Issuu on Google+

Starcie trzech największych dowódców II wojny światowej


TERRY BRIGHTON

GRY WOJENNE PATTON, MONTY I ROMMEL Tłumaczenie

ANNA SAK

Kraków 2011


Lindzie, z miłością


W każdym działaniu można wybrać między dwoma rozwiązaniami: tym najodważniejszym i tym najostrożniejszym. Niektórzy sądzą, że teoria wojny zawsze doradza to drugie. Jest to błędne przekonanie. Jeśli teoria cokolwiek radzi w tej sprawie, naturą wojny jest radzić zawsze najbardziej zdecydowane, to jest najodważniejsze, działanie. Teoria jednak pozostawia przywódcy wojskowemu swobodę postępowania wedle jego odwagi, ducha całego przedsięwzięcia i pewności siebie. Wybierz przeto w zgodzie z tą wewnętrzną siłą, lecz zawsze miej w pamięci, że jeszcze żaden dowódca wojskowy nie stał się wielki, nie będąc odważnym. Carl von Clausewitz, Die Grundsätze des Kriegführens (Zasady prowadzenia wojny), 1812


Montgomery… największy żyjący żołnierz. (Dwight D. Eisenhower)

Montgomery to najwspanialszy brytyjski generał. (Gerd von Rundstedt)

* Patton jest najlepszy wśród Amerykanów. (Gerd von Rundstedt)

Generał Patton, odjazdowy, wystrzałowy dowódca wojsk amerykańskich. (NBC)

* Rommel: najodważniejszy generał sił pancernych, jakiego mamy w niemieckiej armii. (Adolf Hitler)

Rommel, Rommel, Rommel – czy jest coś ważniejszego od pokonania go? (Winston Churchill)

* Panowało zgodne przekonanie, że powinno się umożliwić Montgomery’emu, Pattonowi i Rommlowi spotkanie na jednym ringu i walkę na pięści bez rękawiczek. (Bill Mauldin, American Oral History of World War II, Studs Terkel)


Spis treści

Prolog. Ego na wojnie | 17

część pierwsza Rozdział 1. Trzy portrety | 25 Rozdział 2. Pierwsza krew | 43 Rozdział 3. Jak się walczy w pancerzu | 63 Rozdział 4. Blitzkrieg Rommla | 81 Aneks do części pierwszej Głos Rommla: relacja z inwazji 7. Dywizji Pancerej | 101

część druga Rozdział 5. Podboje Deutsches Afrika Korps | 109 Rozdział 6. Monty i Patton rozpoczynają polowanie na Rommla | 130 Rozdział 7. Operacje „Lightfoot” i „Torch” | 148 Rozdział 8. Pęknięcia w sojuszu angielsko-amerykańskim | 175 Rozdział 9. Patton pędzi do Mesyny | 194 Rozdział 10. Monty powoli zmierza do Salerno | 218 Rozdział 11. Taran i Wał Atlantycki | 233 Aneks do części drugiej Głos Pattona: przemowa do żołnierzy 3. Armii przed inwazją | 252 11


Spis treści

część trzecia Rozdział 12. Mistrzowski plan i Großinvasion | 259 Rozdział 13. Spór o Caen | 281 Rozdział 14. Blitzkrieg Pattona i „cios Montgomery’ego” | 297 Rozdział 15. Jak zamordowano Rommla | 319 Rozdział 16. Ambicje w Ardenach: Monty i Patton „wygrywają” wojnę | 330 Rozdział 17. Co zrobić z nazistami i komunistami | 348 Aneks do części trzeciej Głos Monty’ego: wspomnienia wojenne | 365

Epilog. Wola walki | 370

Podziękowania i źródła | 377


wa upo Zgr

1942

400 km

PÓŁNOCNA

AFRYKA

200

„TORCH”

EN

SY

W S

N E

KA WA A MERYKAŃS

Algier

Zgrupowanie Wschodnie

TU

o

NE ZJ A

r

z

e

O

Adżedabija

Tobruk

LIBIA

A B R Y T Y J S K

E l-A gejla

Benghazi

EG

Kair

Aleksandria

Bitwa pod El-Alamejn

El-Alamejn

Ś r ó d z i e m n e

F E N S Y W A

nine Mede Trypolis

Kasserine Sfaks

Tunis

M

IP

sja pre ara de Katt El

0

OF

Oran

” e RCH dkow „TO nie Śro

ALGIERIA

Port Lyautey Casablanca E KI Safi US C Marrakesz AN FR O K RO MA

ie ” dn CH acho R Z O „T anie ow rup g Z

T

Nil

t bie alfa grz el-H m Ala


10

20 30

40

50 km

r

S

N

ó

E

d z

i e 7. A r m i a

Licata

(am

Gela

er

0

W

Ś

Termini

tta

na

Scoglitti

Caltagirone Vizzini

Di

o

SYCYLIA 1943

M o r z e

Platani

Palermo

Nolo

ry

t.)

Syrakuzy

Katania

(b

in

8. A r mi a

Et

yk .)

n e

m

Reggio di Calabria

Mesyna


o r

z

W

0 20 40 60 80 100 120 140 km

WŁOCHY 1943

M

e

Rzym

S

N

Ś

E

ó d

Palermo

r

z

Neapol

i

e

5. ( a m eA r m ry i k

Cassino

m n

i ) a

Mesyna

e

rm . 8 . Ab r y t (

Foggia

Salerno a .)

