Page 1

Tischner KS. JÓZEF

NADZIEJA CZEKA NA SŁOWO Rekolekcje


KS. JÓZEF

Tischner NADZIEJA CZEKA NA SŁOWO Rekolekcje 1966–1996

WYDAWNICTWO ZNAK · KRAKÓW 2011


WIELKI CZYN JEZUSA

Dzisiejszą naszą rozmowę chciałbym poświęcić zagadnieniom wiary religijnej. Jak zwykle, chciałbym zaraz na początku nawiązać do całkiem konkretnych sytuacji z Ewangelii. Przypomnijmy sobie następujące epizody z Ewangelii: oto w kilka dni po cudzie rozmnożenia chleba i na chwilę po obietnicy ustanowienia Najświętszego Sakramentu apostołowie Jezusa Chrystusa zostają raz jeszcze postawieni przez Niego w  sytuacji rozstrzygnięcia. Przypominamy sobie te epizody. Po cudownym rozmnożeniu chleba rozentuzjazmowany tłum chce obwołać Jezusa Chrystusa królem. Nareszcie spełniają się jego mesjańskie nadzieje: to jest ten, który nakarmi. [...]* Wprawdzie pewne nasze oczekiwania związane z Soborem nie zostały, jak się wydaje, wypełnione, ale widzimy wyraźnie, że w Kościele zostały ożywione pewne siły, których działanie może być w czasie i przestrzeni tak wielkie, że nie przeczuwamy nawet wyników, do których ono może doprowadzić świat. Widzimy, jak coraz wyraźniej i bardziej jaskrawo kończy się to, co można by nazwać „megalomanią katolicką”. Uświadamiamy sobie coraz wyraźniej, że wielki spadek po Jezusie Chrystusie pozostał nie tylko w rękach Kościoła katolickiego, ale i poza nim. Widzimy, jak coraz odważniej, bardziej zdecydowanie zrywa się z koncepcjami getta katolickiego. Wygląda to tak, jakby gdzieś obok nas pękły tajemnicze siły historii, jakby ocean zdarzeń został poruszony.

* Brak części tekstu. Wszystkie wstawki w nawiasach kwadratowych zawierają uzupełnienia pochodzące od redakcji.


8

MÓJ CHRYSTUS

Nie bardzo zdajemy sobie sprawę, co się stało, ale czujemy pod palcami jakieś głębokie falowania życia. Jesteśmy trochę zdezorientowani. W tej sytuacji naturalne staje się pytanie: co dalej robić? I powiedzmy otwarcie – wśród wszystkich olbrzymich wydarzeń historii potrzeba nam przede wszystkim jednego: uświadomienia sobie tego, co najbardziej zasadnicze. Zasadnicza dla całego chrześcijaństwa jest postać Jezusa Chrystusa. I dlatego rzeczą najbardziej palącą jest nowe uświadomienie sobie tego, czym ta postać jest – przede wszystkim sama w sobie. Schematy same w sobie, sądzę, są bardzo uczone i bardzo rewolucyjne, ale stają się martwą literą, jeżeli nie zostaną odniesione do żywej, historycznej, realnej postaci Jezusa Chrystusa. Jeżeli tego Jezusa Chrystusa nie przybliżą światu. Przez dwa tysiące lat ludzkość zdobywała wiedzę o świecie, wiedzę o człowieku. My sami przez wiele lat naszego osobistego życia przypatrywaliśmy się ludziom, przypatrywaliśmy się samym sobie. I teraz chodzi o to, żeby z tej olbrzymiej wiedzy o świecie i o człowieku wydobyć to, co najistotniejsze, i przez to, co najistotniejsze, popatrzeć na żywą postać Jezusa Chrystusa – aby ją od nowa ująć, od nowa zrozumieć i pokazać światu w całym życiu, w całych barwach i w całej tej fascynacji, jaką ona budzi. I to jest nasze wielkie historyczne zadanie: doprowadzić do powtórnego zmartwychwstania naszego Mistrza z Nazaretu. To są, moi drodzy, w  najgrubszym zarysie wielkie perspektywy rozwojowe świata i  chrześcijaństwa. Ale obok wielkich spraw historii istnieją także indywidualne, małe sprawy każdego z nas. I dlatego obok historycznego doświadczenia Chrystusa istnieje także indywidualne, nasze osobiste doświadczenie Jezusa Chrystusa. Pozwólcie, że to doświadczenie osobiste, prywatne, indywidualne będę się starał zrobić centralnym tematem naszych rozmów. Oczywiście nie będziemy tego doświadczenia odrywać od doświadczenia historii, ale z natury rekolekcje mają być rozmową na temat tego, co najbardziej indywidualne, ludzkie. Dlatego niechże mi będzie wolno mówić przede wszystkim o tym


