Issuu on Google+

POLSKA OSAMOTNIONA Dlaczego Wielka Brytania zdradziła swojego najwierniejszego sojusznika?

Jonathan Walker


POLSKA OSAMOTNIONA Dlaczego Wielka Brytania zdradziła swojego najwierniejszego sojusznika?

Jonathan Walker tłumaczenie Jan Szkudliński

Wydawnictwo Znak Kraków 2010


SPIS TREŚCI

9 Mapy 17 Podziękowania 23 Wstęp 29 1. GWAŁT NA POLSCE 63 2. ARMIA KRAJOWA 99 3. OPERACJA „MOST” 131 4. AUSCHWITZ 165 5. SOE RZUCA KOŁO RATUNKOWE? 197 6. SOWIECKA NAWAŁA 233 7. WARSZAWA POWSTAJE (SIERPIEŃ 1944) 267 8. WARSZAWA W PŁOMIENIACH (WRZESIEŃ 1944) 299 9. CHAOS I UPADEK 325 10. EPILOG 339 Zakończenie 345 Słowniczek pojęć i skrótów 349 Bibliografia 367 Indeks nazwisk 381 Spis map


Jonathan Walker, Polska osamotniona

84

Trzeciego stycznia 1944 roku Sowieci przekroczyli przedwojenną wschodnią granicę Polski, w efekcie czego problemy AK jeszcze się zwiększyły. Polskie podziemie mierzyło się teraz z wrogim najeźdźcą wschodnim, który nie uznawał legalności rządu na uchodźstwie ani jego siły zbrojnej. Ironią losu Niemcy złożyli AK propozycję przekazania broni Polakom dla obrony przed Sowietami, zostałą ona jednak kategorycznie odrzucona. Tak więc Polska stała się jedynym okupowanym krajem Europy, który nie dostarczył narodowego kontyngentu walczącego dla Rzeszy na froncie wschodnim. Wobec kurczącego się pola manewru dowództwo AK planowało rozpocząć akcję „Burza”: powstanie za liniami niemieckimi celem udzielenia wsparcia Armii Czerwonej. Plan „Burzy” zakładał, że oddziały AK miały walczyć z nieprzyjacielem tylko tam, gdzie rozpoczął on odwrót, nie zaś wywoływać powstanie w całym kraju. Dowództwo AK twierdziło, że jest dla Związku Radzieckiego równorzędnym partnerem i że może pełnić rolę gospodarza wyzwalanego kraju, do którego powróci z Londynu rząd na uchodźstwie. Powodzenie tej koncepcji zależało od tego, czy Stalin będzie respektował przedwojenne granice Polski, co z kolei rzecz jasna nie mogło mieć miejsca. Kierownictwo AK nie miało pojęcia, że już rok wcześniej w Teheranie Stalin i Churchill ustalili przebieg polskiej granicy wzdłuż linii Curzona34. Nie przypadkiem siły radzieckie przekroczyły granicę polski na Wołyniu. Ten obszar zachodniej Ukrainy znajduje się między rzekami Prypeć i Bug, stanowiąc bramę prowadzącą do Lublina, który miał stać się bazą Związku Patriotów Polskich. To właśnie tam Stalin planował stworzyć rząd konkurencyjny dla gabinetu działającego na uchodźstwie w Londynie i doprowadzić do przejęcia władzy przez podległych mu ludzi przy pomocy Armii Czerwonej i 1. Armii Polskiej Zygmunta Berlinga. Jednak jeszcze przed zniszczeniem AK Stalin potrzebował jej pomocy w oczyszczeniu wschodniej Polski z oddziałów hitlerowskich. Kontratak niemiecki zatrzymał ofensywę sowiecką koło Żytomierza. Musiały minąć miesiące, zanim Armii Czerwonej udało się opanować cały Wołyń. W lutym i marcu dywizje AK, w tym sześciotysięczna 27. Wołyńska Dywizja AK, w porozumieniu z Armią Czerwoną zaatakowały 34 Propozycja przekazania broni, por. Anthony Eden do premiera, 25 stycznia 1944, nr ref. AP 20/1/23, Lord Avon Papers, Special Collections, University of Birmingham. Akcja „Burza”, por. prof. Jan Ciechanowski, Operacja „Burza”. Rys historyczny, artykuł nr 9, www.polishresistance-ak.org, dostęp: 23 września 2009.


