajnych. Tutaj liczy się historia, filozofia i naturalność. W cenie będą przedmioty nadgryzione zębem czasu, tworzone przez rzemieślników i artystów. Zdominuje go kolorystyka brązów, granitu i pomarańczu, często zestawiana np. z wyraźnym odcieniem żółci. Z materiałów, swobodnie będziemy mogli przebierać w skórach, korkach, betonie i drewnie.

Tribe – etniczny Najbardziej odważny trend, który zostanie zdominowany przez nietypowe aranżacje i bardzo żywe kolory. Inspirację stanowiła kobieca siła i niezależność. Dopuszczalne są liczne wzory graficzne i kolorystyczne, które w zestawieniu mogą tworzyć wrażenie kontrolowanego chaosu. Będą tutaj pasować odcienie błękitu, zieleni czy fioletu, a także szarości, grafity oraz nasycony róż.

Organic Matter – materia organiczna Trend ma nawiązywać do miejskiej dżungli życia codziennego. To połączenie materii organicznej, np. wiszących ogrodów, z bardzo nowoczesną tkanką miejską. W tym przypadku im więcej różnych odcieni zieleni, tym lepiej. Dopuszczalna jest również metaliczna szarość oraz błękit. Z materiałów będziemy wybierać wszystko to, co naturalne, czyli np. włókna trawy, drewno, siano czy żywicę.

dr hab. JAN SIKORA Architekt wnętrz, wykładowca Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku, autor wnętrz obiektów m.in. Stacji Kultura w Rumii oraz Sopoteki.


FOT. FOTOLIA

*** Rozmowa z dr. hab. Janem Sikorą Justyna Michalkiewicz: Który z najnowszych trendów jest pana zdaniem najbardziej udany? Dr hab. Jan Sikora: Analogue Workshop ma szansę na duży oddźwięk w Polsce. Łączy nasze zamiłowanie do majsterkowania, umiłowanie rzemiosła z unikalnym jednostkowym designem. To swoisty analogowy detoks, prostota, surowość i skandynawskie formy w jednym. To mógłby być bez wątpienia jeden z kandydatów na nasz styl narodowy. A który ma najmniejsze szanse? Zdecydowanie Tribe. To nic innego, jak dziesiąta odmiana i nazwa stylu oscylującego wokół wartości etnicznych. U podstaw tego stylu leży inspiracja kobiecą siłą we wnętrzach, a to oczywiście stanowi pewien potencjał. Zważywszy jednak na fakt, że większość znakomitych twórców wnętrz, jakich znam, to kobiety, należałoby każdy styl nazwać Tribe. Kobieca siła i energia są nierozdzielne od tego, co dziś definiujemy jako dobry design.

Trendy wnętrzarskie zmieniają się szybko. Czy czuje pan sentyment do tych, które odchodzą? Zazwyczaj najbardziej tęsknię za momentem, gdy pierwszy raz zobaczyłem jakiś piękny mebel. Po kilku latach bywa, że jest to już tylko „mebel z 2016 roku”. W swoich działaniach projektowych przypominam raczej Quentina Tarantino – interesuje mnie eksperymentowanie, łamanie zasad, wyciąganie ze stylu tego, co jest niebanalne, unikalne i wyjątkowe. Style są dla mnie jak kolory farby – tworzę z nich swoje wzory i kompozycje. Każdy rok i projekt przynoszą coś nowego – nową barwę, którą dodaję do wcześniejszego zestawienia. Cieszę się, że trendy się zmieniają, to bardzo inspirujące. Do Polski przywędrowała moda z Danii na hygge. Czy wnętrza 2017 będą projektowane tak, aby były hyggelig? Uwielbiamy nazywać zapożyczonymi zwrotami to, co nam bliskie. To podnosi rangę czegoś, co z pozoru jest bardzo zwyczajne. Podobnie jest z hygge. Czy nie jest to inne słowo na zwrot „romantyczna dusza” lub „żyj tu i teraz”? Hygge to takie nasze europejskie feng shui. Tylko na luzie, z dobrym duńskim designem, przytulnie i z dużą liczbą świeczek.

Według prognoz moda na styl skandynawski powoli będzie odchodzić. Co poradzi Pan osobom, które chciałyby ocieplić swój skandynawski salon, ale niewysokim kosztem? W pierwszej kolejności założyłbym mięciutkie kapcie, w drugiej – zaparzyłbym herbatę, w trzeciej – zapaliłbym w kominku, a na koniec zacząłbym czytać w ciszy ulubioną książkę. To zdecydowanie najniższy koszt, a i hygge gwarantowane. Łatwo bowiem zapomnieć, że dobre wnętrze powstaje najpierw w sercu i kulturze życia domowników. Przedmioty, którymi się otaczamy, powinny być tego naturalną ekspresją. Jak Pana zdaniem wygląda salon idealny, zgodny z trendami 2017 roku? To wnętrze, w którym dominują naturalne materiały – drewno, skóra i tkaniny. Komponowałbym wnętrze z ciekawych obiektów designu w zgodzie z trendem Analogue Workshop, ale takich, które nie są przestylizowane. Skorzystałbym z pomocy lokalnych rzemieślników, a na ścianach powiesiłbym prace młodych studentów Akademii Sztuk Pięknych. Całość byłaby skąpana w ciepłym świetle. Ostatecznie powstałoby wnętrze pełne wyciszenia i spokoju. Byłaby to oaza, w której najważniejszy nie jest telewizor, ale stół rodzinny i kominek. Zamiast niekończących się zabawek dla dzieci, postawiłbym na mały, drewniany samochodzik ze sznureczkiem. Byłoby to miejsce kultury życia, spokoju, hygge i niezapomnianych spotkań.

MADEMOISELLE / 2/2017

77


jej DESIGN/ miejsce

„Cud w Rumi” – Stacja Kultura

FOT. YOUTUBE.COM

Na ogół słowo „biblioteka” kojarzy się z dużym, nierzadko zabytkowym budynkiem, z niekończącym się labiryntem regałów pełnych książek, między którymi zapach zakurzonego papieru i farby drukarskiej tworzy niepowtarzalną mieszankę. Jednak współczesne wypożyczalnie książek to głównie budynki ze szkła, betonu i metalu, wyposażone w komputery, tablety i inne multimedialne nowości.

78

MADEMOISELLE / 2/2017


Tekst: Aleksander Proszowski Działająca od września 2014 r. Stacja Kultura w Rumi to połączenie tych dwóch trendów – tradycji i nowoczesności. Obiekt zajmuje 80% budynku dworca w Rumi. Pochodzący z końca lat 50. dworzec został gruntownie przebudowany i zaaranżowany na nowo według projektu pracowni Sikora Wnętrza. Na powierzchni ponad tysiąca metrów kwadratowych znajdują się: wypożyczalnia książek dla dzieci i dorosłych, czytelnia, pracownia plastyczna, fotograficzna, pomieszczenie dla organizacji pozarządowych i dwie sale konferencyjne. Inwestycja została zrealizowana w ramach rządowego programu „Biblioteka + Infrastruktura bibliotek” 2011–2015, prowadzonego przez Instytut Książki. Rumska placówka na aranżację wnętrz oraz zakup i montaż wyposażenia bibliotecznego otrzymała z programu 735 tys. zł.

Stacja Kultura jest miejscem, które łączy w sobie elementy biblioteki i, bo przecież nazwa zobowiązuje, kolejowe. Do symboliki kolejowej nawiązują np. czarno-czerwone elementy przypominające barwy starego parowozu, regały stylizowane na tory kolejowe, stary zegar, napis „Stacja Kultura” oraz sofy tworzące przedział kolejowy. Rumska placówka może zachwycać otwartą przestrzenią, w której rozmieszczono regały oraz antresolą ze stanowiskami komputerowymi. Z szarością i bielą świetnie kontrastują czerwone dodatki, np. framugi. Uwagę przyciągają też nowoczesne siedzenia. Tak jak na dworcu kolejowym, przestrzeń jest otwarta – każdy może wejść, posiedzieć, przeczytać książkę, gazetę i pójść dalej. Stacja Kultura jest skomunikowana z poczekalnią dworcową. Po rewitalizacji tego miejsca i przeniesieniu biblioteki do nowej siedziby znacznie wzrosła liczba stałych czytelników.