Reggio di Calabria

Tarent


Vire

RON

Y NIEMIE

CKIE

J

N GŁÓW

R Y KIE

UNE

TA K NA

WO RCIA

Reims AME JSK

KS

KICH

G

Nancy

Metz

UR

20 40 60 80 100 120 km

Verdun

AŃS

0

RYK

Luksemburg

LU

B EM

Mozela

OB

ek

Saint-Malo Avranches

a

w

Y

YDA

Caen Saint-Lô

N D Bastogne

E

E

AR

S

A

R

IA

Bonn

SA

J A C PRZ EŁAMANIE a A N Falaise R Or ne Argentan F Paryż

se Oi

E

B E LG

W

Ę

Rouen

c Amiens

KI

N

IA

GŁ E BI

Carentan

e NY

EK

RC

S

N

Kolonia

I

ÓW

N RU

A AT

R KB

CH

FR Z YG

Hawr

So mm

h Lille

S

S OJ

KI JS

IA LIN

Dieppe

a

Bruksela

Y YT

W

II

D-DAY

ł

L

n Calais Boulogne

kal da

Ostenda Dunkierka

Ren

n a K a

Portsmouth

a

M

Arnhem

RY

Southampton

Dover

Antwerpia

Nijmegen

UH

WIELKA BRYTANIA

EUROPA ZACHODNIA 1944 Londyn IE R

ZA

UT AH OM A GO HA L JU D N SW O OR D

ZA B GŁĘ

E RZ A SZ Y

an


Prolog

ego na wojnie

w czasie drugiej wojny światowej Wielka Brytania, Stany Zjednoczone i Niemcy wydały po jednym dowódcy sił lądowych, który wyróżniał się spośród innych. Bernard Montgomery, George Patton i Erwin Rommel, trzej tytani wojny pancernej, byli – w swoim przekonaniu, ale też w ocenie współczesnych – największymi generałami tej wojny. Wszyscy trzej byli aroganccy, szukali rozgłosu i mieli wady, ale przede wszystkim odznaczali się geniuszem w dowodzeniu ludźmi i niezrównanym entuzjazmem do walki. Wszyscy osiągali spektakularne sukcesy na polu bitwy. Każdy patrzył na wojnę przez pryzmat własnych ambicji i rywalizacji z innymi. Rommel był jedynym niemieckim generałem znanym z nazwiska w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych, i to zanim jeszcze większość ludzi usłyszała o Montgomerym i Pattonie. Ci dwaj musieli z nim współzawodniczyć, aby żołnierze, zaufawszy ich nieprzeciętnym osobowościom, mogli podjąć próbę pokonania go na polach bitewnych. Walcząc o miejsce na czołówkach gazet, obaj sojusznicy okazywali jednak wrogość nie tylko wobec nieprzyjaciela, lecz także wobec siebie nawzajem. Rommel, świadom, że ich armie przewyższają jego wojska liczebnie i pod względem wyposażenia, nie tracił jednak pewności, że pokona ich obu dzięki swoim większym umiejętnościom taktycznym. Była to niezwykle osobista rozgrywka: nie tylko starcie wielkich armii, ale konflikt między trzema silnymi osobowościami. W Grach wojennych po raz pierwszy w literaturze traktującej o drugiej wojnie światowej ci trzej dowódcy zostali umieszczeni „na jednym ringu” i mogą się ze sobą 17


Prolog Ego na wojnie

zmierzyć na tle wielkich bitew pancernych w Afryce Północnej, inwazji na Sycylię i Włochy, desantów w Normandii i marszu przez Francję i Belgię do Niemiec. montgomery, patton i rommel przyszli na świat w różnych latach, między rokiem 1885 a 1891, ale w tym samym miesiącu, listopadzie. Wszyscy trzej byli zodiakalnymi Skorpionami. I wszyscy trzej potrafili kąsać. Montgomery był drobnym mężczyzną o piskliwym głosie, ale wygląd zewnętrzny dawał mylne wyobrażenie o jego ego. Był przekonany, że on jeden wie, jak się prowadzi wojnę, i traktował swoich przełożonych z pogardą. Patrzył z góry nawet na Churchilla. Zwycięstwo Montgomery’ego pod El-Alamejn nad do tej pory niepokonanym Rommlem zainspirowało brytyjską prasę do porównania go z Wellingtonem. Bynajmniej mu to nie przeszkadzało. Król Jerzy VI, który odwiedził go w Afryce Północnej, powiedział ponoć, że cieszy się, iż Montgomery nie ubiega się o jego „posadę”. Montgomery prowadził siły brytyjskie w czasie inwazji na Sycylię i napisał drugą, ostateczną wersję planu inwazji D-Day. W jej trakcie dowodził wszystkimi wojskami lądowymi, próbując raz jeszcze przechytrzyć Rommla, który kierował obroną wybrzeża. Patton ze względu na swój zapał do walki otrzymał przydomek „Old Blood and Guts”*, a generał Eisenhower żartował, że przypuszczalnie nie zdejmuje on hełmu, nawet kładąc się spać. Wiadomo, że wszędzie nosił ze sobą colta z rękojeścią z kości słoniowej i przybierał, jak sam to określał, „minę wojownika”, gdy miał wygłosić którąś ze swoich nieprzyzwoitych i bluźnierczych przemów do żołnierzy. Pod jego komendą amerykańscy żołnierze odnieśli swoje pierwsze zwycięstwo w Afryce Północnej. Dowodził siłami amerykańskimi w czasie inwazji na Sycylię. Po D-Day przełamał niemiecką obronę w Normandii i jako jedyny dowódca aliancki zdołał przeprowadzić coś podobnego do blitzkriegu Rommla. Gdy jego kolumny pancerne pędziły w stronę Renu, przechwalał się, że wejdzie do Berlina jako pierwszy i osobiście zastrzeli „tego sukinsyna Adolfa Hitlera”. Kiedy Hitler przekazał Rommlowi komendę nad Deutsches Afrika Korps, zacięta twarz niemieckiego dowódcy i jego czapka z goglami stały się symbolem wojny na pustyni. Zepchnął Brytyjczyków z powrotem pod El-Alamejn, * Ang. blood and guts – co znaczy dosłownie „krew i flaki”, ale także „krew i odwaga”. „Old

Blood and Guts” to w wolnym tłumaczeniu „facet z jajami”. (Wszystkie przypisy pochodzą od tłumaczki). 18


