Page 1

refleksje pismo naukowe studentów i doktorantów wnpid uam

nr 1, wiosna-lato 2010

Wydawnictwo Naukowe WNPiD UAM, Poznań


refleksje pismo naukowe studentów i doktorantów wnpid uam

Rada Programowa | Advisory Comitee prof. zw. dr hab. Bogdan Koszel – Przewodniczący | Chairman prof. dr hab. Jerzy Babiak, prof. dr hab. Robert Kmieciak prof. dr hab. Andrzej Stelmach, prof. dr hab. Tadeusz Wallas dr Bartosz Hordecki, dr Piotr Lissewski, dr Magdalena Lorenc

Zespół redakcyjny | Editorial Board mgr Paweł Antkowiak – Redaktor naczelny | Editor-In-Chief mgr Filip Biały – Sekretarz redakcji | Managing Editor Redaktorzy | Editors Michał Baluch, Krzysztof Czarnecki, mgr Łukasz Dulęba, Agnieszka Majewska mgr Łukasz Scheffs, mgr Marcin Skobrtal, Margareta Wysocka Redakcja artystyczna | Art Editor mgr Daria Mielcarzewicz Korekta | Proofreading mgr Tomasz Zając, mgr Przemysław Popko Skład | DTP mgr Filip Biały

Recenzent tomu | Reviewer prof. dr hab. Ryszard Kowalczyk

Wydawca | Publisher

Kontakt | Contact

© Copyright by Wydawnictwo Naukowe Wydziału Nauk Politycznych i Dziennikarstwa Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu ul. Umultowska 89a, 61-614 Poznań

http://refleksje.edu.pl e-mail: refleksje@refleksje.edu.pl tel. +48 61 829 6508, fax +48 61 829 6626


Spis treści Spis treści

Redakcja Dlaczego „Refleksje”?

11

Co z tą Europą? Jędrzej Napieralski Europa skończona?

15

Łukasz Scheffs Kryzys demokracji przedstawicielskiej zwiastunem końca Unii Europejskiej?

31

Adam Jaskulski Fikcyjny Traktat Lizboński

41

Dorota Wiśniewska Współczesne wyzwania dla integrującej się Europy. Problem pakietu klimatyczno-energetycznego i zaopatrzenia w surowce energetyczne

53

Liliana Gmerek Przyszłość Europy wobec zagrożeń ekologicznych

71

Mikołaj Tomaszyk, Jacek Raubo Czy Europa umiera – nasz głos w dyskusji

89

Mikrotektonika europejskich przemian. Studium przypadków Liliana Reimisz Perspektywy członkostwa Turcji w Unii Europejskiej

nr 1, wiosna-lato 2010

109 [3]


Marta Zobeniak Kosowo – koniec Europy?

121

Marcin Skobrtal Separatyzm językowy w Hiszpanii

139

Marcin Łukaszewski Czy renesans monarchii absolutnej? Zmiany w Konstytucji Księstwa Liechtensteinu z 2003 roku

151

Paweł Antkowiak Czy to koniec zawodów prawniczych w Europie – przypadek Polski

167

Marta Balcerek Czy Europa potrzebuje zmiany doktryny ekonomicznej?

181

Kryzys czy transformacja wartości europejskich? Katarzyna Skrzypczak Jaka tożsamość kulturowa dla dzisiejszej Europy?

203

Filip Biały Konflikt jako wartość? Demokracja agonistyczna a populizm europejski w ujęciu Chantal Mouffe

219

Michał Kłopocki Polonia w Stambule: imigranci w globalnym mieście, tożsamość i obywatelstwo w dobie transnarodowych przestrzeni społecznych

235

Maciej Banaszak Traktat Lizboński a wspólnotowe wartości europejskie

249

Margareta Wysocka Kobieta kryzysem brzemienna. Sytuacja kobiet na i poza rynkiem pracy w dobie kryzysu demograficznego

265

[4]

refleksje


Carolina Leonetti (Tł. Magdalena Filary, Mateusz Grzelczyk) Świeckość państwa zakwestionowana we Włoszech. Debata na temat krzyży w szkolnych klasach

281

Wydarzenia – informacje Tomasz R. Szymczyński Uroczystość z okazji rocznicy urodzin Ryszarda Kapuścińskiego WNPiD – UAM; 3 III 2010 Dla autorów

291 297

nr 1, wiosna-lato 2010

[5]


Contents Contents

From the Editors

Why “Reflections”?

11

What is Wrong With Europe? Jędrzej Napieralski The End of Europe? Łukasz Scheffs Is the Crisis of Representative Democracy a Portent of the End of the European Union?

15

31

Adam Jaskulski The Fictional Treaty of Lisbon

41

Dorota Wiśniewska Contemporary Challenges for Integrating Europe. The Problem of the EU Climate and Energy Package and the Supply of Energy Resources

53

Liliana Gmerek Europe’s Future in View of Ecological Threats

71

Mikołaj Tomaszyk, Jacek Raubo Is Europe Dying? – Our Voice in the Discussion

89

The Microtectonics of European Transformations: the Case Studies Liliana Reimisz Turkey’s Prospects of the European Union Membership 109

nr 1, wiosna-lato 2010

[7]


Marta Zobeniak Kosovo – the End of Europe?

121

Marcin Skobrtal Language Secessionism in Spain

139

Marcin Łukaszewski The Renaissance of Absolute Monarchy? 2003 Amendments to the Constitution of the Principality of Liechtenstein

151

Paweł Antkowiak The End of Legal Professions in Europe? – the Case of Poland

167

Marta Balcerek Does Europe Need the Change of its Economic Doctrine?

181

The Crisis or the Transformation of European Values? Katarzyna Skrzypczak Cultural Identity for Contemporary Europe

203

Filip Biały Conflict as a Value? Agonistic Democracy vs. European Populism by Chantal Mouffe

219

Michał Kłopocki Polish Community in Istanbul: Immigrants in a Global city; Identity and Citizenship in the Era of Transnational Social Spaces

235

Maciej Banaszak The Treaty of Lisbon and the Common European Values

249

Margareta Wysocka ‘A Woman Bearing a Crisis’. The Situation of Women In- and Outside the Labor Market in the Era of Demographic Crisis

265

[8]

refleksje


Carolina Leonetti (Translated by: Magdalena Filary, Mateusz Grzelczyk) Italy’s Challenged Secularity of State. The Debate on Crosses in the Classroom

281

Events / Informations Tomasz R. Szymczyński Celebrating the anniversary of Ryszard Kapuscinski’s birth, The Faculty of Political Science and Journalism, Adam Mickiewicz University; March 3rd, 2010 291

For Authors

297

nr 1, wiosna-lato 2010

[9]


Dlaczego „R Dlaczego „Refleksje”?

W

ydaje się,

że we współczesnym świecie nauka i studiowanie podporządkowane są temu, co Max Weber nazwał niegdyś racjonalnością instrumentalną. Praktyka społeczna i polityczna domagają się bowiem rozwiązań nakierowanych na konkretne problemy – rozwiązań ważnych tu i teraz, algorytmów natychmiastowej interwencji. Konsekwencje takiego stanu rzeczy trudne są do przecenienia: determinuje on obszar zainteresowania badaczy, ale i sposób naukowych dociekań. Pozornie zmusza do rezygnacji z refleksji, jako żmudnej i czasochłonnej metody zdobywania wiedzy, na rzecz błyskawicznej kalkulacji w oparciu o gotowe wzorce poznania. W istocie jednak nie ma sprzeczności pomiędzy metodą refleksyjną a sprawną technicznie produkcją instrumentów kontroli rzeczywistości. Ta pierwsza jest bowiem warunkiem koniecznym dla drugiej. Tylko rozwiązania oparte o namysł, obejmujący swym zasięgiem całokształt spraw społecznych stanowić mogą narzędzie skutecznej, ale i etycznej zmiany. To właśnie politologia, jako interdyscyplinarna metoda zdobywania wiedzy o społeczeństwie i polityce, jak żadna inna dziedzina nauki wyposaża badaczy w umiejętność przedstawiania zniuansowanego i wieloaspektowego osądu. Oddając w ręce i pod krytyczną ocenę Czytelników pierwszy numer pisma naukowego zatytułowanego „Refleksje”, chcemy – stosując opisaną wyżej metodę – odpowiedzieć na pytanie „Czy Europa się kończy?”. Każdy z kilkunastu pomieszczonych na kolejnych stronach artykułów podejmuje ten temat z odmiennej perspektywy, wskazuje na inne aspekty i zjawiska, a co za tym idzie – inaczej odpowiada na postawioną kwestię. Ci, którzy domagają się jednoznacznej opinii, będą zapewne rozczarowani. Inni (na nich liczymy) docenią wysiłek autorów, zdając sobie sprawę, że tylko poznanie wielu punktów widzenia stanowić może fundament wiedzy możliwie rzetelnej. Życzymy owocnej lektury. Redakcja

nr 1, wiosna-lato 2010

[11]


Co z tą Europą?


Europa skoń Jędrzej Napieralski Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu

Europa skończona?

S

pecyfika pytań o schyłkowość,

tudzież szeroko rozumiany „koniec” cywilizacji, sprowadza się do tego, iż pojawiają się one dopiero w fazie jej największego rozkwitu. Przedtem nikt nie zaprząta sobie głowy wyszukiwaniem słabych stron czy braków, bowiem wszyscy zaangażowani są w pomnażanie sukcesów i przyspieszanie wzrostu gospodarczego. Dopiero po osiągnięciu naprawdę znaczącego poziomu rozwoju, przychodzi czas na defetyzm i piętnowanie słabości. Paradoksalnie zatem, coraz częściej pojawiające się wątpliwości, co do możliwości, potencjału i znaczenia roli Europy w świecie, są de facto potwierdzeniem jej sukcesu. Gdyby Europa nie była istotna, nikt przecież nie zwracałby uwagi na jej problemy. Na początku trzeba również zaznaczyć, że Europa jest dzisiaj jednoznacznie utożsamiana z Unią Europejską i nie sposób odejść od takiego modelu myślenia. Jest to na tyle uzasadnione członkostwem w  Unii praktycznie wszystkich znaczących państw europejskich, że niewskazane jest różnicowanie interesów „europejskich” i tych właściwych „Unii Europejskiej”, gdyż można zaryzykować twierdzenie, że są one praktycznie tożsame. W związku z tym, analizując potencjalne słabości Europy, będę czynił to przez pryzmat UE, jako faktycznej reminiscencji wartości europejskich. Fundamentalnym zagadnieniem jest próba rozstrzygnięcia, czy obecnie panujące w świecie tendencje doprowadzą do rzeczywistej marginalizacji Europy, czy też jednak nie przyczynią się do zrewidowania zajmowanej przez nią pozycji w świecie. Odpowiedzi na to pytanie może dostarczyć analiza potencjalnych słabości Europy zaklasyfikowanych do czterech kategorii. Owe „cztery deficyty” to: deficyt gospodarczy, deficyt polityczny/przywództwa, deficyt bezpieczeństwa/militarny i deficyt ideologii. deficyt gospodarczy

Kwestie gospodarcze przedstawiają się nienajlepiej. Rzecz jasna, przyczyny tego stanu rzeczy można sprowadzić do destrukcyjnego wpływu

[15]


Jędrzej Napieralski

kryzysu światowego. Rzeczywiście, w 2009 roku PKB Unii zmniejszyło się o 4%, a liczba bezrobotnych w okresie marzec 2008 – grudzień 2009 wzrosła o kolejne 7 mln, dochodząc do poziomu 23 mln1. Pytaniem jest jednak, jak przedstawiałaby się sytuacja, gdyby do kryzysu nie doszło? Głównym założeniem przyjętej w marcu 2000 roku strategii lizbońskiej było sprawienie, aby Unia Europejska stała się na przestrzeni dziesięciu lat najbardziej konkurencyjną i dynamicznie rozwijającą się na świecie gospodarką opartą na wiedzy. Jednocześnie miała ona zapewnić zrównoważony wzrost, lepsze miejsca pracy oraz większą spójność społeczną, a to wszystko przy poszanowaniu środowiska naturalnego. Dwoma podstawowymi celami stały się zmiany w strukturze zatrudnienia oraz w obrębie badań i innowacji. W pierwszym zakresie zakładano podniesienie ogólnej stopy zatrudnienia z 61% do 70% w 2010 roku, w tym zatrudnienia kobiet z 51% do 60% i osób starszych (55 – 64 lata) do 50%. Natomiast w zakresie badań i innowacji zakładano zwiększenie wydatków na te cele do 3% PKB w 2010 roku (z czego dwie trzecie miały być finansowane przez biznes). Poza tym, postulowano także osiągnięcie wskaźnika 22% udziału energii elektrycznej uzyskiwanej ze źródeł odnawialnych w ogólnym zużyciu (również do 2010) oraz zredukowanie liczby osób zagrożonych ubóstwem2. W roku 2010 założenia te okazały się być jednak raczej mrzonką niż realistycznie sformułowanymi postulatami. Stopa zatrudnienia w 2008 roku osiągnęła poziom jedynie 66%, a w trzecim kwartale 2009 roku spadła jeszcze poniżej 65%. Jeszcze gorzej przedstawia się kwestia zwiększenia nakładów na badania i innowacje. Marginalny, praktycznie niezauważalny wzrost z 1,82% w 2000 do 1,9% w 2008 roku, jest daleki od zakładanego poziomu 3% PKB. Nie można przy tym zrzucać całej odpowiedzialności na kryzys gospodarczy, ponieważ już w trakcie przeglądu śródokresowego w 2005 roku było jasne, że założenia strategii nie zostaną zrealizowane3. Pojawia się jednak pytanie: czy mimo tych ewidentnych słabości gospodarczych można zaryzykować stwierdzenie, że Europa nie stoi na przegranej pozycji? Odpowiedzią na takie pytanie jest tzw. „europejski model społeczny”, który we wzorcowym ujęciu można scharakteryzować jako gospodarkę zorientowaną na człowieka. Próbą od1 Europe 2020. Background Information for the Informal European Council, 11 February 2010, s. 5 – 6. 2 J. Hausner, Zarządzanie publiczne, Warszawa 2008, s. 341 – 342. 3 Dokument roboczy służb Komisji. Ocena strategii lizbońskiej, 2 lutego 2010, s. 4.

[16]

refleksje


Europa skończona?

zwierciedlenia wartości właściwych dla europejskiego modelu społecznego jest hierarchia priorytetów Unii Europejskiej na następną dekadę przyjęta w postaci strategii „UE 2020”. Przedstawiony projekt zakłada: • wzrost oparty na wiedzy i informacji (stworzenie przestrzeni wiedzy i umożliwienie swobodnego jej przepływu jako „piątej swobody”): - edukacja (zapobieganie przedwczesnemu zakończeniu edukacji, zwiększenie liczby młodych ludzi z wyższym wykształceniem); - innowacje (bardziej atrakcyjne ramy prawne dla innowacji i kreatywności, system ochrony własności praw intelektualnych umożliwiający komercjalizację innowacji); - społeczeństwo cyfrowe (europejska agenda cyfrowa); • społeczeństwo integracyjne o wysokiej stopie zatrudnienia: - zatrudnienie (model elastycznego rynku pracy i bezpieczeństwa socjalnego – flexicurity); - kwalifikacje (kształcenie ustawiczne, uniknięcie długotrwałego bezrobocia, mobilność w pracy); - walka z ubóstwem i wykluczeniem (systemy zabezpieczenia socjalnego, systemy emerytalne dostosowane do zmian w strukturze demograficznej); - samozatrudnienie (realistyczna alternatywa dla osób tracących pracę); • wzrost pro-ekologiczny (konkurencyjna i zrównoważona gospodarka): - zapobieganie zmianom klimatu (obniżanie emisji szkodliwych gazów); - energia (bardziej efektywne wykorzystanie zasobów, tworzenie wewnętrznego rynku energii); - konkurencyjność (polityka przemysłowa w erze globalizacji) 4. Projekt „UE 2020” wydaje się stanowić próbę zredefiniowania priorytetów w gospodarce i zarazem obrania własnej ścieżki rozwoju, niekoniecznie tej samej co szybko rozwijające się kraje BRIC (Brazylia, Rosja, Indie, Chiny), silnie inwestujące w industrializację i wydobycie surowców. Jest to jak najbardziej zrozumiałe, zważywszy na zupełnie inną strukturę gospodarczą UE. W tym kontekście równie chy4 Dokument roboczy służb Komisji. Konsultacje dotyczące przyszłej strategii „UE 2020”, 24 listopada 2009.

nr 1, wiosna-lato 2010

[17]


Jędrzej Napieralski

bione byłoby porównywanie wskaźników wzrostu PKB Europy z wartościami właściwymi dla krajów BRIC czy azjatyckich tygrysów. Zupełnie inny jest pułap, z którego te państwa musiały rozpoczynać reformy gospodarcze i inne są ich aspiracje. Europejskiego modelu społecznego nie można też porównać z modelem gospodarczym Stanów Zjednoczonych, który zasadza się na zupełnie innych wartościach. Właściwy dla USA kult indywidualnego sukcesu nie jest tam powiązany z wartościami ogólnospołecznymi, tak podkreślanymi w modelu europejskim. Bogactwo to cel osobisty, jakość życia musi być celem zbiorowym5. deficyt polityczny/przywództwa

Chcąc właściwie zrozumieć znaczenie roli przywództwa na obszarze europejskim, należy rozpatrywać ten aspekt w kontekście uwarunkowań globalnych. Specyfika Unii Europejskiej jako aktora na arenie międzynarodowej polega na zróżnicowaniu podmiotów politycznych wchodzących w jej skład, co w konsekwencji grozi fragmentaryzacją potencjału UE. Efekt ten ulega spotęgowaniu jeżeli dokonamy porównania ze strukturą przywództwa charakterystyczną dla pozostałych najważniejszych „graczy” na scenie światowej. Można podać kilka przykładów. Prezydent Stanów Zjednoczonych, który w kwestiach polityki wewnętrznej może co prawda spotkać się oporem Kongresu czy Senatu, ale już na polu kształtowania polityki zagranicznej uznawany jest za niekwestionowanego lidera. Rzecz jasna, nie jest on w stanie wszystkiego przeforsować (o czym przekonał się swego czasu prezydent Wilson w kwestii wstąpienia USA do Ligi Narodów), ale z globalnego punktu widzenia nie można mieć wątpliwości, kto jest przywódcą. Podobnie przedstawia się pozycja lidera w Rosji, gdzie jednak mniej istotna jest sprawowana funkcja, a bardziej liczą się kwestie personalne. Współczesna Rosja jest de facto rządzona przez Wladimira Putina – niezależnie od tego, czy zajmuje on stanowisko prezydenta, czy premiera. Natomiast w przypadku ChRL, chociaż pozycja rzeczywistych decydentów niknie gdzieś w meandrach struktury Komitetu Centralnego KPCh, bardzo wątpliwe jest, aby na arenie pojawiły się dwa rozbieżne ze sobą oficjalne stanowiska ChRL. Realizowana jest w ten sposób ważna przesłanka efektywnego przywództwa, którą stanowi jednorodność ośrodka decyzyjnego. Inaczej przedstawia się kwestia przywództwa w Europie, gdzie – jak miał ponoć powiedzieć Kissinger – „nigdy nie wiadomo, do kogo 5

J. Żakowski, Koniec, Warszawa 2006, s. 207.

[18]

refleksje


Europa skończona?

zadzwonić.” Zróżnicowanie potencjalnych pretendentów do pozycji europejskiego lidera jest zdeterminowane silnym oddziaływaniem czynnika narodowościowego. Przywódcy państw UE roszczą sobie prawo do prymatu w Europie nie dlatego, że najlepiej swoim działaniem realizują ideę europejskości, lecz dlatego, że reprezentują Francję, Niemcy czy Włochy. Istnieje w związku z tym pewna ciekawa zależność pomiędzy ambicjami przywódców poszczególnych państw europejskich do odgrywania roli lidera, a postrzeganiem ich pozycji na arenie międzynarodowej. Sprowadzić ją można do schematu: im większa tendencja do odgrywania roli lidera europejskiego, tym większa skłonność do działania w imię partykularnych interesów własnego państwa. Przejawia się ona w różnych aspektach i sytuacjach. Przykładem może być Nicolas Sarkozy, lansujący ideę Partnerstwa dla Śródziemnomorza jako nowego paradygmatu w stosunkach UE z krajami Maghrebu, a w istocie działający w imieniu Francji, najbardziej zainteresowanej intensyfikacją tego rodzaju kontaktów, czy chociażby Gerhard Schröder, jednający UE z Rosją i zapewniający pewne dostawy gazu dla Europy (a potem zasiadający w radzie nadzorczej Nord Stream), bądź też Tony Blair, który wsparł krucjatę Georga W. Busha w Iraku w imię trwałości euroatlantyckiego sojuszu. Symptomatyczna jest zatem łatwość, z jaką USA, Rosja czy ChRL, potrafią rozgrywać dla własnych interesów najważniejsze państwa europejskie, jeżeli tylko zdołają ubrać ich przywódców w szaty lidera europejskiego. Słabość polityczna Unii Europejskiej jako całości (a przyjęliśmy, że stanowi ona strukturę najbardziej adekwatną przy rozpatrywaniu roli Europy w świecie) została jednak dostrzeżona. Jednakże w tak oryginalnym tworze politycznym jak Unia Europejska wypracowano równie skomplikowany model zmiany jej struktury – mianowicie traktaty, które w procedurze ich zmiany/przyjęcia tworzą nowy kontekst organizacyjno-polityczny funkcjonowania Unii. W interesującym nas okresie – drugiej połowy pierwszej dekady XX wieku – swoistym „leitmotivem” w Unii Europejskiej były zawirowania związane z przyjęciem Traktatu Lizbońskiego. Na wstępie rozpatrywania zagadnienia związanego z Traktatem Lizbońskim trzeba zaznaczyć, że proces ratyfikacji TL jest symbolicznym przykładem kwestii, która wzbudzała emocje niewspółmierne do swojego rzeczywistego znaczenia. Zamieszanie, które się wytworzyło po porażce referendum w Irlandii w czerwcu 2008 roku, uczyniło z Lizbony swoiste „unijne Westerplatte” (posługując się bliską nam historycznie terminologią) – sprawę o nie tyle znaczeniu strategicznym,

nr 1, wiosna-lato 2010

[19]


Jędrzej Napieralski

co symbolicznym. Traktat Lizboński bowiem, jawiący się jako jedyne możliwe remedium na groźbę swoistej implozji instytucjonalnej UE, wydaje się być nieco przeceniany. Nie z tej przyczyny, że groźba takiej implozji nam nie grozi, lecz dlatego, że stopień zbiurokratyzowania osiągnął już taki poziom, że niewiele można teraz w tym zakresie zmienić. Paradoksalnie jednak, właśnie dzięki temu, że stan przesycenia biurokratycznego już się dokonał, możemy przekonać się, że mimo wszystko do niczego zatrważającego nie doszło. Owszem, proces decyzyjny jest czasochłonny i skomplikowany, a orzecznictwo ETS wyabstrahowuje z traktatów coraz to nowe zasady, o których pół wieku temu żaden Monnet czy Schumann nawet by nie pomyśleli, ale mimo wszystko Unia wciąż funkcjonuje. Natomiast w najbardziej nas interesującym zagadnieniu przywództwa Traktat Lizboński wprowadza, wydawałoby się, dość rewolucyjne jak na UE zmiany. Ustanowienie stanowiska Przewodniczącego Rady Europejskiej6 oraz Wysokiego Przedstawiciela Unii do spraw zagranicznych i polityki bezpieczeństwa7 (będącego zarazem wiceprzewodniczącym Komisji) sprawiało wrażenie poważnej konsolidacji polityki zagranicznej Unii Europejskiej na skalę wcześniej niespotykaną. Jednakże potoczne nazewnictwo tych funkcji, jako „prezydenta” i „ministra spraw zagranicznych” Unii Europejskiej jest bardzo dalekie od rzeczywistego wymiaru ich kompetencji. Zmiany te mają bowiem charakter raczej porządkujący, a zakres przewidzianych możliwych kompetencji ma stanowić uzupełnienie, a nie zastąpienie działań dyplomatycznych poszczególnych państw członkowskich. Jednakże niezależnie od zapisów traktatowych trzeba pamiętać, że bardzo duże znaczenie ma wciąż praktyka działań pierwszej osoby powołanej na nowo stworzone stanowisko. Umiejętne „wydzieranie kompetencji” może doprowadzić do sytuacji, w której rzeczywiste znaczenie danego stanowiska jest dalece większe niż wynikałoby to z zapisów formalnych. Dlatego – jeszcze zanim Traktat Lizboński wszedł w życie – trwały spekulacje nad personalną obsadą stanowiska „twarzy Europy”8. Wymieniano w tym kontekście Tony’ego Blaira (bezrobotnego po ustąpieniu z fotela premiera Wielkiej Brytanii), Felipe’a Gonzaleza (byłego premiera Hiszpanii, potem także szefa grupy refleksyjnej, zastanawiającej się nad przyszłością Unii) czy Angelę Merkel

Art. 18 pkt 1 Traktatu o… Casting na szefa Europy, Newsweek, nr 27/2009. 8 J. Żakowski, Koniec…, op. cit., s. 115. 6 7

[20]

refleksje


Europa skończona?

(w sytuacji, gdyby nie powiodłyby się jej wybory z września 2009, co było jednak raczej mało prawdopodobne). Abstrahując od oceny realnych szans niektórych z tych propozycji, trzeba podkreślić, że wspólnym pierwiastkiem dla wszystkich potencjalnych kandydatów była cechująca ich rozpoznawalność, wsparta doświadczeniem na arenie międzynarodowej. Szefowie państw unijnych na szczycie z 19 listopada 2009 roku dokonali jednak nieambitnego wyboru i powierzyli funkcję Stałego Przewodniczącego Hermanowi Van Rompuyowi, zaś szefową unijnej dyplomacji uczynili Catherine Ashton. Znamienne jest, że w szeregu prasowych publikacji dominował krytyczny ton, a nowo wybranych funkcjonariuszy unijnych okrzyknięto Panem i Panią Nikt (co należy tłumaczyć faktem, że byli oni rozpoznawalni co najwyżej we własnych krajach). Jednak czy permanentna krytyka takich nominacji jest uzasadniona? Czy rzeczywiście doszło do zdrady Lizbony i zaprzepaszczona została szansa na wzmocnienie roli Unii Europejskiej w świecie? Wydaje się, że tak mocno krytyczne głosy są nieuzasadnione z dwóch przyczyn. Po pierwsze, o czym już wspominałem, fetyszyzowanie znaczenia Lizbony jest cokolwiek nieuzasadnione, bo i bez niej Unia egzystowałaby, może tylko w bardziej anachronicznym wymiarze funkcjonalnym. Nieproporcjonalne były też oczekiwania wiązane z nowymi stanowiskami. Szumne nazywanie ich „prezydentem i ministrem spraw zagranicznych Unii Europejskiej” było niewłaściwe, zważywszy na zakres pojęciowy, z jakim wiązane są te funkcje w wymiarze polityk krajowych. Skonfrontowanie takich asocjacji z rzeczywistymi kompetencjami właściwymi tym stanowiskom, zrodziło tym samym dość poważny dysonans. Jednocześnie trzeba zastanowić się nad krytyką personalnego wyboru, którego dokonano. W istocie ani Herman Van Rompuy, ani Catherine Ashton nie są postaciami szerzej znanymi, a ich kompetencje do sprawowania tak eksponowanych stanowisk rodzą pewne wątpliwości. Zatem trudno oczekiwać, ażeby zdecydowali się prowadzić politykę zorientowaną na „wyrywanie dla siebie kompetencji”. Jednak warto zastanowić się, czy wybór silnych osobowości politycznych byłby w danym momencie właściwy? Zważywszy na uwarunkowania globalne, rozpoznawalny silny przedstawiciel całej Wspólnoty byłby z pewnością bardziej zrozumiały dla świata (nie byłoby przynajmniej wątpliwości, do kogo dzwonić). Jednakże po raz kolejny trzeba zwrócić uwagę na szczególną specyfikę Unii Europejskiej. UE po prostu nie chce i nie potrzebuje obecnie silnego przywódcy z prostej przyczyny

nr 1, wiosna-lato 2010

[21]


Jędrzej Napieralski

– bo nie jest federacją. Wybór dokonany przez szefów państw europejskich nie był zatem przypadkowy. Takie rozstrzygnięcie jest bezpośrednią konsekwencją zamiaru utrzymania polityki zagranicznej na torach państw narodowych. Paradoksalnie więc, takim wyborem Unia pokazała swoją siłę (trzeba pamiętać, że nawet samego wyboru dokonano stosunkowo szybko, zatem obyło się bez przeciągających się sporów). Każde większe państwo europejskie zdaje sobie bowiem sprawę, że prowadząc swoją politykę zagraniczną, może zawsze odwołać się do argumentu członkostwa w Unii Europejskiej, który nie jest na arenie międzynarodowej bez znaczenia. Dlatego, mimo że Unia jest politycznie niespójna i podzielona w zakresie polityki zagranicznej, jest na świecie wciąż silna swoim potencjałem – tym, czym mogłaby się stać, gdyby tylko przywódcy europejscy spróbowali rozwinąć jej polityczne możliwości. deficyt bezpieczeństwa/militarny

Przede wszystkim konieczne jest wprowadzenie rozróżnienia dwóch aspektów: psychicznego stanu poczucia bezpieczeństwa, który uzależniony jest od subiektywnych odczuć mieszkańców Europy, i efektywnego stanu bezpieczeństwa militarnego, pojmowanego jako próba zobiektywizowanej oceny poziomu zorganizowania sił militarnych w relacji do pozostałych aktorów areny międzynarodowej. Chociaż są to rożne zjawiska, ich zakresy pojęciowe mogą się pokrywać i wzajemnie na siebie oddziaływać, zatem uzasadnione jest jednoczesne ich rozpatrywanie. „Ryzyko powstało wraz z nowoczesnością”9. Nie powinien dziwić zatem fakt, że obszar europejski, stanowiący awangardę trendów modernistycznych czy następnie postmodernistycznych, stanowi przestrzeń tak podatną na procesy związane z poczuciem zagrożenia ryzykiem. Subiektywne poczucie zagrożenia cechuje się jednocześnie częstym oderwaniem od realnych niebezpieczeństw. Ryzyko staje się więc potencjalnym zagrożeniem i to właśnie ten stan niepewności rodzi lęk. Natomiast we współczesnym świecie najczęstszym źródłem tego lęku jest niewątpliwie terroryzm. Celem ataków z 11 września były Stany Zjednoczone, nie Europa. Trzeba o tym pamiętać, zwłaszcza wtedy, gdy podnoszony jest argument, iż terroryzm jest walką ze Światem Zachodu (do którego Europa z pewnością się zalicza). Jednak tego typu uogólnienie (abstrahując 9

Ibidem, s. 121.

[22]

refleksje


Europa skończona?

w tym momencie od całego spektrum pojęcia terroryzmu, dużo bardziej złożonego) zdaje się nie do końca odzwierciedlać motywów działań islamskiego terroryzmu. Bynajmniej nie Europa rozsierdziła terrorystów swoim zaangażowaniem na Bliskim Wschodzie, jako że przestała już upatrywać w tamtejszym regionie swojej strefy wpływów. Zupełnie inaczej przedstawia się pozycja Stanów Zjednoczonych, żywo zainteresowanych regionem Bliskiego Wschodu (doktryna Cartera), a przy tym aktywnie wspierających Izrael (co, rzecz jasna, nie jest dobrze odbierane w krajach arabskich). World Trade Center nie było zatem przypadkowo wybranym symbolem, który równie dobrze mógłby zostać zastąpiony np. wieżą Eiffla w Paryżu. WTC stanowiło bardzo konkretny cel – jednoznacznie wskazujący na Stany Zjednoczone jako głównego wroga. Rozszerzenie poczucia zagrożenia terroryzmem na obszar Europy jest w dużym stopniu efektem retoryki Stanów Zjednoczonych. Odwołanie się do wspólnoty wartości Świata Zachodu miało zapewnić poparcie dla działań USA i zwiększyć zaangażowanie europejskich sojuszników z NATO. Nie przeczę w tym miejscu, że działania fundamentalistów islamskich nie były w żadnym stopniu motywowane hasłem walki ze Światem Zachodu. Zwracam tylko uwagę, że terroryści pojęcie Zachodu wiążą raczej ze Stanami Zjednoczonymi niż np. ze Szwecją. Z tego samego powodu zamachy w Londynie (2005) czy w Madrycie (2004) były spowodowane głównie zaangażowaniem tych państw w działania koalicji antyterrorystycznej pod egidą Stanów Zjednoczonych. Istotne jest jednak rozstrzygnięcie, w jakim stopniu zagrożenie terroryzmem wpływa na poczucie bezpieczeństwa Europejczyków. Wydaje się, że lęk przed terroryzmem ma charakter raczej deklaratywny i  nie jest związany z rzeczywistymi obawami. Oczywiście, nie oznacza to zupełnego bagatelizowania zagrożenia – świadomość zagrożenia istnieje, utrzymuje się jednak na umiarkowanym poziomie. Deklaratywność leku przed terroryzmem ma dwa wymiary. Z jednej strony przejawia się ona w twierdzącej odpowiedzi na przykładowe pytanie sondażowe: „Czy boisz się ataków terrorystycznych?”, co jest konsekwencją uzupełnienia katalogu potencjalnych zagrożeń o kolejną pozycję. W wydatnym stopniu przyczyniło się do tego nagłośnienie medialne, towarzyszące wszelkim większym aktom terrorystycznym. Boimy się więc terroryzmu niejako z zasady. Skoro to może spotkać każdego, to znaczy, że dotyczy także mnie. Z drugiej strony, charakterystyczna jest tendencja do chuchania na zimne. Najprostszym

nr 1, wiosna-lato 2010

[23]


Jędrzej Napieralski

przykładem są coraz bardziej skomplikowane procedury odprawy na lotniskach. Kiedyś wydawało się nie do pomyślenia, że respektowane będą ograniczenia ilości przewożonych płynów do 100 ml czy restrykcyjne kontrole osobiste. Teraz poddawanie się takim procedurom wynika z przezorności (lepiej nie stwarzać okazji terrorystom) i jest powszechnie akceptowane (notabene ciekawe, dlaczego takie obostrzenia dotyczą tylko lotnisk, a nie np. dworców kolejowych czy autobusowych). Poddawanie się swoistym rytuałom zwiększa poczucie bezpieczeństwa. Znamienny jest ostatni przykład odrzucenia przez Parlament Europejski porozumienia ws. SWIFT zawartego między UE a Stanami Zjednoczonymi (dotyczącego przekazywania USA danych bankowych Europejczyków w imię usprawnienia walki z terroryzmem)10. Niezależnie od tego, w jakim stopniu uwarunkowane to było rozgrywkami kompetencyjnymi między PE a Radą, ważne jest zaakcentowanie w stanowisku Parlamentu, iż w imię walki z terroryzmem nie można naruszać praw obywatelskich. Na poziom poczucia bezpieczeństwa wpływ może mieć również stan efektywnego bezpieczeństwa militarnego wówczas, gdy przeświadczenie obywateli o bezpieczeństwie budowane jest w oparciu o  wyobrażenie potęgi militarnej. W przypadku Europy, najczęściej kierowanym pod jej adresem zarzutem jest uzależnienie od struktur bezpieczeństwa NATO. Trudno się z tym nie zgodzić. Przez cały okres zimnej wojny siły zbrojne zlokalizowane w Europie Zachodniej stanowiły naturalną równowagę dla Układu Warszawskiego. Obecność wojsk amerykańskich była konsekwencja istnienia układu dwubiegunowego. Zmiana sytuacji po 1989 roku pozostawiła strategiczną próżnię w Europie11 (gdy ZSRR się rozpadał, Stany Zjednoczone ograniczyły zaangażowanie na starym kontynencie). Rzecz jasna, NATO wciąż istniało. Potrzebne było jednak wypracowanie zupełnie nowej formuły jego działania. Jednocześnie w Europie ponownie powróciły (wcale nie nowe przecież) idee uniezależnienia obronnego od NATO (w domyśle Ameryki). Sztandarowym projektem związanym z tymi tendencjami była Unia Zachodnioeuropejska (UZE).

http://wiadomosci.gazeta.pl/, 8.02.2010. K. P. Klaiber, Europejska Tożsamość w Dziedzinie Bezpieczeństwa i Obrony (ESDI) a przyszłość NATO, przemówienie wygłoszone w Centrum Stosunków Międzynarodowych, 25.01.2001, s. 5. 10 11

[24]

refleksje


Europa skończona?

Problem z UZE polega na tym, że jest nie tylko Śpiącą Królewną12, ale też niechcianą siostrą NATO – iluzorycznym tworem, który raczej miał stanowić potencjalną alternatywę dla NATO niż rzeczywistą próbę budowania europejskiego bezpieczeństwa. Niewiele można zatem powiedzieć o wkładzie UZE w europejski system bezpieczeństwa poza tym, że stanowiła forum koordynujące europejski filar Sojuszu Północnoatlantyckiego. Niefrasobliwość UZE (czy innych prób budowy europejskich struktur bezpieczeństwa) mogłaby rozbudzić poczucie lęku wywołane wątpliwościami, co do efektywnego potencjału militarnego. Nie dzieje się tak jednak, bowiem Europa jest zabezpieczona systemem swoich sojuszy (NATO), a przede wszystkim nie istnieje groźba agresji zbrojnej. Zbudowany system bezpieczeństwa kooperatywnego zdaje jak dotychczas egzamin. Sytuacja na Bałkanach sprawia wrażenie ustabilizowanej (przynajmniej na tyle, żeby ryzyko ewentualnej konfrontacji zbrojnej można było uznać za minimalne), natomiast śpiący na wschodzie niedźwiedź śni o potędze, ale póki co nic destrukcyjnego dla Europy nie powinno z tego wyniknąć. deficyt ideologii

„Europa zasadza się na wspólnym pojmowaniu wartości” – stwierdziła kanclerz Angela Merkel na początku niemieckiego Przewodnictwa w Radzie13. Problemem jednak jest zidentyfikowanie tych wartości. Rzecz jasna, można od razu jednym tchem wymienić: tradycje antyczne, dorobek chrześcijaństwa i prawo rzymskie, lecz stanowią one raczej rodzaj zakorzenia historycznego niż konglomeratu poglądów, odnoszących się do istoty współczesnego świata. Można zatem doznać wrażenia, że we współczesnej Europie, gdzie partie lewicowe niewiele różnią się od partii prawicowych, a wielkie dyskusje społeczne prowadzone są nieczęsto (a jeżeli już, to co najwyżej na łamach gazet), ideologie stały się anachronizmem. Trudno mówić o ideologicznym rozpaleniu w Europie, gdzie jakiekolwiek większe demonstracje mają miejsce jedynie w kontekście szczytów G8 i towarzyszących im protestów alterglobalistów. Zresztą, warunkiem zaistnienia tego typu demonstracji na dużą skalę jest

C. Jean, Geopolityka, Wrocław 2003, s. 298. R. Schweppe, Prezydencja niemiecka a stan debaty o reformie Unii Europejskiej, [w:] Prezydencja niemiecka a stan debaty o reformie Unii Europejskiej. Aspekty polityczno-prawne, red. J. Barcz, Warszawa 2007, s. 29. 12 13

nr 1, wiosna-lato 2010

[25]


Jędrzej Napieralski

zaktywizowanie alterglobalistów z kilkudziesięciu krajów, a nierzadko z kilku kontynentów. Sprawy rodzące mniejsze konotacje emocjonalne (gdy nie można już powoływać się na groźbę zagłady świata w wyniku szaleńczej pogoni kapitalistów za zyskiem), spotykają się z dużo mniejszym odzewem społecznym. Strajki czy demonstracje w obronie praw pracowniczych angażują już co najwyżej grupy związków zawodowych. Wrażenie braku ideologii w Europie ulega jeszcze wzmocnieniu, gdy dokonamy porównania ze światem islamu, stanowiącym współcześnie ośrodek prawdopodobnie najbardziej nasycony ideologiami. Ciężko bowiem o wykazanie większego poświęcenia dla sprawy niż gotowość poniesienia śmierci w imię poglądów (na co nierzadko gotowi są przecież islamscy fundamentaliści). Swoją drogą, ciekawe jest, że oglądając relacje z demonstracji/rozruchów na Bliskim Wschodzie, zawsze można zobaczyć tłum ludzi, jak gdyby demonstrowanie na ulicach było ich głównym zajęciem. Jednak jeżeli spojrzeć na Europę z perspektywy nieco bardziej historycznej, można się przekonać, że w XX wieku kontynent był wręcz targany ideologiami, o czym świadczą dwa wielkie totalitaryzmy, szereg mniejszych ideologii tworzonych na potrzeby innych dyktatur, akcje RAF-u, czy Czerwonych Brygad. Może dlatego po okresie Jesieni Narodów w 1989 r. – gdy Europa znowu zaczęła szukać stabilizacji – zobojętnienie w kwestiach ideologicznych zaczęło jawić się jako naturalny mechanizm kompensacyjny (o ile w kontekście cywilizacji można mówić o procesach psychicznych). Odejście od problematyki ideologii umożliwiło mieszkańcom Europy poświęcenie całej energii na rzecz budowania indywidualnego szczęścia. Możliwe stało się przejście do epoki postmodernizmu, która według Fredrica Jamesona stanowi „kulturową logikę kapitalizmu”14. Jeżeli natomiast w świecie zachodnim ukonstytuowało się przekonanie (mniej lub bardziej słuszne), że kapitalizm jest najlepszą możliwością dla państw demokratycznych, postmodernizm staje się koniecznym uzupełnieniem. podsumowanie

Próba krytycznego opisania czterech deficytów, reprezentujących potencjalne obszary słabości cywilizacji europejskiej, miała doprowadzić do odpowiedzi na pytanie zawarte w tytule artykułu: czy Europa jest 14 G. Ritzer, Makdonaldyzacja społeczeństwa. Wydanie na nowy wiek, Warszawa 2005, s. 312.

[26]

refleksje


Europa skończona?

skończona? Cały paradoks tego pytania wynika z dwuznaczności pojęcia skończona, które z jednej strony można rozumieć jako pozbawiona przyszłości, ale równie dobrze jako kompletna, zupełna. Wydaje się, że pomimo wszystkich swoich słabości, Europie bliżej obecnie do tego drugiego znaczenia. Można nawet zaryzykować tezę, że postulowany przez Fukuyamę koniec historii dokonał się w ograniczonym zakresie na obszarze Europy i póki co nie istnieje ryzyko zamiany tej sytuacji. Wszystkie cztery przywołane deficyty można bowiem rozpatrywać równie dobrze jako potencjalne szanse. Trudności gospodarcze, zapóźnienie w stosunku do USA i dużo niższe tempo wzrostu PKB niż państw dynamicznie rozwijających się (BRIC) – to wszystko jest rzeczywiście prawdą. Jednakże korzyścią po stronie Europy jest jej stosunkowo wysoki wskaźnik osiągniętego rozwoju gospodarczego. Nie musimy równać do świata – to świat równa do nas. Istniejące wewnątrz Europy dysproporcje są problemem wciąż do rozwiązania, aczkolwiek porównując ich skalę do rozpiętości istniejących na świecie, zestawienie wypada wciąż na korzyść Europy. Różne jest także europejskie podejście mentalne. Prawdopodobnie nigdy nie zdołamy osiągnąć wskaźników wydajności Stanów Zjednoczonych, ale nie wynika to z ułomności naszych pracowników, lecz z pojmowania czasu wolnego jako wartości. Goniąc za wskaźnikami, można uczynić społeczeństwo bogatym, ale z pewnością łatwo też pozbawić ludzi możliwości realizacji aspiracji o charakterze pozazarobkowym (własnych pasji, hobby, czy okazji do budowania głębszych relacji interpersonalnych). Świadomość europejska upatruje w takich sprawach, jak bezpieczeństwo socjalne, bezpłatna opieka zdrowotna czy właśnie wolny czas korzyści płynących dla społeczeństwa, chociaż z perspektywy czysto ekonomicznej jawią się one jako straty. Europejski model społeczny jest zatem próbą zwrócenia uwagi na te sprawy, które pomijane są czasem we wskaźnikach gospodarczych, lecz przekładają się w wymierny sposób na jakość życia. Słabość polityczna wynikająca z wątpliwości, co do siły Unii Europejskiej jako gracza na arenie międzynarodowej, jest również sprawą kontrowersyjną. Nie do zaprzeczenia jest fragmentaryzacja potencjału UE, która utrzymywać będzie się tak długo, jak długo nie zacznie efektywnie funkcjonować Wspólna Polityka Zagraniczna i Bezpieczeństwa. Ważne natomiast jest to, aby miała ona charakter powszechny, czyli dotyczyła ogółu stosunków zagranicznych państw Unii. Wybiórczość stosowania (gdy oficjalnie WPZiB funkcjonuje, ale np. każ-

nr 1, wiosna-lato 2010

[27]


Jędrzej Napieralski

dy w relacjach z Rosją działa na własną rękę) stawia pod znakiem zapytania całą ideę. Tendencje zmierzające w stronę ujednolicenia i lepszego funkcjonowania struktur Unii Europejskiej są z pewnością kierunkiem słusznym. Jednakże niewłaściwe jest nader emocjonalne reagowanie na każde możliwe niepowodzenie. Martwić się o przetrwanie idei integracji europejskiej można było na samym początku jej kształtowania się, w latach 50-tych. Wówczas każde poważniejsze trudności mogły w wymierny sposób zaszkodzić całemu procesowi. Obecnie Unia Europejska jest tak wieloczynnikową strukturą, że niełatwo sobie wyobrazić, ażeby mogła się rozpaść w krótkim czasie pod wpływem niepowodzenia w ratyfikacji nawet najbardziej istotnego traktatu (mam tu na myśli, rzecz jasna, Traktat Lizboński). Idea integracji tak bardzo zakorzeniła się w świadomości obywateli (choćby przez przyzwyczajenie do swobodnego przejazdu na granicach), że proces ten przekroczył punkt, poza którym nie ma już możliwości zupełnego wycofania się. Natomiast wychodząc z założenia, że jeżeli poczekać wystarczająco długo – wydarzy się wszystko, co jest możliwe, uzasadnioną staje się nadzieja, iż zmiany będą szły (mniej lub bardziej opornie) w kierunku ściślejszej współpracy. Właśnie z tego Unia Europejska czerpie swoje główne źródło politycznej siły – ze swojej możności rozwoju. Uczestnictwo w Sojuszu Północnoatlantyckim jest podstawowym gwarantem bezpieczeństwa militarnego państw europejskich. Niezależnie od obecnych problemów NATO w Afganistanie, sojusz wciąż pozostaje najsilniejszym układem wojskowym na świecie i trzeba o tym pamiętać. Traktowana często jako zarzut zależność od USA jest bez znaczenia dopóty, dopóki nie pojawią się różnice żywotnych interesów między Stanami Zjednoczonymi a Europą (mam tu na myśli dużo bardziej znaczące rozbieżności niż różnice poglądów, jakie zdarzały się do tej pory). Jeżeli przyjmiemy bowiem założenie, że sojusznikiem czynimy państwo zaufane i nam życzliwe, bez znaczenia jest dominacja jego potęgi militarnej w sytuacji, gdy nie jest skierowana przeciwko nam. Nie oznacza to bynajmniej, iż interesy USA i Europy są tożsame. Różne są perspektywy postrzegania niebezpieczeństwa15. Stany Zjednoczone na pierwszym miejscu stawiają walkę z terroryzmem, Europa wydaje się przykładać większe znaczenie do aspektów związanych z  niebezpieczeństwem ekologicznym. Różnice w percepcji są jednak naturalne i nie trzeba z tego faktu czynić podstawy do ograniczania 15

J. Żakowski, Koniec…, op. cit., s. 121.

[28]

refleksje


Europa skończona?

wzajemnych kontaktów czy zamrażania sojuszy. Silne NATO to bezpieczna Europa. Zaniechanie ideologizowania jest konsekwencją przyjęcia paradygmatu postmodernizmu. Ukierunkowanie na bardziej konsumpcyjny styl życia nie czyni jednak Europejczyków od razu zupełnie wyzbytymi z wartości. Inna jest tylko przyjmowana skala aksjologiczna. Żyjemy bowiem w świecie, gdzie wartością stała się dietetyczna cola – będąca uniwersalnym połączeniem stylu tożsamości wiązanego z marką z hołdem złożonym kultowi szczupłej sylwetki (swego rodzaju współczesna trawestacja maksymy calos cagatos). Jednocześnie niewielkie znaczenie ideologii związane z wpływem postmodernizmu ma raczej pozytywne przełożenie na stosunki społeczne w Europie. Przykładowo, czasami lepiej jest gdy sąsiedzi się nawzajem nie zauważają (postmodernistyczne zblazowanie i ignorancja), niż nienawidzą (ideologiczne zaangażowanie w spór). Europa faktycznie może być oskarżana o uleganie mirażowi nieśmiertelności16, gdy upatruje w swojej cywilizacji najdoskonalszej formy rozwoju. Wydaje się jednak, że taka ocena nie odbiega daleko od prawdy, a współczesna Unia Europejska jako najpełniejsza forma wyrazu idei integracji europejskiej, jest strukturą skończoną – zupełną. Właściwie, można dojść do przeświadczenia, że pytaniem nie jest: „Czy Europa się kończy”, ale raczej: „Co, kiedy i czy w ogóle cokolwiek nastanie po niej?”

Summary The notion of ‘Europe’ is commonly associated with the European Union. This tendency reflects the importance of the EU on the international political arena. However, despite being such a power, the European Union is not always able to tackle all difficulties it faces, including the so-called ‘four deficiencies’: economic, political management, sense of security and ideology. The main question this paper has attempted to answer was the way the word ‘finite’ should be understood: as ‘without future’ or rather ‘perfect’.

16 S. P. Huntington, Zderzenie cywilizacji i nowy kształt ładu światowego, Warszawa 2008, s. 531.

nr 1, wiosna-lato 2010

[29]


Jędrzej Napieralski

Nota o autorze Jędrzej Napieralski [jedrzej_napieralski@o2.pl] – student II roku stosunków międzynarodowych na Wydziale Nauk Politycznych i Dziennikarstwa UAM oraz I roku prawa na Wydziale Prawa i Administracji UAM. Obszar zainteresowań: marketing polityczny.

[30]

refleksje


Kryzys dem Łukasz Scheffs Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu

Kryzys demokracji przedstawicielskiej zwiastunem końca Unii Europejskiej?

Z

Traktatu o Unii Europejskiej i Traktatu Ustanawiającego Wspólnotę Europejską, w tytule drugim: Postanowienia o zasadach demokratycznych, stanowią, iż podstawą funkcjonowania Unii jest demokracja przedstawicielska, która wyraża się w bezpośredniej reprezentacji obywateli w Parlamencie Europejskim1. Ciało to jest zatem jedynym organem europejskim posiadającym bezpośrednią legitymację2. Ten wyjątkowy status prawny Wspólnotowej instytucji i związany z nią proces wyborczy jest szczególnie godny uwagi, kiedy mówiąc o Unii Europejskiej, wskazuje się na istniejące trudności, czy wprost określa się obecny stan integracji jako kryzys lub nawet kres idei jaką jest (a może raczej była) Unia Europejska. Każdy system dla sprawnego funkcjonowania wymaga poparcia, czyli legitymizacji rozumianej jako pewien ogólnie akceptowany stan systemu politycznego czy ładu społecznego3. Legitymizacja stanowi podstawę integracji społeczno–kulturowej i służy zachowaniu pewnego porządku rzeczy. Zgodnie ze swoim łacińskim znaczeniem jest rozumiana jako zgodność z prawem, prawość, prawowitość, należytość4. Legitymizacja definiowana jako uprawomocnienie to proces wiodący do legitymacji, a więc prawomocności. David Beetham wskazał dwa rodzaje poparcia danego systemu: poparcie typu mobilizacyjnego i poparcie w ramach procesu wyborczego5. Wyborczy tryb poparcia opiera się zdaniem Beethama na dwóch przesłankach, które mają kluczowe miany wprowadzone do

1 Zob.: Traktat z Lizbony zmieniający Traktat o Unii Europejskiej i Traktat ustanawiający Wspólnotę Europejską podpisany w Lizbonie dnia 13 grudnia 2007 r., http:// eurlex.europa.eu/JOHtml.do?uri=OJ:C:2007:306:SOM: PL:HTML, 20.01.2010. 2 J. Marszałek – Kawa, Parlament Europejski a parlamenty narodowe, [w:] Integracja europejska na początku XXI wieku, red. R. Fiedler, Poznań 2004, s. 28. 3 W. Sokół, Legitymizacja systemów politycznych, Lublin 1997, s. 15 – 16. 4 W. Świątkiewicz, Wprowadzenie. Legitymizacja: zagadnienia podstawowe, [w:] Świat społeczny i jego legitymizacje, red. W. Świątkiewicz, Katowice 1993, s. 7. 5 D. Beetham, Legitymizacja władzy, [w:] Władza i społeczeństwo, red. J. Szczupczyński, Warszawa 1995, s. 297.

nr 1, wiosna-lato 2010

[31]


Łukasz Scheffs

znaczenie. Po pierwsze, nikt nie ma prawa wyrażać poparcia w imieniu innej osoby (o ile nie został do tego upoważniony w specjalny sposób). Po drugie, aby było ono świadome, musi opierać się na rzeczywistym wyborze pomiędzy alternatywnymi stanami6. Dążąc do owego świadomego wyboru, czołowi politycy europejscy wielokrotnie inicjowali dyskusje w ramach Wspólnoty, których przedmiotem był deficyt demokracji unijnych instytucji. W debatach tych nieustannie powracała teza, iż szansą na wzmocnienie demokratycznych postaw w UE jest rozbudowa uprawnień Parlamentu Europejskiego, który stanowi „demokratyczne serce” Unii Europejskiej. Jednocześnie podkreślano, że demokratyczna legitymizacja Wspólnoty może być oparta tylko i wyłącznie na ponadnarodowym zgromadzeniu przedstawicielskim wyłanianym w bezpośrednich wyborach7. Tak silne zainteresowanie procedurą demokratyczną we Wspólnocie wynika zapewne z teorii demokracji, w której kwestia uczestnictwa obywateli w procedurach demokratycznych jest istotnym problemem badawczym8 i zgodnie z przytoczoną koncepcją legitymizacji Beethama stanowi istotę procesu uprawomocnienia danego systemu. Termin „demokracja” pochodzi z języka greckiego i dosłownie oznacza „władzę ludu”. W literaturze przedmiotu można znaleźć stwierdzenie, że rząd demokratyczny wywodzący się z państw–miast starożytnej Grecji i demokratyczne ideały sięgają tego samego okresu. W rzeczywistości nie jest to jednak najszczęśliwsza konstatacja. Wprawdzie z Grecji wywodzi się pojęcie demokracji, ale Grecy nie dostarczyli nam modelu nowoczesnej demokracji. Dlatego też idealna demokracja, w etymologicznym sensie władza ludu, współcześnie nie oznacza, iż wszyscy obywatele mają prawo uczestniczyć w podejmowaniu decyzji politycznych. Prawo to zostało zarezerwowane dla tych, którzy należą do tego samego narodu lub zostali doń włączeni przez naturalizację, a przede wszystkim realizują je przez swoich przedstawicieli9. Takie podejście prowadzi do wyodrębnienia demokracji bezpośredniej, w której poszczególni obywatele zbiorowo podejmują decyzję, jaką politykę przyjąć oraz jakie zasady prawne ustanowić, oraz Ibidem, s. 298. J. Marszałek-Kawa, Parlament…, op. cit., s. 31. 8 Zob. M. Musiał-Karg, Frekwencja wyborcza w Unii Europejskiej – referenda w sprawach „europejskich” oraz wybory do PE, [w:] Europa wielu wymiarów, red. P. Stachowiak, Poznań 2008, s. 130. 9 Zob. M. Marczewska – Rytko, Demokracja bezpośrednia w teorii i praktyce politycznej, Lublin 2001, s. 15. 6 7

[32]

refleksje


Kryzys demokracji przedstawicielskiej zwiastunem końca Unii Europejskiej?

demokracji pośredniej, gdzie najważniejsze decyzje polityczne są zarezerwowane dla reprezentacji obywateli. Ten dziś już klasyczny model demokracji, a ściślej quasi-demokracji w wyniku reform instytucjonalnych i praktyki politycznej stał się również udziałem Unii Europejskiej, w której dochodzi regularnie od 1979 roku do bezpośrednich wyborów przedstawicieli do Parlamentu Europejskiego, jak i referendów europejskich, jakie odbywają się w poszczególnych państwach Wspólnoty. Wybory do PE, jak podkreśla wielu badaczy, mają przede wszystkim legitymizować Wspólnotę, podejmowane w jej obrębie decyzje polityczne i realizowaną w globalnej skali współpracę międzynarodową. Ustaliliśmy, że w Unii Europejskiej realizowany jest postulat demokracji przedstawicielskiej i że jest to model quasi-demokratyczny, który na obecnym etapie rozwoju społecznego, gospodarczego, a przede wszystkim politycznego jest jedynym skutecznym projektem najbliższym ideałowi demos kratos. Ów demokratyczny model może legitymizować sens istnienia Wspólnoty Europejskiej. Czy jednak demokratyczne procedury rzeczywiście spełniają swoje zadanie, stanowiąc jedyną z możliwych dróg dalszego rozwoju procesu integracji europejskiej? Innymi słowy, należy zastanowić się nad stanem instytucji demokratycznych Wspólnoty zwłaszcza zaś powszechnych wyborów. Czy uzasadnione jest twierdzenie, że tylko ustrój demokratyczny może być warunkiem dalszej integracji politycznej w Europie? Należy więc zmierzyć się z mitem demokracji we Wspólnocie Europejskiej kreowanym w bieżącej dyskusji nad integracją europejską. Niezależnie od przyjętej perspektywy badawczej10, obserwując frekwencję wyborczą do Parlamentu Europejskiego, łatwo można zauwa10 W literaturze przedmiotu odnaleźć można wiele perspektyw badawczych dotyczących poziomu frekwencji wyborczej do Parlamentu Europejskiego. Dominujące wydają się jednak dwie: linearna i przestrzenna analiza udziału elektoratu w euroelekcjach. Niewątpliwie w badaniach tych zwraca się szczególną uwagę na: czynniki środowiskowe (percepcja skuteczności i efektywności politycznej rywalizacji rozumianej jako stopień zaangażowania obywateli w przedsięwzięcia podmiotów rywalizacji politycznej; naturę systemu partyjnego, czyli poziom i stopień fragmentaryzacji, który prowadzi do zróżnicowanych strategii wyborczych; działania kampanijne, a w zasadzie profil i charakter oraz sposoby dystrybucji informacji politycznej; tradycję wyborczą w ramach zróżnicowanych historycznie i kulturowo społeczeństw lub rdzennych społeczności; głosownie strategiczne, wyrażane przez akt głosowania o tzw. kalkulatywnym charakterze; dystans czasowy między kolejnymi elekcjami; pogoda; obywatelskie przekonania wyborców) oraz czynniki socjodemograficzne (wiek; status cywilny; miejsce zamieszkania; zaangażowanie religijne; wykształcenie). Zob. R. Wiszniowski, Europejska przestrzeń polityczna. Zachowania elektoratu w wyborach do Parlamentu Europejskiego, Wrocław 2008, s. 326 – 327.

nr 1, wiosna-lato 2010

[33]


Łukasz Scheffs

żyć jej ciągły spadek11. I choć przyczyn takiego stanu rzeczy jest zapewne wiele, w literaturze przedmiotu wskazuje się przede wszystkim na percepcję procesów integracyjnych i ocenę ich skutków w ramach bezpośredniego otoczenia wyborcy. Najistotniejsze w nim są wewnętrzne mechanizmy o systemowym charakterze, takie jak: obligatoryjne głosowanie oraz współwystępowanie wyborów europejskich z wyborami krajowymi. Zdaniem autora niniejszego artykułu najważniejsze są jednak: wiedza i zainteresowanie procesem integracji w szerokim kontekście społecznym. Wobec powyższego należy zastanowić się, czy w debacie o zjednoczonej Europie pierwszoplanowym zagadnieniem nie powinna stać się dyskusja nad programem powszechnej edukacji europejskiej? Idzie tu jednak o specyficzną edukację, którą można określić mianem edukacji podprogowej. Do tej pory bowiem realizowano szereg przedsięwzięć edukacyjnych, które z perspektywy czasu wydają się mniej lub bardziej udanymi akcjami propagandowymi12 czy marke-

11 Frekwencja w wyborach do Parlamentu Europejskiego pierwszej kadencji (kiedy odbyły się bezpośrednie wybory) wyniosła średnio 63%. i w każdych następnych wyborach była coraz niższa, dochodząc do 49%. w państwach starej piętnastki w wyborach szóstej kadencji. Należy przy tym pamiętać, iż stała, wysoka frekwencja w niektórych państwach europejskich wiąże się z występującym w nich obowiązkowym głosowaniem. Niewątpliwie frekwencja spadłaby jeszcze bardziej gdyby w tych państwach znieść obowiązek wyborczy. Dodatkowym problemem dla frekwencji w wyborach do europarlamentu stało się rozszerzenie Wspólnoty o kolejne dwanaście państw. Z dotychczasowych danych wynika bowiem, że frekwencja wyborcza w tych państwach jest prawie dwukrotnie mniejsza niż w państwach starej piętnastki. Zob. K. Polarczyk, Wybory do Parlamentu Europejskiego, parl.sejm.gov.pl/WydBAS.nsf/0/9A4C0579C6B9AD88C12575AC003AE288/$FI LE/Infos_56.pdf, 12.11.2009. 12 Propaganda to szerzenie jakichś poglądów, idei, haseł; to działanie mające na celu pozyskanie kogoś dla określonej idei lub akcji. Zob. Słownik wyrazów obcych PWN. Wydanie nowe, Warszawa 1997, s. 906. Termin propaganda wszedł do powszechnego obiegu dopiero w XX wieku dla określenia taktyk perswazyjnych wykorzystywanych w okresie I wojny światowej by następnie zostać „twórczo” rozwinięty przez reżimy totalitarne – faszyzm i komunizm. Pierwotnie przez propagandę rozumiano rozpowszechnianie stronniczych idei i poglądów z wykorzystaniem kłamstwa, podstępu i niedomówień. Dopiero dzięki dogłębnej analizie ustalono, że propaganda nie była i nie jest cechą wyłącznie złych reżimów, i że często nie ogranicza się do sprytnego oszustwa. Od tego też momentu znaczenie słowa propaganda objęło również sugestię i wywieranie wpływu poprzez manipulację symbolami i przy wykorzystaniu mechanizmów psychologicznych tłumu oraz jednostki. Stąd też konstatacja, iż propaganda obejmuje, tak zręczne posługiwanie się obrazami, sloganami i symbolami, jak i odwołuje się do naszych uprzedzeń i emocji; jest komunikowaniem (przekazywaniem, prezentowaniem) pewnego punktu widzenia, mającym na celu skłonienie odbiorcy do „dobrowolnego” przyjęcia tego punktu widzenia za swój. Zob. A. Pratkanis, E. Aronson, Wiek propagandy. Używanie i nadużywanie perswazji na co dzień, Warszawa 2008, s. 17.

[34]

refleksje


Kryzys demokracji przedstawicielskiej zwiastunem końca Unii Europejskiej?

tingowymi13 niż rzetelną informacją o UE, jej znaczeniu, szansach i zagrożeniach, jakie może ze sobą nieść uniwersalny projekt europejski. Proponowana koncepcja edukacji podprogowej jest powiązana z podprogową prezentacją marki w reklamie komercyjnej. Ten specyficzny sposób reklamy upowszechniony został w Stanach Zjednoczonych i odnosi się do produktów, których reklamowanie jest prawnie zabronione, np. papierosów czy alkoholu. Dosłownie reklama podprogowa polega na finansowym wsparciu właścicieli barów, by do wystroju wnętrz używali określonych kolorów lub kształtów bezpośrednio kojarzonych z produktem. Dotyczy to zwłaszcza mebli, popielniczek i sugestywnych podstawek, które kształtem przypominają fragmenty symbolu graficznego danego produktu, choć nigdzie nie zobaczymy jego logo. Doskonałym przykładem takiej reklamy jest polityka marketingowa koncernu tytoniowego Philip Morris produkującego papierosy Marlboro14. W przypadku podprogowej edukacji chodzi o nieustanne, w miarę możliwości, informowanie obywateli o bieżącej polityce i aktualnych wydarzeniach politycznych Wspólnoty Europejskiej. Powinny być to zarówno informacje ważne i doniosłe dla procesu integracji, jak i tzw. soft news, a więc informacje o charakterze wyraźnie rozrywkowym – quasi-plotki. Nikłe zainteresowanie wyborami do Parlamentu Europejskiego jest niewątpliwie istotnym problemem i to w skali ogólnoeuropejskiej. Analiza absencji wyborczej w elekcjach do PE wskazuje ponadto, że ma ona tendencję wzrostową. Systematyczny spadek frekwencji stanowi także zagrożenie dla podnoszonej uprzednio kwestii legitymizacji, tak wyborów europejskich, jak i całej Wspólnoty. Powszechnie przywoływanym argumentem dotyczącym niskiej frekwencji w wyborach do Parlamentu Europejskiego jest teza, według której wybory te mają niższą rangę – secondo order elections. Jednak, jak podkreśla Magdalena Musiał-Karg, dokonując porównania frekwencji wyborczej 13 Autor niniejszego opracowania przyjął, iż prowadzone do tej pory akcje marketingowe dotyczące integracji europejskiej wpisują się w działania charakterystyczne dla marketingu politycznego. Ten z kolei można określić jako instrument służący do osiągnięcia sukcesów na rynku politycznym, co jest możliwe dzięki odpowiedniej orientacji na obywateli, przejawiającej się w badaniu i poznawaniu ich potrzeb oraz wytwarzaniu takiej oferty politycznej, która najlepiej zaspokajałaby istniejące i rodzące się potrzeby, wprowadzonej we właściwym czasie i właściwym miejscu. Zob. R. Wiszniowski, Marketing wyborczy. Studium kampanii wyborczych w systemach prezydenckich i semiprezydenckich (Finlandia, Francja, Polska, Stany Zjednoczone), Warszawa – Wrocław 2000, s. 17 – 20. 14 Kup mnie, „Forum” 2009, nr 36 (2300).

nr 1, wiosna-lato 2010

[35]


Łukasz Scheffs

w Unii Europejskiej, argument o tzw. secondo order elections nie jest jedynym wyjaśnieniem niskiej frekwencji. Jej zdaniem małe zaangażowanie obywateli w sprawy europejskie (szczególnie nowych państw Unii), wynika również z braku tradycji uczestniczenia w głosowaniach, nikłej wiedzy dotyczącej PE, braku rzeczowej kampanii wyborczej, niezadowolenia społecznego15. W świetle powyższych twierdzeń postulat powszechnej edukacji europejskiej wydaje się uzasadniony. Tylko permanentna edukacja może mieć realny wpływ na wzrost zainteresowania sprawami europejskimi, powszechną partycypację obywateli UE w elekcjach i referendach europejskich, i dzięki temu może stanowić podstawę legitymizacji Wspólnoty i procesu integracji, wyrażającą się w przywoływanej za Beethamem legitymizacji w ramach procesu wyborczego. Otwartym pozostaje pytanie, w jaki sposób realizować tę powszechną edukację obywatelską? Przy użyciu jakich mechanizmów, tak oddziaływać na potencjalnych wyborców, by demokracja przedstawicielska w Unii Europejskiej miała sens i aby wyrażała się wysoką frekwencją wyborczą? „If you don’t know vote no”16. Odpowiedzią na powyższe pytania może być wypowiedź Hansa Pötteringa wygłoszona podczas wizyty w Fundacji Roberta Schumana: „Nasuwa się oczywiste pytanie, z czego wynika deficyt informacji o Unii Europejskiej, kiedy wszystkie instytucje europejskie starają się w różnorodny sposób informować opinię publiczną, czy to poprzez bezpośrednie informacje do mediów, wydarzenia polityczne, programy wizyt dla zwiedzających, czy bezpośredni kontakt z obywatelami przez Internet i nowe media”17 – pyta Pöttering. „Istotną przyczyną tego stanu rzeczy jest” M. Musiał – Karg, Frekwencja…, op. cit., s. 139. Sformułowanie to stało się sloganem kampanii referendalnej prowadzonej w Irlandii przez ugrupowanie Libertas, które nawoływało do odrzucenia Traktatu Lizbońskiego. 17 W tym miejscu należy zauważyć, iż w okresie polskiej kampanii wyborczej do PE Tybetańska Fundacja „Inna Przestrzeń” przeprowadziła projekt społecznego monitoringu wyborów do Parlamentu Europejskiego, w którym zwracała się do poszczególnych kandydatów na europosłów o wyrażenie swojego stanowiska w kwestii sytuacji politycznej Tybetu i zaprezentowanie szczegółowego programu politycznego kandydata. Wnioski z powyższej akcji zawarto w specjalnie przygotowanym raporcie, który nie napawa zbytnim optymizmem. Pierwszym wnioskiem jest fakt ograniczonej możliwości komunikowania się wyborców ze swoimi dotychczasowymi przedstawicielami lub kandydatami. Jeżeli kontakt był nawet możliwy, przy okazji różnego rodzaju konferencji czy forów dyskusyjnych, to trudno było uzyskać szczegółowe odpowiedzi na zadawane pytania. Poszczególni kandydaci, pomimo stanowczych deklaracji, nie przesyłali swoich odpowiedzi również drogą mailową. Zaskakujący, dla twórców projektu był również brak od15

16

[36]

refleksje


Kryzys demokracji przedstawicielskiej zwiastunem końca Unii Europejskiej?

– jego zdaniem – „brak europejskiej opinii publicznej, która mogłaby pomóc w zmniejszeniu owego deficytu. Przekazywaniem informacji o Europie w państwach członkowskich Unii Europejskiej zajmują się media krajowe, a w odniesieniu do korespondentów europejskich zdających relację z Brukseli i Strasburga obowiązują zasady dotyczące polityków europejskich. Przy zamieszczaniu swoich relacji natrafiają oni stale na konkurencję, jaką stanowią relację wydarzeń krajowych. W takich sytuacjach często spycha się ich na gorszą pozycję. Godnym ubolewania jest również fakt, że do udziału w programach telewizyjnych i debatach na tematy mające także wymiar europejski, np. tematy poruszające kwestie migracji, kryzysu finansowego, rynku wewnętrznego lub bezpieczeństwa zapraszani są wyłącznie politycy szczebla krajowego. Należałoby do tego rodzaju dyskusji zapraszać również polityków europejskich mogących przekazać europejski punkt widzenia na poruszane kwestie. W konsekwencji uczestnikom wspomnianych debat niestety często brakuje kompleksowej wiedzy na temat polityki europejskiej. Nie trzeba tłumaczyć, jak trudno jest objaśniać europejską demokrację bez ogólnoeuropejskiego wsparcia ze strony mediów. Poparcie ważnych spraw Unii Europejskiej” – puentuje – „przez krajowych polityków, rządy, posłów do parlamentów krajowych jest zatem nieodzowne, by kwestiom europejskim poświęcono więcej uwagi w informacjach przekazywanych w państwach członkowskich”18. Politycy, środki społecznego przekazu, powszechna debata europejska i udział specjalistów wielu dziedzin, którzy swoje zainteresowania ogniskują wokół procesu integracji europejskiej, jest szansą na powszechny program edukacji, którego efektem może stać się wzrost świadomości obywateli UE. Nie oznacza to, że nagle, niczym za dotknięciem czarodziejskiej różczki nastąpi gwałtowny wzrost frekwencji wyborczej, powstanie świadome i dobrze poinformowane europejskie społeczeństwo obywatelskie, ale Wspólnota Europejska nie będzie już tym mitycznym lewiatanem Europy XXI wieku. A przynajmniej taką można mieć nadzieję. Czy uwzględniając powyższe argumenty, można więc mówić o braku legitymizacji procesu integracji europejskiej, pośrednio zaś kryzypowiedzi bezpośrednio od komitetów wyborczych i partii politycznych, tworzących zaplecze polityczne i logistyczne poszczególnych kandydatów. Szerzej: Wybory do Parlamentu Europejskiego 2009. Projekt społecznego monitoringu, nowy.ratujtybet.org/files/15/wybory_do_ parlamentu_europejskiego _2009_raport.pdf, 12.11.2009. 18 Cyt.: Rozmowa przewodniczącego Parlamentu Europejskiego, Hansa Gerta Pötteringa, www.robert_schuman.eu/doc/enteretiens_europe/ee-34-pl.pdf, 12.11.2009.

nr 1, wiosna-lato 2010

[37]


Łukasz Scheffs

sie Unii i symptomach upadku projektu zjednoczonej Europy? W opinii cytowanego już Beethama wyborczy tryb poparcia objawia się tym, iż dany rząd, system polityczny ma poparcie większości elektoratu ponieważ większość oddała za nim swe głosy. Ma także poparcie mniejszości, ponieważ uczestnicząc w wyborach mniejszość, wyraziła poparcie dla reguł, dzięki którym dany rząd został sformowany, a dany system otrzymał akceptację19. Można także zaryzykować stwierdzenie, że rząd lub system polityczny posiada akceptację tych wszystkich, którzy nie brali udziału w głosowaniu. Trudno bowiem domniemywać, co było powodem ich absencji wyborczej. Jeżeli nawet nieobecność podczas głosowania miałaby być formą protestu, oznaczającą dezaprobatę dla rządu czy systemu, to należy przyznać, że ten niemy sprzeciw nie odniósłby spektakularnych efektów i mógłby pozostać wręcz niezauważony, a przynajmniej niezinterpretowany jako sprzeciw. Z kolei brak protestów społecznych związanych z samymi wyborami lub ich wynikiem pozwala przypuszczać, że nie biorąc udziału w głosowaniu obywatele po pierwsze, akceptują wybór większości, po drugie, nie odczuwają potrzeby zmian oraz nie chcą wyrazić swojego jawnego poparcia dla żadnej ze stron rywalizacji wyborczej. Czy wobec powyższego można mówić o braku legitymizacji Wspólnoty Europejskiej w ramach procesu wyborczego? W Unii Europejskiej nieustannie podnoszony jest problem niskiej frekwencji wyborczej we wszystkich państwach Wspólnoty. Nie zmienia to faktu, że średnia unijna nadal oscyluje wokół 45 %. Wobec tego trudno mówić o braku efektywnego wyboru politycznego, a tylko jego brak może oznaczać utratę legitymizacji wyborczego typu20. Niemniej UE boryka się z poważnym problemem absencji wyborczej. Unijne procedury, instytucje i tworzone w nich prawo dla większości europejczyków to sprawy odległe, by nie powiedzieć drugorzędne. Niepokojące jest także to, że proces ten z każdym rokiem, z każdymi wyborami, z każdym referendum „unijnym” narasta. W długookresowych planach Unia Europejska zmierzać ma do dalszej i pełniejszej integracji, którą można odczytywać jako próbę (prognozę) utworzenia superpaństwa. Pytanie, czy ta wizja jest w ogóle możliwa, jeżeli na obecnym etapie integracji odczuwalny jest brak poparcia i zainteresowania tym projektem wśród obywateli Unii Europejskiej?

19 20

D. Beetham, Legitymizacja…, op. cit., s. 298. Ibidem, s. 300.

[38]

refleksje


Kryzys demokracji przedstawicielskiej zwiastunem końca Unii Europejskiej?

Zakładając, iż podstawą funkcjonowania UE ma być nadal demokracja przedstawicielska, wyrażająca się w bezpośredniej reprezentacji obywateli w Parlamencie Europejskim, legitymizacja w ramach procesu wyborczego jest niezbędna. Tym samym należy uczynić wszystko, by była ona efektywna. I to zadanie, jak wskazywał cytowany wcześniej Pöttering, stoi przed politykami, mediami, urzędnikami z Brukseli i Strasburga, naukowcami i entuzjastami integracji europejskiej. W przeciwnym wypadku pogłębiająca się obecnie absencja wyborcza może być początkiem końca zjednoczonej Europy. Można co prawda próbować przejść od procesu legitymizacji wyborczej do mobilizacyjnego trybu poparcia21, jednak zabieg ten wydaje się mieć niewielkie szanse powodzenia. Demokratyczni przywódcy, którzy próbują w mobilizacyjnym wzorze poparcia społecznego odnaleźć lekarstwo na legitymizację trudności instytucji demokratycznych, muszą pamiętać, że sukces permanentnej mobilizacji politycznej uzależniony jest od żywotności określonych przekonań, które są zazwyczaj efektem opozycyjnych ruchów społecznych i nie mogą być zadekretowane odgórnie22. Uwaga ta jest szczególnie istotna w odniesieniu do wielokulturowej i wielojęzycznej Europy, w której wielość idei, poglądów i wartości przewyższa liczbę państw i narodów.

Summary This article explores the role that legitimacy plays in EU. It begins by defining what democratic legitimacy means in the context of policy. The article argues for a broader understanding of legitimacy, based upon of the relationship between political information and political participation. The article then goes on to explore the extent to which democratic legitimacy exists at the European level and at the national level. The article concurs with existing assessments of European sources of legitimacy, namely that is a very little legitimization. This article

21 Mobilizacyjny typ legitymizacji zakłada, że poparcie wyrażone jest przez długotrwałą, masową aktywność obywateli. Legitymizowane w ten sposób systemy sprawowania władzy są zazwyczaj wynikiem rewolucji, a masowa mobilizacja polityczna jest postrzegana jako kontynuacja procesów rewolucyjnych. Chociaż większa część populacji może zachowywać bierność, aktywność mniejszości wypełnia tę lukę. Co ciekawe ciągła mobilizacja tworzy szczególne zapotrzebowanie na przywódców o charyzmatycznych kwalifikacjach. Zob. D. Beetham, Legitymizacja…, op. cit., s. 299. 22 Ibidem, s. 300.

nr 1, wiosna-lato 2010

[39]


Łukasz Scheffs

asks what the role played by democratic legitimacy and what this legitimization can tell us about the nature of EU politics. Nota o autorze Łukasz Scheffs [lukasz.scheffs@amu.edu.pl] – doktorant na Wydziale Nauk Politycznych i Dziennikarstwa UAM w Pracowni Marketingu Politycznego. Jego zainteresowania koncentrują się wokół tematyki szeroko pojętego marketingu politycznego, demokracji i integracji europejskiej. W kręgu jego zainteresowania znajduje się również kwestia bezpieczeństwa międzynarodowego Polski i personalizacji polskiej sceny politycznej w kontekście zachowań politycznych i społecznych wyborców.

[40]

refleksje


Fikcyjny Tra Adam Jaskulski Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu

Fikcyjny Traktat Lizboński

P

ma na celu nakreślenie pewnych elementów sytuacji politycznej i prawnej, jakie wyłoniły się w związku z ratyfikacją i wejściem w życie Traktatu Lizbońskiego (TL), w płaszczyźnie najistotniejszych wyzwań stawianych przed reformą traktatową i przed samą Unią Europejską1. Nastąpi także generalna ocena zmian niesionych przez Traktat Lizboński dla funkcjonowania Unii Europejskiej. W niniejszym artykule staram się udowodnić tezę, iż z racji wyczerpania programu pogłębiania integracji europejskiej oraz w związku z okolicznościami niepowodzenia wejścia w życie Traktatu ustanawiającego Konstytucję dla Europy, głównym celem wprowadzania w życie TL, w szczególności po jego odrzuceniu w pierwszym referendum przez obywateli Irlandii, było potwierdzenie znaczenia i dynamizmu całego projektu jakim jest Unia Europejska. Długo oczekiwany przez większość polityków, biurokratów, dziennikarzy TL wszedł w życie 1 grudnia 2009 r. Pytaniem, które pojawia się w tym kontekście, jest pytanie o sens forsowania tego aktu prawnego za wszelką cenę oraz realny wpływ jego postanowień na rozwój i przekształcenia Unii Europejskiej. Jeśli spojrzeć na postanowienia TL można bardzo łatwo dojść do wniosku, co prawda przeciwnego niż powszechnie głoszonego przez większość polityków, iż jest to Traktat o charakterze porządkującym, przede wszystkim sankcjonujący zmiany, które w rzeczywistości w UE już funkcjonują, co dokładniej będzie przedmiotem analizy w dalszej części artykułu. Dlatego też jednocześnie należy odpowiedzieć na pytanie: dlaczego mimo to istniała tak ogromna presja na państwa członkowskie i obywateli Irlandii, aby TL został ratyfikowany? rezentowany artykuł

1 W tekście artykułu odwołując się do przepisów Traktatów, będę wykorzystywał Wersje skonsolidowane Traktatu o Unii Europejskiej i Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej opublikowane w Dzienniku Urzędowym UE, Seria C 115 , 09/05/2008 P. 0001 – 0388; odwołując się do skrótów TUE (Traktat o Unii Europejskiej) oraz TFUE (Traktat o funkcjonowaniu Unii Europejskiej).

nr 1, wiosna-lato 2010

[41]


Adam Jaskulski

Wyjaśnienie przyjęte w niniejszym artykule stwierdza, iż ogromny nacisk na forsowanie tego projektu związany był z koniecznością pokazania przez instytucje UE i polityków europejskich żywotności i witalności całego projektu, jakim jest Unia. Należy postawić pytanie, czy przyjęcie TL nie stało się celem samym w sobie, aby pokazać rozwój UE, a w praktyce jego postanowienia i ich wpływ na działanie UE miały charakter marginalny jako motywy działań większości państw członkowskich i instytucji UE w kontekście promocji powodzenia całego projektu. Pytanie o sens realnych zmian prawa pierwotnego należy połączyć z pytaniem o możliwe do osiągnięcia cele samej Unii Europejskiej. W sytuacji, gdy nie mamy obecnie „wielkich projektów” jak w drugiej połowie lat 80–tych i w latach 90–tych dwudziestego wieku (projekt ukończenia budowy rynku wewnętrznego, Unia Gospodarcza i Walutowa), tym samym nie jest tak, iż zmiany w zakresie prawa pierwotnego mają umożliwić osiągnąć WE/UE jakiś głębszy poziom integracji europejskiej, jakkolwiek byśmy go nie rozumieli. Pojawia się pytanie o pewną granice rozwoju Unii Europejskiej w aspekcie pogłębiania współpracy pomiędzy państwami członkowskimi. Nie odnosząc się do pytania o ostateczny kształt tego, co jest dziś Unią Europejską, należy określić możliwe płaszczyzny pogłębiania integracji w przyszłości, czyli przestrzenie, które Unia mogłaby zagospodarować swoją aktywnością. Najbardziej oczywistą jest kontynuowanie projektu unii politycznej, na którą składa się przede wszystkim współpraca w zakresie polityki zagranicznej oraz polityki bezpieczeństwa. Ewentualne postępy, jeśli w ogóle nastąpią, nie będą jednak zmianami o charakterze jakościowym, co najwyżej ilościowym. Jest to wynikiem ograniczeń strukturalnych Wspólnej Polityki Zagranicznej i Bezpieczeństwa (WPZiB) i Europejskiej Polityki Bezpieczeństwa i Obrony (EPBiO), a wynikających ze stosunku państw członkowskich do tych obszarów, które są praktycznie całkowicie domeną suwerennych praw członków UE. Patrząc na rozwój tego obszaru przez ostatnie kilkanaście lat, nie można oczekiwać w najbliższej przyszłości jakichkolwiek zasadniczych zmian w stanowiskach państw członkowskich do głębszej integracji w tym obszarze. Drugim możliwym polem ekspansji działalności UE jest Obszar Bezpieczeństwa, Wolności i Sprawiedliwości (OBWiS). Szczególnie interesujące będzie włączanie dawnego trzeciego filaru w obszar prawny dawnego reżimu prawnego odnoszącego się do Wspólnoty Europej-

[42]

refleksje


Fikcyjny Traktat Lizboński

skiej. Jednakże należy także pamiętać o pewnych specyficznych mechanizmach, które powodują, iż nadal w tym zakresie mamy pewne odmienności w procesie stanowienia prawa, które pozwalają zachować większą kontrolę państw członkowskich nad integracją w tym obszarze. Wydaję się, że OBWiS będzie jak w kilku ostatnich latach polem dynamicznej współpracy w ramach UE, jednakże i w tym kontekście pojawia się pytanie o „wielki projekt”, który mógłby być tu celem napędzającym rozwój całej UE, w przypadku WPZiB takim mitycznym celem jest wspólna polityka zagraniczna UE, która miałaby zastąpić politykę państw członkowskich czy równie nieokreślony projekt armii europejskiej. Natomiast w przypadku współpracy z zakresu wymiaru sprawiedliwości i spraw wewnętrznych nawet powołanie prokuratury europejskiej nie będzie czymś przełomowym, a tym bardziej na tyle istotnym, aby jednoczyć wokół tego celu państwa członkowskie i nadawać sens integracji europejskiej. Przyjęty Traktat Lizboński potwierdza diagnozę, iż jedyne na co obecnie stać proces integracji europejskiej to usprawnianie procesu podejmowania decyzji oraz walka z „deficytem demokracji” (jeśli coś takiego w ogóle istnieje2), choć i tutaj niektóre przyjęte rozwiązania z tego punktu widzenia są mało znaczące, a inne kontrowersyjne. Postanowienia mało znaczące to te, które sankcjonują wcześniejsze praktyki dotyczące przebiegu procesu decyzyjnego. Należy tu wskazać zmiany w sposobie głosowania większością kwalifikowaną (o czym dokładniej poniżej), które wzmacniają pozycję najludniejszych państw członkowskich. Jednakże zgodnie z wcześniejszą praktyką, na co wskazały chociażby opisane w innym miejscu negocjacje dotyczące obsady nowych stanowisk unijnych, to RFN, Francja i Wielka Brytania podejmowały w swoim gronie decyzje najważniejsze, z drugiej strony, żaden projekt wysuwany czy to przez KE, czy państwo członkowskie, bez uprzednio uzyskanego poparcia ze strony przynajmniej dwóch z trzech wymienionych państw, nie miał szansy na przyjęcie go na forum Rady. Przykładem kontrowersyjnej zmiany jest obowiązek konsultacji aktów prawnych z parlamentami narodowymi państw człon2 A. Moravcsik, jeden z główny badaczy UE kwestionuje stosowanie tego pojęcia do UE, gdyż stwierdza, iż należy odejść od idealistycznego pojmowania demokracji jako ustroju, a dokonać porównania funkcjonujących demokracji w Europie Zachodniej z systemem UE i na tej podstawie konkluduję, że w praktyce demokracja w Unii spełnia te same kryteria funkcjonowania jak demokracje państw zachodnioeuropejskich. A. Moravcsik, The Myth of Europe’s “Democratic Deficit”, „Intereconomics: Journal of European Economic Policy” November – December 2008 s. 331 – 340.

nr 1, wiosna-lato 2010

[43]


Adam Jaskulski

kowskich, jeśli spojrzeć na to z punktu widzenia szybkości procesu decyzyjnego, w szczególności (o czym niżej) gdy ich realna możliwość zablokowania niekorzystnego z ich punktu widzenia aktu prawnego jest niemożliwa, bez współpracy z Radą lub PE. W związku z podjętą wcześniej próbą zastąpienia całego prawa pierwotnego przez Traktat ustanawiający Konstytucję dla Europy, jednym z głównych tematów dyskusji jakie pojawiły się w badaniach nad UE oraz jako temat powszechnie obecny w mediach była tzw. konstytucjonalizacja Unii Europejskiej3. Nie wdając się w rozważania co do precyzyjnego znaczenia samego pojęcia, należy tylko wskazać, iż nie można pojmować, jak wielu to czyniło, tego procesu poprzez pryzmat zmian o charakterze formalnym, czy de facto wprowadzania nazewnictwa, które miałoby świadczyć o nadaniu Unii Europejskiej konstytucji. Oczywiście pewne stanowiska teoretyczne, konkretnie związane z analizą dyskursu, czy niekiedy szerzej z konstruktywizmem, w tych faktach widziały zasadniczą zmianę jakościową. Natomiast autor niniejszego artykułu, stojąc na stanowisku racjonalistycznym, uważa, iż wprowadzanie zmian tylko o charakterze językowym, bez zmiany substancji danych elementów, nie ma realnego wpływu na kształtowanie rzeczywistości. Obecna struktura i sposób funkcjonowania UE powoduje, iż normy, które kształtują strukturę oraz reguły funkcjonowania, są de facto normami o charakterze konstytucyjnym. Jest to tzw. żywa konstytucja, która kształtuje się, szczególnie ostatnimi latami, przede wszystkim przez określoną praktykę oraz zmiany formalnoprawne, ale na poziomie podtraktatowym. Dlatego ważniejszym badawczo, ale i praktycznie, pytaniem jest problem kierunku i tempa tzw. pełzającego konstytucjonalizmu. Analizując Traktat Lizboński, który jest elementem procesu kształtowania „żywej konstytucji”, trudno jednoznacznie zidentyfikować kierunek tego rozwoju. Jak wskazano powyżej główną osią zmian jest próba usprawniania funkcjonowania instytucji i poprzez to pośrednio całego systemu politycznego, a więc kierunek owego pełzającego konstytucjonalizmu można określić jako: konsolidacja i zwiększenie efektywności systemu instytucjonalnego oraz legitymizacji systemu politycznego.

3 Zob. K. Bachmann, Konwent o przyszłości Europy. Demokracja deliberatywna jako metoda legitymizacji władzy w wielopłaszczyznowym systemie politycznym, Wrocław 2004.

[44]

refleksje


Fikcyjny Traktat Lizboński

Tym samym paradoksalnie porażka próby reformy konstytucyjnej, rozumianej z jednej strony jako upadek Traktatu Konstytucyjnego a z drugiej jako minimalistyczne podejście do reform wniesionych przez Traktat Lizboński, jest potwierdzeniem stabilności obecnie istniejącego europejskiego porządku konstytucyjnego4. W kilku artykułach napisanych w związku z projektem i upadkiem Traktatu Konstytucyjnego oraz obecnie TL, Andrew Moravcsik, główny przedstawiciel dominującego spojrzenia teoretycznego na UE, jakim jest liberalizm międzyrządowy, wskazuje na degresywny charakter zmian proponowanych przez te dwie propozycje zmiany prawa traktatowego, w stosunku do projektów jakim był Jednolity Akt Europejski (JAE) czy Traktat o Unii Europejskiej, powszechnie zwany Traktatem z Maastricht5. W artykułach tego autora można znaleźć zasadniczą krytykę obecnych zmian oraz stylu ich wprowadzania. W wielu argumentach przez niego prezentowanych należy przyznać mu rację. W szczególności A. Moravcsik obala argumenty osób, które widziały sens w forsowaniu tych projektów, szczególnie TK jako instrumentu mającego na celu zmniejszyć deficyt demokracja w UE oraz zwiększyć jej legitymizację. A. Moravcisk stwierdza, iż zwiększenie możliwości partycypacji obywateli nie prowadzi automatycznie do tego, iż ich udział w życiu politycznym UE się zwiększa, ponieważ jak wskazują przytaczane badania, sprawy, którymi zajmuje się Unia Europejska, dla obywateli mają trzeciorzędne znaczenie. Mają oni świadomość, że nadal głównym podmiotem wpływającym na ich codzienną egzystencję i możliwość realizowania podstawowych potrzeb jest państwo, tym samym brak jest motywacji do angażowania się w rozstrzyganie spraw na poziomie UE6. Wysuwanie argumentu o potrzebie dokonywania zmian instytucjonalnych w związku z kolejnymi rozszerzeniami UE i stąd konieczność wprowadzania traktatów reformujących (TK i TL), także nie jest właściwym uzasadnieniem. Po pierwsze, wszelkie dostosowania instytucjonalne można wpisać w negocjowany traktat akcesyjny niezależnie od tego, czy miałby być one tylko ekstrapolacją istniejącego systemu, czy też jego zasadniczą reformą, gdyż należy pamiętać, iż takie zmiany traktatowe, podobnie jak normalne rewizje traktatów założy4 A. Moravcsik, What Can We Learn from the Collapse of the European Constitutional Project? A Symposium, „Politische Vierteljahresschrift”, 47:2, s. 219. 5 A. Moravcsik, The European Constitutional Settlement, „World Economy” Vol. 31 Issue 1, January 2008, s. 157 – 158. 6 A. Moravcsik, What Can…op. cit., s. 225 – 231.

nr 1, wiosna-lato 2010

[45]


Adam Jaskulski

cielskich muszą być ratyfikowanie przez parlamenty narodowe wszystkich państw członkowskich. Po drugie, w praktyce nastąpił pewien regres w stosunku do Traktatu Nicejskiego, jeśli chodzi o problematyczny, zbyt duży skład Komisji Europejskiej. Państwom członkowskim mogło wręcz zależeć na jak najszybszym ustanowieniu zmian, które znosiły system nicejski, wymuszający już od 2009 roku powołanie KE z mniej liczebnym składem komisarzy, niż jest państw członkowskich w UE. Natomiast w obecnym stanie prawnym (bardzo podobnie byłoby w przypadku wejścia w życie tzw. Traktatu Konstytucyjnego), reforma została odłożona przynajmniej do roku 2014, a istnieje możliwość, nawet po tej dacie, nie zmniejszania składu KE7. Pomimo rozszerzenia wraz z każdą reformą traktatową zakresu spraw głosowanych większością kwalifikowaną (qualified majority voting – QMV) w Radzie, nadal ta instytucja w przypadkach, gdy prawo przewiduje głosowanie QMV, w ponad 90% przypadków podejmuje decyzje na zasadzie konsensusu. W praktyce nawet system głosów ważonych, mający charakter degresywnie proporcjonalny czy preferujący państwa małe i średnie kosztem dużych, nie zapobiegł powstaniu rzeczywistości, w której to w praktyce i tak największe państwa członkowskie zawsze decydowały, w którym to kierunku powinien zmierzać proponowany kompromis. Przechodzenie od roku 20148 na systemie QMV oparty na rzeczywistej liczbie ludności nie zmieni zbyt wiele, będzie tylko potwierdzeniem istniejącego obecnie stanu faktycznego. Dodatkowo należy zwrócić uwagę na mechanizmy zabezpieczające umieszczone w samym TL, które nakazują w przypadkach zebrania określonego procentu mniejszości blokującej (a nie samej mniejszości!) kontynuowanie negocjacji nad danym dossier. Obecnie, nawet w przypadku uzyskania przez prezydencję poparcia wymaganej QMV, poszukuje ona nadal poparcia dla danej propozycji we wszystkich państwach członkowskich, a fakt uzyskania QMV powoduje jedynie większą elastyczność ze strony państw członkowskich, które znajdują się w mniejszości, w zakresie forsowanych stanowisk, tak aby zbliżając się do osiągniętej już większości, mimo wszystko uzyskać pewne ustępstwa z jej strony, na rzecz przyjęcia danej decyzji poprzez konsensus. Dlatego też należy uznać, iż system QMV ma przede wszystkim charakter mobilizacyjny dla państw członkowskich w zakresie bardziej

7 Art. 17 TUE oraz art. 4 Protokółu w sprawie rozszerzenia Unii Europejskiej, dołączonego do Traktatu ustanawiającego Wspólnotę Europejską w wersji nicejskiej. 8 Art. 16 TUE.

