Page 1

CIEKAWOŚCIĄ POKONYWALI NIEWYOBRAŻALNE TRUDY WĘDRÓWEK PO BEZDROŻACH I ZUCHWAŁE WSPINACZKI

DZIKA, PIERWOTNA PRZYRODA ODSŁANIAŁA PRZED NIMI KRAJOBRAZY OSZAŁAMIAJĄCEJ PIEKNOŚCI, JAKICH WCZEŚNIEJ NIE OGLĄDAŁY LUDZKIE OCZY. TO BYŁY OWE BAJECZNE SKARBY TATR, A Z NICH NAJCENNIEJSZY – POCZUCIE NIEOGRANICZONEJ WOLNOŚCI.

CZAS ODKRYWCÓW

NA DZIEWICZE SZCZYTY GRANITOWYCH KOLOSÓW.

TATRY

WKRACZALI W GÓRY NIEZNANE, OKRYTE TAJEMNICĄ PRZESĄDÓW I FANTASTYCZNYCH WYOBRAŻEŃ. WIEDZENI

TATRY

CZAS ODKRYWCÓW


tatry

czas odkrywc贸w


Publikacja wydana ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Towarzyszy wystawie Tatry – czas odkrywców, zorganizowanej przez Muzeum Tatrzańskie z okazji jubileuszu 120-lecia, objętego patronatem honorowym przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego – Bogdana Zdrojewskiego oraz Marszałka Województwa Małopolskiego – Marka Nawarę.

Muzeum Tatrzańskie im. Dra Tytusa Chałubińskiego w Zakopanem | Zakopane 2009


tatry

czas odkrywc贸w


7

Słowo wstępne i podziękowania | Teresa Jabłońska

15

Odkrycie Tatr. Turystyka, nauka, literatura i sztuka | Jacek Kolbuszewski

55

Malarze odkrywają Tatry | Teresa Jabłońska

85

Cudne widoki gór naszych | Anna Liscar

115

Joaś góral Tatrów | Zofia Rak

135

Z dziejów turystyki, taternictwa i narciarstwa | Wojciech Szatkowski

161

Czytanie z zielnika | Grażyna Cisło

177

Bogactwa natury, skarby i kopalnie w górach położonych trzy mile za Nowym Targiem | Wiesław Siarzewski


Słowo wstępne i podziękowania

Kiedy 120 lat temu powstawało w Zakopanem Muzeum Tatrzańskie im. Dra Tytusa Chałubińskiego, poznawanie Tatr i góralszczyzny znajdowało się w pełnym rozwoju, a czerpiąca z nich inspiracje literatura i sztuki plastyczne w przededniu apogeum rozkwitu, kiedy to – jak zauważył Jacek Kolbuszewski – „po raz pierwszy i jedyny w historii kultury polskiej Tatry wraz z góralszczyzną zajęły w niej pozycję centralną i utrzymywały ją przez całe dwudziestolecie 1890-1910, aż do przesytu i przerostu”. U progu tego okresu (1889) „Tygodnik Ilustrowany” drukował Na przełęczy Stanisława Witkiewicza, dzieło wyznaczające zdaniem jego interpretatorów (profesorów Henryka Markiewicza i Jacka Kolbuszewskiego) „»przełęcz« między dawną i nową góralszczyzną”. W ten czas przełomu wpisuje się założenie Muzeum Tatrzańskiego. Pomysł utworzenia w Zakopanem placówki muzealnej zrodził się już w latach siedemdziesiątych XIX wieku w  Towarzystwie Tatrzańskim, jednak jego realizacja nastąpiła poza tym środowiskiem, w  kręgu przyjaciół i  bliskich znajomych Tytusa Chałubińskiego (1820-1889). Inicjatorem i twórcą Muzeum Tatrzańskiego był Adolf Scholtze (1833-1914), chemik z wykształcenia, przemysłowiec warszawski i  społecznik, a  wspierali go przyrodnicy i  lekarze ze środowiska warszawskiej Szkoły Głównej, uczniowie Chałubińskiego: prof. dr Ignacy Baranowski, dr Adam Bauerertz, dr Władysław Florkiewicz, Robert Herse, Henryk Kucharzewski, Władysław Kudelski, dr Konstanty Karwowski, Michał Mutniański, dr Feliks Sommer. To oni utworzyli fundusz założycielski Muzeum, a w sierpniu 1888 roku zawiązali Towarzystwo Muzeum Tatrzańskiego im. Dra Tytusa Chałubińskiego w Zakopanem i ułożyli jego statut. Ten dokument, zatwierdzony w maju 1889 roku przez lwowskie namiestnictwo, precyzował zasady funkcjonowania Towarzystwa i jego obowiązki względem zakładanej placówki, której działalność kolekcjonerska miała obejmować przyrodę, etnografię i sztukę odnoszące się do Tatr polskich i „najbliższych okolic”. 7


Stanisław Witkiewicz Projekt legitymacji Towarzystwa Muzeum Tatrzańskiego im. Dra Tytusa Chałubińskiego, 1889 Tusz, gwasz, lawowanie na kartonie, 27 x 32,5 cm Muzeum Tatrzańskie

8

Muzeum zostało otwarte 1 lipca 1889 roku. Do Księgi wizyt jako pierwszy wpisał się swoim hasłem „Pracą i prawdą” Tytus Chałubiński – patron Muzeum. Przypuszczalnie w  tym czasie Stanisław Witkiewicz zaprojektował legitymację członkowską TMT, która nawiązywała do koncepcji muzeum „przyrodniczego i  etnograficzno-artystycznego”: są tutaj odniesienia przyrodnicze (widok Doliny Białej Wody z Gierlachem i kozicą, zwierzęciem wtedy już chronionym), etnograficzne (obramowanie z góralskich motywów ornamentalnych z legendarnymi gęślami Sabały) i artystyczne – malarsko ujęty krajobraz tatrzański oraz „jaskółka” stylu zakopiańskiego w  pomyśle obramowania. Całość uzupełnia portret Tytusa Chałubińskiego, jego inicjały i rok założenia Towarzystwa. Pierwsza wystawa znajdowała się w wynajętym pokoju w domu Jana Krzeptowskiego przy Krupówkach. Przeważała na niej kolekcja przyrodnicza złożona ze zwierząt tatrzańskich kupionych od Antoniego Kocjana oraz zielników i okazów geologicznych z Tatr ofiarowanych przez Tytusa Chałubińskiego. Etnografię reprezentował niewielki zbiór strojów i drobnych sprzętów gospodarskich z okolic Czorsztyna – dar Stanisława Drohojowskiego. W 1892 roku Muzeum przeniosło się do własnego, drewnianego budynku, wzniesionego na parceli ofiarowanej przez dzieci Tytusa Chałubińskiego – Jadwigę Surzycką i Ludwika Chałubińskiego. Organizacja Muzeum wyczerpała fundusz założycielski i przez następne lata placówka utrzymywała się z niemałym trudem. Niemniej Zarząd Muzeum planował