Prolog Ego na wojnie

pokonał Amerykanów na przełęczy Kasserine i został nazwany „Wüstenfuchs” („Lisem Pustyni”) ze względu na niewiarygodną błyskotliwość taktyki bitewnej. Generał Auchinleck uznał za konieczne powiedzieć swojej pokonanej brytyjskiej armii, że „Rommel to nie nadczłowiek… byłoby niepożądane, aby nasi żołnierze przypisywali mu nadprzyrodzone moce”. Po klęsce i wyparciu wojsk niemieckich z Afryki Północnej przez Montgomery’ego Rommel został mianowany dowódcą obrony francuskiego wybrzeża. Planował odeprzeć inwazję aliantów i wygrać wojnę dla Niemiec. Montgomery i Patton traktowali bitwę z Rommlem jako osobistą rozgrywkę. Monty posłużył się metaforą z kortu tenisowego: „Czułem, że wygrałem pierwszy gem, przy serwisie Rommla. Następnym razem ja będę serwował, a wynik będzie jeden – zero”. Patton porównał tę rywalizację do turnieju rycerskiego, gdzie rolę koni grały czołgi: „Obie armie mogłyby się nam przypatrywać. Ja strzelałbym do niego, on do mnie. Gdybym go zabił, zostałbym mistrzem. Ameryka wygrałaby wojnę”. Obydwaj mieli największy respekt dla swojego przeciwnika. Monty trzymał w swoim wozie dowodzenia portret Rommla, a Patton studiował jego książkę o taktyce wojennej. Rommel odwzajemniał te komplementy: „Montgomery nigdy nie popełnił poważnego błędu strategicznego […], [a] armia Pattona dokonała najbardziej zadziwiającego wyczynu podczas wojny ruchomej”. Sojusznicy Montgomery i Patton darzyli Rommla szacunkiem, za to całym sercem nienawidzili siebie nawzajem. Monty powiedział swoim oficerom sztabowym, że Patton to „ordynarny miłośnik wojny”, w przeciwieństwie do niego samego pozbawiony inteligencji militarnej. Patton nazwał Monty’ego „małym, zarozumiałym Angolem” i przechwalał się, że może „w każdej chwili pokonać w walce tego małego pierdołę”. Kiedy obaj zostali rzuceni na Sycylię, gdzie każdy dowodził wojskami swojego kraju, wyspa okazała się za mała dla dwóch tak wielkich osobowości i o przebiegu kampanii decydowała bardziej walka między nimi niż starcia z wrogiem. Gdy zderzyli się ze sobą ponownie w Normandii, rywalizując o to, który pierwszy przełamie obronę Rommla, zwycięstwo aliantów stanęło pod znakiem zapytania. Natarcie Monty’ego straciło rozpęd, a Patton, który przełamał obronę, stwierdził, że teraz będzie musiał „pomóc temu małpiszonowi zachować twarz”. Monty zaplanował uderzenie w głąb lądu i gdy się ścigali, kto pierwszy przekroczy Ren, domagał się przeniesienia do swojej armii ludzi i paliwa z armii Pattona. Gry wojenne odsłaniają nie tylko wzajemny szacunek przeciwników i zaciekłe animozje sojuszników, ale też gwałtowne relacje trzech generałów z ich szefami. Monty usiłował sprawić, żeby „Winston zabrał swoje tłuste 19


Prolog Ego na wojnie

paluchy” od jego bitew. Patton sądził, że Eisenhower myśli nie o wojnie, lecz o Białym Domu. Rommel uświadomił sobie, kiedy było już za późno, prawdę o Führerze, którego niegdyś tak idealizował. zanim stanęli na polu bitwy, Montgomery, Patton i Rommel studiowali taktykę wojenną i znali dzieło Carla von Clausewitza O wojnie. Zostało ono opublikowane po raz pierwszy w 1812 roku, ale wciąż stanowiło lekturę obowiązkową dla przyszłych dowódców wojskowych, gdy Monty studiował w Royal Military College w Sandhurst, Patton w amerykańskiej Akademii Wojskowej w West Point, a Rommel w Königliche Kriegsschule (Królewskiej Szkole Wojskowej) w Gdańsku. Patton miał tę książkę ze sobą w czasie miesiąca miodowego w Londynie w 1910 roku i prawdopodobnie zaniedbywał dla niej swoją młodą żonę, która wytknęła mu, że woli Clausewitza od jej wdzięków. Clausewitz dowodził, że w każdej sytuacji bitewnej dowódca wojskowy musi wybrać między „najodważniejszym” i „najostrożniejszym” rozwiązaniem, i ostrzegał, iż „jeszcze żaden przywódca wojskowy nie stał się wielki, nie będąc odważnym”. Gdyby dane mu było obserwować drugą wojnę światową, mógłby podać za przykład Rommla z jego Fingerspitzengefühl (instynktowną, natychmiastową reakcją na sytuacje na polu bitwy) i talentem do prowadzenia wojny błyskawicznej, a także Pattona, jedynego alianckiego dowódcę, który dorównał Rommlowi w jego koronnej konkurencji i stosował się do dewizy: „L’audace, l’audace, l’audace – tout jour [sic] l’audace”*. Montgomery uczynił podstawą swojej strategii bitewnej „ostrożność” i od niej uzależnił swoje zwycięstwa. Tylko jego niebywały talent do Materialschlacht (powolnego gromadzenia przed nawiązaniem walki sił i zaopatrzenia w celu zapewnienia sobie przewagi) mógł pokonać Rommla pod El-Alamejn i na wybrzeżu Normandii. O wielkości dowódcy decydują więc chyba bardziej złożone czynniki, niż wyobrażał sobie Clausewitz. Na przykładzie Rommla i Pattona (świetnie dopasowanych pod względem odwagi) i Monty’ego (mistrza ostrożności) możemy zobaczyć, jak te dwa style dowodzenia spotkały się w rozstrzygających kampaniach drugiej wojny światowej.

* Właśc. L’audace, l’audace, toujours l’audace! – „Odwaga, odwaga, zawsze odwaga!” – Patton

mylnie przypisywał te słowa Fryderykowi Wielkiemu. W rzeczywistości wypowiedział je Georges Danton. 20


Prolog Ego na wojnie

gry wojenne opowiadają historię trzech nadzwyczajnych osobowości, a zarazem dowódców o kluczowym znaczeniu dla wysiłków wojennych Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych i Niemiec. O przebiegu i wyniku wojny decydowały tyleż wybuchy pasji w ich wzajemnych relacjach i w stosunkach z politycznymi zwierzchnikami, co błyskotliwe popisy w czasie bitew pancernych. Niniejsza książka, ukazując wzajemny szacunek zaprzysięgłych wrogów, Monty’ego i Rommla, i animozje sojuszników, Monty’ego i Pattona, przedstawia drugą wojnę światową tak, jak ją widzieli i przeżywali trzej z jej najbarwniejszych, najbardziej kontrowersyjnych i najbardziej wpływowych dowódców.

