Page 1

refleksje pismo naukowe studentów i doktorantów wnpid uam

nr 2, jesień-zima 2010

Wydawnictwo Naukowe WNPiD UAM, Poznań


refleksje pismo naukowe studentów i doktorantów wnpid uam

Rada Programowa | Advisory Comitee prof. zw. dr hab. Bogdan Koszel – Przewodniczący | Chairman prof. dr hab. Jerzy Babiak, prof. dr hab. Robert Kmieciak prof. dr hab. Andrzej Stelmach, prof. dr hab. Tadeusz Wallas dr Bartosz Hordecki, dr Piotr Lissewski, dr Magdalena Lorenc

Zespół redakcyjny | Editorial Board

mgr Paweł Antkowiak – Redaktor naczelny | Editor-In-Chief mgr Filip Biały – Sekretarz redakcji | Managing Editor Redaktorzy | Editors Michał Baluch, Krzysztof Czarnecki, mgr Łukasz Dulęba, Joanna Kałużna mgr Jan Piosik, mgr Łukasz Scheffs, mgr Marcin Skobrtal, Margareta Wysocka Projekt okładki | Cover Design Eliza Kania Korekta | Proofreading mgr Łukasz Scheffs, mgr Krystyna Kraczyńska Skład | DTP mgr Filip Biały

Recenzent tomu | Reviewer dr Paweł Stachowiak

Wydawca | Publisher

Kontakt | Contact

© Copyright by Wydawnictwo Naukowe Wydziału Nauk Politycznych i Dziennikarstwa Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu ul. Umultowska 89a, 61-614 Poznań

http://refleksje.edu.pl e-mail: refleksje@refleksje.edu.pl tel. +48 61 829 6508, fax +48 61 829 6626


Spis treści Spis treści

Redakcja Refleksyjnie o nowych mediach, opozycji i opozycyjności 7

Nowe media Małgorzata Mielcarek Nowe media – nowe dziennikarstwo? 11 Jędrzej Napieralski Mediatyzacja polityki. Konieczność, zagrożenie czy alternatywa? 23 Kamala Kuźmicka Multitasking medialny 35 Marcin Pera „Tygodnik Powszechny”: w poszukiwaniu mądrości 45 Filip Biały Nowe media w komunikacji marketingowej 57 Łukasz Scheffs „Sztuka” robienia polityki 63

Opozycja i opozycyjność Marzena Pomorska Czy istnieje typ idealny „opozycyjności”? 69

nr 2, jesień-zima 2010

[3]


Joanna Kałużna W opozycji do mitu i o micie opozycji. Analiza polaryzacji stanowisk i ocen dotyczących Poznańskiego Czerwca ’56, czyli rzecz o strajku na tle ekonomiczno-socjalnym i zamieszkach zbrojnych o charakterze politycznym oraz o antykomunistycznym powstaniu i ofiarach totalitarnego systemu 83 Jakub Michalak Kościół ewangelicki przyczółkiem opozycji wschodnioniemieckiej 101 Angelika Kontowska Opozycja antysystemowa we współczesnych państwach totalitarnych – rzeczywistość czy abstrakcja? 115 Łukasz Scheffs Lider polityczny w totalitarnym i demokratycznym systemie politycznym. Pozorna opozycja? 131 Jakub Bartolik Początki ruchu demokratycznego w Chińskiej Republice Ludowej (1976-1981) 141 Piotr Kaczmarek Opozycja w Chinach. Wczoraj, dziś i jutro 155 Marta Zobeniak Polityczny islam, świecka opozycja? 169 Marcin Skobrtal „Modlitwa dla Marty” – pieśń dwóch rewolucji 183 Michał Baluch Przeciwko cichej akceptacji 189 Dla autorów 197

[4]

refleksje


Contents Contents

From the Editors Reflectively about New Media and Opposition 7

New Media Małgorzata Mielcarek New Media – New Journalism? 11 Jędrzej Napieralski Mediatization of Politics. Necessity, Threat or Alternative? 23 Kamala Kuźmicka Media Multitasking 35 Marcin Pera „Tygodnik Powszechny”: In the Pursuit of Wisdom 45 Filip Biały New Media in Marketing Communication 57 Łukasz Scheffs The Art of Doing Politics 63

Resistance and Opposition Marzena Pomorska Does the Ideal Type of Opposition Exist? 69

nr 2, jesień-zima 2010

[5]


Joanna Kałużna In Opposition to the Myth and About the Myth of Opposition. The Analysis of Different Opinions and the Assessment of Poznań 1956 Protests. The Thing About the Strike Against an Economic and Social background, Armed Riots of Political Capacity as well as Anti-Communist Uprising and the Victims of Totalitarian Rule. 83 Jakub Michalak Evangelical Church as the Source of the East German Opposition 101 Angelika Kontowska Anti-System Opposition in the Present Totalitarian Countries – Reality or Abstraction? 115 Łukasz Scheffs Political Leader in Totalitarian and Democratic Political System. Apparent Oppositon? 131 Jakub Bartolik The Beginnings of Democratic Movement in the People’s Republic of China (1976-1981) 141 Piotr Kaczmarek The Opposition in China. Yesterday, Today and Tomorrow 155 Marta Zobeniak Political Islam and Secular Opposition? 169 Marcin Skobrtal “Prayer for Marta” – The Song of Two Revolutions 183 Michał Baluch Against the Silent Acceptance 189 For Authors 197

[6]

refleksje


Refleksyjnie Refleksyjnie o nowych mediach, opozycji i opozycyjności

N

ie ulega wątpliwości, że media odgrywają jedną z kluczowych ról w  życiu społeczno-politycznym człowieka. Wraz z  rozwojem technologii przekazu medialnego mówi się o tzw. „nowych mediach”, przypisując im znacznie większą rolę aniżeli mediom tradycyjnym. Dostęp do nowych rozwiązań technicznych otwiera nowy katalog możliwości dla dziennikarzy, ale daje również szansę aktywnego uczestnictwa i kreowania doniesień medialnych odbiorcom. Jak jednak pisał Ryszard Kapuściński: „Rozwój to zdradliwa rzeka, o  czym przekona się każdy, kto wstąpi w jej nurt. Na powierzchni woda płynie gładko i  wartko, ale wystarczy, żeby sternik ruszył swoją łodzią beztrosko i z nadmierną pewnością siebie, a wnet zobaczy, ile w tej rzece groźnych wirów i  rozległych mielizn. (…) Niby jeszcze się płynie, ale już się stoi, niby łódź rusza, ale tkwi w miejscu: dziób osiadł na mieliźnie” (Szachinszach). Pytanie o znaczenie nowych mediów, o szanse i zagrożenia, jakie niesie z sobą rozwój technologiczny w tej sferze, stanowi punkt wyjścia do rozważań pierwszej części tego numeru „Refleksji”. Drugi temat pisma dotyczy kategorii opozycji oraz opozycyjności. Autorzy próbują rozprawić się z typem idealnym pojęcia opozycyjność, obalić mity opozycji obecne w  naszej świadomości, czy np. wskazać na zasady działania opozycji i liderów politycznych w systemach demokratycznych i  niedemokratycznych. Formułowane przez siebie tezy autorzy opierają na historycznych i  współczesnych przykładach funkcjonowania opozycji m.in. w NRD i Chinach. Szeroka analiza tego zjawiska przekonuje, że pluralizmu poglądów politycznych nie jest w stanie wyplenić najsroższy tyran. Ale też, że bez istnienia opozycji trudno mówić o  rozwoju czy – mówiąc językiem filozofii politycznej – dążeniu do sprawiedliwego państwa. Temat ten jest na tyle interesujący, że obiecujemy wrócić do niego – w kontekście Polski – w najbliższym czasie. Teraz jednak zapraszamy do lektury drugiego numeru „Refleksji”. Redakcja

nr 2, jesień-zima 2010

[7]


Nowe media


Nowe media Małgorzata Mielcarek Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu

Nowe media – nowe dziennikarstwo?

1. Wprowadzenie ziennikarze, jako wyodrębniona grupa społeczna1 w Polsce, odgrywają ważną rolę w  kształtowaniu zachowań obywatelskich czy kreowaniu postaw politycznych. Wynika to nie tylko z liczebności tej grupy zawodowej, ale przede wszystkim z  nieustannej obecności mediów w codziennym życiu milionów odbiorców. Podstawowe zadania dziennikarzy, mimo rozwoju nowych form komunikacji masowej i społecznej, w zasadzie wydają się pozostawać takie same. Niemniej ulegały one i nadal ulegają przekształceniom, podobnie jak sam status dziennikarza czy forma i funkcje materiału prasowego. Pierwsze internetowe serwisy informacyjne, w  większości funkcjonowały jako wirtualne odpowiedniki istniejących wcześniej gazet i czasopism. Sytuacja zaczęła się zmieniać wraz ze wzrostem znaczenia wirtualnej informacji2, co niemal natychmiast dostrzegło wielu badaczy. W latach 90. ubiegłego stulecia Roger F. Fiedler sformułował hipotezę mediamorphosis, w myśl której komunikacja medialna przeobraża się m.in. za sprawą nowych technologii3. Wkrótce pojawiła się również hipoteza journamorphosis4, zgodnie z  którą nieuchronnym następstwem zmian technologicznych i medialnych jest metamorfoza samego dziennikarstwa. Słowami kluczami, które mają oddawać specyfikę nowych mediów, są „hipertekst”, „symulacja”, „konwergencja”, „blogosfera” i  „Sieć 2.0”. Niemniej chcąc uchwycić logikę nowomedialną, należy

D

1 W psychologii społecznej i socjologii do grupy społecznej zaliczamy zbiór co najmniej trzech osób, które działają na zasadzie odrębności od reszty społeczeństwa, charakteryzujące się wspólnym systemem norm, wartości i celów. 2 L. Olszański, Dziennikarstwo internetowe, Warszawa 2006, s. 78. 3 Patrz: R. F. Fiedler, Mediamorphosis: Understanding New Media, Thousand Oaks-London 1997. 4 Uważa się, że autorem określenia journamorfosis jest prof. Mark Butzow z Uniwersytetu Zachodniego Illinois, który na swoim blogu www.journamormphosis.blog-spot.com omawia zmiany w systemie pracy dziennikarza pod wpływem nowych technologii

[11]


Małgorzata Mielcarek

niekiedy operować tymi terminami jednocześnie, co może być nader trudne, bowiem ich zakresy zachodzą na siebie, zacierając granice między obszarami ich stosowania. Zjawiska, ku którym odsyła rozpatrywana terminologia, bez względu na brak jej precyzji, zasadniczo wpływają na styl pracy dziennikarzy oraz generalnie – na etos tego zawodu, ukształtowany w okresie „panteizmu-druku”. W efekcie zmian techniczno-warsztatowych przeformowaniu ulegają także gatunki wypowiedzi dziennikarskich, i to niezależnie od tego czy autorami tych wypowiedzi są dziennikarze zawodowi czy też „obywatelscy”5. Chcąc scharakteryzować funkcje dziennikarstwa oraz sposób pracy dziennikarzy w  nowych mediach, należy przedstawić ich pozycję w polskim systemie prawnym. Rozwój nowych technik przekazu sprawia, że powraca i  nabiera znaczenia wielokrotnie zadawane pytanie, kto tak naprawdę jest dziennikarzem. Czy staje się nim każdy, kto napisze krótką notkę informacyjną na portalu internetowym, osoba posiadająca dziennikarskie wykształcenie czy zatrudniona w profesjonalnej redakcji? Polska ustawa Prawo prasowe uchwalona w  1984 r., może być uznana za nieadekwatną do obecnej sytuacji na rynku medialnym. Ustawodawca uważa bowiem, że dziennikarzem jest zarówno ta osoba, która pozostaje w stosunku pracy z redakcją, jak i ta, która zajmuje się taką działalnością na rzecz i z upoważnienia redakcji6. Zatem ktoś, kto przygotowuje materiały prasowe dla obywatelskiego portalu internetowego, który nie posiada statusu w pełni wykształconej redakcji, nie ma praw dziennikarza. Rzadko kiedy też osoba zajmująca się przygotowywaniem materiałów prasowych umieszczanych na „nieprofesjonalnym” portalu informacyjnym pobiera z tego tytułu wynagrodzenie czy podpisuje umowę z redakcją. Nie może zatem ubiegać się o informacje od instytucji państwowych, których są one zobligowane udzielać pełnoprawnemu dziennikarzowi, ale też nie jest ona uprawniona do korzystania z tajemnicy dziennikarskiej. Do Internetu dziennikarzy przyciągnęła szybkość transmisji informacji, a  także względna łatwość jej aktualizacji bez konieczności pisania nowego tekstu. Jednocześnie można dokonywać szybkich kompilacji tekstów przychodzących z  nowych źródeł, na ogół anonimowych, co nie jest bez znaczenia. Z  drugiej jednak strony wielość źródeł i  ich z  pozoru wygodna anonimowość budzą nieufność co do 5 6

Z. Bauer, Dziennikarstwo wobec Nowych Mediów, Kraków 2009, s. 277. J. Sobczak, Prawo prasowe. Komentarz, Warszawa 2008, s. 328.

[12]

refleksje


Nowe media – nowe dziennikarstwo?

autentyczności przekazywanych informacji. W Stanach Zjednoczonych brak zaufania do mediów elektronicznych wzmaga się m.in. ze względu na fakt silnego zakorzenienia się w  środowisku dziennikarskim  i  w  kręgach ludzi zajmujących się mediami doktryny odpowiedzialności społecznej. Zgodnie z  tą doktryną, jedynie profesjonalni dziennikarze mogą ponosić odpowiedzialność za prawdziwość, rzetelność i obiektywizm przekazywanych wiadomości. Jest to, rzecz jasna, nie tyle doktryna determinująca metody dziennikarskiej pracy, ile stały punkt odniesienia w ocenie wizerunku i habitusu mediów7. Społeczeństwo posiada dużo większą kontrolę nad dziennikarzem nowych mediów niż mediów tradycyjnych. Rezultaty pracy tego pierwszego są nieustannie poddawane krytyce, publiczność nigdy wcześniej niemal natychmiast nie zapoznawała się i nie oceniała efektów pracy dziennikarskiej. Ma to ogromny wpływ na jej styl. Dziennikarz nowych mediów nie tylko musi być bardziej odporny na krytyczne uwagi, ale często jest dalece bardziej zaangażowany w przygotowywanie newsa czy artykułu, gdyż nie może sobie pozwolić na potknięcie. Każda pomyłka zostanie wychwycona, a dziennikarz wyszydzony. Jeszcze nigdy tempo przygotowywania informacji nie było tak szybkie, a deadline’y redakcyjne tak krótkie8 – wyznaczane przez każde warte wzmianki wydarzenie. Te i wcześniej wspomniane już zmiany wynikające z różnic technologicznych i mentalnych wpłynęły na wykształcenie się dwóch typów dziennikarstwa – tradycyjnego, obecnego w telewizji, prasie drukowanej czy w  radiu oraz tego poniekąd wygenerowanego przez nowe media. 2. Funkcje dziennikarstwa tradycyjnego Tradycyjne dziennikarstwo, z jego funkcjami, zadaniami, technikami komunikowania i  gatunkami, kształtowało się od początku istnienia prasy. Podstawą jej kreowania była potrzeba uzyskiwania informacji. Dostarczanie ich stało się bazą dla tworzenia społeczeństwa informacyjnego. Jednocześnie informacje pomagają w funkcjonowaniu czytelników w  życiu codziennym i  ułatwiają podejmowanie decyzji, przed którymi stoją uczestnicy rynku i obywatele9. Wpływ na polityczne wybory wywierają zarówno opiniotwórcze artykuły, jak����������������� również��������� pozycjonowanie odpowiednich newsów, wybór osób, z którymi się przeprowaZ. Bauer, Dziennikarstwo…, op. cit., Kraków 2009, s. 228. L. Olszański, Dziennikarstwo…, op. cit., Warszawa 2006, s. 5. 9 M. Chyliński, S. Russ-Mohl, Dziennikarstwo, Warszawa 2008, s. 19. 7

8

nr 2, jesień-zima 2010

[13]


Małgorzata Mielcarek

dza wywiady, a także proste przedstawienie wyników sondaży i badań opinii publicznej. Niejednokrotnie ich prezentacja wyraźnie wpływała na późniejsze wybory polityczne obywateli, tak jak w  2005  r., przed wyborami prezydenckimi w Polsce10. Polityka nie jest jedyną sferą oddziaływania dziennikarstwa tradycyjnego. Jedną z „miękkich” funkcji dziennikarstwa jest tworzenie międzykulturowych mostów poprzez zatrudnianie obcokrajowców w mediach ogólnopolskich czy w programach rozrywkowych. Integrację różnych kultur, ale także rozmaitych stylów życia od lat promuje się w innych krajach, a od niedawna także w Polsce. Pionierami były stacje radiowe, które angażowały egzotycznych i kaleczących język polski didżejów. Jednym z pierwszych był Brian Scott w RMF FM11. Dziś takim przykładem jest program Pascala Brodnickiego, francuskiego kucharza prowadzącego jeden z najpopularniejszych programów kulinarnych. Interesującym zjawiskiem jest konwergencja tradycyjnych i  nowych mediów, np. gdy dodatek edukacyjny w postaci płyty CD czy DVD dołącza się����������������������������������������������������� do gazety papierowej. W ten sposób realizuje się kolejną z  funkcji tradycyjnego dziennikarstwa – nauczanie. Nierzadko zdarza się, że media wypełniają luki w edukacji, których nie jest w stanie wypełnić szkoła czy uniwersytet. Tradycyjny dziennikarz wraz ze swoim medium starał się także jak najwcześniej ostrzegać jednostki i  społeczeństwo. Artykulacja pewnych zjawisk i problemów, podawanie ich do publicznej świadomości niejednokrotnie pomagały i  pomagają bardziej niż instytucje powołane do tego przez państwo. Można mnożyć przykłady tradycyjnych reportaży czy programów interwencyjnych. „Telekurier” Telewizji Publicznej czy „Prosto z Polski” emitowane w TVN – nierzadko niwelują opieszałość służb odpowiedzialnych za opiekę socjalną czy wpływają na zmiany przepisów. Media sprawują zatem swoistą opiekę nad obywatelem, pełniąc zarazem rolę jego rzecznika i obrońcy. Kolejna z funkcji tradycyjnego dziennikarstwa sięga XIX w., kiedy tzw. prasa groszowa (Penny Press) zaczęła docierać do masowego odbiorcy12. Mowa o  rozrywce, która dziś zdaje się wypierać dzienni10 Wyniki sondażu przeprowadzonego przez OBOP sugerowały zwycięstwo w wyborach Donalda Tuska. Sądzi się, że miało to duży wpływ na mobilizację elektoratu jego głównego rywala – Lecha Kaczyńskiego i demobilizację elektoratu D. Tuska, co ostatecznie doprowadziło do wygranej L. Kaczyńskiego. 11 Ibidem, s. 25. 12 Ibidem, s. 23.

[14]

refleksje


Nowe media – nowe dziennikarstwo?

karstwo informacyjne oraz publicystyczne. Proces ten można zaobserwować przy zmianie sezonowych ramówek telewizji zarówno prywatnej, jak i publicznej, gdzie z roku na rok ubywa miejsca na programy edukacyjne. Te są wypierane do osobnych kanałów tematycznych czy informacyjnych, takich jak TVP Historia, TVN24, lub TVP info. Kanał pierwotny zostaje wypełniony programami typowo rozrywkowymi, niewymagającymi wiedzy, oczytania ani zaangażowania intelektualnego. Trudno jednak rozrywkę uznać za jedną z podstawowych funkcji dziennikarstwa. Bardziej niż pierwotnym zadaniem, jest ona efektem ubocznym rozwoju technik informacyjnych. Ostatnią, choć nie najmniej istotną funkcją dziennikarza, jest krytyka i kontrola otaczającej rzeczywistości13. Prasę nazywa się czwartą władzą nie bez przyczyny. Jak zauważył już Joseph Pulitzer: „Strach przed prasą udaremnił więcej przestępstw, korupcji i  niemoralności niż prawo”14. Zaufanie do dziennikarzy w Polsce z roku na rok wzrasta. Wystarczy porównać zestawienia krajów ze względu na kryterium wolności prasy sporządzane przez organizację Reporterzy Bez Granic – „Press Freedom Index”. W 2006 r. Polska zajęła 58 miejsce wśród 168 krajów. Rok później awansowała o 2 miejsca, by w 2008 r. uplasować się na 47 pozycji. Dziś zajmuje 37 miejsce15. To jeszcze nie powód do dumy, ale tak szybki awans w rankingu może napawać optymizmem. 3. Funkcje nowego dziennikarstwa Dziennikarstwo w  nowych mediach pełni funkcje będące pochodnymi funkcji mediów tradycyjnych, a  także miesza ze sobą zadania wcześniej wykonywane przez dziennikarzy i prezenterów. Przykładem takiego zjawiska jest infotainment16, co stanowi połączenie podstawowej funkcji dziennikarstwa, czyli informowania, z rozrywką. Sama informacja przestała być wystarczająca. Musi być przedstawiona w atrakcyjny, ale niezbyt skomplikowany sposób. Powinna być zaprezentowana prostym językiem i  być w  miarę możliwości krótka, poruszać jedynie najistotniejsze dla sprawy kwestie. Dzisiejsze dziennikarstwo jest bliżej odbiorcy niż kiedykolwiek. Dzięki nieustannemu kontaktowi z obywatelem za pomocą komunikaIbidem, s. 20. J. Rowe, Broadcoast news writing for professionals, Oak Park 2005, s. 14. 15 Reporters without borders for press freedom, http://en.rsf.org/safety-of-journalists.html, 17.10.2010 r. 16 Internetowe gatunki dziennikarskie, red. K. Wolny-Zmorzyński, W. Furman, Warszawa 2010, s. 75. 13

14

nr 2, jesień-zima 2010

[15]


Małgorzata Mielcarek

torów, komentarzy umieszczanych bezpośrednio obok materiału prasowego, dziennikarz zdaje sobie sprawę, co budzi największe zainteresowanie. Dlatego też wśród materiałów dziennikarskich znajdujących się w Internecie najwięcej jest tych społecznych, zaś mniej jest polityki. Świadczą o tym rozbudowane na najpopularniejszych portalach ������ internetowych (Onet.pl, wp.pl, Interia.pl) działy lifestyle’owe, kulturalne czy poświęcone problematyce społecznej oraz zepchnięta na margines publicystyka. Sama profesja dziennikarska również przestaje być zamknięta, dlatego zmienia się zestaw dziennikarskich kompetencji. Dziennikarz przygotowujący materiał do sieci często zatraca kreatywność i inwencję. Wystarczy porównać tytuły artykułów na kilku największych portalach informacyjnych. Pierwszych kilka nagłówków niemalże się pokrywa17. Zdaje się, że artykuły, które znajdujemy w sieci, rzadko kiedy są efektem twórczej pracy, częściej zaś są kolażem kilku innych artykułów. Internet jest miejscem, gdzie dużo wyraźniej niż w  prasie tradycyjnej oddziela się komentarz od informacji. Na portalach informacyjnych znajduje się miejsce jedynie dla artykułów o  charakterze informacyjnym. Opinie są zamieszczane na blogach czy prywatnych stronach dziennikarzy. Trudno określić dokładną liczbę blogów dziennikarskich, ale jeśli przyjąć, że każda wersja elektroniczna gazety drukowanej ma zakładkę „blog”, to może istnieć nawet kilkaset polskich blogów dziennikarskich. Poza tym można wyróżnić co najmniej dwa rodzaje dziennikarstwa blogowego – dziennikarzy piszących zarówno w sieci, jak i w mediach drukowanych tradycyjnych oraz dziennikarzy sieciowych prowadzących swoje blogi tylko w Internecie18. Oczywiście w polskiej blogosferze istnieje spora grupa bloggerów, którzy nie chcą ujawniać swojej tożsamości (przykład Kataryny – kataryna.blox.pl19), gdyż anonimowość zapewnia im niezależność i w konsekwencji wiary17 Porównanie przeprowadzone 17 października 2010 r. O  godz. 20:00 – główna wiadomość w dziale informacyjnym na Onet.pl: Zarzut zabójstwa dla Grzegorza W. Do zbrodni doszło w domu, pierwsza wiadomość na wp.pl: Syn zabił ojca, byłego wiceministra – do zbrodni doszło w domu, druga informacja na Interia.pl: Były wiceminister nie żyje, zarzuty dla syna. 18 M. Kawka, Blog jako gatunek dziennikarski [w:] Internetowe…, op. cit., s. 65. 19 Kataryna jest jedną z najbardziej znanych komentatorek blogowych w Polsce. Na swoim blogu kataryna.blox.pl od 2002 r. na bieżąco komentuje wydarzenia ze świata polityki. Aktywnie uczestniczyła w  debatach wśród dziennikarzy, np. biorąc udział w rozmowie w studiu telewizyjnym tvn24 za pośrednictwem komunikatorów internetowych.

[16]

refleksje


Nowe media – nowe dziennikarstwo?

godność. Oddziałują oni w znaczny sposób na bieg wydarzeń społecznych czy politycznych, ich komentarze często mają podobną jakość jak opinie tzw. „pełnoprawnych” dziennikarzy, trudno jednak zaliczyć ich do tego grona. Dziennikarstwo internetowe z  czasem staje się bliższe dziennikarstwu tabloidowemu, nastawionemu na szokowanie. Dziennikarze coraz częściej ulegając determinacji, aby zdobyć newsa, skupiają się na sensacji. Presja czasu i  możliwość nieustannego dostępu do sieci wymuszają na nadawcy, aby informował o  wydarzeniach, które dopiero co miały miejsce. Dziennikarze, wyposażeni w mobilne komputery czy iphony mogą zdawać relacje z wydarzeń, których właśnie są świadkami. W ten sposób wykształca się przewaga nad tradycyjnymi mediami, używającymi wozów transmisyjnych, co wiąże się z wysokimi kosztami, na które nie każdą redakcję stać. Nowe dziennikarstwo znacznie częściej niż dziennikarstwo tradycyjne polega zatem na sprawozdawaniu „na żywo”. Dzięki nowym technologiom rozwijają się choćby internetowe relacje sportowe, kiedy to dziennikarz, będący świadkiem wydarzenia, na bieżąco może je opisywać. Przykładem są relacje na popularnych portalach – Onet.pl i Interia.pl, gdzie minuta po minucie są podawane pozycje piłkarzy i opisywana jest sytuacja na boisku. Coraz częstszym zjawiskiem staje się współpraca mediów tradycyjnych z dziennikarzami obywatelskimi, którzy pełnią rolę wszechwidzącego „oka medialnego”. Tak już od kilku lat pracuje portal tvn24. pl wraz z utworzonym na jego podobieństwo kontakt24.tvn.pl, gdzie znajdują się filmy, zdjęcia i informacje przesyłane przez użytkowników sieci. 4. Informacja w mediach tradycyjnych i nowych Funkcje, jakie pełnią dziennikarze w  zależności od rodzaju medium, którym się posługują, nieodłącznie oddziałują na sposób informowania, jak również na cechy wytwarzanej przez nich informacji. Ta przez lata kształtowania się telewizji, później zaś nowych mediów, ewaluowała od prostego komunikatu do rozbudowanego horyzontalnie tworu. Informacja tradycyjna posiadała strukturę piramidalną – część zasadnicza tekstu stanowiła podstawę, wyżej znajdował się lid, czyli początek tekstu, zaś na szczycie plasował się tytuł20. Co więcej, infor-

20 L. Zakrzewska, Informacja, [w:] Dziennikarstwo od kuchni, red. A. Niczyperowicz, Poznań 2001, s. 18.

nr 2, jesień-zima 2010

[17]


Małgorzata Mielcarek

macja była przedstawiana albo za pomocą tekstu, albo dźwięku, albo wideo. W prasie tradycyjnej, jak radio czy telewizja, informacja była kontrolowana przez członków zespołów redakcyjnych, którym dostarczały ją agencje prasowe21. Dziennikarz stawał się członkiem elitarnej grupy, która w pewnym sensie dzierżyła władzę decydując o  tym, które informacje staną się jawne, a  które pozostaną w  ukryciu. Sprawiało to, że określone grupy dbały o dobre kontakty z mediami, które mogły się hojnie odwdzięczyć przemilczaniem niekorzystnych, tudzież nagłaśnianiem korzystnych faktów. Charakterystyczną cechą dla tradycyjnych mediów była znikoma presja czasu. Pojawiające się sporadycznie wiadomości dawały szansę na dopracowanie poszczególnych newsów, zaś większe formy dziennikarskie przygotowywano w  ciągu dłuższych okresów czasu. Duży zastęp dziennikarzy zasilających redakcje dawał komfort podziału na role. W konkretnym materiale dziennikarz miał szansę wyjaśnić przyczyny danego wydarzenia, następnie zaś mógł stawiać hipotezy odnośnie następstw i skutków. Nowe media poszukują innej informacji niż media tradycyjne, odmiennie informację też opracowują i  upowszechniają. Natura informacji jako produktu podlega nieustannym zmianom. Przestaje być ekskluzywna ze względu na możliwość researchu 24 godziny na dobę. Dostęp do różnorakich baz danych możliwy jest niemal dla każdego za niewielką opłatą lub bez żadnych należności. W konsekwencji wzrasta też możliwoś���������������������������������������������������� ć��������������������������������������������������� manipulowania informacją, co może prowadzić do negatywnego zjawiska dezinformacji22 – informacja niejako wszystkim jej użytkownikom zaczyna wymykać się spod kontroli. Wcześniej dysponowały nią wąskie grupy redaktorskie, teraz zaś o jej losie decydują osoby wcześniej niezaangażowane w proces tworzenia materiałów dziennikarskich. Z drugiej jednak strony ekspansja alternatywnych, niezależnych źródeł informacji, w  połączeniu z  rozpowszechnieniem ułatwiających dystrybucję wiadomości kanałów RSS spowodowały ogromny wzrost liczby dostępnych i niepozbawionych wartości źródeł. Często są one niezwiązane ze znanymi markami dziennikarskich potentatów23, co niekiedy zwiększa ich wiarygodność. M. Chyliński, S. Russ-Mohl, Dziennikarstwo, op. cit., s. 22. L. Olszański, Dziennikarstwo…, op. cit., s. 202. 23 R. Good, The birth of the NewsMaster: The network starts to organise Itself, http://www.masternewmedia.org/2004/02/19/the_birth_of_the_newsmaster.htm, 17.10.2010 r. 21

22

[18]

refleksje


Nowe media – nowe dziennikarstwo?

Ogromna liczba multimediów i zdjęć zmusza do skracania informacji, jako gatunku dziennikarskiego, a  co za tym idzie – często jej spłycania. Z  drugiej strony, Internet daje możliwość umieszczenia większej liczby powiązanych ze sobą artykułów dotyczących jednej lub wielu powiązanych ze sobą kwestii. Mogą one przybierać różną formę – od tekstu, poprzez zdjęcia do materiałów filmowych. W sferze multimedialnej powstała jednolita „platforma” pozwalająca w  dowolny sposób łączyć ze sobą różne media, budować złożone przekazy z różnorodnej materii, przy użyciu rozmaitych technik24. Inną przyczyną skracania informacji jest wcześniej wspomniana presja czasu, której ulega dziennikarz – materiał podawany szybko, na gorąco, zawiera najważniejszy komunikat z ewentualnym komentarzem dodanym bezpośrednio. 5. Wnioski Czy można uprawiać tradycyjne dziennikarstwo w warunkach dyktowanych przez multi- i polimedialność przekazu? Raczej nie. Czy można wymagać od mediów tradycyjnych, by – nic ze swoich zasadniczych cech nie zmieniając – zaczęły spełniać funkcje mediów elektronicznych? Także nie. Konwergencja standardów tradycyjnego i  nowego dziennikarstwa stanie się możliwa dopiero wtedy, gdy dokona się redefinicji zawodu dziennikarza. Należy sądzić, że wymaga tego sytuacja, jaką wytworzyły „media mieszane”25. Nieuchronnym zdaje się rozrost sfery, w  której lokuje się efekty spontanicznej pracy dotychczasowych odbiorców mediów. W czasach nowego dziennikarstwa jednostki coraz częściej rezygnują z biernego konsumowania napływających informacji oraz odbioru mediów jednokierunkowych26. Powstaje jednak pytanie, pod jakimi warunkami dziennikarz zechce ustąpić miejsca odbiorcy. Współtworzenie danego tytułu owocowałoby większym przywiązaniem do jego czytelnika, słuchacza czy widza. Jednak zatarcie granicy pomiędzy producentami i  konsumentami materiałów prasowych nasunęłoby wątpliwość, czy w nowych mediach dziennikarz jest jeszcze potrzebny? Autorzy ostatniego raportu The Project for Excellence in Journalism (PEJ)27 przestrzegają, by krytycznych opinii dziennikarzy Z. Bauer, Dziennikarstwo…, op. cit., s. 286. Ibidem, s. 291. 26 L. Olszański, Dziennikarstwo…, op. cit., s. 299. 27 The changing newsroom: What is being Gained and what is being lost In America’s Daily Newspapers?, PEJ Report, http://www.journalism.org/node/11961, 17.10.2010 r. 24 25

nr 2, jesień-zima 2010

[19]


Małgorzata Mielcarek

o kondycji ich zawodu i  mediów, w  których pracują, nie traktować jako reprezentatywnych dla całego środowiska. Wielu dziennikarzy twierdzi, że w  rozwoju nowych technologii i  nowego dziennikarstwa nie widzi zagrożeń ani dla własnej pozycji, ani dla wykonywanej przez nich profesji. Należy jednak mieć na uwadze, że stale rosnącą wiarę w  możliwości mediów informacyjnych – wzmacnianych, a  nie osłabianych przez nowe technologie – wyraża tylko określona grupa dziennikarzy. Są to te osoby, które nie tylko utrzymały się w zawodzie, lecz potrafią dostosowywać się do stale zmiennych warunków technologiczno-organizacyjnych. Opinii tych, którzy z zawodu odeszli, raport PEJ nie uwzględnia28. Marshall McLuhan twierdził, że medium jest przekazem29. Rozwijając jego tezę, można stwierdzić, że medium wybrane przez nadawcę dyscyplinuje przekaz i wpływa na jego ostateczną formę. Internet bez wątpienia stanowi dziś jedno z najważniejszych mediów. Wpływa też na kształt przekazów dziennikarskich. W  efekcie kształtuje się nowe dziennikarstwo. Jakie będą tego skutki – to będzie można stwierdzić dopiero wtedy, gdy nowe dziennikarstwo, podobnie jak i nowe media przestaną być nowe.

Summary The article shows the transformation of journalists’ and information’s functions, basing on the examples coming straight from the internet as it is the cause of all changes. Because of the new media, these functions are far more different today than 20 years ago. Traditional journalism is changing because of the Internet. At the same time, it is also coping with the new reality of presenting news. The question is: Can we call it the new journalism? Journamorfosis in Poland is definitely slower than in other countries. However, it is happening. There is higher control over journalists, even taking away their duties. The author proves that Polish journalism, thanks to the new media, finds itself in a different point than 20 years ago and it is still changing.

Z. Bauer, Dziennikarstwo…, op. cit., s. 290. M. McLuhanisms, If it works, it’s obsolete, http://www.marshallmcluhan.com/ poster.html, 17.10.2010 r. 28 29

[20]

refleksje


Nowe media – nowe dziennikarstwo?

Nota o autorce Małgorzata Mielcarek [mamielcarek@gmail.com] – studentka I roku politologii studiów II stopnia na Wydziale Nauk Politycznych i  Dziennikarstwa UAM. Redaktor naczelna „Bardzo Uniwersyteckiego Czasopisma”, współzałożycielka pierwszej wydziałowej telewizji internetowej, współprowadząca programu publicystycznego „Między Nami” produkowanego przez WNPiD UAM, laureatka nagrody Dziennikarskie Koziołki przyznawanej przez Stowarzyszenie Dziennikarzy RP.

nr 2, jesień-zima 2010

[21]


Mediatyzacj Jędrzej Napieralski Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu

Mediatyzacja polityki. Konieczność, zagrożenie czy alternatywa?

C

gotowi są goście popełnić harakiri”1.Ten komentarz „klasyka” polskiej demokracji po 1989 r. – Waldemara Pawlaka – w zawoalowanej formie wyraża krytykę bezrefleksyjnych wypowiedzi polityków, dla których potrzeba zaistnienia w mediach jest tak silna, że skłania ich do radykalizowania komunikatu, aż do granic możliwości. Taka tendencja jest przejawem szerszego zjawiska, określanego jako mediatyzacja polityki. Najogólniej rzecz biorąc, proces ten sprowadza się do transformacji zachowania uczestników komunikowania politycznego pod wpływem mediów2. Należy zaznaczyć, iż zakres pojęciowy przewidziany w tej definicji obejmuje szerokie spektrum zmian: poczynając od zmiany stosowanego języka (kolokwialność), struktury komunikatu (skrótowość), poprzez inne rozłożenie akcentów w  debacie publicznej (prymat emocjonalności), a  skończywszy na przeobrażeniach stricte wizerunkowych (estetyka wyglądu). Bazowym założeniem, warunkującym stale postępujący proces mediatyzacji polityki, jest fakt, iż media są współcześnie podstawowym źródłem informacji. Monopol informacyjny mediów jest tak szeroko zakrojony, że obejmuje zarówno czytelników tabloidów, jak i opiniotwórczych tygodników (przykład prasy można analogicznie rozciągnąć na pozostałe media). Nic zatem dziwnego, że politycy, których kariera uzależniona jest od poparcia wyborców, starają się uzyskać medialną legitymizację swojej działalności. Doszło bowiem do takiego odwrócenia wartości, że legitymizacja wyborcza stała się wtórna wobec tej medialnej. Inaczej mówiąc, w  obiegowym pojmowaniu, za polityków w pierwszym rzędzie uznajemy tych, których znamy z mediów, nawet jeżeli nie posiadają „aktualnej” legitymacji wyborczej.

1 2

158.

zasem, żeby coś chlapnąć,

W. Pawlak, TVN, Kawa na ławę, 24 lutego 2008 r. B. Dobek-Ostrowska, Komunikowanie polityczne i publiczne, Warszawa 2006, s.

nr 2, jesień-zima 2010

[23]


Jędrzej Napieralski

Poszukując systemowych podstaw dla stale wzrastającej roli mediów w społeczeństwie (a zatem i w polityce), można odwołać się do kryteriów wyróżnionych przez Georga Ritzera dla zdefiniowania procesu makdonaldyzacji3. Dokonując zatem stosownej analogii, media (na przykładzie telewizji) jako system zmakdonaldyzowany cechuje pięć aspektów: • Sprawność – czyli oferowanie optymalnej metody przejścia od stanu dezinformacji do informacji, w myśl zasady: „Od nas dowiesz się pierwszy”; • Wymierność – ilość staje się ekwiwalentem jakości – informacje przez całą dobę („Cała prawda całą dobę”). • Przewidywalność – powtarzalna kolejność: serwis informacyjny, sport, pogoda, niezależnie od stacji telewizyjnej; • Sterowanie – tworzenie metanarracji narzucającej odbiorcy interpretację (na przykład hasło: „żałoba narodowa” na żółtym pasku, zanim cokolwiek zostanie oficjalnie ogłoszone, abstrahujące też zupełnie od subiektywnych odczuć odbiorcy); • Nieracjonalna racjonalność – szczególnie uwypuklana w przypadku nagłych katastrof, gdy każda stacja chce przekazać jak najwięcej i jak najszybciej, a posiada niewiele informacji. W  efekcie te same zdjęcia pokazywane są w  tzw. pętli, a  komentarz dziennikarza sprowadza się do powtarzania wciąż tych samych informacji (kwestie: „przypominamy...”, „patrzymy jeszcze raz...”), podczas gdy rozsądniej byłoby poczekać na więcej informacji i wstrzymać się z materiałem i jego komentowaniem. Nieprzypadkowo rozpatrywałem wymiary makdonaldyzacji mediów na przykładzie telewizji, wydaje się bowiem, iż pomimo wzrastającej roli Internetu, zjawisko mediatyzacji polityki jest przede wszystkim domeną telewizji. Nawiasem mówiąc, przykładem – może nie do końca reprezentatywnym, ale ilustrującym prymat telewizji w zakresie komunikowania politycznego – jest kazus Tomasza Lisa, który po utracie posady w telewizji Polsat, próbował bezskutecznie zachować tę samą konwencję programu w Internecie, by po nieudanej próbie utrzymania popularności powrócić jednak do telewizji (tym razem publicznej). Zatem jeszcze na wstępie pracy zaznaczę, że pisząc dalej o  mediach, zasadniczo będę miał na myśli telewizję. Zwłaszcza, że wyróżniona 3 G. Ritzer, Makdonaldyzacja społeczeństwa. Wydanie na nowy wiek, Warszawa 2005, s. 30-37.

[24]

refleksje


Mediatyzacja polityki. Konieczność, zagrożenie czy alternatywa?

przez Rolanda Cayrola tzw. „święta trójca” nowego komunikowania politycznego to właśnie: telewizja, sondaże opinii publicznej i reklama (plus proces amerykanizacji)4. Zasadniczym problem rozpatrywanym w  tej pracy będzie próba zdefiniowania procesu mediatyzacji polityki w trzech wymiarach: jako konieczności (uwarunkowań wpływających na zakres tego zjawiska), zagrożenia (wpływ na spłycenie i radykalizację debaty publicznej) czy może alternatywy (próba odpowiedzi na pytanie, co zmieniła mediatyzacja w polityce i dlaczego nie można by uznać tej transformacji za korzystną). Konieczność Punktem wyjścia dla próby rozpatrzenia zagadnienia mediatyzacji polityki z tej perspektywy, jest założenie, iż w miarę postępu cywilizacyjnego rola środków masowego przekazu może tylko wzrastać5. Ramy komunikacyjne współczesnego świata są tak zakreślone, że wszelkie próby formułowania przekazu społecznego poza ich obrębem (czyli poza mass mediami) są z góry skazane na niepowodzenie. Nie jest to już nawet kwestia, która podlega jakiemuś kwantyfikowaniu aksjologicznemu, a raczej pewien fakt cywilizacyjny, który można jedynie zaakceptować. Jednocześnie postępujący proces saturacji medialnej społeczeństwa, czyli „nasączenia” tkanki społecznej wzrastającą liczbą informacji dzięki gęstej sieci środków przekazu sprawia, iż jednostka staje się uzależniona od komunikatów medialnych6. Zaawansowanie technologiczne (bezprzewodowy dostęp do Internetu, telefony komórkowe, iPhony, iPady itp.) pozwala permanentnie egzystować w „infosferze”. Parafrazując, można powiedzieć, że informacja trafia do odbiorcy just in time. Nie jest już potrzebne gruntowne poznawanie danego zagadnienia czy drobiazgowe wyszukiwanie wiadomości. Adekwatny przekaz medialny zostanie dostarczony w mgnieniu oka, zgodnie z zasadą, że nie ma innego dobra na tym świecie, które traciłoby tak szybko na wartości, jak informacja (czyt. news, jako że funkcjonujemy w sferze medialnej).

4 B. Dobek-Ostrowska, R. Wiszniowski, Teoria komunikowania publicznego i politycznego. Wprowadzenie, Warszawa 2001, s. 126. 5 P. Pawełczyk, D. Piontek Socjotechnika w komunikowaniu politycznym, Poznań 1999, s. 69. 6 B. Dobek-Ostrowska, Komunikowanie..., op. cit., s. 276.

nr 2, jesień-zima 2010

[25]


Jędrzej Napieralski

Nic zatem dziwnego, że dziennikarze, jako współcześni szafarze informacji, urastają do miana czwartej władzy. Niezależne media postrzegane są jako fundament demokracji, metaforyczny „pies na łańcuchu” (watchdog), stojący na straży przestrzegania jej wartości7. Jednakże poglądy na temat rzeczywistej siły oddziaływania mediów na społeczeństwo ewoluowały – od permanentnego zawierzenia w ich moc sprawczą (jednostka była tylko bezwolną marionetką podążającą za ich wskazaniami), aż do teorii negocjowanego wpływu mediów (człowiek jest w  stanie samodzielnie zadecydować o  stopniu, w  którym przekaz medialny będzie kształtował jego struktury poznawcze)8. Mimo wszystko wydaje się, że politycy, często nieświadomi tej ewolucji znaczenia, wciąż demonizują domniemany wpływ mediów na wyborców. Efektem takiego podejścia są pojawiające się co jakiś czas afery związane z  podsłuchiwaniem dziennikarzy, które są ewidentnym przejawem niezrozumienia istoty działania współczesnych mediów. Po pierwsze dlatego, że daje się dziennikarzom możliwość przybrania pozy osaczonych przez władzę orędowników wolności, a po drugie – podsłuchy są nieadekwatnym i anachronicznym sposobem wywierania wpływu. Znacznie bardziej efektywnym podejściem byłoby odwołanie się do zasad socjotechniki i odpowiednie sformułowanie komunikatu politycznego dla mediów. Przechodząc do zagadnień bezpośrednio dotykających obszaru, w którym polityka jest warunkowana przez kontekst medialny, docieramy do koncepcji porządku dziennego (agenda setting). Zgodnie z jej założeniami, media określają hierarchię ważności przekazów medialnych i nawet jeżeli nie determinują wprost poglądów odbiorców (zgodne z teorią negocjowanego wpływu), to wyznaczają z pewnością kierunki ich myślenia9. Innymi słowy, ludzie wyrabiają sobie opinie na temat tego, które wydarzenia w kraju (na świecie) są ważne (czyt.: warte uwagi) na bazie procentu czasu, jaki został przeznaczony im w mediach. Zatem można zaryzykować stwierdzenie, iż nie tyle media zajmują się tym, czym chcą ludzie, ale raczej ludzie zajmują się tym, co zajmuje media. Znaczenie, które politycy przywiązują do kolejności prezentowania komunikatów w środkach masowego przekazu, jest konsekwencją psychologicznego efektu pierwszeństwa. Zgodnie z jego założeniami, ludzie bardziej zwracają uwagę na komunikaty prezentowane na poB. Dobek-Ostrowska, R. Wiszniowski, Teoria..., op. cit., s.120. T. Goban-Klas, Media i komunikowanie masowe, Warszawa 2006, s. 243-247. 9 Ibidem, s. 267. 7

8

[26]

refleksje


Mediatyzacja polityki. Konieczność, zagrożenie czy alternatywa?

czątku, bo koncentracja maleje w miarę upływu czasu i aktywizuje się ponownie dopiero na końcu (tzw. efekt świeżości, który ma jednak słabszy wpływ niż efekt pierwszeństwa). Abstrahując od psychologii, wystarczy nam zresztą samo proste, zdroworozsądkowe myślenie, które również podpowiada, że to, co prezentowane na początku, jest ważniejsze. Nie powinno więc dziwić, że próbujący przebić się z  komunikatem do wyborców politycy zabiegają o uwagę mediów. Z kolei media rządzą się swoimi prawami i jeżeli mają „puścić coś na jedynkę” oczekują, że będzie to informacja na tyle ciekawa, aby zainteresowała widzów. Paradoksalnie więc, pierwotną odpowiedzialność za domniemany „upadek polityki” ponoszą nie sami politycy, ani nawet media, a  ludzie, którzy poszukując sensacji, prowokują klasę polityczną do niekonwencjonalnych bądź spektakularnych zachowań. Reasumując, mediatyzacja polityki jest efektem przekształcania się sfery opinii publicznej, w to, co Benjamin Barber określił mianem inforozrywkowego telesektora10. Nie można już prowadzić wielogodzinnych, merytorycznych (słowo klucz dla wszystkich krytyków obecnego stanu rzeczy) debat politycznych w sytuacji, gdy postęp cywilizacyjny narzuca tempo, które nie pozwala na zbyt wnikliwe rozpatrywanie spraw publicznych. Media natomiast, narzucając hierarchię wartości odbiorcom, nieustannie lawirują między informacyjnym sacrum i profanum. Z jednej strony in vitro i „mord polityczny” (mocne sformułowania to domena współczesnych mediów), z  drugiej strony wybieramy najlepszego piłkarza spośród polityków i roztrząsamy medialnie czy Bachleda-Curuś-Farrell, czy już bez „Farrell”. Zmienił się kontekst kulturowy, a  zatem i  polityka, będąca w  centrum sfery publicznej, musiała się też zmienić. Jak mawiał klasyk: „byt kształtuje świadomość”. Zagrożenie Rozpatrywane wyżej zależności mogą być przyczynkiem do zarysowania drugiej perspektywy, z której można analizować zjawisko mediatyzacji polityki, czyli traktowania tego procesu jako regresu debaty politycznej. W naszym kraju zwykło się ostatnimi czasy określać ten proces nacechowanym pejoratywnie terminem palikotyzacji. Spróbuję jednak rozpatrzyć to zjawisko szerzej, abstrahując od samego Janusza Palikota (jako podmiotowego źródłosłowu tego pojęcia), którego przypadek jest, notabene, świetną egzemplifikacją praktyki mediów, 10

B. Barber, Dżihad kontra McŚwiat, Warszawa 2000, s.43.

nr 2, jesień-zima 2010

[27]


Jędrzej Napieralski

które kontrowersyjne wypowiedzi członka partii rządzącej pozycjonowały wysoko w serwisach informacyjnych (zgodnie z teorią porządku dziennego), a w sytuacji, gdy ta sama osoba reprezentuje ruch/partię z dwuprocentowym poparciem, zostaje ona medialnie zmarginalizowana. Zjawisko palikotyzacji idealnie wpisuje się w  formułę inforozrywki (infotainment), której emanacją są serwisy informacyjne łączące elementy merytoryczne (information) z  rozrywkowymi (entertainment), a  których nieodłącznym elementem są szokujące zdjęcia, kontrowersyjne komentarze itp.11 Zgodnie ze sloganem mediów sieci RTL: „Informacja jest jak kawa, dobra wtedy, gdy gorąca i  mocna”12. Z  punktu widzenia mediów zatem sama skłonność polityków do pojawiania się w telewizji (przysłowiowe „parcie na szkło”) nie wystarczy. System medialny musi jeszcze dokonać pozytywnej weryfikacji, dzięki której zakwalifikowani zostaną jedynie ci, którzy potencjalnie dostarczą odpowiedniego rodzaju emocji odbiorcom (zarówno pozytywnych, jak i  negatywnych). Jednocześnie sytuacja, w której przekaz polityka staje się na tyle kontrowersyjny, że wywołuje negatywne emocje u części widzów, zostaje zdyskontowana przez media dla uwiarygodnienia swojej neutralnej pozycji poprzez pozorowaną dezaprobatę (np. „Panie pośle, czy nie posuwa się pan za daleko...?”). Wówczas dziennikarz jawi się jako strażnik chroniący opinię publiczną przed zalewem politycznej agresji i zacietrzewienia, a polityk zostaje „słusznie” napiętnowany. Innym wyznacznikiem palikotyzacji jest dostrzeżenie roli, którą odgrywa w  komunikacie medialnym (czyt. telewizyjnym) obraz. Mam tutaj na myśli nie tylko wizerunek zewnętrzny polityków, o  którego istocie przekonano się w  polityce już dawno (a okres ministrów w  swetrach zakończył się, jak się wydaje, definitywnie), ale także, a  może przede wszystkim znaczenie tzw. „gadżetów”. Powracając na moment do osoby samego Palikota, takim „gadżetem” wielokrotnie wypominanym mu przez politycznych oponentów, który pozwolił mu na spektakularne zaistnienie w  świadomości społecznej, był przecież wibrator (zatem raczej kontrowersyjny przedmiot). Zresztą, co ciekawe, mało kto pamięta, że podczas tej konferencji Palikot prezentował również pistolet, co jednak nie pozostało W. Jabłoński, Kreowanie informacji. Media relations, Warszawa 2006, s. 168. Zob. M. Szpunar, Takie widzi świata koło, jakie telewizyjnymi zakreśla oczy, [w:] Media a polityka, red. M. Szpunar, Rzeszów 2007, s. 119 11

12

[28]

refleksje


Mediatyzacja polityki. Konieczność, zagrożenie czy alternatywa?

w świadomości publicznej i co tylko potwierdza tezę, że jedynie mocny przekaz przebije się medialnie. W przestrzeni politycznej funkcjonują również inne obrazy medialne, nie tylko te kojarzone z Palikotem. Można sobie przypomnieć Grzegorza Napieralskiego rozdającego jabłka, Kazimierza Marcinkiewicza lepiącego bałwana czy Donalda Tuska podpisującego wielką planszę zobowiązań wyborczych (nie wspominając już o groteskowym obrazku rządu Tuska, przyjeżdżającego na pierwsze swoje posiedzenie autokarem). Najważniejsze jednak, że za każdym z tych obrazów szło pewne wyobrażenie – polityka będącego blisko ludzi. Zatem w dyskursie politycznym dokonało się pewne przejście, które można określić hasłem: od ideologii do imagologii13. Innym zjawiskiem, którego zakres pojęciowy można uznać za komplementarny, tudzież nadrzędny (w zależności od perspektywy) wobec procesu palikotyzacji, jest tzw. postpolityka. Nie będę w tym miejscu próbował zdefiniować samego terminu (tym bardziej, że na ogół pojęcia z przedrostkiem „post” są raczej niemożliwe do jasnego określenia, patrz: „postmodernizm”), a  spróbuję jedynie nakreślić dwa aspekty tego zjawiska. W  każdym razie, postpolitykę można zakwalifikować jako negatywny kontekst, który warunkuje mediatyzację polityki. Pierwszym z  jej przejawów są tzw. pseudowydarzenia, czyli wykreowane przez specjalistów od marketingu politycznego i przygotowane na użytek mediów zdarzenia o  niejasnym związku przyczynowo-skutkowym (luźno zakorzenione w  rzeczywistości politycznej), które przyjmują postać samospełniającej się przepowiedni14. Jeszcze do niedawna dobrym przykładem pseudowydarzeń była tzw. „gra teczkami”. Zwłaszcza jeżeli posądzano o  współpracę ze służbami PRL osoby, które miały objąć wkrótce wysokie stanowisko państwowe i  co do których nie formułowano wcześniej tego typu zarzutów. Ostatnimi czasy pojawia się jednak coraz mniej pseudowydarzeń utrzymanych w  tej konwencji, co świadczy nie tyle o  zmianie obyczajów politycznych, co raczej o  „wypaleniu” tematu teczek. Stał się po prostu za mało medialny, a  pseudowydarzenie bez oddźwięku w mediach nie spełnia swojej funkcji. Drugim aspektem jest pojęcie retoryki audiowizualnej, sformułowane przez Jean-Marie Cottereta dla scharakteryzowania nowego typu retoryki politycznej, bardziej zorientowanej na obraz, metaforę 13 Zob. M. Juza, Internetowy dyskurs polityczny na przykładzie wybranych forów i grup dyskusyjnych, [w:] Media..., op. cit., s. 270. 14 P. Pawełczyk, D. Piontek, Sojcotechnika..., op. cit., s.51.

nr 2, jesień-zima 2010

[29]


Jędrzej Napieralski

i emocje, niż na racjonalną argumentację15. Rzecz jasna, takie rozłożenie akcentów jest zdeterminowane formą przekazu (głównie telewizyjnego), a  co za tym idzie – potrzebą prostszego określenia problemu, w  sposób przystępny dla grupy zróżnicowanych odbiorców. Można podać od razu kilka ciekawszych przykładów wypowiedzi polityków utrzymanych w tej konwencji: „Jazda jest ostra i bez trzymanki” (D. Tusk, Tvn24, 13 lutego 2009 r.), „Jarosław Kaczyński zachowuje się jak człowiek z podpaloną głową, któremu zapalił się mózg” (J. Palikot, Polsat News, 29 maja 2009 r.), „Premier prowadził monolog z ciszą spersonalizowaną w postaci dwóch zahukanych związkowców” (Ludwik Dorn, Tvn24, Fakty po faktach, 22 maja 2009 r.), „Michał Boni się stara, on jest nieboszczykiem na każdym pogrzebie i panną młodą na każdym weselu, ale to nie wystarczy” (Tadeusz Iwiński, Polsat News, 22 stycznia 2009 r.), „PSL nie chce się w tej komisji taplać” (W. Pawlak, Tvn24, 6 listopada 2009 r.). Zmieniając perspektywę, również po stronie mediów można upatrywać zagrożenia dla poziomu debaty publicznej (nie tylko politycy ponoszą odpowiedzialność). Selektywny przekaz mediów jest czynnikiem, który, mówiąc kolokwialnie, nakręca spiralę milczenia, czyli powtarzanie obiegowych sądów, cieszących się (jak się wydaje) poparciem opinii publicznej16. Jednocześnie, poglądy nie posiadające legitymizacji większości, są w mediach pomijane, bądź przedstawiane jako „ciekawostki”. Najbardziej zauważalnym przejawem takiej tendencji są notoryczne rozbieżności pomiędzy sondażowymi prognozami poparcia, a wynikami wyborów. Jednak bazując na polskiej przestrzeni medialnej, warto również wyróżnić komplementarne zjawisko wobec spirali milczenia i  spróbować zastanowić się nad sensownością takiego procesu, jak spirala aprobaty. Można bowiem na zasadzie analogii zauważyć, że nie tylko pewne poglądy są pomijane, ale jednocześnie inne są sztucznie wzmacniane. Media preferują formułowanie przekazu zgodnego z tzw. głównym nurtem, przy czym arbitralnie decydują o prawdziwości jego założeń, a przecież jak pisał Artur Schopnhauer: „Powszechność jakiegoś poglądu nie jest dowodem, ani nawet podstawą do zakładania jego słuszności”17. Można podać dwa przykłady spirali aprobaty w polskiej rzeczywistości medialnej. Pierwszym jest osoba Leszka Balcerowicza, B. Dobek-Ostrowska, R. Wiszniowski, Teoria..., op. cit., s.131. B. Dobek-Ostrowska, J. Fras, B. Ociepka, Teoria i praktyka propagandy, Wrocław 1999, s.72. 17 A. Schopenhauer, Erystyka. Sztuka prowadzenia sporów, Gliwice 2007, s. 71. 15

16

[30]

refleksje


Mediatyzacja polityki. Konieczność, zagrożenie czy alternatywa?

„ojca polskiego kapitalizmu”, którego jakakolwiek krytyka przedstawiana jest w mediach w sposób groteskowy (hasło: „Balcerowicz musi odejść”), ewentualnie jako nawoływanie do komunizmu (na zasadzie alternatywy: albo liberalna gospodarka, albo komunizm, bo przecież droga jest tylko jedna). Drugim przykładem jest kazus Platformy Obywatelskiej – partii modnej, którą wypada popierać, a której domniemane ponad 50% poparcie nie przełożyło się jeszcze na wygraną wyborczą umożliwiającą samodzielne rządzenie, natomiast wybory prezydenckie zostały wygrane minimalną różnicą głosów (zresztą w sytuacji, w której konkurent był politykiem cieszącym się najmniejszym zaufaniem społecznym). Warto na końcu zaznaczyć jeszcze, że istotną różnicą pomiędzy spiralą milczenia, a spiralą aprobaty jest to, że w przypadku tej pierwszej ludzie przemilczają swoje poglądy, a w drugim przypadku po prostu ich nie mają i podążają za wskazaniami mediów. Alternatywa Ostatnim paradygmatem, wedle którego można analizować proces mediatyzacji polityki, jest próba zauważenia w  niej pewnej szansy na zmianę, alternatywy wobec stanu poprzedniego. Jeżeli upatrujemy w mediatyzacji zmian jakościowych debaty publicznej, konieczna jest próba zdefiniowania stanu początkowego, inaczej mówiąc – określenie kształtu polityki, zanim zaczęto dodawać do niej przedrostek „post”. Wydaje się, że w polskich realiach idealizowanym wzorcem jest okres dwudziestolecia międzywojennego. Przykładowo, w debatach poprzedzających wybory prezydenckie w 2005 r., obaj kandydaci – zarówno Lech Kaczyński, jaki i  Donald Tusk – deklarowali, iż wzorcem polityka jest dla nich Józef Piłsudski. Natomiast PSL swoją stuletnią tradycję postrzega jako kontynuację idei Wincentego Witosa, pomijając zupełnie okres Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego w PRL (zresztą ciekawe jest, że choć większość działaczy wywodziła się bezpośrednio ze struktur ZSL-u, ludowcom udało się uniknąć etykietki partii postkomunistycznej). Łatwo jednak dostrzec mankamenty takiego idyllicznego przedstawienia polityki. Niewiele jest prawdy w  poglądzie, jakoby debata publiczna była w  tamtych czasach szczególnie merytoryczna (słowo klucz), bowiem sztandary, transparenty i  wiece ówczesnych kampanii oferowały przypuszczalnie przekaz bardziej uproszczony i krótszy

nr 2, jesień-zima 2010

[31]


Jędrzej Napieralski

nawet niż komunikat zawarty w sześćdziesięciosekundowym spocie reklamowym18. Zresztą, tak popularne obecnie nawoływanie do wyciszenia agresji w  życiu publicznym nijak nie współgra z  atmosferą zamachu majowego z 1926 r. I osadzaniem opozycji w Berezie Kartuskiej. Pewnym paradoksem jest przemilczenie faktu, że – jak pisze Mariusz Gulczyński – „za rządów Piłsudskiego – w bratobójczej walce i skrytobójczo – zamordowano więcej osób niż we wszystkich walkach wewnętrznych po 1945 r.” (a to wszak PRL niektórzy politycy nazywają okresem totalitarnym)19. Zatem, skoro można uznać za niewłaściwe idealizowanie polityki okresu dwudziestolecia międzywojennego, warto teraz spróbować dostrzec pozytywne aspekty współczesnej zmediatyzowanej polityki. Najczęściej przywoływanym argumentem na rzecz mediatyzacji jest zwiększenie dostępności komunikatu politycznego dla wyborców. Media oferują przestrzeń do prezentacji i  wymiany poglądów, która jest dostępna dla szerokiego grona odbiorców20. W efekcie poziom świadomości politycznej społeczeństwa się podnosi. Co prawda krytycy wskazują na hipotezę różnic wiedzy (knowledge gap), zgodnie z którą większy dostęp do informacji oferowanych przez mass media jest lepiej i szybciej przyswajany przez warstwy o wyższym społeczno-ekonomicznym statusie, niż przez warstwy o statusie niższym21. Tak więc nierówności społeczne przejawiają się również na poziomie informacyjnym. Mediatyzacja polityki zdeterminowała też zjawisko widoczności medialnej, za którego sprawą politycy (jak również ich poglądy) stali się rozpoznawalni dla szerokiej publiczności22. Wynikają z  tego faktu rozliczne następstwa. Jednym z nich jest wykształcenie czegoś, co można nazwać estetyką komunikatu. Politycy nie tylko ubierają się adekwatnie do pełnionej funkcji, ale też dostosowują język do potrzeb wyborców i  przemawiają w  sposób bardziej zrozumiały. Inną stroną widoczności medialnej jest przejrzystość życia politycznego (w rozumieniu postulowanej przez Michaiła Gorbaczowa głasnosti). Politycy mają świadomość, że mogą zostać sfotografowani nie tylko w korzystnym świetle podczas wakacji nad morzem (chociaż akurat ten przykład 18 19

256.