WIELKI CZYN JEZUSA

9

indywidualnym, prywatnym, trochę intymnym doświadczeniu Jezusa Chrystusa, jakie każdy z nas w sobie nosi. Sądzę, że wybór Chrystusa nie wymaga uzasadnień. Uzasadnień może wymagać tylko sposób i forma, w jakiej to wszystko będzie prezentowane. Przede wszystkim chciałbym wam powiedzieć wprost to, czego od tych rekolekcji nie powinniście oczekiwać. Przede wszystkim proszę nie oczekiwać tego, żebym ja wam usiłował jakoś obnażać sumienia, odkrywać przed waszymi oczyma wasze winy, jak to często na rekolekcjach się robi. Wydaje mi się, że każdy z nas nosi w sobie swoją prywatną winę, wie o niej doskonale, lepiej niż ja lub ktokolwiek inny, i wydaje mi się, że każdemu z nas jest z tą winą ciężko. Ja nikomu nie chcę tej winy pomnażać. Będę się jedynie starał, jeśli to będzie możliwe, powiedzieć wam na podstawie interpretacji tekstów Ewangelii, co o tej naszej winie sądzi Jezus. Dlatego też – ponieważ, mimo wszystko, aspekt winy w czasie rekolekcji jest bardzo istotny – pozwolę sobie na końcu każdej rozmowy zapowiedzieć trzy, dwie minuty pewnego skupienia, podczas którego będę rzucał pewne myśli na podstawie rozmowy, z rozmowy wynikające, a słuchacze moi będą starali się poprzez te myśli uchwycić własną problematykę winy, grzechu, przebaczenia. Potem po prostu odmówimy sobie proste krótkie wieczorne modlitwy i pójdziemy każdy do swoich zajęć. Nie będę też starał się wam tutaj prezentować żadnej apologetyki chrześcijańskiej, zwłaszcza tej, która polega na obalaniu zarzutów wysuwanych współcześnie przeciwko chrześcijaństwu. Sądzę, że istota, sam nerw chrześcijaństwa, leży na zupełnie innej płaszczyźnie niż jakiekolwiek zarzuty przeciwko chrześcijaństwu wytaczane. I dlatego zamiast apologetyki chcę wam pokazać to, co jest istotnym nerwem chrześcijaństwa: postać Jezusa Chrystusa. Myślę, że istnieje tylko jedno wielkie zaprzeczenie chrześcijaństwa i jedno wielkie przyjęcie chrześcijaństwa – to, które dotyczy wprost postaci Jezusa Chrystusa. Apologetyka mnie tutaj nie interesuje. Interesuje mnie to, co jest Jezusem Chrystusem. I będę


10

MÓJ CHRYSTUS

się starał jak najbardziej pozytywnie ujawnić to przed wami – i oczywiście przed sobą. Chcę wam zatem mówić o Chrystusie: o Jego zaangażowaniu w życie, Jego zaangażowaniu w ludzi, o czynie Chrystusa, o Jego śmierci. Chcę wam mówić o Chrystusowej wizji człowieka, o Chrystusowej wizji wiary ludzkiej, o Jego koncepcji miłości i o Jego jeszcze ciekawszej koncepcji śmierci. Chcę wam pokazać to, że Jezus przez sam fakt, iż jest, abstrahując od tego, co mówił, przez sam fakt, że był – że był zdarzeniem, że był faktem – bardzo głęboko wniknął w nasze życie, że dotknął tego życia w takich głębiach, których istnienia przedtem nawet może nie podejrzewaliśmy. Z tego oczywiście będą wynikać wnioski praktyczne, ale ja ich także formułował nie będę. Każdy z nas jest człowiekiem dojrzałym przecież i odpowiedzialnym za to, co w życiu robi, i na każdego z nas spada obowiązek formułowania praktycznych wniosków i ich realizowania. Moja postawa będzie, że się tak wyrażę, trochę opisująca. Jeżeli wam będą odpowiadać takie rekolekcje, to przyjdźcie, porozmawiamy o tym wszystkim, co zapowiedziałem. Dziś chcę porozmawiać ogólnie o  postaci Jezusa Chrystusa i o  jej ideach składowych, jutro chciałbym porozmawiać na temat Jezusowej wizji człowieka, pojutrze na temat Jezusowej koncepcji wiary, potem Jezusowej koncepcji miłości, Jezusowej koncepcji pokuty, śmierci, Eucharystii – i tak powinien minąć nam tydzień do naszej wspólnej Komunii Świętej w przyszłą niedzielę. Centralnym problemem naszych rozmów rekolekcyjnych jest zatem postać Jezusa Chrystusa – i nasze sprawy związane z tą postacią. Postać każdego człowieka, a tym bardziej postać Chrystusa, może być przez nas badana z dwojakiego punktu widzenia: mogę przeżywać drugą postać jako wartość lub mogę przeżywać ją jako pewną treściową strukturę osobową. Ktoś na przykład jest dla mnie matką, ojcem, bratem, przyjacielem. Kiedy mówię „ojciec”, „matka”, „brat”, „przyjaciel”, akcentuję przede wszystkim to, że w  postaci


