Issuu on Google+

CZERWIEC 2014 NUMER 06 (15) / WYDANIE BEZPŁATNE

Mistrzowie migawki Wysokie loty szczecińskich fotografów

Rafał Grobelny Będę tęsknił za Szczecinem

Hugh Laurie Dr House czuje bluesa

Hugh Laurie to bardzo zapracowany człowiek. Gra w filmach i koncertuje. Do Szczecina zgodził się przyjechać, kiedy usłyszał, że zagra na dziedzińcu Zamku Książąt Pomorskich. Spotkamy się tam z nim 29 lipca.


40 Paulina Andrzejewska Kung fu przydaje się w tańcu

# 26 Wnętrza

40 / Rozmowa

Kolory czterech pór roku

# 34 Moto Volkswagen Karmann Ghia

# 36 Kulinaria Co widać przez dziurkę od sera

# 38 Rozmowa miesiąca Rafał Grobelny

# 40 Rozmowa Paulina Andrzejewska

20 / Styl życia

# 44 Zdrowie Odżywianie najmłodszych

Spis treści 05/ 2014

# 48 Kultura

# 06 Newsroom

OFF Marina: zagłębie twórców

Design, moda, wydarzenia, kultura

# 10 Felieton

# 50 Kultura Na co wybrać się w czerwcu

Paweł Krzych: Wakacje tuż tuż

# 54 Sport

# 12 Temat z okładki

Ludzie biznesu kochają sushi

Hugh Laurie

# 56 Rozmowa

# 18 Showroom Sport i kosmetyki

Co słychać u Przemysława CerebieżTarabickiego

#20 Styl życia

# 57 Trendy towarzyskie

Mistrzowie migawki

Kto, z kim, gdzie, kiedy i dlaczego

#3

MAGAZYN MIEJSKI | NUMER 06/2014


Jarosław Jaz / Redaktor naczelny

Nie wiem czy Hugh Laurie poradzi sobie z wymową nazwy miasta, w którym przyjdzie mu zagrać 29 lipca, ale na pewno potraktuje to jak wyzwanie. Bilety na jego koncert były prawdopodobnie najszybciej sprzedającym się towarem w najnowszej historii szczecińskiej rozrywki. Widać chemia zadziałała obustronnie, bo Hugh miał być zachwycony perspektywą koncertu na dziedzińcu Zamku Książąt Pomorskich zaś fani zachwyceni są, że artysta zdecydował się zagrać w Szczecinie. Wspólnych tematów pewnie będzie sporo, bo śpiewający aktor ceni sobie polską wódkę i zapewne niejedno ma w jej sprawie do powiedzenia. Podobnie jak i szczecińska publiczność, której na zamkowym dziedzińcu tego wieczora będzie bez liku. My z kolei mamy kilka tematów dla szczecińskich Czytelników MM Trendy. Przede wszystkim materiał o Hugh Lauire, który z serialowego Dr House’a przeistoczył się w muzycznego frontmana, odwołującego się do bluesowych i jazzowych korzeni muzyki. Na jego show będziemy także rozdawać bilety, które dostępne będą na naszym facebookowym profilu. Te, które mieliśmy na pozostałe koncerty z cyklu Szczecin Music Fest, cieszyły się sporym wzięciem. Polubcie nas na Facebooku, a na pewno łatwiej będzie o bilet na koncert finałowy. Nie chcę w tym miejscu mnożyć truizmów, jacy to utalentowani ludzie mieszkają w Szczecinie, bo to oczywiste. Ale taka sytuacja, że czterech szczecińskich fotografów zdobywa główne nagrody w prestiżowych, ogólnopolskich konkursach, nie zdarza się codziennie. Każdy z nich ma własną historię do opowiedzenia i swoją drogę dochodzenia do perfekcji. Wszyscy są młodzi i najlepsze zdjęcia jeszcze przed nimi, ale sukcesy jakie dotąd odnieśli są godne podziwu. Podobne sukcesy odnosi też choreograf i tancerka Paulina Andrzejewska oraz wokalista Rafał Grobelny. O nich wszystkich piszemy w czerwcowym wydaniu MM Trendy. Zapraszam do lektury.

Redakcja/ OKŁADKA: Na zdjęciu Hugh Laurie Foto: Warner Music Poland

Redakcja: Nowy Rynek 3, 71-875 Szczecin tel. 91 48 13 341; fax 91 48 13 342 e-mail: mmtrendy.szczecin@mediaregionalne.pl www.mmszczecin.pl/trendy Redaktor naczelny: Jarosław Jaz Product manager: Ewa Żelazko Promocja i marketing: Magdalena Sosin Redakcja: Maciej Pieczyński, Paulina Targaszewska, Bogna Skarul, Małgorzata Klimczak, Tomasz Kuczyński, Maurycy Brzykcy, Piotr Jasina, Sonia Mrzygłocka / Korekta: Beata Pikutowska / Dział foto: Sebastian Wołosz, Andrzej Szkocki Skład magazynu: Ewa Kaziszko / Re’FORM Studio Dystrybucja: Piotr Grudziecki / Druk: COMgraph Sp. z o.o. Dyrektor Zarządzający: Piotr Grabowski Reklama: tel. 500 324 240, fax 91 48 13 360, ewa.zelazko@mediaregionalne.pl Wydawnictwo: Media Regionalne sp. z o.o. ul. Domaniewska 45, 02-672 Warszawa Prezes: Dariusz Świąder

MAGAZYN MIEJSKI | NUMER 06/2014

#4

Dołącz do nas na www.facebook.com/ MagazynMMTrendy Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść ogłoszeń. Materiałów, które nie zostały zamówione redakcja nie zwraca. Na podstawie art. 25 ust. 1 pkt 1 b ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych Media Regionalne sp. z o.o. zastrzegają, że dalsze rozpowszechnianie materiałów opublikowanych w MM Trendy jest zabronione bez zgody Wydawcy.


Newsroom

#

Czy wiesz...

Foto: agemode.com

… że na facebookowym fanpage’u MM Trendy rozdajemy książkowe bestsellery, bilety na koncerty i inne upominki dla naszych Czytelników? Wystarczy nas polubić. Zachęcamy!

Foto: Amazon

Wirtualna moda ze Szczecina

Zakupy przyszłości Właśnie skończyły ci się płatki śniadaniowe albo twoje dziecko z lodówki wyjęło ostatni jogurt? Wystarczy powiedzieć albo zeskanować kod z opakowania specjalnym „kluczem przyszłości” i w ten sposób stworzyć listę zakupów. Listę można będzie zweryfikować na platformie dash, która łączy się z macierzystą siecią i działa bezpośrednio z konta AmazonFresh. Potem tylko podajemy termin dostawy i o umówionej godzinie przed domem lub na progu mieszkania zastajemy swoje zakupy. Taka usługa dla szczecinian jest na razie marzeniem, ale mieszkańcy USA mogą już z niej korzystać. Nowy rodzaj zakupów za pomocą „Key Features” wprowadziła firma Amazon. (bs)

Agemode.com to nowy i nietypowy portal na rynku modowym. Powstał w Szczecinie i już święci sukcesy. Jego nietypowość polega między innymi na tym, że użytkownicy mają możliwość wirtualnego przymierzania ubrań na wirtualnym modelu. W milionie możliwości pomoże nam E-stylista. To program, dzięki któremu użytkownik może sprawdzić, jak ubrania układają się na sylwetce, ale także jaki ma typ urody i jakie pasują mu kolory i kroje. Po wybraniu odpowiedniej dla siebie stylizacji przenosi nas do sklepów, gdzie bezpośrednio można zrobić zakupy. Wystarczy wpisać w przeglądarce agemode.com, by wejść do wirtualnej galerii handlowej i tam wybrać ubrania, zapakować je do koszyka i zabrać ze sobą do przymierzalni. Portal tworzony jest przez szczecińską fimę Unizet.netcom i jest jej autorskim pomysłem. (bs)

R E K L A M A


Newsroom

Foto: Sebastian Wołosz / Urząd Miasta

#

Wyjątkowa wizyta książęcej pary Książę Danii Fryderyk z księżną Marią Elżbietą spędzili w Szczecinie niemal cały dzień. Wizyta zbiegła się z wyjątkową uroczystością książęcej pary - 10-leciem ich pożycia małżeńskiego. Dlatego Piotr Krzystek, prezydent Szczecina, z małżonką podarowali następcy tronu tort. W prezencie od gospodarza miasta otrzymali także porcelanowy serwis do kawy. W Ratuszu Staromiejskim książę Fryderyk i jego żona rozmawiali z duńskimi i polskimi przedsiębiorcami. Po lunchu księżna odwiedziła oddział pediatrii, hematologii i onkologii szpitala klinicznego przy ul. Unii Lubelskiej. Oboje także pojawili się na pokładzie duńskiej jednostki wojennej, zacumowanej u podnóża Wałów Chrobrego. (pit)

#7

MAGAZYN MIEJSKI | NUMER 06/2014


Newsroom

Foto: Oleander Studio

Foto: Jakub Bessarab

#

Francuski pokaz Sylwii Romaniuk Usługi dla ludności Kuśnierz, ślusarz czy kaletnik to zawody, które funkcjonują gdzieś obok nas. W małych zakładach o zakurzonej witrynie. O tym, że nie zostały całkowicie zepchnięte na margines życia społecznego, przypomina szczecinianka Justyna Machnik w ramach projektu „Usługi dla ludności”. Zaczęło się od radiowego cyklu reporterskiego. Podczas festiwalu Spoiwa Kultury była inicjatorką „Szczecina na usługach”, czyli spaceru po starych zakładach rzemieślniczych. Kontynuacją tych działań jest akcja fotograficzna związana z witrynami zakładów rzemieślniczych i ciekawymi ludźmi ze Szczecina. Na zdjęciach zobaczymy ludzi kultury, działaczy społecznych czy też naukowców. Dr Maciej Kowalewski, Monika Petryczko, Kinga Rabińska, Wojciech Wirwicki i Przemysław Głowa, to tylko niektórzy z uczestników projektu. Fotografie wykonane przez Jakuba Bessaraba będzie można zobaczyć 6 czerwca w Piwnicy Kany. (sim)

MAGAZYN MIEJSKI | NUMER 06/2014

#8

Kilka tygodni temu w pałacu festiwalowym, podczas Cannes Shopping Festival, odbył się wyjątkowy pokaz najnowszej kolekcji sukni wieczorowych Sylwii Romaniuk. Na co dzień działająca w Warszawie - szczecińska projektantka mody - była bohaterką grudniowego wydania MM Trendy. Cannes Shopping Festival to wydarzenie, które gromadzi miłośników mody z całego świata. Pokaz Sylwii Romaniuk zgromadził ponad 4 tysiące osób. Ci, którzy nie mogli dostać się na show, oglądali pokaz na dużym telebimie przed pałacem. Wyjątkowi goście, wspaniali artyści jak Nick Sinkler czy Tyron Dixon pomagali stworzyć wyjątkowy show. Partnerami eventu była marka La Selecton niszowe ekskluzywne perfumy z całego świata, Her Medic, magazyn FSHN i inni. (red)


Newsroom

Foto: Na Lewą Stronę

#

Morskie opowieści Bluzy i koszulki z kotwicami, haczykami czy wizerunkiem bosmana, to najnowsza propozycja szczecińskiej marki odzieżowej Na Lewą Stronę. Tym razem Malina Majewska i Agata Opolska postanowiły przedstawić własną, morską opowieść. - Sea Stories, to zaledwie jedna z kolekcji, którą przygotowałyśmy na wiosnę i lato - mówi Malina Majewska. - Utożsamiamy temat z miejscem zamieszkania i naszymi podróżami. Kolekcja zostanie wprowadzona na rynek dość niestandardowo. - Plan jest taki, że przez całą wiosnę i lato ma wychodzić co dwa tygodnie jeden model z kolekcji. Ich cechą wspólną są kolorowe nadruki i dołączenie do nich aplikacji z dodatkowego materiału, np. w kotwice - opowiada projektantka. Kolekcja występuje w wersji damskiej i męskiej na bluzach i t-shirtach. Ubrania można znaleźć na stronie: www.nalewastrone.co. (sim) R E K L A M A


Felieton

#

Paweł Krzych: okiem blogera

Wakacje tuż tuż... Szybko zleciały mi pierwsze miesiące tego roku. Mamy już czerwiec, pierwsza połowa roku praktycznie za nami. Wakacje niebawem... Sezon urlopowy w pracy, sezon ogórkowy w mediach. Szczecin mocno pustoszeje na te miesiące. Tysiące studentów wracają do domu lub wyjeżdżają na wakacyjne prace poza miasto. Na drogach jeździ się dużo płynniej. Dziś chciałbym Wam pokazać, że w wakacje Szczecin nie jest jednak taką pustynią... przynajmniej pod względem kulturalno-rozrywkowym.

Koniec czerwca to dziesiąta edycja inSPIRACJI pod hasłem przewodnim „Xtreme”. W dniach 27-29 czerwca spróbujemy odpowiedzieć na pytanie: czy extreme dla każdego znaczy to samo? Jak piszą organizatorzy, żyjemy w takich czasach, w których potrzebujemy coraz to nowych bodźców i przekraczamy kolejne granice. Życie jest szybsze, poszukujemy nieznanych jeszcze doświadczeń. Wszystko to będziemy mogli zobaczyć na czerwcowych inSPIRACJACH.

Niekwestionowanym liderem wydarzeń w miesiącach letnich są Dni Morza. W tym roku impreza odbędzie się w dniach 13-15 czerwca. Czekają nas koncerty, aleja artystów, możliwość zwiedzania żaglowców i okrętów wojennych oraz (jak zawsze na Dniach Morza) pokaz sztucznych ogni. Dla dzieci przygotowane zostanie wesołe miasteczko, place zabaw oraz specjalny program artystyczny. Warto tutaj też wspomnieć o Jarmarku Rozmaitości, na którym będzie można kupić rękodzieła, kulinaria oraz produkty regionalne. Atrakcją muzyczną będzie koncert „Wawa Live w Szczecinie”. Na scenie pojawią się: Agnieszka Chylińska, Feel, Loka, DJ Adamus i Ada Szulc, Red Lips, Maciej Maleńczuk oraz Dawid Kwiatkowski. Selekcja muzyczna dobrze wpisuje się w charakter imprezy. Niektórzy mogą narzekać, że mało jest muzycznych akcentów morskich, ale nie zapominajmy, że zawsze funkcjonuje scena z szantami.

W lipcu na plaży w Dąbiu po raz ósmy będziemy mogli oglądać filmy pod chmurką. A to za sprawą ósmej edycji Dąbskich Wieczorów Filmowych. W programie imprezy (jak co roku) na pewno znajdą się filmy pełnometrażowe, krótkometrażowe, pokazy filmów tworzonych przez studentów z uczelni filmowych, pokazy animacji. Zaplanowane są również spotkania z uznanymi twórcami filmowymi, reżyserami, aktorami, scenarzystami.

Boli mnie trochę fakt, że promocja naszej sztandarowej imprezy zaczyna się tak późno. W momencie, kiedy piszę ten artykuł, jest połowa maja, a na oficjalnej stronie nie ma żadnych informacji. Nie widziałem też żadnych materiałów promocyjnych, zarówno w Szczecinie, jak i poza nim. Dni Morza mają olbrzymi potencjał. Z odpowiednio wcześniej rozpoczętą kampanią reklamową mają szansę przyciągnąć do Szczecina dużo więcej turystów. Na Wałach Chrobrego w najbliższym czasie odbędą się jeszcze dwa ciekawe wydarzenia. Dni Odry (12-13 lipca), czyli coroczne święto naszego miasta. Czekają nas wtedy regaty żaglowców, kajakowy rajd na orientację, finał Flisu Odrzańskiego. Tradycyjnie w programie znajdziemy również zwiedzanie jednostek wodnych oraz występy artystyczne. Sierpniowe niebo nad Szczecinem rozświetli siódma edycja Międzynarodowego Festiwalu Ogni Sztucznych Pyromagic, która odbędzie się w dniach 8-9 sierpnia również na Wałach Chrobrego. Widowisku nad Odrą towarzyszyć będzie Festiwal Muzyki Elektronicznej.

MAGAZYN MIEJSKI | NUMER 06/2014

Jeśli już jesteśmy w klimacie filmowym, to warto wspomnieć o lipcowym koncercie w ramach finału 11. edycji Szczecin Music Fest. 29 lipca na dziedzińcu Zamku Książąt Pomorskich wystąpi odtwórca tytułowej roli z serialu Dr House - Hugh Laurie z zespołem. Szkoda, że Dr House będzie tu tylko na wydarzeniu muzycznym, na warsztaty aktorskie z jego udziałem na pewno znalazłoby się mnóstwo chętnych. Szczecin ma również atrakcyjną ofertę dla dzieci. W czerwcu (20-22) zaplanowany jest Międzynarodowy Turniej Piłki Nożnej Chłopców. W każdą niedzielę - aż do końca września - na Jasnych Błoniach organizowana jest bezpłatna strefa sportowa „Aktywny Szczecin”. Dużo atrakcji zarówno dla dzieci, jak i dla dorosłych: piłki, trampoliny, zawody w różnych konkurencjach. Jest to świetna opcja na spędzenie aktywnej niedzieli. To tylko wybór najciekawszych wydarzeń tych wakacji. Zachęcam Was również do sprawdzenia Kabaretowego Klubu Dwójki w Amfiteatrze, Jarmarku Jakubowego, Festiwalu Spotkania Kultur, Rowerowych Dni Szczecina... Długo by można tak wymieniać.

Paweł Krzych - autor najpopularniejszego szczecińskiego bloga www.szczecinblog.pl oraz strony na FB Uśmiechnij się - jesteś w Szczecinie. Lokalny patriota. Pasjonat Szczecina, nowych mediów oraz podróży.

#10


Hugh Laurie Dr House czuje bluesa

Hugh Laurie to bardzo zapracowany człowiek. Gra w filmach i koncertuje. Do Szczecina zgodził się przyjechać, kiedy usłyszał, że zagra na Zamku Książąt Pomorskich. Zaintrygowała go sceneria, więc decyzję podjął błyskawicznie. Spotkamy się tam z nim 29 lipca. Tekst: Małgorzata Klimczak / Foto: Warner Music Poland


Temat z okładki

#


MAGAZYN MIEJSKI | NUMER 06/2014

#14


Temat z okładki

#

Hugh Laurie o Polsce słyszał niewiele, ale wie, że można u nas wypić dobrą wódkę. Zaczęło się od tego, że na swoim profilu na Twitterze kpił z Rosji. Wszystko przez tekst brytyjskiego „Guardiana” o tym, że Putin, mówiąc o igrzyskach w Soczi, nakazał osobom homoseksualnym zostawienie dzieci w domu. Aktor stwierdził wtedy, że zbojkotowałby rosyjskie produkty, gdyby tylko jakieś znał - oczywiście oprócz nieustannego wpędzania świata w depresję. Na liczne uwagi użytkowników, że rosyjska wódka jest jednym z takich produktów, Laurie znowu zakpił z Rosjan. - Tak, w porządku, rosyjska wódka jest OK, jeśli musisz wyczyścić piekarnik. Do picia musi być polska wódka podkreślił serialowy Dr House, natychmiast zyskując szacunek tysięcy Polaków, którzy i bez tego uwielbiali go już wcześniej. Podoba mu się też polskie wydanie jego debiutanckiej powieści „Sprzedawca broni”. Kiedy zobaczył niemieckie wydanie swojej książki, załamał się. Nie spodobała mu się okładka. - Polska jest OK - powiedział publicznie w telewizji.

płyt: „Let Them Talk” (2011) i „Didn’t It Rain” (2013). To właśnie utwory z tych płyt usłyszymy w lipcu na Zamku, gdzie Hugh pojawi się na scenie z zespołem The Copper Bottom Band. Jego muzyka to mieszanka różnych gatunków muzycznych, ale najwięcej w niej bluesa. - Muzyka zawsze była moją pasją - mówi Laurie. - Aktorstwo przychodzi mi z trudem, a muzyka daje poczucie wolności. Każe mi się całkowicie odsłonić. Mówimy przez nią wszystko, zdradzamy swój gust, sympatie, antypatie. Nie miałem pojęcia skąd pochodzi blues, ale nie chciałem bez niego żyć. Dla mnie blues pulsuje radością, namiętnością. Oczywiście, jest w nim także ból złamanych serc, zawiera w sobie całe ludzkie życie. Utarło się, że blues to męska muzyka. Dla mnie jednak blues zaczął się od kobiet śpiewających kołysanki swoim dzieciom. Laurie zdaje sobie sprawę, że nie jest wybitnym wokalistą czy muzykiem, ale podziwia innych i ma swoich mistrzów. Bardzo przeżył sesję w studio z Dr. Johnem. Aktor jest wielkim fanem muzyka i możliwość nagrania czegoś razem mocno nim wstrząsnęła. - Omal nie dostałem zawału - stwierdził Laurie. - Po sesji poszedłem do swojego auta, usiadłem i płakałem. Nie mogłem uwierzyć, że gram z jednym z moich bohaterów i na dodatek poszło tak gładko.