Taka nietypowa koncepcja umiejscowienia biblioteki została nagrodzona przez jury międzynarodowego konkursu Library Interior Design Awards. To jedyna europejska placówka, która odniosła taki sukces w ubiegłorocznej edycji. Stacja Rumia zwyciężyła w kategorii obiektów jednoprzestrzennych (Single Space Design). Koncepcja polskich architektów wygrała z projektami ze Stanów Zjednoczonych, Kanady i Chin. Jury doceniło kreatywny projekt biblioteki, estetyczny wygląd oraz funkcjonalność obiektu.

FOT. BEHANCE.NET

MADEMOISELLE / 2/2017

79


jej DESIGN/ miejsce

FOT. NASZEMIASTO.PL

Projekt Miejskiej Biblioteki Publicznej im. Floriana Ceynowy w Rumi został dostrzeżony również w Polsce – zdobył II nagrodę w plebiscycie Bryła Roku 2014. O „cudzie w Rumi” pisał także reportażysta i fotoreporter zajmujący się tematyką architektoniczną i urbanistyką, Filip Springer, w swojej „Księdze zachwytów”: […] Budowa biblioteki na stacji kolejowej w kraju, w którym książki czyta garstka mieszkańców, a dworce zamienia się masowo w galerie handlowe, musi dziwić. I zachwycać. […] Przebudowa dworca w Rumi, znana już w całej Polsce ze względu na tę właśnie biblioteczną część, nie kończy się jednak na niej. Oprócz biblioteki znalazło się tu miejsce dla baru mlecznego, który nie tylko nazwą („Zakładka”), ale i wystrojem nawiązuje do tematyki biblioteczno-książkowej. Jest też przyjemna i kameralna klubokawiarnia serwująca kawę, ciastka i lody. Wszystko zaprojektowane z umiarem, klasą i troską o użytkowników. Całe to miejsce zadziwia. Do tej pory modernizacje dworców oznaczały często ich przemianę w galerie handlowe – tak było w Poznaniu, Katowicach, Krakowie, a wkrótce podobny los dopełni się na dworcu w nieodległym Sopocie. Dlatego to, co wydarzyło się tutaj, trzeba opiewać, zachwalać i promować. A mieszkańcom Rumi można tylko zazdrościć – czytamy w „Księdze”. 80

MADEMOISELLE / 2/2017

Ale wizyta w Stacji Kultura to nie tylko spotkanie z literaturą. Stacja to miejsce, w którym odbywają się różnego rodzaju wydarzenia kulturalne w wielu dziedzinach. Spotkania kulinarno-literackie z Ewą Maliką Szyc-Juchnowicz, finalistką telewizyjnego show „Top Chef ” i właścicielką restauracji „Malika”, wystawy malarstwa i grafiki, spotkania Dyskusyjnego Klubu Książki, warsztaty muzyczne i ceramiczne, zajęcia teatralne, liczne konkursy dla dzieci i młodzieży – to zaledwie część programu kulturalnego oferowanego przez Stację Kultura. Dodatkowo placówka organizuje w okresie ferii zimowych wiele zajęć dydaktyczno-kulturalnych, praktycznie więc każdego dnia najmłodsi będą mogli wypełnić wolny czas. – Tworzymy pewną całość i jesteśmy częścią takiej społecznej przemiany tego miejsca, w którym każdy coś znajdzie dla siebie – mówi dyrektorka Stacji Kultura Krystyna Laskowicz. – Cała przestrzeń wokół się zmieniła. Kiedyś był to zdegradowany, brudny dworzec, a dziś jest to miejsce, o którym wszyscy wiedzą i je znają.

Trzypoziomowa biblioteka działa w budynku dworca kolejowego, który jest częścią węzła komunikacyjnego, gdzie zatrzymują się pociągi, a autobusy miejskie mają swoje pętle. To miejsce, przez które przepływają codziennie tłumy ludzi, co wyraźnie daje się odczuć. Mieszkańcy miasta – ale także podróżni, przebywający tu przejazdem – uczestniczą w wydarzeniach organizowanych przez Stację Kultura, a wzrost liczby czytelników ocenia się aż na 50 proc. – Okazuje się, że ludzie mają potrzebę przebywania w ładnych miejscach, które ich przyciągną, pokażą, że czytanie, że biblioteka nie jest „obciachem”, tylko interesującym miejscem – dodaje Krystyna Laskowicz. Stacja Kultura ul. Starowiejska 2, 84–230 Rumia tel. 58 721 47 50 e-mail: sekretariat@bibliotekarumia.pl www.bibliotekarumia.pl


Dom ze stawem z 2012 roku o powierzchni 160 m² Cena: 599 000 zł Około 170 km od Gdańska, Brodnicki Park Krajobrazowy, Gmina Zbiczno.

Wokół znajdują się lasy i jeziora (Retno, Szafarnia, Bachotek, Dębno). Dom całoroczny, ocieplony styropianem 20 cm. Piękne miejsce na wypoczynek, refleksję, ucieczkę od świata. Powierzchnia działki ponad jeden hektar. Na terenie działki jest staw kąpielowy. Staw urządzony: lilie wodne różowe i białe, tatarak, trzcina, mostek, piaskowa plaża dla dzieci, ryby i żaby. Wstępnie przygotowane boisko do gry w: piłkę, siatkówkę i badmintona. Dom w pełni wyposażony, gotowy do zamieszkania. Pięć sypialni, trzy wygodne łazienki, salon, kuchnia, schowek. Ogrzewanie rozprowadzonym ciepłem z kominka oraz elektryczne. Rozprowadzona instalacja c.o. Przygotowana wstępna instalacja do podłączenia pompy ciepła. Okna zabezpieczone roletami automatycznymi (sterowane pilotem i centralnie). Okna drewniane o podwyższonej odporności na włamanie. Alarm, monitoring, kamery. Dodatkowo pozwolenie na budowę drugiego budynku garażowo-mieszkalnego o pow. ok. 50 m². Możliwość wykorzystania na pensjonat.

Tel. 510 292 347


jej DESIGN/ eko

Ekotrend w Twoim domu Jest połączeniem prostoty z oryginalnością, synonimem ładu, harmonii i wyciszenia. Mowa o ekologicznym trendzie w aranżacji mieszkań i domów, który z roku na rok zyskuje coraz większą popularność w architekturze wnętrz.

FOT. KOBIETAWIELEPIEJ.PL

Tekst: Dominika Prais

FOT. REGIODOM.PL

FOT. URZADZAMY.PL FOT. DOMOSTREFA.EU

Wpływy rustykalne Nie da się jednak ukryć, że nie mniejszą rolę przy wyborze ekologicznej aranżacji odgrywają walory estetyczne. Drewniana, czasem bambusowa podłoga nadaje pomieszczeniom ciepły i naturalny charakter. Doskonale komponuje się

MADEMOISELLE / 2/2017

zbudować je od podstaw. Do konstrukcji sprzętów najlepiej wykorzystać palety, które odpowiednio ułożone mogą zamienić się w sofę, łóżko lub stół. Następnie wystarczy pokryć je materacem i miękkimi poduszkami, w jasnych odcieniach lub z rustykalnym wzorem, by zamieniły się w wygodne i niebanalne miejsce do odpoczynku.