Rozdział 2. ARMIA KRAJOWA

siły niemieckie, między innymi zdobywając Turzysk. Wydarzania te de facto stanowiły początek akcji „Burza”. Wiosną 1944 roku liczne oddziały Armii Krajowej zaatakowały siły niemieckie od zaplecza. Do szczególnie ciężkich walk doszło wokół Kowla. AK ułatwiła Sowietom w ten sposób natarcie w kierunku Chełma i Lublina35. Początkowo między dowódcami AK a ich sowieckimi odpowiednikami panowały serdeczne stosunki, jednak gdy tylko Niemcy zostali ostatecznie wyparci z danej okolicy, to na zajęty teren docierało NKWD, zaprowadzając swe rządy terroru. Sowiecka bezpieka okazała się dla AK wrogiem znacznie bardziej niebezpiecznym niż gestapo, ponieważ korzystała z wcześniej przygotowanych list „wrogów”. Przybywając na dany teren, NKWD dokładnie znało tożsamość miejscowych oficerów AK, co przy około 10 000 oficerów i 70 000 podoficerów działających w podziemiu było poważnym osiągnięciem wywiadowczym. NKWD dbało także, by znaczne połacie lasów wschodniej Polski znalazły się pod jego kontrolą, pozbawiając oddziały AK schronienia i środków utrzymania36. Sowiecka tajna policja zabijała na miejscu lub deportowała oficerów Armii Krajowej, ich podkomendnych zaś wcielała do armii Berlinga. Pomimo tak brutalnego traktowania dowództwo AK nadal zachęcało swe oddziały do współdziałania z Sowietami, jednocześnie prosząc o alianckie zrzuty. Przez całą wiosnę i lato 1944 roku oddziały AK wspierały Armię Czerwoną akcjami na niemieckich tyłach. Rezygnując z wcześniejszej taktyki unikania obszarów zabudowanych, generał Bór-Komorowski nakazał swym jednostkom wziąć udział w zdobyciu Wilna (trzynastego czerwca), Lublina (dwudziestego trzeciego lipca) i Lwowa (dwudziestego siódmego lipca)37. Chociaż kierownictwo AK nie wydawało rozkazów do podejmowania wobec Sowietów wrogich akcji, niektóre mniejsze oddziały AK czy też utożsamiane z AK działały na własną rękę. W pobliżu granicy polsko-litewskiej od dłuższego czasu panowała niechęć wobec przejawów litewskiej kolaboracji z Niemcami, na Wileńszczyźnie zaś dokonywano odwetów za zbrodnie litewskiej policji, nie powstrzymując 35 M. Ney-Krwawicz, Armia Krajowa, dz. cyt., s. 107, 108. 36 N. Davies, Powstanie ’44, dz. cyt., s. 301. 37 Tadeusz Pełczyński, The Polish Home Army and the Warsaw Uprising, Muzeum Armii Krajowej, Kraków; por. także Intelligence Co-Operation between Poland and Great Britain During World War ii, red. Tessa Stirling, Daria Nałęcz, Tadeusz Dubicki, t. 1: The Report of the Anglo-Polish Historical Committee, London 2005, s. 73, 74.

85


Jonathan Walker, Polska osamotniona

się od zamachów na osobach uznanych przez AK za kolaborantów. Erupcją tego antagonizmu była w czerwcu 1944 roku rzeź na litewskich mieszkańcach wioski Dubingiai (Dubinki) przez oddział pozostający pod dowództwem AK, dokonana podobno w odwecie za śmierć Polaków. Okoliczności tego wydarzenia pozostają niejasne38. Gdy radziecka ofensywa we wschodniej Polsce przesuwała się niepowstrzymanie naprzód, Stalin dysponował już podporządkowanymi mu oddziałami Berlinga. Ich liczebność rosła dzięki przymusowemu poborowi i w marcu 1944 przekroczyła już ramy korpusu, zmieniając się w stutysięczną 1. Armią Polską. Szeregi wojsk Berlinga rosły dzięki wcielaniu byłych jeńców wojennych i więźniów Gułagu, armii jednak chronicznie brakowało polskich oficerów. Większość oficerskich funkcji pełnili Białorusini i Ukraińcy, w sztabach zaś dowodzili oficerowie NKWD. Gdy operacje AK przeciwko Niemcom kończyły się sukcesem, nieuchronnie dochodziło do akcji odwetowych. Rozkaz wyższego dowódcy SS i Policji na Wschodzie z dwudziestego ósmego czerwca 1944 roku nie pozostawiał wątpliwości, o jaki odwet chodziło:

86

Reichsführer SS [Himmler] za zgodą gubernatora generalnego [Franka] nakazuje, aby we wszystkich przypadkach zamachów lub prób zamachów na Niemców lub w razie zniszczenia ważnych obiektów przez sabotażystów rozstrzeliwano nie tylko winnych, ale także by stracono wszystkich męskich członków ich rodzin, natomiast kobiety powyżej szesnastego roku życia posyłano do obozów koncentracyjnych39.

W praktyce Frank zdołał przewyższyć wymagania Himmlera, chwaląc się w swym dzienniku: „Nie wahałem się ogłosić, że za każdego zabitego Niemca rozstrzelanych zostanie 100 Polaków”40. Nie rzucał słów na wiatr. Niewielkie akty sabotażu zwykle skutkowały aresztowaniem dwudziestu ludzi, jeśli jednak zabito wartownika, to w publicznym miejscu umieszczano listę 100 nazwisk skazanych, egzekucji zaś dokonywano na 38 Liczbę wymordowanych historycy litewscy określają jako około 100, historycy polscy zaś piszą o 27 osobach.

39 Dokument o nr L-37, Exhibit USA-506 w zeznaniu Hansa Franka, „The Trial of German Major War Criminals. Proceedings of the International Military Tribunal Sitting at Nuremberg, Germany”, cz. 12, London 1947. 40 Cyt. za: Gustave M. Gilbert, Nuremberg Diary, London 1948, s. 70.


