Page 1

Holly Webb

I TAJEMNICZE LUSTRO

I TAJEMNICZE LUSTRO


Holly Webb

I TAJEMNICZE LUSTRO

tłumaczenie Jędrzej Kogut

KRAKÓW 2014


1 – Czemu mi się tak przyglądasz? – spytała Laura, patrząc na Emilię znad grzanki. – Wcale się nie przyglądam!  – Emilia chciała, żeby zabrzmiało to przekonująco, co wcale nie było łatwe. Przypatrywała się Laurze, mimo że nie chciała. Cały czas łapała się na gapieniu się na wszystkich członków rodziny. Na Lilię, Laurę, Roberta, Mamę i Tatę. Trudno się dziwić. Ledwie tydzień temu dowiedziała się, że jest adoptowana. I to nawet nie tak porządnie adoptowana – po

7


prostu znaleziona. Podmienione dziecko. Emilka myślała o tym, gmerając łyżką w  misce płatków. W  końcu stwierdziła, że jednak nie jest głodna. Podmienione dzieci to historia. Takie rzeczy nie powinny się przytrafiać w  dzisiejszych czasach. Starsze siostry, którym na twoich oczach wyrastają skrzydła, też nie są czymś normalnym. Według większości ludzi wróżki nie istnieją. Emilka wiedziała na pewno, że większość ludzi nie ma racji – w końcu mieszkała z pięcioma wróżkami. – Znowu to robisz!  – Laura odłożyła grzankę i  popatrzyła na siostrę.  – Coś jest nie tak z  moim makijażem? O  co chodzi? – Nie… A przynajmniej nie bardziej niż zazwyczaj  – powiedziała Emilia i  wzru-

8


szyła ramionami. Laura uwielbiała błyszczące cienie do powiek, ale w jej szkole uczennice nie mogły mieć makijażu, więc malowała się tylko w weekendy. Przez to spędzała w  łazience co najmniej pół godziny, próbując nałożyć każdy kosmetyk, który znalazła. Dzisiaj na końcówkach rzęs miała fioletowe kryształki. – Czy ty cokolwiek widzisz?  – spytała Emilia, pochylając się nad stolikiem i wpatrując w pióropusz jej rzęs. – Oczywiście  – odpowiedziała ze zdenerwowaniem Laura. Popatrzyła gniewnie na siostrę i  zatrzepotała rzęsami, a  małe kryształki zaczęły się trząść. Em przygryzła wargę i  patrzyła, jak fioletowym błyskotkom wyrastają połyskujące skrzydła, po czym odlatują, bzycząc i  brzęcząc wokół włosów Laury. Dopiero po chwili

9


z powrotem usiadły na jej rzęsach. Emilka nie była przekonana, czy ten makijaż to małe zaczarowane insekty, czy zwyczajne świecidełka, które zdają się latać, bo siostra rzuciła zaklęcie. – Jasne, widzi wszystko idealnie. Właśnie dlatego spadła ze schodów  – dodała Lilia, delikatnie dźgając bliźniaczkę łokciem, po czym rozsmarowała dżem na kolejnym toście. Lilia i Laura nie były identycznymi bliźniaczkami, nawet jeśli nie brać pod uwagę obsesji Laury na punkcie świecidełek. Laura miała blond włosy, Lilia  – brązowawe w pasemka. Mimo że dziewczynki łatwo było odróżnić, to i tak coś w nich sprawiało, że na pierwszy rzut oka każdy widział, że są siostrami. Młodszy brat Emilki, Robert, miał podobnie jak one lekko spiczasty

10


podbródek i ogromne oczy. Pasowali do siebie. Brak podobieństwa do reszty rodziny był jedną z pierwszych rzeczy, które sprawiły, że Emilia zaczęła się zastanawiać, czemu nie zawsze czuła się jej częścią. Wyglądała normalnie. Miała ciemne pofalowane włosy, które kręciły się w dobre dni i tragicznie plątały po wyjściu z łóżka. Do tego ładne ciemne oczy. Ale nie miała tej uderzającej urody co reszta. Nawet jej tata był piękny. Dziennikarze, którzy rozmawiali z nim o jego powieściach, zazwyczaj mówili więcej o  jego kościach policzkowych i włosach srebrzystych jak u  gwiazdora fi lmowego niż o  samych książkach. – Jak nie przestaniesz się na mnie gapić, to załatwię ci, że będziesz miała na co

11


patrzeć – powiedziała Laura i uśmiechnęła się z wyższością. – To tylko czary? To coś?  – spytała Emilia. – Ciągle zapominam, jak ty mało wiesz… – odpowiedziała Laura i przewróciła oczami. – No to mi powiedz!  – sapnęła Emilia, ale siostry tylko spojrzały po sobie i w idealnej bliźniaczej synchronizacji wzruszyły ramionami. – Spytaj Mamy  – powiedziała Laura.  – Lub Taty. Powodzenia, jeśli chcesz dzisiaj usłyszeć od niego cokolwiek sensownego. Kiedy zapytałam, czy będzie jadł śniadanie, odburknął, że to dobre pytanie, i  chciał się dowiedzieć, czy uważam, że zęby muszą być do czegoś przymocowane. Ewidentnie wymyśla kolejnego potwora.