Pierwsza własna siedziba Muzeum Tatrzańskiego im. Dra Tytusa Chałubińskiego w Zakopanem, Fot. NN, 1909 Muzeum Tatrzańskie

wzniesienie większego, murowanego gmachu, koniecznego ze względu na rozwój i bezpieczeństwo zbiorów, tym bardziej, że powiększała się unikatowa kolekcja etnograficzna. Te plany stały się realne dopiero w  latach 1911-1914 i  były związane z  pomysłem utworzenia przy Muzeum stacji badawczo-naukowej dla przyrodników i humanistów prowadzących badania w Tatrach i na Podhalu. Za tak poszerzoną rolą Muzeum opowiadał się nie tylko Zarząd TMT, ale również wielu wybitnych przedstawicieli świata nauki i  kultury, działających w  Sekcjach Przyrodniczej i Ludoznawczej Towarzystwa Tatrzańskiego. Nie sposób wymienić tutaj wszystkich osób zaangażowanych w przedsięwzięcie muzealne bezinteresowną pracą bądź wspierających je finansowo; wśród bardzo wielu zasłużonych wyróżniają się Bronisława Dłuska (1865-1939) – inicjatorka i kierowniczka budowy, Władysław Zamoyski (1853-1924), Jan Gwalbert Pawlikowski (1860-1939) oraz Bronisław Piłsudski (1866-1918) – autor obszernego projektu organizacji działu ludoznawczego. 3 sierpnia 1913 roku odbyła się uroczystość poświęcenia kamienia węgielnego pod nowy gmach przy Krupówkach, zaprojektowany przez Stanisława Witkiewicza (elewacje w stylu zakopiańskim) i Franciszka Mączyńskiego (plany techniczne), ale już po roku wybuch pierwszej wojny światowej przerwał budowę. Od jej wznowienia w  1918 roku do otwarcia placówki 23 lipca 1922 roku upłynęły jeszcze cztery lata, podczas których w  Towarzystwie Muzeum Tatrzańskiego silnie się zaznaczyła działalność Juliusza Zborowskiego (1888-1965) – polonisty i wybitnego znawcy gwary i kultury podhalańskiej. Pod jego też kierownictwem (od 1922 nieprzerwanie do 1965 roku) Muzeum Tatrzańskie weszło w nowy okres swojej historii w niepodległej Polsce. Kapitalne znaczenie miało przeniesienie placówki do murowanego gmachu (gdzie urządzone zostały dwie równorzędne ekspozycje – etnograficzna i przyrodnicza), formalne nadanie jej charakteru naukowego i dotacje rządowe, które – chociaż nieregularne i niewystarczające – były podstawą rozwoju. W dwudziestoleciu międzywojennym, poza krótkimi okresami zatrudniania przyrodników, Zborowski zarządzał instytucją jednoosobowo i wyłącznie dzięki niemu Muzeum Tatrzańskie stało się wtedy nie tylko wzorową placówką „pokazowo-pedagogiczną”, skierowaną do najszerszych warstw społeczeństwa, ale też ośrodkiem regionalnych badań, inspirującym i  koordynującym wszelkie naukowe poczynania dotyczące Tatr i Podhala. 9


W latach okupacji niemieckiej Juliusz Zborowski pozostał na swoim stanowisku, a  Muzeum nie poniosło większych strat. Zgoda okupanta na ograniczoną działalność placówki i  pozostawienie nienaruszonych zbiorów wiązały się zapewne ze szczególną polityką Niemców wobec górali, polegającą na – nieudanych w rezultacie – próbach tworzenia Goralenvolku. Z  drugiej strony władze niemieckie nie przeznaczały na potrzeby Muzeum prawie żadnych funduszy, co świadczyło o świadomym zamiarze doprowadzenia instytucji do upadku. Parę lat po wojnie, po ponadsześćdziesięcioletnim okresie działalności opartej w ogromnej mierze na pracy i ofiarności społecznej, Muzeum Tatrzańskie zostało upaństwowione i od 1 stycznia 1950 roku przeszło pod zarząd Naczelnej Dyrekcji Muzeów przy Ministerstwie Kultury i Sztuki. Ustabilizowana od tej pory sytuacja finansowa umożliwiała stopniowy rozwój instytucji – powiększanie kolekcji, zwiększanie liczby pracowników i  organizację działów muzealnych. W  działalności Muzeum większego znaczenia nabrały sprawy ochrony zabytków i chociaż ówczesnych planów budowy skansenu podhalańskiego nie udało się zrealizować, to powiodły się projekty ochrony in situ. Zaczynając od 1978 roku Muzeum przejmuje, remontuje i tworzy własne filie w zabytkowych budynkach w Zakopanem, na Podhalu i Spiszu. W jednym z nich – w chałupie rodziny Gąsieniców Sobczaków w Zakopanem – zostanie otwarta 1 lipca 2009 roku (ściśle w 120-lecie Muzeum Tatrzańskiego) kolejna stała ekspozycja zatytułowana Styl zakopiański – inspiracje, która dydaktycznie łączy się z Muzeum Stylu Zakopiańskiego im. Stanisława Witkiewicza w „Kolibie”. Z kolei na lata 2009-2010 zaplanowany jest remont cennego zabytku architektury Witkiewiczowskiej – willi „Oksza” z 1896 roku – i zorganizowanie w niej stałej galerii sztuki „z kręgu Tatr”. Od 1999 roku Muzeum Tatrzańskie jest instytucją kultury Województwa Małopolskiego. Jego niezmiennie regionalny charakter wynika ze statutu, tradycji i  postaci interdyscyplinarnie gromadzonych zbiorów. Jednak oddziaływanie Muzeum ma zasięg ponadregionalny, ogólnopolski, a nawet szerszy, co bierze się z faktu, że jest ono licznie odwiedzane przez przybyszów z całego kraju i coraz częściej z zagranicy. Ta popularność wynika na równi z wartości zbiorów i atrakcyjności wystaw, jak i ze znaczenia, jakiego Tatry i Podhale nabyły w dziejach kultury polskiej w XIX i na początku XX wieku.

10

Antoni Wieczorek Gmach główny Muzeum Tatrzańskiego przy Krupówkach, ok. 1930 Fotopocztówka, 13 x 9 cm Muzeum Tatrzańskie


Do tego legendarnego okresu odnosi się wystawa Tatry – czas odkrywców, przygotowana na 120-lecie Muzeum Tatrzańskiego. Jubileusz usprawiedliwia naszkicowanie tutaj historii instytucji, ale też samo Muzeum jest cząstką mitu Tatr i Zakopanego, a jego zbiory bezcennym świadectwem tamtych czasów. Niniejsza publikacja bezpośrednio nie objaśnia wystawy, lecz wiąże się z nią przez wybrane tematy i ich szersze przedstawienie, nie zawsze dające się ująć w formie ekspozycyjnej. Bo czas odkrywania Tatr to również opowieść – fantastyczna, ekscytująca lub racjonalna – ale zawsze urzekająca. Pragnę w  imieniu własnym, kuratorów wystawy i  autorów esejów serdecznie podziękować osobom prywatnym i instytucjom za wypożyczenie eksponatów na wystawę i życzliwą zgodę na opublikowanie zdjęć w niniejszym wydawnictwie. Dziękuję: Bogusławowi Dvořakowi, Wojciechowi Gąsienicy Byrcynowi, Ewie Franczak i Stefanowi Okołowiczowi, Wiesławowi Siarzewskiemu, prof. Eugeniuszowi Wańkowi, Bibliotece Książąt Czartoryskich w Krakowie, Centralnej Bibliotece Górskiej PTTK w Krakowie, Muzeum im. prof. Stanisława Fischera w Bochni, Muzeum Narodowemu w Krakowie, Muzeum Narodowemu w Warszawie, Muzeum Okręgowemu im. Leona Wyczółkowskiego w Bydgoszczy, Muzeum Okręgowemu w Tarnowie, Muzeum Okręgowemu w Toruniu, Muzeum Sztuki w Łodzi, Muzeum Śląskiemu w Katowicach, Ośrodkowi Dokumentacji Tatrzańskiej im. Zofii Radwańskiej-Paryskiej i Witolda H. Paryskiego Tatrzańskiego Parku Narodowego, Tatrzańskiemu Ochotniczemu Pogotowiu Ratunkowemu, Zakładowi Narodowemu im. Ossolińskich we Wrocławiu. Dziękuję też wszystkim, których praca i  pomoc przyczyniły się do realizacji wystawy i  tej książki, a  Ministrowi Kultury i  Dziedzictwa Narodowego za sfinansowanie jej wydania.

