Issuu on Google+

Przegląd Polski DODATEK

KULTURALNY

nowego dziennika

GRUDZIEŃ 2013

FOTO: ARCHIWUM

MIESIĘCZNY

CHARLES DICKENS’S

A CHRISTMAS CAROL

W świąteczny sezon każdego roku Morgan Library na Manhattanie wystawia rękopis opowieści Charlesa Dickensa A Christmas Carol. Dickens napisał tę niezwykłą historię w ciągu sześciu tygodni, by ukazała się na święta Bożego Narodzenia 1843 roku. Jej rękopis w ciemnoczerwonej oprawie ze skóry autor dał w prezencie swojemu przyjacielowi i adwokatowi Thomasowi Mittonowi. Książka następnie zmieniła kilku właścicieli, aż w 1890 roku zakupił ją Pierpont Morgan. Na pierwszej stronie rękopisu – obok tytułu i swego nazwiska – autor umieścił nazwisko ilustratora Johna Leecha, a także adnotację: “My own, and only, MS of the Book/ Charles Dickens”.

A Christmas Carol jest jednym z najcenniejszych manuskryptów znajdujących się w zbiorach Biblioteki Morgana.

Rozmowa z Witoldem Szabłowskim O rozumieniu gestu wybaczenia Anna Arciszewska

Ojczyzna polszczyzna Jak to z indykiem było Krystyna S. Olszer

Pianista Adam Golka – młody, zdolny, z przyszłością Agata Adamczyk


O ro zu mie niu ge stu wy ba cze nia... 2 Przegląd Polski

DODATEK KULTURALNY nowego

dziennika

GRUDZIEŃ 2013

Z Witoldem Szabłowskim, dziennikarzem i reportażystą, który Nowym Jorku na festiwalu New Literature from Europe promował swoją najnowszą książkę Zabójca z miasta moreli, rozmawia Anna Arciszewska

Najbardziej zachwyciło mnie to, że prawdziwa Turcja jest zupełnie inna od tej, jaką znamy z turystycznych folderów. Pierwszy raz pojechałem tam jeszcze jako student. Miałem w głowie ogólny stereotyp, że jest to kraj muzułmański, że mają tam osły, że jest dużo morza i góry. I nagle okazało się, że jest to kraj kompletnie niestereotypowy. Turcja jest bardzo podzielona. Chce być jednocześnie na Zachodzie i na Wschodzie. Jest rozdarta między islamem a islamofobią. Z jednej strony Turcy chcą być konserwatywni, a z drugiej nowocześni. Trochę tęsknią za Europą, ale nie chcą do końca być jej częścią.

Turcja – oprócz tego, że cię zachwyciła i zaskoczyła – stała się twoją największą inspiracją. To tam przeprowadziłeś swój najważniejszy wywiad.

Witold Szabłowski (ur. 1980 r.) to jeden z najzdolniejszych pisarzy młodego pokolenia. W 2008 roku nagrodzono go Melchiorem w kategorii inspiracja roku. Za swoją ostatnią książkę Zabójca z miasta moreli otrzymał Nagrodę im. Beaty Pawlak – pisarki, która zginęła w 2002 roku w zamachu terrorystycznym na indonezyjskiej wyspie Bali. Wyróżnienie przyznawane jest autorom piszącym o innych religiach, kulturach i cywilizacjach. Witold Szabłowski przyleciał do Nowego Jorku na festiwal New Literature from Europe.

Szczerze powiem, że do tej pory się dziwię, iż jestem pierwszym polskim dziennikarzem, który porozmawiał z rodziną Alego Agcy – za- dzo ważnej osoby, wręcz mitycznej postaci. Oni machowca, który próbował zabić papieża Ja- musieli sobie to wszystko jakoś po swojemu wytłumaczyć. Naturalnym jest też fakt, że próna Pawła II. bowali znaleźć takie wytłumaczenie, w któAle na początku zamierzałeś porozmawiać z rym ich syn, brat będzie postacią pozytywną. Wiadomo, że członka rodziny będzie się brosamym Alim Agcą. Tak. Obiecałem swojemu wydawcy, że nić zawsze, nawet wbrew rozumowi. Przecież przywiozę mu wywiad, którego nikt inny nie oni, rodzice, wychowywali go na dobrego człoma. To była moja reakcja na groźbę zwol- wieka i, zgodnie z ich logiką, Ali nie ma ponienia z gazety. Miałem wtedy 24 lata. Ali wodu, by być złym. W ogóle całe spotkanie zaczęło się od barAgca właśnie wyszedł po raz pierwszy z więzienia. Wiedziałem, że jest to bardzo trudne dzo specyficznego przywitania mnie przez brazadanie. Biegał za nim wtedy cały dzienni- ta Agcy. W Turcji bardzo ważne są takie forkarski świat. Reporterzy gotowi byli zapła- mułki, które się wypowiada przy różnych okacić duże pieniądze za możliwość rozmowy zjach. No i Agmen, gdy mnie zobaczył, poz nim. Ja nie miałem nic – mogłem liczyć wiedział: “Witamy człowieka z narodu, który mamy bardzo głęboko w sercu, narodu, który tylko na własny urok osobisty. wydał na świat papieża, wielkiego człowieka...”. Wylądowałeś w Turcji, wysiadłeś z samolotu i jaki miałeś plan?

Plan był prosty – znaleźć Agcę. Ale wydarzyła się najlepsza dla mnie rzecz, ponieważ następnego dnia po tym, jak wylądowałem, wsadzili Agcę z powrotem do więzienia. Więc już zostałem zwolniony z obowiązku szukania go. Dzięki kontaktom moich znajomych dotarłem do jego adwokata Mustafy Demirbaga, a on umówił mnie na rozmowę z rodzicami, siostrą i bratem Agcy. Jak oni tłumaczą to, co zrobił ich syn, brat?

Oni uważają, że to jest święty człowiek, że muchy by nie skrzywdził. On by nigdy do żadnego papieża nie strzelił, gdyby nie to, że Matka Boża Fatimska mu kazała. Trzeba zaznaczyć, że to są bardzo prości ludzie. Nagle w ich życiu zaistniała zupełnie niespodziewana sytuacja. Ich rodzinę zaczęły pokazywać telewizje na całym świecie. Ich syn był przedstawiany jako zamachowiec: strzelał do kogoś bardzo ważnego – głowy Kościoła – którego nie znali, nie rozumieli. Później widzieli swojego syna fotografowanego w objęciach tej bar-

Co się odpowiada na takie przywitanie brata człowieka, który strzelał do papieża?

Nie miałem pojęcia, jak się zachować, ale wiedziałem, że coś muszę odpowiedzieć i wygłosiłem taką formułkę: “Witam rodzinę człowieka, którego każdy Polak ma w sercu, bo każdy Polak zapamiętał spotkanie tego człowieka z papieżem i papieskie przebaczenie”. No przecież dla nas to jest esencja chrześcijaństwa – Jan Paweł II wybacza człowiekowi, który chciał go zabić. To był niesamowity gest. W tym momencie rodzina Alego popatrzyła na mnie w taki specjalny sposób – oni tak patrzą na ludzi, którzy nic nie rozumieją. Chwilę pomilczeliśmy i ten brat zapytał: “Ale co ten papież miał mu, twoim zdaniem, wybaczyć? Widać, że w ogóle nic nie rozumiesz z tej historii. Chodź, my ci wszystko opowiemy”. Czy oni naprawdę wierzyli w to, że Ali nie zrobił nic złego?

Jestem przekonany, że tak. Myślę, że gdyby udawali, to bym to prędzej czy później wyczuł. Ta ich historia o “dobrym synu i bracie”

ZDJECIE: ARCHIWUM

Twoja najnowsza książka to zbiór reportaży o Turcji. Co najbardziej zafascynowało cię w tym kraju?

sprowadza się w wielkim skrócie do tego, że oni sobie powybierali najbardziej pasujące do ich myślenia wątki z tajemnic fatimskich oraz z tego, co powiedział Jan Paweł II do Alego Agcy. Podlali to jeszcze sosem wschodniotureckiej duchowości. Efekt jest taki, że w ich głowach Agca jest mesjaszem, który został wybrany przez Matkę Bożą Fatimską.

tem». A przecież bracia powinni mieć to samo obywatelstwo. Łączę się w modlitwie – Mehmet Ali Agca”. Właściwie nie miałem uwag do wniosku… Bo co tu można powiedzieć? Jeszcze gdyby tam były sensowne argumenty, to można by było coś podpowiedzieć, ale jeśli ktoś się powołuje na braterstwo i swój mesjanizm… można już tylko milczeć. Agca bezczelnie wykorzystuje Jana Pawła II. Mówiąc Trudno chyba nawet polemizować z takimi ar- wprost zarabia na nim pieniądze. Po wyjściu gumentami… z więzienia wydał biografię, na której zarobił Moim zdaniem wręcz się nie da. Próbowa- sporą sumę, miał propozycje wzięcia udziału łem im wytłumaczyć, że Jan Paweł II przy- w tureckiej wersji Tańca z gwiazdami. Coś abchodząc do Agcy uczynił najcudowniejszy gest, solutnie niewyobrażalnego. jaki może uczynić chrześcijanin, czyli gest wybaczenia swojemu oprawcy. Ale w odłamie isWróciłeś do Polski zmieniony? lamu, który wyznaje rodzina Alego Agcy, nie Na pewno była to dla mnie i wciąż jest najma czegoś takiego jak wybaczenie. Za śmierć ważniejsza rozmowa w karierze. Bardzo się czy próbę morderstwa karze się tym samym. cieszę, że udało mi się ją przeprowadzić. MoA że oni nie dopuszczają do swojej świado- mentami było bardzo trudno przemilczeć mości tego, że ich syn chciał zabić papieża, to pewne sprawy, o których opowiadali członkoodwrócili sytuację. Ojciec Święty odwiedził wie rodziny Agcy, ale dziennikarstwo trochę Alego Agcę w więzieniu nie po to, by mu wy- polega na tym, by pokazać rzeczywistość tabaczyć, tylko po to, by mu powiedzieć, że są ką, jaka jest, a nie na siłę ją ubarwiać. sobie równi, bo nazwał Agcę bratem. I właśnie idąc tym tokiem rozumowania uczynili A co chciałeś pokazać, podejmując eksperyze swojego krewnego mesjasza. ment “Nasz mały PRL”? W pewnym momencie z żoną zauważyliśmy, Ali Agca nawet starał się o obywatelstwo że jesteśmy zmęczeni kapitalizmem. Współpolskie. czesny człowiek nie ma czasu dla drugiego człoTo była kolejna niesamowita historia – choć wieka lub jest zbyt leniwy, by ten czas znauważam, że sam Ali Agca doskonale wiedział leźć. Weszliśmy do internetu i nie mamy ochoi wie, co robi. I że zdaje sobie sprawę ze swo- ty z niego wyjść. Zamiast się odwiedzać w dojego czynu, wie, że popełnił okrutną zbrodnię mach – wysyłamy SMS-y. Mieszkamy w jedi rozumie też, że papież mu wybaczył. Tak czy nym bloku, a nie znamy sąsiadów. inaczej w pewnym momencie starał się o obywatelstwo polskie. Jego rodzina prosiła mnie Na czym polegał eksperyment? Wyłączyłeś o pomoc w zredagowaniu wniosku. Wyobraź internet? Oddałeś telefon? sobie moją minę, gdy dostałem list mniej więPosunęliśmy się jeszcze dalej. Najpierw przez cej takiej treści: “Ja, Ali Agca, chciałbym pro- dwa lata gromadziliśmy przedmioty z tamtesić o nadanie mi polskiego obywatelstwa. Pa- go okresu. Okazało się, że rodzice koleżanki pież Jan Paweł II odwiedzając mnie w więzie- trzymają na strychu mnóstwo rzeczy z czasów niu powiedział: «Ali Agco, jesteś moim bra- PRL-u. Przeprowadziliśmy się do bloku z tak


GRUDZIEŃ 2013

In dyk

DODATEK KULTURALNY nowego

dziennika

Przegląd Polski

NASZA OJCZYZNA POLSZCZYZNA – KRYSTYNA S. OLSZER

zwanej wielkiej płyty; mieliśmy mieszkanie z meblościanką. Zamieszkaliśmy na Ursynowie, na osiedlu nazywanym przez miejscowych Falklandy. Postanowiliśmy nie informować sąsiadów, że uczestniczymy w celowym eksperymencie. Ale faktycznie poczułem się jak w latach 70., gdy udało mi się kupić malucha. Jak usiadłem za kierownicą, z wąsami, w kożuchu, w trampkach na nogach, a w samochoIndyk będzie główną atrakdzie rozeszła się charakterystyczna woń bencją świątecznego stołu podzyny, to wtedy pomyślałem, że właśnie dokonała się podróż w czasie. czas czwartkowej tradycyjnej Jak długo żyliście w udawanym PRL-u?

Eksperyment trwał pół roku. Żona nosiła trwałą, ja miałem wąsy i “zaczeskę”. Odcięliśmy internet, komórki i wszystkie kapitalistyczne gadżety. Jakie były reakcje? Więcej tych pozytywnych czy raczej negatywnych?

Reakcje były dwojakiego rodzaju. Myślę, że niestety więcej tych negatywnych. W sklepach niemal automatycznie zaczęto nas traktować jak potencjalnych złodziei. Kilka razy złapałem się na tym, że chodzi za mną ochroniarz, co mi się w kapitalistycznych ciuchach nie przytrafiało. Żonę zresztą spotykało to samo. Ale były też i miłe historię. Pozytywne reakcje wzbudzał na przykład wspomniany wcześniej maluch, którym jeździliśmy. Sąsiedzi zaczęli nam opowiadać sentymentalne historie: “O, pan ma malucha, ja jak takim maluchem jechałem, to swoją ślubną poznałem”. Okazało się, że jest w ludziach ogromna chęć opowiadania o PRL, dla wielu były to piękne czasy młodości. A tobie czego najbardziej brakuje z tamtego okresu?

Ja wtedy byłem dzieckiem i uważam, że był to doskonały okres na dorastanie. Ale to, co pamiętam wyjątkowo mocno, to mieszkanie pełne ludzi. Wtedy się nie dzwoniło, nie zapowiadało z wizytą, tylko po prostu przychodziło. W kalendarzu sprawdzało się, czyje są dzisiaj imieniny, brało się paczkę paluszków, robiło sałatkę i się szło. Myślę, że w tej transformacji straciliśmy trochę takiej ludzkiej energii, spontaniczności. Najlepszym podsumowaniem eksperymentu jest dla mnie wizyta w sklepie. Wchodzę i, jak w czasach PRL-u, pytam: “A co dzisiaj rzucili?”. Pani się szczerze roześmiała i zawołała: “Jadźka, ale numer, chodź szybko, popatrz, jaki pan przyszedł i pyta, co dzisiaj rzucili”. I wyszła pani Jadzia z zaplecza, popatrzyła na mnie, uśmiechnęła się i powiedziała: “Wie pan co? Wszystko rzucili na nas, w tym cały problem”. Jest to dla mnie piękne podsumowanie 20 lat przemian. “Rzucili” za dużo, a ja nie wiem, czy jesteśmy na to gotowi. Nie jesteśmy gotowi na kapitalizm?

Nie wiem, czy jesteśmy gotowi na wolność, jaką przyniosła ze sobą transformacja. Myślę, że wielu woli, by za nich dokonywać wyboru. Tak jest wygodniej. Nie zrozum mnie źle, ja nie tęsknię za PRL-em. Nasz projekt był w pewnym sensie zabawą. Cofnęliśmy się 30 lat po to, żeby nabrać innej perspektywy niż na przykład waleczna perspektywa o dzielnej Solidarności, która się biła ze złymi komunistami. Albo perspektywy a la Bareja – było wesoło, wszyscy chodzili od rana uśmiechnięci. Żadna z tych perspektyw nie jest do końca prawdziwa. Twoja też nie, bo bardzo subiektywna.