12


– No, dobra – westchnęła Emilia.  – To powiedzcie mi o tych żuczkach na rzęsach. Nie zamieniłaś tych błyskotek w  żuki, tak? – Em, nie powinnyśmy tutaj korzystać z magii – wyjaśniła Lilia. Zawsze wykazywała się większą cierpliwością niż Laura. To zazwyczaj ona przekonywała swoją siostrę bliźniaczkę, że Emilia może spędzać z nimi czas. Teraz, gdy miały trzynaście lat, wydawały się nagle dużo starsze i zdecydowanie zbyt dorosłe na zabawy z młodszym rodzeństwem. – Ale Laura sprawiła, że je widziałam! – zaprotestowała Emilka.  – To nie jest używanie magii? – No cóż, jest – przyznała Laura. – Ale tylko troszeczkę. Nikt się na to nie poskarży. Mama i Tata nawet nie zauważą.

13


– Nie rozumiem, czemu nie malujesz się zaklęciami – wymamrotała Emilka. – Może wtedy poranne przygotowania do wyjścia nie zajmowałyby ci tyle czasu. – Bo nie mogę.  – Laura ewidentnie chciała powiedzieć coś nieprzyjemnego, ale Lilia delikatnie ją szturchnęła, więc dodała całkiem miło: – Gdybym zrobiła taki makijaż, to musiałby się utrzymać przez cały dzień, prawda? – Niekoniecznie  – wypaliła Emilka. W końcu Laura potrafiła cztery razy dziennie przemalowywać paznokcie, jeśli tylko naszła ją ochota. – To już byłoby pełne zaklęcie zauroczenia –  wyjaśniła Lilia.  – Sprawiałoby, że w twoich oczach wyglądałaby inaczej niż w  rzeczywistości. Zresztą nie tylko w  twoich, chodziłoby o  każdego, kogo

14


spotka. Dodatkowo zaklęcie musiałoby działać przez cały czas. To już jest mnóstwo magii. – Mhm… – Emilia kiwnęła głową, bo zrozumiała różnicę. – Więc co by się stało, gdybyś to zrobiła? Coś okropnego? – spytała i zmarszczyła brwi, zastanawiając się, co to może być. Niebo spadające na głowy? A  może nagłe pojawienie się latających smoków, gotowych do spalenia jej siostry na popiół? – Dostałabym szlaban od Mamy  – odpowiedziała Laura i  wepchnęła sobie do buzi ostatni kęs grzanki, po czym wstała i wyszła do ogródka. Emilka westchnęła i  zupełnie bez celu zaczęła mieszać łyżką resztę mleka. Ciągle nie rozumiała tak wielu rzeczy. Cieszyła się, że Oliwer – jej tata – przed laty

15


przyniósł ją do domu, po tym jak znalazł ją porzuconą na brzegu rzeki. Oczywiście, że się cieszyła – nie potrafiła sobie wyobrazić życia gdziekolwiek indziej. Ale przez cały ostatni tydzień ciągle myślała o swoich prawdziwych rodzicach. Czemu zostawili ją zawiniętą w kocyk nad rzeką? Bez przerwy wyobrażała sobie ten dzień. Jej przybrany tata spacerujący pod wierzbami, tuż przy rzece – mówił, że to było piękne popołudnie  – nagle natyka się na dziwne zawiniątko. Czy jej prawdziwa mama kryła się gdzieś blisko przez cały ten czas, sprawdzając, czy ktoś znajdzie jej dziecko? Czy chciała wyskoczyć i  porwać ją z  powrotem? I kim Emilka byłaby dzisiaj, gdyby jednak jej nie porzuciła?