WIELKI CZYN JEZUSA

11

drugiego człowieka doświadczam jego wartości – bo przyjaciel, matka, ojciec to jest przede wszystkim wartość pewna. Gdy mówię z kolei, że ktoś jest mężczyzną, że ktoś jest kobietą, ktoś jest profesorem na uniwersytecie, ktoś jest studentem, to mam wtedy na myśli raczej jego ogólną treściową strukturę osobową. Mówiąc tak, nie wartościuję. Doświadczenie człowieka ma zatem dwa aspekty: aspekt, że się tak wyrażę, aksjologiczny, dzięki któremu ujmuję wartość drugiego człowieka, i  aspekt czysto treściowy, dzięki któremu ujmuję to, czym człowiek w swej strukturze osobowej jest, jaki ma charakter, co przeżywa, jakie funkcje ewentualnie spełnia w  życiu. Ponieważ z  każdą postacią rzecz tak się ma, trzeba nam również w  ten sposób podejść do postaci Jezusa Chrystusa; także tutaj ujmuję z jednej strony pewną wartość, [a z drugiej] – pewną treściową strukturę osobową. Porozmawiajmy najpierw na temat pierwszy: wartości Jezusa Chrystusa. Doświadczenie osobowej wartości Jezusa Chrystusa jest w pewnym sensie bardziej pierwotne i bardziej podstawowe niż doświadczenie tego, kim Jezus jest. Można nie rozumieć bóstwa Jezusa Chrystusa, można nie rozumieć człowieczeństwa Jezusa Chrystusa, można nie zajmować się charakterem tej postaci, Jego życiorysem – a mimo wszystko można bardzo żywo i bardzo głęboko doświadczać jakiejś fascynującej wartości, która wiąże się z Jego osobą. Julian Tuwim, który w pewnym momencie swojego życia zaczął się oddalać od chrześcijaństwa, jako pewne pożegnanie chrześcijaństwa pisze swój słynny wiersz: Jeszcze się kiedyś rozsmucę, Jeszcze do Ciebie powrócę, Chrystusie... Jeszcze tak gorzko zapłaczę, Że przez łzy Ciebie zobaczę, Chrystusie...


MÓJ CHRYSTUS

12 I z taką wielką żałobą Będę się korzył przed Tobą, Chrystusie... Że duch mój przed Tobą klęknie, A serce z bólu mi pęknie, Chrystusie...*

Gdy chodzi o Chrystusa, to odczuwa się Go przede wszystkim i najczęściej jako wartość. Kiedy się od Chrystusa odchodzi, tak jak odchodził Tuwim, to ta wartość Jezusa Chrystusa napada człowieka razem z tą określoną i nieoczekiwaną tęsknotą, z której wypłynęło to: „Jeszcze się kiedyś rozsmucę...”. Wiadomo, że Renan** nie rozumiał bóstwa Jezusa Chrystusa, ale wiadomo też, że nikt, tak jak on, w wieku dziewiętnastym nie umiał odczuć pewnej fascynacji, jaką Jezus Chrystus dla każdego człowieka jest. Renan pisał wtedy: „Targnąć się na Twoje Imię będzie to oznaczało targnąć się na fundamenty ludzkości. Zatarła się różnica między Tobą a bóstwem. Ty jesteś wielkim filarem naszej kultury”. To było tylko nieudolne wyrażanie tajemniczego przeżycia wartości osoby Jezusa Chrystusa. Gdy się stoi w obliczu Jezusa Chrystusa, gdy się od Chrystusa nie odchodzi, ale się stoi wobec Chrystusa (nawet wtedy, kiedy się nie rozumie Jego bóstwa), to tę wartość widzi się w tym właśnie, że Jezus jest jednym z fundamentów tego, co w istocie najcenniejsze dla każdego, największe, najbardziej święte. Widać, że bez Jezusa Chrystusa to wszystko by się nam zawaliło. Najbardziej, jak się wydaje, adekwatnie oddajemy to nasze dziwne doświadczenie wartości Jezusa Chrystusa wtedy, kiedy wypowiadamy dwa proste słowa: „mój Chrystus”. * Przytoczenie (niedokładne) wiersza Juliana Tuwima Chrystusie... ** Ernest Renan (1823–1892), francuski pisarz, historyk, filolog i religioznawca, autor m.in. Żywota Jezusa, gdzie głosił tezę, że Chrystus był najdoskonalszym z ludzi, ale nie był Bogiem.


