Page 1

BEZPŁATNY MIESIĘCZNIK

ISSN 2451-120X

Ewa Wiśnierska

Paralotniarstwo całkowicie zmieniło moje życie

NUMER 9/2017 (18)

TRÓJMIASTO


WSTĘPNIAK Wrzesień – czas depresji, coraz krótszych dni i przydługich wieczorów, a co gorsza: zapowiedź prawdziwie ponurej jesieni… Znacie to? No cóż, kto by nie znał tych uogólnień… Czasami myślę sobie, że takie schematyczne ujęcia są po to, by się z nimi zmierzyć. To nie sztuka przecież kontemplować życie, popijając drinka w basenie gdzieś daleko stąd, na ciepłych wyspach. Prawdziwym wyzwaniem może być wyszukiwanie piękna w szarzyźnie, codzienności, odnajdywanie wykwintnych detali tam, gdzie teoretycznie nie powinno ich być. A do tego wcale nie potrzeba prażącego słońca i lazurowej wody. Wierzę, że każda z Was jest w stanie podołać takiemu wyzwaniu. I że pomoże Wam w tym nasz magazyn. Nie zabraknie w nim refleksji nad pięknem w jego różnych odcieniach. A skoro już o schematycznych ujęciach mowa… W dziwnych żyjemy czasach, w których szczerość staje się swoistym luksusem. Czy tego chcemy, czy nie,

REDAKTOR NACZELNA Agnieszka Kulinkowska agnieszka@magazynkobiet.pl FOTO Piotr Żagiell SKŁAD DTP Agata Paczuska–Bałkowiec REDAKCJA Urszula Abucewicz, Kamila Gulbicka, Marta Horbal, Katarzyna Lepianka–Głuszkiewicz, Justyna Michalkiewicz, Michał Mikołajczak, Dominika Prais, Alicja Skibińska, Katarzyna Sudoł

Teksty zdjęcia oraz wszystkie inne informacje opublikowane na niniejszych stronach podlegają prawom autorskim firmy Agencja City Media Sp. z o.o. Sp.k.. Wszelkie kopiowanie zawartości bez zezwolenia firmy Agencja City Media Sp. z o.o. Sp.k. jest zabronione. Wszelkie prawa zastrzeżone. Egzemplarz bezpłatny – zakaz sprzedaży. Redakcja nie zwraca niezamówionych tekstów i materiałów redakcyjnych oraz nie ponosi odpowiedzialności za treść nadesłanych ogłoszeń reklamowych. Redakcja zastrzega sobie prawo do redagowania tekstów.

4

MADEMOISELLE / 9/2017

często popadamy w pułapkę stereotypów. Ich tworzenie jest naszą naturalną skłonnością. Nie tylko oceniamy innych ludzi po pozorach, ale postrzegamy ich w uproszczony sposób. Co więcej, osoby, które umiejętnie posługują się fałszem, często lepiej radzą sobie w życiu. Czy to oznacza, że opłaca się być fałszywym? Na dłuższą metę – raczej nie. A jeśli interesuje Was to zagadnienie, odsyłam do artykułu „Pokonać fałsz”. Po raz kolejny powracamy na naszych łamach do tematu uzależnienia od internetu. Zagadnienie to stało się na tyle oczywiste, że już nie budzi żadnego zdziwienia. Specjaliści z wielu dziedzin napisali o tym uzależnieniu już setki artykułów. Po co więc nadal drążyć ten temat? Choćby po to, aby mieć świadomość, że kompulsywne korzystanie z urządzeń elektronicznych może wynikać z naszej niedojrzałości. Właśnie tak, często bowiem się okazuje, że padliśmy ofiarą zachłyśnięcia się cyfrową rewolucją, która na dobre odmieniła

naszą rzeczywistość. Pokolenia współczesnych 40-latków nikt nie nauczył zasad savoir vivre'u w zakresie korzystania z urządzeń mobilnych. To jednak nie wszystko. Co najbardziej pociąga nas w rzeczywistości wirtualnej? Czy przypadkiem nie jest to możliwość autokreacji? I tu znowu wracamy do tematu fałszu albo, mówiąc subtelniej, ubarwiania własnego świata. Jeśli chcecie poznać więcej szczegółów, zapraszam Was do lektury artykułu pt. „Techno-Zombie”. Bycie szczerym – nawet samu ze sobą – może być sporym wyzwaniem. Mimo wszystko myślę, że warto je podjąć. Do czego zresztą również i Was zachęcam. Nie zawsze warto udawać kogoś, kim się nie jest, tylko po to, by sprawić piorunujące wrażenie. Czasami większą wartość może mieć zachowanie własnego „ja”. Życzę Wam wielu wartościowych chwil spędzonych z naszym magazynem. Widzimy się w październiku! Agnieszka Kulinkowska redaktor naczelna

REKLAMA Karolina Pleszewska Menedżer ds. Kluczowych Klientów tel: 573 283 353 BEZPŁATNY MIESIĘCZNIK

Dominika Wojtynek Menedżer ds. Kluczowych Klientów tel: 789 198 811

ISSN 2451-120X

NUMER 9/2017 (18)

Ewa Wiśnierska

Marek Majkrzak Menedżer ds. Kluczowych Klientów tel: 573 283 393 MARKETING Magdalena Firfa marketing@magazynkobiet.pl tel. 506 574 700 Wydawca MAGAZYN KOBIET PL A Kulinkowska Sp. Komandytowa ul. Dyrekcyjna 2–4 80–852 Gdańsk tal. 517 442 957 biuro@magazynkobiet.pl www.magazynkobiet.pl

Paralotniarstwo całkowicie zmieniło moje życie

Zdjecie na okładce: FOT. PIOTR ŻAGIELL

TRÓJMIASTO


MADEMOISELLE / 9/2017

5


#spis treści

9.17

26 ROZRYWKA Nowe życie stoczni

#10 ROZMOWA

Ewa Wiśnierska – latanie smakuje wolnością

#14 KULTURA

Elżbieta Benkowska – z Gdańska do Cannes

#32 OSOBOWOŚĆ Kim są techno-zombie?

#38 DIETA Czy ziemniaki zawsze tuczą?

#42 ZDROWIE Zaprzyjaźnij się z lekarzem

#48 BIZNES

Makijaż biznesowy z nutką indywidualizmu

#62 MODA

CYVONYUK – klasyka przyszłości

#72 DESIGN

Kiedy skorzystać z usług dekoratora wnętrz?

#76 PODRÓŻ

Ewa Chojnowska – zakochana w Afryce

6

MADEMOISELLE / 9/2017

24

OSOBOWOŚĆ

Pokonać fałsz


MADEMOISELLE / 9/2017

7


jej MYŚLI/ Mateusz Damięcki

Aktorem się bywa, “ CZŁOWIEKIEM SIĘ JEST

Mateusz Damięcki ciągle jeszcze jest utożsamiany z aktorami młodego pokolenia, choć kolejna aktorska generacja puka do drzwi sławy. Wbrew pozorom, fakt, że wychowywał się w aktorskiej rodzinie, nie zawsze ułatwiał mu życie zawodowe. Swoją postawą udowadnia, że stereotyp bycia synem znanych osób nie do końca się sprawdza. Zebrała Katarzyna Sudoł „[…] Jak trzeba zagrać scenę wojenną, to przygotowują mi rów okopu, podają herbatę z cytryną, później włączają deszczownicę i robią sztuczny deszcz. Następnie, po trzyminutowym ujęciu, mówią: 'Stop. Mateusz, chodź, wyjdź, nie mocz się, bo jeszcze nam się przeziębisz'. I jak oglądam się w 'Przedwiośniu', 'Ruskim buncie' albo 'Jutro idziemy do kina', to widać, że jestem niezłym żołnierzem… Szybko jednak przypominam sobie, jak było naprawdę. Wtedy ogarnia mnie pusty śmiech. A Rosja to prawdziwe doznania i doświadczenia, w przeciwieństwie do kina. Może jest jednak we mnie dziura, którą tam załatam”. (wywiad dla magazynu Gala) „Aktorstwo jest dla mnie sposobem na życie, ale też zawodem. Zawodem, dzięki któremu utrzymuję się. To jest z jednej strony moja pasja i możliwość spełniania własnych marzeń na każdym kroku, a z drugiej strony – taka zwykła, normalna praca. Każdy ma jakąś pracę i moją pracą jest aktorstwo. Jest to nie tylko wewnętrzne rozwijanie siebie – siedzenie nad rolą, 'grzebanie' w bohaterze, szukanie odpowiedzi na pytania… To nie jest tylko praca intelektualna, ponieważ aktorstwo to jest jeszcze dodatkowo sport, bo żeby dobrze grać niektóre role, trzeba być wysportowanym. To też spotkanie z przeróżnymi fantastycznymi ludźmi. Każdego dnia spotykam fajnych ludzi w pracy i im więcej tej pracy, tym częstsze spotkania. Aktorstwo jest również takim pomysłem na stawianie sobie poprzeczki coraz wyżej. A ja bardzo nie lubię stagnacji, nie lubię jak coś stoi w miejscu. Cały czas lubię się ruszać. Lubię być coraz lepszy. Chcę być coraz lepszy”. (wywiad dla portalu psianiol. blog.onet.pl) „Wydaje mi się, że jest wiele ważnych ról, ale gdybym miał wybierać taką jedną prawdziwą najważniejszą, to jest to rola małego powstańca warszawskiego w przedstawieniu pt. 'Pastorałki' w reżyserii Mieczysława Gajdy. Bez tej roli nie wiedziałbym prawdopodobnie, jak bardzo kocham aktorstwo. Był rok 1986. Miałem 5 lat, byłem dzieckiem. Można powiedzieć nieświadomym człowiekiem, ale już wtedy poczułem, że scena mnie nie przeraża, że kocham scenę, a ta odrobina stresu, która nazywa się tremą w języku aktorskim, spowodowała, że czułem się jakbym unosił się na skrzydłach, a nie opadał. Wybieram tę rolę, ponieważ od niej wszystko się zaczęło”. (wywiad dla portalu psianiol.blog.onet.pl) 8

MADEMOISELLE / 9/2017

„Aktorem się bywa, człowiekiem się jest – jak się te czasowniki poprzestawia, może być niedobrze”. (wywiad dla Rzeczpospolitej) „'Synu, nie mam ci nic do powiedzenia. Po prostu dziękuję' – tak powiedział tata po moich ostatnich spektaklach. W naszej rodzinie wszyscy są związani z aktorstwem, łączy więc nas siatka zawodowej empatii. Przesiąkliśmy specyfiką zawodu. Wiemy, co każde z nas czuje przed premierą czy rozpoczęciem zdjęć do filmu. Doświadczamy podobnych emocji, stąd świetnie się rozumiemy”. (wywiad dla portalu kobieta.pl) „No, trudno, żebyśmy uciekali od aktorstwa. Poza tym jeśli mamy wybór: rozmawiać o polityce albo o sztuce, wybieramy sztukę. Rzadko spotykamy się w pełnym składzie, najczęściej udaje się to podczas świąt. Niezależnie, jak głęboko wierzymy w zawód, który uprawiamy, jak mu się poświęcamy, mamy świadomość, że to tylko praca, a najważniejsi są bliscy. Aktorstwo nie jest dla nas „sensacją” i mamy do niego zdrowy dystans. Co nie zmienia faktu, że podchodzimy do naszej pracy rzetelnie. To jest zresztą wartość, którą w życiu, zwłaszcza w pracy zawodowej, bardzo cenię. W kontaktach z ludźmi – niezależnie od ich zawodu – zwracam uwagę na to, jak rzetelnie potrafią pracować. Dla mnie etos pracy ma wartość niepodważalną”. (wywiad dla portalu kobieta.pl) „Do połowy osób z komisji egzaminacyjnej mogłem powiedzieć 'Witajcie' zamiast ',Dzień dobry'. Pani Anna Seniuk – mój przyszły opiekun roku – już trzykrotnie była moją filmową babcią. Z panem Janem Englertem występowaliśmy w 'Matkach, żonach i kochankach'. Panią Maję Komorowską znałem z Teatru Dramatycznego w Warszawie, do którego przychodziłem z tatą na próby. Pan Andrzej Łapicki bardzo dobrze znał się z moim dziadkiem, Dobiesławem Damięckim. Mimo to byłem lekko przerażony. Czułem na sobie ich palący wzrok”. (wywiad dla portalu kobieta.pl)


jej HUMOR/ Marta Frej

MADEMOISELLE / 9/2017

9


jej ROZMOWA/ Ewa Wiśnierska

Latanie smakuje WOLNOŚCIĄ. Rozmowa z paralotniarką, Ewą Wiśnierską Rozmawiała: Dominka Prais

FOT. PIOTR ŻAGIEL

C

ud. Tylko tak można określić wypadek, jakiemu uległa w 2007 r. Podczas lotu w Australii chmura burzowa wyniosła ją ponad ziemię na niemal 10 000 m. Na tej wysokości człowiek nie ma szans na przeżycie. Jej udało się bezpiecznie wylądować. O tym zdarzeniu, magii paralotniarstwa i pozostałych pasjach opowiada Ewa Wiśnierska.

10

MADEMOISELLE / 9/2017


Ewa Wiśnierska: Chciałabym z góry uprzedzić, że po polsku wciąż trochę trudno mi rozmawiać. Od 25 lat mieszkam w Niemczech. Wiadomo, że słownictwo kształtuje się w określonym wieku, a ja gdy miałam 20 lat wyjechałam z kraju. Ale od października jestem w Polsce coraz częściej i staram się ćwiczyć. Dominika Prais: Czy to ma związek z paralotniarstwem? Nie. W Niemczech mam co prawda szkołę latania na paralotniach, ale nie startuję już w zawodach. 5 lat temu stwierdziłam, że chciałabym spełnić jeszcze dawne marzenia, na których realizację wcześniej nie miałam czasu. Gdy zakończyłam karierę zawodową, poświęciłam się wykształceniu w kierunku psychologicznym i psychoterapeutycznym, co zawsze mnie interesowało. A teraz uczę się jeszcze fotografowania. Nie tęskni Pani za zawodowym lataniem? Przyznam, że to latanie było dosyć specyficzne i nieco zdusiło pasję, jaką miałam na początku. Bo często trzeba było latać w warunkach, w których poza zawodami z pewnością by się nie latało. Jednak gdy się na tym zarabia, po prostu nie ma wyjścia. Kiedy więc zrezygnowałam ze startów w zawodach poczułam się szczęśliwa, nie ciążył już nade mną przymus. Teraz latam wyłącznie po to, by sprawić przyjemność sobie lub innym. Czasem w tandemach, by pokazać ludziom, jak piękne jest paralotniarstwo. Organizuję też kursy dla pilotów, którzy chcą udoskonalić swoje umiejętności. Przez dwa tygodnie sierpnia prowadziłam dwa takie szkolenia. Radość moich „uczniów”, obserwacja ich postępów, możliwość dzielenia się swoją pasją dają mi dużo więcej satysfakcji niż udział w zawodach. Choć one też przez jakiś czas napełniają szczęściem, ale to szczęście egoistyczne. Mam jednak wrażenie, że u początków kariery to właśnie sukcesy stały się dla Pani motorem napędowym. Nie do końca tak jest. Rzeczywiście szybko zaczęłam wygrywać, ale to raczej dążenie do perfekcji popychało mnie dalej. Odkąd tylko zaczęłam latać, była we mnie chęć uczenia się jak najwięcej i jak najszybciej, potrzeba chłonięcia wiedzy. Zupełnie nie myślałam wtedy o profesjonalnym lataniu. Dopóki ktoś mnie nie namówił do udziału w zawodach w Niemczech. Przekonywał, że tam latają lepsi piloci, mogłam się od nich więcej nauczyć. Spróbowałam – okazało się, że w tym pierwszym starcie zajęłam wśród dziewczyn drugie miejsce, co było dla mnie dużym zaskoczeniem i zachęciło do latania na zawodach. Przekonałam się, że rzeczywiście mogę doskonalić swoje umiejętności przez obserwację lepszych zawodników. Na bieżąco weryfikowałam też swoje błędy.

Stawia Pani wyraźną granicę między lataniem zawodowym a hobbystycznym. Mam wrażenie, że w Polsce dominuje raczej drugi typ paralotniarstwa. Nie zgodzę się z tym. Myślę, że w każdym kraju większość paralotniarzy lata dla przyjemności. Znam jednak mnóstwo Polaków, którzy startują także w zawodach i są bardzo ambitni. Pod tym względem tu nie jest inaczej niż na Zachodzie. Może jedynie mniej osób może sobie pozwolić na uprawianie tego sportu. W Polsce nie ma tak dużej pomocy finansowej, sponsorów. Pani kariera mogłaby się potoczyć inaczej, gdyby startowała Pani pod polską, zamiast pod niemiecką flagą? Na pewno. Głównie z powodów finansowych. Paralotniarstwo wiąże się z podróżowaniem po całym świecie. Nie wiem, czy byłoby mnie stać chociażby na opłacenie kosztów przelotów. Leonardowi da Vinci przypisuje się piękne słowa: „Kto choć raz zasmakuje latania, wciąż będzie spoglądał w niebo”. Oj tak, zgadza się. Podpisuję się pod tym w stu procentach. Paralotniarstwo całkowicie zmieniło moje życie, na które miałam zupełnie inne plany. Chciałam studiować w Niemczech. By jednak mieć do tego uprawienia musiałam zdać egzamin wstępny w Opolu. To było w 2000 r. Odwiedziłam wtedy jeszcze rodziców. Mój brat następnego dnia wybierał się akurat na kurs paralotniowy. Byłam zaskoczona, że w Polsce jest już taka możliwość. Poprosiłam, by zadzwonił do szkoły, zapytał, czy też mogę przyjechać. Zgodzili się. Zrobiłam tam podstawowy kurs, który trwał trzy albo cztery dni. Potem wróciłam do Niemiec. Zanim jednak zaczęłam zajęcia, postanowiłam ukończyć jeszcze jedno szkolenie w Alpach – loty w tych górach są jednym z wymogów do zdobycia uprawnień. Jak wspomina Pani swój pierwszy lot? Kiedy oderwałam się od ziemi, już nic nie mogło mnie powstrzymać. Po locie w Alpach, kiedy miałam pod sobą 1000 m wolnej przestrzeni pod stopami, nie myślałam już o niczym innym. Zrezygnowałam ze studiów, przeprowadziłam się z Hamburga do Bawarii, by być bliżej gór. Dopadł mnie wirus paralotniarstwa, wokół którego zaczęło się kręcić całe moje życie. W czym tkwi ten magnetyzm? W poczuciu wolności. Często porównuję latanie do medytowania. W powietrzu, tak jak w medytacji, nie myśli się o niczym innym, poza tym, co jest tu i teraz. Wiele osób uprawia ten sport, by się odprężyć. Mam znajomych, którzy prowadzą firmy, wykonują stresującą, od-

MADEMOISELLE / 9/2017

11


jej ROZMOWA/ Ewa Wiśnierska jej ROZMOWA/ Agnieszka Natalia Kukulska Rylik

powiedzialną pracę – latanie jest dla nich właśnie formą relaksu, umysłowego odpoczynku. To daje spokój ducha, przestaje się myśleć o sprawach przyziemnych, choć samo latanie może być stresujące. Najczęściej jednak są to bardzo intensywne przeżycia, związane z byciem częścią natury i korzystaniem z jej energii. Jest ogromnym przywilejem, unosić się razem z ptakami w termicznych prądach powietrznych, gdzie nie trzeba trzymać się żadnej drogi i można spojrzeć na świat z zupełnie innej perspektywy. Paralotniarstwo może być także niebezpieczne. Myślę o Pani wypadku sprzed 10 lat. Dużo zależy od tego, w jaki sposób się lata. Ja, tak jak wspominałam, początkowo nie myślałam o zawodowym lataniu. W 2004 r. postanowiłam jednak poświęcić jeden sezon na udział w konkursach, żeby przekonać się, na jakiej pozycji sytuuję się wśród innych zawodników. Szybko zaczęłam wygrywać. Paralotniarki, które wcześniej podziwiałam, plasowały się za mną. Bardzo mnie to cieszyło, ale jednocześnie stworzyło presję, świadomość, że odtąd muszę już być najlepsza. Do tego doszły oczekiwania sponsorów. Pod wpływem tego nacisku trudniej podejmuje się racjonalne decyzje. To, co się wydarzyło na zawodach w Australii w 2007 r. było wynikiem presji, ale też mojego błędu. Sukcesy pozwoliły mi myśleć, że jestem silna i mogę niemal wszystko. Uśpiły czujność. Można tak powiedzieć. Poza tym nie chciałam lądować, bo to oznaczałoby przegraną. Chmura, która pojawiła się

FOT. SYLWIA GROCHOWSKA

12

MADEMOISELLE / 9/2017

w czasie burzy, wessała mnie w momencie, gdy próbowałam pod nią przelecieć. Zaczęła eksplodować do góry i w ciągu kilku minut wytworzyła się z niej następna chmura burzowa. Znalazłam się na 10 000 m, straciłam przytomność. Na szczęście udało mi się obudzić po 45 minutach, ale nadal byłam ok. 7000 m nad ziemią. Opanowałam paralotnię i wylądowałam. To była dla mnie bardzo ważna lekcja. Do tego momentu miałam poczucie, że jestem nieśmiertelna. Wtedy uświadomiłam sobie, że w ten sposób nie mogę dłużej latać. Zastanawiałam się nawet, czy nie porzucić latania, ale było ono dla mnie zbyt piękne, abym mogła zrezygnować. Zrozumiałam zatem, że muszę przekonać siebie, że mimo oczekiwań innych, trzeba podejmować własne, racjonalne decyzje. I czasem po prostu wylądować. To było dla mnie najtrudniejsze – poddanie się. Obiecałam jednak sobie i swoim rodzicom, że nie będę już podejmować takiego ryzyka. Później jeszcze kilka razy udowodniłam sobie, że mogę latać ostrożniej i wciąż osiągać sukcesy, tak jak na Mistrzostwach Europy w 2008 r, gdzie zajęłam pierwsze miejsce. Wtedy uznałam lekcję za odrobioną i przestałam brać udział w zawodach. Szkoda było mi życia, zdrowia, czasu i energii. Wolałam rozwijać się w innych kierunkach. Czy starała się Pani budzić świadomość zagrożenia także u innych paralotniarzy? Tak. Na Mistrzostwach Niemiec zauważyłam, jak bardzo piloci ryzykują. Organizatorzy, w przypadku złych warunków atmosferycznych, nie anulują lotu, tylko go


zatrzymują. Wtedy liczy się pozycja zawodnika, od której zależy liczba zdobytych punktów. Wiele osób w takiej sytuacji stara się dolecieć, jak najdalej, by znaleźć się, jak najbliżej mety. Ja także ze sobą walczyłam. Chęć zwycięstwa rywalizowała z racjonalnym myśleniem. Ostatecznie wygrał zdrowy rozsądek. Zdecydowałam się wylądować, założyłam lapy, by szybciej znaleźć się na ziemi. Inni piloci polecieli za mną. Powiedzieli mi później, że bardzo im ulżyło. Byli mi wdzięczni, że jako pierwsza zdecydowałam się przerwać lot. Uświadomiłam sobie wtedy, że pełnię funkcję przewodzącą. Biorę odpowiedzialność nie tylko za siebie, ale i za innych. Zaczęłam się angażować w działania na rzecz bezpieczeństwa w paralotniarstwie. Do dzisiaj spotykam się z ludźmi, którzy mówią, że dzięki mnie ostrożniej latają i odczuwają respekt przed burzami i chmurami. Jak dużym zainteresowaniem cieszy się paralotniarstwo? W Niemczech jest ok. 35 000 paralotniarzy i ta liczba od wielu lat się nie zmienia. Wiadomo, pojawiają się nowi piloci, ale zastępują tych, którzy rezygnują z latania. Z kolei w Polsce podejrzewam, że ta liczba rośnie. Zmienia się sytuacja finansowa. Na wyjazdach w Alpy, do Nepalu i Namibii, które organizuję, spotykam coraz więcej Polaków. Gdzie najczęściej Pani trenuje? Przeważnie w Alpach. Są niedaleko i panują tam bardzo dobre warunki, a widoki zapierają dech w piersiach. Jeżdżę też w Dolomity. Uwielbiam tam wracać, mimo że tak wiele razy byłam w tych rejonach, wciąż zachwycam się nimi na nowo. Innym celem jest wspomniany Nepal. Bardzo imponuje mi mentalność miejscowych – każdego, nawet obcego, traktuje się tam jak członka rodziny. To jeszcze jedna zaleta latania. Pozwoliło mi ono na zwiedzenie świata, poznanie odmiennych kultur, nauczyło otwartości i szacunku do inności.

Potrafi Pani wyobrazić sobie moment, w którym przestanie latać? Na razie nie, ale na szczęście ten sport można długo uprawiać. Moja najstarsza „uczennica” miała 68 lat. Wykonała ze mną lot tandemowy na paralotni. Była tak zachwycona, że zaczęła się uczyć paralotniarstwa. Ten sport nie jest więc tylko dla młodych. Przede wszystkim dlatego, że wymagania fizyczne nie są duże. Wystarczy prowadzić zdrowy tryb życia, wykazywać się przeciętną koordynacją ruchową i być spostrzegawczym. To też dobry przykład na to, że nigdy nie jest za późno na odkrywanie i rozwijanie pasji. Na początku naszej rozmowy wspominała Pani o fotografowaniu. Planuje Pani połączyć je z paralotniarstwem? Na razie nie. Bardzo dużo fotografowałam, gdy zaczynałam startować w zawodach. Robiłam znajomym zdjęcia w powietrzu. Raz, w czasie Pucharu Świata w Brazylii, tak zajęłam się fotografowaniem, że obrałam niewłaściwą trasę, musiałam się cofać 2 km. Od tamtej pory już nie robię zdjęć w powietrzu. Teraz, kiedy już nie biorę udziału w zawodach, mogłabym do tego wrócić, ale zauważam, że interesuje mnie raczej fotografia portretowa. Chciałabym pokazywać piękno i uczucia człowieka, jego duszę. To można by z kolei połączyć z Pani edukacją psychologiczną. Właśnie. Zauważam, że po zakończeniu kariery zawodowej obudziła się artystyczna i emocjonalna strona mojej osobowości. Życzę tego wszystkim, bo to wielkie szczęście, gdy można odkrywać i realizować swoje pasje.

