Page 1

TRAVEL & NATURA

Rajdy konne

Podróże z pasją

Autostopem przez Chiny

ISSN 2353-2416

LISTOPAD/GRUDZIEŃ 2018 › NUMER 30

POLSKA

BEZPŁATNY MAGAZYN O PODRÓŻACH

TEMAT WYDANIA

Katar

Jamajka

Reggae i James Bond 1


Punta Cana 2

GoDominicanRepublic.pl


OD REDAKCJI

Mam przyjemność powitać Państwa na łamach kolejnego wydania magazynu Podróżować można na wiele sposobów: pieszo, samochodem, samolotem, kajakiem, a także konno! Rajd konny to doskonała przygoda dla aktywnych, która pozwala na oczyszczenie umysłu i nawiązanie wspaniałej więzi z otaczającą przyrodą. Urlop na grzbiecie wierzchowca to aktywnie spędzony czas, wspaniałe, niekończące się widoki i możliwość dotarcia w dalekie od cywilizacji miejsca, duża dawka świeżego powietrza i adrenaliny podczas wielu szalonych galopów. Zapraszamy na s. 66-76. Aby w łatwy sposób dotrzeć do celu wędrówki, możemy skorzystać z nowoczesnych technologii w postaci telefonu komórkowego z dostępem do internetu czy urządzeń GPS, które wybiorą za nas najdogodniejszą trasę oraz ułatwią ustalenie naszej lokalizacji. Należy jednak podkreślić, że to właśnie na podstawie wytyczonych szlaków turystycznych korzystamy dzisiaj z tych udogodnień, a w przypadku awarii sprzętu, dzięki odpowiedniemu oznakowaniu, poradzimy sobie z odnalezieniem właściwej drogi. Jak zatem powinien być prawidłowo oznakowany szlak turystyczny? O tym w dziale „Prawo” na s. 46-47. Miód jest znany ludzkości „od zawsze”, czyli... od bardzo dawna. Pierwsze wzmianki mówiące o tym, że człowiek docenił pszczoły i czerpał z efektów ich pracy, można zobaczyć na malowidłach naskalnych z epoki mezolitu. Pszczelarstwem zajmowali się również starożytni Egipcjanie. Co takiego jest w złocistym płynie, że od tysiącleci cieszy się on niesłabnącym zainteresowaniem? Polecamy materiał na s. 48-52. To zaledwie kilka propozycji spośród wielu innych – mam nadzieję – równie interesujących. Z życzeniami inspirującej lektury

Redaktor naczelny

PISZĄ I FOTOGRAFUJĄ DLA WAS

Karina O’Neill

Maciej Majerczak

Kasia Jaszczuk

Zapraszamy na stronę naszego wydawnictwa na: facebook.com/TravelPolskaMagazyn

3


4


5


6


JEŚLI MASZ ZROBIĆ TYLKO JEDNĄ RZECZ, ZRÓB TĘ NAJWAŻNIEJSZĄ TYLNE ŚWIATŁO FLARE RT

Spraw by Cię widziano na drodze. Włącz najlepsze tylne światło rowerowe widoczne z odległości 2 km, nawet w dzień. Dowiedz się więcej na: trekbikes.com/drl

7


SPIS TREŚCI

AKTUALNOŚCI 10 Gadżety, trendy, inspiracje

DOOKOŁA ŚWIATA 32 W świątecznym nastroju

NOWOŚCI WYDAWNICZE 22 Z księgarskiej półki

PODRÓŻE Z PASJĄ 34 Autostopem przez Chiny

TRAVEL & SPORT 24 Szwajcaria. Tu się szusuje!

PRAWO 46 Szlaki turystyczne w ujęciu prawnym

TEMAT WYDANIA

12

KATAR

Liczący niewiele ponad 2 miliony obywateli islamski kraj zajmuje powierzchnię porównywalną do województwa świętokrzyskiego (11,5 tys. km2). Przez długi czas Katar był pod panowaniem imperium osmańskiego, następnie przez 55 lat – aż do 1971 roku – znajdował się pod protektoratem Wielkiej Brytanii. Dzięki zasobom ropy naftowej, a także największym na świecie złożom gazu ziemnego, szybko nadrobił lata zniewolenia i stał się jednym z najbogatszych krajów na świecie.

8


Z NOTANIKA PODRÓŻNIKA 54 Ystad. Miasto Wallandera PREZENTOWNIK 60 Nie tylko dla obieżyświata

TRAVEL & NATURA 66 Podróże po świecie... na końskim grzbiecie! Z DALEKA I Z BLISKA 82 Jamajka Miejsce narodzin reggae i... Jamesa Bonda

FOTO: JULIA SAWICKA-GRANDÍA

KULINARNE INSPIRACJE 48 Cud miód

9


NOWOŚCI RYNKOWE

DWA W JEDNYM – PRZECIWKRADZIEŻOWY PLECAK I TORBA Pacsafe Citysafe CX Convertible to idealne rozwiązanie dla każdej podróżniczki, która ceni sobie bezpieczeństwo, funkcjonalność oraz miejski szyk. Plecak wystarczy złożyć i przepiąć pasek, aby otrzymać elegancką damską torebkę. Wewnątrz ukryta jest stalowa siateczka, która chroni zawartość przed ewentualną kradzieżą na skutek rozcięcia powierzchni. Końcówki ekspresów wpinane są w specjalną klamerkę, dzięki czemu nikt ich niepostrzeżenie nie rozsunie, a specjalne panele RFIDsafe ochronią twoje karty płatnicze przed nieuprawnionym zeskanowaniem. Stalowe linki w pasku oraz specjalne karabińczyki z blokadą pozwolą ci na przypięcie torby do krzesła, np. podczas wizyty w restauracji, dzięki czemu możesz ją bez obaw zostawić, udając się na przykład do baru. Cena: 399,99 zł niedajsieokrasc.pl CYBERPRZESTĘPCY NIE ODPOCZYWAJĄ – OCHRONA MUSI DOTRZYMAĆ IM KROKU Cyberataki to smutna codzienność w dzisiejszym świecie zdominowanym przez komputery, smartfony i inne urządzenia połączone z internetem. Skuteczna ochrona, która nie obciąża zasobów i nie utrudnia życia, nie jest już zatem czymś, co można mieć. Jest czymś, co trzeba mieć. Wydany niedawno pakiet Kaspersky Total Security 2019 powstał w celu zapewnienia ochrony współczesnemu gospodarstwu domowemu. Zadbano o zwiększenie skuteczności wykrywania zagrożeń oraz wydajności, by ochrona nie wchodziła w drogę podczas pracy, zakupów, korzystania z bankowości online i zabawy. kaspersky.pl/total-security

ZIMA ZA PASEM, WIĘC CZAS POMYŚLEĆ... O LECIE! W Rainbow trwa przedsprzedaż oferty na Lato 2019. Z tej okazji na Klientów czekają znakomite rabaty – nawet do 40%, specjalne zniżki dla dzieci oraz dla drugiej osoby w przypadku par. Tym, którzy lubią objazdówki i imprezy 7+7, Rainbow oferuje wyjątkowy bonus – „Single nie płacą”, czyli brak dopłaty za pokój jednoosobowy. Tylko w przedsprzedaży można wybrać miejsce w samolocie w znakomitych cenach oraz zmienić swoją rezerwację zupełnie gratis nawet do 30 dni przed wyjazdem. Promocja trwa do 12.12.2018 r. r.pl

LEPSZA ODPORNOŚĆ, PIĘKNA SKÓRA! Cukierki aloesowe z trawą cytrynową zawierają nie sok, lecz wysokiej jakości naturalny wyciąg (ekstrakt) z aloesu i cenny olejek z trawy cytrynowej. To świetne połączenie polecane przy obniżonej odporności, do wspierania przewodu pokarmowego, żołądka, wspomagania pamięci, koncentracji, do utrzymania młodego wyglądu i przemiany materii. Ekstrakt z aloesu w połączeniu z trawą cytrynową spowalnia procesy starzenia. Producent: Reutter/Niemcy. izakpol.pl

10


11


TEMAT WYDANIA

Długi transfer w Katarze, czyli dawka Orientu na początek TEKST I ZDJĘCIA JULIA SAWICKA-GRANDÍA

Droga wzdłuż West Bay District, czyli biznesowe centrum Kataru, pełne wieżowców

12


Wielogodzinny stop-over w Doha podczas podróży Qatar Airways do Azji czy Afryki warto wykorzystać na zwiedzenie stolicy Kataru. Imponujące miasto wzniesione na pustyni, nad Zatoką Perską, należy do jednych z najbardziej przyjaznych turystom miejsc na Bliskim Wschodzie. Jego mieszkańcy uważani są natomiast za najbardziej majętnych ludzi na świecie.

13


TEMAT WYDANIA

L

iczący niewiele ponad 2 miliony obywateli islamski kraj zajmuje powierzchnię porównywalną do województwa świętokrzyskiego (11,5 tys. km2). Przez długi czas Katar był pod panowaniem imperium osmańskiego, następnie przez 55 lat – aż do 1971 roku – znajdował się pod protektoratem Wielkiej Brytanii. Dzięki zasobom ropy naftowej, a także największym na świecie złożom gazu ziemnego i eksportowi tego surowca w postaci płynnej (gaz LNG), szybko nadrobił lata zniewolenia i stał się jednym z najbogatszych krajów na świecie. Przepych i luksus są widoczne gołym okiem na ulicach Dohy, gdzie po ulicach mkną luksusowe samochody. Od połowy ubiegłego roku przyjrzenie się z bliska bajecznemu bogactwu Kataru jest o wiele prostsze, bowiem rząd tego bliskowschodniego emiratu zniósł obowiązek wizowy dla obywateli 32 krajów, w tym Polski. Przy nadarzającej się okazji sprawdzam zatem, co warto zobaczyć w Doha podczas długiego oczekiwania na kolejny samolot.

20 MINUT DO STOLICY Z LOTNISKA By zwiedzić stolicę Kataru, trzeba posiadać bilet powrotny lub na dalszą część podróży oraz paszport ważny minimum

6 miesięcy. Podczas kontroli paszportowej celnik może zapytać nas o rezerwację hotelu (zwłaszcza kobiety podróżujące w pojedynkę), należy jednak wtedy poinformować go o tym, że jest się tzw. pasażerem transferowym. W zależności od preferencji można udać się do miasta na własną rękę lub skorzystać z bezpłatnej wycieczki, która jest organizowana przez linie lotnicze Qatar Airways. Można ją zarezerwować na lotnisku przy stoisku Doha City Tour. Ta opcja przeznaczona jest dla pasażerów, którzy czekają na następny lot od 5 do 12 godzin. Ilość miejsc jest ograniczona, a sama wycieczka trwa ok. 3 godzin. Lotnisko Hamad International Airport, działające niespełna cztery lata i reklamujące się hasłem „5-Star Airport”, położone jest w odległości ok. 20 minut autobusem od Doha. Wybudowano je z myślą o turystach i kibicach, którzy przyjadą tu na Mundial 2022 roku. Bladym świtem wyruszam spod lotniska w kierunku centrum stolicy. Od razu widać miks kulturowy w kraju. Katarczycy poruszają się samochodami, ulice, chodniki są w większości puste, a ludzie, których można spotkać rano, zwłaszcza w okolicach lotniska i na obrzeżach stolicy, to imigranci, czyli tania siła robocza sprowa-

W biznesowej część miasta swoje siedziby mają międzynarodowe koncerny, hotele, banki i ważne instytucje Kataru

14


Na odrestaurowanym Souq Waqif można kupić wszystko – nawet kolorowe papugi

dzona tu z Indonezji, Indii, Pakistanu, Nepalu czy Bangladeszu. Pod lotnisko podjeżdżają autokary pełne robotników z Azji, a dookoła widać różne budynki i drogi w budowie. W Katarze zatrudnienie znajduje także wielu wykwalifikowanych pracowników (również z Europy), głównie w przemyśle wydobywczym.

GDZIE NOWOCZESNOŚĆ MIESZA SIĘ Z TRADYCJĄ

NOWOCZESNA DOHA, CZYLI IMPONUJĄCE DRAPACZE CHMUR W centrum stolicy, West Bay, znajduje się mnóstwo spektakularnych wieżowców, hoteli najwyższej klasy oraz centrów handlowych. W niektórych budynkach znajdują się instytucje rządowe. Nowoczesna część

Zadaszona część targowiska

Doha jest bardzo bezpiecznym miejscem. Obowiązują tu prawo Szariatu i zasady islamu, także te dotyczące stroju – kobiety muszą mieć zakryte ramiona i nogi, ale cudzoziemki nie muszą zakrywać włosów. Na ulicach nawet przy wysokiej temperaturze można spotkać Katarki w czarnych długich abajach. Alkohol jest produktem trudno dostępnym, tylko w niektórych barach i restauracjach można się nim uraczyć, płacąc za trunek bardzo wygórowaną cenę. Ze względu na upały ludzie przemieszczają się z klimatyzowanych samochodów do klimatyzowanych centrów handlowych, biur czy domów. Widok kobiety z zasłoniętymi włosami prowadzącej samochód z górnej półki cenowej nie należy tu do rzadkości. Cudzoziemcowi łatwiej jest w Dosze poruszać się taksówką niż autobusem, ponieważ tych jest bardzo mało, a transport publiczny nie jest zbyt dobrze rozwinięty.

15


TEMAT WYDANIA Wielbłądy na tyłach Souq Waqif

Dohy wciąż się rozwija, obok skończonych obiektów trwają zaawansowane prace budowlane i wygląda na to, że w miejskiej dżungli przybędzie niebawem kolejnych drapaczy chmur. Jednak w porównaniu do innych miast w regionie Katar może poszczycić się tym, że jego stolica jest dosyć zielona i znajdują się w niej parki. Na obrzeżach biznesowego centrum niedaleko zatoki, tuż przy promenadzie, mieszkańcy miasta mogą znaleźć wytchnienie w parkach, które są w za-

Niektóre drapacze chmur mają spektakularne elewacje

16

sadzie zadbanymi zielonymi trawnikami, lub zażyć odrobiny ruchu na publicznych siłowniach. Atrakcję tej części miasta stanowi także sztuczna wyspa Pearl-Qatar, zajmująca ok. 4 km2. Tu mieszkają zamożni Katarczycy, znajdują się przystanie jachtowe, hotele, apartamentowce oraz ekskluzywne restauracje. Fani motoryzacji mogą zajrzeć do salonów marek Ferrari, Maserati lub Rolls-Royce, a miłośnicy marek premium wybrać się na zakupy do Gucciego, Hermèsa czy Soni Rykiel.

W biznesowym centrum Dohy wciąż powstają nowe wieżowce


17


TEMAT WYDANIA Promenada Corniche pełna jest spacerowiczów, zwłaszcza po zmierzchu, gdy nie doskwiera już słońce

MORSKA BRYZA W ORIENTALNYM WYDANIU Znakiem rozpoznawczym Dohy bez wątpienia jest promenada Corniche, która ciągnie się ok. 7 km wzdłuż zatoki, w jej okolicy znajdują się główne atrakcje. Słynny deptak ma swój początek w pobliżu Muzeum Sztuki Islamskiej, a kończy przy parku Sheraton, nieopodal biznesowej części miasta. Z jednej strony promenady wiedzie ruchliwa ulica, z drugiej zaś widać tradycyjne drewniane statki – dhows, które są zacumowane na szmaragdowych wodach Zatoki Perskiej. Stanowią one kontrast dla znajdujących się w tle nowoczesnych budynków. Corniche jest najbardziej zatłoczona o zmierzchu i nocą, kiedy mieszkańcy Dohy przychodzą tu uprawiać jogging, spotkać się ze znajomymi i rodziną, by pospacerować i pobyć na świeżym powietrzu, gdy się już nieco ochłodzi. Jednym z ważnych punktów na promenadzie, u wejścia do portu, jest ogromna fontanna w kształcie perły. Jak się okazuje, Katarczycy zajmują się także poławianiem pereł. Niedaleko zaś znajduje się Muzeum Sztuki Islamskiej o niezwykłej bryle, w którym odbywają się tymczasowe wystawy, jest teatr, sale modlitewne czy biblioteka. W muzeum zgromadzono zbiory, które przedstawiają sztukę islamską na przestrzeni 1400 lat, na trzech kontynentach. Można tu podziwiać prace z drewna, metalu czy biżuterię.