Rozdział 2. ARMIA KRAJOWA

oczach ludności. Ofiary dobierano przypadkowo, a były nimi zarówno mężczyźni, jak i kobiety. Sytuacja ta tworzyła moralny dylemat dla żołnierzy AK, którzy mieli przeprowadzać kolejne akcje przeciwko Niemcom. Brutalność hitlerowców nie stłumiła jednak oporu, a jedynie podsyciła nienawiść Polaków wobec okupantów41. Pomimo akcji odwetowych zamachy na dokładnie wyselekcjonowanych oficerów niemieckich służb bezpieczeństwa i polskich kolaborantów trwały nadal. W roku 1943 zabito Ottona Schultza – szczególnie sadystycznego oficera gestapo, Emila Brauna – organizatora łapanek, a także licznych niższych funkcjonariuszy. Następnie pierwszego lutego 1944 roku dowódca kierownictwa dywersji Armii Krajowej pułkownik August Emil Fieldorf nakazał swej warszawskiej jednostce „Pegaz” zadać cios SS – dokonać zamachu na generała Franza Kutscherę, Gauleitera i szefa warszawskiego dystryktu policji. Plan zamachu dorównywał zuchwałością zamachowi na protektora Czech i Moraw Reinharda Heydricha. Żołnierze AK oczekiwali na przejazd konwoju Kutschery na Alejach Ujazdowskich. W precyzyjnie wybranej chwili samochód zamachowców wyjechał z przecznicy, zajeżdżając drogę konwojowi. Następnie zaskoczony szef policji ujrzał dwóch mężczyzn, którzy strzelając do niego, opróżnili magazynki swych pistoletów maszynowych Sten. Eskorta esesmanów odpowiedziała ogniem, raniąc zamachowców, którym mimo to udało się uciec. Niestety kapral Bronisław Pietraszewicz („Lot”) i jego dzielny kolega zmarli na skutek odniesionych w strzelaninie ran jeszcze tego samego wieczoru. Zuchwały atak, który bardzo podbudował morale Polaków, wywołał brutalną zemstę. Trzystu warszawskich cywilów zostało schwytanych w łapance przez SS i straconych42. W Krakowie, siedzibie władz Generalnego Gubernatorstwa, ochrona była znacznie mocniejsza, czego dowodzi nieudana próba dokonania zamachu na odpowiednika Kutschery, generała Wilhelma Koppego, przeprowadzona w lipcu 1944 roku. Dlatego też większość swoich akcji AK przeprowadzała z dala od miasta. Uwalniano więźniów z aresztów, atakowano konwoje z pieniędzmi oraz transporty kolejowe. Te ostatnie często przynosiły spektakularne rezultaty. W ramach akcji „Jula” w początku lipca 41 Pułkownik Mieczysław Wałęga w liście do autora, 2 września 2006. 42 N. Davies, Powstanie ’44, dz. cyt., s. 269–270. Heydrich posiadał tytularnego zwierzchnika – Reichsprotektora Konstantina von Neuratha.

87


Jonathan Walker, Polska osamotniona

88

1944 roku zdołano jednocześnie zniszczyć most kolejowy, dwa wiadukty i kilka pociągów, co poważnie sparaliżowało niemiecką sieć transportową w regionie. Jeden z dowódców, Jan Piwnik, znany jako „Ponury” z racji specyficznego wyrazu swojej twarzy, który został zrzucony nad Polską ósmego listopada 1941 roku, przeszedł do legendy dzięki zorganizowaniu śmiałej akcji uwolnienia więźniów. Osiemnastego stycznia 1943 roku „Ponury” przeprowadził akcję w więzieniu w Pińsku, mieście położonym około 420 kilometrów na wschód od Warszawy, którego niemiecki garnizon liczył ponad 3000 ludzi, aby uwolnić ważnych więźniów z AK. „Ponury” rozstawił grupy wsparcia w pobliżu kompleksu więzienia. Było późne popołudnie, gdy dowódca akcji wraz z jednym z żołnierzy podjechał do bram więzienia zdobycznym oplem SS prowadzonym przez szofera. Kierowca nie wyłączał silnika, zaś żołnierz przebrany w mundur esesmana wyskoczył z siedzenia pasażera i natychmiast zaczął besztać wartownika. Oszołomiony żołnierz otworzył bramę więzienia i samochód „Ponurego” wjechał na dziedziniec. Tam cały spektakl powtórzono i samochód wjechał prosto na dziedziniec wewnętrzny, gdzie żołnierze AK wyskoczyli z pojazdu z automatami i zasypali wartowników ogniem. Bramy więzienia otwarto, dzięki czemu do ataku dołączyli czekający na zewnątrz akowcy. Wkrótce strażnicy więzienni zostali pokonani i zaczęto otwierać cele. Uwolniono około czterdziestu ludzi, w tym siedmiu partyzantów radzieckich, i wszystkich załadowano na czekające ciężarówki, które pospiesznie odjechały. Po wyjeździe z miasta rozrzucono na nawierzchni kolce, które miały przebić opony pojazdów z ewentualnego pościgu. Akcja w Pińsku była przeprowadzona wzorcowo, w dodatku bez strat własnych. Wieści o niej szybko się rozeszły. Jej opis publikowany w prasie podziemnej rozkolportowano w całej okupowanej Polsce, choć informację o uratowaniu przez AK partyzantów sowieckich głośno zdementowała sowiecka propaganda. „Ponury” dowodził następnie z sukcesem operacjami partyzanckimi w rejonie świętokrzyskim, organizując akty sabotażu i zamachy. Pomimo niemieckich akcji odwetowych, takich jak zniszczenie wioski Michniów i wymordowanie jej mieszkańców, nadal działał ze swych baz ukrytych głęboko w lasach i wymykał się z wszelkich obław. Gestapo postanowiło schwytać go za wszelką cenę i aby tego dokonać, aresztowało matkę „Motora” – zaufanego oficera „Ponurego” z akcji w Pińsku. „Motor” w końcu ugiął się pod szantażem gestapo i rozpo-