FOT. ARCH. EWA WIŚNIERSKA

MADEMOISELLE / 9/2017

13


jej KULTURA/ kobieta w kulturze

Z Gdańska do Cannes Tekst: Katarzyna Sudoł

– Gdy chodziłam do liceum, wydawało mi się, że moje życie to wegetacja, bo nie mam żadnej pasji – mówi Elżbieta Benkowska, urodzona w Gdańsku reżyserka filmowa. Ze swoim filmem „Olena” otrzymała nominację do Złotej Palmy na Festiwalu w Cannes. Elżbieta Benkowska urodziła się w 1988 roku w Gdańsku. Ukończyła Gdyńską Szkołę Filmową, a na Uniwersytecie Gdańskim pisze pracę doktorską. Chciałoby się powiedzieć: kobieta–orkiestra. Ale zanim w jej życiu pojawiła się pasja filmowa, był czas edukacji. – Gdy chodziłam do liceum, wydawało mi się, że moje życie to wegetacja, bo nie mam żadnej pasji. To uczucie potęgowali moi znajomi, którzy opowiadali o swoich sukcesach, szczególnie sportowych, i planach na przyszłość, tym samym utwierdzając mnie w bezcelowości mojej egzystencji – opowiada młoda twórczyni. Tę wyczekiwaną przez siebie pasję odnalazła w kinie. Na osiemnaste urodziny dostała od mamy i siostry kamerę. I tak się zaczęło. – Szybko złapałam bakcyla i postanowiłam, że zostanę reżyserką – mówi Benkowska. Na początku filmowała przygody swojego psa, Irysa. Później, razem z kolegami i koleżankami z klasy, nakręciła dla ówczesnego Ambasadora Hiszpanii film o swojej dwujęzycznej klasie. – Bardzo mi się to spodobało, bo nauczyciele zwalniali mnie dzięki temu z zajęć. Po maturze postanowiłam zdawać do szkół filmowych. Nie dostałam się kolejne pięć razy, dopiero szósty okazał się być szczęśliwym – wspomina. W międzyczasie, nie chcąc poddać się bezczynności, rozpoczęła studia na slawistyce. Dzisiaj ocenia tę decyzję jako jedną z najlepszych w swoim życiu. Studia poszerzyły jej horyzonty i otworzyły na świat. Razem z koleżankami z roku nakręciła kilka teledysków do bałkańskich piosenek. A w 2010 roku stworzyła krótki dokument pt. „Hokeistka”, o którym mówi jako swoim pierwszym filmie. – Cały czas bawię się tym co robię, zaś bardzo nie lubię tego, kiedy dorośli ludzie wmawiają tym młodszym, że praca i dorosłość to taki czas w życiu, który jest pełen wyrzeczeń, ty14

MADEMOISELLE / 9/2017

ranii i obezwładniającego smutku. To nieprawda. Radość nie kończy się wraz ze zdaniem matury – mówi Ela Benkowska. W swojej pracy spełnia się nie tylko zawodowo, ale też twórczo, kreatywnie. Bo tworzenie filmu daje jej wiele szczęścia. Wymyślanie postaci, praca z aktorem, pokonywanie kolejnych przeszkód w realizacji filmu i na koniec zderzenie filmu z publicznością – oto, co kocha w swojej pracy najbardziej. – Mimo dobijającej mnie czasem, prozy życia w postaci rachunków do zapłacenia, codziennie staram się być szczęśliwa i organizować czas tak, by jak najwięcej poświęcić go na robienie tego, co lubię – opowiada artystka. Jej pasja i radość z filmowania przekłada się na sukcesy, które osiąga. Jej dyplomowa etiuda „Olena” otrzymała szereg nagród, w tym – nominację do Złotej Palmy w konkursie filmów krótkometrażowych na 66. MFF w Cannes. Później wyreżyserowała pierwszą część nowelowego tryptyku pt. „Nowy świat”. Opowiedziała tam historię Żanny, która opuściła rodzinną Białoruś i swojego męża, opozycjonistę, próbując zbudować w Warszawie swoje życie na nowo. Aktualnie pracuje nad scenariuszem do pełnometrażowego debiutu. – Uważam, że każdy powinien robić w życiu to, co go najbardziej kręci, a nie rzucać się w ślepą pogoń za pieniądzem, zaś przyjemności zostawiać na drugie życie, którego nie będzie – podsumowuje młoda twórczyni. Dodaje też, że nie można zrażać się porażkami. Kariery nie robią najzdolniejsi czy najbardziej utalentowani, a najwytrwalsi. – Do końca tej dekady mam zamiar skończyć i obronić pracę doktorską, a także wyreżyserować mój pełnometrażowy debiut fabularny o dwóch kumplach, którzy marzą o sławie, pieniądzach i kobietach, a kiedy już to wszystko zdobywają, muszą sobie odpowiedzieć na pytanie, czy tak rzeczywiście wygląda szczęście – opowiada artystka. Swój film zatytułuje „Orunia 4ever".


FOT. RAFAŁ WOJCZAL

FOT. RAFAŁ WOJCZAL

MADEMOISELLE / 9/2017

15


jej SZTUKA/ Łempicka

Tamara Łempicka – BOGINI ART DECO Tekst: Urszula Abucewicz

Autokreacja to jej drugie imię. Czerpała z życia pełnymi garściami, przekraczała granice i zarabiała miliony na swojej twórczości. Tamara Łempicka, królowa art deco. Kto by pomyślał, że malarką została trochę przez przypadek? Dzisiaj jej obrazy mają w swoich kolekcjach Madonna, Barbra Streisand czy Jack Nicholson.

więc po kilkanaście godzin dziennie przy sztalugach. Jednak pozytywny odbiór wśród odbiorców nie przekładał się na entuzjazm krytyków sztuki, którzy krytykowali jej sztukę za „cielesność graniczącą z kiczem lub przynajmniej grzechem”. Co więcej, nazywali ją nawet „propagatorką perwersyjnego malarstwa”, zauważając homoerotyczny charakter jej twórczości.

Jej inny obraz zatytułowany „Piękna Rafaela", uznany za jeden z najważniejszych aktów XX stulecia, portretuje prostytutkę, a swój obiekt artystka znalazła na ulicy: „Madame, jestem malarką i bardzo chciałabym, żeby pani pozowała mi do aktu" – zaczepiła na ulicy młodą brunetkę. Na szczęście modelka potraktowała tę propozycję poważnie i być może wpłynęła na zmianę patrzenia na kobiece ciało. Głównie jednak z usług Łempickiej korzystały arystokratki i żony bogatych przemysłowców, które masowo zamawiały u niej portrety. Łempicka spędzała

16

MADEMOISELLE / 9/2017

Tamara Łempicka malująca portret męża, ok. 1930, fot. Therese Bonney /AKG

Jej obraz „Autoportret za kierownicą” z 1929 roku stał się ikoną lat dwudziestych ubiegłego wieku. Kobieta w pilotce na głowie i superaucie była uosobieniem nowoczesnej kobiety. A przecież to był autoportret malarki, choć nigdy nie miała zielonego bugatti, a jedynie niewielkie żółte renault. „Zawsze ubieram się jak samochód, a samochód jak ja” – mawiała. Taką zobaczył ją wydawca prestiżowego niemieckiego żurnala mody „Die Dame” i zamówił u niej autoportret na okładkę swojego magazynu. To najbardziej znany obraz malarki i najchętniej masowo reprodukowany przez współczesnych admiratorów jej talentu.

A ta krytyka tylko przysparzała Łempickiej klienteli. Zachwycone kobiety pragnęły mieć obrazy namalowane ręką Tamary – najlepiej takie naturalnej wielkości. Wszystkie chciały mieć seksapil jak czarnoskóra tancerka Josephine Baker, o której malarka mówiła, że „zniewalała swym ciałem każdego, kto ją zobaczył. Wyglądała, jakby zeszła z jednego z moich płócien, więc nawet nie myślałam jej prosić, by mi pozowała”. Dziennikarz „La Pologne” pisał, że „modelki Tamary de Łempickiej to kobiety nowoczesne. Nie znają hipokryzji i wstydu w kategoriach moralności burżuazyjnej. Są opalone i ogorzałe od wiatru, a ich ciała sprężyste jak ciała Amazonek”. Łempicka ciężko pracowała na sukces, ale za to lekko wdawała się w liczne romanse. Nie ukrywała, że pociągają ją także kobiety, ale to romans z Gabrielem d'Annunzio doprowadził do jej rozwodu z Tadeuszem Łempickim w 1927 roku. Szybko wyszła po-


OBRAZ ŁEMPICKA-KOBIETA W ZIELENI

nownie za mąż, za barona Roula Kuffnera, właściciela największego majątku ziemskiego w Austro–Węgrach. Zimą 1938 roku pod wpływem narastającego faszyzmu postanowili wyjechać do Stanów Zjednoczonych. Szybko stała się ulubioną portrecistką gwiazd Hollywood, elit towarzyskich i finansowych. Czy będąc w Warszawie, czy to w Paryżu, czy w Beverly Hills, zawsze bawiła się szampańsko, hołdując poglądowi, że artystom wolno więcej niż zwyczajnym zjadaczom chleba. „Robię, co chcę, i nienawidzę robić tego, co muszę – oświadczała, będąc już po osiemdziesiątce. – Moje życie nigdy nie było konwencjonalne”. Przyjaciel Jean Cocteau pisał, że „kochała tak samo sztukę, jak i wytworne towarzystwo”. Późną nocą, kiedy wracała z bankietów do domu, zamiast do łóżka szła prosto do pracowni i podniecona wrażeniami wieczoru, a często także kokainą, malowała do świtu. Tamara Łempicka tworzyła też własną legendę, chciała, by wszyscy uwierzyli, że mają do czynienia z genialną dziewczyną, zupełnie bez wykształcenia, za to o wielkim talencie, która z dnia na dzień została sławną artystką. Jednak ta opowieść to kolejna świadoma autokreacja – tak jak sfałszowanie metryki, żeby nie tylko się odmłodzić, ale też żeby odciąć się od Rosji. Niestety, po wojnie zapanowała inna estetyka w malarstwie, zaczęto skłaniać się ku tradycji surrealizmu i abstrakcji, przez co twórczość artystki przestała cieszyć się popularnością. I choć Łempicka próbowała iść z duchem czasu i naśladować obowiązuje trendy – jej kariera nie rozbłysła na nowo. Po śmierci męża w 1962 roku, przeniosła się do Meksyku, gdzie zmarła w 1980 roku.

OBRAZ ŁEMPICKA-BUGATTI

W latach 70. jej twórczość zaczęła przeżywać renesans, jednak do łask powróciły obrazy z lat 20. i 30., a nie z okresu powojennego. Teraz, w XXI wieku, prace malarki znów stały się przedmiotem pożądania, bo jak sama artystka twierdziła: "Nie liczą się początki – o ile koniec jest dobry". MADEMOISELLE / 9/2017

17


jej SZTUKA/ wywiad

„NIGDY NIE STRACIŁAM ZAPAŁU DO ŚPIEWANIA” 23 lipca 2017 roku w sali balowej Sofitel Grand Sopot zakończył się festiwal Sopockie Dni Sztuki Wokalnej. Podczas koncertu finałowego wystąpiła młoda śpiewaczka, laureatka Grand Prix VI Ogólnopolskiego Konkursu Wokalnego Impressio Art z roku 2014 – Martyna Cymerman. W wywiadzie udzielonym po koncercie opowiada, jak po konkursie potoczyła się jej dalsza kariera zawodowa. Bożena Harasimowicz: Pani Martyno, proszę mi powiedzieć, jak zaczęła się Pani przygoda ze śpiewem solowym? Czy pochodzi Pani z rodziny o tradycjach muzycznych? Martyna Cymerman: Nie, zupełnie nie. Ja jedyna z rodziny chciałam chodzić do szkoły muzycznej, ale ze względu na to, że byłam z małej miejscowości, nie miałam na początku takiej możliwości. Rodzice pracowali i nie mieli czasu, by wozić mnie do szkoły. Marzyłam, by grać na gitarze i stale się o to upominałam. W końcu tak się złożyło, że syn moich sąsiadów zaczął chodzić do szkoły muzycznej i moi rodzice wraz z sąsiadami postanowili, że będą wozić nas na zmianę i w ten sposób zaczęłam uczęszczać do szkoły muzycznej. B.H.: I jaki wybrała Pani sobie instrument? M.C.:: Bardzo chciałam grać na gitarze. pan dyrektor stwierdził jednak, że mam ładny głos i chciałby, żebym śpiewała, jednak ja z początku nie chciałam. Nie wiedziałam nawet, co to jest opera! Zaproponował mi wtedy, że będę miała lekcje gitary i dodatkowo raz w tygodniu śpiew, na co się zgodziłam. B.H.: A kto panią uczył śpiewu w tej szkole? M.C.:: Pani Katarzyna Nowak -Stańczyk, która śpiewała wtedy w operze łódzkiej z dużym sukcesem. Śpiewała sopranem koloraturowym. Następnie Pani Anita Urbani i Pani Dorota Borowicz. Łącznie przez sześć lat uczyłam się w Państwowej Szkole Muzycznej I i II stopnia w Zduńskiej Woli. B.H.: Jak dalej potoczyły się Pani losy po ukończeniu śpiewu i gitary w szkole muzycznej? M.C.:: Właściwie to wcale nie myślałam o akademii muzycznej. Chciałam iść na stomatologię. W liceum chodziłam do klasy biologiczno – chemicznej, ale później zupełnie poważnie zaczęłam interesować się muzyką. Chodziłam na koncerty muzyki operowej i przyszedł czas, że się po prostu rozkochałam w operze. Na rok przed maturą zdecydowałam, że jednak spróbuję zdawać do Akademii Muzycznej w Łodzi i w Bydgoszczy, jednakże nie dostałam się do nich za pierwszym razem. Musiałam zaczekać rok. B.H.: Wygląda na to, że na tym etapie nauki śpiewu nie była ani jeszcze dostatecznie przygotowana? 18

MADEMOISELLE / 9/2017

M.C.: Dokładnie, dlatego dalej uczyłam się śpiewu i po roku dostałam się do Bydgoszczy, do klasy prof. Magdaleny Krzyńskiej. U niej uczyłam się 4 lata, a po ukończeniu licencjatu pojechałam zdawać do Krakowa na studia magisterskie i dostałam się do klasy pana dr Marka Rzepki. B.H.: I jak Pani wspomina studia u pana Marka Rzepki? Przecież to bardzo młody pedagog i poza tym pewnie dużo koncertował w tym czasie? Czy była Pani zadowolona z pracy z mężczyzną? To duża zmiana. C.M.: Pan Marek jest wspaniały... Bardzo mnie fascynował swoimi niekonwencjonalnymi metodami nauki śpiewu. Pani na pewno to wie, bo prowadził kurs kilka lat temu w Pani Letniej Akademii Śpiewu. Ile on daje człowiekowi wiary w siebie i pozytywnej energii! Zawsze bardzo mnie wspierał, mimo że początkowo nie widział w moim głosie potencjału i nawet nieszczególnie chciał mnie uczyć. B.H.: Oj... to aż tak? Trudno mi w to uwierzyć. M.C.::. Tak było na początku, ale nigdy nie traciliśmy zapału. Zawsze mówił: „Martynka, nie bój się, damy radę, będziemy ćwiczyć, zrobimy tak, żeby było dobrze" ... i faktycznie tak było. Przez pierwszy rok nie zrobiłam spektakularnych postępów. To była mozolna, ciężka praca. Po drugim roku studiów odbył się konkurs wokalny Impressio Art w Sopocie, który udało mi wygrać i poczułam, że pan Marek nabrał więcej wiary we mnie, a i ja sama uwierzyłam, że mogę coś osiągnąć. B.H.: Czyli wygląda na to, że jest bardzo wymagającym pedagogiem. C.M.: Tak, jest wymagający, ale z drugiej strony jest bardzo wspierający. Zawsze dostrzega w człowieku jakieś plusy i to było to, czego ja w tym momencie potrzebowałam. Chciałam, żeby ktoś we mnie uwierzył i abym odzyskała wiarę, że będę jeszcze w życiu dobrze śpiewać. Właściwie po ukończeniu licencjatu już chciałam ze śpiewu zrezygnować, ale pan Marek przywrócił we mnie wolę walki i ambicję. B.H . A potem przypadek, że na widowni podczas III etapu konkursu w Sopocie w roku 2014 znalazł się dyrektor Teatru Wielkiego

FOT. ARCH. PRYWATNE

Martyna Cymerman:


w Poznaniu – pan Gabriel Chmura, którego osobiście zaprosiłam, aby przyszedł posłuchać finalistów VI Ogólnopolskiego Konkursu Wokalnego Impressio Art. W Sopocie trwał prawie równolegle Festiwal Sopot Classic, a u nas odbywała się próba w kościele z Pani udziałem. Kiedy zapraszałam pana Chmurę do kościoła na finał konkursu mówił, że nie ma czasu, a potem jednak przyszedł aby wysłuchać finalistów. Wygląda to jak przeznaczenie! pan Chmura był bardzo zaskoczony poziomem konkursowiczów i pamiętam, jak z entuzjazmem powiedział do mnie – „Ty masz tu głosy! Ja myślałem, że to jakiś mały prowincjonalny konkursik, a tu tak wysoki poziom! Biorę wszystkich finalistów na przesłuchanie do mojej opery" (śmiech). I jak to dalej się potoczyło w Pani przypadku? M.C.: Pamiętam, że zaraz po konkursie w Sopocie postanowiłam odpocząć kilka dni nad morzem i niedługo potem zadzwonił telefon. Był to pan Gabriel Chmura, który powiedział, że zaprasza mnie na przesłuchania do opery poznańskiej. B.H.: Z tego co pamiętam, zaprosił także pana Andrzeja Filończyka? M.C.: Tak. Niestety, nasze przesłuchanie było dość późno i następny sezon operowy był już zaplanowany, dlatego też pan Chmura nie miał możliwości obsadzenia mnie w nadchodzącym sezonie, ale od razu zaznaczył, że bardzo by chciał, abym współpracowała z jego teatrem. Musiał jednak bardzo intensywnie myśleć o mnie, bo nie minął tydzień, jak ponownie zadzwonił i powiedział – „Słuchaj, mam już dwie dziewczyny zaplanowane na partię Neddy, ale bardzo chcę, byś to ty ją zaśpiewała. Chcę ciebie po prostu w czymś obsadzić, abyś zadebiutowała u nas w teatrze i dlatego proponuję ci tę rolę". I tak się zaczęło. Zaśpiewałam Neddę (R. Leoncavallo – Il Pagliacci), a potem zaśpiewałam tam jeszcze partię Muchy w światowej premierze opery współczesnego kompozytora – Aleksandra Nowaka w Space Opera. Była to bardzo trudna muzyka i ogromne wyzwanie dla mnie, ale był to równocześnie bardzo udany spektakl. B.H.: A potem przyszła Teatralna Nagroda im. Jana Kiepury w kategorii „Najlepszy Debiut Śpiewaczki". Opowie mi Pani o niej? M.C.: Tak, ta nagroda była bardzo niespodziewana. Nie wiedziałam nawet, że zostałam zgłoszona do konkursu. Teatr w Poznaniu był taki wspaniałomyślny, że wystawili moją kandydaturę i będąc już w Hanowerze dowiedziałam się, że otrzymałam nagrodę za „Najlepszy Debiut Śpiewaczki”. B.H.: Jeżeli chodzi o Gabriela Chmurę, to rzeczywiście zgodzę się z panią, że to bardzo spontaniczny i życzliwy młodym artystom dyrygent. Ja również pamiętam, jak po którymś z koncertów podszedł do mnie i zaprosił do wykonania arii koncertowych Mozarta w NOSPR w Katowicach, gdzie w tym czasie był dyrektorem. Nie tylko dyrygował, ale dyrygując orkiestrą sam wykonywał partię fortepianu w jednej z arii koncertowych Mozarta (Ch'io mi scordi di te?), które miałam zaszczyt z nim wykonać. Cieszę się, że są tacy życzliwi i wspierający dyrygenci. Nie spotyka się takich ludzi często w naszym zawodzie. Musi być jakiś impuls, który powoduje, że dyrygent czy dyrektor teatru zaprasza spontanicznie młodego artystę do współpracy... A powies mi Pani w jaki sposób znalazła się w operze w Oldenburgu? M.C.: pan Marek Rzepka mieszka, pracuje i występuje w Niemczech. Uważa, że jest to najlepszy rynek dla śpiewaków i bardzo mnie namawiał, abym również przyjechała do Niemiec. Chciałam tam dalej studiować i spróbować swoich sił za granicą, mimo że z początku nie bardzo chciałam wyjeżdżać. Ponownie podjęłam studia magisterskie i w ten sposób zdałam do Hochschule für Musik, Theater und Medien w Hanowerze. Tam również studiowałam pod okiem dr. Marka Rzepki, który chcąc zapewnić mi przyszłość i stabilność zawodową wysłał nagranie mojej poznańskiej Neddy do agencji artystycznej w Monachium. Agencja odpowiedziała bardzo pozytywnie i już kilka tygodni później przyjechali do mojej uczelni, aby mnie przesłuchać. W ten sposób znalazłam agencję. Już pod koniec pierwszego roku studiów wiedziałam, że dostałam angaż w operze w Oldenburgu. Miałam

dzięki temu ogromny komfort studiowania – wiedziałam, że czeka na mnie praca i bardzo rozwojowe role w teatrze. B.H.: To musi być cudowne uczucie dla tak młodej artystki. W Polsce stały angaż dla studenta, który za chwilę kończy studia jest utopią. Tutaj artysta pływa jakby łodzią po wzburzonej fali i nigdy nie wie, gdzie go losy poniosą... M.C.: Dlatego tak bardzo się cieszę, że mi się z tą pracą udało. Jestem w agencji, z której jestem bardzo zadowolona. B.H.: Jak wspomina Pani swoje studia w Hanowerze? M.C.: Jako bardzo intensywny i wymagający skupienia czas. B.H.: Czy studiowanie w Niemczech różni się od studiowania w Polsce? C.M.: Program nauczania jest niezwykle bogaty. Ma to swoje plusy i minusy. Uczęszczałam na zajęcia z pieśni, z oratorium, opery włoskiej, fonetyki, tańca, opracowania partii operowych, zespołów wokalnych, etc. Musiałam uczyć się bardzo dużo utworów z dnia na dzień, spędzać weekendy na uczelni i całkowicie poświęcić się studiowaniu, co często było bardzo wyczerpujące i stresujące. Po sześciu latach studiów w Polsce takie tempo pracy bardzo mnie zaskoczyło. Śpiewałam również ogromną ilość literatury, która w tamtym czasie wydawała mi się nieprzydatna. B.H.: ....ale jednak w Sopocie śpiewała Pani pieśni Straussa, Rachmaninowa, czyli nauka nie poszła w las? M.C.: Akurat nad tymi utworami pracowałam w Polsce. Niemcy mają bardzo wysokie wymagania. Cykl pieśni do nauczenia z dnia na dzień, to na porządku dziennym! Poza tym jest wiele kursów mistrzowskich, przyjeżdżają znakomici nauczyciele z zewnątrz. Na uczelni są organizowane przesłuchania do agencji, czego w Polsce bardzo brakuje. Niemieckie uczelnie wystawiają po trzy spektakle studenckie rocznie. B.H.: Jakie to są spektakle? M.C.: Śpiewałam tytułową rolę w operze F. Poulenca – Cycki Tereziasza. To zupełnie nieznana, ale przepiękna opera, która w Polsce chyba nie jest grywana, ale muzyka jest po prostu piękna. Minusem jest to, że na niemieckich uczelniach rzadko kiedy opery wystawiane są w języku oryginalnym. Często jest to jednak język niemiecki. Pojechałam do Niemiec z zerową znajomością języka. Na szczęście wielu nauczycieli prowadziło lekcje po angielsku, były to zajęcia indywidualne. Nie spotkałam się też z tym, żeby ktoś traktował mnie gorzej z powodu nieznajomości języka niemieckiego. Mamy tam wspaniałych pedagogów, artystów, a dzięki temu wiele możliwości na nowe kontakty, bo uczymy się od najlepszych, którzy nadal czynnie koncertują. B.H.: Czy ma Pani jakieś plany związane z Polską? M.C.: Mam kontakt głównie z Panem Gabrielem Chmurą, ale niestety ciągle muszę mu odmawiać. Jestem zatrudniona w Teatrze w Oldenburgu i nie mogę pozwolić sobie, by wyjechać do innego teatru np. na dwa miesiące. Nie ma takiej możliwości. W tym sezonie śpiewam osiem ról, to ogrom pracy. Miałam też propozycje na małe role w Teatrze Wielkim w Warszawie, ale zmuszona byłam odmawiać. Bardzo chciałabym utrzymać kontakt z polską sceną operową. B.H.: Życzę zatem wielu wspaniałych ról, wielu udanych koncertów i cieszę się, że przyjęła Pani moje zaproszenie do udziału w Sopockich Dniach Sztuki Wokalnej. Bardzo dziękuję za wywiad. Wywiad z Martyną Cymerman przeprowadziła prof. zw. dr hab. Bożena Harasimowicz – śpiewaczka, profesor Akademii Muzycznej im. S. Moniuszki w Gdańsku, dyrektor i pomysłodawczyni Festiwalu Sopockie Dni Sztuki Wokalnej (15–23 lipca 2017). Jej misją jest promocja młodych artystów śpiewaków, laureatów konkursu organizowanego przez jej agencję artystyczną Impressio Art Management, którą z sukcesem prowadzi od 2009 roku.

MADEMOISELLE / 9/2017

19


jej KULTURA/ wydarzenia w Trójmieście

MAT. PROMOCYJNE

Kulturalnie W TRÓJMIEŚCIE

12 VIII

Międzynarodowe Targi Bursztynu Ambermart Amberexpo Targi AMBERMART, jako drugie co do wielkości na świecie targi bursztynu, są wydarzeniem w branży jubilersko – bursztynniczej, którego nie można przegapić. Tym razem zaprezentuje się ponad 220 wystawców z 9 krajów (Polski, Austrii, Litwy, Łotwy, Niemiec, Rosji, USA, Wielkiej Brytanii i Włoch). A w roli głównej zobaczymy bursztyn w różnych odsłonach: jako element biżuterii w połączeniu ze złotem i srebrem, jako przedmioty użytkowe i dekoracyjne. Nie zabraknie tradycyjnych wyrobów jubilerskich ze złota, srebra oraz z kamieniami szlachetnymi. Biżuterię autorską i awangardową – tę dla najbardziej wyrafinowanych odbiorców – znajdziemy w Galerii Projektantów, zorganizowanej przy współpracy Stowarzyszenia Twórców Form Złotniczych.

Babski Rajd

Marka wspiera Markę

Gdynia Już po raz czwarty kilkadziesiąt kobiecych załóg będzie miało okazję spróbować swoich sił za kierownicą. 10 września na terenie Gdyni odbędzie się IV edycja Babskiego Rajdu. Zawodniczki zmierzą się z nowymi konkurencjami, jak i tradycyjnymi już próbami sprawnościowymi. Oprócz jazdy w alko–googlach, testu Stewarta, jazdy z zasłoniętymi oczami odbędzie się m.in. parkowanie na czas, jazda sprawnościowa i konkurencja niespodzianka, która zawsze trzymana jest przez organizatorów w tajemnicy aż do dnia rajdu.

20

MADEMOISELLE / 9/2017

9 IX

MAT. PROMOCYJNE

MAT. PROMOCYJNE

10 IX

Muzeum Miasta Gdyni Podczas tej imprezy będzie można przekonać się, jak wiele ma do zaoferowania polski rynek modowy. Nowe marki, młodzi projektanci pełni nieszablonowych pomysłów, a do tego wymagający klienci coraz częściej zwracający uwagę na firmy, które tworzone są przez naszych rodaków – wszystko to sprzyja rozwojowi polskiej mody z najwyższej półki. Podczas trzeciej odsłony Marka wspiera Markę nie zabraknie pokazów mody zarówno artystów powszechnie cenionych i znanych, jak i tych dopiero stawiających pierwsze kroki w projektowaniu.


MAT. PROMOCYJNE

Sopot Non–Fiction Teatr Boto Sopot Non–Fiction to unikalny przegląd poświęcony teatrowi dokumentalnemu, łączącemu teatr, literaturę faktu i sztuki wizualne. Reżyserzy, dramaturdzy, scenografowie i aktorzy pracują nad projektami teatralnymi, inspirowanymi autentycznymi wydarzeniami. Bazą do warsztatów są reportaże, wywiady, artykuły prasowe i inne materiały dokumentalne. W tegorocznej edycji weźmie udział 8 grup artystów, których pracę zakończy "Maraton Non–Fiction" – dwudniowy pokaz w formule work in progress. Oprócz rezydencji artystycznej 'Sopot Non–Fiction' to również prezentacje spektakli, które powstały jako efekt poprzednich edycji festiwalu oraz przedstawień autonomicznych, reprezentujących nurt teatru dokumentalnego. Miejscem spotkań artystów i publiczności jest Scena Kameralna Teatru Wybrzeże w Sopocie oraz Teatr BOTO w Sopocie, będący zarówno przestrzenią teatralną, jak i klubem festiwalowym.