Oczywiście, że nie jest. To była fikcja, choć staraliśmy się, żeby była jak najbardziej “prawdziwa”. Nie da się żyć w PRL-u we dwójkę, gdy miliony żyją w zupełnie innej epoce, ale myślę, że coś zrozumieliśmy. Czuję się, jakbym miał szczepionkę na kapitalizm. Nie wchodzę tak łatwo w wyścig szczurów, nie muszę mieć lepszego samochodu niż mam, nie muszę mieć stumetrowego mieszkania w centrum Warszawy, a relacje rodzinne, relacje z przyjaciółmi są dla mnie ważniejsze niż wszystko, co może dać mi kapitalizm. p

w Ameryce uczty. Należy mu się zatem chwila uwagi. Najpierw pytanie: co właściwie będziemy jedli: indyka, turka czy amerykanina? Kolumbowa pomyłka, podobnie jak w przypadku Indian, utrwaliła się w nazwie ptaka i dzieli z nimi dramat utraconej wolności rodowitych plemion amerykańskiego lądu i dzikiego niegdyś meleagris gallopavo. Losy indyka są nie do pozaz drosz cze nia. Wszystko zdawało się sprzysięgać przeciwko niemu. I ani niezwykłość rozmiarów, ani bogactwo upierzenia, wspaniałość ogona czy czer wień korali nie przysporzyły indyko wi chwa ły. Łakomy i powolny z natury, ze skłonnościami do tycia, utracił z czasem umiejętność latania. Jednocześnie okazał się zbyt leniwy, próżny lub głupi, by wypracować sobie inną metodę obrony czy ucieczki przed niebezpieczeństwem. Z tych powodów już przed wiekami stał się łatwą zdobyczą myśliwych. Polowali na niego Indianie na Jukatanie, w Gwatemali i Massachusetts. Później stał się ulubioną potrawą amerykańskich pielgrzymów. Wydaje się, że to pielgrzymi właśnie nazwali indyka “turkiem” (turkey) biorąc go za amerykańską odmianę perliczki, sprowadzonej kiedyś przez Portugalczyków z Turcji do Europy. Po wyjaśnieniu pomyłek i uznaniu amerykańskiego pochodzenia ptaka, nazywano go przez pewien czas “amerykaninem” i nawet próbowano uczynić symbolem Stanów Zjednoczonych. Jednakże zaszczyty się nie ostały, ptak pozostał turkey, a zamiast niego orzeł wzniósł się na wyżyny symbolu Stanów. Amerykańscy Indianie i pielgrzymi oswajali dzikie indyki, przekształcając je w drób do-

... Za nim zwolna indyk sunie się nadęty, Sarkając na czpiotalstwa swej krzykliwej żony; Ówdzie pawie jak tratwy długimi ogony Sterują się po łące, a gdzieniegdzie z góry Upada jak kiść śniegu gołąb srebrnopióry. [Adam Mickiewicz, Pan Tadeusz, księga V]

stępuje w różnych wyrażeniach, które nie przysparzają mu sympatii. W gwarze teatralnej oznacza nieudane przedstawienie, które padło zaraz po premierze (u nas byłby to chyba niewypał). Potocznie mianem turkey nazywa się niewydarzoną osobę – niedostosowaną i niezaradną. Talk turkey znaczy kłaść kawę na ławę, mówić prosto z mostu, bez ogródek, natomiast turkey cock, czyli indor, to zarozumialec nadęty i próżny. Doprawdy aż dziw, ile negatywów skojarzył język angielski z ptakiem, który tylu rozkoszy dostarcza amerykańskim podniebieniom. W europejskich językach indyk jest również wynikiem nieporozumienia. Ale innego, mniej przy -

Polskie wyrażenia i poetyckie strofy związane z indykiem nie są mu zbyt życzliwe – najczęściej występuje w nich jako synonim głupiej pyszałkowatości lub gapowatości

padkowego. Indyk podzielił w nich losy Indian, których Krzysztof Kolumb wziął za tubylców z Indii, w przekonaniu, że do indyjskich brzegów dobija. Ptaka, docenionego już przez pielgrzymów, sprowadzono z Ameryki do Europy w XVI wieku. We Francji nazwano go la dinde, co stanowi skrót la poule d’Inde – kura z Indii, czyli indyczka. Indyk – dindon został utworzony na podobnej za-

Indyka przez pewien czas nazywano “amerykaninem” i nawet próbowano uczynić go symbolem Stanów Zjednoczonych. Jednakże zaszczyty się nie ostały, ptak pozostał “turkey”, a zamiast niego orzeł wzniósł się na wyżyny symbolu USA. mowy. Z biegiem czasu powstały w Ameryce wielkie hodowle, których rozmiary wyrażają się dochodami rzędu setek milionów dolarów rocznie. Dziś, jeżdżąc po Ameryce, możemy z okiem samochodów obserwować indycze farmy, w których bieleje lub czerni się tysięczna rzesza ociężałych, powolnych, wypasionych ptaków szykowanych na świąteczne stoły. Język angielski nie jest dla indyka łaskawy. Poza wspomnianą wyżej pomyłką turkey wy-

3

sadzie, co nasz kaczor od kaczki. W innych językach europejskich ten sam indyjski element powtarza się często – indianka, indiejka, Indianer – to nazwy, nie zawsze do dziś aktualne, ale używane kiedyś w języku czeskim, rosyjskim i niemieckim. Polskie wyrażenia i poetyckie strofy związane z indykiem również nie są mu zbyt życzliwe. Występuje w nich jako synonim głupiej pyszałkowatości. “Myślał indyk o niedzieli, w

sobotę mu łeb ucięli” – mówimy karcąc czyjąś gapowatość. Niekorzystną transakcję określamy zwrotem – “zamienił byka na indyka”. Mówimy pogardliwie, że ktoś nadyma się lub czerwieni jak indyk albo się rozindycza – czyli wpada w gniew i gulgocze jak indyk. Tak właśnie sportretował indyka Mickiewicz (patrz: dzisiejsze motto). Inni poeci kojarzyli indyka już tylko z półmiskiem i podniebieniem. Oto jeszcze kilka strof poświęconych indykowi. Dziewiętnastowieczny poeta Mikołaj Biernacki w wierszu Kiedy komu źle na świecie pisze: ... Cóż?... ciągłe rozgoryczenia!/ Na przykład: widzę indyka/ I muszę myśleć – niestety,/ Ptak ten istnieć, czy ma rację?/ Nadziany, ma on zalety.../ Jednak dany na kolację.../ Bo, co bądź by się zdawało,/ Zjeść dwa na raz – to za wiele,/ Zjeść jednego – to za mało... Wincenty Pol, opisując przyjęcie w polskim domu, jest indykowi łaskawszy, bo lubi gdy Indyk kruchy, kapłon tłusty/ A do tego dzban nie pusty... Wśród popularnych przyśpiewek na nutę Pije Kuba do Jakuba znajduję też patriotyczną UM zwrotkę: Indyk z soIW CH R sem wraz z bigosem dawA : A IK niej jedli pany,/ Dziś limaAF GR ki i robaki, jak gdyby bociany. Na koniec zaś znana parafraza kolędy, która wyraża całą ironię indyczego losu: W dzień Bożego Narodzenia/ Radość wszelkiego stworzenia./ A najbardziej się chyba/ Cieszy indyk i ryba. Ale tak naprawdę dobrze wypada indyk jedynie w książce kucharskiej, gdzie doceniają wartość jego mięsiwa i gdzie dopełniają się indycze losy: “Dobrą indyczkę poznaje się po białości skóry i tłuszczu. Nie kupować takiej, która ma długi włos, pióra na udach fioletowego odcienia. Indyk natomiast po zarżnięciu, póki jeszcze ciepły, skubie się na piersiach, grzbiecie i udach, zostawiając pióra na skrzydłach. Starannie oczyszczonego, szpikować gęsto w cienkie paseczki krajaną słoniną na piersiach i udach, solić wewnątrz i zewnątrz i w miarę upodobania nadziewać różnymi farszami podgardle, które potem należy zeszyć bawełną. Piec na rożnie, polewając fryturą, a w końcu młodym masłem. Będzie znakomitym i wytwornym daniem” – zapewnia nieprześcigniona mistrzyni polskiej kuchni Lucyna Ćwierciakiewiczowa. Smacznego! PS. Ale skoro tyle nazbierało się o indyku, nie mogę nie wspomnieć o... patroszeniu. Po szczegóły kieruję do opowiadania The Turkey Season, tegorocznej laureatki literackiej Nagrody Nobla Alice Munro. Patroszenie indyka nie jest wprawdzie głównym tematem opowiadania, ale zawiera znakomity opis anatomii i instruktaż czyszczenia ptaka (każda umiejętność może się przydać...). p


4 Przegląd Polski

Wspaniały chaos DODATEK KULTURALNY nowego

dziennika

GRUDZIEŃ 2013

RYTMY NOWEGO JORKU – GRAŻYNA DRABIK

KIEDY OSTATNI RAZ SPOTKALIŚMY SIĘ W KONSULACIE? My, to znaczy szerokie i róż-

ZDJĘCIE: GRAŻYNA DRABIK

ZDJĘCIE: KEN HOWARD/ METROPOLITAN OPERA

norodne grono nowojorskich Polaków i członków Polonii. Nie wąski krąg wyróżniony według tego czy innego klucza zaproszeniem na jakieś ważne polityczno-dyplomatyczne przyjęcie, ani ciut szerszy krąg dobrany, powiedzmy z listy B, na spotkanie z X lub Y. I nie na imprezie zorganizowanej przez inne instytucje, którym konsulat od czasu do czasu użycza swoich salonów – jak np. obchody rocznicy Instytutu Piłsudskiego lub z okazji dorocznego festynu polsko-polonijnych fotografików. A więc kiedy byliśmy zaproszeni do konsulatu, by wspólnie coś uczcić, z czegoś się ucieszyć, podkreślić, że mimo różnic w stanie posiadania i pozycji mamy coś ważnego, co nas łączy: język, pamięć wydarzeń historycznych, pewne tradycje kultury, dbałość o dobre imię Polski w Nowym Jorku? Rocznica niepodległości wydaje się być właściwą datą, by przypomnieć, że konsulat jest naszym ważnym łącznikiem z ojczyzną. Wobec kłótni wokół tej daty w Polsce byłoby szczególnie cenne otworzyć eleganckie wrota szerzej, zachęcić ludzi z różnych środowisk i o różnych poglądach. Obchody się odbyły. Okazja została uroczyście zaznaczona imprezą namaszczoną, dystyngowaną i ekskluzywną. Dla niewielu. Pewnie jest w moich słowach trochę zwy- Torsten Kerl jako Cesarz i Anne Schwanewilms jako Cesarzowa w operze Richarda Straussa Die Frau ohne Schatten (Kobieta bez cienia) kłego rozżalenia kogoś, kto nie został zaproszony na przyjęcie. Zabolało, ale przeszło mi- ściom. A harówka dzień po dniu splatała cien- osobistego charakter nadała uroczystości obec- kiej istoty, musi powrócić do ojca, a jej ukogiem, bo i tak przecież czasu nie starcza. Cho- kie nici i budowała coraz solidniejsze pismo, ność rodziców pani Power, wzruszonych i dum- chany Cesarz zamieni się w kamienny posąg. nych z wyróżnienia ich córki (www.jankarski.net). dzi tutaj o coś innego niż osobiste żale. Otóż z historią już 19 lat i trzech miesięcy. Niestety, wątki od początku skomplikowaDziałalność Zosi Kłopotowskiej jest jednak przypomniały mi się dawne czasy: kadencje PO PEWNEJ HIBERNACJI, ELEGANCKI SA- nego libretta coraz bardziej się gmatwają, z bapierwszych postkomunistycznych konsulów- nie tylko przykładem, że można przetrwać i LONIK POLSKIEGO INSTYTUTU SZTUKI I NA- śniowego bieżąc ku psychologicznym uprosz-dziennikarzy Jurka Surdykowskiego i Dariu- pokonać różne nieprawdopodobieństwa. Po- UKI CHCE ZAZNACZYĆ OBECNOŚĆ NA SCENIE czeniom. Barak, farbiarz, jest niezmiennie ciersza Jadowskiego, entuzjastyczna ciekawość twierdza jak bardzo jest potrzebne miejsce – NOWOJORSKIEJ. Dom przy Trzeciej Avenue pliwy i wybaczający. Jego Żona coraz bardziej wszyst kich spraw no wo jor skich kon sul otwarte, politycznie neutralne czy choć z dy- domaga się napraw i inwestycji. PIASA szu- kapryśna, od małżeńskich obowiązków ucieAgnieszki Magdziak-Miszewskiej. Jak cudow- stansem do ideologicznych barykad. I właśnie ka funduszy, także by odpowiednio zadbać o kająca w świat mrzonek… Rzecz cała kończy ne było poczucie odzyskiwania konsulatu ja- to się udało: zostało stworzone miejsce, któ- cenne archiwa biblioteczne. W międzyczasie się parabolą z przedziwnym morałem: Żony, ko “naszego miejsca” w Nowym Jorku! Jaką re daje innym ludziom szanse na dalsze dzia- stara się intensywniej działać. 21 listopada od- bierzcie się do rodzenia dzieci! Tak domagasiłę przyciągania miały obchody rocznicowe łanie. Salka na pięterku, z kominkiem i deko- był się tam wernisaż obrazów Jerzego Kubi- ją się Głosy Nienarodzonych, oczekujących niepodległości czy 3 Maja lub bardzo ludne racyjnymi belkami z jasnego drewna, stała się ny. Ten ciekawy poeta-malarz pracuje w róż- swojej kolejki na ziemi. spotkania przy opłatku. Krzyżowały się ścież- szeroko znaną galerią sztuki. Chętnie i regu- nych mediach, poszukując coraz to nowych rozW ogólnie biorąc bardzo statycznym przedki ludzi dużych i mniejszych interesów; z Gre- larnie przychodzą tu ludzie, by porozmawiać wiązań. Na wystawie widać rozpiętość tema- stawieniu, wyróżniła się scena pod koniec pierwenpointu, Manhattanu i New Jersey; inżynie- o poezji, obejrzeć nowe obrazy, spotkać się z tyki i technik. Szczególnie zainteresowały mnie szego aktu, gdy trzy Służebnice zatańczyły worów, architektów, nauczycieli, literatów i ar- pisarzem. By po prostu być razem. próby Kubiny, by badać labirynty pamięci oraz kół Żony Baraka, by przybrać w magiczny tystów – tych słusznie chlubiących się “ameistotę przemijania czasu (do 4 grudnia, 208 E. płaszcz, który ma przenieść ją w inny wymiar rykańskim” sukcesem i tych mniej uznanych, INDYWIDUALNE INICJATYWY I PRZEKONA- 30 St.; www.piasa.org). – spełnienia grzesznych pragnień. Trzy śpiewaczlecz równie ambitnych. Narzekało się czasem NIE O WADZE SPRAWY ZAOWOCOWAŁY TAKki harmonizują ślicznie i melodyjnie. Jedną z na podławe wino lub monotonną wszechobec- ŻE NOWĄ POLSKO-AMERYKAŃSKĄ INSTYTUCJĄ: Z PIĘKNYM SOPRANEM NIEMIECKIM AN- nich jest polska mezzosopran Edyta Kulczak. I ność pierogów, ale było hucznie, trochę cha- FUNDACJĄ EDUKACYJNĄ JANA KARSKIEGO. Z NE SCHWANEWILMS JAKO CESARZOWA I IM- choć jej kunszt nie jest tu odpowiednio wykootycznie, pełno życia i niespodzianek. okazji pierwszej rocznicy powołania Funda- PONUJĄCYM DEBIUTEM AMERYKAŃSKIEJ rzystany, bo dźwięczny mezzo musi podporządCzasy się zmieniły. Ludzie porozpraszali, po- cji, pod kierunkiem Wandy Urbańskiej, 19 li- SOPRANISTKI CHRISTINE GOERKE W TRUD- kować wymogom sopranowej partii, pani Kuldorabiali albo wystopada w konsulacie została wrę- NEJ ROLI ŻONY BARAKA, ODBYŁY SIĘ PRZEDkruszyli. Spotyczona nagroda “The Jan Karski Spi- STAWIENIA SUPERAMBITNEJ OPERY RICHARTyle cudów wokół nas, kamy się w kręrit Award” Samancie Power. Jest to DA STRAUSSA DIE FRAU OHNE SCHATTEN, POD gach bliskich znawybór dyplomatycznie wyważony, BATUTĄ ROSYJSKIEGO DYRYGENTA VLADIktórych nie dostrzegamy jomych i w niszolecz i szczególnie trafny. MIRA JUROWSKIEGO. Bardzo chciałam, żeby lub przyjmujemy wych enklawach. Urodzona w Irlandii Power, jako mi się ta rzadko wystawiana opera z 1919 r. jakby nam “należne”. Konsulat, odnodziecko przeniosła się z rodzicami do podobała, i dlatego że, aby ją zobaczyć, zrewiony i pozłocoStanów, i choć sama nie doznała prze- zygnowałam z przedstawienia Ryszarda III Teny, ustatkował się śladowań, dedykowała zawodowe ży- atru Globe z Londynu, z genialnym Markiem i obwarował. Wino podaje się tam teraz lep- cie trudnym sprawom konfliktów międzynaro- Rylance’em w tytułowej roli. sze i zamiast pierogów krążą wykwintniejsze dowych i nadużyciom praw człowieka. Jako młoZapłaciłam za poddanie się pokusie. Przez przystawki. Może to i znak sukcesu. Mnie jed- dziutka dziennikarka, przyświadczyła wojnie w pierwszy akt wytrwałam w podziwach, skupianak szkoda, że tak mało nam zostało z daw- b. Jugosławii, pisząc z frontu do US News & jąc uwagę na baśniowym libretcie Hugo von nych entuzjazmów i otwartości. Word Report i The Economist. Jest redaktorem Hofmannsthala i muzycznych uniesieniach antologii Realizing Human Rights: Moving from rozbudowanej orkiestry, z wielką sekcją instru9 LISTOPADA W PRZYJAZNEJ SIEDZIBIE NA Inspiration to Impact i autorką A Problem from mentów dętych i organami. Rzecz zaczyna się GREENPOINCIE ŚWIĘTOWALIŚMY IMPONUJĄ- Hell: America and the Age of Genocide, o skom- na dworze Cesarza, jakby zawieszonym mięCY, BO 1000. NUMER TYGODNIKA KURIER. Z plikowanej polityce wobec powtarzających się dzy Światem Duchów, niewidzialnych i tajem“niczego” drobnej postawy Zosia Kłopotowska, masowych mordów. Była dyrektorem Carr Cen- niczych, a światem zwykłych ludzi, żyjących redaktor naczelna, wyczarowała rzecz na mia- ter for Human Rights Policy na Harvardzie i do- w brzydocie i biedzie. Małżeńskiemu szczęściu rę giganta. Za tym “niczym” stoi żelazna siła radcą prezydenta Obamy. W czerwcu 2013 r. zo- Cesarzowej zagraża ultimatum Keikobada, krówoli, wytrwałość i codzienna praca. Wytrwa- stała mianowana jako ambasador USA przy ONZ. la Duchów i jej ojca. Cesarzowa w ciągu trzech łość i przekonanie o słusznej sprawie przycią- Pani ambasador mówiła z przekonaniem o od- dni ma zdobyć cień, którego nie posiada – “przegnęły innych, chętnych do pomocy i współ- wadze Jana Karskiego i godnym dziedzictwie, zroczysta jak światło”. Jeśli cienia nie zdobę- Adélia Prado w Nowym Jorku z okazji wydania pracy. Upór pomógł stawić czoło przeciwno- jakie pozostawił, a które ona podziwia. Bardziej dzie, podstępem czy obietnicą, od jakiejś ludz- przez Tupelo Press jej tomu wierszy Ex-Voto