[46]

refleksje


Fikcyjny Traktat Lizboński

aktywnego i ugodowego osiągania porozumienia. Jak już zostało zaznaczone, oparcie QMV stricte na liczbie ludności będzie sankcjonować obecny stan, gdy to największe państwa członkowskie decydują i tak o kształcie podejmowanych decyzji. Czy poprzez zwiększenie zakresu spraw głosowanych większością kwalifikowaną w Radzie i zmianą samej formuły QMV doszło do wzmocnienia metody wspólnotowej czy międzyrządowej? Wydaje się jednak, iż fakt wzmocnienia dużych państw członkowskich, które przede wszystkim działają we własnym interesie, a interes samej Unii bardzo często schodzi na dalszy plan, a tym samym osłabienie państw mniejszych, powoduje, iż w tym zakresie należy jednak wskazywać na wzmocnienie metody międzyrządowej. Jak się wskazuje, to małe państwa członkowskie były od zawsze adwokatem wzmacniania pozycji ciał niezależnych od państw członkowskich. Oceniając postanowienia o „zasadach demokratycznych”9, należy stwierdzić na wstępie, iż Unia jako projekt polityczny (pewna idea zjednoczonej Europy z instytucjami wyposażonymi we władzę polityczną) był, jest i jeszcze długo zapewne zostanie projektem elit, eurokratów i kilku sektorowych grup interesu. Dla przeciętnego obywatela UE jest co najwyżej pewną płaszczyzną współpracy gospodarczej. Analizując sam TL, należy wskazać, iż po pierwsze, rola parlamentów narodowych ma zostać wzmocniona w procesie decyzyjnym, ale nadal będą to tylko pewne sygnały dotyczące ewentualnej niezgodności projektu aktu prawnego z zasadą pomocniczości, natomiast pozostanie brak realnej możliwości blokowania proponowanych rozwiązań. Wpisany wyraźnie obowiązek przekazywania propozycji przyjęcia aktów prawnych oraz innych dokumentów wydawanych przede wszystkim przez KE w praktyce występował już znaczenie wcześniej. Tak naprawdę problem realnego wpływu parlamentów narodowych na proces decyzyjny w UE rozwiązywany jest nie na linii instytucje UE – parlamenty narodowe, ale na linii parlamenty narodowe – rządy poszczególnych państw członkowskich, czyli na forum polityki wewnętrznej danego państwa członkowskiego. Przepisy o demokracji przedstawicielskiej poprzez reprezentowanie obywateli przez posłów w PE oraz pośrednią kontrolę swoich przedstawicieli w Radzie Unii Europejskiej oraz w Radzie Europejskiej są tylko potwierdzeniem istniejącego stanu i nie przyznają obywatelom UE żadnych nowych uprawnień. Podobnie przepisy przede 9

Art. 9 – 12 TUE.

nr 1, wiosna-lato 2010

[47]


Adam Jaskulski

wszystkim o charakterze deklaratoryjnym, dotyczące wsłuchiwania się UE w głosy obywateli, możliwość ich udziału w debacie publicznej czy wpływania poprzez różnego rodzaju organizacje społeczeństwa obywatelskiego na funkcjonowanie UE są tylko potwierdzeniem istniejącej praktyki, co do której nie należy przywiązywać w rzeczywistości większego znaczenia z racji ograniczonego sposobu ich wykorzystywania oraz mało efektywnego wpływu na rzeczywiście realizowane polityki UE. Obywatelska inicjatywa legislacyjna, główny punkt projektu zwiększania wpływu obywateli na proces decyzyjny w UE, jest prawem, które w praktyce nie będzie miało większego znaczenia. Wymóg prawny zebrania co najmniej 1 mln podpisów obywateli z obecnie nieokreślonej liczby państw członkowskich, brak wyraźnych regulacji co do charakteru obowiązku, jaki będzie ciążył na KE w momencie wpłynięcia takiego projektu, oraz przede wszystkim niskie zainteresowanie dużych grup obywateli sprawami rozpatrywanymi przez UE, powodują, iż już dziś można ocenić wprowadzenie tej instytucji jako elementu bardzo mało znaczącego dla praktyki politycznej UE. Podobnie politycy UE oraz państw członkowskich mają świadomość pewnej fasadowości tej instytucji, a więc znów należy zadać pytanie o sens tego typu działań. Czy możliwość złożenia takiej inicjatywy realnie wpłynie na stan demokracji w UE? Jednocześnie pewnym paradoksem jest wprowadzanie TL tworzącego przynajmniej formalnie Unię bardziej demokratyczną, szczególnie z perspektywy obywateli, w taki niedemokratyczny sposób tj. poprzez forsowanie drugiego referendum w Irlandii w celu jego przegłosowania. Jeżeli w praktyce obywatele mają tylko jedną możliwą odpowiedzi w zakresie decydowania o przyszłości, rozwoju UE to powstaje pytanie jaki jest w ogóle sens pytania ich o zdanie. Jest to tylko niepotrzebna strata czasu, energii, środków finansowych oraz narażanie całego projektu na śmieszność. Błędem samym w sobie jest prosić obywateli o decydowanie o sprawach: po pierwsze które ich zasadniczo nie interesują; po drugie, o których nie mają wiedzy, gdyż przyjmowanie fikcji, iż jakakolwiek kampania przedreferendalna umożliwi zrozumienie sensu tych zmian jest po prostu nieporozumieniem. Demokracja powinna się opierać na ograniczonym, ale jednak w pewnym zakresie świadomym wyborze pomiędzy dostępnymi opcjami, natomiast jakiekolwiek referendum dotyczące zmiany traktatów założycielskim w żadnym wypadku nie spełnia tego kryterium.

[48]

refleksje


Fikcyjny Traktat Lizboński

Czy wybór Przewodniczącego RE i Wysokiego Przedstawiciela był przykładem zasad demokratycznych, na których zgodnie ze zmienionym TUE ma opierać się „nowa” Unia? Osoba Przewodniczącego RE może spełniać określone ważne funkcje w zakresie jej działania, jednakże nie można się dziwić państwom członkowskim, szczególnie tym największym, iż nad jego zdolności przywódcze przedłożono jego zdolności mediacyjne. Czy przewodniczący forsowany zasadniczo przez Francję i RFN będzie miał silny mandat do wypełniania swojej roli w oczach pozostałych państw członkowskich? Czy jego pozycja i, co ważniejsze, rola nie będzie podobna do tej, jaką odegrał były prezydent Francji Valéry Giscard d’Estaing jako przewodniczący Konwentu w sprawie przyszłości Unii Europejskiej, czyli de facto reprezentanta interesów tych dwóch państw członkowskich. Można mieć nadzieję, iż jako obywatel Belgii będzie miał on bardziej na celu dobro całej Unii niż tandemu francusko–niemieckiego, jednakże ponieważ jest on wybierany na stosunkowo krótki czas i zapewne nadal chciałby pełnić tą funkcję, będzie miał tylko dwa i pół roku, aby wykazać swoją przydatność państwom, którym zawdzięcza swój wybór i ewentualną możliwość reelekcji. Dodatkowo fakt powiązania szefa państwa albo rządu państwa członkowskiego, które w danym momencie sprawuje przewodnictwo w Radzie, z przewodniczącymi poszczególnych formacji RUE (z wyłączeniem Rady ds. Zagranicznych) powoduje, iż każda propozycja forsowana przez Przewodniczącego RE musi mieć jego poparcie, tak aby możliwe było podjęcie decyzji prawotwórczej na poziomie RUE, dlatego wydaje się, iż to nadal szef państwa lub rządu sprawującego przewodnictwo w RUE będzie w znacznej mierze decydował o kierunku decyzji podejmowanych przez Radę Europejską. Być może nie w pełni został dostrzeżony wpływ zasadniczej zmiany polityki zagranicznej i europejskiej RFN na funkcjonowanie i przyszłość całego projektu europejskiego. Odejście Niemiec od roli pierwszego sługi Europy pełnionej przez kilka dziesięcioleci i przejście na pozycje budowania swojej roli globalnej poprzez wykorzystanie zasobów udostępnianych przez jednoczącą się Europę, ukierunkowywanie ich na realizację celu, jakim jest ostateczne zrzucenie jarzma winowajców, państwa odpowiedzialnego za wywołanie drugiej wojny światowej po pięćdziesięciu latach integracji na kontynencie europejskim, powoduje, iż ten proces doczekał się zmiany jakościowej, mającej zasadniczy wpływ na jego przyszłość. Niemcy jako państwo sprawujące prezydencję w pierwszej połowie 2007 były tym aktorem, który w praktyce zapewnił sukces kolejnej

nr 1, wiosna-lato 2010

[49]


Adam Jaskulski

konferencji międzyrządowej (IGC). To ich przywódczyni Angela Merkel, była osobą w której pokładano nadzieję na rozwiązanie swego rodzaju kryzysu niemocy. Nie zwracano się o to do KE czy Parlamentu, ale właśnie do Niemiec. Poprzez bardzo restrykcyjne i stanowcze podejście RFN udało się bardzo dokładnie określić obszary spraw, które w ramach IGC będą podlegały negocjacjom, a także te, które zostaną pominięte i po prostu przeniesione z wcześniejszego projektu Traktatu. Niemcy w ten sposób właściwie wywiązały się z roli stawianej przed prezydencją, jednakże nadal pozostaje pytanie o kierunek obecnej polityki europejskiej RFN. Angela Merkel od czasów powołania Wspólnot jest kanclerzem traktującym integrację europejską najbardziej pragmatycznie spośród swoich wszystkich poprzedników. Brak jest obecnie w polityce niemieckiej jakichkolwiek rewolucyjnych koncepcji dotyczących UE, ta polityka jest nastawiona na trwanie UE jako podmiotu wspierającego realizację polityki wewnętrznej RFN. Podobnie postawa innych państw członkowskich naznaczona jest tym samym sposobem myślenia. Z punktu widzenia następstwa prawnego, jakie nastąpiło pomiędzy WE a UE w płaszczyźnie prawnomiędzynarodowej10, nie należy w tym fakcie doszukiwać się istotnych konsekwencji prawnych. Koniecznością jest pamiętanie, iż przed wejściem w życie TL niektóry badacze przypisywali UE podmiotowość prawnomiędzynarodową z powodu możliwości zawierania umów międzyrządowych przez Radę w ramach II i III filaru. Jednocześnie nie ma wątpliwości, że te filary miały charakter międzyrządowy, a więc z faktu przekształcenia UE w organizację międzyrządową nie można wywodzić wniosku, iż wzmocni to charakter międzyrządowych tego podmiotu. Wręcz przeciwnie, należy zadać pytanie, jak długo będzie trwało rozciąganie przez ETS zasady pierwszeństwa i zasady bezpośredniej skuteczności norm obowiązujących do tej pory w ramach WE na dawny III filar. Tym samym dojdzie do powiększenie obszaru stosowania metody wspólnotowej. Wyraźnie wskazanie kompetencji przyznanych UE (zasada przyznania)11 jest istotnym krokiem w zakresie regulacji stosunków pomiędzy państwami członkowskimi a UE. Jednakże należy zwrócić uwagę, iż w praktyce nie nastąpiły tu istotne zmiany w stosunku do funkcjonującego wcześniej stanu prawnego, tzn. TL nie dokonuje przesunięć w zakresie kompetencji pomiędzy UE a państwami członkowski10 11

Art. 1 TUE. Art. 4 – 5 TUE oraz art. 2 – 6 TFUE.

[50]

refleksje


Fikcyjny Traktat Lizboński

mi, które nie miałyby odzwierciedlenia w dotychczasowej praktyce. Warto także podkreślić, że w ostatnim okresie mieliśmy do czynienia raczej z oddawaniem przez WE pewnych spraw państwom członkowskim niż z kierunkiem odwrotnym, przede wszystkim w zakresie szeroko rozumianej polityki gospodarczej. Dawny art. 308 TWE (obecny 352 TFUE), obecnie w zmienionej wersji, niesie ze sobą dość ważne zmiany, mianowicie dochodzi rozszerzenie zakresu, w jakim UE może przyznawać sobie nowe uprawnienia konieczne do osiągnięcia celów zakładanych przez Traktat, uprawnień, których TFUE jej nie przyznał. O ile do 1 grudnia 2009 mogło to następować tylko w zakresie celów związanych z realizacją rynku wewnętrznego, o tyle obecnie dotyczy wszystkich polityk regulowanych w TFUE, a więc także tych wchodzących w skład OBWS. Tym samym odrzucają uzasadnienie związane z realną koniecznością dokonywania zmian prawa pierwotnego czy z ich rewolucyjnym charakterem, co, jak zostało podniesione, wiąże się z usankcjonowaniem pewnej praktyki, a z drugiej strony z faktu, iż nawet dokonanie zmian w systemie głosowania nie spowoduje w praktyce odejścia od polityki konsensu rządzącej tym sposobem podejmowania decyzji, podobnie odrzucając argument dbałości o stan demokracji w UE, należy poszukiwać innego uzasadnienia dla podejmowanych reform. Tym uzasadnieniem jest obawa polityków państw członkowskich oraz przedstawicieli UE przed wejściem Unii w permanentny kryzys tożsamości. Ewentualne zablokowanie zmian po raz kolejny przez obywateli UE, a więc odmówienia legitymizacji temu projektowi byłoby zatrważające w sytuacji, gdy celem proponowanych zmian przynajmniej formalnie było zbliżenie UE do obywateli, demokratyzacji i legitymizacja tego systemu. Dlatego też niezależnie od realnego wpływu Traktatu Lizbońskiego na funkcjonowanie UE, jego wejście w życie było, z punktu widzenia rządów państw członkowskich i instytucji unijnych, najwyższą koniecznością. Czynnikiem, który może mieć ogromny wpływ na dalszy rozwój integracji europejskiej oraz UE, a który obecnie bardzo trudno określić, jest postawa orzecznicza Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości. ETS już w przeszłości niejednokrotnie był propagatorem zmian o charakterze w praktyce rewolucyjnym dla funkcjonowania i przyszłości WE/UE, które to umożliwiły powstanie struktury o charakterze supranarodwym i quasifederalnym12. 12 Pomimo użycia tych pojęć zdaję sobie sprawę z ogromnej ich niejasności i nieadekwatności, jednakże z racji dość ograniczonego aparatu pojęciowego dotyczącego okre-

nr 1, wiosna-lato 2010

[51]


Adam Jaskulski

Obecnie politycy nie są zainteresowani dalszą integracją, gdyż w bezpośredni sposób oddziałuje to na ograniczenie ich władzy. Do tego brak jest czynnika, który w jakikolwiek sposób zachęcał ich do działań pogłębiających proces integracji. Ostatnim czynnikiem, nie mniej ważnym, jest brak zrozumienia i poparcia obywateli państw członkowskich dla jakichkolwiek kolejnych projektów związanych z rozwojem integracji europejskiej. Konsekwencją kolejnego zasadniczego kroku w ramach procesu pogłębiania integracji byłoby zniesienie państwa narodowego w Europie Zachodniej i Centralnej, co w obecnym systemie westfalskim nie jest możliwe.

Summary From the point of view of many European politicians, the Treaty of Lisbon should enable great development in the functioning of European Union. However, having analyzed the amendments introduced by this Treaty, one has to admit that either most of the changes had already functioned in the EU political system before December 2009, as political practice, or the changes have no major impact on EU. Therefore, a question should be posed why Lisbon Treaty was such an important issue for politicians that they wanted to ratify it despite the ‘no’ voting in Ireland. The only reasonable cause that could lead politicians to such a move is the fact that integration is still a vital process for the existence of EU. Another failure of treaty amendments could be seen as the end of the European project. Nota o autorze Adam Jaskulski [adam.jaskulski@amu.edu.pl] – magister w zakresie nauki o polityce, magister nauk prawnych. Obecnie doktorant w Pracowni Badań nad Integracją Europejską Wydziału Nauk Politycznych i Dziennikarstwa UAM w Poznaniu. Zainteresowania badawcze: prawo Unii Europejskiej, teorie i koncepcje integracji europejskiej, system instytucjonalny UE ze szczególnym uwzględniem problematyki prezydencji, polityka zagraniczna i bezpieczeństwa UE. Współredaktor książki: „Razem w sieci. Obywatele wobec zmian klimatycznych i przyszłości enegretycznej Unii Europejskiej” ślania UE w polskiej literaturze, te dwa pojęcia wydają się być najbardziej jednoznaczne oraz intersubiektywnie zrozumiałe.

[52]

refleksje


Współczesne Dorota Wiśniewska Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu

Współczesne wyzwania dla integrującej się Europy. Problem pakietu klimatyczno-energetycznego i zaopatrzenia w surowce energetyczne

Historia integracji europejskiego rynku energii akończenie II wojny światowej zapoczątkowało rozkwit idei integracyjnych na kontynencie europejskim. Największe poparcie zyskały wówczas projekty powiązań pomiędzy państwami Europy Zachodniej, które charakteryzował podobny, obniżony poziom rozwoju gospodarczego, spowodowany zniszczeniami wojennymi, oraz podobne systemy polityczne i społeczne, oparte na jednakowych zasadach ustrojowych1. Jeden z inicjatorów jednoczącej się Europy, Jean Monet, w 1945 roku wyraził swoje przekonanie, że dobrobyt łatwiej jest osiągnąć na poziomie europejskim niż narodowym. W związku z tym droga do integracji politycznej jest długa i wiedzie nieuchronnie przez ekonomię2. Historia Unii Europejskiej zaczęła się od potrzeby współpracy w zakresie wspólnej polityki energetycznej. Dlatego za oficjalny początek procesu kształtowania się struktur wspólnotowych uznaje się dzień 9 maja 1950 r., w którym francuski Minister Spraw Zagranicznych Robert Schuman przedłożył projekt utworzenia ponadnarodowego ugrupowania gospodarczego kontrolującego produkcję węgla i stali w państwach członkowskich. W efekcie powołano Europejską Wspólnotę Węgla i Stali w kwietniu 1951 r.3. W myśl postanowień zawartego w Paryżu traktatu, celem EWWiS było przyczynianie się do rozwoju gospodarczego, wzrostu zatrudnienia i poziomu życia w pań-

Z

1 A. Przyborowska-Klimczak, Prawne aspekty procesu integracji europejskiej – rys historyczny, [w:] Prawo Unii Europejskiej, red. J. Barcz, Warszawa 2006, s. 3. 2 C. Michelle, Unia Europejska. Organizacja i funkcjonowanie, Warszawa 2007, s. 38. 3 A. Przyborowska-Klimczak, Prawne…, op. cit., s. 3.

nr 1, wiosna-lato 2010

[53]


Dorota Wiśniewska

stwach członkowskich4. Traktat o EWWiS dał bowiem początek łączeniu poszczególnych sektorów i działań gospodarczych, które ostatecznie miało doprowadzić do utworzenia wspólnego rynku. Ten ostatni miał być osiągnięty poprzez znoszenie opłat przywozowych i wywozowych, podatków o podobnym znaczeniu oraz ograniczeń ilościowych w obrocie węglem i stalą5. Kwestie energetyczne w ramach integracji sześciu państw skupiały się wyłącznie wokół kontroli wydobycia i dystrybucji węgla kamiennego. Kolejnym postępem w kierunku integracji było powołanie Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej. Zalecała ona swoim sygnatariuszom stworzenie wspólnego rynku6. Co ważniejsze, Traktaty Rzymskie powoływały Europejską Wspólnotę Energii Atomowej, która miała zająć się poszukiwaniem alternatywnych dla tradycyjnych źródeł energii. O ile węgiel kamienny mógł być wydobywany w dużych ilościach w Europie Zachodniej, o tyle paliwa płynne i gaz ziemny musiały być importowane z państw trzecich. Konsekwencją takiej kalkulacji było rozpoczęcie badań nad energetyką atomową7. Celem nowo powstałej organizacji było ustanowienie warunków niezbędnych dla stworzenia oraz szybkiego rozwoju przemysłu jądrowego. Już w pierwszych latach działalności EWEA okazało się, że wyznaczone jej cele nie są możliwe do realizacji. Ważną przyczyną nieudanej próby integracji w sektorze energetycznym okazały się zbyt wysokie koszty produkcji energii elektrycznej z energii atomowej8. Dynamika, która towarzyszyła procesom integracyjnym w pierwszym dziesięcioleciu ówczesnej EWG została zahamowana w latach siedemdziesiątych w wyniku recesji spowodowanej m.in. kryzysem naftowym oraz załamaniem się światowego systemu monetarnego. Te niesprzyjające okoliczności stały się impulsem do przeciwdziałania skutkom pogłębiającego się kryzysu oraz ustanowienia w 1973 r. specjalnego Komitetu Energetycznego, który miał za zadanie przygotować projekty dokumentów Rady WE w ramach polityki energetycznej. W 1974 r. przyjęto plan działania pt. Polityka energetyczna Wspólnoty – cele na 1985 r. Zawierał on m.in. plan działań, jakie mają podjąć 4 A. J. Nehrebecki, Wspólna polityka energetyczna UE, „Stosunki Międzynarodowe” 2009, nr 3-4 (t. 40), s. 126. 5 Ibidem, s. 5. 6 C. Michelle, Unia…, op. cit., s. 42. 7 E.Synowiec, Przyczyny powstania oraz cele funkcjonowania Wspólnot Europejskich, [w:] Unia Europejska. Przygotowanie Polski do Członkostwa, red. E. Kawecka-Wyrzykowska, Warszawa 2001, s. 25. 8 Z. Doliwa-Klepacki, Encyklopedia Organizacji Międzynarodowych, Warszawa 1999, s. 48 – 49.

[54]

refleksje


Współczesne wyzwania dla integrującej się Europy...

Państwa Członkowskie w celu zwalczania skutków kryzysu energetycznego (zmniejszenie konsumpcji o 15%, wzrost wykorzystania energii nuklearnej, energii geotermalnej oraz gazu; ograniczono tym samym zużycie ropy naftowej jako źródła energii)9. Skupiał się także na przeciwdziałaniu postępującemu uzależnieniu od importu źródeł energii, zwłaszcza ropy naftowej. Tak zdefiniowana polityka energetyczna nie koncentrowała się wówczas na żadnych potencjalnych zagrożeniach wynikających ze zmian klimatu. Kolejnym istotnym wydarzeniem na drodze integracji było podpisanie Jednolitego Aktu Europejskiego, który dążył do stworzenia unii ekonomicznej i monetarnej10. Na podstawie JAE włączono do TEWG postanowienia dotyczące ochrony środowiska11. Był to pierwszy moment w historii integracji, w którym zwrócono uwagę na potrzebę wspólnych działań na rzecz ochrony środowiska. Utworzenie Unii Europejskij miało być kolejnym etapem w rozwoju integracji europejskiej. Celem UE było zapewnienie trwałego i zrównoważonego postępu gospodarczego i społecznego, a także ustalenie unii gospodarczej i pieniężnej. Rozszerzono wówczas postanowienia dotyczące ochrony środowiska12. W 1992 r. Komisja Europejska przedstawiła swoje propozycje dotyczące koncepcji tworzenia wspólnych rynków energii elektrycznej i gazu. Podkreślono wówczas dążenie do liberalizacji rynku energetycznego dzięki stopniowemu wdrażaniu odpowiednich dyrektyw. Pierwsze konkretne przepisy dotyczące energetyki w prawie wspólnotowym dotyczyły rozszerzenia kompetencji WE o środki w dziedzinie energetyki oraz kwestie dotyczące ochrony środowiska. Po Traktacie z Maastricht UE położyła nacisk na liberalizację rynków energii elektrycznej i gazu oraz tworzenie jednego wewnętrznego rynku energii. Nadal pracowano nad pojęciem polityki energetycznej UE. W 1995r. wydano tzw. „białą księgę”, w której zalecono ochronę środowiska naturalnego przed szkodliwym wpływem produkcji i tranzytu energii13. Obserwując procesy integracyjne UE w zakresie energii i działań na rzecz poprawy klimatu, należy stwierdzić są one dalekie od pierA. J. Nehrebecki, Wspólna…, op. cit., s. 129 – 130. Z. Wysokińska, J. Witkowska, Integracja Europejska. Rozwój rynków, Warszawa 2000, s. 28. 11 A. Przyborowska-Klimczak, Prawne…, op. cit., s. 13. 12 A. Przyborowska – Klimczak, Prawne…, op. cit., s. 16. 13 A. J. Nehrebecki, Wspólna…, op. cit., s. 132. 9

10

nr 1, wiosna-lato 2010

[55]


Dorota Wiśniewska

wotnych założeń. Wiele państw chce prowadzić indywidualną politykę w tym zakresie, by nie pogarszać jej kosztem stanu własnej gospodarki. Niestabilność światowych rynków energii i wzrastające znaczenie ochrony środowiska naturalnego sprawiły, że tak ważnym postulatem od 2007 r. stały się zintegrowane działania na rzecz zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego oraz ochrona środowiska naturalnego. W tym celu w 2007 r. KE wydała komunikat pt. Europejska polityka energetyczna, skupiający się na przeciwdziałaniu zmianom klimatycznym, zwiększeniu bezpieczeństwa energetycznego i konkurencyjności14. Działania UE na rzecz dywersyfikacji źródeł energii oraz ochrony środowiska

Obecnie, pięćdziesiąt lat po rozpoczęciu procesów integracyjnych, pomimo głębokiego stadium wzajemnych powiązań i utworzenia ram dla jednej z najbardziej rozwiniętych gospodarek na świecie, UE stoi przed wieloma dylematami natury rozwojowej. Do tych problemów możemy zaliczyć kwestię polityki energetycznej i ochrony środowiska naturalnego. Stanowią one obecnie ważny cel polityki UE oraz istotną barierę dla pogłębiania się procesów integracyjnych. Na takie stwierdzenie wpływa fakt, że funkcjonowanie gospodarek jest silnie uzależnione od mocy wytwarzania energii elektrycznej oraz dostępu do surowców energetycznych. Polityka energetyczna państw silnie uzależniona jest od czynników zewnętrznych, w tym wydarzeń na rynkach światowych ropy naftowej oraz postępu technicznego umożliwiającego pozyskiwanie innych niż tradycyjne źródeł energii. Do czynników determinujących politykę energetyczną UE należą: dostępność, ceny ropy naftowej i gazu ziemnego, wzrastające uzależnienie UE od ich importu, postępujące zapotrzebowanie na energię, degradacja środowiska naturalnego, a także potrzeba poprawienia konkurencyjności gospodarki europejskiej15. Taką poprawę będzie można osiągnąć przede wszystkim poprzez racjonalizację wykorzystania dostępnych nośników energii. Istotnym jest, by ta poprawa nie postępowała kosztem środowiska naturalnego. Jednak poprawa środowiska naturalnego nie może stać się głównym priorytetem polityki UE w krótkim okresie. Tak zdefinio-

14 MEMO/07/7, Strategia energetyczna dla Europy – Komisja stawia czoła wyzwaniom, jakie stoją przed energetyką w XXI, s. 1, http://europa.eu, 30.01.2010. 15 A. Gwiazda, Polityka energetyczna w erze malejącej podaży ropy naftowej, „Wspólnoty Europejskie” 2009, nr 4 (197), s. 56.

[56]

refleksje


Współczesne wyzwania dla integrującej się Europy...

wane cele mogą spowodować wiele negatywnych skutków ekonomiczno-społecznych. Dlatego też państwa członkowskie powinny skupić się na wypracowaniu łatwiejszego do realizacji planu. Zamiast zmuszać się nawzajem do naprawienia błędów, których geneza sięga początków rewolucji przemysłowej i dotyczy wszystkich gospodarek świata, winno się uwzględnić specyfikę poszczególnych gospodarek. Obawy wynikające z zagrożeń, jakie niosą zmiany klimatu, sprawiły, że UE postanowiła zintensyfikować działania na rzecz przeciwdziałania zmianom klimatu oraz osiągnąć pozycję lidera w tej dziedzinie16. W tym celu w 2007 r. KE wezwała do podjęcia jak najszybszych działań, które zagwarantują, że „wzrost średniej globalnej temperatury nie przekroczy poziomu sprzed okresu uprzemysłowienia o więcej niż 2 stopnie Celcjusza”17. W niniejszym komunikacie KE przekonywała o wykonalności i opłacalności przedsięwzięcia, o ile państwa emitujące największe ilości zanieczyszczeń podjęłyby natychmiastowe działania18. Komunikat opierał się na opublikowanym w 2005 r. projekcie powstrzymywania zmian klimatycznych na świecie, zawierającym zalecenia dotyczące polityki UE w dziedzinie zmian klimatu. KE zaleciła, by UE podjęła polityczne kroki sprzyjające osiągnięciu do 2012 r. nowego światowego porozumienia nawiązującego do pierwszych zobowiązań podjętych w ramach protokołu z Kioto. W 2007 r. KE przyjęła nowatorski projekt legislacyjny, tzw. pierwszy „pakiet klimatyczny”, dzięki któremu Unia Europejska miałaby stać się wiodącą gospodarką opartą na czystej energii. Ambitny cel zakładał obniżenie emisji dwutlenku węgla o 20% do 2020 r. oraz jednoczesny wzrost wydajności energetycznej i wykorzystania źródeł energii odnawialnej. Projekt klimatyczny zaproponowany przez Komisję Europejską obejmuje System Handlu Emisjami, dotyczący głównie emisji dwutlenku węgla, zakładający wprowadzenie kwot emisyjnych do obrotu handlowe16 Charlemegne, A change climate. European Union is struggling to deliver on its promises to cut carbon emissions, „The Economist” 18.10.2008. 17 Komunikat Komisji Europejskiej do Rady, Parlamentu Europejskiego, Komitetu Ekonomiczno-Społecznego oraz Komitetu Regionów, Ograniczenie globalnego ocieplenia do 2 stopni Celcjusza w perspektywie roku 2020 i dalszej, Bruksela, 10.01.2007, KOM (2007) 2 wersja ostateczna, s. 1 – 4, http://www.mos.gov.pl, 30.01.2010. 18 W opublikowanym w 2005 roku komunikacie Komisji pt. Powstrzymanie zmian klimatycznych na świecie, dowiedziono że korzyści z ograniczenia zmian klimatu znacznie przewyższają koszty podejmowanych działań. Wyniki badań potwierdzają zakres oddziaływań zmian klimatu na rolnictwo, rybołówstwo, zjawisko pustynnienia, różnorodność biologiczną, zasoby wodne, śmiertelność związana z wysokimi i niskimi temperaturami itd.

nr 1, wiosna-lato 2010

[57]


Dorota Wiśniewska

go oraz ich coroczną redukcję (kwoty emisyjne miałyby być naliczane na poziomie europejskim). Drugim elementem pakietu jest chęć zwiększenia zużycia energii odnawialnej (do 2020 r. miałaby ona pokrywać piątą część zapotrzebowania UE). Trzeci priorytet wskazuje na dziesięcioprocentowe zużycie biopaliw w sektorze transportowym do 2020 r. Ostatnie założenie projektu wskazuje na utworzenie ram prawnych oraz gwarancji wsparcia finansowego dla budowy instalacji służącej do wychwytywania i składowania dwutlenku węgla. Tak zdefiniowane kierunki działań państw członkowskich mają doprowadzić do bezpiecznego zasilania UE i przerwania związku pomiędzy rozwojem gospodarczym a degradacją środowiska naturalnego. Porozumienie 27 państw członkowskich UE w wymienionych sprawach dałoby UE pozycję lidera w światowej gospodarce energetycznej. Jednak by osiągnąć taką pozycję, konieczne jest długoterminowe ustabilizowanie przepisów o ochronie środowiska. Pakiet energetyczno-klimatyczny powinien przede wszystkim zwiększyć bezpieczeństwo zasilenia poprzez zwiększenie różnorodności dostępnych zasobów energetycznych oraz integrację wewnętrznego rynku energii elektrycznej. Wzrost udziału energetyki odnawialnej i efektywności energetycznej powinien zmniejszyć tempo wzrostu importu ropy naftowej i gazu. Korzyści z przyjęcia tak zdefiniowanego rozwiązania szacuje się na około 61 mld euro rocznie: to coroczna oszczędność wynikająca ze zmniejszenia importu ropy naftowej i gazu ziemnego na poziomie ok. 50 mld euro rocznie oraz 11 mld euro z tytułu ograniczenia zanieczyszczenia powietrza. Równocześnie bezpośrednie koszty wdrażania nowego pakietu legislacyjnego wyniosą ok. 0,5-0,6% PKB UE do 2020 r.19. Jednak by zaproponowane przez KE cele mogły odnaleźć zastosowanie w rzeczywistości, niezbędne jest wsparcie ze strony rządów. Konieczne jest utworzenie światowych mechanizmów handlu emisjami gazów cieplarnianych, wsparcie rozwoju technicznego energetyki odnawialnej, elektrowni atomowych oraz technik wychwytywania i składowania gazów cieplarnianych. Poprawa działania rynku energii wymagałaby ograniczenia przeszkód w wolnym przepływie energii elektrycznej na terenie Europy. Wiele państw, w tym Polska, Niemcy czy Wielka Brytania chciałyby mieć większą swobodę w tworzeniu strategii osiągnięcia nałożonych przez KE celów.

19 D. Michalski, Europejski rynek energii elektrycznej po roku 2012 – w kierunku czystej energii, „Wspólnoty Europejskie” 2009, nr 5 (198), s. 49 – 51.

[58]

refleksje


Współczesne wyzwania dla integrującej się Europy...

Negocjacje na rzecz ustalenia nowego ładu klimatycznego Wydarzeniem, w którym pokładano duże nadzieje prawnej regulacji omawianej kwestii była XIV Konferencja Stron Ramowej Konwencji Narodów Zjednoczonych w sprawie zmian klimatu, która trwała w dniach 1-12 grudnia 2008 r. w Poznaniu. Celem spotkania było utworzenie zrębów nowego światowego porozumienia o redukcji emisji dwutlenku węgla, które zastąpi umowę z Kioto wygasającą w 2012 r. W porównaniu do protokołu z Kioto (w którym ustalono średnią redukcję emisji dwutlenku węgla o 5,4 proc. do 2010 r.), dyskutowane w Poznaniu cięcia emisji miały być dużo większe – rzędu 30% do 2020 r., a nawet 80% w perspektywie 2050 r.20. Od samego początku zdawano sobie sprawę, że negocjacje nie będą należały do najłatwiejszych, ponieważ tak duże cięcia w emisji dwutlenku węgla będą wymagać dużych i kosztownych zmian w gospodarkach państw. Z drugiej strony, mogą stać się impulsem do modernizacji społeczno-gospodarczej. Zakładano, że wstępne porozumienie w Poznaniu miałoby zostać ostatecznie zatwierdzone na kolejnej konferencji klimatycznej w Kopenhadze w grudniu 2009 r. Już wówczas wiedziano, że brak porozumienia w Poznaniu będzie oznaczał fiasko obrad w Kopenhadze. W kontekście opisywanych powyżej celów szczyt w Poznaniu był szczególnie ważny dla UE, którą uważano za lidera w przeciwdziałaniu groźnym zmianom klimatu. Dlatego już w 2007 r. KE opracowała dyrektywy energetyczno-klimatyczne, których cele zostały przedstawione wyżej. Zdaniem ekspertów unijny pakiet klimatyczno-energetyczny jest największą w dotychczasowej historii świata próbą przestawienia potężnej gospodarki na bardziej ekologiczną21. Chcąc stać się wzorem dla innych gospodarek, UE stanęła przed poważnym problemem wewnętrznym. Szybko okazało się, że projekt pakietu przygotowany przez Komisję Europejską nie zyskał akceptacji wielu krajów UE, w tym... Polski, formalnie sprawującej przewodnictwo nad obradami konferencji ONZ w Poznaniu. Polska, podobnie jak osiem innych państw regionu oraz Włochy i Niemcy, stwierdziła, że obecna wersja pakietu jest zbyt kosztowna dla państw Regionu Europy Środkowo-Wschodniej. Pakiet energetyczno-klimatyczny stał się poważnym obszarem sporów w ramach Unii Europejskiej. W wyniku realizacji tego pakietu emisja dwutlenku węgla w Unii musiałaby zmniejszyć się o 20% do 2020 r. Przewiduje on też, że po 2013 r. elektrownie i ciepłownie 20 21

K. Niklewicz, Oczy Świata zwrócone na Poznań, „Gazeta Wyborcza” 28.11.2008. K. Niklewicz, UE poprawi klimat?, „Gazeta Wyborcza” 1.12.2008.

nr 1, wiosna-lato 2010

[59]


Dorota Wiśniewska

musiałyby kupować wszystkie zezwolenia na emisję dwutlenku węgla. Polska razem z wymienionymi państwami UE zablokowała ten pakiet, argumentując to faktem oparcia ich energetyki na węglu (w ok. 90%). Wprowadzenie opisywanych rozwiązań spowodowałoby znaczny wzrost cen energii, według niektórych analiz – nawet o 90%22, co znacząco wpłynęłoby na stan gospodarek. Tak drastyczne podniesienie cen mogłoby pociągnąć za sobą szereg innych negatywnych skutków tj. wzrost cen towarów, zmniejszenie produkcji, względnie przeniesienie jej do innych państw, co wiąże się ze wzrostem bezrobocia i inflacji. Wobec tego sprzeciwu przewodząca Unii Francja zaproponowała modyfikację pakietu, według której przez pierwsze dwa lata (2013-15) polskie elektrownie musiałyby kupować „tylko” 50% zezwoleń. Jednak już od 2016 r. musiałyby kupować wszystkie. Polski rząd odrzucił i tę ofertę. Przyjął dopiero propozycje przedstawione na szczycie w grudniu 2009 r. Wówczas Polska uzyskała 60 mld zł w ramach tzw. pakietu solidarności w celu modernizacji polskiej elektroenergetyki: wymianę przestarzałych bloków węglowych, inwestycje proekologiczne oraz rozwój odnawialnych źródeł energii23. Polska zasugerowała także stopniowe wprowadzanie obowiązku kupowania zezwoleń na aukcjach do 2020 r. oraz utrzymanie darmowych zezwoleń na emisję CO2 dla nowoczesnych elektrociepłowni produkujących ciepło i prąd24. Przeciwne stanowisko wobec tej propozycji zajęli Niemcy, twierdząc że darmowe emisje stałyby się pretekstem dla ich firm do podwyższania cen klientom. Ich rzeczywisty interes tkwił jednak w chęci uzyskania darmowych emisji w sektorach emitujących znaczne ilości dwutlenku węgla: cementowym, wapiennym, stalowym czy chemicznym. Wskazane sektory odpowiadają za 67% niemieckiej emisji25. Polskie i niemieckie postulaty okazały się całkowicie sprzeczne, a ich jednoczesne wprowadzenie sprawiłoby, że mechanizm handlu zezwoleniami nie mógłby funkcjonować. Państwa Europy Środkowej wskazały na konieczność solidaryzmu bogatszych państw Zachodu wobec biedniejszych, nowych członków UE. Po dwunastu dniach negocjacji w Poznaniu powołano Fundusz Adaptacyjny, który jest zdecydowanym sukcesem dla państw najuboższych. Jego zadaniem jest finansowanie inwe22 Według polskich naukowców ograniczenie emisji dwutlenku węgla przez nowoczesną elektrownię węglową spowodowałoby wzrost kosztu produkcji energii o 50 – 90%, a wdrożenie reform zajęłoby nawet od 6 do 8 lat. 23 D. Michalski, Europejski…, op. cit., s. 54. 24 Y. Tebriz, Szczyt Klimatyczny w Poznaniu, http://globaleconomy.pl., 12.02.2010. 25 D. Pszczółkowska, Pakiet niezgody klimatycznej, „Gazeta Wyborcza” 20.10.2008.

[60]

refleksje


Współczesne wyzwania dla integrującej się Europy...

stycji proekologicznych26. Innym pozytywnym osiągnięciem była deklaracja Meksyku i Brazylii o chęci przeciwdziałania zmianom klimatycznym. W poznańskim szczycie pokładano nadzieję przyjęcia Wspólnej wizji, czyli dokumentu, który będzie wskazywał, jak bardzo w przyszłości kraje zredukują swoje emisje dwutlenku węgla. Ekolodzy (i niektóre rządy) mieli nadzieję, że we Wspólnej wizji zapisana zostanie 25% do 40% redukcja emisji do 2020 r. Ostatecznie Wspólnej wizji zabrakło. Różnice zdań między delegacjami były tak duże, że nie udało się nawet dokonać wspólnej oceny stanu realizacji protokołu z Kioto. Państwa UE po trudnych negocjacjach przyjęły plan redukcji dwutlenku węgla do atmosfery27. Oczekiwania względem Konferencji COP 14 nie zostały spełnione, co negatywnie nastrajało do planowanej na grudzień 2009 r. konferencji w Kopenhadze. Konferencja Stron Ramowej Konwencji ds. Zmian Klimatycznych Narodów Zjednoczonych w Kopenhadze z grudnia 2009 r. została zaplanowana jako kluczowe wydarzenie, mające na celu przyjęcie wiążącego prawnie porozumienia określającego nowy globalny ład klimatyczny. Miałby on obowiązywać po wygaśnięciu z końcem 2012 r. ustaleń Protokołu z Kioto. Zadanie okazało się niewykonalne. Bardzo złożony proces negocjacyjny wymagał uwzględnienia złożonych interesów politycznych, gospodarczych, zaszłości historycznych, wzięcia odpowiedzialności za przeszłość i przyszłość28. Już przed formalnym rozpoczęciem szczyt nie miał dobrej prasy. Przyczyną był m.in. skandal Climatgate, w którym hakerzy włamali się do baz danych Climate Research Unit University of East Anglia29. Ujawniono e-maile wskazujące, że naukowcy celowo manipulują wynikami badań, by utrzymać twierdzenie, iż to działalność człowieka jest przyczyną ocieplania się klimatu30. Dodatkowo podczas szczytu doszło do przerwania obrad w wyniku protestu organizacji pozarządowych. Spór dotyczył małych wysp na Pacyfiku, dla których zmieniający się klimat może ozna26 K. Niklewicz, M. Kuźmicz, Sukces o gorzkim smaku porażki, „Gazeta Wyborcza” 15.12.2008. 27 Ibidem. 28 E. Bendyk, Kopenhaskie klimaty, „Polityka” 6.12.2009. 29 CRU jest jednym z najważniejszych ośrodków badań klimatu, zajmujący się m.in. zbieraniem i przechowywaniem danych ze stacji pomiarowych z całego świata oraz rekonstrukcją danych historycznych. 30 Wśród badaczy powszechne jest zdanie, że trudno udowodnić związek między emisją dwutlenku węgla do atmosfery a zmianami klimatycznymi. Ostatnie zlodowacenie, jakie miało miejsce na Ziemi, zaczęło ustępować 16 tysięcy lat temu, trudno wówczas oskarżać o to człowieka.

nr 1, wiosna-lato 2010

[61]


Dorota Wiśniewska

czać zatopienie. Kolejnym utrudnieniem w procesie negocjacyjnym było opublikowanie przez brytyjską gazetę „Guardian” dokumentów wskazujących na zmuszanie przez ONZ państw rozwijających się do wyrażenia zgody na konkretne obniżki emisji i inne posunięcia, których pierwotnie nie przewidziano31. Porozumienie zakładało przyznanie krajom rozwiniętym wyższych limitów emisji dwutlenku węgla na mieszkańca niż państwom ubogim. Miałyby one wynieść w 2050 r. odpowiednio 2,67 i 1,44 tony. Takie ustalenia zrywały z zasadą protokołu z Kioto, zgodnie z którą główny ciężar zatrzymania zmian klimatu miał spoczywać na krajach uprzemysłowionych32. Umowa z Kopenhagi nie przyniosła przełomu w polityce klimatycznej. W efekcie UE nie zwiększy zobowiązań redukcji emisji dwutlenku węgla i będzie zmuszona dostosować swoją strategię ograniczania emisji dwutlenku węgla do realiów światowych. Podczas konferencji Stany Zjednoczone wyraziły niechęć do ponoszenia nadmiernych zobowiązań klimatycznych kosztem wzrostu gospodarczego. Podobną do Stanów Zjednoczonych politykę prowadzą Chiny, które od początku negocjacji w ramach konwencji klimatycznej godziły się tylko na dobrowolne działania33. Warto dodać, że Stany Zjednoczone planowały niższe ograniczenie emisji gazów cieplarnianych (o 3-4%)34 w porównaniu z UE (20-30 proc.) do 2020 r., co wydało się być bardziej rozsądnym rozwiązaniem w kontekście ówczesnego załamania gospodarczego. Konferencja w Kopenhadze nie utwierdziła UE o słuszności jej polityki energetyczno-klimatycznej35.

31 Awantura o klimat: porażka szczytu w Kopenhadze, „Rzeczpospolita” 24.12.2009. 32 Ł. Ruciński, P. Rudzki, Skandal na szczycie w Kopenhadze, „Rzeczpospolita” 9.12.2009. 33 M. Kozmana, Ochrona klimatu poległa w walce ze wzrostem PKB, „Rzeczpospolita” 21.12.2009. 34 Amerykańska Agencja ds. Środowiska nie uważa dwutlenku węgla za gaz szkodliwy dla zdrowia człowieka. 35 Polska będzie w najbliższym roku zabiegała przede wszystkim o to, by UE nie zmieniała celu redukcji emisji CO2 z obecnych 20% na 30%. Porażka konferencji w Kopenhadze jest argumentem przemawiającym na korzyść polskiej propozycji. W czasie obrad COP15 okazało się, że Polska może liczyć na poparcie nie tylko państw z regionu Europy Środkowo-Wschodniej, ale także np. Włoch. Polska będzie też nadal zabiegała o zachowanie nadwyżek praw do emisji CO2. W ramach protokołu z Kioto Polska zmniejszyła emisję gazów cieplarnianych o 29% zamiast wymaganych 6%. Dzięki temu posiada nadwyżkę uprawnień do emisji 500 mln ton CO2, które są warte ok. 2 mld euro. Mogą jednak stracić ważność po 2012 r. gdy wygasają obecne zobowiązania protokołu z Kioto.

[62]

refleksje


Współczesne wyzwania dla integrującej się Europy...

Porozumienie zawarte w Kopenhadze, którym zakończył się szczyt COP 15, nie zostało przyjęte przez wszystkich 193 uczestników. Ponadto nie stanowi też prawnie wiążącego dokumentu, zaakceptowanego zgodnie z zasadami ONZ przez strony konwencji klimatycznej. Ma za zadanie otworzyć drogę do przyjęcia w przyszłości prawnej umowy dla ochrony klimatu w ramach konwencji. Można jednocześnie stwierdzić że porozumienie kopenhaskie zakłada dobrowolność w prowadzeniu polityki ochrony klimatu, co stanowi całkowitą porażkę w konfrontacji z jej założeniami. Konferencja w Kopenhadze uświadomiła wielu uczestników społeczności międzynarodowej o zmianie sił zachodzących w układzie globalnym36. Wielu uczestnikom konferencji, w tym UE, zostało wyperswadowane przeświadczenie o tym, że świat jest nadal unilateralny, a kluczem do rozwiązania problemów jest włączenie do umowy Stanów Zjednoczonych. Należy pamiętać, że porozumienie końcowe zostało wynegocjowane w wąskim gronie pięciu państw: RPA, Brazylii, Chin, Indii i USA. Dopiero ich efekty przedstawiono pozostałym stronom do akceptacji. Pozostawiono im jedynie wybór: zaakceptowania lub odrzucenia tekstu końcowego. Konferencja w Kopenhadze pokazała jak bardzo istotna jest pozycja Chin. Kraj ten nie zalicza się już go grupy państw rozwijających się (G77), ale stawia stanowcze wymagania adekwatne do swojej pozycji na arenie międzynarodowej. Podobnie postępują Indie i Brazylia, których świadomość o własnej potędze wzrasta. Zaskakującym okazało się zlekceważenie zdania UE i Rosji. Wewnętrzne animozje oraz wygórowane ambicje tej pierwszej sprawiły, że nie potrafiła być partnerem ani dla Stanów Zjednoczonych, ani dla Chin. Można by powiedzieć, że w obliczu trwającego wówczas kryzysu gospodarczego i skupienia uwagi na innych problemach, wygórowane wymagania UE nie przekonywały nikogo. Stanowisko UE wydaje się niezrozumiałe, zwłaszcza w kontekście ilości emitowanego przez nią dwutlenków węgla. W skali światowej UE emituje zaledwie 10% szkodliwego gazu37. Problem zmieniającego się klimatu łączy się z wzrastającym niedoborem surowców energetycznych UE. Zdaniem KE działania podejmowane przez UE w celu zmian klimatu mogłyby znacząco wpłynąć na jej bezpieczeństwo energetyczne. Według obliczeń, import gazu ziem-

36 Z. Karaczun, A. Kassenberg, Droga od nadziei do frustracji, „Rzeczpospolita” 21.12.2009. 37 A. Słojewska, Unia Europejska gotowa do walki o klimat, „Rzeczpospolita” 29.01.2009.

nr 1, wiosna-lato 2010

[63]


Dorota Wiśniewska

nego i ropy naftowej zmniejszyłby się do 2030 r. nawet o 20%38. Sytuacja wydaje się tym bardziej poważna jeśli uwzględnimy, że za deficyt obrotów handlowych UE odpowiada głównie import surowców energetycznych. W 2008 r. łączny deficyt UE wzrósł do rekordowego poziomu 242,1 mld euro (eksport wyniósł 1309 mld, a import 1551 mld euro). W 2008 r. produkty energetyczne były największą grupą towarów importowanych przez kraje unijne osiągając wartość 303 mld euro39. W związku z wzrastającym znaczeniem bezpieczeństwa energetycznego, kwestia ta została uregulowana w Traktacie o funkcjonowaniu UE w art. 194: „W ramach ustanowienia lub funkcjonowania rynku wewnętrznego oraz z uwzględnieniem zachowania i poprawy środowiska naturalnego, polityka Unii w dziedzinie energetyki ma na celu, w duchu solidarności między Państwami Członkowskimi: zapewnienie funkcjonowania rynku energii, zapewnienie bezpieczeństwa dostaw energii w Unii, wspieranie efektywności energetycznej i oszczędności energii, jak również rozwoju nowych i odnawialnych form energii oraz wspieranie wzajemnych połączeń między sieciami energii”40. Traktat nie narusza prawa państw członkowskich do określenia warunków wykorzystania jego zasobów energetycznych, wyboru miedzy różnymi źródłami energii i ogólnej struktury jego wyposażenia w energię41. W związku z mało precyzyjnym określeniem solidarności energetycznej, od początku 2010 r. trwają prace w PE nad interpretacją tej zasady. Jest to konieczne, by uodpornić państwa członkowskie bardziej narażone na naciski polityczne i gospodarcze ze strony dostawców gazu i ropy. Unijno-rosyjski sojusz energetyczny Opisując tak zdefiniowane bezpieczeństwo energetyczne, należy wspomnieć o unijno-rosyjskim sojuszu energetycznym. Jego początek związany jest z objęciem w 2000 r. władzy przez W. Putina w Rosji. Wówczas to Kreml uczynił z polityki energetycznej główny instrument reform gospodarczych i polityki zagranicznej, a UE zaczęła traktować kwestie bezpieczeństwa energetycznego jako priorytetowe. Przebieg dialogu energetycznego do końca drugiej kadencji W. Putina był deterKomunikat Komisji Europejskiej do Rady…, op. cit., s. 5. P. Stefaniak, Surowce energetyczne zwiększają deficyt obrotów handlu zagranicznego UE, „Wirtualny Nowy Przemysł”, http://finanse.wnp.pl, 27.08.2009. 40 Traktat o funkcjonowaniu Unii Europejskiej, art. 194, ust. 1, 2. 41 Ibidem, art. 192, ust. 2, litera c. 38 39

[64]

refleksje


Współczesne wyzwania dla integrującej się Europy...

minowany splotem wielu okoliczności i uwarunkowań. Wiązały się one m.in. z reformami wewnętrznymi realizowanymi w UE, jej rozszerzeniem na Wschód, skutkującym wzrostem uzależnienia energetycznego rozszerzonej UE od Rosji, inicjatywami UE mającymi na celu wzmocnienie europejskiego bezpieczeństwa energetycznego oraz wspierającymi reformy w kompleksie paliwowo-energetycznym42. Od 2000 r. stała się jednym z podstawowych instrumentów formowania relacji unijno-rosyjskich. Niestety Rosja zaczęła działać w tej sferze według kryteriów politycznych, a nie wolnorynkowych. Początkowo strony zakładały, że prowadzony dialog doprowadzi do komplementarności energetycznej między Wschodem i Zachodem oraz urzeczywistnienia synchronizacji dwóch strategii energetycznych. Niestety w praktyce państwa UE uświadomiły sobie wagę bezpieczeństwa energetycznego w sytuacji kurczących się zasobów, a Rosja wykorzystała zasoby surowcowe do realizacji celów polityki międzynarodowej43. Konfliktogenny charakter polityki energetycznej ujawnił się zwłaszcza po rozszerzeniu UE na wschód. Wzrastająca asymetria wynikała z rosyjskich aspiracji do uzyskania pozycji lidera na rynku energetycznym. Urzeczywistnieniu tych aspiracji miała służyć m.in. rosyjska „strategia klucza energetycznego”. Miała ona uniezależnić Rosję od odbiorców europejskich, pozwalając na selektywne prowadzenie polityki energetycznej „za pomocą rur”. Jej negatywne skutki miały już okazję odczuć niektóre państwa unijne. W efekcie został ujawniony brak spójnej polityki UE. Uwidoczniły się wówczas odmienne interesy państw tzw. „starej” Unii oraz obawy nowych przed przekazaniem kompetencji w tej dziedzinie na poziom ponadnarodowy. Wewnętrzna niespójność UE została wykorzystana przez dyplomację rosyjską do zróżnicowania polityki energetycznej wobec państw i regionów UE. Zaczęto stosować podwójne standardy do państw „starej” i „nowej” UE oraz praktykować politykę bilateralną44. Dane statystyczne wskazują, że problem bezpieczeństwa energetycznego w kontekście importu gazu z Rosji widziany z perspektywy Unii jako całości ma inny wymiar, niż problem widziany przez pryzmat zależności od importu gazu rosyjskiego gospodarek poszczególnych państw członkowskich UE45. Rynki gazu ziemnego 42 M. Bodio, Z badań nad polityką energetyczną w stosunkach miedzy UE a Rosją, „Przegląd Europejski” 2009, nr 2 (19). 43 Ibidem, s. 47 – 49. 44 Ibidem, s. 50. 45 M. Woszczyk, Bezpieczeństwo energetyczne UE, http://www.ure.gov.pl, 30.01.2010.

nr 1, wiosna-lato 2010

[65]


Dorota Wiśniewska

państw unijnych z Europy Środkowej i Wschodniej pozostają w istotnym stopniu uzależnione od dostaw gazu z Rosji. Kraje Europy Zachodniej, które konsumują najwięcej gazu rosyjskiego w całej UE (np. Niemcy i Włochy), mają możliwość dywersyfikacji kierunków i metod dostaw gazu. Sposobem na poprawę bezpieczeństwa w zakresie zaopatrzenia w gaz ziemny w każdym kraju członkowskim UE mogłaby być budowa jednolitego rynku gazu. Jednolitość w tym kontekście oznaczałaby zniwelowanie istniejących różnic do ryzyka wystąpienia zakłóceń w dostawach gazu na terenie poszczególnych państw członkowskich. Efekt taki mógłby zostać osiągnięty wskutek możliwości swobodnej realokacji dostaw gazu między narodowymi systemami gazowymi. Tak scharakteryzowane bezpieczeństwo energetyczne państw Europy Środkowej, według wielu państw członkowskich może przyczynić się do ochłodzenia stosunków z Rosją46. W celu dywersyfikacji dostaw surowców KE wsparła projekt budowy gazociągu Nabucco. Formalne i finansowe wsparcie projektu stało się odpowiedzią na kryzys energetyczny wywołany sporem rosyjsko-ukraińskim. Budowa gazociągu nabrała szczególnego znaczenia dla UE ponieważ dawała możliwość częściowego uniezależnienia się od dostaw surowców energetycznych z Rosji. Gazociąg Nabucco zaplanowano w celu importu gazu z rejonu Morza Kaspijskiego47. Projekt ma dostarczać surowce z Azerbejdżanu, Turkmenistanu, Kazachstanu, a może i z Iraku. Celem budowy gazociągu jest zaopatrzenie w surowce szczególnie rejonów Europy Południowej i Środkowej. Nabucco stanowi swoistą przeciwwagę dla rosyjskiego planu budowy rurociągu przez Morze Czarne do Włoch i Grecji. By zapobiec dalszemu upolitycznianiu surowców energetycznych na terenie UE, w lipcu 2009 r. KE przedstawiła wniosek będący odpowiedzią na działania zapobiegające zakłóceniom w dostawach gazu. Wniosek jest kluczowym elementem ram prawnych zapewniających bezpieczeństwo energii48. Inspiracją do tak sformułowanego celu był rosyjsko-ukraiński kryzys gazowy ze stycznia 2009 r.49. Takie rozpo46 T. Bielecki, Polska walczy o solidarność energetyczną UE, „Gazeta Wyborcza” 28.01.2010. 47 A. Łakoma, Gazociąg Nabucco ma być gotowy za pięć lat, „Rzeczpospolita” 2.10.2009. 48 Komunikat prasowy. 2983. posiedzenie Rady Transport, telekomunikacja i energia. ENERGIA, Bruksela, http://www.consilium.europa.eu, 7.12.2009. 49 Konflikt gazowy pomiędzy Rosją a Ukrainą rozpoczął się 1 stycznia 2009 r. Jego przyczyną był brak porozumienia Naftohaz i Gazpromu w kwestii ustalenia cen gazu dla Ukrainy w bieżącym roku oraz cen jego tranzytu przez terytorium Ukrainy. Wówczas zo-

[66]

refleksje


Współczesne wyzwania dla integrującej się Europy...

rządzenie zobowiązuje państwa członkowskie do gotowości i współpracy w razie zakłóceń w dostawach gazu. Problem jest bardzo istotny, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że UE jest dużym konsumentem gazu – stanowi on 1/4 źródeł zaopatrzenia w energię – a kryzys ze stycznia 2009 r. unaocznił słabość unijnych mechanizmów reagowania na przerwy w dostawach. Ponad połowa gazu pochodzi ze źródeł zewnętrznych, a przewiduje się, że do 2020 r. udział importu wyniesie ponad 80%. Niektóre państwa członkowskie są już obecnie całkowicie zależne od importu gazu50. By zapobiegać ograniczeniom dostaw gazu, Jacek Saryusz-Wolski przedstawił w styczniu 2010 r., w PE projekt nawołujący KE do działania w sytuacjach kryzysowych. Pod pojęciem sytuacji kryzysowej rozumie się ograniczenie dziennej dostawy gazu z importu o 10%. W takiej sytuacji KE byłaby zmuszona do ogłoszenia „stanu wyjątkowego” i uruchomienia rezerw innego Państwa Członkowskiego. Projekt zawiera także propozycję wprowadzenia klauzul bezpieczeństwa energetycznego do umów z państwami trzecimi, które zakazywałyby uniemożliwienia odsprzedaży surowców zakupionych poza terytorium Unii. Eurodeputowany zaproponował wprowadzenie rozporządzenia umożliwiającego państwom UE swobodny dostęp do gazu przesyłanego tranzytem. Propozycja wynika z ograniczeń, jakie narzuciło Polsce rosyjskie przedsiębiorstwo Gazprom. Koncern wprowadził zakaz nabywania surowców przez Polskę z gazociągu tranzytowanego do Niemiec51. Ograniczenie nałożone przez Gazprom stanowi naruszenie zasady swobodnego przepływu towarów i jest niezgodne z Prawem UE. Wstępne szacunki wskazują, że projekt zgłoszony przez J. SaryuszaWolskiego nie zostanie poparty należytą większością głosów podczas głosowania w RUE. Wnioski Należy stwierdzić, że ochrona klimatu i zaopatrzenie w surowce energetyczne stały się priorytetowymi wyzwaniami UE. Powaga problemów i ich znaczenie dla funkcjonowania poszczególnych gospodarek stały się przyczyną wielu wewnętrznych antagonizmów, co wpłynęło na osłabienie autorytetu Unii Europejskiej. Postawa UE wobec problestały także odcięte dostawy gazu do Polski i innych państw UE. 50 Większe bezpieczeństwo dostaw gazu w UE, http://www.euractiv.pl/gospodarka, 17.07.2009. 51 A. Kublik, W euro parlamencie debaty nad przepisami o bezpieczeństwie dostaw gazu, „Gazeta Wyborcza” 26.01.2010.

nr 1, wiosna-lato 2010

[67]


Dorota Wiśniewska

mu zmieniającego się klimatu jest różnie oceniana. Najbardziej wyważonym wydaje się stwierdzenie, że problem zmieniającego się klimatu jest istotny, aczkolwiek realizacja proponowanego przez Unię Europejską Pakietu klimatyczno-energetycznego jest zbyt kosztowna. Nałożenie tak dużych zobowiązań finansowych, wynikających z realizacji pakietu mogłoby przyczynić się do wielu negatywnych skutków ekonomiczno-społecznych. Warto dodać, że projekty promujące dbałość o rodowisko naturalne mogą znaleźć akceptację w okresach gospodarczej prosperity. Unijny Pakiet klimatyczno-energetyczny został zaproponowany w szczytowym okresie globalnego kryzysu ekonomicznego, kiedy uwaga rządów skupiona była na przeciwdziałaniu wszechogarniającej recesji. Dla niektórych państw kryzys stał się wymówką. Tym bardziej trudno dziwić się niechęci niektórych państw europejskich do brania odpowiedzialności za szkody wyrządzone przez państwa emitujące największe ilości trujących gazów i nie wykazujące inicjatywy ich redukcji. Tak sformułowana krytyka nasuwa pytanie: czy pakiet klimatyczny jest nam potrzebny? Odpowiedź brzmi: jest, ale zmieniony, mniej kosztowny, uwzględniający specyfikę gospodarek państw członkowskich, światowe realia, ponieważ jego celem jest zwiększenie wydajności gospodarek, a nie ich osłabienie. Jeżeli chodzi o kwestie energetyczne, w ostatnich latach możemy zaobserwować wzmożony wysiłek KE nad stworzeniem struktur dla funkcjonowania wspólnego rynku energii oraz odpowiedniego zabezpieczenia energetycznego państw członkowskich. Pakiet klimatycznoenergetyczny stanowi krok ku uwspólnotowieniu polityki energetycznej UE. Najbliższe lata powinny zweryfikować możliwość jego realizacji. Warto podkreślić także preferowane przez UE kierunki pozyskiwania energii. Gazociąg Nabucco, a także stopniowe inwestycje w nowoczesne technologie, mogą sprawić, że potencjalne zachwiania na światowych rynkach energii nie wpłyną na funkcjonowanie gospodarki UE. Unia powinna skupić się na jak najbardziej racjonalnym wykorzystaniu istniejących zasobów energii, a także dywersyfikacji dostaw. Innym priorytetem powinny być stopniowe inwestycje w nowoczesne, ekologiczne technologie, które w przyszłości zastąpią tradycyjne źródła energii. Dominacja nowoczesnych technologii jest nieunikniona i nastąpi z właściwą dla siebie dynamiką52. Jednak urzeczywistnienie

52 Geoffrey Carr w specjalnym raporcie The Power and The Glory dla „The Economist” stwierdził, że era alternatywnych źródeł energii jest nieunikniona i nastąpi podobnie jak era komputerów Internetu, biotechnologii i nanotechnologii.

[68]

refleksje


Współczesne wyzwania dla integrującej się Europy...

tych założeń wymaga współpracy. Ujednolicenie stanowisk dwudziestu siedmiu rządów w tak newralgicznych, rzutujących na funkcjonowanie gospodarek sprawach, wymaga długotrwałych negocjacji, ale także zdolności kompromisu. Zwłaszcza gdy wciąż istnieje ogromna przepaść pomiędzy potencjałami „starej” i „nowej” Europy. Na koniec warto przypomnieć, że ponad pięćdziesięcioletnia tradycja WE/UE pełna jest przykładów odmiennych interesów i antagonizmów. Miejmy nadzieję, że opisywane wyzwania staną się w efekcie kolejnym krokiem ku pełnej integracji Unii Europejskiej.

Summary The aim of this article is to highlight a major evolving problem that the European Union has long been facing: energy deficiency. The article also illustrates a long and difficult process of integrating the energy sector. The process has to this day remained problematic one due to the fact that energy availability affects a country’s economic standing. Apart from that, EU member states have started seeking alternative sources of energy. These factors combined have prevented countries from reaching a consensus about climate and energy package. To conclude, this article not only presents the main advantages and disadvantages of climate-energy package, but also lists several possible solutions for the energy deficiency problem, which are quite novel in the field. Nota o autorze Dorota Wiśniewska [wis.dorota@gmail.com] – studentka I roku SUM, na kierunku stosunki międzynarodowe o specjalności gospodarka światowa i biznes międzynarodowy na Wydziale Nauk Politycznych i Dziennikarstwa UAM.

nr 1, wiosna-lato 2010

[69]


Przyszłość E Liliana Gmerek Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu

Przyszłość Europy wobec zagrożeń ekologicznych

We have the science and technology to do it, but it will mean nothing unless there is a change in will1. Jeremy Rifkin

O

becnie,

krótko przed rozpoczęciem „stulecia ekologii” Richarda von Weizsäckera2, można odnieść wrażenie, że dla Europy nie ma już nadziei. Obawy te, powodowane lekturą prasy, która regularnie ogłasza kolejne „nowe” rewolucje, zagłady, sensacje oraz „bezprecedensowe zdarzenia” dodatkowo wzmagają alarmujące wyniki badaczy zajmujących się demografią, ekologią, geologią, sejsmografią, oceanografią, astronomią, a nawet prawem, politologią czy socjologią. Jak zauważył jednak Zygmunt Bauman, „idea przełomu” uległa dzisiaj trywializacji3. Obecny świat płynnej nowoczesności znajduje się w stanie permanentnej rewolucji. Nie zniechęca to jednak wizjonerów do tworzenia nowych scenariuszy, w myśl których w bliżej nieokreślonej przyszłości należy spodziewać się ekologicznych katastrof i klęsk czy wręcz zagłady. W swojej publikacji Our Final Century Martin Rees stwierdził nawet, że rasa ludzka może nie przetrwać XXI w. w obliczu piętrzących się zagrożeń spowodowanych przez różnorodne interwencje człowieka w naturę4. Dowód stanowią jego zdaniem potwierdzone naukowo fenomeny, określane potocznie Gee – Gees (GGEs, Global Geophysical Events) – katastrofy naturalne o skali wystarczającej, aby zniszczyć zarówno lokalną strukturę społeczną, jak i w istotnym stopniu zachwiać gospodarką światową.

1 „Mamy naukę i technologię, by tego dokonać, ale to nic nie znaczy, póki nie będzie zmiany woli”. 2 R.K. von Weizsäcker, Earth Politics, London 1994 za: I. Blühdorn, A theory of post-ecologist politics, „Environmental Politics” 1997, nr 6/3, s. 125. 3 Z. Bauman, Sztuka życia, Kraków 2009, s. 114. 4 M. Rees, Our Final Century, za: A. Giddens, Politics of climate change, Cambridge 2009.

nr 1, wiosna-lato 2010

[71]


Liliana Gmerek

Do Gee-Gees zalicza się w pierwszym rzędzie tsunami, które mogłoby zostać wywołane na przykład przez osuwający się wulkan Cumbre Sieja położony na najbardziej stromej wyspie na świecie La Palma (Wyspy Kanaryjskie). Osunięcie się skały wulkanu lub jego wybuch, stanowiące realne zagrożenie, mogłyby wywołać fale wysokości najprawdopodobniej 50 m i więcej. Doszczętnie zniszczyłoby to Karaiby, wschodnie wybrzeże USA, same Wyspy Karaibskie, a także południową Europę i zachodnią Afrykę. Efektem takiej katastrofy mogłaby być śmierć nawet 10 milionów ludzi oraz krach światowej gospodarki5. Jako drugie w kolejności, najbardziej prawdopodobne GGEs, wylicza się trzęsienia ziemi na przykład w okolicy Tokio, które w 1923 r. doprowadziły do śmierci ponad 70% mieszkańców tego miasta, niszcząc przy tym 85% Jokohamy. Biorąc pod uwagę dynamiczny rozwój demograficzny Japonii, szacuje się, że koszty podobnego co do skali trzęsienia ziemi, mającego miejsce współcześnie, mogłyby wynieść nawet 4,3 triliona dolarów. Trzecim, niemniej poważnym zagrożeniem jest możliwość zderzenia się Ziemi z kometą lub dużą asteroidą. W jedenastopunktowej skali Torino (nazwa pochodzi od miasta, w którym została uzgodniona) mierzy się prawdopodobieństwo zderzenia z nowoodkrytymi asteroidami i kometami, mogącymi powodować zagrożenie dla planety. Około 3000 małych skał w istocie uderza w Ziemię każdego dnia, a jeszcze więcej spala się w atmosferze. W porównaniu z nimi średniej wielkości komety i asteroidy w przypadku zderzenia doprowadziłyby do eksplozji porównywalnej z 60 tysiącami bomb zrzuconych na Hiroszimę i to nawet wówczas, gdy objętość asteroidy nie przekroczyłaby 1 km3. W 2004 r. istniała szansa 1 do 4 zderzenia ziemi z asteroidą AL00667. Tzw. Gee-gees mogłyby zabić nawet 1/6 ludzkiej populacji, niemniej, jak zauważył William McGuire, nikt się tym nie przejmuje6. Wprawdzie zderzenie z asteroidą pojawia się średnio raz na 100 tysięcy lat, a gigantyczny wybuch wulkanu co 50 tysięcy lat, nie są one przecież niemożliwe. Rządy państw zapewniają przy tym, że statystycznie, najprawdopodobniej nie będzie nas w pobliżu, gdy GGE się wydarzy.

5 Zob. M. Rees; S. N. Ward, S. Day, Cumbre Vieja Volcano – Potential collapse and tsunami at La Palma, Canary Islands, UC Santa Cruz, http://www.es.ucsc.edu/~ward/ papers/La_Palma_grl.pdf,: 30.01.2010 6 W. J. McGuire, Heebee Gee-gees, „The Guardian” z dnia 22 października 2003, http://www.guardian.co.uk/environment/2003/oct/22/sciencenews.guardiananalysispage, 30.01.2010.

[72]

refleksje


Przyszłość Europy wobec zagrożeń ekologicznych

Z podobnie zdystansowanymi reakcjami niektórych rządów spotykają się również scenariusze przygotowane przez Międzyrządowy Zespół do Zmian Klimatu (IPCC)7. Może być to zrozumiałe w obliczu faktu, że nie przewidują one zagłady planety, a jedynie ogromne koszty związane z adaptacją do zmian klimatycznych. Bezpośrednie skutki odczuwalne będą jednak wielowymiarowo – głównie w postaci licznych katastrof naturalnych o różnej skali. Dotyczyć to będzie w dużym stopniu wielomilionowych aglomeracji miejskich znajdujących się na obszarach zagrożonych zalaniem i innymi klęskami (m.in. Lagos – 9,7 mln, Dhaka – 6 mln, Hong-Kong – niecałe 7 mln, Mexico City – 8,7 mln, aglomeracja 22 mln, Sao Paulo - 11 mln mieszkańców)8. O ile obywateli zagrożonych zalaniem Holandii czy pacyficznych wysp Tuvalu i Kiribati z pewnością uda się ewakuować, więcej ofiar i kosztów mogą przysporzyć pojawiające się coraz częściej, pożary, susze, tsunami czy huragany o skali równie dotkliwej co prawie 10-metrowe fale huraganu Kathrina w 2005 r. Zeszłoroczny szczyt klimatyczny w Kopenhadze wskazał na przedziały kwot, o jakich mowa w przypadku kosztów adaptacji i walki ze zmianami klimatycznymi – w latach 2010-2012 kraje rozwijające dostałyby 30 miliardów dolarów na walkę ze zmianami klimatu, natomiast do 2010 r. przeznaczono by na ten cel rocznie 100 miliardów dolarów. Wcześniej pułap kosztów zakreślony został w raporcie Sir Nicolasa Sterna9, opublikowanym 30 października 2006 r. W dokumencie tym stwierdzono również, że brak jakichkolwiek działań hamujących zmiany klimatyczne pociągnie za sobą koszty w wysokości co najmniej 5% globalnego PKB rocznie oraz będzie się zwiększać do 20% i więcej globalnego PKB10. Podjęcie działań prewencyjnych ograniczyłoby koszty do około 1% globalnego PKB rocznie. Warto odnotować, że koszty te nadal nie są tak duże jak w przypadku drugiego GGE. Anthony Giddens11, wyliczając największe wyzwania związane ze środowiskiem naturalnym stojące przed Europą w XXI w., ulokował 7 Inergovernmental Panel on Climate Change: Climate Change 2007, Working Group I: The Physical Science Basis, http://www.ipcc.ch/publications_and_data/ar4/ wg1/en/ch10.html, 20.02.2010. 8 Szerzej UN Habitat, http://www.unhabitat.org.pl/en/, 20.02.2010. 9 Zob. Stern Review Final Raport, http://www.hm-treasury.gov.uk/stern_review_ report.htm, 20.02.2010. 10 Wg danych Międzynarodowego Funduszu Walutowego globalny PKB w 2009 wynosił 69.743.258 miliardów dolarów amerykańskich. Zob. World Economic Outlook Database, October 2009. 11 Brytyjski socjolog, wykładowca na uniwersytetach w Cambridge i Londynie. W la-

nr 1, wiosna-lato 2010

[73]


Liliana Gmerek

koszty adaptacji do zmian klimatycznych dopiero na trzecim miejscu, za wysokimi cenami ropy oraz zabezpieczeniem jej dostaw12. W istocie problemy energetyczne należy uznać za czynnik, który może niepokoić nie tylko ekosceptyków, ale i zagrozić stabilności całego świata. Wśród surowców energetycznych i nośników energii pierwotnej podstawową rolę spełnia ropa naftowa, która dostarcza 34% światowej energii, następnie węgiel – 26,5% oraz gaz ziemny 20,9%13. Podczas gdy średnia roczna konsumpcja ropy naftowej to ok. 3,3 mld ton, jej zasoby w złożach łatwo dostępnych szacuje się na około 140 mld ton14, co daje zaledwie 30-40 lat możliwości korzystania z jej zasobów i to tylko pod warunkiem, że stopa konsumpcji nie zwiększy się, jak również nie zostaną znalezione nowe złoża lub alternatywnie nie dojdzie do kryzysu naftowego porównywalnego z tym z 1973 r. Wprawdzie zasoby węgla oceniane są na stosunkowo bezpieczne 1200 mld ton, lecz zasoby gazu ziemnego (bez nowych odkryć) starczą jedynie na 60 kolejnych lat. Do kopalnych źródeł energii zalicza się również uran, którego roczne wydobycie wynosi ok. 36 tys. ton, zaś zasoby 3,6 miliona ton, jednak z uwagi na nierozwiązany problem bezpieczeństwa i utylizacji odpadów radioaktywnych trudno uznać go za źródło ekologicznej energii. Ponadto zdaniem Giddensa, istnieje poważne zagrożenie w koncentracji rynków energetycznych w rękach państw, które używają ich jako instrumentu polityki wewnętrznej i zagranicznej15. Zarówno Stany Zjednoczone, jak również Europa i Japonia są uzależnione w ogromnym stopniu od dostaw ropy z Bliskiego Wschodu, nawet mimo faktu, że aktualnie dążą do dywersyfikacji swoich źródeł zaopatrzenia energetycznego. Unia Europejska importuje prawie połowę swojego gazu z Rosji oraz istotną część swoich dostaw ropy naftowej, co Federacja Rosyjska wykorzystuje jako argument natury politycznej16. W światotach 1997-2003 rektor London School of Economics oraz członek Rady Doradczej Institute for Public Policy Research. Od 2004 r. par w Izbie Lordów. Główne publikacje: „Nowoczesność i tożsamość” (1991), „Przemiany intymności” (1992), „Trzecia droga. Odnowa socjaldemokracji” (1999), „Europa w epoce globalnej”(2009). 12 A. Giddens, Politics…, op. cit., s. 192. 13 Dane na podstawie: Key Word Energy Statistics, International Energy Agency 2009, http://www.iea.org/textbase/nppdf/free/2009/key_stats_2009.pdf, 30.01.2010. 14 Z. Jakubczyk, Międzynarodowe i globalne uwarunkowania oraz skutki ekologiczne procesów gospodarczych, [w:] Podstawy ekonomii środowiska i zasobów naturalnych, red. B. Fiedor, Warszawa 2002, s. 397. 15 A. Giddens, The politics of climate change, Cambridge 2009, s. 44 – 45. 16 Szerzej: I. Kempe, What are the pillars of the ‘new Ostpoitik’ during the German EU Presidency?, Centre for Applid Policy Research in Munich, 6.3.2007; I. Krastev,

[74]

refleksje


Przyszłość Europy wobec zagrożeń ekologicznych

wej eksploatacji zasobów tego surowca coraz poważniej partycypują również tak gwałtownie rozwijających się państwa jak Chiny czy Indie. Najistotniejszym problemem jest przede wszystkim zbliżanie się producentów do tzw. peak oil – granicy, po przekroczeniu której wydobycie ropy stanie się nierentowne i będzie generować ogromne koszty. Remedium na to zagrożenie mógłby się stać zdaniem A. Giddensa „pozytywny model dla niskokarbonowej przyszłości”17. Dla jego realizacji konieczna jest jednak odpowiednia dawka idealizmu połączonego ze zdrowym rozsądkiem, a przy tym myślenie kategoriami politycznymi, społecznymi i ekonomicznymi jednocześnie. Amerykański politolog i publicysta Jeremy Rifkin18 prezentuje model, który choć krytykowany za przesadny idealizm, próbuje te wymogi łączyć. Rifkin zauważa, że cena ropy na rynkach globalnych stopniowo wzrasta, zakładając, że ludzkość przekroczy peak oil w ciągu nadchodzących dekad. W tym samym czasie wzrost emisji dwutlenku węgla ze spalania paliw płynnych prowadzi do wzrostu temperatury planety oraz zagraża bezprecedensową zmianą w ekosystemie oraz globalnym klimacie, ze złowrogimi konsekwencjami dla przyszłości cywilizacji ludzkiej. Koncepcją, która mogłaby temu zapobiec, jest tzw. Trzecia Rewolucja Industrialna (TIR), której ideowe korzenie sięgają European dream, czyli rifkinowskiej alternatywy dla upadającego mitu American dream. Europejskie marzenie – stwierdził Rifkin – oznacza nacisk nie na kumulację bogactw przez jednostki, ale na indywidualną przemianę osobistą i rozwój duchowy człowieka. „Europejskie marzenie dąży do rozwijania w ludziach empatii oraz (…) uwalnia ludzkość z niewoli materializmu, w której trwa od Oświecenia, i przenosi ją w świetlaną przy-

Die Krise der Europäischen Ordnung und Russlands neuer Konfrontationskurs mit dem Westen, „Transit” 2008, nr 35; S. McNamara, Ograniczyć zależność od rosyjs kich dostaw, „Międzynarodowy Przegląd Polityczny” 2009, nr 1. 17 Ibidem, s. 11. 18 Jeremy Rifkin, amerykański politolog i publicysta. Były doradca wielu szefów rządów do spraw związanych z gospodarką, zmianami klimatycznymi oraz bezpieczeństwem energetycznym. Doradzał premierowi Hiszpanii, Jose L.R. Zapatero w czasie hiszpańskiej prezydencji, kanclerz Niemiec, Angeli Merkel, premierowi Włoch, Romano Prodiemu, premierowi Portugalii, Jose Sokratesowi, premierowi Słowenii, Janetowi Jansie, w czasie prezydencji słoweńskiej, prezydentowi Francji, Nicolasowi Sarkozy’emu, a także Komisji Europejskiej i Parlamentowi Europejskiemu. Wydana w 2005 r. książka Europejskie marzenie. Jak europejska wizja przyszłości zaćmiewa „American Dream” wzbudziła wiele kontrowersji. W 2010 ukaże się jego kolejna publikacja: The Empathic Civilization: The Race to Global Consciousness in a World in Crisis. Zob. http://www.foet.org/JeremyRifkin.htm, 30.01.2010.

nr 1, wiosna-lato 2010

[75]


Liliana Gmerek

szłość przesiąkniętą idealizmem”19. Jednakże mimo siły i sugestywności tego marzenia, w ujęciu Rifkina Unia potrzebuje wyraźnie nowego podejścia ekonomicznego, które stanie się przyczynkiem do dyskusji i doprowadzi do stworzenia programu wokół zmian klimatycznych oraz wyczerpujących się rezerw ropy oraz położy podwaliny pod świat oparty na gospodarce postwęglowej (post-carbon). W istocie Unia dokłada starań, aby zintegrować strategię środowiskową z procesem lizbońskim, choć dziś trudno określić, w jaki sposób tego dokonać. Jak dotąd Komisja Europejska opublikowała Zieloną Księgę na temat energii20, w której zobowiązuje się do zwiększenia wydajności energetycznej, podniesienia bezpieczeństwa dostaw, podjęcia kroków w kierunku bardziej odnawialnych i zróżnicowanych form energii, walki ze zmianami klimatu, zachęcania do tworzenia technologii wykorzystujących odnawialne energie oraz rozwoju spójnej zewnętrznej polityki energetycznej. Unia zobowiązała się, iż do roku 2020 zwiększy swoją efektywność energetyczną o 20% oraz zredukuje emisję gazów cieplarnianych o 20% w porównaniu z poziomem z 1990 r. Zdaniem Rifkina – zwiększona efektywność w stosowaniu paliw płynnych oraz deklarowana redukcja emisji gazów cieplarnianych, same w sobie, nie są wystarczające, aby adekwatnie zapobiegać kryzysowi globalnego ocieplenia oraz peak oil. Co zakłada zatem koncepcja TIR? Jego teoria zmiany, w przeciwieństwie do marksowskiej teorii konfliktu czy teorii psychologicznych, opiera się na ewolucjonizmie21. Punktem wyjścia jest w niej założenie, że do największych ekonomicznych zmian w historii świata dochodziło wówczas, gdy nowe reżimy energetyczne stawały na drodze innowacyjnym reżimom w komunikacji, co generowało przemianę społeczeństwa w zupełnie nową jakość. Początkowo dotyczyło to pierwszych społeczeństw rolniczych wielkich rzek – w Mezopotamii, Egiptu, Chin i Indii, którym wynalazek pisma umożliwił sprawniejsze zarządzanie rolnictwem, przechowywanie nadwyżek zboża, a zatem wykarmienie niewolniczej siły roboczej, J. Rifkin, Europejskie marzenie, Warszawa 2005, s. 27. Komisja Europejska, Zielona Księga – Europejska strategia na rzecz zrównoważonej, konkurencyjnej i bezpiecznej energii, 8.03.2006, http://eur-lex.europa.eu/LexUriServ/LexUriServ.do?uri=COM:2006:0105:FIN: PL:PDF, 28.01.2010. 21 Niewątpliwą inspiracją są tutaj teoria Kondratiewa (1926), a przede wszystkim J. A. Schumpetera (1961). Ten ostatni zakładał, że rozwój rynku w cyklu gospodarczym jest rezultatem innowacji technologicznych i innych wprowadzanych z perspektywą wysokich zwrotów. Po okresie kopiowania strategii firm pionierskich następuje stabilizacja oraz depresja, aż do czasu wprowadzenia nowej innowacyjnej technologii. 19

20

[76]

refleksje


Przyszłość Europy wobec zagrożeń ekologicznych

warunkującej ekonomiczny postęp. Z kolei pierwsza rewolucja industrialna umożliwiła konwergencji wynalazku maszyny parowej napędzanej węglem oraz prasy drukowanej. Upowszechnienie pierwszej generacji elektrycznych form komunikacji (tj. telegraf, telefon, radio, telewizja) zbiegło się w czasie z zastosowaniem ropy oraz silnika spalinowego, które rozpoczęły drugą rewolucję industrialną. Zdaniem Rifkina, te same zasady projektowania oraz inteligentne technologie, które leżą u podstaw funkcjonowania Internetu, a także rozległe dystrybutywne globalne sieci komunikacyjne, zaczną być stosowane do rekonfiguracji sieci światowej energii, tak że ludzie będą mogli produkować energie odnawialne oraz dzielić je na zasadzie peer-to-peer (bezpośrednio między sobą), tak jak obecnie dzielą się informacjami22. Podobnie jak systemy informacyjne drugiej generacji, które umożliwiły biznesowi połączenie tysiąca komputerów stacjonarnych, dostarczających znacznie większą moc programowania niż nawet najlepszy scentralizowany komputer, tak i istnienie milionów lokalnych producentów energii odnawialnej z dostępem do ogólnej sieci mogłoby umożliwić potencjalną produkcję energii o znacznie większej skali niż w przypadku jej starszych scentralizowanych form. Trzecia Rewolucja Industrialna Rifkina opiera się na czterech filarach: energiach odnawialnych, innowacyjnym budownictwie, mającym stanowić sieć lokalnie generowanych źródeł energii, technologiach wodorowych i innych środków magazynowania energii, a w końcu inteligentnych sieciach przesyłowych i tzw. plug-in vehicles (samochody w gniazdkach). Podstawę tej rewolucyjnej wizji stanowią energie odnawialne (słońce, wiatr, woda, energia geotermalna, morska oraz biomasa), które stanowią obecnie ok. 13% globalnego mixu energetycznego23. Inwestycje w energie odnawialne już teraz wynoszą 148 miliardów dolarów (2007) i nadal rosną. Pojawiają się nawet pomysły powołania Europejskiej Agencji Energii Odnawialnych (ERENE, European Community for Rewnewables Energies), mającej stanowić instrument umożliwiający wykorzystanie istniejących potencjałów, promowanie rozwoju energii odnawialnej w skali europejskiej i  wspieranie współpracy w ramach Wspólnoty24. Miliardy euro publicznego i prywatnego kapitału przeznacza się na badania i rozwój rynku. 22 Więcej na temat koncepcji Trzeciej Rewolucji Industrialnej (TIR) zob. http:// www.foet.org/tir.html, 15.02.2010. 23 Zob. Key Word Energy Statistics, International Energy Agency 2009. 24 Zob. M. Schreyer, L. Mez, ERENE. Europejska Wspólnota Energii Odnawialnej. Studium wykonalności, Berlin 2009.

nr 1, wiosna-lato 2010

[77]


Liliana Gmerek

Polityka „prawie zerowej” emisji dwutlenku węgla Unii Europejskiej – zdaniem Rifkina – już wygenerowała 8.9 miliardów euro zarobków (2005). W rezultacie jej wdrożenia stworzono ponad 700 000 nowych stanowisk pracy w obszarze wytwarzania elektryczności ze źródeł energii odnawialnej. Zgodnie z rifkinowską prognozą do 2050 r. energie odnawialne będą stanowić blisko połowę pierwotnej energii, dostarczając 70% elektryczności produkowanej w całej UE. Drugi filar stanowi inteligentne budownictwo (positive power plants), które stworzyłoby infrastrukturę do pozyskiwania energii odnawialnych. W chwili obecnej pracownicy budowlani stanowią najliczniejszą grupę pracowników zatrudnionych w przemyśle Unii. Zarazem aktywność branży budowlanej to jedna z głównych przyczyn degradacji klimatu, jako że budownictwo pochłania aktualnie 30-40% unijnej energii. Niemniej już w ciągu 25 lat sektor budowniczy miałby przyczynić się do powstania ekologicznych elektrowni. Tego typu technologie istnieją i są wykorzystywane już obecnie. Przykładowo amerykańska firma Frito-Lay w 2008 wdrożyła koncepcję „net-zero” w swojej jednostce produkcyjnej Casa Grande. Rozwiązanie to umożliwia jej użytkownikom wytwarzanie energii na własne procesy produkcyjne dzięki technologiom solarowym oraz recyklingowi własnych odpadów. Podobnie we Francji Bouvgues, gigantyczna francuska firma konstrukcyjna wznosi na przedmieściach Paryża kompleks „state-of-the-art”. Instalacja ta ma gromadzić wystarczająco dużo energii słonecznej, by pokryć nie tylko własne potrzeby, ale też generować nadwyżki. Podobnie jest również w przypadku parku technologicznego The Walqa w Huesca w hiszpańskich Pirenejach, gdzie kompleks budynków biurowych działa wyłącznie dzięki odnawialnym formom energii. Największe nadzieje pokłada Rifkin w wodorze jako uniwersalnej „baterii”, który jego zdaniem umożliwiłby konwersję dostarczanych w sposób nieciągły odnawialnych zasobów energetycznych w godne zaufania wkłady. W rezultacie maksymalizowanoby ilość dostępnej energii oraz minimalizowano koszty jej produkcji. Wodór jak dotąd używany był z pełnym sukcesem jako paliwo statków kosmicznych, a potencjałem jego zastosowania i wykorzystania zajmuje się ustanowiona przez Komisję Europejską w 2003 roku Platforma Technologii Wodorowej (The Hydrogen Technology Platform)25. Wykorzystanie paliwa wodorowego na szeroką skalę stałoby się możliwe dzięki czwar25 Szerzej: Fuel Cells and Hydrogen, Joint Technology Iniciative, http://ec.europa. eu/research/fch/index_en.cfm, 25.01.2010

[78]

refleksje


Przyszłość Europy wobec zagrożeń ekologicznych

temu filarowi rifkinowskiej rewolucji, tj inteligentnym sieciom wewnętrznym. Te pozwalałyby indywidualnym gospodarstwom i przedsiębiorstwom nie tylko na lokalną produkcję energii odnwialnych, ale też elastyczną i efektywną sprzedaż nadwyżek lub kupno z głównej sieci w przypadku zwiększonych potrzeb. Inteligentna technologia miałaby przesyłać elektryczność w dwóch kierunkach, a dzięki odpowiedniemu software’owi obliczać, jak dużo energii jest zużywanej, w jakim czasie, gdziekolwiek w sieci. W przyszłości mają one także uwzględniać dostawy i zużycie energii spowodowane zmianami pogodowymi – zmianami wiatru, fluktuacjami słońca, temperaturą atmosferyczną etc., jak również zmieniające się potrzeby konsumenta. Podniosłoby to efektywność i wydajność energetyczną. W Unii Europejskiej istnieje już Europejska Platforma Technologiczna Smart Grids, która zajmuje się badaniem potencjału oraz planowaniem innowacji wychodzących naprzeciw oczekiwaniom świata w 2020 r.26. Uzupełnieniem czwartego filaru są istniejące już i zyskujące na popularności samochody elektryczne (plug-in vehicles), czyli napędzane prądem pochodzącym z czystej energii27. Wizja ta nie jest kompletnie nowa. Już wcześniej rozważano możliwości pozyskiwania energii w inny sposób niż z paliw kopalnianych, projektując alternatywne scenariusze przyszłości, w których społeczeństwo miałoby ograniczyć swój wzrost i konsumpcję poprzez stworzenie sieci tzw. „eco-villages” – „ekologicznych wiosek”, zasilanych ze źródeł odnawialnych. W rezultacie prognozowano, iż obok siebie współistnieć będą ekologicznie bezpieczne obszary rolnicze i zindustrializowane28. Pojawiała się również energooszczędna koncepcja inteligentnych domów29. Niemniej nasuwa się pytanie o obiektywne przesłanki realizacji takich koncepcji – czy źródła odnawialne w dłuż-

26 Zob. Vision http://www.smartgrids.eu/, European SmartGrids Technology Network. Vision and Strategy for Europe’s Electricity Networks of the Future, Community Research, European Commission, Directorate-General for Research Sustainable Energy Systems 2006, 25.01.2010 27 Obecnie wprowadza je na rynek coraz więcej firm motoryzacyjnych – po raz pierwszy serię próbną EV (electric vehicles) wprowadził na rynek General Motors w latach dziewięćdziesiątych, w ślad zanim poszły także Chrysler, Ford, GM, Honda, Nissan and Toyota. Obecnie wszyscy główni producenci samochodów rozwijają te technologie (Daimler AG, Toyota, Renault, Peugeot-Citroen, VW czy Mitsubishi). 28 M. Eden, Visio of the Future Society, [w:] The global environment. Science, technology and management, red. D. Brune, D. Chapman, M. Gwynne, J. Pacyna , Weinheim 1997. 29 S. Helström, Advanced House Living, [w:] The global, s. 1234.

nr 1, wiosna-lato 2010

[79]


Liliana Gmerek

szej perspektywie mogą dostarczyć energii dla napędzenia wszystkich gospodarek narodowych bądź gospodarki światowej oraz czy wiara w technologię ma swoje granice. Oczywistym jest fakt, że technologia, zmiany klimatyczne oraz zmniejszające się zasoby ropy wiążą się ze sobą. Jednakże A. Gonzales zauważa, że same technologie, a zwłaszcza przemysł motoryzacyjny, są niemal w całości obsługiwane przez paliwa płynne, głównie ropę, natomiast antropogeniczny wpływ na środowisko spowodowany jest przede wszystkim nadmiernym użytkowaniem technologii. Co więcej, jeśli wyczerpanie się taniej ropy naftowej nastąpi zbyt szybko, efektywne przestawienie gospodarki na inne źródła energii może okazać się nieskuteczne i spóźnione, generując przy tym ogromne koszty. Jak na ironię, postęp technologiczny traktowany jest przez wielu jako uniwersalny środek, który zaradzi zarówno wyczerpującym się zasobom paliw, jak i zmianom klimatycznym. Tymczasem, zgodnie ze stanowiskiem A. Gonzaleza, „produkcja wodoru, energii solarowej, technologii wiatrowych są na takim poziomie zaawansowania jak droga do uniknięcia globalnego ocieplenia i katastrofy wyczerpania rezerw ropy naftowej – pierwsze jest klęską ekologiczną, drugie – będzie ekonomiczną”30. Wielkie nadzieje z rozwojem nowych technologii w zakresie energetyki wiąże również Alec Broers31. W przeciwieństwie jednak do Rifkina, odniósł się on pozytywnie do energii nuklearnej, oskarżając naive greek politics o opóźnienie jej wprowadzenia. Sformułował też argument, że naukowcy rozwiną technologie umożliwiające bezpieczne rozwiązanie problemu radioaktywnych odpadów atomowych, co przyniesie w rezultacie możliwość nieograniczonego budowania elektrowni nuklearnych zastępujących te bazujące na paliwach kopalnych. Trudno nie nazwać go utopistą w obliczu faktu, że takie technologie nadal nie istnieją. Ponadto A. Broers ostro skrytykował szeroką opinię publicznej, która jego zdaniem uniemożliwia rozwój technologii niezbędnych do zwalczania problemów społecznych. W jego opinii, publiczna ocena ryzyka związanego z nowymi technologiami oraz nieufność społeczeństw prowadzą do impasu, który zagraża naszej planecie32. Inni 30 A. Gonzalez, The future of the planet: Technology, climate change, and oil depletion, „Environmental Politics” nr 16/1/2007, s. 142 – 146. 31 A. Broers, The Triumph of Technology, 2005. Jego wykłady w wersji pisemnej i audio dostępne na stronach BBC http://www.bbc.co.uk/radio4/reith2005/lecture1. shtml, 24.01.2010 32 Ibidem.