2 IX

Gdańsk Poland Business Run to inicjatywa, która łączy w szczytnym celu przedstawicieli polskiego środowiska biznesowego. Drużyny złożone ze współpracowników startują wspólnie w charytatywnej sztafecie, aby pomóc w sfinansowaniu nowoczesnych protez, rehabilitacji i pomocy psychologicznej dla osób po amputacjach. Z roku na rok inicjatywa cieszy się coraz większym zainteresowaniem. Akcja przyciąga zarówno pracowników firm, jak i znanych aktorów, sportowców oraz dziennikarzy. Tylko w ubiegłym roku w biegu w całej Polsce wzięło udział ponad 16 tysięcy osób z 1118 firm, którzy zebrali wspólnie 1 019 216 złotych. 

MAT. PROMOCYJNE

Gdańsk Business Run

3 IX

MAT. PROMOCYJNE

Koncert Michł Bąk Quartetto

6 IX

100cznia Nowe idzie od morza już od pięciu lat promuje muzykę z Trójmiasta i okolic, a także działających tu aktywnie ludzi. Poza stałym recenzowaniem wydawnictw muzycznych znad morza podczas tegorocznych wakacji odbędzie się kolejna koncertowa odsłona pod tym cyklem. W nowo powstałym miejscu, 100cznia, zaprezentujemy przegląd najciekawszych zespołów z Trójmiasta i okolic. W trakcie pięciu wieczorów w sierpniu i wrześniu będzie można zapoznać się z szerokim gatunkowym przekrojem – od elektroniki, muzyki gitarowej, przez jazz po eksperymenty. 6 września na niezwykłej i specjalnie powstałej kontenerowej scenie klubu 100cznia zobaczymy Michał Bąk Quaretto – zespół trójmiejskich jazzmanów, którzy czarują publiczność wspólną, nieskrępowaną improwizacją.

Stadion Energa Gdańsk 9 września przy Stadionie Energa Gdańsk spotkają się wytwórcy produktów regionalnych i miłośnicy dobrego piwa. To kolejna edycja festiwalu, który z roku na rok cieszy się coraz większą popularnością i przyciąga tłumy odwiedzających. Wydarzenie rozpocznie się o godz. 11:00 piknikiem rodzinnym, pełnym atrakcji i zabaw. W programie liczne konkursy, prezentacje stoisk z produktami regionalnymi, pokazy warzenia piwa i live cooking. O 16:30, oficjalnym odszpuntowaniem beczki, rozpocznie się wielka Biesiada Piwna z muzyką na żywo. Przybyłych gości czeka jarmark wyśmienitych przysmaków kuchni regionalnej i najlepsze gatunki piwa z Browaru Amber. To wszystko w wyjątkowym otoczeniu gdańskiego Stadionu. Wspólne świętowanie potrwa do nocy. 

9 IX

MAT. PROMOCYJNE

Amber Fest

MAT. PROMOCYJNE

Koncert Kayah i Bregovic

15 IX

Gdynia Arena Kayah i Goran Bregović po 17 latach przerwy ponownie łączą siły i wyruszają w wielką trasę koncertową. Album "Kayah i Bregović" odgrywa kultową rolę w historii polskiej muzyki. Wydana w 1999 roku płyta sprzedała się w ponad milionowym nakładzie, otrzymując jednocześnie status diamentowej płyty oraz wiele nagród muzycznych, m.in. 3 Fryderyki i 4 Superjedynki. Mimo upływu lat utwory z płyty są wciąż aktualne i podbijają serca kolejnych pokoleń. Najlepszym dowodem na to jest reakcja fanów na zeszłoroczny gościnny udział Kayah podczas koncertu Gorana Bregovića wraz z jego Wedding and Funeral Band. W tym roku, na wyprawę na Bałkany wraz ze swoim ulubionym duetem będą mogli wybrać się fani z całej Polski, a artyści zapowiadają, że na tę okazję przygotują też muzyczne niespodzianki. MADEMOISELLE / 9/2017

21


jej KULTURA/ wydarzenia w Trójmieście

42. Festiwal Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni Gdynia

MAT. PROMOCYJNE

Siedemnaście filmów powalczy w tym roku w Konkursie Głównym 42. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych. Twórcy najlepszego z nich otrzymają Złote Lwy oraz 100 000 złotych. Wśród kandydatów są m.in. „Amok” Katarzyny Adamik, „Pokot” Agnieszki Holland, „Sztuka kochania” Marii Sadowskiej, „Volta” Juliusza Machulskiego czy „Twój Vincent” Doroty Kobieli. Tradycją gdyńskiego festiwalu są również Platynowe Lwy w uznaniu dla całokształtu twórczości jednego wybranego laureata. W tym roku nagrodę tę otrzyma Jerzy Gruza, który znany jest publiczności z seriali takich jak „Wojna domowa” czy „40–latek”.

18–23 IX

Koncert Me and That Man – Nergal i John Porter Zapowiadana od dłuższego czasu kolaboracja Nergala, lidera znanego zespołu Behemoth oraz weterana polskiej sceny rockowej – Johna Portera, w końcu ujrzała światło dzienne. We wrześniu ich zespół Me And That Man wyruszy w Polską trasę, promującą płytę "Songs Of Love And Death". Jedyny na Pomorzu koncert odbędzie się 30 września 2017 roku w Teatrze Szekspirowskim. Wydana 24 marca 2017 roku "Songs Of Love And Death" to debiutancki album zespołu Me And That Man. Obok Nergala i Johna, w składzie koncertowym Me And That Man znaleźli się również basista Matteo Bassoli oraz Łukasz Kumański na instrumentach perkusyjnych. Tydzień po premierze, debiutancki album Me And That Man znalazł się na trzecim miejscu najlepiej sprzedających się w Polsce płyt. Płyta zyskała bardzo dobre recenzje w kraju i zagranicą, a dziennikarze muzyczni uznali kolaborację Nergala i Johna Portera i płytę MATM za "wydarzenie", "niespodziankę", "debiut roku".

30 IX

Dirty Dancing Show

MAT. PROMOCYJNE

Gdynia Arena

1X

22

MADEMOISELLE / 9/2017

Interesującym się choćby pobieżnie muzyką z gatunku contemporary classical nazwiska Jóhanna Jóhannssona przedstawiać nie trzeba. Pochodzący z Islandii artysta od blisko dwóch dekad realizuje się twórczo, komponując złożone, wielowarstwowe muzyczne pejzaże, w których dźwięki generowane elektronicznie włączane są w klasyczne orkiestracje na równi z tradycyjnym instrumentarium. Biorąc w nawias muzyczne rozgraniczenia, czerpie z baroku, jak i minimalizmu, z ambientu, jak i elektroakustyki. Podczas koncertu w ramach festiwalu Solidarity of Arts usłyszymy najnowsze dzieło Jóhannssona – "Orphée”.

MAT. PROMOCYJNE

Gdański Teatr Szekspirowski


jej KULTURA/ dobra książka

Tatiana Mindewicz–Puacz

LUZ. I TAK NIE BĘDĘ IDEALNA

Mariusz Sepioło

WYDAWNICTWO ZNAK

WYDAWNICTWO ZNAK

„Tak dużo robię, a wciąż czuję, że nie jestem wystarczająco mądra, dobra, piękna” – czy wy też często powtarzacie sobie to zdanie? W takim razie książka Tatiany Mindewicz–Puacz jest dla was! O tym, jak przejść ze strefy frustracji („muszę”, „powinnam”) do strefy mocy („chcę”, „wybieram”), czyli jak odpuścić to, na co nie mamy wpływu, i zająć się tym, co możemy zmienić. Autorka, korzystając z własnych doświadczeń, a także z doświadczeń swoich klientek, przekonuje, że każda kobieta ma WSZYSTKO, co potrzebne, aby dokonać tej zmiany. Każda z nas może zmienić swoje życie na lepsze, odpuścić, zaakceptować siebie i dać sobie prawo do LUZU, który… daje siłę. Bo przecież „i tak nie będę idealna”. Na szczęście!

Polki budowały legendę światowego himalaizmu. To one były pierwsze. Ich życiorysy to gotowe scenariusze filmowe. Wanda Rutkiewicz nieraz spojrzała śmierci w oczy. Dobrosława Miodowicz–Wolf umarła, pomagając innym. Halina Kruger– Syrokomska zasnęła w namiocie na wysokości kilku tysięcy metrów i nigdy się nie obudziła. Ale te, które przeżyły, mówią: góry są po to, żeby w nich żyć, a nie umierać. Przez wiele lat zmagały się z własnym środowiskiem, pełnym męskiego szowinizmu i dyskryminacji. O swoją pozycję musiały walczyć podwójnie ciężko. Niektóre za tę walkę zapłaciły podwójną cenę. Jak wygląda ich prywatność w Polsce, a jak w Himalajach? Dlaczego zostawiają domy, mężów i dzieci, by się wspinać? Ta książka po raz pierwszy odsłania historię polskich himalaistek.

Aga Sarzyńska

Agnieszka Lingas–Łoniewska

HIMALAISTKI

BARSZALONA

WSZYSTKO WINA KOTA!

WYDAWNICTWO LITERACKIE

WYDAWNICTWO NOVAE RES

„Barszalona” to debiutancka powieść Agi Sarzyńskiej, obieżyświatki, która dwanaście lat temu rzuciła pracę w korporacji i wyjechała z Polski. Mieszkała w Kenii, Tajlandii, Wietnamie i Indiach, a w 2010 roku osiadła w Barcelonie. Matylda, główna bohaterka książki, zarabia na życie, ucząc angielskiego. Mieszka w Ravalu, kolorowej, cieszącej się złą reputacją dzielnicy Barcelony. Prawie połowa mieszkańców Ravalu to imigranci: od Pakistańczyków, poprzez Filipińczyków i Marokańczyków, na przybyszach z Europy Środkowo–Wschodniej kończąc. Ci, którzy nigdy tu nie mieszkali, uważają to miejsce za brudne i niebezpieczne. Ale Matyldę osobliwe międzynarodowe towarzystwo, pełne życiowych rozbitków, przyciąga i fascynuje... Aga Sarzyńska portretuje taką stolicę Katalonii, jakiej nie da się znaleźć w przewodnikach. To powieść pikantna i błyskotliwa jak filmy Almodovara.

Bestsellerowa pisarka, Lidia Makowska, od lat tworzy popularne wśród kobiet powieści, wydając je pod pseudonimem Róża Mak. Właśnie kończy pisać kolejną książkę i już zaczyna się martwić, co tym razem zarzuci jej Jack Sparrow – czołowy bloger bezlitośnie punktujący niedociągnięcia wszystkich poprzednich powieści. Jednocześnie Lidia, namawiana przez agentkę i przyjaciółkę, Karolinę, przygotowuje się do telewizyjnego wywiadu, aby ujawnić wszystkim fanom swoją prawdziwą twarz. Żąda jednakże, aby wywiad poprowadził Jack, który jako krytyk literacki także występuje incognito. „Wszystko wina kota!” to ciepła i optymistyczna historia o zaufaniu i przyjaźni, a także o tym, jak cienka może być granica dzieląca dwa pozornie odległe światy.

MADEMOISELLE / 9/2017

23


jej KULTURA/ stereotypy

FOT. ISTOCK

24

MADEMOISELLE / 9/2017


FAŁSZ Pokonać Tekst: Katarzyna Sudoł

N

iemcy to sztywniaki, którym Polacy kradną samochody, a muzułmanie niszczą kulturę. To właśnie stereotyp – nadmierne uogólnienie, generalizacja, schemat, który przyjmujemy, najczęściej wcale się nad tym nie zastanawiając. Czy słusznie?

Stereotypy, wbrew pozorom, bywają również pozytywne – tych jednak jest mało. Jakiekolwiek by jednak nie były, stanowią bez wątpienia pewien drogowskaz, którym wielu z nas, czasem nieświadomie, kieruje się w życiu. Warto jednak pamiętać, że to, co nam się wydaje albo co usłyszymy od innych ludzi, nie zawsze musi się okazać prawdą. A w zasadzie rzadko nią jest. Większość z przesłanek, którymi kierujemy się w powierzchownych ocenach innych ludzi, jest niczym innym, tylko naszym wyobrażeniem na ich temat. Zniekształconym przez społeczeństwo i emocje. Ich tworzenia jednak nie da się uniknąć. Stereotypy bowiem, a właściwie to, że w ogóle powstają, jest spontaniczną ludzką skłonnością, która ma zbawienne dla naszego postrzegania rzeczywistości działanie. Mianowicie – ogranicza ilość informacji docierających do nas ze świata. Bez nich najpewniej szybko byśmy oszaleli, człowiek potrzebuje bowiem wskazówek, które ułatwią mu poruszanie się w przeładowanym wiadomościami świecie. Trzeba być jednak ostrożnym i nieustannie mieć z tyłu głowy włączone alarmowe światełko. Z korzystaniem ze stereotypów łatwo można przeholować – kierując się jedynie nimi tworzymy krzywdzące, płaskie, jednostronne opinie. Negatywne stereotypy, czyli te, które najbardziej powinny nas alarmować, mają wyjaśniać naszą wrogość wobec wszelkiej inności, jakiejś grupy etnicznej, narodu, płci. Dzięki nim możemy sami przed sobą usprawiedliwić nasze, często przesycone agresją lub pogardą, zacho-

wania. Zdarza się, że taki fałszywy pogląd jest oporny wobec rzeczywistości – często żadna obserwacja, żadne doświadczenie i żadna rozmowa nie są w stanie zmienić fałszu zakodowanego w naszym umyśle. Pozwalają nam czuć się lepiej, spoglądać na innych z góry. Po prostu – ułatwiają życie. – Akceptując stereotypy, ludzie nie są w pełni zdolni dostrzec za ich sugestywnymi obrazami złożoności rzeczywistego problemu lub zjawiska, zmian w nim zachodzących, jego wewnętrznej logiki. Inercyjny, schematyczny i często wewnętrznie sprzeczny charakter stereotypów utrudnia więc ludziom wyciągniecie logicznych wniosków z sytuacji, w jakiej się znajdują, dostosowanie się do jej zmian, czyli utrudnia wypracowanie prawidłowych, obiektywnych ocen i wniosków – pisał w swojej książce „Teoretyczne problemy sprzeczności i konfliktów społecznych” socjolog Henryk Białyszewski. Jak więc, mimo ich silnego zakorzenienia w naszej psychice, poglądach i zachowaniu, walczyć ze stereotypami? Zdaje się, że najważniejszym krokiem, który powinniśmy wykonać, jest uświadomienie sobie, w jak wielu życiowych sytuacjach kierujemy się takimi krzywdzącymi uproszczeniami. Świadomi ograniczeń własnego umysłu będziemy uważniej analizować otaczającą nas rzeczywistość. Bo tylko krytyczne, racjonalne podejście do świata może wzbogacić nas jako ludzi i utorować drogę do prawdziwego poznania. Otworzy nam to oczy na świat, który najpewniej okaże się dużo życzliwszy niż ten, który znaliśmy dotąd.

MADEMOISELLE / 9/2017

25


jej MIEJSCE

Drugie życie

MAT. PROMOCYNE ULICA ELEKTRYKÓW

STOCZNI FOT. MARIKA MORAWIEC

Tekst: Aleksandra Lamek

G

26

MADEMOISELLE / 9/2017

MAT. PROMOCYNE ULICA ELEKTRYKÓW

FOT. MARIKA MORAWIEC

dańskie tereny postoczniowe już dawno przestały być zamkniętą i niedostępną strefą, odgrodzoną od reszty miasta. Dziś to właśnie tutaj bije serce alternatywnego centrum rozrywkowego miasta. Koncerty, pokazy filmowe, festiwale i strefa food trucków to tylko niektóre z mnóstwa atrakcji, jakie znajdziemy na ulicy Elektryków i w 100czni.


Rewitalizacja terenów poprzemysłowych i tworzenie w ich miejscu nowoczesnych centrów rozrywkowych czy gastronomicznych to niezwykle popularny trend na całym świecie. W naszym kraju ta moda dopiero zaczyna się rozkręcać, choć chlubnych przykładów nie brakuje – choćby w Łodzi, gdzie Manufaktura czy Off Piotrkowska stały się ogólnopolskimi symbolami tego typu udanych przedsięwzięć. Gdańskie tereny postoczniowe to idealna przestrzeń dla podobnych działań. Kilka lat temu Arkadiusz Hronowski, właściciel klubu B90, postanowił, że zamieni zaniedbaną uliczkę pomiędzy stoczniowymi halami w tętniącą życiem przestrzeń, gdzie będzie można wpaść na piwo, koncert lub imprezę. Dziś chyba nikt już nie ma wątpliwości, że ten pomysł był prawdziwym strzałem w dziesiątkę. Stanęły tu zbudowane z materiałów ze stoczniowego recyklingu meble miejskie i leżaki, ustawiono kilka kontenerów, w których funkcjonuje bar, sklepik z muzycznymi gadżetami, a na dachu miniscena, wydzielono przestrzeń dla foodtrucków. W niemal każdy weekend ulica Elektryków tętni życiem – przychodzą tu ci, którzy chcą odpocząć od miejskiego zgiełku i spędzić wieczór w otoczeniu klimatycznych, stoczniowych dźwigów. ALTERNATYWNA MUZYKA, ALTERNATYWNE KINO Surowa postindustrialna przestrzeń to wymarzone miejsce do organizowania niebanalnych wydarzeń kulturalnych. Od kilku lat odbywa się tu festiwal Soundrive – choć kameralny, przez fanów muzycznej alternatywy uważany za jedno z najciekawszych tego typu wydarzeń w Polsce. Pierwsza edycja imprezy odbyła się w gdyńskim Parku Kolibki, a kolejne miały już miejsce w klubie B90 i przy ul. Elektryków. Organizatorzy, stawiając przede wszystkim na różnorodność prezentowanej muzyki, szybko zyskali uznanie w oczach miłośników niszowego grania, a Soundrive dziś cieszy się całkiem sporą

MAT. PROMOCYNE ULICA ELEKTRYKÓW

FOT. MARIKA MORAWIEC

DAĆ STOCZNIOWYM TERENOM DRUGIE ŻYCIE

grupą fanów, którzy co roku stawiają się na festiwalowych koncertach. W tym roku swoją pierwszą odsłonę miała tutaj inna, bardzo ciekawa impreza – Festiwal Filmów Kultowych. Wydarzenie, przeniesione po 19 latach z Katowic, zostało ciepło przyjęte w nowym otoczeniu. Podczas 9 dni można było obejrzeć ponad 50 filmów, a w repertuarze znalazła się zarówno klasyka, jak i najgorsze filmy świata, prezentowane z myślą o tych, którzy kino lubią traktować z przymrużeniem oka. KULTURA I JEDZENIE W KONTENERACH Kilka tygodni temu na postoczniowych terenach rozkwitła kolejna inicjatywa kulturalno–gastronomiczna. 100cznia, bo tak się właśnie nazywa, powstała w miejscu dawnego budynku Modelarni i składa się z siedemnastu kontenerów. W tym unikatowym miasteczku można spróbować ulicznego jedzenia i zapoznać się z pracami związanych z Trójmiastem artystów. W tej chwili na terenie 100czni działa siedem punktów gastronomicznych. Można tu spróbować m.in. pysznej pizzy z pieca opalanego drewnem w Oliwie do ognia, sycylijski street food w Arancini czy wegetariańskie smakołyki w Sunrze. Organizatorzy wydzielili również strefę relaksu, gdzie można wypocząć na ustawionych na piasku leżakach i dmuchanych pufach. 100cznia to również miejsce dedykowane fanom muzyki alternatywnej – cyklicznie odbywają się tu koncerty, podczas których można zapoznać się z szerokim gatunkowym przekrojem: od elektroniki, muzyki gitarowej przez jazz po eksperymenty. Nie ma wątpliwości, że zarówno ulica Elektryków, jak i 100cznia, to jedne z najciekawszych i najmodniejszych obecnie miejsc na kulturalnej mapie Trójmiasta. Klimatyczne, a jednocześnie niezobowiązujące, idealne na wieczorny wypad na drinka lub kolację. Postidustrialny krajobraz naprawdę potrafi zauroczyć – warto się o tym przekonać!

MADEMOISELLE / 9/2017

27


FOT. ARCH. PRYWATNE

jej OSOBOWOŚĆ/ jak byłam mała...

28

MADEMOISELLE / 9/2017


SZALONA FIONA – dziewczyna na dobrej drodze Tekst: Justyna Michalkiewicz–Waloszek

T

a dziewczyna jest szalona! I to w bardzo pozytywnym sensie. Bo czy przejście 1000 kilometrów piechotą szlakiem Camino del Norte, aby promować ideę oddawania szpiku kostnego to nie czyste szaleństwo w najlepszym wydaniu? Szalona Fiona udowadnia, że nie ma rzeczy niemożliwych, a pomaganie może stać się życiową misją.

Postanowiła: 1000 kilometrów na własnych nogach. Prosto do celu. Idea była wielka, więc nawet ogromny plecak nie ciążył tak bardzo w tej pieszej wędrówce. Całą trasę przeszła na własnych nogach. Raz jedyny zdarzyło się tylko, że jej plecak pojechał 7 kilometrów taksówką. I chociaż nowo poznani znajomi namawiali ją, żeby wskoczyła do taksówki razem z plecakiem, nie ugięła się. Piechotą to piechotą – musi być 1000 kilometrów. – Wyszło nawet lepiej niż zakładałam, bo przez błędy w przewodnikach okazało się, że pokonałam nie 1000, ale 1267 kilometrów – mówi Natalia Chrustowska. Pomysł na tę wędrówkę narodził się w lutym 2016 roku, kiedy to Natalia oddała szpik kostny 3–letniemu chłopcu, ratując mu życie. – W tamtym momencie uświadomiłam sobie, jak niewiele trzeba, żeby uratować komuś życie. Chciałam być żywym przykładem, że warto zarejestrować się w bazie. Skoro młoda

dziewczyna, 4 miesiące po oddaniu szpiku kostnego może przejść na własnych nogach 1000 kilometrów to znaczy, że zabieg nie ogranicza nas w żadnym zakresie – dodaje Natalia.

TA DZIEWCZYNA KOCHA POMAGAĆ Miłość do podróży to jedno. Natalia nie ukrywa, że poznawanie nowych miejsc i kultur sprawia jej ogromną satysfakcję. Dzięki temu nieustannie się rozwija. Z każdej podróży wraca mądrzejsza, dojrzalsza, bardziej świadoma. Gdyby postawić przed nią wybór – nowy samochód czy podróż w nieznane, zapewne bez chwili wahania wybrałaby to drugie. Podróże stanowią sens jej życia, a dzięki nim odkryła swoje powołanie. – Będę lekarzem. W końcu, po kilku nieudanych próbach dostałam się na medycynę. Ta dobra wiadomość przyszła do mnie na szlaku Camino del Norte, więc myślę, że to dobry znak. Mam misję. Byłam kiedyś wolontariuszem, widziałam dzieci cierpiące na nowotwo-

MADEMOISELLE / 9/2017

29


30

MADEMOISELLE / 9/2017

FOT. ARCH. PRYWATNE

FOT. ARCH. PRYWATNE

FOT. ARCH. PRYWATNE

FOT. ARCH. PRYWATNE

jej OSOBOWOŚĆ/ jak byłam mała...


ry. Chcę im pomagać, chcę leczyć innych moją wiedzą i doświadczeniem – dodaje Natalia. Nad biurkiem zawiesiła zdjęcie przedstawiające lekarkę w luźnym t–shircie, która daje zastrzyk dziecku z Afryki. Taka właśnie chciałaby być. Ta wizja towarzyszy jej od 14 roku życia. – Po studiach chciałabym pracować na misjach. Pomagać najbardziej potrzebującym. Czuję, że moje obecne podróże przybliżają mnie do tego celu – mówi Natalia.

SAMOTNOŚĆ NA SZLAKU

„ W tamtym momencie uświadomiłam sobie, jak niewiele trzeba, żeby uratować komuś życie.

Dużą część pieszej wędrówki Natalia pokonała sama. Samotność jest dobrym doświadczeniem. Zaczyna doskwierać dopiero po tygodniu bez towarzystwa. Całe szczęście, że nie jest się na nią skazanym. Na szlaku można poznać ludzi podobnych do siebie. Każdy jest inny, ale wszystkich łączy ta sama pasja i poczucie wspólnej misji. – Podróżowałam przez tydzień z Francuzem, którego poznałam na szlaku. Idąc z kimś obcym po 150 kilometrów dzień w dzień, człowiek szybko się zaprzyjaźnia. Poza tym, w towarzystwie jest zawsze bezpieczniej. Nawet, gdy jesteś kobietą i podróżujesz z grupą trzech obcych mężczyzn. Nie odczuwa się strachu, bo ludzi łączy coś więcej niż kilometry – dodaje Natalia. Dzisiaj Natalia jest w Bangkoku. Tym razem nie jest samotna, ponieważ pojechała z koleżanką Zosią. Gdy skończą się wakacje, wróci na studia. W głowie jednak kiełkuje już myśl o kolejnej wyprawie. Tym razem z chłopakiem. Najprawdopodobniej do Ameryki Południowej. – Z każdego wyjazdu wracam odważniejsza i lepiej rozumiem świat. Podróże traktuję jako najlepszą inwestycję w siebie. Napełniają mnie od wewnątrz. A jeżeli człowiek jest pełny doświadczeń, może dzielić się nimi ze światem. Szlak nauczył mnie, że warto słuchać swojej wewnętrznej intuicji i nigdy się nie poddawać. Warto podróżować, bo świat jest przepiękny. Polecam to każdemu – podsumowuje Natalia.

MADEMOISELLE / 9/2017

31


jej OSOBOWOŚĆ

TECHNO –zombie? Tekst: Katarzyna Sudoł

N

FOT. GETTINGIMAGE

adeszły czasy, w których większość ludzi nie wyobraża sobie życia bez gadżetów i nowinek technologicznych, a telefon z dostępem do internetu przestał być fanaberią, a stał się koniecznością. Niestety, bezrefleksyjne podejście do tego tematu sprawia, że przypadki uzależnienia od internetu są coraz częstsze.