FOT. FABRYKA MATERACY JANPOL

FOT. SZTUKA-WNETRZA.PL

neutralizuje niektóre substancje toksyczne w powietrzu oraz reguluje wilgotność otoczenia, przyczyniając się do poprawy samopoczucia mieszkańców.

nych aranżacjach przedmiotów z wełny, kamienia, ceramiki, bambusa, a przede wszystkim z drewna, najlepiej pochodzącego z rodzimych źródeł. To właśnie ten ostatni surowiec stanowi podstawę dla ekownętrza. Ma to cenny aspekt praktyczny – obecne w domu drewno

82

z pozostałymi elementami wystroju, których dobór i wygląd w dużej mierze zależy od inwencji projektującego. Styl eko otwiera bowiem przestrzeń dla wyobraźni, pozwalając jej nadać drugie życie starym i zniszczonym meblom lub

FOT. TOOBA.PL

Wśród miejskiej zabudowy, daje poczucie bliskości z naturą, zapewne dlatego często bywa utożsamiany ze stylem rustykalnym, oficjalnie zaś uchodzi za jego odmianę. Czerpie z niego elementy naturalne. Stąd tak wiele w ekologicz-


FOT. WESTWING.PL

nych rolet i ciężkich kotar, utrudniających przepuszczanie światła. Wrażenie jasności jest dodatkowo spotęgowane przez pastelowe barwy ścian, utrzymane w tonacji szarości, bladego błękitu, łagodnych zieleni czy jasnobrązowego piasku.

FOT. PINTEREST.COM

FOT. REGIODOM.PL

Skandynawski minimalizm FOT. HOMESQUARE.PL

Pomieszczenie – poza podstawowym umeblowaniem – wypełniają zwykle drobne elementy dekoracyjne, na przy-

zadbać o to, by nie był jedynie fasadowy, pozorny, ale niósł za sobą głębszą ideę. Poza dbałością o ekologiczny, estetyczny wygląd, powinno się zatem pamiętać o podstawowych zasadach ochrony

kład ceramiczne ozdoby, wyroby z wikliny czy rattanu. Nie jest ich jednak zbyt wiele, ekotrend ceni sobie bowiem prostotę i minimalizm, przez co blisko mu do stylu skandynawskiego. Wnętrze ma być przestronne, dawać poczucie swobody, wolności i świeżości. Stąd upodobanie do dużych okien, pozbawio-

FOT. HOMEBOOK.PL

Ekotrend w aranżacji wnętrz to, parafrazując popularne powiedzenie, nie tylko moda, to styl życia. Dlatego warto

FOT. REGIODOM.PL

FOT. REGIODOM.PL

Więcej niż moda

środowiska, takich jak oszczędzanie wody i prądu. Przy wyborze farb dobrze zwrócić uwagę, czy mają one zmniejszoną ilość lotnych związków organicznych oraz sprawdzić, czy drewniane elementy są opatrzone certyfikatem FSC – gwarantującym, że surowiec pochodzi z lasu zarządzanego zgodnie z zasadami ekologii. MADEMOISELLE / 2/2017

83


jej DESIGN/ Hanlo

HANLO – WARTO INWESTOWAĆ W MARZENIA Życie bez marzeń było szare i monotonne, wypełnione powtarzalną codziennością. Do realizacji niektórych celów wystarczy trochę determinacji i silnej woli. Inne wymagają długofalowego planowania i nakładów. Tak jest w przypadku kupna własnego domu. Z firmą Hanlo można się przekonać, że inwestowanie we własne marzenia jest najlepszą formą realizacji życiowych planów.

PROSTSZA DROGA DO MARZEŃ Co sprawia, że niektóre osoby decydują się na zakup mieszkania, rezygnując z własnego domu? Poza kosztami samej inwestycji, niebagatelne znaczenie mają liczne formalności, które mogą zniechęcić nawet najbardziej cierpliwe osoby. Problem jest tym większy, im mniej znamy się na obowiązujących przepisach. Ale czy musimy się na nich znać? Jeśliby tak było, właścicielami domów powinny być jedynie osoby ze specjalistycznym wykształceniem w zakresie prawa budowlanego. To oczywisty absurd. Natomiast ważne jest wsparcie ze strony firmy, która oferuje nam budowę domu. Dobrym przykładem jest firma Hanlo, która nie tylko zajmuje się wznoszeniem nowoczesnych domów, ale pomaga swoim klientom dobrać odpowiedni projekt, kredyt, a nawet działkę budowlaną. Zresztą można liczyć na wsparcie na każdym etapie realizowania inwestycji, dzięki czemu droga do zrealizowania marzeń o domu staje się zdecydowanie prostsza.

84

MADEMOISELLE / 2/2017

WYMARZONY DOM WEDŁUG WŁASNEGO PROJEKTU Firma Hanlo doskonale rozumie znaczenie decyzji o posiadaniu własnego domu. Jeśli ma on stanowić realizację marzeń, powinien powstawać wedle indywidualnego projektu, który będzie spełniał wszelkie oczekiwania przyszłych mieszkańców. W przeciwieństwie do innych firm, Hanlo oferuje bezpłatną adaptację wybranego projektu. Klienci mogą nanosić dowolne zmiany na projekcie, wedle własnych preferencji. Sama usługa architekta jest również wliczona w cenę końcową całego przedsięwzięcia. Nie trzeba zatem się martwić o ukryte koszty.

„NIEMOŻLIWE NIE ISTNIEJE” Co sprawia, że niektóre marzenia wydają się nam nierealne? Czasami po prostu brakuje nam fachowego wsparcia, dzięki któremu realizacja określonych zamierzeń byłaby łatwiejsza. Firma Hanlo zapewnia kompleksową obsługę już od pierwszej wizyty w domu modelowym. Pomaga w wielu formalnościach i wspiera w dokonywaniu odpowiednich wyborów. Dzięki takiej rzetelnej pomocy, możemy maksymalnie uprościć procedury i uwierzyć w końcowy sukces, czyli przeprowadzkę do nowego domu. A co z czasem budowy?

DOM „OD ZARAZ”? TO MOŻLIWE! W przypadku rynku pierwotnego nieruchomości można oczywiście kupić gotowy dom, który został już przez kogoś zaprojektowany i wyposażony. Ale czy nie lepiej zaangażować się w samodzielny projekt, który będzie w pełni zgodny z naszymi oczekiwaniami? W przypadku oferty Hanlo nie musimy się martwić, że będzie to oznaczało długotrwałe oczekiwanie. Dom naszych marzeń może być wzniesiony niemal „od zaraz” – w trakcie jednego sezonu. Wystarczy wspomnieć, że jego montaż potrwa zaledwie dwa lub trzy dni! Z Hanlo warto inwestować w marzenia, które mogą się ziścić znacznie szybciej niż możemy się tego spodziewać. Tysiące zadowolonych klientów w Polsce, Norwegii i Niemczech, którzy na co dzień cieszą się z własnego domu zbudowanego z firmą Hanlo, to najlepsza rekomendacja. Aby zasięgnąć więcej informacji na temat oferty firmy Hanlo, wystarczy odwiedzić stronę internetową www.hanlo.pl.


jej PODRÓŻ/ Europa

FOT. FOTOLIA

Zapiski z Północy, część 1 Skandynawska przygoda, która zaczęła się w Laponii, a skończyła na Islandii Czy to możliwe, aby zagorzała amatorka śródziemnomorskiej aury nagle oszalała na punkcie Dalekiej Północy? Czy może się zdarzyć, by entuzjastka typowo miejskiego życia zamieszkała w kompletnej głuszy gdzieś na końcu świata? Okazuje się, że to rzecz jak najbardziej prawdopodobna.

