__MAIN_TEXT__

Page 1


list Drodzy, przedstawiamy Wam numer, który powstał w wyjątkowym okresie i niecodziennych czasach. Z tego względu tematem przewodnim postanowiłyśmy uczynić miejsce, które stało się tak szczególnie ważne w ostatnich miesiącach. Zapraszamy Was do naszego DOMU pełnego Lśnienia, w którym spotkacie się z kulturą, sztuką i designem, modą oraz urodą. Podczas tworzenia naszego dziewiątego wydania postanowiłyśmy wprowadzić trochę powiewu świeżości, angażując nowych twórców, a także Was, naszych czytelników. Mamy nadzieję, że udało nam się stworzyć wspólnie miejsce pełne inspiracji i lśnienia, które pobudzi Waszą wyobraźnię. Dopięłyśmy wszelkich starań, by tematy przez nas poruszane mocno Was zaciekawiły, trochę uczyły, a lektura sprawiała Wam przyjemność i zaspokajała estetyczny głód. Jak zawsze stworzone z miłością i dużą dawką pasji. Czytajcie więc, oglądajcie i dajcie się olśnić! Maja Kubiaczyk & Martyna Krzykacz

2


zdjęcie Kamila Solarz


redakcja martyna krzykacz / maja kubiaczyk

alice walczak

/ madebymilk / natalia niedziółka / julia pietryka / moie studio / natalia czyżak

malika ledeman / zuzanna petruszewska / dominika janik

/ maja wolniewska / dagmara kubiaczyk / vanessa aleksander

Marta socha / kamila solarz / marina salaet / view model management / angela ibáñez / sandra tosca p-m-a-a - architecture and design studio / zofia miller / agnieszka marszał / sandra broniszewska krysia ziółek

/ natalia uliasz

/ julia borawska / anna klich / artur madej / kamila jankowska / art faces / selective management

zuzanna filipiak / judyta rybka

/ wiktoria baczkiewicz / patrycja wójcik / klaudia grabowska / marta gałka / ula kóska

oliwia wędzicha/ united for models / patrycja sartanowicz / daria mierzwa sabi design anna i marcin kozak / agnieszka mikoś sibiga

/ paweł mrowiec

/ patrycja pioch - makurat / neva models / maja przygocka

aleksandra rakowska / soie.pl / ola golczyńska / beata szczepaniak

/ dominika przybyszewska / zosia suszka / dominika szymańska.

natasza baran. / paweł miśko / tosia chojak /uncover models / elvira abramczuk. / anita szymańska beata śliwińska / jasno projekty

/ aleksandra stoltz

/ ln architektura&wnętrza / brygida bujak / kasia mazur / izabela Magda

4


Ten numer chciałybyśmy zadedykować osobie, która na co dzień lśni prawdziwym blaskiem. Jej kobieca siła i wewnętrzne piękno wielokrotnie inspirowały nas do działania. Dla Mai nie istnieje słowo niemożliwe. Jest postacią, z której bierze się przykład, o której opowiada się z zachwytem i patrzy ze zdumieniem. Chciałybyśmy żeby ten numer był swego rodzaju hołdem i podziwem dla Twojej odwagi, siły i walki. Przesyłamy Ci namiastkę domu, byś jeszcze szybciej mogła do niego wrócić. Czekamy na Ciebie.

5


kult ura uroda moda

/

24-51

/

68-89

/

102-141

st yl Ĺźycia

/

szt uka i design

152-175

/

188-207


sukienka Judyta Sybka biĹźuteria Gusta Jewellery


dom zdjęcia Alice Walczak modelka Suzi / MadebyMilk stylizacja Natalia Niedziółka makijaż & włosy Julia Pietryka przestrzeń Moie Studio

9


koszula Karolina Naji biżuteria 10 Decoart biżuteria wypożyczona z piece of k8 kapelusz Peniche


11


sukienka Judyta Rybka biżuteria 10 Decoart biżuteria wypożyczona z piece of k8 kapelusz Peniche 12


14


koszula Karolina Naji biżuteria 10 Decoart biżuteria wypożyczona z piece of k8


bluzka Krystian Szymczak biżuteria 10 Decoart biżuteria wypożyczona z piece of k8 kapelusz Peniche


19


koszula Karolina Naji biĹźuteria Gusta Jewellery kamizelka i maska Krystian Szymczak buty Peniche


21


koszula Karolina Naji spodnie Krystian Szymczak biĹźuteria Gusta Jewellery 22


kult ura

zdjęcie Natalia Czyşak


kult ura


co nas

olśniło

26


kasia lins, moja wina

damien chazelle, the eddy

„Moja wina” to zbiór opowiadań o piekle i raju, niemocy i pragnieniu, upadkach i uniesieniach. „Moja wina” to również odurzająca warstwa instrumentalna, wsparta niepokojącymi wokalizami i chórami, a mszalny charakter muzyki toczy walkę ze świeckim wydźwiękiem. Najnowszy album Kasi Lins jest nieoczywistą kontynuacją charakterystyki poprzedniego, szeroko nagradzanego albumu z 2018 roku. Artystka po raz kolejny prowokuje do spojrzenia w głąb siebie, a jej twórczość opiera się na gęstych i dusznych, choć mocno wyrazistych brzmieniach. Jeżeli jeszcze nie mieliście okazji przesłuchać, zachęcamy do nadrobienia zaległości, warto!

To nowa produkcja jednego z najbardziej ekscytujących twórców dzisiejszego świata Hollywood - Damien Chezelle’a. Tym razem reżyser zabiera nas do paryskiego klubu pobrzmiewającego jazzem, granym na żywo przez tytułowy band. Odtwórcy głównych bohaterów dali się poznać z wielu wyrazistych i wybitnych ról, a wśród nich zalśniła sama Joanna Kulig. Chezelle dał się poznać jako reżyser, który rozumie i czuje muzykę, a przede wszystkim potrafi ją ubrać w fabułę i postaci, nie traktując wyłącznie jako ozdobnik przedstawionego świata, jednocześnie wprowadza też wątki osobistych rozterek i konfliktów bohaterów oraz nitkę wręcz kryminalną. Czy trzeba większej zachęty niż 8 epizodów przepełnionych dzianiem się w rozkołysanym od muzyki i życiowych zakrętów, swingującym Paryżu?

marta dymek, jadłonomia po polsku

malika ledeman, warsztaty pisania sercem

„Jadłonomia po polsku pokazuje, że kuchnia roślinna może być prosta jak barszcz i równie smaczna co ruskie pierogi.” Marta Dymek jest naszym guru wśród rodzimych kucharzy i aktywistką na rzecz weganizmu. To dzięki niej w redakcyjnej kuchni pojawiły się wegańskie przepisy, kiedy jeszcze nie miałyśmy pojęcia, że potrawy bezmięsne mogą być smaczne, a co dopiero ciekawe. Marta właśnie wydała swoją trzecią już pozycję, w której udowadnia, że niemożliwe staje się możliwym- zamienia tradycyjne potrawy kuchni polskiej na wegański cud miód i robi to z naprawdę wysublimowanym smakiem. Znajdziecie tu nie tylko przepisy, ale też praktyczne porady i ciekawe triki, dzięki którym pokochacie eksperymentować w kuchni.

To cztery tygodnie rozbudzania pisarskich umiejętności, wypracowywania autorskiego stylu, a także podejmowania prób lepszego zrozumienia świata i własnego ja. Autorka chce podarować narzędzie, które pozwala na wyrażanie i lepsze zrozumienie siebie, czyli pisanie, ponieważ słowa mają moc. Jednocześnie pomaga uczestnikom wypracować autorski styl i otworzyć się na nowe, nieznane. Co ważne, nie musicie mieć doświadczenia. Tu nikt nie ocenia, tylko pomaga zajrzeć w głąb duszy, opowiedzieć to w najlepszy możliwy sposób. Podarujcie sobie prezent i postawcie na własny rozwój, czyli inwestycję przyszłości.

27


duszopisarst wo ma li k i l .

lustro serca stanowi dziś kart ka

malika ledeman redaktorka naczelna magazynu kraft za łożycielka duszopisarst wa

- kobiecych warsztatów pisania sercem.

ilustracja zuzanna pietruszewska

28


Serce i dusza. Ale nie tylko. Również ciało stanowi element człowieka, którego jedną z kończyn stanowi dłoń. Prawa bądź lewa – sam zdecyduj którą z półkul wolisz aktywować. Nakarm neurony nie tylko pożywieniem, ale i słowem. Tym pisanym, literaturą czy książką, ponieważ okazuje się, że przelewanie własnych myśli na papier może stanowić formę terapii. Dla Ciebie i rzeczywistości. Zresztą nie tylko Ludzie Pióra odkryli tę zależność.

w finalnym rozrachunku przelewają nasze troski na papier. Pisanie o swoich emocjach daje człowiekowi możliwość konfrontacji z własnymi myślami. Zrozumieć, jak i poddać analizie wszystko co nas otacza i wzbogacić się o własne doświadczenie. To najcenniejsze. Podam Wam przykład. Ile razy naszła Cię ochota powiedzenia czegoś swoim najbliższym? Skumulowany ciąg słów wydobywał się z Twoich ust, a później towarzyszyło Ci uczucie żalu do samego siebie? No właśnie. Próba pisania w trudnych momentach sprawia, że dostajesz unikalną szansę obrania zupełnie innej perspektywy. Racjonalizacji.

Coraz więcej mówi się o sile i wartości jaką niosą za sobą różne terapie. Kwestie ludzkiej psychiki przechodzą ze sfery swoistego tabu, a tym samym wkraczają na ulice prężnym krokiem. Kojarzy mi się to nieco z momentem, gdy osoby tęczą malowane uzyskały możliwość wykrzyczenia swoich racji. Każdy z nas znajduje własny sposób na wyrażanie myśli. Przynajmniej powinien, by przestać boksować się z samym sobą – od tego są bowiem worki treningowe – nie Ty, Twoi bliscy czy kot perski za płotem. Warto więc spróbować odnaleźć harmonię. Podjąć działanie, które sprawi, że zapanuje nie tylko w głowie, ale i w domu. Jedną z dróg może być praktyka pisania. Lecz nie takiego zwyczajnego, a pisania duszą. Duszopisarstwo.

Biel myśli Oczywistym jest, że wielu twórców literatury poznało ten tajnik. Jednym z nich był chociażby Thomas Eliot, brytyjski poeta, który niósł opinię, że do stworzenia dzieła konieczne jest spojrzenie w głąb swych emocji. Często również tych najskrytszych. Jednak nie tylko świat artystów poznał tę receptę. Siłę słów płynących prosto z serca po dzień dzisiejszy zgłębia wielu naukowców. Psycholog społeczny, profesor Pennebaker, w latach 90. opublikował wyniki badań wykazujących, że codzienne pisanie stanowi narzędzie dla każdego z nas i doskonale sprawdzi się w domowym zaciszu. Mało tego, broń ta stanowi moc uzdrawiania duszy i ciała. Jak? Okazuje się, że człowiek przekształcając swoje myśli w słowo pisane nie ma świadomości, że przestaje odpychać od siebie trudne myśli na rzecz bezpośredniej konfrontacji z problemami. Pisz więc, pisz. Weź notes i długopis. Przestań się bać dialogu prowadzonego z biciem własnego serca. Kartka mimo bieli, to piękne lustro.

Doceń brak oceny W pisaniu nie chodzi o wieczną ocenę. Skupianie się na kropeczkach, przecinkach, kwadratach i trójkątach, jak u Podsiadło zamiast na: przyczynie i celowości tego działania. W pisaniu tworzonym prawdziwie sercem i głosem duszy tworzymy pewnego rodzaju ciąg połączeń pomiędzy naszymi organami, które

29


ja kie piękne spot kanie . o wspólnych mianow nikach tańca i bauhausu . t ekst dominika janik

dziennikarka , producent ka

Na krótką chwilę połączył ich Bauhaus. Mimo, że Gret Palucca i Wassily Kandinsky nigdy się nie spotkali, wspólnie wybudowali mocny filar dla Bauhausu, ruchu zapoczątkowanego przez niemieckiego architekta Waltera Gropiusa. Jego przedstawiciele wierzyli niezbicie, że wysmakowany design i inteligentne planowanie są w stanie zmienić społeczeństwo na lepsze, nawet w tak okrutnych i weryfikujących humanitarne postawy czasach jak pierwsza połowa XX wieku. Kandinsky na podstawie zdjęć uchwyconej w tańcu Palucci stworzył cztery szkice, ukazujące ruch w całej swojej rozciągłości, w porywie i w mocy, i w architektonicznej doskonałości. Kilka punktów i napiętych jak cięciwa łuku linii uczyniły Bauhaus i jego założenia bardziej czytelnymi, przy okazji nobilitującym ciało, detronizowane dotąd - w opinii światłych

ludzi pierwszej połowy XX wieku - przez umysł. Jej atletyczny krok i sprężysty, pełen życia taniec porywały tłumy. Wyrzuty nóg prosto w przestworza, imponujące skoki i głębokie wykroki - to robiło wrażenie. It girl swoich czasów i najbardziej rozpoznawalna tancerka Republiki Weimarskiej. Uwielbiana przez mass media, ale też mocno spowinowacona z awangardą performerka, przyjaźniła się z wieloma znakomitościami swojej epoki. Na salony wprowadzał ją sam Willem Grohmann, krytyk sztuki i tańca. Piet Mondrian często zaszywał się w jej studiu by malować, a Paul Klee sprzedał jej za bezcen jeden ze swych obrazów, który podarowała następnie swojemu mężowi w prezencie urodzinowym. Regularnie też pozwalała się szkicować Ernstowi Ludwigowi Kirchnerowi, sukcesywnie zapełniającemu notesy rysunkami jej solowych popisów.

30


tekst Dominika Janik Dziennikarka i Producentka

19


Żyła 91 lat. Była jedną z pierwszych studentek wybitnej choreografki i pedagożki tańca, Mary Wigman. Wigman wspominała ją jako chłopczycę o wąskich biodrach, z dziką twarzą otoczoną truskawkowymi włosami, temperamentną i organicznie przysposobioną do skoków, które przychodziły jej bez żadnego wysiłku. Ostatecznie Gret przerosła swoją mistrzynię nazywaną niekiedy ,,tieftänzerin” w odróżnieniu od ,,hochtänzerin”, którym to mianem określano genialną uczennicę. W 1925 założyła szkołę tańca, a jedną z jej najzdolniejszych absolwentek była Lotte Goslar, znana ze swojego przesyconego tragizmem, tanecznego stylu.

w niej bratnią duszę. Węgierski malarz związany z nurtem, László Moholy-Nagy, zauważył, że jest najbardziej przejrzystą z obecnych tancerek i że za sprawą swojego tańca odkrywa nowe prawa ruchu. Inni związani z Bauhausem twórcy powoływali się na kreowany przez nią balans pomiędzy siłą i miękkością oraz niewinnością i powagą. Wszyscy projektanci i architekci byli zdumieni geometrią jej ruchów i żywiołowością. Palucca wniosła do Bauhausu swoją sławę i koneksje, a w zamian zyskała artystyczne poparcie i filozoficzne rozwinięcie cielesnej ekspresji. Wassily Kandinsky urodził się co prawda w Rosji, ale przez większość życia mieszkał w Niemczech. Uznawany jest za jednego

Jej wiekopomne spotkanie z przedstawicielami Bauhausu miało miejsce w 1924 roku i zawdzięcza je ona swojej teściowej, Idzie Bienert. Gret w mig zyskała sobie ich przychylność i sympatię, nie tylko za sprawą innowacyjności i talentu, ale też dlatego, że w życiu i w pracy wielbiła logikę

z pierwszych malarzy abstrakcyjnych, w jednym rzędzie z Hilmą af Klimt. Kandinsky wielokrotnie przyznawał się do tego, że jest synestetykiem, a więc widzi dźwięk, czuje kolor i smakuje kształt. Dobitny tego przykład stanowi seria 10

i rygor. To sprawiło, że koledzy Gropiusa zobaczyli

obrazów z cyklu Compositions (3 z nich zostały

32


zniszczone w okresie II wojny światowej), ukazujących organiczną zależność między kolorem i dźwiękiem. Synestezja miała ogromny wpływ na odbiór świata i jego artystyczną interpretację, co w efekcie zaprowadziło go ku nowym rozwiązaniom i rozwinięciom uprawionej dotąd sztuki. Jego przełomowe spotkanie z Gropiusem odbyło się w czerwcu 1922 roku na weimarskiej uczelni tj. Staatliches Bauhaus, kiedy to inicjator Bauhausu zaproponował mu kontrakt. Kandinsky szczęśliwy, że ma po drugiej stronie tak jednomyślnego rozmówcę, zgodził się od razu i wykładał aktywnie aż do zamknięcia Staatliches Bauhaus w 1933 roku. Po dojściu Hitlera do władzy wyemigrował do Paryża, gdzie żył na suburbiach Neuilly-sur-Seine aż do śmierci. Kandinsky zawsze był aktywny na polu sztuki, poszukujący i odkrywczy, znakomicie wykształcony i wciąż spragniony wiedzy, ale mariaż z Bauhausem tchnął w niego nową energię, skłaniał do wymiany inspiracji z innymi artystami oraz ich kreatywnego namnażania. Przez te 11 wybitnie twórczych lat rozwijał teorie dotyczące kolorów, linii, punktów i kształtów, analizował rozmaite formy sztuki i redukował je do tych najprostszych, uderzając w samą strukturę. Owocem tych badań były wydane w 1926 roku

dwa eseje na temat formy: ,,Dance curves” i ,,Point and line to plane”. I tutaj właśnie następuje kulminacyjny moment ,,spotkania” Kandinskiego i Palucci. Pośredniego, bo dziejącego się za sprawą fotografii autorstwa Charlotte Rudolph, które dały jednak przyczynek do rozwinięcia zamysłu w gruntownie badaną i znajdującą swoje uzasadnienie we wszystkich dziedzinach sztuki, teorię. ,,Dance Curves” zawiera 4 abstrakcyjne rysunki żywiołowego tańca Gret Palucci. Są to diagramy skoordynowanych ruchów, gdzie stopy, głowa i dłonie wyznaczają ekstrema, a samo ciało jest linią - prostą, strzelistą i kanciastą albo krzywą, miękką i sprężystą. Za pomocą tych odwzorowań ruchów ciała Kandinsky chciał sportretować prostotę wszelkich form, wyzbywając się dychotomicznych podziałów na kobiecość i męskość, kulturę niską i wysoką, duchowość i cielesność, ugruntowanych przez filozofię Oświecenia i twierdzenia Kartezjusza. Kandinsky, tak jak i sam nurt abstrakcjonizmu, chciał dyskutować z zastanym porządkiem, kwestionować usankcjonowaną i ograniczającą wolność twórczą binarność. I te pragnienia pokrywały się w pełni z założeniami modernizmu, w które wierzył Bauhaus. Jakie piękne spotkanie. Patrząc dziś na rysunki Kandinskiego i zdjęcia Rudolph, uśmiecham się. Czuję wolność, którą daje linearny porządek, wcale nie nudny i przewidywalny, ale nieokiełznany, naszpikowany energią i optymizmem, odnajdujący radość w ruchu. Wzruszający także dlatego, że tworzony w terytorialnym sąsiedztwie z kiełkującymi ruchami nazistowskimi, które już za 7 lat od wydania ,,Dance Curves” przewartościują wszelką moralność.


formatowanie gatunku

Komunikat artystki

Ikebana

Interesują mnie różne formy spotkań działania człowieka i natury. Człowiek najczęściej jest stroną aktywną, działającą siłowo, natura jest systematyczna i  bierna, do pewnego momentu daje się kształtować. Prawa rządzące przyrodą wydają mi się w  takich momentach zaskakująco konsekwentne. Aby coś stworzyć niezbędny jest balans, który jest możliwy gdy człowiek ustąpi naturze w  odpowiednim momencie i będzie z  nią współpracować. Innym razem moment fizycznej interakcji człowieka i natury zaistnieje, ale tylko w sferze wyobraźni, wiary w fałszywe informacje. Trwale zaburza on percepcję tak samo jak wydarzenie w  rzeczywistości. Brak możliwości ostatecznego osądzenia prawdy inspiruje mnie, każe mi szukać związków, porównywać nieznane z tym co znam.

Ikebana to tradycyjna, japońska sztuka układania kwiatów. Tym prostym zdaniem zwykło się w Europie i Ameryce nazywać niezwykle skomplikowany proces artystyczny, który od układającego wymaga zaawansowanej wiedzy botanicznej, wrażliwości estetycznej i wyczulenia na trudno dostrzegalne piękno. Dla artysty zajmującego się ikebaną bardziej interesujący jest sam proces tworzenia kompozycji, a nie jej finalny efekt: odpowiedni dobór roślin i kwiatów, ich przycinanie i dostosowywanie do ogólnych założeń kompozycji przypomina proces medytacji. Zwykle podziwiamy efekt końcowy, który zachwyca swoim ułożeniem i harmonią kompozycji, nie zastanawiając się nad tym, jakie czynności towarzyszyły powstawaniu konkretnego układu. Skracanie, przycinanie,

34


43


wyginanie poszczególnych elementów roślin ma zapewnić stworzenie idealnej kompozycji, ale też podporządkować je woli twórcy.

