Issuu on Google+

LISTOPAD 2013 NUMER 08 (08) / WYDANIE BEZPŁATNE

Emilia Goch Od muzyki nie mogę się oderwać

Szczecińskie lwice Dyrektorki, prezeski… przyjaciółki

Katarzyna Zielińska Bardzo zapracowana kobieta

Bedorf: Spokój wojownika

Karol Bedorf, trzydziestolatek, ojciec, mąż i współczesny gladiator rodem ze Szczecina


#34 Auto kasiarza trafiło do muzeum Gdy Henryk Kwinto w komedii „Vabank” zostaje właścicielem auta, robi doskonały interes. Nie dość, że kupuje je po okazyjnej cenie, to jeszcze wspiera nasz przemysł, bo inwestuje w niezawodnego polskiego Fiata 508.

#42

Emilia Goch Grałam na ulicy od 15. roku życia. Najpierw w Polsce, potem w Europie. Ten etap swojego życia uważam za niezwykle cenny, twórczy i... imprezowy.

Spis treści # 06-09 Newsroom

#28

Design, moda, wydarzenia, kultura

# 10-11 Showroom

Modnie, ale praktycznie

Futra i swetry na chłodne dni

# 12-19 Temat z okładki

Młoda prawniczka wprowadziła się na nowe osiedle w centrum Szczecina. To jej pierwsze własne mieszkanie, więc wywołuje zrozumiałe emocje. Starała się urządzić je modnie, ale też bardzo praktycznie.

Karol Bedorf z mistrzowskim pasem KSW

# 20-21 Rozmowa miesiąca Katarzyna Zielińska

# 42-47 Kultura

# 22-27 Styl życia

Z czego słyną panie z Lions Club „Jantar”

Emilia Goch o graniu w Baltic Neopolis Orchestra Książka Rafała Podrazy o Helenie Majdaniec

# 28-32 Wnętrza

# 48-50 Podróże

Pierwsze mieszkanie młodej prawniczki

Laureat naszego konkursu wrócił z podróży do Tokio

# 34-35 Moto

# 51 Felieton

Auto kasiarza trafiło do muzeum

Monika Pyrek-Rokita: potyczki Pyrek bez tyczki

# 36-38 Zdrowie

# 52-53 Kultura

Medycyna estetyczna

Na co wybrać się w listopadzie

# 39 Felieton

# 54 Osobowość

Paweł Krzych: blogi miejskie nie istnieją

Co słychać u Agnieszki Kuchcińskiej-Kurcz

# 40-41 Biznes

# 55-58 Trendy towarzyskie Kto, z kim, gdzie, kiedy i dlaczego

Lastadia Office oraz Outlet Park Szczecin

#3

MAGAZYN MIEJSKI | NUMER 08/2013


Jarosław Jaz Redaktor naczelny Zawsze fascynowali mnie superbohaterowie. Od najmłodszych lat chodziłem do kina na filmy o Supermanie czy nawet na „Gwiezdne wojny”, w których główne postaci wykazywały się ponadprzeciętnymi mocami. W panteonie idoli dzieciństwa był też oczywiście Bruce Lee. On wprawdzie nadludzkich mocy nie używał, ale sposób w jaki potrafił kopnąć nie zostawiał przeciwnikowi wielu szans na skuteczną reakcję. I to było coś! Jak wyglądają dzisiejsi idole? Wcale nie jak X-meni czy postaci w obcisłych, trykotowych strojach, których czar co rusz próbują wskrzeszać hollywoodzcy spece od wizerunku. Wyglądają jak Karol Bedorf. Facet z krwi i kości. Trzydziestolatek, który do sukcesów dochodził konsekwencją i ciężką pracą. Kilka tygodni temu został pierwszym, historycznym mistrzem w wadze ciężkiej największej polskiej federacji MMA, czyli Konfrontacji Sztuk Walki. By to osiągnąć pokonał w ringu nie byle kogo, bo mistrza olimpijskiego Pawła Nastulę. I podczas gdy nasza piłkarska jedenastka wciąż nie może skutecznie sięgnąć po laury, Szczecin wyrasta na potęgę numer jeden w sportach walki. Dobrze, że na szczycie są tacy faceci jak Bedorf, którzy z dystansem mówią o pieniądzach i sławie, a znacznie więcej o odpowiedzialności i sportowych zasadach. A co robią kobiety, kiedy ich partnerzy ekscytują się relacjami ze sportowych wydarzeń? Panie ze szczecińskiego Lions Club „Jantar” mają w tym czasie pełne ręce roboty. Poza tym, że w życiu zawodowym zajmują odpowiedzialne stanowiska, które wymagają mnóstwo wysiłku, to sporo ich energii pochłania działalność charytatywna. Podobno spotkania klubowe aż iskrzą od pomysłów. Nam jednak udało się opanować damski temperament, by sfotografować Lwice podczas jednego ze spotkań. Fotograf wyszedł bez szwanku. O graniu na ulicy i tajnikach łączenia funkcji managera z artystą powiedziała nam Emilia Goch, szefowa Baltic Neopolis Orchestra, która doskonale radzi sobie funkcjonując poza instytucjonalnym „obiegiem” kultury. Doczekaliśmy się też szczęśliwego powrotu z Tokio Krystiana Michalaka, czyli laureata naszego konkursu, którego wysłaliśmy na wycieczkę do Japonii. Wrócił uradowany. Mam nadzieję, że lektura listopadowego wydania magazynu MM Trendy także sprawi Państwu radość. MAGAZYN MIEJSKI | NUMER 08/2013

#4

Na zdjęciu Karol Bedorf Foto: Joanna Skrzyniarz, Re’FORM Studio / Make Up: Sylwia Cyza

Redakcja Magazyn Miejski Trendy – MM Trendy / Wydanie bezpłatne Redakcja: Nowy Rynek 3, 71-875 Szczecin tel. 91 48 13 341; fax 91 48 13 342 e-mail: mmtrendy@mediaregionalne.pl www.mmszczecin.pl/trendy Redaktor naczelny: Jarosław Jaz Product manager: Ewa Żelazko Promocja i marketing: Magdalena Sosin Felietoniści: Monika Pyrek-Rokita, Paweł Krzych Redakcja: Maciej Pieczyński, Paulina Targaszewska, Sonia Mrzygłocka, Bogna Skarul, Małgorzata Klimczak, Marek Jaszczyński, Tomasz Kuczyński, Paweł Pązik, Maurycy Brzykcy, Piotr Jasina Korekta: Beata Pikutowska Dział foto: Sebastian Wołosz, Andrzej Szkocki Skład magazynu: Ewa Kaziszko / Re’FORM Studio Dystrybucja: Piotr Grudziecki Druk: COMgraph Dyrektor Zarządzający: Piotr Grabowski Reklama: tel. 500 324 240, fax 91 48 13 360 Wydawnictwo: Media Regionalne sp. z o.o. ul. Prosta 51, 00-838 Warszawa Prezes: Joanna Pilcicka Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść ogłoszeń. Materiałów, które nie zostały zamówione redakcja nie zwraca. Na podstawie art. 25 ust. 1 pkt 1 b ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych Media Regionalne sp. z o.o. zastrzegają, że dalsze rozpowszechnianie materiałów opublikowanych w MM Trendy jest zabronione bez zgody Wydawcy.

Dołącz do nas na www.facebook.com/MagazynMMTrendy Po więcej możecie zajrzeć na serwis specjalny dostępny na portalu www.mmszczecin.pl/trendy. Tam na bieżąco publikujemy wszystkie materiały z magazynu, ekstrazdjęcia, które nie zmieściły się do druku i filmy wideo.


Newsroom

Foto: Sebastian Wołosz

#

Młode, z pomysłami, przedsiębiorcze

Foto: Sebastian Wołosz

Głównym celem konkursu „Przystanek Sukces w Twoim Zasięgu” jest promowanie najciekawszych pomysłów biznesowych. Organizatorami są Polska Fundacja Przedsiębiorczości oraz miasto Szczecin. W konkursie, w kategorii powyżej 18 lat wygrały studentki Zuzanna Hofman, Agata Maksymiuk i Patrycja Chlibyk (na zdjęciu wraz z Barbarą Bartkowiak, prezes Polskiej Fundacji Przedsiębiorczości). To szczecinianki, ale każda z nich studiuje w innym mieście. Zuza na krakowskiej uczelni prywatnej zgłębia artystyczne projektowanie mody. Agata jest studentką poznańskiej Wyższej Szkoły Nauk Humanistycznych i Dziennikarstwa (zarządzanie instytucjami kultury). Patrycja zajmuje się lingwistyką stosowaną na Wyższej Szkole Języków Obcych w Szczecinie. Znają się jeszcze z gimnazjum. Wymyśliły Liczi - autorską kolekcję ubrań dziecięcych. Proponują ciekawe rozwiązania oraz niepowtarzalne kroje i kolorystykę ubrań. Dopełnieniem linii odzieżowej są oryginalne szmaciane lalki - Liczynki. Przy okazji Liczi promuje naturalny styl życia - stąd w ofercie książki wydawnictwa Hito i warsztaty kulinarne. - O konkursie dowiedziałyśmy się z ogłoszeń w prasie - mówią. - Nie robimy masowych produkcji. Tylko na zamówienie. Jak coś się uda sprzedać, inwestujemy. Już miałyśmy pokazy kolekcji. Nagroda pieniężna pomoże nam rozruszać działalność, założyć firmę. (pit)

Jej ekscelencja blogerka Szczecin odwiedziła jedna z popularniejszych wśród polskich internautów blogerek modowych. Kasia Pytel, czyli Pani Ekscelencja, pochwaliła styl szczecinianek. Blogerka wystąpiła podczas jesiennego fashion show w Centrum Handlowym Kaskada. Kurtka w stylu Versace, dużo kwiatów i koronki, wzory nawiązujące do barokowych trendów, płaskie buty, „rock połączony z glamourem”, jak barwnie określiła to sama autorka stylizacji - to tylko niektóre elementy jesiennej wizji modowej, którą zaprezentowała szczeciniankom Pani Ekscelencja. Można było zobaczyć także popularne aktualnie połączenia kwiatów i kraty. - Szczecinianki mają naprawdę bardzo fajny styl - zapewnia blogerka. - To, co wyróżnia dziewczyny ze Szczecina, to tendencja do noszenia ciężkich butów. Ale do tego są dobrane bardzo ciekawe stylizacje. Więcej na blogu paniekscelencja.blogspot.com. (piec)

Biżuteria gwiazd w Szczecinie

Foto: Andrzej Szkocki

Delikatne i stylowe bransoletki z dedykacją, naszyjnik z imieniem czy też spinki do mankietów z inicjałami. Taką biżuterię można znaleźć w niedawno otwartym salonie Lilou. Firma jest pionierem na polskim rynku biżuterii personalizowanej. Sekretem Lilou jest to, że każdy może stworzyć swój własny projekt biżuterii. - Polega to na tym, że klient wybiera sobie absolutnie wszystko - mówi Magdalena Żamojcin, zastępca menadżera w salonie Lilou w Szczecinie. - Poczynając od podstawy, czyli wstążki, rzemyka, sznurka, poprzez zawieszkę (zarówno rodzaj metalu, z jakiego jest tworzona, jak i kształt), po zapięcie, kolor i rozmiar. Szczeciński salon składa się z dwóch poziomów. Na górze możemy podziwiać projekty, na dole z kolei, oprócz części wystawowej, znajduje się przestrzeń, w której można odpocząć… i zobaczyć jak powstaje biżuteria. (sim)

MAGAZYN MIEJSKI | NUMER 08/2013

#6


Newsroom

#

Szczecin w piktogramach Piktoczaki stworzyły dwie przyjaciółki - szczecinianka Magdalena Czarnecka i mieszkająca w stolicy Paula Kupiec. To grafiki prezentujące scenki o różnorakiej tematyce. Ostatnia seria opisuje Szczecin w pięciu smakach. Piktoczaki to tylko jeden z projektów szczecińsko-warszawskiej marki twojeph, którą kreują dwie przyjaciółki. Postaci p. i h., bohaterek piktogramów, powstały podczas produkcji toreb. Wymknęły się jednak spod kontroli, wykazały niepohamowaną wolę życia i jako skutek uboczny zaistniały nie tylko na torbach, ale i na Facebooku. Teksty powstają w głowie Magdy a Paula ilustruje je według swojej wizji. Piktoczaki odnoszą się do różnych sfer życia, ich historia bazuje na wieloletniej przyjaźni dwóch kobiet. Obserwują, interpretują i komentują otaczającą rzeczywistość ze swojego punktu widzenia. Każda z nich ma swoje znaki szczególne. Samodzielnie odkrywają świat i chcą dzielić się swoimi spostrzeżeniami. Piktoczaki znajdziecie na stronie www.facebook.com/piktoczaki. (sim) R E K L A M A

C

L

U

B


Newsroom

Ilustracja: pannatarka

Foto: Sebastian Wołosz

#

pannatarka przedstawia: Piękni, znani i pijani

Blogerzy wirtualną siłą Taka mniej więcej konkluzja wynikała z tegorocznego seminarium, zorganizowanego przy okazji konkursu Szczecin Aloud. Ze szczecińskimi internautami popularni blogerzy spotkali się tym razem nie wirtualnie, ale w „realu”. - Nasza twórczość w sieci wpływa na rzeczywisty styl życia ludzi - mówiła Natalia Hatalska, autorka bloga www.hatalska.com, jednego z dziesięciu najpopularniejszych w Polsce. - Często mylimy popularność z wpływowością. Tymczasem, co ciekawe, blogerki modowe mają zarówno większy wpływ na ludzi, jak i są bardziej rozpoznawalne niż same modelki. Hatalska radziła też młodym, początkującym blogerom, aby postępowali zgodnie z własnym sumieniem, nie atakowali innych bezpodstawnie i nauczyli się przyznawać do własnych błędów. - To internauci doceniają – zapewniała. Z kolei Łukasz Jakóbiak, autor internetowego talk show „20m2 Łukasza”, przekonywał, że nie ma rzeczy niemożliwych dla blogera i nie tylko. Na dowód opowiedział historię, jak po wielu przygodach udało mu się zrobić wymarzone zdjęcie z Lady Gagą. Seminarium ze znanymi blogerami odbyło się w szczecińskim Multikinie. (piec)

Pannatarka, znana ze znakomitych grafik szczecinianka, pojawi się w Re’Form studio z wystawą plakatów „Piękni, znani i pijani”. Na plakatach znajdziemy celebryckie twarze, polskie i zagraniczne, które znane są z umiłowania do alkoholu w życiu prywatnym i zawodowym. Wśród dziesięciu wyróżnionych gwiazd znajdzie się m.in. Czesław Mozil. Głównym elementem grafik nie będą jednak powykrzywiane od alkoholu twarze, tylko ludzie, którzy kojarzą się jednoznacznie z imprezą. Pannętarkę charakteryzuje stosownie mocnych plam koloru i akcentowanie kreską podobieństwo do osoby „odtwarzanej”. Kiedyś pracowała na zdjęciach, teraz korzysta także z zasobów internetu: filmów, zdjęć fanów lub zdjęć zrobionych „z ręki”. Wystawa odbędzie się w Re’Form Studio przy ul. Stoisława 3 w piątek 8 listopada o godzinie 20:00.

MAGAZYN MIEJSKI | NUMER 08/2013

#8


Newsroom

Foto: Anna Pasztor

#

Ślub w klimacie retro Suknie ślubne inspirowane latami 70. i 80., popularne w PRL-u przysmaki, pokazy tańca, spotkanie z Elmo, oryginalne eksponaty z przeszłości i pyszny tort - takie atrakcje czekały na mieszkańców, którzy 12 października odwiedzili Muzeum Techniki i Komunikacji. Odbyła się tam gala Retro Ślub. Podczas gali szczecinianie mogli zobaczyć zabytkowe samochody i sprzęty gospodarstwa domowego. Modelki prezentowały stroje szczecińskich Zakładów Przemysłu Odzieżowego DANA i suknie ślubne inspirowane modą lat 70. i 80. Wśród innych

atrakcji znalazły się m.in. występ Teatru Ognia Lascar, popularne na zachodzie fotobudki i występy taneczne szkół. Zwiedzaniu towarzyszyła muzyka z ówczesnych list przebojów i kinowe hity z minionych lat. - Bardzo dużo osób przyszło pooglądać pokaz mody i sukien ślubnych, wszyscy chcieli też spróbować pysznego tortu - mówi Maria Szponar z Muzeum Techniki i Komunikacji. - Podczas gali odwiedziło nas ponad tysiąc osób! W planach mamy już kolejne imprezy m.in. Noc Muzeów i Dzień Dziecka. Chcemy uczyć szczecinian historii w ciekawy i niebanalny sposób. (ta) R E K L A M A


Showroom

#

Futrzany trend

Miękkie, puchate i ciepłe - takie są ubrania i akcesoria z imitacji futra. Najmodniejsze sztuczne futerka mają kolor czarny, biały, brązowy, szary i ecru, odważniejsi mogą skusić się nawet na cętki. Do wyboru są płaszcze, kurtki, czapki, rękawiczki, szale, a nawet torby z elementami imitującymi sztuczne włosie. Z tym trendem nie można jednak przesadzić. Nie ubierajmy się w sztuczne futerka od stóp do głów – jeden element garderoby wystarczy. Rękawiczki, RESERVED, cena: 49,99 zł Sweter, RESERVED, cena: 169,99 zł Torba, RESERVED, cena: 149,99 zł

Czarny płaszcz, MOHITO, cena: 279,99 zł Kamizelka, RESERVED, cena: 159,99 zł Jasna kamizelka, RESERVED, cena: 170,99 zł

Szal, RESERVED, cena: 79,99 zł

MAGAZYN MIEJSKI | NUMER 08/2013

#10


Sweter w kolorowe wzory, H&M, cena: 129,90 zł Swetrowa bluza khaki, HOUSE, cena: 119,99 zł

Czapka, HOUSE, cena: 39,99 zł Szalik komin, H&M, cena: 39,90 zł Sweter, H&M, cena: 129,90 zł

Rękawiczki, RESERVED, cena: 39,99 zł Sweter z guzikami, HOUSE, cena 119,99 zł

Pora na sweter

Szarość i grafit nie są już takie chłodne. Wszystko za sprawą swetrów, które opanowały butiki i powinny rozgościć się także w męskich szafach. Do wyboru są swetry żakardowe, plecione bluzy, rozpinane kardigany i dzianinowe czapki. Najmodniejsze to te w odcieniach szarości. Mile widziane są łączenia z limonką, ecru, czernią i bordo.

#11

Trampki we wzory, H&M, cena: 129,90 zł

MAGAZYN MIEJSKI | NUMER 08/2013


Temat z okładki

#

Bedorf:

Spokój wojownika W klasie zawsze był najgrubszy i najwyższy. Zaczynał od koszykówki, później podnosił ciężary, a skończyć może w klatce. Mówi, że nikomu niczego nie zazdrości. Oto Karol Bedorf, trzydziestolatek, ojciec, mąż i współczesny gladiator rodem ze Szczecina. Tekst: Maurycy Brzykcy / Foto: Joanna Skrzyniarz - Re’FORM studio / MUA: Sylwia Cyza


MAGAZYN MIEJSKI | NUMER 08/2013

#14


KSW (Konfrontacja Sztuk Walki) polska organizacja promująca walki MMA. Pierwsza gala KSW odbyła się 27 lutego 2004 w warszawskim hotelu Marriott. Rywalizacja odbywała się w formacie 4 lub 8-osobowych turniejów (do 2011 roku) oraz pojedynczych walk. Założycielami i właścicielami organizacji są Maciej Kawulski i Martin Lewandowski. Funkcję dyrektora artystycznego i konferansjera pełni Waldemar Kasta, a dźwiękowca Matheo. Dla KSW walczy kilku zawodników Berserker’s Team.

#15

MAGAZYN MIEJSKI | NUMER 08/2013


Temat z okładki

#

Dla Bedorfa pieniądze nie są najważniejsze. Gdy tuż po pojedynku o mistrzowski pas dowiedział się, że dostał tysiąc dolarów premii za najlepszą walkę, pieniądze od razu postanowił przekazać na cele charytatywne.