Teresa Jabłońska Dyrektor Muzeum Tatrzańskiego

11


Odkrycie Tatr Turystyka, nauka, literatura i sztuka


Portret Stanisława Staszica Litografia A. Maurin wg fot. A Pawlikowskiego Muzeum Tatrzańskie


Odkrycie Tatr Turystyka, nauka, literatura i sztuka Jacek Kolbuszewski

W roku 1923, wybitny historyk Władysław Semkowicz w  jednym z  artykułów o wyraźnym zabarwieniu publicystycznym, określając znaczenie Tatr dla kultury polskiej napisał, że w tych górach: „[…] natura przemawia najmocniej swymi najbardziej egzotycznymi kształtami. By jednak dotrzeć do tych zaklętych skarbów natchnień, trzeba było pokonać nieprzezwyciężone częstokroć przeszkody górskiego terenu i stąd cała nasza kultura naukowa i artystyczna z Tatr czerpiąca swe soki najściślej związana jest z  turystyką tatrzańska, a  nasi uczeni i  artyści tatrzańscy z natury rzeczy muszą być wytrawnymi taternikami”1. Władysław Semkowicz (1878-1949), historyk zajmujący się dziejami Spiszu i  Orawy, emocjonalnie był bardzo mocno związany z  dobrze mu znanymi Tatrami. Był nadto wytrawnym, doświadczonym narciarzem. Uwięziony wraz z innymi profesorami Uniwersytetu Jagiellońskiego przez Niemców w 1939 roku, przetrwał w  obozie w  Sachsenhausen ciężką zimę 1939–1940, powtarzając sobie w czasie wielogodzinnych apeli „na Pilsku było gorzej”. Jako narciarz przeżył tam zimą bardzo ciężkie chwile, i to doświadczenie pomogło mu przetrwać trudy obozu. Jest to fakt istotny, aby pojąć wagę cytowanych słów uczonego, napisał je bowiem człowiek, który dobrze rozumiał istotę trudu górskiego, jako zaś wybitny historyk miał doskonałą wiedzę o znaczeniu turystyki i taternictwa dla naukowego i artystycznego poznania Tatr. 1 W. Semkowicz, Wycieczka do Jaworzyny, „Ziemia” 8, 1923, s. 9. Józef Szaflarski w znakomitej monografii Poznanie Tatr. Szkice z  rozwoju wiedzy o  Tatrach do połowy XIX wieku, Warszawa 1972, wyraźnie wskazał, że przebieg naukowego poznania Tatr był w ścisłym związku z postępami w dziedzinie turystyki. Już najwcześniejsi ich badacze odbywali wyprawy w Tatry w celu ich poznania, co ciekawe, na długo przed pojawieniem się w literaturze i sztuce tendencji romantycznych, zwracając uwagę na piękno górskiego krajobrazu.

15


Co ważniejsze, teza Semkowicza jest w pełni uzasadniona, ilość bowiem i naukowe znaczenie dokonanych prac, jak również ranga i ilość poczynań artystycznych i literackich związanych z Tatrami systematycznie rosły w miarę coraz lepszego poznania i zdobywania Tatr. Co ciekawe, niewielki w tym udział mieli tzw. poszukiwacze skarbów, uprawiający swą hermetyczną, pilnie strzeżoną działalność we wszystkich właściwie górach Europy. Wchodząc nieraz w głąb gór i pokonując niemałe trudności, jak na miarę XVII i XVIII wieku, swojej wiedzy o Tatrach nie rozpowszechniali, byli bowiem, jak się rzekło, środowiskiem hermetycznym, aczkolwiek niejeden z pierwszych przewodników tatrzańskich po południowej stronie Tatr w XVII i XVIII wieku wywodził się z tego środowiska. Prowadzili oni uczonych w góry, ale pełni swojej wiedzy im nie ujawniali. Ciekawymi dokumentami ich poczynań pozostały, zachowane do dzisiaj, rękopiśmienne „spiski” – czyli po prostu: teksty spisane. Były to rękopisy opowiadające o drogach wiodących w góry w celu wzbogacenia się, te zaś ciekawe, obdarzone czasem znamionami literackiego talentu i zawierające ekspresywne, ale i fantazyjne, opisy tatrzańskich jaskiń, były przedziwnym konglomeratem praktycznych wskazówek, dotyczących poruszania się w terenie górskim, oraz fantastycznych opisów i tekstów magicznych, mających doprowadzić poszukiwacza do upragnionego celu – znalezienia skarbu, czyli wzbogacenia się. To przekonanie, że w  górach znaleźć można złoto, drogie kamienie – słowem, prawdziwe skarby, znajdowało zresztą poparcie nie tylko w  zabobonnych wyobrażeniach, ale nawet i w siedemnastowiecznej nauce. Uczony Athanasius Kircher w jednym z najważniejszych dzieł naukowych, antycypujących rozwój nowoczesnej już geologii (Mundus subterraneus, 1683), zapewniał przecież, że góry są składnicą prawdziwych skarbów, co w środowiskowej mitologii poszukiwaczy skarbów znalazło wyraz w przekonaniu, że Tatry są boską skarbnicą wszystkiego, co drogie i cenne. Skala społeczna tego zjawiska była swoiście rozległa, by nie rzec – ogólnoeuropejska. W działalność taką angażowali się bowiem przedstawiciele różnych narodowości, Walonowie, Czesi i Słowacy, Niemcy, Polacy, którzy wymieniali się swymi doświadczeniami w ponadnarodowych kontaktach, na przykład na Solnym Rynku (dzisiaj: plac Solny) we Wrocławiu. Ich jednak działalność nie miała wpływu na aspekty kulturowe widzenia, rozumienia i poznawania gór, właśnie z powodu wspomnianego hermetyzmu tego środowiska. Do literatury polskiej przeniknęły jej nieliczne i słabe echa, dostrzegalne w – odkrytej dopiero w XX wieku – literackiej, półgrafomańskiej jednak, twórczości osiemnastowiecznego wierszopisa 16


Jakuba Haura. Na postęp w poznaniu, turystycznym odkrywaniu ich chodzenie w góry wpływu nie miało, było przecie, jakbyśmy to powiedzieli, „formą działalności gospodarczej”, bo piękno krajobrazu ich nie inspirowało – inspiracją była tu natomiast żądza wzbogacenia się, acz o realizacjach takich marzeń niczego nie wiadomo. Wiadomo natomiast, jak wspaniałe, bajeczne wizje owych skarbów roztaczali autorzy spisków. Jeden z nich w połowie XVIII wieku, wskazując drogę do miejsca zasobnego w owe bogactwa – mitycznego – Żabiego Jeziorka, pisał: „Potem skocz pod wiszącą skałę, pod tę wodę, która w to jezioro wpada, co pod sobą widzisz. Potem by do góry, potem kołacz młotem, gdzie grzmi, to otwieraj, bo to jest dziura kamieniami zarzucona, kędy otworzysz, wleź na prawą rękę, najdziesz nakrapianą Złotą Gęś jako jedną winną beczkę. Rąb tak wiele, jakoby na złotych czterysta, daj pokój. Potem obaczysz jeden ganek jako kufa winna, z tego utnij jakbyś mógł piętnaście set złotych unieść. Miarkuj się jako 12 stopni wykowanych nad tobą mogą być, tam wleź do góry, tam znajdziesz jeden loch założony, a w tym lochu jest Matka Złota i Klejnotów, weź co twoje serce żąda. Tam jest jeden złoty słup i mnich stoi w pośrodku, jak żywy. […] Tam jest złoto, srebro, lazur, karbunkuł, diament, szafir, rubin, in summa wszelkie klejnoty. Weź, a dziękuj Panu Bogu za Jego dary, których dopuścić ci raczył, ledwie ty jeden z tysiąca ludzi, którzy tego Żabiego Jeziorka szukają, widzieć go możesz”2. Pisząc natomiast o itinerarium czy o technicznych szczegółach wypraw, autorzy spisków, bywali niezwykle konkretni. Jeden z nich wskazując dogodne miejsce na biwak, pisał nieledwie w  konwencji współczesnego przewodnika turystycznego: „[…] przyjdziesz ku jednej wielkiej dziurze, tam znajdziesz ognisko wielkie. Tuśmy nocowali i gdy nas jaka psota zastała, tameśmy się i po dwa dni uchylali i dłużej.

