Issuu on Google+

ISNN 2080-7325

LIPIEC SIERPIEŃ

2010

FASHION WEEK POLAND

FASHION DESIGNER AWARDS NIE MA DLA NIEGO GRANIC

Marc Jacobs

6

MARZENIE O MAGICZNEJ WIOSCE wywiad z Konradem Parolem

RÓŻOWY FETYSZYSTA Maurycy Gomulicki

ILUSTROWANIE MODY


Wszystko płynie Tfuj, jak gorąco, a za kilka dni wyjdzie nowy numer, robiony w 3 tygodnie, w tym sesje, teksty, wypożyczenia, zlecenia, reklamy, projektowanie – jak wariaci. Szaleństwo – tak myślałam. Było gorąco. Życie ucieka, a lato z nim. Zobaczymy je na zdjęciach. Na zewnątrz ludzie topią się w upale, w redakcji spalają w amoku. Biegają, krzyczą: O rany! Czy zdążymy? „Będzie dobrze” myślałam, ale to Ty zweryfikujesz, co się nam udało, a co uda się kolejnym razem. Napisz to w liście do redakcji. Nie obrazimy się, będziemy wdzięczni, nagrodzimy. I zaprzyjaźnimy się, dowiemy się o sobie więcej. Bo poznajemy się znów, na nowo. Stare jest za nami, nowe gdzieś jeszcze czeka, nie do końca odkryte. Znajdźmy je razem. Wskakuj na pokład. Płyniemy!

Magdalena Daniluk redaktor naczelna Dilemmas Magazine

1


Redaktor Naczelny Magdalena Daniluk magda@dilemmas.pl Redaktor Prowadzący Marta Dudziak marta@dilemmas.pl Dyrektor Wydawniczy Agnieszka Gniotek agnieszka@dilemmas.pl Asystent redakcji Grzegorz Mikrut Współpracownicy Małgorzata Bałdowska, Patrycja Fitzet Magdalena Fomienko, Katarzyna Karpowicz Sylwia Kiertowicz, Adam Kruczek Marek Neumann, Rafał Nowak Anna Rok, Joanna Wedman Wydawca Word&Mind Magdalena Daniluk magda@dilemmas.pl Dział reklamy Krystian Skumiał k.skumial@dilemmas.pl Agnieszka Gniotek agnieszka@dilemmas.pl Zdjęcie na okładce

yń ł P

barko moja

4-21

sesja: Płyń barko moja...

22-25

dylemat numeru czekolada o smaku utopii

anna rok

26-33

młodzi zdolni Marzenie o magicznej wiosce konrad parol

34-39

Wydarzenia Aleja gwiazd i gwiazdeczek

agnieszka gniotek

40-42

WydarzEnia złote metropolis paczka ywna kreat paczka

kreatywna

agnieszka gniotek fot. Adam Kruczek

Projekt i skład

paczka kreatywna

paczka kreatywna

43-45

Wydarzenia Awangarda w cieniu fabryki paczka ywna kreat Robert

. Jabłoński./ Max Fudali

Dilemmas Magazine / Word & Mind ul. Rydygiera 8 01-793 Warszawa d@dilemmasmagazine.pl tel/fax:  022 568 20 40, 022 568 20 40 Redakcja Dilemmas Magazine nie zwraca materiałów nie zamówionych, zastrzega sobie prawo redagowania nadesłanych tekstów i nie odpowiada za treść zamieszczonych reklam. Przedruk zamieszczonych tekstów i zdjęć jest dozwolony jedynie za zgodą wydawcy.

marta dudziak

46-47

Wydarzenia sukienka z tesco

agnieszka gniotek

48-53

wydarzenia polska moda na krakowskim przedmieściu

marta dudziak


54-56

Wydarzenia Światła metropolii na piotra drzała

agnieszka gniotek

58-61

Wydarzenia Lexus fashion awards

112-118

Dilemas poleca sztuka

119-121

Dilemas poleca design

62-69

Legendy nie ma dla niego granic marc jacobs

marta dudziak

122-127

70-73

Kroniki londyńskie prawdziwy start

agnieszka gniotek

128-129

sztuka różowy fetyszysta

75-77

wydarzenie ilustrowanie mody

marta dudziak

78-81

Beauty Nie rób sobie krzywdy

małgorzata bałdowska

82-85

do it yourself neonowy byk

patrycja fitzet

86-99

joanna wedman

Dilemmatogram Czesław mozil

130-131

w sieci Vintage cat

132-139

w mieście nasza mokotowska

agnieszka gniotek

140-143

Kroniki towarzyskie zaprosili nas... Misztela, Drzał, Malewicz, ściegi ręczne, Sudzik

sesja: zatrzymane w czasie

144-148

100-105

Trendy

street fashion: białystok

106-111 Blog: świat zofii

149 Konkurs

150-151 Kupuj taniej: kupony rabatowe

3


SESJA

ń y ł P

bar

Nareszcie lato. I wakacje. Chcemy jak najszybciej uciec z dusznego, pełnego spalin miasta. Zwłaszcza stołecznego. Nie każdemu jest to jednak dane, nie każdemu teraz. W mieście można jednak być i nie-być jednocześnie. Zwłaszcza jeśli mamy do dyspozycji rzekę. Na przykład Wisłę. Proponujemy lato na barce. Przycumowanej w Porcie Czerniakowskim czy pod Mostem Świętokrzyskim. Wstajemy rano, schodzimy po trapie, jedziemy do pracy. Kiedy wracamy do naszego pływającego domu, znowu jesteśmy na urlopie. A skoro wypoczywamy na barce, proponujemy set marynarskich inspiracji. Są różne sposoby na udane wakacje!

4


rk moja o sara koszulka second hand; spódnica justyna chrabelska, 530 zł; perły bebe, 69 zł; buty aldo, 299 zł menachem koszula zara, 99 zł; spodnie diesel, 499 zł; okulary rayban, 399 zł; bransoletki - własność stylisty

5


SESJA

a j o bar m ko

sara sukienka justyna chrabelska, 850 zł; skarpetki bebe, 29 zł; buty aldo, 299 zł; chusta, biżuteria - własność stylisty

6


sara body justyna chrabelska, 360 zł; spodnie rinascimiento, 99 zł; torebka, 69 zł; buty aldo, 299 zł; brelok reserved, 6 zł; zegarek mango, 359 zł; chusta - własność stylisty menachem t-shirt river island, 39 zł; szorty river island, 139 zł; buty aldo, 259 zł; pasek tommy hilfiger, 299 zł; okulary rayban, 399 zł

7


SESJA

sara top joanna paradecka, 100 zł; szorty joanna paradecka, 250 zł; torebka aldo, 69 zł; biżuteria - własność stylisty

8


menachem t-shirt Zara, 79 zł; spodnie h&m, 49 zł; okulary rayban, 399 zł; buty aldo, 259 zł

y ń ł P

b a

rko

a j o m 9


SESJA

sara spodnie justyna chrabelska, 360 zł; top oasis, 89 zł; łańcuch river island, 59 zł

10


sara sukienka justyna chrabelska, 850 zł; skarpetki bebe, 29 zł; buty aldo, 299 zł; chusta, biżuteria - własność stylisty menachem t-shirt river island, 39 zł; spodnie diesel, 499 zł; buty aldo, 259 zł; okulary rayban 399 zł

11


SESJA

yń ł P

a bar moj ko

sara spódnica joanna paradecka, 150 zł; body river island, 99 zł; biżuteria river island, 79 zł; buty aldo, 299 zł menachem spodnie diesel, 499 zł; marynarka zara, 289 zł; buty aldo, 259 zł; okulary rayban, 399 zł

12


sara żakiet joanna paradecka, 300 zł; kombinezon mango, 169 zł; buty Mango, 299 zł; torebka benetton, 89 zł; bransoletka india shop, 29 zł; pierścionek river island, 59 zł; podkolanówki - własność stylisty 13


SESJA

14


ba

ko moja

r

ń y ł P

sara sukienka joanna paradecka, 150 zł; zegarek mango, 359 zł

15


SESJA

sara spodnie justyna chrabelska, 360 zł; top oasis, 89 zł; łańcuch river island, 59 zł 16


sara spodnie justyna chrabelska, 360 zł; narzuta river island, 59 zł; łańcuch river island, 79 zł menachem t-shirt river island, 39 zł; marynarka zara, 289 zł; spodnie diesel, 499 zł; okulary rayban, 399 zł

17


SESJA

18


y ń ł P

b o rk a

m oja

sara koszulka second hand menachem koszula zara, 99 zł; bransoletki - własność stylisty 19


SESJA

Justyna Chrabelska (www.justynachrabelska.com) Joanna Paradecka (www.paradecka.com)

ń y ł P

20

zdjęcia modele stylizacja makijaż plener

a j o bar m ko

Adam Kruczek Sara Maria / Estelle Models Menachem Marta Dudziak www.bohovictim.blox.pl Małgorzata Bałdowska SWiCH Szkoła Wizażu i Charakteryzacji www.szkolawizazu.edu.pl Barka Josuku Port Czerniakowski Warszawa

Dziękujemy Joannie Sucheckiej-Kucharuk i Sebastianowi Kucharukowi (www.josuku.pl) za gościnę w ich domu oraz Warszawskiemu Towarzystwu Wioślarskiemu za pomoc przy realizacji sesji.


sara narzutka justyna chrabelska, 200 zł, spodenki river island, 139 zł; okulary rayban, 399 zł 21


Czekol dylemat numeru

o smaku utopii

Zajrzyj do kuchennych szafek, sprawdź ubraniowe metki – jaka część tego, co kupujesz pochodzi z Europy? Nawet jeśli na opakowaniu Twojej ulubionej czekolady jest napisane „Made in Poland”, skąd pochodzi ziarno kakaowe? Kawa z Gwatemali, bawełna z Indii, banany z Kostaryki, uprawiane i zebrane przez ludzi, o których prawie nic nie wiesz. Większość z nich żyje w ubóstwie, a pieniądze, które zarabiają, nie pozwalają im wysłać dzieci do szkoły, zapłacić za wizytę u lekarza, ani odłożyć choć trochę na starość. Wielu z nich pracuje ponad siły, kilkanaście godzin dziennie, często ryzykując swoje zdrowie, a czasem nawet życie. W skomplikowanej machinie światowej gospodarki stanowią najsłabsze ogniwo. 22


lada Ale wcale nie musi tak być.

Idea Sprawiedliwego Handlu powstała z potrzeby zbudowania uczciwej, partnerskiej relacji między tymi na początku, i na końcu drogi, którą przemierza każdy produkt. Jedna z najpopularniejszych definicji mówi, że jest to „zorganizowany ruch społeczny, który wykorzystuje podejście rynkowe, aby poprawiać sytuację mieszkańców krajów rozwijających się oraz promować zrównoważony rozwój”. I choć na początku wszyscy powtarzali, że to czysta utopia, w 2007 r. światowy rynek produktów Sprawiedliwego Handlu wart był 2.3 miliarda euro i dostarczał środków do życia ponad 1.5 miliona rodzinom w 58 krajach. Dziś podobnych inicjatyw, promujących przejrzystość, poszanowanie praw człowieka i wspierających rozwój społeczny, jest coraz więcej, ale to Sprawiedliwy Handel przetarł im szlaki. Przełomowym momentem było stworzenie w 2002 r. międzynarodowego znaku Sprawiedliwego Handlu. Charakterystyczny zielono-niebieski znak

umieszczany jest na produktach, które zostały wyprodukowane z poszanowaniem ściśle określonych standardów.

Fair Trade Sprawiedliwy Handel Czego możemy być pewni, wybierając produkt ze znakiem Sprawiedliwego Handlu? Po pierwsze, poszanowania podstawowych praw człowieka. Przy uprawie kawy czy bawełny pochodzącej ze Sprawiedliwego Handlu nie pracują dzieci, nie ma tam pracy przymusowej czy zagrażających życiu warunków. Po drugie, uczciwego zarobku producenta. System Sprawiedliwego Handlu gwarantuje producentom cenę minimalną, niezależną od wahań rynku, która pozwala im utrzymać siebie i rodzinę, a także racjonalnie planować przyszłe działania. 23


dylemat numeru

Po trzecie, wsparcia rozwoju społecznego. Oprócz ceny minimalnej, każda spółdzielnia otrzymuje dodatkową premię, której wysokość zależy od ilości sprzedanych produktów. Pieniądze te przeznaczane są na inwestycje ważne z punktu widzenia całej społeczności, np. budowę szkoły czy certyfikację w ramach rolnictwa ekologicznego. Wiem, co sobie teraz myślicie: W Polsce trudno kupić produkty ze znakiem Sprawiedliwego Handlu, a nawet jeśli można je nabyć, to są bardzo drogie. Nie do końca jest to prawdą. Na szczęście. Ale po kolei... Znak Sprawiedliwego Handlu możecie znaleźć na opakowaniach wielu różnych produktów: od kawy i herbaty, przez czekoladę, cukier i orzechy, po owoce, soki i wino. A oprócz jedzenia, również na piłkach, bawełnie i kwiatach. Nie wszystkie z nich w Polsce będzie wam łatwo znaleźć, ale z kawą, herbatą i czekoladą nie powinniście mieć większych problemów. Nawet jeśli w pobliżu nie ma sklepów czy kawiarni, 24

w których można je kupić, zawsze zostaje internet. I oczywiście silna presja konsumencka! Z cenami kwestia jest bardziej skomplikowana. Wartość „surowca” to często tylko niewielka część ostatecznej ceny produktu. Przykładowo: w przypadku kubka latte w kawiarni – sprawiedliwa latte zazwyczaj kosztuje tyle co nie-sprawiedliwa. Cena oczywiście zależy od tego, do czego ją porównujemy. Produkty Sprawiedliwego Handlu to faktycznie „wyższa półka”. Nie tylko pod względem ceny, ale przede wszystkim jakości. Wreszcie, w Polsce niestety produkty Sprawiedliwego Handlu są droższe niż w innych krajach. Prostu za mało ich kupujemy i dlatego większość jest sprowadzana od niemieckich i brytyjskich dystrybutorów, zamiast bezpośrednio. Ale to można zmienić. Zresztą na prawach człowieka (i dobrej kawie), nie warto oszczędzać. Ania Rok Grupa eFTe Warszawa


Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o tym, czym jest Sprawiedliwy Handel, sprawdzić adresy polskich sklepów i zobaczyć, co jeszcze możecie zrobić, najlepiej zajrzeć na stronę polskiej Koalicji Sprawiedliwego Handlu www.fairtrade.org.pl

25


M arzenie o MŁODZI ZDOLNI

wiosce

magicznej

Nie ma w nim krzty zarozumiałości. Nie jest buńczuczny, choć pewny siebie. Mający świadomość podążania we właściwym kierunku. Zamiast rysować i malować, wolał wymyślać suknie z piłeczek pingpongowych i drutu. Zamiast załamać się po kradzieży swoich dwóch damskich kolekcji, postanowił spełnić swoje marzenie i stworzyć męską. Boi się tylko jednego: że mógłby nie robić tego, co kocha najbardziej.

Z Konradem Parolem spotykam się w warszawskiej “Karmie”. Szybko odgaduję, dlaczego tutaj. Siadamy w oknie. On opiera się o poduchy. U mnie trochę gorzej z komfortowym ulokowaniem. 15-centymetrowe platformy dają o sobie znać. 26

Udaję, że o nich zapomniałam. Rozmawiam z autorem jednego z najciekawszych pokazów tegorocznego Fashion Week Poland. Konrad Parol mówi o sobie „chcę zostać wiecznym dzieckiem”. To oznacza spotkanie z osobą o nieograniczonej wyobraźni.


fot. Krzysztof Wyżyński model: Filip Jankowski / AMQ models

Marta Dudziak: Jak ważna jest pasja? Konrad Parol: Jest najważniejsza. Nie wiem, czy można robić cokolwiek, wkładać w to serce - bez pasji. Dosyć często spotykam ludzi, którzy jej nie mają. Są wykształceni, chodzą do pracy, ale w tym, co robią brakuje celu. Miałem ogromnego farta w życiu. Mam pasję, którą mogę przełożyć na życie zawodowe. Kiedy coś mi nie wychodzi, wali się, czy ktoś mnie okrada, to zostaje mi właśnie moja pasja. Nie wiem, czy potrafiłbym projektować bez niej. Ona jest moim napędem. Decyduje o tym, że warto iść do przodu, mimo że czasem dostaję solidnie po tyłku.

MD: Jak zaczęła się twoja modowa fascynacja? KP: Zawsze miałem zacięcie do działań artystycznych: malowania, rysowania. Byłem zdolny, a wydawało mi się, że jestem wyjątkowy. Kiedy trafiłem do liceum plastycznego, okazało się, że są zdolniejsi. Poza tym moja babcia była krawcową. Opowiedziała mi, że kiedy byłem niemowlakiem, położono przede mną kilka przedmiotów: piłkę, książkę, nożyczki, centymetr. Złapałem nożyczki i centymetr. MD: Skąd wzięły się słynne piłeczki pingpongowe? KP: Byłem trzeci rok w liceum. Pojechaliśmy na plener malować 27


MŁODZI ZDOLNI

fot. Konrad Ciok

i rysować. Szukałem czegoś, w czym byłbym dobry, bo straciłem już nadzieję na zostanie wybitnym malarzem. Automatycznie zabrałem się za modę. Wtedy narodziły się piłeczki. Suknia z nich zrobiona była moim pierwszym pomysłem na ciuch, choć pozostała tylko w sferze fantazji i niedomówień. MD: Twoje wykształcenie modowe? KP: Nie istnieje. Skończyłem liceum plastyczne. Potem wybierałem się na ASP do Łodzi, ale spotkałem kilku absolwentów tej uczelni oraz pewną projektantką, która spędziła tam rok. Powiedziała mi, że to absolutnie skostniała instytucja, że niczego się tam nie nauczę. Po czterech latach rysowania, malowania i rzeźby miałem tego dość. Chciałem tworzyć, projektować, pracować z tkaniną i konstrukcją. Alternatywą było studium policealne w Warszawie, które okazało się całkowitą porażką. Po pół roku wiedziałem, że nic z tego nie będzie. Poszedłem na staż do Maćka Zienia. Dopiero wtedy zetknąłem się z prawdą o zawodzie projektanta mody. Zrozumiałem, że trzeba zarobić na pracownię, czynsz i tkaniny. Skończyłem z fantazjami 28

i bujaniem w obłokach. Staż dał mi dużo pod względem doświadczenia biznesowego. W międzyczasie bawiłem się dodatkowo w kostiumografa. Zawsze chciałem tworzyć, ale de facto nie mogę legitymować się papierkiem projektanta mody. W sferze fantazji chodzi mi jeszcze po głowie Londyn i St. Martins. MD: Jak dostać się na staż? KP: Znalazłem stronę Maćka, jego telefon i maila. Nie należę do najodważniejszych. Zasłoniłem się mailem. Napisałem, że projektuję, że go podziwiam, i że chciałbym odbyć staż. Maciek dał mi 2 tygodnie na przygotowanie kolekcji tematycznej. Zrobiłem etno-orientalną kolekcję inspirowaną Afryką. Bardzo się spodobała, więc spędziłem u Maćka rok. Z tego co wiem, byłem jego najdłużej pracującym stażystą. Być może byłem dobry i miał ze mnie pożytek, a być może tak oporny, że potrzebowaliśmy aż roku, aby coś we mnie zakwitło. MD: Twój pierwszy pokaz mody? KP: Prezentacja na zakończenie liceum. Zaprojektowałem dwie sukienki. Jedną do noszenia, drugą z folii i drutu.