86

MADEMOISELLE / 2/2017


Gdy dokoła tylko biel Podróże fascynowały mnie, od kiedy tylko pamiętam. Na początku były to tylko dziecięce marzenia podsycane słynnym programem „Pieprz i wanilia” Elżbiety Dzikowskiej i Tony’ego Halika oraz nagminnym przeglądaniem wszelkiej maści atlasów. Gdy w moim portfelu miał się niebawem pojawić dokument zwiastujący przekroczenie progu zwanego dorosłością, owe marzenia zaczęły nabierać coraz bardziej realnych kształtów. Już wtedy wiedziałam – podróży będzie w moim życiu mnóstwo. Będą one dalsze i dłuższe aniżeli te odbywane dotychczas z rodziną. Po typowo studenckich eskapadach nadszedł czas na większe podróżnicze przygody. Tuż po ukończeniu studiów był nią roczny pobyt w Norwegii, i to aż na samych jej krańcach, mianowicie w Laponii. Decyzja o wyjeździe była spontaniczna, wręcz szalona. Na dobrą sprawę od jej podjęcia do wyprawy minął ledwie miesiąc. Nim się obejrzałam, z gwarnego miasta przeniosłam się do osady, w której żyło jedynie 10 osób. Był koniec marca, do Polski przybyła piękna wiosna, w Laponii natomiast nadal królowała nieprzejednana zima. Pierwsza noc po przyjeździe wskutek nadmiaru wrażeń była niemal bezsenna. Mimo zmęczenia, wstałam o świcie i udałam na pierwszy spacer nad fiord. Dokoła tylko biel. Cicho jak makiem zasiał. Nie wiedziałam nawet, że taka cisza istnieje. Stałam tam jak urzeczona przez długi czas, aż nagle usłyszałam huk. Był to dźwięk wielkiego kawałka lodu odrywającego się od kry. To był moment, w którym Północ skradła moje serce już na zawsze. Tego niesamowitego odgłosu po prostu nie da się zapomnieć. FOT. ADAM BIERNAT

MADEMOISELLE / 2/2017

87


FOT. ADAM BIERNAT

jej PODRÓŻ/ Europa

O tak, to był inny świat. Królowała w nim niebywała dzikość, dotychczas nieznany mi żywioł. Było to miejsce, gdzie człowiek tak naprawdę ma bardzo mało do powiedzenia, jest bowiem tylko gościem natury, od zawsze grającej tu pierwsze skrzypce. Zdążyłam do tamtej pory odwiedzić wiele krajów, ale jeszcze nic nie zrobiło na mnie tak ogromnego wrażenia. Gdziekolwiek spojrzeć, niesamowita tundra i spektakularne, wręcz hipnotyzujące widoki. Obcowanie z arktyczną przyrodą, obserwowanie lemingów, łosi i stad reniferów oraz delektowanie się absolutną ciszą wkrótce stały się moim uzależnieniem. Za kołem podbiegunowym człowiek wdraża się w nowy rytm. Zmienia się. I ja się zmieniłam. Niedługo więc – jako osoba należąca do grona tych ciepłolubnych – przestałam nawet narzekać na wiatry i deszcze. Północna gorączka owładnęła mnie do tego stopnia, iż miałam pewność, że Laponia to nie koniec moich przygód i już niedługo znów wyląduję w innej skandynawskiej krainie. Jak przystało na osobę uzależnioną od 88

MADEMOISELLE / 2/2017

podróży, przebywając w jednym kraju, planowałam kolejny wyjazd. Tak więc już w Laponii marzyłam o Islandii. Czytałam o niej dosłownie bez przerwy. Wulkany, wrzące źródła, tysiące wodospadów i cicha obecność elfów. Cóż to musi być za kraj! Wizja przemierzania samotnej wyspy usadowionej gdzieś pośród arktycznych wód niebawem stała się moim największym marzeniem. Wizja ta zniewoliła mnie do tego stopnia, że już nie było odwrotu. Niedługo potem znów się spakowałam i ruszyłam w drogę, by ostatecznie osiąść na Islandii na sześć miesięcy.

Podniebna baśń Wsiadając do samolotu, miałam w pamięci przeglądane nieustannie fotografie wyspy, które ukazywały czarodziejskie połacie zarośnięte niesamowicie zielonym mchem, czarne plaże sąsiadujące z górskimi szczytami i oszałamiające urodą fiordy. To, co zastałam na miejscu zupełnie przerosło moje wyobrażenia. Myślałam, że Laponia przygotowała mnie na starcie z Islandią, ale się myliłam. Otóż okazuje się, że na Islandię nie sposób się przygotować. To kraj, który bez cienia nieśmiałości po prostu oszałamia.

FOT. ADAM BIERNAT

Północna gorączka


Weekend Walentynkowy w Borach Tucholskich 10-12.02.2017

W RAMACH OFERTY • 3 dni w komfortowym i uroczo położonym Pałacu Hanza WELLNESS & SPA u wrót Borów Tucholskich • 2 noclegi w pokoju dwuosobowym ze śniadaniem w formie bogatego bufetu szwedzkiego • Obiadokolację w dniu przyjazdu w formie bufetu (piątek) oraz uroczystą kolację serwowaną w sobotę 11. lutego w restaturacji pałacu wraz z różnorodnym bufetem zakąsek zimnych przez cały wieczór • Po kolacji serwowanej zabawa z Dj-em i degustacja alkoholi • Nieograniczony dostęp do strefy WELLNESS (basen, kompleks saun i jaccuzzi)

Hanza Pałac Wellness & SPA Rulewo 13, 86-160 Warlubie

tel: +48 52 320 90 94 fax: +48 52 381 52 34

rezerwacja@hanzapalac.pl www.hanzapalac.pl REKLAMA

Zanim jednak zdołałam ujrzeć jakiekolwiek góry, pola lawowe i fiordy, oczarowało mnie coś innego. Odkryłam też, że to, co mówi się o Islandii – mianowicie, że można się w niej zadurzyć, nawet jeszcze nie stawiając na niej stopy – jest prawdą, nie zaś jedynie turystycznym sloganem. Tak też dzieje się z wieloma przybyszami, którzy mają szansę ujrzenia wyspy zza szyb samolotu. Ja miałam to szczęście nawet dwa razy. Kwiecień na Islandii często daje się we znaki niezbyt dobrą pogodą, ale mnie przywitało słońce. Widoczność była doskonała, więc podczas zbliżania się do lotniska w Keflavíku nie mogłam oderwać wzroku od okienka w samolocie. Ląd na dole w ogóle nie przypominał planety Ziemi. Pofałdowane grunty, na

które patrzyłam, wydawały się wręcz nierealne. Był to widok nieprawdopodobny, krajobraz rodem z baśni. Gdy samolot zaczął obniżać wysokość, setki intrygujących kopczyków okazały się polem lawowym. Już zacierałam ręce na myśl o drugim locie, który miałam za chwilę odbyć, czyli z Keflavíku na drugi koniec wyspy, do Egilsstaðir. Zapowiadało się przede mną najciekawsze pół roku, jakie kiedykolwiek miałam okazję przeżyć. Czekała na mnie kolejna głusza i odkrywanie tajemnic jedynej w swoim rodzaju wulkanicznej wyspy. Już wkrótce na własnej skórze miałam się przekonać, że jeśli raz się tu zawita, to z pewnością nie da się o tym miejscu zapomnieć. To jednak już zupełnie inna historia.

MARTA BIERNAT Historyczka sztuki ubóstwiająca wszelakie podróże. Jej ulubionym krajem jest Islandia, na której każdego roku spędza sześć miesięcy. Swoje wrażenia o tym niesamowitym kraju opisuje na blogu Bite of Iceland. Autorem wszystkich zdjęć jest Adam Biernat, współautor bloga. MADEMOISELLE / 2/2017