Kilkadziesiąt lat temu, mały chłopiec zapytany o to, kim chciałby zostać w przyszłości, pewnie odpowiedziałby, że strażakiem lub policjantem. Sportowymi ideałami męskich marzeń byli wówczas bokserzy, piłkarze, a ostatnio siatkarze czy piłkarze ręczni. Teraz coraz więcej dzieciaków chce być zawodnikami MMA (mieszane sztuki walki). Nie ma się czemu dziwić. Któż nie chciałby okładać innych w ringu, być z tego znanym, a na dodatek dostawać za to godziwe pieniądze…

Dreszcz emocji Karol Bedorf to pierwszy w kraju, historyczny mistrz wagi ciężkiej największej polskiej federacji MMA, czyli Konfrontacji Sztuk Walki. Droga do tytułu w tej królewskiej kategorii wagowej była długa i wyboista. - Jako młody chłopak bałem się startować w MMA - opowiada 30-letni szczecinianin. - Bardzo mi się ten sport podobał, ale miałem takie odczucia, jak pewnie reszta. Oglądało się jakieś filmiki z Brazylii, z klatek, gdzie ludzie bili się bez rękawic. To faktycznie wywoływało dreszcz. Jednak, kiedy zacząłem trenować stwierdziłem, że to jest fantastyczny sport. Bo to sport, a nie bijatyka - mówi dobitnie Bedorf. Gdy podczas gali wychodzi na ring, wygląda trochę inaczej. Muzyka spokojniejsza niż u reszty zawodników, na klatce piersiowej wytatuowane imię syna, na twarzy powaga. Nie ma skakania, prowokowania rywala - czysta koncentracja. Nic dziwnego. Sportowym idolem Karola Bedorfa jest Rosjanin Fedor Emelianenko. - Inspiruję się jego stanem ducha, treningami. To milioner, który trenuje w jakiejś szkole, w zapomnianym mieście, na boso. Nie wychodzi poza swoje normy. Tak właśnie wygląda profesjonalizm opisuje sportowy wzór do naśladowania Karol Bedorf.

Pieniądze coraz większe Emelianenko jest już milionerem, a duża w tym zasługa kilkunastu lat na zawodowym ringu. W Polsce MMA także staje się sposobem na życie. Karol Bedorf opowiada, że czasy, kiedy trzeba było bić się o sponsorów minęły. Teraz sponsorzy biją się o zawodników. Spopularyzowanie tej dyscypliny przypisuje się także Mariuszowi Pudzianowskiemu. Były najsilniejszy człowiek świata podobno zarabia po kilkaset tysięcy złotych za galę. W 2012 roku za dwie walki otrzymać miał po 350 tys. zł. Mamed Khalidov, numer jeden spośród polskich zawodników przyznał, że za jedną z gal otrzymał

MAGAZYN MIEJSKI | NUMER 08/2013

150 tysięcy euro, gdy stoczył walkę wieczoru. Dla Bedorfa pieniądze nie są najważniejsze. Gdy tuż po pojedynku o mistrzowski pas dowiedział się, że dostał tysiąc dolarów premii za najlepszą walkę, pieniądze od razu postanowił przekazać na cele charytatywne. - Zawsze podkreślałem, że MMA to moje hobby, a nie forma zarobku. Całą kwotę przekażę na cele charytatywne, ponieważ nie jestem w stanie przyjąć tak dużo szczęścia na raz - mówił szczeciński gladiator po walce z Pawłem Nastulą. Tego wieczora szczeciński zawodnik długo ściskał się z mistrzem olimpijskim. Wszystko przez ogromny szacunek do byłego judoki. - Jako młody chłopak z wypiekami na twarzy oglądałem jego pojedynki - wspomina Bedorf. Nasz bohater zarabia na życie prowadząc własną działalność. Nic dziwnego, że musiał rozglądać się za stałym źródłem zarobkowania. Dopiero w ostatnich kilku latach zawodnicy z MMA zaczęli zarabiać jakieś pieniądze. Wcześniej trzeba było jeździć na zawody za własne bądź klubowe środki. A mieszane sztuki walki też przecież nie wzięły się z niczego. Wszyscy zawodnicy wcześniej trenowali inny sport, który stał się dla nich stylem źródłowym. - Zaczęło się gdy miałem 17 lat. Wtedy po raz pierwszy trafiłem na matę za sprawą mojego przyjaciela Włodka - wspomina Bedorf. - Sport zacząłem uprawiać w wieku 12 lat. Mój ojciec w młodości trenował podnoszenie ciężarów. Miał całkiem dobre wyniki, ocierał się o polską czołówkę zawodników. Tata miał technikę, podstawową wiedzę i zrobił mi prowizoryczną siłownię. W wieku 16 lat wyciskałem już na klatkę 180 kilogramów, a to było całkiem sporo. No a później trafiłem na matę.

Szczecin jest najlepszy W ostatnich latach Szczecin wyrósł na potęgę numer jeden we wszystkich sportach walki. W karate, brazylijskim jiu-jitsu czy boksie tajskim mamy mistrzów świata i Europy. Do tego dochodzi jedna z najlepszych szkół MMA w kraju, czyli klub Berserker’s Team. - W klubie byłem od samego początku. Wtedy to była zbieranina kolegów, którzy zaczynali trenować. Dziś to marka znana w całej Europie - opowiada Bedorf. Szczecin ma trzech mistrzów federacji KSW. Oprócz Bedorfa, to także Michał Materla oraz Maciej Jewtuszko, którzy są posiadaczami pasaów w wagach odpowdnio do 84 kg i 77 kg. Jeżeli dołożymy do tej trójki Rafała Moksa, Michała Fijałkę czy Macieja Różańskiego, którzy także w przyszłości mogą dostać szansę walki o pas, to widać jak jasnym punktem na mapie krajowego MMA stał się Szczecin. A wszystko dzieje

#16


Gdy podczas gali wychodzi na ring, wygląda trochę inaczej. Muzyka spokojniejsza niż u reszty zawodników, na klatce piersiowej wytatuowane imię syna, na twarzy powaga. Nie ma skakania, prowokowania rywala - czysta koncentracja.

#17

MAGAZYN MIEJSKI | NUMER 08/2013


Temat z okładki

#

Karol Bedorf to pierwszy w kraju, historyczny mistrz wagi ciężkiej największej polskiej federacji MMA, czyli Konfrontacji Sztuk Walki. Droga do tytułu w tej królewskiej kategorii wagowej była długa i wyboista.

MAGAZYN MIEJSKI | NUMER 08/2013

#18


- Kiedy mówię, że jadę do pracy, czasami pytam Borysa czy wie, gdzie tata pracuje. On wtedy opowiada, że „tata pracuje w treningu”. Poza tym kilka razy zabrałem go ze sobą. Widział, jak to wygląda i czasami próbuje mnie naśladować. Walk mu jednak nie pokazuję. Teraz jest czas na zabawy, grę w piłkę, pływanie. Nie polecę synowi uprawiania MMA. się pod okiem trenera głównego Berserker’s Team - Piotra Bagińskiego. Właśnie pod jego pieczą, oraz Mariusza Linke, trenować zaczął Bedorf. By osiągnąć mistrzowską formę, fighterzy nie przygotowują się tylko w swoich macierzystych miastach. Karol Bedorf od niemal trzech lat na treningi jeździ także do Poznania. Tam w klubie Ankos Zapasy szlifuje walkę w parterze. Do tego dochodzą wyjazdy z klubem i innymi zawodnikami na zgrupowania do Wałcza. Treningi w Szczecinie, Poznaniu, a do tego bliska współpraca z Krzysztofem Krupeckim, który pracował m.in. z naszymi złotymi medalistami olimpijskimi w wioślarstwie, czy piłkarską ekipą Pogoni Szczecin. Po takim zestawie widać, jak bardzo poważnie traktuje Bedorf przygodę w ringu oraz jak długa i wyboista jest droga do sukcesu. Jak znosi rozłąkę z bliskimi? - Źle. Bardzo bym chciał, by rodzina jeździła ze mną - opowiada Bedorf. Nie ma jednak takiej możliwości. Syn chodzi teraz do przedszkola, a na miejscu także są obowiązki.

Zazdrość wszystko niszczy Część widzów nie może oglądać rywalizacji w MMA. Kiedy widzą zakrwawiony ring, gdy patrzą na zawodników, którzy okładają się siedząc na rywalu, jedyną reakcją jest odwrócenie wzroku. Nie ma się czemu dziwić. MMA to jeden z bardziej brutalnych sportów. - Na pewno nie jest tak kontuzjogenną dyscypliną, jak inne sporty walki. Przykładowo przez 12 rund walki bokserskiej przyjmuje się średnio około 150 ciosów na głowę. Pięciorundowa walka MMA może rozegrać się w taki sposób, że większość czasu zawodnicy spędzą w klinczu, w parterze, a ciosów będzie w sumie dziesięć. Oczywiście są i takie walki, kiedy ciosów spada osiemdziesiąt. Jednak dopiero gdy wchodzisz w MMA, kiedy zaczynasz trenować, widzisz, że ten sport nie jest taki straszny, jak go malują - opisuje życie na ringu Bedorf. MMA wciąż nie jest tak popularne, jak dyscypliny zespołowe. Znając jednak nastawienie zawodników MMA, specjalnie im to nie przeszkadza. - Nie wiem, jak inni. Ja nie zazdroszczę nikomu niczego. Trzeba cieszyć się z wyników sportowych, bo to buduje świetną atmosferę. Zazdrość wszystko niszczy.

Syn sam wybierze Setki godzin na siłowni, na macie, w rozjazdach, a tuż obok tego najważniejsza wartość, czyli rodzina. Syn Karola - Borys - ma już trzy lata. - Już mniej więcej zaczyna kojarzyć, czym tata się zajmuje - mówi Bedorf. - Kiedy mówię, że jadę do pracy, czasami pytam go czy wie, gdzie tata pracuje. On wtedy opowiada, że „tata pracuje w treningu”. Poza tym kilka razy zabrałem go ze sobą. Widział, jak to wygląda i czasami

próbuje mnie naśladować. Walk mu jednak nie pokazuję. Teraz jest czas na zabawy, grę w piłkę, pływanie. Nie polecę synowi uprawiania MMA. Mam nadzieję, że gdy będzie większy, to sam znajdzie sobie dyscyplinę, w której będzie się dobrze czuł. Ma jeszcze czas - twierdzi tata sportowiec. - Jakikolwiek by to nie był sport, będę szczęśliwy. Chciałbym, by angażował się w jakąś dyscyplinę, a nie spędzał godziny przed telewizorem czy komputerem. A jakie plany przed naszym mistrzem? Na razie Bedorf zbyt wiele nie może zdradzić. - Następna walka jest trochę w zawieszeniu. Jest duże zainteresowanie moją osobą za oceanem i nie tylko. Na razie nic więcej nie mogę powiedzieć, bo obowiązuje mnie klauzula poufności - zaznacza Karol Bedorf. O jakie zainteresowanie może chodzić? Marzeniem każdego zawodnika MMA są występy w najbardziej prestiżowej federacji, czyli amerykańskiej UFC. Tam fighterzy biją się w ringu nazywanym oktagonem, a w żargonie po prostu klatką. Być może zobaczymy tam wkrótce także mistrza ze Szczecina. Tymczasem wolnych chwil w życiu nie ma zbyt wielu. Jeżeli są, to poświęca je rodzinie. Ale ma też swoje hobby. - To motocykle. Jeżeli tylko mam chwilę, od razu wsiadam na motor i gnam do przodu. Załatwiam też przy okazji swoje prywatne sprawy - opowiada mistrz. - Oprócz tego muzyka jest mocno obecna w moim życiu. Jeżeli mogę, to jeżdżę na koncerty. Słucham trochę niszowych, elektronicznych dźwięków. Do ringu wychodzę przy odprężającej muzyce Bonobo. Do hip hopu jeszcze nie dorosłem - śmieje się Bedorf.

Wideorelacja z sesji zdjęciowej i wywiad z Karolem Bedorfem na www. mmszczecin/trendy oraz facebook.com/MagazynMMTrendy

MMA - z angielskiego Mixed Martial Arts mieszane sztuki walki. Dyscyplina sportowa, w której zawodnicy walczą wręcz przy dużym z akresie dozwolonych technik (w zasadzie dopuszcza się wszystkie techniki dozwolone w innych sportach walki bez broni). Zawodnicy walczą w stójce, w parterze, gdzie również mogą zadawać ciosy. Wygrać mogą choćby przez nokaut, nokaut techniczny, czy poddania - jak duszenie, dźwignie. Według zasad federacji KSW, w której występuje Karol Bedorf, w ringu niedozwolone są: uderzenia łokciem w twarz, w tył głowy, kręgosłup, krocze, dźwignie skrętne na szyję, szczypanie, drapanie, wsadzenie palców w oczy, szarpanie za włosy, uderzenia głową czy łapanie spodenek.

#19

MAGAZYN MIEJSKI | NUMER 08/2013


Telefon wyłączam na innym kontynencie „Wciąż rozdaję autografy i za misia robię” - śpiewała autoironicznie w Kabaretowym Klubie Dwójki. W Szczecinie po jej podpis ustawiały się kolejki fanów. Ale w rozmowie z nami Katarzyna Zielińska broni się przed łatką celebrytki. Jedna z bardziej znanych Polek opowiada, czego w wypełnionych po brzegi jej wizerunkiem brukowcach ze świecą szukać. Tekst: Maciej Pieczyński / Foto: Błażej Żuławski najmniej dla innych. Taki czas odpoczynku od świata jest mi niezbędny. - W Szczecinie występowała już Pani kilkakrotnie. Ma Pani tutaj jakieś ulubione miejsca? - Lubię spacery na Wałach Chrobrego. Zazwyczaj jak przylatuję do Szczecina, to nie mam możliwości powrotu tego samego dnia i tym sposobem spędzam tutaj cały weekend. - Funkcjonuje taki mit o Pani, że oto „dziewczyna z dobrego domu z fortepianem” do stolicy przyjechała i przeżyła przemianę. Rzeczywiście tak było, że nieśmiała dziewczyna z prowincji podbiła Warszawę? - Znajomi z czasów dzieciństwa twierdzą, że zawsze byłam przebojowa. Choć niełatwo było podbijać Warszawę. Onieśmielała mnie. Zawsze chciałam studiować w Krakowie, ale żyć w Warszawie. - Czyli zawsze była Pani otwarta i przebojowa? - To w dużej mierze zasługa moich rodziców. Są bardzo otwarci. Podróżowałam z nimi. Poznawałam świat. Zaszczepili mi tę otwartość. - Śpiewała Pani piosenki w jidysz. Skąd fascynacja kulturą żydowską? - Ta kultura zachwyciła mnie podczas studiów w Krakowie. Urzekł mnie klimat Kazimierza, koncerty muzyki żydowskiej. Mam wielu znajomych żydowskiego pochodzenia nie tylko w Krakowie, ale i w całej Polsce, w Danii, Niemczech, Tel-Awiwie. - Wakacje spędza Pani zwykle na Bali. Azjatycki kierunek to poszukiwanie harmonii, wyciszenia i kontrastu do Pani żywiołowego temperamentu? - To jedyne miejsce, w którym tak naprawdę się wyciszam. W przenośni i dosłownie - bo zwykle wyłączam wtedy telefon. Lubię tam dobrze zjeść, złapać słońce. Za to moja mama, kiedy tylko słyszy, że znowu jadę do Azji, łapie się za głowę. - Martwi się, że nie odbiera Pani od niej telefonów? - Właśnie (śmiech). Oczywiście akurat z rodzicami zawsze mam kontakt, ale faktycznie kiedy wyjeżdżam do Azji, to jest mnie

MAGAZYN MIEJSKI | NUMER 08/2013

- Coś Pani z tej Azji przywozi poza odpoczynkiem? Może jakieś elementy kultury - joga, medytacja, kuchnia? - Uwielbiam kuchnię tajską. Jogę praktykowałam już podczas nauki w szkole teatralnej, ale była dla mnie zbyt monotonna, nie pasowała do mojego temperamentu. Chciałabym trenować bardziej żywiołową jogę ashtanga. Być może zacznę podczas najbliższego wyjazdu do Azji… - Powiedziała Pani w jednym z wywiadów, że marzy o roli w filmie kostiumowym lub filmie akcji. Może szykuje się spełnienie tych marzeń? - Nawet już wstępnie czytałam scenariusz do fajnego filmu akcji. Niestety - jak to bywa w Polsce - zabrakło pieniędzy na realizację i prace są w zawieszeniu. Tak czy inaczej wreszcie otworzyła się szansa, że mogę zagrać rolę inną niż komediowa. Dlatego trzymam kciuki, żeby producenci filmu znaleźli sponsora. Marzęo tym, żeby zagrać w dobrym serialu akcji, takim jak „Homeland” czy „House of Cards”. Szkoda, że w Polsce jeszcze takie produkcje nie powstają. - Ostatnio wkroczyła Pani w świat mody, projektując wraz z Jolą Czają fantazyjne t-shirty z sercem i napisem „Harmony”, nawiązującym do wspomnianej azjatyckiej harmonii… - Tak, ale nie jest to projektowanie przez duże P. - A nie chciałaby Pani zająć się tym na poważnie? - Pewnie, że bym chciała. Bardzo interesuję się modą. Ale póki co projektuję hobbystycznie. Choć z drugiej strony wcale nie jest łatwo zaprojektować dobry podkoszulek. Cieszy mnie, kiedy od osób, które dostały taki t-shirt ode mnie, słyszę: „to świetnie na mnie leży, fajnie założyć na siebie coś, co nie jest zwykłym kwadratem zszytym po bokach”. Poza tym, ponieważ zawsze mam przy sobie mnóstwo toreb i jestem przygotowana na każdą podróż, w związku z tym oznajmiłam Joli, że musimy zaprojektować - oprócz t-shirtów - także torby z tym samym wzorem. Zrobiłam to dla siebie, dla własnej satysfakcji. I miło mi, że ten mój modowy projekt cieszy się zainteresowaniem.

#20


Rozmowa miesiąca

#

Teraz planuję kolekcję jesienno-zimową z grubszego materiału. - A co konkretnie? - To będzie jeden z damskich akcesoriów na pochmurne dni. Coś, co na pewno każdej pani się przyda. Już nie mogę się doczekać, kiedy weźmiemy się do pracy, bo to będzie większe wyzwanie niż t-shirty. - Będzie także coś z mody męskiej? - Siatki, które zaprojektowałam, mogą nosić także mężczyźni. Zwłaszcza te w kolorze czarnym. Ale na połowę listopada szykuję dla panów coś z wierzchniej odzieży. - Niektórzy twierdzą, że jest Pani „znana z tego, że jest znana”...

nem Wójcikiem śpiewa Pani, że „wciąż rozdaje autografy i za misia robi”…

- Mam wrażenie, że dziennikarze nie zadają sobie trudu czytania mojego CV. Mam na koncie około trzydziestu ról teatralnych w naprawdę dobrych spektaklach muzycznych. Fakt, najlepiej spełniam się w farsach czy komediach, ale do tego też trzeba mieć umiejętności. Jestem po szkole teatralnej. Uczyli mnie najlepsi wykładowcy. Było wiadomo, że nie każdy z nas będzie grał w Teatrze Starym. Dobieraliśmy kierunek artystycznego rozwoju zgodny z predyspozycjami. Ja zawsze potrafiłam rozbawić publiczność i teraz płacę za to, będąc szufladkowaną jako celebrytka. „Barwy szczęścia” ogląda 5 milionów ludzi i za tę popularność też płacę. Dziennikarze często oceniają mnie przez pryzmat serialu, nie interesując się przy tym moim dorobkiem teatralnym.

- Jestem zwykłym człowiekiem, też mam kredyty, swoje potrzeby. Dlatego - jeśli jest możliwość dodatkowej pracy - nie marudzę, tylko to robię. Wtedy też mam możliwość bezpośrednich spotkań z fanami.