MD: Zdobyłeś dwa wyróżnienia w konkursie „Złota Nitka”. Czy coś to zmieniło w twojej karierze? KP: Zupełnie nic. Nie oszukujmy się. Byłem zaskoczony, gdyż zdobyłem wyróżnienie jury medialnego. Miałem przekonanie, że ten fakt mi pomoże. Zadzwoniłem po konkursie i zapytałem, co robimy dalej. Powiedziano mi, że konkurs się skończył, i że następny będzie za rok. Spytałem, czy będą mnie promować. Usłyszałem, że mogę powiesić dyplom na ścianie. Pomaga mi samozaparcie i kontakty ze stylistami. Męczenie ich: „przyjedź, zobacz, weź”. MD: Jakie cechy powinien mieć projektant mody w Polsce? KP: Idealnie, gdyby miał bogatych rodziców, ale nie każdy jest szczęściarzem. Determinację, bo ten zawód jest niewdzięczny, a jesteś tak dobry, jak twoja ostatnia kolekcja. Ważna jest cierpliwość i pokora. Jeśli ktoś jest nastawiony na sławę, blichtr i popularność powinien zmienić zawód, bo ten jest ciężki. Przydałaby się jeszcze odrobina talentu. MD: Skąd pomysł na Rebelsów? KP: O projektowaniu dla mężczyzn myślałem od dawna. Tworzyłem dla kobiet, a w mojej głowie rozwijał się pomysł na męską kolekcję. Bardzo się jednak bałem. Po różnych perypetiach, kiedy moja eks-agentka w Londynie ukradła mi dwie damskie kolekcje, miałem rok depresji. Nie miałem pieniędzy na nową kolekcję, więc nie miałem czego pokazać. Wtedy wziąłem się za modę męską. „Rebelsi” to kolekcja pod którą podpisuję się całkowicie. Jest moim kręgosłupem i moim ID.

Jestem próżny, ale wszyscy jesteśmy, i wszyscy chcemy się podobać. Chcę się podobać. Jak coś zakładam czy projektuję to chcę, żeby było to unikatowe i żeby ludzie się tym zachwycali. MD: Na ile ważne są dla ciebie trendy? KP: Kiedy projektowałem dla kobiet, liczyły się tylko one. Szyłem coś zgodnie z trendami, które trzy miesiące później okazywały się nieaktualne, więc kobiety tego nie chciały. Kiedy zacząłem tworzyć modę męską, trendy przestały mnie interesować. Dziś siadam nad projektem i zastanawiam się, co chciałbym włożyć. Myślę wyłącznie o podkreśleniu własnego ego, własnych ambicji i próżności. W modzie męskiej chcę trendy wytyczać. Szukam własnej drogi, czegoś, czego jeszcze nie było. MD: Wolisz projektować dla kobiet czy dla mężczyzn? KP: Zdecydowanie dla mężczyzn. Mam zlecenia od klientek i podejmuję się ich, ale... projektowanie dla facetów jest fantastyczne. Mam skompletowaną całą garderobę. Wszystko mogę założyć. Chodzę w swoich projektach, a nie w tym, w czym widzę pół Warszawy. Mam coś unikatowego i frajdę, że to zaprojektowałem. W projektowaniu dla mężczyzn nie ma sztucznego napinania się i nerwów. Jedynym kryterium jest to, czy coś mi się podoba. Tylko tym się sugeruję. MD: Masz swoich fashionowych idoli? KP: Ewa Minge na przykład (śmiech). Sprawdzałem. Od każdego projektanta można się czegoś nauczyć. 29


MŁODZI ZDOLNI

K

30

O

N

R

A

D


P

A

R

fot. Krzysztof Wyżyński model: Filip Jankowski / AMQ models O L

31


MŁODZI ZDOLNI

fot. Krzysztof Wyżyński model: Filip Jankowski/ AMQ models Ja uwielbiam detale ubrań. Junya Watanabe, Comme des Garçons, Nicolas Ghesquiere, Rick Owens i Ricardo Tisci. MD: Jaką osobą trzeba być, aby nosić Parola? KP: Pewną siebie, bo moje rzeczy zwracają uwagę otoczenia, trzeba się pewnie w nich czuć. Nie można bać się wzroku innych, być skrępowanym. Trzeba być osobą majętną, bo szycie na miarę w Polsce nie jest tanim sportem. Aby nosić moje rzeczy trzeba

32

być trochę hedonistą, nastawić się na czerpanie z życia garściami. Mieć świadomość, że liczę się ja i moje przyjemności. MD: Co cenowo znaczy nosić Parola? Ile kosztuje bluzka z metalowymi wtrętami i gladiatorki? KP: Bluza 680 zł. Gladiatorki to bardzo unikatowa rzecz. Kosztują 1100 zł. Została mi ostatnia para i zamknęli fabrykę. To bolączka projektantów w Polsce. Jak chcesz coś zrobić, okazuje się, że nie ma siły fachowej


która mogłaby wykonać projekty. Bardzo żałuję, bo miałbym sporo zamówień z zagranicy. Tymczasem wraz z zamknięciem fabryki przepadły też szablony. MD: Gdzie można kupić twoje rzeczy? KP: Bezpośrednio u mnie, co jest najbardziej opłacalne. W butiku RS1, w SPOT.Design w Poznaniu, do niedawna w RS4 w Starym Browarze w Poznaniu. MD: Myślisz o własnym butiku? KP: Raczej nie. To są ogromne nakłady finansowe. Wiem, co chcę projektować. Nie chce kompromisów w celu zarobienia na czynsz i krawcową. Posiadanie butiku jest dla mnie obecnie niemożliwe. Wolę z nimi współpracować. Zresztą, nawet gdybym miał nieograniczone możliwości finansowe, nie wiem czy zdecydowałbym się na butik w Polsce. Tutaj z moich rzeczy sprzedaje się jakieś 10-15%. Reszta wędruje zagranicę. MD: Powiedziałeś kiedyś, że jesteś marzycielem i realistą w jednym. To można połączyć? KP: Niewykluczone, że tak powiedziałem. Brzmi to nawet sensownie. Marzycielstwo mam we krwi. Starając się funkcjonować zawodzie muszę godzić jedno z drugim. Nie mam nieograniczonych środków finansowych. Każda moja kolekcja musi zarobić na następną. Chciałbym być 100%-owym marzycielem, nie przejmować się księgowością i rachunkami. Póki co, marzyciel dominuje nad realistą. I mam nadzieję, że będzie mnie dalej wspierał i dopingował. Czuję jednak, że prędzej

czy później przyjdzie realizm i trzeba będzie się zastanowić nad sobą. MD: Myślisz, że Twoje miejsce to Warszawa? KP: Nie, jakoś nie. Miło tu być teraz, ale jednak ciągnie mnie dalej. Do magicznej wioski, w której ludzie chętnie ubieraliby się u mnie i byliby tym zachwyceni. Jestem zafascynowany Orientem i Azją. Tam upatruję swojego miejsca. Tam chciałbym mieć swój kąt na ziemi. Już zostawiłem tam część siebie i mam nadzieję, że wrócę. MD: Tak na koniec. Twoje marzenie? KP: O marzeniach nie mówi się głośno. Chciałbym robić to, co robię, ale żeby to przynosiło większe zyski. Wystarczy, że będę się w stanie utrzymać, opłacić czynsz, że starczy na tkaniny i będę mógł realizować kolekcje. Chciałbym nie zatracić siebie i się „nie sprzedać”. Wydaje mi się, że jestem od tego wolny, ale nigdy nie wiadomo. MD: Tego Ci życzę. I tej magicznej wioski, gdzie mieszkańcy będą zachwyceni twoimi projektami.

33


WYDARZENIA

FASHION WEEK Energetyzujący, kończący polski Fashion Week pokaz Nuno Gama

34

Al


leja gwiazd

i gwiazdeczek Fashion philosophy – pod tym hasłem po raz drugi odbył się w Polsce Fashion Week. Program tej niezwykłej imprezy, gromadzącej całe polskie, a nawet środkowoeuropejskie środowisko modowe podzielony został na trzy części: konkurs o nagrodę Złotej Nitki i sekcję Off Out of Schedule, o których piszemy oddzielnie, oraz Aleję Projektantów, którą uznać można za program główny festiwalu. Towarzyszyły im wystawy, konferencje prasowe, performances i akcje w przestrzeni publicznej odbywające się w różnych miejscach Łodzi, jednak centrum wydarzeń stanowiły Targi Łódzkie. Aleja Projektantów czyli sztafeta prawie dziesięciu dziennie pokazów, rozgrywających się od wczesnego popołudnia do północy, to niemal kompletna panorama tego, co w bieżącym roku działo się, i jeszcze dziać się będzie w polskiej modzie.

Joanna Paradecka Żywiołowo i energetycznie

35


WYDARZENIA

Mix biżuterii Giebułtowskiego i odzieży Koryckiej

36


Znalazły się tu propozycje uznanych sław naszego rodzimego kreatorstwa, między innymi duetu Paprocki&Brzozowski, Joanny Klimas czy Natalii Jaroszewskiej, prezentacje kolekcji gości zagranicznych, takich jak Eymeric François, Agatha de la Prada czy Nuno Gama oraz propozycje pochodzące ze środka naszej modowej sceny autorstwa Marcina Giebułtowskiego, Joanny Paradeckiej, Łukasza Jemioła czy Michała Szulca. Z tego zestawu najciekawsze, najbardziej dopracowane, konsekwentne i oryginalne okazały się propozycje Klimas, Paradeckiej i biżuterii Giebułtowskiego. Intrygowały też koncepcje najmłodszych, serwowane najwcześniej, niejako na zaostrzenie apetytu. Zaostrzały zdecydowanie. Najbardziej te autorstwa Anny Pitchouginy i Olgi Szynkarczuk. W przestrzeni hali, gdzie odbywały się pokazy przygotowano także showroom. Można było tam z bliska zobaczyć część prezentowanych na wybiegu kolekcji, jak również zapoznać się z propozycjami innych, przede wszystkim młodych, eksperymentujących ciągle projektantów. W ich przypadku szczególnie uwagę zwracały nieco barokowe propozycje Alicji Czarnieckiej oraz fascynujące, wykonane z naturalnych skór modele Kamila Nowaka, androgyniczne czy unisex, ale bardzo prowokujące w kontraście prostoty kroju z ozdobnością faktury.

W duchu etno kolekcja Joanny Klimas

37


WYDARZENIA

Agata Ruiz de la Prada po raz drugi w Polsce

38


Obecność showroomu ratowała trochę sytuacje organizacyjnie, choć stanowiła pociechę chyba tylko pierwszego dnia imprezy. Niemiłosiernie długie przerwy pomiędzy pokazami goście wypełniali szczegółowo lustrując zaaranżowane przez projektantów butiki oraz siebie wzajemnie. W kolejnych dniach festiwalu pozostawała już wyłącznie konsumpcja w barze i specyfikowanie wzrokiem współtowarzyszy naszej ekskluzywnej niedoli. Agnieszka Gniotek

Sylwester Krupiński W duchu etno w kolekcja Alei Projektantów Joanny Klimas

39


WYDARZENIA

Złote

Metropolis

Zwycięska kolekcja Liquid Karoliny Gleguły

Złota Nitka to najstarszy konkurs dla młodych projektantów mody. Kiedyś był konkursem jedynym, obecnie ma coraz liczniejszą konkurencję, niemniej utrzymuje swój prestiż. Do grona jego laureatów należą m.in. Maciej Zień i duet Paprocki&Brzozowski, żeby przypomnieć tylko wybitne nazwiska z kilku ostatnich lat. Tegoroczna edycja potwierdziła, że o tę nagrodę warto zabiegać, zwłaszcza, że od ubiegłego roku konkurs jest międzynarodowy i mieści się w programie Fashion Week Poland. Projektanci konkurowali w dwóch kategoriach: pret-a-porter (klasycznej) i premiere vision (eksperymentalnej). Wieczór prowadzony przez Novikę i Michała Piróga przysporzył niemało 40

Cossack, Wioletty Wołczyńskiej- Bryćko

In my Mind Karoliny Marczuk

emocji. W sumie zobaczyliśmy 20 pokazów, symetrycznie rozdzielonych na obie kategorie. Obserwowała je licznie zgromadzana publiczność, jury i siedzący na widowni gość specjalny - Kenzo Takada, który na konferencji prasowej bardzo chwalił kreatywność polskich projektantów, zwłaszcza Kamilii Gawrońskiej-Kasperskiej. Ale o tym za moment. 18 edycja Złotej Nitki w kategorii pret-a-porter przyniosła nagrodę Karolinie Glegule za kolekcję „Liquid”. Karolina jest absolwentką Wydziału Tkaniny i Ubioru na łódzkiej ASP. Wcześniej studiowała także wzornictwo przemysłowe. Być może to miało wpływ na „architektoniczny” kształt jej kolekcji, bardzo silnie osadzony w konstrukcji, a inspirowany biologiczno-futurystycznym minimalizmem stararchitektki


Metropolis, Kamili GawrońskiejKasperskiej. zwycięzca w kategorii premiere vision, laureat Złotej Nitki od Jury Kreatorów i Jury Medialnego

The Eclipse, Alisy Bieniek

Zahy Hadid. Nagroda nie jest pierwszą w jej dorobku. Kolekcją „Fikcja i rzeczywistość baroku” zdobyła I miejsce na Gryf Fashion Show w 2007 r. a w konkursie Projektant Roku 2009 została wyróżniona przez Jury za projekty dla firmy Modesta. Nagrodzona kolekcja utrzymana w gamie szarości i granatów, skomponowana z dużą dbałością o szczegół i dopełniona wysmakowanymi dodatkami (torebki, buty), oparta została na wysokiej jakości tkaninach. Jury Medialne wytypowało do nagrody kolekcję Anety Zielińskiej „Echo”. Aneta zwyciężyła już z nią na tegorocznym Cracow Fashion Awards. Projektantka jest absolwentką liceum plastycznego, gdzie przede wszystkim interesowała ją rzeźba, następnie studiowała w SAPU. Preferuje klasyczną linię i romantyczne

Kolekcja 4AM, Anny Ziemniak

dodatki, nie stroni od subtelnie używanej symboliki. Jej kolekcję cechowała prawdziwa elegancja i bardzo wysublimowana prostota. W kategorii premiere vision zwyciężyła Kamila Gawrońska-Kasperska i jej „Metropolis”. Bez wątpienia było to najważniejsze wydarzenie tegorocznej Złotej Nitki. Kolekcja skupiła uwagę wszystkich i wywołała najwięcej komentarzy. Po raz pierwszy pokazana została jako zwycięska propozycja na tegorocznym Festiwalu Sztuk Wizualnych Inspiracje w Szczecinie. Obserwując ją wtedy, wyraziłam swoją zdecydowaną dezaprobatę, także na łamach Dilemmasa. Nie wycofuję się z tej opinii. Nie muszę, ponieważ „Metropolis” ze Szczecina i „Metropolis”z Łodzi to dwie różne kolekcje. Po szczecińskich doświadczeniach 41


WYDARZENIA

42

HEroSHE The Warrior, Asi Wysoczyńskiej

Dolls Katarzyny Ochockiej

Luminescencja Agnieszki Rymarczyk

Gawrońska-Kasperska całkowicie ją zmieniła. Ocalały może ze trzy modele, i atrakcyjna, autentyczna myśl przewodnia, wywiedziona z futurystycznego filmu. Jednak ta inspiracja została głębiej przemyślana, mocniej przesączona przez osobowość autorki, dopełniona dodatkową czerwienią, która początkowo nie była planowana. Projektantka dopracowała całość, bardziej skupiła się na konstrukcji i detalach. Większą wagę przyłożyła także do samego pokazu, w Szczecinie zrealizowanego po prostu niechlujnie. Wygrana w Złotej Nitce jest w tym przypadku absolutnie zasłużona. Jest to także medal za odwagę i pewność siebie w odniesieniu do własnej koncepcji. Znacznie łatwiej zapewne byłoby wycofać się z nieudanej i niezbyt przychylnie przyjętej kolekcji, niż przyznać się do niedopracowania, raz jeszcze wejść w „zgraną” już ideę

i przerobić ją na prawdziwą perełkę. Moje uznanie. Na zakończenie dodać trzeba, że jury postanowiło przyznać także wyróżnienia. Otrzymały je kolekcje Wioletty Wołczyńskiej-Bryćko, Anny Ziemniak, Martyny Lipińskiej i Pauliny Bonaszewskiej oraz Katarzyny Ochockiej. Zwieńczeniem wieczoru był pokaz gościa specjalnego konkursu Roksolany Boguckiej, najbardziej rozpoznawalnej projektantki Ukrainy, ubierającej m.in. premier Julię Tymoszenko. Coraz częściej na polskich wybiegach oglądamy ukraińskie propozycje, nieco dla nas egzotyczne, bardzo ozdobne i dekoracyjne. Choć się podobają, to chyba nie będą stanowić inspiracji dla naszych kreatorów. Agnieszka Gniotek


WYDARZENIA

Awangarda

Nie wszystko jest takie, jak być powinno. Nie wszystko jest tym, do czego przywykliśmy. Nie zawsze szwy są ukryte, a materiał podszyty. I nigdy nie wiadomo, czego się spodziewać. OFF Out of Schedule zaskoczył i pokazał, jak ogromne jest zainteresowanie czymś, co w Polsce mogłoby się wydawać nie do przyjęcia.