Terry Brighton Lincoln, luty 2008


Rozdział 6

monty i patton rozpoczynają polowanie na rommla

„cóż, freddie, chyba zrobiliście, chłopcy, trochę bałaganu” – tak brzmiała powitalna kwestia Montgomery’ego 13 sierpnia 1942 roku, kiedy przejmował dowodzenie nad 8. Armią. Przenocował w ambasadzie brytyjskiej w Kairze, a potem został przewieziony przez Freddiego de Guinganda (teraz j e g o szefa sztabu) do swojej kwatery na pustyni. „Sporo nad tym myślałem i już wiem, jak chcę zorganizować tę armię. W obecnym stanie nie wygra żadnej kampanii”. Kwaterę 8. Armii założono niedaleko Ruweisat na pustynnym odpowiedniku Piccadilly Circus, gdzie krzyżowały się szlaki pustynnych karawan. Jednak to muchy, a nie wielbłądy, zauważył najpierw Montgomery. „Co to ma być?!” – zapytał Guinganda. Chodziło mu o potężną szkieletową konstrukcję z moskitier w kasynie oficerskim, która w zamyśle miała chronić przed muchami, a w istocie więziła je wewnątrz. „Zdejmijcie to natychmiast!” Sprawa była pilna, ponieważ tutaj właśnie miał być podany lunch. Monty pozbył się much, ale myśliwce raf-u nadal buczały mu nad głową. Auchinleck, próbując naśladować Rommla, założył kwaterę jak najbliżej frontu. Jak należało się spodziewać, została ona zbombardowana przez Luftwaffe i za dnia wymagała osłony z powietrza. Podczas lunchu Monty odkrył, że jego poprzednik żył jak jego żołnierze, spał na ziemi obok wozu dowodzenia i nie dbał zbytnio o własny komfort. Monty nie miał zamiaru iść w jego ślady i wysłał drogą radiową pierwszą wiadomość do Kairu: „Dowódca armii żąda, aby natychmiast przysłano mu najlepszego służącego wojskowego na Bliskim Wschodzie”. Jego drugi 130


Rozdział 6 Mont y i Pat ton rozpoczynają polowanie na Rommla

meldunek miał treść: „Montgomery przejmuje dowodzenie nad 8. Armią dzisiaj o godzinie czternastej”. Auchinleck miał oficjalnie przekazać dowództwo za dwa dni, ale Monty, jak sam to ujął, „przechwycił dowodzenie”. Przyznał się, że zrobił to „z szelmowskim uśmiechem”: „wydawałem rozkazy armii, którą w swoim mniemaniu dowodził ktoś inny”. Dwa lata wcześniej Auchinleck udzielił Monty’emu nagany za coś bardzo podobnego. Nie zostało mu to wybaczone. Po inspekcji frontu, gdy zapadł zmrok, a myśliwce raf-u odleciały, Montgomery zaprezentował się swoim oficerom. Jego postać niezbyt przypadła im do gustu. Auchinlecka, rosłego i ogorzałego od pustynnego słońca, traktowali jak swojego chłopa. Montgomery był niski i chuderlawy, a jego blada cera niezbicie świadczyła o tym, że dwa ostatnie lata spędził w Anglii. Nie miał doświadczenia w pustynnych działaniach bojowych. Poprzedniego dnia kupił sobie w Kairze „odpowiednie na pustynię ubrania” i po raz pierwszy włożył koszulę i luźne spodnie. Wszedł na schodki wozu dowodzenia i kazał swoim pięćdziesięciu oficerom usiąść w półokręgu na piasku. Zaskoczył ich jego piskliwy głos, ale to, czego mu brakowało w brzmieniu głosu, sylwetce czy doświadczeniu, skutecznie nadrabiał „postawą”. Stwierdził, że nie podoba mu się „atmosfera”, którą tutaj zastał, odpowiedzialna za „utratę wiary w zdolność pokonania Rommla”, i zapowiedział, że stworzy „nowy klimat”: Staniemy tutaj i będziemy walczyć; nie będzie dalszego odwrotu. Kazałem spalić wszelkie plany dotyczące odwrotu. Jeśli nie możemy pozostać tu żywi, to zostańmy martwi […]. Wiem, że spodziewany atak Rommla nastąpi lada moment. Świetnie. Niech atakuje. Wolałbym, żeby zrobił to za tydzień i dał mi czas uporządkować sprawy. Jeśli da nam dwa tygodnie, będziemy w komfortowej sytuacji. Potem może sobie uderzać, kiedy tylko sobie zażyczy […]. Sami rozpoczniemy wielką ofensywę; będzie to początek kampanii, która wykurzy Rommla na dobre z Afryki. Ważne, aby pamiętać, że skończymy z kolegą Rommlem raz na zawsze.

Według relacji de Guinganda, przemowa nowego dowódcy podziałała „elektryzująco” na jego oficerów. Nie mieli pojęcia, że trzysta shermanów, które, jak twierdził Monty, „są właśnie w t e j c h w i l i rozładowywane w Suezie”, dotrze na miejsce dopiero we wrześniu. Uwagi Monty’ego o rzekomych planach odwrotu, które „kazał spalić”, wywołały poruszenie. Monty twierdził, że Auchinleck zamierzał wycofać 131


Część druga

8. Armię pod Kair, jeśli Rommel zaatakuje ponownie, oraz że to on, Monty, odwołał wszelkie ustalenia tego rodzaju i wprowadził nową politykę: armia miała utrzymać obecną pozycję pod El-Alamejn. Spory nad tym, czy jego plany bojowe były rzeczywiście nowe, czy też odziedziczył je po Auchinlecku, miały trwać dłużej niż sama wojna. De Guingand potwierdził, że zwrócił uwagę Monty’ego na kilka opracowanych wcześniej planów, lecz dostał polecenie „spalić te papierzyska”. Monty założył, że były to plany odwrotu, choć się z nimi nie zapoznał. W rzeczywistości dotyczyły one jednak dalszego wzmocnienia linii El-Alamejn przed kolejnym atakiem Rommla i obejmowały także wstępne plany ofensywy przeciwko jego wojskom. W jednym z dokumentów, które ocalały, opatrzonym datą 27 lipca 1942 roku, przygotowanym dla Auchinlecka i zatytułowanym „Ocena sytuacji na Pustyni Zachodniej”, znalazł się taki oto fragment: 8. Armia może być zmuszona stawić czoło wypadowi wroga, który rozwinie się w manewr wykonany przez południowe skrzydło […]. W końcu będziemy musieli wznowić ofensywę, a to będzie prawdopodobnie znaczyło przełamanie linii wroga w okolicy El-Alamejn. Nowo przybyłe dywizje piechoty oraz dywizje pancerne muszą zostać przeszkolone pod tym kątem, a także pod kątem pościgu.