Krajewska stara się zadać pytanie, jaką rolę obecnie pełnimy w środowisku i otaczającym nas świecie. Rozwój technologii i medycy pozwala obecnie na niemal wszystko, na spełnienie każdej fantazji i zaspokojenie naukowego głodu wiedzy. Od nas jednak zależy, w jaki sposób wykorzystamy odkryty potencjał. Często

Joanna Krajewska tworzy ikebanę na własnych zasadach. Założenia artystki są podobne do japońskiej filozofii, w projekcie również chodzi o tworzenie estetycznych kompozycji z różnych gatunków roślin, jednak Krajewska idzie o krok dalej, zmieniając się z artystki w kreatorkę. Nie tylko tworzy kompozycje – łącząc elementy pochodzące od różnych roślin i kwiatów stwarza de facto nowy, nieistniejący gatunek. Nowe twory, dzięki zastosowanym mediom (kolaż cyfrowy, grafika 3D) stają się realne i „ożywione”. Artystka eksperymentuje i choć finalny efekt całego procesu jest niezwykle estetyczny, nie jest pozbawiony dość niepokojącej refleksji dotyczącej obecności człowieka i jego ingerencji w środowisko. Bioinżyniera już dawno wyszła z ekranów filmów science fiction stając się częścią naszej codzienności, w mniejszym lub większym stopniu: zabiegi, którym poddajemy nasze ciało, modyfikacje żywności, by lepiej spełniała narzucone standardy stały się już normą, podobnie zresztą jak gospodarka rabunkowa wyniszczająca poszczególne ekosystemy. Krajewska, w subtelny sposób, porusza tematy niewygodne, zastanawiając się przy tym jak daleko może posunąć się człowiek, by zaspokoić swoją ciekawość i potrzeby rozwoju. Rośliny tworzone przez artystkę nie spełniają konkretnej roli, są z pozoru estetyczną podnietą, jednak sposób ich tworzenia ma w sobie mroczny pierwiastek kontrowersji.

zapominamy, że jesteśmy, jako ludzie, części składową większej całości. Elementy tworzące tak dobrze znaną i pozornie oswojoną rzeczywistość często myślą, czują, a (pozorna) władza nad nimi łatwo może wymknąć się spod kontroli. Doskonale widać to obecnie, na początku czerwca 2020 roku: byliśmy przekonani o swojej dominacji, wierzyliśmy, że zapanowaliśmy nad światem, a pierwotne niebezpieczeństwa jak epidemie i głód nie stanowią już zagrożenia. Życie zweryfikowało ten pogląd, pokazując, że kontrola nad światem roślin i zwierząt jest tylko pozorna, podobnie zresztą, jak wiedza na ich temat (wciąż brakuje pełnego łańcucha ewolucji wirusa SARS CoV-2 – stan na 06.2020 r.). Wirtualna przestrzeń przygotowana przez Krajewską jest nie tylko wynikiem nieustannego rozwijania przez artystkę projektu – grafika 3D i VR stały się koniecznością podczas pandemicznej rzeczywistości. Przeniesienie projektu do wirtualnej przestrzeni wystawienniczej dodatkowo podkreśla jego wielowymiarowy charakter. Oglądanie eksponatów Krajewskiej w specjalnie do tego przystosowanej przestrzeni wirtualnej uwydatnia nierealność projektu - z jednej strony jesteśmy świadomi, że oglądamy fragmenty istniejących realnie roślin i kwiatów, z drugiej zaś zauważamy, że daleko posunięta ingerencja w ekosystem w żadnej sposób nie przypomina działań naturalnych, a jej efektom bliżej do laboratoryjnych wykresów i analiz niż do zachodzących w przyrodzie procesów ewolucji.

„Podstawowym celem układania kwiatów – który stoi ponad ich kształtem, kolorem i pięknem – jest wyrażenie zrozumienia dla kruchego życia maleńkiej rośliny i jej oczekiwania na swoją przyszłość. Ikebana jest tworzona w oparciu o szlachetną, duchową wymianę pomiędzy człowiekiem a rośliną”.

tekst Maja Wolniewska

37


własny W procesie kształtowania naszej duszy, nadawania jej szlachetności oraz lśnienia, istotę stanowi otwarta przestrzeń, której synonimem jest brak jakiegokolwiek ograniczenia. Efektywniej rzeźbimy swoje wnętrze nie poprzez stawianie granic, ale przez pochłanianie nowego, nieznanego doświadczenia spoza linii, które dla nas te granice wyznaczają. Ważne, aby to, co jest dostępne na wyciągnięcie dłoni, kurczowo schwytane w garść, nie pozostawało jedyną możliwością. Najcenniejsze doświadczenia odnajdujemy w niezbadanych jeszcze fragmentach codzienności, wygrzebujemy z odległych zakamarków to, co niedookreślone i rzeźbimy ze zdobytego materiału w sposób, który według znanego nam paradygmatu uczyni nas doskonalszym. Cudowna możliwość doświadczania zostaje nam jednak nagle odebrana. Co wtedy, kiedy odgórnie jest nam narzucony tryb nie możliwości, lecz przymusu i obowiązku? Ograniczenia pojawiają się z każdej strony: od fizycznego zamknięcia w betonowym

sześcianie, przez wyjałowienie percepcji z powodu braku wewnętrznych bodźców, po całkowity mentalny zastój. Przymusowe umieszczenie jakiejkolwiek czującej istoty w przestrzeni zamkniętej, z całą pewnością wpływa niezwykle destruktywnie na jej strefę emocjonalną. Pandemia... Czas trudny dla duszy. Pozostając wciśniętym w ciasny gorset okoliczności, możemy modelować trudną rzeczywistość na korzyść swojego duchowego rozwoju. Po pierwsze i najważniejsze - demakijaż mózgu, czyli wyczyszczenie głowy z wcześniejszych przyzwyczajeń, nawyków, przekonań. Przecież mur dzielący nas od świata zewnętrznego, to także ściana, która otacza nas poczuciem bezpieczeństwa, spełniająca rolę otuliny, wyznaczająca granicę rewiru znanego, udeptanego, pewnego. Schron. Azyl. Przytulisko, w którym jest się całym sobą, prawdziwym sobą; bezpieczna przystań zakotwiczona na stałe, utwierdzona solidnym fundamentem.

pokój


/ Ponad 90 lat temu Virginia Woolf w jednym z ważniejszych pism publicystycznych traktujących o pozycji kobiet i ich rozwoju, ubrała w wielopiętrową metaforę tytułowego „własnego pokoju” umysłowe wyzwolenie płci żeńskiej. / 40


lustrzane odbicie, kalka nas samych. Należy wybierać uważnie i mądrze. Nasz Pokój to my sami.

Niespodziewane odebranie nam nieograniczonej przestrzeni może paradoksalnie pomóc w docenieniu przestrzeni wewnętrznej tj. „własnego pokoju”, niebywale istotnej sfery, mającej fundamentalny wpływ na kształtowanie naszej tożsamości. Własny pokój, własny kąt. To tu poddajemy obróbce doświadczenia zebrane z zewnątrz, meblujemy nasze myśli, strzepujemy kurz w zakamarkach głowy. Tworzymy siebie. Jest to miejsce uporządkowane, zorganizowane według indywidualnych potrzeb. Własny pokój z szafą upchaną osobistymi, jeszcze nieskonfrontowanymi ze społeczeństwem tajemnicami; własny pokój z łóżkiem, gdzie hodujemy pod zamkniętymi powiekami nasze senne marzenia; własny pokój z szufladą pełną emocjonalnego bagażu; własny pokój z zazielenionym parapetem, z potrzebą namnażania w sobie empatii do życia i rozwoju, potrzebą opieki, troski. Własny czyli swój. Własny pokój, z drzwiami zamykanymi od środka. Intymny rewir naszego bycia.

Ponad 90 lat temu Virginia Woolf w jednym z ważniejszych pism publicystycznych traktujących o pozycji kobiet i ich rozwoju, ubrała w wielopiętrową metaforę tytułowego „własnego pokoju” umysłowe wyzwolenie płci żeńskiej. W przejrzysty i klarowny sposób przedstawia społeczne, historyczne i psychologiczne uwarunkowania funkcjonowania kobiet, podkreślając wagę ich dążeń do samodzielności życiowej. Świadomość potrzeby posiadania własnego miejsca przekłada się na poczucie bezpieczeństwa, niezależność finansową, sukces zawodowy, odnalezienie się w przestrzeni publicznej, podejmowanie odpowiedzialnych życiowych wyborów. „Własny pokój” to przestrzeń i warunki, pozwalające kobiecie osiągnąć autonomiczność. Virginia Woolf apeluje do żeńskiej części społeczeństwa, aby nie zamykała sobie drogi do samorealizacji i żyła pełnią piersią: „Kiedy więc każę wam zarabiać pieniądze i zdobyć własny pokój, w istocie proszę Was o to, byście żyły świadome rzeczywistości, a więc wiodły żywot fascynujący, niezależnie od tego, czy uda Wam się przekazać innym jego treść”.

Domową przestrzeń codziennie naznaczamy swoją obecnością, wypełniamy barwą i tonem naszego głosu (czy to głos sumienia, czy wyartykułowane na głos myśli), rozpylamy nasz zapach. NASZ - arcyważny zaimek dzierżawczy, akcentujący przynależność - bycie częścią jakiejś całości. Jeżeli wypełniamy przestrzeń pokoju nami, to tak jakbyśmy oddawali miejscu kawałek siebie, wpuszczali w ściany korzenie. We własnym pokoju gromadzimy również rzeczy materialne. Budujemy wnętrze, swoje najbliższe otoczenie, z przedmiotów nieprzypadkowych, posiadających wartość bezcenną; przedmiotów takich, które dogłębnie poruszają nasze sentymentalne ja. Bo przecież pamiętamy, że przedmioty mają duszę. Kryją w sobie historie zaprzeszłe, hodują pamięć o twarzach i chwilach. Jak fotografie. Przedmioty zapamiętują linie papilarne i najdrobniejsze szczegóły rozlane w źrenicy oka. Dlatego wszystko, co otacza nas na wyciągnięcie dłoni to NaszaWłasna Opowieść,

O tym jak bardzo aktualny jest temat poruszany przez Virginię Woolf świadczy wydana w marcu 2019 roku przez wydawnictwo OsnoVa książka „Własny pokój” w tłumaczeniu Agnieszki Graff. Oparta na kanonicznym tekście brytyjskiej autorki (wpisana we współczesny kontekst) stanowi spotkanie Sylwii Chutnik i Karoliny Sulej z sześcioma niezwykle pięknymi duchowo kobietami, działającymi w różnych dziedzinach życia publicznego (Edyta Bartosiewicz, Joanna Bator, Magdalena Cielecka, Katarzyna Kozyra, Martyna Wojciechowska, Ewa Woydyłło). Poznajemy tu różne, nie zawsze wyszyte złotą nitką i usłane różami drogi do niezależności, samookreślenia i samostanowienia. Kobieca literatura. O kobietach. Dla kobiet. Pozycja obowiązkowa do przeczytania w czterech kątach własnego pokoju i nie tylko.

41


vanessa aleksander zdjęcia Marta Socha

rozmawiał Jakub Młynarczyk

Coraz liczniejsza staje się grupa polskich artystów filmowych, którzy trafiają do wrażliwości widzów na całym świecie. Wśród twórców z uznanymi przez krytykę i publiczność nazwiskami pojawia się również coraz więcej artystów, którzy są u progu swojej artystycznej działalności - co cieszy najbardziej. W ubiegłym roku przyglądaliśmy się zachwytom nad Bartoszem Bielenią w związku z jego magnetyczną rolą w filmie Jana Komasy. Obecnie możemy spoglądać z ekscytacją na wyrazisty występ młodego duetu aktorskiego u tego samego reżysera, a naszą uwagę przyciągnęła szczególnie rola jego ekranowego olśnienia. O pracy z wybitnymi artystami, perfekcjonizmie, aktorstwie, Warszawie, społecznych neurozach i hejcie rozmawialiśmy z nową postacią polskiego kina - Vanessą Aleksander.

pożegnałam się ostatecznie z uczelnią, zatem trudno mi się w pełni zdystansować i uczciwie ocenić ten czas. Wiem natomiast, że Akademia umożliwiła mi fantastyczne spotkania - w jej murach poznałam swoje trzy najbliższe przyjaciółki i obcowałam z masą inspirujących jednostek. Otrzymałam narzędzia do rozwijania swoich umiejętności aktorskich. Nie ukrywam jednak, że był to wymagający etap - symultanicznie ze studiami intensywnie pracowałam. Ponieważ jestem niepoprawnie pilna, przez długi czas nie dawałam sobie przestrzeni na błąd i porażkę. To szkoła teatralna uświadomiła mi, że trudno jest się uczyć, nie pozwalając sobie na upadek i krok w tył.

Masz za sobą doświadczenia zarówno w pracy na planie produkcji telewizyjnych, kinowych oraz w teatrze. W której z tych dziedzin czujesz się najlepiej? Czy Twoje plany wiążą się przede wszystkim z którąś z nich?

Za moment będziesz młodą absolwentką Akademii Teatralnej. Czym były dla Ciebie studia aktorskie? Czy relacje z wykładowcami i przyjaciółmi z roku w jakiś szczególny sposób wpłynęły na Twoje myślenie o sztuce aktorskiej?

Trudno tu mówić o jakimkolwiek podium. Według mnie scena i plan stanowią symbiotyczny związek. Nie wyobrażam sobie wartościować zdobytego doświadczenia w teatrze na rzecz

Wciąż jestem na piątym roku, chwilę przed oddaniem pracy magisterskiej. Jeszcze nie

spotkań filmowych. I na odwrót. Uważność

43


Dla polskiego widza kinowego Twoje nazwisko zalśniło na dobre właśnie teraz, za sprawą roli Gabi Krasuckiej. Czy masz poczucie, że obecny moment Twojej aktorskiej kariery jest ważniejszy od wielu wcześniejszych?

- jedna z najważniejszych dla mnie wartości - jest potrzebna i tu, i tam. Bardzo marzy mi się nieustanna możliwość kontynuowania rozwoju na wszystkich trzech polach.

Z wywiadów z Tobą wiemy, że marzyłaś o aktorstwie od dziecka, a Twoja dotychczasowa droga w tym zawodzie jest bardzo świadoma i sporo dłuższa niż wskazywałby na to Twój wiek. Jaka była Twoja główna motywacja do zostania aktorką? Kto stanowił dla Ciebie inspirację, wzór i jak to się ma u Ciebie teraz?

Praca z Jankiem była odmieniająca, istotna, lecz recepcja jej efektów… Hm, trudno powiedzieć. Tuż po premierze nastąpił lockdown, nie miałam możliwości spotkania z widzem, uczestniczenia twarzą w twarz w rozmowach o pracę. Trudno mi zatem ocenić czy w odbiorze mojej osoby nastąpił jakiś przełom. To zweryfikuje się za jakiś czas. Możliwość zadebiutowania w filmie Komasy była arcy-wyróżnieniem, wspaniałym spotkaniem, lecz wciąż jest to początek mojej

Od najmłodszych lat uwielbiałam przebywać z ludźmi. Obserwować ich ruchy, mimikę, czerpać z ich opowieści. Fascynują mnie różnice, wspólne mianowniki, odmienności i podobieństwa. Intryguje mnie jak doświadczenie wpływa na kształt naszej emocjonalności. Na tym moim zdaniem polega aktorstwo - na nieustannej czujności i umiejętności przyjrzenia się tej korelacji. Nie można stworzyć wiarygodnego bohatera bez wrażliwości na świat

kariery. Jeszcze mnóstwo muszę się nauczyć, więc unikam stawiania wykrzykników przy tym spotkaniu. Na pewno wyciągnęłam z tej pracy wiele wzruszeń i wniosków.

”Hejter” mimo ograniczonej przez pandemię dystrybucji zdobył już główną nagrodę w konkursie międzynarodowym na prezentującym ambitny program nowojorskim festiwalu Tribeca. Nominacje do nagród indywidualnych otrzymali też reżyser i scenarzysta Mateusz Pacewicz, a także oboje z Maciejem Musiałowskim byliście nominowani do nagród aktorskich. Jakie znaczenie ma dla Ciebie to wyróżnienie?

i drugiego człowieka. Możliwość przyglądania się tym powiązaniom, a także szansa na przepoczwarzenie się - wcielenie się w kogoś zupełnie innego, zrozumienie jego motywacji i ambicji była (i wciąż jest) dla mnie szalenie atrakcyjna. Od kiedy pamiętam lubowałam się w pracach Heatha Ledgera. Podziwiałam jego oddanie. Teraz już wiemy (środowisko, widzowie), że za

Ogromne, choć przyznaję, że z festiwalami i nagrodami mam zawsze pewien problem. Obiektywna skala oceniania aktorstwa nie istnieje, ta miara sprowadza się do subiektywnych odczuć i preferencji. Ta z góry narzucona umowność (to jest dobre, a to nie, ponieważ tak twierdzi kilkuosobowe jury) i wartościowanie talentu zawsze wydaje mi się niesprawiedliwe. Mimo to, informacja o indywidualnej nominacji mnie szalenie uszczęśliwiła. Stanie w rzędzie ze świetnymi

takim poświęceniem i trudnymi rolami powinna stać dbałość o zdrowie psychiczne. Świętej pamięci Legder będzie zawsze miał specjalne miejsce w moim sercu, ale teraz kibicuję równie mocno Jake’owi Gyllenhallowi, Margot Robbie, Charlize Theron, Timothee’mu Chalametowi… Aktorom, którzy podczas budowania postaci podejmują ryzyko.

44


/ Od najmłodszych lat uwielbiałam przebywać z ludźmi. Obserwować ich ruchy, mimikę, czerpać z ich opowieści. Fascynują mnie różnice, wspólne

mianowniki, odmienności /


aktorkami z całego świata jest naprawdę wspaniałym wyróżnieniem. Tribeca jest festiwalem współtworzonym przez Roberta DeNiro - aktora, którego rola w filmie “Taksówkarz” stanowiła dla nas wielką inspirację podczas realizowania “Hejtera”. Zatem, bycie nominowaną za rolę Gabi na wydarzeniu, które on wykreował - wiązało się z podwójną ekscytacją.

Erykiem Lubosem, Tomkiem Włosokiem, Piotrem Grabowskim. Cieszy mnie niezmiernie możliwość pracy z takimi osobistościami.

Postaci w „Hejterze” mówią dość autentycznym językiem, który nie razi widza oderwaniem od ich rzeczywistości. Wybrzmiewają w nim różne naleciałości, a to z języka angielskiego, a to z języka pisanego w internecie. Jak wyglądała ta część Twojej pracy nad postacią? Czy duet Mateusz Pacewicz, Jan Komasa był zdecydowany na cechy charakterystyczne w języku bohaterów od początku do końca, czy może połączyliście swoje obserwacje i doświadczenia, a aktorzy współtworzyli w jakiejś części kwestie swoich postaci?

Z Maciejem Musiałowskim spotkałaś się na planie również w innych projektach. Czy widoczna na ekranie chemia aktorska między Waszymi bohaterami w „Hejterze” to efekt lepszego porozumienia między Wami niż podczas współpracy z innymi aktorami? Czy może miała na to wpływ atmosfera pracy przy tym projekcie?

Janek Komasa zaprasza do współtworzenia swoich projektów. To jest według mnie unikatowe w jego pracy - zawsze zachęca do dialogu, nigdy nie stawia tezy. Mieliśmy dużo do powiedzenia w kwestii budowania naszych światów - począwszy od kostiumu, charakteryzacji, kończąc na wspomnianym przez Ciebie języku. Był komfort stawiania pytań i możliwość przedyskutowywania wątpliwości. Warto jed-

Wszystko po trochu. Maciek jest wyjątkową osobą - pełnokrwistym humanistą i artystą z prawdziwego zdarzenia. Chełpię się tym, że w prywatnym życiu jest moim bliskim przyjacielem. Jest niesamowity. Przed rozpoczęciem pracy nad “Hejterem” znaliśmy się z wydarzeń wokół aktorskich, nasze spotkania wiązały się zawsze z dużą ilością radości. Dopiero po wygranym castingu do filmu zaczęliśmy spędzać ze sobą więcej czasu. Ogromnie nas zbliżył dwójkowy wyjazd na Mazury - tam całymi dniami

nak nadmienić, że Mateusz Pacewicz ma wybitną intuicję. Jego inteligencja, uważność jest niezawodna - dzięki temu świat Krasuckich i Tomka Giemzy jest tak wiarygodny.

rozmawialiśmy o istotnych dla nas kwestiach. Podarowaliśmy sobie czułość i uważność. Zaprzyjaźniliśmy się. Dzięki temu porozumieniu, mogliśmy zbudować wiarygodnie relację Gabrysi i Tomka. Zaufanie zostało do dziś. Wspieraliśmy się przed projektem, w trakcie jego re-

Film Komasy na swoim najbardziej uniwersalnym poziomie mówi o głębokich podziałach społecznych przebiegających wzdłuż linii dzielącej klasy społeczne według zasobów majątkowych, za którymi idą także kwestie kulturowe itd. Ukazuje również mechanizmy w relacjach międzyludzkich, które radykalizują te podziały. Jak Ty sama interpretujesz wymowę „Hejtera” w odniesieniu do wykluczających postaw, które zaczynają dominować w życiu publicznym w Polsce?

alizacji i po nim. Ogromne poświęcenie Janka Komasy i wszystkich zaangażowanych miało też niewątpliwie niemałe znaczenie. Ja sama mam dużego farta do oddanych i inspirujących partnerów aktorskich - cenię sobie szalenie spotkania z Michałem Czerneckim, Borysem Szycem, Julkiem Świeżewskim, Marcinem Korczem,

49


Z wielką nadzieją wyczekiwałam premiery

człowieka (nawet jeśli skrajnie się różnią od naszych) uruchamia nienawistną machinę.

“Hejtera”, pragnęłam, by jego przesłanie trafiło do jak największej ilości osób. Film ten dobit-

Musimy wykształcić chęć słuchania, powinniśmy się wzajemnie edukować i uświadamiać.

nie pokazuje jakie konsekwencje niesie za sobą nie podejmowanie dialogu. Kategoryzowanie, tworzenie sztucznych podziałów na “my” i “oni”, na “lepszych” i “gorszych” to bilet pośpieszny do nienawiści. Jako społeczeństwo odpowiedzialne i mądre - nie możemy na nią

Oprócz tego „Hejter” komentuje bardzo aktualne współczesne problemy życia społecznego, które w dużej mierze mają miejsce w sieci albo za pośrednictwem sieci i biorą się z jej znaczenia w naszym życiu, które urasta do niebezpiecznych rozmiarów. Film Komasy stawia niewesołe diagnozy, a jakie są Twoje prywatne refleksje na ten temat? Zauważasz w swoim otoczeniu niebezpieczne tendencje w postrzeganiu ludzi, które wynosimy z sieci? A może miałaś styczność ze zjawiskami, które „Hejter” opowiada za pomocą postaci Tomka Giemzy? Mam

przyzwalać, pod żadnym pozorem. Za wszelką cenę powinniśmy szukać wspólnych mianowników, być czułym na drugiego człowieka, być uważnym na jego wrażliwość i potrzeby. Lubimy się czuć uprzywilejowani, więc często umywamy rączki - “ja nie hejtuję”, “jestem tolerancyjny, więc to nie o mnie”. Jednak prawda jest taka, że już sama nieuważność, brak chęci, by zrozumieć motywacje i poglądy drugiego

50


na myśli choćby pozornie niewinny stalking czy też internetowy hejt, który z czasem nabiera kształtu realnego zagrożenia?