[80]

refleksje


Przyszłość Europy wobec zagrożeń ekologicznych

eksperci do spraw energetyki nie są jednak takimi optymistami, jak Broers czy wtórujący mu Jeremy Leggett33. Efektywne medium magazynowania energii nadal nie zostało odkryte, natomiast technologia wodorowa wciąż nie jest rozwinięta na tyle, by mogła tę lukę wypełnić. Ponadto wydaje się, że zarówno wodór jak i określone rodzaje biomasy (np. bazujący na kukurydzy) pochłaniają przy produkcji więcej energii niż jej wytwarzają. Dodatkowo jeśli zapotrzebowanie energetyczne ludności pozostanie na podobnym poziomie jak dotąd, może to prowadzić do zwiększenia areału ziemi pod uprawę źródeł biomasy, co odbije się negatywnie na bioróżnorodności oraz produkcji żywności. Zamiast zatem wierzyć w technologie, może lepiej najpierw zmniejszyć konsumpcję. Z kolei Giddens zarzucił Rifkinowi, że opisał on rewolucyjne zmiany, które jeszcze wcale się nie wydarzyły. Wyraża on nadzieję, że zdecentralizowany system sieci, zakorzeniony w lokalnych społecznościach zastąpi obecną formę politycznej i ekonomicznej władzy, niemniej konieczne przy tym będzie skoordynowane zarządzanie energią na narodowym, jak i międzynarodowym poziomie34. Tymczasem rola państwa w koncepcji TIR nie została sprecyzowana. Modernizacja ekologiczna oznacza dążenie, by osiągnąć zyski z innowacji, które przynoszą korzyść środowisku naturalnemu poprzez zmianę technologiczną bądź rosnącą konkurencję35. Należy jednak pamiętać, że proponowane tutaj koncepcje bazują również w dużym stopniu na zmianach społecznych. Można zatem postawić pytanie, czy racji nie miał Broers, uznając, że to w istocie czynnik społeczny jest kluczowy w procesie wprowadzania zmian. Jak pokazują wyniki badań Eurobarometru 75% obywateli Europy jest zdania, że stan środowiska naturalnego ma szkodliwy wpływ na ich życie. Z kolei sondaż przeprowadzony w Wielkiej Brytanii dowodzi, że 95% ankietowanych wykazywało chęć recyklingowania większej ilości odpadów, a 84% wykazało gotowość do podjęcia konkretnych kroków ograniczających zużycie wody36. Jednocześnie tylko 7% zdecydowanie nie zgadza się, a aż 42% zdecydowanie zgadza się ze stwierdzeniem „Czasami sądzę, że zmiany klimatyczne mogą być nie tak złe, jak ludzie mówią”37. Jak wytłuma33 Zob. J. Leggett, Half Gone: Oil, Gas, Hot Air and the Global Energy Crisis, London 2005. 34 A. Giddens, The Politics…, op. cit., s. 130 – 131. 35 Idem, Europa…, op. cit., s. 234. 36 People willing to change lifestyle to help the environment, WWF-UK, http:// www.wwf.org.uk/search_results. cfm?uNewsID=1614, 28.02.2010. 37 Narodowe badanie w Wielkiej Brytanii, 2008, Ipsos MORI, Public attitudes to

nr 1, wiosna-lato 2010

[81]


Liliana Gmerek

czyć tego rodzaju niekonsekwencję? Illes Lipovetsky stwierdził przecież – „Kultura oparta na poświęceniu umarła”38. Socjologowie już dawno zdiagnozowali, iż współczesne społeczeństwo jest społeczeństwem indywidualistów, którzy przestali postrzegać własne życie w kontekście zobowiązań wobec czegokolwiek, co nie dotyczy bezpośrednio ich samych39. W swoich książkach Bauman napisał wiele o społeczeństwie płynnej nowoczesności, które traktuje świat oraz wszystkie jego ożywione i nieożywione elementy jako przedmioty konsumpcji, a zatem takie które tracą swoją użyteczność w miarę konsumowania, stając się stopniowo odpadami i wymagając wymiany na nowe40. Zdaniem Baumana, społeczeństwo płynnej nowoczesności stanowi koniec marzeń dla wizjonerów pokroju Rifkina, bowiem jeżeli ono w ogóle interesuje się społecznymi reformami, to jedynie takimi, które mają skłonić je do stopniowego wyrzeczenia się wszelkich znaczących ról z wyjątkiem roli policjanta utrwalającego prawo do rekompensaty w wypadku nieskutecznej ochrony jednostki przez to społeczeństwo. Nawet zainteresowanie kwestiami ochrony środowiska naturalnego jest wynikiem dostrzeżenia związku między rabunkową eksploatacją globalnych zasobów naturalnych, a zagrożeniem dla swobodnej realizacji egocentrycznych dążeń41. Oszałamiający wzrost zachowań egocentrycznych może zatem wyjaśniać, dlaczego społeczeństwo chce oszczędzać, lecz niekoniecznie wierzy w  ekologiczne uzasadnienie działań oszczędnościowych. Paradoksalnie wzrost liczby postaw egocentrycznych występuje wraz ze wzrostem wrażliwości na ludzkie cierpienie, przejawiającej się chociażby w sprzeciwie wobec przemocy i bólu ludzi na Haiti, w Darfurze czy w Chile. Należy jednak odnotować, że przejawy nawet szczerej i żarliwej ofiarności wobec ludzi znajdujących się na drugim końcu świata, nie wymagają jednak osobistych wyrzeczeń ani poświęcenia42. W opinii Baumana, „najwyraźniej nie wierzmy już w żadne dziedzictwo, do obrony którego czulibyśmy się zobowiązani jako prawowici strażnicy”. Podobną zależność zauważył również Anthony Giddens, określając ją jako „paradoks Giddensa” – nieważne, jak wiele mówi się Climate Change 2008, www. ipsos-mori.com, 28.02.2010. 38 � G. Lipovetsky, L’ere du vide. Essais sur l’individualisme contemporain, Paris 1993, s. 327-328, za: Z. Bauman, Sztuka życia, Kraków 2009, s. 77. 39 Ibidem. 40 Idem, Płynne życie, Kraków 2007 s. 5-6, 17. 41 Ibidem, s. 21. 42 Idem, Sztuka…, op. cit., s. 78 – 79.

[82]

refleksje


Przyszłość Europy wobec zagrożeń ekologicznych

nam o zagrożeniach, trudno je sobie wyobrazić, ponieważ są w pewnym stopniu nierealne, podczas gdy tutaj, w międzyczasie, mamy życie które trzeba przeżyć, ze wszystkimi jego przyjemnościami i obowiązkami. Póki niebezpieczeństwo spowodowane globalnym ociepleniem nie jest namacalne, natychmiastowe i zauważalne w codziennym życiu, jakkolwiek niezwykłym może się to wydawać, wielu będzie siedzieć z założonymi rękoma, nic nie robiąc. Zarazem poważne przeciwdziałanie problemom ekologicznym, gdy staną się one już ewidentne, może okazać się działaniem poniewczasie43. Podobne obserwacje w oderwaniu od kwestii zmian klimatycznych czynił już M. Heidegger, twierdząc że matką wiedzy i bodźcem do działania jest rozczarowanie – zaczynamy bowiem zauważać rzeczy oraz uświadamiamy sobie ich obecność, gdy dzieje się z nami „coś złego”44. Elementem społecznej identyfikacji z ekosystemem Ziemi jest powracające przy okazji kolejnych szczytów i demonstracji klimatycznych pojęcie „ekologicznego obywatelstwa”, a dokładniej „bycia obywatelem środowiska naturalnego” (environmental citizenship45), o którym to pojęciu szerzej pisał D. Bell. W 2004 posłużył się tym terminem Environment Kanada – ekologiczne obywatelstwo to osobiste zaangażowanie w zdobywanie wiedzy na temat środowiska oraz podejmowanie odpowiedzialnych środowiskowych działań. Obywatelstwo ekologiczne motywuje jednostki, społeczności i organizacje do zastanowienia się nad prawem do środowiska oraz zobowiązaniami, jakie ciążą na nas wszystkich jako mieszkańcach planety Ziemia46. Prezentowane w tej definicji ujęcie jest jednocześnie zmianą w antropocentrycznym podejściu do postrzegania świata jako własności człowieka, w której to człowiek staje się częścią świata na równi z jego otoczeniem, a nie jedynie jego właścicielem. Spoczywa na nim obowiązek troski o zachowanie ekologicznej równowagi planety, która daje mu życie. Przykładowo „obywatelstwo ekologiczne” przejawia się w poprzez zakręcanie wody w czasie mycia zębów lub twarzy, częstsze chodzenie, jeżdżenie na rowerze, używanie transportu publicznego, kupowanie na wyprzedażach i w second-handach itd. Lista rzeczy, które „dobry” obywatel powinien robić, jest długa. W istocie zmiany codziennych nawyków mogłyby przynieść olbrzymi spadek zarówno poA. Giddens, The politics…, op. cit., s. 2. Z. Bauman, Sztuka…, op. cit., s. 82. 45 Używa sie także określeń ecological citizenship, sustainability citizenship and green citizenship. 46 Ibidem. 43

44

nr 1, wiosna-lato 2010

[83]


Liliana Gmerek

pytu na energię, jak i stopnia zanieczyszczenia środowiska. Przykładowo pełne ocieplenie domu może obniżyć koszty zużycia energii i ogrzewania aż o 50%, podobnie stosowanie świetlówek energooszczędnych, redukujące zużycie energii aż o 80%47. Zwrócenie uwagi na odpowiedzialność każdego obywatela i wpływ na proces zmian to „próba uczynienia ochrony środowiska i zasady trwałego i zrównoważonego rozwoju ważnym obowiązkiem obywatelskim, którego obywatele na całym świecie powinni być świadomi” (UNEP, 2002). Rozwój konsumpcji społeczeństwa paradoksalnie wzmacniany jest ogólnie przyjętym miernikiem PKB, zorientowanym na uchwycenie wzrostu lub spadku dostępności produktów albo ilości pieniędzy zmieniających jedynie właścicieli w wyniku transakcji handlowych. Powszechnie uznawany za wskaźnik poziomu zadowolenia społecznego, PKB nie uwzględnia ani wzrostu poczucia szczęścia konsumenta, ani zanieczyszczenia powietrza, reklam papierosów, karetek pogotowia jadących do ofiar wypadków samochodowych, kosztów systemów ochrony więzień, a w końcu deforestacji lasów i stopnia dewastacji środowiska naturalnego. Jednocześnie do wzrostu tego wskaźnika prowadzą produkcja różnego rodzaju broni, pojazdów opancerzonych oraz programów telewizyjnych, gloryfikujących przemoc, by stymulować sprzedaż zabawek dla dzieci48. Operowanie miernikami tego typu nie ułatwia zmiany indywidualistycznych i konsumpcjonistycznych postaw społecznych. Do zmiany tej najeżałoby raczej dążyć poprzez kształtowanie wartości, przekonań, ocen i norm, które zdaniem politologów może być użyteczną zmienną niezależną lub pośredniczącą49. Kultura łączy bowiem jednostkowe i kolektywne poziomy świadomości i działania przez socjalizację jednostek w duchu wspólnotowym, ale jednostki z kolei pomagają zmieniać kulturę50. W literaturze zauważa się, że kultura polityczna nie może być traktowana jako jedyny czynnik zmiany lub stabilności zachowań politycznych i systemów. Do tezy tej przychyla się amerykański politolog Ronald Inglehart, który sformułował hipotezę, że zmiany wartości kulturowych przeważających w społeczeństwie dokoA. Giddens, Europa..., op. cit., s. 189 – 190. J.-C. Michéa, L’Empire du moindre mal. Essai sur la civilisation libérale, Paris 2007, s. 117, za: Z. Bauman, Sztuka życia, Kraków 2009 ; T. Żylicz, Ekonomia srodowiska i zasobów naturalnych, Warszawa 2004, s. 195 – 197 49 A. W. Jabłoński, Kultura w teorii polityki, s. 5, http://www.politologia.wroc.pl, 30.12.2009. 50 Ibidem, s. 6 47 �

48 �

[84]

refleksje


Przyszłość Europy wobec zagrożeń ekologicznych

nują się pod wpływem przemian struktur ekonomicznych51. Z poważnym bodźcem tej natury Europa mierzy się od chwili wybuchu kryzysu finansowego z 2007 r. Wiele państw nadal boryka się z jego konsekwencjami, jednak czy była to wystarczająca przemiana struktury ekonomicznej, by zdolna była odwrócić tendencje dowewnętrzne w kształtowaniu się wartości współczesnego społeczeństwa? Ralf Dahrendorf52 postawił tezę, że zmianą, która spowodowała kryzys jest przejście od kapitalizmu oszczędności (Sparkapitalismus), wyprowadzanego z etyki protestanckiej, do kapitalizmu konsumpcjonistycznego, przejawiającego się w życiu na kredyt. Oczywiście trudno prognozować wszystkie skutki kryzysu w momencie, gdy potrwa on jeszcze prawdopodobnie kolejny rok, dwa a może i trzy lata – nie czynił też tego Dahrendorf. Przewidywał on jednak, że w rezultacie kryzys ekonomiczny może doprowadzić do narodzin odmienionej mentalności, pod wpływem której ludzie zaczną prawdopodobnie wykazywać w działaniu postawę trwalszą niż ta, którą umożliwiał „kapitalizm na kreskę”53. Główna szansa na zmianę leży jego zdaniem w kształtującym się na nowo stosunku do czasu. Początki gospodarki kapitalistycznej wymagały umiejętności odsuwania w czasie bezpośredniego zaspokojenia pragnień – a zatem sytuacji ograniczonego konsumpcjonizmu. Nowa perspektywa czasowa dotyczy tu zwłaszcza podejścia do zagrożeń związanych ze środowiskiem naturalnym, które, jak widać na przykładzie niepowodzeń polityki walki ze zmianami klimatycznymi, cechuje raczej myślenie krótko- czy średniookresowe. Dahrendorf zaznaczył, że na razie nie wiemy, czy omawiana zmiana mentalności jest stabilna – bowiem każde zadłużenie ma swoje granice. Być może faktycznie zdarzenia szokujące są konieczne, by promocja ducha oszczędzania oraz ekologii nabrała rozmachu i stała się efektywna. Możliwe też, iż Bangladesz i Holandia muszą zniknąć pod poziomem morza, by

51 R. Inglehart, Christian, Modernization, Cultural Change and Democracy, The Human Development Sequence, Cambridge 2005, za: A. Jabłoński, Kultura…, op. cit. 52 Ralf Dahrendorf (1929-2009), niemiecko-brytyjski socjolog, politolog i polityk, w latach 1974-1984 rektor London School of Economics, a następnie dziekan St. Anthony’s College Uniwersytetu Oksfordzkiego. W latach 1972 – 77 komisarz w trzech kolejnych Komisjach Europejskich Współtwórca teorii konfliktu. Autor m.in. takich prac jak: Rozważania nad rewolucją w Europie (1991), Nowoczesny konflikt społeczny (1993), Esej o polityce wolności (1993). 53 R. Dahrendorf, Po kryzysie: powrót do etyki protestanckiej?, „Res Publica Nowa” 2009, nr 3 (polish version), http://www.eurozine.com/articles/article_2009-12-02dahrendorf-pl.html, 31.01.2010.

nr 1, wiosna-lato 2010

[85]


Liliana Gmerek

przesłanie Alberta Gore’a czy Nicholasa Sterna przebiło się przez barierę egoistycznych postaw54. Zdaniem Dahrendofra w długim okresie nieunikniona okaże się rekonstrukcja państwa socjalnego za pomocą jakiejś możliwej do sfinansowania kombinacji elastyczności i bezpieczeństwa. Trudno zatem uznać, że proekologiczna oddolna zmiana bottom-up, którą mogłoby rozpocząć społeczeństwo i w którą tak wierzą ruchy zielonych, ma jakąkolwiek rację bytu bez odgórnej interwencji. Aktywizm ruchów proekologicznych nie doprowadzi do bardziej rozsądnego gospodarowania zasobami nieodnawialnymi, choć może ugruntowywać wspomniane wyżej zmiany mentalne. W rezultacie „obywatelstwo ekologiczne” (ecological citizenship), zmiana stylu życia oraz modernizacja ekologiczna wydają się możliwe, o ile społeczeństwo ulegnie bodźcom z zewnątrz. Giddens wskazał, że kluczową rolę odegrać musi polityka prowadzona przez rządy na poziomie narodowym i transnarodowym, która zapewni sprzyjające warunki dla R&D (Research & Development)55. W swojej książce The politics of climate chance Anthony Giddens zaproponował zbiór instrumentów politycznych, potencjalnie mogących zabezpieczyć Europę przed zagrożeniami wywołanymi przez środowisko naturalne. Jednakże dotychczasowe strategie oraz programy działań przyjmowane na poziomie międzynarodowym dowodzą, że do kreowania nowej wizji Europy trzeba czegoś więcej niż dobrego planu. Potrzeba było ponad 30 lat, by w Unii Europejskiej dokonała się zmiana kierunku z „ekspansji” do „ekologii”. Niewykluczone zatem, że na kolejną zmianę – zarówno polityki jak i społeczeństwa – przyjdzie poczekać równie długo. Niemniej zmiany te są potrzebne, ponieważ cokolwiek się nie wydarzy, to właśnie teraz wypracowujemy drogę do tej formy społeczeństwa, które ostatecznie będzie prowadziło całkiem inne życie, niż to, do którego tak się przyzwyczailiśmy.

Summary The article discusses the possible ecological and environmental threats that Europe can be faced with in the nearest future, along with the possible scenarios of the damage. The analysis presents several ideas for dealing with the threats, as well as problem-solving models, with special attention paid to Jeremy Rifkin’s ‘Third Industrial Revolution 54 55

A. Giddens, The politics…, op. cit. Idem, Europa…, op. cit., s. 234.

[86]

refleksje


Przyszłość Europy wobec zagrożeń ekologicznych

Concept’. The basis of the concept is the social aspect of the ecological change that the future may bring about. The demands and challenges that will have to be met as a result of the change are central for this article. Nota o autorze Liliana Gmerek [liliana.gmerek@gmail.com] – studentka V roku politologii o specjalności administracja europejska na Wydziale Nauk Politycznych i Dziennikarstwa UAM w Poznaniu.

nr 1, wiosna-lato 2010

[87]


Czy Europa Mikołaj Tomaszyk, Jacek Raubo Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu

Czy Europa umiera – nasz głos w dyskusji

Czy można zastanawiać się na końcem Unii Europejskiej? Jacek Raubo: Pytanie, czy Europa się kończy, jest tematem przewodnim niniejszych rozważań. Dyskusja w tym przypadku jest nad wyraz potrzebna, choć zauważyć należy, że niejednokrotnie budzi emocje, częstokroć skrajne. Nie ulega wątpliwości, że obecnie, na początku XXI w., cały kontynent europejski, boryka się z szeroką gamą różnego rodzaju problemów. Warto chociażby wspomnieć, że Europa, chociaż relatywnie bogata, traci na znaczeniu w kontekście globalnym. Społeczeństwa wielu państw starzeją się w zastraszającym tempie. Część państw nadal nie wypracowała spójnej i przede wszystkim skutecznej polityki wobec imigrantów, którzy dotychczas nie zasymilowali się z otaczającymi ich społeczeństwami. Niejako w środku całej dyskusji o stanie kontynentu zawsze znajduje się kwestia integracji europejskiej, tutaj symbolicznie utożsamiana z Unią Europejską. Sama idea integracji jest niewątpliwie wielkim sukcesem pokoleń Europejczyków, którzy po II wojnie światowej zapragnęli wyrzec się niszczycielskiej siły wojny i wspólnie pracować w duchu pokoju. Dzięki temu państwa funkcjonujące we wspólnocie odnotowały znaczny postęp i odbudowały się gospodarczo po zniszczeniach wojennych. Wraz z rozszerzeniami, które miały miejsce po zakończeniu zimnej wojny, niejako zatarciu uległ podział zbudowany w oparciu o żelazną kurtynę. Obecnie Europa szeroko korzysta z dobrobytu, ale należy nadmienić, iż czas zbierania owoców cudu gospodarczego, na bazie którego zbudowano UE, powoli mija. Praktyka integracji dostarcza szeregu pozytywnych przykładów, jednakże obecnie, gdy w pewnym sensie można uznawać, że wizja jedności jest najbliższa realizacji, wyłoniły się dwie płaszczyzny, w ramach których nastąpiło tąpnięcie. Dwa duże bloki skumulowanych problemów, zagrażające niemalże całemu przedsięwzięciu, złowieszczo otaczają kontynent. Pierwszym polem walki, w nierozstrzygniętej jeszcze batalii o przyszłość integracji, stała się kwestia ideologicznej tożsamości nowej Europy. Od samego początku integracji ściera-

nr 1, wiosna-lato 2010

[89]


Mikołaj Tomaszyk, Jacek Raubo

ły się ze sobą dwie wizje jednoczenia Europy, a wraz z nimi postrzeganie wspólnych wartości. Jednak obojętnie, czy będzie to koncepcja wielu państw, czy jednego państwa federalnego, zawsze rodzi się pytanie o podbudowę całego konstruktu. Obecnie w głównym nurcie ruguje się, w pewnym sensie naturalne dla kontynentu, wartości związane z Judeo-chrześcijańską tradycją. Spór o preambułę do Konstytucji Europejskiej czy też sprawa Rocco Butiglione są tego dobitnym przykładem. W zamian oferuje się swoistą mieszankę quasi-wartości, w której odbijają się jeszcze echa rewolty 1968 r. Stąd nie może budzić zdziwienia sytuacja, szybkiego rozprzestrzeniania się w Europie religii takiej jak islam, opartej o silne przekonania i uznającej sztywny katalog wartości. Patrząc na świat, warto dostrzec, że główni, potencjalni rywale UE także dysponują trwalszymi fundamentami wartości. Stany Zjednoczone często są piętnowane za ich niejako dewocyjne podejście do wiary i wartości z nią związanych, które do tego jeszcze przekładają się na kształt państwa. Jednak nie można zaprzeczyć, że również dzięki takiemu podejściu do wartości państwo to było w stanie zbudować własną pozycję na świecie. W kontekście Chińskiej Republiki Ludowej trudno przecenić wpływ konfucjanizmu na rozwój tamtejszego społeczeństwa, gotowego do poświęceń w imię grupy. Czy Europa zamykanych kościołów i Europa odwołująca się jedynie do tradycji antycznej Hellady jest w stanie zmobilizować własnych obywateli do walki o przynajmniej utrzymanie obecnej pozycji na świecie? Należy zauważyć, że prozaiczna sprawa związana z rozpadem tradycyjnej rodziny w Europie może stanowić memento dla makrostruktury jaką jest UE. Drugą kwestią jest dysfunkcjonalność szeregu rozwiązań zastosowanych w samym zarządzaniu Unią Europejską, w tym przypadku utożsamionych już przez większość Europejczyków z tzw. biurokracją brukselską. UE z narzędzia sprawnego rozwoju kontynentu powoli ewoluuje w coraz większą, a przy tym coraz bardziej ociężałą strukturę. Zapewne każdy mieszkaniec państwa członkowskiego UE jest w stanie podać przykład jakiegoś absurdalnego przepisu, którego korzenie sięgają Brukseli. Problem zapewne tkwi w popularnym w Europie przekonaniu, że zadekretowanie pewnych rozwiązań jest równoznaczne z ich późniejszym udanym wprowadzeniem w życie. Najgorszym symbolem mogą być próby odgórnego zainicjowania innowacyjności w gospodarkach państw członkowskich. Coś, co tak naprawdę powinno wypływać ze zwykłej obserwacji rynku, w Europie jest długotrwale rozważane i opisywane, przy tym jednocześnie w mierny sposób implementowane. W czasie, gdy w tzw. Dolinie Krzemowej w USA,

[90]

refleksje


Czy Europa umiera ­– nasz głos w dyskusji

centrach innowacyjności na południu Chin czy w Indiach, pewne działania przyspieszające rozwój najnowszych technologii są naturalne, w Europie częstokroć nie wychodzą poza sferę koncepcyjną w ośrodkach akademickich. Zupełnie innego rodzaju problemem, ale także ściśle związanym z dysfunkcjonalnością UE jako struktury mającej budować rozwój gospodarczy, jest przerost świadczeń socjalnych. Nie dość, że państwa mają problem z ograniczaniem tego rodzaju wydatków, to jeszcze zauważalny jest trend, aby struktura UE była gwarantem utrzymania wielu z nich. Należy także przywołać przykład wspólnej polityki rolnej, której korzenie sięgają dążenia do uzyskania bezpieczeństwa żywnościowego dla państw po 1945 r. Obecnie jest to raczej oaza nadużyć, a przede wszystkim sztucznego sterowania rynkiem w zakresie rolnictwa, a do tego sowicie finansowana ze wspólnego budżetu. Bardzo interesująca jest także kwestia podejścia do szeroko pojmowanej ekologii. UE chcąc być przodownikiem na świecie w tym zakresie, wprowadza szereg ograniczeń i restrykcji dla przedsiębiorców, ograniczając automatycznie przy tym ich możliwości konkurowania z odpowiednikami z USA czy też ChRL. Część zmian przypomina w swej strukturze rewolucję, a nie ewolucję ku nowym standardom. Jednak czy narzucanie samemu sobie tak wysokich standardów nie będzie prowadziło do osłabiania całej struktury europejskiej? Oczywiście wskazując na kwestie innowacyjności, rozbudowanej polityki socjalnej czy też polityki rolnej, wprowadza się pewne uproszczenie, ale jest to działanie mające na celu ukazanie złego trendu, z którym dziś UE nie umie sobie poradzić. Należy również zauważyć, że brak jest współcześnie w UE określenia, czy struktura unijna ma przypominać skuteczną firmę przynoszącą zyski, czy też nad wyraz rozbudowaną wspólnotę wartości. Jeżeli miałaby być to, w pewnym sensie, firma należałoby zaakceptować rynek jako najlepszą weryfikację większości inicjatyw. Lecz jeżeli bliżej UE do wspólnoty wartości, to działania gospodarcze nie stanowiłyby celu samego w sobie, a jedynie byłyby elementem finansującym przedsięwzięcia. Współcześnie można zauważyć trend do preferowania tego drugiego scenariusza, ale ogranicza to potencjał ekonomiczny i wpływa na osłabienie siły całej UE. Można nawet uznać, że wobec globalizacji Europa sama się niejako ogranicza i traci możliwość reformowania się, by móc skuteczniej rywalizować z innymi regionami. Wiele państw potrzebuje jeszcze UE, bowiem jest ona w stanie przekazać im pomoc finansową – co jeśli nie będzie już jej na to stać? Wielka firma „Europa”, będzie podobna do jednego z wielkich zakładów pra-

nr 1, wiosna-lato 2010

[91]


Mikołaj Tomaszyk, Jacek Raubo

cy, w którym rozbudowane są przywileje pracowników, dba się nawet w sposób kuriozalny o ekologię, utrzymuje się setki, jeśli nie tysiące urzędników i kierowników, ale zapomniano o jednej rzeczy: już dawno przestano cokolwiek produkować z powodu braku kapitału. W ten sposób to, co kiedyś było atrakcyjne dla całego świata, stanie się tworem upadłym, a ludzie zamiast podnieść się i budować od nowa, będą nadal rozmyślali nad przeszłością. Czy więc należy zastanowić się nad przyszłością kontynentu bez struktury UE? Historia wskazuje, że trzeba tworzyć tego rodzaju scenariusze zarówno na płaszczyźnie regionalnej, jak i narodowej. Nie chodzi w tym przypadku o negowanie samego faktu istnienia obecnej struktury, w której skupiła się integracja europejska, jednak o potrzebę wyciągania wniosków płynących z historii. Przecież nikt nie zaprzecza, że istotne jest dyskutowanie o osłabieniu tzw. Imperium Americanum, a więc dlaczego pomija się dyskusję o potencjalnym krachu koncepcji UE? Przecież Europa jako kontynent doświadczyła już wielu prób zjednoczenia, tworzenia sojuszy oraz towarzyszących im upadków wspólnych działań i z tego względu najlepiej powinna być przygotowana do dyskusji. W tym przypadku dochodzi do zaobserwowania jeszcze jednego kluczowego zagadnienia – wewnętrznej dynamiki i siły zmian na kontynencie europejskim. Współcześnie Europa nie może zaoferować światu tej samej wewnętrznej siły, która napędzała różnego rodzaju rewolucje, czy to polityczne, czy też gospodarcze. Społeczeństwa, które funkcjonują zazwyczaj w ramach bogatych państw Europy, stały się niejako pasywne w kreowaniu własnego otoczenia. UE jest dla nich symbolem ciągłości świata, w którym wszystko będzie bezpieczne, może nie jasne, jak to ma miejsce w przypadku procedur związanych z samym funkcjonowaniem unijnych gremiów, ale dające stabilność. Dlatego jakakolwiek dyskusja o przyszłości, w której trzeba byłoby potencjalnie tworzyć coś nowego w Europie, a do tego pracować dla innych pokoleń i to bez wizji własnego dobrobytu, jest tak trudna do zaakceptowania. Jednak brak dyskusji i uznawanie, że integracja europejska jest na tyle wyjątkowa, iż będzie trwała wbrew wszystkiemu, przypomina zaklinanie przyszłości. Wystarczy spojrzeć na dyskusję o zmierzchu Imperium Americanum i porównać ją do dyskusji o zmierzchu UE. W pierwszym przypadku mamy do czynienia z zażartą dysputą, uznawaną za kluczową w postrzeganiu świata, prowadzoną również z udziałem Europejczyków. Natomiast gdy dochodzi do prób dyskusji w drugim przypadku, są one traktowane raczej jako przejaw political fiction. Jednakże im bardziej Europa zamknięta bę-

[92]

refleksje


Czy Europa umiera ­– nasz głos w dyskusji

dzie na tego rodzaju kwestie sporne, tym bardziej odczuje brak przygotowania w momentach kluczowych dla jej przyszłości. Mikołaj Tomaszyk: W ostatnich latach w kontekście Unii Europejskiej w prasie specjalistycznej, publicystyce, wypowiedziach polityków i analityków pojawia się niesłuszne stwierdzenie, że projekt europejski jest bliski swego końca. W większości przypadków pojawia się przekonanie, że państwa członkowskie Unii nieudolnie zmierzają w kierunku uczynienia z niej bytu państwowego przenoszącego zdobycze państwa narodowego poza granice geograficzne państw UE-27 na granice zewnętrzne Unii. Argumentują tym samym, że od początku lat dziewięćdziesiątych poprzedniego wieku Unia Europejska ma problem z określeniem tego, czym jest. Z jednej strony zmierza w kierunku budowy wspólnej polityki zagranicznej i bezpieczeństwa, a w kontekście wydarzeń w Stanach Zjednoczonych z 11 września, dzieli się na państwa wchodzące w skład koalicji antyterrorystycznej i te nie należące do niej. Z drugiej strony organizacja ta pokazuje dużą zdolność do zmiany i czegokolwiek by nie powiedzieć, efektywnie reaguje na zewnątrz i wewnątrzsystemowe determinanty zmian. Z pewnością projekt europejski jest ofiarą swego sukcesu. Analizując motywy jakimi kierowali się „Ojcowie Europy” po drugiej wojnie światowej, gdy kreślili konstrukcję modelu integracji dla państw zachodnioeuropejskich, przyznać należy, że w większości ich cele zostały wypełnione treścią. W Europie nie obserwujemy dzisiaj punktów zapalnych, które miałyby się stać zarzewiem konfliktu ogólnoświatowego. Europa zwalczając źródła postaw nacjonalistycznych, stara się, aby podstawy jej wartości były oparte na zasadach wolności, demokracji, poszanowania praw człowieka i podstawowych wolności. Uzupełnieniem tego katalogu są zasady integracji europejskiej, które są elementem soft power Unii Europejskiej, za pomocą której podejmuje ona działania na arenie międzynarodowej. W wyniku procesu transformacji ustrojowej, państwa Europy centralnej kształtując podstawy swych niezależnych polityk zagranicznych, w większości orientowały się na akcesję do ugrupowań zabezpieczających je militarnie – Pakt Północnoatlantycki oraz ekonomicznie – Unia Europejska. Ostatnie rozszerzenie Unii było jednym z ostatnich celów, które efektywnie mobilizowały państwa Unii i państwa kandydującego do tego grona. Członkowie UE-15, widząc możliwość dopełnienia projektu europejskiego poprzez rozszerzenie jego zdobyczy na wschód kontynentu, podjęli się realizacji przynajmniej czterech wyzwań. Jednym z podstawowych jest debata nad przyszło-

nr 1, wiosna-lato 2010

[93]


Mikołaj Tomaszyk, Jacek Raubo

ścią Unii Europejskiej, która swym zasięgiem objęła dwa filary politycznej identyfikacji państw ją tworzących. Jak różne są optyki na to zagadnienie wśród państw UE-15, można się przekonać, analizując debatę ponicejską, przygotowującą prace Konwentu ds. Przyszłości Unii, oraz tę, która toczyła się na różnego rodzaju forach po nieudanej ratyfikacji TKE we Francji i w Niderlandach. Drugim jest konieczność przeprowadzenia niezbędnych do rozszerzenia zmian traktatowych, które wyznaczały ton konferencji międzyrządowych od Amsterdamu aż po Niceę. Trzecim wyzwaniem jest konieczność zachowania stabilnych podstaw rynku wewnętrznego, poprzez dywersyfikację możliwości partycypacji w jego mechanizmach, poparte okresami przejściowymi w zakresie możliwości podejmowania zatrudnienia przez nowych obywateli UE, czy w zakresie wsparcia w ramach mechanizmów dofinansowania polityki rolnej. Nie mniej istotna jest chęć przybliżenia Unii jej obywatelom, tak aby nie była w ich przekonaniu odbierana jako projekt elit. W dniu dzisiejszym Unia Europejska ma nowe podstawy traktatowe, które umożliwiają jej, pytanie czy lepsze pozostaje otwartym, funkcjonowanie w poszerzonym składzie członkowskim. Trwa wypełnianie treścią i praktyką poszczególnych zapisów traktatów, chociażby w zakresie utworzenia korpusu służby działań zewnętrznych, uprawnień Wysokiego Przedstawiciela Unii ds. Zagranicznych i Polityki Bezpieczeństwa, czy też doprecyzowania traktatowych zasad procedury budżetowej. Przeciwnicy rozwiązań lizbońskich wskazują, że na przykładzie wyborów Stałego Przewodniczącego Rady (Prezydenta Rady), Wysokiego Przedstawiciela Unii ds. Zagranicznych i Polityki Bezpieczeństwa, a także obwarowania poszczególnych zapisów traktatu okresami przejściowymi, że mamy dowód na to, iż państwa członkowskie UE nie mają pomysłu na jej kształt, bądź też TL jest efektem ambitnych koncepcji wpisujących się w napięcie między dwoma scenariuszami rozwoju: Unii mocnej siłą jej państw bądź silnej jej instytucjami – przefiltrowanych przez poszczególne państwa członkowskie. Stąd Unia ma podstawy traktatowe takie, na jakie stać jej państwa członkowskie. Ich ocena może być dokonywana w stosunku do rozwiązań zaproponowanych w Traktacie Konstytucyjnym bądź też, co jest nie do końca trafnym kryterium porównawczym, w stosunku do innych bardziej lub mniej wyobrażonych podstaw traktatowych wspólnot państw, byłych bądź istniejących lub też nie mających szans na zaistnienie. Siła polityczna państw członkowskich Unii winna skupić się te-

[94]

refleksje


Czy Europa umiera ­– nasz głos w dyskusji

raz nie na debacie polizbońskiej, w którą wpisywane są mgliste scenariusze następnej zmiany traktatów. Obserwuje się zmęczenie procesem reformy traktatowej, rozszerzeniem i kryzysem gospodarczym. Stąd też uwaga państw członkowskich winna skupiać się na opracowaniu realnej strategii wyjścia ze spowolnienia gospodarczego. Pracę nad dokumentem poddanym konsultacjom przez KE w grudniu 2009 roku pokazują skalę zróżnicowania wśród UE-27. Dotykają również fundamentalnych kwestii dotyczących modelu rynku, którego cechy mają zapewnić efektywną i konkurencyjną w skali światowej gospodarkę. Nadal aktualnym pozostaje napięcie między tym, co rozumiemy pod pojęciem polityki spójności, a tym, co wymusza konieczność działań doskonalących konkurencyjność europejskiej gospodarki w skali światowej. Państwa UE-10, UE-2 są żywotnie zainteresowane pogłębianiem zdobyczy rynku wewnętrznego. Szczególnie w zakresie dalszej liberalizacji rynku usług (dyrektywa usługowa), przeglądu założeń dyrektywy pracowniczej. Wychodząc z założenia, że największe korzyści z rozszerzenia przyniósł otwarty rynek wewnętrzny, dążą, w tym szczególnie nasze państwo, do ich maksymalizacji przez prace nad uzupełnieniem czterech swobód, piątą opierającą się na swobodnym przepływie wiedzy, technologii, know-how, osiągnięć sektora B+R. Od efektywnego wykorzystania innych niż mechanizmy Rady UE sposobów wpływu na prace nad projektami legislacyjnymi KE zależy sukces bilansujący niekorzystny względem nich nowy system głosowania w Radzie, który w znacząco inny sposób pozycjonuje aktorów unijnych na szczeblu tzw. political leadership. Nowe państwa członkowskie są zainteresowane konsolidacją współpracy szczególnie w tych obszarach, w których zrealizowałyby swoje żywotne interesy. Na przykładzie Polski można wskazać na dążenie do wypełnienia treścią zapisów TL w zakresie wspólnej polityki energetycznej, Strategii na rzecz Morza Bałtyckiego czy też Partnerstwa Wschodniego. Sukces w tych obszarach zależy jednak od skali poparcia jakie zdoła się zyskać u pozostałych 26 graczy. Działa to w myśl zasady, że efektywny gracz przekonuje swoich partnerów do uznania przez nich jego pomysłów za własne. Swym zasięgiem Polska obejmuje również założenia Strategii Europa 2020, na podstawie której będą kreślone założenia prawne i finansowe nowej perspektywy finansowej na lata 2014-2020. Zróżnicowanie państw członkowskich, chociażby we wspomnianych zakresach, pokazuje, że nieuchronnie przedmiotem debaty winna być kwestia wpisania w realne mechanizmy współpracy elementu ją uelastyczniającego. TL nie jest w tym zakresie mar-

nr 1, wiosna-lato 2010

[95]


Mikołaj Tomaszyk, Jacek Raubo

twy, zaostrza jedynie kryteria włączenia do tego obszaru współpracy. Unia Europejska nie jest pogrążona w kryzysie politycznym. Nie znajduje się również na żadnym zakręcie dziejów, który miałby w zasadniczy sposób wpłynąć na jej przyszłość. Nie jest jednak zdolna do przeprowadzenia, niekoniecznej z dzisiejszego punktu widzenia, generalnej reformy traktatowej. Jeśli zmiany byłyby konieczne, ich opracowanie i wprowadzenie odbędzie się w drodze mechanizmów pozatraktatowych, np. regulaminy instytucji, porozumienia międzyinstytucjonalne (ostatnie PE z KE) i inne. Unia nie jest w najbliższym czasie zdolna do rozszerzenia swego składu członkowskiego o tzw. państwa strategiczne, jak np. Ukraina i Turcja. Przyczyn jest wiele, ale jedna zasadnicza – przy braku reform finansowania poszczególnych polityk, w tym przede wszystkim rolnej i  spójności, Unii nie będzie stać na taki krok. Nie ma realnej woli w  gronie państw członkowskich, aby dokonywać w tych obszarach zasadniczych zmian. Aczkolwiek jednym z elementów programu politycznego nowego i starego przewodniczącego KE jest zaproponowanie zmian punktu dystrybucji środków strukturalnych z krajowego na brukselski. Nowe państwa członkowskie nie wyrażają na to zgody. Jedynym możliwym scenariuszem jest rozszerzenie o Chorwację i Islandię. Oba państwa zyskały w lutym 2010 pozytywny avis KE i wyraża się nadzieję na ich akcesję w okolicach roku 2012. Chcąc poszerzyć zakres oddziaływania państwom, które nie spełniają kryteriów akcesji lub z innych przyczyn nie mogą być członkami UE, będzie się proponowało, w ramach regionalizacji polityki zagranicznej, różnej kategorii ściślejsze sojusze, czy to w ramach partnerstwa, czy stowarzyszenia z Unią. Państwa Unii Europejskiej są pogrążone w kryzysie gospodarczym. W dużej mierze jest on uzależniony od gospodarczych trendów ogólnoświatowych, ale również przez niektóre państwa członkowskie praktykujące „kreatywną księgowość” i tym samym pogłębiające stan niechęci i braku zaufania nie tylko w strefie euro. Jednym z determinantów rozwoju jest element kryzysowy, który dodatnio wpływa na przyszłą kondycję określonej struktury. Stąd Europa 2020 będzie testem solidarności unijnej, ale nie testem jej ogólnej kondycji. Sukces jest jednak uzależniony od spełnienia kilku warunków. Po pierwsze pozytywnie ocenić należy oparcie wzrostu na nowych technologiach teleinformatycznych, przemyśle, tzw. zielonej energii oraz rozwijaniu sieci transportowej (sieci transeuropejskiej). Rząd polski pozytywnie ocenia propozycje działań w tym zakresie,

[96]

refleksje


Czy Europa umiera ­– nasz głos w dyskusji

jednak proponuje pobudzenie tych segmentów rynku w oparciu o rynek wewnętrzny, co ma przyczynić się do mniejszego subwencjonowania działań przez państwa bogatsze, aczkolwiek pozytywnie odnosi się do współpracy Francji i Niemiec w zakresie opracowania pakietu 70 ustaw wdrażających EU 2020 mimo braku konsensu co do jej ostatecznego kształtu. To rozegranie EU 2020 w ramach państw zaliczanych do grona „przywództwa politycznego UE” w istotny sposób zdominuje debatę szczytu Rady na wiosnę 2010 oraz wpłynie znacząco na pracę nad Nową Perspektywą Finansową 2014-2020. Po drugie, sukces Strategii zależy w dużej mierze od jakości zarządzania procesem jej wdrożenia oraz ewaluacji na poziomie państw członkowskich i Unii. Poszczególne działania państw członkowskich winny być konsultowane na poziomie europejskim. Po trzecie, w kontekście wydarzeń w Grecji z nadzieją spojrzeć należy na założenia KE w zakresie zarządzania polityką antyinflacyjną. Należy jednak wezwać KE do opracowania jednolitych procedur w tym zakresie, a państwa członkowskie do ich przestrzegania tak, by zachęcić je do większej solidarności w zakresie przeciwdziałania skutkom inflacji. Nowego znaczenia nabiera zasada solidarności. Po czwarte, nowe cele integracyjne Unii Europejskiej nie zawsze muszą być kreślone na realizację wielkich planów politycznych czy też gospodarczych. W większości stolic europejskich panuje przekonanie, że należy najpierw dobrze zagospodarować efekty rozszerzenia, zmiany traktatowej, by móc kreślić inne plany. W  myśleniu o Unii wykreślić należy tę perspektywę państwowocentryczną. Tym samym unikamy debaty o potrzebie, bądź jej braku, opracowania traktatu konstytucyjnego, oddalamy debatę o wartościach bardziej lub mniej chrześcijańskich i innych. Unia jest bowiem organizacją międzynarodową o specyficznym, jednak nie państwowym charakterze, czerpiącą swoją siłę z kondycji jej państw członkowskich. Przybliżmy projekt europejski obywatelom i wsłuchując się w ich głos, budujmy Europę z nim zgodną. Bezpieczeństwo kontynentu – oznaka słabości Jacek Raubo: Rzymianie rozsądnie twierdzili, że si vis pacem, para bellum, aczkolwiek należy zastanowić się, czy w przypadku Europy w XXI w. nadal można uznawać tego rodzaju podejście za odpowiednią drogę do budowy własnego bezpieczeństwa. Państwa, aby mogły rozwijać się, potrzebują do tego odpowiednich warunków, a najważniejszym z nich jest niewątpliwie pozyskanie zabezpieczenia przed zewnętrzną ingerencją w ich sprawy. Najbardziej skrajną postacią owej

nr 1, wiosna-lato 2010

[97]


Mikołaj Tomaszyk, Jacek Raubo

ingerencji jest wojna lub innego rodzaju konflikt zbrojny. Po 1945 r. Europa chciała zapomnieć o traumatycznych przeżyciach z okresu obu wojen światowych i dzięki temu zbudowane zostały podwaliny pod pokój oparty na zasadach współpracy. Skupienie uwagi przez oba mocarstwa – USA i ZSRR na Europie jako polu potencjalnej płaszczyzny wojny pełnoskalowej niewątpliwie uchroniło kontynent od wszczynanych na całym świecie wojen lokalnych. Pokój wpisał się na trwałe w postrzeganie Europy z jej strukturami integracyjnymi. Jednak już wojna w byłej Jugosławii, a w późniejszym okresie konflikt w Kosowie, przypomniały, że nawet w samej Europie może dojść do działań zbrojnych. Co więcej, po 1989 r. destabilizacji poddane zostały regiony świata, w których wcześniej, dzięki rywalizacji dwóch bloków ideologicznych, zapewniony był względny spokój. Natomiast, jak pokazały zamachy z 11 września 2001 r. i późniejsze ataki terrorystyczne na cele w Londynie i Madrycie, sytuacja nawet w odległych geograficznie państwach może wpłynąć bezpośrednio na bezpieczeństwo w każdym innym miejscu świata. Od 4 kwietnia 1949 r. gwarantem bezpieczeństwa europejskiego, oczywiście patrząc na państwa demokratyczne, było NATO (a dokładniej rzecz ujmując USA) wspierane przez państwa członkowskie Sojuszu. Jednakże NATO, mimo tryumfu w zimnej wojnie, stanęło przed największym problemem utożsamianym z rozchodzeniem się wspólnych interesów USA i ich europejskich partnerów. W ten sposób wróciła koncepcja stworzenia dualizmu w zakresie bezpieczeństwa w Europie. Z jednej strony nadal akceptowane byłoby NATO, ale z drugiej UE miała zyskać możliwości wcześniej utożsamiane przede wszystkim właśnie z Sojuszem Północnoatlantyckim. Aczkolwiek w sytuacji, gdy NATO traci na znaczeniu, a UE pod względem możliwości nie jest w stanie zapewnić odpowiednich sił i środków, istnieje obawa, że Europa nie jest aż tak bezpieczna, jakby można było sądzić. Jest to sytuacja niebezpieczna nie z powodu konkretnego zagrożenia np. inwazją wrogiego państwa w krótkiej perspektywie czasu, ale długoterminowych skutków tego rodzaju słabości. Jakie są więc możliwe scenariusze w kwestii bezpieczeństwa Europy zorganizowanej w strukturę UE? Pierwszy, zakłada optymistyczną wizję, w której Europa pozostaje wolna od konfliktów i zawirowań, w których potrzebne będzie użycie siły. Jednocześnie, w tym samym przypadku, wzorzec europejski jest na tyle interesujący dla innych państw świata, że pozycja reprezentującej kontynent UE wzrasta nawet bez rozwijania podbudowy w aspekcie klasycznej siły. Trzonem stają się możliwości w zakresie tzw. soft power Europy. NATO prze-

[98]

refleksje


Czy Europa umiera ­– nasz głos w dyskusji

staje być paktem obronnym sensu stricte i zyskuje wymiar podobny do Rady Europy, tylko że w wymiarze szeroko pojmowanego bezpieczeństwa. Być może nawet NATO, postrzegane jako archaiczna zimnowojenna forma zostaje rozwiązane lub podlega marginalizacji, jak to miało to miejsce z Unią Zachodnioeuropejską. Jednakowoż, aby tego rodzaju scenariusz mógł być zrealizowany świat powinien podążać w kierunku pokoju i procesów rozbrojeniowych, a jest to założenie nad wyraz idealistyczne. Scenariuszem, który wydaje się bardziej realny, jest osłabienie NATO i przeniesienie większości odpowiedzialności za obronę nie tylko Europy, jako konkretnego terytorium ale i jej interesów, na UE w  ramach Polityki Bezpieczeństwa i Obrony. Tego rodzaju działanie wymagałoby od państw członkowskich przede wszystkim woli stworzenia znacznych sił i wydzielania środków na ich utrzymanie. Bez sił amerykańskich potrzebne byłoby m.in. stworzenie zaplecza pod flotę samolotów transportowych, niezbędnych przy współczesnej projekcji sił. Rodzi się jednakże pytanie, na ile Europa jest zdeterminowana jako całość, aby stworzyć nową jakość na płaszczyźnie bezpieczeństwa i obrony. Patrząc przez pryzmat obecnej misji ISAF w Afganistanie, dostrzec można, jak problematyczne jest funkcjonowanie struktury opartej o różne zasady użycia siły, dysponującej różnej klasy uzbrojeniem, a nawet różniącej się wolą walki. W przypadku gdyby to UE miała zastąpić NATO i przede wszystkim Stany Zjednoczone, niewykluczone byłoby zaistnienie sytuacji kryzysowej, w której pojawiłyby się straty w sprzęcie, a przede wszystkim w ludziach. Wówczas jednym z problemów byłoby na pewno utrzymanie woli politycznej do kontynuowania działań, być może nastąpiłyby także napięcia w obrębie kontyngentów narodowych. W przypadku wskazanego scenariusza, wymagany byłby postęp w procesach integracyjnych. Trzecią możliwością byłoby dalsze utrzymywanie swoistego dualizmu NATO – UE. Tego rodzaju rozwiązanie związane byłoby z niechęcią do przejmowania pełnej odpowiedzialności za własne bezpieczeństwo przez UE od NATO, ale przy jednoczesnym dążeniu do pragmatycznego podtrzymywania obecności Stanów Zjednoczonych w strukturze gwarancji bezpieczeństwa. Problemem może być stosunek USA do takich działań, w których to wymaga się od Ameryki, ale w mniejszym stopniu wspiera się jej wysiłki. Taka dwuznaczność w relacjach transatlantyckich byłaby jednak niefunkcjonalna dla obu stron i mogła prowadzić do ich osłabienia. Najbardziej pragmatyczne byłoby, w przypadku osłabienia NATO oraz niemożliwości uzyskania pełnych

nr 1, wiosna-lato 2010

[99]


Mikołaj Tomaszyk, Jacek Raubo

zdolności przez struktury w ramach UE, powołanie wielu mniejszych sojuszy między konkretnymi państwami. Jednocześnie państwa powróciłby do samodzielnego budowania strategii opartych w większym stopniu o ich własny potencjał aniżeli sojuszniczy. W tym wypadku siła Europy uległaby osłabieniu i spadłaby zdolność do działania poza granicami kontynentu. Wzrosłaby jednak siła poszczególnych państw, gdyż musiałyby one reformować strukturę własnego bezpieczeństwa pod konkretne zagrożenia, nie zdając się na innych. Zapewne nie istnieje jedno poprawne rozwiązanie dla Europy w zakresie zapewnienia bezpieczeństwa, ale należy zauważyć, iż musi ono zawierać kilka wspólnych elementów. Przede wszystkim precyzyjne ustalenie priorytetu strategicznego, co jednoznacznie jest związane z wyborem pomiędzy utrzymywaniem dysfunkcjonalnego dualizmu NATO – struktury UE zajmujące się bezpieczeństwem i obronnością. Kolejną z działań byłoby zarysowanie katalogu wspólnych zagrożeń stojących przed Europą na początku XXI w., aby czytelnie odejść od konstrukcji budowanych jeszcze w oparciu o relacje zimnowojenne, a następnie dokonanie podziału sił i środków w kontekście uznanych za strategicznie i ważne dla przyszłości kontynentu. Obojętnie, czy zostanie to dokonane w ramach NATO, czy rozbudowanej UE, będzie to proces długotrwały i wymagający aktywności wszystkich państw. Zachowanie dalszej bierności przez Europę na początku XXI w., może skutkować, z jednej strony osłabieniem znaczenia kontynentu w kwestiach międzynarodowych, a z drugiej być zachętą do narzucania pewnych rozwiązań przez mocarstwa dysponujące rozbudowaną siłą w klasycznym rozumieniu. W pewnym sensie to właśnie przez pryzmat bezpieczeństwa i obronności będzie można najlepiej ocenić, czy mamy do czynienia z jedną Europą, czy nadal z konglomeratem państw, które w pewnych okresach współpracują ze sobą. Świat nadal wymaga od państw sprawnego zarządzania własnym bezpieczeństwem, jednocześnie globalizacja zmusza do poszukiwania nowych narzędzi oddziaływania. Współcześnie Europa stoi przed dylematem, jak skonstruować wizję własnego bezpieczeństwa i nadal nie znalazła czytelnej odpowiedzi. Rodzi się pytanie, czy ten trawiący kontynent problem zostanie rozwiązany do momentu, gdy zakończy się czas wynikający z dywidendy pokoju uzyskanej po 1989 r., wówczas bowiem, tak często wskazywana rola soft power, może być niewystarczająca. Powtórzmy raz jeszcze, si vis pacem, para bellum.

[100]

refleksje


Czy Europa umiera ­– nasz głos w dyskusji

Mikołaj Tomaszyk: Zasadniczym dylematem jest odpowiedź na pytanie, czy państwa Unii Europejskiej chcą potwierdzać swoje bezpieczeństwo w formule NATO, czy dążyć do jej europeizacji bądź też budowy swojego sytemu bezpieczeństwa. Wraca tym samym debata o pakcie muszkieterów nie tylko w rozumieniu bloku państw pomagających sobie w razie zagrożenia braku dostaw surowców energetycznych, ile jako bloku państw połączonych silnym wojskowym sojuszem, częściowo, bądź w całości niezależnym do NATO. Dyskusja na ten temat była głośna na salonach europejskich w latach 2004 – 2005. Nie wyniknęło z niej nic, a analiza debaty o remilitaryzacji sił wojskowych RFN pokazuje, że w najbliższym czasie realnym wydaje się scenariusz NATO bez reformy. Nie da się bowiem zbudować silnego bloku wojskowego w Europie bez udziału jednego z najbardziej wpływowych aktorów. UE – aktywny gracz na arenie międzynarodowej? Jacek Raubo: Współcześnie Unia Europejska jest złożona z państw mających własne interesy w różnych regionach świata. Jednocześnie istnieje silne przekonanie, że to cała UE powinna odgrywać rolę globalnego gracza, stojąc u boku takich potęg jak Stany Zjednoczone, Federacja Rosyjska, ChRL czy też Indie. Prowadząc rozważania w tym kierunku, można spróbować wyjść poza obecny partykularyzm państw członkowskich i zastanowić się nad hipotetyczną sytuacją, gdy to UE będzie odpowiadała za całokształt relacji zewnętrznych. Na pierwszym miejscu automatycznie pojawia się pytanie, w jaki sposób konstruować w przyszłości taką aktywność międzynarodową UE? Czy nadal prowadzić działania w oparciu o budowanie dużej ilości inicjatyw na całym świecie, uznając, iż przyniosą one w perspektywie zyski? Być może należy jednak, stosując sprawdzone w historii przez wielkie mocarstwa metody, dokonać swoistej twardej selekcji kierunków zaangażowania międzynarodowego. Celem takich działań byłoby ukierunkowanie wszystkich starań pod konkretne potrzeby Europy, pozostawiając na boku wizje związane z potrzebą krzewienia wartości europejskich. Tego rodzaju odejście, a wręcz w praktyce zerwanie z idealizmem i przejście na pozycję nacechowaną pragmatyzmem, nie byłoby trudne do zaakceptowania z jednej prostej przyczyny – obecne państwa członkowskie, mimo odniesień do sfery wartości, i tak stawiają na pierwszym miejscu własne korzyści i zyski. Dlatego postulowane byłoby wybranie i dogłębne skoncentrowanie się na kilku kluczowych dla interesów kontynentu europejskiego regionach świata. Przykładem takiego postępowania mogą być Stany Zjednoczone z ich obecno-

nr 1, wiosna-lato 2010

[101]


Mikołaj Tomaszyk, Jacek Raubo

ścią w Zatoce Perskiej. Obok uznania dominacji pragmatyzmu, w postępowaniu całej UE jako gracza międzynarodowego, kluczowym byłoby zarysowanie podstawowych wyznaczników w doborze odpowiednich wektorów w polityce na arenie międzynarodowej. Po pierwsze, wizję polityki międzynarodowej należałoby oprzeć o potrzeby gospodarcze, takie jak zapewnienie surowców naturalnych czy też w mniejszym stopniu utrzymanie lub zdobycie nowych miejsc zbytu towarów produkowanych w Europie. Odnośnie surowców naturalnych najlepiej dostrzec obecną słabość UE, albowiem wypracowanie minimalnego zarysu wspólnej polityki w tym zakresie w kontekście partykularnych interesów państw członkowskich, stwarza wielkie problemy. Z jednej strony daje to asumpt do dalszych rozważań co do przyszłości całej UE, a z drugiej wskazuje, że potencjalne różnice mogę negatywnie oddziaływać na postrzeganie siły zjednoczonej Europy w świecie. Wobec tego trudno domniemywać, że jeżeli kłopoty pojawiają się już na linii porozumienia z Federacją Rosyjską, to będą skutecznie prowadzone jednorodne działania, jeśli do gry o surowce w jakimś konkretnym miejscu świata włączą się także gracze, tacy jak USA czy ChRL. Stąd też należy jak najszybciej dokonać swoistego wartościowania w kontekście interesów gospodarczych, gdyż dostrzegalny jest niejako nowy podział świata na strefy wpływów gospodarczych, który zainicjowały nowe wzrastające w siłę potęgi, na czele z ChRL. Już dziś widać to w kontekście rozgrywki w Azji Centralnej, chociaż najlepszym polem do analizy tego rodzaju wyścigu jest jednak Afryka. Działania podejmowane w celu zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego muszą cechować się determinacją i skuteczną strategią. W żadnym wypadku nie można działać ad hoc lub zdać się na konsensus pomiędzy zainteresowanymi stronami. Liczy się szybkość działania i skuteczność, w tym wypadku mierzona wymiernymi zyskami gospodarczymi. Każde działanie, każda inicjatywa, a w szczególności każde wydane pieniądze powinny skutkować dobrymi kontraktami, nowymi liniami energetycznymi, a upraszczając, po prostu zyskiem, jak nie całej UE, to poszczególnych firm działających w Europie. Drugą z determinant w ramach potencjalnej stratyfikacji kierunków aktywności UE na świecie powinna stać się potrzeba uzyskania trwałego sojuszu lub sojuszy na miarę XXI w. Jeżeli analizie zostanie poddany koniec XX w., to czytelnie będzie można zauważyć, iż rolę owego gwaranta integracji na kontynencie europejskim, nawet wbrew krytycznym opiniom np. Francji, odgrywały Stany Zjednoczone. Jednakże obecnie USA są coraz mniej zainteresowane stwarzaniem ide-

[102]

refleksje


Czy Europa umiera ­– nasz głos w dyskusji

alnych warunków pod rozwój konkurencji dla własnych interesów. Dawniej partnerzy, w postaci USA i Europy, potrzebowali się nawzajem, gdyż stanęli w obliczu realnego zagrożenia ze strony ZSRR. USA niejako potrzebowały rozwiniętej Europy, a Europa musiała zdać się na amerykański parasol bezpieczeństwa. Na dziś obie strony mogą swobodnie poszukiwać sojuszników w kontekście konkretnych zagrożeń definiowanych własną racją stanu. I tu po raz kolejny pojawia się pytanie, czy zaistnieje jedna europejska racja stanu. Przy założeniu, że nastąpi unifikacja interesów państw członkowskich, należy zauważyć, że UE jest obecnie w zupełnie innej sytuacji od USA. Wynika to z faktu, iż dopiero wraz z zakończeniem zimnej wojny Europa uzyskała pełną swobodę działania na zewnątrz kontynentu. Od 1945 r. państwa Europy raczej traciły na znaczeniu w relacjach globalnych, czego symbolem były upadające imperia kolonialne. Dziś UE może na nowo starać się o wejście w sferę relacji globalnych, w ramach których kiedyś funkcjonowały jej pojedyncze państwa członkowskie. Należy dostrzec, iż nie jest to twierdzenie nie bazujące na realnych możliwościach. Przede wszystkim Europa ma do tego szereg atutów, do których należą wspomniane dawne tradycje kolonialne, postrzegane jako sieć powiązań kulturowych i politycznych z elitami w innych regionach świata. Jednocześnie UE symbolizuje współpracę, pokój i dobrobyt, a więc wartości poszukiwane w regionach targanych sporami i konfliktami. Nie do przecenienia jest również bogactwo państw europejskich. Jednak trudno przypuszczać, że UE będzie w stanie sama uzyskać pozycję, jaką miała w obliczu współpracy transatlantyckiej. Jakie są w takim razie możliwości? Najbardziej klasyczną jest próba utrzymania ścisłych relacji z USA, wykazując że oba podmioty są predestynowane do wspólnego działania. Opcją najbardziej optymalną z punktu widzenia Europy jest wytworzenie ośrodka na miarę państw niezaangażowanych w okresie zimnej wojny. Wówczas UE miałaby w takiej strukturze pozycję dominującą i jednocześnie spełniłyby się oczekiwania wielu państw świata o zerwaniu z dominacją USA. W tym miejscu należy zaznaczyć, iż taka wizja wymagałaby perfekcyjnego wręcz połączenia działań dyplomatycznych, gospodarczych, a przede wszystkim dużej jednorodności w samej UE. Godną zauważenia jest możliwość nawiązania strategicznego sojuszu z jedną ze wschodzących potęg światowych. Byłoby to działanie obustronnie korzystne, bowiem każda ze stron miałaby dostęp do brakujących jej atrybutów. Jednakże w tym przypadku należałoby brać pod uwagę potrzebę uznania, iż taki sojusz wiązałby się z cią-

nr 1, wiosna-lato 2010

[103]


Mikołaj Tomaszyk, Jacek Raubo

głym zagrożeniem wynikającym z chęci dominacji jednej ze stron i nie musiałaby być to wcale dominacja Europy. W każdym z zarysowanych scenariuszy kluczowe będzie określenie jasnych kryteriów dla przyszłych strategicznych sojuszy. Należy oprzeć się na założeniu, że jeżeli chce się być aktywnym graczem na arenie międzynarodowej, to trzeba działać pragmatycznie i nader szybko reagować na każdy kryzys. Najgorszym z możliwych rozwiązań byłoby stwierdzenie, że reszta świata winna dostosować się do standardów i zasad wyznawanych przez Europę tylko na zasadzie uznania ich za coś wyjątkowego. W globalnej rozgrywce analizuje się za każdym razem potencjał, określa zasoby i dostrzega słabe strony każdego z partnerów lub rywali. Jeżeli UE ma pretendować do odgrywania roli jednego z liderów w XXI w., musi przede wszystkim pokazać czytelnie reszcie świata, oznaki własnej słabości i poszukać dróg ich przezwyciężenia, ale tylko przez skuteczne działania, a nie deliberację. Dodatkowo należy wypracować konsensus co do kierunków zaangażowania i sposobów oddziaływania na innych graczy. Jeżeli ma to nadal być w głównej mierze soft power, trzeba uzyskać choć minimalny potencjał w sferze klasycznej siły, aby móc stosować ten atut bez obawy przed zagrożeniami. Najważniejszym jest zrozumieć, iż świat nie będzie czekał na wewnętrzne przeobrażenia w Europie w nieskończoność. Toczy się stała rywalizacja o wpływy, rynki zbytu, surowce itp., a tylko zdeterminowani i umiejący wykorzystywać doświadczenia swoje i innych są w stanie kreować zmiany w skali globalnej. Inaczej UE pogrąży się w dyskusjach ukierunkowanych do wewnątrz i nigdy nie będzie liczącym się graczem w skali makro. Takie osłabienie zjednoczonej Europy jako gracza w świecie, będzie niosło także zagrożenia związane z samą integracją. Państwa, takie jak Wielka Brytania, RFN czy też Francja chcąc pozostać w grze o najwyższe stawki będą odcinały się od nieudolnej w tym zakresie struktury ogólnoeuropejskiej lub w najlepszym razie, co czynią obecnie, będą ją traktowały instrumentalnie w kontekście własnej polityki. Jednakże czy tak naprawdę UE musi być graczem międzynarodowym? Może należy zaakceptować fakt, iż polityka zagraniczna winna leżeć w gestii poszczególnych państw lub sojuszy państw, a nie jednej organizacji. Jedną z opcji jest w tym wypadku strategia oparta na zasadzie: znaczyć mniej, ale działać skuteczniej. Świat przecież doświadczył w swej historii wielu imperiów, które jedynie na przysłowiowym papierze znaczyły wiele, zaś w praktyce rozsypywały się w obliczu kryzysu.

[104]

refleksje


Czy Europa umiera ­– nasz głos w dyskusji

Summary The authors of the article discuss selected shortcomings of European integration, concentrating on such problems as a future vision of Europe, its position in international and global relations, as well as the process of building common security structures. The article is based on the assumption that Europe needs to rethink and openly analyze its problems that have arisen in the 21st century. Noty o autorach Jacek Raubo [jacek.raubo@amu.edu.pl] – absolwent politologii na Wydziale Nauk Politycznych i Dziennikarstwa UAM w Poznaniu; specjalizacja stosunki międzynarodowe. Doktorant na tym wydziale w Zakładzie Systemów Politycznych. Zainteresowania naukowe związane z stosunkami międzynarodowymi, konfliktami zbrojnymi po 1945 r., obronnością i bezpieczeństwem, systemem politycznym Stanów Zjednoczonych. Mikołaj Tomaszyk [mikolaj.tomaszyk@amu.edu.pl] – absolwent politologii na Wydziale Nauk Politycznych i Dziennikarstwa UAM w Poznaniu, specjalizacje: administracja samorządowa i integracja międzynarodowa. Doktorant na tym wydziale w Pracowni Badań nad Integracją Europejską. Członek zarządu Ośrodka Badań i Edukacji Europejskiej, członek grupy konwersatoryjnej „Prawo i polityka Unii Europejskiej”. Główny wykonawca grantów Komisji Europejskiej związanych m.in. z problematyką korupcji w państwach UE, deficytem demokracji w UE, kwestiami polityki społecznej. Współzałożyciel Poznańskiego Ośrodka Myśli Europejskiej. Zainteresowania naukowe związane z przyszłym kształtem Unii Europejskiej, obywatelskim wymiarem procesu integracji europejskiej, transformacją ustrojową w państwach Europy Środkowej i Wschodniej.

nr 1, wiosna-lato 2010

[105]


Mikrotektonika europejskich przemian Studium przypadk贸w


Perspektywy Liliana Reimisz Wyższa Szkoła Nauk Humanistycznych i Dziennikarstwa w Poznaniu

Perspektywy członkostwa Turcji w Unii Europejskiej

W

Europa postrzegana jest przez pryzmat Unii Europejskiej. Gdy o członkostwo ubiega się państwo spoza europejskiego kręgu cywilizacyjnego, rodzą się obawy o przyszły kształt tej organizacji. Przykładem takiego kraju jest Republika Turcji, której kandydatura wzbudza wiele kontrowersji. Temat przyjęcia Turcji do „europejskiego klubu” podzielił polityków i naukowców państw członkowskich na dwa obozy. Fundamentalnym zagadnieniem, wokół którego toczy się debata, jest kwestia tożsamości europejskiej, pojmowanej jako zjawisko determinowane historycznie, kulturowo i religijnie. Tożsamość europejska jest wynikiem ciągłości historycznej, opartej na procesie kształtowania się określonych, autonomicznych wartości, tworzących europejską jedność. Nie istnieje jednak jeden ogólnie przyjęty wzorzec świadomości europejskiej, gdyż na każdym kolejnym etapie rozwoju świadomość ta wzbogacała się o nowe, niedostępne w poprzednich okresach możliwości. Mechanizm ten ukazuje, że idea europejskości oparta jest o wydarzenia zachodzące w wymiarze historyczno-materialnym, a jej kształtowanie wiąże się z upowszechnieniem edukacji oraz rozwojem środków masowej komunikacji1. Podstawę rozwoju kultury europejskiej stanowiła tradycja antyczna, wyrażająca się w kulturze greckiej oraz rzymskiej. Grecy stworzyli wizję wolnego obywatela w państwie demokratycznym, cenili odwagę myślenia, odkryli i uprawiali logikę dedukcyjną, empiryzm, racjonalizm. Rzymianie skonstruowali system prawa, który w Europie uchodził i do dziś uchodzi za swoisty wzorzec. Ponadto w ramach imperium rzymskiego rozwinęło się i upowszechniło chrześcijaństwo, będąc przez stulecia źródłem europejskiej religijności oraz europejskiego namysłu etycznego2. spółczesna

F. Gołembski, Tożsamość europejska, Warszawa 2005, s. 36 – 43. J. Siewierski, Źródła tożsamości europejskiej, [w:] Współczesna Europa w procesie zmian, red. J. Polakowska – Kujawa, Warszawa 2006, s. 24; F. Gołembski, Tożsa1

2

nr 1, wiosna-lato 2010

[109]


Liliana Reimisz

Mimo że dominacja doktryny rzymskokatolickiej oraz Kościoła rzymskokatolickiego jako instytucji zakończyła się w XVI w., to kultura powstała na jej gruncie, przekazywana między pokoleniami przetrwała w Europie do dnia dzisiejszego. Dlatego też dziedzictwo chrześcijańskie jest nieodzownym elementem tożsamości europejskiej. Współczesne wysiłki na rzecz osiągnięcia jedności europejskiej stanowią swoistą odwrotność starań o jedność średniowieczną. Ta dawna jedność opierała się na wspólnocie kulturowej, w której dominował jeden system wierzeń, istniały przy tym różne władze polityczne i reguły prawne. Obecnie dąży się natomiast do osiągnięcia jedności politycznej, gospodarczej oraz prawnej, z zachowaniem różnorodności w obszarze kulturowym3. Założenia te mogą świadczyć o tym, że w dzisiejszym dążeniu do unifikacji europejskiej głównym punktem odniesienia jest działanie na wspólnie przyjętych zasadach, a kwestia wyznań czy korzeni narodowych nie stanowi kryterium przynależności do wspólnoty europejskiej. Osiągnięcie rozbudowanej świadomość europejskiej stworzyło warunki do powstania idei paneuropejskich. W okresie między dwiema wojnami światowymi, gdy państwa narodowe wąsko pojmowały swój interes, idee te wpłynęły na poszukiwanie nowoczesnych form współpracy europejskiej. Istnienie XX-wiecznych totalitaryzmów oraz doświadczenia dwóch wojen światowych poskutkowały upowszechnieniem poglądu o konieczności integracji europejskiej. Od czasów średniowiecza, kiedy powstał termin Europa, była ona przeciwstawiana islamowi. Głęboko zakorzenione jest więc w świadomości Europy postrzeganie Turcji jako kraju odmiennego gdyż islamskiego. Europa w oczach swoich przedstawicieli jest kolebką wolności, cywilizowanego postępu i humanitaryzmu. Świat islamski, w tym Turcja, dla wielu stanowi uosobienie zacofania i despotyzmu. Obserwując ruchy antyislamskie w Europie, można wręcz mówić o swego rodzaju „powtórce z historii”. Współczesny antyislamizm do pewnego stopnia przypomina ideowo średniowieczne wysiłki na rzecz jednoczenia Europy przeciwko azjatyckiemu zagrożeniu, jak również XV i XVII-wieczne plany utworzenia „Europejskiej Ligi” przeciwko Imperium Osmańskiemu4.

mość…, op. cit., s. 62 – 69. 3 J. Siewierski, Źródła…, op. cit., s. 22 – 23. 4 A. Szymański, Między islamem a kemalizmem, Warszawa 2008, s. 8 – 11.

[110]

refleksje


Perspektywy członkostwa Turcji w Unii Europejskiej

W państwach i społecznościach, w których jedynym źródłem prawa jest nakaz boży, jakiekolwiek świeckie przepisy są traktowane jako doraźne środki stosowane przez władcę. W takiej sytuacji powstanie trwałego ustroju demokratycznego czy konstytucyjnego zdaje się niemalże niemożliwe, a przynajmniej niezwykle trudne. Niemniej Turcja, jako jedyna wśród państw islamskich, zdołała przeobrazić swój system państwowy w trwale demokratyczny. Zarazem jednak jej odejście od islamskich koncepcji prawomocności także było szczególne. Reformatorzy Imperium Osmańskiego głosili niezwykle silnie zokcydentalizowaną ideologię. W konsekwencji przeprowadzono gruntowną sekularyzację, odbierając ulemom jakąkolwiek władzę na płaszczyźnie edukacji, prawa i administracji5. Początek XX w. okazał się przełomowy dla państwa tureckiego. Reformy podjęte przez Mustafę Kemala Atatürka zmieniły całkowicie oblicze Turcji, skutkując europeizacją jej tożsamości. „Ojciec Turków” konsekwentnie odcinał się od osmańskiej tradycji, czego wyrazem było ogłoszenie Ankary w 1923 r. stolicą Turcji. 1 listopada 1922 r. zniesiony został sułtanat, a 29 października 1923 r. na gruzach Imperium Osmańskiego proklamowano powstanie Republiki Turcji6. 20 kwietnia 1924 r. uchwalono konstytucję będącą wiodącym aktem normatywnym, na mocy którego przenoszono idee europejskie na grunt turecki. W zgodzie z konstytucją zaprowadzono w Turcji system trójpodziału władzy. Najważniejszymi reformami przeprowadzonymi przez Atatürka były ponadto: rozwiązanie szkół religijnych, ujednolicenie systemu szkolnictwa, zakaz publicznego noszenia fezów i działalności bractw religijnych, wprowadzenie europejskiego kalendarza, rozwiązanie sądów religijnych, utworzenie systemu sądownictwa opartego na szwajcarskim kodeksie cywilnym, uchwalenie kodeksu karnego wzorowanego na włoskim oraz kodeksu handlowego opartego na modelu greckim i włoskim, pozbawienie islamu statusu religii państwowej, wprowadzenie alfabetu łacińskiego oraz nazwisk na modłę europejską. Europeizacja Turcji oznaczała zatem przekształcenie jej w państwo świeckie, w którym podstawowymi źródłami prawa stały się konstytucja i akty prawne niższego rzędu, a nie prawo islamskie7. Rozdział państwa i religii określano jako lailik (z tureckiego laicyzm). Pod tym pojęciem krył się prozachodni, modernistyczny sys5 6

R. Scruton, Zachód i cała reszta, Poznań 2003, s. 84 – 103. D. Kołodziejczyk, Turcja. Historia państw świata XX wieku, Warszawa 2000, s.

117. 7

A. Szymański, System konstytucyjny Turcji, Warszawa 2006, s. 10 – 12.

nr 1, wiosna-lato 2010

[111]


Liliana Reimisz

tem państwowy i społeczny, odseparowany od systemu religijnego8. Choć władzę zwierzchnią sprawować miał parlament, do kompetencji którego należał wybór rządu i prezydenta, to faktyczna władza spoczywała w rękach Atatürka9. Reformy te odgrodziły Turków od ich przeszłości i klasycznej kultury tureckiej. Należy bowiem podkreślić, iż na skutek przemian społecznych i językowych, tradycyjna literatura turecka jest czytelna tylko dla wąskiej grupy uczonych10. Po II wojnie światowej, chcąc jeszcze bardziej utożsamić się z Europą, Turcja podążając jej śladem, przyjęła system wielopartyjny11. W tym czasie rozpoczął się proces wielopłaszczyznowej współpracy międzynarodowej Turcji z państwami europejskimi12. Republika Turecka znalazła się w zachodniej strefie bezpieczeństwa i w roku 1948 została członkiem założycielem Organizacji Europejskiej Współpracy Gospodarczej13. W 1949 r. przyjęto ją do Rady Europy, a w roku 1952 stała się członkiem NATO. Na mocy umowy podpisanej w 1963 r. Republika Turcji stała się w następnym roku państwem stowarzyszonym z EWG14. Wniosek o członkostwo we Wspólnocie Europejskiej złożony został w roku 1987, w 1996 weszła w życie unia celna. Uwieńczeniem tej drogi było oficjalne uznanie jej w 1999 r. za kandydata do członkostwa w Unii Europejskiej15. Mimo stałej europeizacji tożsamości Turcji, do dnia dzisiejszego toczy się ostra polemika odnośnie do jej ewentualnej akcesji. Niechęć wobec tego rozwiązania nasiliła się między innymi na skutek wydarzeń z przełomu lat 80. i 90. W państwie tureckim wzrosły wówczas liczba oraz skala ataków terrorystycznych ze strony fundamentalistów islamskich, strajków, a w prowincjach południowo-wschodnich nasiliły się walki z ruchem kurdyjskim16. Przyczyn sceptycyzmu wobec członkostwa Turcji w UE należy upatrywać również w XXI-wiecznym konflikcie islamsko-zachodnim. Fundamentaliści islamscy są obecnie uważani za główne zagrożenie R. Scruton, Zachód..., op. cit., s. 84 – 103. D. Kołodziejczyk, Turcja…, op. cit., s. 118. 10 � R. Scruton, Zachód..., op. cit., s. 84 – 103. 11 S. Huntington, Zderzenie cywilizacji, Warszawa 2001, s. 207. 12 A. Szymański, Między…, op. cit., s. 7. 13 A. Szymański, Turcja a tożsamość europejska, [w:] Tożsamość europejska, red. F. Gołembski, Warszawa 2005, s. 147. 14 D. Kołodziejczyk, Turcja…, op. cit., s. 175 – 212. 15 A. Szymański, Między…, op. cit., s. 7 – 11. 16 Turcja. Historia, Nowa encyklopedia powszechna PWN, t. 6, Warszawa 1997, s. 495. 8 9

[112]

refleksje


Perspektywy członkostwa Turcji w Unii Europejskiej

cywilizacji zachodniej. Bushowska koalicja antyterrorystyczna oraz zamachy, jakie miały miejsce w Europie, sprzyjały narastaniu wielkiego strachu przed światem islamskim17. Helmut Schmidt w 2002 r. podkreślał, że Turcja jest krajem kulturowo rozdartym. Dokonują się w niej dwa przeciwstawne procesy, które można określić jako reislamizację oraz demokratyzację. Jego zdaniem ze względu na spór między zwolennikami obu tych tendencji należy spodziewać się wzrostu agresji i w konsekwencji zagrożeń wewnątrz Turcji, jak i poza jej granicami. Obecnie konkurują ze sobą dwie wizje Unii Europejskiej. Pierwszą z nich jest wizja ekskluzywna, po stronie której opowiadają się politycy europejscy przeciwni poszerzeniu o Turcję. Jest to Europa oparta na fundamencie chrześcijańskim, dążąca do pogłębienia integracji Unii Europejskiej zgodnie z wytycznymi Ojców Europy. W myśl tej idei, przyjęcie Turcji może być przyczyną powstania zjawiska „nadmiernego rozciągnięcia imperialnego”. Zbytnia rozciągłość terytorialna powoduje bowiem rozluźnienie wewnętrznej spójności. Przystąpienie islamskiej Turcji może spowodować rozmycie tożsamości europejskiej, spajanej przez tradycję chrześcijańską. Do propagatorów takiego stanowiska należy zaliczyć polityków niemieckich, austriackich, francuskich oraz duńskich. Angela Merkel, odnosząc się do ewentualnej akcesji Republiki Tureckiej, mówiła wręcz o ryzyku utraty „politycznej sterowalności”, uniemożliwiającej działanie Unii Europejskiej. Zwolennicy takiego podejścia uważają, że islamu nie można pogodzić z zasadami demokracji. Obok kultury politycznej kolejną przeszkodą jest cywilizacyjna odrębność. Wskazują oni na fakt, że mimo przeprowadzonych przez Atatürka prozachodnich reform, objęły one jedynie elity, nie zaś obywateli, których tożsamość wyrasta z islamu18. O tendencji tej pisał Samuel Huntington, twierdząc, że Turcja jest „krajem na rozdrożu”, dążącym do zmiany cywilizacji. Przywódcy tureccy głosili tezę o Turcji jako moście między dwiema cywilizacjami. Rozdwojenie takie szczególnie widoczne było na przełomie lat 80/90-tych XX wieku, kiedy to w państwie tureckim zaczęła pojawiać się wśród społeczeństwa idea odrodzenia islamu. Islamizacja społeczeństwa była na tyle silna, że politycy w celu uzyskania powszechnej aprobaty, zaczęli wspierać ten trend. Religijne aspiracje narodu widoczne były nawet wśród wojskowych. W konsekwencji w la17 18

A. Szymański, Między…, op. cit., s. 8 – 11. A. Szymański, Turcja…, op. cit., s. 135 – 143.

nr 1, wiosna-lato 2010

[113]


Liliana Reimisz

tach 90-tych Turcja aktywnie działała na arenie międzynarodowej na rzecz islamu19. Kolejną wizją Unii Europejskiej jest model wielokulturowy. Zwolennicy przystąpienia Turcji do UE zaliczają dzieje islamskiego Imperium Osmańskiego do historii. Zarazem twierdzą, że Republika Turecka jest państwem europejskim, stworzonym na wzór zachodni. Nie można jednak ukryć, że te „dwie Turcje” rzutują na współczesne społeczeństwo, czego wynikiem jest podwójna tożsamość Turków. Były minister spraw zagranicznych Turcji, wtórując temu twierdzeniu zilustrował je na przykładzie istambulskich ulic, na których krzyżują się zachodnia muzyka z modłami dochodzącymi z meczetu. Zwolennicy tej idei twierdzą, że pomiędzy tymi dwiema tożsamościami nie ma sprzeczności, a fakt bycia muzułmaninem nie wyklucza bycia Europejczykiem. W końcu nawet Imperium Osmańskie nazywane było w okresie swej słabości „chorym człowiekiem Europy” – nie Azji. Zwolennicy akcesji tureckiej postulują model Europy otwartej, w której żyją razem różne narody, współistnieją ze sobą różne religie i  języki, a podstawą jest różnorodność kulturowa. Dominuje tutaj pojęcie „jedności w różnorodności”. W myśl tej tezy historia Europy oparta jest na różnicowaniu, któremu zawsze towarzyszyło ujednolicanie, a jedność napędzała proces różnorodności. W tym kontekście jedność Europy jest jednością pluralistycznej kultury europejskiej20, o czym mówiono już 7 maja 1948 r. podczas Kongresu Haskiego, w którym udział wzięli Winston Churchill, Konrad Adenauer oraz Jean Monet. Wówczas powstało przesłanie, zgodnie z którym Europa winna opierać się na zjednoczeniu narodów w duchu ich różnorodności, w celu wytyczenia światu drogi zorganizowanych wolności. Stwierdzono także, że najważniejszą zdobyczą Europy jest poszanowanie godności ludzkiej, której siła wynika z wolności21. Od zarania procesu integracji europejskiej zakładano zatem, iż fundamentem tożsamości europejskiej powinny być zasady demokratyczne oraz prawa człowieka. Stanowią one kolejną cechę modelu Europy wielokulturowej, w której na plan pierwszy wysuwają się pluralizm, tolerancja oraz światopoglądowa neutralność – będące podstawami liberalnej demokracji. Jest to laicka wizja nowoczesnej Europy, w której religia nie stanowi wyznacznika europejskości. M. Gol-

S. Huntington, Zderzenie..., op. cit., s. 96, 213 – 216. A. Szymański, Turcja…, op. cit., s. 144 – 166. 21 J. Wilk, B. Walczak, Elementy aksjologii Unii Europejskiej, Kraków 2009, s. 36. 19

20

[114]

refleksje


Perspektywy członkostwa Turcji w Unii Europejskiej

ka stwierdził, że fundamentem europejskiej cywilizacji jest „emancypacja” – jednostkowy i zbiorowy akt zmierzający do zniesienia własnej dyskryminacji, obejmujący pluralizm, tolerancję, demokrację i wolność22. Janina Wilk analizując wybrane zagadnienia aksjologiczne Unii Europejskiej, podkreśliła, że europejskie wartości są żywe w ówczesnej rzeczywistości. Unia Europejska nie może sobie pozwolić na odrzucenie tego spadku, więc staje w jego obronie. Realizuje to poprzez chrześcijańską wizję świata, gwarantującą wolność i godność jej obywateli oraz solidarność społeczną, którą czerpie z prawa rzymskiego. Ponadto szanuje prawo konstytucyjne każdego z państw członkowskich, pilnując jednocześnie przestrzegania własnych ustaleń, a także dba o moralność społeczną. Wszystko to, zdaniem autorki, świadczy na rzecz tezy, iż rozwój Unii stanowi swoistą kontynuację europejskiego uniwersalizmu. J. Wilk zaznacza jednak również, iż z drugiej strony istnieje kryzys w sferze moralnej, spowodowany głębokimi przemianami w światopoglądzie współczesnych Europejczyków. Kryzys przejawia się w odchodzeniu od wartości przesiąkniętych duchem Ewangelii. Papież Jan Paweł II przekonywał, że prowadzi to do zniszczenia wspólnych wartości oraz zasad etycznych, a kryzys ten pogłębia się wraz z kryzysem Kościoła. Ten ostatni nie radzi sobie z wyzwaniami współczesności, kiedy to szczególnie wiele zagrożeń wiąże się ze środkami masowego przekazu23. Zdaniem Zdzisława Macha, projekt integracji europejskiej może się udać, o ile Europejczycy będą tworzyć swą tożsamość w oparciu o wspólne wzorce polityczne i platformę wspólnych obywatelskich wartości. Dziedzictwo kulturowe nie powinno odgrywać większej roli. Unia Europejska wdraża aktualnie konstruktywistyczny model tożsamości europejskiej w postaci obywatelstwa unijnego. Instytucja ta zachęca do aktywności na całym obszarze Unii, by unijny obywatel mógł tworzyć europejskie społeczeństwo, bez względu na narodowość. Zakłada się, iż tożsamość europejską będą tworzyć obywatele akceptujący wartości takie jak: demokracja, konkurencyjność, indywidualizm, tolerancja dla odmienności, rządy prawa. UE przedstawiła zakres wartości w Karcie Praw Podstawowych i w Traktatach. Traktat Amsterdamski z 17 czerwca 1997 r. koncentrował się na pojęciach wolności, równości, sprawiedliwości i bezpieczeństwa. Podobny wydźwięk nada22 23

A. Szymański, Turcja…, op. cit., s. 144 – 166. J. Wilk, B. Walczak, Elementy…, op. cit., s. 52 – 64.

nr 1, wiosna-lato 2010

[115]


Liliana Reimisz

no Traktatowi Nicejskiemu z 7 grudnia 2000 r. W Traktacie Lizbońskim podpisanym 13 grudnia 2007 r. jeszcze mocniej podkreślono potrzebę poszanowania praw człowieka, a także wzmocnienia legitymacji demokratycznej UE. Stworzono w ten sposób normatywną podstawę tożsamości politycznej opartej o wartości, bez których wspólny projekt nie może się udać. Przykładem instytucji mającej odzwierciedlać i konstruować tak pojmowaną tożsamość europejską jest Parlament Europejski. Reprezentuje on obywateli UE, a nie państwa narodowe, podejmuje też wiele inicjatyw na rzecz myślenia w kategoriach ogólnoeuropejskich, a nie narodowych24. Niewątpliwie Turcja również może być realizatorem modelu, w myśl którego tożsamość europejska winna kształtować się w wyniku wyznawania i przestrzegania tych samych zasad prawnych. Dowodem świadczącym o dokonanych przez nią postępach będzie całościowe spełnienie kryteriów kopenhaskich. Kryteria kopenhaskie, ustanowione 21-22 czerwca 1993 r., stanowią warunki, które musi spełnić każde państwo przystępujące do UE. Są nimi: ustrój demokratyczny (rządy prawa oparte na respektowaniu praw człowieka i poszanowaniu dla mniejszości narodowych), gospodarka wolnorynkowa, która jest w stanie poradzić sobie z zasadami konkurencyjności, acquis communautaire (przyjęcie pakietu prawnego obowiązującego w Unii Europejskiej). Komisja Europejska od 1998 r. monitoruje postępy Turcji w wypełnianiu kryteriów kopenhaskich. Środowisko europejskie ze szczególną uwagą przygląda się przestrzeganiu praw człowieka oraz kondycji tureckiej demokracji. Konstytucja turecka z 1982 r. zawiera zapisy świadczące o demokratycznym charakterze systemu politycznego oraz o Turcji jako demokratycznym państwie prawa, przestrzegającym praw człowieka. Jednak praktyka często mija się z tymi przepisami. Turcji zarzuca się nadmierną rolę wojska w jej systemie politycznym, nieprzestrzeganie praw mniejszości etnicznych, utrzymywanie kary śmierci oraz stosowanie tortur i przemocy (ograniczenie praw człowieka w zakładach karnych), naruszanie wolności słowa, nieprzestrzeganie wolności sumienia i wyznania, naruszanie zasady równouprawnienia kobiet i mężczyzn25.

24 Z. Mach, Tożsamość europejska – dzieło ewolucji czy konstrukt polityczny?, http://ec.europa.eu/polska/news/opinie/090629_tozsamosc_europejska_pl.htm, 10.02.2010; J. Wilk, B. Walczak, Elementy…, op. cit., s. 41 – 44. 25 A. Szymański, Między…, op. cit., s. 73 – 148.

[116]

refleksje


Perspektywy członkostwa Turcji w Unii Europejskiej

Raport z 8 listopada 2006 r. wykazał, że z jednej strony Turcja znacząco się zdemokratyzowała i spełnia polityczne kryteria kopenhaskie, lecz z drugiej strony nie przestrzega wolności słowa, praw mniejszości religijnych i etnicznych, praw kobiet i związków zawodowych. Komisja zwróciła uwagę na problem nadmiernej roli armii w tureckim systemie politycznym i nieprawidłowe funkcjonowanie wymiaru sprawiedliwości. Zwrócono także uwagę na konieczność unormowania stosunków z sąsiadami. Zarazem zauważono poprawę w relacjach z Grecją26. Niemniej w rezolucji PE poświęconej postępom Turcji w 2008 r. stwierdzono, że od trzech lat można zaobserwować, iż kraj ten spowolnił implementację unijnych standardów. Parlament oświadczył jednak, że docenia zaangażowanie Turcji w europejską politykę bezpieczeństwa i obrony i w operacje NATO. Pozytywnie skomentował także fakt utworzenia w tureckim parlamencie Komisji ds. Równych Szans Kobiet i Mężczyzn. Stwierdzono, że ramy prawe gwarantujące prawa kobiet i równouprawnienie płci w Turcji zostały zasadniczo wprowadzone, lecz rząd Turcji powinien zadbać o ich jak najszybsze wdrożenie27. Przełomowy dla Turcji był rok 2009, w którym nastąpiła radykalna zmiana w polityce jej rządu. Bezprecedensowym okazał się przełom w relacjach z Kurdami i Ormianami. Złamane zostało tabu i podjęto dialog, co jeszcze kilka lat temu wydawało się niemożliwe. Premier Recep Tayıp Erdoğan i prezydent Abdullah Gül wykazali się niezwykłą światopoglądową elastycznością i liberalnością, o czym świadczyło uruchomienie kurdyjskiej telewizji oraz zezwolenie na powrót do kraju partyzantów z Partii Pracujących Kurdystanu (PKK). Ponadto rząd przedstawił parlamentowi w Ankarze plan reform, zmierzających do poszerzenia praw Kurdów i zakończenia konfliktu. Dokument ten zakłada m.in. całkowite zezwolenie na używanie języka kurdyjskiego w mediach i aktywność polityczną oraz przywrócenie starych kurdyjskich nazw miast na terenach z większością kurdyjską.

26 A. Szymański, Stanowisko Komisji Europejskiej wobec starań Turcji o członkostwo w UE, „Biuletyn Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych” 2006, nr 68, http://www.pism.pl/biuletyny/files/20061121_408.pdf, 10.02.2010. 27 Komunikat prasowy Parlamentu Europejskiego, Chorwacja, BJR Macedonii, Turcja: przygotowania do członkostwa, http://www.europarl.europa.eu/news/ expert/infopress_page/027-51429-068-03-11-903-20090310IPR51427-09-03-20092009-true/default_pl.htm, 10.02.2010.

nr 1, wiosna-lato 2010

[117]


Liliana Reimisz

Następnie 10 października podpisano dwa protokoły dotyczące nawiązania turecko-armeńskich stosunków dyplomatycznych, jak również o otwarciu granicy między tymi państwami. Turcja zadeklarowała także, że nie będzie podnosić kwestii Górskiego Karabachu; Armenia natomiast zgodziła się, iż nie będzie poruszać tematu ludobójstwa 1915 roku. Porozumienie to nie oznaczało jednak, że strony już nigdy nie wrócą do tych kwestii28. Sporym problemem nadal pozostaje kwestia cypryjska. W tej materii strony nie wykazują woli rozwiązania sporu. W północnej części Cypru nadal istnieje wspierana przez Turcję od lat 70-tych separatystyczna Turecka Republika Cypru Północnego. Fakt ten znacząco opóźnia turecko-unijne negocjacje akcesyjne29. Niepokojące są też ostatnie pogłoski, w myśl których armia turecka planuje zamach stanu. Chociaż wojskowi zapewniają, że w obliczu starań o członkostwo w UE nie ma mowy o przewrotach, to jednak nie można zapominać, że od lat 60-tych odsunęli od władzy cztery rządy. Przywódcy tureckiej armii uważają bowiem, iż stoją na straży świeckości państwa, a prezydent i premier Turcji należą do Partii Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP), którą armia posądza o islamski radykalizm30. Wypada zatem stwierdzić, że fundamentem Europy – będącym jej dziedzictwem – są takie wartości jak godność, sprawiedliwość, wolność, idee oraz wzory zachowań określone prawem. Mimo że na przestrzeni lat poddawano je korektom, dostosowanym do wymogów otaczającej rzeczywistości, to w swojej podstawie pozostały niezmienne. Są to wartości uniwersalne, które świadczą o ciągłości Europy31. Europa bacznie strzeże, by nie utracić swojej tożsamości wyrażonej w reprezentowanych przez Unię Europejską wartościach. Unia stara się chronić tożsamość europejską m.in. poprzez bogaty katalog wymogów stawianych państwom kandydującym.