W tym dokumencie przewidywano bitwę defensywną pod Alam el-Halfa, a po niej bitwę ofensywną, która wywiąże się pod El-Alamejn. Dokładnie tak miała się rozwinąć sytuacja pod dowództwem Montgomery’ego. To wszystko każe podejrzewać, iż jego pragnienie, aby każde przyszłe zwycięstwo widziano jako rezultat jego i tylko jego planów, skłoniło go do przedstawienia w nieprawdziwym świetle planów poprzedników. To, że za stare plany odpowiadał Auchinleck, bez wątpienia wzmogło jego przyjemność płynącą z mieszania ich z błotem. Monty przeniósł swoją kwaterę do Burg el-Arab na wybrzeżu, a de Guingand odnotował: „mogliśmy wychodzić z naszych przyczep wprost do morza. Miało to ogromny wpływ na morale wszystkich, zdrowie i zdolność do pracy”. Auchinleck pouczał swoich oficerów, aby nie personifikowali wroga, mówiąc o Rommlu, gdy mają na myśli Niemców. Monty zrobił to już w swoim pierwszym przemówieniu, a teraz kazał zawiesić w swojej przyczepie, na prawo od biurka, pełnowymiarową reprodukcję jego portretu pędzla Willricha, aby móc studiować oblicze wroga. Miał świadomość, że musi zmierzyć się najpierw z osobowością swego słynnego na cały świat prze132


Rozdział 6 Mont y i Pat ton rozpoczynają polowanie na Rommla

ciwnika, a dopiero potem z nim samym na polu bitwy. W obecnej chwili żołnierze 8. Armii wiedzieli sporo na temat Rommla i prawie nic o swoim nowym dowódcy. Wizytując front 14 sierpnia, Monty zażartował w rozmowie z oficerem australijskiej 9. Dywizji Piechoty, że jego czapka z daszkiem niezbyt nadaje się na pustynię, i przyjął w prezencie australijski miękki kapelusz, który skuteczniej chronił od słońca. W przypływie natchnienia poprosił, aby przyczepiono do niego odznakę australijskiej jednostki. Później, kiedy wizytował indyjską 5. Dywizję Piechoty i nowozelandzką 2. Dywizję Piechoty, także poprosił o ich plakietki i przypiął je sobie do kapelusza. Świadomie dążył do uzyskania „efektu Rommla”. Jego armia potrzebowała „nie tylko zwierzchnika, ale i maskotki”: „Przystąpiłem więc do spełniania tej drugiej potrzeby. Pomagało to żołnierzom dostrzec ludzkie cechy w tym, który wysyłał ich do walki. Poza tym przyznam szczerze, że szansa znalezienia się w centrum uwagi była przyjemna również dla mnie. Na początek włożyłem australijski kapelusz”. Showman Monty przybył, a wśród żołnierzy szybko rozeszła się wieść, że nowy dowódca jest jak żaden inny znany im brytyjski generał. Jeśli jeszcze niedawno wszyscy mówili o Rommlu, to teraz tematem numer jeden stał się Monty. „Nowy klimat” w 8. Armii powoli stawał się faktem. 20 sierpnia w ramach przygotowań do ataku na linię wroga pod El-Alamejn Rommel zaczął koncentrować swoje siły pancerne pod Alam el-Halfa. Miała to być akcja ostatniej szansy; jak objaśnił to generał Alfred Gause, jego szef sztabu: „Ostatnia szansa nadarzy się na końcu sierpnia, podczas pełni księżyca. Marszałek Ugo Cavallero obiecał, że do tego czasu przybędzie kilka tankowców, a feldmarszałek Kesselring przyrzekł dostarczać drogą powietrzną pięćset ton paliwa na dzień”. Było wiadomo, że w pierwszym tygodniu września Brytyjczycy otrzymają dodatkowe czołgi, więc koniec sierpnia był optymalną porą na natarcie, które miało pozwolić Rommlowi przedrzeć się przez linię wroga i pomaszerować na Kair. Niepokoiły go dwie rzeczy. Po pierwsze, raf zatopił połowę z pięciu tysięcy ton paliwa, które miało przybyć drogą morską, a pozostała część wciąż jeszcze nie wypłynęła z Włoch. Rommel miał więcej czołgów niż wróg, lecz nie dość paliwa, aby to w pełni wykorzystać, odważyć się nie opóźniać ataku i nie dopuścić do tego, aby brytyjskie siły pancerne zyskały przewagę dzięki otrzymanym posiłkom. Drugą sprawą było jego zdrowie. 21 sierpnia jego doradca medyczny, profesor doktor Horster, poddał 133