32

MADEMOISELLE / 9/2017


U

zależnieniem nazywamy stan psychicznego i fizycznego przymusu wykonywania pewnych czynności. Jak więc inaczej nazwać kompulsywne sięganie do telefonu i sprawdzanie powiadomień na plakietkach aplikacji, nieustanne oznaczanie się w kolejnych miejscach, dodawanie zdjęć z każdego momentu swojego życia i dzielenie się nim z innymi, często obcymi, ludźmi? Dziś, kiedy technologia stała się integralną częścią rzeczywistości, podobne zjawiska nie należą do rzadkości. Popularne stało się hasełko „nie ma cię na Facebooku – nie istniejesz” powtarzane raz po raz, niby żartobliwym tonem. Coś w tym jednak musi być, skoro to właśnie Facebook i podobne mu portale społecznościowe zawładnęły naszym życiem na tyle, że podczas rodzinnej kolacji czy spotkania z przyjaciółmi nie potrafimy wypuścić z rąk naszego smartfona. Takie uzależnienie od internetu ma charakter społeczny. To, od czego głównie się uzależniamy, to kontakt z ludźmi. Kontakt o tyle specyficzny, że zawierany za pomocą internetu właśnie. Taka sytuacja pomaga nam poczuć się swobodnie, nie każe zdradzać całej prawdy na swój temat, pozwala pokazać tylko to, co pokazać chcemy. Mamy możliwość nawiązania znajomości z ludźmi z całego świata, o podobnych zainteresowaniach, pasjach, problemach. Łatwo się tym zachłysnąć i zapomnieć, że prawdziwe życie jest gdzie indziej, poza siecią. Brakuje nam czasu na realne kontakty, prawdziwych ludzi z krwi i kości. Dlaczego my, dorośli i na pozór racjonalni ludzie, tak łatwo daliśmy się wciągnąć w tę grę? – Najogólniej rzecz ujmując, można powiedzieć, że nikt nas – pokolenia 40–latków – nie nauczył właściwego wykorzystywania telefonu komórkowego, internetu czy innych urządzeń cyfrowych. W latach 90. zachłysnęliśmy się nowinkami technologicznymi, a owo zachłyśnięcie wynikało raczej z potrzeby realizacji naszych konsumpcyjnych potrzeb. I dzisiaj pokolenie 40–latków ma swoje dzieci, z którymi często nie wchodzi w świat mediów cyfrowych, społecznościowych, ograniczając swoją rolę do kupna aparatu telefonicznego i opłacania rachunków za połączenia i internet. Przyczyną kompulsywnego sprawdzania naszych smartfonów jest brak podstawowych zasad savoir vivre'u w zakresie korzystania z urządzeń mobilnych – opowiada dr Maciej Dębski, socjolog, specjalista w zakresie problemów społecznych, założyciel i lider Fundacji „Dbam o mój Z@sięg”, która zajmuje się alarmowaniem i edukacją odnośnie do uzależnienia od technologii. W roku 2016 Dębski wdrożył pierwszy w Europie ekspery-

ment społeczny polegający na odcięciu stu osób na siedemdziesiąt dwie godziny od wszelkich urządzeń elektronicznych – telefonów komórkowych, tabletów, internetu, gier on–line playstation, telewizji. Dębski, wskazując na przyczyny kompulsywnych zachowań telefonicznych, wskazuje też na FOMO – z angielskiego „Fear of Missing Out”. To strach przed tym, że coś nas w życiu ominie, jeśli nie odbierzemy jakiegoś połączenia, wiadomości. – Syndromu tego doświadczają przede wszystkim młodzi ludzie, którzy nałogowo korzystają z mediów społecznościowych i aplikacji towarzyskich. Dlatego często można zobaczyć ich z dłońmi przyklejonymi do smartfonów – na lekcjach, na przerwach w knajpach, w kościele. Ciągle z telefonem w ręku gotowym do użycia. No i jeszcze jedna ważna kwestia przychodzi mi na myśl – nuda. Kompulsywna potrzeba sprawdzania powiadomień, nieustannego korzystania z telefonu w dużej mierze bierze się po prostu z nudy. To wtedy, w sytuacjach, kiedy nie mamy nic do robienia, sięgamy po smartfony i scrollujemy bez sensu i bezwiednie Facebooka, Snapa czy Instagrama – zauważa badacz. Fonoholizm, czyli uzależnienie od telefonu, wciąż nie istnieje jako jednostka chorobowa. Jednak pojawia się i będzie się pojawiać w publicznym dyskursie, który jest w dużej mierze sprowokowany tym, co dzieje się wokół nas. Fundacja „Dbam o mój z@sięg” promuje realizację społecznych eksperymentów Poz@ siecią. Mają one polegać na świadomym pozostawaniu poza wpływem internetu. – Okazuje się, że świadome cyfrowe detoksy przynoszą bardzo dobre skutki: rodziny mają więcej czasu dla siebie, zwalnia się przestrzeń na dotyk, czułość, bliskość, młodzi ludzie lepiej się wysypiają, udaje im się nawiązać ciekawe rozmowy z kolegami/koleżankami czy członkami rodziny, do której się dawno nie odzywało. Wracając do powszechności: 86% nastolatków korzysta z własnych smartfonów, ponad 90% z nich ma bezpośredni dostęp do internetu. 25% dzieciaków przynajmniej raz dziennie robi sobie selfie i wrzuca je do sieci, 70% nastolatków codziennie korzysta z aplikacji społecznościowych. Co trzeci wypadek samochodowy w Wielkiej Brytanii, we Włoszech czy w USA powodowany jest przez nieodpowiedzialne używanie telefonu komórkowego. Tak, mamy się czym martwić – alarmuje Dębski. A czym właściwie charakteryzuje się uzależnienie, jak się objawia? Badacz zwraca uwagę na kilka istotnych aspektów. Po pierwsze – silne pragnienie lub poczucie przymusu wykonywania pewnych czynności i trudno-

MADEMOISELLE / 9/2017

33


jej OSOBOWOŚĆ

ści z samokontrolą dotyczącą powstrzymania się od robienia tego, na co mamy ochotę. Dalej: wystąpienie zespołu abstynencyjnego – złe samopoczucie wywołane brakiem dostępu do sieci, pojawienie się tolerancji, tj. sytuacji, w której dla osiągnięcia zamierzonego efektu konieczne jest coraz częstsze i dłuższe wykonywanie pewnych czynności (w tym wypadku: korzystanie z sieci, zabawa telefonem). Zaalarmować nas powinny także symptomy takie jak utrata dotychczasowych zainteresowań i przyjemności czy uporczywe powtarzanie pewnych czynności mimo bezspornych dowodów na ich destrukcyjny wpływ na zdrowie oraz stosunki społeczne. – Ale symptomów nałogowego korzystania ze smartfonów jest zdecydowanie więcej: kładzenie się do łóżka i wstawanie z niego z telefonem, zabieranie telefonu wszędzie ze sobą, irytacja, złość i agresja w sytuacji, kiedy nie możemy korzystać z telefonu, stres związany z rozładowującą się baterią, odbieranie połączeń i używanie telefonu w miejscach i sytuacjach zagrażających życiu bądź zdrowiu, czekanie, aż ktoś napisze bądź zadzwoni, wewnętrzne poczucie, że nie poradzę sobie w codziennym życiu bez telefonu komórkowego – wylicza Dębski. Dzisiaj my wszyscy, jako społeczeństwo, musimy zwrócić szczególną uwagę na problem, o którym mowa. Choć nie każde przywiązanie jest uzależnieniem, wydaje się, że łatwo może się w nie przerodzić. Już sam lęk przed tym, że coś pozbawi nas dostępu do sieci czy kontaktu ze światem, powinien zwrócić naszą uwagę i zaalarmować. Jak przekonuje dr Maciej Dębski, każde społeczeństwo ma swoje problemy, które je określają. I można powiedzieć, że dzisiejsze społeczeństwo – społeczeństwo cyfrowe – musi mieć na uwadze nie tylko tych, którzy w sposób twórczy, ale i bezpieczny, wykorzystują media cyfrowe, nowe technologie, w tym urządzenia mobilne, ale również tych, którzy nie mają kontroli nad swoimi czynnościami. Mówimy o osobach uzależnionych behawioralnie, uzależnionych od Internetu, gier on–line, smartfonów. A takich nie brakuje. Bo choć z badań, które prowadzi Fundacja „Dbam o mój z@sięg” wy-

nika, że młodych osób przejawiających ostre symptomy nałogowego korzystania z telefonu komórkowego jest 2–3% – czyli niewiele – to nie przez pryzmat procentów, a skutków takich zachowań powinniśmy patrzeć na problem. Tych zaś jest sporo – od zdrowotnych, takich jak niewyspanie, zmęczenie, osłabiony wzrok, do psychicznych i społecznych jak zaburzenia koncentracji, życie w zaburzonej równowadze psychicznej czy trudności w nawiązywaniu relacji z innymi. Ale także z uzależnieniem od technologii, jak z każdym innym problemem, można i trzeba walczyć. Szczególną wagę ma tutaj zachowanie rodziców, którzy od najmłodszych lat powinni uświadamiać dzieci, uczyć. – Do drugiego roku życia dziecka nie dawać w ogóle urządzeń cyfrowych dzieciom do rąk, w latach późniejszych używać tabletów, ale zawsze pod kontrolą rodziców. Od naprawdę wczesnych lat rozmawiać z dziećmi o pozytywnym i negatywnym wpływie internetu i smartfonów, wspólnie wchodzić w cyfrowy świat dziecka. Ustalać sobie, ale również wspólnie z dzieckiem, partnerem, najbliższymi ogólne zasady korzystania z telefonu komórkowego. Nie korzystamy, jak prowadzimy samochód, nie korzystamy podczas wspólnych posiłków, nie bierzemy smartfonów do łóżka, robimy sobie wspólnie cyfrowe detoksy… Mnóstwo tych zasad można ustalać – opowiada Dębski. I podkreśla, że tak dorośli, jak i dzieci, nie powinni być cały czas on-line. Nie piszmy do siebie, znajdując się pod jednym dachem – wyjdźmy z pokoju, usiądźmy przy stole, rozmawiajmy. Normalnie, twarzą w twarz.

Dr Maciej Dębski – założyciel i lider Fundacji „Dbam o mój z@sięg”, autor i współautor licznych publikacji naukowych z zakresu problemów społecznych. Pomysłodawca ogólnopolskich badań z zakresu fonoholizmu i problemu cyberprzemocy. Socjolog i wykładowca akademicki Uniwersytetu Gdańskiego. O badaniach fundacji można przeczytać pod adresem: http://dbamomojzasieg.com/publikacje–raporty/.

FOT. GETTINGIMAGE

34

MADEMOISELLE / 9/2017


Targi Kosmetyczne i Fryzjerskie GDAŃSK / AMBEREXPO INSPIRACJE, PREMIERY, INNOWACYJNE PRODUKTY, STYLIZACJE, TRENDY NA SEZON JESIEŃ-ZIMA 2017

po prostu piękne targi urodatargi.pl partnerzy

października 2017 sponsor główny HAIR DESIGN

patronat medialny

MADEMOISELLE / 9/2017

35


jej SPORT/ wczasy dla ciała

WCZASY dla ciała Tekst: Katarzyna Sudoł

36

MADEMOISELLE / 9/2017

FOT. ISTOCK

Ż

yjemy w czasach, w których trening sportowy jest nieodłącznym elementem życia dla wielu kobiet. Część decyduje się na codzienne wizyty na siłowni, inne biegają, jeszcze inne – pływają czy chodzą na pilates. Wszystkie te obowiązki bywają jednak męczące. Zdarza się, że kolejny trening traktujemy jako przykry obowiązek podobny do znienawidzonej pracy czy spotkania z szefem. W odpowiedzi na potrzeby tych z nas, które nie są wielkimi fankami codziennych wycieczek na salę treningową, stworzono ciekawą alternatywę – letnie i zimowe obozy sportowe.


Plusów takich wyjazdów jest kilka. Przede wszystkim – motywacja. Nic nie daje takiego kopa energetycznego jak towarzystwo kilkunastu czy kilkudziesięciu zdeterminowanych kobiet. Dziewczyny motywują siebie nawzajem, okazują sobie solidarność i wsparcie. Takie obozy to także prawdziwa lekcja siostrzeństwa – jesteśmy wszystkie razem na wielkim, kobiecym spotkaniu. Mamy więc nie tylko szansę na dobry trening pod okiem doświadczonej trenerki, ale też na masę dobrej zabawy i świetnego towarzystwa. Nikt tak nie zrozumie chcącej schudnąć kobiety, jak druga kobieta w takiej samej sytuacji. Dziewczyny mają więc oko na swoje diety, pilnują się na ćwiczeniach i wzajemnie pokrzykują: jeszcze jedna seria! Obozy treningowe to też okazja, by móc poćwiczyć pod okiem kogoś, kogo dotąd oglądałyśmy tylko na ekranie telewizora czy komputera. Niezwykłą popularnością cieszą się wyjazdy organizowane przez znane i lubiane trenerki. Swoją wersję wycieczek mają już Ewa Chodakowska czy Anna Lewandowska. Lewandowska, wraz ze swoim Healthy Teamem, organizuje wyjazdy, na których można połączyć przyjemne z pożytecznym. Spotkania organizowane są najczęściej w miejscach spokojnych i cichych, gdzie możemy odciąć się od zgiełku miasta i zjednoczyć ciało z umysłem. Dominuje tu podejście holistyczne – trenerzy motywują, uczą, pomagają. – Gwarantuję solidną dawkę różnorodnych form aktywności fizycznej, dużą porcję wiedzy i motywacji. Nawiążesz tu nowe znajomości, stworzysz kolejne Healthy Teamy,, wywieziesz niezapomniane wspomnienia i naładujesz się pozytywną energią. Ponadto oferuję zdrowe posiłki według moich przepisów i pokażę jak pracować z własnym ciałem – mówi o swoich obozach Lewandowska. Na obozie może-

my wziąć udział w treningu z samą Anną, nauczyć się elementów karate, potańczyć zumbę i uprawiać sport plenerowy. Program uzupełniony jest o wykłady z dietetyki i spotkania motywacyjne, które w ciekawy sposób wzbogacają warstwę sportową wydarzenia. A po ćwiczeniach – odnowa biologiczna.

REKLAMA

Coś, co dotąd było elementem dziecięcych wakacji, staje się częścią życia dorosłych kobiet. Raz w roku wybierają się one na zorganizowane spotkania treningowe, których długość oscyluje zwykle w okolicach tygodnia lub dwóch. Podobnie jak dziecięce kolonie, obozy treningowe mają swój określony z góry rytm zajęć, plan dnia, do którego należy się na nich dopasować. To alternatywa dla wszystkich, którzy wolą raz w roku dać sobie porządnie w kość, zamiast dzień w dzień odbywać mozolny i często nudny trening na siłowni.

Takie obozy treningowe to więc nie tylko metoda na wyćwiczenie sylwetki, ale też doskonały odpoczynek. Tak dla ciała, jak i dla ducha. Podobne wyjazdy, nazywane Tygodniami Metamorfozy, organizuje inne znana trenerka, Ewa Chodakowska. Tydzień składa się z rozpisanego na kolejne dni zestawu ćwiczeń i spotkań, które mają pomóc zadbać o kondycję i wygląd. Oczywiście, w siedem dni nie jesteśmy w stanie osiągnąć spektakularnych efektów. Należy pamiętać, że taki obóz ma być raczej motywacją do dalszego rozwoju, działania i walki o własną lepszą sprawność. U Chodakowskiej mamy poranną jogę, nordic walking i trening na sali. Oprócz tego – podobnie jak u Lewandowskiej – odnowę biologiczną. Trudno nie zgodzić się co do faktu, że, w przypadku Chodakowskiej czy Lewandowskiej, problemem może być cena takiego wyjazdu. Tutaj płacimy nie tylko za treningi, ale też za to, kto je przeprowadza. Znana twarz na sali gimnastycznej oznacza automatyczny wzrost kosztów wyjazdu. Ewa Chodakowska zabiera swoje podopieczne w tak egzotyczne miejsca jak Mauritius. Te kosztują nawet 11 tysięcy złotych. Nie ma jednak problemu, by znaleźć dużo tańsze i wciąż bardzo ciekawe oferty wyjazdowe. Ceny zaczynają się już od niecałych dwóch tysięcy. Obozy treningowe to dziś bardzo gorący trend. Mnóstwo kobiet decyduje się poświęcić swój urlop na intensywny cykl wzmacniający ciało i ducha. Rosnącą popularność tego typu wyjazdów można stwierdzić już po paru minutach w internecie. Po wpisaniu w wyszukiwarkę hasła „obozy treningowe” na naszym ekranie pojawiają się setki propozycji. Obozy biegowe, joga, pilates, jazda konna – każdy znajdzie tutaj coś dla siebie.

Pamiętajmy jednak, że tygodniowy cykl treningowy nie zastąpi regularnego ruchu, ćwiczeń i dobrze dobranej diety. Pomoże jednak odnaleźć motywację i chęć do działania. Bo w grupie siła!

MADEMOISELLE / 9/2017

37


jej DIETA/ odżywianie

MIT – ziemniaki tuczą

FOT. ISTOCK

Czy ziemniaki mogą znaleźć się w diecie odchudzającej, czy faktycznie są tak tuczące, że należy je całkowicie wyeliminować z diety? Te pytania często nurtują osoby, które marzą o tym, by raz na zawsze pożegnać zbędne kilogramy.

38

MADEMOISELLE / 9/2017


Jak tu przejść na dietę, skoro zewsząd słyszymy, że ulubione ziemniaczki muszą być z niej kategorycznie wyeliminowane? Nic mniej mylnego: można jeść ziemniaki, ale w odpowiedniej ilości i w odpowiedni sposób przyrządzone.

Pan Ziemniak Hiszpanie odkryli ziemniaki w pierwszej połowie XVI w., wówczas przywieźli je do Europy. Do Polski ziemniaki dotarły najprawdopodobniej dzięki królowi Janowi III Sobieskiemu, który przywiózł je z wyprawy wiedeńskiej. Początkowo ziemniaki w Polsce nie były postrzegane jako roślina uprawna, lecz jako roślina ozdobna. Obecnie w wielu krajach Europy Środkowej ziemniaki są podstawą wyżywienia ludności. Przyjmuje się, że na całym świecie roczne zbiory ziemniaków mogą sięgać nawet do 300 milionów ton. Ziemniaki składają się głównie z wody. Są źródłem węglowodanów w postaci skrobi oraz mają sporo substancji balastowych. Zawartość białka jest bardzo niska, zaledwie 2%. Ziemniaki praktycznie nie zawierają żadnych tłuszczów. Dostarczają witamin – głównie witaminy C. Witamina C jest bardzo delikatna i łatwo może ulec zniszczeniu, dlatego zaleca się, aby ziemniaków po obraniu nie trzymać długo w wodzie, lecz od razu gotować, najlepiej na parze, ale pod ciśnieniem. Aby uchronić ziemniaki przed stratami witamin, nie powinno się ich przechowywać w ciepłym pomieszczeniu. Warzywa te należy również chronić przed światłem, ponieważ pod jego wpływem na ziemniakach powstaje zielone przebarwienie, zawierające trujący alkaloid, solaninę. Wysoka zawartość skrobi to główna przyczyna sycących właściwości ziemniaka, ale ze względu na to, że jest praktycznie beztłuszczowym produktem, to ryzyko przybrania na wadze jest znikome. Największe zagrożenie dla naszej sylwetki stanowi sposób przygotowywania tego warzywa: chociażby smażenie w głębokim tłuszczu, pieczenie z tłuszczem, ziemniaczane purée z dodatkiem masła i tłustego mleka. Warzywo to jest dość ważnym źródłem potasu, który wykazuje właściwości moczopędne i wzmacniające mięsień sercowy. Potas jest minerałem wskazanym u osób cierpiących na dnę moczanową, ponieważ redukuje wysokie wskaźniki kwasu moczowego. Ziemniaki, ze względu na zawartość błonnika, w sposób naturalny oczyszczają jelita z zalegających substancji. Witamina C oprócz pozytywnego wpływu na układ odpornościowy wspomaga skórę i dziąsła, przyspiesza gojenie się ran. Działanie witaminy C wspomaga także cynk zawarty w ziemniaku.

Najwięcej witamin jest pod skórką, dlatego zaleca się gotowanie ziemniaków w mundurkach. Ziemniak jest ważnym źródłem węglowodanów dla alergików oraz osób, które muszą utrzymywać dietę lekkostrawną.

Jak wybrać najlepszego ziemniaka? Przed zakupem większej ilości ziemniaków warto się upewnić, czy dany rodzaj jest odpowiedni. Bardzo ważne jest, aby kupować produkt, który nie był nawożony w zbyt dużym stopniu. Można to w dość łatwy sposób sprawdzić: ugotowane ziemniaki należy odstawić do wystygnięcia, a jeśli zrobią się szarawe, ciemne, to oznacza, że najprawdopodobniej były przenawożone. Ziemniaki, które po przekrojeniu są bardzo wodniste, świetnie nadają się jako dodatek do obiadu, natomiast te, które po przekrojeniu i złączeniu dwóch połówek są kleiste, nadają się raczej do dań mącznych, np. klusek, kopytek.

Ziemniaki i kalorie z nimi związane 100 g ziemniaków to ok. 77 kcal, 100 g frytek to ok. 300 kcal, 100 g ziemniaków smażonych na oleju to ok. 120 kcal.

DOMINIKA DIETRICH-STEFANKIEWICZ Dietetyk medyczny Akademia Skutecznej Diety GDAŃSK C.H. Manhattan al. Grunwaldzka 82 lok. 353A tel. kom.: 606 517 057 dominika@dobrekalorie.com www.DobreKalorie.com www.facebook.com/ /AkademiaSkutecznejDiety www.youtube.com/DobreKalorie

MADEMOISELLE / 9/2017

39


jej DIETA/ przepisy

Katarzyna Anna Tkaczyk – artystyczna dusza, autorka bloga www. katieshappyclouds. blogspot.com, dla której nie ma rzeczy niemożliwych. Radośnie celebruje codzienność fotografując przy tym swoją pasję do podróżowania po okolicach, życia poza miastem i gotowania.

MUS Z KASZY JAGLANEJ Z MLEKIEM KOKOSOWYM Składniki:

FOT. KADRY SMAKU PHOTOGRAPHY & FOOD STYLING

1 szklanka kaszy jaglanej 1 szklanka wody 1,5 szklanki soku jabłkowego mleko kokosowe – ilość zależna od upragnionej konsystencji kaszy mleko ryżowe – ilość zależna od upragnionej konsystencji kaszy borówki figi inne ulubione owoce i orzechy

40

MADEMOISELLE / 9/2017

Przygotowanie: Kaszę jaglaną wcześniej dokładnie przepłukaną ugotuj w proporcjach 1 szklanka kaszy i 2,5 szklanki płynu – z czego 1 szklanka wody i 1,5 szklanki soku jabłkowego. Ugotowaną kaszę zmiksuj z mlekiem ryżowym i kokosowym – w proporcjach zależnych od tego, jaką konsystencję chcesz otrzymać. Możesz ją miksować z każdym innym mlekiem jaki lubisz. Na koniec pozostaje dodać do kaszy ulubione owoce i orzechy. Doskonale też smakują w niej płatki kokosowe albo wiórki. Teraz jest sezon na figi i borówki, które doskonale się z tym musem komponują.


ZAPIEKANE CIASTO NALEŚNIKOWE Z BANANEM I BORÓWKAMI Składniki: przygotuj Twoje ulubione ciasto naleśnikowe – sporą porcję 2 banany borówki 2 łyżki roztopionego masła średnia, prostokątna lub kwadratowa blaszka do pieczenia papier do pieczenia Przygotowanie:

Przygotuj Twoje ulubione ciasto na naleśniki – sporą porcję, by wystarczyło na zalanie blaszki do zapiekania. Rozgrzej piekarnik do 200– 220°C, wyłóż blaszkę papierem do pieczenia i nasmaruj roztopionym masłem. Wylej ciasto na blaszkę – nie powinno być grubsze niż 1,5–2 cm. Poukładaj równomiernie w masie połowę plasterków banana i połowę borówek. Piecz około 9–10 minut, po czym dodaj kolejną porcję owoców i piecz jeszcze przez 15 minut. FOT. KADRY SMAKU PHOTOGRAPHY & FOOD STYLING

Gdy ciasto po 15 minutach będzie jeszcze jasne, ustaw pieczenie od góry jeszcze na ok. 2 minuty i obserwuj, by się zrumieniło. Po ostudzeniu ciasta wystarczy pokroić na kawałki i zajadać!

MADEMOISELLE / 9/2017

41


jej ZDROWIE

ZAPRZYJAŹNIJ SIĘ z lekarzem Tekst: Kamila Gulbicka

P

olskie kobiety coraz chętniej poddają się rutynowym badaniom takim jak mammografia, cytologia czy badanie tarczycy. Sprawdź, jakie badania powinnaś wykonać po 40., a jakie po 50. roku życia.

Wczesne wykrycie poważnej choroby ma ogromne znaczenie. Umożliwia bowiem całkowite wyleczenie bądź kontrolę schorzenia w celu jego zatrzymania. Dlatego tak istotne jest, by prócz typowych badań takich jak morfologia, OB czy badanie moczu, wykonywać również testy przesiewowe, które dają pełny obraz stanu zdrowia pacjenta. Kobiety w wieku 30–59 lat są w tak zwanym wieku skriningowym, co oznacza, że są w grupie ryzyka zachorowania na nowotwór. Dlatego już po ukończeniu 30. roku życia do kalendarza badań profilaktycznych należy dodać kilka nowych, które powinny być wykonywane regularnie. Są to: cytologia, USG piersi,USG transwaginalne oraz badanie tarczycy. Po 50. roku życia należy je uzupełnić o mammografię, badanie cholesterolu i kolonoskopię.

Wyprzedzić raka, czyli badania dla kobiet po 30. i 40. roku życia Cytologia, USG piersi oraz USG dopochwowe mają na celu sprawdzenie, czy w naszym ciele nie pojawiły się niepokojące zmiany, takie jak guzki i stany zapalne. Cytologia powinna być wykonywana raz w roku, chyba że wcześniejsza wskazała na niepokojące zmiany, takie jak infekcje, obecność wirusa HPV czy nadżerki. W takim wypadku badanie powinno być powtórzone po sześciu miesiącach. Ten podstawowy test obowiązuje każdą kobietę do 70. roku życia, chyba że wcześniejsze wyniki wskazywały na nieprawidłowości. Wówczas z cytologii nie należy rezygnować do końca życia. USG piersi powinno być wykonywane raz w roku. Dzięki użyciu czułej aparatury mamy możliwość wykrycia nawet niewielkich guzków, a potem uzyskania skierowania na biopsję. Między badaniami kontrolnymi zaleca się samobadanie ręczne. Od niedawna na polskim rynku dostępne

42

MADEMOISELLE / 9/2017

jest także specjalne urządzenie do samokontroli, które przykłada się do piersi, a wyniki wysyłane są na aplikację mobilną, gdzie można odczytać ich analizę. USG transwaginalne często wykonuje się w pierwszych tygodniach ciąży, natomiast powinno ono również towarzyszyć każdemu badaniu cytologicznemu, bo pokaże to, czego cytologia nie będzie mogła. Czyli stan jajników, budowę anatomiczną miednicy czy ciążę pozamaciczną. USG pomoże także wykryć obecność torbieli lub niepokojących guzków. Badanie wykonuje się za pomocą sondy dopochwowej, której czułość wykrywa nawet niewielkie zmiany w narządzie rozrodczym. Badanie tarczycy jest bardzo proste, bo wymaga jedynie pobrania krwi. Dzięki niemu można sprawdzić stężenie TSH, czyli hormonu przysadki mózgowej, który jest odpowiedzialny za działanie tarczycy. Jego wynik może wskazywać na nadczynność lub niedoczynność, co w dalszej perspektywie jest podstawą do leczenia farmakologicznego. Test jest wskazany zwłaszcza dla kobiet po 30. roku życia, które mają problem z zajściem w ciążę.

Jakie badania są wskazane dla kobiet po 50. roku życia? Oprócz standardowego pomiaru tętniczego, które należy wykonywać przynajmniej raz w miesiącu oraz badania stężenia glukozy, które jest konieczne dwa razy do roku, zwłaszcza u kobiet z nadwagą, istotnym badaniem będzie mammografia. Pozwala ona wykryć zmiany nowotworowe w gruczole piersiowym na kilka lat zanim staną się one poważne. Badanie polega na radiologicznym pomiarze stanu sutka. Podczas badania pierś jest umieszczana na małej podstawce, następnie dociskana z dwóch stron plastikową płytką. Dzięki temu pacjentka otrzymuje obraz rentgenowski zrobiony z dwóch stron. Pierwsze badanie zaleca się już po 40. roku życia, natomiast po 50. roku należy podwoić jego częstotliwość.


