Issuu on Google+

25 października 2013

Bezpłatna gazeta informacyjna Parku Śląskiego w Chorzowie

Śląski ogród pięć lat od przekształcenia

W numerze:

Zoo atrakcyjniejsze z żyrafami

Rzeźby odzyskały blask

ZDJĘCIA: ŚLĄSKIE ZOO

Lwy, żyrafy, krokodyle, antylopy, żółwie i inne zwierzęta, które od niedawna są lokatorami śląskiego zoo, nie mają powodów do narzekań. Ogród odżywa. Lista zmian jest długa. W Chorzowie można je podziwiać cały rok. Bo zoo funkcjonuje przez dwanaście miesięcy w roku. Warto odwiedzać je również jesienią i zimą.

W

tym roku oddano do użytku trzy nowe pawilony: tygrysów, ptaków i żyraf. Powrót tych ostatnich zwierząt, to hit sezonu. Żyrafy są atrakcyjne dla zwiedzających, a dla śląskiego zoo mają znaczenie wręcz symboliczne – to stąd pochodzą pierwsze w Polsce żyrafie przychówki. Liani, Lindani i Ulembo mają stworzyć stado. Jolanta Kopiec, dyrektor zoo, nie ukrywa, że szansa na nowe przychówki jest spora. – Realizujemy program ochrony tego gatunku. Mamy nadzieję, że urodzone u nas żyrafy będą wyjeżdżały do innych ogrodów – mówi.

Dwie królowe Atrakcyjność ogrodu zoologicznego, to przede wszystkim jakość i warunki prezentowania jak największej ilości gatunków. Pod tym kątem, śląskie zoo prezentuje się coraz okazalej. Od połowy października, w ogrodzie można oglądać dwie młode lwice. Lingali i Kaasai przyjechały z francuskiego Mervent. Obie lwice urodziły się w lutym 2011 roku i są siostrami. Reprezentują podgatunek lwa angolskigo. W Polsce, poza Chorzowem, takie koty można oglądać jedynie we Wrocławiu. W ostatnich dniach, do śląskiego zoo przyjechały też dwie

STR. 3

Święto Niepodległości z Elką STR. 4

Żyrafa Ulembo już się w zoo zadomowiła

Lwice Lingali i Kaasai to najnowsze nabytki ogrodu nie się do dymisji – przyznaje. Teraz już o niej nie myśli. Przez pięć lat, poza otwarciem trzech wspomnianych pawilonów, udało się m.in. przebudować pawilon egzotyczny, zbiorniki w budynku akwarium, odnowić budynki magazynów i pasz dla zwierząt oraz wyremontować ściany i fundamenty pawilonu antylop. Ważnymi inwestycjami były też remont ogrodzenia i zabytkowej bramy ogrodu, modernizacja kotłowni oraz remont odwodnienia, który o 50 procent zmniejszył zużycie wody. Plany na przyszłość zakładają kolejne inwestycje. – W najbliższym czasie musimy wykonać woliery dla kondora i orła oraz nowe miejsca zimowe dla dwóch grup pelikanów i obiekt dla gepardów – wylicza Kopiec. – W kategoriach marzeń, ale i ekspansywnego rozwoju, są pawilony dla fok i małp człekokształtnych. Obie inwestycje mogą kosztować po 15 milionów złotych.

pary owiec grzywiastych arui. Nieco wcześniej, z niemieckiego ogrodu w Munster, dotarła samica mandryla Malindi. Z ogrodu w Borysewie wróciły natomiast kajmany okularowe. Wśród nowych lokatorów są też żółwie mata-mata i antylopy addaks.

Pięć lat zmian Przypomnijmy, że śląskie zoo od pięciu lat jest samodzielną jednostką budżetową samorządu województwa. Efekt? Zrealizowanie inwestycji za ponad 20 milionów złotych. Wcześniej ogród funkcjonował w strukturach WPKiW SA. Problemem było jego finansowanie. Od 2008 roku sytuacja stopniowo się poprawia. Kopiec wspomina, że wówczas nie była ona zbyt ciekawa. – Po objęciu swojej funkcji zrobiłam bilans spraw, które wymagają uregulowania. Gdy spojrzałam, jak długa jest to lista, rozważałam poda-

Nasi biegacze w Londynie i Watykanie STR. 7

Łukasz Respondek

Ponad 40 tysięcy osób przejechało się już nową kolejką linową

ZDJĘCIE: PARK ŚLĄSKI

Popularność przerosła oczekiwania Elka wróciła do Parku Śląskiego. Po sześciu tygodniach jej funkcjonowania, można spokojnie oceniać, że to spektakularny powrót.

I

to nie tylko pod względem zastosowanej najnowocześniejszej technologii, ale również zainteresowania. Elką przejechało się już bowiem 40 tysięcy osób! – Po frekwencji widać, że sentyment do kolejki pozostał, a oczekiwanie na nią było duże – uważa Jacek Bociąga, kierownik Elki. Nie ukrywa, że frekwencja jest uzależniona od pogody. – A ta w ostatnim czasie bardzo sprzyjała – mówi. W deszczowe i zimne dni na trasę wyjeżdżają tylko gondole. Nowa Elka, w odróżnieniu od swej słynnej poprzedniczki, jest dostępna dla odwiedzających park przez okrągły rok. Zimą będzie można korzystać z kursów gondolami. – Już dziś cieszę się z możliwości oglądania parku zimą. Skrytego pod białą, śniegową kołdrą. Jestem pe-

Już ponad 40 tys. gości przejechało się nową kolejką

wien, że wielu mieszkańców naszego regionu również z tej atrakcji, dotychczas niedostępnej, chętnie skorzysta – mówi Arkadiusz Godlewski, prezes Parku Śląskiego. Prosimy jedynie i przypominamy użytkownikom kolejki o przestrzeganiu ściśle określonego regulaminu. Jak na razie, najczęściej łamanym punktem jest ten dotyczący zakazu przewożenia dzieci poniżej 125 centymetrów wzrostu na kanapach. Nie brakuje też chętnych do niedopuszczalnej jazdy kolejką w założonych na nogach łyżwo-rolkach. Wspomniany regulamin, znajduje się na stronie www.parkslaski.pl oraz na każdej ze stacji. Informujemy jednocześnie, że 31 października kolejka będzie jeździła do godziny 16, a w Dzień Wszystkich Świętych, będzie nieczynna. O Elce możecie przeczytać także na str. 4, gdzie znajdziecie informację o akcji, którą park przygotował z okazji Dnia Niepodległości, 11 listopada. Łukasz Respondek

Parkowe grzybobranie STR. 8


Rozmowa miesiąca

2 Życzliwy głos z Wrocławia

Sezon cały rok ZDJĘCIE: JAKUB NOWAK

Śląskie zoo to najlepsza lokalizacja w Polsce – Odwiedził Pan śląskie zoo po dwuletniej przerwie. Jak odbiera Pan ten ogród? Jak się tu czuje? – Na przestrzeni 40 lat bywałem tu często. Znam to zoo doskonale. Pierwszy raz zwiedzałem je jako kilkunastoletni chłopak. W pewnym okresie było bardzo nowatorskie, ponieważ wybudowano je na niezłych wzorcach. Jak na owe czasy, znajdowało się tu wiele nowoczesnych obiektów. Teraz mają już swoje lata. Ale idą zmiany. To widać.

ZDJĘCIE: PARK ŚLĄSKI

Podczas jubileuszu 55-lecia Śląskiego Ogrodu Zoologicznego, rozmawialiśmy z Radosławem Ratajszczakiem, prezesem Miejskiego Ogrodu Zoologicznego we Wrocławiu. Mówił o szansach rozwoju chorzowskiego zoo oraz o największej inwestycji w historii polskich ogrodów zoologicznych – budowie wrocławskiego oceanarium. ARKADIUSZ GODLEWSKI, prezes Parku Śląskiego

Nie ma jak... w Parku

W

– Między innymi, taką pozytywną zmianą jest powrót żyraf. Te zwierzęta w każdym zoo są popularne? – To tak zwana grupa charyzmatycznych megakręgowców. One przyciągają zwiedzających. Ale to doskonała okazja, aby powiedzieć o tych mniej znanych gatunkach, które są bardziej zagrożone wyginięciem, a dla odwiedzających nie są aż tak ciekawe. O nich też trzeba pamiętać. Bo zwierzęta niestety giną. Żyraf siatkowanych, które przyjechały do Chorzowa, żyje w naturze od 3,5 do 4 tysięcy. Ta liczba stale maleje. Dla zobrazowania – to jedno zgromadzenie ludzi w katowickim Spodku, i to niewielkie. Dlatego ogrody muszą pełnić funkcję ochronną i hodowlaną. Ekran telewizora nigdy nie zapewni tego, co kontakt z żywym zwierzęciem. Nigdy. Śląskie zoo odwiedzam od 40 lat – mówi Radosław Ratajszczak – We wrocławskim zoo mieszka trzy razy więcej gatunków, niż w chorzowskim. Czy mimo tego możecie czegoś pozazdrościć śląskiemu ogrodowi? – Oczywiście terenu. Starsze ogrody, jak nasz, mają mniejszą powierzchnię do dyspozycji. W naszym przypadku to 32 hektary. Zoo w Chorzowie ma ponad 47, a największy polski ogród, w Gdańsku – 156. Przestrzeń, to największy walor śląskiego zoo, które jest już po uporządkowaniu spraw związanych z własnością i technologią podziemną. Obecnie nadszedł najlepszy okres na to, aby zaczęło się zmieniać. Czasy dla ogrodów zoologicznych są trudne. Te, które się nie zmieniają, niestety odpadają. – Widzi Pan przyszłość śląskiego ogrodu w kolorowych barwach? – Jak najbardziej. Chorzów to najlepsze miejsce na ogród zoologiczny w Polsce. Jest położony w ogromnej aglomeracji, wśród ludzi, którzy mają wieloletnie tradycje miłości do zwierząt. Właśnie tu jest najwięcej hodowców gołębi, akwarystów i terrarystów. Zawsze tak było. Mieszkańcy Śląska cenią zoologię i lubią ją. Może na zasadzie tego, że ludzie, wychodząc z za-

kładów przemysłu ciężkiego, chcieli gdzieś odpocząć w otoczeniu przyrody i towarzystwie zwierząt. Do tego, śląskie zoo jest idealnie skomunikowane z resztą kraju. Frekwencja rzędu 400 tysięcy osób rocznie, jest skromna. To zoo ma potencjał na ponad milion zwiedzających. Ale żeby tak się stało, trzeba w nie jeszcze sporo zainwestować. – We Wrocławiu stawiacie właśnie na inwestycje. Wystarczy wspomnieć 210 milionów złotych, które pójdą na budowę oceanarium... – Nasz ogród funkcjonuje jako miejska spółka, która musi zarabiać. To daje też większe możliwości użycia instrumentów finansowych, typowych dla przedsiębiorstw komercyjnych. Budowę oceanarium sfinansujemy z kredytu, z dotacji miejskiej oraz z funduszy unijnych. To największa inwestycja w historii polskich ogrodów zoologicznych. – Co zobaczą zwiedzający w budowanym właśnie obiekcie? – Faunę Afryki, żyjącą w wodach i jej otoczeniu. Planujemy, by zwiedzanie rozpoczynało się

Z ł a p a n e Tym razem zapytaliśmy Was o jesień w parku i ulubione miejsca na spacery. Pokazaliśmy przepiękną scenerię Cichego Zakątka. Oto Wasze reakcje.