Drewniane statki zacumowane przy promenadzie Corniche na tle nowoczesnych budowli

18


GRAFIKI: FREEPIK

Spiralny meczet, w którym mieści się Centrum Kultury Islamskiej, góruje nad arabskim targowiskiem Souq Waqif

19


TEMAT WYDANIA

TRADYCYJNA DOHA Zupełnie inne oblicze stolicy Kataru prezentuje Souq Waqif, czyli największy suk-rynek w mieście. Orientalna architektura stylizowana na średniowieczne pozostałości sugeruje, że ta część Dohy jest bardzo stara. Tymczasem katarska starówka powstała w XX wieku, a 10 lat temu została gruntownie odnowiona. W labiryncie wąskich, zadaszonych uliczek kryje się arabskie targowisko, na którym można zakupić dywany, tradycyjne tekstylia, złotą biżuterię, rękodzieło czy przyprawy. Największa atrakcją suku są zwierzęta, można tu kupić kolorowe papugi, małe szczeniaczki, koty, żółwie, a nawet – cenione przez Katarczyków – sokoły. Obok znajduje się zagroda, w której chwilę wytchnienia mają wielbłądy. Dookoła targowiska znajduje się wiele przytulnych restauracji, w których można spróbować specjałów bliskowschodniej kuchni, oraz kafejek, w których można się delektować arabską sziszą. Naprzeciwko Souq Waqif zlokalizowany jest spiralny meczet, zwany Centrum Kultury Islamskiej Fanar. Budynek ma ciekawą bryłę, która przypomina skręcony niedbale rulon papieru. Stąd muezzin nawołuje wiernych na modlitwy. Turyści zaś mogą się zapoznać z historią islamu. Stop-over w Doha to z pewnością nie jest czas stracony. Przechadzając się jej ulicami i widząc liczne place budowy, można się przekonać, że „wymyślanie” miasta wciąż trwa. Jeszcze 40 lat temu była skromną osadą na pustynnych piaskach, a dziś jest jednym z prężniej rozwijających się ośrodków w regionie. Wygląda na to, że mistrzostwa świata w piłce nożnej dopiszą stolicy Kataru nowy rozdział historii. ■

Pomnik Perły przypomina o historii Kataru; zanim głównym produktem eksportowym stały się gaz i ropa, Katarczycy zajmowali się poławianiem pereł, uwiecznionych także na pięknych mozaikach rozrzuconych w miejskiej przestrzeni

20


Leć z Krakowa, Warszawy lub Gdańska do Amsterdamu i dalej w świat! Zabierzemy Cię do 140 miast na 5 kontynentach Więcej informacji i rezerwacja biletów na klm.pl

Royal Dutch Airlines 21


Z KSIĘGARSKIEJ PÓŁKI

MAPY, KTÓRE TWORZĄ HISTORIĘ Jak widzieli świat ludzie, którzy mieszkali w jaskiniach? Jak wyobrażali sobie oceany ci, którzy żeglowali tylko po morzach? Jak zmieniło się nasze spojrzenie na Ziemię w czasach Google Maps? Za każdym wielkim odkryciem geograficznym stał podróżnik-marzyciel, którego odwaga zamieniała w czyn ulotne sny o nieznanym. Każda wyprawa przemierzała nowe przestrzenie kuli ziemskiej, które cierpliwy kartograf następnie oswajał i przekładał na obrazy. „Bez granic. Mapy, które tworzą historię”, to porywająca podróż przez czas i przestrzeń, która na zawsze zmieni twoje myślenie o świecie. Z książki dowiesz się, jak powstawały pierwsze, prehistoryczne rysunki świata, odkryjesz, jaką funkcję pełniły mapy w zarządzaniu imperiami oraz dlaczego zaczęto tworzyć rysunki dna oceanicznego. To także fascynująca opowieść o ambicji i śmiałości docierania tam, gdzie nie sięgają ani wzrok, ani wyobraźnia. O tym, że nic nie jest pewne i ustalone raz na zawsze. Oprawa twarda, format 17 x 24 cm, 368 s. Cena 59,90 zł WYDAWNICTWO ZNAK www.znak.com.pl

PO BEZDROŻACH ALASKI Książka Sebastiana Bielaka to fascynująca relacja z podróży po Alasce – pełnej przygód, dzikiej przyrody oraz interesujących ludzi. Razem z autorem weźmiemy udział w raftingu na rzece Kenai, przepłyniemy łodzią lub kajakiem prawie 900 kilometrów wzdłuż biegu Jukonu – największej rzeki Alaski, będziemy obserwować z bliska niedźwiedzie grizzly, ursony i bieliki amerykańskie, łowić ryby w rzekach, w których aż się roi od wielkich szczupaków i wędrujących na tarło łososi. Przejdziemy się leśnymi duktami pełnymi świeżych tropów baribali, przeżyjemy nawet rzeczne tsunami i pożar tajgi. Oprócz wielu sympatycznych Amerykanów oraz północnoamerykańskich Indian spotkamy też potomków Polaków, którzy dawno temu przybyli na ten skrawek świata szukać szansy na lepsze życie. Oprawa miękka ze skrzydełkami, format 14,5 x 20,5 cm, 464 s. Cena 45 zł WYDAWNICTWO ZYSK I S-KA www.zysk.com.pl

MIMOCHODEM O CHODZENIU Poruszanie się o własnych nogach większość z nas traktuje jako czynność tak oczywistą, że w zasadzie się nad nią nie zastanawiamy. Okolicznościowa przechadzka, spacer z psem, wyjście do sklepu czy do pracy nie wydają się niczym spektakularnym i nie stanowią takiego wyzwania jak zdobycie najwyższych szczytów Ziemi czy podróż dookoła świata. Jednak ta na pozór prozaiczna czynność okazuje się świetnym tematem do głębszych rozważań, a historia chodzenia może być fascynującą lekturą. Zebrane w tej książce fakty oraz przemyślenia autora Szymona Augustyniaka pozwalają spojrzeć na chodzenie z szerszej perspektywy niż codzienne życie czy wynikające z ruchu zdrowotne korzyści. Kiedy i jak staliśmy się dwunożni ze wszystkim zaletami i wadami takiego stanu rzeczy? Jaką funkcję spełnia maszerowanie w wojsku i religiach? Czym i jak od wieków chroniono i upiększano stopy? Dlaczego lenistwo nieustannie odciąga nas od chodzenia? Którego ze znanych artystów, myślicieli, pisarzy czy filozofów owładnęła mania wędrowania? I w końcu: co jest tak pociągającego w chodzeniu, że już w trakcie lektury tej książki będziesz chciał rzucić wszystko i ruszyć w drogę? Oprawa twarda, format 14 x 20,8 cm, 296 s. Cena 37 zł WYDAWNICTWO EDITIO www.helion.pl

22


5000 ofert hiszpańskich nieruchomości

Wyższe standardy w nieruchomościach ISTNIEJEMY NA RYNKU HISZPAŃSKICH NIERUCHOMOŚCI OD 23 LAT! CARISMA Av. de la Marina 275 03720 Benissa Hiszpania

+ 34 966 444 435

calpe@carisma.pl

www.carisma.pl 23


TRAVEL & SPORT

Szwajcaria Tu się szusuje!

TEKST JAROSŁAW KAŁUCKI, TRAVELPLANET.PL

W ten sposób, sparafrazowanym grepsem z filmu „Vabank”, można by zareklamować narciarskie wakacje w tym kraju. Tymczasem to pomysł często już na wstępie odrzucany przez polskich narciarzy z powodu pokutujących stereotypów: że daleko, a przede wszystkim drogo. To kwestie względne. Natomiast bezsporne jest to, że szusowanie w Szwajcarii to coś, czego się nie zapomina.

24


FOTO: JAROSŁAW KAŁUCKI/TRAVELPLANET.PL

W Bettmeralp czeka nas bajkowy widok z malutkim kościółkiem na pierwszym planie; tu często trzeba chwilkę poczekać, żeby zrobić zdjęcie, dokładnie takie, jak na widokówkach sprzedawanych w okolicznych sklepikach...

D

o narciarskich kurortów we wschodniej Szwajcarii, jak np. Lenzerheide, jest bliżej niż do włoskich stacji narciarskich, tak licznie odwiedzanych przez miłośników białego szaleństwa z Polski. Co ciekawe, według statystyk Travelplanet.pl narciarze chętniej jadą poszusować do Francji, znacznie odleglejszej od Szwajcarii. Ale w biurach podróży można trafić na zaskakująco korzystne oferty spędzenia narciarskich wakacji w Alpach Szwajcarskich. I, co bardzo istotne: tamtejsi hotelarze, broniąc się przed wysokim kursem franka, bardzo często do pobytu dodają darmowy karnet, i to w całym, a nie tylko niskim sezonie. Gdzie naszym zdaniem warto się wybrać do Szwajcarii? Prezentujemy trzy różne stacje: supermodną i uznawaną wielokrotnie za najlepszą na świecie (Zermatt), legendarną ze względu na sportowe tradycje (Lenzerheide) i świetną na wyprawę rodzinną (Aletsch Arena).

ALETSCH ARENA

FOTO:PIXABAY

Aletsch Arena, w porównaniu do sąsiadującego po drugiej stronie najdłuższego w Europie lodowca Jungfrau Top Ski, to ośrodek wręcz kameralny. Ale to tu ciągną pielgrzymki Szwajcarów na narty, a kościółek w Bettmeralp to jeden z najchętniej fotografowanych obiektów w tym kraju. Jest zatem nie tylko malowniczo, ale i świetnie pod względem narciarskim. Na informację, że tereny narciarskie to raptem 105 km nartostrad (w Polsce byłby to region gigant, ale jak na alpejskie warunki to stacja średniej wielkości), objeżdżeni w Alpach mogliby się skrzywić, że ciut mało. Czasem jednak nie chodzi o bicie rekordów długości pokonanych tras, ale poruszanie się po nich w tzw. pięknych okolicznościach przyrody. A te w Aletsch Arena są gwarantowane. Takim stemplem jest choćby fakt, że region Jungfrau-Aletsch w 2001 roku został uznany za krajobraz o wyjątkowym pięknie i wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Nieprzypadkowo zresztą jest to jedno z najbardziej ulubionych miejsc Szwajcarów do jazdy na nartach. Do Riederalp, Bettmeralp czy Fiescherlap – bajkowych, bombonierkowych miejscowości na wysokości 1920-2200 m n.p.m. (tu rozpoczynają się tereny narciarskie Aletsch Arena) – z Morel, Betten Lax i Fiesch, położonych ponad 1000 m niżej, tuż za Brig, wschodnim krańcem Doliny Rodanu, można wjechać tylko gondolami. Sam teren narciarski (w sumie 105 km nartostrad) rozciąga się jedynie na południowych stokach. Lodowiec Aletsch Jest wybitnie rodzinny, ale tylko w dolnych partiach. Górne części tras, zwłaszcza te schodzące ze szczytów Eggishorn i Bettmerhorn, to czarne i naprawdę strome czerwone nartostrady. Nawet słabo jeżdżący narciarze powinni wjechać na Eggishorn (2926 m n.p.m.). Stąd niemal na wyciągnięcie ręki znajduje się najdłuższy w Europie lodowiec Aletsch, o 23-kilometrowym jęzorze, średniej szerokości 1800 m i powierzchni około 100 km2. Szwajcarzy obliczyli, że waży 27 miliardów ton. Lodowe masy ciągną się od północnej flanki masywu Eiger, Mönch i Jungfrau w dół doliny do Wallis, a wody z topniejącego lodowca płyną do Rodanu.

25


TRAVEL & SPORT

Bettmeralp w Aletsch Arena

FOTO: JAROSŁAW KAŁUCKI/TRAVELPLANET.PL

Z punktu widokowego, patrząc na zachód, widać również Matterhorn, najbardziej charakterystyczny szwajcarski czterotysięcznik. Będzie go dobrze widać jeszcze z kilku innych miejsc Aletsch Arena. Z Eggishorn w dół granią zjeżdża się wyłącznie czarną nartostradą, momentami bardzo wąską i bardzo stromą, dlatego mniej wprawni powinni zjechać wagonikiem. Za to z drugiego szczytu, Bettmerhorn (2647 m n.p.m.), gdzie mieści się panoramiczna restauracja z ponoć najlepszą w okolicy cholerą (to rodzaj ziemniaczano-mącznej zapiekanki faszerowanej warzywami, w formie tortu, wymyślonej w XIX wieku, gdy w kantonie Valais szalała ta choroba i mieszkańcy, rzadko opuszczając domy, komponowali potrawy z tego, co mieli w spiżarniach), Matterhorn i bombonierkowe wioski widać jak na dłoni. Zjazd do nich, choć kilkukilometrowy, wymaga przeciętnych umiejętności narciarskich. Również po samych miejscowościach przejeżdża się na nartach, mijając ponad stuletnie, drewniane domy ze sczerniałymi od słońca ścianami. W Bettmeralp znów czeka nas bajkowy widok na Matterhorn z malutkim kościółkiem na pierwszym planie. Tu często trzeba chwilkę poczekać, żeby zrobić zdjęcie, dokładnie takie, jak na widokówkach sprzedawanych w okolicznych sklepikach. Zachodnia część Aletsch Arena, w okolicach szczytów Moosfluh i Hochfluhe, to łatwe, niebieskie nartostrady z funparkami dla dzieci. Uroku temu miejscu dodaje niewielkie jezioro, ale po całym dniu jeżdżenia na nartach można się kąpać na krytym basenie. Wieczorem robi się tu sielsko i spokojnie. Życie przenosi się do klimatycznych gospód, a après-ski to najczęściej spacery o zachodzie słońca i napawanie się widokami. Szczególną atrakcją w Fiescheralp jest zjazdowy tor

26

saneczkowy, o długości 14 km, który prowadzi do miejscowości Lax. Na dole specjalny autobus sportowy zabiera fanów jazdy na sankach w ciągu kilku minut z powrotem do Fiesch.

LENZERHEIDE Na dźwięk tej nazwy miłośnikom narciarstwa szybciej bije serce. To tu znajduje się najbardziej stroma trasa, na której ścigają się najlepsi narciarze alpejscy świata. Ale wymagających nartostrad jest tu tyle, że tygodniowe zimowe wakacje nawet dla ambitnych miłośników białego szaleństwa nie będą nudne. 150 km nartostrad i kilkadziesiąt wyciągów okala stację narciarską od Churwalden po Lenzerheide (to kilka miejscowości, a miasteczko, które użyczyło nazwy resortowi, znajduje się na końcu doliny) po wschodniej i zachodniej stronie. Pod koniec 2013 roku Lenzerheide i Arosa zostały połączone gondolą Hörnli-Urdenfürggli, dzięki której przez dolinę Urdental można się przemieszczać pomiędzy tymi dwoma terenami narciarskimi, mając do dyspozycji w sumie 225 km nartostrad. Teren narciarski Arosa-Lenzerheide jest położony na wysokości od 1229 do 2865 m. n.p.m., ale to Lenzerheide jest głównym ośrodkiem – dwukrotnie większe od Arosy, ma stoki o wschodniej i zachodniej ekspozycji, co umożliwia jazdę w słońcu (Arosa to stoki o północnej ekspozycji – ich przewaga objawia się wiosną, gdy śnieg tu jest zmrożony). Przede wszystkim jednak Lenzerheide ma „Silvano Beltrametti” – jedną z najtrudniejszych tras z przeciętnym nachyleniem 31% i maksymalną pochyłością 66%. Schodzi ona ze szczytu Parpaner Schwarzhorn (2683 m n.p.m.) do miejscowości Parpan (1493 m n.p.m.) i zjechanie z niej wymaga wyjątkowej kondycji.


27


TRAVEL & SPORT

Lenzerheide – jeśli po narciarskich szaleństwach będziemy mieć ochotę na rozrywkę kulturalną, możemy na przykład zdecydować się na obejrzenie filmu w zimowym kinie pod rozgwieżdżonym niebem...