WIELKI CZYN JEZUSA

13

Proszę się skupić na tych dwu słowach. Proszę przypomnieć sobie sytuację w życiu, kiedyśmy wypowiadali bardzo głęboko i szczerze te dwa słowa: „mój Chrystus”. O Chrystusie możemy powiedzieć, że jest własnością wszystkich, całego świata. Ale możemy też powiedzieć, że jest tylko moją własnością. Możemy właśnie powiedzieć po prostu: mój Chrystus. Odczuwam Jezusa Chrystusa przede wszystkim jako kogoś niezwykle mi bliskiego. I  właśnie wyrazem tego odczucia bliskości jest słowo „mój”. To słowo „mój” wyraża pewną nieoczekiwaną, zdumiewającą bliskość. Matka ani ojciec, ani osoba, którą w życiu kochałem, nie są w tym sensie „moje”, jak moim jest „mój” Chrystus. Postać Chrystusa dotyka mojej egzystencji w tak wielkiej głębi, że nic tam oprócz Niego wejść nie może. Z jednej strony, dotykając, przynosi ze sobą pewne ukojenie, a z drugiej strony przynosi także ze sobą pewien niepokój, niepokój, który nieustannie zamienia w ruch moje życie wewnętrzne. To odsłania mi jakoś mnie samego. Bez tego mojego Chrystusa ja bym nie widział samego siebie w tych głębiach, które widzę w sobie dzięki temu mojemu Chrystusowi. Z jednej strony odsłania mi to, co kiedyś ślicznie nazwał Bergson: całą prozę mojego codziennego życia. Kiedy popatrzę na życie na tle życia Jezusa Chrystusa, być może nie stanę się lepszy, ale będę mógł na tym tle prozę mojego życia właśnie prozą nazwać. Czuję w Jezusie Chrystusie coś niezwykle wielkiego, nieokreślonego, coś, co przepaja ludzką egzystencję jakimś nowym światłem i pewne mroki człowieka określa. Jezus jest czymś nieskończenie różnym ode mnie i innym niż ja, ale – z drugiej strony – prezentuje mi się projekcja moich własnych możliwości. Niejasno czuję, że ten styl życia, który On przyjął, mógłby być także moim stylem życia. Jezus Chrystus, mimo że jest tak różny od każdego z nas, prezentuje się nam w naszym doświadczeniu jako ktoś, kto jednak jest projekcją naszych własnych możliwości w świecie. Osobowa wartość Jezusa, pozostając w  całym tego słowa znaczeniu bliską mi, bezpośrednią, jest jednocześnie


14

MÓJ CHRYSTUS

wartością, która mnie nieskończenie przerasta. Przede wszystkim dzięki temu, co w Jezusie jest takiego w aspekcie Jego wartości osobowych, co różni Go nieskończenie ode mnie. Nazwijmy to jednym słowem: „nadprzyrodzoność”. Bardzo trudno powiedzieć, na czym polega ten fenomen, to zjawisko nadprzyrodzoności. W tej nadprzyrodzoności kryje się jakaś wzniosłość, jakieś olśnienie, jakieś podciągnięcie w górę. W świetle tej Osoby wszystkie wartości świata nabierają innego, jakiegoś nieświatowego blasku, nieświatowego charakteru. W osobie Jezusa Chrystusa odkrywamy paradoksy: wielkość, która przerasta mnie i wszystko, co mnie otacza, a z drugiej strony wielką tkliwość i bliskość. Boskość i ludzkość – coś, co przeraża, ale i coś, co jest bliskie, fascynuje i przynosi ukojenie. A nade wszystko – o czym nam trzeba pamiętać – osoba Jezusa Chrystusa to jest tajemnica. Cokolwiek byśmy o tym powiedzieli, to jest tajemnicą. Kim On właściwie był, tego nigdy wiedzieć nie będziemy, myślę, że nawet w Królestwie Niebieskim po śmierci. To była fascynująca głębia, to była tajemnica. Zanim, moi drodzy, zapytamy w życiu, czy Jezus był Bogiem, czy był człowiekiem, zanim zapytamy, czego właściwie w życiu chciał – czy chciał zrobić rewolucję społeczną, czy nie chciał – zanim postawimy te wszystkie pytania, skoncentrujmy się na zrozumieniu i uchwyceniu właśnie tej wartości, wartości, którą szczególnie mocno chwytam właśnie wtedy, kiedy w ciszy, osamotnieniu wypowiadam słowa: „mój Chrystus”. „Jeszcze się kiedyś rozsmucę, jeszcze do Ciebie powrócę, Chrystusie... I z taką wielką żałobą będę się korzył przed Tobą,  Chrystusie... Że duch mój przed Tobą klęknie, a  serce z bólu mi pęknie, Chrystusie...” Ricciotti* powie: „Nikt z żywych nie jest tak żywy jak Chrystus”. A święty Piotr – Piotr, który, wydaje mi się, z grona apostołów był najbardziej uczulony na wartości osobowe Jezusa [i] który [jednocześnie] * Giuseppe Ricciotti (1890–1964), włoski historyk chrześcijaństwa.