Las między zoo a Planetarium Śląskim. Cisza, spokój i cudowne widoki jesiennych liści. Można tam zaobserwować wspaniałą grę światła. (Piotr) Uwielbiam mały skwerek obok starej stacji kolejki wąskotorowej. Szczególnie przecudnie wygląda wiosną i jesienią. (Magdalena)

N a p i s z

d o

n a s

od rafy koralowej morza Czerwonego, gdzie zobaczymy około 40 tysięcy ryb koralowych. Można też będzie oglądać hipopotamy pod wodą, jeziora oraz fragmenty sawanny, na niej małe antylopy i ptaki. Wreszcie basen rekinów, czyli Kanał Mozambicki, o powierzchni 600 metrów kwadratowych i 8 metrach głębokości. Zamieszkają w nim rekiny, żółwie morskie, różne ryby palagiczne. Tunel dla zwiedzających poprowadzimy przez środek. Kolejny, atrakcyjny punkt, stanowić ma konstrukcja wraku statku na odwzorowanym Wybrzeżu Szkieletów w Namibii. Będzie można oglądać z niego pingwiny i uchatki. Całość wycieczki kończyć się ma na zainscenizowanej dżungli w Kongo, która zajmuje obszar ponad 7 tysięcy metrów kwadratowych. Zobaczymy tam krokodyle, małpy i manaty, czyli krowy morskie. – Na zakończenie prosimy o złotą radę dla śląskiego zoo… – Rozwijać się na przekór wszystkim, zmieniać ekspozycję. Budować tylko nowe obiekty. Starych nie remontować, tylko je niszczyć. Rozmawiał: Łukasz Respondek

w

s i e c i

Cichy Zakątek jest piękny. Zresztą jak setki innych miejsc w parku. (Barbara) Dzisiaj byliśmy na spacerze i wszędzie jest cudnie. Bardzo polecam. (Wioleta) Prawie codziennie jestem w Parku Śląskim. Ostatnio chodzę koło kąpieliska Fala, na pole disc gol-

n a :

e współczesnym społeczeństwie, w którym często bardziej od więzów krwi liczą się inne relacje, a ludzie nawiązują przyjaźnie i znajomości tylko poprzez łącza internetowych serwisów społecznościowych, niezwykle ważnym wydaje się być promowanie miejsc, gdzie ten wirtualny model spotkań, ma szansę przybrać nieco bardziej tradycyjną formę, by choćby na moment spotkanie z drugą osobą odbyło się twarzą w twarz. Nasze zabiegane życie, które staramy się porządkować, wydaje się być usytuowane między trzema miejscami. Codzienność wciśnięta między dwa podstawowe – pracę i dom, niewiele czasu pozostawia na to trzecie, a i z jego wyborem, nierzadko miewamy kłopot. To trzecie miejsce, w opinii socjologów, jest niezwykle istotne. W przeciwieństwie do dwóch pozostałych, które zawierają się w przestrzeni prywatnej, ma ono charakter publiczny, ale funkcja jaką spełnia, znacząco wpływa na nasze relacje z przyjaciółmi i bliskimi. Stąd tak ważne, gdzie decydujemy się spędzać wolny czas. Z punktu widzenia historyka czy socjologa kultury, proces kształtowania się miast, w naturalny sposób sprzyjał powstawaniu tzw. „trzeciego miejsca”. W starych, historycznych miastach, po dziś dzień, rolę tę spełnia starówka, rynek, czy mówiąc prościej, główny plac. Od wieków służy jako miejsce spotkań i aktywności publicznej. W nowopowstających miastach, zwłaszcza postindustrialnych, ze znalezieniem trzeciego miejsca jest problem. Albo takiej przestrzeni po prostu nie ma, albo, jeśli jest, z różnych powodów swej funkcji nie pełni. Proponuję, aby naszym trzecim miejscem był Park. Ze swej definicji jest przestrzenią publiczną, sprzyja rozmaitym aktywnościom. Usytuowany często w samym centrum miasta, daje poczucie wolności, ucieczki od „betonu” oraz perspektywę bliskości z naturą. Oczywiście nie każdy może na co dzień korzystać z atrakcji Parku Śląskiego, jednak wszyscy mamy możliwość znalezienia skweru lub pełnej zieleni ulicy w swoim bezpośrednim sąsiedztwie. Tak, by dysponując choćby krótką, wolną chwilą, złapać oddech w otoczeniu przyrody. Tylko tyle, i aż tyle, by zmienić nasze odczuwanie miasta. Oczywiście wszystkich, którym po drodze, a także tych, którzy mają wystarczająco dużo czasu, by do nas dojechać, zapraszam do największego parku miejskiego. Listopad w Parku Śląskim upłynie muzycznie i na sportowo. Dla lubiących egzotykę, to szansa na być może ostatnie, jesienne spacery w Śląskim Ogrodzie Zoologicznym, który znów powiększył swoją ofertę – tym razem o królewskie lwy.

fa. Bardzo się cieszę, że coś takiego zrobiono. To doskonała atrakcja na weekendowe popołudnie. (Stanisława) W parku jest teraz przyjaźnie i kolorowo. Warto wybrać się na spacer, aby podziwiać jesień. (Małgosia)

w w w . p a r k s l a s k i . p l


Wydarzenia

3

Zakończył się pierwszy etap autorskiej renowacji figur w Galerii Rzeźby Śląskiej

Postać siedząca odzyskała… głowę, a miotacz został przywrócony do pierwotnego stanu. Wszystko dzięki trwającej kilka miesięcy, autorskiej renowacji zabytkowych figur w Galerii Rzeźby Śląskiej. Z odnowionych dzieł, zadowoleni są zarówno artyści, jak i zwiedzający parkową ekspozycję.

P

rzypomnijmy. Rzeźby z parkowej galerii są owocem prac uczestników plenerów, które odbywały się w parku w latach 60. i 70. Część z nich była nadgryziona zębem czasu i zniszczona. Ich naprawa stała się koniecznością. Pierwszy etap autorskiej renowacji rozpoczęto w lipcu. Objął cztery rzeźby: „Miotacza”, „Kompozycję” i dwie tzw. rzeźby siedzące. Ich autorzy – Zygmunt Brachmański, Jacek Sarapata i Gerard Grzywaczyk – pracowali przez kilka miesięcy.

Leżały na ziemi – Na tzw. pierwszy ogień, poszyły te figury, których wygląd raził najbardziej – przyznaje Marcin Rozmarynowicz, któ-

ry koordynuje renowację. – Rzeźba Gerarda Grzywaczyka i jedna z rzeźb Zygmunta Brachmańskiego leżały na ziemi, miały szereg uszkodzeń, a „Postać Siedząca”, autorstwa Jacka Tarapaty, nie miała głowy – wylicza. Autorzy byli bardzo zadowoleni z możliwości przeprowadzenia koniecznych napraw. – Każdy artysta chce, aby jego dzieło przetrwało. Dlatego rzeźbiarze z chęcią przystąpili do prac, zmierzających do przywrócenia swoim dziełom dawnego blasku. Z efektów jesteśmy bardzo zadowoleni – przyznaje Rozmarynowicz i zapewnia, że już wkrótce autorska renowacja czeka kolejne figury.

ZDJĘCIA: PARK ŚLĄSKI

Miotacz już bez ubytków

Cztery rzeźby są już po renowacji

Prace w Galerii Rzeźby Śląskiej trwały ponad cztery miesiące

Wśród odrestaurowanych rzeźb, znalazła się m.in. „Kompozycja”

„Miotacz” – również odnowiony

Dużo pracy przy miotaczu Zygmunt Brachmański, nad dwiema swoimi rzeźbami, pracował około czterech miesięcy. Najpierw je oczyszczał, a potem uzupełniał ubytki. Jak przyznaje, tych ostatnich było sporo. – To dla mnie bardzo ważne, że udało się akurat te figury naprawić. Szczególnie dużo pracy było przy Miotaczu, który ma teraz nieco jaśniejszy kolor, ale na pewno ściemnieje – mówi. – Bardzo dobrze, że park dba o tę ekspozycję. Z roku na rok będzie ona coraz cenniejsza – uważa. Łukasz Respondek

W Parku Śląskim powstało pierwsze rondo

Wróciła Elka, w przyszłym roku wróci też Kolej Parkowa

Po placu ruchem okrężnym

Jeszcze bardziej wąskotorowa

Od kilku tygodni, kierowcy wjeżdżający do Parku Śląskiego aleją Harcerską, korzystają z nowego rozwiązania, które ma usprawnić ruch samochodowy. Chodzi o pierwsze rondo w Parku Śląskim, które powstało na wysokości głównej bramy Stadionu Śląskiego.

Już w następnym sezonie, goście Parku Śląskiego do wyboru będą mieli dwie kolejki. Poza Elką, kursować ma również wąskotorówka. Pomału kończy się rozbiórka torowiska. W przyszłym roku wykonawca rozpocznie prace, zmierzające do ponownego uruchomienia Kolei Parkowej.

ZDJĘCIE: PARK ŚLĄSKI

o niedawna w tym miejscu był duży plac, bez jasno określonych reguł przejazdu. A natężenie ruchu w tej okolicy jest dosyć duże – poza bramą Stadionu Śląskiego, są wjazdy na stację kolejki linowej, do skansenu i Ośrodka Harcerskiego. – Ta sytuacja wymagała sformalizowania i usystematyzowania – wyjaśnia Łukasz Buszman, rzecznik Parku Śląskiego. Tłumaczy, że część kierowców traktowała plac jak parking i zostawiała tam samochody. – Inni, jadąc z góry, rozpędzali się nawet do 100 kilometrów na godzinę, stwa-

Rondo zwiększa bezpieczeństwo

Łukasz Respondek

Od kilku tygodni trwa rozbiórka torowiska. Usuwane są stare podkłady i utwardzenia, które trafiają do parkowych magazynów. Demontaż oraz przedstawiony już projekt, obejmują całość pięciokilometrowej trasy. W przyszłym sezonie ma powstać pierwszy odcinek kolejki – między wesołym miasteczkiem, a ogrodem zoologicznym. Artur Cieślak, dyrektor administracyjny Parku Śląskiego rzypomnijmy. Tory wąskotorówki – zgodnie podkreśla, że zgodnie z zawartą z wykonawcą z opinią fachowców z Politechniki Śląskiej – by- umową, kolejka ma być gotowa na długi weekend ły niebezpieczne. Otrzymały ocenę niedostateczną majowy. Na czym będą polegały prace? – Zakładają zmiai zalecono ich rozbiórkę. Brakowało bowiem mocowań i podstawowych części. Problemem był też nę rozstawu szyn z 900 milimetrów na bardziej rzadko spotykany rozstaw torów oraz brak koniecz- standardowe, 785 milimetrów – tłumaczy Cieślak. nych pozwoleń z Urzędu Transportu Kolejowego, Wyjaśnia, że dzięki temu, park skorzysta z wypożyktórych nie posiadał dotychczasowy operator. Ko- czenia atrakcyjnego dla pasażerów taboru. – Całość lejka w ubiegłym, i w tegorocznym sezonie, w trasę zostanie wykonana nowoczesną technologią. Zgodnie z obowiązującymi standardami, podbudowa sięjuż nie ruszyła. gnie na wysokość jednego metra. Na nowe, wymienimy też podkłady. Dlatego kolejka będzie mogła funkcjonować przez kolejne 50 lat – dodaje dyrektor. Budowa pierwszego odcinka, demontaż starej trasy, oraz projekt nowej, kosztują 2,4 miliona złotych. Modernizacja całości ma kosztować ponad dwa razy tyle – Mamy już potrzebne pozwolenia UTK na eksploatację – zapewnia Cieślak. – Kolejka, gdy powstawała, miała pełnić głównie funkcje transportowe. Obecnie, zależy nam na jej funkcji rekreacyjnej i udostępnieniu zwiedzającym pojazdów, które są już dziś rzadko spotykane – dodaje. Rozbiórka starego torowiska trwa od kilku tygodni Łukasz Respondek

P

ZDJĘCIE: PARK ŚLĄSKI

D

rzając niebezpieczeństwo dla pieszych – dodaje. Zarząd parku, zdecydował więc o budowie ronda i wprowadzeniu ruchu okrężnego. Powstało w błyskawicznym tempie. Jak na realia miejskie, ma spory rozmiar, i pojazdy różnego typu i różnych rozmiarów, mogą przejechać bez żadnych problemów. Teraz kierowcy nie mają możliwości pozostawiania tam aut, bo zgodnie z przepisami, nie wolno parkować na skrzyżowaniach. – Zdecydowaliśmy natomiast o przeniesieniu budki z poborem opłat za rondo, dzięki czemu, do przylegających do niego instytucji, można dojechać bezpłatnie – kontynuuje Buszman. – Warto też przypomnieć o nowej organizacji ruchu na alei Harcerskiej, poniżej ronda. Jeden pas został wydzielony dla samochodów, a drugi dla pieszych. Szczególnie tych ostatnich prosimy o zwracanie uwagi na oznakowanie – przestrzega rzecznik.


