Page 1

Czarna

kawaleria

Żołnierz polski walczy o wolność wszystkich narodów, ale umiera tylko dla Polski. gen. Stanisław Maczek


Kacper Śledziński

Czarna kawaleria Bojowy szlak pancernych Maczka

Wydawnictwo Znak Kraków 2011


ROZDZIAŁ 11

Przełamanie

G

enerał Maczek przebiegł oczami treść rozkazu nadesłanego ze sztabu II Korpusu. „Pierwotny plan – zamknąć «worek» w mieście Trun, na południowy wschód od Falaise. Dowódca korpusu wyznacza do tego zadania 1. polską i 4. kanadyjską dywizje pancerne. Polska dywizja ma przekroczyć rzekę Dives i działać równolegle z kanadyjską dywizją wzdłuż rzeki na południe”1. Generał oddał kartkę Stankiewiczowi, sam natomiast rzucił okiem na mapę. Spokojnie, bez pośpiechu odnalazł Jort. Małe miasteczko rozsiadło się okrakiem na rzece Dives, niedaleko linii kolejowej biegnącej z północy na południe. Przez chwilę wpatrywał się w tę okolicę, odnotowując w sąsiedztwie Jort wieś Vendeuvre i miasto Sassy, w którym powinna być piechota kanadyjska. Wreszcie przeniósł wzrok na obszar między Jort i Trun. Obie miejscowości łączyła dolina rzeki Dives. Tędy zamierzał puścić swoje dwie szybkie dywizje generał Simonds. Była to droga kusząca. Maczkowi wystarczyła chwila, aby znaleźć jej mankamenty. Poprosił więc o połączenie telefoniczne z Simondsem. Rozmowa ograniczyła się tylko do konkretnych uwag. [Kanadyjczyk] zaaprobował jednak mój projekt – pisał Maczek – objęcia działaniem polskiej dywizji dominujących wzgórz 5–6 km na wschód od rzeki, mimo pewnego ryzyka rozdzielenia sił. Doświadczenie bowiem z 8–10 sierpnia ostrzegało przed defilowaniem otwartym skrzydłem wobec panujących nad terenem wzgórz, nie objętych 1

T. Wysocki, 1. Polska Dywizja Pancerna 1939–1947. Geneza i dzieje, Warszawa 1994, s. 124.


304

III.

THE BLOODY POLES

natarciem własnym. Poprawka ta okaże się na przyszłość niezmiernie zbawienna wobec kontrakcji niemieckiego korpusu pancernego SS z zewnątrz worka od wschodu, dla którego posiadanie wzgórz dałoby z miejsca przewagę taktyczną nad naszą dywizją”2.

Nocą z 14 na 15 sierpnia dywizja ruszyła na wschodnie skrzydło II Korpusu, przechodząc po tyłach atakujących akurat trzech kanadyjskich dywizji piechoty. Mimo obaw obyło się bez zamieszania i kolizji. Dwie kolumny dywizji: lewa na Vendeuvre, prawa przez Sassy na Jort, prowadził 10. Pułk Strzelców Konnych. Major Jan Maciejowski, nazywany przez własnych żołnierzy Maciejem, otrzymał od Maczka osobny rozkaz. Musiał nie tylko rozpoznać okolice Jort, ale zdobyć i zabezpieczyć przeprawę przez Dives. W tym celu dostał dywizjon niszczycieli – samobieżnych dział przeciwpancernych z armatą kaliber 76,2 mm, szwadron dragonów i pluton saperów. Było wczesne przedpołudnie. Lekka mgła okrywała faliste pola Normandii. Pułk szedł szybko, ale ostrożnie, przytulony do zakryć terenowych. „Dowódca umie tak poprowadzić i  zaczaić pułk, jakby to chodziło o  oddział komandosów”3. Wreszcie żołnierze doszli na wysokość Sassy. Uwagę majora zwróciły wzgórza na północ od miasta. Tam zamierzał się zatrzymać i przygotować pułk do ataku. Mapa podpowiedziała mu, że najpierw trzeba zdobyć wzgórza 74 i 76 leżące po północno-zachodniej stronie Jort, potem tor kolejowy, a na koniec przeprawy i miasto. Szwadrony rozwinęły się wachlarzem do ataku: 3. na lewym skrzydle rozpoznawał las pod Vendeuvre, gdzie broniła się niemiecka piechota. Na wzgórze 76 wspięły się 2. szwadron i niszczyciele. Z tej pozycji rotmistrz Gutowski miał doskonały widok na przeciwny brzeg rzeki. I właśnie tam, po drugiej stronie, zauważył działa przeciwpancerne, osiemdziesiątki ósemki i pantery. Rozpoczęła się ostra strzelanina. Armaty cromwelli rozgrzały się od pocisków. Gaz szczypał czołgistów w oczy, drapał w gardle i mdlił. Nie pomagały otwarte włazy ani włączone wentylatory. Czołgi krążyły po wzgórzu, trzęsły się od wystrzałów, ale szkód przeciwnikowi nie robiły. Ich zadaniem było ubezpieczanie 1. szwadronu do czasu, aż nadejdą niszczyciele. 2

3

S. Maczek, Od podwody do czołga. Wspomnienia wojenne 1918–1945, Lublin – Londyn 1990, s. 157. K. Pruszyński, Czarna Brygada. Wspomnienia normandzkie, Kraków 1994, s. 31.