WIELKI CZYN JEZUSA

15

nigdy, do końca prawie, swego Mistrza nie zrozumiał – ten Piotr, widząc tajemnicę, powiedział: „Tyś jest Chrystus, Syn Boga żywego”. Powiedział, ale nie rozumiał tego, co mówi, wiedział [tylko], że opisuje tajemnicę... I  to jest, proszę państwa, jeden aspekt postaci Jezusa Chrystusa. Aspekt niezwykle podstawowy, niezwykle ważny, aspekt, który jest kluczem naszego doświadczenia chrześcijaństwa i kluczem doświadczenia postaci Jezusa Chrystusa. Zanim zapytamy, kim Jezus był we wszystkich okolicznościach życiowych, skoncentrujmy się na tym aspekcie, na tej wartości. Dajmy się trochę oczarować tej wartości. Kimkolwiek [Jezus] by był, to jest ktoś, kto jest największy. Drugą sprawą, jak wspomniałem, było: k i m Jezus był? To pytanie łatwiej postawić i dlatego najwięcej sporów chrystologicznych w historii dotyczyło właśnie tego pytania. Spierali się ludzie, czy był tylko Bogiem, czy był tylko człowiekiem. I  spierali się także na temat, czy był i  Bogiem, i  człowiekiem. Wiele herezji i wiele walk, i wiele złej krwi, jak wiemy wszyscy, [wynikło] z tych sporów. Nie będę tych spraw ożywiał, interesuje mnie coś zupełnie innego. Interesuje mnie to, co interesowałoby mnie, gdybym z kimkolwiek z was rozmawiał [o tym], kim wy jesteście. Gdybym chciał zrozumieć kogoś z was, to bym się zapytał przede wszystkim tak: jaką ty masz podstawową ideę swojego życia? Co właściwie w życiu chcesz zrobić? Pozwólcie, że z tym samym banalnym pytaniem podejdziemy do Jezusa Chrystusa: kimkolwiek byłeś, powiedz, o co Ci właściwie w życiu szło? Coś Ty właściwie chciał w życiu zrobić? Co nas uderza przede wszystkim w życiu Jezusa Chrystusa? Uderza nas jakaś głęboka logika Jego czynów. Jego życie składało się z miliona odrębnych czynów, ale bez żadnej przesady możemy to życie nazwać jednym wielkim czynem, bo te wszystkie drobne czyny układały się w jeden logiczny, zwarty rząd. Wszystko w tym wielkim czynie Jezusa Chrystusa było razem ze sobą splecione. Najbardziej paradoksalne rzeczy były przeniknięte jedną integrującą ideą. Paradoksalne,


16

MÓJ CHRYSTUS

powiadam, czyny... Z jednej strony mamy cud w Kanie Galilejskiej, z  drugiej strony  – śmierć na krzyżu i  modlitwę w  Ogrójcu. A w  gruncie rzeczy między tymi dwoma zdarzeniami istnieje głęboka jedność i harmonia. Z jednej strony mamy wypędzenie przekupniów ze świątyni, z drugiej strony mamy pełną werwy i wstrząsów inteligencji rozmo wę z Samarytanką przy studni. Z jednej strony mamy pełne oburzenia, a rzekłbym nawet – pełne wściekłości rzucanie przekleństw na faryzeuszów, a z drugiej strony fascynującą, jakże ubogą w słowa, ale głęboką w treść rozmowę z jawnogrzesznicą czy cudowną polemikę z Nikodemem. To wszystko jest zespolone jakąś wielką nicią jednej jedynej idei – idei, która nadaje całości życia Jezusa Chrystusa wewnętrzną logikę, wewnętrzną zwartość. O co właściwie Chrystusowi chodziło? W Jego nauczaniu natrafiamy na słowo, które powtarza się nieomal na każdej karcie Ewangelii. Jest to słowo „życie”. Jezus mówi o tym, że przyniósł jakieś „słowa żywota”. Ściśle mówiąc, powiedział o tym wyraźniej Piotr, ale u Chrystusa też są podstawy do takich twierdzeń. Mówi o „napoju życia”, o „pokarmie życia”, mówi o życiu, które wiąże się [z miłością] i płynie z miłości. Przed Piłatem powie: „Ja jestem życie”. „Słowo życia” ma dla Niego znaczenia nie tylko duchowe. „Słowo żywota” to przecież coś duchowego, „napój żywota” [to] też, wydaje się, coś duchowego. Ale „słowo życia” ma dla Niego też znaczenie czysto biologiczne. Jego cuda, proszę to zauważyć, są prawdziwymi cudami życia: uzdrowienia chorych, wskrzeszenia zmarłych. Jezus przez swoje cuda pokazuje, że trzeba żyć – albo że trzeba lepiej żyć. Nawet przekleństwo rzucone na tę nieszczęsną figę, która uschła po przekleństwie, ma ten sens, że płynie właśnie z jakiejś koncepcji życia. Figa powinna uschnąć, bo nie służy ożywieniu człowieka. Codzienne bytowanie Jezusa upływa, jak wiemy, wśród żywej przyrody, pomiędzy ludźmi, gdzie tętni, pulsuje codzienne życie. Ale najbardziej zastanawiająca jest Jego interpretacja własnej śmierci.