Kolej Linowa Elka

Rozstrzygnięcie konkursu „Z archiwów Elki”

Załóż narodowe barwy, pojedziesz taniej

Sentymentalne podróże z fotografią

W

śród ponad dwudziestu osób, które wzięły udział w konkursie, wybrano zdjęcia pani Kingi i pana Pawła. Te osoby otrzymały imienne karnety na całoroczne przejazdy nową kolejką linową w Parku Śląskim. Parę zwycięskich zdjęć wybrała komisja konkursowa. – To nie był łatwy wybór – przyznaje Łukasz Buszman, rzecznik prasowy Parku Śląskiego. – Zdajemy sobie bowiem sprawę, że wiele z tych fotografii ma dla biorących udział w konkursie znaczenie bardzo emocjonalne. Staraliśmy się wybrać te zdjęcia, na których naszym zdaniem jest najwięcej emocji i które niosą z sobą największy przekaz.

Mama miała cztery lata Kinga Kowalska o konkursie dowiedziała się z parkowego profilu na Facebooku. Jakiś czas temu przeglądała rodzinne archiwum zdjęciowe i postanowiła zrobić jego wersję cyfrową. Na wysłanej przez nią fotografii, znajduje się jej 4-letnia mama oraz brat jej dziadka. Fotkę wykonano najprawdopodobniej na początku lat 70. REKLAMA

Z

ZDJĘCIA: MAT. NADESŁ.

„Z archiwów Elki” to bardzo sentymentalny konkurs. Dzięki niemu, spora rzesza osób wróciła pamięcią do lat dzieciństwa, do wspomnień ze starej kolejki. Za nadesłane zdjęcia bardzo dziękujemy.

należały do jej ulubionych rozrywek. Rodzice zabierali ją tu kilka razy w roku. – Sami, jak byliśmy dziećmi, też nią jeździliśmy – wspomina pan Paweł. – Świetnie to wyszło na tej fotografii, bo udało mi się uchwycić dokładnie moment, gdy kolejka poderwała do góry. Wyraz twarzy mojej córki mówi wszystko – dodaje. O konkursie dowiedział się z Gazety Parkowej. Na komputerze ma skrupulatnie posegregowane fotografie. Ze znalezieniem zdjęć ze starej kolejki nie miał żadnych problemów. – Do wysłania namówiła mnie żona – przyznaje Czapla. – W parku jesteśmy co najmniej raz w tygodniu. Jeździmy na rowerach, na rolkach, chodzimy na spacery. Nową kolejką też już jechaliśmy i bardzo nam się podobało.

okazji narodowego święta, 11 listopada, kolejka linowa będzie biało-czerwona. Wszyscy, którzy skorzystają z parkowej atrakcji ubrani w kolory barw narodowych, będą mogli nabyć bilety po promocyjnej cenie – za 6 złotych Święto Niepodległości w jedną i 10 złotych na Elce w obie strony. Zapraszamy na Elkę w Święto Niepodległości. Kolejka, z okazji Święta Niepodległości, zostanie specjalnie udekorowana w narodowe barwy. Zadbają o to wolontariusze z Parkowej Akademii Wolontariatu. Dla osób, które będą chciały skorzystać tego dnia z nowej atrakcji parku, przewidziano specjalne rabaty. Wystarczy tylko założyć barwy narodowe. – Chcemy, aby pasażerowie pokazali swoje przywiązanie do biało-czerwonych kolorów. Pod uwagę będą brane koszulki, czapki i inne nakrycia głowy, szaliki i flagi – wylicza Kamila Okoń z Parku Śląskiego. Przypomina też o jednym z punktów regulaminu, który mówi o zabezpieczeniu wszystkich luźno zwisających elementów garderoby (tasiemki, szaliki itp.) przed zaczepieniem o elementy krzesełka lub kabiny. 11 listopada Elka będzie jeździła jak w niedzielę. Wejściówki w świątecznej cenie, kupimy u kasjerek na obu stacjach.

Łukasz Respondek

Łukasz Respondek

Dziesięć lat temu na Elce – druga ze zwycięskich fotografii – Wujek na stałe mieszka w Mielcu. PrawdopoPierwsze z nagrodzonych dobnie zabrał zdjęć – kolejka w latach 70. mamę na kolejkę, aby zrekompensować to, że jej długo nie widział – przyznaje pani Kinga. – Mój dziadek z kolei bardzo udzielał się przy budowie parku. Brał udział m.in. w budowie Stadionu Śląskiego – tłumaczy. Wspomina też swoje wycieczki starą kolejką, gdy miała 10 lat. – Między innymi dzięki Elce bardzo polubiłam park. Pisałam o nim zresztą pracę licencjacką na studiach – uśmiecha się.

Elka pojechała Elką Zdjęcie swojej córce i żonie Paweł Czapla zrobił 10 lat temu. Dziewczynka ma na imię... Ela. Wycieczki kolejką

Niepodległość na Elce ZDJĘCIE: PARK ŚLĄSKI

4


Bezpieczeństwo

5

Niebieski citroen rusza w trasę

W 12:03

REKLAMA

Dużo dla bezpieczeństwa Tomasz Kaczmarek, wiceprezes Parku Śląskiego:

12:37 Niebieski citroen przed patrolem. Z prawej Feliks Jóźwiak, przy samochodzie autor artykułu

ybrałem dość spokojny dzień. Południe, środek tygodnia, połowa października. Za kierownicą Feliks Juźwiak, inspektor WPKiW SA, były oficer policji, który w patrolu jeździ od czterech lat. Parkowy patrol to taki mobilny punkt porządkowo-interwencyjny, a także informacyjny. Tworzące go osoby, reagują na wszelkie nieprawidłowości w parku. Chodzi głównie o ruch pojazdów, parkowanie, niszczenie mienia oraz całą masę spraw, związanych z szeroko rozumianym bezpieczeństwem. Wyruszamy spod dyrekcji niebieskim citroenem. To ten sam model, z którego korzysta policja. Tylko zamiast charakterystycznych białych napisów, z przodu auta, na białym tle, widnieje zielone logo Parku Śląskiego. Frekwencja średnia. Sporo biegaczy i zbierających kasztany spacerowiczów. Właśnie wjeżdżamy na aleję Główną. Mijamy samochód ochrony – to druga służba, która pilnuje parku. Skręcamy w aleję Muzyków. Feliks zauważa świetnie bawiących się właściciela i jego psa. Problem w tym, że czworonóg nie jest zapięty. Grzecznie zwracamy uwagę pani w czerwonym płaszczu i kierujemy ją na wybieg dla psów. Ona zapina pupila i uprzejmie dziękuje. – Ludzie nie zawsze są tak mili – przyznaje Juźwiak i dodaje, że najczęściej zniechęca ich sam samochód. – Spacerowicze naprawdę nie cierpią jeżdżących po parku aut. Łagodnieją dopiero, gdy widzą umieszczonego za szybą lizaka – mówi.

restauracje. Widzimy dzieci pod opieką nauczycielek, zbierające liście. Kilku najmłodszych macha nam, gdy przejeżdżamy. Wszyscy idą prawą stroną. – Taka subordynacja nieczęsto się zdarza – zauważa mój kompan. Mówi o tym, że wielu pieszych porusza się po alejach, zapominając o innych uczestnikach ruchu drogowego. – Nie zwracają uwagi na oznakowanie. Staramy się, aby aut w parku było jak najmniej. Po części alejek mogą się one jednak poruszać. I warto o tym pamiętać – podkreśla.

ZDJĘCIE: PARK ŚLĄSKI

Służba porządkowa. Zazwyczaj mali chłopcy marzą, aby do niej wstąpić. Chcą dbać o bezpieczeństwo, kierować ruchem – w pewnym sensie, czuć się ważni. Nie każdemu dane jest zrealizować to marzenie. Ku nieskrywanej radości, mnie było. Na godzinę wstąpiłem do parkowego patrolu i ruszyłem na aleje.

ZDJĘCIA: PARK ŚLĄSKI

Patrolujemy parkowe aleje

Jedziemy obok Planetarium Śląskiego. Jest cicho i spokojnie. Feliks wspomina, że kiedyś udaremnił kradzież samochodu z pobliskiego parkingu. To było późną jesienią. – Właściciel był na seansie. Przejeżdżając, zauważyłem otwartą całą szybę. Gdy się zatrzymałem, przed maską czmychnęło mi czerwone auto bez włączonych świateł. Okazało się, że włamywacze zdążyli już rozmontować wszystkie zabezpieczenia i do kradzieży było bardzo blisko – mówi Juźwiak.

12:43

Na patrolu

12:12 Jedziemy aleją Klonową. Feliks tłumaczy, że jedna z najładniejszych klinkierowych dróg parku jest używana przez kierowców jako skrót, a ciężkie samochody niszczą jej nawierzchnię. – Auta powinny wjeżdżać głównym wlotem, od strony alei Karolinki – zaznacza Feliks. – Te posiadające tzw. wjazdówki, mają zezwolenie na poruszanie się tylko konkretną trasą. Niestety, często zdarza się, że przejeżdżają też przez inne miejsca. Staramy się ich dyscyplinować – dodaje. Skręcamy w aleję Muzyków. Juźwiak opowiada, że kiedyś widział, jak spuszczony ze smyczy doberman gonił sarnę. Na szczęście uciekła.

12:26 Jeździmy po leśnej części parku. Jest znacznie spokojniejsza od tej, na której odbywają się imprezy i gdzie działają

Jesteśmy na alei Ziętka, obok stacji kolejki linowej, przy lunaparku. To – głównie dzięki kamerom – obecnie jedno z najbezpieczniejszych miejsc w całym parku. Nie zawsze tak było. Na starych stacjach Elki, patrolujący często musieli radzić sobie z nieproszonymi gośćmi – bezdomnymi i złodziejami złomu. Ci drudzy, szczególnie w ubiegłym roku, niechlubnie zapisali się w historii parku, kradnąc setki metrów okablowania. – Największą plagą są jednak wandale – twierdzi Juźwiak. – Połamane ławki i powyginane latarnie, to niestety codzienność. Teren parku jest ogromny. Upilnowanie całości jest bardzo trudne. Na pewno będzie to łatwiejsze, gdy zacznie działać całość planowanego monitoringu.