2/3 jej długości oznaczono czarnym kolorem i zwłaszcza od punktu startu supergiganta czerń jest najbardziej głęboka z możliwych do wyobrażenia, a każdy mniej kontrolowany skręt grozi przewrotką przez głowę. Dolna część jest już czerwona, ale wypłaszczenia są zdradliwe, bo nogi pieką z bólu, a trasa wręcz zaprasza do długich carvingowych skrętów. Tę trasę warto zostawić sobie na środek dnia, a jazdę zacząć od przeciwległej strony, wspinając się na Piz Scalottas (2323 m n.p.m.) Na rozgrzewkę, zależnie od umiejętności

i kondycji, mamy kilkanaście czerwonych lub niebieskich wariantów przemieszczania się na północ, w kierunku czarnych tras schodzących ze Statzerhorn (2421 m n.p.m.). Można to zrobić ponad linią lasu, ale szkoda omijać trasy wijące się pośród drzew i schodzące ku jezioru Heidsee. Są doskonałą alternatywą nie tylko w razie złej pogody, ale te czerwone i niebieskie warianty wydają się kwintesencją Lenzerheide, jako stacji nie tylko dla pożeraczy czarnych nartostrad, lecz także rodzin z dziećmi, które tu właśnie odnajdą

FOTO: JOHANNES FREDHEIM

28


ZDJĘCIA: JAROSŁAW KAŁUCKI/TRAVELPLANET.PL

prawdziwą radość z jazdy. Na narciarzy o sportowym zacięciu czekają tu dwie miłe niespodzianki: to trasa Cumascheals z pomiarem czasu oraz Pedra Grossa-Rennpiste, trasa wyposażona we w pełni automatyczne kamery wideo, dzięki którym można zobaczyć, czy jeżdżąc szybko, wciąż jeździmy elegancko. Zanim od tej strony zjedziemy do Parpan, by przemieścić się nad drogą wyciągiem kanapowym na stronę trasy Pucharu Świata, warto odbić jeszcze trochę na północ, do Churwalden. Trzy wyciągi obsługują tu kilka niezwykle urokliwych tras o wszystkich stopniach trudności, a komu znudzą się chwilowo narty, od stacji pośredniej może zjechać na sankach po specjalnym metalowym torze. I wreszcie początek trasy „Silvano Beltrametti”. To mniej więcej stąd można przejechać na stoki Arosy, zjechać w dół lub odbić niebieskimi nartostradami na południe, po odkrytych połaciach nad linią lasu do wielkiej gondoli, która wwiezie nas na Parpaner Rothorn (2865 m n.p.m.), skąd widać zarówno Arosę, jak i Lenzerheide. Dobrzy narciarze zjadą stamtąd czerwonymi nartostradami przez tzw. Galerię (punkt widokowy, ale jednocześnie stromy, nieratrakowany fragment) do dolnej stacji gondoli. Mniej wytrawni – gondolą, a potem nartostradami do miejscowości Valbella. W ten sposób w jeden dzień robimy trasę Rund Lai, co trwa ok. 5 godzin i jest bardziej wyczerpujące niż legendarna Sella Ronda, a w odróżnieniu od włoskiej rundy w Dolomitach nie omija najciekawszych miejsc.

ZERMATT Nie ma wyżej położonego terenu narciarskiego w Europie niż początek nartostrady z Klein Matterhorn. Startuje na poziomie ponad 3800 m n.p.m. – dech zapiera nie tyle rozrzedzone powietrze, ile przede wszystkim widoki. Niecałe sto metrów wyżej jest tylko czubek Klein Matterhornu, wokół 38 czterotysięczników i blisko 400 kilometrów tras narciarskiego Eldorado. Na razie jesteśmy na starcie położonej najwyżej w Europie ogólnodostępnej nartostrady (wyżej jest tylko start do zjazdu Białą Doliną z Aiguille du Midi do Chamonix, ale jest to możliwe tylko z przewodnikiem). Z blisko 3900 m n.p.m. narciarzy czeka ponadgodzinny zjazd na 1620 m n.p.m., do Zermatt. Tu, na lodowcu, jest cudownie. Wspaniałe, szerokie trasy, funparki i halfpipe’y dla snowboardzistów i jeszcze 80 km nartostrad po włoskiej stronie. Do niedawna rytuałem wręcz było robienie sobie zdjęć na tle Matterhormu z Bernim – wielkim bernardynem w przeciwsłonecznych okularach. Berniego już nie ma, bo obrońcy zwierząt, stwierdziwszy, że wielogodzinne pozowanie jest dla niego zbyt uciążliwe, spowodowali, że zlikwidowano tę atrakcję. Teraz musi wystarczyć sam Matterhorn, góra groźna dla alpinistów – w centrum Zermatt, koło muzeum regionalnego, znajduje się spory cmentarz, gdzie chowa się włącznie śmiałków, którzy przegrali z Matterhornem. Równie wielką gratką jest stanięcie na wyciągnięcie ręki z drugim co do wysokości szczytem w Alpach – Monte Rosa.

Widok na Zermatt z lodowca pod Matterhornem

29


GRAFIKI: SHUTTERSTOCK

TRAVEL & SPORT

Zermatt i szczyt Matterhorn

30

FOTO: JAROSŁAW KAŁUCKI/TRAVELPLANET.PL

W Zermatt jest możliwość zagrania w golfa pod dachem lub wspinania się po ściankach, są korty tenisowe i do squasha, są baseny (jeden nawet z morską wodą), kręgielnia i boisko do curlingu, czyli puszczania po lodzie specjalnych kamieni z rączką jak od żelazka. Restauracji jest w miasteczku ponad 100, a barów blisko 50, więc gdyby nie renoma najlepszej stacji narciarskiej na świecie, kurort w żadnej mierze nie wyżyłby z goszczenia 5500 mieszkańców Zermattu. ■

FOTO: PIXABAY

Tam z centrum miasteczka jedzie się pociągiem do stacji Gornergrat. Z Plateau Rosa możemy pojechać wagonikiem na Stockhorn, z którego po pionowych ścianach zjeżdżają freeride’owcy. Ale my zwiedzamy ten masyw, zjeżdżając nartostradami. Jest on położony trochę niżej niż ten pod Klein Matterhornem, ale trasy są tu znacznie ciekawsze. Dużo czerwonych, urozmaiconych nartostrad, prowadzących wąwozami na słoneczne tarasy lub do zacisznych schronisk. Jedno z nich, Chez Vrony, jest szczególnie oblegane. Ma przyznane gwiazdki Michelina, i trudno tu wejść ot tak, bez rezerwacji. Masyw Gornergrat – Stockhorn – Rothorn byłby znacznie ciekawszy pod względem czysto narciarskim od Trockener Steg – Klein Matterhorn, gdyby nie to, że ten ostatni połączony jest z włoską Cervinią. A tam, po południowej stronie 80 kilometrów skąpanych w słońcu tras i wszystkie widać jak na dłoni. Oprócz narciarskiego szaleństwa w Zermatt warto zwiedzić położony najwyżej w Europie Pałac Lodowy, w którym można nawet zanocować. W Zermatt, tak jak w wielu szwajcarskich kurortach, nie wolno poruszać się samochodami. Tu kursują wyłącznie skibusy, pociągi, elektryczne taksówki, przypominające nasze meleksy, sanie i jeden powóz, który dowozi gości ze stacji kolejowej do hoteli.


31


W świątecznym nastroju

FOTO: UNSPLASH

DOOKOŁA ŚWIATA

Adventmarkt, Christkindlesmarkt, Christkindlmarkt, Christmas market, Glühweinmarkt, Weihnachtsmarkt. Nazwa, niezależnie od języka, w którym jest wypowiadana, oznacza to samo – tradycyjny jarmark bożonarodzeniowy, odbywający się w plenerze (pod „chmurką”) w wielu miastach, głównie europejskich.

H

istoria pierwszych jarmarków bożonarodzeniowych sięga w Niemczech końca XIV, a w Austrii końca XIII wieku, i to właśnie w tych krajach tego typu imprez jest zdecydowanie najwięcej. Jednymi z największych i najbardziej znanych jarmarków są te odbywające się w Niemczech. Są to jarmarki w Norymberdze (najstarszy i największy w Europie), Kolonii, Augsburgu, Berlinie i Stuttgarcie. Austriacy chwalą się jarmarkami w Wiedniu, Innsbrucku i Salzburgu, natomiast Szwajcarzy oblegają imprezy w Bazylei i Bernie.

32

Jak się okazuje, takie imprezy przyciągają co roku miliony turystów, nic więc dziwnego, że bożonarodzeniowych jarmarków organizuje się coraz więcej w różnych krajach, na przykład w Czechach (Praga), na Słowacji (Bratysława) i Węgrzech (Budapeszt), we Francji (Paryż, Strasburg), w Wielkiej Brytanii (Manchester), Danii (Kopenhaga), Szwecji (Sztokholm), Finlandii (Helsinki), Estonii (Tallin), Belgii (Bruksela). Podobne jarmarki organizowane są także w Polsce, m.in. w Gdańsku, Krakowie czy Wrocławiu.


I choć zamawianie gwiazdkowych prezentów przez internet stało się oczywistością, to jarmarki niezmiennie przyciągają odwiedzających i kupujących jedyną w swoim rodzaju świąteczno-zimową atmosferą. ■

FOTO: UNSPLASH FOTO: MICHAEL UTECH/ISTOCK

Typowy bożonarodzeniowy jarmark odbywa się na ulicach lub placach starszych części miast. Znajdują się na nim stragany oferujące ozdoby świąteczne, lokalne specjały kulinarne, wyroby rękodzielnicze itp. Bardzo często jarmarkom towarzyszą różnego rodzaju występy artystyczne, jak np. jasełka, różnego rodzaju koncerty charytatywne, prezentacje (niekiedy bardzo spektakularne) szopek bożonarodzeniowych, czasem także lunaparki i wiele innych rozrywkowych atrakcji.

FOTO: SHUTTERSTOCK

Opracowanie: Renata Nawrocka

33


PODRÓŻE Z PASJĄ

TEKST I ZDJĘCIA MAGDALENA BIERNACKA WITOLD MOSAKOWSKI

Autostopem przez Chiny 34


Pamiętam ten upalny dzień, gdy pokonywałem na rowerze znaną sobie dobrze trasę z hostelu w Wientianie, stolicy Laosu, prosto do ambasady Chińskiej Republiki Ludowej. Poprzedniego dnia dowiedziałem się, że nasze wizy są już gotowe do odbioru. Trudno opisać tę radość, która wypełniła wtedy nasze serca. Kilka tygodni wcześniej przyjechaliśmy do Wientianu w jednym tylko celu, odwiedzić ambasadę, złożyć podanie i po kilku dniach ruszyć w dalszą drogę. Niestety, na miejscu dowiedzieliśmy się, że tego dnia wstrzymano wydawanie wiz dla obcokrajowców, którzy nie przebywają w Laosie na stałe. Rozgoryczeni tym faktem musieliśmy pogodzić się z zaistniałą sytuacją i cierpliwie wyczekiwać dnia, w którym nasze wnioski zostaną zaakceptowane. Tamtego dnia wracałem z paszportami w kieszeni, pełen nadziei, ale także coraz większych obaw. Czy uda nam się przejechać kilka tysięcy kilometrów autostopem?

W

ysłużony, mały autobus sunął po dziurawych drogach Laosu. Kierowca co jakiś czas zatrzymywał pojazd, by zabrać na pokład różne towary. Po wielu godzinach jazdy dotarliśmy do sennego miasteczka Nateuy, przejście graniczne w Boten oddalone było o dwadzieścia kilometrów. Byliśmy zbyt zmęczeni, by pokonać taki odcinek na piechotę, stanęliśmy więc za najbliższym zakrętem, starając się zrobić dobre wrażenie na jadących w kierunku granicy kierowcach. Po jakimś czasie zatrzymała się ciężarówka z chińską rejestracją, której przemiły kierowca, pomimo bariery językowej, był bardzo uradowany naszą obecnością. Razem z nim dotarliśmy w okolice przejścia granicznego, ale pozostałą drogę musieliśmy pokonać już na własnych nogach. Pożegnanie z Laotańską Republiką Ludowo-Demokratyczną przebiegło bez żadnych problemów. Pewni siebie przeszliśmy na chińską stronę granicy, gdzie sprawy z początku przybrały niekorzystny dla nas obrót. Poproszono, byśmy opuścili kolejkę, usiedli na krzesłach i czekali. Po jakimś czasie pojawił się człowiek, który trzymał w dłoniach nasze paszporty. Spojrzał nam prosto w oczy i zaczął zadawać pytania dotyczące naszego pobytu w Pakistanie. Wiedziałem, że w takich sytuacjach należy zachować powagę i odpowiadać zgodnie z prawdą. Po przeszukaniu naszych plecaków, z których wypadł zapas zupek w proszku, książki, kuchenka gazowa i bielizna, rozbawieni pogranicznicy pozwolili nam stanąć znowu w kolejce paszportowej. Po męczącej podróży przez Laos i stresującym doświadczeniu na granicy nie marnowaliśmy więcej czasu, udaliśmy się na piechotę do Mohan, najbliższego miasta. Tam znaleźliśmy tani, ale schludny hotel, gdzie mogliśmy zregenerować siły przed wielką podróżą.

Przejście graniczne w Boten, między Chinami a Laosem

Następnego dnia rano spakowaliśmy nasze plecaki i wyruszyliśmy w kierunku drogi wylotowej z Mohan. Po drodze zjedliśmy zupę w jednym z barów, gdzie uczyliśmy się, jak posługiwać się pałeczkami. Idąc wzdłuż drogi, zauważyliśmy zatrzymujące się przed nami auto prowadzone przez długowłosego Chińczyka, który w czasie drogi umilał nam czas swoimi wokalnymi popisami. Razem z nim podróżował już jeden autostopowicz z Czech, z którym spędziliśmy kilka kolejnych dni. Przez parę następnych godzin przemierzaliśmy autostrady, podziwiając zalesiony i górzysty krajobraz

35


PODRÓŻE Z PASJĄ

Most w Jinghong, nad rzeką Lancang (Mekong)

nam nawet dojść do głosu, tylko od razu machali rękoma, dając do zrozumienia, że nie mogą nas przyjąć. Potrzebne jest specjalne zezwolenie, które umożliwia obsługę zagranicznych gości. Na szczęście dla nas okazało się, że wspomniane pozwolenia posiadają nie tylko najdroższe hotele, ale również te przeznaczone dla mniej zamożnych gości. W żadnym innym kraju do tej pory nie spotkaliśmy się z takim procederem, ale w przypadku Chin chodzi chyba o większą kontrolę rządu nad tymi, którzy przyjeżdżają tutaj z innych krajów. Ostatecznie zameldowaliśmy się w zwyczajnym, niczym niewyróżniającym się małym hotelu. Resztę dnia spędziliśmy, spacerując ulicami miasta, smakując miejscowe potrawy i martwiąc się tym, czy nasz kierowca zrozumiał to, co do niego mówiliśmy. Następnego dnia rano okazało się, że zrozumieliśmy się doskonale. Znowu pędziliśmy autostradami, zmierzając w kierunku stolicy prowincji Junnan, miasta Kunming. Gęsta sieć chińskich autostrad i olbrzymie korki na obrzeżach miast sprawiają, że dojazd do centrum zajmuje kilka godzin. Tutaj właśnie pożegnaliśmy się ostatecznie z naszym przemiłym kierow-

prowincji Junnan. Nasz kierowca postanowił zjechać z trasy, żeby zatrzymać się na noc w mieście Jinghong, stolicy prefektury autonomicznej Xishuangbanna. Okolice te zamieszkuje mniejszość etniczna Dai, jedna z pięćdziesięciu pięciu mniejszości narodowych uznawanych oficjalnie przez rząd. Jinghong to średniej wielkości, jak na chińskie warunki, miasto, liczące ok. pół miliona mieszkańców. Nasz kierowca udał się na spoczynek do zarezerwowanego wcześniej hotelu, a my, korzystając z tłumacza w telefonie i gestów, umówiliśmy się z nim w tym samym miejscu na następny dzień. Niestety, ceny w wybranym przez niego hotelu były dla nas za wysokie. Udaliśmy się więc na poszukiwanie noclegu, co w takim kraju jak Chińska Republika Ludowa nie jest prostą sprawą. Zorientowaliśmy się, że niektóre hotele nie przyjmują obcokrajowców. Często zdarzało się, że właściciele nie pozwalali

36

Pagoda Dongsi w Kunming


Występ w parku Cui Hu Gong Yuan w Kunming

Architektura miasta Kunming; z lewej: kwiatowy dywan

cą, który pomachał nam i zniknął w hotelowym lobby. My, podobnie jak dzień wcześniej, udaliśmy się na poszukiwanie hotelu. Kunming to liczące ponad sześć milionów mieszkańców miasto. Było to pierwsze większe miasto, w którym się znaleźliśmy na terenie Chin. Wrażenie zrobił na nas rzucający się w oczy porządek, zadbane ulice, czyste chodniki, ruch samochodowy, który w najmniejszym stopniu nie był chaotyczny. Do tamtej pory Chiny kojarzyły mi się przede wszystkim ze smogiem i tłumami przechodniów na ulicach. Znalezienie hotelu było tutaj o wiele trudniejszym zadaniem, ale po dwóch godzinach poszukiwań i odprawiania nas z kwitkiem udało nam się znaleźć trzyosobowy pokój w ho-

telu umiejscowionym w bloku mieszkalnym. Główną atrakcją było dla nas samo miasto, jego mieszkańcy i życie toczące się na ulicach. Odwiedzając park Cui Hu Gong Yuan, obserwowaliśmy masowe ćwiczenia gimnastyczne, w których brali udział przypadkowi ludzie. Tutaj też musieliśmy się rozstać z towarzyszem naszej podróży, który kupił bilet kolejowy do Szanghaju. My zmierzaliśmy w kierunku północnym. Żeby złapać autostop do następnego celu, jakim było Chengdu, musieliśmy najpierw wydostać się na obrzeża miasta. Zajęło nam to tyle czasu, że dopiero następnego dnia rano byliśmy gotowi do dalszej drogi. Przez cały dzień udało nam się pokonać mniej więcej dwieście kilometrów,