Rozdział 2. ARMIA KRAJOWA

czął współpracę z hitlerowską tajną policją jako donosiciel, a w wyniku jego działań wielu żołnierzy Piwnika aresztowano lub zabito. W styczniu 1944 roku „Motor” został w końcu zdemaskowany i rozstrzelany przez AK, „Ponury” zaś przez kolejnych sześć miesięcy unikał schwytania przez Niemców, aż poległ koło Nowogródka jako dowódca 77. Batalionu AK43. Wieści o akcjach AK zaczęły docierać do brytyjskiego wywiadu z nieoficjalnych źródeł. W Polsce przez cały okres okupacji obecni byli ukrywający się zbiegli jeńcy brytyjscy. Jednym z nich był Gris Davies-Scourfield, który znalazł schronienie w jednej z warszawskich kamienic. Wspominał on, że opiekujące się nim kobiety miały pod swoją pieczą jeszcze pięciu innych zbiegłych Brytyjczyków, ukrywających się w różnych zakonspirowanych lokalach w mieście. Były jeniec, o ile nie mógł przysłużyć się podziemiu swymi umiejętnościami, zwłaszcza zaś jeśli nie mówił po polsku, mógł okazać się zagrożeniem. Dlatego często najlepiej było zapewnić mu drogę ucieczki przez teren opanowany przez Sowietów. Armia Krajowa zaopatrywała go w list w języku polskim, angielskim i rosyjskim, wyjaśniający status zbiegłego jeńca, natomiast dokładne dane osobowe przekazywano poprzez radio do Anglii44. W wyjątkowych przypadkach taki uciekinier mógł zyskać zaufanie AK, a nawet włączyć się w jej działalność. Sierżant John Ward dostąpił tego zaszczytu dopiero po dłuższym czasie. Został zestrzelony w roku 1940 i przebywał w różnych szpitalach wojskowych i obozach jenieckich w pobliżu granic przedwojennej Polski. Uciekł, lecz został schwytany i zamknięty w miejscowym więzieniu. Podczas oczekiwania na przetransportowanie z powrotem do obozu jenieckiego zdołał ponownie zbiec: W nocy zerwałem druty kolczaste zamykające okno celi na posterunku w Gostyniu, wyginając je kilka razy. Gdy otwór stał się odpowiednio duży, 43 Józef Garliński, Poland, SOE and the Allies, tłum. Paul Stevenson, London 1969, s. 106– 134; por. także M. Ney-Krwawicz, Armia Krajowa, dz. cyt., s. 99–101.

44 Warszawa, por. Gris Davies-Scourfield, In Presense of My Foes. Travels and Travails of a POW from Calais to Colditz via the Polish Underground, Barnsley 2004. Sowieci, por. Karolina Lanckorońska, Wspomnienia wojenne, 22 ix 1939 – 5 iv 1945, Kraków 2007, s. 90–92. Nie istniał bezpośredni związek pomiędzy MI9 (oddział brytyjskiego wywiadu odpowiedzialny za ucieczk�� i ratowanie jeńców wojennych) i jego radzieckimi odpowiednikami. Wszelkie negocjacje odbywały się między attaché poszczególnych rodzajów sił zbrojnych w Moskwie i Londynie; por. Michael Richard Daniell Foot, James Maydon Langley, MI9. Escape and Evasion, 1939–1945, London 1979.

89


Jonathan Walker, Polska osamotniona

wspiąłem się przez okno i przeszedłem przez podwórze. Zorientowałem się, że otacza je mur wysoki na jakieś trzy metry, pokryty z wierzchu tłuczonym szkłem, postanowiłem zatem przedostać się przez bramę, przy której stał wartownik. Rozejrzałem się w poszukiwaniu broni i znalazłem cegłę. Było bardzo ciemno, toteż podszedłem do niego, w ogóle się nie kryjąc. Zbliżyłem się i z całej siły walnąłem go cegłą w głowę. Miał na niej tylko furażerkę – padł bez większego hałasu. Wtedy uciekłem45.

Ward dotarł do Sieradza, gdzie udał się do najbliższego kościoła katolickiego, ujawnił się przed księdzem i poprosił o skontaktowanie go z miejscowym podziemiem. Duchowny ukrył zbiega, a po długotrwałych przesłuchaniach i weryfikacji Ward otrzymał fałszywe dokumenty i znalazł się pod opieką łódzkiego oddziału Armii Krajowej. Nie zawiódł swej nowej jednostki:

90

Wtedy zabrano mnie do Warszawy. Ludzie z podziemia chcieli przerzucić mnie do Rosji, jednak uniemożliwił to wybuch wojny między Niemcami a Rosją. Spotkałem Ottona Gordziałowskiego, prawnika, który był redaktorem warszawskiej podziemnej gazety „Dzień”. Człowiek ten powierzył mi zadanie spisywania angielskich audycji informacyjnych BBC, które tłumaczono na język polski i publikowano w jego gazecie. Przyjąłem tę robotę i przeniosłem się do jego mieszkania, gdzie pozostawałem do czwartego października 1944 roku (...). Zacząłem budować odbiorniki i nadajniki radiowe, które przekazywano różnym podziemnym organizacjom politycznym w Warszawie. Za dostarczone mi pieniądze kupiłem powielacz Gestetnera, papier, tusz itp. Zacząłem publikować podziemną gazetę pod tytułem „Echo”. Po dziewięciu miesiącach jej codzienny nakład wynosił 2000 egzemplarzy. Pani Gordziałowska, biegła lingwistka, pracowała jako moja sekretarka, jednak to ja decydowałem o tym, co publikować, a czego nie. W końcu przekazałem gazetę podziemiu i nadal dostarczałem wiadomości przez moje biuro informacyjne46.