w cieniu fabryki Od zeszłego roku mamy w naszym kraju dni mody z prawdziwego zdarzenia. W maju Łódź po raz drugi stała się siedzibą rodzimego Fashion Week. Zawsze krytykujemy i lamentujemy. Tym razem nie ma powodów. Że zabrakło, że nie było, że coś pominięto. Niepominięto. Największy malkontent mógł znaleźć na tej imprezie coś dla siebie. Były pokazy mody, showroomy, wystawy fotografii, warsztaty i codzienna fashionweekowa prasa. Codziennie, przez 2 godziny industrialne wnętrza Uniontexu (Elektrownia i Bielnik) były tłem dla części alternatywnej, ukrywającej się pod nazwą OFF Out of Schedule. Każdego dnia na wybiegu można było zobaczyć

Mężczyzna oczami Sylwii Rochały fot. materiały organizatorów 43


WYDARZENIA

Michał Łojewski w akcji fot. Marcin Głowacki Kolekcja Basi Marek fot. materiały organizatorów

po 3 kolekcje polskich designerów awangardowych, idących po prąd, mniej wydeptaną drogą, ku radości wszystkich tych, którzy już zaczęli lub dopiero zaczynają poszukiwać mody niszowej, ekstrawaganckiej i odmiennej. OFF Out of Schedule stał się platformą innego spojrzenia na modę. Był odejściem od unifikacji i przewidywalności, na rzecz zaskakujących połączeń stylów, faktur i kolorów. To wizja mody, która do odbiorcy często nie trafia lekko i od razu. Prezentowana nie jako pokaz, ale performance, w formie instalacji i w showroomach. Warto było ją poznać oraz tych, którzy za nią stoją. Warto było zobaczyć „łódzki off”, w którym mieszały się z sobą i koegzystowały: fotografia,moda, sztuki wizualne i taniec. Awangarda ruszyła na wybieg 7 maja 2010 r. W dniu najważniejszego polskiego konkursu dla projektantów, w południe swoją kolekcję pokazała Sylwia Rochala. Projektantka pojmująca modę, jako wolność kreacji i doceniająca w niej brak jakichkolwiek zahamowań. Po niej swoją off’ową (bo była też nie-off’owa) kolekcję zaprezentowała Anna Pitchougina. 44

Rosjanka mieszkająca w Polsce, studentka łódzkiej ASP, która w ubiegłym roku odbyła 3,5 miesięczny staż u Dereka Lama. Ostatnim pokazem pierwszego dnia była kolekcja absolwentki łódzkiej ASP Basi Marek, inspirowana japońskim komiksem. Następnego dnia swoje propozycje prezentował Michał Łojewski, minimalista i współzałożyciel (wraz z Anią Kuczyńską) anti-fashionowego brandu UEG. Obco brzmiące UEG to skrót od włoskiego „usa y getta”, co oznacza „użyj i wyrzuć”. Kolekcja to białe, estetyczne i podlegające rozkładowi kreacje, na których w finale projektant malował czarną farbą nazwę kolekcji „White Pornography”. Potem oglądaliśmy Mateusza Wójcika aka Plastikowy. Bardzo młody (rocznik 89’) łódzki projektant mody, który poza projektowaniem pisze i rysuje, na pokazie zaprezentował kobiecą szarość, czerń i pastelowy błękit. Ostatnim pokazem drugiego dnia na Tymienieckiego była kolekcja Grzegorza Matląga znanego jako Maldoror, którego modę nazywa się amalgamatem krawiectwa, recyclingu i fast fashion. Jego kolekcja była bez wątpienia kierowana do kobiet odważnych, pragnących i umiejących się wyróżniać.


Po pokazie kolekcji Marty Siniło. fot. Marta Dudziak Dzień później, jako pierwsza swoją kolekcję zaprezentowała Marta Siniło - absolwentka łódzkiej ASP i stylistka współpracująca z wieloma magazynami i portalami modowymi. Siniło pokazała delikatną wizję kobiecości, inspirowaną kwiatem magnolii. Po niej na wybiegu pojawiły się modelki w strojach od Konrada Parola, który swoją modą nie chce szokować. Nie chce też podążać za globalnymi opiniami. Z ciekawością dziecka wymyśla za to nietuzinkowe projekty, jak ten, który pokazał - odwołujący się do zagubionego plemienia, tworzącego okrycie z tego, co znajdzie. Ostatnim pokazem dnia była kolekcja Ani Kuczyńskiej - wielkiej postaci polskiej mody, która wypracowała prawdziwie własny styl. Nazwany „ozdobnym minimalizmem” charakteryzuje się prostymi cięciami oraz kobiecymi kształtami. Pisał o nim nawet Vogue.com. Najnowsza kolekcja Ani Kuczyńskiej obfitowała w nonszalancko noszone - jak nazywa je sama projektantka - mieszczańskie ubrania. Ostatniego dnia, wśród offowych pokazów mody można było zobaczyć kolekcję Pauliny Plizgi, której pojedyncze egzemplarze garderoby i biżuterii trafiają do butików w Nowym Jorku, Paryżu i Tokio. Plizga zaprezentowała modowy performance, podczas którego malowała spódnice i sukienki modelek. Potem był pokaz Face of Jesus in my soup, brandu za którym stoi Tomasz Partyka&Kasia Pielużek.

Wspólnie tworzą modę dla ludzi pewnych siebie i swoich przekonań. Partyka&Pielużek jak poprzedniczka, zaprezentowali performance, w którym główną rolę zagrały dzianiny. Kolekcja Mysikrólika - brandu założonego przez Martynę Czerwińską (absolwentkę krakowskiej Szkoły Artystycznego Projektowania Ubioru) zamknęła cykl pokazów awangardowych. To, co zaprezentował Mysikrólik było subtelne i delikatne. Głównym motywem pokazu były przeciwdeszczowe płaszcze z koronkowej ceraty, na których widok aż chciało się deszczu. Pokazom mody towarzyszyły instalacje studentów Katedry Ubioru ASP oraz wystawa Young Fashion Photographers Now, na której swoją wizję mody zaprezentowali: Konrad Jakubowski, Marcin Twardowski, Justyna Klein, Magda Lipiejsko, Magda Olek, Kasia Rucińska, Sebastian Ćwik, Kasia Czarnecka, Marcin Kosakowski oraz Kamil Zacharski. Off znaczy alternatywny, inny. Odmienność może wzbudzać pewną obawę, choć wystarczyło przyjść, aby przekonać się, że inność ma też drugie oblicze. Fascynuje, inspiruje, tworzy nowe możliwości i poszerza horyzonty. Trzeba tylko pozwolić jej się ponieść. Marta Dudziak Off’owa Anna Pitchougina. fot. materiały organizatorów 45


WYDARZENIA

IE

NKA

Z

?

Tesco

?

U S K

Supermarket nie jest sklepem, w którym szukamy markowych, atrakcyjnych ubrań. Na tym polu potrafi jednak zaskoczyć Tesco. Kilka razy już tak zrobiło, wchodząc w alins z dobrymi, choć popularnymi markami, które dedykowały swoje kolekcje specjalnie dla tego supermarketu.

W sezonie jesienno-zimowym w Tesco znajdziemy kolekcje F&F Black i F&F Blue. Marka F&F współpracę z supermarketem zaanonsowała pokazem mody zorganizowanym 20 maja 2010 r. na warszawskim Torwarze. Kolekcje zgodne w duchu z trendami światowych wybiegów, oprócz odzieży zawierały również bieliznę oraz mnóstwo dodatków. Było obficie. Choć nie to było najważniejsze, to jednak warto zauważyć obiektywnie, że pokaz mógł się podobać. 46


Dwupoziomowy wybieg, ciekawe wizualizacje, profesjonalny modeling i atrakcyjna reżyseria kolejnych wyjść gwarantowały dużą przyjemność uczestniczenia w tym wydarzeniu. Same kolekcje były zdecydowanie miejskie. F&F to wygoda i użyteczność. To stroje do biura, na spacer, niezobowiązujące spotkania towarzyskie. Propozycje wieczorowe F&F nie załamały tej linii. Hasłem przewodnim były inspiracje Nowym Jorkiem, który posłużył tu jako pewien znak szerzej pojętej, dużej, zatłoczonej, atakującej tysiącem dźwięków i reklam metropolii. W propozycjach silnie zauważalny był trend militarny, złagodzony – jako, że F&F to marka brytyjska - stylem wiktoriańskim, podkreślonym falbanami. Także tutaj oglądaliśmy anonsowany już przez wszystkich na przyszły sezon come back mody maxi, w spódnicach i sukienkach. W wersji F&F ciekawie zestawionych z ciężkim obuwiem i futrzanymi swetrami. Kolekcja adresowana do masowego odbiorcy, cechowała się też bezpiecznymi, pasującymi

do wszystkiego dodatkami w kolorze czarnym, które uszlachetniały wygląd całości. Maxi długość, lansowana powszechnie wydłużona sylwetka, lejące się, suto drapowane kroje, sprzyjają powrotowi bardzo kobiecych materiałów: satyny, jedwabiu i szyfonu. Koncepcja popularnej marki to: „dla każdego coś dobrego”. Tak więc w propozycjach na nadchodzący sezon z casualowej linii F&F Blue znalazł się wygodny styl wagabundy z długimi, grubymi dzianinami o zróżnicowanych fakturach oraz luźnymi kożuchami. Warstwowe stylizacje, wełniane, szerokie kominy w połączeniu z płóciennymi, zwiewnymi, żabotowymi sukienkami, skutecznie podpatrzone u Roberto Cavalli, wydały się wszystkim adekwatną do naszego klimatu propozycją, ocieploną dodatkowo kremowymi barwami, pudrowym różem oraz całą paletą wszechobecnych dziś szarości. Lekką zmianę klimatu zasugerowano w linii Minimal F&F Black. Tu proponowano proste sylwetki o regularnych kształtach, cygaretki, trapezowe sukienki oraz męskie, delikatnie oversize’owe płaszcze. Z materiałów: tweed, wełna oraz satyna. F&F to zdecydowanie przystępne ceny. Komunikaty marki podkreślają też, że w ich propozycjach możemy liczyć na naprawdę dobrą jakość. To jednak należy sprawdzić w Tesco. Sądząc „na oko”, teza ma szansę się potwierdzić. Agnieszka Gniotek 47


Polsk

WYDARZENIA

„Pollock” Eweliny Ulaneckiej fot. Robert Cegiełko 48


mod

na Krakowskim Przedmieściu Cały dzień pokazów mody, konkursów i prezentacji. Warsaw Fashion Street stał się platformą, na której spotykają się ludzie, którzy modą żyją i są na co dzień z nią związani z tymi, którzy nic sobie z niej nie robią, ale są jej ciekawi. Od początku, a więc od 6 lat, impreza odbywa się pod hasłem przewodnim. Tym razem filmowym. Kino, postaci filmowe i muzyka Tym inspirowali się młodzi projektanci, którzy wzięli udział w „fashionstreetowym” konkursie New Look Design 2010. Zespół Dilemmasa był na widowni i... nie osiągnął jednomyślnego werdyktu. W efekcie powstał obóz sympatyzujący z Anetą Zielińską - tegoroczną absolwentką krakowskiej SAPU, która na majowym konkursie Złota Nitka zaprezentowała ciekawą kolekcję „Echo’’. Tym razem odwołała się do „Pianisty’’ Polańskiego. Konkursową kolekcję oparła na klasycznej konstrukcji i symbolice. Spokojnie, melancholijnie i na duży plus.

Slav Novosad i jego damsko - męska kolekcja fot. Robert Cegiełko

49


WYDARZENIA

Drugi obóz zachwycił się kolekcją „Ksenomorfic’’ Kamili Majcher, inspirowaną filmem „Obcy”. Majcher jest absolwentką łódzkiej ASP, która szczególną uwagę zwraca na konstrukcję, jakość tkaniny i pomysłowość. W efekcie połączenia tych czterech elementów powstała fascynująca i zagadkowa kobieta w szarości i czerni. Wspólnie zwróciliśmy uwagę na „Pollocka” Eweliny Ulaneckiej. Oryginalnego, abstrakcyjnego, czerpiącego z malarstwa twórcy action painting - Jacksona Pollocka. Ulanecka stara się przekraczać granice. Tworzy w sposób nowatorski. Eksperymentuje, wprowadza magię i tajemnicę w swoje jedwabne krepy, muśliny i satyny. Zwycięską okazała się kolekcja naszego czwartego „typowania” - Iwony LeliwyKopystyńskiej, inspirowana filmem „Sherlock Holmes”. Kopystyńska jest projektantką odrzucającą to, co odpychające, niewygodne i poważne. Jej projekty obfitują w nietypowe cięcia oraz połączenia szlachetnych tkanin. W konkursie Talent Warsaw Fashion Street pokazanych zostało 7 kolekcji. Nam przypadł do gustu pokaz Aleksandry Markowskiej, z którą wywiad zamieścimy w następnym numerze. Markowska pokazała kolekcję „Kobiecość przede wszystkim’’. Jej bohaterką jest dojrzała i świadoma siebie kobieta wojowniczka. Paradująca w eleganckich, a jednak doprawionych odrobiną luzu ubraniach. Zwróciliśmy też uwagę na kolekcję Wioli Wołczyńskiej-Bryćko „Cossack” i zwycięzką propozycję duetu Wilki Dwa 50

Kolekcja Slava Novosada fot. Robert Cegiełko


Fashion Design, który ceni sobie dobre krawiectwo, szlachetność tkanin, niekonwencjonalne konstrukcje i minimalizm. Zwracającym uwagę elementem kolekcji była nadająca anonimowości i tajemniczości wenecka maska. Jako, że święto mody zwie się Warsaw Fashion Street, nie mogło zabraknąć mody rodem z ulicy. W programie imprezy pojawiły się konkursy, mające na celu pokazać styl osób, które tego dnia pojawiły się na Krakowskim Przedmieściu. Konkurs nazwany Fashion People komentował „na gorąco” naczelny polski stylista Tomek Jacyków. W podobnym stylu utrzymany był konkurs „Autokreacja”, w którym ci, którzy mają własny, niekonwencjonalny styl pojawili się na wybiegu, w przygotowanych wcześniej outfitach. W obfitym programie imprezy uwagę redakcji Dilemmasa zwrócił pokaz kolekcji Slava Novosada. Modele i modelki pojawiły się na wybiegu nie tylko w odzieżowych projektach designera, ale też w jego fantazyjnych okularach. Jako jeden z niewielu pokaz miał bardzo ciekawą choreografię. Z innych pokazów polskich projektantów spodobały nam się kolekcje Mariusza Przybylskiego i duetu One Eighty. „Cold Revolution” Przybylskiego to mocna, buntownicza kolekcja dla pewnych siebie mężczyzn, zaś One Eighty to propozycja zwiewnych, delikatnych kobiecych kreacji. Totalnie nietuzinkowy i pokazujący, że moda wcale nie musi być młoda w sensie dosłownym, był pokaz

Kolekcja Kamili Majcher fot. Robert Cegiełko 51


WYDARZENIA

stylizowany przez organizatorkę Warsaw Fashion Street Dorotę Wróblewską wraz z Grzegorzem Blochem. Na wybiegu pokazali się ci, „których włosy już niemal przyprószyło siwizną”, ubrani w shirty z napisami typu „I am jazzy”. Po wybiegu poruszali się tanecznym krokiem. „Młodzi Duchem” zebrali najwięcej oklasków. Było radośnie, żywiołowo i energetycznie. Co na minus? Z pewnością obuwie modelek. Czasem połamane obcasy i bijące po oczach metki na podeszwach. Może czasem muzyka, pod kątem repertuaru, nie nagłośnienia. Bądźmy szczerzy, Warsaw Fashion Street to bardzo fajny pomysł na czerwcową niedzielę. Na spotkanie z modą. I pokazanie, że nasi rodacy potrafią. Tworzą i szukają swoich dróg, a ulica staje się coraz bardziej kolorowa. Czekamy na więcej takich niedziel. Bo póki co ta, w kalendarzu warszawskich imprez, jest jedyna. Marta Dudziak

Małgorzata Kożuchowska na pokazie Macieja Zienia fot. Grzegorz Mikrut 52


Inspiracja „Pianistą” Anety Zielińskiej fot. Robert Cegiełko

53


WYDARZENIA

Wielu młodych projektantów mody czekało w napięciu na wyniki tegorocznej edycji Fashion Designer Awards. Szczególnie dziesiątka finalistów. 27 maja 2010 r. na scenie Soho Factory w Warszawie zaprezentowali swoje mini-kolekcje, pretendując tym samym do licznych nagród przewidzianych w konkursie. W II edycji Fashion Designer Awards projektanci musieli zmierzyć się z tematem „Urban pret-a-porter - inspiracje metropoliami świata”. Walczyć o uznanie zdecydowało się 240 uczestników, nie tylko z Polski, ale także z Francji, USA, Irlandii, Białorusi czy Turcji. Do półfinału jury wytypowało 20 z nich. Dwudziestka ta zaprezentowała swoje mini-kolekcje w kwietniu, na pokazie mody zorganizowanym w warszawskich 54

Złotych Tarasach. Po nim było już wiadomo, że w finale znaleźli się: Aleksandra Kawałko, Bernadeta Mędrak, Martyna Grajkowska, Aleksandra Bajer, Małgorzata Komorowska-Ryzińska, Piotr Drzał, Estera Tajber-Boiteux, Adrian Warzyniak, Damian Konieczny


Suknia z kolekcji Sabriny Pilewicz i Alicja Zdebska. W takiej właśnie kolejności zobaczyliśmy ich propozycje w Soho. Każdy przedstawił trzy modele, które wnikliwie analizowali jurorzy: Georges Hobeika (projektant, honorowy przewodniczący jury), Tomasz Ossoliński (projektant), Natalia Jaroszewska (projektantka), Joanna Klimas (projektantka), Marianna Tomaszko (projektantka), Łukasz Jemioł (projektant), Marta Ruta (projektantka), Mateusz Stankiewicz (fotograf), Jaga Hupało (stylistka fryzur), Karolina Malinowska (modelka), Maja Ostaszewska (aktorka), Anna Jurgaś (redaktor naczelna magazynu Glamour), Andrzej Foder (dyrektor Międzynarodowej Szkoły Kostiumografii i Projektowania Ubioru) i Joanna Sokołowska-Pronobis (autorka i producentka Fashion Designer Awards).

