Page 1


AKADEMICKI PRZEGLĄD SPORTOW

Foto na okładce Maciej Samsonowicz

Pismo Zarządu Głównego AZS Redaktor naczelny: Bartłomiej Korpak Sekretarz redakcji: Halina Hanusz Adres redakcji: 00-056 Warszawa ul. Kredytowa 1a tel./fax (22) 828-02-76 502-250-604 www.azs.pl e-mail: aps@azs.pl

Projekt graficzny i skład: Paweł Piętka © FALL tel. (12) 413-35-00, 294-15-28, www.fall.pl Numer zamknięto 30 listopada 2007 r. Wydawnictwo zrealizowano ze środków Ministerstwa Sportu i Turystyki, nakład 5000 egz. ISSN 0209-0546

[od redakcji]

Czego chcą studenci?

J

eszcze rok akademicki nie rozpoczął się na dobre, a dyskusja o studenckim wf. trwa. W październiku spotkanie sejmikowe w Warszawie (nt. Infrastruktura sportowa dla szkolnictwa wyższego), w listopadzie konferencja naukowa w Szczecinie (nt. Kultura fizyczna w środowisku akademickim w perspektywie zmiany społecznej). Problem jest, ale wymiar debat dosyć skromny. Kogo to tak naprawdę obchodzi, kiedy na scenie politycznej nie ma dnia bez sensacji, zwrotów akcji, przełomów, nominacji czy oświadczeń. Sport polski też żyje sprawami wielkimi. Stadion obok czy w niecce, czy na Pustyni Błędowskiej? Nikt nawet przez chwilę nie zadał sobie trudu odpowiedzi na pytanie, dla jakiej wizji sportu budujemy te stadiony? Kto będzie na nich grał? Jedno jest pewne, że kapele rockowe. W ciągu ostatnich 4 lat na stadionie (też chyba narodowym) w Chorzowie było kilkanaście razy więcej wydarzeń muzycznych niż sportowych. Zawsze jeszcze można zrobić bazar. Trzecie pokolenie handlowców z Azji już się szykuje. Mają mieć lepsze warunki, bo stadiony będą zadaszone. Doświadczenia nie są najlepsze. Dziś dosyć ponuro wygląda codzienny widok wielu pięknych obiektów, które w ramach boomu sportowych inwestycji pobudowano w ostatnich latach w kilkunastu miastach w Polsce. Stoją puste. Branża budowlana zaciera ręce. Ktoś to będzie musiał remontować. Wracajmy do studentów. Fachowcy są coraz bardziej zgodni w swoich ocenach. Obowiązujący na wielu uczelniach model wf. w żadnym wymiarze nie przystaje już do współczesnych wymogów. Umieszczone w programie 60 godzin w czasie studiów to jakiś ponury żart, który studentom nie przynosi nic, a szkołom wyższym spore wydatki. Radziecka doktryna o obowiązkowym wf. młodzieży dla ich większej sprawności do pracy i obrony nadal ma na polskich uczelniach wielu zagorzałych zwolenników, chociaż wymiar dosyć karykaturalny. Szkoda, że nie dostrzeżono faktu, że coś się za oknem magazynku ze sprzętem sportowym zmieniło. Pomijając minima programowe zalecane przez Radę Główną, pewnie najlepiej należałoby spytać studentów – jakiego to wf. oni oczekują? Z badań i ankiet wynika dosyć przewrotny obraz. Znakomita większość chciałaby uczęszczać na zajęcia sportowe, ale też znakomita większość

nie potrafi wskazać na jakie zajęcia uczęszcza. Najczęściej deklarują, że ćwiczą w domu. Wielu twierdzi, że obowiązkowy wf. na uczelni to niezła sprawa, ale większość nie chce w takich zajęciach uczestniczyć. Są bardzo zainteresowani aktywnością fizyczną, ale w niej nie uczestniczą, bo nie mają czasu. Najlepiej zdobyć zaliczenie, mieć święty spokój i odłożyć takie pomysły na później, na dorosłe życie. I bądź tu mądry. Jaką ofertę dla tych studiujących wymyślić? Jest ich blisko 2 miliony, nieśmiałe dyskusje na temat wf. dotyczą ledwie połowy z nich, tak zwanych stacjonarnych. Zaocznym wf. się w ogóle nie należy, Dlaczego? Dlatego, że nie ma tego w minimach programowych. Proste. Czego zatem oczekują studenci? Nie wiadomo. Zakładając, że jakiś stopień świadomości posiadają, jedynym wytłumaczeniem tej sytuacji jest dosyć smutna konstatacja, że młodzież ta nie posiada żadnego własnego standardu wf. Jeżeli coś mi jest potrzebne dla zdrowia i rozwoju, to o to zabiegam. Tak często i w takim wymiarze, jak organizm się domaga. Wybieram takie zajęcia, które dają mi najwięcej. Specjalizuję się w tym, co potrafię i z czego mam satysfakcję. No, ale do tego trzeba dojrzeć i przejść porządną edukację w domu, na podwórku, w szkole. Czym skorupka za młodu... REDAKTOR

Zapraszamy Do nowego działu

AZS w Ligach

ch Wszystko o starta zespołów AZS wych w Ligach Państwo Szukaj na

azs.pl

aps nr 09 2007 (257)


[rozmowa]

Po prostu etos Rozmowa APS z prof. dr. hab. Jackiem Hołówką (Wydział Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego) Chciałabym porozmawiać z Panem Profesorem na temat etosu w sporcie. Na początek poproszę jednak o wyjaśnienie samego pojęcia etos.

Chciałbym najpierw wyraźnie odróżnić trzy pojęcia, które są często mylone. Etyką zajmują się ludzie, którzy mają zainteresowania ściśle filozoficzne i chcą skonstruować dobrą teorię na temat prawdziwych obowiązków człowieka. Jak one wyglądają, można ustalić tylko poprzez rzetelnie prowadzone studia filozoficzne. Z drugiej strony jest moralność. Jest to zespół pewnych zachowań, sposób reagowania, odczuwania zła moralnego albo dumy moralnej związanej z jakimś zachowaniem. To cały zbiór reakcji, w tym reakcji słownych, związanych z różnymi zachowaniami. Każdy z nas ma jakiś profil moralny, jakąś tendencję do wybaczania albo do reagowania złością itp. Tak rozumiana moralność charakteryzuje każdego indywidualnie. Natomiast etos jest to zbiór norm przyjętych przez grupę zawodową, sportową, religijną, towarzyską albo przez jakąś lokalną zbiorowość, które nie należą wyłącznie do sfery deklaratywnej, ale są społecznie egzekwowane. A zatem członkowie jakiejś grupy jednolicie reagują na zachowania, które potępiają albo uważają za godne pochwały. Czym wobec tego jest etos w sporcie?

Można powiedzieć, że istnieje jeden etos dla wszystkich klubów sportowych, wszystkich dyscyplin sportowych – jest realizowany poprzez zasadę fair play – zasadę przestrzegania reguł sportowych. Są takie kluby, w których stosuje się w sposób rygorystyczny reguły sportowe, regulaminy i zasady gry. Istnieją też urządzenia elektroniczne, które potrafią stwierdzić na przykład, kto pierwszy dotarł do mety albo czy piłka upadła w obrębie pola gry, czy poza nim. Jeśli nie ma takich urządzeń, zawsze znajdą się ludzie, którzy każdą wątpliwą sytuację ocenią na swoją korzyść. Tego rodzaju zabiegi są prowadzone po to, by w szalbierczy i oszukańczy sposób wygrać. Sport przestaje być wtedy www.azs.pl

walką sportową, a staje się walką bez reguł, wolną amerykanką. Co powoduje, że zasada fair play nie jest przestrzegana przez sportowców?

W sporcie, zwłaszcza zespołowym, istnieje bardzo silna presja na wygranie. Nie jest to jednak wygrana polegająca na uczciwej grze, na zmierzeniu się siłami. Gra taka nie udowadnia przygotowania drużyny, jej szybkości, zwinności, refleksu czy umiejętności grania w sposób przewidziany regułami. Liczy się wygrana za wszelką cenę. Presja może płynąć z rozmaitych stron. Czasami są to naciski lokalne, czasami związane z klubem sportowym, czasami naciski płyną od trenera. W drużynach narodowych działa wzgląd czysto polityczny. Pojawiają się więc systemy normatywne, które za cel stawiają sobie wzmocnienie grupy zawodowej, klubu, zwiększenie sławy, prestiżu jakiegoś zawodnika. Często się słyszy, że zawody sportowe są z góry kupowane albo aranżowane. Zwłaszcza jeśli na scenie znajdą się bukmacherzy, u których pieniądze zostają inwestowane w obstawienie zwycięstwa takiej czy innej strony – można się spodziewać, że gry czy spotkania sportowe zostaną sprzedane. Dlatego im bardziej paradoksalny będzie wynik, im większa wygrana, tym odejście od reguł walki sportowej bardziej spektakularne. Właśnie po to istnieją silne naciski by sport był bardziej zdegenerowany, by służył innym celom niż czysta walka sportowa. Skąd wziął się taki negatywny sposób postrzegania rywalizacji sportowej?

Sytuacja nasiliła się, kiedy sport nabrał charakteru widowiskowego, czyli od lat 60., kiedy to stał się częścią kultury masowej. Do lat 50. było tak, że jedni interesowali się sportem, inni nie – ludzie mieli do niego prywatny stosunek. Tak rozumiany sport uprawiało się dla zdrowia, przyjemności, dla wzięcia udziału w jakimś ciekawym wysiłku, dla chęci utrzymania dobrej kondycji, dla wyrobienia w sobie przeświadczenia, że ćwicząc lepiej się człowiek czuje i sprawia mu przyjemność, kiedy co jakiś czas z ludźmi w miarę równymi sobie może wejść w rywalizację. Dziś, przez to że sport przestał być autonomiczną, swoistą dziedziną ludzkiej

działalności, stał się częścią kultury masowej. Sport jest wart tyle, ile przyniesie pieniędzy. Liczą się więc wielkie wydarzenia sportowe, wielkie stadiony, liczy się olbrzymia koncentracja kapitału związana z kampaniami anonsującymi wyczyny sportowe albo wielkie zawody sportowe. Powstaje rodzaj wieloletniej strategii, walki, która ma charakter zastępczej wojny na terenie Europy, świata. Kiedyś odnotowywano tylko to, kto wygrał, kto przegrał, jaki jest aktualny stan danego klubu. Dzisiaj to jest już sprawa zaangażowania się osobistego. Prawdziwy sport musi opierać się na zasadzie, że rywalizują ze sobą partnerzy mniej więcej równi. Jeśli partnerzy są nierówni, to sport przestaje być sportem, bo z góry wiadomo, że jeden musi wygrać a drugi przegrać. Jeśli wynik rozgrywki jest z góry do przewidzenia, to nikt tego nie chce oglądać. Może też dochodzić do korupcji, oszustw i sprzedawania widowisk sportowych, bo nagle wszyscy są zafascynowani wygranymi osób, które nie były faworytami rozgrywek: ten, który był słaby, okazał się mocniejszy. A na tym można zarobić pieniądze: napisać kilkadziesiąt artykułów do gazet, wylansować jakąś nową postać, która staje się idolem. Proszę zwrócić uwagę, że wszystkie kariery zawodowe wielkich sportowców zaczynały się od tego, że wygrali fuksem, nie byli faworytami, np. Fortuna wiele lat temu w Japonii. Na zawodach był podmuch wiatru, który utrzymał go


w powietrzu niewiarygodnie długo i odtąd uważano, że jest to geniusz sportowy – ja nie odbieram Fortunie talentu, tylko mówię, jak wygląda mechanizm. A polega on na tym, że jeśli wygrywa zawodnik nieoczekiwany, to wszyscy biją brawo, wpadają w entuzjazm, są zachwyceni. Jeśli wygrywa ten, po kim spodziewamy się wygranej, z góry wiadomo, że spotkanie będzie nudne i nikt go nie chce oglądać. Z tego, co Pan Profesor mówi, wynika, że masowość, komercjalizacja sportu to główne przyczyny jego degeneracji.

Ma pani rację, to jest w tej chwili najważniejszy problem. Co mnie szczególnie niepokoi, to w pewnym sensie profesjonalizacja sportu. Profesjonalizacja jest najczęściej pozytywnym zjawiskiem, bo tam, gdzie się pojawia, istnieje również silniejsza konkurencja, więcej zainteresowanych, jaśniejsze reguły i – co najważniejsze – lepsza kontrola tego, jak dany zawód jest wykonywany. Czy podobnie jest w sporcie? Tu niestety jest odwrotnie. Pełna profesjonalizacja oznacza, że cele sportowe są spychane na drugi plan. W ramach profesjonalizacji klub sportowy podejmuje działania mające na celu zarabianie pieniędzy albo zdobycie dużej liczby kibiców, a niekoniecznie organizowanie uczciwych i ciekawych spotkań sportowych. Czy w takim razie uprawianie sportu profesjonalnego wiąże się z powielaniem tych negatywnych wzorców tych negatywnych procederów? Czy da się wyeliminować z niego czynniki patologiczne?

Jestem wielkim fanem futbolu amerykańskiego. To dla mnie jedna z najbardziej czystych, przyzwoitych i dobrze zorganizowanych gier sportowych. Tutaj profesjonalizacja dobrze działa. Po pierwsze robi się wszystko, żeby zawodnikowi nic się nie stało: ubiór, hełm na głowie, ochraniacze na zęby. Zdarzają się urazy nogi czy ręki, ale do poważniejszych wypadków nigdy nie doszło. Poza tym zawodnik jest pod nadzorem

firm ubezpieczeniowych, które w razie wypadków płacą odszkodowanie. Brutalności, w stylu walenia bykiem czy szarpania za hełm, nie ma. Futbol amerykański bardzo zdecydowanie piętnuje oszustwo i brutalność. W tym celu mecz jest nadzorowany przez sędziów i nagrywany przez 20 kamer pokazujących, czy zawodnicy grają uczciwie. Jeśli ktokolwiek dopuści się jakiegoś przewinienia, natychmiast są gwizdy, protesty, zawodnik opuszcza boisko. Bardzo istotny w grze jest także, ale i wymagający, podział specjalności: najwięksi stoją w defensywie, lżejsi, świetnie rzucający są napastnikami, z kolei sprinterzy biegają po polu, łapią piłki. To jest prawdziwe widowisko – tam jest na co patrzeć. Inna gra, siatkówka, jest tak samo dobra jak futbol amerykański, ponieważ każdy przez cały czas jest w grze, jest dużo planowania, pomysłów, wiele elementów strategii – tak pomyślana gra, która ma charakter bardziej skomplikowany, która jest zajęciem strategicznym, a nie tylko czysto fizycznym – to jest moim zdaniem przyszłość sportu profesjonalnego. Sport profesjonalny polega na tym, że umiemy docenić wyjątkowość myślenia. Ciekawa walka to taka, w której jest dużo pomysłowości, planowania, strategii, przechytrzania przeciwnika, gra zespołowa, dzielenie się na role, kontrolowanie sytuacji i szybkie reagowanie na choćby częściową klęskę. To, swoją drogą, też jest bardzo ciekawe zagadnienie: sport uczy nas podnoszenia się z kolan. Zespół, który w trakcie gry straci kilka punktów i potrafi podczas przerwy skoncentrować się, pomyśleć, nie płakać, nie rezygnować, tylko zebrać siły – to wspaniały przykład wychowawczy, przykład mobilizacji sił, wzór dla każdej korporacji, będącej na rynku, która ma chwilowe zahamowania czy załamania koniunktury. Taka korporacja od dobrych sportowców powinna się uczyć, jak zmienić układ swoich pracowników, swoich krótkotermino-

wych celów, żeby wygrać w sposób długoterminowy. Podkreśla Pan Profesor wagę, jaką dla urzeczywistniania zasady fair play mają nowoczesne urządzenia dokładnie mierzące wyniki sportowców, regulaminy. W jaki sposób wykształcić w ludziach związanych ze sportem, czyli sportowcach, działaczach czy kibicach, przekonanie o tym, że sport powinien być uczciwą walką, a nie nieczystą grą?