28 J. Bocheńska, Zmiany w polityce Turcji, http://www.stosunkimiedzynarodowe. info/artykul,534,Zmiany_ w_polityce_Turcji, 10.02.2010; J. Bocheńska, Turcja – Kurdowie, http://www.stosunkimiedzynarodowe.info/kraj,Turcja,problemy,Kurdowie, 10.02.2010. 29 T. Bielecki, Turcja nie rezygnuje z Europy, „Gazeta Wyborcza” 9.12.2009, http:// wyborcza.pl/1,76842, 7347948,Turcja_nie_rezygnuje_z_Europy.html, 10.02.2010. 30 W Turcji szukają porozumienia. Gaszą konflikt z armią, http://www.tvn24. pl/0,1645026,0,1,gasza-konflikt--z-armia,wiadomosc.html, 10.02.2010; M. Urzędowska, Turcja zamyka generałów, „Gazeta Wyborcza” 25.02.2010, http://wyborcza. pl/1,76842,7597335,Turcja_zamyka_generalow.html, 10.02.2010. 31 J. Wilk, B. Walczak, Elementy…, op. cit., s. 26 – 27.

[118]

refleksje


Perspektywy członkostwa Turcji w Unii Europejskiej

Problem Turcji polega na tym, że znajduje się ona na rozdrożu Europy i Azji. Niemniej państwo to ma sporą szansę, by stać się państwem członkowskim UE. Realizacji tego scenariusza sprzyja koncepcja, w myśl której wspólnota państw europejskich to jedność, a nie jednolitość. W świetle tej koncepcji tylko od Turcji i jej postępów w spełnianiu unijnych standardów zależy, czy kraj ten stanie się członkiem UE i rzeczywistym komponentem zjednoczonej Europy.

Summary The paper, entitled The prospects of Turkish membership in EU, presents an international debate that has continued for many years, concerning the subject of Turkish EU candidature. The debate is an expression of European elites’ anxiety about the future shape of the organization. The study deals with such issues as a common European identity and Turkey’s Europeanization process, from Atatürk’s reforms up to the integration with European structures. This paper is based on the assumption that, in line with the rival opinions of supporters and opponents of Turkish admission to EU, two models of Europe can be identified: the exclusive model and the multicultural (open) model. Nota o autorze Liliana Reimisz [mercuryfred@o2.pl] – studentka II rok studiów doktorskich w Wyższej Szkole Nauk Humanistycznych i Dziennikarstwa w Poznaniu (Podyplomowe Studium Politologii i Historii Najnowszej). ����������������������������������������������������� Absolwentka Politologii WSNHiD w Poznaniu. Praca magisterska pt. Pozycja kobiet w krajach muzułmańskich została przygotowana i napisana pod kierunkiem prof. dr hab. Jadwigi Kiwerskiej.

nr 1, wiosna-lato 2010

[119]


Kosowo – ko Marta Zobeniak Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu

Kosowo – koniec Europy?

Geneza zaangażowania – UE wobec kryzysu wewnętrznego esienią 1997 roku doszło do kryzysu wewnętrznego w Kosowie. Albańczycy, stanowiący 90% ludności, wsparli Armię Wyzwolenia Kosowa, która podjęła akcję zmierzającą do oderwania Kosowa od Federacyjnej Republiki Jugosławii. Władze Serbii wykorzystały milicję i wojsko do przeprowadzenia akcji pacyfikacyjnych. Wiosną 1998 r. konflikt zaostrzył się. Rada Unii Europejskiej uzgodniła wówczas trzy wspólne stanowiska o wprowadzeniu restrykcji ekonomicznych wobec Federacyjnej Republiki Jugosławii, dotyczące kolejno: zamrożenia aktywów rządu jugosłowiańskiego za granicą1, zakazu nowych inwestycji w Serbii2, zawieszenia komunikacji lotniczej między FR Jugosławii a Wspólnotą Europejską3. W sierpniu Rada podjęła decyzję o zakazie eksportu broni do państw byłej Jugosławii4. W grudniu sformułowano wspólne stanowisko dotyczące środków restrykcyjnych wobec osób działających na terytorium FR Jugosławii przeciwko niezależnym mediom5 oraz decyzję o powołaniu specjalnego przedstawiciela UE dla FR Jugosławii6.

J

1 Wspólne stanowisko 1998/326/WPZiB z dnia 7 maja 1998 r. dotyczące funduszy posiadanych za granicą przez rządy Federalnej Republiki Jugosławii i Serbii, Dz. U. L 143 z 14.5.1998. 2 98/374/PESC: Position commune du 8 juin 1998 définie par le Conseil sur la base de l’article J.2 du traité sur l’Union européenne, concernant l’interdiction de nouveaux investissements en Serbie, JO L 165 du 10.6.1998. 3 98/426/PESC: Position commune du 29 juin 1998 définie par le Conseil sur la base de l’article J.2 du traité sur l’Union européenne concernant l’interdiction des vols effectués par des transporteurs yougoslaves entre la République fédérale de Yougoslavie et la Communauté européenne, JO L 190 du 4.7.1998. 4 Decyzja Rady z dnia 10 sierpnia 1998 r. zmieniająca wspólne stanowisko 96/184/ WPZiB określone przez Radę na podstawie art. J.2 Traktatu o Unii Europejskiej dotyczące wywozu broni do byłej Jugosławii, Dz.U. L 225 z 12.8.1998. 5 Decyzja Rady z dnia 10 sierpnia 1998 r. zmieniająca wspólne stanowisko 96/184/ WPZiB określone przez Radę na podstawie art. J.2 Traktatu o Unii Europejskiej dotyczące wywozu broni do byłej Jugosławii, Dz. U. L. 225 z 12.8.1998. 6 98/741/PESC: Décision du Conseil du 28 décembre 1998 concernant la prorogation de l’action commune 98/375/PESC relative à la désignation d’un représentant

nr 1, wiosna-lato 2010

[121]


Marta Zobeniak

24 marca 1999 r. rozpoczęła się operacja NATO pod nazwą „Allied Force”. 30 marca Rada Unii Europejskiej podjęła decyzję o wspólnym działaniu w sprawie kryzysu kosowskiego7. Miesiąc później Rada sformułowała wspólne stanowisko ustanawiające zakaz sprzedaży ropy naftowej oraz produktów pochodnych do państw FR Jugosławii, do którego przyłączyły się państwa stowarzyszone z UE z Europy Środkowej, Cypr oraz państwa EFTA – członkowie EOG. Rada Europejska z Kolonii z czerwca 1999 r. podkreśliła wolę UE odegrania wiodącej roli w odbudowie Kosowa. Natychmiast po zakończeniu konfliktu Komisja Europejska przekazała 378 mln euro w ramach pomocy humanitarnej na sytuacje wyjątkowe. Wysłała również na miejsce zespół mający za zadanie wprowadzać w życie pierwsze programy odbudowy, łączące działania humanitarne z programami długoterminowego rozwoju wdrażanymi przez Europejską Agencję Odbudowy, a także udzieliła 65 mln euro w ramach wyjątkowej pomocy finansowej dla skonsolidowanego budżetu Kosowa. Zobowiązała się do uczestnictwa w tymczasowej administracji ONZ (UNMIK), ustanawiając filar IV8. 10 czerwca 1999 r. wypracowano porozumienie o wprowadzeniu do Kosowa sił pokojowych KFOR9. W 2001 roku UNMIK zorganizowała w Kosowie wybory. Rok później powołane zostały Tymczasowe Instytucje Autonomiczne (ang. Provisional Institutions of Self-Government – PISG), traktowane przez kosowskich Albańczyków jako jedyne posiadające legitymację organa władzy. Zarówno brak postępów w kwestii przyszłego statusu Kosowa, jak i brak uregulowań co do długości trwania mandatu UNMIK, były źródłem narastających frustracji10. W połowie 2002 r. zainicjowany został przez Specjalnego spécial de l’Union européenne pour la République fédérale de Yougoslavie, JO L 358 du 31.12.1998. 7 Uściślono mandat powołanego 5 października 1998 r. specjalnego wysłannika, którego zadaniem miało być obserwowanie sytuacji w rejonie konfliktu. 8 IV filar UNMIK, zwany „unijnym”, objął odbudowę i rozwój ekonomiczny. 9 Kosowo było od 1999 r. zarządzane przez Misję Tymczasowej Administracji Organizacji Narodów Zjednoczonych w Kosowie (ang. United Nations Interim Administration in Kosovo – UNMIK) i Specjalnego Przedstawiciela Sekretarza Generalnego ONZ. Kwestiami administracji publicznej oraz policji i sądownictwa zajmowała się ONZ. OBWE nadzorowała procesy demokratyzacji i budowy instytucji, natomiast o odbudowę i rozwój gospodarczy zabiega UE. Pokój zapewniały siły ONZ – KFOR – składające się z kontyngentów NATO. Odpowiedzialność była jednak stopniowo cedowana na lokalne władze. 10 Władze w Belgradzie postrzegały każde działanie UNMIK mające na celu powołanie stabilnego systemu instytucji w Kosowie jako jednostronny, nieuprawniony krok

[122]

refleksje


Kosowo – koniec Europy?

Przedstawiciela Sekretarza Generalnego ONZ, Michaela Steinera, proces określany jako „standardy przed statusem”. W kolejnych miesiącach wspólne planowanie wdrażania standardów przyczyniło się do odbudowania chylących się ku rozłamowi relacji PISG-UNMIK. Rada Bezpieczeństwa ONZ wsparła plan Standardy dla Kosowa11. Od maja 2004 roku starania PISG, by wypełnić wskazane normy, były oceniane w kwartalnych raportach UNMIK kierowanych do Rady Bezpieczeństwa ONZ. PISG cieszyły się jednak zaufaniem albańskiej społeczności Kosowa jedynie w ograniczonym zakresie12. W roku 2004 został powołany nowy rząd, ONZ zachowała jednak decydujący głos w najważniejszych decyzjach legislacyjnych. 20 grudnia 2005 r. utworzone zostały ministerstwa spraw wewnętrznych i  sprawiedliwości w rządzie Kosowa. Zdania w dyskusji o przyszłym statusie Kosowa były podzielone głównie wzdłuż linii różnic etnicznych. Albańczycy opowiadali się za niepodległością, Serbowie – przeciwko. 24 października 2005 roku Rada Bezpieczeństwa ONZ otworzyła negocjacje nad przyszłym statusem prowincji. Po dziewięciu rundach rozmów Kosowo i Serbia nie wypracowały satysfakcjonującego rozwiązania. Bez rozstrzygnięcia pozostawała kwestia powrotu do domów i restytucji mienia Serbów. W sierpniu 2006 r. rząd Kosowa i UNMIK sporządziły wstępny plan integracji prowincji z UE, przy założeniu uzyskania przez nią niepodległości. Dokument zatytułowany „Europejski Plan Działań Kosowa” przedłożono Komisji Europejskiej. Partnerstwo Europejskie i konkluzje Prezydencji Unia Europejska odgrywała fundamentalną rolę w odbudowie Kosowa po konflikcie, szczególnie przez uczestnictwo w IV filarze UNMIK. Była najważniejszym dawcą pomocy. Przedstawiciele UE byli zgodni w potępianiu aktów przemocy, popieraniu decentralizacji, deklarowa-

w kierunku ogłoszenia i uznania niepodległości Kosowa. Collapse in Kosovo, IGC Europe Report No155, 22 April 2004. 11 Przygotowany przez Grupę Kontaktową, obejmował on osiem grup owych standardów: funkcjonowanie instytucji demokratycznych, rządy prawa, swobodę przemieszczania się i powrotu do miejsca zamieszkania, prawa wspólnot, ekonomię, prawa własności, dialog między PISG i władzami w Belgradzie, budowanie Korpusu Ochrony Kosowa jako cywilnej jednostki reagowania w sytuacjach kryzysowych. 12 Collapse in Kosovo, op. cit.

nr 1, wiosna-lato 2010

[123]


Marta Zobeniak

niu, że jakikolwiek byłby przyszły status Kosowa, należy ono do Europy. W konkluzjach Prezydencji ze szczytu Rady Europejskiej 16 i 17 października 2003 r. potwierdzono, że dialog między Belgradem a Prištiną w kwestiach praktycznych jest punktem przełomowym strategii międzynarodowej Wspólnoty „standardy przed statusem”, opartej na rezolucji nr 1244 Rady Bezpieczeństwa ONZ. Stanowi on również istotny krok ku normalizacji sytuacji w Kosowie oraz w zbliżaniu się do standardów europejskich w ramach procesu stabilizacji i stowarzyszenia13. Rada Europejska z zadowoleniem przyjęła zainicjowanie tego dialogu w Wiedniu. Podkreśliła znaczenie powołania technicznych grup roboczych w sprawach energii, transportu i komunikacji, osób powracających i zaginionych podstawach wielonarodowych. Wyraziła wsparcie dla wysiłków, jakie czynił w tym kierunku Harri Holkeri, specjalny przedstawiciel Sekretarza Generalnego ONZ14. „Partnerstwo europejskie dla Kosowa”15 przyjęte w czerwcu 2004 r. przedstawia działania, mające zapewnić wdrożenie norm16. W konkluzjach Prezydencji z 25-26 marca 2004 roku potępiono przemoc na tle etnicznym, ataki na siły KFOR oraz stanowiska i personel UNMIK, a także akty niszczenia prywatnego mienia oraz obiektów kulturalnego i religijnego dziedzictwa. Rada Europejska podkreśliła potrzebę współpracy politycznych liderów w Kosowie z UNMIK i KFOR w celu zapewnienia fizycznego bezpieczeństwa i pełnej ochrony praw wszelkich wspólnot w Kosowie17. Serbia zostałaby zaproszona 13 Mechanizm monitoringu procesu stabilizacji i stowarzyszenia (ang. Stabilisation and Association Process Tracking Mechanism – STM) umożliwia dyskutowanie na forum postępów Kosowa we wdrażaniu partnerstwa europejskiego. Komisja zamierza monitorować postępy we wprowadzaniu norm ONZ, by wzmocnić ogólną świadomość UE na temat sytuacji w Kosowie. Planuje ona rozwijać techniczne grupy sektorowe w ramach STM w celu pogłębienia dyskusji ekspertów z ministerstw i ze służb Komisji. 14 Spotkanie Rady Europejskiej w Brukseli, Wnioski Prezydencji, 16-17 października 2003 r. , Wnioski Prezydencji, Urząd Komitetu Integracji Europejskiej, http://www. ukie.gov.pl, 10.02.2010. 15 Decyzja Rady z dnia 14 czerwca 2004 r. w sprawie zasad, priorytetów i warunków zawartych w Partnerstwie Europejskim z Serbią i Czarnogórą, w tym z Kosowem zgodnie z jego statusem ustanowionym przez rezolucję nr 1244 Rady Bezpieczeństwa Narodów Zjednoczonych 10 czerwca 1999 r., Dz.U. L 227 z 26.6.2004. 16 Odpowiedzią władz Kosowa był plan działania, który określał środki wdrożenia priorytetowych norm oraz działania późniejsze; szacował koszty dla rządu Kosowa oraz określał pomoc wymaganą dla całościowej oceny norm oraz, w dłuższym horyzoncie czasowym, europejski program zbliżania norm. 17 Brussels European Council 25 and 26 march 2004, Presidency Conclusions, Brussels, 19 may 2004, 9048/04.

[124]

refleksje


Kosowo – koniec Europy?

do udziału w planie i kontynuowania proeuropejskiego trendu. Uzyskałaby przy tym status państwa kandydującego do Unii Europejskiej, dołączając do Chorwacji i Macedonii18. Konkluzje Prezydencji z 17-18 czerwca 2004 r. wyrażały pozytywną ocenę Rady Europejskiej oświadczenia Sekretarza Generalnego ONZ, że zamierza on mianować Sorena Jessena Petersena swoim specjalnym przedstawicielem dla Kosowa i szefem misji UNMIK. Zapowiedziano, iż UE będzie ściśle współpracować z nowym specjalnym przedstawicielem Sekretarza Generalnego i intensywnie wspierać jego działania opierające się na wprowadzaniu w życie rezolucji nr 1244 Rady Bezpieczeństwa i zmierzające do zapewniania, by Kosowo stało się rzeczywiście wieloetniczne19. W konkluzjach Rady ds. Ogólnych z 21-22 lutego 2005 roku zapisano: „Rada podkreśliła również, że Kosowo nie powróci do sytuacji sprzed 1999 r. Jego przyszłość można sobie wyobrażać jedynie jako państwo wieloetniczne i demokratyczne, które zapewnia skuteczną ochronę mniejszości, zabezpieczenie dziedzictwa kulturowego i religijnego wszystkich jego społeczności oraz poszanowanie praw uchodźców i wysiedleńców do powrotu, przyczyniając się do stabilizacji regionu i przestrzegania wartości i norm UE”. Rada ds. Ogólnych i Stosunków Zewnętrznych zwróciła się do Komisji Europejskiej, Wysokiego Przedstawiciela/Sekretarza Generalnego oraz do Prezydencji o zbadanie wraz z przedstawicielami ONZ i innych istotnych stron, jaki mógłby być przyszły wkład Unii Europejskiej w działania wspólnoty międzynarodowej w Kosowie przy wprowadzaniu w życie rezolucji nr 1244, w ogólną ocenę wdrożenia norm oraz w późniejszych fazach procesu20. Europejska przyszłość Kosowa Kolejnym dokumentem dotyczącym Kosowa był Komunikat Komisji do Rady z 20 kwietnia 2005 r. „Europejska przyszłość Kosowa”. Wskazano w nim, iż „Perspektywa europejska Bałkanów Zachodnich, potwierdzona w deklaracji z Salonik z czerwca 2003 r., jest otwarta także dla Kosowa. W oparciu o rezolucję Rady Bezpieczeństwa ONZ nr 1244, Kosowo musi przezwyciężyć swoją izolację oraz uczestniczyć w postęIbidem. Rada Europejska w Brukseli 17–18 czerwca 2004, Konkluzje Prezydencji, Bruksela 18 czerwca 2004, 10679/04. 20 Udział w prowadzeniu tych badań mieli wziąć przedstawiciele ONZ i innych istotnych stron. 18 19

nr 1, wiosna-lato 2010

[125]


Marta Zobeniak

pach regionu na drodze do Europy”21. Komunikat koncentruje się na dziedzinach podlegających kompetencji Wspólnoty i znajdujących się w gestii Komisji. Akcentuje się w nim gospodarcze aspekty rozwoju Kosowa, rozwój instytucjonalny, wsparcie ze strony WE22 oraz kwestie regionalne. Wszystkie te czynniki wchodzą w skład szerszego kontekstu, który obejmuje kwestie bezpieczeństwa, umocowanie polityczne i pojednanie między wspólnotami23. Opinię do Komunikatu przygotował Komitet Regionów24. Przyjął on „z zadowoleniem” wnioski przedstawione przez Komisję w komunikacie „Europejska przyszłość dla Kosowa”, a także raport w sprawie przygotowania Serbii i Czarnogóry do negocjacji Układu o Stabilizacji i Stowarzyszeniu z Unią Europejską, który kończy się pozytywnym zaleceniem w kwestii rozpoczęcia negocjacji nad stabilizacją i stowarzyszeniem pod warunkiem, że Serbia i Czarnogóra będą stale kontynuować przygotowania. Podobnie pozytywna opinia dotyczyła konkluzji Prezydencji Rady Europejskiej odbytej w Brukseli 16-17 czerwca 2005 r. i załączonej deklaracji w sprawie Kosowa25. U progu niepodległości W czasie negocjacji dotyczących przyszłego statusu uznawano, iż Kosowo może ogłosić niepodległość, ale taki akt winien zostać oprawiony w ramy, które pozwoliły Unii Europejskiej zapobiec uznaniu Kosowa na forum ONZ. Oferta „specjalnego statusu w ramach UE” nie jest uznaniem de iure suwerennego państwa, choć możemy mówić o swe21 Europejska przyszłość dla Kosowa, Komunikat Komisji do Rady, Bruksela, dnia 20.4.2005, COM (2005) 156 wersja ostateczna. 22 Kosowo miało otrzymać w latach 2005-2006 dodatkowe 114 mln. euro w ramach Pomocy wspólnotowej na odbudowę, rozwój i stabilizację (Community Assistance for Reconstruction, Development and Stabilisation – CARDS) W 2007 r. rozporządzenie dotyczące instrumentów przedakcesyjnych (IPA) zastąpiło rozporządzenie w sprawie CARDS. Rozporządzenie IPA ma za zadanie wspierać postępy regionu na drodze do przystąpienia do UE. Instrument ten zapewni elastyczność, by odpowiadać na zmieniające się potrzeby. Komisja będzie miała również do swojej dyspozycji inne instrumenty RELEX, które pozwolą właściwie reagować na rozwój sytuacji w przyszłości. 23 Komunikat głosi: „Bez zapewnienia bezpieczeństwa i pojednania nie będzie napływu inwestycji, a Kosowo pozostanie zależne od zewnętrznej pomocy. Komisja chętnie przyczyni się do rozwiązywania tych problemów współpracując z innymi instytucjami UE”. 24 Opinia Komitetu Regionów w sprawie komunikatu Komisji dla Rady „Europejska przyszłość dla Kosowa”, Bruksela 16 listopada 2005, Dz. Urz. UE C 115/53 z 16.5.2006 25 Ibidem.

[126]

refleksje


Kosowo – koniec Europy?

go rodzaju suwerenności funkcjonalnej, z racji wchodzenia UE w relacje z rządem i wykonywania poszczególnych polityk unijnych. Pozostawiłoby to furtkę dla ewentualnych ostatecznych rozstrzygnięć prawnych, odłożonych na czas, gdy Serbia i Kosowo stawałyby się pełnoprawnymi członkami UE. 30 listopada 2006 r. przyjęta została przez Radę Unii Europejskiej decyzja o przyznaniu Kosowu wyjątkowej pomocy finansowej Wspólnoty. Artykuł 1 dokumentu stanowił: „Wspólnota udziela Kosowu wyjątkowej pomocy finansowej w postaci dotacji w kwocie do 50 mln euro w celu poprawy sytuacji finansowej tego regionu, wsparcia procesu tworzenia trwałych struktur ekonomiczno-fiskalnych, umożliwienia kontynuacji i umocnienia istotnych funkcji administracyjnych oraz zaspokojenia zapotrzebowania na inwestycje publiczne”26. Pomocą tą zarządzać miała Komisja przy konsultacjach ze strony Komitetu Ekonomiczno-Finansowego w sposób zgodny z porozumieniami lub uzgodnieniami przyjętymi przez MFW i władze Kosowa27. Pomoc udostępniona została na okres dwu lat, przy czym Komisja, po konsultacjach z Komitetem Ekonomiczno-Finansowym, mogła przedłużyć ten okres maksymalnie o rok28. Środki miały być przekazywane Ministerstwu Gospodarki i Finansów należącemu do PISG lub – po określeniu przyszłego statusu Kosowa – instytucji, która wyznaczona zostanie do przejęcia zadań i obowiązków tego ministerstwa, wyłącznie na pokrycie zapotrzebowania w zakresie finansowania budżetu Kosowa29. 11 grudnia 2006 r. Rada przyjęła wspólne działanie zmieniające i przedłużające wspólne działanie 2006/304/WPZiB dotyczące utworzenia zespołu UE ds. planowania na potrzeby ewentualnej operacji zarządzania kryzysem w zakresie praworządności i w ewentualnych innych dziedzinach w Kosowie. Rada została zobowiązana do dokonania do 15 kwietnia 2007 r. oceny, czy prace Zespołu ds. Planowania dla 26 Art. 1 ust. 1 Decyzji Rady z dnia 30 listopada 2006 r. o przyznaniu Kosowu wyjątkowej pomocy finansowej Wspólnoty, 2006/880/WE, Dz. Urz. UE L 339/36 z 6.12.2006 r. 27 Art. 1 ust. 2 Decyzji Rady z dnia 30 listopada 2006 r. o przyznaniu Kosowu wyjątkowej pomocy finansowej Wspólnoty, 2006/880/WE, Dz. Urz. UE L 339/36 z 6.12.2006 r. 28 Art. 1 ust. 3 Decyzji Rady z dnia 30 listopada 2006 r. o przyznaniu Kosowu wyjątkowej pomocy finansowej Wspólnoty, 2006/880/WE, Dz. Urz. UE L 339/36 z 6.12.2006 r. 29 Art. 3 ust. 3 Decyzji Rady z dnia 30 listopada 2006 r. o przyznaniu Kosowu wyjątkowej pomocy finansowej Wspólnoty, 2006/880/WE, Dz. Urz. UE L 339/36 z 6.12.2006 r.

nr 1, wiosna-lato 2010

[127]


Marta Zobeniak

Kosowa powinny być kontynuowane po 31 maja 2007 r., uwzględniając potrzebę niezakłóconego przejścia do ewentualnej operacji UE zarządzania kryzysem w Kosowie30. Datę wygaśnięcia wspólnego działania ustalono na 31 maja 2007 r. lub dzień uruchomienia operacji UE zarządzania kryzysem w zależności od tego, który z nich przypadnie wcześniej31. 12 grudnia 2006 r. zapadła decyzja Komitetu Politycznego i Bezpieczeństwa przedłużająca mandat szefa zespołu UE ds. planowania w związku z ewentualną operacją UE zarządzania kryzysem w zakresie praworządności i w ewentualnych innych dziedzinach w Kosowie. Na jej mocy mandat Caspera Klynge jako szefa zespołu UE ds. planowania został przedłużony do 31 maja 2007 r32. W lutym 2007 roku zaprezentowana została „Całościowa propozycja uregulowania statusu Kosowa” M. Ahtisaariego33, której głównym założeniem było przyznanie Kosowu statusu określanego mianem „nadzorowanej niepodległości”. Analitycy wskazywali jednak, iż część państw pozostanie sceptyczna wobec ryzyka naruszenia integralności terytorialnej. To mogłoby spowodować usztywnienie stanowiska Rosji i ewentualnego jej weta wobec planu Ahtisaariego w Radzie Bezpieczeństwa ONZ. Ostrzegano jednocześnie, że brak wsparcia ze strony ONZ może zapoczątkować nowy okres konfliktów na Bałkanach, wzmacniając jednocześnie pozycję Rosji, nie tylko w regionie34. We wrześniu 2007 roku spekulowano już odnośnie przyszłej niepodległości Kosowa35. W Unii Europejskiej coraz większe poparcie zy30 Art. 1 ust. 6 wspólnego działania Rady 2006/918/WPZiB z dnia 11 grudnia 2006  r. zmieniającego i przedłużającego wspólne działanie 2006/304/WPZiB dotyczące utworzenia zespołu UE ds. planowania (ZPUE dla Kosowa) na potrzeby ewentualnej operacji zarządzania kryzysem w zakresie praworządności i w ewentualnych innych dziedzinach w Kosowie, Dz. Urz. UE L 349/57 z 12.12.2006 r. 31 Art. 1 ust. 7 wspólnego działania Rady 2006/918/WPZiB z dnia 11 grudnia 2006  r. zmieniającego i przedłużającego wspólne działanie 2006/304/WPZiB dotyczące utworzenia zespołu UE ds. planowania (ZPUE dla Kosowa) na potrzeby ewentualnej operacji zarządzania kryzysem w zakresie praworządności i w ewentualnych innych dziedzinach w Kosowie, Dz. Urz. UE L 349/57 z 12.12.2006 r. 32 Decyzja Komitetu Politycznego i Bezpieczeństwa ZPUE/2/2006 z dnia 12 grudnia 2006 r. przedłużająca mandat szefa zespołu UE ds. planowania (ZPUE dla Kosowa) w związku z ewentualną operacją UE zarządzania kryzysem w zakresie praworządności i w ewentualnych innych dziedzinach w Kosowie, Dz. Urz. UE L 365/88 z 21.12.2006 r. 33 Tekst dostępny na stronie: http://www.unosek.org, 10.02.2010. 34 Lack of EU Solidarity Jeopardizes Kosovo Independence, http://www.atlanticcommunity.org, 10.02.2010. 35 N. K. Gvosdev, Will Kosovo End the Transatlantic Honeymoon?, http://www. atlantic-community.org, 10.02.2010.

[128]

refleksje


Kosowo – koniec Europy?

skiwało stanowisko akceptujące ewentualną niepodległość, gdyby zyskała ona także wsparcie w rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ. Było to o tyle ważne, iż część państw europejskich miała obawy związane z faktem, iż Kosowo mogłoby stać się precedensem36. Powszechne było w Europie przekonanie, że rozwiązanie narzucone z zewnątrz może być trwałe o tyle, o ile uznają je i będą gotowe wprowadzić je w życie zarówno strona serbska, jak i kosowska37. 19 listopada 2007 r. przyjęte zostało wspólne działanie Rady 2007/744/WPZiB zmieniające i przedłużające wspólne działanie 2006/623/WPZiB w sprawie utworzenia zespołu UE uczestniczącego w przygotowaniach do ewentualnego ustanowienia międzynarodowego biura cywilnego w Kosowie z elementem funkcji specjalnego przedstawiciela Unii Europejskiej (Zespół przygotowawczy MBC/SPUE). 29 listopada 2007 r. Rada przyjęła wspólne działanie 2007/778/WPZiB zmieniające i przedłużające wspólne działanie 2006/304/WPZiB dotyczące utworzenia zespołu UE ds. planowania (ZPUE dla Kosowa) na potrzeby ewentualnej operacji zarządzania kryzysem w zakresie praworządności i w ewentualnych innych dziedzinach w Kosowie38. 18 grudnia 2007 r. Komitet Polityczny i Bezpieczeństwa podjął decyzję dotyczącą mianowania szefa zespołu UE ds. planowania (ZPUE dla Kosowa), którym został Roy Reeves39. 4 lutego 2008 roku przyjęty został dokument o prawnych i finansowych zasadach wysłania do Kosowa misji cywilno-wojskowej pod nazwą EULEX40. Według wstęp36 Obawy te przynajmniej częściowo potwierdziły się, gdy w dzień ogłoszenia przez Kosowo niepodległości podobny krok został zapowiedziany ze strony Abchazji i Osetii Południowej, które poparcia dla swych dążeń zamierzały szukać w Rosji i na forum ONZ. Dzień później bojownicy czeczeńscy ogłosili jednostronny akt niepodległości, porównując swoją walkę do tej, która została stoczona w Kosowie. 37 N. K. Gvosdev, op. cit. 38 Dodano artykuł 13a, stanowiący, iż komórka monitorująca wydarzenia obejmuje swoim działaniem ZPUE dla Kosowa. Zmianie uległ art. 14, w którym zawarto stwierdzeniem, że Rada, biorąc pod uwagę potrzebę płynnego przejścia do ewentualnej operacji UE zarządzania kryzysem w Kosowie, do 31 stycznia 2008 r. miała ocenić, czy ZPUE dla Kosowa powinien kontynuować swoje prace po dniu 31 marca 2008 r. Uzgodniono, że wspólne działanie wygaśnie 31 marca 2008 r. 39 Art. 1 Decyzji Komitetu Politycznego i Bezpieczeństwa ZPUE/2/2007 z dnia 18 grudnia 2007 r. dotyczącej mianowania szefa zespołu UE ds. planowania (ZPUE dla Kosowa), 2007/888/WPZiB, Dz. Urz. L 346 / 29 z 29.12.2007 r. 40 Tak szybki tryb przyjęcia dokumentu stał się możliwy dzięki interpretacji przez unijnych prawników artykułu 10 Rezolucji nr 1244 Rady Bezpieczeństwa ONZ z 1999 roku. Pomimo faktu, że Rezolucja potwierdza suwerenność Federalnej Republiki Jugosławii, a przez to jej prawnej sukcesorki, Serbii nad obszarem Kosowa, to artykuł 10 Rezolucji uprawnia Sekretarza Generalnego ONZ, aby przy pomocy „odpowiednich or-

nr 1, wiosna-lato 2010

[129]


Marta Zobeniak

nych założeń misji, Unia miała wysłać do Kosowa 1800 policjantów oraz sędziów i prokuratorów. Roczny budżet misji zaplanowano na ok. 160 mln euro. Do wysłania misji potrzebna była jeszcze oficjalna decyzja Rady Ministrów UE o wprowadzeniu w życie tzw. Planu Operacyjnego. Przyjęcie przez UE dokumentu o wysłaniu misji do Kosowa już następnego dnia po zakończeniu wyborów prezydenckich w Serbii spotkało się z ostrą reakcją władz serbskich i rosyjskich. Zoran Lončar, minister oświaty w rządzie Vojislava Koštunicy, stwierdził, że jeżeli Serbia podpisałaby zaproponowane przez Unię 28 stycznia 2008 r. Porozumienie Polityczne, będące wstępem do ostatecznego podpisania Porozumienia o Stabilizacji i Stowarzyszeniu (SAA), to faktycznie oznaczałoby to uznanie niepodległości Kosowa41. 5 lutego 2008 r. do tej decyzji UE odniósł się premier V. Koštunica. Jego zdaniem, przyjęcie dokumentu o zasadach wysłania misji cywilno-wojskowej jest sygnałem, „że bardzo szybko albańscy separatyści ogłoszą jednostronną niepodległość Kosowa”42. Zdaniem szefa serbskiego gabinetu, Unia „w bezpośredni sposób zagroziła suwerenności, integralności terytorialnej i porządkowi konstytucyjnemu Serbii”43. Przyjęcie w Brukseli dokumentu o zasadach działania misji EULEX w Kosowie skrytykowały także władze Rosji44. 17 lutego 2008 roku proklamowana została niepodległość Kosowa. Następnego dnia ministrowie spraw zagranicznych państw członkowskich UE spotkali się w nadziei na uzgodnienie wspólnego stanowiska wobec tego faktu. Istniały silne podziały co do uznania nowopowstałego państwa. Oczekiwano, że największe państwa UE – Francja, Niemcy, Wielka Brytania, Włochy, ogłoszą deklaracje o uznaniu bezpośrednio po posiedzeniu Rady45. Przynajmniej sześć innych państw – Bułgaria, Cypr, Grecja, Hiszpania46, Rumunia, Słowacja – stało na staganizacji międzynarodowych powołał międzynarodową obecność cywilną w prowincji”. 41 Ibidem. 42 Ibidem. 43 Ibidem. 44 Ibidem. 45 O pierwszych reakcjach na deklarację: France, Germany and UK to Recognize Kosowo, http://www.spiegel.de; World Reaction Split on Kosovo Independence, http://www.spiegel.de, 10.02.2010. 46 W Hiszpanii np. niepokój budziła kwestia Basków, zwłaszcza tego, że mogliby podążyć drogą Kosowarów. Obawiano się, że jeśli konflikt zaostrzyłby się, wspólnota międzynarodowa mogłaby uznać niepodległość, by go zakończyć. Baskowie wydali oświadczenie, w którym stwierdzili, iż „Kosowo stanowi nowy przykład prawa do

[130]

refleksje


Kosowo – koniec Europy?

nowisku, że nie można zaakceptować jednostronnej decyzji Kosowa o oderwaniu się od Serbii. Posunięcie ogłoszone przez premiera Kosowa, Hashima Thaçi, zostało od razu uznane za nielegalne przez Serbię, która podnosiła obawy przed powtórzeniem się aktów przemocy znanych z okresu rozpadu Jugosławii. Miało to wymusić na przedstawicielach państw członkowskich zasiadających w Radzie przyjęcie takich środków, jakie będą w stanie zapewnić stabilność w regionie. D. Reljic wskazywał, że trzy państwa Rady Bezpieczeństwa ONZ – Francja, Stany Zjednoczone i Wielka Brytania – stały na stanowisku, że rezolucja Rady Bezpieczeństwa ONZ nr 1244, w której zagwarantowana została integralność terytorialna Serbii, nadal obowiązuje47. Rosja i Chińska Republika Ludowa to kwestionowały, a większość niestałych członków Rady była podobnego zdania48. M. Tosic twierdził, że decyzja państw popierających niepodległość Kosowa nie tylko otwarcie sprzeciwiała się Karcie Narodów Zjednoczonych, która odwołuje się do integralności terytorialnej państw członkowskich, a także rezolucji Rady Bezpieczeństwa nr 1244, zawierającej zapis o Kosowie jako integralnej części Serbii, ale także uczyniła niemożliwą jakąkolwiek reakcję RB ONZ na ten jednostronny krok49. Brak spójności Unii Europejskiej wobec Kosowa mógł, zdaniem komentatorów, zagrozić próbom budowania jednolitej polityki zagranicznej. Wykazał, że istnieje pluralizm postaw, że UE nie jest homogenicznym blokiem. Dodawano przy tym, że nikt nie oczekiwał od Unii działania w charakterze państwa, ponieważ nie jest nim ona50. Po wielogodzinnej dyskusji o tym, jak zareagować na kosowską deklarację niepodległości, ministrowie spraw zagranicznych państw UE byli w nastroju samozadowolenia51. Lektura tekstu przygotowanego przez nich sprawiała inne wrażenie. Znalazł się w nim jedynie zapis, iż każde z państw indywidualnie, w zgodzie z własną praktyką i prawem

samostanowienia”. 47 Zarówno Stany Zjednoczone, jak i Australia, szybko uznały jednak Kosowo. 48 ‘Kosovo Is not Independent, It Is an EU Protectorate’, Interview with Balkans Expert Dusan Reljic, http://www.spiegel.de, 10.02.2010. 49 M. Tosic, Kosovan consequences, http://www.guardian.co.uk, 10.02.2010. 50 Kosovo Is not Independent..., op. cit. 51 Minister spraw zagranicznych Niemiec, Frank-Walter Steinmeier, nazwał przygotowane oświadczenie „sukcesem Europy”. Jego słoweński odpowiednik, Dimitrij Rupel, stwierdził, iż „Unia Europejska raz jeszcze przetrwała test jedności”. Francuski minister spraw zagranicznych, Bernard Kouchner, komentował: „To koniec bardzo długiego kryzysu i okresu wielkiego napięcia w tym regionie świata”.

nr 1, wiosna-lato 2010

[131]


Marta Zobeniak

międzynarodowym, zdecyduje o kształcie swych relacji z Kosowem52. Unia Europejska stanęła w obliczu podziału nie do przezwyciężenia53. Większość państw, tj. 17 z 27, opowiadała się za uznaniem. Duża część państw europejskich była temu jednak przeciwna lub wahała się. Ścierające się w Europie wizje, jak odnieść się do kwestii kosowskiej, odzwierciedlały także tendencje panujące na świecie54. Kreowano wrażenie, że Unia Europejska bliska jest osiągnięcia jednolitego stanowiska wobec kwestii kosowskiej. Z nielicznymi wyjątkami, odmalowywano obraz zgody co do tego, jak poradzić sobie z tak istotnym problemem w bliskim sąsiedztwie. Rozwiązanie okazało się „typowo brukselskie” – każde państwo powinno czynić, co uznaje za słuszne55. Oczekiwano, że 18 lutego, podczas posiedzenia unijnych ministrów spraw zagranicznych zapadnie decyzja o wyjeździe i ustaleniu terminu rozpoczęcia misji. Sprzeciw wobec misji UE w Kosowie wyrażały władze Serbii, które uważały ją za krok ku uznaniu niepodległości Kosowa. Trwały również spekulacje, czy Cypr, który obawia się podobnego precedensu w przypadku uznawanej jedynie przez Turcję Republiki Cypru Północnego, nie wycofa swej zgody na misję po uznaniu Kosowa przez grupę największych państw UE. Serbski premier V. Koštunica oświadczył 9 lutego, że Kosowo nie ma ceny, a władze serbskie nie chcą żadnych rekompensat od Zachodu w zamian za zaakceptowanie niepodległości prowincji. Serbski premier powiedział w wywiadzie dla jednej z agencji prasowych: „Decyzją o wysłaniu misji EULEX w celu spowodowania jednostronnego proklamowania niepodległości przez Kosowo, Unia Europejska dokonała zbrodni nad Rezolucją nr 1244 Rady Bezpieczeństwa ONZ, jasno gwarantującą poszanowanie integralności terytorialneji całości Serbii”56. Dodał, że w ten sposób UE „w najpoważniejszy sposób pogwałciła Kartę Narodów Zjednoczonych i przekroiła uznane międzynarodowo granice Serbii”57. Według szefa rządu, unijnym decydentom najbardziej odpowiadałaby sytuacja, w której Serbia, w obliczu podpisania proponowanego przez UE tzw. przejściowego porozumienia politycznego, co stanowi w istoIbidem. Patrz, np.: M. Tran, J. Orr, US and EU powers to recognise Kosovan statehood, http://guardian.co.uk; I. Traynor, Spain exposes EU split as US leads recognition, http://www.guardian.co.uk, 10.02.2010. 54 H. J. Schlamp, op. cit. 55 Ibidem. 56 Ł. Kobeszko, Serbia-Kosowo/Belgrad nie chce rekompensaty za niepodległość Kosowa, http://www.psz.pl, 10.02.2010. 57 Ibidem. 52 53

[132]

refleksje


Kosowo – koniec Europy?

cie wstęp do podpisania Porozumienia o Stabilizacji i Stowarzyszeniu (SAA), udzieliła zgody „na największy gwałt prawny, który czyni się nad pojedynczym krajem od czasu utworzenia ONZ, która przecież wszystkim swoim członkom gwarantuje nienaruszalność istniejących granic. Serbia takiej zgody nigdy nie da”58. Premier ocenił, że w kwestii Kosowa Unia Europejska znajduje się pod znacznym naciskiem ze strony USA i przyjęcie dyktowanych warunków odznaczać będzie zniszczenie zasad stanowiących fundament Starego Kontynentu59. Podobne stanowisko wyraził prezydent Boris Tadić, który zapowiedział, że Serbia nigdy nie uzna niepodległości Kosowa, a jednostronne jej proklamowanie może doprowadzić do nieprzewidywalnych następstw na całych Bałkanach i w różnych częściach świata. Prezydent oczekiwał również, że stanowisko Serbii w kwestii Kosowa poprą rządy wszystkich sąsiednich państw postjugosłowiańskich oraz bałkańskich. Opowiedział się jednocześnie za powrotem do stołu rozmów z kosowskimi Albańczykami. Wyjawił także, że o poparciu serbskiego stanowiska w sprawie Kosowa zapewniły go władze Indii, a niektórzy liderzy państw europejskich oświadczyli mu, że nigdy nie uznają oficjalnie niepodległego Kosowa.Problem stanowiła niepewność co do uznania podstaw prawnych EULEX60. Część państw rozważała przyłączenie się do Hiszpanii w nieuczestniczeniu w tej misji, dopóki jej legitymacja nie będzie jasna61. Określając misję jako „dużą pomyłkę ze strony Unii Europejskiej”, ambasador Rosji przy UE, Władymir Czyżkow, oświadczył jednocześnie na konferencji prasowej 18 kwietnia 2008 r., iż jest ona nielegalna i odsunął nadzieję, że może ona uzyskać legitymację w momencie, gdy Sekretarz Generalny ONZ, Ban Ki-Moon, przeniesie na nią kompetencje z UNMIK. W. Czyżkow stwierdził, że Sekretarz Generalny nie ma takich kompetencji, o czym zresztą toczyły się kilka dni wcześniej rozmowy. Ambasador ostrzegł także przed wszelkimi Ibidem. Ibidem. 60 O dylematach związanych z misją EULEX m.in.: I. Traynor, Questions remain over EU’s role, http://www.guardian.co.uk, 10.02.2010. 61 Władze Hiszpanii zdecydowały się nie wyrazić zgody na uczestnictwo swego personelu w unijnej misji dopóki UNMIK nie przekaże EULEX własnej jurysdykcji. W kuluarach mówiono, że kilka państw może pójść w ślad Hiszpanii i ogłosić podobne w treści deklaracje, zmierzające do zabezpieczenia się przed precedensem. Źródła w Radzie Unii Europejskiej donosiły, że nie mają takich informacji, natomiast część ministrów miała sygnalizować potencjalne problemy z dostarczeniem kontyngentów na czas. Władze Słowenii i obejmującej po niej przewodnictwo Francji wezwały Serbię do niesprzeciwiania się przyjęciu EULEX, jeśli państwo to chce kontynuować dialog przedakcesyjny. 58 59

nr 1, wiosna-lato 2010

[133]


Marta Zobeniak

próbami rozmieszczania sił EULEX w Kosowie przed ustanowieniem na jego terytorium międzynarodowej obecności militarnej62. Serbia stanowczo sprzeciwiała się misji EULEX i zapowiadała współpracę jedynie z UNMIK, której mandat zakładał poszanowanie integralności terytorialnej tego państwa. Stanowisko Serbii uległo dalszemu usztywnieniu po ogłoszeniu 17 lutego niepodległości Kosowa. Nie było to jednak jedyne zagrożenie. Komisja Europejska widziała EULEX jako narzędzie oparte na rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ nr 124463. Postanowienie to było jednak później dyskretnie modyfikowane. Na oficjalnej stronie Zespołu Planowania UE ds. Kosowa pojawiły się informacje, iż EULEX nie zastąpi UNMIK64. Ministrowie spraw zagranicznych Unii Europejskiej i prezydent Serbii, B. Tadić, podpisali długo odwlekany układ przedakcesyjny65. Premier V. Koštunica ogłosił natychmiast, że akt ten jest nielegalny i stwierdził, iż powołany po wyborach rząd doprowadzi do jego anulowania66. Porozumienie stało się kluczowym elementem serbskiej kampanii wyborczej w momencie, w którym sondaże wskazywały na wyrównane poparcie dla obozów nacjonalistycznego i proeuropejskiego. B. Tadić zauważył, że układ niesie jasne przesłanie – „Przyszłość Ser62 EU Kosovo mission up in the air, 18.04.2008, http://www.euractiv.com, 10.02.2010. 63 Jedynym fragmentem dającym możliwość takiej interpretacji, był ten mówiący o uprawnieniu Sekretarza Generalnego ONZ do ustanowienia w Kosowie międzynarodowej obecności cywilnej. Dyplomaci wskazywali, że państwa zachodnie oczekiwały od Sekretarza Generalnego wykorzystania tego zapisu dla zapewnienia legitymacji misji EULEX. Ten oświadczył jednak, że UNMIK winna kontynuować administrowanie Kosowem, zależnie od dalszych instrukcji ze strony Rady Bezpieczeństwa ONZ. Tymczasem artykuł 5 decyzji Rady o powołaniu EULEX stanowi, że „faza operacyjna EULEX rozpocznie się wraz z przekazaniem władzy przez Misję Narodów Zjednoczonych w Kosowie, UNMIK”. 64 Rada tłumaczyła ten fakt „odmiennymi filozofiami”, jakimi kierują się obie misje. Potwierdzono, że UNMIK winna wypełniać swe zadanie aż do uzgodnionego momentu wycofania. 65 Podpisanie układu stało się możliwe po tym, jak ministrowie Belgii i Danii odstąpili od warunku wstępnego – uzależnienia podpisania układu czy przyznania jakichkolwiek koncesji Serbii dopiero w momencie, gdy ta zacznie w pełni współpracować z Międzynarodowym Trybunałem do spraw byłej Jugosławii. 66 Kwestia kosowska stanowiła przedmiot zaniepokojenia V. Koštunicy, który podpisanie SAA „aktem antypaństwowym i antykonstytucyjnym”. Serbski minister spraw zagranicznych, Vuk Jeremić, oświadczył, że podpisanie układu było momentem przełomowym dla Serbii, jak i dla Unii Europejskiej. Powiedział na konferencji prasowej: „Wierzymy, że jesteśmy na nieodwracalnej drodze do członkostwa w Unii Europejskiej”. Przewodniczący Serbskiej Partii Radykalnej, Dragan Todorović, porównał natomiast podpisanie SAA do podpisania paktu z państwami osi w trakcie II wojny światowej.

[134]

refleksje


Kosowo – koniec Europy?

bii leży w Europie”. Wyraził życzenie, by Serbia została do końca roku uznana za państwo kandydujące. Wyjaśnił jednocześnie, że podpisanie układu, który ma charakter ekonomiczny, nie jest równoznaczne z uznaniem przez Serbię niepodległości Kosowa. Dalsze konsekwencje M. Tosic stwierdził, powołując się na I. Bancrofta, że uznanie Kosowa stworzy dwa niepokojące precedensy. Po pierwsze, dla dokonywania secesji w kolejnych państwach, po drugie, dla tworzenia nowych państw w oparciu o interwencje militarne, jak było w przypadku NATO i UE w Kosowie67. W analizach wskazywano, że Kosowo może stać się swoistym „ogniskiem zapalnym”, z którym trudno będzie sobie porazić. Mitrovicę, będącą sceną aktów przemocy, traktowano jako potencjalne zarzewie przyszłego konfliktu. Strona serbska postrzegała rosyjskich żołnierzy stacjonujących w północnym Kosowie jako siły pokojowe68. Podkreślano, że Kosowo spowodowało nowy rozłam wśród państw Europy. Niemcy, Wielka Brytania, Włochy dokonały szybko uznania. Bułgaria, Cypr, Grecja, Hiszpania, Słowenia sprzeciwiały się temu. W  państwach wielonarodowych i multikulturowych istniało przekonanie, iż niepodległość Kosowa ożywi dążenia separatystyczne Basków w Hiszpanii czy Węgrów w Rumunii69. Rosyjski minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow określił niepodległość Kosowa mianem „początku końca Europy”. Strona rosyjska utrzymywała, że przyczyni się ona do ponownego zaostrzenia sytuacji na obszarach objętych „zamrożonymi konfliktami”, jak Abchazja, Osetia Południowa70, Naddniestrze. Wykazywała także, iż kwestia Kosowa może stać się precedensem71. Stanowisko państw zachodnich mogło wydawać się niespójne, a nawet wewnętrznie sprzeczne. Niewielu wierzyło, iż Kosowo będzie autentycznie wolne. Twierdzono

M. Tosic, op. cit. A. N. Roy, Is Kosovo the End of Europe?, http://www.mainstreamweekly.net, 10.02.2010. 69 Ibidem. 70 W 1992 roku ogłoszona została niepodległość Osetii Południowej. Utrzymywano wówczas, że tylko dzięki obecności żołnierzy rosyjskich udało się zapobiec poważniejszemu konfliktowi. Strona rosyjska zaczęła rozważać uznanie tego państwa. 71 A. N. Roy, op. cit. 67

68

nr 1, wiosna-lato 2010

[135]


Marta Zobeniak

nawet, iż stanie się ono „protektoratem Unii”72. Próby angażowania się w sytuację na Bałkanach po raz kolejny miały okazać się ryzykowne73. D. Korski argumentował, iż kwestię kosowską można postrzegać jako okazję do rozwinięcia Wspólnej Polityki Zagranicznej i Bezpieczeństwa oraz mechanizmów interwencji już funkcjonujących w Bośni i Hercegowinie oraz Macedonii. Niemniej, istniało ryzyko, że podjęte kroki będą kontrproduktywne wobec zakładanych celów, dojdzie do nowych podziałów w samej Unii, która osłabi tym własną wiarygodność74. Obawiano się, iż na samych Bałkanach uznanie Kosowa doprowadzi do legitymizacji podobnych kroków w państwach, które pod presją unijną przechodziły procesy pokojowe. Znaczące, homogeniczne terytorialnie społeczności w Bośni (Serbowie i Chorwaci), a także w Macedonii (Albańczycy) wyrażały stanowisko, iż uznanie Kosowa przez Stany Zjednoczone i Unię Europejską będzie dla nich „zielonym światłem” dla osiągnięcia własnych celów75. Mówiono także o tym, że uznanie Kosowa w jakiejkolwiek formie przez Unię Europejską sprawi, zniweczy przemiany, jakie dokonują się w Serbii od 2000 roku, radykalnie zmieni postrzeganie w tym państwie samej Unii, a przy tym uczyni niemal niemożliwe kontynuowanie drogi do akcesji do UE i NATO76. Serbskie reakcje bezpośrednio po ogłoszeniu niepodległości, zwłaszcza wypowiedzi premiera V. Koštunicy, wskazywały, że Serbia nie zamierza łatwo zrezygnować z terytorium, które uznaje za własne77. Serbski premier wezwał nawet Sekretarza Generalnego ONZ Ban KiMoona do zakończenia polityki „nagiej przemocy i naruszania sprawiedliwości” wobec Serbii78. Stwierdził także, iż „Unia Europejska musi uznać Serbię całą z niepodzielnym Kosowem”79. O planach wysłania przez UE misji do Kosowa mówił natomiast, iż stanowiłoby to naruszenie serbskiej suwerenności80. Miesiąc po ogłoszeniu niepodległości Kosowo uznały Bułgaria, Chorwacja i Węgry. Strona bułgarska uczyniła to dokładnie dzień póź72 O roli UE także m.in.: I. Traynor, Questions remain over EU’s role, http://www. guardian.co.uk, 10.02.2010. 73 A. N. Roy, op. cit. 74 M. Tosic, op. cit. 75 Ibidem. 76 Ibidem. 77 Patrz m.in: Flags are not enough, http://www.guardian.co.uk, 10.02.2010. 78 Serbia Divided on Approach to EU, http://www.spiegel.de, 10.02.2010. 79 Ibidem. 80 Ibidem.

[136]

refleksje


Kosowo – koniec Europy?

niej od dwóch pozostałych, tj. 20 marca. Władze wszystkich trzech państw zastrzegły, iż „Kosowo winno dostarczyć gwarancji państwa wieloetnicznego”81. Owo uznanie wywołało natychmiastowy protest strony serbskiej. „Każde państwo, które zdecyduje się uznać nielegalnie powstałe państwo Kosowo, narusza prawo międzynarodowe”82 – stwierdził w trakcie wizyty w Atenach V. Jeremić. Wezwał on władze greckie do niepodejmowania tego kroku83. Bezpośrednio po ogłoszeniu przez Kosowo niepodległości pojawiły się głosy o konieczności szybkiego podjęcia przez Unię działań w celu zapobieżenia negatywnym konsekwencjom społecznym, politycznym, a także z dziedziny bezpieczeństwa. Nieodzowne stało się przyjęcie całościowego podejścia regionalnego, skoncentrowanego wokół kolejnych kroków mających doprowadzić poszczególne państwa Bałkanów Zachodnich84 do członkostwa w UE85. Można przytaczać przykłady inicjatyw, które miały służyć odnowieniu i poprawie relacji z regionem. Pakt Stabilności dla Europy Południowo-Wschodniej od 1999 roku stymulował rozwój współpracy transgranicznej. Przyczynił się do rozwoju infrastruktury drogowej, kolejowej i wodnej, a także współpracy w zakresie zwalczania przestępczości86. Odnowione Środkowoeuropejskie Porozumienie o Wolnym Handlu (ang. Central European Free Trade Agreement – CEFTA) zostało pomyślane jako główna siła promująca przedsiębiorczość i handel w regionie. Podobnie w przypadku Inicjatywy Współpracy Europy Południowo-Wschodniej (ang. Southeast European Cooperative. Initiative – SECI), która miała przyczynić się do lepszego przygotowania państw kandydujących i potencjalnie kandydujących do akcesji do Unii, zapewniając forum polityczne o regionalnym zasięgu, w którym uczestniczyły zarówno państwa członkowskie, jak i kandydujące87. Doświadczenie Bułgarii i Rumunii może okazać się cenne dla rozwijania strategii akcesyjnej dla państw Bałkanów Zachodnich, których rozwój był opóźniony przez procesy odbudowy po konfliktach. Ich po81 Balkan Nations Recognize Independent Kosowo, http://www.spiegel.com, 10.02.2010. 82 Ibidem. 83 Ibidem. 84 Albanię, Bośnię i Hercegowinę, Chorwację, Czarnogórę, Kosowo, Macedonię, Serbię. 85 W. Petritsch, Next step for Kosovo?, http://www.guardian.co.uk, 10.02.2010. 86 Ibidem. 87 Ibidem.

nr 1, wiosna-lato 2010

[137]


Marta Zobeniak

trzeby winny zostać uwzględnione w nowym podejściu Unii. Zarówno w interesie państw regionu, jak i samej UE, leży bowiem przyspieszenie procesu integracji. Nadanie mu nowego impetu przyczyniłoby się do konsolidacji Unii, zarówno w sensie terytorialnym, jak i politycznym, a także wzmocnienia jej roli w sąsiadujących regionach – Śródziemnomorzu, Bliskim Wschodzie, Basenie Morza Czarnego88.

Summary Russian Foreign Minister, Sergei Lavrov, once said that Kosovo’s independence could be the beginning of the end for Europe, and that official recognition of its sovereignty would threaten global security. It was feared that Kosovo’s unilateral declaration of independence, and its recognition by European countries in particular, would open up a Pandora’s Box. In fact, as it is claimed in this article, Kosovo may be treated a precedent by other separatist republics and autonomous regions, which might one day demand similar recognition and the same rights that the Kosovars can now possibly enjoy. Nota o autorze Marta Zobeniak [emzet@amu.edu.pl] – absolwentka politologii i stosunków międzynarodowych, doktorantka na Wydziale Nauk Politycznych i Dziennikarstwa UAM w Poznaniu (Zakład Najnowszej Historii Politycznej). Członkini Stowarzyszenia Ośrodek Badań i Edukacji Europejskiej w Poznaniu. Jej zainteresowania naukowe koncentrują się w obrębie polityki międzynarodowej i współczesnych stosunków międzynarodowych, ze szczególnym uwzględnieniem problematyki europejskiej.

88

Ibidem.

[138]

refleksje


Separatyzm Marcin Skobrtal Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu

Separatyzm językowy w Hiszpanii

J

ęzyk jest jedną z głównych cech konstytuujących naród,

ma on kluczowe znaczenie w procesie „tworzenia” narodu, bowiem jego rozwój, standaryzacja i tworzenie postaci literackiej, a następnie walka o jego miejsce w sferze publicznej stanowi często jeden z głównych kierunków działań ruchów narodowych. Wykazanie odrębności języka często oznacza wykazanie odrębności etnicznej, a nadanie językowi statusu oficjalnego stanowi ukoronowanie autonomii. Język jest zatem spleciony z politycznymi aspiracjami poszczególnych narodów, a jego losy i znaczenie przekładają się na poziom emancypacji poszczególnych grup. Można zadać zatem pytanie, na ile starania o zwiększenie znaczenia języka danego narodu czy grupy etnicznej w życiu publicznym jest wyrazem dążeń secesjonistycznych i czy stanowić mogą one wstęp do poważniejszych zmian, związanych z kształtem państwa. Inną kwestią wartą rozważenia jest też odniesienie działań emancypacyjnych do rzeczywistości społeczno-politycznej w danym regionie. Te problemy poruszone zostaną w niniejszym artykule. Hiszpania od roku 1975, a więc od śmierci generała Francisco Franco, przechodzi wiele zmian, także związanych z charakterem państwa. Konstytucja z 1978 r. wprowadziła system Wspólnot Autonomicznych cieszących się sporą autonomią, co odpowiadało dążeniom mniejszości etnicznych: Katalończyków, Galicyjczyków i Basków, cieszących się często autonomią w czasach II Republiki w latach trzydziestych XX w. Wyrazem większych aspiracji tych grup była walka o większą autonomię, skutkująca nowym statutem o autonomii w Katalonii w 2006 r., oraz niepodległość, czego przykładem były działania terrorystyczne ETA. Jednym z postulatów w poszczególnych Wspólnotach było zapewnienie regionalnym językom statusu oficjalnego, co wywołało liczne kontrowersje, ilustrowane przez wydarzenia w ostatnich latach. Walka o język Aspiracje językowe poszczególnych mniejszości w Hiszpanii mają zróżnicowany charakter i zależne są od rozwoju danego języka (standary-

nr 1, wiosna-lato 2010

[139]


Marcin Skobrtal

zacja, kodyfikacja, tradycje literackie), jego kondycji (liczba użytkowników) oraz obecności w życiu publicznym (głównie chodzi tu o szkolnictwo i administrację). W przypadku języka katalońskiego kwestia językowa była najbardziej zaawansowana, bowiem jest to język z wielowiekowymi tradycjami, o określonym statusie prawnym w Katalonii (używany jest także w Walencji i na Balearach). W ostatnich latach celem Katalończyków jest uzyskanie statusu języka urzędowego także w Unii Europejskiej. Katalońscy pisarze i instytucje promujące język zaprezentowali się na paryskich targach Expolanguages, jakie miały miejsce w dniach 3-6 lutego 2010 r., pod hasłem „Kataloński, język 10 milionów Europejczyków”. Impreza ta co roku skupia organizacje promujące wielojęzyczność oraz naukę języków1. W styczniu 2010 r. wiceprezydent Katalonii Josep Lluís CarodRovira zaprosił przedstawicieli 27 państw członkowskich w celu promocji inicjatywy uznania katalońskiego kolejnym językiem oficjalnym UE oraz pogłębienia unijnej różnorodności językowej. Podkreślano tutaj dużą liczbę użytkowników języka katalońskiego oraz tradycyjne proeuropejskie nastawienie mieszkańców Katalonii2. Oba te działania, mające na celu europejską promocję języka katalońskiego, zdawały się wpisywać w politykę samej UE. 14 stycznia 2010 r. w czasie przesłuchania nowodesygnowana komisarz ds. edukacji, kultury, wielojęzyczności i młodzieży Androulla Vassiliou oświadczyła, że będzie popierać wielojęzyczność także w odniesieniu do języków regionalnych i mniejszościowych oraz imigrantów3. W swoich działaniach na forum europejskim politycy katalońscy starali się uzyskać wsparcie przedstawicieli innych Wspólnot Autonomicznych, co skutkowało wspólnymi inicjatywami. W marcu 2009 r. Parlament Europejski przyjął raport popierający wielojęzyczność, zgłoszony przez katalońskich i baskijskich deputowanych jako odpowiedź na rezolucję Europejskiej Partii Ludowej (EPP) (zgłoszonej m.in. przez Hiszpańską Partią Ludową) dotyczącej kwestii językowej, 1 Catalan language, honorary guest in Expolangues 2010, Nationalia, 2.02.2010, http://www.nationalia.info/en/news/667, 10.02.2010, Expolangues2010, http://www. expolangues.fr/, 10.02.2010. 2 Official status for Catalan in the EU is a must, Catalan government says, Nationalia, 18.01.2010, http://www. nationalia.info/en/news/655, 11.02.2010. 3 Ibidem, Summary of hearing of Androulla Vassiliou - Education, Culture, Multilingualism and Youth, European Parlament, http://www.europarl.europa.eu/news/ expert/infopress_page/008-67205-013-01-03-901-20100113IPR67204-13-01-20102010-false/default_en.htm, 11.02.2010.

[140]

refleksje


Separatyzm językowy w Hiszpanii

w którym domagano się m. in. prawa do uczenia się w języku hiszpańskim w Katalonii i Kraju Basków. Raport dotyczący wielojęzyczności poparli także niektórzy deputowani z EPP. Potępiał on m.in. brak postępów we wprowadzeniu Europejskiej Karty Języków Mniejszościowych i Regionalnych4. W grudniu 2008 r. przedstawiciele katalońskich, galicyjskich i baskijskich organizacji lingwistycznych powołali do życia organizację Diverslinguae, której celem miało być wspieranie wielojęzyczności w Hiszpanii. Powstała ona jako reakcja na raport dotyczący wcielania w życie postanowień Europejskiej Karty Języków Regionalnych i Mniejszościowych oraz problemów z tym związanych. Reprezentanci poszczególnych organizacji zwracali uwagę na największe trudności, z jakimi borykają się ich języki: obecność w szkolnictwie (galicyjski), administracji (baskijski) oraz różny status w poszczególnych Wspólnotach Autonomicznych (kataloński)5. Wspomniany raport, stworzony 11 grudnia przez Komitet Ministrów Rady Ministrów wytykał władzom hiszpańskim trudności w używaniu języków innych niż hiszpański w sądownictwie, administracji oraz przedsiębiorstwach państwowych. Zwracano także uwagę na potrzebę zwrócenia szczególnej uwagi na języki: asturyjski, galicyjski, portugalski i tamazight (język Berberów w Afryce Północnej)6. Pod koniec listopada rząd Balearów przyłączył się do Protokołu o współpracy, podpisanego 16 marca 2007 r. przez lokalne rządy Galicji, Kraju Basków i Balearów. Zakładało ono współpracę w dziedzinie promocji i ochrony języków regionalnych, co też wiązało się z ratyfikacją przez Hiszpanię w 2002 r. Europejskiej Karty Języków Regionalnych i Mniejszościowych7. 4 The European Parliament withdraws criticism to language immersion, Nationalia, 25.03.2009, http://www.nationalia.info/en/news/442, 6.03.2010, A report presented to the European Parliament criticizes the lack of progress made with the ECRML, Nationalia, 20.03.2010, http://www.nationalia.info/en/news/436, 6.03.2010. 5 Diverslinguae, an organization for the promotion of plurilingualism in Spain, has been launched, Nationalia, 18.12.2008, http://www.nationalia.info/en/news/356, 7.03.2010. 6 The CoE urges the Spanish state to promote minoritised languages in the courts and the administration, Nationalia, 12.12.2008, http://www.nationalia.info/en/ news/350, 7.03.2010. Pełen tekst raportu znajduje się na stronie Rady Europy: http:// www.coe.int/t/dg4/education/minlang/Report/EvaluationReports/SpainECRML2 _en.pdf, 7.03.2010. 7 The Balearic Islands unite with Euskadi, Galicia and Catalonia in defense of their own language, Nationalia, 27.11.2008, http://www.nationalia.info/en/news/334, 7.03.2010.

nr 1, wiosna-lato 2010

[141]


Marcin Skobrtal

Inaczej wyglądała kwestia Aragonii, gdzie pozycja języka aragońskiego była znacznie słabsza, a ponadto także w łonie regionalnych partii dochodziło do sporów o status języka katalońskiego, którym posługiwała się ludność we wschodniej części regionu. W grudniu 2009 r. parlament regionalny Aragonii przyjął ustawę językową, która co prawda utrzymywała język hiszpański jako jedyny urzędowy w tej wspólnocie autonomicznej, ale jednocześnie uznała lokalne języki, aragoński i kataloński, jako historyczne i trwale związane z tym regionem. Ludności posługującej się tymi językami nadano prawo zwracania się w nich do organów administracji publicznej. Ponadto powołano Aragońską Najwyższą Radę Językową, która miała zajmować się kwestiami polityki językowej na terenie wspólnoty. Ustawa wywołała zróżnicowane reakcje poszczególnych partii – poparły ją Hiszpańska Partia Socjalistyczna oraz Chunta Aragonesita, choć ta druga uważała akt za niewystarczający, a jedynie będący punktem wyjścia do dalszych zmian. Przeciwne były Partia Ludowa oraz Partia Aragońska, które uznały, iż koszty wprowadzenia zmian będą zbyt wysokie, a ponadto nie zgadzały się na nadawanie szczególnych praw językowi katalońskiemu. Natomiast Zjednoczona Partia Lewicy uznała, że ustawa jest „krokiem wstecz”, bowiem zbyt wiele zależy w niej od jednostek, a nie od instytucji8. Wcześniejsze próby z początku lipca 2009 r. – parlamentarzyści z PSOE, którzy wystąpili z tą inicjatywą wycofali swój projekt, wbrew wcześniejszym deklaracjom poparcia aragońskiego przywódcy socjalistów, Marcelino Iglesiasa. Uznaniu katalońskiego za język urzędowy sprzeciwiały się Partia Aragońska oraz konserwatywna Partia Ludowa, natomiast swoje poparcie wyraziły dwie partie lewicowe: Chunta Aragonista oraz Zjednoczona Lewica, które dążyły do pełnego równouprawnienia katalońskiego i aragońskiego. Choć zwolennicy projektu socjalistów mieli w regionalnym parlamencie większość, to jednak PSOE zdecydowała się szukać kompromisu. Ustawa językowa miałaby umożliwić obecność języków aragońskiego i katalońskiego (uznanych już w regionalnym ustawodawstwie) w sferze publicznej i cieszyła się poparciem aragońskich organizacji społecznych, kulturalnych oraz akademickich. Na początku lipca socjaliści ponownie zgłosili projekt ustawy językowej, tym razem zachowujący status języka oficjalnego w całej wspólnocie dla języka hiszpańskiego. Aragoński i kataloński 8 Aragonese and Catalan languages recognised by the assembly of Aragon, Nationalia, 18.12.2009, http://www. nationalia.info/en/news/638, 12.02.2010.

[142]

refleksje


Separatyzm językowy w Hiszpanii

miały być używane dodatkowo w gminach, gdzie tradycyjnie się nimi posługiwano. Obywatele mogliby się zwracać w nich do władz, jednak odpowiedź otrzymywaliby już po hiszpańsku. Na ten projekt nie zgadzała się koalicja PSOE i Partii Aragońskiej, sprzeciwiająca się uznawaniu języka katalońskiego. Swój sprzeciw zgłosiła również Partia Ludowa, natomiast poprała go Zjednoczona Lewica. Chunta Aragonesita nie zajęła stanowiska9. Język baskijski, choć z pewnością najbardziej odrębny, bo niespokrewniony z żadnym innym językiem Hiszpanii, również napotykał trudności, w tym przypadku w szkolnictwie. Spór dotyczył kwestii relacji między językiem hiszpańskim i baskijskim oraz stopnia obecności każdego z nich w każdej ze sfer życia publicznego. W czerwcu 2009 r. baskijski Sąd Najwyższy zdecydował o uchyleniu dwóch dekretów rządowych wprowadzających nauczanie w języku baskijskim. Wyrok został przyjęty pozytywnie przez Partię Ludową oraz Organizację Wolności Wyboru Języka, do której wcześniej wpływały skargi, że uchwalone przez poprzedni rząd prawo nie pozwala na swobodę wyboru języka hiszpańskiego. Nowa premier lokalnego rządu, Patxi López, zapowiedziała natychmiastowe uchylenie kwestionowanych przepisów10. W listopadzie 2009 r. regionalny rząd socjalistki Patxi Lopez wprowadził język baskijski jako język nauczania w szkołach. Był to element szerszej reformy minister edukacji, Isabeli Celaá, której celem było niedopuszczenie, aby szkoły stały się miejscem „nacjonalistycznej indoktrynacji i wykluczenia pluralizmu”. Zmiany miały zostać wprowadzone w kolejnym roku akademickim. Po reformie języki hiszpański i baskijski miały być w pełni zrównane w szkolnictwie, co przyczyniłoby się do konsensusu w społeczeństwie posługującym się nimi oboma. Ponadto zakazano używania w znaczeniu politycznym terminu „Euskal Herria”, oznaczającego wszystkie terytoria baskijskie we Francji i Hiszpanii. Tego rodzaju działania miały na celu sprzeciw względem działalności terrorystycznej11.

9 The government of Aragon postpones again the Languages Act, Nationalia, 1.07.2010, http://www.nationalia. info/en/news/524, 22.02.2010, The Parliament of Aragon starts discussing diluted Languages Act, Nationalia, 6.07.2009, http://www. nationalia.info/en/news/530, 4.03.2010. 10 Basque language is no longer the teaching language in education, Nationalia, 5.06.2009, http://www.nation alia.info/en/news/503, 22.02.2010. 11 Basque is swept away as medium language in schools, Nationalia, 4.11.2010, http://www.nationalia.info/ en/news/615, 22.02.2010.

nr 1, wiosna-lato 2010

[143]


Marcin Skobrtal

Podobne problemy pojawiły się także w przypadku języka galicyjskiego, jednak tutaj jego obecność w sferze publicznej (konkretnie w edukacji) nie była stabilna i zmieniała się wraz ze zmianami regionalnych rządów. Po wyborach 3 marca 2009 r., które wygrała galicyjska Partia Ludowa, nastąpił zwrot w polityce językowej w tym regionie. Nowy rząd zapowiedział zakończenie promowania języka galicyjskiego w edukacji12. Odpowiedzią na te działania były wydarzenia, jakie miały miejsce pół roku później. W dniu 18 października 2009 r. platforma Queremos Galego, skupiająca ponad 500 organizacji z całej Hiszpanii i promowanej przez Urząd Normalizacji Językowej, zorganizowała w stolicy Galicji, Santiago de Compostella, manifestację sprzeciwiająca się polityce językowej rządu. W manifestacji wzięło udział według różnych szacunków od 59 do 100 tysięcy osób, czyniąc z niej największe tego rodzaju wydarzenie w ostatnich latach. W demonstracji uczestniczyli przedstawiciele hiszpańskich socjalistów oraz galicyjskich ugrupowań separatystycznych, którzy wyrażali swój sprzeciw względem polityki Partii Ludowej. Żądano większej obecności galicyjskiego w administracji i edukacji, a także zbierano podpisy w sprawie obecności galicyjskiego w parlamencie13. Powyższy przegląd wydarzeń wskazuje, iż kwestia językowa w Hiszpanii, choć posiadająca różny charakter i uwarunkowana przez różne czynniki, ma również pewne cechy wspólne. Pierwszą z nich jest pragnienie uzyskania dla języka regionalnego statusu języka urzędowego, co oznaczałoby jego wprowadzenie do administracji i szkolnictwa na wszystkich szczeblach. Status ten oznacza podniesienie rangi danego języka, a tym samym powiększa zakres autonomii. Z tego też względu kwestia językowa jest powodem konfliktu między regionalistami a hiszpańskimi konserwatystami skupionymi w Partii Ludowej (PP). Postawę umiarkowaną zdają się w nim zajmować hiszpańscy socjaliści (Hiszpańska Socjalistyczna Partia Robotnicza, PSOE). Tym samym spór o język jest w istocie jedną z płaszczyzn sporu o kształt i  przyszłość Hiszpanii. Dla konserwatystów jest to wyraz separatyzmu, tym bardziej, że katalońskim staraniom towarzyszyło referendum w sprawie niepodległości, jakie odbyło się 13 grudnia 2009 r. Natomiast dla partii etnoregionalnych jest to element realizacji prawa do samostanowienia ich narodów. 12 PP removes socialist and nationalist coalition from office in Galicia, Nationalia, 2.03.2009, http://www.nation alia.info/en/news/417, 6.03.2010. 13 Rally to protect Galician language records top attendance, Nationalia, 19.10.2009, http://www.nationalia. info/en/news/603, 22.02.2010.

[144]

refleksje


Separatyzm językowy w Hiszpanii

Językowy krajobraz Hiszpanii Obywatele Hiszpanii, poza urzędowym hiszpańskim, posługują się, szczególnie w północnych regionach, innymi językami romańskimi oraz językiem baskijskim o nieustalonym pochodzeniu. Wśród wspomnianych języków romańskich do największych należą: kataloński, bliski oksytańskiemu, jakim posługuje się ludność na południu Francji, galicyjski, blisko spokrewniony z portugalskim, aragoński czy asturyjski. Wśród wspomnianych języków niektóre z nich wyróżniają się długimi tradycjami jak np. kataloński, który w pełni ukształtowanym językiem był w X w., a pierwsze zapisane w nim dokumenty pochodziły z XII w., lub baskijski, którego zabytki pisemne pochodzą z XVI w.14. Rozwój czy odrodzenie większości z nich przypada jednak na XIX i XX w. Tabela 1. Języki regionalne Hiszpanii Język aragoński asturyjski baskijski kataloński estremadurski galicyjski

Liczba użytkowników 11 tys. 100 tys. 580 tys. 11,2 mln 200 tys. 3,17 mln

Źródło: Ethnologue. Languages of the world, http://www.ethnologue.com/show_ country.asp?name=ES, 6.03.2010.

Współczesną kondycję wspomnianych języków dobrze ilustrują statystyki językowe, jakie zostały przeprowadzone w niektórych regionach. We Wspólnocie Nawarra według danych z 1996 r. językiem baskijskim posługiwało się 10,8% ludności, dalsze 52,22% było dwujęzyczne, natomiast tylko po hiszpańsku mówiło 39,98%. Jednocześnie zrozumienie baskijskiego deklarowało 18,34% ludności (na poziomie dobrym – 12,27%), mówienie nim 16,17% (na poziomie dobrym – 10,93%), czytanie po baskijsku 13,88% (na poziomie dobrym – 8,11%), a pisanie 12,14% (na poziomie dobrym – 6,82%)15. 14 Basque language, Britannica Encyclopedia Online, http://www.britannica.com/ EBchecked/topic/55366/Basque-language, 8.03.2010, Catalan Language. General Overview, Orbis Latinus, http://www.orbilat.com/Languages/Catalan/Catalan.html, 8.03.2010. 15 Población por el nivel de Euskera, Instituto de Estadística Navarra, http://www. cfnavarra.es/estadistica/agregados/perfil_ling/nivel_lengua.xls, 7.03.2010.

nr 1, wiosna-lato 2010

[145]


Marcin Skobrtal

Spis powszechny przeprowadzony w Kraju Basków w 2006 r. wykazał, że baskijski za swój ojczysty język uważało 19,42% ludności regionu, hiszpański – 73,32%, natomiast oba 4,65%. Inaczej przedstawiały się statystyki dotyczące użycia obu języków w domu. Po baskijsku mówiło 13,37%, po hiszpańsku 77,37%, natomiast oboma tymi językami 8,17%16. Wśród mieszkańców Katalonii w 2007 r. katalońskim jako pierwszym językiem posługiwało się 32,2% ludności, hiszpańskim 50,2%, natomiast oboma językami 7,4%. Zrozumienie katalońskiego deklarowało 93,8% populacji, mówienie w nim 75,6%, czytanie 73%, a pisanie 56,3%17. Przedstawione statystyki pozwalają wyciągnąć dwojakiego rodzaju wnioski. Po pierwsze, pozycja języka baskijskiego i katalońskiego nie jest zbyt silna, bowiem większość ludności jest dwujęzyczna. Jedynie mniejsza część posługuje się jedynie językami regionalnymi. Po drugie konsekwencją tego stanu rzeczy jest złożona sytuacja językowa w poszczególnych wspólnotach, które w rzeczywistości są dwujęzyczne. Oznacza to, iż rozwiązania wprowadzające użycie tylko jednego języka mogłoby doprowadzić do dyskryminacji części ludności. W tym kontekście żądania większej obecności w sferze publicznej mogą mieć na celu podniesienia owej pozycji, z jednej strony przez wyższy status, z drugiej przez możliwość edukacji w języku regionalnym. Jednocześnie w sytuacji, gdy duża część populacji nie zna lub zna słabo wspomniane języki, wszelkie próby całkowitego usunięcia języka hiszpańskiego wydają się być błędne. Różnice dotyczące poziomu opanowania katalońskiego i baskijskiego mogą natomiast świadczyć o efektywności nauczania, a co za tym idzie rozwoju systemu oświaty w języku regionalnym. Jest to zbieżne z aktualnymi sporami w Kraju Basków. Status prawny języków regionalny Prawne ramy zakresu używania języków regionalnych w sferze publicznej określają przede wszystkim Konstytucja uchwalona w 1978 r. oraz 16 Population by province, mother tongue and language spoken at home. 2006, Eustat, http://www.eustat.es/elementos/ele0000400/ti_Population_by_province_mother_tongue_and_language_spoken_at_home_2006/tbl0000490_i.html, 7.03.2010. 17 Població de 2 anys i més segons la primera llengua que va parlar Catalunya, Idescat, http://www.ides cat.cat/territ/BasicTerr?TC=5&V0=3&V1=3&V3=2490&V4=25 32&ALLINFO=TRUE&PARENT=1&CTX=B, Població de 2 anys i més segons coneixement del català Catalunya, Idescat, http://www.idescat.cat/territ/ BasicTerr?TC=5&V 0=3&V1=3&V3=2468&V4=2524&ALLINFO=TRUE&PARENT=1&CTX=B, 8.03.2010.

[146]

refleksje


Separatyzm językowy w Hiszpanii

statuty o autonomii poszczególnych Wspólnot. W art. 3 Konstytucji za język urzędowy na terytorium całego państwa uznany zostaje hiszpański, przy jednoczesnej możliwości ustanowienia języków regionalnych oficjalnymi we Wspólnotach, co stanowi podstawę odpowiednich zapisów w poszczególnych statutach. Jednocześnie zapewnia się uznanie i ochronę językowej różnorodności Hiszpanii18 Art. 6 ust. 1 Statutu o autonomii Kraju Basków z 18 grudnia 1979 r. (zwanego również Statutem z Guerniki) uznaje język baskijski (Euskera) za urzędowy na równi z hiszpańskim na terytorium Wspólnoty. Wszyscy obywatele mają prawo do znajomości i używania obu języków, natomiast wszystkie instytucje zobowiązane są uszanować różnorodność i status obu języków (art. 6 ust. 2 i 3)19. Podobne zapisy znajdują się także w Statucie autonomii Galicji z 6 kwietnia 1981 r. W art. 5 ust. 1 określa się galicyjski jako język własny regionu, jednocześnie uznając zarówno galicyjski, jak i hiszpański za oficjalne (art. 5 ust. 2). Władze winny zapewniać możliwość używania obu języków oraz popierania obecności języka galicyjskiego we wszystkich sferach życia publicznego (art. 5 ust. 3)20. Statut autonomii Katalonii z 18 czerwca 2006 r. również uznaje dwa języki urzędowe na terenie Wspólnoty: hiszpański oraz kataloński (uznany tu za język własny) (art. 6 ust. 1 i 2). Władze mają z jednej strony zapewnić użycie obu języków, z drugiej zaś promować znajomość języka katalońskiego (art. 6 ust. 2 i 4). Ponadto zostały one zobowiązane także do promocji języka katalońskiego na forum Unii Europejskiej (art. 6 ust. 3). Dodatkowo status urzędowego ma w dolinie Aran także gaskoński dialekt języka oksytońskiego (art. 6 ust. 5)21. Język kataloński jest także, obok hiszpańskiego, urzędowy na Balearach (art. 3 ust. 1 Statutu o autonomii Balearów z 25 lutego 1983 r.). Oba języki mają zapewniony równy status, a władze zobowiązano do dbania o pełną znajomość obu języków wśród mieszkańców. Brak dodatkowych zapisów może świadczyć, iż kwestia językowa nie jest tu tak

18 Spanish Constitution, Senado de España, http://www.senado.es/constitu_i/index.html, 8.03.2010. 19 The Statute of Autonomy of the Basque Country, Gobierno Vasco, http://www. lehendakaritza.ejgv.euskadi.net/r48-2312/en/contenidos/informacion/estatuto_guernica/en_455/estatu_i.html, 8.03.2010. 20 O Estatuto de Autonomía de Galicia, Xunta de Galicia, http://www.xunta.es/ titulo-preliminar, 8.03.2010. 21 Statute of Autonomy of Catalonia 2006, Generalitat de Catalunya, http://www. gencat.cat/generalitat/eng/estatut/titol_preliminar.htm#a6, 8.03.2010.

nr 1, wiosna-lato 2010

[147]


Marcin Skobrtal

wyraźnie akcentowana jak w przypadku Katalonii22. Specyficzna sytuacja panuje natomiast w Walencji, gdzie status urzędowego wraz z hiszpańskim ma język walencyjski, uznawany też za dialekt katalońskiego (art. 6 ust. 1 i 2)23. Zapisy dotyczące równości językowej i promocji języka regionalnego są podobne jak w innych statutach, jednakże samo określenie walencyjskiego jako odrębnego języka może świadczyć o niejako podwójnej emancypacji, zarówno od Hiszpanii, jak i od katalońskiej idei Països Catalans (Krajów Katalońskich), obejmujących wszystkie terytoria, na których mówi się po katalońsku, w tym również Walencję. Szczególny charakter mają także zapisy Statutu autonomii Aragonii z 2007 r., które nie wskazują konkretnego języka, ale mówią o językach i dialektach stanowiących dziedzictwo Aragonii24. Powyższe rozwiązania dotyczące języka oficjalnego stanowią wyraz pewnego rodzaju kompromisu między dążeniami poszczególnych grup, a realiami politycznymi i społecznymi. Z jednej bowiem strony zapewnia się równość języka ogólnopaństwowego (hiszpańskiego) oraz regionalnego, a także niedyskryminację, z drugiej zaś promocję tego drugiego. Stan prawny oddaje zatem stan rzeczywisty, w którym ludność posługuje się na co dzień oboma językami. Należy jednak pamiętać, że samo wprowadzenie języka własnego do statutów stanowi jeden z symboli etnoregionalnej emancypacji. Przedstawiony zarys sytuacji językowej w Hiszpanii jest także egzemplifikacją problemu autonomii i separatyzmu w tym państwie. Przez język bowiem poszczególne regiony starają się wyrazić swoją niezależność, także na polu zewnętrznym, jak to ma miejsce w przypadku Katalonii. Z tego też względu problemy związane z używaniem języków regionalnych mogą być składową większego sporu dotyczącego kształtu państwa hiszpańskiego i granicy autonomii poszczególnych regionów. Kwestia uznania praw językowych może jawić się tutaj nie tylko jako wstęp do secesji. Z drugiej jednak strony dążenia polityczne nie 22 LLEI ORGÀNICA 2/1983, de 25 DE FEBRER, PER LA QUALS’APROVA L’ESTATUT D’AUTONOMIA DE LES ILLES BALEARS, http://www.caib.es/webcaib/ govern_illes/estatut_autonomia/doc/estatut.ct.pdf, 8.03.2010. 23 Ley Orgánica 5/1982, de 1 de julio, de Estatuto de Autonomía de la Comunidad Valenciana, http://www.rlgv.gva.es/es/almacenes/disposiciones/ley_organica_51982_de_1_de_julio_de_estatuto_de_autonomia_de_la_comunidad_valenciana/index.htm, 8.03.2010. 24 Ley Orgánica 5/1982, de 1 de julio, de Estatuto de Autonomía de la Comunidad Valenciana, http://www.cortesaragon.es/fileadmin/templates/fich/LO5.07.pdf, 8.03.2010.

[148]

refleksje


Separatyzm językowy w Hiszpanii

przekładają się na rzeczywistą sytuację bądź też są próbą jej skorygowania wedle określonej wizji. W większości regionów duża część ludności posługuje się także lub wyłącznie językiem hiszpańskim. Przyjęcie rozwiązań skrajnych może prowadzić do większych napięć i dalszych konfliktów. Niejednoznaczność sytuacji językowej przekłada się na niejednoznaczność dążeń separatystycznych i możliwości dalszego powiększania autonomii. Z jednej strony jest to miernik efektywności i adekwatności rozwiązań hiszpańskiego systemu Wspólnot Autonomicznych, z drugiej zaś pole do dalszych debat politycznych, a nawet źródło niestabilności. Przykład hiszpański jest ważny dla innych państw europejskich, które borykają się z podobnymi wyzwaniami (np. Wielka Brytania, Francja) i jednocześnie pozwalają określić, na ile ruchy etnoregionalistyczne są w stanie zmienić obecnie panujący porządek państw narodowych na Starym Kontynencie.

Summary Language is one of the most important features distinguishing a nation. Its role and position in the public sphere determines the level of autonomy of every stateless nation. After the death of Francisco Franco in 1975, Spain experience a revival of such nations as Catalans, Basques and Galicians. This revival has resulted in the natives’ demands for their languages to be recognized as official ones and be granted this particular status. This article describes the latest efforts and problems in this domain, the linguistic situation of the particular regions, as well as the legal status of each. The main aim of this article is to characterize these phenomena and to reveal in what way these demands have affected the structure of the Spanish state. Nota o autorze Marcin Skobrtal [marcin.skobrtal@amu.edu.pl] – doktorant w Zakładzie Studiów Strategicznych Wydziału Nauk Politycznych i Dziennikarstwa UAM w Poznaniu, zainteresowania: problematyka narodowościowa i nacjonalizm.

nr 1, wiosna-lato 2010

[149]


Czy renesan Marcin Łukaszewski Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu

Czy renesans monarchii absolutnej? Zmiany w Konstytucji Księstwa Liechtensteinu z 2003 roku

Wstęp e współczesnym świecie istnieje prawie 50 państw o ustroju monarchicznym. Możemy je podzielić, biorąc zakres władzy za kryterium, na monarchie konstytucyjne i monarchie absolutne. Do tych ostatnich można zaliczyć: Królestwo Arabii Saudyjskiej, Państwo Brunei Darussalam, Królestwo Suazi, Królestwo Tonga, Państwo Katar, Sułtanat Omanu1. W Europie mamy do czynienia aż z 12 monarchiami2. Tylko jedna z nich jest monarchią absolutną. Jest nią Państwo Miasto Watykańskie3. Pozostałe państwa w swoich konstytucjach (bądź jak to jest w przypadku Wielkiej Brytanii – w prawie zwyczajowym, konwenansach konstytucyjnych i aktach prawnych) określają pozycję ustrojową głowy państwa i ograniczony zakres jej władzy w stosunku do innych organów państwa. Od 2003 roku największy zakres władzy głowy państwa spośród europejskich monarchii konstytucyjnych posiada władca Liechtensteinu. Zmiany z 2003 roku przyjęte przez obywateli w referendum zostały bardzo skrytykowane przez Radę Europy. Czy, wobec tego, następuje odwrót od monarchii konstytucyjnej i mamy do czynienia z renesan-

W

1 Współcześnie, poza monarchiami absolutnymi i monarchiami konstytucyjnymi, część autorów wyróżnia jeszcze monarchie ograniczone, które de iure są monarchiami konstytucyjnymi, a de facto monarchiami absolutnymi. Zob. R. Herbut, Monarchia, [w:] Leksykon politologii, red. A. Antoszewski, R. Herbut, Wrocław 2004, s. 237 – 238. 2 Są nimi: Księstwo Andory, Królestwo Belgii, Królestwo Danii, Królestwo Hiszpanii, Królestwo Niderlandów, Księstwo Liechtensteinu, Wielkie Księstwo Luksemburga, Księstwo Monako, Królestwo Norwegii, Królestwo Szwecji, Państwo Miasto Watykańskie oraz Zjednoczone Królestwo Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej. 3 Zgodnie z Ustawą Zasadniczą Państwa Miasta Watykańskiego, Najwyższy Pasterz, Suweren Państwa Miasta Watykańskiego, piastuje pełnię władzy ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej. Ustawa Zasadnicza Państwa Miasta Watykańskiego z dnia 26 listopada 2000 roku, art. 1.

nr 1, wiosna-lato 2010

[151]


Marcin Łukaszewski

sem monarchii absolutnej? Autor stawia tezę, zgodnie z którą obawy podnoszone przez instytucje Rady Europy są nieuzasadnione. Dziewiętnastowieczne konstytucje Księstwa Liechtensteinu Historycy wskazują, że początek państwa powstałego z połączenia ziem Schellenberg i Vaduz jako księstwo Rzeszy miał miejsce 23 stycznia 1719 roku. Wcześniej księstwa znajdowały się w luźnym związku z innymi państwami niemieckimi i pod silną władzą cesarza. Państwo to nie posiadało własnej konstytucji. Jednak zgodnie z Aktem Związku Niemieckiego, każde z państw członkowskich unii musiało posiadać własną ustawę zasadniczą4, co w przypadku Liechtensteinu nastąpiło w 1818 roku. Jednak zanim do tego doszło, książę Jan I wysłał do swojego kraju inspekcję, która miała na celu sporządzenie raportu o stanie państwa. W związku z zawartą tam krytyką, monarcha doprowadził do zniesienia urzędu landmanna i zastąpił go kilkoma urzędnikami, którym powierzył większość jego kompetencji. Kolejne kroki w reformowaniu księstwa polegały między innymi na likwidacji poddaństwa (1808) i wprowadzeniu austriackiego systemu prawa cywilnego i karnego (1812). Konstytucja z 9 września 1818 roku była pierwszą ustawą zasadniczą Księstwa. Akt ten nie zmieniał zasadniczo ustroju księstwa, bo oktrojowana konstytucja utrzymywała ustrój monarchii absolutnej. Zgodnie z ustawą zasadniczą miało zostać powołane ciało kolegialne – Landtag. Prawo zasiadania w tych organie miały dwie klasy: kler i chłopi5. Landtag zbierał się co najmniej raz w roku. Przewodniczył mu komisarz książęcy. Organ tworzył swego rodzaju namiastkę demokracji, gdyż kompetencje Landtagu były bardzo ograniczone: monarcha miał prawo odrzucania projektów ustaw proponowanych przez parlament, Landtag nie mógł się zajmować polityką zagraniczną, prawem karnym i cywilnym oraz sprawami dotyczącymi księcia i jego dochodami. Organ doradzał w zasadzie jedynie w sprawach podatkowych6. Zgodnie z ustawą zasadniczą książę: reprezentował kraj na ze4 Zgodnie z art. 13, w każdym z państw członkowskich będą lokalne konstytucje (In allen Bundesstaaten wird eine Landständige Verfassung stattfinden). Akt Związku Niemieckiego z 8 czerwca 1815 roku (Deutsche Bundesakte vom 8. Juni 1815), http://www. documentarchiv.de/nzjh/dtba.html, 28.02.2010. 5 Było to spowodowane tym, że w Księstwie żadna z miejscowości nie mogła uzyskać statusu miasta, wobec czego nie mógł wykształcić się stan mieszczański, szlachecki (jedynym stanem szlacheckim była rodzina panująca). 6 A. Jureczko, E. Wac, Historia Liechtensteinu, [w:] Historia małych krajów Euro-

[152]

refleksje


Czy renesans monarchii absolutnej? Zmiany w Konstytucji...

wnątrz, dowodził kontyngentem wojskowym, wystawianym na potrzeby Związku Niemieckiego, mianował i odwoływał urzędników swojej kancelarii nadwornej w Wiedniu, nakładał podatki i ustalał budżet, posiadał tzw. prawo sankcji, wysyłał swego namiestnika do Liechtensteinu oraz wydawał ustawy i rozporządzenia7. Zmiany do jakich doprowadził książę Jan I nie zadowoliły ludności Liechtensteinu. Po protestach książę Alojzy II zezwolił na utworzenie komisji konstytucyjnej i zgodził się na częściową zmianę konstytucji z 1818 roku. Książę nie zaakceptował radykalnych propozycji komisji, ale dokonał zmiany ustawy zasadniczej, wzorując się na rozwiązaniach konstytucji austriackiej. W nowej konstytucji z 1849 roku (która była konstytucją tymczasową) utrzymano silną pozycję ustrojową monarchy. Stwierdzano jednak, że Liechtenstein jest monarchią konstytucyjną. Po raz pierwszy stwierdzono, że suwerenem w monarchii jest nie tylko książę, ale i sam lud. Jednak ich pozycja nie była równa. Do podstawowych praw i kompetencji sprawującego władzę księcia, zawartych w konstytucji z 1849 roku, należy zaliczyć: mianowanie większości sędziów według wyłącznie własnej woli, prawo do odmówienia wręczenia aktu mianowania członkowi rządu (również wyłącznie według własnego uznania), prawo zwoływania i rozwiązywania Landtagu, prawo weta wobec wszystkich uchwał podejmowanych przez parlament (weto absolutne) oraz prawo wydawania dekretów w momentach kryzysowych. Głowa państwa nie ponosiła odpowiedzialności za swoją działalność, bowiem chronił ją immunitet. W lipcu 1852 roku Alojzy II wydał książęcy dekret8 uchylający tymczasową konstytucję i przywracający przepisy z pierwszej konstytucji Księstwa. Cofnięcie wielu demokratycznych zmian, co wydaje się oczywiste, nie zostało pozytywnie przyjęte przez lud Liechtensteinu. Dalsza demokratyzacja państwa mogła nastąpić dopiero po śmierci księcia Alojzego II, kiedy to na tron Księstwa wstąpił książę Jan II Dobry. To dzięki temu władcy podjęto prace nad zmianami konstytucji. Ich efektem było przyjęcie przez księcia Jana II pierwszej pełnej konstytucji Księstwa.

py, red. J. Łaptos, Wrocław 2007, s. 88 – 89. 7 M. Śmigasiewicz, System polityczny Księstwa Liechtenstein, Warszawa 1999, s. 26 – 27. 8 Był to Książęcy Dekret z 20 czerwca 1852 roku o uchyleniu i zastąpieniu Konstytucji z 26 września 1852 roku (Fürstlicher Erlaß vom 20. Juli 1852 aufgehoben und ersetzt durch Verfassung vom 26. September 1862).

nr 1, wiosna-lato 2010

[153]


Marcin Łukaszewski

Konstytucja z 26 września 1862 roku była bardzo nowoczesnym aktem wprowadzającym ustrój monarchii konstytucyjnej. W ustawie zasadniczej proklamowano niepodzielność Księstwa w ramach Związku Niemieckiego. Jedynym suwerenem władzy państwowej był książę. Posiadał on następujące uprawnienia: prowadzenie polityki zagranicznej Księstwa, reprezentowanie państwa na zewnątrz, sprawowanie zwierzchnictwa nad armią (w odniesieniu do wojska książę nie podlegał jakiejkolwiek kontroli parlamentu)9, delegowanie trzech reprezentantów do piętnastoosobowego Landtagu, prawo do zwoływania i rozwiązywania parlamentu, a także skracania i przedłużania jego sesji, powoływanie i odwoływanie członków rządu oraz urzędników państwowych, mianowanie sędziów sądów pierwszej i drugiej instancji, prawo udzielania prawa sądzenia sędziom, stosowanie prawa sankcji wobec wszystkich uchwał podejmowanych przez parlament, wydawanie aktów wykonawczych do aktów stanowionych przez parlament oraz wydawanie dekretów w sytuacjach kryzysowych10. Monarsze przysługiwały również klasyczne uprawnienia głowy państwa, takie jak prawo łaski, prawo nadawania tytułów i odznaczeń, a także obywatelstwa Liechtensteinu. Książę nie mógł już stanowić prawa niezgodnego z ustawą zasadniczą – nie był ponad konstytucją. Wszyscy wyżsi urzędnicy musieli składać przysięgę, zgodnie z którą byli zobowiązani postępować zgodnie z konstytucją i aktami prawnymi w oparciu o nią stanowionymi11. Zanim suweren odebrał od członków Landtagu przysięgę wierności, musiał zobowiązać się na piśmie, iż będzie rządził zgodnie z konstytucją12. Parlament posiadał ważne uprawnienie polegające na kontroli zawierania umów międzynarodowych w trzech sprawach: terytorium państwa, nakładania na budżet państwa nowych obciążeń oraz w kwestiach dotyczących praw suwerennych Księstwa13. Landtag uzyskał ponadto prawo wnoszenia na ręce księcia skarg na działalność administracji oraz oskarżenia członków rządu o naruszenie prawa, a także obowiązek przedstawienia przez książęcego zarządcę na każdym posiedzeniu parlamentu raportu o stanie finansów państwa.