Oprócz pokazów konkursowych podczas gali zobaczyliśmy także dwa towarzyszące. Pierwszy był spektaklem złożonym z sukien koktajlowych i wieczorowych autorstwa Georges’a Hobeiki. Zatytułowany „Signature”, o silnie orientalnym piętnie, nawiązywał do filmu „Śniadanie u Tiffany’ego”. Szczególnie finaliści obserwowali go z wielką uwagą, wiedząc, że walczą m.in. o staż w pracowni tego równie wybitnego, jak oryginalnego projektanta i stylisty. Drugim pokazem pozakonkursowym była nowa kolekcja zeszłorocznej laureatki Designer Fashion Awards - Sabiny Pilewicz. Zaprezentowana przez nią wizja współczesnej kobiety w wielkim mieście nawiązywała do mody korporacyjnej. Klasa kolekcji potwierdziła, że wybór jury pierwszej edycji był trafny. Na koniec przyszedł wyczekiwany moment ogłoszenia werdyktu. Organizatorzy stopniowali napięcie. Najpierw dowiedzieliśmy się, że nagrodę magazynu E!Stilo w postaci publikacji sesji zdjęciowej kolekcji otrzymał Damian Konieczny za futurystyczne wariacje na temat czerni i bieli. Kolejną nagrodą był staż w atelier Natalii Jaroszewskiej. Odbędzie go Aleksandra Kawałko, której projekty łączące industrialne szarości i miękkie linie zwróciły uwagę projektantki. Z nagród regulaminowych trzecią, w postaci stypendium w Międzynarodowej Szkole Kostiumografii i Projektowania Ubioru otrzymał Adrian Wawrzyniak, za wykonane z dzianiny kompozycje – wspaniałe, eklektyczne, łączące 55


WYDARZENIA

Jury od lewej Łukasz Jemioł, Maja Ostaszewska Tomasz Ossoliński, Anna Jurgaś, Mateusz Stankiewicz

Magdalena Zawadzka i Damian Konieczny nagrodzony przez magazyn e!stilo

Jury od lewej Joanna Klimas, Marta Ruta, Andrzej Foder, NataliaJaroszewska

wzory i kolory włóczek w sposób, którego nie powstydziłaby się nawet Sonia Rykiel i Vivienne Westwood. Jego propozycje najbardziej podobały się publiczności. Druga nagroda, także w postaci stypendium w MSKiPU, przypadła już raz wyróżnionej Aleksandrze Kawałko. Pierwszą, w postaci 9 000 zł, stypendium w MSKiPU i stażu w atelier Georges’a Hobeiki w Bejrucie otrzymał Piotr Drzał, który zwrócił uwagę jurorów kolekcją zbudowaną na wyrazistym kontraście oraz położeniem silnego akcentu na ramiona, poprzez podkreślenie ich krojem i aplikacjami, podczas gdy reszta stroju miękko otulała sylwetkę. Większość polskich konkursów dla młodych projektantów w niewielkim stopniu przyczynia się do ich dalszej promocji. Młodzi często mówią o tym na łamach Dilemmas Magazine, także w tym numerze. Fashion Designer Awards na tym tle ma szansę odróżnić się pozytywnie. Już miesiąc po odebraniu konkursowej nagrody Piotr Drzał debiutował ze swoją kolekcją w butiku RS1 w Warszawie. Jest też silnie obecny w mediach. Wygląda na to, że promocja działa. Agnieszka Gniotek

56

Anna Żukowska MAC Joanna Sokołowska Pronobis FDA Monika Pondo MAC


WYDARZENIA

e u

Zakończono przyjmowanie zgłoszeń do konkursu dla młodych projektantów Lexus Fashion Awards. Inicjatywa to rozszerzenie formuły Lexus Fashion Night, którą marka organizuje od 2005 r. z okazji kolejnych premier najnowszych modeli swoich samochodów. W Lexus Fashion Night uczestniczyli do tej pory m.in. Gosia Baczyńska i Tomasz Ossoliński, a z młodszych twórców Agnieszka Maciejak i Wojtek Dziedzic.

n o i h s a F

58

s d ar Aw


59


WYDARZENIA

Lexus Fashion Awards ma ułatwić projektantom debiut w branży. Dwóch lub trzech jego laureatów zostanie nagrodzonych kontraktem na pełne sfinansowanie produkcji i autorskim pokazem kolekcji podczas gali Lexus Fashion Night 6. W jury konkursu zasiada m.in. Kasia Struss, gwiazda światowych wybiegów, uznana przez magazyn Vogue za jedną z 20 top modelek dekady. Swoich faworytów wytypują również internauci oraz dziennikarze. Półfinałową 30-stkę projektantów poznamy 18 lipca 2010 r. Na tym etapie, do udziału w konkursie zaproszeni zostaną internauci, którzy przez głosowanie online wytypują laureata Nagrody Publiczności. Następnie przez miesiąc odbywać będą się spotkania półfinalistów z Kasią Struss i Przemysławem Paterem. Nagrania z rozmów będziemy mogli obejrzeć na stronie www.lexus-fashion.pl. 16 sierpnia 2010 r. Jury ogłosi 10 finalistów Lexus Fashion Awards. Czeka na nich już konkretne zadanie. Będą musieli zaprojektować autorską kolekcję mody damskiej zainspirowaną Lexusem CT 200h oraz uszyć dwie wybrane z niej kreacje. Finałowy pokaz mody odbędzie się pod koniec listopada br. Wtedy swojego laureata wytypują media. 60


Wszystkich zwycięzców Lexus Fashion Awards 2010 poznamy 6 grudnia 2010 r. na ceremonii wręczenia nagród, po której ruszą prace nad produkcją zwycięskich kolekcji. Zobaczymy je podczas gali Lexus Fashion Night 6 wiosną 2011 r. w Warszawie.

61


LEGENDY

J

NIE MA DLa NIEGo GRANIC

Marc Jacobs 18 miesięcy trwały pertraktacje między „teamem-nie-do-zdarcia” w składzie Marc Jacobs i Robert Duffy, a prezesem LVMH Bernardem Arnault. Od tamtej pory minęło 13 lat. Dziś Arnault jest nAjbogatszym Fracuzem, a Jacobs najbardziej wpływowym projektantem XXI w. Jednym ze 100 najważniejszych ludzi na świecie wg Time’a i jednym z 50 najbardziej znanych gejów Ameryki.

sam sobie sterem, żeglarzem, okrętem Patrząc na Marca Jacobsa, dajesz mu nie więcej niż 35 lat. Zaglądasz w dossier jego osiągnięć i masz wrażenie, że za dużo tego, jak na jedno życie. Tymczasem Marc Jacobs ma 47 lat. Będąc przed „pięćdziesiątką” jest instytucją świata mody. Każdego roku tworzy osiem kolekcji odzieżowych, a poza nimi perfumy, torebki i buty. 62


Łatwiej byłoby, gdyby kobieta Jacobsa była podobna do tej Luisa Vuittona. Nie jest. Marc Jacobs łatwizny nie lubi i na łatwiznę nie chodzi. W jego kolekcjach kobieta jest dziewczęca, u Vuittona bardziej dojrzała i mocniej epatująca seksem. Inne też tuzy fotografii stoją za kampaniami reklamowymi obu marek. Dla Jacobsa tworzy Juergen Teller, który lubuje się w fotografii artystycznej, niepodlegającej retuszowi, do której pozują mu Winona Ryder, Rachel Weinstein, muza Jacobsa - Sophia Coppola, a ostatnio Jamie Bochart. W kampaniach Vuittona przed obiektywem Stevena Meisela stają najbardziej znane, a przy tym zmysłowe twarze ze świata filmu, muzyki i mody, jak Uma Thurman, Jennifer Lopez, Madonna, Scarlett i Lara Stone. Jacobs żyje jakby w dwóch bajkach. Od kilku lat to podwójne życie nie sprawia mu problemu, ale nie zawsze tak było. po prostu kochał modę Podobno jako sześciolatek chciał zostać weterynarzem. Niczego nie dostał, niczego nie odziedziczył, nic nie spadło mu z nieba. Na wszystko ciężko zapracował. Urodził się w New Jersey, w żydowskiej rodzinie. Jego ojciec zmarł, gdy Marc miał 7 lat. Zostali w czwórkę: on, matka, brat i siostra. Matka jeszcze trzykrotnie wychodziła za mąż. Zmiany mężów wiązały się ze zmianami miejsc zamieszkania: z New Jersey na Long Island, potem do Bronxu, w końcu znowu do Jersey. Nastoletni Marc zaczął mieć dość. Postanowił zamieszkać z babcią (matką ojca) na manhattańskiej Upper East Side. Ta otoczyła go troską, nauczyła robić na drutach, stała się dla niego wsparciem, dodawała wiary, była najwierniejszą fanką. Marc twierdzi, że to właśnie ona miała największy wpływ na jego życie. Jej śmierć w 1987 r. oznaczała dla Jacobsa ostateczne zerwanie wszystkich więzi rodzinnych. Jacobs studiował projektowanie mody w elitarnej nowojorskiej Parsons. Był najlepszym studentem. Przełomowy w jego życiu był 1984 r. Zdobył „Złoty Naparstek” Perry Ellisa za debiutancką kolekcję swetrów i poznał Roberta Duffy’ego, 63


LEGENDY

Marc Jacobs Fashionowa legenda Zdjęcie dzięki uprzejmości M. Ariano z MarcJacobs.com

który akurat poszukiwał biznesowego partnera. Po tym spotkaniu dla Jacobsa nic nie miało być już takie samo. Marc zyskał przyjaciela w interesach i osobę, która w przyszłości będzie go ratować z niejednej opresji. Razem założyli Jacobs Duffy Designs Inc. Projekty Jacobsa wspierała sama Anna Wintour oraz kupcy ekskluzywnych domów towarowych Bergdorf Goodman i Bloomingdale’s. Linda Evangelista i Naomi Campbell chodziły na pokazach za darmo. W 1987 r. Jacobs został najmłodszym w historii zdobywcą nagrody CFDA. Wtedy też przyszła propozycja z domu mody Perry Ellis, z której team Jacobs&Duffy skorzystał. Duffy został prezesem marki, Jacobs dyrektorem kreatywnym. Projektując dla firmy z kilkunastoletnim doświadczeniem osieroconej przez Ellisa w 1986 r., Jacobs silnie inspirował się przeszłością. Projektował z właściwą sobie lekką dozą ironii, przymrużeniem oka, trochę żartobliwie. Wprowadził do kolekcji marki zapożyczenia ze street fashion, co ponad 20 lat temu stało się niemal modową rewolucją. Był wyjątkowy i projektował wyjątkowe kolekcje. Jego spojrzenie na modę zapowiadało przełom, na który nie trzeba było długo czekać. W 1992 r. Jacobs pokazał kolekcję w duchu grunge. 64


Modelki paradowały we flanelowych koszulach i martensach. Redaktorzy mody piali z zachwytu, ale zarząd Perry Ellis nie. W firmie byli zdania, że żadna kobieta nie zapłaci tysiąca dolarów za rzecz - krótko mówiąc, i używając Jacobsowego określenia - „trochę spieprzoną”. Po pokazie tej „szokującej” kolekcji Jacobs z Duffym wylecieli na bruk. Wynajęli sklep na Mercer Street i zaczęli od nowa.

Parsons The New School for Design, Nowy Jork Najbardziej znana amerykańska uczelnia mody. Powstała w 1896 r. jako The Chase School. 8 lat później do uczelnianej kadry trafił Frank Parsons, który stworzył pierwsze na kontynencie kierunki: projektowanie mody i wnętrz oraz ilustrację reklamową. W uznaniu wpływu, jaki wywarł na amerykański design od 1941 r. Parsons jest patronem szkoły. Z murów uczelni wyszli m.in. Marc Jacobs, Dean i Dan Caten, Donna Karan, Tom Ford, Alexander Wang, Anna Sui, Jason Wu, Jack McColoughi Lazaro Hernandez, Thakoon Panichgul oraz jeden z najlepszych żyjących fotografów Steven Meisel.

a potem zadzwonił telefon Był to rok 1996. Międzynarodowa rozmowa. Po drugiej stronie Bernard Arnault z LVMH. Początek osiemnastomiesięcznych negocjacji zakończonych decyzją, która miała zelektryzować cały świat. Na czele francuskiego domu mody z historią trwającą dwa wieki stanął nowojorczyk. Outsider. Marc Jacobs. Poza spledorem i finansowym wsparciem Jacobsowego brandu, dla Marca ten kontrakt oznaczał jeszcze jedno. Od tej pory w ciągu roku miał projektować dwie kolekcje, a z czasem nawet cztery, bo w ofercie Vuittona miała pojawić się także kolekcja męska. Stres, odpowiedzialność i świadomość, że jest się twarzą wielomiliardowego imperium mody wpędziły Jacobsa w alkohol i narkotyki. W pracy pojawiał się spóźniony, zaspany, bez wizji co robić. Jego dobry duch Duffy robił dobrą minę do złej gry i wynagradzał personelowi kłopotliwe zachowanie projektanta. Kupował prezenty, zapraszał na imprezy. Chciał ratować przyjaciela, ale nie wiedział jak. Do akcji wkroczyła Anna Wintour, która w Jacobsie dalej chciała widzieć tego samego zdolnego projektanta, jakim był wcześniej i w którego wierzyła. Pomogła też Naomi Campbell. Jacobs trafił na odwyk do ośrodka w Arizonie. Kiedy go opuścił, przeniósł się z Nowego Jorku do Paryża. I choć nie mówił po francusku i nie przepadał za francuską kuchnią, to właśnie w Paryżu poczuł, że chce tu mieć swój dom. Do tej pory mieszkał w hotelu albo wynajmował mieszkania. 65


LEGENDY

Teraz zapragnął zapuścić korzenie. Wiedział gdzie, kiedy trafił do trzypiętrowego apartamentu de Castelbajaca. To miejsce z czasem stało się jego twierdzą. zrewolucjonizował modę Początkowo kolekcjami w stylu grunge, potem streetstylem. Teraz zabrał się za zmianę wizerunku marki Vuitton. Kojarzona wyłącznie z luksusowymi torbami podróżnymi, torebkami i kuferkami, stała się doskonale prosperującą marką odzieżową. Co więcej - królestwem dla wszystkich gadżetomaniaczek. Każda z nich oddałaby wiele za okazałych rozmiarów bransoletę, wisiorek czy naszyjnik. Gadżeciarskie stały się też torby z monogramem LV. O współpracy Jacobsa z Takashim Murakami pisał cały glob. Mieszanka wybuchowa talentu Jacobsa, o którym Arnault mówił, że nie ma dla niego rzeczy niemożliwych i Murakamiego z wyobraźnią pozbawioną granic, zaowocowała kolekcją akcesoriów ozdobionych kolorowymi monogramami, fantazyjnymi postaciami i wisienkami. Ogromne kule LV Murakamiego znalazły się przed Rockefeller Centre w Nowym Jorku. Gwiazdy paradowały z nowymi, „pokolorowanymi” wersjami torebek. O żadnych innych akcesoriach nie mówiło się wówczas z taką częstotliwością. Czy w superlatywach czy z dozą krytyki wytykającej kicz. Fakt pozostał jeden. Był to strzał w sedno kobiecych potrzeb. A po nim przyszły następne. Wszystko, co Jacobs pod swoją marką lub pod szyldem Vuittona przez lata proponował kobietom (i mężczyznom, choć wolał projektować dla kobiet) wypływało z pasji. Zwykł mawiać, że kocha swoją pracę i kocha modę. Lubił, kiedy kobieta jest tajemnicza. Marc Jacobs odwoływał się do przeszłości. Mówił: “Inspiruje mnie to, co miała na sobie moja dawna opiekunka czy nauczycielka plastyki, co miałem na sobie ja, kiedy chciałem być postrzegany jako punk”. Jego rzeczy nie mają być „hot” i nie mają być traktowane poważnie. Nie zrozumie ich ktoś, kto modę traktuje dosłownie, ale jeśli na chwilę przymknie oczy, pojmie ją jak ci, którzy ją noszą... I ci, którzy tłumnie przychodzą 66


na jego pokazy. Bo Jacobsowe pokazy mody mają opinię tych, których nie można przegapić. W pierwszych rzędach zasiadają celebryci, gwiazdy rocka, drag queens i redaktorzy najważniejszych pism modowych na świecie. Sam projektant przed show spogląda na publiczność, na pierwsze rzędy pełne gwiazd, i zadaje sobie pytanie: „Co zrobiłem, że na to zasłużyłem?”. Miłośnicy talentu Jacobsa doskonale znają odpowiedź. Wiedzą, że biorą udział w fashionowym spektaklu prawdziwego wielbiciela mody, który ma władzę dyktować, co będzie na topie. Wszystkiemu winna jest jego nieomylna intuicja. Nie podąża za trendami, ma je za nic. Publiczność mu wierzy. Jest prawdziwy i wie, co kobiety chcą nosić. Nie maltretuje ich lookiem sexownych kocic, bo nie uznaje traktowania seksualności w sposób dosłowny. W zamian za to proponuje wygodny, miejski styl, czasem trochę niechlujny. Chociaż, czy aby na pewno niechlujny? Nonszalancki, tak lepiej. Być może sekret jego fenomenu tkwi w słowach stylisty fryzur Guido Palau: „Jest jak dziecko. Wciąż ekscytuje go to, co robi i ludzie to kupują. Nie boi się. Nie ma dla niego granic”.

67


LEGENDY

Nagrody CFDA (Council of Fashion Designers of America) Najbardziej prestiżowe nagrody w przemyśle mody, przyznawane corocznie przez Stowarzyszenie Amerykańskich Projektantów. Zrzeszenie powstało w 1962 r., aby promować projektowanie mody, jako część amerykańskiej sztuki i kultury oraz podnosić jego standardy artystyczne i honorować projektantów mody. Od 1986 r. CFDA przyznaje też nagrody Swarovski im. Perry Ellisa dla początkujących i niezwykle utalentowanych projektantów odzieży męskiej, damskiej oraz akcesoriów.