Tu się urodziłam i wychowałam. To przestrzeń, z której czerpię najwięcej inspiracji i radości, ale nie oszukuję się, że jest to miejsce bez skazy. Oczywiście daleka od demonizowania stolicy i zamykania jej w hedonistycznej klamrze, lecz

Tak, doświadczyłam hejtu i byłam ofiarą stalkingu, lecz nie zamierzam wspominać o żadnej konkretnej sytuacji. To by dało nobilitację oso-

trudno nie wspominać o tutejszym hermetyzmie. Dla mnie Warszawa to przede wszystkim mój dom, moja familia i przyjaciele. Potem hałasy, zapachy, ulubione miejsca, szeroka oferta kulturalna, wrażliwi i świadomi ludzie, możliwość rozwoju.

bom, które - w tym wypadku - na nią zupełnie nie zasługują. O nienawiści w internecie mówi się oczywiście coraz więcej, lecz rzadko wspomina się o konsekwencjach ponoszonych przez hejterów, bo… Tych konsekwencji po prostu nie ma. I dlatego cyberprzestrzeń jest tak kusząca

W tym roku wszyscy mierzymy się z nowymi dla nas emocjami, które spowodowały wyjątkowe okoliczności życia w czasie pandemii. Dużo mówimy o pożytkach z chwilowego zatrzymania się w biegu codziennych spraw, zbliżeniach rodzinnych, odkrywaniu w sobie przestrzeni domowej, bardzo intymnej. Jak sobie radziłaś w tych warunkach? Czym jest ta domowa przestrzeń dla Ciebie?

dla frustratów. Świat mediów społecznościowych jest dodatkowo niebezpieczny, bo brakuje mu weryfikacji. W sieci możemy być kim chcemy - ułatwiają nam to filtry, wymyślne nicki czy fora, na których możemy anonimowo się wypowiadać. Hasła i obrazy, które figurują w cyberprzestrzeni często nie mają żadnego związku z realnym życiem. Nie będziemy pociągnięci do odpowiedzialności za kłamstwa wypisywane w komentarzach. Problem jest wielopłaszczyznowy, lecz musimy sobie uświadomić, że dopóki w realnym świecie nie

Rodzina i najbliżsi zawsze byli dla mnie priorytetem. Czas kwarantanny tylko ponownie mi uświadomił, że jest to dla mnie najważniejsza inwestycja. Poza fokusem na umiłowanych, pozwoliłam sobie w końcu na odpoczynek. To był moment na oglądanie filmów, seriali, granie w planszówki, zaczytywanie się w książkach bez poczucia winy. Te momenty uświadomiły mi, że turbo tempo i hiper wymagania, które sama sobie narzucałam są szkodliwe. Chciałabym pamiętać o tym w przyszłości i nie zapętlać się w obowiązkach zawodowych. Dawać sobie przyzwolenie na błąd i regenerację.

będziemy wyczuleni na nienawiść, dopóki na tej płaszczyźnie nie będziemy się jej przeciwstawiać, dopóty ta internetowa wciąż będzie miała się dobrze.

Warszawa w „Hejterze” jest miastem dość mrocznym. Z jednej strony neonowy hedonizm klubów nocnych obok zimnych, wystudiowanych wnętrz korporacyjnych biur czy mieszkań dobrze sytuowanych bohaterów, a z drugiej podejrzane strzelnice i obdarte puby, ciasne klatki mieszkań w blokowiskach i biednie wyglądające akademiki. Do tego na ulicach opresyjne demonstracje i walka polityczna zmanipulowanych obywateli. Jaka jest Twoja Warszawa? Czy też jest dla Ciebie soczewką kraju, w której rozmaite zjawiska mają znacznie bardziej intensywną skalę niż gdzie indziej?

51


dom lśnienie harmonia

bluzka Lydia Delgado


53


zdjęcia Kamila Solarz modelka Marina Salaet/ V IEW Model Management stylistka Angela Ibáñez

kurtka La Principal Retro

makijaż & włosy Sandra Tosca wnętrze P-M-A-A - Architecture and design studio 55


kostium Lydia Delgado buty Stuart Weitzman


kurtka La Principal Retro 57


58


bluzka Lydia Delgado


kostium La Principal Retro buty Stuart Weitzman naszyjnik Lydia Delgado


61


62


stylizacja Yulia Yadryshnikova buty Vintage


stylizacja Yulia Yadryshnikova buty Acne Studios


65


płaszcz Lydia Delgado kapelusz & Other Stories


uroda

zdjęcie Natalia Czyşak


uroda


nasi

kosmetyczni ulubieńcy

Ministerstwo Dobrego Mydła, Konfitura Róża-Malina

i delikatnie mieni się na skórze, nadając jej blasku i rozświetlenia. Ale to nie jego jedyny atut. Odznacza się suchą konsystencją, więc nie pozostawia żadnych plam na skórze i bardzo szybko się wchłania. Do tego stanowi mieszankę drogocennych olejów, które nie tylko świetnie nawilżają, ale też silnie odżywiają, a wzbogacenie ich składnikiem ekosilk sprawiło, że skóra po aplikacji jest jedwabiście miękka i gładka.

Jakiś czas temu zachwycałyśmy się serum z tej samej linii, w pewnym momencie stwierdziłyśmy, że jeszcze nam mało, dlatego postanowiłyśmy sięgnąć po dawkę piękna skoncentrowaną w kremie. Ku naszej uciesze Ministerstwo i tu nas nie zawiodło. Konfitura jest idealną dawką nawilżenia do skóry suchej, choć sprawdził się również przy mojej kapryśnej cerze mieszanej. Pozostawia skórę delikatną i aksamitnie gładką. Doskonale ją odżywia i do tego posiada uzależniającą cechę- obłędnie pachnie. Jest w miarę lekki, dobrze się wchłania i co ważne, nie roluje pod makijażem.

The Ordinary, Serum z Witaminą B3 i Cynkiem Tej marki chyba nie musimy nikomu przedsta-

Auna, Szampański olejek do ciała

wiać. Zdobywa w ostatnim czasie popularność z niezwykłą prędkością, a ich produkty rozchwytywane są na całym świecie. Postanowi-

Sezon wakacyjny pozwala nam nieco zaszaleć i sięgnąć po olśniewające kosmetyki, dosłownie. Olejek od Auna nadaje się nie tylko na wielkie wyjścia. Pięknie podkreśla opaleniznę

łyśmy więc przetestować jeden z najbardziej zachwalanych kosmetyków. Musimy przyznać, sprawdził się naprawdę dobrze. Dzięki zawartości niacynamidu (czyli pochodnej

70


witaminy B3) bardzo ładnie rozświetla cerę, zmniejsza widoczność przebarwień i przekrwień skóry. Doskonale nadaje się do cery tłustej, ponieważ dzięki zawartości cynku zmniejsza wydzielanie sebum i świecenie się skóry.

stwierdzić, że nieszczególnie nas to dziwi. Ten peeling jest naprawdę świetny. Swoim zapachem przywodzi na myśl dojrzałe owoce porzeczki, a do tego posiada zmielone pestki tego owocu, co jest dla nas rozwiązaniem idealnymdoskonale peelinguje i jednocześnie odżywia skórę. Oczywiście zawiera też witaminy właściwe porzeczkom, m. in. B i C oraz sole mineralne, dzięki którym wykazuje działanie oczyszczające, bakteriobójcze i rozjaśniające. Cudownie masuje i pobudza mikrokrążenie, idealny do domowych rytuałów.

Mawawo, Pianka Smooth Foamy Foamer Ta naturalna pianka dokładnie, ale delikatnie oczyszcza skórę dzięki roślinnym substancjom myjącym, dlatego główną uwagę zwróciłyśmy na nią przez skład i wyjątkowe składniki pozyskiwane z trzech stron świata (Kolibeł Egipski, śródziemnomorska Gipsówka i orzech Shikaka.) Bazą pianki jest odżywcza, bogata w minerały francuska woda termalna oraz naturalna betaina pozyskiwana z buraka, która nawilża, łagodzi podrażnienia oraz reguluje gospodarkę wodną skóry. Ponadto nie zaburza naturalnej równowagi i nie podrażnia.

Melo, rewitaluzujące serum do twarzy Serum przeznaczone jest dla skóry szarej, zmęczonej i pozbawionej blasku. Dzięki kompozycji witamin, ma szczególną moc rewitalizacji, regeneruje skórę i doskonale ją nawilża. Poprawiając koloryt, zapewnia jej świeży i promienny wygląd, do tego sprawdzi się również jako odżywka do brwi i rzęs. Jego sekret tkwi w starannie dobranych drogocennych tłuszczach roślinnych- olej z opuncji świetnie nawadnia tkankę, a bursztynowy z rokitnika stymuluje uszkodzone komórki do kompleksowej odbudowy.

4szpaki, Mydło porzeczka - peelingujące Czytając opinie na temat tego kosmetyku zgadujemy, że to zdecydowany faworyt, ten jeden jedyny wśród klientek. I chyba śmiało możemy

71


naturalne odkrycie tekst agnieszka marszał

Marka kosmetyczna, która promuje ekologiczne rozwiązania w pielęgnacji. To właśnie kochamy. Produkty Melo mają fantastyczny, bo prosty i naturalny, skład. Naszym must have jest peeling z błotem z Morza Martwego. Absolutnie warto zanurzyć się w tej odżywczej kąpieli. Peeling zawiera tylko pięć składników. Ale za to jakich! Przede wszystkim niezwykle drogocenne błoto z Morza Martwego. Dzięki kryształkom soli morskiej i szmaragdowych alg doskonale oczyszcza ciało, regeneruje i kompleksowo odżywia. To także dosłowna bomba witaminowa, minerałowa i mikroelementowa. Błoto zawiera wiele drogocennych pierwiastków jak: wapń, potas, magnez czy żelazo, które doskonale zmiękczają i wygładzają skórę, poprawiają jej elastyczność i jędrność. Przy tym usprawniają mikrokrążenie oraz wydalanie toksycznych produktów przemiany materii, co ma duże znaczenie w zwalczaniu wszelkich niedoskonałości.

Kolejnym olśniewającym składnikiem jest olej z opuncji figowej. Jego zadanie to przede wszystkim hamowanie procesu starzenia się skóry. Wspomaga też gojenie, łagodzi podrażnienia i stany zapalne. Warto dodać, że to jeden z najdroższych olejów świata. Pozyskanie jednego litra produktu wymaga zebrania prawie pół tony nasion opuncji. Efekty są jednak tego zupełnie warte. Oprócz niego znajdziemy też spirulinę, czyli mikroalgę uważaną za jedną z najcenniejszych roślin na świecie. Mocno nawilża, normalizuje pracę gruczołów łojowych, a także wzmacnia naczynia krwionośne. Poprawia także krążenie i koloryt skóry. Peeling z błotem z Morza Martwego polecany jest dla każdego rodzaju skóry - zarówno tej wrażliwej i delikatnej, jak i dojrzałej oraz problematycznej. Ten prawdziwy skarb natury naprawdę warto mieć w kosmetyczce!

72


73

ilustracja Zofia Miller


sekrety lśnienia mini poradnik do wykorzystania w domowych pieleszach.

tekst Sandra Broniszewska

Ostatnie miesiące przewróciły nasze życia o 180 stopni. Musieliśmy nauczyć się funkcjonować w nowej rzeczywistości. Zmieniliśmy nawyki, zaczęliśmy zwracać większą uwagę na zdrowie- nasze i naszych bliskich, a codzienność w dużej mie-

Na pierwszy ogień idzie jedwab. Czy wiedzieliście, że jest on najbardziej przyjaznym dla skóry włóknem naturalnym? Nie alergizuje, a co za tym idzie jest obojętny dla układu odpornościowego, nie przyciąga i nie akumuluje zanieczyszczeń (kurzu, pyłków, grzybów czy sierści), ponadto nie lubią go owady (również roztocza), a jego dotyk koi układ nerwowy. Jest też materiałem dobrze przepuszczającym powietrze. Te właściwości powodują, że jest on doskonale tolerowany przez skóry wrażliwe, trądzikowe i alergiczne. Czy znasz to uczucie, gdy po przebudzeniu się widzisz na swej skórze widoczne odgniecenia od poduszki, a skóra jest podrażniona? Śpiąc na jedwabiu zapomnisz o tym problemie!

rze skupiła się w obrębie domów. Pewnie sporo z Was zaczęło zastanawiać się jak zadbać o siebie w momencie, gdy ulubione salony kosmetyczne były zamknięte. Wychodzę więc Wam naprzeciw, przedstawiając kilka sekretów dbania o swe ciało w domowych pieleszach. Jedwab chroni przed zmarszczkami i naelektryzowanymi włosami.

74


fot. Myza, materiały prasowe


Jedwab składa się z dwóch białek: w 70% z fibroiny, a w 30% z serycyny. Proteiny jedwabne w swoim składzie chemicznym są bardzo podobne do protein występujących w skórze oraz włosach. Dodatkowo posiadają ładunek elektrostatyczny przeciwny do ładunku skóry i włosów, dzięki czemu problem naelektryzowanych kosmków znika. Fibroina jest białkiem posiadającym ogromną zdolność wiązania i zatrzymywania wody. Ze względu na swą dużą masę cząsteczkową, nie wchłania się w głąb skóry ale tworzy na jej powierzchni rodzaj filmu, który stanowi ochronę przed niekorzystnym wpływem środowiska. Zaletą tego białka jest fakt, iż nie powoduje on podrażnienia nawet bardzo wrażliwej skóry. Serycyna (inaczej klej jedwabny), jest to białko zlepiające włókna fibroinowe jedwabiu naturalnego. Zawiera ono resztki seryny, glicyny i kwasu asparaginowego. Poprawia stan bariery epidermy, zmniejszając utratę wody przez skórę. Z tego powodu uważana jest za „naturalny nawilżacz” skóry. Tworzy na jej powierzchni delikatną warstewkę, która pozwala swobodnie oddychać, czyniąc ją gładką i aksamitną. Jedwabna poduszka ma także właściwości „przeciwzmarszczkowe”. Gładka powierzchnia jedwabiu pomaga w swobodnym przesuwaniu się twarzy po poszewce (zmniejsza tarcie skóry o 43%) niwelując wszelkie odgniecenia, które są jednym z czynników powodujących drobne zmarszczki. Ponadto włókna jedwabiu dzięki ścisłemu splotowi „nie zahaczają” o rzęsy i włosy, a więc znika problem z puszeniem, odgniataniem, a nawet wypadaniem włosów oraz rzęs.

utrzymuje równowagę w naszym ciele, dzięki czemu organizm może prawidłowo funkcjonować. Jednakże żyjemy w czasach, gdzie zewsząd jesteśmy atakowani różnymi bodźcami świetlnymi. Zarówno poświatą świetlną nad dużymi miastami, ale też światłem pochodzącym z włączonego telewizora czy lampki nocnej. Tajemnicą dobrego snu jest hormon zwany melatoniną. W dużym skrócie wytwarza on się w ciemności. Zostało udowodnione naukowo, że jego poziom wpływa na ryzyko zachorowania na raka- im niższe stężenie melatoniny, tym wyższe jest ryzyko zachorowania. Ponadto prawidłowy poziom melatoniny wpływa na stężenie endorfin we

Jedwabne opaski, czyli coś dla podróżniczek i miłośniczek smartphonów. Sen jest nieodłączną częścią cyklu biologicznego naszego życia. Odpowiednia jakość snu

76


73

fot. Nacre Botanicals, materiały prasowe


fot. ByDariiaDay, materiały prasowe

krwi, więc warunkuje nasze dobre samopoczucie, nastrój oraz energię do życia. Oprócz tego sztuczne oświetlenie towarzyszące nam podczas snu, nienaturalnie podnosi poziom hormonu kortyzolu (hormonu stresu), który zakłóca sen i może powodować między innymi problemy z insulinoopornością. Zapewnienie sobie całkowitej ciemności nie jest łatwe w erze smartphonów, tabletów, czy routerów świecących 24/7. Jednym z rozwiązań są jedwabne maseczki na oczy. Zapewniają one odpowiednią „ciemność”, która sprzyja w odpoczynku i relaksie ciała, zarówno w domu jak i w podróży, a dodatkowo pomagają w pielęgnacji delikatnej skóry wokół oczu.

setów podróżnych. Poniżej przedstawię Wam listę sklepów, w których możecie kupić jedwabne produkty. ByDariiaDay — www.bydariaaday.com To od koleżanki po fachu zaczęła się moja przygoda z jedwabnymi poszewkami i opaskami na oczy. Dariia Day to światowej sławy polska wizażystka, na co dzień mieszkająca w Paryżu. Jak można znaleźć w opisie znajdującym się na stronie sklepu jej przygoda z jedwabnymi poszewkami zaczęła się podczas podróży po Azji Południowo-Wschodniej. To tam usłyszała o niezwykłych właściwościach organicznego jedwabiu i osobiście przekonała się o skutkach spania na nim. Zniknęły problemy z wrażliwą skórą oraz trądzikiem różowatym, a włosy stały się niebywale gładkie i błyszczące.

W ofercie sklepów specjalizujących się w jedwabnych produktach możecie znaleźć szeroki przekrój poszewek na poduszki, masek na oczy, gumek do włosów, czy nawet jedwabnych

78


Zainspirowana postanowiła stworzyć własną markę produkującą jedwabne cuda. Wszystkie produkty zaprojektowane są w Paryżu, a wyprodukowane w jej rodzinnej, polskiej firmie z wysokiej jakości organicznego jedwabiu morwowego o wadze 25 momme, posiadającego wszelkie wymagane certyfikaty jakości. So-fluffy — www.so-fluffy.pl

tą metodą odsyłam do wielu dostępnych źródeł na temat medycyny wschodniej. Jest to bardzo ciekawe zagadnienie poruszające holistyczne aspekty naszego życia. Masaż szczotką na sucho, to w głównej mierze peeling naszego ciała. Martwy naskórek zostaje złuszczony, dzięki czemu skóra staje się jędrna, napięta i bardziej ukrwiona. Regularne szczotkowanie ciała na sucho pomaga w walce z cellulitem, wrastającymi włoskami po depilacji, czy też złuszczaniu martwego naskórka. Warto po takim masażu użyć nawilżającego olejku lub balsamu do ciała, który idealnie wchłonie się w skórę pozostawiając ją w widocznie lepszym stanie.

W ofercie tego sklepu oprócz jedwabnych poszewek, masek, gumek do włosów etc. znajdziecie też jedwabne sukienki, opaski na włosy, a nawet maseczki! Wszystkie produkty szyte ręcznie w Polsce, z naturalnego jedwabiu morwowego o wadze 19 momme.

Jak wykonywać taki masaż?

Silk.pl — www.silk.pl

Jest to stosunkowo prosta i mało czasochłonna metoda! Należy zwracać szczególną uwagę na nacisk z jakim masujemy ciało. Nie może być zbyt mocny, szczególnie na początku, dopóki skóra nie przyzwyczai się do nowej formy peelingu. Masaż zaczynamy od stóp, kierując się do tułowia, w stronę serca- nigdy odwrotnie! Odradzam masowanie dekoltu, szyi czy twarzy, ponieważ może to być zbyt mocne doznanie dla tak delikatnej skóry.

W ofercie tego sklepu w przeciwieństwie do wymienionej wcześniej reszty znajdziecie poszewki na poduszki, poszewki na kołdrę i jedwabne prześcieradła. Coś dla fanek dobrych jakościowo produktów do domu (i dla ciała)! Slaap.pl — www.slaap.pl W ofercie tego sklepu znajdziecie opaski na oczy oraz jedwabne poszewki na poduszki z jedwabiu o wadze 22 momme. Wszystko pięknie zapakowane, z dbałością o każdy detal.

Szczotkę wybierzcie z długim włosiem, ponieważ to syntetyczne może Was podrażniać skórę. Jeżeli chodzi o twardość, najlepiej zdecydować się na tą średnią. Warto też zwrócić uwagę na to, aby szczotka posiadała pasek/uchwyt. Będzie to pomocne szczególnie w masażu pleców czy pośladków.

Szczotkowanie ciała na sucho. Tradycja szczotkowania ciała na sucho wywodzi się z medycyny ajurwedyjskiej, gdzie tradycyjnie wykonuje się masaż Abhyanga. Zainteresowanych

79


ilustracja Zofia Miller


DIY kojąca maseczka z ogórka i mięty Jej główne atuty do ujędrnienie i odświeżenie cery. Idealna na gorące, letnie dni- świetnie chłodzi i koi skórę.

składniki Zielony ogórek Kilka liści mięty (ok. 5) 2 łyżki glinki białej 5 kropli oleju z pestek winogron 2 łyżki wody

przygotowanie W blenderze zmiksuj ogórek i liście mięty, powstałą papkę połącz z glinką, dodaj wodę, olej i dokładnie wymieszaj. Nałóż na twarz omijając okolicę oczu i ust. Pozostaw na 10 minut. Ważne! Maseczka nie może zaschnąć, w przeciwnym wypadku może podrażnić skórę. Należy wykorzystać ją od razu, nie nadaje się do przechowywania w lodówce.


Domowe rytuały - tajniki urodowe modelek

Natalia Uliasz


Na codzienną, domową pielęgnację składa się wiele kroków i urodowych rytuałów, które każda z nas wykonuje przede wszystkim dla poprawy wyglądu i samopoczucia. Opierają się nie tylko na używaniu szerokiej gamy kosmetyków, ale i wykonywaniu masaży, dbaniu o zdrowe wnętrze czy dobre samopoczucie. Choć każda kobieta ma swoje nawyki, często dowiadujemy się od siebie nawzajem ciekawych rozwiązań oraz tajników zdrowego i lśniącego wyglądu. Zapytałyśmy więc osoby w szczególny sposób związane z tym tematem- modelki, które na co dzień muszą wyjątkowo dbać o swoje zewnętrzne piękno. Jakie są ich domowe rytuały? O tym opowiedzą Wam nasze trzy lśnienia: Julia Borawska, Krysia Ziółek i Natalia Uliasz.

mnie osobiście uspokaja i usypia. I najważniejsze, nie zapominajmy rownież o piciu wody, o jej istocie chyba nie muszę nikomu przypominać! Przechodząc już do samej pielęgnacji, przede wszystkim korzystam z toników bez alkoholu (np. ogórkowy bądź różany- pięknie pachną, a oprócz tego są delikatne i nie podrażniają skóry). Uwielbiam także różnego rodzaju maseczki, te w płachcie, nawilżające czy oczyszczające. Jako serum na noc stosuję witaminę C o 15% stężeniu (pod krem), które doskonale radzi sobie z przebarwieniami i pięknie rozświetla cerę. Oprócz tego moim osobistym must have’m jest krem na dzień z filtrem, który powinien znaleźć się w każdej kosmetyczce. Co ważne, stosuję go nie tylko gdy świeci słońce, ponieważ nawet podczas pochmurnych dni jesteśmy narażeni na szkodliwe promieniowanie UVA. Chroni on przed przebarwieniami, fotostarzeniem skóry i obniża ryzyko zachorowania na czerniaka.

