Issuu on Google+


ZNAK HORYZONT KRAKÓW 2017


Spis treści Wstęp  . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 

7

1. GENIALNI ILUZJONIŚCI Czesław Bojarski. Zapomniany geniusz fałszu  . . . . . . .  15 Czesław Śliwa. Dyplomata, czyli oszust  . . . . . . . . . . . .  55 Zbyszek Nowak. Ręce, które liczą  . . . . . . . . . . . . . . . . .  119 2. KALIBABKI Jerzy Kalibabka. Seks, kłamstwa i serial telewizyjny  . .  175 Anastazja Potocka. Taka hrabianka, jaki Sejm  . . . . . . .  213 3. ZŁAP MNIE, JEŚLI POTRAFISZ Eligiusz Naszkowski. Agent o wielu twarzach  . . . . . . .  251 Zdzisław Najmrodzki. Mistrz kierownicy ucieka  . . . . .  313 Nota redakcyjna  . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .  365 Przypisy  . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .  367 Bibliografia  . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .  377


I Genialni iluzjoniści


Czesław Bojarski Zapomniany geniusz fałszu


F

ałszowanie pieniądza jest tak stare, jak sam pieniądz. Wielu już próbowało, z  lepszym lub gorszym skutkiem. Czesław Bojarski, zapomniany geniusz z Polski mieszkający we Francji, osiągnął jednak to, co nie udało się jeszcze nikomu: sfałszowane przez niego franki są dzisiaj cenniejsze niż oryginały. To tak, jakby podrobiony Picasso był droższy od autentycznego dzieła. Nie wierzycie? Poznajcie historię tego niezwykłego oszusta. I artysty, który w przewrotny sposób udowodnił, że wartość sztuki może pokonać siłę pieniądza. Prawdziwego pieniądza.

Wpadka 17 stycznia 1964 r., chłodnym popołudniem, w zimowym Paryżu, komisarz Emile Benhamou, funkcjonariusz biura ds. zwalczania fałszerstw Sûreté Nationale (policji), zaparkował wóz jakieś 200 metrów od eleganckiej, nowoczesnej piętrowej willi przy avenue de Sé­nart w podparyskim miasteczku Montgeron. Obok dyskretnie zatrzymali się towarzyszący mu policjanci. 45-letni Benhamou urodził się w Algierii. Karierę w Sûreté 17


PATRYK PLESKOT │ PRZEKRĘT

rozpoczął po wojnie: od 1946 r. specjalizował się w zwalczaniu przemytu złota i walut, a kilka lat później skupił się na wykrywaniu fałszerstw pieniędzy. Osiągał spektakularne wyniki: odkrył ponad 20 tajnych drukarni i rozwikłał wiele głośnych spraw. Ściśle współpracował z Interpolem, jeździł z wykładami po całym świecie, był konsultantem FBI. Otrzymał liczne odznaczenia francuskie i zagraniczne, w tym jedno bezpośrednio z rąk prezydenta Dwighta Eisenhowera – za pomoc w rozwiązaniu sprawy przemytu fałszywych dolarów. Był wysokim, nieco otyłym mężczyzną o krótkich, czarnych i  przerzedzonych włosach, a  jego posturę podkreślał tubalny głos, jowialny styl i  umiłowanie życiowych przyjemności. Często współpracował z inspektorem Albertem-René Ducassou, kościstym pięćdziesięciolatkiem o trójkątnej twarzy, haczykowatym nosie, delikatnych wąsach i w niewielkich okularach. W zestawieniu z Benhamou inspektor wyglądał odrobinę karykaturalnie. Obaj czekali właśnie na swą kolejną ofiarę. Około 17.30 z eleganckiej willi wyszedł jakiś mężczyzna. Szczupły, niewysoki, z lekko kręconymi włosami i powyżej pięćdziesiątki, wyglądał niepozornie, ale sprawiał wrażenie dystyngowanego. Schowane za złotymi okularami oczy błyszczały inteligencją. Dobrze ubrany – szary garnitur, zimowa kurtka z foczego futra. Dopiero co wrócił wraz z żoną i dwójką dzieci z wyjazdu na narty. Jego zielony citroën DS stał w garażu.  „To on” – pomyślał z satysfakcją Benhamou. „Czesław Bojarski”. Widok mężczyzny zdziwił jednak komisarza: spodziewał się raczej uzbrojonego bandyty, a nie filigranowego dżentelmena. Na umówiony sygnał 18