To, co naprawdę potrzebne, to rozwój sportu w szkole. Kiedy byłem chłopcem, sport – gorszy czy lepszy, był prawdziwie amatorski, powszechny i nastawiony nie na bicie rekordów, tylko na rozwój fizyczny. To była część ogólnego wychowania. Tak jak trzeba było nauczyć się języka obcego, polskiego i matematyki, wstyd było zrywać się z zajęć sportowych. Sport nie miał charakteru rozrywkowego. Teraz sport przegrywa z rozrywką, pieniędzmi, z przemysłem, prasą. Mało ludzi jest zainteresowanych czystym sportem, czystą walką sportową. Dlaczego tak jest? Bo za małe jest czynne uczestnictwo w sporcie. Rozwinięcie sportu amatorskiego, tak żeby przeciętny człowiek, który jest zdrowy, raz czy dwa w tygodniu znalazł sobie czas na spędzenie 2–3 godzin na jakimś zajęciu sportowym, spowodowałoby, że ludzie naprawdę pokochaliby sport i przestali postrzegać go jako widowisko. Masowy sport dla dzieci i młodzieży jest podstawą zmiany mentalności, pierwszym krokiem do tego, by ludzie chcieli w nim uczestniczyć i rozumieli, jakiego rodzaju jest wysiłkiem. Sport jest ciekawy właśnie przez wysiłek, koncentrację woli, systematyczność, przez zmuszenie się do trudnych zajęć, przez poczucie, że człowiek jest z siebie zadowolony, kiedy jest skatowany i zmęczony, bo sam to ściągnął to na siebie. Natomiast jaki ma wynik, jaką ma szybkość, z kim przegrał, z kim wygrał – nie ma najmniejszego znaczenia. Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Małgorzata Misiurek Foto Maciej Samsonowicz

aps nr 09 2007 (257)


[rozmowa]

WF też się musi zmienić Rozmowa APS z prof. dr hab. Barbarą Kromolicką, prodziekanem Wydziału Humanistycznego Uniwersytetu Szczecińskiego Chcemy dzisiaj rozmawiać o wzajemnym przenikaniu się wf. z wychowaniem i edukacją młodego człowieka. Historia w tym zakresie niesie piękne przykłady, od świata antycznego aż do państwowych systemów edukacji przyjętych przez cały cywilizowany świat w XIX i XX wieku. Czy obecnie analizuje się jeszcze wpływ wf. na proces edukacji młodego człowieka?

Ponieważ zadaniem edukacji jest wszechstronny rozwój człowieka, co należy rozumieć jako zachowanie harmonii umysłu, charakteru i potrzeb jego organizmu, wychowanie fizyczne nadal stanowi ważną dziedzinę wychowania. Każdy z nas, gdy jest bacznym obserwatorem życia społecznego, rozumie, że odporność fizyczna i sprawność ruchowa są niezbędnymi warunkami umożliwiającymi prawidłowe funkcjonowanie w trudach życia i pokonywanie różnych przeciwności. Aktywność fizyczna, szczególnie wśród dzieci i młodzieży, może być źródłem wspaniałych twórczych inspiracji. Nadal współcześnie w pedagogice wychowaniu fizycznemu przypisujemy zadanie nie tylko ogólnowychowawcze – wychowanie zdrowych fizycznie organizmów, ale również utylitarne – którymi przesiąknięta jest cała pedagogika. Sport, a w domyśle aktywność fizyczna – jak podkreślał Jan Paweł II – przyczynia się do harmonijnego i inteligentnego rozwoju człowieka, duszy i ciała, stanowi o duchowej sile narodu. Wartość kultury fizycznej dostrzegamy także na poziomie kształcenia w szkolnictwie wyższym, dlatego też studenci mają obowiązkowe zajęcia z wf. Oczywiście można dyskutować z tym, czy zajęcia te, z uwagi na to co powiedziałam wcześniej, spełniają swoją rolę. Często w różnych dywagacjach powstaje spór, na ile student to jeszcze młodzież, którą należy wychowywać, a na ile to osoba dorosła, od której pewnych postaw i zachowań należy wymagać? W przypadku studenckiego wf. należałoby spytać, po co są te zajęcia w ogóle na uczelni? Czy mają jeszcze czegoś nauczyć, do czegoś przekonać? Czy może są reliktem programowych reguł, które

www.azs.pl

obowiązywały w czasach poprzedniego systemu?

Oczywiście, że student czy osoba dorosła w pełni usamodzielniona życiowo, a także ta zmierzająca do kresu swojej drogi życiowej (nie wspominając o najmłodszych, dzieciach i młodzieży), wszyscy przez całe nasze życie uczestniczymy w procesie wychowania – czy tego zamierzonego, organizowanego celowo z myślą o osiągnięciu planowanych zmian w zachowaniu wychowanka, czy też niezamierzonego, spontanicznego, gdy zmieniamy się pod wpływem różnorodnych bodźców płynących ze środowiska, w którym funkcjonujemy. Nie potrafimy do końca przewidzieć, w jakim momencie życia i co zdecyduje ostatecznie o pozytywnej zmianie w naszej osobowości. Kierując się tą zasadą, nigdy nie jest za późno, by formować człowieka w zgodzie z obowiązującymi normami społecznymi, a przede wszystkim kierować w świat wartości dla dobra poszczególnych jednostek. Szkołom wyższym, z uwagi na ich specyficzną rolę społeczną, przypisujemy odpowiedzialną i wiodącą rolę w kształtowaniu postaw i zachowań młodego człowieka, które upowszechniane będą w jego dalszym życiu. Jednym z tych zachowań powinna być stała troska o ukształtowanie właściwego stosunku do dbałości o własne ciało i sprawność fizyczną, przejawiana w profilaktyce prozdrowotnej. Statystyki nie kłamią, w ciągu ostatnich kilkunastu lat liczba studentów wzrosła pięciokrotnie (do blisko 2 mln), liczba uczelni zaś czterokrotnie. Wzrost dynamiczny, ale także bardzo żywiołowy. Głód wiedzy, walka o wykształcenie i status zawodowy, albo może i sposób na życie. Środowisko związane z akademicką kulturą fizyczną w sposób uzasadniony interesują nowe relacje powstające na współczesnej uczelni właśnie w odniesieniu do wf. Czy widoczne są w tym zakresie jakieś konkretne zmiany?

Współcześnie w polu uniwersyteckiego widzenia nie ma już logosu i etosu dociekliwości – o czym pisał w starożytności Arystoteles. Dzisiaj troskę o poznanie prawdy zastępuje się skutecznością jej za-

Foto APS stosowania. Uczelnia postrzegana jest jako instytucja sprzedająca usługę edukacyjną, a student to klient, który na taką usługę składa zapotrzebowanie. Dzisiaj więc, po czasie euforii z powodu polskiego boomu edukacyjnego, nadszedł czas refleksji, czy też po prostu odżywa spór na temat znaczenia, wpływów i misji szkolnictwa wyższego oraz oczekiwanego modelu absolwenta szkoły wyższej. Środowiska akademickie, rozumiejąc, że studiowanie jest niezwykle ważnym (często ostatnim) etapem kreowania kapitału kulturowego, bardzo dynamicznie wpisały się w postępujące zmiany społeczne, dostosowując proces kształcenia do wymogów europejskich. Wejście w realizację procesu deklaracji bolońskiej oraz świadomość, że w świecie globalnym liczy się przede wszystkim innowacja, spowodowało, że uczelnie wyszły z ofertą edukacyjną, wprowadzając zasadnicze zmiany dotychczasowych form, metod kształcenia i organizacji życia akademickiego. Przyjęto zasadniczą ideę edukacji młodzieży w szkole wyższej, która zakłada doskonalenie człowieka w zgodzie z fundamentalnymi wartościami humanizmu, i to bez względu na typ uczelni. Istnieją jednak poważne obawy, że wśród dokonywanych różnorodnych zmian w środowisku akademickim najmniej uwagi poświęca się wartościom i funkcji kultury fizycznej i tworzeniu sprzyjających warunków dla jej rozwoju. Doniesienia z badań w tym zakresie wskazują, że w ostatnich latach zauważa się brak należytej uwagi dla tej dziedziny wychowania i rozwoju człowieka, a co za tym idzie, odnotowujemy spadek nie tylko podejmowanej aktywności fizycznej tak wśród studentów, jak i pracowników uczelni, ale wręcz marginalne traktowanie i bagatelizowanie zajęć z tego obszaru przez obie te grupy. Zachowanie to przeczy ogólnoświatowej tendencji, gdzie odnotowuje się wzrost zainteresowania aktywnym stylem życia, troskę o sprawność fizyczną oraz rozwój profilaktyki prozdrowotnej. W Polsce nieliczne uczelnie doceniają znaczenie zajęć z wf. i sportu w swojej ofercie edukacyjnej (poza IKF i AWF oczy-


wiście), traktując je z najwyższą powagą i profesjonalizmem, dostarczając studentom, w drodze zupełnej wolności, całą gamę zajęć, by zachęcić do aktywnego, prozdrowotnego trybu życia. Sytuacji nie poprawiło wprowadzenie przez Radę Główną Szkolnictwa Wyższego w standardach kształcenia 60 godzin wf. Fakt ten raczej spowodował na uczelniach spore zamieszanie, bowiem z jednej strony ujawnił brak odpowiedniej bazy lokalowej, a w związku z tym niestety także małe zaangażowanie kadry SWFiS w uatrakcyjnienie zajęć, pojawiło się niezadowolenie pracowników nauki, którzy z powodu wf. ograniczają w programach kształcenia liczbę godzin związanych z kierunkiem czy specjalizacją, z drugiej zaś sami studenci, z powodu braku odpowiednio rozwiniętej potrzeby aktywności ruchowej, a także niskiej oceny zajęć wf. na uczelni, nagminnie korzystają ze zwolnień lekarskich. Pod auspicjami Wydziału Humanistycznego, przy osobistym wielkim zaangażowaniu Pani, kilka dni temu zakończyła się w Szczecinie konferencja nt. Kultura fizyczna w środowisku akademickim w perspektywie zmiany społecznej. Czy tendencje, o których wcześniej mówiliśmy, znalazły na niej swoje potwierdzenie?

Stoję na stanowisku, że uczelnie, uniwersytety w swojej historii zawsze były miejscem zorientowanym na prawdę. Służyły nauce, służąc równocześnie dobru wspólnemu i jednostce. Toczące się w obrębie szkół wyższych życie naukowe i kulturalne wprowadzało społeczność akademicką w przestrzeń świata wartości wyższych. Społeczność mistrzów-nauczycieli i uczniów-studentów to powszechność poglądów, odmienność i różnorodność, która staje się źródłem siły działania, inspiracją i wartością autoteliczną. Uniwersytet od zarania był miejscem akademickich dysput czy miejscem prawdziwego dialogu, miejscem formowania człowieka do jego roli społecznej, człowieka jako biorcy i dawcy kultury, miejscem formowania człowieka w jego człowieczeństwie. Środowiska akademickie w pierwszej kolejności zobowiązane są do reagowania na postępującą zmianę społeczną. Zmianę społeczną w literaturze przedmiotu – pedagogice społecznej – rozumie się jako zespół nieuchronnych procesów, dzięki którym społeczeństwo przechodzi na kolejny szczebel rozwoju. Istniejące i obowiązujące normy życia społecznego stopniowo przeżywają się, rodzą się nowe, lepiej odpowiadające zmieniającym się warunkom, potrzebom i oczekiwaniom. W definicji zmiany społecznej występują zarówno przeobrażenia przypadkowe, drobne, pozornie nieistotne, które zachodzą w postawach jednostek – mniej ważnych dla egzystencji grupy w wielu sferach życia zbiorowego, jak również zmiany trwałe, te szczególnie istotne, radykalnie

przekształcające dotychczasowe funkcje jednostek i grup społecznych. Przyczyny występowania zmiany społecznej są wielorakie; mogą być wywołane rozszerzającymi się, dzięki technice, kontaktami z innymi grupami i zbiorowościami, z ich organizacją i kulturą życia, normami i wartościami oraz stanowić mogą rezultat podejmowanej aktywności jednostek czy grup, które cechuje kreatywna osobowość oraz odwaga kwestionowania ustalonego porządku społecznego lub kulturowego. Zjawisku zmiany najczęściej towarzyszą optymistyczne nadzieje, ale także i nowe oczekiwania w związku z jednocześnie odsłaniającymi się w tym procesie zasadniczymi problemami społecznymi. Jednym z problemów współczesności jest stosunek do ruchu i aktywności. Społeczeństwa krajów szybko się rozwijających problem dbałości o własne ciało, zdrowie stawiają w szeregu najważniejszych spraw. Swoistym kluczem w tym procesie jest zmiana osobistego nastawienia prozdrowotnego, bo jak twierdził J. Śniadecki: ruch może zastąpić lek, lecz wszystkie leki nie zastąpią ruchu. Zakłada się, że środowisko akademickie charakteryzować się powinno przyjęciem określonych postaw wobec prozdrowotnej kultury życia. W podtytule konferencji zaznaczono jubileuszową okazję, związaną z 60-leciem AZS Szczecin. Czy to tylko kurtuazja, czy faktycznie zdaniem Pani rola naszego stowarzyszenia jest w studenckiej kulturze fizycznej godna odnotowania? AZS wchodzi w drugi wiek swojej działalności, do tej pory utożsamiany był głównie ze znakomitymi osiągnięciami sportowymi. Czy nie pora, aby wykazał się równie skutecznie na polu propagowania mody na sport?