- W autoironicznym utworze wykonanym wraz z Marci-

- A co Pani robi w czasie absolutnie wolnym? - Gotuję, spaceruję, tańczę, jeżdżę na rowerze, uprawiam sporty zimowe. Szanuję też czas z bliskimi, rodziną. Koledzy z teatru śmieją się ze mnie, że po każdym wyjazdowym występie nalegam, żeby jak najszybciej wrócić do domu. Jestem bardziej rodzinna niż imprezowa. - Jakie jest największe marzenie Katarzyny Zielińskiej? - Mieć rodzinę i być zdrową. To dwie najważniejsze rzeczy w moim życiu. Reszta przyjdzie sama.

#21

MAGAZYN MIEJSKI | NUMER 08/2013


Na górze od lewej: Renata Nowakowska, Agnieszka Piesik, Justyna Krochmal, Ewa Krzyżankiewicz. II rząd od góry: Donata Juszczak, Zofia Daleszyńska, Dorota Jasina. III rząd od góry: Grażyna Bulanowska, Maria Meyer, Ewa Nieżychowska, Maria Czerniecka. Na samym dole: Ewa Fundament-Karśnicka, Krystyna Jania, Halina Stanuch, Jadwiga Baroś-Liszka, Mirosława Rączka.

MAGAZYN MIEJSKI | NUMER 08/2013

#22


Styl Życia

#

Szczecińskie lwice Dyrektorki, prezeski... przyjaciółki

Codziennie wydają polecenia w swoich lokalnych i globalnych firmach. Przez cały tydzień rządzą. We wtorki jest inaczej, ale tylko przez pierwszy kwadrans. Później każda z 24 członkiń stowarzyszenia Lions Club Jantar w Szczecinie i tak wchodzi w swoją codzienną rolę. Próbuje zarządzać. Tekst: Bogna Skarul / Foto: Sebastian Wołosz

Spotykają się raz w miesiącu - w trzeci wtorek o godzinie 19. Od piętnastu lat w tym samym miejscu - w Willi West Ende przy al. Wojska Polskiego 65. To zebrania obowiązkowe, ale w pozostałe wtorki przychodzą na tzw. spotkania nieformalne. Wtedy opowiadają sobie o dzieciach, rodzinach, podróżach, które już przebyły i planach na najbliższe miesiące. Podpowiadają, gdzie i jaką sukienkę warto kupić, jaka szminka jest w tej chwili najbardziej pożądana, ale też zdają relację z postępów prac nad kolejnym programem, do rozwinięcia którego się zobowiązały.

tylu imprez, które zorganizowałyśmy i na których przez te minione 15 lat zebrałyśmy ponad 600 tys. zł - mówi Donata Juszczak, która aż dwa razy stała na czele Lions Club „Jantar” i to ona co roku organizuje 8 marca Dzień Kobiet, na który zaprasza wszystkie panie ze Szczecina.

Twardy orzech do zgryzienia Na zebraniach oficjalnych zawsze iskrzy. Buzuje od pomysłów i propozycji, więc zawsze pojawiają się setki wątpliwości. Czy plan na kolejne miesiące działalności się powiedzie? Czy w ogóle da się go zrealizować? Nad pytaniami, które padają - jak to wśród kobiet - nad pomysłami, którymi 24 panie sypią jak z rękawa, zapanować trudno. To zadanie pani prezydent, którą lwice wybierają na roczną kadencję. Zawsze w kwietniu typują, która od czerwca do czerwca będzie nimi rządzić. Ale również będzie je reprezentować, oceniać, wyznaczać zadania, pilnować realizacji planów. - Kobiety to dziwne istoty - mówi Zofia Daleszyńska, obecnie panująca prezydent LC „Jantar”. - Czasami trzeba je pogłaskać albo po prostu zauważyć. Czasami są kapryśne i lubią strzelić focha. Trzeba się nauczyć, jak sobie z nimi radzić. Dlatego ta z nas, która akurat jest prezydentem, ma przez rok nie lada orzech do zgryzienia - mówi Agnieszka Piesik, która obecnie przygotowuje się do roli prezydenta. Obejmie ją w czerwcu 2014 roku. Przyznaje, że jest trochę wystraszona, bo zapanowanie nad 24. indywidualnościami nie jest proste. Każda przecież ma swoją wizję, swój pomysł, swoją koncepcję. Ale także wolę walki o jego realizację.

Czerwona skoda dla hospicjum

Pieniądze zebrane podczas bali, spotkań, pokazów mody, Dnia Kobiet, lwice przeznaczają na pomoc innym paniom. Jako klub żeński już dawno postanowiły, że głównym hasłem ich działalności będzie „Kobiety-kobietom”. Co roku wybierają cel. Choćby ten, jak pomóc kobietom, które dopiero co urodziły dzieci i chciałyby przebywać z nimi w szpitalu 24 godziny na dobę. Dla nich kupiły łóżeczka dla noworodków. Pomogły przy budowie szpitala im. Św. Mikołaja w Szczecinie, gdzie leczą się dzieci chore na białaczkę. Kupiły specjalistyczne łóżka kąpielowe dla Wojewódzkiego Szpitala Onkologicznego w Szczecinie, a także nowoczesny aparat USG dla Katedry i Kliniki Ginekologii Operacyjnej i Onkologicznej Dorosłych i Dziewcząt. Prawie rok zbierały pieniądze na samochód dla Fundacji Zachodniopomorskiego Hospicjum dla Dzieci, a teraz są dumne, że ich czerwona skoda, którą przywiozły do hospicjum prosto z salonu, nadal służy matkom i ich chorym dzieciom. Postanowiły więc, że w tym ważnym dla nich, bo jubileuszowym roku, także wspomogą szczecińskie hospicjum. - To tylko niektóre nasze pomysły i projekty, w które się zaangażowałyśmy - mówi Ewa Nieżychowska. - Co roku mamy inny cel. Jesteśmy świadome, że naszą działalnością nie spowodujemy, że świat z dnia na dzień stanie się lepszy, ale chcemy go pomału poprawiać. W końcu hasłem naszej organizacji jest „We serve”.

Coś wartościowego Ich najbardziej rozpoznawalną imprezą jest coroczny Bursztynowy Bal Dobroczynny. W tym roku 9 listopada odbędzie się już 16., choć „Jantar” obchodzi swoje piętnastolecie. - Bo działalność zaczęłyśmy od balu charytatywnego, na którym

- Ale przecież gdyby nie walka o swoje pomysły, nie byłoby

#23

MAGAZYN MIEJSKI | NUMER 08/2013


Styl życia

#

Panie z Lions Club „Jantar” spotykają się w każdy wtorek we wnętrzach Willi West Ende.

#25

MAGAZYN MIEJSKI | NUMER 08/2013


Styl życia

#

Lions Clubs International

To organizacja pozarządowa, skupiająca swych członków na zasadzie wolontariatu. Skupia ponad 1,3 miliona ludzi. Organizacja założona w Stanach Zjednoczonych w 1917 r. przez Melvina Jonesa. Na kontynencie europejskim pierwszy klub powstał w Szwecji tuż po II wojnie światowej. W Polsce możliwość powstania i działania organizacji pojawiła się dopiero po przemianach 1989 roku. Dziś, ta największa na świecie pozarządowa organizacja humanitarna niesie wsparcie najbardziej potrzebującym na wszystkich kontynentach. Wartość tego wsparcia przekracza 500 mln dolarów rocznie. Pomysł na powstanie żeńskiego klubu Lions w Szczecinie zrodził się w 1997 roku. Inicjatorem powołania go był profesor Zygmunt Meyer, który ideą lionizmu zaraził się w Danii i po przyjeździe do Polski założył najpierw męski klub „Magnolia”. Przez rok 27 pań przygotowywało się do wstąpienia w szeregi międzynarodowej organizacji, a ułatwiał im to „guiding lion” (przewodnik), którym został profesor Zygmunt Meyer. 28 listopada 1998 roku na Zamku Książąt Pomorskich odbył się charter (uroczystość przyjęcia w szeregi Lionów). Panie z nowopowstałego LC „Jantar” uświęciły ten dzień organizując Pierwszy Bursztynowy Bal Dobroczynny. Od tego momentu zawsze w listopadzie LC „Jantar” zaprasza na swoje bale całą społeczność Szczecina. W tym roku „Jantarki” 9 listopada organizują już 16. bal.

Od lewej: Mirosława Rączka, Justyna Krochmal, Maria Czerniecka, Donata Juszczak, Renata Nowakowska, Ewa Krzyżankiewicz, Dorota Jasina, Maria Meyer, Ewa Nieżychowska, Krystyna Jania, Agnieszka Piesik, Zofia Daleszyńska, Grażyna Bulanowska, Halina Stanuch, Ewa Fundament-Karśnicka.

zbierałyśmy pierwszy raz pieniądze. To było 28 listopada 1998 roku - wspomina jedna z założycielek LC „Jantar” Maria Meyer, której mąż Zygmunt był „guiding lionem”, czyli osobą, która panie wprowadzała w kręgi światowej organizacji. Przez rok tłumaczył zasady współpracy lionsów na całym świecie, opowiadał o zadaniach jakie przed nimi stanęły, a także o niebezpieczeństwach jakie czyhają w momencie przystąpienia do organizacji - choćby tego, że swój czas wolny będą musiały od tego momentu podzielić między swoje przyjemności, rodzinę i dzieci a pracę na rzecz organizacji. Bo to nie tak, że ta praca zaczyna się i kończy na wtorkowych zebraniach. To także mnóstwo czasu poświęconego na spoMAGAZYN MIEJSKI | NUMER 08/2013

tkania z innymi organizacjami, na spotkania ze sponsorami, na namawianie szczecinian do otwarcia swojego serca i sypnięcia pieniędzmi na łóżko dla szpitala, czy samochód dla hospicjum. To troska o to, aby na imprezie nie zabrakło ciasteczek i kawy, ale także o to, aby baner sponsora wisiał w miejscu najbardziej reprezentacyjnym. - Lubię tę pracę - przyznaje Dorota Jasina. - Mam z niej ogromną satysfakcję. W końcu spotykamy się tak, jak wiele kobiet spotyka się przecież przy kawie i ciasteczkach u siebie w domu. Z tych naszych spotkań wynika coś jeszcze, coś niezwykle wartościowego. To nie są tylko pieniądze zebrane, aby komuś pomóc, to także zainteresowanie czyimś problemem, czyjąś sprawą.

#26


Styl Życia

#

Kto tu jest kim - Dzięki LC „Jantar” mam nowe koleżanki, o których wiem, że kiedy będę potrzebowała to mi też pomogą - przyznaje Barbara Marciniak-Marecka. - Znam je dobrze i wiem, w czym która jest dobra, a w czym wspaniała. I tak, Jadwiga Bartoś-Liszka zawsze przed oficjalnymi spotkaniami instruuje wszystkie panie, jak mają się zachowywać. Podpowiada w czym mają wystąpić i czego nie wypada im założyć. Tłumaczy, gdzie kłaść łyżeczkę do kawy i jak składać serwetki na stole. Grażyna Bulanowska jest ekspertką od finansów, ale także od całej „kwitologii” stowarzyszenia. Pilnuje terminów związanych z organizacją. Maria Czerniecka zajęła się ogólnoświatowym projektem Lion Quest, który ma pomóc nauczycielom w walce z narkotykami w szkole. Zofia Daleszyńska w tym roku jest prezydentem LC „Jantar”, ale jako notariusz także pilnuje spraw klubu pod względem prawnym. Tamara Figurska pomaga w nawiązaniu kontaktów z różnymi partnerami, a Krystyna Jania pilnuje dobrych obyczajów w klubie i kasy, bo jest ponadczasowym skarbnikiem. Dorota Jasina ze swoją otwartością na świat nawiązuje kontakty z klubami Lions na świecie. Donata Juszczak, kobieta o gołębim sercu, najchętniej rozdałaby pieniądze wszystkim dzieciom i ich matkom, ale co roku zbiera je podczas Dnia Kobiet. Ewa Fundament-Karśnicka jest idealna, kiedy trzeba gdzieś pójść i coś załatwić, nawet z nieznajomym. Justyna Krochmal to młodsze pokolenie lionsic, ale pełna pomysłów na wyjście z trudnych sytuacji. Ewa Krzyżankiewicz postanowiła wszystkim dzieciom w szczecińskich

szpitalach czytać książki, więc niemal codziennie zmaga się z problemem, jak do tych szpitali wejść. Małgorzata Lis to uosobienie spokoju, działa na wszystkie panie kojąco i tonizuje ich wyskoki. Weronika Łyczywek została z racji swojej profesji naczelnym fotografem klubu. Basia Marciniak-Marecka daje klubowi zrównoważenie i dobrą organizację. Dba o finanse przede wszystkim pod względem księgowym. Renata Marcinkowska jest niezastąpiona jeśli idzie o nawiązanie kontaktów ze szkołami i nauczycielami. Maria Meyer wie co zrobić z prezentami, jakie lionsice otrzymują do licytacji i na fanty przed kolejnymi swoimi imprezami. Ewa Nieżychowska to klubowe guru. Z jej zdaniem muszą się liczyć wszystkie panie. Renata Nowakowska podpowiada przed imprezami i balem, jak występować i jak zgrabnie chodzić po czerwonym dywanie. Agnieszka Piesik drukuje zaproszenia, listy dziękczynne i podziękowania. Mirka Rączka dzięki swojemu wielkiemu urokowi osobistemu, jest idealna w namawianiu wszystkich do włączenia się w akcje klubu. Halinka Stanuch, jako nowy nabytek LC „Jantar”, na razie się przygląda, co i jak się w klubie dzieje. Jola Szczygielska już parę lat temu wyprowadziła się do Warszawy, ale nie z klubu. Jest idealną wtyczką w stolicy. Beata Walkow namawia banki do wydawania pieniędzy na szczytne cele. Basia Wieczorek jest w tej chwili na klubowym urlopie. Wszystkie razem podkreślają, że dla nich ważne są słowa Arystotelesa, bo przecież to właśnie on mówił, że „gdyby nie było kobiet, całe pieniądze świata nie miałyby znaczenia”. A one wiedzą co z nimi zrobić.

Za udostępnienie wnętrz do sesji dziękujemy Willi West Ende / Stylizacje Pań: Agata Klisiewicz ARYTON, ul. Jagiellońska 96 / Nina Kaliszczak TOUS, Galeria Kaskada, ul. Niepodległości 36 / Fryzury wykonał Marek Marosz, Studio Fryzur Yoshi, ul. Śląska 9 / Makijaż: Beverly Hills Centrum Galaxy - Olga Valewska / Autoryzowany Gabinet Kosmetyczny - Ewa Stanisławska, ul. Pocztowa 14. R E K L A M A


Wnętrza

#

Modnie, ale praktycznie

Młoda prawniczka wprowadziła się na nowe osiedle w centrum Szczecina. To jej pierwsze własne mieszkanie, więc wywołuje zrozumiałe emocje. Starała się urządzić je modnie, ale też bardzo praktycznie. Poprosiła o pomoc zaprzyjaźnioną architektkę, która doradziła kilka rozwiązań. - I tak powstało moje pierwsze wygodne mieszkanie - mówi z dumą właścicielka. Co zmieniła w oryginalnym projekcie?

Tekst: Bogna Skarul / Foto: Andrzej Szkocki

Ustawienie kanapy na środku pokoju okazało się bardzo praktycznym posunięciem.

MAGAZYN MIEJSKI | NUMER 08/2013

#28


Wnętrza

#

Aby w kuchni było jak najwięcej miejsca na szafki, szuflady i pojemniki, zdecydowała się na przedłużoną wyspę.

Tęsknota za dużą przestrzenią Jest młodą prawniczką i na razie samotną. Nie potrzebowała dużo pomieszczeń, raczej tęskniła za dużą przestrzenią. Ale, by powstało „jej” wnętrze, musiała je trochę przerobić. Trzeba je było dostosować do potrzeb. Deweloper zaprojektował na 70 metrach kwadratowych trzy pokoje. Częścią największego był aneks kuchenny. - Ale ja bardzo lubię gotować i robię przy tym dość duży bałagan, więc wolałam, aby kuchnia była oddzielnie - mówi właścicielka swojego pierwszego M. Na kuchnię został więc przerobiony jeden z pokoi - ten najmniejszy, najbliżej łazienki, aby nie było dużych problemów z przenoszeniem rur do wody i ścieków. Aby w kuchni było jak najwięcej miejsca na szafki, szuflady i pojemniki, zdecydowała

się na przedłużoną wyspę. I uparła się, by po jej dwóch stronach projektant znalazł miejsce na kuchenne sprzęty. Udało się. Jest więc duża ściana z samych szaf, w których miejsce znalazły piecyk, lodówka, mikrowela i pralka, ale dało się jeszcze wygospodarować miejsce na półki. Wokół wyspy są szuflady i szufladki. - Są wygodniejsze niż półki w kuchni, bo szybciej można coś znaleźć - mówi młoda gospodyni. - Nie trzeba wszystkiego wyjmować z półek, aby dostać się do czegoś, co jest akurat na samym końcu - tłumaczy. Ogrom szafek, półek, szufladek w pierwszym momencie ją przerażał, bo ich nagromadzenie musiało spowodować zabranie przestrzeni. - A przecież na takim oddechu w moim mieszkaniu najbardziej mi zależało - mówi. Zdecydowała się więc,

R E K L A M A


Wnętrza

#

Łazienka jest mała i nie mieści się w niej wanna, bo właścicielka mieszkania chciała, by znalazło się w niej miejsce na bidet. Zamiast wanny trzeba było ustawić kabinę prysznicową.

że kuchnia będzie biała - od sufitu po podłogę. Biel nie przytłacza, jest neutralna, sterylna i czysta. - Znajomi odradzali ułożenie w kuchni białych płytek, bo każdy najmniejszy paproch na nich widać - tłumaczy. - Postanowiłam więc, że podłoga będzie nawiązywać kolorystycznie do ram okiennych. Obok bieli i brązu w kuchni pojawia się jeszcze metal. Takie elementy występują też jako ozdoby na meblach. Są delikatne i nadają komodom oraz witrynce nowoczesny i lekki sznyt. Tę lekkość gospodyni uzyskała też poprzez kolor mebli - zdecydowała się na biel. - W ogóle chciałam, aby moje mieszkanie było w wersji czarno-białej - opowiada o swoim pomyśle młoda prawniczka. - Niestety, okazało się, że muszę być też trochę praktyczna. Stąd brązy - na podłodze, w łazience czy w sypialni. MAGAZYN MIEJSKI | NUMER 08/2013

Pokój dzielony na strefy W sypialni duże dwuosobowe łóżko przykrywa skórzana kapa. Na ścianach pojawiły się skóropodobne tapety. - Dodają trochę ciepła. Zaakceptowałam je, choć architekt wnętrz długo musiała mnie do nich przekonywać - opowiada gospodyni. Najważniejszy i największy pokój miał jedną ogromną zaletę jedna ze ścian jest przeszklona. Za szybami jest balkon, który latem pełni funkcję kolejnego pomieszczenia. - Latem odsłaniam wszystkie firanki i kotary, aby było więcej światła w mieszkaniu, ale też po to, aby pokój wydawał się większy - opowiada właścicielka. - Latem to na balkonie spędzam z koleżankami wieczory. Oczywiście przy lampce wina. W pozostałych porach roku okna zasłaniają kotary. Ale choć prawniczka podkreśla,

#30


IDS Architekci Innowacja z myślą o drobnym biznesie Mają otwarte umysły i potrafią robić „coś z niczego”. Dzięki temu są pionierami w ogólnopolskiej skali. To szczecińskie biuro projektowe IDS Architekci wciela w życie innowacyjny projekt BBOXX, który znacząco ułatwi prowadzenie firmy wielu drobnym przedsiębiorcom. Maciej Panek, prezes zarządu IDS Architekci Sp. z o.o.