9 Konstytucja Księstwa Liechtensteinu z 26 września 1862 roku (Verfassung des Fürstenthums Liechtenstein vom 26. September 1862), par. 38. 10 M. Śmigasiewicz, System polityczny…, op.cit., s. 32. 11 Konstytucja Księstwa Liechtensteinu z 26 września 1862…, op. cit., par. 123 – 124. 12 A. Jureczko, E. Wac, Historia Liechtensteinu…, op. cit., s. 94. 13 Konstytucja Księstwa Liechtensteinu z 26 września 1862…, op. cit., par. 23.

[154]

refleksje


Czy renesans monarchii absolutnej? Zmiany w Konstytucji...

Konstytucja Księstwa z 1921 roku i jej zmiany w XX wieku Konstytucja z 1862 roku przetrwała ponad pół wieku prawie niezmieniona14, jednak początek XX wieku przyniósł ze sobą wzrost poczucia podmiotowości przez obywateli Księstwa. W 1918 roku zwolennicy rozluźnienia związków z monarchią austro-węgierską założyli Partię Ludową. Kilka miesięcy później, w odpowiedzi na ten ruch polityczny, pojawiła się Postępowa Partia Obywatelska15. Podczas pierwszych wolnych i bezpośrednich wyborów do Landtagu największe poparcie uzyskała Partia Ludowa, która opowiadała się za przeorientowaniem polityki zagranicznej na zachód – w stronę Szwajcarii. Poza powstaniem partii i możliwością głosowania bezpośredniego po raz pierwszy w historii Księstwa, A. Jureczko i E. Wac, genezę obecnie obowiązującej konstytucji upatrują w wielu wzajemnie powiązanych czynnikach: „mieszkańcy księstwa nagle poczuli, że sytuacja, w jakiej znajdowali się przez niemal 100 lat, była nienormalna (…). Rewolucja w 1848 roku niczego nowego w zasadzie nie wniosła. Konstytucja z 1862 roku unowocześniła państwo i przyznała ludności udział w rządzeniu, ale księstwo pozostawało nadal w rękach austriackich urzędników. Stare powiązania, łączące terytorium Liechtensteinu z księciem, ulegały rozluźnieniu i były już anachronizmem. Układ taki był możliwy do utrzymania dopóty, dopóki był korzystny dla społeczeństwa, ale sytuacja zmieniała się. Upadek austriackiego imperium stworzył możliwość przyspieszenia reform ustrojowych. Urzędnicy pokonanego państwa stracili władzę, a mieszkańcy słusznie sądzili, że teraz sami będą mogli zarządzać swoim krajem”16. Wydaje się, że właśnie to było powo14 Czterokrotnie dokonano zmian w ustawie zasadniczej. Ustawami nowelizującymi Konstytucję Księstwa były: ustawa z 19 lutego 1878 roku w sprawie zmiany trybu wyboru Landtagu, (Gesetz vom 19. Februar 1878 über Abänderung des LandtagsWahlmodus), ustawa z 29 grudnia 1895 roku o dodatkowych przepisach w sprawie zakresu Komitetu Krajowego (Gesetz vom 29. Dezember 1895 betreffend ergänzende Bestimmungen über den Wirkungskreis des Landesausschusses), ustawa z dnia 11 paźdzernika 1901 w sprawie zmiany § 92 Konstytucji (Gesetz vom 11. Oktober 1901 betreffend die Abänderung des § 92 der Verfassung) oraz ustawa z dnia 21 stycznia 1918 roku w sprawie zmiany zasad wyborów Landtagu (Gesetz vom 21. Januar 1918 betreffend die Abänderung der Landtagswahlordnung). Przyjęte nowele przyniosły znaczące zmiany w prawie wyborczym (kadencję Landtagu skrócono do 4 lat, kraj podzielono na obowiązujące do dzisiaj dwa okręgi wyborcze). Zob. M. Śmigasiewicz, System polityczny…, op. cit., s. 34 – 35. Ponadto książę znacząco przekształcił ustrój państwa rozdzielając administrację i sądownictwo w 1871 roku. 15 � FBP Liechtenstein – Gründerjahre, http://www.fbp.li/fbp/geschichte/gruenderjahre, 28.02.2010. 16 A. Jureczko, E. Wac, Historia Liechtensteinu…, op. cit., s. 105 – 106.

nr 1, wiosna-lato 2010

[155]


Marcin Łukaszewski

dem wydarzeń z końca 1918 roku17, które zakończyły się powołaniem Komitetu Konstytucyjnego, który to miał się zająć przygotowywaniem tez konstytucyjnych, a potem samego projektu nowej ustawy zasadniczej. Efektem prac tego organu miała być nowa konstytucja, która miała zawierać w sobie założenie o wybieralności wszystkich członków parlamentu (a nie tylko części, jak miało to miejsce do 1921 roku), konieczności posiadania przez szefa rządu obywatelstwa Liechtensteinu (premier miał też być wybierany spośród obywateli Księstwa zamieszkujących je od urodzenia) oraz ustalenie, że wszystkie trybunały Księstwa będą miały swoje siedziby na terytorium Liechtensteinu (wcześniej mieściły się one w Wiedniu). W efekcie prac Komitetu Konstytucyjnego, ustawa zasadnicza została zaakceptowana przez delegację księcia Jana II, a potem przez samego monarchę i została opublikowana 5 października 1921 roku. Twórcy Konstytucji Księstwa z 1921 roku oparli konstrukcję ustawy zasadniczej na dużym uczestnictwie obywateli w życiu politycznym Liechtensteinu. Jest to zapewne wynikiem dużego wpływu instytucji demokracji szwajcarskiej na życie polityczne obywateli Liechtensteinu. Władza została wyraźnie podzielona na ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą. Tę pierwszą sprawowali wszyscy obywatele lub ich reprezentanci zgromadzeni w Landtagu. Władza wykonawcza została przyznana księciu oraz rządowi, a sądownicza – sądom. Monarcha był osobą nietykalną. Pozostawiono klasyczne uprawnienie głowy państwa – prawo łaski. Ustalono, że zgodnie z art. 3 Konstytucji Księstwa dziedziczenie będzie się odbywać na podstawie prawa dziedzicznego, które będzie stanowione przez księcia, a nie przez Landtag18. Zawieranie umów międzynarodowych nie było możliwe bez zgody parlamentu. W 1989 roku wprowadzono możliwość powołania komisji śledczej, jeżeli zwróci się o to jedna czwarta deputowanych do Landtagu. Dopie17 Wtedy to doszło to wydarzeń różnie ocenianych przez badaczy. A. Jureczko i E. Wac uważają, że był to zamach stanu. Polegał on na tym, że nowo wybrany Landtag 30 października wybrał W. Becka na swojego sekretarza. 8 listopada „Liechtensteiner Volksblatt” (jedna z dwóch obecnie funkcjonujących gazet; powstała w 1878 roku) zamieścił informację o tym, że poprzedniego dnia premier Liechtensteinu, baron Imhof zrezygnował z pełnionej funkcji. W jego miejsce utworzono Tymczasowy Komitet Rządzący. Na znak protestu ze swoich mandatów zrezygnowało wszystkich trzech książęcych deputowanych do Landtagu. Chaos jaki pojawił się w wyniki działań polityków doprowadził do zalegalizowania przez księcia zmian do jakich doszło. Zob. A. Jureczko, E. Wac, Historia Liechtensteinu…, op. cit., s 106. 18 � Konstytucja Księstwa Liechtensteinu z 5 października 1921 roku (Verfassung des Fürstentums Liechtenstein vom 5. Oktober 1921), art. 3.

[156]

refleksje


Czy renesans monarchii absolutnej? Zmiany w Konstytucji...

ro w 1992 roku wpisano do Konstytucji Księstwa zapis, w myśl którego przedstawiciele obu płci mają równe prawa19. Referendum i Konstytucja Księstwa po przyjęciu poprawek z 2003 roku Obecnie obowiązująca ustawa zasadnicza Księstwa była wielokrotnie nowelizowana20. Wynikało to przede wszystkim z chęci demokratyzowania ustroju tej monarchii. Od końca 1992 roku obserwatorzy i sami politycy zaczęli głosić, że ustawa zasadnicza musi zostać poddana rewizji. I o ile doprowadzano do wielokrotnych nowelizacji Konstytucji Księstwa (w latach 90. było ich aż 1021), to zdawano sobie sprawę, że niewielkie nowelizacje ustawy zasadniczej nie przyniosą radykalnej zmiany funkcjonowania systemu politycznego państwa. Brano pod uwagę dwie możliwości: albo dokonanie radykalnej zmiany ówcześnie obowiązującej konstytucji, albo przyjęcie nowej ustawy zasadniczej. KsiąIbidem, art. 31 b). Zmiany do Konstytucji Księstwa Liechtensteinu przyjmowano w latach: 1932, 1938 1939, 1947, 1949, 1958, 1963, 1965, 1971, 1973, 1976, 1981, 1984, 1985, 1989, 1992, 1994, 1995, 1996, 1998 i 1999. Stanowiono również ustawy konstytucyjne w latach: 1929, 1939, 1940, 1970, 1978 i 1980. 21 Akty prawne, które nowelizowały Konstytucję Księstwa to: ustawa konstytucyjna z 15 marca 1992 roku w sprawie zmiany Konstytucji Księstwa (Verfassungsgesetz vom 15. März 1992 über die Abänderung der Verfassung vom 5. Oktober 1921), ustawa konstytucyjna z 16 czerwca 1992 roku w sprawie zmiany Konstytucji Księstwa z 5 października 1921 roku (Verfassungsgesetz vom 16. Juni 1992 über die Abänderung der Verfassung vom 5. Oktober 1921), ustawa konstytucyjna z 22 października 1992 roku w sprawie zmiany Konstytucji Księstwa z 5 października 1921 roku (Verfassungsgesetz vom 22. Oktober 1992 über die Abänderung der Verfassung vom 5. Oktober 1921), ustawa konstytucyjna z 14 czerwca 1994 roku w sprawie zmiany Konstytucji Księstwa z 1921 roku (Verfassungsgesetz vom 14. Juni 1994 über die Abänderung der Verfassung vom 5. Oktober 1921), ustawa konstytucyjna z 22 marca 1995 roku w sprawie zmiany Konstytucji Księstwa z 1921 roku (Verfassungsgesetz vom 22. März 1995 über die Abänderung der Verfassung vom 5. Oktober 1921), ustawa konstytucyjna z 3 maja 1996 roku w sprawie zmiany Konstytucji Księstwa z 1921 roku (Verfassungsgesetz vom 3. Mai 1996 über die Abänderung der Verfassung vom 5. Oktober 1921), ustawa konstytucyjna z 20 czerwca 1996 roku w sprawie zmiany Konstytucji Księstwa z 1921 roku (Verfassungsgesetz vom 20. Juni 1996 über die Abänderung der Verfassung vom 5. Oktober 1921), ustawa konstytucyjna z 11 grudnia 1996 roku w sprawie zmiany Konstytucji Księstwa z 1921 roku (Verfassungsgesetz vom 11. Dezember 1996 über die Abänderung der Verfassung vom 5. Oktober 1921), ustawa konstytucyjna z 12 marca 1998 roku w sprawie zmiany Konstytucji Księstwa z 1921 roku (Verfassungsgesetz vom 12. März 1998 über die Abänderung der Verfassung vom 5. Oktober 1921), ustawa konstytucyjna z 16 grudnia 1999 roku w sprawie zmiany Konstytucji Księstwa z 1921 roku (Verfassungsgesetz vom 16. Dezember 1999 über die Abänderung der Verfassung vom 5. Oktober 1921). Przepisy w nich zawarte dotyczyły m.in. zmian w prawie wyborczym oraz kwestii finansowania referendum. 19

20

nr 1, wiosna-lato 2010

[157]


Marcin Łukaszewski

żę Jan Adam II włączył się w tę dyskusję i w trakcie przemówienia inaugurującego sesję parlamentu wiosną 1993 roku, wyraził gotowość podjęcia debaty konstytucyjnej. W efekcie tego Landtag stosunkiem głosów 23 do 2 podjął uchwałę powołującą do życia komisję, której celem było opracowanie tez konstytucyjnych oraz późniejsze skonstruowanie projektu ustaw nowelizujących konstytucję22. W trakcie debaty konstytucyjnej poza zmianami ustroju państwa pojawiały się również problemy, takie jak np. konkordat23. Książę starał się udowadniać wyższość ustroju monarchicznego nad republikańskim poprzez wskazywanie, że państwo o monarchicznej formie rządu lepiej sobie radzi w dłuższej perspektywie, gdy państwo zostaje dotknięte kryzysem24, w szczególności, gdy państwo to posiada niewielkie terytorium. W przemówieniu z okazji otwarcia sesji parlamentu 16 lutego 2000 roku książę Jan Adam II wskazał na swoją wizję ustroju państwa. Monarcha wskazał, że celem proponowanych zmian w Konstytucji Księstwa nie jest umocnienie jego władzy. Zdaniem księcia nie istnieje podejrzenie lub obawa co do tego, że w Liechtensteinie może zapanować zalegalizowana dyktatura. W geście dobrej woli książę stwierdził, że może zrzec się prawa mianowania urzędników państwowych, jednak rząd powinien ustąpić, zdaniem księcia, jeżeli nie posiada poparcia w parlamencie. Monarcha zapewnił też o swoim pozytywnym stosunku do instytucji wotum nieufności wobec głowy państwa przyjmowanej przez obywateli. Książę podobnie wypowiedział się co do możliwości referendum w sprawie zniesienia monarchii (i wyłączenia możliwości zawetowania decyzji obywateli przez monarchę) oraz zwiększenia niezależności sądów25. 22 Constitution – A New Constitution for the Principality of Liechtenstein, http:// www.fuerstenhaus.li/en/verfassung/index.html, 27.02.2010. 23 Książę Jan Adam II w swej przemowie do Landtagu zwrócił uwagę, że debata konstytucyjna i debata w sprawie zawarcia konkordatu ze Stolicą Apostolską muszą być prowadzone równocześnie, bo są względem siebie komplementarne. Zob. szerzej: Przemówienie Księcia Jana Adama II z okazji otwarcia sesji parlamentu z 12 lutego 1998 roku (12. Februar 1998 – Rede zur Landtagseröffnung), http://www.liechtenstein.li/ eliechtenstein_main_sites/portal_fuerstentum_liechtenstein/fl-med-infos-medien/flmed-reden/fl-med-pia-reden-1998.htm?rid=30975, 28.02.2010. 24 Przemówienie Księcia Jana Adama II z okazji Święta Narodowego z 15 sierpnia 2000 roku (15. August 2000 – Ansprache zum Staatsfeiertag), http://www.liechtenstein.li/eliechtenstein_main_sites/portal_fuerstentum_ liechtenstein/fl-med-infos-medien/fl-med-reden/fl-med-pia-reden-2000. htm?rid=30993, 27.02.2010. 25 Przemówienie Księcia Jana Adama II z okazji otwarcia sesji parlamentu z 16 lutego 2000 roku (16. Februar 2000 – Rede zur Landtagseröffnung),

[158]

refleksje


Czy renesans monarchii absolutnej? Zmiany w Konstytucji...

W 2001 roku Klaus Wanger, ówczesny przewodniczący Landtagu, określający siebie jako zagorzały monarchista, opowiedział się za utrzymaniem konstrukcji, wedle której władzę polityczną w Liechtensteinie sprawują zarówno obywatele jak i książę26. W tym samym roku książę Alojzy (będąc wówczas jedynie następcą tronu) oddelegowany przez swojego ojca, wygłosił przemowę do Szwajcarsko-Austriackiej Izby Gospodarczej. Tezy wygłoszone wówczas przez księcia to przede wszystkim: monarcha ma sprawować swój urząd nie „z łaski Boga”, ale „z woli ludu”, nowe procedury powoływania sędziów, wzmocnienie państwa prawa, rozszerzenie autonomii władzy lokalnej, uregulowanie prawa dotyczącego stanów nadzwyczajnych, przekazanie prawa nominacji stanowisk w służbie cywilnej z osoby monarchy na rząd, zrzeczenie się przez księcia prawa weta w sprawach nominacji sędziowskich, możliwość przyjęcia wotum nieufności względem władcy oraz możliwość zagłosowania za zmianą z ustroju monarchicznego na republikański27. Wcześniej książę Jan Adam II wskazał, że Dwór Książęcy zrzeka się też monopolu na udzielanie wotum nieufności dla rządu i owe wotum będzie mogło zostać udzielone rządowi przez Landtag28. Na przełomie lat 2001 i 2002 przedłużająca się debata konstytucyjna powodowała, że zniecierpliwiony książę Jan Adam II wezwał do jej zakończenia w możliwie niedługim czasie. Z księciem zgodził się przewodniczący Landtagu, Klaus Wagner, który wskazał, że był to wówczas jeden z podstawowych celów władz publicznych29. Po kilku latach i przy po-

http://www.liechtenstein.li/eliechtenstein_main_sites/portal_fuerstentum_ liechtenstein/fl-med-infos-medien/fl-med-reden/fl-med-pia-reden-2000. htm?rid=30994, 27.02.2010. 26 Przemówienie przewodniczącego Landtagu z okazji otwarcia sesji parlamentu z 29 marca 2001 roku (29. März 2001 – Ansprache zur Landtagseröffnung), http:// www.liechtenstein.li/eliechtenstein_main_sites/portal_fuerstentum_liechtenstein/flmed-infos-medien/fl-med-reden/fl-med-pia-reden-2001.htm?rid=31010, 28.02.2010. 27 Przemówienie Erbprinza Alojzego do Szwajcarsko – Austriackiej Izby Gospodarczej (16. Mai 2001 – 78. Generalversammlung der Handelskammer Schweiz-Österreich), http://www.liechtenstein.li/eliechtenstein_main_sites/portal_fuerstentum_liechtenstein/fl-med-infos-medien/fl-med-reden/fl-med-pia-reden-2001.htm?rid=30999, 28.02.2010. 28 Przemówienie Księcia Jana Adama II z okazji otwarcia sesji parlamentu z 12 lutego 1998 roku…, op. cit. 29 Przemówienie przewodniczącego Landtagu z okazji otwarcia sesji parlamentu z  7  lutego 2002 roku (7. Februar 2002 – Ansprache zur Landtagseröffnung), http:// www.liechtenstein.li/eliechtenstein_main_sites/portal_ fuerstentum_liechtenstein/flmed-infos-medien/fl-med-reden/fl-med-pia-reden-2002.htm?rid=42957, 28.02.2010.

nr 1, wiosna-lato 2010

[159]


Marcin Łukaszewski

mocy doradztwa prawnego został utworzony nowy projekt konstytucji, w którym zawarte zostały postulaty monarchy, rządu, parlamentu i komisji konstytucyjnej. Z racji problemów z uzyskaniem większości trzech czwartych w parlamencie, konstytucyjny spór mógł zostać zażegnany jedynie w drodze ludowej inicjatywy ustawodawczej. Pojawił się jednak opór części polityków, którzy opowiadali się przeciwko zwiększeniu uprawnień monarchy. Na ich czele stanął Mario Frick, premier Liechtensteinu w latach 1993 – 2001. W 2003 r. książę Jan Adam II przeprowadził całoroczną debatę na temat pozycji monarchii w ustroju politycznym Księstwa. Jej skutkiem było przeprowadzone głosowanie ludowe w dniu 16 marca. Książę Jan Adam II zagroził, że jeżeli jego propozycja nie zostanie przyjęta, to zrezygnuje z tronu i przeprowadzi się do jednego z państw sąsiednich. Czyniło to referendum z 2003 roku głosowaniem ludowym o charakterze plebiscytowym, podobnym do referendów konstytucyjnych przeprowadzanych we Francji podczas prezydentury de Gaulle’a. W referendum 64% głosujących opowiedziało się za proponowaną przez Dwór Książęcy wersją konstytucji. Szczegółowe wyniki prezentuje tabela 1. Tabela 1. Wyniki referendum z 2003 roku. Dwie ostatnie kolumny zawierają kolejno wyniki: „za” zmianami proponowanymi przez Dom Książęcy oraz „za” zmianami proponowanymi przez Inicjatywę Pokojową (Friedensinitiative)30

MIEJSCE

Gamprin/Bendern Mauren/Schaanwald Eschen/Nendeln Schellenberg Triesenberg Ruggell Vaduz Triesen Planken

30

Podpisy inicjatywy ludowej Domu Książęcego (w %) 48,0 48,6 40,1 45,7 40,3 37,8 40,4 32,9 21,5

Głosowanie za propozycją Domu Książęcego (w %)

Głosowanie za propozycją Inicjatywy Pokojowej (w %)

73,0 72,1 70,0 69,0 68,3 67,9 65,0 63,7 62,5

11,9 11,9 11,0 17,3 15,1 15.8 16,0 15,0 22,0

Inicjatywa ta postulowała zmiany, które były w zgodzie z zaleceniami Rady Eu-

ropy.

[160]

refleksje


Czy renesans monarchii absolutnej? Zmiany w Konstytucji... Schaan Balzers ŁĄCZNIE

33,9 23,8 37,0

59,7 51,8 64,3

22,3 21,4 16,5

Źródło: Volksabstimmung, http://www.fuerstenhaus.li/en/verfassung/volksabstimmung.html, 27.02.2010.

Najważniejsze zmiany wprowadzone nowelą z 2003 roku to: • zrzeczenie się przez księcia prawa nominacji służby cywilnej na rzecz rządu; • ograniczenie zakresu działania władz w trakcie trwania stanu nadzwyczajnego; • rozszerzenie możliwości udzielenia wotum nieufności na parlament; • ustalenie, że jeżeli parlament i delegaci księcia nie dojdą do kompromisu co do osób mianowanych na urząd sędziego, to co do tej kwestii wypowiedzą się obywatele w referendum wskazując odpowiednie osoby; • książę może zostać zwolniony z pełnienia swoich obowiązków przez obywateli; • obywatele mogą postanowić o zniesieniu monarchii, a książę nie dysponuje w tej kwestii prawem weta. Równie rzadko spotykane rozwiązanie we współczesnych ustrojach politycznych państw przewiduje art. 113 Konstytucji Księstwa Liechtensteinu. W myśl tego artykułu, co najmniej 1500 obywateli Księstwa może złożyć wniosek występując z inicjatywą zniesienia monarchii. Gdyby została sformułowana takowa inicjatywa, powstający projekt konstytucji republikańskiej musi zostać poddany pod głosowanie na dwa lata po ukonstytuowaniu się inicjatywy obywatelskiej. Jeżeli zostałyby przygotowane dwa projekty ustawy zasadniczej, odbywają się dwa referenda: w pierwszym obywatele wybierają który z zaproponowanych projektów będzie stanowił przedmiot głosowania w drugim referendum. Jest ono przeprowadzane 14 dni po pierwszym głosowaniu. Konstytucja wymaga, by nowa konstytucja republikańska została zaakceptowana bezwzględną większością głosów31. Podstawowe różnice w przepisach Konstytucji Księstwa z 1921 roku (w wersji przyjętej w 1921 roku) a wersją Konstytucji po zmianach 2003 roku obrazuje tabela 2. 31

Ibidem, art. 113.

nr 1, wiosna-lato 2010

[161]


Marcin Łukaszewski Tabela 2. Porównanie norm konstytucyjnych zawartych w Konstytucji Księstwa z 1921 roku i Konstytucji Księstwa po zmianach z 2003 roku

Lp.

Uprawnienia

Konstytucja Księstwa Liechtensteinu z 5 października 1921 r.

1.

Prawo dziedziczne

stanowione przez monarchę

2.

Zmiana granic wewnątrz państwa

na mocy prawa stanowionego przez parlament

3.

Immunitet głowy państwa

przysługiwał wyłącznie księciu

4.

Zastępowanie księcia

książę był zobowiązany do wyznaczenia osoby sprawującej w jej imieniu władzę podczas jego nieobecności (przepis ten był martwy)

Konstytucja Księstwa Liechtensteinu z 1921 r. po zmianach przyjętych w 2003 r. stanowione przez parlament (część prawa krajowego) na mocy prawa stanowionego przez parlament i decyzji mieszkańców zainteresowanych wspólnot gminnych przysługuje księciu i osobie wyznaczonej przez panującego do pełnienia funkcji głowy państwa (książę regent) książę może na swojego dorosłego następcę tronu przekazać część uprawnień konstytucyjnie przypisanych głowie państwa

5.

Główne uprawnienia parlamentu

a) udział w stanowieniu aktów prawa konstytucyjnego b) udzielanie zgody na zadłużanie się rządu c) ustalanie rocznego budżetu i zasad podziału podatków i innych należności publicznych d) podejmowanie decyzji w sprawach pożyczki, gwarancji i obligacji na niekorzyść kraju oraz na zakup i sprzedaży majątku państwowego e) podejmowanie decyzji w sprawie udzielenia absolutorium rządowi f) sprawowanie ogólnej kontroli względem rządu

a) udział w stanowieniu aktów prawa konstytucyjnego b) udzielanie zgody na zadłużanie się rządu c) ustalanie rocznego budżetu i zasad podziału podatków i innych należności publicznych d) podejmowanie decyzji w sprawach pożyczki, gwarancji i obligacji na niekorzyść kraju oraz na zakup i sprzedaży majątku państwowego e) podejmowanie decyzji w sprawie udzielenia absolutorium rządowi f) stosowanie,

[162]

refleksje


Czy renesans monarchii absolutnej? Zmiany w Konstytucji... poprzez wystosowywanie zastrzeżeń dotyczących generalnego kierownictwa i poszczególnych działów administracji rządowej g) sformułowanie zarzutów przeciwko członkom rządu za naruszenie Konstytucji bądź innych aktów prawnych w trybie odpowiedzialności konstytucyjnej przed Trybunałem Stanu

zarządzanie i przeprowadzanie ogólnej kontroli względem rządu g) formułowanie zarzutów przeciwko członkom rządu za naruszenie Konstytucji bądź innych aktów prawnych w trybie odpowiedzialności konstytucyjnej przed Trybunałem Stanu h) decyzja w sprawie udzielenia wotum nieufności wobec rządu jako organu oraz jego członkom z osobna

6.

Skarb państwa

pieczę nad nim sprawował Landtag

rząd zarządza aktywami finansowymi państwa zgodnie z zasadami, które uzgodniono z parlamentem

7.

Naruszanie prawa

w pilnych sprawach, gdy naruszana jest Konstytucja, Komitet Krajowy zobowiązany był do przekazania skarg do monarchy

w sprawach zagrożenia lub naruszenia praw konstytucyjnych, oświadczeń, protestów i skarg Komitet Krajowy zobowiązany jest to sporządzenia sprawozdania

8.

Działanie rządu w sytuacji, gdyby podjęta decyzja byłaby sprzeczna z Konstytucją i innymi aktami prawnymi

rząd mógł zaprzestać wykonania decyzji, ale powinien był złożyć skargę do komisji odwoławczej

rząd mógłby zaprzestać wykonania decyzji, ale powinien złożyć skargę do odpowiedniego sądu administracyjnego

nr 1, wiosna-lato 2010

[163]


9.

Skład Trybunału Stanu

przewodniczący wraz z czterema członkami; dwóch członków musi posiadać obywatelstwo Liechtensteinu

pięciu sędziów i pięciu sędziów zastępczych powoływanych przez Księcia Liechtensteinu; większość sędziów (a także sam przewodniczący) musi posiadać obywatelstwo Liechtensteinu

Źródło: Opracowanie własne.

Krytyka zmian Konstytucji Księstwa przyjętych w 2003 roku Przeprowadzona rewizja Konstytucji została bardzo dobrze przyjęta przez strony debaty konstytucyjnej. Wskazano, że nowa konstrukcja ustrojowa powstała w 2003 roku zapewnia z jednej strony szeroki katalog praw obywatelskich, a z drugiej strony – wzmacniał i precyzował władzę monarchy. Książę Jan Adam II, w swoim przemówieniu z okazji otwarcia sesji Landtagu, stwierdził: „nie ma chyba żadnego kraju, który dawałby tak wiele praw demokratycznych obywatelom, jak Księstwo Liechtenstein (…). Książę sprawuje urząd głowy państwa tylko tak długo, jak większość obywateli tego sobie życzy. O ile mi wiadomo, w historii ludzkości nie było monarchii, która byłaby oparta bezpośrednio na woli narodu (…)”32. Na zmiany przyjęte przez obywateli Liechtensteinu negatywnie zareagowała Rada Europy. Działająca w jej ramach Europejska Komisja na rzecz Demokracji przez Prawo (Komisja Wenecka)33 wskazała, że zmiany ustawy zasadniczej Księstwa oddalają omawianą monarchię od kręgu europejskich demokracji parlamentarnych. Kwestie, które wskazała Komisja Wenecka, to: • odpowiedzialność rządu – w Liechtensteinie rząd jest odpowiedzialny przed księciem i parlamentem; w większości europejskich demokracji – wyłącznie przed parlamentem; zarzut członków Komisji Weneckiej sprowadza się do tezy, wedle której rząd nawet gdy posiada poparcie parlamentu, może 32 Przemówienie Księcia Jana Adama II z okazji otwarcia sesji parlamentu z 13 lutego 2003 roku (13. Februar 2003 – Rede zur Landtagser������������������������������ öffnung), http://www.liechtenstein.li/eliechtenstein_main_sites/portal_fuerstentum_liechtenstein/fl-med-infosmedien/fl-med-reden/fl-med-pia-reden-2003.htm?rid=42916, 28.02.2010. 33 Komisja ta koordynuje działania Rady Europy mające sprawić, aby rozpowszechniły się standardy konstytucyjne wywodzące się z demokratycznego dziedzictwa europejskiego. Skupia ona niezależnych ekspertów.

[164]

refleksje


zostać odwołany przez księcia, co jest niedopuszczalne w państwach przestrzegających zasad demokracji parlamentarnej; • wybór sędziów – w Liechtensteinie książę odgrywa decydującą rolę w procesie nominacji, podczas gdy nie posiada on mandatu społecznego poparcia, co jest wymagane w większości europejskich demokracji; • stan nadzwyczajny – stanowienie prawa w trakcie trwania stanu nadzwyczajnego nie jest, zdaniem Komisji Weneckiej, dostatecznie doprecyzowane; zarzut dotyczy też możliwości zawieszania przepisów konstytucji; • określenie suwerena – w Liechtensteinie jest nim ogół obywateli Księstwa oraz książę Liechtensteinu jako równe względem siebie podmioty; zarówno w republikach (Francja i USA), jak i monarchiach (Belgia i Luksemburg) z reguły podmiot sprawujący władzę jest wyraźnie określony34; jednak w żadnej konstytucji spośród państw współczesnej Europy (poza Watykanem) władza suwerenna nie została przyznana bezpośrednio monarsze; • ochrona prawna głowy państwa – zdaniem Komisji Weneckiej niedopuszczalnym jest objęcie pełnym immunitetem panującego księcia i osoby koregenta35. Książę bardzo ostro zareagował na opinie instytucji Rady Europy. Podczas cytowanego wyżej wystąpienia, książę zarzucił instytucjom Rady Europy, że chcą one doprowadzić do Księstwa protektoratem, na co on nie może pozwolić. Książę zaatakował też ad personam jednego z przeciwników zmian ustawy zasadniczej (członka Komisji Weneckiej pochodzącego z Irlandii Północnej). Stwierdził, że osoba która jest obywatelem państwa, które nie posiada konstytucji i posiada znacznie węższy zakres praw obywatelskich, nie powinna się wypowiadać w tej sprawie36.

34 � Z. T. Pallinger, Księstwo Liechtensteinu na tle porównań międzynarodowych, „Beiträge Liechtenstein – Institut” 2003, nr 14, s. 12. 35 Por. Opinia do poprawek do konstytucji proponowanych przez Dwór Książęcy Liechtensteinu Europejskiej Komisji na rzecz Demokracji przez Prawo (Komisji Weneckiej), opinia nr 227/2002, http://www.venice.coe.int/docs/2002/CDL%282002%29149-e.asp; 28.02.2010. 36 Przemówienie Księcia Jana Adama II z okazji otwarcia sesji parlamentu z 13 lutego 2003…, op. cit.

nr 1, wiosna-lato 2010

[165]


Marcin Łukaszewski

Zakończenie Zmiany w Konstytucji Księstwa, do jakich doszło w 2003 roku, niewątpliwie wzmocniły pozycję ustrojową księcia. Wydawałoby się więc, że obawy Rady Europy formułowane względem władz odpowiedzialnych za doprowadzenie do referendum są uzasadnione. Autor stoi jednak na stanowisku, że silna pozycja ustrojowa głowy państwa jest równoważona przez dwa artykuły liechtensteińskiej konstytucji, zgodnie z którymi obywatele mogą w głosowaniu ludowym opowiedzieć się za wnioskiem o udzieleniu monarsze wotum nieufności. Ponadto obywatele posiadają prawo do zniesienia monarchii w głosowaniu ludowym. Kolejnym zabezpieczeniem, jakie zastosował ustrojodawca, jest wyłączenie prawa weta w stosunku do decyzji, jaka zapadłaby w referendum dotyczącym zmiany formy rządu z monarchii na republikę. Wobec tego, nieuzasadnione są, zdaniem autora, obawy co do wprowadzenia w Liechtensteinie dyktatury.

Summary In 2003 citizens of Liechtenstein adopted a package of amendments to the Constitution which allowed for a substantial strengthening of the monarch’s power. These changes have since been severely criticized by the Council of Europe, with concerns as to the possible retreat from a constitutional monarchy leading to the possible renaissance of absolute monarchy. This question is answered in this article, which further proves that the concerns raised by the Council of Europe are unjustified. Nota o autorze Marcin Łukaszewski [lukaszewskimarcin@o2.pl] – student II roku studiów uzupełniających magisterskich na kierunku politologia oraz I roku studiów uzupełniających magisterskich na kierunku stosunki międzynarodowe na Wydziale Nauk Politycznych i Dziennikarstwa UAM w Poznaniu. Jego zainteresowania naukowe koncentrują się wokół problematyki ewolucji systemów politycznych małych państw europejskich ze szczególnym uwzględnieniem ustrojów politycznych europejskich państw karłowatych.

[166]

refleksje


Czy to konie Paweł Antkowiak Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu

Czy to koniec zawodów prawniczych w Europie – przypadek Polski

O

Europie toczy się dyskusja na temat dostępu do usług prawniczych. Debata dotyczy nie tyle jakości świadczonych usług prawniczych, ile ich dostępności. Dyskusja ta nie ominęła także Polski, w której zastanawiano się przede wszystkim nad zreformowaniem samorządów zawodowych zawodów prawniczych, zwracając szczególną uwagę na samorząd adwokacki oraz samorząd radców prawnych. Zanim jednak przedstawione zostaną argumenty mówiące o potrzebie zreformowania obecnie funkcjonującego systemu w Polsce, warto spojrzeć, jak wygląda rzeczywista dostępność do usług prawniczych w krajach Unii Europejskiej. Zgodnie z „Raportem o dostępności pomocy prawnej” przygotowanym przez Naczelną Radę Adwokacką w dniu 12 stycznia 2010 roku Polska zajmuje dwunaste miejsce wśród dwudziestu siedmiu państw członkowskich Unii Europejskiej, co w kontekście wcześniejszych statystyk jest rzeczywistą i realną poprawą tego stanu. Wyprzedzają nas takie kraje jak: Włochy, Hiszpania, Grecja, Luksemburg, Portugalia, Wielka Brytania, Cypr, Niemcy, Bułgaria, Belgia i Węgry. Pozostałe kraje członkowskie, czyli: Malta, Dania, Holandia, Słowacja, Czechy, Rumunia, Francja, Austria, Słowenia, Estonia, Szwecja, Łotwa, Litwa, Irlandia oraz Finlandia pozostają w tyle za Polską. Na dzień dzisiejszy, zgodnie z danymi podawanymi przez Naczelną Izbę Adwokacką w 2010 roku w Polsce usługi prawne świadczyć będzie 37 700 prawników (zgodnie z dyrektywą 98/5/EC). W tego rodzaju zestawieniach bierze się jedynie pod uwagę dwa zawody prawnicze, a mianowicie zawód adwokata oraz radcy prawnego. Biorąc pod uwagę liczbę ludności Polski, która zgodnie z danymi przedstawionymi przez Główny Urząd Statystyczny w dniu 30 czerwca 2009 roku wynosi 38 154 000 mieszkańców to okazuje się, iż na 1 dyplomowanego prawnika przypada w Polsce 1012 obywateli. Inaczej mówiąc na 100 000 obywateli d pewnego czasu w

nr 1, wiosna-lato 2010

[167]


Paweł Antkowiak

w Polsce przypada 99 prawników1. Szczegółowe zestawienie dotyczące dostępności usług prawniczych w krajach członkowskich całej Unii Europejskiej przedstawia wykres 1. Wykres 1. Liczba mieszkańców przypadających na jednego prawnika posługującego się tytułem zawodowym zgodnie z dyrektywą 98/5/EC (adwokaci i radcy prawnicy) 279

Włochy Grecja

295

Hiszpania

297 360

Luksemburg Portugalia

416

Wielka Brytania

436

Cypr

446

Niemcy

559 628

Bułgaria Belgia

689

Węgry

1000

Polska

1012

Malta

1027

Dania

1046

Holandia

1103

Słowacja

1187

Czechy

1300

Rumunia

1309

Francja

1335 1597

Austria Słowenia

1769

Estonia

1934

Szwecja

2042

Łotwa

2073 2110

Litwa Irlandia

2202

Finlandia

2935

0

500

1000

1500

2000

2500

3000

Źródło: Raport o dostępności pomocy prawnej w Polsce, http://adwokatura.pl/newsletter/gfx/File/001/DANE.pdf, 15.02.2010, s. 3.

Warto powiedzieć, iż w ostatnich latach nastąpił rzeczywisty przyrost liczby prawników, świadczących różnorakie usługi prawne. Dla zobrazowania powyższego trendu warto wskazać na dane dotyczące zawodu adwokata. Od roku 2005, gdy ogólna liczba adwokatów wynosiła 7933, do roku 2010 liczebność stanu adwokackiego wzrosła o około 1/3. Naczelna Rada Adwokacka przewiduje ponadto, iż jeśliby uwzględnić liczbę aplikantów, to w kolejnych latach liczba adwokatów będzie systematycznie wzrastać. Naczelna Rada Adwokacka przyjęła, że jeżeli zdawalność egzaminu adwokackiego będzie zbliżona do 1

Raport o dostępności pomocy prawnej w Polsce, http://adwokatura.pl/newsletter/gfx/File/001/DANE.pdf, 15.02.2010 r., s. 3.

[168]

refleksje


Czy to koniec zawodów prawniczych w Europie – przypadek Polski

tej z roku 2009, ogólna liczba adwokatów w roku 2013 powinna wynieść około 14 500 osób. Jeśli podobny trend utrzymałby się również w przypadku radców prawnych, to w 2013 roku mielibyśmy 36  000 osób parających się tym właśnie zawodem. Łącznie zatem za trzy lata mielibyśmy w Polsce 50 500 prawników zgodnie z założeniami dyrektywy 98/5/EC, a więc adwokatów i radców prawnych i plasowalibyśmy się w pierwszej dziesiątce państw UE1. Nie należy jednak zapominać, że pomoc prawną w III Rzeczypospolitej świadczą nie tylko adwokaci i radcy prawni, lecz również przedstawiciele innych, bardziej wyspecjalizowanych zawodów prawniczych. W ramach specjalistycznej działalności prawnej w Polsce funkcjonuje również zawód doradcy podatkowego, komornika, notariusza oraz rzecznika patentowego. Gdyby zliczyć przedstawicieli wszystkich tych profesji włącznie z adwokatami oraz radcami prawnymi, to liczba osób świadczących usługi prawne wraz z aplikantami wyżej wskazanych zawodów wynosi w Polsce ponad 68 000 osób. Szczegółowe zestawienie osób świadczących wykwalifikowaną pomoc prawną w Polsce zawiera tabela 1. Tabela 1. Ogólna liczba osób wykonujących w Polsce zawody prawnicze Wykonujący zawód

Aplikanci

Razem

Adwokaci Doradcy podatkowi

10 524

5 500

16 024

8 714

0

8 714

Komornicy

788

400

1 188

2 074 26 050

1 696 12 000

3 770 38 050

938

128

1 066

Zawód

Notariusze Radcy prawni Rzecznicy patentowi

Źródło: Raport o dostępności pomocy prawnej w Polsce, http://adwokatura.pl/newsletter/gfx/File/001/DANE.pdf, 15.02.2010, s. 5.

Dyskusja na temat dostępu poszczególnych osób do zawodów prawniczych koncentruje się wokół zagadnienia liczby osób świadczących usługi prawne w stosunku do ogólnej liczby mieszkańców. Pomijany jest bardzo istotny element, jakim jest jakość świadczonych usług. Aby jednak dyskutować na temat zawodów prawniczych w Pol-

nr 1, wiosna-lato 2010

[169]


Paweł Antkowiak

sce, warto spojrzeć, jak wygląda organizacja wykonywania tych zawodów w naszym kraju. Zawody prawnicze wymienione w tabeli 1 zaliczane są do tzw. wolnych zawodów. Krystyna Wojtczak uznaje, że wolny zawód to osobiste i systematyczne wykonywanie wewnętrznie spójnego zespołu czynności o charakterze intelektualnym, wymagających wysokich kwalifikacji, systematycznie, w zamian za honorarium bezinteresownie ustalone, służące zapewnieniu świadczeń i usług klientom oraz ochronie istotnych wartości interesu ogólnego, zgodnie z obowiązującymi normami prawnymi i zasadami etycznymi2. Próbę zdefiniowania wolnego zawodu podjął również Józef Filipek, który uznał, że osoby wykonujące wolny zawód powinny mieć wysokie kwalifikacje oraz przygotowanie, ponieważ działania podejmowane przez przedstawicieli tych profesji są niezwykle złożone. Władza publiczna nie powinna ingerować w metody działań stosowane w obrębie wolnych zawodów. Ponadto wolne zawody muszą być wykonywane samodzielnie oraz w sposób nieskrępowany. Samodzielność działania powoduje powstanie szczególnej więzi pomiędzy osobą wykonującą wolny zawód a odbiorcą jej świadczeń i usług, która to więź oparta jest na zaufaniu. Każdy wolny zawód powinien mieć swój samorząd, zapewniający samodzielność i niezależność wobec administracji rządowej. Podobne rozważania prowadzą również inni badacze, którzy podkreślają między innymi, iż zadaniem przedstawicieli wolnych zawodów jest świadczenie określonych usług o charakterze pozamaterialnym, w sferze dóbr publicznych i wartości o charakterze idealnym w życiu społecznym. Świadczenie tego rodzaju usług oparte jest na zawodowo-gospodarczej samodzielności i niezależności działającego podmiotu. Podmiot ten wykorzystuje własne zdolności i umiejętności twórcze, nie będąc formalnie podporządkowanym woli osób trzecich3. Należy jednak zaznaczyć, że polski ustawodawca nie uregulował normatywnie tego pojęcia, pozostawiając to zadanie doktrynie prawnej. W polskiej literaturze pojęcie wolnego zawodu występuje rzadko i często pojawia się jedynie dla zobrazowania pewnej grupy zawodów, które wskazane zostały w ustawie o podatku dochodowym. Znacznie więcej miejsca w polskiej literaturze przedmiotu poświęca się innemu

J. Jacyszyn, Wykonywanie wolnych zawodów w Polsce, Warszawa 2004, s. 21. M. Szydło, Nabywanie uprawnień do wykonywania wolnych zawodów, „Państwo i Prawo” 2002, z. 7, s. 51. 2 3

[170]

refleksje


Czy to koniec zawodów prawniczych w Europie – przypadek Polski

pojęciu, a mianowicie pojęciu samorządu zawodowego, które posiada umocowanie konstytucyjne. W art. 17 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 2 kwietnia 1997 r. stwierdzono bowiem, że W drodze ustawy można tworzyć samorządy zawodowe, reprezentujące osoby wykonujące zawody zaufania publicznego i sprawujące pieczę nad należytym wykonywaniem tych zawodów w granicach interesu publicznego i dla jego ochrony. Funkcjonowanie zawodów, które w literaturze europejskiej bardzo często określane są jako zawody wolne, zostało zorganizowane na zasadzie przymusowego samorządu korporacyjnego. Obecnie funkcjonujący model administracji zakłada jej wykonywanie zarówno przez aparat scentralizowanej administracji rządowej, jak również wieloraki układ organów czy instytucji działających samodzielnie i wykonujących powierzone im w drodze ustaw zadania publiczne w imieniu własnym i na własną odpowiedzialność. Koncepcja ta zakłada wielość podmiotów publiczno-prawnych uczestniczących obok państwa i jego organów w sprawowaniu władzy publicznej oraz wykonywaniu administracji. Oprócz jednostek obligatoryjnych o podstawowym znaczeniu, jak na przykład jednostki samorządu terytorialnego, administracja jest również wykonywana przez samorządy zawodowe, gospodarcze czy zakłady administracyjne. Nie ulega wątpliwości, iż nowy model organizacji administracji w Polsce stanowi przeciwieństwo systemu narzuconego w latach czterdziestych minionego stulecia i bez powodzenia reformowanego przez cały okres Polski Ludowej4. Bardzo istotną rolę w systemie reprezentowania interesów określonych grup społecznych odgrywa samorząd zawodowy. Zgodnie z założeniami teoretycznymi samorząd zawodowy to organizacyjna forma zrzeszania się osób wykonujących ten sam zawód, której celem jest m.in. reprezentowanie ich interesów wobec władz państwowych, doskonalenie zawodowe i czuwanie nad etyką wykonywania zawodu oraz ochrona socjalna tychże osób, a także realizowanie szeregu zadań typowych dla związków publicznoprawnych. To właśnie publicznoprawny zakres działań samorządu zawodowego decyduje o jego istocie i wyróżnia go spośród innych organizacji o charakterze typowo zrzeszeniowym5. 4 M. Cherka, Decentralizacja – czy „reaktywacja” pojęcia jest groźna?, „Studia Iuridica” 2004, t. XLIII, s. 15 – 16. 5 R. Kmieciak, Formy organizacyjne samorządu w III Rzeczypospolitej, [w:] Polska w XX wieku. Politologiczna charakterystyka dokonań i perspektyw rozwoju, red.

nr 1, wiosna-lato 2010

[171]


Paweł Antkowiak

Dodać również należy, że samorządy zawodowe tworzone są przez profesje, które ze wzgl�������������������������������������������� ę������������������������������������������� du na swoje spo���������������������������� ł��������������������������� eczne znaczenie wymaga����� ć���� musz���������������������������������������������������������������� ą��������������������������������������������������������������� najwy��������������������������������������������������������� ż�������������������������������������������������������� szych kwalifikacji merytorycznych i moralnych dla ochrony tych zawodów i ich przedstawicieli oraz dla umacniania interesu spo��������������������������������������������������������������� ł�������������������������������������������������������������� ecznego. Powstawanie tego typu struktur i przyznanie im uprawnie������������������������������������������������������������� ń������������������������������������������������������������ w���������������������������������������������������������� ł��������������������������������������������������������� adczych traktowane mo������������������������������������ ż����������������������������������� e by������������������������������� ć������������������������������ jako dowód uznania przez pa�� ństwo ich kompetencji w dziedzinach realizacji ustawowych zada����� ń���� publicznych6. Rok 1989 przyniósł wiele zmian społeczno-politycznych, powodując między innymi aktywizację różnorakich środowisk zawodowych. Wiele środowisk zawodowych postanowiło oprzeć swoje funkcjonowanie na publiczno-prawnych formach działania. Jednakże ustanowienie samorządu zawodowego o charakterze publicznoprawnym leżało w gestii państwa7. Zakres, w jakim państwo przekazało władztwo publiczne samorządowi zawodowemu obejmuje: • reprezentowanie interesów określonych zawodów wobec władz państwowych – najlepszym przykładem tego typu działań jest opiniowanie projektów aktów prawnych, a także zgłaszanie spostrzeżeń i wniosków z tego zakresu; • nadzór nad należytym wykonywaniem zawodu – dotyczący m.in. reglamentowania dostępu do określonych profesji i prowadzenie rejestru osób mających prawo wykonywania zawodu; w tej mierze po stronie samorządu znajduje się szereg prerogatyw z zakresu prawa administracyjnego; • kształtowanie zasad i czuwanie nad etyką wykonywania zawodu – w przypadku tej zasady (jak i kolejnej) to samorząd zawodowy ustala zasady deontologii zawodowej, a także poprzez sprawowanie sądownictwa dyscyplinarnego stara się wpływać na postawy swoich członków; ingerencja ta bywa czasami daleko idąca (ograniczenie wykonywania zawodu bądź pozbawienie prawa wykonywania zawodu); • organizowanie i prowadzenie sądownictwa dyscyplinarnego;

R. Kmieciak, Poznań 2000, s. 207. 6 A. Lemiszowska, Społeczna misja samorządu zawodowego, [w:] Wartości i interesy a społeczeństwo obywatelskie, red. M. Kwiatkowski, „Rocznik Lubuski” 2003, t. XXIX, s. 173. 7 R. Kmieciak, Ustrój i zadania samorządu zawodowego, [w:] Samorząd w Polsce – istota, formy, zadania, red. S. Wykrętowicz, Poznań 2008, s. 352.

[172]

refleksje


Czy to koniec zawodów prawniczych w Europie – przypadek Polski

doskonalenie zawodowe i określanie programów kształcenia w danym zawodzie – dbają one o jakość świadczonych usług i z tego względu organizują one system szkoleń8. Obecnie w polskim systemie prawnym obowiązują uregulowania rangi ustawowej powołujące następujące samorządy zawodowe: adwokacki, radców prawnych, lekarski, lekarsko-weterynaryjny, notarialny, pielęgniarek i położnych, aptekarski, biegłych rewidentów, doradców podatkowych, komorniczy, architektów, inżynierów budownictwa, urbanistów, rzeczników patentowych, psychologów, kuratorów sądowych, diagnostów laboratoryjnych9. Wśród wymienionych wyżej samorządów można wyróżnić korporacje reprezentujące zawody prawnicze i związane z wykonywaniem prawa: • Samorząd adwokacki, powołany na podstawie ustawy z dnia 26 maja 1982 r. prawo o adwokaturze (Dz. U. 1982 Nr 16, poz. 124 z późn. zm.). Samorząd zawodowy adwokatów posiada strukturę trójszczeblową, składającą się z Naczelnej Rady Adwokackiej – jako najwyższego szczebla, izb adwokackich – jako szczebla okręgowego oraz zespołów adwokackich jako szczebla najniższego. Adwokatura, którą stanowi ogół adwokatów i aplikantów adwokackich, powołana jest do udzielania pomocy prawnej, współdziałania w ochronie praw i wolności obywatelskich oraz kształtowania i stosowania prawa. • Samorząd radców prawnych, powołany na podstawie ustawy z dnia 6 lipca 1982 r. o radcach prawnych (Dz. U. 1982 Nr 19, poz. 145 z późn. zm.). Mimo, iż organizacja tej korporacji zawodowej jest dwuszczeblowa, to należy powiedzieć, iż jej struktura oraz kompetencje są bardzo zbliżone do organizacji samorządu adwokackiego. Na szczeblu centralnym funkcjonuje Krajowa Izba Radców Prawnych, zaś w terenie okręgowe rady radców prawnych, których zasięg terytorialny podobnie jak w przypadku samorządu zawodowego adwokatów odpowiada podziałowi terytorialnemu administracji sądownictwa. • Samorząd notarialny, powołany na podstawie ustawy z dnia 14 lutego 1991 r. prawo o notariacie (Dz. U. 1991 Nr 22, 8 R. Kmieciak, Asymetria w rozwoju samorząd zawodowego i gospodarczego w Polsce, [w:] Spór o samorząd gospodarczy w Polsce, red. S. Wykrętowicz, Poznań 2005, s. 93. 9 S. Bułajewski, Samorządy zawodowe i gospodarcze jako samorządy specjalne, [w:] Wolność zrzeszania się w Polsce, red. M. Chmaj, Warszawa 2008, s. 204 – 222.

nr 1, wiosna-lato 2010

[173]


Paweł Antkowiak

poz. 91, z późn. zm.). Samorząd ten ma organizację dwuszczeblową, obejmuje izby notarialne i Krajową Radę Notarialną, które posiadają osobowość prawną. Izbę notarialną stanowią notariusze prowadzący kancelarię w okręgu danego sadu apelacyjnego. • Samorząd doradców podatkowych, powołany na podstawie ustawy z dnia 5 lipca 1996 r. o doradztwie podatkowym (Dz. U. 1996 Nr 102, poz. 475 z późn, zm.). Samorząd ten składa się z jednego szczebla, który tworzy Krajowa Izba Doradców Podatkowych posiadająca osobowość prawną. • Samorząd komorniczy, powołany na podstawie ustawy z dnia 29 lipca 1997 r. o komornikach sądowych i egzekucji (Dz. U. 1997 Nr 133, poz. 882 z późn. zm.). Zawód komornika na podstawie tej ustawy otrzymał nowy status, ponieważ poprzednio komornicy, podobnie jak notariusze, wykonywali zawód jako pracownicy administracji publicznej. Organizacja tego samorządu jest dwuszczeblowa. Organami posiadającymi osobowość prawną jest Krajowa Rada Komornicza i izby komornicze. • Samorząd rzeczników patentowych, powołany na podstawie ustawy z dnia 11 kwietnia 2001 r. o rzecznikach patentowych (Dz. U. 2001 Nr 49, poz. 509 z późn zm.). Zgodnie z zapisami art. 42 tej ustawy, przynależność do Polskiej Izby Rzeczników Patentowych zarówno rzeczników jak i aplikantów jest obowiązkowa. Organami tej korporacji są: Krajowy Zjazd Rzeczników Patentowych, Krajowa Rada Rzeczników Patentowych, Komisja Rewizyjna, Odwoławczy Sąd Dyscyplinarny, Sąd Dyscyplinarny, Rzecznik Dyscyplinarny oraz okręgowe zgromadzenia rzeczników patentowych10. Wymienione zawody zaliczane są do zawodów zaufania publicznego. Przynależność do samorządu osób wykonujących wymienione wyżej profesje jest obowiązkowa, a możliwość ich wykonywania uzależniona jest od wpisania na listę zawodową. Ustawy regulujące działalność samorządów zawodowych określają strukturę tych samorządów, ilość szczebli w strukturze oraz ustanawiają organy korporacyjne. W ustawach tych określone są zadania państwa, które ustawodawca zdecydował się przekazać do realizacji organom samorządów za10 M. A. Waligórski, S. Pawłowski, Samorząd zawodowy i gospodarczy w Polsce, Poznań 2005, s. 71.

[174]

refleksje


Czy to koniec zawodów prawniczych w Europie – przypadek Polski

wodowych, a także określone są kompetencje, jakie w celu wykonania tych zadań ustawodawca przekazał organom korporacyjnym. Jest to spełnienie idei decentralizacji – samorząd zawodu zaufania publicznego nabywa od państwa szereg kompetencji, by prawidłowo mógł spełniać swoje funkcje, a jednocześnie przejmuje niemal pełną odpowiedzialność za te działania. Należy też powiedzieć, że w ostatnich latach w Polsce samorząd zawodowy poddawany jest ostrej krytyce zarówno przez społeczeństwo, jak i samych jego członków. Wokół jego funkcjonowania krąży wiele mitów i nieporozumień, które często zamazują istotę samorządności. Przede wszystkim widać wyraźnie, że opinia społeczeństwa o różnych samorządach zawodowych jest coraz bardziej negatywna, bowiem rola społeczna, jaką przypisuje społeczeństwo danej grupie zawodowej, ma niezwykle istotne znaczenie dla jej funkcjonowania. Istotną częścią działalności samorządów zawodowych jest dbanie o wysokie standardy moralne i etyczne11. Zdaniem obserwatorów tych niepokojących zjawisk w ramach polskich samorządów zawodowych, brak zaufania społecznego względem ich przedstawicieli może się stać przysłowiowym „gwoździem do trumny” samorządów funkcjonujących w obecnym kształcie i na obecnych zasadach. Warunkiem sprawnego działania samorządu zawodowego jest bowiem zaspokajanie potrzeb społecznych, a brak takich działań objawia się właśnie spadkiem zaufania do przedstawicieli danych zawodów. W dyskusji na temat samorządu zawodowego wskazuje się często na ograniczanie młodym ludziom dostępu do zawodu. Członkowie korporacji mówią natomiast, że przepisy utrudniające drogę zawodową mają charakter ochrony klientów, którzy zasługują przecież na obsługę przez wysoko wykwalifikowanych specjalistów12. Ponadto poddaje się w wątpliwość to, czy samorząd zawodowy zawodów prawniczych nie ogranicza konkurencji na rynku medycznym i nie stanowi swoistego rodzaju prawnie usankcjonowanego monopolu. Restrykcyjne zasady uzyskiwania prawa wykonywania zawodu oraz reglamentowany dostęp do usług powoduje, zdaniem niektórych, nieład na rynku usług prawniczych. Obrońcy samorządów prawniczych twierdzą, że przecież chodzi przede wszystkim o jakość usług, a nie o ich ilość.

11 M. Rutkowska, Samorządy zawodowe w okresie transformacji w Polsce, Wrocław 2004, s. 79 – 80. 12 K. Radziwił, Nie ma barier w dostępie do zawodu lekarza, „Rzeczpospolita” 28.06.2007.

nr 1, wiosna-lato 2010

[175]


Paweł Antkowiak

W ostatnim czasie, korporacje prawnicze coraz szerzej otwierają drzwi dla młodych adeptów poszczególnych zawodów. Najlepszym przykładem tego rodzaju tendencji jest samorząd radców prawnych. Samorząd radców prawnych uznał bowiem, że dostęp do aplikacji powinien być umożliwiony wszystkim zainteresowanym absolwentom wydziałów prawa bez limitów i egzaminów wstępnych. Sprawdzianem kwalifikacji warunkującym świadczenie pomocy prawnej w zakresie przewidzianym przez ustawodawcę dla zawodów zaufania publicznego nadal pozostać powinien egzamin zawodowy poprzedzony ukończeniem aplikacji prowadzonej przez samorząd. Przedstawiciele tego samorządu podkreślają, że wszelkie zmiany w zasadach dostępu do tego właśnie zawodu leżą w gestii ustawodawcy. Władze tej korporacji zawodowej zapowiadają, iż w niedalekiej przyszłości złożą stosowny projekt ustawy, który doprowadziłby do spełnienia ich postulatów13. Jednocześnie warto zaznaczyć, iż korporacje prawnicze podkreślają, że bardzo ważnym elementem edukacji zawodowej jest odbycie stosownej aplikacji. Na poparcie swoich racji przytaczają oni wyniki egzaminów osób, które odbyły aplikację, oraz osób, które takiej aplikacji odbywać nie musiały. Dla przykładu adwokacki egzamin zawodowy dla aplikantów zdało w 2009 roku 78% osób, które podeszło do egzaminu. Natomiast ministerialny egzamin adwokacki dla osób, które nie odbywały aplikacji zdało zaledwie 28% osób. Pokazuje to bardzo wyraźnie, że odbycie aplikacji w znaczący sposób wpływa na poziom zdawalności egzaminu zawodowego. Nie ulega wątpliwości, że przynależność do grupy wykonującej zawód zaufania publicznego w Polsce powinna być formą nobilitacji społecznej wynikającej z obowiązujących w środowisku wysokich standardów profesjonalnych i nienagannej postawy etycznej. Funkcjonujące samorządy zawodowe są z jednej strony administratorem spraw korporacji zawodowych oraz organizatorem życia społecznego w ramach swojej grupy zawodowej, z drugiej zaś strony zajmują się wykonywaniem funkcji z zakresu administracji publicznej. Są jednym z integralnych elementów państwa zorganizowanego w oparciu o zasadę demokratycznego państwa prawa. Posiadanie przez daną profesję statusu samorządu zawodowego powinno mobilizować do wytężonej pracy po to, aby nie był to jedynie pusty zapis ustawowy a rzeczywisty samo-

13 Stanowisko samorządu radców prawnych w sprawie poszerzenia dostępu do zawodu i likwidacji egzaminu wstępnego na aplikację, http://www.edukacjaprawnicza.pl/images/files/stanowiskokrrpwsprawieaplikacjiradcow skiej.doc, 15.02.2010.

[176]

refleksje


Czy to koniec zawodów prawniczych w Europie – przypadek Polski

rząd zawodowy. Bezsporne jest również to, iż nie można doprowadzić do zachwiania równowagi pomiędzy interesem społecznym a partykularnym interesem danej profesji, bowiem samorząd zawodowy winien chronić zarówno jego członków, jak i społeczeństwo przed nieprawidłowościami w danym zawodzie. Nadszarpnięte dobre imię korporacji prawniczych w Polsce może doprowadzić w dłuższej perspektywie czasowej do likwidacji tej formy samorządu oraz przeniesienia uprawnień posiadanych dotychczas przez samorządy prawnicze na rzecz władz państwowych. W ostatnim czasie pojawiają się głosy, aby zlikwidować tzw. „monopol samorządu zawodowego”. Proponuje się między innymi likwidację obowiązkowej przynależności do samorządu zawodowego w ogóle, co w moim przekonaniu stoi w wyraźnej sprzeczności z ideą samorządu zawodowego. Jednakże pomysł ten znajduje coraz więcej zwolenników. Na listę propagatorów tego pomysłu wpisał się w ostatnim czasie Rzecznik Praw Obywatelskich Janusz Kochanowski, który skierował do Trybunały Konstytucyjnego wniosek o sprawdzenie zgodności z Konstytucją zasady obligatoryjnej przynależności do samorządu zawodowego. Poddał on w ten sposób w wątpliwość korporacyjny charakter funkcjonowania samorządu zawodowego w Polsce14. W przekonaniu członków poszczególnych korporacji prawniczych byłby to nieuchronny koniec samorządów w dotychczasowej formie. Ponadto likwidacja struktur samorządu doprowadziłaby również do społecznej degradacji członków poszczególnych profesji. Dyskusja publiczna w Polsce nad przyszłością samorządów zawodowych nadal trwa. Podobne rozważania na temat funkcjonowania zawodów prawniczych trwają w innych państwach europejskich. W Francji dyskutuje się nad reformą zawodu, która zdaniem jej autorów powinna zrewolucjonizować rynek usług prawniczych. Jean–Michel Darrois, wspólnik we francuskiej kancelarii Darrois Villey Maillot Brochier, stanął na czele komisji nauczycieli akademickich i ludzi biznesu, której zadaniem miało być przeanalizowanie francuskich przepisów dotyczących wykonywania zawodów prawniczych. Celem podjętych działań ma być stworzenie nowoczesnej profesji prawniczej poprzez promowanie głębokiej reformy struktur profesjonalnych firm prawniczych dla zwiększenia ich konkurencji na rynku krajowym i międzynarodowym oraz poprawy jakości usług prawniczych świadczonych klientom. Raport zawiera też propozycję kilku rozwiązań mających na celu zre14

D. Frey, T. Pietryga, Przeciw korporacjom, „Rzeczpospolita” 12.01.2009.

nr 1, wiosna-lato 2010

[177]


Paweł Antkowiak

formowanie systemu usług prawniczych oraz poprawę jego dostępności z jednoczesnym efektywniejszym zarządzaniem kosztami tego systemu. Jest to przede wszystkim: • poszerzenie i zreformowanie francuskiej praktyki prawniczej poprzez zjednoczenie i koordynowanie wszystkich zawodów prawniczych w celu ograniczenia samej liczby różnych zawodów prawniczych wykonywanych we Francji i uczynienia rynku bardziej przejrzystym i zrozumiałym; • ułatwienie tworzenia zawodowych spółek partnerskich, w tym z francuskimi notariuszami, oraz dopuszczenie pewnych możliwości dzielenia się honorariami przez francuskich notariuszy i adwokatów; • poszerzenie współpracy między zawodami prawniczymi; • dopuszczenie tworzenia wielodyscyplinarnych spółek dzielących się zyskami; • zapewnienie większej pomoc prawną oskarżonym i pozwanym. Zatem postulaty przedstawione powyższym raporcie są bardzo podobne do tych, które pojawiają się w polskiej debacie publicznej i politycznej. Dyskusja toczy się również w Irlandii, gdzie zakres uprawnień irlandzkich solicytorów przypomina do złudzenia uprawnienia przysługujące w Polsce adwokatom. Zawód ten jest nieco zbliżony także do zawodu radcy prawnego, notariusza czy doradcy podatkowego. Większość solicytorów w Irlandii funkcjonuje w oparciu o prywatne kancelarie, ale mogą oni również wybrać karierę pracownika w przedsiębiorstwie handlowym, przemysłowym czy w urzędzie państwowym. Solicytorzy mają prawo reprezentować swoich klientów (zarówno osoby fizyczne, jak i osoby prawne) przed sądami i innymi organami powołanymi do rozstrzygania spraw. W ramach działań podobnych do doradztwa podatkowego czy notariatu, solicytor zajmuje się sporządzaniem aktów przeniesienia własności, dzierżawy i innych umów. Solicytorzy sporządzają również testamenty, zarządzają funduszami spadkowymi czy obsługują zobowiązania podatkowe. Całość nadzoru nad uzyskaniem pełni uprawnień zawodowych spoczywa w rękach Stowarzyszenia Prawników Irlandii. Przyszły solicytor ma do pokonania następujące etapy: egzamin wstępny, tak zwany Pierwszy Egzamin Irlandzki, część pierwsza egzaminu końcowego, praktyka zawodowa trwająca 24 miesiące, kursy praktyki zawodowej, podzielone na część pierwszą i część drugą, tak zwany Drugi Egzamin Irlandzki. Po zakoń-

[178]

refleksje


Czy to koniec zawodów prawniczych w Europie – przypadek Polski

czeniu wszystkich stadiów edukacji, aplikant automatycznie otrzymuje od Stowarzyszenia Prawników Irlandii formularz wniosku o wpis na listę solicytorów. Niezbędne jest jednak złożenie przez patrona przyrzeczenia obejmującego zapewnienie, iż ubiegający się o wpis jest osobą godną i należycie przygotowaną15. Dyskusja dotyczy przede wszystkim tego, czy nie należałoby uelastycznić tego systemu tak, aby liczba osób świadczących usługi prawne wzrosła. Pomimo tego, że zawód solicytora jest zawodem powszechnie poważanym w społeczeństwie irlandzkim, to nie ulega wątpliwości, że dostęp do usług prawnych w Irlandii jest dwukrotnie mniejszy aniżeli w Polsce, co wyraźnie pokazuje wykres 1. Jeśliby spojrzeć na tematykę dyskusji wokół zawodów prawniczych na kontynencie europejskim, to koncentruje się ona głównie wokół konieczności zwiększenia dostępu do usług prawnych. Oczywiście na mapie Europy widać znaczne zróżnicowanie pod tym względem, a dyskusje są najbardziej burzliwe tam, gdzie liczba prawników w stosunku do liczby mieszkańców jest niska. W Europie istnieją wyraźnie podobieństwa, ale i różnice w organizacji życia zawodowego przedstawicieli różnych profesji prawniczych w poszczególnych krajach europejskich. Dokąd doprowadzi ta dyskusja w Polsce? Otóż wydaje się, że tematyka dostępu do usług prawniczych towarzyszyć nam będzie przez jakiś czas. W Polsce oscyluje ona jednak nie tylko wokół zagadnień związanych z liczbą prawników na polskim rynku, ale również z jakością świadczonych przez nich usług. Dyskusja ta w Polsce jest nierozerwalnie związana z funkcjonowaniem samorządów zawodowych zawodów prawniczych. Jaka jest zatem przyszłość samorządów zawodowych? Nie ulega wątpliwości, że kluczem dalszego rozwoju samorządności zawodów zaufania publicznego będzie odzyskanie dobrego imienia i zarazem zaufania społecznego, które zostało poważnie naruszone. Wyraz tego rodzaju dążeniom dali radcy prawni, którzy uznali, iż celem strategicznym zawodu i samorządu jest odzyskanie, a następnie utrzymanie wysokiego autorytetu społecznego niezbędnego dla zawodów zaufania publicznego, świadczących pomoc prawną w Rzeczypospolitej Polskiej. Radcy prawni uważają również, że najlepsze dla

15 E. Stawicka, Droga do zawodu solicytora w Irlandii, „Palestra” 2003, nr 11/12, s. 196 – 200.

nr 1, wiosna-lato 2010

[179]


Paweł Antkowiak

obu korporacji byłoby połączenie obu zawodów i wspólna reprezentacja ich interesów wobec władz państwowych16. Należy mieć nadzieję, iż członkowie poszczególnych korporacji zrozumieją, że posiadanie samorządu zawodowego i miano charakteru zawodu zaufania publicznego nie jest stanem danym raz na zawsze, bowiem to tak naprawdę od państwa zależy, czy zechce ono przekazać część swoich prerogatyw danym grupom społecznym (zawodowym) ufając, że będą one w stanie lepiej realizować część zadań publicznych. Posiadanie samorządu zawodowego jest swoistego rodzaju przywilejem, który winien być pielęgnowany przez przedstawicieli wyróżnionych w ten sposób zawodów.

Summary The subject of this article is access to legal services in Europe, demonstrated on the basis of Polish solutions in the field. The legal professions operate as corporations called professional self-government. The theoretical assumptions behind professional self-government is that it guarantees high ethical and professional standards, as well as balance between free professional practice and the quality of services provided. Its existence and operation is therefore an integral part of the democratic rule of law. Nota o autorze Paweł Antkowiak [pawel.antkowiak@amu.edu.pl] – doktorant na Wydziale Nauk Politycznych i Dziennikarstwa UAM w Poznaniu. Jego zainteresowania naukowe oscylują wokół zagadnień związanych z funkcjonowaniem samorządu terytorialnego, zawodowego i gospodarczego, polityką regionalną Unii Europejskiej, a także wpływem nowoczesnej technologii na procesy demokratyczne.

16 Przyszłość zawodu i korporacji – uwarunkowania pozytywnej prognozy: stanowisko Ośrodka Badawczego Radców Prawnych, „Radca Prawny” 2007, r. 20, s. 28 – 31.

[180]

refleksje


Czy Europa Marta Balcerek Uniwersytet im. A. Mickiewicza w Poznaniu

Czy Europa potrzebuje zmiany doktryny ekonomicznej?

W

politycznych i społeczno-ekonomicznych Europy XXI wieku ze wszech miar zasadna wydaje się zmiana doktryny ekonomicznej. Neoliberalizm, określający obecne stosunki społeczno-polityczne, przestał się sprawdzać jako siła determinująca rozwój gospodarczy1. W aspekcie społecznym doprowadził do degrengolady wartości, które legły u podstaw demokracji obywatelskiej. Z kolei w sferze politycznej przyniósł deformację kultury politycznej i ról graczy politycznych. W rezultacie tego doprowadził do postawienia na piedestale partykularnych interesów określonych grup społecznych przy jednoczesnej marginalizacji interesów społeczeństwa2. Stąd też nasuwa się pytanie: w jakim kierunku zmierza Europa w zakresie wyboru doktryny ekonomicznej XXI wieku? Jak wynika z obserwacji europejskiego systemu politycznego najtrudniej jest wyciągnąć wnioski i czerpać naukę z historii społeczności międzynarodowej. Dlatego też celem niniejszego artykułu jest próba zaprezentowania koncepcji społecznej gospodarki rynkowej, która na płaszczyźnie krajowej została w pełni urzeczywistniona w Republice Federalnej Niemiec po 1948 r., a na płaszczyźnie międzynarodowej w powołanej w 1957 r. w Rzymie Europejskiej Wspólnocie Gospodarczej, która legła u podstaw Unii Europejskiej. Wybór Republiki Federalnej Niemiec nie jest przypadkowy, ponieważ nie tylko bliskość sąsiedzka czy wielostronna współpraca gospodarcza z państwami starego lądu, ale także bycie „rzecznikiem Unii Europejskiej, która jako aktor przemawia jednym głosem na arenie międzynarodowej”3 nakazuje bliżej przyjrzeć się prężnie działającej ekoobliczu przemian

Por. J. F. Stiglitz, Globalizacja, Warszawa 2005, s. 164. A. Chodubski, Tradycje w współczesne wyzwania samorządowe w Polsce, „Studia z badań nad samorządem” 2008, nr 21, s. 10. 3 M. M. Kosman, Europa schyłkowe mocarstwo czy pionier nowego porządku światowego, [w:] Unia Europejska w 2008 roku, red. M. Musiał-Karg, T. Wallas, Poznań 2009, s. 11. 1

2

nr 1, wiosna-lato 2010

[181]


Marta Balcerek

nomice tego kraju. Natomiast wybór Wspólnot Europejskich przyjmuje symboliczny wyraz w konfrontacji z neoliberalnym Zachodem4. W celu przeprowadzenia zmiany doktryny ekonomicznej, na scenach politycznych krajów europejskich, potrzebna jest siła polityczna, która tak jak chadecja w powojennych Niemczech potrafiłaby przyjąć ideologię łączącą inne ugrupowania polityczne, a niepodkreślającą wzajemnych antagonizmów. Z jednej strony zmiany w krajach członkowskich, powstające w wyniku ich oddolnych działań, mogłyby stanowić impuls do podjęcia rewizji doktryny ekonomicznej ponadnarodowych struktur wzajemnej współpracy. Z drugiej strony przyjęcie rozwiązań z poziomu narodowego na poziom europejski zaowocowałaby sprzężeniem zwrotnym, w efekcie którego doszłoby do transferu przyjętego systemu wartości z powrotem na poziom narodowy5. W związku z tym państwa starego kontynentu muszą stawić czoło dwojakim problemom: po pierwsze, brakowi alternatyw między którymi możnaby dokonać wyboru doktryny ekonomicznej, po drugie wyznaczeniu organizacji, instytucji czy nawet partii politycznej, które byłyby gotowe do wprowadzenia nowej wizji ładu społeczno-ekonomicznego do życia politycznego. Próba znalezienia owej pośredniej drogi pomiędzy klasycznym liberalizmem a kolektywistycznym socjalizmem doprowadziła do wyboru koncepcji społecznej gospodarki rynkowej. Koncepcja ta jest na tyle uniwersalna, iż nie tylko sprawdziła się w niemieckiej gospodarce przeżywającej po drugiej wojnie światowej głęboki kryzys, ale także okazała się właściwą drogą w postępującym procesie integracji europejskiej podkreślając pierwszeństwo interesu wspólnoty nad interesem poszczególnych państw europejskich. W warunkach ujawniających się procesów unifikacyjnych życia kulturowego charakterystyczne są tendencje decentralizacyjne „odmasawiające życie polityczne i społeczno-gospodarcze. W ich realizacji wyznacza się ważne miejsce dla samorządu”6. Stąd też, wzorem Niemiec Zachodnich, ogromną rolę w przejściu od neoliberalizmu do koncepcji społecznej gospodarki rynkowej powinny odegrać jednostki samorządu terytorialnego jak i specjalnego. 4 R. Riedel, Europeizacja – koncepcja, agendy, badania, [w:] Europeizacja – mechanizmy, wymiary, efekty, red. W. A. Pacześniak, R. Riedel, Toruń 2010, s. 21. 5 J. Ruszkowski, Wstęp do studiów europejskich, Warszawa 2007, s. 48. 6 A. Chodubski, Tradycje w współczesne wyzwania samorządowe w Polsce, „Studia z badań nad samorządem” 2008, nr 21, s. 7. Por. E. Polak, Przemiany cywilizacyjne w sferze kultury materialnej, Gdańsk 1996.

[182]

refleksje


Czy Europa potrzebuje zmiany doktryny ekonomicznej?

Przełomowe zdarzenia zawsze przynoszą spory ideologiczne. W obliczu kryzysu zastane systemy: polityczny, społeczny i gospodarczy tracą moc oddziaływania. Państwo uzyskuje czystą kartę, która następnie zostanie zapisana zgodnie ze specyfiką zmieniających się czasów7. Zazwyczaj potrzeba rewizji doktryny politycznej podporządkowuje zmianę doktryny ekonomicznej. W Niemczech Zachodnich po drugiej wojnie światowej było odwrotnie – zmiana doktryny ekonomicznej wymusiła zmianę doktryny politycznej. Podobnie rzecz ma się obecnie. Jeżeli otoczeniem systemu politycznego jest system społeczny, to relacje, jakie zachodzą w społeczeństwie wpływają na system ekonomiczny. System polityczny jest uwarunkowany tymi dwoma układami8. Kryzys finansowy pierwszej dekady XXI wieku jest punktem zwrotnym w rozważaniach nad koncepcją nowej doktryny ekonomicznej. Stanowi on wezwanie państw europejskich do przewartościowania dotychczasowej neoliberalnej polityki. W obliczu kryzysu dochodzi do zmiany wpływów na rynku. W efekcie powstają monopole nie tylko w sferze przemysłu i usług ale przede wszystkim w dziedzinie technologii, czego rezultatem są wzajemne konflikty i ścieranie się wzajemnych interesów grup społecznych9. Stąd też powstaje przestrzeń na ingerencję państwa w sferę gospodarczą w celu przywrócenia ładu gospodarczego. Przemiany społeczno-polityczne, jakie wywarły znaczący wpływ na kształtowanie się nowej doktryny ekonomicznej w powojennych Niemczech nie sposób w tym artykule szczegółowo omówić, ale krótki szkic jest niezbędny jako tło do dalszej analizy. Jak wiadomo w wyniku przegranej wojny i bezwarunkowej kapitulacji Niemiec hitlerowskich, obszar III Rzeszy znalazł się pod okupacją mocarstw zwycięskiej koalicji antyhitlerowskiej: Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Związku Radzieckiego. Odpowiednio powstały strefy okupacyjne: amerykańska, angielska, radziecka; powstała również strefa francuska. Terytorium owych stref zarządzane było przez władze wojsko7 Por. U. Zgóra-Jonszta, Ordoliberalizm a społeczna gospodarka rynkowa Niemiec. Możliwości jej realizacji w Polsce, Katowice 1999, s. 17. 8 O końca lat 40. XX wieku obserwuje się kontekstualizm polityki. W skutek tego nie da się oddzielić systemu politycznego od systemu społecznego. Dlatego też przyczynowe powiązania przebiegają miedzy społeczeństwem a systemem politycznym w kierunku od społeczeństwa do systemu. Por. J. G. March, J. P.Olsen, Instytucje. Organizacyjne podstawy polityki, Warszawa 2005, s. 12. 9 W. Thompson, Systematic Transition. Past, Present and Future, New York 2009, s. 55.

nr 1, wiosna-lato 2010

[183]


Marta Balcerek

we wymienionych mocarstw. Równocześnie pod nadzorem okupacyjnych władz wojskowych rozpoczął się proces demilitaryzacji, denazyfikacji, dekartelizacji i demokratyzacji obszaru byłej Rzeszy Niemieckiej, a wraz z tym postępował proces tworzenia podstaw politycznych i ekonomicznych nowego niemieckiego państwa prawa. Rychło jednak ujawniły się głębokie różnice wśród sojuszników co do ustroju politycznego i gospodarczego przyszłego państwa niemieckiego. Różnice te były tak głębokie, że ostatecznie na obszarze byłej III Rzeszy Niemieckiej powstały w 1949 r. dwa odrębne państwa, mianowicie: Republika Federalna Niemiec, obejmująca strefy okupacyjne Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii oraz Francji oraz na obszarze strefy radzieckiej – Niemiecka Republika Demokratyczna10. Nowopowstałe państwa niemieckie różniły się diametralnie pod względem ustroju politycznego i gospodarczego. Republika Federalna Niemiec, w porównaniu do autorytarnej Niemieckiej Republiki Demokratycznej, w sferze gospodarczej postulowała powrót do leseferyzmu, z wiarą w siłę sprawczą jednostki do podejmowania wyzwań stawianych przez wolny rynek. Ta druga natomiast zakładała, zgodnie z doktryną realnego socjalizmu, kolektywizm wraz z wykonywaniem przez państwo funkcji opiekuńczej wobec jednostek. Powojenne Niemcy nie były gotowe do przyjęcia ani liberalnej koncepcji gospodarki wolnorynkowej ani gospodarki centralnie planowanej. Przestrzeń powstała na styku tych dwóch rozwiązań zrodziła potrzebę przyjęcia koncepcji, która odpowiadała warunkom w jakich znalazły się Niemcy po drugiej wojnie światowej. Wspomniana „trzecia droga” polegała na znalezieniu „złotego środka” pomiędzy kolektywizmem a liberalizmem. Stąd też, aby przeciwdziałać narastającej fali kryzysu w społeczeństwie niemieckim, należało przeprowadzić głębokie reformy. Rynek mimo, iż był niedoskonały i wymagał korekt ze strony państwa, nie dał się jednak zastąpić. Dlatego pojawiła się koncepcja odrodzenia rynku w duchu doktryny zwanej ordoliberalizem11. Ten nurt ekonomii był właśnie „złotym środkiem” pomiędzy socjalistycznym kolektywizmem a klasycznym liberalizmem. W nowopowstałej Republice Federalnej Niemiec był filozofią społeczną głównej partii politycznej Unii Chrześcijańsko-Demo10 Por. S. Cyganek, Izby przemysłowo – handlowe w Polsce i w Niemczech, Poznań 2004, s. 50 – 59. 11 Do przedstawicieli ordoliberalizmu zalicza się: Alexandra Rüstowa (18851963), Wilhelma Röpke (1899-1966), Waltera Euckena (1891-1950), Ludwiga Erharda (1897-1977) Franza Böhma (1895-1977) i Alfreda Müllera-Armacka (1901-1978).

[184]

refleksje


Czy Europa potrzebuje zmiany doktryny ekonomicznej?

kratycznej. Nawiązywał do rodzimej filozofii społecznej XVIII i XIX wiecznej (Fichte, Hegel, Schelling i inni) i opartej na tej filozofii niemieckiej doktrynie ekonomicznej tzw. historyzmu12. Na porządek w sensie ordo składają się trzy zgodne ze sobą płaszczyzny: struktura społeczeństwa wraz z odpowiadającym jej systemem wartość, władza państwowa i prawo. Ordoliberalizm głosił stabilny i zrównoważony ład społeczny oparty na harmonii interesów wszystkich grup społecznych. Stał na gruncie gospodarki rynkowej opartej na wolności i konkurencji, z odpowiedzialnością socjalną, dopuszczał interwencjonizm państwa w sferze ustawodawstwa socjalnego i polityki społecznej13. Zmęczone i upokorzone społeczeństwo niemieckie potrzebowało wiary w ideę silnego państwa, które integrowałoby całą wspólnotę w imię wyższych wartości nie dopuszczając do preponderancji, czyli przewagi indywidualnych interesów jednostek14. Idea aktywnej roli państwa w gospodarce była silnie zakorzeniona w społeczeństwie niemieckim. Jednym z pierwszych przedstawicieli ordoliberalizmu był Wilhelm Röpke, który już w 1923 roku w dziele „Wirtschaftlicher Liberaslismus und Staatsgedanke”15 wskazał potrzebę zmiany roli państwa w stosunkach gospodarczych, a mianowicie państwo miało wykonywać funkcję arbitra w społeczeństwie w celu łagodzenia sprzecznych interesów pomiędzy małymi grupami społecznymi oraz zwalczaniu monopoli kreowanych przez gospodarkę wolnorynkową16. Ordoliberalizm jako nurt liberalno-chrześcijańska odpowiadała ówczesnemu ugrupowaniu znajdującemu się od 1948 r. u steru władzy, czyli Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej. Wymiar metafizyczny, w szczególności przez związek z religijnością oparty na idei ordo, zyskiwał na atrakcyjności w odbiorze społecznym. Ład rynkowy odzyskał moralny sens, ponieważ norma została odczytana z prawa natury. W ten sposób normy i wartości nie były jedynie dziełem człowie12 Por. S. Wykrętowicz, Samorząd jako wyraz demokracji obywatelskiej, [w:] Samorząd w Polsce. Istota, formy, zadania, Poznań 2008, s. 41; E. Taylor, Historia rozwoju ekonomiki, t. I, Poznań 1967, s. 204 i nast. 13 R. Skarzyński, Państwo i społeczna gospodarka rynkowa. Główne idee polityczne ordoliberalizmu, Warszawa 1994, s. 37. 14 Por. T. Grabkowski, Rola państwa w gospodarce RFN. Aspekty ogólne i militarno – ekonomiczne, Warszawa 1976, s. 11. 15 � W. Röpke, Wirtschaftlicher Liberalismus und Staatsgedanke, [w:] Gegen die Brandung, Erlenbach 1959, s. 45 i nast. 16 J. Lewandowski, Neoliberałowie wobec współczesności, Gdynia 1991, s. 100; K. Chojnicka, W. Kobuz-Ciembrowicz, Doktryny polityczne XIX i XX wieku, Kraków 2000, s. 126.

nr 1, wiosna-lato 2010

[185]


Marta Balcerek

ka, ale elementem wyższego porządku rzeczy. Ordo stało się pewnego rodzaju drogowskazem, w którym kierunku miało podążać odradzające się po wojnie państwo niemieckie. Eucken, uważany za ojca duchownego ordoliberalizmu17, traktował „ordo” jako z góry ustanowioną harmonię18. Stanowiło to podstawę do tworzenia nowego porządku w aspekcie społecznym, politycznym i prawnym. Ordo to przede wszystkim tworzenie ram prawnych, w granicach których nastąpi rozwój organów, organizacji i instytucji, które zapewnią prawidłowe reprezentowanie interesów całego społeczeństwa. Idea ta stanowi zatem zalążek idei państwa prawa w ładzie powojennym, w jakim znalazły się powojenne Niemcy. Müller-Armack podkreślał, że ordo ma znaczenie porządku duchowego, wytworzonego poprzez prawa rządzące konkurencją. W rzeczywistości chodziło o to, aby ład zbudowany był w drodze naturalnej, a nie w wyniku rewolucji. Jest to ład będący efektem historii, czyli tego co obiektywne, natomiast wszelkie działania człowieka, w celu wytworzenia odmiennego porządku są nieobiektywne19. Przeprowadzenie reformy gospodarczej w powojennych Niemczech zostało oparte na poglądzie Euckena o systemie ekonomicznym, którego podstawą powinna być wolna konkurencja – najbardziej idealna forma w modelu gospodarki rynkowej20. Uważał on, mianowicie, że wolna konkurencja nie może działać swobodnie w ładzie społecznogospodarczym. Na organizmie państwowym spoczywa zatem odpowiedzialność za zahamowanie przenikania skutków synkretyzmu kulturowego oraz ideologicznego. Stąd też musi ono rozpoznawać jasno swoje zadania, czyli bronić kapitalizmu przed kapitalistami, co ozna-

R. Tokarczyk, Współczesne doktryny polityczne, Zakamycze 1998, s. 74. J. Lewandowski, Neoliberałowie wobec…, op. cit., s. 99. 19 � A. Müller-Armack, Wirtschaftspolitik in der sozialen Marktwirtschaft, [w:] Der Christ und soziale Martktwirtschaft, red. P. Boarman, Stutttgart 1955, s. 88. 20 W. Eucken odwoływał się do Maxa Webera poszukując rozwiązań liberalnych łączących fakty historyczne i dane statystyczne z nurtami teoretycznymi. Stąd też najprawdopodobniej można było wprowadzić na grunt gospodarki niemieckiej koncepcje wywodzące się z praktyki i doświadczeń empirycznych. Eucken sklasyfikował systemy gospodarcze jako typy idealne. Idealny typ np. gospodarki centralnie sterowanej przeciwstawił aprobowanej czystej gospodarce rynkowej. W ramach czystej gospodarki rynkowej analizował 5 idealnych form rynkowych – monopol, częściowy monopol, oligopol, częściowy oligopol i konkurencję jednostek z uwagi na zakresy potrzebnej wolności ekonomicznej jednostek zajmujących się przedsiębiorczością. Por. J. Lewandowski, Neoliberałowie wobec…, op. cit., s. 99. 17

18

[186]

refleksje


Czy Europa potrzebuje zmiany doktryny ekonomicznej?

cza tworzenie ram prowadzenia działalności gospodarczej oraz wskazywanie granic konkurencji21. Mimo, iż ordoliberałowie uważali system rynkowy za najbardziej doskonały, wiedzieli jednak, że jest on labilny oraz bardzo kruchy. Zdaniem Euckena: „konkurencja doprowadza do tego, że wolność i ład są wtedy w równowadze, kiedy wolność i odpowiedzialność ściśle łączą się ze sobą uzyskując optymalny zakres”22. Owa zasada optymalizacji wyrażała się w ponoszeniu przez jednostkę odpowiedzialności nie tylko za swój los, ale przede wszystkim za interesy społeczeństwa. Jednostka zatem wykonuje powinności oraz obowiązki, jakie zostały na nią nałożone w związku z członkostwem w szerszej grupie społecznej. Wolność w tym ujęciu była rozumiana w sensie pozytywnym i negatywnym. Poprzez stworzenie instytucjonalnej infrastruktury dla gospodarki rynkowej zachowano możliwości działania w obszarze przedsiębiorczości. Wolność w sensie negatywnym oznaczała brak ingerencji z zewnątrz. Obszar rynku został ściśle określony prawem, w ramach którego przedsiębiorca mógł swobodnie funkcjonować znając uprzednio konsekwencje, jakie jego działalność mogłaby wywołać. Tymczasem wolność w sensie pozytywnym rozumiano jako udzielenie pomocy osobom, którym nie powiodło się na rynku. Poprzez otrzymaną pomoc, jednostka mogłaby ponownie spróbować swoich sił podejmując aktywne uczestnictwo w grze rynkowej np. jako przedsiębiorca lub też pasywne uczestnictwo polegające na dystrybucji określonego minimum egzystencjalnego. Ordoliberałowie uważali, że rynek jest systemem demokratycznym, w którym konsumenci wypowiadają się każdego dnia na temat tego, co powinno być produkowane23. Stąd też konkurencję uważano za kluczowy mechanizm rynkowy, ponieważ nie dopuszczała ona do osiągnięcia trwałego panowania nad rynkiem przez jakikolwiek podmiot. Gospodarka, której centralnym mechanizmem byłaby konkurencja jest w stanie dostarczać środków umożliwiających prowadzenie właściwej polityki społecznej, stając się podstawą mechanizmu łagodzenia konfliktów klasowych. 21 � Por. W. Eucken, Grundsätze der Wirtschaftspolitik, Tübingen 2004. W. Eucken, Freiheit und wettbewerbliche Ordnung, München 2000. 22 � W. Eucken, Podstawy polityki gospodarczej, Poznań 2005, s. 69 i nast. 23 Alexander Rüstow nie wahał się np. głosić poglądów o potrzebie powołania policji rynkowej, bezpośrednio nadzorowałaby graczy rynkowych. Miałaby służyć wszystkim, gdyż zmuszałaby uczestników gry rynkowej do dostarczenia tylko tych dóbr i usług, na które zapotrzebowanie zgłaszaliby konsumenci.

nr 1, wiosna-lato 2010

[187]


Marta Balcerek

Stąd też państwo przyjęło na siebie odpowiedzialność za umacnianie ładu rynkowego, w ramach którego jest realizowana zasada wolnej konkurencji. Wykonuje ono dwojakiego rodzaju zadania: po pierwsze likwiduje grupy interesu lub ogranicza ich wpływy po drugie kształtuje ład ekonomiczny bez bezpośredniego zajmowania się gospodarką. W ramach instytucjonalno-prawnych granic gospodarki wolnorynkowej ma miejsce gra rynkowa, w której indywidualni uczestnicy są niezdolni do podporządkowania sobie innych osób. Eucken zaznaczał, że przy niekontrolowanej wolnej konkurencji dochodzi zatem do podziału władzy i wpływów, co doprowadzić może do deformacji rynku i powstania monopoli24. Występowanie jednocześnie obu zasad funkcjonowania rynku gwarantowało, według ordoliberałów, spełnianie zadań konkurencji, do których zaliczano: po pierwsze występowanie na rynku równowagi producentów i konsumentów, przy założeniu, że żaden z nich nie może uzyskać bezpośredniego wpływu na cenę, po drugie konkurencja odbywała się zgodnie z regułami obowiązującymi wszystkich uczestników. System społecznej gospodarki rynkowej powinien funkcjonować w następujący sposób, iż każde nowe pojawienie się podmiotu jako pracodawcy lub pracobiorcy na rynku budziłoby zainteresowanie ośrodków decyzyjnych. Dzięki temu walka konkurencyjna będzie mogła odbywać się przy zrozumieniu tego co ma miejsce wewnątrz systemu politycznego, bez potrzeby rozwiązania konfliktu między stronami25. Najważniejszym celem jest zatem zachowanie ładu rynkowego, który będzie osiągnięty przez współdziałanie wzajemnie powiązanych ze sobą elementów. Dojrzewanie koncepcji społecznej gospodarki rynkowej sformułowanej w ostatecznym brzmieniu przez A. Müller-Armacka w 1946 r. zostało poprzedzone koncepcjami Rüstowa z 1932 r., oraz Röpkego26. Ta pierwsza, zwana koncepcją liberalnego interwencjonizmu, uznawała konieczność kontrolowania procesów zachodzących w gospodarce. Zakładała ograniczone oddziaływanie na rynek, w sposób nie poddający go totalnej kontroli ze strony państwa lecz wzmacniając w nim skuteczność pewnych praw, np. poprzez powiększenie ilości podmiotów biorących udział w grze rynkowej. W. Eucken, Podstawy polityki…, op. cit., s. 69 i nast. Szerzej: R. A. Dahl, Dilemmas of Pluralist Democracy: Autonomy vs. Control, New Haven: Yale University Press 1982. 26 R. Skarzyński, Państwo i społeczna gospodarka rynkowa…, op. cit., s. 7. 24 25

[188]

refleksje


Czy Europa potrzebuje zmiany doktryny ekonomicznej?