12:58 – Panowie z tym piwem to może nie tak ostentacyjnie – upominam grupę chłopaków, siedzących na ławce przy alei Szkieletora. Na pierwszy rzut oka wyglądają na studentów. – Już kończymy – odpowiadają i wyrzucają puszki do pobliskiego kosza. Park to przestrzeń publiczna i spożywanie tu alkoholu w miejscach, które nie są do tego przeznaczone, jest zakazane. Zwracamy też uwagę

Bezpieczeństwo naszych gości jest dla nas bardzo istotne. Dlatego, sukcesywnie staramy się podnosić jego poziom. Od kilku miesięcy park jest pod okiem czterdziestu kamer, umieszczonych na kolejce linowej. Mają długi zasięg i wysoką rozdzielczość. Mogą więc stanowić dowód w prowadzonym przez policję śledztwie. Zapis może być bowiem w dowolnym momencie odtworzony z naszych serwerów. Kolejne kamery podepniemy po zakończeniu budowy światłowodu. Docelowo, ma ich być ponad sto. Dodatkowo, w newralgicznych punktach, zostały zamontowane tzw. fotopułapki, które przesyłają zrobione fotografie do naszego centrum monitoringu. Parkowi goście będą się też mogli czuć bezpieczniej, dzięki oświetleniu, które już wkrótce zostanie wykonane na alejach Szkieletora, Muzyków i Łani.

rowerzyście, który nie stosuje się do oznakowania na skrzyżowaniu alei Głównej ze ścieżką rowerową. Odjeżdża bez słowa, a my wracamy do dyrekcji. Dziękuję Feliksowi. Na następny patrol umówimy się w środku sezonu. Łukasz Respondek


Kultura i rozrywka

6

Rozpoczyna się cykl koncertów „Pod Kapeluszem”

Night biking i 10–metrowy miś na III Festiwalu Podróży Bliskich

Bliżej, coraz bliżej

T

Kultura ludowa jest mocno obecna na festiwalu

u, w naszym regionie, chcemy znaleźć i pokazać miejsca godne uwagi, z których istnienia często nie zdajemy sobie sprawy, które czasem po prostu mijamy, pędząc przed siebie – podkreśla Darek Zalega, organizator festiwalu. – Miejsca magiczne, zapomniane, bywa, iż znane już tylko ze wspomnień. Plusem jest to, że nie trzeba wyszukiwać najtańszych lotów – wystarczy wsiąść na rower, skorzystać z komunikacji publicznej lub po prostu podreptać. REKLAMA

Sobotnią część „Podróży…” rozpocznie nietypowa inicjatywa. W samo południe będziemy mieli bowiem okazję zobaczenia kolekcji pluszowych i innych misiów, ze zbiorów Bruna Zielonki, które już wkrótce być może doczekają się własnego muzeum w Świętochłowicach. To atrakcja nie tylko dla dzieci, zwłaszcza, że jeden z misiów ma... 10 metrów wysokości! Nieco później, o godz. 13., chętni wysłuchają gawędy Stefana Glucka o pochodzeniu nazw śląskich miejscowości. Temat jest o tyle ciekawy, że uświadamia genezę rodzimego, regionalnego nazewnictwa. Często przecież nawet nie zastanawiamy się, dlaczego jakieś miasto nazywa się tak, a nie inaczej. Uczestników festiwalu czekają jeszcze dwa bloki: industrialny i ludowy. W godzinach od 14 do 16 odbędą się spotkania poświęcone obronie śląskich zabytków przemysłowych, m.in. słynnych „dwóch wież” w Świętochłowicach. Natomiast od godz. 18 znajdziemy się w kręgu śląskiej kultury ludowej. Tomasz Wrona pokaże tradycyjne stroje ludowe i opowie o nich, Grzegorz Płonka przedstawi „Codzienność Ślązaków w starych pieśniach ludowych”, a wszystko zakończy koncert pieśni śląskich, w wykonaniu grupy Wte i nazod. Szczegóły na stronie www.rebelgarden.pl

o będzie pierwszy taki koncert w Hali Wystaw „Kapelusz”. Najpierw, 26 października, szykuje się prawdziwa gratka dla miłośników ostrego grania – występ kultowych zespołów polskiej sceny z gatunku ciężkiego brzmienia. Podobnie będzie 30 listopada, gdy podczas drugiej odsłony cyklu, zagrają m.in. Cree, Ścigani i Oddział Zamknięty. „Kapelusz” – jak zapowiada Tomasz „Titus” Pukacki z Acid Drinkers – zatrzęsie się przy fundamentach. I dodaje, że takiej porcji solidnego łomotu to miejsce jeszcze nie uświadczyło. Zanim jednak spełnią się mroczne wizje artysty i gwiazda wieczoru zabłyśnie na scenie, zagrają inni. Pierwszy pojawi się Seven on Seven (g. 17). To młoda, obiecująca grupa, która w parku już występowała. Drugi w kolejności (g. 18) będzie ostro brzmiący Saratan, po nim zaprezentują się J. D. Overdrive (g. 19) oraz zespół Kruk (g. 20). Acid Drinkers wystartuje około godziny 21.20. Z kolei miłośnicy rocka mogą liczyć na specjalny koncert 30 listopada. Na „Rockowych Andrzejkach” zagrają tuzy tego gatunku. Oddział Zamknięty to absolutna legenda rocka w Polsce. Autorzy takich hitów jak „Party”, „Andzia i Ja”, „Gdyby nie Ty” i „Ten Wasz Świat”. Wśród najważniejszych polskich formacji wymieniani jednym tchem obok Dżemu, Perfectu i Republiki. Cree, czyli zespół, którego liderem jest syn legendarnego wokalisty Dżemu – Sebastian Riedel, święci w tym roku największe triumfy w swojej karierze. Wygrał tegoroczny festiwal Top Trendy w Sopocie, wydał kolejną płytę, która zbliża się do złota, i gra najmocniejsze koncerty od lat. Ścigani są natomiast najbardziej obiecującą grupą w regionie. Trzy kapitalne, autorskie płyty na półce, czwarta w drodze. Jeden z najlepszych rockowych głosów w Polsce – Maciek Lipina, niebawem wprowadzi zespół na największe sale koncertowe kraju. Bilety są w cenie 30 zł (przedsprzedaż) oraz 40 zł (w dniu koncertu). Tydzień po „Rockowych Andrzejkach”, 7 grudnia, zapraszamy na „Górniczą Biesiadę” z Mirkiem Szołtyskiem.

Łukasz Respondek

Łukasz Respondek

ZDJĘCIE:MAT.PROM

Festiwal Podróży Bliskich to nie jest zwykły przegląd podróżniczy. Te kojarzą się zazwyczaj z przesłaniem coraz dalej i dalej. Organizatorzy imprezy, która już po raz trzeci odbędzie się w klubokawiarni Rebel Garden, podążają innym tropem. 15 i 16 listopada, uświadamiać nam będą, co jest bliżej, coraz bliżej.

Odra i nocne wycieczki Spotkanie rozpocznie się w piątek, 15 listopada, o godz. 18. prezentacją regionu dolnej Odry (przygotowanej we współpracy z tamtejszym Związkiem Gmin) oraz otwarciem wystawy poświęconej temu mało znanemu u nas mikroregionowi. Następnie przewidziano projekcję filmu o wiosce Zarzecze, zalanej przez wody Jeziora Goczałkowickiego, po której organizatorzy zapraszają na spotkanie z autorką filmu, Aleksandrą Fudali. Pierwszy dzień festiwalu zamknie panel poświęcony „nowej świeckiej tradycji”, czyli night

Klasyka rocka T

bikingowi – nocnym wycieczkom rowerowym.

10-metrowy miś


Sport i rekreacja

7

Parkowi biegacze na międzynarodowych arenach

ZDJĘCIA:PARK ŚLĄSKI

Nasi w Londynie i Watykanie Imprezy biegowe w Parku Śląskim wprawdzie już się zakończyły, ale to nie oznacza, że przygotowujące je osoby nie mają co robić. August Jakubik pokonał samotnie 1590 kilometrów do Watykanu, a Filip Żok wziął udział w londyńskim Royal Parks Fundation Half Marathon, w którym wystartowało 16 tysięcy osób. W angielskiej stolicy startowało 16 tys. uczestników

Bieg dla papieża-Polaka Historia Augusta Jakubika to materiał na świetny film. W ostatnich tygodniach, prowadzący zajęcia biegowe i organizujący imprezy w Parku Śląskim rudzianin, dołożył do niego ważny epizod. Po raz kolejny pobiegł dla Jana Pawła II. Tym razem jednak nie w sztafecie, a w samotnym biegu do Watykanu. Trasa do Stolicy Apostolskiej prowadziła z Rudy Śląskiej. Jakubik wystartował 23 września, a metę osiągnął 16 października, w 35 rocznicę wyboru Karola Wojtyły na papieża. Każdego dnia pokonywał średnio 75 kilometrów. Bieg zabezpieczał samochód z kierowcą oraz inny biegacz, który pokonywał z Jakubikiem niektóre fragmenty trasy. A nie da się ukryć, że była ona trudna i wiodła przez kilka krajów: Polskę, Słowację, Austrię i Włochy. Po drodze, Polak spotkał się ogromną życzliwością i wspaniałymi ludźmi. Najtrudniejszy etap tego wyzwania stanowiły górskie trasy w Alpach i Apeninach, ale i z nimi pan August poradził sobie bez większych problemów. – Tym razem pogoda nie była moim sprzymierzeńcem. Ale dużo trenowałem przed tym wyczynem i byłem do niego bardzo dobrze przygotowany – podkreśla. Szczególnie ciężkie okazały się trasy we Włoszech. W dniu zakończenia biegu, na Plac Świętego Piotra, Jakubik dotarł punktualnie o godzinie 8.30. Ostatni etap miał „zaledwie” 14 kilometrów. Tam czekali na niego rodzina i przyjaciele. Nie zabrakło też przedstawicieli polskiej ambasady, którzy wręczyli mu bilety na audiencję generalną u papieża Franciszka.

Filip Żok z Parku Śląskiego – nr 661 na półmaratonie w Londynie

August Jakubik (z prawej) na trasie

W drodze do Watykanu Jakubik pokonał ponad 1500 km

– Dziękuję wszystkim za wsparcie w trudnych momentach. Zrealizowałem swoje kolejne, wielkie marzenie. Jestem bardzo szczęśliwy – puentuje pan August.

Gościnna angielska stolica Royal Parks Fundation Half Marathon w Londynie jest jednym z najsłynniejszych i największych europejskich półmaratonów. To gigantyczne przedsięwzięcie, w którym czynnie uczestniczy 16 tysięcy osób. Na tegoroczną edycję pojechał Filip Żok, który przygotowuje imprezy biegowe w Parku Śląskim. – Zależało mi, aby podpatrzeć, jak wygląda organizacja imprezy na aż tak wielką skalę. Wiedziałem, że jest to duże wydarzenie, ale jego przebieg i możliwość uczestnictwa w nim, przerosły moje oczekiwania – przyznaje. Żok spotkał się z organizatorami i nawiązał kontakt z przedstawicielami Royal Park Fundation. Zdecydował też – mimo 2-letniej przerwy w regularnym treningu – że pobiegnie w półmaratonie. Efekt? Na 14848 sklasyfikowanych, zajął 3656 miejsce. Trasa wiodła przez najciekawsze zakątki angielskiej stolicy, m.in. obok Pałacu Buckingham i kilku innych zabytków oraz przez cztery parki. Biegaczom dopingowało kilkadziesiąt tysięcy kibiców, którzy z kolei mieli okazję uczestniczyć w imprezie towarzyszącej – Food & Fitness Festivalu. – Atmosfera była niezwykle życzliwa i ciepła. Otuchy i mobilizacji dodawały dzieci, które przybijały uczestnikom „piątki” – wspomina Żok. Jest też przekonany, że część rozwiązań podpatrzonych w Londynie, można przenieść do Parku Śląskiego. – Bardzo podobało mi się zaangażowanie w wydarzenie charytatywnych fundacji oraz wykorzystanie półmaratonu do promocji szczytnych wartości i samego parku. Jest szansa, że przedstawiciele Royal Park Fundation, odwiedzą nas w niedalekiej przyszłości. Zadeklarowali też, że chętnie pomogą nam przy organizacji imprez biegowych. To doskonała informacja, bo mają w tym temacie ogromne doświadczenie. Łukasz Respondek

ZDJĘCIA:PARK ŚLĄSKI

Znamy króla i królową biegowych tras

Korona została zdobyta Różne dystanse, zróżnicowane trasy, inna skala trudności – za nami pierwszy cykl Parkowa Korona Biegów. Wystartowało w nim ponad tysiąc osób. Znamy już ostateczne wyniki po podsumowaniu wszystkich pięciu biegów. Królową parkowych tras okazała się Agnieszka Lysko, a królem Jakub Lysko.