Kunming, zdobiona brama w centrum miasta

37


PODRÓŻE Z PASJĄ Kunming

Architektura Chuxiong, prowincja Junnan w pewnym momencie postanowiliśmy spróbować swoich sił na autostradzie. Zwróciliśmy na siebie uwagę policjantów, którzy specjalnie dla nas zatrzymali jeden z pojazdów i poprosili kierowcę, żeby nas podwiózł. Do tej pory udało nam się nie korzystać z innego środka transportu, nie licząc autobusów miejskich, którymi poruszaliśmy się w Kunming. Potwierdziły się więc nasze oczekiwania, że taka podróż jest w Chinach możliwa. Obcokrajowcy stojący na poboczu, w dodatku z dużymi plecakami, przykuwają tutaj uwagę i stanowią dla wielu prawdziwą atrakcję. Być może z tego powodu zatrzymała się dla nas pewna rodzina, która postanowiła podwieźć nas do pobliskiego miasta, na dworzec kolejowy. Na miejscu okazało się, że w najbliższym czasie nie odjeżdżają żadne pociągi do Chengdu. Z tego powodu ci przemili ludzie nalegali, byśmy pojechali z nimi do ich domu, położonego niedaleko Kunming. Stwierdziliśmy, że niegrzecznie będzie odmówić, a czas spędzony z tymi ludźmi może być okazją do poznania chińskiej kultury. Nie przeszkadzał nam fakt, że w gruncie rzeczy wrócimy do punktu wyjścia i zmarnujemy dwa dni podróży. Tak zajechaliśmy do miejscowości Chuxiong. Pomimo dzielącej nas bariery językowej nasi gospodarze zabrali nas na kolację, a następnie udaliśmy się do miejsca ich pracy. Okazało się, że handlują nawozami sztucznymi. Poznaliśmy tam również ich sympatycznego psa. Wbrew powszechnym stereotypom, psie mięso nie jest w tym kraju powszechnie konsumowane, a wielu Chińczyków traktuje te zwierzęta jak przyjaciół

38


39


PODRÓŻE Z PASJĄ

rodziny lub towarzyszy. Młode małżeństwo postanowiło zaopiekować się nami i wykupiło dla nas nocleg w miejscowym hotelu. Następnego dnia zapukali do naszego pokoju, zapraszając nas na obiad. W większym gronie udaliśmy się do restauracji, gdzie mieliśmy okazję wziąć udział w imprezie urodzinowej. Oprócz wielu potraw pojawił się też mocny alkohol domowej roboty, przyniesiony tutaj przez naszego gospodarza. Byliśmy wdzięczni za wszystko, co ci ludzie dla nas zrobili. Ich gościnność zrobiła na nas olbrzymie wrażenie, ale jak się później okazało, to nie był koniec uprzejmych ge-

Architektura Chuxiong

40

Dzieci na ulicy w Chuxiong; z lewej: chińska rodzina, która wzięła nas na autostop


Szaszłyki na chińskim straganie

stów. Kupiono dla nas bilety na pociąg do Chengdu i zawieziono na stację kolejową, na sam koniec dostaliśmy jeszcze torbę pełną ciasteczek i napojów. Zadbali o nas tak, jak dba się o członków własnej rodziny. Chengdu to jedno z trzech największych miast w zachodniej części kraju, stolica prowincji Syczuan, w której granicach żyje ok. 30% światowej populacji narażonej na

wyginięcie pandy wielkiej. Stąd wywodzi się kuchnia syczuańska, słynąca z bardzo pikantnych potraw. Spacerując ulicami Chengdu, można się natknąć na stragany sprzedające niezliczone ilości ryb, mięsa czy przypraw. Mieszkańcy grają na ulicy w popularnego na całym świecie, ale wymyślonego właśnie w Chinach madżonga. W centrum miasta znajduje się plac Tianfu, jeden z największych w tej części Chin

Chengdu

41


PODRÓŻE Z PASJĄ

Chengdu

i cieszący się tutaj taką samą sławą jak słynny plac Tiananmen w Pekinie. Znajduje się tutaj wysoka na trzydzieści metrów rzeźba Mao Zedonga. Przed rokiem 1967 w tym samym miejscu wznosił się pałac z epoki państwa Shu, zburzony przez hunwejbinów w czasie rewolucji kulturalnej. Panorama Chengdu, podobnie jak miasta Kunming, zdominowana jest przez pnące się ku chmurom wieżowce, kompleksy mieszkalne i biurowce wielkich korporacji. Dzień chylił się już ku zachodowi, gdy wylądowaliśmy w zajeździe położonym przy autostradzie. Po kilku próbach zrezygnowaliśmy z łapania autostopu i zaczęliśmy się zastanawiać,

Mężczyźni grający w madżonga

42

jak spędzimy tę noc. Korzystając z translatora oraz obrazków dostępnych w telefonie, próbowaliśmy wytłumaczyć pracującemu tam ochroniarzowi, kim jesteśmy, co robimy, a przede wszystkim zapytać, czy można się gdzieś przespać. Dobroduszny człowiek zlitował się nad nami i zaoferował miejsca na podłodze, w jednym z budynków. Nie zdążyliśmy jednak wyciągnąć śpiworów, gdy ów człowiek zaprosił nas do pobliskiego baru na posiłek. Otoczyli nas pracownicy, którzy z uśmiechem obserwowali, jak ze smakiem zjadamy to, co w geście dobrej woli podali nam na kolację. Na koniec jedna z kobiet bez słowa zaprowadziła nas do położonego na wzgórzu małego budynku, który okazał się hotelem. Po

Wypożyczalnia rowerów w centrum Chengdu


krótkiej rozmowie z recepcjonistką pokazała nam pokój. Chińska gościnność zrobiła na nas olbrzymie wrażenie, ale okazało się, że to nie koniec atrakcji. Kolejnego dnia wstaliśmy wcześnie rano, żeby do wieczora pokonać jak największy dystans. Mijający nas kierowcy reagowali pozytywnie na naszą obecność, ale żaden nie chciał się zatrzymać. Nagle, podczas próby dogadania się z jednym z kierowców, zatrzymało się przed nami auto, z którego szybko wyskoczył uśmiechnięty kierowca. Nie zdążyliśmy nawet zastanowić się nad tym, co się dzieje, a człowiek ten wkładał już do bagażnika nasze plecaki. Nie wiedział chyba nawet, dokąd jedziemy. Najważniejsze, że poruszaliśmy się w kierunku północnym, byle do przodu. Po pewnym czasie zatrzymaliśmy się przy kolejnym zajeździe, gdzie nasz nowy kierowca postanowił postawić nam obiad. Gesty przyjaźni nie zastąpią jednak rzetelnej rozmowy, dlatego korzystając z chwilowej przerwy w podróży, chcieliśmy spróbować zapytać go, gdzie dokładnie jedzie. Pokazaliśmy mu na mapie nasz ostateczny cel i wypowiedzieliśmy głośno nazwę miasta: „Urumczi”. Pan uśmiechnął się od ucha do ucha i powtórzył głośno: „Urumczi”. Udało nam się ustalić, że mieszka na terenie regionu autonomicznego Sinciang-Ujgur, którego stolicą jest właśnie wspomniane wcześniej miasto. Dobry los zesłał nam człowieka, z którym przez kolejne dni pokonaliśmy wspólnie dwa i pół tysiąca kilometrów.

Plac Tianfu w Chengdu, widok na Muzeum Nauki i Techniki

Autobus na ulicy w Chengdu

43


PODRÓŻE Z PASJĄ

Istniejąca między nami bariera językowa okazała się małą przeszkodą w nawiązaniu wzajemnego kontaktu. Rozmowy przeprowadzane dzięki telefonicznym tłumaczom kończyły się często wybuchami śmiechu, zwłaszcza w momencie gdy obydwie strony zdały sobie sprawę z nieporadnego i poprzekręcanego tłumaczenia. Wjeżdżając na przedmieścia Urumczi, wiedzieliśmy, że nasza wspólna podróż dobiega końca. Życzyliśmy sobie wszystkiego, co najlepsze, i pożegnaliśmy go, obserwując, jak auto znika powoli w potoku pojazdów gnających w różnych kierunkach. Znowu pojawił się charakterystyczny dla naszego pobytu w Chinach problem z noclegiem, zbawienna w skutkach była jednak interwencja wezwanej przez obsługę jednego z hoteli policji. Jeden z policjantów, mówiący po angielsku, wytłumaczył nam to, o czym dobrze zresztą wiedzieliśmy, a następnie zaoferował swoją pomoc. Po krótkim kursie ulicami miasta zostaliśmy zaprowadzeni do hotelu. „Rząd Chin wam pomoże” – powiedział nasz dobrodziej, wręczając do ręki klucz do jednego z pokoi, drugi wyjął z portfela 50 yuanów i wręczył

mi je, dając do zrozumienia, że to prezent. Nie spodziewaliśmy się tego, że spotkamy na swojej drodze tylu życzliwych ludzi, którzy w bezinteresowny sposób oferowali swoją pomoc. Tylko dzięki ich pozytywnemu nastawieniu i poświęceniu udało nam się przejechać kilka tysięcy kilometrów przez Chińską Republikę Ludową. Tego wrażenia nie zepsuł nawet problematyczny wyjazd z tego kraju, gdy okazało się, że przejście graniczne z Kazachstanem zamknięte jest dla ruchu pieszego. Zmuszeni czekać na autobus, który przewiezie nas przez pas „ziemi niczyjej”, żegnaliśmy Chiny z poczuciem, że nasze doświadczenie przeszło najśmielsze oczekiwania. Każdy kolejny dzień wzmacniał w nas poczucie, że Chiny to tak bardzo zróżnicowany pod względem kulturowym i geograficznym kraj, że trzeba tutaj jeszcze wrócić. Przede wszystkim jednak na przekór stereotypom, Chiny przywróciły nam znowu wiarę w człowieka i jego bezinteresowne działania ukierunkowane na innego człowieka, który przebywając daleko od domu, może liczyć na pomocną dłoń i zrozumienie. To wszystko pomimo bariery językowej i kulturowej. ■

Przedmieścia Urumczi – kierowca, z którym przejechaliśmy 2500 km; wyżej – stacja benzynowa i ostrzegawczy policjant w regionie autonomicznym Sinciang-Ujgur

44


45


FOTO: SHUTTERSTOCK

PRAWO

Szlaki turystyczne w ujęciu prawnym

TEKST MACIEJ MNITOWSKI, APLIKANT ADWOKACKI POD REDAKCJĄ KRZYSZTOFA BUDNIKA, ADWOKATA – KANCELARIA PRAWNA BUDNIK, POSNOW I PARTNERZY

Nie sposób nie zauważyć, że w ostatnim czasie następuje w naszym kraju niezwykły rozwój turystyczny. Powstają liczne ośrodki wypoczynkowe, atrakcje, wiele regionów rywalizuje ze sobą o zainteresowanie turystów i podróżników. Jednym z takich sposobów jest tworzenie lub modernizowanie szlaków turystycznych, które mają na celu przybliżyć najpiękniejsze zakątki i okolice oraz pozwolić aktywnie spędzić wolny czas.

46


A

ktualnie, aby w łatwy sposób dotrzeć do celu wędrówki, możemy skorzystać z nowoczesnych technologii w postaci telefonu komórkowego z dostępem do internetu czy urządzeń GPS, które wybiorą za nas najdogodniejszą trasę oraz ułatwią ustalenie naszej lokalizacji. Należy jednak podkreślić, że to właśnie na podstawie wytyczonych szlaków turystycznych korzystamy dzisiaj z tych udogodnień, a w przypadku awarii sprzętu, dzięki właściwemu oznakowaniu, poradzimy sobie z odnalezieniem właściwej drogi. Polskie prawo nie reguluje funkcjonowania szlaków turystycznych ani nie podaje ich definicji. Od kilku lat słyszy się o konieczności wprowadzenia ustawy o szlakach turystycznych, która regulowałaby całościowo i jednolicie temat. Możemy spotkać się z licznymi próbami dookreślenia tego pojęcia, ale najczęściej przyjmuje się – za Polskim Towarzystwem Turystyczno-Krajoznawczym (PTTK) – że szlak turystyczny to wytyczona w terenie i oznakowana jednolitymi znakami (symbolami) trasa, wyposażona w urządzenia i znaki informacyjne, które zapewniają bezpieczne jej przebycie turyście o przeciętnym poziomie umiejętności i doświadczeniu, bez względu na porę roku i warunki pogodowe. Nie tylko PTTK, ale także gminy i zarządcy parków narodowych i krajobrazowych znakują trasy. Szlaki turystyczne powstają w oparciu o Instrukcję znakowania szlaków turystycznych, przygotowaną przez PTTK. Towarzystwo wyróżnia pięć rodzajów szlaków turystycznych: piesze (górskie, przyrodnicze, spacerowe), narciarskie, rowerowe, wodne oraz jeździeckie. Każdy rodzaj szlaku posiada własny system znaków i urządzeń, a często spotykaną sytuacją są wspólne odcinki, na których przecinają się różne rodzaje szlaków i odmienne systemy. Przebieg szlaków konsultuje się z nadleśnictwem, dyrekcją parków narodowych i krajobrazowych, jak również z organami ochrony środowiska, a niekiedy, z uwagi na bliskość infrastruktury wojskowej, ze służbami granicznymi i wojskowymi. Instrukcja znakowania PTTK nie wskazuje natomiast żadnych wytycznych w temacie kolorów szlaków. Nie ma też żadnego oficjalnego dokumentu, który by tę kwestię regulował, ponieważ kolory są ustalane umownie. W powszechnym rozumieniu im ciemniejszy kolor, tym trudniejsza trasa, jednak taka zasada sprawdza się przede wszystkim na stokach narciarskich. Jeśli chodzi o drogi piesze, to kolorem żółtym oznacza się szlaki łącznikowe, kolorem zielonym taki, który prowadzi do charakterystycznych miejsc, niebieskim szlak dalekobieżny, a główną drogę oznacza się na czerwono. Z kolei czarny kolor nie zawsze oznacza najtrudniejszą trasę, lecz krótki szlak dojścia (na przykład do schroniska). Administratorem szlaków turystycznych jest oddział lub jednostka regionalna PTTK, która zarządza szlakiem lub całą ich siecią w danym regionie. Do jego obowiązków należy m.in. prawidłowe oznakowanie trasy. W przypadku gdy szlaki prowadzą przez fragmenty dróg publicznych, za ich utrzymanie oraz bezpieczeństwo odpowiedzialny jest zarządca danej drogi publicznej. Podobne zasady dotyczą terenów narciarskich czy parków narodowych, albowiem w tym przypadku odpowiedzialność ponosi zarządca tych terenów.

Zasadniczą kwestią jest zapewnienie bezpieczeństwa turysty na szlaku. Może się przecież zdarzyć tak, że z powodu nieprawidłowo wyznaczonej lub utrzymywanej w złej kondycji ścieżki dojdzie do powstania szkody. Podobnie jak z definicją „szlaku”, ustawodawca także nie wprowadza żadnych szczególnych regulacji i w tym zakresie. W takiej sytuacji zastosowanie będą miały ogólne przepisy Kodeksu cywilnego za czyny niedozwolone – czyli utrzymujący dany szlak ponosi odpowiedzialność, jeżeli zawinił przyczynie szkody. Uwzględnia się również to, czy sam poszkodowany przez swoją lekkomyślność nie przyczynił się do szkody. Oczywiście w tym kontekście przez zachowanie utrzymujących szlaki turystyczne należy rozumieć nie tylko aktywne działanie, ale również jego brak (np. zaniedbanie w oznakowaniu, brak dbania o stan szlaku, nieusunięcie przewróconych drzew). Natomiast jeżeli mówimy o szkodzie, wyróżnić można tę powstałą na osobie (zadrapania, złamanie kończyn) oraz powstałą na mieniu (zniszczony aparat, sprzęt turystyczny, odzież). Odpowiedzialność operatora szlaku nie jest oczywiście bezwzględna – jeżeli uda mu się wykazać, że nie ponosi żadnej winy za szkodę, to w rezultacie zostanie zwolniony z odpowiedzialności. Może przecież zaistnieć sytuacja, w której to turysta swoim lekkomyślnym zachowaniem wyłącznie sam naraził się na niebezpieczeństwo. Nie zapominajmy o tym, ilekroć zbaczamy ze szlaku lub wybieramy trasę, która w danym momencie jest zamknięta. Odpowiedzialność cywilna działa w obydwie strony – także turyści mogą zostać pociągnięci do odpowiedzialności cywilnej za szkody i zniszczenia spowodowane przez nich samych lub ich zwierzęta. Więcej, nie jest wykluczone, aby jednocześnie ponosić odpowiedzialność cywilną (za szkody) oraz odpowiedzialność karną (za świadome zniszczenia, np. oznaczeń szlaków). Brak prawnej definicji szlaków turystycznych nie oznacza, że są one wyłączone spod prawa i że za ich niewłaściwe użytkowanie nie możemy zostać ukarani – także karnie. Umyślne naruszanie zakazów obowiązujących w parkach narodowych, krajobrazowych, rezerwatach przyrody grozi w skrajnych przypadkach nawet karą aresztu albo karą grzywny (art. 127 ustawy o ochronie przyrody). A za zniszczenia w świecie roślinnym lub zwierzęcym w znacznych rozmiarach – lub za sprowadzenie takiego niebezpieczeństwa – grozi surowa kara pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5. Takiej samej karze podlega zrywanie kwiatów, grzybów i pozyskanie zwierząt będących pod ochroną. Za niszczenie lub uszkadzanie roślin i zwierząt będących pod ochroną grozi nam kara pozbawienia wolności do lat 2 (art. 181-182 Kodeksu karnego). Dodatkowo za samowolne ustawianie, niszczenie, usuwanie znaków turystycznych grozi nam kara aresztu, ograniczenia wolności lub grzywny oraz obowiązek zapłaty równowartości uszkodzonego przedmiotu (art. 85 § 2 Kodeksu wykroczeń). Pamiętajmy też, że ustawa o lasach wprowadza zakaz jazdy samochodem przez las poza drogą publiczną, a także zakaz parkowania poza oznaczonymi miejscami. Łamiąc ten zapis, możemy narazić się na mandat w wysokości do 500 zł. ■

47


KULINARNE PODRÓŻE

Cud miód TEKST ROBERT NIENACKI

48


Miód w warunkach naturalnych wytwarzany jest głównie przez pszczoły miodne (miód pszczeli) oraz nieliczne inne błonkówki, m.in. osy. Trzeba jednak wiedzieć, że jedynie pszczoły pobierają nektar z roślin bezpiecznych dla człowieka i dlatego skupimy się na miodzie wytwarzanym przez te niezwykle pożyteczne i pracowite owady.