Lipidogram to inaczej badanie ilości cholesterolu i trójglicerydów we krwi. Jest konieczne, ze względu na zmiany miażdżycowe, które dotykają osób w wieku dojrzałym. Warto je wykonywać, nawet jeśli w rodzinie nie było przypadków choroby wieńcowej. Wszystkie kobiety, które palą, prowadzą siedzący tryb życia i nie dbają o dietę, a także osoby z nadciśnieniem tętniczym powinny badać się przynajmniej raz do roku. Pomiar wykonuje się na czczo przez pobranie krwi.

FOT. ISTOCK

Kolonoskopia w Polsce nie wszędzie jest traktowana jako badanie profilaktyczne. Pacjenci często dostają skierowanie dlatego, że skarżą się na problemy z wypróżnianiem lub dolegliwości jelitowe. Jednak ze względu na niemal epidemiologiczne występowanie nowotworów odbytu, okrężnicy i jelita grubego w krajach wysoko uprzemysłowionym, w tym także w Polsce, kolonoskopia powinna obowiązywać każdego po ukończeniu 50. roku życia, zwłaszcza jeśli dieta obfitowała w tłuszcze zwierzęce, małą ilość warzyw, a w rodzinie zdarzały się przypadki nowotworów. Warto pamiętać o tym, że rak jelita grubego jest drugim najczęściej występującym nowotworem.

MADEMOISELLE / 9/2017

43


jej ZDROWIE

WYBIELANIE ZĘBÓW FOT. ISTOCK

– fanaberia czy konieczność? Tekst: Aleksandra Lamek

K

tóra z nas nie marzy o pięknym, olśniewająco białym uśmiechu godnym hollywoodzkiej gwiazdy filmowej? To ważny atut nie tylko w relacjach damsko–męskich, ale także w życiu zawodowym. Jak zawalczyć zatem o upragnioną jakość naszych zębów?

Sporo osób widzi w wybielaniu zębów tylko kaprys ludzi, którzy przesadnie dbają o swój wygląd. A ten – nie oszukujmy się – jest w dzisiejszych czasach niezwykle ważny. Na szczęście obecnie mamy do wyboru całą gamę nowoczesnych metod, które pozwolą nam się cieszyć idealnie białym uśmiechem – obojętnie, czy wolimy zabiegi stomatologiczne czy chcemy postawić na naturalne, ziołowe metody. DOMOWE SPOSOBY NA BIELSZY UŚMIECH Istnieje kilka popularnych metod naturalnych, które możemy zastosować bez konieczności wizyty w gabinecie dentystycznym. Musimy być jednak ostrożni – wiele rad, które znajdują się w Internecie, może w rzeczywistości tylko nam zaszkodzić. Przede wszystkim nie należy dawać wiary temu, że różnego rodzaju kwasy czy substancje żrące są w stanie skutecznie i bezpiecznie wybielić nasze zęby (roztwory z kwasu cytrynowego, sody oczyszczonej czy soli). Owszem, jest szansa, że osiągniemy krótkotrwały efekt, ale przy okazji zniszczymy sobie szkliwo. A jak wiadomo, ta część zębów nie podlega odbudowie. Dodatkowo możemy poważnie podrażnić dziąsła. Najskuteczniejszą, domową metodą wybielania zębów jest po prostu… odpowiednia pielęgnacja. To podstawowy krok. Dlatego najpierw usuńmy u stomatologa kamień nazębny, wyróbmy nawyk regularnego mycia zębów, a dopiero potem weźmy się za zabiegi wybielające. W osiągnięciu wymarzonego celu pomogą nam: markowa pasta wybielająca, paski wybielające (zawierających specjalny żel, który powinien pozo44

MADEMOISELLE / 9/2017

stawać w kontakcie z zębami przez 30 minut) oraz wybielacze w sztyfcie lub pędzelku. Te ostatnie należy połączyć z pastą wybielająca, a efekty zobaczymy po 1–2 tygodniach. STOMATOLOG WYBIELI I WYLECZY Warto jednak zdawać sobie sprawę z tego, że skuteczniejszymi i bezpieczniejszymi sposobami wybielania są te, które może nam zaproponować dentysta. Jedną z najpopularniejszych jest wybielanie za pomocą specjalnej lampy. Przed zabiegiem zaleca się wykonanie zdjęcia w celu sprawdzenia rozległości przebarwień. Następnie, przy zachowaniu wszelkich środków ostrożności (okulary ochronne, rozwierak jamy ustnej), nakładany jest na zęby żel wybielający, a jego działanie spotęgowane jest skierowaną na zęby wiązką światła z lampy. Trwa to od 15 do 20 minut. Inną niezwykle popularną metodą jest wybielanie nakładkowe. W tym wypadku stomatolog wykonuje odpowiednie pomiary i wycisk naszego zgryzu, celem przygotowania specjalnej szyny. Na nią nakładany jest żel wybielający, który w zależności od wskazań, powinien przylegać do naszych zębów w dzień lub w nocy. Pamiętajmy jednak, że przed wybielaniem zębów (również tych martwych – niektóre gabinety oferują specjalne techniki do tego dostosowane) należy przede wszystkim wyleczyć wszystkie ubytki w jamie ustnej. Dopiero potem możemy przystąpić do wybielania zębów w gabinecie czy przy użyciu ogólnie dostępnych akcesoriów.


STOMATOLOGIA KOMPLEKSOWA • perio-orto-implantologia • estetyka biała i czerwona (dziąsła) • indywidualna charakteryzacja koron i licówek • wybielanie laserowe • znieczulenia komputerowe • leczenie stawu skroniowo-żuchwowego

www.periodental.com.pl @periodentalgdansk tel.

669 771 771

Ul. Kilińskiego 3A . Gdańsk Wrzeszcz .

Stary Browar

MADEMOISELLE / 9/2017

45


jej ZDROWIE

PRZEDWCZESNA

MENOPAUZA – powód do niepokoju? Tekst: Martyna Jakubowska FOT. ISTOCK

Ż

yjemy coraz dłużej, co jest zasługą zarówno postępów w medycynie, profilaktyki, jak i mody na zdrowy styl życia. Nic dziwnego zatem, że menopauza jest postrzegana jako konieczny i nieunikniony etap życia. Po jego przebyciu kobiety nadal są aktywne w wielu dziedzinach. Co jednak, gdy przekwitanie rozpoczyna się zbyt wcześnie?

Wcześnie, czyli kiedy?

Postępowanie terapeutyczne

Najczęściej przyjmuje się, że kobiety przechodzą menopauzę w wieku 45–55 lat. Przedwczesna menopauza wcale nie jest zjawiskiem niemal niespotykanym. W wieku 40 lat przechodzi ją około 1% kobiet. O wczesnym przekwitaniu mówimy, gdy pierwsze objawy menopauzy pojawiają się poniżej tej granicy wieku. Zalicza się do nich: • stopniową utratę regularności krwawienia miesięcznego i zaburzenia jego intensywności; • nadmierną suchość skóry; • skrajne wahania nastroju; • uczucie gorąca i nadmienią potliwość; • szybki przyrost masy ciała; • bezsenność; • napadowe kołatania serca.

Ponieważ przedwczesna menopauza może być objawem innego procesu chorobowego, postawienie takiej diagnozy musi poprzedzić wykonanie szczegółowych badań. Należy m.in. określić stężenia hormonów produkowanych przez jajniki (estrogen, progesteron) i przysadkę mózgową (FSH). Ponadto kontroluje się stężenia prolaktyny i hormonów tarczycy. Konieczne jest przeprowadzenie badania ginekologicznego, USG i cytologii. Współczesne leczenie farmakologiczne jest skuteczne i polega na wdrożeniu hormonalnej terapii zastępczej. W zależności od wyników badań, po kilku miesiącach jest możliwe przywrócenie cyklu miesiączkowego. Znaczącą rolę może odgrywać również modyfikacja diety i stylu życia.

Przyczyny przedwczesnej menopauzy Część przypadków przedwczesnej menopauzy nie ma związku ze stanem zdrowia i może być uwarunkowana dziedzicznie bądź genetycznie. Niemniej może być to również objaw choroby autoimmunologicznej, która może obejmować zahamowanie czynności jajników. Wcześniej w okres przekwitania mogą wejść kobiety bezdzietne lub te, które zdecydowały się urodzić dziecko w późniejszym wieku. Inne przyczyny przedwczesnej menopauzy to: • długotrwały i intensywny stres; • farmakoterapia lub operacja chirurgiczna; • niewłaściwa dieta; • nadużywanie alkoholu, palenie tytoniu. 46

MADEMOISELLE / 9/2017

Dlatego to ważne? Przedwczesne wygasanie czynności jajników może niekorzystnie wpływać na stan zdrowia kobiety. Główną przyczyną jest obniżenie stężenia estrogenu. Chroni on układ sercowo–naczyniowy – to właśnie dlatego kobiety w wieku rozrodczym znacznie rzadziej niż mężczyźni są narażone na ryzyko zawału serca czy udaru mózgu. Gdy tracą tę naturalną ochronę, zagrożenie wzrasta. Niedobór estrogenu odpowiada również za obniżenie gęstości kości, co sprawia, że rośnie ryzyko osteoporozy. O ile naturalne przekwitanie jest procesem nieodwracanym, przedwczesną menopauzę można i powinno się leczyć. Na pewno nie wolno lekceważyć żadnych objawów, które mogą świadczyć o pojawieniu się tego stanu.


LIPOSHAPE:

Twój wybór – Twoja nowa sylwetka LipoShape to nowoczesne, multifunkcjonalne urządzenie do wyszczuplania, modelowania sylwetki i zabiegów przeciwzmarszczkowych. Dzięki wykorzystaniu pięciu nowoczesnych technologii, efekty działania LipoShape są naprawdę spektakularne. Lipodermologia w połączeniu z falami radiowymi rozbija tkankę tłuszczową i rozmasowuje złogi cellulitu, wygładzając skórę. Zabiegi aktywują zarówno tkanki powierzchniowe, jak i głęboko położone, mobilizują komórki tłuszczowe, redukując ucisk na naczynia krwionośne wywołane przez cellulit.Wpływa to także na poprawę jakości skóry. Fale radiowe stymulują regeneracje kolagenu i elastyny ujędrniając skórę. Działanie fal radiowych wspomaga również metabolizm komórkowy i usuwanie toksyn z obszaru zabiegowego.

LipoShape to doskonały zabieg antycellulitowy, ujędrniający i wyszczuplający, który dodatkowo zwiększa elastyczność skóry, odżywia i dotlenia komórki. Dodatkową zaletą zabiegów LipoShape jest zmniejszenie napięcia mięśni. Metoda ta pozwala na uzyskanie efektów porównywalnych do liposukcji, ale jej zaletą jest bezinwazyjność z zachowaniem wysokiej skuteczności.

Chciałabyś przekonać się na własnej skórze o wszystkich zaletach LipoShape? Umów się już dziś na wizytę w Instytucie Urody Abacosun w Gdyni.

REKLAMA

MADEMOISELLE / 9/2017

47


jej BIZNES/ praca

MAKIJAŻ BIZNESOWY z nutką indywidualizmu

W

świecie biznesowym utarły się pewne trwałe wzorce dotyczące ubioru i makijażu. W ich skrajnej formie nie ma miejsca na choćby minimum szaleństwa czy indywidualności. Z tego powodu cierpi niejedna z nas, która w takim wydaniu czuje się jak kukiełka w mundurze, a co gorsza – nieświadomie tak też się zachowuje. Są firmy (na szczęście ich liczba ciągle spada), które narzucają dress code tak restrykcyjny, że nawet kolor lakieru do paznokci jest ściśle określony w regulaminie. Obrazowym i skrajnym przykładem takiego pracodawcy są niektóre linie lotnicze, które mają z góry określony nawet numer koloru szminki, jakiej mają używać ich stewardessy. Jednak nie tylko w służbie cywilnej można spotkać podobne restrykcje. Swoiste mundury oferują swoim pracownikom także niektóre korporacje. Część osób pieszczotliwie nazywa je np. pasiakami. Części ludzi pasuje taka zuniformizowana kultura organizacyjna, jednak nieco większe indywidualistki mogą mieć kłopot w odnalezieniu się w takiej kulturze firmy. Czy są skazane na ukrywanie swojej osobowości w czasie pracy? Zwykle jednak można przemycić odrobinę swojego stylu. Skupimy się tutaj na makijażu.

MARIKA KŁUSKIEWICZ Z wykształcenia psycholog i trenerka biznesu. Zawodowo odpowiedzialna za projekty rekrutacyjne, szkoleniowe, doradcze i CSRowe. W ciągu ostatnich kilku lat miała przyjemność współpracować z topowymi firmami na polskim rynku. Z powołania członkini zarządu Fundacji Młode Mamy, której celem jest wspieranie młodych i samotnych mam. Z pasji podróżniczka z namiotem na plecach i aparatem w ręku. FOT. ARCH. PRYWATNE

48

FOT. TOM PUMFORD

MADEMOISELLE / 9/2017


7KROKÓW Wykonanie klasycznego makijażu biznesowego wymaga dużej staranności i znajomości poszczególnych kroków. Są one jednak niezmienne od dekad i każda z nas może je opanować do perfekcji. Podstawą makijażu biznesowego jest dążenie do podkreślenia naszych atutów i możliwie najbardziej naturalnego wyglądu, tzw. make-up– no make-up. Pamiętając o tym, że rano mamy mocno ograniczony czas, wybierajmy kosmetyki wielofunkcyjne, które za jednym zamachem załatwią nam kilka obszarów w procesie doprowadzania naszej twarzy do porządku.

1.

W pierwszej kolejności należy dobrze poznać swoją cerę, gdyż odpowiedni dobór bazy to niemal połowa sukcesu. Najlepiej sprawdzają się tzw. inteligentne kremy, które z jednej strony mają funkcję matującą, a z drugiej strony nawilżą przesuszone obszary naszej twarzy.

2.

Następnie sięgamy po naszego największego przyjaciela – korektor. To dzięki niemu tuszujemy nasze niedoskonałości i doprowadzamy cerę do wyglądu niczym z pierwszych stron gazet. Często

umiejętne stosowanie korektorów powoduje, że nie musimy już obciążać naszej cery podkładem. Ale praca korektorami to wyższa szkoła jazdy – jest ich mnóstwo i różnią się nie tylko kolorem, ale i konsystencją. Na naszym rynku dostępne są korektory zielone, fioletowe, żółte, różowe, niebieskie, cieliste i białe. Do czego one służą? Korektor zielony najlepiej z nich wszystkich kryje czerwone plamki, trądzik, popękane naczynka, nawet rumieńce i inne wykwity na skórze. Żółty odcień korektora świetnie sprawdza się w ukrywaniu cieni pod oczami. Jest on o wiele lepszy od cielistego, który niejednokrotnie dodatkowo nam je uwypukla. Dzieje się tak, gdyż korektory działają na zasadzie znoszenia się barw przeciwstawnych, a przeciwieństwem sinego (filetowo– niebieskiego) jest właśnie żółty (podobnie jak kolorem przeciwstawnym do czerwonego jest zielony). Jeśli jednak cienie pod oczami mamy w kolorze brązowym, wówczas sięgamy po korektor różowy. On też tuszuje różnego rodzaju ciemniejsze plamki. Korektor o zabarwieniu fioletowym służy do neutralizowaniu żółtych przebarwień. Za jego pomocą można także ukryć ewentualne blizny.

FOT. ISTOCK

klasyki

Dzięki niebieskiemu korektorowi, który znosi kolor pomarańczowy, możemy wyrównać koloryt skóry, która została nadmiernie wyeksponowana na działanie słońca lub samoopalacza. Biały korektor stosuje się jako rozświetlacz pod oczy lub do tuszowania zmarszczek. Jego stosowanie wymaga już jednak wyższego stopnia fachowości, gdyż bardzo łatwo uzyskać efekt odwrotny do zamierzonego. Bardzo często wpadki z jego stosowaniem można zobaczyć w programach informacyjnych niektórych stacji telewizyjnych. Ukochany przez większość kobiet korektor o cielistym kolorze jest zazwyczaj pierwszym tego typu kosmetykiem w naszych torebkach. Początkowo zakrywamy nim wszystkie niedoskonałości, ale z czasem odchodźmy od tej praktyki. Po pierwsze nigdy idealnie nie zatuszuje defektu, po drugie niektóre jego odmiany pogłębiają kurze łapki i inne mikrozmarszczki.

3.

Jeśli mamy bardziej widoczne defekty cery, wówczas pokuśmy się o nieco cięższy kosmetyk w postaci podkładu, mając na uwadze, że musi on być perfekcyjnie dobrany do kolorytu naszej

MADEMOISELLE / 9/2017

49


jej BIZNES/ praca

skóry. W tym wypadku opłaca się nie oszczędzać. Lepiej sięgnąć po kosmetyk z wyższej półki, który dobrze i na wiele godzin kryje, matuje i nie zatyka porów.

4.

Puder to kosmetyk, dzięki któremu mamy uzyskać efekt naturalnego wykończenia. W tym celu używajmy więc ograniczonej ilości transparentnego, lekkiego, mineralizowanego kosmetyku, którym oprószymy przy pomocy pędzla dotychczasowy efekt pracy.

5.

Modelowanie twarzy jest kolejnym niezbędnym punktem makijażu. W przeciwnym razie nasza twarz będzie sprawiała wrażenie płaskiej. Modelujemy za

pomocą pudru w kolorze chłodnego brązu. Przyciemniamy nim miejsca pod kośćmi policzkowymi, po bokach żuchwy, podbródek i wszelkie inne miejsca, które chcemy optycznie wyszczuplić lub skrócić (np. nos, brodę, czoło). Trikiem pomagającym w modelowaniu jest stosowanie również pudru rozświetlającego w tych miejscach, które chcemy z kolei uwypuklić (np. środek czoła, kości policzkowe, przestrzeń pod łukami brwiowymi, grzbiet nosa itp.). Muśnięcie policzków różem nada twarzy zdrowy koloryt i świeżość. 6. Nasz naturalny biznesowy look niemal gotowy, najcięższa praca za nami. Pozostało podkolorować oczy, których makijaż ma pełnić rolę bar-

dziej korekcyjną niż ozdobną. Paleta barwna cieni do powiek w stricte biznesowym wydaniu jest stonowana: od delikatnych różów, po beże i brązy, aż po szarości. Zaleca się oczywiście ich matowe wydanie. U wielu z nas kolor skóry powiek różni się od koloru cery, w związku z tym nakładany cień ma za zadanie przykryć tę różnicę, więc i tutaj zachowujemy umiar. Rzęsy starannie tuszujemy, rozdzielając je i starając się nie obciążać ich zbyt dużą ilością kosmetyku. Włoski brwi przeczesujemy i lekko przyciemniamy, jeśli mamy je jaśniejsze od włosów.

7.

Usta delikatnie zaznaczamy pomadką w kolorze zbliżonym do naszego naturalnego koloru warg.

Jak tu zaszaleć? Mimo, że powyższy kanon makijażu biznesowego wyznaje zasadę make-up – no make-up to mamy tutaj spore pole do zaznaczenia swojej osobowości. Kształt brwi, który możemy dowolnie modelować dzięki ich regulacji, najlepiej nadaje charakter naszej twarzy. Możemy pokusić się o mocniejsze zaznaczenie oczu za pomocą eyelinera zaaplikowanego na zewnętrznej części górnej powieki, wychodząc nim nieco poza zewnętrzny kącik ku górze. Drugim sposobem jest roztarcie ciemnobrązowej kredki zaaplikowanej na wzór eyelinera. W ten sposób powiększymy też optycznie oko. Manipulowanie kolorami cieni i ich połyskliwością również jest dozwolone. Możemy korzystać z nieco szerszej palety barwnej (np. przygaszone zielenie, granaty, fiolety), bardziej połyskliwych (np. z drobinkami brokatu) lub z żywszych odcieni (pamiętając przy nich o odpowiednim umiarze, np. tylko w wewnętrznym kąciku oka). Szminki, mimo że w pierwotnej wersji makijażu biznesowego mają jedynie wyrównywać naturalny koloryt ust, mogą też być naszym polem manewru. Mamy do wyboru bogactwo beżów, różów, brązów oraz ogromną paletę błyszczyków. Jedynie ukochana przez nas wszystkie czerwień, jeśli pracujemy w mocno zhierarchizowanym środowisku, zarezerwowana jest dla kobiet na wyższych stanowiskach. Trzeba też pamiętać, że jeśli pokusimy się o intensywny kolor na ustach, musimy mieć na uwadze konieczność jego perfekcyjnego nałożenia i pilnowania, by z biegiem czasu był w niezmienionej formie.

Makijaż to zabawa, więc się nim bawmy!

Pamiętajmy tylko o podstawowej zasadzie – jeden mocny akcent naraz!

50

MADEMOISELLE / 9/2017


jej MUST HAVE

BIZNESOWE tournée

TO FOT. IS

CK

1.

3.

2. 4.

5.

6.

1. BALERINY SKŁADANE, BAGLLERINA, CENA: OD 350,00 ZŁ 2. CLARINS ODYSSEY MAKE-UP PALETTE, CENA: 124,00 ZŁ 3. KUBEK TERMICZNY, CONTIGO, CENA: 139,99 ZŁ 4. DŁUGOPIS, PARKER, CENA: 85,00 ZŁ 5. KOSMETYCZKA – ROSEGOLD, TED BAKER, CENA: 119,00 ZŁ 6. POWER BANK, VINSIC, CENA: 299,00 ZŁ 7. BRĄZOWA WALIZKA, GUESS, CENA: 549,00 ZŁ

7.

MAT. PROMOCYJNE

MADEMOISELLE / 9/2017

51


jej SEX/ związek

I ŻE CIĘ NIE OPUSZCZĘ... Tekst: Kamila Gulbicka

FOT. ISTOCK

Niedopasowanie temperamentów jest jedną z głównych podstaw składania wniosków o rozwód. Oto skuteczne sposoby, jak się dopasować, gdy żyjemy innymi rytmami.

52

MADEMOISELLE / 9/2017


SMUTNE STATYSTYKI Główny Urząd Statystyczny podaje, że każdego roku w Polsce rozwodzi się około 65 tysięcy małżeństw, czyli o 24 tysiące więcej niż w latach 90. Sytuacja ta nie jest charakterystyczna tylko dla Polski. W 2011 roku w krajach Unii Europejskiej ponad milion małżeństw zakończyło się rozwodem, a ich główną przyczyną była niezgodność charakterów. Wszystko wskazuje na to, że pożądanie i miło spędzany we dwoje czas to za mało, by małżeństwo było udane. Jak dowodzą statystyki, zrozumienie, wspólne zainteresowania i te same rytmy dnia mają ogromne znaczenia dla jakości wspólnego życia. Czy jest zatem możliwe, że pani skowronek ułoży sobie życie z panem sową, a wegetarianin z mięsożercą? I co zrobić, jeśli jedno z nas jest towarzyskim ekstrawertykiem, podczas gdy drugie stroni od ludzi i gwarnych spotkań?

SKOWRONKI I SOWY Ta typologia funkcjonuje w naszym społeczeństwie już od dwudziestu lat i określa dobowy rytm życia, który jest dla nas najbardziej konstruktywny. Skowronki to ci, którzy wcześnie wstają i szybko chodzą spać. W godzinach porannych osoby te są najbardziej twórcze i pełne energii, mają zapał do pracy oraz tryskają dobrym humorem. W godzinach popołudniowych i wieczornych zwalniają i poświęcają czas na regenerację. I kiedy sowy zaczynają życie około godziny 20.00, to skowronki są już w stanie przygotowań do snu. U sów natomiast następuje skok energetyczny, umożliwiający płodną pracę, która niejednokrotnie kończy się dopiero nad ranem. W takiej sytuacji wydaje się, że związek skowronka i sowy raczej długo nie wytrzyma. Jest jednak na to sposób. Kompromis. W ciągu dnia trzeba znaleźć przynajmniej godzinę lub dwie tylko dla związku. Niech będzie to czas, gdy oboje będziemy na podobnym poziomie energetycznym. Często jest to środek dnia, np. przerwa na lunch czy wspólny obiad około godziny 16.00. W całej sytuacji najważniejsze jest wzajemne poszanowanie trybu, jaki prowadzimy. Nie czyńmy z sowy skowronka ani nie róbmy ze skowronka sowy, bo skończy się to kłótnią. Jeśli macie wspólną sypialnię, skowronkowi pomogą stopery do uszu wkładane na noc, a sowie przyda się odrobina ciszy o poranku. Seks natomiast może być czasem wspólnym ogniwem, które złączy was w szczytowych formach, kiedy jeszcze jest jasno. Noc nie musi być najlepszą porą na miłość: najlepsza pora to taka, kiedy oboje macie tyle samo energii.

RÓŻNE DIETY, RÓŻNE POTRZEBY Badania pokazują, że z biegiem czasu ludzie, którzy żyją pod jednym dachem, stają się do siebie podobni. Zaczynają to samo jeść, oglądają te same programy i prowadzą podobny tryb życia. W przypadku diety, może wyjść to nam na zdrowie lub nie, w zależności od tego, kto w związku będzie grał rolę dominującą, a kto będzie oportunistą. Jeśli nasz

partner jest na diecie bezmięsnej lub bezglutenowej, istnieje duża szansa, że przejmiemy część jego zdrowych nawyków żywieniowych i wprowadzimy do jadłospisu nowe produkty, które mogą przynieść nam korzyści zdrowotne i fizyczne. Wspólna dieta łączy, podobnie jak sport, który razem uprawiamy. Bywa jednak, że dwie silne i niezależne jednostki będą upierały się przy swoich nawykach. W takiej sytuacji najkorzystniejszym sposobem jest potraktowanie różnic w sposób praktyczny i przyziemny. W przypadku diety mięsnej i wegetariańskiej ważna będzie autonomia zachowana w lodówce, jak i w naczyniach. Osobna patelnia i własna półka uratowała już niejedną parę. Partner, który nie stosuje żadnej diety, może w ramach kompromisu godzić się na jeden posiłek w tygodniu, który przygotuje partnerka/partner na diecie. Potraktujmy to jako wyzwanie i otwarcie się na nowe smaki. Dobrym rozwiązaniem jest również przygotowywanie posiłków z pewnym wyprzedzeniem, tak by obiady i kolacje, mimo że różne, jeść razem.

EKSTRAWERTYK KONTRA INTROWERTYK Carl Gustav Jung wyodrębnił 16 typów osobowości, z czego każdy można określić jako typ ekstrawertyczny lub introwertyczny. Para stworzona z dwóch różnych osobowości nie będzie miała łatwo. Bo o ile ekstrawertyk kocha sytuacje społeczne, w których może spotkać się z drugim człowiekiem, o tyle introwertyk będzie czuł się lepiej w samotności. Ponadto osoby ekstrawertyczne w towarzystwie kipią energią, a introwertycy zazwyczaj gasną. Różnie reagują również na stres i emocje. Introwertyk wycofuje się w sytuacjach konfliktowych i wymagających odwagi, a przed podjęciem decyzji chłodno kalkuluje wszystkie fakty, posiłkując się własną intuicją. Ekstrawertyk natomiast chętnie angażuje się w trudne sprawy i często działa impulsywnie, żałując potem podjętych decyzji. Czy związek dwóch różnie odczuwających osób może przetrwać? Bywa przecież, że osoby skrajnie różne przyciągają się jak magnes, bo inspirują się na poziomach, które dla drugiej osoby są niedostępne. Oprócz kompromisów sytuacyjnych, których taki ryzykowny związek będzie wymagał, ważna jest wzajemna otwartość względem cech, które ma partner, a których nam brak. Potraktujmy zatem związek jako okazję do nauki, która wydobędzie z nas nowe właściwości. Ekstrawertyk może rozwinąć intuicję i panowanie nad emocjami, introwertyk natomiast może nauczyć się lepiej zarządzać energią w sytuacjach towarzyskich. Twórca Psychologii Zorientowanej na Proces, Arnold Mindell, twierdzi, że związek z konkretną osobą powstaje z przyczyn, które stają się jasne dopiero po latach. To, że jesteśmy w głębokiej relacji z kimś tak różnym od nas świadczy o tym, że nasza podświadomość jest głęboko zainteresowana tym, co druga osoba przejawia. Na przykład jej szczodrością, gdy my jesteśmy niepoprawnie oszczędni lub jej odwagą i spontanicznością, kiedy nasze wybory cechuje rozwaga i wieczna wątpliwość. Jak twierdzi Mindell, który jest ze swoją żoną, Amy, już od ponad czterdziestu lat, wchodzimy w związek nie po to, by było miło, lecz po to, by wspólnie rozwijać i poszerzać własną świadomość.