Ward, którego pomysłowość nie znała granic, prowadził niebezpieczną działalność i każdego dnia narażał swe życie: 45 Raport MI9 Johna Warda, zespół HS 4/256, National Archives, Kew, London. 46 Tamże.


Rozdział 2. ARMIA KRAJOWA

W styczniu 1943 roku szedłem jedną z warszawskich ulic, mając przy sobie pistolet i różne kompromitujące papiery. Niemiecki żandarm zatrzymał mnie i wycelował we mnie spluwę. Chciał mnie przeszukać i zobaczyć moje dokumenty. Odepchnąłem jego rękę z bronią i uderzyłem go pięścią w szczękę. Wystrzelił i kula trafiła mnie w prawe udo. Gdy upadał, odbiegłem i wmieszałem się między przechodniów. Potem wziąłem taksówkę i odjechałem z tej okolicy. Musiałem leżeć trzy miesiące zanim rana się zagoiła47.

Podczas gdy Ward stanowił jedno z nielicznych bezpośrednich połączeń między Armią Krajową a Wielką Brytanią, od czasu alianckiej inwazji w roku 1943 powstałe nowe nitki połączeń przez Włochy. Ósma Armia Brytyjska wylądowała na „palcach” włoskiego buta trzeciego września i pospiesznie zajmowała obcas półwyspu. Porty w Tarencie i Brindisi szybko wpadły w jej ręce, po nich zaś te położone na północy Bari i lotniska wokół Foggii. Bazy powietrzne były bardzo ważne dla alianckiej kampanii bombardowań strategicznych Niemiec oraz rumuńskich pól naftowych w Ploeszti, jak również dla otwarcia dróg powietrznych na Bałkany48. Znaczenie tych lotnisk nie umknęło uwagi Sowietów, którzy naciskali na udostępnienie ich swym samolotom, rzekomo dla wspierania partyzantki w Jugosławii. Jednak w roku 1944 zaczęto pod egidą SOE tworzyć Lotnictwo Bałkanów i na szczęście Anthony Eden utrącił pomysł sowieckiej „pomocy”, zdając sobie sprawę, że pozwoliłoby to radzieckiemu lotnictwu zyskać silną bazę we Włoszech49. Co więcej, lotniska te trzeba było udostępnić dla lotów specjalnych, szczególnie cennych dla polskiego ruchu oporu, gdyż czas przelotu z lotnisk włoskich był zdecydowanie krótszy. W październiku 1943 roku na główne lotnisko dla operacji na rzecz Polski wyznaczono Brindisi z polskim dowództwem (znanym jako Baza 11) w Latiano i dowództwem SOE (znanym jako Force 139) w pobliskim Monopoli. Miasto to znajdowało się pomiędzy Bari, oddalonym o około 50 kilometrów na północ, a Brindisi, leżącym 80 kilometrów na południe. 47 Tamże. 48 The Winter Campaign in Italy, 1943–1944, „The Army Quarterly” 1945, kwiecień. W kwietniu 1944 roku amerykańska 15. Flota Powietrzna, wykorzystując lotniska we Włoszech, wznowiła naloty na Ploeszti. 49 Anthony Eden do sir Winstona Churchilla, 17 marca 1944, nr ref. AP 20/11/168, Lord Avon Papers, Special Collections, University of Birmingham.

91


Jonathan Walker, Polska osamotniona

92

Sztab SOE zajmował dwie kondygnacje niepozornego budynku przy błotnistej drodze do Monopoli50. Brindisi natomiast stało się znane, ponieważ po alianckiej inwazji i obaleniu Benita Mussoliniego w mieście znalazł swą siedzibę król Wiktor Emanuel iii i rząd tymczasowy Włoch. Brindisi było także ważnym portem, aliantom jednak najbardziej potrzebne były lotniska. Wkrótce wytworzyła się skomplikowana hierarchia dowodzenia operacjami lotniczymi: w uproszczeniu kierownictwo polityczne sprawował oficer SOE, podpułkownik Henry (później sir Henry) McLeod Threlfall, który odpowiadał przed SOE w Londynie; kierownictwo administracyjne zaś generał major William Stawell, szef operacji specjalnych na śródziemnomorskim teatrze działań wojennych. Dodatkowo wszystkie loty podlegały zastępcy dowódcy alianckich sił powietrznych na śródziemnomorskim teatrze działań wojennych, którym był generał dywizji sir John Slessor51. Dzięki opanowaniu baz powietrznych we Włoszech można było zaprzestać prowadzenia lotów nad Polskę z bazy w Tempsford w Anglii. Mordercze loty nad Danią i południową Szwecją nie były jednak daremne. W ciągu roku 1943 polska 1586. Eskadra do Zadań Specjalnych, sformowana ze starej polskiej eskadry „C”, wykonała 64 loty nad Polskę. W ich trakcie dokonano 48 udanych zrzutów, przerzucając do kraju 105 agentów i 42 tony zaopatrzenia. Piloci eskadry zamierzali pobić ten wynik w roku 1944, toteż wokół Brindisi powstały nowe bazy szkoleniowe, w tym szkoła spadochronowa i radiotelegraficzna52. Eskadra, uwolniona z kłopotliwej podległości wobec 138. Dywizjonu, opuściła swą tymczasową bazę w północnoafrykańskim Tunisie i dwudziestego trzeciego grudnia 1943 roku przybyła do Brindisi, mając na stanie trzy halifaksy i trzy liberatory. Niemniej uwzględniając łączną liczebność SOE na śródziemnomorskim teatrze działań wojennych, była to bar50 Peter Kemp, No Colours or Crest, London 1958, s. 252. 51 J. Garliński, Poland, SOE and the Allies, dz. cyt., s. 141. Threlfallowi pomagali majorowie Klauber, Morgan i Truszkowski. Skomplikowana organizacja SOE w basenie Morza Śródziemnego, por. William Mackenzie, The Secret History of SOE. Special Operations Executive, 1940–1945, London 2000, s. 405–408. Threlfall był przed wojną przedsiębiorcą, po wojnie zaś pracował u Siemensa. 5 lipca 1973 roku został prezesem londyńskiego oddziału Siemensa. 52 Ostatni lot ze zrzutem wystartował z Tempsford w Wielkiej Brytanii w październiku 1943 roku. W grudniu 1943 roku dokonano lotów ze zrzutem zaopatrzeniowym z Tunisu, po czym bazą lotów ze zrzutami stało się Brindisi.