Moim zdaniem wspomniana zmiana społeczna istotnie ingeruje w społeczność studencką w polu realizowanej kultury fizycznej. Nie ulega wątpliwości, że zawsze będzie ogromne zapotrzebowanie na sekcje sportowe, w których studenci i pracownicy naukowi będą mogli realizować swoje pasje. Jest jednak i miejsce w działalności AZS-u na propagowanie określonego prozdrowotnego stylu życia. Być może okres studiów jest tym ostatnim, w którym młody człowiek u progu rozwoju swojego w pełni samodzielnego życia zdecyduje o jego stylu. Pamiętajmy, że studenci wkraczają w mury uczelni wyższej z bagażem różnych na tym polu doświadczeń. Oceniając warunki realizowania zajęć wf. w Polsce oraz nastawienie do aktywnego spędzania czasu wolnego w rodzinach, nikogo nie skrzywdzimy stwierdzając, że nie jest dobrze. Być może spotkanie z ofertą AZS-u czy Centrum Kultury Fizycznej (których organizacją w miastach akademickich jestem gorącą zwolenniczką) stanie się pierwszym i prawdziwym w swoim wymiarze, a decydującym o przyszłym, wybranym stylu życia.

100 lat AZS w Polsce, 60 lat sportu w akademickiego w Szczecinie to jubileusze, które muszą budzić szacunek otoczenia, a co więcej, które powinny być źródłem swoistej dumy i źródłem budowania tożsamości i siły oddziaływania na to otoczenie. Podtytuł konferencji nie był więc przypadkowy. Przeciwnie, zestawiono ze sobą dwa hasła: zmiana społeczna i 60-lecie sportu akademickiego, zaś treści kolejnych wystąpień pięknie nawiązywały do tej dychotomiczności. Po kilku konferencjach na tematy studenckiej kultury fizycznej organizowanych przez Zarząd Główny AZS (sejmiki), teraz możliwość wymiany poglądów stworzył Uniwersytet Szczeciński. Czy to zapowiedź dalszych tego typu działań?

Zachęcam inne środowiska akademickie do pójścia za naszym przykładem. Byłoby cudownie, gdyby w Polsce rozgorzała akademicka dyskusja o prozdrowotnych walorach kultury fizycznej, której inspiratorem stałby się AZS. Wychodząc z założenia, że jeżeli to ludzie z wyższym wykształceniem mają współtworzyć przyszłość, to ważne by chcieli odczuwać potrzebę jej współistnienia i trwania. Czas studiowania dla wielu młodych osób może stać się okresem prawdziwego spotkania i formowania. Wobec tego faktu konieczna jest dyskusja nad celami funkcjonowania uniwersytetów, także w obszarze kultury fizycznej po to, aby uczelnie te odzyskały pozycję liderów w badaniach naukowych i w kształtowaniu oraz formowaniu ich kapitału intelektualnego i kulturowego. Konferencja wywołała ogromny, pozytywny rezonans w środowisku Szczecina. Odnotowuję piękny odzew wśród pracowników IKF USz., którzy z różnych względów nie uczestniczyli w obradach, ale którzy chcą włączyć się do przygotowywanej publikacji naukowej nt. konferencji. Sygnały te świadczą o tym, że trafiliśmy w potrzeby społeczne, a to oznacza, że dyskusja ta powinna być kontynuowana aż do uzyskania pożądanych zamian w organizacji sportu i kultury fizycznej na uczelniach wyższych. Dziękuję wszystkim, którzy w różny sposób przyczynili się do organizacji konferencji. W pierwszym rzędzie prelegentom za przygotowanie bardzo interesujących wystąpień i czas poświęcony na pobyt w odległym dla wszystkich Szczecinie. Dziękuję Koleżankom i Kolegom z AZS Szczecin za stworzenie wspaniałej grupy wsparcia i przejęcie na siebie organizacyjnej strony przygotowania konferencji. Dziękuję pracownikom SWFiS uczelni szczecińskich za przygotowanie wystawy osiągnięć sportowych i posterów obrazujących rozwój sportu akademickiego na przestrzeni sześćdziesięciu lat. Dziękuję pracownikom Zakładu Pedagogiki Społecznej oraz pracownikom i studentom Instytutu Pedagogiki za aktywny udział w obradach konferencji. Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Bartłomiej Korpak aps nr 09 2007 (257)


[Sportowiec wieczny student] – Rektorze, na którym to roku ja teraz studiuję? – miał pytać przed laty zasłużony mistrz sportu. Coś w tej anegdocie jest z prawdy. Przyglądając się od kilkudziesięciu lat dokumentacji uczestników Uniwersjad, widzimy, że wielu z nich zaczynało kolejny raz studia w czerwcu przed kolejnymi zawodami. Często zapisany w papierach pierwszy rok nigdy nie zamienił się w drugi czy trzeci. Druga strona medalu jest zupełnie inna. Wielu bohaterów stadionów w trakcie kariery lub tuż po jej zakończeniu zdobywało tytuły naukowe, ba, zostawało cenionymi specjalistami w wielu dziedzinach życia. Patrząc wstecz, tak opisana sytuacja przynależna była sportowej młodzieży przedwojennej, tej żyjącej w latach w latach powojennych i teraz nam współczesnej. Pewnie mniej zależy to od czasów, a bardziej od predyspozycji intelektualnych, nastawienia rodziny i środowiska. Co sądzą o tym problemie współcześni herosi sportowych aren? Zwróciliśmy się do nich z następującymi pytaniami:

Ä Wzorem innych współczesnych

wybitnych sportowców pewnie od kilkunastu lat bierzesz udział w intensywnym szkoleniu sportowym. Czy obciążenia sportowe w wieku dziecka i juniora pozwalają na normalną szkolną edukację? Jaką szkołę średnią skończyłaś?

Ä Co zadecydowało w twoim przypadku o podjęciu studiów? Na jakiej uczelni studiowałaś, na jakim wydziale? Jeżeli to nie tajemnica, to jak ci szła edukacja? Ä Czy twoja uczelnia sprzyjała

sportowcom? W czym ta pomoc się przejawiała? Jak godziłaś obowiązki studenta z wyczynowym uprawianiem sportu?

Ä Kim byś chciała być po zakończeniu kariery sportowej? www.azs.pl

Pierwsza na naszą ankietę odpowiedziała Irena Więckowska, szablistka AZS AWF Warszawa

Kocham ten sport!

Ä Uczęszczałam do II LO w Gdańsku przy ul. Pestalozziego (profil matematyczno-fizyczny z rozszerzonym językiem angielskim), natomiast klasę maturalną skończyłam w liceum przy ul. Zuga w Warszawie. Jeśli chodzi o godzenie edukacji z wyczynowym uprawianiem sportu – tego musiałam się nauczyć, i to od najmłodszych lat. Ze względu na liczne wyjazdy i ograniczony czas na naukę niezbędne okazały się: umiejętność organizacji czasu, decydowania, co jest priorytetem, a co nim nie jest, nierzadko rezygnowania z wakacji, wyjazdów klasowych czy spotkań towarzyskich na rzecz treningów czy zawodów. Ale nie narzekam, ponieważ dzięki sportowemu życiu nauczyłam się nie tylko samodzielnie podejmować różne decyzje, ale i ponosić ich konsekwencje. Choć może to zabrzmieć nieskromnie, ale w mojej szkole podstawowej najlepszymi uczniami byli właśnie uczniowie-sportowcy. Ä Pod koniec września bieżącego roku uzyskałam tytuł magistra AWF im. J. Piłsudskiego w Warszawie na kierunku wychowanie fizyczne. W głównej mierze o moim wyborze zdecydowały dwa argumenty: logistyczny – sala szermiercza, na której trenuję, znajduje się na terenie AWF-u oraz mieszkam naprzeciwko uczelni. A po drugie wyobrażałam sobie, że będąc sportowcem na uczelni sportowej będę mogła pogodzić liczne wyjazdy z nauką i studiowaniem. Potem realia okazały się troszkę inne od oczekiwań. Jak mi szła edukacja? Pierwsze dwa lata były naprawdę ciężkie dla mnie jako sportowca, ponieważ na tym etapie oprócz treningów szermierczych (2 x dziennie) uczęszczałam na liczne uczelniane zajęcia sportowe. I wbrew powszechnie panującej opinii

wśród studentów – taryfy ulgowej nie było nawet dla sportowców. Potem było już łatwiej, choć IV rok i związane z nim praktyki studenckie w szkołach (3 miesiące) zajmowały dużo czasu, co wiązało się z ograniczeniem liczby treningów w tym okresie. Ä To trudne pytanie, bo uczelnia faktycznie pomaga. Można otrzymać ITS (indywidualny tok studiów). Istnieje możliwość rozłożenia roku na dwa lata, ale to wszystko po pierwszym roku studiów. Problem jest inny, bo nie każdy wykładowca czy prowadzący zajęcia respektuje ITS wraz z jego przywilejami, które ten tok zawiera. Często zdarzało się tak, że mimo posiadanego ITS-u student nie tylko nadrabiał konieczne zaległości (kolokwia, egzaminy itp.), ale musiał odrabiać często kilku- czy kilkunastogodzinne nieobecności, uczęszczając na zajęcia z innymi grupami. Myślę, że moja uczelnia stara się sprzyjać sportowcom i pomagać im w kontynuowaniu nauki, ale czy wszystkim się udaje, to już chyba nie mnie oceniać. Moim zdaniem można by postarać się o lepszą pomoc, np. nie wiem dlaczego warszawski AWF nie wyznaczy opiekuna (np. magistranta, doktoranta) dla każdego studenta posiadającego ITS czy ITN (indywidualny tok nauki), dzięki czemu sportowiec nie musiałby być postrzegany jako wieczny student, ponieważ miałby do dyspozycji pomocną osobę. Ä Lubię uczyć innych. Sprawia mi przyjemność i czerpię satysfakcję z nauczania dzieci czy dorosłych. Oprócz tego, że jestem czynną zawodniczką, prowadzę także zajęcia na AWF-ie z szermierki (szabli) z dziećmi. Całe moje życie było i jest związane ze sportem i chciałabym przy nim pozostać. Foto APS


[sportowiec z indeksem indeksem]

Dziewczyna na medal! S

portowiec roku 2006 na UAM, Najlepszy Sportowiec Miasta Poznania 2006 roku, aktualna mistrzyni Polski, studentka UAM Bogna Jóźwiak zdobyła drugi w historii polskiej szabli krążek światowego czempionatu: 28 września br. w Sankt Petersburgu wywalczyła brązowy medal MŚ.

Gratulujemy! Na MŚ wyeliminowałaś m.in. mistrzynię Europy – Ekaterinę Fedorkową czy mistrzynię IO – Mariel Zagunis. Która z walk w drodze po brąz była najtrudniejsza?

mistrzostwach, trwała dwie godziny. To wystarczająco dużo czasu, żeby opanować nerwy i skupić się na tym, żeby wszystkie elementy wychodzziły dobrze, zapanować nad ciałem. Stres sam mija, kiedy rozpoczyna się pierwsza akcja. Dlaczego zdecydowałaś się na zmianę floretu na szablę?

We florecie nie byłam najlepszą, a tylko kolejną zawodniczką. Liczyłam się na planszy, ale nie byłam wystarczająco silna, żeby zakwalifikować się na imprezy mistrzowskie. Kadra floretu to od lat te same zawodniczki – zresztą obecne mistrzynie świata w drużynie. Zmiana broni to był krok do przodu, poza tym szabla bardziej pasuje do mojego temperamentu. Jesteś studentką Uniwersytetu. Jak łączysz treningi ze studiami?

W lutym mam pierwszy start w pucharze świata w trwających do końca marca kwalifikacjach. Z pewnością na jednym z sześciu turniejów kwalifikacyjnych spotkam się z Jeleną.

Szczerze powiem, że przez ostatnie dwa sezony nie najlepiej. W sporcie wyczynowym nie ma ulg. Zawodniczki trenują powyżej 200 dni w roku na zgrupowaniach, do tego dochodzą starty w pucharach świata i zawodach rangi mistrzowskiej. W tak ważnym okresie jak przygotowanie do igrzysk, czyli w końcowej fazie olimpiady, postawiłam na sport – jak widać, przynosi to efekty, niestety kosztem studiów, które – nie ukrywam – są obecnie na bocznym torze. „Szamarzewo” odwiedzam rzadko i mijam się z prowadzącymi. Potem mnie nie ma, a każdy student wie, że nieobecny nie ma głosu. Nie jest łatwo. Całe szczęście, że władze uczelni są bardzo pomocne, dlatego jeszcze jestem studentką UAM.

To najcenniejszy medal w karierze?

Ile czasu dziennie poświęcasz na treningi?

Tak, wcześniej zdobywałam już medale ME i Uniwersjady, ale medalu MŚ jeszcze nie miałam.

To zależy od okresu, w jakim trenuję. Dzięki pewnej innowacji w treningach mierzyłam czasy treningu i spalone kalorie w przygotowaniach do mistrzostw. Bywały tygodnie, kiedy na sali spędzałam ponad 30 godzin, spalając około 15 tysięcy kalorii. Średnio na sali spędzam 3 godziny dziennie.

Zdecydowanie z Amerykanką. Walka toczyła się do ostatniego trafienia i każda z nas starała się przechytrzyć drugą – prawdziwa gra nerwów i rozgrywka o wychwycenie minimalnych błędów. Skończyła się wynikiem 15:14. W półfinale przegrałaś z późniejszą mistrzynią świata Jeleną Nieczajewą. Kiedy najbliższa okazja do rewanżu?

Pozostał niedosyt po drużynowym występie. Ostatecznie wywalczyłyście szóste miejsce.

Niedosyt to mało powiedziane. Doskonale wiemy, że stać nas na więcej. Dwa lata i rok temu byłyśmy czwarte na MŚ i liczyłyśmy w tym roku na lepszy wynik. Mam nadzieję, że będziemy miały okazję odbić się na igrzyskach. Poza medalem wywalczyłaś też kolejne ważne punkty w kwalifikacjach olimpijskich – możemy być spokojni o start na IO w Pekinie?

Będę spać spokojnie, choć do końca kwalifikacji zostało sporo czasu i wiele startów. Jestem jednak pewna, że okres przygotowawczy do tych turniejów przepracuję równie solidnie jak do mistrzostw, powinnam więc być w dobrej formie i poprawić lokatę na światowej liście. Jak radzisz sobie ze stresem przed walką?

To moja słodka tajemnica (śmiech), szczerze – to mam swój rytuał rozgrzewkowy. Moja rozgrzewka, przynajmniej na

Dlaczego akurat ten kierunek studiów, i dlaczego poznański UAM?