Natalia Dla mnie ważne jest, by nawilżać skórę nie tylko od zewnątrz, ale też od środka, dlatego każdy dzień zaczynam od wypicia szklanki świeżego soku z selera naciowego - na czczo (to bardzo ważne). Dieta i odpowiednie nawodnienie mają ogromny wpływ na nasz wygląd. Już po trzech tygodniach regularnego picia takiego soku zauważyłam ogromną poprawę kondycji mojej skóry. Na wieczór natomiast polecam herbatę z czystka, który ma zbawienny wpływ na stan naszej cery, dzięki dużej ilości przeciwutleniaczy neutralizuje wolne rodniki, a oprócz tego

83


Krysia Cera modelek powinna być bez skazy. Dlatego pielęgnacja skóry twarzy jest dla mnie najistotniejszym rytuałem. Do jej codziennego oczyszczania używam sonicznej szczoteczki foreodzięki niej jest możliwe najgłębsze oczyszczanie, a jednocześnie, poprzez wibracje, szczoteczka wykonuje masaż twarzy. Po oczyszczaniu używam wody termalnej, która działa kojąco i chroni skórę. Następnie do kremu na co dzień dodaję 2 krople olejku z drzewa herbacianego, który idealnie sprawdza się w codziennej pielęgnacji. Do moich kolejnych pielęgnacyjnych rytuałów należy olejek z czarnuszki i maska z zielonej glinki. Stosuję je na skórę 2 razy w tygodniu. Oprócz tego wykonuję w domu masaże twarzy. Mam kilka swoich ulubionych instruktażowych filmików na youtubie, dzięki którym mogę je samodzielnie stosować. Ponadto używam liftingujący roller oraz silikonowe bańki marki Crystallove. Dzięki masażom skóra staje się bardziej dotleniona i odżywiona. Działają także przeciwzmarszczkowo i konturują owal twarzy. Istotną rolę odgrywa również moja dieta, która jest dietą niskowęglowodanową. Codziennie na czczo wypijam całą wyciśniętą cytrynę z ciepłą wodą, a wieczorem sięgam po esencję probiotyczną firmy Probiotics. Jako psycholog zawsze zaznaczam jak ważny wpływ mają emocje, doświadczenia na zdrowie fizyczne i urodę. Powinniśmy dbać o swoje zdrowie psychiczne, aby lśnić na zewnątrz. O ile to możliwe, redukuję stres w swoim życiu nie angażując się w pewne sprawy. Jestem asertywna i nie podejmuję działań, na które nie mam ochoty. Równie ważną rolę odgrywa w moim życiu sen. W miarę moich możliwości staram się wcześniej kłaść do łóżka. Procesy regeneracyjne zachodzące podczas snu są najskuteczniejsze na dobre samopoczucie i zdrowy wygląd.

Krysia Ziółek

84

Julia Bo


orawska

Julia Każda z nas ma swoje rytuały. Dla modelek są one szczególnie ważne, a uroda i wizerunek to nasze narzędzie pracy, dlatego staram się dbać o nią najlepiej jak potrafię. W codziennym pośpiechu z reguły nie mamy zbyt wiele czasu dla siebie, a od 8 lat żyję na najwyższych obrotach łącząc pracę w modelingu z edukacją, aktualnie na Uniwersytecie Humanistycznospołecznym w Warszawie, gdzie studiuję IBM. Jako perfekcjonistka lubię mieć pewność, że zawsze daję z siebie 100%, dlatego nie wyobrażam sobie zakończenia dnia bez umycia twarzy, spryskania jej tonikiem, nałożenia serum, kremu pod oczy i na koniec kremu do twarzy. Są to małe detale, jednak niezależnie od tego czy jest to wyjście na casting czy też śniadanie z koleżankami, moja poranna „skin care routine” kończy się masażem twarzy rollerem jadeitowym. W ostatnim czasie staram się również wybierać kosmetyki naturalne, wegańskie, najlepiej w szklanych opakowaniach, od marek które nie testują swoich produktów na zwierzętach. Kolejną kwestią, do której przywiązuję dużą wagę, jest stosowanie 2/3 razy w tygodniu peelingów oraz maseczek odżywiających zarówno do twarzy, jak i ciała. W wolniejsze dni lubię przed porannym prysznicem wymasować ciało szczotką do masażu na sucho, który pobudza krążenie, wygładza skórę i usuwa toksyny z organizmu. Co ważne, po takiej kąpieli należy obowiązkowo nakremować skórę masłem do ciała. Nawiązując jeszcze do rytuałów dla ducha, zawsze po wyczerpującej sesji zdjęciowej czy ciężkim tygodniu na uczelni, lubię wziąć ciepłą kąpiel w wannie z lampką czerwonego wina i świeczką zapachową. Dbajmy o siebie pod każdym względem, bo kobiece piękno bierze się z naszego wnętrza.


tekst anna klich Mgr kosmetolog, Miłośniczka absolwentkanaturalnej Collegiumpielęgnacji, Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego. której tematyką zajmuje Miłośniczka się naturalnej pielęgnacji, której tematyką zajmuje się instagramie na na instagramie @skincare.by.kokosanka @skincare.by.kokosanka

46


zdrowa i lśniąca cera zasady pielęgnacji

Zdrowa oraz lśniąca cera to pragnienie wielu

aspekty jesteśmy w stanie świadomie wpływać. Warto zacząć od stylu życia. Pod tym hasłem możemy umieścić: ilość snu, stres, używki oraz dietę. Czynnikiem zewnętrznym jest między innymi promieniowanie UV, które destrukcyjnie wpływa na włókna kolagenowe oraz elastynowe, tym samym powodując fotostarzenie. Oprócz tego promieniowanie UV może być źródłem chorób skórnych- w tym czerniaka.

kobiet. Sprawia, że wyglądamy młodziej, potrafi pozytywnie wpłynąć na samopoczucie oraz postrzeganie siebie, dodaje nam młodzieńczego blasku. Estetyczna aparycja idzie w parze ze zdrowiem. Dlatego warto zadbać o prawidłową pielęgnację, ponieważ w dużym stopniu warunkuje oraz wpływa na kondycję skóry. Zdrowa skóra to skóra pozbawiona wyprysków, przebarwień, podrażnień, rozszerzonych naczy-

Na prawidłową pielęgnację składają się odpowiednie kosmetyki oraz pewne zasady. Fundamentem doboru kosmetyków jest wiedza na temat naszego typu cery. Jeśli sami nie potrafimy przyporządkować jej do odpowiedniego rodzaju, najlepiej skorzystać z porady fachowca takiego jak kosmetolog czy kosmetyczka. W dalszej części artykułu pojawią się wskazówki, które pozwolą uporządkować wiedzę na temat pielęgnacji.

nek, zmian chorobowych. Ponadto jest to skóra, której proces wydzielania sebum nie jest zaburzony, a płaszcz hydrolipidowy nie jest naruszony. Oprócz tego powinna być nawilżona, odżywiona, o zdrowym kolorycie i promiennym blasku. Na wygląd skóry ma wpływ wiele czynników. Należą do nich styl życia, uwarunkowania genetyczne, czynniki zewnętrzne, a także odpowiednia pielęgnacja. O ile z uwarunkowaniami genetycznymi musimy się pogodzić, tak na inne

Pielęgnacja to złożony proces, na który składają się etapy takie jak: demakijaż, oczyszczenie, tonizacja, nałożenie serum, kremu do twarzy

87


oraz pod oczy. Zacznijmy od początku, czyli od demakijażu i oczyszczenia. W trakcie tych czynności usuwamy makijaż, zanieczyszczenia, nadmiar sebum oraz martwy naskórek, czyli wszystko co gromadzi się w ciągu dnia na skórze. W tym celu możemy użyć mleczka, oleju, płynu micelarnego, pianki lub żelu do demakijażu. Warto mieć na uwadze, aby wybierać do tego celu kosmetyki, które nie zawierają zbyt silnych detergentów oraz nie powodują uczucia ściągnięcia po ich zastosowaniu. Taki stan może powodować podrażnienia oraz nadmierne wydzielanie sebum. Świetnie sprawdza się też dwuetapowe oczyszczanie twarzy, do którego po masażu olejem (np. z nasion konopii czy pestek winogron), stosujemy żel/piankę do mycia twarzy.

peelingi. Maseczki pomagają podtrzymać efekty codziennej pielęgnacji oraz ją uzupełniają. Możemy kupić gotowy produkt lub zrobić ją samodzielnie. Świetnie sprawdzają się glinki, które wystarczy wymieszać z odrobiną wody mineralnej lub ulubionego hydrolatu. Peelingi natomiast usuwają zrogowaciały naskórek, pobudzają krążenie skóry oraz ją oczyszczają. Tego typu kosmetyków nie można stosować zbyt często. W zależności od stopnia ścieralności możemy go powtarzać co 7-10 dni. Bardzo ważny jest dobór odpowiedniego peelingu. Do cer wrażliwych najbardziej odpowiedni będzie delikatny peeling – enzymatyczny. W przypadku cer tłustych można sobie pozwolić na mocniejsze złuszczenie naskórka i używanie peelingów drobnoziarnistych.

Demakijaż oraz oczyszczenie wykonane prawidłowo są podstawą dla kolejnych kroków. Po wykonaniu wspominanych czynności można przejść do tonizacji. W tym celu możemy skorzystać z toniku lub hydrolatu, które przywrócą naturalne pH naszej skóry. Następnie na wilgotną skórę nakładamy serum. Aby osiągnąć efekt rozświetlający świetnie sprawdzą się produkty z witaminą C. Po nałożeniu serum czas na krem, który powinien być dobrany do potrzeb skóry. Warto pamiętać o odżywieniu oraz nawilżeniu, które są potrzebą każdego typu cery i sprawiają, że skóra jest gładka oraz promienna.

Prowadząc na instagramie profil o kosmetykach staram się edukować moich czytelników na temat wpływu promieni UV na nasze zdrowie. Świadomość dotycząca ich negatywnego oddziaływania jest niezwykle istotna. Stosując codziennie krem zawierający filtry UV możemy ochronić się przed niekorzystnymi skutkami jakie powoduje ekspozycja na słońce. Regularne stosowanie tego typu preparatów oraz unikanie opalania może w przyszłości pozytywnie zaprocentować oraz nie dopuścić do fotostarzenia, przebarwień oraz chorób skórnych. Warto obserwować swoją skórę i analizować, które kosmetyki jej odpowiadają. Często jest to indywidualna kwestia i z tego względu dobór odpowiednich kosmetyków może zająć trochę czasu. Zasada jest jedna- nie można się poddawać, na pewno w końcu znajdziecie takie produkty, z których będziecie zadowoleni. Skóra odzyska wtedy zdrowy, promienny wygląd. Oprócz tego nie zapominajcie zwracać uwagi na jakość kupowanych kosmetyków. Warto wybrać te, które w realny sposób są w stanie poprawić kondycję skóry oraz zawierają wartościowe składniki aktywne.

Kolejnym produktem, który powinien znaleźć się w kosmetyczce jest krem pod oczy. Jest to obszar, który wpływa na ogólny wygląd twarzy. Często właśnie wokół oczu pojawiają się pierwsze zmarszczki mimiczne, a także cienie czy worki. Warto stosować preparaty, które sprawią, że spojrzenie nie będzie wyglądać na zmęczone. Składnikami w tego typu kosmetykach są zwykle kofeina, zielona herbata, kwas hialuronowy oraz różne ekstrakty roślinne (np. z rumianku, aloesu). Dodatkowymi kosmetykami, które pomagają dbać o skórę są maski oraz

88


zdjęcia Artur Madej makijaż & włosy Kamila Jankowska / Art Faces modelka Joanna / Selective Management


spojrzenie

zdjęcia Zuzanna Filipiak modelka Klara / Madebymilk stylistka Judyta Rybka makijaż Wiktoria Baczkiewicz asystent Patrycja Wójcik

światło

balans


92


95


96


98


99


101


moda

zdjęcie Natalia Czyşak


moda


must

Sygnet Gold Bubble, lau.jewellery Moda na sygnety nie opuszcza nas już od kilku sezonów, a my osobiście zwariowałyśmy na ich punkcie. Tym razem wybrałyśmy dla Was propozycję od lau.jewellery, czyli masywny sygnet o wyjątkowym obłym kształcie, ręcznie wykonany z najwyższej próby srebra 925 (w całości pozłacany dwoma mikronami 24 karatowego złota). Zagra główną rolę i nada lśnienia każdej stylizacji. Charakterny i nietuzinkowy, czyli to co lubimy najbardziej.

have

Sukienka Queens Midi od nudyess Prostota jest pięknem. Nudyess to marka, która doskonale wie co znaczy to hasło. Stworzona dla kobiet i z myślą o kobietach. Nie dyskryminuje rozmiarów, a ubrania leżą dobrze na każdej sylwetce. Naszym wyborem jest dopasowana sukienka midi wykonana z wysokiej jakości prążkowanej i rozciągliwej tkaniny w neutralnym (jak sama nazwa nudyess) kolorze. Jest prosta i klasyczna, dzięki czemu idealnie sprawdzi się w kapsułowej szafie- będzie stanowić doskonałą bazę do wielu letnich stylizacji.

104


Strój kąpielowy THE SPECIAL ONE, Kornelia Rataj Piękny kolor i krój łaskawy dla kobiecych sylwetek. Krzyżowe wiązanie na plecach zapewnia wygodę i komfort noszenia, a wysokie wcięcie optycznie wydłuża nogi. Bardzo klasyczny i choć popularny już od kilku sezonów, raczej zostanie w naszych szafach jeszcze przez długi czas. Z chęcią nosiłybyśmy go na codzień w połączeniu z szerokimi lnianymi spodniami. Właściwie chyba nic nie stoi nam na przeszkodzie, czekamy więc z niecierpliwością na nadejście gorących i słonecznych dni.

Buty Opera, Bałagan Tej marki chyba nie musimy nikomu przedstawiać. Polskie projekty zdobywają rzeszę fanów w całej Polsce, a także poza jej granicami i nic dziwnego, bo mogą szczycić się naprawdę wysoką jakością i świetnym designem. Na lato wybrałyśmy bardzo popularny model eleganckich i klasycznych półbutów z oryginalną cholewką. Sprawdzą się idealnie zarówno w stylizacjach inspirowanych modą ubiegłych dekad, jak i tych bardziej nowoczesnych. Pozwólcie, by modernistyczny Bauhaus zagościł w Waszej szafie!

według Lśnienia

105


claudia grabowska

rozmawiał a martyna krzyk acz

lśnienia dziewczy na


Po spektakularnym sukcesie największych influencerek, które szturmem zdobyły światowe billboardy, nastąpiła era narodzin nowych blogerów. Każda dziewczyna pragnie sięgnąć gwiazd, kreując swój wizerunek w sieci, dlatego tworzenie wyróżniających się treści jest teraz tematem coraz trudniejszym. Tymczasem Tobie się udaje - jaki jest Twój sekret?

Claudia Grabowska, stylistka modowa, dyrektor kreatywna i autorka bloga thewhiteprint.blogspot.pl. Miłośniczka slow fashion, która nie potrafi żyć bez muzyki. Jej wysublimowany i estetyczny styl inspiruje kilkadziesiąt tysięcy kobiet, a grono fanów stale rośnie. Poznajcie naszą kolejną bohaterkę cyklu Dziewczyny Lśnienia.

Od samego początku robię to samo. To, co lubię najbardziej. Jestem sobą. Cieszę się, że ktoś to docenia. Super, że to stało się teraz moją pracą. Nigdy nie marzyłam o tym by stać się celebrytką czy topową blogerką i wiem, że to świat nie dla mnie. Na warszawskie eventy patrzę przez palce. Nie tworzę treści dla każdego, więc ogromna sława mi nie grozi.

Twój wizerunek to kwintesencja minimalizmu i klasyki w czystej postaci. Królują w nim ciepło, delikatność, kobiecość ale także modowy pazur. Co Cię inspiruje? Muzyka zawsze mnie inspirowała najbardziej. To ona wprowadza mnie w odpowiedni nastrój i wtedy jestem pewna co chcę ubrać. Pamiętam jak kupiłam czerwony krawat, męską, za dużą czarną koszulę i skopiowałam look Billie Joe Armstronga z teledysku American Idiot. Ale inspiracje mogę znaleźć wszędzie. I chyba jak każdy lubię oglądać ‚street style’ na Pintereście.

A jak praca nad blogiem wygląda za kulisami? Zdradzisz nam co sprawia Ci najwięcej radości, a co przyprawia o dreszcze? Pracuję z różnymi światowymi markami. Na samym początku miałam dużo współpracy z Australią. Uwielbiam ich marki do tej pory. Problemem jest fakt, że ich kontynent jest na drugiej półkuli. Kiedy ja chciałam wystylizować ciepły, wełniany płaszcz w zimie, oni proponowali mi letnie sukienki z racji ich gorącego lata. Teraz najbardziej stresują mnie deadline i zmienna pogoda, która uniemożliwia mi plenerową sesję zdjęciową.

Kiedy rozpoczęła się Twoja przygoda z blogowaniem? U mnie wszystko zaczęło się od pasji do fotografii. 8 lat temu założyłam Instagrama i tym sposobem przeniosłam się z Flicka i DeviantArt. Robiłam czyste zdjęcia i nie nakładałam filtrów. Liczba obserwujących rosła, a razem z nią zaskakujące, pierwsze współprace. Firmy pytały o bloga. Dla nich oznaczało to więcej zdjęć, a dla mnie pejoratywne określenie bycia blogerką. Bardzo się przed tym broniłam. W połowie 2015 pojawił się pierwszy wpis na The White Print.

Czy wśród polskich projektantów są tacy, których projekty sprawiają, że na ich widok Twoje serce bije szybciej? Szybsze bicie serca kojarzy mi się z miłością, a ja aż tak nie kocham ubrań. Bardzo lubię basici od krakowskiej marki Dot. Proste i ponadczasowe projekty od Elementy również goszczą dumnie w mojej szafie.

Pamiętasz swoją pierwszą sesję zdjęciową? Jako nastolatka byłam ‚pożyczana’ na sesje zdjęciowe przez moją ciocię stylistkę i makijażystkę, właśnie jako modelka. Pierwsze zdjęcia były w profesjonalnym studio, a ja pozowałam z mocno zielonym makijażem, który odgrywał wtedy główną rolę.

Zwracasz uwagę na trendy? A może sama je wyznaczasz?

110


111


Kiedyś bardziej interesowałam się trendami, ale nie po to by je naśladować. To była czysta ciekawość. Teraz nawet przestałam pisać o tym co modne w danym sezonie na blogu. Ale jeśli powiem, że nie mam modnych rzeczy w szafie to skłamię. Nie dążę do tego by nosić się w trendach, ale jeśli coś mi się podoba to czemu nie. Neonowy kolor na paznokciach to nic złego!

Co sprawia Ci najwięcej przyjemności? Czytanie książek, przeżywanie emocji z filmowymi bohaterami czy może doskonalenie sztuki kulinarnej?

Czy Twoim zdaniem polska ulica bardzo różni się od tych londyńskich czy paryskich? Co charakteryzuje styl polek?

Na swoim Instagramie stworzyłaś kolumnę poświęconą muzyce. Jaką rolę odgrywa w Twoim życiu? Polecisz nam swoje ulubione melodie?

Nie jestem Netflixowa. Seriale, które obejrzałam od początku do końca mogę policzyć na palcach jednej ręki. Wolę książki, ale wybieram raczej te naukowe niż beletrystykę.

Jako Polki stajemy się coraz bardziej odważne. Ale nie lubię porównywać ludzi. Każdy ubiera to, co chce i w czym czuje się dobrze. Pochodzę z małej miejscowości i od zawsze z tyłu głowy miałam „co ludzie powiedzą?”. Długo trwało zanim założyłam z przekonaniem spódnicę midi. Teraz, jeśli mam ochotę ubrać mój stary t-shirt Metallici z dziurami to go ubiorę bez wahania. I połączę ze spódnicą midi.

Muzyka to dla mnie powietrze. Nawet teraz gra Highly Suspect w tle. Nie rozumiem jak ktoś może nie mieć ulubionych melodii, coś przy czym się śmieje lub przeżywa smutki. Tworzę playlisty i tym właśnie oddycham. Zachwycam się kompozycją. Lubię, gdy artysta eksperymentuje. Zwracam uwagę na to, że piosenka zaczyna się od refrenu, a nie od zwrotki. Lubię rozróżniać dźwięki instrumentów i kocham gitary elektryczne.

Wiem, że lubisz tworzyć moodboardy, robisz to zawodowo czy traktujesz jako relaksującą rozrywkę przy winie?

Jeżeli mogłabyś poradzić coś 16-letniej Klaudii, to co by to było?

Moodboardy to zdecydowanie rozrywka. Towarzyszy mi wtedy ulubiona muzyka i może być też wino. Lubię upamiętniać jakiś etap życia w ten sposób. Nie wiem jak mogłabym przełożyć to na pracę. Do tego jeszcze nie doszłam.

„The world you chose to bleed will be dead and gone”. Bardzo chciałabym usłyszeć to od siebie wtedy. ‚Nigdy się nie poddawaj’ to nie jest złoty środek. Ja muszę mieć terapię szokową - jak coś zostawisz to, to umrze.

Ostatni czas nie należał do najłatwiejszych, wszyscy zostaliśmy postawieni w sytuacji, w której musieliśmy, i nadal musimy stawić czoła wirusowi. Jak to wygląda u Ciebie? W jaki sposób przeżywasz ten czas w domu?

Ostatnie pytanie - czy biały to nadal Twój ulubiony kolor? Zdecydowanie! Biała koszula to mój ulubiony element garderoby. Ale kocham biel nie tylko na ubraniach. Jest bardzo inspirująca dla mnie. To niesłychane ile rzeczy można na tej bieli wykreować.