68


kim jest? Romantykiem, który długo poszukiwał miłości. W wywiadzie przeprowadzonym wiele lat temu przez NYMag zapytał dziennikarkę „Myślisz, że ktoś to przeczyta i spróbuje się ze mną skontaktować? Gdybym to był ja, spróbowałbym”. A potem na swojej drodze spotkał Lorenzo Martone, który został jego życiowym partnerem i notabene założył właśnie własny designerski biznes. Jacobs ćwiczy jogę i fitness, zdrowo się odżywia. Dziś wygląda doskonale, choć nie zawsze tak było. Wcześniej było go „więcej”, nosił długie włosy, a jego twarz zasłaniały sporych rozmiarów plastikowe oprawki. Ten szczupły, opalony facet nie ma nic przeciw pokazywaniu się nago. A kiedy już to robi, rzesza zachwyconych wielbicieli ma okazję zobaczyć jego kolorową kolekcję tatuaży. Wśród nich psiego pupila Jacobsa - bulteriera Alfreda, bohatera ulubionej amerykańskiej kreskówki Sponge Boba, m&m’sa i słowo „perfect” na nadgarstku. Zupełnie jakby to było ciało dziecka, pokryte kolorowymi tatuażami z papierków po gumach do żucia. Amy Spindler z New York Times powiedziała: „Jego talent jest wyjątkowy. Marc jest najbardziej konsekwentnym, najsilniejszym, prawdziwym i doskonale radzącym sobie projektantem w Nowym Jorku”. Jest cudownym dzieckiem mody. I niech nim zostanie na zawsze. Marta Dudziak

69


SZTUKA

RÓŻOWY FETYSZYSTA

Mieszka na zmianę w Polsce i Meksyku. Swoim znakiem rozpoznawczym uczynił kolor różowy, co przypieczętował wystawą w warszawskim CSW, zatytułowaną „Pink not dead!”. Maurycy Gomulicki właśnie objawił się jako fetyszysta. Nikogo to nie dziwi.

70


Najnowszy projekt Maurycego, złożony z wystawy w Galerii Leto i katalogowo ułożonego albumu, zatytułowany jest „Minimal Fetish”. Znajdziemy tu wszystko, co kręci facetów w „mniej więcej” ubranych kobietach: usta, paznokcie, rajstopy, pończochy i przede wszystkim buty, buty, buty. To nie jest wyłącznie różowy świat, choć wyposażony w znaczącą dawkę tego koloru, otoczonego agresywnymi epatującymi i fluorescencyjnymi zieleniami, fioletami i żółciami. Czy to kicz? Ależ tak! Dużo, dużo świadomie użytego kiczu. Fotografie Gomulickiego wiele mówią o tym, w jaki sposób artysta widzi kobiety. Są bezwzględnie przedmiotem pożądania. Kontempluje je i pożera wzrokiem. Nie jest to spojrzenie poniżające, niemniej jednak męskie, patriachalne i podporządkowujące sobie przedmiot postrzegania.

Zdjęcia Gomulickiego nie mają najmniejszych szans na to, aby spodobać się feministkom. Za to cieszą się uznaniem prawdziwych facetów (wyrażanym głośno) oraz kobiet nieulegających opresyjności kulturowych stereotypów (aplauz nieco cichszy). Dobrym tropem w interpretacji stosunku fotografa do kobiet jest przemieszanie ich zdjęć z fotografiami manekinów. Tak jak bohaterki fotografii tropi na ulicach różnych miast i kurortów, tak manekinów wypatruje w sklepowych witrynach i na zapleczach zapomnianych pracowni krawieckich. Takich manekinów w zasadzie w Polsce nie znamy. Umalowane, ze sztucznymi rzęsami i zębami – to specyficzny wytwór na poły ludycznej meksykańskiej kultury. W Meksyku manekin jest bardziej uczłowieczony niż gdziekolwiek indziej. Jest dorosłą lalką, martwą, ale z ogromnym potencjałem ożywienia. 71


SZTUKA

Wystarczy tylko wypowiedzieć zaklęcie. W spojrzeniu Maurycego na kobiety i manekiny nie ma różnicy. I jedne, i drugie, to wyłącznie nosiciele strojów i pragnień. Już od dawna wiemy, że fotografia nie jest przedstawieniem obiektywnej rzeczywistości. Nie jest prawdą, nie powinna stanowić na nic dowodu. Patrząc na zdjęcia Maurycego w mniejszym stopniu postrzegamy usta, pończoszki i buty. Przede wszystkim widzimy jego spojrzenie. To ono zostało sfotografowane, i ono jest bohaterem „Minimal Fetish”. Uwodzące wzrokowym pożądaniem (a pewnie nie tylko wzrokowym) dziewczyny Maurycego, to nie żadne topmodelki. Nie są też wykwintnieubrane. Nie noszą Prady, Dolce&Gabbana czy nawet Zienia. Ich estetyka jest zazwyczaj bazarowa, czasem nawet burdelowa. Oryginalna,

72

wyrazista, zapraszająca do patrzenia, chcąca się podobać, ale przede wszystkim zwrócić na siebie uwagę. Nie to ładne, co ładne - a to ładne, co nam się podoba – mówi przysłowie. W kwestii pożądania jest ono dobitnie prawdziwe. Fetysz to nie rzecz piękna, a upragniona i podniecająca. Kobiety Gomulickiego są epatujące, wyuzdane, wyrafinowane otoczką złego gustu. Zresztą, nie o nie tak do końca chodzi artyście, a o ich akcesoria: kolczyki, koronki, obcasy. Jego widzenie jest fragmentaryczne, wycinkowe, wybierające tylko te elementy układanki, które pasują do jego „gabinetu” erotycznych marzeń. „Minimal Fetish” to muzeum osobistych pożądań. Latami budowana kolekcja, skrupulatnie katalogowane zbiory, które wcale


zdjęcia: Maurycy Gomulicki, z cyklu Minimal Fetish, dzięki uprzejmości Galerii Leto niełatwo było „przesiać”, w celu przygotowania wystawy i albumu. Nie wszystko przecież z wielkiego atlasu zdjęć można było pokazać, materiał jest ogromny. Nie wszystkim też zapewne Gomulicki chciał się podzielić z publicznością. Sądzę, że ma także „okazy”, które są tylko jego prywatnymi skarbami. Projekt Gomulickiego to kwintesencja kolekcjonerstwa. On sam jest typowym przykładem zbieracza. Już jego osławione „Pussy Mandale”, pięknymi wzorami konstruowane z tysięcy zdjęć autentycznych wagin pokazały, jak zapamiętały jest w swojej pasji kolekcjonowania. Z czego u Maurycego się ona rodzi, i u każdego z nas? Z pożądania oczywiście. Nie oszukujmy się. Z pożądania. Tego samego, które każe zdobywać kolejne piękne kobiety, kolejne piękne obrazy,

kolejne piękne sukienki i buty. Mechanizm jest ten sam. Z pożądania, które w swojej zaborczej ciekawości pozwala na błędy i skazy, bo nie perfekcja jest jego siłą napędową, a różnorodność. Kolekcją nigdy nie będzie jeden idealny przedmiot, to zawsze ich mnogość, poszukiwanie różnych wariacji i odmian, nawet jeśli teoretycznie przebiega ona na drodze dążenia do piękna. Stąd w kolekcji Maurycego puszczone oczka w rajstopach, niedomyte z piasku stopy, paznokcie z wygryzionym lakierem. To dopuszczalne w zbiorze skazy. Niezwykle cenne. Nadające mu charakter. Unikatowe, jak osiągające na aukcjach najwyższe ceny błędodruki z klasera wytrawnego filatelisty. Nie dominują one nad całością, ale dodają smaku. Agnieszka Gniotek 73


Wydarzenie

ilustrowanie

mody Prowadzące warszaty Magda Antoniuk i Magda Nawrocka

Poranek, Centrum Cybernetyki Warszawa. Luźna atmosfera. Uczestnicy warsztatów czekają na zajęcia. Przy biurku Magda Antoniuk i Magda Nawrocka. Pierwsza publikuje swoje prace w australijskich, brytyjskich i hiszpańskich magazynach lifestylowych. Współtworzyłą platformę offtherakk, z której relacje pojawiają się w Dazed&Confused i Hint Magazine. Wszystko to osiągnęła, mając na liczniku zaledwie 22 lata. Druga Magda, rocznik 83. Ukończyła Wydział Sztuk Pięknych na UMK w Toruniu. Swój dyplom ze specjalizacji media rysunkowe nazwała „Cmyk - Sztuka ubioru”. Tytułową sztukę ubioru zgłębia współpracując z takimi magazynami jak Exklusiv, Machina, Twój Styl, Press

oraz Office&Facility. W kadrze instruktorskiej jest jeszcze Ania Halarewicz, ten sam rocznik co Nawrocka. Absolwentka ASP we Wrocławiu. Pasjonatka mody i wszelkich sposobów przelewania jej na papier. Odważna eksperymentatorka, która wystawia swoje prace w Polsce i za granicą. To pierwsze warsztaty ilustrowania mody prowadzone przez dziewczyny. Jak mówi Magda Antoniuk: Skończyłam socjologię. Magda jest stylistką a Ania jest po ASP. Chciałyśmy spleść nasze dziedziny, połączyć zainteresowania. Nadałyśmy projektowi koncepcję edukacyjną. Nie chodziło nam o akademicką formę warsztatów, ale o ciekawy i skłaniający do poszukiwań przebieg zajęć. 75


Wydarzenie

Zaczyna się trzeci dzień warsztatów. Magda Antoniuk informuje, że tematem zajęć są „Psychologiczne aspekty ilustrowania. Ilustracja reklamowa”. Aby przybliżyć temat dziewczyny przygotowały prezentację multimedialną. Magda Nawrocka opowiada o reklamie ilustrowanej w kampaniach Stelli McCartney, Miu Miu, Balenciaga czy Yamamoto. Szczegółowo omawia dwie marki: maksymalnie minimalistycznego Calvina Kleina i klasykę japońskiej awangardy Comme des Garcons. Do wykładu włączają się uczestnicy, dzięki czemu warsztaty przybierają 76

formę dyskusji. Pada hasło pierwszego zadania. W ciągu najbliższych dwóch godzin będą jeszcze dwa. Najpierw jednak trzeba przygotować reklamę będącą ilustracją, inspirując się jedną z dwóch omówionych marek. Przyznaję, że miałam wielką ochotę uczestniczyć w warsztatach, ale wystraszyłam się. Byłoby to dla mnie pierwsze zetknięcie z ilustracją modową. Mogłabym stać się najsłabszym ogniwem. Okazało się, że strach ma zawsze wielkie oczy. Bać nie było się czego. Przyjrzałam się warsztatom z bliska. Przekonałam się, że to bardzo rozwijająca i kreatywna forma inwestycji w siebie. Nie omieszkałam zapytać Magdy Antoniuk o to, w jaki sposób oceniony został poziom umiejętności uczestników warsztatów. Powiedziała, że zanim się rozpoczęły, odbyło się spotkanie integracyjne, mające na celu taką ocenę.


Okazało się, że wśród uczestników pojawiły się osoby po studiach projektowania ubioru, większość jednak wcześniej nie rysowała. Dlatego dziewczyny w ostatniej chwili zmieniły formę warsztatów. Skupiły się na budowaniu ich interesującego przebiegu i nadaniu kierunku poszukiwań uczestnikom. Dzięki takiej formule wszyscy mogli się rozwijać, tworzyć coś nowego, poszukiwać własnych inspiracji, łączyć różne techniki. Każdy dzień miał inny temat zajęć. W dniu, w którym odwiedziłam warsztaty chodziło o rysunek na szablonie, o to aby dodać coś swojego, do czegoś już istniejącego. Zgodnie z tym, jak komu moda „w duszy gra”. Marta Dudziak Warsztaty Ilustrowania Mody, Centrum Cybernetyki, Warszawa, 21-25 czerwca 2010 r. 77


Beaut y

Nie rób sobie Makijażowe wpadki to obszerny temat, który dotyczy większości kobiet, niezależnie od wieku. Młode dziewczyny, które w zasadzie „raczkują” jeszcze w tej dziedzinie, zapewne mają większe szanse na nabranie dobrych nawyków. Przyzwyczajenia kobiet dojrzałych to już często cięższy orzech do zgryzienia. Poniżej najbardziej - wg mnie - rażące błędy popełniane przez dziewczyny, które można skorygować niewielkim wysiłkiem. Brwi

modelka Aneta Malesa SWiCH Szkoła Wizażu i Charakteryzacji 78 1

To wbrew pozorom temat szeroki. Zaczyna się jeszcze przed zrobieniem makijażu, ale i nieumiejętnym makijażem brwi można sobie zaszkodzić. Problem zaczyna się już w trakcie regulacji. Brwi wyrwane w cienką nitkę nikomu nie poprawiają urody - wyostrzają rysy i postarzają. Nie mogą być też zostawione same sobie, ale wyregulowane tak, aby optycznie „otwierały” oko i tworzyły regularny rysunek. W większości przypadków powinny wznosić się do 2/3 długości, a na 1/3 delikatnie opadać. Linia brwi powinna być łagodna i nie wyglądać, jak przecinek na ekranie komputera. Wyregulowane, zadbane brwi na koniec makijażu możemy delikatnie przyciemnić cieniem, w zależności od koloru włosów i intensywności makijażu oraz ułożyć w pożądany kształt np. żelem do brwi. W żadnym wypadku nie rysujemy kredką mocnej linii, mającej imitować brew! Wygląda to koszmarnie i groteskowo.


krzywdy! Podkład Źle dobrany to kolejny, poważny problem. Panie, które chcą wyglądać na opalone, z uporem godnym lepszej sprawy, wybierają podkład ciemniejszy od ich naturalnego odcienia karnacji. Skutecznie się tym postarzają. Zbyt jasny odcień z kolei spowoduje zszarzenie twarzy lub, co gorsza, efekt maski klowna. To też urody nie dodaje. Takie błędy wynikać mogą z nieumiejętności dobrania właściwego odcienia. W idealnej sytuacji należy poprosić w perfumerii o próbki dwóch lub trzech odcieni, najbardziej zbliżonych do naszego koloru skóry (najlepiej sprawdzać z boku na brodzie), i w domu, przy dziennym świetle sprawdzić, który z nich rzeczywiście jest idealny. Należy wybrać odcień, który dokładnie stapia się ze skórą, nie jest ani jaśniejszy, ani ciemniejszy. Pamiętajmy, że w zależności od pory roku skóra może zmieniać odcień. Największym koszmarem, jaki wykonują panie jest „maska” – umalowanie twarzy tylko do linii brody lub szyi i zostawienie wyraźnej granicy z resztą karnacji. Nic już chyba gorszego przytrafić się nie może. Nakładając podkład (pędzlem lub gąbką) musimy rozprowadzić go do zaniku, nie pozostawiając wyraźnej linii.

Dodatkowo, pudrując całą twarz i używając pudru brązującego, także nie zapominamy o szyi. Fatalna kreska. Bardzo popularne, niestety we wszystkich grupach wiekowych, jest malowanie oka samą kredką. Kredka, która jest dość tłusta, zwykle już po kilku minutach jest w zupełnie innym miejscu od założonego. Kreska narysowana kredką nie ma szansy przetrwania w stanie nienaruszonym, jeśli nie będzie utrwalona! Jeśli decydujemy się na narysowanie kreski kredką, to koniecznie i bezdyskusyjnie musimy utrwalić jej rysunek np. cieniem. Odbywa się to „bezboleśnie”, za pomocą miękkiego, najlepiej skośnie ściętego pędzelka, z odrobiną cienia np. w tym samym kolorze, co kredka. Możemy cieniem tylko utrwalić linię kredki, malując po linii nią narysowaną, lub też delikatnie rozetrzeć ostrą linię w delikatną smużkę. Taki zabieg daje bardzo pożądany, naturalny efekt. 79


Beaut y

80

Efekt mniejszego oka

Tusz do rzęs

Na tym jednak nie kończą się gafy z użyciem kredki. Częstym zabiegiem stosowanym w celu pokreślenia oka jest obrysowanie go tą samą kredką naokoło. Najczęściej wygląda to tak, że kobiety z równą beztroską smarują oko na górnej i dolnej powiece, o zgrozo, łącząc jeszcze obie linie. W ten sposób udaje się osiągnąć efekt mniejszego oka (nie wspominając już opisywanej wyżej trwałości precyzyjnej linii). Nie to przecież było zamierzone! Nigdy obrysowane na czarno oko nie wygląda imponująco, jeśli na tym zakończymy nasze sztuczki makijażowe. Nie jestem przeciwna kresce, bo bardzo pomaga w makijażu, ale trzeba ją stosować umiejętnie i dostosowując do kształtu oka. Małe oko obrysowane naokoło, czy nawet duże „domknięte” kreską, niestety nie doda nam uroku.

To niby prosta sprawa, a jednak... Tutaj także, przy dużym samozaparciu, można sobie zaszkodzić. Oczywiście wydłużone i pogrubione tuszem rzęsy są piękną oprawą każdego oka. Przy bogatym asortymencie drogeryjnym w tej kwestii, efekt jest możliwy do osiągnięcia. Nie należy jednak mylić rzęs pięknie podkreślonych, z kapiącymi od tuszu grudami przyklejonymi do rzęs i często rozmazanymi po całej powiece i pod okiem. Niby różnica niewielka, a jednak znaczenie ma niebagatelne. Jeśli maskara jest głównym elementem naszego makijażu, to tym bardziej powinnyśmy zainwestować (nie koniecznie chodzi tu o duże pieniądze, a sprawdzenie jakości) w odpowiedni tusz. Rzęsy należy tuszować dokładnie, od samej nasady, wykonując zygzakowate ruchy, żeby je przy okazji rozdzielać i rozczesać. Najlepiej nie próbować, za wszelką cenę i za jednym zamachem umieścić jak najwięcej tuszu na oku, tylko po chwili wytuszować rzęsy drugi raz. Jeśli pojawią się na nich nieestetyczne grudy, bierzemy czystą spiralkę od tuszu i rozczesujemy rzęsy. Jeśli podczas malowania rzęs uda nam się umazać powiekę, rozwiązaniem jest po prostu patyczek kosmetyczny. Bardzo często zdarza się, że początkowo dobra maskara, zaczyna się źle zachowywać. Zazwyczaj jest to efektem pompowania powietrza, co niektóre panie robią z ogromnym zaangażowaniem, gdyż wydaje im się, że w ten sposób nabiorą więcej tuszu na szczoteczkę.