czak – razem z Haeran Hong i Dísellą Larusdóttir – jaśnieje na scenie ku przyjemności oka i ucha (20 listopada, Metropolitan Opera). OD SPLENDORÓW POŁYSKUJĄCYCH LUSTER I CEKINÓW KOBIETY BEZ CIENIA SCHRONIŁAM SIĘ WE WSPOMNIENIE PROSTEJ LECZ PEŁNEJ INWENCJI INSCENIZACJI BADEN-BADEN 1927, czyli odtworzenie przez Gotham

Chamber Opera, pod kierunkiem Neala Gorena (dyrygent) i Paula Currana (reżyseria), wieczoru z Festiwalu Współczesnej Muzyki, który odbył się w Baden-Baden w 1927 r. Krótkie opery Dariusa Milhauda (Porwanie Europy), Ernsta Tocha (Księżniczka i ziarenko grochu), Paula Hindemitha (Tam i z powrotem) oraz Kurta Weila (Mahagonny Songspiel) nie wydają się szczególnie prowokacyjne. Ale każda oferuje coś ciekawego, a utwór Hindemitha zaskakuje precyzyjną konstrukcją i humorem. Dramat małżeńskiej zdrady, zazdrości i zemsty odwraca się w połowie i, odbijając jak w lustrze, przemienia tragedię w pogodną komedię. Czas jest względny, sugeruje przewrotnie artysta, i wszystko zależy od jakiego punktu, w którą stronę zmierzamy. Teraz Gotham Chamber Opera szykuje następną niespodziankę: La descente d’Orphée aux enfers Marca-Antoine’a Charpentiera (1-5 stycznia, 2014 w St. Paul’s Chapel, Broadway i Fulton St.; www.gothamchamberopera.org).

KILKA DNI TEMU DOSTAŁAM SYMPATYCZNY LIST Z PARACLETE PRESS, wydawcy mo-

jego zbioru wierszy Anny Kamieńskiej. List był nieco zaskakujący, z prośbą o osobistą odpowiedź. S. Sarah pisze tak: “Zbliżają się Święta Dziękczynienia. Zwracamy się do naszych autorów z prośbą o dokończenie zdania, abyśmy mogli podzielić się zebranymi odpowiedziami: Czuję wdzięczność za…”. Niby proste, a tu wcale nie tak łatwo odpowiedzieć, konkretnie i krótko. Choć zadanie wykonałam i list z odpowiedzią wysłałam, pytanie towarzyszy mi nadal. Tyle cudów wokół nas, których nie dostrzegamy lub przyjmujemy jakby nam “należne”. Tyle ludzi, zaprzyjaźnionych, przelotnie spotkanych i całkiem obcych, którym winni jesteśmy tak wiele, a rzadko doceniamy, że się wzajemnie potrzebujemy. Tak sobie myślę, że samo pytanie jest cenniejsze niż odpowiedź. Bo zwraca uwagę na naszą współzależność i świat wokół. Odpowiedź się zmienia: dziś na przykład wdzięczność można poczuć za promień światła, który zaigrał nad fal�� na rzece Hudson. Za świeżutkie, jeszcze ciepłe bagietki w Piekarni pod Srebrnym Księżycem; poranny numer gazety; arię Cesarzowej wznoszącą się głosem lekkim niby słowiczym, lecz który tę lekkość osiągnął niebywałą pracą. Za wiersze Adéli Prado, która pisze mądrze i pięknie, absolutnie otwarta i wielce wstrzemięźliwa, czyli pozostawiająca nam miejsce do oddechu. Brazylijska poetka właśnie odwiedziła Nowy Jork, po 26 latach od swej pierwszej wizyty, z okazji wydania przez Tupelo Press nowego tomu wierszy Ex-Voto, w przekładzie na angielski przez Ellen Watson (wieczór Adéli Prado 14 listopada, w Poets House, Battery Park City; www.poetshouse.org). A więc kończę moim małym Dziękczynieniem, pierwszą polską wersją wiersza Prado Antes do nome, czyli Przed nazwaniem: Nieważne dla mnie słowa, te powszednie. Czego pragnę, to wspaniały chaos, z którego wynurza się składnia, mroczne miejsca, gdzie rodzą się “do”, “jednakże”, “ten”, “wszak” i “iż”, te niepojęte kule, którymi się podpieram. Kto rozumie mowę rozumie Boga, którego Syn jest Słowem. Umiera kto nie rozumie. Słowa maskują rzecz bardziej doniosłą, głucho-niemą, wymyśloną, by pozostać milczeniem. W momentach łaski, tak rzadkich, możesz ją uchwycić: żywa ryba w twojej ręce. Czysty dziw i strach. p

DODATEK KULTURALNY nowego

dziennika

Przegląd Polski

Książę poetów

5

JOLANTA CIOSEK

“Rozsadzał jak dynamit szarość i ubóstwo naszego życia, bluźnił bogom, ludziom i poezji zastanej. Od Tuwima zaczęło się nowe w polskiej poezji. A jednocześnie całe życie towarzyszył mu strach” – mówi Mariusz Urbanek o Tuwimie, bohaterze jego najnowszej książki Tuwim. Wylękniony bluźnierca, wydanej niedawno przez Wydawnictwo Iskry.

Jako młody poeta zafascynowany był StafDobry moment wybrał Urbanek – specjalista od ciekawych biografii znanych postaci, m.in. fem, wysyłał mistrzowi swoje liryczne próby, Jerzego Waldorffa, Jana Brzechwy czy Wła- a ten od razu poznał się na jego talencie. To dysława Broniewskiego – bowiem w tym ro- był początek literackiej kariery i wielkiej przyku, ogłoszonym Rokiem Tuwima, przypada 60. jaźni z autorem Snów o potędze. Ale Tuwimowi sama liryka nie wystarczała – jego rocznica śmierci wielkiego poety. Kto z nas nie zna wierszy i piosenek Tuwi- ogromne poczucie humoru, ironiczne pióro, ma, jak choćby Miłość ci wszystko wybaczy, zmysł obserwacji i trafna ocena rzeczywistośpiewanej przez Hankę Ordonównę? Kto nie ści znakomicie nadawały się do kabaretu. Sam zachwycał się utworem Grande Valse Brillan- to szybko dostrzegł i podjął współpracę m.in. te w wykonaniu Ewy Demarczyk? A Wspo- z kabaretami Bi-Ba-Bo, Pod Picadorem czy mnienie z muzyką Czesława Niemena, a Pta- Qui Pro Quo. Tuwim uważany był za mężczyznę urodzisie radio i Lokomotywa, na których wychowywały się całe pokolenia dzieci? I wreszcie wego, co zauważali także współcześni mu mężprzejmujące Kwiaty polskie i słynny Bal w ope- czyźni, jak Ilia Erenburg czy Jarosław Iwaszrze, groteskowy, a zarazem gorzki obraz Pol- kiewicz. Jednak mimo powodzenia u kobiet ski – tego utworu nigdy przed wojną nie opu- poeta miał poważne kompleksy na punkcie swego wyglądu – najpoważniejszym problemem blikowano. Zacznijmy od tego, że Tuwim, którego twór- było znamię na policzku, co nie przeszkadzaczość przypada głównie na dwudziestolecie ło mu w angażowanie się w różnorodne flirty. międzywojenne, życie miał ciekawe, bogate, Chyba najgłośniejszym był ten z Janiną Brodramatyczne, ale i nierzadko wesołe. I od ra- niewską, żoną Władysława, lubiącą zrewanzu dodajmy, że ten twórca piosenek, nowator- żować się mężowi za jego niewierność. Jednym z życiowych koszmarów Tuwima skiej poezji, wodewilów, tekstów kabaretowych, jak nikt inny, jako skamandryta, potrafił ze- było jego uwikłanie się w politykę. Był Żydem oskarżanym o antysemityzm, przedworwać z Młodą Polską. “Na początku droga przez życie Tuwima pro- jennym piłsudczykiem nawróconym po wojwadzi od utworu do utworu. Urbanek bezbłęd- nie na komunizm. Stał się obiektem ataków, nie wybiera te scenki i te teksty, które były nie tylko politycznych. Wszechobecna nienaistotne dla jego bohatera, pozwala przema- wiść do poety wypływała z zalewającego świat wiać spotkaniom, sytuacjom i drobiazgom z antysemityzmu. Żydowskie korzenie Tuwima codzienności” – pisze jeden z recenzentów i przysparzały mu kłopotów na każdym etapie ma rację, bowiem dobór przez autora wątków jego życia. Dokąd wiodły go życiowe meani tematów jest doskonały. Bo ta biografia nie dry? Z czym poradził sobie, a co pozostało jema na celu opisywania drobiazgowych zda- go przegraną? Na te i wiele innych pytań odrzeń – choć i takie się zdarzają – ale opowia- powiada ta żywa biografia, w której człowiek da o Tuwimie w dobrym tempie, z dużą sta- przeplata się z twórcą. Ostatnie rozdziały biografii Urbanek poświęrannością, nie spłycając tematów. Urbanek potrafi też wyłowić z biografii ciekawostki, któ- cił emigracji Tuwima i jego żony do Brazylii i re są charakterystyczne dla osobowości jego USA, gdzie powstawało dzieło życia poety Kwiabohatera. Tuwim był człowiekiem wielu ty polskie. Ten wyjazd stał się kolejnym przysprzeczności, co też doskonale uchwycił au- czynkiem do ataków na Tuwima w kręgach polskiej kultury. Sam poeta nie czuł się dobrze z tor tej publikacji. Przypomnijmy jeszcze, że to biografia tym, że w okresie największego cierpienia ro“księcia poetów”, który był artystą wszechstron- daków żył w miarę spokojnie, z dala od świstu nym: autorem tekstów kabaretowych, niezrów- kul, bestialstwa nazistów. Powrót do ojczyzny nanym mistrzem w literaturze dziecięcej, tłu- miał stać się wybawieniem, rozwiązaniem wszelmaczem, ale też bibliofilem i kolekcjonerem. kich problemów. Jednak powojenna Polska nie Ta biografia to publikacja, która otwiera cie- okazała się dla niego łaskawa. Czy można oddzielać człowieka od dzieła, kawą perspektywę Tuwima człowieka i artysty. Człowieka, którego droga życiowa była czy można odmiennie traktować twórczość od czło wie czeń krę ta, po gma twa na. stwa? Nie jest Człowieka, który – miKsiążka Mariusza Urbanka opisuje łatwo odpowiamo dra ma tycz nych dać na te pytaprzeżyć – lubił żarty, meandry losu i kulisy twórczości nia, a one w frywolność, nie unikał Juliana Tuwima – poety, tekściarza przypadku Tugrubego słowa i erokabaretowego, tłumacza, bibliofila, wima cisną się tycznego obrazu. Cierna usta. Marian piał na nerwicę, deprekolekcjonera, badacza Hemar, przedsję, uciekał w alkohol. i popularyzatora dziejów kultury. wojenny przyW wierszu Ranyjulek ja ciel po ety, pisał: “Powinienem z uważał, że “gewiatrami po ulicach się włóczyć,/ W tłoku miast, podchmielony, naj- niusz Tuwima był niepomiernie większy niż radośniej się chwiać,/ Od andrusów, dryndzia- jego charakter” i pisał: “Niestety zmienił się rzy powinienem się uczyć/ Gwizdać, kląć, po- mistrz pióra,/ Bo kiedyś miał na twarzy myszhukiwać na psiakrew i psiamać!”. Tak myślał kę. Dziś ma szczura”. Powrót z emigracji, ze o sobie człowiek, który odmienił polską po- Stanów do Polski, komentowano nieprzychylezję, którego debiut porównywano do debiu- nie: “Geniusz nie wrócił do kraju. Geniusz został na przymusowej wojennej emigracji w Statu Adama Mickiewicza.

ZDJĘCIE: ARCHIWUM

GRUDZIEŃ 2013

Mariusz Urbanek, Tuwim. Wylękniony bluźnierca, Wydawnictwo Iskry, 2013

nach, człowiek przyjechał służyć terrorowi”. Czy to słowa sprawiedliwe? Mariusz Urbanek sportretował “księcia polskiej poezji” po raz drugi. Teraz oddał do rąk Wylęknionego bluźniercę, portret inny od poprzedniego, choć nieoceniający, prezentujący tych kilka wymiarów obecności Juliana Tuwima w polskiej kulturze, historii i polityce, i – jednak – kilka jego twarzy. Tuwim był wielbicielem Piłsudskiego, a później bezwzględnym krytykiem sanacyjnej władzy, zapalczywym komunistą mieszkającym po 1946 roku w niemałym apartamencie, posiadaczem jednego z nielicznych wówczas w stolicy samochodów. A przecież był Tuwim również ojcem adoptowanej z sierocińca dziewczynki... W wywiadzie wieńczącym książkę owa córeczka, Ewa Tuwim-Woźniak, mówi o strachu, jakiego ojciec nie mógł się pozbyć w ostatnich latach życia. Nie tak wyobrażał sobie życie w Polsce. A być może najważniejsze w tej zaplątanej biografii jest to, co powiedział Mariusz Urbanek: “Tuwim miał poczucie, że jest niczyj. Dla tak zwanych prawdziwych Polaków, dla prasy prawicowej był Żydem, który świetnie nauczył się pisać po polsku i uzurpował sobie rangę polskiego pisarza. Dla tak zwanych z kolei prawdziwych Żydów był po prostu zdrajcą własnych korzeni. Tuwim sam napisał, że dla niego prawdziwą ojczyzną jest język polski, nie Polska, a właśnie polszczyzna. Tylko ten język go zresztą nigdy nie zdradził, wszyscy inni zapierali się Tuwima, odmawiali mu prawa i do bycia Polakiem i do bycia Żydem, język nie zdradził go nigdy”. Mimo że “książę poetów” nie żyje od 60 lat, a szczyt jego sławy przypadł na okres międzywojenny, to po jego twórczość nadal sięgają coraz młodsze pokolenia. Niezwykła giętkość języka i nadal błyskotliwe gierki słowne gwarantują nieśmiertelność jego twórczości i wciąż na nowo budzą błysk w oku. Życie wieczne zapewniły Tuwimowi także aforyzmy, jak choćby ten: “Żyj tak, aby twoim znajomym zrobiło się nudno, gdy umrzesz”. Czytelnikom zapewne zrobi się nudno, pusto, kiedy rozstaną się z jej bohaterem po przeczytaniu tej lektury. Bohaterem o wielu twarzach: radosnej, pełnej humoru, ale i tej wylęknionej, depresyjnej, prześladowanej, pogrążonej w licznych fobiach. p


Metropolia zaprasza

6 Przegląd Polski

DODATEK KULTURALNY nowego

dziennika

GRUDZIEŃ 2013

teatr

Ferdy Roberts z zespołu Filter Theatre w sztuce Water w reżyserii Davida Farra

miłości. Poszukują wzajemnego zrozumienia, lecz i bronią się przed miłosnym zaangażowaniem, które wymaga zmian w ich życiu. Stosunkowo proste opowieści o konkretnych ludzkich losach wpisują się w zawiłości uniwersalnej historii o trudnych wyborach, o spełnieniu i niespełnieniu. O paradoksie znalezienia życiodajnej odnowy w śmierci i śmiercionośnym rozminięciu się w pełni miłosnej. Inscenizacja przygotowana przez Filter Theatre – perfekcyjna fuzja słowa, obrazu i dźwięku osiągnięta prostymi środkami – nadaje całości hipnotyczną wręcz moc (Next Wave Festival, 13-17 listopada, Brooklyn Academy of Music; www.bam.org). Życie dopisało 17 listopada tragiczną kodę do fikcyjnej historii. Nicholas Mevoli, 32-letni nurek głębinowy z Williamsburga na Brooklinie, zginął w czasie próby pobicia rekordu w pływaniu dynamicznym bez płetw. W czasie międzynarodowych zawodów Vertical Blue na Bahamach, w słynnej Dean’s Blue Hole, pokonał granicę 72 metrów, na jednym oddechu, wstrzymanym przez 3 minut i 38 sekund. Wypłynął na powierzchnię o własnych siłach. Zdążył zerwać z głowy gogle i wykonać zwycięski gest dłonią. Chwilę potem stracił przytomność. Opłacił zwycięstwo całkowitą zapaścią płuc.