Rozdział 2. ARMIA KRAJOWA

dzo skromna siła. W końcu stycznia 1944 roku SOE miało do dyspozycji 32 inne samoloty przeznaczone do lotów nad Bałkany. Nie dziwi zatem fakt, że w ciągu następnych dwóch miesięcy planowano wykonać 750 lotów właśnie nad Bałkany i północne Włochy, podczas gdy dla Polski wyznaczono tylko 150 lotów53. Do przelotu nad południową Polskę wytyczono trzy nowe trasy. Trasa nr 3 wiodła nad jeziorem Balaton na Węgrzech, potem na zachód od Budapesztu oraz nad Tatrami w kierunku Krakowa. Jej łączna długość w obie strony wynosiła 2100 kilometrów. Trasa nr 4 wiodła nad Kotorem w Jugosławii, następnie kierowała się na wschód od Budapesztu, skąd wiodła w kierunku Warszawy (w obie strony 2900 kilometrów). Dalej na wschód, przez Albanię w kierunku Lwowa, wiodła trasa nr 5 (w obie strony 2250 kilometrów)54. Chociaż odległość zmniejszyła się, jednym z największych problemów stojących przed lotnikami była kapryśna pogoda. Zimą na przełomie 1943 i 1944 roku pogoda we Włoszech była najgorsza od dwudziestu lat, a nowo utworzona baza w Brindisi z trudem posyłała nad Polskę kolejne samoloty. Posiadała ona tylko jeden pas startowy, w dodatku odsłonięty i położony w pobliżu morza, skutkiem czego był on narażony na silne wiatry poprzeczne. Niektóre z pierwszych lotów zakończyły się katastrofami. Nocą z piątego na szósty stycznia 1944 roku wystartowały trzy liberatory i jeden halifax z polskimi załogami, aby dokonać nad Polską zrzutu zaopatrzenia. Z powodu huraganowych podmuchów wiatru halifax i jeden z liberatorów wkrótce musiały zawrócić do bazy, zaś dwa pozostałe liberatory leciały dalej. Nie mogąc odszukać w takich warunkach stref zrzutu, i one jednak powróciły do Włoch. Gdy jednak zbliżyły się do Brindisi okazało się, że miejscowa sieć elektryczna uległa awarii i pas startowy pozostawał nieoświetlony. Piloci krążyli przez dwie godziny w nadziei, że uda się zapalić światła awaryjne. Gdy zaczęło brakować paliwa, jeden z liberatorów próbował wylądować w Brindisi, jego pilot jednak, 53 CAS do generała dywizji Johna Slessora, 22 stycznia 1944, zespół HS 4/157, National Archives, Kew, London. A także „MAAF Plan for SOE Operations to Balkans, Italy, Poland and France”, zespół HS 4/157, National Archives, Kew, London. 54 Komitet Stowarzyszenia Polskich Sił Powietrznych, Destiny Can Wait. The Polish Air Force in the Second World War, dz. cyt., s. 217. Trasa nr 3 nad jeziorem Balaton musiała zostać zarzucona w kwietniu 1944 roku z powodu dużej liczebności nieprzyjacielskich baterii przeciwlotniczych i nocnych myśliwców w rejonie Budapeszt–Balaton.