89


jej KOLPORTAŻ

SALONY FRYZJERSKO-KOSMETYCZNE Abacosun – Instytut Urody – Gdynia, ul. Wielkopolska 168 Abacosun Instytut Urody – Gdańsk, ul. Partyzantów 3 Aisa – Salon Fryzjerski – Gdynia, ul. Nowowiczlińska 35 Akademia Urody Olimp – Gdynia, ul. Cechowa 15 Aleksandra Cosmetique Coiffeur – Gdańsk, ul. Szafarnia 11 Amber Beauty Klinika – Gdańsk, ul. Myśliwska 17A Art Studio – Gdynia, ul. Świętojańska 65/9 Asmida. Fryzjerstwo kreatywne. Adas A. – Gdańsk, ul. Konrada Wallenroda 11A Atelier Andre – Gdańsk, ul. Świętokrzyska 58 Atelier Fryzjerskie Brzozowski Paweł – Gdynia, ul. Kornela Makuszyńskiego 18 Atelier Fryzjerskie Edith Edyta Nowotyńska – Gdynia, ul. Zygmunta Horyda 4 Aura – Gdańsk, ul. Toruńska 15 Barbershop – Gdańsk, ul. Garncarska 7/8/9 Beauty Box Hair&Spa – Sopot, ul. Jana III Sobieskiego 2/1 Beauty Buffet – Gdynia, ul. Wrocławska 57 Belleza – Gdańsk, ul. Leśna 1 Bellezza Studio – Gdańsk, ul. Władysława Cieszyńskiego 1C Bellezza Włoskie Salony Fryzjerstwa – Gdańsk, ul. Politechniczna 10/1 Blue Sun – Gdańsk, ul. Konstantego Bergiela 4A/16 Bogna Hair Design – Gdańsk, ul. Szeroka 18/19 Camille Albane Paris – Gdańsk, Centrum Handlowe Madison Capelli Akademia Fryzur – Gdańsk, ul. S. Skarżyńskiego 3/1 Club Fryzjerski Alternative – Gdańsk, al. Grunwaldzka 471 Dagmara Król – Gdynia, ul. Starowiejska 41–43 (budynek Atrium) Dalia 1 – Gdańsk, ul. Kołobrzeska 24A Dalia 2 – Gdańsk, ul. Kartuska 33 Dalia 3 – Gdańsk, ul. Stanisława Wyspiańskiego 30 Dan Sebastian – Gdynia, Centrum Handlowe Riviera Dariusz Degowski – Salon Fryzjerstwa Artystycznego – Gdańsk, ul. Jana Heweliusza 31 Delux Hair Studio Robert Terefenko – Gdańsk, Centrum Handlowe Matarnia Dolce Vita Instytut Piękna – Gdynia, Skwer Tadeusza Kościuszki 18 Dorota – Gdynia, Centrum Handlowe Klif Dreams Salon Fryzur – Gdańsk, ul. Leopolda Okulickiego 2B/9 Eco Salon Urody Styl – Gdynia, ul. Warszawska 20 Egoiste Studio Urody – Gdańsk, ul. Toruńska 15 En Vogue – Perfect Hair – Gdańsk, al. Grunwaldzka 79/81 Excellentq – Loreal Expert – Gdańsk, ul. Jana Heweliusza 19 Geometria Perfect Hair – Gdańsk, Młyńska 9/11C, lok. 2 Gracja – Gdańsk, ul. Startowa 8 Hair Studio Anna Machała – Sopot, al. Niepodległości 648/1 Hair Studio Robert Terefenko – Gdańsk, Centrum Handlowe Osowa Hb Honorata Brodowska – Gdynia, ul. Gryfa Pomorskiego 52U/13 Instytut Urody Agata Partyka – Gdynia, ul. Strzelców 1/4 Jacques Andre Hair & Spa – Gdańsk, Galeria Bałtycka Jacques Andre Hair & Spa – Gdańsk, C.H. Madison Jacques Andre Hair & Spa – Gdańsk, ul. Elżbietańska 9/10 Jacques Andre Hair & Spa – Gdynia, ul. Kazimierza Górskiego 2 Justine – Gdynia, ul. Zygmunta Augusta 6/81 Jz – Salon Fryzjerski – Sopot, ul. Stanisława Fiszera 3 Kelo-Design – Gdynia, ul. Wielkokacka 15 Klips – Gdańsk, ul. Bolesława Krzywoustego 24B Klips Aneta Dolna – Gdańsk, ul. Ronalda Amundsena 7A Koseda – Sopot, ul. Grunwaldzka 44 La Beaute – Sopot, ul. Fryderyka Chopina 43 La Ines – Gdynia, ul. Starowiejska 41–43 La Perla – Edyta Momot – Gdynia, ul. Harcerska 5 La Tete – Sopot, al. Niepodległości 765A Luxis – Gdynia, al. Legionów 112B Macias – Gdańsk, ul. Kielnieńska 183 Manicure Express – Gdynia, Centrum Handlowe Riviera Maryla – Gdańsk, ul. Jagiellońska 2 Maska – Gdańsk, ul. Staropolska 32 (Centrum Kowale) Mathias Hair Design – Gdynia, ul. Antoniego Abrahama 74 Mawiderm – Gdańsk, ul. Chmielna 101/102 Medium – Gdynia, ul. Poziomkowa 9 Mobilne usługi Fryzjerskie „Gracja” – Jagatowo, ul. Wichrowe Wzgórza 2 Natura – Gdynia, ul. Waleriana Szefki 9D Nayla – Gdynia, ul. Parkowa 6 O’la – Gdynia, Centrum Handlowe Szperk O’la – Gdynia, ul. Damroki 12 Olivia – Gdynia, ul. Kielecka 105 Perfect Hair – Gdańsk, ul. Wały Jagiellońskie 8 (box 12) Pinky Studio – Gdańsk, ul. Wilanowska 4 Piotr Pieper & Przemysław Wołowczyk – Gdańsk, ul. Zeusa 82, lok. U4 Plus Dla Urody – Gdańsk, ul. Kazimierza Sosnkowskiego 1A Point – Gdańsk, al. Grunwaldzka 57 Privé Beauty & Hair – Gdańsk, ul. Rajska 1/5FG Quiris – Gdańsk, ul. Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego 12 R. Smarz Professional Hair – Gdańsk, ul. Wajdeloty 7 Retro Atelier Wiesława Horn – Gdańsk, ul. Stanisława Wyspiańskiego 20/2 Salon Aranżer – Gdynia, al. Zwycięstwa 241/4 Salon Atut – Gdynia, al. Zwycięstwa 100 Salon Brański – Gdynia, al. Zwycięstwa 245/14 Salon COCO – Gdynia, ul. Szefki 2E Salon Elfram – Rumia, ul. Abrahama 10/4 Salon Fryzjerski „Iwona” – Sopot, al. Niepodległości 801 Salon Fryzjerski Antonio – Gdynia, ul. Jana Kilińskiego 8 Salon Fryzjerski Daga – Gdańsk, ul. Startowa 2A Salon Halina – Sopot, al. Niepodległości 756 Salonik Fryzjersko-Kosmetyczny – Gdańsk, ul. Obrońców Wybrzeża 23 Salony Urody Le Sourire – Gdynia, ul. Bosmańska 118 Simona – Gdynia, ul. Zofii Nałkowskiej 22/3 Studio Anny Lisewskiej & Instytut Urody Dermatica – Gdynia, ul. Cechowa 21 Studio Effect – Gdynia, ul. Starowiejska 41–43/9 Studio Expert – Sopot, al. Niepodległości 747 Studio Fryzur X – Gdańsk, ul. Obrońców Wybrzeża 4B Studio Hanny Zyguła – Gdynia, ul. Żwirki I Wigury 7 Studio Kosmetyczne Feniks – Gdańsk, ul. Świętojańska 66 Studio Retro Fryzjerstwo Kreatywne – Gdańsk, ul. Słowackiego 35 Studio Urody Ewa M – Gdynia, ul. Antoniego Abrahama 18 Studio Urody Look – Gdynia, ul. Leona Staniszewskiego 15/3 Styl – Gdynia, ul. Jana Brzechwy 7 Styl Salon Kosmetyczny & Fryzjerski & Perfumeria – Sopot, ul. Bohaterów Monte Cassino 46 Sztuka Czesania Ikona – Gdańsk, al. Jana Pawła II 6F/2 Trendy Hair Fashion – Gdańsk, ul. Do Studzienki 7/2 Trendy Hair Fashion – Gdańsk, ul. Pańska 9/11 Underground Fryzjerstwo Kreatywne – Gdańsk, ul. Letnia 9 Venus – Gdańsk, ul. Powroźnicza 19 Wella Design – Gdańsk, ul. Bolesława Chrobrego 71 SALONY SOLARYJNE Miami – Gdynia, ul. Żwirki i Wigury 7/9 Sun City – Gdańsk, al. Grunwaldzka 158/1 Sun City – Gdańsk, ul. Kartuska 195A GABINETY SPECJALISTYCZNE Akademia Skutecznej Diety – Gdańsk, CH Manhattan Akademia Skutecznej Diety – Gdynia, ul. Starowiejska 41–43/31 Centrum Dermatologii Laserowej Epi Centrum – Gdańsk, ul. Pniewskiego 3