P. Pawełczyk, D. Piontek, Sojcotechnika..., op. cit., s. 96. M. Gulczyński, Panorama systemów politycznych świata, Warszawa 2004, s.

B. Dobek-Ostrowska, Komunikowanie..., op. cit., s. 159. T. Goban-Klas, Media..., op. cit., s. 265. 22 B. Dobek-Ostrowska, R. Wiszniowski, Teoria..., op. cit., s.122. 20 21

[32]

refleksje


Mediatyzacja polityki. Konieczność, zagrożenie czy alternatywa?

nie zawsze bywa pozytywny, patrz: kazus posłanki Lewandowskiej i posła Martyniuka w Egipcie), ale mogą również zostać przyłapani na braniu łapówki podczas prowokacji dziennikarskiej. Widoczność medialna oznacza wreszcie również odejście od etosu polityki uprawianej w zaciszu gabinetu, niedostępnej dla zwykłego wyborcy. Odwołując się do klasyfikacji funkcji mediów Denisa McQuaila, szeroko rozumiany proces polityczny może odnieść lepsze rezultaty dzięki wykorzystaniu takich funkcji mediów, jak: tłumaczenie faktów, stwarzanie płaszczyzny prezentacji opinii czy mediów pojmowanych jako drogowskaz (sugerowanie rozwiązań) lub filtr (selekcja informacji)23. Nie sposób bowiem w dzisiejszym świecie oderwać politykę od sfery mediów i  wszelkie próby zdystansowania się od takiego stanu rzeczy są raczej hipokryzją, niż próbą powrotu do wyższej jakości debaty publicznej. Podsumowanie Założeniem mojej pracy, było zaprezentowanie trzech sposobów postrzegania procesu mediatyzacji polityki. Zasadniczym wnioskiem jest stwierdzenie, że charakter uwarunkowań determinujących ten proces, ich złożoność i  wieloaspektowy wpływ, czynią zjawisko mediatyzacji koniecznością. Zakotwiczanie polityki w systemie medialnym wydaje się być warunkiem sine qua non demokracji XXI w., równie nieodłącznym, jak marketing polityczny. Media, co najmniej w sposób pośredni, kształtują proces postrzegania rzeczywistości przez społeczeństwo, zatem dopóki ludzie nie zrezygnują z mediów (co wydaje się współcześnie niedorzecznością), nie ma szans na politykę oderwaną od systemu medialnego. Rzecz jasna, trudno nie zgodzić się z argumentami krytyków obecnego stanu rzeczy, którzy postrzegają takie zależności jako zagrożenie. Spłycenie polityki poprzez sprowadzenie debaty publicznej do marketingu politycznego (niesłusznie zresztą w Polsce nazywanego „czarnym PR-em”), rodzi pytania o sensowność polityki, której założeniem jest rozstrzyganie wielkich problemów rzeczywistości. Fetyszyzowanie pojęcia merytoryczności jest jednak pozbawione sensu, dopóki nie określi się, co pod tym pojęciem miałoby się kryć. Jeżeli przyjmiemy założenie, iż kwintesencją działalności polityka jest stanowienie prawa, to owa mityczna merytoryczność właśnie tam powinna się zawierać. Trudno jednak oczekiwać od polityków, ażeby ich dyskusja 23

W. Jabłoński, Kreowanie..., op. cit., s. 56.

nr 2, jesień-zima 2010

[33]


Jędrzej Napieralski

sprowadzała się do prezentowania brzmienia przepisów prawnych. Po pierwsze dlatego, że świadomość prawna społeczeństwa jest znikoma. Po drugie dlatego, że oczekiwania wyborców są inne, a takie podejście czyniłoby język polityki dla nich niezrozumiałym. Po trzecie wreszcie dlatego, że tak strasznie spragnieni merytoryczności dziennikarze, prawdopodobnie nie udźwignęliby takiego ciężaru dyskusji. Zresztą, dla naprawdę wnikliwych zawsze otwarta pozostaje możliwość lektury Dziennika Ustaw RP (do którego dostęp ma przecież każdy obywatel). Zatem warto dostrzec pozytywne aspekty mediatyzacji polityki. Debata publiczna stała się bardziej urozmaicona i estetyczna wizerunkowo. Analizowanie problemów polityki państwa przestało być domeną wąskiej elity, a  stało się przedmiotem zainteresowania szerokich kręgów społeczeństwa (z czego trzeba się tylko cieszyć). Reasumując, można powiedzieć, że ze zmediatyzowaną polityką jest trochę jak z tworzywem sztucznym – nikt plastiku nie lubi, ale współcześnie nie sposób wyobrazić sobie bez niego życia.

Summary The main problem described in this paper is an attempt to create the definition of a mediated political communication process. Three dimensions of this social phenomenon have been distinguished. Firstly, understood as necessity (media saturation, journalists as the fourth authority, theory of agenda setting). Secondly, understood as a threat (info-tainment, post-politics) and last but not least, perceived as an alternative (the future of political communication). Nota o autorze Jędrzej Napieralski [jedrzej_napieralski@o2.pl] – student III roku stosunków międzynarodowych na Wydziale Nauk Politycznych i Dziennikarstwa oraz II roku prawa na Wydziale Prawa i Administracji UAM. Laureat I miejsca ósmej edycji konkursu Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych dla studentów szkół wyższych na esej. Obszar zainteresowań: marketing polityczny, bezpieczeństwo energetyczne.

[34]

refleksje


Multitaskin Kamala Kuźmicka Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu

Multitasking medialny

1. Wprowadzenie ultitasking medialny, definiowany jako specyficzne zachowanie publiczności polegające na równoczesnym korzystaniu z więcej niż jednego medium1, jest coraz powszechniej występującym zjawiskiem społecznym, dotyczącym coraz większej liczby osób. Obecnie mamy do czynienia z  nowym typem zachowania użytkowników mediów, gdzie ich funkcjonowanie staje się coraz bardziej skomplikowane i złożone. Ludzie przez większość czasu medialnej partycypacji łączą tę aktywność z innymi (np. jedzeniem) albo korzystają z innych mediów w tym samym czasie (np. słuchają radia podczas surfowania po Internecie) na skalę dotąd niespotykaną. Multitasking medialny jest związany z  rozwojem technologii, a w szczególności nowych mediów. Co prawda, zjawisko równoległego korzystania z  wielu mediów występowało już w  erze mediów masowych takich jak prasa, radio i  telewizja, niemniej nasiliło się i  upowszechniło dopiero w  dobie łatwego dostępu do komputerów oraz Internetu. Specyficzny sposób pracy komputerów: naturalnie występujące przerwy, np. podczas ściągania plików, oraz przeszkadzające w wykonywanej czynności dystraktory, tj. strony pop-up czy komunikatory, prowadzą do ciągłego przełączania się między zadaniami oraz prób symultanicznego ich wykonywania. Badania dotyczące multitaskingu medialnego nie są liczne i pogłębione, co tym bardziej dziwi, gdy weźmie się pod uwagę skalę i  potencjalne konsekwencje zjawiska. Nadto wyniki często są mało wiarygodne, a przynajmniej bardzo nieprecyzyjne. Wśród powodów takiego stanu rzeczy należy wymienić: trudności z pomiarem ilościowym (najczęściej do tego celu używa się badań telefonicznych oraz pamiętników), tendencję do ułatwiania pomiarów poprzez abstrahowanie od złożoności zachowań medialnych oraz zaniżanie czasu korzystania

M

1 U. G. Foehr, Media multitasking among american youth: prevalence, predictors and pairings., The Henry J. Kaiser Familly Fundation, 2006, s.3

nr 2, jesień-zima 2010

[35]


Kamala Kuźmicka

z mediów przez samych badanych2. Nie ulega wątpliwości, że równoczesne korzystanie z wielu mediów jest zjawiskiem ważnym i nie powinno być ignorowane przez badaczy różnych dyscyplin, w  tym komunikologów. Niewiedza w tym zakresie utrudnia dokładne i rzetelne szacowanie wielkości i struktury audytoriów poszczególnych mediów, przewidywanie zachowań publiczności i siły oddziaływania mediów na ich użytkowników. 2. Częstość występowania i charakter multitaskingu medialnego Jak wspomniano we wstępie, nasilenie i charakter symultanicznego korzystania z  wielu mediów nierozłącznie związane są z  rozwojem technologii. Przeprowadzone badania nad trzema generacjami amerykanów3, obejmujące swym zasięgiem 1317 respondentów, wykazały zmiany w  sposobie korzystania z  mediów jakie zaszły przez ostatnie pół wieku4. Badanych podzielono na trzy grupy wiekowe: generację baby boomers (urodzeni pomiędzy 1946 a  1964 r.), generację X (urodzeni pomiędzy rokiem 1965 i  1979) i  generację sieci (urodzeni po 1980 r. do teraz). Zgodnie z wynikami, im młodsza generacja tym więcej czasu jej przedstawiciele korzystają symultanicznie z mediów. Tak więc generacja X korzysta równocześnie z wielu mediów częściej niż generacja baby boomers, a z kolei generacja sieci jeszcze częściej niż generacja X. Przewiduje się, że ta tendencja utrzyma się – kolejne generacje będą użytkować jednocześnie różne media chętniej, częściej i intensywniej niż aktualnie najmłodsi użytkownicy nowych mediów. Badanie wykazało również, że przedstawiciele różnych generacji z  reguły wykonują symultanicznie odmienne aktywności. Jednocześnie występuje silna korelacja pomiędzy przynależnością do danej generacji, a skłonnością do łączenia w ramach multitaskingu medialnego podobnych zajęć. Tabela 1 przedstawia te zależności.

2 R. A. Papper, M. E. Holmes, M. N. Popovich, Middletown Media Studies. Media Multitasking… and how people really use media, „The International Digital Media&Arts Association Journal” 2004, vol. 1, s. 6. 3 Brak badań nad skalą i powszechnością równoczesnego korzystania z wielu mediów w Polsce wymusza analizę raportów dotyczących tego zjawiska w Stanach Zjednoczonych, gdzie przeprowadzono większość analiz ilościowych. 4 L. M. Carrier, N. A. Cheever, L. D. Rosen, S. Benitez, J. Chang, Multitasking across generations: Multitasking choices and difficulty ratings in three generations of Americans., „Computer in Human Behavioral”, 2009, s. 483-489.

[36]

refleksje


Multitasking medialny Tabela 1. Pięć najczęstszych czynności wykonywanych równocześnie wśród trzech pokoleń Amerykanów. Generacja baby boomers (Urodzeni pomiędzy 1946 – 1964r.) Słuchanie muzyki (79%) Online (75%) Jedzenie (74%) Wysyłanie smsów (60%)

Generacja X (Urodzeni pomiędzy 1965 – 1979r.)

Generacja sieci (Urodzeni po 1980r.)

Jedzenie (78%) Słuchanie muzyki (72%) Online (68%) Telewizja (62%)

Wysyłanie e-maili (60%)

Wysyłanie e-maili (59%)

Jedzenie (80%) Telewizja (67%) Słuchanie muzyzki (64%) Rozmawianie przez telefon (52%) Online (50%)

Źródło: Multitasking across generations: Multitasking choices and difficulty ratings in three generations of Americans, „Computer in Human Behavioral” 2009, vol. 25, s. 483-489.

Najmłodsza generacja uprawia multitasking medialny przede wszystkim przy pomocy nowych mediów, szczególnie Internetu. Jedynie 25% czasu spędzanego online przez tę grupę nie jest łączone z wykonywaniem innych czynności. Niemniej nawet osoby z generacji baby boomers aktywność online w  50% wiążą z  wykorzystaniem innych mediów. Z reguły przyjmuje się, że opisane różnice wynikają z odmiennych warunków, w jakich dorastali przedstawiciele poszczególnych generacji. Obecnie symultaniczne korzystanie z więcej niż jednego medium jest zjawiskiem powszechnym. Według badania przeprowadzonego dla Fundacji „The Henry J. Kaiser Familly Fundation”5 na grupie 2726 amerykańskich nastolatków, tylko 19% badanych w ogóle równocześnie nie korzystało z dwóch lub większej liczby mediów. Pozostałe 81% wykonywało jednocześnie co najmniej dwa zadania przez minimum Ľ czasu swojej aktywności, przy czym różny był stopień nasilenia multitaskingu medialnego, jak i media, których symultanicznie używano. Wyniki badania pokazały, że oglądanie telewizji jest czynnością, która o ile stanowi priorytet, najrzadziej łączona jest z korzystaniem z innego medium. Jednocześnie telewizja najczęściej towarzyszy korzystaniu z innych środków przekazu jako tło. Komputer z kolei użytkownicy traktują najczęściej jako swoistą platformę umożliwiającą równoczesne wykonywanie wielu zadań. Czynności online tj. wysyłanie e-ma5

U. G. Foehr, Media…, op. cit., s. 3.

nr 2, jesień-zima 2010

[37]


Kamala Kuźmicka

ili, rozmowy przez komunikatory, surfowanie po sieci są najczęściej wykonywane przy okazji trwania innych działań. Również gry wideo i czytanie stanowią często dodatkową aktywność, towarzyszącą priorytetowemu zadaniu. Fakty te zdają się potwierdzać tezę, zgodnie z którą multitasking medialny jest zjawiskiem, które należy wiązać przede wszystkim z korzystaniem z nowych mediów. W odniesieniu do mediów klasycznych, takich jak telewizja, użytkownik jest w  znacznie mniejszym stopniu zdolny do współdzielenia uwagi. 3. Predyktory multitaskingu medialnego Liczba zmiennych, na podstawie których można przewidywać, czy dana osoba będzie lub nie korzystała równocześnie z  wielu mediów, jest bardzo duża. Z tego względu w dalszych analizach wykorzystano model ekspozycji na media Webstera, będący zarazem ogólną teorią dotyczącą zachowań użytkowników mediów. Do sytuacji równoczesnego korzystania z  wielu mediów teorię tę zaadaptowali Se-Hoon Leong i Martin Fishbein. W ramach modelu Webstera6 wyróżnia się dwa główne segmenty: pierwszym z  nich jest publiczność, drugim są media. W  obu kategoriach wyodrębniono dwa podsystemy: czynników strukturalnych i czynników indywidualnych. Pierwszy obejmuje zmienne charakterystyczne dla całej populacji (skala makro), a drugi dla konkretnego użytkownika czy gospodarstwa domowego (skala mikro). Strukturalna charakterystyka publiczności to cechy socjodemograficzne, tj. rasa, wiek, wykształcenie itd. Natomiast indywidualna charakterystyka publiczności to zarówno preferencje konkretnych użytkowników mediów, wspólne korzystanie z  mediów w  grupie (jest to zjawisko popularne, wymaga znalezienia kompromisu pomiędzy własnymi preferencjami, a potrzebami innych, co w konsekwencji zmienia sposób korzystania z  mediów) jak i  świadomość, rozumianą jako wiedzę na temat dostępnej zawartości (treści) przekazywanej w mediach. Struktura mediów składa się z takich elementów jak rynek medialny i dostępne technologie. Wreszcie zindywidualizowana charakterystyka posiadanych mediów jest określana przez sytuację użytkownika i jego dostęp do środków przekazu, a także stan ich posiadania w gospodarstwie domowym (ich liczby i rodzaju).

6 J.G. Webster, P. F. Phalen, L. W. Lichty, Ratings analysis: the theory and practice of audience research, Mahwah, NJ: Lawrence Erlbaum Associates 2000, s. 167-205.

[38]

refleksje


Multitasking medialny

Wykorzystując wyżej opisany model, S. Leong i M. Fishbein scharakteryzowali specyficzną sytuację równoczesnego korzystania z  więcej niż jednego z  mediów. Zbadali również wpływ poszczególnych zmiennych na rozwój omawianego zjawiska, a także zachodzące między nimi korelacje. Tak opracowany model, przedstawiony poniżej i  zmodyfikowany o  wyniki badań, stanowić będzie ramę teoretyczną dla omówienia predyktorów multitaskingu medialnego. Rysunek 1: Model predykatorów multitaskingu medialnego wg S. Le-ong’a i M. Fishbeina (z uwzględnieniem wyników badań) Strukturalna charakterystyka mediów (np. rynek mediów)

Indywidualna charakterystyka mediów (np. posiadane przez użytkownika media) Równoczesne korzystanie z wielu mediów

Strukturalna charakterystyka publiczności (np. wiek, płeć, rasa, wykształcenie)

Strukturalna charakterystyka publiczności (np. wiek, płeć, rasa, wykształcenie)

Źródło: S. Leong, M. Fishbein, Predictors of Multitasking with Media: Media Factors and Audience Factors, „Media Psychology” 2007, s. 364-384.

S. Leong oraz M. Fishbein wykazali, że jednym z najważniejszych czynników jest indywidualny, psychologiczny profil użytkownika, a w szczególności cecha temperamentu, jaką jest skłonność do poszukiwania nowości7. Zmienną tę definiuje się jako „potrzebę zróżnicowanych, nowych, złożonych doznań i doświadczeń oraz chęć do podejmowania fizycznego, społecznego, prawnego i finansowego ryzyka w celu ich osiągnięcia”8. W wielu badaniach nad korzystaniem z mediów okazała się ona predyktorem konkretnych zachowań. Elizabeth Perse udowodniła, że osoby wysoce zainteresowane nowościami o wiele częściej oglądały telewizję w trakcie wykonywania innych, rozpraszających uwagę czynności, zmieniały częściej kanały telewizyjne, a także przełączały programy w  poszukiwaniu bardziej ekscytującej treści9. S. Leong i M. Fishbein wykazali natomiast, że omawiana cecha temperamentu pozytywnie koreluje z multitaskingiem medialnym. 7 S. Leong, M. Fishbein, Predictors of Multitasking with Media: Media Factors and Audience Factors, „Media Psychology”, 2007, s. 364-384 8 M. Zuckerman, Behavioral expressions and biosocial bases of sensation seeking, Cambridge University Press 1994, s. 27. 9 E. M. Perse, Sensation seeking and the use of television for arousal, „Communication Reports” 1996, s. 37-48.

nr 2, jesień-zima 2010

[39]


Kamala Kuźmicka

Innym czynnikiem sprzyjającym równoczesnemu korzystania z więcej niż jednego medium jest liczba posiadanych mediów przez konkretnych użytkowników10. To, czy dana osoba będzie zaangażowana w  dwie lub więcej czynności medialnych, zależy od tego, czy ma w ogóle dostęp do urządzeń to umożliwiających. Niemniej należy pamiętać, że posiadanie medium jest warunkiem koniecznym, jednak nie wystarczającym, tzn. nie wszystkie osoby, które posiadają dużo odbiorników telewizyjnych i  radiowych oraz komputerów, będą symultanicznie z  nich korzystać. Wyniki analiz pokazały, że to, w  jaki sposób media posiadane przez użytkownika zostaną wykorzystane, zależy w dużej mierze od pierwszego omawianego czynnika – orientacji na poszukiwanie nowości. Z drugiej strony badania wskazują na bezpośrednią zależność pomiędzy nasileniem multitaskingu medialnego oraz liczbą urządzeń technicznych ulokowanych w  sypialniach nastolatków. Okazuje się, że z reguły im więcej mediów w otoczeniu, tym więcej czasu nastolatek spędza na ich użytkowaniu, co przekłada się na częstsze łączenie aktywności medialnych11. Liczba posiadanych mediów koreluje z płcią, rasą i poziomem wykształcenia. Mężczyźni statystycznie mają więcej urządzeń technicznych w sypialniach niż kobiety. Rasa biała posiada więcej mediów niż inne rasy. Analogicznie, nasycenie otoczenia mediami rośnie wraz z poziomem wykształcenia użytkowników. Wreszcie nasycenie to okazuje się zależne od rynku mediów i dostępnych technologii. Komentowane badanie wykazało również, że multitasking medialny koreluje z  charakterystyką socjodemograficzną: kobiety w  większym stopniu symultanicznie korzystają z mediów niż mężczyźni. Zależność ta zachodziła nawet w momencie posiadania przez mężczyzn większej liczby mediów w  sypialniach. Rasa nie była predyktorem multitaskingu medialnego, jednak stwierdzono różnice w aktywności konkretnych grup. Zdaniem autorów badania, zróżnicowanie to wynikało z dysproporcji edukacyjnych i majątkowych. 4. Funkcjonowanie systemu poznawczego ludzi w trakcie multitaskingu medialnego

Dotychczasowe badania nad równoczesnym wykonywaniem zadań wykazują, że istnieje limit czynności, które mogą być wykonywane sy10 Media są tu rozumiane jako urządzenia techniczne umożliwiające przekaz, tj. odbiornik radiowy i telewizyjny, komputer. 11 D. F. Roberts, U. G. Foehr, V. Rideout, Generation-M-Media-in-the-Lives-of8-18-Year-olds-Report, 2005. s. 45-50.

[40]

refleksje


Multitasking medialny

multanicznie. O ile człowiek jest w stanie odbierać bodźce paralelnie, to nie potrafi przetwarzać ich w tym samym czasie12. Analizy wskazują na istnienie pewnych ograniczonych zasobów uwagowych, które mogą być dzielone pomiędzy zadaniami. Monitorowanie pracy mózgu za pomocą rezonansu magnetycznego osób wykonujących dwie czynności jednocześnie pokazało, że aktywacja neuronów była znacząco mniejsza w trakcie symultanicznego wykonywania dwóch zadań niż wtedy, kiedy zadania były wykonywane niezależnie13. Wyniki te można traktować i  niekiedy traktuje się jako potwierdzenie tezy, w  myśl której informacje odbierane równolegle przetwarzane są słabiej aniżeli informacje odbierane jedna po drugiej. Teza ta godziłaby się ponadto z większością teorii uwagi. Zgodnie z  teorią uwagi Aliny Kolańczyk możliwe są dwa tryby funkcjonowania uwagi, tzw. uwaga intencjonalna i ekstensjonalna, gdzie pierwsza z nich obejmuje wąskie pole danych, w zamian za głębokie, wielopoziomowe poznanie, a druga obejmuje także treści spoza zaktualizowanej tendencji kierunkowej, co w konsekwencji powoduje niezbyt głębokie poznanie14. W trakcie równoczesnego korzystania z wielu mediów mamy do czynienia z uwagą ekstensywną, dzięki której możliwe jest symultaniczne wykonywanie zadań. Jasne staje się, że multitasking medialny skutkuje płytszym poziomem przetwarzania informacji docierającej z  mediów w  porównaniu do sytuacji, gdzie użytkownik korzysta tylko z jednego medium. Nie ulega wątpliwości, iż funkcjonowanie systemu poznawczego osób korzystających z wielu mediów równocześnie różni się od jednostek preferujących wykonywanie jednej czynności naraz. Jak pokazały ostatnie badania nad kontrolą kognitywną multitaskerów15, osoby te są bardziej podatne na nierelewantne bodźce środowiskowe i nierelewantne reprezentacje pamięciowe. Oznacza to, iż są bardziej podatne na dystrakcję, a ich koncentracja jest słabsza. Ponadto, osoby te wypadły znacznie gorzej w zadaniach wymagających przełączania uwagi. 12 H. Pashler, Task switching and multitask performance, [w:] Control of Cognitive Processes: Attention and Performance XVIII, red. S. Monsell & J. Driver, Cambridge 2000, s. 275-423. 13 M. A. Just, P. A. Carpenter, T. A. Keller, L. Emery, H. Zajac, K. R. Thulborn, Interdependence of Nonoverlapping Cortical Systems in Dual Cognitive Tasks, „NeuroImage” 2001, s. 417-426. 14 A. Kolańczyk, Intuicyjność procesów przetwarzania informacji, Gdańsk 1991, s. 57-60. 15 E. Ophir, C. Nass, A. D. Wagner, Cognitive control in media mulitaskers., „PNAS”, 2009.

nr 2, jesień-zima 2010

[41]


Kamala Kuźmicka

Rezultaty powyższych badań stają się bardziej zrozumiałe w świetle przytoczonej wyżej torii uwagi. Jak wskazuje A. Kolańczyk intensywność (koncentrację) uwagi można rozumieć na dwa sposoby: albo jako odporność na dystraktory (Shiffrin i Scheider), albo jako wysiłek i zaangażowanie zasobów poznawczych w  wykonywaną czynność (Wickens). Niższa koncentracja będzie się przejawiać mniejszą odpornością na dystraktory i będzie ona zbliżona do ekstensywności w sensie poszerzenia pola uwagi16. Z tej perspektywy multitasking medialny zawsze będzie skutkował większą podatnością na nierelewantne bodźce, jak również zmniejszoną głębokością przetwarzania informacji. 5. Konsekwencje multitaskingu medialnego dla medioznawstwa Wiedza o  wpływie częstego multitaskingu medialnego na funkcjonowanie systemu poznawczego człowieka powinna być szczególnie istotna dla medioznawców, a  także osób zajmujących się reklamą i  marketingiem. Specyfika funkcjonowania uwagi multitaskerów zmienia diametralnie sposób odbierania przez nich przekazu medialnego – przetwarzanie informacji jest płytsze, a  siła oddziaływania przekazu słabsza. Użytkownik w takim wypadku poświęca tylko ułamek swojej uwagi treści przekazywanej przez poszczególne media17. Dokonując jakichkolwiek badań dotyczących mediów i ich wpływu na publiczność, zarówno ilościowych, jak i jakościowych, koniecznie należy zatem brać pod uwagę kognitywne efekty multitaskingu medialnego. Chcąc zobrazować wpływ, jaki równoczesne korzystanie z  więcej niż jednego medium wywiera na użytkowników, można wykorzystać model dwutorowości perswazji (Elaboration Likelihood Model ELM) Petty’ego i Cacioppo18. Zgodnie z tym modelem, przekaz perswazyjny może dotrzeć do odbiorcy dwoma torami: centralnym i peryferyjnym, przy czym oba tryby różnią się sposobem przetwarzania informacji. Motywacja, zdolność dokonywania wnikliwej oceny, potrzeba poznania i brak dystraktorów wpływają na wybór kanału, w którym komunikat będzie analizowany. Przetwarzanie informacji torem centralnym skutkuje głębszą analizą oraz wytworzeniem trwalszej, bardziej 16

s. 64.

A. Kolańczyk , Intuicyjność procesów przetwarzania informacji, Gdańsk 1991,

17 V. Nightingale, Contemporary television audiences, publics, markets, communities, and fans, [w:] The Sage handbook of media studies, red. J. Downing, CA: Sage, 2004, s. 227-249. 18 R. E. Petty, J. T. Cacioppo, The elaboration likelihood model of persuasion, „Advances in experimental social psychology”, 1986, s.123-205.

[42]

refleksje


Multitasking medialny

odpornej na zmiany postawy. Jeżeli użytkownik korzysta z jednego medium w trakcie korzystania z innego, to obie czynności są dla siebie dystraktorami, co w konsekwencji zmniejsza zdolność do centralnej analizy komunikatu medialnego i zwiększa prawdopodobieństwo przetwarzania peryferyjnego. W ten sposób informacja przekazywana przez media ma mniejszy wpływ na zachowania, nastawienia i intencje publiczności. Co więcej, należy pamiętać o skali i powszechności multitaskingu medialnego – jeżeli 81% młodych ludzi używa mediów symultanicznie przez długi czas, to jest to równoznaczne temu, że docierające do nich komunikaty bardzo często przetwarzane są peryferyjnie. W  rezultacie twórcy wszelkich przekazów informacyjnych, zwłaszcza reklamodawcy, chcąc odnosić sukcesy, winni dostosować swoje komunikaty do coraz częstszego, płytszego sposobu przetwarzania informacji. Ponadto należy pamiętać, że budowanie przekazu w oparciu o przesłanki racjonalne często może nie przynieść żadnych pozytywnych efektów. Wypada wreszcie dodać, że niewiedza na ten temat multitaskingu medialnego utrudnia dokładne i rzetelne szacowanie wielkości i struktury audytoriów poszczególnych mediów. W  rezultacie popełnia się wiele błędów, chociażby w  obliczaniu ilości czasu ekspozycji na dane medium. 6. Podsumowanie Multitasking medialny jest powszechnym typem zachowania użytkowników mediów, o którym jednak wiadomo niewiele. Wyniki dotychczas przeprowadzonych badań nad skutkami równoczesnego korzystania z wielu mediów ukazują negatywne konsekwencje zjawiska. Nie można jednak z  góry zakładać, że multitasking medialny jest czymś szkodliwym. Wraz ze wzrostem badań dotyczących multitaskingu medialnego może okazać się, iż jest to umiejętność ewolucyjnie korzystna i jednostki ją posiadające będą lepiej radziły sobie z funkcjonowaniem w  środowisku opanowanym przez media, przez co będą lepiej przystosowane. Niemniej twierdzenia tego typu aktualnie mają charakter jedynie hipotez, które będzie można obalić albo konfirmować jedynie w toku długich i żmudnych badań Można być pewnym jednego – równoczesne korzystanie z wielu mediów zmienia radykalnie przyzwyczajenia użytkowników mediów. Świadomość tego faktu stanowi początek długiej drogi do poznania i  zrozumienia specyfiki oraz skutków multitaskingu medialnego.

nr 2, jesień-zima 2010

[43]


Kamala Kuźmicka

Summary Media multitasking, defined as audience behaviour when a person is using two or more media sources simultaneously, is a new phenomenon. Now, only 19% of young people are not multitasking. The way information from multiple media streams is processed is different from the normal information processing means. User’s attention is divided between tasks which makes processing of information shallow. The extent of users exposure to each media source creates problems for media research and advertisers as assessing of the exposure level of is very complicated. However, there has been very little research conducted to give a better understanding users’ interaction with each media source. Further research will identify the benefits of multitasking and allow advertisers to target users effectively. Nota o autorce Kamala Kużmicka [kamala.kuzmicka@gmail.com] – studentka V roku Kognitywistyki i III roku Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej. Interesuje się psychologią poznawczą i jej zastosowaniami w informatyce, chatterbotami oraz językoznawstwem kognitywnym. Lubi łączyć różne dziedziny nauki. Wolny czas poświęca na tworzenie filmów i dziennikarstwo.

[44]

refleksje


„Tygodnik P Marcin Pera Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu

„Tygodnik Powszechny”: w poszukiwaniu mądrości

Z

naszym założeniem było to, by prowokować do myślenia (...)” – napisał swego czasu ks. Adam Boniecki w pewnym liście. Prowokować do myślenia – trzeba przyznać że jest to dość osobliwa zbitka słowna. Gdy jednak pochylimy się nad tymi słowami, bardzo szybko dostrzeżemy, że stanowi ona istotę całej historii opozycyjnej „Tygodnika Powszechnego”, a także trwającego dziś nieustannie, choć nieco wyciszonego już, sporu o formułę funkcjonowania pisma w XXI wieku. Co istotne, w  miejsce „w XXI wieku” wymiennie można, a  być może nawet powinno się stosować następujące sformułowania: „w wolnej Polsce”; „w społeczeństwie informacyjnym”; „w świecie mediów”. Dzisiejszy problem z „Tygodnikiem” jako pismem stanowi bowiem wypadkową wielu czynników, z których równie istotne wydają się być historia pisma i współczesna sytuacja w świecie mediów, a także w świecie elit intelektualnych. Kluczowe jest też uświadomienie sobie podstaw istnienia pisma, jego podstawowych ponadczasowych zadań, które postawili przed pismem już jego pierwsi redaktorzy, z ks. Janem Piwowarczykiem i Jerzym Turowiczem na czele, a które znów można najlepiej określić jako prowokowanie, zmuszanie wręcz do myślenia. Łamy „Tygodnika” były i  są nadal miejscem dyskusji, wymiany poglądów, zadawania pytań. „Zadawać pytania, nigdy dawać gotowe odpowiedzi” – to kolejne ze słów, choć przytaczane z pamięci teraz, obecnego Redaktora Naczelnego pisma, które zapewne redaktorom „TP” przyświecały od początku jego istnienia. Taka jest przecież istota funkcjonowania środowiska intelektualnego, które tworzyło pismo i które jednocześnie było głównym jego adresatem. Sądzę, że warto w tym miejscu przytoczyć dość długi, ale i niezwykle ważny do zrozumienia istoty rzeczy cytat z J. Turowicza: „Intencje moje i intencje bardzo niewielkiego zresztą grona ludzi, którzy tę inicjatywę podjęli bardzo wcześnie, bo pierwszy numer «Tygodnika» wyszedł z końcem marca 1945 r., natychmiast po wyzwo-

esej

awsze

nr 2, jesień-zima 2010

[45]


Marcin Pera

leniu Krakowa, nawet jeszcze przed końcem wojny, były takie, że w tej nowej, spodziewanej jednak sytuacji, kiedy w Polsce i władza i ustrój zostały w  wyniku Jałty narzucone bez pytania, czy naród tego sobie życzy, w  kraju katolickim w  sensie jednorodności, jest miejsce i  jest potrzeba na pismo katolickie dla inteligencji, które by wyrażało opinie katolików, które by kształtowało te opinie. Sądziliśmy, że nie bardzo to może być pismo polityczne, bo działa cenzura, bo ten system jest jednak ustrojem totalitarnym, aczkolwiek może w  pierwszych latach totalitaryzmu był łagodniejszy, nie to co później w okresie stalinizmu. W  tej sytuacji na prawdziwie autentyczną i  niezależną publicystykę polityczną nie było miejsca. Uważaliśmy, że poniekąd ważniejsze było kształtowanie światopoglądu ludzi, ich postaw”1. Warto dodać, że są to słowa wypowiedziane po wielu latach w okresie, w którym J. Turowicz raczej już podsumowywał dokonania pisma, którym kierował nieprzerwanie od jego powstania, aż do własnej śmierci w 1999 r. Sądzę, że powyższy cytat w dobry sposób przedstawia czym miał być „Tygodnik”, jaki był pierwszy zamysł i powód dla jego utworzenia. Czy dziś jest inaczej? Czy podstawowa myśl pisma jest inna? Moim zdaniem nie, choć nie ma wątpliwości, że zmian było mnóstwo, że dziś „Tygodnik” jest zupełnie innym pismem niż kilkadziesiąt lat temu. Jest elementem nowych mediów, walczących o swój byt na wolnym rynku, choć nadal jest pismem adresowanym do inteligencji. Pismo inteligenckie „Tygodnik Powszechny” powstał w zasadzie dla ratowania polskiej inteligencji, nie tylko katolickiej. Świadomość nieuchronnych i  niekorzystnych zmian prowadzących do stworzenia państwa totalitarnego stanowiła jeden z podstawowych impulsów do założenia pisma, wokół którego gromadzili się potem najwybitniejsi intelektualiści. Było to możliwe dzięki przedstawicielom Kościoła z ks. kardynałem Adamem Sapiehą i ks. J. Piwowarczykiem na czele. Mówi o tym bardzo sugestywnie J. Turowicz w powyższym cytacie. Ten inteligencki charakter „Tygodnika”, mimo znaczących zmian, które także w  tym aspekcie spotkały pismo, obecny jest w nim do dzisiaj. A zmiany były konieczne, z  czym zgadzali się chyba wszyscy redaktorzy pisma. Nie wszyscy jednak potrafili zaakceptować kierunek 1 J. Turowicz, T. Kraśko, Wierność. Rozmowy z Jerzym Turowiczem, Poznań 1995, s. 19-20.

[46]

refleksje


„Tygodnik Powszechny”: w poszukiwaniu mądrości

zmian. Dlaczego? Powód jest, zdawałoby się prozaiczny, choć dla wielu, zwłaszcza ludzi starej daty, trudny do zaakceptowania. Otóż na przestrzeni lat nasza inteligencja uległa bardzo dużym przemianom, które wielu do dziś nazywa raczej degradacją, a niektórzy określają przedstawicieli polskiej młodej inteligencji „ćwierćinteligentami”. Nie jest jednak niniejszy esej miejscem na spieranie się kto ma w tym zakresie rację. Przez lata i  w zasadzie do niedawna, „Tygodnikiem” zarządzali ludzie pamiętający kwiat polskiej przedwojennej inteligencji, ludzie wywodzący się z niej i w zasadzie ją współtworzący. Bądź co bądź „Tygodnik” stanowił przedłużenie tamtego charakteru przedwojennej śmietanki towarzyskiej, grona wybitnych jednostek, które w  królewskim mieście lubowały się w  intelektualnych dyskusjach. Taki, niewątpliwie piękny, bagaż doświadczeń życiowych, stylu życia, blokował jednak kluczowe zmiany dla pisma, które, zgodnie z wolą J. Turowicza, miało kontynuować działalność po jego śmierci. O tym jednak dokładniej za moment. Opozycyjność „Tygodnika” Jednym z  podstawowych pojęć, które kojarzy się z  „Tygodnikiem Powszechnym” jest „opozycyjność”. Jest to bowiem pismo na wskroś opozycyjne, w zasadzie na opozycji zbudowane. Nie ma w Polsce drugiego takiego pisma, które powstałoby z opozycyjnej potrzeby i przetrwało tyle lat nie tracąc rzeczonego opozycyjnego charakteru. Nie chodzi przecież bowiem jedynie o  opozycję polityczną, ale opozycję myślową, o swoisty pluralizm, który przyświecał i był obecny zawsze na łamach „Tygodnika Powszechnego”. Redakcja z ul. Wiślnej w Krakowie przysłużyła się polskiej opozycji politycznej na wiele sposobów. Można wspomnieć te sztandarowe wydarzenia, jak choćby nieopublikowanie oficjalnego nekrologu Józefa Stalina, co skutkowało zamknięciem „TP” na trzy lata, podpisanie „Listu 34” przez J. Turowicza, czy zaangażowanie redaktorów pisma w stworzenie Koła Poselskiego „Znak”. Jednak kluczowe, z punktu widzenia współczesnego rozwoju „Tygodnika” i przemian w nim zachodzących, były wydarzenia z przełomu lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Wtedy to ludzie z redakcji zaangażowali się mocno w ruch „Solidarności”, obrady Okrągłego Stołu, a  później już bezpośrednio w  politykę. Polaryzacji politycznej uległo też samo pismo, na którego łamach oficjalnie poparto kandydaturę Tadeusza Mazowieckiego, a poszczególni publicyści wyrażali poparcie dla jednego ugrupowania

nr 2, jesień-zima 2010

[47]


Marcin Pera

politycznego. W ten sposób redakcja przykleiła sobie polityczną łatę, na czym bez wątpienia ucierpiało dawne rozumienie „opozycyjności” pisma. I  z tą też łatą pismo walczy po dzień dzisiejszy, starając się zmienić postrzeganie go wśród odbiorców. Trzeba też zauważyć, że opozycyjność „Tygodnika” nie miała nic wspólnego ze „ślepym antykomunizmem”. Była to zawsze merytoryczna krytyka poczynań ówczesnej władzy. Redaktorzy „Tygodnika” starali się, czasem być może nawet zbyt naiwnie, nawiązywać dialog z  władzą i  starać się rozwiązywać poszczególne problemy wspólnie z nią. Nie była to też opozycja walcząca mieczem, nawołująca do buntu, a raczej starająca się reagować w sposób stonowany, by konflikty pomiędzy władzą, a nie respektowaną zwykle przez nią opozycją rozwiązywać bezkrwawo i z korzyścią dla zwykłego człowieka. Idea walki z systemem wykraczała daleko poza tradycyjne rozumienie tego sformułowania i zapewne dlatego przez wielu nie była zrozumiana, a dziś nierzadko jest wyszydzana bądź też uznawana za element kolaboracji z komunistami. Nowe media, nowa inteligencja, nowy „Tygodnik” Zwłaszcza w  ostatnich latach „Tygodnik Powszechny” przeszedł znaczące zmiany, które można by nazwać w zasadzie rewolucją. Niewątpliwie zmiany te były podyktowane sporym zastojem w poprzednich kilkunastu latach wolnej Polski, w którym dawna redakcja, mimo prób, nie potrafiła dostosować „Tygodnika” do wymogów, jakie stawiał przed nim wolny rynek. Było to też zapewne związane z pewnymi przyzwyczajeniami dawnych redaktorów pisma, a także jego charakterem, który był przecież wypadkową charakterów twórców pisma i  aktualnych jego redaktorów. Zmiany w piśmie były całościowe. Zmieniono format, wprowadzono nowych felietonistów, ujednolicono formułę, a  także poprawiono system dystrybucji w  całym kraju łącznie z  wybraniem środy, jako dnia, w którym pismo się ukazuje (dotychczas bowiem w zależności od miejsca pismo pojawiało się w różnych dniach i zależało to od dystrybucji, która nie była regularna). Zmiany te nie doprowadziły do skokowego wzrostu zainteresowania pismem, jednak nie spowodowały też masowej utraty czytelników. Niewielkie, acz dość regularne wzrosty sprzedaży mogą jednak sugerować, że zmiany te w ogólnym rozrachunku wpłynęły pozytywnie na zainteresowanie pismem i tym samym na jego rozwój.

[48]

refleksje


„Tygodnik Powszechny”: w poszukiwaniu mądrości

Potrzeba dostosowania medium do zasad wolnego rynku nie była jednak jedynym powodem zmian. I tu wracamy do kwestii inteligencji polskiej. Trzeba bowiem zauważyć, że być może najistotniejszą ewolucję na przestrzeni kilkudziesięciu lat przeszła właśnie polska inteligencja. Jej kwiat wymordowany w  czasie wojny i  tuż po niej, nieustanna inwigilacja przez lata komunizmu, a także ogłupianie społeczeństwa przez poprzedni system miały niewątpliwie spory wpływ na kształt nowej polskiej inteligencji. Z  drugiej strony młodzi ludzie bardzo szybko przyswoili sobie zachodnie wzorce funkcjonowania w świecie elit intelektualnych. Stąd też kształt polskiej inteligencji jest dość niejednoznaczny, a na pewno zgoła odmienny od tego, który był adresatem „Tygodnika Powszechnego” kilkadziesiąt lat temu. Sam ks. A. Boniecki przedstawił swoje postrzeganie współczesnej inteligencji w sposób następujący: „Dzisiejsza elita to młodzi ludzie, biznesmeni, których główną lekturą są zielone strony «Rzeczpospolitej». Ale ta grupa składa się z ludzi inteligentnych, chcących zrozumieć świat. Coraz częściej stawiają oni sobie pytania wychodzące poza sferę biznesu, pytania filozoficzne, religije itp. Głównym adresatem naszego pisma jest inteligent, który czyta, myśli, który nie ogranicza się do patrzenia w telewizor. Człowiek, który zachował «kulturę fotela i lampy», bezinteresownego głodu poznawania spraw, które doraźnie nie są mu do niczego potrzebne”2. „Tygodnikowi” mimo zmian, przynajmniej z odległej perspektywy czytelnika, udało się zachować ów niepowtarzalny charakter pisma, które nadal można nazywać jako to, które jest skierowane do osób poszukujących pełnowartościowej lektury. Mimo wielu zmian w składzie redakcji stałą felietonistką pozostała Józefa Hennelowa, która niejednokrotnie w  swojej rubryce potrafi skrytykować swoich młodszych kolegów za takie czy inne niedociągnięcia redakcyjne. Redaktorem naczelnym pozostaje człowiek, który przepracował w nim już niemal 50 lat, a wielu obecnych pracowników pierwsze szlify dziennikarskie zdobywało pod okiem samego J. Turowicza. „Tygodnik” nadal porusza problemy najważniejsze i  najtrudniejsze, których inne pisma często boją się podjąć (za przykład można tu podać choćby sprawę byłego już księdza Tomasza Węcławskiego). Co więcej, nadal czyni to w sposób dla innych pism nieosiągalny, z  pełną chęcią zrozumienia istoty 2 F. Biały, Ł. Dulęba, M. Pera, Pytania bez odpowiedzi – wywiad z  ks. Adamem Bonieckim, redaktorem naczelnym „Tygodnika Powszechnego”, „Tygodnik Poznański. Pismo Klubu Tygodnika Powszechnego w Poznaniu” 2009, nr 1, s. 3.

nr 2, jesień-zima 2010

[49]


Marcin Pera

rzeczy, z próbą opisania rzeczy taką, jaka ona jest i przy jednoczesnej dbałości o to, by nikogo swoją publicystyką nie skrzywdzić. „Tygodnik” internetowy Pierwszą stronę internetową pisma utworzono w 2000 r. pod adresem www.tygodnik.com.pl. Dziś strona ta przekierowuje do nowej witryny funkcjonującej w strukturach portalu Onet.pl – stąd nowy adres: www.tygodnik.onet.pl. Rewolucyjni okazali się redaktorzy „Tygodnika Powszechnego” we wprowadzeniu redakcji do SecondLife3. Niestety to wirtualne środowisko nie wywołało w Polsce wielkiego zainteresowania, a co za tym idzie, również „Tygodnik” znacząco na tym nie skorzystał. Od jakiegoś czasu jednak „Tygodnik” reaguje bardzo sprawnie na zmiany zachodzące w sieci. Dziś obecny jest w wielu popularnych serwisach, m.in. bardzo intensywnie rozwija się profil „TP” w portalu społecznościowym Facebook, nie brakuje profili w Twitter.com i Blip. pl, a  w serwisie społecznościowym Goldenline.pl funkcjonuje grupa dyskusyjna, która przez pewien czas cieszyła się bardzo dużym zainteresowaniem. Sporym zainteresowaniem cieszą się również blogi prowadzone przez redaktorów „Tygodnika” i pod jego szyldem. Oczywiście wszystkie te blogi, tak jak i strona internetowa, działają w strukturach Onet.pl4. Na potwierdzenie tezy, że „Tygodnik” w  sieci rozwija się bardzo dynamicznie, warto przytoczyć dane z  czerwca 2009 r., którymi podzielił się swego czasu z czytelnikami redaktor naczelny pisma. I tak: 863 004 unikalnych wejść, co czyni z „Tygodnika” lidera rynku (dane za Megapanel PBI/Gemius z czerwca 2009 r.; tygodnik.onet.pl znajduje się w gronie pięciu najpopularniejszych witryn tygodników opinii i ma 38,53% udziału w ogóle liczbie odsłon na wymienionych w badaniach serwisach pism opiniotwórczych, za nim jest wprost.pl z 18,83% udziału), a  jeden użytkownik pozostawał średnio na stronie prawie 7 minut, co w  przypadku Internetu jest osiągnięciem naprawdę dobrym5.

3 SecondLife to swoista gra internetowa, w której świat rzeczywisty, w postaci niekiedy całych miast i  instytucji, przeniesiony jest do świata wirtualnego. W  Krakowie funkcjonuje w ten sposób cały Rynek i właśnie tam znajduje się m.in. redakcja „Tygodnika Powszechnego”. 4 M. Pera, Ćwierkający Tygodnik, „Tygodnik Poznański…”, op. cit., s. 11. 5 A. Boniecki, Porządkowanie Partytur, „Tygodnik Powszechny” 2009, nr 39, s. 2.

[50]

refleksje


„Tygodnik Powszechny”: w poszukiwaniu mądrości

Powyższe informacje wskazują, że redakcja „Tygodnika” całkiem nieźle odczytuje dynamiczny rozwój Internetu, a także potrzeby jego użytkowników a społeczność internetowa jest dziś ogromna i perspektywiczna. Pisał zresztą o tym Stefan Wilkanowicz tuż po rozwiązaniu Zespołu Redakcyjnego, do którego sam zresztą należał: „Tak rzeczywiście jest przy przestarzałej formule pisma, w którym część drukowana ma charakter zasadniczy, a część internetowa jest jedynie dodatkiem, w  którym znaleźć można niektóre drukowane teksty. Pismo nowoczesne traktuje równorzędnie obie części, które wcale nie muszą być identyczne, a czasem wersja internetowa bywa ważniejsza i bogatsza od drukowanej”6. Nowa linia programowa? Jedną z najczęstszych uwag, jakie stawia w swych wypowiedziach obecnej redakcji stała felietonistka „Tygodnika” (a przez lata wybitna redaktorka piastująca różne funkcje) J. Hennelowa, jest niedookreślenie się pisma. Ściślej rzecz ujmując chodzi o  to, że redakcja nie wyraża swego zdania w wielu ważnych problemach społecznych. Rzecz dotyczy nie tyle pomijania tematów, co podejmowania go przez zewnętrznych, nie związanych bliżej z redakcją redaktorów pisma. Zdaniem J. Hennelowej pismo powinno znacznie odważniej wypowiadać się precyzyjnie na wiele kluczowych tematów. Można na tę opinię spoglądać dwojako i zgodzić się z nią, bądź też wskazać pewne wątpliwości. Bezsprzeczne jest bowiem, że każda z gazet posiada swoją linię programową, której winno się trzymać. Poza tym charakter „Tygodnika” i jego „legenda” stawiają wobec pisma dodatkowe intelektualne wymagania, którym redaktorzy pisma powinni sprostać. Jednak te same cechy pisma zachęcają do szerokiego otwierania go na różne fronty, co czasem uniemożliwia jednoznaczne wyrażanie się, czy też opowiadanie po którejś ze stron. Można też kontrastować takie postrzeganie roli pisma z jego podstawową rolą „zmuszania do myślenia” oraz „zadawania pytań, a nie dawania gotowych odpowiedzi”. Sądzę jednak, że J. Hennelowej chodzi o coś innego. W „Tygodniku” przez wiele lat publikowali ludzie luźno związani, bądź nawet wcale nie związani z pismem. Tworzyli jednak oni pewne środowisko, o którym wcześniej już wspomniałem. Dziś „Tygodnik”, a raczej jego krakowska redakcja, nie jest już miejscem spotkań, a głównie miejscem 6

s. 8.

S. Wilkanowicz, List Stefana Wilkanowicza, „Tygodnik Powszechny” 2008, nr 3,

nr 2, jesień-zima 2010

[51]


Marcin Pera

pracy redakcyjnej. Sama redakcja zaś nierzadko wypowiada się głosem osób, które nie są związane z nią tak, jak ongiś choćby prof. Marcin Król. Poza tym są to też publicyści coraz częściej i  to dość wyraźnie związani z prawą stroną polskiej sceny politycznej. Wygłaszanie więc opinii redakcji głosem osoby z zewnątrz, faktycznie z „Tygodnikiem”, ani też ze środowiskiem krakowskim w żaden sposób nie związanych, jest dla wielu osób, w tym dla J. Hennelowej zupełnie niezrozumiałe, nieczytelne. Faktycznie jest bowiem tak, że redakcja publikując wskazany tekst nie podpisuje się automatycznie pod nim uznając go za głos środowiska, czy głos redakcji. Być może ze względu na to, że takie środowisko faktycznie nie istnieje... I to jest bez wątpienia kolejna rzecz, która razi może także J. Hennelową, ale i wielu czytelników o podobnym usposobieniu. Zdaniem pewnej grupy osób „Tygodnik” powinien bowiem zostać pismem stricte inteligenckim skierowanym do odbiorców lubujących się w modelu inteligenta międzywojennego. Zamieszczając na łamach teksty publicystów o sympatiach prawicowych, ale i zatrudniając pewne osoby w redakcji (chodzi tu o niepracującego już dziś w „Tygodniku” Dariusza Jaworskiego oraz Elżbietę Isakiewicz) wydaje się, że „Tygodnik” wykonał pewien zwrot w prawą stronę. Nie jest to zwrot jednoznaczny, gdyż ciągle w „Tygodniku” mnóstwo szpalt zapełniają dziennikarze czy myśliciele o poglądach centrowych, bądź też z lewicowych. Tym niemniej pojawiają się na łamach pisma autorzy, których jeszcze kilka lat temu w „Tygodniku” nie mieliby czego szukać. Wiele osób związanych ze starym „Tygodnikiem” nie mogło się z tymi zmianami pogodzić i głównie z tych względów rozpadł się Zespół Redakcyjny, a więc grupa wybitnych postaci, która swoimi nazwiskami firmowała każdy numer pisma. Trudno jest jednoznacznie stwierdzić, czy linia programowa „Tygodnika” uległa zmianie, o  której mowa powyżej. Zwłaszcza, że nie wydaje się to być najistotniejszą kwestią w „Tygodniku”. Nie sposób bowiem nie uznać, że wobec podstawowych zadań, jakie zawsze stały przed pismem sama linia programowa zdaje się przyjmować drugorzędny charakter (wszak musiałoby się to wiązać ze skrajnym zwrotem, co „Tygodnikowi” zdecydowanie nie grozi). Ciągle zaś jego kluczowym zadaniem, z  którego powinien być dziś rozliczany, tak jak mógł być rozliczany w czasach ks. Jana Piwowarczyka, ks. J. Tischnera czy prof. Leszka Kołakowskiego, jest jego wpływ na kształtowanie świadomości. Przecież „Tygodnik Powszechny”, jak stwierdził S. Wilkanowicz: „nie jest własnością kilku czy kilkunastu osób, lecz – mówiąc ogólnie – spo-

[52]

refleksje


„Tygodnik Powszechny”: w poszukiwaniu mądrości

łeczeństwa i Kościoła. W  szczególności ma do niego moralne prawo znaczna część jego czytelników, dzięki którym przetrwał ciężkie czasy. Nie można tego prawa lekceważyć, należy stworzyć warunki, aby ich opinie mogły być szeroko znane”7. Mówić – nie szkodząc „Tygodnik Powszechny” to dziś 65 lat historii. Można więc to dzieło polskiej prasy i katolickich intelektualistów nazwać żywą legendą polskiego dziennikarstwa. Kilkadziesiąt lat istnienia tego pisma w latach dla  Polski niezwykle ciężkich zasługuje na uwagę i  uznanie. Mówiąc bowiem sloganowo, można by się z twórcami i poszczególnymi redaktorami pisma w wielu kwestiach nie zgadzać czy spierać, natomiast nie ma wątpliwości, że zasługują oni na niebywały szacunek. Przez te 65 lat historii pismo charakteryzowała pewna niezwykła zdolność do mądrego wypowiadania się o rzeczach ważnych. Tak było w  bardzo trudnych i  wymagających olbrzymiej odwagi czasach komunistycznych. Ale tak też było bez wątpienia w wolnej Polsce, kiedy „Tygodnik” ciągle potrafił wypowiadać się sensownie, kiedy każdą swoją decyzję redaktorzy pisma podejmowali mając na uwadze przede wszystkim dobro swojej ojczyzny i jej obywateli. „Tygodnik” był niewątpliwie czymś więcej, niż tylko pismem. Stanowił środowisko patriotyczne, które wyrażało się zawsze z troską o Polsce i o Kościele. Na barkach nowej redakcji znajduje się niebywały ciężar wybitnych poprzedników, którzy tworzyli pismo dla idei. Nowy „Tygodnik” funkcjonuje niemal zupełnie na zasadach wolnorynkowych. Dzisiejszy „Tygodnik”, choć ciągle postrzegany jako pismo wyjątkowe, ciągle zaangażowany w  różne społeczne inicjatywy (choćby „Lekcje czytania z...” czy „Międzynarodowy Festiwal Literatury im. Josepha Conrada” organizowany przez Fundację „Tygodnika Powszechnego”), musi odnajdować się w zupełnie innych warunkach. Paradoksalnie są to warunki, o  które sam, jako pismo, walczył – o  wolność, o  demokrację. I to właśnie ta wolność i ta demokracja odbierają dziś „Tygodnikowi Powszechnemu” jego swobodę narzucając reguły, które zmuszają go do rezygnacji z wielu atutów, które ongiś były kluczowe dla jego egzystencji. Tym niemniej nowy „Tygodnik”, mimo całego szeregu zmian, których dokonano, a które powyżej starałem się opisać, jest ciągle pismem niezwykłym, innym od wszystkich i  nadal opozycyjnym, istniejącym 7

Ibidem.

nr 2, jesień-zima 2010

[53]


Marcin Pera

wbrew wszelkim prawom rynku, logiki itd. Ponadto jest „Tygodnik” ciągle „pismem myślącym”, które podchodzi do większości tematów w sposób zupełnie inny do tego, w jaki robią to inne media znajdujące się na polskim rynku. Śmiem nawet stwierdzić, że jest to periodyk unikatowy w skali światowej. „Tygodnik Powszechny”, mimo swoich ułomności i  niepowodzeń, ciągle jest pismem, które poszukuje mądrości, które wymaga od siebie i od swoich czytelników czegoś więcej. Zmaga się, ze swoimi niedostatkami mając na celu poszukanie najlepszej drogi dotarcia z myśleniem i mądrością do jak najszerszego grona odbiorców. Czyż nie świadczy o tym fakt, że redakcja na łamach swojego pisma publikuje krytykę tegoż pisma pióra jednej z najwybitniejszych swych redaktorek, która zresztą nie ukrywa, że pozwala sobie na taką opinię tylko i wyłącznie z troski o pismo? Niech też o  niezwykłości „Tygodnika”, choć już, z  wiadomych względów nie w skali światowej, świadczą słowa wielokrotnie powtarzane przez redaktora naczelnego ks. A. Bonieckiego, które naczelny traktuje jako dewizę swej pracy dziennikarskiej: dire sans nuire, montrer sans choquer, témoigner sans agresser, dénoncer sans condamner, co z francuskiego można przełożyć na język polski mniej więcej tak: „mówić, nie szkodząc; pokazywać, nie szokując; dawać świadectwo, nie atakując; ujawniać, nie potępiając”. Z francuskiego, bo są to podstawowe zasady zapisane w  regulaminie etycznym największego francuskiego dziennika regionalnego „Quest-France”.

Summary “Tygodnik Powszechny” is one of the oldest and the most merited Polish newspapers. It went through at least two periods while it served as an oppositional newspaper. This oppositional and intelligent character gave the paper a specific status in the world of Polish media. At the same time, it was difficult for “Tygodnik Powszechny” to undergo the change required by contemporary free market. What is more, taking “Tygodnik Powszechny” as an example, one could observe the vast majority of changes which influenced Polish media in the course of the last several days. A combination of rich history, deeply rooted catholic tradition and modern trends create a  completely new image of Cracowian newspaper.

[54]

refleksje


„Tygodnik Powszechny”: w poszukiwaniu mądrości

Nota o autorze Marcin Pera [marcin.pera@klubtygodnika.pl] – absolwent politologii na Wydziale Nauk Politycznych i Dziennikarstwa oraz student filologii polskiej na Wydziale Filologii Polskiej i  Klasycznej UAM. Autor pracy magisterskiej Publicystyka społeczno-polityczna „Tygodnika Powszechnego” w latach 1989-91. Twórca Klubu „Tygodnika Powszechnego” w Poznaniu i portalu www.KlubTygodnika.pl oraz twórca i redaktor portalu Politeja.pl.

nr 2, jesień-zima 2010

[55]


Nowe media Filip Biały Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu

Nowe media w komunikacji marketingowej

Inbound Marketing. Daj się poznać w Google, serwisach społecznościowych i na blogu Brian Halligan, Dharmesh Shah Gliwice 2010, ss. 320.