WIELKI CZYN JEZUSA

17

Ta śmierć nie jest właściwie śmiercią: jest drogą do uzyskania jakiegoś życia. Życie, jak wiemy, jest przeciwieństwem śmierci. W oczach Jezusa Chrystusa śmierć jest właściwie jedynym wrogiem człowieka i jedynym złem, jakie człowiekowi zagraża. Jest śmierć ducha i jest śmierć ciała. Wiemy o tym, że nie tylko człowiekowi zagraża śmierć, ale szczególnie Jezusowi ta śmierć od dzieciństwa zagrażała. Morderstwo dzieci betlejemskich – Jezus miał umrzeć, ale za Niego umarł ktoś inny. Czy ten mrok śmierci nie będzie ciążył na postaci Jezusa Chrystusa, czy nie będzie dla Jezusa jakimś cieniem pierworodnym śmierci? Jeżeli ktoś umarł zamiast mnie, to czy ja nie powinienem także umrzeć zamiast kogoś? A potem polemiki z faryzeuszami. Jeżeli polemika się nie powiedzie, rzecz zakończy się kamienowaniem. Znowu śmierć czai się obok Jezusa. Potem powie Jezus Chrystus: pójdziemy do Jerozolimy i Syn Człowieczy będzie zabity. Jezus Chrystus żyje nieustanną pamięcią o śmierci, o tym, że śmierć jest obok Niego. Co więcej – nie tylko pamięta o śmierci, ale prowokuje tę śmierć. I rzecz paradoksalna: to, co się dzieje w osobistym życiu Jezusa Chrystusa, doznaje nagle uogólnienia. Jezus Chrystus nie tylko siebie widzi jako zagrożonego przez śmierć, ale widzi cały świat zagrożony przez śmierć. Oto świat w swoim rozwoju stanął nad przepaścią śmierci. Ludzie stanęli nad przepaścią śmierci. I trzeba temu światu wszczepić nowe życie. Kto to życie wszczepi światu? Jedynie Bóg. Ale człowiek, świat, jest z Bogiem skłócony. I oto syn cieśli z Nazaretu podejmuje wielką decyzję: że On przez swój życiowy czyn te dwie skłócone rzeczywistości ze sobą pogodzi. I przez Niego tej umierającej ludzkości jakieś życie zostaje zaszczepione. Jakie życie? Powiedzmy: tajemnicze życie. Nie wiemy, o co bliżej chodzi, zresztą będziemy jeszcze do tych spraw wracać. Naczelne wartości czynu Jezusa układają się zatem następująco: Jezus przeżywa jako swą naczelną wartość życiową wartość tajemniczego życia. I stąd – z głębokiego przeżycia i z głębokiego zafascynowania życiem – płynie u Niego


18

MÓJ CHRYSTUS

wielki protest przeciwko śmierci. U Jezusa pojawia się także nowa koncepcja miłości. Będziemy o tym mówić kiedy indziej. Tu tylko tyle powiem, że miłość jest tą jedyną drogą, którą nowe, tajemnicze życie może się wsączyć w świat i w człowieka. Życie, śmierć, miłość – to są trzy naczelne wartości Jego życia, Jego czynu życiowego, które sprawiają, że czyn ten przejawia niezwykłą wewnętrzną logikę. Chodzi o życie – nie tylko życie dla Niego, ale życie dla całego świata. Cały świat – kamień, drzewo, człowiek – stoi nad przepaścią utraty istnienia. I oto czyn Jezusa Chrystusa ma wyrwać to wszystko z przepaści. Moi drodzy, spróbujmy to bliżej zobaczyć, skupić się na tym. Nie pytajmy o to, czy się Jezusowi Chrystusowi udało, co zamierzał, czy się nie udało. Nie pytajmy o to. Popatrzmy tylko na Jego koncepcję życia. Przychodzi Jezus z Nazaretu i zamierza swym życiem takie rzeczy zrealizować. Popatrzmy na to tak trzeźwo. Wyobraźmy sobie, że On jest między nami, że to się dzisiaj stało. Że ma właśnie taką idée fixe, żeby to zrobić, i z zadziwiającą logiką od pierwszego do ostatniego dnia swej wędrówki na ziemi realizuje tę ideę. Bez żadnego załamania, bez żadnego zawahania, z fantastyczną inteligencją, z godną podziwu konsekwencją idzie bez żadnego odchylenia od pierwszych do ostatnich dni. I nie pytajmy o to, czy Mu się to udało – czy rzeczywiście życie wstąpiło w świat, czy nie, czy świat dalej jest nad przepaścią. Myślę, że mieć taki zamiar w życiu to już samo w sobie jest fascynujące. Filozofowie przed Jezusem Chrystusem i po Jezusie Chrystusie jedynie objaśniali świat. Objaśniali świat i objaśniali śmierć. Jedynie Chrystus przyszedł i chciał nie tyle objaśnić śmierć, ile przezwyciężyć śmierć. I to jest coś wielkiego! Ja myślę, że niezależnie od tego, czy życie nasze ma sens, czy nie ma sensu, czy tego rodzaju fascynujące i wielkie decyzje, zamiary mogą być zrealizowane, czy nie, sam fakt, że może ktoś mieć takie zamiary, jest czymś największym. I dlatego chrześcijaństwo w osobie Jezusa Chrystusa przejawia szczególny, powiedzmy – antymagiczny charakter. Można