16


– Może twoi prawdziwi rodzice to świetni kucharze – zasugerował Robert, gdy patrzył, jak Em zdejmuje gorące babeczki z blachy do pieczenia i ciągle dmucha na palce. Ich ogromny czarny pies Mruk również się temu przyglądał, przysuwając się coraz bliżej. Był tak duży, że pyskiem dostawał do babeczek i dotykał ich wąsami. Emilia podniosła wzrok tak gwałtownie, że zapomniała o tym, co robi, i jedno ciastko stoczyło się ze stołu. Robert chwycił je błyskawicznie, zanim dotknęło podłogi, po czym cały się rozpromienił: – Nic się nie stało, mogę ją zjeść. Zasada trzech sekund. Mruk spojrzał na niego. Wszystko, co spadło ze stołu, należało do niego i  obaj o tym wiedzieli.

17


– Nawet nie dotknęła podłogi! – zaprotestowała Emilia. – Niewiele brakowało – powiedział Robert z uśmiechem. – Naprawdę nic się nie stało. Dobrze wiesz, że ktoś ją musi zjeść. Myślisz, że mam rację? Co do twoich rodziców? – Nie wiem – odpowiedziała Emilia, po czym obróciła się, żeby włożyć blachę do zlewu. – Nie myślałam o tym. – Kłamczucha.  – Robert zaczął obdzierać papierek z  babeczki.  – Pachnie niesamowicie – powiedział, mocno dmuchając na gorące ciastko. – Co jest w środku? Czekolada i… hmm… – Pomarańcza  – wymamrotała Emilia i  siadła na stole tuż koło niego. Wyciągnęła babeczkę dla siebie. Czuła, że zasłużyła na jedną.

18


– Jesteś na mnie zła, bo pytam o twoich rodziców?  – spytał z  pełnymi ustami Robert. – Nie  – westchnęła Emilia. Domyślała się, że musi być równie zaciekawiony jak ona. Spojrzała na niego i nagle coś jej wpadło do głowy.  – Kiedy dowiedziałeś się, że wcale nie jestem twoją siostrą? Robert był młodszy od niej o  dwa lata. Urodził się już po tym, jak rodzice ją adoptowali, więc w którymś momencie musieli mu powiedzieć prawdę. Robert wybrał ze swojej babeczki kilka kawałków czekolady i zaczął je oblizywać, patrząc na nią z zadumą. – Chyba jak miałem pięć lat. Może sześć? Na tyle dużo, żeby zrozumieć, że nie mogę ci nic powiedzieć. Chociaż to nieistotne. Zawsze tu byłaś i  zawsze

19


będziesz. – Wzruszył ramionami.  – Przyzwyczaiłem się do tajemnic. Mama na początku musiała mnie zaczarować. Nie miała wyjścia. Inaczej każdy w  przedszkolu usłyszałby, że potrafię latać. Emilka kiwnęła głową i  znów poczuła się gorzej. Rozumiała wszystko, ale to było silniejsze od niej. Nie dość, że tak naprawdę nie urodziła się jako członek tej rodziny (nie była nawet przedstawicielką tego samego gatunku), to jeszcze wszyscy o tym wiedzieli i ukrywali to przed nią. Czuła się, jakby obgadywali ją za plecami. – Ale i  tak wiedziałem, że jesteś inna  – dodał Robert. – To czuć. Tak samo wyczuwam innych ludzi. Ale wtedy jeszcze niewiele z tego rozumiałem. – W  jaki sposób to czujesz?  – spytała Emilia i zmarszczyła brwi.

20


– Tak po prostu – wzruszył ramionami, po czym spojrzał na nią i zauważył jej zagubioną, zawiedzioną minę.  – Ciężko to wytłumaczyć. No, dobra, dobra… Jesteśmy inaczej zbudowani. Chodzi mi o to, że teraz wyglądamy jak ludzie, ale widziałaś naszą prawdziwą postać. Wtedy gdy powiedzieliśmy ci prawdę. Em kiwała głową i przypominała sobie wszystko. Pokazali jej się wszyscy, jedno po drugim. Udekorowane przepięknymi wzorami skrzydła wyrastające z  ramion. Ich twarze też się zmieniały – oczy były jeszcze większe niż na co dzień, poza tym świeciły magicznym blaskiem. Mimo szoku Emilka rozumiała, że tak wyglądają w  rzeczywistości. Wyglądali tak jak powinni. I zupełnie inaczej niż ona.

21


Emilka Piórko jest dziesięciolatką, która właśnie odkryła, że w dzieciństwie została adoptowana przez rodzinę wróżek. Tymczasem ma problem w szkole, bo dokucza jej złośliwa koleżanka. Co więcej, jedna z wróżek prosi ją o pomoc. Trzeba jak najszybciej znaleźć drzwi do magicznego świata!

Poznaj niezwykłe przygody Emilki Piórko!

Cena 17,90 zï MAGAZYN

Holly Webb, "Emilka Piórko i tajemnicze lustro"  
Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you