D

recenzja

współczesnych form komunikacji nastręcza trudności nie tylko zwykłym obserwatorom, ale także badaczom, próbującym wniknąć w istotę zjawisk nie dających się zamknąć w ramach dotychczas obowiązujących definicji i teorii. Zdarza się, że próba zwyczajnej deskrypcji istniejącego stanu tzw. nowych mediów kończy się niepowodzeniem: w momencie publikacji opracowania przedmiot badań uległ znaczącej ewolucji, a prezentowane wyniki dociekań nabierają waloru historycznego. Szczególnie trudnym dla badaczy komunikacji społecznej przedmiotem jest komunikacja marketingowa w Internecie1. Dochodzi w niej bowiem do efektu multiplikacji: jeżeli szereg form komunikacji i interakcji zapośredniczonych internetowo warunkowany jest rozwojem technicznym i innowacyjnością w dziedzinie sprzętu i oprogramowania, to internetową komunikację marketingową cechuje dodatkowo niezwykłe nowatorstwo w  wykorzystywaniu istniejącego otoczenia ynamika zmian

1 Autor niniejszego opracowania chciałby zwrócić uwagę na błędną jego zdaniem (choć popartą autorytetem Rady Języka Polskiego, zob. http://www.rjp.pan.pl/index. php?option=com_content&view=article&id=1032:internet-&catid=44:porady-jzykow e&Itemid=58, 06.11.2010 r.) pisownię słowa „internet” (w którym pierwsza litera jest minuskułą), stosowanego rzekomo na oznaczenie pewnego medium, w odróżnieniu od słowa „Internet”, jako nazwy własnej konkretnej sieci komputerowej. Z technicznego i logicznego punktu widzenia rozróżnienie takie jest bezzasadne, ponieważ – co na pozór oczywiste – każda inna od Internetu sieć komputerowa Internetem nie jest, zaś „internet” jako medium najczęściej tożsamy jest z tąże globalną siecią, której nazwę rozpoczynamy majuskułą (jak w  zdaniu: „Odnalazł informację w  internecie”). Zauważyć jednak trzeba, że w języku (nie tylko potocznym, ale też i np. reklamy) przyjął się już szereg zbitek wyrazowych, jak np. „bezprzewodowy internet” (zamiast właściwie: „bezprzewodowy dostęp do Internetu”), co powoduje, iż najpewniej praktyka i tym razem wygra z językowym puryzmem.

nr 2, jesień-zima 2010

[57]


Filip Biały

w niekonwencjonalny i  kreatywny sposób. W  rezultacie pojawiające się współcześnie formy marketingu internetowego trudne są do ujęcia w sposób teoretyczny: są one raczej katalogiem nieustannie zmieniających się praktyk, zachowań związanych z reklamą, promocją i public relations. Aspiracji teoretycznych wyzbywa się prezentowana książka, skupiając się na przedstawieniu szeregu taktyk marketingowych w  ramach współczesnej strategii określanej jako inbound marketing (marketing przyciągający). Sami autorzy, Brian Halligan i Dharmesh Shah, również są przede wszystkim praktykami. Odnieśli ogromny sukces jako założyciele firmy HubSpot, zajmującej się reklamą internetową, realizowaną głównie według modelu marketingu przyciągającego. Czym jest ten ostatni? Najprościej rzecz ujmując: tym, czym nie jest outbound marketing (marketing wychodzący), opierający się na tradycyjnych metodach i technikach promocji i reklamy „atakującej” odbiorców. Aby rzecz lepiej wyjaśnić, wskazać należy pewne chronologiczne następstwo koncepcji marketingowych realizowanych w  Internecie od momentu powstania i stopniowego wzrostu powszechności tej sieci. Wskazać można, że po wczesnej fazie rozwoju (early web), kiedy jedyną formą „reklamy” była po prostu obecność w nowym medium, co samo w  sobie stanowiło wyznacznik prestiżu i  innowacyjności przedsiębiorstwa czy instytucji, nastąpiły trzy dalsze etapy. Od połowy lat 90., aż do początku obecnej dekady, dominowała w różnych formach reklama graficzna (display advertising), sprowadzająca się do statycznych i  animowanych banerów internetowych, oznaczająca jednocześnie kładzenie dużego nacisku na wizualny aspekt obecności w Internecie. Opatrzenie się i spadek skuteczności tej formy promocji (już kilka lat temu na banery reklamowe klikało nie więcej, niż kilka procent użytkowników), a  także m.in. dynamiczny rozwój wyszukiwarki Google, spowodowały wzrost popularności reklamy opierającej się na tzw. linkach (łączach) sponsorowanych, rozliczanych w modelu płatności za kliknięcie (PPC – pay-per-click), a nie za wyświetlenie reklamy użytkownikowi. Możliwość sprofilowania demograficznego czy geograficznego wyświetlanych linków, a przede wszystkim kojarzenia ich z terminami wyszukiwanymi przez użytkownika, powoduje że ten sposób promocji wciąż należy do najpopularniejszych. Powszechność stosowania technik PPC powoduje jednak, że z jednej strony spada ich skuteczność (ilość łączy sponsorowanych, wyświetlanych obok wyników zapytania w wyszukiwarce Google jest ograniczona), ale także ro-

[58]

refleksje


Nowe media w komunikacji marketingowej

śnie cena (gdy o wyświetlenie łączy po wpisaniu określonego terminu konkuruje wiele podmiotów). I znów ograniczenia możliwości jednej metody wymusiły zmianę: około 2008 r. wykształca się zestaw technik, który zyskuje miano inbound marketingu. Model ten powstaje – głoszą jego zwolennicy – w opozycji do wcześniejszych form promocji. Celem nie jest już konkurowanie o percepcję użytkownika poprzez zakłócanie odbieranego przez niego przekazu treścią reklamową, ale spowodowanie, by ów użytkownik nie miał problemu z odnalezieniem interesującej go (w domyśle: naszej) oferty. Inbound Marketing… Halligana i  Shaha jest pragmatyczną eksplikacją tego paradygmatu. Autorzy prezentują praktyczną wiedzę, która pozwala wykorzystywać – w sposób zgodny z zasadami marketingu przyciągającego – istniejące w  Internecie kanały komunikacji: blogów, firmowych stron internetowych, wyszukiwarki Google i  serwisów społecznościowych. Kombinacja technik polegających na tworzeniu atrakcyjnego (czy, jak chcą autorzy, rozpoznawalnego), nie zorientowanego na bezpośrednie skłanianie do zakupu przekazu, wraz z metodami optymalizacji witryn pod kątem wyszukiwarek internetowych (tzw. SEO – search engine optimization) i efektywnej obecności w – jak nazwano to w polskim tłumaczeniu książki – mediasferze społecznościowej (SMO – social media optimization), jest w  stanie, przekonują autorzy, przynieść profity nawet niewielkim podmiotom, nie dysponującym ogromnymi sumami np. na płatną reklamę w wyszukiwarkach (SEM – search engine marketing). Ważne – wrócimy do tego jeszcze – jest przesunięcie akcentu na komponowanie interesującej użytkownika treści przekazu, dzięki czemu odwoływać się do niego będą autorzy innych stron internetowych i blogów, umieszczając w swych serwisach łącza wskazujące na tę właśnie treść. Jako że wyszukiwarka Google (ale i inne) swój algorytm pozycjonowania w wynikach wyszukiwania opiera w dużej mierze właśnie na liczbie i jakości łączy prowadzących do danej strony, ostatecznym efektem dobrze prowadzonych działań będzie wzrost oglądalności promowanej witryny. A to niesie z sobą wzrost szansy dokonania konwersji, czyli przekształcenia użytkownika w klienta. Na podobnej zasadzie opiera się wykorzystanie w  ramach inbound marketingu serwisów społecznościowych. Również tu metodą pozyskiwania potencjalnych klientów jest umieszczanie przyciągającej uwagę treści. Nie można jednak ograniczać się do jednostronnego wysyłania informacji: sednem sieci społecznościowych jest komunikacja. Zabiegi marketingowe obejmować będą zatem wchodzenie w interak-

nr 2, jesień-zima 2010

[59]


Filip Biały

cję z użytkownikami, odpowiadanie na ich pytania i uwagi, angażowanie się w dyskusje nie tylko na stronie swojego profilu, np. w serwisie Facebook, ale także na stronach poszczególnych użytkowników. Ci ostatni mają poczuć się dowartościowani nie tylko poprzez korzystanie z często dziś spotykanych w mediach społecznościowych ofert promocyjnych, ale również poprzez przekonanie, iż ich zdanie ważne jest dla komunikującego się z nimi podmiotu. Książka Halligana i Shaha napisana jest w stylu charakterystycznym dla amerykańskich publikacji tego rodzaju. (Charakterystycznie amerykański jest już jej tytuł2.) Co oczywiste, także liczne przykłady (czy wręcz case studies), którymi autorzy dokumentują swe tezy, również zaczerpnięte są z rynku amerykańskiego3. Stwierdzenia autorów, iż tworzenie skutecznej strategii w epoce inbound marketingu „polega na zdobyciu statusu firmy, która jest najlepsza na świecie w tym, czym się zajmuje, uwzględniając aktualne realia rynku”4 w pierwszym odruchu budzą rozbawienie. Jeśli jednak pamiętamy, że w podobnym tonie napisane są tysiące innych książek, z których marketingu uczą się Amerykanie, jesteśmy w stanie choć w części zrozumieć, w jaki sposób na poziomie jednostkowym reprodukowane są zachowania ekonomiczne, ale i  swoista postawa psychologiczna (a także, co za tym idzie, model społeczny), wpływające jako jeden z istotnych czynników na dynamiczny rozwój gospodarki Stanów Zjednoczonych przez ostatnie kilkadziesiąt lat5. 2 Typowy zabieg wydawców polega na dodaniu do właściwego tytułu dzieła bardziej „redundantnego” podtytułu. Przykłady znajdujemy w każdej dziedzinie, od politologii (np. Falling Behind: Explaining the Development Gap between Latin America and the United States Francisa Fukuyamy), poprzez psychologię (np. Emotional Intelligence: Why It Can Matter More Than IQ Daniela Golemana) po ekonomię (np. Freefall: America, Free Markets, and the Sinking of the World Economy Josepha Stiglitza). 3 Polska translacja bywa niekonsekwentna w  przekładaniu amerykańskich przykładów na polską rzeczywistość. Z niezrozumiałych względów, dolary stają się niekiedy złotówkami, innym razem pozostając dolarami. W innym przypadku w tekście zamiast „New Yorkera”, przywołanego jako pisma, w którym odnaleźć można warte uwagi żarty rysunkowe, pojawia się swojski „Przekrój”; zob. B. Halligan, D. Shah, Inbound Marketing. Daj się poznać w Google, serwisach społecznościowych i na blogu, Gliwice 2010, s. 71. 4 B. Halligan, D. Shah, Inbound…, op. cit., s. 49. 5 Zauważyć warto, że popularna literatura marketingowa (jak określić można wszelkie poradniki w rodzaju Każdemu sprzedasz wszystko co zechcesz Joe Girarda [Warszawa 2006], „uznanego” – jak informuje wydawca – „dwunastokrotnie za najwybitniejszego sprzedawcę na świecie”), ujawniająca na pozór wyłącznie kabotyństwo i egotyzm autorów, przedstawia w  istocie poparte wynikami badań z  dziedziny psychologii społecznej schematy jednostkowych i  zbiorowych zachowań, czyniących ludzi podatnymi

[60]

refleksje


Nowe media w komunikacji marketingowej

Niekiedy – także czytając recenzowaną książkę – trudno oprzeć się wrażeniu, że filozofia inbound marketingu jest manipulacją, obliczoną jedynie na to, by ów model marketingu sprzedać… specjalistom od reklamy. Twierdzenia o przełomowym charakterze koncepcji marketingu przyciągającego budzą wątpliwości. Zauważmy, że zrealizowanie wezwania do rezygnacji z aktywnego atakowania klienta swoją ofertą za pośrednictwem przekazu reklamowego na rzecz pasywnego oczekiwania, aż klient ten sam tę ofertę odnajdzie – a przecież o tym mówi hasło „pozwól się odnaleźć”! – byłoby działaniem samobójczym. Postępowanie takie oznaczałoby rezygnację z zasadniczego dla dzisiejszego marketingu elementu, a  mianowicie kreowania nieuświadomionych dotąd potrzeb. Nie dajmy się jednak zwieść. Inbound marketing zmierza w istocie nie do zaprzestania atakowania klienta reklamą, ale do przegrupowania sił i prowadzenia walki o niego bardziej subtelnymi metodami. Kluczową z nich jest upodobnienie przekazu reklamowego do treści wartościowej dla odbiorcy, wywołującej jego zainteresowanie i działanie, rzeczywiście niekoniecznie skłaniającej do natychmiastowego dokonania zakupu. Owo upodobnienie jest jednak groźniejsze, niż się na pozór wydaje. Rzec by można, że użytkownicy-klienci wrzuceni zostają w  baudrillardowską hiperrzeczywistość: przestrzeń nieodróżnialności naśladownictwa (przekazu reklamowego) od rzeczy naśladowanej (wartościowe treści) – przy czym tej ostatniej wkrótce może już zabraknąć6. Choć ostateczny efekt może wydawać się identyczny, to w  przypadku treści tradycyjnych użytkownik otrzymywał zestaw informacji dla niego wartościowych, natomiast w  przypadku treści zorientowanej marketingowo, otrzyma tylko informacje, które wydadzą mu się wartościowymi. Witajcie w prawdziwym Matriksie – nie zapomnijcie tylko grzecznie kliknąć na „Lubię to”.

na proste i bardziej skomplikowane socjotechniki, związane z regułą wzajemności, społecznym dowodem słuszności itd. Jak wiadomo, przygotowując się do napisania poczytnego Wywierania wpływu na ludzi (Gdańsk 1995), amerykański psycholog społeczny Robert Cialdini oddawał się obserwacji uczestniczącej, pracując m.in. jako sprzedawca używanych samochodów. Pragmatyczne sprzężenie stosowanych nauk społecznych z działalnością biznesową stanowi rozpoznany wyróżnik amerykańskiego podejścia do badań naukowych, ale wpływ popularnej literatury ekonomicznej na poziom wiedzy wśród przedsiębiorców (czy, szerzej, społeczeństwa) oraz stopień rozwoju gospodarek wart byłby osobnego zbadania. 6 Odwołujemy się tu, rzecz jasna, do tez zawartych w słynnej książce J. Baudrillarda Symulakry i symulacja, Warszawa 2005.

nr 2, jesień-zima 2010

[61]


Filip Biały

Nota o autorze Filip Biały [filip.bialy@amu.edu.pl] – doktorant w Zakładzie Metodologii Badań Politycznych na Wydziale Nauk Politycznych i Dziennikarstwa UAM, student filologii polskiej w ramach Międzykierunkowych Indywidualnych Studiów Humanistycznych. Współzałożyciel i redaktor naczelny portalu politologicznego Politeja.pl. Zainteresowania naukowe: filozoficzne i metodologiczne podstawy teorii polityki i myśli politycznej.

[62]

refleksje


„Sztuka” rob Łukasz Scheffs Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu

„Sztuka” robienia polityki

Anatomia władzy Michał Karnowski, Eryk Mistewicz Warszawa 2010, ss. 303.

J

ednym z centralnych zagadnień związanych z funkcjonowaniem spo-

recenzja

łeczeństw zorganizowanych w państwo jest władza”1. Jednak obserwatorów sceny politycznej, publicystów, dziennikarzy, a nawet badaczy tego fenomenu interesowały i nadal interesują przede wszystkim kulisy władzy, jej anatomia. Zagadnienie to intryguje tym bardziej, że współczesna nam polityka coraz częściej opisywana jest w kategoriach pospolitycznego spektaklu medialnego,���������������������������� w który�������������������� m na dalszy plan zeszły: ideologia, wyraziste poglądy polityczne, jasno skonkretyzowane orientacje i sympatie polityczne. Miejsce rzeczowej debaty zajęła skuteczna strategia marketingowa realizowana przy użyciu przeróżnych narzędzi: nowych mediów, wyspecjalizowanych agencji reklamowych, „zaprzyjaźnionych” koncernów medialnych; słowem – dobrodziejstw tego, co w literaturze przedmiotu określa się mianem kampanii permanentnej2. Niewątpliwie sceniczna gra aktorów politycznych jest ciekawa i fascynująca. Jeszcze bardziej oczarowuje jednak to, co dzieje się za tą sceną. Próbą takiego spojrzenia na polską politykę ostatnich lat, politykę realizowaną w dobie kampanii permanentnej, jest książka Michała Karnowskiego i Eryka Mistewicza pt.: Anatomia władzy. W zasadzie jest to zapis siedmiu rozmów, jakie dziennikarz przeprowadził 1 A. N. Wróblewski, Rodzaje władzy w państwie (Próba systematyzacji), „Studia Nauk Politycznych” 1981, nr 2, s. 145. 2 „Wraz ze zmniejszaniem znaczenia partii politycznych, politycy zmuszeni są cały czas zabiegać o  pozostanie na zajmowanych stanowiskach. Jednym z  instrumentów realizacji tak pojmowanej polityki są: Internet, badania marketingowe, badania opinii publicznej. Innymi słowy, jest to kombinacja działań służących stworzeniu wizerunku oraz strategicznej kalkulacji, która zmienia proces rządzenia w  nieustanną kampanię i  przekształca rząd w  instrument przeznaczony do utrzymania popularności rządzących”. J. Garlicki, Komunikowanie polityczne – od kampanii wyborcze do kampanii permanentnej, „Studia Politologiczne” 2010, vol. 16, s. 34.

nr 2, jesień-zima 2010

[63]


Łukasz Scheffs

z jednym z bardziej rozpoznawalnych konsultantów politycznych. Jak określił go sam Karnowski, „autora teorii marketingu narracyjnego3, obserwatora i współkreatora wielu kampanii politycznych w Europie i poza nią”4 – Eryka Mistewicza. Każda z prowadzonych rozmów oscyluje wokół innego problemu, choć generalnie dotyczy istoty władzy. I tak mamy do czynienia z bieżącą polityką ostatnich miesięcy: afera hazardowa, kampania wyborcza we Francji, mityczna wojna PiS i PO. Pojawia się kwestia nowych mediów, rewolucji informacyjnej jaka dokonuje się przy użyciu internetowych narzędzi Web. 2.0.. W  prowadzonych rozmowach autorzy książki wielokrotnie nawiązują do kampanii Baracka Obamy w USA. W rozmowie trzeciej Eryk Mistewicz, zapytany o mechanizmy marketingu komercyjnego przenoszone do polityki, daje wykład tego, co sam określa mianem marketingu narracyjnego, a więc takiego, który „towarzyszy” produktowi od samego początku jego istnienia. „Dlatego marketingowcy polityczni nie pojawiają się na końcu, pod hasłem «a  teraz panowie nas sprzedajcie», tylko są – przekonuje Mistewicz – wprzęgani w  tworzenie strategii partyjnej czy koncepcji wystartowania w  wyborach już na samym początku”5. W rozmowie czwartej Mistewicz odnosi się do konkretnych przykładów dobrej i złej narracji stosowanej przez poszczególnych polskich i zagranicznych polityków. Wreszcie rozmowa schodzi na kwestie budowania pozycji lidera politycznego, by na zakończenie jej uczestnicy mogli ocenić środowiska dziennikarzy i specjalistów PR, które w opinii autora marketingu narracyjnego, w niedalekiej przyszłości bezpowrotnie utracą władzę, jaka do niedawna przynależała im z tytułu wykonywanego zawodu, dostępu do informacji i monopolu na news. Całość wywodu zamyka dość pesymistyczna puenta, iż współczesnym światem rządzi posunięta do granic możliwości sztuka PR-u, który jest atrybutem nie tylko polityków, ale i aktorów, prawników, lekarzy, burmistrzów, architektów, menedżerów, a więc wszystkich, którym potrzebny jest pozytywny image. Prezentowana książka stanowi osobliwe studium przypadku polskiej polityki w  dobie postmodernizmu. Wbrew tytułowi jej autorzy 3 W opinii autora niniejszej recenzji określenie Eryka Mistewicza jak: twórcę „teorii marketingu narracyjnego” jest dość kontrowersyjne. Nie da się bowiem ukryć, że elementy tego, co E. Mistewicz nazywa „narracją” można odnaleźć już w  zintegrowanej komunikacji marketingowej – IMC (ang. integrated marketing communication) i  to zarazem na poziomie marketingu komercyjnego, jak i politycznego. Szerzej: K. Przybyłowski, S. W. Hartley, R. A. Kerin, W. Rudelins, Marketing, Warszawa 1998, s. 477. 4 M. Karnowski, E. Mistewicz, Anatomia władzy, Warszawa 2010, s. 10. 5 Ibidem, s. 133.

[64]

refleksje


„Sztuka” robienia polityki

nie odsłaniają jednak kulis władzy, a jedynie, świadomie lub nie, obnażają współczesną politykę i ludzi, którzy ją tworzą. Sama konstrukcja publikacji jest wręcz banalna. Pojawia się publicysta, który zadaje pytania wciąż z  tej samej perspektywy – krytyka, a  na pewno osoby sceptycznej wobec polityki realizowanej przy udziale PR. Po drugiej stronie znajduje się praktyk, twórca strategii politycznych, usiłujący za wszelką cenę przekonać oponenta, iż to, co dziś sanowi politykę, jest nieuchronne i należy się temu podporządkować. Nie wiadomo na ile tak przyjęta strategia jest przemyślana, na ile zaś jest kwestią przypadku. Tym niemniej w  finale czytelnik zdaje się mieć przeświadczenie, że obaj uczestnicy rozmowy marzą o  „prawdziwej” polityce i  „prawdziwych” politykach, choć doskonale zdają sobie sprawę z ułudy tego marzenia. Język publikacji jest przystępny, a  303 strony tekstu nie wydają się przytłaczające. Na uwagę zasługuje fakt, o czym informuje sam wydawca, że jest to pierwsza na polskim rynku wideoksiążka. Kierując obiektyw telefonu komórkowego na umieszczony w tekście kod (fotokod) można uzyskać dostęp do aplikacji internetowych obrazujących opisywany fragment lub zawierających dodatkowe informacje dla czytelnika. Co ważne, lektura książki jest możliwa także bez uruchamiania tej opcji. I jeszcze jedno: prezentowana książka jest skierowana do osób choć trochę obeznanych z  polską i  europejską polityką. Opisywane przypadki i  przywoływane postaci wymagają bowiem przynajmniej zdawkowej wiedzy o aktualnych wydarzeniach politycznych w kraju i za granicą. Zapewne jest to lektura godna polecenia dla tych, których fascynuje arena walki politycznej i  jej kulisy. Jednak zawiodą się ci, którzy oczekiwaliby przepisu na polityczny sukces lub „pikantnych” szczegółów dotyczących kuluarów wielkiej polityki. Anatomia władzy jest raczej mało optymistyczną wizją polityki realizowanej w dobie szeroko pojętego marketingu politycznego, niż odważną i bezpretensjonalną próbą spojrzenia na „polityczną kuchnię” polskiej demokracji. Przywołując słowa jednego z  badaczy meandrów współczesnej polityki���������������������������������������������������������� , można powiedzieć, że użyte we wstępie tej recenzji pojęcie sceny politycznej „zawiera w  sobie szczególny paradoks, bowiem w  przeciwieństwie do zwykłego teatru, w  którym widza interesuje przede wszystkim to, co dzieje się na scenie, w polityce obserwatorzy zainteresowani są tym zwłaszcza, co znajduje się za kulisami, a więc poza sceną. Można zatem przyjąć, że mamy do czynienia z  popisem aktorskim obserwowalnym dla widowni, w pełnym oświetleniu, oraz

nr 2, jesień-zima 2010

[65]


Łukasz Scheffs

niewidocznym obszarem właściwych działań twórców spektaklu”6. I to ten obszar właściwych działań w  pewnej mierze starali się pokazać nam autorzy Anatomii władzy. Faktycznie dokonali przeglądu najważniejszych w ostatnich kilku latach wydarzeń politycznych, ukazując je w perspektywie zabiegów socjotechnicznych, które na nieszczęście – i  jest to wniosek, który wysnuć można z  treści prowadzonych w książce rozmów – dominują we współczesnej działalności publicznej. Niemałym walorem prezentowanej publikacji jest także opis nowych mediów, tworzących się społeczności internetowych i  nowego rodzaju użytkowników wirtualnej sieci, którzy nie dość, że stanowią ważny segment wyborców, to ponadto zdają się być jednymi z bardziej wyedukowanych i  przygotowanych, użytkowników i  (a może przede wszystkim) twórców informacji w dobie powszechnej kultury Web 2.0. Prezentowana publikacja to ciekawe, momentami zaskakujące opracowanie, które od potencjalnego czytelnika wymaga podstawowych informacji dotyczących polityki i chłodnego, analitycznego podejścia (o co niekiedy trudno w ferworze toczonych sporów politycznych) do prezentowanych osób, wydarzeń i przedsięwzięć. Z pewności����� ą���� publikacji tej nie można zaliczyć do kanonu lektur politologicznych, choć posiada istotne walory poznawcze i może stanowić ciekawe uzupełnienie wiedzy adepta nauki o polityce. Niniejszą książkę z przekonaniem można polecić wszystkim, których intryguje współczesna nam polityka. Jest to jednak „opracowanie dodatkowe”, którego niewątpliwym mankamentem są odniesienia do bieżących wydarzeń i ich bohaterów, w relatywnie krótkim czasie tracące na aktualności.

6

P. Pawełczyk, Socjotechniczne aspekty gry politycznej, Poznań 1998, s. 26.

[66]

refleksje


Opozycja i opozycyjność


Czy istnieje Marzena Pomorska Uniwersytet im. A. Mickiewicza w Poznaniu

Czy istnieje typ idealny „opozycyjności”?

O

staje się wszędzie tam, gdzie ludzie uświadamiają sobie polityczny charakter swego działania”2 stwierdził Jacek Kuroń, który jak nikt inny rozumiał, że aby skutecznie przeciwstawić się władzy komunistycznej w Polsce, nie wystarczą oderwane i  górnolotne inicjatywy elity intelektualnej, ale potrzebny jest świadomy i  ukierunkowany, masowy ruch obywatelski wychodzący poza podziały na klasy i obozy. Dlatego też niewzruszenie tkwił w przekonaniu, iż zorganizowane środowiska kręgu KOR i Solidarności skupić się powinny przede wszystkim na pracy „nad wyrobieniem w społeczeństwie postawy antytotalitarnej, wrażliwości moralnej, pluralizmu politycznego, tolerancji, woli samostanowienia, krytycyzmu, a wraz z nimi wiedzy politycznej – umiejętności politycznego myślenia i działania”3, bowiem – jak stwierdził – nieskuteczność wcześniejszych poczynań wynikała z błędnego skupiania się na bezpośredniej konfrontacji z rządzącymi, natomiast kluczowe jest oddziaływanie „na społeczeństwo pozycja polityczną1

1 Wypowiadając te słowa Jacek Kuroń mimowolnie nawiązał do dość powszechnej w literaturze teorii, zgodnie z którą nie każdy sprzeciw wobec władzy jest opozycją polityczną. Rozróżnienie na „opozycję” oraz „opozycję polityczną” wynika z utożsamianiem „opozycji” z opozycją sensu largo, czyli każdą formą sprzeciwu, np. protestem lub oporem, a  „opozycji politycznej” – z  opozycją sensu stricto, czyli ze zinstytucjonalizowaną bądź przynajmniej zorganizowaną jej formą np. opozycyjną frakcją parlamentarną. W literaturze przedmiotu spotkać się można z całym szeregiem różnorodnych klasyfikacji, proponowanych przez Ionescu, Blondela, Dahla czy Krawczyka, niemniej jednak jak zauważa Kubát, nie ma powodu, dla którego należało by niezinstytucjonalizowanej opozycji, np. W systemie niedemokratycznym, odmawiać politycznego charakteru, w sytuacji, gdy jej działania następują ewidentnie w sferze polityki. Próba terminologicznego uwypuklenia politycznego charakteru zorganizowanych form sprzeciwu nie wyklucza stosowania przymiotnika „polityczna” w odniesieniu do opozycji niezinstytucjonalizowanej. Oczywiście w  przypadku wypowiedzi Kuronia przypuszczać można, iż zależało mu na samym fakcie uświadomienia sobie przez społeczeństwo politycznego znaczenia oporu wobec władzy, a nie podejmowaniu sporów terminologicznych, niemniej jednak należy mieć świadomość, iż problem „polityczności” opozycji jest w nauce o polityce sta���� le obecny. M. Kubát, Teoria opozycji politycznej, Kraków 2010, s. 21-25. 2 A. Friszke, A. Paczkowski, Niepokorni. Rozmowy o  Komitecie Obrony Robotników, Kraków 2008, s. 109. 3 Ibidem, s. 114.

nr 2, jesień-zima 2010

[69]


Marzena Pomorska

i to społeczeństwo ma oddziaływać na władzę w  swoich tworzących się, niezależnych od niej strukturach”4. Czy jednak poglądy niestrudzonego działacza, mimo niewątpliwej słuszności założeń, mogą stać się punktem wyjścia dla stworzenia uniwersalnej teorii działań opozycyjnych? Czy droga wskazana przez Kuronia to jedyna i zawsze skuteczna forma organizowania społeczeństwa przeciw niechcianej władzy? Z pewnością nie, a przynajmniej nie zawsze. Forma obrana przez polskich działaczy lat 70. i 80. XX w. była po prostu odpowiedzią na sytuację, z jaką opozycjoniści musieli się na co dzień mierzyć. Stanowiła przykład dostosowania środków do istniejących możliwości, ale czy była wzorcem „opozycyjności”? Dyskusję nad istotą opozycji należy rozpocząć od podstawowej kwestii jaką jest wykładnia etymologiczna samego pojęcia. Słowo „opozycja” wywodzi się od łacińskiego oppositio oznaczającego „opór” bądź opponere – „przeciwstawiać”, sam termin zaś Władysław Kopaliński definiuje jako „przeciwstawianie się, przeciwdziałanie, opór”, jednocześnie wskazując również na czysto polityczną możliwość tłumaczenia jako „stronnictwo (grupa stronnictw) przeciwne rządowi (większości parlamentarnej)5. Ta dychotomia na rozumienie „uniwersalne” i  „polityczne” stanowi podstawę podziału „opozycji” na gruncie nauk politycznych na opozycję w  najogólniejszym znaczeniu – sensu largo, oraz opozycję dookreśloną politycznie poprzez jej zinstytucjonalizowanie – opozycję sensu stricto6. Pierwszą z form określić można raczej mianem zjawiska Ibidem, s. 167. W. Kopaliński, Słownik wyrazów obcych i  zwrotów obcojęzycznych, Warszawa 1990, s. 367. 6 Podział za: T. Krawczyk, Opozycja polityczna w  państwach demokratycznych, [w:] Studia z teorii polityki, red. A. Czajkowski, L. Sobakowski, Wrocław 2000, s. 132133. Warto jednak pamiętać, iż instytucjonalizacja opozyji nie jest zjawiskiem młodym czy typowym tylko dla demokracji. Z instytucjonalizacją można spotkać się już w starożytnym Rzymie, w którym to przez pięć stuleci interesów obywateli przed zapędami władzy bronili trybuni ludowi. Trybunat nie był oczywiście antysystemowy, a trybuni nie dążyli do przejęcia władzy, czy nawet stworzenia jakiejkolwiek formy zwierzchnictwa nad ludnością, którą reprezentowali. Niemniej jednak trybun posiadał cechy takie jak: zorganizowanie, instytucjonalizacja, oficjalne uznanie i  odrębność względem rządzących. W późniejszym okresie instytucjonalizacja opozycji nie była już tak oczywista. Maurice Duverger upatrywał jej w  działaniach Kościoła, który jego zdaniem stanowił opozycję wobec państwa i władzy królewskiej, a od XVIII w. opozycja na powrót stała się częścią systemu politycznego za sprawą Monteskiuszowskiej i jego koncepcji równowagi władz, w której opozycją dla rządzących miał stać się parlament. Zmianę położenia opozycji w  systemie politycznym zapoczątkował w  XIX w. rozwój partii, które dzięki swemu masowemu charakterowi ponownie umiejscowiły opozycję poza ścisłymi struk4 5

[70]

refleksje


Czy istnieje typ idealny „opozycyjności”?

społecznego niż formy artykulacji żądań politycznych niemniej jednak ma ogromną siłę jako tzw. „opozycja opinii”. Tomasz Krawczyk podkreślając znaczenie owej formy protestu konkluduje, iż opozycja sensu largo wyraża sprzeciw obywateli wobec konkretnych decyzji politycznych rządzących, bądź jest to forma krytyki „istniejącego porządku konstytucyjnego i praktyk politycznych w danym państwie”7. Jeszcze dalej posuwa się w swojej definicji Gordon Smith, dla którego opozycja sensu largo jest pozbawionym struktury, stałej tożsamości i  jasnego celu przejawem niezgody obywateli na istniejące realia. Przejawem na tyle nieskoordynowanym i  niedookreślonym, a  jednocześnie pozbawionym wspólnych aksjologicznych podstaw, że autor ten nazywa go wręcz protestem anomicznym8. Niezadowolenie takie może przybrać najró��������������������������������������������������������������� ż�������������������������������������������������������������� niejsze formy, mogą to być nagłe konflikty i przypadkowa przemoc przerywane���������������������������������������������������� długimi okresami widocznej������������������������� społecznej apatii. Z kolei opozycja sensu stricto utożsamiana jest z opozycją zorganizowaną i sformalizowaną, osiągającą pewien poziom instytucjonalizacji. Jako organizacja polityczna dąży ona do obalenia rządu (bądź całego reżimu) i  przejęcia władzy. Jest to zatem najbardziej wyrazista i  bezpośrednia forma przejawu konfliktu politycznego, która znajduje swój wyraz głównie w działaniach partii politycznych, bądź innych aktorów sceny politycznej w ramach systemu demokratycznego. Gdyby jednak dalej podążać tropem powyższego podziału, dojść można by do wniosku, iż o  ile opozycja sensu largo jest zjawiskiem naturalnym dla wszystkich form władzy i  reżimów (bowiem trudno sobie wyobrazić władzę, która nie posiada żadnych oponentów), to już w przypadku opozycji sensu sricto rodzić się mogą pewne wątpliwości, co do zasadności konstytutywnego dla niej elementu instytucjonalizacji. Przyjęcie założenia, iż formalizacja i legalizacja ruchu społecznego stanowi dla niej warunek sine qua non, rodziłoby konsekwencję konieczności doszukiwania się tej formy sprzeciwu jedynie w reżimach, które na ów sprzeciw pozwalają, czyli de facto współcześnie jedynie w demokracji, która jako jedyna stwarza możliwość do rozwoju pluturami władzy. 7 Ibidem, s. 133. 8 „Anomic protest is a social phenomenon, not in the first instance an expression of political demands. It indicates that the needs or aspirations of certain groups are not being met through political structures, and in a vague way the protests are anti-system, but if they are given the shape of political demands they could be satisfied by the established parties and within the system”. G. Smith, Party and protest: the Two Faces of Opposiotion in Western Europe, [w:] Opposition in Western Europe, red. E. Kolinsky, London 1987, s. 67.

nr 2, jesień-zima 2010

[71]


Marzena Pomorska

ralistycznej sceny politycznej. To z kolei stanowiłoby ograniczenie, zgodnie z którym w systemach niedemokratycznych można by znaleźć tylko formy opozycji sensu largo, a trudno byłoby przecież działania przywołanego na wstępie Jacka Kuronia i  jemu podobnych, uznać – zgodnie z  ramami przyjętymi przez G. Smitha – za wyraz anomii społecznej9. Rygorystyczne wyznaczanie ram między działaniami stanowiącymi bardziej przejaw niezadowolenia społecznego, a formami organizowania opozycji politycznej, nie jest zatem fortunnym rozwiązaniem, a ponadto i sama instytucjonalizacja w systemach niedemokratycznych nie zawsze musi stanowić odzwierciedlenie form znanych z demokracji. Polski ruch opozycyjny jest aż nadto bogaty w przykłady tego typu form organizacyjnych: klub dyskusyjny, związek zawodowy, zrzeszenie studenckie… Wszystkie one, w określonych okolicznościach, mogą przyjąć polityczny charakter i znaleźć się w opozycji wobec niedemokratycznego reżimu i  poprzez zorganizowane struktury, aktywnie występować przeciw sprawującym władzę10. 9 Mimo, iż wiele form działań opozycyjnych, w szczególności w reżimach totalitarnych nie podlegało instytucjonalizacji (ze względów prawnych, taktycznych, organizacyjnych czy też przez wzgląd na bezpieczeństwo członków grupy) to jednak traktowanie ich jako wyrazu anomii społecznej byłoby zdecydowaną nadinterpretacją. Analiza konkretnej formy sprzeciwu wobec władzy wymaga pewnej elastyczności oraz wychodzenia poza schematy przyjęte przez jednego konkretnego uczonego. Przykładem takiej właśnie sytuacji jest casus polskich opozycjonistów i Jacka Kuronia, którzy zgodnie z założeniami przyjętymi przez G. Smitha nie powinni zostać uznani za opozycję sesnu largo, gdyż stanowili grypę zorganizowaną, o jasno określonym celu, a ich protest nie ograniczał się jedynie do powszechnej negacji istniejącego porządku rzeczy. Z drugiej zaś strony konieczność instytucjonalizacji nie pozwala na uznanie J. Kuronia i in. za opozycję sensu stricto. Tego typu problemy skłoniły wielu badaczy do tworzenia własnych propozycji nowej systematyki opozycji, czego podjął się również Tomasz Krawczyk, zdaniem którego opozycja sensu largo jest opozycją „uniwersalną”, a sensu stricto – opozycją występującą jedynie w demokracji, a zatem zdaniem tego autora Jacka Kuronia można uznać jedynie za opozycjonistę sensu largo. T. Krawczyk, Opozycja…, op. cit. s. 134. 10 Jak podkreśla Michał Kubát, mimo iż „demokracja stwarza najlepsze warunki do istnienia i działania zinstytucjonalizowanej opozycji politycznej” nie oznacza to, że w systemach niedemokratycznych taka opozycja nie funkcjonuje. Jak podkreśla autor „instytucjonalizacja opozycji politycznej może przybierać różne formy, i wcale nie musi mieć tylko postaci partii politycznych, jakie funkcjonują w demokracji. Grupa artystyczna, Kościół, związek zawodowy, klub intelektualistów, stowarzyszenie kombatantów, koło dyskusyjne, zrzeszenie studenckie ruch enviromentalistyczny itp. to wszystko są więcej czy mniej zinstytucjonalizowane organizacje, które z  wyżej wymienionych powodów mają polityczną naturę i  mogą znajdować się w  opozycji do reżimu niedemokratycznego, czyli nawiązując do definicji opozycji sensu stricto – aktywnie dążyć do obalenia rządu/reżimu i jego zastąpienia innym rządem/reżimem, i to działając wprost lub pośrednio”. M. Kubát, Teoria…, op. cit., s. 26-27.

[72]

refleksje


Czy istnieje typ idealny „opozycyjności”?

Podobnie jak określenie stopnia instytucjonalizacji, tak i wprowadzenie rozróżnienia na opozycję legalną (konstytucyjną) i nielegalną (niekonstytucyjną) nie ułatwia zadania wskazania uniwersalnej formy opozycyjnej. Rozróżnienie to zaproponowane zostało przez Stephanie Lawson, która stwierdziła, iż za konstytucyjną uważać można tylko taką opozycję, która działa zgodnie z prawnymi zasadami reżimu politycznego, określonymi w regulacjach rangi konstytucyjnej i to nawet wówczas, jeśli bezpośrednim celem tego działania jest obalenie reżimu11. Takie rozgraniczenie byłoby z  pozoru trafne, jednak tylko w przypadku demokracji, ale i to nie zawsze. Jak wskazuje T. Krawczyk nawet w  systemach demokratycznych nie jest standardem pełne prawne usankcjonowanie opozycji politycznej12, a zasady jej funkcjonowania wynikają często z ogólnych norm, regulujących porządek polityczny danego kraju. Pierwszą taką normą jest zasada pluralizmu politycznego, mieszcząca w sobie prawo – jak to określił Giovanni Sartori – dywersyfikacji władzy, „podstawą której jest mnogość grup będących zarazem niezależnymi i nieekskluzywnymi”13 podmiotami sceny politycznej. W prawie polskim zasada ta znalazła swój wyraz w art. 11 Konstytucji RP gwarantującym „wolność tworzenia i działania partii politycznych”, dopełnionym art. 12 gwarantującym „wolność tworzenia i  działania związków zawodowych, organizacji społeczno-zawodowych rolników, stowarzyszeń, ruchów obywatelskich, innych dobrowolnych zrzeszeń oraz fundacji”. Ta pozytywna enumeracja form zrzeszeń obywatelskich uzupełniona została i drugą metodą regulacji działań opozycyjnych – regulacją negatywną, która mimo, iż nie ogranicza istnienia samej opozycji (gdyż byłoby to sprzeczne z zasadą pluralizmu politycznego), to jednak zabrania konkretnych przejawów jej 11 S. Lawson, Conceptual Issues in the Comparative Study of Regime Change and Democratization, [w:] „Comparative Politics” 1993, vol. 25, no. 2, s. 183-205. 12 Wyjątek stanowi tutaj na przykład Portugalia, która art. 114 ust. 2 Konstytucji ustala, iż „Minorities have the right of democratic opposition on conditions laid down in the Constitution” (Portuguese Constitution, http://www.parlamento.pt/Legislacao/ Paginas/ConstituicaoRepublicaPortuguesa.aspx, 19.12.2010 r.) oraz Wielka Brytania, w której poddano konstytucjonalizacji jeden element – tzw. Lidera Opozycji, który przewodzi Oficjalnej Opozycji Jego/Jej Królewskiej Mości. Leader of the Opposition został uregulowany Ustawą o  Ministrach Korony z  1937. r. jako formalne stanowisko tradycyjnie przypadające szefowi najsilniejszej partii opozycyjnej, co jednak nie zwalnia z procedury mianowania go na ów urząd przez monarchę, w związku z czym Lider taki posiada oficjalną kadencję i korzysta z uposażenia w wysokości połowy gaży przyznawanej premierowi. 13 G. Sartori, Pluralism, Multiculturalism and Foreigners: An Essay on Multiethnic Society, Praha 2005 , s. 25, za: M. Kubát, Teoria…, op. cit., s. 29.

nr 2, jesień-zima 2010

[73]


Marzena Pomorska

działalności, bądź to z powodu antydemokratycznego charakteru, ze względu na rozpowszechnianie zabronionych prawnie treści, bądź ich artykulację poprzez nielegalne formy wyrazu. Tego typu rozwiązanie znaleźć można w art. 13 Konstytucji RP, który zakazuje działania partii ewidentnie nawiązujących w swych programach „do totalitarnych metod i praktyk działania nazizmu, faszyzmu i komunizmu”, nawołujących do nienawiści powodowanej różnicami rasowymi i narodowościowymi, czy uznających przemoc jako środek zdobycia władzy albo też wywarcia wpływu na politykę państwa14. Większy problem stanowi natomiast wskazanie zakresu legalności działania opozycji w  systemie niedemokratycznym. Zadanie to z pewnością utrudnia fakt, iż niewielu politologów koncentruje się na formalnych aspektach funkcjonowania ruchów oporu czy innych tego typy organizacji, skupiając raczej swe wysiłki na opisaniu faktycznych działań opozycjonistów. W  związku z  tym jedną z  niewielu definicji opozycji w systemie niedemokratycznym jest wypowiedź Jerzego Wiatra, który opozycją gotów był nazwać „wszelkie i tylko takie ugrupowania, które działają w zorganizowany sposób, legalnie lub półlegalnie, jawnie lub w  ukryciu”15, a  zatem zakresem swej definicji objął on de facto całą gamę możliwych zachowań i  form organizacyjnych. Kwestię tę starał się uszczegółowić Juan Linz, który co prawda twierdził, że w systemie niedemokratycznym legalna opozycja nie ma racji bytu, jednak nie każda forma opozycyjna jest przez władze jednakowo zwalczana. Dokonał on podziału na opozycję alegalną, która nie stoi poza prawem i nie są wobec niej stosowane sankcje, oraz opozycję nielegalną – aktywnie prześladowaną przez rządzących16. Twórcze podejście do tworzenia pól podziału wykazał również Miroslav Novák, który wyszedł z założenia, iż w systemie niedemokratycznym mamy do czynienia nie tyle z  nielegalną opozycją, co opozycją nielegalizowaną bądź nieuznaną. Uczony ten wyszedł z  założenia, iż skoro konstytucje czy akty podobnej rangi nie zakazują explicite istnienia opozycji (bowiem najczęściej nie ma w nich w ogóle o opozycji politycznej mowy17), to 14 Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 2 kwietnia 1997 r., Dz. U. 1997 Nr 78, poz. 483 z późn. zm. 15 J. J. Wiatr, Opozycja polityczna w Polsce. Problemy teoretyczne i metodologiczne, „Edukacja Polityczna” 1987, nr 10, s. 40. 16 M. Kubát, Teoria…, op. cit., s. 30. 17 Należy jednak pamiętać, iż konstytucje państw dawnego bloku wschodniego posiadały zapis o  przewodniej roli partii komunistycznej, co – na zasadzie analogii do przedstawionej już w  niniejszej pracy zasady pluralizmu politycznego (skoro zasadą jest pluralizm, to istnieje mnogość partii prezentujących odmienne stanowiska) – de-

[74]

refleksje


Czy istnieje typ idealny „opozycyjności”?

opozycja taka jest legalna, niemniej jednak ze względów politycznych stanowi ona obiekt ataków władzy. Określenie jej mianem nielegalizowanej����������������������������������������������������������� bądź nieuznanej������������������������������������������� nie tylko nie ogranicza możliwości wskazywania rzeczywiście funkcjonujących grup społecznych i nadawania im miana formacji opozycyjnych w ramach systemów niedemokratycznych, ale i  umożliwia na stosowanie tego typu podziału również w demokracjach18. A zatem określony typ reżimu politycznego nie determinuje faktu występowania, bądź braku zorganizowanej opozycji, a jedynie wskazuje na skalę jej jawności, bezpośredniości i legalności działania. Jak zatem wygląda opozycja w systemie demokratycznym, a jak w niedemokratycznym? Czy istnieją określone dla danego reżimu skale możliwych działań opozycyjnych? Demokracja, z racji przypisanej jej zasady pluralizmu politycznego, stwarza szereg możliwości dla rozwoju opozycji. Jednak ze względu na fakt, iż to właśnie partie polityczne stanowią główną formację organizacyjną dla określonych sił, opozycjoniści nie starają się za wszelką cenę zrzeszać w  klubach, organizacjach czy innych grupach lobbingowych by podkreślić swoją „antyrządowość” czy „apolityczność” i  mimo, że wielokrotnie sami nazywają się „ruchem”, „sojuszem”, „ligą”, „platformą”, „porozumieniem” , itd. to czynią to nie ze względu na rzeczywistą chęć odcięcia się od polityki w jej czystej formie i zachowania nieco bardziej „społecznego” charakteru, ale tylko i  wyłącznie przez wzgląd na negatywne skojarzenia, jakie u niektórych obywateli – zwłaszcza państw postkomunistycznych – może budzić samo słowo „partia”. Nie oznacza to oczywiście, że i  inne – poza partiami – ruchy nie mogą być aktywnymi członkami opozycji politycznej, jednak jak wskazuje praktyka, formacje takie, nawet jeśli powstają jako efekt konkretnych okoliczności, to po ich ustaniu dążą do formalizacji i instytucjonalizacji, a  z  czasem, mimo swej początkowej „antysystemowości”, starają się przejąć władzę, czego najlepszą ilustracją może być casus niemieckich „Zielonych”. Zatem to właśnie w ramach systemu partyjnego tworzy się struktura organizacji rządzących i tych dążących do przejęcia rządów, czyli opozycji. Schemat ten najwyraźniej zarysowany jest w  systemach terminuje uznanie przewodnictwa komunistycznego za dostateczną prawną podstawę uznania zinstytucjonalizowanej opozycji za nielegalną (skoro zasadą dla całego społeczeństwa jest przewodnia rola partii, to nie ma możliwości funkcjonowania innej – prezentującej odmienne niż partia dominująca stanowisko – partii, która również by temu społeczeństwu, bądź jego części, przewodziła). 18 M. Kubát, Teoria…, op. cit., s. 30-31.

nr 2, jesień-zima 2010

[75]


Marzena Pomorska

dwupartyjnych, w których dochodzi do sytuacji gdzie – posługując się słowami Maurice'a Duvergera – „opozycja staje się prawdziwą instytucją”19. Istotą tego systemu nie jest fakt istnienia dwóch silnych partii, ale to, że partie te posiadają świadomość, że w przypadku wygranych wyborów korzystają z pełni władzy i ponoszą pełnię odpowiedzialności, natomiast w przypadku przegranych – cały czas pracują tak, jak gdyby rzeczywiście podejmowały decyzje, by w każdej chwili być gotowym do przejęcia władzy. Partia opozycyjna jest opozycją przez „duże O”, a  w  niektórych systemach, jak choćby w  brytyjskim – stwarza prawdziwą alternatywę dla rządu w postaci gabinetu cieni ze stanowiskiem Lidera Opozycji włącznie20. Zdecydowanie odmiennie wygląda sytuacja opozycji w  systemie wielopartyjnym, w którym nikłe szanse na samodzielne objęcie władzy i  konieczność zawierania koalicji powodują, że linie podziałów między poszczególnymi ugrupowaniami są płynne i  nietrwałe. Również i opozycja stanowi swoistą koalicję ugrupowań, które w wyniku bądź to słabego rezultatu wyborczego, bądź niepowodzeń w  trakcie negocjacji powyborczych, nie zostały włączone do grupy partii zwycięskich. Współpraca między członkami takiej opozycji jest doraźna i nastawiona na określone rezultaty, a  nie na konsolidację przeciw grupie rządzącej. Jest to zresztą niemożliwe nie tylko ze względu na występujące często zdecydowane różnice ideologiczne poszczególnych partii, czy oczekiwania i  preferencje ich zgoła odmiennych grup elektoratu, ale i z powodu niepewności, co do układu sił w następnych wyborach, po których ponownie trzeba będzie utworzyć większość rządzącą, wobec czego czysta kalkulacja partiom tym podpowiada, iż niekorzystne byłoby tworzenie opozycji radykalnej, niezdolnej do współpracy z  władzą, czy kontestującej i  ośmieszającej wszystkie jej decyzje. A  zatem zdolność instytucjonalizacji takiej opozycji jest w  porównaniu z  systemem dwupartyjnym zdecydowanie obniżona.  Istnieje  oczywiście szereg typologii służących określeniu znaczenia i możliwości działania opozycji w systemie demokratycznym, w których to teoretycy stara19 M. Duverger, Political Parties. The organization and Activity In the Modern State, New York-London-Sydney 1965, s. 332, za: M. Kubát, Teoria…, op. cit., s.79-80. 20 Warto pamiętać, iż instytucja Lidera znana jest również i  w  innych niż Wielka Brytania państwach Commonwealthu, jednak nie posiada ona w nich aż takiego znaczenia, jak w przypadku Wielkiej Brytanii. Warto jednak pamiętać, iż jako pierwsza Lidera w 1905 r. zinstytucjonalizowała Kanada, w 1920 r. uczyniła to Australia (w której funkcja ta została rozszerzona na przewodniczących mniejszych partii w obu izbach parlamentu oraz w parlamentach stanów federacji australijskiej), a w 1964 r. na wprowadzenie lidera opozycji do swojego porządku prawnego zdecydowała się Malta.

[76]

refleksje


Czy istnieje typ idealny „opozycyjności”?

ją się wskazać na elementy decydujące o rzeczywistej sile opozycji21, jednak wobec dynamizmu życia politycznego tworzenie katalogu wyznaczników skuteczności działań opozycji zdaje się mijać z celem, bowiem jak słusznie zdaje się zauważać Jean Blondel „czynniki, które tłumaczą naturę opozycji politycznej są na tyle liczne, a ich względne konsekwencje pozostają na tyle niejasne, że jedyne, co możemy zrobić, to naszkicować niektóre tendencje ewolucyjne”22 w odniesieniu do konkretnych układów i określonych w czasie sytuacji. O ile jednak określenie miejsca opozycji w systemie demokratycznym zdaje się być w  miarę proste, o  tyle wskazanie go w  mniej „tolerancyjnych politycznie” reżimach może nastręczać pewną trudność. Gdyby bowiem spojrzeć na polskie realia sprzed 1989 r. to można by odnieść wrażenie, że PRL funkcjonowała na dwóch nieprzystających do siebie płaszczyznach: rzeczywistej i dialektycznej. Od „demokracji ludowej” poczynając na „przodownikach pracy” kończąc, wszystko co nazwane zostało przez władzę, miało podwójne znaczenie. Nie inaczej było też z opozycją, która zwróciła uwagę gen. Wojciecha Jaruzelskiego. W jednym z przemówień wysnuł on bowiem wywód następującej treści: „temu pojęciu [tzn. pojęciu opozycji – przyp. M. P.] nadano wyłącznie pejoratywne znaczenie. Uważam, że wręcz uwikłaliśmy się w jego jednostronną interpretację. W zasadzie każdy z nas jest przecież opozycjonistą, każdy chce coś zmienić, coś rozwiązać, coś krytykuje”23. Można by zatem przypuszczać, że generał uznaje opozycję jedynie w jej znaczeniu sensu largo, tzn. widzi w niej formę kwestionowania danych realiów społeczno-politycznych, bądź nawet traktuje to pojęcie czysto leksykalnie, upatrując w nim synonim słowa „sprzeciw”. Nic jednak bardziej mylnego. W. Jaruzelski, jak i większość dygnitarzy tamtego okresu, doskonale zdawał sobie sprawę z siły słowa i poprzez swoją wypowiedź chciał umniejszyć rolę swoich oponentów stwierdzając, iż nie są oni godni miana opozycji, bowiem „Zasługująca na tę nazwę opozycja nie podważa podstawowych interesów państwa, 21 Robert Dahl wskazuje, iż czynnikami takimi są: 1. spójność i koncentracja, 2. konkurencyjność, 3. płaszczyzny styku opozycji z grupą rządzącą, 4. identyfikacja i zdolność wyróżnienia, 5. cele, 6. strategia; dla Klausa von Beyme’a są to: 1. pole działania, 2. poziom instytucjonali����������������������������������������������������������������� zacji gwarantowany prawnie, 3. rzeczywista siła opozycji w parlamencie, 4. zdolność do wchodzenia w koalicje. 22 J. Blondel, Political Opposition in the Contemporary World, „Government and Opposition. An International Journal of Comparative Politics” 1997, vol. 32, issue 4, s. 478, http://onlinelibrary.wiley.com/doi/10.1111/j.1477-7053.1997.tb00441.x/full, 30.11.2010 r. 23 T. Krawczyk, Opozycja…, op. cit., s. 133.

nr 2, jesień-zima 2010

[77]


Marzena Pomorska

w którym działa (…)”. I wraca do swojej poprzedniej myśli stwierdzając, iż jeśli „w Polsce trzeba jeszcze wiele poprawić i zmienić”, to „w takim razie i ja zaliczam się do opozycji”24. Jednak ta „dwuwymiarowość” nie dotyczy jedynie elit władzy, bowiem na poziomie społeczeństwa również można wskazać całą gamę działań prezentowanych jako opozycyjne a będących formami wandalizmu czy wręcz zorganizowanej przestępczości. Przekonanie o  wątpliwej szlachetności pobudek wielu „opozycjonistów” skłoniło nawet brytyjskiego uczonego Erica Hobsbawma do stworzenia koncepcji prymitywnych rebelii (primitive rebels), tzn. bandytyzmu nie koniecznie ukierunkowanego na jedynie polityczne korzyści25. Polski historyk Łukasz Kamiński nie neguje co prawda słuszności założeń E. Hobsbawma, jednak dostosowując jego teorię do polskich realiów okresu komunistycznego stara się tłumaczyć, iż nawet działania przestępcze, choć pozbawione bezpośrednio wyartykułowanej deklaracji politycznej, poprzez swoje ukierunkowanie w określone grupy społeczne, posiadały pewien polityczny charakter. Jako przykład podaje ataki na osoby zaangażowane w proces kolektywizacji, pozorowanie pracy, wykorzystywanie zasobów publicznych w celach prywatnych czy nawet powszechne kradzieże w zakładach pracy, które w efekcie osłabiały gospodarkę komunistyczną a przez to i cały system26. Lecz zdecydowany sprzeciw wobec usprawiedliwiania działań przestępczych ideą niepodległościową wyraża Andrzej Paczkowski, który wielokrotnie odziera z opozycyjnego mitu np. strajki, wskazując na ich czysto ekonomiczny charakter27. Opozycja bowiem musi być świadoma politycznych konsekwencji swoich działań, jej poczynania winny być prowadzone celowo i w społecznym interesie, a nie tylko po to by ukraść grabie z PGR-u i używać ich we własnym ogródku. Te dwa radykalne stanowiska stara się pogodzić historyk Tomasz Strzembosz wykazujący różnicę między odmową wstąpienia do spółdzielni, ukrywaniem zboża czy niepłaceniem podatków, które wymagały od opozycjonisty odwagi cywilnej i  świadomości konsekwencji takiego zachowania, a  matactwami poIbidem. Problem prymitywnych rebelii został szczegółowo opisany w  książce E. J. Hobsbawma Primitive Rebels: Studies in Archaic Forms of Social Movement in the 19th and 20th Centuries, Manchester 1959. 26 Ł. Kamiński, Opór społeczny w Polsce w latach 1945-1956, [w:] Opór społeczny i konspiracja, red. T. Chinciński, Z. Korpus, Bydgoszcz-Toruń, 2007, s. 29. 27 A. Paczkowski, Strajki, bunty, manifestacje jako „polska droga” przez socjalizm, Poznań 2003, s. 12-13. 24 25

[78]

refleksje


Czy istnieje typ idealny „opozycyjności”?

datkowymi, nielegalną pracą czy „czarnym” rynkiem28. Granica jest zatem bardzo niewyraźna i ocenna, a to, jak bardzo ekonomia i polityka w owym czasie się na siebie nakładały, najlepiej chyba uzmysławia hasło polskich robotników: „Wolności i chleba!”. Z drugiej jednak strony, starając się wyznaczyć linię podziału między zachowaniami przestępczymi, a  faktycznym działaniem opozycjonistów, należy pamiętać iż świadomość istnienia niuansów posiadała również władza, stąd też faktyczni działacze polityczni, niejednokrotnie skazywani byli za wykroczenia z kodeksu karnego, w związku z czym manifestant nie był opozycjonistą, ale „awanturnikiem”, sabotażysta – „złodziejem” a strajkujący – „chuliganem”. Z zagadnieniem opozycji w  systemie niedemokratycznym wiąże się również i inna kwestia – problem jej umiejscowienia w strukturze politycznej i  określenia celu działania samych opozycjonistów. Nasuwa się bowiem pytanie, czy opozycja zawsze musi być zewnętrzna względem władzy? Czy znane również w  polskiej historiografii okresu komunistycznego pojęcie, jak „opozycja wewnątrzpartyjna” jest zasadne? Wielu autorów, jak choćby klasyk francuskiej politologii M. Duverger twierdzi, że tak. Autor ten wyraźnie stwierdza, iż „w systemach jednopartyjnych znajdujemy opozycję polityczna wewnątrz partii”29. Jako poparcie swojego sądu autor ten przytacza przykład frakcji w  ramach sowieckiej partii socjalistycznej lat 30. XX w., obozy włoskiej partii faszystowskiej, czy skrzydła NSDAP przed 1934 r. Mimo, iż odłamy te nie dążyły do obalenia reżimu jako całości, to jednak ich celem było jego trwałe przekształcenie bądź dokonanie istotnych zmian personalnych30. Mimo wielu wad tego typu rozumowania, wśród których najistotniejszą jest ryzyko zatarcia granicy między tą rzeczywistą, a quasi opozycją (bowiem trudno jednakowo traktować uzbrojonych partyzantów i skłóconych ze sobą członków biura politycznego i to bez 28 T. Strzembosz, Polacy w  PRL: sprzeciw, opozycja, opór. Zachowania opozycyjne w  systemie totalitarnym, http://www.czujduch.zhr.pl/cd3/opozycja_ts.html, 30.11.2010 r. 29 M. Duverger, Political..., op. cit., s. 38. 30 Jak trafnie zauważa Novák, wielokrotnie wewnętrzne podziały, zgody, publiczne „wyznawanie win” czy przejawy samokrytyki są w  systemach niedemokratycznych jednym z elementów manipulacji opinią publiczną, która ma uwierzyć w pluralizm poglądów, rzeczową dyskusję czy gotowość do przyjęcia na siebie odpowiedzialności za podejmowane decyzje przez w rzeczywistości nie wzruszony i niereformowalny aparat władzy. Zdaniem czeskiego autora „jej celem jest raczej zwalczać opozycję, a nie ją przejawiać”, a co więcej – może stać się narzędziem do przeprowadzania czystek politycznych oraz sposobem na utrzymanie ideologicznego posłuszeństwa wewnątrz partii. M. Kubát, Teoria…, op. cit., s. 38.

nr 2, jesień-zima 2010

[79]


Marzena Pomorska

względu na motywy, jaki przyświecają ich działaniu������������������ ) to jednak podejściu takiemu trzeba również oddać, iż - jak z praktyki wiadomo – nie zawsze działanie opozycyjne musi być bezpośrednio nakierowane na obalenie reżimu, a  jednak może się wydatnie przyczynić do transformacji ustrojowej, czego najlepszym dowodem są przemiany, jakie dokonały się w  ZSRR po objęciu kierownictwa partii przez Michaiła Gorbaczowa. Ze stanowiskiem tym absolutnie nie zgadza się Roman Bäcker, który wychodzi z  założenia, iż wszelkie konflikty w  ramach aparatu partyjnego dotyczące formy reżimu są immanentnym elementem systemu totalitarnego i  wynikają z  jego „wewnętrznej logiki działania”31, w  związku z  czym spory „reformatorów” z  „betonem” nie zagrażają reżimowi jako takiemu, nie godzą w jego fundamenty, a jedynie co najwyżej mogą wprowadzać kosmetyczne zmiany, co do zasad jego funkcjonowania. Jeśli bowiem jedynym celem działania takiej wewnętrznej „opozycji” jest chęć przejęcia władzy, to bez względu na przyświecające temu działaniu idee (nawet jeśli to przejęcie miałoby nastąpić w imię usprawnienia systemu), ruchy takie nie będą ruchami faktycznej opozycji. Tylko rozwiązanie stanowiące przejęcie „władzy państwowej z rąk partii rządzącej i przekazanie jej innej sile politycznej”32, co w warunkach systemu niedemokratycznego równoznaczne jest z dążeniem do zmiany systemu politycznego, może zyskać miano działań opozycyjnych. Jak więc widać rotacje osobowe, czy powierzchowne modyfikacje odbywające się w  ramach aparatu władzy, nie mają rzeczywistego wpływu na istnienie systemu, bowiem nie podważają jego legitymacji i nie przeciwstawiają mu alternatywy w postaci innego rozwiązania ustrojowego, np. demokracji. To ścisłe podejście R. Bäckera umożliwia na dokładne zlokalizowanie w systemie niedemokratycznym rzeczywistej opozycji, co pozwala uniknąć błędu traktowania „wewnętrznych demokracji”, czy innych fasadowych tworów jako rzeczywistych stronnictw ukierunkowanych na zmianę reżimu. Z drugiej jednak strony powyższy rygoryzm, który nie uwzględnia specyficznych warunków, okoliczności czy metod działania, może skutkować przeoczeniem rzeczywiście aktywnych podmiotów procesu przemian i nieuznaniem ich wkładu w transformację ustrojową jedynie ze względu na fakt ich systemowej lokalizacji. 31 R. Bäcker, Opozycja i  totalitaryzm. Problemy klasyfikacyjne, [w:] Opozycja w  systemach demokratycznych i  niedemokratycznych, K. Łabędź, M. Mikołajczyk, Kraków 2001, s. 58. 32 J. J. Wiatr, Opozycja…, op. cit., s. 40.

[80]

refleksje


Czy istnieje typ idealny „opozycyjności”?

Czym zatem jest opozycja? Jak nazwać i jak opisać zjawisko, które jest nieodłącznym elementem polityki? Częścią tak bezwzględnie jej przynależną, że nie sposób sobie wyobrazić reżimu bez oponenta, dyktatury bez wroga, partii bez przeciwnika, decyzji bez reakcji i wreszcie władzy bez opozycji. Przeciwieństwa te, niczym starochińskie jin i jang, nie tylko wzajemnie się uzupełniają, ale niekiedy wręcz determinują swoje istnienie. Bez względu na reżim, czy konstrukcję systemu partyjnego, opozycja w mniej lub bardziej zinstytucjonalizowanej formie, legalnie bądź na granicy prawa, dąży do wywarcia jak największego wpływu na kierowanie państwem. Nie istnieje też jeden powszechnie uznany przez uczonych kanon elementów, składających się na typ idealny „opozycyjności”, bowiem skala instytucjonalizacji, forma i zakres uznania reguł gry politycznej, stanowi jedynie wyraz obranego przez samych opozycjonistów sposobu działania, skalkulowanego względem możliwości zastanych w danym miejscu i czasie. Gdyby zatem ponowić pytanie „czym jest opozycja?”, to zapewne jedyna trafna odpowiedź zawarłaby się w dwóch słowach – jest fenomenem polityki.