WIELKI CZYN JEZUSA

19

ten charakter nazwać także inaczej. Można na przykład powiedzieć, że chodzi o wolnościowy charakter  chrześcijaństwa, to, co – jak sądzę – dwóch ludzi w historii chrześcijaństwa szczególnie odczuwało: święty Paweł i  święty Augustyn. W chrześcijaństwie, u samego rdzenia chrześcijaństwa, ściśle mówiąc – w świadomości Jezusa Chrystusa, leży jakaś wielka wiara we wszechmoc wolnego, inspirowanego miłością czynu. Wiara w czyn! Nie w stany, nie w kontemplację, nie w abstrakcyjne analizy. Wiara we wszechmoc – powtarzam: wszechmoc – miłością inspirowanego, z wolności płynącego czynu. Nikt, moi drodzy, nie tkwi tak głęboko swoimi zamiarami w trzewiach świata jak Jezus Chrystus. Trzeba ożywić umierający świat! Cały świat, wszystkich ludzi, jacy są, byli i będą. Czyn Jezusa wyrasta swoimi zamiarami ponad kosmos. Z drugiej strony, nikt tak jak Chrystus nie wierzy. Jego czyn zdolny jest przekształcić istnienie, byt w samym jego rdzeniu, w tym punkcie, gdzie byt jest zagrożony przez nicość, gdzie człowiek zagrożony jest przez swą własną śmierć. Dla wolnego czynu Jezusa Chrystusa, miłością inspirowanego, nie ma żadnych przeszkód w świecie. Nie ma praw fizyki, nie ma praw chemii, nie ma praw biologii. Wolny czyn Jezusa Chrystusa – wolny czyn inspirowany miłością i z wolności płynący – stoi ponad wszelkimi prawami historii, biologii, fizyki, ponad wszelkimi koniecznościami tego świata. Wszystko będzie przez ten czyn przeistoczone. Jezus dotyka świata w samym jego rdzeniu, w samym jego źródle. „Wymykała się często służącym, dzieckiem będąc, by noc i wiatr (że tak inny jest wewnątrz ich świat), ujrzeć z zewnątrz w ich źródle szumiącym”*. To Rilke tak ładnie mówi. To właśnie Chrystusowa dusza „wymykała się służącym”, aby noc i wiatr – to znaczy życie i śmierć – zobaczyć w samym rdzeniu, „w źródle szumiącym”, i dokonać * Cytat z  wiersza Porwanie Rainera Marii Rilkego w  przekładzie Mieczysława Jastruna.


20

MÓJ CHRYSTUS

radykalnego przekształcenia tego wszystkiego. Wszystko jedno, czy się udało Chrystusowi, czy nie. Sam zamiar jest wielki. Wszystko, cokolwiek ludzie dotąd uważali za przeszkodę dla swego życia, za przeszkodę dla swoich czynów, Jezus czyni narzędziem budowy nowego świata. Nazywa ten świat Królestwem Bożym. Woda zwykle grozi człowiekowi utonięciem. Woda w jeziorze Genezaret jest czymś, po czym się chodzi; można bezpiecznie stąpać po wodzie. Choroby ludzkie nie są już na śmierć, ale są na to, żeby się „chwała Boża objawiła”. Śmierć to jest jedynie przetworzenie, a nie unicestwienie. Chleb i wino stają się Jego Ciałem i Jego Krwią. Jezus przez swój czyn staje w poprzek wszelkim dogmatom, wszelkim koniecznościom, wszelkim prawom, za pomocą których my zamykamy na tym świecie swe własne działania. Wiara – płynący z miłości czyn – zastąpiła wiarę w fatalizm praw tego świata. Po tym rozważaniu spróbujmy przypomnieć sobie jeszcze raz znaczenie słów, od których wyszedłem: „mój Chrystus”. Mój Chrystus! Widzimy, że ten „mój Chrystus” to jest jakiś wachlarz. Mój Chrystus jest mój, ale mój Chrystus to jest także Chrystus świata, Chrystus, którego cały świat jest, którego cały świat słucha. Mój Chrystus  – uprzytomnijmy to sobie raz jeszcze – to przede wszystkim Osoba, która ma wartość. Może ja jestem zbyt wielkim tchórzem, żeby umrzeć za tę Osobę, ale kiedy uchwyciłem wartość osoby Jezusa Chrystusa, to ja doskonale rozumiem tych, którzy zań umarli. Może ja bym nie umarł, ale rozumiem tych, którzy umarli. Bo można wyżej cenić tę Osobę niż własne życie, bo w Niej coś takiego jest, co się nadaje do takiej właśnie oceny, a nie innej. Ale „mój Jezus” to także czyn mojego Jezusa. Swym czynem dotyka tego, co jest życiem i co jest śmiercią. Ma zamiar zaszczepić umierającej ludzkości nowe życie, tajemnicze życie. Dzięki Niemu ma się skończyć ludzkie umieranie, chce w ten świat – świat, który zmierza do końca – wszczepić jakiś inny, nowy świat, świat, który nazwie Królestwem Bożym.