I. Genialni iluzjoniści | Czesław Bojarski

trzech policjantów spokojnie wyszło naprzeciw eleganckiemu panu, pozorując chęć rozmowy. Mężczyzna nie wyglądał na zaniepokojonego czy przestraszonego. Nagle funkcjonariusze rzucili się na niego, przygwoździli go do ziemi i skrępowali. Bojarski próbował stawiać opór, ale szybko uznał, że nie ma to sensu. Przestał walczyć. Wtedy podjechały pozostałe samochody. Benhamou energicznie trzasnął drzwiami. Cała grupka skierowała się w stronę willi. Wchodząc przez żelazną bramę, policjanci nie mogli nie zauważyć zadbanego ogrodu i pięknego balkonu na pierwszym piętrze. Gdy znaleźli się w domu, uderzył ich luksus umeblowania. Benhamou nie zamierzał jednak podziwiać wnętrz. Kazał odprowadzić zaskoczoną żonę Bojarskiego i jego dzieci do salonu, sam zaś zamknął się z aresztowanym w kuchni i kazał mu usiąść.  – Cóż zamierza pan robić w moim domu? – zapytał gniewnie gospodarz z wyraźnym słowiańskim akcentem, widząc, że policjanci rozpoczęli skrupulatne przeszukiwanie mieszkania. Zamiast odpowiedzieć, Benhamou pokazał mu plik fałszywych banknotów stufrankowych i bez zbędnych wstępów oświadczył, że dwóch wspólników Bojarskiego zostało już złapanych i do wszystkiego się przyznało. Bojarski, choć wzburzony, odparł spokojnie, nawet z lekką satysfakcją:  – Panowie, nie traćcie czasu. Niczego tu nie znajdziecie. Jak Benhamou wpadł na trop polskiego fałszerza?

19


PATRYK PLESKOT │ PRZEKRĘT

Po nitce do kłębka Pod koniec września 1963 r. do lokalu poczty przy rue Turgot w 9 dzielnicy Paryża (według niektórych źródeł chodziło o placówkę w 17 dzielnicy) wszedł przystojny, niebieskooki blondyn, trochę po trzydziestce. Zbliżył się do okienka. Pracownica kojarzyła tego sympatycznego, dobrze ubranego mężczyznę o owalnej, wzbudzającej zaufanie twarzy i słowiańskim typie urody. Nie przyszedł tu po raz pierwszy. Jak zwykle zamierzał zakupić obligacje skarbu państwa. Lekko słowiański akcent, z jakim wypowiadał swą prośbę, dodawał mu tylko uroku. Tradycyjnie już wyciągnął plik 10 nowiutkich stufrankowych banknotów (równowartość bardzo dobrej miesięcznej pensji), tak zwanych bonapartówek, i wymienił je na warte tę samą sumę obligacje. Uśmiechając się niefrasobliwie, opuścił lokal, odprowadzany wzrokiem urzędniczki. * Kilka dni później pracownik Banku Francji przyciągnął do swego biurka w jednym z pomieszczeń technicznych siedziby głównej banku w Hôtel de Toulouse w 1 dzielnicy Paryża pokaźny worek wypełniony banknotami. Banknoty te nie przeszły egzaminu w jednej z nowych, wówczas supernowoczesnych, maszyn weryfikujących autentyczność pieniędzy napływających z różnych instytucji państwowych. Maszyny odrzucały banknoty niespełniające wymogów: najczęściej były po prostu bardzo zużyte. Albo podejrzane. Następnie odrzucone jednostki trafiały automatycznie do specjalnych 20