Jestem rodowitą poznanianką i po dwuletnim pobycie w Warszawie nie wyobrażałam sobie studiów w innym mieście niż Poznań. Idea studiowania psychologii była dla mnie kolejnym krokiem w rozwoju jako sportowca. Każdy, kto ma ze sportem wyczynowym do czynienia, wie, że na najwyższym poziomie, oprócz umiejętności technicznych i przygotowania fizycznego, kluczowe jest przygotowanie psychiczne. Traktuję więc studia przede wszystkim jako swój rozwój. Czy na uczelni, z racji twoich sukcesów sportowych jesteś bardziej rozpoznawalna?

Najpierw chyba powinnam się zacząć częściej pojawiać, żeby ludzie mieli oka-

zje mnie rozpoznawać. Tak na serio, to dochodzi do mnie informacja zwrotna, że mój wynik został zauważony, a to miłe. Czy możesz liczyć na pomoc uczelni w godzeniu nauki z uprawianiem sportu, na wyrozumiałość profesorów?

Już teraz bardzo pomaga mi indywidualny tok studiów. Nie każdy na II roku otrzymuje taką szansę, i za to jestem wdzięczna. Z drugiej strony ten system studiowania jest czasami trudniejszym wyzwaniem niż przygotowanie do imprezy mistrzowskiej. Kiedy nie masz treningu, nie jesteś na zawodach, nie uczysz się, to jak spędzasz wolny czas?

Zazwyczaj śpię. Chodzę do kina lub oglądam filmy na DVD. Staram się być na bieżąco z repertuarem. Każde zawody obfitują nie tylko w niezapomniane wydarzenia sportowe, ale i w te tzw. pozasportowe; które z nich szczególnie utkwiły ci w pamięci?

Z każdych zawodów przywożę nowe doświadczenia, zwiedzam nowe miejsca i poznaję nowych ludzi. W tym roku w Hanoi polscy studenci będący na wymianie zabrali mnie na przejażdżkę skuterem po ulicach wietnamskiej stolicy w godzinach szczytu. Polecam ludziom o silnych nerwach. Czego ci życzyć?

Medalu na igrzyskach. Dziękuję za rozmowę

Róża Wachowska Foto Irena Więckowska

Imię i nazwisko: Bogna Jóźwiak Kierunek studiów: psychologia Największy sukces: brązowy medal mistrzostw świata w St. Petersburgu Bogna Jóźwiak w trzech słowach: ambitna, uparta, optymistka Ulubiona książka: to się zmienia. Ostatnio największe wrażenie na mnie zrobiły „Cień Wiatru” Carlosa Luisa Zafona i „Uratuj mnie” Guillaume Musso. Ulubiony film: „Podwójne życie Weroniki” Krzysztofa Kieślowskiego Ulubiony gatunek muzyczny: niesprecyzowany, zależy od nastroju Posiadane zwierzątko: suczka Suri, moje oczko w głowie Bez czego nie rusza się z domu: bez torebki, w której jest zazwyczaj wszystko Marzenie: wrócić ze złotem z igrzysk olimpijskich Najbardziej lubi: wracać do domu Najbardziej nie lubi: pakowania

aps nr 09 2007 (257)


Kierunek: Zieleniec! W dniach 15–18 listopada br. odbywało się Seminarium Szkoleniowe Działaczy Klubów Uczelnianych AZS.

Z

asypane śniegiem okolice, otaczająca przyroda i widoki były głównym argumentem, by ponad stu członków przyjechało do Zieleńca na warsztaty i szkolenia z zakresu komunikacji interpersonalnej i marketingu sportowego – Łukasz Tusiński, organizacji klubu uczelnianego AZS i systemu ISIC – Sebastian Niderek, oraz Mistrzostw Polski Szkół Wyższych i nordic walking (nazywanego przez niektórych nordic talking) – Tomasz Winiarek z Fundacji Aktywni.

Rozmowa z Dariuszem Piekutem – wiceprezesem ZG AZS ds. upowszechniania kultury fizycznej Co Zarząd Główny AZS chce przekazać uczestnikom szkolenia prezesów KU AZS?

Szkolenie ma przede wszystkim zaszczepić atmosferę AZS. Organizacja umożliwia realizowanie się w niej. Natomiast cele statutowe są najistotniejsze. Samo spotkanie w Zieleńcu daje przede wszystkim możliwość korzystania z samego faktu spotkania, pozwalającego na wy-

mianę poglądów, wzajemnych pomysłów w działalności. Myślę też, że nie będzie nadużyciem stwierdzenie, że szkolenia służą nawiązywaniu przyjaźni. Na szkoleniu były warsztaty z zakresu marketingu sportowego. Odnosząc je do KU AZS – jak sprawnie nim zarządzać?

Trochę umiejętności i wiedza – zależy to od cech powiązanych z różnymi uwarunkowaniami – tradycja, sympatia władz, obiekty, środowisko. Gotowego wzorca nie ma, trzeba szukać najlepszych rozwiązań, lecz w różnych środowiskach niekoniecznie muszą się one jednakowo sprawdzać. Wymienił Kolega tradycję, a jak mają ją tworzyć nowo powstałe Kluby Uczelniane?

AZS oddaje wszystko, co ma do dyspozycji, tradycję jednak trzeba wypracować, tworzyć www.azs.pl

Seminarium dalekie było od typowych, nudnych szkoleń. Wiele czasu przeznaczono na zawody zespołowe (m.in. siatkówka, koszykówka czy piłkarzyki w składach mieszanych, wygrała para Monika Markowska z Uniwersytetu Gdańskiego / Dawid Podraza z Wyższej Szkoły Humanitas w Sosnowcu). Było zbiorowe oglądanie transmisji meczu piłki nożnej Polska – Belgia, podczas którego jeszcze przed pierwszym gwizdkiem sędziego działacze obstawiali wyniki. Z ponadstuosobowej ekipy tylko lub aż ośmiu osobom udało się trafnie odgadnąć wynik meczu. Mateusz Tomanek

swoją, wprowadzać cały czas zmiany, bo kto się nie rozwija, ten się cofa. Czy udaje się Koledze znaleźć czas na sport?

Sport – okazjonalnie. Jest pewien kłopot z czasem: małe dziecko, praca w biurze... Wiem, że to nie jest usprawiedliwienie, ale czasem jednak mi się udaje. A jak się uda, to już raczej sporty sezonowe: narty i żagle – mam uprawnienia instruktora w tych dyscyplinach. Krótko mówiąc, należę do dosyć sprawnych ludzi, ale nie najsystematyczniejszych. Dziękuję za rozmowę. Tekst i foto Mateusz Tomanek


XXIV Mistrzostwa Polski Szkół Wyższych 2006/2007

Ambitni odnoszą sukcesy Rozmowa APS z prof. dr. hab. Witoldem Bieleckim, prorektorem Wyższej Szkoły Przedsiębiorczości i Zarządzania im. Leona Koźmińskiego w Warszawie Gratulujemy sportowego sukcesu. Uczelnia Koźmińskiego stanęła na najwyższym podium rywalizacji w gronie szkół niepublicznych. Czy to efekt specjalnej mobilizacji, wyjątkowego szczęścia, czy też może z góry założonej strategii?

Jest to wynik prowadzonej konsekwentnie polityki uczelni w stosunku do zajęć sportowych prowadzonych dla studentów. Nie bez znaczenia jest fakt, że trafiliśmy na autentycznego fanatyka sportu, pana Marka Wołkowyckiego, który swoją pracę traktuje jak misję. To przede wszystkim jego oddanie pracy ze studentami, umiejętność doboru zespołu trenerów oraz współpraca z młodym zespołem AZS – prezesem Igą Andrzejewską oraz wiceprezesem Anną Perzyńską plus sprzyjającą postawa władz

uczelni przyczyniły się łącznie do tego sukcesu. Szkoła im. Leona Koźmińskiego to jeden z liderów na polskim rynku edukacyjnym. Jak władze Uczelni patrzą na wychowanie fizyczne studiującej młodzieży? Czy jest szansa, aby jeszcze w szkole wyższej zaszczepić młodzieży modę na sport?

Jesteśmy uczelnią wyższą, co oznacza, że trafia do nas młodzież już ukształtowana w swoich zainteresowaniach, w tym sportowych. Niemniej daje się zauważyć, że społeczność sportowa na naszej uczelni ze względu na jej pozycję ma zdolności magnetyczne i przyciąga nowe osoby do czynnego uprawiania sportu. Zresztą staramy się popularyzować sport nie tylko wśród naszych studentów, ale również wśród młodzieży licealnej. Organizujemy np. zawody Trio Basket cieszące się z roku na rok coraz większą popularnością. W reklamówce promującej uczelnię pojawiają się wybitni sportowcy: windsurfingowcy Wojtek Brzozowski, Michał Pola-

nowski, Hubert Mokrzycki, tenisiści: Michał Fyrstenberg, Marta Domachowska. Czy uczelnia w jakiś sposób zachęciła ich do podjęcia nauki?

Myślę, że wymienieni wybitni sportowcy oraz wielu innych to ludzie ambitni, co jest zresztą jedną z cech niezbędnych do odnoszenia sukcesów. I zapewne ta cecha powodowała nimi przy wyborze uczelni, która jest najlepsza w Polsce. Poza tym w środowisku sportowym doskonale wiadomo, które uczelnie stwarzają sprzyjające warunki dla uprawiania sportu. Istotnym elementem oferty w zakresie sportu są własne obiekty. W przypadku Koźmińskiego ich brak nie przeszkodził, jak widać, w osiągnięciu sukcesu. Czy są plany inwestycyjne związane z budową zaplecza sportowego?

Ośrodek sportowy z prawdziwego zdarzenia jest naszym, a szczególnie moim marzeniem. Jednak preferencje inwestycyjne są inne, bo nie jesteśmy akademią wychowania fizycznego, tylko szkołą biznesu. I dlatego pewnie z powodzeniem radzimy sobie z brakiem własnego centrum sportu. Jest to olbrzymie przedsięwzięcie logistyczne. Niedawno uczelnia Koźmińskiego podpisała umowę o współpracy z sekcją piłki siatkowej klubu Legia Warszawa. Mógłby pan profesor przybliżyć jej założenia?

Na podstawie podpisanej umowy uczelnia nasza stwarza sprzyjające warunki finansowe i organizacyjne dla członków sekcji piłki siatkowej Legii, którzy chcą studiować. W zamian reprezentują oni WSPiZ im. L. Koźmińskiego w rozgrywkach międzyuczelnianych, jeżeli tylko pozwalają na to przepisy. aps nr 09 2007 (257)


XIV Mistrzostwa Polski Szkół Wyższych 2006/2007

Miastu potrzebna jest uczelnia Rozmowa APS z prof. dr. hab. Wiesławem Osińskim, JM Rektorem Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej im. J.A. Komeńskiego w Lesznie Serdeczne gratulacje, niezmiennie od kilku lat studenci PWSZ z Leszna stają na podium rywalizacji sportowej w ramach Mistrzostw Polski Szkół Wyższych. W tym roku to najwyższe podium. Czy uczelnia zachęca w jakiś specjalny sposób studentów do sportowej aktywności?

Studenci mają możliwości uczestniczenia w zajęciach 13 sekcji Klubu Uczelnianego AZS PWSZ. Uczelnia pokrywa koszty obsługi trenerskiej i zapewnia obiekty. Nasi studenci mogą liczyć na stypendia sportowe, a najpopularniejsi sportowcy otrzymywali dotychczas laury na corocznym „Balu Sportowca”. Najwybitniejsi zawodnicy mają możliwość studiowania wg indywidualnej organizacji studiów lub indywidualnych planów studiów. O dobrej współpracy uczelni i klubu uczelnianego świadczy fakt, iż od trzech lat liczba studentów uczestniczących w dodatkowych zajęciach sportowych przekracza 300 osób. Uczelnia w Lesznie zbliża się do 10 roku istnienia. To jedna z najmłodszych szkół wyższych w Polsce. Czy program tworzenia uczelni został już zakończony? Czy w tym programie sport i wychowanie fizyczne mają jakieś istotne miejsce?

W pełni zdajemy sobie sprawę, że w zakresie organizacji bazy sportowej wiele mamy do zrobienia. Absolutnie nie wystarczają już adaptowane pomieszczenia dawnych piwnic w głównym budynku uczelni na pomieszczenia sportowe (mimo wysokiego standardu ich adaptacji). Wiosną 2008 roku oddamy do użytku studentom teren rekreacyjny przy domu studenta, na który składać się będą: kort tenisowy, boisko

Czy planowana jest współpraca również z innymi klubami sportowymi?

Nie wykluczam tego. Przy okazji muszę wyrazić swoje zdanie, że uczelnie warszawskie powinny zawrzeć jakieś porozumienie mające na celu uratowanie I-ligowej drużyny siatkówki Politechniki Warszawskiej. Czy studenci Koźmińskiego preferują aktywny model wypoczynku, czy domagają się dodatkowych zajęć, nowych sekcji sportowych?

www.azs.pl

do piłki siatkowej i koszykowej. Chcemy, aby studenci nie wyjeżdżali przy każdej okazji do swoich rodzinnych miejscowości, lecz pozostawali w Lesznie i korzystali z obiektów sportowych, nowoczesnej biblioteki, klubów miejskich. Innymi słowy chodzi nam o tworzenie w Lesznie pełnej atmosfery środowiska akademickiego, a bez uwzględnienia sportu tej atmosfery się nie stworzy. Jest jeszcze jeden aspekt ważnej roli, jaką odgrywa możliwość uprawiania sportu przez studentów. W badaniach nad czynnikami decydującymi o wyborze studiów na określonej uczelni studenci wskazują, że o wyborze, prócz realizacji zainteresowań, zadecydowała możliwość korzystania z bazy sportowej. A to nam nie może być obojętne. Bardzo ważnym czynnikiem w promowaniu aktywnego sportowego modelu życia jest dostępność obiektów sportowych. Jaką ofertę ma uczelnia w tym zakresie dla swoich studentów?

W części problem ten już omówiłem odpowiadając na poprzednie pytanie. Dodam, że obecnie uczelnia ma dość skromne zaplecze obiektów sportowych. Jednakże dzięki porozumieniu z władzami miasta nasi studenci mogą korzystać ze wszystkich obiektów miejskich (sal gimnastycznych, pływalni). W chwili obecnej uczelnia dysponuje własną salą gimnastyczną i nowoczesną siłownią. W planach mamy budowę sali sportowej. Na wielu uczelniach, także w państwowych wyższych szkołach zawodowych, sport staje się reklamą szkoły. Pojawiły

Mamy wiele sekcji sportowych. Organizujemy dwa obozy sportowe – letni i zimowy. Jeżeli znajduje się odpowiednia liczba chętnych do uprawiania nowej dyscypliny, jesteśmy w stania uruchomić nową sekcję. Najnowszą jest sekcja brydża sportowego. Dziękujemy za rozmowę.

Foto WSPiZ

się w rozgrywkach ligowych zespoły uniwersytetów, politechnik, a także wyższych szkół zawodowych. Czy uczelnia jest dobrym miejscem dla takich drużyn?