Część druga

go gruntownemu badaniu i w wysłanym do Berlina oficjalnym raporcie stwierdził: „Feldmarszałek Rommel cierpi na chroniczny nieżyt żołądka i jelit, błonicę nosa i problemy z krążeniem”. Gause dodał do wiadomości własny wniosek: „Jego stan zdrowia nie pozwala na dowodzenie nadchodzącą ofensywą”. Następnego dnia Rommel napisał do Lucie: „O wiele za niskie ciśnienie, wyczerpanie fizyczne, zalecany odpoczynek przez sześć do ośmiu tygodni. Poprosiłem Naczelne Dowództwo Wehrmachtu o przysłanie zastępcy”. Sugestia Rommla, aby zastąpił go Guderian, jego zdaniem jedyny generał z odpowiednim doświadczeniem i kompetencjami koniecznymi do dowodzenia armią pancerną, została odrzucona. Rommel nie godził się na żadne inne rozwiązanie i zmusił Gausego do zameldowania, że jego stan „poprawił się do tego stopnia, iż może on pod warunkiem stałego nadzoru lekarskiego dowodzić bitwą”. Rommel wiedział, że szanse na powodzenie jego natarcia pod El-Alamejn są nikłe. Rozumiał jednak lepiej niż większość dowódców polowych „wielki projekt”, którego częścią były jego działania operacyjne. Rankiem w dniu ataku generał Bayerlein obserwował, jak Rommel opuszcza swój wóz dowodzenia „z zatroskaną miną” i mówi do doktora Horstera: „Profesorze, decyzja o dzisiejszym ataku jest najtrudniejszą w moim życiu. Albo armii w Rosji uda się przedostać pod Grozny, a nam tu, w Afryce, dotrzeć do Kanału Sueskiego, albo…”. Przy tych słowach, według relacji Bayerleina, Rommel ze zrezygnowaniem machnął ręką. Siły niemieckie w Związku Radzieckim posuwały się na południowy wschód w kierunku Morza Czarnego. Stanowiły północne ramię kleszczy (ich drugim, południowym ramieniem była afrykańska armia Rommla, posuwająca się na wschód w stronę Kairu i Kanału Sueskiego), w których Niemcy chcieli zamknąć pola naftowe na Bliskim Wschodzie, żywotny cel wysiłków wojennych aliantów, i zakończyć wojnę zwycięstwem Rzeszy. Brytyjczycy zdawali sobie sprawę z niebezpieczeństwa; jak chyba nikt inny był go świadom Churchill, który uparcie domagał się, aby jego generałowie w Afryce Północnej powstrzymali Rommla. Brytyjski Zarząd Kontroli Ropy Naftowej szacował, że utrata pól naftowych na Bliskim Wschodzie spowoduje konieczność przetransportowania trzynastu i pół miliona ton ropy z bardziej oddalonych portów, a co za tym idzie, zbudowania dwustu siedemdziesięciu dodatkowych tankowców. Ponieważ w wyznaczonych ramach czasowych było to niewykonalne, Zarząd prognozował, że brytyjskie wysiłki wojenne utkną w martwym punkcie. Jedna z udzielonych przez Zarząd rekomenda134


Rozdział 6 Mont y i Pat ton rozpoczynają polowanie na Rommla

cji dla Komisji Obrony Bliskiego Wschodu brzmiała: „Powinniście wzmóc wysiłki zmierzające do pokonania Rommla”. Ironią losu jest więc, że podczas gdy alianci walczyli pod Alam el-Halfa głównie o panowanie nad polami naftowymi Bliskiego Wschodu, o wyniku tej walki decydowała ilość paliwa, jaką dysponował Afrika Korps. Przewidywano, że może wystarczy go na jeden, ostatni atak, choć wiele zależało od rodzaju piasku i obranej przez Rommla trasy natarcia. Niemieckie czołgi będą musiały przebyć nocą pięćdziesiąt kilometrów przez pola minowe i w „nieznanym terenie”. To drugie może się okazać bardziej kłopotliwe niż to pierwsze: czołgi poruszające się po „miękkim” piasku zużywają trzykrotnie więcej benzyny niż na „twardym” (żwirkowym). Mogło to mieć w efekcie kluczowe znaczenie. patton zostawił eisenhowera w londynie, aby rozrysować ogólny plan operacji „Torch”, i w piątek 21 sierpnia wrócił do Waszyngtonu. W obskurnych biurach na poddaszu Munitions Building przy Constitution Avenue (gdzie początkowo miał siedzibę Departament Wojny, przeniesiony później do Pentagonu) Patton nakreślił swoją rolę w inwazji, której datę ustalono na 8 listopada. Brak danych wywiadowczych na temat Casablanki i planowanych miejsc desantu zmusił go do wysłania pracowników swojego sztabu do księgarni po przewodniki turystyczne. W operacji „Torch” miały wziąć udział trzy zgrupowania operacyjne. Zachodnie Zgrupowanie Operacyjne Pattona miało zdobyć Casablankę, Środkowe Zgrupowanie Operacyjne – Oran, a Wschodnie Zgrupowanie Operacyjne – Algier. Siły Pattona w liczbie dwudziestu czterech tysięcy żołnierzy oraz dwustu pięćdziesięciu czołgów miały wylądować w Feduli, dwadzieścia pięć kilometrów na północ od Casablanki, a także dodatkowo w Port Lyautey, aby zająć jedyne w Maroku lotnisko z betonowym pasem startowym, oraz w Safi, by zablokować wszelkie ruchy francuskiego garnizonu w Marrakeszu. Z początku nic nie wróżyło dobrze. Kontradmirał Henry Hewitt, który miał dowodzić zaangażowaną w operację jednostką amerykańskiej marynarki wojennej, nie potrafił sprecyzować, iloma statkami będzie dysponował. „Nie powalił mnie swoim entuzjazmem” – stwierdził Patton po pierwszym spotkaniu. Hewitt, doświadczywszy na sobie gniewu generała i jego „języka”, poskarżył się przełożonym, że nie może pracować z Pattonem, ale w odpowiedzi usłyszał tylko, że „generał jest dla operacji »Torch« niezbędny”. „A pan niech nie straszy marynarki” – napomniał Pattona Marshall. 135