Efekt pandy Każdy, nawet najpiękniejszy makijaż traci, jeśli wcześniej nie przygotujemy twarzy i wyzierać będą na niej niezbyt estetyczne naczynka czy podkówki pod oczami. Naszym nieodłącznym przyjacielem powinien stać się korektor. Umiejętnie używany, pozwoli zapomnieć o mankamentach, ukryje cienie pod oczami, rozszerzone naczynka czy przebarwienia. Umiejętnie, znaczy przede wszystkim - nie w nadmiarze. Często widuję na ulicy: „efekt pandy” mocno wybielone okolice pod oczami. W takim przypadku podkówki rzeczywiście są ukryte, ale nie jestem przekonana czy efekt ostateczny jest właściwy, gdy zamiast nich pojawiają się wielkie jasne okulary. Wszystko jest dla ludzi, ale najlepszy jest umiar. Błędów w makijażu jest pewnie niemal tyle co kobiet, i nie o wszystkich udało mi się tu napisać. Wspomniałam o tych najbardziej przykuwających uwagę. Moja rada – nie przesadzajmy w żadną stronę, kupujmy kosmetyki odpowiednie dla własnego typu urody i wieku, a jeśli mamy możliwość, skorzystajmy z porady kogoś, kto w tej dziedzinie jest specjalistą. Małgorzata Bałdowska (SWiCH Szkoła Wizażu i Charakteryzacji)

modelka Aneta Malesa SWiCH Szkoła Wizażu i Charakteryzacji

81


DO IT YOURSELF

11 11 11 11 111 111 1111 11111111 11111111111111111111111111111111 111111 11111 1111 1111 1

neoy now byk

Wpadam do ulubionego szmateksu w Łodzi na Piotrkowskiej. Przeglądam wieszaki, grzebię w wielkich, drewnianych skrzyniach, szukam. Jestem tutaj, ponieważ przygotowuję kolejny kostium do jakiejś krótkiej etiudy. Potrzebuję prochowca damskiego, moherowej czapki i apaszki.

Zamiast tego znajduję gustowny, męski Long Sleeve z głową byka na piersiach. „Hmm, dziwny – myślę”. Dekatyzowany, spatynowany z czarnymi rękawami i jeszcze ten byk. Mam pomysł! Biorę! T-shirt dwa miesiące spędza w mojej garderobie w Łodzi, potem odbywa podróż 1 11 1 1 do Warszawy. Tutaj ma swoje 5 minut. Kupuję jaskrawe sznurki 1 11 1 1 oraz farbę do tkanin. 111

Zaczynam historię Neonowego Byka 82

11 111 1 1 1 1111 1 1 1 1 1 111111 1111111111


222 222 2

22

22

2

222 22 22 22 22 2 222 2 222 22 2

222

111 111 111 111 111 11 11 11 11 1

222222222222 22 2 2

22

11111 1 1 1 11 111 1 1 11 11 1 11 11 1 11

222 22 22 22

22 22

222 2

2 22 2 2 22222 222222222

1111.......Pozbywam się wstrętnych, czarnych rękawów 2222.......rozpruwam boki T-shirtu. DIY by Patrycja Fitzet

Patrycja Fitzet – kostiumograf, stylistka i projektantka. Niestandardowa, unikatowa, z wyjątkowym spojrzeniem na modę. Profesjonalistka z ogromną pasją, fenomenalnie łącząca najnowsze trendy z tym, co stylowe i klasyczne. Jej stosunek do mody streszcza się w stwierdzeniu: „Interesuje mnie design, architektura, muzyka, ale przede wszystkim moda, choć bronię się przed zjawiskiem „fashion victim”. Interpretuję ją i tłumaczę na swój własny „fashion kod”. Wykorzystuję go w pracy i we własnej garderobie, ale się nie uzależniam. Moda potrafi być piękna, wyrafinowana, wyuzdana, czasem prosta i grzeczna, czasem nieujarzmiona. Daje poczucie władzy, wolności i wyjątkowości, jest jak lady „Czarna Dziura”, ubrana w drogą biżuterię, która „zasysa” swoje ofiary w wielobarwną przestrzeń glamour... „ 83


333 333 333 333 333 3

444

4 44 444 444 444

3333.......Dzwonię do Pani Gosi, która ma pracownię krawiecką i pytam, czy zrobiłaby mi uprzejmość. Potrzebuję, aby nabiła mi kilka metalowych nitów. Po chwili, razem z moim bykiem, jedziemy na Pragę. Pani Gosia, specjalistka od fajnych pomysłów, zaprasza mnie na herbatę i pomaga w realizacji projektu.

84

555555 555555555 5

333 333 333 33 3

444 444 444 444 444 444 444 444

5 5 55

333

555

333

55 55 55 5

33 33 33 33 333

555555

DO IT YOURSELF

55 5 5 4 444 4444444 55555555

4444.......Wieczorem, w domu odcinam ściągacz przy szyi, robię kilka niechlujnych dziur, aby podbić efekt spatynowania,


55

55

55 55 55

5 555 555 5 555 5 55

55555555 55555 55

55

5 55 55

555 555 55 5

55

5555555555555555555 5 5 555 55

6 66

6

66 66 6

6666666

66666 6666 666 666 6

666

66 66 66 66

66

66 66 66

66

66

6 66 66

5555.......i dopełniam dzieła sznurkami oraz soczysto -zielonym akrylem do tkanin.

66 66 66

66 666 666

6666......Neonowy Byk ready-to-wear. Polecam z równie odblaskowymi pomarańczowymi leginsami, trampkami typu Converse, ciemnymi oksami i wystrzeloną biżuterią na ręku.

85


SESJA

ZATRZYMANE w czasie

maria bluzka ewelina kosmal, 490 zł; sukienka mango, 99 zł; buty mango, 299 zł ewa bluzka ewelina kosmal, 490 zł; dżinsy H&M, 99 zł; pasek pepe jeans, 165 zł; buty zara 169 zł 86


‘80

Nostalgia za PRL-em jest na topie od kilku lat. Nie pamiętamy już zbyt dobrze realiów socu. Zapomnieliśmy, że w kawiarniach nie było kawy. Tęsknimy jednak do swojskiej zgrzebności. Z przyjemnością otaczamy się designem z tamtych czasów, zwłaszcza że były to często świetne, dziś „kultowe” projekty. Moda też zatacza koło, w inspiracjach coraz intensywniej powraca do lat 80. Nie tylko w Polsce, ale i na światowych wybiegach. Nie dosłownie, w nieoczywisty sposób, proponujemy wam podroż w czasie.

zdjęcia Rafał Nowak www.rafalnowak.com stylizacja Marta Dudziak www.bohovictim.blox.pl makijaż Małgorzata Bałdowska SWiCH Szkoła Wizażu i Charakteryzacji www.szkolawizazu.edu.pl modele Maria (www.armaada.blogspot.com) ewa / Estelle Models plener OSiR Cafe Tamka 40, Warszawa Dziękujemy Antoniemu Górskiemu i Bartkowi Stroińskiemu oraz całej ekipie OsiR-u za gościnę i cierpliwość.

Ewelina kosmal (www.ewelinakosmal.com)

ewa bluzka zara, 199 zł; szorty H&M, 59 zł; bransoletka - własność stylistki

87


‘80 SESJA

maria bluzka ewelina kosmal, 490 zł; sukienka mango, 99 zł; buty mango 299 zł

88


maria top morgan, 99 zł; szorty second hand; buty zara, 159 zł; biżuteria - własność stylistki 89


SESJA

‘80 ewa sukienka topshop, 199 zł; pasek second hand; buty mango, 299 zł

90


maria top morgan, 99 zł; szorty second hand; buty zara, 159 zł; biżuteria - własność stylistki 91


SESJA

maria top morgan, 99 zł; szorty second hand; buty zara, 159 zł; biżuteria - własność stylistki

92


93


SESJA

ewa sukienka topshop, 199 zł; pasek second hand; buty mango 299 zł maria gorset second hand; dżinsy pepe jeans, 359 zł; pasek pepe jeans, 165 zł; biżuteria - własność stylistki 94


‘80 maria top morgan, 99 zł; szorty second hand; biżuteria - własność stylistki ewa sukienka topshop, 199 zł; pasek second hand 95


SESJA

maria sukienka ewelina kosmal, 690 zł; rajstopy calzedonia, 29 zł; buty zara, 199 zł

96


ewa sukienka second hand; buty zara, 159 zł; bransoletka - własność stylistki

97


SESJA

ewa płaszcz ewelina kosmal, 650 zł; sukienka peach second hand; buty zara, 159 zł; bransoletka - własność stylistki maria płaszcz ewelina kosmal, 650 zł; chusta lv second hand; buty zara, 199 zł

98


maria sukienka ewelina kosmal, 690 zł; rajstopy calzedonia, 29 zł; buty zara, 199 zł ewa sukienka ewelina kosmal, 690 zł; rajstopy calzedonia, 29 zł; buty mango, 299 zł 99


zdjęcia Sylwia Kiertowicz Katarzyna Karpowicz

BIAŁYSTOK STREET FASHION

IGA

100


IAŁYSTO

JUSTYNA I KORNELIA

101


STREET FASHION

ZUZA

102


OLA

103

BIAŁYSTOK


STREET FASHION

ADRIAN

104


BIAŁYSTO

IAŁYSTO PATRYCJA

105


Blog

świat

Szesnastolatka, której niecodzienne, odrealnione stroje wywołują sensację wszędzie, gdzie się zjawi. W 5 klasie podstawówki znała już większość światowych projektantów. Żyje w bajce, bo normalny świat ją ogranicza. Zapraszamy do świata Zofii.

Zofii Z Zofią Owczarczyk www.zohana.blogspot.com rozmawia Sylwia Kiertowicz

zdjęcia Sylwia Kiertowicz Katarzyna Karpowicz modelka Zofia Owczarczyk wizaż Iwona Fifi Zembala

Z Zofią Owczarczyk ww.zohana.blogspot.com rozmawia Sylwia Kiertowicz 106


107


Blog

Sylwia Kiertowicz: Pewnie nie będę oryginalna, jeśli powiem, że trochę przypominasz mi Tavi. Zofia Owczarczyk: Już kilka osób porównało mnie do Tavi. Bardzo dziękuję za takie porównanie. Szczerze mówiąc, naprawdę lubię jej stylizacje. Są takie inne, naturalne i „jej”. Nie jest typową osobą, która idzie do sklepu czy znanej sieciówki, kupuje bluzkę i ją zakłada. Cenię oryginalność. Sama rzadko zakładam rzeczy „prosto ze sklepu”. Uważam, że jest to strasznie nudne. Przecież modą należy się bawić, a nie ubierać, co popadnie, byle by było modne. Przerabiam, szyję po to, aby moje ubrania były niepowtarzalne, inne, takie jakich nikt nie ma. czy znanej sieciówki, kupuje bluzkę i ją zakłada. Cenię oryginalność. Sama rzadko zakładam rzeczy „prosto ze sklepu”. Uważam, że jest to strasznie nudne. Przecież modą należy się bawić, a nie ubierać, co popadnie, byle by było modne. Przerabiam, szyję po to, aby moje ubrania były niepowtarzalne, inne, takie jakich nikt nie ma. S K: Dzięki oryginalnym stylizacjom byłaś gwiazdą ostatniego Fashion Week w Łodzi. ZO: Gwiazdą? (śmiech) Wiem, że moje stylizacje podobały się wielu osobom. Dziękuję szczerze za wszystkie komplementy. Na Fashion Week starałam się ubrać „po mojemu”, dosyć elegancko. Bardzo się ucieszyłam, że moje stroje były podziwiane i fotografowane. Włożyłam w ich przygotowanie mnóstwo pracy i serca. S K: A propos pracy. Opowiedz, 108

jak wygląda proces powstawania twoich stylizacji, na przykład na podstawie tej, w której wystąpiłaś na sesji dla Dilemmasa. ZO: Chyba na „pomarańczową” stylizację poświeciłam najwięcej czasu. Zawsze pracuję w nocy, zaczynam wszystko pod wieczór, więc moją pracę kończę dopiero około 3 lub 4 nad ranem. Czasami zdarza się, że nie śpię w ogóle! Jestem strasznie dokładna, nie robię niczego szybko. Szycie sprawia mi ogromną przyjemność. Co do tej stylizacji: bluzkę kupiłam parę lat temu w sieciówce, doszyłam kilka elementów, w tym oczywiście kwiat. Zmieniłam też wiązanie. Spódnicę wygrzebałam w starych rzeczach mojej mamy, przerobiłam, doszywając złotą, własnoręcznie zrobioną falbanę, błyszczące guziki i aplikacje gipiurowe. Spódnica była za duża, i miała trochę inny krój, wszystko pozmieniałam. Na buty naciągnęłam materiał, do tego gipiurowe aplikacje, aby cały strój współgrał ze sobą. SK: A poza sieciówką, skąd bierzesz materiały do swoich projektów? Zdarzają ci się jakieś niekonwencjonalne miejsca poszukiwań? ZO: Jeśli chodzi o ubrania, to znajduję dużo ciekawych w szafie mojej mamy. Gdy chce się pozbyć jakiejś rzeczy, pyta się mnie czy bym jej nie chciała. Uważam, że rzeczy z second handów czy szaf naszych mam są świetne, i na pewno bardzo oryginalne. Niektóre to prawdziwe cuda, niezwykłe i unikatowe. Często odwiedzam lumpeksy, przeszukuję sklepy internetowe z odzieżą vintage. Ciekawe


109 5


Blog

ciuchy można kupić również w małych butikach, niepozornych sklepach z ubraniami. Jeśli chodzi o dodatki, to znajduję je wszędzie. Kwiaty, które mam, praktycznie przy każdej stylizacji kupuję w kwiaciarni. SK: Kwiaty to twój znak rozpoznawczy. Sprawiają, że od razu wyróżniasz się z tłumu. Czy przez swoją indywidualność spotkałaś się z jakimiś utrudnieniami, nietolerancją i negatywnymi komentarzami od rówieśników, nauczycieli, osób na ulicy? ZO: Staram się zawsze dodawać do swojej stylizacji chociaż jeden kwiat. Uwielbiam to. Jeśli chodzi o szkołę, to chyba dopiero teraz zacznę ubierać się bardziej odważnie, po swojemu. Dotąd nie miałam dużej swobody, chodziłam do prywatnego gimnazjum. Obowiązują tam konkretne zasady, również dotyczące stroju. Ubierałam się co prawda w swoim stylu, ale mniej ekstrawagancko. Byłam do tego zmuszona. Teraz idę do liceum – państwowego! Nie będę musiała się ograniczając. Ogromnie mnie to cieszy. Jeśli chodzi o negatywne komentarze - oczywiście, że się z nimi spotkałam. Przede wszystkim w moim rodzinnym mieście Zgierzu. Również rówieśnicy, nawet znajomi, często nie byli dla mnie mili, a powodem był mój wygląd. Raz byłam nawet zmuszona zadzwonić po tatę, ponieważ bałam się przejść 110


z centrum Zgierza do własnego domu. Wszędzie słyszałam szydzące komentarze typu: „ej! zaraz ci kwiatek odpadnie”, albo “patrz, co ona ma na nogach!”. Do tego ludzie zatrzymujący się samochodami, oglądający, wytykający palcami. Nie oczekuję, by wszystkim podobały się moje stylizacje, ale... Trochę się boję, żebym kiedyś nie oberwała za mój strój. Marzę o życiu w takim mieście, w którym większość osób będzie otwarta na sztukę, nowości, oryginalność. SK: Co sądzisz o polskiej modzie ulicznej? Jesteśmy w stanie konkurować z zachodnimi krajami? ZO: Uwielbiam Warszawę. To moje ulubione polskie miasto, zresztą nie tylko jeśli chodzi o sprawy modowe. Jeśli chodzi o modę uliczną, uważam, że większość osób nosi ubrania w stonowanych kolorach i trochę boi się eksperymentować. Jak już powiedziałam, cenię sobie oryginalność. Interesujące kolorystycznie i pod względem faktury ubrania. Coraz częściej spotykam, także w Łodzi, osoby naprawdę dobrze, ciekawie ubrane. Wydaje mi się, że Polacy ubierają się coraz lepiej, a Warszawa niebawem dogoni Berlin czy Paryż. SK: Co sprawiło, że zaczęłaś interesować się modą? ZO: Modą, pokazami, stylizacjami zaczęłam interesować się, gdy byłam w 4 klasie podstawówki. W 5 znałam już dobrze nazwiska światowych projektantów. Wtedy jeszcze nie myślałam o tym, jako o zawodzie, ale powoli coś robiłam sama,

ale nie pokazywałam tego publicznie. Dopiero od roku posiadam w domu maszynę, jeszcze nie umiem dobrze szyć. Nikt mnie tego nie uczył. Sama kombinuję, ale w planach mam jakiś mały kurs u znajomej krawcowej. Nie pamiętam impulsu. Po prostu w pewnym momencie zaczęłam patrzeć na modę troszkę inaczej. Nie chciałam już nosić tylko tego, co jest modne, zaczęłam eksperymentować. SK: Gdybyś mogła zaprojektować własną kolekcję, co by się w niej znalazło? ZO: Na pewno coś z kwiatami! W kolekcji przeważałyby sukienki - zwiewne, barwne, z równymi zdobieniami, o długości przed kolano lub maxi. Kolekcja byłaby pełna kolorów i ciekawych faktur. Do tego poncha, peleryny i sztuczne futra. SK: Co sądzisz o polskich projektantach? Czy któryś według ciebie zasługuję na szczególną uwagę? ZO: Ich projekty są moim zdaniem średnie. Część mi się podoba, większość nudzi. Przemawiają do mnie proce Małgorzaty Grzywnowicz i Małgorzaty Węgiel. Wygrały Złotą Nitkę 2009. Ich rozwiązania są ciekawe, kolorowe, niepowtarzalne. Inne niż reszta propozycji młodych projektantów. Jeśli chodzi o ulubionego polskiego projektanta - nie posiadam! SK: Myślisz o zawodzie projektanta? ZO: O tak! Bardzo bym chciała w przyszłości pracować jako projektant mody. Jeśli mi się nie uda, zostanę stylistką. SK: Powodzenia. 111


Dilemmas poleca na wakacje

SZTUKA Na marginesie innych zleceń

Nestor polskiej fotografii, najbardziej znany chyba ze zdjęć modowych z lat 60. i 70. oraz reportaży. Jego archiwum to skarbnica genialnych ujęć i zatrzymanych w kadrze historycznych wydarzeń. Mowa o Tadeuszu Rolke.