93


Jonathan Walker, Polska osamotniona

zorientowawszy się, że minie pas startowy, poderwał zbyt ostro maszynę, która straciła sterowność i rozbiła się w porcie. Pilot drugiego samolotu próbował dotrzeć do bazy w pobliskim Tarencie, jednak brak paliwa uniemożliwił mu przelecenie nad pobliskimi górami i samolot roztrzaskał sie o zbocze. Z tych dwóch samolotów ocalał tylko jeden członek załogi. Ponieważ dwa pozostałe halifaksy nie były zdolne do lotu z powodu awarii silników, polskiej eskadrze pozostały jedynie dwie zdatne do użytku maszyny55. Aby zaradzić tej sytuacji w końcu stycznia do polskiej eskadry dołączył 148. Dywizjon do Zadań Specjalnych dowodzony przez podpułkownika W.D. Pitta. Bardzo się przydał, gdyż posiadał 13 maszyn typu Halifax B ii. Samoloty te wyróżniało metalowe pokrycie dzioba, stosowane w Tempsford zamiast seryjnej, szklanej owiewki, oraz specjalny luk dla spadochroniarzy na spodzie maszyny za lukiem bombowym56. Pomimo mroźnej zimy załoga i obsługa naziemna 148. Dywizjonu cieszyły się z nowego, włoskiego przydziału. Jak wspominał starszy mechanik Bill Steed:

94

Po upałach, pyle i muchach Afryki Północnej przybycie do Włoch było dla nas ogromną ulgą. Nasze nowe kwatery były o wiele lepsze, wyżywienie poprawiło się i mogliśmy oglądać się za atrakcyjnymi Włoszkami – czegóż więcej potrzeba młodemu mężczyźnie? Toteż nasze morale było wysokie. Do obsługi każdego z halifaksów mieliśmy czterech mechaników (jeden na każdy silnik), dwóch specjalistów od ładunku, jednego zbrojmistrza od karabinów maszynowych i jednego od bomb, którzy zajmowali się także elektryką. Łącznie zatem obsługa naziemna liczyła ośmiu ludzi, dowodzonych przez sierżanta. Pamiętam, że nasze samoloty były wyposażone w „stanowisko wypoczynkowe”, czyli pryczę w połowie kadłuba, na którą kładziono rannych, oraz w dodatkowe zbiorniki paliwa do lotów nad Polskę. Przy misjach zaopatrzeniowych ładowaliśmy 15 zasobników. Dziewięć trafiało do komory bombowej, po trzy zaś pod skrzydła koło wewnętrznych 55 Pełna lista załóg i strat, por. J.B. Cynk, The Polish Air Force at War, dz. cyt., s. 463. Katastrofalny styczniowy lot, por. CAS do sir Johna Slessora, 10 lutego 1943, zespół AIR 19/816, National Archives, Kew, London; także lord Selborne do sir Archibalda Sinclaira, 24 stycznia 1944, zespół HS 4/157, National Archives, Kew, London. 56 Zmodyfikowane Halifaksy B v nie dotarły do jednostek specjalnych przed czerwcem 1944 roku. Poważny niedobór samolotów, por. D. Colyer do generała Sosnkowskiego, 24 stycznia 1944, zespół HS 4/157, National Archives, Kew, London. Liczba samolotów, por. „Aircraft and Crew State of SD Squadrons for SOE/SIS Purposes”, 25 stycznia 1944, zespół HS 4/157, National Archives, Kew, London.


Rozdział 2. ARMIA KRAJOWA

silników. Wszystko, co niełamliwe, jak na przykład zrzuty ubrań i butów, ładowano do worków, tak by można było je wyrzucać z kadłuba. Na pokładzie zrzutem zajmował się bombardier. Jeśli zasobniki były zrzucane na spadochronach, zwykle znosił je wiatr. Jeżeli konieczna była celność, samolot schodził na 30 metrów i zwalniał niemal do prędkości minimalnej. Partyzanci często oznaczali strefę zrzutu naszymi starymi białymi spadochronami. W zależności od panującej nad Brindisi pogody samolot startował w kierunku morza. Gdy wracał, nadawano lampą sygnałową „FS”, czyli kod wywoławczy naszego dywizjonu, potem zaś „A” albo B”. Jeśli samolot wylądował bez awarii, kołował do hangaru, załoga wysiadała, obsługa naziemna zaś najpierw sprawdzała wszystkie silniki w poszukiwaniu ewentualnych uszkodzeń. Pod owiewką silnika znajdował się zbiornik płynu chłodzącego, który był bardzo wrażliwy na ostrzał przeciwlotniczy. Boczne wiatry wiejące nad Brindisi utrudniały lądowanie. Samolot mógł dolecieć z powrotem na trzech silnikach, jeśli nie wracał z pełnym obciążeniem. Kiedy rozbijał się przy lądowaniu, co zdarzało się dosyć często, natychmiast pojawiali się sanitariusze, by sprawdzić, czy nie ma rannych. Potem wszystkie zdatne do użytku części były wymontowywane, zwłaszcza opony, których zawsze brakowało57.

W lutym i marcu 1944 roku załogi przydzielano głównie do kursów nad Bałkany, gdy jednak celem ponownie stała się Polska, często loty uniemożliwiała zła pogoda i awarie. Podczas gdy Polaków nadal zwodzono wizją zmasowanych zrzutów, Roundell Palmer lord Selborne, minister, któremu podlegało SOE, przyznał prywatnie, że jego organizacja przeceniła planowaną pomoc brytyjską i „popełniła błędy, mówiąc Polakom o 300 lotach”58. Choć jednak liczbę lotów ograniczono, nowo przybyłe załogi 148. Dywizjonu, w tym dwudziestotrzyletni starszy sierżant Walter Davis, byli pełni entuzjazmu wobec swojego zadania: Naszych siedem załóg służyło razem już od jakiegoś czasu, choć na poprzedniej misji straciliśmy tragicznie naszego bombardiera: wypadł on przez drzwi komory bombowej w trakcie lotu i po prostu zniknął. Byliśmy zgraną 57 Bill Steed w liście do autora, 8 grudnia 2006. 58 Ministerstwo Lotnictwa ocenia, że wykonano 100 lotów. James Alfred Easton do CAS, 3 lutego 1944, zespół HS 4/157, National Archives, Kew, London; por. także lord Selborne do sir Archibalda Sinclaira, 21 lutego 1944, zespół AIR 19/816, National Archives, Kew, London.