D

zieje miodu zaczynają się w erze kenozoiku, ok. 60 mln lat temu, kiedy na świecie pojawiły się pszczoły z rodzaju Apis mellifera. Pierwsze wzmianki mówiące o tym, że człowiek docenił pszczoły i czerpał z efektów ich pracy, można zobaczyć na malowidłach naskalnych z epoki mezolitu, datowanych na mniej więcej 10 tys. lat p.n.e., odkrytych w Azji i Europie. Bartnictwo było znane także na terenach Australii, czego dowodzą woskowe malowidła stworzone ok. 2 tys. lat p.n.e. przez Aborygenów. Pszczelarstwem zajmowali się również starożytni Egipcjanie, o czym świadczy m.in. papirus odnaleziony w Egipcie w połowie XIX wieku. Dzieło powstało około 1500 r. p.n.e. i zawiera informacje z zakresu chorób wewnętrznych, chirurgii, stosowania minerałów i roślin leczniczych oraz miodu pszczelego do celów me-

dycznych. Bartnictwo nadrzewne i ulowe, najbliższe współczesnemu pszczelarstwu, szczególnie mocno rozwinęło się w Europie ok. 2 tys. lat p.n.e. Na tereny dzisiejszej Polski dotarło w czasie powstawania państwa polskiego – ok. 900 r. n.e.

RODZAJE MIODU Pszczoły gromadzą miód w plastrze, gdzie ulega dojrzewaniu. W zależności od surowca, z jakiego powstał, wyróżnia się miody: · nektarowe (kwiatowe, np. gryczany, rzepakowy, lipowy, wielokwiatowy), · spadziowe (ze spadzi drzew iglastych i liściastych), · mieszane (nektarowo-spadziowe lub spadziowo-nektarowe).

49


KULINARNE PODRÓŻE

To klasyfikacja bardzo ogólna. W praktyce istnieje znacznie więcej pododmian i rodzajów miodów. W Polsce spotyka się także miód faceliowy, ogórecznikowy, słonecznikowy, wierzbowy, mniszkowy, nostrzykowy, łąkowy, ziołowy, chabrowy czy leśny (z malin i jeżyn leśnych). W innych rejonach świata można skosztować takich specjałów, jak na przykład miód lawendowy, walerianowy, tymiankowy, szałwiowy, pomarańczowy, eukaliptusowy czy kasztanowy. Lista ta jest jednak znacznie dłuższa, bo pszczoły potrafią pozyskać miód ze spadzi czy nektaru takich roślin, jakie znajdują się w ich zasięgu, niemal niezależnie od szerokości i długości geograficznej.

KONSYSTENCJA Miód może mieć konsystencję gęstego płynu (patoka) lub stałą (skrystalizowaną, tzw. krupiec), a barwę od białej poprzez jasnożółtą, aż do brunatno-brązowej. Spożywa się także miód plastrowy (dojrzały, zasklepiony w plastrze pszczelim). Krystalizacja zachodzi w każdym naturalnym miodzie (miód sztuczny nie podlega temu procesowi) i nie zmienia ona składu ani wartości odżywczych miodu. Najdłużej krystalizują się miody akacjowy i lipowy, najszybciej – rzepakowy i mniszkowy. Stosuje się również dekrystalizację, wykorzystywaną głównie przy konfekcjonowaniu miodu z opakowań zbiorczych. Proces ten polega na podgrzaniu krupca, przy czym zaleca się nieprzekraczanie 40°C. W wyższej temperaturze następuje rozpad wielu związków chemicznych, w rezultacie miód traci właściwości odżywcze i antybiotyczne. Popularne są też miody kremowane, charakteryzujące się konsystencją kremu o bardzo drobnych kryształach. Taki rezultat uzyskuje się poprzez intensywne (4-6 razy w ciągu

Miód może mieć konsystencję gęstego płynu (patoka) lub stałą (skrystalizowaną, tzw. krupiec), a barwę od białej poprzez jasnożółtą, aż do brunatno-brązowej

50


> · ·

·

· ·

Ciekawostki W grobowcach faraonów znajdowano miód nadający się do spożycia. Warto dodać, że w Egipcie miód był też walutą. Aby wytworzyć 1 kg miodu, pszczoły muszą przysiąść mniej więcej 4 miliony razy na kwiatach lub liściach, przy czym jedna pszczoła w ciągu całego swojego życia produkuje jedną łyżeczkę miodu. Właśnie stąd wzięło się powiedzenie: „Pracowity jak pszczoła”. W niektórych rejonach świata (np. Kaukaz, Nowa Zelandia) występują rzadkie, trujące odmiany miodu. Ich szkodliwość wynika z właściwości nektaru, jak w przypadku azalii pontyjskiej. Zatrucie takim miodem, mimo ciężkiego przebiegu, jest niegroźne dla życia i mija po kilkunastu godzinach. W jednym ulu żyje średnio 50 tys. pszczół. Miód manuka – uzyskiwany na Nowej Zelandii z kwiatów rośliny manuka – jest intensywnie reklamowany jako rzekomo posiadający lecznicze właściwości. Tymczasem miód ten wykazuje właściwości zbliżone do innych rodzajów miodów pszczelich. Rząd Nowej Zelandii w zaleceniach dla producentów miodu manuka wprost zabrania powoływania się na etykietach na terapeutyczne działanie tego miodu.

Miód jest wykorzystywany także w przemyśle kosmetycznym, jako składnik kremów, balsamów, maseczek itp.

doby przez 10-15 minut) mieszanie miodu podczas krystalizacji. Mechaniczna obróbka nie zmienia jego właściwości odżywczych.

WARTOŚCI ODŻYWCZE I WŁAŚCIWOŚCI MIODU PSZCZELEGO Miód jest przede wszystkim bogatym źródłem węglowodanów w postaci glukozy i fruktozy. Zawiera też pewne ilości witamin (A, B1, B2, B6, B12, C, kwasów foliowego i pantotenowego oraz biotyny) i mikroelementów: potasu, chloru, magnezu, fosforu, wapnia, żelaza, manganu, kobaltu i innych. Istotnym czynnikiem wpływającym na smak miodu są kwasy organiczne (szczególnie jabłkowy i cytrynowy). O smaku i aromacie miodu decydują zaś olejki eteryczne pochodzące z nektaru. Kolor miodu zależy z kolei od zawartości barwników – karotenoidów.

Najważniejsza potwierdzona właściwość miodu to łagodne działanie bakteriostatyczne. Przypuszcza się, że znaczenie mają tutaj olejki eteryczne, flawonoidy i garbniki, występujące w miodzie w niewielkich ilościach. Gwoli rzetelności należy dodać, że jakakolwiek wartość lecznicza miodu nie jest jak dotąd dowiedziona naukowo, choć w medycynie ludowej „flagowy” pszczeli produkt funkcjonuje jako panaceum na różne dolegliwości. Nie oznacza to jednak, że miód takich własności nie posiada. Prawdopodobnie dzisiejsze możliwości diagnostyczne są po prostu niewystarczające, aby to udowodnić. W związku z rosnąca liczbą alergii czasami pojawia się pytanie: czy miód może uczulać? Miód sam w sobie nie powoduje alergii, natomiast objawy alergiczne mogą wywołać zawarte w nim pyłki roślinne niektórych traw (tymotka siewna, życica trwała), drzew (oliwka europejska, brzoza brodawkowata,

51


KULINARNE PODRÓŻE

leszczyna pospolita) czy roślin zielnych (słonecznik zwyczajny, mniszek lekarski, bylica piołun, ambrozja bylicolistna, nawłoć pospolita, złocień maruna).

Pszczoły, oprócz miodu, wytwarzają również mleczko, wosk oraz kit (propolis)

52

>

Miody nektarowe (kwiatowe)

Najczęściej spotykane w naszym kraju miody odmianowe to: rzepakowy, wrzosowy, gryczany, akacjowy, lipowy, koniczynowy, bławatkowy, malinowy, nawłociowy, mniszkowy, wielokwiatowy, cząbrowy. Ten ostatni gatunek w Polsce pozyskiwany jest właściwie tylko na Kujawach.

>

Miody spadziowe

W Polsce występują dwa gatunki miodów spadziowych – ze spadzi iglastej i liściastej. Miód spadziowy jest najczęściej ciemny z odcieniem zielonkawym (w przypadku spadzi iglastej) lub ciemnożółtawym (w przypadku spadzi liściastej). Miody spadziowe z drzew liściastych mają specyficzny smak, który nie każdemu odpowiada, a z drzew iglastych – łagodny, lekko żywiczny. Ponadto miody spadziowe w porównaniu do nektarowych wykazują nieco wyższą zawartość składników mineralnych. Spadź nie występuje corocznie, a w niektórych regionach tylko raz na kilka lat i dlatego miód spadziowy jest jednym z najdroższych miodów w Polsce.

ZDJĘCIA: SHUTTERSTOCK

Niezależnie jednak od rodzaju i konsystencji, właściwości leczniczych lub ich braku miód jest ceniony za walory smakowe, zapachowe i możliwości zastosowań kulinarnych. Z powodzeniem zastąpi on czekoladę czy cukierki, gdy mamy ochotę na coś słodkiego, ale można wykorzystać go na wiele innych sposobów: dodając do słodkich wypieków, pieczywa, deserów, sosów, sałatek, mięs, napojów, w tym alkoholowych. Miód jest też wykorzystywany w przemyśle kosmetycznym, jako składnik kremów, balsamów, maseczek itp. Miód jest zresztą jednym z kilku pszczelich produktów, obok mleczka, wosku i kitu (propolisu). Jak pisała Irena Gumowska w książce „Pszczoły i ludzie”, wszystko, co pochodzi od pszczół, jest dla człowieka bardzo przydatne. Wielu znawców pszczelarstwa twierdzi wręcz, że największym pożytkiem płynącym z pracy pszczół jest zapylanie roślin i dzięki temu pomnażanie plonów. Zatem szanujmy pszczoły! ■


53


Z NOTATNIKA PODRÓŻNIKA

TEKST ROBERT NIENACKI

Ystad

Miasto Wallandera Licząca nieco ponad 18 tys. mieszkańców miejscowość jeszcze przed ćwierćwieczem kojarzyła się głównie z portem promowym, 40 kilometrami pięknych plaż i z charakterystyczną zabudową szachulcową, stanowiącą największy tego typu zespół w całej Skandynawii. Urocze miasteczko o nieco sennej atmosferze odwiedzali głównie miłośnicy zabytków i wspaniałej przyrody Skanii.

54


FOTO: PIXABAY

W

szystko zmieniło się na początku lat 90. XX wieku, kiedy na rynku ukazały się pierwsze powieści kryminalne z komisarzem Kurtem Wallanderem w roli głównej. Mieszkający i pracujący w Ystad bohater książek Henninga Mankella oraz nieco zaskakujący międzynarodowy sukces komercyjny powieściowego cyklu sprawił, że niewielkie szwedzkie miasto stało się znane na całym świecie. Niegdyś jeden z najważniejszych ośrodków rybackich regionu, określany bywa dziś... szwedzkim Hollywood. Wszystko za sprawą kolejnych ekranizacji prozy Mankella; komisarz Wallander był już bohaterem kilku seriali, w tym brytyjskiego, z Kennethem Branaghem w roli tytułowej. Wszystkie te produkcje w mniejszym lub większym stopniu powstawały właśnie w Ystad. W centrum filmowym Cineteket odwiedzający mogą poznać tajniki produkcji filmowej, z kolei w Ystad Studios można podziwiać kolekcję serialowych rekwizytów, dużą atrakcją jest też wizyta na planie filmowym. Na marginesie warto dodać, że realizowano tutaj wiele scen innych filmów, w tym do znanego serialu „Most nad Sundem”.

ZDJĘCIA: WIKIPEDIA

Poniżej: ulubiona cukiernia Wallandera; z prawej: deser w... policyjnych barwach

55


FOTO: JONN LEFFMANN / WIKIPEDIA

Z NOTATNIKA PODRÓŻNIKA

Ystad zimą...

D TA

ST

UD

IOS

M

Wallandera”, swoim niebieskim kolorem nawiązującego do... barw szwedzkiej policji. Niewątpliwie siłą książek i ich ekranizacji jest realizm „scenograficzny”. Tak jak zostało to pokazane i opisane w książkach i w filmach – Ystad jest pełne średniowiecznych, pastelowych domów z muru pruskiego, stojących przy pokrytych brukiem uliczkach i skąpanych w słońcu placach. Urocze sklepiki, ciekawe muzea – jest tutaj

Kamienica na ulicy Mariagatan – miejsce zamieszkania komisarza Wallandera...

56

FOTO: CAROLINA REMARE/VISITSKANE.COM

FO

TO

:Y

S

Można również – rzecz jasna – wybrać się na wycieczkę śladami Wallandera, podczas której zwiedzający oglądają między innymi jego dom przy ulicy Mariagatan i ulubioną cukiernię, Fridolfs Konditori, w której można wypić poranną kawę i spróbować kultowych już cynamonowych bułeczek czy specjalności zakładu – „ciastka A K N S E. CO /V I S I T


FOTO: WIKIPEDIA

FOTO: JORCHR / WIKIPEDIA

Hotel Continental

mnóstwo miejsc do odwiedzenia. To ważne szczególnie dla tych, którzy nie są aż tak zapalonymi fanami melancholijnego komisarza szwedzkiej policji i chcą zwiedzić miasto niekoniecznie w duchu „wallanderowskim”. Godnymi polecenia miejscami są plac św. Knuta, a także klasztor Franciszkanów z XII wieku REKLAMA

57


FOTO: WIKIPEDIA

Z NOTATNIKA PODRÓŻNIKA

się najsłynniejszy skandynawski komisarz. Warto wspomnieć też o tym, że Ystad jest częścią idyllicznego regionu Österlen, południowo-wschodniej części Skanii zwanej szwedzką Prowansją. Urokliwe miejsce od lat przyciąga ludzi sztuki. Obecnie mieszka tutaj norweski pisarz Karl Ove Knausgård, autor bestselerowej „Mojej walki”, zaś niedaleko Ystad miał swój letni dom sam Henning Mankell. ■

FOTO: MICKAËL DELCEY / WIKIPEDIA

i sąsiadujący z nim kościół św. Piotra oraz muzeum. Znajdujący się w Ystad Hotel Continental jest najstarszym hotelem w Szwecji, gościli tutaj m.in. pisarz August Strindberg czy wokalistka i poetka Patti Smith, która... też zwiedzała miasto śladami Wallandera. Ystad słynie z dużej ilości kawiarenek i restauracji pełnych szwedzkich przysmaków, więc nie będziemy skazani na pizzę i hamburgery, którymi często żywił

58


59


PREZENTOWNIK

Pacsafe Coversafe S80 to dyskretny portfel podróżny, dzięki któremu ochronisz przed kradzieżą swój paszport, karty kredytowe i pieniądze. Zaprojektowany w ten sposób, aby nosić go przy ciele. Oddychający i miły w dotyku materiał przypomina swoją fakturą produkty bieliźniane, dzięki czemu jest niezwykle komfortowy w użytkowaniu, a jego cielisty kolor powoduje, że nie będzie się odznaczał nawet pod zwiewnymi, kobiecymi kreacjami. Cena: 79,99 zł niedajsieokrasc.pl

Książka Roberta Ziółkowskiego „Karamoja. Ostatni wojownicy” to powrót do korzeni męskości, odkrywanie przez białego, cywilizowanego człowieka pierwotnych wartości, które czerpie od żyjących na poziomie neolitu wojowników niezależnego plemienia Karamojong w północnej Ugandzie. To tęsknota uwikłanego w skomplikowaną cywilizację człowieka za prostymi emocjami i jasnym kodeksem postępowania. Książka podróżnicza, awanturnicza i refleksyjna w jednym. Format: 14 x 20,5 cm, 460 s., oprawa broszurowa ze skrzydełkami. Cena: 45 zł

Smartwatch Garett Expert 11W to jeden z najbardziej zaawansowanych smartwatchy na rynku. To jedyny model, który pracuje na systemie Android i jest wodoszczelny. Smartwatch ten posiada wszystko to, co najnowszy smartfon, ale jest zdecydowanie mniejszy i możemy go nosić na ręku. Cena: ok. 1100 zł

zysk.com.pl

garett.pl

Grudzień to czas świąt oraz gwiazdkowych prezentów. Na kolejnych stronach przedstawiamy propozycje upominków nie tylko dla podróżników.