I. Genialni iluzjoniści | Czesław Bojarski

worków. Wypełnione worki przejmował wyznaczony pracownik, którego zadaniem było ręczne skontrolowanie, czy wszystko jest w porządku. I do tej pracy zabrał się w początkach października 1963  r. wspomniany urzędnik, kiedy wreszcie usiadł przy biurku. Jak zwykle szybko uporał się z większością zawartości worka – podartymi i zużytymi banknotami. Nagle jednak jego wzrok natrafił na 10 doskonale zachowanych stufrankówek. Zaczął im się uważnie przyglądać. Nie mógł zrozumieć, dlaczego maszyna je odrzuciła. Wyglądały na pierwszy rzut oka zupełnie normalnie. „Pora przyjrzeć im się uważniej” – pomyślał zaciekawiony. Standardowo zaczął od przetestowania papieru  – wydawał się w porządku, jednak doświadczone palce urzędnika podpowiadały mu, że może być nieznacznie cieńszy. Wprawnym okiem przeanalizował znak wodny. Tutaj odpadały już praktycznie wszystkie fałszywki. Bardzo rzadko zdarzało się, by fałszerze byli w stanie choćby zamarkować tę formę zabezpieczeń. Zdumiony pracownik stwierdził jednak, że znaki wodne w podejrzanych stufrankówkach są na swoim miejscu. Zrozumiał, że natrafił na zupełnie wyjątkową sprawę. Podniecony, zaczął badać znaki wodne milimetr po milimetrze i porównywać je z oznaczeniami na stuprocentowo prawdziwym banknocie. Doświadczenie pozwoliło mu wyłapać niuanse: w podejrzanym znaku wodnym dostrzegł delikatne niedokładności. Oblicze Napoleona, widoczne bez problemu na oryginale, tutaj było... jakby rozmazane? Odkładając lupę, ekspert głęboko odetchnął. Zdał sobie sprawę z dwóch rzeczy: po pierwsze, banknoty 21


PATRYK PLESKOT │ PRZEKRĘT

rzeczywiście były sfałszowane. Po drugie, nigdy w swej karierze nie zetknął się z tak doskonałymi podróbkami. Nie zwlekając, poinformował o tym ważnym odkryciu przełożonych. Okazało się, że najwyżsi urzędnicy Banku Francji spotkali się już z podobnymi przypadkami. Od kilku miesięcy współpracowali w  tej sprawie z  Biurem do Walki z  Fałszerstwem Pieniędzy francuskiej po­ licji (znanym pod skrótem OCRFM), w  którym działali Benhamou i Ducassou. Do tej pory, oprócz samych informacji o pojawieniu się banknotów, brakowało jakiegokolwiek punktu zaczepienia dla śledztwa. Teraz, w  październiku 1963  r., nastąpił przełom: udało się ustalić, że zidentyfikowany przez eksperta plik został przekazany z lokalu poczty przy rue Turgot w 9 dzielnicy Paryża. *  – Ach, tak, przypominam sobie – odparła po chwili wahania urzędniczka poczty. Dwaj policjanci, wysłani na rue Turgot przez komisarza Benhamou, spytali ją właśnie, czy kojarzy osobę posługującą się plikami nowych banknotów stufrankowych. Prawdę mówiąc, nie liczyli na wiele, i teraz mile się rozczarowali.  – Ten pan był tu ostatnio pod koniec września – kontynuowała kobieta. – Wymienił równowartość tysiąca franków na obligacje państwowe. Zapamiętałam go dlatego, że regularnie do nas przychodził i zawsze kupował tylko małą liczbę obligacji. 22