Uczę się jego organizacji. Zawsze miałam z tym problem. Teraz czasu jest w nadmiarze więc to moje główne zajęcie. Doceniam też mój dom z ogrodem i psa bez którego byłoby bardzo nudno.

113


minimalistyczna szafa . jak zacząć?

t ekst marta ga łka

Ci brakowało, co przydałoby się dołożyć, co mogłoby być lepszej jakości. Być może po takim próbnym miesiącu nie będziesz już chciała wrócić do garderoby pękającej w szwach.

Dużo się teraz mówi o minimalizmie, szafach kapsułowych i rozsądnych wyborach ubraniowych. Trendy usunęły się w kąt, ustępując miejsca zdrowemu rozsądkowi i praktyczności. Świetnie, bo im mniej ubrań, tym mniej trudnych porannych decyzji, mniej zanieczyszczeń środowiska, mniej bałaganu w mieszkaniu. Tylko jak zacząć? Jak zdecydować co zostawić? Co nosić? Czego nie nosić? Czy jest na to sposób?

krok 1 Kup stojący wieszak albo skonstruuj go z długiego kija od szczotki zamocowanego między dwoma półkami czy szafkami. Umieść go daleko od szafy, żeby nie korciło Cię, by coś z niej pożyczać. To tak jak na diecie - musisz wykluczyć pewne składniki z diety, więc lodówka pełna kalorycznych przekąsek nie jest Ci teraz potrzebna.

Zacznij od wyzwania. Spróbuj stworzyć szafę kapsułową i „wytrzymać” z nią przez miesiąc. Szafa kapsułowa to baza, minimum ubrań i dodatków, które chcesz mieć, i które wzajemnie do siebie pasują i świetnie się uzupełniają. Postaraj się, żeby było w niej jak najmniej rzeczy, ale skrupulatnie zapisuj czego najbardziej

krok 2

Podejmij decyzję które ubrania znajdą się na tym wieszaku. Dobrze się zastanów, bo musi ich być

114


43

zdjęcie Unsplash


zdjęcie Marta Gałka


że bardziej polubisz pierścionki niż bransolety albo zechcesz zainwestować w jedne złote kolczyki zamiast kilku mosiężnych albo pozłacanych. Na koniec miesiąca postaraj się nie wracać już do starych nawyków, a jedynie uzupełnić małą szafę o to czego Ci brakowało. Dodaj kilka rzeczy i w kolejnym miesiącu znowu notuj co było ok, a co nie.

naprawdę mało, ale funkcjonalnie, bazowo i prosto. To mają być rzeczy, które lubisz, w których najczęściej chodzisz. Nie ma z góry określonej, narzuconej urzędowo liczby tych rzeczy. Wszystko zależy od Twoich potrzeb, ale postaraj się nie przekraczać 20-25 sztuk razem z butami, torebkami i biżuterią. To ma być w końcu wyzwanie, próba, a nie przewieszenie ubrań z szafy na wolno stojący wieszak.

krok 4 Zacznij pozbywać się ubrań, których nie nosisz i nie są Ci potrzebne. Przede wszystkim możesz spróbować sprzedać je na OLX albo Vinted. Popytaj koleżanek czy czegoś nie potrzebują, bo może którejś od dawna podoba się ta Twoja czerwona bluzka, której właśnie postanowiłaś się pozbyć. Oczywiście możesz też wrzucić ubrania do jednego z koszy PCK albo oddać do charity shopu (są właściwie w każdym większym mieście). „Formuła charity shop zawiera się praktycznie w trzech słowach: „podaruj, kupuj, pomagaj”. Do sklepu nieodpłatnie można przynosić wszystko to, co jest nam niepotrzebne, a jest w dobrym stanie i może przydać się innym. To mogą być ubrania, buty, akcesoria, zabawki, książki, płyty, artykuły domowe. Podarowane przedmioty zostają wyceniane i wystawiane na sprzedaż – mówi Dominika Bogucka, założycielka katowickiej placówki.” Jeśli masz rzeczy, które są już mocno zużyte, zadziałaj w duchu zero waste i przerób je na szmatki do kurzu.

przyk ładowa kapsułka na lato Jasne i ciemne długie spodnie lniane, dżinsowe szorty, biała koszula z długim rękawem, błękitna koszula z krótkim rękawem, 2 t-shirty: jasny i ciemny, 2 kolorowe sukienki, 1 granatowa sukienka, która będzie odpowiednia i na dzień, i na wieczór, cienki rozpinany sweterek, trencz, tenisówki, sandały, japonki, koszyk wiklinowy, mała torebka na długim pasku, kolczyki koła, pierścionek, kilka złotych łańcuszków.

krok 3 Powieś ubrania i torebki na wieszaku, buty ustaw ładnie na dole, biżuterię trzymaj w pogotowiu. Staraj się dbać o te rzeczy, cieszyć się nimi, prasować i „dopieszczać” przed założeniem. I po prostu noś. Bądź kreatywna, wymyślaj nowe zestawy, które z nich stworzysz. Załóż notes, w którym będziesz prowadzić notatki. Wypisuj czego Ci brakowało (nawet jeśli była to czerwona pomadka, bo ona również może być kluczowym elementem Twojego wizerunku). Zastanów się, czy nie powinnaś zainwestować w ubrania lepszej jakości, z innych materiałów (może wolisz len od wiskozy albo bawełnę od lyocellu). Przemyśl sprawę biżuterii, bo możliwe,

To jak? Podejmiesz wyzwanie? Spróbujesz zarządzać swoją szafą w mądry i przemyślany sposób? Daj sobie szansę, jeśli Ci się nie spodoba, zawsze możesz wrócić do tego co było kiedyś albo spróbować czegoś nowego!

117


koncept Ula Kóska zdjęcia Ula Kóska modelka Oliwia Wędzicha/ United For Models stylistka Patrycja Sartanowicz makijaż & włosy Daria Mierzwa światło Paweł Mrowiec miejsce Sabi Design Anna i Marcin Kozak


dolly

ult raf iołek


120


top i spodnie Krystin Szymczak okulary i biĹźuteria Waleria Tokarzewska-Karaszewicz


122


look Waleria Tokarzewska-Karaszewicz spinki Sotho


125


126


bluzka Love and Heart Studio spรณdnica Zara spinki Sotho oraz Zara pierล›cionek Sotho buty H&M


Spokojna i poetycka - moda na własnych zasadach. Poznajcie projektantki Agnieszkę Mikoś Sibiga i Karolinę Twardowską, które przedpremierowo opowiadają nam o swoim nowym projekcie - marce Enaflaneur. Skąd pomysł na stworzenie marki? Agnieszka: Jak teraz o tym myślę, to pomysł był dość spontaniczny. Po raz kolejny miałam problem z uzupełnieniem mojej garderoby czymś jakościowym, a naprawdę jestem cierpliwym szperaczem. Zadzwoniłam do Karoliny i powiedziałam krótko: „Robimy te sukienki” - „No myślałam, że już nigdy nie zadzwonisz” usłyszałam w odpowiedzi, a zaledwie dwa dni później powstały pierwsze szkice. Karolina: Z Agnieszką współpracowałyśmy już wcześniej, przy wdrażaniu na polski rynek mojej autorskiej marki sukien ślubnych Atelier Twardowska, więc taka odpowiedź była zupełnie naturalna. Zresztą znamy się prywatnie i nie raz nieśmiało poruszałyśmy ten temat. Różne rzeczy stawały nam na drodze, ale tym razem czułyśmy, że to TEN moment.

Co wyróżnia Enaflaneur? Karolina: Na pewno czerń, czyli barwa, w której czujemy się najswobodniej. Premierowa kolekcja została całkowicie odszyta z czarnych tkanin. Agnieszka: Czerń wcale nie jest smutną barwą. Dla nas to elegancja, kolor gwiaździstego nieba i słodkiego snu.

Co skłoniło Was do stworzenia kolekcji „pozasezonowej”?

Karolina: To także kolor cienia, który zawsze nam towarzyszy i który, jak kiedyś wierzono, jest odbiciem duszy.

Karolina: Jak już działamy, to na własnych zasadach. Męczy nas pogoń za trendami i bezrefleksyjna konsumpcja.

Agnieszka: I to właśnie cień ukryty jest w nazwie Enaflaneur.

Agnieszka: Dlatego w premierowej odsłonie, zamiast dużej kolekcji proponujemy niewielką kompozycję kapsułową. Mniej propozycji, za to dopracowanych w każdym calu. To nasza myśl przewodnia.

Twórcy często wpadają w zakłopotanie, próbując znaleźć nazwę dla swojej marki - co dokładnie oznacza Enaflaneur? Agnieszka: Słowo ENA to cień, natomiast w FLANEUR kryje się kobieta, która godzinami może snuć się po mieście, tylko po to, żeby się nim cieszyć. Z Karoliną jesteśmy typowymi flaneuse. Uwielbiamy podglądać ludzi, podróżować powoli i czerpać energię z chwili. To momenty i niespieszne obserwacje napędzają nas do działania.

Odważnie. Agnieszka: Tylko tak potrafimy działać. Bycie niezależnym od sezonów daje nam swobodę twórczą. Dzięki temu mamy czas, żeby dopracować każdy projekt. Poza tym, dostosowywanie się do innych nigdy nie było naszą mocną stroną.

131


Czego możemy spodziewać się po pierwszej kolekcji?

Agnieszka: Inspiracje czerpiemy z nowo odkrywanych miejsc i historii, które wokół nich tworzymy. Zastanawiamy się, co mogłoby się tam wydarzyć, co pasowałoby do danego wnętrza, jak chciałybyśmy się w nim czuć, jak wyglądać, co pokazać.

Karolina: Projektów z duszą, które nabierają charakteru w ruchu. Sposób w jaki ubrania współgrają z sylwetką i jak reagują na ruch to nasza specjalność. Odrobina magii w codzienności. Agnieszka: Stąd też troska o detale, takie jak wiązane ramiączka, delikatnie muskające ciało troczki, luźne dekolty na plecach czy romantyczne bufki.

A ulubiona część procesu twórczego? Karolina: Moment, w którym pomysł sam do mnie przychodzi i nie mam wątpliwości, że to jest to.

Karolina: Zwiewności nie osiągnęłybyśmy bez doboru odpowiednich tkanin. Zdecydowaną większość rzeczy odszyłyśmy z jedwabiu morwowego o szlachetnym połysku i wyjątkowej miękkości. Zależy nam, żeby kobiety noszące projekty Enaflaneur czuły się rozpieszczone.

Agnieszka: Tak! To ukłucie w żołądku, świetny projekt w głowie i natchnienie, żeby jak najszybciej go zrealizować i pokazać innym.

Zdradzicie nam, co było dla Was największym wyzwaniem do tej pory?

Czy Enaflaneur jest marką odpowiedzialną?

Agnieszka: Zdecydowanie Covid i wszystkie niedogodności z nim związane.

Karolina: Szyjemy ubrania z jakościowych materiałów, pochodzących z zaufanych i certyfikowanych źródeł. Bez nadprodukcji, na zasadzie pre-orderu. To nasza definicja równowagi, którą kierujemy się tak w życiu, jak i w biznesie.

Karolina: Taka prosta rzecz jak sprowadzenie tkanin z Włoch, która zwykle zajmuje około tygodnia potrafiła rozciągnąć się do półtora miesiąca.

Agnieszka: Tam, gdzie to możliwe współpracujemy z kobietami. To dla nas ważne. Jesteśmy kobietami i chcemy też inne kobiety wspierać.

Agnieszka: Tak na dobrą sprawę kontakt z każdym dostawcą, z każdym rzemieślnikiem, z którym współpracujemy, nawet kontakt między nami był utrudniony. Jednak są też plusy zaistniałej sytuacji, np. podczas przymiarek kolekcji z naszą modelką Laurą wykonałam kilka próbnych kadrów, które przerodziły się w całodniową sesję. Wcześniej nie wpadłabym na zdjęcia we własnej sypialni, a w praktyce okazała się być wspaniałym studiem fotograficznym.

Dla kogo projektujecie? Kim jest kobieta flaneuse? Agnieszka: Nasza flaneuse to kobieta, która nie boi się marzyć. Kocha swoje ciało i nie wstydzi się go pokazywać. Zamiast krzykliwych kolorów stawia na stonowane barwy, za to w ciekawej formie. Nie podąża za trendami, wybiera własną drogę. Żyje tu i teraz.

Jaki będzie Wasz kolejny krok? Karolina: Premiera. Dokonujemy ostatnich szlifów i jak tylko będziemy gotowe Enaflaneur ujrzy światło dzienne.

Jakie są Wasze idealne warunki do tworzenia? Co Was inspiruje?

132


vintage


Nie.znosze Inspiracją do założenia sklepu była przede wszystkim miłość do ubrań. Zaczynałyśmy od małych kroków, drobnych sprzedaży internetowych, później sprzedaży na vintage marketach, aż w końcu założyłyśmy firmę i powstał nasz sklep internetowy. Szczypta odkrywania second-handowych skarbów, garść miłości do planety i siostrzane iskry. Postanowiłyśmy wziąć naszą górę ubrań, których nie znosimy same i przekazać je dalej. Chciałyśmy odczarować postrzeganie ubrań używanych. Robimy więc zdjęcia wysokiej jakości, nadajemy im piękny i zmysłowy charakter - tak, by w oczach ludzi ich

Choć jeszcze kilka lat temu po ubrania vintage sięgali nieliczni, dziś możemy śmiało stwierdzić, że są absolutnym hitem i mają szansę stać się istotnym medium do walki z nieodpowiedzialną modą. Nie kojarzą się już z biedą lecz bogactwem, szczególnie tym wewnętrznym, które świadczy o odpowiedzialności konsumenta. Zapobiegają gromadzeniu ton odpadów i jednocześnie stanowią idealną okazję do wyrażania siebie, a także zabawy modą. Pozytywny trend kupowania ubrań z drugiej ręki obserwujemy już na wielu płaszczyznach (od secondhandów, po targi vintage) i wraz ze zdobywaniem coraz większej ilości zwolenników,

Moda z przeszłości naszą przyszłością — o vintage sklepach słów kilka pojawia się coraz więcej ciekawych rozwiązań. W ostatnim czasie popularne stały się specjalnie stworzone internetowe butiki ze starannie wyselekcjonowanymi vintage perełkami. Oferują stylowe wybory i są odpowiedzią na oczekiwania tych, którzy nie potrafią lub nie mają czasu na poszukiwania w secondhandach. Postanowiłyśmy więc zrobić dla Was mały przewodnik po naszych ulubionych internetowych miejscach, w których będziecie mogli znaleźć prawdziwe skarby. Ciekawe tego co przyświecało stworzeniu tych vintage sklepów, poprosiłyśmy właścicieli, by podzielili się z nami swoimi historiami i założeniami.

historia i ekologiczna natura była powodem do dumy. Największą wartością posiadania Nie.znosze jest przyczynianie się do budowania świadomości konsumenckiej, powstawania mody, która chroni środowisko naturalne i ceni pracę człowieka. We wszystko co robimy wkładamy wiele pracy, zaangażowania i przede wszystkim serca. Jest wiele powodów, dla których warto jest kupować ubrania używane. M.in Stajesz się przyjaciółką planety, unikasz konsumpcji dodatkowych zasobów naturalnych. Zmniejszasz zapotrzebowanie na fast fashion. Nie karmisz ogromnych korporacji tym samym wspierając lokalne biznesy

135


oraz lokalną kreatywność. Jako łowczyni modowych skarbów możesz znaleźć coś niepowtarzalnego i magicznego, a każde ubranie będzie mieć swoją duszę. Nasze ubrania chcą opowiadać historie, a my dajemy im na to szansę.

które oferuję powinny zostać z nami na dłużej, gwarantują to ponadczasowe wyszukane perełki. Cieszę się, że jako jednostka mogę w taki sposób zaprotestować masowej produkcji ubrań, które tworzone są bez poszanowania podstawowych praw człowieka, a ich jakość pozostawia wiele do życzenia. Jako 19-letnia właścicielka jednego ze sklepów vintage, wspieram ideę slow fashion i jestem niesamowicie wdzięczna, że tyle osób to docenia i wraz ze mną wpływa choćby w niewielkim stopniu na pozytywne zmiany.

Maryja Vintage Moja przygoda ze sklepem vintage zaczęła się od przeglądania starych albumów babci, która na co dzień nosiła niesamowite, klasyczne garsonki z dodatkiem wyjątkowych kapeluszy i torebek. Zainspirowana jej stylem, przerobiłam klasyczne komplety, składające się z marynarki i spódnicy, inspirowane latami 60-tymi. Kroje i fasony

On perle Od samego początku ideą Onperle było

propagowanie mody odpowiedzialnej. Wierzymy, że vintage to jakość, nie ilość. Nasze ubrania są starannie wyselekcjonowane, tak aby rzeczy z drugiej szafy cieszyły tak samo jak te nowe (a może i bardziej?). Filozofią naszej marki jest czerpanie z mody bez wyrzutów sumienia i pogoni za trendami. Znajdziecie u nas rzeczy ponadczasowe oraz wyjątkowe, jedyne w swoim rodzaju perełki. Posiadamy wiele klasycznych, oversizowych blazerów, wełniane, długie płaszcze, skórzane kurtki i buty, spodnie bez poliestru w składzie czy jedwabne i kaszmirowe swetry.

zaczerpnięte z przeszłych dekad w połączeniu z nowoczesnymi odcieniami i dodatkami okazały się strzałem w dziesiątkę, zyskały nowych właścicieli zaraz po publikacji oferty na Instagramie.  Na stronie, która powstała ponad rok temu znaleźć można klasyczne marynarki o stonowanych, jak i pastelowych kolorach, małe torebki z lat 90 czy koszule w różne wzory. Przy wyborze kieruję się zdecydowanie jakością i fasonem, rzeczy są w pojedynczych egzemplarzach, co wpływa na ich wartość i wyjątkowość. Staram się nie kierować trendami, ponieważ one przemijają, a rzeczy,

136


Wszystko to staramy się utrzymać w spójnym, klasyczny, minimalistycznym stylu, w zgodzie z naszym poczuciem estetyki. Chcemy, aby nasze produkty tworzyły modę kapsułową. Tak, by było można łączyć je ze sobą na wiele sposobów. Bycie vintage to również wielkie wsparcie dla naszej planety. Dając ubraniom drugie życie nie skazujemy ich na porzucenie i jednocześnie nie zaśmiecamy środowiska. Cieszymy się, że idea slow fashion staje się coraz bardziej popularna wśród społeczeństwa i że coraz więcej osób decyduje się by kupować odpowiedzialnie.

Harenae Powiedzieć ze harenae powstało z szerzenie ideologii zero waste to zdecydowanie za mało. Staram się tworzyć platformę, która jest nie tylko sklepem, ale również miejscem doznań estetycznych. Uwielbiam łączyć ze sobą nieoczywiste, nadając przy tym nowy charakter ubraniom z historią. Od początku koncepcja miała się skupiać na lekkości i niewinności. Stąd główną inspiracją jest natura. Zabawa kolorem i fakturą sprawia mi niezwykłą przyjemność, staram się dobierać wszystko zgodnie z jednym tematem i tworzyć swego rodzaju obraz ilustrowany ubraniami. Pierwszym etapem tworzenia nowego dropu jest konkretny motyw. Jeden z nich był inspirowany piaskiem, plażą, inny kwitnącą wiśnią. Dopiero później przechodzę do szukania ubrań pod wybrany motyw. Jest to znacznie bardziej czasochłonne, jednak wydaje mi się, że końcowy efekt jest wtedy przyjemniejszy w odbiorze, spójny i przyciąga większą uwagę odbiorców. Chcę, by ubrania vintage zdobywały jeszcze większą popularność, bo to właśnie w nich odnajduję nadzieję dla przyszłości branży modowej pozostającej w zgodzie z ekologią. Nadawanie ubraniom drugiego życia w szczególnie estetyczny i nietuzinkowy sposób wydobywa z nich wszystko co najlepsze i udowadnia, że mogą oferować znacznie więcej, niż nowe, nieetyczne i powtarzalne projekty z sieciówek.

137


na lu body w ear Kolekcja Dolce Far Niente

‚Dolce far niente’, czyli słodkie nieróbstwo to czerpanie przyjemności z robienia absolutnie niczego. To porzucenie zadań, ambicji i stawianych wobec siebie wymagań, po to aby w pełni zanurzyć się w zwykłym byciu, zrelaksować się, a nawet ponudzić.

z duchem lat 90tych. „Lata 90te to czasy mojego wczesnego dzieciństwa, a także całej popkultury, którą przemycał do mojego świata starszy brat i telewizja. To właśnie wtedy, będąc zapatrzona w aktorki i gwiazdy tej dekady, internalizowałam swoje pierwsze kanony kobiecego piękna, a także zaczęłam śledzić modę, kolory, kroje i proporcje. Do tej pory uważam, że moda z tamtym lat była genialna” opowiada Aleksandra.

Tematem letniej kolekcji jest dzień z życia włoskiej artystki. „Mieliśmy pojechać na sesję zdjęciową do Włoch, ale pandemia zatrzymała nas w mieszkaniach. I to właśnie dom i sztuka spędzania w nim czasu stały się inspiracją do naszych zdjęć” mówi założycielka Nalu Bodywear, Aleksandra Hanuszewicz. Nasza bohaterka spędza leniwy dzień w domu. Rozmawia długo przez telefon, zajada się malinami, maluje swój nowy obraz. Nigdzie się nie spieszy. Rozkoszuje się każdą chwilą. Choć jest sama w domu, lubi się pięknie ubrać. Nie robi tego dla poklasku innych ludzi, ale dla swojego dobrego samopoczucia. Jest świadoma tego, że zmieniając ubranie, zmienia też swój nastrój i energię.

Cechą charakterystyczną Nalu Bodywear są kwieciste printy. W tej kolekcji marka oferuje dwa wzory o zupełnie odmiennych charakterach, pamiętając o dwoistości kobiecej natury. Znajdziemy tu sukienki romantyczne do połowy łydki w duchu vintage, a także seksowne na ramiączkach wyjęte wprost z “Seksu w wielkim mieście”. Kimono, kultowe ubranie marki, w nowym piaskowym kolorze możemy połączyć ze spodniami culotte w tym samym kolorze. Do tego bluzki basic o charakterystycznym kwadratowym dekolcie, wykonane z ażurowej bawełny. Wszystko to zwieńcza klasyczna, kremowa koszula z falbaniastym kołnierzem w francuskim stylu.