Stalowy zegarek Lakeville z datownikiem (TBL.15519JS_07) marki Timberland. Wielkość koperty 44 mm, 50 metrów wodoszczelności. Cena: 555 zł timetrend.pl

Pacsafe Cashsafe – pasek ze schowkiem na pieniądze. Tajna skrytka ma postać zapinanej na zamek błyskawiczny kieszonki ukrytej po jego wewnętrznej stronie. Chowając w niej część swoich środków, uchronisz się przed trudną sytuacją, która może być twoim udziałem w przypadku utraty wszystkich środków płatniczych, np. podczas podróży zagranicznej. Cena: 69,99 zł niedajsieokrasc.pl

60


61


PREZENTOWNIK

Zapewnij sobie bezpieczeństwo i bądź widoczny z zestawem świateł Bontrager. To najprostszy sposób na ochronę podczas jazdy. Ion Pro LT oferuje dość mocy, by rozświetlić każdy szlak, a Flare RT to najlepsza lampka tylna do jazdy dziennej. Oba oświetlenia są ładowane przez USB i oferują wyjątkowe ustawienia migania dziennego, widoczne z 2 km w ciągu dnia. Cena: 699 zł/komplet trekbikes.com/pl Stalowy analogowo-cyfrowy zegarek Hinsdale (TBL.15517JSUBL_02P) marki Timberland. Wielkość koperty 50 mm, 50 metrów wodoszczelności. Cena: 855 zł timetrend.pl

Lenovo Yoga Book C930 to pierwszy na świecie laptop z dwoma wyświetlaczami, w tym jeden w technologii E Ink. Rozwiązanie to pozwala zmienić jeden z ekranów w dynamiczną klawiaturę, cyfrowy papier, gdzie za sprawą rysika lub palca będziemy mogli pisać notatki, szkicować albo użyć go jako czytnika e-booków. Yoga Book C930 to sprzęt, który gwarantuje solidną dawkę rozrywki podczas długich jesiennych wieczorów. Cena: od 4499 zł lenovo.com/pl

REKLAMA

Technologia

BallPark Pouch

62


63


Bontrager wzbogaca wiodący w swojej klasie komputer rowerowy z GPS-em o dodatkowe funkcje, optymalizację i wyjątkowy czarny kolor. Oprócz standardowych funkcji Bontrager Garmin Edge 1030 oferuje automatyczne sterowanie światłami, powiadomienia z zaleceniami serwisowymi roweru zależne od czasu jazdy i lepsze wrażenia od razu po montażu komputera. Cena: 2599 zł trekbikes.com/pl

REKLAMA

Biodrówka Vibe 100 marki Pacsafe to produkt zabezpieczony przed kradzieżą szeregiem opatentowanych technologii. Stalowa siatka eXomesh ukryta w poszyciu chroni przed rozcięciem, stalowe linki w pasku umożliwiają przypięcie biodrówki do stałego elementu, np. barierki, specjalne panele chronią karty płatnicze oraz dokumenty wykorzystujące technologię RFID przed nieuprawnionym zeskanowaniem, natomiast samoblokujące się końcówki zamków błyskawicznych można wpiąć w blokadę Roobar V i zabezpieczyć je w ten sposób przed rozsunięciem. Cena: 249,99 zł niedajsieokrasc.pl

Stalowy zegarek Rangeley (TBL.15514JS_03) marki Timberland. Wielkość koperty 42 mm, 50 metrów wodoszczelności. Cena: 429 zł timetrend.pl

ThinkPad X1 Extreme to ultrabook wyposażony w 15,6-calowy ekran o rozdzielczości 4K ze 100-procentową paletą kolorów Adobe RGB oraz technologią Dolby Vision HDR. Za dźwięk odpowiada system zgodny z technologią Dolby Atmos. Dzięki bezkompromisowemu wyposażeniu ThinkPad X1 Extreme jest nie tylko najwyższej klasy ultrabookiem biznesowym, ale także wydajnym komputerem gamingowym, który dostarczy rozrywki po godzinach pracy i w czasie wolnym. Cena: od 9999 zł lenovo.com/pl

64


Smartwatche Garett „Garett” w ostatnich latach stał się liderem sprzedaży smartwatchy w Polsce. Aktualnie kolekcja liczy 44 modele w różnej kolorystyce. Początkowy sukces marka Garett zawdzięcza smartwatchom dziecięcym, ale na dzień dzisiejszy dominuje już w każdej kategorii: smartwatchy sportowych, opasek sportowych, smartwatchy z systemem android, oraz do użytku codziennego. Świetną jakość potwierdzają certyfikaty jakości które zostały przyznane marce w roku 2017 oraz 2018.

Created by Freepik

www.garett.com.pl

65


TRAVEL & NATURA

Podróże po świecie... na końskim grzbiecie! TEKST I ZDJĘCIA KARINA O’NEILL

Rajd konny to niezapomniana przygoda, świetne towarzystwo, wspaniałe wierzchowce i przepiękne krajobrazy. To także, przynajmniej moim zdaniem, jeden z najlepszych sposobów na poznawanie świata.

66

P

odróżować można na wiele sposobów: pieszo, samochodem, samolotem, kajakiem, a także konno! Rajd konny to doskonała przygoda dla aktywnych, która pozwala na oczyszczenie umysłu i nawiązanie wspaniałej więzi nie tylko z otaczającą przyrodą, ale i towarzyszami podróży – zarówno tymi czworonożnymi, jak i dwunożnymi! Urlop na grzbiecie wierzchowca to aktywnie spędzony czas, wspaniałe, niekończące się widoki i możliwość

dotarcia w dalekie od cywilizacji miejsca, duża dawka świeżego powietrza i adrenaliny podczas wielu szalonych galopów po plaży, łące czy wzdłuż pól słoneczników. Taka wędrówka to również poznawanie innej kultury, np. słuchanie kazachskich piosenek przy ognisku, zwiedzanie zamku na Ukrainie czy marokańskich medyn, gra w karty i rozmowy o życiu w jurtach z mongolskimi nomadami, oglądanie życia w wioskach, gdzie czas się dawno za-


Park Narodowy Katon Karagay – Kazachstan

trzymał. Rajdy to także niekończące się uczty przy ognisku, u napotkanych ludzi w afrykańskiej wsi, w irlandzkim pubie czy na peruwiańskim ranczo. A to wszystko w wyśmienitym towarzystwie innych jeźdźców, przewodników pasjonatów, a przede wszystkim wspaniałych wierzchowców.

ską kamienistą przełęcz, a nawet przebrnięcia przez śnieg. Koń ma w końcu 4 nogi! Długie polne drogi można szybko przejechać galopem, a przez rwące i lodowate strumienie po prostu się przechodzi bez konieczności ryzykownego skakania po śliskich kamieniach.

Świat z grzbietu konia jest równie piękny, ale można się nim cieszyć dłużej, bo... nie trzeba patrzeć pod nogi! Poza tym konno przebywa się więcej kilometrów, często po trudnym terenie, niedostępnym pieszo. Jazda konna daje możliwość opuszczenia wytyczonego szlaku i wjechania w błoto po kolana, przejścia przez wysokie chaszcze, wspięcia się na wą-

Jeśli kochasz być w ruchu, mieć kontakt z naturą, nie zależy ci na ścisłym planie (ani ciepłym prysznicu), to taka wędrówka na końskim grzbiecie będzie idealnym sposobem na poznanie nowego rejonu. Nie ma tu górnego pułapu wieku, a grupy są kameralne (maks. 10 osób). Nie wszystkie rajdy są przeznaczone dla wytrawnych jeźdźców i niekoniecznie

67


TRAVEL & NATURA

Kazachscy wranglersi; obok kuchnia naprawdę polowa...

trzeba się od razu wybrać na 2 tygodnie. Jest wiele opcji, i to na 6 kontynentach. Rajdy bardzo różnią się od siebie. Może to być nocleg we francuskim zamku albo luksusowym afrykańskim campie i powrót do tej samej bazy codziennie. Możesz wybrać wielogodzinną jazdę przez kazachskie stepy z daleka od wszystkich wygód, spać pod gwiazdami na jordańskiej pustyni albo jeździć po afrykańskiej sawannie wśród żyraf i zebr. Wybierz się na wielodniowy rajd konny, jeśli: jesteś ciekawy świata i innych kultur, przygoda to twoje drugie imię, nie boisz się być z daleka od wygód (także prysznica) i cywilizacji, uwielbiasz aktywnie spędzać czas, chcesz czegoś więcej poza samą jazdą (np. nauczyć się języka).

Nie jedź na rajd, jeśli: nigdy nie siedziałeś na koniu. Wakacje w siodle są dla entuzjastów jazdy. Można łatwo znaleźć stajnię do nauki i mieć okazję do krótkich przechadzek w lesie, ale w rajdzie chodzi o podróż samą w sobie. Musisz być kompetentnym jeźdźcem. Często jedzie się poza szlakiem, daleko od jakiejkolwiek drogi, a wtedy jesteś zdany tylko na siebie i swoje umiejętności. Chcesz znać plan. Oczywiście, będzie plan jako taki, ale nie będziesz wiedzieć do końca, jakiego terenu się spodziewać, kogo spotkasz, ile będzie okazji do galopu, ile czasu spędzisz w siodle itp. Lubisz samotnie spędzać czas. Towarzysze przygody są takimi samymi entuzjastami jak ty i łatwo się dogadać, mając

Kazchstan – konie w jednej z górskich dolin

68


69


TRAVEL & NATURA

Hacjenda w Ekwadorze

coś wspólnego. Wspólne gry, śpiewy, rozmowy o życiu podczas jazdy, wyścigi i posiłki to nieodłączna część konnego wyjazdu.

JAK WYGLĄDA DZIEŃ RAJDOWY? W siodle zwykle spędza się od 4 do nawet 9 godzin. Rano po śniadaniu cała grupa pakuje niezbędne rzeczy do sakw (lunch, wodę, kurtkę, aparat itp.) i siodła konie (w Europie i w Ameryce Północnej zwykle siodła się konia samodzielnie, z kolei w Ameryce Południowej albo w Azji robi to zespół opiekunów grupy). Zespół pomocniczy pakuje ekwipunek do samochodu, który zabiera główne bagaże i przybory kuchenne, tak jadą one do następnego miejsca biwakowania. Owszem, będą okazje do galopów, ale na rajdach przede wszystkim idzie się w stępie. Przerwy, czyli popas, zawsze są. Konie też muszą odpocząć! Czasami popas trwa nawet 2 godziny, wtedy idzie się do pobliskiej wioski na piwo albo ucina drzemkę pod drzewem. Podczas długich dni jazdy przerw jest kilka, ale krótszych. Pod koniec dnia dojeżdża się do nowej bazy. Załoga zwykle

U góry: Ekwador; poniżej: popas w Kazachstanie

gotuje obiad, a my najpierw zajmujemy się końmi, a potem sobą. Często trzeba samemu rozstawić namiot, a nawet ugotować kolację. Zależy to od organizatora i rodzaju wyprawy. Może na nas czekać 3-daniowa kolacja i ciepły prysznic albo ukraiński barszcz przyrządzony w mobilnej kuchni znajdującej się... w ciężarówce! Wieczorem przy ognisku słucha się opowieści przewodnika, śpiewa piosenki, a czasami także pije wysokoprocentowe lokalne trunki.

GDZIE SIĘ ŚPI PODCZAS RAJDU? W hotelu, w leśniczówce, w namiocie, u kogoś w ogrodzie, na sianie w stodole, na pustyni pod rozgwieżdżonym niebem.

JAK SIĘ PRZYGOTOWAĆ DO RAJDU? Jeśli już umiesz jeździć, to zadaj sobie pytanie, jaki jest twój poziom zaawansowania? Jeździsz regularnie czy ostatnio jeździłeś w szkole? Jazda konna to nie to samo co jazda na rowerze. Nie przeceniaj swoich umiejętności. W niebezpiecznej sytuacji musisz sobie

70


REKLAMA

71


TRAVEL & NATURA Grupa rajdowa na Ukrainie

sam poradzić. Nie wybieraj gór, jeśli masz lęk wysokości, ani afrykańskiego safari, jeśli nie wiesz, jak sobie poradzić ze spłoszonym koniem. Sprzęt do jazdy (zobacz listę poniżej) jest niezbędny dla wygody i bezpieczeństwa. Przyzwyczaj mięśnie do jazdy. Weź kilka lekcji, pojedź w teren 2 razy w tygodniu. Wybierz się na rajd przynajmniej 1-dniowy (4-5 godzin) – na tydzień lub dwa przed tym głównym, kilkudniowym. Zapisz się do studia fitness albo na siłownię na kilka miesięcy przed. Chodzi o to, żeby wzmocnić mięśnie pleców i brzucha. Dzięki temu będzie łatwiej siedzieć pewnie w siodle kilka godzin i utrzymać prawidłową postawę.

Nocleg w jurtach na trasie w Kirgistanie

72


73


TRAVEL & NATURA

Pamiętaj, że prawie nikt nie jeździ po kilka godzin dziennie, więc zakwasy i ból mięśni są nieuniknione. Jeśli przygotujesz ciało do wysiłku odpowiednio wcześniej, na pewno będziesz odczuwać mniejszy dyskomfort podczas pierwszych kilku dni i twoje mięśnie szybciej się zregenerują. Naucz się kilku polskich piosenek – twoi towarzysze podróży prawdopodobnie będą pochodzić z dalekich krajów i chętnie ich posłuchają. Podczas jazdy też jest fajnie sobie pośpiewać!

KIEDY NA RAJD?

Poranek na Ukrainie, herbata na stole już czeka...