11.

Przełamanie

305

Ksawery Pruszyński przytulony do peryskopu obserwował przedpole. Wzgórze spadało lekkim stokiem ku rzece, tu i ówdzie rosły drzewa owocowe, gdzieś zazielenił się na moment żywopłot. Wzrok biegł dalej, kierowany celownikiem karabinu, z którego porucznik od czasu do czasu puszczał serię: […] równo, nieprzerwanie. […] Aż… [Pruszyński] przerywa ogień. Co się stało? Po tylu wstrząsach od strzałów działka nie zauważyłby nawet tego nowego wstrząsu. Nawet w części, w ułamku nie to, co wtedy gdy stoczyli się w jar. Ale dlaczego naraz taka cisza? Motor stanął? Co to za ruch za nim w wieży. Dlaczego kierowca?… […] – Panie poruczniku! Wychodzić, wychodzić! [Pruszyński] rozumie. Zresztą błękitnawe wybuchy z  dna czołgu mówią więcej4.

Podporucznik Ksawery Pruszyński, korespondent wojenny i strzelec konny 2. szwadronu 10. Pułku Strzelców Konnych, miał połamane żebra i pęknięty jeden z kręgów kręgosłupa. Jeszcze o własnych siłach wygramolił się z płonącej maszyny, ale nie był w stanie iść dalej. Leżącego na trawie obok dopalającego się czołgu zabrano na tyły, opatrzono mu rany i odesłano do szpitala. Przeżył, ale do 10. Pułku Strzelców Konnych już nie wrócił. Wszystkie trzy szwadrony, łącznie ze znajdującym się w centrum 1., prowadziły nieustanny ogień. Do koncertu dołączyła się również artyleria kanadyjska i moździerze – z obu stron rzeki. Szwadrony jednak stały w miejscu. Major nie dawał jeszcze sygnału do ataku. Obserwował spokojnie przeciwnika. Szukał jego słabego punktu i tam zamierzał zadać cios. Tymczasem rotmistrz Jerzy Wasilewski wychylił się z wieży cromwella. Wypatruję cele – pisał – i raptem w lornetce na ciemnym tle ukazuje się świetlny punkcik, który rośnie i pędzi dokładnie po linii mojego wzroku. Nawet zauważyłem jego niedużą krzywą balistyczną. Chowam się do wieży i czuję podmuch na berecie. Obliczam, że pocisk leciał około minuty i obserwowałem część jego przelotu przez kilka sekund5. 4 5

Idem, Odejścia i powroty, w: idem, Opowieści, Warszawa 1965, s. 67–68. J. Wasilewski, Jort, w: J. Nowakowski, A. Położyński, M. Kowalski, Z dziejów 10. pułku strzelców konnych, Warszawa 1982, s. 105.


306

III.

THE BLOODY POLES

Jeszcze rotmistrz nie ochłonął po niesamowitym przeżyciu, a już usłyszał w słuchawkach głos Maciejowskiego. Major, widząc, że na prawej flance 2. szwadron i niszczyciele zostali zaatakowani przez tygrysy i pantery, zdecydował uderzyć 1. szwadronem w centrum, przez tor kolejowy na Jort. Wasilewski doprowadził szwadron do nasypu kolejowego, nieustannie młócąc z broni maszynowej do broniącej się piechoty w stojącym nieopodal budynku stacji. Do miasteczka było już blisko, około 100 metrów. Rotmistrz nie miał jednak zamiaru pchać się w jego wąskie uliczki. Wysadzam przednich strzelców i podporucznika Zbyszka Maksymowicza z zadaniem zdobycia wiadomości o nieprzyjacielu. Wspieram ich naszymi czternastoma kaemami. W ciągu kilku minut wzięto dwóch jeńców. Wsadzamy jeńców z tłumaczem do leja dla osłony i pod lufą mojego działa mają zeznawać, ale nie można się z nimi dogadać po niemiecku. Pomijając dobre maniery, zakląłem siarczyście po rosyjsku od najgorszych. Na to kapral jeniec krzyczy: – Panoczku, nie strzelaj, ja toże gawariu po ruski6.