Lekarz Kiedy mówimy Hugh Laurie, niewiele osób kojarzy o kogo chodzi. Kiedy powiemy Dr House - niewiele jest osób, które by tego nie wiedziały. Rola amerykańskiego lekarza z okropnym charakterem przyniosła mu popularność na całym świecie. - Bardzo lubię tę postać - mówi Hugh Laurie. - House jest zabawny, piekielnie inteligentny i fascynujący. Choć oczywiście ten jego pesymizm i trudny charakter mogą dać się we znaki. Czasami mam dość jego trudnego charakteru i nieustannego użerania się z ludźmi. Do tego jeszcze House niemal bez przerwy ma do czynienia z chorobami, bólem i śmiercią. Mało kto zachowałby zdrowie psychiczne przy takiej pracy. Dlatego są takie chwile, kiedy mam ochotę uciec gdzieś daleko i zająć się czymś zupełnie innym. Na przykład wystąpić w jakimś lekkim, pogodnym musicalu. Gershwin byłby idealny. Do serialu „Dr House” Laurie musiał nauczyć się amerykańskiego akcentu. - Nadal sprawia mi to trudność - mówi. - Są dni, kiedy wychodzi mi lepiej, są dni kiedy idzie gorzej. Nadal nie mam pojęcia od czego to zależy: czy jadłem banana na śniadanie, czy mam na sobie coś niebieskiego... To loteria. Chyba nigdy się nie dowiem z czego wynika ta sprawa z akcentem. A to dlatego, że Hugh Laurie jest Brytyjczykiem z krwi i kości i raczej nie grozi mu przemiana w Amerykanina. Gdy mieszka w Stanach, cały czas przyłapuje się na tym, że odruchowo stara się jeździć lewą stroną ulicy.

Bluesman Do Ameryki jednak ciągnie go wyjątkowo. Z tego kraju wywodzi się muzyka, która zainspirowała aktora do nagrania dwóch

Sukcesy jego płyt i reakcje widowni wciąż wydają się nieco go zaskakiwać. - Jest tyle rzeczy na świecie, nie wiem dlaczego ktoś miałby skupić się na śpiewającym aktorze - mówi Laurie. - Nie mam ambicji, żeby zostać gwiazdą rocka, nie o to wcale chodzi. Ja po prostu kocham tę muzykę i chcę, żeby inni też ją pokochali. Dopiero w Nowym Jorku zrozumiałem na co się porywam. Ja, Angol, chcę oczarować Amerykanów, grając ich własną muzykę. To szaleństwo. Ale kocham piosenki i ludzi, którzy je wykonują. Rodzi się wspólnota między nami a publicznością. My gramy na oświetlonej scenie, a oni są na ciemnej widowni, ale wyczuwalna jest więź.

Sportowiec Oprócz zainteresowań artystycznych Hugh Laurie ma sporo innych pasji. Na przykład sportowych. Na studiach uprawiał wioślarstwo i to z dużymi sukcesami, bo zdobywał nagrody. Ostatnio zafascynował go boks. Co prawda kontuzje ręki, które mógłby odnieść uprawiając ten sport, utrudniają grę na pianinie w The Copper Bottom Band, ale jak dotąd nie odwołał żadnego koncertu. Boksuje nadal, mimo różnych przeciwieństw. Na przykład emocjonalnych. - Mam pewną trudność z biciem ludzi - mówi. - Zostałem nauczony, że przemoc to najgorsze rozwiązanie. Dlatego kiedy jestem na ringu i pojawia się kilka sekund gdy przeciwnik jest odsłonięty, a ja powinienem zaatakować, w głowie słyszę głos »Proszę, nie bij tego miłego pana«. Zaraz potem drugi głos mówi: »Jeśli nie uderzysz tego pana, on uderzy cię mocniej!«.

#15

MAGAZYN MIEJSKI | NUMER 06/2014


Temat z okładki

#

Celebryta Laurie należy do elity towarzyskiej Londynu. W kręgu jego znajomych są znani intelektualiści i artyści, z księciem Karolem na czele. - To świetny facet, skromny i uważny - rozpływają się nad nim znajomi. On sam ma świadomość, że sporo dostał od życia. Gdy więc bliscy zorganizowali szalony koncert z okazji jego 50. urodzin, cały dochód przekazał na cele dobroczynne. - Hugh jest doskonały, a mimo to boleśnie samokrytyczny - mówi aktor Stephen Fry. - Nie pamiętam, by ze swoich życiowych, w tym zawodowych osiągnięć był zadowolony. No, chyba że chodzi o przyjaźń, rodzinę i miłość. Wie, że to mu się udało. Wysoki (189 cm), niebieskooki artysta zawsze miał powodzenie, ale ostatnio zainteresowanie nim przybrało postać kultu. Jego wielbicielki, widać znudzone potulnymi mężami, oszalały na punkcie utykającego, nieczułego tyrana o intelekcie geniusza. Żonaty od 21 lat ze starszą o trzy lata reżyserką teatralną Jo Green, aktor ma troje dzieci. Jedyna sensacja o gwiazdorze pochodzi z lat 90., gdy uległ wdziękom reżyserki filmu, z którą pracował. Romans szybko się skończył, a aktor całą historię przypłacił załamaniem nerwowym. Przez dwa lata korzystał z pomocy psychoterapeuty, ma nawet za sobą pobyt w zakładzie zamkniętym. Żona wspierała go przez cały ten czas. Dziś uchodzą za zgodną, zaprzyjaźnioną parę, której spoiwem jest podobne (i ogromne) poczucie humoru obojga, taki sam styl bycia i dzieci. - Jest ciepły, dobroduszny i skromny - powiedziała w jednym z telewizyjnych show jego koleżanka ze studiów w Cambridge, Emma Thompson. Poznali się na zajęciach aktorskich w amatorskim kółku teatralnym Cambridge Footlights. Brytyjska gwiazda przez chwilę była nawet dziewczyną Hugh. Choć związek im się nie udał, do dziś są dobrymi znajomymi. - Jako 20-latek miał nadwagę. Zjadał za jednym razem sześć steków i myślał tylko o wioślarstwie. To była jego wielka pasja - wspominała aktorka. Dzisiaj Hugh, poza tym, że nie ma już problemów z wagą, wciąż przypomina chłopaka ze studiów. Sława nie uderzyła mu do głowy. Woli trzymać się na uboczu, niż błyszczeć w świetle jupiterów. Zamiast mieszkać w Los Angeles, stolicy filmowego blichtru, lepiej czuje się w spokojnej Anglii. Przez lata to przyjaciele Lauriego robili kariery, a on, zdolny, inteligentny, nieco wycofany, spokojnie czekał na swój czas. Ten czas w końcu nadszedł. Nie spodziewał się, że dostanie angaż do roli House’a. Prawdopodobnie zgłoszenie do roli nagrał w przerwie między zdjęciami do innego filmu, w toalecie, ubrany jak grał: zmięty i nieogolony. Ta nonszalancja tak spodobała się producentom, że klasnęli: tak powinien wyglądać przyciągająco-odpychający House! A gdy poznali Hugh Lauriego lepiej, zachęcili go do współtworzenia postaci. I to był strzał w dziesiątkę! Jednak sukces serialu i samego Lauriego spowodował masę kłopotów w jego życiu. Stał się celebrytą ze wszystkimi tego konsekwencjami. Przyciemnił szyby samochodu, aby nie filmowano go na każdym kroku telefonami komórkowymi i przestał robić zakupy spożywcze, bo nie mógł znieść ludzi, którzy robili zdjęcia jego kosza z zakupami. - Największą korzyścią wynikającą z tego, że przestałem grać w serialu i że ludzie przestali mnie oglądać codziennie w telewizji, jest fakt, że już nikt nie zagląda mi do koszyka, kiedy robię zakupy. Mogę nawet zrezygnować

MAGAZYN MIEJSKI | NUMER 06/2014

z przyciemnianych szyb - mówi. - Ludzie przestali się już tak mną interesować. Kiedy statek idzie na dno fale bardzo szybko go przykrywają, a cała uwaga zainteresowanych zostaje skierowana gdzie indziej. Taki jest naturalny porządek w telewizji, w życiu i tak powinno być - podsumowuje aktor. Hugh cieszy się, że teraz, kiedy skończył pracę na planie serialu, będzie mógł poświęcić więcej czasu swoim bliskim. Poza tym czuł się już trochę zmęczony kreowaniem jednej postaci przez osiem lat. Na łamach „Daily Record” wyznał, że praca w telewizji to ogromny komfort dla aktora. A on za komfortem nie przepada. - Gdy nie mam kamyczka w bucie, to sobie go włożę sam. Lubię wyzwania - zdradził. Zapowiedział też, że w najbliższym czasie nie wróci do telewizji i nie zagra w kolejnej, wieloodcinkowej produkcji. Chce się skoncentrować na muzyce, pisaniu, a także reżyserowaniu i produkowaniu filmów. Od kilku tygodni koncertuje w USA i Ameryce Południowej. Marzy także o długich wakacjach z ukochaną Jo i dziećmi. Z dala od fanek i miłośników serialu. Musi pożyć trochę jak zwyczajny człowiek.

Człowiek z orkiestrą Wolny czas po zakończeniu serialu Hugh Laurie poświęcił na nagrywanie drugiej płyty. Oba krążki zostały wypuszczone przez wytwórnię Warner Bros. Na obu muzyk sięga po dorobek amerykańskiej kultury muzycznej, czyli bluesa i jazz, choć na „Didn’t It Rain” ociera się wyraźnie również o r&b i tango. W znacznej mierze to standardy, ale odegrane ze sporym wkładem własnym. Anglik wybrał się w podróż ku sercu Ameryki, gdzie odkrywa na nowo pionierów amerykańskiego bluesa. Sięga do takich twórców, jak W.C. Handy, Jelly Roll Morton czy Little Brother Montgomery. Nie zapomina jednak o bardziej współczesnych artystach. Jak choćby wspomniany Dr John czy znany z The Animals, Alan Price. Lauriego wspierała wokalnie między innymi legenda bluesa, laureat Grammy Taj Mahal. Z tej okazji w ubiegłym roku Hugh Laurie zagrał pierwszy koncert w Polsce, w Sali Kongresowej w Warszawie. Na scenie pojawił się siedmioosobowy zespół The Copper Bottom Band, a za chwilę gwiazda wieczoru - Hugh Laurie. Artysta przywitał się z fanami i rozpoczął swoją blisko dwugodzinną, wspaniałą muzyczną podróż. Serwował publiczności bluesa oraz nowoorleański jazz na najwyższym poziomie. Ku zaskoczeniu artystów zgromadzona widownia to w większości byli ludzie w wieku 20-35 lat. Koncert nie był hermetycznym wydarzeniem. Wszechstronni muzycy zespołu The Copper Bottom Band, towarzyszący aktorowi na scenie, nadawali klasycznym, bluesowym kawałkom bardziej rhythmandbluesowego sznytu, zdecydowanie jazzowego czy niemal rockowego. Nieustannie wychodzili poza konwencję. Dr House na żywo okazał się bluesową wersją Piotra Bałtroczyka, sypiącą ku uciesze publiczności licznymi żartami. Jego zdaniem Polacy śpiewają dużo lepiej od Rosjan, a Warszawa będzie mu się kojarzyła z piskiem. A były powody żeby piszczeć i tańczyć: Hugh Laurie jest wulkanem energii i posiadaczem dwóch zdrowych, przydatnych chociażby w tańcu nóg. Miejmy nadzieję, że w lipcu w Szczecinie także będziemy mieli okazję się o tym przekonać.

#16


Showroom

#

Ruszaj się

Bluza NBA, Reserved, cena: 99,99 zł; Koszulka z nadrukiem, H&M, cena: 39,90 zł

Czerwiec to miesiąc, kiedy zaczyna się lato. Dni są dłuższe, na dworze jest ciepło, w ciągu dnia przyjemnie świeci słońce. Nie siedź w taką pogodę w domu. Ruch na świeżym powietrzu doda energii, pozwoli się zrelaksować i wprawi w dobry nastrój. Zamiast znów wsiadać na rower albo grać w piłkę nożną, spróbuj czegoś innego. Pojeździj na rolkach po szczecińskich bulwarach, przejedź się na trójkołowej hulajnodze po Wałach Chrobrego, zagraj we frisbee albo rugby na Jasnych Błoniach lub faluj na waveboardzie na placu Lotników. Dobra zabawa gwarantowana! Koszulka, CROPP, cena: 44,99 zł; T-shirt czerwony, H&M, cena: 59,90 zł

Buty, CROPP, cena: 59,99 zł

Saszetka, RESERVED, cena: 49,99 zł Buty, RESERVED, cena: 79,99 zł

Piłka do rugby, DECATHLON, cena: 44,99 zł

MAGAZYN MIEJSKI | NUMER 06/2014

#18

Waveboard, DECATHLON, cena: 299,99 zł


Showroom

#

Pomaluj mój świat Ale nie na żółto ani na niebiesko, ale na różowo! Tego lata róż we wszystkich odcieniach zawładnął sklepowymi półkami w drogeriach. Może mieć kolor waty cukrowej, intensywnej fuksji, a nawet w padać w odcienie pomarańczy. Róż mile widziany jest na paznokciach, powiekach, policzkach i ustach. Całość najlepiej wykończyć balsamem do ciała o różanym, słodkim zapachu albo wodą toaletową w różowym flakonie i świat od razu nabierze piękniejszych barw.

Mgiełka do ciała, H&M, cena: 19,90 zł; Woda perfumowana Marc Jacobs Lola, DOUGLAS, cena: 195,00 zł; Pomadka Dior, DOUGLAS, cena: 145,00 zł

Woda perfumowana Lancome La vie est belle, DOUGLAS, cena: 229,00 zł

Cień do powiek NYX, DOUGLAS, cena: 27,90 zł; Pomadka Yves Saint Laurent, DOUGLAS, cena: 135,00 zł; Krem do ciała, DOUGLAS, cena: 49,00 zł; Róż Collistar, DOUGLAS, cena: 139,00 zł; Róż do policzków Givenchy, SEPHORA, cena: 195,00 zł

#19

MAGAZYN MIEJSKI | NUMER 06/2014


Styl życia

#

Fragment fotoreportażu Tomasza Lazara

Mistrzowie migawki Zdjęcia szczecinian zgarnęły ostatnio nagrody w najbardziej prestiżowych konkursach w kraju BZ WBK Press Photo oraz Grand Press Photo. Ich autorzy to cztery odmienne osobowości, różne doświadczenia, motywacja i technika, ale osiągnięty efekt za każdym razem jest niedościgniony. Oto laureaci konkursów: Andrzej Szkocki, Tomasz Lazar, Łukasz Szełemej i Marcin Zaborowski. Tekst: Bogna Skarul / Foto: Andrzej Szkocki / Tomasz Lazar / Łukasz Szełemej / Marcin Zaborowski

MAGAZYN MIEJSKI | NUMER 06/2014

#20


Styl życia

#

To jest mój teatr życia

Najważniejsze są jednak zdjęcia. Teraz ludzie wolą obrazy. Jeśli mnie wybrali, to pewnie dlatego, że to w jaki sposób opowiadam różne historie, podoba im się.

Tomasz Lazar, laureat w konkursie BZ WBK Press Photo w kategorii Kultura i Sztuka oraz za fotoreportaż

- Jest jakaś historia, którą chciałbyś fotograficznie opowiedzieć? - Jest. To mój projekt długoterminowy - nazywa się „Teatr życia”. Pracuję nad nim już pięć lat i zajmie mi to pewnie kolejnych pięć lat. Efektem tego ma być książka i wystawy. W związku z tym, że projekt wymaga sporych nakładów finansowych, to wszystko musi potrwać.

Tomasz Lazar studiował na ZUT, absolwent Europejskiej Akademii Fotografii w Warszawie. Laureat wielu konkursów międzynarodowych, w tym najbardziej prestiżowego World Press Photo 2012 w kategorii ludzie i wydarzenia za zdjęcie uczestniczki protestów „Okupuj Wall Street”. Członek Związku Polskich Artystów Fotografików. Współpracuje z amerykańskimi gazetami i czasopismami, w tym z „New York Times”, dla którego robił zdjęcia miedzy innymi w Kosowie. W konkursie BZ WBK Press Photo zdobył I miejsce w kategorii Kultura i Sztuka za zdjęcie gejszy i I miejsce za fotoreportaż z Fashion Week.

Otworzyć światu oczy Marcin Zaborowski, laureat w konkursie Grand Press Photo

- Jak robi się zdjęcia na konkurs? Nie podchodzę do pracy w ten sposób, że robię zdjęcie na konkurs. Należy robić dobre materiały i włożyć w nie jak najwięcej wysiłku oraz siebie. Dać 100 procent. Jeśli byśmy robili zdjęcia na konkursy, szybko byśmy się wypalili. - A zdjęcie, które wygrało - jak je zrobiłeś? - Fashion Week odbywa się dwa razy do roku. Podczas tygodnia mody swoje dokonania pokazują projektanci. Zastanawiałem się, jak pokazać ich pracę trochę inaczej, z innej strony. I jeśli chodzi o zdjęcie Japonki, które zdobyło pierwsze miejsce, to akurat w tym momencie znalazłem się z tyłu tego wszystkiego, co się aktualnie działo. Jedna z modelek, która była przebrana za gejszę, na chwilę przymknęła oczy, bo odpoczywała i właśnie to był moment, w którym postanowiłem zrobić zdjęcie. I je zrobiłem. - Jakie lubisz robić zdjęcia? - Zająłem się fotografią dlatego, że lubię opowiadać historie o człowieku. Dlatego staram się na zdjęciach pokazywać jego działalność i życie codzienne. - Często jeździsz do USA, by robić tam zdjęcia. - To moja praca. Staram się przynajmniej raz do roku tam jeździć, bo współpracuję z tamtejszymi magazynami i gazetami. - I jakie zdjęcia dla nich robisz? - To typowe zlecenia, często nawet na zrobienie zdjęć w Europie. Dziennikarz jedzie na materiał, a ja jadę z nim, bo gazeta potrzebuje także materiału zdjęciowego. W zeszłym roku byłem tym sposobem w Kosowie, na Słowacji. - Jak trafiłeś ze Szczecina do „New York Timesa”? - Sposoby są różne. Można nawiązać kontakty w czasie przeglądów portfolio, można w czasie konkursów fotograficznych, można spotkać przedstawicieli tych gazet na różnych galach. Można również skontaktować się z nimi mailowo czy telefonicznie.

Marcin Zaborowski - fotoreporter współpracujący z PAP i National Geographic Polska. Zajmuje się przede wszystkim fotografią podróżniczą. W konkursie Grand Press Photo zdobył III miejsce w kategorii Portret Sesyjny za zdjęcie 44-letniej Dali Banu, matki sześciorga dzieci, uchodźcy z Birmy, która teraz mieszka w obozie dla uchodźców w Bangladeszu.

- Spodziewałeś się, że akurat to zdjęcie zdobędzie nagrodę? - Nie. Wysłałem cztery zdjęcia w kategorii portret sesyjny. Raczej myślałem, że wygra fotografia chłopca Abula Basara. Dla mnie jest bardzo wymowna. W ogóle myślałem, że jak już coś zdobędzie nagrodę, to mój fotoreportaż. - Co to był za projekt? - To były zdjęcia z wywiadu, jaki robiliśmy wspólnie z korespondentem Polskiej Agencji Prasowej. Zrobiłem fotografie o niezarejestrowanych uchodźcach, którzy mieszkają w Bangladeszu. To ludzie, którzy uciekli z Birmy. - A wygrało zdjęcie... - Wygrało zdjęcie Dali Banu z obozu uchodźców, też w Bangladeszu. Dali Banu mieszka w oficjalnym obozie. To ważne, bo taki obóz, to trochę inna sytuacja - ma wsparcie komisarza ONZ. To wsparcie polega na tolerowaniu obecności przedstawicieli organizacji pozarządowych i minimalnych, ale systematycznych racjach żywnościowych jakie ludzie dostają w obozie. - Dlaczego zrobiłeś zdjęcie tej kobiecie? - Jej zdjęcie było jednym z wielu. Zależało nam, aby dowiedzieć się czegoś więcej na temat uchodźców w Bangladeszu. Do obozu nie mogliśmy wejść, więc zapraszaliśmy mieszkańców do nas - do miasteczka oddalonego o 40 km od obozu. Organizowaliśmy im transport, wyżywienie, opiekę i prosiliśmy aby do nas przyjeżdżali i opowiadali o swoich losach. Codziennie przyjeżdżało 10-15 osób. Od rana do nocy rozmawialiśmy z nimi, robiliśmy zdjęcia.