95


Jonathan Walker, Polska osamotniona

ekipą i całkowicie ufaliśmy naszemu dowódcy, chorążemu Tomowi Storeyowi, chociaż przestrzegał surowo dyscypliny i w czasie lotów nigdy nie pozwalał na pogaduszki przez interkom. W tej fazie wojny nadal lataliśmy na Halifaksie B ii, którego jedynym uzbrojeniem była tylna wieżyczka z czterema karabinami maszynowymi (pozostałe uzbrojenie zdemontowano dla zmniejszenia wagi). Na dziesięciogodzinny lot nad Polskę zainstalowano nam dodatkowe zbiorniki paliwa w komorze bombowej. Byłem radiooperatorem i siedziałem pod pilotem, mając wprost przed sobą nawigatora. Mieliśmy na pokładzie także bombardiera, który zajmował się zrzucaniem zasobników, oraz mechanika i tylnego strzelca. Zwykle lataliśmy w pojedynkę, nawet bez osłony myśliwskiej, a lot często bywał trudny. Przekraczanie Alp na pułapie 4500 metrów powodowało gwałtowne podrzucanie samolotu; także pokonanie w locie nad Polskę Karpat było równie ryzykowne. Niewiele było pomocy nawigacyjnych, prognozy pogody zaś zwykle się nie sprawdzały. Pamiętam, że tej wiosny warunki były koszmarne59.

96

Podczas gdy alianckie wsparcie dla AK wciąż pozostawało niewielkie, ruch oporu nadal udzielał pomocy brytyjskiemu wywiadowi. Jednym z mniej znanych polskich wkładów w wysiłek wojenny było dostarczanie Ministerstwu Lotnictwa informacji na temat prowadzonych w znajdujących się na terenie Polski zakładach i bazach powietrznych prac naprawczych przy bombowcach Heinkel. Niezwykle się to przydawało przy szacowaniu liczebności i składu Luftwaffe. Wywiad AK dostarczał także regularnych informacji na temat produkcji części lotniczych w licznych fabrykach w Polsce, w tym w zakładach Focke-Wulf w Poznaniu i Daimler-Benz w Rzeszowie. Posyłano także do Londynu meldunki i plany ponad 300 niemieckich lotnisk położonych na polskim terytorium, polscy agenci zaś zdołali uzyskać cenne informacje taktyczne na temat niemieckiego czołgu Panther, jak również dane o miniaturowych okrętach podwodnych i produkcji broni przeciwpancernej60.

59 Walter Davis w liście do autora, 19 stycznia 2007. 60 Harold Benjamin Perkins do sir Colina Gubbinsa, 7 maja 1946, zespół HS 4/293, National Archives, Kew, London; por. także Tadeusz Dubicki, Air Force Intelligence, w: Intelligence Co-Operation between Poland and Great Britain During World War ii, dz. cyt., s. 501–511, a także Summary, tamże, s. 552.


Rozdział 2. ARMIA KRAJOWA

Czas Polaków dobiegał końca. Chociaż operacja „Overlord” z czerwca 1944 roku była początkiem długo wyczekiwanego frontu zachodniego, już samo jego powstanie zmniejszało wartość Armii Krajowej. Wielka Brytania i alianci niegdyś upatrywali w niej siły zdolnej zakłócać przerzut niemieckich oddziałów na zachód, teraz jednak rolę tę przejął Związek Radziecki. Pomimo bezdyskusyjnej wartości informacji dostarczanych przez wywiad AK niektórzy co bardziej cyniczni Brytyjczycy głosili, że nie warto jej już dłużej wspierać. Tym zaś, którzy uważali inaczej, coraz trudniej było przekonywać o tym decydentów.


„Zabieraj Pan swoje dywizje. Już ich nie potrzebujemy!” Winston Churchill do gen. Władysława Andersa

Alianci nie mieli wierniejszego sojusznika. Polacy przelewali krew od pierwszego do ostatniego dnia wojny. Brali udział we wszystkich większych bitwach. Mieli swój wkład w niezwykłe sukcesy alianckiego wywiadu. I czynnie stawiali opór nazistom w okupowanym kraju. A jednak Polska – ta czwarta aliancka siła – w dniu zwycięstwa nad Hitlerem leżała u stóp totalitarnego zbrodniarza i dyktatora – Stalina. Określenie „zdradzony sojusznik” samo ciśnie się na usta. Czy była to zdrada, czy zwykła bezsilność? Czy Churchill i jego ulubione tajne służby – SOE – mogły zrobić coś więcej, by pomóc Polsce? Czy polski ruch oporu mógłby być siłą na tyle istotną, że nawet Stalin musiałby się z nią liczyć? A przede wszystkim, czy można było wesprzeć bohatersko walczącą Warszawę? Odpowiedzi na te pytania próbuje udzielić w swojej najnowszej książce Polska osamotniona Jonathan Walker. To głęboko osobiste, poruszające, ale i nowatorskie spojrzenie brytyjskiego historyka na tragedię Polski, bezsilność aliantów i tryumf Stalina. Tę książkę trzeba znać.

W serii ukazały się między innymi:

Cena detal. 44,90 zł


Polska osamotniona