Jeniec okazał się niezwykle pomocny. Odpowiadał na każde pytanie, sam często dodając coś od siebie. Z tego potoku słów Wasilewski zapamiętał i przekazał Maciejowskiemu dwie najistotniejsze informacje. Po pierwsze, w Jort siedział batalion piechoty. Po drugie, jeden most już został zniszczony, drugi był przygotowany do wysadzenia. Na koniec jeniec wskazał bardzo dokładnie bród i wytłumaczył, jak go przejechać. Nie kłamał! Szwadron liczący już tylko 7 czołgów przedostał się na drugą stronę Dives. Cromwelle zakręciły ku miastu luźnym szykiem. Porucznik Józef Wąsowski, zastępca Wasilewskiego, uznał, że można wroga „okrążyć głębiej”. Rotmistrz zezwolił. Rozciągnął więc swój pluton szerzej i zwiększając prędkość, poszedł łukiem między wybuchy niemieckiej artylerii i czołgów. Stał w wieży, obserwował ruchy nieprzyjaciela, kiedy nagle, niespodziewanie pocisk trafił go prosto w głowę. „Walka jest jednak tak zaciekła, że reszta załogi nie ma czasu wyrzucić trupa. Czołg jedzie tak wśród dymów i strzela, mając w wieży nad sobą skrwawiony kadłub bez głowy. Ręce dowódcy czepiły się kurczowo brzegów wieży i tak zostały. Z trupem tym w wieży pędzili, strzelali i walczyli prawie godzinę”7. 6 7

Ibidem. K. Pruszyński, Czarna Brygada, op. cit., s. 34.


11.

Przełamanie

307

W tym czasie po zachodniej stronie rzeki 3. szwadron Cieślińskiego wyganiał Niemców z lasu i razem z dragonami kierował się na Vendeuvre. Był już wieczór i na pole bitwy pod Jort zaczęła ściągać 10. Brygada Kawalerii Pancernej. Z marszu weszła do walki. 1. Pułk poszedł na Vendeuvre, 2. przeszedł przez Dives po południowej stronie miasteczka. Kiedy walki w Vendeuvre i Jort jeszcze trwały, nad brzegiem rzeki zjawił się pluton saperów podporucznika Borchólskiego. Rozkazy dowództwa dywizji przydzieliły 10. kompanię saperów do 10. Brygady Kawalerii Pancernej, a porucznik z plutonem „prawie już etatowo [był] przy nacierających pułkach pancernych, zwłaszcza przy pułku rozpoznawczym”8. 8 sierpnia 8

M. Borchólski, Z saperami generała Maczka, Warszawa 1990, s. 119.


308

III.

THE BLOODY POLES

pułkownik Majewski wysłał pluton wraz z 2. Pułkiem Pancernym na lewe skrzydło brygady. Borchólski był świadkiem rozbicia pułku Koszutskiego. Potem przyszły dni mozolnego oczyszczania pól minowych; 12 sierpnia wykopano 324 miny! 15 sierpnia, w święto Wojska Polskiego, Borchólski dostał rozkaz dołączenia do 10. Pułku Strzelców Konnych. Half-tracki saperów wjechały w pola, gdyż drogi były zajęte przez kolumny dywizji, i pognały na Jort. Już na miejscu okazało się, że najlepsze miejsce na budowę mostu jest po południowej stronie miasteczka. Musiał jednak Borchólski czekać z rozpoczęciem prac, aż strzelcy zdobędą i umocnią przeprawę. Mijały godziny, a pod Jort zaczęły ściągać pułki brygady. Szwadron z 2. Pułku zapewnił saperom wsparcie ogniowe, można było zacząć pracę. Na sąsiedni brzeg wysłano saperów, aby zorientowali się w miałkości brzegu. […] w pewnym momencie z krzaków przed nimi wyskoczył żołnierz niemiecki. Był bez broni, ręce trzymał do góry, biegł szybko do nas krzycząc: „Polonais, Polonais! ”. Stałem nad samą rzeką przy drzewie – pisał Borchólski – i widząc, co się dzieje, krzyknąłem: „Nie strzelać!”. Żołnierz przybiegł do rzeki, rzucił się wpław, przeszedł rzekę i upadł przede mną. Był przerażony, wystraszony i u kresu sił. Powiedział tylko, łapiąc z trudem oddech: „Panie poruczniku… mam brata w Londynie… jestem z Poznania!9.

Było to kolejne, lecz nieostatnie spotkanie z Polakiem uciekającym z Wehrmachtu. Żołnierz trafił na tyły. Zanim wrócił na front musiał przejść przez wymaganą przepisami weryfikację i zmianę nazwiska. Saperzy rozpoczęli budowę przeprawy z drzew rosnących w sadzie. Nie minęły dwie godziny, a  nie było po nich śladu. Za to na dnie rzeki leżał umocniony bród, po którym zaczęły się przeprawiać czołgi 2. Pułku Pancernego. Nie była to jednak ostatnia przeprawa zbudowana pod Jort. Ponieważ bale mimo wszelkich starań saperów nie wytrzymywały, rozjeżdżały się i trzeba je było stale poprawiać, rozpoczęto budowę prostego w konstrukcji, składanego z gotowych części mostu Baileya. Most powstał, kiedy już w  Jort i  Vendeuvre znalazła się 3. Brygada Strzelców, luzując 10. Brygadę Kawalerii Pancernej i umacniając przeprawy. 9

Ibidem, s. 127.