2 K. Gorączko, Krótkie opisanie Tatr (1758); cyt. za: Tatry i górale w literaturze polskiej. Antologia, Wrocław 1992, s. 18-19. Matka złota i klejnotów – matrix, złoże; karbunkuł – rubin. Przytoczony fragment stanowi opis jaskini znajdującej się ponoć obok legendarnego Żabiego Jeziorka. W istocie jest to opis jaskini rzekomo tam się znajdującej, będący literacką, fantazyjną prezentacją jakiejś jaskini stalaktytowej. Ten opis jest bardziej wizją marzeń poszukiwacza, niż rzeczywistych realiów terenowych, bo takich jaskiń w granitowych częściach Tatr nie ma, ale echa takich koncepcji odbiły się w  twórczości dziewiętnastowiecznego pisarza Teodora Tripplina (1856), który swój obraz Tatr chciał, w duchu ówczesnej literatury, stosownie do gustów epoki i czytelników literatury wówczas popularnej, bez względu na realia, przedstawić. Rzecz godna osobnej opowieści, na którą tu, niestety, miejsca nie ma.

17


[…] Tu sobie spocznij i posil się; zaraz niedaleko jest tu woda do posiłku”3. Skoro poszukiwacze skarbów potrafili po kilka dni biwakować w górach, skoro na niewielkich odcinkach pokonywali trudności większe niż na dzisiejszych szlakach turystycznych (są na to dowody), znaczy, że byli prawdziwie dobrymi górołazami. Wytworzyli też oni specyficzną subkulturę środowiskową, ale dla dziejów poznania Tatr i artystycznego ich przedstawiania nie miało to żadnego znaczenia, pozostając dzisiaj tylko swoistą ciekawostką historyczną. Przyznać jednak trzeba, że na tle literatury polskiej XVII i XVIII wieku, ich opisy miały pewną wartość artystyczną, zupełnie niezależnie od ich bezgranicznej czasem fantastyczności. Literackiego jednak dziedzictwa owi fanatyczni poszukiwacze skarbów, właśnie z racji, już dwakroć tu wspomnianej, hermetyczności środowiska, nie pozostawili4. Można jednak sobie zadać pytanie o to, co by było, gdyby owi poszukiwacze zechcieli swą wiedzę – choćby w zakresie topografii i sposobu chodzenia po górach – ujawniać. Było to z  oczywistych względów nie do przyjęcia, bo przecież drogi do złóż, tak poszukiwanych przez nich skarbów innym zdradzić nie mogli. Gdyby jednak tak się stało, ewolucja prawdziwego, naukowego poznania Tatr, w ślad zaś za tym i rozwój turystyki z polskiej, północnej, strony na pewno by przebiegały inaczej. Gdy tak zaś się nie stało, siedemnastowieczne i osiemnastowieczne wyobrażenia o Tatrach pozostawały w tonie, zabawnej dzisiaj, fantastyczności. Tak więc siedemnastowieczny autor pierwszej w literaturze polskiej wzmianki o Giewoncie („Gewandzie śnieżnym”!) – dziś nieledwie symbolu Tatr i  Zakopanego – góry, której na oczy nie widział, pisał w miłosnym wierszyku, że z zazdrością spogląda na igrające na samym szczycie tej góry „dwie kóz i lwa z samicą jego”, gdy on na podobne szczęście ze swoją lubą liczyć nie może. W XVIII wieku naukowe badania z południowej strony Tatr – za sprawą Niemców ze Spiszu i Węgrów, a także badaczy z Anglii, Szwecji i Niemiec – posuwały się żwawo. Polscy erudyci, którzy tych gór na oczy nie widzieli, uprawiali wspomnianą fantastykę. Jeden z nich pisał w 1740 roku, że Tatry „[…] mają znajdować w sobie diamenty, rubiny, żyły złota, srebra, ołowiu antimonium do aptek, ale na to nikt nie łoży. Także w wody zdrowe 3 M. Chrościński [Hrościński, Hrosieński?], Opisanie ciekawe gór Tatrów (XVII w.), ibidem, s. 13. 4 Monografia tego fenomenu zob. J. Kolbuszewski, Skarby króla Gregoriusa. O poszukiwaczach skarbów w XVII i XVIII wieku, Katowice 1972. Tamże obfita dokumentacja (teksty) i bibliografia zagadnienia.

18

Strona tytułowa Michała Chrościńskiego, Opisania ciekawego gór Tatrów Wydał Stanisław Eljasz Radzikowski, 1905


i źródło takie ma mieć, w którym się dobrze zmoczywszy, żelazo przemienia się w  mosiądz. W  tych górach najwięcej jest kóz, które po najwyższych skałach się pasą, oparłszy się tylko rogami o skałę”5. Inny erudyta, Benedykt Chmielowski (1700-1763), pisarz dewocyjny i polihistor, w  pierwszej polskiej encyklopedii Nowe Ateny albo Akademia wszelkiej sciencyi pełna, na różne tytuły jak na classes podzielona, mądrym dla memoriału, idiotom dla nauki, politykom dla praktyki, melancholikom dla rozrywki erygowana (już sam tytuł zaświadczał o charakterze tego obszernego dzieła), będącej przejawem typowo późnobarokowej wiedzy, informował z przekonaniem: „Karpat Góra, a raczej długo ciągnący się gór kontynuacja, nazwana od słowa carpo, że tam zbierano i  zbierają różne profity obywatele i  minerały: albo od miasta Carpis starożytnych Bastarnów (Sarmatów). Niemcy je zową Górą Śniegową, Węgrzy Tarczal, Polacy Tatrami, iż ku krajom tatarskim nadają się; nazywają się i  Beskidami. Widać z  nich na mil 20 albo 30, gdy wypogodzona aeria. Kamień stamtąd zrzucony, niżeli się stoczy na dół, wiele innych ruszy z  sobą w  kompanii. Śniegi po całym lecie tu leżą, sensim czernieją, w jakieś się obracają robactwo. Dzikich kóz na nich mnóstwo, nie nogami chodzących, ale na rogach się od gałęzi i skał zawieszających. Rodzi się w nich kryształ, diamenty, magnes, różne metalla. […] Na samym wierzchołku gór jest źródło, a raczej jezioro Oculus Maris nazwane, gdzie sztuki statków morskich często wypływają, znać, że z morzem ma komunikacja. Z gór tych wypływają polskie rzeki: Dniestr, San, Styr, Cisa”6. Przeto nic dziwnego, że przy takim stanie wiedzy o Tatrach turystyka w tych górach ani o  charakterze poznawczym, ani tym bardziej zdobywczym bądź estetyzującym z  północnej, polskiej strony gór, nie istniała. Jeżeli w  góry chadzano, to tylko z południa, ale to, dla odmiany, nie miało najmniejszego wpływu na literaturę i sztukę. Pierwszymi znanymi w dziejach turystami, którzy, w lecie 1565 roku 5 W. Łubieński, Świat w swoich częściach większych i mniejszych, t. 1, Wrocław 1740. Cyt. za: Tatry i górale w literaturze polskiej, op. cit. s. 20-21. 6 B. Chmielowski, Nowe Ateny albo Akademia wszelkiej sciencyi pełna, t. 2, Lwów 1746. Cyt za: jw., s. 22-23. (Carpo – zrywam, zbieram; aeria – powietrze; Oculus Maris – Morskie Oko). Etymologia nazwy Tatr jest tu zupełnie fantazyjna. Chmielowski wydatnie przyczynił się do rozpowszechnienia wiary w to, że Morskie Oko ma podziemne połączenie z morzem, dementowanej z całą powagą przez autorów dziewiętnastowiecznych. Wiara w to, że „dzikie kozy” (kozice) chodzą nie na nogach, ale rogami czepiając się skał, pojawiała się w literaturze jeszcze w początkach XIX wieku.