Najważniejsze dla nich jest zrozumienie klienta. To dzięki tej umiejętności zdobyli kontrakt na zaprojektowanie w Szczecinie dwóch wielkopowierzchniowych obiektów, które będą unikatami w skali kraju. – Chodzi o budynki, w których firma z niemal każdej branży będzie mogła wynająć 120 metrów kwadratowych powierzchni biurowo-magazynowej – mówi Maciej Panek, prezes Zarządu IDS Architekci. – Unikatowość polega właśnie na tej wszechstronności oraz przygotowaniu niewielkiego metrażu, przystosowanego do finansowych możliwości drobnych przedsiębiorców. Projektowane obiekty składają się z szeregu dwukondygnacyjnych segmentów magazynowych (boksów) przystosowanych do obsługi samochodu dostawczego. W każdym takim segmencie znajduje się otwarta antresola, na której zaprojektowano pomieszczenie biurowe z pełnym wyposażeniem: komputery, drukarki, faksy. Oprócz tego przedsiębiorcy, którzy wykupią bądź wydzierżawią miejsce w BBOXX, będą mieli do dyspozycji w osobnym budynku sale konferencyjne, kuchnie biurowe. – Nasz projekt wychodzi naprzeciw drobnym i średnim przedsiębiorcom, którzy nie posiadają środków aby wynająć halę produkcyjną o powierzchni kilku tysięcy metrów kwadratowych, ale też do działalności gospodarczej nie wystarczy im skromne biurko wynajęte w inkubatorze przedsiębiorczości – mówi Maciej Panek. O tym, jak bardzo projekt BBOXX jest innowacyjny w skali Polski, świadczą okoliczności, w których ze szczecińskim biurem współpracę

nawiązała holenderska firma. – W Holandii tego typu systemy funkcjonują już od lat – mówi Maciej Panek. – Przedstawiciele firmy, która na rynku holenderskim posiada sieć podobnych obiektów, przez długi czas bezskutecznie szukali wśród polskich architektów kogoś, kto zrozumie ich wizję i będzie miał ciekawy pomysł na jej przeniesienie na polskie realia. Dostaliśmy jedynie dwa dni na opracowanie koncepcji projektu BBOXX. Okazaliśmy się dla holenderskiej firmy strzałem w dziesiątkę. „Wreszcie ktoś zrozumiał naszą ideę” usłyszeliśmy. Sukces tkwi w kompleksowym i perspektywicznym podejściu szczecińskich architektów. – Projektując, myśleliśmy nie tylko o samej funkcji i bryle budynku, ale także o potrzebach przedsiębiorców, którzy docelowo będą z nich korzystać – mówi Maciej Panek. To jednak nie oznacza, że IDS Architekci zaprojektował obiekty bliźniaczo podobne do tych holenderskich. Szczecińscy architekci włożyli w projekt własną inwencję. BBOXX to ich autorska koncepcja, dziecko szczecińskich architektów nie tylko jeśli chodzi o sam projekt. – Doradzamy, szukamy lokalizacji, pomagamy w organizacji całego procesu inwestycyjnego – mówi Maciej Panek. W ciągu roku powstaną dwa tego typu obiekty, pierwsze w Polsce. Jeden w Szczecinie Dąbiu, drugi w Przecławiu. – W planach mamy zaprojektowanie kolejnych kilkunastu na terenie całego kraju – mówi Maciej Panek.

IDS Architekci Sp. z o.o., ul. Targ Rybny 2, 70-535 Szczecin, mobile: +48 608 42 42 09, tel/fax: 91 484 30 56, tel: 91 813 62 23, tel: 91 813 62 24, tel: 91 813 62 25, e-mail: maciejpanek@home.pl, www.idsarchitekci.pl, www.maciejpanek.pl


Wnętrza

#

Jedna ze ścian największego pokoju jest przeszklona. Latem balkon pełni funkcję kolejnego pomieszczenia.

że zdecydowanie woli letnią wersję, to nie może sobie pozwolić na pozbycie się firan i zasłon, bo mieszkanie jest tak usytuowane, że sąsiedzi mogliby swobodnie podglądać, co się u niej w domu dzieje. - Musiałam pójść na kompromis - tłumaczy. Przy jednej ze ścian stoi stół - biało-czarny, bo takie było pierwotne założenie przy urządzaniu wnętrza. Duży stół potrzebny jest gospodyni, bo lubi wydawać rodzinne obiady. Po obiedzie biesiadnicy najczęściej przenoszą się na czarną kanapę. Mama i ciocie plotkują z boku, a tata z wujkami ogląda mecze. - Wybierałam dużą kanapę nie tylko po to, aby pomieściła wszystkich gości na niedzielnym obiedzie, ale także abym mogła się swobodnie wyłożyć przed telewizorem - mówi młoda właścicielka mieszkania. Ustawienie kanap niemal na środku pokoju skrytykowali rodzice, ale po pierwszej wizycie przyznali, że taki wariant urządzenia salonu jest nadzwyczaj praktyczny. Bo choć to jeden pokój, to meble tworzą jakby swoje strefy - tam gdzie stoi stół jest jadalnia, tam gdzie kanapa - pokój wypoczynkowy czy telewizyjny.

MAGAZYN MIEJSKI | NUMER 08/2013

Przestrzeń w prezencie Sporo kłopotu miała z urządzeniem łazienki. Jest mała i nijak nie mieściła się w niej wanna, bo właścicielka mieszkania chciała też, aby znalazło się tam miejsce na bidet. Zamiast wanny trzeba było ustawić kabinę prysznicową. Cała łazienka jest beżowa i płytki ceramiczne, którymi wyłożona jest podłoga, znalazły się też na ścianach. Z płytek zrobiła szafki łazienkowe, a koszyczki i kosze pełnią rolę szuflad. Tam swoje miejsce znalazły wszystkie kosmetyki. Przedpokoju w tym mieszkaniu praktycznie nie ma. Nie ma bowiem już ściany, która grodziła salon. Tym samym stał się on jeszcze większy, a właścicielka otrzymała w prezencie przestrzeń, na jakiej najbardziej jej zależało. - Nie mam jeszcze pomysłu na przedpokojową szafę na ubrania - przyznaje prawniczka, ale pomału zaczynam się przyzwyczajać do wieszaka. - Pozostał tylko problem, co zrobić z butami, ale już się umówiłam z architektem na wykończenie wnętrza pod tym względem.

#32


Moto

#

Muzeum Techniki i Komunikacji otrzymało Fiata 508 za darmo od anonimowego mieszkańca Szczecina - mówi dyrektor Stanisław Horoszko.

Auto kasiarza trafiło do muzeum Gdy Henryk Kwinto w komedii „Vabank” zostaje właścicielem auta, robi doskonały interes. Nie dość, że kupuje je po okazyjnej cenie, to jeszcze wspiera nasz przemysł, bo inwestuje w niezawodnego polskiego Fiata 508. To także najnowszy eksponat w Muzeum Techniki i Komunikacji - Zajezdnia Sztuki. Tekst: Marek Jaszczyński / Foto: Sebastian Wołosz

- Fiat 508 to samochód, który zmotoryzował II Rzeczpospolitą - opowiada Stanisław Horoszko, dyrektor Muzeum Techniki i Komunikacji - Zajezdnia Sztuki. - Cieszył się dobrą opinią. Teraz auto czekają prace renowacyjne, żeby odzyskało dawny blask.

Zabytek w prezencie Taki sam samochód można zobaczyć w filmie „Vabank”. Główny bohater filmu Henryk Kwinto kupuje go za 4 tysiące, w czasie kiedy pojazd kosztował 5600 złotych. Kasiarz kupił je dla siebie zaraz po wyjściu z więzienia. Robi więc doskonały interes. Szczecińskie muzeum też jest dumne z transakcji. - Nie zapłaciliśmy za auto ani złotówki - dodaje dyrektor. - Dostaliśmy je od jednego z mieszkańców Szczecina, który zastrzegł sobie anonimowość. Techniczne wyposażenie auta mocno różni się od obecnie stosowanych rozwiązań. Na przykład zbiornik paliwa jest bezpo-

MAGAZYN MIEJSKI | NUMER 08/2013

średnio w komorze silnika - dziś rzecz absolutnie niespotykana. Zbiornik paliwa ma pojemność 31,5 litra. Przy spalaniu 7-8 litrów na 100 km można było przejechać 300-400 km. - To, co dziś byłoby mankamentem, to konieczność wymiany oleju co 2 tysiące kilometrów - dodaje Stanisław Horoszko. - Ale dla ówczesnych kierowców, to nie był żaden problem. W środku jest zachowana tapicerka w oryginalnym stanie. Prawdziwym rarytasem jest zespolony licznik. Oprócz tego, że pokazuje prędkość, przejechany dystans, to po bokach ma również wskaźniki poziomu paliwa i oleju, a w środku jest też zegar. Do dziś przetrwało niewiele egzemplarzy Fiata 508, zwykle w muzeach i kolekcjach prywatnych. W 1939 roku w czasie ewakuacji wiele egzemplarzy trafiło na Węgry i do Rumunii. - W całej Europie szacuje się, że pozostało około 40 egzemplarzy - mówi muzealnik.

#34


Moto

#

Samochody Polski Fiat 508 III Junak były solidne, ekonomiczne i relatywnie tanie. W latach 1935 - 1939 wyprodukowano ogółem około 3500 wozów osobowych.

Nowoczesny i tani Na mocy umowy licencyjnej, podpisanej 21 września 1932 roku z włoską firmą Fiat, rozpoczęto montaż, a później produkcję małego samochodu osobowego Fiata 508 Balilla w Państwowych Zakładach Inżynierii w Warszawie. Balilla została po raz pierwszy zaprezentowana podczas salonu samochodowego w Mediolanie w 1932 roku.

W trakcie produkcji Fiata 508 III następowała jego polonizacja. Na przełomie lat 1938-39 około 96 proc. części pochodziło z krajowej produkcji. Importowano m.in. gaźniki i łożyska. W wersji „furgon” był używany przez Pocztę Polską (w Warszawie jako wozy techniczne), banki (transport pieniędzy) czy pogotowie ratunkowe w wersji „sanitarnej”.

Fiat 508 był małym, dwudrzwiowym autem, z nadwoziami typu Berlina (czyli obecny sedan), Torpedo (najpopularniejszy typ nadwozia w latach 1910-1930: kabina miała gładkie płaszczyzny, dach był miękki, składany, jednak nie dawał żadnej osłony po bokach kabiny) i Spider (nadwozie bez dachu dwumiejscowe lub 2+2). Balilla w momencie prezentacji już nie był nowoczesny, ale w założeniach miał być przede wszystkim tani.

W jakich kolorach oferowano fiaty? W katalogu samochodu znaleźć można było wersje granatową, czerwoną, zieloną, beżową i niebiesko-beżową, przy czym zawsze w zestawieniu z czarnymi błotnikami. Samochody pick-up malowano przeważnie w ciemnych kolorach. Samochody Polski Fiat 508 III Junak były solidne, ekonomiczne i relatywnie tanie. W latach 1935 - 1939 wyprodukowano ogółem około 3500 wozów osobowych.

#35

MAGAZYN MIEJSKI | NUMER 08/2013


Uroda

#

Laserowe obkurczanie pochwy Dla dużej ilości kobiet zespół rozluźnienia pochwy (VRS) stanowi problem w kontaktach intymnych. Stają się one bardziej skrępowane, zawstydzone i znacznie spada satysfakcja seksualna. Laserowy zabieg obkurczania pochwy, to najnowsze osiągnięcie medycyny metoda zastępująca dotychczasowe zabiegi chirurgiczne. Zastosowanie lasera daje gwarancję przeprowadzenia zabiegu w sposób subtelny, precyzyjny, bez ryzyka krwawienia. Metoda laserowa zapewnia szybkie wygojenie tkanek, szybki proces zdrowienia, co sprzyja błyskawicznemu powrotowi do codziennych obowiązków. Wskazania do zabiegu: Spadek napięcia i rozluźnienie pochwy spowodowane licznymi porodami, urazami okołoporodowymi, okresem menopauzy, wrodzonymi zmianami tkanki łącznej, zmiany związane z procesem starzenia się oraz obniżeniem poziomu żeńskich hormonów. Na czym polega zabieg? Do zabiegu wykorzystuje się laser Er-YAG Fotona, który oddziałuje na ścianki pochwy. Dochodzi do tzw. fototermicznego, nieablacyjnego napię-

cia i obkurczenia pochwy. Na skutek działania lasera dochodzi do stymulacji kolagenu w błonie śluzowej pochwy i powięzi wewnątrzmiednicznej. W efekcie dochodzi do zwiększenia napięcia tkanek. Błona śluzowa pochwy staje się bardziej elastyczna i napięta. Znacznej poprawie ulegają doznania w trakcie stosunku, zarówno pacjentki jak też jej partnera. Poprawia się jakość i komfort życia. Co ważne, zabieg zapobiega również możliwości pojawienia się wysiłkowego nietrzymania moczu. Ilość zabiegów: Liczba zabiegów potrzebnych do uzyskania oczekiwanego efektu zależy od stopnia rozciągnięcia tkanek pochwy, ilości porodów, wieku pacjentki. Zazwyczaj wystarcza wykonanie jednego zabiegu. W razie potrzeby zabieg można powtórzyć po miesiącu.

następnego porodu, podczas którego może dojść do nadmiernego rozciągnięcia tkanek. Wzmocnienie pochwy podczas zabiegu może zminimalizować ryzyko zbyt nadmiernego rozciągnięcia tkanki i kolejny poród może okazać się mniej destrukcyjny. Jeśli problem występuje u kobiety, która jest po okresie menopauzy należy stosować odpowiednią terapię hormonalną - odpowiedni poziom hormonów będzie podtrzymywać efekt zabiegu.

dr n.med. Kazimierz Kowalski - ginekolog

Przeciwwskazania: Infekcje w obrębie narządu rodnego są przeciwwskazaniem do zabiegu. Przed zabiegiem należy się przebadać ginekologicznie i wyleczyć ewentualne infekcje pochwy. Po zabiegu: Po zabiegu pacjentka może wrócić do codziennych obowiązków. Możliwe jest wystąpienie przesięku surowiczego, z tego względu zaleca się stosowanie podpasek do momentu, aż przesięk nie ustąpi. Po zabiegu zalecana jest wstrzemięźliwość seksualna przez okres jednego miesiąca. Jak długo utrzymuje się efekt? W przypadku młodych mam, będą się one cieszyć efektem przez lata lub do

Zapraszamy: Medicus Szczecin, pl. Zwycięstwa 1 Informacja telefoniczna: 91 433 35 68, 91 434 73 06 www.medicus.szczecin.pl R E K L A M A


Zdrowie

#

Zadbaj o talię i płaski brzuch

Rozmowa z profesorem Piotrem Prowansem z Centrum Chirurgii Plastycznej Art Medical Center.

- Co to jest plastyka brzucha?

- Czy można ustrzec się przed wiotkością brzucha i nieestetycznym wyglądem?

- To operacja mająca na celu wymodelowanie jego kształtu. Chodzi o to, aby kobieta uzyskała wcięcie w talii i płaski brzuch.

- Prowadząc zdrowy i sportowy tryb życia możemy wyeliminować otyłość oraz utrzymać mięśnie brzucha w dobrym napięciu, ale nie jesteśmy w stanie zapobiec postępującemu z wiekiem zwiotczeniu skóry.

- Na czym ona polega? - Polega na usunięciu fałdów skóry i tkanki tłuszczowej, a w niektórych przypadkach także na plastyce mięśni. Jest to więc operacja estetyczna, dzięki której można wyglądać młodziej.

- Czy kobiety często poddają się zabiegowi plastyki brzucha?

- Jeżeli wycinamy nadmiar tkanki tłuszczowej – czy to znaczy, że można się w ten sposób odchudzić? - Nie, nie jest to metoda na odchudzanie. Oczywiście wycinając niepotrzebny fragment tkanki tłuszczowej i skóry zmniejszamy wagę, ale jest to niewielki procent w stosunku do masy ciała. U osób szczupłych waga wyciętej tkanki może wynosić 0,5 do 1 kg, a u osób mających grubą warstwę tkanki tłuszczowej od 1kg do 2 kg. - A co się dzieje z mięśniami brzucha? - Mięśnie proste brzucha w miarę upływu lat ulegają osłabieniu i rozsunięciu. Dla tego niektóre osoby mają w nadbrzuszu przepukliny. W czasie operacji plastycznej brzucha zbliżamy brzegi mięśni przywracając ich ułożenie jak u osób młodych. W czasie tego zabiegu likwidujemy przepuklinę.

Dr hab. med. Piotr Prowans prof. nadzw. PUM Ma ponad 25 lat doświadczeń z chirurgii rekonstrukcyjnej, plastycznej, chirurgii ręki i mikrochirurgii. Członek wielu towarzystw naukowych. Publikuje w specjalistycznych czasopismach polskich i zagranicznych, wygłasza referaty. Jest współautorem dwóch patentów dotyczących wynalazków z chirurgii plastycznej i rekonstrukcyjnej, a także wykonawcą 10 projektów badawczych poświęconych chirurgii plastycznej i rekonstrukcyjnej.

- Skąd bierze się nadmiar skóry na brzuchu? - Po pierwsze skóra i mięśnie ulegają rozciągnięciu w okresie ciąży i po porodzie nie zawsze wracają do pierwotnego napięcia. Następna przyczyna to wiotkość skóry, która pojawia się z wiekiem. I kolejna to odchudzanie – redukujemy ilość tkanki tłuszczowej, a rozciągnięta skóra zostaje tworząc nieestetyczne fałdy.

- Tak, stosunkowo często. Z każdym rokiem atrakcyjność tego typu zabiegu wzrasta. Dużo podróżujemy i aktywnie spędzamy czas, chcemy więc dobrze wyglądać na basenie, na zajęciach sportowych, a także w teatrze w wieczorowej sukni. Chcemy być zgrabni, a operacja plastyczna brzucha może znacznie poprawić sylwetkę. - Czy po takim zabiegu są blizny? - Plastykę brzucha wykonuje się przecinając skórę nisko w podbrzuszu. Wówczas powstająca blizna jest zakryta bielizną. - W jakim wieku pacjentki najczęściej decydują się na taką operację? - U niektórych kobiet wskazania do zabiegu pojawiają się już w wieku 30 lat. Ale jak wspomniałem atrakcyjność zabiegu plastyki brzucha wzrasta. Obserwujemy duże zainteresowanie takimi operacjami kobiet w wieku 50 i 60 lat, które chcąc poprawić sylwetkę decydują się na operację. - Ile taki zabieg trwa i ile kosztuje?

- Zależnie od zakresu plastyki operacja trwa od 1 godziny do 2,5 godzin. Również cena zależy od zakresu operacji, może wahać się w granicach od 8 tys. zł do 14 tys. zł. R E K L A M A


Zdrowie

#

Z maluchem do dentysty

Foto: Sebastian Wołosz

Najwyższa Izba Kontroli sprawdziła, że ponad 90 procent nastolatków ma próchnicę, a 10 procent siedmiolatków nigdy nie było u dentysty. Kiedy zatem dziecko po raz pierwszy powinno odwiedzić stomatologa?