Swoją letnią kolekcją projektantka wraca do ulubionego stylu vintage, który tym razem przeplata

138


139


DNA Marki Marka Nalu Bodywear została założona w 2017 roku przez Aleksandrę Hanuszewicz, która po latach podróżowania zamieszkała sama na wsi w rodzinnych stronach. Otoczona przez ciszę i naturę sięgnęła po maszynę krawiecką i zaczęła szyć ubrania dla siebie i przyjaciół. „Nie miałam w planach założenia wielkiej marki. Po prostu lubiłam to robić, a przyjaciele prosili o coraz więcej. Dopiero z czasem zrozumiałam, że to może być coś poważniejszego” opowiada Aleksandra. Pasję do tworzenia ubrań odziedziczyła po dwóch babciach, niespełnionych krawcowych. Choć pierwsze ubrania Aleksandra szyła samodzielnie, obecnie współpracuje z lokalną szwalnią i wzorcownią w rodzinnym mieście, Słupsku. Nalu Bodywear oferuje tylko naturalne tkaniny, które zostały wyprodukowane w Europie. Marka ma na względzie środowisko, dlatego planując kolekcję, nie tworzy nadprodukcji, a zamiast tego systematycznie doszywa modele, na które jest w danym momencie zainteresowanie.

Styl Nalu Bodywear to przede wszystkim wyraziste, wygodne i kobiece sukienki z kwiecistymi printami, okraszone elementami stylu vintage i boho. Samo zaś rozumienie pojęcia kobiecości ewoluuje wraz z projektantką. „Ubrania, które tworzę, zawsze odpowiadają etapowi w życiu, na którym aktualnie się znajduję. Moje pierwsze były dziewczęce i hipisowskie, bo taka właśnie wtedy byłam. Teraz czuję, że mój seksapil jest nieco bardziej dojrzały i nieprzystępny, dlatego tworzę ubrania, które to jak najlepiej wyrażą” mówi Aleksandra. 141


św it


zdjęcia Patrycja Pioch - Makurat modelka Mirka / Neva models stylistka Maja Przygocka makijaż & włosy Aleksandra Rakowska


144


149


150


st y l życia

zdjęcie Natalia Czyżak


st y l życia


ŚNIADANIE DO ŁÓŻKA

tekst, zdjęcia Soie.pl

CZYLI DOMOWE PANCAKES


Idealne na niedzielne śniadanie, puszyste, maślane i ani odrobinę zdrowe. Jednak po całym tygodniuciężkiej pracy można pozwolić sobie na małe grzeszki. Polejcie obficie miodem, nie żałujcie sezonowych owoców i jedzcie bez wyrzutów sumienia. Testowane wielokrotnie, zawsze wychodzą i zawsze smakują. Najlepiej jeszcze w łożku.

składniki pół kostki masła 1,5 szklanki mleka 2 jajka 2 szklanki mąki 2 łyżeczki proszku do pieczenia 2 łyżki cukru trzcinowego szczypta soli

do podania miód lub syrop klonowy owoce sezonowe płatki migdałów

przygotowanie Masło roztapiamy w rondelku, zostawiamy do przestudzenia. W misce roztrzepujemy jajka, dolewamy mleko i masło. Dodajemy resztę składników i dokładnie mieszamy. Odstawiamy na 15 minut i smażymy na rozgrzanej patelni do zrumienienia z obu stron. Smacznego! 155


dom

dom

dom

dom 156


zdjęcia

ola golczy ńska


zdjęcie Ola Golczyńska


dom przest rzeń men ta lna t ekst

beata szczepaniak

Dom – miejsce szczególne. Dom to schronienie, a przynajmniej powinno nim być. Słowo odnoszące się do fizycznego miejsca, które chroni nasze ciała przed warunkami atmosferycznymi, i w którym zazwyczaj znajdują się wszelkie udogodnienia wspomagające codzienne funkcjonowanie. Punkt odniesienia. Miejsce, w którym zapuszczamy korzenie i jeśli wyruszamy w podróż, to do niego wracamy. To miejsce, które naznaczone jest osobowością jego mieszkańców, ponieważ dom to również przestrzeń mentalna, atmosfera i relacje między domownikami. Jako zwierzęta stadne najczęściej mieszkamy w grupach, w pojedynkę najzwyczajniej w świecie czujemy się źle. Człowiek istnieje tylko w relacji z innym człowiekiem. Zatem dom w sensie mentalnym to bezpieczna, ciepła relacja z drugim człowiekiem. Dom nie istnieje bez ludzi w nim mieszkających, którzy razem funkcjonując oddziałują na siebie swoimi charakterami i wytwarzają swoje zwyczaje, drobne rytuały, albo… nie mogąc się wzajemnie porozumieć urządzają sobie piekło, ale wtedy już nie możemy mówić o „mentalnym domu”. W takiej sytuacji dom przestaje być schronieniem, więc domem nie jest.

kluczowe znaczenie. Oczywiście niezaprzeczalnym jest fakt, że wszystko co nas otacza – kształty, kolory i materie mają duży wpływ na nasze samopoczucie i jest to ważne. Tyle, że modne wnętrze nie zastąpi relacji z drugim człowiekiem. Obecnie kreowany w social mediach wizerunek domu jest niezwykle opresyjny. Instagramowi influancerzy chcą nam wmówić, że powinniśmy posiadać określone meble oraz dodatki. Nabieramy złudnego poczucia, że tylko w tak umeblowanym domu można czuć się dobrze i znaleźć szczęście rodzinne. Mylne przekonanie, że najważniejsze to posiadać przedmioty - najlepiej drogie i modne, a reszta sama się ułoży, przecież ludzie, którzy je posiadają są na zdjęciach tacy szczęśliwi… Dlaczego tak popularni są architekci wnętrz, a nie ma ludzi, którzy uczą jak zbudować ciepło rodzinne, jak pracować ze swoimi emocjami? Oczywiście są psychoterapeuci, ale zgłaszamy się do nich jak już mamy problem. To tak jakbyśmy stwierdzili, że sami zrobimy generalny remont bądź zbudujemy dom a dopiero w momencie, gdy stwierdzimy, że nam nie wychodzi, że ściany się walą wezwali specjalistów. I tak często niestety jest. Piękny dom/mieszkanie i nieszczęśliwi w nim ludzie. Aspekty techniczne dopracowane, a te związane z emocjami zupełnie zaniedbane. Czy sytuacja ta wynika z niewiedzy? Z konsumpcjonizmu, który przybrał okrutne wręcz rozmiary? Przełożenia siły ciężkości z bycia na posiadanie?

Paradoksalnie nie jest łatwo stworzyć dom będący prawdziwym mentalnym schronieniem, choć rzadko kiedy się nad tym zastanawiamy, a w kontekście tworzenia domu myślimy głównie o aspektach fizycznych – umeblowaniu, dodatkach, udogodnieniach. Jakby te kwestie miały

159


ULLALA - śnienie, lśnienie, olśnienie

czas kwarantann, odizolow y wania się praca zdalna, z domu, łóżka, kanapy o l-śnienie, gra słow em, bo się stało słowo w domu zamieszkało 160

(z nami, u nas się zależało)


Czysta biała karta zachęca by coś na niej zostawić, jakiś ślad, rysunek, napis. Podobnie z białą, tyle że wielką płachtą materiału, prześcieradła, stającą się wielkim płótnem, które można zapełnić. Tworzysz więc slogan, który jak się okazuje, jakoś Cię bawi, albo uspokaja, albo koi, koi nerwy, oddziałuje na Ciebie, na podświadomość, wprowadza w dobry stan pozytywnych wibracji. Ty tylko zerkasz, a mózg już zapamiętał i to trzyma, przypomina. Jedynym założeniem jest forma w dobrym stylu, zero negatywnych liter i nacisk na lepsze samopoczucie i też poczucie humoru.

to pozytywne doświadczanie dla każdego z nas. Zapraszamy Was więc do domu, w którym obecna jest zabawa słowem i detalem, choć niezauważalnym na pierwszy rzut oka. Dostrzeżony w pewnym momencie, dodatkowo potęguje pozytywne doznania związane z odkrywaniem, odprężeniem oraz naszym poprawiającym się nastrojem. Niby banalne, a jednak nieoczywiste. Te prześcieradła są idealnym pomysłem na prezent (produkt może być personalizowany) zarówno dla bliskich, jak i nas samych. Podarujmy sobie poranki, ale i chwile, w miłe skojarzenia z ulubionym hasłem, cytatem z piosenki czy dobrym słowem, do tego w najwyższej jakości - z najlepszych materiałów.

ULLALA (oh sheet) - to niespieszny projekt prześcieradeł ze specjalnym hasłem, przekazem, tekstem, podtekstem. Idea ta, 161


tekst, zdjęcie: dominika przybyszewska


dziś

budujemy dom Trudny czas kwarantanny i izolacji społecznej w wielu krajach powoli dobiega już końca, choć świat po pandemii podobno już nigdy nie będzie taki sam. Chcemy powrotu do normalności, ale nasze światy zawodowe, rodzinne, uczuciowe być może zmieniły się bezpowrotnie. Wiele przekreślonych planów, wiele zmagań finansowych i osobistych, obawy i strachy - część z nich wciąż trwa. Zmagamy się z tym wszystkim jak umiemy najlepiej. Szukamy dróg ewakuacji, planów B i kryjówek na wypadek kolejnej katastrofy.

należałoby wypełnić poczuciem bezpieczeństwa. Umiejętność stwarzania domu, dotychczas dla wielu z nas daleko w rankingu niezbędnych umiejętności, okazuje się być na wagę złota. Definicji jest mnóstwo, każdy z nas swój osobisty dom opisałby inaczej. O czym myślę, kiedy myślę o domowym bezpieczeństwie? Zapach gotowanej zupy, dźwięk ekspresu do kawy, jedyny w swoim rodzaju smak herbaty z cytryną, którą robi tata. A może po prostu dźwięki czyjejś obecności, szurania kapciami, trzaskania drzwiami, może to złość z powodu znowu zajętej łazienki? To zwykle małe rzeczy, drobnostki odnoszące nas do wspomnień, rytuały. Niekiedy inni, bliscy ludzie, ukochany pies lub widok z okna.

Wirus każdego z nas zastał w innym położeniu. W miejscu dosłownym, geograficznym, w miejscu, które ma ściany i dach. Nagle okazało się, że nasze dotychczasowe miejsce przebywania trzeba nazwać domem. Słowo “dom” pojawia się wszędzie, #zostańwdomu, #homeoffice, #workfromhome, #travelfromhome, czy jak tutaj, we Francji, #restezchezvous. Od teraz to w domu realizujemy się w każdej dotychczas zajmującej nas dziedzinie życia. Do domu przenosimy pracę i naukę, ale także rozmowy z bliskimi, kino, teatr, podróże, spotkania, wizyty u lekarza czy u terapeuty.

Bezpieczne miejsce może być wyobrażone. Dom można nosić w sobie, w jakiejś stworzonej na tą okoliczność wewnętrznej szufladce. Poczucie bezpieczeństwa, bliskości, tego, co własne. Choć trudno w to uwierzyć, czasem sami jesteśmy dla siebie najlepszym domem. Odtwarzając smaki, zapachy, dźwięki i obrazy, które wydają nam się znajome, nie zapominajmy o samych sobie. Zapamiętujmy, twórzmy, wzmacniajmy swoje poczucie komfortu. Dbajmy o siebie, strzeżmy własnych emocji, nie bójmy się ciszy. Rozmawiajmy więcej sami ze sobą. Cztery ściany bywają chwilowe, można je przemalować i przemeblować. Zdecydować się na przeprowadzkę. Domy wewnętrzne towarzyszą nam wszędzie. To esencja naszych czterech ścian. Choć w przymusowej izolacji trudno je odnaleźć, to ważny czas, aby o nich pamiętać, aby powoli zacząć je tworzyć. To przecież dobra kryjówka, właściwa droga ewakuacji.

Przymus pozostania w miejscu zaskoczył mnie w Paryżu, z daleka od rodziny i przyjaciół, w mieście wciąż jednak trochę obcym, dopiero przed chwilą poznanym, nieoswojonym. Cztery przypadkowe ściany, w których utknęłam na dobre, które trzeba jakoś uczynić swoimi. “Dom” nie zawsze jest domem. W przebiegu pandemii mówi się o tym coraz częściej - dla niektórych dom to trudne miejsce, nie zawsze stanowi bezpieczny azyl. Cztery ściany i dach

163


ilustracja Zofia Miller

46


dieta ciało jest naszym domem

tekst Zosia Suszka

Zosia Suszka jest założycielką www.holistyczniezdrowi.pl czyli poradni dietetycznej online, której misją jest dostarczanie rzetelnej wiedzy i pełne empatii inspirowanie do zmian. W swojej pracy skupia się na holistycznym podejściu do człowieka, a najbliższe są jej zagadnienia kobiecego zdrowia.

stołu w rodzinnym domu, przy którym mieliśmy w zwyczaju siadać razem i celebrować chwile. Wspólne spożywanie posiłków ma niezwykle ważny wymiar w naszych relacjach i samej diecie. Czasami w zgodzie, niekiedy zupełnie bez niej, jednak zawsze czując, że nie przyszliśmy tutaj tylko aby zjeść, lecz aby usiąść, porozmawiać, wspólnie rozwiązywać problemy i budować więź. Więź, która pozostanie na zawsze, niezależnie od tego, jak potoczy się nasze życie.

Tygodniowy pobyt wśród lasów i łąk, w minimalistycznym, ale w zupełności spełniającym wszystkie potrzeby domku letniskowym zbudowanym przez mojego tatę sprawił, że zaczęłam głębiej zastanawiać się nad tym, czym dla mnie jest dom. W pamięci jako pierwsze pojawiają się obrazy

Liczne badania wskazują na to, że posiłki jedzone wspólnie, sprawiają, że jemy zdrowiej , a prawidłowa masa ciała jest łatwiejsza do utrzymania.

165


Wynika to między innymi z tego, że przygotowując posiłki w domu mamy największy wpływ na ich jakość i dobór składników. Kilka prostych zasad sprawia, że w zupełnie naturalny sposób dostarczamy naszemu ciału to, co niezbędne do funkcjonowania każdej komórki, budowy każdego hormonu wpływającego na nasze samopoczucie, dobrego stanu włosów czy skóry. Choć nie neguję spożywania posiłków poza domem, to właśnie jedzenie tych przygotowanych przez nas, w spokojnej atmosferze i bez pośpiechu, wpływa na dobry metabolizm, a także samopoczucie, dlatego ważnym jest, by to one przeważały w naszym jadłospisowym kalendarzu. Zdobywamy wtedy większą świadomość tego co jemy i przy okazji łatwiej nam omijać niezdrowe pokusy, tak często serwowane w restauracjach.

Niezależnie od tego czy planujemy ciążę czy nie, nasze kobiece ciało jest i naszym domem. O dom dbamy, chcemy, by mieszkało się w nim miło, chcemy wracać do niego z poczuciem, że jesteśmy u siebie. Ważne więc, by nie zaśmiecać go wątpliwymi jakościowo produktami, pełnymi cukru i pustych kalorii. To jak jemy, ma ogromny wpływ na nasze samopoczucie, a ostatni czas sprzyja robieniu porządków, do czego szczególnie Was namawiam. Kiedyś przeprowadziłam ankietę, w której pytałam kobiety między innymi o stosunek do własnego ciała. Wyniki były zaskakujące, lecz smutne. Aż 53% z nich wskazało, że go nie lubi. Tak wiele kobiet nie lubi swojego ciała, chce je nieustannie zmieniać, modyfikować, a przecież takim zostałyśmy obdarzone, jedynym, niepowtarzalnym, najpiękniejszym. Wystarczy jednak o nie dbać, pielęgnować je z czułością, aby służyło nam na co dzień do realizacji pięknych idei. Należy zacząć od środka, często zła dieta wpływa na takie, a nie inne postrzeganie własnej osoby. Gdy jemy nieodpowiednio, nasz organizm daje znać poprzez zewnętrzne sygnały, że nie traktujemy go najlepiej. Niedowaga, nadwaga, objawy skórne, cellulit - to częste znaki nieodpowiedniej dla organizmu diety. Warto więc zatrzymać się na chwilę i zadać sobie ważne pytanie - czy właściwie traktuję swój najważniejszy dom, czyli ciało?

Moje rozważania na temat domu kreują się również w kontekście tego, co robię na co dzień, czyli pracy dietetyka. Większość osób, z którymi współpracuję to kobiety dotknięte przez choroby, które powodują, że zajście w ciążę jest trudniejsze niż mogłoby się wydawać. Z drugiej strony, trafiają do mnie również dziewczyny zdrowe, przygotowujące się do ciąży oraz te, które pod sercem już noszą nowe życie. Wszystkie z nich, w tej sytuacji szczególnie zdają sobie sprawę z tego, że ich ciało jest domem. Domem małej istoty, która jest całkowicie zależna od tego jak się odżywiają

166


/ Liczne badania wskazują na to, że posiłki jedzone wspólnie, sprawiają, że jemy zdrowiej, a prawidłowa masa ciała jest łatwiejsza do utrzymania /


jedyna podróż w jaką

warto się teraz wybrać 168


tekst, zdjęcia: dominika szymańska

autorka kulinarnego insta-przewodnika

@rzeczydominiki


Niektórych moich znajomych izolacja odcięła od jedzeniowych przyjemności. “Bo jak to tak? Samemu tę szakszukę mam robić? A jeśli już, to skąd do diaska wziąć teraz żeliwną patelnię?” Pytania puszczone w eter pustej lodówki zaczęły spływać bez ostrzeżenia na domowników, których dotychczasowa obecność w kuchni naznaczona była co najwyżej brzydkim śladem

tacy, których kody do klatki wyryły się na stałe w pamięci dostawców jedzenia, a z pustych pudełek po pizzy mogą już zbudować całkiem imponującą budowlę. Nieważne, czy utożsamiacie się z pierwszą grupą moich znajomych (mam nadzieję, że nie, bo istnieje wówczas możliwość, że właśnie przymieracie głodem, jak nie znaleźliście wspomnianej żeliwnej patelni), drugą i odkrywacie właśnie w sobie pokłady kulinarnych talentów, czy może trzecią i każdy dzień

po kubku z kawą. Inni natomiast powzięli cichą misję zdmuchnięcia kurzu z kulinarnych ksiąg i przetestowania co lepszych, zaznaczonych czerwonymi wstążkami przepisów. W rezultacie regularnie otrzymuję zdjęcia świeżo upieczonych chlebków bananowych od świeżo upieczonych cukierników. Ale znaleźli się też

zaczynacie od sprawdzenia nowych promocji na ubereats. Mam dobrą wiadomość! Jeśli tęskno Wam do podróży, tym lepiej! Otóż wybierzemy się na wycieczkę. Prawdopodobnie jedną z bezpieczniejszych obecnie, bo kulinarną.

170


Po tak długim czasie, nadeszła pora, aby wynu-

szła do nas z dużym opóźnieniem, to szybko przeobraziła się w kulinarny trend, który ciepło został przyjęty na poznańskich ulicach. W Min’s Table znajdziecie 6 kolorowych wariacji na te-

rzyć się z naszych jaskiń i stawić czoła nowemu. Uwierzcie, to może być wręcz uwalniające doznanie. W chwili, gdy wystukuję te słowa, jeste-

mat wspomnianego bibimbapu, ryżowe kluchy

śmy o krok od otwarcia drzwi do lokali gastronomicznych, ciut szerzej, niż tylko na odbiór

w wersji dla lubiących ostre smaki i tych, którzy od pikanterii stronią, a także doskonałe pierożki z kimchi, tofu i makaronu z batatów. Oprócz

osobisty. O tym, że sytuacja jest bezprecedensowym wyzwaniem biznesowym dla restauratorów i że należy wspierać ich naszą obecnością, wych i poleceniami chyba nie muszę wspominać. Dlatego proszę wyjść z domowych piele-

smaków Korei, liźniecie też trochę tamtejszej kultury, bowiem wszystkie dania serwowane są w tradycyjnych, ręcznie robionych naczyniach z cyny i miedzi zwanych Bangija. Dotychczas

szy, nałożyć maseczkę na twarz, zapiąć pasy i… Odbyć ze mną krótką przejażdżkę po mieście.

wszyscy goście siadali przy wspólnym stole i pomiędzy jednym gryzem, a drugim przełamywali

dobrym słowem w mediach społecznościo-

swoje bariery społeczne. Jak będzie teraz? Nie wiem, ale jestem pewna, że wynagrodzą nam tę długą rozłąkę i wkrótce ponownie będziemy mogli usiąść na tych 4 metrach wspólnie.

Przystanek 1 — pragnienie obcego. Dla wszystkich, którzy stęsknili się za daleką, egzotyczną kuchnią Min’s Table - jeśli marzy Wam się dobry bibimbap albo na samą myśl o kimchi cieknie Wam ślinka, właśnie trafiliście pod dobry adres. I chociaż moda na koreańskie jedzenie przy

Pho-bar - czyli wietnamski bar, o którym właściciele piszą tak: “Wyobraź sobie, że spacerujesz ulicami Sajgonu… Poczuj się swobodnie, otwórz się na nowe smaki. Zanurz się w gwarze, muzyce

171


temat zdrowego odżywiania. Na swoim Facebooku (zajrzyjcie koniecznie, grafiki są niedopodrobienia) piszą “Dobra Roślinna Karma dla ducha i ciała”. Kto raz przekroczy drzwi Geranium, ten podpisze się pod tymi słowami obiema rękami. Nadzieja - jest miejscem, w którym otrzymacie wyłącznie roślinne posiłki, ale przemyślane tak, że każdy mięsożerca wróci tutaj po jeszcze i to z wywieszonym językiem. No może teraz bez tego wywieszonego języka, ale z wilczym apetytem na pewno! Kuchnia Eweliny pełna jest inspiracji bliższymi i dalszymi kuchniami. Znajdziecie tutaj lokalne, ekologiczne produkty: pomidory, rzodkiewki, cukinie i zioła prosto z farmy właścicielki, z których czaruje zielone shakshuki, tatary z pieczonego buraka czy cytrusowe sałatki z czerwonej kapusty. Mnogość witamin, naturalnych probiotyków i jakościowych składników. Jeśli jeszcze nie rozumiecie, co stoi za ideą slow food, koniecznie odwiedźcie to miejsce.

i napij dobrego piwa. Czerp przyjemność z jedzenia, dziel się z bliskimi, mieszaj, łącz, próbuj dodatków i sosów.” Możecie mi wierzyć, że nie tylko w storytellingu są dobrzy. Kto raz spróbuje ich PHO, ten zrozumie, że nie bez powodu umieścili tę słynną zupę w nazwie lokalu. Pulchne bułeczki bao, chrupiące stir-fry czy rozpływające się w ustach kimchi to kolejne wizytówki restauracji. Co więcej, kuchnia wietnamska to wspaniałe pole do popisu dla wegetariańskich eksperymentów, więc pocieszenie znajdą tutaj zarówno roślinożercy, jak i wszystkożercy. Niezobowiązująca atmosfera, rozsądne ceny i mnogość potraw, sprawiają, że jest to pierwsze miejsce, które polecam osobom, pragnącym rozpocząć swoją przygodę z azjatyckimi smakami.