MADEMOISELLE / 9/2017

53


jej URODA/ stres oksydacyjny

Tekst: Alicja Skibińska

STRES OKSYDACYJNY – winowajca problemów z cerą 54

MADEMOISELLE / 9/2017


Czujesz się zmęczona, pozbawiona energii, a twoja cera stała się szara i pozbawiona blasku? Winowajcą może być stres oksydacyjny. Są to zaburzenia równowagi organizmu, które wywołują rozmaite konsekwencje: od pogorszenia wyglądu skóry, aż po wiele poważnych chorób. Jakie są przyczyny tego stanu i jak się przed nim uchronić?

CZYM JEST STRES TLENOWY? Nie od dziś wiadomo, że zdrowie i kondycja całego naszego organizmu zależą od równowagi w jego wnętrzu. Wiele substancji, z których składa się ludzkie ciało, ma charakter antagonistyczny, co oznacza, że zwalczają się wzajemnie. Brak zbalansowania między nimi może wywoływać poważne konsekwencje dla naszego funkcjonowania.

FOT. FOTOLIA

Stres oksydacyjny to nic innego jak zaburzenia równowagi pomiędzy szkodliwymi wolnymi rodnikami a zwalczającymi je antyoksydantami. Zarówno jedne, jak i drugie naturalnie występują w naszym ciele i są niezbędne do prawidłowego przebiegu wielu procesów życiowych. Wolne rodniki to atomy z jednym niesparowanym elektronem na powłoce, a antyoksydanty (przeciwutleniacze) to cząsteczki, które mogą oddać swój elektron, tym samym dezaktywując wolny rodnik. Te ostatnie powstają podczas każdego oddechu. Gdy organizm przetwarza tlen na energię, część jego cząsteczek uwalniana jest w postaci tzw. wolnych rodników tlenowych („utleniaczy”). Z powodu posiadania niesparowanego elektronu, cząsteczki te nieustannie dążą do odebrania jednego elektronu innej cząsteczce. Proces ten prowadzi do jej uszkodzenia oraz zaburzenia jej funkcjonowania. To dość zaskakująca informacja: wszyscy wiemy przecież, że tlen to jeden z najważniejszych pierwiastków i jest nam niezbędny do życia, ponieważ wiele istotnych reakcji w naszym ciele zachodzi przy jego udziale. Jednak zarówno on, jak i jego związki w niektórych przypadkach potrafią być toksyczne i prowadzić do uszkodzeń tkanek oraz narządów.

Wolne rodniki mogą uszkadzać błony komórkowe, niszcząc białka odpowiadające za wzrost komórek, a nawet potrafią niszczyć DNA, prowadząc do poważnych mutacji. W skrajnych przypadkach powoduje to śmierć komórki. Destrukcyjny wpływ wolnych rodników ograniczany jest przez przeciwutleniacze, które oddają im swój wolny elektron, usuwając ich nadmiar z organizmu. Gdy następuje wzrost produkcji wolnych rodników lub spadek aktywności antyoksydantów, dochodzi do stresu oksydacyjnego.

PRZYCZYNY I SKUTKI ZABURZEŃ RÓWNOWAGI Na wystąpienie stresu tlenowego wpływa wiele czynników. Część z nich ma charakter wewnętrzny – przede wszystkim wiek, który osłabia mechanizmy obronne organizmu. Zaś do zewnętrznych przyczyn stresu oksydacyjnego należą: •

stres oraz życie w ciągłym napięciu,

nieregularny tryb funkcjonowania,

zanieczyszczenia środowiska,

regularny, bardzo intensywny wysiłek fizyczny,

palenie tytoniu,

nadmierna ekspozycja na promienie słoneczne,

kontakt z tlenkami azotu oraz z metalami ciężkimi: ołowiem, kadmem i rtęcią (poprzez spożywaną żywność lub spaliny samochodowe),

MADEMOISELLE / 9/2017

55


jej URODA/ stres oksydacyjny

niewłaściwa dieta, m.in. spożywanie wysoko przetworzonych produktów, spleśniałych warzyw i owoców (odkrajanie zepsutej części i zjadanie reszty), produktów wędzonych, smażonych i przypalonych oraz alkoholu, zażywanie niektórych leków, np. antykoncepcyjnych, antydepresyjnych, sterydowych i antykoagulantów.

Stres oksydacyjny wykazuje negatywny wpływ zarówno na nasze zdrowie, jak i wygląd. Jako że w pierwszej kolejności utleniają się kwasy tłuszczowe (lipidy) błon komórkowych skóry, białka strukturalne (zwłaszcza kolagen) oraz białka enzymatyczne, włókna kolagenu budujące skórę ulegają osłabieniu. Wolne rodniki mogą przyczyniać się do zakłócenia wzrostu tkanek, powodować zmiany w metabolizmie i funkcjonowaniu komórek, być przyczyną uszkodzenia struktur lipidowych i białkowych. Zaburzenia te skutkują wolniejszym gojeniem się ran, przyspieszeniem zaniku tkanki skórnej, rozstępami, cellulitem oraz powstawaniem zmarszczek. To właśnie nasza skóra jest miejscem, na którym najszybciej możemy zauważyć skutki stresu tlenowego. Niepokojącymi objawami są utrata witalności i energii, pojawienie się drobnych zmarszczek, nadmierna suchość, przebarwienia oraz niejednolity kolor cery. Warto podkreślić, że proces starzenia się rozpoczyna się już u dwudziestokilkulatków, jednak pierwsze objawy pojawiają się zazwyczaj po trzydziestym roku życia. Organizm traci swoją wydolność, a w konsekwencji przestaje sobie radzić z szybką odbudową kolagenu i regeneracją

56

MADEMOISELLE / 9/2017

zniszczonych komórek skóry oraz zapewnianiem jej prawidłowego nawilżenia. Nadmiar wolnych rodników prowadzi do uszkodzenia naczyń, a także do utleniania „złego” cholesterolu LDL w śródbłonku naczyń krwionośnych, a w konsekwencji do rozwoju miażdżycy i związanych z nią chorób układu krwionośnego (np. zawału serca, udaru mózgu lub choroby wieńcowej). Do dolegliwości zdrowotnych wywoływanych przez stres oksydacyjny należą również czerniak, choroby neurodegeneracyjne (np. choroba Alzheimera lub Parkinsona), schorzenia oczu, płuc, żołądka, nerek oraz układu moczowego. Co możemy zrobić, jeśli w naszym organizmie brakuje antyoksydantów? Szkody spowodowane atakiem wolnych rodników w znacznym stopniu hamuje odpowiednia dieta. Przede wszystkim należy uzupełnić swój jadłospis o źródła witaminy C: natkę pietruszki, czerwoną i zieloną paprykę, brokuły, brukselkę, kalafior, truskawki, szpinak oraz owoce tropikalne (cytryny, grejpfruty, pomarańcze, kiwi). Do przeciwutleniaczy zaliczamy także witaminę E (obecną w olejach roślinnych, orzechach, migdałach, nasionach słonecznika, soi, ziarnach zbóż i zielonych warzywach liściastych) oraz witaminę A, czyli beta–karoten (jego źródłem są m.in. marchewka, suszone morele, kalarepa, jarmuż, mango i dynia). Nie należy zapominać również o innych związkach dezaktywujących wolne rodniki tlenowe, np. glutationie (występującym w awokado, szparagach i arbuzach) oraz koenzymie Q (który jest zawarty w sardynkach, makrelach, orzeszkach ziemnych i pistacjowych, soi, orzechach włoskich i sezamie).


Równie ważne jest odstawienie używek takich jak papierosy i alkohol, odpowiednia ilość snu, unikanie stresujących sytuacji oraz rekreacyjne uprawianie sportu. Warto także stronić od zanieczyszczonych miejsc i dbać o odpowiednie zabezpieczenie skóry przed szkodliwym działaniem promieni UV. Niestety, nie mamy wpływu na najważniejsze czynniki odpowiadające za kondycję skóry, takie jak kod genetyczny i uwarunkowania biologiczne. Możemy jednak wspomagać jej regenerację, stosując odpowiednio dobrane kosmetyki i zabiegi. Szczególnie skuteczna jest mezoterapia z koktajli witaminowych, która pozwala wprowadzić odżywcze substancje bezpośrednio w głąb zestresowanej skóry. Koktajle

aplikowane podczas zabiegu powinny zawierać witaminę C i E, kwas ferulowy, phloretin i koenzym Q. Nie należy bagatelizować objawów stresu oksydacyjnego, ponieważ stanowi on poważne zagrożenie nie tylko dla naszej urody, ale przede wszystkim dla zdrowia. Warto jak najwcześniej zwrócić należytą uwagę na stosowaną przez siebie dietę, unikać kontaktu z nikotyną, metalami ciężkimi oraz stosowania wielu leków. Bardzo ważne jest również opanowanie podstawowych technik relaksacji, dzięki którym będziemy w stanie ograniczyć występowanie stresu w naszym życiu codziennym, a tym samym uchronić się przed powodowanymi przez niego problemami zdrowotnymi.

REKLAMA

Mezoterapia igłowa rewitalizacja i głęboka regeneracja skóry

odmłodzenie | ujędrnienie nawilżenie | lifting

MADEMOISELLE / 9/2017

57


jej URODA / masaż

Tekst: Kamila Gulbicka

Tajski, ajurwedyrski czy lomi lomi? Jak masaż wpływa na ciało i jego kondycję? Które masaże bolą, które pachną, a które odprężają? Poznaj charakterystykę każdego z nich i dobierz do własnych potrzeb. SKĄD SIĘ WZIĄŁ MASAŻ? Pierwsze masaże były znane już w okresie starożytnej Grecji. Hipokrates polecał go przy poważnych schorzeniach, a olimpijczycy wcierali w swoje ciała oliwę przed i po wyczerpującym treningu. Jednak najnowsze odkrycia wskazują, że to Indie i Chiny były miejscem narodzin tej manualnej techniki. Niewątpliwie dobrą sławę i upowszechnienie zapewnił jej pewien francuski lekarz, Ambroży Pare, który w XVI wieku po wielu badaniach ogłosił ją skuteczną metodą leczenia.

MASAŻ TAJSKI Wydawać by się mogło, że pochodzi z Tajlandii, bo przecież na to wskazuje jego nazwa. Tymczasem ta technika ma korzenie w Indiach i garściami czerpie z filozofii buddyzmu, hinduskiej jogi oraz ajurwedy. Wykorzystując wiedzę o meridianach, czyli liniach energetycznych, masaż tajski jest formą głębokiego ucisku, podczas którego mięśnie są rozmasowywane w sposób rytmiczny i powolny, aż ciało zupełnie się rozluźni. Aby pomóc mięśniom pozbyć się napięcia, masażysta często wykorzystuje własne stopy, łokcie i kolana, nierzadko powodując ból. Jest on jednak konieczny, aby mięśnie się całkowicie rozluźniły. Zabieg trwa 1,5 godziny i najczęściej jest wykonywany na macie lub podłodze. Nie stosuje się podczas niego się żadnych olejków i balsamów. Polecany jest zwłaszcza dla osób z nagromadzonymi toksynami w organizmie, chorym na depresję i przemęczonym. 58

MADEMOISELLE / 9/2017

FOT. FOTOLIA

Jego popularność wzrosła, gdy przestał stanowić jedynie formę regeneracji organizmu, a zaczął być postrzegany jako ratunek przy fizycznych kontuzjach i urazach. Dobrze wykonany masaż pozwala pozbyć się uciążliwego bólu mięśni, odpręża, rozgrzewa, odblokowuje słaby przepływ energii, regeneruje tkanki i korzystnie wpływa na samopoczucie. Jeśli jeszcze nie korzystałaś z tej formy relaksu, powinnaś poznać jej dobroczynne właściwości. MASAŻ AJURWEDYJSKI W przeciwieństwie do tajskiego, ta metoda zalicza się do masaży oleistych. Podczas zabiegu, masażysta dobiera odpowiedni olejek do typu doshy danej osoby. Dosha to inaczej mieszanka bioenergii zwanych pitą, vattą i kaphą. Najpierw masażysta sprawdza skórę i energię klienta, by określić jego typ. Dopytuje o dolegliwości, styl życia oraz potrzeby i na bazie tej wiedzy dopasowuje technikę, zakres i rodzaj płynu. Masaż jest ledwie częścią filozofii, więc dla pełnego efektu zaleca się również stosowanie odpowiedniej diety, wykluczenie niektórych pokarmów z jadłospisu oraz uprawianie ruchu, który pomoże energii swobodnie krążyć w ciele. Zabieg wraz z wywiadem trwa około godziny. Po nim warto włożyć na siebie wygodny i niekrepujący strój, ciało po zabiegu będzie bowiem mocno natłuszczone. Masaż zwiększa odporność organizmu, pomaga się odprężyć po trudnym okresie i przynosi głębokie uspokojenie.


LOMI LOMI

MASAŻ DŹWIĘKIEM

Słowo lomi oznacza uciskać, ugniatać, masować. Technika ta powstała na Hawajach i wywodzi się z filozofii Huny, według której energia o nazwie mana przenika świat i pomaga wszystkim żyjącym istotom osiągnąć harmonię. Celem Lomi Lomi jest wyrównanie równowagi ciała i ducha, a poprzez swoje głębokie działanie często nazywany jest terapią dotyku. Masażysta uciska całe ciało z wyjątkiem miejsc intymnych, a dotyk jest mocno regeneracyjny. Zabieg trwa około dwóch godzin, warto więc wcześniej poprosić o nagrzanie gabinetu. Dzięki naciskaniu wszystkich partii mięśni można uwolnić się od stresu i napięcia psychicznego, a także pozbyć się resztek traum, które ciało zapisało w tkankach. Lomi Lomi jest formą dobrego, przyjaznego dotyku, przywołującego na myśl dotyk matki i dziecka czy długoletnich kochanków. Zdarza się, że podczas sesji uwalniamy się od emocjonalnych zadr i starych ran, płaczemy lub zaczynamy się śmiać.

Ta technika różni się od pozostałych, bo zamiast dotyku stosuje się masaż dźwiękiem wydobywającym się z tybetańskich mis i gongów. Metoda pochodzi z Nepalu, a najstarsze źródła wskazują, że ta technika była stosowana nawet 5–8 tysięcy lat temu. Masaż dźwiękiem sprawdzi się u osób nieśmiałych, które nie są gotowe na to, by się rozebrać lub nie przepadają za dotykiem obcych osób. Można go również wykonywać w tygodniu, bo trwa zaledwie czterdzieści do pięćdziesięciu minut. Podczas zabiegu do wybranej partii ciała przykłada się misę i poprzez małe uderzenia wyzwala z niej wibrujące dźwięki, które przenikają ciało i umysł. Ta technika harmonizuje na poziomie komórkowym i wyzwala procesy samouzdrawiania. Ponadto jest jedną z najgłębszych form relaksu znanych na Zachodzie, często stosuje się ją grupowo na warsztatach jogi i medytacji.

REKLAMA

MADEMOISELLE / 9/2017

59


jej URODA / miejsce

PIĘKNA TWARZ na wyciągnięcie ręki Tekst: Katarzyna Lepianka–Głuszkiewicz

Podstawą dobrego wyglądu jest zadbana twarz. Każda kobieta stara się ją regularnie nawilżać, stosując krem na dzień i na noc, a przynajmniej raz w tygodniu nakładać odpowiednią maseczkę – nawilżającą, liftingującą lub oczyszczającą. Mimo stosowania tych zabiegów, nie zawsze otrzymujemy satysfakcjonujący efekt. Dlatego warto skorzystać z profesjonalnych zabiegów na twarz, żeby cieszyć się piękną skórą od razu!

C

enote SPA w hotelu Hanza w Gdańsku to idealne miejsce odprężenia oraz regeneracji ciała i umysłu w komfortowej atmosferze. Można tu skorzystać z szerokiego wyboru masaży, zabiegów na twarz i ciało, a także manicure i pedicure. Zabiegi wykonywane są z wykorzystaniem ekskluzywnych kosmetyków organicznych – szwedzkiej marki M. Picaut oraz profesjonalnej francuskiej linii Thermes Marins de Saint–Malo. Poniżej znajdziecie opisy kilku zabiegów na twarz, które przyniosą oczekiwane efekty.

ZABIEG KAWIOROWY M. PICAUT Zabieg pielęgnacyjny na twarz z kawiorem i algami dodaje cerze blasku. Pielęgnacja, ze względu na swój bogaty skład, działa antyoksydacyjnie, przeciwzmarszczkowo, odżywczo, przyspiesza odnowę komórek. Ma również szerokie działanie nawilżające, dostarcza składników niezbędnych do prawidłowego wzrostu i spójności tkanek oraz poprawia jędrność cery. ZABIEG KOJĄCO–NAWILŻAJĄCY M. PICAUT Jego unikatowy skład gwarantuje cerze optymalny poziom nawilżenia oraz ukojenie skórze z problemem rozszerzonych naczyń i skłonnością do podrażnień. Idealny dla cer naczyniowych i skóry wrażliwej. ZABIEG PRZECIWZMARSZCZKOWY M. PICAUT

FOT. FOTOLIA

Zabieg przywraca jędrność i elastyczność skórze, wygładza okolice oka. Masaż z elementami akupresury powoduje spłycenie istniejących zmarszczek i bruzd. Zastosowana podczas zabiegu aksamitna maska daje widoczny efekt odmładzający. Doskonały zabieg liftingujący przed wielkim wyjściem, kiedy szczególnie zależy nam na idealnym wyglądzie.

60

MADEMOISELLE / 9/2017

Zabiegiem, na który warto zwrócić wyjątkową uwagę, jest japoński cosmolifting. Ta opcja to jak 10 w 1! To intensywny zabieg manualny o silnym działaniu liftingującym wykonywany przy użyciu ekologicznych i naturalnych kosmetyków. Gwarantuje natychmiastowe efekty odmłodzenia poprzez masaż mięśni oraz stymulację 21 punktów akupresury twarzy w połączeniu z liftingiem i drenażem limfatycznym. Jak zapewniają osoby, które go wykonują, jest to niechirurgiczna, nieinwazyjna alternatywa dla zabiegów chirurgii plastycznej i medycyny estetycznej. Ponadto zabieg poprawia owal twarzy, pobudza głębokie warstwy naskórka do regeneracji, usuwa toksyny i ujędrnia skórę, spłyca zmarszczki mimiczne oraz rozświetla cerę. Czyż nie jest to oferta idealna? Zapraszamy do Cenote Hanza Spa!


jej MUST HAVE

1.

3. 2.

ZATRZYMAJ

brąz

5.

6.

4. 1. ESTEE LAUDER BRONZE GODDESS, CENA 140 ZŁ 2. ESTEE LAUDER BRONZE GODDESS, CENA 57 ZŁ 3. HONEY BRONZE BODY SHOP TINTED LEG, CENA 121 ZŁ 4. SHISEIDO SAMOOPALACZ, CENA 139 ZŁ 5. HONEY BRONZE HIGHLIGHTING DOME, CENA 39 ZŁ 6. HONEY BRONZE SHIMMERING DRY OIL, CENA 79 ZŁ MADEMOISELLE / 9/2017

61


jej MODA/ rozmowa

CYVONYUK – Klasyka przyszłości Tekst: Katarzyna Lepianka-Głuszkiewicz

S

treetwearowa lekkość idąca w parze z doskonałą jakością tkanin i najwyższą dbałością o szczegóły – oto cechy charakterystyczne marki CYVONYUK. O pasji tworzenia pięknych ubrań rozmawiamy z jej założycielką, Aleksandrą Cywoniuk. Jak długo dojrzewał w tobie pomysł o stworzeniu własnej marki? Modą pasjonowałam się od najmłodszych lat. Moją pierwszą interaktywną zabawką, kupioną przez rodziców, była gra Rewia Mody (śmiech). Godzinami tworzyłam w niej stylizacje. Nawet zabawa lalkami sprowadzała się wtedy do komponowania i szycia strojów. Codziennie rysowałam po kilka sylwetek, ubierając je na kartce w wymyślne kreacje. Chyba już w dzieciństwie podjęłam decyzję o byciu projektantką mody. Wcześniej, jak każda mała dziewczynka, marzyłam o zostaniu modelką, ale nikt nie podzielał wtedy mojego entuzjazmu. Nie zostało mi więc nic innego, niż stać się projektantką mody – w końcu to pokrewna profesja. Początki zawsze są trudne, powiedz zatem, z czym na początku miałaś największy problem?

ALEKSANDRA CYWONIUK CYVONYUK

62

MADEMOISELLE / 9/2017

Wydaje mi się, że najtrudniejsze były dla mnie wszystkie te rzeczy, które nie są bezpośrednio związane z branżą modową. Mam na myśli kwestie księgowe, urzędowe, prawne i organizacyjne. Każdy dzień zaczynam od spraw typowo biznesowych. Na początku obsługa skrzynki e–mail i social mediów, rozmowy dotyczące współpracy, negocjacje umów, kontakty z prasą i mediami, obsługa klientów i regulowanie kwestii finansowych. Potem konsultacje z grafikiem, szwalnią, prawnikiem i księgowym. W tej branży ludzie pracują non stop – zdarzało mi się prowadzić rozmowy biznesowe o godzinie 23. w niedzielę. Zgranie tych wszystkich elementów i próby wydłużenia doby chociaż o godzinę są dla mnie najtrudniejsze. Wiele osób nie zdaje sobie sprawy z tego, co się kryje za prowadzeniem takiej działalności.


MADEMOISELLE / 9/2017

63

FOT. MAT. PROMOCYJNE

FOT. MAT. PROMOCYJNE


FOT. MAT. PROMOCYJNE

FOT. MAT. PROMOCYJNE

64

MADEMOISELLE / 9/2017


Z kim współpracujesz przy tworzeniu kolekcji i jak wygląda proces od pomysłu do realizacji danego modelu? Czy sama szyjesz, czy tylko przygotowujesz prototypy? Wychodzę z założenia, że jeżeli chcesz mieć coś dobrze zrobionego, to zrób to sam. Jestem wymagająca i wiem, czego chcę. Początkowo sama tworzyłam wszystkie ubrania. Ukończyłam szkolenia krawieckie, projektowe i konstrukcji odzieży. Kupiłam własną maszynę i sama zaczęłam tworzyć prototypy. Niestety, mimo moich najszczerszych chęci, musiałam zmienić plany. Po pierwsze: moja maszyna nie jest w stanie oferować przemysłowej jakości wykończenia ubrań. Po drugie: jest wielu specjalistów, którzy są ode mnie lepsi w krawiectwie. Po trzecie: własna działalność to nie tylko tworzenie ubrań – zwyczajnie brakowało mi na wszystko czasu. W rezultacie nawiązałam współpracę z doświadczoną szwalnią. Na bazie moich rysunków i tego, co do tej pory udało mi się samodzielnie stworzyć, opracowałyśmy modele konstrukcyjne. Odszyłyśmy masę prototypów, aby ubrania zaspokajały potrzeby najbardziej wymagających klientów. Ustaliłyśmy wykończenia poszczególnych modeli. W międzyczasie odbyłam długą drogę w poszukiwaniu odpowiednich materiałów i dodatków pasmanteryjnych. Współpracowałam z introligatorniami i zakładami graficznymi, w celu przygotowania metek i opakowań. Wszystko to przedstawiam w dużym uproszczeniu. Wiem, że kładziesz ogromny nacisk na jakość tkanin. Z jakich materiałów jest wykonana aktualna kolekcja? Które są ci najbliższe? Przy doborze materiałów do wykonania kolekcji głównym kryterium był naturalny skład. Na szczęście coraz więcej osób jest świadomych tego, jaki wpływ na zdrowie i komfort naszego ciała ma skład ubrań, które nosimy. Dlatego w mojej kolekcji stosuję eleganckie,

bawełniane tkaniny o subtelnym satynowym wykończeniu, codzienne dzianiny bawełniane jak i ekskluzywne, włoskie jedwabie. Podszewki nie są poliestrowe, a wiskozowe, czyli wykonane z celulozy zawartej w bawełnie. Owszem, w naszych materiałach są też minimalne dodatki sztucznych surowców. Jednak jest to związane z komfortem. Jako przykład weźmy body, które jeżeli nie będą elastyczne, to albo będą naciągać materiał na plecach i ramionach, albo w kroku. Jestem przekonana, że nikt w takim ubraniu nie czułby się komfortowo. A co cię najbardziej pociąga w tej pracy? Które zadania związane z własną firmą sprawiają ci najwięcej przyjemności? Z jednej strony w modzie uwielbiam to, że w wysmakowany i naturalny sposób przedstawiamy siebie. To, że poprzez subtelne akcenty w ubiorze nadajemy charakter własnej osobie. Lubię podkreślać to, że nachalność stroju nie jest konieczna do pokazania wyjątkowości. Uwielbiam, kiedy moda podkreśla klasę kobiety. Z drugiej strony, pasjonuje mnie w tej branży tempo życia, to że tryb dnia jest elastyczny i zawsze inny. Mnóstwo energii dodaje mi kontakt z inspirującymi osobami, kreatywnymi ludźmi z pasją. Codziennie mam kontakt z redaktorami magazynów, blogerkami, fotografami, modelkami, wizażystkami, grafikami, managerami concept store’ów i wieloma innymi. Ci ludzie prowadzą nieszablonowy tryb życia i pokazują, że praca może być czymś więcej niż tylko źródłem pieniędzy. W którą stronę chcesz rozwijać swoje działania? Czy myślisz o stworzeniu kolekcji męskiej, dziecięcej, czy chcesz się skupić tylko na ubraniach dla kobiet? Początkowo miałam bardzo ambitny plan. Chciałam stworzyć miejsce, w którym będę oferować nie tylko REKLAMA

MADEMOISELLE / 9/2017

65


jej MODA/ MODA /rozmowa działo się

modę, ale cały styl życia. W moim sklepie miałyby być dostępne nie tylko ubrania, ale także obuwie, galanteria i biżuteria, jak również akcesoria i dodatki do domu. To bardzo wymagająca koncepcja i na tym etapie niemożliwa do zrealizowania, ale oczywiście tak łatwo się nie poddaję! Na razie mam kilka mniejszych, ale równie interesujących pomysłów, które na pewno zaciekawią moje klientki. Na dzień dzisiejszy nie myślę o kolekcji dziecięcej, ani męskiej, ale jak to się mówi – nigdy nie mów nigdy. Dla kogo, według Ciebie, są Twoje ubrania? Jaka powinna być twoja klientka? Moje ubrania są dla osób nieoczywistych, ale wyrazistych. Kobiet wiernych swojemu wizerunkowi i osobowości. Klientek, dla których moje ubranie pomimo, że jest nietypowe, nie będzie przebraniem. Nie ukrywam, że w większości będą to kobiety, które interesują się światową modą. Wydaje mi się, że moje ubrania mogą być trudne dla klientek, które nie są na bieżąco z trendami. Moje projekty należą do kategorii produktów, które albo się kocha albo nienawidzi. Jakie masz plany wobec swojej marki? Czy następne kolekcje będą wypuszczane regularnie? Mój plan na razie skupia się na tworzeniu autentycznego i spójnego wizerunku oraz na zwiększaniu rozpoznawalności. Dużo czasu zajmuje zdobycie zaufania klientów. Planuję regularność, ale jeszcze w aktualnej kolekcji pojawi się kilka nowości. Nie zamykam się też na pomysły, które powstają w międzyczasie. A marzenia? Moje największe marzenie właśnie się spełnia. Wszystko inne, co w życiu najważniejsze, już mam.