- Rodzice powinni przyjść z dzieckiem do dentysty, kiedy maluch ma około 2 lat, a jeśli dziecko ma problemy z zębami, to nawet i wcześniej - mówi dr n. med. Andżelika Warcholak-Grzeszewska, stomatolog. - Jeśli rodzice zauważają, że dziecko późno ząbkuje, ząbki są przebarwione, coś się na nich pojawia, to powinni się wtedy udać z maluchem do dentysty, żeby sprawdzić, co się dzieje. Najczęściej takie dzieci jedynie obserwujemy, aczkolwiek niekiedy jest to już próchnica, którą trzeba leczyć.Jeżeli dziecko przyzwyczai się do wizyt u dentysty, to nie ma z tym problemu. Wizyty kontrolne powinny się odbywać średnio co 3-4 miesiące. Wtedy dużo łatwiej wyłapać wcześnie próchnicę, a jej wyleczenie jest dużo szybsze i mniej bolesne. Ważne jest, aby podczas pierwszej wizyty dziecko zaprzyjaźniło się z dentystą. Potrzebny jest więc spokój, miła

atmosfera i uśmiech. - Pierwsza, tak zwana adaptacyjna wizyta dziecka u stomatologa, jest bardzo ważna - mówi dr n. med. Andżelika Warcholak-Grzeszewska. - Dziecko nie może się bać, stresować. Dentysta nie może mu się kojarzyć z bólem. Podczas takiej pierwszej wizyty jest więc bardzo miło. Nie ma ani słowa o dentyście, leczeniu czy bólu. Zwykle podczas pierwszej wizyty nic nie robimy z ząbkami dziecka, sadzamy je jedynie na fotel, często na kolanach u rodzica, włączamy kamerkę wewnątrz-ustną i pokazujemy dziecku na monitorze jego ząbki. Na koniec maluch otrzymuje prezenty - szczoteczkę i pastę do zębów, naklejki i kolorowanki. Dziecko jest później dobrze nastawione do wizyt u dentysty, nie boi się i chętnie siada na dentystycznym fotelu. (ta) R E K L A M A


Felieton

#

Paweł Krzych: Szczecin okiem blogera

Foto: Andrzej Szkocki

A to dopiero pierwszy etap działań. Gwarantuję Wam, że w najbliższym czasie będzie można więcej poczytać i zobaczyć w działaniu szczecińską blogosferę. Bardzo możliwe, że również na łamach MM Trendy.

Paweł Krzych - autor najpopularniejszego szczecińskiego bloga www.szczecinblog.pl oraz strony na FB Uśmiechnij się - jesteś w Szczecinie. Lokalny patriota. Pasjonat Szczecina, nowych mediów oraz podróży.

Blogi miejskie nie istnieją Tym razem zupełnie z innej beczki. Kto z Was jest czytelnikiem blogów? Gdybym to pytanie zadał na branżowym spotkaniu, pewnie zobaczyłbym las rąk. A kto potrafi wymienić przynajmniej pięć blogów ze Szczecina? Blogów wartościowych, godnych polecenia innym. Tutaj nie jest aż tak łatwo. Co jest tego powodem? Szczecińska blogosfera nie trzyma się razem. Każdy sobie rzepkę skrobie i działa pojedynczo. Nie ma miejsca, przestrzeni, która jednoczyłaby szczecińskich blogerów i blogerki, vlogerów i vlogerki. Wprawdzie odbyły się pojedyncze spotkania szczecińskiej blogosfery, ale nie jest to nic z dużym rozmachem, nic cyklicznego. Ot przyszło 40 osób, porozmawiało i się rozeszło. Właśnie na jednym z takich spotkań zauważyłem, że potrzeba nam platformy komunikacji. Miejsca, gdzie będziemy mogli planować akcje, robić coś dobrego dla naszego miasta, pokazywać, że również w nowych mediach tkwi siła. Postanowiłem, że podejmę się tego zadania. Jest już sporządzona lista szczecińskich blogów, która zrzesza ponad 200 blogerów.

Jak wynika z mojej listy, w Szczecinie dominują blogi poruszające tematykę: DIY (rękodzieła), kulinariów oraz blogi modowe. Jest ich łącznie ponad 90 (na wszystkich pojawiają się regularnie nowe wpisy, tylko takie strony ujmowałem na liście). Mało jest niestety blogów, które mają realny wpływ na to, co się dzieje w naszym mieście. W niektórych widzę jednak duży potencjał i jeśli ich autorzy odpowiednio to wykorzystają, mają szansę szeroko zaistnieć w Szczecinie (a może i nie tylko...). Niedocenianym kanałem komunikacji z mieszkańcami są blogi naszych lokalnych polityków. Na ten moment aktualizowane są tylko dwa z nich, na pewno bliżej wyborów ta liczba wzrośnie. Wyborcom to również powinno dać do myślenia. Na pewno zastanawiacie się skąd taki przewrotny tytuł tego artykułu. „Blogi miejskie nie istnieją” - takie stwierdzenie padło z ust Natalii Hatalskiej podczas seminarium z blogerami Szczecin Aloud (8 października, Multikino, Centrum Galaxy). Zgodzę się z tym stwierdzeniem pod względem tego, że blogi miejskie nie istnieją z punktu widzenia ogólnopolskiej blogosfery. Żaden miejski bloger z Polski nie jest na tyle wpływowy lub popularny (to dwie różne rzeczy), żeby mówiło się o nim, jak ma to miejsce w przypadku autorów z czołówki blogosfery. Szczecin ma swoje Szczecin Aloud. To platforma zszerzająca pasjonatów naszego miasta, nie blogerów (nawet sami o sobie mówią, że „nie znają się na blogowaniu”). Inicjatywa ma potencjał, który moim zdaniem obecnie nie jest jeszcze odpowiednio wykorzystany. Prym w mediach społecznościowych i w blogosferze wiedzie Gdańsk. Blog Forum Gdańsk (największa impreza blogerów w Polsce), kolonie dla blogerów (tak, również jest coś takiego!), platforma trojmiejskieblogi.pl, cykliczne spotkania blogerów (swapy książek, ubrań przez blogerki modowe, wspólne gotowanie przez blogerów kulinarnych), można by długo wymieniać. W Szczecinie blogosfera ma jeszcze dużo przed sobą. Ostatnio w jednym z wywiadów radiowych zapytano mnie, co sądzę o najbliższych trendach w tej sferze. Według mnie pójdziemy w kierunku przenoszenia działań w obszarze Internetu i blogosfery do świata rzeczywistego. Wspólne akcje blogerów będą coraz bardziej widoczne poza światem wirtualnym, autorzy blogów będą mieli coraz większy wpływ na to, co się dzieje w poszczególnych miastach. Tego właśnie wszystkim życzę. R E K L A M A


Biznes

#

Outlet Park Szczecin ma już rok Rozmowa z Mariuszem Machnickim, dyrektorem Outlet Park Szczecin.

- W tym miesiącu mija rok od otwarcia Outlet Park Szczecin. Co się w tym czasie wydarzyło? - Rok mija dokładnie 7 listopada. W kwietniu odwiedził nas milionowy klient. Mile zaskoczyliśmy go gadżetami i voucherem na zakupy. Do tej pory odwiedziły nas 2 miliony klientów. To bardzo dobry wynik, jak na tego typu obiekt i chyba najlepszy dowód na to, że Outlet Park jest trendy. Z naszego systemu monitorującego odwiedzalność wynika, że wszystkie sklepy zostały odwiedzone łącznie 11 mln razy. Każdy klient podczas swojej wizyty statystycznie odwiedza 5 sklepów. Nie zjawiają się, by tylko oglądać. Zostawili już w sumie w outlecie 80 mln zł.

i Paweł, sklepu Smyk czy kina sprawdza się? - Ten obiekt nie jest typowym centrum wyprzedażowym. Po roku mogę potwierdzić, że pomysł się sprawdził. Mamy tu część rozrywkową, wspomniane kino Helios, część gastronomiczną. To dodatkowe atrakcje. Kino odwiedziło już około 600 tys. osób. Korzystają z niego nie tylko mieszkańcy prawobrzeżnej części miasta, ale także Stargardu i okolic. W wakacje dla wielu osób seanse były alternatywą dla wyjazdów nad morze. Turyści kupowali bilety do kina przy okazji zakupów itd. Liczyliśmy, że outlet będzie przyciągał Niemców, mieszkańców Skandynawii i to też się sprawdza. Potwierdzają to wpisy obcokrajowców na naszym profilu na Facebooku.

- Zdarza się jeszcze, że outlet traktowany jest jak second hand? - Tak mogą myśleć jedynie ci, którzy nie odwiedzą tego miejsca. Jak już się pojawią, od razu rozumieją na czym polega outlet. Tu nie ma towarów z drugiej ręki. Do naszych sklepów trafiają nadwyżki produkcyjne, końcówki serii bieżących czy poprzednich kolekcji, a także produkty powstające specjalnie dla sieci outletowych, odzież lub obuwie unikatowe, pojedyncze egzemplarze, które nie weszły do kolekcji. Producenci i dystrybutorzy robią proste kalkulacje. Magazynowanie takich towarów kosztuje. Lepiej obniżyć cenę i je sprzedać. Osoby, które u nas robią zakupy, wykazują się sprytem ekonomicznym. Kupują przecież dobre markowe rzeczy taniej co najmniej o 30 proc.

- Empik w centrum wyprzedaży? - Bardzo dobry pomysł. Sam często do niego zaglądam. Można uzupełnić bibliotekę domową o bardzo ciekawe pozycje, kupić taniej ciekawe płyty. Polecam.

- Taniej, nie znaczy tanio? - Owszem. Buty Nike dla przykładu kosztują zwykle od 300 do 500 zł. Jeśli przecenimy je o 30 proc., to nadal trzeba będzie wydać w granicach 240-450 zł. - Czy oryginalna formuła funkcjonowania sklepów outletowych, ale też i klasycznych marketów, jak Piotr

MAGAZYN MIEJSKI | NUMER 08/2013

- Rocznica zobowiązuje? - Outlet to miejsce, w którym najlepszym prezentem są atrakcyjne ceny. Takie są codziennie, ale 9 listopada, z okazji pierwszych urodzin, będą jeszcze atrakcyjniejsze. Na naszym profilu na Facebooku można powalczyć w konkursie o 300-złotowe vouchery na zakupy w centrum wyprzedaży. - Będziecie się rozbudowywać? - O tym zdecyduje rynek, najemcy. Na razie skupiamy się na tej części, która już funkcjonuje. Z 16,6 tys. m kw. powierzchni najmu zajętych jest prawie 99 procent. Obecnie działa 70 sklepów, zatrudnionych jest 350 pracowników. Najważniejsze marki to: Tommy Hilfiger, Tatuum, Quiosque, Reserved, Nike, Ecco. Są też wszystkie renomowane marki produkujące obuwie. Rozmawiał Piotr Jasina

#40


Biznes

#

SGI otwiera wrota na Łasztownię Lastadia Office jest pierwszym biurowym waterfrontem w Szczecinie. Obiekt zbudowała Szczecińska Grupa Inwestycyjna. Właśnie zadomowiają się tu pierwsze firmy, m.in. home.pl zajmujący całe czwarte piętro. Tekst: Piotr Jasina / Foto: Sebastian Wołosz

Romuald Stachowiak, prezes SGI - Dlaczego biurowiec nad Odrą? - powtarza nasze pytanie Romuald Stachowiak, prezes SGI. - Istnieje moda na waterfronty. Śledząc trendy postanowiliśmy ulokować się właśnie nad wodą. Oglądałem tego typu obiekty w Hamburgu, Kopenhadze, ale i nad kanałami berlińskimi, gdzie takie budownictwo się rozwija. W końcu i w Szczecinie nadarzyła się ku temu doskonała okazja. Nasz rozmówca nie ukrywa, że ryzyko było spore. Ale też i miasto zachęcało firmę do tej inwestycji zapewniając, że w przyszłości powstawać będą bulwary wzdłuż Odry, poprawiona zostanie komunikacja. - W Warszawie wybudowaliśmy i sprzedaliśmy kilka biurowców. Pomyśleliśmy - dlaczego nie zainwestować w mieście rodzinnym... - wspomina początki szczecińskiej inwestycji prezes. Miasto rzeczywiście zaczyna wracać nad rzekę, zagospodarowywać atrakcyjne tereny. Bulwary niedawno zostały oddane do użytku. Rodzi się życie na Pozdzamczu, jest tu coraz gwarniej. - Przyszedł więc czas na drugą stronę rzeki - kontynuuje Romuald Stachowiak. Lastadia Office to rzeczywiście wrota na Łasztownię, bardzo ciekawe tereny. Ale inwestorzy muszą mieć pewność, że inwestując robią dobry biznes. Prezes SGI nie kryje, że rachunek ekonomiczny jest podstawą, ryzyko musi być wyważone. Przewidywania inwestora raczej się sprawdzają. Budynek powoli wypełnia się firmami. Budowę zakończono pod koniec lipca, teraz trwają prace adaptacyjne wewnątrz - już pod konkretne oczekiwania najemców. - Ponad 50 procent powierzchni biurowej Lastadii już wynajęliśmy - mówi Romuald Stachowiak. To w miarę satysfakcjonująca sytuacja. Jedynie może niepokoić

fakt, że nie widać napływu firm i inwestorów spoza Szczecina. Przedsiębiorca przyznaje, że sygnały z rynku potencjalnych najemców - krajowych jak i zagranicznych - nie są zbyt optymistyczne. - Liczyliśmy na to, że kiedy powstaną biurowce, zaobserwujemy to, co działo się w Poznaniu, Wrocławiu, Krakowie - kontynuuje. - Natomiast okazuje się, że cztery biurowce oferujące około 40 tys. m kw. zaspokajają wewnętrzny popyt tego miasta. Aby budować kolejne, muszą pojawiać się firmy spoza Szczecina. Prezes nie kryje, że firma ma plany rozbudowy. - Moglibyśmy zamknąć całą stronę nabrzeża z jednej i drugiej strony Mostu Długiego - dodaje. - Te tereny są nasze. Ale trzeba mieć dla kogo budować, a 10-20 proc. najemców z zewnątrz to za mało. SGI ulokowała w biurowcu na Łasztowni swoją siedzibę, chociaż biura handlowe pozostawiła przy pl. Hołdu Pruskiego.

Lastadia Office

(z łac. Łasztownia) powstała przy ul. Zbożowej, nad samą Odrą. Nowoczesny, sześciopiętrowy budynek ma 11,5 tys. m kw. powierzchni biurowych. Autorem projektu jest szczecińska pracownia Orłowski, Szymański - Architekci. Parking dla pracowników zlokalizowany został na parterze. Wejście do biurowca jest możliwe od frontu oraz z tyłu, od strony parkingu. Usytuowanie budynku umożliwiło odtworzenie dawnej ul. Spichrzowej, która biegła prostopadle do ul. Zbożowej.

#41

MAGAZYN MIEJSKI | NUMER 08/2013


Od muzyki nie mogę się oderwać Emilia Goch, altowiolistka, charyzmatyczna założycielka szczecińskiej Baltic Neopolis Orchestra, opowiada nam o początkach artystycznej kariery na... ulicy, graniu bez pieniędzy i sukcesie, jakim jest wydanie płyty. Tekst: Małgorzata Klimczak / Foto: Radek Kurzaj


Kultura

#

#43

MAGAZYN MIEJSKI | NUMER 08/2013


- Marzyłaś o wydaniu płyty. Właśnie pojawiła się na rynku, zagraliście już koncert promujący wydarzenie. Jaka ona jest? - Niemal trzy lata poszukiwałam kompozycji, które znalazły się na wydanym w październiku krążku BNO. Uciekając od standardów muzyki klasycznej typu Mozart, porwałam się na nagranie utworów młodych polskich kompozytorów: Mikołaja Góreckiego oraz Pawła Łukaszewskiego. Solistą i koncertmistrzem jest Tomasz Tomaszewski z Deutsche Oper Berlin, skrzypek, który zainspirował mnie do realizacji nagrania bez dyrygenta. Nie było to zadanie łatwe, wymagało od zespołu niezwykłej koncentracji, ale sprawiło muzykom wielką przyjemność. Absolutnie każda minuta tej płyty oddaje charakter, emocjonalność i wrażliwość artystów, którzy ją nagrali. Warto dodać, że Paweł Łukaszewski, tegoroczny laureat Fryderyka „Artysta roku w muzyce poważnej” napisał utwór dla BNO, który premierę ma na tej właśnie płycie. Prace nad wydaniem trwały cały rok, a efekt końcowy jest spełnieniem marzeń nie tylko moich, ale również muzyków z BNO. - W ciągu kilku lat ukształtowałaś zespół, który ma mocną pozycję na rynku. Łatwo było namówić ludzi, żeby grali bez etatów, bez konkretnych pieniędzy? - Początki nie były łatwe, choć miałam to szczęście, że obok mnie byli cudowni ludzie. Żyłam tylko jedną myślą - aby zagrać pierwszy koncert. Nie zawracałam sobie głowy, co będzie dalej. Muzyków nie trzeba było specjalnie namawiać. W Szczecinie brakowało zespołu, w którym moglibyśmy się rozwijać, wybierać repertuar, realizować się zawodowo, więc go stworzyłam. To, co się stało później, było naturalną reakcją na potrzeby rynku. Okazało się, że mamy dla kogo grać, jesteśmy

MAGAZYN MIEJSKI | NUMER 08/2013

potrzebni. Zespół rozwinął się w zawrotnym tempie, co do dzisiaj mnie zaskakuje. Nigdy nie miałam biznesplanów, znajomości, a jednak się udało. W prowadzeniu zespołu kieruję się niemal tylko intuicją. Chcę grać muzykę dla ludzi i odkrywać ją dla ludzi. Chciałabym, żeby wszyscy ludzie pokochali muzykę klasyczną, żeby dostrzegli, jaka jest w życiu ważna i jak wiele piękna ma w sobie. - Wcześniej, przez wiele lat grałaś na ulicy. Co ci to dało? - Grałam w zasadzie od 15. roku życia. Najpierw w Polsce (nawet w Szczecinie na Zamku), potem w Europie. Ten etap swojego życia uważam za niezwykle cenny, twórczy i... imprezowy. Był to najlepszy z możliwych sposobów na sfinansowanie wakacji, zwiedzanie świata, poznawanie ludzi, artystów i miejsc. Grając na ulicy można nauczyć się wielu przydatnych w zawodowym życiu artysty zachowań, jak choćby sposobów na pozbycie się tremy, nabierania dystansu, komfortu podczas grania, umiejętności pozowania do zdjęć. Wbrew pozorom to cenna lekcja. Najpiękniej wspominam te chwile, w których poznawałam innych artystów. Czasami spontanicznie łączyliśmy się w większe zespoły, a z tych konstrukcji powstawały cudowne uliczne koncerty. Wszystkie te doświadczenia pozwoliły mi otworzyć się na muzykę w nieco inny, mniej pompatyczny sposób. Nie wykluczam, że jeszcze kiedyś na „streeta” wyskoczę. Czasami bardzo za tym tęsknię. - Jak reagują przechodnie na muzyków grających na ulicy? - Policja i straż miejska najczęściej reagują mandatem. Dużo zależy od miejsca, w którym się gra. Ważna jest akustyka, przestrzeń i kontekst turystyczny. Najlepsze są stare miasta. Grając

#44


Kultura

#

- I to jest właśnie pytanie, którego się obawiałam, bo okazuje się, że nie. Świat muzyki jest tak zajmujący, że nie sposób się od niego oderwać, a jeśli nawet, to tylko na kilka chwil. Wolny czas uwielbiam spędzać z przyjaciółmi, którzy swoim poczuciem humoru kasują wszystkie moje stresy. Uwielbiam również podróżować, ale uświadomiłam sobie kilka tygodni temu, że przez ostatnie 10 lat tylko raz wyjechałam bez altówki. Jestem osobą nieustająco poszukującą wrażeń, nie stronię od spontanicznych zachowań, lubię na szybko wykreować sobie nową tożsamość i przekonać nowo poznanych ludzi, że jestem na przykład krawcową. Rzadko kiedy coś dokładnie planuję, co bywa kłopotliwe dla moich przyjaciół i współpracowników, ale mam nadzieję, że za to lubią mnie jeszcze bardziej.

z koleżanką ubierałyśmy piękne sukienki, miałyśmy profesjonalne pulpity, starałyśmy się stworzyć atmosferę koncertu. Bywało, że słuchało nas 100-200 osób, siadali na ulicy, przynosili kwiaty, prezenty, kawę. Potem zapraszali na kolacje, czasami na koncerty i festiwale. Ale bywało, że nie słuchał nikt, konkurencja zabierała najlepsze miejsca. Nie umiem tego policzyć, ale wydaje mi się, że jestem na co najmniej 5 tysiącach fotografii i filmów w domach na całym świecie. - Jak się czuje artysta, który włożył wiele lat pracy w to, żeby grać i musi brać pod uwagę opcję, że graniem nie zarobi na chleb? - Tego nie wiem i mam nadzieję, że się nie dowiem, ale znam artystów, którzy nie mieli tyle szczęścia. Rynek jest trudny. Muzyków jest wielu, chociaż akurat w naszym regionie nie ma dużej konkurencji, ale już w Berlinie roi się od utalentowanych artystów. Ostatnio usłyszałam opowieści przyjaciół, którzy jeżdżą na przesłuchania do orkiestr w Europie, że nie ma oceny „lepszy-gorszy”. Jedyne co muzyków odróżnia w ich wybitnym graniu, to niuanse typu barwa instrumentu. Muzyka wymaga ogromnego poświęcenia od najmłodszych lat, wielu etapów edukacji i nieustającej pracy z instrumentem przez całe życie. To zawód tylko dla wytrwałych i zdeterminowanych. Dla mnie kluczem do sukcesu jest wielka pasja i nieustająca wiara w spełnienie marzeń. - Muzycy grający muzykę klasyczną kojarzą się z grzecznymi postaciami. Nikt ich nie podejrzewa, że mogliby zdemolować pokój w hotelu, jak rockman. To prawda czy mit? - Jestem przeciwnikiem podziałów wśród muzyków na rockmanów, jazzmanów i „poważniaków”. Wszyscy pracujemy w tej samej branży, jesteśmy podobnymi ludźmi, poziom emocji na scenie podczas koncertów jest taki sam, niezależnie od gatunku muzyki jaki się uprawia, a zatem każdy artysta musi gdzieś ten wysoki poziom adrenaliny odreagować. Dla mnie każdy koncert jest dużym przeżyciem, nie znoszę sytuacji, kiedy muzyk prosto ze sceny pędzi do domu. Lubię pobyć chwilę w tej koncertowej aurze. W BNO mamy swoje pokoncertowe zwyczaje. Chodzimy razem na kolacje, wino, rozmawiamy, omawiamy, wspólnie przeżywamy to, co się przed chwilą wydarzyło, a jak opadną emocje, to wybieramy się na imprezę. Zwykle też razem. Na wyjazdach, jeśli już rozrabiamy, to w uroczy, niegroźny sposób. - Co artyście w duszy gra poza muzyką? Ma jakiś świat pozamuzyczny?