Jego dorobek prezentowany był na niejednej wystawie, niektóre pretendowały do miana retrospektywnych. Obecnie w warszawskiej Galerii Le Guern oglądać możemy nieortodoksyjny zestaw jego prac, wybrany przez Tomka Platę, dziennikarza 112

R O l K e ars homo erotica Radek Szla

ga textylia

niel e tni

l e tni

i kolekcjonera, który archiwum Rolkego przepuścił przez filtr własnej osobowości. Powstała intrygująca ekspozycja, zawieszona w niedopowiedzeniu czasowym. Pod hasłem „Czarne kwadraty” zobaczymy tylko 25 zdjęć Tadeusza Rolkego. Najstarsze pochodzą z końca lat 50., najmłodsze niemal sprzed chwili, odzwierciedlając bieżące zainteresowania fotografa. Większość z nich nigdy nie była publikowana czy wystawiana, choć niektóre będą się nam kojarzyć, bo pochodzą z sesji realizowanych przez Rolkego, z których znamy inne, ikoniczne niemal zdjęcia, jak chociażby portret en face Josefa Bouysa. I choć na wielu z nich znajdziemy twarze bardzo znanych, zwłaszcza w świecie kultury, osób np. Henryka Stażewskiego, to wystawa ich nie identyfikuje. Zdjęcia zostały pozbawione podpisów komentarzy, bo nie o to w jej koncepcji chodzi.Kurator zaleca nam skupienie się nie na tym, co przedstawiają fotografie Rolkego, a jak to robią. Stawia nas w konfrontacji z samym czystym medium fotografii oraz ze sposobem myślenia autora. To rejestracje tworzone prywatnie – „sztuka dla sztuki”, w której Rolke poszukiwał określonych koncepcji estetycznych.


W sztuce bardzo wiele się dzieje. Każdego miesiąca otwieranych jest kilkaset wystaw w kilkuset galeriach w całym kraju. Nie można być wszędzie, nie sposób wszystko zobaczyć. Nie wszystko też jest warte oglądania. Proponujemy spojrzenie na sztukę szeroko pojętą, z fotografią i designem włącznie. Polecamy Wam kilka wydarzeń. Takich, na które koniecznie trzeba znaleźć czas! Pracował nad kadrem doskonale symetrycznym, walcząc z tą symetrią, ale też wykorzystując „zadane” przez nią prawidła, komponował nieoczywiste przedstawienia w sposób bardzo świadomy, a jednak kreując często efekt przypadkowości. W zlecanych zdjęciach najważniejsza była psychologia modela czy wygląd stroju i modelki, rejestrowane na potrzeby pism kobiecych. I choć tymi zdjęciami Rolke zdobył uznanie, to dopiero w tych bardziej osobistych fotografiach na plan pierwszy wybijała się estetyka i plastyczność kadru. Niewiele w nich anegdoty, mało socjologicznej obserwacji. Ludzie wpatrują się wprost w obiektyw, inni uciekają, starając się uniemożliwić fotografowi wykonanie zdjęcia Niby przypadkowość, a w tej przypadkowości napięcie, świetna kompozycja, często celowa zabawa czy wysiłek złamania jej klasycznych zasad. Do tego mroczne zdjęcia wyławiające puste, wielkomiejskie krajobrazy jako kontrapunkt i ilustracja wszechstronnych zainteresowań autora. Zapisują pewien świat, ale jednoznacznie przekraczają dokumentalną naturę fotografii.

Jest w nich coś przykuwającego uwagę i budzącego emocje. Może nie należy już używać wyeksploatowanego mocno w teorii fotografii określenia punktum, ale w nich właśnie ono jest. Agnieszka Gniotek

Tadeusz Rolke, „Czarne kwadraty” Galeria Le Guern, Warszawa, Widok 8. Wystawa czynna do 31 lipca 2010 r. 113


Dilemmas poleca na wakacje

SZTUKA

R O l K e ars homo erotica Radek Szla

ga textylia

niel e tni

l e tni

Ars Homo Erotica

To najbardziej gorąca wystawa tego lata. „Ars Homo Erotica” prezentowana w warszawskim Muzeum Narodowym wywołała burzę medialną, przede wszystkim poprzez swój temat. Gdy się ją ogląda, odrzuciwszy niepotrzebne emocje, burza ta przestaje być zrozumiała.

Nie znajdziemy na wystawie ani pornografii, ani „mocnych” scen. Jest sporo nagości, ale akt to temat dla sztuki odwieczny. Skontrastowanie z sobą prac historycznych pochodzących z kolekcji MNW z dziełami polskich i zagranicznych artystów współczesnych podkreśla tę odwieczność dobitnie. Wystawa jest erotyczna i polityczna, problemowa i negocjująca z nami postrzeganie homoerotyki, erotyki w ogóle, nagości, romantycznych emocji i pożądania w sztukach plastycznych. Negocjująca nasz odbiór. To jej największa zaleta. To, że powstała i możemy ją oglądać. Jej przygotowanie było zadaniem bardzo trudnym i wymagającym od kuratora Pawła Leszkowicza niemal 114


detektywistycznych zdolności w penetrowaniu muzealnych magazynów. Nie okazały się one jednak złożem złotonośnym. W magazynach polskiego muzeum, niewiele znalazło się homoerotycznych przedstawień, nawet w dziale sztuki starożytnej. Jest więc na ekspozycji więcej aktu niż erotyki, a przecież to nie to samo. Nie każda nagość, nie każde jej ujęcie jest podniecające. I nie dla każdego. Stąd z wystawy zapamiętuje się przede wszystkim prace współczesne, historyczne stanowią ich tło, pokazują wagę tematycznej ciągłości. „Ars Homo Erotica” jest zanurzona w tradycji kultury, ale nawiązuje do aktualnej polityki praw

mniejszości. Łączy mity i historię sztuki z teraźniejszością i debatami nad kondycją demokracji. Odnosi się do filozofii erotyzmu, jako doświadczenia prowadzącego do humanistycznych idei afirmujących radość życia i seksu, nawet w obliczu represji. Agnieszka Gniotek

„Ars Homo Erotica” Muzeum Narodowe, Warszawa al. Jerozolimskie 6 Czynna do 5 września 2010 r. 115


Dilemmas poleca na wakacje

SZTUKA Lekkość dobrej sztuki

Wszystko już było. W dobie post-postmodernizmu nie jest to stwierdzenie odkrywcze, a fakt. Doskonale zdaje sobie z tego sprawę Radek Szlaga. Jego nowy projekt to kontynuacja poszukiwań zawartych w książce artysty zatytułowanej “Droga”. 

Wystawa jest w zasadzie instalacją site-specific. W jej skład wchodzi projekcja slajdów z licznych, czasem celowo niedoskonałych technicznie rzutników, które rysują na ścianach nakładające się na siebie obrazy – dokumentację nieistniejących malarskich prac artysty, kreowanych w oparciu o dawne manuskrypty, ale obarczone błędem cyfrowego przetworzenia, które gdzieś na etapie kompresji czy zapisu, nie do końca się powiodło. Obok nich czerpiące z historii sztuki i naszej niedoskonałej fizjologii obrazy artysty oraz nostalgia za „głupią” młodością, gdzie spełnieniem marzeń był mały fiat i kolorowe naklejki importowane 116

R O l K e ars homo erotica Radek Szla

ga textylia

niel e tni

l e tni

gdzie spełnieniem marzeń był mały fiat i kolorowe naklejki importowane z Czechosłowacji. Całe imaginarium Szlagi pozwalające poznać go jako bezpretensjonalnego, sympatycznego faceta, niemal kumpla, a jednocześnie dojrzałego artystę, bystrze patrzącego na dokonania poprzedników, własne ograniczenia, dzisiejszą sytuację na scenie artystycznej oraz na nasze drobnomieszczańskie i ciągle czasami wręcz uroczo zabobonne społeczeństwo. Całość pełna wdzięku i świetnego koloru.

Radek Szlaga „Droga” Galeria Leto Warszawa, ul. Hoża 9c Wystawa czynna od 26 czerwca do 23 lipca 2010 r.


Dozwolone do lat 18

Młodość to okres, w którym kształtuje się nasza osobowość, ulegamy najsilniejszym porywom serca, angażujemy się w wiele spraw z idealistyczną wiarą w zbawienie świata, tworzymy społeczności, identyfikujemy się z grupą. Bezwzględnie chcemy się wyróżniać, podkreślić odmienności, być „jacyś”.

Młodość to czas silnych starć. Dla młodego człowieka potrzeba wolności jest równie ważna, co potrzeba wsparcia, a od wielkich przygód tylko krok do wielkich kłopotów.

W niektórych momentach, o czym świadczy historia, zaangażowanie młodzieży jest silniejsze, bardziej rewolucyjne, bardziej też świadome. Tak było w czasie narodowych zrywów: powstańczych, wojennych, solidarnościowych. A dziś? Jaka jest dzisiejsza młodzież? Zaangażowana czy zachowawcza, społecznie przydatna czy schodząca na złą drogę? A może bardziej egoistyczna, a w tym egoizmie rozsądniejsza, ale i tracąca bezpowrotnie swój czas na pomyłki. Czy dzisiejsi nieletni są w swoich emocjach „letni”? „Letni nieletni” to nie tylko wystawa na wakacje. Jej tytuł, to pytanie o kondycję dzisiejszej młodzieży.

„Letni nieletni. Młodzież w sztuce współczesnej”, Narodowa Galeria Sztuki Zachęta, Warszawa, pl. Małachowskiego 3 Wystawa czynna do 29 sierpnia 2010 r. 117


Dilemmas poleca na wakacje

SZTUKA Świat dawnych szmat Adamaszkowe obrusy, koronki, chusteczki, gobeliny, tasiemki i inne eksponaty składają się na wystawę prezentującą dokonania dolnośląskiego włókiennictwa od końca XVIII do początków XX w.

Włókiennictwo na Dolnym Śląsku i Łużycach przez wieki wywierało ogromny wpływ na życie mieszkańców, było jednym z głównych źródeł utrzymania, wpływało na architekturę i krajobraz, przyczyniło się do bogactwa i sławy regionu. W XIX w. rewolucja przemysłowa zaczęła wypierać stosowane dawniej krosna tkackie. Pojawiły się maszyny, hale fabryczne i nowe technologie. Ten okres był często bardzo dramatyczny dla małych rodzinnych warsztatów tkackich, które nie były w stanie konkurować z wielkimi zakładami. To również czas, kiedy wyroby dolnośląskiego przemysłu tekstylnego zaczęły zdobywać rynki zagraniczne. Niewiele osób dziś wie o tym, że lny z Mysłakowic, adamaszki z Bielawy, misterne koronki igłowe 118

R O l K e ars homo erotica Radek Szla

ga textylia

niel e tni

l e tni

z Jeleniej Góry oraz chusteczki z Lubania zdobywały medale na wystawach światowych i trafiały na dwory królewskie. Historia dolnośląskiego włókiennictwa to jednak nie tylko sukcesy – były też upadki powodowane globalnymi kryzysami i konkurencją. Mimo to włókiennictwo śląskie i łużyckie dźwigało się i przezwyciężało ciężkie czasy. Dopiero masowy napływ tanich azjatyckich produktów pod koniec XX w. ostatecznie doprowadził do marginalizacji przemysłu włókienniczego w tym regionie.

„TEXTYLIA. Historia włókiennictwa na Dolnym Śląsku i Łużycach”, Muzeum Etnograficzne Wrocław ul. R. Traugutta 111/113 Wystawa czynna do 22 sierpnia 2010 r.

D


DESIGN Polscy projektanci odnoszą coraz więcej sukcesów. Doceniane na światowych wystawach i konkursach projekty rodzimych designerów w Polsce są - poza nielicznym gronem specjalistów - mało znane. Niewiele też jest miejsc, w których można je kupić. Aby do nich dotrzeć często trzeba wykazać się pewnym uporem. Dlatego podpowiadamy. Każdy przedmiot opatrzyliśmy informacją, gdzie można go nabyć. Czasami jest to jednak tylko adres strony www projektanta-producenta.

sofa

b l o w ESTRe LA V RE M Narysuj mi coś na oparciu

Pamiętam, jak się przeprowadzałam. Nie raz. W studenckim życiu to częste doświadczenie.

Było ciężko, masa książek, rzeczy osobiste, mebli niewiele. Niewiele przede wszystkim dlatego, że nie wiedziałam, jak długo będę mieszkać w konkretnym miejscu, jakie będzie kolejne lokum, co tam by się zmieściło itp. W efekcie miałam gdzie spać i gdzie rozlokować bibliotekę (składane regały), ale usiąść już nie za bardzo było gdzie, zwłaszcza jak przyszli goście. W czasach, kiedy studiowałam Malafor nie zaprojektował jeszcze Sofy Blow. Dzisiaj moje wiecznie przeprowadzane z kąta w kąt życie wyglądałoby inaczej. Byłoby wygodniejsze. Blow ma same zalety. 119


Dilemmas poleca na wakacje

DESIGN Zaprojektowana przez Agatę Kulig i Pawła Pomorskiego sofa jest tania, prosta, składana, lekka, dmuchana, ekologiczna i praktyczna. Składa się z oryginalnego przemysłowego worka (służącego do ształowania statków, czyli takiego ich załadunku, aby między towarami nie pozostawały puste przestrzenie. Do tego właśnie używa się worków - pustych, a bardzo wytrzymałych na zgniatanie), ram z metalowych rurek i kilku gumek. Worek można wymieniać. Ma to znaczenie, bo po papierowym siedzisku fajnie się maże i rysuje, znajomi przychodząc, wypisują dedykacje itp.

Sofa Blow sprzedawana jest w Magazynie Praga, Warszawa oraz na www.malafor.pl 120

s o f a

b l o w E S T R e LA V M RE

Blow to także dobry pomysł dla młodych małżeństw z nadaktywnymi plastycznie dziećmi. Można im pozwolić na swobodne zarysowywanie sofy, może oszczędzą ściany. Blow zadebiutowała w roku bieżącym na Targach Imm Cologne w Kolonii. Ma zawsze ten sam wymiar: 180x90 cm i zawszę tę samą, przemysłową estetykę. Ja ją bardzo lubię.


Światło glamour

Jak sobie pościelesz...

Lampa Estrela V projektu rodzinnego kolektywu Kafti. Rozedrgana, postrzępiona, bogata w formie. W kolorze oberżyny lub białym, daje rozproszone światło, romantyczne i intymne. Niedroga i niewielka (39x39 cm). Wykonana z łatwego w czyszczeniu (wbrew pozorom) polipropylenu. Ekologiczna, bo na energooszczędne żarówki. Propozycja odważna i bardzo kobieca, choć nie tylko do wnętrz o przeznaczeniu buduarowym.

REM to także nazwa pościeli zaprojektowanej przez AZE Design w 2007 r. Dla jednych ten projekt to niewypał, inni są nim zafascynowani. W każdym razie niewiele przedmiotów autorstwa rodzimych designerów wzbudza takie emocje, także wśród internautów. REM to pościel z zapisem kolejnych pozycji ciała w trakcie snu. Jednym kojarzy się z erotycznym spazmem, innym z konturem martwego ciała, jak z kadrów serialu CSI. Pierwsi są zachwyceni, drudzy nieco z niesmaczeni. Przesypiamy prawie 20 lat w naszym życiu, więc gdzie i jak, ma znaczenie. REM to pościel w 100% procentach bawełniana, produkowana w kolorze białym. Wymiary: poszwa 160x200 cm; poduszki 50x60 cm.

Dla odmiany coś w zupełnie przeciwnej estetyce, choć doskonale wpisujące się w proste, nowoczesne wnętrza.

REM (Rapid Eye Movement) to jedna z faz snu. W jej trakcie najintensywniej śnimy i najintensywniej się poruszmy.

REM do nabycia na www.azedesign.pl

Estrela V dostepna jest na www.kafti.com w cenie 249 zł

121


KRONIKI LONDYŃSKIE

122


W roku 1991 dyrektorzy kilku angielskich uczelni zwrócili się do osób działających w środowisku mody z prośbą o pomoc w zorganizowaniu imprezy, której celem byłaby promocja dyplomowych kolekcji ich studentów. W ten sposób po raz pierwszy odbył się w Londynie Graduate Fashion Week. Mając poparcie i pomoc branży wydarzenie dość szybko zdobyło rozgłos i renomę. Obecnie pokazy Graduate Fashion Week są najważniejszym miejscem w Wielkiej Brytanii, gdzie pojawiają się młodzi projektanci. Wiadomo, że to oni w przyszłości będą wyznaczać nowe trendy. Nic zatem dziwnego, że impreza już od wielu lat przyciąga znaczące grono liczących się osobistości m.in. przedstawicieli renomowanych domów mody, mających nadzieję na wypatrzenie nazwisk, które już za moment mogą stać się najgorętszymi w branży. Coraz liczniej pojawiają się na imprezie znani projektanci, również poszukujący nowych talentów czy też, po prostu, inspiracji. Dla studentów już samo zakwalifikowanie się na tę imprezę oraz możliwość zobaczenia własnej kolekcji na tak prestiżowym pokazie jest znaczącym wyróżnieniem. Po cichu każdy z nich liczny, że uczestnictwo w GFW otworzy mu drzwi do wielkiego świata mody. Te obliczenia nie są bezpodstawne. Każdego roku wielu z nich zdobywa prace w markowych domach mody, kolekcje niektórych trafiają do prywatnych butików, kolejni odbywają staż u znanych projektantów. Marka River Island, od sześciu lat główny sponsor Graduate Fashion Week, nawiązała współpracę z prawie 90 byłymi absolwentami wydziałów projektowania. To oni od kilku lat tworzą nowe kolekcje dla tej sieci sklepów. Niektórym uczestnikom Graduate Fashion Week udaje się jednak odnieść znacznie 123


KRONIKI LONDYŃSKIE

większe sukcesy. Przez lata istnienia imprezy wylansowano tu kariery wybitnych angielskich kreatorów mody. Na Graduate Fashion Week debiutowali m.in. Stella Macartney, Julian MacDonald, Antonio Baradi, Hussein Cha-layan, Christopher Bailey, Stuart Vevers czy Owen Gaster. Kolejnym, na którego warto zwrócić uwagę jest William Tempest. Ten młody, zaledwie 24-letni projektant tworzy już pod swoim własnym nazwiskiem, a w lutym tego roku zaprezentował swoją kolekcję podczas London Fashion Week. W jego kreacjach chodzą Kate Moss, Lily Allen, Emma Watson czy Victoria Beckham. 124


raduate Fashion Week

Tegoroczna, dziewiętnasta już edycja imprezy odbyła się w dniach 6-10 czerwca 2010 r. Podczas czterech dni odbyły się 22 pokazy, prezentujące dyplomowe kolekcje studentów z 52 angielskich szkół projektowania mody. Jak co roku, podczas kończącej wydarzenie gali przyznane zostały liczne nagrody. Główna wygrana, w wysokości 20 tys. funtów, przypadła 22-letniej Rebecce Thompson, która oparła koncepcję swojej kolekcji na zwykłej białej koszuli, dekorując ją fantazyjnymi wzorami, kołnierzami i kombinacjami rożnych materiałów. Od kilku lat na Graduate Fashion Week można zaobserwować polskie nazwiska. Jak na razie żaden polski projektant nie został tu wyróżniony, 125


126

Graduate Fashion Wee

KRONIKI LONDYŃSKIE


jednak ważna jest już sama możliwość debiutu w ramach tak prestiżowego pokazu. Warto wspomnieć o Dorocie Damian, która zaprezentowała dyplomową kolekcję w 2009 r., a od tego czasu osiągnęła już pewne sukcesy na rynku mody m.in. wygrywając konkurs na projekt sukni galowej dla Carly Stenson - jednej z aktorek „Hollyoaks”, serialu, który jest odpowiednikiem naszego rodzimego „Klanu”. W tej sukni celebrytka wystąpiła na gali The British Soap Awards. Warto śledzić wydarzenia Graduate Fashion Week wierząc, że już niedługo, któremuś z naszych rodaków otworzy ono drzwi do międzynarodowej kariery. Joanna Wedman fot. Marek Neumann 127


DILEMMATOGRAM

Czesław Mozil fot. Anna Karolina Wajs

Czasem jest tak, że kogoś nie znasz, to znaczy nie znasz osobiście, ale ponieważ pojawia się w mediach częściej i częściej, to masz wrażenie, że to już prywatna znajomość. Kiedy na myśl przychodzi autor „Debiutu” i „Popu”, twarz w naturalny sposób zawija się w banana. Trudno się nie uśmiechać, biorąc do ręki jego najnowszą płytę z plastelinową społecznością na okładce. Jak dodamy do niej trzydziestolatka z ultrabogatą mimiką twarzy i jeszcze bogatszą gestykulacją rąk, śmiejemy się w sposób nieopanowany. Prawdziwie, naturalnie, szczerze. A Czesław śpiewa. 128


Czesław 1. Z prądem czy pod prąd?