19


weszli w głąb Doliny Kieżmarskiej byli, nieszczęśliwa Beata Łaska (1515-1765) i jej mąż Olbracht. Beata była nieszczęśliwa, bo jej mąż, który ożenił się z nią dla majątku, więził ją całymi latami w zamku w Kieżmarku, sam zaś z zamku wyjechał i  pozwolił jej go opuścić dopiero w  roku jej śmierci. Wycieczki w  Tatry odbywali w  XVII wieku uczniowie – stojącego na bardzo wysokim poziomie – liceum w  Kieżmarku. Jedną z  takich wycieczek opisał „Simplicissimus Węgierski”, muzykant z  Wrocławia – Daniel Speer (1636-1707), który w  dziele Ungarischer oder Dacianischer Simplicissimus (1683), w  interesującym kształcie opowiedział o  swej wycieczce na Kieżmarski Szczyt (2556 m), odnotowując, że w czasie wędrówki jego przewodnik zaglądał do jakichś notatek w wyborze drogi. Merytoryczny do tego komentarz jest dosyć prosty. Południowe pogórze Tatr było lepiej rozwinięte gospodarczo, dysponowało swoimi ośrodkami kulturalnymi (choćby wspomniane dobre liceum w Kieżmarku, w którym nauczali światli uczeni badający bliskie im Tatry), natomiast po polskiej, północnej, stronie takich ośrodków gospodarczych po prostu nie było. Polityka państwa orientowana była na podtrzymanie państwowej więzi z Polską obszarów południowo-wschodnich (nazwanych niewiele później Kresami), ośrodków miejskich o jakimś znaczeniu gospodarczym było niewiele – położony od Tatr zaledwie 20 km Nowy Targ miał znaczenie jedynie administracyjne, ale nie gospodarcze, a cóż dopiero kulturowe, o które intensywniej stara się dopiero obecnie. Tatry to była prawdziwa terra incognita polskiego wieku XVIII. Dlatego krzewić mogły się o niej najróżniejsze bajeczne fantazje i przesądy, ale nie mogło być mowy ani o eskalacji turystyki, ani tym bardziej o wyobrażeniu jakiejś potencjalnej artystycznie kreacyjnej roli Tatr jako przestrzeni inspirującej artystów. Trzeba jednak pamiętać, że klasycystyczna teoria piękna nie miała zrozumienia dla krajobrazów dzikich i pierwotnych. Te zaś zaczęły artystów interesować na fali najpierw sentymentalizmu, który owe widoki dawkował bardzo ostrożnie i nielicznie, potem preromantyzmu i  romantyzmu, który w  pewnych przejawach, znów jednak nielicznych, skromnie pojawiać się począł na niezbyt długo przed wielkim jego triumfem, jaki przyniosło wydanie poezji Adama Mickiewicza (1798-1855) w roku 1822. Aby tematyka górska mogła szerszą falą wkroczyć do literatury i malarstwa, potrzebne tu było, oprócz inspiracji artystycznej, głównie niemieckiej i angielskiej (Fryderyk Schiller, Johann Wolfgang Goethe, George Byron, William Turner), także autopsyjne poznanie gór. Tatry poczęły się stawać źródłem estetycznej fascynacji za sprawą najpierw naukowych w nie wypraw i jednocześnie na fali 20


ogromnego wzrostu preromantycznej i głównie romantycznej mody na odbywanie podróży, realizowanych pod hasłem odkrywania widoków niezwykłych i nowych, pobudzających „czucie” i imaginację. Co znamienne, moda ta rozwijać się poczęła bardzo szybko najpierw pod wpływem literatury, potem – kultu ojczystych krajobrazów i odbywania „podróży malowniczo-historycznych”. Dla literatury i malarstwa tatrzańska turystyka, czy raczej w ogóle obcowanie z górami, stały się źródłem inspiracji w gruncie rzeczy dopiero w drugiej ćwierci XIX wieku. Tak więc, gdy do początków wieku XIX turystyka tatrzańska praktycznie rzecz biorąc nie istniała, wówczas tematyki tatrzańskiej w malarstwie i w poezji nie było7. Malarze, by Tatry malować, musieli zbliżyć się do gór i wejść w głąb nich, co nastąpiło dopiero w pierwszych dziesięcioleciach XIX wieku. W wieku natomiast XVIII twórcy panoram tatrzańskich wzbogacali nimi dzieła o  charakterze naukowym i miały one znaczenie poznawcze, ale i artystyczne. Pierwszą taką polską panoramę ukazującą Tatry od północy sporządził w 1804 roku. Zygmunt Vogel, malujący okolice Krakowa. Jego dzieło znalazło się w monografii Stanisława Staszica O ziemiorództwie Karpatów i innych gór i równin Polski (1815). Nie wiadomo jednak, czy Vogel panoramę swą rysował z natury, czy też skorzystał z jakiegoś szkicu Staszica, który już wówczas prowadził badania naukowe w Tatrach. Ważne jest natomiast to, że nauka wiązała się tu z odkrywczą turystyką tatrzańską. Osiemnastowieczni i  dziewiętnastowieczni badacze Tatr byli zdobywczo nastawionymi turystami w wędrówkach dolinami, przejściach przez poznawane przez nich przełęcze i wejściach na szczyty, na których nikt nigdy przed nimi nie był, w terenie dziewiczym, pierwotnym, często pozbawionym już nie tylko dróg, ale nawet lichych ścieżek8, pokonywali niewyobrażalne dzisiaj niewygody i trudności. Turystami i zdobywcami stawali się w imię swych pasji poznawczych, ale to ich dzieła budziły coraz większe zainteresowanie Tatrami ze strony już nie tylko uczonych, ale artystów i pisarzy, a nawet szerszej opinii publicznej.

7 Osobliwym wyjątkiem z północnej, zatem polskiej, strony Tatr jest panorama namalowana w kościele w Trybszu (1647), w której wyraźnie dopatrzyć się można – dobrze z tej wsi widocznego – jednego ze szczytów tatrzańskich. 8 Wcześniejsza, trwająca nawet od średniowiecza, działalność gospodarcza w górach (wypasanie zwierząt, górnictwo i hutnictwo, poszukiwanie skarbów – kruszców i cennych minerałów) rzadko prowadzona była wysoko i na terenach trudno dostępnych, jak np. na Krywaniu czy Ornaku, ale tylko na kilku wybranych obszarach, co nie ułatwiało głębszej penetracji gór.