- Stworzyłaś zespół, w którym grasz, ale jesteś też jego menedżerem. Łatwo pogodzić obie te role? - Najlepiej czuję się na próbach, najgorzej znoszę pracę biurową, a ta na stałe wpisała się w moje obowiązki. Wbrew temu, co przeczytałam w kilku poradnikach o zarządzaniu, udało mi się stworzyć model bycia szefem i przyjacielem jednocześnie. I choć wydaje się to prawie niemożliwe, mam jeden sekretny sposób: szacunek. Bardzo szanuję i cenię każdą osobę, z którą pracuję, a jednocześnie staram się mieć duży dystans do własnych i cudzych odmienności. Każdy z nas jest inny, inaczej reaguje, ma inną wrażliwość. Staram się to dostrzegać i wyciągać z każdego to, co najlepsze. Ponadto wydaje mi się, że mam zwyczajnie wielkie szczęście, bo wokół mnie są niemal wyłącznie ludzie, z którymi od lat się przyjaźnię. - Jakie masz najbliższe plany artystyczne? - Planów niewiele, ale za to marzeń niezliczona liczba, bo z tym planowaniem, jak wiadomo, nie idzie mi najlepiej. Dużo ostatnio koncertowałam po Azji: Malezja, Singapur, Korea Płd. Nawiązałam sporo artystycznych znajomości, mam nadzieję, że coś się z tego urodzi, pomysłów na współpracę jest bardzo dużo. Tamtejszy rynek muzyczny wydaję się być bardzo otwarty dla Europy. Chciałabym wyruszyć z BNO w trasę promującą naszą nową płytę, powoli również przygotowuję się do nagrania następnej. Koncertów na rok 2014 planujemy bardzo dużo, wierzę że uda się nam niejednokrotnie zaskoczyć publiczność. Mam również ambitny plan zrobienia doktoratu, zaczęłam pracę w Akademii Sztuki, a to zobowiązuje do dalszego kształcenia. Bardzo się cieszę na ten kolejny krok w mojej karierze.

#45

MAGAZYN MIEJSKI | NUMER 08/2013


Kultura

#

Powrót królowej twista

Irena Jarocka, Halina Kunicka, Czesław Niemen, Katarzyna Gaertner, Janusz Kondratowicz, Tomasz Raczek, Karin Stanek - to tylko kilka nazwisk ważnych postaci polskiej kultury, których wspomnienia na temat Heleny Majdaniec znajdą się w najnowszej książce Rafała Podrazy szczecińskiego dziennikarza, pisarza i publicysty. Tekst: Maciej Pieczyński / Foto: Michał Stefaniak / Archiwum W książce „Helena Majdaniec. Jutro będzie dobry dzień” piosenkarkę wspominają koleżanki i koledzy z branży muzycznej, rodzina, przyjaciółki ze szkoły i wierni fani. A dzięki zapisowi dwugodzinnej rozmowy, nagranej dzień przed jej niespodziewaną śmiercią, w książce przemówi sama „królowa twista”! - Helena Majdaniec zasługuje na książkę mówi Rafał Podraza. - Dziwię się, że jedenaście lat po jej śmierci jestem pierwszym, który literacko zainteresował się jej dorobkiem. Moim zdaniem, to prawdziwa ambasadorka Szczecina. Zanim na polskiej scenie pojawił się zespół Hey, to ona - obok Filipinek - była najjaśniejszą gwiazdą polskiej piosenki pochodzącą z tego miasta.

fakt, że dzień później dostała od mamy SMS-a zwrotnego: „Helena Majdaniec nie żyje”…

Na koncertach latały marynarki Helena Majdaniec w muzyce była perfekcjonistką. - Nie tolerowała półśrodków - zdradza dalej autor. - Często się to na niej mściło. Koledzy z zespołu, którym bez pardonu potrafiła zwrócić uwagę na błędy w aranżacjach swoich piosenek (Helena Majdaniec ukończyła średnią szkołę muzyczną w klasie fortepianu), po złości potrafili czasem zagrać jej piosenkę w innej tonacji albo w ogóle zmienić tempo utworu. Ewentualnie, kiedy występowała, robili za jej plecami, ku uciesze publiczności, głupie miny.

W modzie i w piosence Zadebiutowała w klubie studenckim „Pinokio”, potem weszła do „Złotej dziesiątki” Festiwalu Młodych Talentów. W 1963 roku nagrała płytę i jako pierwsza piosenkarka zza żelaznej kurtyny wystąpiła w paryskiej „Olympii”. Związana z zespołami Czerwono-Czarni i Niebiesko-Czarni, w latach sześćdziesiątych wyznaczała trendy w polskiej piosence i... modzie. Jako pierwsza występowała na scenie w mini i tapirowała włosy. - Szybko została numerem jeden - dodaje Rafał Podraza. Książka ukaże się pod koniec listopada. Jednak już teraz autor zdradza nam kilka zawartych w niej ciekawostek. - Jedną z osób, które wspominają Helenę Majdaniec jest Anja Orthodox, piosenkarka rockowa, wokalistka zespołu Closterkeller. Panie spotkały się w Krakowie, przy okazji kręcenia kolejnych odcinków programu Ewy Drzyzgi, dzień przed niespodziewaną śmiercią „królowej twista”. Zjadły razem śniadanie. Anja nie mogła uwierzyć, że siedzi przy jednym stoliku z legendą polskiego rocka, której piosenki jej mama nuciła w młodości. Natychmiast po rozmowie wysłała mamie SMS-a: „jadłam śniadanie z Heleną Majdaniec!” - mówi Rafał Podraza. - Wielkim szokiem był dla Orthodox

MAGAZYN MIEJSKI | NUMER 08/2013

Helena Majdaniec.

Jedna z wielkich gwiazd polskiego big-beatu. Stawiana w jednym rzędzie z Adą Rusowicz, Kasią Sobczyk i Karin Stanek. Mająca na koncie takie przeboje, jak: „Rudy rydz”, „Zakochani są wśród nas”, „Jutro będzie dobry dzień” czy „Czarny Alibaba”. Pierwsza wykonawczyni legendarnych „Tańczących Eurydyk”. Jaka była? Dlaczego w momencie największej popularności wyjechała do Francji? O tym wszystkim można dowiedzieć się z najnowszej książki Rafała Podrazy „Helena Majdaniec. Jutro będzie dobry dzień”. Premiera książki zaplanowana jest na 21 listopada w Szczecińskiej Agencji Artystycznej.

#46

Jak podkreślają ci, którym dane było znać Helenę, piosenkarka miała osobowość i… charakterek. - Mówi się, że uważała się za kogoś lepszego, a nie wszystkim to się podobało. Ale z drugiej strony - tutaj Podraza próbuje bronić Majdaniec - tak została wychowana. Od zawsze była oczkiem w głowie ojca, który od początku widział w niej wielką artystkę. Dlatego też młoda Helena nie musiała w domu sprzątać, prać czy gotować. Uwielbiała publiczność, choć nie powiem, uwielbienie to było obustronne. Na jej koncertach dosłownie, jak opowiadała mi Katarzyna Gaertner, latały marynarki. A młodzi ludzie, mimo zakazów, tańczyli w rytm jej piosenek. Od zawsze chciała grać rock’n’rolla. Nie widziała się w utworach sentymentalnych. Kochała rytm.

Marynarz z płytami Presleya Była niewątpliwą pięknością. Miała z tego powodu wielu adoratorów. Jeden z nich marynarz - regularnie z Zachodu przywoził jej płyty Presleya, Dalidy, Connie Francis, Sedaki i innych gwiazd światowej muzyki lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych. Czerpała z tych piosenek pełnymi garściami. Ale nie tylko portowy charakter miasta, okno na świat Zachodu, inspirował - zdaniem Podrazy


Kultura

#

Należała do najbardziej cenionych solistek Czerwono-Czarnych i Niebiesko-Czarnych. Bardzo pracowita i zawsze doskonale przygotowana do próbowania nowych piosenek. Nikogo nie dziwiło, że zrobiła karierę nie tylko w Polsce, ale i za granicą. Wiesław Bernolak, gitarzysta zespołu Czerwono-Czarni

- Helenę Majdaniec. Także przyroda i ludzie. Uwielbiała spacery po deptaku na dzisiejszej alei Wojska Polskiego, w Parku Kasprowicza. Kochała występy na scenie amfiteatru, który dziś nosi jej imię. Wprost przepadała za rozmowami z przypadkowo napotkanymi ludźmi.

Do Szczecina na stare lata Niestety w momencie, kiedy jej piosenki non stop były emitowane w radiu, wygrywały plebiscyty publiczności, gazety były pełne jej zdjęć, a sale koncertowe przepełnione, piosenkarka postanowiła wyjechać do Francji. - Marzyła o światowej karierze - mówi Podraza. - Nie zdobyła tam jednak takiej popularności, jak w Polsce, ale faktycznie przez trzydzieści pięć lat była królową snobistycznych paryskich kabaretów „Rasputin” i „Carewicz”, a na jej recitale tłumnie schodziły się gwiazdy takie jak: Callas, Bardot, Hudson, Onnasis, Garland. Była cenioną piosenkarką, która - jak sama podkreślała w wywiadach - cały czas utrzymywała się ze śpiewania. Z powodzeniem koncertowała

W czasach istnienia Niebiesko-Czarnych ja i Helena byliśmy parą. Chociaż spotykaliśmy się zaledwie rok, była szczególną dziewczyną w moim życiu. Dla niej skomponowałem dwie piosenki: „Nie żegnaj mnie” i „Powiedz, że mnie kochasz”. Była niezwykle piękna, serdeczna, gadatliwa i impulsywna. Wojciech Korda, piosenkarz, kompozytor

w Szwajcarii, Szwecji, Niemczech, Kuwejcie, wielokrotnie w USA i Kanadzie. W latach dziewięćdziesiątych coraz częściej odwiedzała Polskę. Zawsze w wywiadach podkreślała, że jej miejscem na ziemi jest ukochany Szczecin, że tutaj chce na starość powrócić. - Bardzo pilnowałem, by książka nie była laurką - mówi Rafał Podraza. Nie pomijam więc niewygodnych wątków z życiorysu Heleny.

R E K L A M A

SPECJALISTYCZNE CZYSZCZENIE, RENOWACJA, FARBOWANIE SKÓRY, KOŻUCHY, FUTRA PONAD TRZYDZIEŚCI LAT DOŚWIADCZENIA


Jedną z dzielnic Tokio, którą zwiedził Krystian Michalak jest Ginza, najbogatsza część miasta.

MAGAZYN MIEJSKI | NUMER 08/2013

#48


Podróże

#

Tokio nigdy nie chodzi spać Krystian Michalak, laureat naszego konkursu „W drodze do Tokio”, spędził trzy dni w stolicy Japonii. Z Kraju Kwitnącej Wiśni przywiózł świetne zdjęcia i mnóstwo wrażeń. Tekst: Małgorzata Klimczak / Foto: Krystian Michalak 1 października grupa szczecińskiego jazzmana Sylwester Ostrowski Quintet wraz z Makoto Kuriya zagrała specjalny koncert w Yamaha Ginza Hall w Tokio. To część projektu „Just Music”, czyli dwa koncerty i nagranie płyty z japońskimi muzykami. Artystom towarzyszył szczecinianin Krystian Michalak, który dzięki MM Trendy wygrał trzydniową wycieczkę do Tokio, ufundowaną przez koncern Yamaha. Nagrodą były bilety lotnicze, zakwaterowanie w hotelu oraz bilet na koncert grupy Ostrowskiego.

i na każdym piętrze budynków salony gier. Dzieciaki jak w amoku grają i tańczą. Ale kiedy wyciągałem aparat, wszyscy momentalnie się odwracali. Bardzo nie lubią, kiedy robi im się zdjęcia. Całe miasto tętni życiem. Chodziłem po mieście do czwartej rano i cały czas coś się działo. Jest bezpiecznie. Policja non stop jeździ na rowerach. Nie mają pałek ani pistoletów. Jedną z dzielnic, które dokładnie obejrzał Krystian Michalak, jest najbogatsza - Ginza, gdzie odbywał się koncert grupy Sylwestra Ostrowskiego. - W tej dzielnicy skupione są pieniądze - opowiada Krystian. - Mieszkający tam wyróżniają się innym stylem ubierania, mają klasę i przede wszystkim kasę. Większość obiektów aż lśni od nowości. Natomiast w innych dzielnicach, pośród wyremontowanych kamienic, można natknąć się na rudery.

Po przyjeździe do Tokio nie obyło się bez kłopotów. - Największym okazał się dojazd do hotelu, bo lotnisko dzieli od niego około 60 km - opowiada Krystian. Taksówka była okropnie droga. Kupiłem więc bilet na autobus, który dowoził do dziesięciu wybranych hoteli. Do mojego niestety nie dojechał i przez dwie godziny szukałem drogi z mapą w ręku. W hotelu trochę snu i pierwsza wyprawa do miasta. - Tokio przytłacza tym, jakie jest ogromne - to pierwsze wrażenie Krystiana. - Mieszka tam 35 mln ludzi. Zastanawiałem się nawet gdzie oni wszyscy żyją i jak się tam mieszczą. Dom stoi obok domu, wszystkie bardzo wysokie i wąskie. Na chodnikach jest odwrotnie niż u nas - jedna piąta chodnika jest dla pieszych, reszta dla samochodów. Na każdym skrzyżowaniu jest policja, która pomaga przejść. Bo tam skrzyżowania wyglądają bardziej jak gwiazdy. Policja ma przyrządy, które wyglądają jak miecze z „Gwiezdnych wojen”. Używają ich do kierowania ruchem. Pierwszego dnia Krystian zrobił 28 km. - Miasto podzielone jest na ogromne dzielnice - mówi podróżnik. - Udało mi się zwiedzić cztery największe. Shibuya była super, pełno młodzieży

Żywność jest bardzo tania. Mimo to okazała się dla naszego podróżnika właściwie niedostępna. - Jestem uczulony na owoce morza, więc żywiłem się głównie bananami, bo Japończycy prawie do wszystkiego dodają owoce morza - mówi Krystian. - Nawet w KFC pierś kurczaka była z dodatkiem glonów. Jadłem więc ryż bez dodatków i jajka. A ulice? Miasto jest czyste, nie widać smogu, mimo to wielu Japończyków chodzi w maskach. Wszystkie samochody są elektryczne. Jeździ ich mnóstwo, za to wcale ich nie słychać. Japończycy bardzo dużo pracują. Do północy w ich biurach palą się światła. Dzieci spędzają czas w przedszkolach do późnych godzin nocnych. Ale za swoją pracę dostają bardzo dobre pieniądze. W dzielnicy Ginza odbył się koncert Sylwestra Ostrowskiego, na którym miał okazję być Krystian Michalak. Przyszło na niego

#49

MAGAZYN MIEJSKI | NUMER 08/2013


Podróże

#

Siedziba firmy Yamaha i koncert grupy Sylwestra Ostrowskiego. Poniżej Krystian Michalak w otoczeniu muzyków.

mnóstwo osób, w tym przedstawiciele koncernu Yamaha, polskiej ambasady oraz szczecińskiego armatora PŻM, który odbierał w Japonii zamówiony wcześniej statek. Na końcu grupa pod wodzą Sylwestra Ostrowskiego zebrała sowite oklaski. Z Yamaha Ginza Hall Krystian zapamiętał jeszcze jeden szczegół. - Jechaliśmy windą, która poruszała się bardzo wolno mówi. - Okazało się, że to jest najwolniejsza winda na świecie i służy do przewozu fortepianów. Nie może wywoływać żadnych drgań, więc pokonanie trzech pięter trwało wieczność.

MAGAZYN MIEJSKI | NUMER 08/2013

Trzy dni minęły błyskawicznie, pozostały niezapomniane wrażenia. - To był rewelacyjny wyjazd - podsumowuje Krystian. - Zwycięstwo w konkursie pozwoliło mi skonfrontować się z inną kulturą, zobaczyć miejsca, do których nigdy bym nie dotarł. Dziękuję.

Pełna relacja z podróży na www. mmszczecin/trendy oraz facebook.com/MagazynMMTrendy

#50


Felieton

#

Monika Pyrek-Rokita: optymistycznie z prasy nawiązujący do ich cech, to „Twardszy sprzęt pomoże Monice”;-).