Parę tygodni wcześniej tak opisał swoją fascynację oceaniczną głębiną: “Woda uczy akceptacji tego, co nieznane, straszne, niepokojące. Uczy jak przebaczać i pozwolić sobie unieść się bieżącej chwili. Wejdź w głąb gotów, by się poddać wodzie, być przez nią pochłonięty, lecz także z ufnością że jesteś zdolny wypłynąć na powierzchnię.

1917 r., na krawędzi wkroczenia Stanów Zjednoczonych na scenę Wielkiej Wojny w Europie. Po nagłej śmierci męża Elizabeth Gaesling zbiera rodzinę w leśnej daczy na otwarcie jesiennego sezonu odstrzału dzikich gęsi. Jest to doroczny przywilej i rytuał zamożnej rodziny. Tym razem ma służyć afirmacji, że mimo straty patriarchy oraz wojennych grzmotów z oddali, wszystko będzie dalej szło swoDwie jesienne premiery na Broadwayu za- im zwykłym trybem. powiadały się ciekawie. Obie nowe sztuki – Łatwo się domyślić, że zebrani w letnim domSharra White’a The Snow Geese oraz Bruce’a ku członkowie rodziny – dwaj synowi TheNorrisa Domesticated – kuszą obecnością na odore’a i Elizabeth, współzawodniczący o afekt scenie dobrych aktorów: Victorii Clark oraz mamy; Clarissa, starsza siostra Elizabeth, i jej Mary-Louise Parker w The Snow Geese; Jef- zacny mąż lekarz Max Hohmann, prześladofa Goldbluma, Laurie Metcalf oraz Mary Beth wany za niemieckie pochodzenie; oraz ViktoPeil w Domesticated. Obie obiecują ciekawy rya, ukraińska służąca, uciekinier z Polski, wtłosplot osobistych i politycznych wątków oraz czona w rolę jednoosobowego greckiego Chózderzenie ze stereotypowym podejściem do te- ru – odkryją, że nic nie będzie już jak kiedyś matu. Obie, niestety, wykazują podobną sła- było. I rzeczywiście, odkrywają, tylko że rzecz bość: tekst nie potrafi udźwignąć ciężaru peł- się dzieje tak przesadnie, z takim wyłożeniem nego spektaklu, zarysowuje umiejętnie głów- kawę na ławę, że zaczyna się podejrzewać, iż ne postacie, lecz szybko załamuje się i wykru- autor może miał zamiar popełnić parodię czesza, zbaczając na sentymentalne mielizny. Bo- chowskiego dramatu. Żal dobrych aktorów. (Inhaterowie pozostają zaledwie bladym szkicem, scenizacja Manhattan Theatre Club, przedstai niewiele ich losy nas obchodzą. wienia do 15 grudnia, w Samuel J. Friedman Sztuka Sharra White’a przenosi nas do le- Theatre, 261 W. 47 St., przy Times Square.) śnego krajobrazu północnej Nowej Anglii, w Domesticated zaczyna się od sceny dobrze

ZDJĘCIA: JOAN MARCUS

sy dorosłego człowieka. Jest niezbędna do reakcji metabolicznych i podtrzymania podstawowych funkcji organizmu – przemiany materii, transportu hormonów i enzymów, cyrkulacji krwi. Bez jedzenia człowiek może przetrwać kilka tygodni, bez wody ledwo kilka dni. Naukowców fascynują szczególne właściwości cząsteczek wody. Nieliniowe, cząsteczki są silnie spolaryzowane, wzajemnie się przyciągające. Pomiędzy nimi nieustannie powstają i pękają wiązania wodorowe. Artystom woda niesie nieskończone pokusy możliwości znaczeń symbolicznych. Jako jeden z żywiołów, razem z ogniem, powietrzem i ziemią, określa naturalne środowisko człowieka. Choć woda jest 1000 razy gęstsza od powietrza, gdy się w niej zanurzasz – wydaje się przyjazna, stawiając ledwo lekki opór – dotykowy odpowiednik wizualnej przezroczystości. Dopiero w głębinie odkrywasz jej odmienny wymiar: tajemniczy i groźny. Gdy nurkujesz w głąb, wstrzymując oddech i pogrążając się ku ciemności, musisz walczyć z naturalnym instynktem, by jak najszybciej powrócić na powierzchnię, otworzyć usta i zaczerpnąć powietrza. Woda, konieczna do życia, staje się nośnikiem śmierci. Całe to bogactwo odnośników umiejętnie wykorzystuje sztuka Water, wspólny twór angielskiego pisarza i reżysera Davida Farra oraz zespołu Filter Theatre (Oliver Dimsdale, Poppy Miller, Tom Phillips, Ferdy Roberts). Splatają się tutaj dwie równoległe opowieści. Jedna opowiada o dwóch półbraciach, którzy spotykają się po wielu latach bez kontaktu i wzajemnej animozji. Śmierć ojca zmusza ich do konfrontacji: między nimi, lecz także każdego z samym sobą, z odmienną wersją rodzinnej historii. Obserwujemy szybko zarysowywane migawki ze spotkania; krótkie wymiany słów między nimi; epizody, które naznaczyły ich osobowość, stając się ciężarem i skamienieliną pamięci. Płynność teraźniejszości domaga się nowej retrospekcji. By przyszłość miała szansę, przeszłość trzeba poddać rewizji. Druga opowieść prezentuje – także w staccato wyrazistych fragmentów – dwójkę młodych i pięknych, zafascynowanych wzajemnie sobą, lecz także tym, co robią zawodowo. Dziewczynę pochłania odpowiedzialna praca, która wplątuje ją w skomplikowaną sieć polityki międzynarodowej. Chłopaka trudny sport nurkowania głębokościowego, pragnienie, by pokonać światowy rekord bariery zanurzenia w głębi oceanu. Oboje są rozdarci między wymogami ambicji i

ZDJĘCIE: RICHARD TERMINE

WODA JEST DLA NAS, LUDZI, I DLA WSZYSTKICH ŻYJĄCYCH ORGANIZMÓW NATURALNA I KONIECZNA. Stanowi 70 procent ma-

The Snow Geese – Mary-Louise Parker i Victoria Clark

Family Furniture – Andrew Keenan-Bolger i Carolyn McCormick


DODATEK KULTURALNY nowego

znanej z pierwszych stron gazet i telewizyjnych wiadomości. Polityk wyznaje swoje winy, odbywa publiczne samobiczowanie, składa rezygnację z ważnej pozycji. Szczegóły nieważne, rozpoznajemy główne zarysy dramatu: skok na bok, raz lub wiele razy, prostytutka lub kochanka, poślizg, wpadka… Przy boku Polityka stoi blada i milcząca Żona. Żona – wyrozumiałość. Żona – stały grunt pod nogą, mimo chwilowych perturbacji trzęsienia ziemi. I byłoby ciekawie, bowiem Laurie Metcalf wzbogaca stereotyp żony-opoki w szeroką gamę rozbieżnych uczuć i reakcji, a dwie córki – Casey w gniewnej rebelii swej młodości (Emily Meade) i zamknięta w sobie Cassidy (Misha Seo) – wnoszą mocne indywidualne akcenty. Lecz nasz główny bohater od początku do końca pozostaje taki sam. Nie wykazuje żadnej zdolności do zmiany, do głębszej retrospekcji, do zauważenia innych ludzi wokół siebie. Szuka usprawiedliwień i racjonalizacji, uparty tylko w swej niedorosłości. Nawet starania Jeffa Goldbluma nie mogą wzbudzić naszej do niego sympatii. Natomiast na dole miasta dzieją się małe cuda. Nowej sztuki A.R. Gurney Family Funiture nie zdążę już tu opisać. Polecam tylko wizytę w mądrze prowadzonym teatrze The Flea w Tribeca, gdzie odbywa się ten perfekcyjny koncert muzyki kameralnej na pięć głosów. Subtelny dramat o zdradzie i lojalności, o rodzicach i dorastających dzieciach, dzięki kunsztowi niedomówień pisarza, staje się także elegią dla umierającej klasy WASP, protestanckiej elity anglosaskiej. Sztuka Richarda Nelsona Regular Singing, ostatnia w cyklu o losach rodziny Apple, tak jak poprzednie nosi podtytuł Sceny z życia na wsi, podkreślając swe powinowactwo z Wujkiem Wanią Czechowa. Jest subtelną i wzruszającą wariacją na motywach rosyjskiego mistrza. Akcja odbywa się w rodzinnym domu Apple w Rhinebeck, w czasie wieczornego posiłku w dniu, w którym świadomość “wielkiego świata” jest szczególnie żywa: That Hopey Changey Thing (z 2010 r.) w dniu wyborów do Kongresu; Sweet and Sad (2011r.) w dziesiątą rocznicę 9/11; Sorry (2012 r.) w dniu wyborów prezydenta; Regular Singing 22 listopada, w rocznicę zabójstwa JFK. Polityka wpisuje się do rozmowy przy stole, publiczne sprawy stają się częścią spraw rodzinnych. Nic tu się nie dzieje, i dzieje wszystko. Przeszłość i straty splątują z nową szansą, łączą w jedną rzekę “wtedy” i “dziś” i “jutro”. Cztery części – każda niezależna i starannie skonstruowana – składają się w obraz zmieniającej się rodziny i zmieniającego się świata. Jest to obraz pełen melancholii i zadumy, wyciszony, lecz pełen ech potwierdzających wagę związków międzyludzkich, naszą nadzieję na sens i radość życia. Może dorosłość to nauka rozmowy, z samym sobą i z innymi. A także pogodzenie się, w słowach Barbary, jednej z trzech sióstr Apple, z naszą kruchością: “Uczymy się, że w każdej chwili świat może się zmienić. I nie ma nikogo, kto może nas przed tym uchronić” (Cztery sztuki o “Apple Family” w repertuarze do 15 grudnia, the Public Theatre, Lafayette Ave; www). GRAŻYNA DRABIK

Bruce Norris, Domesticated. Reżyseria: Anna D. Shapiro, scenografia: Todd Rosenthal, kostiumy: Jennifer von Mayerhauser, oświetlenie: James F. Ingalls, inżynieria dźwięku: John Gromada. Występują: Vanessa Aspillaga (Pilar), Mia Barron (Bobbie), Robin De Jesus (Bar Patron), Jeff Goldblum (Bill), Lizbeth Mackay (Jackie), Emily Meade (Casey), Laurie Metcalf (Judy), Mary Beth Pell (Shrink), Karen Pittman (A.D.A.), Aleque Reid (Becky) i Misha Seo (Cassidy). Premiera 22 października, przedstawienia do 31 grudnia, w Mitzi E. Newhouse Theater, 150 W. 65 St., Lincoln Center. A.R. Gurney, Family Furniture. Reżyseria: Thomas Kail, scenografia: Rachel Hauck, kostiumy: Claudia Brown, oświetlenie: Betsy Adams, inżynieria dźwięku: Bart Fasbender. Występują: Andrew Keenan-Bolger (Nick), Carolyn McCormick (Claire), Ismenia Mendes (Peggy), Molly Nordin (Betsy) i Peter Scolari (Russell). Premiera 24 listopada, przedstawienia do 22 grudnia. The Flea Theater, 41 White St.; theflea.org.

muzyka

W CARNEGIE HALL ŚWIATOWEJ SŁAWY SKRZYPACZKA ANNE SOPHIE MUTTER UCZCI W GRUDNIU 100. ROCZNICĘ URODZIN WITOLDA LUTOSŁAWSKIEGO ORAZ 80. ROCZNICĘ URODZIN KRZYSZTOFA PENDERECKIEGO.

Choć repertuar Anne Sophie Mutter obejmuje wiele klasycznych dzieł, takich jak znakomity koncert Dvořaka, który usłyszymy na scenie Lincoln Center z towarzyszeniem Nowojorskich Filharmoników 10 grudnia, skrzypaczka tym razem postanowiła uhonorować dwóch wielkich polskich kompozytorów. 14 grudnia odbędzie się recital wyjątkowy, ponieważ tego wieczoru będziemy świadkami aż dwóch światowych premier: utworu Pendereckiego na skrzypce solo pt. La Follia oraz Drugiej sonaty skrzypcowej kompozytora, pianisty i dyrygenta Andre Previna. Obok nich usłyszymy również inny znakomity utwór – Partitę Witolda Lutosławskiego, której orkiestrową wersję kompozytor zadedykował Anne Sophie Mutter. Nie jest to jego jedyny utwór zadedykowany sławnej skrzypaczce – nasz mistrz, natchniony talentem Anne Sophie Mutter, zadedykował jej między innymi Łańcuch 2. Również Krzysztof Penderecki nie pozostawał obojętny na talent Mutter i zadedykował jej swój drugi koncert skrzypcowy pt. Metamorfozy.