Röpke z kolei nawiązując do idei Rüstowa stworzył koncepcję zwaną: „pozytywną polityką gospodarczą” (związana z deproletaryzacją i decentralizacją)27, polegającą na wspieraniu rynku. W dziele „Die Gesellschaftskrisis der Gegenwart”28 Röpke zaproponował dwa sposoby oddziaływania na rynek. Pierwszy sposób, zwany „polityką ramową”, polegał na rozbudowie instytucji, które stanowiłyby podstawę rozwijania konkurencji na rynku, jako swoistego fundamentu gospodarki rynkowej. Natomiast drugim sposobem była tzw. „polityka rynkowa”, zwana dalej liberalnym interwencjonizmem. U jej podstaw znajdowały się dwie zasady: po pierwsze zasada wdrażania interwencjonizmu dopasowującego, po drugie zasada interwencjonizmu tylko w granicach gospodarki rynkowej. Pierwsza z nich polegała na złagodzeniu niedogodności rynku oraz wspieraniu słabych grup społecznych w celu utrzymania dużej liczby podmiotów na rynku. Jego zdaniem istnieją takie dziedziny: jak rolnictwo, rzemiosło, drobna przedsiębiorczość, które wymagają specjalnej ochrony, ponieważ spełniają one funkcję stabilizującą w społeczeństwie. Druga zasada polityki rynkowej uzasadniała tymczasem wdrażanie interwencjonizmu tylko na podstawie zasad przewidzianych w gospodarce rynkowej niedopuszczając jednocześnie do zwalczania wszelkich innych form ingerencji, ponieważ doprowadziłoby to do rozwoju kolektywizmu. Pojęcie i istota społecznej gospodarki rynkowej została po raz pierwszy przedstawiona przez Müllera-Armacka w 1946 r.29. Koncepcja ta miała charakter całościowy, polegający na tym, że dojdzie do pogodzenia wolnej przedsiębiorczości, zrodzonej na bazie ludzkiej inicjatywy, z zabezpieczeniami socjalnymi. W tym celu przyjęto dwa założenia: po pierwsze – wolny rynek jest instytucją, która umożliwia najbardziej dynamiczną aktywność człowieka, co prowadzi do wzro-

27 Deproletaryzacja oznacza nadanie w społeczeństwie charakteru powszechności własności prywatnej, przez co jednostki z osób nie posiadających środków produkcji staną się ich właścicielami. Poprzez skorelowanie postulatu deproletaryzacji z katolicką nauką społeczną doszłoby do próby przywrócenia harmonii pomiędzy jednostkami a społeczeństwem rozumianym jako zbiór jednostek. Röpke pisał, że „w dłuższym horyzoncie czasu, problem proletariatu może mieć tylko dwa ostateczne rozwiązania: po pierwsze, wszyscy ulegniemy proletaryzacji czy to w wyniku nagłej rewolucji (jak w Rosji) czy to stopniowo (jak w innych krajach); po drugie, przekształcimy proletariuszy w posiadaczy, dopełniając tego co encyklika papieska Quadrgesimo Anno trafnie określa mianem redemptio proletarium”; por. J. Lewandowski, Neoliberałowie wobec.., op.cit., s. s. 103. 28 Szerzej: W. Röpke, Die Gesellschaftskrisis der Gegenwart, Bern 1979. 29 Szerzej: A. Müller-Armack, Wirtschaftslenkung und Marktwirtschaft, Hamburg 1947.

nr 1, wiosna-lato 2010

[189]


Marta Balcerek

stu wydajności jego pracy, po drugie konieczna jest realizacja zabezpieczeń społecznych, aby tym, którzy nie mogliby sprostać wyzwaniom rynkowym zapewnić godne życie. Ład gospodarki rynkowej to rozwinięta w procesie historycznym forma organizacyjna. Państwo, poprzez specyficzne położenie rynku, dba o to, żeby jednostka zdobyła znaczenie przez swoją wydajność. W ten sposób społeczna gospodarka rynkowa umożliwia postęp i znalezienie przez jednostkę miejsca w społeczeństwie w zależności od własnej przedsiębiorczości. Müller-Armack mawiał, iż: „nie można spoglądać tylko na procesy rynkowe, ale trzeba widzieć organizację państwową, która poprzez opodatkowanie i zabezpieczenia społeczne (w tym ubezpieczenia społeczne, renty, dodatki mieszkaniowe, premie) ma korygować tworzenie dochodów”. Tak rozumiany porządek rynkowy wymaga ingerencji państwa. Po pierwsze, państwo powinno dbać o to, aby zasada wolnej konkurencji była przestrzegana, ponieważ tylko wtedy rynek może spełniać przewidziane dla niego funkcje. Stąd konieczność zwalczania monopoli. Po drugie, państwo powinno stworzyć pewnego rodzaju politykę stymulującą konkurencję, w przeciwnym razie odrodzą się tradycyjne związki i dojdzie do podziału wpływów na rynku. Po trzecie, państwo powinno także dbać o właściwą strukturę gospodarki, dążyć do zagwarantowania możliwie wysokiego poziomu zatrudnienia czy też wspomagania procesów pobudzających koniunkturę. Interwencjonizm ma też obejmować budownictwo, handel zagraniczny, ceny i kredyty. W aspekcie strukturalnym Müller-Armack postulował podobne założenia jak Röpke. Mianowicie odnosił się do deproletaryzacji, decentralizacji, a następnie odrodzenia małych i średnich przedsiębiorstw. Głosił tezy odnoszące się do rekonstrukcji stosunków panujących w zakładach pracy w celu przywrócenia podmiotowości osobom zatrudnionym. Stanowiło to zalążek idei oparcia działalności przedsiębiorstw i zakładów na szerokim samorządzie pracowniczym, w którym zrzeszony byłby czynnik pracowniczy obok czynnika zarządzającego30. Polityka gospodarcza winna przyjąć za cel zabezpieczenie ludności przed skutkami kryzysu, czemu służyłyby w szczególności inwestycje państwowe, które pobudzałyby koniunkturę gospodarczą. Państwo niemieckie po drugiej wojnie światowej tworząc nowe miejsca pracy np. w budownictwie mieszkaniowym, podjęło próbę rozwinięcia systemu ubezpieczeń społecznych dla pracowników, gwarantując przy 30

R. Skarzyński, Państwo i społeczna gospodarka rynkowa..., op. cit., s. 57 i nast.

[190]

refleksje


Czy Europa potrzebuje zmiany doktryny ekonomicznej?

tym płace minimalne poprzez odpowiednie umowy określone w ustawach. W aspekcie polityki socjalnej koncepcja społecznej gospodarki rynkowej polegała na przesunięciu części dochodów osiąganych na rynku w sferę socjalną. Przemieszczenie środków finansowych miało na celu uregulowanie wydajności pracy tak, aby nie spadła wartość środków produkcji. Ideałem społecznej gospodarki rynkowej w zakresie redystrybucji dochodu było czerpanie środków od ludzi bogatych, posiadających wysokie dochody, przekazując je następnie ubogim pod postacią np. udzielanych dodatków rodzinnych, mieszkaniowych i innych. Zasada ogólnego swobodnego kształtowania się cen na rynku stanowiła warunek funkcjonowania wspomnianego systemu redystrybucji w taki sposób, aby rynek mógł funkcjonować bez zakłóceń. Społeczeństwo w społecznej gospodarce rynkowej powinno cechować się daleko idącą integracją. Nie jest możliwe wyeliminowanie wszystkich konfliktów w społeczeństwie. Stąd też państwo powinno dążyć do upowszechnienia czynników spajających wspólnoty ludzkie w różnych sferach życia gospodarczego. W przytoczonych poglądach Müllera-Armacka można odnaleźć żywą ideę samorządu gospodarczego, która będzie polegała na tworzeniu form zdecentralizowanej administracji publicznej w sferze gospodarki. W ramach społecznej gospodarki rynkowej oprócz wymagań stawianych członkom społeczeństwa wyodrębniono także zasady indywidualnej działalności jednostek, które opierają się na korzystaniu z  możliwie jak największego zakresu wolności. Oczekuje się, że jednostka zaistnieje na rynku, będzie samodzielna i odpowiedzialna za swoje działania. Może zatem być pracownikiem najemnym lub przedsiębiorcą, dzięki temu uzyska odpowiednie dochody. Społeczna gospodarka rynkowa różni się tym od leseferystycznej wizji ekonomii, że człowiek, nie spełniający wymagań stawianych przez rynek, posiada prawo do oczekiwania pomocy, pozwalającej mu na dalszą egzystencję. Jednostka zatem nie będzie pozostawiona samej sobie, lecz w razie potrzeby będzie miała prawo oczekiwać pomocy ze strony państwa. Ordoliberalna koncepcja społecznej gospodarki rynkowej została urzeczywistniona w Niemczech Zachodnich po drugiej wojnie światowej w polityce ministra gospodarki i wicekanclerza Ludwiga Erharda. Epoka wdrażania społecznej gospodarki rynkowej przypadała w Niemczech na lata 1948-1963 nazywanych okresem adenauerowskim31. Na 31

E. Cziomer, Historia Niemiec współczesnych 1945-2005, Warszawa 2006, s. 108.

nr 1, wiosna-lato 2010

[191]


Marta Balcerek

fali jej popularności oparto stosunki ekonomiczne miedzy państwami członkowskimi Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali oraz Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej powołanej w 1957 r. Realizacja koncepcji Müllera-Armacka wymagała pewnego kompromisu politycznego, który stanowił miarę poziomu kultury politycznej społeczeństwa. Interesy grup społecznych czy też państw muszą zatem uwzględnić wymagania stawiane przez system gospodarczy i społeczny, tworząc pewną całość. Stąd też w okresie pierwszego rządu Konrada Adenauera w latach 1949-1953 utworzono koalicję CSU/CDU z FDP, a nie z SPD. Koalicja CSU/CDU z FDP zmierzała w polityce wewnętrznej do wprowadzenia społecznej gospodarki rynkowej oraz do rozwiązania następujących problemów społecznych: bezrobocia, wsparcia budownictwa mieszkaniowego, rolnictwa, integracji uchodźców, osób wypędzonych oraz inwalidów niemieckich w Zachodnich Niemczech32. Natomiast w aspekcie tworzenia podstaw Unii Europejskiej podkreślano budowanie podmiotu ponadpaństwowego, który miałby nie tylko uczestniczyć jako podmiot na scenie międzynarodowej, ale także łagodzić sprzeczne interesy poszczególnych państw33. Stąd też idea silnego państwa została początkowo urzeczywistniona w Niemczech Zachodnich, a następnie przeniesiona na płaszczyznę międzynarodową – gdzie podmiot predestynujący do organizacji ponadpaństwowej przyjął na siebie odpowiedzialność za łagodzenie konfliktów między państwami oraz umacnianie ładu nie tyle rynkowego, ale przede wszystkim politycznego, w celu wypracowania najbardziej optymalnej drogi rozwoju Europy. Społeczna gospodarka rynkowa jest udaną próbą wiązania rozwoju gospodarczego z postępem społecznym przy zastosowaniu korygujących instrumentów interwencji państwa34, a w aspekcie ponadnarodowym przy funkcjonowaniu europejskich struktur współpracy. W ramach koncepcji państwa prawa mieści się utworzenie jednolitego prawodawstwa także w sferze socjalnej, ponieważ tylko w taki sposób będzie można zagwarantować poszanowanie praw jednostek przez organy władzy państwowej i organizacji ponadnarodowych. Państwo zatem tworząc podstawy dla efektywnego systemu gospodarczego dąży do zapewnienia bezpieczeństwa fizycznego i socjalnego obywateli oraz Ibidem, s. 110. K. Iszkowski, Po co nam Europa? O rozbieżnych wizjach integracji, Warszawa 2009, s. 9. 34 A. Müller – Armack, Soziale Marktwirtschaft. Handwüterbuch der Sozialwissenschfaten, Stuttgart 1956, s. 90. 32 33

[192]

refleksje


Czy Europa potrzebuje zmiany doktryny ekonomicznej?

producentów podstawowych dóbr publicznych. Szczególnie istotne jest wskazanie efektywnego społecznie działania instytucji państwowych35, mających na celu uwolnienie ludzi od ryzyka wynikającego z określonych okoliczności np.: utraty pracy, konieczności przekwalifikowania się, choroby, nieszczęśliwych wypadków czy starości36. Wzmocnieniem działalności państwa w sferze socjalnej są regulacje prawne przyjmowane na szczeblu europejskim. W zakresie zabezpieczeń społecznych Erhard początkowo dążył, zgodnie z koncepcją Bismarcka i ordoliberałów do likwidacji różnic w dochodach, opierając się na wprowadzeniu odpowiedniego systemu redystrybucji. W późniejszym czasie poszerzył tę koncepcję zakładając, że zlikwidowanie różnic dochodowych może odbyć się tylko w ramach polityki gospodarczej przez powiązanie wolności gospodarczej z odpowiedzialnością społeczną – czyli odpowiedzialności za siebie i społeczeństwo37. Głównym celem, jaki przyświecał nowemu rozłożeniu obciążeń finansowych na obywateli, było stworzenie równych warunków egzystencji jednostek w społeczeństwie. Naczelna teza Erharda w zakresie polityki społecznej brzmiała: „dobrobyt dla wszystkich i dobrobyt przez konkurencję”. W jej ramach wyrażała się ordoliberalna koncepcja powiązania polityki społecznej z tym, co dzieje się na rynku przez zapewnienie prawnej ochrony jednostkom. W wyniku tego nastąpiła zmiana pojęcia niemieckiej polityki społecznej, która od tego czasu ma na celu doprowadzenie do zabezpieczenia socjalnego każdej jednostki, a nie tylko wybranej klasy społecznej38. Erhard realizując koncepcję społecznej gospodarki rynkowej podkreślał nierozerwalny związek z zasadą sprawiedliwości społecznej. Dążył do zapewnienia ekwiwalentności godności jednostek w społe-

35 Por. S, Golinowska, Polityka społeczna w gospodarcze rynkowej, Warszawa 1994, s. 8. 36 J. Piasny, J. Woś, System zabezpieczenia socjalnego ludności w Republice Federalnej Niemiec, Poznań 1992, s. 8. 37 T. Kaczmarek, P. Pysz, Ludwik Erhard i społeczna gospodarka rynkowa, Warszawa 2004, s. 113 – 114. 38 W pierwszej połowie XX wieku polityka społeczna była rozumiana jako polityka zmierzająca do dobrobytu na rzecz danej klasy, która jest zmuszona użytkować swoja siłę roboczą na rzecz innych w najemnym stosunku pracy. Szerzej: M. Szylko-Skoczny, Polityka społeczna RFN, „Polityka Społeczna” 1987, nr 5 – 6, s. 29. Obecnie w definicji polityki społecznej akcentuje się potrzebę objęcia ochroną wszystkich jednostek przed socjalnymi skutkami zagrażającymi prawidłowemu funkcjonowaniu jednostki. Por. H. Lampert, Lehrbuch der Sozialpolitik, Berlin, Heidelberg, New York, Tokyo 1985, s. 89.

nr 1, wiosna-lato 2010

[193]


Marta Balcerek

czeństwie, poprzez wyrównanie szans wszystkich grup społecznych. Tą zasadę urzeczywistniono poprzez równomierny podział korzyści osiągniętych w wyniku postępu społecznego39. Inną zasadą była zasada bezpieczeństwa socjalnego, której celem było zagwarantowanie odpowiednich warunków życia oraz udzielania pomocy jednostkom, które znalazły się w trudnej sytuacji życiowej m.in. z powodu utraty pracy, choroby. Powołana w 1951 r. Europejska Wspólnota Węgla i Stali w zakresie polityki społecznej postulowała poprawę standardów życia społeczeństw państw członkowskich. Ten cel realizowała poprzez kontrolę cen produkcji węgla i stali, zabezpieczenie interesów robotników, producentów i użytkowników40. Z kolei polityka społeczna w Europejskiej Wspólnocie Gospodarczej został wyrażona już w jednym z celów jej powołania, mianowicie w podejmowaniu wspólnych działań dla poprawy warunków życia. Realizowano ją m.in. przez swobodę przepływu ludzi czy też przez prowadzenie wspólnej polityki w zakresie handlu, rolnictwa, transportu, ochrony środowiska, rynku i prawodawstwa z tym związanego41. Punktem zwrotnym stała się reforma walutowa przeprowadzona 18 czerwca 1948 r. w Niemczech Zachodnich przez okupantów. Wspomniana reforma była ściśle powiązana z reformą gospodarczą – mianowicie musiała istnieć zgodność ideologii systemu politycznego z przyjętym systemem pieniężnym42. Od tego momentu rozpoczął się okres prosperity w Niemczech Zachodnich zwanym cudem gospodarczym (Wirtschaftswunder)43. Wpływ przyjętej społecznej gospodarki rynkowej można odnaleźć w katalogu praw socjalnych zawartym w rozdziale drugim ustawy zasadniczej z 23 maja 1949 r.44. W ustawie zagwarantowano m.in. równouprawnienie kobiet i mężczyzn w szczególności w odniesieniu do ustalania wysokości płacy (art. 3) oraz otoczenia szczególną opieką instytucji małżeństwa i rodziny (art. 6). W rozdziale czwartym zagwarantowano z kolei szczególne prawa do opieki nad matkami. Ustawo-

H. G. Schachtschnabel, Sozailpolitik, Stuttagrt, Berlin, Köln, Mainz 1983, s. 15. Ibidem, s. 82. 41 I. Kienzler, Leksykon Unii Europejskiej, Warszawa 2003, s. 81. 42 T. Kaczmarek, P. Pysz, Ludwik Erhard i społeczna gospodarka…, op. cit., s.71. 43 J. Krasuski, Historia Niemiec, Warszawa 2004, s. 520. 44 Grundgesetz für die Bundesrepublik Deutschland vom 23. Mai 1949, BGBl, s. 1. 39 � 40

[194]

refleksje


Czy Europa potrzebuje zmiany doktryny ekonomicznej?

dawca uregulował ponadto w rozdziale pierwszym kwestię wolności pracy oraz prawa wyboru zawodu (art. 12)45. Poprzez anulowanie zadłużeń III Rzeszy zabezpieczono gospodarkę przed inflacyjnym działaniem odłożonego popytu konsumpcyjnego. Państwo pobudzało dziedziny produkcji i usług, które zaspokajały elementarne potrzeby takie jak: środki spożywcze, odzież czy materiały budowlane. Priorytetem państwa było budownictwo mieszkaniowe. Od 1950 r. działał system ulg i zachęt stymulujących budownictwo indywidualne. Pożyczki na te cele wynosiły 64% kredytów państwowych. W związku z tym powołano Niemiecki Bank Federalny, sprawujący realną kontrolę nad budżetem. Zgodnie z ordoliberalną konstrukcją manipulowano stopą dyskontową, prowadząc operacje bankowe. 27 lipca 1957 r. Bundestag przyjął ustawę przeciwko ograniczeniom konkurencji, nazwaną wielką kartą społecznej gospodarki rynkowej. Najważniejszy był art. 1 ustawy, który zakładał, że umowy zawierane przez przedsiębiorstwa lub związki przedsiębiorstw uznaje się za nieważne o ile wpływają na produkcję lub stosunki rynkowe w dziedzinie obrotu towarów lub usług przez ograniczenie konkurencji. Ustawa regulowała 3 formy zakłócające konkurencję: kartele, kształtowanie cen oraz przedsiębiorstwa opanowujące rynek. W celu ochrony konkurencji powołano do życia Federalny Urząd Antykartelowy, uprawniony do wydawania zakazu działalności firm lub ich związków, działających sprzecznie z zasadami gospodarki konkurencyjnej. Najistotniejszym elementem systemu opieki społecznej są ubezpieczenia społeczne, które przybrały w powojennych Niemczech postać składek obowiązkowych i dobrowolnych. Obowiązkowo są płacone przez pracodawców a dobrowolnie przez pracowników. Wprowadzono tym samym, zgodnie z ordoliberalną koncepcją, częściową odpowiedzialność jednostki za swój los uzależniając ideę ubezpieczeń społecznych od wydajności jednostki w grze rynkowej. Powstanie i rozwój polityki socjalnej w Niemczech Zachodnich był ściśle związany z procesami industrializacji i demokratyzacji społeczeństwa46. W zakresie zabezpieczenia socjalnego ustawa z 1952 r. 45 Z konstytucyjnie zagwarantowanych praw socjalnych można wyodrębnić następujące dziedziny życia, które są przeniknięte ordoliberalną koncepcja społecznej gospodarki rynkowej. Zalicza się do nich politykę: rodzinną, młodzieżową, bezpieczeństwa społecznego, pomocy socjalnej, mieszkaniową, majątkową, rynku pracy oraz poprawy warunków i stosunków pracy. J. Zersche, Przemiany w polityce socjalnej w Republice Federalnej Niemiec, „Ruch Prawniczy, Ekonomiczny, i Socjologiczny” 1978, nr 4, s. 195. 46 Ibidem, s. 7.

nr 1, wiosna-lato 2010

[195]


Marta Balcerek

wprowadziła 14-tygodniowy płatny urlop macierzyński. Natomiast od 1954 r. są przyznawane zasiłki dla rodzin wielodzietnych. Kolejną ważną reformę przeprowadzono w 1957 r. w zakresie systemu obliczania emerytur i rent47. Od tego czasu emerytury i renty sukcesywnie wzrastały, ponieważ co roku następowała ich rewaloryzacja w stosunku do przeciętnego wzrostu płac, dzięki temu udało się uniknąć zgubnych konsekwencji inflacji. Ubezpieczenia na wypadek choroby chronią pracowników i ich rodziny przed wysokimi kosztami leczenia. Podobnie chronią pracowników od wypadków przy pracy oraz zachorowań na choroby zawodowe. Natomiast ubezpieczenia od bezrobocia mają na celu doprowadzić do złagodzenia skutków utraty pracy dla jednostki oraz jego rodziny. Świadczenia te występują w dwóch formach: • Arbeitslosengeld – czyli zasiłek w wysokości 60% ostatniej płacy wypłacanego przez 18 miesięcy od dnia utraty pracy; • Arbeitslosenhilfe, czyli zapomogi dla bezrobotnych w wysokości 50% ostatniej płacy, a wypłacanej po upływie 18 miesięcy od utraty pracy. Poza ubezpieczeniami społecznymi funkcjonują także świadczenia społeczne pozaubezpieczeniowe, które obejmują pomoc społeczną, zaopatrzenie państwowe, zasiłki dla dzieci, pomoc mieszkaniową, stypendia dla uczącej się młodzieży etc. Do słabych stron społecznej gospodarki rynkowej w Niemczech Zachodnich należą dwie dziedziny, które nie były w tym wymiarze popierane przez ordoliberałów: polityka antymonopolistyczna i polityka majątkowa. W aspekcie wewnętrznym słabość polityki antymonopolowej polegała na akceptacji koncentracji struktury przemysłu, pionowych powiązaniach cenowych oraz nieefektywnym funkcjonowaniu Federalnego Urząd Antykartelowego. Natomiast w aspekcie zewnętrznym polityka antymonopolowa polegała na utworzeniu 18 kwietnia 1951 r. Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali, której celem było ograniczenie powstawania monopoli w produkcji węgla i stali, porozumień kartelowych oraz niedopuszczenie do ponownego odrodzenia się Niemiec jako potęgi militarnej. W rezultacie jednak nie zapobiegła tworze47 Przed 1957 r. wysokość emerytur i rent ustalano na podstawie nominalnych wysokości składek ubezpieczeniowych wnoszonych w ciągu całego okresu pracy zarobkowej. W konsekwencji emerytury i renty nie były ściśle powiązane z dynamiką płac, co wymagał ciągłego dostosowywani ich do zmieniających się płac i cen. W celu zlikwidowania tych trudności podjęto w 1957 roku reformę o wyrównaniu rent i emerytur według wyżej wspomnianych zasad. Szerzej: J. Piasny, J. Woś, System zabezpieczenia socjalnego ludności…, op. cit., s.8.

[196]

refleksje


Czy Europa potrzebuje zmiany doktryny ekonomicznej?

niu się wspomnianych monopoli48. Do dalszych wad należy zaliczyć opóźnione rozpoczęcie procesu uwłaszczenia zainicjowane ustawą z 21 maja 1951 r. stanowiącą o parytetowym współzarządzaniu w przemyśle węgla i stali oraz zakładanie stopniowej redukcji budżetu socjalnego państwa w miarę wzrostu zamożności społeczeństwa49. Już w 1952 r. Müller-Armack głosił, iż mówiąc o wprowadzeniu konkurencji nie tyle miał na myśli rekonstrukcję gospodarki rynkowej ile chodziło mu o „styl życia”, ponieważ liberalny model okazał się niewłaściwy50. W latach 1957-1962 podjął próbę przewartościowania koncepcji społecznej gospodarki rynkowej. Głównym celem władzy politycznej miał być wzrost ekonomiczny. Jego realizację opierano na powiązaniu metod polityki koniunkturalnej z programem społecznym. Zatem ideał ładu rynkowego byłby oparty na wyrównywaniu szans społecznych dążąc do stworzenia przyjaznego człowiekowi ekosystemu. Realizacja tego planu polegałaby po pierwsze na dostępie do zawodów wysokokwalifikowanych, na które nowoczesna gospodarka zgłaszałaby popyt, poprzez rozwój szkolnictwa zawodowego, wyrównanie szans studiowania; po drugie, na kształtowaniu odpowiedniego środowiska pracy, podwyższeniu standardów bezpieczeństwa i higienie pracy; po trzecie, na usprawnieniu sektora usług publicznych i reorientacji polityki budżetowej; po czwarte na zwiększeniu rangi planowania przestrzennego, w tym świadomego kształtowania układów urbanizacyjnych i ochrony środowiska.

48 Najjaskrawszym przykładem stworzenia martwej litery prawa w zakresie postanowień antykartelowych była ustawa z 17 maja 1950 roku, którą najlepiej w praktyce ukazuje próba sprzedaży zakładów Kruppa. Wraz z 1952 rokiem nastąpiło złagodzenie kontroli aliantów nad przestrzeganiem tego prawa. 4 marca 1953 r. rozpoczął się proces podzielenia zakładów Kruppa. Własność Zakładów miała być sprzedana, a kwota ze sprzedaży zwrócona właścicielowi Alfredowi Kruppowi von Bohlen und Halbach. Początkowo alianci przekazali dwie spółki przemysłu przetwórczego jego siostrze i siostrzeńcowi. W jego rękach pozostawiono: stocznie okrętowe, fabryki maszyn i przedsiębiorstwa handlowe. Pod pozorem braku nabywców Krupp nie sprzedał swoich zakładów. Uzyskawszy zgodę członków Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali kupił Stahlwerke Bochum, dzięki temu zaczął kontrolować 3% całej produkcji węgla i stali Wspólnoty; por. J. Krasuski, Historia…, op. cit., s. 536 – 537. 49 Na podstawie ustawy z 21 maja 1951w skład rad nadzorczych weszła równa liczba przedstawicieli pracy i kapitału oraz neutralny przewodniczący wybierany przez obie strony. 50 R. Skarzyński, Państwo i społeczna gospodarka rynkowa. Główne idee polityczne ordoliberalizmu, Poznań 2005, s. 142 i nast.

nr 1, wiosna-lato 2010

[197]


Marta Balcerek

Kiedy Müller-Armack tworzył drugą koncepcję społecznej gospodarki rynkowej, Erhard w 1965 roku na zjeździe CDU i CSU ogłosił hasło „uformowanego społeczeństwa”, jako drugiej udoskonalonej fazy społecznej gospodarki rynkowej. W uformowanym społeczeństwie miejsce jednostek w układzie społecznym zostało już zakorzenione w ich świadomości. Dzięki temu interes społeczeństwa znajduje się wyżej aniżeli interes jednostki. W skutek tego nie ma walki między grupami społecznymi o pierwszeństwo w realizacji interesów i potrzeb, a dążące do dominacji ugrupowania polityczne stanowią przejaw pluralizmu, charakteryzujący nowoczesne społeczeństwa, w których jest miejsce dla organizacji pracowników i pracodawców, ruchów ekologicznych i kobiet, związków regionalnych i religijnych. Jednakże po 1963 roku w wyniku zmiany sił politycznych w Niemczech Zachodnich, nie udało się wprowadzić drugiej koncepcji społecznej gospodarki rynkowej. Podsumowując należy zaznaczyć, że liberalna gospodarka rynkowa nie jest autonomiczna, dlatego też nie może pełnić funkcji regulatora i stabilizatora ładu51. Podlega wielu wpływom zewnętrznym, co doprowadza do deregulacji jej mechanizmów, zdeformowania wolnej konkurencji oraz prawa popytu i podaży. Sam rynek nie tworzy zatem żadnych wartości kulturowych, ani nie umiejscawia człowieka w społeczeństwie. Ład społeczny nie może funkcjonować tylko dzięki związkom ekonomicznym. Jeżeli rynkowi zostałaby powierzona funkcja regulatora życia społecznego, to taka sytuacja doprowadziłaby do jego samounicestwienia nie tylko w skutek monopoli, ale także w rezultacie upadku ładu społecznego. Stąd też rozważania na temat społecznej gospodarki rynkowej stanowią impuls do podjęcia dyskusji nad rewizją doktryny neoliberalizmu oraz jej wpływu na kierunek rozwoju przyszłej Europy.

Summary After World War II the Federal Republic of Germany was forced to decide about its economic system, choosing between liberalism and collectivism. However, neither of the two systems was suitable for German society, so German legal power sought an intermediate solution, a doctrine which would be located halfway on a scale between the

51

R. Skarzyński, Państwo i społeczna gospodarka rynkowa..., op. cit., s.57 i nast.

[198]

refleksje


Czy Europa potrzebuje zmiany doktryny ekonomicznej?

two above-mentioned extremes. The resulting solution was the ordoliberal concept of the social market economy, a new economic doctrine implemented by Ludwig Erhard, Economics Minister, later elected Chancellor. The social market economy has since grown in importance, as it was adopted by The European Coal and Steel Community in 1951, and by The European Economic Community in 1957, finally becoming the leading economic doctrine in Europe. Nota o autorze Marta Balcerek [martabalcerek@gazeta.pl] – studentka V roku politologii na Wydziale Nauk Politycznych i Dziennikarstwa UAM w Poznaniu. W kręgu zainteresowań badawczych znajduje się zarówno polski jak i niemiecki samorząd specjalny i samorząd terytorialny, społeczna gospodarka rynkowa oraz kultura polityczna Polski i RFN. Autorka artykułów z zakresu samorządu gospodarczego i społecznej gospodarki rynkowej.

nr 1, wiosna-lato 2010

[199]


Kryzys czy transformacja wartości europejskich?


Jaka tożsam Katarzyna Skrzypczak Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu

Jaka tożsamość kulturowa dla dzisiejszej Europy?

Kryzys poczucia „europejskości” nia Europejska w swym obecnym kształcie zdaje się przechodzić kryzys, który niewątpliwie w dużej mierze związany jest z niskim stopniem identyfikacji społeczeństwa ze wspólnotą. W procesie jednoczenia Europy zapoczątkowanym po II wojnie światowej położono nacisk na kwestie ekonomiczne – Unia została więc powołana do życia jako wspólnota gospodarcza i stworzyła własne, nie do końca jasne dla obywateli, ramy polityczno-instytucjonalne. W swoim dotychczasowym przebiegu integracja europejska dokonywała się w głównej mierze w sferze ekonomicznej, przy czym stosunkowo niewielką uwagę poświęcano kwestiom kultury. Być może właśnie brak powstania swego rodzaju wspólnoty kulturowej rodzi dziś problemy związane z obojętnością i brakiem zaufania obywateli Unii do Brukseli. Niska frekwencja w wyborach do Parlamentu Europejskiego – instytucji reprezentującej obywateli Unii – zdaje się potwierdzać nikłe poczucie „europejskości” wśród mieszkańców UE. Dodatkowo problemy, z którymi boryka się obecnie Unia, takie jak spory wewnętrzne, brak zdefiniowanej wspólnej polityki zagranicznej, niepowodzenie Traktatu Konstytucyjnego i niedawny kryzys związany z ratyfikacją Traktatu Lizbońskiego, utrudniają skonstruowanie spójnego wyobrażenia na temat przyszłości tej wspólnoty. Można by nawet pokusić się o stwierdzenie, iż Europa nie żyje w świadomości jej mieszkańców, a przynajmniej nie jawi im się jako „swoja”. Ponadto proces rozszerzania Unii najwyraźniej nie idzie w parze z pogłębianiem procesu integracji, który wyrażałby się w identyfikacji Europejczyków ze wspólnotą. Przeciwnie, perspektywa rozszerzania Unii o nowe kraje członkowskie sprawia, że Europa staje się coraz mniej bliska, coraz bardziej niezrozumiała dla jej mieszkańców. Aby móc zrealizować swój projekt polityczny, Europa niewątpliwie musiałaby znaleźć swe odbicie w świadomości Europejczyków – powinna więc wytworzyć pewną silną, stabilną tożsamość kulturową. Po-

U

nr 1, wiosna-lato 2010

[203]


Katarzyna Skrzypczak

zycja Unii Europejskiej w świecie zależy bowiem w dużej mierze od poczucia przynależności do wspólnoty wśród jej mieszkańców. Aby doprowadzić do zintegrowania narodów i państw w jedno społeczeństwo europejskie, niezbędne jest istnienie owej świadomości „europejskości”. Powstaje jednak pytanie, jaki charakter miałaby mieć współczesna tożsamość kulturowa Europejczyków, w jaki sposób powinna się zrodzić, na czym się oprzeć? Swoistością naszego kontynentu jest bowiem różnorodność kulturowa, wielkie zróżnicowanie tradycji. Czy powstanie wspólnej europejskiej tożsamości kulturowej powinno doprowadzić do zniwelowania tych różnic, czy też stworzyć nowe formy funkcjonowania odmienności? Jak wreszcie wyglądać miałaby relacja tej tożsamości z tożsamością narodową? Niniejszy artykuł stanowi próbę znalezienia odpowiedzi na powyższe pytania. Za punkt wyjścia rozważań służą dwa modele tożsamości kulturowej – esencjalistyczny i konstruktywistyczny. Tożsamość i kultura Przed przystąpieniem do analizy problemu wskazana jest krótka prezentacja znaczenia pojęć zawartych w tytule artykułu – tożsamość i kultura. W przypadku obu terminów napotykamy problemy z jednoznaczną definicją, która często zależna jest od perspektywy przyjętej przez badacza lub danej koncepcji teoretycznej. Słowo „tożsamość” ma długą historię, jednak dopiero w latach 60. XX wieku w Stanach Zjednoczonych termin został wprowadzony do nauk społecznych i dyskursu publicznego. „Tożsamość”, podobnie jak „rasa”, „naród”, „etniczność” stanowią zarówno kategorie analizy społecznej, jak i kategorie należące do sfery praktyki czy też świadomości potocznej. Jako kategoria należąca do sfery praktyki, hasło „tożsamość” używane jest często przez liderów politycznych i media, szczególnie w kontekście konfliktów na tle etnicznym czy narodowym, a także jako reakcja na postępujący proces globalizacji. W ostatnich latach można również zaobserwować pojawienie się znacznej ilości wydawnictw naukowych poświęconych tematyce tożsamości. Amerykański socjolog Rogers Brubaker pokusił się o zidentyfikowanie i przestawienie kilku sposobów posługiwania się terminem „tożsamość” w środowiskach naukowych1. Jedna z definicji wskazuje na 1 R. Brubaker, Au-delà de l’identité, „Actes de la recherches en sciences sociales” no 129, septembre 2001.

[204]

refleksje


Jaka tożsamość kulturowa dla dzisiejszej Europy?

zjawisko zbiorowe, odwołują się do zasadniczego podobieństwa między członkami danej grupy czy kategorii. Tożsamość bywa też pojmowana jako pewna fundamentalna jakość bytu społecznego, określająca coś pierwotnego, stałego, niepowierzchownego. Inna definicja ujmuje to zjawisko jako produkt aktywności społecznej lub politycznej, zwracając uwagę na takie elementy jak wzajemne zrozumienie w grupie, solidarność i poczucie przynależności do grupy, które umożliwiają zbiorową aktywność. Jeszcze inaczej tożsamość definiuje się jako wynik oddziaływania złożonych i konkurencyjnych względem siebie dyskursów, co wskazuje na niestabilną, chwiejną i złożoną naturę współczesnego „ja”. Brak jednoznacznej definicji, a także mnogość prób jej sformułowania świadczy o tym, że termin „tożsamość” jest pojęciem trudno uchwytnym, a jednak niezbędnym w naukach społecznych. Jak stwierdził Zygmunt Bauman, tożsamość stała się dziś pryzmatem, przez który różne aspekty współczesnego życia są rozumiane i określane2. Zdaniem zaś Clauda Lévi-Straussa, tożsamość stanowi swego rodzaju wirtualne centrum (foyer virtuel), do którego musimy się odnieść by wyjaśnić pewne rzeczy, ale które samo w sobie nie posiada żadnej realnej egzystencji3. Wieloznaczność terminu powoduje, że jest on najczęściej uzupełniony o pewien przymiotnik, tak jak ma to miejsce w przypadku pojęcia „tożsamość kulturowa”. Jednakże i tutaj pojawiają się pewne kontrowersje związane ze sposobem rozumienia pojęcia, gdyż sam termin „kultura” nie należy do jednoznacznych. Pierwotne znaczenie wywodzącego się ze źródłosłowu łacińskiego terminu „kultura” odnosi się do czynności związanych z uprawą roli, co może być związane z faktem łączenia tego pojęcia z pojawieniem się, po okresie nomadycznym, osiadłego trybu życia. W drugim znaczeniu „kultura” oznacza ćwiczenie, kształcenie, doskonalenie, a więc pojęcia ze sfery ludzkiej dotyczącej wymiaru cielesnego i duchowego. Mamy tu na myśli zarówno pielęgnację ludzkiego ciała, szczególnie upowszechnioną w okresie greckorzymskim, jak i sferę intelektualną – filozofię, działalność artystyczną i literacką. Kultura w tym rozumieniu obejmuje także ludzkie zachowania i postawy, które przybierają trwałe formy w postaci norm (sfera aksjologiczna)4. Dalsze znaczenia terminu odnoszą się między innymi Z. Bauman, Tożsamość. Rozmowy z Benedetto Vecchim, Gdańsk 2007. C. Lévi-Strauss, L’identité, Paris 1983, s. 332. 4 F. Gołembski, Kulturowe aspekty integracji europejskiej, Warszawa 2008, s. 49 – 51. 2 3

nr 1, wiosna-lato 2010

[205]


Katarzyna Skrzypczak

do materialnej i umysłowej działalności społeczeństw oraz jej wytworów, a także do umiejętności obcowania z ludźmi. Paradygmat esencjalistyczny i konstruktywistyczny W ramach debaty teoretyków kultury nad zagadnieniem tożsamości kulturowej można wyróżnić dwa główne opozycyjne stanowiska: podejście esencjalistyczne oraz podejście konstruktywistyczne. W koncepcji esencjalistycznej tożsamość pojmowana jest jako niezmienna substancja czy też esencja bytu. Tożsamość jest bytem pierwotnym i stałym, czymś, co istnieje realnie, trwa wiecznie i nie zmienia się wraz z upływem czasu. Podejście obiektywistyczne w ramach tej koncepcji pojmuje tożsamość jako dziedzictwo, które w swym istnieniu poprzedza jednostkę i predefiniuje ją. Dziedzictwo to jest zakorzenione w danej kulturze i nie podlega ewolucji. Jest też immanentne dla każdego członka danej kultury, w związku z czym, niemożliwe do uniknięcia, nieodwracalnie definiuje jednostki. Dziedzictwo to może mieć charakter biologiczny lub też kulturowy – w tym drugim wypadku jednostka w procesie socjalizacji interioryzuje pewien model kulturowy i w ten sposób nabywa swą tożsamość. Subiektywistyczna wersja koncepcji esencjalistycznej kładzie nacisk na poczucie przynależności jednostki do grupy, a także na bezpieczeństwo i wsparcie, jakie grupa w zamian gwarantuje. Istotny jest jednak fakt, że tożsamość w tym ujęciu nie jest świadomym wyborem człowieka, rezultatem jego aktywności, lecz z góry danym zespołem atrybutów. Jak twierdzi Zdzisław Mach, esencjalistyczne podejście do tożsamości kulturowej jest charakterystyczne dla tradycyjnych społeczeństw, grup etnicznych, a także niektórych wspólnot mniejszościowych, które opierają swoją tożsamość na tradycji5. Bazą tożsamości jest tu wiara we wspólne pochodzenie, w związku z czym zwolennicy tej koncepcji poszukują podstaw realnych (historycznych) lub mitycznych tożsamości kulturowej. Odmienne podejście do tożsamości kulturowej prezentuje koncepcja konstruktywistyczna. Podstawowym założeniem w tym ujęciu jest fakt, że nie istnieje żadna wieczna esencja czy substancja, lecz wszystko podlega przeobrażeniom. Tożsamość nie jest stałą substancją, ale formą przejściową, rezultatem pewnego procesu, a nawet sa5 Z. Mach, Tożsamość europejska – dzieło ewolucji czy kontstrukt polityczny?, http://ec.europa.eu/polska/news/opinie/090629_tozsamosc_europejska_pl.htm, 22.09.2009.

[206]

refleksje


Jaka tożsamość kulturowa dla dzisiejszej Europy?

mym procesem. Nieodłącznym elementem tożsamości jest dialog – to poprzez interakcje tożsamość konstruuje się i podlega nieustannym przemianom. Jednostka pojmowana jest jako aktywny i świadomy twórca, otwarty na dialog, zdolny do konstruowania swojej tożsamości w oparciu o relacje z innymi. Jak zauważa Mach, ten typ tożsamości „dynamicznej” charakterystyczny jest dla społeczeństwa ruchliwego i otwartego, gdyż podstawą przynależności do grupy społecznej nie jest tu wspólne pochodzenie, ale podzielane przez członków cele i wartości, wypracowane w toku podmiotowych relacji z partnerami6. Dwa kolejne rozdziały stanowią próbę zastosowania obu zaprezentowanych paradygmatów do rozważań na temat kształtu, jaki mogłaby przybrać dzisiejsza europejska tożsamość kulturowa. Europejska tożsamość kulturowa jako dziedzictwo Z punktu widzenia esencjalistów Europa jawi się jako trwały i wieczny byt. Zwolennicy tej perspektywy skupiają się więc na próbie odnalezienia stałych elementów europejskiej kultury składających się na „umysł europejski” (esprit européen), a więc pewnej „istoty”, „natury” czy też „charakteru” europejskiego. Próba definicji owej „natury” europejskiej od lat podejmowana jest przez różnych autorów. Może ona przybierać formę poszukiwania przez historyków korzeni Europy lub też odwoływać się do modeli mitycznych w celu wydobycia kulturowej osobowości społeczeństwa europejskiego. W obu jednak przypadkach chodzi o odnalezienie podstaw, na których miałaby się opierać tożsamość kulturowa Europy rozumiana jako wrodzone dziedzictwo, którego nie można się ani nauczyć, ani zapomnieć. Mówiąc o korzeniach kultury europejskiej, wskazuje się najczęściej na dwa filary: kulturę antyczną i chrześcijaństwo. Francuski pisarz Paul Valéry w latach dwudziestych XX wieku zadał sobie pytanie o składniki tożsamości europejskiej i wskazał na trzy zasadnicze źródła: Ateny, Rzym i Jerozolimę, z których każde wniosło swój wkład w dorobek europejski: filozofię, prawo i religię; dyskusję, prawdę i regułę. Autor za europejskie uważa wszystkie ludy, które w swej historii doświadczyły wpływów ów trzech źródeł7. Zasługą starożytnej Grecji było wniesienie do dorobku Europy kultury intelektualnej, zaś Rzym

Ibidem. P. Valery, Note ou L’Européen, http://classiques.uqac.ca/classiques/Valery_paul/ note_ou_leuropeen/valery_ europeen.pdf, 23.09.2009. 6 7

nr 1, wiosna-lato 2010

[207]


Katarzyna Skrzypczak

ze swej strony wniósł nowe wartości związane z kulturą materialną8. Z kolei chrześcijaństwo, które umocowało się w świecie antycznym i z czasem uzyskało status religii państwowej, dzięki swemu uniwersalnemu przesłaniu miało zaszczepiać duch zjednoczeniowy w  umysłach ludów różnych ras i kultur. Aktywność chrześcijaństwa, zdaniem Valéry’ego, miała wnieść do życia duchowego moralność subiektywną, a jednocześnie przyczynić się do ujednolicenia moralności poprzez edukację i pchnięcie do działania milionów umysłów ludzkich. Na uwagę zasługuje fakt, że chrześcijaństwo nie wyeliminowało podstawowych wartości antyku, a wręcz zagwarantowało ich przetrwanie choćby poprzez wchłonięcie tradycji filozoficznej. W efekcie działania czynników kultury klasycznej i chrześcijańskiej, na wielokulturowym kontynencie powstał wspólny model społeczeństwa, traktowany dziś jako dziedzictwo stanowiące podstawę budowy zjednoczonej Europy. Kwestię podstaw europejskiej tożsamości kulturowej w jej esencjalistycznej wersji podjął także socjolog Henri Mendras, który skupił się na próbie sformułowania definicji Europy, przy czym w jego opinii nie istnieje jedna Europa rozciągająca się geograficznie od Atlantyku po Ural, lecz dwie koegzystujące ze sobą Europy: zachodnia, nazwana przez niego „Europą Europejczyków” oraz „inna Europa” naznaczona niegdyś wpływem imperium osmańskiego. Na definicję tej pierwszej zdaniem autora składają się cztery zasadnicze cechy9. Po pierwsze jest to indywidualizm ewangelicki, który zakłada prymat kreatywnej jednostki nad grupą, co odróżnia zarówno katolików, jak i protestantów od wyznawców innych religii. Po drugie jest to idea narodu, która może przybierać różne formy – albo to konstrukcja państwa poprzedza powstanie narodu (jak w przypadku Francji), albo też kategoria narodu staje się punktem wyjścia dla stworzenia państwa (przypadek Niemiec). Kolejne cechy pozwalające na zidentyfikowanie specyfiki Europy Zachodniej to rozwój kapitalizmu oraz demokracja – zasada większości powiązaną z respektowaniem mniejszości. Powyższe tezy dotyczące podstaw kultury europejskiej, zarówno

8 Obecność dorobku Grecji antycznej zaznacza się głównie w sferze twórczości artystycznej, sposobie myślenia, mentalności i gustach estetycznych Europejczyków. Z kolei dorobek Rzymu to przede wszystkim system prawodawstwa rzymskiego stanowiący podwaliny prawa państw europejskich, jak również Imperium Rzymskie, które – jako struktura wielonarodowa i zbiór wielu wartości, różnych języków i zwyczajów, stało się wzorem modelu imperialnego. F. Gołembski, Kulturowe…, op. cit., s. 58 – 60. 9 H. Mendras, L’Europe des Européens. Sociologie de l’Europe occidentale, Gallimard 1997, s. 9 – 13.

[208]

refleksje


Jaka tożsamość kulturowa dla dzisiejszej Europy?

pierwsza mówiąca o korzeniach Europy jako filarach jej tożsamości, jak i druga traktująca o jej cechach dystynktywnych, spotkały się z nieprzychylną oceną. W pierwszej kolejności krytykowane jest przekonanie o istnieniu źródeł „europejskości”. Filozof i socjolog Edgar Morin zwraca uwagę, iż początki kultury greckiej i rzymskiej miały miejsce poza Europą i przed jej faktycznym powstaniem. Z kolei chrześcijaństwo, wywodzące się z judaizmu, początkowo rozprzestrzeniło się w Azji Mniejszej, by następnie ogarnąć swym zasięgiem region Morza Śródziemnego, stosunkowo późno zaś objęło resztę Europy10. Również współcześnie zaobserwować można różne stanowiska odnośnie do znaczenia chrześcijaństwa dla dzisiejszej europejskiej tożsamości kulturowej. Jan Such wskazuje na religię jako na najważniejszy czynnik różnicujący w kulturze europejskiej11. Z kolei Edward Jeliński mówi o zjawisku, które można nazwać zmęczeniem wielkich formacji historycznych. Do takich należy jego zdaniem chrześcijaństwo w swym obecnym oglądzie. Autor przychyla się do stanowiska tych, którzy twierdzą, że Europa nie jest dziś już chrześcijańska. Do nich należy także Jan Paweł II, który głosił tezę o Europie zsekularyzowanej12. Z tezą Mendrasa mówiącą o cechach dystynktywnych „Europy Europejczyków” zdają się polemizować Jaques Derrida i Jürgen Habermas, którzy twierdzą, iż takich zdobyczy jak chrześcijaństwo i kapitalizm, demokracja i prawa człowieka, nie sposób dziś uważać za typowo europejskie, gdyż zdążyły się już one rozprzestrzenić na inne kontynenty. Ten sam problem dotyczy charakterystycznych dla zachodniej duchowości wartości, takich jak indywidualizm, racjonalizm i aktywizm, które Europejczycy dzielą z mieszkańcami Stanów Zjednoczo-

10 Dopiero podbój arabski, dokonując islamizacji na Wschodzie i w Północnej Afryce, przyczynił się do „odgrodzenia” i „zamknięcia” chrześcijaństwa w granicach Europy. Europa średniowieczna była faktycznie Europą chrześcijańską, lecz zarazem zwaśnioną i heterogeniczną w swym chrześcijaństwie. Jest więc bezzasadne, jak twierdzi Morin, uznawanie chrześcijaństwa za pierwotną, czy też jakąkolwiek inną własność Europy. E. Morin, Penser l’Europe, Gallimard 1990, s. 37 – 43. 11 Fakt podziału chrześcijańskiej Europy na trzy wciąż odrębne wyznania: katolickie, protestanckie i prawosławne, stanowi dziś istotny czynnik dezintegrujący. Nie należy też zapominać, iż oprócz chrześcijan wśród mieszkańców Europy obecni są także wyznawcy innych religii (w szczególności religii mojżeszowej i islamu), zwolennicy rozmaitych sekt i kultów, a także religijni agnostycy oraz ateiści. J. Such, Wymiary integracji europejskiej a poczucie tożsamości Europejczyka, [w:] Współczesna Europa w poszukiwaniu swojej tożsamości, red. Z. Drozdowicz, Poznań 2003, s. 16. 12 E. Jeliński, Wspólna Europa – mit czy rzeczywistość? [w:] Współczesna Europa w poszukiwaniu swojej tożsamości, red. Z. Drozdowicz, Poznań 2003, s. 136 – 137.

nr 1, wiosna-lato 2010

[209]


Katarzyna Skrzypczak

nych, Kanady czy Australii13. Warto jednak zauważyć, że przytoczona powyżej teoria Valéry’ego zdaje się odpierać tenże argument, gdyż autor (w przeciwieństwie do Mendrasa), mówiąc o Europie, nie ma na myśli konkretnej przestrzeni geograficznej, a raczej zbudowany na wartościach chrześcijańsko-antycznych „charakter europejski”, który nie oddziałuje jedynie w określonych granicach, ale także poza nimi, czego najlepszym przykładem jest Ameryka14. Ta koncepcja wydaje się być bliska przestawionemu przez Zygmunta Baumana15 pojęciu „swobodnie przemieszczającej się istoty” Europy16. W ramach esencjalistycznego podejścia do europejskiej tożsamości kulturowej, badacze tego zjawiska często odwołują się do modeli mitycznych w celu nakreślenia cech składających się na „charakter” europejski. Jak zauważa Krzysztof Kowalski, istotą zarówno współczesnych mitów politycznych, jak i mitów w klasycznym rozumieniu, jest ich funkcja wyjaśniająca, która polega na dostarczeniu kluczy koniecznych do zrozumienia teraźniejszości17. Schematy kognitywne służące do porządkowania chaosu rzeczy i wydarzeń często inspirują się modelami pochodzącymi z przeszłości. Przyczyniają się one do konstruowania wyobrażeń europejskich w dwojakim celu: po pierwsze pozwalają politykom działającym na szczeblu europejskim nadać sens swoim działaniom, po drugie zaś umożliwiają publiczności europejskiej nadać pewien zrozumiały kształt temu skomplikowanemu tworowi, jakim jest Europa. Można wyodrębnić kilka grup europejskich modeli mitycznych, za pomocą których przedstawiana jest Europa, instytucje europejskie, Unia Europejska lub jej agendy. Pierwszy z nich to Europa personifikowana, przedstawiana jako ciało o cechach fizycznych, posiadająca jednocześnie cechy psychiczne. Najczęstsze w tym wypadku jest od-

13 J. Derrida, J. Habermas, Po wojnie: odrodzenie Europy, „Krytyka polityczna” nr 5, Warszawa 2005, s. 154. 14 � P. Valéry, Note..., op. cit. 15 Z. Bauman, Europa niedokonczona przygoda, tłum. T. Kunz, Kraków 2005, s. 10 – 13. 16 Autor odróżnia ową „istotę” od „realnie istniejącej Europy”, która to jest pojęciem geograficznym, bytem wyznaczonym poprzez konkretne granice terytorialne. „Istota”, charakteryzująca się eterycznością i uporczywą eksterytorialnością, zawsze wyprzedza istniejące realia, jest czymś niedosięgłym dla „realnie istniejącej Europy”. Zdaniem Baumana odwieczna trudność jednoznacznego ustalenia granic Europy jest wzmożona przez fakt, iż „istota” jest jedynie luźno, jeśli w ogóle, związana z konkretnym miejscem w przestrzeni. 17 K. Kowalski, Europa: mity, modele, symbole, Kraków 2002, s. 25 – 39.

[210]

refleksje


Jaka tożsamość kulturowa dla dzisiejszej Europy?

wołanie do mitu o porwaniu Europy, gdzie centralną postacią jest kobieta, a system znaczeń odnosi się do ciała kobiecego. Narody (ale nie państwa) pełnią w „ciele” Europy określone, niepowtarzalne funkcje podobne do tych, jakie w organizmie pełnią narządy. Istnieje też model przedstawiający Europę jako żyjący byt istniejący poza i ponad jednostką oraz narodem. Jest to rodzaj wiecznego teraz, stabilnego duchowego zaplecza18. Według jeszcze innej koncepcji Europa obdarzona jest światową i uniwersalną misją oraz jawi się jako model do naśladowania19. Teoretycy kultury europejskiej, chcąc zdefiniować składniki „natury” Europy, nierzadko odwoływali się również do archetypów, czyli mitologicznych bohaterów funkcjonujących w świadomości zbiorowej jako symbole uniwersalnych wartości i postaw ludzkich. Najlepszym tego przykładem jest nazywanie europejskiej kultury „kulturą prometejską”20. Warto zauważyć, że większość z archetypów, za pomocą których próbowano precyzować pojęcie istoty Europy, charakteryzuje się odrzuceniem fatalizmu, aktywnością zdeterminowaną niezaspokojonym pragnieniem tworzenia i przezwyciężania, a także pasją i niepewnością. Według Eduardo Lourenço, europejska kultura jest Ibidem, s. 61 – 64. Temat Europy-misjonarki porusza między innymi Bauman. Jego zdaniem od początku europejskiej przygody, szczególnie zaś w czasach najbardziej pamiętnych – czasach odkryć geograficznych, Ziemia stanowiła dla Europy inspirujące wyzwanie, kusiła ją swymi tajemnicami, jawiła się jako pusta scena dla bohaterskich wyczynów i chwalebnych dokonań. Europa w swej ekspansywności pełniła rolę „króla – potwora”, który przerobił niemal całą Ziemię na swój własny wzór. Współcześnie jednak, jak twierdzi Bauman, Europę charakteryzuje raczej zamknięcie, brak zainteresowania światem zewnętrznym, który zaczął jawić się jako wrogi i niebezpieczny. Autor dopatruje się w tym zjawisku zagrożenia dla pozycji Europy w świecie, a także dla jej własnych wartości. Dziś Europa potrzebuje na nowo swojej „awanturniczej żyłki” i poczucia globalnej misji. Z. Bauman, Europa…, op. cit., s. 26 – 55. 20 Prometeusz, który wykradł bogom ogień i zdradził w ten sposób sekret niebios ludziom, charakteryzujący się przebiegłością, tupetem, śmiałością, a zarazem poświęceniem, obrazuje ekspansywność kultury europejskiej i jej nieustanny wysiłek w celu przekształcania świata. Z kolei Faust, cechujący się nienasyconą ciekawością, chęcią poznania i opanowania natury nawet za cenę własnej duszy, szukający wiedzy dla samego siebie, uosabia indywidualistyczny model społeczeństwa zachodniego. Odyseusz, będący synonimem dalekiej wędrówki i przezwyciężonych trudności, jest ilustracją Europejczyków, którzy przesuwają granice własnych możliwości. Europa bywa też porównywana do Hamleta, który ucieleśnia problem zachowania równowagi między jednostką (indywidualizm) a społeczeństwem (solidarność), a także do Don Juana – anarchisty gardzącego regułami, będącego symbolem absolutnej wolności stojącej u źródeł europejskiego laicyzmu. S. De Madariaga, Portait of Europe, s. 10, za: G. A. Hosking, G. Schöpflin, Myths and nationhood, London 1997. 18 19

nr 1, wiosna-lato 2010

[211]


Katarzyna Skrzypczak

właśnie „kulturą niepewności”, „kulturą niepokoju, udręki, wątpliwości”21. Jego zdaniem w samej istocie Europejczyków leży niepewność co do własnej natury, gotowość nieustannego kłócenia się o nią, stąd też skłonność do ciągłej negacji i kwestionowania. Kultura europejska od zawsze cechuje się przekraczaniem tradycji, a największym wrogiem definicji europejskości jest sam Europejczyk, ponieważ odmawia on ujęcia samego siebie w kategorie. Dlatego też, zdaniem autora, Europejczycy jako jedyni nigdy nie będą mieli stabilnej tożsamości. Z słów tych można wywnioskować, że esencjalistyczna koncepcja tożsamości kulturowej wydaje się być nie do końca adekwatna w stosunku do zagadnienia Europy. Skoro tak charakterystyczny dla Europejczyków dynamizm prowadzi do zrywania z tradycją będącą piedestałem tożsamości w tym ujęciu, koncepcja trwałej europejskiej tożsamości kulturowej pojmowanej jako dziedzictwo budzi wątpliwości już na poziomie teoretycznym. Biorąc zaś pod uwagę niezbity fakt, iż współczesna Europa stanowi mozaikę kulturową, trudno mówić w praktyce o jednej, stabilnej i niezmiennej od wieków tożsamości. Przyjmując jako podstawę przynależności do Europy wspólne pochodzenie i dziedzictwo zakorzenione w kulturze, którym mogłoby być np. chrześcijaństwo, należałoby z góry wykluczyć ze wspólnoty miliony Muzułmanów oraz wyznawców innych religii zamieszkujących ten kontynent. Stworzyłoby to wizję Europy całkowicie hermetycznej, sztywnej, niechętnie podejmującej dialog i skłonnej budować wokół siebie granice odseparowujące ją od partnerów z zewnątrz. Taka esencjalistycznie pojmowana Europa stanowiłaby wreszcie konkurencję dla tożsamości narodowych. Musiałaby bowiem przyjąć formę sfederalizowanego państwa narodowego, w której wspólne dla wszystkich Europejczyków dziedzictwo zastąpiłoby dorobek kulturowy poszczególnych narodów. Takowa wizja najprawdopodobniej skazana by była na klęskę, gdyż tożsamość narodowa mieszkańców Europy rozbudzona jest znacznie silniej niż poczucie przynależności do wspólnoty europejskiej22.

E. Lourenço, De l’Europe comme culture, «Finisterra» no du printemps 1989. Dotyczy to przede wszystkim obywateli państw Europy Wschodniej – decydującą rolę odgrywa tutaj wspólna historia, a także wspólny język stanowiący czynnik integrujący naród. Zob. M. Kuniński, Czy Europejczycy mogą być dobrymi obywatelami Unii?, [w:] Kryzys tożsamości politycznej a proces integracji europejskiej, red. B. Markiewicz, R. Wonicki, Warszawa 2006, s. 101 – 102. 21 � 22

[212]

refleksje


Jaka tożsamość kulturowa dla dzisiejszej Europy?

Europejska tożsamość kulturowa jako konstrukt Konstruktywistyczne podejście do europejskiej tożsamości kulturowej odrzuca założenie istnienia niezmiennej „istoty” Europy. Tożsamość pojmowana jest w tym ujęciu jako ciągły proces czy też konstrukcja, a jej właściwością jest dynamika przejawiająca się w nieustannym przeobrażaniu. Nie jest czymś z góry danym, a raczej efektem ludzkiej aktywności. Jak pisze Bauman, „tożsamość jawi się nam raczej jako coś, co należy wytworzyć, a nie odkryć; jako przedmiot naszych wysiłków, cel, do którego należy dojść, jako coś, co musimy dopiero skleić z części lub wybrać z dostępnych całości”23. Badacze tożsamości i kultury Europejskiej w ramach tej koncepcji nie starają się więc odnaleźć naturalnych podstaw Europy, ale skupiają się na procesie konstruowania wspólnoty. Reprezentujący stanowisko konstruktywistyczne Morin twierdzi, iż poszukiwanie „charakteru europejskiego” jest zbyteczne, a nawet szkodliwe, gdyż prowadzi do wyjałowienia samej Europy24. Zdaniem autora chcąc odnaleźć korzenie Europy, odkrywamy, że nie istnieje nic, co mogłoby stanowić własność Europy i do czego miałaby ona dziś wyłączność. Jeśli wydaje nam się, że odkryliśmy pewien autentyczny atrybut Europy, niewątpliwie odnajdziemy także jego przeciwieństwo, które w rzeczywistości ma nie mniej europejski charakter. Jeżeli atrybutem Europy jest prawo, jest nim także siła; jeśli jest nim demokracja, to także opresja; jeśli duchowość, to także materialność. To właśnie owa „gra przeciwieństw” stanowi o specyfice kultury europejskiej. Europa jest według Morina czymś w rodzaju złożonego, wielopłaszczyznowego tworu, którego właściwością jest skupianie (ale nie niwelowanie) różnorodności oraz integrowanie sprzeczności25. Paradygmat konstruktywistyczny zakłada, że tożsamość jest ściśle powiązana z zagadnieniem dialogu. Zdaniem Morina specyfiką kultury europejskiej jest właśnie ciągłość i intensywność dialogu. Europa jest zarazem twórcą i rezultatem rozmaitych interakcji pomiędzy opozycyjnymi wartościami, postawami i kategoriami, takimi jak racjonalność i religia, partykularyzm i uniwersalizm, mit i krytyczna refleksja, jednostka i wspólnota. Siła dialogicznego charakteru kultury europejZ. Bauman, Tożsamość…, op. cit., s. 18. E. Morin, Penser…, op. cit., s. 22 – 38. 25 Również Bauman mówi o tej charakterystycznej cesze kultury europejskiej, jaką jest zdolność do internalizowania różnic. Ta właściwość sprawia, że cywilizację europejską można z czystym sumieniem nazwać „cywilizacją transgresji”., Z. Bauman, Europa…, op. cit., s. 14 – 15. 23

24

nr 1, wiosna-lato 2010

[213]


Katarzyna Skrzypczak

skiej sprawiła, że wszystkie polityczne i religijne idee, łącznie z tymi, które niegdyś przynależąc de sfery sacrum stanowiły bezdyskusyjne i niepodważalne dogmaty, zostały włączone do laickiej debaty. Każde założenie, idea, system czy teoria zostały przez europejski umysł kwestionowane. Ta charakterystyczna dla europejskiej kultury zdolność do dyskusji i krytycznej refleksji stanowi w przekonaniu Morina potęgę26. Europa została zbudowana na bazie dialogu kulturowego i powinna ten dialog kontynuować, pozostawić go otwartym. Kategoria dialogu wydaje się być niezmiernie istotnym elementem konstrukcji europejskiej tożsamości kulturowej, jeśli weźmie się pod uwagę tę wyróżniającą i zarazem oczywistą cechę Europy, jaką jest różnorodność polityczna i kulturowa. Historia kontynentu napędzana jest z jednej strony tendencjami do zjednoczenia, z drugiej zaś rosnącym zróżnicowanym pluralizmem. Współczesna mapa polityczna, językowa, etniczna, narodowa Europy potwierdza występowanie owej różnorodności, a w wielu przypadkach nawet jej dalsze pogłębianie się. Jak zauważa M. Buchowski, ludzkie wyobrażenie Europy, które pełni rolę decydującą w określeniu jej tożsamości, jest polisemiczne i multiwokalne, różni się w zależności od grupy i kultury27. Każdy z krajów europejskich nieco inaczej rozumie „europejskość” i definiuje ją przez pryzmat własnych doświadczeń. Budowa wspólnej tożsamości musi więc oprzeć się na dialogu, przybrać formę ciągłej negocjacji trwającej mimo różnic dzielących tych, którzy uczestniczą w niej czynnie lub biernie. W ten sposób mogłaby się w pełni urzeczywistnić idea zawarta w sloganie „jedność w różnorodności”, jakże często przywoływanym przy różnych okazjach związanych z integracją europejską. Taka dialogicznie skonstruowana tożsamość europejska mogłaby się utworzyć nie tyle na bazie wspólnego dziedzictwa kulturowego, co raczej wspólnych wartości i celów. Wartości europejskie, takie jak demokracja, prawa człowieka, tolerancja, indywidualizm, są efektem wypracowanego przez wieki konsensusu, stanowią wynegocjowany fundament wspólnoty. Są więc na tyle uniwersalne, iż mogłyby nadać bardziej inkluzyjny charakter tożsamości europejskiej. Na poziomie Unii Europejskiej integracja wokół wspólnych wartości mogłaby stać się podstawą rozszerzania wspólnoty o nowych członków.

E. Morin, Penser…, op. cit., s. 147 – 154. M. Buchowski, Tożsamość Europejczyków: jedność i podziały, [w:] Dylematy tożsamości europejskich pod koniec drugiego tysiąclecia, red. J. Mucha, W. Olszewski, Toruń 1997, s. 52 – 53. 26 27

[214]

refleksje


Jaka tożsamość kulturowa dla dzisiejszej Europy?

Ponadto owa pojmowana poprzez paradygmat konstruktywistyczny tożsamość europejska nie musiałaby stanowić zagrożenia ani konkurencji dla tożsamości narodowych. Te dwa typy tożsamości mogłyby współwystępować, nakładać się na siebie, o ile udałoby się doprowadzić do rozdzielenia porządku narodowego i europejskiego. Problemem pozostaje jednak myślenie o Europie w kategoriach narodowych, które prowadzi do wzajemnego wykluczania się tożsamości i w efekcie czyni niemożliwym zrealizowanie projektu europejskiego28. Socjolog Ulrich Beck wychodzi poza ten schemat i proponuje alternatywną wizję wspólnoty europejskiej, którą nazywa „Europą kosmopolityczną”. Zamiast homogeniczności (która nie istnieje już dziś nawet na poziomie państw, nie może więc też istnieć na poziomie Europy) Beck proponuje postrzeganie Europy jako kosmopolitycznej jedności. Kosmopolityzm, w tym ujęciu, zakłada przejście na poziom transnarodowy nie negujący istnienia państw narodowych wewnątrz Unii, ale rozdzielający te dwa porządki. Jedynie taki model zjednoczonej Europy, zdaniem autora, nie stoi w sprzeczności z empiryczną rzeczywistością Europy, która przybiera charakter jedności w różnorodności29. Z tego też powodu Beck odrzuca wizję Europy jako wielkiej wspólnoty pochodzenia. Twierdzi, iż europejska tradycja jest hamulcem rzeczywistego zjednoczenia kontynentu. Jego zdaniem teza o wspólnych źródłach tkwiących w chrześcijańskim dziedzictwie służy dziś jako mur wzniesiony dokoła Europy w celu odgrodzenia jej od europejskich „innych” (których najlepszym przykładem jest obecnie Turcja). Tymczasem realia pokazują brak spełnienia idei kulturowej jednolitości w Europie. Tak często przeciwstawiane sobie światy „Islamu” i „Zachodu” w rzeczywistości wzajemnie się przenikają, a także są wewnętrznie silnie zróżnicowane. W takim kontekście najlepszym lekarstwem, zdaniem autora, byłaby większa dawka kosmopolityzmu, który nadałby Europie charakter bardziej inkluzyjny. „Europejskość ozna28 Jak zauważa niemiecki politolog Dietmar Schrimer, doświadczenie państwa narodowego w ciągu dwóch stuleci wykreowało w Europie szablon, zgodnie z którym postrzegana jest dzisiaj integracja europejska. Europa jawi się zatem albo jako powiększone i sfederalizowane państwo narodowe pozbawione homogeniczności językowej, albo jako ograniczone państwo narodowe, którego zróżnicowanie etniczne nie pozwala na osiągnięcie prawdziwej państwowości. D. Schrimer, Kłopoty z tożsamością w Europie. Nowe ujęcie braku demos, zróżnicowania kulturowego i granic integracji, [w:] Kryzys tożsamości politycznej a proces integracji europejskiej, red. B. Markiewicz, R. Wonicki, Warszawa 2006, s. 57. 29 U. Beck, E. Grande, Europa kosmopolityczna. Społeczeństwo i polityka w drugiej nowoczesności, tłum. A. Ochocki, Warszawa 2008, s. 29 – 30.

nr 1, wiosna-lato 2010

[215]


Katarzyna Skrzypczak

cza zdolność łączenia w jednym bycie rzeczy, które w małości myślenia etnicznego wydają się wzajemnie wykluczające”30. Dzisiejsza zróżnicowana Europa nie potrzebuje jednej, stabilnej tożsamości pojmowanej na sposób esencjalistyczny, etniczny, ale raczej czegoś, co Beck i Grande wspólnie nazywają „narratywem europeizacji”31. Tożsamość pojmowana jako proces pozwoliłaby zrozumieć sprzeczne realia europeizacji i rozważyć je jako momenty wspólnego przedsięwzięcia Europejczyków. Autorzy zwracają uwagę, że Europa kosmopolityczna jest projektem realistycznym, wyrastającym nie z teorii, ale z rzeczywistości – początek instytucjonalnego kosmopolityzmu w Europie miał bowiem miejsce w trakcie procesów Norymberskich. Jest to więc również projekt Europy samokrytycznej, gdyż wyrasta z samokrytycznej konfrontacji Europy z własną historią. Trzeźwe osadzenie w rzeczywistości czyni tej projekt bardziej adekwatnym w stosunku do dzisiejszych realiów. W związku z tym, zdaniem autorów, zanikanie narodowej treści państwa oraz przeniesienie polityki z systemu państw narodowych do kosmopolitycznego systemu ponadpaństwowego pozwoli na postępowanie bardziej realistyczne i skuteczne wobec globalnych problemów. Konstruktywistycznie pojmowana europejska tożsamość wydaje się być bardziej przystająca do dzisiejszych warunków niż tradycyjna tożsamość etniczna. Budowa takiej tożsamości powinna się dokonywać poprzez przyjęcie prospektywnej strategii. Nie chodzi więc tu o skupienie się na wspólnym dorobku czy tradycji łączącej Europejczyków, ale o uświadomienie sobie globalnych wyzwań, przed którymi stoi dziś Europa. Skonstruowanie nowej tożsamości wymaga jednak wysiłków podejmowanych zarówno przez polityków, jak i intelektualistów, a także wszystkich pozostałych uczestników procesu. „Produkowanie Europy” jest ważnym wyzwaniem nie tylko dla ludzi z akademickich kręgów. Tożsamość pojmowana jako coś, co dokonuje się dyskursywnie, wymaga potwierdzenia ze strony europejskiej opinii publicznej. Derrida i Habermas uważają, że wiele tradycji politycznych, które powołują się na swój naturalny rodowód i chcą być autorytetami zostało „wymyślone”. Tożsamość europejska oczyszczona ze znamion tego typu „samowoli” powinna zrodzić się na oczach opinii publicznej, przy czym niezbędna jest w tym procesie wola polityczna wy-

30 U. Beck, Zrozumcie Europę!, „Krytyka Polityczna” nr 5, Warszawa 2005, s. 28 – 32. 31 Ibidem, s. 37.

[216]

refleksje


Jaka tożsamość kulturowa dla dzisiejszej Europy?

nikająca z objaśniania procesów politycznych32. Rozwój świadomości przynależności do Europy wśród jej mieszkańców, który powiązany by był z uświadomieniem sobie duchowego zadania Europy nastawionego na teraźniejszość i przyszłość, jest niezbędnym warunkiem zbudowania nowej europejskiej tożsamości kulturowej. Otwartość, dialog i zaangażowanie to postulowane właściwości dzisiejszej Europy. Właściwe wydają się w tym kontekście słowa Stuarta Halla: „ponieważ przeznaczeniem nowoczesnego świata staje się, w coraz większej mierze, zróżnicowanie kulturowe, zaś absolutyzm etniczny jest ustępującą cechą późnej nowoczesności, największe zagrożenie przyniosą te nowe i stare formy tożsamości narodowej i kulturowej, które usiłują zachować swą tożsamość, przejmując zamknięte wersje kultury czy wspólnoty, i odmawiając swego zaangażowania (…) w trudne problemy, jakie przynosi życie z tymi różnicami”33. Wynika stąd, że jedynie otwarta, „dialogiczna” tożsamość europejska byłaby w stanie sprostać wyzwaniom współczesnego świata. Podsumowanie Esencjalistyczna koncepcja stabilnej i nie podlegającej ewolucji tożsamości kulturowej nie miałaby możliwości urzeczywistnienia na tak dynamicznym i zróżnicowanym kontynencie, jakim jest Europa. Nie zapominając o korzeniach i dorobku, Europa powinna jednak skupić się na realiach, a także aktualnych wyzwaniach, które bynajmniej nie muszą pozostawać w sprzeczności z tożsamością europejską, a wręcz mogą przyczyniać się do jej nieustannego konstruowania. Różnorodność kulturowa, będąca od zawsze dominującą cechą charakterystyczną Europy, jest także jednym z podstawowych celów politycznych w procesie integracji europejskiej wyrażonym w haśle „jedność w różnorodności”. Dewiza ta traktowana jest jako fundament Unii Europejskiej i podstawa jej działań obejmujących edukację, politykę kulturalną, społeczną i regionalną. Powszechnie uznaje się więc, że to właśnie różnorodność, a nie homogeniczność jest bogactwem Europy. Aby móc jednoczyć się w tej różnorodności, Europa potrzebuje dziś konstruktywistycznie pojmowanej, „dialogicznej” tożsamości kulturowej. Pojmowanie kulturowej tożsamości europejskiej na sposób esencjalistyczny z pewnością prowadziłoby dziś do zamknięcia wspólnoty, 32 33

J. Derrida, J. Habermas, Po wojnie…, op. cit., s. 155. S. Hall, Culture, community and nation, „Cultural Studies” 1993, nr 3, s. 349 – 363.

nr 1, wiosna-lato 2010

[217]


Katarzyna Skrzypczak

odizolowania jej od globalnych problemów i stojących przed nią wyzwań, do których należy duchowe zadanie stworzenia harmonizującej przestrzeni między kontynentami. Można przyjąć, iż aktualny sprzeciw wobec wstąpienia Turcji do Unii Europejskiej wynika z przyjęcia perspektywy stawiającej znak równości między pojęciem tożsamości oraz tradycji. Tymczasem tożsamość nie musi być skoncentrowana wokół wspólnych korzeni czy „naturalnych” podstaw Europy, lecz może opierać się na zasadzie otwarcia na pozostałe tożsamości. Tożsamość to nie dziedzictwo (a przynajmniej nie tylko), ale również zdolność do transgresji, jednoczenia poza własnymi granicami. Europa stanowi swego rodzaju wspólnotę przeciwieństw i na tym polega jej specyfika. Tożsamość europejska powinna więc się konstruować w ramach inkluzyjnego procesu negocjacji, dając w efekcie unitas multiplex.

Summary The present article addresses the question of cultural identity of today’s Europe and the shape it should take. Such issues as relation between European identity and national identities in the context of the continent’s cultural diversity are considered from interdisciplinary perspective. Two paradigms presented in the article: the essentialist and constructivist approach to identity serve as a starting point for reflection on the basis of the European identity as well as on its future form. Nota o autorze Katarzyna Skrzypczak – studentka V roku politologii (specjalność marketing polityczny) oraz Międzywydziałowych Indywidualnych Studiów Humanistycznych na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Wiceprzewodnicząca Koła Naukowego Psychologii Polityki. Jej główne zainteresowania naukowe skupiają się wokół zagadnień komunikowania politycznego, cywilizacji europejskiej, filozofii polityki oraz psychologii społecznej i poznawczej.

[218]

refleksje


Konflikt jako Filip Biały Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu

Konflikt jako wartość? Demokracja agonistyczna a populizm europejski w ujęciu Chantal Mouffe

P

jest wynikiem trudnego do podważenia założenia ontologicznego, iż Ziemię zamieszkują ludzie, a nie jeden człowiek1. Mnogość istnień oznacza wielość perspektyw, systemów wartości i potrzeb, co w połączeniu ze skłonnością do łączenia się ludzi w zbiorowości, otwiera przestrzeń rywalizacji o dominację i zasoby. Konflikt jest nieunikniony, współsprawowanie dominacji – ex definitione – wykluczone, a ograniczoność zasobów oznacza niesprawiedliwość. Polityka jest z tej perspektywy środkiem pozwalającym na uporanie się z ludzką wielością, indywidualną i zbiorową – środkiem nieskutecznym i zawodnym; parafrazując Winstona Churchilla, rzec by można, że historia jest w tym względzie katalogiem klęsk. Na tym tle współczesna Europa (a raczej ta jej część, która zwykła uważać się za całość) jawi się niczym swoista czasoprzestrzenna oaza. Kontynent, który przez stulecia wstrząsany był wojnami, otrzeźwiony ostatecznie doświadczeniem II wojny światowej, w ostatnim półwieczu przeżywał czas stabilności i rozwoju. Wybuchające od czasu do czasu konflikty gdzieś na europejskich peryferiach (o ile za takowe uznamy np. Bałkany) lub w ogóle w innym rejonie świata są problemem innych – nie nas, Europejczyków. Nawet jeśli dotykają nas bezpośrednio, np. w postaci terroryzmu, uznajemy, że przychodzą z zewnątrz, z tego świata, który opiera się na przednowoczesnej logice agresji. Nasz świat jest z kolei obszarem, w którym na gniew i agresję nie ma miejsca. Sporne kwestie rozwiązywane są w zmierzającym do konsensu, rozumnym procesie negocjacji, uzgodnień i dyskusji, do czego instrumentów dostarczają konstytucje państw narodowych oraz ponadnarodowe organizacje integracyjne. Czy zatem polityka odnalazła wreszcie sposób na ograniluralizm

1 „Polityka za swą podstawę ma fakt ludzkiej wielości. Bóg stworzył c z ł o w i e k a , ale ludzie to wytwór ziemski, ludzki. (…) Polityka jest domeną współistnienia i stowarzyszania się różnych ludzi”. H. Arendt, Wprowadzenie w politykę, [w:] eadem, Polityka jako obietnica, Warszawa 2007, s. 124.

nr 1, wiosna-lato 2010

[219]


Filip Biały

czenie negatywnych skutków pluralizmu? Czy demokratyczno-liberalny projekt uznać można za ukończony, gotowy do rozpowszechniania? Sceptycy – wśród nich Chantal Mouffe2 – uważają, że przekonanie takie jest złudne, gdyż lekceważy fakt, że istnieje cała rzesza wykluczonych z demokratyczno-liberalnego konsensu, nie poddających się bowiem jego neutralizującym antagonizm działaniom. Rzecz jednak nie tylko w tym, że próby takiej neutralizacji są nieskuteczne i prowadzą do radykalizacji sporu, a następnie do wybuchu aktywnego konfliktu, ale i w fakcie, iż oznaczają zatrzymanie się w procesie rozwoju demokracji. Pytanie zatem powinno brzmieć: jak zaakceptować współistnienie niewspółmiernych, sprzecznych systemów wartości i w jaki sposób zapewnić koegzystencję nierozumnych, bo opierających się na identyfikacji emocjonalnej tożsamości zbiorowych, a jednocześnie umożliwić artykulację sprzecznych wartości, nie zaprzestając demokratyzacji kolejnych obszarów życia społecznego? Problem nie jest abstrakcyjny: zjawisko populizmu jest, zdaniem Mouffe, wynikiem rozczarowania instytucjami demokracji liberalnej dlatego właśnie, że wyczerpują one swą demokratyczną (i demokratyzującą) moc, że nie ma szans przebić się w nich głos niemieszczący się w ramach istniejącego konsensu. Mouffe sądzi, że odpowiedzią na te problematyczne kwestie jest projekt polityki agonistycznej3: akceptującej konflikt i umożliwiającej postęp demokracji. Demokracja liberalna i hegemonia neoliberalizmu Jak łatwo zauważyć, zarysowana wyżej koncepcja nie jest ideologicznie neutralna. Jej założenia Mouffe opisała wraz z Ernesto Laclau w wydanej w 1985 roku książce Hegemonia i socjalistyczna strategia4, będącej fundamentalną krytyką neoliberalizmu, przenikającego – zdaniem autorów – współczesne instytucje demokratyczne. Książka ta „to nie tylko naukowe opracowanie dwojga uniwersyteckich politologów, lecz także polityczny projekt dla lewicy”5. Podtytuł, odwołujący się do 2 Chantal Mouffe (ur. 1943) – belgijska politolożka, profesor Uniwersytetu Westminsterskiego. Po polsku ukazały się jej prace Paradoks demokracji (Wrocław 2005) oraz Polityczność. Przewodnik „Krytyki Politycznej” (Warszawa 2008), a także napisana wspólnie z E. Laclau Hegemonia i socjalistyczna strategia. Przyczynek do projektu radykalnej polityki demokratycznej (Wrocław 2007). 3 Termin agonizm czerpie swe źródło ze starogreckiego słowa agon, oznaczającego współzawodnictwo, zarówno sportowe, jak i innego typu. 4 E. Laclau, Ch. Mouffe, Hegemony and Socialist Strategy: Towards a Radical Democratc Politics, Verso 1985. 5 S. Sierakowski, Scenariusz dla brakującego aktora, [w:] E. Laclau, Mouffe, Hege-

[220]

refleksje


Konflikt jako wartość? Demokracja agonistyczna a populizm europejski...

hasła „radykalnej demokracji”, wskazuje na cel przyświecający temu projektowi: ma nim być demokratyzacja kolejnych dziedzin życia społecznego. Hegemonia i socjalistyczna strategia stanowi zatem tyleż analizę zasad funkcjonowania współczesnej demokracji liberalnej, co plan wyprowadzenia lewicy z intelektualnego uwiądu. Kryzys myśli lewicowej wynika z pokutujących w niej przesądów dotyczących istoty procesu społecznego, a także charakteru i tożsamości podmiotu, który lewica powinna reprezentować. Schematy myślowe, w które popadła socjaldemokracja, są wynikiem nawarstwienia się myśli takich historycznych jej przedstawicieli, jak Róża Luksemburg, Karl Kautsky, Antonio Labriola, Eduard Bernstein, Georges Sorel, Antonio Gramsci czy Louis Althusser. Jednocześnie niektórzy z nich poczynili obserwacje, których – zdaniem autorów Hegemonii… – nie doprowadzono do ostatecznych konsekwencji. Laclau i Mouffe konsekwencje te wyprowadzają, posługując się kategoriami zaczerpniętymi z poststrukturalistycznej teorii dyskursu, wittgensteinowskich gier językowych czy lacanowskiej psychoanalizy. Istniejący porządek społeczny i polityczny rozumieć należy jako hegemonię pewnego dyskursu czy też dominację pewnej „formacji hegemonicznej”. To ostatnie określenie jest związane z kategorią „bloku historycznego”, zastosowaną przez Antonio Gramsciego na oznaczenie pewnej względnie ujednoliconej, społeczno-politycznej przestrzeni relacyjnych tożsamości6. Do owego ujednolicenia dochodzi na drodze zdominowania przestrzeni społeczno-politycznej przez nadanie znaczeń i sensu temu, co społeczne. Zapanowanie to odbywa się więc głównie w sferze języka, który jest fundamentem dyskursu. W tym kontekście pojawia się pojęcie „pustego znaczącego”, a więc wyrażenia, którego treść jest instrumentalnie narzucana przez walczące ze sobą siły polityczne7. Na tej właśnie zasadzie, poprzez narzucenie pojmowania znaczenia tak podstawowych dla liberalnej demokracji pojęć, jak „wolność” i „równość”, hegemonię sprawuje dziś – w przekonaniu Laclau i Mouffe – formacja wiążąca „neoliberalną obronę gospodarki wolnorynkowej z głębokim antyegalitarnym kulturowym

monia i socjalistyczna strategia…, op. cit., s. XVI. 6 E. Laclau, Ch. Mouffe, Hegemonia i socjalistyczna strategia, Wrocław 2007, s. 147. 7 Szerzej: E. Laclau, Dlaczego puste znaczące mają znaczenie dla polityki?, [w:] idem, Emancypacje, Wrocław 2004.

nr 1, wiosna-lato 2010

[221]


Filip Biały

i społecznym tradycjonalizmem konserwatyzmu”8. Kluczem do sukcesu tej i innych formacji hegemonicznych jest ukonstytuowanie wspólnej tożsamości wielu grup społecznych, artykułujących różne żądania, poprzez połączenie ich łańcuchem równoważności, nawet wtedy, kiedy oznacza to przecięcie istniejących podziałów klasowych. Jednym z podstawowych źródeł tej koncepcji jest myśl Antonio Gramsciego. Próbował on – jako jeden z niewielu przedstawicieli lewicy – w daleko posuniętym stopniu zerwać z esencjalistycznym traktowaniem podmiotu zmiany społecznej. Klęska marksizmu polegała m.in. właśnie na ścisłym wiązaniu rewolucyjnych nadziei z konkretną klasą społeczną – proletariatem – i jej interesami ekonomicznymi. Polityka lewicowa miała być więc artykulacją postulatów tejże klasy. Tymczasem Gramsci swoją koncepcją „hegemonii kulturowej” niejako odwrócił proces powstawania tożsamości społecznych, odrzucając ideę jednokierunkowego wpływu „bazy” na „nadbudowę”. Ten właśnie wątek kontynuują Laclau i Mouffe, przekonując że przywództwo intelektualne i moralne, a więc oparte o wspólnotę idei i wartości, jest punktem wyjścia do osiągnięcia przywództwa politycznego9. Rysowany w duchu postmarksistowskim projekt „radykalnej demokracji” zasadza się na pojmowaniu polityki na sposób antagonistyczny. Jak dowodzą autorzy, od czasów Rewolucji Francuskiej przebieg granic antagonistycznego podziału ulega ustawicznej komplikacji. Dwa stulecia temu granicę wytyczała linia lud – ancien régime. Karol Marks widział go z kolei w starciu między klasami, co jednak okazało się wkrótce ujęciem niewystarczającym, wobec ujawnienia się innych niż ekonomiczne, linii antagonistycznych podziałów. Obecnie takich konfliktów, zogniskowanych wokół kwestii kulturowych (np. feminizmu czy praw mniejszości seksualnych) jest jeszcze więcej. Dlatego hegemonii nie osiąga się dziś poprzez reprezentację jednej z grup interesu. Może ją zdobyć tylko ten, kto potrafi wiele istniejących antagonizmów połączyć – za pomocą praktyk dyskursywnych – w łańcuch równoważności, a więc zjednoczyć wiele walczących o swe cele grup, nawet jeśli ich postulaty dotyczą odmiennych sfer. Przykładowo, źródeł sukcesu neoliberałów i neokonserwatystów po kryzysie naftowym w latach 70. XX wieku Mouffe i Laclau upatrują w skutecznym połą-

8 9

E. Laclau, Ch. Mouffe, Hegemonia…, op. cit., s. 184. Ibidem, s. 73. Por. A. Heywood, Politologia, Warszawa 2006, s. 255.

[222]

refleksje


Konflikt jako wartość? Demokracja agonistyczna a populizm europejski...

czeniem wielu grup protestu przekonaniem, że pojęcie wolności należy przeciwstawić państwu, którego rolę należy ograniczyć10. Mit racjonalnego konsensu Rozważania Mouffe stały się jeszcze ciekawsze z chwilą, gdy zdecydowała się ona sięgnąć poza wskazany wyżej panteon luminarzy myśli lewicowej i swym sojusznikiem w sporze z neoliberalizmem uczyniła Carla Schmitta11, jednego z najbardziej przenikliwych krytyków liberalizmu12, S. Sierakowski, Scenariusz…, op. cit., s. XIV – XV. We wszystkich swych najważniejszych pracach – The Return of the Political, Paradoksie demokracji, Polityczności, a także zredagowanym przez siebie zbiorze The Challenge of Carl Schmitt – Mouffe odwołuje się do myśli Carla Schmitta jako celnej krytyki sprzeczności liberalnej demokracji. Choć Schmitt pozostaje dla Mouffe ideologicznym przeciwnikiem, stwierdza ona, iż błędem byłoby skreślać go wyłącznie ze względu na nazistowski epizod w jego biografii. Autorka zwraca uwagę na „budzącą podziw erudycję i rozległość refleksji” Schmitta, nie waha się też przyznać, że jej zamiarem jest ugruntowanie jego pozycji jako myśliciela politycznego, którego argumenty każą liberałom zastanowić się, nim popadną w samozadowolenie. Być może zresztą, stwierdza Mouffe, niechęć liberałow do Schmitta wywołana jest trafnością i prawdziwością jego argumentacji [Introduction: Carl Schmitt challenge, w: eadem (red.), The Challenge of Carl Schmitt, Verso 1999, s. 1 – 2]. Równocześnie Mouffe ma świadomość, że odwoływanie się do Schmitta może być potraktowanie jako prowokacja. Dlatego odpiera twierdzenie, jakoby pragnęła budować jakąś wersję „lewicowego schmittyzmu”, odrzucającego za niemieckim myślicielem liberalizm [ibidem, s. 5]. Schmitt pozostaje dla niej użyteczny jako konserwatysta, który potrafi wstrząsnąć liberalnymi dogmatami „lepiej niż liberalni apologeci” [Polityczność…, op. cit., s. 19]. 12 Schmitt krytykował parlamentaryzm lat 20. XX w., uznając że jest on wynikiem zdominowania pierwiastka demokratycznego przez liberalny. Ukształtowanie się systemu parlamentarnego, opierającego się na pośrednim wpływie ludu na władzę, wydaje się być naturalną konsekwencją pojawienia się demokracji masowej, w której niezbędne jest zaistnienie mechanizmu reprezentacji interesów wielu milionów obywateli. Jak zauważa Schmitt, parlamentaryzm jest rozwiązaniem w wielu kwestiach bardzo praktycznym [C. Schmitt, Duchowa i historyczna sytuacja dzisiejszego parlamentaryzmu, w: tegoż, Teologia polityczna i inne pisma, Kraków 2000, s. 117], jednak wypaczającym zasadniczy sens demokracji, definiowanej przez Rousseau jako tożsamość rządzących z rządzonymi. Schmitt argumentuje, że parlament nie spełnił pokładanych w nim nadziei, nie stając się miejscem kreowania elit, nie stał się także forum poważnej debaty publicznej, którą zastąpiły zakulisowe negocjacje partykularnych interesów, przed czym bronić miał mandat wolny. Wobec braku nowych idei i uzasadnień, w gruncie rzeczy fasadowy parlamentaryzm, sprowadzony do roli „praktycznego i technicznego instrumentu” [ibidem, s. 123], szybko zastąpiony może być inną instytucją, lepiej realizującą te same funkcje. W Schmittowskiej krytyce najbardziej istotne jest jednak wskazanie, że parlamentaryzm oparty jest na koncepcjach liberalnych, przeciwstawnych zasadom demokratycznym. Rozróżnienie to opiera się przede wszystkim na różnym podejściu obu tych nurtów do kwestii równości. Demokracja zakłada bowiem homogeniczność ludu, substancjalną równość obywateli, co w naturalny sposób prowadzi do zakre10

11

nr 1, wiosna-lato 2010

[223]


Filip Biały

wieszcząc przy tym „powrót polityczności”13. Występując z pozycji krytyka „racjonalistycznego i indywidualistycznego dyskursu liberalnego”, autorka wskazuje na nieuniknioną rolę czynnika antagonistycznego w polityce14, tak międzynarodowej, jak i wewnętrznej. Zaprzeczanie konfliktowemu charakterowi polityczności, czy w ogóle faktowi wewnętrznego napięcia właściwemu ustrojowi liberalno-demokratycznego, daje efekt nie tylko w postaci zniekształconego obrazu rzeczywistości, ale też w istotny sposób wpływa na praktyczną politykę. Wbrew uparcie powtarzanej tezie, upadek bloku sowieckiego wcale nie oznaczał „końca historii” i zwycięstwa liberalnej demokracji typu zachodniego. Podobnie błędne było przekonanie liberałów, że konflikty na tle etnicznym, religijnym i narodowym, wybuchające na obszarach byłego ZSRR i jego satelitów, są jedynie stanem przejściowym na drodze do uniwersalistycznego modelu liberalnej demokracji. Wraz z upadkiem systemu komunistycznego zniknęły także warunki jednoczące społeczeństwa na zasadzie „my/oni”. W państwach dawnego bloku wschodniego tożsamość społeczna wytwarzała się bowiem na bazie sprzeciwu społeczeństwa wobec wspólnego wroga, jakim była totalitarna władza. Gdy owa władza zniknęła – zniknął wróg – nastąpił powrót do innych form antagonizmu, w tym etnicznego, jak na obszarze byłej Jugosławii. Lecz także i tożsamość Zachodu uległa zachwianiu, ponieważ do tej pory konstytuowała ją obecność komunizmu, pełniącego funkcję „innego”. Ów „inny” pełnił rolę „konstytutywnego zewnętrza”, a więc czynnika odpowiadającego za kształtowanie i konsolidację zachodniej tożsamości zbiorowej. Zgłaszana przez Mouffe krytyka dominującego modelu demokracji liberalnej przebiega dwutorowo. Z jednej strony jest skierowana przeciw funkcjonującym, stwarzającym pozór możliwości uzyskania racjonalnego konsensu, praktykom politycznym, czemu towarzyszy bogata egzemplifikacja negatywnych skutków owych praktyk w postaślenia jego granic. Liberalizm tymczasem uznaje, że równość przyrodzona jest każdemu człowiekowi, co z kolei jest empirycznie sprzeczne z istniejącym na świecie ładem, zorganizowanym w formie homogenicznych państw narodowych [ibidem, s. 125]. W związku z tym Schmitt zauważa, że związek demokracji z liberalizmem jest niejasny. Parlament jako propozycja liberalna, przy uznaniu homogenicznego charakteru demokracji, pozostaje instrumentem zbędnym, skoro bowiem w demokratycznie pojmowanym ludzie nie istnieją różnice, nie jest konieczne istnienie ciało pośredniczące w wyrażaniu woli powszechnej. 13 Ch. Mouffe, Pluralism and Modern Democracy: Around Carl Schmitt, w: eadem (red.), The Return of the Political, Verso 1993, s. 117 – 134. 14 S. Sierakowski, Scenariusz…, op. cit., s. VII.