Monika Pyrek-Rokita - lekkoatletka, medalistka Mistrzostw Świata, jedna z najlepszych tyczkarek w historii kraju, obecnie prowadzi program w Polskim Radiu Szczecin

Potyczki Pyrek bez tyczki Witam serdecznie po krótkiej przerwie. Moja nieobecność wynikała z chwilowej niemożności ogarnięcia życiowych terminów i tak zwanych przypadków losowych. Jednak wracam do Państwa, wracam do siebie, wracam do radia. Wracam na rowerze, nawet próbuję wracać do sportu. Przejdźmy jednak do szczegółów. 12 października zadebiutowałam ponownie na antenie Radia Szczecin. Świadomie piszę zadebiutowałam, bowiem obdarzono mnie sporym zaufaniem i powierzono autorskie, popołudniowe sobotnie pasmo. Tytuł mojej audycji to „Potyczki Moniki Pyrek”. Oczywiście nie mógł być inny, no bo jak, Pyrek bez tyczki? To niemożliwe. Ale przyjmuję to z pokorą i radością. Moje tyczki już niejednokrotnie porażały swoją wielozadaniowością i wieloznacznością. Ulubiony tytuł

Co do wielozadaniowości tyczek, to podobno moi starsi, legendarni koledzy tyczkarze potrafili w czasach PRL wypełnić tyczki np. lisimi skórami, w celach zarobkowych rzecz jasna. Wróćmy jednak do audycji. Wypełniać ją będą głównie rozmowy z moimi gośćmi. Fascynujące i absolutnie nowe doświadczenie! Przez ostatnich kilkanaście lat, to ja byłam odpytywana przez dziennikarzy. I przyznam szczerze, że wielokrotnie byłam niezadowolona z ich merytorycznego przygotowania. Irytowały mnie nieustająco zadawane te same pytania. Tak, starałam się być miła i prawie nigdy nie odmawiałam rozmów. Teraz, stając po drugiej stronie, bardzo wysoko wieszam sobie poprzeczkę, by nie popełniać tych błędów, które tak mnie denerwowały. No i nie ma co się czarować, taka sytuacja kosztuje mnie trochę nerwów. Mam jednak nadzieję, że efekty będą interesujące przede wszystkim dla słuchaczy. Do radia wracam na rowerze. Dosłownie. Od sierpnia wstąpiłam w coraz liczniejsze szeregi szczecińskich rowerzystów, poruszających się po ścieżkach, chodnikach i ulicach. Obserwowanie Szczecina z perspektywy dwóch kółek, to inspirujące doświadczenie. Widać zdecydowanie więcej. Więcej przyrody, architektury i więcej ludzi. Rower to nie tylko komunikacja. Wszyscy wiedzą, że rower to również styl, a dla wielu nawet światopogląd. Ja od razu wstąpiłam w szeregi tych, dla których moda rowerowa jest równie ważna. Wsiadając na rower oczywiście myślę jak wyglądam i uważam, że to jest bardzo fajne. A najfajniejsze jest to, że dziewczyn myślących tak, jak ja jest na szczecińskich ścieżkach całkiem sporo. Wyglądają naprawdę super! Wracam do sportu? Niekoniecznie, ale próbuję się już powoli ruszać, choć szczerze, to w sumie nigdy nie przestałam. Pierwsze próby biegania wypadły całkiem nieźle. Stylu nie zgubiłam. Może nie powinnam się przyznawać, ale biegając zawsze bardziej myślałam o tym, żeby to ładnie wyglądało niż o pokonywanych kilometrach. Dzisiaj również obserwując innych bardzo dużą uwagę przywiązuję do piękna biegu, naturalności i swobody. Cóż. Takie babskie widzenie świata. Na koniec przyznam jednak, że przypadkowo trafiłam w telewizji na skoki Kozakiewicza i Ślusarskiego i coś tam lekko w dołku ścisnęło. Wiem, że to będzie wracać, ale uśmiech mojego synka niszczy wszystkie smutki w zarodku. R E K L A M A


Kul tu ral nie

Elektryczne tango

Pierwszym zespołem, który wystąpi w tym roku w ramach cyklu Morze Muzyki będzie Tanghetto, jeden z głównych twórców nurtu zwanego neotango lub electro tango. Jak można opisać ten gatunek? Nowe tango powstaje z połączenia tradycyjnych melodii Buenos Aires (tango i rytmy latynoskie) z elementami muzyki elektronicznej. Jest próbą odświeżenia i przełożenia na współczesny język tradycji tanga. Integralnym elementem widowiska są wizualizacje, które przenoszą nas w muzyczny świat i klimat Buenos Aires. W 2013 roku grupa obchodzi dziesięciolecie wydania pierwszej płyty. Z tej okazji zespół wyruszył w trasę koncertową, w ramach której zawita również do Polski.

ZAPOWIADAMY POLECAMY ZAPRASZAMY

Tanghetto, 20 listopada, Lulu Club, godz. 21, bilety 55-85 zł Bilety do wygrania MagazynMMTrendy

Hiphopowy chaos

O.S.T.R. i Hades z warszawskiej HiFi Bandy zaprezentują w Szczecinie materiał z ich wspólnej płyty „HAOS”. Album we wrześniu tego roku zdobył platynowy status. O.S.T.R. to artysta, który właściwie nie musi już niczego udowadniać. Cieszy się respektem zarówno Michała Urbaniaka, jak i zawodników rugby. Ten album to pierwszy przypadek rap-duetu w bogatej dyskografii artysty. Co ciekawe, jego kompan to nie osoba z bliskiego entourage’u, ale artysta, z którym wcześniej nie współpracował. Nagrywający dla wytwórni Prosto - Hades - to raper, który jeszcze nie doczekał się masowej popularności, ale wśród znawców tematu od dawna wskazywany jest na nową nadzieję polskiego rapu. O.S.T.R. & Hades, After Party: Dj Prime, 15 listopada, Imperium Klub, godz. 21, bilety 30-35 zł Bilety do wygrania MagazynMMTrendy

MAGAZYN MIEJSKI | NUMER 08/2013

#52

Domowe melodie

Projekt „Domowe melodie” to fenomen internetu. Bez wsparcia wielkich wytwórni, bez udziału w talent show, radzą sobie bardzo dobrze i zdobyli ogromną popularność. Ich płyta powstała w zaciszu własnego pokoju Justyny Chowaniak. - Czuję się częścią pokolenia, które nie daje sobie wcisnąć kitu wlepianego nam przez media - wyznaje Justyna. Artyści świadomie tworzą więc muzykę zupełnie poza salonowymi modami, w domu - i ten autentyzm zarówno formy jak i treści jest największym atutem płyty. Domowe Melodie, 30 listopada, Klub Hormon, godz. 20, bilety 30 zł


Kulturalnie

#

Szpak zaleca: więcej dystansu

Clubbing po brytyjsku

Kasia Nosowska spakowana Liderka zespołu Hey wystąpi w Szczecinie w ramach trasy koncertowej „Nosowska.zip”. Gościnnie wystąpi Krzysztof Zalewski, laureat drugiej edycji talent show - „Idol”. Wokalistka zespołu Hey od kilku lat równolegle prowadzi karierę solową. W klubie Imperium wystąpi w ramach trasy koncertowej „Nosowska. zip” i zaprezentuje przekrojowy repertuar. Na pewno nie zabraknie znanych kompozycji, takich jak: „Era retuszera”, „Nomada” czy „Kto?”. Dodatkowo będzie można usłyszeć kilka bardzo dawno niegranych, elektronicznych kompozycji Andrzeja Smolika z płyty „Sushi” - zapewne będzie to gratka dla fanów twórczości artystki. Nosowska.zip z gościem: Krzysztofem Zalewskim, 19 listopada, Imperium Klub, godz. 19, bilety w przedsprzedaży 55 zł, w dniu koncertu 65 zł Bilety do wygrania MagazynMMTrendy

Rzadko w Szczecinie mamy możliwość gościć gwiazdę muzyki tanecznej tej miary. To żywa legenda klubowów Wielkiej Brytanii, jeden z pionierów sceny, która eksplodując popularnością zrodziła clubbing, czyli modę na bywanie w fajnych miejscach z doskonałą muzyką. W listopadzie w Szczecinie zagra nie kto inny jak Zed Bias! Artysta nieprzerwanie, od lat dziewięćdziesiątych, funkcjonuje w branży muzycznej jako pionierski producent, remixer, didżej, czy szef wytwórni. W świadomość wielbicieli dobrej zabawy na parkiecie wbił się mocno za sprawą singla „Neighbourhood”, który w lipcu 2001 osiągnął 25 pozycję na brytyjskiej liście przebojów. Jego nowy album ukaże się nakładem kultowej oficyny Swamp 81. Słowa uznania należą się również dla umiejętności didżejskich Zed Biasa, które Szczecin miał okazję poznać w roku 2010 na Łasztowni, podczas festiwalu Boogie Brain. Imprezę organizuje prężna ekipa didżejska Bass & Culture.

Przed nami siódma odsłona jednej z największych festiwali kabaretowych w Polsce, a na pewno w naszym regionie. W tym roku Szpak organizowany jest pod hasłem „Więcej dystansu!”. Gwiazdy siódmej edycji to Ireneusz Krosny, Kabaret Jurki, Kabaret Słuchajcie, Hofesinka, Siedem Razy Jeden I Siedem Razy Jeden. Imprezę poprowadzą: Piotr Gumelec i Grzegorz Dolniak. Szpak to również imprezy towarzyszące, jak choćby Improkombajn, czyli wieczór, podczas którego wszystko może się zdarzyć. Nie zabraknie również spotkań z artystami - Henrykiem Sawką i z kabaretem Jurki. Szczeciński Przegląd Autorskich Kabaretów SZPAK, 21-24 listopada, Teatr Lalek Pleciuga, Bar Czysty oraz 13 Muz, karnet 160 zł

Zed Bias & MC Fox, 23 listopada, Odra Zoo, ul. Kolumba 4, wstęp płatny

Pleciuga ma 60 lat! Queen Warsztaty, konkursy, gra miejska, premiera spektaklu dla dzieci, panel dyskusyjny i wydanie książki „Szósta dekada” - Teatr Lalek zaprasza do wspólnego świętowania jubileuszu 60-lecia. - Przygotowaliśmy wiele atrakcji – zaprasza Zbigniew Niecikowski, dyrektor Teatru Lalek Pleciuga. Zapraszamy wszystkich, bez względu na wiek, w naszej ofercie każdy znajdzie coś dla siebie. Przyjdź, zobacz, świętuj z nami! Wielki finał świętowania zaplanowano 9 listopada. Wstęp wolny. Natomiast 16 listopada czeka nas premiera nowego przedstawienia dla dzieci „Bajki samograjki” Jan Brzechwa w reżyserii Anny Augustynowicz.

#53

symfonicznie

- Żaden wokalista na świecie nie jest w stanie zastąpić Freddiego Mercury, ale zespół filharmoników, 19 chórzystów i świetny aktor spróbują... - zapowiadają twórcy projektu Queen Symfonicznie. To wydarzenie z pogranicza gatunków, łączące symfoniczne pierwiastki muzyki zespołu Queen z rockowym potencjałem orkiestry salonowej i majestatycznego, 16-osobowego chóru Vivid Singers. Queen Symfonicznie, 10 listopada, Hala Opery, godz. 18, bilety 80/90 zł

MAGAZYN MIEJSKI | NUMER 08/2013


Osobowość

#

Co u Pani/Pana słychać?

Teraz brakuje mi czasu na sen Rozmawiała: Bogna Skarul / Foto: Andrzej Szkocki Że zawsze będziemy w cieniu. I pomyślałam sobie jeszcze, że jak będziemy tak skakać jedynie od rocznicy do rocznicy, to nic z przeszłości w nas nie pozostanie, bo rocznice obchodzą tylko bezpośrednich uczestników wydarzeń. I wtedy bezpowrotnie stracimy tę naszą opowieść. A szkoda by było, bo jest fajna.

- Co u Ciebie, Agnieszko, słychać? - Bardzo dużo się teraz dzieje. Zaczyna brakować mi czasu na sen. Wszystko kręci się wokół Centrum Dialogu Przełomy, bo przecież zostanie otwarte już na przełomie sierpnia i września przyszłego roku. Na przygotowanie wystawy stałej to bardzo mało czasu. - Wiesz, jak to wszystko będzie wyglądać? - Wiem, ale do końca nie zdradzę. Inaczej nie byłoby efektu zaskoczenia.

- A co fajnego chcesz pokazać? - Przełomy, zakręty, chwile wyjątkowe. Trochę też chcę zburzyć to nasze przekonanie o niemieckim Szczecinie, że zawsze to było jedynie piękne, spokojne, arkadyjskie miasto. To oczywiście było miasto - ogród, zaprojektowane tak, że chciało się tu żyć. Ale jednocześnie Szczecin w czasie wojny był jednym z głównych ośrodków nazizmu, tutaj było szefostwo II okręgu wojskowego III Rzeszy i 100 tys. robotników przymusowych, także Polaków. A potem zacznie się opowieść o PRL. I tu jest problem.

- Dlaczego nie chcesz powiedzieć na przykład, kogo pokażecie na wystawie? - Z obawy przed biciem piany. Razem z ekspertami boimy się, że zaraz zacznie się dyskusja, dlaczego ten jest, a tamtego nie ma. Podczas debat publicznych już był omawiany temat bohaterów ekspozycji i nie chcę powtarzać go jeszcze raz. - Już są przepychanki, kto ma być, a kogo nie należy pokazać na wystawie? - Jeszcze nie, ale spodziewam się tego. To bardzo świeża historia. Każdy ma swoją pamięć, każdy trochę inaczej wspomina nawet te same wydarzenia. Otwarcie wystawy, u niektórych wywoła kontrowersje. To pewnie będzie pierwszy bunt. Padnie sporo uwag i tych pozytywnych, ale i krytycznych. Nie zadowolimy wszystkich. Zresztą nie o to przecież chodzi. Muzeum nie jest po to, by wszystkim się podobało i ludziom było przyjemnie. - A po co jest? - Po to, by przywrócić nam pamięć. My, tu w Szczecinie, nie znamy swoich korzeni, ciągle jesteśmy na poziomie jakichś frazesów, legend, haseł zastępczych. Tym muzeum chcemy odczarować parę legend, a jednocześnie przywrócić do powszechnej świadomości pamięć paru osób i zdarzeń, o których nikt nic nie wie. - Co się stało, że postanowiłaś przywołać historię najnowszą Szczecina, w dodatku tworząc i to w muzeum? - Bezpośrednim bodźcem była moja wściekłość, kiedy zobaczyłam, co się dzieje w Polsce i w Szczecinie przy okazji 25. rocznicy Sierpnia ���80. Wszędzie zaczęły pojawiać się plakaty z hasłem „Zaczęło się w Gdańsku”. To oczywiście prawda, ale w tym momencie uświadomiłam sobie, że jak tak dalej będzie, jeśli będziemy opowiadać jedynie o najważniejszych aktorach wydarzeń, to nigdy nie opowiemy o tym, co się wtedy działo się w Szczecinie. MAGAZYN MIEJSKI | NUMER 08/2013

- Problem? - Tak. Nic nie jest tylko czarne albo tylko białe. Obrona PRL-u to dla wielu obrona własnych życiorysów. Ci ludzie nie przyjmują, że to był także okres naszego zacofania, zniewolenia. Chcemy opowiedzieć tę historię od początku do końca.

Agnieszka Kuchcińska-Kurcz pomysłodawczyni i pełnomocnik marszałka województwa do spraw Centrum Dialogu Przełomy, które powstaje w centrum Szczecina, na pl. Solidarności. Niegdyś dziennikarka „Gazety Wyborczej” i „Głosu Szczecińskiego”.

#54

- Nie spotykasz się z zarzutami, że upolityczniasz tę historię? - Oczywiście, że są takie zarzuty, ale niech ktoś mi pokaże dziedzinę w poprzednim okresie, która nie była polityczna. Są też wątpliwości, czy pokazywać, jak inwigilowała nas Służba Bezpieczeństwa. Jak wkradała się do różnych środowisk, na przykład artystycznych, czy studenckich. Tak było, a my mamy tego nie pokazywać? - Jak to pokażecie? - Pokażemy wydarzenia różnego kalibru, na przykład, co i jak ludzie przemycali z zagranicy, jakie książki się u nas w podziemiu wydawało. Ale pokażemy też, że w latach 50. był u nas silny ośrodek jazzu, zupełnie niepasujący do socjalistycznego systemu. Że tu odbył się Festiwal Talentów, lansujący niepopularną muzykę big beat - zdjęty po dwóch edycjach, bo nie podobał się Gomułce. Dzięki temu, jacy w tamtych czasach żyli tu ludzie, ten system nie mógł wyglądać tak samo, jak w innych krajach. Mamy rogatą duszę i twórczą naturę. Dlatego tu zdarzyły się przełomy.


Trendy Towarzyskie

#

Premiera i dokumentART

Sylwester Ostrowski dla Czytelników MM Trendy To był kameralny koncert i spotkanie podsumowujące nasz konkurs „W drodze do Tokio”. O tym, jak w stolicy Japonii poradził sobie jego laureat Krystian Michalak, przekonaliśmy się w gościnnych wnętrzach Galerii FAN - salonie mistrzowskich instrumentów Yamaha przy ul. Św. Wojciecha. Krystian Michalak pojechał do Japonii, bo wygrał konkurs fotograficzny „W drodze do Tokio” ogłoszony przez magazyn MM Trendy przy współpracy ze Stowarzyszeniem Orkiestra Jazzowa i firmą Yamaha. Wrażeniami podzielił się z innymi uczestnikami zabawy, którzy nie mieli tyle szczęścia, i Czytelnikami MM Trendy - podczas specjalnego koncertu Sylwestra Ostrowskiego, szefa Stowarzyszenia Orkiestra Jazzowa. Były więc zdjęcia ze stolicy Japonii, dobre wino i muzyka jazzowa. Uroczystość zorganizowaliśmy w nowo otwartej szczecińskiej galerii Fan, w oficynie kamienicy przy ul. Św. Wojciecha. Usłyszeliśmy arcyciekawą opowieść o tym, jak można w dwie doby zwiedzić stolicę Japonii (to możliwe, kiedy śpi się tylko cztery godziny) oraz o wizytach w siedzibie firmy Yamaha i koncertach jakie zagrał tam Sylwester Ostrowski wraz z zespołem. (red)

Otwarcie tegorocznego festiwalu „dokumentART” w budynku TVP Szczecin połączone było z polską premierą filmu „Mammas” Isabelli Rossellini. Na imprezie jako goście pojawili się m.in. Maciej Drygas, reżyser, i Tomasz Raczek, krytyk filmowy, oraz goście z Neubrandenburga, ponieważ festiwal odbywa się w dwóch miastach jednocześnie. Tegoroczna edycja to ponad 140 godzin projekcji filmowych, ponad 20 paneli dyskusyjnych i blisko 50 bloków programowych. Festiwal odwiedziło blisko 70 gości z kilkunastu krajów. (mk)

Jadwiga Kimber, Wydział Kultury Urzędu Miasta.

Jarosław Jaz, redaktor naczelny MM Trendy, i Sylwester Ostrowski.

Bartosz Wójcik, polski dyrektor festiwalu, Dana Jesswein - Stowarzyszenie OFFicyna i Tomasz Raczek, krytyk filmowy.

Anna Giniewska ze Stowarzyszenia Orkiestra Jazzowa.

Sylwester Ostrowski wraz z zespołem.

Laureat konkursu „W drodze do Tokio” Krystian Michalak wraz z rodziną.

Goście magazynu MM Trendy w murach Galerii FAN - salonie mistrzowskich instrumentów Yamaha.

#55

Caroline Walke - niemiecka dyrektor festiwalu dokumentART i Krzysztof Soska, zastępca prezydenta Szczecina.

Foto: Sebastian Wołosz

Foto: Sebastian Wołosz

Małgorzata Frymus, dziennikarka Radia Szczecin i Maciej Drygas, reżyser filmów dokumentalnych.

MAGAZYN MIEJSKI | NUMER 08/2013


Trendy Towarzyskie

#

„Rytuały przejścia” w muzeum

Wernisaż malarstwa Wojciecha Zielińskiego Dawno nie było takich tłumów na wystawie malarstwa w Szczecinie. Obrazy Wojciecha Zielińskiego, wieloletniego nauczyciela Liceum Plastycznego w Szczecinie, przyszli obejrzeć jego uczniowie, przyjaciele oraz wielbiciele. Wojciech Zieliński to wybitny artysta monologu wewnętrznego. Jego malarstwo to osobisty zapis wewnętrznych stanów twórcy. To czysty „strumień świadomości”, narracja osobistych skojarzeń, pamięci obrazów, smaków i zapachów. Jak sam przyznaje: „Szukam w malarstwie potężnej energii, temat nie jest najważniejszy. Fikcja i prawda w obrazach są zamazane. Inspiracją może być wszystko - obrazy z dzieciństwa, stare zdjęcie, kino, sen, czasami zapach albo kolor”. (mk)

Angelo Rella z Uniwersytetu Szczecińskiego i Jan Kubiak, konsul Norwegii.

Liczne grono wielbicieli sztuki przyszło na wystawę „Rytuały przejścia” w Muzeum Sztuki Współczesnej, oddziale Muzeum Narodowego w Szczecinie. Wystawa „Rytuały przejścia” prezentuje grupę nowych nabytków kolekcji sztuki współczesnej, która w sposób bezpośredni lub metaforyczny nawiązuje do doświadczenia balansowania na granicy fizycznej obecności i momentu jej przekraczania. Przy okazji otwarta została także wystawa Piotra Klimka, znanego do tej pory jako kompozytora i debiutującego w roli artysty sztuk wizualnych. (mk)

Edward Osina, prezes firmy Calbud.