Przystanek 3 - pragnienie grzesznego. Dla wszystkich, którzy marzą o słodko-słonej rozpuście Dziewczyny i słodycze - o tym, jaką przemianę przeszedł wildecki fyrtel pisałam już wielokrotnie. Wydaje mi się, że zaczynem do pozytywnych zmian były właśnie właścicielki cukierni, a prywatnie także siostry - Ola i Marta, którym konceptu pozazdrościć mogą nawet paryskie pâtisserie. Na miejscu będą na Was czekały przeróżne serniki, wegańskie tarty, pulchne babki, wymyślne

Przystanek 2 - pragnienie zdrowego. Dla wszystkich, którzy marzą o nowalijkach Geranium - to kuchnia, która smakuje kurkumą, kolendrą i kuminem. Swobodna atmosfera, luźna obsługa i niewymuszony charakter czynią to miejsce wyjątkowym. Lokal poznacie po różano-cytrusowej woni geranium, po dumnym szyldzie “kuchnia naturalna” lub po jedynej w swoim rodzaju misce dobroci, która jest lekiem na całe zło. Znajdziecie w niej: makaron ryżowy w sosie sojowo-kokosowym z pastą z tamaryndowca, ekologiczne tofu, sezonowe warzywa, strączki, orzechy… Uff, jak to nie jest bomba witaminowa, to już nie wiem co nią jest! Warto przyjrzeć się także wnętrzu, które oprócz ciekawych malowideł, skrywa także kącik z kompendium wiedzy na

172


torty, a nawet smak PRL’u - klasyczny blok czekoladowy! Na większy głód sprawdzą się też sezonowe śniadania (doskonała jaglanka na mleku kokosowym), a jak ciężko Was z rana wyciągnąć z domowych pieleszy, to dziewczyny zapraszają w godzinach popołudniowych na wino, koktajle i słone przekąski. Właściwie nic nie stoi na przeszkodzie, żeby spędzić w ich kawiarni cały dzień. Mi już raz udało się stracić poczucie czasu, ale w tak pięknym miejscu to akurat nic dziwnego...

uplasować się w czołówce najlepszych pizzerii w Poznaniu. Wszystko za sprawą dopracowanego do perfekcji pulchnego, grubaśnego ciasta, które zanim wyląduje w piecu, zostaje poddane

Irmina’s Pizza - czym byłyby te wszystkie polecenia, gdybym nie zawarła w nich włoskiego specjału? Profanacją! Prezentuję zatem najmłodszy, zaledwie kilkutygodniowy koncept, który już zdołał

Koniec podróży! Bolid się zatrzymał. Trochę jak nasz świat kilka dobrych tygodni temu. Ale czas już chyba powoli wracać? Zachęcam i na zdrowie!

24 godzinnej fermentacji. A potem to już tylko porządna mozzarella, pomidory pelati i zmyślne dodatki. Kuchnia Irminy funkcjonuje tylko na wynos, ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby zjeść ją na świeżym powietrzu i delektować się zarówno piękną pogodą, jak i wybornym smakiem.

173


niewidoczni tekst natasza baran

Do tych bardziej młodszych niż tych starszych.

Rok 2020. Pandemia. Kwarantanna. Odkrywanie nowej rzeczywistości w czterech ścianach. W większych miastach (tych, w których zaślepieni próbujemy coś nieustannie dogonić) jeszcze niedawno służyły one jedynie do wykonywania podstawowych czynności życiowych człowieka. Życie grało swoją własną rolę „na zewnątrz”, a w przerwach między aktami można było wstąpić na chwilę do domu. W końcu gdzieś trzeba było pić, jeść i spać. Dzisiaj te cztery ściany (czasami zdarzy się że ścian jest dwadzieścia) stały się dla nas pewnego rodzaju światem. Może to właśnie tak ma działać. Musimy zmienić na moment definicję naszego świata, po to, aby Świat uratować. I może właśnie w ten sposób możemy stać się bohaterami. Ale będąc szczerym. Czy to w ogóle jest możliwe? Przeżywanie życia z zamkniętymi na zewnętrzny świat drzwiami? Dwadzieścia cztery godziny spędzone pod dachem? I to tylko jednym dachem. Jak znaleźć motywację do wstawania wcześnie rano (albo po

prostu rano). Jak nie zgubić kolejnych kroków w naszej rutynie. Jak nie przeleżeć całego dnia przed telewizorem. Jak pozostać w kontakcie z innymi ludźmi. Jak dalej inwestować we własne „ja”. Jak rozwijać swoje pasje i jak w ogóle się rozwijać. Jak tak żyć bez natury, na którą wcześniej przecież tak wiele uwagi poświęcaliśmy. Drogi Czytelniku, w tym tekście chcę przedstawić Tobie Kogoś, dla kogo ten nasz nowy świat wcale nie jest taki obcy. A co więcej, pomimo ludzkiego pragnienia wyjątkowości, nasz Ktoś, przynajmniej w tej sytuacji, nie stanowi żadnego wyjątku. „– No i co, że nie wychodzę? Tysiące ludzi nie wychodzi. Moje sąsiadki już nie żyją, ale też nie wychodziły, choć młodsze były. Od kiedy? Nie pamiętam. Sześć lat temu opiekunka chciała mnie sprowadzić po schodach, ale nie dała rady i wciągnęła z powrotem. I tak zostałam. Miałam w międzyczasie dwa udary, jeden słabiutki, a drugi porządny. Sanitariusze zawieźli mnie do

174


szpitala. Mogłam tam dłużej zostać, ale powiem szczerze: wolałam jak najszybciej wrócić do siebie. Co robię w ciągu dnia? Wstaję o czwartej trzydzieści. Myję się, ścielę łóżko, modlę, rozwiązuję krzyżówkę, czytam „Przegląd”, „Angorę” i „Newsweeka”. Przychodzi pani Basia, opiekunka. Poza tym wyglądam oknem. O, tu mam kort tenisowy i park. Jak zakwitną lipy i jaśminy, to czuć. Dawniej były w nim zające i cietrzewie, ale już nie ma. Czasami wstaję i wychodzę aż na klatkę schodową, żeby innym oknem wyjrzeć. Ptaszki do mnie przylatują. Sikoreczki, nieraz dzięcioły. Wyrzucam im słoninkę. Synowa wpadnie, syn zadzwoni.” (Wołkanowska- Kołodziej, E., 2017)

zauważeni. Tych, którzy zauważonym być potrzebują. Chyba nikomu nie udało się zmienić przeszłości ale wiem, że mamy wpływ na teraźniejszość i przyszłość. I może kiedy już znajdziemy czas między przerwą od zdalnej pracy czy nauki, a szukaniem nowego serialu, warto będzie włączyć tryb dostrzegania. Bo może właśnie w tej chwili, Twoi dziadkowie potrzebują porozmawiać z kimś bliskim. A ta starsza Pani z czwartego piętra od dwóch lat nie miała okazji porozmawiać z kimś, kto nie jest z opieki społecznej. Ja wiem. Wiem, że pomagamy. Wiem, że nam młodym, zdarzy się ustąpić w kolejce starszej osobie, albo zrobić zakupy tym, którzy sami już nie potrafią. Ale może przy tej wymianie gotówka - worek ziemniaków, karton mleka, warto zapytać jak Pani idzie rozwiązywanie krzyżówki. I jak w ogóle jej idzie. Może warto nawiązać tu (zapewniam, prognozujący wiele bogactw i mądrości) dialog. Może zamiast biec do przodu z własnymi ambicjami, tworząc ten nasz wkrótce nowy świat, warto zatrzymać się na chwilę i przypomnieć sobie, że ten świat należał, należy i będzie należeć nie tylko do nas, Młodych.

I teraz. Zanim znowu (broń nas od tego, Boże) wpadniemy w pęd nowych wyzwań. Obok wszystkich innych przemyśleń, które towarzyszyły nam podczas czasu izolacji. Może warto zdać sobie sprawę z tego, że niektórzy z nas, doświadczyli go już wcześniej. I może My, zapatrzeni wcześniej w to, co działo się „tu i teraz” lub planujący ekscytującą przyszłość, dzisiaj zauważymy tych, którzy już dawno powinni być

tekst powstał w inspiracji „Więźniami czwartego piętra”. https://magazynpismo.pl/rzeczywistosc/reportaz/wiezniowie-czwartego-pietra/

175


nostalgia zdjęcia Paweł Miśko modelka Tosia Chojak / Uncover Models Warsaw stylistka Elvira Abramczuk makijaż & włosy Anita Szymańska

176


179


180


182


185


187


szt uka & design

zdjęcie Natalia Czyşak


szt uka & design


słońce powietrze zieleń zdjęcie Agnieszka Mikoś Sibiga


t ekst

aleksandra stolt z

Dom to opowieść o ludziach, ciasnym korytarzu, zepsutym domofonie, wiecznym braku miejsc parkingowych. Dom to opowieść, która zaczyna się od modernizmu. Architektoniczne manifesty z początku XX – ego wieku całkowicie zmieniły sposób myślenia na temat funkcji domu, ustanowiły go strukturą kooperacyjną, udowodniły, że architektura codzienna może uszczęśliwiać człowieka, wpływać na jego samopoczucie. Architektura zajmuje się domem, zwykłym domem dla zwykłych ludzi. Dom stał się skrupulatnie przemyślaną tkanką.

Skibniewska wykonała projekt na własnych warunkach, tworząc architekturę ponadczasową, niesamowicie wartościową, przyjazną odbiorcy. Sady to żywy organizm, który funkcjonuje dzięki symbiozie kameralnych budynków wielorodzinnych i przestrzeni je otaczającej. Osiedle zatapia się w zieleni, bo architektka nie pozwoliła na nieuzasadnioną wycinkę drzew. Jest to antyteza współczesnego obrazu nowych osiedli, w których namiastką zieleni są niewielkie krzewy w betonowych donicach, czy skrupulatnie przycięty trawnik. Na Żoliborzu liście wlewają się do wnętrz kwater przez okna, wprowadzają przyjazny klimat, stanowią parasol chroniący przed nadmiernymi promieniami słońca. Odpowiednie doświetlenie i przewietrzanie mieszkań, ma ogromny wpływ na samopoczucie, a nawet zdrowie użytkowników. Największą ozdobą żoliborskich mieszkań jest światło dzienne filtrowane do środka, w sposób subtelny, mistyczny, przez powolnie rosnące, okoliczne drzewa. Sady to swoisty zielony azyl na warszawskiej mapie osiedli mieszkaniowych. To idealnie funkcjonująca jednostka, której rdzeń stanowi balans między środowiskiem naturalnym a zbudowanym.

Le Corbusier, będący naczelnym przedstawicielem modernizmu, formułując sakramentalne Dom jest maszyną do mieszkania miał jasno określone idee, które łączyły projekt z racjonalizmem i otwarciem domu – kształtowaniem pomieszczeń, dostosowywaniem ich do skali człowieka. Postulaty modernistów to też ustanowienie mieszkania jako najważniejszego zagadnienie w projektowaniu urbanistycznym. Architektura domu ma bowiem bezpośredni związek z samym umiejscowieniem go w przestrzeni, jego relacji z otoczeniem. Istnieją fundamentalne komponenty, które mają wyjątkowy wpływ na odczuwanie domu: słońce, powietrze, zieleń.

Higiena codziennego życia w domu to zatarcie granic między wnętrzem a otoczeniem. Surrealistyczne otwarcie przestrzeni na okolicę. Zatopienie budynków wśród zieleni, znalezienie harmonii między architekturą i naturą. Budynki muszą oddychać i być wypełnianie naturalnym światłem. Dom to ballada o ludziach, w której słońce, powietrze, zieleń stanowią siłę sprawczą wszelkich wydarzeń.

W latach 60. XX - ego wieku powstaje Osiedle Sady Żoliborskie w Warszawie projektu Haliny Skibniewskiej. Dzieło unikatowe i abstrakcyjne jednocześnie, pojawia się bowiem w czasach największego głodu mieszkaniowego, kiedy najważniejszym kryterium była ilość, a wskaźnik jakości wydawał się być całkowicie pomijany.

191


Art direction & Set design dla Reserved


rozmowa z barrakuz rozmawiała Maja Kubiaczyk Barrakuz, czyli Beata Śliwińska to projektantka graficzna i ilustratorka. Znana przede wszystkim z olśniewających kolaży, słynie z charakterystycznego i określonego stylu. Autorka okładek płyt, książek, plakatów, a także sesji edytorialowych. Na swoim koncie ma niezliczoną ilość współprac, m.in z Adidasem, Spotify, Orange Polska, Levi’s czy Audioriver Festival.

na które dojeżdżałam co weekend do Stolicy. Mamie po egzaminach powiedziałam, że jeśli się nie dostanę, to będę pracować w knajpie. Trudne, nastoletnie czasy, wypełnione po brzegi niepewnością siebie i lękiem przed porażką. O zgrozo i tak niewiele się zmieniło!

Studiowałaś architekturę krajobrazu, choć w dzieciństwie marzyłaś o ASP, skąd ta zmiana wyboru?

Mimo to, sądząc po Twoich sukcesach i dużej aktywności, możemy zgadywać, że to praca ilustratorki zajmuje teraz główne miejsce w Twojej codzienności. Opowiesz nam kiedy zdecydowałaś się pójść tą ścieżką i co Cię do tego skłoniło?

Nie wiem do końca czy to była zmiana. Zrobiłam to z bardziej „praktycznego” punktu widzenia, chociaż wydaje mi się, że sama architektura krajobrazu nie jest wybitnie popularnym kierunkiem w Polsce, a szkoda, bo w niezwykle płynny sposób łączy naturę ze sztuką i umiejętnościami technicznymi, jak projektowanie czy planowanie przestrzenne. Ja w swoje ASP nigdy nie wierzyłam, to jak marzenia o zostaniu wielką malarką i wstydzeniu się pokazać swoich prac. :) Nigdy więc nawet nie spróbowałam. Złożyłam dokumenty na jedne studia, kończąc kursy rysunku,

To prozaiczne i oczywiste - chciałam być samodzielna i niezależna finansowo. Zosia Samosia:). I geny pracowitości. Pierwsze zlecenia wykonywałam już będąc na studiach dziennych. Dość szybko zrozumiałam, że projektowanie graficzne, szeroko pojęta kultura obrazkowa, efektowność nad efektywnością (tak, projekty architektoniczne to niekiedy wielomiesięczne, wieloletnie wydarzenia). Lubiłam działać tu i teraz, lubiłam zmiany i interakcje. Ilustracja czy projektowanie pozwalało mi na taki ruch. Poza tym wszystkim już na studiach byłam osobą, która bardziej zajmowała się

193


A największe wyzwania w Twojej pracy? Miewasz twórcze kryzysy?

wizualizacjami i graficznym aspektem koncepcji, niż faktycznym kształtem. Można to nazwać „ubieraniem” projektów architektonicznych. Stąd szybka decyzja na drugie studia graficzne, dyplom dwuletniej szkoły, która dała mi oficjalnie zawód. To był czas, w którym nie istniałam. Praca, studia dzienne i zaoczne chowały mnie w stu procentach przed światem. I tak, chyba przyszedł kilka lat temu taki moment, w którym poczułam, że spełniam się w tym co robię. Takie mocne 6/10 w skali satysfakcji.

Miewam je nieustannie! One muszą iść ramię w ramię z turbo-kreatywnością. Bez kryzysów nie ma prawdy w projektowaniu. A ja głównie czerpię z ultra-werteryzmu i wtedy wymyślam najlepsze rzeczy.

Oprócz dużych współprac robisz też sporo rzeczy społecznie. Twoje plakaty trafiają do wielu odbiorców niosąc za sobą duży przekaz. Czujesz, że swoją sztuką możesz zmienić czyjeś postrzeganie świata?

Adidas, Spotify, Levi’s, Vogue Italia... Twoje portfolio naprawdę imponuje. Czy któraś z dotychczasowych współprac jest Twoją ulubioną?

Ja przede wszystkim wierzę, że po to mamy tę moc wizualną, żeby przekuć to w moc sprawczą. Design sam w sobie nie uratuje świata. Design potrafi być próżny. Design służy konsumpcji i monetyzacji. Projektowanie zaaranżowane społecznie stawia nas projektantów w kategorii sprawczej, mając silny przekaz, uważam wręcz, że to trochę nasze powołanie. Te projekty trafiają do setek tysięcy ludzi, jak nie milionów. Wpływamy na jakość wizualną odczuć innych osób. Słowo wpływ jest tu bardzo silne, nie używając „kształtuje”. Trochę jest to kategoria prac w stylu „projektuję, bo obrazek lepiej opowie o tym co czuję” Jest to emocjonalny ekshibicjonizm, bo niejednokrotnie to tematy bardzo mi bliskie i ważne dla mnie samej ilustruję, ale fajnie wiedzieć, że jest nas więcej, patrzących w tę samą stronę.

Każda z powyższych współprac projektowych wniosła nową jakość do mojego życia projektantki. Każdy był wyjątkowy, inaczej złożony, każdy budował inną narrację. Lubię być zadowolona ze swojej pracy, a już najbardziej, kiedy ludzie dla których pracuję są także zadowoleni. To świadczy o moim profesjonalizmie. Ja trochę działam jak nakręcona maszyna, która wypełnia zadania i realizuje swoje wizje w nich. Z wymienionych wyżej to projekt współpracy z Adidasem był dla mnie trampoliną i cudownym startem kariery projektowej, a także zrozumienia, że to co robię ma większy sens. Bardzo dobrze wspominam projekt dla Spotify, który okazał się być wielomiesięczną przygodą i współpracą na poziomie globalnym. Z reguły, im trudniejszy projekt i założenia, tym jestem bardziej przywiązana. :). Wiem, ile pracy i czasu w to wkładam, ile potrzeba osób, żeby projekt mógł zaistnieć w wielu miejscach, na różnych formatach. Instagram i Facebook o tym nie mówią:). Ale kluczem w tych dużych projektach jest trochę być jak zorganizowane, zwinne zwierzę. Czujne na każdym kroku, współpracujące, ale potrafiące przejąć stery. Dlatego ciężko to zamknąć tylko i wyłącznie na jednej osobie. Z tego miejsca dziękuję moim ludziom, agencjom i fotografom za wspólne projekty!

Jesteś autorką okładek wielu płyt i to nie przypadkowych wykonawców, a w zeszłym roku miałam przyjemność osobiście posłuchać Cię na jednym z festiwali muzycznych. Muzyka mocno wpływa na Twoją twórczość? Ma z nią jakiś związek? Temat muzyki w moim projektowaniu to temat szeroki i głęboki i pełen zawirowań. W zasadzie to muzyka jako moja pierwsza pasja i hobby przywiodły mnie w obecne miejsce. Ja bardzo długo poświęcałam większość

194


Grafika dla magazynu Design Alive


/ Projektowanie zaaranżowane społecznie stawia nas projektantów w kategorii sprawczej, mając silny przekaz, uważam wręcz, że to trochę nasze powołanie /

zdjęcie Barrakuz w roli modelki dla DayShift, materiały prasowe


wolnego czasu na naukę gry na instrumentach, na bycie solistką w chórach, nawet kiedyś śpiewałam w knajpie nad morzem:). Lubiłam też pisać o muzyce, ale to właśnie piękno okładek sprawiło, że chciałam skręcić w tę dziedzinę. Zaczęło się od warsztatów projektowania okładek płyt, prowadzonych przez Grześka „Forina” Piwnickiego, wtedy graficznego guru wielu fanów sceny hip-hopowej w Polsce. Tam poznałam wielu znakomitych projektantów i ludzi związanych z branżą. I tak jakoś płynę do dziś. To cudowny czas, bo w ciągu ostatnich 5 lat od tego momentu udało mi się projektować dla Sony Music, Warner Music Poland, U Know Me Records, Asfalt Records, ART2 czy mniejszych wydawców. Ostanim projektem był wprawdzie digitalowy, ale cover do lyrics video francuskiego składu Terrenoire, którego byłam po prostu fanką. Albo ostatni przedpandemiczny jeszcze, graficzny i kolażowy teledysk dla Rasmentalism. Połączenie wizuali z muzyką to magia, którą lubię uprawiać, głównie ze względów owej magii i pasji. :) Teraz chciałabym robić więcej obrazów ruchomych, animacji czy właśnie teledysków.

Niezależnie, czy projekty są rozbudowane, czy bardziej minimalistyczne, każdy projekt to proces wieloetapowy. To chyba łączy i definiuje moją pracę najmocniej. Najpierw - faza

researchu - bardzo często lekceważona i pomijana przez twórców i projektantów, a tak naprawdę, w sztuce grafiki i modyfikacji graficznych, to bazowy materiał jakim są zdjęcia czy rysunki które przerabiam, montuję ze sobą i nadaję nowy wygląd, są bazą dla nowego dzieła! Dlatego uważam, że to właściwie połowa procesu twórczego. Dzięki bazie, dzięki zebranym materiałom dopiero mogę wejść w fazę koncepcji i projektowania właściwego, który jest drugą częścią pracy. Ta praca jest żmudna. To dbanie o detale, podcienie i światło. Wydaje mi się, że to właśnie ciekawość i faktury materiałów, elementów, eksponatów, rzeźb czy ludzkich twarzy w projektach sprawiają, że mój styl jest bezkompromisowy i bardzo rozpoznawalny. W tej pracy poddaję się często spontaniczności, zdaje się niekiedy na los i dostępność materiałów do przeróbki. To jest bardzo ekscytujące! Nigdy nie wiesz, jaki będzie efekt finalny. Bardzo często jest tak, że tworząc plakaty, ilustracje czy Key Visuals do kampanii informuję moich klientów, że w mojej pracy nie istnieje pojęcie szkicu. Nie naszkicuję kolażu lub próby połączenia tworzyw. Wszystko jest płynne i czasem ja sama nie znam finalnego look’u. To jest magia takiego rodzaju pracy. To umiejętności graficzne, retuszerskie, połączone z ilustracją i nadawania nowych znaczeń. Same koncepcje to wynik poszukiwań materiałów, moja synteza twórcza, to co siedzi mi akurat w głowie, nastrój w jakim jestem. To prawda, jest w tym sporo indywidualności. Być może to już trochę sztuka.