11.

Przełamanie

309

Rankiem 16 sierpnia – jestem na przyczółku mostowym pod Jort – w swym czołgu – pisał Maczek – […]. Jest to nieczęsty przypadek dla dowódcy dywizji, nawet pancernej, przykutego raczej do swego wozu dowodzenia, z całym aparatem kontroli i rozkazodawstwa, przestawionego z płaszczyzny optycznej obserwowania pola bitwy przez lornetkę na płaszczyznę akustyczną radia nadającego i odbierającego meldunki o sytuacji. Ustnym rozkazem kieruję całą 10. Brygadę Pancerną w kierunku południowym na Louvagny i Barou. Brygada strzelecka zajmie się m. Courcy i lasem i to tylko o tyle, ile potrzeba dla naszego ruchu na południe, tj. dla odebrania Niemcom punktów obserwacyjnych, patrzących w obszar naszego manewru10.

Generał Maczek, pułkownik Majewski, Skibiński oraz kilku innych oficerów stali na jednym ze wzgórz na południe od Jort. Generał skończył omawiać sytuację i wydawać rozkazy, kiedy zza rzeki zagrzmiały niemieckie działa. To Kanadyjczycy nie nadążali za polską dywizją, dlatego prawe skrzydło nie było zabezpieczone. Niemcy postanowili to wykorzystać. Pociski zaczęły spadać niebezpiecznie blisko. Waliły moździerze, później dołączyły do nich haubice. Kto mógł, pochował się w czołgach. Ale i ta ochrona nie pomogła majorowi Kańskiemu, który dostał bezpośrednio w wieżę. Zmarł po kilku dniach w szpitalu. 24. Pułk Ułanów stracił dowódcę. Więcej szczęścia miał podpułkownik z 8. batalionu Aleksander Nowaczyński, któremu odłamek poranił twarz. Nic mu się właściwie nie stało. Miał tylko zalaną krwią koszulę, co widząc, Maczek nazwał go „Krwawą Koszulą”. Przyjęło się. Momentalnie cały batalion przejął ten przydomek. Żołnierze przystroili się w czerwone chusty. 8. batalion zyskał nieoficjalną nazwę.

10

S. Maczek, Od podwody do czołga, op. cit., s. 159.


Żołnierz polski walczy o wolność wszystkich narodów, ale umiera tylko dla Polski. gen. Stanisław Maczek

Polacy – żołnierze generała Maczka – zapisali jedną z najjaśniejszych kart historii drugiej wojny światowej. Bohaterstwo, odwaga, poświęcenie, ale i wyszkolenie, znajomość żołnierskiego fachu, dobre dowodzenie i uzbrojenie. Te cechy pozwoliły polskim pancerniakom walczyć i zwyciężać od pierwszego do ostatniego dnia wojny. Czarna kawaleria pozwala nam zobaczyć wojnę oczami jej uczestników. Poznajemy żołnierzy z krwi i kości. Towarzyszymy im od walk w trudnych górskich warunkach we wrześniu 1939 roku do niezwykłych wyczynów w Normandii, Holandii i Niemczech. Pancerni Maczka to prawdziwi bohaterowie, którzy przyczynili się do wyzwolenia okupowanej Europy spod władzy Hitlera. Pisarstwo Kacpra Śledzińskiego łączy wiedzę historyczną i porywający styl. Autor czerpie z najlepszych brytyjskich tradycji pisania o historii. Żywo przedstawia sukcesy i dramatyczne losy jednostki dowodzonej przez generała Maczka, jej rozwój od tradycyjnej brygady kawaleryjskiej po nowoczesną dywizję pancerną oraz pełną gorzkiej chwały drogę z Polski do Niemiec.

Kacper Śledziński – studiował na Uniwersytecie Jagiellońskim, współpracował m.in. z „Dziennikiem Polskim”, miesięcznikiem „Spotkania z Zabytkami”, gdzie publikował teksty popularnonaukowe z dziedziny architektury militarnej i historii. Autor książek Zbaraż 1649, Cecora 1620 oraz Wojowie i grody. Słowiańskie Barbaricum. Mieszka w Krakowie.

Cena detal. 49,90 zł ISBN 978-83-240-1607-5

9 788324 0 16075

Czarna kawaleria  

Kacper Śledziński: Czarna kawaleria. Bojowy szlak pancernych Maczka