90

MADEMOISELLE / 2/2017

Centrum Rehabilitacji – Gdynia, al. Zwycięstwa 255 Centrum Okulistyczne Artlife – Gdańsk, ul. Obrońców Wybrzeża 23 Centrum Okulistyczne BLIKPOL – Sopot, ul. Haffnera 6 Clinica Medica – Gdynia, ul. Mireckiego 11 Dentico Jowita Żebrowska-Zakrzewska – Gdańsk, ul. Kołobrzeska 5/7 Impladent – Gdańsk, ul. Kartuska 312 Impladent – Kowale, ul. Andromedy 3 Invicta – Gdańsk, Centrum Handlowe Madison Kabata – Medycyna Rodzinna – Gdańsk, ul. Mickiewicza 20A Klinika Leczenia Niepłodności InviMed – Gdynia, ul. 10 Lutego 16 Klub Zdrowego Stylu Życia – Gdynia, ul. 10 lutego 7 Laguna Medical – Gdynia, plac Kaszubski 1 Mała Klinika – Gdańsk, ul. Jacka Malczewskiego 51 Mój Dietetyk – Gdynia, ul. Armii Krajowej 8–41 (w Przychodni Vip-Med) Nawrocki Clinic – Gdańsk, ul. Czarny Dwór 10/34 Ogród Zdrowia – Sopot. al. Niepodległości 647/1 Perfect Medica – Gdańsk, ul. Kołobrzeska 63D Perfect Smile – Gdańsk, ul. Noskowskiego 17 Periodentist – Gdańsk, ul. Moniuszki 4 Polmed – Gdańsk, Centrum Handlowe Manhattan Poradnia Dietetyczna Medicago – Gdynia, ul. Starowiejska 24/5 Prodent Dentysta – Gdańsk, ul. Słonimskiego 1 Projekt Uśmiech – Gdańsk, ul. Partyzantów 76 Victoria Clinic – Gdańsk, ul. Jaśkowa Dolina 57 Vivadental – Gdańsk, al. Zwycięstwa 48 GABINETY MEDYCYNY ESTETYCZNEJ I CHIRURGII PLASTYCZNEJ Allure Institute – Gdynia, al. Zwycięstwa 241/7 Beauty Derm Spa – Gdańsk, ul. Kapliczna 30 Beauty Derm Spa – Gdynia, ul. Świętojańska 133 Centrum Medyczne Dr Kubik – Gdynia, ul. Antoniego Hryniewickiego 6 Centrum Pięknego Ciała – Sopot, ul. Jagiełły 4 Centrum Zdrowia i Rehab. Mercury – Gdynia, ul. Skwer Kościuszki 15 Dr Pernak – Gdańsk, al. Grunwaldzka 549 Gabinet Beautiful Skin – Gdynia, ul. Świętojańska 57 Holistic Clinic – Gdynia, al. Zwycięstwa 241/6 Instytut Kosmetyczny Evis – Gdańsk, al. Zwycięstwa 52 SmileClinic – Gdańsk, ul. Szymanowskiego 2 Spameed Klinika Zdrowia i Urody – Gdańsk, ul. Wały Piastowskie 1 HOTELE Amber Tower – Gdańsk, ul. Szafarnia 10 Astor – Jastrzębia Góra, ul. Rozewska 38 Best Western Bonum Hotel*** – Gdańsk, ul. Sieroca 3 Best Western Plus Arkon Park Hotel*** – Gdańsk, ul. Śląska 10 Best Western Villa Aqua Hotel – Sopot, ul. Zamkowa Góra 35 Dobry Hotel – Gdańsk, al. Grunwaldzka 413 Dworek Admirał – Sopot, ul. Powstańców Warszawy 80 Dwór Oliwski – Gdańsk, ul. Bytowska 4 Dwór Prawdzica – Gdańsk, ul. Piastowska 198 Galion – Gdańsk, ul. Stogi 20 Golden Tulip – Gdańsk, ul. Piastowska 160 Grand Cru – Gdańsk, ul. Rycerska 11–12 Holland House – Gdańsk, ul Długi Targ 33/34 Hotel Almond – Gdańsk, ul. Toruńska 12 Hotel Aquarius Spa – Kołobrzeg, ul. Kasprowicza 24 Hotel Bethoven – Gdańsk, ul. Beethovena 7 Hotel Bursztyn – Sopot, ul. Emilii Plater 19 Hotel Delfin – Dąbki, ul. Darłowska 15 Hotel Europa – Sopot, al. Niepodległości 766 Hotel Flaming – Sopot, ul. Emilii Plater 12 Hotel Gdańsk – Gdańsk, ul. Szafarnia 9 Hotel Grzybowski Młyn – Wąglikowice, ul. Grzybowski Młyn 10A Hotel Haffner – Sopot, ul. Haffnera 59 Hotel Hanza – Gdańsk, ul. Tokarska 6 Hotel Hilton – Gdańsk, ul. Targ Rybny 1 Hotel Kozi Gród – Pomlewo k. Gdańska, ul. Leśników 3 Hotel Królewski – Gdańsk, ul. Ołowianka 1 Hotel Kuracyjny – Gdynia, al. Zwycięstwa 255 Hotel Marina Club – Gietrzwałd, Siła 100 k/Olsztyna Hotel Miramar – Sopot, ul. Zamkowa Góra 25 Hotel Opera – Sopot, ul. Stanisława Moniuszki 10 Hotel Orla Skała – Szklarska Poręba, ul. Orla Skała 2 Hotel Ostrzyce & Spa – Ostrzyce, ul. Bukowa 4 Hotel Rezydent – pl. Konstytucji 3 Maja 3 Hotel Różany Gaj – Gdynia, ul. Józefa Korzeniowskiego 19D Hotel Sadova – Gdańsk, ul. Łąkowa 60 Hotel Vestina – Wisła, ul. Malinka 25 Hotel Villa Baltica – Sopot, ul. Emilii Plater 1 Hotel w Zamku – Bytów, ul. Zamkowa 2 Hotel Zamek Neptun – Łeba, ul. Sosnowa 1 Mała Anglia – Sopot, ul. Grunwaldzka 94 Mera Spa Hotel – Sopot, ul. Bitwy Pod Płowcami 59 Novotel Gdańsk Marina – Gdańsk, ul. Jelitkowska 20 Pensjonat Wanda – Sopot, ul. Poniatowskiego 7 Pensjonat Wichrowe Wzgórze – Chmielno, ul. Wichrowe Wzgórze 13 Sofitel Grand Sopot – Sopot, ul. Powstańców Warszawy 12–14 Sheraton Sopot Spa – Sopot, ul. Powstańców Warszawy 10 Villa Polanica – Polanica Zdrój, ul. Matuszewskiego 8 Villa Sedan – Sopot, ul. Pułaskiego 18–20 Villa Sentoza – Sopot, ul. Grunwaldzka 89 Villa Zagórze – Rumia, ul. Jana III Sobieskiego 21 Villa Verdi Pleasure & Spa – Łeba, ul. Obrońców Westerplatte 20 Willa Marea – Sopot, ul. Bolesława Chrobrego 38 KAWIARNIE/RESTAURACJE Alt Cafe – Gdynia, ul. Legionów 112F/1 Amici – Sopot, ul. 3 Maja Arkon Bistro – Gdańsk, ul. Arkońska 6 Avocado Fusion – Sopot, Plac Zdrojowy 1 Bacio di Caffè – Sopot, ul. Ogrodowa 2/1 Bar Leniwa Baba – Gdynia, ul. Świętojańska 52 Bar Marilyn – Straszyn, ul. Starogardzka 42 Bar Zacisze – Pruszcz Gdański, ul. Powstańców Warszawy 5 Barracuda – Gdynia, Bulwar Nadmorski im. F. Nowowiejskiego 10 Bazar Smaków – Gdańsk, al. Grunwaldzka 411 Biały Królik – Gdynia, ul. Folwarczna 2 Błękitny Pudel – Sopot, ul. Bohaterów Monte Cassino 53 Britannica Steakhouse – Gdynia, al. Zwycięstwa 255 Cafe Ferber – Sopot, ul. Bohaterów Monte Cassino 48 Cafe Klaps – Gdynia, ul. Wybickiego 3 Cafe Mariola – Gdynia, ul. Bolesława Prusa 24 Cafe Mariola – Gdynia, ul. R. Traugutta 2 Cafe W – Gdańsk, Centrum Handlowe Manhattan Caffe Anioł – Gdynia, ul. Kilińskiego 6 Carte d’Or – Gdynia, Centrum Riviera Coco Restaurant – Gdynia, ul. Waszyngtona 21 Como Ristorante – Gdynia, Centrum Handlowe Klif Contrast Cafe – Gdynia, Bulwar Nadmorski Corner Cafe – Gdynia, ul. Świętojańska 78A Corner Cafe – Gdańsk, plac Solidarności 1 Costa Coffee – Centrum Handlowe Matarnia Costa Coffee – Gdańsk, C.H. Madison Costa Coffee – Gdynia, Centrum Handlowe Klif Costa Coffee – Gdynia, Centrum Riviera Cozzi – Gdynia, ul. Władysława IV 49 Cukiernia Delicje – Gdynia, Centrum Riviera Cukiernia Fajne Baby – Gdynia, ul. Świętojańska 82 Del Mar – Gdynia, ul. Bulwar Szwedzki Dom Czekolady – Gdynia, Centrum Handlowe Riviera