Summary Political opposition is a fundamental category of contemporary political analysis. On the one hand, it may be disorganized and it may express social opposition. On the other hand, it may be organized in the form of a political party. It may be legal or it may stand outside the law. It may be motivated by noble ideals or lust for power. It does not matter. However, the most important thing is that some kind of opposition always exist in all political systems and in all countries. Opposition is a political phenomenon. Nota o autorce Marzena Pomorska [marzena-pomorska@o2.pl] – doktorantka I roku w zakresie nauki o polityce, absolwentka politologii o specjalności marketing polityczny oraz podyplomowego studium programów europejskich. Główne obszary zainteresowań to filozofia polityczna, etyka w życiu publicznym oraz prawa człowieka.

nr 2, jesień-zima 2010

[81]


W opozycji Joanna Kałużna Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu

W opozycji do mitu i o micie opozycji. Analiza polaryzacji stanowisk i ocen dotyczących Poznańskiego Czerwca ’56, czyli rzecz o strajku na tle ekonomiczno-socjalnym i zamieszkach zbrojnych o charakterze politycznym oraz o antykomunistycznym powstaniu i ofiarach totalitarnego systemu

P

Czerwiec 1956 r. to najważniejsze dla poznaniaków współczesne wydarzenie historyczne, konstytuujące ich tożsamość lokalną. W efekcie prac historyków stało się przedmiotem niemal 60 publikacji – twórcy uczynili je tematem sztuki teatralnej, filmów, utworów muzycznych, poezji i prozy. Poznański Czerwiec 1956 r. stał się także elementem polityki historycznej, wobec czego warto postawić zasadnicze pytanie, odnoszone do tej kategorii: czy wskazanym jest przedstawienie własnej historii wyłącznie jako pasma zwycięstw i  słusznych decyzji podjętych w sytuacji zmagań z jednowymiarowym złem, czy też przedstawienie wydarze�������������������������������� ń������������������������������� , w których udział brał niejednorodny naród, popełniający określone błędy, ale działający w  imię określonych, z założenia, właściwych idei, wartości1. Tym samym, czy poprzez wytworzenie dystansu emocjonalnego dokonać krytycznej oceny i pozostać w opozycji do mitu (Poznańskiego Czerwca 1956 r.), czy głosić mit opozycji (Powstańców Poznańskiego Czerwca, ofiar totalitaryzmu)? Pytanie to odnosi się nie tylko do działań w zakresie polityki historycznej, jako takiej przynależnej organom władzy, ale także mediów2, oznański

1 M. Jankowski, Polityka historyczna: między edukacją historyczną a propagandą, [w:] Pamięć i  polityka historyczna. Doświadczenia polski i  jej sąsiadów, red. S. M. Nowinowski, J. Pomorski, R. Stobiecki, Łódź 2008. 2 Beata Ociepka wskazuje na istnienia „pamięci mediów”, rozumianych jako ramy interpretacyjne, które tworzą schematy interpretacji wydarzeń z  historii w  środkach przekazu. B. Ociepka, Pamięć mediów, „Przegląd Zachodni” 2007, nr 1, s. 49.

nr 2, jesień-zima 2010

[83]


Joanna Kałużna

czy procesów komunikowania3. Poszczególne z wyżej wspomnianych w określonym zakresie wpływają na pamięć zbiorową, rozumianą jako „zbiór wyobrażeń członków zbiorowości o jej przeszłości, o zaludniających ją postaciach i minionych wydarzeniach, jakie w niej zaszły, a także sposób ich upamiętniania i przekazywania o nich wiedzy uważanej za obowiązkowe wyposażenie członka tej zbiorowości”4. Wypadki poznańskie a Powstanie Poznańskiego Czerwca 1956 r. Wydarzenia mające miejsce w dniach 28-29 czerwca 1956 r. w Poznaniu, opisane w tak licznych publikacjach, do tej pory nie zostały określone konkretnym, powszechnie akceptowalnym terminem. Świadczy to o ich nieustalonym dotychczas charakterze, także w odniesieniu do zagadnienia pamięci zbiorowej i ich obrazu w tej pamięci. W okresie do roku 1989 w powszechnym użyciu był termin „wypadki poznańskie”, umniejszający wagę wydarzeń, wskazujący na ich akcydentalność. Wypadek, to chwilowa utrata kontroli – np. systemu nad społeczeństwem. Począwszy od roku 1981, coraz częściej��������� w ������ publikacjach naukowych zaczął pojawiać się termin „wydarzenia”. Taki też tytuł nosiła pierwsza konferencja dot. Poznańskiego Czerwca, zorganizowana w Poznaniu w 1981 r. Niemniej, w publikacji pokonferencyjnej5 występują także określenia „wypadki”, czy „zajścia”, choć w tym samym okresie pojawia się już określenie „Poznański Czerwiec 1956 roku”6. Natomiast, po roku 1989 coraz częściej, choć nie nazbyt powszechnie w tytulaturze, występuje kontrowersyjne „powstanie”. Niemniej istotne są określenia stosowane wobec wydarzeń z  dni 28-29 czerwca 1956 r.�������������������������������������������� w  źródłach internetowych������������������� , dostępnych szerokiemu gronu odbiorców. Tutaj zaproponuję analizę stron WWW pozycjonowanych przez przeglądarkę Google (stan z dnia 18.07.2010 r.). Wikipedia, pozycjonowana na pierwszym miejscu, przedstawia Poznański Czerwiec 1956 r. jako „strajk generalny i demonstracje uliczne, krwawo stłumione przez wojsko i  milicję”, „protest Wielkopolan przeciw totalitarnej władzy, stłumiony (…) pod dowództwem wywo3 Biorąc udział w procesach komunikowania (…) jednostka włącza się w obieg przekazów, zawierających doświadczenia i przekonania, powstałe w innych czasach i innych obszarach, dodaje do nich własne interpretacje i  opis nowych wydarzeń. B. Ociepka, Pamięć… op. cit., s. 45. 4 B. Szacka, Czas przeszły – pamięć – mit, Warszawa 2006-2007, s. 19. 5 Wydarzenia czerwcowe w Poznaniu 1956. Materiały z konferencji zorganizowanej przez Instytut Historii UAM w dniu 4 V 1981 roku, red. Edmund Makowski, Poznań 1981. 6 Poznański Czerwiec 1956, red. J. Maciejewski, Z. Trojanowicz, Poznań 1981.

[84]

refleksje


W opozycji do mitu i o micie opozycji...

dzącego się z Armii Czerwonej generała”, „konflikt społeczny, który przybrał formę strajku, a później zamieszek ulicznych”, „wystąpienia robotnicze”, „demonstracja robotnicza przekształcona w manifestację społeczną”, „wydarzenia poznańskie”, „rewolucja mas pracujących”7. Pojęcia obecne w tym obszernym artykule są dobierane w sposób całkowicie przypadkowy, jako synonimy, pozwalające na uniknięcie powtórzeń. Bardziej jednoznaczną okazuje się kolejna ze stron WWW, Internetowa Encyklopedia WIEM. W haśle „Poznański czerwiec 1956” użyto określeń „strajk generalny”, „demonstracje uliczne” oraz „wydarzenia czerwcowe”8. Z  kolei strona stworzona przez Urząd Miasta Poznania9 w  nagłówku używa określenia „Powstanie Poznańskiego Czerwca”, co wynika z  kontynuacji strategii marketingowej „Poznań ’56 – 50 rocznica Powstania Poznańskiego Czerwca”, choć na stronie obecne są także określenia „Poznański Czerwiec ‘56”, „Czerwiec ‘56”, czy „Czarny Czwartek”. Podsumowując, należy zwrócić uwagę na wysoką kontrastowość licznych terminów używanych w celu określenia wydarzeń mających miejsce w Poznaniu w dniach 28-29 VI 1956 r., a także na brak spójnej polityki historycznej władz miasta w kwestii Czerwca ’56 („powstanie” jako określenie Czerwca ’56 zostało użyte tylko w kampanii marketingowej, następnie władze miasta przestały używać tego terminu). Bandyci i awanturnicy VS świadoma część klasy robotniczej Dychotomia ocen dot. istoty i  przebiegu Poznańskiego Czerwca uwidacznia się jednak nie tylko w sferze nazewnictwa, ale także – a może przede wszystkim w jego relacjonowaniu, doborze faktów, świadków, czy wreszcie – ocenie. Wszystkie te aspekty i ich przekaz, wzmacniane są stosowną retoryką. Pierwsze radiowe i  prasowe relacje dotyczące Poznańskiego Czerwca to treść reakcji władz państwowych. Przemówienie premiera Józefa Cyrankiewicza z dnia 29 czerwca 1956 r.10 zawiera w sobie niebywałe wręcz nagromadzenie określeń wobec tego, co wydarzyło się w Poznaniu. Padają słowa: „zbrodnicza prowokacja”, „krwawe zaj7  http://pl.wikipedia.org/wiki/Pozna%C5%84ski_Czerwiec_%2756#cite_note-0, 30.11.2010 r. 8  http://portalwiedzy.onet.pl/67073,,,,poznanski_czerwiec_1956,haslo.html, 30.11.2010 r. 9  www.city.poznan.pl/czerwiec56/, 30.11.2010 r. 10  http://www.poznan.pl/multimedia/czerwiec56/cyrankiewicz_calosc.mp3, 30.11.2010 r.

nr 2, jesień-zima 2010

[85]


Joanna Kałużna

ścia”, „zamieszki”, „demonstracja”, „ponure popisy agentów i prowokatorów, występujących z bronią w ręku i atakujących gmachy publiczne”, „zbrojne porwanie się na władzę ludową, atakowanie gmachów państwowych, napaść na pracowników milicji i bezpieczeństwa”. Premier dość jednoznacznie wskazuje kręgi osób odpowiedzialnych za „zajścia”. Są to: „prowokatorzy”, „przyjezdni organizatorzy”, „wróg”, „agenci imperialistyczni”, „wichrzyciele”, „obałamucone jednostki”, „ciemne siły prowokacji”, „awanturnicy”, „napastnicy”, „wrogie Polsce ośrodki imperialistyczne i  reakcyjne podziemie”. Przemawiający w  imieniu władz państwowych dodaje także, iż „robotnicy wysuwali słuszne, możliwe lub nie, do spełnienia postulaty”, a wymienieni wyżej jako organizatorzy, którzy dokonywali powyższych czynności i w wyżej wymienionych (w przeciwieństwie do robotników) uczestniczyli, „w niektórych punktach miasta i na niektórych dachach ustawili karabiny maszynowe, które godziły zarówno w strażników porządku, jak i w spokojną ludność i pochłonęły ofiary”. „To już miało tyle wspólnego z robotnikami, ile wspólnego ma z nimi imperialistyczny agent, który całą naszą Polskę chciałby wtrącić w upadek (…)” – dodał premier. Podsumowując, „demonstracja” została zorganizowana przez osoby „z  zewnątrz”, nie będące robotnikami, których to robotników, J. Cyrankiewicz nie obwinia, a wręcz podkreśla zasadność ich postulatów i zapewnia, że nadzieją władz jest dalsza demokratyzacja i poprawa warunków bytowych. Następstwem takiej optyki było uwypuklanie, w obszernie relacjonowanych na łamach prasy tzw. procesach poznańskich11, kryminalnych wątków z życiorysów oskarżonych i tym samym, podjęcie próby skojarzenia akcji organizacyjnej oraz samego uczestnictwa w  wypadkach poznańskich z  osobami o  „wątpliwej reputacji moralnej”. Jednocześnie przeciwstawiano ich „świadomej części klasy robotniczej, w oparciu o którą władze opanowały sytuację i przywróciły spokój w mieście”12. I nawet, gdy spotykało się to ze sprzeciwem, tak jak np. w liście skierowanym do redakcji Głosu Wielkopolskiego – „My robociarze miasta Poznania skreślamy do Ciebie, Kochana Redakcjo „Głosu Wielkopolskiego” ponieważ nie może nam sumienie znieść tych to bolączek, jakie się pisze w „Głosie”, mianowicie nazwanie robotników, którzy po kilkanaście lat pracowali, chuliganami, bandytami, co w ogóle jest niesłuszne… – odpowiedź była następująca – (…) nie odczytał wyraźnej przegrody, którą stawiamy między robotnikami, 11 12

„Proces trzech”, „proces dziewięciu”, „proces dziesięciu”. „Trybuna Ludu”, 1956 r., nr 180 (2692), s. 1-2.

[86]

refleksje


W opozycji do mitu i o micie opozycji...

którzy uczestniczyli w pochodzie i zgromadzaniu przed Nowym Ratuszem, a grupami awanturników prowokujących gwałty, a następnie zbrojny napad na gmach Komitetu do Spraw Bezpieczeństwa”13. Bal Czerwca w Karnawale Solidarności Rok 1981, 25-ta rocznica wypadków poznańskich, to czas, gdy pamięć o tych wydarzeniach, po „zapuszczeniu żałobnej kurtyny milczenia”14, została przywrócona. Na temat Poznańskiego Czerwca ukazywały się opracowania naukowe, organizowano konferencje i seminaria, wreszcie dokonano rewolucji w sferze przestrzeni publicznej i tym samym pamięci upowszechnionej. Termin ten, wprowadzony przez Barbarę Szacką, oznacza „teksty i  wypowiedzi zarówno o  charakterze edukacyjnym (podręczniki, programy oświatowe i  kulturalne w  mass mediach, książki popularnonaukowe, publicystyka historyczna, przekazy literackie, filmy dokumentalne i  fabularne etc.), jak i  perswazyjnym (różne formy dyskursu publicznego czy ideologicznego, wypowiedzi jednoznacznie propagandowe, obchody rocznic, w  tym uroczystości i święta państwowe, kanon ulic i pomników)15. W wydawanych wówczas publikacjach pojawiły się informacje (choć z  pewnym zastrzeżeniem) o  nie mających ekonomicznego, czy socjalnego charakteru hasłach, wznoszonych podczas Poznańskiego Czerwca. „Wśród nierobotniczych grup demonstrantów wznoszono m.in. hasła polityczne w rodzaju: «Precz z bolszewizmem», «Żądamy wolnych wyborów pod kontrolą ONZ������������������������������� » oraz wrogie okrzyki pod adresem aparatu bezpieczeństwa”16. W publikacjach znaleźć można także informacje o hasłach wypisywanych na budynku Komitetu Wojewódzkiego, tj. „Na budynku KW PZPR wypisano białą kredą hasła: «My chcemy chleba», «My chcemy Boga», «Żądamy wolnej Polski»”17. Wciąż jednak nie pomijano informacji o dewastacjach i pobiciach dokonywanych przez protestujących (co będzie charakteryzowało tzw. 13 Skan szpalty „Głosu Wielkopolskiego”, zamieszczony w książce Czarny Czwartek wiersze o Poznańskim Czerwcu ’56, Poznań 2006 r., s. 172 14 Do tego czasu obowiązywał zapis cenzorski, jako następstwo zalecenia wystosowanego przez pierwszego sekretarze KC PZPZR Władysława Gomułkę podczas jego pobytu w Zakładach H. Cegielskiego w Poznaniu w dniu 5.06.1957 r. Zalecenie głosiło „by zapuścić nad tymi wydarzeniami żałobną kurtynę milczenia”. Wydarzenia czerwcowe w Poznaniu 1956, Materiały z konferencji..., op. cit. 15 A. Paczkowski, Od sfałszowanego zwycięstwa do prawdziwej klęski, Kraków 1999, s. 208 16 Wydarzenia czerwcowe w Poznaniu 1956… op. cit., s. 31 17 Ibidem, s. 32.

nr 2, jesień-zima 2010

[87]


Joanna Kałużna

„nową pamięć”, o której piszę w dalszej części artykułu). „Gdy pracownicy KW PZPR likwidowali umieszczone uprzednio na V piętrze hasła, wtargnęli tam demonstranci (….) dokonano dewastacji (…). Znajdujący się w  tłumie funkcjonariusz aparatu bezpieczeństwa (…) został rozpoznany i pobity”, „Zastępca komendanta KW MO, który z grupą oficerów próbował przemówić do demonstrantów, został uderzony”, „Dokonano poważnych dewastacji w (…) siedzibie sądu i prokuratury. Spalono znaczną część akt sądowych. Interwencja straży pożarnej została udaremniona przez demonstrantów”18, „W godzinach wieczornych nasiliły się wypadki rozbijania i grabieży sklepów, instytucji i  mieszkań prywatnych. Przedmiotem napaści były głównie mieszkania pracowników Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego. Ogółem zagrabiono mienie z  24  mieszkań. Jednego zastanego w  mieszkaniu funkcjonariusza ciężko pobito. Zdemolowano i przywłaszczono mienie także z  bursy pracowniczej Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego”19. Opracowania naukowe z  tamtego okresu, podkreślają także kolejne fakty, obecnie w publikacjach popularno-naukowych, pomijane. Mowa tu m.in. o: „Tłum demonstrantów przy braku większego oporu wszedł do gmachu KW MO, wzywając by funkcjonariusze opuścili budynek. Gdy większość milicjantów zastosowała się do tego żądania, rozległy się wśród manifestantów okrzyki «Milicja z nami», a jednego z oficerów MO zaczęto podrzucać na rękach i wiwatować na jego cześć”, a także „w rejonie Placu Wolności kilkusetosobowa grupa (...) wznosiła okrzyki (…) «Chcemy Gomułki»”20, „do milicjantów wznoszono okrzyki (…) «my za was walczymy, żebyście mieli lepiej, wy także zarabiacie tylko 700 zł»”, czy „Zdarzały się wypadki przeciwstawiania się ze strony samych demonstrantów najbardziej agresywnie nastawionym grupom młodzieży (np. świadome umożliwienie ucieczki naczelnikowi więzienia, udaremnienie samosądu nad oficerem WP, skuteczny protest przeciw pobiciu milicjantów w trakcie rozbrajania jednego z  posterunków)”21, i  wreszcie „W mieście rozległy się pogłoski, że w trakcie walki pod Urzędem giną masowo kobiety i dzieci, co doprowadziło do zwiększenia liczby zgromadzonych przed gmachem osób”22. Powyżej przytaczane cytaty oddają swoją treścią także charakter publikacji Jana Ptasińskiego, Wydarzenia poznańskie, czerIbidem, s. 33-35. Ibidem, s. 41. 20 Ibidem, s. 33-34. 21 Ibidem, s. 36. 22 Ibidem, s. 38 18 19

[88]

refleksje


W opozycji do mitu i o micie opozycji...

wiec 1956, wydanej w roku 1986, czy Antoniego Czubińskiego, Poznań Czerwiec 1956 – 1981 z roku 1981, stąd pozwoliłam sobie na generalizację, poprzez umieszczenie tylko tych, pochodzących z materiałów z konferencji zorganizowanej przez Instytut Historii UAM. W kwestii przestrzeni publicznej zaszły, jak pisałam powyżej, rewolucyjne zmiany. Wzniesiono monumentalny Pomnik Poznańskiego Czerwca 195623, zlokalizowany w centrum miasta, na jednym z głównych placów – Placu Mickiewicza. Ponadto, decyzją miejskiej Rady Narodowej przemianowano ul. Dzierżyńskiego na odcinku od Rynku Wildeckiego do granic miasta na ulicę 28 Czerwca 1956 oraz odsłonięto sześć tablic pamiątkowych: przed bramą główną Zakładów im. H. Cegieleskiego, przed wydziałem W-3 tych zakładów, przed Zakładami Naprawczymi Taboru Kolejowego, przed Wojewódzkim Przedsiębiorstwem Komunikacyjnym, u zbiegu ulic Dąbrowskiego i Mylnej (ob. ul. Strzałkowskiego), na budynku szpitala im. F. Raszei przy ul. Mickiewicza24. Powstańcy, ofiary totalitaryzmu i kombatanci Transformacja systemowa przyczyniła się do dalszego wzrostu znaczenia Poznańskiego Czerwca 1956 r. jako elementu polskiej pamięci zbiorowej, oraz – co najważniejsze – w kwestii postawionego na początku artykułu pytania – do jego dalszych przeobrażeń. W latach 90. pojawiło się 12 publikacji na temat Poznańskiego Czerwca, a  w XXI wieku ponad 40 kolejnych (oraz kilkaset publikacji prasowych). Uwidocznił się także dwugłos w  kwestii oceny i  sposobu relacjonowania 23 W centralnej uroczystości odsłonięcia pomnika wzięło udział 100 tys. osób, przemówienia wygłosili przedstawiciele „Solidarności” (m.in. L. Wałęsa), uczestnicy Poznańskiego Czerwca. A. Czubiński, Poznań, Czerwiec 1956 – 1981, Poznań 1981. 24 W chwili obecnej (lipiec 2010r.) w Poznaniu znajdują się także: pomnik upamiętniający Wypadki Poznańskiego Czerwca 1956 r. przy ul. Kochanowskiego, oraz kolejne tablice pamiątkowe w: Technikum Łączności przy ul. Przełajowej 4, Zespole Szkół Zawodowych nr 6 im. Joachima Lelewela przy ul. Działyńskich 4/5, Zespole Szkół Geodezyjno-Drogowych im. Rudolfa Modrzejewskiego przy ul. Szamotulskiej 33, Szkole Podstawowej nr 40 im. Mieszka I przy ul. Garbary 82, Zespole Szkół Muzycznych przy ul. Głogowskiej 90 oraz Zespole Szkół Budownictwa nr 1 przy ul. Rybaki 17 oraz przy zbiegu ulic Solnej i  Hejmowskiego. Ponadto Romek Strzałkowski został patronem biblioteki Szkoły Podstawowej nr 40, a z inicjatywy poznańskich adwokatów oraz IPN, Rada Miasta Poznania w dniu 16 maja 2006 r. podjęła uchwałę o nadaniu imienia Stanisława Hejmowskiego – najbardziej zasłużonego obrońcy w procesach poznańskich jednej z ulic w centrum Poznania, http://www.poznan.pl/mim/public/czerwiec56/pages.html?id=3043&ch=6076&p=6083&instance=1017&lang=pl&lhs=czerwiec56&rhs=publications, 30.07.2010 r.

nr 2, jesień-zima 2010

[89]


Joanna Kałużna

wydarzeń z 28 i 29 czerwca 1956 r., a o wynikającym z tego faktu niezadowoleniu określonych osób, świadczyć mogą „burzliwe dyskusje pełne agresywnych ataków i pozamerytorycznych zarzutów i inwektyw”, jak określa je ich adresat – Łukasz Jastrząb, autor „odbrązawiającego” Czerwiec ’56 opracowania Rozstrzelano moje serce w Poznaniu. Poznański Czerwiec 1956 r. – straty osobowe i ich analiza. Wskazuje on tym samym na agresywne reakcje wobec opublikowanych na łamach Głosu Wielkopolskiego 12 artykułów25, stanowiących skróty myślowe wątków i tez zawartych w jego doktoracie (w oparciu, o który powstała książka). Retoryka owych polemik jest następująca: „praca oparta jest na źródłach z sufitu i relacjach starych ubeków”, „niedopuszczalne jest by ktoś taki jak on pisał rozprawy na temat historii”, „historyk minionej ery”, „niestety doktor”26. Warto także dodać, iż Urząd Miasta Poznania nie zgodził się na dofinansowanie wydania książki Ł. Jastrzębia, który to z  rozżaleniem wskazuje, iż takie pieniądze znalazły się z  kolei na koncert hip-hopowy, mający upamiętnić Poznański Czerwiec 1956 r.27 W kolejnej części artykułu uważam więc za zasadne, dokonać krótkiej charakterystyki „nowej” pamięci o Poznańskim Czerwcu oraz tej stojącej wobec niej w opozycji. Mowa o narracji lansowanej przez Ł. Jastrzębia i popierających go historyków, a także działań władz miasta w zakresie polityki historycznej. Czerwiec dla mas „Nowa” pamięć o wydarzeniach Poznańskiego Czerwca 1956 r. zrodziła się przede wszystkim w nurcie publikacji popularnonaukowych, albumach rocznicowych, czy w materiałach prasowych, a także informacyjnych, wydanych m.in. przez Urząd Miasta Poznania, czy Wojewódzką Bibliotekę Publiczną i Centrum Animacji Kultury. Jej charakterystykę najpełniej oddadzą fragmenty poniższych publikacji oraz ich retoryka. Rok 1956 – 28 czerwca. Wspomnienia i refleksje 50 lat później – to książka wydana w 2006 roku przez wspomnianą już wyżej Wojewódzką Bibliotekę Publiczną i Centrum Animacji Kultury w Poznaniu, jako efekt konkursu tejże instytucji, adresowanego do uczestników i świadków Poznańskiego Czerwca. Zastrzeżenie, które poczynił wydawca we wstępie jest następujące: nie ingerował on w treść wspomnień, nawet Wydania Głosu Wielkopolskiego z okresu 14/15.01.2006 – 1/2.04.2006. Źródła zajmują prawie 60% objętości pracy. Ł. Jastrząb, Rozstrzelano moje serce w Poznaniu” Poznański Czerwiec 1956r. – straty osobowe i ich analiza, Poznań 2006, s. 20. 27 Ibidem, s. 22. 25

26

[90]

refleksje


W opozycji do mitu i o micie opozycji...

jeśli opracowania historyczne sugerowałyby odmienny ogląd zdarzeń. I tak, we wspomnieniach Jerzego  Grabusa czytelnik odnajdzie następujące sformułowania „komuna”, „ubowcy”, „komuchy” „rozszalał się terror czerwonej władzy”, „gleba użyźniona krwią powstańców poznańskich 1956 roku”28. Kolejny laureat tego konkursu, Stanisław Zuber, niewiele pisze o wydarzeniach z czerwca 1956 roku. Wspomina jednak, że „We własnym mieszkaniu, na własnej małej maszynie do pisania, wypełniłem wszystkie niezbędne dokumenty, które zapewnią przyznanie uprawnień kombatanckich p. Helenie [Porębnej-Przybyłek – przyp. J. K.]”, i dalej „wówczas też p. Helena zwróciła się do „Solidarności” o udzielenie pomocy. Obiecano jej, że otrzyma samochód inwalidzki marki Trabant. Skończyło się na obiecankach”. Następnie stwierdza, iż „ZUS III RP, do 1992 r. utrzymywał metody stosowane w PRL [sprawa dot. przyznanej H. Porębnej-Przybyłek renty – przyp. J. K.] w stosunku do Polaków, którzy walczyli o wolną i niepodległą Ojczyznę”, kończąc „Zarząd Regionu «Solidarność» w swoich wydawnictwach, nigdy nie wspomniał, że to ja załatwiłem i wręczyłem uprawnienia kombatanckie p. Helenie”, zapytuje także „może «Solidarność» załatwi jej miejsce w szpitalu onkologicznym w Poznaniu?”29. Kolejny wyróżniony, R. Scheffler w publikacji dot. wspomnień wydarzeń Czerwca 1956 r. zachęca przede wszystkim do rozliczeń, kończąc swoje wspomnienia w sposób następujący: „A dzisiaj wielu zbyt łatwo, bez kary, wtargnęło do krainy prawdy i wolności. To oni dzisiaj nieuprawnieni odmieniają przez wszystkie przypadki słowo demokracja. Stosują je jako tarczę osłaniającą niecne czyny dawne i teraźniejsze. Proszę – oto NAZWISKA!”30. Druga, wydana w tym samym roku przez WBPiCAK w Poznaniu pozycja, nosi natomiast tytuł Czarny Czwartek wiersze o Poznańskim Czerwcu ‘56. Można w niej znaleźć następujące sformułowanie: „Najpierw robotnicy pokojowo zdobyli zamek, w którym mieściła się Wojewódzka Rada Narodowa, następnie Komitet Wojewódzki PZPR, Komendę Wojewódzką MO… Niczego nie zniszczyli”31. Jest to zdanie, którego prawdziwość podważają wszystkie opracowania historyczne dot. Czerwca 1956 r., tak jak i następne z cytowanej publikacji „Sztandar – zgodnie z ustaloną tradycją – podniósł 28 J. Grabus, Wspomnienia [w:] Rok 1956 – 28 czerwca. Wspomnienia i refleksje 50 lat później, Poznań 2006, s. 13-24. 29 S. Zuber, Wspomnienia [w:] Rok… op. cit., s. 27-40. 30 R. Scheffler, Wspomnienia [w:] Ibidem, s. 48. 31 Czarny Czwartek wiersze o Poznańskim Czerwcu ’56, wybór i wstęp Stefan Drajewski, Poznań 2006, s. 13.

nr 2, jesień-zima 2010

[91]


Joanna Kałużna

Romek Strzałkowski”32. W owej publikacji wszystko jest więc „zgodnie z  tradycją”. Pytanie tylko, z  jaką? Kolejna z  publikacji, Echa Czerwca, Kronika Obchodów 50. Rocznicy Powstania Poznańskiego 1956 Roku, nie zawierająca niemal w ogóle tekstu (jest wydawnictwem albumowym), we wstępie informuje o  tym, iż „na ulice miasta wyszli robotnicy, aby zaprotestować przeciwko totalitarnemu uciskowi (…)”, używa określeń „powstańcy poznańscy”, i  stwierdza iż wydarzenia w dniach 28-29 czerwca „zapoczątkowały zrywy wolnościowe w Europie Wschodniej (…) i w konsekwencji upadek komunizmu”33. Warto zwrócić uwagę także na Kronikę Miasta Poznania 2006/2 Czerwiec ’56. To niezwykle rzetelne i bogate opracowanie przykuwa, jednak w pierwszej kolejności wzrok, swoją okładka. Znajduje się na niej dwoje chłopców, w wieku ok. 8-10 lat, jeden z nich trzyma w ręku biało-czerwoną chorągiewkę. Obraz taki może oddziaływać psychologicznie, wywoływać skojarzenia „dzieci” VS „wojsko na ulicach”, a także stać się nawiązaniem do dzieci – powstańców warszawskich. Sprawę wydaje się nawet niejako komentować fragment, napisanej 20 lat wcześniej książki Jana Ptasińskiego. Kwestię obecności dzieci w rejonie walk poruszał on bowiem w swojej pracy Wydarzenia poznańskie czerwiec 1956. Przytacza tam zeznania, jakie złożyła 6 lipca 1956 r. Stanisława Sobańska: „Szliśmy ulicami: (…) przed czołówką, w  której ja szłam, szła grupa dzieci w  wieku 8-10 lat. (…) Słyszałam jak z  tyłu za nami ktoś nawoływał „dzieci naprzód, z  flagą naprzód” i w oparciu m.in. o powyższe zwraca uwagę na fakt, iż w wydarzeniach poznańskich wiele było wypadków, w których „wykorzystywano dzieci w  charakterze tarczy obronnej dla swych celów”. I  dalej komentuje, iż „nie doczekały się one słów potępienia przy okazji tak szerokiej fali publikacji poświęconych 25-leciu czerwca 1956 r.”34. Natomiast w sferze pamięci upublicznionej o charakterze perswazyjnym, można odnaleźć wiele cech „nowej pamięci”. Naczelną z nich jest niewątpliwie podkreślanie religijnego wymiaru protestu z  dnia 28 czerwca 1956 r. W 2006 r. podczas renowacji pomnika „Czerwiec ’56” na pl. Mickiewicza obok napisu „Za wolność, prawo i chleb” dodano frazę „O Boga”, a w posadzkę przy pomniku wmurowano tablicę przypominającą, że w 1997 r. modlił się tam papież Jan Paweł II. Ponadto honorowymi gośćmi katolickiego spotkania „Lednica 2006” Ibidem, s. 15. Echa Czerwca. Kronika Obchodów 50. Rocznicy Powstania Poznańskiego 1956 Roku, Poznań 2006, s. 9. 34 J. Ptasiński, Wydarzenia poznańskie czerwiec 1956, Warszawa 1986, s. 64. 32 33

[92]

refleksje


W opozycji do mitu i o micie opozycji...

byli przedstawiciele trzech związków kombatanckich, a 50. rocznica Poznańskiego Czerwca stała się głównym tematem drogi krzyżowej, która wyruszyła w Wielki Wtorek ulicami miasta35. Co może także zastanawiać, w  opracowaniu wydanym przez Wydawnictwo Naukowe UAM Poznański Czerwiec ’56 – sens pamięci jeden z zaledwie kilku rozdziałów nosi następujący tytuł: „Czas jako mowa Boga. Teologia historii Jana Pawła II” (autor: M. Zięba OP). Opozycyjnie wobec mitu Zaprezentowanych powyżej elementów „nowej pamięci” o Czerwcu ’56 próżno szukać we wspomnianym już wyżej „kontrowersyjnym” opracowaniu Ł. Jastrzębia. Wydana w oparciu o treść pracy doktorskiej publikacja w sposób zbiorczy przedstawia i uzupełnia wszystkie dotychczasowe „opozycyjne” pamięci o Poznańskim Czerwcu. Pozwolę sobie zatem na krótką charakterystykę. Po pierwsze, już we wstępie autor zwraca uwagę na negatywną rolę związków skupiających kombatantów Poznańskiego Czerwca 1956 r. Szeroko omawia przypadki przekłamań podczas ubiegania się o  status kombatanta najbardziej prominentnych działaczy związków kombatanckich, tj. Aleksandry Banasiak, Ryszarda Biniaka, Stanisława Zubera. Autor opracowania nazywa to kombatanctwo wprost – „balansującym na granicy prawa i patologii”36. Ponadto wskazuje na brak szerszych inicjatyw badawczych, kwerend, dyskusji naukowych, czy prowadzenia działalności dokumentacyjno-historycznej przez związki kombatanckie37. Co więcej, by scharakteryzować sposób funkcjonowania członków tych związków w przestrzeni publicznej, przywołuje słowa osoby stojącej na czele jednego ze nich, oskarżające cywilną ofiarę Poznańskiego Czerwca 1956 o to, iż była ubekiem, co można wnioskować z miejsca jej pochówku – Cytadeli, gdzie pochowano 3 funkcjonariuszy Wojewódzkiego Urzędu ds. Bezpieczeństwa Publicznego38. Drugim przykładem zachowań charakteryzujących członków tych stowarzyszeń są np. oskarżenia kierowane przez S. Zubera w książce jego autorstwa, wydanej przez Chrześcijański Związek Kombatantów Powstania Poznańskiego Czerwca 1956r., w stronę E. Taszery, S. Matyi,

35 http://www.poznan.pl/mim/public/czerwiec56/pages.html?id=3043&ch=6076 &p=6080&instance=1017&lang=pl&lhs=czerwiec56&rhs=publications, 30.11.2010 r. 36 Ł. Jastrząb, Rozstrzelano… op. cit., s. 18. 37 Ibidem, s. 18-19. 38 Ibidem, s. 13.

nr 2, jesień-zima 2010

[93]


Joanna Kałużna

B. Majtasa zawarte w sformułowaniu: „zamiast walczyć wylegiwali się na trawniku przed Zamkiem”39. Ponadto Ł. Jastrząb w swojej pracy szczegółowo rozważa kwestię „pierwszego strzału”. Stoi on na takim samym stanowisku, jak m.in. raport Komitetu do Spraw Bezpieczeństwa Publicznego40, gen. bryg. Włodzimierz Muś41, Antoni Czubiński42, ppłk F. Dwojak43, czy W. Olszewski44 i wskazuje jako pierwszą ofiarę strzelaniny przed gmachem WUBP porucznika Kazimierza Graja. Konkluduje także, iż „nie można bezkrytycznie przyjmować, iż na pewno pierwsi strzelali funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa”, co potwierdzają jak dodaje Jastrząb, także badania Andrzeja Choniawki, czy tezy Edmunda Makowskiego45. Jednocześnie autor podkreśla, iż jego zdaniem tzw. hipotetyczna kwestia „pierwszego strzału” ze strony WUBP nie przyczyniła się do eskalacji zajść (która i tak by nastąpiła), a hipotetyczny brak „pierwszego strzału” ze strony WUBP nie przyczyniłby się do faktu, iż demonstranci rozeszliby się do domów46. Tym samym, pozostaje w opozycji do wielu autorów publikacji dot. Czerwca ’56, dla których „pierwszy strzał” ma znaczenie symboliczne i którzy nie poddają najmniejszej wątpliwości tezy, iż mógł on nie pochodzić z broni funkcjonariusza UB. Ł. Jastrząb w�����������������������������������������������   swojej książce podkreśla także, pomijany w  innych opracowaniach, wysoki stopień przypadkowości osób zabitych i zranionych, w tym także przez samych demonstrantów. Ukazuje, iż w świetle dokumentów archiwalnych, pierwszą osobą, która odniosła rany była 55-letnia kobieta, stratowana podczas zgromadzenia na placu Józefa Stalina. Przedstawia także dwa inne przypadki; w pierwszym przy ul. Młyńskiej 15-letni chłopak postrzelił kobietę z broni zabranej z Centralnego Więzienia, a drugi przypadek postrzału, tym razem, z ul. 23 Lutego dot. próby strzeleckiej lub strzału na wiwat, gdyż do godziny 13:00 na ulicach Poznania nie było jeszcze wojsk. Ponadto o godzinie 12:00 na Moście Uniwersyteckim został śmiertelnie postrzelony Cze39 S. Zuber, Przyczyny wybuchu Powstania Poznańskiego w  czerwcu 1956 roku, Poznań 1998, s. 144. 40 J. Ptasiński, Wydarzenia..., op. cit. 41 W. Muś, Z drugiej strony barykady, „Polityka” nr 19 (1312) z dnia 26.06.1982 r.. 42 A. Czubiński, Czerwiec 1956 w Poznaniu, Poznań 1986. 43 F. Dwojak, Mój czerwiec 1956 (wspomnienia świadka wydarzeń), Warszawa 1981. 44 W. Olszewski, Gmach WUBP jako centralny punkt wydarzeń poznańskich, [w:] Wydarzenia czerwcowe w Poznaniu 1956 r..., op. cit. 45 Ł. Jastrząb, Rozstrzelano… op. cit., s. 35-36. 46 Ibidem, s. 39.

[94]

refleksje


W opozycji do mitu i o micie opozycji...

sław Milanowski. Strzał padł od strony nasypu kolejowego, prawdopodobnie z uzbrojonego tłumu podążającego z bronią z ul. Młyńskiej. Mniej więcej o tej porze zastrzelony został także Sylwester Boroń. Wg relacji rodziny, otrzymał postrzał w plecy od demonstrantów idąc ul. Poznańską47. Ł. Jastrząb wskazuje także, iż dopóki budynkowi WUBP nie przydzielono pomocy, „������������������������������������������� (…) w budynku znajdowało się niewielu funkcjonariuszy, gdyż większość z nich wykonywała w tym czasie zadania na obszarze miasta lub MTP. (…) Oblegani byli głównie pracownicy administracyjni, wśród nich sporo kobiet (…)”48. Co jest bulwersującym dla kombatantów, Ł. Jastrząb przedstawia relacje uczestników Czerwca ’56, których narracja jest następująca– „dostałem od kogoś broń lub znalazłem, postrzelałem trochę i poszedłem do domu na obiad”49. Ponadto wyraźnie zaznacza, iż dopiero trzeci z pięciu rzut������ ów���� oddziałów Oficerskiej Szkoły Wojsk Pancernych i  Zmechanizowanych posiadał zgodę na użycie broni50, a na kolejnych stronach pisze, iż po zablokowaniu przez wojsko dojścia do budynku Urzędu Bezpieczeństwa, walki przybrały charakter pojedynczych strzałów, serii, wymian ognia oddawanych przez cywilów poukrywanych na stanowiskach ogniowych na dachach, wieżach, balkonach. I co najistotniejsze, podkreśla iż działania te pochłonęły o 36% ofiar śmiertelnych więcej niż walki wokół gmachu WUBP. Przykładowo Ł. Jastrząb prowadzi szczegółową analizę stanowisk ogniowych umiejscowionych na wieżach (Collegium Minus, MTP, Zamku i Ratusza) i tak np. punkty ogniowe zlokalizowane w  wieżyczkach budynku Collegium Minus, obejmujące określony rejon, spowodowały ranienie aż 37 osób i śmierć jednej osoby. 30% mieszkańców dzielnicy Stare Miasto otrzymało postrzały właśnie w tym rejonie. Do tego zasięg strzałów padających z budynku Uniwersytetu zazębiał się z zasięgiem strzelców z wież targowych, co prowadziło do psychozy, gromadzenia się mieszkańców w grupki, do których z kolei strzelali żołnierze, sądząc że to grupy atakujące. Ł. Jastrząb podsumowuje, iż w wymianie ognia na terenie miasta, poza rejonem gmachu WUBP zginęło 26 osób (45% ogółu zabitych). W tym okresie wszystkie ofiary śmiertelne były ofiarami przypadkowymi. Przy omawianiu miejsc, poleca też zwrócić uwagę na fakt, iż podczas Ibidem, s. 45 W. Olszewski, Gmach..., [w:] Wydarzenia czerwcowe w Poznaniu 1956… op. cit. 49 Ł. Jastrząb, Rozstrzelano… op. cit., s. 57. 50 Ibidem, s. 57-58. 47

48

nr 2, jesień-zima 2010

[95]


Joanna Kałużna

Poznańskiego Czerwca 1956 r. 121 osób odniosło obrażenia inne niż postrzały, z czego tylko 14 w  rejonie gmachu WUBP. Oznacza to, że na terenie miasta aż 107 osób nie otrzymało ran postrzałowych i tylko 62 osoby zostały ranne od broni palnej. Taka ogromna dysproporcja rodzaju obrażeń w stosunku do miejsca, w których one powstały, budzą wątpliwości co do ich bezpośredniego związku z wydarzeniami Poznańskiego Czerwca 1956 r. Po zablokowaniu rejonu gmachu WUBP – w walkach na terenie miasta, liczba rannych od postrzałów spadła o  25%, jednocześnie liczba zabitych wzrosłą o  36%, (w stosunku do bilansu ofiar walk wokół gmachu WUBP), ale aż siedmiokrotnie wzrosła liczba zranień innych niż postrzały – otarcia, skaleczenie itd. Jak zakwalifikować stłuczenie, które miało miejsce o godzinie 19:00 na ul. Krzyżowej, a więc daleko od rejonu walk? W 57 zdarzeniach, ran innych niż postrzały, czyli w 47% przypadków, nie wiadomo gdzie ranni je odnieśli. Dla 118 rannych i 12 zabitych nie zostały ustalone miejsca, gdzie zostali ranni51. Ponadto Ł. Jastrząb na kilkudziesięciu stronach52 prezentuje relacje bliskich osób zabitych, ich niezgodę na nazywanie tych osób powstańcami: „Dziwi mnie Pana pytanie, czy Ś.P. Brat był powstańcem – przecież on był w delegacji, wysłano go z Piły do Poznania na Targi – był radiotechnikiem.” – B. Lewandowska, siostra S. Kołdona: „Mój ojciec nie był powstańcem. Byliśmy przechodniami w niewłaściwym czasie i niewłaściwym miejscu. Mieliśmy tego dnia wyjechać do Warszawy o  godz. 9.00, ale ze względu na strajk pociągi nie jechały i musieliśmy zostać w Poznaniu” – L. Sroczyńska, córka P. Wasylika, „Chciałam kategorycznie podkreślić, że mój stryj Leon Ochocki nie był powstańcem, nie brał udziału w  demonstracji, nie miał też żadnego bliższego związku z wydarzeniami określanymi jako Poznański Czerwiec 1956r. Był całkowicie przypadkową ofiarą” – M. Kulas, siostrzenica L. Ochockiego. Niemniej istotne są także końcowo rozważania Ł. Jastrzębia, które prezentują w tabelach szczegółowe okoliczności zranień i śmiertelnych obrażeń i wykazują, iż tylko 8% zabitych padło w walce, tyle samo – 8%, zmarło w  okolicznościach związanych ze starciami ulicznymi na terenie miasta, natomiast 47 osób (84%) stało się przypadkowymi ofiarami, zginęło w okolicznościach niezwiązanych z walkami.

51 52

Ibidem, s. 67 i nast. Ibidem, s. 81-120.

[96]

refleksje


W opozycji do mitu i o micie opozycji...

Obok wyżej wymienionych elementów „pamięci opozycyjnej” istnieją także te dotyczące brutalnych pobić funkcjonariuszy UB. Prezentowane są m.in. w pracy K. Białeckiego, Ł.  Jastrzębia, czy J. Ptasińskiego. Mowa tutaj m.in. o następujących wydarzeniach: z okrzykiem „zabić ubowca” pobito do nieprzytomności 32-letniego Stanisława Prądzyńskiego, a  po przeniesieniu go do Domu Zdrowia przy ul. Słowackiego, napastnicy wdarli się także tam i  w obecności lekarzy i  pielęgniarek znów pobili go do utraty przytomności53. Podobnym wydarzeniem było także to, mające miejsce w  mieszkaniu Henryka Hołubowskiego – został on pobity do nieprzytomności, i  tylko dzięki interwencji sąsiadów pozostał przy życiu. Jednak i  tak wyrwano go z  rąk pogotowia ratunkowego przy krzyku: „ubowiec, komunista, trzeba go zabić, bo zamordował matkę i czworo dzieci”, był bity i wleczony po bruku54. Jednak najbardziej bulwersującym wydarzeniem było śmiertelne pobicie kaprala Zygmunta Izdebnego, 25-letniego wartownika WUBP. Codziennie dojeżdżał on do pracy z  Marlewa w  pow. wągrowieckim. Broń długą otrzymywał w chwili rozpoczynania służby przed budynkiem WUBP (i zdawał ją po jej zakończeniu), krótkiej nie posiadał w  ogóle. Kapral kierując się z  Dworca Głównego w stronę WUBP został zaatakowany przez grupę mężczyzn, którzy zaczęli go bić. Trzykrotnie wyrywał się oprawcom, próbował schronić w tramwaju, skąd został wyciągnięty. Zaczął uciekać w stronę dworca. Schwytano go, zaczęto rzucać na metalowe pręty, według części świadków kpr. Z. Izdebny schronił się w wagonie, skąd wyciągnięto go siłą, wg innych – nie zdążył. Tłum cały czas nie dopuszczał do katowanego kaprala personelu medycznego. Większość przesłuchanych świadków była pewna, że jest to pomsta na „mordercy kobiet i dzieci”. Mówiono, że funkcjonariusz zabił w różnych wersjach: ciężarną kobietę, kobietę i dziecko, dwie kobiety i dwójkę dzieci bądź chłopca niosącego transparent. Co ciekawe, nikt nie zwrócił uwagi na fakt, iż kapral nie miał przy sobie broni. Józef Foltynowicz (jeden z oskarżonych w „procesie trzech”) skakał po klatce piersiowej Z. Izdebnego, wykrzykując że musi zdechnąć, a Jerzy Sroka (kolejny z oskarżonych w „procesie trzech”) udawał lekarza, podnosząc owiniętym w  papier palcem powieki pobitego i wkładał mu niedopałek papierosa do gardła. U Z. Izdebnego stwierdzono liczne rany tłuczono-cięte części owłosionej głowy, wgniecenia kości czaski w  obrębie sklepienia. Liczne rany tłuczono-cięte 53 54

J. Ptasiński, Wydarzenia… op. cit., s. 77. Ibidem, s. 78.

nr 2, jesień-zima 2010

[97]


Joanna Kałużna

twarzy, wielokrotne złamania kości nosa i twarzy, zasinienie w obrębie szyi, barków i górnej części klatki piersiowej. Kierowca karetki opisał go: „wyglądał jak bryła krwi”. Pozostawił, będącą w  pierwszej ciąży, żonę55. Zdarzenie to nie jest jednak obecne w  powszechnej pamięci o wydarzeniach z 28-29 czerwca 1956 r. Podsumowując, dychotomia pamięci o  Poznańskim Czerwcu ’56 jest wyraźnie obecna. Z jednej strony tworzony jest mit opozycji: antysystemowej, dla której ekonomiczne i socjalne potrzeby w dniu 28 czerwca 1956 r., gdy wybuchło Powstanie Poznańskie okazały się być drugorzędnymi. Pierwszoplanowe stały się takie wartości, jak godność ludzka i wolność religijna. W tej pamięci nie ma miejsca na demolowanie obiektów publicznych (nie tylko WUBP, ale i znajdującego się obok niego żłobka), kradzieże sklepowe, czy dewastacje mieszkań funkcjonariuszy UB przez powstańców. Nie ma też miejsca na lincze dokonywane na pracownikach bezpieki, czy śmierć kaprala Izdebnego. Druga z narracji, staje w opozycji do mitu. Szydzi z czerwcowego kombatanctwa i medali wpinanych w klapy wciąż tych samych działaczy. Wytyka palcami ich nieznajomość podstawowych faktów z  historiografii. Mówi o „prawdziwych bohaterach” Czerwca, którym przy okazji kolejnych rocznic ich tragicznej śmierci, wciąż zapomina się zapalać znicz. Ta narracja pomija destrukcyjne działania demonstrantów, sięga przy tym do kategorii psychologii społecznej (psychologii tłumu, zachowań masowych i innych), mówi o przypadkowości ofiar. Nie tworzy mitów o strzelcach wyborowych i pogromcach funkcjonariuszy UB, ale mówi o nastoletnich chłopcach, którzy nigdy wcześniej nie mieli broni w ręku i w ten jeden dzień odżyły w nich wszystkie tęsknoty do wojny, o której tylko słyszeli od swych ojców, braci. Wspomina o ofiarach strzałów „na wiwat” i nieumiejętnym obchodzeniu się z bronią. Przypomina o bestialstwie oprawców kpr. Izdebskiego i okrucieństwie żołnierzy, którzy zakłuli bagnetami i  wielokrotnie postrzelili, podczas odbijania czołgu, Mariana Kubiaka. Mówi o  tragedii ludzi, którzy gdyby wiedzieli, co wydarzy się tego dnia, być może w ogóle nie wyszliby na ulice. Żadna z tych narracji nie jest bardziej prawdziwa. Jednak pierwsza z nich jest prostsza. Zło jest jednowymiarowe, cel szlachetny, a sytuacja społeczno-polityczna oczywista. Tu my, a tam oni. Albo odwrot55 K. Białecki, Przebieg śledztwa prowadzonego przed „Procesem trzech” w świetle zachowanych materiałów UB, [w:] Poznański Czerwiec 1956: uwarunkowania – przebieg – konsekwencje. Materiały z międzynarodowej konferencji naukowej Poznań 22 – 23 czerwca 2006, red. K. Białecki, S. Jankowiak, Poznań 2007, s. 198 i nast.

[98]

refleksje


W opozycji do mitu i o micie opozycji...

nie. Jak pisał Roy F. Baumeister i Stephen Hastings autostereotyp grupy jest poprawiony (wymodelowany)56. Jednak warto pamiętać także o teorii L. Gonzalesa, która mówi, iż „jednostronne budowanie tożsamości grupowej rodzi w naturalny sposób formację (...) „odbrązawiaczy”. Zdejmowanie z piedestału postaci i wydarzeń ważnych, ale jednocześnie jednostronnie mitologizowanych nie jest ucieczką od wspólnoty, ale raczej odwrotnym zjawiskiem tego samego procesu: konstruowania demokratycznej pamięci narodu/społeczeństwa, tyle że bez patetycznej sakralizacji własnej historii”57 . Tak więc może warto zastanowić się nad faktem, czy i  o tę demokratyzację nie walczyli powstańcy/nie demonstrowali poznaniacy?

Summary The article focuses on the question of Poznań 1956 protests. It presents three different types of showing this event and compares them. The article presents how the way of describing this historical event has been changing. Firstly, the author characterizes the statement of the communist authority in 1956, then the elaborations from 1980s (written during the “Carnival of Solidarity”) and finally, two different ways of contemporary analysis of what happened on the 28th of June, 1956. To sum up, the article emphasizes characteristic features of these elaborations which Nota o autorce Joanna Kałużna [joanna.kaluzna@gmail.com] – studentka V roku politologii oraz II roku stosunków międzynarodowych na Wydziale Nauk Politycznych i Dziennikarstwa UAM. Współorganizatorka i prelegentka międzynarodowego seminarium „Erasmus Intensive Programme 2009 – Social Europe” oraz międzywydziałowej konferencji „Płeć. Polityka. Wybory”. Swoją działalność naukową skupia na problematyce polskiej drogi do transformacji systemowej oraz na zagadnieniu pamięci upowszechnionej wobec okresu Polski Ludowej.

56

s. 37.

L. M. Nijakowski, Polska polityka pamięci – esej socjologiczny, Warszawa 2008,

57 L. Gonzales, O rozlicznych pożytkach z historii, [w:] Po co nam historia?, Warszawa 1985, s. 54.

nr 2, jesień-zima 2010

[99]


Kościół ewa Jakub Michalak Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu

Kościół ewangelicki przyczółkiem opozycji wschodnioniemieckiej

„My sami nie wyobrażaliśmy sobie, że ze skromnych początków wyrośnie dzieło o tak wielkim zasięgu” Friedrich Magirius

W

Kościół ewangelicki był jedyną instytucją społeczną, która w okresie dyktatury Socjalistycznej Partii Jedności (SED) potrafiła zachować niezależność organizacyjną. Ponieważ szanse na mobilizację społeczeństwa do stawienia aktywnego oporu totalitaryzacji życia społeczno-politycznego były bardzo ograniczone, a monopolizacja form rzeczywistej partycypacji przeciętnego obywatela w kształtowaniu stosunków państwowych po stronie SED ów opór faktycznie uniemożliwiała,������������������������������������������� Kościół stał się od wczesnych lat 50. symbolem aktywności i  solidarności społecznej1. Kościoły, jak twierdził Stefan Wolle, już „przez samo swe istnienie podważały monopol prawdy ideologicznej”, będąc „wyzwaniem dla władzy państwowej (…) i, czy tego chciały, czy nie, stawały się „otwartymi drzwiami” w zamkniętym społeczeństwie, a tam władza SED miała ograniczony zasięg”2. Od roku 1950, tj. wybuchu wojny koreańskiej, władze komunistyczne NRD zabiegały o poparcie księży katolickich i ewangelickich, opowiadających się z jednej strony za współpracą z SED i przeciw prowadzeniu działań wojennych na Półwyspie Koreańskim, z drugiej zaś do budowy – jak to określano w  oficjalnej propagandzie partyjnej – „pokoju na ziemi niemieckiej”. Księży tych określano jako Friedens-Pfärrer (księża pokoju). W  oczach opinii publicznej uchodzili oni jednak za popleczników Partii Jedności. Od połowy lat 50. Kościoły schodnioniemiecki

1 W. Kühnel, J. Wielghos, M. Schulz, Die neuen politischen Gruppierungen auf dem Wege vom politischen Protest zur parlamentarischen Interessenvertretung. Soziale Bewegungen im Umbruch der DDR-Gesellschaft, „Zeitschrift für Parlamentsfragen“ 1991, nr 1, s. 23-24. 2 S. Wolle, Wspaniały świat dyktatury, Warszawa 2003, s. 363.

nr 2, jesień-zima 2010

[101]


Jakub Michalak

wschodnioniemieckie zaczęły, mimo tego, systematycznie pozyskiwać uznanie w kręgu duchownych aktywistów, działających w duchu demokratycznego pokoju, wśród których czołową pozycję zajmowali wówczas: Ulrich Woronowicz, Hans Jochen oraz Walter Schelling3. W  tym miejscu warto podkreślić fakt, iż wszystkie Kościoły krajowe w NRD4 prowadziły do końca lat 60. politykę ustępstw względem władz partyjnych. Było to oczywiście spowodowane głoszonymi przez SED hasłami solidaryzmu społecznego i  powszechnego dobrobytu, a także zależnością finansową Kościołów od dotacji rządowych. Pod patronatem Związku Kościołów Ewangelickich, nadzorującego od 1969 r. działalność wszystkich kościołów ewangelickich na terenie NRD, zaczęły powstawać już od wczesnych lat 60. na poziomie gmin ewangelickich pierwsze inicjatywy oddolne. Przedstawiciele gminnych władz kościelnych odcinali się od zarzutów, jakoby byli organizatorami zaplecza opozycji politycznej w Niemczech Wschodnich. Jednakże zakres schronienia, udzielanego oponentom reżimu SED świadczył o  tym, że Kościół będzie czynnym uczestnikiem kształtowania się wewnętrznych przemian społeczno-politycznych w  NRD. Była to zatem swego rodzaju „alternatywna opinia publiczna”. Oferując nadto grupom odmawiającym służby wojskowej (Wehrdienstverweigerergruppen) zatrudnienie oraz schronienie, a także wspierając w swych dążeniach ruch kobiet, Kościół ewangelicki pozyskał pierwsze cenne grono aktywistów gotowych szerzyć idee pokoju. To w murach kościołów organizowano wieczory poetyckie i autorskie twórców literackich niemile widzianych przez decydentów partyjnych. W świątyniach prowadzono dyskurs na tematy oficjalnie zakazane przez propagandę komunistyczną. Sami duchowni zajmowali pozycję neutralną, gdyż z jednej strony obawiali się otwartego konfliktu z SED, z drugiej zaś – dzięki „otwartej formule” spotkań – zyskiwali sobie rzeszę wiernych, wypełniających puste na owy czas mury świątyń. Dopiero pierwsze od jedenastu lat publiczne wystąpienie Wolfa Biermanna z 1976 r. W kościele Św. Mikołaja doprowadziło do zaognienia konfliktu ideologicz-

3 K. Fiedor, W obronie pokoju i swobód demokratycznych w NRD, Niemcoznawstwo 12, „Acta Universitatis Wratislaviensis” 2003, No 2507, s. 30-31. 4 Do głównych kościołów krajowych (Landeskirche), jakie funkcjonowały na obszarze niemieckich ziem wschodnich po roku 1945 należały: Ewangelicki Kościół Unijny (Evangelische Kirche der Union), Zjednoczony Kościół Ewangelicko-Luterański (Vereinte Evangelisch-Lutherische Kirche) oraz tzw. Kościoły Wolne (Freie Kirche) wraz z baptystami i zielonoświątkowcami. Ibidem, s. 37.