Część druga

Ta sytuacja wystawiła na próbę nerwy ich obu. Planowali największą kampanię zagraniczną w historii Stanów Zjednoczonych, wymagającą przebycia prawie pięciu tysięcy kilometrów drogą morską i desantu wodno-lądowego na okupowane przez nieprzyjaciela wybrzeże. Sześćdziesiąt osiem okrętów wojennych miało eskortować trzydzieści sześć transportowców wypełnionych żołnierzami, czołgami i sprzętem z Norfolku w Wirginii do Afryki Północnej przez ocean, który stale patrolowały U-Booty. Nie było pewności, czy w ogóle dotrą do Maroka, a jeśli tak, to wysokie, dochodzące do czterech i pół metra fale u wybrzeży Casablanki mogły przewrócić barki desantowe i spowodować ciężkie straty. Patton z kamienną twarzą przyjął wiadomość, że powinien mianować godnego zaufania zastępcę, ponieważ istnieje pięćdziesiąt procent szans, że utonie w czasie desantu. Raporty wywiadowcze wskazywały, że po zejściu wojsk amerykańskich na ląd siły nieprzyjaciela mogą je liczebnie przewyższyć. Chodziło jednak nie o żołnierzy niemieckich, lecz francuskich – nie było wiadomo, czy podejmą walkę, czy złożą broń. Patton stwierdził, że „to jeszcze lepsze niż pieniądze, które moglibyśmy zgarnąć”, i dla rozrywki ułożył ultimatum dla kontrolujących Casablankę Francuzów: dawał im dziesięć minut na kapitulację, po którym to czasie jego żołnierze mieli „spuścić im piekielne manto”. Planując operację „Torch”, Patton musiał także tchnąć ducha walki w swoich żołnierzy – ludzi, którzy nigdy przedtem nie opuścili brzegów Stanów Zjednoczonych, nigdy jeszcze nie byli pod ostrzałem wroga i nigdy nie zabijali. Podnoszenie morale było performance’em, który Patton doprowadził do perfekcji. Za każdym razem przyjeżdżał na miejsce w wojskowym sedanie z wyjącą syreną, w kawaleryjskich butach i bryczesach, ze szpicrutą w ręce. Generał James Doolittle był świadkiem tego, jak w Indio w Kalifornii Patton przemawiał „wysokim, prawie kobiecym głosem”: Nie mogę wam powiedzieć, dokąd jedziemy, ale na pewno tam, gdzie będziemy mogli walczyć z tymi przeklętymi Niemcami. A kiedy tam dojedziemy, na Boga, weźmiemy się do dzieła i wyzabijamy tych gnojów. Nie zastrzelimy skurwysynów tak po prostu. Wyprujemy im flaki i naoliwimy nimi gąsienice naszych czołgów. Będziemy mordowali tych wszawych szkopów jednego po drugim.

Według Lindseya Nelsona, który słyszał przemówienie w Fort Bragg w Karolinie Północnej, Patton posunął się za daleko. Po jego słowach: „Będziemy gwałcić ich kobiety, plądrować miasta i zapędzimy tych tchórzliwych skurwysynów do morza”, pielęgniarki z obozowej przychodni dentystycznej 136


Rozdział 6 Mont y i Pat ton rozpoczynają polowanie na Rommla

demonstracyjnie opuściły spotkanie. Niezaprzeczalnie imponowało to jednak żołnierzom. Przemówienie w Fort Bragg słyszał także generał Edwin Randle: „Pod koniec wszyscy wiwatowali, były to szczere, spontaniczne wiwaty. Słychać było okrzyki: »Jeszcze! Jeszcze!«. Nigdy przedtem nie słyszeli, aby generał tak się wyrażał. Zrobił piorunujące wrażenie”. wieczorem 30 sierpnia Rommel napisał do Lucie: „Tyle się martwiłem o ten dzień, ale podejmę to ryzyko, ponieważ nigdy już faza księżyca i stosunek sił nie będą mi tak sprzyjały. Tak wiele od tego zależy. Jeśli mi się uda, może to wpłynąć decydująco na przebieg wojny”. Atak rozpoczął się o godzinie dwudziestej trzeciej. Rommel kazał „swoim Włochom” przypuścić frontalny atak na linię Monty’ego pod El-Alamejn, aby związać Brytyjczyków walką, tymczasem Afrika Korps ruszył na południe przez dwudziestokilometrową lukę (chronioną tylko przez pola minowe) między jego najdalej wysuniętym na południe punktem a depresją El-Kattara. Niemieckie czołgi miały następnie odbić na północ, minąć grzbiet Alam el-Halfa i dojść do morza, zamykając 8. Armię w pułapce między Włochami od przodu i Niemcami od tyłu. Było to łatwe do przewidzenia i Rommel o tym wiedział. Auchinleck planował wcześniej obronę na wypadek takiego rozwoju sytuacji. Monty udał, że żadnych takich planów nie było, i przygotował obronę przeciwko identycznej ofensywie. Rommel jednak zamierzał wykonać atak tak szybko, aby Brytyjczycy nie mogli sobie z nim poradzić: miała to być szybka bitwa pancerna o zmiennym przebiegu, która wprawi ociężałego wroga w oszołomienie. Od początku nic nie szło po jego myśli. Czołgi miały pokonać prawie pięćdziesiąt kilometrów w ciągu siedmiu godzin, w ciemnościach i przez pola minowe, które okazały się rozleglejsze, niż sugerował wcześniejszy rekonesans. Zespoły saperów oczyszczających drogę dla czołgów pracowały bardzo powoli: brakowało wykrywaczy min i niektórzy musieli badać teren za pomocą bagnetów. Flary spadochronowe oświetlały oczekujące na możliwość przejazdu czołgi i ciężarówki, które stały się łatwym celem dla brytyjskiej artylerii. Gdy wszystkie czołgi zdołały pokonać trasę, była już ósma rano. Bayerlein, dowodzący Afrika Korps, ujawnił później, że pierwszego ranka Rommel chciał przerwać bitwę, jak tylko stało się jasne, że nie osiągną efektu zaskoczenia. „Nakłoniłem go, aby pozwolił mi kontynuować” – wyznał Bayerlein. Gdyby Rommel był w pełni sił, możliwe, że zaufałby swoim instynktownym przeczuciom, że bitwa już jest przegrana. 137