Zawsze działalność uczelni związana jest z życiem sportowym w różnych jego aspektach i przejawach. Mamy do rozstrzygnięcia problem: czy promować masowe uprawianie sportu przez studentów, czy też zaangażować się w pewną dyscyplinę i prowadzić ją na poziomie w jakimś sensie zawodowstwa. PWSZ im. J.A. Komeńskiego w Lesznie stara się łączyć te dwa problemy. W rezultacie wspomagamy sport masowy wśród studentów, ale równolegle angażujemy się w prowadzenie drużyny koszykarek. Nasza drużyna Duda PWSZ Leszno nieźle sobie radzi w tym roku w ekstralidze kobiet. Bardzo cieszy, że na mecze przychodzi bardzo duża liczba kibiców. Na niektórych hala sportowa „Trapez” wypełniona jest do przysłowiowego ostatniego miejsca. Jest to dowód na to, jak miastu potrzebna jest uczelnia, a jak uczelni potrzebne jest społeczeństwo miasta Leszna. Często powtarzam, że nie od razu Kraków zbudowano, ale miastu potrzebne są idee. W tych ideach mieści się sport akademicki. Dziękujemy za rozmowę.

Foto redakcja „LNA”


Centralna Inauguracja Sportowego Rok

Pedagogium

aps nr 09 2007 (257)


u Akademickiego 2007/2008 Warszawa

Studio Buffo

Foto Maciej Samsonowicz, Andrzej Olszewski www.azs.pl


e i k z d e ³³ó ódzki Powodzenia! Choć wakacje akademickie trwają 3 miesiące, studentom zazwyczaj mijają niezwykle szybko. Tym razem było podobnie. Ledwo zakończyliśmy sezon 2006/2007, a już jesteśmy w kolejnym roku akademickim i rozpoczynamy nowe rozgrywki. To tradycyjnie czas podsumowania tego, co zdarzyło się w ostatnich miesiącach i przygotowania się do walki w nadchodzącym sezonie. Łódzkiemu środowisku akademickiemu nie zabrakło sukcesów zarówno sportowych, jak i organizacyjnych. W tej pierwszej kategorii duży sukces odniósł Uniwersytet Medyczny, który z dużą przewagą wygrał rywalizację w Mistrzostwach Polski Uczelni Medycznych. W klasyfikacji ogólnej pierwszą dziesiątkę zamknęła zaś Politechnika Łódzka. Nie zabrakło również świetnych wyników indywidualnych. Możemy być dumni m.in. z postawy tenisisty Jerzego Janowicza, który wystąpił w finale juniorskiego US Open, czy też ze złotego medalu uniwersjady i brązowego krążka Mistrzostw Świata w LA wywalczonych w sztafecie przez 400-metrowca – Daniela Dąbrowskiego. Po stronie plusów zapisać trzeba również organizację kilku dużych imprez sportowych. Na początku lipca Łódź gościła piłkarki i piłkarzy ręcznych z całej Europy, którzy zjechali się na Akademickie Mistrzostwa Starego Kontynentu. Końcówka wakacji przebiegła natomiast pod znakiem AMP-ów w Grach Zespołowych i Tenisie Stołowym. Niejako na dokładkę mieliśmy również mistrzostwa w teakwondo. Większość zawodników wyjeżdżała z Łodzi bardzo zadowolona, wywożąc stąd masę wspomnień z rywalizacji sportowej, jak i wieczornego poznawania uroków miasta „Włókniarzy”. Na obrazie łódzkiego sportu akademickiego jest jednak duża rysa. To na pewno fakt, że mimo bycia gospodarzem AMP-ów, Łódź nie wystawiła swoich zespołów w takich dyscyplinach, jak koszykówka czy siatkówka. Ciężko uwierzyć, żeby w ponad 700-tysięcznym mieście nie znalazło się kilkunastu graczy, aby stworzyć drużynę, reprezentującą gospodarzy. Powód musi być inny, ktoś jak widać nie stanął na wysokości zadania. Oby zostały z tego wyciągnięte wnioski na przyszłość. Ruszamy z kolejnym sezonem i nowymi wyzwaniami. Po raz wtóry sportowcy staną do walki o jak najlepsze pozycje, aby zdobyć medale, tytuły, stypendia, satysfakcję i chlubę dla swojej uczelni. Życzymy na starcie wszystkim sukcesów! Również działaczom AZS-u, przed którymi również ważne zadanie. Po AME w Piłce Ręcznej, tym razem podjęli się organizacji AMŚ w Brydżu. Zatem, życzymy POWODZENIA! Piotr Ciesielski

Jednogłośny wybór

N

o może nie klubu, ale Akademickiego Związku Sportowego w Łodzi. 24 listopada br. odbyło się Walne Zgromadzenie Sprawozdawczo-Wyborcze AZS. Na stanowisko prezesa na kolejną kadencję wybrany został prof. Piotr Kula. Za ocenę jego dotychczasowej pracy może świadczyć wynik głosowania, a mianowicie jednogłośny wybór. Kolega prezes obiecał dalsze starania w rozbudowie obiektów sportowych i dbałość o poziom sportowy zawodników. PC Foto Łukasz Janczar

i Akademickie ostatk

W

ostatni weekend października w Hali Parkowej w Łodzi po raz kolejny w tym roku odbyła się impreza organizowana przez AZS Łódź. Tym razem przyszedł czas na Akademickie Mistrzostwa Polski w Taekwondo (olimpijskim). Do Łodzi przyjechali zawodnicy z czternastu klubów z całego kraju, którzy rywalizowali zarówno w układach formalnych (poomse), jaki i konkurencji walk (kyorugi), rozgrywając łącznie ponad 230 walk w szesnastu kategoriach wagowych. Wśród przybyłych nie zabrakło medalistów Mistrzostw Polski oraz uczestników Uniwersjady w Bangkoku. Zawody przebiegały pod dyktando aka-

kle wyrównane, zacięte i emocjonujące, co świadczy o rozwoju tej dyscypliny w środowisku akademickim i napawa nadzieją na udane starty Polaków nie tylko w kolejnych uniwersjadach, ale także igrzyskach olimpijskich. Wyróżnienia dla najlepszych zawodników turnieju przyznano Dominice Rudnickiej – zwyciężczyni w układach formalnych oraz srebrnej medalist-

d e mików z Warszawy i Olsztyna. Reprezentanci AZS AWF Warszawa wywalczyli 14 medali, w tym 4 złote. Olsztynianie dwunastokrotnie stawali na podium – aż sześć razy na jego najwyższym stopniu. Wszystkie walki były niezwyaps nr 09 2007 (257)


[³ódzkie]

a w t s o z r t s i M e i k c i m Akade o g e i k z d ó Ł a w t z d ó w e Woj

N

owy rok akademicki to czas na kolejne Akademickie Mistrzostwa Województwa Łódzkiego. W ubiegłym sezonie do rywalizacji w 33 dyscyplinach stanęło aż 14 uczelni (spośród 19 znajdujących się w województwie łódzkim). Tylko 2 z nich wystawiły swoich zawodników do wszystkich konkurencji, co odbiło się na wynikach końcowych. Punktację ogólną AMWŁ wygrała Politechnika Łódzka, wyprzedzając nieznacznie Uniwersytet Łódzki. Miejsce na podium zajęło również Kolegium Nauczycielskie ze Zgierza. Także Politechnika wygrała najwięcej konkurencji, bo aż 13 (UŁ triumfował 10 razy, a KN Zgierz 7 razy).

AMWŁ 2006/2007 to już jednak historia. Teraz emocjonujemy się kolejną edycją zawodów, wciągających do rywalizacji największą liczbę studentów naszego regionu. Przykład dyscyplin, w których rozgrywki się już rozpoczęły, pokazuje, że w obecnym sezonie na starcie pojawia się mniejsza liczba zespołów (zwłaszcza w sportach bardzo do tej pory popularnych, jak np. koszykówka), podnosi się natomiast ich poziom. Pod koszami, zamiast 9 klubów, mamy tylko 5, ale poziom rozgrywek może zadowolić wszystkich kibiców. Pojedynki są niezwykle wyrównane, a w niemal każdym z zespołów występują studenci, grający na co dzień w III lub nawet II lidze.

ce w kategorii do 51 kg, i Michałowi Łoniewskiemu (oboje AZS AWF Warszawa), który nie miał sobie równych w kategorii do 67 kg, a także wywalczył srebrny krążek w kategorii poomse. W klasyfikacji drużynowej tryumfowały te same kluby, które zajęły najwyższe lokaty podczas czerwcowych Mistrzostw Polski w Śremie. Bezkonkurencyjny okazał się AZS AWF Warszawa (95 pkt), wyprzedzając AZS UWM Olsztyn (74 pkt) i AZS OŚ Poznań (52 pkt). Nie zawiedli także zawodnicy gospodarzy. W rywalizacji kobiet w kategorii do 55 kg brąz wywalczyła Honorata Małaszkiewicz, natomiast w kategorii do 59 kg na najniższym stopniu podium stanęły Ewelina Klimczak i Justyna Ja-

czech. Jeszcze lepiej spisali się mężczyźni. Srebro w kategorii do 54 kg przypadło Michałowi Frączkowskiemu. Tytuł akademickiego wicemistrza Polski w kategorii do 62 kg zdobył Łukasz Zauder. Po brązowe krążki w najcięższej kategorii +84 kg sięgnęli Marcin Cholajda i Piotr Witczak. W punktacji klubowej AZS Łódź zajął 4. lokatę z dorobkiem 31 pkt, poprawiając swoje osiągnięcie sprzed roku, kiedy wywalczył jeden srebrny i dwa brązowe medale oraz 5. miejsce drużynowo.

AMWŁ to szansa na promocję dyscyplin sportowych do tej pory mało znanych, doskonała okazja do włączenia do rywalizacji większej liczby studentów, także tych, którzy do tej pory nie trenowali w klubach. Wiadomo, że w piłce nożnej, koszykówce, siatkówce czy też lekkiej atletyce prym będą wiedli zawodnicy zajmujący się sportem od wielu lat. Rywalizacja w korfballu, aerobiku, ergometrze czy unihokeju skupia natomiast wszystkich chętnych. Wystarczą jedynie chęci, zaangażowanie i praca nad własnymi umiejętnościami. Wprowadzanie tych nowych dyscyplin do programu AMWŁ stanowi więc świetne uzupełnienie imprezy. Mogą się w niej bowiem zaprezentować zarówno zawodnicy wyczynowi, amatorzy, jak i początkujący. A to wszystko dla własnej satysfakcji, zdrowia i chlubnej walki o punkty dla swojej uczelni. Zapraszamy do rywalizacji!

Zwycięzcy poszczególnych kategorii Kobiety poomse: Dominika Rudnicka (AZS AWF Warszawa), 47 kg: Beata Przewłocka

Aleksandra Leszczyńska Foto Łukasz Janczar

(AZS UWM Olsztyn), 51 kg: Klaudia Wicik (AZS UWM Olsztyn), 55 kg: Agata Gołębiowska (UKS ZS Bełżyce), 59 kg: Agata Ćwiakowska (AZS AWF Warszawa), 63 kg: Anna Rapita (AZS AWF Warszawa), 67 kg: Katarzyna Kalinowska (AZS UWM Olsztyn), +72 kg: Iwona Kosiorek (UKS Arcus Krynica). Mężczyźni poomse: Arkadiusz Romańczuk (AZS AWF Wrocław), 54 kg: Karol Włodarczyk (AZS AWF Poznań), 58 kg: Łukasz Walkowiak (AZS OŚ Poznań), 63 kg: Jakub Bubel (AZS UWM Olsztyn), 67 kg: Michał Łoniewski (AZS AWF Warszawa), 72 kg: Kamil Gołosiński (AZS UWM Olsztyn), 78 kg: Łukasz Scheffler (AZS OŚ Poznań), 84 kg: Aleksander Rychlik (AZS UWM Olsztyn), +84 kg: Michał Miara (MLKS Wikingowie Pisz). www.azs.pl


e i k s a l ppood dlaskie

a w mkepodipoadlcashkim g i L Tylko nie zwariować! Krótki przewodni

Dwa miesiące temu opisałem w swoim felietonie zamieszanie, które powstało tuż po Mistrzostwach Polski Szkół Wyższych w Badmintonie. Przypomnę pokrótce, że chodziło o nieuprawnioną zawodniczkę, która rozegrała w barwach WSH-E Łódź dwa etapy zawodów, a na koniec dostała jeszcze złoty medal na pamiątkę, bo uczelnia z Łodzi Mistrzostwa wygrała. Jako członek KU AZS WSWFiT Supraśl (uczelni, która startowała w tych zawodach) i reprezentant podlaskiego środowiska postanowiłem zainterweniować w centrali AZS, by sprawę zbadano i wyjaśniono. Po niemal pół roku bezskutecznego oczekiwania na oficjalną odpowiedź (nie mówię o nieoficjalnych telefonicznych rozmowach i konsultacjach z niektórymi członkami centrali), korzystając z dostępu do APS, postanowiłem wywołać dyskusję na temat tego zdarzenia i jemu podobnych, które miały już w historii rozgrywek miejsce. Mało tego, podejrzewam, że mają nadal, choć nie mam na to żadnych dowodów. Za to moim zdaniem odpowiednie organy AZS jakoś nie spełniają się w roli autorów tego typu praktyk. Sprawa podstawiania zawodników jest stara jak świat. Od momentu, kiedy rozgrywkami zaczęły rządzić tabele i punkty, niektórzy kierownicy uczelnianych AZS-ów chętnie sięgają po sportowców z zewnątrz, głównie z bardzo dobrym skutkiem, bo jak na razie tylko cztery sprawy w ostatnim 10-leciu MPSzW zostały udowodnione. Czy było ich więcej? Zaryzykuję stwierdzenie, że tak. A dowody potwierdzające tę tezę zachowam na razie dla siebie. Jest to też bardzo śliski temat, bo można się narazić kilku osobom, ale zawsze tak jest, jak się wrzuca przysłowiowy kij w mrowisko. Myślę, że rolą człowieka zajmującego się sprawami AZS i mającego dostęp do związkowego medium powinno być bardziej zwracanie uwagi na problemy niż opisywanie kolejnych rewelacyjnie zorganizowanych przez panów ze SWFiS zawodów międzyrocznikowych czy rozmów z rektorami lub prorektorami, którzy chwalą się, jak to na ich uczelniach jest super! Obiecałem Czytelnikom, że przyjrzę się sprawie badmintona. Trudno jest w tym momencie podpierać się konkretnymi decyzjami w tej sprawie, bo odpowiedzi z Komisji Regulaminowej klub zgłaszający problem jeszcze nie uzyskał. Sprawa wygląda jednak na rozwiązaną w pojęciu rzeczonej komisji. Mistrzostwa przeszły do historii, WSH-E zostało zwycięzcą. Rekompensatą dla przegranej w finale badmintona uczelni była rezygnacja „mistrzów” z wyjazdu na akademickie mistrzostwa Europy na rzecz finalistów. Tyle… Dopisek „sprawa jest w toku” chyba nie ma sensu. Zastanawia mnie jeszcze jedna rzecz, bardzo ważna w naszym AZS. Myślę, że nadszedł już czas na poważne zastanowienie się nad sensem wszechobecnej w sporcie akademickim punktomanii, która wypacza sens rozgrywek sportowych. To ewenement na skalę światową! Tak potężnie rozbudowanego systemu opierającego się wyłącznie na punktach nie ma w żadnym kraju. Może zamiast przeliczania punktów w tabelach klasyfikacji generalnej powinniśmy po prostu nagradzać startujące uczelnie za poszczególne starty w dyscyplinach i na tym koniec. Ale to temat na odrębną dyskusję – oby nastąpiła ona jak najszybciej. Paweł Surynowicz