Dom Sushi – Gdańsk, ul. Targ Rybny 11 Dom Sushi – Sopot, ul. Bohaterów Monte Cassino 38 Dwa w Jednym – Gdynia, al. Armii Krajowej 21 Eliksir cocktail bar & restaurant – Gdańsk, ul. Hemara 1 Eureka – Gdynia, al. Zwycięstwa 96/98 Familia Marco Polo – Sopot, ul. Grunwaldzka 25 Gelato Magia – Gdańsk, Galeria Bałtycka Gessler Restauracja ,,u Kucharzy’’ – Sopot, ul. Bohaterów Monte Cassino 60 Gianni – Sopot, ul. Bohaterów Monte Cassino 63 Good Morning Vietnam – Gdynia, ul. Świętojańska 83 Gusto Dominium – Gdańska, Galeria Bałtycka Herbaciarnia Jahmaica – Gdańsk, ul. Obrońców Wybrzeża 23 Image – Sopot, ul. Grunwaldzka 8/10 Inglot – Gdańsk, Galeria Bałtycka Inglot – Gdynia, Centrum Handlowe Riviera Jack’s Bar & Restaurant – Gdynia, al. Zwycięstwa 243 Kawiarnia W Starym Kadrze – Gdańsk, ul. Grobla I 3/4 Kucharia – Gdańsk, ul. Słonimskiego 6 La Vita – Sopot, ul. Bohaterów Monte Casino 63 La Bagatela – Sopot, ul. Tadeusza Kościuszki 14 (Nowe Centrum Sopotu) Le Bonjour – Gdynia, ul. Świętojańska 62 Lilli’s Coffee Cake – Gdynia, Centrum Handlowe Klif Lilli’s Coffee Cake – Gdynia, ul. Waszyngtona 21 Loveat – Gdynia, ul. Świętojańska 107 Lula Food & Drink – Gdańsk, ul. Norwida 4 (Garnizon, budynek Gamma) Malika – Gdynia, ul. Świętojańska 69 Mariaszek – Gdynia, ul. Spółdzielcza 1 Mercado – Gdańsk, ul. Partyzantów 8/104 Mesa – Sopot, ul. Hestii 3 Modern Cafe – Centrum Handlowe Matarnia Mount Blanc – Sopot, ul. Bohaterów Monte Cassino 63 Morska – Sopot, ul. Morska 9 Moshi Moshi Sushi – Gdynia, ul. Waszyngtona 21 Mount Blanc – Gdynia, Centrum Riviera Nabogato Sushi Bar – Gdynia, ul. Świętojańska 95 Office Bistro – Gdańsk, ul. Jana z Kolna 11 Ogniem I Piecem – Gdynia, ul. Świętojańska 87 Otwarta Galeria Smaku – Gdańsk, ul. Słonimskiego 6 Panorama – Gdańsk, ul. Wały Piastowskie 1 Panorama – Gdynia, al. Mickiewicza 1/3 Paradise Ice Caffe – Gdynia, Centrum Riviera Piaskownica – Sopot, ul. Powstańców Warszawy 88 Pick&Roll Club – Sopot, ul. Zamkowa Góra 3–5 Pierogarnia U Dzika – Gdańsk, ul. Piwna 59/60 Pijalnia Czekolady Czekoladowy Młyn – Gdańsk, ul. Na Piaskach 1 Pijalnia Czekolady E. Wedel 1851 – Gdańsk, Galeria Bałtycka Pijalnia Soków Pesca Fresca – Gdańsk, Centrum Handlowe Manhattan Pinokio – Sopot, ul. Bohaterów Monte Cassino 45 Piwiarnia Warka – Gdynia, ul. Abrahama 64 Pizzeria Mąka I Kawa – Gdynia, ul. Świętojańska 65 Pobitegary – Gdańsk, ul. Bitwy Oliwskiej 34 Pociąg do... Kawa i Bajgle – Sopot, ul. Kościuszki 14 (Nowe Centrum Sopotu) Pomarańczowa Plaża – Sopot, ul. Emilii Plater 19 Projekt 36 – Sopot, ul. Obrońców Westerplatte 36A Pueblo – Gdańsk, ul. Kołodziejska 4 Restauracja Aqua – Sopot, ul. Zamkowa Góra 35 Restauracja Filiżanka i Kubek – Sopot, ul. Emilii Plater 12 Restauracja Żuraw – Gdańsk, ul. Długie Pobrzeże 32 Restauracja Toscana – Sopot, ul. Grunwaldzka 27 Restauracja z Iskrą – Pruszcz Gdański, ul. Feliksa Stamma 2 Ritz – Gdańsk, ul. Szafarnia 6 Rucola – Sopot, ul. Bohaterów Monte Cassino 53 Sushi 77 – Gdańsk, ul. Długie Pobrzeże 30 Sopoteka – Sopot, ul. Kościuszki 14 Stacja Sopot – Sopot, ul. Jagiełły 3/1 Star Texan – Sopot, ul. Grunwaldzka 89 Starbucks – Gdynia, Centrum Riviera Szafarnia 10 – Gdańsk, ul. Szafarnia 10 T29 Sports Pub – Gdańsk, ul. Pokoleń Lechii Gdańsk 1 Tandoor House – Sopot, ul. Ogrodowa 2 Thai Thai (Hotel Bajon) – Sopot, ul. Bohaterów Monte Cassino 63 The Mexican – Sopot, ul. Bohaterów Monte Cassino 54 Tom’s Diner – Gdynia, ul. Świętojańska 47 Trio – Gdynia, ul. Starowiejska 29/35 Tu’gether – Sopot, ul. Grunwaldzka 65 U Przyjaciół – Sopot, ul. Polna 55 UMAM – Gdańsk, ul. Hemara 2 UMAM Marina – Gdańsk, ul. Szafarnia 9 Unique Club – Sopot, Plac Zdrojowy 1 White Marlin – Sopot, ul. Wojska Polskiego 1 Winne Grono – Gdańsk, ul. Kopernika 17 Zielony Rower – Gdynia, al. Piłsudskiego 32 SALONY ODNOWY Arkadia SPA – Gdańsk, ul. Na Piaskach 4 Beautiful You Centrum Urody – Gdynia, ul. Abrahama 47/2 Centrum Odnowy – Gdynia al. Zwycięstwa 255 Day Spa Vita O – Gdynia, ul. Abrahama 11 Kokopi Medi-Spa – Gdynia, ul. Powstania Styczniowego 22/2 Mana Day Spa – Gdynia, ul. Żwirki i Wigury 2A OXO Luxury Spa – Sopot, ul. Grunwaldzka 96 (w Hotelu Mała Anglia) Petite Perle – Gdańsk, ul. Beniowskiego 51 Quadrille Conference & Spa – Gdynia, ul. Folwarczna 2 Salon Firmowy Anna Pikura – Gdynia, ul. Świętojańska 81 Spa Wellness – Gdynia, al. Zwycięstwa 255 Yasumi Spa – Gdańsk, ul. Kminkowa 2/1 KLUBY FITNESS I SIŁOWNIE Adrenaline Gym – Gdańsk, ul. Słowackiego 1A Aquarius Fitness & Wellness – Gdańsk, ul. Noskowskiego 17B Aquastacja – Gdańsk, al. Grunwaldzka 411 Centrum Pilates i Joga – Gdynia, ul. Starowiejska 54/3 Cross Fit Trójmiasto – Sopot, ul. 3 Maja 69C Elite Gym – Sopot, ul. Bohaterów Monte Cassino 55–57 Fit Stacja – Gdańsk, al. Grunwaldzka 411 Fitness Authority – Gdańsk, al. Grunwaldzka 229 Fitness Klub Spójnia – Gdańsk, ul. Słowackiego 4 Good Luck Club – Gdańsk, ul. Orzechowa 7 My Gym – Gdańsk, Galeria Bałtycka Jatomi Fitness – Gdynia, Centrum Handlowe Klif Jatomi Fitness – Gdynia, ul. płk. Stanisława Dąbka 338, Galeria Handlowa Szperk Premium Fitness & Gym – Gdańsk, ul. Cienista 30 Sheraton Fitness – Sopot, ul. Powstańców Warszawy 10 (w Hotelu Sheraton) Tiger Gym – Gdańsk, Centrum Handlowe Manhattan Tiger Gym – Gdańsk, ul. Przywidzka 7 (Rental Park) Tiger Gym – Gdynia, Centrum Handlowe Riviera Tiger Gym Chełm – Gdańsk, ul. Cieszyńskiego 1 SKLEPY I BUTIKI Apia – Gdańsk, Galeria Bałtycka Betty Barclay – Gdańsk, Galeria Bałtycka Betty Barclay – Gdynia, Centrum Handlowe Klif Bryloownia – Gdynia, Centrum Handlowe Klif By Insomnia – Gdynia, ul. Świętojańska 104 By o la la…! – Gdynia, Centrum Handlowe Riviera Czas na Herbatę – Gdynia, Centrum Handlowe Riviera