[224]

refleksje


Konflikt jako wartość? Demokracja agonistyczna a populizm europejski...

ci narastania populizmu czy spadku partycypacji wyborczej. Z drugiej strony Mouffe polemizuje z Johnem Rawlsem czy Jürgenem Habermasem, których uznaje za rzeczników obowiązującego modelu, podsuwających argumenty teoretyczne na rzecz eliminacji pluralizmu ze sfery publicznej15. Punktem wyjścia do diagnozy problemów, przed którymi stoi dzisiejsza demokracja liberalna, jest zarysowana już w Hegemonii i socjalistycznej strategii historiozofia polityczna. Według niej, od 200 lat, a więc od czasu Wielkiej Rewolucji Francuskiej, do czynienia mamy z powstającą i ewoluującą formą demokracji liberalnej. Oba pierwiastki tworzące ten system – liberalny i demokratyczny – związały się jednak z sobą tak naprawdę przypadkowo. Oba uznają za najistotniejsze różne wartości, których absolutyzacja prowadzi de facto do sprzeczności. I tak, wartościami tradycyjnie demokratycznymi są równość i władza ludu, wartościami liberalnymi zaś – indywidualna wolność i prawa człowieka. To właśnie na linii liberalizm – demokracja dochodzi do napięcia, do niedawna uznawanego za naturalne i uprawnione, dziś jednak często niedostrzeganego i niedocenianego16. W przekonaniu Mouffe mamy dziś bowiem na Zachodzie do czynienia z hegemonią neoliberalną, podporządkowującą wartości demokratyczne ideom liberalizmu, narzucającą specyficzną interpretację praw człowieka i wolności. Liberalizm, odwołujący się do pojęcia „ludzkości”, stoi w sprzeczności z koncepcją demos, właściwą demokracji, wymagającą – jak stwierdza Mouffe za Schmittem – zakreślenia granicy między „nimi” a „nami”. Bez tego rozróżnienia, a więc określenia kryterium inkluzji/ekskluzji, niemożliwe jest korzystanie z praw demokracji. Schmitt wskazuje, że demokracja zakłada homogeniczność ludu, która jest podstawą jedności politycznej państwa. Liberalizmowi jest z kolei właściwy pluralizm, podważający ową jedność. Ta wewnętrzna sprzeczność demokracji liberalnej skazuje ją, zdaniem Schmitta, na porażkę. Według Mouffe, choć Schmitt wskazuje na rzeczywiście istniejące pomiędzy pierwiastkiem demokratycznym a liberalnym napięcie, zarysowany przez niego dylemat jest fałszywy. Nie jest bowiem tak, że albo istnieć może jedność ludu, oznaczająca usunięcie antagonizmów poza demos, albo też uznamy niektóre formy podziału w obrębie demos za uzasadnione, co w konsekwencji doprowadzi do pluralizmu negującego jedność i rozsadzającego państwo. Schmitt popełnia błąd, 15 16

Ch. Mouffe, Paradoks demokracji, Wrocław 2005, s. 68. Ibidem, s. 24.

nr 1, wiosna-lato 2010

[225]


Filip Biały

stwierdzając że w demokracji – którą definiuje jako tożsamość rządzonych i rządzących – rozróżnienie my/oni jest jedynie uznaniem wcześniej istniejących już granic. W jego ujęciu tożsamości społeczne są empirycznie dane. Gdyby jednak tak było – gdyby istniały aprioryczne, „sztywne” tożsamości społeczne – nie mógłby zaistnieć pluralizm, przed którego destruującą rolą Schmitt równocześnie ostrzega. Dlatego też należy uznać, że pluralizm jest jedną z możliwych opcji, tak jak jedną z opcji jest jedność polityczna ludu17. Pomimo tej niekonsekwencji niemieckiego myśliciela, Mouffe za warty uwagi uznaje argument, iż dla istnienia demokracji niezbędna jest pewna homogeniczność ludu. Jednorodność ta nie musi jednak stać w opozycji wobec pluralizmu religijnego, moralnego czy kulturowego. Zamiast mówić o homogeniczności, należałoby zatem wypracować koncepcję, którą Mouffe określa mianem „wspólnotowości”18. Dla jej osiągnięcia konieczne jest uznanie, że tożsamość ludu jest wynikiem procesu hegemonicznego. Rywalizacja w demokracji liberalnej toczy się właśnie o określenie tej tożsamości, z czym wiąże się bezpośrednio wytyczanie granicy my/oni. To właśnie z tego powodu istnieć musi możliwość rywalizacji, w ramach której dochodzi do artykulacji sprzecznych stanowisk politycznych. W tym miejscu dochodzimy do zasadniczego sporu pomiędzy Mouffe a rzecznikami „racjonalnego konsensu”, pragnącymi wyeliminować z polityki antagonizm. Droga wiodąca do uznania, iż możliwe jest społeczeństwo, w którym wszystkie kwestie sporne rozwiązywane są na drodze dialogu, tak by osiągnąć wynik satysfakcjonujący wszystkie strony, rozpoczęła się wraz z zaistnieniem w teorii polityki „modelu agregacyjnego”. Badacze tacy jak Joseph Schumpeter czy Anthony Downs rozwinęli w połowie XX w. empiryczną teorię polityki, która stawiała sobie za zadanie tworzenie deskryptywnego, a nie normatywnego modelu polityki. W ich ujęciu jednostki kierują się przede wszystkim własnym interesem, a nie przekonaniami moralnymi. Wynikało z tego instrumentalne pojmowanie polityki: instytucje i procedury miałby być narzędziem agregacji preferencji jednostek, umożliwiającym radzenie sobie z pluralizmem grup interesu19. Podejście to zakwestionowane zostało wraz z odnową normatywnego ujęcia teorii polityki, które zwiastowała publikacja Teorii sprawiedliwości Johna Rawl-

Ibidem, s. 73. Ibidem, s. 74. 19 Ibidem, s. 98 – 99. 17

18

[226]

refleksje


Konflikt jako wartość? Demokracja agonistyczna a populizm europejski...

sa20. Zwolennicy normatywizmu obarczali rzeczników „modelu agregacyjnego” winą za powszechne rozczarowanie instytucjami demokratycznymi oraz kryzys legitymizacji. Tylko odzyskanie przez demokrację liberalną wymiaru moralnego, a także osiągnięcie konsensu, który wykraczałby poza zgodę wyłączenie co do procedur, może wyeliminować niebezpieczeństwa, grożące wartościom liberalnym. Celem stało się również wypracowanie takiego modelu demokracji liberalnej, który wiązałby te wartości z wartościami demokratycznymi, a więc rozstrzygał sprzeczność pomiędzy wolnością a równością. Zarówno Rawlsa, z jego pojmowaniem „sprawiedliwości jako bezstronności”, jak i Habermasa, przedstawiającego model „idealnej sytuacji komunikacyjnej”, Mouffe zalicza do wspólnego nurtu deliberacyjnej demokracji. Pomimo różnic w stanowiskach obu myślicieli, charakterystyczna jest dla nich wiara w możliwość wypracowania politycznego konsensu w procesie wymiany argumentów przez rozumne osoby, kierujące się zasadą bezstronności. W obu koncepcjach zachodzi specyficzne określenie granic akceptowalnego pluralizmu, co ma ochronić liberalno-demokratyczne instytucje. U Rawlsa dochodzi do rozróżnienia „prostego” pluralizmu, a więc faktu istnienia przeciwstawnych koncepcji dobra, oraz pluralizmu „rozumnego”, będącego efektem posługiwania się rozumem w ramach konstytucyjnego reżimu demokratycznego21. To właśnie pomiędzy „rozumnymi” stanowiskami ma dojść do konsensu dotyczącego sprawiedliwości. Należy bowiem zrezygnować z podejmowania prób uzgodnienia „rozległych” poglądów religijnych, moralnych czy filozoficznych. W sferze publicznej możliwe jest osiągnięcie częściowego konsensu co do sprawiedliwości. Pełen pluralizm niemożliwych do pogodzenia poglądów i wartości dopuszczony może być jedynie w sferze prywatnej22. Podobnie Habermas, chcąc uchronić instytucje liberalnej demokracji przed następstwami pluralizmu sprzecznych poglądów, dokonuje rozdziału dwóch dziedzin: etyki oraz moralności. Etyka to dziedzina dopuszczająca konkurencję koncepcji dobrego życia. Moralność natomiast jest sferą, w której istnieć powinien proceduralizm, zapewniający bezstronność, opierający się na zasadach „idealnego dyskursu”. J. Rawls, Teoria sprawiedliwości, Warszawa 1994. Ch. Mouffe, Paradoks demokracji…, op. cit., s. 44. Por. J. Rawls, Liberalizm polityczny, Warszawa 1998, s. 8. 22 Ch. Mouffe, Paradoks demokracji…, op. cit., s. 107. 20 21

nr 1, wiosna-lato 2010

[227]


Filip Biały

Sfera polityczna, tak u Habermasa, jak i u Rawlsa, ma być wyłączona z konfrontacji sprzecznych wartości, a stworzone w jej ramach rozwiązania mają być rozwiązaniami racjonalnymi. Według Rawlsa, funkcjonowanie społeczeństwa w oparciu o zasady wspólnie przyjętej sprawiedliwości, zapewni akceptację instytucji przez obywateli. Według Habermasa, legitymizację instytucji zapewni zagwarantowanie partycypacji, w oparciu o zasady „idealnego dyskursu”, który opiera się m.in. na równości i symetrii dotyczącej inicjowania aktów mowy, kwestionowania tematu rozmowy oraz reguł procedury dyskursu23. W przekonaniu Mouffe wszystko to nie wystarczy, by obywatele utożsamiali się z wartościami demokratycznymi. Nie sprzyja temu ani eliminowanie znaczenia pierwiastka emocjonalnego w życiu społecznym, ani postrzeganie jednostek (czy to dążących do maksymalizacji swych korzyści, jak w modelu agregacyjnym, czy to kierujących się racjonalnością, jak w modelu deliberacyjnym) jako niezależnych od całego zespołu czynników społecznych, takich jak relacje władzy, kultura, język czy przyjęte praktyki społeczne24. Instytucje demokratyczne mogą być legitymizowane jedynie wtedy, gdy dopuszcza się możliwość rzeczywistej konkurencji politycznych wizji ich kształtu. Bez możliwości zaistnienia prawdziwego pluralizmu w sferze polityki, swych identyfikacji zbiorowych jednostki poszukiwać będą w innych obszarach – religijnym czy etnicznym, co doprowadzić może do wzrostu fundamentalizmów, stanowiących zagrożenie dla więzi obywatelskiej, niezbędnej dla funkcjonowania demokracji. Demokracja agonistyczna Koncepcjom „racjonalnego konsensu”, uznającym że możliwe jest pozbawione antagonizmu działanie demokracji liberalnej, ale też i twierdzeniom, iż demokracja liberalna, jako projekt sprzeczny wewnętrznie, musi upaść, Mouffe przeciwstawia własny, agonistyczny model demokracji. Oparty jest on na uznaniu, że pluralizm, który pociąga za sobą antagonizm, jest elementem z polityki nieusuwalnym. To właśnie ten antagonistyczny wymiar stosunków międzyludzkich stanowi „to, co polityczne” (lub „polityczność”), które odróżnić należy od „polityki”, stanowiącej „zestaw praktyk i instytucji, które w obliczu wprowadzanego przez polityczność konfliktu tworzą porządek umożliwiający

23 24

Ibidem, s. 103. Ibidem, s. 112.

[228]

refleksje


Konflikt jako wartość? Demokracja agonistyczna a populizm europejski...

ludzkie współistnienie”25. „Polityka” odnosi się, jak stwierdza Mouffe, do poziomu ontycznego, a więc jest sferą empiryczną, polityczną praktyką, będącą przedmiotem badań nauk politycznych. „Polityczność” wiąże się natomiast z ontologią i jest domeną teorii polityki. Rola „polityki” wobec „polityczności” polega na organizowaniu współżycia ludzi w warunkach potencjalnego konfliktu. „Polityka” oswaja wrogość i zażegnuje antagonizm26. Polityka ma na celu wytwarzanie jedności w kontekście istniejącego pluralizmu i antagonizmu. Może to odbywać się wyłącznie poprzez proponowanie takich form tożsamości kolektywnych, z którymi identyfikować mogą się obywatele. Stworzenie takiego „my” dokonuje się poprzez określenie, kim są „oni”. Inaczej jednak niż u Schmitta, „oni” nie mogą postrzegani być na zasadzie wroga, którego należy zniszczyć. Dlatego polityka „agonistyczna” ma na celu doprowadzenie do takiego sposobu konstruowania opozycji my/oni, który nie doprowadzi do powstania antagonizmu rozsadzającego demokratyczne zrzeszenie. Aby było to możliwe, konieczne jest z jednej strony zachowanie więzi pomiędzy „nami” a „nimi”, z drugiej jednak – uznanie wzajemnych różnic, których nie można pogodzić w procesie zawierania „racjonalnego konsensu”. „Oni” nie są zatem ani Schmittowskim „wrogiem”, ani też liberalnym „konkurentem”. Dla modelu agonistycznego właściwa jest kategoria „przeciwnika”27 jako osoby, której prawo do obrony własnych poglądów jest uznawane. Z „przeciwnikiem” dzieli się zatem etyczno-polityczne zasady samej demokracji liberalnej, jednak nie zgadza się co do ich znaczenia i realizacji. W przypadku modelu liberalnego dochodzi jedynie do konkurencji o władzę, ale już nie o przekształcenie samych relacji władztwa i podwładności. Istniejący antagonizm nie znajduje tym samym instytucjonalnego ujścia. Mouffe, przeciwstawiając model adwersaryjny liberalnemu, podkreśla konieczność istnienia w sferze polityki rozwiązań przekształcających antagonizm w agonizm. Odbywać się to ma poprzez „ustanowienie sieci praktyk i instytucji” czy też „uznanych agonicznych kanałów polityki, służących wyrażaniu głosów sprzeciwu”28. Za modelowe rozwiązanie instytucjonalne, umożliwiające transmutację antagonizmu w agonizm, Mouffe uznaje parlamentaryzm, Eadem, Polityczność…, op. cit., s. 24. Eadem, Paradoks demokracji…, op. cit., s. 118. 27 Eadem, Polityczność…, op. cit., s. 35 – 36. 28 Ibidem, s. 36. 25

26

nr 1, wiosna-lato 2010

[229]


Filip Biały

taki jakim przedstawia go Elias Canetti w książce Masa i władza. Dla ukazania istoty systemu parlamentarnego Canetti posługuje się metaforą militarną. W tym ujęciu głosowanie na forum parlamentu „jest pozostałością krwawego starcia (…) Ale podliczenie głosów jest końcem bitwy”29. Pokonany w parlamentarnej izbie uznaje wynik, co nie oznacza, że przyjmuje pogląd przeciwnika. Również za Canettim, Mouffe analizuje zasadę funkcjonowania dwóch popędów, którymi ulegają w społeczeństwie jednostki. Jednym z nich jest chęć podkreślenia swej indywidualności, drugim – pragnienie bycia częścią tłumu czy masy30. Ten drugi popęd, jak podkreśla Mouffe, nie jest bynajmniej czymś archaicznym, ale immanentną częścią ludzkiej psychiki. I to właśnie ten afektywny wymiar konstruowania tożsamości zbiorowych jest najczęściej pomijany przez zwolenników „racjonalnego konsensu” oraz „modelu agregacyjnego”, dążących do analizy zjawisk politycznych poprzez badanie zachowań jednostkowych. Lekceważenie znaczenia identyfikacji kolektywnych przez obrońców polityki konsensualnej powoduje, że tożsamości zbiorowe zaczynają budować się m.in. wokół nacjonalizmów. Zaprzeczanie antagonistycznemu charakterowi polityki jest zatem nie tylko, jak zdaje się twierdzić Mouffe, zbrodnią na deskrypcji rzeczywistości – jest istotnym błędem, który dowodzi braku zrozumienia, jak fundamentalne znaczenie dla trwania demokracji ma polityczna konfrontacja31. „Dobrze funkcjonująca demokracja wymaga ścierania się prawomocnych, demokratycznych stanowisk politycznych. Na tym właśnie ma polegać konfrontacja między lewicą a prawicą. Powinna ona być źródłem zbiorowych form identyfikacji zdolnych mobilizować polityczne namiętności”32. Populizm jako patologia Zamazanie linii podziału pomiędzy prawicą a lewicą, przekonywanie, iż żyjemy w postpolitycznym świecie, staje się pożywką dla populistów, łamiących „poprawność polityczną”. Zarówno sukces austriackiego nacjonalisty Jörga Heidera w wyborach parlamentarnych 1999 roku, rosnące znaczenie belgijskiego, secesjonistycznego Bloku Flamandzkiego, jak i niespodziewane przejście populisty Jean-Marie Le Pena do 29 E. Canetti, Masa i władza, Warszawa 1996, s. 216, za: Ch. Mouffe, Polityczność…, op. cit., s. 37. 30 Ch. Mouffe, Polityczność…, op. cit., s. 39. 31 Ibidem, s. 44 – 45. 32 Ibidem, s. 45.

[230]

refleksje


Konflikt jako wartość? Demokracja agonistyczna a populizm europejski...

drugiej tury wybór prezydenckich we Francji w 2002 roku, miały bardzo podobne podstawy33. Stanowiło je narastające upodobnienie programów partyjnych (przesunięcie się większości partii w stronę centrum) lub monopolizacja władzy przez istniejące od dawna, tradycyjne ugrupowania34. Umożliwiło to stworzenie alternatywnej formy identyfikacji, przeciwstawiającej się „elitom” czy „establishmentowi”. O populizmie zwykło mówić się w kategoriach zagrożenia lub patologii demokracji35. Populistą nazywa się polityka, który schlebia ludowi, prezentując uproszczoną wizję świata i utrzymując, że posiada jasne, skuteczne i szybkie w realizacji recepty na uporanie się z problemami. Pojęcie populizmu staje się tym samym bliskie – bądź równoznaczne – pojęciu demagogii36. Czy jednak populizm opiera się wyłącznie na zręcznej manipulacji, kreowaniu poczucia zagrożenia problemami, takimi jak imigracja, korupcja życia politycznego i hipokryzja elit, czy raczej jest odpowiedzią na istniejące już poczucie wykluczenia, zagubienia w coraz bardziej skomplikowanym świecie? Zapewne oba te czynniki są ze sobą sprzężone, w debacie publicznej zwykle jednak przesądza się na rzecz pierwszej opcji. Dzięki temu odpowiedź na zjawisko populizmu jest prosta i ogranicza się do prób eliminacji z życia publicznego polityków populistycznych. Do tego, zdaniem Mouffe, sprowadza się reakcja elit politycznych na problem populizmu. Poprzez nadanie politycznym ekstremistom etykietki „skrajnej prawicy”, wezwaniem do otoczenia ich „kordonem sanitarnym”, odsunięto od siebie wysiłek przeanalizowania rzeczywistych przyczyn ich sukcesu37. Przy okazji wykazało to kolejną sprzeczność, leżącą u podstaw modelu konsensualnego. Albowiem skoro przyjęto już, że w nowoczesnej, „postpolitycznej” rzeczywistoIbidem, s. 82 – 85. Por. P. Mair, Demokracja populistyczna a demokracja partyjna, [w:] Demokracja w obliczu populizmu, red. Y. Mény, T. Surel, Warszawa 2007, s. 134. 35 Pojęcie patologii zakłada istnienie pewnej normy, ta zaś w przypadku demokracji jest trudna do określenia, albowiem demokratyczne reguły gry są zmienne w czasie, tak jak zmienne jest pojmowanie demokracji. Na przykład, o ile dziś za normę uznaje się prawa wyborcze kobiet, o tyle jeszcze w latach trzydziestych XX wieku Francja, w której kobiety praw tych były pozbawione, z powodzeniem uchodzić mogła za kraj demokratyczny. Zob. Y. Mény, T. Surel, Zasadnicza dwuznaczność populizmu, [w:] Demokracja w obliczu populizmu, red. Y. Mény, T. Surel, Warszawa 2007, s. 31. 36 Zob. M. Karwat, O demagogii, Warszawa 2006, s. 9. Autor ten zauważa, że demagogia jest „specyficzną metodą i taktyką działania politycznego, natomiast populizm jest eklektyczną i wewnętrznie sprzeczną namiastką ideologii masowych ruchów społecznych, a niekiedy również elitarno-odgórnych ruchów reformatorskich”; ibidem, s. 11. 37 Ch. Mouffe, Polityczność…, op. cit., s. 88. 33

34

nr 1, wiosna-lato 2010

[231]


Filip Biały

ści nie ma miejsca na polityczny antagonizm, pojawiające się skrajności nie mogą być rozpatrywane w kategoriach politycznych, a zatem ich reprezentanci nie mogą być uznani za pełnoprawnego uczestnika debaty – prawomocnego konkurenta czy przeciwnika. Doprowadziło to do przeniesienia politycznej konfrontacji na płaszczyznę moralną, w której „nas”, a więc „dobrych demokratów”, przeciwstawia się „im” – „złej skrajnej prawicy”38. Co ważne, nie oznacza to według Mouffe, zastąpienia polityki moralnością, a jedynie użyteczne rozgrywanie tej pierwszej „w rejestrze moralności”. W istocie bowiem dokonanie podziału my/oni na linii „demokraci” – „skrajna prawica” pełni taką samą funkcję, jak każdy inny podział zarysowywany dotychczas przy użyciu słownika polityki. Tak samo przyczynia się on do umocnienia tożsamości sprawującej hegemonię formacji konsensualnej i tak samo prowadzi do wskazania i ekskluzji „wroga” – jest to więc postępowanie par excellence polityczne. Co jednak zdecydowanie odróżnia budowaną w języku moralności opozycję, to fakt, iż uniemożliwiony zostaje w ten sposób proces przekształcania antagonistycznej walki w agonistyczną konfrontację. „Wróg” jest „zły”, a więc należy go zniszczyć, a nie postrzegać jako równoprawnego „przeciwnika” w publicznym dyskursie. To właśnie w tym miejscu ujawnia się zasadnicza aporia w myśleniu zwolenników „racjonalnego konsensu”: ich dążenie do uchronienia sfery polityki przed agonicznym konfliktem, prowadzi do wybuchu nagiego antagonizmu, zagrażającego całej demokracji. Chantal Mouffe nawołuje do akceptacji myśli pozornie sprzecznej wewnętrznie: pokój zapewnić może tylko uznanie konfliktu. Dyskusja w demokratycznych realiach nigdy nie może zostać zakończona, żaden chwilowy konsens nie jest ostateczny i niepodważalny – czasem nawet nie jest możliwy. Trwanie demokratyczno-liberalnego projektu europejskiego oznacza zatem, że nigdy nie zostanie on domknięty.

Summary One of the most intriguing questions in political philosophy has long been the following: how to organize politics that not only appeases the conflict of groups and individuals but also allows to express even irrational beliefs. The answer that this article has dealt with is a proposition by Chantal Mouffe, called ‘agonistic democracy’. The concept is

38

Ibidem, s. 89.

[232]

refleksje


Konflikt jako wartość? Demokracja agonistyczna a populizm europejski...

based on an claim that the exclusion of an emotional component from the public sphere can only lead to a political conflict. An example that confirms Mouffe’s assumptions is the expansion of European populism, which, according to the theory discussed in the article, may only be contained through recognizing the positive value of the conflictive nature of politics. Nota o autorze Filip Biały [filip.bialy@amu.edu.pl] – absolwent Wydziału Nauk Politycznych i Dziennikarstwa UAM. Współzałożyciel i redaktor naczelny portalu politologicznego Politeja.pl. Zainteresowania naukowe: filozoficzne i metodologiczne podstawy teorii polityki i myśli politycznej.

nr 1, wiosna-lato 2010

[233]


Polonia w St Michał Kłopocki Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu

Polonia w Stambule: imigranci w globalnym mieście, tożsamość i obywatelstwo w dobie transnarodowych przestrzeni społecznych

J

determinowanych przez globalizację są procesy związane z migracją. „Rosnąca międzynarodowa mobilność ludzi, kwestionuje podstawy przynależności do państwa narodowego. Heterogeniczność wartości i praktyk kulturowych gwałtownie wzrasta, nie ma więc czasu na procesy akulturacji i asymilacji. Granice państwa narodowego ulegają erozji: miliony ludzi ma wielokrotne obywatelstwo i żyje w więcej niż jednym kraju. Inni nie mieszkają w kraju, którego są obywatelami”1. Głównym miejscem migracji stały się globalne miasta. Od kiedy globalna ekonomia stała się tak złożona, że jej specjalistyczne funkcje nie mogły być dłużej realizowane w siedzibach korporacji, rozwinęły się globalne miasta, które „z ich złożoną siecią wysoce wyspecjalizowanych firm usługowych i rynkiem pracy są strategicznym miejscem dla produkcji tych specjalistycznych funkcji. W tym sensie, globalne miasta są jedną z form ucieleśnienia globalnych procesów na terytoriach narodowych i objętych narodowymi rozwiązaniami instytucjonalnymi”2. Rozwija się nowy szczególny typ imigracji. Jak zauważa R. Cohen „pojawiają się „uprzywilejowani cudzoziemcy”. Są to obywatele innych państw, którzy niekoniecznie poszukują stałego zamieszkania i są najczęściej menedżerami i przedsiębiorcami, zazwyczaj przebywającymi w obcych państwach na koszt transnarodowych korporacji”3. Globalednym z głównych czynników

1 S. Castels, A. Davidson, Citizenship and Migration:globalization and the politocs of belonging, New York 2000. Wszystkie tlumaczenia pochodzą od autora. 2 S. Sassen, Cracked cassings: notes towards an analytics for studying transnational processes, [w:] New Transnational Social Spaces: International migration and transnational companiesin the early twenty-first century` red. L. Pries, New York 2001. 3 R. Cohen, Global Diasporas: An introduction, London 1997.

nr 1, wiosna-lato 2010

[235]


Michał Kłopocki

ne miasta stały się międzynarodowymi i kosmopolitycznymi miejscami. Na ich ulicach można zobaczyć przedstawicieli różnych ras, usłyszeć mnogość języków i spróbować wielorakich smaków. Z pewnością Stambuł staje się, jeśli już nie jest, miastem globalnym. Jako jedno z największych miast świata, największa aglomeracja w Europie, gospodarcza i kulturalna stolica Turcji, przyciąga ludzi z całego świata. Przez wieki Stambuł, jak i całe Imperium Otomańskie, było znane ze „skrajnej gościnności i tolerancji, okazywanej ludziom, którzy szukali schronienia w Imperium z właściwych sobie powodów”4. Żydzi sefardyjscy, Węgrzy, a także Polacy są tego przykładem. Ponieważ współczesna Europa jest bezpieczniejszym miejscem niż ta sprzed 100 laty, imigranci przybywający do Stambułu robią to z innych powodów, szukają tam pracy, rozrywki i miejsca do życia. Praca ta dotyczy polskich imigrantach mieszkających w Stambule. Podzielić ich można na dwie grupy. Jedną jest historyczna społeczność potomków polskich uchodźców, którzy osiedlili się blisko Stambułu, w Adampolu, obecnie Polonezköy5 ponad 150 lat temu. Drugą stanowi współczesna fala imigrantów, którzy żyją w Stambule. W tej pracy skupiam się głównie na współczesnej polonii zamieszkującej miasto, jednakże na początku opisuję krótko poprzednią falę osiadłą w Polonezköy, co pozwoli mi później na porównanie dwóch grup i dokonanie pewnych ogólnych uwag na temat zmieniających się procesów imigracyjnych we współczesnej Europie. Polonię miejską opisuję w odniesieniu do trzech problemów. W pierwszej części pracy zajmuje się tym, w jaki sposób procesy integracyjne w grupie są podtrzymywane i jakie są główne instytucję, które to umożliwiają. W drugiej opisuję przestrzeń artystyczną, którą uważam za jedną z kluczowych w procesie podtrzymywania „polskości” wśród imigrantów. Adampol – Polonezköy „Ustanowienie polskiego osadnictwa w Turcji w pierwszej poł. XIX w. było ściśle związane z polską walką o odzyskanie wolności i niepodległości”6. Konsekwencją trzech nieudanych powstań, głównie przeciwko carskiej Rosji, była ucieczka tysięcy Polaków z kraju. Prezydent C. Ersun, Ottoman Hospitality and its Impact on Europe, Istanbul 2008. Zrost köy oznacza w języku tureckim wioskę. Tak więc Polonezköy oznacza po prostu polską wioskę. Nazwa Adampol pochodzi od księcia Adama Czartoryskiego. 6 J. Adamska, Adampol – Polonezköy, Warsaw 2004. 4 5

[236]

refleksje


Polonia w Stambule: imigranci w globalnym mieście, tożsamość i obywatelstwo...

Rządu Narodowego w czasie Powstania Listopadowego (1830-1831) Książę Adam Czartoryski stworzył ruch polityczny dążący do odzyskania niepodległości – Hotel Lambert. W swych planach Książę „widział Turcję jako przyszłego sprzymierzeńca w wojnie przeciwko Rosji. W 1841 r. książęcy wysłannik Michał Czajkowski utworzył Agencję Główną Misji Wschodniej Hotelu Lambert, której szefem następnie został”7. Czajkowski skontaktował się z francuskimi mnichami z zakonu św. Wincentego Wincentego à Paulo, zwanych również Lazarystami, którzy posiadali gospodarstwo niedaleko Stambułu. Planowano stworzyć azyl dla polskich uchodźców na części ziemi oddzielonej od farmy Lazarystów. „W 1842 r. obie strony podpisały stosowne porozumienia, ustanawiając pierwsze polskie osadnictwo na tych terenach. W 1850 r. Książe Czartoryski podpisał akt prawny wiążący każdego mieszkańca Adampola (oficjalna nazwa od 1846 r.), który między innymi kładł podstawy pod samorząd kolonii. Przyszli koloniści musieli posiadać polskie korzenie i wyznawać wiarę rzymskokatolicką”. W 1853 r. pod auspicjami Sułtana, Michał Czajkowski (Mehmed Sadik Pasza) zaczyna organizację polskiego wojska w Turcji. Polacy ci walczą w wojnie krymskiej (1853-1856), po której zakończeniu ich regimenty zostają rozwiązane. Wtedy część oficerów osiedliła się w  Adampolu. „Pod koniec XIX w. wioska ma co najmniej 150 mieszkańców. W 1883 r. został sfinalizowany wykup ziemi z rąk Lazarystów. W 1923 r. Adampol otrzymał oficjalną nazwę Polonezköy. Do 1938 r. prawie wszyscy mieszkańcy posiadali tureckie obywatelstwo”8. W dwudziestoleciu międzywojennym charakter wioski zaczął się zmieniać z czysto rolniczego w turystyczno-rekreacyjny. W 1969 r. mieszkańcy wioski otrzymali prawo własności do swoich działek. Z powodu trudnej sytuacji gospodarczej około jednej trzeciej mieszkańców Polonezköy wyemigrowało za granicę. Dziś na około trzy tysiące mieszkańców znajduje się tam około 90 rodzin. W porównaniu z późniejszymi imigrantami, co pokazuję dalej, ci ludzie są prawie zupełnie zasymilowani z turecką kulturą. Wszyscy mają tureckie obywatelstwo, ich dzieci (piąte lub szóste pokolenie), mówią znacznie lepiej po turecku niż po polsku. Ponieważ starsza generacja odchodzi i wioska staje się coraz bardziej „turecka”, wygląda

7 8

Ibidem. Ibidem.

nr 1, wiosna-lato 2010

[237]


Michał Kłopocki

na to, że ta diaspora zanika. Wielu młodych nie odczuwa więzi z krajem ich przodków9. Z drugiej strony ci, którzy pozostali, utrzymują kontakty z imigrantami z miasta. Np. każdej soboty polski ksiądz przyjeżdża ze Stambułu by odprawić polską mszę. Mieszkańcy Polonezköy są zawsze zapraszani na imprezy organizowane przez Konsulat RP. Niektóre z tych imprez odbywają się nawet w Polonezköy, wtedy przyjeżdża tam wielu ludzi z miasta. Pokazuje to, że relacje pomiędzy dwoma środowiskami są silniejsze, niż to wygląda na pierwszy rzut oka. Polacy w Stambule Współczesna polonia w Stambule nie tworzy jednorodnej grupy. W rzeczywistości trudno jest nawet oszacować dokładną jej liczbę, ponieważ wielu przybyłych nie zgłasza swojego pobytu w konsulacie. Obecnie mówi się o około 400 osobach, choć ta liczba może być nawet dwa razy większa, ponieważ pobyt wielu ludzi ma charakter tymczasowy, np. pracownicy sezonowi. Dominującą grupą wśród polskich imigrantów w mieście są kobiety, które poślubiły Turków i wyjechały z nimi do Stambułu. Można je podzielić na dwie grupy. Pierwsza składa się z kobiet, które przybyły do Stambuł, co najmniej kilkanaście lat temu. Teraz mają 40 i więcej lat. Mają nastoletnie dzieci. W skład drugiej wchodzi ostatnia dala imigrantów, składająca się z kobiet mających około 30 lat lub mniej, żyjących w Stambule około pięciu lat. Te dwie grupy różnią się między sobą. Nie dziwi, że kobiety, które żyją w mieście dłużej, są bardziej zasymilowane. Zazwyczaj mają tureckie obywatelstwo i są lepiej zorientowane w tureckiej rzeczywistości niż w polskiej. Często prowadzą wspólną firmę z mężami lub siedzą w domu. Wydaje się, że nie będą już opuszczać tego miejsca. Kobiety w drugiej grupie są znacznie bardziej mobilne. Wiele z nich poznało swoich mężów nie w Polsce czy w Turcji, lecz w innym kraju. Nie zawsze posiadają tureckie obywatelstwo. Ich orientacja w tureckiej rzeczywistości często ograniczona jest do spraw związanych z pracą i przyjaciółmi. Są dobrze zorientowane w sprawach krajo9 Co wynika z moich rozmów z imigrantami. W pracy tej posługiwałem się metodami etnograficznymi. Były to głównie nieustrukturyzowane wywiady, częściowa obserwacja uczestnicząca i wywiad grupowy. Por. P. Atkinson, M. Hammersley, Metody badań terenowych, Poznań 2000. Wszystkie wywiady indywidualne przeprowadziłem w dniach 9-18 grudnia 2009 roku w Stambule i Polonezköy. Były to niesformalizowane rozmowy głównie z kobietami w wieku 25-45 lat. Grupa liczyła około 30 osób.

[238]

refleksje


Polonia w Stambule: imigranci w globalnym mieście, tożsamość i obywatelstwo...

wych, często jeżdżą do Polski. Przywiązują dużą wagę do imprez organizowanych przez polskie instytucje w mieście. Nie wiedzą, czy zostaną tu „na stałe”. To właśnie ta druga grupa uosabia zmiany dokonujące się we współczesnych procesach związanych z migracją. W kierunku transnarodowości Joanna ma 30 lat. Swojego męża poznała w Londynie, gdzie odwiedzała rodzinę. Sultan studiował tam. Urodził się na Cyprze, od 10 lat ma tureckie obywatelstwo. Ostatnio Joanna rozpoczęła starania o obywatelstwo Turcji10. Po ślubie w Polsce wyjechali do Stambułu. Oboje są inżynierami. Pojechali tam, „ponieważ Sultanowi byłoby znacznie trudniej znaleźć dobrą pracę w Polsce. Poza tym, u nas jest jeszcze wciąż dużo negatywnych stereotypów na temat Turków”11. Sultan pełni funkcję Dyrektora Technicznego w firmie robiącej ekspertyzy statków i samochodów dla firm ubezpieczeniowych. Współpracują m.in. z takimi potentatami rynku motoryzacyjnego jak Nissan czy Honda. Joanna jest zatrudniona w dziale technicznym szwedzkiej firmy tekstylnej Kappahl. Zajmuje się projektowaniem i wszystkim, co jest związane z produkcją. Nie mają dzieci. Joanna nie czuje się Turczynką. „Swój pobyt tutaj traktuje, jako przygodę i wyzwanie. Mam nadzieje, że za jakiś czas uda mi się zmienić otoczenie. Nie mam też na myśli powrotu do Polski, ale może jakiś inny kraj?... Kto wie?”12. Joanna ma polską telewizję, tak więc jest zorientowana w sprawach krajowych. Lata do Polski dwa razy w roku, podobnie jak większość moich rozmówczyń, zwłaszcza z „młodszej grupy”. „Biorę udział w większości polskich wydarzeń, które maja tutaj miejsce, nawet czasami jestem ich współorganizatorem. Po prostu lubię, jak się coś dzieje, poza tym obcowanie z artystami z mojego kraju ma dla mnie ważne znaczenie. Zawsze brałam aktywny udział w różnego rodzaju wystawach, spektaklach w Polsce i, na ile to jest możliwe, staram się to kontynuować”13. Magda ma 28 lat. W Stambule jest od trzech. Podobnie jak Joanna, nie ma jeszcze tureckiego obywatelstwa. Studiowała dziennikarstwo na UW, pracując jednocześnie w MTV Polska jako producentka. Swojego przyszłego męża poznała ostatniego dnia pobytu w Korei Po-

Procedurę tę rozpocząć można minimum po trzech latach od ślubu. Wywiad, 09.12.2009. 12 Ibidem. 13 Ibidem. 10 11

nr 1, wiosna-lato 2010

[239]


Michał Kłopocki

łudniowej, gdzie produkowała audycję dotyczącą międzynarodowego turnieju w gry komputerowe dla swojej stacji. Cagatay był wtedy Dyrektorem Marketingu w firmie Samsung. Po powrocie do Polski zaczęli ze sobą wymieniać maile. Wkrótce Cagatay przyjechał do Polski, gdzie po ukończeniu przez Magdę studiów wzięli ślub. Oni również postanowili przenieść się do Stambułu, z podobnych powodów jak Joanna i Sułtan (w Polsce Cagatay nie mógłby znaleźć tak dobrej pracy jak w Turcji, a Magda dopiero zaczynała, więc było jej „łatwiej”). Obecnie Magda pracuje w firmie produkcji telewizyjnej, gdzie jest producentką. Jej mąż jest dyrektorem generalnym firmy Benq. Jest również jednym z wykładowców MBA na jednym ze Stambulskich uniwersytetów. Mają jedno dziecko. Ona także uczestniczy w „polskich wydarzeniach”, ma to dla niej duże znaczenie. Magda wyjaśnia mi, jaki typ ludzi Polki poślubiają w Turcji. „Nie jesteśmy głupie. Nie wybieramy ludzi z ulicy. Nasi mężowie są przystojnymi facetami z dobrych rodzin, dobrze usytuowani, a przede wszystkim świetnie wykształceni”14. Te dwa przykłady pokazują jak bardzo procesy migracyjne zmieniają się. Współczesne imigrantki różnią się znacznie zarówno od rodzin z Polonezköy, jak i Polaków przybyłych do Stambułu kilkanaście lat wcześniej. Skoro ich mężowie lub one same pracują w międzynarodowych korporacjach, traktują swój pobyt w mieście mniej lub bardziej jako tymczasowy. Dzięki łatwości w przemieszczaniu się na duże odległości, relatywnie często mogą być w Polsce, jak i gdziekolwiek indziej. Co więcej, współczesne technologie, takie jak Internet, pozwalają im mieć kontakt z krajem nawet będąc w Turcji. Wszystko to sprawia, że osoby te są znacznie mniej zasymilowane z turecką kulturą, niż miało to miejsce w poprzednich falach imigracji. Teoria transnarodowych przestrzeni społecznych zdaje się najlepiej opisywać ich sytuację. Jedna z pierwszych definicji transnarodowści charakteryzuje zjawisko jako „proces, poprzez który imigranci wypracowują i utrzymują wielostronne relacje społeczne, które łączą ich społeczności pochodzenia i zamieszkania. Nazywamy ten proces transnarodowym by podkreślić, że wielu imigrantów buduje dziś przestrzenie społeczne, które przekraczają geograficzne, kulturowe i polityczne granice”15.

Wywiad, 10.12.2009. L. Basch, Towards a Transnational Perspective on Migration: race, class, ethcicity and nationalism reconsidered (1997), za L. Pries, The Apprach of Trannational Social Spaces: Responding to new configuration of social and spacial [w:] New Transnational Social Spaces... op.cit. 14 15

[240]

refleksje


Polonia w Stambule: imigranci w globalnym mieście, tożsamość i obywatelstwo...

Poprzez transnarodowe przestrzenie społeczne rozumiem wielostronne relacje społeczne wytwarzane przez współczesnych imigrantów zarówno w kraju pochodzenia, jak i zamieszkania. Akumulacja kapitału ekonomicznego, ludzkiego i społecznego w postaci zasobów przenoszonych poprzez więzi społeczne powoduje, że jednostki funkcjonujące w transnarodowej przestrzeni społecznej, funkcjonujący w obcym społeczeństwie, pozostają w stałej łączności ze swoją wspólnotą pochodzenia. Prowadzić to może do zaburzenia – z jednej strony – procesu asymilacji z kulturą kraju zamieszkania, z drugiej – procesu integracji z lokalnym społecznością imigrantów. Jest to możliwe przede wszystkim dzięki rozwojowi nowoczesnych technologii pozwalających komunikować się na obszarze całego globu, względnie małych kosztów przemieszczanie się między dużymi odległościami oraz rozwojem transnarodowych korporacji i wynikającemu z niego międzynarodowym podziałem pracy. Używając terminologii Thomasa Friedmana, możemy powiedzieć, że mamy do czynienia z trzecią fazą globalizacji, w której to jednostki bezpośrednio się globalizują16. Rozwój transnarodowych przestrzeni społecznych w sposób znaczący wpływa na procesy zachodzące między państwami, ponieważ przekształca jednostki w aktywnych uczestników tych procesów, „w przeciwieństwie do dwustronnych polityk17, których głównymi aktorami są państwa, podstawą nowych jest jednostka tj. imigrant, który staje się de facto transnarodowym aktorem, zgodnie z gospodarczymi więzami jakie ustanawia pomiędzy państwem pochodzenia, a krajem goszczącym”18. W rzeczy samej, jak słusznie zauważa G. Wang „nowe klasy ludzi wyposażone we wszystkie nowoczesne umiejętności migrują i odpowiadają na przyciąganie ośrodków władzy i nowych możliwoPierwsza faza zaczęła się gdzieś pomiędzy XVI i XVII wiekiem, i odnosi się do wzrostu politycznych i gospodarczych relacji między państwami. Tak więc w procesie globalizcji uczestniczyły państwa. Druga mająca miejsce w XIX w. odnosi się do powstawania pierwszych transnarodowych korporacji. Friedman twierdzi, że wtedy zaczął się globalizować sektor prywatny. Pod koniec XX w. głównie dzięki rozwojowi technologii związanej z komunikacją rozpoczął się trzeci etap, globalizacji jednostek. Por. T. Friedman, Świat jest plaski, Poznań 2006. 17 W org. bilateral policies. Kastoryano posługuje się w tym miejscu dość dziwną terminologią. Jeśli dobrze rozumiem, chodzi jej tu o przeciwstawienie wcześniejszego modelu relacji państwo-państwo, nowemu, w którym jednostka zyskuje wyższą podmiotowość stając się w coraz większym stopniu partnerem w relacjach z państwem. 18 R. Kastoryano, Between Europe and the Nation-States: The Turkish Transnational Community, [w:] Identity and Integration: Migrants in Western Europe, red. R. Sackmann, B. Petersi T. Faist, Aldershot 2003 16

nr 1, wiosna-lato 2010

[241]


Michał Kłopocki

ści w handlu i przemyśle (…). Ci ludzie są świadomi swoich interesów, wrażliwi politycznie i wybierają swoje nowe domy bardzo uważnie”19. Joanna i Sułtan, Magda i Cagatay są przykładami tych nowych wysoce mobilnych imigrantów, mających skrajnie pragmatyczne podejście do miejsca, w którym chcą żyć, i z umiejętnościami do utrzymywania transnarodowych przestrzeni społecznych, gdziekolwiek się znajdą. Procesy integracji Polscy imigranci w Stambule nie wchodzą ze sobą w głębokie relacje. Trudno jest przesądzać, co jest powodem tak słabej organizacji grupy w porównaniu zarówno z innymi narodowościami w Stambule, jak i z polonią w innych miastach, jak Londyn czy Berlin. Polacy są rozproszeni po całym Stambule, choć stosunkowo duża grupa żyje w dzielnicy Bahcesehir, ponieważ znajduje się ona blisko fabryk, w których pracują ich rodziny. Być może duże odległości pomiędzy częściami miasta powodują, że nie istnieje coś takiego jak „polska dzielnca”, klub czy restauracja. Czynnik ten był też podkreślany przez wielu moich informatorów. Specyfika grupy może być kolejnym powodem takiego stanu rzeczy. Ponieważ są to głównie kobiety, które poślubiły Turków, wiele z nich jest dobrze zasymilowanych, nie tworzą stricte „polskich rodzin”, ich dzieci czują się często bardziej Turkami niż Polakami20. Dlatego też nie uważają polskiego towarzystwa za coś bardzo dla nich istotnego. Ponieważ są to mieszane małżeństwa, jak powiedziała mi jedna z informatorek „nie jest łatwo znaleźć drugą parę, tak żeby nasi mężowie również dobrze się dogadywali”21. Ponieważ takie rozmieszczenie uniemożliwia częste i bliskie kontakty pomiędzy członkami grupy, przestrzeń wirtualna staje się doskonałym miejscem, w którym zachodzi komunikacja. Istnieje internetowe forum dla polskich imigrantów. Zostało ono założone z inicjatywy Konsula RP w Stambule. „Na początku miało ono głównie plotkarski charakter. Jednak, gdy konsul raz zaprosił wszystkich na jakąś imprezę i dowiedziano się, że oficjalne instytucje są w to zaangażowane, ludzie przestali wrzucać cokolwiek. To pokazuje nasz wciąż dziwny stosunek do władzy”22. Obecnie forum używane jest głównie, gdy ktoś 19 G. Wang (1991) `Chine and the Chinese overseas` Singapore 1991, za R. Cohen Global Diasporas...op.cit. 20 Konkluzje te dotyczą jednak „starszej” grupy imigrantów. 21 Wywiad, 10.12.2009. 22 Wywiad, 11.12.2009

[242]

refleksje


Polonia w Stambule: imigranci w globalnym mieście, tożsamość i obywatelstwo...

prosi o pomoc np. ktoś szuka jakichś usług, wysyłania wiadomości dotyczących polskich lekcji, wysyłania zaproszeń na imprezy okolicznościowe organizowane przez konsulat, kościół lub pojedyncze osoby, składania sobie świątecznych życzeń oraz komentowania bieżących wydarzeń, np. polskich spotkań. Miejsca spotkań Istnieją dwie instytucje, które integrują tych Polaków, którzy zainteresowani są podtrzymywaniem więzi z rodakami. Pierwszą jest Konsulat RP w Stambule, drugą kościół. Jak to było wspomniane powyżej z inicjatywy Konsula powstało internetowe forum, przez które wysyłane jest wiele zaproszeń na polskie spotkania. Na przykład co roku w różnych miejscach organizowane są mikołajki. Jest to impreza głównie dla dzieci, które mają dużo zabawy, ponieważ zatrudniane są osoby organizujące im wiele rozrywek. Gry i zabawy prowadzone są w języku tureckim, ponieważ wiele dzieci nie zna polskiego lub zna bardzo słabo. Dla rodziców jest to okazja do zjedzenia wspólnego obiadu, porozmawiania i spotkania z przyjaciółmi. Konsulat organizuje również uroczystości związane ze świętami narodowymi jak np. Dzień Niepodległości. Druga instytucja ma bardziej nieformalny charakter. Jest to kościół pw. św. Antoniego na Istiklal, głównej ulicy miasta w dzielnicy Beyoğlu. Jest to franciszkańska świątynia, której proboszcz jest Rumunem. Msze odprawiane są w wielu językach, również w polskim, z uwagi na obecność polskiego księdza. Z biegiem czasu miejsce to stało się miejscem spotkań polskich imigrantów. Należy pamiętać, że rola kościoła nie powinna być przeceniana, ponieważ tylko około 30 osób uczestniczy regularnie w niedzielnych mszach, co stanowi mniej niż 10% ogółu imigrantów (wg niedoszacowanych danych). Mimo to grupa ta, choć niewielka, jest jednak bardzo dobrze zorganizowana, a jej wkład dla utrzymania tożsamości narodowej jest znaczący. Każdej niedzieli po mszy odbywa się tak zwana „kawa”. Jest to nieformalne spotkanie dla uczestników nabożeństwa, w którym udział bierze około połowa przybyłych na mszę. Jest to okazja do spotkania dla tych, którzy utrzymując ze sobą głębsze relacje, nie mają w tygodniu czasu na utrzymywanie kontaktów lub też ich mężowie nie mają ochoty. Co jednak ważniejsze, po mszy odbywają się lekcje polskiego dla dzieci. Wcześniej zajęcia takie organizowane były przez konsulat, ale z powodu braku pieniędzy i zainteresowania zostały zawieszo-

nr 1, wiosna-lato 2010

[243]


Michał Kłopocki

ne23. Dlatego też w tym roku Joanna wraz z pomocą polskiego księdza postanowiła zorganizować je w kościele. Zmienił się ich charakter. Teraz nacisk położony został jedynie na naukę samego języka, bez nauczania literatury itd. Mimo to wciąż zaledwie 12 dzieci w dwóch grupach uczęszcza na zajęcia. Ponadto organizowane są również lekcje polskiego dla tureckich mężów. Udział w nich bierze jedynie sześciu mężczyzn. Każdego roku organizowane są również jasełka24. Spektakl przygotowywany jest przez polską zakonnicę pracującą w szpitalu w dzielnicy Şişli. Pokaz ma miejsce w styczniu w kościele pw. św. Antoniego. Biorą w nim udział dzieci z imigranckich rodzin, podczas gdy dla rodziców jest to okazja do podziwiania młodych aktorów. Kościół jest również miejscem, które integruje środowisko polskich studentów, którzy przyjeżdżają do miasta z reguły na semestr lub dwa. Część z nich aktywnie uczestniczy w niedzielnej mszy, a także jeździ na kilkudniowe wycieczki z polskim księdzem np. do Izmiru lub w góry. Studenci filologii polskiej prowadzą lekcje polskiego. Mimo że miejsce to jednoczy jedynie katolików, to jednak, ponieważ większość polskich imigrantów zalicza się do tej grupy, wydaje się, że zainteresowanie nim jako centrum wspólnoty powinno być większe. Interesujące jest, czy Polacy przychodzą tam z powodów religijnych, czy po to by spotkać się z rodakami. Biorąc pod uwagę to ilu ludzi chodzi na mszę, a ilu zostaje później na „kawie”, możemy przypuszczać, że spełnianie potrzeb religijnych odgrywa tu ważniejszą rolę. Ciekawe jest również, co dzieje się z tymi, którzy w mszy nie uczestniczą. Z moich rozmów z imigrantami wynika, że większość z nich nie zmieniła wyznania i pozostała przy wierze katolickiej. Zdarzają się oczywiście wyjątki. „Jedna z moich przyjaciółek, zagorzała katoliczka, po ślubie przeszła na islam. Kiedy raz odwiedziłam ją w domu, a ona właśnie skądś wróciła, wciąż miała na głowie chustę. Gdy zapytałam ją, po co ją nosi, odpowiedziała, że za każdy zobaczony przez obcego mężczyznę włos czeka ją siedem lat w piekle”25.

23 Prawdopodobnie, dlatego, że na lekcjach realizowany był program identyczny jak w szkołach polskich. Ponieważ oprócz tych lekcji, dzieci uczestniczyły normalnie w zajęciach w szkołach tureckich, program ten był zbyt ambitny i większości trudno było w nim uczestniczyć. 24 W tym roku nie odbyły się z powodu ostrych opadów śniegu, które przerwały dostawy prądu w mieście. 25 Wywiad, 15.12.2009.

[244]

refleksje


Polonia w Stambule: imigranci w globalnym mieście, tożsamość i obywatelstwo...

Taka postawa może być podyktowana chęcią asymilacji z daną kulturą tak bardzo i tak szybko jak to tylko możliwe. Mimo że większość Polaków nie ma problemów z wyrażaniem swojej tożsamości, moje rozmówczynie wspominały mi o osobach, które nie mówią na ulicy po polsku, nawet między sobą, ponieważ nie chcą być wzięte za Rosjanki z uwagi na stereotyp prostytutki. Jak to było opisane powyżej, polskie wydarzenia kulturalne w Stambule są bardzo ważne dla lokalnej polonii. Często zresztą to członkowie tej grupy są ich inicjatorami. Dlatego też skupię się teraz na tym, w jaki sposób przestrzeń artystyczna, będąca istotna z punktu widzenia podtrzymywania tożsamości narodowej w polskiej diasporze, jest konstruowana w mieście. Przestrzenie artystyczne Mimo że polscy artyści są popularni w Stambule, to jednak z praktycznych powodów nie żyją w mieście. Wbrew pozorom znacznie trudniej jest wystawiać żyjąc za granicą. To narodowi kuratorzy decydują, kto będzie wystawiał swe prace np. na biennale. Dlatego też, gdy ktoś nie mieszka w Polsce, ma znacznie utrudniony dostęp do całego zaplecza umożliwiającego zorganizowanie wystawy. Mimo to Polacy są obecni w Stambule, przy okazji międzynarodowych festiwali. Korzystają też z osobistych zaproszeń. Istnieją trzy główne przestrzenie, w których polscy artyści są obecni w mieście. Pierwszą z nich są największe międzynarodowe festiwale, takie jak biennale, Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Stambule itd. Drugą są koncerty organizowane przez Konsulat RP w Kościele pw. św. Antoniego. Trzecia istnieje dzięki współpracy polskiego profesora gdańskiej ASP, Wiesława Zaremby, który obecnie wykłada na Sabanci University, z jego poprzednim środowiskiem artystycznym. Polscy artyści znani są głównie z wielkich imprez, na które są zapraszani. Od początku Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Stambule polscy twórcy zaangażowani byli w rozwój tej imprezy. Już podczas czwartej edycji festiwalu w 1985 r. znakomity polski krytyk filmowy Jezry Płażewski był jednym z członków jury. Rok później nagrodę Złotego Tulipana zdobył film „Yesterday” Jarosława Piwowarskiego. Wielu znanych reżyserów odwiedzało imprezę, np. Krzysztof Kieślowski, Krzysztof Zanussi, który przewodniczył jury w 1998 r. W 2009 r. Jerzy Skolimowski dostał tu nagrodę za całokształt twórczości.

nr 1, wiosna-lato 2010

[245]


Michał Kłopocki

Polscy artyści stale obecni są również na drugim wielkim wydarzeniu, jakim jest Międzynarodowe Biennale w Stambule. Leszek Golec, Monika Sosnowska, Paulina Alowska i inni wystawiali tam swe prace. W trakcie roku kilka polskich koncertów jest organizowanych w Kościele pw. św. Antoniego. Na przykład w grudniu 2009 r. wystąpił tam Witold Zalewski, organista Królewskiej Katedry na Wawelu. W wydarzeniu uczestniczyli zarówno Polacy ze Stambułu, jak i z Polonezköy. Dzięki znakomitym kontaktom Wiesława Zaremby, możliwe było ustanowienie długotrwałej współpracy pomiędzy artystami z Polski i Turcji. Polacy wystawiali w galerii FASS, znajdującej się na kampusie Sabanci University, co jest mniej istotne dla mieszkańców miasta, z uwagi na dużą odległość kampusu od Stambułu. Jednakże do galerii KASA znajdującej się w dzielnicy Karaköy w samym centrum Stambułu, Zarembie udało się sprowadzić w 2001 Romana Opałkę, jednego z wiodących artystów konceptualnych na świecie. Wystawa jego prac jest zaliczana razem z wystawą prac Yoko Ono do największych sukcesów w historii galerii. W galerii FASS dużą wystawę prezentowało sześciu artystów z Gdańska – K. Cybulski, R. Gajewski, Z. Gorlak, M. Model i W. Zaremba. Ta wspólpraca zaowocowała również pracą studentów Sabnnci University w Gdańsku na międzynarodowym festiwalu FETA w 2003 i 2004 r. Co ciekawe, w wydanej przez Urząd Miasta okolicznościowj publikacji na 25-lecie Solidarności w 2005, znalazło się zdjęcie muru, który pomalowali tureccy studenci, obok najważniejszych zdjęć z najnowszej historii Gdańska, przemowy Lecha Wałęsy, wizyty Jana Pawła II i Davida Gilmoura występującego na koncercie w Stoczni Gdańskiej. Konkluzje W tej pracy starałem się opisać grupę społeczną polskich imigrantów w  Stambule. Przedstawiłem historyczne przyczyny pojawienia się pierwszych uchodźców tym mieście. Następnie dokonałem analizy współczesnych fal imigrantów z podziałem na starszą i młodszą. Uznałem, że grupy te zasadniczo się od siebie różnią. Głównymi przedstawicielkami obu są kobiety, które poślubiły tureckich mężczyzn, jednakże imigrantki z grupy drugiej uosabiają moim zdaniem zmiany zachodzące w obrębie procesów migracji. Globalizacja, która umożliwia powstawanie transnarodowych przestrzeni społecznych wpływa zarówno na życie jednostek, jak i na politykę państw, chociażby w obszarze polityki

[246]

refleksje


Polonia w Stambule: imigranci w globalnym mieście, tożsamość i obywatelstwo...

związanej z obywatelstwem. Ponieważ współcześni imigranci funkcjonują niejako w przestrzeni pomiędzy dwoma państwami tj. państwem pochodzenia i zamieszkania, ich tożsamość nie zawsze jest jasno określona. To prawdopodobnie powodować będzie dalszy rozkład tożsamości narodowej, przynajmniej jako podstawowej auto-reprezentacji, zwłaszcza biorąc pod uwagę, jak określają siebie młodzież. Zbadałem również jak procesy integracji i podtrzymywania tożsamości narodowej prowadzone są przez dwie instytucje, formalną – Konsulat RP w Stambule, i nieformalną – kościół pw. św. Antoniego. W końcu opisałem polską przestrzeń artystyczną, której rola w podtrzymywaniu tej tożsamości również jest znacząca. Prędkość, z jaką Europa się jednoczy, przynajmniej w obszarze niektórych polityk jest zadziwiająca. Obecnie program LLP Erasmus, w którym Turcja również bierze udział, uznawany jest za największe biuro matrymonialne Europy. Wzrastająca liczba mieszanych małżeństw powoduje, że co najmniej jedna osoba z niego nie mieszka w kraju swego pochodzenia. Dopóki nie dostanie obywatelstwa, a jest to długotrwały proces, jest imigrantem z mniejszym lub większymi prawami. Powoduje to z pewnością wyzwanie dla polityki państwa w obszarze regulacji dostępności do obywatelstwa i modelu imigracji w ogóle. Co więcej jest to wyzwanie również dla całego modelu państwa narodowego. Wydaje się, że w spłaszczającym się świecie nie ma miejsca na pojmowanie narodu jako wspólnoty etnicznej (model niemiecki) ani nawet jako wspólnoty kierującej się wspólnymi, uniwersalnymi dla całej społeczności zasadami, co zakładał model francuski. Sytuacja ta stanowi wyzwanie również dla badaczy nauk społecznych, których rolą jest analiza zachodzących procesów, po to, aby w przyszłości być w stanie sformułować konstruktywny model, będący odpowiedzią na rosnące polityczne, społeczne i kulturowe problemy, jakie powoduje zjawisko masowych migracji. Wymagać to będzie interdyscyplinarnego podejścia do problemu, choć wydaje się, że największa odpowiedzialność spada tu na antropologów oraz politologów, zwłaszcza tych zajmujących się teorią państwa i narodu.

Summary In the article, the author analyses the community of Polish immigrants in Istanbul: as descendents of the refuges who settled near Istanbul in Adampol in 19th century, as well as modern immigrants living in the

nr 1, wiosna-lato 2010

[247]


Michał Kłopocki

city. Having briefly described the former, the author focuses on the latter group, finally comparing the two communities, which allows to rethink some immigration processes in modern Europe. Next, the integration processes and institutions which enable these processes are described. Finally, the author shows how artistic spaces, playing crucial role in sustaining Polishness, are created. Nota o autorze Michał Kłopocki [michalklopocki@ymail.com] – student IV roku politologii i V roku kulturoznawstwa na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. W ramach programu LLP Erasmus w semestrze 2009 – 2010 studiował na Sabnacni University w Stambule cultural studies, gdzie powstała ta praca.

[248]

refleksje


Traktat Lizb Maciej Banaszak Uniwersytet im. Adama Mickiewicza

Traktat Lizboński a wspólnotowe wartości europejskie

W

2 października 2009 roku Unia Europejska odetchnęła z ulgą. W drugim referendum1 za ratyfikacją Traktatu z Lizbony opowiedziało się 67, 1% Irlandczyków wobec 32,9% głosów przeciwnych, przy frekwencji 58%2. Ostatecznie wszedł on w życie 1 grudnia dniu

1 Kontynuowanie procesu ratyfikacji w pozostałych państwach było jednym z trzech wariantów rozwiązania zaistniałej sytuacji, wraz z przeprowadzeniem ponownego referendum. Proceduralnie taka sytuacja była możliwa, czego potwierdzeniem był casus braku referendalnej ratyfikacji Traktatu z Nicei. Takie rozwiązanie, jak się okazało, wydawało się być optymalne, jednakże dość kontrowersyjne z punktu widzenia legitymacji demokratycznej. Ponadto sytuacja braku ratyfikacji dla traktatu była już w Unii znana, czego przykładem jest francuskie (29.05.2005) i holenderskie (1.06.2005) „nie” dla Traktatu ustanawiającego Konstytucję dla Europy (nt. argumentów „za” i „przeciw” zob. szerzej: Z. Czachór, Kryzys legitymizacji władzy integracyjnej. Próba przebudowy Unii Europejskiej w Traktacie ustanawiającym Konstytucję dla Europy, „Przegląd Politologiczny”, nr 4/2005, s. 67-68). W tym przypadku obrano inną drogę, mianowicie rozpoczęto prace nad nowym aktem, stanowiące de facto „dekonstytucjonalizację” (zob. J. Barcz, Zasadnicze reformy strukturalne ustroju Unii Europejskiej, [w:] Traktat z Lizbony. Główne reformy ustrojowe Unii Europejskiej, red. J. Barcz, Warszawa 2008, s. 59-60.) wcześniej odrzuconego. Zob. szerzej: J. Barcz, P. Świeboda, Co dalej z Traktatem z Lizbony? Uwarunkowania strategii dla Polski, „Sprawy Międzynarodowe”, nr 2/2008. Niektórzy badacze zwracają uwagę, iż brak akceptacji referendalnej spowodowany był deficytem legitymizacji: Z. Czachór, Demokracja i legitymizacja władzy UE, 27.04.2009, www.ec.europa.eu, http://ec.europa.eu/polska/news/opinie/090427_ legitymizacja_wladzy_pl.htm, 18.02.2010. Por.: T. G. Grosse, Kondycja integracji europejskiej po szczycie UE oraz referendach we Francji i Holandii, „Analizy i Opinie Instytut Spraw Publicznych”, nr 39/2005, s. 4 i n., http://www.isp.org.pl/files/13001659140992203001120731274.pdf, 29.01.2010; K. Bromski, Główne przyczyny odrzucenia traktatów rewizyjnych w referendach we Francji i Holandii w 2005 oraz w Irlandii w 2008 roku, październik 2008, www.civitaseuropae.eu, http://civitaseuropae.eu/wp-content/uploads/2008/10/glowne_przy czyny.pdf, 10.02.2010. 2 W pierwszym referendum ratyfikacyjnym przeprowadzonym 12 czerwca 2008 roku, na „tak” zagłosowało 46,6%, z kolei na „nie” oddało swój głos 53,4% obywateli przy frekwencji 52,7%. Zob.: Irlandzkie „tak” znów jednoczy Europę, 03.10.2009, www.tvn24.pl, http://www.tvn24.pl/12691,1622265,0,1,zielona-wyspa-powiedzialalizbonie-tak,wiadomosc.html, 25.02.2010. Na temat przyczyn absencji oraz motywów głosowania, zob. szerzej: M. Sakowicz, Referendum nad Traktatem Lizbońskim w Irlandii. Analiza politologiczna, „Rocznik Integracji Europejskiej”, nr 2/2007; a także:

nr 1, wiosna-lato 2010

[249]


Maciej Banaszak

2009 roku i obowiązuje na terenie całej Unii Europejskiej3. Sprawa jego ratyfikacji wzbudzała wiele kontrowersji, a on sam często stawał się ostrym narzędziem w walce politycznej. Jednym z podnoszonych argumentów na rzecz odrzucenia Traktatu była kwestia utraty suwerenności przez Polskę4. Niewątpliwie taki apel ukierunkowany był (a pewnie i jest nadal) na osiągnięcie doraźnych, partykularnych celów politycznych, niewiele (bądź nic) mając wspólnego z tą kategorią. To właśnie możliwość ratyfikacji tegoż aktu, a wcześniej, co ważniejsze, dobrowolne przystąpienie państwa do Wspólnot i transfer swych kompetencji innym organom, na zasadzie „zlecenia”, jest niczym innym jak realizacją idei suwerenności z jednej strony5, z drugiej natomiast, mamy do czynienia z integratywnym reżimem suwerenności opartym raczej o kilka suwerenności, wzajemnie się uzupełniających; od poziomu ponadnarodowego Unii Europejskiej poprzez państwo członkowskie aż do poziomu subnarodowego (regionalnego)6. W tym kontekście, warto zaznaczyć, iż to państwa człon-

J. Barcz, P. Świeboda, Co dalej z Traktatem…, op. cit., s. 25. 3 Por.: Oświadczenie rządowe z dnia 29 listopada 2009 r. w sprawie mocy obowiązującej Traktatu z Lizbony zmieniającego Traktat o Unii Europejskiej i Traktat ustanawiający Wspólnotę Europejską, sporządzonego w Lizbonie dnia 13 grudnia 2007 r., Dz. U. 2009 Nr 203, poz. 1570. Tekst Traktatu został opublikowany w: Dz. U. Nr 203, poz. 1569. 4 Jako przykład można podać epizod spalenia flagi Unii Europejskiej czy porównywanie 13 grudnia 1981 do 13 grudnia 2007. Zob. m.in. Koniec suwerenności Polski? Janusz Korwin-Mikke spalił flagę UE, 30.11.2009, www.wiadomości.gazeta.pl, http:// wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80708,7316094,Koniec_suwerennosci_Polski__Janusz_Korwin_Mikke_spalil.html, 10.01.2010 czy: 13 grudnia – świętem okupanta, 15.12.2009, www.upr.pl, http://www.upr.org.pl/main/index.php?strid=1&katid=69, 15.01.2010. Inne: W. Papis, Traktat Lizboński zagraża Polsce, 29.05.2009, www.wp.pl, http://wiadomosci.wp.pl/kat,1022309,title,Wojciech-Papis-TraktatLizbonski-zagraza-Polsce,wid,11100344,wiadomosc.html?ticaid=19b7e, 20.02.2010; Lech Kaczyński o niepodległości czyli festiwal pustych frazesów, 09.09.2009, www. prokapitalizm.pl, http://www.prokapitalizm.pl/lech-kaczynski-o-niepodleglosci-czylifestiwal-pustych-frazesow.html, 20.02.2010. Zob. także: Stanowisko Zarządu Głównego Ligi Polskich Rodzin w sprawie wejścia w życie traktatu lizbońskiego, www.lpr.pl, http://www.lpr.pl/?sr=!czytaj&id=6751&dz=kraj&x=0&pocz=0&gr=, 05.01.2010. 5 Zob. szerzej: A. Wasilkowski, Uczestnictwo w strukturach europejskich a suwerenność państwowa, „Państwo i Prawo”, nr 4-5/1996, s. 20 i n. Por.: S. Konopacki, Problem suwerenności w Unii Europejskiej, „Studia Europejskie” 2008, nr 3. 6 Zob. szerzej: A. Gałganek, Suwerenna równość państw. Metafora zawłaszczenia (część II), „Przegląd Politologiczny” 2008, nr 1, s. 79 i n. Zob. także: A. Raczyńska, Reinterpretacja pojęcia suwerenności wobec członkostwa w Unii Europejskiej, „Przegląd Europejski” 2001, nr 1, s. 115 i n.

[250]

refleksje


Traktat Lizboński a wspólnotowe wartości europejskie

kowskie są nadal „panami traktatów” i to w nich należy upatrywać kierunków rozwoju Unii. Jeszcze innym zagadnieniem, które polaryzowało elity polityczne była kwestia deficytu demokratycznego i roli norm traktatowych w jego przezwyciężaniu. W opinii zwolenników ratyfikacji Traktatu, oddziałuje on w kierunku jego ograniczania, bądź też nawet jego zniwelowania. Odmiennie uważali jego przeciwnicy, prezentując pogląd, iż wejście w życie norm traktatowych spotęguje ów kryzys7. Lena Kolarska-Bobińska tak oto relacjonowała konferencję, która odbyła się w wiosną 2007 roku w Paryżu: „(…) wszyscy referenci mówili o końcu Unii, jej rozpadzie, braku nadziei”8. W związku z powyższym nasuwa się pytanie, czy rzeczywiście Unia Europejska „zdradziła” swe fundamentalne wartości demokratyczne i na tej podstawie możemy mówić o „końcu” czy nawet rozpadzie Unii? Europejskie wartości – dobry towar eksportowy Trudno istotę Unii Europejskiej określić odwołując się do dotychczasowych koncepcji z zakresu teorii państwa czy stosunków międzynarodowych, bowiem posiada ona cechy zarówno z pierwszego jak i drugiego obszaru. Powszechnie akceptowane jest podejście określające ten fenomenalny, chociażby z historycznego punktu widzenia, projekt polityczny, jako sui generis polity without politics. Jest to swego rodzaju system polityczny jednak bez polityki znanej z poziomu państw narodowych. Niemniej jednak, bez względu na to, jakiej konceptualizacji dokonamy, nie ulega wątpliwości, iż UE stara się być aktywnym aktorem stosunków międzynarodowych, co więcej, mając aspiracje, by zagrać rolę pierwszoplanową. Spośród ról międzynarodowych Unii, R. Zięba9 wymienia m.in. rolę kulturowo-cywilizacyjną – atrakcyjnego ośrodka cywilizacyjnego 7 „Jesteśmy świadkami »wypłukiwania« narodowych instytucji pochodzących z demokratycznych wyborów” w: K. Pawłowicz, Witajcie w euroregionie polskim!, „Nasz Dziennik” z dnia 4 grudnia 2009 r. http://www.radiomaryja.pl/artykuly. php?id=101975, 10.01.2010. Natomiast V. Klaus stwierdził zaś, że: „Traktat prowadzi do pogłębienia deficytu demokracji.”, zob.: id., Traktat Lizboński: instrukcja dla początkujących, www.kapitalizm.republika.pl, http://www.kapitalizm.republika.pl/klaus_instrukcja.html, 15.01.2010. 8 Deficyt demokracji w Unii Europejskiej – oczekiwania społeczne, [w:] Deficyt demokracji w Unii Europejskiej a europejskie grupy interesów, red. U. Kurczewska, Warszawa 2008, s. 27. 9 Zob. szerzej: R. Zięba, Wstęp do polityki zagranicznej państwa, Toruń 2004, s. 244 – 266.

nr 1, wiosna-lato 2010

[251]


Maciej Banaszak

i zarazem promotora wartości kultury europejskiej. W innym ujęciu oprócz promotora multilateralizmu i współpracy międzynarodowej czy też głównego centrum handlu światowego, UE spełnia także rolę mocarstwa normatywnego, „(…) reprezentującego określony model organizacji zarówno stosunków międzynarodowych, jak i życia społecznego i politycznego wewnątrz państw. Kluczową rolę odgrywają tu wartości reprezentowane przez UE, ich oddziaływanie zależy jednak od dystansu zarówno geopolitycznego, jak i rozwojowego, który dzieli dany kraj od Europy”10. Te demokratyczne, cywilizacyjne wartości europejskie stanowią główny towar eksportowy UE (por.: art. 3.5 TUE). W zakresie promocji demokracji, swobód obywatelskich, poszanowania praw człowieka, zakazu dyskryminacji oraz demokracji uczestniczącej, UE może stać się nie tylko pionierem, ale i mocarstwem na arenie międzynarodowej11. Rzeczywiście UE przykłada duża rolę do tychże uniwersalnych wartości. Jednak czy tak było zawsze? Otóż nie do końca12. Na podstawie analizy preambuł traktatów założycielskich oraz poszczególnych norm prawa pierwotnego, można wskazać, iż katalog wartości europejskich stanowią: bezpieczeństwo, pokój, wolność i dobrobyt. Uzupełniają go dążenie do wzrostu gospodarczego, pragnienie zrównoważonego rozwoju i zbliżenia poziomu ekonomiczno-społecznego państw członkowskich, większa stabilizacja i szybszy wzrost poziomu życia społeczeństw europejskich. Dalej dopiero, stanowiące dopełnienie tegoż zbioru – demokracja i stabilizacja polityczna13. W zmienionej Traktatem Lizbońskim14, preambule w Traktacie o Unii Europejskiej (TUE) czytamy: „INSPIROWANI kulturowym, re10 P. Borkowski, Tożsamość międzynarodowa UE w świetle koncepcji ról międzynarodowych, „Przegląd Europejski” 2009, nr 1, s. 77-78. W opinii: J. Solany: „Unia Europejska nie jest wyspą, jest częścią globalnej wspólnoty. Dla wielu części świata słowo Europa kojarzone jest z postawą humanitaryzmu, solidarności i integracji”. Natomiast C. Rice powiada: „naszym zdaniem silna i zjednoczona Europa, która jest w stanie działać jako globalny partner Stanów Zjednoczonych wziąwszy pod uwagę wartości demokratyczne i długą historię naszych związków, przyczyni się do zwielokrotnienia sił, które walczą o demokrację, wolność i pomyślność gospodarczą na całym świecie”. Ibidem, s. 72 – 73. 11 Ibidem, s. 80. 12 Zob. szerzej: M. Brachowicz, Dlaczego Karta Praw Podstawowych budzi sprzeciw?, „Międzynarodowy Przegląd Polityczny” 2007, nr 3, s. 6. 13 J. Czaja, Europa wartości – pytania o tożsamość Unii Europejskiej, „Przegląd Europejski” 2001, nr 2, s. 29. 14 Zob.: skonsolidowane wersje TUE i TFUE: http://www.consilium.europa.eu/ showPage.aspx?id= 1296&lang=pl, 20, 02.2010.

[252]

refleksje


Traktat Lizboński a wspólnotowe wartości europejskie

ligijnym, humanistycznym dziedzictwem Europy, z którego wynikają powszechne wartości, stanowiące nienaruszalne i niezbywalne prawa człowieka, jak również wolność, demokracja, równość oraz państwo prawne”. W dalszej części preambuły znajdujemy zapewnienie o przywiązaniu do „zasad wolności, demokracji, poszanowania praw człowieka i podstawowych wolności oraz państwa prawnego”. Iście gospodarczy charakter ma z kolei preambuła do Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej (TFUE). Jak wiadomo, preambuła nie ma mocy prawnie wiążącej, stanowi jedynie wyraz intencji ustawodawcy. Toteż, art. 2 TUE (w wersji skonsolidowanej) stanowi, iż „Unia opiera się na wartościach poszanowania godności osoby ludzkiej, wolności, demokracji, równości, państwa prawnego, jak również poszanowania praw człowieka, w tym również praw osób należących do mniejszości”. Warto tu jednak zaznaczyć, iż demokracja nie da się zadekretować na podstawie przyjęcia takiego czy innego rozwiązania normatywnego i to w postaci deklaratywnej. Ważniejszym jest praktyka funkcjonowania instytucji na podstawie i w granicach tychże rozwiązań. Wspólne wartości europejskie, akceptowane i respektowane przez obywateli UE mogą się przyczynić do powstania europejskiego demos15. Fakt, iż warunkiem sine qua non przystąpienia do UE jest legitymowanie się demokratycznymi rządami prawa, które można określić, jak pisze J. Markoff – „domniemaną częścią unijnego acquis communautaire”16, nie oznacza, iż w ten sposób sama konstrukcja europejska staje się demokratyczna. Unia Europejska chcąc być zatem potęgą w dziedzinie eksportu wartości demokratycznych, dla swej wiarygodności, w pierwszej kolejności winna się przyjrzeć własnych rozwiązaniom normatywnym i praktyce funkcjonowania organów; w przeciwnym wypadku będziemy mieli do czynienia z europejską hipokryzją. O deficycie demokracji Mówiąc o tej kategorii niejako automatycznie nasuwa się na myśl Unia Europejska. Z całą stanowczością należy stwierdzić, iż takie rozumo-

15 K. Szczerski, Cztery modele legitymizacji systemu politycznego Unii Europejskiej, [w:] Globalizacja – integracja – transformacja. Główne problemy polityczne globalizacji, integracji europejskiej oraz transformacji politycznej Europy, red. R. Bäcker, J. Marszałek – Kawa, J. Modrzyńska, Toruń 2005, s. 99. 16 Cyt. za: T. Kubin, Zagadnienie „deficytu demokracji” w Unii Europejskiej. Cześć I: Aspekty teoretyczne, „Studia Europejskie” 2007, nr 1, s. 12.

nr 1, wiosna-lato 2010

[253]


Maciej Banaszak

wanie jest wysoce niesprawiedliwie17. Przeciwko takiemu pojmowaniu Unii i związanego z nią deficytu demokracji świadczy kilka faktów. Po pierwsze, rozbieżność pomiędzy demokracją normatywną a jej urzeczywistnieniem jest sprawą naturalną i wręcz wydawać się może nieuniknioną. „Tego, czym demokracja jest, nie można oddzielić od tego, czym być powinna. (…) Jedna definicja nie może istnieć bez drugiej, a jednocześnie nie mogą się one wzajemnie zastępować”18. Demokracja jest bowiem modelem, do którego się dąży. Po drugie, owa rozbieżność między postulatem a opisem występuje nie tylko na poziomie państw demokratycznych19, także tych skonsolidowanych20, ale również w perspektywie globalnej21. Oba przypadki są często pomijane, a „deficyt demokracji” stał się immanentną funkcją procesu integracji europejskiej. Po trzecie, funkcjonowanie demokracji zależy także od innych czynników np. kulturowych (tradycja demokratyczna), bowiem, „kontekst i konkretna sytuacja, w jakiej znajdują się społeczeństwa sprawia, że „deficyt” towarzyszy występowaniu demokracji od jej początku”22. Po czwarte, wskazuje się na wzrastającą absencję wyborczą oraz tendencję spadkową poziomu akceptacji dla integracji europejskiej. Wzrost absencji wyborczej dotyka zarówno członków UE23, jak i systemy polityczne będące poza nią24. Jak zauważa A. Giddens, „Nawet w dojrzałych demokracjach, które inne kraje miałyby naśladować, jest rozpowszechnione rozczarowanie demokratycznymi procedurami. Ostatnimi laty w większości krajów Zachodu zaufanie do polityków mocno spadło. Mniej ludzi idzie głosować, więcej ludzi, zwłaszcza młodych, nie jest zainteresowanych parlamentarnymi gra17 Zob. szerzej: A. Moravcsik, Deficyt demokracji – wyolbrzymiony problem, „Nowa Europa. Przegląd Natoliński” 2005, nr 1, s. 278 – 279. 18 Zob. szerzej: G. Sartori, Teoria demokracji, Warszawa 1994, s. 21 – 22. 19 Zob. szerzej: M. Bankowicz, Elementy niedemokratyczne w ustrojach demokratycznych, „Politeja” 2004, nr 2, s. 325 – 334; oraz: id, Demokracja. Zasady, procedury, instytucje, Kraków 2006, s. 68 – 69, 72, 75 – 76, 78. 20 Zob. szerzej: A. Antoszewski, R. Herbut, Systemy polityczne współczesnego świata, Gdańsk 2001, s. 23 i n. 21 W. Anioł, Deficyt demokratyczny w systemie globalnym, „Studia Europejskie” 2002, nr 4, s. 10 – 11. 22 T. Biernat, „Deficyt demokracji” w strukturach Unii Europejskiej, [w:] Demokracja. Teorie. Idee. Instytucje, red. T. Biernat, A. Siwik, Toruń 2001, s. 35. 23 Zob. szerzej: A. Antoszewski, Partie i systemy partyjne państw Unii Europejskiej na przełomie wieków, Toruń 2009, s. 47, 49. 24 Zob. szerzej: A. Antoszewski, Wzorce rywalizacji na arenie wyborczej, [w:] Systemy polityczne Europy Środkowej i Wschodniej. Perspektywa porównawcza, red. A. Antoszewski, Wrocław 2006, s. 98.

[254]

refleksje


Traktat Lizboński a wspólnotowe wartości europejskie

mi”25. Same wybory z kolei można określić bardziej mianem politycznego rytuału26 niż partycypacyjnego balotażu27; natomiast relacje rządzących z rządzonymi, bardziej zbliżone są do demokracji delegatywnej28 niż deliberatywnej29. Jeżeli pod uwagę weźmiemy poziom zadowolenia z demokracji i zaufania do instytucji politycznych, to znacznie większy problem mają Państwa Członkowskie niż Unia Europejska30. Przykładowo: 55% Niemców, 45% Francuzów czy 30% Portugalczyków jest zadowolonych z demokracji; przeciętna dla zachodnioeuropejskich członków Unii wynosi 65%, natomiast dla państw członkowskich z Europy Środkowej i Wschodniej – 40%31. Biorąc pod uwagę powyższe okoliczności trudno nie zgodzić się z przywoływanym wcześniej A. Moravcsika, iż „deficyt jest w znacznym stopniu mitem”32. Unia Europejska nie jest przecież państwem, więc trudno do niej wymagać procedur znanych z poziomu narodowego, które również odstają od ideału. Być może jest tak, że tęsknimy za prawdziwie demokratycznym systemem, szukając wyjścia z sytuacji na poziomie europejskim?33. Niemniej jednak, zgadzamy się ze zwolennikami tezy o występowaniu deficytu demokracji w Unii Europejskiej. Etapy i przebieg integracji jest znany. Warto jednak zauważyć, iż deficyt demokracji już od samego początku powstawania Wspólnot został w nie wpisany34. Mimo, iż warunkiem przystąpienia do tego procesu były demokratyczne rządy prawa, sama idea opierała się na technokratycznym modelu funkcjonowania i sprawnym rozwiązywa25 Cyt. za: M. Bednarz, Między apatią a uczestnictwem. Dylematy wyboru, [w:] Czy upadek demokracji? Idee i wartości, red. A. Stelmach, Poznań 2007, s. 136. 26 Zob. szerzej: K. Churska, Wybory jako demokratyczny rytuał polityczny, [w:] Czy upadek demokracji?..., op. cit., s. 23 i n. 27 Zob. szerzej: A. Żukowski, Dylematy demokracji XXI wieku. Wybory rytualne czy balotaż partycypacyjny?, „Przegląd Politologiczny” 2005, nr 2, s. 79 i n. 28 A. Antoszewski, Partie i systemy partyjne…,op. cit., s. 22 i n. 29 Zob. szerzej: R. Riedel, Deliberacja – czyli na czym polega istota demokracji deliberatywnej, „Studia Polityczne” 2009, nr 23, s. 208 i n. 30 Zob. szerzej: A. Łankowski, Integracja europejska w świetle opinii obywateli państw członkowskich Unii europejskiej, [w:] Integracja europejska – nowy bariery czy trwały kryzys?, red. K. Żukrowska, Warszawa 2006, s. 137 – 145. 31 Zob. szerzej: A. Antoszewski, Partie i systemy partyjne…,op. cit., s. 27 – 28, 37 – 38. 32 A. Moravcsik, Deficyt demokracji…, op. cit., s. 276. 33 R. Riedel, Deficyt demokratyczny w Unii Europejskiej. Defekt czy błogosławieństwo, „Studia Europejskie” 2008, nr 4, s. 11. 34 Por. okoliczności powołania Europejskiego Banku Centralnego. Zob. szerzej: H. Gronkiewicz – Waltz, Europejska Unia Gospodarcza i Walutowa, Warszawa 2009, s. 104 i n.

nr 1, wiosna-lato 2010

[255]


Maciej Banaszak

niu odtąd wspólnych problemów niż na rządach demokratycznych35. Co ciekawe, już w traktach założycielskich – Traktacie Paryskim z 18 kwietnia 1951 roku powołującym Europejską Wspólnotę Węgla i Stali (EWWiS) oraz Traktatach Rzymskich z 25 marca 1957 roku powołujących Europejską Wspólnotę Gospodarczą i Europejską Agencję Energii Atomowej (EWEA lub Euratom) – zawarta została idea kreacji Zgromadzenia Parlamentarnego (od 1962 roku Parlament Europejski) w drodze bezpośrednich wyborów, jednak ostatecznie została wcielona w życie dopiero w 1979 roku36. O niedemokratycznej formule EWWiS świadczył dodatkowo fakt, iż była to organizacja stricte gospodarcza, a jako taka cech demokratycznych przejawiać przecież nie mogła. Trzon jej stanowiło wąskie grono eksperckie i elit politycznych. Podobnie, celem utworzenia EWG i EWEA nie było szerzenie demokratycznych rządów prawa mimo, iż warunkiem sine qua non przystąpienia do struktur było legitymowanie się takim właśnie reżimem37. Kwestia „deficytu demokracji” nie była przez długi czas podejmowana. Wynikało to z faktu, iż państwa członkowskie realizowały proces integracji europejskiej na podstawie „przyzwalającego konsensusu” (permissive consensus) ich społeczeństw38. Wspólnoty czerpały swa legitymację z państw członkowskich. W miarę jednak rozszerzania ich kompetencji, kosztem organów państwowych, obywatele zaczęli odczuwać brak rzeczywistego wpływu na ich działanie39. Pierwszą próbę konceptualizacji tejże kategorii podjęła w 1972 roku Komisja Europejska w tzw. Raporcie Vedela, gdzie poruszony został temat demokracji, efektywności i zwiększenia kompetencji Parlamentu Europejskiego. Dało to początek klasycznej teorii deficytu demokracji, która opiera się na założeniu, iż transferowi kompetencji parlamentów narodowych nie towarzyszy demokratyzacja instytucji unijnych, bowiem ich uprawnienia legislacyjne nie są przekazywane do Parlamentu Europejskiego, lecz do Rady Unii Europejskiej (RUE), składającej się z przedstawicieli egzekutywy państw członkowskich40, a „(…) parla-

35 K. Klaus, Pojęcie i źródło deficytu demokracji w Unii Europejskiej, „Studia Europejskie” 2004, nr 4, s. 54 36 M. Kolczyński, Wybory do Parlamentu Europejskiego: partykularyzm partyjny versus wspólnotowe wartości europejskie, „Przegląd Politologiczny” 2005, nr 2, s. 98. 37 Zob. szerzej: Z. J. Pietraś, Prawo wspólnotowe i integracja europejska, Lublin 2006, s. 58 – 60. 38 Por.: R. Riedel, Deficyt demokratyczny…, op. cit., s. 9. 39 Por.: K. Klaus, Pojęcie i źródła…, op. cit., s 56 – 60. 40 Zob. szerzej: K. Klaus, Pojęcie i źródła…, op. cit., s. 64.

[256]

refleksje


Traktat Lizboński a wspólnotowe wartości europejskie

menty narodowe zostały zdegradowane do roli podwładnego”41. Innymi słowy powstały stan określić można jako próżnię demokracji bądź też deficyt parlamentarny42. Samej jednak kategorii „deficytu demokracji” jako pierwszy użył D. Marquand43. Wskazywał on na zbyt małą rolę PE, podając jako wyjście z sytuacji bezpośrednie wybory do tegoż organu. Pierwsze powszechne wybory do Parlamentu Europejskiego odbyły się w dniach 7-10 czerwca 1979 roku, a jego kompetencje były poszerzane wraz z kolejnymi traktami. Mimo to, Duńczycy (1992), Irlandczycy (2001, 2009), Francuzi i Holendrzy (2005) kolejnych referendach opowiadali się przeciw ratyfikacji nowych norm. Jak by tego było mało, same wybory są traktowane przez partie polityczne drugoplanowo, co nie pozostaje bez wpływu na ich postrzeganie i stosunek obywateli. Dalej idąc, euro kampania nie stanowi obszaru prezentacji ofert dotyczących wizji integracji, lecz staje się jeszcze jedną dobrą okazją do krajowej walki politycznej i to bez względu na to, w której części cyklu wyborczego odbędzie się elekcja44. Wreszcie, niektórzy autorzy zwracają uwagę na usytuowanie Europejskiego Banku Centralnego jako jeden z przejawów deficytu legitymizacji45. Określenie, czym jest deficyt demokratyczny jest dość trudne, biorąc pod uwagę, że samo pojęcie demokracji nie jest jednoznaczne, jakby się mogło wydawać46. Będzie ono poniekąd zasadne, jeżeli punktem wyjścia uczynimy słynne Orędzie Gettysburskie wygłoszone przez A. Lincolna będą to zatem „rządy ludu, poprzez lud i dla ludu”47. Przez „rządy ludu” należy rozumieć suwerena – naród, który jest źródłem uzyskania władzy. Obecnie nie istnieje europejski demos48. „Poprzez 41 R. Grzeszczak, Rola parlamentów narodowych w procesach integracji europejskiej w perspektywie wysiłków Unii Europejskiej w przełamywaniu zjawiska deficytu demokratycznego, „Studia Europejskie” 2002, nr 1, s. 58, 60 i n. 42 R. Riedel, Deficyt demokratyczny…, op. cit., s. 12. 43 Ibidem, s. 10. 44 Zob. szerzej: E. Dydak, Wybory do Parlamentu europejskiego – zasady i wyniki głosowania, Warszawa 2003, s. 79 – 86. 45 Zob. szerzej: T. Kubin, Zagadnienie „deficytu demokracji” w Unii Europejskiej. Część II: Aspekty praktyczne związane z funkcjonowaniem systemu instytucjonalnego Wspólnot Europejskich, „Studia Europejskie” 2007, nr 2, s. 22 – 28. 46 Zob. szerzej: A. Antoszewski, Współczesne teorie demokracji, [w:] Studia z teorii polityki, red. A. W. Jabłoński, L. Sobkowiak, t. 2, Wrocław 1999. 47 A. Heywood, Politologia, Warszawa 2008, s. 85. Zob. szerzej: B. Banaszak, Prawo konstytucyjne, Warszawa 2001, s. 266 – 267. Por.: G. Sartori, Teoria…, op. cit., s. 52 – 54. 48 Nie wykształciła się także europejska opinia publiczna funkcjonująca w ramach przestrzeni europejskiego dyskursu. Podobnie jest z europejskim systemem partyjnym.

nr 1, wiosna-lato 2010

[257]


Maciej Banaszak

lud”, a więc za podstawie istniejących procedur. Parlament Europejski nie spełnia funkcji49 typowych dla władzy ustawodawczej, gdyż głównym legislatorem jest Rada Europejska, niepochodząca rzecz jasna z wyborów powszechnych. Jednak jak już wcześniej wskazano problem nie wydaje się dotyczyć tylko i wyłącznie samych procedur. Dlatego też, należy raczej mówić o deficycie demokratycznej legitymizacji50. Według D. Beethama „legitymizacja systemu nie jest dana raz na zawsze; przeciwnie jest procesem – procesem stopniowego uzyskiwania, ale i niekiedy stopniowej utraty uzasadnienia władzy”51. Na rzecz drugiej proponowanej diagnozy przemawia fakt, iż jest ona bardziej precyzyjna, a samo dążenie do zwiększenia legitymizacji wydaje się być bardziej efektywne z punktu widzenia zarówno jednostki, jak i całego systemu instytucjonalnego. Ponadto, jak już wskazano, zwiększenie procedur demokratycznych wcale nie musi prowadzić do osiągnięcia założonych celów, bowiem „demokratyczny proces wyborczy nie jest warunkiem wystarczającym dla procesu demokratycznej legitymizacji systemów politycznych. Jest to jednak warunek konieczny, bowiem władza niewywodząca się z demokratycznego procesu wyborczego nie może być we współczesnych demokracjach władzą uprawomocnioną”52. Z legitymizacją53 mamy do czynienia na „wejściu” i „wyjściu” systemu. Ta pierwsza ma charakter wewnętrzny (input legitymacy), z kolei druga zewnętrzny (output legitymacy). Wewnętrzna legitymizacja polega na tym, iż istnieją demokratyczne procedury na podstawie, których władza uzyskuje inwestyturę do rządzenia i może w związku z tym podejmować środki władcze; innymi słowy, źródłem władzy jest wola suwerena, natomiast tak wyrażona stanowi jej uzasadnienie. W aspekcie zewnętrznym, przejawia się w tym, iż podejmowane działania elit są akceptowalne. „Deficyt zewnętrzny, przede wszystkim przez środki Zob.: T. Kubin, Zagadnienie „deficytu demokracji” w Unii Europejskiej. Część I…, op. cit., s. 16. 49 Zob. szerzej: A. Antoszewski, R. Herbut, Systemy polityczne współczesnego…, op. cit., s. 239 i n. 50 Zob. szerzej: K. Szczerski, Cztery modele…, op. cit., s. 94. 51 Cyt. za: M. Żyromski, Zasady legitymizacji porządku społeczno-politycznego, „Przegląd Politologiczny” 2003, nr 2, s. 67. 52 P. Mikiewicz, Demokracja, wybory i legitymizacja systemu w epoce globalizacji, [w:] Czy upadek demokracji…, op. cit., s. 49. 53 Zob. szerzej: J. Pawłowski, Przebudowa instytucjonalna Unii Europejskiej wobec potrzeb legitymacji, „Studia Europejskie”, nr 2/2007, s. 35 i n. Zob. także: T. G. Grosse, Europa na rozdrożu, Warszawa 2008, s. 115 i n.