Internecie

K

ilka lat temu powstał pomysł na zorganizowanie pierwszego podlaskiego portalu internetowego o sporcie akademickim. Skończyło się na planach, ale od grudnia br. studenci nie będą mogli narzekać na brak informacji o sobie w Internecie. Podlaska Liga Akademicka nie ma swojego serwisu internetowego. By znaleźć wyniki studenckiego grania, trzeba było się sporo naszukać, ale i tak newsów o grze studentów było niewiele. Do tej pory wyników ligi szukaliśmy głównie na stronach podlaskich gazet, z różnym, raczej mizernym skutkiem, choć wyjątkiem od reguły była strona Podlaskiego ZPN. To jedyny serwis, który na bieżąco i rzetelnie informował wszystkich zainteresowanych rozgrywkami akademickimi. Już w poprzednim sezonie mieliśmy okazję śledzić akademicki futsal i piłkę nożną na trawie na stronach związkowych. Cieszymy się, że podobnie jest dzisiaj. Duża w tym zasługa rzecznika PZPN w Białymstoku Przemysława Sarosieka, który zainicjował obecność piłkarskich akademików w sieci, odkąd jego firma sprawuje pieczę nad ligą akademicką. Powszechnie wiadomo, że strony uczelnianych AZS-ów przypominają raczej klubowe wizytówki, na których często wiele jest przestarzałych informacji. Strona Podlaskiego ZPN rekompensuje brak newsów w sieci, choć ogranicza się tylko do piłki kopanej. O pozostałych ligowych dyscyplinach akademickich była cisza w sieci, choć jak dowiedziała się nasza redakcja, na św. Mikołaja studenci dostaną ciekawy prezent. Liga akademicka ma mieć pełny internetowy serwis. Wszystko za sprawą nowego portalu sportowego na Podlasiu, który na bieżąco informować będzie także o zmaganiach akademickich. Redaktorzy www.sportowepodlasie.pl obiecują pełny serwis rozgrywek akademickich, a my trzymamy ich za słowo. Mamy nadzieję, że już niebawem o każdym studenckim przedsięwzięciu sportowym będziemy mogli czytać w Internecie. PS

znowu WSWFiT najlepsza …

N

owy sezon akademicki tradycyjnie rozpoczęła uroczystość podsumowania ubiegłorocznych rozgrywek. W zwyczaju mamy już spotkania tego typu w klubie „Gwint” Politechniki Białostockiej. Klasyfikację ligi akademickiej 2006/2007 tradycyjnie otwiera Wyższa Szkoła Wychowania Fizycznego i Turystyki w Supraślu. Sportowcy z Supraśla po raz trzeci z rzędu wygrali generalkę na Podlasiu. Drugie miejsce przypadło gospodarzom podsumowania – białostockiej Politechnice, trzecie Wyższej Szkole Finansów i Zarządzania w Białymstoku.

Miniony sezon był pod kilkoma względami szczególny. M.in. po raz pierwszy wystartowały w rozgrywkach dwie uczelnie – Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa z Suwałk oraz Wyższa Szkoła Menedżerska z Białegostoku. Co prawda tylko w piłce nożnej, ale optymistyczne jest to, że do rozgrywek garną się uczelnie, za sprawą swoich studentów oczywiście, o których w ogóle wcześniej nie słyszeliśmy. Tegoroczne podsumowanie również miało nowy akcent. Nagrody wręczył Antoni Prokop, prezes podlaskiego środowiska AZS, wcześniej jeden z działaczy aps nr 09 2007 (257)


Czarne chmury wiszą nad pierwszoligową drużyną AZS Białystok. Zespół, który jeszcze kilkanaście miesięcy temu miał być objawieniem polskiej siatkówki kobiecej, dziś okazuje się pewniakiem... do spadku z ligi.

[podlaskie]

k o t s y ł a i B i k w ó k t a i Stolica s

W

2004 roku po kilku chudych latach siatkówki w Białymstoku wreszcie coś drgnęło. Nowy wówczas prezes AZS Jacek Nikliński zapowiedział budowę zespołu siatkówki na miarę czołówki krajowej. – Chcemy awansować w jak najkrótszym czasie do jak najwyższej ligi – mówił w prasowych wywiadach. Nikt nie wierzył słowom prezesa, gdyż zarówno sytuacja, w jakiej znajdował się białostocki AZS, jak i atmosfera wokół klubu nie wróżyły nic lepszego. Nikliński dotrzymał jednak słowa i w niedługim czasie AZS grał w serii B I ligi po odkupieniu miejsca od jednej z drużyn. Zaczęto budować zespół, który nieoczekiwanie spadł z powrotem do II ligi. Wydawało się, że białostoccy działacze dostali nauczkę i nie pójdą drugi raz na skróty, ale ambicje budowy siatkarskiej potęgi w Białymstoku były silniejsze. W kolejnym sezonie po wywalczeniu na parkiecie awansu do serii B działacze poszli o krok dalej i podobnie jak wcześniej odkupili miejsce, tyle że w najwyższej klasie rozgrywkowej – LSK – Lidze Siatkówki Kobiet. Sympatycy odebrali to posunięcie z mieszanymi uczuciami. Jedni byli zdegustowani ponownym kupieniem miejsca w wyższej lidze, inni przyjęli to z radością, bowiem do Białegostoku miały od tej chwili przyjeżdżać najlepsze siatkarskie zespoły kraju, a spotkania można było oglądać na żywo w telewizji. Białostocka siatkówka zmieniła się nie do poznania – w ciągu zaledwie dwóch lat stało się to, o czym mówił tuż po objęciu funkcji prezesa Jacek Nikliński. Mało tego, do białostockiego AZS-u zaczęły pukać zawodniczki, których nazwiska często słyszeliśmy podczas transmisji z meczów polskiej reprezentacji – kontrakty w Białymstoku podpisały reprezentantki Sylwia Pycia,

Marta Pluta i kilka innych będących w kręgu zainteresowań trenera kadry zawodniczek oraz dwie białoruskie kadrowiczki Elena Henzel i Olga Palczewska. Sam trener polskiej reprezentacji Andrzej Niemczyk został głównym doradcą białostockich działaczy. Przed startem w lidze mówiono nawet o medalach, ale rzeczywistość okazała się bardzo brutalna, a życie zweryfikowało plany włodarzy AZS Białystok. Jeszcze przed rozpoczęciem ligowego sezonu z pracą szkoleniowca pożegnał się Czesław Tobolski. Słabe wyniki zespołu Tobolskiego w przedsezonowych sparingach były wystarczającym powodem, by w Białymstoku pojawił się znany ze współpracy z Niemczykiem w reprezentacji Marian Kardas. Okazało się, że było to błędem, bowiem doświadczonego szkoleniowca zamieniono na trenera, który z żeńskimi zespołami ligowymi praktycznie nie miał do czynienia. Efekt był taki, że drużyna prowadzona przez Kardasa osiągała tak złe wyniki, że postanowiono przywrócić do pracy… byłego trenera. Końcówkę sezonu i baraże poprowadził więc duet trenerów, którzy jednak niespecjalnie się rozumieli, bowiem kilkakrotnie można było zauważyć spięcia na ławce trenerskiej podczas meczu. Wraz z końcem sezonu odszedł Kardas i część sprowadzonych przed sezonem zawodniczek. AZS znalazł się w fatalnej sytuacji, bowiem podczas kiedy grał w barażach o utrzymanie w LSK, okres transferowy trwał już na dobre. W tym czasie nie udało się pozyskać do klubu żadnej wartościowej siatkarki, ale pozyskano… nowego trenera. Tobolskiego zastąpił nikomu nieznany Osmar Pohl, Brazylijczyk, z niewielkim – jak się później okazało – doświadczeniem. Białostockie gazety pisały, że zatrudnio-

zespołu LSK AZS Pronar Zeto Astwa Białystok.

Liga akademicka na Podlasiu już ruszyła. Trzy koronne dyscypliny zimowe – futsal, koszykówka i siatkówka – rozgrywają swoje spotkania. Szkoda tylko, że przy coraz niższej frekwencji. Akademicy z roku na rok zmieniają miejsce rozgrywania ligowych meczów, przez co kibiców ligi coraz mniej. Cieszą jednak sami uczestnicy. Więcej uczelni, więcej spotkań, więcej grania. Tekst i foto PS

www.azs.pl

Sylwia Pycia była gwiazdą białostockiego AZS w poprzednim sezonie, niestety nie spełniła oczekiwań kibiców.

no go na podstawie cv, które wpłynęło do klubu. Jak na profesjonalny klub – praktyka co najmniej dziwna. Pohl obiecał sprowadzenie do klubu, który borykał się z trudną sytuacją kadrową, kilku siatkarek z Brazylii. Bardzo szybko się jednak okazało, że zarówno on, jak i trzy brazylijskie zawodniczki, które stawiły się w Białymstoku, nie spełniają oczekiwań. Drużyna fatalnie prezentowała się w turniejach towarzyskich i trener, który miał podpisany 3-letni kontrakt z klubem, zrezygnował z jej prowadzenia. Powtórzyła się sytuacja sprzed roku, kiedy szkoleniowiec nie rozgrywa nawet jednego meczu ligowego, tylko odchodzi jeszcze przed rozpoczęciem rozgrywek. Żeby było ciekawiej, zespół objął… Czesław Tobolski – jak się okazuje, koło ratunkowe białostockiego AZS. Czy drużyna AZS Białystok, wymagająca natychmiastowych wzmocnień (klub opuściło 7 zawodniczek), przystąpiła do ligi wzmocniona i przygotowana na tyle, by nie być pewniakiem do spadku? Siatkarska pogoda w Białymstoku psuje się coraz bardziej, a ciemne chmury nadciągają ze wszystkich stron. – Zależy mi na tym, by w Białymstoku była siatkówka na dobrym poziomie – mówi Czesław Tobolski, człowiek, dzięki któremu AZS w Białymstoku zachował status LSK. Czy poprowadzi zespół w nowym sezonie? A może działacze znajdą kogoś innego? Paweł Surynowicz


o p o e k i k l s l e o p wwiielko ły ę z c o p z o r i k z c i m e d Z kibicem praca Aka KK L P n o z e s się opłaca Przed dwoma laty w tym samym miejscu pisałem o wręcz tragicznej frekwencji na meczach INEA AZS Poznań. Od tego czasu zmieniło się właściwie wszystko. Drużyna koszykarek poznańskiego AZS-u jest doskonałym przykładem, w jaki sposób powinno się zmieniać nastawienie kibiców do drużyny oraz przyciągać zainteresowanie osób, wcześniej zupełnie obojętnych na losy klubu. Jeszcze nie tak dawno w wielkiej hali „Arena” na trybunach pojawiali się tylko znajomi koszykarek, rodzina oraz składający się z kilkudziesięciu osób klub kibica. Wtedy to właśnie napisałem o przyczynach takiego stanu rzeczy. – Po pierwsze, aby dowiedzieć się, kiedy grają koszykarki, trzeba samemu szukać tej informacji. Zwykły mieszkaniec Poznania nie ma szans, aby o meczu dowiedzieć się z jakiegokolwiek plakatu. W porównaniu z tamtym okresem nastąpiła wręcz kosmiczna poprawa. O tym, że INEA AZS Poznań rozgrywa mecz, możemy się dowiedzieć z plakatów w tramwajach, ulotek czy dobrze widocznych bannerów. Organizowane są autobusy, dzięki którym na mecz mogą przyjechać uczniowie z Trzcianki czy Czarnkowa. Zawodniczki spotykają się ze swoimi kibicami w szkołach i budują w ten sposób trwałe relacje z nimi. Powstała również strona internetowa z prawdziwego zdarzenia, której wcześniej tak bardzo brakowało. Kiedy już ci kibice pojawią się na trybunach, w skuteczny sposób zapewnia się im rozrywkę. Wszelkiego rodzaju pokazy, konkursy z nagrodami, powodują że ludzie wracają, ponieważ dla nich mecz to świetna okazja do rozrywki. Wszystkie te działania w bardzo skuteczny sposób podniosły frekwencję na meczach. Już nie przychodzi po kilkadziesiąt osób, ale ponad tysiąc. W poznańskim AZS w końcu zrozumiano, że bez działań marketingowych na szeroką skalę nie osiągnie się celu, jakim jest duża widownia. Po efektach pracy widać, że warto było zaufać pewnemu młodemu człowiekowi. Obecny stan to wielka zasługa dwudziestokilkuletniego menedżera klubu – Łukasza Zarzyckiego. Udowodnił, że z kibicem ciężka praca – naprawdę się opłaca. Przemysław Soczyński