Przeprawa przez rzekę w Chile

74

Wybór kierunku będzie zależeć od klimatu. Patagonia będzie najlepsza od listopada do marca, czyli w okresie naszej zimy. W Azji Środkowej najlepszym czasem jest nasze lato (zimą temperatura na Syberii czy Mongolii spada do -30°C!), kiedy doliny są obsiane kwiatami, a trawa jest nieprawdopodobnie soczysta. W Europie najlepsze są wiosna i jesień (latem jest bardzo gorąco!), ponieważ wtedy galopy po plaży i na ścierniskach są dozwolone. Latem w Skandynawii jest jasno


Zejście z przełęczy na wysokości 2500 m n.p.m., Park Narodowy Katon-Karagay w Kazachstanie

> Co ze sobą zabrać? Oto lista rzeczy, które są niezbędne na wielodniowych rajdach. Pominęłam rzeczy oczywiste – typu apteczka, przybory toaletowe, dokumenty itp. Niektórzy organizatorzy zapewniają posiłki (a także snacki po drodze), a nawet rozstawiają namioty. Czasami trzeba o to zadbać samemu. Przydadzą się: · · · · · · · · · · ·

ciepły śpiwór (temperatura może sięgać w niektórych miejscach ok. -5ºC); mata do spania, najlepiej z puchem gęsim w środku, jeśli jedziemy w zimne rejony (nie polecam karimaty, bo będzie twardo) – czasami maty/materace są dostępne na miejscu; latarka, scyzoryk; butelka na wodę (wielokrotnego użytku) i tabletki oczyszczające (w zależności od kierunku wyprawy czasami woda ze strumieni jest koniecznością); kask jeździecki (czasami można wypożyczyć u organizatora) albo kapelusz (ochrona głowy jest obowiązkowa); buty do jazdy (jeździeckie albo lekkie trekkingowe w zależności od terenu) – muszą być nieprzemakalne, bo czasami trzeba zejść i prowadzić konia; czapsy do ochrony łydki; małe sakwy jeździeckie na rzeczy potrzebne w trakcie rajdu (takie sakwy zazwyczaj zapewniają organizatorzy, ale koniecznie trzeba się dowiedzieć przed wyjazdem) albo sznurki do przywiązania płaszcza do siodła; dodatkowo, zgodnie z osobistymi preferencjami: palcat i rękawiczki jeździeckie (pozwalają na ochronę przed otarciami); 2 torby wodoszczelne (na wyjazdy, gdzie juczne konie wożą bagaż, np. na dodatkowe wyprawy 1-2 noce) – jedna torba na śpiwór, druga na pozostałe rzeczy; wygodne długie spodnie lub spodnie jeździeckie (na dłuższe rajdy, więcej niż 5 dni, polecam 2 pary);

· · · · · · · · · · · · ·

lekkie koszule z długim rękawem (ochronią przed zadrapaniami gałęzi i słońcem); kurtka przeciwdeszczowa lub specjalny płaszcz do jazdy konnej (nie ponczo, bo może spłoszyć twojego i inne konie) i spodnie przeciwdeszczowe (np. Gore-Tex, rozpinane wzdłuż nogi, wciąga się je na inne spodnie); ciepły polar, czapka, rękawiczki, buff na szyję (polar może także służyć za poduszkę); getry i koszulka z długim rękawem (termoaktywne) i dodatkowe ciepłe skarpetki na zimne wieczory i noce; sandały lub klapki, strój kąpielowy, ręcznik szybkoschnący (bo prysznic niekiedy trzeba brać w rzece); zapas mokrych chusteczek (bo czasami rzeki brak, np. w Afryce, albo jest za zimna na prysznic nawet po całym dniu jazdy – jak w Mongolii czy Chile), ewentualnie także suchy szampon; powerbank do ładowania aparatów i telefonów (dla mnie numer 1 zaraz po śpiworze); filtr przeciwsłoneczny i okulary przeciwsłoneczne; środek na komary i kleszcze; wodoszczelna saszetka na dokumenty; na koniu nie jeździ się z plecakiem, a na pewno nie z torbą na lustrzankę – zainwestuj w nerkę i mały aparat/gopro, wtedy nie będziesz ryzykować zgubienia lub zniszczenia drogiego smartfona, a zdjęcia będą dobrej jakości; wykup ubezpieczenie podróżne; instrumenty muzyczne i gry (karty, kości) są zawsze mile widziane.

75


TRAVEL & NATURA

prawie całą dobę. RPA zaprasza zimą (czyli naszym latem), kiedy niebo jest niebieskie, a temperatura oscyluje w okolicach 20°C. Europejski sezon jest najdłuższy (na południu Francji można jeździć od marca do listopada). W niektórych rejonach Azji Środkowej odbywają się tylko 2-3 rajdy w roku i trzeba pamiętać, żeby się szybko zdecydować (jak w Kazachstanie czy na Syberii).

łudniowa – Ekwador, Chile, Argentyna, Peru (szlaki górskie w Andach, Patagonii, widoki na wulkany), Brazylia (Pantanal safari); Ameryka Łacińska – Kostaryka, Belize; Azja – Azja Środkowa i jej bezkresne stepy, góry i brak cywilizacji (Mongolia z festiwalem Naadam, Kazachstan – Park Narodowy Katon-Karagay, Kirgistan), Indie (Radżastan, Ladakh), Rosja (Syberia), Bhutan, Chiny (Tybet i Tangong Festival); Bliski Wschód – Jordania (z odwiedzinami w Petrze i Wadi Rum).

GDZIE NA RAJD? Polska: Bieszczady, Kaszuby, Mazury. Europa: Hiszpania (Katalonia, Góry Sierra Nevada, Majorka), Włochy (Toskania i Umbria), Islandia, Rumunia (Transylwania, Karpaty), Portugalia (Algarve, Azory), Irlandia (Park Narodowy Killarney), Bułgaria, Wielka Brytania (Park Narodowy Dartmoor, Brecon Beacons), Grecja (nauka jazdy i joga), Francja (wybrzeże Atlantyku, winnice, małe miasteczka, zamki), wiejska Ukraina (cisza, pola słoneczników), Finlandia i Szwecja (Laponia, zima!), Węgry (szlak Puszty). Świat: Afryka – Maroko (szlak berberyjski wzdłuż wybrzeża, oazami przez pustynię), Gruzja (region górski Tuszetia), safari (RPA, Zimbabwe, Botswana, Uganda, Kenia); Ameryka Północna – Kanada (Alberta, Jukon, rancza), USA (rancza i zaganianie bydła, Arizona, Grand Canyon); Ameryka Po-

W drodze nad jezioro Song-kol, Kirgistan

76

PAMIĘTAJ! Firmy organizujące wyprawy konne wybierają sprawdzonych przewodników i konie, ponieważ bezpieczeństwo jest najważniejsze. Zaufaj organizatorom i koniom, bo mają za sobą wiele rajdów. Załóż odpowiednie, niekrępujące ruchów ubranie. Pamiętaj o wygodnym obuwiu, spodniach bez szwów wewnątrz i nakryciu głowy. Styl jazdy jest dowolny. Możesz jechać po angielsku albo w stylu western. Trzeba się czuć pewnie w siodle – tu nikt nie będzie cię uczyć ani na ciebie czekać. Pytaj, pytaj, pytaj – nie pozostawiaj żadnych niedomówień, szczególnie w kwestii zaopatrzenia; na miejscu często nie da się nic kupić. Spróbuj weekendowego rajdu, zanim wybierzesz się na kilkudniowy! ■


77


FOTO: DAMIAN KRAMSKI

MIEJSCE Z CHARAKTEREM

Katowice

Miasto o wielu obliczach

FOTO: RADOSLAW KAZMIERCZAK

Katowice wielu osobom kojarzyły się jeszcze kilkanaście lat temu wyłącznie z szarością, kopalniami i węglem. Dziś ciekawa i zróżnicowana oferta kulturalna przyciąga nie tylko mieszkańców Katowic, ale też tysiące turystów z całego kraju i z zagranicy. Na pierwszy plan zdecydowanie wybija się muzyka. To właśnie w Katowicach odbywają się znane w całej Europie festiwale muzyczne – Tauron Nowa Muzyka i OFF Festival. Dla wielbicieli bluesa najważniejszą imprezą muzyczną w roku jest oczywiście Rawa Blues Festival, na który zapraszamy pod koniec września. Warto przypomnieć, że właśnie ten gatunek

78

FOTO: L. NAZDRACZEW

APETYT NA KULTURĘ W MIEŚCIE MUZYKI UNESCO

muzyki w Polsce ma swoje korzenie w Katowicach, co stało się inspiracją do stworzenia projektu „Szlak Śląskiego Bluesa”. Wchodząc na stronę internetową www.szlak-bluesa.pl, możecie posłuchać historii opowiadanych m.in. przez Irka Dudka, Sebastiana Riedla czy Leszka Windera, a korzystając z interaktywnej mapy – każdy z nas może samodzielnie poszukać śladów bluesa, ruszając w miasto. Wielbiciele klasycznych i eksperymentalnych brzmień chętnie odwiedzą siedzibę Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia (NOSPR) w Strefie Kultury. Licząca 1800 miejsc sala koncertowa jest przez specjalistów uznawana za jedną z najlepszych na świecie, a każdy koncert przyciąga komplet publiczności. Dlatego warto już dziś sprawdzić repertuar na stronie internetowej www.nospr.org.pl i wcześniej kupić bilety! Życie muzyczne Katowic zostało zauważone i docenione! Pod koniec 2015 roku Katowice otrzymały prestiżowy tytuł Miasta Kreatywnego Muzyki UNESCO – jako jedyne miasto w Polsce i jedno z zaledwie 13 w Europie.


FOTO: UM KATOWICE

Wiele osób zaskakuje informacja, że Katowice to trzecie najbardziej zielone miasto w Polsce. Lasy, parki i stawy stanowią prawie połowę powierzchni stolicy województwa śląskiego. Dzięki temu mamy doskonałą możliwość, by aktywnie odpoczywać na łonie przyrody. Przede wszystkim warto wsiąść na rower, a może to zrobić każdy, bo w mieście działa sieć ponad 50 wypożyczalni rowerów miejskich, i tylko w tym roku katowiczanie skorzystali z nich ponad 130 tysięcy razy! Jeżdżąc po liczącej 155 km sieci dróg i tras rowerowych, możemy odwiedzić tereny zielone – uwielbiany przez mieszkańców Park Kościuszki czy też Lasy Murckowskie. Z siodełka roweru możemy też zobaczyć Strefę Kultury – nową wizytówkę Katowic, zabytkowy Nikiszowiec czy Szlak Moderny. W katowickiej Dolinie Trzech Stawów, porównywanej przez wiele osób do nowojorskiego Central Parku, warto założyć rolki i przetestować nową, prawie 4-kilometrową rolkostradę, lub wypożyczyć kajak. Można tam także spotkać setki biegaczy i wziąć udział w wielu imprezach biegowych, w których tradycyjnie wspólnie uczestniczą wytrawni zawodnicy i amatorzy. Natomiast największą atrakcją dla dzieci jest tu wodny plac zabaw. Dla miłośników wodnych atrakcji trwa w mieście budowa trzech nowoczesnych basenów z dużymi halami sportowymi, z których mieszkańcy będą mogli korzystać już w przyszłym roku.

Sportową przygodę w Katowicach można przeżywać także podczas dużych sportowych wydarzeń. Na stałe w kalendarzu miejskich wydarzeń zapisał się wyścig Tour de Pologne, a hala Spodka regularnie gości najlepszych siatkarzy globu. Warto przypomnieć, że to właśnie tutaj biało-czerwoni zdobyli złoto Mistrzostw Świata w 2014 roku.

FOTO: UM KATOWICE

AKTYWNA ROZRYWKA W ZIELONYCH KATOWICACH

79


ZDJĘCIA: UM KATOWICE

MIEJSCE Z CHARAKTEREM

RODZINNA PRZYGODA W MIEŚCIE Katowice to miasto przyjazne rodzinom. Wspólne wycieczki rowerowe po katowickich lasach czy wizyta w rezerwatach Las Murckowski lub Ochojec to doskonała propozycja dla miłośników przyrody. Nową atrakcją dla rodzin, które lubią spotkania z naturą, jest ścieżka przyrodniczo-dydaktyczna w Dolinie Trzech Stawów. Drewniany pomost pozwala bezpośrednio zanurzyć się w lesie i z bliska podglądać świat roślin i zwierząt. W Katowicach koniecznie należy odwiedzić Park Kościuszki, by wśród zielonych alejek zobaczyć unikalną wieżę spadochronową i zabytkowy kościół pw. św. Michała, który stał się ulubionym miejscem wielu młodych par na rozpoczęcie wspólnej drogi życia. Tuż obok kościoła znajduje się otwarty w połowie tego roku, jeden z największych i najnowocześniejszych w regionie, plac zabaw „Kościuszek”. Atrakcje dla dzieci wykonane są z drewna, a ścianki wspinaczkowe, dom-

80

ki krasnoludków i możliwość zjazdu kilkudziesięciometrową tyrolką sprawiają, że można tu spędzić wiele godzin. Żądni przygód podróżnicy powinni odwiedzić wystawę „Na tropie Tomka”, która ma miejsce w Muzeum Śląskim. W zabytkowym budynku zrewitalizowanej stolarni znajdziemy świat, który doskonale znamy z książek Alfreda Szklarskiego. Natomiast spacerując po śródmieściu, warto uważnie się rozglądać. Wszystko po to, by nie przeoczyć posążków Skarbnika czy Heksy, które tworzą Katowicki Szlak Ślonski Godki. Niezapomnianych wrażeń dostarcza spacer po znajdującej się na Szlaku Zabytków Techniki Województwa Śląskiego zabytkowej dzielnicy Nikiszowiec. Ta perełka architektoniczna miasta znana jest m.in. z filmów Kazimierza Kutza, Lecha Majewskiego, Radosława Piwowarskiego czy Janusza Kidawy. To propozycja zarówno na romantyczny spacer we dwoje, jak i rodzinną eskapadę.


FOTO: UM KATOWICE

GLOBALNA STOLICA eSPORTU

FOTO: HELENA KRISTIANSSON

Katowice dzięki Intel Extreme Masters stały się globalną stolicą eSportu. Od pięciu lat to właśnie tu odbywają się finały

rozgrywek IEM – największego wydarzenia w Polsce. Przez kilka dni oczy całego świata zwrócone są w kierunku Katowic. Dziesiątki tysięcy fanów na trybunach legendarnego Spodka i nowoczesnego Międzynarodowego Centrum Kongresowego oraz miliony kibiców przed komputerami na całym świecie gwarantują doskonałą promocję Katowic. Katowice, będąc istotnym punktem na światowej mapie eSportu, rozwijają także inne inicjatywy związane z przemysłem gier komputerowych. W Katowicach działa Muzeum Historii Komputerów i Informatyki, a w salach koncertowych NOSPR można posłuchać koncertów z muzyką z najpopularniejszych gier Video Games Live. To w końcu również sukcesy uczniów w dziedzinie robotyki i programowania. ■

81


Z DALEKA I Z BLISKA

Jamajka

Miejsce narodzin reggae i... Jamesa Bonda TEKST RENATA NAWROCKA

Bogate dziedzictwo kulturowe oraz naturalne malownicze piękno tej wyspy mają odzwierciedlenie w szerokiej ofercie atrakcji turystycznych. Jeśli dodamy do tego tropikalny klimat z przeciętną roczną temperaturą ok. 29°C, otrzymamy właściwie idealne miejsce na regenerujący wypoczynek.

82


FOTO: SHUTTERSTOCK

Montego Bay

RYS GEOGRAFICZNO-HISTORYCZNY Jamajka ze swymi blisko 11 000 km2 powierzchni jest jedną z największych karaibskich wysp. W prehistorii była wyspą wulkaniczną, czego najbardziej widoczną pozostałością są góry sięgające do wysokości 2256 m n.p.m. (Blue Mountain Peak). Na całej wyspie rozsianych jest około 150 rzek, wiele wodospadów, liczne gatunki

drzew i kwiatów. Jamajka to raj dla miłośników ptaków – na stałe żyje tutaj niemal 200 gatunków ptaków, więcej niż na którejkolwiek z pozostałych wysp karaibskich. Jeden z symboli Jamajki – koliber czarnogłowy, żyje wyłącznie na tej wyspie. Znajduje się tu wiele podziemnych jaskiń, lasy deszczowe, oraz – rzecz jasna – plaże, na których spotkamy biały i czarny piasek.

83


Z DALEKA I Z BLISKA

Współczesne dzieje Jamajki zaczynają się od przybycia na wyspę Krzysztofa Kolumba dokładnie 4 maja 1494 roku. Wielki podróżnik w dzienniku pokładowym opisał ją jako najpiękniejszą wyspę, jaką zdarzyło mu się oglądać. Na Jamajce hiszpańscy marynarze odkryli przyjaznych Tainów, pokojowy indiański lud, który nigdy nie zaznał wojny. Tainowie nazywali wówczas wyspę Xaymaca, co oznacza „kraj lasów i wody”. Półtora wieku po Hiszpanach na Jamajce zjawili się Anglicy, którzy postrzegali wyspę głównie jako miejsce o dużym potencjale gospodarczym. W krótkim czasie Jamajka stała się jedną wielką plantacją trzciny cukrowej, na której zarabiano krocie. Pracę na plantacjach wykonywali głównie liczni imigranci z Indii oraz Chin. W decydującym stopniu przyczynili się oni do zmiany w strukturze demograficznej wyspy, w której mieli także udział osadnicy żydowscy i arabscy handlarze. Mieszane małżeństwa stały się zaczątkiem dzisiejszego wieloetnicznego narodu jamajskiego.