2. Trendy... podążasz czy wyznaczasz? 3. W drodze czy w miejscu? 4. Awangarda czy klasyka? 5. Śmiech czy uśmiech? 6. Kino czy teatr? 7. Krucha czy korpulentna? 8. Moda czy antymoda? 9. Grzecznie czy walecznie? 10. Przygotowany czy improwizowany? 11. Miasto czy prowincja? 12. Gdybym nie śpiewał...

Pod prąd

Mozil

Chcę wyznaczać, ale nie zawsze się udaje:-) W drodze, cały czas Na granicy Awangardy i Klasyki uśmiech Teatr Krucha Moda Grzecznie

Improwizowany Miasto Byłbym Tony’m Soprano

129


W SIECI

VintageCat to nowość, choć takich sklepów w sieci jest coraz więcej. On jednak zdecydowanie się wyróżnia. Można tu kupić tylko wyselekcjonowane egzemplarze ubrań i dodatków vintage w niewygórowanych cenach. Gros produktów oscyluje w granicach 30-60 zł. Specjalizuje się w rzadkich sukienkach z lat 50. i dodatkach „nie do zdobycia”, jak na przykład oryginalne kocie okulary czy buty z aplikacjami. Właścicielka sklepu dba o dokładne pokazanie produktów w VintageCat, samodzielnie poluje na wyjątkowe egzemplarze ubrań. Wiemy, że niedługo będzie polować w Belgii.

G A T N I V Sklep się dopiero się rozwija, ale warto go obserwować. Nie ilość, a jakość jest tym, co wintydżowe kotki lubią najbardziej. Na jesieni VintageCat zaprezentuje się na Fashion Week Poland, w grudniu planowane jest otwarcie showroomu przy ul. Pańskiej w Warszawie.

130 1


T A C E G www.vintagecat.pl

131 5


w mieście Klatka schodowa 5-10-15

Nasza

Mo-

ko-

tow Butik Macieja Zienia – otwarcie niedługo 132


High Street – główna ulica miasta, najdroższa i najbardziej prestiżowa. To tu znajdziemy butiki uznanych marek i najlepsze restauracje. Ich witryny magnetycznie przyciągają wzrok, a ceny produktów odstraszają szeregowych zjadaczy chleba, jednocześnie pobudzając ich do marzeń o życiowym sukcesie. Tu koncentruje się światowa moda.

w-

Minimalistyczny detal witryny Flash High Street to wynalazek wielkich metropolii: Londynu, Nowego Jorku, Rzymu, Paryża. Czy Warszawa ma swoją High Street? Nie, choć czynsze na Nowym Świecie i Krakowskim Przedmieściu są najwyższe w Europie. Za kosmicznymi cenami nie idzie jednak blichtr, elegancja i kreatywność. Nie znajdziemy tu także logotypów firm budzących największe pożądanie.

Wejście do Blind wiedzie przez malownicze podwórko 133


w mieście

Torebki Ecoist i buty Vivienne Westwood w butku Blind

Mo-ko-t Butik Ani Kuczyńskiej

Wnętrza 5-10-15 Flash, ul. Mokotowska 26 134

o


ow-ska Odzieżowe pole, ul. Mokotowska 51/53 – kawiarniany kącik na parterze

Mimbla – magiczny sklep z zabawkami ul. Mokotowska 51/53

135


w mieście

Butik Ani Kuczyńskiej

Mo

-ko

-to

W jakimś sensie polska stolica ma jednak swoją High Street. W centrum, choć trochę na uboczu, powstałą w wyniku oddalanych inicjatyw, przypadkowo. To skrzyżowanie najwyższej elegancji i młodzieńczego buntu, typowego dla dzielnic artystycznych. To skrzyżowanie ulic Koszykowej i Mokotowskiej oraz ta ostatnia, aż do Placu Trzech Krzyży. Tutaj znajdziemy ekskluzywne butiki młodych (i nie tylko) projektantów: Justyny Chrabelskiej, Ani Kuczyńskiej, Odzieżowego Pola, Macieja Zienia. Tutaj znajdziemy najciekawsze vintage shops, designerskie kawiarnie oraz knajpy z pomysłem na wnętrze i zawartość karty sygnowane znanymi nazwiskami Marty Gesler czy Piotra Najsztuba. 136

w

5-10-15 – klub, kamienica artystyczna, niezwykłe miejsce, przestronne i przyjazne

Mimbla


Wnętrze butiku Blind

w- s

ka

Biżuteria od Lilou

Cafe 500 – sufit

137 11


w mieście

Wnętrze Cafe 500 róg ulic Mokotowskiej i Koszykowej

Butik Justyny Chrabelskiej

Mo-ko-t o w Galeria Leto, jedna z najbardziej awangardowych w mieście, ul. Hoża 9c 138


Tu także, oraz w najbliższej okolicy, koncentruje się sztuka serwowana z najlepszej ręki: Fundacji Bęc Zmiana i Galerii Leto. Dobrze się też tu bawimy: zabawkami z Mimbli (sklep nie tylko dla dzieci, a może inaczej - także dla dużych dzieci) oraz w 5-10-15 – artystycznej kamienicy o najbardziej nieskrępowanym klimacie w mieście. A w podwórkach na przemian: ekskluzywne butiki i błękitem malowane kapliczki. Kolorowy zawrót głowy, a do tego nasz własny, rodzimy i nie skopiowany.

Przegryź – świetne żarcie u Piotra Najsztuba Jedyna w Polsce galeria sztuki starożytnej Prima Porta

Agnieszka Gniotek fot. Grzegorz Mikrut

Wnętrza 5-10-15

w- ska

Wnętrze butiku Fumo

Fundacja Bęc Zmiana i wystawa Ani i Adama Witkowskich w reaktywowanej Witrynie

139


KRONIKI TOWARZYSKIE

fot. Grzego rz M i

krut

Za

ili nas.... s o r p

Prezentacja kolekcji Piotra Drzała w RS1 przy ul. Koszykowej 1 w Warszawie 140


.

fot. Grzegorz Mikrut

Pokaz kolekcji „Mirage” i „SunKiss” Joanny Miszteli w warszawskiej Herezji. Na zdjęciu projektantka w otoczeniu modelek

fot. Ma rta D udz iak

Malewicz Fashion Show w Confashion przy ul. Moliera w Warszawie

141


KRONIKI TOWARZYSKIE fot. Marta Dudziak

Impreza z pokazem mody Patryka Sudzika w Glam Club w Warszawie

Miks tekstylno -kawowo-muzyczny

W sobotę 10 lipca 2010 r. w warszawskiej Cafe 500 miały miejsce „Ściegi ręczne”. Niewtajemniczonych informujemy, że chodziło o sprzedaż ubrań i dodatków. Nie byle jakich. Bo nie tych, które można znaleźć w jakimkolwiek centrum handlowym.

Więc nie tych, które dobrze znamy. Przybyłym na event zaserwowana została mocna dawka designu i feeria barw. A to co pokazali projektanci w połączeniu z charakterem miejsca stworzyło iście wyjątkową całość. Były ciuchy, torby spod znaku fair trade i nie tylko, biżuteria i dodatki. Słowem mnóstwo rożnych, oryginalnych rzeczy. Na imprezie pojawiły się dwie pary Dilemmasowych oczu. 142


Jedna para, wyszukująca awangardowego designu, spędzała czas głównie przy stoisku Pauliny Plizgi, rozkoszując się jej buntowniczymi i malarskimi sukienkami, spódnicami oraz opaskami na rękę. Potem przystanęła na dłużej przy eleganckich, ale traktowanych z dużą fantazją, formach biżuterii Weroniki Bachan. Druga para oczu, jako propagatorka boho-looku zupełnie straciła głowę przy dwóch stoiskach z opaskami. Pierwsze, autorstwa Ani Pięty, funkcjonujące pod nazwą Licoreese ozdobione byly fantazyjnymi kokardami, filcowymi zawijasami i kolorowymi kamieniami. Dodatkową atrakcją u Ani było lustro w kształcie głowy owcy, w którym przeglądały się klientki designerki. Drugim „magnesem” było stoisko z projektami Anny Blauth. Genialne, fantazyjne formy naszyjników, których nie sposób nie zauważyć oraz opaski. Multikolorowe, z ogromnymi kulkami i mieniącymi się cekinami. A na deser sukienki Green Establishment. W grochy, groszki i z nadrukiem znanej „establishmentowej” twarzy. Było bardzo gorąco. I nie tylko z powodu upału. Pozostaje nam mieć nadzieję, że nie była to ostatnia tego typu impreza.

fot. Marta Dudzia k

„Ściegi ręczne” czyli showroom różnych projektantów w Cafe 500 przy Koszykowej w Warszawie 143


TRENDY

KAPELUSZ H&m

OKULARY H&m

PASEK RIVER ISLAND

TOP RIVER ISLAND

TORBA DIeSEL CHUSTA KENZO

BUTY H&m

SUKNIA MAXI RIVER ISLAND

STRÓJ KĄPIELOWY RIVER ISLAND BUTY TOPSHOP NASZYJNIK asos

BOHO

144

Bohotrend połączył motywy cygańskie i surferskie. Maxi, zamaszyste suknie i spódnice, kwiaty, pióra i frędzle pojawiają się obok sznurków, rzemyków i muszli. Bohotrendy dyktują Isabel Marant i Matthew Williamson. A my podążamy za nimi. Bo latem ma być romantycznie i hipisowsko. MARTA DUDZIAK


PLAŻA

Plaża. Miałki piasek pod stopami. Słońce, które nie chowa się za chmurami. Koc, butelka wody i... Na taki scenariusz czekaliśmy cały rok. Nie zwlekajcie, pakujcie torby i ruszajcie. MARTA DUDZIAK

BLEZER H&m

SUKIENKA TOPSHOP

TOP RIVER ISLAND

T-SHIRT H&m TOP WILLIAMSON

JAPONKI FRENCH CONNECTION

TORBA ROXY

SZORTY H&m

TUNIKA H&m

kombinezon RIVER ISLAND

WODA Jean Paul Gaultier

LEGINSY H&m

JAPONKI ASOS 145


TRENDY KURTKA RIVER ISLAND

KALOSZE MORGAN

CZAPKA TOPSHOP PŁASZCZ PRZECIWDESZCZOWY CACHAREL

BUTY VIVIENNE WESTWOOD

SZAL H&m

BRANSOLETKA SYLWIA CAŁUS

Na deszcz

BUTY KARTELL

parasol Ugly Doll PIERŚCIONEK MORGAN

Według wszelkich prognoz drugi miesiąc wakacji ma niestety upływać pod znakiem deszczu. Oby nie, ale jeśli prognozy okażą się prawdziwe, warto zaopatrzyć się w fantazyjne kalosze i transparentną parasolkę. Ultra-trendy jest też transparentna biżuteria. Sami zobaczcie na wybiegu u Michaela Korsa, Burberry i Prady. MARTA DUDZIAK

146


Alex

Alexander McQueen był, jest i zawsze będzie. Dziesiątki jego pomysłów już stanowią inspiracje dla innych. Mistrz konstrukcji. Performer. Rewolucjonista mody. Śladami McQueena warto podążać. Być odważnym w modowych wyborach. Nie bać się. Jak on. MARTA DUDZIAK

SUKIENKA TOPSHOP

CHUSTA RIVER ISLAND

KAPELUSZ DIeSEL

TUNIKA TOPSHOP

TOP TOPSHOP SUKNIA RIVER ISLAND

PORTFEL diesel TUNIKA WILLIAMSON

OKULARY RAYBAN

147


TRENDY OKULARY ROKIT TRUE VINTAGE CLOTHING

SPODNIE URBAN OUTFITTERS PASEK H&m

T-SHIRT URBAN OUTFITTERS BRANSOLETKA QUELLE T-SHIRT RIVER ISLAND

TORBA ROKIT VINTAGE STORE

BUTY GRAvIS

TRAMPKI H&m

SZORTY tommy HILFIGER SPODNIE DIESEL

Urban STYLE

W mieście wcale nie musi być nudno i szaro, zwłaszcza latem. Wyjdź na ulicę w kolorowym, printowym T-shircie. Załóż do niego jaskrawe spodnie. Jeśli kolorowy total look Cię przeraża, sięgnij po turkusowe okulary albo soczyście czerwone trampki. Ulica należy do ciebie. GRZEGORZ MIKRUT

148


KONKURSY

DILEMMASOWE

KONKURSY

1

Mania poszukiwania

Sporo jest w tym numerze o Marcu Jacobsie. Ale to jeszcze nie koniec. Szukaj czegoś, pod czym projektant podpisuje się obydwiema rękami. Nie powiemy Ci, czego szukać. Chcemy dowiedzieć się od Ciebie, co to jest i na której stronie to znalazłaś. Nagrodą jest 3-dniowy, popołudniowy „Krótki kurs makijażu - Zrób wreszcie coś dla siebie” w Szkole Wizażu i Charakteryzacji SWiCH w Warszawie. Kurs odbędzie się we wrześniu. Zgłoszenia konkursowe przesyłajcie do nas na adres e-mail d@dilemmas.pl do 20 sierpnia. Zwycięzcę konkursu ogłosimy 30 sierpnia na łamach naszego portalu www.dilemmasmagazine.pl.

ILEMMASOWE

ONKURSY

2

Listy do redakcji Piszcie do nas o modzie, designie, sztuce, stylizacjach, imprezach, ulicy. Piszcie o wszystkim, co przyjdzie Wam do głowy. Prace, które nam się spodobają, zamieścimy na łamach kolejnego wydania magazynu. 3 najlepsze dodatkowo nagrodzimy książkami „PRacownik” Huberta Hurbańskiego ufundowanymi przez Wydawnictwo Albatros. Swoje maile z tematem „Listy do redakcji” przysyłajcie na adres d@dilemmas.pl.

149


J E I N A T J KUPU Promocja kupony rabatowe

15%

10

%

glamstore.com.pl

crazyshop.pl

Rabat 15% w Glamstore oraz Glamstore Elite // promocja nie obejmuje produktów z oferty Glamstore i Glamstore Elite na zamówienie// termin promocji: 19 - 25 lipca 2010 r. Hasło Dilemmas

Wysokość rabatu - 10%. Czas trwania promocji - 30 dni od wydania magazynu Niezwykły wystrój wnętrz, dodatki i prezenty. Stać Cię na dobry design. W polu komentarz do zamówienia podaj hasło DILEMMAS.

15

%

Glamstore. Przyjemność Tworzenia Domu. .

www.a-x.pl   

cały asortyment sklepu (promocja nie dotyczy innych promowanych artykułów) rabat 15%, czas trwania promocji 1 miesiąc Sklep z ciekawymi koszulkami, które urozmaicą każdą garderobę. Serdecznie zapraszamy, hasło DILEMMAS. 150


2

0

% kocieoko.pl

www.embros.pl

Kocieoko.pl sklep z biżuterią. Duży wybór pięknej biżuterii w atrakcyjnych cenach. Wysyłka już w 24 godziny. Karty rabatowe.

-20% rabatu Embros to nowa marka odzieży kierowana do fanów klubowego stylu. Zniżka na cały asortyment sklepu. Czas trwania promocji 01.07.2010 - 01.09.2010

Rabat - 5% czas trwania promocji do 15 września 2010 r. Hasło DILEMMAS

Hasło DILEMMAS.

5% % 9 1

designerski.pl

Rzuć okiem na nasze produkty, wykorzystaj okazję – kup taniej z rabatem. Wysokość rabatu:19%, data ważności: od 15 lipca do 15 września 2010 r. Zniżka na cały asortyment sklepu. Tylko dla pierwszych 19 osób! Kod kuponu rabatowego 807568

www.artofwall.com.pl

15%

Rabat 15%, termin promocji: 19 - 25 lipca 2010 r. Artofwall. Kto powiedział, że ściana musi być biała? Hasło DILEMMAS.

151



Dilemmas Magazine #6(7) lipiec/sierpień 2010