#21

MAGAZYN MIEJSKI | NUMER 06/2014


Styl życia

#

- Chętnie się zwierzali? - Chętnie. Chcieli podzielić się tym, co przeżyli. Sami mówili, że jesteśmy dla nich niemal jak ojciec i matka, że są wdzięczni za to, że przed kimś mogli się wyżalić. Pamiętaj, że oni w tych obozach są już dziesiątki lat. Niektórzy są tam po 40-50 lat. Na świecie o tym się nie mówi. Właściwie to zapomniało się o uchodźcach w Bangladeszu. - To może teraz komuś się o nich przypomni? - Właśnie na to liczę. To dla mnie idealna okazja, aby świat sobie przypomniał o tych ludziach. Wystarczy, że promil ludzi na świecie znowu zainteresuje się tym tematem. Może będzie w stanie im jakoś pomóc. - Jak się robi zdjęcia na konkurs? Nie mam pojęcia. - Ale zrobiłeś takie. - Nie robiłem go na konkurs, ale liczyłem na rozgłos wokół tych zdjęć. Nie dlatego, że mi zależało na nagrodach, ale by ktoś zwrócił uwagę na sam temat. Zależało nam - mi oraz koledze z PAP-u - na tym, aby podróż do Bangladeszu i Birmy oraz pokazanie problemów ludzi z tamtych regionów stała się znowu tematem na świecie. Może się uda.

- Mówiłeś, że aby zrobić dobre zdjęcie, trzeba mieć też szczęście. - Zawsze powtarzam, że szczęście sprzyja lepszym. To trochę na przekór, bo często mówi się, że głupi to ma szczęście. To znaczy, że ja nie jestem ten głupi, tylko ten szczęśliwy. Ale szczęście potrzebne jest zawsze, w każdym zawodzie, w każdej dziedzinie. To nie tylko nas – fotoreporterów - dotyczy. Z reguły jest kilku fotoreporterów na jednym wydarzeniu. Wszyscy robią zdjęcia, a tylko jednemu udaje się zrobić najciekawsze. To przecież moment. To jest właśnie to szczęście. - Miałeś kiedyś takie fotoreporterskie szczęście? - Byłem na meczu ligi niemieckiej. Reprezentant Niemiec strzelił bramkę. Wszyscy reporterzy byli w przeciwległym narożniku. A ja sam stałem pod tą bramką. I ten strzelec ucieszony zobaczył mnie i podbiegł z uniesioną zwycięsko ręką. Wyszło cudne zdjęcie. - Masz swoje ulubione fotografie? - Oczywiście, że tak. Ale „zdjęcie życia” ciągle przede mną. Bo jakbym już je miał, to po co dalej robić zdjęcia? Mam więc wciąż impuls do działania. Na szczęście żyję z robienia zdjęć, ale też kocham to, co robię.

Szczęście sprzyja lepszym Andrzej Szkocki, laureat konkursu BZ WBK Press Photo w kategorii Przyroda

- Zawsze masz aparat przy sobie? - Naturalnie. Nawet jak wyjeżdżam na urlop, to biorę tę ciężką torbę. Znajomi namawiają mnie, abym na takie wyprawy zabierał lekki, mały aparacik, który też robi przecież dobre zdjęcia. Ale nie. Ciągle mam w głowie, że może właśnie na takim wyjeździe będzie potrzebny dobry aparat.

Andrzej Szkocki - fotoreporter Głosu Szczecińskiego, Moje Miasto Szczecin i MM Trendy. Miłośnik fotografii sportowej, szczególnie tenisa, któremu poświęca niemal każdą wolną chwilę. Był na wszystkich najważniejszych turniejach tenisowych na całym świecie. W konkursie BZ WBK Press Photo zdobył III miejsce w kategorii Przyroda za zdjęcie rannego bielika.

- To nie jest Twoja pierwsza nagroda za zdjęcia... - Były już jakieś wyróżnienia na Grand Press Photo, były wygrane w konkursie Mediów Regionalnych. Ale zbyt dużo nagród nie mam. - Jak robisz zdjęcia do nagród? - Nie mam przepisu. Każdy konkurs to subiektywna ocena. Ale jest też pewną regułą, że w największych konkursach fotograficznych można sobie pozwolić na tzw. ładny obrazek. Poza tym dobre zdjęcie to wypadkowa pewnych czynników: odpowiedniego światła, szczęścia, no i umiejętności. I to wszystko musi się zgrać. - Codziennie robisz dziesiątki zdjęć. Później je wybierasz i wysyłasz na konkurs. Skąd wiesz, które wybrać? - My, fotoreporterzy, codziennie robimy zdjęcia, ale tylko niektóre nam się podobają. Każdy z nas ma w komputerze folder „ulubione”, gdzie trafiają najlepsze obrazki. Gdy przychodzi czas konkursu, przeglądam te zdjęcia. Wybieram z 10, 20 sztuk i wysyłam do znajomych z pytaniem, które im się szczególnie

MAGAZYN MIEJSKI | NUMER 06/2014

podobają. Później działa już tylko statystyka. Ale w tym roku wiedziałem, że jeśli ma wygrać jakieś moje zdjęcie, to będzie bielik.

- Ale przecież to nie aparat robi zdjęcia, tylko człowiek? - Oczywiście. Ale sprzęt pomaga lepszym.

Fotografować Jana Pawła II Łukasz Szełemej, nagrodzony w konkursie BZ WBK Press Photo w kategorii Sport Łukasz Szełemej - fotoreporter Radia Szczecin, wcześniej redaktor działu on-line. Współpracuje także z Wirtualną Polską, agencją East News, wydawnictwem Bauer. Doktorant informatyki na Zachodniopomorskim Uniwersytecie Technologicznym w Szczecinie. Absolwent Politechniki Szczecińskiej na kierunku informatyka. W konkursie BZ WBK Press Photo zdobył I miejsce w kategorii Sport za zdjęcie Roberta Sobery, wicemistrza Europy młodzików w skoku o tyczce.

- To trochę zaskakujące, aby fotoreporter, który pracuje dla radia, zdobył nagrodę za zdjęcie prasowe. - Nie jesteś pierwszą osobą, która się temu dziwi. Dla wielu osób to ogromne zaskoczenie, że w ogóle radio ma swojego fotoreportera.

#22


Styl życia

#

Ranny Bielik - zdjęcie Andrzeja Szkockiego

Dali Banu - fotografia Marcina Zaborowskiego

#23

MAGAZYN MIEJSKI | NUMER 06/2014


Styl życia

#

Sportowe zdjęcie Łukasza Szełemeja

A ja już w Radiu Szczecin pracuję ósmy rok. Zaczynałem w redakcji on-line. To właśnie tam moja pasja fotografowania rozwinęła się. Na początku pracy miałem mały aparat, później nieco większy, aż w końcu taki o jakim marzyłem. - Pasję rozwijasz od ośmiu lat? - Nie. Zacząłem na studiach. Robiłem zdjęcia amatorsko. Potem pojechałem do Nowego Jorku, tam kupiłem lepszy aparat i zdjęcia też były lepsze. Ale wtedy to było pstrykanie dla siebie. - Jak robi się zdjęcia, które wygrywają w konkursach? Nie wiem. - Ale zrobiłeś takie. - Miałem po prostu szczęście. Nie myślałem, że to zdjęcie wygra. Wysłałem ich kilkanaście i raczej byłem przekonany, że jeśli ktoś moje zdjęcie w ogóle zauważy, to wcale nie to, które wygrało. - A które? - Wysłałem ok. 15 zdjęć i fotoreportaż. Gdy odebrałem telefon z informacją, że zostałem laureatem, to na początku nie mogłem uwierzyć. Myślałem później, że wygrał fotoreportaż z moją narzeczoną Kasią, która uratowała wróbla. - Co to za historia? - Na pierwszy rzut oka dość banalna, jednak pełna emocji i miłości. Moja narzeczona znalazła kiedyś

MAGAZYN MIEJSKI | NUMER 06/2014

chorego wróbla w swoim ogrodzie. Ptak był mały. Kasia przez cały czas karmiła wróbla, aż urósł i mógł odlecieć. Ale nie chciał. Na noc zawsze wracał do domu. Siadał na ręce Kasi i domagał się karmienia. Spał w klatce w skarpecie. Teraz pewnie poznał swoją wróblową rodzinę i już się nie pojawia. - Dlaczego myślałeś, że ten fotoreportaż wygra? - Bo to nie były zdjęcia z wojny, a raczej opowieść „taka dla serca”. - Marzysz o jakimś zdjęciu, które chciałbyś zrobić? - Od zawsze chciałem być fotografem św. Jana Pawła II. A przede wszystkim chciałbym robić takie zdjęcia, które są moim pomysłem. - Co to znaczy? - Kiedy fotoreporter ma wykonać zdjęcia do konkretnego tematu, to zastanawia się jak go „ugryźć”. Jak zrobić niebanalne zdjęcie, inne niż wszyscy. Trzeba wiedzieć co z czym połączyć, by było ciekawie. Na przykład zaćmienie słońca chciałbym zrobić na tle ruin Rzymu. A zaćmienie księżyca na tle pomnika Jezusa Chrystusa z Rio de Janerio. Fotografując nie staramy się przecież zrobić zdjęcia na konkurs, tylko złapać interesujący moment. I czasami nam się udaje. Ale to jest fart, szczęście, boża łaska.

#24


Wnętrza

#

Stół jest w naturalnym drewnie, by przełamać jasne kolory całego pomieszczenia. Stanowi też swoistą granicę pomiędzy kuchnią a resztą mieszkania.

Gdy właściciele mieszkania zamówili kuchnię zaznaczyli, że do białych szafek odpowiednie będą szare blaty.

MAGAZYN MIEJSKI | NUMER 06/2014

#26


Wnętrza

#

Kolory czterech pór roku Wiosną i latem, dzięki poduszkom i fotelowi z błękitnym obiciem, salon jest w odcieniu niebieskim. Zimą w pokoju dominuje kolor czerwony. Błękitne poduszki zastąpione zostają intensywnie czerwonymi. Taką barwę mają też tradycyjne, choinkowe ozdoby. Tekst: Bogna Skarul / Foto: Andrzej Szkocki

Mieszkanie na osiedlu Dolina Słońca na Bezrzeczu kupili cztery lata temu. Było w stanie deweloperskim. Podobało im się szczególnie ze względu na układ i wielkie okna w salonie. Na prawie 100 metrach kwadratowych powierzchni powstały trzy pokoje, kuchnia, łazienka i mała toaleta. Właścicieli najbardziej urzekły okna tarasowe, które stanowią całą ścianę największego pokoju. Widać przez nie ogród oraz, niestety, okna sąsiadów w budynku naprzeciwko. - Początkowo bardzo nam to przeszkadzało - przyznaje właścicielka mieszkania i zarazem jego projektantka Magda Czechowicz. - Teraz nawet zimą nie zasłaniamy kotar. Przyzwyczailiśmy się. Ale też czujemy się bezpieczniej. Sąsiedzi mają nas na oku.

ne zamiast tradycyjnych kafli. - Szkło z kolei wymusiło montaż pochłaniacza - tłumaczy projektantka. - Zdecydowaliśmy się na pochłaniacz przypominający lampę. Można go zamontować z boku ściany lub na suficie.

Szafki z odzysku

Szare szkło i ściany Kiedy właściciele po raz pierwszy weszli do nowego mieszkania, trwały tam ostatnie prace budowlane. Na ich prośbę fachowcy nie wylewali podłogi w łazience i wyburzyli ścianę między salonem a kuchnią. Teraz, po wejściu do mieszkania z małego przedpokoju, mają wielkie pomieszczenie z oknami z dwóch stron - północnej - to od kuchni - i południowej - tarasowe od ogrodu. Otwarcie kuchni na duży pokój wymusiło odpowiednią stylizację. - Od razu wiedzieliśmy, że nasze mieszkanie ma być jasne - podkreśla Magda Czechowicz. - Jednak nie chcieliśmy, by było sterylnie białe. Dlatego, gdy zamówili kuchnię w salonie meblowym VIP zaznaczyli, że do białych szafek blaty mają być szare. Dzięki temu ściany wewnętrzne mieszkania również zyskały szary kolor. Szare jest także szkło na ścianie w kuchni, które zostało zamontowa-

#27

Wygodną kanapę od szafek w kuchni dzieli spory stół, przy którym gospodarze jedzą posiłki, ale też przyjmują gości. Stół jest w naturalnym drewnie, by przełamać biel całego pomieszczenia. Jest też swoistą granicą między kuchnią a resztą mieszkania. Zaraz za nim, niemal frontem do widoku za oknem projektantka postawiła kanapy z Ikei. Jednak stolik przy kanapach to pomysł Magdy Czechowicz. - Zależało mi bardzo, aby stolik pasował do całości, ale także był praktyczny. Stąd dookoła ma szuflady, w których sporo się mieści - mówi właścicielka. Właścicielka zmieniła też zupełnie stylistykę szafek, które stoją przy kanapach. Stare szafki, kupione na wyprzedażach w internecie najpierw naprawiła, a później pomalowała na biało. Teraz stoją na nich lampy. Atmosferę mieszkania projektantka chciała również podkreślić dodatkami. - Tak je postanowiłam dostosować, aby można było zmienić cały salon w zależności od pory roku - tłumaczy. Wiosną i latem salon jest w odcieniu niebieskim, a to dzięki poduszkom i fotelowi z błękitnym obiciem. Zimą pokój staje się bardziej czerwony. Błękitne poduszki zastąpione są mocno czerwonymi, a choinka, która stoi z boku, przyozdabiana jest w intensywnych, czerwonych barwach.

MAGAZYN MIEJSKI | NUMER 06/2014


Wnętrza

#

MAGAZYN MIEJSKI | NUMER 06/2014

#28


Wnętrza

#

Obrazy w salonie namalowała właścicielka - Magda Czechowicz. Przez dwa tygodnie nanosiła różne kolory farb, by pasowały do wnętrza. W końcu się udało.

#29

MAGAZYN MIEJSKI | NUMER 06/2014


Wnętrza

#

Obudowa kominka to projekt własny, podobnie jak i witryna przylegająca do ściany kominowej.

Właścicieli najbardziej urzekły okna tarasowe, które stanowią całą ścianę największego pokoju.

MAGAZYN MIEJSKI | NUMER 06/2014

#30


Wnętrza

#

Lampa w sypialni to również inwencja Magdy Czechowicz. Wystarczył kawałek materiału, z którego wykonane są zasłony. Powstała fantastyczna kula ze zwykłą żarówką w środku.

#31

MAGAZYN MIEJSKI | NUMER 06/2014


Wnętrza

#

Po jednej stronie łazienki jest strefa kąpielowa, odgrodzona od reszty sporą szybą.

Sama namalowała obraz Magda Czechowicz miała spory kłopot, co powiesić na ścianach w salonie. - Długo wraz z mężem szukaliśmy obrazów. Nic tu nam nie pasowało - przyznaje. - Zdecydowałam się więc, że sama namaluję obraz w kolorach, które pasowałyby do wnętrza. Przez dwa tygodnie, codziennie nakładała różne kolory farb, a mąż doradzał jakich barw powinno być więcej. - Teraz wszystko pasuje - mówi z dumą projektantka.

miejsca na kąpiel, zgodziła się zrezygnować z wanny. Teraz po jednej stronie łazienki jest strefa kąpielowa, odgrodzona od reszty sporą szybą, która powoduje, że pomieszczenie wydaje się przestronniejsze. Jedną ścianę - właśnie tę z prysznicem wyłożono łupkiem. Jest trochę kłopotliwy w utrzymaniu, bo przynajmniej raz do roku trzeba go odpowiednio impregnować, ale za to szalenie efektowny. Pozostałe ściany łazienki wyłożono białymi kaflami, ale wnęki na półki obłożono tym samym łupkiem.

Wygrał prysznic

Łazienkę zaledwie dwa kroki dzielą od sypialni. Ta jest także w tonacji białej. Jedną ścianę, tę przy której stoi łóżko, Magda Czechowicz postanowiła ozdobić sztukaterią. - Dekory służą tylko za ramkę - tłumaczy i pokazuje, że złoty wzór na ścianie, to nie żadna tapeta, ale własnoręcznie malowany ornament. Sama też zrobiła lampę do sypialni. Wystarczył kawałek materiału - tego samego z jakiego są zasłony - aby powstała fantastyczna kula w środku ze zwykłą żarówką.

Na samym końcu przedpokoju jest łazienka. Magda Czechowicz przyznaje, że projekt łazienki był dla niej wyzwaniem. - Długo nie mogłam się z mężem dogadać, czy mamy mieć prysznic czy wannę, bo na jedno i drugie nie było miejsca wyznaje. Dopiero jak mąż roztoczył przed nią swoją wizję

Kolejny pokój, to biuro projektantki. Tu najważniejszymi meblami jest spore biurko, które powstało z nóżek z Ikei i zwykłego blatu oraz szafek z mnóstwem półek. Trzeci pokój jest jeszcze niezagospodarowany, ale gospodarze wiedzą jakie będzie miał przeznaczenie - to będzie pokój dziecięcy...

Po przeciwnej stronie pokoju zamontowała kominek. Pierwotnie był tu wkład kominowy, ale obudowa to już jej własny projekt, tak jak przylegająca do ściany kominowej witryna, w której stoi minikolekcja porcelany. Widać ją zarówno z salonu, jak i z korytarza.

MAGAZYN MIEJSKI | NUMER 06/2014

#32


Moto

#

Nazywam się Ghia... Karmann Ghia Jaką pasję trzeba mieć, żeby poświęcać czas spędzany z rodziną na przywracanie życia pojazdom, które w innych okolicznościach zostałyby pocięte na żyletki? Co napędza ludzi do reanimowania motoryzacyjnych staruszków? Tekst: Maciej Weber / Foto: Sebastian Wołosz Każdy ma jakieś hobby. Są tacy, którzy poświęcają życie na zbieranie znaczków pocztowych, ale są i tacy, którzy potrafią zastawić w lombardzie ostatnią parę spodni, byle tylko zdobyć historyczny numer komiksu z Supermanem. Pasja może być siłą napędową dla niejednego losu i kierować nas do rozmaitych zainteresowań.

i jego stan był oczywiście dużo gorszy niż pokazywały wcześniejsze zdjęcia: lakier wyglądał jak po burzy piaskowej, fotele nie miały nawet uchwytów do montażu, więc leżały luzem, a większość uszczelek wyglądała jak padlina, więc włożyłem w niego sporo pracy i czasu, żeby doprowadzić go do takiego stanu, jak dzisiaj.

Czekał dwie dekady Motoryzacyjna gorączka potrafi zmienić zwyczajny żywot prostego człowieka w niekończącą się przygodę. Jedną z osób, które tego doświadczają jest Dariusz Gaweł, którego miłość do tego, co w świecie samochodów niezwykłe, doprowadziła do jednego z najpiękniejszych dzieł niemieckiej myśli technicznej. Od sześciu lat jest posiadaczem samochodu marki Volkswagen Karmann Ghia, wyprodukowanego w 1971 roku. - Zaczynałem też od volkswagena, ale garbusa, to była moja pierwsza pasja - opowiada właściciel. - Jeździłem nim na różne zloty, między innymi do Niemiec i tam na jednym z nich zobaczyłem karmanny. Porozmawiałem z właścicielami i od słowa do słowa doszedłem do momentu, w którym wiedziałem, że muszę takiego mieć. Okazało się jednak, że łatwiej powiedzieć niż zrobić i na swój egzemplarz pan Dariusz musiał czekać kolejne dwie dekady. Nie był to oczywiście okres stracony. W tym czasie gorączka motoryzacyjna pana Dariusza przybrała formę amerykańską i przez lata w jego garażu stacjonowały krążowniki szos zza oceanu w postaci Mercury Cougara z 1985 r., Chevroleta El Camino z 1971 r. oraz Chevroleta Caprice z 1973 r. - W pewnym momencie za szybą El Camino znalazłem karteczkę z napisem „Jeśli chce Pan sprzedać auto, proszę o kontakt” - opowiada Dariusz Gaweł. - Po krótkich negocjacjach chevrolet znalazł nowego właściciela i pewnie spędzi u niego resztę żywota. Zastanawiałem się jakiego klasyka kupić następnie i mnie olśniło. Pomyślałem: człowieku przecież od dwudziestu lat marzysz o karmannie. I tak zapadła decyzja.