P

arkowa Korona Biegów rozpoczęła się w marcu. Objęła pięć imprez biegowych: Bieg Wiosny, dwie edycje Parkowej Mili, Parkowy Półmaraton i Bieg Równonocny. Najwięcej uczestników – około siedmiuset – wzięło udział w półmaratonie. Trzy panie ukończyły wszystkie biegi cyklu. Najszybsza okazała się Agnieszka Lysko, wyprzedzając Ewę Szylewską o minutę i 45 sekund. Pani Agnieszka była wolniejsza od pani Ewy podczas dwóch pierwszych biegów. Zanotowała jednak znaczny progres w trzech ostatnich startach. Trzecią biegaczką, która ukończyła wszystkie starty, była Ilona Raczyńska-Ciszak, która uzyskała sumaryczny czas 3 godziny 44 sekundy. Biegaczka, zamiast w półmaratonie, startowała

Parkowy Półmaraton był decydujący, jeśli chodzi o punktację we wszystkich biegach w rajdzie Nordic Walking na dystansie 7 kilometrów. Wśród mężczyzn, najszybszy okazał się Jakub Lysko, z łącznym czasem 2 godziny 18 minut i 27 sekund. Pan Jakub przebiegł w sumie 39 kilometrów i 297 metrów, co dało mu średnią 17,03 ki-

Jakub Lysko (w środku) – najlepszy w Parkowym Półmaratonie i zdobywca Parkowej Korony Biegów

lometra na godzinę. Wygrał dwa z pięciu biegów: Parkowy Półmaraton oraz Bieg Równonocny. W Biegu Wiosny zajął czwarte miejsce. Brałem udział we wszystkich biegach cyklu – przyznał z zadowoleniem Lysko, po zakończeniu ostatniego z nich. – Ze swoich startów jestem bar-

dzo zadowolony. Zwłaszcza, że w Parkowym Półmaratonie osiągnąłem życiówkę, a w Biegu Równonocnym, jeżeli trasa miała równe 5 kilometrów, to również był mój najlepszy dotychczasowy wynik. Łukasz Respondek


Ekologicznie

8 Przy „Kapeluszu” można znaleźć kanie i maślaki

Grzyby? W Parku Śląskim jest ich sporo

J

esień to najlepsza pora roku na grzybobranie. Jest i ciepło, i wilgotno. Grzyby wprawdzie nie mają prawie żadnych wartości odżywczych, ale posiadają nieporównywalne z niczym walory smakowe i zapachowe. Jajecznica, zupa grzybowa, pierogi z kapustą i grzybami, wszelkiego rodzaju farsze – polska kuchnia bez nich obyć

się nie może. Rzesze grzybiarzy ruszają w las, aby znaleźć największe i najokazalsze osobniki. Są też i tacy, którzy – głównie z braku czasu – szukają alternatywy. A w tej roli Park Śląski sprawdza się idealnie.

Trudna sztuka Obszerne połacie terenów parku mają charakter leśny, a zatem występują tu i grzyby. I to wcale nie sporadycznie. Widać to szczególnie jesienią, gdy po ciepłej nocy, zachęcające kapelusze wychodzą ponad pokrywę opadłych, kolorowych liści. Dyrektor Aleksander Stodółka przyznaje, że spotkanie osób, które szukają grzybów, wcale nie jest trudne. – Najczęściej można ich dostrzec w okolicach kortów na Alei Sportowej, w pobliżu restauracji Łania, czy też w okolicach zajezdni. Zbierają też w samym centrum parku w okolicy „Kapelusza” – wylicza. Jednym tchem wymienia też gatunki jadalnych grzybów, które można znaleźć. – Są koźlaki, maślaki, podgrzybki,

borowiki, pieczarki, opieńki miodowe, gołąbki zielonawe, czasem rydze – mówi. Odszukanie tych okazów wcale nie jest teraz jednak łatwe, właśnie przez spadające z drzew liście. – W tej kolorystyce znalezienie grzyba, to naprawdę sztuka – przyznaje Bogusław Chmielewski z działu zieleni. – W lasach iglastych ściółka wygląda zupełnie inaczej, zatem i grzybiarze mają ułatwione zadanie – dodaje.

Nie ma zasady Warto pamiętać, że niektóre gatunki grzybów mają powiązanie z konkretnymi drzewami. Tam, gdzie rosną brzozy, można spotkać np. koźlaki, zaś pod modrzewiami maślaki, borowiki, nawet prawdziwki. Zbieranie grzybów w parku nie jest w żaden sposób zakazane. – Ważne, by grzyby zbierać całe, poprzez wykręcanie ich z podłoża. Pozostały dołek trzeba zasypać ziemią i lekko przygnieść, ponieważ w ten sposób zabezpieczamy grzybnię. Zbieranie grzybów przez ułama-

nie trzonu lub zbyt wysokie obcięcie nożem jego dolnej części jest szkodliwe dla grzybni – podkreśla Stodółka. – Grzyby są bowiem samym owocnikiem ogromnej grzybni, który wyrasta ponad glebę. Ich występowanie zleży od warunków atmosferycznych – informuje. W parku nie brakuje też grzybów niejadalnych i trujących. Jak odróżnić te szkodliwe od przydatnych do spożycia? Nie ma zasady. – Wszelkie obiegowe opinie o tym, że grzyb trujący jest gorzki w przypadku dotknięcia go językiem, albo że piecze czy brunatnieje, to cecha indywidualna danego gatunku. Nie ma jednej, spójnej tezy, która pozwala określić, czy grzyb jest trujący czy jadalny – wyjaśnia Chmielewski. – Tyczy się to również obiegowej opinii o tym, że nie zbiera się grzybów blaszkowych, harmonijkowych, bo są trujące, a rurkowe kapelusze z kolei jadalne. Absolutnie nie. W wielu przypadkach jest wręcz odwrotnie – mówi pan Bogusław. Łukasz Respondek

ZDJĘCIE: PARK ŚLĄSKI

Grzybobranie to nasz sport narodowy. Jak się jednak okazuje, grzybów wcale nie trzeba szukać wyjeżdżając do lasu. Ciekawe, jadalne, ale i trujące okazy, można znaleźć w Parku Śląskim. Gdzie szukać? Zapytaliśmy Aleksandra Stodółkę i Bogusława Chmielewskiego z działu zieleni.

Grzybobranie w parku? Czemu nie

REKLAMA

31 grudnia 2013 Hala Wystaw „Kapelusz” w Parku Śląskim od godz. 19.00 do 6.00

van crosher anndra honey m martyvanlee belgo ana van duk patrick.b Organizatorzy: Adres redakcji: Aleja Różana 2, 41 – 501 Chorzów Tel. 601 472 618, fax. 032 793 70 09 E – mail: gazeta.parkowa@parkslaski.pl Redaktor naczelny: Łukasz Buszman

Redakcja: Ewa Kulisz, Wojciech Mirek, Łukasz Respondek, Wojciech Zamorski, Yen Projekt i redakcja graficzna: Marek Michalski

Dział sprzedaży reklam: Katarzyna Zazgórnik-Sitz tel. 666 031 465 Wydawca: Park Śląski w Chorzowie

Gazeta Parkowa także w internecie na: www.parkslaski.pl Kolejny numer Gazety Parkowej ukaże się: 29 listopada 2013


Po sąsiedzku

9

Na Stadionie Śląskim

Lekcje w muzeum nie wieją nudą

Zapraszamy także na Bieg Halloween

swoją wytrzymałość w jesiennym teście Coopera. Test polega na 12-minutowym, nieprzerwanym biegu. Kondycję fizyczną, w zależności od wieku i płci, określa się na podstawie pokonanego dystansu. Początek zajęć we wtorek, 29 października o godz. 18 na boisku ze sztuczną nawierzchnią. Dla uczestników przewidziane są pamiątkowe certyfikaty. Dla Niepodległej Chronologicznie, docieramy teraz do 11 listopada, kiedy to (jak wspomnieliśmy) każdy, kto pojawi się na stadionie, będzie mógł stać się częścią gigantycznej flagi narodowej. O godz. 14, na boisku ze sztuczną nawierzchnią, rozpocznie się bowiem kolejny, biało-czerwony piknik. Nie zabraknie akcentów militar-

nych, tak lubianych przez wszystkich gości. Wstęp wolny. I na koniec, po zapowiedziach nadchodzących imprez, ważna informacja dla wszystkich miłośników nordic walking. Otóż, podczas rozegranych 5 i 6 października Mistrzostw Świata w tej dyscyplinie, w Szklarskiej Porębie, reprezentujące Klub Nordic Walking Stadion Śląski – Aleksandra Raczyńska, Janina Tokarska i Ilona Raczyńska-Ciszak – wywalczyły 4 złote medale. Zwyciężczyniom gratulujemy i przypominamy, że bezpłatne zajęcia Klubu Nordic Walking Stadion Śląski, odbywają się w poniedziałki, w godz. 17.30-19, środy, w godz. 16.45-18.15 i czwartki w godz. 10.30-12.