[102]

refleksje


Kościół ewangelicki przyczółkiem opozycji wschodnioniemieckiej

no-politycznego ewangelickich władz kościelnych z funkcjonariuszami państwowymi5. Pierwsze inicjatywy oddolne zajmowały się tematyką globalną, na bazie której zaczęły krystalizować się grupy ekologiczne, na rzecz kobiet czy też praw człowieka. Oczywiście obszar zainteresowania powyższych ruchów nieustannie ewoluował. Było to uzależnione od retoryki centralnych władz partyjnych. Chodziło im przede wszystkim o  wyartykułowanie problemów wewnątrzpolitycznych, z  jakimi powinna być skonfrontowana szeroko pojmowana – w ujęciu zasad demokratycznych – opinia publiczna6. Porównując w dalszej kolejności możliwości samoorganizacji na płaszczyźnie państwowej pierwszych ruchów oddolnych o  charakterze społecznym, należy stwierdzić, iż ich działalność nie wykraczała poza gminę ewangelicką oraz najbliższe otoczenie kościoła. Chociaż konstytucje NRD z  lat 1949 i  1968 gwarantowały wolność przekonań i  wyznania, a  także nie wykluczały prawa do zgromadzeń, SED usiłowała ograniczyć wpływ instytucji kościelnych do minimum. Jednak dzięki możliwości wydawania własnych czasopism i różnego rodzaju biuletynów, a także otwarcie się na szerokie grono artystów i pisarzy krytycznie nastawionych do polityki władz partyjnych, Kościół tworzył swego rodzaju – jak określił to Lars Hartfelder – „drugą opinię publiczną”7. Bez niej przełom 1989 r. nie byłby możliwy. Docelową grupą społeczną, jaką do realizacji celów propagandowo-ideowych zamierzała posłużyć się elita partyjna NRD, byli nie tylko zwolennicy Kościoła ewangelickiego w  ujęciu ścisłym, ale przede wszystkim młodzież zrzeszona w FDJ8. Ponieważ nie zamierzała się ona podporządkowywać rozporządzeniom partyjnym, już we wczesnych latach 50. doszło do aresztowań działaczy kościelnych i ������������� świeckich or��� ganizacji ewangelickich z obszaru Niemiec Wschodnich9. Wybuch poS. Wolle, Wspaniały…, op. cit., s. 366-367. W. Kühnel, J. Wielgohs, M. Schulz, Die neuen politischen Gruppierungen…, op. cit., s. 24-25; F. Eigenfeld, Bürgerrechtsbewegungen 1988-1990 in der DDR, [w:] Wir sind das Volk?, red. A. Pabst, Tübingen 2003, s. 65-70. 7 L. Hartfelder, Die Rolle der Kirchen in der DDR. Zwischen Widerstand und Anpassung, http://www.suite101.de/content/die-rolle-der-kirchen-in-der-ddr-a44059, 19.03.2008 r. 8 FDJ – niemiecki skrót od Freie Deutsche Jugend (Związek Wolnej��������������� Młodzież������ y Niemieckiej). 9 10 czerwca 1953 r. zorganizowano naradę najwyższych rzeczników Kościoła ewangelickiego i władz SED z premierem Otto Grotewohlem na czele, na której miano ostatecznie rozstrzygnąć najbardziej palące problemy na linii państwo – Kościół ewangelicki. Por. K. Fiedor, W obronie…, op. cit., s. 39-40. 5

6

nr 2, jesień-zima 2010

[103]


Jakub Michalak

wstania robotniczego z czerwca 1953 r. zaostrzył dodatkowo wzajemne relacje działaczy kościelnych i państwowych. Z kolei wypracowane 8 marca 1963 r., po wielomiesięcznych debatach konferencji kościoła ewangelickiego, „10 artykułów o wolności i służbie kościoła“ potwierdzały niezależność Kościoła ewangelickiego od doktryny państwowej. Zapis ów napotkał jednak na opór nie tylko głównych decydentów politycznych, lecz także jednego z  oportunistycznych działaczy skupionych w Związku Kościołów Ewangelickich – Albrechta Schönherra. To dzięki niemu w latach sześćdziesiątych Kościół ewangelicki przystał na współpracę z Partią Jedności w dziedzinie budowy socjalizmu, którą ugruntowało spotkanie 18 sierpnia 1964 r. na zamku w  Wartburgu. Stwierdzono wówczas, iż „w zasadniczych problemach, jak pokój i budowa socjalizmu”, przedstawiciele władz kościelnych i  władz partyjnych osiągnęli porozumienie10. W obliczu dokonujących się w NRD przeobrażeń na płaszczyźnie stosunków społecznych, ekonomicznych i  politycznych w  latach 70., Kościół ewangelicki dokonał rewizji swojego dotychczasowego stanowiska w relacjach z państwem. Wraz z zaostrzeniem kursu SED względem tzw. „wrogów klasowych”, kierownictwo Kościoła ewangelickiego ukierunkowało swoją działalność duszpasterską na zapobieganie ideologizacji życia społecznego. To zaowocowało kolejną inicjatywą zmierzającą do rozwiązywania problemów z zakresu kształcenia młodzieży. Tzw. Offene Jugendarbeit (otwarta praca z młodzieżą – OA) miała za zadanie wzbudzić zainteresowanie tej grupy społecznej aktualnymi dylematami, z jakimi musiano zmierzyć się nie tylko w Niemczech, ale i na świecie. Z kolei tzw. Gottesdienste niemals anders (szeroko rozumiana praca duszpasterska) zapoczątkował ks. Claus-Jürgen Wizisla. Pokłosiem tego były liczne uroczystości, imprezy kulturalne oraz tzw. Rüstzeiten, mające przygotować społeczeństwo do codziennej pracy w  warunkach reżimu11. „Kościół zainicjował zatem swoją działalność opozycyjną dużo wcześniej, nie zdając sobie z tego sprawy” – komentuje Dennis Schmidt12. Tymczasem w sierpniu 1976 r. doszło do aktu samospalenia ks. Oskara Brüsewitza przed kościołem św. Michała w Zeitz, na znak protestu względem utrzymującej się kolaboracji duszpasterzy ewangelickich z funkcjonariuszami Partii Jedności. Wyrazem Ibidem, s. 43. Szerzej: ibidem, s. 49. 12  D.  Schmidt,  DDR,  Kirche  und  Opposition.  Die  evangelische  Kirche  in der  DDR,  http://www.suite101.de/content/ddr-kirche-und-opposition-a40270, 06.01.2008 r. 10 11

[104]

refleksje


Kościół ewangelicki przyczółkiem opozycji wschodnioniemieckiej

tego był slogan, umieszczony na tablicy przy samochodzie duchownego: „Kościół w NRD oskarża komunizm! Za uciskanie dzieci i młodzieży w  szkołach”13. Pośrednio na samobójstwie duszpasterza zaciążyło opublikowanie memoriału Zum Weg der Kirche in Staat und Gesellschaft – Rückblick und Bestandsaufnahme14 z 1971 r., podważającego ustalenia wynikające z dotychczasowych porozumień podpisanych z  Kościołem. Zdaniem Oskara Brüsewitza, było to oznaką bierności władz kościelnych i zaniku odwagi do otwartej walki z reżimem SED. Z drugiej strony, wystąpienie W. Bermana z 1976 r. było jawną oznaką stałej współpracy szeroko pojętej opozycji kulturalnej z instytucją Kościoła15. Postaci�������������������������������������������������������� ą, która wywarła niebagatelny wpływ na rozwój����������� ruchu opozycyjnego w  latach 70., był Ulrich Woronowicz. W  opublikowanym z  jego inicjatywy w  1976 r. memoriale była mowa o  współzależności między obroną praw i  wartości kościelnych a  walką o  poszanowanie szeroko rozumianych praw obywatelskich w NRD16. Cel ów obrała powołana w  marcu 1977 r. Grupa Robocza Berlin-Brandenburg, bowiem zakres rzeczywistej ochrony Kościoła ewangelickiego względem osób doświadczonych prześladowaniem ze strony władz partyjnych, był niewystarczający. W  odpowiedzi na to Erich Honecker zwołał 6 marca 1978 r. wspólne posiedzenie najwyższych delegatów władz kościelnych i państwowych (Staat-Kirchengespräch). Celem obrad było osiągnięcie consensusu w  kluczowych sprawach dotyczących relacji na linii państwo – Kościół. Dokumentem wieńczącym negocjacje miał być tzw. Burgfrieden (rozejm). Kierownictwo SED chciało tym samym zyskać uznanie ze strony organizującej się dynamicznie opozycji antypaństwowej w  dziedzinie przestrzegania idei demokratycznego państwa prawa. Kolejne akty samospalenia17 dały do zrozumienia służbom bezpieczeństwa Stasi, iż ruch opozycji antypaństwowej może zagrażać stabilności systemu. Inwigilacja członków inicjatyw obywatelskich pod kątem organizowania ruchów wywrotowych w NRD była na porządku dziennym. Swój wkład w  rozwój otwartej pracy z  młodzieżą wniosło z pewnością stanowisko względem sytuacji społecznej w dobie reżimu komunistycznego księdza Gottfrieda Zollmanna oraz inicjatorów zeSzerzej: S. Wolle, Wspaniały świat dyktatury…, op. cit., s. 367-369. O drodze Kościoła do państwa i społeczeństwa – przegląd i analiza sytuacji. 15 D. Schmidt, DDR…, op. cit. 16 K. Fiedor, W obronie pokoju…, op. cit., s. 52. 17 17 września 1978 r. podobnego czynu dokonał pastor Rolf Günther zu Falkenstein. 13

14

nr 2, jesień-zima 2010

[105]


Jakub Michalak

społu Literatur und Liryk: Lutza Rathenow, Jurgena Fuchsa, Bernarda Markowskiego, Wolfganga Hinkeldeya. To oni byli kolporterami wolumenów oficjalnie zakazanych na terenie NRD. Nie bez znaczenia jest fakt, że patronowali oni organizowanym od 1976 r. „warsztatom literackim”. Stały się one bowiem oficjalną komórką opozycji politycznej w Niemczech Wschodnich. W  efekcie kolejnych już aresztowań aktywistów OA, nowy jej koordynator, Klaus Dieter Siegel, nie rezygnując bynajmniej w  utrzymywania bezpośrednich kontaktów z  adwersarzami polityki uprawianej przez reżim Ericha Honeckera, podjął się w dużej mierze obrony łamanych w NRD praw obywatelskich. W sukurs zabiegom K. D. Siegela szły zmiany zapoczątkowane postanowieniami Aktu Końcowego Konferencji Bezpieczeństwa i  Współpracy w Europie18. Znalazło to bezpośrednie przełożenie w działalności offene Jugendarbeit, której jedną z płaszczyzn zainteresowań stał się odtąd ruch na rzecz pokoju19. Pierwsze grupy pacyfistyczne (Friedensgruppen) zaczęły powstawać w Turyngii głównie za sprawą propagatora idei antymilitaryzmu – Waltera Schellinga – już od 1972 r. Najbardziej aktywne grono OA znajdowało się jednak w  Lipsku pod patronatem Hansa-Joachima Döringa. W  1978 r. czołowi przedstawiciele Związku Kościołów Ewangelickich założyli Referat ds. Zagadnień Pokoju, mający propagować ideę wychowywania dla pokoju wśród młodzieży. 7 października 1982  r. bp. Joachim Hempel poszerzył zakres zainteresowań duchownych ewangelickich o zagadnienie zwalczania eksperymentów z bronią atomową. W 1983 r. inny członek Referatu – Walter Romberg zweryfikował założenia pacyfistów wschodnioniemieckich. W  kooperacji z  aktywistami z  RFN mieli oni utworzyć ruch społeczny, dążący do odprężenia na kontynencie europejskim, a w konsekwencji do normalizacji stosunków wewnątrzniemieckich. Protagonistów owej idei tworzyliby nie tylko działacze Kościołów ewangelickich, ale także katolickich. Tak sprecyzowane wytyczne zaakceptował obradujący 18 Karta Końcowa KBWE przyjęta w sierpniu 1975 r. ustanawiała min. środki do zapewniania pokoju, współpracy gospodarczej, a także przewidywała poszanowanie suwerenności państwowej, nienaruszalności granic i uznanie polityczno-państwowego status quo w Europie w zamian za respektowanie przez kraje tzw. „realnego socjalizmu“ praw człowieka. Szerzej: A. Schildt, Bundesrepublik Deutschland 1969-1973, [w:] Deutschland in den 70-er/80er Jahren, Informationen zur politischen Bildung, 2001, nr 270, s. 11 i nast.; R. Grünbaum, Deutsche Einheit, Berlin 2004, s. 21-22. 19 Szerzej: B. Baule, Wir sind ein Volk! Politische Bedingungsfelder der Freiheitsrevolution in der DDR, [w:] Ursachen und Verlauf der deutschen Revolution, red. K. Löw, Berlin 1991, s. 24-27.

[106]

refleksje


Kościół ewangelicki przyczółkiem opozycji wschodnioniemieckiej

w Poczdamie w  dniach 16-20 września 1983 r. Synod Związku Kościołów Ewangelickich. Dalece idący sceptycyzm wobec intencji ruchu wykazywali inni krytycy obowiązującego systemu społeczno-politycznego, sympatyzującego z aktywistami pozakościelnej opozycji antyhoneckerowskiej: Robert Havemann i Rainer Eppelmann. Ich zdaniem nie można było mówić o opozycyjnym charakterze ruchu pacyfistycznego w NRD, skoro dochodzi do aktów kolaboracji jego członków ze szczeblem partyjnym. Wymierne korzyści miałaby przynieść wg nich szeroka współpraca ruchów parapokojowych w – i spoza NRD, w tym zwłaszcza jednoczenie rozbitego po 1949 r. narodu niemieckiego. Odpowiedzią na weryfikację stanowiska Kościoła Ewangelickiego wobec polityki SED była konfiskata mienia kościelnego przeznaczonego na kolportaż tekstów antysystemowych, przez co zarzucono zainicjowaną w latach 60. ideę budowy „Kościoła w socjalizmie”20. Do ukształtowanego ostatecznie u progu lat 80. ruch pacyfistycznego dołączyła niezależna inicjatywa „Przekujmy miecze na lemiesze”, którą upolitycznili Robert Havemann i Rainer Eppelmann. 25 stycznia 1982 r. grupa pod ich przewodnictwem opracowała tzw. Apel Berliński. Wzywał on do zasadniczych przemian w podzielonych Niemczech oraz zaprowadzania pokoju w Europie i na świecie w duchu antymilitarystycznym (Frieden schaffen ohne Waffen). Opublikowano go z obawy przed możliwością wybuchu wojny atomowej na Starym Kontynencie. Kolejnym zagadnieniem, na jaki zwrócono uwagę, była konieczność rozwiązania tzw. „kwestii niemieckiej”, tj. istnienia faktycznej dwupaństwowości nad Renem. Środkiem ku temu winny być rozmowy pokojowe w  gronie mocarstw koalicji antyhitlerowskiej, uwieńczone wiążącymi decyzjami w  postaci traktatów pokojowych między NRD, RFN������������������������������������������������������������ a  państwami ����������������������������������������������� tzw. „czwórki”. Treść Apelu ukierunkowała w  zasadniczy sposób kierunek dalszej działalności enerdowskiej opozycji21. Mówi się nawet, iż był to właściwy moment powstania właściwej opozycji w NRD. Toteż w latach 80. istniała już rozbudowana sie��������� ć ������� programów angażujących młodzież w ramach ruchu pokoju. W szczególności wspomnieć należy tu o tzw. „warsztatach i seminariach pokojowych”, „forum pokojowym”, czy „wreszcie o dekadach pokoju”, będących faktyczną platformą wymiany poglądów. W  ich ramach, każdego roku w  listopadzie, przez dziesięć dni na modlitwie spotykali się przede wszystkim ludzie młodzi. Kiedy w  Niemczech Zachodnich organizoPor. K. Fiedor, W obronie pokoju…, op. cit., s. 54-57. Szerzej: Berliner Appell: Frieden schaffen ohne Waffen, Manuskript, s.1 i nast.; M. Wilke, Der Berliner Appell 1982. Vortrag vom 6. Februar 2007, s. 1-6. 20 21

nr 2, jesień-zima 2010

[107]


Jakub Michalak

wano demonstracje wzywające do zaprzestania dalszego zbrojenia obu bloków militarno-politycznych, dekady „dawały możliwość rozważania i dyskutowania tych problemów w zamkniętej przestrzeni Kościoła”22. Inicjatywy te były nieodłącznym elementem wielkich akcji o zasięgu lokalnym i ponadregionalnym, takich jak: nabożeństwa i marsze pokojowe i  modlitwy o  pokój. Pod koniec 1981 r. pojawiły się także warsztaty twórcze na rzecz pokoju. Ożywioną działalność przyparafialną prowadziły już od końca lat 70. grupy oraz kluby studenckie. Zarówno przedstawiciele Kościoła ewangelickiego, jak i katolickiego, śledzili następstwa wynikające z  reform Michaiła Gorbaczowa23. W��������������������������������������������������������������� ładze ��������������������������������������������������������� obu wspólnot z  uwag�������������������������������������� ą������������������������������������� śledziły także dyskusję na temat reform M. Gorbaczowa w ZSRR po 1985 r. Część biskupów katolickich we wrześniu 1986 r. W liście pasterskim do wiernych Pastoralschreiben zalecała jednak roztropność w działalności opozycyjnej przeciwko państwu24. Nawet w raportach SED z tego okresu można wyczytać, iż wykorzystywanie instytucji Kościoła w akcjach o zabarwieniu prowokacyjno-demonstracyjnym napotykało na sprzeciw samych księży. Często podkreślali oni, iż ochrona grup oddolnych będzie możliwa dopóty, dopóki „zachowają one rozsądek i poczucie rzeczywistości”25. Skutkowało to wzrostem liczby tych, którzy opowiadali się także za zachowaniem czysto religijnego wymiaru organizowanych przezeń spotkań kościelnych. Partia Jedności wiedziała wszak o  nierozstrzygniętym wewnątrzkościelnym sporze, co do postawy, jaką należałoby przyjąć w  odniesieniu do działających w  otoczeniu Kościoła różnorodnych ruchów oddolnych26. Dylemat ów wynikał zapewne z  faktu, iż Kościół był instytucją współfinansowaną ze środków centralnych, państwowych. Musiał zatem obrać niejako „pozycję wyczekującą”27. Katolicki ruch obrońców pokoju dążył jednak do kooperacji z ruchem ewangelickim w  zakresie przeciwdziałania ograniczaniu swob������ ód���� demokratyczno-obywatelskich na terenie NRD. Objawem tego były ob22 F. Magirius, Modlitwy o pokój w Kościele Św. Mikołaja, broszura okolicznościowa z okazji 20-lecia upadku muru berlińskiego, Lipsk 2009. 23 U. Op de Hipt, H. J. Westholt, Last der Vergangenheit und Teilung Deutschlands 1945-1949, Bonn 1999. s. 231-232. 24 Szerzej: K. J. Hummel, Die stillen Revolutionäre, „Rheinischer Merkur“ 2009, nr 45, s. 2. 25 S. Wolle, Wspaniały..., op. cit., s. 371. 26 Por. Ibidem, s. 389-393. 27 S. Wolle, Wspaniały..., op. cit., s. 365; D. Schmidt, Die Rolle der Kirche im Jahr 1989. Die Rolle der Kirche in der DDR, http://www.suite101.de/content/die-rolle-derkirche-im-jahr-1989-a40269, 06.01.2008 r.

[108]

refleksje


Kościół ewangelicki przyczółkiem opozycji wschodnioniemieckiej

rady Zjazdu Kościelnego w dniach 24-28 czerwca 1987 r. w  Berlinie Wschodnim. Jego uczestnicy utworzyli Inicjatywę Oddolnego Zjazdu Kościelnego, potępiającą propaństwowe, tj. realizujące założenia ideologii partyjnej, administrowanie Kościołami ewangelickimi w Niemczech Wschodnich. Księża nie nawoływali jednak do opuszczania kraju. Od około 1987 r., kiedy to utworzono w Lipsku komisję nadzorującą wystąpienia przeciwko reżimowi Partii Jedności, dało się już zauważyć nasilenie wystąpień działaczy Kościołów ewangelickich przeciwko dyktaturze SED. Głównymi centrami opozycyjnymi były takie miasta, jak wspomniany Lipsk, a także Berlin, Rostock, Halle, Erfurt, Jena, Karl-Marx-Stadt. Znamiennym jest fakt, iż to właśnie w Lipsku od wczesnych lat 50. formowały się pierwsze grupy opozycyjne. Powodem tego były w szczególności: katastrofalne zanieczyszczenie środowiska, deprymujący stan zaopatrzenia oraz stojąca w obliczu zapaści opieka zdrowotna i  społeczna. Z  drugiej strony degradacja samego miasta (drugiego, co wielkości w  NRD) do rangi prowincji musiała wzbudzić niezadowolenie społeczne. Mieszkańcy Lipska nigdy nie zapomnieli także wysadzenia w powietrze kościoła uniwersyteckiego 30 maja 1968 r. Ów barbarzyński akt uchodził wśród wielu mieszkańców miasta za podstawę do zemsty na wzór rewolucji październikowej28. W tym samym roku aktywiści organizacji pacyfistycznych z terenu NRD wzięli czynny udział w  ogólnoniemieckich demonstracjach pokojowych, zainicjowanych przez szwedzkiego szefa rządu – Olofa Palmego. Pierwotnie chodziło przede wszystkim o  wyrażenie poparcia dla idei strefy bezatomowej w  Europie. Tymczasem 5 września 1987 r. udział w  przemarszu wzięli nie tylko zwolennicy idei pacyfistycznych, lecz także przemian wewnątrzpolitycznych w  Niemczech Wschodnich. Tymczasem zapoczątkowana jeszcze w 1979 r. przez Kościół ewangelicki nowa formuła pracy na rzecz pokoju, tzw. „spotkania modlitewne”, nabierała coraz większego znaczenia propagandowego dla społecznych ruchów oddolnych, zwłaszcza po roku 1983. W  tym czasie w  Lipsku notowano największą liczbę różnych ruchów opozycyjnych, działających pod egidą Kościoła ewangelickiego. Począwszy od 5 listopada 1987 r. do końca roku, codziennie dochodziło do milczących demonstracji ze świecami. Grupa młodzieży z  Lipska chcąc 28 M. Bogucka, O. Drynia, J. Michalak, Die Montagsdemonstrationen als Beitrag zum Mauerfall, [w:] Es gab einmal eine Republik – Auf den Spuren der DDR-Geschichte, red. ��������������������������������������������������������������������������� J. Ciesielska, E. Kuczyński, „Zeszyty Naukowe Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej we Włocławku. Rozprawy Humanistyczne”, t. X, Włocławek 2009, s. 142 -143.

nr 2, jesień-zima 2010

[109]


Jakub Michalak

kontynuować idee nabożeństw pokojowych nie tylko w listopadzie danego roku, ale każdego tygodnia, zapoczątkowała w  Kościele Św. Mikołaja (Nikolaikirche) regularny termin modlitw na rzecz pokoju – poniedziałek o godzinie 17:00. W przełomowym 1989 r. owe Friedensgebete stały się punktem wyjścia manifestacji, przyciągających z  tygodnia na tydzień coraz większą rzeszę ludzi: „na początku było to kilkaset osób, ale 2 października 1989 r. już 20 000, 70 000 krytycznego 9 października, ponad 100 000 16 października, w przededniu obalenia E. Honeckera i wreszcie 1 50 000 23 października”29. Jak wspomina Christian Führer, ówczesny duchowny z kościoła św. Mikołaja i zarazem jeden z organizatorów demonstracji poniedziałkowych: „Kościół nasz był miejscem nadziei, w którym została odzyskana ponownie wiara w samego siebie”30. Teolog ewangelicki, Friedrich Magirius chyba najtrafniej określił wkład kościoła św. Mikołaja w szerzenie ducha oporu w społeczeństwie NRD, bowiem: „Tu przychodzili ludzie pragnący sprawiedliwości i  poszanowania praw we własnym kraju. Modlitwy nie raz podtrzymywane były przez małe grono, ale zawsze znalazły się aktualne powody dla zgromadzeń na znak odzewu wobec różnych wydarzeń”31. Za przykładem Lipska poszły kolejne miasta Niemiec Wschodnich. W tym samym roku pastor Christa Sengespeick zainicjowała������������������������������������������������������ wśród berlińskich aktywistek całonocn���������������� e modły w intencji pokojowej (Nachtgebete der Frauen). Decydującym czynnikiem dla wiarygodności i szerokiego wsparcia wytworzonego już w połowie lat 80. szerokiego ruchu obywatelskiego było bez wątpienia wezwanie Kościoła, potępiające prowokacje z użyciem przemocy, jako środka do osiągnięcia jakiegokolwiek celu32. W dniach 12-15 lutego 1988 r. w  Dreźnie odbyło się pierwsze tzw. „zebranie ekumeniczne”, mające przyświecać idei szerzenia ducha pokoju oraz sprawiedliwości społecznej. Sam pomysł zrodził się jeszcze w 1985 r.33 Miała to być kolejna platforma kontaktu ze społeczeństwem wschodnioniemieckim, na bazie której można by prowadzić dialog w zakresie problemów społeczno-politycznych w NRD. 29 P.G. Kielmansegg, Das geteilte Land: deutsche Geschichte 1945-1990, Monachium 2000, s. 619. 30 Wywiad z Ch. Führerem, „Das Parlament” 2009, s. 2. 31 F. Magirius, Modlitwy..., op. cit. 32 Szerzej: G. Meyer, Gesellschaftliche Widersprüche und demokratischer Aufbruch in der DDR, [w:] Wir sind das Volk?, red. A. Pabst, C. Schultheiß, P. Bohley, Tübingen 2003, s. 28-29, L. Hartfelder, Wende 1989/1990: Rolle der Kirchen, http://www.suite101.de/content/wende-198990-rolle-der-kirchen-a45393, 09.05.2008 r. 33 K. Fiedor, W obronie pokoju…, op. cit., s. 80-81.

[110]

refleksje


Kościół ewangelicki przyczółkiem opozycji wschodnioniemieckiej

Co ciekawe, spotkania ekumeniczne odbywały się wprawdzie pod dachem kościoła, ale ciche przyzwolenie na ich organizowanie wyszło od części polityków SED, skupionych wokół dziennika partyjnego „Neues Deutschland”. Nie było ono jednakowoż przez nich kontrolowane, co zadecydowało o tym, iż owa alternatywa opinii publicznej była decydującą w wyzwoleniu u mieszkańców NRD ducha odwagi i wiary w samego siebie. Dzięki tym spotkaniom mogli oni bowiem uczyć się w  pewnym stopniu podstawowych zasad dyskursu politycznego, kontynuowanego później w różnych gremiach społecznych i politycznych34. Kolejne spotkanie ekumeniczne odbyło się w Magdeburgu (811 października), a  trzecie ponownie w  Dreźnie, w  kwietniu 1989 r. Tu też zakończono akcję ökumenische Versammlungen z racji nasilenia się manifestacji organizowanych po nabożeństwach pokojowych – tzw. demonstracji poniedziałkowych (Montagsdemonstrationen) – w lipskim Kościele Św. Mikołaja35. Także w 1989 r. Nikolaikirche był „otwarty dla wszystkich”. Nie tylko Chrześcijanie, ale również osoby innych wyznań, młodzież i dorośli, kobiety i mężczyźni mogli prowadzić tu dyskurs w zakresie palących problemów oraz wymieniać swe poglądy z osobami o podobnych zapatrywaniach36. 13 marca przeciwko oponentom wystąpiła policja. Władze kościelne nie wstawiły się jednak za demonstrantami, co ostatecznie zadecydowało o tym, iż organizatorzy przyszłych kościelnych demonstracji coraz jawniej odsuwali się od władz parafialnych. Nadal ważnym elementem wystąpień poza murami świątyń protestanckich pozostały jednak kazania. W wyborach komunalnych z  1989 r. po raz pierwszy wystąpiło zdecydowanie zaangażowanie się Kościoła ewangelickiego po stronie opozycji. Mimo tego nie da������������������������������������������� ł on przyzwolenia �������������������������������������� na organizowanie oficjalnych marszów protestacyjnych i demonstracji przeciwko nieprawidłowościom wyborczym. Taka zdecydowana deklaracja władz kościelnych uświadomiła członkom różnorodnych inicjatyw obywatelskich, że organizowane pod dachem Kościoła ewangelickiego (ale i  także katolickiego) akcje nie wystarczą do realizacji postulatów „drugiej opinii publicznej”. W następstwie tego zaczęto zakładać formalne grupy i stowarzyszenia o  charakterze politycznym. Dzięki temu zarysowała 34 G. Nooke, Die friedliche Revolution in der DDR 1989/1990, [w:] Oppositionsund Freiheitsbewegungen im früheren Ostblock, red. M. Agethen, G. Buchstab, Breisgau 2003, s. 190. 35 Ibidem, s. 195. 36 M. Bogucka, O. Drynia, J. Michalak, Die Montagsdemonstrationen…, op. cit. s. 144 i nast.

nr 2, jesień-zima 2010

[111]


Jakub Michalak

się widoczna ewolucja na polu działań szeroko pojmowanego ruchu obywatelskiego – od grup ekologicznych, poprzez szeroką pracę duszpasterską z młodzieżą, rozwinięty ruch pacyfistyczny przełomu lat 70. i 80. – a skończywszy na społeczno-politycznym ruchu opozycyjnym drugiej połowy lat 80. Politycznym i  zarazem pokojowym wyrazem zaangażowania przedstawicieli kościelnych było m.in. zawiązanie 13 sierpnia 1989 r. z ramienia Hansa-Jurgena Fischbecka ruchu obywatelskiego Demokracja Teraz. 14 września ukonstytuowała się z  kolei w kręgu pastor���������������������������������������������������� ów:������������������������������������������������� Rainera Eppelmanna, Edelberta Richtera, Friedricha Schorlemmera Inicjatywa Demokratycznego Przełomu. 28 sierpnia Markus Merkel wysunął myśl powołania do życia partii socjaldemokratycznej w NRD. O wkładzie działaczy Kościoła ewangelickiego w  przebieg demokratycznego przełomu w  NRD z  lat 1989/1990 świadczy wymownie inicjatywa obradującej od 4 października 1989 r. tzw. „grupy kontaktowej”37. Porozumiała się ona z przewodniczącym Naczelnej Rady Kościoła Ewangelickiego, Martinem Zieglerem, w kwestii utworzenia wspólnej platformy współpracy z przedstawicielami władz partyjnych SED38. Miesiąc później, 21 listopada, biskupi ewangeliccy: dr Gottfried Forck i  dr Werner Leich mówili już o  konieczności zorganizowania takiego gremium. Także działacze Kościoła katolickiego byli gotowi porzucić dotychczas uprawianą politykę względem ruchu opozycyjnego i wesprzeć swym udziałem wspólne rozmowy z elitą rządową SED. Świadczy o tym fakt, iż wśród moderatorów wzajemnych rozmów znalazł się katolicki ksiądz i działacz na rzecz praw obywatelskich, dr Karl-Heinz Ducke. Kwestią sporną pozostawało jednak określenie zasad uczestnictwa władz kościelnych w samych obradach okrągłego stołu. Koncepcja�������������������������������������������������������� równ��������������������������������������������������� oprawnego udziału z uznaniem stałego miejsca w czasie obrad i ważnego������������������������������������������������� głos�������������������������������������������� u decyzyjnego ścierała się z wariantem przyznania duchownym jedynie kierownictwa posiedzeń bez prawa głosu. Rozwiązanie, uznające „partyjny” charakter Kościoła, broniącego własnych interesów nie zostało zaakceptowane. W rezultacie przypadł mu nadzór nad demokratycznym przebiegiem negocjacji. Oficjalne za37 Celem tej „grupy” było przeprowadzenie faktycznych zmian na poziomie polityczno-instytucjonalnym w NRD. Składała się ona z siedmiu organizacji, partii i stowarzyszeń polityczno: Initiative Frieden und Menschenrechte (Inicjatywa na Rzecz Pokoju i Praw Człowieka), Neues Forum (Nowe Forum), Demokratie Jetzt (Demokracja Teraz), Demokratischer Aufbruch (Przełom Demokratyczny), SPD, Grüne Partei (Partia Zielonych) oraz Vereinigte Linke (Zjednoczona Lewica). Szerzej: U. Thaysen, Der Runde Tisch. Oder: Wer war Das Volk? Teil I, [w:] Zeitschrift…, op. cit., s. 78. 38 Ibidem, s. 79-80.

[112]

refleksje


Kościół ewangelicki przyczółkiem opozycji wschodnioniemieckiej

proszenie do obrad 7 grudnia 1989 r. nosi datę 30 listopada 1989 r. Zostało ono opublikowane przez Związek Kościołów Ewangelickich w NRD39. Wraz z nim Kościół ewangelicki przejął na siebie szczególną odpowiedzialność za dalszy bieg wydarzeń. Sam Kościół określał się mianem „moderatora rozmów”40, stając się tym samym jednym z symboli pokojowej rewolucji w NRD. Kościół ewangelicki w  NRD objął szczególną pozycję wśród wschodnioniemieckich wspólnot duszpasterskich w  kształtowaniu tzw. „pokojowej rewolucji” z 1989 r. Uwidoczniła się ona w szczególności w  chwili przejęcia przezeń odpowiedzialności za pokojowe obrady okrągłego stołu oraz udzielanie azylu dla inicjatorów oddolnych ruchów społecznych i  propagatorów kultury opozycyjnej od chwili kształtowania się tzw. „otwartej formuły”. Dzięki temu powstał grunt pod działalność późniejszej opozycji politycznej, którego bezpośrednim wyrazem były masowe demonstracje lat 1989-199041. Atutem instytucji Kościoła, nie tylko protestanckiego, był jego ogólnopaństwowy zasięg, przez co łatwo docierał do wszystkich niemalże mieszkańców NRD. Pierwsi przedstawiciele „alternatywnej elity społeczno-politycznej” nieprzypadkowo pochodzili z  kręgów wspólnoty ewangelickiej. Duchowni protestanccy, mimo głębokich powiązań między państwem a Kościołem42, byli „ludźmi, z którymi można było swobodnie porozmawiać”43. Z  tego powodu, z  otoczenia kościelnego, z  gmin ewangelickich wyszły pierwsze demonstracje. Wielu polityków „pierwszej godziny”44 pełniło przecież służbę kościelną, a wybrany w pierwszych 39 Brzmiało ono następująco: „W porozumieniu z Sekretariatem Berlińskiej Konferencji Biskupów oraz Rady Kościołów Chrześcijańskich, Sekretariat Związku Kościołów Ewangelickich zaprasza do rozmów przy „okrągłym stole” w  dniu 7 grudnia 1989 r., o godzinie 14.00, w Sali parafialnej Wspólnoty Braci w Domu Dietricha-Bonhoeffera, mieszczącego się przy ulicy Zielegelstrasse 30 w  Berlinie. W  obradach będzie uczestniczyło po dwóch przedstawicieli partii i ugrupowań politycznych” („In Abstimmung mit dem Sekretariat der Berliner Bischofskonferenz und der Arbeitsgemeinschaft Christlicher Kirchen lädt das Sekretariat des BEK zu einem Rundgespräch am 7. Dezember 1989, 14.00 Uhr, in den Gemeindesaal der Brüdergemeinde im Dietrich-Bonhoeffer-Haus, Ziegelstrasse 30, in Berlin, ein.“). Ibidem, s. 81. 40 W rzeczywistości było trzech moderatorów: wspomniany wcześniej dr Karl-Heinz Ducke, pastor Martin Lange z Rady Kościołów Chrześcijańskich i reprezentant Związku Kościołów Ewangelickich Martin Ziegler. 41 Por. U. Thaysen, Der Runde Tisch…, op. cit., s. 83. 42 Od państwa pochodziły największe dotacje na działalność duszpasterską. 43 L. Hartfelder, Wende 1989/1990…, op. cit. 44 Pojęcie to odnosi się do tych działaczy, którzy wzięli na siebie przewodnictwo grup działających w duchu demokratyzacji życia publicznego w NRD oraz ochrony praw obywatelskich w drugiej połowie lat 80-tych, jak np. Hans-Jurgen Fischbeck, inicjator

nr 2, jesień-zima 2010

[113]


Jakub Michalak

wolnych wyborach parlament związkowy nie bez powodu nazywany był „parlamentem pastoralnym”45. Ważniejszy od tego jest jednak fakt, iż sama odwaga demonstrantów była, zdaniem Ch. Führera, „owocem długoletnich nabożeństw pokojowych”, dzięki którym „czerpali oni siłę, uczyli się wypowiadać własne zdanie i pokazywać własną twarz”46.

Summary Evangelical Church had an important role in the GDR as far as the activities of opposition at the beginning of 1970s and 1980s are concerned. Indeed, it was outside the institution of the Unity Party. Within the vicinity of the church, people were to create a feeling of solidarity between those aggrieved by the system and the first grassroots activists. During 1989 and 1990 Lutheran church became the starting point for mass demonstrations and a peaceful revolution. In addition, the invitation of the party and the opposition to committees’ meeting on Dec. 7, 1989 was published on behalf of the Association of Evangelical Churches. Nota o autorze Jakub Michalak [kuba1400@op.pl] – ur. 1986, absolwent stosunków międzynarodowych na Uniwersytecie Łódzkim. Pracę magisterską pt. Die Wende 1989-1990 aus der Sicht der Deutschen obronił w roku 2010. Zajmuje się problematyką społeczno-polityczną w Niemczech po roku 1990, a także działalnością opozycyjną w NRD do roku 1990. Był dwukrotnym stypendystą fundacji DAAD w  latach 2008 i 2009. Prowadził dwumiesięczne badania naukowe na Freie Universitaet zu Berlin przy Forschungsverbund SED – Staat.

ruchu obywatelskiego Demokracja Teraz. 45 Ibidem. 46 Wywiad z Ch. Führerem…, op. cit.

[114]

refleksje


Opozycja an Angelika Kontowska Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu

Opozycja antysystemowa we współczesnych państwach totalitarnych – rzeczywistość czy abstrakcja?

W

  XXI w., w którym demokracja uważana jest za najlepszy z możliwych systemów politycznych, wciąż istnieją państwa, w  których podstawowe prawa i wolności obywatelskie nie są przestrzegane. Takimi państwami są państwa totalitarne rządzone przez dyktatorów, dla których posiadanie władzy stało się obsesją. W systemach totalitarnych nie ma miejsca na oficjalną opozycję, dlatego pojęcie to zazwyczaj kojarzone jest z systemami demokratycznymi. W państwie demokratycznym opozycja polityczna to ugrupowanie lub grupa ugrupowań, które aktualnie nie sprawują władzy, ale dążą do jej przejęcia. Totalitaryzm z  definicji wyklucza więc istnienie w  swoim obrębie opozycji sensu stricto. Czy więc we współczesnych państwach totalitarnych rządzonych przez despotycznych przywódców, takich jak Republika Kuby czy Koreańska Republika Ludowo-Demokratyczna dochodzi do buntu, do tworzenia nielegalnych opozycyjnych ruchów społecznych, a może nawet opozycyjnych organizacji? II wojna światowa ukazała ogrom zła, jakie mogą wywołać reżimy totalitarne i utopijne wizje dyktatorów. Przeciwdziałanie temu systemowi stało się, więc priorytetem dla ówczesnych polityków i naukowców. Problem genezy i rozwoju totalitaryzmu w dwudziestym wieku zgłębiało wielu znawców politologii. Hannah Arendt definiowała totalitaryzm jako niespotykaną dotychczas formę rządzenia, całkowicie różną od dotychczas znanego despotyzmu, tyranii czy dyktatury. Podkreślała, że głównym celem tego systemu nie jest nowy porządek prawny, ale jego całkowite odrzucenie. Zdaniem H. Arendt genezy totalitaryzmu należy szukać chronologicznie najpierw w antysemityzmie, później w imperializmie i wreszcie,w powstaniu społeczeństwa i ruchów masowych. Badaczka twierdziła, że rewolucja burżuazyjna zmierzała do przywrócenia ludziom autentycznej swobody politycznej. Idea ta jednak nie została dobrze zrealizowana. Samo wprowadzenie praw obywatelskich nie gwarantowało jesz-

nr 2, jesień-zima 2010

[115]


Angelika Kontowska

cze rzeczywistej realizacji wolności politycznej. Niepowodzenie w tej kwestii stało się główną przyczyną powstania państw totalitarnych1. Fenomen powstania totalitaryzmu analizował również Karl Raimund Popper. Dokonał on krytycznej oceny poglądów filozoficznych, politycznych i społecznych takich wielkich myślicieli jak: Platon, Arystoteles, Georg W. F. Hegel czy Karol Marks. K. R. Popper zarzucił tym filozofom stworzenie ideologii, głoszącej, iż historia ma obiektywny sens, cel, do którego zmierza. Przekonanie o niemożności zmiany tego biegu historii, wymusza jej akceptację i zaaprobowania totalnej przebudowy społecznej w  imię tego celu. Ci, którzy poznają ten cel, uzurpują sobie prawo do kontroli nad całym społeczeństwem. Źródła totalitaryzmu kryją się według K. R. Poppera również w wierze w istnienie globalnych wizji czy utopii. To one czynią z całych społeczeństw bierne podmioty2. Poglądy K. R. Poppera choć niewątpliwie istotne nie uniknęły fali krytyki. Autorowi można zarzucić, że przecenia on rolę idei w dziejach, że ani filozofia, ani ideologia nie mogły być jedynymi źródłami reżimów totalitarnych. W literaturze naukowej, najczęściej podkreśla się, że przyczynami powstania państw totalitarnych były nierówności społeczne i głęboki kryzys gospodarczy i polityczny na początku dwudziestego wieku3. Pogląd taki głosił Carlton Hayes. Uczony ten twierdził, iż źródłem współczesnych zmian są przeobrażenia społeczne. Uprzemysłowienie i wzrost ruchliwości społecznej spowodowały oderwanie ludzi od ich ziemi, zwyczajów czy tradycji. Pozycja ekonomiczna jednostki stawała się coraz bardziej niepewna. Ludzie w takich sytuacjach łatwo zaczęli ulegać demagogicznym hasłom, obiecującym szybką zmianę na lepsze. Hasła te najlepiej trafiały do osób o nieustabilizowanej sytuacji życiowej, czyli zwłaszcza do młodzieży. To ona była trzonem w ruchach masowych. Uczony podkreśla, że niewątpliwy wpływ na przedstawione powyżej przeobrażenia społeczne, miała rewolucja francuska oraz rewolucja przemysłowa. Ta pierwsza spowodowała centralizację władzy, druga zaś dała państwu bezprecedensowe okazje do interwencji i pozwoliła mu wzmocnić i  rozwinąć własną aktywność. Tym wszystkim zjawiskom towarzyszył jeszcze upadek religii. C. Hayes twierdził, że masy muszą wierzyć w jakąś siłę wyższą. Dlatego ci, którzy odrzucili H. Arendt, Korzenie totalitaryzmu. Tom 1, Warszawa 1993, s. 357-388. K. R. Popper, Społeczeństwo otwarte i jego wrogowie. Tom 1, Warszawa 1993, s. 120-125. 3 W. Żebrowski, Współczesne systemy polityczne. Zarys teorii i praktyka w wybranych państwach świata, Olsztyn 2005, s. 42. 1

2

[116]

refleksje


Opozycja antysystemowa we współczesnych państwach totalitarnych...

dotychczasowe tradycje, musieli znaleźć ją w nowej wierze. Tak więc punkt oparcia odnaleźli oni w  religiach politycznych, tworząc masy przesiąknięte fanatyzmem, owacyjnie reagujące na wezwania dyktatorów4. Podobne poglądy głosił również wybitny filozof Raymond Aron. Był on przekonany, że dopiero uwolnienie społeczeństwa od biedy i zaspokojenie podstawowych potrzeb socjalnych może spowodować upadek reżimów totalitarnych. Nie pomijał on jednak wpływu ideologii na rozwój totalitaryzmu. Podobnie jak K. R. Popper krytykował utopijny charakter poglądów Karola Marksa, jak i społeczną przebudowę w imię ideologii5. W latach trzydziestych i  czterdziestych XX w. uczeni wysunęli szereg tez mających wyjaśnić istotę fenomenu totalitaryzmu. Głębsza analiza zjawiska, jakim był totalitaryzm, owocowała licznymi konferencjami poruszającymi ten problemem. Największy rozgłos przypadł spotkaniu zorganizowanemu przez Carla J. Fredricha. Na tym sympozjum jej organizator po raz pierwszy pokusił się o kompleksowe wyjaśnienie natury totalitaryzmu. Przedstawił on swój pomysł na określenie pięciu podstawowych cech systemu totalitarnego6. Teorię tę rozwinął i uzupełnił w napisanej ze Zbigniewem Brzezińskim książce Dyktatura totalitarna a autokracja. Uczeni proponowali, aby traktować jako społeczeństwo totalitarne, takie, w którym: • istnieje oficjalna ideologia, przynajmniej biernie akceptowana przez społeczeństwo, obejmująca wszystkie aspekty związane z ludzką egzystencją; • obecna jest jedna masowa partia o hierarchicznej strukturze, zazwyczaj z jednym liderem na czele i  mająca pozycję identyczną lub nadrzędną do biurokratycznej organizacji rządów; • występuje monopol w  dziedzinie kontroli nad całością środków efektywnej walki zbrojnej; • nad wszystkimi środkami efektywnej komunikacji roztoczony jest nadzór partii lub podporządkowanej jej instytucji; • występuje wszechobecny system terrorystycznej kontroli policyjnej, skierowany nie tylko przeciwko wrogom ustroju spo-

4 Za: R. Skarzyński, Od liberalizmu do totalitaryzmu. Z dziejów myśli politycznej XX wieku, Warszawa 2002, s. 77-78. 5 Za: H. Olszewski, M. Zmierczak, Historia doktryn politycznych i prawnych, Poznań 1994, s. 351. 6 R. Skarzyński, Od liberalizmu…, op. cit., s. 82-85.

nr 2, jesień-zima 2010

[117]


Angelika Kontowska

łecznego, ale również przeciw arbitralnie wybranym grupom społecznym; • cała gospodarka jest centralnie kierowana i kontrolowana przez partię lub podporządkowane jej organy7. Powyższy zestaw czynników nazywany był przez C. J. Fredricha syndromem totalitarnym. Wszystkie z licznych prób definiowania i szukania korzeni totalitaryzmu ukazują liczne bariery, które często uniemożliwiają wystąpienie w takim państwie działań opozycyjnych. Jak jednak jest we współczesnych państwach totalitarnych? Czy takie państwa jak Republika Kuby i KRLD to państwa w których jednostki zaakceptowały i pogodziły się z tym, że żyją w niedemokratycznym systemie, który odbiera im wolność? Czy obywatele współczesnych państw totalitarnych stracili całkowitą zdolność do zorganizowania jakiejkolwiek próby oporu? W systemach demokratycznych opozycja jest nieodłącznym elementem struktury politycznej. Inaczej w systemach niedemokratycznych: to właśnie likwidacja oficjalnej opozycji politycznej jest przecież jednym z  głównych symptomów przekształcania demokratycznego państwa w  państwo totalitarne. Rozumienie opozycyjności w  totalitaryzmie jest więc zupełnie odmienne od definiowania tego pojęcia w systemach demokratycznych. Najważniejszą kwestią jest więc ustalenie, jakie formy opozycyjność polityczna może przyjmować w państwie niedemokratycznym, a także jakich działań taką opozycyjnością bez wątpienia nazwać nie można. Kategorią definiowania opozycyjności bez wątpienia nie może być fakt stosowania represji, ponieważ w  państwie totalitarnym istnieje pojęcie „wroga obiektywnego”, za którego często zostają uznani ludzie nie mający nic wspólnego z działalnością opozycyjną. Opozycją nie są również wszelkie walki koteryjne wewnątrz aparatu partyjno-państwowego, jak i nieoficjalne pogłoski i plotki, których w państwach totalitarnych występuje co nie miara. Wyjątkiem są oczywiście informacje rozpowszechniane z „ust do ust” w  celu podtrzymywania w  społeczeństwie ducha oporu. Nie można również zaliczyć do działań opozycyjnych zachowań pracowniczych; przykładowo: pozorowania pracy czy kradzieży mienia fabrycznego w celach prywatnych. Jak więc ujawnia się opozycyjność w państwach totalitarnych? Według Romana Bäckera do opozycji sensu largo możemy zaliczyć wszelkie zorganizowane, zbiorowe działania zmierzające

7

Za: H. Olszewski, M. Zmierczak, Historia doktryn…, op. cit., s. 349.

[118]

refleksje


Opozycja antysystemowa we współczesnych państwach totalitarnych...

do ukazania swojego sprzeciwu wobec istniejącego stanu rzeczy8. Opozycja w państwie totalitarnym nie jest więc sformalizowaną strukturą, lecz często nielegalnym działaniem prowadzonym przez zakonspirowane grupy. Zanim jednak zostanie przeanalizowane istnienie w praktyce struktur opozycyjnych w państwach totalitarnych, należy również odpowiedzieć na pytanie, w jaki sposób władza może tak zniewolić obywateli, że większość z  nich nie jest w  stanie, a  czasem wręcz nawet nie próbuje podjąć jakiejkolwiek próby oporu? Należy tutaj również zaznaczyć, iż systemy totalitarne funkcjonują w państwach takich jak KRLD czy Republika Kuby już od ponad 50 lat, co oznacza, że już drugie pokolenie Kubańczyków i Koreańczyków z Północy nie może wyzwolić się z kajdan totalitaryzmu. System totalitarny największe piętno odciska na społeczeństwie, tworzy nowego człowieka. Podstawową cechą osoby żyjącej w  państwie totalitarnym jest jego wykorzenienie i wyizolowanie. Jest on nie tylko odcięty od kontaktów z jakąkolwiek grupą społeczną, ale również ze znajomymi, przyjaciółmi, a  nawet rodziną. To partia wymaga zerwania związków, które nie są zgodne z jej aktualnymi celami. Tylko takie bezgraniczne podporządkowanie się władzy może być dowodem lojalności wobec państwa. W systemie totalitarnym państwo i jednostka to dwa nierozerwalne pojęcia. Taki sposób traktowania jednostki niesie za sobą poważne konsekwencje. Całkowita podległość wobec władzy, powoduje, że człowiek traci instynkt oporu i wolności. Staje się niezdolny do samodzielnych wyborów i  przyzwyczaja się, że wszystkie wartości muszą być zgodne z interesem państwa. W tym systemie nawet czołowi funkcjonariusze partii są zniewoleni, nie mogą myśleć ani działać samodzielnie. Ich kariera, dobrobyt, a nawet sam byt zależą od woli wodza. To przywódca narodu jest, bowiem utożsamiany z dobrem, a ci wszyscy, którzy mu się sprzeciwiają – ze złem. Niemożność istnienia jakiejkolwiek krytyki powoduje sprzeczność pomiędzy realizowaną wolą wodza a  osobistymi myślami i  odczuciami. Szara, codzienna rzeczywistość jest zupełnym przeciwieństwem ideologicznej utopii. Ten rozdźwięk doprowadza do tego, że człowiek zmuszony jest traktować wszystkie sprawy dwoiście, wybierając osobowość, którą będzie musiał się posłużyć, aby osiągnąć swój cel. Naukowcy (np. H. Arendt, Józef Tischner, Aleksander Zinowiew, R. Bäcker) analizując 8 R. Bäcker, Opozycja a  totalitaryzm. Problemy klasyfikacyjne, [w:] Opozycja w systemach demokratycznych i niedemokratycznych, red. K. Łabędź, M. Mikołajczyk, Kraków 2001, s. 57-63.

nr 2, jesień-zima 2010

[119]


Angelika Kontowska

problem totalitaryzmu, doszli do wniosku, że system ten wytworzył nowy rodzaj nadczłowieka. Homo sovieticus, bo tak się go określa, zdolny jest do wszystkiego: do dobroci, ale i do największego zła, jeżeli wydaje się mu ono konieczne9. Taki człowiek posiada szereg cech, nazwanych syndromem totalitarnym. Zalicza się do nich: • autorytatywną podległość; • agresywne wyszukiwanie wyidealizowanych autorytetów; • skłonność do nietolerancji wobec ludzi, którzy naruszają konwencjonalne wartości; • kierowanie się stereotypami i przesądami; • wiara w tajemnicze siły kierujące losami jednostek; • akceptacja dla brutalności i używania siły, przy jednoczesnym utożsamianiu się z symbolami i osobami, które je wyrażają; • cynizm i destrukcyjność; • wrogie nastawienie do ludzi; • przenoszenie własnych poglądów na świat zewnętrzny10. Reżimy totalitarne tworzą więc społeczeństwa bez moralności. W  tych państwach to, co kiedyś uważane było za zbrodnie, stało się powszechnie obowiązującą zasadą. Tym sposobem winą obciąża się całe społeczeństwo. Wielu ludzi żyje w zakłamaniu, bo to jedyna możliwość, aby przetrwać11. System zorganizowanego terroru likwiduje kontakty społeczne między ludźmi i dba o to, aby nigdy się one nie odnowiły. Ideologia, która jest jedną z  głównych cech totalitaryzmu, niszczy natomiast styczność człowieka z rzeczywistością. Pozbawia go umiejętności rozróżniania prawdy od fałszu, świata realnego od fikcji. Zdrowy rozsądek przestaje wtedy działać, przekonania nie mają już znaczenia, bowiem nie ma możliwości kształtowania własnej opinii o  poszczególnych sprawach. Według H. Arendt ideologia to „logika idei”. Jej przedmiot stanowi historia. Przez jej szczególną interpretację próbuje się wyjaśnić zachodzące zmiany. Ideologia tłumaczy przebieg wydarzeń tak jakby, podlegały one jakimś logicznym prawom. H. Arendt wskazuje, że w ideologiach totalitarnych nastąpiło, nieznane wcześniej w historii nasilenie takich elementów jak: 1. dążenie do przedstawienia całościowych interpretacji rzeczywistości teraźniejszej i przyszłej; 2. emancypacja od stanu realnego; R. Bäcker, Totalitaryzm. Geneza, istota, upadek, Toruń 1992, s. 60-65. Ibidem, s. 66. 11 R. Skarzyński, Od liberalizmu…, op. cit., s. 257. 9

10

[120]

refleksje


Opozycja antysystemowa we współczesnych państwach totalitarnych...

3. podporządkowywanie faktów do z góry określonego aksjomatu, z którego muszą być wyprowadzane wszystkie dalsze założenia12. Celem ideologii jest całkowita dominacja nad państwem, także w  sferze gospodarczej i  społecznej. To właśnie w  tych dziedzinach można dostrzec jej największe znaczenie. Analiza oddziaływania państwa na jednostkę doskonale ukazuje więc, jak trudno jest w państwie totalitarnym zachować jednostce jasność myślenia i wolną wolę, a na dodatek jeszcze znaleźć nie jedną, ale większa grupę osób myślących podobnie i świadomych tego, że ich państwo jest zniewolone przez despotyczną władzę. Na koniec potrzeba jeszcze odwagi, aby podjąć się próby zawalczenia o swoją wolność. Pozytywne przykłady podejmowania takiej walki można odnaleźć w Republice Kuby. Pod koniec 1991 r. ówczesny przywódca i twórca kubańskiego państwa totalitarnego Fidel Castro musiał zmierzyć się z poważnym problemem. Oto w państwie rządzonym przez despotycznego wodza doszło do utworzenia związkowej organizacji wzorowanej na polskiej Solidarności. Rafael Gutiérez, przedstawiciel dokerów w Centrali Pracowników Kubańskich, człowiek z wąsem á la Lech Wałęsa ogłosił pod koniec 1991 roku utworzenie wolnego i niezależnego związku zawodowego. R. Gutiérez nie był debiutantem, już od wielu lat był stałym uczestnikiem kongresów związkowych i cieszył się szerokim poparciem i popularnością w środowiskach robotniczych. Miał zwolenników nawet wśród członków Partii Komunistycznej. R. Gutiérez zyskał także uznanie na arenie międzynarodowej – jego organizacja uzyskała oficjalne poparcie ze strony Międzynarodowej Konfederacji Wolnych Związków Zawodowych. Przywódca opozycjonistów ośmielił się nawet chodzić w koszulce Solidarności, którą otrzymał od polskiej dziennikarki Anny Husarskiej. Utworzenie wolnego związku zawodowego w państwie totalitarnym i jego efektywne, chodź krótkie funkcjonowanie było swoistym fenomenem. Pod czujnym okiem despotycznego przywódcy, F. Castro, powstała organizacja, która mogła zagrozić jego dyktatorskiej władzy. Na początku dyktator próbował osłabić pozycję buntownika poprzez zwolnienie go z  pracy. R. Gutiérez oskarżył wtedy F. Castro o łamanie praw związkowych zawartych w konstytucji. Odwaga jednego człowieka dała siłę innym ludziom, aby odważyli się przyłączyć do zwolenników opozycjonisty. Kiedy R. Gutiérez został zatrzymany, jego przyjaciele wezwali do milczącej manife12

H. Arendt, Korzenie…, op. cit., s. 494-504.

nr 2, jesień-zima 2010

[121]


Angelika Kontowska

stacji w kościele Matki Bożej Łaskawej, położonego niedaleko portu. Na apel odpowiedziało ponad piętnaście tysięcy osób. Największym jednak sukcesem opozycjonisty było wezwanie do bojkotu wyborów jesienią 1993 r. Ponad 30% obywateli nie wzięło udziału w głosowaniu. W państwie totalitarnym, w którym udział w wyborach jest obowiązkiem każdego obywatela, w którym nieprawomyślny obywatel zostaje zarejestrowany i ryzykuje utratą pracy, a nawet prześladowaniami ze strony władz, taki wynik był zdecydowanie rewolucyjny13. R. Gutiérez i  jego zwolennicy stali się niewątpliwie poważnym zagrożeniem dla władzy Fidela Castro. Pierwszy raz odkąd kubański dyktator objął władzę w  jego państwie powstała tak zorganizowana i  efektywnie działająca opozycja antysystemowa. Przyczyn takiego stanu rzeczy można się doszukiwać w trudnej sytuacji ekonomicznej, w jakiej znalazła się Kuba na początku lat dziewięćdziesiątych. Szacuje się, że upadek Związku Radzieckiego, tylko w roku 1992, kosztował Kubę około 5,7 miliarda dolarów. Do tego momentu, w ciągu trzech lat, państwo kubańskie straciło 70% swojej zdolności nabywczej. Od 1992 r. karaibskie państwo nie otrzymywała już kredytów z nowopowstałej Federacji Rosyjskiej. Wcześniej ZSRR zapewniało jej dochód prawie 1,5 miliarda dolarów rocznie. Również dawne państwa komunistyczne przestały dotrzymywać zawartych umów i  pozrywały wcześniej uzgodnione linie kredytowe. Po rozpadzie obozu socjalistycznego Kuba była zdana na własne siły. F. Castro musiał za wszelką cenę zapobiec przenikaniu wzorców z Europy Wschodniej do jego własnego państwa. Rozpoczął się więc okres rozległych czystek w aparacie bezpieczeństwa, wojsku, ministerstwach oraz przemyśle turystycznym i  filmowym. Rosnące problemy gospodarcze Kuby skłoniły Fidela Castro do przeprowadzenia również reform gospodarczych. Osamotnionej Kubie pozostało tylko jedno wyjście – całkowita autarkia. Przykładowo, aby rozwiązać problem z wciąż brakującą ropą naftową, F. Castro polecił społeczeństwu używanie rowerów jako środka transportu. Rząd kubański zakupił w Chinach milion rowerów. Postanowiono nawet zastąpić połowę samochodów ciężarowych, trójkołowymi rowerami przystosowanymi do transportu towarów14. Nie ma żadnych wątpliwości co, do tego, że to kryzys ekonomiczny na Kubie dał podłoże do wykształcenia się ruchu oporu. Obywatele po 40 latach wreszcie poczuli się zmęczeni życiem w państwie totalitarnym. F. Castro postanowił jednak za wszel13 14

S. Raffy, Fidel Castro, Warszawa 2006, s. 316-317. V. Skierka, Fidel Castro: biografia, Wrocław 2008, s. 221-227, 246-255.

[122]

refleksje


Opozycja antysystemowa we współczesnych państwach totalitarnych...

ką cenę nie dopuścić do rozszerzenia się ruchu opozycyjnego i definitywnie rozprawić się ze związkowcami. R. Gutiérez zostawał ponownie zatrzymany i wysłany do więzienia, jednak przyjaciołom związkowca udało się zaalarmować o tym fakcie opinię międzynarodową. Kubański dyktator został więc zmuszony uwolnić buntownika. Jego życie jednak nadal było w  niebezpieczeństwie. Zastraszony R. Gutiérez za radą swych przyjaciół i rodziny zbudował tratwę z desek podłogowych i  3  października 1994 r. uciekł z  wyspy15. Totalitarny reżim odniósł zwycięstwo. Człowiek chcący walczyć o wolność swojej ojczyzny poddał się w końcu. Okazało się, że Kuba to nie Polska, a muru, jaki stanowi Ocean Atlantycki i Morze Karaibskie, nie można tak łatwo zburzyć jak muru berlińskiego. W  nowym tysiącleciu również nie doszło do znaczących zmian w polityce dyktatora. Kiedy w 2002 roku grupa opozycjonistów zaczęła zbierać podpisy pod petycją żądającą reform, wolnych wyborów i  większej otwartości politycznej, F. Castro po prostu dokonał zmian w konstytucji, ustanawiając klauzulę o nieodwracalności socjalistycznego ustroju państwowego. W marcu 2003 roku prasa podała, że na Kubie do więzienia zostało wtrąconych siedemdziesięciu pięciu opozycyjnych dziennikarzy, pisarzy i innych intelektualistów16. Przykład Kuby świadczy o tym, że i w państwie totalitarnym mogą powstać ruchy opozycyjne, że nie jest ono niewzruszonym monolitem. Przykład ten pokazuje również, że najlepszym momentem dla zorganizowania oporu jest kryzys gospodarczy w państwie. Totalitarna władza musi wtedy radzić sobie z wieloma problemami, nie może więc całych swoich sił skupić na walce z opozycją. Niezbędnym warunkiem do wykształcenia się opozycji antysystemowej jest również świadomość obywateli i wola walki. Jak wcześniej wskazano, system totalitarny tworzy nowego człowieka, wyizolowanego, odciętego od kontaktów z jakąkolwiek grupą społeczną. Władza totalitarna, która opanuje do perfekcji oddziaływanie poprzez indoktrynację ideologiczną może stworzyć jednostki niezdolne do samodzielnego myślenia, nie wspominając już o  niezdolności do zorganizowaniu jakiejkolwiek próby oporu. Takiej nasilonej indoktrynacji nigdy nie próbował wprowadzać wśród obywateli Kuby F. Castro, może właśnie dlatego niektórzy Kubańczycy pomimo tego, że żyją w państwie totalitarnym, nie zatracili woli walki. Zupełnie inaczej wygląda sytuacja w  innym, współczesnym państwie totalitarnym – Koreańskiej Republice Ludowo-Demokratycz15 16

S. Raffy, Fidel…, op. cit., s. 318. V. Skierka, Fidel…, op. cit., s. 337-343.

nr 2, jesień-zima 2010

[123]


Angelika Kontowska

nej. Komunistyczne państwo stworzone przez ojca i rządzone obecnie przez syna sięgnęło Orwellowskiej wizji z powieści Rok 1984. Czy w takim państwie mogło więc dojść do zawiązania się nie zorganizowanej opozycji, ale chociaż namiastki jakiegokolwiek ruchu oporu? Społeczeństwo północnokoreańskie, które od ponad 50 lat podlega zmasowanej indoktrynacji nie posiada nawet świadomości tego, że można żyć inaczej, że jednostka może być wolna. Nieliczne jednostki, które zauważają, że państwo ich nie chroni, ale wręcz niszczy, albo zostają wtrącone do obozów pracy lub obozów zagłady, albo mają tak dużo szczęścia, że ich ucieczka z kraju zostaje zakończona powodzeniem (co jest niezmiernie trudne i nie zdarza się często). Warto więc przyjrzeć się bliżej działaniom północnokoreańskich władz, które spowodowały, że w tym współczesnym państwie totalitarnym nie jest możliwe utworzenie się opozycji antysystemowej. Budowa nowego idealnego społeczeństwa w Korei Północnej miała swe ideologiczne podstawy w idei dżucze i  rozpoczęła się w  połowie lat sześćdziesiątych. Plany władz północnokoreańskich były nadzwyczaj ambitne, wierzono jednak, że jeżeli można je gdziekolwiek zrealizować, to właśnie tutaj, w Korei Północnej. Kraj ten był miejscem, w którym znacjonalizowany komunizm Kim Ir Sena, znalazł podłoże w kulturze ludowej. Tysiącletnia konfucjańska tradycja opierająca się na idei posłuszeństwa i  lojalności wobec władzy oraz na ojcowskim kulcie dla przywódcy państwa, stworzyła odpowiednie fundamenty do budowy „komunistycznego raju”. Sprzyjająca sytuacja wewnętrzna nie gwarantowała jeszcze sukcesu. Aby udało się zbudować idealne społeczeństwo musiały być spełnione cztery zasadnicze warunki: izolacja zewnętrzna i wewnętrzna, terror państwowy, totalna kontrola społeczna oraz permanentna indoktrynacja17. Izolacja zewnętrzna Korei Północnej rozpoczęła się w 1946 r., kiedy to na zlecenie radzieckich władz okupacyjnych Kim Ir Sen uniemożliwił jakiekolwiek przemieszczanie się pomiędzy częścią północną i południową, zamykając linię demarkacyjną wzdłuż 38 równoleżnika. Od początku lat sześćdziesiątych izolacja przybrała jeszcze bardziej radykalną formę. Jej celem stało się niedopuszczenie do jakiegokolwiek swobodnego przepływu ludzi, informacji czy obcych idei, które mogłyby zagrozić prawowierności obywateli wobec komunistycznych władz. Kim Ir Sen i jego syn Kim Dzong Il system eliminacji nieodpowiednich 17 �� 41 W. J. Dziak, A. M. Faliński, W kraju Orwella: uwagi o funkcjonowaniu północnokoreańskiego państwa totalitarnego, Warszawa 1994, s. 64-65.