FOT. MAT. PROMOCYJNE

Twoje ubrania to... w trzech zdaniach...?

66

MADEMOISELLE / 9/2017

Moje ubrania to nonszalancja w stylu high fashion, ale jednocześnie lekkość i subtelność. Nie jest to łatwa moda, ale dla odpowiedniej klientki będzie stanowić idealne wyrażenie własnego stylu i osobowości. Łączy ponadczasowe fasony z wyjątkowym i niepowtarzalnym stylem.


jej MUST HAVE

NOMAD

jesień/zima ZARA

metalowe kolczyki z chwostami 49,90 PLN

sweter oversize z pomponami 139,90 PLN

długa asymetryczna tunika 239,90 PLN

tekstylne klapki typu mules 159,90 PLN

sukienka średniej długości z nadrukiem 199,90 PLN

MAT. PROMOCYJNE

MADEMOISELLE / 9/2017

67


jej MUST HAVE

błyszczące spodnie żakardowe 139,00 PLN żakardowy płaszcz z haftem 359,00 PLN sweter z kontrastowymi ściągaczami 199,00 PLN aksamitne sandały na platformie z ozdobną kokardą 239,00 PLN

MAT. PROMOCYJNE

68

MADEMOISELLE / 9/2017

NOMAD / ZARA jesień/zima


jej KULTURA/ działo się

Wydarzenia PATRONOWANE MARKA WSPIERA MARKĘ – TRZECIA EDYCJA 9 WRZEŚNIA 2017 GDYNIA Już 9 września 2017 Gdynia po raz kolejny połączy polskich projektantów. W przepięknym budynku Muzeum Miasta Gdyni, odbędzie się pokaz polskich projektantów w ramach 3. edycji wydarzenia multibrandowego „Marka Wspiera Markę”. Nawiązując do tradycji Gdyni – miasta zbudowanego dzięki marzeniom o stworzeniu polskiego „okna na świat” – organizatorzy wydarzenia stawiają również na nowoczesność, gotowość otwarcia się na nowe wyzwania, współpracę marek i dobry design. Patronem honorowym wydarzenia jest Prezydent Gdyni Wojciech Szczurek.

Gość specjalny Gościem specjalnym 3. edycji projektu „Marka Wspiera Markę” będzie Maciej Zień. Od wielu lat jedna z najwybitniejszych postaci na polskiej scenie mody. Twórca luksusowej marki, utożsamianej z klasą i elegancją. W Gdyni Maciej Zień zaprezentuje swoją najnowszą kolekcję „First Lady” inspirowaną stylem Pierwszych Dam – tych, które często były ikonami stylu i wzorem dla kobiet nie tylko w swoich krajach. Być może projektant przygotuje dodatkowo jeszcze jakąś niespodziankę... ale o tym przekonamy się dopiero 9 września.

Co nowego… W 3. edycji projektu „Marka Wspiera Markę” Organizatorzy dają możliwość projektantom zaprezentowania sylwetek ze swoich najnowszych kolekcji. Dzięki temu będziemy mieli okazję zobaczyć propozycje m.in. od La Metamorphose, Furelle, De La Fotta czy Taranko na jesień–zimę 2017/18 oraz poznać trendy, jakie zdominują nadchodzący sezon. – Nie odchodzimy jednak od głównej idei projektu, która opiera się na zasadzie współpracy i łączenia marek, dlatego w czasie pokazu prezentowane będą również stylizacje składające się z kolekcji różnych projektantów, tych już znanych i tych stawiających swoje pierwsze kroki w świecie mody. – wyjaśnia Anna Szubert z Personal Branding Polska, pomysłodawczyni i organizatorka pokazu – Tym razem do współpracy i ich przygotowania zaprosiliśmy Natalię Turkenich, stylistkę, doradcę personalnego i analityka rynku mody, założycielkę Agencji Turkenich Style i Szkoły Stylu w Moskwie. Jest to również kolejny krok do realizacji naszego marzenia o stworzeniu eventu, który ma być najbardziej prestiżowym wydarzeniem lokalnym, ale jednocześnie o międzynarodowym zasięgu. Wiem, że to śmiała wizja, ale dzięki pracy całego zespołu i współpracy z naszymi partnerami staramy się ją konsekwentnie realizować. Wielu naszych polskich projektantów tworzy kolekcje na światowym poziomie i śmiało mogą myśleć o wejściu na zagraniczne rynki. Organizatorzy wieczoru multibrandowego „Marka Wspiera Markę” zapraszając do współpracy międzynarodowych gości i potencjalnych klientów chcą dać szansę polskim twórcom do nawiązania kontaktów zawodowych.

Młodzi projektanci Misją projektu „Marka Wspiera Markę” jest również promocja młodych projektantów, stawiających dopiero pierwsze kroki na rynku mody, dlatego przy tej edycji Organizatorzy zaprosili do współpracy absolwentów krakowskiej Szkoły Artystycznego Projektowania Ubioru. Swoje projekty zaprezentują Ewa Chojnacka, tworząca kolekcje pod marką Hojnatzka i Maciej Soja. Pojawi się również zupełnie nowa marka torebek The Mood. Nie ma dobrego wydarzenia bez dobrego konferansjera. Tym razem do prowadzenia pokazu "Marka Wspiera Markę" został zaproszony Mateusz Hładki. Wydarzenie nie mogłoby się jednak odbyć bez wsparcia sponsorów i partnerów projektu: Oceanic, Holistic Clinic, Muzeum Miasta Gdyni, Link to Poland, MINI Zdunek oraz Villa Antonina. Wśród patronów medialnych projektu znaleźli się: Magazyn Madame, Monogram, Moda w Polsce, Mademoiselle, Prestiż, Magazyn Pomorski, Fashion Biznes i Link to Poland.

Zapowiada się naprawdę niezapomniany wieczór i warto być w Gdyni 9 września! MAT. PROMOCYJNE

MADEMOISELLE / 9/2017

69


jej MODA

– nowy adres modowy na mapie Gdańska

Jeśli chcesz podkreślić swój indywidualny styl, który pozwala Ci wyróżnić się z tłumu nie może Ciebie u nas zabraknąć. Zaznaczyliśmy swoją obecność na gdańskiej Starówce przy ul. Grobla III 17-18 (wejście od ul. Straganiarskiej). A już 9 września otwieramy nowy butik przy ul. Grunwaldzkiej 124 w Gdańsku Wrzeszczu ( róg de Gaulle’a). Będzie to niepowtarzalne miejsce dla kobiet ceniących sobie najwyższą jakość i niebanalny styl. Proponujemy zakupy w przyjacielskiej atmosferze: przy kawie, miłej rozmowie, w otoczeniu dzieł sztuki. Chcemy być alternatywą dla dużych marek sieciowych, stawiamy zatem na mniej znanych kreatorów mody z Włoch i Francji. Wszystkie nasze modele są dostępne w bardzo krótkich seriach lub pojedynczych egzemplarzach – dzięki temu każda klientka będzie mogła poczuć się wyjątkowo.

Zapraszamy do odwiedzin i zakupów! MAT. PROMOCYJNE

70

MADEMOISELLE / 9/2017


MADEMOISELLE / 9/2017

71


jej DESIGN / dekorator

Dekorator wnętrz KIEDY JEST NIEZBĘDNY? Tekst: Dominika Preis

G

dy stajemy w pustych czterech ścianach nowego domu lub mieszkania, kluczowe staje się pytanie: jak zagospodarować tę przestrzeń? Gdy brak nam pomysłu lub umiejętności, warto zwrócić się o fachową pomoc do dekoratora wnętrz. FOT. PUHALSKADESIGN.PL

Dobrym momentem na zatrudnienie specjalisty od aranżacji wnętrz jest zmiana lub gruntowny remont domu, często też plany sprzedaży mieszkania. Profesjonalnie urządzona przestrzeń zyskuje na wartości i może się cieszyć większym zainteresowaniem wśród przyszłych nabywców. My z kolei pozbędziemy się problemu zaprojektowania i urządzenia wnętrza – dekorator kompleksowo wykona te czynności za nas. GDY KONIECZNY JEST PROFESJONALIZM Podpowiada on w kwestii umeblowania, kolorów ścian, materiałów wykończeniowych, dekoracji, tak by w praktyczny i efektowny sposób wykorzystać dostępną przestrzeń. Zwraca bowiem uwagę na to, czego laik nie zauważa, na przykład na konstrukcję, nasłonecznienie, ergonomię, swobodę ruchu, pracy, komfort życia czy podział pomieszczeń. To ważne w sytuacji, gdy chcemy zamieszkać w profesjonalnie zaaranżowanym mieszkaniu, jakie ma nam posłużyć na długie lata. FOT. PUHALSKADESIGN.PL

72

MADEMOISELLE / 9/2017


FOT. PUHALSKADESIGN.PL

FOT. PUHALSKADESIGN.PL

GDY STAWIAMY NA ORYGINALNOŚĆ Projektant posiada specjalistyczną wiedzę na temat aktualnie obowiązujących trendów, aby móc wykorzystać ją w swojej autorskiej, oryginalnej wizji. Jego zadaniem nie jest bowiem powielanie schematów, ale zaaranżowanie niepowtarzalnego, funkcjonalnego wnętrza, które jednocześnie będzie odpowiadało oczekiwaniom klienta. Dekorator powinien bazować na jego koncepcji, fachowo ją opracować, bez narzucania swoich upodobań. Pomimo to warto przed wyborem projektanta zapoznać się z jego wcześniejszymi aranżacjami i sprawdzić, które z nich najbliższe są naszym gustom. GDY CHCE SIĘ ZAOSZCZĘDZIĆ CZAS I PIENIĄDZE Po przygotowaniu i akceptacji projektu przyjdzie czas na jego realizację. Na tym etapie projektant dobierze materiały wykończeniowe, farby, panele, umeblowanie, dzięki

FOT. WWW.OFERTEO.P

czemu ominie nas perspektywa długich godzin spędzonych w sklepach. Ponadto zyskamy gwarancję, że elementy wystroju będą dobrej i adekwatnej do ceny jakości. Dekorator orientuje się bowiem w aktualnie obowiązujących ofertach rynkowych i zna najlepsze marki. Ponadto potrafi dopasować ich produkty do rozmiarów i charakteru wnętrza. Często zdarza się, że stale współpracuje ze sprawdzonymi firmami, dzięki czemu otrzymuje rabaty cenowe. Może się nawet okazać, że zrównoważą one wydatki przeznaczone na zatrudnienie dekoratora. Warto zdecydować się na jego pomoc, żeby w przyszłości nie żałować negatywnych efektów samodzielnej aranżacji. Dom jest bowiem wyjątkową przestrzenią, gdzie powinniśmy czuć się swobodnie i komfortowo. Chcemy, by była idealna, a dekorator z pewnością pomoże urzeczywistnić to marzenie.

MADEMOISELLE / 9/2017

73


jej PODRÓŻE

Odważyć się MARZYĆ M

agda Sankiewicz i Joanna Górawska do podróży dookoła świata przygotowywały się około 3 lata. Nareszcie przyszedł ten moment, kiedy pod nazwą We are here expedition, od września będą pracować jako wolontariuszki w różnych częściach świata.

"Niemożliwe nie istnieje" – kiedy do głowy wpada Ci ten wyświechtany frazes i nie chce z niej wyjść, a wręcz przeciwnie, zadomawia się na dobre i obezwładnia każdą z myśli, już przepadłeś. Spełnianie marzeń to przede wszystkim zadanie dla wytrwałych. To praca na cztery etaty, pełna poświęceń, nieprzespanych nocy i ogromu pochłoniętej energii. Najważniejsze jest, by się jednak nie poddawać, nawet mimo dni zmęczenia i to takiego, które ścina Cię z nóg. Jak tego dokonać, kiedy marzenie, takie jak nasze – podróż dookoła świata – jest planem kosztownym, a w rodzinie (nawet tej najdalszej) brak milionera? Jak tu marzyć, kiedy wypłata stałej pensji starcza na podstawowe wydatki i na nic więcej?

Dobrym momentem na zatrudnienie specjalisty od aranżacji wnętrz jest zmiana lub gruntowny remont domu, często też plany sprzedaży mieszkania. Profesjonalnie urządzona przestrzeń zyskuje na wartości i może się cieszyć większym zainteresowaniem wśród przyszłych nabywców. My z kolei pozbędziemy się problemu zaprojektowania i urządzenia wnętrza – dekorator kompleksowo wykona te czynności za nas. GDY KONIECZNY JEST PROFESJONALIZM Podpowiada on w kwestii umeblowania, kolorów ścian, materiałów wykończeniowych, dekoracji, tak by w praktyczny i efektowny sposób wykorzystać dostępną przestrzeń. Zwraca bowiem uwagę na to, czego laik nie zauważa, na przykład na konstrukcję, nasłonecznienie, ergonomię, swobodę ruchu, pracy, komfort życia czy podział pomieszczeń. To ważne w sytuacji, gdy chcemy zamieszkać w profesjonalnie zaaranżowanym mieszkaniu, jakie ma nam posłużyć na długie lata.

74

MADEMOISELLE / 9/2017


Zarezerwowałyśmy więc rok życia na podjęcie ciężkiej pracy, tylko po to, żeby na tę wymarzoną podróż odłożyć. Rzuciłyśmy dotychczasowe zajęcia. Magda wyjechała na 10 miesięcy do Niemiec i pracowała na trzech etatach. Aśka robiła remont w nadmorskim ośrodku wczasowym. Żadne z nas delikatne dziewczyny, nie boimy się wyzwań, a mnogość prac jakie wykonywałyśmy jest dla nas powodem do zadowolenia. Osiągnęłyśmy swój cel. Jeśli dwie życiowe ofermy, takie jak my, wygrały walkę o marzenia, to każdemu się uda. Najważniejesze to wytrwać w swoich postanowieniach. Jako dzieci podróżowałyśmy palcem po kręcącym się globusie i zastanawiałyśmy się, jakie jest życie po drugiej stronie globu. Dwadzieścia lat później nadal nas to ciekawi i choć proza życia nie zawsze była taka, jak byśmy chciały, podjęłyśmy walkę o przezwyciężenie życiowego pecha. Odkąd postawiłyśmy sobie jasny cel, wszystko jakoś powoli się układa. Spełnianie marzeń uszczęśliwia i uświadamia po wielokroć, ponieważ: wypełnia świadomą odwagą, pozwala na życie na własnych zasadach, daje możliwość lepszego poznania siebie, a w naszym przy-

padku daje także szansę zobaczenia świata na własne oczy, czego nie da nam ani najlepsza książka, ani kinowy przebój. Od zawsze zachwycali nas ludzie z pasją i wielką energią. Ludzie wolni, kierujący swoim życiem na przekór utartym schematom. Pewnie każdy z nas, w skrytości ducha, czasem zazdrości osobom, które żyją pełnią życia i nigdy się nie nudzą. Gapiąc się bezczynnie w ekran komputera lub pracując w pracy bez większych perspektyw, wielkich rzeczy się nie osiągnie. W naszym przypadku, wystarczyło wstać z fotela, przestać na wszystko narzekać i zacząć działać. Po trzech latach planowania, powoli pakujemy plecaki i odliczamy dni do pierwszego lotu, który rozpocznie naszą podróż dookoła świata. Wszystko zaczęło się od tego, że odważyłyśmy się marzyć. Teraz już wiemy, że marzenia są po to, by je spełniać, a plany – by je realizować. Wiemy, że w czasie naszej podróży nie zawsze będzie wygodnie, przyjemnie i komfortowo. Ale cóż zrobić, kiedy świat wzywa?

REKLAMA

Jeeeee naa BBłłłłłłł PAKIETY POBYTOWE już od 195zł /os./noc

Tylko 54km od Gdańska!

www.tristan.com.pl

PAKIETY SPA już od 290zł /os./noc


76

FOT. ARCH. PRYWATNE

FOT. ARCH. PRYWATNE

FOT. ARCH. PRYWATNE

FOT. ARCH. PRYWATNE

jej PODRÓŻ/ rozmowa

MADEMOISELLE / 9/2017


“Można wyjechać z serca Afryki, ale nie da się wyrzucić Afryki z serca człowieka”. ROZMOWA Z EWĄ CHOJNOWSKĄ Tekst: Dominika Prais

W

szystko zaczęło się od serii książek Alfreda Szklarskiego i oglądanych w dzieciństwie programów przyrodniczych. To one zaraziły ją pasją do podróży i Afryki. Dzisiaj swoje marzenie o pobycie na Czarnym Kontynencie spełnia jako przewodniczka wycieczek. Ewa Chojnowska, autorka bloga Szpilki w Plecaku, opowiada o tym, jak Afryka skradła jej serce.

Gdy byłaś dzieckiem, przeczytałaś „Przygody Tomka na Czarnym Lądzie”. A wcześniej „Tomka w Krainie Kangurów”, pierwszą część serii Szklarskiego. Przygody głównego bohatera bardzo mnie wtedy zafascynowały. Szczególnie, że w tamtym czasie, co niedzielę, oglądałam z tatą programy przyrodnicze. To zaszczepiło we mnie chęć podróżowania i poznawania świata. Akcja “Tomka w Krainie Kangurów” rozgrywała się w Australii, która wciąż jest poza moim zasięgiem. Pamiętam, że kiedyś mój tata zażartował – nie jedź do Australii, bo tam mieszkają ludożercy. Musiałam wziąć to na poważnie, bo całe moje zamiłowanie do tego kontynentu szybko przeniosłam na Afrykę i tak zostało do dzisiaj. Kiedy udało Ci się zrealizować marzenie o wyjeździe na Czarny Ląd? Zawsze pociągała mnie Czarna Afryka, równikowa, nie północna, która jest raczej przedłużeniem Bliskiego Wschodu. Ograniczały mnie jednak kwestie finansowe – nie da się ukryć, że podróż w te rejony jest dosyć drogim przedsięwzięciem.

Pamiętam, że w 2009 roku wygrałam konkurs Miss Polonia Mazowsza, którego sponsorem była Tajlandia. Jakiś czas później wystawiała się ona na targach turystycznych i zaprosiła mnie na stoisko, jako swoją, nazwijmy to, atrakcję. Ja w Tajlandii nigdy nie byłam, w tamtym czasie ten kraj nie wydawał mi się ciekawy. Chodziłam zatem od stoiska do stoiska, szukając miejsc związanych z Afryką, gdzie było kolorowo i pachniało kawą. Zagadywałam to tu, to tam, aż trafiłam na człowieka, który mi zaufał i zatrudnił w charakterze pilota wycieczek. Trzy tygodnie później znalazłam się w Burundi, Rwandzie i Kongu. Bardzo mi się to spodobało, a klienci byli zadowoleni i tak zostałam przewodniczką po Afryce. Jak byś określiła specyfikę tego kontynentu? Jest nieznany, pociągający i zupełnie inny. Tam nie ma problemów i wszystko się dzieje w swoim czasie, stąd mówi się, że my mamy zegarki, a Afrykańczycy mają czas, co bardzo mi się podoba. To daje pewien spokój i gwarancję, że nic złego się nie wydarzy. Tym bardziej, że ludzie dookoła są szalenie sympatyczni, przyjaźni i pozytywnie nastawieni. Jest takie powiedzenie, które dobrze oddaje pewien magnetyzm tego kontynentu: „Można wyjechać z serca Afryki, ale nie da się wyrzucić Afryki z serca człowieka”. Wiem z doświadczenia, że Europejczycy często nie chcą tam jeździć, bo się boją, jednak gdy już pojadą, to myślą, kiedy znowu wrócić. Ty wracasz nieustannie. Rzeczywiście bywam tam bardzo często. Madagaskar odwiedziłam już 8 razy, Kenię blisko 20, Etiopię ponad 15. Podczas ostatniej podróży do Etiopii dotarłam do Danakilu, najgorętszego miejsca na świecie, wciąż jeszcze mało znanego, bo panujące tam warunki nie sprzyjają badaniom i niewielu naukowców zapuszcza się w tamte rejony.

MADEMOISELLE / 9/2017

77


Stąd powstała Twoja metafora Etiopii jako końca świata? Ona odnosi się do pewnego miejsca w tym kraju o nazwie Ahmedila. Tam kończy się bowiem wszystko to, co przeciętnemu człowiekowi z Zachodu wydaje się do życia absolutnie niezbędne, to znaczy: prąd, asfalt, zimne napoje. Kierując się stamtąd w stronę Pustyni Danakilskiej jest się zdanym tylko na siebie i człowieka, znającego ten rejon. To nie jest koniec świata w sensie dosłownym, ale metaforycznie oznacza dla mnie miejsce nowe i nieznane. Zobaczenie go było moim wielkim marzeniem. Jakie jeszcze masz marzenia o Afryce? Jest ich wiele, ale za najważniejsze uznałabym teraz Deltę rzeki Okawango w Botswanie. Chciałabym tam zobaczyć ogromne ilości baobabów i dziko chodzące stada słoni. To plany na najbliższy czas? Nie, przede mną najpierw wyjazd do Sudanu w połowie marca. To także bardzo ciekawe miejsce. Niewiele osób zdaje sobie sprawę, że w czasach faraonów była tam potężna cywilizacja, która obecnie jest odkrywana przez polskich archeologów. Będę miała okazję przyjrzeć się tym pracom i spędzić kilka nocy na pustyni. Cieszę się, bo bardzo lubię noclegi w hotelach pod milionem gwiazd, czyli pod gołym niebem. Wcześniej dzieliłaś pracę przewodniczki z byciem modelką. Zgadza się, modelingiem zajmowałam się jeszcze zanim zaczęłam pilotować wycieczki, to był dla mnie pierwszy krok do podróżowania. Sporo czasu spędziłam w związku z tą pracą w Chinach, tam zasmakowałam, czym jest odkrywanie nowych rejonów świata. Teraz wiem, że bycie pilotem wycieczek stanowi kwintesencję tego, co chciałabym robić w życiu, bo zapewnia mi nie tylko zwiedzanie, ale wymaga ode mnie nieustannego zaangażowania i samorozwoju. Niestety 78

MADEMOISELLE / 9/2017

FOT. ARCH. PRYWATNE

FOT. ARCH. PRYWATNE

jej PODRÓŻ/ rozmowa

ówczesne koleżanki z wybiegów miały zupełnie inne zainteresowania i priorytety. A w gronie Afrykańczyków czujesz się dobrze? O czym z nimi rozmawiasz? Często wystarczy mi samo przebywanie z nimi. Lubię usiąść obok i poobserwować ich, tak, by nie czuli się skrępowani moją obecnością, nie mieli wrażenia, że są atrakcją do robienia zdjęć. Jeśli zaś chodzi o same rozmowy, to wszystko zależy od okoliczności. Często pytam Afrykańczyków o ich marzenia, sposoby ich realizacji. Staram się uświadamiać im, że pracą można wiele osiągnąć, by zdawali sobie sprawę z tego, że to ona, praca, stoi za podróżującymi Europejczykami i to, co robią w swoim kraju, także może im przynieść profity, jest dla nich ogromną szansą. Wcale nie muszą czuć się gorsi od turystów z Zachodu. Starasz im się też pomagać. Zgadza się, choć raz wychodzi to lepiej, raz gorzej. Zdarzyło mi się kiedyś, że pomoc nie została uszanowana. Chłopiec, który na początku przekonywał, że korzysta ze wsparcia rzetelnie, ostatecznie dał się przekupić kolegom i skończyło się na oszustwie. Pewnego dnia zadzwonił do mnie i do sześciu innych osób z informacją, że jest chory i poprosił o pieniądze. Później się okazało, że porzucił szkołę, przestał dbać o los swojej rodziny. Jednak zdarzają się też pozytywne przypadki, czego przykładem są choćby trzy osoby, które dzięki mnie nauczyły się języka polskiego, w tym jedna wyłącznie z książek. Wzruszam się, gdy niespodziewanie dostaję od nich wiadomość w moim rodzimym języku. Taka pomoc pojedynczym osobom jest trudna, bo nie można skontrolować tego, co się dzieje na miejscu. Warto oczywiście próbować, pamiętając jednak o tym, że raz wyciągnięta pomocna dłoń to wielka nadzieja dla rodziny. Kiedy się ją zawiedzie, pozostaje krzywda w sercu na całe życie.


ZAKOCHANI W PAŁACU jesienny relaks we dwoje HANZA PAŁAC WELLNESS & SPA Rulewo 13, 86-160,Warlubie www.hanzapalac.pl

MADEMOISELLE / 9/2017

79


jej MOTORYZACJA

„Żaden mężczyzna nie przyzna się, że jest kiepskim kochankiem

FOT. ARCH. PRYWATNE

lub kierowcą”

80

MADEMOISELLE / 9/2017


jej MOTORYZACJA

Działo się MOTORYZACJA NOCNE JAZDY Z BMW W SALONIE BAWARIA MOTORS GDAŃSK 8 – 9 SIERPNIA

FOT. PIOTR ŻAGIELL

FOT. PIOTR ŻAGIELL

FOT. PIOTR ŻAGIELL

FOT. PIOTR ŻAGIELL

FOT. PIOTR ŻAGIELL

FOT. PIOTR ŻAGIELL

W salonie BMW Bawaria Motors Gdańsk, 8 i 9 sierpnia odbyła się druga edycja Nocnych Jazd. Podczas eventu spotkali się zarówno pasjonaci marki, właściciele BMW oraz osoby, które pierwszy raz miały możliwość sprawdzenia jakości i komfortu z jazdy modelami BMW. Do dyspozycji gości, przygotowane były modele: 430i, 520d, 640d i X6. Doradcy przedstawili również wszelkie funkcjonalności niezbędne podczas jazdy nocą, m.in. lampy LED. Podczas dwudniowego eventu zostało przeprowadzonych 46 jazd testowych, które trwały do godziny 24:00.