C

ałkiem niedawno do ligowych zmagań powróciły koszykarki występujące na parkietach ekstraklasy. Poznańska INEA AZS po nie najlepszym początku rozgrywek wyraźnie łapie wiatr w żagle, co z pewnością cieszy kibiców, sponsora, a przede wszystkim trenera Romana Habera. Na którym miejscu INEA zakończy rozgrywki? Na odpowiedź przyjdzie nam jeszcze trochę poczekać. Po dotychczas rozegranych siedmiu kolejkach (po tylu pisałem tekst) poznanianki mają na swoim koncie 10 punktów (3 wygrane, 4 porażki). Dla ekipy ze stolicy Wielkopolski początek ligowych zmagań – delikatnie mówiąc – nie należał do udanych. O ile porażkę z wicemistrzyniami Polski – Lotosem PKO BP Gdynia, można było przewidzieć, to już przegranej w derbach Wielkopolski, z Dudą Leszno 72:77 oraz AZS PWSZ Gorzów Wielkopolski 55:65, nikt się nie spodziewał. Choć AZS, przy odrobinie sportowego szczęścia, mógł w tych potyczkach wygrać, bo było naprawę blisko. Poznanianki złą passę przełamały dopiero w czwartej odsłonie ligowych zmagań, kiedy to do „Areny” zawitała faworyzowana ekipa z Torunia. Mecz nie był olśniewającym widowiskiem, lecz liczył się efekt w postaci pierwszego ligo-

wego zwycięstwa (73:59). Monika Sibora i drużyna poszły za ciosem, tydzień później pokonując ŁKS Łódź 61:56. W kolejnej ligowej serii pojedynków przyszedł czas na CCC Polkowice, jednego z kandydatów do medalu. Po pierwszych 20 minutach i ponaddwudziestopunktowym prowadzeniu pomarańczowych wydawało się, że jest już po meczu. Wtedy to gry wróciła INEA, która zdołała odrobić straty, a nawet wyjść na prowadzenie. Wygrać jednak się nie udało. Po bardzo pasjonującym pojedynku, który do końca trzymał w napięciu, zwyciężyło CCC 78:75. To starcie pokazało jednak, że podopieczne trenera Romana Habera wróciły do gry. Udowodniły to zresztą przełamując całkiem niedawno passę porażek w konfrontacjach wyjazdowych. Pierwszy wyjazdowy łup popularna „Siba” i koleżanki zgarnęły w dalekim Brzegu, gdzie pewnie pokonały Cukierki Odrę 76:58. Atmosfera w ekipie ze stolicy Wielkopolski po tym pojedynku znacznie się poprawiła. Wszystkie koszykarki są zdrowe, co pozwała szkoleniowcom na większe pole manewru. Kibicom natomiast daje nadzieję na kolejne ligowe punkty, a co za tym idzie coraz wyższą pozycję w ligowej stawce dla swoich pupilek. Tekst Łukasz Klin Foto Jakub Olszak

aps nr 09 2007 (257)


[wielkopolskie]

AWF z nową halą

P

oznań trzykrotnie przegrał walkę o organizację Letniej Uniwersjady. Jednak z myślą o tej imprezie zaczęto powiększać bazę sportową miasta. Między innymi dzięki tym próbom Akademia Wychowania Fizycznego wzbogaciła się o wielofunkcyjną halę. Stolica Wielkopolski do czasu otwarcia nowej hali dysponowała jedynie „Areną”, która jest obiektem przystosowanym bardziej do koncertów i różnego rodzaju widowisk artystycznych niż do rozgrywek sportowych. Kilka tysięcy miejsc to w tej chwili za dużo, aby zapełnić je chociaż w połowie. Oprócz tego wielkiego gmachu w Poznaniu nie było żadnej hali średniej wielkości. Przy ul. Chwiałkowskiego, w budynku POSiR-u jest odwrotnie niż w „Arenie”, tam jest za mało miejsc, aby pomieścić wszystkich chętnych. O reszcie nie ma co wspominać, bo są to typowe kurniki, gdzie poza placem do gry nie mieści się nic innego. Dlatego z budową nowej hali AWF-u wiązano wielkie nadzieje. Miała ona zapełnić lukę między wspomnianymi obiektami. Cała hala ma 4380,30 m2 powierzchni użytkowej w trzypoziomowym budynku. Natomiast boisko ma wymiary 44 na 33 m. Spełnione są

również wszystkie wymogi międzynarodowych federacji w najpopularniejszych dyscyplinach (siatkówka, koszykówka, piłka ręczna). Na trybunach znajduje się 1200 miejsc siedzących, z czego 400 na balkonie, a reszta miejsc – składana. Właśnie najwięcej uwag jest do widowni. Miejsca na balkonie mają jeden wielki mankament, który w bardzo drażliwy sposób daje znać o sobie. W czasie oglądania meczu w bardzo skutecznych sposób niemal całe boisko zasłaniają słupy, które znajdują się tuż przed siedziskami. Praktycznie nikt nie rozumie, jak można było zaprojektować w ten sposób widownię. – Podobnie jak inne nowe budynki AWF-u – basen i bibliotekę – całość zaprojektowała krakowska Autorska Pracownia Architektoniczna, poznańskiego obiektu nie było łatwo wybudować z uwagi na małą przestrzeń. Z drugiej strony projektowanie jest dla

nas przyjemnością i dlatego z chęcią rozwiązaliśmy kolejny rebus architektoniczny. Moim zdaniem będzie to bardzo funkcjonalna, a jednocześnie kameralna hala. Gdyby miała większe trybuny stałe, a nie tylko takie na 400 miejsc, to trzeba byłoby się liczyć z wyższymi kosztami utrzymania – powiedział „Głosowi Wielkopolskiemu” Kazimierz Węglarski, jeden z trzech właścicieli pracowni. W chwili obecnej na hali trenują i grają swoje mecze ligowe dwie drużyny siatkarskie – zawodniczki z AZS AWF Poznań oraz zawodnicy z Klubu Siatkarskiego Poznań. Obiekt przy Drodze Dębińskiej wykorzystują również firmy, które wynajmują czas dla swoich pracowników. Natomiast od listopada rozpoczęli jej użytkowanie studenci AWF. Wybudowanie tej hali na pewno wzbogaciło bazę sportową miasta. Niestety jest to tylko kropla w morzu potrzeb. Nadal nie mają się gdzie podziać koszykarki INEI AZS Poznań czy koszykarze AZS Politechniki Poznańskiej. Hasło Poznań stawia na sport coraz bardziej mieszkańców stolicy Wielkopolski irytuje, ponieważ doskonale wiedzą, że miasto bez basenu, lodowiska czy hali na światowym poziomie nigdy nie będzie z tym hasłem tożsame. Tekst i foto Przemysław Soczyński

www.azs.pl


Akademicki czempionat

W

iększość liczących się dyscyplin sportowych w swoim kalendarzu zawodów posiada Mistrzostwa Europy. W wioślarstwie ME miały długą historię, rozgrywane bowiem były od 1893 do 1973 roku, kiedy to odbyły się po raz ostatni w Moskwie. Potem władze FISA postanowiły zawiesić europejski czempionat. Jednak środowisko wioślarskie czuło potrzebę przywrócenia regat tej rangi i w tym roku poznańska Malta dostąpiła zaszczytu organizacji pierwszych – po 34 latach – mistrzostw Europy. Na poznańskie regaty, odbywające się od 20 do 23 września 2007 roku, przyjechało ponad 400 zawodników i zawodniczek z 32 europejskich państw. Polskę reprezentowało 11 osad, w tym 3 kobiece; większość uczestników to studenci różnych polskich uczelni – AWF-ów, politechnik, uniwersytetów oraz uczelni prywatnych – i członkowie klubów AZS z całej Polski. Niestety w ostatniej chwili z rywalizacji wycofali się nasi złoci medaliści olimpijscy – Robert Sycz i Tomasz Kucharski, z powodu odnowionej kontuzji kręgosłupa Roberta. Chęci startu nie wykazały dwie inne olimpijskie nadzieje polskiego wioślarstwa – czwórka podwójna i czwórka bez sternika wagi lekkiej mężczyzn. A szkoda, bo szanse na złote medale były ogromne. Poznań, jako przyjaciel wioślarstwa, starał się reprezentować Polskę najlepiej jak potrafił, występując w roli gospodarza godnego imprezy rangi mi-

strzostw Europy. Regaty rozpoczęły się w czwartek wieczorem ceremonią otwarcia, która momentami była uroczysta, barwna i ciekawa (pokazy pirotechniczne i motolotniarskie), a momentami jej uczestnicy kompletnie nie wiedzieli, co artysta miał na myśli. Tradycyjnie w piątek odbywały się biegi eliminacyjne, czyli przedbiegi, w których zawodnicy walczyli o wejście do półfinałów. Jeśli im się nie udało, w popołudniowych repasażach mieli na to ostatnią szansę. W sobotę osady walczyły w półfinałach o wejście do finału A, w którym tylko 6 osad ma szansę na walkę o medale. Najważniejszym dniem regat była oczywiście niedziela i finałowa walka o miejsca medalowe. I choć 9 z 11 polskich osad weszło do finałów A, dając nam wielkie nadzieje na medale, tylko 3 wywalczyły miejsca na podium. Drugie miejsca i srebrne medale zdobyła dwójka podwójna wagi lekkiej kobiet oraz dwójka bez sternika i ósemka mężczyzn. Nasi medaliści ulegli odpowiednio – Niemkom (2 sekundy), Serbom (2) i Czechom (3). Ciekawie przebiegała walka w konkurencji ósemek, gdzie w zwycięskiej osadzie z Czech wiosłował Ondrej Synek oraz syn świetnego wioślarza – Vaclav Chalupa junior. Blisko medalu, bo na czwartym, najbardziej znienawidzonym przez sportowców miejscu, znalazły się cztery polskie osady – męska jedynka, dwójka podwójna oraz czwórka bez sternika wagi lekkiej i normalnej. Najbliżej medalu były osady dwójki podwójnej i czwórki bez sternika wagi lekkiej. Zabrakło im

tylko 1 sekundy, by stanąć na podium i odebrać brązowy medal zawodów na maltańskim torze. Dwójka podwójna przegrała rywalizację medalową z osadą niemiecką, natomiast czwórka uległa osadzie rosyjskiej, która wywalczyła trzecie miejsce i brązowy medal. Zadowoleni z 3 medali, lecz ciągle czując niedosyt miejsc medalowych, pożegnaliśmy poznańską Maltę, by za rok spotkać się w greckich Atenach. Teraz, kiedy już pierwsze koty za płoty i mistrzostwa Europy wpisane są na stałe do kalendarza wioślarskiego, będą one rozgrywane regularnie co rok. Tekst Małgorzata Pawlak Foto Robert Zaborski Wyniki II miejsce X Dwójka podwójna wagi lekkiej kobiet (Ilona Mokronowska, Magdalena Kemnitz) X Dwójka bez sternika mężczyzn (Jarosław Godek, Piotr Hojka) X Ósemka mężczyzn (Rafał Hejmej, Piotr Buchalski, Wojciech Gutorski, Mikołaj Burda, Sebastian Kosiorek, Sławomir Kruszkowski, Bogdan Zalewski, Michał Stawowski, ster. Daniel Trojanowski) IV miejsce X Jedynka mężczyzn (Arnold Sobczak) X Dwójka podwójna mężczyzn (Marcin Brzeziński, Michał Słoma) X Czwórka bez sternika mężczyzn (Dawid Pacześ, Łukasz Kardaś, Dominik Kubiak, Patryk Brzeziński) X Czwórka bez sternika wagi lekkiej mężczyzn (Cezary Mrozowicz, Mariusz Stańczuk, Łukasz Siemion, Szymon Wiśniewski) V miejsce X Dwójka bez sternika kobiet (Anna Jankowska, Magda Korczak) X Czwórka podwójna kobiet (Kamila Soćko, Natalia Madaj, Magdalena Fularczyk, Agata Gramatyka).

Mistrzostwa Europy w Wioślarstwie, Poznań Malta, 20–23.09.2007 aps nr 09 2007 (257)


WITRYNA KSIĄŻEK SPORTOWYCH

W

przyszłym roku przypada set- tuację materialną, finansową, prawną na rocznica powstania Akade- AZS-u Częstochowa. Pięta odnotowuje mickiego Związku Sportowe- wszelkie zmiany personalne we włago. AZS to ponad pięćdziesiąt tysięcy dzach i strukturze organizacji, wyliczłonków w przeszło dwustu ośrodkach cza rodzaje podejmowanych aktywności: w całej Polsce. Aby poznać historię tego oprócz podstawowego zakresu działań, największego stowarzyszenia sporto- tj. działalności trenerskiej, zapewniania wego młodzieży akademickiej w Pol- jak najlepszych warunków do rozwosce, należy przyjrzeć się tworzącym ju, organizowania imprez sportowych, go ośrodkom terenowym, bo właśnie związek dbał o zwiększenie zainteresow nich urzeczywistniają się idee i cele wania sportem wśród studentów, sponorganizacji. sorów czy władz państwowych, chcąc Szansę na bliższe poznanie jednego tym samym przyczynić się do polepz ośrodków AZS dał czytelnikom Wie- szenia sytuacji sportu akademickiego sław Pięta, autor książki Akademicki (rozbudowy bazy sportowej, wyelimiZwiązek Sportowy w Częstochowie nowania braków w sprzęcie, itp.), zaw latach 1945–2000. Dokumentuje pewnienia warunków rozwoju związku w niej 55 lat istnienia AZS w Częstocho- oraz działających w nim klubów i sekcji, wie – od momentu organizowania pomopowstania po II wojcy socjalnej itp. Aunie światowej, przez tor opisuje, z jakim burzliwe lata komuskutkiem w poszczenizmu, okres transgólnych momentach formacji, na roku istnienia AZS Czę2000 kończąc. Mostochowa udawało nografia wykracza się (lub nie) te zamiejednak poza chrorzenia zrealizować. nologiczne przedW książce nie zastawienie najważbrakło sprawozdania niejszych faktów ze sportowej działalz życia oddziału. ności częstochowskiePięta zdecydował go środowiska. I tusię opisać je na tle taj autor wykazał się danych dotycządużą dociekliwością w gromadzeniu incych sytuacji całego formacji. Pięta opiAZS-u i bieżącej suje starty sportowsytuacji społecznoców w mistrzostwach -politycznej kraju. Polski, świata, uniDzięki temu czytelnik ma okazję spoj- Wiesław Pięta: Akademicki Związek Sporto- wersjadach czy igrzyskach olimpijskich. rzeć na działalność wy w Częstochowie w latach 1945–2000 ośrodka szerzej, Wydawnictwo Akademii im. Jana Długo- Oprócz dokładnych danych dotyczących z punktu widzenia sza, Częstochowa 2007 tego, gdzie i kiedy sportu i jego wpły- Okładka miękka, stron: 441, zdjęcia (z dokładnością do wu na życie jednogodziny) odbywały się zawody, składu stek i całego społeczeństwa. Autor rozpoczyna swoje doniesienie reprezentacji, przytacza osiągane przez od scharakteryzowania początków aka- zawodników wyniki, poprawiane rekordemickiego ruchu sportowego. Przy- dy, miejsca w klasyfikacjach. Czytelnik bliża sytuację szkolnictwa wyższego ma również okazję bliżej zapoznać się na ziemiach polskich, ze szczególnym z działalnością wybranych sekcji sporuwzględnieniem Częstochowy. W ko- towych, prześledzić karierę wybitnych lejnych rozdziałach przechodzi do opi- sportowców i zespołów występujących sania historii. Zaletą monografii jest w barwach częstochowskiego AZS-u. Książkę uzupełniają statystyki i zeszczegółowość przedstawianych faktów. Pięta pokazuje Czytelnikowi wszystko stawienia przydatne w usystematyzoto, czym przez 55 lat żył AZS w Czę- waniu wiadomości zawartych w pierwstochowie. W książce znajdziemy na- szej części książki. Znalazły się tu zwiska osób, które przewinęły się przez bowiem takie dane jak: składy osoboorganizację. Upamiętnieni zostali za- we zarządu częstochowskiego AZS-u równo działacze, członkowie, sportowcy w kolejnych kadencjach, składy drużyn ze środowiska, jak i postacie z innych w poszczególnych sekcjach; rekordy czękręgów i oddziałów, które w jakimś stochowskich zawodników i inne. Całość zamyka seria zdjęć dokumenstopniu przyczyniły się do rozwoju tego ośrodka. Szczegółowej analizie tujących m.in. wybitne postaci, drużyny poddał autor również działalność i sy- i zdarzenia z życia AZS Częstochowa. www.azs.pl