[124]

refleksje


Opozycja antysystemowa we współczesnych państwach totalitarnych...

informacji doprowadzili do perfekcji. Obywatel nie ma możliwości zapoznania się z wiadomościami i opiniami odmiennymi od oficjalnych. Wszelkie media informują o  sprawach kraju według z  góry określonych wytycznych i ideologicznej hierarchii. W  północnokoreańskiej rzeczywistości media służą wyłącznie edukowaniu i  mobilizowaniu mas, funkcja informacyjna ograniczona jest do minimum. Prasa, radio i  telewizja przekazują wyłącznie pozytywne obrazy, panuje oficjalna teza, że Korea Północna jest państwem dostatnim, bezpiecznym i spokojnym. O  poparciu obywateli dla władz mają świadczyć wyniki wyborów, w których rzekomo zawsze bierze udział 100% uprawnionych do głosowania. Obywatelom KRLD zakazano słuchania zagranicznych audycji i  oglądania zagranicznych programów. Również surowo zabronione jest rozpowszechnianie, a nawet samo posiadanie prasy zagranicznej, obcej literatury, kaset, płyt, plakatów. W Korei Północnej zakazano także turystyki zagranicznej, a nawet podróżowania po własnym kraju bez zezwolenia. Niedozwolona jest również korespondencja z obywatelami obcych państw, a także zagraniczne rozmowy telefoniczne. Totalna izolacja osiągnęła swój cel. Statystyczny obywatel KRLD, uwierzył, że poza granicami jego kraju panuje wyzysk, grabieże i wszechogarniające zło, a izolacja od zachodniego świata jest prawdziwym wybawieniem i ratunkiem18. Drugim ważnym filarem budowy nowego społeczeństwa jest terror państwowy. Represje wobec realnych i domniemanych przeciwników systemu trwają nieprzerywalnie od 1945 r. Terror bowiem uznawany jest za podstawowe narzędzie utrzymywania i  umacniania władzy. Pierwsze masowe represje zaczęły być stosowane, gdy wprowadzano, wzorowane na radzieckich, fundamentalne reformy ustrojowe i społeczne. Przez cały czas są również stosowane czystki wewnątrz partii. Na początku poddawani byli im autentyczni przeciwnicy reżimu, później zasięg tego mechanizmu znacznie się rozszerzył. Kim Ir Sen wykorzystywał go, aby obarczać represjonowanych działaczy odpowiedzialnością za niepowodzenia własnej polityki. Z  czasem zaczęto wskazywać wyimaginowanych wrogów, takich jak „agenci Południa” czy „zwolennicy amerykańskiego imperializmu”. Masowy terror dotyka również zwykłych ludzi, którzy wypowiedzieli nieopatrznie jakieś zakazane słowo, zrobili nieprzyjazny gest lub stawali się ofiarą niesłusznego donosu. Całe społeczeństwo utrzymywane jest w  atmosferze wszechogarniającego strachu i niepewności co do swych przyszłych 18

W. J. Dziak, Kim Ir Sen: dzieło i polityczne wizje, Warszawa 2000, s. 347-351.

nr 2, jesień-zima 2010

[125]


Angelika Kontowska

losów. Represje prewencyjne i rotacyjne stanowią główne narzędzie kontroli społeczeństwa. Do rangi najwyższej cnoty zostało podniesione donosicielstwo. Jest ono obowiązkiem czujnego obywatela, ponieważ wróg może czaić się wszędzie, nawet w jego własnej rodzinie. Na szeroką skalę rozwinięty jest również system instytucji karnych, do najbardziej represyjnych należą obozy koncentracyjne19. Podstawy systemu totalnej kontroli zostały stworzone w połowie lat 60., kiedy to Kim Ir Sen zadeklarował budowę nowego społeczeństwa. Jednym z jej teoretycznych fundamentów miało być stworzenie monolitycznego systemu ideowopolitycznego. Celem tego systemu było całkowite ujednolicenie myśli i  postaw wszystkich obywateli KRLD. Totalna kontrola społeczna miała przygotować społeczeństwo do masowej kampanii edukacyjnej na rzecz stworzenia nowych ludzi, natchnionych jedną myślą i  jedną wolą swojego Wielkiego Wodza. W  Korei Północnej wszystko zostało ściślei precyzyjnie określone, zhierarchizowane i  zagospodarowane. Do dziś istnieje mnogość różnych regulaminów, które regulują najdrobniejsze sprawy życia obywateli, nawet zachowanie w  jego własnym mieszkaniu. Każda wolna godzina życia obywatela musi być zagospodarowana, aby nie miał on sposobności na indywidualne działania lub myśli. Licznie organizowane są więc różne szkolenia, konferencje, kursy i  narady. Kontroli nad jednostką służy również oszałamiająca liczba muzeów, pomników oraz izb pamięci. Ważnym elementem kontrolnym był także nakaz aktywnego uczestnictwa, od 5 roku życia, w organizacji politycznej. Obywatel niemal od urodzenia aż do śmierci pozostaje pod opieką partii. To partia decyduje o przyszłym zawodzie obywatela, jego osobiste predyspozycje i zainteresowania nie mają tutaj najmniejszego znaczenia. Decyduje również o wyborze partnera, miejscu zamieszkania, zapewnia opiekę medyczną, bezpłatne nauczanie, a nawet mieszkanie z  kompletnym wyposażeniem. Ten niezwykły mechanizm spowodował, że życie wbrew państwu czy poza państwem jest niemożliwe. W Korei Północnej, oprócz rozwiniętego na szeroką skalę nadzoru policyjnego, istnieje również kontrola obywatelska. Opiera się ona na tak zwanym systemie pięciu gospodarstw domowych. Pięć gospodarstw tworzy jedną grupę. Każdy należący do niej członek zobligowany jest do inwigilacji swojej rodziny i sąsiadów. Raz w tygodniu, cała grupa spotyka się na publicznym zebraniu, gdzie każdy musi przyznać się do przynajmniej jednego niegroźnego przewinienia politycznego i skiero19

W. J. Dziak, A. M. Faliński, W kraju…, op. cit., s. 68-70.

[126]

refleksje


Opozycja antysystemowa we współczesnych państwach totalitarnych...

wać co najmniej dwa zarzuty pod adresem pozostałych członków grupy. Proces totalnej kontroli wspomaga również całkowita militaryzacja życia społeczno-politycznego. Do przechodzenia regularnych szkoleń wojskowych zobowiązani są wszyscy obywatele KRLD. Władze, pomimo ciągłego kryzysu gospodarczego w państwie, na cele wojskowe niezmiennie przeznaczają 25% PKB. Totalna kontrola ściśle związana jest z ostatnim warunkiem koniecznym do budowy nowego społeczeństwa – z indoktrynacją ideologiczną20. Obecnie realizowany model zmasowanej indoktrynacji został wypracowany pod koniec lat sześćdziesiątych. Wówczas – wraz z umocnieniem się władzy Kim Ir Sena i jego ideologii dżucze – indoktrynacja ideologiczna zaczęła nabierać charakteru jednolitej koncepcji edukacyjnej. Jej celem, było stworzenie nowego człowieka „typu dżucze”. Człowiek taki, musi tak samo jak wódz i partia postrzegać otaczającą go rzeczywistość. Nawet w ekstremalnych sytuacjach musi być wierny, lojalny i zawsze gotowy na rozkaz wodza. Wszystkie uczucia i związki, także rodzinne, muszą być podporządkowane miłości nadrzędnej – do wodza i partii. Człowiek nowego typu musi być pozbawiony hamulców moralnych, potrzeb religijno-duchowych i konsumpcyjnych. Powinien zaś być głęboko przepojony duchem nacjonalizmu. Celem takiej zmasowanej indoktrynacji było stworzenie ludzi fanatycznych, bez reszty oddanych swemu wodzowi. Tworzenie nowego człowieka rozpoczyna się już w  szóstym roku życia. Dzieci obowiązkowo zaczynają wtedy uczęszczać do przedszkola. Rodzice zaprowadzają je tam w poniedziałek rano, a odbierają w sobotę popołudniu. Odpowiednio przeszkolony nauczyciel zajmuje się więc nie tylko edukacją, ale i również wychowywaniem najmłodszych obywateli. Zajęcia ideologiczne zajmują prawie połowę czasu przeznaczonego na proces dydaktyczno-wychowawczy. Już w przedszkolu dzieci zaczynają zapoznawać się z podstawowymi informacjami dotyczącymi życia i  działalności rewolucyjnej Kim Ir Sena. Indoktrynacja obejmuje również wychowanie w duchu antyimperialistycznym i antyamerykańskim. W wieku 7 lat dzieci zaczynają studiować politykę partii i  dzieła następcy Wielkiego Wodza – Kim Dzong Ila. Następnie w ósmym roku życia dzieci wstępują do pierwszej w swym życiu organizacji politycznej – „Związku Dziecięcego”. Na tym etapie indoktrynacja zostaje jeszcze bardziej pogłębiona i rozszerzona. W trakcie kształcenia, jak i po jego ukończeniu wszyscy obywatele zobowiązani są do przynależności do określonej organizacji. Po 20

W. J. Dziak, Kim Ir Sen…, op. cit., s. 367-376.

nr 2, jesień-zima 2010

[127]


Angelika Kontowska

ukończeniu 30. roku życia najbardziej zasłużeni wstępują do partii. Pozostali obowiązkowo zostają członkami organizacji związkowych. Partia Pracy Korei jest najważniejszym organem odpowiedzialnym za masową indoktrynację. Jest ona inicjatorem wszystkich przedsięwzięć propagandowo-ideologicznych. Indoktrynacja  stała się obecna również w życiu prywatnym każdego obywatela. W każdą niedzielę wszyscy obowiązkowo studiują dzieła Kim Ir Sena. Znaczącą rolę odgrywają również liczne masowe uroczystości: manifestacje ludności ku czci Wodza, parady licznych organizacji politycznych czy defilady wojska i młodzieży w bojowym szyku. Ten ideologiczny model zespala obywatela z państwem, można nawet pokusić się o stwierdzenie, że człowiek w KRLD został całkowicie upaństwowiony21. Model czterech filarów spowodował, że w KRLD nie ma najmniejszych szans na to, aby obywatele poprzez opozycyjne działania zagrozili panowaniu totalitarnego reżimu. Totalna kontrola i upaństwowienie jednostki, które udało się zrealizować przywódcom KRLD, uniemożliwia więc całkowicie zorganizowanie jakiejkolwiek próby oporu. Podsumowując, istnienie opozycji antysystemowej w  państwie totalitarnym jest możliwe, lecz jedynie w  określonych, sprzyjających warunkach. Przykład Republiki Kuby pokazuje, iż w momentach kryzysowych, zwłaszcza w czasie występowania problemów ekonomicznych i nacisków międzynarodowych, totalitarna władza zmuszona do ustępstw, tworzy przestrzeń, którą mogą wykorzystać opozycjoniści. Warunkiem koniecznym jest jednak posiadanie przez obywateli świadomości, że są krzywdzeni przez władzę, że mają siłę wygrać i zmienić istniejący stan rzeczy. Warunkiem koniecznym jest istnienie w społeczeństwie totalitarnym ludzi, których system nie zmienił w  tak zwanych homo sovieticus.

Summary This article analyses the problem of anti-systemic opposition’s existence in a totalitarian state. Different concepts concerning the genesis of totalitarianism as well as the features of this system were presented in the paper. Then, the idea of the opposition in a totalitarian state was defined. At the same time, it was emphasized that defining the oppositional quality in a democratic and totalitarian state is completely disparate. Next, an analysis of anti-systemic opposition’s occurrence 21

W. J. Dziak, A. M. Faliński, W kraju…, op. cit., s. 77-86.

[128]

refleksje


Opozycja antysystemowa we współczesnych państwach totalitarnych...

in the states such as the Republic of Cuba and the Democratic People’s Republic of Korea was made. This analysis helped to answer the question concerning the conditions which must exist in a totalitarian state so that the anti-systemic opposition could appear. Nota o autorce Angelika Kontowska [angelika.kontowska@gmail.com] – studentka I roku studiów II stopnia na kierunku politologia na Wydziale Nauk Politycznych i Dziennikarstwa UAM. Interesuje się tematyką związaną ze stosunkami międzynarodowymi, zwłaszcza problematyką istnienia i funkcjonowania systemów niedemokratycznych w takich państwach, jak Republika Kuby i Koreańska Republika Ludowo-Demokratyczna.

nr 2, jesień-zima 2010

[129]


Lider polityc Łukasz Scheffs Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu

Lider polityczny w totalitarnym i demokratycznym systemie politycznym. Pozorna opozycja?

P

odkreślanie znaczenia jednostki w dziejach

nie jest zagadnieniem nowym, podobnie jak przypisywanie przełomowej roli w historii działaniu przywódców. Nie ulega także wątpliwości, iż kwestia znaczenia jednostki w totalitarnym i demokratycznym systemie politycznym wiąże się z koncepcją przywództwa charyzmatycznego, wprowadzoną do nauk społeczno-politycznych przez Maxa Webera, który wyróżnił trzy typy idealne prawomocnego panowania: tradycyjne, legalne oraz charyzmatyczne, podkreślając, iż w  praktyce mamy najczęściej do czynienia z typami mieszanymi1. W koncepcji niemieckiego socjologa charyzmatyczny mechanizm legitymizacji2 opiera się na wysoce pozytywnym wartościowaniu osobistych cech przywódcy. Rządzeni 1 W. Stankiewicz, Cechy współczesnego przywództwa politycznego, [w:] Dokąd zmierza Europa: przywództwo, idee, wartości, red. H. Tamborska, J. S. Wojciechowski, Pułtusk 2007, s. 231-232. 2 Źródłosłów terminu legitymizacja (ang. – legitimacy, legitimisation, legitimisation of authority, legitimisation of the power; franc. – legitime; ros. – legitimnost) pochodzi bądź od łacińskiego słowa legitimus, czyli zgodny z  prawem (lex – prawo), bądź od słowa wywodzącego się z łaciny średniowiecznej – legitimo. Legitymizacja to proces wiodący do legitymacji (prawomocności) – pewnego ogólnie akceptowanego stanu systemu politycznego, ładu społecznego. W. Sokół, Legitymizacja systemów politycznych, Lublin 1997, s. 15-16. Legitymizacja (legitymizacja polityczna) bywa również traktowana jako „skomplikowany, wielowymiarowy i  wielowątkowy proces wytwarzania akceptacji dla systemu politycznego i podmiotów władzy politycznej”. L. Sobkowiak, Legitymizacja polityczna, [w:] Studia z  teorii polityki, t. 2, red. A. W. Jabłoński, L. Sobkowiak, Wrocław 1998, s. 156. „Właściwym celem legitymizacji jest skuteczność i  przetrwanie rzeczywistości społecznej rozpatrywanej na płaszczyźnie obiektywnej i  subiektywnej, zachowanie i  gwarancja stabilności społecznie wytwarzanych definicji rzeczywistości społecznej, jej struktur i zachodzących w niej procesów społecznych. Legitymizacja stanowi podstawę integracji społeczno-kulturowej i służy zachowaniu ładu społecznego. Zgodnie ze swoim łacińskim znaczeniem jest traktowana jako zgodność z prawem, prawość, prawowitość, należytość”. W. Świątkiewicz, Wprowadzenie. Legitymizacja: zagadnienia podstawowe, [w:] Świat społeczny i  jego legitymizacje, red. W. Świątkiewicz, Katowice 1993, s. 7.

nr 2, jesień-zima 2010

[131]


Łukasz Scheffs

postrzegają takiego lidera, jako osobę o wyjątkowych kompetencjach i  kwalifikacjach ujawnianych podczas pełnienia istotnych dla społeczeństwa ról, np. męża opatrznościowego, bohatera, zwycięskiego wodza. Osoba taka ma zwykle (lub otoczenie przypisuje jej) wybitne zdolności emocjonalne i/lub intelektualne wpływania na otoczenie społeczne i  wytwarzania dla siebie sprzężenia zwrotnego. Poddani darzą takiego przywódcę głębokim szacunkiem, uwielbieniem, oddaniem, zaufaniem i gotowi są do daleko idących poświęceń w realizacji jego decyzji3. „Charyzma uchodzi więc za najatrakcyjniejszy model przywództwa. Zapewnia ludziom ambitnym poczucie osobistego uznania, wpływu i sukcesu opartego na osobistych zaletach, zasługach i osiągnięciach. Tylko charyzmatyk może pozyskać «żarliwych» zwolenników, wiernych wręcz fanatycznych «������������������������ ������������������������� wyznawców��������������� »�������������� , w swym przekonaniu będąc osobą kluczową”4. Ta swoista teoria przywództwa stworzona przez współczesny paradygmat naukowy zakłada, że przywódcą jest tylko taka jednostka, która „wyróżnia się osobistym lub instytucjonalnym autorytetem i  zajmuje wysoką pozycję społeczną, dzięki czemu może narzucać innym swój punkt widzenia i wywoływać w nich działania dla urzeczywistnienia własnych celów. A  zatem przywódca jest człowiekiem mądrym, a co za tym idzie rozumiejącym i stosującym definicję mądrości Immanuela Kanta, zgodnie z  którą mądrość jest zręcznością człowieka we wpływaniu na drugich, by użyć ich do własnych celów i umiejętnością łączenia tych celów dla własnej, trwałej korzyści”5. Jednostka w polityce zawsze stanowiła istotny element sprawczy. Co więcej, była i jest ważnym czynnikiem poparcia mobilizacyjnego6. Otwartym pozostaje jedynie pytanie, jakie jest znaczenie jednostki w totalitarnym systemie sprawowania władzy, a jakie w systemie demokratycznym, i czy istota przywództwa w tych systemach faktycznie 3 4

126.

L. Sobkowiak, Legitymizacja…, op. cit., s. 151. M. Karwat, Charyzma i pseudocharyzma, „Studia Politologiczne” 2001, vol. 5, s.

5 A. Karpiński, Wiek XXI będzie wiekiem przywódców albo nie będzie go wcale, [w:] Dokąd..., op. cit., s. 213. 6 Koncepcja poparcia mobilizacyjnego została zaprezentowana przez Davida Beethama. Zgodnie z jego teorią we współczesnych systemach politycznych wyróżnić możemy dwa rodzaje poparcia: w  ramach procesu wyborczego oraz właśnie poparcie typu mobilizacyjnego. Typ mobilizacyjny zakłada, że poparcie wyrażone jest przez długotrwałą, masową aktywność obywateli i współpracę z rządem. I to właśnie permanentna mobilizacja tworzy szczególne zapotrzebowanie na przywództwo charyzmatycznych kwalifikacji. D. Beetham, Legitymizacja władzy, [w:] Władza i społeczeństwo, red. J. Szczupczyński, Warszawa 1995, s. 299.

[132]

refleksje


Lider polityczny w totalitarnym i demokratycznym systemie politycznym...

nie sprowadza się do jednego, wspólnego celu – legitymizacji systemu i podstawowych dla niego wartości? Kult jednostki w systemie totalitarnym Słuszne wydaje się twierdzenie, że rozwój totalitarnego systemu sprawowania władzy nie musi przyczynić się do powstania wynaturzonego przywództwa charyzmatycznego – kultu jednostki, tendencja ta jest jednak powszechna7. Nawet intuicyjnie władza silnej, samodzielnej jednostki jest identyfikowana właśnie z  systemem niedemokratycznym (autorytarnym lub totalitarnym). Już Friedrich W. Nietzsche w swych dziełach, doceniając rolę irracjonalnej, nieświadomej strony natury ludzkiej, dowodził, że główną lekcją, którą należy wyciągnąć z  historii jest to, iż w  wyjątkowych sytuacjach mąż opatrznościowy używa swej woli, by wznieść się ponad poziom stada zwykłych ludzi8. Potwierdzeniem powyższej tezy, dotyczącej charyzmatycznej, nietuzinkowej osobowości przywódcy politycznego, stał się wiek XX. Całe minione stulecie i  wydarzenia, które miały w  nim miejsce w  sposób jednoznaczny dowiodły nie tyle prawdziwości tych słów, ile tego, że opacznie zrozumiana lub celowo wynaturzona idea może przyczynić się do niespotykanego nigdy wcześniej dogmatyzmu i  okrucieństwa. Planowego i konsekwentnego działania w imię źle pojętej woli jednostki. To właśnie dwa dwudziestowieczne totalitaryzmy (faszyzm i komunizm), propagujące ducha wspólnoty i kolektywizmu do granic absurdu doprowadziły kult jednostki, wodza i przewodnika mas. W totalitaryzmie lider polityczny, wódz stał się człowiekiem opatrznościowym, wybranym do zagwarantowania ludziom bezpieczeństwa i spokojnego życia. Tak więc, im bardziej sytuacja społeczna stawała się katastrofalna, im większy był stan zanegowania dotychczasowych, tradycyjnych wartości, norm i struktur, tym mocniej poszukiwano wodza, tym gwałtowniej i z większym oddaniem powierzano mu swoje umysły9. Owo podporządkowanie wraz ze swoistą religią władzy były (czy też są) efektem pracy ogromnych aparatów propagandowych wykorzystujących najnowocześniejsze sposoby wywierania wpływu w skali masowej10.

J. Linz, Totalitaryzm i autorytaryzm, [w:] Władza..., op. cit., s. 309. R. Eatwel, Faszyzm. Historia, Poznań 1999, s. 48. 9 Ibidem. 10 P. Pawełczyk, Legitymizacja totalitarnego systemu sprawowania władzy, [w:] Totalitaryzm. Wybrane problemy teorii i praktyki, red. T. Wallas, Poznań 2003, s. 95. 7

8

nr 2, jesień-zima 2010

[133]


Łukasz Scheffs

Cechą charakterystyczną współczesnych nam systemów totalitarnych jest łamanie i instrumentalne traktowanie norm moralnych. Proces ten objawia się poprzez propagandę, która w swym oddziaływaniu posługuje się stereotypami, aby wpływać na postawy, poglądy i  zachowanie sterowanych, ale także przez pokrętną ideologię, którą Hannah Arendt określiła jako zorganizowane kłamstwo (umysłowe i moralne wywłaszczenie człowieka)11. Posłuch i legitymizację, próbuje się również osiągnąć poprzez nieustanne oddziaływanie na emocje, wywoływanie poczucia ciągłej mobilizacji i  wrzenia rewolucyjnego. Istotnym elementem pozyskiwania społecznej akceptacji jest teatralność widowisk i rytuałów, stanowiących wręcz codzienność systemów totalitarnych (quasi-totalitarnych). Jednak tym, co szczególnie istotne dla uprawomocnienia systemów niedemokratycznych jest kult władzy i przywódców, których traktuje się nieraz z iście boską czcią12. Wódz w systemie totalitarnym nie tylko był (jest) uosobieniem władzy, państwa i  obowiązującej ideologii, ale także (a może przede wszystkim) jedynym gwarantem stabilności, bezpieczeństwa i niezmienności istniejącego porządku. Tym, który „zdejmował” z  ludzi ciążący im nieszczęsny dar wolności i odpowiedzialności za swój los. Zjawisko personalizacji polityki w demokratycznym systemie politycznym We współczesnym, demokratycznym świecie tradycyjne i  charyzmatyczne przywództwo zostało zastąpione przez legalno-racjonalny system panowania oparty na prawie. W  takich układach jednostka aspirująca do politycznego przywództwa musi pokonać pewne bariery instytucjonalne i spełnić określone warunki, by wejść w skład elity władzy13. Lecz czy oznacza to, że współczesną politykę da się zrozumieć bez uwzględnienia roli tych nielicznych, którzy stoją na czele wielkich zespołów ludzkich i podejmują szczególnie doniosłe decyzje, słowem – bez przywódców14? Charakterystyczną cechą współczesnych instytucji demokratycznych takich, jak wybory powszechne, stało się ich „zmarketingowanie” i „mediatyzacja”. Zjawiska te objawiają się ciągłym wzrostem znaczenia środków społecznego przekazu oraz wyspecjalizowanych agencji reklamowych, zatrudniających osoby odpowiedzialne za kreowanie Szerzej: H. Arendt, Korzenie totalitaryzmu, Warszawa 2008. P. Pawełczyk, Legitymizacja…, op. cit., s. 90-93. 13 J. Potulski, Socjologia polityki, Gdańsk 2007, s. 95. 14 J. J. Wiatr, Europa pokomunistyczna. Przemiany państwa i  społeczeństwa po 1989 roku, Warszawa 2006, s. 272. 11

12

[134]

refleksje


Lider polityczny w totalitarnym i demokratycznym systemie politycznym...

wizerunków polityków i polityki. To z kolei przyczyniło się do ewolucji współczesnego systemu politycznego, w którym zdaniem wielu autorów, coraz częściej występuje zjawisko personalizacji polityki15. Choć w  zasadzie głosuje się na partie polityczne, a  nie na poszczególnych kandydatów, to jednak ich wpływ na sukces wyborczy jest niepodważalny. Przywódca polityczny jest odpowiedzialny za wynik wyborczy swojej formacji i, aby spełniać ciążącą na nim odpowiedzialność, musi cały czas zaspokajać funkcjonujące w  stronnictwie frakcje oraz pozyskiwać nowe grupy zwolenników. Tym samym nieustannie dba o zachowanie integralności partii i jej należyte działanie. Maciej Hartliński scharakteryzował to zjawisko w następujący sposób: „Obecnie w wielu partiach realizowany jest model oparcia identyfikacji partii na przywódcy politycznym. Prowadzenie kampanii wyborczej, skupiającej uwagę głównie na przywódcy pozwala na elastyczność. Łatwiej jest modyfikować zachowanie jednostki niż charakter całej organizacji. Wytworzony obraz polityka generowany jest w celu zaprezentowania jego osoby jako idealnego kandydata, posiadającego idealną osobowość odpowiadającą oczekiwaniom wyborców. Dzięki temu – pisał M. Hartliński – pozytywny wizerunek zostaje przeniesiony na partię, dając oczywiste korzyści. Skutkiem takich okoliczności staje się sytuacja, w której to jednostka zapewnia prestiż całej grupie, stając się istotnym ogniwem w jej funkcjonowaniu”16. We współczesnym systemie politycznym (dodajmy demokratycznym) mamy więc do czynienia z personalizacją polityki. Grażyna Ulicka stwierdziła, że zjawisko to polega na „utożsamianiu liderów politycznych z reprezentowanymi przez nich partiami, traktowaniu przywódców politycznych: prezydentów, premierów, jako symboli państwa lub narodu”17. W jej opinii personalizacja została spowodowana przez rozwój środków masowego przekazu oraz rozwój administracji i biurokracji, które są odpowiedzialne za zwiększenie stopnia sformalizowania i anonimowości we współczesnych społeczeństwach. Jednocze15 Szerzej: M. Mazur, Marketing polityczny. Wyczerpujący przegląd technik i metod stosowanych w kampanii wyborczej, Warszawa 2002; A. Stępińska, Marketingowe strategie wyborcze. Wybory prezydenckie w Polsce 1990-2000, Poznań 2000; B. Dobek-Ostrowska, Media masowe i aktorzy polityczni w świetle studium nad komunikowaniem politycznym, Wrocław 2004. 16 M. Hartliński, Partia polityczna jako miejsce kreowania przywództwa politycznego, [w:] Czy upadek demokracji? Idee i  wartości, red. A. Stelmach, Poznań 2007, s. 89. 17 G. Ulicka, Demokracje zachodnie. Zasady, wartości, wizje, Warszawa 1992, s. 122.

nr 2, jesień-zima 2010

[135]


Łukasz Scheffs

śnie zjawiska te – zdaniem G. Ulickiej – rodzą potrzebę odwołania się do osób symbolizujących autorytet i porządek oraz do jednostek, które przejęłyby na siebie odpowiedzialność, a  przede wszystkim stworzyły poczucie bezpieczeństwa i  bliskości18. Proces ten jest szczególnie widoczny we współczesnych kampaniach wyborczych, charakteryzujących się znacznym poziomem personalizacji. Osobowość lidera często zastępuje argumenty programowo-ideologiczne lub odsuwa je na plan dalszy i staje się koronnym argumentem przyciągającym nowych wyborców19. Niezależnie od systemu wyborczego dominować zaczęły strategie indywidualne20. Dzięki nowoczesnym środkom masowego komunikowania liderzy polityczni bezpośrednio mogą zwrócić się do elektoratu, a wyborcy częściej oceniają realizację działań politycznych przez pryzmat jednostki – znanych osobowości polityki niż „bezimiennej” organizacji partyjnej. Jednym z pierwszych obserwatorów wspomnianego zjawiska personalizacji był Martin P. Wattenberg, który analizując wybory prezydenckie w  Stanach Zjednoczonych Ameryki w  latach 80. XX w., obwieścił rozpoczęcie nowej ery w  polityce. W  jego opinii ten nowy etap można określił mianem polityki skoncentrowanej na kandydacie (candidate centered politics), którą z kolei Bruce I. Newman nazwał „wiekiem fabrykowanych wizerunków”21. Stanowisko to było tożsame z koncepcją Anthony Mughana, który stwierdził, iż przywódca i kandydat w  systemie amerykańskim znajduje się na pierwszym planie, partia zaś jest w tle. Dzieje się tak, gdyż prezydent jest jednoosobową egzekutywą, a jego prestiż i znaczenie podnoszą bezpośrednie wybory22. Co więcej, A. Mughan zauważył, że problem personalizacji sceny politycznej jest także obecny w systemie parlamentarnym. Badacz ten pisał wręcz o implementacji wzorców amerykańskich i prezydencjalizacji parlamentarnych kampanii wyborczych. Jego zdaniem centralną pozycję w kampanii wyborczej zajęli poszczególni kandydaci. Do podobnego wniosku doszła Marzena Cichosz analizując image liderów politycznych. „Obecnie dzięki promocji lidera znajduje się «������ ������� nabywIbidem. R. Wiszniowski, Marketing wyborczy. Studium kampanii wyborczych w systemach prezydenckich i semiprezydenckich (Finlandia, Francja, Polska, Stany Zjednoczone), Warszawa-Wrocław 2000, s. 72. 20 Ibidem, s. 56-61. 21 W. Cwalina, A. Falkowski, Marketing polityczny – perspektywa psychologiczna, Gdańsk 2005, s. 148-149. 22 A. Mughan, Media and the Presidentialization of Parliamentary Elections, New York 2000, s. 6-7. 18 19

[136]

refleksje


Lider polityczny w totalitarnym i demokratycznym systemie politycznym...

ców» nawet niepopularnych decyzji politycznych, zmienia się pozycję formacji na rynku politycznym, wyciąga z niebytu «������������������ ������������������� polityczną drobnicę», przyciąga zwolenników. Coraz mniej istotne – pisała M. Cichosz – stają się rozbudowane struktury partyjne i rzesza członków formacji zaś tym, co decydująco wpływa na pozycję partii na scenie politycznej, jest obecność lub brak �������������������������������������������� «������������������������������������������� odpowiedniego������������������������������ »����������������������������� przywódcy – osoby, która będzie potrafiła oddziaływać na masy”23. Innymi słowy, będzie posiadała odpowiedni wizerunek, akceptowany przez szerokie grono zwolenników, obserwatorów politycznej gry i rywalizacji. Konkluzja Kontrowersje dotyczące roli jednostki w życiu społecznym mają swoje odbicie także w naukach społecznych. Z jednej strony bowiem podkreśla się, że każdy z nas jest małym oczkiem w ogromnej sieci form strukturalnych, z których składa się społeczeństwo ludzkie. Ponieważ każdy człowiek jest umieszczony w układzie struktur społecznych, to ludzkie myśli, postrzeżenia, uczucia, działania oraz interakcję są mocno ograniczone. A zatem to struktura społeczna i kultura determinują nasze zachowania i zmuszają nas do robienia tego, czego same chcą24. Z drugiej zaś – we współczesnym rozwoju humanistyki nastąpił odwrót od statycznych modeli systemowych, w których zwracano uwagę na dynamiczny, procesowy charakter życia społecznego pozostającego w nieustannym toku „stawania się”25. Obecnie zakłada się, że świat społeczny to nie trwały i niezmienny stan, lecz raczej nieustanny dynamiczny proces. Jako czynnik sprawczy tego procesu wskazuje się podmioty społeczne, w tym jednostki i ich działania. W tle każdego stanu społecznego (jak i ustroju politycznego: totalitarnego lub demokratycznego) są jacyś ludzie, jakieś zbiorowości, grupy, ruchy społeczne, partie polityczne, stowarzyszenia, których aktywność ten stan spowodowała i konstytuuje. Najpierw była jednostka, a w zasadzie jej wynaturzony kult w systemach niedemokratycznych, które z perspektywy dzisiejszej nauki o polityce można określić jako: monarchie, oligarchie, systemy absolutystyczne, autokracje i totalitaryzmy; następnie pojawiło się zjawisko personalizacji polityki. Jak pisał Piotr Pawełczyk: „Osobowość charyzmatyczna jako źródło władzy była niezbędna od początku kształtowania się dychotomicznych pozycji nad- i podrzędności. Kie23 M. Cichosz, Wizerunek lidera politycznego, [w:] Marketing polityczny a procesy artykulacyjne: przypadek III Rzeczypospolitej, red. M. Jeziński, Toruń 2004, s. 78. 24 J. H. Turner, Socjologia, Poznań 1998, s. 66-67. 25 J. Potulski, Socjologia..., op. cit., s. 167.

nr 2, jesień-zima 2010

[137]


Łukasz Scheffs

dyś oznaczała siłę fizyczną, później przymioty intelektualne i moralne, potem także oratorskie, aby wreszcie zostać sprowadzoną do fotogeniczności oraz umiejętności nieskrępowanego zachowania przed kamerami i mikrofonami”26. Nastąpiła więc amerykanizacja polityki, którą Ziemowit J. Pietraś opisał w następujący sposób: „Amerykańska wideopolityka szybko upowszechniła się w innych państwach zachodnich. (...) Amerykanizacja procesów wyborczych polega na: uzyskaniu dominującej roli przez środki przekazu telewizyjnego, personalizacji polityki i większej roli wizerunków medialnych w stosunku do klasycznej prezentacji programów wyborczych, co wiąże się ze spadkiem znaczenia struktur partyjnych i przynależności kandydatów do określonej partii”27. Niewątpliwie w  praktyce politycznej wyjątkową rolę pełnią jako podmioty: jednostka, naród i  państwo. One kształtują w  ważnym stopniu określoną rzeczywistość społeczno-polityczną, przeobrażają ją w kierunku zgodnym z własnymi interesami i potrzebami, wpływają na zachowanie i  położenie innych instytucji politycznych, jak np. parlamentu, rządu, partii politycznych, mediów, organizacji międzynarodowych, ruchów politycznych. Z uwagi na fakt, że dominującym motywem życia w  społeczeństwie nowoczesnym stał się indywidualizm upowszechniła się koncepcja człowieka jako istoty, która staje się osobą, gdyż bierze odpowiedzialność za siebie i za los większości, której jest częścią28, a to z kolei przyczyniło się do ponownej restauracji znaczenia lidera politycznego we współczesnym systemie demokratycznym. Piotr Pawełczyk w książce Socjotechniczne aspekty gry politycznej opisując teoretyczne konsekwencje stosowania analogii polityki do gry doszedł do przekonania, iż oddziaływania socjotechniczne skupione na przekazywaniu naczelnych wartości systemu i integrowaniu wokół nich społeczeństwa są cechą charakterystyczną zarówno demokracji skonsolidowanych oraz, co może wydawać się paradoksalne, trwałych systemów totalitarnych. Autor ten stwierdził, iż nie oznacza to, co prawda, że system demokracji skonsolidowanej i system totalitarny są do siebie w sensie wymiernych efektów podobne, jednak nie wartościując ich np. poprzez ocenę respektowania praw człowieka czy 26 P. Pawełczyk, Propaganda demokracji masowej, „Przegląd Politologiczny” 2003, nr 1, s. 107. 27 Z. J. Pietraś, Decydowanie polityczne, Warszawa-Kraków 2000, s. 444. 28 K. Obuchowski, Rewolucja podmiotu i nowy indywidualizm, [w:] Humanistyka przełomu wieków, red. J. Kozielecki, Warszawa 1999, s. 131.

[138]

refleksje


Lider polityczny w totalitarnym i demokratycznym systemie politycznym...

zakresu wolności, dostrzec można ich znaczne zbliżenie, uwzględniając choćby sposób prezentowania w tych systemach polityki29. Stwierdzenie to jest szczególnie interesujące, biorąc pod uwagę prowadzone tu rozważania. Co prawda, P. Pawełczyk dokonał powyższego porównania, odnosząc je całościowo do polityki jako spektaklu politycznego, jednak trudno nie zauważyć, że może ono być zastosowane także w odniesieniu do jednostki – przywódcy politycznego, zarówno w totalitarnym, jak i demokratycznym systemie politycznym. Nadal bowiem lider polityczny stanowi istotne ogniwo w procesie politycznym i decyzyjnym. W systemie totalitarnym uosabia przede wszystkim władzę i obowiązującą ideologię, w demokracji zaś jest punktem odniesienia dla działań politycznych podejmowanych przez rozbudowane struktury partyjne i biurokratyczne. Jesteśmy świadkami niesamowitej przemiany. Po pierwsze, na obecnym etapie rozwoju cywilizacyjnego każda jednostka ludzka stała się większą niż kiedykolwiek wcześniej wartością autoteliczną. Szczególnego znaczenia nabrała godność istoty ludzkiej. Po drugie, nastąpiła niezwykła rewolucja w pojmowaniu roli i znaczenia jednostki jako siły sprawczej w polityce. Oto na naszych oczach zdeformowany, okaleczony kult jednostki został zastąpiony (a może jedynie przysłonięty) supremacją jednostki w polityce, choć dokonała się ona pod wpływem szeroko rozumianej kreacji wizerunku, rozwoju środków masowego przekazu i marketingu politycznego. Pozostaje jedynie żywić nadzieję, że pragnienia, lęki, namiętności i rozum jednostki skłonią ją raczej ku dobru niż złu30; władzy większości, która jest zawodna, niż panowania jednostki, które zawsze prowadzi do tyranii. Musimy bowiem pamiętać, iż istnieją dwie sprzeczne namiętności, które „zżerają” współczesnych ludzi: potrzeba by ktoś prowadził ich za rękę i  pragnienie wolności. Stąd pomysł by próbować pogodzić obie, marząc o  jednej, opiekuńczej i wszechwładnej w������������������������������������� ładzy, którą wybieraliby wszyscy ���� obywatele31, słowem o idealnym przywódcy politycznym, modelu niemożliwym do osiągnięcia w wielopoziomowej i wielowymiarowej strukturze, jaką jest społeczeństwo. I  choć powyższa opinia może wydawać się przesadzona, trudno nie odnieść wrażenia, iż współczesny trend związany z  personalizacją dyskursu politycznego coraz częściej upo-

P. Pawełczyk, Socjotechniczne aspekty gry politycznej, Poznań 2007, s. 69-71. E. Fromm, Ucieczka od wolności, Warszawa 2001, s. 18. 31 A. Rzegocki, Czy demokracja może być totalitarna, [w:] Totalitaryzm a zachowania tradycyjne, red. M. Kuniński, Kraków, s. 215. 29

30

nr 2, jesień-zima 2010

[139]


Łukasz Scheffs

dabnia się do wynaturzonego przywództwa, teraz już pseudo-charyzmatycznego.

Summary In traditional authority, the legitimacy of the authority comes from tradition, in charismatic authority from the personality and individual’s leadership qualities, and in rational-legal authority from powers that are bureaucraticly and legally attached to certain positions. Totalitarianism is a system of government. The leader has power without being restricted. Moreover, the leader is responsible for the monopolization of all human activities like artistic manifestations, political and communication systems. In democracy personalization exists. The personalization hypothesis states the individual has become more prominent at the expense of parties and collective identities. The question is: Are charismatic authority in totalitarianism and personalization in democracy identical? Nota o autorze Łukasz Scheffs [lukasz.scheffs@amu.edu.pl] – doktorant na Wydziale Nauk Politycznych i Dziennikarstwa UAM w Pracowni Marketingu Politycznego. Jego zainteresowania koncentrują się wokół tematyki szeroko pojętego marketingu politycznego, demokracji i integracji europejskiej. W kręgu jego zainteresowania znajduje się również kwestia personalizacji polskiej sceny politycznej w  kontekście zachowań politycznych i społecznych wyborców.

[140]

refleksje


Początki ruc Jakub Bartolik Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu

Początki ruchu demokratycznego w Chińskiej Republice Ludowej (1976-1981)

Chiny przed 1976 rokiem spółczesne Chiny są dla Europejczyków nie lada zagadką. Jest to kraj wielu sprzeczności – potęga gospodarcza, gdzie z jednej strony panują bezlitosne prawa rynku, a z drugiej funkcjonuje system monopartyjny i centralne planowanie. Przez wiele lat świat zdawał się nie zauważać lub przynajmniej lekceważyć to azjatyckie państwo. Jednak w ostatnich latach zorientowano się, że ten olbrzym staje się siłą, która prawdopodobnie w najbliższych dziesięcioleciach będzie miała niebagatelny wpływ na to, jak wyglądać będzie wielka, międzynarodowa polityka. Trafnej analizy dokonał Mark Leonard w książce Zrozumieć Chiny, zauważając, że w ważnych dla zachodniej kultury czy myśli politycznej tekstach Chiny są pomijane. W Biblii nie wspomina się o Chinach nawet słowem. U  G. W. F. Hegla to Niemcy są synonimem państwa doskonałego, podczas gdy Chiny pozostają w  prymitywnym stadium rozwoju. Francis Fukuyama w swoim Końcu historii również pomija Państwo Środka, koncentrując się na zmaganiach USA i Związku Radzieckiego. Zupełnie zapominamy, że mamy do czynienia z  kulturą, która najdłużej ze wszystkich zachowuje ciągłość i na łonie której powstało wiele przełomowych dla dziejów ludzkości wynalazków1. M. Leonard sam przyznaje się, że Chiny zlekceważył, pisząc swoją pierwszą głośną książkę Why Europe Will Rule the 21st Century2, w  której koncentrował się na porównaniu amerykańskiego modelu liberalnej demokracji z modelem unijnym. Zauważył, że być może istnieje jeszcze trzecia opcja. Miałby nią być, w  jego przekonaniu, model chiński. Dla świata zachodniego, przyzwyczajonych do myśli, że liberalna gospodarka jest nierozłącznie związana z innymi wolnościami, jest to rzecz nie do przyjęcia, ale w  pewnych warunkach model

W

1 2

M. Leonard, Zrozumieć Chiny, Warszawa 2009, s. 47. Idem, Why Europe will run the 21st Century, London 2005.

nr 2, jesień-zima 2010

[141]


Jakub Bartolik

taki może się sprawdzić. Zauważmy, że w systemie tym funkcjonuje obecnie niemal 1/6 ludzkiej populacji. M. Leonard nie twierdzi, że ten chiński eksperyment kiedyś się nie zawali, ale widzi w nim potencjał. Potencjał ten dostrzega też współczesna chińska inteligencja3. Obecnie w Chinach zakres swobód jest dość szeroki, a ludzie mogą spokojnie się bogacić i  obracać zarobionymi pieniędzmi. Nie zawsze tak jednak było. Należy pamiętać, że jest to kraj, który w XX w. przeszedł dwie bardzo gwałtowne rewolucje: republikańską w 1911 r. i komunistyczną w 1949 r. Gdy władzę przejęli komuniści z Mao Zedongiem na czele, Chiny były zrujnowane. Okupacja, wojny, ale też walki wewnętrzne wyniszczały kraj. Podstawą ideologiczną funkcjonowania państwa stał się marksizm-leninizmz domieszką myśli Mao. Utopijne założenia elit Komunistycznej Partii Chin nie pomagaływ dźwignięciu się kraju. Nieudane eksperymenty wielkiego skoku naprzód czy Rewolucji Kulturalnej spowodowały, że system niebezpiecznie skręcił w stronę stalinizmu. Coraz większe zmęczenie ludności wzbudziło potrzebę szerszych swobód obywatelskich, możliwości normalnego zarobkowania, czyli po prostu liberalizacji. Lecz w przypadku reżimu tak bezwzględnego jak ten, ruch demokratyczny nie mógł powstać z dnia na dzień, a jego dojrzewanie było utrudnione przez represje ze strony rządu. Żałobny ruch Qing Ming 9 stycznia 1976 roku zmarł premier Zhou Enlai cieszący się w Chinach sporą popularnością. Zapewnił mu ją wizerunek polityka umiarkowanego i  obdarzonego rozsądkiem4. W trakcie trwania Rewolucji Kulturalnej właśnie na rozkaz Zhou armia chroniła przed bezkarnymi wówczas czerwonogwardzistami5 muzea, a nawet ambasady obcych państw w Chinach6. Gdy Zhou umierał, w Komunistycznej Partii Chin prym wiedli politycy prezentujący skrajnie lewicowe poglądy związani z tzw. Bandą Czworga7, powołujący się na autorytet Mao Zedonga. Na drugim bieIdem, Zrozumieć…, op. cit., s. 48-54. B. Góralczyk, Pekińska Wiosna 1989; początki ruchu demokratycznego w  Chinach, Warszawa 1999, s. 23. 5 Ruchy studenckie i  później również młodzieżowe, będące głównym narzędziem i uczestnikiem Rewolucji Kulturalnej – zob. J. Gittings, Historia współczesnych Chin. Od Mao do gospodarki rynkowej, Kraków 2010, s. 73-102. 6 J. Polit, Chiny, Warszawa 2004, s. 255-262. 7 Mianem tym określano grupę zawiadującą wraz z  Mao Rewolucją Kulturalną. Do jej grona zalicza się: Jiang Qing, Wang Hongwen, Yao Wenyuan, Zhang Chunqia. 3

4

[142]

refleksje


Początki ruchu demokratycznego w Chińskiej Republice Ludowej (1976-1981)

gunie znajdowali się pragmatycy. Zmarły premier był przedstawicielem tej drugiej linii, ale w czasach Rewolucji Kulturalnej postanowił chronić się przed prześladowaniami ze strony radykałów i odciął się od tej wolnej od skrajnie lewicowych poglądów linii politycznej8. Ultralewicowi działacze zablokowali objęcie przez Deng Xiaopinga9 wakującej teki premiera. Do objęcia tego stanowiska namaszczono Hua Guofenga, lojalnego wobec lewackiej linii, szerzej nieznanego polityka z rodzinnych stron Mao10. Nie zapomnieli też poprzeć jego kandydatury cytatem z Mao, który miał przyszłemu premierowi Hua powiedzieć (bądź podać karteczkę z  poniższą treścią) „Gdy ty jesteś u steru, jestem spokojny”11. Lewacy szybko zaczęli zmieniać oficjalną linię wobec zmarłego premiera Zhou Enlai. Już 25 marca, czyli niespełna 3 miesiące po jego śmierci w dzienniku Wen Huibao, wydawanym w Szanghaju napisano, iż Zhou był „człowiekiem podążającym kapitalistyczną drogą”. Tekst ten był ciosem wymierzonym w pragmatyczne skrzydło Komunistycznej Partii Chin12. Społeczeństwo czuło jednak, że taka ocena premiera Zhou nie jest sprawiedliwa. W  odpowiedzi na marcowy artykuł szanghajskiej gazety, na Uniwersytecie Nankińskim pojawiły się ulotki i  tzw. „gazetki wielkich znaków”, czyli pisane ręcznie wielkoformatowe plakaty rozklejane na ścianach, obecne w  Chinach od czasów cesarstwa, na których autor przedstawiał swoje poglądy. Publikowane teksty ostrzegały czytelnika przed zdrajcami rewolucji. Nie trzeba było wiele czasu, by studenci wyszli na ulice. Z  początku, nieprześladowani przez władze miasta, zaczęli atakować konkretnych lewicowych radykałów. Do władz Nankinu dotarł oficjalny sygnał, że wystąpienia te określono jako „kontrrewolucyjne”, więc zmuszone były zareagować. To jednak nie pozbawiło Chińczyków chęci okazania należytego szacunku zmarłemu premierowi. Miejscem naturalnym dla manifestacji tego typu J. Gittings, Historia…, op. cit., s. 50-58. 8 J. Polit, Chiny, op. cit., s. 259. 9 Pochodzący z Syczuanu działacz KPCh, który naraził się bandzie czworga sprzeciwiając się co bardziej radykalnym akcjom Rewolucji Kulturalnej, skazując siebie tym samym na polityczną banicję. Został zdymisjonowany z posady sekretarza generalnego KPCh zachowawszy legitymację partyjną, potem zesłany do pracy na wieś – zob. J-P. de Cabestan, Deng Xiaoping, [w:] Leksykon wiedzy o Chinach współczesnych, red. T. Sanjuan, Warszawa 2009, s. 62-63. 10 J. Polit, Chiny, op.cit., s. 266-269. 11 B. Góralczyk, Pekińska…, op.cit., s. 24. 12 Ibidem.

nr 2, jesień-zima 2010

[143]


Jakub Bartolik

odczuć dla Chińczyków mógł być tylko plac Tiananmen13, a kwietniowe święto porządkowania grobów Qing Ming – w  1976 r. przypadające piątego dnia miesiąca – posłużyło jako pretekst dla żałoby. 3 i 4 kwietnia na placu Tiananmen pojawiły się setki tysięcy osób i liczne wieńce w tradycyjnym kolorze żałoby w Chinach, czyli białym. Pojawił się również olbrzymi napis o treści: „Premierze Zhou, zawsze o Tobie myślimy”. Uczestnicy demonstracji śpiewali pieśni, ale też tworzyli okolicznościowe wiersze. Powstały w ten sposób ruch, od nazwy święta, nazwano „Ruchem Qing Ming”14. Warto w tym miejscu zatrzymać się i przyjrzeć się trochę twórczości, która powstawała na placu w  trakcie demonstracji. Początkowo były to teksty wyrażające poparcie i żałobę po premierze Zhou. Wspominano w nich jego długotrwałą pracę w sferze publicznej i chwalono osiągnięcia. Pewien anonimowy autor stwierdził, że „duch Zhou zmieszał się z krwią ludu”15. Padały deklaracje chęci wypełnienia jego woli. Teksty przechodziły ewolucję. Treść stawała się coraz mniej osobista a coraz bardziej polityczna. W pewnym momencie zaczęto w sposób bardziej oczywisty atakować członków Bandy Czworga i  osoby z  jej otoczenia16. Za przykład posłużyć może ten wiersz atakujący Jiang Qing: O pani X, zaiste jesteś obłąkana. Cesarzową zostać jest twym pragnieniem Weź to lustro I spójrz jaka jesteś… Oszukujesz swych przełożonych Mamisz swych poddanych Lecz dla takich jak ty Długo nie potrwają tłuste lata17 W wielu utworach sugerowano, że rewolucja niebezpiecznie zmieniła kierunek. Nawoływano nawet do rozpoczęcia jej na nowo, co poniekąd przekreślało osiągnięcia Mao. Podobne kontrowersje budziło 13 Plac Tiananmen znajduje się przed wejściem do Pałacu Cesarskiego i był miejscem oficjalnych wstąpień. Na początku XX wieku było to miejsce, w  którym odbywały się manifestacje antyrządowe co stworzyło precedens do późniejszych wystąpień – zob. F. Kreisler, Tiananmen (Plac), [w:] Leksykon…, op. cit., s. 278-279. 14 B. Góralczyk, Pekińska…, op.cit., s. 23. 15 Ibidem, s. 26. 16 Ibidem, s. 27-28. 17 R. Terrill, Madame Mao: The White Boned Demon, Stanford 1999, s. 317.

[144]

refleksje


Początki ruchu demokratycznego w Chińskiej Republice Ludowej (1976-1981)

porównanie Wielkiego Sternika do pierwszego cesarza Qin Shi Huanga, który wsławił się przede wszystkim okrucieństwem18. Za najbardziej kontrrewolucyjny wiersz lewicowi radykałowie uznali krótki, bo zaledwie czterowersowy utwór autorstwa zwykłego robotnika, Wang Lishana. Po publikacji tego wiersza autora ścigano pod zarzutem działania kontrrewolucyjnego, ale udało mu się uniknąć schwytania i kary. Pogrążony w żalu słyszę wrzaski demonów; Szlocham, gdy śmieją się szakale i wilki. Choć wylewam łzy, by opłakiwać bohatera, Z wysoko podniesioną głową dobywam miecza.19 Sytuacja taka nie mogła pozostać bez odpowiedzi władz. Zaczęło się od wysyłania na plac podżegaczy, którzy mieli inspirować bójki i rozboje. Gdy to nie zdało egzaminu postanowiono sięgnąć po środki przymusu. Już w nocy z 3 na 4 kwietnia aresztowano pierwszych 26 osób, a plac otoczył szczelny kordon milicji, sił bezpieczeństwa i wojska. Władze postanowiły zrobić porządek nie tylko z demonstrantami, ale również z  kwiatami, które ci ze sobą przynosili. Przed świtem 5 kwietnia Yao Wenyuan rozkazał wysłać 200 ciężarówek, na które zapakowano zebrane wieńce. Ktokolwiek próbował oponować, zostawał aresztowany. Krótko po tym uczniowie jednej ze stołecznych szkół średnich poszli z  kwiatami pod Pomnik Bohaterów, gdzie starli się z siłami mundurowymi. Tłum, wyraźnie poruszony tym, co się działo, nie pozostawał bierny. Część ludzi postanowiła ruszyć pod budynek parlamentu, gdzie – jak wierzono – przewieziono wieńce. Pozostali (prawdopodobnie większa część) ruszyli w stronę miejsca, w którym znajdowało się dowództwo sił otaczających plac. Początkowo demonstranci ograniczali się do śpiewania pieśni, ale nerwy wzięły w końcu B. Góralczyk, Pekińska…, op. cit., s. 28-29. Wang Lishan nie ograniczył swojej działalności do tego jedynego wiersza. Po kliku latach – gdy polityczne wiatry zmieniły kierunek, a klimat w kraju bardziej sprzyjał wolnej wypowiedzi poglądów – na łamach związanego z ruchem demokratycznym czasopisma „Pekińska Wiosna” zamieszczono esej jego autorstwa o treści dalece kontrowersyjnej, nawet biorąc pod uwagę zmienione realia polityczne w  kraju. Poruszał w nim kwestie dotyczące wolności słowa stwierdzając, że powinna ona obejmować również oświadczenia kontrrewolucyjne. Stwierdzał też, że partia, której sam był już wtedy członkiem, nie ma prawa narzucać dyscypliny na cały naród, ale jako podmiot prywatny może to robić tylko w stosunku do posiadaczy legitymacji członkowskiej – zob. J. Gittings, Historia…, op. cit., Kraków 2010, s. 150. 18 19

nr 2, jesień-zima 2010

[145]


Jakub Bartolik

górę. Przewrócono i spalono kilka samochodów służb mundurowych. Tym wydarzeniom z okien Wielkiej Hali Ludowej przyglądało się najwyższe kierownictwo partii. Hua Guofeng i inni lewaccy radykałowie, korzystając z  okazji, obarczyli winą za zamieszki będącego ich głównym przeciwnikiem politycznym Deng Xiaopinga, a Zhang Chunqiao nazwał go wprost „szeptanym zdrajcą”. Po południu nadano komunikat nawołujący do rozejścia się i potępiający wspierających ruch jako wykolejonych kapitalistów. Apelu wysłuchała relatywnie niewielka grupa ludzi. Znakomita większość postanowiła pozostać na placu i dalej demonstrować swoje poparcie dla Zhou Enlaia. Kilka godzin później wpuszczono na plac liczące ponad dziesięć tysięcy oddziały bojówkarzy wyposażonych w pałki i wspomaganych przez wojskowych w celu spacyfikowania demonstrantów. W  wyniku starć prawdopodobnie zginęli ludzie, jednak nigdy nie określono dokładnej liczby ofiar. 56 osób aresztowano i osadzono w więzieniu. Władza próbowała tradycyjnymi dla siebie środkami wybielić swoje poczynania i już w następnych dniach po mieście jeździły ciężarówki przystrojone czerwonymi sztandarami, chwalącymi skuteczne działania na rzecz powstrzymania demonstrantów. Tym razem jednak maszyna propagandowa nie miała łatwego zadania. Próby obarczenia odpowiedzialnością i zdyskredytowania w oczach społeczeństwa Deng Xiaopinga spełzły na niczym20. Konsekwencje kwietniowego zrywu Radykałowie świętowali tryumf, myśląc, że ujarzmili nadchodzącą burzę. Na wieść o rozbiciu demonstracji Mao był bardzo kontent i nakazał pozbyć się Denga z władz. Również zgodnie z wolą Wielkiego Sternika Biuro Polityczne uczyniło Hua Guofenga szefem rządu. Deng miał na tyle szczęścia, że mimo politycznego zesłania mógł w spokoju mieszkać z rodziną w Pekinie, gdzie starano się jedynie trzymać go z dala od życia publicznego. Sam Deng był politykiem bardzo inteligentnym i doskonale zdawał sobie sprawę, że w takich warunkach nie ma najmniejszych szans na to, by poprawić swoją sytuację. Postanowił więc usunąć się chwilowo w cień i obserwować dalszy rozwój wydarzeń21. Po rozpędzeniu demonstracji rozpoczęto nową falę represji. Między 4 kwietnia a  21 maja wydano zalecenie, by rozpuszczać plotki o  działalności kontrrewolucyjnej. Do września zbadano sprawy 685 podejrzanych, z  czego 213 zostało osadzonych w  zakładach karnych. 20 21

J. Fenby, Upadek i narodziny wielkiej potęgi, Kraków 2009, s. 692-693. Ibidem, s. 694-695.

[146]

refleksje


Początki ruchu demokratycznego w Chińskiej Republice Ludowej (1976-1981)

Powodem było zazwyczaj wyrażanie sympatii w stosunku do Deng Xiaopinga lub oznaka choćby najmniejszej dezaprobaty wobec Jiang Qing. Ocena ilości ofiar represji po demonstracji jest trudna, a dane podawane w różnych źródłach bardzo rozbieżne. Oficjalne komunikaty rządowe mówiły o 1662 zatrzymanych i nie wspominały o żadnych ofiarach śmiertelnych, podczas gdy źródła związane z tajwańskim wywiadem wskazują na liczbę sięgającą blisko dziesięciu tysięcy zabitych. Najbardziej ekstremalne wieści krążyły w Hong Kongu, gdzie mówiło się, że działania rządu mogły dotknąć nawet miliona osób22. Działania rządu nie ograniczały się jedynie do represjonowania rzekomych kontrrewolucjonistów. W  połowie kwietnia radykałowie postanowili zwołać konferencję, której celem było wypracowanie spójnej teorii tłumaczącej powstanie „ruchu Qing Ming”. Oczywiście cała konferencja okazała się być kolejną farsą w wykonaniu lewaków i dyskusja zręcznie została skierowana na temat „burżuazji wewnątrz partii”. Zhang Chunqiao w rozmowie z ministrem kultury Yu Huiyongiem sugerował też, że kwestia walki z ludźmi podążającymi kapitalistyczną drogą nie została jeszcze w odpowiedni sposób opisana w literaturze i  że należy zrobić to jak najrychlej. Minister Yu przytaknął i  powiedział, że „ostrzelają salwami artyleryjskimi nowych, wspaniałych osiągnięć pozycje rewizjonistów”, nawiązując do słów, których lata wcześniej używała Jiang Qing23. Radość w obozie Mao nie trwała jednak długo. Jeszcze w kwietniu w prowincji Jilin spadł meteoryt, a potem kraj nawiedziły trzęsienia ziemi, w  wyniku których zginęło ok. 250 osób. Przesądni Chińczycy odbierali to jako omen końca dynastii. Wiele się nie mylili, ponieważ 9 września 1976 roku zmarł Wielki Sternik. Wydarzenie to wstrząsnęło Chinami24. Był to też początek końca dla Bandy Czworga. Dopóki Mao żył i wspierał lewackie eksperymenty, dopóty tolerowano działania Jaing Qing i jej kliki. Chińska Armia Ludowo-Wyzwoleńcza pragnęła zakończyć już okres pogłębiającego się niepokoju, a inni partyjni oficjele doskonale czuli, że Państwu Środka potrzebna w tej chwili jest przede wszystkim stabilizacja25. Tych kilka miesięcy od śmierci premiera Zhou Enlaia do śmierci Mao miało olbrzymi wpływ na dalszy rozwój Chińskiej Republiki 22

432.