dziennika

Przegląd Polski

7

kową paletę kolorystyczną. My, wykonawcy, ażeby wzbudzić w swojej publiczności głębię doznań emocjonalnych, używamy najróżniejszych kolorów dźwiękowych na swoich instrumentach, by dobrze oddać kontrasty, jakie następują po sobie w melodiach, które gramy. Działa to na tej samej zasadzie jak u malarzy, którzy używają światła do uwypuklenia kontrastów i kształtów w swoich obrazach. Sophie Mutter, używając kilku zaledwie technik skrzypcowych, stwarza niesamowite światy dźwiękowe. Jej najznamienitszą cechą charakterystyczną jest vibrato, czyli szybki ruch lewej ręki, mający na celu imitację vibrata, jakie posiada ludzki głos. Otóż jej vibrato jest tak szalenie zróżnicowane i potrafi je tak znakomicie wykorzystać, jak najlepszy śpiewak operowy. Potrafi ona swym vibratem naśladować i przywołać obraz zaczarowanego Cygana (Tzigane Ravela), szalone niespełnione pasje i dzikie namiętności skonfliktowanego wewnętrznie kompozytora (Koncert skrzypcowy Czajkowskiego), jak i bezkresne, zimne i nieprzebrane przestrzenie zimowej Finlandii (Koncert skrzypcowy Sibeliusa). Kariera tej fenomenalnej skrzypaczki zaczęła się bardzo wcześnie. Rodzice, którzy nie mieli nic wspólnego z muzyką, podarowali córce skrzypce na jej piąte urodziny i to był począ-

wirtuozów skrzypiec naszych czasów. Jako jedna z niewielu kobiet solistek jest zdecydowanie najbardziej aktywną artystycznie i najciekawszą osobowością muzyczną XX i XXI wieku. Okrzyknięta wielokrotnie jako bezsprzeczna królowa skrzypiec od przeszło 37 lat Anne Sophie Mutter koncertuje we wszystkich najważniejszych ośrodkach muzycznych Europy, USA i Azji. W październiku 2006 r. w wywiadzie do francuskiej telewizji Mutter oświadczyła, że przejdzie na emeryturę, kiedy skończy 45 lat, w roku 2008. Na nasze szczęście, w miesiąc po tej wypowiedzi skrzypaczka stwierdziła, że jej słowa zostały “błędnie” zinterpretowane i że będzie grać tak długo, jak długo będzie czuła, że może “wnieść coś nowego, coś ważnego, coś innego do muzyki”. Studiując jej biografię, próbowałam bezskutecznie podsumować niezliczoną ilość nagród, medali, odznaczeń, orderów, doktoratów honoris causa i wielu wielu innych honorów, którymi skrzypaczka została obdarowana. Przyglądając się jej karierze, wydaje się, że Mutter posiada magiczny sekret na niespożytą energię, która pozwala jej wciąż brać udział w nowych fascynujących projektach. Artystka bowiem nie tylko skupia się na swojej karierze, ale także wspiera bardzo aktywnie młode talenty, poprzez działalność zało-

tek narodzin geniusza. Już jako jedenastolatka koncertowała z mistrzowsko trudnym koncertem romantycznym Feliksa Mendelssohna. Gdy miała 13 lat, doszło do najważniejszego wydarzenia w karierze Mutter: została zauważona przez najsłynniejszego dyrygenta naszych czasów Herberta von Karajana. Zaprosił on ją do koncertów z Filharmonią Berlińską i od tej pory Anne Sophie Mutter pozostawała jego gwiazdą. Promował ją w całym świecie muzycznym, swoim poparciem stwarzając jej warunki do niezwykłej kariery. Pierwszy oficjalny debiut koncertowy Mutter odbył się w 1976 roku na festiwalu w Lucernie, gdzie trzynastolatka zagrała Koncert skrzypcowy nr 4 D-dur Mozarta. Rok później zadebiutowała na festiwalu w Salzburgu jako solistka orkiestry pod dyrekcją oczywiście von Karajana. Na jej piętnaste urodziny nagrała swoją pierwszą płytę z koncertami skrzypcowymi nr 3 G-dur i nr 5 A-dur Mozarta, z towarzyszeniem Filharmonii Berlińskiej również pod dyrekcją Herberta von Karajana. W roku 1980 Anne Sophie Mutter zadebiutowała w USA, grając z Nowojorskimi Filharmonikami pod batutą Zubina Mehty. Od tamtej pory zyskała miano jednego z największych

żonej fundacji, jak i angażuje się bardzo często w szeroko rozumiane różnego rodzaju projekty charytatywne. Życie prywatne gwiazdy jest również niezwykłe. W wieku 26 lat Mutter wyszła za mąż za Detlefa Wunderlicha, prawnika Herberta von Karajana i mężczyznę starszego od siebie o 30 lat. Detlef zmarł na raka sześć lat później, w 1995 roku. W 2002 ponownie wyszła za mąż, tym razem za pianistę i kompozytora 73-letniego André Previna. Zjawiskowa para Previn-Mutter promieniowała muzycznym blaskiem, gdy jeździła z koncertami po całym świecie. Współpraca muzyczna zwieńczona małżeństwem przyniosła znakomite owoce, jak choćby nagroda Grammy za nagranie koncertu skrzypcowego napisanego przez Previna dla Sophie Mutter, nagranego oczywiście pod batutą Previna. Po zaledwie czterech latach małżeństwa, Anna Sophie Mutter nagle ogłosiła swą decyzję o rozwodzie. Obecnie nie jest w żadnym oficjalnym związku i zajmuje się wychowywaniem swoich dzieci, kieruje swoją fundacją i oddaje się sztuce, którą będziemy mogli podziwiać 10 grudnia w Lincoln Center i 14 grudnia w Carnegie Hall.

WWW.ANNE-SOPHIE-MUTTER.DE/ DEUTSCHED GRAMMOPHONE

GRUDZIEŃ 2013

Wielu kompozytorów skomponowało dzieła skrzypcowe z myślą o Anne Sophie Mutter – wśród nich są także Witold Lutosławski i Krzysztof Penderecki

Nie są to jedyni kompozytorzy, którzy skomponowali monumentalne dzieła skrzypcowe z myślą o swej muzie i miłościwie nam panującej już od prawie czterdziestu lat królowej skrzypiec, niemieckiej skrzypaczce Anne Sophie Mutter. Władczyni nasza (określenie to nie jest wcale sarkastyczne, wręcz przeciwnie, jako profesjonalna skrzypaczka jestem od wielu lat zafascynowana panującą królewską mością) zachwyca światową publiczność i oczarowuje nowe generacje miłośników sztuki skrzypcowej już od ponad 37 lat. Mutter to skrzypaczka, która fantastycznie gra na wszystkich zmysłach publiczności. Zarówno jej piękna interpretacja muzyczna, przepełniona dziką pasją, melancholią, jak i jej zmysłowa uroda, podkreślona pięknymi i gustownymi kreacjami, zawsze wywierają ogromne wrażenie na publiczności. Jej kreacje koncertowe to najczęściej dopasowane, bogate suknie Galiano, zawsze z odkrytymi ramionami i plecami, zaznaczającymi jej łabędzią szyję, i pozwalającymi skrzypaczce na jak najbliższy kontakt z instrumentem. Anne Sophie Mutter posiada fenomenalną i najprawdopodobniej najbogatszą wśród wszystkich znanych mi wykonawców dźwię-

JOANNA KACZOROWSKA


8 Przegląd Polski

DODATEK KULTURALNY nowego

dziennika

Czy to fajka, czy nie fajka…

GRUDZIEŃ 2013

BOŻENA CHLABICZ

Dopiero bowiem od momentu, kiedy galerie Zurychu, Berlina, Mediolanu i Paryża wypełniły “światy niemożliwe”, stworzone z zaprzeczeniem geometrii i logiki, ale za to w zgodzie z poetyką marzenia sennego marzenia i koszmaru, rewolucję artystyczną oddzielającą przeszłość sztuki od jej współczesności można uznać za w pełni dokonaną. Ten ostateczny krok w przepaść, jaka oddziela dziś tradycję od artystycznej współczesności to – oczywiście – surrealizm. Zapatrzone w dal, nagie (choć niekoniecznie) kobiety o nieobecnym wzroku, bezkresne nieboskłony usypane pierzastymi obłokami, puste krużganki, ciągnące się w niezmierzone dale, zwykłe, codzienne przedmioty w niecodziennych ujęciach, zastosowaniach i sytuacjach… A jednocześnie wszystko to oczywiste do najmniejszego szczegółu, wyraziste, rozpoznawalne. Krople deszczu to krople deszczu, choć czasami padają na wspak, zaprzeczając prawu grawitacji. Kominek to kominek, nawet wtedy, gdy z paleniska sypie iskrami lokomotywa. Oko to oko, choćby tęczówkę zastąpiło mu niebo przesłonięte chmurami. A fajka to fajka, także wówczas, gdy podpis pod obrazem zdecydowanie zaprzecza świadectwu zmysłów. Obraz (a także rzeźba, grafika czy przedmiot) surrealistyczny jaki jest, każdy widzi. Bo – dotrzymując zawartej w nazwie obietnicy – jest to sztuka przedstawiająca. Mało tego – w owym przedstawianiu pozostaje ona wyjątkowo, fotograficznie wręcz wierna nawet drobnym detalom i podręcznikowo precyzyjna. W twórczości ubiegłego stulecia to zjawisko rzadkie, ograniczone niemal wyłącznie do twórczości uprawianej w konwencji “naiwnej” (etnicznej, amatorskiej). Z tego powodu nadrealizm uważany jest za jeden z nielicznych, o ile wręcz nie jedyny poza pop-artem, kierunek sztuki współczesnej cieszący się popular-

René Magritte, The Menaced Assassin, 1927

nością czy nawet sympatią masowej publiczności. Co nie znaczy, że – pomijając “przezroczystość” i swoistą elegancję formy – jest to konwencja łatwa. I to zarówno estetycznie, jak – przede wszystkim – pojęciowo. Surrealizm ma jednak to do siebie, że się podoba, bo jego język wydaje się oczywisty, stosunkowo łatwo wydedukować “co artysta miał na myśli”, a kontakt z fajką malowaną, nawet jeśli artysta zamieszcza ostrzeżenie na piśmie – “to nie jest fajka” – raczej nie prowokuje u publiczności dysonansu poznawczego, choć w założeniu jak najbardziej powinien. Także i w sztukach plastycznych obowiązuje bowiem – jak wykazali fachowcy od percepcji wzrokowej – “reguła inżyniera Mamonia”, która stanowi, że najbardziej podoba się nam to, co już znamy. W przypadku inżyniera chodziło wprawdzie o piosenki, ale kto widział kiedyś choćby jedną ilustrację Rafała Olbińskiego (nawet jeśli tylko w formie reprodukcji w kalendarzu), a teraz wybierze się na wystawę Magritte: The Mystery of the Ordinary w Museum of Modern Art, nie zaprzeczy, że owa zasada dotyczy także sztuk plastycznych. Prace jednego z najwybitniejszych przedstawicieli surrealizmu Rene Magritte’a, pochodzące z lat 1926-1938, a więc z okresu, kiedy kształtował się zarówno jego warsztat, jak metoda, zarówno formą, jak też katalogiem motywów, kolorystyką (szarości, zgaszone błękity) i wreszcie atmosferą marzenia sennego przypominają bowiem twórczość naszego wybitnego “postnadrealisty”. Czy też – biorąc po uwagę chronologię – odwrotnie. Cóż za uczta dla oczu, zwłaszcza w porównaniu z pierwszą lepszą ekspozycją w takim, na przykład, New Museum… Choćby już tylko z tej jednej przyczyny Magritte wart jest kwadransa w kolejce do kasy,

ZDJĘCIA: ARCHIWUM

Podczas gdy obecny sezon w Whitney i Guggenheim Museums upływa pod znakiem amerykańskiej awangardy z drugiej połowy minionego wieku, dwa kolejne słynne nowojorskie muzea – MoMA i Metropolitan – postawiły na Europę i pierwsze dekady ubiegłego stulecia oraz nurt artystyczny i zarazem stan ducha, dzięki któremu pękły ostatnie ograniczenia stawiane jeszcze w tamtej epoce tak formie, jak wyobraźni.

René Magritte, Zdradliwość obrazów (To nie jest fajka), 1929

choć oczywiście nie jest to ani pierwszy, ani najważniejszy z powodów, dla których jest to wystawa godna najwyższej uwagi. Za tym malarstwem, z pozoru prostym, łatwym, “lekkim” i przyjemnym, kryje się bowiem splot skomplikowanych okoliczności historycznych, które zawsze rzutują na twórczość tak całych epok, jak reprezentujących je artystów, pomimo że ów związek bywa czasami nieoczywisty, a zwykle trudny do interpretacji. Tymczasem MoMA, ograniczając zakres chronologiczny ekspozycji i skupiając się na dwóch dekadach najbardziej istotnych dla krystalizacji indywidualnego stylu malarza, pozwala śledzić na wybranych pod tym właśnie kątem eksponatach subtelne zależności między nurtami ówczesnej sztuki, historii, obyczaju, a nawet polityki. Podobnie jak pokazana kilka lat temu w tym samym miejscu, fantastyczna wystawa Dada, Magritte staje się w ten sposób kolejną z pozycji na liście prezentacji “kontekstowych” czy raczej “dialektycznych”. Pozwalających na studiowanie relacji, w jakie “konieczność dziejowa” wchodzi, i w jakich pozostaje, względem artystycznego talentu (czy nawet geniuszu). Ekspozycja prowokuje także do refleksji nad związkami między rzeczywistością “rzeczywistą” i tą “przedstawioną”, które to zagadnienie stanowi jedno z kluczowych problemów surrealizmu “w ogóle”. Rozwiązanie proponowane przez Magritte’a i jego kolegów po pędzlu i dłucie okazuje się bardziej przewrotne i wyrafinowane, niż otwarte porzucenie “świata, jaki jest”, jakiego dokonali przedstawiciele wszelkich kolejnych odmian abstrakcji. Co jednak – o paradoksie – przeważnie umyka uwadze szerokiej publiczności. Bo nadrealiści zaprzeczyli rzeczywistości w sposób jeszcze bardziej radykalny niż abstrakcjoniści, tyle że demolując ją niejako “od środka” za pomocą jej własnych zasad i jej “języka”. Obłok wciąż wygląda na ich obrazach (rzeźbach, grafikach) jak obłok, a nawet bardziej, bo surrealiści zwykle nie szczędzą nam nawet najdrobniejszych, zwykle umykających uwadze szczegółów. Kwiat to kwiat. A naga kobieta to ciągle naga kobieta. Tyle tylko, że poskładane z tych realistycznych elementów kompozycje to zaprzeczenie wszelkiej realności. To, owszem, wciąż pejzaże, ale wyłącznie “emocjonalne” (czyli, w gruncie rzeczy, ekspresjonizm). To stojące w sprzeczności z porządkiem rzeczy układanki, coś jakby rebusy – a więc abstrakcja. W ten sposób subtelnie i niejako

“w białych” rękawiczkach surrealizm, i to może nawet bardziej niż obrazoburcze z definicji nurty awangardy, zerwał ostatnie nici wiążące obiekt plastyczny z potocznym doświadczeniem codzienności. Od czasów nadrealistów wiadomo, że nierzeczywiste może być także to, co wygląda jak najbardziej realnie. A nawet przede wszystkim to, co wygląda realnie. Epokowym dokonaniem surrealistów było zaś uzmysłowienie szerokiej publiczności, że wyobrażenie to zupełnie nie to samo, co przedmiot. Nie bez powodu słynna fajka Margitte’a – wyjątkowo wierny “portret” realnej fajki – została przez artystę opatrzona wpisanym w strukturę obrazu komentarzem: “To nie jest fajka!”. Jak to nie jest? Ano – nie jest. To tylko malowidło. Układ plam pigmentu na płótnie, naśladujący wygląd rzeczywistej, materialnej fajki. I tak jest ze wszystkim. Sztuka to nie naśladownictwo, ale kreacja. Artysta nie “utrwala”, ale “stwarza”. Rzeczywistości, którą rozpoznajemy na obrazach, także (a może zwłaszcza) na tych dawnych, nigdy nie było. Nawet portrety to tylko wypadkowa czyjegoś realnego istnienia i malarskiej wyobraźni, z przewagą wyobraźni. Przez całe stulecia sztuka powstawała w czterech ścianach pracowni, tkana ze wspomnień, wrażeń, idei i wyobrażeń. To z nich te średniowieczne zastępy diabłów i aniołów. To z nich pejzaże romantyków. I z nich wreszcie “realistyczne” studia impresjonistów, tak naprawdę też rzadko kiedy opuszczających swoje studia na Montmartre. Nie za to jednak lubimy surrealizm. Kochamy go bowiem przede wszystkim za ten deszcz padający z ziemi do nieba, za białe baranki obłoków wędrujące po łąkach błękitu, za smutne dziewczyny wpatrzone w dal, tulące w dłoniach srebrzyste gołębie, za puste, tajemnicze pejzaże i za odkrycie (i sportretowanie) świata marzeń sennych, z jego poetyką, estetyką i logiką. O tym, że “to nie jest prawdziwy świat”, nawet jeśli miejscami wygląda znajomo, wiemy – po surrealistach – nawet bez demaskatorskich komentarzy odautorskich. Wiemy to dzięki twórczości Rene Magritte’a i artystów z jego kręgów i czasów. Oraz z kalendarzy i plakatów Rafała Olbińskiego. p Magritte: The Mystery of the Ordinary, 1926-1938

28 września 2013 – 12 stycznia 2014 11 W. 53rd Street, NY


GRUDZIEŃ 2013

DODATEK KULTURALNY nowego

dziennika

Przegląd Polski

9

Kontrolowane improwizacje Adama Golki AGATA ADAMCZYK

Czy wykonawca utworu muzycznego powinien być odtwórcą idei kompozytora, czy może współtworzyć z nim dzieło? Niegdyś role wykonawcy i twórcy pełniła jedna osoba. Dopiero rosnący od XIX wieku kult wirtuozów rozpoczął proces sukcesywnego rozdzielania obu funkcji, by ostatecznie doprowadzić do wykreowania dwóch odrębnych, ale jednakowo cenionych osobowości – instrumentalisty i kompozytora.