KULINARNIE & KULTURALNIE

ZDJĘCIA: SHUTTERSTOCK

Najbardziej pouczającą lekcją historii miejscowej kultury jest niewątpliwie jamajska kuchnia narodowa, na którą wpływ

miała przede wszystkim różnorodność kultur i narodów, które odcisnęły swe piętno na wyspie. Największy wpływ wywarły kuchnie afrykańska i brytyjska, ale wyraźne są także wpływy kreolskie, chińskie i hinduskie. Jednym z ciekawych przykładów jest mięso wieprzowe, drobiowe czy rybie typu „jerk” – określenie to oznacza specjalny sposób konserwacji mięsa w glinie oraz rodzaj marynaty – mieszanka gałki muszkatołowej, ziela angielskiego, czarnego pieprzu, tymianku, cynamonu, czosnku, cebuli i oleju, soku z limonki i innych cytrusów. Powstały także niepowtarzalne mieszanki przypraw, na przykład słynny sos Pickapeppa. Tainowie uprawiali maniok, którego używa się do dzisiaj do produkcji „bammie”, opiekanego opłatka, który jada się z suszonymi rybami. Sprowadzenie na Jamajkę z Afryki owoców ackee (czyli bligii pospolitej) oraz różnych gatunków słodkich ziemniaków, korzeni, jarzyn i drzewa chlebowego także ma swój kontekst historyczny – zapewnienie lepszego wyżywienia niewolnikom. Jedną z charakterystycznych cech kuchni jamajskiej jest ogromna ilość owoców i warzyw, ze szczególnym uwzględnieniem występujących na wyspie mango, ananasów, papai i bananów. Podaje się je zarówno surowe, jak i smażone oraz

Ocho Rios – port

84


Kurczak „jerk”

Miasteczko Falmouth

grillowane na różne sposoby. Popularne są także: fasola, ryż, pomidory i bardzo ostre papryczki chili. Co ciekawe, zarówno ubożsi, jak i zamożniejsi mieszkańcy wyspy spożywają podobne dania. Należy dodać, że znaczący wpływ na jamajską kuchnię ma wciąż silny ruch społeczno-religijny – rastafarianizm. Większość wyznawców tej religii to wegetarianie, co spowodowało rozwój kuchni bezmięsnej (w jamajskiej odmianie zwanej Ital), zgodnej z zasadami wiary.

Jamajka jest także ojczyzną uznawanej za najlepszą i najdroższą na świecie kawy o nazwie Blue Mountain (nazwa pochodzi od miejsca uprawy – małych plantacji w Górach Błękitnych) oraz rumu – narodowego alkoholu Jamajczyków, uzyskiwanego ze sfermentowanego soku z trzciny cukrowej lub melasy. Będąc na Jamajce, warto odwiedzić jedną z licznych destylarni znajdujących się na ogół bezpośrednio przy plantacjach trzciny cukrowej. Wśród turystów dużą popularnością cieszy się rum White Lightning, o zawartości alkoholu 70%!

REKLAMA

85


FOTO: SHUTTERSTOCK

Z DALEKA I Z BLISKA

Góry Błękitne

Warto spróbować również produktu łączącego w sobie alkohol i kawę – produkowanego od XVII wieku likieru Tia Maria, powstającego z ziaren kawy, spirytusu z trzciny cukrowej, ziół i wanilii. Kuchnia kuchnią, ale Jamajka nie byłaby Jamajką bez muzyki, a konkretnie bez reggae. Legenda tego gatunku muzycznego, Bob Marley, niewątpliwie zrobił najwięcej w sensie „promocyjnym” zarówno dla samego reggae, jak też dla całej Jamajki. Jest on tutaj postacią kultową, tysiące fanów muzyki corocznie urządza pielgrzymki do małej wioski Nine Mile, w której się urodził, a także do muzeum muzyka w Kingston. Warto odnotować, że z Jamajki, oprócz wspomnianego Boba Marleya, pochodzi wiele sławnych osób, w tym sprinter Usain Bolt, bokser Lennox Lewis, raper 50 Cent, piosenkarze Sean Paul oraz Shaggy, piosenkarka i aktorka Grace Jones, pisarka Colin Campbell czy bejsbolista Patrick Ewing.

86

WARTO ZOBACZYĆ Kingston Największe anglojęzyczne miasto Karaibów jest finansowym i administracyjnym sercem Jamajki. Życie płynie tutaj znacznie szybciej niż w innych miejscach na wyspie. Obecnie w Kingston mieszka ok. 600 tys. osób, choć gdy się spaceruje ulicami miasta, wydaje się, że jest ich o wiele więcej. Położone na południowym wybrzeżu wyspy, nad zatoką o tej samej nazwie co miasto. Będąc w Kingston, warto przespacerować się po Downtown. Plan dzielnicy na papierze wygląda na uporządkowany i zorganizowany. W rzeczywistości spacer po tym kwartale to nieustanna walka z wszechobecnym chaosem, szalonymi kierowcami i drobnymi handlarzami, którzy całkowicie zawładnęli centrum jamajskiej stolicy. Jednak, chcąc poznać historię i „duszę” miasta, zobaczyć najważniejsze zabytki, warto ten


O Ł D Ó ŹR ralnego

natuagnezu m

Muszynianka to naturalna woda mineralna rozlewana w Uzdrowisku Muszyna z odwiertów zlokalizowanych na terenie Popradzkiego Parku Krajobrazowego. Jest wodą  alkaliczną, wysokozmineralizowaną, magnezowo- wapniową. Jej orzeźwiający smak oraz składniki mineralne, takie jak: magnez, wapń, potas, sód, żelazo, powodują, że Muszynianka ma właściwości odżywcze. W  swoim składzie posiada także wodorowęglany i  siarczany, które alkalizują kwasy żołądkowe i są korzystne dla osób cierpiących na nadkwasotę. Przyczyniają się również do obniżenia zawartości cukru we krwi i  regulują jej pH. Systematyczne picie Muszynianki nie tylko uzupełnia braki wody w naszym organizmie, ale też pozwala na korygowanie nieprawidłowości wynikających z niedoborów mineralnych i  wadliwej przemiany materii.

2019

33-380 Krynica Zdrój, ul. Kościuszki 58, tel./fax: +48 18 471 21 34 e-mail: biuro@muszynianka.pl, www.muszynianka.pl 87


Z DALEKA I Z BLISKA

FOTO : SH UT TER STO

CK

FOTO: TILLON ANIEL/WIKIPEDIA

Kingston; poniżej pomnik Boba Marleya

FOTO: ALVIN MARRIOTT/WIKIPEDIA

kierunek uwzględnić w swoim planie turystycznym. Wycieczkę w ten rejon miasta należy zaplanować w ciągu dnia i najlepiej w grupie. Zwiedzanie dzielnicy samodzielnie i w godzinach wieczornych czy nocnych nie jest wskazane z uwagi na zagrożenia związane z przestępczością.

88

Montego Bay Uroczy, choć dość typowy karaibski cel turystyczny, otoczony plażami z białym piaskiem i hotelami z kompleksowymi usługami. 80-tysięczne miasto przyciąga turystów również znakomitymi polami golfowymi. Ocho Rios 96-tysięczne miasto jest jednym z głównych ośrodków turystycznych na wyspie, nazywanym często ogrodem Jamajki. Ocho Rios znane jest przede wszystkim jako miejsce położenia Dunn’s River Falls, przypominających kamienne schody wodospadów rzecznych o wysokości 55 m, wpadających do morza. Inną przyciągająca wielu turystów atrakcją jest znajdujący się w niewielkiej miejscowości Oracabessa (ok. 16 km od Ocho Rios) dom brytyjskiego pisarza Iana Fleminga. Twórca postaci Jamesa Bonda mieszkał w willi o nazwie GoldenEye przez wiele lat. Tutaj również powsta-


ZDJĘCIA: SHUTTERSTOCK

ła większość (niektórzy twierdzą, że wszystkie) powieści o przygodach najsłynniejszego brytyjskiego agenta. Na Jamajce rozgrywa się też akcja pierwszej z kinowych ekranizacji – „Dr. No”. Po śmierci pisarza dom kilkakrotnie zmieniał właścicieli, jednym z nich przez rok był sam Bob Marley. Obecnie willa jest minipensjonatem, w którym można sobie wynająć pokój (lub cały dom). Gościło tutaj wiele znanych osób, wśród nich Sting, który przy biurku Fleminga napisał tekst przeboju The Police – „Every Breath You Take”.

Latarnia morska w Port Antonio

Ocho Rios – wodospad Dunn’s River Falls

89


FOTO: SHUTTERSTOCK

Willa GoldenEye – jamajska posiadłość Iana Fleminga

ZDJĘCIA: WWW.THEFLEMINGVILLA.COM

Z DALEKA I Z BLISKA

odzyskał utraconej sławy i bogactwa. Dzisiaj to mała i zaciszna miejscowość rybacka, znakomity cel jednodniowych wycieczek. Ostatni wzrost popularności miasteczka jest zasługą serii filmów „Piraci z Karaibów”, której akcja częściowo rozgrywa się w dawnym Port Royal.

Wiele osób po odwiedzeniu Jamajki stwierdza, że wyspa jest... jak piosenka reggae, przepełniona radością oraz pochwałą prostego i niespiesznego życia. Pulsująca rytmem, a po chwili spokojna i melancholijna. Dopiero będąc na Jamajce, można zrozumieć, dlaczego ta muzyka narodziła się właśnie tutaj... ■

Jedna z malowniczych jamajskich jaskiń

Niepozorna dziś wioska rybacka szczyci się niebywale bogatą historią. Przed wiekami Port Royal był bowiem stolicą wyspy i jednym z najlepiej rozwiniętych karaibskich portów. Dziś tylko ruiny fortyfikacji przypominają o dawnej potędze tego miejsca. Złote czasy miasta zakończyły się w dniu 7 czerwca 1692 roku, kiedy to potężne trzęsienie ziemi i fala tsunami pogrzebały port i miasto. Port Royal już nigdy nie

90

GRAFIKA: PIXABAY

Port Royal


91


PROMOCJA

Idealny towarzysz aktywnej wyprawy Wyjazd na ferie czy nawet krótki wypad za miasto może być czasem nie lada wyzwaniem. Pomieszczenie rodziny z trójką dzieci i psem, zapakowanie rowerów czy też sprzętu narciarskiego oraz bagażu nierzadko spędza sen z powiek. Bez problemu sprosta temu nowy Opel Combo Life.

O

pel Combo Life to wszechstronny samochód dla entuzjastów aktywnej rekreacji, który zaskakuje mnóstwem przestrzeni oraz maksymalną elastycznością. Jest dostępny w dwóch wersjach długości: standardowej (4,4  m) lub XL (4,75 m). W obu przypadkach może nim podróżować 5 lub nawet 7 osób. W pięciomiejscowej wersji o standardowej długości minimalna pojemność bagażnika wynosi aż 597 litrów. Jeśli twoja rodzina potrzebuje jeszcze więcej miejsca, możesz zdecydować się na wersję o  dłuższym rozstawie osi i  pojemności bagażnika wynoszącej co najmniej 850 litrów. W obu wariantach konfigurację siedzeń w drugim rzędzie można dostosować do własnych preferencji. Masz do wyboru standardową tylną kanapę dzieloną w  proporcji 60/40 lub opcjonalnie trzy pojedyncze fotele, które można wygodnie złożyć od strony bagażnika. W obu przypadkach każde z siedzeń wyposażone jest standardowo w osobny punkt mocowania Isofix, co pozwala na zamontowanie nawet trzech fotelików dziecięcych obok siebie.

92


Wszystkie drobiazgi potrzebne w czasie podróży można bezpiecznie przewozić w licznych schowkach zlokalizowanych w konsoli środkowej, kieszeniach drzwi oraz w  górnej i  dolnej części deski rozdzielczej. W  sumie w  Combo Life znajduje się aż 28 pomysłowych schowków, przegródek i  kieszeni. Jeśli potrzebujesz przewieźć narty, deskę snowboardową lub inny długi bagaż, nic prostszego. W tym celu opcjonalnie składany fotel pasażera może utworzyć jedną płaszczyznę z tylnymi siedzeniami – wówczas do środka zapakujesz taki sprzęt bez problemu. Zawsze w ostatniej chwili okazuje się, że do zapakowanego już bagażnika trzeba wrzucić jeszcze ukochaną zabawkę dziecka czy ciepłą kurtkę. Z Oplem Combo Life nie jest to problem. Dzięki opcjonalnie otwieranemu oknu w drzwiach bagażnika dodatkowe drobiazgi można włożyć do luki, która powstaje między bagażami a tylną klapą. Nowy Opel Combo Life to nie tylko ogromna przestrzeń, oferuje on również bezkonkurencyjne w swoim segmencie wyposażenie, dzięki któremu nawet dłuższa podróż będzie przyjemna i bezstresowa. Model jest wyposażony w systemy wspomagające kierowcę, takie jak alarm przedkolizyjny z funkcją wykrywania pieszych i  automatycznym hamowaniem awaryjnym, asystent utrzymania pasa ruchu, asystent ruszania pod górę, tempomat z ogranicznikiem prędkości i system rozpoznawania znaków drogowych oraz system wykrywający objawy zmę-

czenia, który w odpowiednim momencie zasugeruje ci przerwę na kawę. Z kolei komfortowe przednie fotele oraz opcjonalne przyciemniane i  pochłaniające ciepło szyby przyczyniają się do zapewnienia dobrego samopoczucia tobie oraz wszystkim osobom podróżującym w aucie. Chcesz mieć pewność, że podróżujesz nie tylko komfortowo, ale również bezpiecznie? Opel Combo Life oferuje technologie i  systemy wspomagające kierowcę, takie jak opcjonalna kamera cofania obejmująca kąt 180 stopni z widokiem samochodu i jego otoczenia z góry. To rozwiązanie z pewnością ułatwi parkowanie nawet na bardzo wąskim parkingu. A podczas wyprawy za miasto elektroniczny system kontroli trakcji IntelliGrip może zapewnić znakomitą przyczepność i stabilne prowadzenie nawet na błotnistej, piaszczystej, mokrej czy zaśnieżonej drodze. Często słyszysz pytanie, czy daleko jeszcze do celu oraz kiedy wreszcie dojedziemy? Dzięki licznym opcjom zapewniającym rozrywkę podróż nie musi się dłużyć nawet najbardziej wymagającym młodym pasażerom. Combo

93


PROMOCJA

Life może być wyposażony w najnowsze systemy multimedialne kompatybilne z Apple CarPlay i  Android Auto, z kolorowym ekranem dotykowym o przekątnej do 8 cali oraz portami USB przy pierwszym i  drugim rzędzie foteli, umożliwiającymi podłączenie tabletów i  smartfonów. Dzięki gniazdku 230  V jeden z  pasażerów może nawet podłączyć laptopa. Combo Life to samochód, który może się podobać. Dzięki wyrazistym liniom nadwozia emanuje siłą i wzbudza zaufanie. Typowy dla Opla atletycz-

ny przód o precyzyjnie poprowadzonych liniach wzmacnia wrażenie solidności. Każdy z silników benzynowych i wysokoprężnych montowanych w  tym przestronnym i  uniwersalnym modelu zapewnia odpowiednie osiągi, przyjemność z jazdy i niskie zużycie paliwa. Jednostki napędowe współpracują z  nowoczesnymi pięcio- i  sześciobiegowymi przekładniami manualnymi. Jeśli jesteś amatorem bardziej komfortowej jazdy, możesz zdecydować się nawet na ośmiobiegową przekładnię automatyczną. Opel Combo Life to doskonały samochód rodzinny, pełen innowacyjnych rozwiązań i oferujący nieograniczone możliwości. Jest wyjątkowo przestronny, bardzo praktyczny i uniwersalny, co czyni go idealnym towarzyszem każdej rodzinnej wyprawy. ■

94


95


96


97


W następnym wydaniu

TRAVEL POLSKA m.in.:

Dookoła świata lko karnawał Wenecja – nie ty

FOTO: PIXA BAY

FOTO : SH UT TER STO

CK

Travel & sport Na narty do Francji!

Zapraszamy na stronę naszego wydawnictwa: facebook.com/TravelPolskaMagazyn

Wydawnictwo MajerMedia ul. Tadeusza Kościuszki 26 21-500 Biała Podlaska Tel. 83 411 50 11

www.majermedia.com redakcja@majermedia.com prenumerata@majermedia.com reklama@majermedia.com

98

DYREKTOR ZARZĄDZAJĄCY: Maciej Majerczak REDAKCJA: Redaktor naczelny: Rafał Nowicki Redaktor prowadząca: Katarzyna Jaszczuk Zespół redakcyjny: Renata Nawrocka, Robert Nienacki, Karina O’Neill Współpraca: Michał Stolarewicz Korekta: Anna Nalikowska Skład: Grzegorz Waszczuk

Druk: Moduss Okładka: foto - Andrew Bui/Unsplash Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych i zastrzega sobie prawo redagowania nadsyłanych tekstów. Wydawca nie odpowiada za treść zamieszczonych reklam.

Wydawnictwo MajerMedia jest członkiem Izby Wydawców Prasy


99


FLY M O R E

O D K RY W A J Ś W I AT D Z I Ę K I N O W Y M P O R A N N Y M I W I E C Z O R N Y M R E J S O M O R A Z P O Ł Ą C Z E N I O M S A M O LOT E M S Z E R O KO K A D ŁU B O W Y M Z W A R S Z A W Y.

100

Travel Polska 6 2018  
Travel Polska 6 2018