R. MacFarquhar, M. Schoenhals, Mao’s Last Revolution, Cambridge 2006, s. 431-

Ibidem, s. 433. J. Polit, Chiny, op. cit., s. 268. 25 � J. Fenby, Upadek i narodziny…, op. cit., s. 697. 23

24 �

nr 2, jesień-zima 2010

[147]


Jakub Bartolik

Ludowej. „Ruch Qing Ming” był pierwszym tego typu oddolnym ruchem mas pragnących większej dozy swobód. Pokazał, że system potrzebuje zmian i że w narodzie chińskim drzemie olbrzymi potencjał intelektualny, wyrażany w mniej lub bardziej spontanicznej twórczości chwalącej zmarłego premiera czy atakującej Bandę Czworga. Natomiast śmierć Mao można przyjąć jako moment kończący erę wielkich eksperymentów społeczno-politycznych. Premier Hua Guofeng i jego wspólnicy jeszcze przez jakiś czas twierdzili, że Rewolucja Kulturalna jeszcze się powtórzy i  że będą kontynuować dzieło Mao, ale jasnym stało się, że w Chinach nadchodzi czas pragmatyków26. Chiński Hyde Park – Ściana demokracji Miesiące po śmierci Mao przynosiły kolejne zmiany. 6 października 1976 r. w  nocy odbyło się posiedzenie Komitetu Stałego Politbiura, w  trakcie którego aresztowano Wang Hongwena i  Zhang Chunqiao. Yao Wenyuan i Jiang Qing nie stawili się na spotkanie, więc aresztowano ich w ich własnych domach27. W partii do głosu dochodzili pragmatyczni reformatorzy z  Deng Xiaopingiem na czele. Trudno jednoznacznie powiedzieć, kiedy przejął on pełnię władzy, ale partia potrzebowała dokładnej cezury. W oficjalnej historiografii przyjęło się za ten punkt podawać obrady plenarne Komitetu Centralnego partii w grudniu 1978 r., na których przyjęto również kurs reformatorski. Jednym z głównych osiągnięć tych obrad była też rezygnacja z  upierania się przy utopii samowystarczalnych Chin i uznano, że najlepszym rozwiązaniem będzie większe otwarcie na świat. Zrezygnowano też z haseł właściwych Rewolucji Kulturalnej. W trakcie rozmów nie padały już hasła o kontynuowaniu walki klasowej czy rewolucji, co samo w sobie było rzeczą bardzo znamienną. Do łask powrócili również starzy współpracownicy Denga. Peng Zhen, Bo Yibo, Yang Shangkun zostali przywróceni od centralnych władz KPCh. Chen Yun został wiceprzewodniczącym partii i jednocześnie przewodniczącym Komisji Dyscypliny. Hua Guofeng pozostał przewodniczącym partii do 1981 roku, ale jego rola stawała się coraz bardziej marginalna28. Schyłek władzy lewicowych radykałów był okresem wzmożonej aktywności chińskich gazet. Miesiąc przed aresztowaniem Bandy Ibidem, s. 697-702. Ibidem, s. 698-699. 28 B. Yang, Deng: a political biography, New York 1998, s. 205. 26 27

[148]

refleksje


Początki ruchu demokratycznego w Chińskiej Republice Ludowej (1976-1981)

Czworga reaktywowano pismo „Zhongguo Qingnian Bao” („Chińska Młodzież”). To właśnie tam – w inauguracyjnym wydaniu – pojawiły się pierwsze teksty dotyczące rehabilitacji żałobników z  Tiananmen. Kolejne teksty wykazywały potrzebę reform nie tylko gospodarczych, ale też politycznych. Zarzucano, że w  Chinach panują relacje w  swej istocie feudalne. Spowodowało to dyskusję na temat istoty demokracji socjalistycznej i stworzenia systemu kontroli, który uniemożliwiłby wypaczenia. Sugerowano nawet, że kult Mao przypomina kult religijny, tak bardzo przecież potępiany przez komunistów. Innym prasowym forum reformatorów stał się oficjalny dziennik partyjny „Renmin Ribao”, w którym również zdiagnozowano brak odpowiedniego aparatu kontroli grożący powstaniem systemu quasi-feudalnego29. W Chinach nastała polityczna odwilż. Panujący klimat sprzyjał wolnej wypowiedzi. Pojawiały się pełne goryczy utwory czerwonogwardzistów, wykorzystanych przez Mao w trakcie Rewolucji Kulturalnej, których potem zsyłano na wieś w  celu „reedukacji”. Wielu z nich stało się jej ofiarami. Do 1978 r. Z owej zsyłki wróciła niecała połowa spośród 17 milionów osób. Był to zaledwie przyczynek do całej fali krytycznych wypowiedzi wobec Mao, Bandy Czworga i Rewolucji Kulturalnej. Co chwilę pojawiały się kolejne nazwiska ofiar prześladowań minionego okresu. Do łask powracali nie tylko twórcy, ale też wiele ich dzieł, które wracały na półki bibliotek i do repertuarów teatrów. Ciężar sytuacji doskonale czuł Hua Guofeng. Nie chciał jeszcze opuścić sceny politycznej, dlatego postanowił napisać wstęp do tomiku poezji napisanej przez uczestników ruchu Qing Ming. Jeśli osoba zawdzięczająca całą swoją karierę Mao pisze, że zryw przeciwko protegowanym przewodniczącego był „aktem w pełni rewolucyjnym”, to można stwierdzić, że Deng Xiaoping odniósł wielki triumf30. Wkrótce, na fali wspominanych artykułów prasowych i ogólnego poruszenia intelektualnego, miał zrodzić się kolejny masowy ruch. Przywrócenie do łask demonstrantów z wiosny 1976 r. dodało ludziom odwagi i ci znów zaczęli tworzyć „gazetki wielkich znaków”. O ile w oficjalnej prasie ataki na Mao przekazywane były w sposób zawoalowany, o tyle autorzy ulicznych plakatów byli bardziej dosadni. Między 17 a 19 listopada 1978 r. na murze pekińskiej alei Xidan pojawiła się pierwsza gazetka bezpośrednio atakująca Mao Zedonga, co było wydarzeniem bez precedensu. W ten sposób narodziła się ściana demokracji, która 29 30

B. Góralczyk, Pekińska…, op. cit., s. 34-35. Ibidem, s. 35-37.

nr 2, jesień-zima 2010

[149]


Jakub Bartolik

przez blisko rok pełniła funkcję politycznego Hyde Parku. Wtedy też rodził się pierwszy prawdziwy chiński ruch demokratyczny31. Do ciekawszych autorów należał Xu Welin, tworzący pod pseudonimem Yi Yan. Forma, jaką przyjął, była nader ciekawa, ponieważ jego plakat napisany był w formie osobistego listu do prezydenta USA Jimmy’ego Cartera. Tekst był dość odważny. Xu pisał w nim między innymi, że w Chinach traktuje się marksizm jako nową religię; poruszał też kwestię braku wolności słowa. List kończył się zdaniem: „Chińczycy nie chcieliby powtórzyć losu obywateli radzieckich, zakończonego w Gułagu”32. W tym miejscu należy pochylić się nad postacią Wei Jingshenga, elektryka z pekińskiego ogrodu zoologicznego. Jego charakter ukształtowały wydarzenia z  młodości, gdy wpierw jako członek Czerwonej Gwardii a  potem Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej przekonał się, jaka bieda panuje na prowincji. Umierający z głodu ludzie w desperacji posuwali się do aktów kanibalizmu. Kobiety prostytuowały się za ochłapy jedzenia. To wszystko sprawiło, że Wei zaczął rozmyślać o funkcjonowaniu systemu, a swoje wnioski opisał w gazetce wielkich znaków pt. „Piąta Modernizacja”33. Tytuł był nawiązaniem do programu „czterech modernizacji” pragmatyków. Zhou Enlai dwukrotnie próbował wprowadzić go w życie; wpierw w 1963 roku, a później w 1975 roku, co było jedną z jego ostatnich decyzji. Program ten miał na celu uczynienie z Chin nowoczesnego państwa do końca XX wieku, a środkami do osiągnięcia tego celu miały być reformy rolnictwa, przemysłu, obrony narodowej i nauki. Program storpedowali wówczas lewacy. Z tego powodu jego realizacja stała się możliwa dopiero po dojściu do władzy Denga. W oczach Wei Jingshenga cztery modernizacje nie miały prawa się powieść bez piątej, czyli demokratyzacji. Nie poprzestawał na pustym sloganie, ale nakreślał własną wizję owej demokracji. Postulował wolność wyboru reprezentantów i możliwość ich odwołania. Wei publikował też teksty w podziemnym czasopiśmie „Poszukiwania”, gdzie sprzeciwiał się monopolowi KPCh na władzę. Według niego taka unifikacja nosiła znamiona kultu religijnego i ostrzegał ludzi, by „nie dali się znów zniewolić”. W swoich dywagacjach torpedował też tezę, jakoby możliwość

Ibidem, s. 37-38. Ibidem, s. 42. 33 J. Gittings, Historia…, op. cit., s. 145-146, 163-165. 31

32

[150]

refleksje


Początki ruchu demokratycznego w Chińskiej Republice Ludowej (1976-1981)

wyznawania sprzecznych sobie idei miała sprowadzić na kraj niepokoje34. Deng Xiaoping, pozwalając na istnienie Ściany Demokracji, miał w głowie skrzętnie ułożony plan. Jako namiętny brydżysta wiedział, jak rozgrywać swoje karty, a wtedy rozdanie było dla niego bardzo dobre, ponieważ początkowo krytyka wymierzona była w lewe skrzydło partii. Jednak sytuacja się zmieniała i  publikacje dysydenckie osób takich jak Xu Wenli, czy Wei Jingsheng musiały pociągnąć za sobą konsekwencje. Zaczęła się fala aresztowań. Pierwszą aresztowaną była mało znana aktywistka Fu Yuehua, która stanęła przed sądem pod zarzutem zakłócania porządku publicznego. Podstawą oskarżenia była pomoc w  organizacji dwóch chłopskich demonstracji. Dodatkowo wykorzystano fakt, że wcześniej oskarżała pewnego funkcjonariusza partyjnego o gwałt i postawiono jej zarzut oszczerstwa. Ten drugi zarzut jednak został w trakcie ponownego procesu wycofany w świetle nowych dowodów w sprawie gwałtu. Fu skazano na dwa lata więzienia. „Poszukiwania” na swych łamach broniły opozycjonistki. Sam Wei Jingsheng zaangażował się w tę sprawę i napisał – wielokrotnie przedrukowywany później w  dysydenckiej prasie – artykuł o  warunkach panujących w więzieniach politycznych. Artykuł ten stał się podstawą do postawienia go w stan oskarżenia pod zarzutem wydawania kontrrewolucyjnych tekstów. Drugim zarzutem było zdradzenie tajemnic wojskowych zagranicznym dziennikarzom. Wei faktycznie ujawnił pewne szczegóły dotyczące obecności chińskich wojsk w  Wietnamie. Gwoździem do trumny był natomiast artykuł wprost atakujący Deng Xiaopinga. Wei został skazany na 15 lat więzienia35. Polityczny Hyde Park przy alei Xidan zaczynał wadzić nowym władzom. Pierwszym poważnym ruchem by ukrócić proceder wyklejania gazetek ściennych było przeniesienie Ściany Demokracji. W praktyce oznaczało to jej likwidację. Na aleję Xidan wysłano ludzi, by usunęli pozostałe plakaty i wyczyścili mur. Jedna z ostatnich publikacji nosiła tytuł Lament. Ludzi pozbawiono praw Socjalizm jest czysty lub nieczysty. Mówcy są kryminalistami, Dyktatura jest czysta albo nieczysta.36 B. Góralczyk, Pekińska…, op. cit., s. 43-45. J. Gittings, Historia…, op. cit., s. 163-166. 36 B. Góralczyk, Pekińska…, op. cit., s. 50. 34 35

nr 2, jesień-zima 2010

[151]


Jakub Bartolik

Co ciekawe likwidacja Ściany Demokracji nie odbiła się w stolicy większym echem. Deng Xiaoping miał wystarczający autorytet wśród społeczeństwa, aby nikt specjalnie nie protestował. Jednak nie można nie docenić osiągnięć ludzi piszących na Ścianie Demokracji i w prasie dysydenckiej, która wokół niej wyrosła. W  Chinach powstały zalążki ruchu demokratycznego. Niestety kierownictwo państwa nie przyjmowało argumentów „piątej modernizacji”. Osadzenie Wei Jingshenga w  więzieniu dało dysydentom impuls, by połączyć swoje siły i  stworzyć wspólny demokratyczny front, który rozbił się o przeciwdziałania władzy. W  latach 1980-1981 aresztowano wielu działaczy dysydenckich. Jednym z najgłośniejszych na pewno było nazwisko Wang Xizhe; człowieka, którego publikacje stanowiły pierwsze udokumentowane akty kontestacji wobec linii politycznej władzy. Został skazany na 14 lat pozbawienia wolności. Nie inaczej potraktowano Xu Wenli, autora wspominanych listów do prezydenta Cartera. Czuł on rozczarowanie, że w trakcie wizyty Denga w USA nikt nie poruszył sprawy praw człowieka w  Chinach. Na domiar złego Xu pokusił się na publiczną pochwałę osoby Lecha Wałęsy, co nie mogło podobać się władzy. Wyrok: 15 lat37. Po tej fali aresztowań i procesów w Chinach nastał okres relatywnej ciszy. Deng wygrał tę partię i  mógł skoncentrować się na realizacji programu czterech modernizacji. Intelektualny ferment drugiej połowy lat 70. miał niebagatelny wpływ na późniejszą działalność chińskich dysydentów. Najsławniejsze wystąpienia robotników i studentów na placu Tiananmen w 1989 r. czerpały bezpośrednio z dorobku ruchu Qing Ming i Ściany Demokracji. Tragiczny finał tych wydarzeń jest powszechnie znany. Dziś chiński ruch demokratyczny działa w głębokim podziemiu i spotyka się z represjami. Poza tym samo społeczeństwo bardziej zainteresowane jest bogaceniem się niż swobodami obywatelskimi w rodzaju wolności słowa. Czy w takiej sytuacji można spodziewać się, że obywatele państwa środka znów wyjdą na ulice postulując liberalizację życia publicznego? Na pewno nie w najbliższych latach, ale wyobrażam sobie sytuację, że obecne władze tracą „mandat niebios”. Pytanie tylko, czy taki kryzys nie wstrząsnąłby światem zachodnim w  stopniu znacznie większym niż ostatni kryzys ekonomiczny.

37

Ibidem, s. 52-53.

[152]

refleksje


Początki ruchu demokratycznego w Chińskiej Republice Ludowej (1976-1981)

Summary China is an emerging superpower. Its economical strength contrasts the lack of free speech and other liberties crucial for a prosperous economy. The democratic opposition is almost in its demise and society has little interest in politics. However, it hasn’t always been like that. This paper shows how the democratic movement emerged and it has developed since the mourning over the death of prime minister Zhou Enlai in 1976 during the Qing Ming, or the Tomb Sweeping festival. It also focuses on the intellectual turmoil of the Wall of Democracy in 1978, where some of the most important dissidents were published. This Chinese Hyde Park was officially closed in 1979 as the wave of repressions hit the dissidents. That event became a solid foundation for the future democratic opposition. Nota o autorze Jakub Bartolik [jakubmb@gmail.com] – student I roku studiów II stopnia na kierunku politologia specjalności dziennikarstwo na Wydziale Nauk Politycznych i Dziennikarstwa UAM. Głównym obszarem jego zainteresowań jest polityka państw azjatyckich, w szczególności Chin i Japonii.

nr 2, jesień-zima 2010

[153]


Opozycja w Piotr Kaczmarek Uniwersytet im. Adama Mickiewicza

Opozycja w Chinach. Wczoraj, dziś i jutro

Zamiast wprowadzenia auki o polityce podobnie jak każde inne dyscypliny badań nad społeczeństwem wykształciły specyficzną terminologię. Wśród charakterystycznych dla nich pojęć nie może zabraknąć miejsca dla opozycji. Opozycja jest więc jednym z  kluczowych przedmiotów zainteresowań politologów, choć jest to pojęcie pojawiające się nie tylko w sferze szeroko rozumianej polityki. Jednak to w polityce można doszukać się go najczęściej. W najogólniejszym ujęciu opozycja może oznaczać przeciwstawianie kogoś lub czegoś, jakiejś osobie, grupie, rzeczy lub stanowisku. W  poniższym opracowaniu przyjęto jednak głównie polityczny wydźwięk tego terminu. Rozpocząć należy od wyjaśnienia etymologii pojęcia „opozycja”. Pochodzenia tego terminu powinno upatrywać się w języku łacińskim, gdzie słowo oppositio oznacza opór. Według definicji zaprezentowanej w  Słowniku wyrazów obcych i  zwrotów obcojęzycznych autorstwa Władysława Kopalińskiego opozycja oznacza m.in.: „przeciwstawienie, przeciwdziałanie, opór; stronnictwo (a. grupa stronnictw) przeciwne rządowi (a. większości parlamentarnej)”1. Definicja ta jednak nie znajduje odzwierciedlenia w systemach niedemokratycznych i z pewnością nie należy jej odnosić do systemu politycznego Chin. Przede wszystkim nie odpowiada ona definicji opozycji w nierywalizacyjnych systemach partyjnych. Nie odpowiada ona również prawidłowościom historycznym (opozycja narodziła się równolegle do władzy, a nie wraz z pojawieniem się demokracji, czy parlamentaryzmu). Po trzecie nie pozwala ona uchwycić rywalizacji o władzę w obozie rządzącym (głównie w państwach niedemokratycznych). Głównym celem pracy jest wskazanie na mechanizmy kształtujące opozycję w Chinach w czasach historycznych, jak i współcześnie oraz próba określenia jej miejsca w  systemie politycznym Chin. Aby zobrazować ten problem należy przyjrzeć się bliżej tradycji opozycyj-

N

1 W. Kopaliński, Słownik wyrazów obcych i zwrotów obcojęzycznych, Warszawa 1968, s. 537.

nr 2, jesień-zima 2010

[155]


Piotr Kaczmarek

nej w Chinach, jak i współczesnym ruchom sprzeciwu. Należy też mieć na uwadze odmienny sposób postrzegania opozycji przez elity w Państwie Środka niż w państwach europejskich. Dzieje opozycji w Chinach Początki opozycji Rozważania najrozsądniej rozpocząć od odszukania tradycji opozycji w  historii politycznej Chin. Wbrew pozornym sądom w  historii Zhongguo można odnaleźć wiele przykładów działań opozycyjnych i  to już w  okresie tworzenia się zrębów państwowości chińskiej. Już same narodziny państwa były efektem rywalizacji różnych państewek, a w trakcie jego istnienia dochodziło do ciągłych konfliktów między rywalizującymi rodami i buntów przeciw panującemu. Jeżeli za opozycję można uznać potężne dynastie, prowadzące otwarte walki z cesarzem i administracją państwową, to można zauważyć iż ma ona w Chinach korzenie liczące kilka tysięcy lat, jest zatem starsza niż istniejące dzisiaj państwa europejskie. Nawet konfucjanizm (zakładający podporządkowanie się cesarzowi), jako swoisty fundament systemu społecznego Chin nie ustrzegł poszczególnych dynastii przed działaniami wrogich rodów. Śledząc dzieje Państwa Środka można zauważyć ewolucję charakteru i metod działania opozycji. Wydaje się, iż obecnie posługuje się ona metodami pokojowymi (działania bez przemocy). Opozycja antymandżurska W trakcie rozwoju Państwa Środka opozycja przybierała rozmaite formy i  metody działania. Przejęcie władzy przez mandżurską dynastię Qing wzmocniło poczucie jedności wśród ludności Chin, przy jednoczesnym wzroście wrogości przeciw obcym (w tym również Mandżurom). Szczególnie silny charakter nastroje antymandżurskie przybrały w  XIX wieku. Powstawało wówczas wiele ruchów przeciwstawiających się mandżurskiej władzy i prowadzonej przez nią polityki. W tym okresie ukształtowały się liczne sekty o  dość egzotycznych nazwach (np. Kwiat Żółtego Lotosu, Wielki Miecz, Długa Włócznia)2. Spośród licznych rebelii w XIX w. największą było powstanie tajpingów (18511864 r.). Opozycja antymandżurska na ogół dążyła do siłowego pozbawienia władzy dynastię Qing. Oprócz ugrupowań występujących przeciwko Mandżurom można doszukać się opozycji w  ramach istniejącego 2

J. Fenby, Chiny. Upadek i narodziny wielkiej potęgi, Kraków 2009, s. 68.

[156]

refleksje


Opozycja w Chinach. Wczoraj, dziś i jutro

aparatu. Nawet na dworze cesarskim można dopatrzyć się licznych powiązań, mniej, lub bardziej zorganizowanych grup, dążących do przejęcia władzy w ramach istniejącej sytuacji politycznej. System władzy, w  którym centralną rolę odgrywała cesarzowa Cixi odznaczał się faworyzowaniem stronnictw konserwatywnych. Cesarz pozostawał tylko figurantem w rękach Cesarzowej Matki. Stronnictwa domagające się ograniczenia wszechwładzy Cixi dążyły do przeprowadzenia reform, jednakże szybka reakcja cesarzowej uniemożliwiła zmianę istniejącego systemu władzy. Cesarz oraz popierający go zwolennicy modernizacji zostali odsunięci od władzy. Nieskuteczność opozycji w  ramach skostniałego państwa doprowadziła do wytworzenia się licznych ugrupowań opozycyjnych na emigracji. Na przełomie XIX i  XX wieku nieprzeciętną aktywnością wykazał się Sun Jat-sen. W 1905 r. utworzył on na emigracji w Japonii Zjednoczoną Ligę Chińską, której naczelnymi hasłami były: nacjonalizm, demokracja, dobrobyt społeczny3. Opozycja w dobie walk wewnętrznych Upadek cesarstwa i  narodziny Republiki Chińskiej stworzyły pole do rywalizacji poszczególnych ugrupowań w ramach nowego systemu politycznego. Wprowadzono ustrój republikański, oparty na parlamentaryzmie, co miało sprzyjać swobodzie działania politycznego. Zamiast oczekiwanej demokratyzacji systemu doszło do paraliżu państwa poprzez wytworzenie się wielu ośrodków władzy w poszczególnych prowincjach. Przybierały one zazwyczaj charakter polityczno-militarny. Przeprowadzone wybory do parlamentu faktycznie nie miały większego znaczenia. Jedyny w historii Chin eksperyment z parlamentarną demokracją zakończył się fiaskiem. Władzę w państwie przejął Yuan Shikai koronując się nawet na cesarza. Zaostrzeniu się rywalizacji na scenie politycznej towarzyszyło tworzenie się coraz to nowych antyrządowych ugrupowań. W  dodatku proces decentralizacji struktur państwa na skutek ciągłych walk sprzyjał umacnianiu się pozycji lokalnych przywódców. W latach dwudziestych XX w. doszło do zmiany sytuacji politycznej. Władza stopniowo zaczęła skupiać się w  rękach Kuomintangu (Partii Narodowej – GDM). Przeciwko dominacji GDM występowały liczne partie, w  tym również wspierana przez ZSRR Komunistyczna 3 W. Dobrzycki, Historia stosunków międzynarodowych w czasach nowożytnych 1815-1945, Warszawa 1996, s. 272.

nr 2, jesień-zima 2010

[157]


Piotr Kaczmarek

Partia Chin (KPCh). Walka pomiędzy ugrupowaniami miała charakter militarny, a wojna domowa została przerwana tylko ze względu na trwającą okupację Chin przez Japonię. Po klęsce Japonii w II wojnie światowej sytuacja w Chinach uległa zmianie, to KPCh zyskiwała systematycznie przewagę nad Kuomintangiem i Chiang Kai-szekiem. Opozycja w epoce maoizmu Przejęciu władzy przez Mao Zedonga towarzyszyło wiele procesów. Należały do nich m.in. koncentracja władzy w rękach KPCh oraz delegalizacja wszystkich stronnictw sprzeciwiających się KPCh. Cały okres maoizmu obejmujący lata 1949-1976 był jednym z  najkrwawszych w dziejach Chin. Cechowała go wzmożona podejrzliwość wobec działania niesprecyzowanej opozycji. Opozycjonistów karano śmiercią, pobytem w  obozie pracy, lub w  jeszcze inny sposób uwłaczający ich godności. W tamtym okresie każdy mógł zostać uznany za wroga Chińskiej Republiki Ludowej (w domyśle: opozycjonistę). Wystarczyła niepotwierdzona żadnym faktem skarga, lub samo podejrzenie. Można doszukać się wielu kategorii wrogów ludu, np. „szpieg Kuomintangu”, „szpieg kapitalistów”, „szpieg radziecki”, „kułak”, „kapitalista”, „intelektualista”. W takich warunkach istnienie legalnej opozycji było niemożliwe. System totalitarny sprzyjał umacnianiu się pozycji Mao w KPCh, dzięki czemu mógł on przeprowadzać czystki w  partii. Otwierając Kampanię Stu Kwiatów udało mu się skłonić wielu skrytych przeciwników do bezpośredniego ataku na podstawy maoizmu. Niewrażliwy na krytykę i  racjonalne propozycje Mao przystąpił do kontrnatarcia. Udało mu się pozbyć wielu oponentów z  partii. Mao nie oszczędzał nawet najbliższych mu współpracowników. W czasie Wielkiej Proletariackiej Rewolucji Kulturalnej Wielki Sternik pozbył się polityków, którzy w jego przekonaniu mogły stanowić przeszkodę dla funkcjonowania systemu. Prawdopodobnie początkowo sam nie przypuszczał, jaką skalę może przybrać ten ruch. Jedną z jego ofiar był typowany na następcę Mao gen. Lin Biao, a największą ofiarą Rewolucji Kulturalnej była inteligencja (to właśnie z niej mogła rekrutować się opozycja). Opozycja w okresie refom Śmierć Mao Zedonga doprowadziła do nowych walk o władzę. Zwycięsko wyszedł z  niej Deng Xiaoping (wcześniej wielokrotnie poniżany

[158]

refleksje


Opozycja w Chinach. Wczoraj, dziś i jutro

przez Wielkiego Sternika). Mimo, iż formalnie władzę miał przejąć Hua Guofeng, to Deng Xiaoping wykorzystując negatywne nastawienie aparatu partyjnego do swojego rywala zdołał pozyskać decydujące poparcie aktywu KPCh. Po 1979 r. rozpoczął się nowy okres w dziejach Chin. Deng decydując o państwowych pryncypiach doprowadził do „otwarcia” się chińskiej gospodarki na świat. Porządkując strukturę KPCh umożliwił on nawet rywalizację wewnątrz partii w ramach poszczególnych frakcji. W 1983 r. pozwolono nawet wznowić działalność „partiom demokratycznym”4. Spośród wielu polityków rywalizujących o  władzę i względy Najwyższego Przywódcy aktywnością wyróżnił się m.in. Sekretarz Generalny KPCh Hu Yaobang. Dzięki wspieraniu liberalizacji i stopniowych przemian politycznych zyskał on ogromną sympatię głównie wśród młodych Chińczyków. Problemy gospodarcze z połowy lat osiemdziesiątych przyczyniły się do pogorszenia nastrojów społecznych. Śmierć Hu Yaobanga stała się pretekstem do masowych wystąpień tłumów ludzi, a przede wszystkim studentów. Ich postulaty nie ograniczały się już do kwestii ekonomicznych. Wielu z nich domagało się demokratyzacji ustroju. Po długich obradach elita partyjna zaaprobowała siłowe rozwiązanie problemu. Wydarzenia z  3 i  4 czerwca 1989 r. pokazały światu, że z  jednej strony fundament systemu politycznego Chin (a więc przywództwo KPCh) jest nienaruszalny, z drugiej zaś, że każda próba kwestionowania jego charakteru przez opozycję spotka się z gwałtowną reakcją władz. Scheda po Deng Xiaopingu i nowa opozycja Starzejący się Deng Xiaoping rozwiązał problem następstwa. Kolejnym przywódcą został Jiang Zemin. Wraz z  upływem czasu jego pozycja zaczęła słabnąć na rzecz Hu Jintao. Hu Jintao jako prezydent ChRL wprowadził nową jakość do chińskiej polityki. Hasła harmonijnego społeczeństwa, czy ochrony środowiska naturalnego przysporzyły mu wewnątrzpartyjną opozycję wśród konserwatystów partyjnych, dla których sam wzrost gospodarczy jest ważniejszy od pogłębiających się w społeczeństwie nierówności oraz towarzyszących rozwojowi ekonomicznemu negatywnym konsekwencjom.

4 J. Rowiński, W. Jakóbiec, System Konstytucyjny Chińskiej Republiki Ludowej, Warszawa 2006, s. 78-79.

nr 2, jesień-zima 2010

[159]


Piotr Kaczmarek

Współczesna opozycja Opozycja anty- i wewnątrzsystemowa Pobieżne potraktowane uwarunkowania historyczne pozwalają dostrzec kilka właściwości. Najważniejszy nasuwający się wniosek pozwala wyróżnić opozycję wewnątrzsystemową oraz antysytemową. Opozycja wewnątrzsystemowa oznacza frakcje skupione w  ramach obozu rządzącego, dążące do zmian ewolucyjnych, sprzeciwiające się przywódcy, lub jego bezpośredniemu otoczeniu. Wyróżnienie opozycji wewnątrzsystemowej jest dyskusyjne. Pozwala ono jednak potwierdzić fakt, iż w  państwach niedemokratycznych może znajdować się opozycja umiejscowiona w strukturach władzy, lub działająca bezpośrednio obok nich. W przeciwieństwie do opozycji wewnątrzsystemowej opozycja antysystemowa dąży do zmian w ustroju politycznym, systemie społecznym, lub terytorialno-prawnym. Postulowane zmiany mają charakter gwałtowny (w przypadku postulatu reform), lub rewolucyjny (dążenie do upadku obowiązującego systemu). W ten, czy inny sposób zakłada się jego przebudowę. Aby omówić znaczenie opozycji w  ramach systemu politycznego należy odwołać się do podstawowych jego uwarunkowań, biorąc pod uwagę czynniki polityczno-społeczne ze szczególnym uwzględnieniem zasad systemu partyjnego, procesu demokratyzacji oraz poszanowania praw człowieka. System partyjny ChRL Obecna forma systemu partyjnego jest wynikiem: przemian historycznych w  Państwie Środka, uwarunkowań prawnych oraz sytuacji społeczno-ekonomicznej. Pomijając omówiony powyżej wątek przemian historycznych należy skupić się na dwóch pozostałych kategoriach. Podstawowe zasady zostały określone w  Konstytucji z 4 grudnia 1982  r. Ich uzupełnienie stanowią akty niższego rzędu. Rozdział drugi Konstytucji ChRL nosi nazwę Podstawowe Prawa i  Obowiązki Obywateli. W  artykule 35 wskazuje się na prawo obywateli Chin do wolności wypowiedzi, prasy, zgromadzeń, stowarzyszeń, pochodów i demonstracji5. Wymienione prawa mogłyby sugerować, iż Chiny są państwem demokratycznym. Jednak te zasady nie znajdują odniesie-

5 Konstytucja Chińskiej Republiki Ludowej z 4 grudnia 1982 r., http://www.npc. gov.cn/englishnpc/Constitution/2007-11/15/content_1372964.htm, 28.10.2010 r.

[160]

refleksje


Opozycja w Chinach. Wczoraj, dziś i jutro

nia do rzeczywistości (poza wyjątkami), a ustrój daleko odbiega od rozwiązań stosowanych w państwach demokratycznych. W powszechnym uznaniu, traktuje się Chiny jako państwo autorytarne. Andrzej Bolesta doszukał się w  literaturze przedmiotu pojęć: autorytaryzm oświecony oraz neoautorytaryzm6. Równocześnie zasugerował stosowaną w Chinach nazwę – demokracja kolektywna. W przeciwieństwie do demokracji typu zachodniego przemiany polityczne nie są wynikiem spontanicznej aktywności społeczeństwa (obywatelskiego), lub zorganizowanego działania instytucji społecznych, lecz inspiratorem wszystkim reform jest aparat państwowy (a  raczej partyjny)7. Obowiązujący w Chinach system partyjny ma charakter systemu partii hegemonicznej, chociaż w Chinach mówi się o kooperacji wielopartyjnej. Oznacza to, że legalnie działa wiele partii, przy czym uznają one nadrzędną (przywódczą) rolę KPCh. Ugrupowania te nazywa się mianem partii demokratycznych. Nie podejmują się one rywalizacji z KPCh o władzę, ale uzupełniają niewypełnioną przez nią polityczną przestrzeń. Do tych partii należą: • Rewolucyjny Komitet Chińskiego Kuomintangu, • Chińska Liga Demokratyczna, • Demokratyczne Stowarzyszenie Odbudowy Narodowej Chin, • Chińskie Stowarzyszenie Promowania Demokracji, • Chłopsko-Robotnicza Demokratyczna Partia Chin, • Partia Interesu Publicznego, • Stowarzyszenie Trzeciego Września, • Demokratyczna Liga Samorządności Tajwanu8. Melinda Liu wskazała, iż Hu Jintao nagłośnił konsultacje KPCh z partiami demokratycznymi9. Partie demokratyczne nie stanowią i nie mogą stanowić realnej opozycji dla KPCh. Cały układ jest ze swej istoty nierywalizacyjny. Impulsem do przemian może być natomiast rywalizacja wewnątrz KPCh między frakcjami populistów (liberałów) i elitarystów (konserwatystów). Wydaje się, iż każda z frakcji reprezentuje interesy różnych grup społecznych, co może przyczynić się do pogłębienia istniejących podziałów. Nawet prezydent Hu Jintao uchodzący za liberała, sprzeciwiając się programowi konserwatystów docenił ich

A. Bolesta, Chiny w okresie transformacji, Warszawa 2006, s. 81. Ibidem, s. 82. 8 Zob. Chiny 2008, red. J. Brylewska, Toruń 2009, s. 78. 9 M. Liu, Partia ma dwa głosy, „Newsweek Polska” 2009, nr 42, s. 73. 6 7

nr 2, jesień-zima 2010

[161]


Piotr Kaczmarek

wkład w formowanie pluralizmu wewnątrzpartyjnego: „wewnątrzpartyjna demokracja to jej [partii – przyp. P. K.] życiodajna krew”10. Ciekawe rozwiązanie stanowią wybory do władz na szczeblu lokalnym. Są one traktowane jako eksperyment z  demokracją, ponieważ pozycja KPCh w strukturach lokalnych jest słaba. Już w latach osiemdziesiątych rozpoczął się proces demokratyzacji w  skali lokalnej, co dało początek samorządowi wiejskiemu11. Dla części badaczy może to oznaczać początek upadku mechanizmów autorytarnych i  wprowadzanie demokracji tylnymi drzwiami. Należy jednak pamiętać, iż nie stanowi to wcale realnej zmiany w systemie władzy. Do czynników kształtujących ustrój polityczny Chin należą również uwarunkowania ekonomiczno-społeczne. KPCh, według podstawowych zasad maoizmu, powinna być partią proletariatu. Faktycznie jednak każdy z  frakcyjnych odłamów broni interesów różnych grup. Mimo iż, naciski społeczne na władze wydają się być coraz bardziej skuteczne, to dominujące w życiu gospodarczym elity gotowe są stosować nawet nielegalne środki (np. korupcja) w  walce o  utrzymanie obecnego kierunku polityki gospodarczej. Polityka w  Chinach coraz bardziej wiąże się ze światem wielkiego biznesu, a kompromis między socjalnymi żądaniami ubogiej większości i  naciskami bogatej mniejszości staje się coraz trudniejszy do osiągnięcia. Na bazie tych rozważań trudno znaleźć miejsce dla legalnej opozycji. Mimo pozornej jedności w obozie władzy, przy dłuższej obserwacji sytuacji politycznej można doszukać się przejawów rywalizacji. Ograniczenie się do powyższych treści uniemożliwiłoby refleksję nad tym o czym na zachodzie mówi się głośno, a więcej opozycji antysytemowej. Opozycja antysystemowa Opozycja antysystemowa jest zatem tworzona przez siły, które nie odnajdują swojego miejsca w ramach obowiązującego systemu prawnego. Ich struktura oraz metody działania nie są jasno określone. Mogą to być luźne grupy lub dobrze zorganizowane jednostki. Poruszają one taką problematykę, która nie zostaje poddana debacie na najwyższych szczeblach władzy. Ibidem. Zob. K. Gawlikowski, Procesy transformacji w  Chińskiej Republice Ludowej [w:] Azja Wschodnia na przełomie XX i XXI wieku. Przemiany polityczne i społeczne, red. K. Gawlikowski, Warszawa 2004, s. 123; A. Bolesta, Chiny…, op. cit., s. 91. 10 11

[162]

refleksje


Opozycja w Chinach. Wczoraj, dziś i jutro

Jako swoje cele opozycja przyjmuje najczęściej hasła demokratyzacji i praw człowieka (zarówno prawa jednostki, jak i prawa mniejszości). Inne grupy antysystemowe, np. sekty religijne, czy związki nacjonalistów nie stanowią realnego zagrożenia dla formy państwa12. Związek między demokratyzacją, a prawami człowieka jest bardzo bliski. Niestety w  Chinach nie prowadzi się badań opinii publicznej i nie ma możliwości określenia stosunku Chińczyków do demokracji. Ustrój ten może wydawać się dla nich niezrozumiały. Zainteresowanie demokratyzacją deklarują liczne środowiska, choć uwaga środków masowego przekazu koncentruje się głównie na wybranych, jednostkowych przypadkach. Po masakrze na placu Tiananmen mogło się wydawać, iż nastroje prodemokratyczne osłabną. Historia pokazuje, że działania pewnych jednostek pozwalają urosnąć im do rangi symboli. Za sprawą niedawnych decyzji Komitetu Noblowskiego chiński dysydent Liu Xiaobo stał się dla zachodniego świata symbolem walki z władzą ChRL o demokrację i poszanowanie praw człowieka. Swoją walkę Liu rozpoczął wcześnie. Jako uczestnik zajść na placu Tiananmen oraz krytyk posunięć KPCh był wielokrotnie zatrzymywany i więziony. Oprócz licznych artykułów potępiających władzę do jego osiągnięć zalicza się rozpowszechnienie Karty 08, która stanowi krytykę działań władzy. Można w niej odnaleźć zarówno zarzuty adresowane do władzy, jak również postulaty zmian. Najważniejsze treści koncentrują się wokół: • swobody wypowiadania się; • przestrzegania praw człowieka; • umożliwienia rywalizacji partiom politycznym (oznacza to rezygnację z systemu partii hegemonicznej i wprowadzenie wolnych wyborów)13. 12 Sekty odgrywały w historii Chin ważną rolę. 25 kwietnia 1999 r. sekta Falungong (Obracając Koło Dharmy) otoczyła siedzibę władz w Pekinie. Stanowiło to impuls dla władz do delegalizacji sekty oraz do prowadzenia represji. Zob. Ł. Gacek, Chińskie elity polityczne w XX wieku, Kraków 2009, s. 293-294. Krzysztof Łoziński wskazał na stosowanie praktyki zabijania członków tej sekty w  związku zapotrzebowaniem na przeszczepy. Zob. K Łoziński, Chińska sprawiedliwość, „Newsweek Polska” 2010, nr 3, s. 59. Na stronie internetowej http://organharvestinvestigation.net/report0701/report20070131-polish.pdf (22.12.2010 r.) można odnaleźć raport Davida Matasa i  Davida Kilgoura poświęcony temu procederowi. Z  kolei nacjonalizm staje się ważnym narzędziem w rękach KPCh. Wydaje się jednak, że dalszy wzrost nastrojów nacjonalistycznych może doprowadzić do wystąpienia skrajnie szowinistycznych odłamów przeciwko władzy. 13 Por. M. Kruczkowska, Chiny surowo karzą niepokornych, „Gazeta Wyborcza”

nr 2, jesień-zima 2010

[163]


Piotr Kaczmarek

Kartę 08 podpisało około 10 tys. osób, zanim cenzura zabroniła jej rozpowszechniania. Po tym wydarzeniu nastąpiła fala represji i aresztowań. W najbardziej niekorzystniej sytuacji znalazło się ok. 300 sygnatariuszy14. Liu był jedną pierwszych ofiar represji. Aresztowanemu uniemożliwiono nawet kontakt z rodziną. W czerwcu 2009 r. prokuratura postawiła mu zarzut działania na szkodę państwa. 25 grudnia 2009 r. po dwugodzinnym procesie został skazany na 11 lat więzienia za „podżeganie do obalenia władzy państwowej”15. Wyrok dla Liu wywołał oburzenie w kręgach zachodnich intelektualistów i obrońców praw człowieka. Przywódcy największych państw świata reagowali ostrożnie. Rosnące powiązanie gospodarcze z Chinami oraz rozwój potęgi tego państwa sprawiają, że krytyka najludniejszego państwa świata traci sens. Żaden liczący się na zachodzie polityki nie będzie chciał naruszyć swoich relacji z Państwem Środka na rzecz propagowania praw człowieka. W tej sytuacji obrony opozycji chińskiej podejmują się środowiska dziennikarskie oraz niezależne instytucje międzynarodowe. Przyznanie Liu Xiaobo Pokojowej Nagrody Nobla 8 października 2010 r. wywołało oburzenie władz ChRL. Decyzję Komitetu Noblowskiego uznano za próbę ingerencji w sprawy wewnętrzne ChRL. Chiny starają nie dopuścić do odbioru nagrody przez rodzinę więzionego Liu. Wydaje się, ze sprawa Liu nie wpłynie zasadniczo na relacje Chin z Zachodem. Wzajemne złośliwości zarówno z jednej, jak i z drugiej strony ma na celu raczej obronę wizerunku poszczególnych polityków. Publicystyka zachodnioeuropejska dostarcza bogatych informacji na temat rzeczywistości panującej w Chinach Do jednych z najbardziej zaciętych krytyków polityki Państwa Środka należy francuski publicysta Guy Sorman. W  swojej książce Rok Koguta zaproponował on swoją wizję Chin, która nie wydaje się być odporna na krytykę. Zawarte w  pracy tezy dyskredytują mechanizmy sprawowania władzy oraz kwestionują znaczenie Chin w  świecie. Jednym z  najpowszechniejszych zarzutów adresowanym pod kątem pracy G. Sormana jest wyolbrzymianie roli opozycji. „Są oni [chińscy opozycjoniści – przyp. P. K.] z dnia 28 grudnia 2009, s. 12; M. Szymaniak, Nobel dla chińskiego dysydenta, „Rzeczpospolita”,  http://www.rp.pl/artykul/34,546838--Nobel-dla-chinskiego-dysydenta. html, 28.10.2010 r. 14 Chiński dysydent Liu Xiaobo laureatem Pokojowej Nagrody Nobla, „Stosunki  Międzynarodowe”,  http://www.stosunkimiedzynarodowe.info/artykul,811,Chinski_dysydent_Liu_Xiaobo_laureatem_Pokojowej_Nagrody_Nobla_?_q_and_a, 22.10.2010 r. 15 Ibidem.

[164]

refleksje


Opozycja w Chinach. Wczoraj, dziś i jutro

przedstawiani jako szlachetni bojownicy o wolność narodu chińskiego, zniewolonego przez partię, przeciwko której jest całe społeczeństwo, czekające tylko na odpowiedni moment do obalenia «tyranów» i wprowadzenia demokracji. Nie wspomina jednak, że 95% Chińczyków zapewne nigdy o rozmówcach Sormana nie słyszała i nic ich oni nie obchodzą. Nie ma jak fantazja literacka”16. Nawet jeśli cytowany powyżej fragment wypowiedzi prezentuje jednoznacznie negatywne stanowisko, to nie można zaprzeczyć, że część zarzutów jest słuszna i zwraca uwagę na istotny problem. Wydaje się, ze większa część chińskiego społeczeństwa nie jest zainteresowana demokracją. Przyczynę tego stanu można upatrywać w cenzurze (np. naciski na wyszukiwarkę internetową firmy Google Inc.), indoktrynacji, kulturze politycznej, ale przede wszystkim w warunkach ekonomicznych. Impulsem do wydarzeń na placu Tiananmen w większym stopniu było spowolnienie gospodarcze, niż postulaty polityczne (śmierć Hu Yaobanga była tylko pretekstem do wystąpień, a żądania polityczne pojawiły się po żądaniach socjalnych). Twierdzenie, iż do aktywności politycznej mobilizują kwestie socjalne, a nie demokracja, znajduje swoje uzasadnienie. Bogdan Góralczyk wskazał na 90 tys. demonstracji, starć i zamieszek w samym tylko 2008 r. Z kontekstu jego wypowiedzi wynika, iż nie jest to efekt postulatów politycznych, ale pogłębiających się nierówności17. Naturalnie powyższe refleksje nie wyczerpują problematyki opozycji w Chinach. Warto skupić się na innych wątkach. Władze uniemożliwiają zakładanie nawet związków zawodowych. W artykule Konrada Godlewskiego można odnaleźć informacje o  działalności „chińskich Wałęsów”18. Tym bardziej uniemożliwia to działalność partiom politycznym. K. Godlewski wymienił dwa przypadki działania partii opozycyjnych w Chinach po 1989 r.. Pierwszym z nich jest utworzona pod koniec lat dziewięćdziesiątych przez uczestników masakry na placu Tiananmen Demokratyczna Partia Chin, która została błyskawicznie zniszczona. Drugim przypadkiem jest Chińska Partia Nowej Demokracji utworzona w 2007 r. Opóźniona reakcja władz na powstanie tej partii wynikała z  organizacji Igrzysk Olimpijskich w  Pekinie. W  obu 16 K. Rajca, Sormana pamflet na Chiny, „Prawica.net”, http://www.prawica.net/ node/4168, 22.10.2010 r. 17 B. Góralczyk, Tiananmen 20 lat później, „Newsweek Polska” 2009, nr 22, s. 49. 18 K. Godlewski, Dysydenci – czyli ciężkie życie „chińskich Wałęsów”, „Polityka”, http://www.polityka.pl/swiat/analizy/1509684,1,dysydenci---czyli-ciezkie-zyciechinskich-walesow.read, 29.10.2010 r.

nr 2, jesień-zima 2010

[165]


Piotr Kaczmarek

przypadkach skończyło się na represjach wobec członków tych ugrupowań19. Z opozycją utożsamia się również środowiska na emigracji oraz „opozycjonistów internetowych”. Działalność opozycji na emigracji przybiera różne formy działania. Od pomocy rodzinom osób represjonowanych poprzez wspieranie ruchów antysystemowych do naciskania na władze w państwie pobytu. Opozycja internetowa jest ciekawym zagadnieniem. Wielu internautów próbuje głosić poglądy przeciwstawiające się KPCh w  sieci. Cenzurowanie stron internetowych było przedmiotem głośnego sporu między ChRL a firmą Google Inc.20 Opozycja w przyszłości Kończąc już rozważania na temat roli opozycji w systemie politycznym Chin warto pokusić się o próbę prognozy. Spośród wielu nasuwających się scenariuszy nieprawdopodobny wydaje się zarówno powrót do totalitarnych praktyk, jak również pełna demokratyzacja. Wydaje się, że przy sprzyjających trendach gospodarczych pozycja KPCh w  ramach ustroju politycznego pozostanie niezagrożona. Natomiast nie można wykluczyć eksperymentów z  demokratyzacją. W  dłuższej perspektywie możliwe wydaje się wprowadzenie bezpośrednich wyborów do Ogólnochińskiego Zgromadzenia Przedstawicieli Ludowych. Oczywiście nie miałyby one charakteru wolnego. Służyłyby raczej legitymizacji władzy KPCh. Stabilna sytuacja gospodarcza jest naturalnym sprzymierzeńcem KPCh. Przy czym nie można wykluczyć pogłębiania się podziałów wewnątrz partii. Wobec całkowitej dominacji KPCh na scenie politycznej opozycja pozostanie na jej marginesie. Utrzymanie dotychczasowych zasad ustrojowych uniemożliwi działalność opozycji. Wygląda na to iż w ciągu kilku najbliższych dekad w Chinach nie będzie prawdziwej opozycji.

Ibidem. Internet o ile stanowi niebezpieczne narzędzie w rękach opozycji, to również może służyć interesom rządu ChRL. Podejrzewa się, że hakerzy, którzy dokonali ataku na system komputerowy Urzędu Kanclerskiego RFN działali na zlecenie chińskich struktur wojskowych. Chińscy hakerzy włamali się do systemu Pentagonu, „Money.pl”, http:// www.money.pl/gospodarka/wiadomosci/artykul/chinscy;hakerzy;wlamali;sie;do;systemu;pentagonu,110,0,263022.html, 15.11.2010 r. Problem ten poruszono również w filmie dokumentalnym E. Kocha pt. „Chińscy hakerzy atakują”. 19

20

[166]

refleksje


Opozycja w Chinach. Wczoraj, dziś i jutro

Podsumowanie Przechodząc do podsumowania warto podkreślić główne założenia. W toku rozważań udało się ustalić, iż opozycja w Chinach przybierała formę antysystemową, lub wewnątrzsystemową, posługując się metodami pokojowymi, lub konfliktowymi. Obecnie dzięki stabilizacji systemu politycznego można zauważyć, iż opozycja wewnątrz KPCh wywiera znaczący wpływ na politykę państwa. Z kolei opozycja antysystemowa (nielegalna) jest bardzo słaba. W jej instrumentarium dominują pokojowe metody działania. Wydaje się, iż obecny system po kosmetycznych poprawkach pozostanie w najbliższej przyszłości niezagrożony.

Summary The essay is about the opposition in a political system of People’s Republic of China. First of all, the most important historical changes were described. The next part of a text is connected with a present political situation in China. The rules of political system and the domination of Communist Party of China over other parties are presented. However, the examples of oppositionists’ activity seem to be the most essential. Liu Xiaobo as a symbol of fight for human rights and democracy attracted much attention. Unfortunately, the popularity of opposition movements seems to decrease. The weakness of opposition is an ally to the government. Finally, the text tries to predict the future. Nota o autorze Piotr Kaczmarek [pkk1988@wp.pl] – student studiów II stopnia na kierunku politologia na Wydziale Nauk Politycznych Dziennikarstwa UAM. Autor pracy licencjackiej pt. Chiny. Od mocarstwa regionalnego do supermocarstwa. Jego zainteresowania koncentrują się wokół problematyki rywalizacji mocarstw oraz stosunków politycznych w Azji Wschodniej ze szczególnym naciskiem na sytuację wewnętrzną oraz aktywność zagraniczną Chińskiej Republiki Ludowej.

nr 2, jesień-zima 2010

[167]


Polityczny is Marta Zobeniak Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu

Polityczny islam, świecka opozycja?

Ukształtowanie tureckiego systemu partyjnego ednym z najistotniejszych czynników kształtujących turecką scenę polityczną jest system partyjny. Jak podkreśla Adam Szymański, w państwie tym od 1991 r. rozwinął się ekstremalny pluralizm1. Model ten cechuje wysoki poziom fragmentaryzacji, jak również znaczna intensywność konfliktu ideologicznego2. W latach 1991, 1995 i 1999 w parlamencie znajdywało się pięć głównych partii. Ugrupowania często ulegały rozłamom, co sprawiło np., że w 1995 r. w Zgromadzeniu reprezentowanych było 11 partii3. Fragmentaryzację wzmacniały podziały w partiach centrowych, co osłabiało ich znaczenie4. W ocenach tureckiego systemu partyjnego podkreśla się, iż nie zapewnia on zdolnym jednostkom dostępu do polityki, ogranicza wewnątrzpartyjną debatę, utrudnia tworzenie programów partyjnych zawierających efektywne rozwiązania problemów społecznych oraz osiąganie kompromisu między partiami5. Adalet ve Kalkinma Partisi (AKP – Partia Sprawiedliwości i  Rozwoju) część swego sukcesu z 2002 r. zawdzięcza przezwyciężeniu tych przeszkód, natomiast relatywna słabość partii opozycyjnych uniemożliwia im obecnie efektywne jej równoważenie i kontrolowanie. Nie są one postrzegane jako wiarygodne siły mogące na gruncie demokracji realizować swoje wartości i  służyć reprezentowanym przez siebie długoterminowym interesom ekonomicznym i społecznym. Z uwagi na to, mają również niewielkie

J

1 A. Szymański, Między islamizmem a kemalizmem. Problem demokracji w Turcji, Warszawa 2008, s. 28. 2 A. Antoszewski, R. Herbut, Encyklopedia politologii, t. 3, Partie i systemy partyjne, Zakamycze 1999, s. 259. 3 A. Szymański, Między…, op. cit., s. 29. 4 Ibidem, s. 29. 5 Zob. M. Somer, Moderate Islam and Secularist Opposition in Turkey: Implications for the World, Muslims and Secular Democracy, „Third World Quarterly” 2007, nr 28 (7), s. 11.

nr 2, jesień-zima 2010

[169]


Marta Zobeniak

możliwości budowania zaufania między sobą, osiągania kompromisu, a także wpływania na konsolidację demokracji6. Interwencje armii i ograniczenia, jakie w latach 1980-1983 zostały nałożone na partie polityczne stanowią jedne z głównych przyczyn ich niepowodzeń w budowaniu silnych struktur instytucjonalnych i więzi z organizacjami społeczeństwa obywatelskiego. Kryzysy ekonomiczne w  państwie pozbawiały partie finansowych podstaw funkcjonowania, a  elektorat pozostawał niestabilny. Co więcej, istniały problemy wewnętrznych podziałów, oraz zmieniania przez parlamentarzystów ugrupowań w trakcie kadencji. We wschodniej części Turcji szczególnie widoczne były także zjawiska politycznego patronażu i  klientelizmu7. Problemy związane z  funkcjonowaniem systemu partyjnego pogłębiły się w latach dziewięćdziesiątych XX wieku. Silni liderzy pozostawali na czele partii mimo szerzącej się korupcji i  erozji poparcia. Nie zaskakiwał fakt, że wyborcy zaczęli odchodzić od partii centroprawicowych i centrolewicowych w kierunku prawicowych, często nacjonalistycznych czy o korzeniach religijnych, postrzegając ich polityków jako mniej skorumpowanych8. W 1995 r. wybory wygrała Refah Partisi (RP – Partia Dobrobytu), uznawana za antysystemową9. W 1999 r. drugie miejsce zajęła nacjonalistyczna Milliyetçi Hareket Partisi (MHP – Partia Akcji Nacjonalistycznej). Zyskiwanie na znaczeniu przez tego rodzaju ugrupowania przyczyniało się do wzmacniania polaryzacji ideologicznej – nie w kategoriach lewica-prawica, lecz na płaszczyźnie religijnej (sekularyści-

Ibidem. Ibidem. 8 Ibidem. Zob. także: S. Sayari, Towards a New Turkish Party System?, „Turkish Studies” 2007, vol. 8, no. 2. 9 Birol Akgun stwierdza, że wiele partii prawicowych wykazuje wrogość wobec nowoczesności, a także wobec podziałów społecznych. Dążą one do osiągnięcia społecznej harmonii, kierując się jednocześnie poczuciem wspólnoty i nienawiścią wobec „obcych”, a także wiarą w struktury hierarchiczne. Autor powołuje się na koncepcję Giovanni Sartoriego, który partie tego rodzaju definiuje jako antysystemowe, czyli nie podzielające wartości porządku politycznego, w  którym funkcjonują. Przyjmując szeroką definicję partii skrajnie prawicowych, tzn. wyrażających w  sposób otwarty antypluralistyczne nastawienia lub przekonania, zalicza do nich MHP i RP. B. Akgun, Twins or Enemies: Comparing Nationalist and Islamist Traditions in Turkish Politics, „Middle East Review of International Affairs” 2002, vol. 6, no. 1, s. 18. Zob. również: A. Szymański, op. cit., s. 29, M. H. Yavuz, Political Islam and the Welfare (Refah) Party in Turkey, „Comparative Politics” 1997, vol. 30, no. 1, s. 65. 6 7

[170]

refleksje


Polityczny islam, świecka opozycja?

-islamiści) oraz kulturowo-etnicznej (nacjonaliści tureccy i kurdyjscy)10. Partie o korzeniach islamskich posiadały silne organizacje, szczególnie na najniższym szczeblu, co pomagało im w budowaniu poparcia. AKP na przykład ustanowiła w tym celu silne kanały komunikacji z  wyborcami. Zdołała także zapewnić funkcjonowanie w  swych ramach zasad demokratycznych i równości, choć dostrzegano w niej także elementy autorytaryzmu11. Pojawiły się wobec jej członków zarzuty korupcji. Sama partia naciskała na wybór własnego kandydata na prezydenta, zamiast porozumieć się w tej kwestii z opozycją. Pozostałe ugrupowania nie uniknęły słabości. Nie było jasne, czy próby połączenia głównej partii opozycyjnej, Cumhuriyet Halk Partisi (CHP – Republikańskiej Partii Ludowej) i Demokratik Sol Parti (DSP – Demokratycznej Lewicy), a także dwu partii centroprawicowych – Doğru Yol Partisi (DYP – Partię Słusznej Drogi) i  Anavatan Partisi (ANAP – Partii Ojczyźnianej), są w stanie przetrwać personalne konflikty i doprowadzić do powstania stabilnych partii12. Rozdrobnienie, polaryzacja i  słabość kreują konfrontacyjny styl uprawiania polityki, w którym brakuje miejsca na kompromis. W tego typu kulturze partyjnej liderzy postrzegani są jako bohaterowie mający bronić swoich zwolenników przed adwersarzami. Ich głównym zadaniem jest działanie, nie planowanie czy konceptualizacja przyszłych działań13. Drogą do zaistnienia staje się lojalność partyjna i unikanie debaty14. Cel w postaci zapobieżenia islamizacji, który deklarują partie laickie, wymaga podejmowania przez nie efektywnych działań i poszukiwania rozwiązań w zróżnicowanych dziedzinach – od ekonomii do polityki zagranicznej, co w założeniu miałoby pomóc im w wygrywaniu wyborów. Od partii tych wymaga się także wysuwania propozycji rozwiązania sporów, np. takich, jak ten wokół chust, a  także umiarkowanej retoryki, która nie odpychałaby religijnych wyborców. Gdyby ten plan powiódł się, mogłyby one skutecznie równoważyć AKP, wpływając na utrzymanie przez nią umiarkowanego kursu. W przypadku A. Szymański, Między…, op. cit., s. 29. Patrz np.: S. Tepe, a Pro-Islamic Party? Promises and Limits of Turkey’s Justice and Development Party, [w:] The Emergence of a  New Turkey, red. M H Yavuz, s. 107-135. 12 M. Somer, Moderate Islam…, op. cit., s. 11. 13 Patrz: M. Heper, The Consolidation of Democracy versus Democratization in Turkey, „Turkish Studies” 2002, nr 3 (1), s. 141. 14 M. Somer, Moderate Islam…, op. cit., s. 12. 10

11

nr 2, jesień-zima 2010

[171]


Marta Zobeniak

niepowodzenia natomiast, radykalny sekularyzm mógłby spowodować zaostrzenie się tendencji islamistycznych i pogłębienie rozłamu w społeczeństwie15. Przy braku silnych i demokratycznych partii laickich, owa mobilizacja może zostać zniweczona przez nacjonalizm i tendencje autorytarne zagrażające demokracji. Uczestnicy debaty publicznej mogą natomiast być skłonni do wyrażania radykalnych poglądów, choćby nie dominowały one wśród ich potencjalnych wyborców. Po objęciu rządów przez AKP Wybory parlamentarne z listopada 2002 r. zakończyły się jednym z najbardziej znaczących wyników w najnowszej historii politycznej Turcji. Analitycy opisywali go jako „polityczne trzęsienie ziemi”, gdyż wyniosły do władzy nowopowstałą partię o islamskich korzeniach, przynosząc klęskę ugrupowań, które od 1999 r. tworzyły koalicję16. Spowodowały też istotne zmiany w politycznym przywództwie. W rezultacie, niektórzy z  głównych aktorów politycznych epoki 1991-2002 zostali zmarginalizowani. Ich upadek współgra z wyłonieniem się AKP, która stała się dominującą siłą w tureckiej polityce17. Wynik wyborów nie tylko przyciągnął zainteresowanie społeczności międzynarodowej, ale także przełożył się na pierwszy większościowy rząd od 1987 roku18. Po doświadczeniu zmagania się z niepewnymi rządami koalicyjnymi, nowość w postaci nieprzetestowanej partii dysponującej silną większością wzbudziła falę entuzjazmu. Nadzieje wiązano zwłaszcza z obietnicami zwalczania korupcji, wydobycia państwa z kryzysu gospodarczego19 i przybliżenia członkostwa w Unii Europejskiej20.

Ibidem, s. 12. O znaczeniu tych wyborów m.in.: A. Carkoglu, Turkey’s November 2002 Elections: a New Beginning?, „Middle East Review of International Affairs” 2002, vol. 6, no. 4, s. 30-41; S. Cagaptay, The November 2002 Elections and Turkey’s New Political Era, „Middle East Review of International Affairs” 2002, vol. 6, no. 4, s. 42-48. 17 S. Sayari, Towards..., op. cit., s. 1. 18 Wskazuje się, iż faktycznie AKP była pierwszą od 50 lat partią tworzącą niekoalicyjny rząd. S. M. Cox, One Calorie Islam: Turkey’s ‘Light Muslims’ and the West, „Turkish Policy Quarterly” 2003, vol. 2, no. 1, s. 47. 19 Zob. Z. Öniş, The Political Economy of Turkey’s Justice and Development Party, http://papers.ssrn.com/sol3/papers.cfm?abstract_id=659463, 23.12.2010 r. 20 P. Tank, Political Islam in Turkey: a State of Controlled Secularity, „Turkish Studies” 2005, vol. 6, no. 1, s. 3. 15

16

[172]

refleksje


Polityczny islam, świecka opozycja?