Najbardziej uderzająca w grze Adama Golki jest dbałość o frazę, dźwięk i głębię treści

pozycji – analizy wzrokowej i słuchowej poszczególnych elementów, publikacji książkowych czy korzysta z wcześniej zdobytych wiadomości na temat stylu i życia kompozytora. Jak to wpływa na późniejszą interpretację podczas wykonania? Należy tutaj wspomnieć tezę, jaką wysnuł kilkanaście lat temu jeden z najbardziej znaczących polskich muzykologów – prof. Mieczysław Tomaszewski. Według niego analiza utworu nie powinna opierać się wyłącznie na materiale dźwiękowym zamieszczonym dzięki nutom, które są jedynie znakami graficznymi. Aby poznać utwór w sposób całościowy, należy rozpatrywać go również w kontekście ideowym, historycznym, biograficznym i wartościowym. Choć są to zadania wyznaczone przede wszystkim dla teoretyków muzyki, to wyniki takich badań w dużym stopniu mogą pomóc w interpretacji dzieła również instrumentalistom. Golka zgadza się z tą koncepcją, jednak zdecydowane podkreśla, że najważniejsza jest muzyka, jako owoc twórczości kompozytora. To w niej tkwi prawda. Idąc za tą myślą wykonawca nie powinien nadmiernie eksponować siebie, a skupić się na tym, by jak najwierniej oddać emocje autora. Jeśli instrumentalista w zbyt nachalny i wymuszony sposób próbuje pokazać swój temperament, zawsze stanowi to w pewnym stopniu jakąś stratę dla utworu. Golka posuwa się nawet do stwierdzenia, że dobry kompozytor ma więcej wyobraźni niż najzdolniejszy wykonawca, więc ten powinien mu zaufać i ograniczyć się do najwierniejszego oryginałowi przekazania muzyki i uczuć zgromadzonej podczas koncertu publiczności. Zatem, według niego, wartością nadrzędną jest nie wirtuozeria, nie zaskakująca interpretacja, a zgodność z ideą kompozytora. Zaznacza jednak, że poszczególne wykonania i tak będą w pewnym stopniu różnić się od siebie. Różnice te zależą

ZDJĘCIE: PETER SANCHEZ

I tu pojawiło się pewne niebezpieczeństwo, ry jako pierwszy wprowadził go w świat mugdyż muzyk, skupiając się na pokonywaniu naj- zyki, oraz Fleishera, który nauczył go słuchabardziej skomplikowanych problemów technicz- nia dźwięku. U Fleishera podziwia on niezwynych, mógł pomijać aspekty interpretacyjne. Wir- kłą koncentrację i zarazem swobodę w poczutuozeria instrumentalistów zbyt często zaczęła ciu czasu oraz kreowaniu dzieła. Koncerty Adama Golki zyskują bardzo dostanowić cel sam w sobie, a wirtuozi, traktowani jak dzisiejsze gwiazdy filmowe, zbyt czę- bre opinie krytyków i artysta może już poszczysto swoim temperamentem przesłaniali treść cić się niezwykle pochlebnymi recenzjami. Jak utworu. Co zatem jest wartością nadrzędną – określił to Washington Post, grę tego młodego zachwycająca technika, zaskakująca interpre- pianisty cechuje “błyskotliwa technika i prawtacja czy jak najwierniejsze odtworzenie idei dziwa, emocjonalna głębia”. Według The Inkompozytora? Jak daleko wykonawca powinien dianapolis Star “Golka dowiódł szybkiego rozposunąć się w poznaniu dzieła? Na ten i na kil- woju artystycznego ze świeżymi pomysłami i ka innych muzycznych tematów rozmawiałam zdecydowaną osobowością”. Po jednym z ostatz młodym, bo 26-letnim, amerykańskim piani- nich recitali, który odbył się w Filharmonii Wrocławskiej w ramach cyklu koncertów Musica stą polskiego pochodzenia Adamem Golką. Urodzony w Houston, mieszka w Nowym Vincit Omnia, w Ruchu Muzycznym znajdujeJorku. Jego rodzice są polskimi muzykami, któ- my opinię Artura Bieleckiego, w myśl której rzy przed laty wyemigrowali do Stanów Zjed- Golka “połączył (…) dwie cechy, rzadko idąnoczonych. Jak twierdzi, pomimo miejsca uro- ce ze sobą w parze: efektowną wirtuozerię w dzenia na równi czuje się Amerykaninem, jak stylu dawnych, romantycznych «czarodziejów» i Polakiem, co zawdzięcza pielęgnowanym w fortepianu oraz absolutną koncentrację na wedomu rodzinnym tradycjom oraz wizytom w wnętrznej treści muzycznej”. Ta ocena jest barkraju przodków. Dlatego niezmiernie ważne dzo bliska moim przekonaniom. Jednak najdla niego jest umieszczanie w swoim reper- bardziej uderzająca w grze Adama Golki nie tuarze kompozycji polskich artystów, gdzie jest wspomniana wcześniej technika (choć tej oprócz utworów Fryderyka Chopina, znajdzie- mu nie brakuje), tylko właśnie dbałość o framy dzieła Karola Szymanowskiego oraz Wi- zę, dźwięk i głębię treści. Skąd zatem w tak młodym pianiście poruszające, dojrzałe intertolda Lutosławskiego. Fakt, iż pochodzi z muzycznej rodziny, spra- pretacje? Podczas naszej rozmowy opowiedział, wił, że zupełnie naturalnym stało się rozpoczę- jak wygląda jego praca nad utworem. I, jak się cie edukacji w tym właśnie kierunku. Najpierw, okazuje, nie jest to wyłącznie kształcenie świaw wieku czterech lat, były to skrzypce. Dość domości dźwiękowej. Ćwiczenie przy instruszybko jednak podjął decyzję o zmianie instru- mencie zajmuje mu około czterech godzin dzienmentu. Pierwszych lekcji gry na fortepianie nie, a polega na rozwijaniu biegłości techniczudzielała mu matka Anna Golka, następnie Da- nej. Kolejne tyle, z daleka już od fortepianu, riusz Pawlas, dalej José Feghali na Texas Chri- poświęca na poznaniu innych aspektów dzieła oraz stylu kompozystian University, a w tora. Jak podkreśla, latach 2008-2012, w Adam Golka twierdzi, że praca ta musi zawierać Peabody Institute w pomimo miejsca urodzenia, czynnik intelektualny, Baltimore, legendarny czyli analizę frazy, harjuż pianista i dyrygent na równi czuje się monii czy kontrapunkLeon Fleisher. KarieAmerykaninem, jak i Polakiem. tu, oraz intuicyjny – ra muzyczna Adama oparty na emocjach. Golki zaczęła nabierać Cała sztuka polega na tempa, gdy w 2008 roku został laureatem prestiżowej nagrody Gil- umiejętnym balansowaniu pomiędzy nimi, co more Young Artist. Trudno w niej o większy okazuje się rzeczą niezmiernie trudną, gdyż zaobiektywizm i bezstronność, ponieważ co dwa wsze muzyk skłania się bardziej w którąś ze lata nominowani z całego świata młodzi piani- stron. Dla pełniejszego uświadomienia sobie ści przez wiele miesięcy obserwowani są przez formy dzieła i jego wewnętrznej energii Adam grupę krytyków muzycznych, agentów, dyry- Golka swego czasu rozpoczął naukę dyrygogentów i znanych pedagogów podczas różno- wania u Josepha Swensena. Jak mówi, “dyryrodnych wykonań koncertowych czy realizacji gowanie pociąga mnie nie dlatego, że wiążę z nagrań płytowych. Dodać też należy, że jednym tym swoją przyszłą drogę zawodową, ale dlaz polskich laureatów tej nagrody, w wyższej ka- tego, że pozwala zrozumieć mi strukturę utwotegorii wiekowej, był znakomity pianista Piotr ru i impuls, który kierował kompozytorem podAnderszewski. Później nastąpił udział w festi- czas aktu tworzenia”, a także “w bardziej wiawalach i debiut w Carnegie Hall. Jednak Gol- rygodny sposób przekazać publiczności emoka do swoich największych sukcesów zalicza cje twórcy”. Pianista zauważył, że odbyte leknawiązanie muzycznych kontaktów z takimi oso- cje w znaczący sposób wpłynęły na jakość jebowościami, jak wspomniany Fleisher czy też go gry. Jak zatem zapatruje się na kwestie poRichard Goode oraz Mitsuku Uchida. Zapyta- ruszone na początku artykułu, tj. stopnia pony o postaci, które wywarły największy wpływ siadanej wiedzy na temat dzieła i jego interna kształtowanie jego osobowości artystycznej, pretacji? Sam przecież przygotowując program wymienił brata Tomasza Golkę – dyrygenta, któ- poszukuje różnorodnych źródeł poznania kom-

od predyspozycji artysty, jego osobowości (bo przecież tej wyzbyć się niepodobna), walorów akustycznych sali i jeszcze kilku innych czynników. To sprawia, że każdy występ jest w pewnym sensie kontrolowaną improwizacją. Najważniejszym jednak jest, by nie starać się na siłę zmieniać idei utworu. Te wszystkie opinie młodego pianisty są wynikiem wielkiego szacunku, jaki żywi on do sztuki. Wydaje się, że Golka daleki jest od bezmyślnej brawury wykonawców skupionych na realizacji jedynie problemów technicznych, brawury, którą można byłoby przyrównać raczej do zawodów sportowych, niż do prezentacji wyższych idei. Dowodzi to niezwykłej wręcz, bo nazbyt rzadko spotykanej w tym wieku, dojrzałości artystycznej. A artysta dojrzały to artysta zastanawiający się nad wszystkimi aspektami tworzącymi dzieło. I właśnie te przemyślenia widoczne są w interpretacjach Adama Golki. Choćby ktokolwiek próbował doszukiwać się jakichkolwiek mankamentów technicznych czy też miał inne zdanie na temat poprowadzonej frazy, to jednak wydaje mi się, że elementy te bledną przy naprawdę poruszających prezentacjach. Bo muzyka jest tu wartością nadrzędną, jak powiedział Claude Debussy – “jest tworzona dla niewyrażalnego”. Wspomniany Artur Bielecki swoją recenzję rozpoczął zachęceniem czytelników do zapamiętania nazwiska Adama Golki. Ja również zachęcam wszystkich serdecznie do śledzenia kariery tego pianisty. p 30 listopada 2013 r. o godz. 8:00 wieczorem

Adam Golka wystąpi jako solista z New Jersey Symphony Orchestra pod dyrekcją Jacques’a Lacombe’aw New Jersey Performing Arts Center; 1 Cen ter St., Newark, NJ 07102 (www.njpac.org)


10 Przegląd Polski

Nagroda za całokształt twórczości dla prof. Jerzego Krzyżanowskiego DODATEK KULTURALNY nowego

dziennika

GRUDZIEŃ 2013

Prof. Jerzy Krzyżanowski na temat tegorocznego wyróżnienia za całokształt twórczości powiedział: Otrzymane w latach 1997 i 2013 główne doroczne nagrody Związku Pisarzy Polskich na Obczyźnie stały się ważnymi i cennymi wyrazami uznania, z jakimi spotykają się moje prace. Dla mnie, przez szereg lat pomijanego w kraju milczeniem, nagrody te są dowodem, że ciągle jeszcze warto pisać i pracować. Mimo że dziedziną moich zainteresowań jest literatura, to tematyka historyczna, a zwłaszcza historia współczesna, jest mi bardzo droga. Jedną z pierwszych książek, którą przygotowałem do druku (1981) była książka U Szarugi. Z uwagi na jej regionalną tematykę, ogłosiłem ją następnie w Lublinie, gdzie oba wydania (1995 i 2004) zostały pozytywnie przyjęte i do dzisiaj są jedynymi opracowaniami historii jednego z partyzanckich oddziałów Armii Krajowej, operujących na tamtym terenie. Dla mnie zaś ich publikacja stała się ważnym wprowadzeniem w tematykę, jaka zaprzątać mnie miała przez szereg następnych lat. Rezultatem jej stało się m.in. opracowanie przeze mnie monografii ostatniego komendanta Armii Krajowej, gen. Leopolda Okulickiego, ogłoszonej najpierw w Londynie (Generał, 1980), a następnie w Warszawie (Ostatni Komendant, 1990). Mój wkład w przyswojenie historii AK na Lubelszczyźnie został z czasem doceniony dwukrotnym przyznaniem mi przez lubelskie środowisko literackie zaszczytnej Nagrody im. Bolesława Prusa w latach 1998 i 2006. Gorące przyjęcie, z jakim spotkała się moja książka o generale Okulickim, potwierdziło, że jest to temat stale zasługujący na czuj-

KOMUNIKAT W 62. roku istnienia Nagrody Literackiej Związku Pisarzy Polskich na Obczyźnie z siedzibą w Londynie jury (w składzie: przewodniczący Andrzej Krzeczunowicz – prezes ZPPnO w Londynie, dr Nina Taylor-Terlecka – Oxford, dr Aleksandra Ziółkowska-Boehm i ks. prof. dr Janusz Ihnatowicz – USA oraz dr Beata Dorosz – Warszawa, IBL PAN) uprzejmie zawiadamia o przyznaniu nagród za rok 2013: – Nagroda główna za całokształt twórczości prof. dr Jerzy R. Krzyżanowski (USA), nestor polskiej nauki o literaturze w kraju i za granicą. Urodzony w 1922 r. w Lublinie, uczestnik II wojny światowej w Szarych Szeregach i Armii Krajowej, więzień NKWD; po studiach na Uniwersytecie Warszawskim od 1959 mieszkający w Stanach Zjednoczonych; wykładowca na University of California, następnie na uniwersytetach w Michigan, Kolorado, Kansas i Ohio. Łączy pracę naukową w dziedzinie literatury polskiej i literatury porównawczej z twórczością literacką; obok tomów studiów i rozpraw (np. A Modern Polish Reader, 1972, Legenda Somosierry i inne prace krytyczne, 1987) napisał cykl powieściowy (Diana, 1986, Banff, 1988, Ariadna, 1998) oraz kilka innych powieści i tomów opowiadań; osobny nurt twórczości stanowi literatura dotycząca II wojny światowej (m.in. Generał. Opowieść o Leopoldzie Okulickim, 1980, U Szaru-

ną uwagę. Bardziej jeszcze zainteresowała czytelników moja antologia Katyń w literaturze, mająca trzy uzupełniane na bieżąco wydania i stale obecna na najrozmaitszych uroczystościach rocznicowych, organizowanych na najwyższym szczeblu. Dzięki niej udało się ocalić od zapomnienia przejmujące wiersze wnuczki generała Smorawińskiego, Ewy Bąkowskiej, która zginęła w katastrofie smoleńskiej. Wolno mieć nadzieję, że antologią tą zainteresują się przedstawiciele innych krajów, których twórczość trafiła do tej antologii. Wracając do głównej tematyki moich zainteresowań muszę wspomnieć, że nie ogranicza się ona do polskiej literatury i polskiej historii. Doktorat, który obroniłem na University of Michigan w roku 1965 był pracą z literatury porównawczej, m.in. amerykańskiej, którą zacząłem się interesować jeszcze mieszkając w Polsce. Zafascynowała mnie wtedy twórczość Ernesta Hemingwaya, którego powieści wprowadzał na rynek wspaniały tłumacz i znawca jego twórczości Bronisław Zieliński. Prostota i celność wyrazu, tak charakterystyczne dla stylu Hemingwaya, były na ograniczonym politycznymi przepisami polskim rynku literackim lat pięćdziesiątych rewelacją, a osobiste spotkanie z Ameryką moją fascynację dziełem tego pisarza podkreśliło. Studiując dzieje literatury amerykańskiej przekonałem się o wyjątkowości dzieła Hemingwaya, przy czym szeroko w Polsce eksponowane jego zainteresowanie polityczną lewicą Hiszpanii odsuwałem na dalsze miejsce, co zresztą nie przeszkodziło mi ogłosić moją pierwszą pisaną po angielsku pracę o “generale Golzu” – Świerczewskim. Z upływem czasu i nadmiaru innych zajęć mo-

gi, 2004, oraz międzynarodowa antologia Katyń w literaturze, 1995). Zainteresowania badawcze dzieli między literaturę polską i amerykańską jako autor m.in. wydanej po polsku biografii Ernesta Hemingwaya (1963) i wydanej po angielsku biografii Władysława St. Reymonta (1972); perspektywę jego badań najlepiej oddaje tytuł ostatniego tomu szkiców historycznych i literackich Widziane z Ameryki (2009). Czynnie zaangażowany w działalność w kręgach polonijnych (w 1976-87 przewodniczący Association for the Advancement of Polish Studies, w 1977-80 przewodniczący Komitetu Planowania Północnoamerykańskiego Studium Spraw Polskich, w 1983-89 członek zarządu Polskiego Instytutu Naukowego w Ameryce, od 1991 członek Komitetu Archiwum Wschodniego w USA), nadto członek wielu stowarzyszeń i towarzystw naukowych w Polsce, Europie i Stanach Zjednoczonych. – Nagroda im. Włady Majewskiej w kategorii za najlepszą książkę roku 2012 dla pisarza polskiego mieszkającego poza krajem Wojciech Karpiński – Twarze (Warszawa, Zeszyty Literackie) Książka, określana przez samego Autora (jak i przez wydawcę) jako “autobiografia duchowa”, przynosi szkice i eseje poświęcone “ludziom, książkom, obrazom, pejzażom”, które wpłynęły na jego sposób patrzenia na świat, przeżywania i interpretowania literatury i sztuki jako “sposobu porozumiewania się ze światem i odkrywania samego siebie”.