To przy okazji powiedz nam - czego słuchasz? Tak dla przyjemności i w trakcie pracy. W tym momencie w głośnikach mam Unknown Mortal Orchestra - SB-06. :) A na co dzień, w zależności od nastroju i potrzeby. Tworzę także sezonowe playlisty, obecnie uzupełniam tę letnią - SUMMER IS MY PEACE AND QUIET. Odsyłam chętnych na mój Spotify.

Lśnienie jest dla nas swego rodzaju kolażem. Naszym zadaniem jest znalezienie inspiracji, materiałów, ludzi, którzy stworzą wspólnie jedną całość. Z autopsji wiemy, że etap poszukiwań jest niezwykle pracochłonny. A jak wygląda to u Ciebie? Skąd czerpiesz inspiracje i jak przebiega cały proces tworzenia?

197


Poza tworzeniem ilustracji, okładek do książek i płyt, plakatów masz też do czynienia z modą, zajmujesz się postprodukcją sesji, a także projektujesz wzory dla ubrań, butów i dodatków. Jesteśmy więc ciekawi, czym dla Ciebie jest moda?

baza mojego doświadczenia, którym się dzielę. I wiem, że są też odbiorcy dużo starsi, którzy chcieliby rozpocząć jakąś drogę w kreacji. Na pewno pojawią się jeszcze warsztaty, które poprowadzę. Póki co mam od tego zrozumiałą przerwę, ale zobaczymy co da przyszłość.

Mądra moda to tożsamość, jakaś komplementarność z ciałem, coś w czym czujemy się dobrze, coś, czym możemy zakomunikować obecny swój stan czy status. Moda to także zabawa. Mądra moda to odnawianie starych ubrań, recycling, świadoma konsumpcja. Nie jestem ascetą, moja szafa jest za duża i wciąż nie mam w niej miejsca. Lubię kreatywność w modzie. Myślę, że jest nawet nieco spójna z moim stylem w projektowaniu. Ba! Moda jest także moim źródłem inspiracji. Zdarza się, że połączenia kolorystyczne w ubraniach wykorzystuję w projektach. Lubię nieoczywiste połączenia, oversize’owe ciuchy, chłopięcy look, ale i subtelną kobiecość w stroju. Ale nie jestem strojnisią.

A wolny czas? Co robisz, żeby odetchnąć? Czy go w ogóle masz? W okresie pandemii mam go aż za dużo! Ale to wyjątkowy i specyficzny czas, który dopiero zaczęłam doceniać po dwu miesiącach spowolnienia. Trzeba to przyjąć. Zająć się sobą, robić rzeczy dla siebie. Na początku czułam smutek, że wszystko zwolniło. Teraz bardzo się cieszę, że tak się dzieje, poświęcam więcej czasu na rzeczy, na które zawsze było go brak, doceniam prostotę życia, zajmuję się roślinami, słucham dużo muzyki, odwiedzam rodzinę i dbam o wewnętrzny spokój. Poza tym, skupiam się na kulturze obrazkowej, która jest jak na wyciągnięcie dłoni - filmy w kanałach streamingowych, filmy dokumentalne, czy czytanie książek - to wszystko niesamowicie wpływa na nasze mózgi i układa nowe obrazki na małych półeczkach w głowie. Jak tylko mogę, wyjeżdżam z Warszawy, bliskość natury jest mi niezbędna do funkcjonowania.

Oprócz tego prowadzisz jeszcze warsztaty, uczysz innych. To chyba niełatwe wyzwanie? Skąd czerpiesz na to wszystko energię? Wydaje mi się, że to co robię w tym temacie to dopiero przedsionek tego, co mogłabym zrobić. Mam w sobie jakąś pasję, albo bardziej misję, w której chciałabym zaciekawiać dużo młodszych w temacie estetyki, architektury, wzornictwa czy samego już projektowania. To, co do tej pory udało mi się przekazać w warsztatach czy wykładach to bardziej

Ostatnie pytanie, w Lśnieniu lubimy pytać o marzenia, zdradzisz nam swoje? Chciałabym być lepsza dla siebie samej i spotkać kogoś kto powie mi: „hej, teraz się we mnie zakochasz”.

198


Grafika Stay at Home


jasno projekt y


Właścicielką jasno.projekty jest Angelika Fedorczuk, doktorantka na wrocławskim ASP, miłośniczka dobrego designu i podróży, z których czerpie inspiracje i z powodzeniem przemyca do projektowanych przez siebie wnętrz. Laureatka Diament Meblarstwa 2020 w kategorii Młody Design.

w górach, w restauracji. To sprawia, że moja praca nie jest monotonna , a ja jednak bardzo lubię różnorodność. To chyba najbardziej przeszkadzało mi w standardowej pracy od 8.00-16.00

chwyt liwa i lśniąca nazwa Chciałam aby była polska, jednak to tutaj przede wszystkim pracuję. Zależało mi również, aby nie była przytłaczająca i zbyt skomplikowana. Nie celowałem w nazwy, które typowo kojarzą się z wnętrzami. Czułam, że musi być to coś lekkiego i takiego co do mnie pasuje. Kiedy myślałam o wyborze, usłyszałam to słowo i od razu pomyślałam, że idealnie do mnie pasuje. Jest pogodne, lekkie, delikatne, kobiece, trochę takie jak wnętrza, które lubię.

począt ki Kiedy byłam mała rodzice myśleli, że zostanę projektantką ubioru. Uwielbiałam przerabiać takie typowe szmatki kuchenne na sukienki dla lalek i zawsze kombinowałam coś z modą. Do tej pory tak zostało, czasami współpracuję z fotografem Mateuszem Szeligą przy sesjach zdjęciowych dla różnych polskich marek jako stylistka. No, ale zostałam projektantem wnętrz. Pamiętam jedną sytuację, która mogła wskazywać , że w przyszłości coś będzie mnie łączyć z wnętrzami. Dostałam własny pokój, po wielu latach mieszkania z młodszym bratem i… wszystkie ściany przemalowałam na pomarańczowo-czerwoną szachownicę. To było straszne. Teraz przyprawiałoby mnie to o ból głowy, a wtedy byłam dumna, jak tato mi pomagał w malowaniu tego „cuda” na położonej wcześniej tapecie. Szczerze? Nie wiem, jak mogłam mieszkać w takim pokoju. Ale tak, już wtedy lubiłam „kombinować” we wnętrzu.

ocena branży w polsce W Polsce bardzo łatwo zauważyć, że wyróżnia się kilka biur projektowych, które reprezentują pewien poziom, bardzo dobry. Uważam, że projektanci tutaj radzą sobie bardzo dobrze. Polski design jest doceniany na arenie międzynarodowej i co roku przybywa nam kilku dobrych projektantów- do tego Polacy zdobywają wiele nagród i wyróżnień na całym świecie. Są doceniani i to jest super!

geneza

projektowanie jako synt eza wiedzy o przest rzeni, człowieku i jego pot rzebach

W zasadzie już na poważnie wszystko zaczęło się klasycznie od studiowania, początkowo nie byłam pewna, czy to będzie coś co chcę robić w życiu, ale z czasem bardzo to polubiłam i tak zostało. Wcześniej pracowałam w różnych studiach projektowych, tam zdobywałam doświadczenie, aż odważyłam się działać na własną rękę. Czasami nie jest łatwo, ale każde nowe doświadczenie uczy mnie nowych rzeczy. Doceniam to, tak samo jak cenię sobie niezależność, a praca samej dla siebie to mi umożliwia. Nie ograniczam się też do jednego miejsca pracy. Pracuję wszędzie, w pociągu, w podróży, nad morzem,

Uważam , że osoba, która nie patrzy na potrzeby ludzkie, nie jest na bieżąco z aktualnymi problemami społeczeństwa, bardziej szkodzi niż pomaga. W obecnych czasach nie potrzebujemy kolejnej osoby, która zrobi coś ładnie. Design świadomy, ODPOWIEDZIALNY, to jest nasza przyszłość. Temu poświęcam również swoją pracę doktorską. Projektowanie świadome jest bardzo ważne. Zwłaszcza we wzornictwie przemysłowym.

201


w których użyłam mechanizmy stosowane już w czasach średniowiecza- domykanie szafek za pomocą systemu „przeciwwagi”. Zgłosiłam je i.. udało się. Było to bardzo miłe wyróżnienie.

o pracy Przede wszystkim projektuję wnętrza prywatne i meble (jednak tę przygodę dopiero rozkręcam). Mieszkania, domy. Czasami zdarza się projektować jakieś przestrzenie biurowe i publiczne, jednak w większości są to mieszkania. Bardzo to lubię. Zwłaszcza teraz, próbuję wszędzie przemycić swój styl, mieszkanie vintage z aktualnymi trendami i ludziom się to podoba. Wtedy zawsze nie mogę doczekać się efektu końcowego.

kontakt z klient em i złot y środek w pracy projektanta

dom i własna przest rzeń projektanta

Uważam, że dobry kontakt jest bardzo ważny. Czasami chciałabym, aby był on ograniczony do tych standardowych 8 godzin dziennie, jednak wiem, że nie jest to możliwe. Projektując klientowi jego wymarzone 4 kąty zdajesz sobie sprawę, że ktoś naprawdę bardzo się tym przejmuje i w pewnym momencie jesteś jedną z bliższych mu osób. To jest pewna odpowiedzialność i staram się zawsze być pod telefonem i doradzać. Na początku współpracy zawsze informuję klientów, że zależy mi aby efekt końcowy był jak najbardziej zbliżony do wizualizacji, które wcześniej przygotowuję. Zazwyczaj to się udaje.

Moja przestrzeń jest dość mała. Mam 43 metry do podziału z dwoma królikami (królicza matka). Moje mieszkanko jest połączeniem nowoczesnego wnętrza z elementami vintage/ PRL. Lubię zdobywać różne unikatowe przedmioty zarówno na targach staroci, jak i przez aukcje online. Jednak gdybym miała większe

wyróżnienie - diament meblarst wa 2020 w kat egorii młody design Zdobycie tego tytułu było sporym zaskoczeniem. Obecnie jestem doktorantką na ASP we Wrocławiu i u nas to norma, że wyszukujemy różnego rodzaju konkursów etc. Wysłałam więc swoje zgłoszenie, ale przyznam szczerze, że nie spodziewałam się tak pozytywnego odbioru. Projektowałam zestaw szafek,

202


mieszkanie, chciałabym posiadać w nim ogromy stół, teraz mi go bardzo brakuje. Marzy mi się taka ogromna przestrzeń wspólna łącząca jadalnię, salon i kuchnię. Uwielbiam spędzać czas z przyjaciółmi i uwielbiam gotować, także ogromny stół najlepiej łączyłby te upodobania. We włoskim filmie „Dobrze się kamie w miłym towarzystwie” jest mój ulubiony i chyba trochę wymarzony układ mieszkania. No i ten typowy włoski sposób spędzania czasu. Wino, dobre jedzenie i przyjaciele. Najlepiej!

st yl, t rendy Bardzo lubię śledzić trendy, nie traktuję tego jako przymus. Wychodzi to dość naturalnie. Jednak staram się nie tworzyć wnętrz, które skupiają się tylko i wyłącznie na aktualnych nurtach. To się nie sprawdza. Za kilka lat, takie otoczenie może się znudzić, dlatego lubię łączyć to z dawnym designem. Dobry design się nie starzeje. To jest moja zasada. Dużo dają mi też podróże. Lubię odwiedzać różne kraje, gdzie jest bardzo dużo ciekawych rozwiązań, trzeba tylko umieć je dostrzec. No i stare albumy z designem. Okres mid-century, PRL, to były czasy, kiedy naprawdę dużo się działo i do tej pory tym się inspiruję. Ważne są dla mnie również odczucia znajomych i przyjaciół. Funkcjonalność jest bardzo ważna, a w dzisiejszych czasach nasz sposób spędzania czasu i to jak mieszkamy bardzo szybko ulega zmianom. Warto to obserwować.

inspiracje Dużo obserwuję, zarówno w sieci (Pinterest, Instagram est), ale też na co dzień. Gdy widzę jakieś ciekawe rozwiązania- od razu robię zdjęcie.

ulubiony projekt Ostatnio moim ulubionym projektem jest projekt mieszkania we Wrocławiu w słynnych czworaczkach. W tej przestrzeni wraz z właścicielką, która okazała się być również fanką mebli z okresu PRL i vintage, stworzyłyśmy bardzo eklektyczne wnętrze łączące w sobie różne style. Wyszło bardzo fajnie, nienachalnie i na luzie a jednak z charakterem. Samo wnętrze było też nietypowe (te okna!) co również doskonale zgrało się z całością.

203


ln archit ekt ura

&

w nęt rza LN architektura&wnętrza to pracownia stworzona i prowadzona przez dwie młode mamy, Paulę Lipiec i Ewelinę Nowacką, które zajmują się projektowaniem wnętrz dla indywidualnych klientów. Tworzą projekty na specjalne zlecenia, skrojone na miarę, w inspiracji sztuką współczesną.

radości i satysfakcji. Dopiero próbując swoich sił w tym zawodzie, poczułam, że to jest właśnie „to”.

pierwsze kroki Rozkręcałyśmy się stopniowo. Przystępując do pierwszego projektu wnętrza każda z nas pracowała równolegle na pełnym etacie. Ja w branży budowlanej, Ewelina w architekturze kuba-

narodziny pasji do projektowania

turowej. Pierwszym zleceniem była współpraca z pracownią projektową Andrzeja Pośpiecha. Projekt dotyczył wnętrza biblioteki sądu we Wrocławiu. Można powiedzieć, że było to dość prestiżowe zlecenie jak na początek – „głęboka woda”.

Szczerze mówiąc dopóki nie doszłam do tego etapu, nie miałam sprecyzowanego jednoznacznego zawodowego celu, pozostawałam cały czas z otwartym umysłem. Jednakże estetyka otaczającego mnie wnętrza zawsze była dla mnie ważna. Studiując Architekturę na PWR we Wrocławiu poznaje się bardzo szeroki wachlarz różnych branż projektowych, a nawet twórczych, jak malarstwo czy rzeźba. Na studiach próbowałam wszystkiego po trochu. Później podeszłam do pracy bardzo praktycznie i dopiero po paru latach odnalazłam właściwy dla siebie kierunek, który daje mi bardzo dużo

Byłyśmy jednak pod solidnym przewodnictwem doświadczonego projektanta od którego bardzo dużo się wówczas nauczyłyśmy. Wprowadził nas do świata projektowania wnętrz. Współpracowaliśmy później razem jeszcze przy kilku innych projektach. W międzyczasie trafiło się także zlecenie na wnętrze domu, przekazane nam przez koleżankę ze studiów, która z uwagi na swój

204


wyjazd nie mogła się podjąć tematu. W ten trochę przypadkowy sposób odkryłyśmy swoją pasję. Okazało się, że pracując przy tych projektach, nie czujemy, że pracujemy. Reszta ruszyła już jak kula śniegowa, aż ostatecznie zdecydowałyśmy się zrezygnować z naszych dotychczasowych etatów i na 100% zająć się projektowaniem wnętrz.

ocena dzia łania branży w polsce Projektowanie wnętrz nabrało w Polsce rozpędu dopiero całkiem niedawno. Wcześniej było uznawane za usługę luksusową lub nawet niepotrzebną fanaberię. Teraz ludzie, mając na rynku tak szeroki wybór produktów, zaczynają się gubić i coraz częściej wolą zlecić aranżację swojego wnętrza specjalistom. Dodatkowo powszechny brak czasu sprawia, że nie mają kiedy zająć się otaczającą przestrzenią. Ludzie mają większą świadomość, wiedzą, że przestrzeń w której żyją, funkcjonują wpływa na ich samopoczucie i jakość życia. Natomiast internet, telewizja,

magazyny pokazują społeczeństwu jaki efekt można osiągnąć. My przychodzimy z pomocą i odpowiedzią jak to zrobić. Chcemy, żeby każdy nasz klient poczuł się wyjątkowo i otrzymał wnętrze skrojone na miarę jego marzeń, a także portfela. Ponadto producenci i sprzedawcy zaczęli dostrzegać znaczenie projektantów. Coraz częściej proponujemy sobie wzajemną pomoc i współpracę. Dzięki temu polskie wnętrza powoli zaczynają rozkwitać. I nie mam na myśli wnętrz ekskluzywnych czy komercyjnych, tylko wnętrza zwyczajnych polskich domów i mieszkań oraz drobnych gastronomi, sklepów czy biur.

codzienna praca Do każdego klienta podchodzimy indywidualnie. Każdego musimy najpierw trochę poznać, wczuć się i zrozumieć w jego potrzeby, gust i upodobania. Nie mamy żadnych umownych ilości spotkań czy konsultacji. Prowadzimy projekt tak, jak akurat wymaga tego sytuacja i nigdy


znacznie łatwiej znaleźć między nami nić porozumienia, wczuć się w ich życie i zaprojektować odpowiednią przestrzeń. Mimo, że mam teraz mniej czasu na pracę, wcale nie pracuję mniej, jestem znacznie bardziej wydajna. Zostałyśmy z Eweliną mamami w bardzo podobnym czasie. To tylko nas umocniło. Wiele osób było przekonanych, że przez tą sytuację najpewniej porzucimy pracę, a już na pewno nie będziemy się rozwijać. No bo jak dwie młode mamy mają nadal prowadzić same biuro projektowe? Byłyśmy przez to jeszcze bardziej zdeterminowane i bardzo wspierałyśmy się nawzajem.

ulubione projekt y Osobiście bardzo lubię wnętrza, które są dla mnie wyzwaniem, wnętrza trudne, np. małe, nieustawne, takie, w stosunku do których klient przeważnie nie ma wielkich nadziei. Lubię wydobywać z nich ukryty potencjał, zauważać możliwości niewidoczne na pierwszy rzut oka. Ewelina natomiast jest bardzo otwarta na nowości, nie zamyka się na jednoznaczny kierunek ani rodzaj wnętrz. Najbardziej lubi nowe zadania jakie stawia przed nami nasza praca. Projektuje w różnorodnych stylach przełamując schematy.

nie kończymy pracy bez ostatecznej akceptacji ze strony Klienta. Jeśli jest taka potrzeba, to spotykamy się bardzo często na konsultacje w naszym biurze, a czasami wszystko odbywa się zdalnie. Staramy się być elastyczne.

zawód: mama i projektant Dziecko zmienia całe życie kobiety. Moim zdaniem to jest nieunikniona przemiana, piękna, ale też czasem trudna. Potrzebowałam czasu, żeby odnaleźć się w tej sytuacji. Musiałam przeorganizować swoje doczasowe funkcjonowanie. Teraz bardzo zabawne jest dla mnie wspomnienie planów z okresu ciąży. Żyłam wtedy w przekonaniu, że po porodzie nic się nie zmieni. Wszystko będzie wyglądać tak samo, tylko z małym człowiekiem u boku. Będziemy dalej spotykać się w biurze, a dzieci radośnie i grzecznie będą bawić się gdzieś między biurkami. Byłam specjalistką od wychowania dzieci, póki moje było w moim brzuchu. Czyli historia jakich wiele. Mój syn natomiast wywrócił wszystko do góry nogami. Co ciekawe, to właśnie po tym przewrocie czuję się naprawdę szczęśliwa. Nauczyłam się wykonywać pracę znacznie szybciej, selekcjonować co jest naprawdę ważne. Ponadto nasi klienci to często rodziny z dziećmi, jest mi teraz

206


choć teraz jest to całkowicie wstrzymane, ale wierzymy, że wszystko wróci do normy. Zdarza się też, że to nasi klienci przychodzą do nas ze swoimi inspiracjami i wówczas naszym zadaniem jest wczuć się właśnie w ten klimat.

akt ualne t rendy Określiłabym je jednym słowem – różnorodność. Oczywiście, są elementy sezonowo bardziej promowane. Nurtów jest jednak bardzo wiele. Osobiście dla mnie zawsze najmodniejsza jest funkcjonalność. Nie ma dobrej estetyki bez funkcjonalności i trzeba o tym pamiętać przy projektowaniu.

t en jedyny Mamy kilka projektów, które naprawdę lubimy. Jeden nasz ukochany projekt powstał stosunkowo niedawno. Jest to apartament we Wrocławiu.

inspiracje

Szczęśliwie Inwestor dał nam tam bardzo dużo swobody projektowej i decyzyjnej, dlatego pro-

Każdy nowy projekt to poszukiwanie nowych inspiracji. Czasami są to zupełnie przypadkowo trafione zdjęcia wnętrz w internecie, czasem magazyny, katalogi, książki… cały czas musimy aktualizować informacje. Jednak poza inspiracjami bezpośrednio powiązanymi z projektowaniem wnętrz czerpiemy także sporo z trendów mody odzieżowej, filmów i fotografii. Wszystko to razem jest aktualną sztuką współczesną i panujące tam nurty mocno się przenikają. Staramy się też brać udział w różnych eventach, prezentacjach, szkoleniach itp.

jekt jest nam tak bliski. Prowadziłyśmy tam także nadzór nad realizacją. Powstało wnętrze dość minimalistyczne, eleganckie i poukładane. Jest sporo czerni kontrastującej z drewnem i szarością betonu. Niby nic przełomowego, jednak udało się tam osiągnąć naszym zdaniem kojącą dla oka harmonię. W naszej pamięci zapisał się też projekt dla pewnej młodej singielki. Powstało wówczas bardzo jasne, kobiece mieszkanie z nutą francuskiej elegancji.

207


ray zdjęcia & stylizacja Brygida Bujak modelka Kasia Mazur makijaż & włosy Izabela Magda


210


213


214


Profile for Lsnienie Magazyn

Lśnienie Magazyn, lipiec 2020  

Lśnienie Magazyn, lipiec 2020  

Advertisement