Setki godzin w warsztacie Mogłoby się wydawać, że poszukiwanie takiego rarytasu potrwa dłużej niż budowa piramid w Gizie i rzeczywiście tak by było, gdyby szukać modelu w idealnym stanie. Na szczęście pan Dariusz należy do tej grupy ludzi, którzy doceniają wartość auta nie tylko przez jego wygląd, ale także przez pracę nad nim. - Setki godzin spędzonych w warsztacie nad autem sprawiają, że bardziej docenia się swoją robotę, ale też procentują tym, że później przy każdym stukaniu czy innych dziwnych dźwiękach od razu wiesz, co dolega twojemu klasykowi - mówi właściciel. - Wóz przyjechał do mnie z Południowej Karoliny w USA

MAGAZYN MIEJSKI | NUMER 06/2014

Kawał dobrej roboty Istotnie, stan ten może zachwycić nie tylko fachowców, ale każdego, kto nie cierpi na brak zmysłu wzroku. Kawał dobrej roboty włożony w kawał ładnego auta. W jego niskiej dynamicznej sylwetce można doszukać się kształtów, które później zagościły w najsławniejszych maszynach sportowych, jak Aston Martin DB5 czy AC Cobra. Niestety, jazda takim autem w naszych czasach, oprócz wielkiej frajdy, ma swoje wady. - Stanie w korku to dramat, bo auto potrafi się zagrzać - opowiada pan Darek. - Przekładanie biegów, gaz, hamulec…, ponadto nie ma klimatyzacji, a wiedząc ile pracy kosztował lakier, cały czas martwisz się, aby jakiś odważny heros kierownicy nie przytulił swojego auta do twoich drzwi. O parkowaniu w mieście można zapomnieć, bo nie ma na świecie wystarczająco szerokich miejsc parkingowych, aby przestać stresować się o stan karoserii, a w trasie musisz uważać, żeby zachować półmilowy odstęp do poprzedzającego pojazdu, ponieważ hamulce w klasykach są równie skuteczne, co stopy Freda Flintstone’a. Po co więc kupuje się taki wóz? - Dla satysfakcji posiadania czegoś wyjątkowego - wyjaśnia właściciel.

Ciarki na plecach Karmann potrafi odwdzięczyć się za setki, a nawet tysiące poświęconych mu godzin. Wystarczy tylko przekręcić kluczyk, a dźwięk czterocylindrowego boksera wsparty nowym układem wydechowym wywołuje ciarki na plecach i gęsią skórkę wielkości piłek golfowych. Wsiadając odkrywamy pierwszą niespodziankę w postaci siedzeń, które, choć projektowano je dla wozu sportowego, są miękkie jakby pod warstwą skórzanego obicia znajdowała się wata cukrowa. A kiedy już znajdziesz odpowiednią pozycję do jazdy, przekręcasz kluczyk i wtedy zaczyna się magia. Wóz prowadzi się znakomicie. Trzyma się drogi jak pociąg torów, choć prowadzenie go wymaga wprawy i ciągłej uwagi...

VW Karmann Ghia typ 14 rok produkcji 1971; nadwozie coupe; silnik typ 4 - 2.0 litry; 4 cylindry boxer, chłodzony powietrzem; skrzynia biegów manualna 4-biegowa

#34


Moto

Foto: Sebastian Wołosz

#

#35

MAGAZYN MIEJSKI | NUMER 06/2014


Kulinaria

#

Co widać przez dziurkę od sera?

W Szczecinie znany był jako „Smakosz Zachodniopomorski”, bo taki tytuł widniał na rozdawanych przez Eugeniusza Mientkiewicza wizytówkach. W Krakowie, wraz z Piotrem Bikontem i Robertem Makłowiczem, założył „Instytut Dobrego Smaku”. Dziś jest specjalistą od serów. Tekst: Bogna Skarul / Foto: Archiwum

- Wizytówki ze „smakoszem” zrobiłem dla żartu - przyznaje dziś Gienek Mientkiewicz. - Ale dziennikarze to podchwycili. Dzwonili więc do mnie z prośbą o opinię na temat różnych wydarzeń związanych ze szczecińską gastronomią. Czułem się jak architekt wojewódzki, czy wojewódzki konserwator zabytków. Stałem się takim trochę urzędnikiem od gastronomii.

Smakosz z wykształcenia Na szczęście smakoszem jest z wykształcenia. Skończył szkołę gastronomiczną i zdobył tytuł kucharza. Na początku pracował w stołówkach, później szefował barowi „To Tu” przy al. Wojska Polskiego czy restauracji „Artystycznej” przy al. Piastów. Związał się - jako rzecznik prasowy - z Zachodniopomorską Szkołą Biznesu, aż w końcu wyjechał do Krakowa, gdzie wraz z Piotrem Bikontem i Robertem Makłowiczem założyli „Instytut Dobrego Smaku”. Celem instytutu było propagowanie wiedzy, która potrzebna jest... przy stole. Wreszcie parę lat temu został najbardziej znanym w Polsce koneserem serów. A to za sprawą programu nadawanego w Kuchni TV „Przez dziurkę od sera”. Nam opowiada, co przez tę dziurkę można zobaczyć. - Przede wszystkim ogromną pasję ludzi, którzy te sery robią - mówi pełen entuzjazmu i opowiada, że od pewnego momentu w Polsce liczba serowarni zwiększyła się przynajmniej dziesięciokrotnie. - Wszystko zaczęło się mniej więcej w 2003-2005 roku - wspomina Eugeniusz Mientkiewicz. - To wtedy załamał się rynek

MAGAZYN MIEJSKI | NUMER 06/2014

mleczarski w Polsce. Spadła cena mleka i już nie opłacało się wielkim mleczarniom odbierać kilku litrów mleka od gospodarzy, którzy mieli po trzy, cztery krowy. Z kolei gospodarze nie wiedzieli, co z tym mlekiem robić. Jednocześnie wśród mieszkańców dużych miast zaczął narastać trend przeprowadzania się na wieś. Z pracy w wielkich korporacjach rezygnowali finansiści, z zawodem żegnali się dziennikarze, a artyści na wsi poszukiwali ciszy i skupienia. Te mieszczuchy, jak już osiedliły się z dala od supermarketów, zaczęły poszukiwać żywności bezpośrednio od producentów. Tak trafili na mleko prosto od krowy. Początkowo z mleka robili sery twarogowe, ale te mają krótki okres przydatności do spożycia. Postawili więc na sery długodojrzewające. - Robili je po swojemu - opowiada Mientkiewicz. - Przepisy brali ze starych książek kucharskich, czy zapisków swoich babć. Do mleka dodawali przeróżne zioła, przechowywali raz blisko gorącego pieca, raz z dala od źródła ciepła. Eksperymentowali.

Zaskakujące smaki Gdy wyrób okazał się smaczny, choć często smak był zaskakujący, najpierw obdzielali swoimi serami rodzinę. Później znajomych. A, że sery były pyszne, zdobywały coraz większą popularność. - Tak narodziły się nowe, domowe serowarnie, których wyroby powinny znaleźć się w najbardziej ekskluzywnych delikatesach - opowiada Gienek Mientkiewicz i wysyła miłośników sera po produkty do Cezarego Szczupaka z pobliskich Marwic, czy do Elżbiety i Wojciecha Pilchów

#36


Kulinaria

#

Eugeniusz Mientkiewicz

Szczecinianin, kucharz, krytyk kulinarny, organizator festiwali produktów regionalnych oraz wieloletni menedżer Roberta Makłowicza. Twórca stowarzyszenia Agenci Sero 7. Regularnie organizuje uczty serowe na spotkaniach członków stowarzyszenia Slow Food. Producentów najlepszych serów zaprasza do Gruczna na sierpniowy Festiwal Smaku, gdzie zbudował Aleję Serową, która jest oblegana przez klientów na kilka godzin przed otwarciem. Od paru lat prowadzi w Kuchni TV swój autorski program „Przez dziurkę od sera”. Właściciel firmy zajmującej się propagowaniem serów i ich sprzedażą „Sery polskie”.

z Dorgosławia pod Brojcami albo do Lidii Ordysińskiej z Wołczkowa. Sam jednak tęskni za serem państwa Bachanowskich spod Czarnej Hańczy, którego kosztuje najwyżej dwa razy do roku. - Bo gospodarze nie są w stanie częściej mi tego sera odłożyć, nagabywani ciągle przez wielbicieli swojego produktu - mówi. Bachanowscy robią ser gierałtella z mleka koziego. To ser malutki, tylko trochę dojrzały, z ziołami na wierzchu, które zbierane są na pobliskich łąkach.

można coraz częściej je kupić - zaznacza i jednocześnie chwali Polaków za ich ciekawość kulinarną. Bo z wycieczek do różnych zakątków świata, to właśnie oni przywożą nowinki, które później można u nas kupić. - Coraz częściej pamiątką z podróży jest - zamiast przysłowiowej ciupagi - kawałek dobrego sera czy pęto kiełbasy. I to nas wyróżnia spośród innych nacji - podkreśla. - Włosi czy Francuzi nawet na wakacjach szukają restauracji ze swoją rodzimą kuchnią.

Jakie sery lubią Polacy

Marynowany ser żółty

Siła polskich serów żółtych z domowych serowarni, to przede wszystkim ich niesamowity smak. A ten domowe serowarnie uzyskują przede wszystkim dzięki wyrobom z niepasteryzowanego mleka. - Brak pasteryzacji to dla smaku kolosalna różnica - podkreśla Smakosz Zachodniopomorski. Jednak przeciętny zjadacz sera, który kupuje je w sklepie - nawet specjalistycznym - najczęściej wybiera ser gouda. - To bezpieczny ser o umiarkowanej intensywności smaku - tłumaczy Gienek Mientkiewicz. Z jego obserwacji wynika też, że Polacy najchętniej kupują sery twarogowe, trochę słodkie, z nutą kwaskowatości, które jedzą z warzywami do chleba, albo pieką z nich serniki, ważą paschy. - To taki najbardziej tradycyjny polski ser - podkreśla. Poleca jednak sery dojrzałe, przede wszystkim kozie, które idealnie nadają się do zapiekania na grzanki. Dobre sery żółte to te z Włoch, Niemiec czy Szwajcarii. - Na szczęście w Polsce

Superprzepis

Co jest potrzebne: 300 g sera żółtego w bloku, oliwa z oliwek, olej rzepakowy, 3 łyżki octu balsamicznego, papryczka chilli pokrojona w drobne krążki, 4 ząbki czosnku, kilka gałązek świeżego rozmarynu. Jak to się robi: ser kroimy w grubą kostkę. Mieszamy oliwę z olejem i octem balsamicznym. W słoiku układamy warstwami ser żółty, a pomiędzy warstwami umieszczamy przyprawy. Całość zalewamy mieszanką oliwy z olejem i octem, tak aby wszystkie składniki były w niej zanurzone. Odstawiamy na 4-5 dni aż ser wchłonie aromat.

#37

MAGAZYN MIEJSKI | NUMER 06/2014


Rozmowa miesiąca

#

Będę tęsknił za Szczecinem Wystąpił w Mam Talent, Szansie na Sukces i The Voice of Poland. Jego wokalne umiejętności możemy podziwiać w programie „Jaka to melodia?”. Nic dziwnego, że dla wielu jest przede wszystkim przystojniakiem z talent show. W rzeczywistości to jednak szalenie ambitny i zdolny muzyk. Właśnie przeprowadził się z rodzinnego Szczecina do Warszawy. Tekst: Paulina Targaszewska / Foto: Własność Michała Grobelnego

- „Młody przystojniak z talent show” - takie odpowiedzi słyszałam najczęściej, kiedy pytałam znajomych o Michała Grobelnego. Nie drażni Cię, że ludzie przykleili Ci naklejkę przystojniaka z programów muzycznych?

głupiać, oraz którego czasami ponosi duża energia, oczywiście w pozytywnym sensie.

- To żadna ujma, a wręcz przeciwnie. Nigdy nie zwracałem na to uwagi, chociaż miło, że ludzie tak o mnie mówią. Ja nie patrzę na siebie w ten sposób. Wolałbym, żeby kojarzono mnie z tego, co robię muzycznie, ale myślę, że ten moment dopiero nadejdzie. Jeszcze dużo przede mną, więc wszystko może się zdarzyć.

- Mega doświadczenie sceniczne i osobiste, które pokazało mi plusy i minusy showbiznesu, ale i nauczyły pracy z kamerą. Programy te nauczyły mnie także dużego szacunku do samego siebie i pokory. Poznałem wielu ciekawych ludzi, którzy przekazywali mi swoje informacje na temat światka muzycznego i dzielili się radami, które bardzo często były pomocne. Na pewno nie żałuję tego, że w ogóle poszedłem do tych programów, ponieważ spełniłem dzięki temu swoje marzenia z dzieciństwa.

- Wystąpiłeś w Szansie na Sukces, Mam Talent i Voice of Poland. Co dały Ci te programy?

- Jak Ty sam siebie oceniasz? Czujesz się artystą, muzykiem, człowiekiem-orkiestrą, szczęściarzem, przystojniakiem? - Staram się nie przyklejać żadnej etykietki, ponieważ robię różne rzeczy. Według mnie artystą jest osoba, która w głowie ma swój świat i pokazuje go szerszej publiczności za pomocą swojej twórczości. Artystą jest też człowiek, który tworzy z muzyki prostej coś oryginalnego, coś swojego, a też przy tym dobrze się bawi. Ja taki jestem, więc mogę bez krępacji powiedzieć o sobie, że jestem artystą-muzykiem. Lubię też eksperymentować, czego skutkiem był zakup nowego loopera wokalnego, w którym imituję za pomocą głosu różne instrumenty i tworzę z tego muzykę. Ale nie wiem czy nazwałbym siebie „człowiekiem-orkiestrą”. Szczęściarzem jestem ogromnym, ponieważ w tym wieku tyle osiągnąć, to nie taka prosta sprawa! Czy przystojniakiem? Nie mam pojęcia... - Jaki jest Michał Grobelny naprawdę? Na scenie jest tym samym Michałem, co prywatnie? - Scena to magiczne miejsce. Mogę się tam wykrzyczeć, wyżalić, wyrazić radość, smutek, złość i różne inne emocje. Jestem wtedy bardziej otwarty i po takim koncercie czy występie łatwiej mi funkcjonować w normalnym życiu. Prywatnie jestem skromnym, radosnym chłopakiem, który lubi kontakt z ludźmi, lubi się wy-

MAGAZYN MIEJSKI | NUMER 06/2014

#38

- W wywiadach wspominasz, że surowa ocena jury i widzów w programie Mam Talent bardzo Cię przybiła. Uodporniłeś się już na negatywne komentarze na swój temat? - To prawda. Ale jak ma inaczej zareagować 15-latek, który zostaje ostro skrytykowany na oczach całego kraju. To była naturalna reakcja z mojej strony, lecz wszystko już wróciło do normy dzięki wsparciu mojej rodziny, za co jestem im niezmiernie wdzięczny! Poprzez to doświadczenie nauczyłem się nie czytać żadnych komentarzy w sieci na mój temat, ponieważ to zabiera mi czas na to, co mógłbym zrobić dla przyjemności. Dzięki temu uodporniłem się i jestem o wiele bardziej pewniejszym siebie człowiekiem. - Siły do działania dodają Ci częściej krytyczne opinie czy pochwały? - I takie, i takie! Szanuję wszystkie opinie na swój temat, choć czasami zupełnie inaczej myślę. Motywuje mnie to, kiedy ludzie chwalą, mówią miłe słowa, ale także wtedy, kiedy coś im się nie podoba. Jednak występując czy tworząc, robię to dla ludzi. Nie wszystkim da się dogodzić, ale staram się, żeby moja twórczość dotarła do każdego.


Rozmowa miesiąca

#

- Od niedawna można Cię zobaczyć i posłuchać w programie „Jaka to melodia?”. Jak wygląda praca na planie? - To dla mnie duża przygoda! Są tam bardzo mili ludzie i dobrze mi się z nimi pracuje. Na razie też otrzymuję takie same opinie o sobie, więc nie mogę narzekać. Moim marzeniem było to, żeby żyć z muzyki i doświadczać czegoś nowego, więc można powiedzieć, że się spełniło. - Dajesz koncerty w całym kraju, występujesz w programie, tworzysz muzykę, stale podróżujesz. Udaje Ci się to połączyć z życiem prywatnym? - No nie jest to takie łatwe... Przeprowadziłem się do Warszawy i tutaj zaczynam kolejny etap. Rodzina bardzo mnie wspiera, tak samo jak moja dziewczyna, która jest bardzo wyrozumiała i właśnie za to ją uwielbiam.

larność i grono fanów, a właściwie fanek. Jak z tym radzi sobie Twoja dziewczyna? Nie jest zazdrosna o fanki piszczące pod sceną i wypisujące wiadomości na Facebooku? A może Ty jesteś bardziej zazdrosny o nią? - Jakieś zazdrości są, bo przecież to normalna sprawa w związku. Prywatnie jestem małym zazdrośnikiem, lecz poprzez rozmowy i kontakt dobrze się dogadujemy i nie mamy problemów z takimi rzeczami. Staram się jej wszystko tłumaczyć, żeby nie było żadnych niejasności, że jednak tak moja praca wygląda. Ona jak na razie to wszystko rozumie i mam nadzieję, że wszystko będzie się między nami układać. - Masz wielu idoli, słuchasz różnej muzyki, różną muzykę wykonujesz. Czego słuchasz aktualnie najczęściej? Zaglądamy do Twojego odtwarzacza mp3, a tam...

- Mam tutaj więcej możliwości na zrobienie czegokolwiek. Mam w Warszawie kolegę, znanego ze Szczecina pianistę i kompozytora Miłosza Wośko, z którym pracuję nad własnym materiałem, więc chodziło też o ułatwienie pracy. Łatwiej mi będzie po prostu się spotkać z nim, mieszkając w Warszawie, czy nawet jeździć na koncerty po Polsce.

- ...Michael Jackson „Remember the time”. Od jakiegoś czasu zacząłem po prostu uwielbiać tego artystę i coraz bardziej doceniać jego wcześniejszą twórczość! Jednak faktycznie słucham różnej muzyki. Ostatnio jestem zachwycony norweskim wokalistą i instrumentalistą Bernhoftem, który zaraził mnie miłością do loopowania głosów i instrumentów. Nadal także moimi idolami są oczywiście Kuba Badach, Mietek Szcześniak, Kurt Elling, Bracia, Justin Timberlake i wielu, wielu innych artystów.

- Będziesz tęsknił za Szczecinem?

- Szczecińskich muzyków też słuchasz?

- Oczywiście! Ze Szczecina mam same radosne i miłe wspomnienia, więc na pewno będę tu wracać.

- Oczywiście! Bardzo doceniam to, co się dzieje w światku szczecińskim. Takimi zespołami, których najczęściej słucham są Chorzy na Odrę, moi przyjaciele z Kępisty Quartet oraz Damian Ukeje. Cieszę się, że w Szczecinie można odkryć wiele różnych od siebie projektów, zespołów, które również bawią się muzyką, bardzo często eksperymentując.

- Skąd taka decyzja?