Romek Zańko, animator kultury.

Monika Krupowicz - Open Gallery i Wojciech Zieliński, malarz.

Karol Ossowski, polityk. Dariusz Kacprzak - Muzeum Narodowe i Lech Karwowski, dyrektor Muzeum Narodowego w Szczecinie.

Artur Sawczuk, dyrektor Liceum Plastycznego w Szczecinie.

Marcin Korneluk, filmowiec, Jacek Jekiel, dyrektor Wydziału Kultury Urzędu Marszałkowskiego.

Małgorzata i Andrzej Janaszkowie, muzycy.

MAGAZYN MIEJSKI | NUMER 08/2013

Monika Krupowicz i Agata Stankiewicz, dyrektor Wydziału Kultury Urzędu Miasta.

#56

Marcin Korneluk, filmowiec, Kamil Kuskowski - Akademia Sztuki.

Foto: Andrzej Szkocki

Foto: Andrzej Szkocki

Małgorzata Frymus, dziennikarka Radia Elżbieta Jurska, Wojciech Zieliński, Szczecin i Maciej Drygas, reżyser filmów Piotr Jankowski - Muzeum Narodowe. dokumentalnych.


Trendy Towarzyskie

#

Art & Business Party Art&Business powrócił wraz z awangardowym duetem. Impresje artystyczne rzeźbiarki i malarki Natalii Diling-Czarneckiej oraz czarodzieja skrzypiec Marcina Dilinga uświetniły kolejną imprezę z cyklu, która powraca po przerwie do kalendarza Rockerowych wydarzeń. Imprezę poprowadził aktor i prezenter Piotr Gąsowski. Po części artystycznej goście bawili się na parkiecie lub spędzali czas przy drinku. (mk)

Maciej Osmycki, malarz.

Otwarcie klubu Browar Polski

Foto: Andrzej Szkocki

Michał Janicki, aktor Teatru Polskiego i Piotr Gąsowski.

Piotr Gąsowski

Magda Żmuda, menedżer lokalu i Waldemar Kulpa, menedżer ds. artystycznych.

Sylwia Różycka, aktorka Teatru Polskiego.

Eugeniusz Mientkiewicz, ekspert kulinarny.

#57

Foto: Andrzej Szkocki

Przy ul. Dworcowej w Szczecinie, w neogotyckim budynku Poczty Polskiej, zaczął działać nowy klub muzyczny Browar Polski. Głównym założeniem autorów pomysłu jest wypełnienie go muzyką na żywo, która ma być grana tutaj codziennie, imprezami na wysokim poziomie artystycznym oraz występami kabaretowymi, spotkaniami poetyckimi itp. wydarzeniami. Za wydarzenia artystyczne odpowiada Waldemar Kulpa, znany z prowadzenia przez wiele lat klubu Kontrasty. Na otwarcie zaprosił zespół Don’t Stop the Queen. (mk)

MAGAZYN MIEJSKI | NUMER 08/2013


Trendy Towarzyskie

#

Ewa Bieganowska, Danuta Grochulska, Mirosława Radecka i Zbigniew Radecki.

Od lewej: Renata Węgrzyn, Roman Szulżyk, Anna Bojarska, Iwona Rinas, Teresa Bojułko, Ewa Bieganowska, Julia Maj, Lubomira Kudasz, Amelia Czernik, Katarzyna Oronowicz, Halina Skrzyniarz - członkowie Rotary Club Szczecin Center.

Adam Grochulski

Wiesława Koperkiewicz, Halina Skrzyniarz i Lucyna Złotnicka.

Foto: Andrzej Szkocki

Julia Maj i Andrzej Rybkiewicz.

Grażyna i Andrzej Raubo.

Rotarianie - 10 lat im minęło Były przemówienia, prezenty, gratulacje. Ewa Bieganowska za działalność w swoim klubie i ogromne zaangażowanie otrzymała medal Paula P. Harrisa - najważniejsze odznaczenie Rotary International (najstarszego stowarzyszenia tzw. klubów służebnych na świecie, do których należy 1,2 mln rotarian). Były także tańce, tort i naturalnie wspomnienia. Bo 10 już lat stuknęło Rotary Club Szczecin Center. (bs)

R E K L A M A

NA HASŁO „TRENDY” ATRAKCYJNE RABATY! ul. Autostrada Poznańska 1, Szczecin, tel: 913837380, 784589414, 519113881


TU NAS ZNAJDZIESZ WYJĄTKOWE MIEJSCA W SZCZECINIE

KAWIARNIE

• Starbucks Coffee, Brama Portowa, CH Kaskada • Columbus Coffee, „Galaxy” ,Wyzwolenia 18-20, „Turzyn”, Boh. Warszawy 42, „Oxygen” Malczewskiego 26, „DriveUp!”, Struga 36, „Piastów”, Piastów 5/1, „Nikola”Krzywoustego16 • Coffee Heaven, CH Galaxy • City Break, CH Galaxy • Cafe Club, CH Galaxy • Cube Cafe, CH Galaxy • So!Coffee, CH Outlet • Costa Coffee, CH Outlet • Fabryka, Deptak Bogusława 4/1 • Cafe Porto, Bogusława 47 • Fanaberia, Bogusława 5 • Teatr Mały, Bogusława 6 • Soffi Flower Coffee, Bogusława X 1/1 • Czili kafe, Bogusława X 2/1 • Cafe Castellari, Jana Pawła II 43 • Public Cafe, Jana Pawła II 43 • Cinnamon Garden, Jana Pawła II, Tuwima • CafeIn, Kaszubska 67 • Coffeefun, Łubinowa 75 • Chocoffee, Opłotki 1 • Cafe Popularna, Panieńska 20 • Coffee Point, Sikorskiego róg Pułaskiego • Coffe Point, Staromiejska 11 • Public Cafe, Wielka Odrzańska 18 • GreenCafe, Wielka Odrzańska 28 • Kawiarnia Koch, Wojska Polskiego • Czekoladowa Cukiernia „SOWA”, Wojska Polskiego 17 • Czarna Owca, Wojska Polskiego 29/9 • Dom Chleba, Niepodległości 2

RESTAURACJE

• Takumi Sushi Bar, CH Galaxy • Sphinks, CH Kaskada • Grand Cru, Bogusława 9 • Restauracja Szczecin, Felczaka 9 • Avanti, Jana Pawła II 43 • Restauracja Ładoga, Jana z Kolna • Porto Grande, Jana z Kolna 7 • El Globo, Józefa Piłsudskiego 26 • Na Kuncu Korytarza, Korsarzy 34, Zamek • Royal Club, Mariacka 26 • Remedium, Marii Curie Skłodowskiej 11 • Casa Del Toro, Nowy Rynek 2 • Planeta, Osiek 7 • Bombay, Partyzantów 1 • Sake Sushi, Piastów 1 • Z Drugiej Strony Lustra, Piłsudskiego 18 • Stara Piekarnia, Piłsudskiego 7 • Karczma Polska Pod Kogutem, Plac Lotników 3 • Trattoria Toscana, Plac Orła Białego 10 • Caffe Venezia, Plac Orła Białego 10 • Sushi Mado, Pocztowa 20 • Ricoria Ristorante, Powst. Wielkopolskich 20 • Chief, Rayskiego 16 • Buddha Thai and Fusion Restaurant, Rynek Sienny 2 • Pomiędzy, Sienna 9 • Zona Libre, Śląska 12/1 • Radecki & Family, Tkacka 12 • Columbus, Wały Chrobrego 1 • Chrobry, Wały Chrobrego 1 b • Colorado Steakhouse, Wały Chrobrego 1a • Willa Restauracja, Wojska Polskiego 66 • Bohema, Wojska Polskiego 67 • Willa Ogrody, Wielkopolska 19 • Atrium, Wojska Polskiego 75 • Willa West Ende, Wojska Polskiego 65 • Niebo Wine Bar, Cafe Rynek Sienny 3 • La Passion du Vin, Sienna 8 • Chałupa, Południowa 9 • Bachus, Sienna 6

SALONY FRYZJERSKO KOSMETYCZNE

• Beverly Hills Akademia Urody, CH Auchan, CH Galaxy, CH Kaskada, Plac Rodła 8 • Studio Urody Masumi, Bogusława 3

• Dr Irena Eris Kosmetyczny Instytut, Felczaka 20 • Imperium Wizażu Jagiellońska 7 • Modern Design Piotr Kmiecik, Jagiellońska 93/3 • ART MEDICAL CENTER, Langiewicza 28/U1 • Cosmedica, Leszczynowa (Rondo Zdroje) • L’amour Institute, Łokietka 7 • Filozofia Piękna, Mała Odrzańska • Salon fryzjerski YES, Małkowskiego 6 • Salon Fryzjerski Keune, Małopolska 60 • Studio Fryzjerskie Karolczyk, Monte Cassino 1/14 • Belle Femme, Monte Cassino 37a • Cosmedica, Pocztowa 26 • Hair & tee, Potulicka 63/1 • Obssesion, Wielkopolska 22 • Dermedica, Wojska Polskiego 215 • Enklawa Day Spa, Wojska Polskiego 40/2 • Bailine, Żółkiewskiego 13 • Sam Sebastian Style, Pocztowa 7 • Studio Fryzjerskie VEGAS, Panieńska 46/6 • Studio Jagiellońska 9

KLUBY SPORTOWE I FITNESS

• Szczecińskie Centrum Tenisowe, Dąbska 11a • Fit Town, Europejska 31 • North Gym Fitness Club, Galeria Północ, Policka 51 • RKF, Jagiellońska 67/68 • Marina Squash Fitness Club Karpia 15 • Lady Fitness&Wellness, Mazowiecka 13 • Fitness Club, Monte Casino 24 • Marina Club Dąbie, Yacht Klub Polska Szczecin Przestrzenna 11 • Squash na Rampie, Jagiellońska 69 • Kręgielnia MK Bowling, CH Galaxy II piętro • Elite Sport Club, Spółdzielców 8k, Mierzyn • Fitness Forma, Szafera 196 B • Universum Fitness Club, Wojska Polskiego 39a • Bene Sport Centrum, Modra 80

SKLEPY I SALONY MODOWE

• Salon Mody Brancewicz, Jana Pawła II 48 • Atelier PASJA, Wojciecha 12 • CH Galaxy, punkt informacyjny • 4 Office, Staromłyńska 8 • Natuzzi, Struga 25 • MOOI wnętrza, Wojska Polskiego 20 • BiM, Wojska Polskiego 29 • MarcCain, Wojska Polskiego 43 • B.E. Kleist Jubiler, Rayskiego 20/2 • Marczewski Showroom Niebuhrstrasse 11 Berlin Charlottenburg • KAG Meble i Światło S.C., Struga 23 • Sklep Firmowy Zakładów Ceramiki Bolesławiec, Krzywoustego 78 • Salony Terpiłowski, C.H.KASKADA (Niepodległości 36), C.H.AUCHAN (Ustowo 45) , C.H.STER (Ku Słońcu 67), C.H.GALAXY (Al. Wyzwolenia 18) , C.H.TURZYN (Boh. Warszawy 42), Jagiellońska 16 • Organic Garden, Kaszubska 4 • Pracownia krawiecka Tango, Chopina 22 • Sklep EKOdeli, Piastów 73 • 6 Win, Nowy Rynek 3 • Trend S.C. Modra 85 • Trussardi, Wojska Polskiego 29 • Renoskór, Kr.Jadwigi 1

• Hipokrates, Ku Słońcu 2/1 • Dentus, Mickiewicza 116/1 • Venus Centrum Urody, Mickiewicza 12 • Intermedica Centrum Okulistyki, Mickiewicza 140 • Medi Klinika, Mickiewicza 55 • Orto Perfekt, Ogińskiego 12 • Dental Implant Aesthetic Clinic, Panieńska 18 • Medicus, Plac Zwycięstwa 1 • Perładent - Gabinet Stomatologiczny, Powstańców Wielkopolskich 4c • Gabinety Lekarskie Rudzińscy, Śląska 5/2 • Stomatologia Mierzyn, Welecka 38 • Stomatologia Kamienica 25, Wielkopolska 25/10 • VitroLive, Wojska Polskiego 103 • Medycyna Estetyczna Osadowska, Wojska Polskiego 92 • Gabinet Orto-Magic, Zaciszna 22 • New 4You, Dorota Szwarc, Boh. Getta Warszawskiego 19/2 • Stomatologia na Podzamczu, Wielka Odrzańska 31b • Laser Studio, Jagiellońska 85/1 • Studio masażu Lava, Tymiankowa 5b • Szczecińska Klinika Dzienna, Ku Słońcu 56

SALONY SAMOCHODOWE

• Citroen A. Drewnikowski, Andre Citroena 1, Bohaterów Warszawy 19 • Peugeot Drewnikowski, Bagienna 36D, Rayskiego 2 • Auto-Gryf Fiat, Alfa Romeo Białowieska 2 • Polmozbyt Honda, Białowieska 2 • Polmozbyt Peugeot, Plac Orła Białego 10 • Polmozyt Seat, Mieszka I-go 63 • Rosiak i Syn Renault, Dacia. ul. Bulwar Szczeciński 13 • Holda / Chysler Dodge i Jeep, Gdańska 7 • Łopiński Spółka Jawna ul. Madalińskiego 7 • Master Finanse/Master Auto, Golisza 6 • Lexus, Mieszka I 25 • Łopiński Spółka Jawna, Madalińskiego 7 • DDB Auto Bogacka Mercedes, Mieszka I 30 • Bogacki Chevrolet, Opel, Mieszka I 45 • Ford, Pomorska 115B • Bemo Motors, Pomorska 115B • Auto Bruno Volvo, Pomorska 115b • Mercedes Mojsiuk, Pomorska 88 • Kozłowski Toyota, Struga 17 • Kozłowski Opel, Struga 31 B • Krotoski-Cichy Skoda, VW, Audi, Struga 1A • Polmotor Nissan, Struga 71 • Polmotor KIA, Wisławy Szymborskiej 8 • Subaru, Struga 78a • Pehamot Skoda, Zielonogórska 32 • BMW i MINI Bońkowscy, Ustowo 55

BIURA PODRÓŻY

• Neckerman, CH Galaxy , Wojska Polskiego 11 • LTUR, CH Galaxy • TUI, CH Kaskada • Interglobus Tour, Kolumba 1 • Itaka, Krzywoustego 7 • Odra Travel, Piłsudskiego 34 • Tropicana Travel, Plac Lotników 6/1 • Rainbow Tours, Wojska Polskiego 12 • Hepi Sport-turystyka, Mazowiecka 1 • Kawa i Podróże Lotos Travel – Klub Podróżnika, Małopolska 4

GABINETY LEKARSKIE I MEDYCYNY ESTETYCZNEJ BIURA NIERUCHOMOŚCI • Estetic, Kopernika 6 I DEWELOPERZY • Fabryka Zdrowego Uśmiechu, Ostrawicka 18 • Art. Plastica, Wojciechowskiego 7 • Klinika Stomatologii i Kosmetologii Excellence, Wyszyńskiego 14 • Dom Lekarski, Bohaterów Warszawy 42 (CH TURZYN), Rydla 37, Gombrowicza 23 • Hals, Czwartaków 3 • Hahs Klinika, Felczaka 10 • Dentus, Felczaka 18a • Ra-dent Gabinet Stomatologiczny, Krzywoustego 19/5

• Baszta Nieruchomości, Panieńska 47 • ILS Nieruchomości, Boh. Getta Warszawskiego 23/1 • Konsart Nieruchomości, Grota Roweckiego 27A • Horyzont, Krzywoustego 15 • Inwestor Nieruchomości, Krzywoustego11-13 • SCN, Piłsudskiego 1A • Prestigo, Rayskiego 18 • Extra Invest, Wojska Polskiego 45 • Artbud, 5 lipca 19c • MAK-DOM, Golisza 27 • Calbud, Kapitańska 2

• Neptun Developer, Ogińskiego 15 • Modehpolmo Sp z o.o. Rodakowskiego 1/5 • SGI Plac Hołdu Pruskiego 9 (centrum biurowe MARIS, parter) • VIP Nieruchomości ul. Bolesława Śmiałego 41/1 • Best Deweloper, ul. Sosnowa 6F

BAWIALNIE DLA DZIECI • Kraina Fantazji, CH Molo, CH Turzyn Nowy • Kraina Zabaw, Iwaszkiewicza 103 • Tygrysek, Krakowska 38A • Bajkowo, Nowowiejska 1D, Bezrzecze • Party-Studio, Tkacka 19/22 • Kurnik Talentów, Wielkopolska 25/9 • Norbelino, Wojska Polskiego 20 • Tęczowa Planeta, Zawadzkiego 73

KANCELARIE ADWOKACKIE I NOTARIALNE • Lizak, Stankiewicz, Królikowski, Boh Getta Warszawskiego 1/4 • Biel, Judek, Poczobut-Odlanicki Sp.p, Ks. Piotra Skargi 23 • Dariusz Babski, Jan, Deptak Bogusława 5/3 • Daleszyńska, Jana Pawła II 17 • Mazurkiewicz, Wesołowski, Klonowica 30/1 • Andrzej Zajda, Monika Zajda-Pawlik, Monte Cassino 7/1 • Waldemar Juszczak, Niepodległości 17 • Mariusz Chmielewski, Odzieżowa 5 • Gozdek,Kowalski, Łysakowski, Panieńska 16 • Wódkiewicz, Sosnowski Stoisława 2 • Mikołaj Marecki , Św. Ducha 5a/12 • Licht Przeworska, Tuwima 27/1 • Szymon Matusia, Wawelska 1 / 2 • Zbigniew Barwina, Więckowskiego 7 / 14 • Marta Adamek-Donhöffner, Wojska Polskiego 197/1 • Agnieszka Aleksandruk-Dutkiewicz, Wyszyńskiego 14 • Jakub Gruca, Wyzwolenia 5 • Marcin Gruca, Wyzwolenia 5/1 • Kancelaria Adwokacka Łyczywek, Krzywoustego 3

KULTURA

• Filharmonia Szczecińska, Armii Krajowej 1 • Opera na Zamku, Energetyków 40 • Teatr Współczesny, Wały Chrobrego 3 • Teatr Polski, Swarożyca 5 • Teatr Pleciuga, Plac Teatralny 1 • Cafe Pleciuga, Plac Teatralny 1 • Pionier 1909, Wojska Polskiego 2 • Galeria Kierat, Koński Kierat 14 • Galeria Kierat 2 , Małopolska 5 • Galeria Orient, Małopolska 5 • 13 muz, Plac Żołnierza Polskiego 2 • Gmach Główny Muzeum Narodowego w Szczecinie, Wały Chrobrego 3 • Muzeum Historii Szczecina, Oddział Muzeum Narodowego w Szczecinie, Księcia Mściwoja II 8 • Muzeum Sztuki Współczesnej, Oddział Muzeum Narodowego w Szczecinie, Staromłyńska 1 • Galeria Sztuki Dawnej Muzeum Narodowego w Szczecinie, Staromłyńska 27 • Trafostacja Sztuki, Świętego Ducha 4

INNE

• Urząd Miasta Szczecin, Armii Krajowej 1 • Urząd Marszałkowski Województwa Zachodniopomorskiego, Korsarzy 34 • Zachodniopomorski Urząd Wojewódzki, Wały Chrobrego 4 • Szczecińskie Centrum Przedsiębiorczości, Kolumba 86 • Północna Izba Gospodarcza, Wojska Polskiego 86 • Dragon Event , Twardowskiego 18 • PKP S.A.Oddział Gospodarowania Nieruchomościami, 3 Maja 22 (I piętro) • Euroafrica ul. Energetyków ¾ • Polska Żegluga Morska POLSTEAM , Pl. Rodła 8 • Nordea, Malczewskiego 26, Oxygen • Strefa 89, Jagiellońska 89/2 • Polska Fundacja Przedsiębiorczości (sekretariat), Monte Casino 32



MM Trendy #8