Część druga

Niemieckie czołgi były intensywnie bombardowane przez raf i ostrzeliwane przez artylerię i czołgi 7. Brygady Pancernej, która okopała się na grzbiecie Alam el-Halfa. Bayerlein przyznał, że „siła obrony” okazała się przytłaczająca. Biografowie Montgomery’ego opowiadają, jak wcześniej wskazał on na mapie Alam el-Halfa i oświadczył, że Rommel zaatakuje właśnie tutaj. Wzmocnił obronę przygotowaną już przez Auchinlecka, który także to przewidział. Po dwóch dniach nieustających bombardowań i ostrzału (w pewnym momencie Rommel uratował się tylko dzięki temu, że rzucił się do rowu, kiedy został trafiony sąsiedni pojazd) Afrika Korps nie miał wyjścia: pozostało tylko wycofać się. Stracił pięćdziesiąt czołgów i tyle samo dział artyleryjskich, podczas gdy straty 8. Armii wyniosły siedemdziesiąt czołgów i dwadzieścia dział. Dla Brytyjczyków straty te były do zniesienia, ale dla Niemców już nie. Losy bitwy mogły się jeszcze odwrócić na korzyść Rommla, gdyby czołgi 7. Brygady Pancernej ruszyły w pogoń za niemieckimi czołgami przez pole minowe, ale Monty dobrze wiedział, czym grozi otwarte starcie z mistrzem wojny ruchomej. We własnym przekonaniu Rommel został zatrzymany (bo nie uważał się bynajmniej za p o k o n a n e g o) nie przez 8. Armię, lecz przez raf i braki paliwa. W liście z 4 września tłumaczył Lucie: „Moja ofensywa musiała stanąć z powodu niedoborów zaopatrzeniowych i przewagi wroga w powietrzu. Gdyby nie to, odnieślibyśmy zwycięstwo. Dziś po raz pierwszy od rozpoczęcia ataku wróciłem na stanowisko dowodzenia. Udało mi się nawet zdjąć buty i wykąpać się”. Skumulowany efekt choroby Rommla, braku paliwa, raf-owskiej ofensywy z powietrza oraz dobrze przygotowanej obrony brytyjskiej nasunęły niektórym historykom wniosek, że Alam el-Halfa było dla Monty’ego prostym zwycięstwem, za które nie należy mu się specjalne uznanie. Ta bitwa mogła jednak równie łatwo zostać przegrana. Poprzedni brytyjscy dowódcy, gdy rozmaite czynniki, podobnie jak tutaj, przemawiały na ich korzyść, dawali się wciągnąć w walkę na warunkach, które dyktował Rommel – i przegrywali. Rommel znał swoje atuty i zamierzał przechytrzyć nowego brytyjskiego dowódcę w ten sam sposób. Monty zaś zdawał sobie sprawę, że sam radzi sobie najgorzej w takiej właśnie szybkiej bitwie o zmiennym przebiegu i że walka musi się odbywać na j e g o warunkach. Nie będzie zatem bezpośredniej bitwy pancernej ani pancernej „szarży kawaleryjskiej”, proponowanej przez dowódcę 7. Brygady Pancernej generała Jamesa Rentona, który był ciekaw, kiedy „spuszczą czołgi ze smyczy”. Pociski artylerii i bomby raf-u sukcesywnie zmniejszały liczebność wroga, a 8. Armia miała czekać cierpliwie, aż Rommel „uderzy na cztery138


Rozdział 6 Mont y i Pat ton rozpoczynają polowanie na Rommla

sta czołgów, okopanych na swoich pozycjach i osłanianych przez sześciofuntowe działa przeciwpancerne […] i poniesie ciężkie straty”. Słuszność taktyki Montgomery’ego potwierdził sam Rommel: Brytyjskie siły lądowe prawie się nie pokazały. Montgomery nie podjął próby zmasowanego ataku i odzyskania południowej części swojej linii, co prawdopodobnie i tak by mu się nie udało. Oparł się za to na skuteczności swojej niesamowicie potężnej artylerii i sił powietrznych, a także atakach nękających 7. Brygady Pancernej. Nie ma wątpliwości, że sposób, w jaki brytyjski dowódca rozegrał tę akcję, był ze wszech miar słuszny i dostosowany do sytuacji, ponieważ pozwolił mu zadać nam ciężkie straty przy stosunkowo niewielkich stratach własnych i zachować siłę uderzeniową własnych wojsk.

Monty był rozradowany i 8 września napisał do swego syna Davida: „Bój, który toczyłem z Rommlem, dobiegł końca. Pokonałem go i spodziewam się, że przeczytasz na ten temat wiele w gazetach. Sprawiło mi to ogromną frajdę”. Jego sukces, tak jak przewidywał, trafił na pierwsze strony brytyjskich gazet, ale premier był daleki od satysfakcji. Monty pokonał Rommla w bitwie d e f e n s y w n e j. Churchill chciał, aby Rommel został pokonany w bitwie o f e n s y w n e j, i nalegał, aby czym prędzej podjęto taką próbę. Monty odparł, że potrzebny mu dodatkowy sprzęt przybędzie najwcześniej w październiku, a potem napisał: „Premier zasygnalizował, że atak musi nastąpić we wrześniu […]. Nie zgodziłem się zaatakować przed październikiem; jeśli zarządzi natarcie we wrześniu, będą musieli znaleźć kogoś innego do tej roboty. Po Alam el-Halfa moje akcje mocno zwyżkowały! Nie było więcej mowy o wrześniowym ataku”.


Przyszłość Europy zależała od wyniku tej gry. Patton, Montgomery i Rommel – tytani wojny pancernej i militarni geniusze. Gdyby postawić ich na jednym ringu, polałaby się krew. Gry wojenne to książka o zaciekłej rywalizacji trzech wielkich dowódców. Od pancernych rajdów po pustynnym piachu, przez inwazję na zbyt małą dla tej trójki Sycylię aż do kulminacyjnego starcia na plażach Normandii. Stawką jest wygranie wojny. Terry Brighton pokazuje, jak historia i losy całych armii zależą od emocji i wielkich ambicji charyzmatycznych dowódców.



Patton o Rommlu: „Obie armie mogłyby się nam przypatrywać. Ja strzelałbym do niego, on do mnie. Gdybym go zabił, zostałbym mistrzem. Ameryka wygrałaby wojnę”. Rommel o Montym: „Montgomery to fachowiec. Nigdy nie popełnił poważnego błedu”. Monty o Pattonie: „Mam nadzieję, że Patton, zamiast się ciągle przechwalać, zacznie działać”. Patton o Montym: „Mały zarozumiały Angol. W każdej chwili mogę pokonać w walce tego małego pierdołę”.

W serii GRY WOJENNE

Cena detal. 49,90 zł


Gry wojenne