- W Szczecinie nie da się zrobić kariery muzycznej? - Nie bardzo. Sam nie wiem dlaczego. Po prostu tak jest, że Szczecin niestety jest uznawany za takie miasto, gdzie nie można zrobić kariery. Nie wiem w czym tkwi ten problem. Szkoda, ponieważ jest tu dużo zdolnych i utalentowanych ludzi, którym należy się sukces, ale jednak często wyjeżdżają właśnie do innych miast, by realizować swoje cele. - Co robisz, kiedy uda Ci się znaleźć chwilę dla siebie? - Zazwyczaj odpoczywam w domu lub wychodzę spotkać się ze znajomymi. Bardzo to lubię i traktuję to jako moment relaksu przed kolejnym wyjazdem lub jako nadrobienie zaległości koleżeńskich. - Z roku na rok, z miesiąca na miesiąc rośnie Twoja popu-

- Pierwszą swoją piosenkę już nagrałeś. Kiedy będziemy mogli posłuchać kolejnych utworów? - Pierwszy utwór wyszedł w świat pod koniec maja. Tekst napisała Małgorzata Szpitun, a ja muzykę. Jestem z niego bardzo dumny, bo to takie moje dopieszczone dziecko muzyczne. Bardzo jestem wszystkim wdzięczny za pomoc w realizacji tego utworu, a to jeszcze nie koniec, ponieważ zamierzamy nagrać do niego teledysk! Jeśli chodzi o płytę, to cały czas się tworzy i kreuje. Mam nadzieję, że usłyszymy ją jeszcze w tym roku, a jak nie, to na pewno parę utworów pokażemy światu. Nie chcę się z nią śpieszyć. R E K L A M A


Rozmowa

#

Kung-fu przydaje się w tańcu Jako mała dziewczynka, zakochana w tańcu, wyjechała ze Szczecina. W stolicy czekały ciężka praca i miłość do baletu. Konsekwencja otworzyła drogę do sukcesów. Dziś Paulina Andrzejewska tworzy choreografię do spektakli. Bywa, że na scenie spotykają się dwie jej miłości. Taniec i partner Mateusz Damięcki. Tekst: Anna Folkman / Foto: Rymek Błaszczak / Maciej Bielesz

- Zaczęło się od ogniska baletowego, do którego chodziła Pani razem z siostrą w Szczecinie. Jak to było? - Pamiętam, że było to ognisko baletowe przy ul. Henryka Pobożnego. Mama zapisała mnie tam, kiedy miałam pięć lat. Dołączyła do mnie młodsza siostra. Chodziło o to, żebyśmy nauczyły się ładnie ruszać, wyrobiły w sobie poczucie rytmu. Taniec bardzo mi się spodobał. Moja siostra jednak znacznie bardziej wolała rysować. Dziś jest świetnym architektem, choć mogła być równie wspaniałą tancerką. Zawsze miała do tego niebywałe predyspozycje i lepsze warunki fizyczne ode mnie. Ja przez lata nadrobiłam to ciężką pracą, bo taniec stał się moją pasją. - Nie każda mama wysyła córki na balet, żeby nabrały wdzięku. To chyba nie był jedyny powód? - Mama zawsze chciała tańczyć. Bardzo chciała uczyć się w szkole baletowej, jednak warunki finansowe nie pozwalaMAGAZYN MIEJSKI | NUMER 06/2014

ły jej na realizację marzeń. Była za to gimnastyczką sportową w szczecińskim klubie Sparta. Trenowała przez 10 lat, zdobywając klasę mistrzowską. Niestety, w wieku 16 lat musiała zakończyć karierę sportową, ponieważ uległa poważnej kontuzji ścięgna Achillesa. Została inżynierem budowlanym. Po latach jednak wróciła do tego, co od zawsze ją fascynowało. Od 24 lat prowadzi w Szczecinie fundację Balet, wspierającą dzieci artystycznie uzdolnione. Ostatnim celem fundacji była budowa w Szczecinie Domu Sztuki - szkoły baletowej z internatem w starej olejarni na Golęcinie. Niestety, pomysł się nie powiódł. - Teraz rozumiem, dlaczego nie bała się puścić Pani samej do wielkiego miasta. Ile lat Pani wtedy miała? - Do Warszawy wyjechałam w wieku 11 lat. Byłam wtedy uczennicą Szkoły Podstawowej nr 5 w Szczecinie. Na egzaminy wstępne do szkoły baletowej pojechałyśmy razem w tajemnicy przed tatą.

#40


Rozmowa

#

- Nie był zachwycony?

Kung-fu ma dużo z tańca współczesnego, którego uczę.

- Dziś już nie waży się dzieci, ale kiedyś tak było. Na szczęście nie było u mnie nigdy zastrzeżeń do figury, ale była sytuacja, w której koleżanka zachorowała na anoreksję i ja przy niej też zaczęłam mniej jeść. Przy wzroście 171 cm ważyłam 44 kg, choroba była blisko. Gdyby nie szybka reakcja rodziców i dyrekcji, to nie wiadomo jakby się to skończyło.

Trening rozwija wyobraźnię a praca z kijem powoduje, że człowiek wyrabia sobie koordynację ruchową. To jest też potem inspirujące w choreografii. Wyrabia wewnętrzną siłę i nadal jest to dyscyplina, tak jak w szkole baletowej.

- Powiedział, że przecież jego pierworodny syn nie będzie wyjeżdżał do Warszawy (śmiech). Potem pogodził się z tym i wspierał mnie, jak cała rodzina. To właśnie jemu potem płakałam w słuchawkę. Wiadomo jak to jest. Na początku byłam podekscytowana. Internat, inne dzieci, nowe, duże miasto. Szkoła baletowa okazała się ciężką pracą i były momenty załamania. Nie przestraszyło mnie to jednak, bo zawsze ceniłam dyscyplinę i nie stroniłam od wysiłku, by osiągnąć cel. Podczas jednej takiej rozmowy tata powiedział, że przyjedzie jutro i mnie zabierze. Powiedziałam wtedy: nie, daj mi szansę… i z tą szansą skończyłam potem szkołę. - To musiało być trudne przeżycie dla nastolatki? Podobno szkoła baletowa trzyma w ryzach. - Pobudka 6.30, zajęcia do godz. 17, potem dodatkowo prywatne lekcje języków obcych. Uczyłam się czterech języków, których znajomość w dalszej karierze zawodowej bardzo mi pomogła. Mogłam łatwo komunikować się z realizatorami z innych krajów. Byłam asystentką choreografa Dennisa Callahana, przy musicalu Taniec Wampirów w Teatrze Muzycznym Roma, a także miałam okazję robić choreografię w Petersburgu, Wilnie i Azerbejdżanie. Szkoła Baletowa, to trudne wyzwanie fizyczne i psychiczne, ale gdy się mieszka w internacie, to nie ma się nawet komu pożalić. Większość z nas myślała, że to będzie przygoda. Wolność z dala od domu i piękne stroje, w których na scenie będziemy tańczyć „Jezioro łabędzie”. Dzieci nie są świadome tego, co jest potem. Wybór takiej szkoły to trudna praca, a i tak marzenia tancerzy weryfikuje później los. O pracę nie jest łatwo. - Dyscyplina dotyczy także jedzenia?

- Szkoła, zajęcia dodatkowe, nie było czasu, żeby gdziekolwiek wyjść? - Na szczęście był czas na teatr. W Warszawie moją przyszywaną ciocią jest Ewa Kuklińska, tancerka, aktorka i piosenkarka. Pracowała wówczas w Teatrze Syrena i zabierała mnie do siebie na weekendy. To było fascynujące, bo mogłam być cały czas w teatrze, podglądać aktorów, żyć tym artystycznym życiem. - Pamięta Pani siebie po raz pierwszy na scenie? - Miałam 12 lat, kiedy wystąpiłam w Operze Narodowej, w „Raju utraconym” Krzysztofa Pendereckiego. Miałam ładny skok, więc byłam lampartem. Poczułam to, co dziś chcę, by przeżyli inni młodzi tancerze. Oklaski. To jest nagroda za trud ciężkiej pracy. Zadowolenie widzów. Dla nich przecież jesteśmy. Nawet po wielu latach to wspaniałe uczucie nie maleje. - Teraz częściej można spotkać Panią w Szczecinie? - Obecnie już po raz czwarty pracuję w Teatrze Polskim z dyrektorem i reżyserem Adamem Opatowiczem. Właściwie dzięki niemu tak naprawdę przeniosłam się do Szczecina na dłużej. Pierwszy raz współpracowaliśmy w 2011 roku przy „Balu manekinów”. - Wtedy zaczęła Pani odkrywać to miasto na nowo? - Właściwie tak. Niewiele pamiętałam z dzieciństwa. Bywałam

R E K L A M A


Rozmowa

#

tu tylko na święta. Teraz przy pracy nad spektaklem „Hotel snów” ponownie mieszkam w Szczecinie. Wracam tu po latach już jako choreograf. Widzę, jak wiele się zmieniło. Jest piękna Starówka, brakuje tylko tego, by odnowiono wszystkie stare kamienice. W Warszawie nie ma takich. Piękne są te nasze ronda. Każdy kto przyjeżdża tu na konkurs baletowy, podkreśla, że atmosfera w mieście jest wyjątkowa. Szczecin lubią też koledzy i koleżanki aktorzy. Zawsze zaznaczają, że publiczność jest fantastyczna. Szczecin jest przyjazny artystom.

pełniamy się, nasza współpraca przebiegała i przebiega płynnie. Kiedy pracujemy, dzieło jest najważniejsze. Mateusz ma naturalny wdzięk do tańca, więc nie jest trudno tworzyć dla niego choreografię. To, że widzimy się także po pracy sprawia, że czasem można jeszcze coś skonsultować, poradzić się. - Dwoje artystów, teatr, taniec. To romantyczne okoliczności do pierwszych spotkań. Kto od kogo wziął numer telefonu?

- Te dłuższe pobyty w Szczecinie, to nadrabianie dzieciństwa? - Większość dnia spędzam w teatrze, nie ma nawet czasu, żeby pospacerować. Kiedy jednak mam chwilę i jestem w domu, wolę spotkać się z rodziną, rozmawiać przy kawie. Ciekawi mnie co u siostry, brata, innych bliskich. Wtedy chcę siedzieć w domu i być tylko z nimi. Zawsze z dworca odbiera mnie siostra. Przyjeżdżam pociągiem o godz. 5.40. Jedziemy do rodzinnego domu w Mierzynie i gadamy do momentu, aż muszę wyjść do teatru. Jak przyjeżdżam, to nawet nie rozpakowuję torby. Dostaję rano kanapki, mam podany obiad, trochę jakbym znów była dzieckiem. - Nadal ma Pani swój pokój? - Tak, każdy z nas go ma. Są tam jakieś moje miśki, łóżko, półeczka. Nic się nie zmieniło, może tylko to, że jest porządek (śmiech). - Oprócz rodziny czekają tutaj jacyś znajomi? - Mam koleżankę, z którą występowałam w „Kotach”. Wróciła do Szczecina, założyła rodzinę i jest szczęśliwa. Kocha to miasto. Moje losy potoczyły się inaczej, bo w Warszawie poznałam mężczyznę mojego życia. Myślę, że tam zostanę, ale zawsze jedną nogą będę w Szczecinie. Z rodziną. - W internecie jest mnóstwo Pani zdjęć z aktorem Mateuszem Damięckim. To tego mężczyznę ma Pani na myśli? - Tak, tego mężczyznę mam na myśli. - Długo się znacie? Pewnie połączył Was teatr? - Znamy się 2,5 roku. Poznaliśmy się na próbie do spektaklu „Ławka rezerwowych” w Warszawie. Mateusz przyszedł na próbę czytaną, przedstawiłam się jako choreograf spektaklu i tak zostało. - Czy to znaczy, że Mateusz Damięcki musiał wykonywać Pani polecenia? - Właściwie tak (śmiech). Nie miałam jednak żadnych zastrzeżeń do jego pracy. To wszechstronnie uzdolniony aktor. Uzu-

MAGAZYN MIEJSKI | NUMER 06/2014

- Zainteresowanie było obopólne. Jest z tym związana fajna historia, ale nie będę zdradzać szczegółów z życia prywatnego. Są sprawy, które nie muszą być dla publiczności. W dzisiejszych czasach trzeba szanować prywatność. - I tak publiczności oddajecie przecież całych siebie. Przy czym jeszcze współpracowaliście? - Przygotowywałam choreografię do „Klaps! 50 twarzy Greya” w Teatrze Polonia czy do „Oniegina” w Teatrze Studio, w którym Mateusz zagrał główną rolę. - Wspominała Pani, że koleżanka założyła rodzinę. Myśli Pani o tym? - Tak, jak każda kobieta. Mam 33 lata i cały czas tańczę zawodowo, ale pracuję także jako choreograf. Jeszcze cztery lata temu codziennie grałam spektakl, teraz bardziej zajmuje mnie choreografia. Nie jestem już taka młoda. Wyeksploatowałam się. Oczywiście, że myślę o przyszłości rodzinnej, ale zobaczymy jaki Bóg ma dla nas plan. - Jakieś cele na przyszłość? - Tych cały czas jest wiele. Żałuję, że nie zrobiłam dużo więcej. Nie mam czarnego pasa w karate jak mój brat, któremu zazdroszczę! Dochodzę do wniosku, że mogłam jeszcze więcej ćwiczyć. Chciałabym robić coraz to większe musicale. Powtórzyć sukces, jakim był „Upiór w Operze” czy „Nędznicy” z moją choreografią. Chciałabym zrobić film muzyczny i rozwijać się. - Z tym karate to poważnie? - Moje pasje to taniec i sztuki walki. Na pierwszym roku studiów trenowałam trochę kung-fu. Każdy z nas oglądał filmy akcji i gdzieś tam marzył, by też tak potrafić. Problem w tym, że miałam przez to na ciele wiele siniaków i malowanie mnie za każdym razem przed wyjściem na scenę było bezsensowne. Trzeba było dokonać wyboru. Teraz, kiedy już nie jestem aż tak aktywna na scenie, mogłam sobie w wolnym czasie pozwolić na powrót do tego hobby, choć czasu jest mało. Kung-fu ma dużo z tańca współczesnego, którego uczę. Trening rozwija wyobraźnię, a praca z kijem powoduje, że człowiek wyrabia sobie koordynację ruchową. To jest też potem inspirujące w choreografii. Wyrabia wewnętrzną siłę i nadal jest to dyscyplina, tak jak w szkole baletowej. Po ukończeniu szkoły trochę tego zabrakło, więc odnalazłam to właśnie w kung-fu.

#42


Oko obiektywu otwarte na drugiego człowieka Od sześciu lat prowadzi studio fotograficzne toMash. - Moja rola nie kończy się naciśnięciem spustu aparatu. Żeby zrobić naprawdę wartościowe zdjęcie, trzeba poznać klienta, porozmawiać z nim,otworzyć się na niego. I ja to robię – zapewnia Tomek Murański.

Fotografia ślubna, biznesowa, portretowa. Zdjęcia rodzinne, rekonstrukcje starych, zniszczonych fotografii, sesje zdjęciowe na imprezach firmowych. Wachlarz usług, oferowanych przez studio toMash, jest bardzo szeroki. - Poza zdjęciami z pogrzebów czy fotografią podwodną w zasadzie nie ma zlecenia, którego nie byłbym w stanie się podjąć – zapewnia Tomek Murański. - Jestem otwarty na współpracę.

spośród swoich klientów poświęca sporo czasu i uwagi. - Dzięki temu prawie zawsze udaje mi się zdobyć ich sympatię, a co za tym idzie – są bardziej zadowoleni, uśmiechnięci i wyluzowani na zdjęciach, które dzięki temu najzwyczajniej w świecie po prostu wychodzą dobrze – mówi. - Na imprezach rodzinnych często udaje mi się dzięki temu szybko stać się nieomal przyszywanym członkiem rodziny – dodaje z uśmiechem.

Ta otwartość jest zresztą nieodłączną, naturalną cechą charakteru Tomka Murańskiego. - Fotograf powinien być osobą empatyczną i ekstrawertyczną z racji wykonywanego zawodu, zwłaszcza, jeśli zajmuje się głównie uwiecznianiem ludzi – mówi. - Przecież nie chodzi o to tylko, aby ustawić fotografowaną osobę w konkretnym miejscu, w konkretnej pozie, i nacisnąć spust. Dlatego staram się najpierw poznać swojego klienta, porozmawiać z nim, tak, aby poczuł się swobodnie. Tylko wtedy może wyjść naturalne zdjęcie.

- Wynajęcie fotografa nawet na mniej oficjalną imprezę rodzinną jest bardzo pragmatycznym pomysłem – zapewnia Tomek. - Wówczas jej uczestnicy nie muszą wcale się martwić o to, czy ciocia Zosia na pewno nie zapomni o wzięciu aparatu. Zapewniam obsługę tego typu wydarzeń od początku do końca.

W tym przekonaniu Tomek upewnił się, gdy pracował w amerykańskiej firmie jako fotograf na statkach wycieczkowych. Ekstrawersji możemy uczyć się od Amerykanów – mówi. - Oni bardzo chętnie się fotografują, podczas gdy wielu Polaków po raz pierwszy stają przed obiektywem na swoim ślubie, nie licząc zdjęć do dokumentów. A przecież Amerykanie wcale nie są bardziej atrakcyjni wizualnie od nas. Tomek Murański każdemu

#43

Studio fotograficzne toMash mieści się w Szczecinie przy ul. Bohaterów Getta Warszawskiego 4.

www.tomash.com.pl

MAGAZYN MIEJSKI | NUMER 06/2014


Zdrowie

#

Częstuj się sam, bobasku Zanim trafi tam, gdzie powinna, przeleci przez całą kuchnię, rozciapie się na podłodze albo rozpadnie w małych rączkach. Podana dziecku ugotowana marchewka rozwija jego zmysły, motorykę, sprawia, że uczy się samo jeść i potem już nie testuje na niej sił grawitacji. Tekst: Anna Folkman / Foto: Andrzej Szkocki nie musi go karmić.

Nie musi być tylko marchewka. Można ugotować brokuł, kalafior, ziemniaka czy buraka. Z tym ostatnim może lepiej nieco odczekać, aż dziecko nabierze wprawy i nie będzie bawić się już jedzeniem, ale celować nim do buzi. Produkty można, a nawet trzeba łączyć, dobrze też nadawać im różne kształty, by były dla dziecka atrakcyjne. Po co to wszystko? Z myślą o sobie i dziecku. Taki sposób żywienia sprawia, że w niedalekiej przyszłości dziecko nauczy się jeść samo całościowe pokarmy, nie zmiksowane. Rodzice natomiast nie będą musieli go karmić i odstawią blender na inne okazje.

Powoli zaczynamy wprowadzać taki rodzaj żywienia, kiedy dziecko już stabilnie, samodzielnie siedzi. Ten moment przypada na czas, kiedy kończy około pół roku. Wtedy pojawiają się pierwsze zęby i jest to dobry czas na rozszerzenie diety poza mleko. Dobrze jest posadzić dziecko do jedzenia w porze, kiedy my także jemy. Maluch widząc, jak rodzice spożywają posiłek zaczyna rozumieć, że warzywa i owoKiedy Pawełek skończył siedem miesięcy, ce, które ma na blacie krzesełka, trzeba pani Joanna zaczęła stosować metodę BLW włożyć do buzi. Na pewno nie należy w jego żywieniu. - Dzięki temu dziś jest zaczynać wprowadzania metody, kiesmakoszem wszystkiego, co ląduje na jego dy dziecko jest głodne, rozdrażnione. W Szczecinie jest coraz więcej roTakże nie, kiedy jest najedzone lub talerzu - mówi mama chłopca. dziców, którzy w żywieniu swoich w ogóle nie jest zainteresowane pociech stosują nowatorską metodę tym, by siedzieć w krzesełku. OptyBLW, z ang. Baby-Led Weaning. Oznacza to metodę żywienia malny czas przypada po zabawie lub wtedy, kiedy interesuje niemowlęcia, w której wprowadza się pokarmy stałe, pozostasię naszym talerzem i samo widzi, że jemy. Najważniejsze, wiając inicjatywę wyboru dziecku. W Polsce skrót rozwijany jest żeby dziecko jadło przy stoliczku, a nie tam, gdzie się bawi. inaczej i mówi się o metodzie Bobas Lubi Wybór. Bez wzglęNie wolno też wprowadzać zabawek w czasie posiłku. Okodu jednak na nazewnictwo, chodzi o to samo. - BLW to bezło roku dziecko już powinno samo sobie radzić i najadać się. łyżeczkowy, bezpapkowy sposób żywienia. Nowatorski sposób - Nie trzeba martwić się o niedobory witamin i o to, że dziecko podejścia do karmienia niemowlęcia w pierwszym roku życia, za mało zje. Żaden maluch sam jeszcze się nie zagłodził - przenie tylko przez rok - opisuje Zuzanna Remiszewska, dietetyk ze konuje dietetyczka. Jeśli nie będzie zainteresowany jedzeniem Szczecina. - W tej metodzie chodzi o podawanie całościowych teraz, spróbujmy później. Nic na siłę. Jedzenie jest przecież produktów. Maluch może wziąć je do ręki, włożyć do buzi i pow jego interesie. gryźć. Oczywiście należy się odpowiednio do tego przygotować. Plusy BLW? Nauczenie roli jedzenia jako zaspokajania głodu, Na początek nie podajemy małego groszku, ale np. podgotowany nauka gryzienia, żucia, poznawanie smaków z osobna, powolbrokuł czy kalafior. Chodzi o to, żeby warzywo nie było twarde, ność spożywania posiłku, co jest istotne dla trawienia, nauka ale żeby też się nie rozpadało. jedzenia sztućcami, rozwój zmysłów i motoryki poprzez doPoczątki nie są łatwe. Dziecko najpierw musi zrozumieć, że to, tykanie warzyw i owoców i trafianie nimi do buzi. - Rodzico dostaje na tacce, to jedzenie, które wkłada się do buzi, gryzie ce bardzo często pytają, czy dziecko się nie zakrztusi - dodaje i połyka. Wreszcie, że to może być bardzo smaczne. - Najbardziej pani Zuzanna. - Otóż punkt odruchu wymiotnego u dzieci jest w BLW spodobało mi się to, że rodzic daje dziecku prawo wybobliżej ust niż gardła, jak to jest u dorosłych. O wiele łatwiej ru, a dziecko samo decyduje co zje - opowiada Alicja Jędrzejak, zakrztusić się dziecku papką z łyżeczki niż kawałkiem ugotomama dwuletniego Andrzejka. - To było świetne, bo od razu wiwanej marchewki. działam co syn lubi najbardziej. Był to brokuł, ale inne warzywa też mu smakowały i tak jest do dziś. Dziecko czerpie z takiej forSzacuje się, że jedna trzecia polskich dzieci ma problemy my jedzenia ogromną radość. Dzięki tej metodzie bardzo szybko z nadwagą lub otyłością. Nasze dzieci są najszybciej tyjącymi zaczyna używać sztućców. Andrzej robi to odkąd skończył row Europie. Kiedy weszły w użytek najnowsze technologie, czek, szybko też zaczął sam smarować sobie chleb do kanapki. dzieci siedzą przed komputerami, nie bawią się w podchody, Jest żywą reklamą tego, że BLW jest świetną metodą żywienia, nie skaczą na gumach. Rodzice nie mają czasu gotować, kupudlatego nie spotkałam się z krytyką otoczenia i uwagami, że nie ją dania gotowe, odgrzewane. Taki maluch, który sam od najkupuję słoiczków i nie przygotowuję papek. Teraz mam dziecko młodszych lat poznaje smak warzyw i owoców, w przyszłości samoobsługowe, daję mu zestaw, a on sobie sam wybiera, co chce też będzie je lubił. Nie od dziś wiadomo, że to element diety, zjeść. Wszyscy możemy sobie spokojnie usiąść przy stole i nikt który jest bardzo ważny, a jednocześnie najczęściej pomijany.