I. Genialni iluzjoniści | Czesław Bojarski

Skoro przychodził do tej pory, mógł przyjść ponownie. Benhamou zlecił dyskretną obserwację lokalu poczty. Czuł, że pochwycił trop. * Kilka tygodni później, na początku  grudnia, sympatyczny blondyn zjawił się w  swoim ulubionym urzędzie pocztowym. Jak zwykle podszedł z uśmiechem do okienka i poprosił o obligacje państwowe, wyciągając plik stufrankowych banknotów. Pouczona przez policję urzędniczka obsłużyła go, jak gdyby nigdy nic. Mężczyzna pożegnał się i  wyszedł bez pośpiechu. W ślad za nim dyskretnie ruszyli funkcjonariusze Sûreté.  – Nie chcę przypadkowego pośrednika – ostrzegł ich wcześniej Benhamou. – Chcę złapać całą bandę! Blondyn długo kręcił się po mieście, robił różne zakupy, zatrzymał się w kawiarni. Wreszcie wszedł do budynku przy place de la Porte de Champerret w 17 dzielnicy Paryża, po czym otworzył drzwi jednego z lokali. Policyjni obserwatorzy uznali, że to jego mieszkanie. Nie pomylili się. * Od tej pory wydarzenia potoczyły się szybko. Bez problemu ustalono personalia właściciela mieszkania: był nim 36-letni Alexis Chouvaloff (Szuwałow), Rosjanin naturalizowany we Francji, wywodzący się z  licznej społeczności emigrantów rosyjskich, osiedlających się 23


PATRYK PLESKOT │ PRZEKRĘT

w Paryżu od czasu rewolucji bolszewickiej. Policja zaczęła uważnie obserwować podejrzanego i gromadzić dane na jego temat. Pracował jako sprzedawca samochodów, miał młodą żonę, właśnie spodziewającą się dziecka. Na pierwszy rzut oka wiódł zupełnie normalne życie. Szybko jednak ustalono, że mniej więcej kilka miesięcy wcześniej to życie uległo istotnemu przeobrażeniu. Alexis kupił wygodne mieszkanie (właśnie przy place de la Porte de Champerret) i zaczął prowadzić tryb życia, który trudno było uzasadnić skromnymi dochodami sprzedawcy samochodów. Zauważono również, że państwo Chouvaloffowie nie udzielali się towarzysko. Bardzo często odwiedzał ich jednak pewien mężczyzna w średnim wieku i średniej postury. Okazał się nim 47-letni polski emigrant, Antoni Dowgierd, pracujący jako tłumacz specjalista w jednej z państwowych instytucji o profilu technicznym. Był żonaty i mieszkał przy rue Soyer w Neuilly-sur-Seine, tuż przy granicy Paryża. Szybko wyjaśnił się powód częstych odwiedzin Antoniego u państwa Chouvaloffów: żona Antoniego była siostrą Alexisa. Policjanci byli rozczarowani – ta okoliczność w naturalny sposób wyjaśniała bliskie kontakty obu mężczyzn. Jedna rzecz nie dawała im jednak spokoju: Dowgierd, podobnie jak Alexis, prowadził tryb życia, który nie za bardzo korespondował z jego ograniczonymi zarobkami. Nie była to jakaś ostentacja, ale przy skrupulatnej inwigilacji drobne sprawy łatwo wychodziły na wierzch i dawały do myślenia. Czerwona lampka alarmowa zaświeciła w momencie, gdy funkcjonariusze stwierdzili, że Dowgierd, tak jak 24


I. Genialni iluzjoniści | Czesław Bojarski

Chouvaloff, ma zwyczaj robienia licznych, acz drobnych zakupów, posługując się stufrankowymi banknotami.  „Bingo” – pomyślał Benhamou. * Nadszedł ranek 17 stycznia 1964 r. Po trzech miesiącach obserwacji polskiego i rosyjskiego emigranta wreszcie można było przystąpić do działania. Krótko przed południem Chouvaloff odwiedził swego szwagra w  biurze przy rue de Provence, gdzie ten ostatni pra­cował. Rosjanin wyszedł już po pięciu minutach, niosąc w ręku skórzaną teczkę. Funkcjonariusze uznali to za dobry pretekst do interwencji. Podeszli do Alexisa i zażą­dali ujawnienia zawartości teczki, nie podając konkretnych powodów. Mimo wszystko zaskoczyło ich nagłe zdenerwowanie Chouvaloffa. Mężczyzna potulnie otworzył teczkę. Policjanci nie mogli lepiej trafić: w środku znajdowały się obligacje oraz sto fałszywych banknotów stufrankowych. Zdumienie funkcjonariuszy wzrosło jeszcze bardziej, kiedy Alexis nagle zupełnie się rozsypał i spontanicznie, w rozgorączkowaniu, zaczął pośpiesznie wyrzucać z siebie słowa:  – To mój szwagier, Antoni Dowgierd, wciągnął mnie w tę całą historię! On zna kogoś, kto produkuje fałszywe banknoty. Płaci mu równowartość 62,5 prawdziwe­go franka za jeden stufrankowy banknot! Ale ten fałszerz przyjmuje tylko obligacje skarbowe albo złoto! Alexis został zatrzymany, wkrótce potem aresztowano też jego szwagra. Przesłuchanie Dowgierda odbyło się w pomieszczeniach ORFM w obecności komisarza 25