WIELKI CZYN JEZUSA

21

„Mój Chrystus” to nic innego jak, rzekłbym, jedność tych dwu aspektów: wartości i czynu. Drodzy bracia, nie będzie chyba w  tym żadnej przesady, gdy powiem, że z chwilą, gdyśmy sobie w wielkim szkicu uprzytomnili te zasadnicze zręby, te zasadnicze wymiary postaci Jezusa Chrystusa, nasza świadomość, nasze istnienie zostało dotknięte w najbardziej newralgicznym punkcie. My znamy nasze nieustanne codzienne poszukiwanie wartości w życiu, wartości, dla których moglibyśmy się poświęcić. Znamy to poszukiwanie wartości, znamy to nasze szukanie życia, zwłaszcza wtedy, kiedy sami jesteśmy chorzy. Znamy nasze próby przezwyciężenia śmierci i to nieustanne usiłowanie, by przez jakiś czyn, nasz czyn, wyzwolić się z tego więzienia, w którym zamyka nas czas czy przestrzeń. Iloma barwami mienią się te słowa: „mój Chrystus”! Chrystus jest dla każdego z  nas nadzieją. Moją najbardziej własną, najbardziej prywatną nadzieją, że mimo pozornych klęsk w gruncie rzeczy to życie jakoś się nam uda. Nikt mi tej nadziei nie dał – ani ojciec, ani matka, ani osoby, które w życiu kochałem i kocham. Jedynie Chrystus jest dla mnie tą niejasną nadzieją, że mimo wszystko to moje życie jakoś mi się uda. Chrystus jest „mój”. Co to znaczy, że jest mój? Znaczy to, że On nie pozwoli nikomu zabić w moim sercu tej nadziei, iż mimo wszystko mojego życia nie przegrałem. I to jest, wydaje mi się, powszechne w naszym doświadczeniu Chrystusa. Chrystus jest mój, bo jest Chrystusem mojego życia, moich najtajniejszych tajemnic. Bez Niego nie byłoby mnie, byłby ktoś inny – pamiętajmy o tym. Kto oprócz Chrystusa zdolny jest wejść tak głęboko w moje, to najbardziej moje życie? Amen.


Przeżyj swoje rekolekcje z księdzem Tischnerem Nadzieja czeka na słowo to pierwszy zbiór rekolekcji głoszonych przez ks. Józefa Tischnera. W książce znalazły się rekolekcje z lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, w których Tischner zastanawiał się, czym jest autentyczna wiara; rekolekcje ze stanu wojennego, skierowane do ludzi przepełnionych goryczą, lękiem i gniewem; wreszcie – rekolekcje z czasu, kiedy wolność wydawała się wielu Polakom „darem nieszczęsnym”. Tischner mówi w sposób, który trafia bezpośrednio do serca słuchacza, odwołuje się do Ewangelii i codziennych doświadczeń; kieruje swoje słowa do wierzących i do poszukujących. Przez wszystkie teksty przewija się motyw nadziei. Oto jeszcze jedna okazja, by wczytać się w słowa tego wybitnego współczesnego kaznodziei i niewątpliwego autorytetu. Nadzieja jest człowiekowi nieodzowna. Dzięki nadziei możliwy jest wewnętrzny ruch – sięganie w jutro, w pojutrze. Zdobywa także człowiek swoją wiarę na tej drodze. Wiara jest tutaj koniecznością. Gdyby wiara była pewnością, nie byłoby ekstazy, nie byłoby przygody – nie byłoby zatem człowieka. I nigdy w chrześcijaństwie wiara nie będzie pewnością. Bo wiara w chrześcijaństwie nie jest wiarą samą dla siebie, ale po to, by tworzyć człowieka. A człowieka można tworzyć tylko w męstwie, w wierze, w nadziei. Fragment rekolekcji

Cena detal. 32,90 zł ISBN 978-83-240-1507-8

9 788324 0 15078

Nadzieja czeka na słowo  

Ks. Józef Tischner: Nadzieja czeka na słowo. Rekolekcje

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you