MAGAZYN MIEJSKI | NUMER 06/2014

#44


Uroda

#

Fryzjer zakochany w Szczecinie Fryzjer Oskar Stankiewicz z Zielonej Góry, który czesał już wiele gwiazd polskiej estrady w czerwcu przenosi się do Szczecina. Będzie go można spotkać w salonie fryzjerskim YES przy ul. Małkowskiego 6. Oskar zakochał się w naszym mieście podczas ubiegłorocznej edycji Eska Music Awards, w trakcie której był odpowiedzialny za fryzury gwiazd występujących na scenie. Udało mu się nawiązać współpracę ze znanym szczecińskim fryzjerem Ernestem Kawą, właścicielem studia fryzjerskiego YES w Szczecinie. - Oskar był głównym stylistą fryzur w Salonie Fryzjerskim Ryan Brown w Zielonej Górze, jest też instruktorem prężnie działającej w kraju marki Montibello – mówi o Oskarze Ernest Kawa. - To świetny specjalista, który pracuje z pasją. Wspólnie jeździmy po całym kraju i prowadzimy warsztaty fryzjerskie oraz pokazy artystycznego czesania. Z Oskarem klientki będą mogły spotkać się także w studiu fryzjerskim Ernesta Kawy w Berlinie. - Planujemy organizację różnych ciekawych wydarzeń związanych z fryzjerstwem – mówi

Ernest Kawa. - Chcemy nauczyć nasze klientki jak odpowiednio dbać o włosy, jaką zapewnić im prawidłową pielęgnację, będziemy też informować o najnowszych trendach we fryzjerstwie, pokazywać jak wykonać ciekawe fryzury. Głowy mamy pełne pomysłów! Oskar na co dzień pracuje z kobietami w różnym wieku, czesze gwiazdy, przygotowuje modelki do sesji zdjęciowych. Czym różni się czesanie gwiazd od tworzenia fryzur pozostałym klientkom? - Sławne osoby zwykle większą uwagę przykładają do pielęgnacji włosów, stosują nowoczesne metody regeneracji np. z wykorzystaniem podczerwieni i ultradźwięków – mówi Oskar. - Wszystkie moje klientki traktuję jednak tak samo – w pełni profesjonalnie, z uśmiechem i zaangażowaniem w to, co robię. Praca jest jednocześnie moją życiową pasją. (ta) R E K L A M A


Zdrowie

#

Naturhouse odchudza w Szczecinie Już 29 maja zostanie otwarte kolejne Centrum Dietetyczne Naturhouse w Szczecinie przy ul. Kazimierskiej 2 (wejście od ul. Ku Słońcu – naprzeciwko CH Ster). W nowo powstałym Punkcie będzie można skorzystać z pomocy dietetyka, który udzieli specjalistycznych konsultacji, przeprowadzi dokładne pomiary ciała i dobierze plan diety dopasowany do indywidualnych potrzeb organizmu. Uroczyste otwarcie Centrum Naturhouse w Szczecinie zaplanowano na najbliższy czwartek (29 maja). Pierwsi klienci będą mogli zapoznać się z ideą Naturhouse, skorzystać z bezpłatnych porad, konsultacji dietetycznych oraz pomiarów ciała. Na gości czekać będą również konkursy z nagrodami oraz poczęstunek składający się z dietetycznych produktów. Centrum Naturhouse powstałe przy ul. Kazimierskiej 2 należy do międzynarodowej firmy, będącej ekspertem w dziedzinie dietetyki i reedukacji żywieniowej. Jego innowacyjna koncepcja opiera się na współpracy z osobistym dietetykiem, który dobiera indywidualny plan dietetyczny wraz z suplementami. - Podczas pierwszej wizyty w naszym Centrum, dietetyk przeprowadzi dokładny wywiad z osobą, która zmaga się z nadmiernymi kilogramami, wykona specjalistyczne pomiary ciała, sprawdzi zawartości tkanki tłuszczowej oraz wody metabolicznej w organizmie – mówi dietetyk z nowego Centrum Naturhouse w Szczecnie przy ul. Kazimierskiej 2 - Dopiero na tej podstawie określi przyczyny nadwagi i dobierze kurację odchudzającą, dopasowaną do indywidualnych potrzeb organizmu. Następnie, na cotygodniowych wizytach będzie na bieżąco kontrolował przebieg diety, udzielał wskazówek, a przede wszystkim motywował do dalszej pracy – dodaje dietetyk z Naturhouse. Pomoc specjalisty obej-

muje również etap po zakończeniu diety, kiedy niezbędne jest utrzymanie wagi i uniknięcie efektu jo-jo. Problemy z nadwagą to niejedyny powód, dla którego warto skorzystać z konsultacji dietetyka. Specjalista z Naturhouse pomoże również osobom, które z rożnych powodów nie są zadowolone ze swojej figury – kobietom po okresie ciąży lub w trakcie menopauzy, a także osobom, które z uwagi na stresujący tryb życia mają trudności z komponowaniem zdrowej diety. Rolą dietetyka jest przede wszystkim przekazywanie zasad prawidłowego odżywania, które wprowadzone na stałe spowodują, że problemy z wagą nie będą powracały. Wizyta u dietetyka może być także okazją do poprawy sylwetki jeszcze przed nadejściem lata. Centrum Dietetyczne Naturhouse w Szczecnie mieści się przy ulicy Kazimierskiej 2. Na konsultację można umówić się telefonicznie pod numerem 794 794 942 lub 091 852 44 22.

Pozostałe Centra Dietetyczne Naturhouse w Szczecinie: Al. Wyzwolenia 6, tel. 512 377 206 Al. Wyzwolenia 91, tel. 539 993 993 Ul. Bol. Krzywoustego 27, tel. 539 992 099 R E K L A M A


Kultura

#

Bartek Stanny, CRATEive

Mirosław Szewczyk

Monika Petryczko, koordynator

OFF Marina: zagłębie twórców To przestrzeń, o której od początku było głośno w środowisku twórczym. Jeszcze pół roku temu magiczne miejsce na styku Śródmieścia i Pomorzan czekało na chętnych. Teraz każdego dnia wypełnia się artystyczną energią. Tekst: Monika Petryczko / Foto: Patryk Paluszek

Dzieje dzisiejszej OFF Mariny sięgają końca XIX wieku. Przeznaczenie rozbudowanego z czasem obiektu przy nadodrzańskiej skarpie zmieniało się w zależności od właściciela. Przy dzisiejszej Chmielewskiego 18 mieściła się zarówno fabryka serów, jak i schron czy obóz pracy przymusowej. Na przełomie dziejów przeważała tam jednak funkcja kulturalna i rozrywkowa. Dziś OFF Marina to miejsce, które aspiruje do bycia twórczym open spacem, łączącym Środmieście i Pomorzany w sposób trwały. Trzonem działalności OFF jest rozbudowa przestrzeni twórczej, przedsiębiorczej i ekonomicznej w duchu kolektywnego stwarzania sobie i innym możliwości rozwoju. Stąd pomysł, aby połowę głównej hali (ok 500 m2) przeznaczyć na tzw. fab lab, czyli miejsce, w którym do dyspozycji zainteresowanych są różnego rodzaju narzędzia umożliwiające pracę. Twórcze laboratorium

MAGAZYN MIEJSKI | NUMER 06/2014

podzielone będzie na kilka stref: fotograficzną, video, DIY for kids, moda, chillout room oraz miejsce do tzw. potencjalnych burzy mózgów pomiędzy artystami a inwestorami. Trzon przedsięwzięcia wymaga ogromnego wsparcia finansowego, o pozyskanie którego intensywnie stara się OFF Marina. Drugi tor działalności to powstające „zagłębie twórcze”, czyli artyści, freelancerzy, młodzi przedsiębiorcy„osiedlający” się w przestrzeniach wokół OFF. Wynik stosunku październik 2013 - maj 2014 wynosi 0:14, co oznacza, że przy nadodrzańskiej skarpie działa obecnie 14 twórców z różnych branży. Falę napływową rozpoczął Patryk Paluszek, który planuje w tym miejscu zrealizować projekt „Miejski Ul” - inicjatywę mającą na celu wprowadzenie hodowli pszczół do miast. Na uwagę zasługuje firma Crateive, zajmująca się produkcją mebli ze skrzyni do

#48


Kultura

# Aleksandra Słowiak, Fikus

Marcin Raubo, właściciel i pomysłodawca projektu Marta Graczyk i Łukasz Krupa, Bouwer Guitars

transportu obrazów. Mocną stroną OFF Mariny jest także fotografia oraz wszelkie sztuki plastyczne. Warto wspomnieć o obecności kolektywu kryjącego się pod pseudonimami Lump, Cinek i Remik. Nie brakuje designerskich pomysłów, jak choćby lampy z betonu wytwarzane przez Mirosława Szewczyka. Pozytywnym zaskoczeniem jest także obecność lutników z Bouwer Guitars, produkujących tzw. gitary na miarę. Ponadto spotkać tu można architektów, DJ-ów i modowych przedsiębiorców, jak „Fikus” firmę Aleksandry Słowiak produkującą ubrania z ekologicznych tkanin, jak bambus i bawełna. Kolejna gałąź działalności OFF Mariny to organizacja i współprodukcja wydarzeń artystycznych w głównej hali obiektu. Postfabryczny klimat, duże okna oraz oryginalna, drewniana podłoga sprawiają, że na Chmielewskiego coraz częściej realizowane są wydarzenia artystyczne, jak choćby Upside Art Festival, Teatr Tańca czy zbliżająca się impreza retrokompowa. Przestrzeń stanowi również obszar, na którym spotykać się twórczo będą partnerzy OFF Mariny tj.: Las Sztuki, Akademia Sztuki, Klaster.it, a także wiele innych organizacji pozarządowych i instytucji. Od czasu do czasu odwiedzają to miejsce twórcy z innych miast. Przykładem może być Sabina Wacławczyk - absolwentka reżyserii PWST w Krakowie, która z wynikiem celującym ukończy-

ła specjalizację kierunkową - Scenografia i Kostiumy Teatralne na Akademii Sztuk Pięknych we Wrocławiu. Tworzy autorskie, interdyscyplinarne projekty artystyczno-społeczne. Podczas wakacji w OFF Marinie realizować będzie swój pomysł. Punktem wyjścia do planowanej instalacji będą odlewy tradycyjnych masek teatralnych. OFF Marina to nie jest miejsce jednego sezonu. Przestrzeń wymaga wieloletniego zaangażowania i wielu, także finansowych inicjatyw. Tutejsze pomysły wyprzedzają czas o rok, dwa, a nawet i dekadę. W najbliższej przyszłości to miejsce współpracy polsko-niemieckiej, sala do realizacji niekonwencjonalnych imprez oraz patio z pyszną kawą czy nowoczesną sceną teatralną. Funkcjonuje tu niepisana zasada wzajemnej pomocy i dzielenia się wiedzą oraz wspólnej poprawy, np. warunków pracy. To OFF Mariniarze malują ściany, gdy zachodzi taka potrzeba i to pani OFF architekt dokonuje aranżacji przestrzeni. To także OFF Mariniarze własnymi siłami wykonują filmy autopromocyjne czy stawiają strony internetowe. Całość w myśl zasady - ja zbuduję ci stół, ty zrób mi zdjęcie. Namiastkę tego można oglądać od 31 maja, czyli od wydarzenia „Open Day”, a także wkrótce pod adresem www.off-marina.pl.

#49

MAGAZYN MIEJSKI | NUMER 06/2014


Kul tu ral nie ZAPOWIADAMY POLECAMY ZAPRASZAMY

Ekstremalne inspiracje Jubileuszowa, dziesiąta edycja festiwalu inSPIRACJE zostanie zorganizowana w ostatni weekend czerwca. To jednak nie tylko wystawy - choć są najważniejsze - ale również koncerty, warsztaty i kampanie społeczne. W tym roku szerokiej interpretacji zostanie poddane pojęcie Xtreme. Temat tej edycji nawiązuje do czasów, w których żyjemy: wyjątkowych, przełomowych, a tak przynajmniej ciągle słyszymy - tłumaczy Ked Olszewski, dyrektor artystyczny festiwalu inSPIRACJE. - Dobrze, lepiej, najlepiej... Przekraczamy granice, aby jeszcze dobitniej określić naszą wyjątkowość, nasze „lepiej, najlepiej”. Adrenalina dostarcza nowych pokładów emocji, bez których nie jesteśmy w stanie już żyć. Odpowiednim określeniem tego stanu jest extreme, a więc wszystko, co radykalne, skrajne, niepojęte, ale i wyjątkowe i najlepsze. InSPIRACJE Xtreme, 27 czerwca, godz. 19:13 - wernisaż Międzynarodowy Festiwal Sztuki Wizualnej inSPIRACJE/Xtreme, 27-29 czerwca, 13 muz, TRAFO Trafostacja, wstęp wolny.

MAGAZYN MIEJSKI | NUMER 06/2014

#50

Legenda Jamajki 3 czerwca w ramach cyklu Szczecin Music Fest na Zamku Książąt Pomorskich pojawią się The Jolly Boys, legendarna grupa z Jamajki. - Odkryj urok muzyki, z której wywodzi się reggae i ska - zapowiadają organizatorzy. The Jolly Boys jest tym dla muzyki jamajskiej, czym Buena Vista Social Club dla Kuby. W obu przypadkach mamy do czynienia z legendarnym zespołem i stylem, mającym kluczowe znaczenie dla nowoczesnych gatunków muzycznych charakterystycznych dla obu wysp. The Jolly Boys, 3 czerwca, Zamek Książąt Pomorskich, godz. 20, bilety 75 i 100 zł Bilety do wygrania FB / MagazynMMTrendy


Kulturalnie

#

Folk-punk z Izraela Izraelski wokalista Asaf Avidan zagra 24 czerwca na Zamku. Będzie to przedostatni koncert pod szyldem Szczecin Music Fest. Utwór izraelskiego wokalisty „One Day/ Reckoning Song”, zremiksowany przez niemieckiego producenta Wankelmuta, stał się jednym z największych hitów YouTube w 2013 roku. Asaf jest postacią dość charakterystyczną, zadziwia barwą głosu - tworzy muzykę łączącą rock, elementy folku oraz szorstkiego bluesa. Często porównywany jest do artystów, jak Janis Joplin i Robert Plant. Avidan urodził się w 1980 roku w Jeruzalem. Jego rodzice pracowali w izraelskim korpusie dyplomatycznym na Jamajce, dlatego Asaf spędził tam dzieciństwo. Na studia przeniósł się do rodzinnej Jerozolimy, gdzie zaczął naukę w Akademii Sztuki.

Hrabina w niebie

Asaf Avidan, 24 czerwca, Zamek Książąt Pomorskich, godz. 20, bilety 100-120 zł

Hrabina Marica, premiera, Teatr Letni, 22 czerwca, godz. 21, bilety 20/80 zł

Bilety do wygrania FB / MagazynMMTrendy

Opera na Zamku zaprasza w czerwcu na plenerową premierę jednego z największych operetkowych hitów wszech czasów. Absolutna klasyka gatunku, która bawi wszystkich. Popisowy numer Imre Kalmana, którego „Księżniczka czardasza” i „Hrabina Marica” na stałe wpisały się do historii muzyki. Nietypowa i świeża adaptacja, w której królować będzie wyobraźnia i surrealizm, a miejsce akcji przeniesie się do… nieba! A w niebie - wiadomo - wydarzyć może się wszystko… Zachwycające kostiumy i zaskakująca scenografia dostarczą nieziemskich wrażeń.

Bilety do wygrania FB / MagazynMMTrendy

Zobacz, co może morze „Co może morze?” - to tytuł drugiej z cyklu wystaw „Mistrz i morze”, organizowanych przez Galerię Sztuki Współczesnej ArtGalle, inspirowanej tematem morza. Prace ponownie zaprezentują znamienici twórcy współczesnego malarstwa polskiego. Poprzez bogactwo technik malarskich kontynuują w nowoczesny i zaskakujący sposób tradycję malarstwa marynistycznego, zrodzoną ponad 400 lat temu. Tegoroczna wystawa to spotkanie z różnorodnością ujęcia tematu - zetkniemy się z realistycznym studium natury, z pograniczem realizmu, elementami abstrakcji, symbolem, spokojem i chaosem kompozycyjnym. Co może morze, 27 czerwca, Galeria Kapitańska, ul. Kapitańska 2, godz. 19, wstęp wolny

R E K L A M A


Roller Poster Blues Woman Shanna Waterstown, prawdziwa „Blues Woman” o sensualnym głosie, wystąpi ze swoim zespołem we Free Blues Clubie, prezentując muzykę blues, jazz i soul na najwyższym poziomie. Dlatego zyskała miano „Blues Woman” w świadomości fanów z Europy i USA. Jest jedną z najciekawszych i najmłodszych artystek bluesowych dekady. Shanna Waterstown, 27 czerwca, Free Blues Club, godz. 21, bilety 20-40 zł

Dzień na szpilkach

Oficjalnymi Patronami Festiwalu

Bilety na koncerty do wygrania Facebook.com/ magazynMMTrendy

MAGAZYN MIEJSKI | NUMER 06/2014

Zrób coś dla siebie, wzmocnij swoją pewność siebie i zapisz się na wyjątkowe warsztaty. Stowarzyszenie Kobiety Dla Szczecina i Regionu po raz drugi organizują Dzień na Szpilkach. W jego trakcie cenione i cieszące się sympatią trenerki, znane m.in. z Festiwalu PROGRESSteron, pomogą uczestniczkom zajęć znaleźć drogę do lepszego samopoczucia. - Zależy nam, by szczecinianki miały możliwość odnalezienia lub wzmocnienia pewności siebie, dzięki czemu będą się czuły swobodnie i bezpiecznie w każdej sytuacji życiowej i zawodowej. Panie podczas warsztatów mogą przełamać schematy, własne ograniczenia, wytyczyć nowe cele i zdobyć narzędzia do ich realizowania mówi Anna Kornacka, prezeska stowarzyszenia. Więcej na www.kobietydlaszczecina.pl. Dzień na szpilkach, 7 czerwca, Ładoga

#52

Pierwszy przegląd zjawiska w dziedzinie projektowania plakatu jakim jest self-edition, czyli wydawania i upubliczniania projektów własnym sumptem, bez komercyjnego zlecenia, w celu subiektywnej wypowiedzi artystycznej. W wystawie wezmą udział uznani polscy twórcy grafiki projektowej. Znajdzie się na niej około 70 plakatów. To jedyny przegląd tego typu twórczości w kraju. Dzięki temu możliwe będzie stworzenie oryginalnego, jedynego w swoim rodzaju zbioru plakatów autorskich. Roller Poster umożliwi artystom pokazanie swoich prac wykonanych z osobistej i bezinteresownej potrzeby. Więcej na www.rollerposter.pl. Roller Poster, 7 czerwca, Trafostacja Sztuki, godz. 18

Turniej tenorów Międzynarodowy pojedynek na głosy. Najbardziej znane, najtrudniejsze i najbardziej efektowne arie operowe świata i popularne fragmenty operetek. Kilkutysięczna, surowa publiczność, która już po raz 16. oceni talent tenorów. Kto zachwyci widzów i dostanie od nich najwięcej róż - wygra i zostanie pasowany na rycerza. Przez lata formuła imprezy nieco ewoluowała, ale jej główna idea pozostała niezmienna. Śpiewacy rywalizują o względy publiczności, która nagradza wykonawców symboliczną różą. Tryumfuje ten, którego publiczność obdarzy największą liczbą kwiatów. 16. Wielki Turniej Tenorów, 28 czerwca, Teatr Letni, godz. 20.30, bilety 40/120 zł Bilety do wygrania FB / MagazynMMTrendy