[258]

refleksje


Traktat Lizboński a wspólnotowe wartości europejskie

masowego przekazu, jest zazwyczaj wyolbrzymiany, wewnętrzny natomiast ignorowany”54. W dalszej części interesować nas będzie legitymizacja władzy na „wejściu” systemu Unii Europejskiej (o legitymizacji na „wyjściu” zob.: pkt. 2). Instytucjonalne rozwiązania w Traktacie Lizbońskim w perspektywie przezwyciężenia deficytu demokratycznej legitymizacji

Demokratyczna legitymizacja Unii Europejskiej, o czym już była mowa, nie jest prostą sumą porządków demokratycznych państw członkowskich. Na mocy, przywołanego wcześniej, art. 2 TUE, demokracja zostaje uznana za jedną z najważniejszych wartości, stanowiących fundament europejskiego projektu; zaś sama idea demokracji uzyskała nawet formalną postać ogólnej zasady prawa55. Traktat Lizboński podpisany 13 grudnia 2007 roku w stolicy Portugalii rewidując Traktaty: o Unii Europejskiej (TUE) oraz ustawiający Wspólnotę Europejską (gdzie ten otrzymuje nazwę Traktat o funkcjonowaniu Unii Europejskiej – TFUE), w Tytule II TUE: Postanowienia o zasadach demokratycznych określa zasady „życia demokratycznego Unii”56. Do nich należą: 1) zasada demokratycznej równości57; 2) zasada demokracji przedstawicielskiej (art. 10); 3) zasada demokracji uczestniczącej (art. 11). Do tej pory, Parlament Europejski był sukcesywnie wzmacniany w systemie instytucjonalnym UE, wychodząc tym samym z „marginesu” procesu decyzyjnego i jednocześnie, w zamyśle architektów norm, zwiększając jej legitymizację58. Tak też czyni Traktat Lizboński, wymienić tu należy m.in. pełnienie funkcji: prawodawczej i budżetowej (wspólnie z Radą), kontroli politycznej oraz konsultacyjnej (art. 14.1. TUE). Artykuł 17 w ustępie 7 wyraża kompetencję, przy uwzględnieniu wyników wyborów do PE, wyboru przewodniczącego Komisji Europejskiej; ona sama zaś kolegialnie podlega kontroli z jego strony. Rozsze54 F. Emmert, M. Morawiecki, Prawo europejskie, Warszawa – Wrocław 1999, s. 170. 55 C. Mik, Umocnienie legitymacji demokratycznej Unii Europejskiej, [w:] Traktat z Lizbony…, op. cit., s. 100. 56 Co do zasady, dokonano recepcji norm z traktatu konstytucyjnego do tegoż tytułu, jednak zostały one „w specyficzny sposób »zdekonstytucjonalizowane«”. Zob.: J. Barcz, Zasadnicze reformy…, [w:] Traktat z Lizbony…, op. cit., s. 64 – 65. 57 Odnośnie zasadności takiego sformułowania zob.: C. Mik, Umocnienie legitymacji…, [w:] Traktat z Lizbony…, op. cit., s. 104. 58 Zob. szerzej: R. Grzeszczak, Problem deficytu demokratycznego w strukturach wspólnotowych, „Sprawy Międzynarodowe” 2002, nr 3, s. 12 i n.

nr 1, wiosna-lato 2010

[259]


Maciej Banaszak

rzono także procedurę współdecydowania na niemal wszystkie dziedziny prawa europejskiego59. Traktat Lizboński czyni ponadto sam system polityczny bardziej przejrzystym i odpowiedzialnym; wyposażonym nie tylko w mechanizmy ochrony praw obywateli (Europejski Rzecznik Praw Obywatelskich), ale i bezpośredniej partycypacji (np. inicjatywa ludowa). Wszystkie te, jak się wydaje, kompleksowe działania mają na celu przybliżenie „Brukseli” do obywatela, będąc tym samym ukierunkowane na zmniejszenie deficytu legitymizacji60. W tym kontekście, do jednej z najbardziej istotnych zmian ustrojowych Unii zaliczyć należy rolę parlamentów narodowych61. Na podstawie art. 12 TUE: Parlamenty narodowe aktywnie przyczyniają się do prawidłowego funkcjonowania Unii: a. otrzymując od instytucji Unii informacje oraz projekty aktów prawodawczych Unii zgodnie z Protokołem w sprawie roli parlamentów narodowych w Unii Europejskiej; b. czuwając nad poszanowaniem zasady pomocniczości zgodnie z procedurami przewidzianymi w Protokole w sprawie stosowania zasad pomocniczości i proporcjonalności; c. uczestnicząc, w ramach przestrzeni wolności, bezpieczeństwa i sprawiedliwości, w  mechanizmach oceniających wykonanie polityk Unii w tej dziedzinie, zgodnie z  artykułem 70 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej, oraz włączając się w  polityczną kontrolę Europolu i ocenę działalności Eurojustu, zgodnie z artykułami 88 i 85 tego Traktatu; d. uczestnicząc w procedurach zmiany Traktatów, zgodnie z artykułem 48 niniejszego Traktatu; e. otrzymując informacje na temat wniosków o przystąpienie do Unii, zgodnie z artykułem 49 niniejszego Traktatu; f. uczestnicząc we współpracy międzyparlamentarnej między parlamentami narodowymi i  z  Parlamentem Europejskim, zgodnie z Protokołem w sprawie roli parlamentów narodowych w Unii Europejskiej.

59 Zob. szerzej: P. Świeboda, Polityczne znaczenie Traktatu z Lizbony i jego implementacji, [w:] Traktat z Lizbony…, op. cit., s. 293 – 294. 60 Zob. szerzej: C. Mik, Umocnienie legitymacji…, [w:] Traktat z Lizbony…, op. cit., s. 104 – 110. 61 Por.: J. Barcz, Zasadnicze zmiany instytucjonalne, „Sprawy Międzynarodowe” 2007, nr 4, s. 20.

[260]

refleksje


Traktat Lizboński a wspólnotowe wartości europejskie

W tym momencie warto zauważyć, iż w stosunku do postanowień traktatu konstytucyjnego, dokonano nie tylko w znaczącej mierze ich recepcji, ale i rozszerzono zawarty tam wachlarz politycznych i proceduralnych możliwości. Przybliżenie procesu decyzyjnego w systemie europejskim do obywatela, zwiększenie jego przejrzystości i odpowiedzialności organów uczyni Unię Europejską bardziej legitymizowaną. Biorąc pod uwagę ów proces, „(…) wertykalna dystrybucja władzy przeplata się z tu z horyzontalną redystrybucją. (…) Podstawą dla transferu kompetencji jest realizacja zasady subsydiarności, która zakłada, że każda dziedzina Wspólnot otrzymuje tyle uprawnień władczych, ile potrzebuje, aby rozwiązać problemy, z którymi z racji ich rozmiarów czy natury można najlepiej poradzić sobie na poziomie wspólnotowym”62. Innymi słowy, istotą tej zasady jest podejmowanie decyzji na możliwie jak najniższym szczeblu; dopiero wtedy, gdy jest to niemożliwe zachodzi swego rodzaju „subdelegacja” uprawnień. To właśnie parlamenty narodowe, poprzez „włączenie” ich do systemu instytucjonalnego sensu largo zostały uprawnione do badania zgodności projektów aktów prawa unijnego z zasadą subsydiarności; jest to zatem uprawnienie kontrolne, monitorujące, ale i quasi-ustawodawcze63. Oprócz już wspomnianych regulacji, pozycję krajowych legislatyw w porządku polizbońskim określają także: Protokół nr 1: W sprawie roli parlamentów narodowych w Unii Europejskiej; on zaś pozostaje w ścisłym związku z Protokołem nr 2: w sprawie stosowania zasad pomocniczości i proporcjonalności. Oba, ale i także wiele innych, zostały załączone do Traktatu Lizbońskiego. Zgodnie z Protokołem nr 1, „Dokumenty konsultacyjne Komisji (zielone księgi, białe księgi i komunikaty) są przekazywane, po ich opublikowaniu, parlamentom narodowym bezpośrednio przez Komisję. Komisja przekazuje również parlamentom narodowym roczny program prac legislacyjnych oraz wszelkie inne dokumenty dotyczące planowania legislacyjnego lub strategii politycznej równocześnie z ich przekazaniem Parlamentowi Europejskiemu i Radzie” (art. 1); dotyczy to również projektów aktów prawodawczych64, a obowiązek prze62 Z. Czachór, Parlament państwa członkowskiego Unii Europejskiej a badanie zgodności projektów aktów prawa wspólnotowego z zasadą subsydiarności, „Studia Europejskie” 2006, nr 1, s. 42, 43. Por.: F. Emmert, M. Morawiecki, Prawo…, op. cit., s. 151. Szerzej na temat zasady subsydiarności zob.: Z. J. Pietraś, Prawo wspólnotowe…,op. cit., s. 113 i n. Definicję traktatową wyraża art. 5.3 TUE. 63 Ibidem, s. 45, 48. 64 Art. 2 Protokołu nr 1 stanowi: „(…) przez „projekty aktów prawodawczych” rozu-

nr 1, wiosna-lato 2010

[261]


Maciej Banaszak

kazania ich do krajowych ciał ustawodawczych spoczywa na instytucjach, o których te pochodzą (wystąpiły z inicjatywą), z pewnymi wyjątkami (zob. art. 2). Ciałom tym, ponadto, przekazywane są porządki obrad, wyniki i protokoły z posiedzeń Rady, równocześnie z przekazaniem tychże dokumentów rządom Państw Członkowskich (art. 5); także „Trybunał Obrachunkowy przekazuje swoje sprawozdanie roczne parlamentom narodowym w celach informacyjnych, równocześnie z przekazaniem go Parlamentowi Europejskiemu i Radzie” (art. 7). Po otrzymaniu „projektów aktów prawodawczych” parlament ma ośmiu tygodniu za zapoznanie się z dokumentem. Przyjmuje on uzasadnione opinie, stwierdzające niezgodność z zasadą subsydiarności. Nie wgłębiając się w procedurę65, należy zauważyć, iż już na etapie przedkładania projektu aktu, krajowy ustawodawca uzyskuje prawo weta suspensywnego66, bowiem jeżeli liczba uzasadnionych opinii stanowi co najmniej jedną trzecią liczby głosów przyznanych parlamentom, to wtedy dany projekt zostaje: 1) ponownie rozpatrywany; 2) zmieniony; bądź 3) wycofany. Mimo, iż parlamenty narodowe otrzymują jedynie możliwość skorzystania z tzw. „żółtej kartki”, to na podstawie innych norm traktatowych Państwa Członkowskie mogą skuteczniej blokować podjęcie decyzji67. Wreszcie, parlamenty narodowe będą mogły inicjować wniesienie skargi przez państwo członkowskie do w sprawie naruszenia przez dany akt zasady pomocniczości (por.: art. 8 Protokołu nr 2). Ponadto, rozszerzony został mechanizm współpracy parlamentarnej, a one same są uprawione do kontroli tzw. procedury kładki i klauzuli elastyczności oraz innych środków politycznych68. Unia Europejska jest unikalnym w skali światowej projektem politycznym. Projektem, którego spoiwem są nie tylko interesy (bez względu na to, czy zdefiniujemy je jako partykularne bądź wspólne), ale i wyznawane wartości cywilizacyjne i kulturowe. Projektem, który nie będąc państwem, jednocześnie dąży do upodmiotowienia swojego obywatela (podkr. M. B.) w postaci zasady subsydiarności, zapewniając mu, na tyle ile jest to możliwe, szeroki zakres czynnego włączenia

mie się wnioski Komisji, inicjatywy grupy Państw Członkowskich, inicjatywy Parlamentu Europejskiego, wnioski Trybunału Sprawiedliwości, zalecenia Europejskiego Banku Centralnego i wnioski Europejskiego Banku Inwestycyjnego mające na celu przyjęcie aktu prawodawczego” 65 Zob. szerzej: J. Barcz, Zasadnicze reformy…,op. cit., s. 68 – 69. 66 C. Mik, Umocnienie legitymacji…, op. cit., s. 109. 67 Zob. szerzej: J. Barcz, Zasadnicze zmiany…,op. cit., s. 20 – 21. 68 Zob. szerzej: J. Barcz, Zasadnicze reformy…, op. cit., s. 69 – 70.

[262]

refleksje


Traktat Lizboński a wspólnotowe wartości europejskie

się w życie Wspólnoty; chroniąc jego praw za pomocą odpowiedniego zabezpieczenia normatywnego i instytucjonalnego. Projektem, którego celem nie jest „pacyfikacja” państw narodowych, lecz ich większe wzmocnienie, nadając im nowy funkcjonalny wymiar; jednym z nich jest właśnie zwiększenie roli parlamentów narodowych, wspomagany dodatkowo zasadą równowagi instytucjonalnej – za pomocą mechanizmu „hamulców i równoważników” (cheecks and balances). Projektem, ukierunkowanym na deliberację, a nie majoryzację. Pomimo to, niektóre rozwiązania Traktatu Lizbońskiego w interesującej nas materii, należy ocenić krytycznie69. Niemniej, niewątpliwie przyczynią się one do zwiększenia legitymizacji demokratycznej na „wejściu” do systemu Unii Europejskiej. Czas pokaże, w jakiej mierze przełoży się to na jej aspekt „wyjściowy”. Nawiązując do wcześniej postawionego pytania, biorąc pod uwagę powyższe konstatacje, można stwierdzić, iż właśnie teraz można oczekiwać integracji z prawdziwego zdarzenia. Wiele zależy tu jednak od elit politycznych (a tu można mieć pewne obawy70) i nas samych. Pytaniem otwartym pozostaje czy będziemy potrafili skorzystać z tego dziejowego dobrodziejstwa.

Summary An issue raised more and more frequently in political, as well as scientific discourse in the context of the European Union, is “democratic deficit”. At the time, EU is perceived as an institution guaranteeing the preservation of democratic values in Europe and promoting them both on the continent and beyond. This article discusses both points of view, with emphasis placed on the democratic deficit aspect, measures undertaken to eliminate the negative consequences of the process, as well as the history of the concept: starting from the single European Act, through general elections to the European Parliament, and formal solutions leading to the gradual increase of EU powers. It is assumed in the article that the problem of democratic deficit has persisted in the European Union, especially since several changes were introduced to the political system of EU after The Treaty of Lisbon. As result, the key question that must be answered is whether under the provisions of the Treaty the EU will strengthen its democratic legitimacy. Ibidem, s. 70. Zob. szerzej: Z. Czachór, Parlament państwa…, op. cit., s. 55 – 56, a także: P. Świeboda, Polityczne znaczenie…, op. cit., s. 295. 69 70

nr 1, wiosna-lato 2010

[263]


Maciej Banaszak

This article attempts to provide an answer, analyzing the role of national parliaments in the new institutional and normative reality and in the context of the democratic legitimacy deficit. Nota o autorze Maciej Banaszak [banaszak_maciej@poczta.fm] – absolwent politologii, specjalność administracja europejska; obecnie kontynuuje studia na tym samym kierunku (specjalność: administracja samorządowa). Jego zainteresowania badawcze koncentrują się wokół systemów politycznych, ze szczególnym uwzględnieniem systemów partyjnych i wyborczych oraz ich wzajemnej relacji. Aktualnie pełni funkcję sekretarza Koła Naukowego Samorządu Terytorialnego.

[264]

refleksje


Kobieta kryz Margareta Wysocka Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu

Kobieta kryzysem brzemienna. Sytuacja kobiet na i poza rynkiem pracy w dobie kryzysu demograficznego

N

ie ulega wątpliwości,

że warunki demograficzne są ważnym czynnikiem konstytuującym system społeczny w ujęciu globalnym i jako takie podlegają lub mogą podlegać celowym przeobrażeniom, swoistej „inżynierii społecznej” (w niektórych opiniach wręcz powinny stać się ich przedmiotem). W niniejszym artykule, posługując się na wstępie supozycją o europejskim kryzysie demograficznym oraz podążając szlakiem jego przyczyn, pragnę swą uwagę skupić na tych spośród ogółu korelatów związanych ze stagnacją (regresem) w obrębie prostej zastępowalności pokoleń, które mają bezpośredni związek z  przesłankami aktywności lub braku aktywności matek na rynku pracy1. Rola kobiet w tak skonstruowanym systemie wzajemnych uwarunkowań i zależności pomiędzy strukturą demograficzną ludności a  wzrostem gospodarczym, strukturą wydatków publicznych czy kondycją rynku pracy jest podwójna – jako „dostarczycielki” oraz „nosicielki” podaży pracy. Z jednej strony bowiem kobieta jest (powinna być) równoprawnym podmiotem na rynku pracy, ponoszącym te same ciężary względem państwa z tytułu swojej zawodowej aktywności oraz nabywającym na ich mocy adekwatnych uprawnień, upoważnionym do zawodowego awansu i podnoszenia swoich kwalifikacji, zaspokajania potrzeby samorealizacji i nierzadko tworzenia tym samym podwalin pod rozwiązania innowacyjne, przyczyniające się do, rozumianego w sposób szeroki, rozwoju społecznego. Z drugiej zaś strony, na kobiecie spoczywa zdolność reprodukowania nowej siły roboczej, a przypisywana jej rola matki staje się szczególnie pożądana w takich systemach społeczno-gospodarczych, które antycypują lub faktycznie odczuwają skutki demograficznego kryzysu. 1 Pokrewnych kwestii związanych z sytuacją i rolą mężczyzn nie czynię przedmiotem swoich rozważań, zawężając problematykę dzietności (której dotyczy w istocie całość treści artykułu) do zachowań reprodukcyjnych będących wynikiem decyzji kobiet.

nr 1, wiosna-lato 2010

[265]


Margareta Wysocka

Kryzys demograficzny w Europie Rys statystyczny Europa wymiera. Choć niniejsze stwierdzenie, wyrażone w tej formie, służy raczej udramatyzowaniu prognozowanych następstw europejskich tendencji demograficznych aniżeli wskazuje na naukowość wywodu, to odnosi się do problemu coraz żywiej dyskutowanego we wszystkich państwach europejskich, zmagających się ze zjawiskiem starzenia się społeczeństw. Na obecne trendy demograficzne składa się wysoka i wciąż rosnąca długość życia oraz niski współczynnik dzietności2. Dane Eurostatu pokazują, iż przyrost naturalny rzędu +1,1%, przewidywany dla lat 2010-2030, w kolejnym dwudziestoleciu wyniesie -4,3%3. Według prognoz demograficznych populacja osób, które ukończyły 50. rok życia wyniesie w 2038 roku ponad 238 milionów, co zaś stanowić będzie 45,8% ludności zamieszkującej obszar współczesnej Unii Europejskiej4. Katalog zagrożeń związanych z ukształtowaniem się takiej struktury demograficznej zawiera w sobie trzy zasadnicze problemy: 1. Powiększanie się liczby osób w wieku poprodukcyjnym i wzrost ich procentowego udziału wśród ogółu populacji rzutować będzie na zahamowanie wzrostu gospodarczego5. 2. Większa liczba emerytów i rencistów6 oznacza wyższe nakłady na świadczenia emerytalno-rentowe, co z kolei rzutuje na 2 Komisja Europejska, Wpływ starzenia się społeczeństwa na wydatki publiczne: prognozy dla 25 państw członkowskich UE odnośnie systemów emerytalnych, opieki zdrowotnej, opieki długoterminowej, edukacji i pomocy dla bezrobotnych (2004-2005), „European Economy. Raport Specjalny” 2006, nr 1, s. 7. 3 M. Ferry, R. Baker, Strategie regionalne a starzenie się społeczeństw, raport wydany we współpracy z Komitetem Regionów, lipiec 2006, http://ec.europa.eu/regional_policy/conferences/demographicchallenge_jan07/doc/presentations/ageproofing_toolkit_pl.pdf, s. 8, 20.02.2010. 4 „Rynek Pracy”, http://www.rynekpracy.pl/dla_mediow_1.php/wpis.11, 25.02.2010. 5 W opublikowanym w 2006 r. badaniu Europejski Bank Centralny szacował, iż w strefie euro może on spaść gwałtownie do 1% rocznie – począwszy od roku 2020 (co stanowi mniej niż połowę średniej stopy wzrostu gospodarczego w ciągu minionych 25 lat). M. Kamińska, Starzenie się społeczeństwa zagraża gospodarce, http://www. egospodarka.pl/17043,Starzenie-sie-spoleczenstwa-zagraza-gospodarce,1,39,1.html, 22.02.2010. 6 Według danych Głównego Urzędu Statystycznego, w 2009 r. na 100 osób w wieku produkcyjnym przypadało 55 osób w wieku nieprodukcyjnym, z czego 30 to osoby w wieku 0 – 17 lat, zaś 25 – osoby w wieku poprodukcyjnym (stanowią one ok. 16,5% populacji, a udział ten jest o ponad 3,5 punktów procentowych wyższy niż na progu transformacji ustrojowej). W 2030 r. będzie ich dwa razy więcej.

[266]

refleksje


Kobieta kryzysem brzemienna. Sytuacja kobiet na i poza rynkiem pracy...

wzrost obciążeń z tego tytułu grupy osób aktywnych na rynku pracy7. Podniesienie kosztów pracy wiąże się z takimi negatywnymi konsekwencjami, jak spadek rentowności firm, duża ostrożność przedsiębiorców przy tworzeniu nowych miejsc pracy, wzrost bezrobocia, rozszerzanie się „szarej strefy”. 3. Ze zjawiskiem starzenia się społeczeństwa łączy się także – w kontekście takich rozwiązań, z jakimi mamy do czynienia w  państwach o chociażby częściowo publicznym systemie opieki zdrowotnej – konieczność zwiększenia wydatków budżetowych na służbę zdrowia8. Wzrost popytu na usługi medyczne prawdopodobnie oznaczać będzie także potrzebę zwiększenia zatrudnienia w służbie zdrowia, co może stać się przyczyną większej presji płacowej ze strony personelu lekarskiego i pielęgniarskiego. Tempo przyrostu ludności w Polsce w roku 2009 – według szacunków Głównego Urzędu Statystycznego – wynosiło 0,1%, wszak utrzymujący się od sześciu lat wzrost liczby urodzeń (w 2009 r. zarejestrowano 425 tys. urodzeń żywych, co oznacza wzrost o ok. 11 tys. w stosunku do roku 2008) wciąż nie oznacza boomu urodzeniowego. Odnotowana w minionym roku liczba urodzeń jest w dalszym ciągu mniejsza (o ok. 40%) w stosunku do wielkości rejestrowanych podczas ostatniego wyżu demograficznego9. W dalszym ciągu poziom reprodukcji nie zapewnia prostej zastępowalności pokoleń (wskaźnik dzietności winien kształtować się na poziomie 2,1). Na Polkę w wieku rozrodczym przypada 1,2 dziecka. Matka Polka pracująca Na ogół zakłada się, że zachowania prokreacyjne i zawodowe stanowią wynik decyzji racjonalnych i są podejmowane przez kobiety ze względu na dążenie do maksymalizacji użyteczności z pracy zawodowej i  dzieci przy określonych ograniczeniach finansowych i czasowych10. 7 Według danych OECD, pod względem wysokości pozapłacowych kosztów pracy Polska w 2008 r. ulokowała się na 14. miejscu spośród 30 państw należących do Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju. 8 Dane GUS za rok 2007 r. wskazują, iż spośród 75,6 mld złotych przeznaczanych w Polsce na ochronę zdrowia prawie 71% pochodzi ze źródeł publicznych (w stosunku do całości wydatków publicznych – środki finansowe funduszu ubezpieczeń społecznych stanowią 82,67%, a zarazem – 58,55% wydatków państwa ogółem). 9 R. Anam, Rozwój demograficzny Polski 2009, http://www.egospodarka. pl/49290,Rozwoj-demograficzny-Polski-2009,1,39,1.html, 22.02.2010. 10 A. Matysiak, Zatrudnienie kobiet w Polsce a posiadania dzieci: bariera czy wa-

nr 1, wiosna-lato 2010

[267]


Margareta Wysocka

Wyodrębnienie oraz zrozumienie przyczyn podejmowanych przez kobiety decyzji – a tym samym powiązań pomiędzy ich aktywnością zawodową a dzietnością – nie jest rzeczą łatwą ze względu na oddziaływanie dwóch przeciwstawnych efektów: dochodowego i substytucyjnego11. Z jednej bowiem strony dzieci wymagają znacznych nakładów finansowych, co implikuje fakt, iż praca dająca możliwość uzyskiwania dochodu sprzyja posiadaniu dzieci. Jednocześnie jednak występuje konflikt czasu pomiędzy opieką nad dziećmi a pracą zawodową, na jego zaś skalę wpływ posiadają zarówno promowane przez państwo rozwiązania z zakresu polityki społecznej, jak i struktury rynku pracy oraz normy społeczne, zawierające nierzadko swoiste „dyrektywy” zachowań (nie)pracujących matek. Przekrojowa korelacja pomiędzy współczynnikami zatrudnienia i dzietności ogólnej w Europie – począwszy od roku 1980 – znacząco się zmieniła, ilustrując złożoność powiązań pomiędzy aktywnością i dzietnością, jej uwarunkowania strukturalne (instytucjonalne, prawne, odnoszące się do struktury rynku pracy i podaży pracy) oraz kulturowe (w tym wpływ nowych ruchów społecznych, wykształcenia, typu orientacji na wartości)12. W Polsce dość powszechnie twierdzi się, że spadek dzietności z lat 90. jest rezultatem zwiększonej aktywności zawodowej kobiet, z drugiej zaś strony istnieje przypuszczenie, że to jednak presja rynku pracy (wyższe wymagania pracodawców) powoduje spadek dzietności13. Werunek?, [w:] Strukturalne i kulturowe uwarunkowania aktywności zawodowej kobiet w Polsce, red. I. E. Kotowska, Warszawa 2009, s. 198. 11 Ibidem, s.199 12 Stały wzrost partycypacji kobiet w sferze rynku pracy (tzn. współczynników aktywności zawodowej oraz wskaźników zatrudnienia) do początku lat 80. współwystępował ze spadkiem płodności. W latach następnych, w krajach o wysokim i średnim poziomie aktywności, doszło do osłabienia negatywnej korelacji, a następnie przekształcenia jej w zależność o charakterze pozytywnym w ujęciu przekrojowym. W roku 2000 korelacja przekrojowa ponownie się zmniejszyła na skutek zwiększenia się aktywności zawodowej kobiet w krajach, gdzie jej poziom wcześniej był średni oraz ze względu na niepodążający za jej wzrostem w krajach o poziomie średnim i niskim wzrost współczynnika płodności. W krajach Europy Środkowej i Wschodniej zaznacza się pewna odmienność zmian zachodzących względem obu wskaźników. Do roku 1989 wysoka aktywność zawodowa kobiet współwystępowała z wysoką dzietnością. Gwałtowny spadek nastąpił w latach 90. wraz ze zróżnicowanym co do natężenia, ale na ogół silnym spadkiem aktywności zawodowej kobiet. I. E. Kotowska (red.), Strukturalne i kulturowe uwarunkowania…, op. cit., s. 39 – 43. 13 U. Sztanderska, G. Grotkowska, Rynek pracy kobiet w Polsce w latach 19922007, [w:] Strukturalne i kulturowe uwarunkowania aktywności zawodowej kobiet w Polsce, red. I. E. Kotowska, Warszawa 2009, s. 80.

[268]

refleksje


Kobieta kryzysem brzemienna. Sytuacja kobiet na i poza rynkiem pracy...

dług badań Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej, główną przyczyną niedecydowania się Polek na dzieci są obawy przed utratą pracy14. „Chcę”, „powinnam”, „mogę” – decyzje reprodukcyjne i zawodowe kobiet Dla dalszej analizy istotnym jest powtórne odwołanie się do zaproponowanego przeze mnie na wstępie podziału ról kobiet na role „dostarczycielek” i „nosicielek” podaży pracy: osoby aktywnie działające na rynku pracy oraz matki. Kobiety są jednocześnie „autorkami” (wyrazicielkami własnych preferencji), jak i „adresatkami” oczekiwań (ze strony społeczeństwa, tu: zwłaszcza państwa, jako – w założeniu – organizacji wyrażającej interesy ogółu), co do charakteru wypełniania przez nie obu wyżej wymienionych ról społecznych. Ze względu na wzajemne relacje pomiędzy własną, dobrowolną, opartą na indywidualnej hierarchii potrzeb i aspiracji motywacją do przyjmowania roli „dostarczycielki” i/lub „nosicielki” podaży pracy, a preferencjami wyrażanymi przez państwo i próbami „odgórnego” „optymalizowania” przez nie sytuacji kobiet na rynku pracy i/lub poza nim, proponuję wyodrębnienie czterech wymiarów funkcjonowania kobiet, w zależności od sposobu postrzegania przez nie źródeł swojego usytuowania w kontekście tych dwóch ról. Zastosowany przeze mnie podział opiera się na trzech kategoriach wyboru dokonywanego przez kobietę: wybór oparty na woli („chcę”), wybór warunkowy („powinnam”), wybór oparty na presji, przymusie („muszę”). Wymaga podkreślenia, iż określenie „propaństwowy” użyte dla potrzeb poniższej klasyfikacji, wyraża tyle, co „pożądany dla państwa o niekorzystnej strukturze demograficznej”, gdyż to właśnie problem niskiego poziomu zastępowalności pokoleń w krajach europejskich jest przedmiotem niniejszego artykułu. Model propaństwowy nieimperatywny można by uznać za wyrażający harmonię pomiędzy interesem partykularnym i prywatnymi aspiracjami kobiety, a korzyścią państwa jako społecznego ogółu. Chęć posiadania większej liczby dzieci (podwyższenie wskaźnika dzietności) występuje tu wraz z gotowością do kontynuowania aktywności na rynku pracy (dalsze ponoszenie na rzecz państwa ciężarów związanych z zatrudnieniem).

14 Wywiad A. Gąsiora z Joanną Kluzik-Rostkowską, Wzmocnić rodzinę, http:// www.kobieta.gov.pl/?1,9,179, 200701, 22.02.2010.

nr 1, wiosna-lato 2010

[269]


Margareta Wysocka Tabela 1. Źródła postaw „dostarczycielek” i „nosicielek” podaży pracy względem pełnionych przez siebie ról społecznych PRACOWAĆ MIEĆ DZIECI „chcę” „powinnam” „muszę”

„chcę” Model propaństwowy nieimperatywny Wymiar determinacji kulturowej

„powinnam”

„muszę”

Wymiar determinacji ekonomicznej

Model propaństwowy imperatywny

Źródło: opracowanie własne.

Model propaństwowy imperatywny wyraża tworzenie przez państwo takich ram prawnych i instytucjonalnych, by zdeterminować wybór dotyczący pełnienia przez kobietę jednocześnie obu ról. Zastosowanie twierdzeń „powinnam” i „muszę” ma na celu ukazanie zróżnicowania siły nacisku wywieranego w ten sposób na podjęcie decyzji, tj. poprzez tworzenie stosownych ułatwień lub swoiste sankcjonowanie zachowań niepożądanych. Wymiar determinacji kulturowej odnosi się do takiej sytuacji, w  której zachowania reprodukcyjne dyktowane są normami kulturowymi, jakim trudno jest kobiecie się przeciwstawić („powinnam”), gdyż wiąże się to z ryzykiem utraty pewnych zasobów/korzyści albo zagrożeniem dla możliwości zaspokojenia pewnych potrzeb. Obszaru tego dotyczy także sytuacja, w której te negatywne konsekwencje są pewne i na tyle znaczące, że kobieta w ogóle nie może się roli „nosicielki” nie podjąć („muszę”). Nierzadko zachowania te związane są z normami etycznymi, jak np. kwestia prawa do aborcji czy powszechnego (bezpłatnego) dostępu do antykoncepcji i mają umocowanie w religii lub tradycji. Preferencje kobiety pozostają zaś po stronie pracy zawodowej. Wymiar determinacji ekonomicznej określa sytuację w sposób szczególny warunkowaną przez omawiany wcześniej efekt dochodowy. Warunkiem sine qua non posiadania dziecka staje się uzyskanie przez kobietę odpowiedniego poziomu dochodów. Tę zależność potwierdza chociażby fakt, iż na założenie oraz powiększenie rodziny zdecydowana część kobiet w Polsce decyduje się ok. 26-30 roku życia, uzyskawszy wcześniej określony poziom wykształcenia15 oraz sta15 W 2008 r. (według danych GUS) – w stosunku do początku lat 90. – odsetek matek z wykształceniem wyższym wzrósł z 6% do 34%, natomiast odsetek kobiet z wy-

[270]

refleksje


Kobieta kryzysem brzemienna. Sytuacja kobiet na i poza rynkiem pracy...

bilizacji ekonomicznej (GUS). W warunkach, gdy konieczność podejmowania pracy zarobkowej blokuje lub uniemożliwia posiadanie dzieci – nabiera znaczenia (budząca coraz szersze zainteresowanie) koncepcja wynagrodzenia za pracę domową oraz postulaty jej pokrewne (o których mowa będzie w dalszej części pracy). Druga część artykułu nawiązuje do uwarunkowań i charakterystyk trzech pierwszych wymiarów, natomiast z wymiarem ostatnim szczególnie związana jest jego część trzecia. Strukturalne i kulturowe uwarunkowania aktywności zawodowej kobiet posiadających dzieci

Miejsce kobiety na polskim rynku pracy W pierwszych latach okresu powojennego w kobietach dostrzeżono znaczący potencjał ekonomiczny i zachęcano je do pracy zarobkowej. Jednak już w latach 70., na skutek spowolnienia postępu gospodarczego i zmniejszenia tym samym zapotrzebowania na siłę roboczą, kobiety zaczęto zachęcać do powrotu do domu i wychowywania dzieci16. W tamtym okresie zarobki kobiet stanowiły istotną część budżetu domowego, szybko zatem okazało się, że rodziny funkcjonujące w obrębie takiego modelu nie są w stanie utrzymać się z jednej pensji. Kobiet nie udało się zatem – przynajmniej w takim stopniu, w jakim zakładano – usunąć z rynku pracy, przyczyniono się jednak do wzmocnienia stereotypów dotyczących społecznych ról płci17. Badania World Values Survey z lat 1989-1990, którymi objęto 43 państwa o zróżnicowanych systemach politycznych i ekonomicznych, wykazały, że w krajach Europy Środkowej i Wschodniej 90% i więcej mieszkańców uważało, że kobieta powinna mieć dzieci, by czuć się pełnowartościową (z wyjątkiem Polski, gdzie odsetek ten był o nieco ponad 10% niższy). W większości krajów odsetek zwolenników tego poglądu był niższy, zaś w państwach skandynawskich jedynie 20% respondentów zgadzało się z taką opinią18.

kształceniem podstawowym i bez wykształcenia posiadających dzieci zmniejszył się o prawie 2/3 (z 18% do niespełna 7%). 16 K. Lohmann, A. Seibert (red.) Wpływ przystąpienia do Unii Europejskiej na sytuację kobiet na rynku pracy w krajach Europy Środkowej i Wschodniej, Warszawa 2003, s. 82. 17 Ibidem. 18 R. Siemińska (red.), Wokół problemów zawodowego uprawnienia kobiet i mężczyzn, Warszawa 1997, s. 68.

nr 1, wiosna-lato 2010

[271]


Margareta Wysocka

Jednym z głównych czynników różnicujących poglądy społeczeństwa w tej sferze był – i pozostaje – wiek, a zatem przynależność do różnych generacji, o zróżnicowanych doświadczeniach i odmiennych zinternalizowanych wzorcach stosunków społecznych (definiowanie „pełnowartościowej” kobiety poprzez fakt pełnienia przez nią roli matki było w 1989 r. udziałem 88% osób mających 50 lat i więcej; w grupie sytuującej się pomiędzy 16. a 29. rokiem życia odsetek ten wynosił 68%19). Za kolejny czynnik uznać można przynależność do klasy społecznej – przeciwnikami zgodnego ze stereotypem poglądu są najczęściej członkowie klasy średniej o postmaterialistycznej orientacji na wartości20. Korelację pozytywną dostrzeżono także pomiędzy afirmowaniem tradycyjnej koncepcji roli kobiety a wpływem katolicyzmu na kształtowanie się wzorców kulturowych21. Kobiety osiągają szczyt swojej aktywności na rynku pracy w wieku od 35 do 44 lat – zdecydowanie później niż mężczyźni (pomiędzy 25. a 34. rokiem życia), co jest pochodną kwestii związanych z macierzyństwem22. Decyzje kobiet o pracy zawodowej są silnie warunkowane przez skalę obowiązków domowych (co wiąże się także z liczbą posiadanych dzieci oraz ich wiekiem), choć nie jest to jedynym czynnikiem na decyzję kobiet w tej kwestii rzutującym23. Wśród kobiet w wieku od 18-64 lat, które jednocześnie nie kształcą się i nie poszukują pracy, nieco ponad 1/3 zajmuje się głównie rodziną i domem; 19,3% spośród nich przerwało pracę z powodów rodzinnych i osobistych (dla mężczyzn odsetek ten wynosi 2,7%)24.

Ibidem. R. Siemieńska, Tradycja i rzeczywistość – miejsce kobiet w społeczeństwie, „Kobieta i Biznes” 1995, nr 2 – 3, s. 2 – 6. 21 Ibidem. 22 U. Sztanderska, G. Grotkowska, Rynek pracy kobiet…, op. cit., s. 59. 23 Aktywność zawodowa kobiet jest niemal równa aktywności na rynku pracy mężczyzn, jeżeli posiadają one wykształcenie wyższe (94%), a różni się tym bardziej, im wykształcenie to jest niższe (wskaźnik dla kobiet, które ukończyły edukację na poziomie podstawowym i gimnazjalnym to 69% aktywności mężczyzn). Kobiety stanowiące grupę słabiej wykształconych wycofują się z rynku pracy, poszukując alternatywnych źródeł utrzymania: rodzinnych (mąż jedynym żywicielem rodziny) lub publicznych (wcześniejsze emerytury, renty, świadczenia przedemerytalne, zasiłki pomocy społecznej, zasiłki rodzinne, dodatki wychowawcze itp.). Poza tym, to także społeczne normy, oczekiwania co do charakteru pełnionych ról społecznych przez kobiety oraz założenie o „predyspozycjach” kobiet do sprawowania opieki (czy szerzej: pełnienia obowiązków domowych) powodują, że okresowo lub na stałe stają się one nieaktywne zawodowo. U. Sztanderska, G. Grotkowska, Rynek pracy kobiet…, op. cit., s. 79 – 80. 24 Ibidem, s. 80. 19

20

[272]

refleksje


Kobieta kryzysem brzemienna. Sytuacja kobiet na i poza rynkiem pracy...

Pracownica i matka – zespół ról połączonych Dostrzeżenie w europejskim dyskursie, tak akademickim, jak i politycznym czy publicystycznym, korelacji zachodzącej pomiędzy traktowaniem przez kobiety pracy zawodowej jako trwałego elementu swoich praw życiowych a zachowaniami prokreacyjnymi i procesem reprodukcji pokoleń, zbiega się z przyjmowaniem zasadniczo odmiennych modeli polityki państw wobec matek. W dużym uproszczeniu możemy wyodrębnić takie kraje Starego Kontynentu, które w swojej polityce rodzinnej i opiekuńczej kładą nacisk na rozwiązania z zakresu defamilizacji (sprzyjające aktywizacji zawodowej kobiet z dziećmi, stwarzające alternatywne systemy opieki) lub familizacji (skutkujące raczej pozostawieniem obowiązków opiekuńczych w sferze prywatnej) obowiązków związanych z opieką nad nieletnimi, niepełnosprawnymi czy starszymi członkami rodziny25. Tematyka konfliktu strukturalnego i kulturowego pomiędzy aktywnością zawodową kobiet a dzietnością oraz poszukiwanie metod jego redukcji stanowi ważny element dyskursu dotyczącego kryzysu demograficznego w Europie. Chcąc kwestie te pogodzić, wskazuje się na takie instrumenty scenariusza modernizacyjnego, jak m.in.: zwiększenie dostępu do różnych form opieki nad dziećmi i osobami dorosłymi oraz do usług zastępujących pracę domową, zwiększenie atrakcyjności pracy poprzez zmianę formuły świadczeń społecznych związanych z opieką, promocję partnerstwa w rodzinie, ułatwienia dotyczące powrotu kobiet do pracy, elastyczne formy pracy dla osób w starszym wieku produkcyjnym26. Dokonując analizy sposobów łączenia pracy zawodowej z obowiązkami rodzinnymi (modeli uznawanych za preferowane, porównywanych potem z praktykowanymi), wyróżnić można trzy typy modeli identyfikowane na podstawie pracy obojga rodziców: • oboje pracują w pełnym wymiarze czasu (dual earner model), • kobieta pracuje w niepełnym, a mężczyzna w pełnym wymiarze (modernised male breadwinner model), • jedynie mężczyzna pracuje w pełnym wymiarze czasu (male

25 Szerzej: P. Michoń, Praca matek w polityce krajów Unii Europejskiej, Poznań 2008. 26 Szerzej: I. E. Kotowska, U. Sztanderska, I. Wóycicka, Scenariusz modernizacji polityki społecznej. Stymulowanie wzrostu aktywności ekonomicznej i dzietności kobiet, [w:] Strukturalne i kulturowe uwarunkowania aktywności zawodowej kobiet w Polsce, red. I. E. Kotowska, Warszawa 2009.

nr 1, wiosna-lato 2010

[273]


Margareta Wysocka

breadwinner model) 27. Mogący budzić pewne niepokoje, stosunkowo niski poziom praktykowania rozwiązań typu modernised male breadwinner model ma związek m.in. z problemami popytu na pracę kobiet w ogóle. Są one uznawane za mniej dyspozycyjną grupę pracowników z powodu okresów dezaktywizacji związanych z urlopem macierzyńskim i wychowawczym, postrzega się je jako pracowników mniej wydajnych z powodu obciążenia i zmęczenia obowiązkami rodzinnymi, a także dość powszechnym jest przekonanie, że nie muszą one dużo zarabiać, gdyż ich dochody stanowią dodatek do wkładu mężczyzn w budżety domowe, którzy to winni pozostawać głównymi żywicielami rodziny28. Doświadczenia związane z różnymi formami dyskryminacji w zatrudnieniu, w trakcie przyjmowania do pracy, w systemie awansowania, w sferze płacowej czy w systemie emerytalnym29 o charakterze zarówno prawnym, jak i społeczno-kulturowym, mogą stanowić istotną blokadę psychiczną przed ponownym włączeniem się do aktywności na rynku pracy i sprzyjać „wyuczeniu się” przez kobiety bezradności wobec swojej upośledzonej pozycji społeczno-ekonomicznej. Charakterystyczny dla praktyki łączenia obowiązków opiekuńczych z pracą zawodową polskich rodzin jest model z podwójnym obciążeniem kobiet (dual earner model – double burden of females), odpowiadający zjawisku tzw. „podwójnego etatu”. Perspektywa psychologiczna dostarcza argumentów na rzecz niekorzystnego wpływu sytuacji wzorca podwójnej roli na życie kobiety pragnącej realizować się zawodowo. Jedną z negatywnych konsekwencji jest przeciążenie rozumiane jako sytuacja, w której wymagania przekraczają czas i możliwości jednostki (wobec położenia pracujących żon-matek używa się niekiedy określenia „podwójna alienacja”)30. Innym skutkiem mogą być

27 W sytuacji, kiedy w rodzinie są małe dzieci, preferencja co do pełnego zatrudnienia obojga rodziców zdecydowanie spada, co dowodzi w sposób oczywisty, iż występuje napięcie pomiędzy obowiązkami rodzinnymi a pracą w ekonomicznym modelu rodziny. Choć poparcie dla pracy kobiet było na ogół wysokie, zauważalna część par preferowała wycofanie się kobiet z rynku pracy, gdy dzieci były małe. Ponadto, drugi model częściej był preferowany niż praktykowany, w odróżnieniu do pierwszego i ostatniego, gdzie praktyka „wyprzedzała” preferencje. I. E. Kotowska (red.), Strukturalne…, op. cit., s. 46 – 47. 28 M. Musiał-Karg, Kobiety we współczesnej Europie, Toruń 2009, s. 18 – 19. 29 Źródła dyskryminacji podaję za: M. Więcko, Kobiety na rynku pracy, [w:] Przedsiębiorczość kobiet – wyzwanie XXI wieku, red. B. Kożuch, Białystok 2001, s. 65. 30 M. Strykowska, Psychologiczne mechanizmy zawodowego funkcjonowania kobiet, Poznań 1992, s. 95.

[274]

refleksje


Kobieta kryzysem brzemienna. Sytuacja kobiet na i poza rynkiem pracy...

konflikty (czasu, napięć, zachowań), zachodzące wtedy, gdy oczekiwania w stosunku do roli rodzinnej są niezgodne z oczekiwaniami związanymi z pracą. Szczególnie istotny związek występuje pomiędzy satysfakcją z wykonywanej pracy nieopłacanej i zdrowiem psychicznym: kobiety przejawiają obciążenie psychiczne w większej mierze nie z powodu zatrudnienia, pracy zawodowej, ale ze względu na zbyt liczne obciążenia domowe31. Kobieta poza rynkiem pracy – nieodpłatna praca kobiet Praca płatna a kontrakt płci Tradycyjnie kobiety w Polsce pełniły większość obowiązków związanych z prowadzeniem domu, włączając w to opiekę nad dziećmi i dorosłymi wymagającymi opieki – niepełnosprawnymi i osobami w podeszłym wieku32. Współcześnie – mimo, iż praca zawodowa kobiet ulega dalszemu upowszechnieniu – w zakresie wykonawstwa prac domowych zachodzą niewielkie zmiany. Na rozwój w zakresie i rodzajach usług konsumpcyjnych w gospodarstwach domowych wpływa postęp techniczny i cywilizacyjny, natomiast na ich wykonywaniu nadal ciążą uwarunkowania obyczajowo-kulturowe33. Zarówno badania opisujące budżety czasu sporządzane przez GUS, jak i te o charakterze sondażowym, odnoszące się do poglądów kobiet i mężczyzn na temat podziału prac w gospodarstwach domowych (m.in. CBOS i OBOP), wskazują, iż zajęcia z tego zakresu były w roku 1996 udziałem 89-92% kobiet, zaś w 60% polskich domów były one jedynymi członkami rodziny odpowiedzialnymi za wykonywanie tych prac34. Z badań Pentora z 2005 r. Ibidem, s. 96 – 98. Prowadzone w końcu lat 70. międzykulturowe badania w dwóch krajach realnego socjalizmu (Polska i Rumunia) oraz dwóch demokratycznych (Włochy i Kanada) pokazały, że w tych ostatnich znacznie częściej odrzucano pogląd o „naturalnej” odmienności kobiet. Sprzeczność tych dwóch stanowisk przypisać można obecności ruchu feministycznego w latach 60. i 70. w państwach gospodarki wolnorynkowej, który problem równości płci uczynił przedmiotem publicznej debaty w krajach Europy Zachodniej oraz Ameryki Północnej M. Vianello, R. Siemińska, Gender inequality. A comparative study of discrimination and participation [w:] Wokół problemów zawodowego uprawnienia kobiet i mężczyzn, red. R. Siemińska, Warszawa 1997, s. 68. 33 D. Graniewska, Aktywność zawodowa kobiet a warunki ich życia, Warszawa 1987, s. 91 – 92. 34 A. Titkow, D. Duch-Krzystoszek, B. Budrowska, Nieodpłatna praca kobiet – mity, realia, perspektywy, Warszawa 2004, s. 12. 31

32

nr 1, wiosna-lato 2010

[275]


Margareta Wysocka

wynika, że średnia ilość godzin poświęcanych tygodniowo przez mężczyzn na prace domowe to 14,2 godziny, natomiast dla kobiet wartość ta jest prawie dwukrotnie wyższa i wynosi 24,5 godziny (badania te wskazują ponadto na interesujące zjawisko wykazywania przez mężczyzn większej ilości godzin, niż skłonne byłyby im to przypisywać ich partnerki)35. Coraz silniej artykułowany jest jednak przez kobiety postulat partnerstwa i równego podziału obowiązków związanych z domem i dziećmi. Praca związana z obowiązkami domowymi cechuje się – z ekonomicznego punktu widzenia – niewidocznością rezultatów. Powszechność odpowiedzi na pytanie o pracę udzielanych przez nieaktywne zawodowo kobiety takich, jak: „nie, nie pracuję, zajmuję się domem” dowodzi, że w świadomości społecznej wykonywanie obowiązków domowo-opiekuńczych nie budzi asocjacji z pracą36. Jednak – jak wynika z danych Centrum Badań i Analiz Rynku (2005 r.) pozyskanych w badaniu Kobieta pracująca – diagnoza sytuacji kobiet na rynku pracy – dla 70% Polaków praca zawodowa i domowa jest tak samo ważna37. W dyskursie feministycznym nierzadko społecznie sankcjonowana nieodpłatna praca kobiet, wykonywana na rzecz rodziny, podawana jest jako źródło ich zniewolenia i niższej pozycji w strukturze społecznej38. Założycielka międzynarodowej kampanii Wynagrodzenie za Pracę Domową, Selma James, jako jedna z pierwszych postawiła pytanie: „Czy praca domowa nie jest wynagradzana, ponieważ nie jest ważna, czy też stała się mało istotna, ponieważ nie podlega wynagrodzeniu?”39. To właśnie dzięki naciskom ze strony ruchu feministycznego i coraz szerzej podejmowanej debacie publicznej, podjęto wysiłki w celu określenia i oceny związków zachodzących pomiędzy pracą zawodową-płatną oraz domową-nieodpłatną (określaną przez B. Budrowską jako „niepisana społeczno-kulturowa umowa określającą relacje kobiet i mężczyzn, nazwana kontraktem płci - gender contract)”40. Ibidem. B. Budrowska, Nieodpłatna praca kobiet i próby jej wyceny, http://www.ekologiasztuka.pl/pdf/fe007 budrowska.pdf, 03.04.2010, s. 1. 37 A. Nowakowska, Aktywność zawodowa kobiet a przekonania mężczyzn dotyczące ról kobiecych i męskich w rodzinie, [w:] Godzenie pracy z rodziną w kontekście aktywizacji zawodowej kobiet, red. C. Sadowska-Snarska, Tchon Li, Białystok 2008, s. 158. 38 Ibidem, s.157. 39 Wywiad K. Gawlicz z S. James, Opieka to rzecz najważniejsza, „Recykling idei” 2007, nr 9, s. 31. 40 B. Budrowska, Nieodpłatna..., op. cit., s. 1. 35

36

[276]

refleksje


Kobieta kryzysem brzemienna. Sytuacja kobiet na i poza rynkiem pracy...

Praca w sferze prywatnej – na czyją rzecz? W odróżnieniu od 48,6% Polaków, którzy uważają, iż prestiż kobiety pracującej zawodowo jest większy niż kobiety zajmującej się domem, tylko 4,3% respondentów skłonnych jest przypisywać większy szacunek gospodyniom domowym41. Tymczasem w latach 90. Gary Becker, twórca tzw. nowej ekonomii gospodarstwa domowego, uhonorowany został Nagrodą Nobla m.in. za nowatorską wycenę prac domowych. Jego szacunki dowodziły, że stanowi ona ok. 30% dochodu narodowego42. W Polsce analizę dotyczącą pracy domowej i jej wyceny przeprowadziła m.in. w 2008 r. dr hab. Ilona Błaszczak-Przybycińska43. Przeciętna miesięczna wartość pracy domowej oszacowana została na 1330 zł w przypadku niepracującej zawodowo kobiety oraz 1158 zł dla aktywnej zawodowo. Wartość, którą przypisano nieodpłatnej pracy mężczyzn wyniosła odpowiednio 818 zł oraz 640 zł44. Kwestia oceny stopnia istotności (wyceny) pracy domowej dla rozwoju społeczno-gospodarczego łączy się z postulatem wynagrodzenia za pracę w domu oraz innymi koncepcjami zakładającymi konieczność jej dowartościowania. Agitujący na rzecz tej koncepcji przedstawiciele ruchów społecznych, jak i osoby reprezentujące środowiska naukowe, zwracają uwagę na upośledzoną pozycję społeczno-ekonomiczną kobiety zajmującej się domem45. Wysuwany jest pogląd, iż w świe41 A. Titkow, D. Duch-Krzystoszek, B. Budrowska, Nieodpłatna praca kobiet – mity, realia, perspektywy, Warszawa 2004, s. 14. 42 M. Kicińska, Praca domowa, „Polityka” 2009, nr 44 (2729), s. 48 – 49. 43 Opierając się na danych GUS z lat 2003–2004, dr hab. Błaszczak-Przybycińska wyceniła ją na dwa sposoby: metodą stawek rynkowych (suma iloczynów średniego czasu przeznaczonego na poszczególne prace domowe i przeciętnego godzinowego wynagrodzenia brutto dla zawodów odpowiadającym tym pracom) oraz metodą kosztów alternatywnych (iloczynu średniego czasu przeznaczanego na pracę domową oraz przeciętnej stawki godzinowej dla osób pełnozatrudnionych tej samej płci). 44 M. Kicińska, Praca…, op. cit., s. 48 – 49. 45 Wskazuje się m.in. na brak lub utrudniony i dyskryminujący dostęp do rynku pracy (chociażby przez niższe płace), brak zabezpieczenia emerytalnego, a często także zdrowotnego, uniemożliwiony lub ograniczony dostęp do wielu usług (np. brak możliwości samodzielnego założenia konta w banku, korzystania z wielu usług bankowych i finansowych, m.in. brak dostępu do kredytów, brak możliwości pozostawienia dziecka w przedszkolu, gdyż w wielu miejscach do przedszkola w pierwszej kolejności przyjmowane są dzieci matek pracujących). Sytuacja kobiet na polskim rynku pracy, wykład Małgorzaty Skrzek – Lubasińskiej, wygłoszony podczas ogólnopolskiej konferencji pt.: „Zwiększenie udziału kobiet w obszarach decyzyjnych poprzez osiąganie samodzielności ekonomicznej i politycznej”, która odbyła się 31.03.2006 r. we Wrocławiu, zorganizowanej przez Demokratyczną Unię Kobiet oraz fundację Kobiety dla Kobiet; całość dostępna na stronie: http://www.femina.org.pl/index.php?option=com_content&task=vie-

nr 1, wiosna-lato 2010

[277]


Margareta Wysocka

tle wypracowywania tak znacznego „ukrytego” dochodu przez kobiety niepracujące zawodowo, państwo powinno przed tymi negatywnymi skutkami je chronić46. Zdania wśród samych kobiet – głównie co do koncepcji gwarantowanego dochodu podstawowego47 – są podzielone. Tylko połowa kobiet uważa, że za pracę w domu powinno się płacić48. Najczęściej jako powód wskazują one, że dodatkowe pieniądze po prostu przydałyby się dla rodziny. Co trzecia kobieta jest przeciwniczką opłacania pracy domowej – traktuje wykonywanie prac domowych jako kwestię osobistego wyboru i sferę życia prywatnego, uważa pracę w domu za swój obowiązek, z drugiej zaś strony, jako formę okazywania uczuć rodzinie. Według Anny Titkow, opłacanie prac domowych przez państwo nie zmieniłoby relacji między płacami na bardziej równościowe, lecz utrwaliłoby tradycyjny podział obowiązków w sferze pracy zawodowej i domowej – „to byłaby pułapka dla samych kobiet”49. Nie przecząc istnieniu kontrowersji, co do wpływu opłacania pracy domowej na upodmiotowienie kobiet, uważam, iż problematyka wynagrodzenia kobiet za pracę w domu – w moim osądzie – jest kwestią istotną zwłaszcza w kontekście niekorzystnych zmian demograw&id=76&Itemid=35, 22.02.2010. 46 Istnieje kilka ukierunkowanych na ten cel propozycji dowartościowania nieodpłatnej pracy domowej oraz stworzenia ram bezpieczeństwa socjalnego dla poświęcających się jej osób – takich jak: • gwarantowany dochód podstawowy, • edukacja, kampanie społeczne, rozwiązania systemowe wspierające zmianę zachowań mężczyzn, czyli nastawionych na promowanie partnerskiego podziału obowiązków domowych (przykładem takich działań jest kampania informacyjno-edukacyjna na rzecz docenienia pracy domowej kobiet „Zrobione Docenione Wiele warte”), • powszechny i bezpłatny dostęp do edukacji, placówek dziennej opieki nad dziećmi (żłobki, przedszkola), osobami starszymi i chorymi (hospicja, domy spokojnej starości, szpitale itd.), • zapewnienie pełni gwarancji socjalnych (wliczanie pracy domowej do stażu pracy/stażu emerytalnego, zagwarantowanie emerytury, zagwarantowanie bezpieczeństwa socjalnego w przypadku śmierci partnera lub rozwodu) „Niewidzialna gospodarka, niewidzialna praca, niewidzialny dochód” – ulotka kampanii 16:DNI, dostępna na stronie: http://www.gender.uni.wroc.pl/download/ulotka16dni/praca_domowa.doc, 19.02.2010 47 Według Global Women’s Strike pieniądze te winny pochodzić z „sektorów niosących zniszczenie” – przede wszystkim z wydatków na wojsko. 48 Wywiad A. Górnickiej-Boratyńskiej z A. Titkow oraz D. Duch-Krzystoszek, Praca domowa kobiet – czy powinna być odpłatna?, całość dostępna na stronie: http://kobieta.gazeta.pl/poradnik-domowy/1,65369,2665165 .html, 22.02.2010. 49 Ibidem.

[278]

refleksje


Kobieta kryzysem brzemienna. Sytuacja kobiet na i poza rynkiem pracy...

ficznych. Odnosząc się do pojęcia wymiaru determinizmu ekonomicznego, chciałabym podkreślić konieczność dokonania rzetelnej, pogłębionej, kompleksowej analizy wpływu implementacji wynagrodzenia za pracę domową do polityki społecznej państwa na jego rozwój społeczno-ekonomiczny. Zmiany w zakresie sytuacji kobiet, które „chcą mieć dzieci”, jednak ze względów ekonomicznych i wiążącej się z nimi kwestii bezpieczeństwa socjalnego „muszą pracować”, stanowić mogą bowiem zarówno szansę na odwrócenie niekorzystnych trendów demograficznych (wzrost wskaźnika dzietności), jak i zagrożenie dla istniejącej już struktury, a nawet czynnik, który pogłębiłby (poprzez np. „odpływ” kobiet z rynku pracy, wzrost wydatków publicznych) skalę negatywnych zjawisk.

Summary The article refers to the problem of demographic crisis, a frequent topic of public debates in European Union countries, which struggle with the phenomenon of ageing society. The main goal of the research part is analyze selected factors connected with the demographic stagnation (regression), that have an impact on mothers’ activity (or lack of activity) on the labour market. The article is a starting point for the analysis of guaranteed basic income for women working as housewives (those who claim: ‘I want to have children’ but, as a result of economic considerations intertwined with the problem of social security, later state ‘I have to work’), as potential social policy’s instrument which can be applied for the purpose of changing the unfavorable demographic structure. Nota o autorze Margareta Wysoka [margareta-wysocka@wp.pl] – studentka IV roku politologii na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, przewodnicząca Koła Naukowego Samorządu Terytorialnego, członkini Rady Kół Naukowych UAM, działaczka fundacji Centrum Monitorowania Odpowiedzialności Biznesu, wolontariuszka.

nr 1, wiosna-lato 2010

[279]


Świeckość pa Carolina Leonetti Centre Européen Universitaire – Université Nancy 2 (Francja) Tłumaczenie: Magdalena Filary, Mateusz Grzelczyk Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu

Świeckość państwa zakwestionowana we Włoszech. Debata na temat krzyży w szkolnych klasach

3

2009 r. Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu wydał wyrok we włoskiej sprawie Lautsi, szeroko dyskutowanej w europejskiej opinii publicznej. Werdykt Trybunału został zakwestionowany we Włoszech zarówno przez prawicę, bliską Kościołowi katolickiemu, jak i lewicę. Włoski rząd upoważnił ministra spraw zagranicznych Franco Frattiniego do wniesienia odwołania przeciwko wyrokowi Trybunału. Większość Włochów uważa krzyż w większym stopniu za symbol kulturowy niż religijny. Według sondażu opublikowanego przez dziennik „Corriere della Sera”, aż 84 % Włochów akceptuje eksponowanie krzyży w szkolnych klasach, a także w pomieszczeniach administracji publicznej. Najbardziej przychylne eksponowaniu krzyży są osoby starsze, posiadające wykształcenie średnie, mieszkające w regionach południowych i na wyspach oraz głosujące na partie prawicowe. Odsetek praktykujących katolików przychylnych zachowaniu krzyży w pomieszczeniach publicznych wzrósł do 93%, natomiast w środowiskach świeckich przeciwnicy krzyży stanowią tylko ok. 30%. Niedawny spór między świeckością państwa a pluralizmem religijnym nie jest jednak nowym problemem w Europie. listopada

Zarys normatywny konfliktu Obywatelka Włoch, pani Soile Lautsi, 27 lipca 2006 r. wniosła sprawę do Trybunału w Strasburgu, powołując się na art. 34 Europejskiej Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności, działając w imieniu swoim, jak również dwójki swoich dzieci, Dataico i Sami Albertin, w wieku jedenastu i trzynastu lat, którzy w roku szkol-

nr 1, wiosna-lato 2010

[281]


Carolina Leonetti

nym 2001 – 2002 uczęszczali do włoskiej szkoły publicznej w miejscowości Abano Terme. Pani Lautsi uznała, iż obecność krzyży we wszystkich klasach szkoły, do której uczęszczały jej dzieci, jest sprzeczna z zasadą świeckości państwa, wolnością przekonań i religii oraz z prawem rodziców do kształcenia swoich dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami religijnymi oraz filozoficznymi. Powołała się przy tym na art. 2 Protokołu nr 1 do Konwencji, zgodnie z którym: Nikt nie może być pozbawiony prawa do nauki. Państwo wykonując swoje funkcje w dziedzinie wychowania i nauczania, uznaje prawo rodziców do zapewnienia tego wychowania i nauczania zgodnie z ich własnymi przekonaniami religijnymi i filozoficznymi, jak również art. 9 Konwencji mówiący o tym, że: Każdy ma prawo do wolności myślenia, sumienia i wyznania. Obecność krzyży we włoskich szkołach publicznych jest konsekwencją złożonych relacji pomiędzy państwem włoskim a Watykanem, a w szczególności z procesem budowania państwa włoskiego i dążeniem do uzyskania niezależności od Stolicy Apostolskiej. W rzeczywistości bowiem obowiązek eksponowania krzyża w szkolnych klasach sięga okresu jednoczenia Włoch – zgodnie z art. 140 dekretu królewskiego nr 4336 z 15 września 1860 r. Królestwa Piemont-Sardynia każda szkoła musiała zostać zaopatrzona w krzyż. W czasie dyktatury faszystowskiej we Włoszech szereg państwowych rozporządzeń potwierdziło obowiązek eksponowania krzyży w salach lekcyjnych. Zgodnie z art. 118 dekretu królewskiego nr 965 z 30 kwietnia 1924 r. dot. regulaminu wewnętrznego szkół średnich w Królestwie: każda placówka szkolna powinna posiadać flagę narodową, każda klasa szkolna symbol krzyża i portret króla. Artykuł 119 dekretu królewskiego nr 1297 z 26 kwietnia 1928 r. dot. rozporządzenia ogólnego służb nauczania podstawowego, zalicza krzyż do wyposażenia i materiałów niezbędnych w salach szkolnych. Zarys historyczny sporu: od Abano Terme do Strasburga Zgodnie z opisem sprawy zawartym w wyroku włoskiego sądu kasacyjnego pani Lautsi podczas zebrania szkolnego zorganizowanego przez ecoleque (rozporządzenie nr 4273 z 1 marca 2000 r.) zakwestionowała fakt obecności krzyży w klasach wykorzystywanych do głosowania podczas wyborów politycznych, co już wcześniej zostało uznane przez włoskie sądy za sprzeczne z zasadą świeckości państwa. Dyrekcja szkoły pozostawiła jednak krzyże w klasach szkolnych poza okresem wy-

[282]

refleksje


Świeckość państwa zakwestionowana we Włoszech. Debata na temat krzyży...

borczym, w związku z czym pani Lautsi rozpoczęła prawdziwą batalię sądową, która doprowadziła ją aż do Trybunału w Strasburgu. Podjęła ona bowiem decyzję o wniesieniu sprawy do sądu administracyjnego właściwego dla okręgu Wenecji, powołując się na pogwałcenie zasady świeckości oraz bezstronności administracji publicznej (zgodnie z art. 97 włoskiej konstytucji). Według weneckiego sądu administracyjnego wniesiona sprawa dotyczyła kwestii konstytucyjnych, w związku z czym została ona odesłana do włoskiego trybunału konstytucyjnego. W czasie postępowania przed trybunałem konstytucyjnym pani Lautsi stwierdziła, iż biorąc pod uwagę prawo do nauki oraz obowiązek szkolny, obecność krzyży w  klasach szkolnych została narzucona uczniom, rodzicom i nauczycielom oraz faworyzuje religię katolicką, dyskredytując tym samym inne religie. Przedstawiciel włoskiego rządu stwierdził natomiast, iż obecność krzyża w klasach jest czymś naturalnym, gdyż krzyż jest nie tylko symbolem religijnym, ale także flagą Kościoła katolickiego, który jest jedynym Kościołem wymienionym w art. 7 włoskiej konstytucji. W związku z tym, krzyż należy traktować jako symbol państwa włoskiego. 15 grudnia 2004 r. trybunał konstytucyjny stwierdził, iż nie posiada kompetencji do rozpatrzenia sprawy odesłanej przez wenecki sąd administracyjny, ponieważ sporne rozporządzenie jest rozporządzeniem bez mocy prawnej i w konsekwencji nie podlega rozpatrzeniu przez trybunał. Pozew pan Lautsi został odrzucony przez okręgowy trybunał administracyjny wyrokiem z 17 marca 2005 r., w którym trybunał administracyjny uznał, iż krzyż stanowi symbol historii, kultury i tożsamości włoskiej, symbol równości, wolności, tolerancji i świeckości państwa. Wobec tej decyzji pani Lautsi wniosła odwołanie do włoskiej Rady Stanu, która wyrokiem z 13 lutego 2006 r., odrzuciła jej pozew, stwierdzając, iż krzyż stał się jedną z wartości świeckich sankcjonowanych przez konstytucję włoską i reprezentuje wartości życia obywatelskiego. Włoskie sądy kolejnych instancji uznały, że dwa w/w rozporządzenia zawsze obowiązywały i należało je stosować, tym bardziej, że były wcześniejsze od Traktatów laterańskich z 1929 r. oraz od przyjętej w 1948 r. konstytucji republikańskich Włoch. Chodzi w szczególności o dziedzictwo pewnej koncepcji wyznaniowej państwa, która została wyraźnie odrzucona dopiero w 1985 r., na mocy Protokołu dodatkowego do nowych umów ze Stolicą Apostolską.

nr 1, wiosna-lato 2010

[283]


Carolina Leonetti

Przed Trybunałem w Strasburgu pani Lautsi utrzymywała, iż eksponowanie krzyży w klasach włoskich szkół publicznych przyznaje religii katolickiej uprzywilejowaną pozycję, co oznacza nie tylko ingerencję państwa w podstawowe wolności: przekonań, sumienia i religii, ale również pogwałcenie prawa rodziców do kształcenia swoich dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami moralnymi i religijnymi. Według niej jest to również dyskryminacja nie-katolików, ponieważ krzyż budzi przede wszystkim skojarzenia religijne, które dają uczniom poczucie, że państwo włoskie przynależy do określonej wiary religijnej. Przedstawiciel rządu włoskiego w czasie postępowania przed Trybunałem przyznał, iż poruszona kwestia ma w większym stopniu charakter filozoficzny niż prawny. Krzyż, początkowo symbol wyłącznie religijny, współcześnie nabiera również znaczenia etycznego i historycznego, przypominając o wartościach, które nie są wyłącznie związane z wiarą chrześcijańską, jak choćby potępienie przemocy, poszanowanie godności wszystkich ludzi, sprawiedliwość i równość, miłość do bliźniego i przebaczenie nieprzyjaciołom. Fundamenty współczesnej demokracji liberalnej zostały oparte na przesłaniu ewangelickim, krzyż stał się natomiast uniwersalnym znakiem humanizmu oraz symbolem zasad i wartości, które stanowią podstawę naszej demokracji. Zdaniem włoskiego rządu obecność krzyża nie stanowi więc żadnego naruszenia świeckości państwa, czy też praw i wolności, zagwarantowanych przez Europejską Konwencję Praw Człowieka. Argumentacja włoskiego rządu jest zgodna z linią orzecznictwa Trybunału w Strasburgu, który, dla stwierdzenia naruszenia podstawowych praw i wolności, wymaga dużo bardziej aktywnej ingerencji. Obecność krzyży w klasach włoskich szkół nie jest równoznaczna z żądaniem dla tego symbolu jakiegokolwiek znaku pozdrowienia, wyrazu szacunku czy też obowiązku odmawiania wspólnych modlitw w klasie. Nie ulega wątpliwości, iż włoski system szkolnictwa jest całkowicie świecki i pluralistyczny, uczęszczanie na lekcje religii nie jest obowiązkowe, a programy szkolne nie zawierają żadnych odniesień do konkretnej religii. Krzyż jest zatem tylko symbolem przypominającym o włoskiej tradycji kulturowej i o wartościach ludzkich wyznawanych prze innych chrześcijan. Co więcej, władze państwowe korzystają z dużego marginesu swobody w tej kontrowersyjnej kwestii związanej nierozłącznie z historią i kulturą – przykładowo w Grecji, wszystkie uroczystości o charakterze cywilnym i militarnym przewidują obecność oraz aktywne uczestnictwo ministra ds. religii prawosławnej, a w Wielki Piątek, czy też

[284]

refleksje


Świeckość państwa zakwestionowana we Włoszech. Debata na temat krzyży...

w przypadku ogłoszenia żałoby narodowej, wszystkie biura i sklepy są zamknięte, podobnie zresztą jak we francuskiej Alzacji. Wybór, czy zachować krzyż w przestrzeni publicznej, czy też nie, zależy w większym stopniu od przyjętej polityki, niż od kryterium zgodności z prawem. Stanowisko Trybunału w Strasburgu Trybunał w Strasburgu stwierdził, iż zgodnie z art. 2 Protokołu Europejskiej Konwencji Praw Człowieka państwo w wykonywaniu zadań w dziedzinie edukacji i szkolnictwa podejmuje się ochrony pluralizmu edukacyjnego, głównie ochrony społeczności demokratycznej. Instytucje szkolnictwa publicznego powinny być zatem otwarte i sprzyjać integracji uczniów niezależnie od ich pochodzenia społecznego, przekonań religijnych czy też pochodzenia etnicznego. Szkoła powinna być miejscem spotkań różnych religii i przekonań filozoficznych. Natomiast zgodnie z drugim zdaniem art. 2 Protokołu nr 1 państwo zobowiązane jest do czuwania nad tym, aby programy szkolne były obiektywne, krytyczne i pluralistyczne nie miały na celu wpajania uczniom jakichkolwiek poglądów. Tym samym szacunek do przekonań religijnych rodziców i dzieci pociąga za sobą prawo do tego, by nie wierzyć w żadną religię. Według Trybunału, państwo musi powstrzymać się od narzucania przekonań, nawet w sposób niebezpośredni, w miejscach, w których obywatele są od państwa w jakikolwiek sposób zależni lub gdzie są oni szczególnie narażeni na narzucanie przekonań. Szkolnictwo podstawowe może zostać uznane właśnie za takie miejsce, ponieważ dzieci dysponują mniejszą zdolnością krytycznego myślenia niż osoby dorosłe. Trybunał przyznał również, iż symbol krzyża ma więcej niż tylko jedno znaczenie, niemniej jednak skojarzenie religijne jest dominujące. Jeśli zaś chodzi o wpływ krzyża na młodych uczniów, uznaje się, iż w krajach, w których większość populacji przystępuje do danej religii, manifestowanie obrzędów i symbolów tej religii może wywołać presję na uczniów, którzy nie praktykują wspomnianej religii lub na tych, którzy przynależą do innej religii. Obecność krzyża w klasach szkolnych może zostać odebrana przez uczniów jako znak religijny, co spowoduje, iż będą się oni czuli wykształceni w środowisku szkolnym, naznaczonym przez daną religię. Takiej sytuacji nie można usprawiedliwić ani prośbą innych rodziców, którzy oczekują edukacji religijnej zgodnej z ich przekonaniami, ani stwierdzeniem rządu o konieczności niezbędnego kompromisu z par-

nr 1, wiosna-lato 2010

[285]


Carolina Leonetti

tiami politycznymi o poglądach chrześcijańskich. Państwo musi zagwarantować neutralność wyznaniową w ramach szkolnictwa publicznego, którego zadaniem jest wykształcenie u uczniów umiejętności krytycznego myślenia. Trybunał nie dostrzegł związku, w jaki sposób krzyż, słusznie kojarzony z katolicyzmem, który stanowi religię dominującą we Włoszech, może służyć pluralizmowi edukacyjnemu, który jest istotny w ochronie społeczeństwa demokratycznego, zgodnie z Konwencją i powoduje ograniczenie prawa rodziców do kształcenia swoich dzieci według własnych przekonań, tak samo jak praw dzieci objętych nauczaniem szkolnym do tego, by wyznawać jakąkolwiek wiarę bądź nie. Krzyże w szkołach publicznych: prawdziwie europejskie pytanie 27 stycznia 2009 r. sąd administracyjny w Lille (Francja) wydał wyrok w sprawie uczniów z Wandignies-Hamage, którzy każdego popołudnia spożywali posiłek u stóp wielkiego krzyża umieszczonego w refektarzu, który był dawną salą katechetyczną, a stał się szkolną jadalnią. Sąd zobowiązał lokalne merostwo do postępowania w imię poszanowania bezstronności – w konsekwencji przygotowano specjalny plakat, by zakryć krzyż i w zależności od wieku osób przebywających w tej sali, krzyż jest odkryty lub przykryty plakatem. Art. 28 francuskiej ustawy z 5 czerwca 1905 r. o separacji Kościoła od państwa określa bowiem, iż: W przyszłości jest zakazane wznoszenie lub przyklejanie jakiegokolwiek znaku lub symbolu religijnego na budynkach publicznych lub placach budowy, co dotyczy nie tylko merostw czy francuskich szkół publicznych, ale również wejść na cmentarze, a nawet nagrobków zmarłych. Jedynie Alzacja i departament Moselle w Lotaryngii uzyskały odstępstwa, ponieważ te dwa terytoria nie należały do Francji w momencie przyjęcia ustawy o rozdziale Kościoła od państwa, dlatego w tych dwóch przypadkach ustawa ta nie znajduje zastosowania, ponieważ w/w terytoria podlegają systemowi konkordatowemu z 1801 r. dot. znaków religijnych w szkole. 22 października 2003 r. na wniosek obywatela włoskiego, Adela Smitha, przewodniczącego związku muzułmanów we Włoszech, sąd nakazał dyrektorowi szkoły zdjęcie krzyży z sal przedszkola i szkoły podstawowej, do których uczęszczali jego synowie. Ta decyzja nigdy nie została jednak wykonana, ponieważ najpierw została zawieszona przez przewodniczącego sądu, a następnie zmieniona ze względu na brak kompetencji sądu do zajmowania się powyższą sprawą. W innej sprawie, w lutym 2009 r., Franco Cappoli, nauczyciel publiczne-

[286]

refleksje


Świeckość państwa zakwestionowana we Włoszech. Debata na temat krzyży...

go liceum zawodowego został zawieszony na miesiąc za systematyczne zdejmowanie krzyża ze ściany podczas swoich zajęć. W Hiszpanii, kraju tradycyjnie bardzo katolickim (chociaż według sondażu opublikowanego na początku listopada 2008 r. przez dziennik „El Pais”, 21 % Hiszpanów uważa się za dość lub bardzo religijnych, a do 47 % wcale lub mało religijnych) w 2008 r. sąd administracyjny w Valladolid nakazał szkole publicznej zdjęcie krzyży, na wniosek rodziców jednego z uczniów, poparty przez Associación Cultural Escuela Laica de Valladolid, złożony w 2005 r. Rodzice ucznia wcześniej kilka razy prosili o zdjęcie krzyży, ale rada szkolna w drodze głosowania wypowiedziała się w sposób negatywny. Sąd w Valladolid wyjaśniał swoją decyzję, stwierdzając, iż obecność tych symboli w pomieszczeniach wspólnych publicznego ośrodka edukacyjnego, w których osoby małoletnie są nauczane, może u nich spowodować wrażenie, że państwo jest bliżej katolicyzmu niż innych wyznań religijnych. W Austrii zgodnie z ustawą na temat edukacji religijnej w szkole, potwierdzonej w trzecim Konkordacie zawartym ze Stolicą Apostolską, dyrektorzy austriackich szkół publicznych są zobowiązani do umieszczenia krzyża w każdej klasie, gdzie więcej niż połowa uczniów jest katolikami. W niemieckiej Bawarii krzyże obecne są również w domach starców, szpitalach, hotelach, restauracjach. W słynnej aferze krzyżowej niemiecki trybunał konstytucyjny 16 maja 1955 r. wypowiedział się na temat zgodności wolności religijnej z obowiązkiem zawieszenia krzyży w klasach szkół publicznych w Bawarii. Trybunał uznał, iż krzyż stanowi nie tylko symbol wiary, ale również symbol kulturalny tego regionu, jednakże nauka pod krzyżem z pewnością narusza wolność religijną. Na skutek tej decyzji 23 grudnia 1955 r. Bawaria przyjęła nowelizację ustawy o systemie edukacji, w której nadała szczególnie znaczenie obecności krzyży z powodu historii i własnej kultury Bawarii, dodając, iż jeśli obecność krzyża poważnie narazi wolność sumienia jakiegokolwiek ucznia, obowiązkiem dyrektora tejże szkoły, jest znalezienie polubownego rozwiązania. W przypadku braku porozumienia, dyrektor podejmuje decyzję, biorąc pod uwagę oczekiwania stron, zaspokajając wolność sumienia i przekonań religijnych w instytucjach szkolnych, ale biorąc zarazem pod uwagę w miarę możliwości wolę większości. Czekając na ostateczną decyzję Strasburga… Debata we Włoszech na temat krzyży pozostaje nadal otwarta. Warto wspomnieć, iż premier Włoch Silvio Berlusconi zapewnił Stolicę Apo-

nr 1, wiosna-lato 2010

[287]


Carolina Leonetti

stolską, iż decyzja Trybunału w Strasburgu nie jest właściwa. I w tym przypadku, i rząd, i opozycja we Włoszech są ze sobą zgodne.

Summary In November 2009 the European Court of Human Rights in Strasbourg ruled that crosses displayed in classrooms of public school are not in agreement with the freedom of religion guaranteed by the European Convention on Human Rights. This ruling was based on the claim that the presence of the Christian symbol limit parents’ right to educate their children in conformity with their own faith and the right of children to believe or not to believe. In Italy, from which the case originates, the Court’s sentence stirred up heated political debates and caused strong public opinion reactions. The verdict was interpreted as a threat to the Catholic-based cultural traditions of the country, despite the traditions not being continued in terms of religious devotion in Italy. Noty o autorach Carolina Leonetti (wł.) – studentka europeistyki na poziomie Master 1 w Centre Européen Universitaire w Nancy, studia prawnicze na poziomie licencjackim ukończone na Università „Magna Graecia” di Catanzaro (Włochy). Magdalena Filary [aragaze@wp.pl] – magister filologii rumuńskiej (Wydział Neofilologii UAM Poznań). Mateusz Grzelczyk [mateusz.grzelczyk@gmail.com] – student V roku politologii na Wydziale Nauk Politycznych i Dziennikarstwa UAM w Poznaniu oraz europeistyki w Centre Européen Universitaire w Nancy w ramach stypendium LLP Erasmus.

[288]

refleksje


Wydarzenia – informacje


Uroczystość Tomasz R. Szymczyński Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu

Uroczystość z okazji rocznicy urodzin Ryszarda Kapuścińskiego WNPiD – UAM; 3 III 2010

R

Kapuściński – pisarz, poeta, reporter, korespondent wojenny, podróżnik, historyk, dziennikarz, fotograf, myśliciel, którego niewiarygodny dar skrótu przy jednoczesnej głębokości przekazu, niezmiennie zachwyca i inspiruje rzesze wielbicieli na całym świecie. Urodził się 4 marca 1932 roku w Pińsku na Polesiu. Zmarł 23 stycznia 2007 roku w Warszawie. Przekładany na kilkadziesiąt języków, jak mało kto zdawał sobie sprawę z roli, jaką w życiu dzieła odgrywają – pozostający przeważnie w cieniu – tłumacze. Jednocześnie sam określany jako tłumacz kultur oraz świadek narodzin Afryki w ramach procesów dekolonizacyjnych, nigdy nie zapomniał, kim jest i skąd pochodzi, do końca pozostając pochłonięty pracą, w której geniusz literacki niezmiennie współistniał z jego biografią, a przekazywane słowa nabierały dodatkowej mocy w wyniku faktu, że wypowiadał je naoczny świadek opisywanych wydarzeń. Stosując zabieg polegający na umieszczaniu własnej osoby w roli głównego bohatera wielu ze swoich dzieł, nie tylko nie wyszedł nigdy poza ramy w najlepszym tego słowa znaczeniu pojmowanej skromności, ale jednocześnie daje odbiorcom możliwość niejako bezpośredniego wglądu w pracę autora nad swoim warsztatem, uczestniczenia w poszczególnych doświadczeniach, w których jest miejsce nie tylko na optymizm, a emocje strachu czy niemocy nie należą do rzadkości. Tego rodzaju dowody poważnego traktowania czytelnika łączy pisarz z niezmiennym szacunkiem w stosunku do Innego. Jako wnikliwy obserwator, wskazuje zatem kierunek, w ramach którego świadomość różnorodnych odsłon wielowymiarowej współczesności nie musi oznaczać uproszczonej jednokolorowej perspektywy patrzenia, za co w budzącym niejednokrotnie niepokój – spowodowany między innymi niespotykaną dynamiką otaczających zjawisk – świecie, nie można nie pozostawać Ryszardowi Kapuścińskiemu wdzięcznym. yszard

nr 1, wiosna-lato 2010

[291]


Tomasz R. Szymczyński

Na Wydziale Nauk Politycznych i Dziennikarstwa UAM postanowiliśmy zorganizować uroczystość poświęconą rocznicy urodzin Ryszarda Kapuścińskiego. W tym celu ogłoszony został konkurs przeznaczony dla wszystkich studentów Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza, którego przedmiotem było przytoczenie ulubionego cytatu z twórczości pisarza wraz z uzasadnieniem powyższego wyboru. Pomysł przyjęty został z dużym zainteresowaniem, o czym świadczyć może kilkadziesiąt nadesłanych prac przedstawicieli różnych wydziałów naszej uczelni. Wraz z niekrytą satysfakcją, taki rozwój wypadków przyniósł dodatkowo wyzwanie dla komisji oceniającej prace, w składzie której znaleźli się: dr Janina Mrówczyńska, dr Magdalena Lorenc, dr Bartosz Hordecki oraz autor niniejszych słów. Po burzliwej dyskusji przyznana została pierwsza nagroda oraz trzy równorzędne wyróżnienia. Uroczystość, która odbyła się 3 marca 2010 roku w auli WNPiD, uświetniła swoją obecnością pani Alicja Kapuścińska oraz pani profesor Anna Wolff – Powęska, która wygłosiła słowo wprowadzające zatytułowane: „Spotkanie z Innym według Ryszarda Kapuścińskiego”. Organizatorzy przedsięwzięcia pragną przede wszystkim gorąco podziękować pani Alicji Kapuścińskiej oraz pani profesor Annie WolffPowęskiej za przyjęcie zaproszenia oraz udział w niniejszym projekcie. Jednocześnie chcielibyśmy złożyć podziękowania „Gazecie Wyborczej” za ufundowanie pierwszej nagrody w postaci kompletu dzieł wybranych Ryszarda Kapuścińskiego wydanego w ramach Biblioteki Gazety Wyborczej, panu Witoldowi Krassowskiemu za udostępnienie zdjęcia pana Ryszarda swojego autorstwa do celów promocji spotkania, jak też agencji EK Pictures, dzięki której powyższe udostępnienie stało się możliwe. Zobowiązani jesteśmy mgr Filipowi Białemu, jak też mgr Piotrowi Murzie. Serdecznie dziękujemy również wszystkim studentom UAM, którzy wzięli udział w konkursie oraz wszystkim uczestnikom marcowego spotkania. Szczególnie wdzięczni jesteśmy władzom Wydziału Nauk Politycznych i Dziennikarstwa UAM za życzliwość okazywaną w odniesieniu do niniejszego przedsięwzięcia. Pierwszą nagrodę otrzymała Olga Stawska, studentka III roku filologii bułgarskiej UAM za uzasadnienie cytatu z Lapidarium VI: Mało pytających. Dużo wszystkowiedzących. Jeżeli już ktoś pyta, warto poświęcić mu uwagę, bo to człowiek poszukujący, zastanawiający się, starający się coś zrozumieć, a jakże to rzadki teraz przypadek. (…) Prawie nie zdarza się, aby ktoś powie-

[292]

refleksje


Uroczystość z okazji rocznicy urodzin Ryszarda Kapuścińskiego...

dział – nie wiem, nie mam pojęcia, przeciwnie – wszyscy zabierają głos, mówią ex cathedra, twierdzą, upierają się przy swoim, monologują. R. Kapuściński, Lapidarium VI, Warszawa 2007, s. 47. Nagrodzone uzasadnienie: „Jest to dla mnie znaczący cytat, ponieważ zmusza do zastanowienia i narzuca niespokojne pytanie: Czy „gatunek Człowieka Pytającego” chyli się ku upadkowi? Dzisiejszy świat kreuje wizerunek „- NAJ”, tzn. globalny świat oprawia się w piękne ramki, w granicach których obowiązuje kult piękna, bogactwa, dóbr materialnych. Ale nie zapominajmy, że w tym globalnym świecie istnieje człowiek. Istnieje, czyli również poznaje otaczający go świat. Nieodłącznym elementem poznawania jest poszukiwanie, stawianie sobie i światu pytań. Dzięki słowom Ryszarda Kapuścińskiego uzmysławiamy sobie, że nie jest rzeczą złą wahać się, pytać. Nie jest również żadną ujmą, gdy nie posiadamy jakiejś wiedzy na dany temat. To przecież świetny sposób, by o czymś się nauczyć, nadrobić luki w wiedzy.” „Cesarz reportażu” realnie stwierdza, iż „człowiek pytający” to przypadek coraz rzadszy. Wielu z nas boi się lub nie chce pytać, a co gorsza boi się przyznać do niewiedzy. No tak… przecież żyjemy w świecie ludzi wszystkowiedzących, na wszystkim się znających. Wnikliwy Obserwator Rzeczywistości chce zerwać z takim mniemaniem. Lepiej pytać i nie błądzić, aniżeli udawać człowieka wszechwiedzącego, który w konsekwencji będzie walczył jedynie o głos do wypowiedzi, a nie o wartościowe słowo, które można przekazać innym. To apel, aby w realności naszych czasów zachować wrażliwość człowieka poszukującego, złaknionego wiedzy. Trzy równorzędne wyróżnienia otrzymali Dominika Gołąbek, Adrian Józefiak oraz Rafał Szymanowski. Dominika Gołąbek, studentka I roku studiów drugiego stopnia Stosunków Międzynarodowych na WNPiD za odniesienie się do cytatu z Hebanu: Stoi przed domem i na desce prasuje koszulę. Ma żelazko na

nr 1, wiosna-lato 2010

[293]


Tomasz R. Szymczyński

węgiel drzewny, wielkie, stare i zardzewiałe. Jeszcze starsza jest koszula. Żeby ją opisać, należałoby posłużyć się językiem krytyków sztuki, kapryśnych postmodernistów, speców od suprematyzmu, visual-artu i ekspresjonizmu abstrakcyjnego. Toż to arcydzieło patchworku, informelu, kolażu i pop-artu (…). Koszula ta bowiem musiała mieć tyle razy łatane dziury, tyle na niej naszytych jest skrawków i ścinków najprzeróżniejszej materii, barwy i tekstury, że nie sposób jest dojść, jakiego koloru i z jakiego płótna zrobiona była owa pierwotna, wstępna prakoszula, która dała początek długiemu procesowi przeróbek i przekształceń, jakich efekt leży teraz przed Apollem na jego desce do prasowania. R. Kapuściński, Heban, Warszawa 2003, s. 172. Adrian Józefiak, student I roku Prawa – WPiA za komentarz do fragmentu: Dzisiaj mówi się dużo o walce z hałasem, a przecież walka z ciszą jest ważniejsza. Walce z hałasem chodzi o spokój nerwów, w walce z ciszą chodzi o ludzkie życie. Kogoś, kto robi dużo hałasu, nikt nie usprawiedliwia i nie broni, natomiast ten, kto zaprowadza ciszę w swoim państwie, jest chroniony przez aparat represji. Dlatego walka z ciszą jest tak trudna. R. Kapuściński, Dlaczego zginął Karl von Spreti?, Warszawa 1970, s. 14. Rafał Szymanowski, student II roku Stosunków Międzynarodowych WNPiD, za uzasadnienie wyboru cytatu z Szachinszacha: Obok Razaka istnieje wielki świat – świat szacha, rewolucji, Chomeiniego i zakładników. Wszyscy o nim mówią. A przecież świat Razaka jest większy. Jest on tak wielki, że Razak błądzi po nim i nie umie znaleźć z niego wyjścia. R. Kapuściński, Szachinszach, Warszawa; 2008, s. 115.

[294]

refleksje


Dla autorów Dla autorów

R

są pismem naukowym studentów i doktorantów Wydziału Nauk Politycznych i Dziennikarstwa Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Jedynym kryterium oceny tekstów nadsyłanych do publikacji jest ich wartość merytoryczna w kontekście tematów przewodnich danego numeru pisma. Informacje na temat obszarów tematycznych kolejnych numerów znajdują się na stronie internetowej http://refleksje.edu.pl. Jesteśmy otwarci na różnorodne formy publikacji: artykuły naukowe, eseje, recenzje książek, wywiady, relacje z wydarzeń naukowych oraz tłumaczenia. efleksje

1. 2.

3.

4. 5.

Podstawowe wymogi redakcyjne Teksty przyjmujemy wyłącznie w formie elektronicznej, w formacie Microsoft Word 2003 (DOC) lub OpenOffice (ODT). Należy je kierować na adres e-mail: refleksje@refleksje.edu.pl. Objętość artykułu naukowego, eseju lub tłumaczenia (wraz z notą o autorze, streszczeniem oraz bibliografią) nie powinna przekraczać 15 stron znormalizowanego maszynopisu (1800  znaków na stronie). Objętość recenzji i relacji nie powinna przekraczać 5 stron znormalizowanego maszynopisu. W przypadku tłumaczeń konieczne jest przedstawienie zgody autora tekstu oryginalnego na dokonanie przekładu oraz na jego publikację. Do tłumaczenia należy załączyć również tekst oryginalny z pełną informacją bibliograficzną. W przypadku wywiadu należy przedstawić informację o autoryzacji tekstu. Przypisy powinny znajdować się na dole strony. Pozycje bibliograficzne powinny być sporządzone według następującego wzoru: • inicjał(-y) imienia, nazwisko autora(-ów), tytuł pracy, miejsce i rok wydania, stronę(-y), • w przypadku czasopism należy podać: tytuł, rok, numer, stronę (-y).

nr 1, wiosna-lato 2010

[297]


Dla autorów

6. Do każdego tekstu należy załączyć następujące informacje: • pełne imię i nazwisko, • stopień lub tytuł naukowy, • reprezentowaną instytucję naukową, • adres zamieszkania wraz z numerem telefonu i adresem e-mail, • notę biograficzną (maks. 500 znaków), • w przypadku artykułu naukowego lub eseju: streszczenie w języku angielskim (maks. 800 znaków). Pełne wymagania redakcyjne znajdują się na stronie internetowej http://refleksje.edu.pl. Teksty niespełniające wymogów technicznych będą odsyłane autorom z prośbą o dokonanie poprawek. Zapraszamy do współpracy!

[298]

refleksje


Refleksje - nr 1, wiosna-lato 2010  

Numer poświęcony tematowi: "Czy Europa się kończy?"

Advertisement