55 lat minęło – zoo po uroczystościach

Poznajmy się

Na drodze ku przyszłości

T

o ważny rok dla śląskiego zoo. Wiele się wydarzyło i pewnie jeszcze wiele wydarzy. Nie ulega jednak wątpliwości, że największym sukcesem dla tej instytucji, było ukończenie i oddanie do użytku trzech niedawno powstałych ekspozycji, nowych pawilonów dla żyraf oraz tygrysów amurskich, a także pawilonu egzotycznego, w którym zamieszkały liczne gatunki ptaków i gadów. Uroczyste otwarcie tych obiektów, stanowiło część programu obchodów 55-lecia śląskiego zoo. Przecięcia wstęgi dokonali Ambasador Szwajcarii, pan Lukas Beglinger oraz Prezydent Chorzowa, pan Andrzej Kotala, w asyście pani Małgorzaty Staś oraz Dyrektora Ogrodu Zoologicznego. Oddanie nowych budynków, poprzedzone było częścią oficjalną jubileuszowych obchodów, która miała miejsce w nowoczesnej sali audiowizualnej Górnośląskiego Parku Etnograficznego w Chorzowie. Śląskie zoo uhonorowane zostało „Złotą odznaką Zasłużony dla Województwa Śląskiego”, a także przyznaną przez Związek Harcerstwa Polskiego, „Zbiorową Złotą Odznaką za zasługi dla Śląskiej Chorągwi Związku Harcerstwa Polskiego”. Program oficjalnej części obchodów uzupełniła emisja jubileuszowych filmów o śląskim zoo, a także koncert Zespołu Pieśni i Tańca „Śląsk”. Wszyscy zgromadzeni na uroczystości, mieli możliwość przejechania się nową kolejką linową Elka i wysłuchania koncertu w Kotlinie Dinozaurów, w czasie którego zaprezentował się zespół „Dwie Korony” oraz Mirek Szołtysek. Dodajmy, że w ciągu miesiąca od rocznicowej fety, na terenie Śląskiego Ogrodu Zoologicznego odbyły się m.in. pokazy lotów ptaków drapieżnych, ochrzczono marabuta, zorganizowano stałą ekspozycję piór, a przede wszystkim sprowadzono do ogrodu kolejne zwierzęta. W ostatnich tygodniach w chorzowskim zoo zamieszkały m.in. samica mandryla, sprowadzona z Munster, dwie pary owiec grzywiastych – arui z Torunia, ropuchy agi, agamy żaglowe filipińskie i dwie lwice angolskie z francuskiego Mervent. A to dopiero początek…

ZDJĘCIE: ŚLĄSKIE ZOO

Mat. Śląskie zoo

Otwarcie pawilonu egzotycznego – ważny element uroczystości

Mat. Stadion Śląski

Łapushka

W

itajcie, mam na imię Łapushka i jestem 5letnią hieną pręgowaną. Urodziłam się w czerwcu 2008 roku, w zoo w Tallinie. Później przewieziona zostałam do Polski. Najpierw zamieszkałam w Łodzi, a stamtąd, w 2011 roku, trafiłam do Chorzowa. Wszyscy uważają, że – jak na hienę – jestem wyjątkowo atrakcyjna. To podobno dlatego, że urodziłam się w Estonii, a jak wieść niesie, skandynawska płeć piękna jest rzeczywiście piękna… Szczerze mówiąc, sama nie do końca rozumiem o co w tym wszystkim chodzi. O co ta heca? Wizualnie chyba jakoś szczególnie od średniej statystycznej nie odbiegam… Tylne łapy krótsze od przednich, masywny kark, paski na ciele… Wszystko to mam, a jednak! No ale dyskutować nie zamierzam! Ostatecznie miło jest się podobać, prawda? Cokolwiek by to nie znaczyło. Jeśli zaś chodzi o przyzwyczajenia, to tak – jestem nietypowa, przyznać muszę. Uwielbiam wszelkie pieszczoty, na które reaguję przyjaznym mruczeniem. Nawet się czasem zastanawiam, czy wszystko jest jeszcze ze mną w porządku. Moi opiekunowie wcale się mnie nie boją! A przecież ja jestem dzika! Drapieżna! A szczęki mam takie, że kruszyć mogę nimi nawet grube kości. A oni co? Jakby o tym zapomnieli! Podchodzą do krat, czochrają mnie, głaszczą, spoufalają się… A co ja na to? Ha! Mruczę! Sama w to nie wierzę, ale przysiadam, nadstawiam szyję, łaszę się i mruczę! Jak jakaś domowa spanielka, albo, co jeszcze gorsze… kotka. Nie umiem tego jednak w sobie zwalczyć. Podobnie, jak mojej słynnej słabości do łakoci – wiele zrobię za figi, biszkopty albo rodzynki. Na mięso za to aż tak się nie rzucam. Choćby nie wiem jak martwe było!!! Chyba faktycznie dziwna ze mnie hiena… Niektórzy doszukują się czegoś specyficznego także w tym, że się nie śmieję, jak podobno wszystkie inne hieny. Tyle, że to akurat można wytłumaczyć. Te charakterystyczne odgłosy wydają z siebie głównie moje cętkowane kuzynki, mieszkające na południu Afryki i tworzące tam duże, zhierarchizowane stada. My, hieny pręgowane, zamieszkujemy północną i wschodnią Afrykę oraz zachodnie obszary Azji. Czasami spotykane bywamy także na południu Europy, np. w Turcji i na Bałkanach. Żyjemy w parach, czasem samotnie i co najważniejsze – nie jest nam aż tak wesoło, jak hienom cętkowanym. Od najdawniejszych czasów, ludzie jedli nasze mięso, a różne części naszego ciała, w tym m.in. sierść, tłuszcz, oczy, genitalia i krew, miały im służyć do zwalczania różnorakich dolegliwości, odpędzania złych duchów, zapewnienia miłości, szczęścia i płodności. Więc sami widzicie – z czego się tu cieszyć? Ludzie w końcu uznali, że jesteśmy bliskie zagrożenia wymarciem – choć w niektórych miejscach na wolności jesteśmy jeszcze dość liczne, to w innych nasza populacja maleje. Pewnie z tego powodu coraz więcej nas mieszka w ogrodach zoologicznych… Moi bracia i siostry żyją już w kilkudziesięciu zoo w Europie. Kto wie, może wśród nich znajdzie się kiedyś jakiś sympatyczny samiec, którego mogłabym oczarować swą wyjątkową osobowością? Gnat w razie czego też się jakiś znajdzie! Daktyle nie, co to, to nie! Daktyle są moje! Opiekunowie też moi. Zasady jakieś muszą być i każdy powinien wiedzieć, co mu wolno, a czego nie. Bo tak to już jest na tym świecie, że zasobami rozporządza ten, kto je posiądzie. A tak się składa, że ja ludzką sympatię zdobyłam już dawno! I tego się trzymajmy!

Wróżby Andrzejkowe Lekcje dla szkół podstawowych i gimnazjów (cena 60 zł/grupa do 25 osób). Czas trwania: około 90 minut. W czasie zajęć, m.in. opowieść o zakończeniu jesieni na dawnej wsi, a także o tym, że był to czas wspólnych spotkań towarzyskich i wróżb, które miały się spełnić w kolejnych latach. Kawałek chleba nie spadnie z nieba Opowieści o chlebie, połączone z wypiekiem – zajęcia dla osób w każdym wieku. Cena: 10 zł od osoby (dla grup zorganizowanych). Czas trwania: około 120 minut. W czasie zajęć możliwość wypieku własnego chleba i zapoznanie z bogatą symboliką i tradycjami związanymi z tym podstawowym na naszych stołach pokarmem. Ożywiamy lektury Zajęcia muzealne, dotyczące lektur szkolnych (do wyboru „Antek” bądź „Janko Muzykant”) dla klas IV-VI szkoły podstawowej. Cena: 80 zł/grupa do 35 osób. Czas trwania: około 120 minut. W czasie zajęć, m.in. odpowiedzi na pytania: Jak mogło wyglądać wnętrze chałupy, w której przyszedł na świat Janko Muzykant? Z czego zrobił skrzypce? Jak próbowano wyleczyć siostrę Antka, Rozalkę? Od kołowrotka do kabotka Zabawa z górnośląskimi strojami regionalnymi dla przedszkoli i szkół podstawowych. Cena: 80 zł/grupa do 35 osób. Czas trwania: około 90 minut. Zajęcia, połączone z warsztatami dla dzieci, odpowiedzą na wiele pytań związanych z tradycją powstawania i noszenia ubiorów. Pod ich koniec, dzieci kompletują papierowy model jednego ze strojów regionalnych. Mały Etnograf Zajęcia muzealne dla klas I-III szkoły podstawowej. Cena: 80 zł/grupa do 35 osób. Czas trwania: około 60 minut. Warsztaty wprowadzą dzieci w tajemniczy świat starych przedmiotów, z których każdy opowiada inną, pasjonującą historię. Na zakończenie, uczestnicy otrzymają dyplom „Małego Etnografa”. Marysia i Janek zapraszają na wieś Zajęcia muzealne dla przedszkoli oraz klas I-III szkół podstawowych. Cena: 80 zł/grupa do 35 osób. Czas trwania: około 60 minut. Marysia i Janek to dwie lalki, które zabiorą wszystkich gości w niezwykłą podróż. Uczestnicy lekcji dowiedzą się, jak mieszkały, i co robiły dzieci dawno temu. Mat. Muzeum Górnośląski Park Etnograficzny ZDJĘCIE: SKANSEN

Gigantyczna flaga na Stadionie Śląskim – już 11 listopada

ZDJĘCIE: ŚLĄSKIE ZOO

M

iłośników biegania zapraszamy na Stadion Śląski już 26 października. O godzinie 10 ruszy z niego Bieg Halloween. Zawodnicy będą mieli do pokonania 7 km trasy, posiadającej atest Polskiego Związku Lekkiej Atletyki. Zapisy przyjmowane są do 25 października, poprzez stronę www.stadionslaski.pl, gdzie znaleźć można formularz zgłoszeniowy. Można będzie się także zapisać w dniu zawodów. Dla najlepszych czekają puchary i nagrody. Uwaga, osoby, które w tym dniu pobiegną w nietypowym przebraniu, mogą liczyć na okazałe halloweenowe dynie! W imprezie przewidzianych jest 8 kategorii wiekowych: – mężczyzn: M1 16-29 lat, M2 30-39 lat, M3 40-49 lat, M4 50-59 lat, M5 60 i więcej lat, – kobiet: K1 16-34 lat, K2 35-49 lat, K3 50 i więcej lat. Test Coopera Trzy dni po Biegu Halloween, w ramach akcji „Biegaj z nami na Stadionie Śląskim”, można będzie sprawdzić

Listopadowa oferta Muzeum „Górnośląski Park Etnograficzny” w Chorzowie, to, tradycyjnie, przede wszystkim zwiedzanie ekspozycji. Ale nasi goście, w sobotnie popołudnia, w ramach cyklu „Dobranocka w Skansenie”, mogą dodatkowo posłuchać gawędziarza, opowiadającego znane na Śląsku (i nie tylko) bajki ludowe. Aby usłyszeć te barwne historie, wystarczy wybrać się w sobotę o godzinie 16 do karczmy na terenie skansenu. Oprócz tego, szczególnie ciekawe propozycje przygotowane są dla grup zorganizowanych. Wśród nich, lekcje muzealne:

ZDJĘCIE: PARK ŚLĄSKI

Święto Niepodległości na stadionie tradycyjnie już, obchodzimy szczególnie. Wszyscy goście, mogą razem stworzyć na nim gigantyczną flagę Polski. Ale wcześniej też będzie co robić. Zacznijmy od początku.

ZDJĘCIE: STADION ŚLĄSKI/M. MENDALA

Zostań częścią flagi

Dobranocki w plenerze – jeden z punków listopadowej oferty


Parkowa Akademia Wolontariatu

10

Nagroda za pierwsze miejsce w konkursie dziennikarskim

Kronika wypadków brukselskich

B

Retrospekcja

Czerwiec 2013. Rozdanie nagród w Urzędzie Marszałkowskim w Katowicach. Nagroda główna – kilkudniowa wizyta w Brukseli, ufundowana przez europosła Jana Olbrychta. Kilkadziesiąt minut nerwowego oczekiwania: będzie wyróżnienie, a może tylko udział w uroczystości? W końcu prowadząca czyta: „Czterdziestka wywołała u niej bunt – bo jak można zajmować się przedszkolakami w 40-osobowych grupach. Czterdziestka i trzy zera zmieniły jej życie – pieniądze z funduszy euro pomogły założyć domowe przedszkole”. Hurra! To nasz tekst o „Marii, co w Jaśkowicach przedszkole założyła”. Napisaliśmy go w trójkę: niżej podpisana, Zofia Prokopczyk i Janusz Grohman, na zajęciach dziennikarskich w Parkowej Akademii Wolontariatu. Tekst zdobył pierwsze miejsce w konkursie PRESS EFS. Jedziemy na wycieczkę do Brukseli!