21


Rodzący się od początku XIX wieku kult swojskości zwracał uwagę na historyczne zabytki i piękno ojczystego krajobrazu. Stały się one przedmiotem opisów i plastycznych (rysunkowych, malarskich) ujęć. Tu jednak literatura i  sztuka stanęły wobec nowych, trudnych zadań. Uznający, że piękno Polski trzeba propagować, pisarze i  malarze stanęli wobec nowego, dwojakiego wyzwania. Ażeby o  owych krajobrazach i zabytkach pisać, trzeba je było zobaczyć, co wiązało się z podjęciem niewygodnych, nieraz ciężkich i – co gorsza – kosztownych podróży. Wyzwaniem jednak trudniejszym stało się znalezienie nowych form wyrazu artystycznego, a zatem i poszukiwania twórcze. W związku z nowymi tematami twórczego zainteresowania, prezentującymi nową kategorię wartości i piękna, artyści i poeci stanęli wobec konieczność stworzenia całkiem nowego języka poezji i malarstwa – konieczności przezwyciężenia tradycji klasycyzmu i sentymentalizmu. W poezji stało się to na pewno łatwiejsze dzięki oddziaływaniu obcych literackich wzorów, a  przede wszystkim wielkiej kreacyjnej siły poezji Adama Mickiewicza. Takich zewnętrznych impulsów malarze natomiast mieli zdecydowanie mniej, bowiem w  licznych przypadkach ich gust i estetykę kształtowały wzory wiedeńskie oraz przykład Aleksandra Calme. Stąd pierwsze próby zmagania się malarstwa polskiego z Tatrami, ambitne i na swój sposób (choćby tematycznie) odkrywcze, polegać musiały przede wszystkim na próbach i poszukiwaniach własnych, co tłumaczy ten fakt, iż romantyczne początki malarstwa tatrzańskiego nie mogły artystyczną rangą dorównywać tym dziełom, które stworzyli na przykład William Turner (1775-1851) czy Eugeniusz Delacroix (1798-1863), czy nawet w Polsce nieznany Roberts Cozens (1752-1799), jako twórca wspaniałej akwareli przedstawiającej wyniosłą Aiguille Verte – by wspomnieć tylko tych spośród najwybitniejszych9.

9 Zob. np. P. Courthion, La montagne et la peinture, [w:] La montagne ouvrage publié sous la direction de Maurice Herzog, Libraire Larousse Paris 1956, p. 436-450; por. też: U. Christoffel, Der Berg in der Malerei, Schweizer Alpen-Club, Zollikon 1963; Découverte et sentiment de la montagne. 1740-1840, Annecy 1986; M.L. Schaller, Die Schweiz – Arkadien im Herzen Europas. La Suisse – Arcadie au coeur de l’Europe, Vevey 1982. O polskim malarstwie w Tatrach zob. m.in. J. Woźniakowski, Tatry i malarze, [w:] Tatry w poezji i sztuce polskiej, Kraków 1975, s. 69–75; G. Niewiadomy, Krajobraz z góralem. Tatry i Podhalanie w sztuce polskiej 1836–1889. T. 1. Tatry romantyczne 1836–1889, Gdańsk 1995 (tom drugi nie ukazał się); A. Król, Wiatr halny. „Krajowidoki” i wrażenia z Tatr w malarstwie polskim XIX i XX wieku. Wydawnictwo Turleja [b.m. b. r.] [2007]?

22

Mieczysław Karłowicz Widok na część Wideł, Łomnicę i Durny z Jastrzębiej Turni, 1907 11 x 8,3 cm, Centralna Biblioteka Górska PTTK w Krakowie


Najsilniejsza jednak inspiracja dla preromantycznych i romantycznych już twórców zainteresowanych Tatrami przyszła ze strony być może niespodziewanej – wybitnego uczonego, który przed trzecim rozbiorem Polski (1795) dał się poznać jako znakomity pisarz polityczny, usiłujący uchronić kraj przed upadkiem i był ważnym działaczem polskiego Oświecenia – Stanisława Staszica (1755-1826). Jego zasług przecenić się nie da10. Po utracie przez Polskę niepodległości zajął się on nowoczesną działalnością gospodarczą i pracą naukową. Wychodząc z założenia, że aby odzyskać byt państwowy trzeba kraj silnie wzbogacić, podjął pracę nad wzmocnieniem polskiego przemysłu i rozwoju górnictwa w poszukiwaniu surowców przemysłowych. Jako geolog był… samoukiem, ale zyskał w tej dziedzinie nauki wiedzę ogromną, odbywał podróże naukowe po kraju, w czasie których parokrotnie na początku XIX wieku zawitał także w Tatry. I to właśnie on stał się dla literatury i po części malarstwa owym wielkim inspiratorem jako autor najwybitniejszego chyba polskiego dzieła naukowego w pierwszej połowie XIX wieku, którym była znakomita monografia geologiczna, w głównej mierze poświęcona Tatrom O ziemiorództwie Karpatów i innych gór i równin Polski (1815). Ta wspaniała geologiczna monografia Tatr, łącząca wielkie wartości naukowe z  literackimi, porównywana ze słynnymi Podróżami Aleksandra von Humboldta, budziła uznanie wybitnych geologów w XX wieku, doceniających trafność ustaleń badacza, osiągniętych środkami nieporównanie prostszymi od tych, jakimi dysponuje nowoczesna nauka. Księga Staszica miała jednak także ogromne znaczenie jako pierwszy ważny dokument polskiej turystyki wysokogórskiej, wzbudziła też ogromne zainteresowanie wśród przedstawicieli następnej generacji – romantycznej, bowiem aż do lat sześćdziesiątych chadzano z nią w Tatry, szczególnie na Łomnicę, traktując jako swoisty „duchowy przewodnik”, jako pewnego rodzaju „partyturę przeżyć”, jakich można, a właściwie – wypadało – doznać. Wynikało to w sporej mierze z patriotycznego przesłania owego dzieła, związanego z  wpisaną w  nie nowoczesną ideą alpinistyczną – zdobywczą. Staszic był bowiem przekonany, że na Łomnicę, uchodzącą wówczas za najwyższy szczyt

10 Wnikliwie operując dokumentami i stosownymi szczegółami, przedstawił je Zbigniew Wójcik w  znakomitej monografii Stanisław Staszic organizator nauki i  gospodarki, Kraków 1999, akcentując tamże rolę Staszica – racjonalisty w przygotowaniu polskiego romantyzmu.

23


tatrzański, wszedł jako pierwszy11, co wywołało w nim silne poczucie dumy narodowej, wynikającej z bardzo romantycznego już przekonania, iż skały tej góry utrwalą pamięć, iż pierwszym, kto na niej stanął, był Polak. To z  kolei wiązało się z  przekonaniem, iż Łomnica jest niepodległym skrawkiem kraju rozdartego i pozbawionego niepodległości przez trzech zaborców: Rosję, Austrię i Prusy. Patriotyczne uniesienie sprawiło, że w  opis swoich doznań na Łomnicy wpisał także płomienny apel do młodzieży polskiej, by zachowała wierność hasłu „ojczyzna, nauka, praca”, niezwykle bliski temu, co głosiło – niewiele później sformułowane – programowe hasło młodych romantyków: „ojczyzna, nauka, cnota”. Na kanwie wizji widoku z Łomnicy, ogarniającej cały kraj, pouczał Staszic – młodzież polską, iż polityczny upadek państwa nie oznacza zniweczenia egzystencji narodu, do tego bowiem doprowadzić może tylko jego moralne znikczemnienie. Młodych romantyków przed tym znikczemnieniem chronić miała wierność podstawowym cnotom obywatelskim, Staszic natomiast widział ich obronę w kulcie pracy. Takie elementy nadawały Ziemiorództwu charakter w  sporej mierze już preromantyczny, romantyczne też elementy pojawiły się w  jego estetyce krajobrazu. Zapoczątkowany przez niego kult Łomnicy jako świętej góry narodowej przejęła generacja romantyczna, co stać się mogło tym łatwiej, że fragmenty księgi Staszica znalazły się w kanonie szkolnym. Przejawiał się on też w odbywaniu wypraw na ten szczyt12 i częstym wprowadzaniu motywu Łomnicy do literatury polskiej. Równie inspirująca, a może obiektywnie ważniejsza, była rola Staszica w rozwoju wielu dziedzin nauk, szczególnie przyrodniczych. Te szybciej i intensywniej rozwinęły się po południowej stronie Tatr, w Polsce zaś zintensyfikowały się właśnie pod wpływem Stanisława Staszica mniej więcej od 1830 roku. Prace te wiązały się oczywiście z głęboką penetracją terenu górskiego, wymagały specyficznych umiejętności turystycznych, odporności na trudy i niewygody.