Sport

#

Ludzie biznesu kochają sushi Strefa VIP na stadionie Pogoni przy Twardowskiego - miejsce, gdzie spotykają się ludzie polityki i biznesu. Ci, którzy płacą za taką przyjemność, mówią, że to forma wsparcia klubu. Dostają specjalne przepustki i są traktowani wyjątkowo. Ze smakiem. Tekst: Łukasz Kasprzyk / Foto: Andrzej Szkocki

Budynek VIP został wybudowany za około 3 mln zł. Jest naprzeciwko krytej trybuny. Na parterze miejsce mają dziennikarze i komentatorzy relacjonujący spotkania na żywo do telewizji, a góra przeznaczona jest dla VIP-ów. Oni mają osobne wejście z ulicy na stadion (jeżeli są bez samochodu), a jeżeli przyjechali autem - czeka na nich wydzielony parking. Większość nie paraduje w garniturach. Przychodzą na luzie, często z klubowymi szalikami. Oczywiście nie kupują zwykłego karnetu, więc nie szukajcie takiego biletu w klubowym sklepie. Władze Pogoni wydają specjalnym gościom odpowiednie przepustki, na podstawie których mogą wejść do strefy VIP. Jak wygląda ta strefa? Na każdy mecz przychodzi tu od 100 do 200 gości. Wszystko zależy od rangi spotkania, aktualnej atmosfery i wyników. Są dwa sposoby, żeby dostać się na górę. Normalny, to zapłacić określoną kwotę. Klub nie chce podawać dokładnej, ale trzeba przygotować się na kilkanaście tysięcy złotych rocznie. Drugi, to odpowiednia pozycja społeczna, czyli np. praca w polityce, radzie miasta, wysokie stanowisko w samorządzie albo administracji państwowej. - Klientów strefy VIP szukamy w kręgach biznesowych rzecz jasna - mówi Izabela Wilczewska, specjalistka ds. marketingu w Pogoni Szczecin. - Pieniądze są istotnym czynnikiem, który wpływa na decyzję partnera i naszą, ale bardzo ważny jest także profil działalności i czy dana firma angażuje się społecznie i reklamuje swoje usługi poprzez sport. Jeżeli nie, proponujemy takie rozwiązania, by firma weszła w taką reklamę z korzyścią dla siebie. Część klientów zgłasza się sama,

MAGAZYN MIEJSKI | NUMER 06/2014

z polecenia innych klubowiczów, części oferujemy w ramach swoich pakietów sponsoringowych. Osób, które przywiązane są do Pogoni i rozumieją, że to największa marka w regionie, jest więcej. Tacy po prostu lepiej rozumieją potrzeby klubu i chętniej wydają pieniądze. - Pogoń należy do miasta, służy mieszkańcom - przypomina Izabela Wilczewska. - Jeżeli są firmy, które rozumieją, co pod tym terminem się kryje, będą chciały angażować się w takie przedsięwzięcia jak klub sportowy, dofinansowanie jego lub promocję - tłumaczy. To rzecz jasna nie jest działalność charytatywna. Klubowicz może wykorzystywać logo klubu w swojej działalności, może też zaprosić piłkarzy na wybrane firmowe spotkanie lub zrealizować swój pomysł. Jednak to zdarza się rzadko, co tylko potwierdza, że większość z VIP-ów nie oczekuje wiele od klubu, ale cieszy się prestiżem przynależności do elitarnego grona. Główna część, na którą składa się obecność w strefie VIP, to oczywiście sam mecz, ale otoczka jest równie ważna. O tym, co serwuje się na Pogoni, opowiada Izabela Wilczewska. - Bardzo dobre są żeberka i pierogi - śmieje się. - Bywa bigos, sporo zimnych dań, np. sałatek, kanapek, ale także dania na ciepło. Dania się jednak zmieniają. Niezmienne jest sushi, które uwielbiają nasi klubowicze. Są takie osoby, które przychodzą niemal wyłącznie dla tego dania. Zamiast do restauracji, przychodzą na stadion - mówi półżartem.

#54


Styl życia

#

Rozrywka pełna dobrej zabawy MK Bowling w Galaxy Jeśli masz sporo wolnego czasu i nie wiesz, jak go wykorzystać, przyjdź do nas i wybierz jeden z naszych sposobów na nudę.

Najbardziej znana i szanowana sieć kręgielni w całej Polsce MK Bowling w Szczecinie funkcjonuje już od 2006 roku. W ofercie firmy znajdują się trzy formy rozrywki. Właściciele poza 14 torami bowlingowymi zapraszają nas do skorzystania również z sali bilardowej wyposażonej w 16 stołów bilardowych oraz stół do snookera, jak i sali dyskotekowej, wyposażonej w nowoczesny sprzęt muzyczny i oświetleniowy. Wszystko to czeka na nas w CH Galaxy na 2 piętrze codziennie od godziny 10. Bowling jest powszechnie znaną i lubianą formą rozrywki w której mogą uczestniczyć zarówno dzieci, jak i dorośli. MK Bowling w Galaxy dba o swoich klientów w każdym wieku. Dla najmłodszych przygotowane są dwa tory wyposażone są w „płotki” i specjalne stojaki, które umożliwiają dzieciom łatwiejsze zbijanie kręgli. Młodzież szkolna może przenieść swoje zajęcia wychowania fizycznego ze szkolnego boiska na kręgielnie. Studenci, którzy odwiedzą kręgielnię w poniedziałek lub czwartek mogą liczyć na specjalne rabaty. A dorośli mogą skorzystać z wielu promocji, które cały czas dopasowujemy do potrzeb klienta. W naszej ofercie znajdziecie Państwo cały wachlarz propozycji by miło móc spędzić czas. Poza bowlingiem, bilardem i snookerem mamy dla Państwa dodatkowe atrakcje. W kręgielni można też zagrać w Darta i różnego rodzaje gry zręcznościowe, które przeznaczone są dla dzieci i dorosłych. W każdy piątek zapraszamy Państwa na wieczory z salsą, które odbywają się w Klubie Kosmos tuż za kręgielnią. Nasi klienci mogą skorzystać z naszych sal i zorganizować tam urodziny dla dzieci, wieczory panieńskie, kawalerskie, spotkania rodzinne, różnego rodzaju spotkania fir-

mowe. Każde takie spotkanie może rozpocząć się zespołową grą w bowling lub bilard, a następnie jego uczestnicy mogą przejść do sali dyskotekowej w Klubie Kosmos, gdzie nasi DJe i barmani zadbają o niezapomnianą zabawę. Na potrzeby klienta dysponujemy również cateringiem i serwisem kawowym. By czas spędzony w MK Bowling należał do najprzyjemniejszych rzeczy w naszej ofercie znajdziecie Państwo wiele rabatów i promocyjnych cen. W każdy poniedziałek i wtorek , przez cały dzień mamy jedną cenę 39 zł za godzinę gry. Natomiast od niedzieli do piątku po 21 druga godzina gry jest gratis. Dodatkowo mamy da Państwa promocje na barze, które obowiązują w określonych dniach. By móc przyjść w piątek do Klubu Kosmos i zrelaksować się przy rytmach salsy należy zapłacić jedyne 5 zł, w sobotę wejście na salę dyskotekową jest darmowe. Obecnie mamy 50 % rabat na wybrany asortyment barowy. Nasi klienci mogą korzystać bezpłatnie z Internetu na terenie naszego całego obiektu. Dodatkowo obsługujemy dla Państwa szereg kart bonusowych, które można zdobyć w naszej kręgielni. O wszystkich aktualnych promocjach informujemy Państwa za pomocą naszej strony internetowej, profilu na Facebook’u, czy też bezpośrednio na miejscu. Niezapomniane wrażenia i dobra zabawa. Kręgle, bilard, snooker oraz taneczne wieczory. To tylko część atrakcji jakie możemy sobie zapewnić przychodząc do MK Bowling w Galaxy. Szczecińska filia najpopularniejszej w całej Polsce sieci kręgielni dba o każdego klienta i zapewnia udaną zabawę na najwyższym poziomie. Czekamy na Was każdego dnia od godziny 10! www.facebook.com/MKBowlingSzczecin R E K L A M A


Rozmowa

#

Co u Pani / Pana słychać?

Zmieniło mnie zetknięcie z młodością Tekst: Bogna Skarul / Foto: Andrzej Szkocki

Więc postanowiłem, że w sposób artystyczny pokażę starość i młodość. Nawet proces starzenia się czy też proces odmładzania się.

- Co u Pana słychać? - Teraz u mnie bardzo dużo się dzieje. - Kilka miesięcy temu obchodził Pan jubileusz 30-lecia pracy artystycznej. Narodziło się coś nowego?

- Dlaczego Pan chce to pokazać? - Bo wydaje mi się, że to temat uniwersalny, który można potraktować w sposób artystyczny. To zderzenie młodości i starości jest niezmiernie ciekawe.

- Nowy projekt o dwoistości. To po moim podsumowaniu jubileuszowym kontynuacja tego, co pokazałem w Galerii Kapitańskiej. Postanowiłem to teraz trochę rozszerzyć z założeniem, że będzie to projekt, który zakończy się specjalną wystawą. Mam nadzieję, że odbędzie się w przyszłym roku w Zamku Książąt Pomorskich.

- Dlaczego?

- Co to za nowy projekt? - Polega na tym, aby w sposób artystyczny - bo to w końcu mój zawód i to potrafię pokazać złożone zjawisko dychotomii, czyli dwoistości. Pokazać je i w sensie trochę filozoficznym, życiowym oraz artystycznym. Tę dychotomię chcę też pokazać poprzez połączenie malarstwa z innymi technikami. Na przykład z fotografią, trochę z drukiem cyfrowym. - „Dwoistość” była motywem przewodnim wystawy jubileuszowej. Spodobała się Panu ta dychotomia? - Coraz częściej ją odczuwam. Swoje lata mam i pewnie dlatego inaczej trochę na różne rzeczy patrzę, i inaczej odczuwam. Pomaga mi w tym także doświadczenie artystyczne. Z drugiej strony jestem zaprzyjaźniony z młodą osobą, a to nadaje temu projektowi inny, bardziej ludzki wymiar.

Przemysław Cerebież-Tarabicki

od 60 lat szczecinianin. Jego ojciec był architektem, więc naturalną drogą dla syna były studia na architekturze (Politechnika Szczecińska i Gdańska). Po nich studiował w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych w Gdańsku. Dyplom z malarstwa otrzymał w pracowni prof. Krzysztofa Ostrowskiego. Autor 18 wystaw indywidualnych i uczestnik 23 zbiorowych. Swoje obrazy pokazywał przede wszystkim w Szczecinie, ale też w Niemczech, Danii, Szwecji i Australii.

- Bo młodość to nowa energia. Ta energia przyszła do mnie, choć ja sam czuję się jeszcze w dość dużej dynamice. Ale sam problem mnie niezmiernie intryguje. Natura ludzka jest tak skomplikowana, że każdy z nas ma dwa oblicza swojej osobowości. I właśnie chcę to pokazać. Do tej pory opowiadali o tym filozofowie, a ja chciałbym to pokazać malarsko. To jest ten główny zamysł i plan na najbliższy czas. - Zetknięcie się z młodością Pana zmieniło? - Oczywiście. Dało mi inną energię. Nie wiem czy lepszą czy gorszą - to jest temat do dyskusji. A ta energia w procesie twórczym jest niezbędna. Daje także inne spojrzenie na rzeczywistość. Ale także daje jakiś współudział. Daje dynamikę. - Jak już projekt będzie gotowy to... - ... to potrzebować będę wsparcia instytucji, które są powołane do tego, aby umożliwić artyście działanie.

R E K L A M A


Trendy Towarzyskie

#

Najlepsi dziennikarze W XXIII edycji konkursu tytuł Dziennikarza Roku kapituła przyznała red. Piotrowi Dziemiańczukowi z TVP Szczecin. Debiut Roku 2013 trafił do red. Macieja Pieczyńskiego z „Głosu Szczecińskiego”. Katarzynie Wolnik-Saynie z Radia Szczecin kapituła przyznała Nagrodę Specjalną im. Redaktora Bogdana Czubasiewicza. Nagrodę Dziennikarzy 2013 jurorzy konkursu przyznali Stowarzyszeniu Estetycznego i Nowoczesnego Szczecina SENS: Organizatorami konkursu są stowarzyszenia dziennikarzy: SDP Oddział Szczecin oraz SDRP Pomorze Zachodnie. (pit)

Andrzej Krupnicki, fotograf, z żoną Marią (z lewej), i Cezary Dubiel, fotograf.

Emilia Chanczewska, nominowana do tytułu Dziennikarza Roku 2013, i Grzegorz Drążek, oboje z „Głosu Szczecińskiego”.

Paweł Bartnik, dyrektor Biura Euroregionu Pomerania, i Ynona Husaim-Sobecka, zastępca red. naczelnego „Głosu Szczecińskiego”.

Aleksandra Philips, właścicielka Galerii Orient, i Marcin Korneluk, filmowiec.

Maria Bartczak, dyrektor i red. naczelna TVP Szczecin, Piotr Dziemiańczuk, laureat głównej nagrody Dziennikarza Roku 2013, Andrzej Gedymin z Kuriera Szczecińskiego

Od lewej: literat Rafał Podraza, Wojciech Drożdż, wicemarszałek zachodniopomorski, Magdalena Szczepkowska oraz Katarzyna Stróżyk, dziennikarki „Kuriera Szczecińskiego”.

Magda Zgórska, projektanka mody (z prawej), z koleżanką Dorotą Wolną.

Łukasz Czub, manager Galerii Orient (z lewej), i Marcin Zaborowski, autor zdjęć.

Foto: Sebastian Wołosz

Od lewej: Włodzimierz Piątek, Stanisław Modelski, były dziennikarz PR Szczecin, Katarzyna Wolnik-Sayna z Radia Szczecin - laureatka Nagrody Specjalnej im. red. Bogdana Czubasiewicza, Piotr Dziemiańczuk, Dziennikarz Roku 2013, Maciej Pieczyński z „Głosu Szczecińskiego”, Debiut Roku 2013.

Piotr Krzystek, prezydent Szczecina, posłanka Renata Zaremba oraz Teresa Kalina, dyrektor SP 7 w Szczecinie.

Włodzimierz Piątek oraz Elżbieta Wojciechowska-Włodarczyk, ekspertka od telewizyjnej pogodynki.

#57

Foto: Sebastian Wołosz

Posłanka Zofia Ławrynowicz oraz europoseł Bogusław Liberadzki.

Piotr Dziemiańczuk, laureat głównej nagrody Dziennikarz Roku 2013. W głębi Piotr Jasina, prezes oddziału SDP Szczecin (współorganizator konkursu), z prawej Mariusz Parkitny, ubiegłoroczny laureat.

Wyjątkowe zdjęcia z Azji Galeria Orient przy ul. Małopolskiej otworzyła wystawę Marcina Zaborowskiego „The Unregistered”. Marcin jest fotografem, laureatem tegorocznego konkursu Grand Press Photo. Na wystawie pojawiła się rodzina oraz przyjaciele fotografa, a także kilku kolegów po fachu, którzy docenili prace. (mk)

MAGAZYN MIEJSKI | NUMER 06/2014


Trendy Towarzyskie

#

Coroczny Raut Europejski Raut Europejski Business Clubu Szczecin to coroczne spotkanie, które odbywa się zawsze w pierwszy poniedziałek maja. Tegoroczny był szczególnie uroczysty, bo wszyscy członkowie BCS i goście święcili dziesięciolecie przystąpienia Polski do Unii Europejskiej. Nie obyło się bez wspomnień. Jak wyglądał 1 maja 2004 roku, przypomniał ówczesny marszałek zachodniopomorski profesor Zygmunt Meyer. (bs)

Edward Osina z firmy Calbud, poseł PO Arkadiusz Litwiński i dyrektor generalny firmy Calbud Szymon Kreft.

Prezydent miasta Piotr Krzystek, skarbnik miasta Stanisław Lipiński i prawnik Anna Biel.

Przewodniczący klubu radnych PO, profesor Tomasz Grodzki, Mirosław Sobczyk z firmy Zapol i Jan Kozłowski, dealer samochodowy.

Zastępca prezydenta miasta Piotr Mync i dziennikarka Krystyna Pohl.

MAGAZYN MIEJSKI | NUMER 06/2014

Hanna Kotwis i Ewa Rogowska.

Od lewej konsul honorowy Niemiec mecenas Bartłomiej Sochański, były marszałek zachodniopomorski profesor Zygmunt Meyer i Wojciech Ciuruś z firmy Ciroko.

#58

Foto: Sebastian Wołosz

Dziekan Wydziału Budownictwa ZUT profesor Maria Kaszyńska, konsul honorowy Ukrainy Henryk Kołodziej i konsul honorowy Niemiec Bartłomiej Sochański.

Jacek Jasiewicz i profesor Zygmunt Meyer.


Trendy Towarzyskie

#

Przyjechali poczytać książki Po raz drugi do Szczecina przyjechali wybitni aktorzy, żeby czytać światowe dzieła literatury. Przez cztery dni w Książnicy Pomorskiej publiczność miała okazję zobaczyć, posłuchać i porozmawiać z postaciami, które zazwyczaj znają tylko z filmów lub słuchowisk radiowych. Aktorzy podczas swojego pobytu w Szczecinie mieli także okazję zwiedzić miasto i popływać żaglowcem na Odrze.(mk)

Andrzej Połomski i Irena Dawid-Osina.

Grażyna Barszczewska, aktorka.

Anna Nowak i Grażyna Gendaj z Galerii 111.

Krystyna Czubówna, dziennikarka, lektorka.

Jerzy Kisielewski, pisarz, publicysta (z lewej), i Lucjan Bombolewski, dyrektor Książnicy Pomorskiej.

Mirosław Gendaj, Grażyna Gendaj, Halina Figórska i Włodzimierz Dąbrowski.

Foto: Andrzej Szkocki

Wiesław Lewoc i Przemysław Cierebież-Tarabicki.

Foto: Andrzej Szkocki

Michał Janicki, aktor Teatru Polskiego w Szczecinie z żoną Zofią Jankowską.

Sonia Bohosiewicz, aktorka, pozowała z dziećmi.

To był jubileusz!

Jacek Jekiel, dyrektor Opery na Zamku (z lewej) i Krzysztof Wakuliński, aktor.

Maciej Woltman zdecydował się na jubileuszową prezentację swojego bogatego dorobku artystycznego i pokazał obrazy, plakaty oraz ilustracje do książek, choć szczecińskiej publiczności znany jest przede wszystkim jako artysta-malarz. Dlaczego? Bo od lat 80. ta dziedzina sztuki absorbowała go najbardziej. Od kilku dekad Woltman uprawia malarstwo konsekwentnie skoncentrowane na człowieku i jego cielesności. I to nam pokazał. (bs)

Stanisława Celińska, aktorka.

#59

MAGAZYN MIEJSKI | NUMER 06/2014


Trendy Towarzyskie

#

Laury Bałtyku 2014 W halach Międzynarodowych Targów Szczecińskich odbyła się 18. edycja jednego z najważniejszych wydarzeń morskich - Herring Szczecin. Podczas tegorocznej edycji spotkania branży morskiej Laur Bałtyku trafił do rąk dr. Adolfa Wysockiego. W ten sposób podkreślono ogromny i wieloletni wkład laureata w rozwój polskiej gospodarki morskiej. Z kolei Magemar Polska została uhonorowana Bursztynowym Laurem Bałtyku. Funkcjonuje już na rynku 15 lat, utworzyła m.in. Muzeum Morskie i Centrum Konferencyjne na statku THPV Bembridge 1938. Specjalny Laur Bałtyku w tym roku otrzymał Związek Armatorów Polskich. ZAP obchodzi właśnie jubileusz 85 lat istnienia. Herring Szczecin to największe branżowe spotkanie w kraju. W imprezie uczestniczyło ponad 2160 osób. (pit)

Iwona Pieróg, prezes Unity Travel, Aleksandra Wesołowska, specjalistka PR w Unity Line.

Dorota Pyć, podsekretarz stanu w Ministerstwie Infrastruktury oraz Rozwoju i Olgierd Geblewicz, marszałek zachodniopomorski.

Od lewej: redaktorki m.in. programu „Wiatr od morza” TVP Szczecin Joanna Klimowska-Kronic i Joanna Tryniszewska oraz Aleksandra Wesołowska, specjalistka PR w Unity Line.