MADEMOISELLE / 9/2017

81


jej KOLPORTAŻ

AAL TOURIST ul. Wały Piastowskie 1 Gdańsk ABACOSUN – INSTYTUT URODY ul. Partyzantów 3 Gdańsk ABACOSUN SALON URODY ul. Spacerowa 65 Gdańsk ABACOSUN – INSTYTUT URODY ul. Wielkopolska 168 Gdynia AISA – SALON FRYZJERSKI ul. Nowowiczlińska 35 Gdynia AKADEMIA URODY OLIMP ul. Cechowa 15 Gdynia ALABASTER al. Grunwaldzka 102 Gdańsk ALEKSANDRA COSMETIQUE COIFEUR ul. Szafarnia 11 Gdańsk AMBER BEAUTY KLINIKA ul. Myśliwska 17A Gdańsk AQUARIUS FITNESS & WELLNESS ul. Noskowskiego 17B Gdańsk AQUASTACJA al. Grunwaldzka 411 Gdańsk ARCADIA SPA ul. Na Piaskach 4 Gdańsk ARKON BISTRO ul. Arkońska 6 Gdańsk ART STUDIO ul. Świętojańska 65/9 Gdynia ASMIDA FRYZJERSTWO KREATYWNE ADAS A. ul. Wallenroda 11A Gdańsk ATELIER ANDRE ul. Świętokrzyska 58 Gdańsk ATELIER FRYZJERSKIE BRZOZOWSKI PAWEŁ ul. Kornela Makuszyńskiego 18 Gdynia ATELIER FRYZJERSKIE EDITH EDYTA NOWOTYŃSKA ul. Horyda 4 Gdynia AUCHAN ul. Szczęśliwa 22 Gdańsk AURA ul. Toruńska 15 Gdańsk BALTIQA DAY SPA Emilii Plater 1 Sopot BAŁTYCKA AGENCJA ARTYSTYCZYNA BART ul. Kościuszki 61 Sopot BARBERSHOP ul. Garncarska 7/8/9 Gdańsk BAR LENIWA BABA ul. Świętojańska 52 Gdynia BAZAR SMAKÓW al. Grunwaldzka 411 Gdańsk BEAUTY BOX HAIR&SPA ul. Sobieskiego 2/1 Sopot BEAUTY DERM SPA ul. Kapliczna 30 Gdańsk BEAUTY DERM SPA ul. Świętojańska 133 Gdynia BEAUTY DREAM ul. Szefki 2F Gdynia BEAUTY YOU CENTRUM URODY ul. Abrahama 47/2 Gdynia BELLEZZA STUDIO ul. Cieszyńskiego 1C Gdańsk BEST WESTERN BONUM HOTEL ul. Sieroca 3 Gdańsk BEST WESTERN PLUS ARKON PARK HOTEL ul. Śląska 10 Gdańsk BEST WESTERN VILLA AQUA HOTEL ul. Zamkowa Góra 35 Sopot BETTY BARCLAY al. Grunwaldzka 141 Gdańsk Galeria Bałtycka BIO WAY ul. Rajska 10 Gdańsk Centrum Handlowe Madison BIURO PODRÓŻ ITAKA ul. Szczęśliwa 3 Gdańsk Centrum Handlowe Auchan BLUE SUN ul. Bergiela 4A/16 Gdańsk BMW BAWARIA MOTORS al. Grunwaldzka 195 Gdańsk BOGNA HAIR DESIGN ul. Szeroka 18/19 Gdańsk BROWAR PORT ul. Bulwar Nadmorski im. Feliksa Nowowiejskiego 2 Gdynia BRYLOOWNIA al. Zwycięstwa 256 Gdynia Centrum Handlowe Klif BYTOM al. Grunwaldzka 141 Gdańsk Galeria Bałtycka BY O LA LA ul. Górskiego 2 Gdynia CAFE FERBER ul. Bohaterów Monte Cassino 48 Sopot CAFE MARIOLA ul. Bolesława Prusa 24 Gdynia CAFE W al. Grunwaldzka 82 Gdańsk Centrum Handlowe Manhattan CALYPSO ul. Rajska 10 Gdańsk Centrum Handlowe Madison CAMILLE ALBANE PARIS ul. Rajska 10 Gdańsk Centrum Handlowe Madison CARTE D OR ul. Kazimierza Górskiego 2 Gdynia Centrum Handlowe RIVIERA CENTRUM DERMATOLOGII LASEROWEJ EPI CENTRUM ul. Pniewskiego 3 Gdańsk CENTRUM HANDLOWE VIKTOR ul. Myśliwska 102 Gdańsk CENTRUM MEDYCZNE DR KUBIK ul. Hryniewickiego 6C/9 Gdynia CENTRUM OKULISTYCZNE ARTLIFE ul. Obrońców Wybrzeża 23 Gdańsk CENTRUM OKULISTYCZNE BLIKPOL ul. Haffnera 6 Sopot CENTRUM PIĘKNEGO CIAŁA ul. Władysława Jagiełły 4 Sopot CHIRURGIA PLASTYCZNA DARIA DOBACZEWSKA ul. Bema 18/1 Gdynia CHRISTELLE ul. Świętojańska 66 Gdynia CLINICA MEDICA ul. Montwiłła–Mireckiego 11 Gdynia CLUB FRYZJERSKI ALTERNATIVE al. Grunwaldzka 471 Gdańsk COMO RISTORANTE al. Zwycięstwa 256 Gdynia Centrum Handlowe Klif CORNER CAFE ul. Świętojańska 78A Gdynia COSTA COFFEE ul. Kazimierza Górskiego 2 Gdynia Centrum Handlowe RIVIERA COSTA COFFEE ul. Rajska 10 Gdańsk Centrum Handlowe Madison COSTA COFFEE ul. Długi Targ 5 Gdańsk COSTA COFFEE al. Grunwaldzka 141 Gdańsk Galeria Bałtycka COSTA COFFEE ul. Złota Karczma 26 Gdańsk Centrum Handlowe Matarnia CROSSFIT ul. 3 maja 69C Sopot CUKIERNIA DELICJE ul. Kazimierza Górskiego 2 Gdynia Centrum Handlowe RIVIERA CUKIERNIA MY PLACE ul. Górskiego 2 Gdynia Centrum Handlowe RIVIERA CZAS NA HERBATĘ ul. Górskiego 2 Gdynia Centrum Handlowe RIVIERA DAGMARA KRÓL ul. Starowiejska 41–43 Gdynia DALIA ul. Kartuska 33 Gdańsk DAN SEBASTIAN ul. Górskiego 2 Gdynia Centrum Handlowe RIVIERA DARIUSZ DEGOWSKI– SALON FRYZJERSTWA ARTYSTYCZNEGO ul. Jana Heweliusza 31 Gdańsk DAY SPA VITA O ul. Abrahama 11 Gdynia DELUX HAIR STUDIO ROBERT TEREFENKO ul. Złota Karczma 26 Gdańsk Centrum Handlowe Matarnia DEL MAR ul. Bulwar Nadmorski im. Feliksa Nowowiejskiego Gdynia DENTAL PLANET ul. Współczesna 1Ł Borkowo DENTICO JOWITA ŻEBROWSKA–ZAKRZEWSKA ul. Kołobrzeska 5/7 Gdańsk DOLCE VITA ul. Skwer Kościuszki 18 Gdynia Dolina Charlotty Resort & Spa Strzelinko 14 Słupsk DOM CZEKOLADY ul. Kazimierza Górskiego 2 Gdynia Centrum Handlowe RIVIERA DOROTA al. Zwycięstwa 256 Gdynia Centrum Handlowe Klif DOUGLAS ul. Kołobrzeska 41C Gdańsk Alfa Centrum DOUGLAS ul. Górskiego 2 Gdynia Centrum Handlowe RIVIERA DOUGLAS al. Zwycięstwa 256 Gdynia Centrum Handlowe Klif DOUGLAS ul. Świętojańska 53 Gdynia DREAMS SALON FRYZUR ul. Generała Leopolda Okulickiego 2B Gdynia DR PERNAK al. Grunwaldzka 549 Gdańsk DWA W JEDNYM ul. Armi Krajowej Gdynia DWOREK ADMIRAŁ ul. Powstańców Warszawy 80 Sopot DWÓR OLIWSKI ul. Bytowska 4 Gdańsk DWÓR PRAWDZICA ul. Piastowska 198 Gdańsk ECO SALON URODY STYL ul. Warszawska 20 Gdynia EGOISTE STUDIA URODY ul. Toruńska 15 Gdańsk ELIKSIR COCKTAIL BAR & RESTAURANT ul. Hemara 1 Gdańsk ELIZABETH SUKNIE ŚLUBNE ul. Świętojańska 116 Gdynia EN VOGUE PERFECT HAIR al. Grunwaldzka 79/81 Gdańsk EUREKA al. Zwycięstwa 96/98 Gdynia EXCELLENTQ – LOREAL EXPERT ul. Heweliusza 19 Gdańsk FALE LOKI KOKI ul. Rajska 10 Gdańsk Centrum Handlowe Madison FAMILIA MARCO POLO ul. Grunwaldzka 25 Sopot FAMILY DENTAL CARE ul. Stajenna 5 Gdańsk FILHARMONIA BAŁTYCKA ul. Ołowianka 1 Gdańsk FILIŻANKA I KUBEK ul. Emilii Plater 12 Sopot FITNESS KLUB SPÓJNIA ul. Słowackiego 4 Gdańsk FIT STACJA al. Grunwaldzka 411 Gdańsk FRATELLI ul. Górskiego 2 Gdynia Centrum Handlowe RIVIERA GABINET BEAUTIFUL SKIN ul. Świętojańska 57 Gdynia GELATO MAGIA al. Grunwaldzka 141 Gdańsk Galeria Bałtycka GEOMETRIA PERFECT HAIR ul. Młyńska 9/11C Gdańsk GESSLER RESTAURACJA „U KUCHARZY” ul. Bohaterów Monte Cassino 60 Sopot GOLDEN TULIP ul. Piastowska 160 Gdańsk GOOD LUCK CLUB ul. Orzechowa 7 Gdańsk GRYCAN LODY OD POKOLEŃ al. Grunwaldzka 141 Gdańsk Galeria Bałtycka GUSTO DOMINIUM al. Grunwaldzka 141 Gdańsk Galeria Bałtycka HAIR STUDIO ANNA MACHAŁA al. Niepodległości 648/1 Sopot HANLO DOM ul. Lubichowska 8 Starogard Gdański HAREM CLUB ul. Waszyngtona 21 Gdynia HERBACIARNIA JAHMAICA ul. Obrońców Wybrzeża 23 Gdańsk HOLISTIC CLINIC GDYNIA al. Zwycięstwa 241/6 Gdynia HOLLAND HOUSE ul. Długi Targ 33/34 Gdańsk HOSSA ul. Władysława IV 43 Gdynia HOTEL ALMOND ul. Toruńska 12 Gdańsk HOTEL ASTOR ul. Rozewska 38 Jastrzębia Góra HOTEL BAYJONN ul. Powstańców Warszawy 7 Sopot HOTEL BURSZTYN ul. Emilii Plater 19 Sopot HOTEL EUROPA ul. Niepodległości 766 Sopot HOTEL FLAMING ul. Emilii Plater 12 Sopot HOTEL GALION ul. Stogi 20 Gdańsk HOTEL GDAŃSK ul. Szafarnia 9 Gdańsk HOTEL GRAND CRU ul. Rycerska 11–12 Gdańsk

82

MADEMOISELLE / 9/2017

HOTEL HAFFNER ul. Haffnera 59 Sopot HOTEL HANZA ul. Tokarska 6 Gdańsk HOTEL HILTON ul. Targ Rybny 1 Gdańsk HOTEL KRÓLEWSKI ul. Ołowianka 1 Gdańsk HOTEL KURACYJNY al. Zwycięstwa 255 Sopot HOTEL MERA SPA ul. Bitwy pod Płowcami 59 Sopot HOTEL MIRAMAR ul. Zamkowa Góra 25 Sopot HOTEL OPERA ul. Moniuszki 10 Sopot HOTEL RADDISON BLU ul. Długi Targ 19 Gdańsk HOTEL REZYDENT Plac Konstytucji 3 Maja 3 Sopot HOTEL RÓŻANY GAJ ul. Korzeniowskiego 19d Gdynia HOTEL SADOVA ul. Łąkowa 60 Gdańsk HOTEL SOFITEL ul. Powstania Warszawy 12–14 Sopot HOTEL SPA DOM ZDROJOWY ul. T. Kościuszki 2 A Jastarnia HOTEL VILLA BALTICA ul. Emilii Plater 1 Sopot HOTEL MARINA CLUB ul. Szafarnia 10 Gdańsk IMPERIAL ul. Górskiego 2 Gdynia Centrum Handlowe RIVIERA INGLOT al. Grunwaldzka 141 Gdańsk Galeria Bałtycka INGLOT RIVIERA ul. Górskiego 2 Gdynia INSTYTUT URODY AGATA PARTYKA ul. Strzelców 1/4 Gdynia INTEGRACJA RESTAURACJA & COCKTAIL BAR ul. Bohaterów Monte Cassino 15 Sopot INVICTA ul. Rajska 10 Gdańsk Centrum Handlowe Madison JACQUES ANDRE HAIR & SPA ul. Elżbietańska 9/10 Gdańsk JUSTINE ul. Augusta 6/81 Gdynia JZ– SALON FRYZJERSKI ul. Fiszera 3 Sopot KABATA – MEDYCYNA RODZINNA ul. Mickiewicza 20A Gdańsk KAWIARNIA BACIO DI CAFFE ul. Ogrodowa 2/1 Sopot KAWIARNIA CAFE KLAPS ul. Wybickiego 3 Gdynia KAWIARNIA CAFFE ANIOŁ ul. Kilińskiego 6 Gdynia KAWIARNIA CONTRAST CAFE ul. Bulwar nadmorski Gdynia KAWIARNIA MODERN ul. Złota karczma 26 Gdańsk Centrum Handlowe Matarnia KAWIARNIA W STARYM KADRZE ul. Grobla I 3/4 Gdańsk KAZAR al. Grunwaldzka 141 Gdańsk Galeria Bałtycka KELO – DESIGN ul. Wielkokacka 15 Gdynia KLIPS ul. Krzywoustego 24B Gdańsk KLIPS ANETA DOLNA ul. Amundsena 7A Gdańsk KOSEDA ul. Grunwaldzka 44 Sopot KOZI GRÓD ul. Leśników 3 Pomlewo KUCHARIA ul. Słonimskiego 6 Gdańsk LAGUNA MEDICAL Plac Kaszubski 1 Gdynia LA BAGATELA ul. Kościuszki 14 Sopot LA INES ul. Starowiejska 41–43 Gdynia LA PERLA – EDYTA MOMOT ul. Harcerska 5 Gdynia LE BONJOUR ul. Świętojańska 62 Gdynia LICENCJONOWANY GABINET KOSMETYCZNY GRACJA ul. Startowa 8 Gdańsk LILLIS COFFEE CAKE al. Zwycięstwa 256 Gdynia Centrum Handlowe Klif LOVEAT ul. Świętojańska 107 Gdynia LUX MED ul. Morska 127 Gdynia MACIAS ul. Kielnieńska 183 Gdańsk MANA DAY SPA ul. Żwirki i Wigury 2A Gdynia MANICURE EXPRESS ul. Górskiego 2 Gdynia Centrum Handlowe RIVIERA MARCIANO GUESS al. Zwycięstwa 256 Gdynia Centrum Handlowe Klif MARYLA ul. Jagiellońska 2 Gdańsk MATHIAS HAIR DESIGN ul. Abrahama 74 Gdynia MERCEDES BENZ WITMAN al. Grunwaldzka 493 Gdańsk MERCURY ul. Skwer Kościuszki 15 Gdynia MK BOWLING al. Grunwaldzka 82 Gdańsk Centrum Handlowe Manhattan MODYDOM ul.Świętojańska 78A Gdynia MOSHI MOSHI SUSHI ul. Waszyngtona 21 Gdynia MOUNT BLANC ul. Górskiego 2 Gdynia Centrum Handlowe RIVIERA MOUNT BLANC ul. Bohaterów Monte Cassino 63 Sopot MÓJ DIETETYK ul. Armii Krajowej 38 Gdynia NABOGATO SUSHI BAR ul. Świętojańska 94 Gdynia NAIL EXPRESS ul. Rajska 10 Gdańsk Centrum Handlowe Madison NATURHOUSE al. Niepodległości 747 Sopot NAYLA ul. Parkowa 6 Gdynia NEMEZIS ul. Współczesna 1L Borkowo NG INSTYTUT KOSMETOLOGII ul. Obrońców Westerplatte 2–4 Sopot OFFICE BISTRO ul. Jana z Kolna 11 Gdańsk OGRÓD ZDROWIA MAGDALENA SROKA ul. Mazowiecka 30c/6 Sopot OLA – SALON FRYZJERSKI ul. Starowiejska 42 Gdynia OPTYK STUDIO 1242 al. Grunwaldzka 141 Gdańsk Galeria Bałtycka OPTYK Studio 1242 ul. Górskiego 2 Gdynia OTWARTA ul. ​Słonimskiego 6 Gdańsk OXO LUXURY SPA ul. Grunwaldzka 94–96 Sopot O LA ul. Dąbka 338 Gdynia Galeria Szperk O LA ul. Damroki 12 Gdynia PATRIZIA ARYTON al. Grunwaldzka 141 Gdańsk PERFECT HAIR ul. Wały Jagiellońskie 8 Gdańsk PERFECT MEDICA ul. Kołobrzeska 63 Gdańsk PERIODENTIST ul. Moniuszki 4 Gdańsk PETITEPERLE ul. Beniowskiego 51 Gdańsk PIAZZA DI MODA al. Zwycięstwa 256 Gdynia Centrum Handlowe Klif PIEROGARNIA U DZIKA ul. Piwna 59/60 Gdańsk PIJALNIA CZEKOLADY E.WEDEL 1851 al. Grunwaldzka 141 Gdańsk Galeria Bałtycka PIJALNIA SOKÓW PESCA FRESCA al. Grunwaldzka 82 Gdańsk Centrum Handlowe Manhattan PINKY STUDIO ul. Wilanowska 4 Gdańsk PIZZERIA MĄKA I KAWA ul. Świętojańska 65 Gdynia PLUS DLA URODY ul. Sosnowskiego 1a Gdańsk POCIĄG DO... KAWA I BAJGLE ul. Kościuszki 14 Sopot POLMED 1 al. Grunwaldzka 82 Gdańsk Centrum Handlowe Manhattan POMARAŃCZOWA PLAŻA ul. Emilii Plater 19 Sopot PORADNIA DIETETYCZNA MEDICAGO ul. Starowiejska 45/5 Gdynia POWERPIT al. Grunwaldzka 229 Gdańsk PRACOWNIA FRYZJERSKA LA TETE ul. Niepodległości 765A Sopot PRACOWNIA FRYZUR PIOTR PIEPER ul. Zeusa 82/U4 Kowale PRAKTYKA LEKARSKA PIOTR DEMBOWSKI ul. Bema 15/1 Gdynia PREMIUM FITNESS & GYM ul. Cienista 30 Gdańsk PRIVE BEAUTY & HAIR ul. Rajska 1 Gdańsk QUADRILLE ul. Folwarczna 2 Gdynia QUIRIS ul. Gałczyńskiego 12 Gdańsk RESTAURACJA AMBER SIDE Plac Solidarności 1 Gdańsk RESTAURACJA AMICI ul. 3 Maja Sopot RESTAURACJA AVOCADO FUSION Plac Zdrojowy 1 Sopot RESTAURACJA BARRACUDA ul. Bulwar Nadmorski im. Feliksa Nowowiejskiego 10 Gdynia RESTAURACJA BŁĘKITNY PUDEL ul. Bohaterów Monte Cassino 44 Sopot RESTAURACJA BRASSIERIE ul. Obrońcow Westerplatte 36 Sopot RESTAURACJA BRITANNICA STEKHOUSE al. Zwycięstwa 255 Gdynia RESTAURACJA COCO RESTAURANT ul. Waszyngtona 21 Gdynia Centrum Waterfront RESTAURACJA COZZI ul. Władysława IV 49 Gdynia RESTAURACJA GIANNI ul. Bohaterów Monte Cassino 63 Sopot RESTAURACJA GOOD MORNING VIETNAM ul. Świętojańska 83 Gdynia RESTAURACJA GRONO DI RUCOLA ul. Wybickiego 48 Sopot RESTAURACJA IMAGE ul. Grunwaldzka 8 Sopot RESTAURACJA KLAKIER ul. Herberta 9 Sopot RESTAURACJA LA FONTAINE ul. Dyrekcyjna 2/4 Gdańsk RESTAURACJA LA VITA ul. Bohaterów Monte Cassino 63 Sopot RESTAURACJA LULA FOOD & DRINK ul. Norwida 4 Gdańsk RESTAURACJA MALIKA ul. Świętojańska 69 Gdynia RESTAURACJA MARIASZEK ul. Spółdzielcza 1 Gdynia RESTAURACJA MERCADO ul. Partyzantów 8/104 Gdańsk RESTAURACJA MORSKA ul. Morska 9 Sopot RESTAURACJA OGNIEM I PIECEM ul. Świętojańska 87 Gdynia RESTAURACJA PANORAMA 1 ul. Wały Piastowskie 1 Gdańsk RESTAURACJA PANORAMA 2 al. Adama Mickiewicza 1/3 Gdynia RESTAURACJA PIASKOWNICA ul. Powstańców Warszawy 88 Sopot RESTAURACJA PICK & ROLL ul. Zamkowa Góra 3 Sopot RESTAURACJA POBITEGARY ul. Bitwy Oliwskiej 34 Gdańsk RESTAURACJA PUEBLO ul. Kołodziejska 4 Gdańsk RESTAURACJA RITZ ul. Szafarnia 6 Gdańsk RESTAURACJA STAR TEXAN ul. Grunwaldzka 89 Sopot RESTAURACJA SZAFARNIA 10 ul. Szafarnia 10 Gdańsk RESTAURACJA THE MEXICAN ul. Bohaterów Monte Cassino 54 Sopot

RESTAURACJA TOSCANA ul. Grunwaldzka 27 Sopot RESTAURACJA TRATTORIA LA CANTINA ul. Dębinki 7D/1 Gdańsk RESTAURACJA TRIO ul. Starowiejska 29/35 Gdynia RESTAURACJA TU GETHER ul. Grunwaldzka 65 Sopot RESTAURACJA U PRZYJACIÓŁ ul. Polna 55 Sopot RESTAURACJA VNS al. Grunwaldzka 82 Gdańsk Centrum Handlowe Manhattan RESTAURACJA WARKA ul. Abrahama 64 Gdynia RESTAURACJA ZIELONY ROWER al. Marszałka Józefa Piłsudskiego 32 Gdynia RESTAURACJA Z IKRĄ ul. Feliksa Stamma 2 Pruszcz Gdański RESTAURACJA ŻURAW ul. Długie Pobrzeże 32 Gdańsk RESTAURCJA MESA ul. Hestii 3 Sopot RETRO ATELIER WIESŁAWA HORN ul. Wyspiańskiego 20/2 Gdańsk RUCOLA ul. Bohaterów Monte Casino 53 Sopot SALONY URODY LE SOURIRE ul. Bosmańska 118 Gdynia SALON BRAŃSKI al. Zwycięstwa 245/14 Gdynia SALON FIRMOWY ANNA PIKURA ul. Świętojańska 81 Gdynia SALON FRYZJERSKI IWONA al. Niepodległości 801 Sopot SALON FRYZJERSKI POINT al. Grunwaldzka 57 Gdańsk SALON HALINA al. Niepodległości 756 Sopot SALON HASTENS al. Niepodległości 940 Sopot SALON LEXUS al. Zwycięstwa 241/3 Gdynia SALON NATURA ul. Szefki 9D Gdynia SALON SOPOT al. Niepodległości 775/1 Sopot SAMSONITE VALENTINI al. Zwycięstwa 256 Gdynia Centrum Handlowe Klif SELFIE STORE ul. Górskiego 2 Gdynia Centrum Handlowe RIVIERA SELFISHOP.COM.PL ul. Świętojańska 61 Gdynia SEXI SHOP ul. Świętojańska 83 Gdynia SHERATON SOPOT SPA ul. Powstańców Warszawy 10 Sopot SIMONA ul. Nałkowskiej 22/3 Gdynia SIMPLE al. Grunwaldzka 141 Gdańsk Galeria Bałtycka SIMPLE ul. Górskiego 2 Gdynia Centrum Handlowe RIVIERA SKLEP NIKA EDYTA WOLLENBERG ul. Jaśkowa Dolina 105 Gdańsk SKLEP SENSO ul. Świętojańska 59 Gdynia SMILECLINIC ul. Szymanowskiego 2 Gdańsk SOPOTEKA ul. Kościuszki 14 Sopot SPAMED ul. Wały Piastowskie 1 Gdańsk STACJA SOPOT ul. Władysława Jagiełły 3 Sopot STARBUCKS ul. Górskiego 2 Gdynia Centrum Handlowe RIVIERA STREFA KOBIET ul. Krzemowa 20 Gdańsk STUDIO 3 ul. Krzywoustego 1 Gdańsk STUDIO ANNY LISEWSKIEJ & INSTYTUT URODY DERMATICA ul. Cechowa 21 Gdynia STUDIO FRYZUR HONORATA BRODOWSKA ul. Grafa Pomorskiego 52/13 Gdynia STUDIO FRYZUR X ul. Obrońców Wybrzeża 4B Gdańsk STUDIO HANNY ZYGUŁA ul. Żwirki i Wigury 7 Gdynia STUDIO URODY EWA M ul. Abrahama 18 Gdynia Studio Urody Expert ul. Niepodległości 747 Sopot Studio Urody Look ul. Staniszewskiego 15/3 Gdynia STYL ul. Jana Brzechwy 7 Gdynia STYL SALON KOSMETYCZNY & FRYZJERSKI & PERFUMERIA 2 ul. Bohaterów Monte Cassino 46 Sopot SUNLOOX ul. Górskiego 2 Gdynia Centrum Handlowe RIVIERA SUN CITY ul. Kartuska 195A Gdańsk SUSHI 77 ul. Długie Pobrzeże 30 Gdańsk SZTUKA CZESANIA IKONA al. Jana Pawła II 6F/2 Gdańsk TANDOOR HOUSE ul. Ogrodowa 2 Sopot TARANKO al. Grunwaldzka 141 Gdańsk Galeria Bałtycka TARANKO ul. Rajska 10 Gdańsk Centrum Handlowe Madison TARANKO al. Zwycięstwa 256 Gdynia Centrum Handlowe Klif THAI THAI ul. Bohaterów Monte Cassino 63 Sopot TIGER GYM al. Grunwaldzka 82 Gdańsk Centrum Handlowe Manhattan TOTAL LOOK BY BUNNY THE STAR ul. Świętojańska 61 Gdynia TOTAL LOOK BY BUNNY THE STAR ul. Plac Zdrojowy 1 Sopot TRENDY HAIR FASHION ul. Pańska 9/11 Gdańsk TRENDY HAIR FASHION ul. Do Studzienki 7/2 Gdańsk TRISTAN HOTEL Niska 2/C–26 Elbląg TRU TRUSSARDI al. Grunwaldzka 141 Gdańsk Galeria Bałtycka TRU TRUSSARDI ul. Zwycięstwa 256 Gdynia Centrum Handlowe Klif UMAM ul. Szafarnia 11 Gdańsk UNDERGROUND FRYZJERSTWO KREATYWNE ul. Letnia 9 Gdańsk UNIQUE CLUB & LOUNGE Plac Zdrojowy 1 Sopot UNITED COLORS OF BENETTON al. Grunwaldzka 141 Gdańsk Galeria Bałtycka VENUS ul. Powoźnicza 19 Gdańsk VICTORIA CLINIC ul. Jaśkowa Dolina 57 Gdańsk VILLA SEDAN ul. Pułaskiego 18–20 Sopot VILLA SENTOZA ul. Grunwaldzka 89 Sopot WHITE MARLIN ul. Wojska Polskiego 1 Sopot WILLA MAREA ul. Chrobrego 38 Sopot WÓJCIK ul. Rajska 10 Gdańsk Centrum Handlowe Madison YASUMI SPA ul. Kminkowa 2/1 Gdańsk ZIELARNIA SOPOCKA ul. Podjazd 3 Sopot ZIELONY SPICHLERZ ul. Chrzanowskiego 38A Gdańsk


Mademoiselle Wrzesień  

Wywiad z Ewą Wiśnierską