11 Niestety, mylił się. Zdobywcą Łomnicy został wcześniej, w 1793 r., Anglik Robert Townson. 12 W Słowacji zjawiskiem analogicznym, bardziej rozwiniętym i trwałym aż do dzisiaj stały się rokroczne, w XX wieku gromadzące nawet tysiące uczestników, „narodowe wycieczki” na szczyt Krywania, świętej góry Słowaków, w symbolicznych ujęciach często przywoływanej w słowackiej poezji romantycznej.

24


Na czoło wysunął się tu Ludwik Zejszner (1805-1871), wybitny geolog, który napisał pierwszą pracę na temat znajdujących się w terenie śladów zlodowacenia Tatr, owe zaś góry poznał znakomicie za sprawą wieloletnich po nich wędrówek badawczych. Zejszner był przede wszystkim geologiem, ale jego prace tatrzańskie dotyczyły kilku jeszcze dziedzin nauki; okazał się nawet dobrym folklorystą, sporządzając pierwszy obszerny zbiór ludowych pieśni podhalańskich – Pieśni ludu Podhalan czyli górali tatrowych polskich (Warszawa 1845), z  którego korzystał twórczo Kazimierz Tetmajer w okresie Młodej Polski. Był nadto Zejszner pierwszym rzecznikiem ochrony przyrody Tatr, widząc skutki niszczycielskiej w  nich gospodarki, wycinania lasów, zagrożenia dla coraz mniejszej ilości limb13, tępienia kozic i świstaków. Działalność naukowa Zejsznera miała duże znaczenie dla wzbogacenia i rozwoju wiedzy o Tatrach. Uprzytamnia ona też wielkie znaczenie dziewiętnastowiecznej turystyki górskiej dla rozwoju nauki i spopularyzowania wiedzy o Tatrach w społeczeństwie polskim. W tym jednak zakresie większe zasługi miał inny badacz Tatr, geograf, meteorolog, etnograf, ceniony pisarz i poeta, człowiek o bogatym życiorysie, Wincenty Pol (1807-1872). Był uczestnikiem powstania listopadowego, potem pierwszym w Polsce profesorem geografii na równie pierwszej w Polsce (drugiej w  Europie) uniwersyteckiej Katedrze Geografii Uniwersytetu Jagiellońskiego w  Krakowie. Jego kariera uniwersytecka trwała jednak krótko (1849-1852), z Katedry owej został bowiem usunięty przez władze austriackie14 za swe patriotyczne poglądy polityczne. Pol był samoukiem, co mu nie przeszkodziło stać się jednym najwybitniejszych geografów swoich czasów (doświadczeniami wymieniał się z Aleksandrem von Humboldtem), był zarazem jednym z najpopularniejszych poetów swego czasu (kult jego poezji trwał mniej więcej do 1930), a  także znakomitym prozaikiem i jego prace naukowe, zabarwione opisami własnych przeżyć doznanych w  terenie, odznaczają się piękną formą i  są do dzisiaj atrakcyjne 13 W  przeszłości limba (Pinus cembra) występowała w  Tatrach nieporównanie częściej niż dzisiaj, tworząc nawet spore kompleksy leśne. Wyniszczona została wskutek wycinania w celu pozyskania z niej oleju limbowego, stosowanego w medycynie w XVII i XVIII wieku, który dalej był używany w medycynie ludowej jeszcze w pierwszej połowie XIX wieku (podobnie jak sadło ze świstaka bądź niedźwiedzia; w większej cenie było sadło świstacze, co spowodowało zagrożenie istnienia tego gatunku już od połowy XIX wieku). 14 Działo się to przecież w okresie zaborów, gdy południowa Polska znajdowała się pod zaborem austriackim.

25


dla czytelników. Pol nie wsławił się wielkimi dokonaniami zdobywczymi, ale w Tatrach bywał niejednokrotnie, znał je bardzo dobrze, wyniósł z nich ogromną ilość doświadczeń i obserwacji15, które wykorzystał także w swej poczytnej twórczości wierszowanej, tworząc znakomitą, nacechowaną patriotycznymi znaczeniami, poetycką syntezę widoku Tatr z oddali w poemacie Pieśń o ziemi naszej (1835, druk: Wrocław 1843). Ów utwór był zresztą jedną z  wielu, bodaj najważniejszą, apoteozą postaci i dokonań Stanisława Staszica. Poczynając już od lat 1822-1830 literackie ujęcia problematyki tatrzańskiej przybierały postać romantycznego widzenia i romantycznej interpretacji krajobrazu, na owo widzenie zaś i sposób jego opisywania coraz silniejsze wpływy miała nie inspiracja poznawczo-naukowa, ale romantyczna estetyka krajobrazu. Za jej podstawę uznano powszechnie autopsyjne jego poznanie, za metodologiczną zaś podstawę jego „rozumienia” związane z nim ludowe wyobrażenia, nie rezygnując z romantycznego historyzmu zafascynowanego jednak bardziej legendami i  mitami, niż ścisłą prawdą historyczną, co dobrze widać w twórczości kilku przynajmniej pisarzy. W obu tych kierunkach poszła, wsparta niezbyt wprawdzie licznymi, ale wspaniałymi, a w każdym razie bardzo odważnymi poczynaniami zdobywczymi, niemała, obejmująca kilka utworów, tatrzańska twórczość Seweryna Goszczyńskiego (1801-1876). W  Tatrach znalazł się on po powstaniu listopadowym, przebywając od wiosny do jesieni 1832 roku. we dworze Leona Tetmajera w nieodległej od Tatr niewielkiej wsi Łopuszna, mając niemal stale widok Tatr przed oczyma, co skłoniło go do wycieczek w te góry. Zwiedził w nich to, co wówczas już było modne, oczywiście Morskie Oko i Dolinę Kościeliską, ale prawdziwie zafascynowała go Jaskinia Pisana, jak pisze Witold Henryk Paryski „trudna do zwiedzania, bo płynie nią woda sięgająca człowiekowi miejscami po pas”16. Goszczyński wdarł się odważnie 15 Wspaniałym tego przykładem jest szkic Z  burzy górskiej ze zbioru Obrazy z  życia i natury (1869), w którym Pol opisał niemal groteskową, kilka minut trwającą burzę: przetoczyła się ona nisko pod jego nogami, gdy spoglądał z góry w głębię skalnego wąwozu. Stojąc nad nim, pisarz ujrzał dwie małe chmurki, które spotkały się nisko nad dnem wąwozu; rozległo się kilka cichych grzmotów, spadło kilka kropel deszczu i zanim przewodnik Pola – góral – zdołał wypalić „lulkę” (fajkę), już się ta miniburza skończyła. Pełny tekst pięknego, zajmującego jej opisu zob. Tatry i górale w literaturze polskiej. Antologia. Opracował Jacek Kolbuszewski, Wrocław 1992, s. 113-115. 16 Z. Radwańska-Paryska, W.H. Paryski, Wielka encyklopedia tatrzańska, Poronin 1995, s. 918.