PATRYK PLESKOT │ PRZEKRĘT

Benhamou. Dowgierd szybko zdradził nazwisko owego fałszerza: to Polak, Czesław Bojarski, mieszkający w Montgeron, w eleganckiej willi. Benhamou postanowił działać błyskawicznie. Obawiał się, że Bojarski w  każdej chwili może zniknąć. Wziął kilku podwładnych. Mężczyźni pobiegli w stronę samochodów.  – Uważajcie! – ostrzegł policjantów Benhamou, spodziewając się ryzykownej przeprawy z  domniemanym hersztem złodziejskiej bandy – Bojarski może być uzbrojony, może chcieć chronić swoją wolność. Jeśli będzie trzeba, nie wahajcie się użyć broni! Policjanci ruszyli z piskiem opon. Mieli podwójne szczęście: po pierwsze, niczego nieświadomy Bojarski akurat tego samego dnia wrócił do domu z rodzinnego wyjazdu w góry. Po drugie, nie był żadnym szefem gangu i miał raczej pokojowe zamiary. Przed 16.00 policyjne wozy zajechały do Montgeron.

Bankrut wynalazca Kim był Czesław Bojarski? Jak się okazuje, w  pojedynkę potrafił przez lata spędzać sen z powiek wielu francuskim bankierom i policjantom, a także rzucić wyzwanie całemu przemysłowi środków płatniczych. Nie wpadłby, gdyby nie krótkowzroczne działania wspólników. Był inżynierem, architektem, żołnierzem, tułaczem, emigrantem, artystą, rzemieślnikiem. Pechowym i  niedocenionym wynalazcą. Fałszerzem i  oszustem. Dzielił z pozostałymi bohaterami tej książki głęboką pasję: żarliwe, silniejsze od rozsądku i norm etycznych 26


I. Genialni iluzjoniści | Czesław Bojarski

pragnienie bycia kimś innym, niż jest się w rzeczywistości; potrzebę ukrywania swej prawdziwej tożsamości. Chęć zakładania maski i przekonywania innych, że to prawdziwa twarz. Pragnienie to nierozerwalnie łączyło się z  żądzą przezwyciężenia ograniczeń środowiskowych i materialnych; nie tyle wyrwania się z zaklętego kręgu ubóstwa, ile rozerwania tego kręgu drogą oszustwa; pójścia na skróty w kierunku bogactwa lub/i sławy. Spośród opisywanych w poszczególnych rozdziałach postaci Bojarski zapewne najmniej pragnął właśnie sławy. Pieniądze w zupełności mu wystarczały. Bez wahania można go też uznać za autentycznego artystę. Autentycznego, choć fałszerza. O jego polskim życiu nie wiadomo za wiele. Czesław Jan Bojarski urodził się w październiku 1912 r. w Łańcucie, jeszcze w zaborze austriackim. Wcześnie stracił matkę. W wolnej Polsce ukończył szkołę powszechną, gimnazjum i  zdał maturę. Rozpoczął studia w  Politechnice Lwowskiej, by potem przenieść się do Wyższej Szkoły Technicznej w ówczesnym Wolnym Mieście Gdańsk. Nie wiadomo, czym była spowodowana ta przeprowadzka. W każdym razie w 1939 r., tuż przed wojną, Bojarski ukończył studia z tytułem inżyniera architekta. Takie wykształcenie potwierdza jego zdolności manualne i techniczne. Jego wojenne losy są trudne do ustalenia. Jako że posiadał wyższe wykształcenie, w kampanii wrześniowej służył w  randze podoficera. Prawdopodobnie po wrześniu dostał się do niewoli i jakiś czas przebywał na terenie Węgier. Według innych źródeł uciekł z niemieckiego transportu Polaków udających się na roboty 27