Wojciech Ruszkowski (1946–2007) Na jego ukochanej uczelni – Politechnice Częstochowskiej – rozpoczęła się kolejna rekrutacja, a na obiekcie AZS ćwiczyli strzelcy. Pomiędzy jednym a drugim treningiem nadeszła smutna wiadomość: w dniu 9 lipca 2007 roku w wieku 61 lat zmarł Wojtek. Wojciech Ruszkowski był absolwentem Wydziału Budowy Maszyn Politechniki Częstochowskiej, później asystentem, wykładowcą tej uczelni. Od 1964 roku związany z Akademickim Związkiem Sportowym w Częstochowie. Należał do pomysłodawców powołania sekcji strzelectwa sportowego (1964). Związał się z tą dyscypliną sportową na ponad 40 lat, początkowo jako zawodnik, a następnie instruktor, trener, trener-koordynator, prezes. W Klubie Środowiskowym Strzelectwa Sportowego AZS pełnił najróżniejsze role, także budowniczego obiektu sportowego ze strzelnicą – otwartego w 1988 r. W swojej działalności szkoleniowej wychował wiele pokoleń znanych studentów-sportowców, którzy zdobywali medale na mistrzostwach Europy i Polski. Do najwybitniejszych zaliczyć należy: Elżbietę Wiewiórę, Annę Trąbską, Alicję Ziaję (w kadrze Igrzysk Olimpijskich Ateny 2004) i Paulinę Wardęgę. Był Azetesiakiem, który cieszył się ogromnym autorytetem w środowisku akademickim Częstochowy, wielce zasłużonym dla rozwoju strzelectwa sportowego na Śląsku i w Polsce. W latach 1968–1995 był członkiem Zarządu Środowiskowego AZS Częstochowa. W 1995 roku powołał Klub Środowiskowy Strzelectwa Sportowego AZS, w którym przez 12 lat pełnił funkcję prezesa. Od 2000 do 2005 roku piastował stanowisko wiceprezesa ds. finansowych OŚ AZS Częstochowa. Za działalność sportową i organizacyjną wielokrotnie otrzymywał nagrody JM Rektora Politechniki, Wojewody Częstochowskiego, Prezydenta Miasta Częstochowy. Odznaczony Złotą Odznaką AZS, PZSS i Złotym Krzyżem Zasługi. Wiesław Pięta


kalendarium kalendarium kalendarium kalendarium

Listopad R

ok temu (4–9 listopada 2006 r.) w Poznaniu złotym medalistą MME w Szermierce został Piotr Nemec, AZS AWF Wrocław – w szpadzie ind., a srebrnym – Michał Majewski, AZS AWF Warszawa – we florecie ind. Brązowe medale zdobyli: Katarzyna Dąbrowa, AZS AWF Wrocław – w składzie drużyny szpady, Natalia Rajczak, AZS AWF Warszawa – w drużynie floretu, Martyna Synoradzka, AZS AWF Poznań – w drużynie floretu i Daniel Olejnik, AZS AWF Warszawa – w drużynie szabli.

2

lata temu (20 listopada 2005 r.) w Kijowie srebrny medal w kat. 81 kg MME w Judo zdobył Łukasz Bałanda, AZS U. Warszawski.

3

lata temu (14 listopada 2004 r.) w Bytomiu na MP w Judo w kat. open srebrny medal zdobyła Magdalena Kozioł, AZS AWFiS Gdańsk, brązowy – Irena Blicharz, AZS AWF Wrocław.

4

lata temu (28–29 listopada 2003 r.) w Warszawie odbył się pierwszy turniej Akademickiej Ligi Futsalu 2003/2004, w którym zwyciężyli zawodnicy UAM Poznań przed WSP Częstochowa i Politechniką Śląską w Gliwicach.

5

lat temu (5 listopada 2002 r.) Adam Krzesiński, aktualny członek ZG AZS, a wcześniej reprezentant Polski w szermierce, oficjalnie ogłosił zakończenie 27-letniej kariery sportowej. Florecista AZS AWF Warszawa, startując na arenach krajowych i międzynarodowych, zdobył 14 medali: IO, MŚ, ME i MP. Jest to największy dorobek medalowy wśród polskich szermierzy w ostatnim ćwierćwieczu. Czterokrotnie startował w Letnich Uniwersjadach w Zagrzebiu, Duisburgu, Sheffield i Buffalo.

6

lat temu (24–25 listopada 2001 r.) w Wiedniu na MŚ w Karate Shotokan w wersji ESKA drużyna kata kobiet w składzie: Agata Smetaniuk, Agnieszka Wolna, Michalina Łoboda – wszystkie z AZS AR Wrocław – zdobyła brązowy medal.

7

lat temu (21 listopada 2000 r.) na pływalni Politechniki Gdańskiej przeprowadzono zawody pływackie w ramach rozgrywek międzyuczelnianych Trójmiasta. W zawodach wzięło udział 266 studentek i studentów.

8

lat temu (17–19 listopada 1999 r.) w OPO w Spale Zarząd Główny AZS przeprowadził II Konferencję Szkoleniową Trenerów AZS.

9

lat temu (4–8 listopada 1998 r.) w Bratysławie na ME w Szermierce złote medale zdobyli: Sylwia Gruchała – we florecie indywidualnie i drużynowo, Alicja Kryczało i Magdalena Mroczkiewicz – we florecie drużynowo i Jarosław Mojski we florecie drużynowo. Wszyscy z AWZ AWF Gdańsk.

10

lat temu (4–8 listopada 1997 r.) sukcesem sportowym, organizacyjnym i finansowym zakończyły się ME w Szermierce Seniorów i Juniorów, organizowane przez AWF w Gdańsku. Ha-ha

Wyniki 6.10.2007, Wrocław. W punktacji klubowej Akademickich Mistrzostw Polski w Akrobatyce Sportowej zwyciężył AZS AWF Poznań, 53 pkt, przed AZS AWF Wrocław, 36 pkt, i AZS AWF Katowice, 31 pkt. 6–7.10.2007, Janów Lubelski. W Mistrzostwach Polski w Zapasach w St. Klasycznym medale zdobyli, wszyscy AZS AWF Warszawa: Srebrny X Marek Szustek – w kat. 96 kg; Brązowe X Przemysław Korpacki – w kat. 74 kg X Andrzej Jaworski – w kat. 84 kg 6–7.10.2007, Praga. Tomasz Kowalski, AZS Opole, zdobył mistrzostwo Europy juniorów w judo w kat. 66 kg. 6–7.10.2007, Opole. W Młodzieżowych Mistrzostwach Polski w Judo medale zdobyli: Złote X Ewelina Basińska, AZS AWF Warszawa – w kat. 52 kg X Małgorzata Szostało, AZS AWF Warszawa – w kat. 63 kg X Justyna Kułagowska, AZS AWF Wrocław – w kat. 78 kg X Wiktor Tworzydło, AZS AWF Warszawa – w kat. 90 kg X Maciej Sarnacki, AZS AWF Warszawa – w kat. 100 kg; Srebrne X Paulina Zawadzka, AZS UW Warszawa – w kat. 57 kg X Sylwia Deptuła, AZS AWFiS Gdańsk – w kat. 63 kg; Brązowe X Agnieszka Jasiurkowska, AZS Opole – w kat. 52 kg X Marta Licznar, AZS Opole – w kat. 57 kg X Monika Woźniak, AZS AWFiS Gdańsk – w kat. 57 kg X Izabela Herdzik, AZS Gliwice – w kat. 63 kg X Małgorzata Ślebocka, AZS Łódź – w kat. +78 kg X Maciej Irek, AZS UW Warszawa – w kat. 60 kg X Marcin Irek, AZS UW Warszawa – w kat. 60 kg X Wojciech Jaworski, AZS Gliwice – w kat. 66 kg X Bartosz Zachara, AZS UW Warszawa – w kat. 66 kg X Ignacy Rudawik, AZS Gliwice – w kat. 73 kg X Paweł Czaplicki, AZS AWFiS Gdańsk – w kat. 90 kg X Marcin Kosniewski, AZS Opole – w kat. 90 kg X Kacper Syguła, AZS UW Warszawa – w kat. +100 kg 7.10.2007, Warszawa. W Długodystansowych Mistrzostwach Polski

W zakończeniu swojej książki Wiesław Pięta podkreśla, jak wielką rolę odegrał częstochowski AZS dla tamtejszego środowiska akademickiego. Zaznacza, że duża aktywność w wychowaniu kolejnych pokoleń młodzieży przesądziła o silnej pozycji, jaką zajmuje ten ośrodek w rozwoju sportu regionalnego i krajowego. Po przeczytaniu monografii można się z tym stwierdzeniem całkowicie zgodzić. Mnogość działań podejmowanych przez stowarzyszenie została przez au-

w Wioślarstwie medale zdobyli: Złote

X Agata Gramatyka, AZS AWF Kraków – w jedynce X Piotr Licznerski, AZS

AWFiS Gdańsk – w jedynce; Srebrne X Sylwia Liszkiewicz, AZS AWF Warszawa – w jedynce wagi lekkiej X Artur Czerwiński i Grzegorz Topór, AZS AWFiS Gdańsk – w dwójce bez sternika wagi lekkiej; Brązowe X Krystian Baranowski i Piotr Juszczak, AZS UMK Toruń – w dwójce bez sternika X Mieczysław Maj i Marcin Szacik, AZS PW Wrocław – w dwójce bez sternika wagi lekkiej. 13–14.10.2007, Łódź. W Mistrzostwach Polski w Zapasach brązowy medal w kat. 48 kg zdobyła Anna Łukasiak, AZS AWF Warszawa. 20–21.10.2007, Warszawa. W Mistrzostwach Polski Juniorów w Curlingu w kat. kobiet zwyciężył AZS Gliwice przed AZS Łódź. 21.10.2007, Zakliczyn. AZS AWF Biała Podlaska zajął drugie miejsce w Pucharze Polski w Podnoszeniu Ciężarów Kobiet. 3–4.11.2007, Wrocław. W Mistrzostwach Polski w Karate Shotokan medale zdobyli, wszyscy AZS UP Wrocław: Złote X Agnieszka Wolna – w kata indywidualnie X Łukasz Wolny – w kata indywidualnie; Srebrne X Michalina Łoboda – w kata indywidualnie X AZS UP Wrocław – w kata drużynowo mężczyzn X AZS UP Wrocław – w kumite drużynowo mężczyzn; Brązowe X Przemysław Gładoch – w kata indywidualnie X Bartosz Sołtysiak – w kumite indywidualnie X AZS UP Wrocław – w kumite drużynowo kobiet. 4.11.2007, Iraklion (Grecja). Marta Przeździecka, AZS UMCS Lublin, zdobyła w składzie drużyny wicemistrzostwo Europy w szachach. 10–11.11.2007, Bytom. W Drużynowych Mistrzostwach Polski w Judo w kategorii kobiet zwyciężył AZS AWFiS Gdańsk, jedno z dwóch trzecich miejsc zajął AZS Opole. W kategorii mężczyzn AZS AWFiS Gdańsk zajął trzecie miejsce. SP

tora opisana w sposób bardzo drobiazgowy, ale przez to wyczerpujący. Informacje są podane w sposób przejrzysty i interesujący, a szczegółowość relacji oraz umiejętnie wpleciony kontekst społeczno-polityczny pomaga w lepszym zrozumieniu atmosfery i działalności. Opisanie kilkudziesięciu lat istnienia takiego stowarzyszenia, jakim jest AZS, to zadanie karkołomne, ale Wiesław Pięta poradził sobie z nim dobrze. Małgorzata Misiurek aps nr 09 2007 (257)


[ odby³o

Nasi przedstawiciele w Komisjach FISU

Kolejna edycja MPSzW

P

od koniec listopada br. rozpoczęła się nowa edycja Mistrzostw Polski Szkół Wyższych. Wszystkich zainteresowanych zapraszamy na oficjalną stronę zawodów, na której znajdują się już komunikaty o pierwszych zawodach. Strona XXV Mistrzostw Polski Szkół Wyższych dostępna jest pod dwoma adresami: mpszw.azs.pl i mpszw.pl. www.azs.pl

siê...]

B

ardzo miła wiadomość dotarła do nas z Brukseli, gdzie podczas posiedzenia Komitetu Wykonawczego FISU, które odbyło się w dniach 26–28 października br. powołano 8 przedstawicieli AZS w skład Komisji FISU. W bieżącej kadencji Polskę reprezentować będą: 1. Adam Roczek – wiceprzewodniczący Komisji Regulaminów Sportowych (CRS) 2. Tomasz Szponder – członek Komisji Prasowej (CIP) 3. Andrzej Hrehorowicz – przewodniczący Komisji Technicznej Tenisa Stołowego (CTI Summer Universiade) 4. Zygmunt Przybylski – członek Komisji Medycznej (CM) 5. Renata Bojczuk-Kościukiewicz – członek Komisji Naukowej (CESU) 6. Zofia Kiełpińska – przewodnicząca Komisji Technicznej Biegów Narciarskich (CTI Winter Universiade) 7. Wojciech Gołębiowski – przewodniczący Komisji Technicznej Snowboardu (CTI Winter Universiade) 8. Marian Dymalski – członek Komisji Finansowej (CF) oraz Komisji Nadzoru Zimowej Uniwersjady (CSUH).

Tomek Aftański delegatem technicznym EUSA

D

ecyzją Komitetu Wykonawczego EUSA obradującego w dniach 19–20 października br. w Larnace Tomasz Aftański z Gdańska został powołany na delegata technicznego EUSA ds. futsalu. To już drugi delegat techniczny EUSA z Polski. Przypomnijmy, że Andrzej Hrehorowicz z Wrocławia jest delegatem technicznym ds. tenisa stołowego. Tomku, gratulujemy! Foto Wojciech Piepiorka


Klasyfkacja generalna

Akademie

Akademie Wychowania Fizycznego

Uczelnie Medyczne

Zwycięzcy XXIV MPSzW

Wyższe Szkoły Niepubliczne

Uniwesytety

Foto Andrzej Olszewski

Politechniki

Wyższe Szkoły Zawodowe

Akademicki Przegląd Sportowy 09/2007  
Akademicki Przegląd Sportowy 09/2007  
Advertisement