ZDJĘCIE:ARCHIWUM NOWEGO DZIENNIKA

Przegląd Polski gratuluje nagrodzonym przez Związek Pisarzy Polskich na Obczyźnie, a przede wszystkim prof. dr. Jerzemu Krzyżanowskiemu, związanemu z nami długoletnią współpracą. Jak podkreślił profesor w krótkiej rozmowie dla Przeglądu, kiedy poznał w Nowym Jorku Bolesława Wierzbiańskiego i ten zaproponował mu współpracę, “poczułem się zaszczycony tą propozycją, tak ważną dla młodego pisarza, jakim wówczas byłem”.

je zainteresowanie amerykanistyką zmuszony byłem pozostawić w odleglejszym planie. Zająłem się bliżej historią literatury polskiej, co w rezultacie skłoniło mnie do napisania książki o Reymoncie, niesłusznie usuwanym w cień. Ogłoszona przez Twayne Publishers spotkała się z dobrym przyjęciem, mimo malejącego tutaj zainteresowania historią literatury polskiej. Ja sam rozpocząłem dość intensywne prace dotyczące twórczości Sienkiewicza, co zbiegło się z wydaniem nowego tłumaczenia na angielski Trylogii. Blisko współpracując nad tym dziełem z W.S. Kuniczakiem opublikowałem pisany po angielsku swoisty przewodnik po Trylogii, który okazał się niezmiernie pożyteczny w popularyzowaniu tej polskiej księgi. Niestety przedwczesny zgon tłumacza spowodował zmniejszenie zainteresowania amerykańskiej krytyki dziełem Sienkiewicza, które mimo wszystko wróciło na półki biblioteczne po przeszło stu latach nieobecności. Studia nad literaturą zaprowadziły mnie do

rozpoczęcia własnej twórczości. Doszedłem do wniosku, że przeżywszy tyle fascynujących okresów i zmian, nazbierałem moc doświadczeń zasługujących na utrwalenie w formie literackiej, a skoro nigdy nie grałem ról przodujących warto oddać je w formie fikcji literackiej. Rozpocząwszy od skromnych opowiadań i nowelek pokusiłem się wkrótce na przejście do formy powieściowej i w rezultacie opublikowałem szereg powieści, z których wiele ma charakter autobiograficzny. Moje pisarstwo spotkało się z dobrym przyjęciem, toteż kontynuowałem powieściopisarstwo do ostatnich czasów, kiedy wiek i zmiana zainteresowań kazały tę formę ekspresji odłożyć. Mimo to nie zaprzestałem publikacji i właśnie w tych dniach ukaże się nowy tom zawierający zarówno eseje krytyczne, jak i opowiadania oraz sylwetki zmarłych przyjaciół. Tytuł zapożyczyłem od Conrada, który zawsze był dla mnie najwyższym autorytetem literackim. Brzmi on “Iść za marzeniem”.

Pamiętając o nauczycielach i mistrzach, którzy ukształtowali jego intelektualną osobowość, Autor przywołuje duchową tradycję, z której się wywodzi. Kreśląc portrety, m.in. Giedroycia, Czapskiego, Stempowskiego, Miłosza, Hertza, Herberta, Mycielskiego, opowiada też własną “prywatną historię wolności”, którą odnalazł w kontaktach z tymi wybitnymi osobowościami, wbrew reżimowemu zniewoleniu w PRL, i która pozwoliła mu odnaleźć się intelektualnie także na emigracji w 1982. Książka nawiązuje do wcześniejszych tomów Autora (m.in. Herb wygnania, 1989, czy Książki zbójeckie, 2009), ale jest chyba najpełniejszą rekapitulacją podjętych tam tematów i problemów.

loletni redaktor wydawnictwa PIASA i kwartalnika The Polish Review, prestiżowego pisma adresowanego do amerykańskiego świata naukowego zainteresowanego Polską i szeroko rozumianymi problemami polskimi w różnych dziedzinach nauki i życia społeczno-kulturalnego.

– Nagroda dla obcokrajowca za upowszechnianie kultury i literatury polskiej: dr Charles S. Kraszewski (USA) Laureat to szczycący się polsko-czeskimi korzeniami profesor-slawista, tłumacz na język angielski literatury polskiej, czeskiej, słowackiej, łaciny i greki. Przetłumaczył na angielski Dziady, część III Mickiewicza; Nieboską komedię Krasińskiego, Odprawę posłów greckich Kochanowskiego. Tłumaczył i publikował krytyczno-literackie teksty poświęcone m.in. Herbertowi, Gombrowiczowi, Miłoszowi, Barańczakowi, Witkiewiczowi, Wyspiańskiemu, Kochanowskiemu, Mickiewiczowi i Krasińskiemu. Jest autorem książki Polish 100. Polish Culture and Civilization, która została wyróżniona w Chicago przez National University Continuing Education Association. Wie-

Wysłuchał: AJD

– Nagroda za najlepsze opracowanie naukowe roku 2012 dotyczące kultury i literatury na emigracji: Oskar Stanisław Czarnik: W drodze do utraconej Itaki. Prasa, książki i czytelnictwo na szlaku Samodzielnej Brygady Strzelców Karpackich (19401942) oraz Armii Polskiej na Wschodzie i 2. Korpusu (1941-1946) (Warszawa, Biblioteka Narodowa) Książka jest obszerną monografią przedstawiającą działalność instytucji cywilnych i wojskowych na wschodnich szlakach wychodźstwa oraz we Włoszech w okresie II wojny światowej i pierwszych latach po jej zakończeniu. Stanowi rezultat wielu lat badań, opartych na szeroko zakrojonych kwerendach i poszukiwaniach materiałów często bardzo trudno dostępnych, wręcz ulotnych i unikatowych. Ocala dla badań w wielu dziedzinach – historii, literaturoznawstwa, socjologii – szereg zjawisk niezwykle ważnych dla kultury czasu wojny i tużpowojennego. Literatura przedmiotu jest w tej dziedzinie bardzo skromna (poza tomami wspomnień z tego wychodźczego i żołnierskiego szlaku), a na tym tle książka prof. dr. hab. Oskara Stanisława Czarnika ma charakter prawdziwie pionierski i stanowi nieocenione kompendium wiedzy.


GRUDZIEŃ 2013

DODATEK KULTURALNY nowego

Zbrodnie w sferach wyższych

dziennika

Przegląd Polski

O nas bez nas

11

MAREK KUSIBA – ŻABKĄ PRZEZ ATLANTYK

PIOTR FLORCZYK – LISTY Z LOS ANGELES

Tegoroczne Targi Książki w z początku XIX wieku. Sam Thackeray o swoKrakowie zdominowali tacy jej powieści tak pisał: “Atoli weźmy pod uwapisarze, jak: Grażyna Szapo- gę, że nasza powieść nosi tytuł Targowisko próżłowska (Ścigając pamięć), ności, a targowisko próżności to bardzo poMagdalena Różczka (Gwiaz- dejrzany rynek, pełen fałszu, obłudy, kłamstwa dy na dobranoc), Anna Dym- i szacunku dla pozorów”. Pasuje jak ulał do na (Warto mimo wszystko), Sta- naszego ryneczku autorów z przypadku lub zbyt nisław Mikulski (Niechętnie o sobie), Ewa Bu- rozdętego ego. Nie od dziś wiadomo, że każdy głupi potrakowska (Ja to ja, ty to ty), Karolina Korwin-Piotrowska (Bomba. Alfabet polskiego szoł- fi napisać książkę, nawet kucharską, a to wyżbiznesu), Maryla Rodowicz (Wariatka tańczy), sza szkoła jazdy. Już Adam Mickiewicz Ryszard Kalisz (Ryszard i kobiety), Marta Gry- wieszczył, że “trudniej jest dzień dobrze przecan (Dziennik smaków), Robert Lewandow- żyć, aniżeli spisać księgę”, ale jakoś nikt się ski (Pogromca Realu. Moja prawdziwa histo- tą wskazówką nie przejmuje. Georg Lichtenria) czy Krzysztof Hołowczyc (Piekło Daka- berg upominał, że “trzy puenty i jedno kłamru). Do stolików wyżej wymienionych auto- stwo czynią dziś pisarza”, ale on żył w osiemrów ustawiały się niebotyczne kolejki. O wie- nastym wieku. Dziś pisarza czyni jedna puenle mniejsze, minimalne wręcz kolejeczki usta- ta i trzydzieści trzy kłamstwa (na jednej strowiały się do takich, nikomu nieznanych ludzi nie). Dotyczy to zwłaszcza autobiografii. pióra i mózgownicy, jak: Julia Hartwig, Janusz Pseudopisarze nie czytają zazwyczaj Jose SaGłowacki, Michał Heller, Marek Krajewski, ramago, bo by wiedzieli, że “tajemnica pisarstwa polega na tym, że pisarstwo Dorota Masłowska, Szczenie skrywa w sobie żadnej tajempan Twardoch czy Āsa LarsPisać każdy umie, nicy”. A może ten ciąg na pióson. Gdy przed kilku laty zaa popisywać się – ro u aktorów, pragnących zostać pytałem przy jednym z taautorami, wziął się z aforyzmu kich długaśnych tasiemców, już nie każdy... Leca, który zauważył, że “aktor za czym kolejka ta stoi, powinien mieć coś do powiedzeusłyszałem oburzone: jak to za czym, za autografem pani Cichopek! Nie nia, nawet jeśli ma niemą rolę”? A więc mópytałem, kim jest pisarka Cichopek, bo nie wią, a raczej piszą, a kolejki się u ich stóp kłęchciałem usłyszeć wyzwisk pod swoim adre- bią, ślady dotyków z kart ich książek scałosem. Okazało się, że Kasia Cichopek jest ak- wują, a pisarze wysiadują niezauważeni przy torką, która postanowiła zostać pisarką. Aby swoich stolikach w poszukiwaniu czytelnika. pisarką zostać, jęła się opisania swoich prze- Coś jak z dramatu Luigiego Pirandella Sześć żyć związanych z ciążą i doradzić, jak wrócić postaci scenicznych w poszukiwaniu autora, tydo formy po urodzeniu dziecka. Być może dru- le że na odwyrtkę, czyli a rebours. Teraz poga odsłona jej pisarskiej kariery zawierać bę- staci sceniczne nie muszą poszukiwać autodzie porady, jak szybko wrócić do formy ak- rów – same nimi zostają. I jest w tym głębotorskiej po urodzeniu książki. Przed innym sto- ka mądrość. Francis Scott Fitzgerald, autor Wiellikiem, tym razem pisarki Kory, też kłębił się kiego Gatsby’ego, celnie zauważył, że pisarz tłum wielbicielek jej talentu (Kora, Kora. A i aktor mają wiele wspólnego: “Z pisarzem jest planety szaleją, pióra Kamila Sipowicza). Ko- jak z aktorem tragicznie uciekającym od włara nie jest debiutantką na scenie literackiej, wy- snego obrazu w lustrze: kręci się, wygina, oddała już tomik wierszy Krakowski Spleen oraz chyla do tyłu – i napotyka odbicie swojej twarzy w kryształowym żyrandolu”. biografię Podwójna linia życia. Ja tu sobie frywolę, gdy tymczasem w zaciSpodobał mi się komentarz z targów Manuli Kalickiej, autorki Zbrodni w sferach wyż- szach swoich garderób celebryci wstukują w szych, także pisarki, ale nie tak znanej, jak wy- klawiatury kolejne utwory. Oto 17-letni aktor mienione panie sceny i literatury: “Ścisk, Ma- z serialu Rodzinka.pl Maciej Musiał właśnie cierewicz, zaduch, kolejki do pseudoautorów, pisze książkę. Po co? Wyjaśnił w magazynie kucharek, Pawlikowskiej co pisać nie umie. W Show: “Miałem ją zamiar wydać, zanim skońtym siedzą poważni ludzie, dobrze piszący, o czę osiemnaście lat. Przed wakacjami napisaktórych nikt nie słyszał i nawet ich nie zagad- łem sto stron. Później jakoś się zablokowałem nie, bo zasłaniają ich kolejki do kucharki, Car- i nie wiem, czy zdołam ją dokończyć”. Doprawrolla, jednego z polskich wynalazków w lite- dy, byłaby to wielka strata dla rodzinki polskiej raturze światowej i Szwedów z szóstego na- literatury. Show must go on, panie Maćku, niech boru”. No cóż, pani Manulu, jacy autorzy, ta- pan pisze! A ja zajmę się tymczasem występakie targi, a raczej targowisko próżności. To mi w wodewilach. To zajęcie nie tylko lepiej zresztą także tytuł satyrycznej powieści Wil- płatne, ale i poważne: pisać każdy umie, a poliama Thackeraya o angielskim społeczeństwie pisywać się – już nie każdy... p

Skoro mowa o dzieciach, to warto wspoPrzez ostatnie dziesięć dni nie mogłem pływać w mnieć o tych coraz głośniejszych aferach, ulubionym basenie, bo jest gdzie maluchy grają w piłkę lub pobierają zamknięty z powodu re- lekcje muzyki, a na koniec wszyscy dostamontu. Jupitery nie działa- ją nagrody za sam udział, bo przecież nie ły od dłuższego czasu, to można Wojtusiowi powiedzieć, że koleżanprawda, ale ten fakt akurat ka Ewunia gra na flecie lepiej od niego. Gdzie mi nie przeszkadzał, cze- te czasy, kiedy literatura dziecięca przedstago nie można powiedzieć o zepsutych re- wiała bardzo proste, a jednocześnie pożyflektorach pod wodą. Wskakiwanie o świ- teczne historyjki, dzięki którym uśmiechnięcie do ciemnego basenu nie miało w sobie te pociechy dowiadywały się że niejedzenie nic z filmowych horrorów, aczkolwiek by- kalafiorów i innych paskudztw kończy się… łem świadkiem zderzenia dwóch pływaków, śmiercią. Dziesięcioletni Piotruś junior doktórzy nie dość, że ledwie utrzymują się staje zadyszki po przebiegnięciu dwudziena powierzchni lub koszą sąsiadów prosty- stu metrów, ale jego ojciec jest przekonany, mi rękami przy kraulu, to na dodatek są śle- że syn będzie co najmniej mistrzem olimpi jak krety i czarnej linii na dnie nie wi- pijskim w maratonie. No właśnie – może prodzą. Kto i ile razy składał skargę do wła- blemem są rodzice, którzy za wszelką cenę ściciela basenu, nim on postanowił zadzia- pragną być najlepsi w tym najtrudniejszym łać, można się tylko domyślać. Treningi jed- zawodzie, jakim jest rodzicielstwo? Ich ponak zostały zawieszone, więc narzekają nie tomstwo jest najpiękniejsze, najmądrzejsze tylko ci, którzy klęli na popękaną nieckę i najbardziej utalentowane – proszę spojrzeć lub zagrzybione szatnie, ale również zapa- na te oto cudowne bazgroły. Niestety z upływem lat dążenie do mistrzoleńcy, którzy walczą z czasem i naturą startując co tydzień w zawodach. Cóż, każdy stwa i przecenianie swoich możliwości chce być najlepszy, lub przynajmniej w wzajemnie się potęgują. Wyimaginowane maczymś dobry. Wierzę całym sercem, że pa- rzenia o wielkości dla niektórych oznaczanowie od remontu wiedzą, co robią. A je- ją nieustanną pogoń za kasą, mają mieć swożeli robotę spartaczą, to na pewno wysta- je odzwierciedlenie w rzeczywistości. Wiem coś o tym, bo piszę listy rekomendujące stuwię im wiarygodną opinię. Z opinią każdego, na każdy temat, liczyć dentom. Okres jesienny jest pod tym wzglęmuszą się dziś wszyscy. Tak, tajemniczy dem najgorszy. Niektórzy chcą pisać doktoklient straszy ekspedientki w sklepie; broń rat, więc zwracam się do kogo trzeba z prośboże, jeśli jedna z nich nie poleci czegoś bą o danie szansy na zmienienie świata na lepszy obywatelowi S. do dat ko we go, na lub obywatelce T. Co przykład drożdżóŚwiętej pamięci Philip Larkin ich łączy, to fakt, że są wek z masą czekomiał rację, pisząc, że tylko ge nial ni, pra co wi ci, ladową, po dwadzieobiecujący, i, co też jest ścia dolarów za sztumiłość z nas zostanie. ważne, mili i uprzejmi. kę, i już będzie doWysyłam te listy emanos, upomnienie, nagana. Niegdyś szefowie udawali, że nam pła- ilem lub wsadzam do przysłowiowych bucą, więc my udawaliśmy, że pracujemy, ale telek, licząc, że pomogą w zdobyciu pracy niedaleko pada jabłko od jabłoni, bo zmia- lub nagrody. Czy kiedykolwiek odmówiłem na ustrojowa wcale nie przeszkadza dzisiej- napisania takiego listu? Oczywiście, choć szym pracownikom biur w spędzeniu po- ubezpieczam się przed nieporozumieniami łowy dnia na przesuwaniu stosu papierków już na początku znajomości ze studentami, z jednego końca biurka na drugi. I z powro- oznajmiając, że oczekuję od nich wykonatem. Policja goni piratów drogowych, ale nia co najmniej dwustu procent normy. Ci, tylko pod koniec miesiąca, czyli w czasie którzy nie podołają wymaganiom – bo pies raportów i podsumowań. Ciekaw jestem, czy im zjada referaty, bo w dzień przed egzamiktoś by zareagował, jeśli złożyłbym skar- nem umarły im trzy babcie i pięciu dziadgę na policjanta, który niedawno wręczył ków lub po prostu nagminnie piją lub palą mi mandat za tak zwane nic, trzymając jed- trawkę – nie mogą liczyć na wsparcie. A reszną dłoń na pistolecie, co tylko potęgowało ta dostanie się na harvardy, zgarnie wszystmój stres i o mały włos nie doprowadziło kie pulitzery i niejednego granta dla geniudo tragedii, bo już miałem sięgnąć po po- szy. Ja tego przypilnuję. W końcu oprócz perzłacanego kałasznikowa, którego, tak na fekcyjnego wykonywania nawrotów koziołwszelki wypadek, trzymam za fotelem. A kowych potrafię też wspaniale pisać. Projak wytłumaczyć, że w jednej parafii ksiądz szę bardzo: powyższe wypociny spisałem rzebierze za chrzest parę groszy, a w innej po- telnie w ciągu czterech minut i ośmiu sekund, łowę najniższej krajowej? Złodzieje. Świę- co jest nie tylko rekordem świata na 400 metej pamięci Philip Larkin miał rację, pisząc, trów stylem zmiennym, ale również moim rekordem życiowym. p że tylko miłość z nas zostanie.