PATRYK PLESKOT │ PRZEKRĘT

przymusowe do Rzeszy. W  każdym razie na pewno udało mu się zbiec i przedostać do Francji, gdzie dołączył do polskiej armii. Związek ten nie był jednak zbyt silny, gdyż w 1940 r. Bojarski nie ewakuował się wraz z innymi żołnierzami do Wielkiej Brytanii, tylko pozostał w okupowanej wówczas przez Niemców Francji. Osiadł w malowniczej miejscowości Vic-sur-Cère na środkowym południu, na granicy dzisiejszego Parku Regionalnego Wulkanów Owernii (gdzieś w tamtych stronach ukrywał się główny bohater powieści Pachnidło). Pobyt na głębokiej prowincji w marionetkowym państwie Vichy pozwalał na stosunkowo normalne życie w  cieniu wielkiej wojny. Choć nie dotykała ona bezpośrednio Vic-sur-Cère, w okupacyjnej rzeczywistości trudno było związać koniec z końcem. Czesław imał się różnych zajęć. Liczył też na swoją pomysłowość. W  1943  r. opatentował projekt specjalnej, sferycznej zatyczki do pojemników. Skonstruował też model ruchomego fotela z drewna. Nie był to jednak czas sprzyjający tego typu wynalazkom. Tuż po wojnie, jeszcze w 1945 r., przeniósł się do Paryża, licząc, że w wielkim mieście otworzą się przed nim szersze perspektywy. Pogrążone w kryzysie Miasto Świateł, z całą armią bezrobotnych, nie oferowało jednak wielu możliwości – szczególnie że Bojarski słabo znał francuski. W związku z tym mógł podejmować się tylko najprostszych prac. Na krótko znalazł zatrudnienie w przemyśle obuwniczym jako zwykły robotnik. Takie zajęcie nie odpowiadało jednak ani jego ambicjom, ani wykształceniu. Postanowił je rzucić i żyć jedynie ze swoich wynalazków. W 1946 r. opatentował 28


I. Genialni iluzjoniści | Czesław Bojarski

autorski projekt szczoteczki do zębów i kolejną wersję zatyczki na pojemniki. Zaprojektował też prekursorski plastikowy ołówek, nowy rodzaj maszynki do golenia, a  także model kapsułek na kawę (w  tym czasie rozwijano technologię elektrycznych ekspresów do kawy). Chcąc rozpocząć produkcję tych wynalazków, powołał do życia przedsiębiorstwo o nazwie Obtura. Niestety, firma splajtowała. 34-letni wynalazca był bankrutem. Przed stoczeniem się na dno uratowała Bojarskiego kobieta: w kwietniu 1948 r. ożenił się z kilka lat młodszą Francuzką, Suzanne Teissedre. Stosunkowo zamożni rodzice Suzanne kupili piętrowy domek w Bobigny pod Paryżem, a  młoda para mogła w  nim zamieszkać. Wkrótce małżonkowie doczekali się dwójki dzieci. Można jednak wyobrazić sobie rozgoryczenie Czesława: wykształcony inżynier i architekt, zdolny wynalazca poniósł klęskę biznesową i, borykając się z brakiem zatrudnienia, żył skromnie, właściwie na utrzymaniu swych teściów. Ambitny mężczyzna czuł się niedoceniany, a jednocześnie uważał, że jemu i jego rodzinie należy się więcej. Zapewne to właśnie pragnienie, spotęgowane niepowodzeniami legalnych przedsięwzięć i zranioną ambicją, pchnęło go na drogę oszustwa.

Polak potrafi (fałszować) Zapewne wtedy właśnie narodził się pomysł fałszowania pieniędzy. Szwendając się w poszukiwaniu pracy, Czesław miał dużo czasu na myślenie. I  czytanie  – w 1949 r. zaczął pilnie studiować specjalistyczne prace dotyczące produkcji materiałów papierniczych. Liczył, 29



Przekręt. Najwięksi kanciarze PRL-u i III RP