„Załamanie się starego ładu” spowodowane znaczącą wygraną AKP nie było całkowitym zaskoczeniem. Badania opinii publicznej sprzed wyborów zapowiadały jej sukces, wskazując zwłaszcza na popularność jej przywódcy – Recepa Tayyipa Erdoğana. Niemniej, ostateczny podział mandatów przekroczył przedwyborcze oczekiwania. Po uzyskaniu 34,2% głosów, AKP dysponowała absolutną większością, posiadając 66% miejsc (363 z 550)21. Choć sondaże wskazywały na spadek popularności innych partii, prawdziwe rozmiary tej tendencji stały się widoczne dopiero po podliczeniu głosów. Wynik był szczególnie bolesny dla trzech partii: DSP, ANAP, a także MHP, które od 1999 r. były w koalicji rządowej. DSP Bülenta Ecevita doznała spektakularnej porażki (z 22,3% w 1999 r. do 1,2% w 2002 r.). Ten rezultat przypisywany był m.in. pogarszającemu się stanowi zdrowia B. Ecevita22. Wybory odzwierciedliły trend polegający na traceniu poparcia przez czołowe partie centroprawicowe – ANAP i DYP. Centroprawica była źródłem większości rządów od początku systemu wielopartyjnego, czyli od niemal 50 lat temu. Niemniej, w  latach dziewięćdziesiątych XX wieku nastąpiła erozja poparcia dla partii wywodzących się z  tego obozu. Połączona ilość głosów dla ANAP i  DYP spadła z  51% w 1991 r. do 14,6% w 2002 r. Prócz rosnącego niezadowolenia wyborców z  funkcjonowania koalicji ANAP/DYP, obie partie nosiły ciężar oskarżeń o korupcję, dotyczących ich liderów. Rozczarowanie było także widoczne w przypadku nacjonalistycznej partii MHP, w wyborach z  1999  r. druga, teraz zyskała o  połowę mniej głosów. Jedynie CHP zdołała utrzymać reprezentację, uzyskując 19,3% głosów i 178 mandatów. Całkowicie nową partią, która nie zdołała wejść do parlamentu, była Genç Parti (GP-Youth Party – Partia Młodych). Zgromadziła ona 7,2% głosów, wysuwając m.in. hasła krytyki wobec MFW, globalizacji i Zachodu. Prokurdyjska Demokratik Halk Partisi (DEHAP – Demokratyczna Partia Ludowa) nie przekroczyła progu wyborczego, osiągając 6,2% głosów23. Na reprezentację poszczególnych partii w parlamencie wpływ miał sam system wyborczy. System proporcjonalny z wielomandatowymi okręgami i  formułą d’Hondta, a  także dziesięcioprocentowy próg wyborczy w zasadniczy sposób ukształtowały podział mandatów. AKP uzyskała np. 2/3 miejsc przy zaledwie 1/3 głosów, CHP – 1/3 miejsc S. Sayari, Towards..., op. cit., s. 2. Ibidem, s. 2. 23 Ibidem, s. 3. 21

22

nr 2, jesień-zima 2010

[173]


Marta Zobeniak

przy 1/5 głosów. Blisko 45% głosów zostało „straconych”, ponieważ partie, które je zgromadziły, nie zdołały przekroczyć progu wyborczego24. Centrolewicowa CHP była jedyną partią stanowiącą opozycję parlamentarną. Pozostałe ugrupowania znalazły się poza parlamentem. 9 mandatów otrzymali kandydaci niezależni. Po 2002 r. nadal funkcjonował system spolaryzowany. W  systemie istniało wiele ugrupowań relewantnych. Do najważniejszych, zgodnie z wynikami wyborów, można było zaliczyć: centroprawicową DYP, nacjonalistyczną MHP, populistyczną GP, DEHAP25, umiarkowanie konserwatywną, centroprawicową ANAP, pozostającą w kręgu tradycji tureckich partii islamistycznych Saadet Partisi (SP – Partię Szczęśliwości), a  także centrolewicową DSP. Na linii sekularyści-islamiści nadal widoczna była znaczna polaryzacja ideologiczna, która stała się bardziej wyrazista m.in. wraz z nowymi inicjatywami AKP, jak np. propozycja z 2004 r. dotycząca wprowadzenia karalności cudzołóstwa26. Po wyborach z  2002 r. uwidoczniły się kolejne elementy typowe dla tureckiego systemu partyjnego, na występowanie których zasadniczy wpływ ma proporcjonalny system wyborczy. Rozpoczął się proces opuszczania przez deputowanych swych macierzystych partii i  wstępowania do innych lub zakładania nowych ugrupowań27. AKP stała się beneficjentką zmniejszającego się poparcia dla partii konkurencyjnych. Założona zaledwie rok wcześniej przez R. T. Erdoğana, wpisywała się w nurt odwołujący się do islamu. Z nurtem tym, prócz niej, związane były takie ugrupowania, jak Refah Partisi (RP – Partia Dobrobytu)28, Fazilet Partisi (FP – Partia Cnoty), Saadet Partisi (SP – Partia Szczęśliwości). Jeśli nie brać pod uwagę ostatniego z nich29, w przypadku innych można mówić o procesie transformacji. W sferze programowej oraz działalności politycznej charakteryzowało Ibidem, s. 5. Następcą DEHAP został w  październiku 2004 r. Demokratik Toplum Hareketi (DTH – Ruch Demokratycznego Społeczeństwa), z którego w październiku 2005 r. wyłoniła się Demokratik Toplum Partisi (DTP – Partia Demokratycznego Społeczeństwa). 26 A. Szymański, Między islamizmem a kemalizmem…, op. cit., s. 30. 27 W marcu 2007 r. partiami opozycji parlamentarnej były także: DYP z  czterema deputowanymi, Sosyaldemokrat Halk Partisi (SHP – Socjaldemokratyczna Partia Ludowa), Halkın Yükselişi Partisi (HYP – Partia Wschodu Ludowego) i  GP – wszystkie z jednym deputowanym. 28 Szerzej o Partii Dobrobytu: M. H. Yavuz, Political Islam and the Welfare (Refah) Party in Turkey, „Comparative Politics” 1997, vol. 30, no. 1, s. 63-82. 29 SP miała marginalne znaczenie – 2,5% poparcia w wyborach z 2002 r. 24 25

[174]

refleksje


Polityczny islam, świecka opozycja?

go przechodzenie od przyznawania państwu istotnej roli w gospodarce do wolnego rynku; od nacisku na prawa socjalne, islamską sprawiedliwość30 i wolność religijną do koncentrowania się na indywidualnych prawach człowieka, konsolidacji demokracji i  zwiększeniu znaczenia społeczeństwa obywatelskiego; od wysuwania na pierwszy plan wartości i praktyk religijnych do traktowania norm moralnych jako norm społeczeństwa tureckiego, a wolności religijnej jako elementu procesu demokratyzacji; od systemu scentralizowanego do decentralizacji państwa; od polityki agresywnej i asertywnej do większego nacisku na dialog i  budowanie konsensu; od postawy nacjonalistycznej do bardziej kosmopolitycznej31. Wskazuje się, iż RP była jeszcze partią islamistyczną, natomiast FP stanowiła stadium przejściowe w kierunku partii islamsko-demokratycznej, jaką jest AKP32. Taki proces był możliwy dzięki temu, że partie posiadają zdolność dostosowywania się do preferencji wyborców nie akceptujących idei niezgodnych z  zasadami świeckiego państwa demokratycznego, a tym bardziej wcielania w życie tych idei33. Do transformacji przyczynił się pragmatyzm wymienionych partii, ale z drugiej strony także rozwój świeckich instytucji oraz istnienie wspierających je środowisk34. Partia Dobrobytu została założona w 1983 r. Była pierwszą partią islamistyczną, która wygrała wybory w 1995 r., zdobywając 21% głosów wyborców. Budziło to obawy środowisk laickich w samej Turcji, jak i  w państwach zachodnich, czy uda się utrzymać demokratyczny 30 Necmeddin Erbakan uznawał np. Europę za niesprawiedliwą, imperialistyczną i  antyislamską. Sprawiedliwość była przy tym postrzegana zarówno przez niego, jak i zwolenników ugrupowań islamistycznych, jako cecha konstytuująca cywilizację islamską. İ. D. Daği, Transformation of Islamic Political Identity in Turkey: Rethinking the Westand Westernization, “Turkish Studies” 2005, vol. 6, no. 1, s. 28. 31 A. Szymański, Między…, op. cit., s. 230-231. Por. Z. Öniş, Globalisation and party transformation. Turkey’s Justice and Development Party in perspective, [w:] Globalising Democracy. Party politics in emerging democracies, red. P. Burnell, London, New York 2006, s. 127. 32 Sama partia określa swoją ideologię jako konserwatywno-demokratyczną. 33 Szerzej: B. A. Yeşilada, Realignment and Party Adaptation: The Case of the Refah and Fazilet Parties, [w:] Politics, Parties and Elections in Turkey, red. S. Sayarı, Y. Esmer. London 2002, s. 157-177. 34 Ömer Çaha wskazuje, iż pomocne były tradycje związane z paradygmatem modernizacji Młodych Turków oraz „kemalizmem teoretycznym”, odmiennym od praktykowanej wersji. Ö. Çaha, Turkish Elections of November 2002 and the Rise of “Moderate” Political Islam, „Alternatives. Turkish Journal of International Relations”, 2003, vol. 2, no. 1, http://www.alternativesjournal.net/volume2/number1/caha.pdf, s. 110-114, 23.12.2010 r.

nr 2, jesień-zima 2010

[175]


Marta Zobeniak

porządek. Niepokój ten nasilił się szczególnie po tym, jak 28 czerwca 1996 r. premierem został przywódca RP, Necmettin Erbakan35. Wypowiedzi polityków RP36 stały się podstawą orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego z 12 stycznia 1998 r. O  zakazie działalności tego ugrupowania, wydanego pół roku po przejściu partii do opozycji. Na trzy elementy związane z tymi wypowiedziami wskazał później Europejski Trybunał Praw Człowieka w orzeczeniu z 31 lipca 2001 r. W sprawie Partia Dobrobytu i inni przeciwko Turcji37. Po pierwsze, w  wypowiedziach członków RP pojawiały się propozycje zastąpienia tureckiego porządku prawnego pluralizmem systemów prawnych. Po drugie, wiele wypowiedzi świadczyło o  chęci stworzenia państwa opartego na szariacie, niezgodnym w wielu kwestiach, w tym m.in. praw mniejszości religijnych, równouprawnienia kobiet i  mężczyzn, z  zasadami państwa demokratycznego38. Po trzecie, politycy Partii Dobrobytu wzywali obywateli tureckich do podejmowania dżihadu, świętej wojny, w  której niezbędna jest przemoc. Często przytaczano wypowiedź N. Erbakana, który 13 kwietnia 1994 r. pytał parlamentarzystów, czy zmiany proponowane przez RP mają być wprowadzane metodami pokojowymi, czy przemocą39. Kolejną partię wpisującą się w  nurt islamu politycznego, Partię Cnoty, założyło 17 grudnia 1997 r. 33 byłych członków Partii Dobrobytu, a przywództwo nad nią objął N. Erbakan. O FP można już mówić jako o stadium przejściowym w procesie kształtowania się „liberalnej” A. Szymański, Między…, op. cit., s. 232. Przykładowo, N. Erbakan wzywał w styczniu 1991 r. muzułmanów do wstępowania do RP, twierdząc, że tylko ta partia jest w stanie zapewnić, drogą dżihadu, supremację Koranu, a 23 marca 1993 r., powiedział że „musi być kilka systemów prawnych. […] Co więcej, w  naszej historii zawsze były przypadki […] istnienia różnych ruchów religijnych. Wszyscy żyli w  zgodzie z  zasadami prawnymi swojej organizacji”. Hasan Hüseyn Ceylan stwierdził 24 listopada 1996 r., iż rozwiązaniem dla państwa jest szariat. İbrahim Halil Çelik oświadczył 8 maja 1997 r.: „Będę walczyć do końca o wprowadzenie szariatu”. Case of Refah Partisi (the Welfare Party) and Others v. Turkey (Applications nos. 41340/98, 41343/98 and 41344/98), Judgement, ECHR, Strasbourg, 31 July 2001, http://www.tuerkei-recht.de/Wohlfahrtspartei.doc, 23.12.2010 r. 37 Zob. Case..., op. cit. 38 Ruşen Çakir uznaje, że Parta Dobrobytu chciała stworzyć porządek, który nie opierałby się ani na szariacie, ani na zasadach demokracji, ale łączyłby te dwa elementy. Byłaby to swoista „teodemokracja”. Liderzy RP mówili o lepszej, zaawansowanej formie demokracji. Demokracja w ujęciu zachodnim ma być jedynie środkiem, a nie celem. Ten bowiem stanowi przywrócenie porządku z czasów proroka Mahometa. W ustroju proponowanym przez RP nie byłoby miejsca dla pluralizmu, różnic zdań, równoprawnego współistnienia wspólnot wyznaniowych. 39 Case..., op. cit. 35

36

[176]

refleksje


Polityczny islam, świecka opozycja?

partii islamskiej. W Partii Cnoty zaszło wiele zmian, które nadawały temu ugrupowaniu profil odmienny od profilu Partii Dobrobytu. Wyraźny zwrot nastąpił w sprawach wizerunku, członkostwa, organizacji oraz programu. FP kreowała się na ugrupowanie nowoczesne, tolerancyjne, otwarte i dążące do dialogu40. Pięć głównych zasad programowych, ustalonych na kongresie partii maju 1998 r., stanowiły: demokracja, wolność, prawa człowieka, praworządność oraz rozwój. M. Hakan Yavuz stwierdził, iż demokracja traktowana była w FP jako wartość uniwersalna, a nie, jak to było w  RP, jako element europejskiej dominacji. Europa była miejscem funkcjonowania demokracji, w związku z czym zmienił się także stosunek do Unii Europejskiej. Partia Cnoty zaczęła popierać członkostwo Turcji w Unii Europejskiej, gwarantującej zachowanie wolności sumienia i wyznania41. W Partii Cnoty istniał jednak silny podział na tradycjonalistów z Recai Kutanem i N. Erbakanem, oraz reformatorów z Abdullahem Gülem. Na kongresie partii w maju 2000 r. walkę o stanowisko przewodniczącego wygrał R. Kutan. Wcześniej, już w 1999 r., z Rady Administracyjnej odeszli reformatorzy: Abdullah Gül, Ali Çoşkun, Cemil Çiçek oraz Abdülkadir Aksu, z niezadowoleniem przyjmujący wpływy tradycjonalistów42. Prokurator generalny, Vural Savaş, złożył 11 maja 1999 r. wniosek dotyczący rozwiązania FP. Argumentował, iż stała się ona ośrodkiem działania antylaickich aktywistów, co więcej, że stanowi kontynuację RP. Trybunał Konstytucyjny przychylił się do pierwszego z argumentów. Nie orzekł, iż Partia Cnoty była kontynuatorką Partii Dobrobytu43. Niemniej, rozwiązał FP 22 czerwca 2001 roku44. Ruch proislamski podzielił się. Zwolennicy N. Erbakana utworzyli 20 lipca 2001 r. Partię Szczęśliwości. R. T. Erdoğan i jego frakcja założyli 14 sierpnia 2001 r. AKP. Przekonani, że strategia przyjęta przez N. Erbakana doprowadziła do delegalizacji partii, założyciele AKP dążyli do odróżnienia się od SP, przyjmując bardziej umiarkowany program.

A. Szymański, Między…, op. cit., s. 240. M. H. Yavuz, Cleansing Islam from the Public Sphere, „Journal of International Affairs” 2000, vol. 54, no. 1, s. 40-41. 42 A. Szymański, Między…, op. cit., s. 242. 43 B. Yeşilada, The Virtue Party, „Turkish Studies” 2002, vol. 3, no. 1, s. 62-63. 44 A. Szymański, Między…, op. cit., s. 243. 40

41

nr 2, jesień-zima 2010

[177]


Marta Zobeniak

Przykładem może być zmiana nastawienia do członkostwa w Unii Europejskiej45. Uczynienie programu bardziej umiarkowanym wynikało zapewne m.in. z poprzednich doświadczeń. Powtarzające się delegalizacje partii o korzeniach islamskich wykazały bowiem ryzyko płynące z przyjmowania tego typu założeń. R. T. Erdoğan i jego najbliżsi sojusznicy wynieśli lekcje zwłaszcza z odsunięcia N. Erbakana od władzy w 1997 r. pod presją wojskowych. Umiarkowanie AKP miało również uwiarygodnić partię w oczach wyborców. Po odsunięciu N. Erbakana stało się bowiem jasne, że proislamska partia o antysystemowych tendencjach nie utrzyma się przy władzy, nawet gdyby zdobyła większość miejsc w parlamencie46. Kwestie programowe, podobnie jak decyzje szeregu członków ANAP i  DYP o  przyłączeniu się do partii R. T. Erdoğana, pomogły w zdobyciu głosów wyborców, którzy popierali wcześniej partie centrowe, nawet centrolewicową DSP. Jednocześnie, korzenie ideologiczne AKP okazały się pomocne w  mobilizowaniu elektoratu. Badania przeprowadzone już po wyborach wykazały, że religijność wyprzedziła inne zmienne, jak np. wykształcenie, płeć, dochody, jeśli chodzi o czynniki warunkujące wybór. Istotna miała się okazać także osobista popularność R. T. Erdoğana. Jego partia zdyskontowała fakt, że była relatywnie nowa, „niewypróbowana”. Wspierana przez silne organizacje najniższego szczebla, wspomagana finansowo przez sferę biznesu, radziła sobie dobrze wśród uboższych mieszkańcow Stambułu czy Ankary. Miała także silne grono zwolenników np. w Anatolii, gdzie konserwatywni wyborcy w dużej części poparli w 1999 r. skrajnie prawicową MHP47. Po wyborczym zwycięstwie z lipca 2007 r. rządząca w Turcji AKP, partia zakorzeniona w islamie, umocniła się na pozycji głównego aktora sceny politycznej i zyskała szansę ukształtowania głównego nurtu życia politycznego i społecznego. Odpowiedź na pytania, w jaki sposób wpłynie to na modernizację Turcji, świecką demokrację, stosunki zewnętrzne, co oznacza dla świata z punktu widzenia relacji islamu z nowoczesnością i  demokracją, zależy od określenia natury samej AKP. Istotne wydaje się rozstrzygnięcie, czy jest ona partią islamistyczną, mieszczącą się w  nurcie umiarkowanego islamu, czy demokratyczną partią islamsko-konserwatywną. Za uzasadnione można także uznać S. Sayari, Towards..., op. cit., s. 6. Ibidem, s. 7. 47 Ibidem, s. 8. 45

46

[178]

refleksje


Polityczny islam, świecka opozycja?

pytanie, na ile zasady islamu mogą być kompatybilne z demokracją i państwem prawa48. Wskazuje się, iż nie sposób odpowiedzieć jednoznacznie. AKP jako partia i  umiarkowany islam jako ideologia, są dynamiczne. Polityka religijna jest produktem zarówno swoich własnych korzeni, jak i wewnętrznego oraz międzynarodowego środowiska politycznego i  ekonomicznego. Można zakładać różne scenariusze dalszego funkcjonowania AKP, a zatem i laickości Turcji, zależne od różnych czynników, przede wszystkim od konsolidacji demokracji. Przyszłość partii zależeć więc będzie nie tylko od jej własnych decyzji, ale również od działań podejmowanych przez innych aktorów, rozwoju tureckiego systemu politycznego, czynników ekonomicznych, wsparcia zewnętrznego, a także podziałów społecznych odnośnie wartości49. Powstanie i dotychczasowe funkcjonowanie AKP stanowią doskonały przykład „złagodnienia” politycznego islamu przez odwoływanie się do demokracji, modernizacji i  liberalizmu gospodarczego. Przeciwstawia się je „islamizmowi” panującemu w Iranie czy Arabii Saudyjskiej. Partia określa się sama jako konserwatywno-demokratyczna, a sprawowane przez nią rządy można uznać za umiarkowane. Udało się przeprowadzić reformy w  kierunku demokratyzacji, stabilności i  wzrostu gospodarczego. Młode, nastawione pragmatycznie pokolenie polityków zdecydowało się napisać dla AKP program prodemokratyczny i otwarty na laickość. Miało to służyć uniknięciu wcześniejszych błędów i przyciągnięciu szerszego elektoratu50. AKP nadal traktowana była przez znaczną część tureckiego społeczeństwa, a  także opowiadających się za laickością przedstawicieli armii i  wymiaru sprawiedliwości, jako ugrupowanie o  tendencjach antylaickich i  antydemokratycznych. Demonstracje mające służyć wsparciu laickich wartości, do których dochodziło wiosną 2007 roku, gromadziły miliony osób. Można je potraktować jako symptomy znaczących zmian polityczno-społecznych, prowadzących do realnej demokratyzacji państwa51.

Turecki

system

Centrum i peryferie52 polityczny jest od dłuższego czasu analizowany z  per-

M. Somer, Moderate Islam…, op. cit., s. 1. Ibidem. 50 Ibidem. 51 Ibidem. 52 O modelu centrum-peryferie w odniesieniu do tureckiego system politycznego: 48

49

nr 2, jesień-zima 2010

[179]


Marta Zobeniak

spektywy koncepcji pochodzącej z lat siedemdziesiątych dwudziestego wieku. Zgodnie z nią, kluczem do zrozumienia tureckiej polityki były relacje między centrum i peryferiami, przy czym pierwsze reprezentowały reformatorskie elity. W tym kontekście mówiono także o istnieniu „historycznego bloku” złożonego z wojskowych, intelektualistów i biurokracji. Choć skład tego bloku i jego spoistość ewoluowały w trakcie istnienia Republiki, pozostawał on podstawową determinantą władzy i kształtował turecką modernizację. Powstały model zmierzał ku kontrolowanej, hegemonicznej transformacji państwa i  społeczeństwa. Kemalizm, do którego często odwołują się autorzy opracowań, stanowi ideologiczną substrukturę tego modelu. Z drugiej strony, CHP stała się politycznym instrumentem tego projektu. Utrzymywała się przy władzy od 1923 do 1950 roku. W wyborach z 1950 r. zwyciężyła Partia Demokratyczna, założona przez byłych działaczy RPP. Dokonała się istotna zmiana, początkowo polityczna, następnie także społeczna. Był to pierwszy moment, w którym wyłoniły się polityczne peryferia. Centrum nadal podkreślało znaczenie państwai przywiązanie do koncepcji modernizacyjnych. Dążyło do tzw. „pasywnej modernizacji”, oznaczającej radykalne i całościowe przekształcenie systemu prawnego. Siły peryferyjne broniły tradycyjnych wartości i  norm, umiejscawiając się w  pozycji bloku konserwatywnego. Występowały także z  programem „alternatywnej modernizacji”, odmiennej od bezkrytycznego przyjmowania wzorców zachodnich. Religia i jej znaczenie odgrywały istotną rolę w kreowaniu napięć między armią i aktorami cywilnymi. Centrum tureckiej sceny politycznej, mimo długiego okresu u władzy, traktowane jest w kategoriach „opozycji”. Tę relatywistyczną ocenę ukształtowały zwłaszcza rola armii i znaczenie kemalizmu. Z drugiej strony, RPP określała się w połowie lat sześćdziesiątych XX wieku jako partia centrolewicowa, później również jako partia „demokratycznej lewicy”. Peryferia stały się ipso facto tożsame z prawicą. Rządząca obecnie AKP jest partią prawicową. Głównym przedmiotem jej zainteresowania pozostaje rozwój, a zaplecze stanowią peryferia, w dzisiejszym rozumieniu rozumiane nie tylko jako prowincja, ale także przedmieścia metropolii. Główne strukturalne czynniki kształtujące poparcie pozostają niezmienne. Grupy zwolenników cechuje brak Ş. Mardin, Center-Periphery Relations: a  Key to Turkish Politics?, „Daedalus” 1973, vol. 102, s. 169-190; H. B. Kahraman, The problem of political opposition in Turkey, s. 1-2, http://research.sabanciuniv.edu/11344/1/isa08_proceeding_253547.pdf, 23.12.2010 r..

[180]

refleksje


Polityczny islam, świecka opozycja?

wystarczających środków, a także potrzeba szybkiej modernizacji powiązana z silną potrzebą poczucia związku z centrum. Prawica jest w Turcji utożsamiana z napięciami i zderzeniem między państwem i społeczeństwem. Jeśli centrum będzie równoznaczne z państwem, peryferia staną się tożsame ze społeczeństwem. W tradycji politycznej, w której brakuje struktur społeczeństwa obywatelskiego na wzór zachodni, a decyduje wola organów państwa, rozróżnienie to staje się szczególnie istotne. Modernizacja Turcji jest także efektem tej konfiguracji i konserwatyzmu prawicy jako siły sprzeciwiającej się modelowi z tak silną rolą państwa. Czy polityczny islam może być ruchem opozycyjnym? Turecka lewica nie zdołała odegrać roli ruchu opozycyjnego, który zmieniłby w  znaczący sposób tradycję państwową. Analizy wymaga zatem polityczny islam53 – druga istotna siła. Jego potencjał wynika ze sposobu, w jaki Republika określiła swą istotę. Sekularyzm rozwinął się w niej jako centrum oficjalnej ideologii54. Islam jako element ancien regime’u, był w coraz silniejszy sposób identyfikowany z siłą opozycyjną wobec politycznego centrum. Podobnie jak partie lewicowe, ruchy islamistyczne wzbudzały nieufność i były niejako wykluczone w polityce partyjnej55. Niemniej, ugrupowania islamistyczne były jednymi z najbardziej aktywnych w Turcji i korzystały z okazji do uczestnictwa w  życiu politycznym od samego początku funkcjonowania systemu wielopartyjnego. Początkowo wpisywały się one w szersze ramy partii centroprawicowych. Pierwsza, założona w 1951 r. partia islamistyczna, miała marginalne znaczenie. Kolejne pojawiały się i kończyły swą działalność56. Organizacyjna otoczka była istotna nie tylko dla kreowania silnej opozycji, ale również dla komunikowania się z  potencjalnymi wyborcami. Z  tego punktu widzenia, ruchy politycznego islamu były uprzywilejowane wobec partii lewicowych57. 53 O rozwoju politycznego islamu np.: N. Narli, The Rise of the Islamist Movement in Turkey, „Middle East Review of International Affairs” 1999, vol. 3, no. 3, s. 38-48. 54 A. Öncü, Dictatorship Plus Hegemony: a Gramscian Analysis of the Turkish State, „Science and Society” 2003, vol. 67, no.3, s. 303-328. 55 M. L. Karaman, B. Aras, The Crisis of Civil Society in Turkey, „Journal of Economic and Social Research” 2000, vol. 2, no. 2, s. 39-58. 56 Po centroprawicowych Partii Demokratycznej i  Partii Sprawiedliwości, były to w kolejności: Demokrat Parti (DP – Partia Demokratyczna), Milli Nizam Partisi (MNP – Partia Porządku Narodowego, 1970-1971), Millî Selâmet Partisi (MSP – Partia Ocalenia Narodowego, 1972-1981), Refah Partisi (RP – Partia Dobrobytu, 1983-1998). 57 H. D. Bilgin, Political Opposition in Turkey: Reflections on Political Islam, s.

nr 2, jesień-zima 2010

[181]


Marta Zobeniak

Zarówno lewica, jak i polityczny islam nie wyszły poza ramy tradycji państwowej. Partie lewicowe mające szansę na przejęcie władzy całkowicie wpisują się w  nią. Te bardziej radykalne pozbawione są poparcia społecznego. Można zatem stwierdzić, iż lewica nie stanowi wiarygodnej alternatywy. Podobnie jest w przypadku tych partii odwołujących się do islamu, które także coraz silniej odwoływały się do tradycji państwowej58.

Summary This article analyzes how government by a party rooted in moderate Islamism may affect Turkey’s secular democracy, development, and external relations. The article maintains that democratic consolidation may secure further consolidation of Turkish secularism and sustainable moderation of Turkish political Islam. Besides, democratic consolidation requires strong democratic-secularist political parties so that secularist and moderate-Islamist civilian actors check and balance each other. This paper also discusses whether there is a real opposition movement in Turkey, by focusing mainly on political Islam. The main argument of the study is that although political Islam is currently the most distinguished oppositional voice, it is also articulated to the state tradition. Nota o autorce Marta Zobeniak [marta.zobeniak@amu.edu.pl] – absolwentka politologii i stosunków międzynarodowych, doktorantka w Zakładzie Najnowszej Historii Politycznej na Wydziale Nauk Politycznych i  Dziennikarstwa UAM, członkini Stowarzyszenia Ośrodek Badań i Edukacji Europejskiej w  Poznaniu. Jej zainteresowania naukowe koncentrują się w  obrębie polityki międzynarodowej i  współczesnych stosunków międzynarodowych, ze szczególnym uwzględnieniem problematyki europejskiej.

10-11, http://www.allacademic.com/meta/p_mla_apa_research_citation/2/5/3/5/4/ p253547_index.html, 23.12.2010 r. 58 Ibidem, s. 15.

[182]

refleksje


„Modlitwa d Marcin Skobrtal Uniwersytet im. A. Mickiewicza w Poznaniu

„Modlitwa dla Marty” – pieśń dwóch rewolucji

W

dziejach ludzkości jest bardzo wiele symboli sprzeciwu, oporu czy

esej

protestu. Są to postacie, wydarzenia czy miejsca. Są to też pieśni, specjalna grupa hymnów rewolucji, wyrażających społeczne emocje. Są nie tylko środkami ekspresji, symbolami, ale także specyficznego rodzaju „bronią”, przypominającą o buncie i z tego powodu zwalczaną tak samo jak czołowi działacze opozycji. Jedną z takich pieśni była Modlitwa dla Marty (czes. Modlitba pro Martu), która zwyciężyła w plebiscycie na pieśń aksamitnej rewolucji zorganizowanym w listopadzie 2007 r. przez portal internetowy iDNES.cz1. Uzyskała wówczas ponad 1500 na około 2500 głosów2. Pieśń ta pojawiła się w dziejach Czechosłowacji dwa razy: w 1968 i 1989 r. Za każdym razem wiązała się z walką z komunistycznym reżimem i radziecką dominacją. Piosenka ta uczyniła legendą także jej wykonawczynię, która stała się swoistą ikoną najnowszej historii. Niniejszy artykuł ma na celu przedstawienie pokrótce losów ich obu: Modlitwy i Marty.

Marta Wykonawczyni pieśni, Marta Kubišová urodziła się 1 listopada 1942 r. w  Czeskich Budziejowicach. Od 1962 r. występowała w  teatrze, w 1965 r. poznała Helenę Vondračkovą i Vaclava Neckařa, z którymi trzy lata później stworzyła trio Golden Kids . Została laureatką Złotego Słowika w  1967 r. Po inwazji wojsk Układu Warszawskiego na Czechosłowację, 21 sierpnia 1968 r., wykonała słynny protest song, wspomnianą wyżej „Modlitwę”, co przyczyniło się do zakończenia jej kariery muzycznej w ówczesnym systemie. Nim to się jednak stało, zespół Golden Kids święcił triumfy i koncertował za granicą, a w 1969 r. M. Kubišová otrzymała Złotego Słowika. Kres działalności tria, który naJest to portal internetowy stworzony przez czeski dziennik „Mladá Fronta DNES”. „Sametovým“ písním kraluje Modlitba pro Martu, iDNES.cz, 8. listopadu 2007, http://kultura.idnes.cz/sametovym-pisnim-kraluje-modlitba-pro-martu-f3n-/hudba. asp?c=A071107_154114_hudba_kot, 16.08.2010 r. 1

2

nr 2, jesień-zima 2010

[183]


Marcin Skobrtal

stąpił 3 marca 1970 r., związany był ze sfabrykowanymi przez czechosłowacką służbę bezpieczeństwa zdjęciami pornograficznymi M. Kubišovej. Napisała ona wówczas listy do V. Neckařa i H. Vondračkovej, w  których radziła im rozpoczęcie solowej kariery. Mimo iż obroniła swoje dobre imię przed sądem, nie mogła już więcej zaśpiewać. Reżim uniemożliwił jej podjęcie jakiejkolwiek pracy, trudniła się chałupnictwem. W 1971 r. poroniła, a w następnym roku rozstała się z mężem3. Śpiewała w  podziemnych wydawnictwach, była też sygnatariuszką Karty 77. W  1981 r. uzyskała pracę jako urzędniczka. Jej pierwszym publicznym wystąpieniem był udział w  demonstracji w  40. rocznicę uchwalenia Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka w 1988 r. W roku 1989, po blisko 20 latach przerwy ponownie nagrywała w studiu, jednak najbardziej symbolicznym wydarzeniem tego roku był jej udział w  demonstracji 21. listopada na Placu Wacława w  Pradze. Stojąc u boku Václava Havla, zaśpiewała „Modlitwę dla Marty”, która na powrót stała się hymnem, tym razem właśnie dokonującej się „aksamitnej rewolucji”. Lata dziewięćdziesiąte upływają pod znakiem powrotu do aktywności artystycznej: w 1990 r. miał miejsce pierwszy koncert „Marta w Lucernie”, ponadto M. Kubišova zaangażowała się w adwentowe koncerty charytatywne, rozpoczęła cykl programów „Chcete mě?” (pol. „Chcecie mnie?”), poświęconemu adopcji bezdomnych zwierząt, zagrała także w filmie byłego męża. Ważnym wydarzeniem był ponowny występ tria zespołu Golden Kids w listopadzie 1994 r. w Lucernie. Drugi raz artyści spotkali się w marcu 1995 r. W kolejnych latach M. Kubišová kontynuowała swoją karierę muzyczną. Praska wiosna Twórcą muzyki „Modlitwy dla Marty” był Jindřich Brabec (19332001), znany czeski kompozytor i publicysta, autor popularnego także w Polsce przeboju Heleny Vondračkovej „Malowany dzbanku” (czes. „Malovaný džbánku”). Pieśń, którą skomponował, miała charakter sprzeciwu wobec tzw. normalizacji po 1968 r., jednak wcześniej sam popierał socjalistyczną orientację czeskiej piosnki4. Autorem słów był natomiast tekściarz i poeta Petr Rada (1932-2007). Tworzył dla wielu gwiazd czechosłowackiej piosenki w latach sześćdziesiątych XX w., w  1971 r. po odmowie współpracy z  bezpieką udał się na emigrację w 1974 r. ponownie wyszła za mąż, a w 1979 r. urodziła córkę. Brabec, Jindřich, Český hudební slovník osob a  institucí, http://www.ceskyhudebnislovnik.cz/slovnik/index.php?option=com_mdictionary&action=record_detail&id=4600&printable=1&userview=, 23.10.2010 r. 3

4

[184]

refleksje


„Modlitwa dla Marty” – pieśń dwóch rewolucji

do Australii, był redaktorem czechosłowackiej gazety. Do Czech wrócił w 1990 r.5. W tekście „Modlitwy” wykorzystał motto do utworu Jana Amosa Komenskiego z 1650 r. Testament umierającej matki jednoty czesko braterskiej (czes. Kšaft umírající matky jednoty bratrské)6. Pieśń po raz pierwszy pojawiła się w  ostatnim odcinku popularnego serialu kostiumowego Pieśń dla Rudolfa III (czes. Piseň pro Rudofla III) w sierpniu 1968 r. i nosiła tytuł Modlitwa (czes. Modlitba) Rok później, w nocy z 23 na 24 sierpnia nagrywano ją po raz drugi. Ponieważ M. Kubišová nie mogła przejechać z  powodu radzieckiego patrolu, J. Brabec dyktował jej słowa piosenki przez telefon. Nagranie przemyciła w  kieszeni swojego płaszcza. Ostatecznie powstały cztery wersje piosenki, jedna z nich znalazła się na płycie piosenkarki Pieśni i  ballady (czes. Songy a  balady). Zanim została zakazana sprzedała się w nakładzie 80 tysięcy egzemplarzy. Po zakazie z 1970 r. pieśń była puszczana przez Radio Wolna Europa i Głos Ameryki. Sama M. Kubišová śpiewała ją także w prywatnym mieszkaniu swoich przyjaciół, Havlów7. Aksamitna rewolucja „Modlitwa dla Marty” była tak naprawdę hymnem dwóch rewolucji. Po raz drugi została zaśpiewana bowiem w  listopadzie 1989 r. Przez poprzednie dwie dekady była zakazana, a jej wykonawczyni nie miała możliwości nie tylko śpiewania, ale także przez pewien czas zarobienia na swoje utrzymanie. Gdy podpisywała Kartę 77 bardziej niż na polityce skupiona była nad możliwością pracy – po wielu latach otrzymała wreszcie posadę urzędniczki. Nie wierzyła wtedy, że coś się może zmienić. 17 listopada 1989 r. została zaproszona na demonstrację z  okazji 50-lecia śmierci Jana Opletala. Nie pojawiła się na niej z powodu choroby córki, dzięki czemu uniknęła brutalnej pacyfikacji 5 Kam zamizel ten starý song. Petr Rada, Česká Televize, http://www.ceskatelevize.cz/porady/1127325486-kam-zmizel-song/20454215628-petr-rada/, 24.10.2010 r. 6 „Věřím i  já Bohu, že po přejití vichřic hněvu, na hlavy naše uvedeného hříchy našimi, vláda věcí tvých k tobě se zase navrátí, ó lide český!”, J. A. Komenský, Kšaft umírající matky jednoty bratrské, Databáze křesťanských děl, http://www.umc.cz/ dkd/dila/_Ksaft_umirajici_matky_Jednoty_Bratrske_9217.HTM, 7.11.2010 r. 7 B. Štenclová, Prayer for Marta (Modlitba pro Martu), Praha.eu, http://www.praha.eu/jnp/en/extra/Year_68/pop_music/prayer_for_marta_modlitba_pro_martu. html, data dostępu: 2.11.2010, Kubišová o srpnové invazi: Poctivě jsem zavzpomínala, můžu odjet na Šumavu, iDNES.cz, 16. srpna 2008, http://kultura.idnes.cz/kubisova-o-srpnove-invazi-poctive-jsem-zavzpominala-muzu-odjet-na-sumavu-15l-/hudba. asp?c=A080815_173404_hudba_jaz, 7.11.2010 r.

nr 2, jesień-zima 2010

[185]


Marcin Skobrtal

protestu. Kilka dni później, 21 listopada studenci z Petrem Léblem na czele poprosili ją o zaśpiewanie hymnu na Placu Wacława, dokąd zaprowadził ją Ondřej Vetchý. Myślała wówczas, że będzie śpiewać dla kilku osób. Ku swojemu zaskoczeniu Jiři Černý zaprosił ją na balkon Hotelu Melantrich, skąd przemawiał Václav Havel, i poprosił o zaśpiewanie Modlitwy a capella, pierwszy raz od 20 lat. Jak sama wspomina było to dla niej stresująca sytuacja, nie była nawet pewna, czy pamięta słowa słynnej pieśni8. Marta i polityka Ze względu na obecność w czeskiej historii najnowszej, nie tylko kulturalnej, ale i politycznej, M. Kubišová może być postrzegana również przez pryzmat własnych sympatii i kontaktów z politykami. Gdy śpiewała w Golden Kids nie angażowała się w politykę, w owym czasie była sympatyczką Aleksandra Dubčeka, przywódcy praskiej wiosny. Znane jest zdjęcie, na którym piosenkarka wręcza wracającemu z  Moskwy politykowi bukiet kwiatów i medalik z aniołem9. Od lat sześćdziesiątych przyjaźniła się z  Václavem Havlem i  jego pierwszą żoną, Olgą. Przyszły prezydent Czechosłowacji, a  potem Republiki Czeskiej, był ojcem chrzestnym jej córki, Kateřiny10. W latach dziewięćdziesiątych M. Kubišova wyrażała poparcie dla Unii Demokratycznej (czes. Demokratická unie, DEU) z uwagi na obecność w jej programie wsparcia dla małych i średnich przedsiębiorców. Ze względu na te sympatie polityczne wzięła udział w jednym ze spotkań wyborczych, na którym się jednak okazało, że nie jest to wiec DEU, ale tzw. „Czwórkoalicji”11. 8 I. Willoughby, Prayer for Marta singer Kubišová recalls dramatic comeback during 1989’s Velvet Revolution, Radio Praha, 18.11.2009, http://www.radio.cz/en/section/czechstoday/prayer-for-marta-singer-kubisova-recalls-dramatic-comeback-during-1989s-velvet-revolution, 30.10.2010 r.; D. Vaughan, A song becomes the symbol of the revolution, Radio Praha, 23.07.2009, http://www.radio.cz/en/section/archives/asong-becomes-the-symbol-of-the-revolution, 30.10.2010 r.; B.  Kratochvíl, Jak se zpívala „modlitba“, „Lidové Noviny”, 14.11.2009; J. Hůla, Kubišová: Nejsem žádná Johanka z Arku, iDNES.cz, 16. listopadu 2001, http://kultura.idnes.cz/kubisova-nejsemzadna-johanka-z-arku-d78-/hudba.asp?c=A011116_125202_hudba_kne, 7.11.2010 r. 9 T. Poláček, Marta Kubišová: Symbol srpna 1968, iDNES.cz, 21. srpna 2003, http://revue.idnes.cz/marta-kubisova-symbol-srpna-1968-dzv-/lidicky. asp?c=A030821_140905_lidicky_jup, 5.11.2010 r. 10 Idem, Kubišová: Svý jsem si už odbojovala, iDNES.cz, 5. září 2002, http://kultura. idnes.cz/kubisova-svy-jsem-si-uz-odbojovala-dtq-/hudba.asp?c=A020905_120032_ hudba_brt, 7.11.2010 r. 11 Była to istniejąca w latach 1998-2002 koalicja czterech partii prawicowych: Obywatelskiej Partii Demokratycznej (ODS), Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej-Czeco-

[186]

refleksje


„Modlitwa dla Marty” – pieśń dwóch rewolucji

Piosenkarka poczuła się oszukana i zapowiedziała, że już nie zaangażuje się w politykę12. Ona i jej pieśń pojawiły się jednak w polityce ponownie w 2010 r. – tytuł pieśni został wykorzystany w komentarzu do czeskiej kampanii wyborczej w 2010 r., który zamieścił „The Economist”13. Sama M. Kubišová poparła ruch „Wymieńcie polityków”, sprzeciwiającego się korupcji i  nawołujący do głosowania na małe partie. W krótkim spocie mówiła, iż w czasie mijającej kadencji czuła się jakby mieszkała w „domu wariatów”14. Modlitwa dla Marty jest pieśnią ponadczasową, choć wiąże się konkretnymi wydarzeniami i  konkretną epoką. Wynika to z  uniwersalnego przesłania, pewnej idealnej wizji życia społecznego, życzenia wyrażanego przez ludzi w  różnych epokach i  w różnych państwach. Szczególną rolę odegrała tutaj wykonawczyni, której życie zdeterminowała ta jedna pieśń. Jej życiorys, przede wszystkim represje, przyjaźń z  Václavem Havlem, stały się kolejnym symbolem, choć sama Marta Kubišová nigdy się do polityki nie włączyła. Jej postać stała się swego rodzaju symbolem, wręcz żywym pomnikiem dwóch czechosłowackich rewolucji. Tym samym zarówno hymn, jak i piosenkarka, jako nosicielka jego idei, trochę mimo woli, stały się mitem czy też legendą czeskiej walki o wolność.

Summary This paper focuses on the legendary song entitled Prayer for Marta and its performer. It is a history of two revolutions and a famous singer’s difficult life. Both were the symbols of changes in Czechoslovakia. Both were absent in a public life as the song was banned and Marta Kubišová couldn’t perform. Nowadays, both are the icons of modern Czech history. This article describes how this song was created and sang twice. It also explains who was its author. What is more, Marta ‘s life and her view on contemporary politics are presented.

słowacka Partia Ludowa (KDU-ČSL), Unii Wolności (US) i Unii Demokratycznej (DEU). 12 T. Poláček, Kubišová…, op. cit. 13 The song by Marta, „The Economist”, 20.05.2010, http://www.economist. com/node/16167808?story_id=16167808&CFID=135229282&CFTOKEN=74570452, 16.08.2010 r. 14 Marta Kubišová - VYMĚŇTE POLITIKY!, YouTube, http://www.youtube.com/ watch?v=5SM6pOUxXeI&feature=youtube_gdata, 6.08.2010 r.

nr 2, jesień-zima 2010

[187]


Marcin Skobrtal

Nota o autorze Marcin Skobrtal [mskobrtal@wp.pl] – doktorant w Zakładzie Studiów Strategicznych Wydziału Nauk Politycznych i  Dziennikarstwa UAM. Zainteresowania: nacjonalizm, kwestie narodowościowe, społeczeństwo i historia Dolnego Śląska.

[188]

refleksje


Przeciwko c Michał Baluch Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu

Przeciwko cichej akceptacji

Sojusz nieczystych sumień. Inteligencja polska i jej elity na przełomie XX i XXI wieku Stanisław Murzański Kraków 2010, ss. 314.

recenzja

„Kto się odwraca od przeszłości, bystrość wzroku zamienia na białą laskę, która niewidomemu pomaga omijać przeszkody, lecz nie wskaże kierunku”1.

J

eśli chciałoby się spuentować jednym zdaniem, to należałoby stwierdzić, że przede wszystkim jest to książka „zadawania pytań”. Stanisław Murzański nie boi się ich stawiać. Właściwie w tym twierdzeniu zawiera się istota tej pozycji. Młodego czytelnika pytania mogą wprawić w  osłupienie niczym wysłuchiwanie kiedyś Sokratesa. Wynika to z  tego, iż dotykają one specyficznego tabu obecnego w  życiu społecznym oraz politycznym. Mianowicie, autor zmierza się z kwestią uwikłania „autorytetów”2 w  afirmację reżimu totalitarnego w  Polsce. Wspomniane „zadawanie pytań” jest jednak podwójnego rodzaju. S. Murzański potrafi wątpić, zastanawiać się w samym dziele. Pyta i odpowiada, podczas gdy mógłby zostawić czytelnika wyłącznie z remedium na dany problem. S. Murzański wywołuje problem, co wprawia czytelnika w pewne zakłopotanie, gdyż sam musi się chwilę zastanowić, a potem proponuje swoje rozwiązanie. To pytanie czytelnika o to, co czyta, stanowi drugi poziom zadawania pytań. Nieustannie lekturze towarzyszą pytania, jak chociażby to: „Co ja bym zrobił na ich miejscu?”. Po czym, czytając S. Murzańskiego, bohatera niemal samotnego, który potrafił oprzeć się pokusie, wybrać 1 S. Murzański, Sojusz nieczystych sumień. Inteligencja polska i jej elity na przełomie XX i XXI wieku,Kraków 2010, s. 145. 2 Celowo zastosowano cudzysłów, co jest zgodne z nomenklaturą użytą przez S. Murzańskiego.

nr 2, jesień-zima 2010

[189]


Michał Baluch

życie trudniejsze, można zadać pytanie o sens tego poprzedniego. Biografia autora świadczy bowiem o tym, iż „można było wybrać”. Właśnie o te wybory chodzi. S. Murzański nie demaskuje jednak kolosa na glinianych nogach, czyli logiki czyjejś, lecz logiki wynikającej z systemu, który ukształtował wizerunek inteligencji polskiej obecny we współczesności. System jako „układ elementów mający określoną strukturę i  stanowiący logicznie uporządkowaną całość” został uformowany przez zależności o podłożu ideologicznym, które wyniknęły z wyborów, jakich młodzi ludzie, u  progu pełnej dojrzałości dokonywali w  okresie stalinizmu i potem. Ideą książki jest myśl, iż te wybory z  młodości, rzutują na przyszłość. Obala ona mit idealistycznego podejścia młodzieży w  latach stalinowskich, w których to „budowanie” państwa polskiego jawiło się jako proces nieustannego osiągania sukcesów. „Byłem przerażony, gdy młody bezpieczniak w  trakcie «konwejeru», czyli «przesłuchania» ciągnącego się bez przerwy (funkcjonariusze zmieniali się co kilka godzin) aż do psychicznego bądź fizycznego załamania ofiary, powiedział: «No co, potrafimy nie gorzej niż gestapo?». Było w tym pytaniu coś z dumy zawodowej (…)”3. Autor pyta, jak to się stało, że takie postawy tuż po zakończeniu wojny, zostały wywołane. Jedną z  przyczyn upatruje właśnie w  działalności młodej rzeszy „intelektualistów”, których działalność należałoby interpretować przez pryzmat skutków, a  nie treści. Przytacza w  swojej książce jedną z  najbardziej znanych książek o  zaangażowaniu inteligencji4 i  rozprawia się z  nią właśnie sokratejsko, analizując logikę wypowiedzi jej autorki, która pisze „tam gdzie nazizm głosił apologie przemocy, komunizm odwoływał się do przemocy jako środka realizacji najbardziej szczytnych wartości zachodniej cywilizacji”5. Innymi słowy – środek usprawiedliwia czyny. Dalej S. Murzański pyta o to, iż skoro uznajemy w sposób uniwersalny, za Stalinem, że ������������������ pisarze ��������������� to „inżynierowie dusz ludzkich”, to kim byli intelektualiści w owym czasie? Musieli być konstruktorami rzeczywistości, a jednocześnie ulegali „zasłonom dymnym”, rozumianym jako propaganda. Co zatem stanowi rozwiązanie? Ocena ze względu na skutek działania, dlatego że – jak pisze Maria Hirszowicz – to intelektualiści tworzą ogólne idee, które Ibidem, s. 16. Mowa o M. Hirszowicz, Pułapki zaangażowania. Intelektualiści w służbie komunizmu, Warszawa 2001. 5 Za: S. Murzański, Sojusz…, op. cit., s. 19. 3

4

[190]

refleksje


Przeciwko cichej akceptacji

przyjmuje reszta społeczeństwa. Dlatego winni być ludźmi odpowiedzialnymi6. Afirmacja systemu, jakiej dokonywały postacie, które dziś odbierane są w życiu publicznym jako „autorytety” skłania czytelnika do kolejnych refleksji. Takie osobistości jak Tadeusz Mazowiecki, który pisał: „Musimy to poczucie współodpowiedzialności za los socjalistycznej ojczyzny, za nieodwracalność, wielkość, piękno i  rozwój jej przemian społecznych – pogłębiać i czynić coraz bardziej dojrzałym”7, akceptowały system w  latach największego terroru. Przytoczyć także można fragment „rezolucji” Związku Literatów Polskich, którzy pisali o „potępieniu zdrajców ojczyzny, którzy (…) uprawiali – za amerykańskie pieniądze – szpiegostwo i dywersję”8. Sygnowali to m.in. Wisława Szymborska oraz Sławomir Mrożek9. Tego typu świadectw jest w  książce S.  Murzańskiego więcej. O tyle warto je znać, że stanowią one uzasadnienie idei książki. Skądinąd, za takim rozumieniem cyklu życia, polegającym na tym, iż krok podjęty w  młodości skutkuje wyborem kształtu drogi przez resztę życia, przemawia psychologia rozwoju. Wiek 20-25 lat to wiek kształtowania poglądów, osobowości u  człowieka. Wystarczy ������������������������������������������������������ odwołać się chociażby do pojęcia „socjalizacji politycznej” oraz ludzi, których psychologowie nazywają „konsumentami polityki rządu”, ale i do tendencji wybierania ideologii, która mogą „przyczynić się do poprawy warunków materialnych”10. Nie jest to wyłącznie książka o wyborach. S. Murzański pokazuje również przyczyny, które sprawiły, iż przełom transformacyjny został dokonany przez określone środowiska przy ograniczeniu roli innych, których psychologia społeczna nazywa „dewiantami”11. S. Murzański 6 Nawiasem mówiąc S. Murzański eksponuje swoisty „komfort” przynależności do inteligencji, która powinna być odpowiedzialna za swoje czyny i słowa ze względu na to oddziaływanie na, ogólnie mówiąc, życie publiczne. Otóż zauważa, że „kiedy jakaś idea okaże się bublem” i „wpędza szaraczków w tarapaty”, to ci ostatni nie mogą domagać się w sądzie zadośćuczynienia za doznane krzywdy. Intelektualista zaś może szaraczka zwymyślać publicznie i… wytoczyć sprawę sądową. „Lepiej być intelektualistą”. Zob.: ibidem, s. 20. 7 Ibidem, s. 24. 8 Ibidem, s. 25. 9 Debiutancki tomik poezji noblistki zresztą był utrzymany w  konwencji socrealistycznej. Wystarczy wspomnieć frazy, w których Lenina nazywa „Adamem nowego człowieczeństwa”. Zob. Szymborska – Wiersze, http://tytus.tripod.com/szymbo/szymbo. htm, 28.10.2010 r. 10 Zob. S. Kowalik, Rozwój społeczny, [w:] Psychologia rozwoju człowieka. Rozwój funkcji psychicznych, red. B. Harwas-Napierała, J. Trempała, Warszawa 2002, s. 97-98. 11 O samych dewiantach, niezgodności między nimi a resztą grupy przeczytać można

nr 2, jesień-zima 2010

[191]


Michał Baluch

ujmuje w postaci pewnej ewolucji, która rozpoczyna się od oczywiście młodzieńczych wyborów, uczestnictwa w organizacjach, przez kontakty z lewicąna zachodzie, podziału wewnątrz KOR, rozmów z lewicowym skrzydłem. Trudno w tej recenzji przedstawić wszystkie fakty, dlatego warto sięgnąć do tej książki. Znów czytelnik zadaje sobie pytanie o to, czy kwestia, kto zasiądzie przy „Okrągłym Stole”, nie została rozstrzygnięta w czasach, gdy tzw. „odwilż październikową” traktowano jako powiew wolności. Na to pytanie S. Murzański pomaga odpowiedzieć. Przykład stanowi postać Jacka Kuronia, który w młodości „wywalczył sformułowanie w deklaracji zjazdowej: «ZHP pracuje pod kierownictwem PZPR»”12. J. Kuroń potem już jako opozycjonista rozwijał sieć kontaktów z lewicą na zachodzie. To, iż S. Murzański określa przedstawicieli lewicy jako „towarzyszy”, nie jest przypadkowe. Część tych środowisk tworzyli przecież „spadochroniarze” wysłani przez ZSRR. Któż więc lepiej mógł się porozumieć z nimi, jeśli nie ten, który pisał o socjalizmie jako o „królestwie wolności”? I z kim łatwiej prowadziło się rozmowy – z Antonim Macierewiczem zdumionym składem salonu opozycyjnego pełnego osób ze stalinowską przeszłością czy J. Kuroniem, którego opozycyjność – jak pisze S. Murzański – była zachowawcza? To również świadczy o wieloaspektowości tej pozycji, gdyż dotyka ona wielu problemów, z jakimi borykała się opozycja. Podejmuje również S. Murzański rozważania o celowości formy głównego nurtu opozycji (czyt. lewicowego – przyp. M. B.). Do tych fragmentów również warto sięgnąć. Ponadto wspomina się także o  dziś zapomnianych momentach historii lat osiemdziesiątych, jak chociażby o  „negocjacjach politycznych”, które były prowadzone za pośrednictwem Służby Bezpieczeństwa właśnie ze środowiskiem J. Kuronia oraz istnieniu drugiego nurtu13. Ten ostatni trwał nieustannie w poglądzie, iż zachowawczość, brak projektów zmian to miraż istnienia. „Opozycja, która nie wyobrachociażby w: W. Szydło, Grupowe strategie redukowania napięcia jako konsekwencji rozpoznanej niezgodności – zgoda buduje, niezgodę się eliminuje, [w:] Konflikt i porozumienie. Psychologiczne podstawy demokracji deliberatywnej, red. J. Reykowski, Warszawa 2007, s. 153-184. 12 S. Murzański, Sojusz…, op. cit., s. 43. 13 „Zdaniem J. Kuronia rozmowy przy «Okrągłym Stole» będą w  pewnym sensie «dogadywaniem się» elit. Po obu bowiem stronach istnieją siły antyreformatorskie przeciwne jakiemukolwiek porozumieniu – J. Kuroń przypuszcza, że w obozie opozycji poza porozumieniem pozostaną radykałowie i  niepodległościowcy”– czytamy w  cytowanym przez S. Murzańskiego dokumencie. Świadczy on o eliminacji „dewiantów”, ale także o powolnym, na razie na zasadzie „przypuszczeń” budowaniu składu stron porozumienia z komunistami. Zob. S. Murzański, Sojusz…, op. cit., s. 121.

[192]

refleksje


Przeciwko cichej akceptacji

ża sobie przemiany w elitę władzy, nie budzi zaufania do tworzonych przez siebie faktów” – pisał Czesław Bielecki14. To, co kształtowało ludzi w okresie komunizmu, odniosło skutek w latach istnienia III RP. Tak mówi autor książki i trochę również to uzasadnia konstrukcja dzieła. Nieprzypadkowo składa się z  dwóch części, dwóch rozległych rozdziałów. Drugi wynikaz pierwszego i jest jego kontynuacją. Pomiędzy nimi zaś jest czas, który Antoni Dudek nazywa „reglamentowaną rewolucją”. Ale nie tylko on wskazuje na to, iż transformacja to kontrakt, który miał zamienić komunistów (hegemona politycznego) w hegemona rynku. O tym pisał również Wiesław Gumuła15, ale i inni16. Jest to również książka o pamięci, o zbiorowej odpowiedzialności. Czytelnik zapoznaje się z dywagacjami, czy pamięć to „odpowiedzialność za przeszłość”? Czy istnieje konstrukt zbiorowej odpowiedzialności? Czy jedno i drugie przeplata się ze sobą i dlatego III Rzeczpospolita boryka się z problemami, nie zakończonym etapem transformacji? Bo nie została dokonana sprawiedliwość, jak chociażby w państwach ościennych, a wcześniej w RFN, ������������������������������������� w której przybrała nazwę „denazyfikacji”? Wiązał się z tym problem numeracji kolejnych form państwa polskiego17. Co ciekawe, kolejny raz podkreślić wypada wartość faktograficzną dzieła. Niektórzy, jak marszałek Senatu Andrzej Stelmachowski mówili o „rodzącej się w bólach IV Rzeczypospolitej”18. Autor bulwersuje się wyraźnie i pomstuje: „W takim miejscu! Przy takiej okazji!”19. Należy również poświęcić część recenzji na uwagi krytyczne. Faktem jest, że S. Murzański nie dopowiada, brakuje uściślenia natury terminologicznej, np. w  przypadku „grubej linii”20. Język to również problem tej książki. S. Murzański potrafi pisać wprost tak, jak myśli. Pojawiają się tam emocjonalne wyrażenia, np. „generalska szajIbidem, s. 65. Zob. W. Gumuła, Teoria osobliwości społecznych. Zaskakująca transformacja w Polsce, Warszawa 2008, s. 236. 16 Przywołuje się cytat z  artykułu Jacka Wasilewskiego i  Edmunda Wnuka-Lipińskiego, analizujących strukturę „nowej elity politycznej i przedsiębiorców”. Zob. S. Murzański, Sojusz…, op. cit., s. 163. 17 S. Murzański PRL nazywa wprost „atrapą sterowaną z Moskwy”. Zob. S. Murzański, Sojusz…, op. cit., s. 130. 18 Ibidem, s. 130. 19 Przytacza również źródła, w których nazwa IV Rzeczpospolita była odniesieniem do dzisiejszej III RP.Zob. ibidem, s. 131. 20 S. Murzański myli „kreskę” z „linią”, co miało znaczenie, jeżeli chodzi o interpretację exposé T. Mazowieckiego, do której przyczyniały się wydarzenia po jego wygłoszeniu, np. palenie akt SB. 14 15

nr 2, jesień-zima 2010

[193]


Michał Baluch

ka” (WRON, środowisko gen. Wojciecha Jaruzelskiego). O tyle może to świadczyć na niekorzyść wywodu, że oponenci ideologiczni mogą zarzucić autorowi zacietrzewienie, a przez to brak (próby) podejścia w sposób zobiektywizowany. Oczywiste jest, iż „zaletą tej wady” jest to, że przynajmniej autor nie pozostawia wątpliwości, a więc j������������� est przejrzysty, prawdziwy. Wydaje się jednak, że postrzeganie książki przez pryzmat ideologiczności byłoby krzywdzące dla niej. Lokowałoby bowiem w  określonym miejscu w  politycznym pejzażu zarówno autora, jak i  treść. Chodzi raczej o  to, aby spojrzeć na nią przez pryzmat prezentacji pewnych faktów, które są objęte społeczną cenzurą, które w demokracji funkcjonująw drugim obiegu (sic!). To jest kolejny głos w  dyskusji i kolejna próba pokazania, że biografie „autorytetów” także tych, którzy argumentują często swoje poglądy z pozycji moralisty, nie były moralnie jednoznaczne21. A przecież forsuje się wizję pamięci jako procesu funkcjonowania nieustannej alternatywy, pokazywania wielu szczegółów22. I w tym miejscu czytelnik zadaje kolejne pytanie, końcowe – skoro były moralnie dwuznaczne, to na czym oparty jest ich autorytet? Na prawdzie, na czynach, czy na… braku pamięci? Ponadto, to jest pytanie o to, kogo traktujemy jako autorytet, a zatem również o to, jacy my jesteśmy sami, jeśli etykietujemy zaszczytem ludzi, o których działalności napisał S. Murzański.

Nota o autorze Michał Baluch [mbaluch@o2.pl] – student politologii I roku studiów II stopnia na Wydziale Nauk Politycznych i Dziennikarstwa UAM, przedstawiciel Koła Naukowego Psychologii Polityki, autor kilku artykułów naukowych, w których omówione zostały zagadnienia związane 21 Chociaż S. Murzański ma na ten temat określoną opinię i z pewnością to zdanie potraktowałby jako skrajny eufemizm. 22 To jest również problem sterowania przeszłością, wykorzystywania w bieżących rozgrywkach politycznych. Ilustrację może stanowić przykład odwoływania się Adama Michnika do przeszłości Lecha Wałęsy, a potem piętnowanie historyków IPN za publikację książki SB a  Lech Wałęsa. Zob. A. Michnik, Michnik o  Grassie: Wałęsa w  sforze naganiaczy, „Gazeta Wyborcza”, http://wyborcza.pl/1,75546,3551753.html oraz A. Michnik, Zła przeszłość i psy gończe, czyli odpieprzcie się od Wałęsy, „Gazeta Wyborcza”, http://wyborcza.pl/1,91250,5427362,Zla_przeszlosc_i_psy_goncze__czyli_odpieprzcie_sie.html, 28.10.2010 r.

[194]

refleksje


Przeciwko cichej akceptacji

m.in. z obecnością stereotypów w języku, kampaniami negatywnymi, buntem w warunkach reżimu demokratycznego i czynnikami ów bunt ograniczającymi, a także z pamięcią zbiorową.

nr 2, jesień-zima 2010

[195]


Dla autorów Dla autorów

R

są pismem naukowym studentów i doktorantów Wydziału Nauk Politycznych i Dziennikarstwa Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Jedynym kryterium oceny tekstów nadsyłanych do publikacji jest ich wartość merytoryczna w kontekście tematów przewodnich danego numeru pisma. Informacje na temat obszarów tematycznych kolejnych numerów znajdują się na stronie internetowej http://refleksje.edu.pl. Jesteśmy otwarci na różnorodne formy publikacji: artykuły naukowe, eseje, recenzje książek, wywiady, relacje z wydarzeń naukowych oraz tłumaczenia. efleksje

1. 2.

3.

4. 5.

Podstawowe wymogi redakcyjne Teksty przyjmujemy wyłącznie w formie elektronicznej, w formacie Microsoft Word 2003 (DOC) lub OpenOffice (ODT). Należy je kierować na adres e-mail: refleksje@refleksje.edu.pl. Objętość artykułu naukowego, eseju lub tłumaczenia (wraz z notą o autorze, streszczeniem oraz bibliografią) nie powinna przekraczać 15 stron znormalizowanego maszynopisu (1800  znaków na stronie). Objętość recenzji i relacji nie powinna przekraczać 5 stron znormalizowanego maszynopisu. W przypadku tłumaczeń konieczne jest przedstawienie zgody autora tekstu oryginalnego na dokonanie przekładu oraz na jego publikację. Do tłumaczenia należy załączyć również tekst oryginalny z pełną informacją bibliograficzną. W przypadku wywiadu należy przedstawić informację o autoryzacji tekstu. Przypisy powinny znajdować się na dole strony. Pozycje bibliograficzne powinny być sporządzone według następującego wzoru: • inicjał(-y) imienia, nazwisko autora(-ów), tytuł pracy, miejsce i rok wydania, stronę(-y), • w przypadku czasopism należy podać: tytuł, rok, numer, stronę (-y).

nr 2, jesień-zima 2010

[197]


Dla autorów

6. Do każdego tekstu należy załączyć następujące informacje: • pełne imię i nazwisko, • stopień lub tytuł naukowy, • reprezentowaną instytucję naukową, • adres zamieszkania wraz z numerem telefonu i adresem e-mail, • notę biograficzną (maks. 500 znaków), • w przypadku artykułu naukowego lub eseju: streszczenie w języku angielskim (maks. 800 znaków). Pełne wymagania redakcyjne znajdują się na stronie internetowej http://refleksje.edu.pl. Teksty niespełniające wymogów technicznych będą odsyłane autorom z prośbą o dokonanie poprawek. Zapraszamy do współpracy!

[198]

refleksje


Refleksje - nr 2, jesien-zima 2010  

Numer poświęcony tematom "Nowe media" oraz "Opozycja i opozycyjność"