Zbigniew Miklewicz, prezes Zarządu Morskich Portów Szczecin i Świnoujście oraz Piotr Krzystek, prezydent Szczecina.

W środku Jacek Palusiak, dyrektor regionalny BZ WBK SA, z prawej Przemysław Mańkowski, prezes firmy Net Marine i klubu Pogoń Baltica.

MAGAZYN MIEJSKI | NUMER 06/2014

Nagrodzeni Laurami Bałtyku. Od lewej: Paweł Szynkaruk, prezes Związku Armatorów Polskich, zdobywca głównego Lauru dr Adolf Wysocki oraz Rafał Zahorski, prezes Magemar Polska.

#60

Foto: Sebastian Wołosz

Od lewej Jarosław Mroczek, prezes Klubu Pogoń Szczecin, prof. Tomasz Grodzki, dyrektor Specjalistycznego Szpitala im. prof. A. Sokołowskiego w Szczecinie Zdunowie.

Ilona Sawicka, kierownik marketingu Unity Line oraz Krzysztof Gajewski, właściciel firmy Prima Serwis.


Trendy Towarzyskie

#

Integrowali się na turnieju Po raz pierwszy w Szczecinie wszystkie kluby Rotary, a także młodzież rotariańska spotkały się na wspólnym przedsięwzięciu, które miało na celu przybliżyć i zintegrować środowisko. Cel został osiągnięty. Wszyscy bawili się znakomicie. A przy okazji zaplanowali już kolejne imprezy charytatywne. Turniej drużynowo wygrała młodzież rotariańska - Rotaract. Puchar za wynik indywidualny odebrał Rober Kucharski z Rotaractor. W imprezie wzieły udział kluby Rotary Szczecin, Rotary Szczecin Multinational, Rotary Szczecin Pomerania, oraz Rotaract i Interact. Organizatorem I Turnieju Bowlingowego o puchar prezydenta klubu Lubomiry Kudasz był Klub Rotary Szczecin Center. (bs)

Foto: Sebastian Wołosz

Od lewej Marcin Michoń, Robert Kucharski, Olga Witkowska, Przemysław Lasko, Małgorzata Hałubickan.

Od prawej (z żółtą kulą) Krzysztof Dokowski - prezydent Rotary Szczecin, Janusz Teresiak, Wojciech Dominiak, Leszek Zdawski, Roman Kowalewski

Drużyna Rotary Klub Szczecin Center. Od lewej Lubomira Kudasz - prezydent, Julia Maj, Renata Węgrzyn, Jolanta Jurczyk, za nimi Roman Szulżyk, Beata Piątak, Ewa Bieganowska, Amelia Czernik.

Od lewej Hela Skrzyniarz i Jolanta Jurczyk.

Sportowcy z nagrodami W hali SDS odbyła się doroczna Gala Sportu. Przyznano nagrody i wyróżnienia w kategoriach: zawodnik, trener, działacz sportowy, menedżer sportu, animator sportu oraz nadane zostały tytuły Mecenasa Sportu i Sportowej Imprezy Roku. Wyróżnienia przypadły zarządowi Pazimu, który mocno pomaga Pogoni Baltica Szczecin oraz Robertowi Królowi za wieloletnie wspieranie sekcji piłki wodnej Arkonii Szczecin. Imprezą roku został lekkoatletyczny Memoriał Janusza Kusocińskiego. Łącznie na nagrody przeznaczono 150 000 zł. (mc)

Foto: Andrzej Szkocki

Prezydent Piotr Krzystek wręcza nagrody Małgorzacie Stasiak (w środku) i Monice Stachowskiej z Pogoni Baltica Szczecin. Obie zajęły z reprezentacją Polski 4. miejsce w mistrzostwach świata.

Z prawej Paweł Bombolewski z klubu Bushikan Szczecin, mistrz i medalista mistrzostw świata w karate. Obok Bogdan Bombolewski, dziennikarz.

Jakub Litwin, kierowca Litwin Racing, zdobywca tytułu wicemistrza Volkswagen Castrol Cup z mamą Małgorzatą Serbin.

Reprezentanci klubu judo Koch Team Poland: z lewej Jarosław Koch i Leszek Lisowski.

#61

MAGAZYN MIEJSKI | NUMER 06/2014


TU NAS ZNAJDZIESZ WYJĄTKOWE MIEJSCA W SZCZECINIE

KAWIARNIE

• Trattoria Toscana, Plac Orła Białego 10 • Caffe Venezia, Plac Orła Białego 10 • Starbucks Coffee, Brama Portowa, CH Kaskada • Sushi Mado, Pocztowa 20 • Columbus Coffee, „Galaxy” ,Wyzwolenia • Ricoria Ristorante, Powst. Wielkopolskich 20 18-20, „Turzyn”, Boh. Warszawy 42, „Oxygen” • Chief, Rayskiego 16 Malczewskiego 26, „DriveUp!”, Struga 36, • Buddha Thai and Fusion Restaurant, Rynek „Piastów”, Piastów 5/1, „Nikola”,Krzywoustego16, Sienny 2 „Medyk”, Bandurskiego 98, „Meeting Point”, • Pomiędzy, Sienna 9 Żołnierza Polskiego 20 • Radecki & Family, Tkacka 12 • Coffee Heaven, CH Galaxy • Columbus, Wały Chrobrego 1 • City Break, CH Galaxy • Chrobry, Wały Chrobrego 1 b • Cafe Club, CH Galaxy • Colorado Steakhouse, Wały Chrobrego 1a • So!Coffee, CH Outlet • Bohema, Wojska Polskiego 67 • Costa Coffee, CH Outlet • Willa Ogrody, Wielkopolska 19 • Fabryka, Deptak Bogusława 4/1 • Atrium, Wojska Polskiego 75 • Cafe Porto, Bogusława 47 • Willa West Ende, Wojska Polskiego 65 • Fanaberia, Bogusława 5 • Niebo Wine Bar, Cafe Rynek Sienny 3 • Teatr Mały, Bogusława 6 • La Passion du Vin, Sienna 8 • Czili kafe, Bogusława X 2/1 • Chałupa, Południowa 9 • Cafe Castellari, Jana Pawła II 43 • Bachus, Sienna 6 • Public Cafe, Jana Pawła II 43 • Dieta Bar, Willowa 8 • Cinnamon Garden, Jana Pawła II, Tuwima • Sabat, Warowna 5, Stargard Szczeciński • CafeIn, Kaszubska 67 • Hotel - Restauracja SPICHLERZ, Czarnieckiego 10, • Coffeefun, Łubinowa 75 Stargard Szczeciński • Chocoffee, Opłotki 1 • Cafe Popularna, Panieńska 20 • Coffee Point, Sikorskiego róg Pułaskiego • Coffe Point, Staromiejska 11 • Public Cafe, Wielka Odrzańska 18 • Szczecińskie Centrum Tenisowe, Dąbska 11a • Kawiarnia Koch, Wojska Polskiego • Fit Town, Europejska 31 • Czekoladowa Cukiernia „SOWA”, • North Gym Fitness Club, Galeria Północ, Policka 51 Wojska Polskiego 17 • RKF, Jagiellońska 67/68 • Czarna Owca, Wojska Polskiego 29/9 • Marina Squash Fitness Club Karpia 15 • Dom Chleba, Niepodległości 2 • Lady Fitness&Wellness, Mazowiecka 13 • Cafe Hormon, Monte Cassino 6 • Fitness Club, Monte Casino 24 • Corner Cafe, Tkacka 64d • Marina Club Dąbie, Yacht Klub Polska Szczecin • Jazz Bar Spotkanie, Warowna 9, Przestrzenna 11 Stargard Szczeciński • Squash na Rampie, Jagiellońska 69 • Kręgielnia MK Bowling, CH Galaxy II piętro • Elite Sport Club, Spółdzielców 8k, Mierzyn • Fitness Forma, Szafera 196 B • Universum Fitness Club, Wojska Polskiego 39a • Bene Sport Centrum, Modra 80 • Beverly Hills Akademia Urody, CH Auchan, CH Galaxy, CH Kaskada • Studio Urody Masumi, Bogusława 3 • Dr Irena Eris Kosmetyczny Instytut, Felczaka 20 • Imperium Wizażu Jagiellońska 7 • Salon Mody Brancewicz, Jana Pawła II 48 • Modern Design Piotr Kmiecik, Jagiellońska 93/3 • Atelier PASJA, Wojciecha 12 • ART MEDICAL CENTER, Langiewicza 28/U1 • BM, Wojska Polskiego 29 • Cosmedica, Leszczynowa (Rondo Zdroje) • MarcCain, Wojska Polskiego 43 • L’amour Institute, Łokietka 7 • CH Galaxy, punkt informacyjny • Filozofia Piękna, Mała Odrzańska • 4 Office, Staromłyńska 8 • Salon fryzjerski YES, Małkowskiego 6 • Natuzzi, Struga 25 • Salon Fryzjerski Keune, Małopolska 60 • MOOI wnętrza, Wojska Polskiego 20 • Studio Fryzjerskie Karolczyk, Monte Cassino 1/14 • B.E. Kleist Jubiler, Rayskiego 20/2 • Belle Femme, Monte Cassino 37a • Marczewski Showroom Niebuhrstrasse 11Berlin • Cosmedica, Pocztowa 26 Charlottenburg • Hair & tee, Potulicka 63/1 • KAG Meble i Światło S.C., Struga 23 • Obssesion, Wielkopolska 22 • Sklep Firmowy Zakładów Ceramiki Bolesławiec, • Dermedica, Wojska Polskiego 215 Krzywoustego 78 • Enklawa Day Spa, Wojska Polskiego 40/2 • Salony Terpiłowski, C.H.KASKADA (Niepodległości • Bailine, Żółkiewskiego 13 36), C.H.AUCHAN (Ustowo 45) , C.H.STER (Ku Słońcu • Sam Sebastian Style, Pocztowa 7 67), C.H.GALAXY (Al. Wyzwolenia 18) , C.H.TURZYN • Studio Fryzjerskie VEGAS, Panieńska 46/6 (Boh. Warszawy 42), Jagiellońska 16 • Studio Jagiellońska 9 • Organic Garden, Kaszubska 4 • Fryzjerskie Atelier Katarzyny Klim, • Pracownia krawiecka Tango, Chopina 22 Królowej Jadwigi 12/1 • Sklep EKOdeli, Piastów 73 • Salon kosmetyczny Gaja, Wojska Polskiego 10 • 6 Win, Nowy Rynek 3 • Hotel SPA Akacjowy Dwór Trzebiatów 14 • Trend S.C. Modra 85 k/ Stargardu • Trussardi, Wojska Polskiego 29 • Renoskór, Kr.Jadwigi 1 • Moda Club, Al. Wyzwolenia • Takumi Sushi Bar, CH Galaxy • Ebras.pl, Boh. Getta Warszawskiego 8/9 • Sphinks, CH Kaskada • Geobike ul. Mickiewicza 21 • Grand Cru, Bogusława 9 • Geobike, ul. Boh. Warszawy 40, • Restauracja Szczecin, Felczaka 9 Galeria Nowy Turzyn • Avanti, Jana Pawła II 43 • Restauracja Ładoga, Jana z Kolna • Porto Grande, Jana z Kolna 7 • El Globo, Józefa Piłsudskiego 26 • Na Kuncu Korytarza, Korsarzy 34, Zamek • Casa Del Toro, Nowy Rynek 2 • Estetic, Kopernika 6 • Planeta, Osiek 7 • Fabryka Zdrowego Uśmiechu, Ostrawicka 18 • Bombay, Partyzantów 1 • Art. Plastica, Wojciechowskiego 7 • Sake Sushi, Piastów 1 • Klinika Stomatologii i Kosmetologii Excellence, • Z Drugiej Strony Lustra, Piłsudskiego 18 Wyszyńskiego 14 • Stara Piekarnia, Piłsudskiego 7 • Dom Lekarski, Bohaterów Warszawy 42 (CH TURZYN), • Karczma Polska Pod Kogutem, Plac Lotników 3 Rydla 37, Gombrowicza 23

KLUBY SPORTOWE I FITNESS

SALONY FRYZJERSKO KOSMETYCZNE i SPA

SKLEPY I SALONY MODOWE

RESTAURACJE

• HAHS Klinika, Czwartaków 3 • HAHS Centrum, Felczaka 10 • Dentus, Felczaka 18a • Ra-dent Gabinet Stomatologiczny, Krzywoustego 19/5 • Hipokrates, Ku Słońcu 2/1 • Dentus, Mickiewicza 116/1 • Venus Centrum Urody, Mickiewicza 12 • Intermedica Centrum Okulistyki, Mickiewicza 140 • Medi Klinika, Mickiewicza 55 • Orto Perfekt, Ogińskiego 12 • Dental Implant Aesthetic Clinic, Panieńska 18 • Medicus, Plac Zwycięstwa 1 • Perładent - Gabinet Stomatologiczny, Powstańców Wielkopolskich 4c • Gabinety Lekarskie Rudzińscy, Śląska 5/2 • Stomatologia Mierzyn, Welecka 38 • Stomatologia Kamienica 25, Wielkopolska 25/10 • VitroLive, Wojska Polskiego 103 • Medycyna Estetyczna Osadowska, Wojska Polskiego 92 • Gabinet Orto-Magic, Zaciszna 22 • New 4You, Dorota Szwarc, Boh. Getta Warszawskiego 19/2 • Stomatologia na Podzamczu, Wielka Odrzańska 31b • Laser Studio, Jagiellońska 85/1 • Studio masażu Lava, Tymiankowa 5b • Szczecińska Klinika Dzienna, Ku Słońcu 56 • AMC Art Medical Center, Langiewicza 28/U1 • AestheticMed , Niedziałkowskiego 47 • Nowy Impladent, Stoisława 3/2

• Artbud, 5 lipca 19c • MAK-DOM, Golisza 27 • Calbud, Kapitańska 2 • Neptun Developer, Ogińskiego 15 • Modehpolmo Sp z o.o. Rodakowskiego 1/5 • SGI Plac Hołdu Pruskiego 9 (centrum biurowe MARIS) • VIP Nieruchomości ul. Bolesława Śmiałego 41/1 • Best Deweloper, ul. Sosnowa 6F

BAWIALNIE DLA DZIECI • Kraina Fantazji, CH Molo, CH Turzyn Nowy • Kraina Zabaw, Iwaszkiewicza 103 • Tygrysek, Krakowska 38A • Bajkowo, Nowowiejska 1D, Bezrzecze • Party-Studio, Tkacka 19/22 • Kurnik Talentów, Wielkopolska 25/9 • Norbelino, Wojska Polskiego 20 • Tęczowa Planeta, Zawadzkiego 73

KANCELARIE ADWOKACKIE I NOTARIALNE

• Lizak, Stankiewicz, Królikowski, Boh Getta Warszawskiego 1/4 • Biel, Judek, Poczobut-Odlanicki Sp.p, Energetyków 3/4 • Dariusz Babski, Jan, Deptak Bogusława 5/3 • Daleszyńska, Jana Pawła II 17 • Mazurkiewicz, Wesołowski, Klonowica 30/1 • Andrzej Zajda, Monika Zajda-Pawlik, Monte Cassino 7/1 • Waldemar Juszczak, Niepodległości 17 • Mariusz Chmielewski, Odzieżowa 5 • Gozdek,Kowalski, Łysakowski, Panieńska 16 • Wódkiewicz, Sosnowski Stoisława 2 • Mikołaj Marecki , Św. Ducha 5a/12 • Citroen A. Drewnikowski, Andre Citroena 1, • Licht Przeworska, Tuwima 27/1 Bohaterów Warszawy 19 • Peugeot Drewnikowski, Bagienna 36D, Rayskiego 2 • Szymon Matusia, Wawelska 1 / 2 • Zbigniew Barwina, Więckowskiego 7 / 14 • Auto-Gryf Fiat, Alfa Romeo Białowieska 2 • Marta Adamek-Donhöffner, Wojska Polskiego 197/1 • Polmozbyt Honda, Białowieska 2 • Agnieszka Aleksandruk-Dutkiewicz, Wyszyńskiego 14 • Polmozbyt Peugeot, Plac Orła Białego 10 • Jakub Gruca, Wyzwolenia 5 • Polmozyt Seat, Mieszka I-go 63 • Marcin Gruca, Wyzwolenia 5/1 • Rosiak i Syn Renault, Dacia. • Kancelaria Adwokacka Łyczywek, Krzywoustego 3 ul. Bulwar Szczeciński 13 • Holda / Chysler Dodge i Jeep, Gdańska 7 • Łopiński Spółka Jawna ul. Madalińskiego 7 • Master Finanse/Master Auto, Golisza 6 • Filharmonia Szczecińska, Armii Krajowej 1 • Lexus, Mieszka I 25 • Opera na Zamku, Energetyków 40 • Łopiński Spółka Jawna, Madalińskiego 7 • Teatr Współczesny, Wały Chrobrego 3 • DDB Auto Bogacka Mercedes, Mieszka I 30 • Teatr Polski, Swarożyca 5 • Bogacki Chevrolet, Opel, Mieszka I 45 • Teatr Pleciuga, Plac Teatralny 1 • Ford, Pomorska 115B • Cafe Pleciuga, Plac Teatralny 1 • Bemo Motors, Pomorska 115B • Pionier 1909, Wojska Polskiego 2 • Auto Bruno Volvo, Pomorska 115b • Galeria Kierat, Koński Kierat 14 • Mercedes Mojsiuk, Pomorska 88 • Galeria Kierat 2 , Małopolska 5 • Kozłowski Toyota, Struga 17 • Galeria Orient, Małopolska 5 • Kozłowski Opel, Struga 31 B • 13 muz, Plac Żołnierza Polskiego 2 • Krotoski-Cichy Skoda, VW, Audi, Struga 1A • Gmach Główny Muzeum Narodowego w Szczecinie, • Polmotor Nissan, Struga 71 Wały Chrobrego 3 • Polmotor KIA, Wisławy Szymborskiej 8 • Muzeum Historii Szczecina, Oddział Muzeum • Subaru, Struga 78a Narodowego w Szczecinie, Księcia Mściwoja II 8 • Pehamot Skoda, Zielonogórska 32 • Muzeum Sztuki Współczesnej, Oddział Muzeum • BMW i MINI Bońkowscy, Ustowo 55 Narodowego w Szczecinie, Staromłyńska 1 • Galeria Sztuki Dawnej Muzeum Narodowego w Szczecinie, Staromłyńska 27 • Trafostacja Sztuki, Świętego Ducha 4 • Neckerman, CH Galaxy , Wojska Polskiego 11 • Szczeciński Inkubator Kultury, Wojska Polskiego 90 • LTUR, CH Galaxy • TUI, CH Kaskada • Interglobus Tour, Kolumba 1 • Itaka, Krzywoustego 7 • Urząd Miasta Szczecin, Armii Krajowej 1 • Odra Travel, Piłsudskiego 34 • Urząd Marszałkowski Województwa • Tropicana Travel, Plac Lotników 6/1 Zachodniopomorskiego, Korsarzy 34 • Rainbow Tours, Wojska Polskiego 12 • Zachodniopomorski Urząd Wojewódzki, Wały • Hepi Sport-turystyka, Mazowiecka 1 Chrobrego 4 • Kawa i Podróże Lotos Travel – • Szczecińskie Centrum Przedsiębiorczości, Kolumba 86 Klub Podróżnika, Małopolska 4 • Północna Izba Gospodarcza, Wojska Polskiego 86 • Dragon Event , Twardowskiego 18 • PKP S.A.Oddział Gospodarowania Nieruchomościami, 3 Maja 22 (I piętro) • Euroafrica ul. Energetyków 3 / 4 • Polska Żegluga Morska POLSTEAM , Pl. Rodła 8 • Baszta Nieruchomości, Panieńska 47 • ILS Nieruchomości, Boh. Getta Warszawskiego 23/1 • Nordea, Malczewskiego 26, Oxygen • Polska Fundacja Przedsiębiorczości (sekretariat), • Konsart Nieruchomości, Grota Roweckiego 27A Monte Casino 32 • Horyzont, Krzywoustego 15 • TVP oddz. Szczecin, Niedziałkowskiego 24a • Inwestor Nieruchomości, Krzywoustego11-13 • Karcher Center Kerpol, Struga 31F • SCN, Piłsudskiego 1A • Radio ESKA, Matki Teresy z Kalkuty 6 • Prestigo, Rayskiego 18 • Labirynt Laser Tag , Niepodległości 18-22 • Extra Invest, Wojska Polskiego 45

SALONY SAMOCHODOWE

KULTURA

BIURA PODRÓŻY

BIURA NIERUCHOMOŚCI GABINETY LEKARSKIE I DEWELOPERZY I MEDYCYNY ESTETYCZNEJ

INNE



MM Trendy #6 (15)