Kronika podróży Sobota, 12 października. Późny wieczór, Plac Sejmu Śląskiego w Katowicach. Byłoby prawie pusto, REKLAMA

ZDJĘCIE:PARK ŚLĄSKI

yło trochę jak w Polsce: sklepików tyle co straganów na odpuście. Trochę jak we Włoszech: rewelacyjna pizza. I trochę jak w Anglii: lało nieustannie. W końcu byliśmy na wycieczce w stolicy Zjednoczonej Europy.

Ekipa z PAW w Brukseli gdyby nie tłumek laureatów konkursów o Unii Europejskiej. Są uczniowie i ich opiekunowie, są studenci i my – „akademicy” z PAW-ia. Jedziemy z wizytą do Parlamentu Europejskiego. Niedziela, 13 października. W deszczu przyjeżdżamy do Leuven (20 km od Brukseli). Atrakcją turystyczną jest Wielki Beginaż (miejsce, gdzie mieszkały zakonnice beginki), znajdujący się na liście światowego dziedzictwa UNESCO. Leuven jest miasteczkiem studenckim, tu znajduje się najstarszy w Belgii Katolicki Uniwersytet Lowański, a w domach po beginkach mieszkają studenci. Tu mieszkał Erazm z Rotterdamu, humanista i teolog. Poniedziałek, 14 października. Jedziemy do Brukseli. Spacer po mieście – stare budowle i szkło nowoczesnych budynków – oczywiście w deszczu. Potem siedziba Parlamentu Europejskiego. To gigantyczny kom-

pleks. Jak oni sobie dają radę z takimi odległościami? Spotyka się z nami nasz gospodarz, Jan Olbrycht, a po budynkach oprowadza Leszek Gaś. Czy wiecie, że wszyscy posłowie raz w miesiącu na pięć dni jadą do Strasburga? Biorą wtedy wszystkich pracowników i wszelkie dokumenty w skrzyniach. Ok. 5 tys. osób wyjeżdża autobusami… A jak posłowie rekrutują swoich asystentów? Najpierw chętni biorą udział w konkursach. Potem, najlepsi trafiają do katalogów. Stamtąd posłowie mogą ich wybierać. Zwiedzamy parlamentarium. To interaktywna podróż po Europie i historia powstawania Unii Europejskiej. Spacerując z przewodnikiem multimedialnym, dowiadujemy się, jak rodziła się idea zjednoczonej Europy, można tu też wziąć udział w pasjonującej grze fabularnej i wcielić w europosłów. A deszcz pada… W przerwie przekąska: długa bułka – wszyscy tu tak jedzą, posłowie, tutejsi… Wieczorem obiad z europosłem, Janem Olbrychtem. Grecka restauracja, greckie dania, ale rozmowy jak najbardziej polskie, o polskich sprawach w Europie. W deszczu wracamy do Leuven. Nie jesteśmy już pewni: Anglia to, czy Belgia. Wtorek, 15 października. Nie pada. Wracamy do Brukseli. Przed nami cały dzień zwiedzania wspólnego i indywidualnego. Sikający chłopczyk, sikająca dziewczynka, pałac królewski – pusty, bo władca zjeżdża tylko na ważne uroczystości… Sklepików tak dużo, jak straganów na odpuście. Zrobiliśmy dziesiątki zdjęć: będziemy porównywać ceny.

W okolicach Grad Place można kupić (albo tak nam się wydaje) tylko czekoladę i fast foody. Ulegamy, objadamy się czekoladą, kupujemy dla rodziny i przyjaciół: z chilli, rodzynkami, orzechami, marcepanem, nugatem. A potem jeszcze przekąska: przepyszna pizza. Skoro jesteśmy w kraju frytek, trzeba ich skosztować. Wieczorem wpadamy do budki. Sprzedawca już chce zamykać, ale skoro jesteśmy ostatnimi klientami, dostajemy dwie porcje w cenie jednej. Pychota: frytki w majonezie, grubo cięte. Porcje tak gigantyczne, że trudno zjeść. I w końcu: żegnaj, Brukselo! Wracamy. Środa, 16 października. Plac Sejmu Śląskiego. Jesteśmy u siebie. Ostatnie uściski, wymiana adresów, podziękowania. A deszcz pada.

Epilog Zaprzyjaźniliśmy się z Basią z Koszęcina, Bogusią i Dorotką – nauczycielką i jej uczennicą z Łodzi. Koniecznie trzeba je zaprosić do naszego Parku Śląskiego. Trzy pokolenia spotkały się na trzy dni, by przekonać się że wspólnie, to znaczy ponad podziałami, każdymi podziałami. I ja tam byłam, miód i wino piłam, a com widziała, tutaj umieściłam. Halina Pisarek, Parkowa Akademia Wolontariatu PS. Chcesz wziąć udział w zajęciach dziennikarskich w Parkowej Akademii Wolontariatu, zadzwoń: 666 031 514, napisz: ewa.kulisz@parkslaski.pl


Muzycznie ZDJĘCIE: EWA SWADLO

wspomina Gazda. – Mimo, że mieszkałem w Katowicach, nocowałem z Breakoutami w Ośrodku Harcerskim. Po tych koncertach do rana trwały „nocne Polaków rozmowy”. Znany wokalista, Roman „Pazur” Wojciechowski, także z sentymentem wspomina parkowe imprezy sprzed ponad 40 lat. – Zanim zaczęliśmy grywać do tańca w „Kapeluszu” (bo w tamtych czasach rock uchodził za muzykę taneczną!), wcześniej koncerty odbywały się nieopodal, na wyspie, dokąd prowadziły dwa wąskie mostki. Często zdarzało się, że fani, chcąc uniknąć płacenia za bilet, dostawali się na koncert wpław – wspomina Romek, który śpiewał wówczas w zespołach Twarze, Hokus a także w Wiślanach. Szczególnie szanowanymi i podziwianymi gośćmi parkowej, awangardowej sceny rockowej, były na początku lat 70. zespoły z Wrocławia, takie jak Romuald i Roman, Nurt i Pakt. Zza południowej granicy przyjeżdżały tu także grupy Flamengo oraz Blue Effect z rewelacyjnym Radimem Hladikiem, którego grą i oryginalnym, amerykańskim Gibsonem, zazdrośnie zachwycali się wtedy wszyscy polscy gitarzyści. – Repertuar koncertów na wyspie i w „Kapeluszu” znacznie odbiegał od nurtu preferowanego przez partyjnych decydentów, zapraszających najpopularniejsze zespoły do udziału w dorocznych świętach Trybuny Robotniczej – dodaje Jacek Gazda. – My woleliśmy niepokorne dźwięki z Anglii i USA, próbowaliśmy śpiewać po angielsku bluesowo-rockowe standardy i unikaliśmy ludo-

WOJCIECH ZAMORSKI prezentuje

T

ak było w „Kapeluszu” 40 lat temu i teraz znowu tak będzie. Najpierw, 26 października ekstremalne, rockowe przeżycia zapewnią „kwasopijcy” z Poznania, czyli Acid Drinkers z asystą naszego swojskiego Kruka. Miesiąc później – 30 listopada – „Kapelusz” przekształci się w sanatorium z Oddziałem Zamkniętym, leczącym przewlekle chorych na rocka, przy udziale Cree i Ściganych. Wiosną, dzięki udanym przymiarkom w ramach Cover Festivalu, w marcu i maju odnowiliśmy znajomość z kilkoma zespołami, które tu nad Rawą i Wisłą najlepiej radzą sobie z repertuarem globalnych legend rocka, takich jak AC/DC, Led Zeppelin czy Deep Purple. Co nie mniej ważne, sprawdziliśmy także, czy przy umiejętnym nagłośnieniu, hala wystaw „Kapelusz”, może służyć jako miejsce przyjazne dla ostrego, gitarowego grania. Armada złożona z niezawodnych 4 Szmerów, zespołu Piotra Luczyka, Kruka oraz kilku innych orkiestr, rozsiewających szlachetne decybele, przywróciła „Kapeluszowi” rockowy blask, odkurzając pamięć fanów, którzy bywali tu na koncertach już w latach 70. minionego stulecia. Gitarzysta basowy, Jacek Gazda, który w tamtych czasach grywał m.in. z grupami Breakout, Krzak, Hokus i Czesławem Niemenem, a dzisiaj jest encyklopedią wiedzy o śląskich korzeniach polskiego rocka oraz jednym z filarów zespołu Easy Rider, wspomina że już kilka dekad temu, Park Śląski był ważnym miejscem na krajowej scenie muzycznej. – W miesiącach letnich, niemal co tydzień odbywały się w parku koncerty śląskiej i krajowej czołówki kapel z pogranicza bluesa i rocka. Grało się w „Kapeluszu”, a także na pobliskiej wyspie –

ZDJĘCIE: ARCIWUM PARK ŚLĄSKI

Rock przez cały (niemal) rok...

„Kapelusz” przyciągał muzyków już w latach 70. wych zapożyczeń oraz grzecznych tekstów, zatwierdzanych przez cenzurę. Kiedy po latach oglądamy stare, czarno-białe zdjęcia z tamtych koncertów, aż trudno uwierzyć, jak skromne środki zapewniały wówczas szczęście i spełnienie zarówno muzykom na scenie, jak i rozentuzjazmowanej publiczności. Nie zawsze dobrze nastrojone gitary, wzmacniacze i kolumny głośnikowe najczęściej własnej produkcji, żałosna jakość i moc aparatury nagłaśniającej. Wtedy to się nie liczyło. Było szaro i biednie, ale za to radość z oglądania grających na żywo zespołów była szczera i spontaniczna.

Oddział i Cree

Andrzejki na rockowo ZDJĘCIE: MAT.PROM.

Rock na trawie

11

Oddział Zamknięty – gwiazda parkowych Andrzejek

O

d kiedy tylko świadomie zacząłem chodzić na koncerty, zawsze w okolicy przełomu listopada i grudnia, przez mój kalendarz przewijało się dużo wydarzeń, związanych z obchodami Andrzejek i muzyką na żywo. Koncertów było tak wiele, że trudno mi już wymienić jakieś szczególnie ulubione. Jednak na długo zapamiętałem jeden – występ nieistniejącej już grupy „Osły”, w chorzowskiej Leśniczówce, który został w całości poświęcony legendarnej formacji The Allman Brothers Band. Dla mnie był to koncert marzenie. Jako wierny fan ABB i miłośnik muzycznych dokonań Jasia Gałacha (twórcy oślanej formacji), niczym zahipnotyzowany, spędziłem ten listopadowy wieczór w Leśni (jeszcze wtedy przed remontem, ze starą, mikroskopijną sceną). I przez wiele lat żyłem sobie w spokoju, święcie przekonany, że nie da się tego przebić żadnym koncertem. Że ilość muzycznych uniesień została bezczelnie ustalona na nieosiągalny już dla nikogo pułap, a każdy aspirujący do zmiany lidera w tej niecodziennej klasyfikacji, skazany jest co najwyżej na pożarcie przez mój wewnętrzny głos, mówiący o tym co jest dobre, a co złe. I wtedy pojawił się mój szef, mówiąc: koncert na jesień, „Kapelusz” – zrób tak, żeby było rewelacyjnie. Przygotowując kilka wersji, wymyśliłem również jedną, która od samego początku wydawała mi się nierealna. Bo za dużo zespołów, bo koszty każdej kapeli będą pewnie gigantyczne i na milion procent się nie uda.