Douglas – Gdańsk, Alfa Centrum Douglas – Gdynia, Centrum Handlowe Klif Douglas – Gdynia, Centrum Handlowe Riviera Douglas – Gdynia, ul. Świętojańska 53 Elizabeth Suknie Ślubne – Gdynia, ul. Świętojańska 116 ELSKA Polscy Projektanci Mody – Gdynia, Centrum Handlowe Riviera ELSKA Polscy Projektanci Mody – Gdańsk, Galeria Bałtycka Fabryka Sukienek – Sopot, ul. Grunwaldzka 60 Fratelli – Gdynia, Centrum Handlowe Riviera Galeria Rajstop Christelle – Gdynia, ul. Świętojańska 57 Galeria Rajstop Christelle – Gdynia, ul. Świętojańska 66 Imperial – Gdynia, Centrum Handlowe Riviera Marciano Guess – Gdynia, Centrum Handlowe Klif Marella – Gdańsk, Galeria Bałtycka Marilyn – Gdańsk, Galeria Bałtycka Max Mara – Gdańsk, Galeria Bałtycka Meble VOX – Gdańsk, ul. Przywidzka 7 (Rental Park) ModyDom – Gdynia, ul. Świętojańska 72 Naturhouse – Sopot, al. Niepodległości 747 Optyk Studio 1242 Oakley Ray-Ban – Gdańsk, Galeria Bałtycka Patrizia Aryton – Gdańsk, Galeria Bałtycka Piazza Di Moda – Gdynia, Centrum Handlowe Klif Salon Hastens – Sopot, al. Niepodległości 940 Samsonite/Valentini – Gdańsk, Centrum Handlowe Madison Samsonite/Valentini – Gdynia, Centrum Handlowe Klif Selfishop.com.pl – Gdynia, ul. Świętojańska 61 Selfie Jewellery – Gdynia, Centrum Handlowe Riviera Sexi Shop – Gdynia, ul. Świętojańska 83 Simple – Gdynia, Centrum Riviera Simple – Gdańsk, Galeria Bałtycka Silhouette DCD – Gdańsk, ul. Partyzantów 13B Sklep Senso – Gdynia, ul. Świętojańska 59 Skrzydła Natury – Gdynia, ul. Biskupa Dominika 24 SunLOOX – Gdynia, Centrum Handlowe Riviera Taranko – Gdańsk, Galeria Bałtycka The Body Shop – Gdańsk, Galeria Bałtycka The Body Shop – Gdynia, Centrum Handlowe Klif Time Trend – Gdańsk, Galeria Bałtycka Total Look By Bunny The Star – Gdynia, ul. Świętojańska 61 Total Look By Bunny The Star – Sopot, ul. Powstańców Warszawy 10 (w Hotelu Sheraton) Tru Trussardi – Gdynia, Centrum Handlowe Klif Tru Trussardi – Gdańsk, Galeria Bałtycka United Colors of Benetton – Gdańsk, Galeria Bałtycka Zielarnia Sopocka – Sopot, ul. Podjazd 3 SALONY SAMOCHODOWE Bawaria Motors – Gdańsk, ul. Grunwaldzka 195/197 BMW Zdunek – Gdańsk, ul. Miałki Szlak 43/45 Carter Toyota – Gdańsk, al. Grunwaldzka 260 KMJ Zdunek – Gdańsk, al. Grunwaldzka 295 Mercedes-Benz Witman – Gdańsk, al. Grunwaldzka 493 Motor Centrum Autoryzowany dealer marki Mitsubishi – Gdańsk, ul. Miałki Szlak 4/8 Porsche Centrum Lellek Group – Sopot, al. Niepodległości 956 Renault – Gdańsk, ul. Miałki Szlak 43/45 Salon Lexus – Gdynia, al. Zwycięstwa 241/3 Subaru Zdanowicz – Gdańsk, al. Grunwaldzka 256A Volvo Drywa – Gdańsk, ul. Kartuska 493 POZOSTAŁE MIEJSCA TAKŻE DLA KOBIET Centrum Handlowe Viktor – Gdańsk, ul. Myśliwska 102 Filharmonia Bałtycka – Gdańsk, ul. Ołowianka 1 Hanlo Domy – Starogard Gdański, ul. Lubichowska 8 Harem Club – Gdynia, ul. Waszyngtona 21 Hossa – Gdynia, ul. Władysława IV 43 Mała Galeria Stf – Sopot, ul. Sikorskiego 8/10 MK Bowling – Gdańsk, al. Grunwaldzka 82 Studio Tatuażu Artada – Pruszcz Gdański, ul. Polskich Kolejarzy 14 Strefa Kobiet – Gdańsk, ul. Krzemowa 20 Zatoka Sztuki – Sopot, ul. Mamuszki 14


Jeżeli zwróciłeś uwagę na to zdjęcie, nasi Czytelnicy też to zauważą. Zapraszamy do promocji Twojej firmy na łamach naszego magazynu. biuro@magazynkobiet.pl tel. 517 442 957


Mademoiselle nr 2 2017  
Mademoiselle nr 2 2017  
Advertisement