EK POLISH BOOKSTORE POLECA – ZADZWOŃ: (201) 355-7496 Joanna Bator: Ciemno, prawie noc Reporterka Alicja Tabor wraca do Wałbrzycha, miasta swojego dzieciństwa. Osiada w pustym poniemieckim domu, z którego przed laty wyruszyła w świat. Dowiaduje się, że od kilku miesięcy w Wałbrzychu znikają dzieci, a mieszkańcy zachowują się dziwnie. Rośnie niezadowolenie, częstsze są akty przemocy wobec zwierząt, w końcu pojawia się prorok, Jan Kołek, do którego w biedaszybie przemówiła wałbrzyska Matka Boska Bolesna. Alicja ma zrobić reportaż o zaginionej trójce dzieci, ale jej powrót do Wałbrzycha jest także powrotem do dramatów własnej rodziny. s. 524, 26.00 dol.

WWW.EKBOOKSTORE.COM

Encyklopedia Solidarności. Opozycja w PRL 1976-1989. Tom 1 Encyklopedia Solidarności, przygotowana wspólnie przez Stowarzyszenie Pokolenie, Oficynę Wydawniczą Volumen i Instytut Pamięci Narodowej, publikowana w tzw. systemie holenderskim, stanowi największe kompendium wiedzy na temat działalności opozycji w PRL w latach 1976-1989. Tom 1 wersji książkowej Encyklopedii zawiera 1130 biogramów i haseł rzeczowych. Rafał Abratański we wstępie napisał: “Ten cud nie byłby możliwy bez Ojca Świętego Jana Pawła II, dzięki któremu w czerwcu 1979 roku, podczas pierwszej pielgrzymi do Ojczyzny “zobaczyliśmy ilu nas, poczuliśmy siłę i czas”. s. 531, 40.00 dol.

Witold K. Ławrynowicz: Kiedy krwawią kwiaty “Wiktor i Halina po ucieczce z rąk bolszewickiej Czeki próbują ułożyć sobie życie na nowo. Osobno. On wraca do rodziny i służby w wojsku. Ona zostaje sanitariuszką w pociągu sanitarnym. Tymczasem pewna grupa bolszewików przygotowuje niezwykle niebezpieczny zamach na najwyższe dowództwo polskie. Może on przesądzić o losach wojny. Wiktor zostaje więc wysłany z tajną misją w samo jądro bolszewickiej burzy. Musi odnaleźć i unieszkodliwić zamachowców. s. 496, 25.00 dol.

Agnieszka Niegowska (red.): Zaczęło się w Polsce 1939-1989 Ilustrowany album analizujący historię naszego kraju od początku II wojny światowej do odzyskania niepodległości przez Polskę w 1989 roku. Imponująca liczba zdjęć, niektóre z nich bardzo rzadko można zobaczyć w postaci książkowej reprodukcji. Książkę tworzą rozdziały: Paweł Wieczorkiewicz: Między dwoma wrogami (1939-44), Jan Żaryn: Komunizm po polsku (1944-56), Łukasz Kamiński: Polskie miesiące (1956-80), Antoni Dudek: Karnawał (1980-81), Henryk Głębocki: Wojna z narodem (1981-89), Jan Szarek: Świat wobec stanu wojennego. Książkę wydano w dwóch językach: po polsku i po angielsku. s. 236, 40.00 dol.


Ze świata kultury 12 Przegląd Polski

DODATEK KULTURALNY nowego

dziennika

GRUDZIEŃ 2013

notatnik grudniowy MORGAN LIBRARY

themorgan.org; 225 Madison Ave. i 36 St., NY 3 XII Charles Dickens’s A Christmas Carol (do 12 stycznia 2014); a także koncerty z cyklu Caroling at the Morgan: 13 XII – godz. 6:30-8:30 wiecz., 15 XII – godz. 3:005:00 ppoł., 20 XII – godz. 6:30-8:30 wiecz., 22 XII – godz. 3:00-5:00 ppoł.

METROPOLITAN MUSEUM OF ART metmuseum.org; 1000 5th Ave., NY

Cleopatra’s Needle (do 8 czerwca 2014) 11 XII Ink Art: Past as Present in Contemporary China (do 6 kwietnia 2014) 18 XI The American West Bronze, 1850-1925 (do 13 kwietnia 2014) 3 XII

11 XII

NJPAC Newark, NJ njpac.org; 1 Center St. Newark, NJ 14 XI Home for Holiday – nominowany do nagrody Grammy gitarzysta John Pizzarelli wystąpi z New Jersey Symphony Orchestra oraz New Jersey High School Holiday Chorus w świątecznych standardach; godz. 8:00 wiecz.

ZDJĘCIE: ARCHIWUM

STATE THEATRE, NJ

Krystyna Dąbrowska i Łukasz Jarosz zostali laureatami pierwszej edycji Nagrody im. Wisławy Szymborskiej. Otrzymali statuetki autorstwa Anny Grzywy i Marcina Przybyłki oraz podzielą się sumą 200 tysięcy złotych. Do nagrody nominowanych było pięciu twórców: Krystyna Dąbrowska, Łukasz Jarosz, Justyna Bargielska, Krzysztof Karasek i Jan Polkowski. Kapituła nagrody, której przewodniczył prezes Polskiego PEN Clubu Adam Pomorski, wybrała ich spośród blisko 200 tomów poetyckich wydanych w 2012 roku. Nazwiska zwycięzców ogłoszono 16 listopada podczas gali w Małopolskim Ogrodzie Sztuki w Krakowie. Uroczystość otworzył film z Wisławą Szymborską, recytującą wiersz pt. Okropny sen poety. Następnie głos zabrała Teresa Walas, członkini zarządu Fundacji Wisławy Szymborskiej, która przedstawiła ideę nagrody.”Dzięki niej twórczość poetycka zostanie doceniona, a głos poezji, na ogół słabo słyszalny, zabrzmi donośniej” – powiedziała. Potem zaprezentowano sylwetki wszystkich nominowanych do nagrody autorów. Na zakończenie gali wiersze laureatów odczytali Anna Polony i Jerzy Trela. Honorowy patronat nad galą objął prezydent RP Bronisław Komorowski.

LITERACKIE NAGRODY LISTOPADA Nagroda Goncourtów, najważniejsze wyróżnienie literackie we Francji, trafiła do rąk 62-letniego Pierre’a Lemaitre. Jury wysoko oceniło jego powieść Au revoir la-haut, której bohaterami są byli żołnierze – kombatanci I wojny światowej. Choć sama nagroda wynosi 10 euro, pisarz może liczyć na ogromne zyski ze sprzedaży powieści. Natomiast Dylan Thomas Prize w wysokości 46 tysięcy dolarów, przyznawana pisarzom i poetom poniżej 30. roku życia, przypadła amerykańskiej autorce Claire Vaye Watkins. Watkins wyróżniono za znakomity zbiór opowiadań zatytułowany Battleborn. Jedna z jurorek, Allison Pearson, powiedziała: “Podczas gdy Alice Munro, wybitna propagatorka krótkiej formy, otrzymała w tym roku literackiego Nobla, my odkryliśmy kolejną mistrzynię opowiadań w postaci Claire Vayne Watkins”. Z kolei Samuel Johnson Prize w dziedzinie literatury faktu odebrała w Londynie Lucy Hughes-Hallett, autorka książki The Pike – fascynującej biografii włoskiego poety i faszystowskiego polityka Gabriele’a D’Annunzio.

KINO EUROPY W Cottbus zakończył się 23. Festiwal Filmowy, podczas którego wyświetlono 150 filmów z 38 krajów. W tym roku organizatorzy imprezy skupili się na filmach niemieckich i wschodnioeuropejskich. Za najlepszy obraz uznano dzieło Aleksandra Waledinskiego The Geographer Drank His Globe Away, którego bohaterem jest Wiktor (w tej roli Konstanty Kabenski), nękany kłopotami dnia codziennego nauczyciel geografii. Najlepszym reżyserem okazał się Jurij Bykow, twórca thrillera The Major opowiadającego o korupcji w śro-

dowisku rosyjskich policjantów. Jury studenckie nagrodziło młodego polskiego reżysera Bodo Koxa za film Dziewczyna z szafy, natomiast w kategorii filmów krótkometrażowych wygrał Psubrat w reżyserii Marii Zbąskiej. Tymczasem podczas festiwalu filmowego w greckich Salonikach Złotego Aleksandra zdobył hiszpańsko-meksykański dramat The Golden Cage, którego twórcą jest Diego Quemada-Diez. Film opowiada historię nielegalnych imigrantów meksykańskich w Stanach Zjednoczonych.

STULECIE CAMUSA W listopadzie minęła 100. rocznica urodzin wybitnego pisarza i filozofa francuskiego Alberta Camusa. Camus, autor Dżumy, Obcego, Upadku i Mitu Syzyfa, był w 1957 roku zdobywcą literackiego Nobla, którego przyznano mu za “ogromny wkład w literaturę ukazującą znaczenie ludzkiego sumienia”. Camus urodził się w Algierii, w ubogiej rodzinie analfabetów. Studiował filozofię, był członkiem Francuskiej Partii Komunistycznej, przyjaźnił się z Jean-Paulem Sartrem. W roku 1960 zginął w wypadku samochodowym. W Aix-en-Provence przygotowano wystawę poświęconą twórczości Camusa i nową inscenizację sztuki Obcy opartej na jego słynnej powieści.

świat jej milczenia i świat pozostałych bohaterów”. Z kolei węgierski teatr Csiky Gergely z Timisoary wystawił współczesną sztukę Gardenia Elżbiety Chowaniec. Gardenia ilustruje losy czterech kobiet należących do tej samej krakowskiej rodziny, ale do czterech różnych pokoleń.

PORTRET Z KONIEM W TLE Brytyjski fotograf Spencer Murphy został laureatem Taylor Wessing Photography Prize i odebrał czek w wysokości 16 tysięcy dolarów. Jury pod przewodnictwem Sandy’ego Nairne’a, dyrektora National Portrait Gallery w Londynie, nagrodziło portret znanej dżokejki Kate Walsh. Zdjęcie zrobione zostało tuż po wyczerpującym wyścigu. Nairme wyjaśnił: “Fotografia ta doskonale ukazuje przeżycia i doświadczenia wszystkich dżokejów. Ma w sobie niezwykłą moc”.

POLSKA W PEKINIE

W stolicy Chin zakończył się Festiwal Kultury Polskiej. Podczas wystawy Kapryśna warstwa Chińczycy zapoznali się z twórczością młodych neosurrealistów: Tymka Borowskiego i Pawła Śliwińskiego, natomiast ekspozycja Poland-Kraków Design Trip była zwieńczeniem wizyty chińskich twórców w Krakowie. Miłośnicy muzyki klasycznej mieli okaTEATRALNIE W TIMISOARZE zję wysłuchać utworów Chopina, PenderecW Timisoarze zakończył się Festiwal Te- kiego, Moniuszki i Bacewicz. Chińską Orkieatrów Europejskich Eurothalia. Wzięli w nim strą Symfoniczną dyrygował Łukasz Bronoudział artyści z Niemiec, Chorwacji, Polski, wicz, a koncerty solowe zagrali: Julia KociuWęgier, Rumunii, Szwajcarii i Holandii. Pol- ban i Jan Lisiecki, 18-letni pianista urodzony skę reprezentował Krzysztof Garbaczewski w Kanadzie. Odbył się także pokaz mody Dwa ze spektaklem Iwona, księżniczka Burgunda. smoki, na którym oryginalne kreacje zapreReżyser wyjaśnił: “To miks formy teatralnej zentowała młoda projektantka Katarzyna i filmowej, w której kamera pozwala nam na Skórzyńska. bardziej intymne wejście w świat Iwony, w OPR.: MAŁGORZATA MARKOFF

statetheatrenj.org; 15 Livingston Ave., New Brunswick, NJ

Salute to Vienna – New Year’s Eve Concert – w wyk. The Strauss Symphony of America pod dyr. Christiana Schultza; w programie m.in.: walce Straussa, polki, arie z operetek, np. Wesoła wdówka; godz. 6:00 wiecz. 31 XII

CATHEDRAL BASILICA OF THE SACRED HEART cathedralbasilica.org; 89 Ridge St., Newark, NJ 18-19 XII The FortThird Annual Christmas Carol Sing (jeden z najwspanialszych koncertów bożonarodzeniowych w północnym New Jersey); godz. 8:00 wiecz.(drzwi otwarte o godz. 7:00 wiecz.)

CARNEGIE HALL carnegiehall.org; 881 7th Ave., NY

Koncert Orpheus Chamber Orchestra; w programie: Mozart, Händel, Fine; godz. 7:00 wiecz. 8 XII Christmas in Vienna – bożonarodzeniowy program przedstawi sławny chór chłopięcy z Wiednia; godz. 2:00 ppoł. 10 XII Anne-Sophie Mutter wraz z nowojorskimi filharmonikami wystąpi z programem składającym się tylko z utworów Antoniego Dworzaka; m.in.: Koncert skrzypcowy i Symfonia z Nowego Świata; godz. 7:30 wiecz. 12 XII Mesjasz Händla w wykonaniu zespołu Musica Sacra (ten sam koncert będzie powtarzany w innych terminach); godz. 8:00 wiecz. 17 XII Świąteczny koncert w wykonaniu The Princeton Nassons – zespołu założonego przed ponad 70 laty, jednego z najstarszych chórów uniwersyteckich w Stanach Zjednoczonych; godz. 8:00 wiecz. 7 XII

ST. THOMAS CHURCH saintthomaschurch.org; 1 W 53rd, NY 19 XII koncert kolęd wykonaniu kościelnego chóru; w programie: utwory z XV i XVI w., oraz bożonarodzeniowe pieśni Benjamina Brittena; godz. 5:30-6:30 wiecz.

CATHEDRAL CHURCH OF ST. JOHN THE DIVINE info@stjohndivine.org; 47 Amsterdam Avenue i 112th Street, NY

Catedral Christmas Concert; godz. 7:00-9:00 wiecz. New Year’s Eve Concert for Peace; godz. 7:009:00 wiecz. 14 XII 31 XII

Miesi´czny dodatek kulturalny nowego dziennika

www.dziennik.com/przeglad-polski Redaguje: Jolanta Wysocka jw@dziennik.com


Nowy Dziennik 2013/11/29 Przegląd Polski