Zestaw marzenie – Oddział Zamknięty z Jarkiem Wajkiem, Cree z Bastkiem Riedlem i Ścigani z Maćkiem Lipiną na czele. Plan doskonały. Z czystej ciekawości obdzwoniłem każdy z zespołów, sprawdziłem terminy, spisałem stawki (które okazały się znacznie niższe, niż mi się wydawało) i nagle ten nieprawdopodobny scenariusz zaczął się ucieleśniać. Plan, zakładający trzy najbardziej rockandrollowe formacje w Polsce, które dodatkowo są ze sobą mocno zaprzyjaźnione, co skutkować będzie niecodziennymi konfiguracjami na scenie, licznymi gościnnymi występami, błyskawicznie uzyskał aprobatę przełożonych i tak oto, 30 listopada, wszyscy będziemy świadkami jak Wojtek Pogorzelski i Bastek Riedel, przy akompaniamencie Ściganych, zademonstrują jak należy obchodzić Andrzejki w iście rockowym stylu. Bez kompromisów, tylko czysty rock and roll! Sprawdziłem. Takiego zestawu jeszcze nikt, nigdy w Polsce nie zaserwował. Po koncercie Edyty Bartosiewicz, Archeo Sisters i Kuby Badacha, po raz kolejny w tym roku łamiemy wszelkie zasady i stereotypy, dotyczące wyboru wykonawców na organizowane przez nas koncerty. Strach pomyśleć, co będzie w przyszłym roku. Ale jak pokazuje przykład tegorocznych Andrzejek, każde, nawet najbardziej nierealne marzenie, może stać się po prostu celem, który prędzej czy później doczeka się realizacji. I tego sobie i Państwu życzę! Wojciech Mirek

REKLAMA

Poradnik Katowice Airport (część 3)

Z psem lub kotem samolotem

T

rudno jest nam rozstać się z czworonożnym pupilkiem nawet podczas krótkiego wyjazdu. Nie rezygnujmy – rozważmy wzięcie go ze sobą. Jest to możliwe nawet wtedy gdy podróżujemy samolotem. Dokumentem niezbędnym do podróżowania czworonoga drogą lotniczą jest paszport, spełniający wymogi określone w przepisach unijnych. Przed jego wyrobieniem trzeba zarejestrować pupilka poprzez oznakowanie tatuażem lub implantację mikroczipu. Pamiętać trzeba, że tatuaż nie jest akceptowany w Wielkiej Brytanii, Irlandii, Szwecji i na Malcie. Potem należy udać się do lekarza weterynarii, posiadającego stosowne uprawnienia do wydania paszportu. W trakcie tych formalności wpisuje się informacje związane ze stanem zdrowia, o odbytym ewentualnym leczeniu, ale niezbędnym wymogiem są aktualne szczepienia przeciwko wściekliźnie. Aby zatem nasz przyjaciel podróżował samolotem musi mieć ukończone trzy miesiące, gdyż wcześniej nie będzie miał stosownych zaświadczeń. Państwa unijne mogą zezwolić na przemieszczanie zwierząt w młodszym wieku i nie zaszczepione, jeżeli posiadają paszport i od chwili przyjścia na świat pozostawały w miejscu urodzenia bez kontaktu z dzikimi zwierzętami lub towarzyszy im ich matka, od której są w dalszym ciągu uzależnione. Zawsze jednak wpis do paszportu, dokumentujący ważne szczepienie przeciwko wściekliźnie, jest nieodzowny poza terytorium Unii Europejskiej. W przypadku wjazdu do Wielkiej Brytanii, Irlandii, Szwecji, Norwegii oraz na Maltę wymagane jest dodatkowe potwierdzenie odpowiedniego poziomu przeciwciał (tzw. badanie serologiczne), wykonane w

specjalnym laboratorium. Kolejnym krokiem będzie odrobaczenie i zastosowanie środka przeciwkleszczowego. Gdy nasz pupilek może się już wylegitymować, przystępujemy do zakupu biletu. Zwróćmy przy tym uwagę, że niektóre linie lotnicze zakazują przewozu zwierząt. W tym celu zapoznajmy się z regulaminem przewoźnika. Dokonując rezerwacji pamiętajmy o zgłoszeniu naszego towarzysza, bo liczba zwierząt dopuszczonych do przewozu jest ograniczona w ramach jednego lotu. Nie zapomnijmy również o zakupie transportera, w którym nasz czworonożny przyjaciel odbędzie podróż. Małe zwierzątko, o określonej maksymalnej masie ciała, może przebywać na pokładzie samolotu. Po przekroczeniu tej wagi musi pozostać w luku bagażowym, stąd konieczność zapewnienia mu odpowiednich warunków. Zwierzę wraz z klatką kwalifikuje się jako nadbagaż, dlatego jest to zawsze dodatkowo płatne według obowiązującej taryfy. Powyższe zasady w zakresie opłat i ograniczeń nie dotyczą psów przewodników, podróżujących z osobami niepełnosprawnymi. Najczęściej ich przewóz jest bezpłatny. Taki opiekun może przebywać w kabinie ze swoim właścicielem niezależnie od rozmiarów oraz pozostawać jedynie w kagańcu i na smyczy. Zawsze jednak należy uprzedzić przewoźnika o tym fakcie odpowiednio wcześniej. Szczegółowe informacje na temat listy uprawnionych do wydania paszportu weterynarzy, a także innych kwestii, w tym ośrodków wykonujących badanie serologiczne, znajdują się na stronie internetowej Krajowej Izby Lekarsko-Weterynaryjnej: www.vetpol.org.pl Piotr Adamczyk Dział Komunikacji i Promocji Katowice Airport


Trendy

12 Parkowe gadżety idealne na jesień

ZDJĘCIA: PARK ŚLĄSKI

Więcej, niż zwykła torba Warto zajrzeć do parkowego sklepu. I to nie tylko dlatego, że można zaopatrzyć się w ciekawe gadżety idealne na jesień, ale również dlatego, że sprzedawane tam produkty, mają wysoką jakość i są niezwykłe funkcjonalne. Zapraszamy na www.sklep.parkslaski.pl. arkowy sklep działa od zeszłego roku. Podstawowym produktem są bilety wspólne do Parku Śląskiego oraz wejściówki do Śląskiego Wesołego Miasteczka. Poza nimi, jest jednak kilka ciekawych gadżetów, które naprawdę warto mieć.

P

Ekotorba na spacer

Ekotorby mają cztery wzory kolorystyczne, m.in. zielony

W parkowym sklepie można zakupić torby, których wzór wybrany został w internetowym głosowaniu

Asortyment sklepu to także parkowe szachy…

…i akwarele, uwieczniające najbardziej znane miejsca, znajdujące się w parku

Najnowszym produktem naszego sklepu są ekotorby. Umieszczone na nich grafiki, zostały zaprojektowane przez artystów z akademii Sztuk Pięknych w Katowicach. Z kilkunastu zaproponowanych wzorów, użytkownicy naszego profilu na Facebooku, wybrali cztery, które trafiły do realizacji. Wśród nich są róże, zielony liść, krokusy i liście jesienne. – Torby mają ciekawy design. Nawiązują do ekologicznych działań, jakie staramy się realizować – mówi Anna Podzimska, która prowadzi sklep Parku Śląskiego. – Są funkcjonale, trwałe, pojemne i poręczne. Idealnie nadają się zarówno na zakupy, jak i na spacer. Cena nie jest wygórowana – zachęca. Jedna torba kosztuje 10 złotych.

szym sklepie można więc nabyć koszulkę z Żyrafą i Wesołym Miasteczkiem (36 zł), kubek z Planetarium Śląskim, Halą Wystaw „Kapelusz” i bramą zoo (25 zł) oraz kopie akwareli w formie printów (30 zł) i pocztówek (3zł). Ogromnym atutem produktów serii „Park jak malowany”, jest ich wysoka jakość i unikalny charakter. – Chcieliśmy umieścić na tych gadżetach coś innego, niż zwykłe zdjęcia – podkreśla Podzimska. Tłumaczy, że w czasach, gdy każdy telefon robi zdjęcia o niezłej rozdzielczości, takie akwarele są bardzo wyjątkowe. – Widać na nich artystyczny wyraz i pociągnięcia pędzla. Ta seria produktów jest idealna na prezent.

stępnych w sklepie. Na spacer po parku, z pewnością przyda się parasol (30 zł), a na wycieczkę rowerową sportowy bidon (25 zł). Z myślą o cieplejszych dniach, warto nabyć torbę termiczną (20 zł), a dla dzieci – kubek, po którym można rysować kredą (20 zł). Doskonały na tę porę roku jest zestaw pięciu gier w drewnianym pudełku: tryktraka, szachów, warcabów, domina i mikado. Można go wykorzystać np. podczas spaceru, siedząc na ławce. Jak podkreśla Pozimska, gadżety spodobają się z pewnością miłośnikom Parku Śląskiego oraz osobom, które lubią aktywny wypoczynek. – Zapraszam wszystkich do odwiedzania naszej strony i sklepu. Na pewno będziemy się starali powiększać kolekcję parkowych gadżetów – zapewnia Podzimska.

Akwarele na koszulkach

Jesienna rozrywka

Do przygotowania niektórych parkowych gadżetów użyto wykonanych na zamówienie akwareli. W na-

Długie jesienno-zimowe wieczory, to idealna okazja do skorzystania z pozostałych gadżetów do-

Łukasz Respondek

REKLAMA

Sport w wielkim mieście

Kuchnia sportsmenki Jesień kojarzy się z cudownymi kolorami drzew w parku, z przyjemnymi temperaturami powietrza, wreszcie z potrawami, które o tej porze roku smakują jakby bardziej.

B

ez wątpienia, moim numerem jeden jest dynia. Przyrządzić z niej można przepyszną zupę, placuszki, a nawet ciasto. Dyniowa zupa jest niezwykle prosta do wykonania i co najważniejsze, rozgrzewa w chłodne wieczory. Do jej przyrządzenia wystarczy kilogramowy kawałek dyni, świeży imbir, kilka ziemniaków i marchewek oraz laska cynamonu. Pokrojoną w kostkę dynię należy najpierw lekko podsmażyć na patelni aby zmiękła, następnie dodać ziemniaki i marchewki, imbir (ok. 1 cm) oraz laskę cynamonu. Na końcu całość zalać wodą. Zupę należy gotować tak długo, aż zmiękną ziemniaki. Dyniowa zupa najlepiej smakuje w postaci kremu, więc przed podaniem, należy ją zmiksować lub użyć blendera. Kolejnym jedzeniowym symbolem jesieni są dla mnie grzyby, które podobnie jak dynię, można przyrządzić na kilka sposobów. Zupy, kremy, sosy czy krokiety, to tyl-

ko niektóre z pomysłów. Do moich ulubionych i niestety kalorycznych potraw, należą pierogi z grzybami. Na ciasto potrzebna będzie mąka pszenna, gorąca woda oraz sól. Do farszu zaś dowolne grzyby, np. pieczarki, cebula, sól i pieprz. Do miski należy wsypać mąkę (3 szklanki) i szczyptę soli. Całość zalać jedną szklanką wrzątku. Składniki mieszać ze sobą tak długo, aż powstanie klejąca masa. Dopiero potem należy zacząć wyrabiać ciasto. W zależności od konsystencji, można dolać wodę lub dosypać mąkę. Ciasto powinno być elastyczne i dobrze wyrobione. Do farszu przygotowujemy cebulę, którą należy zeszklić na patelni. Do cebuli dodajemy starte pieczarki. Całość lekko solimy. Z miski wyciągamy 1/3 ciasta, które wałkujemy, aż osiągnie grubość 1 mm. W celu przygotowania pojedynczych pierożków, najlepiej użyć szklanki, którą wycinamy krążki. Do powstałych placuszków wkładamy farsz i formujemy pierogi. Gotowe już pierogi wrzucamy do osolonego wrzątku i gotujemy do momentu wypłynięcia. Można je podawać z cebulką lub lekko podsmażone na patelni. Smacznego! Klaudia Kapica


Gazeta Parkowa - Październik 2013