26

Juliusz Kossak Frontispis z portretem Wincentego Pola w Pieśni o ziemi naszej. Reprodukcja z wydania ósmego Spółki Wydawniczej Polskiej w Krakowie, 1896 Juliusz Kossak Tatry w Pieśni o ziemi naszej Wincentego Pola. Reprodukcja z wydania ósmego Spółki Wydawniczej Polskiej w Krakowie, 1896


w jej głąb aż do ostatniego zacisku uniemożliwiającego dalszą wędrówkę i sporządził bardzo romantyczny, ekspresywny, pełen grozy opis tej wyprawy i choć w jaskini tej nie był pierwszy, to jednak na podstawie tego do niej wejścia zyskał miano „ojca speleologii polskiej”17. Ludowe i paraludowe motywy góralskie Goszczyński wykorzystał w kilku swoich utworach, nie tylko w Dzienniku podróży do Tatrów, ale i w poemacie Sobótka oraz opowiadaniu Oda. Choć piękne opisy Tatr pojawiały się już wcześniej i w jego czasach18, to jednak istotną zasługą, przede wszystkim Goszczyńskiego, stało się pełne wprowadzenie tematyki tatrzańskiej w ramy romantycznych konwencji estetycznych i rzec można, że na lat kilkadziesiąt uczynił on Tatry górami romantycznymi. W ten sposób nabierały one takiego charakteru i znaczenia kulturowego, jak szkockie Highlands czy wielkie Alpy w literaturach zachodnioeuropejskich, choć oczywiście takiego samego rozgłosu nie miały. Z naszego zaś punktu widzenia ważny jest fakt, że źródłem inspiracji dla twórczości literackiej były tu znów doświadczenia i doznania turystyczne. Lata dojrzałej fazy krajowego romantyzmu polskiego (1831-1848), to jest po upadku powstania listopadowego19, jak również później okres jego schyłkowej, już w sporej części epigońskiej fazy (1848-1863), przyniosły wzmożone zainteresowanie krajoznawstwem rodzimym. Wiązało się to ze znacznym spopularyzowaniem różnych form literackich wypowiedzi nastawionych na opisy krajobrazów. Gatunkami popularnymi były wówczas tak zwana „podróż”, antycypująca rozwój nowoczesnego reportażu i  – epigoński z  estetycznego punktu widzenia poemat opisowy, zwany czasem „podróżą malowniczo-historyczną”. Tatry stały się modne, sporo o nich mówiono, sporo pisano, a ich popularność na tym zasadzano, iż w sferach

Adam Gorczyński Morskie Oko w Tatrach w Obwodzie Sandeckim, ok. 1838 Litografia K. Auera wg rysunku A. Gorczyńskiego, odbito u P. Pillera we Lwowie, 16 x 22,5 cm Muzeum Tatrzańskie

17 Jest to wypływ spod skały strumienia tworzącego niżej początek rzeki Czarny Dunajec; jaskinia, z której wypływa, jest cała zalana wodą.

Aleksander Płonczyński Wylot Jaskini Pisanej w Dolinie Kościeliskiej (Wypływ Czarnego Dunajca), ok. 1840 Ołówek, papier, 21 x 27 cm Muzeum Tatrzańskie

19 Pamiętać trzeba, że najwybitniejsi przedstawiciele polskiego romantyzmu, Fryderyk Chopin, Adam Mickiewicz, Juliusz Słowacki, Cyprian Norwid, Bohdan Zaleski, Teofil Lenartowicz, z nimi zaś dziesiątki twórców niższej rangi, realizowali swą twórczość po powstaniu listopadowym (1830) przeciwko Rosji, na wymuszonej przez los dożywotniej emigracji.

18 Ich autorem bywał przecież, na przykład Ludwik Zejszner, porównujący Dolinę Kościeliską ze sławnymi dolinami alpejskimi – z przyznaniem pierwszeństwa pod względem piękna dolinie tatrzańskiej.

27


inteligenckich każdy je choć raz widział, a jeśli nie widział, to coś o nich czytał20. Istotnie dwa zjawiska rozwinęły się wtedy równolegle. Z jednej strony była to narastająca ilościowo, w  mniejszym jednak stopniu pod względem jakościowym, turystyka tatrzańska. Zwolna rokrocznie rosła liczba letników spędzających lato pod Tatrami, nieco wolniej wzrastała liczba wycieczkowiczów – turystów przyjeżdżających w  góry w  celu odbycia kilku wycieczek w  towarzystwie góralskich, niezbyt początkowo do tego przygotowanych, przewodników, wykorzystujących swoją znajomość gór z  okresu pracy pasterskiej w  Tatrach, prowadzących więc „gości” po coraz to bardziej utartych trasach. Na ich „specjalizację przewodnicką” przyszedł czas nieco później, właściwie po 1870 roku. Chociaż jednak już mniej więcej po 1845 pojawiło się kilku lepiej zorientowanych w terenie, acz z nazwiska zwykle nieznanych, przewodników – górali. Jednym z nich był niejaki Józef Bigos z Bukowiny, który prowadził daleko w Tatry rysownika i poetę Bogusza Zygmunta Stęczyńskiego (1814-1890), o którym wkrótce niżej będzie mowa. Drugi aspekt owej kulturowej sytuacji Tatr w Polsce w połowie XIX wieku tworzył rzeczywisty znaczny wzrost ilościowy publikacji na tematy tatrzańskie. Z paroma wyjątkami nie reprezentowały one ani specjalnych wartości artystycznych, ani poznawczych. Zwiększenie liczby uprawiających turystykę tatrzańską miało to znaczenie, iż na tle dosyć pospolitej, zbanalizowanej „produkcji” literackiej, w tym schyłkowym, epigońskim okresie polskiego romantyzmu pojawiło się kilka dość ciekawych utworów, atrakcyjnych głównie za sprawą nie tyle talentu literackiego ich autorów, ile w następstwie ich bogatego doświadczenia turystycznego. Jednym z  nich był wspomniany wyżej Bogusz Zygmunt Stęczyński, który ogarnięty szlachetnie romantycznymi ideami wiele lat spędził na „malowniczo-historycznych” wędrówkach po Galicji i części Słowiańszczyzny, poszukując pięknych krajobrazów, a w  nich pamiątek historycznych. Będąc zarazem poetą i rysownikiem, w czasie tych wielkich wypraw zgromadził bardzo wiele ilustracji ojczystych 20 Tak twierdził w 1855 r. ceniony krytyk literacki Michał Grabowski, recenzując powieść modnego i cieszącego się ogromną wówczas poczytnością Teodora Tripplina (1812-1881). W jego Wycieczkach po stokach galicyjskich i węgierskich Tatrów (1856), ścisłość realiów, branych zresztą głównie z drugiej ręki, mieszała się z aż przesadną, pozbawioną cienia prawdopodobieństwa, bardzo jednak romantyczną, fantastyką. Choć jednak źródłem i inspiracją do napisania tej powieści była rzeczywista (Tripplin był w Tatrach!) podróż autora przez Tatry, odbyta na Węgry w celach politycznych w 1848 r., to jednak ramą konstrukcyjną dla tego dzieła stał się schemat podróży-wycieczki.

28


Bogusz Zygmunt Stęczyński Ścieżka do Pięciu Stawów od Morskiego Oka, 1851 Reprodukcja z: Bogusz Zygmunt Stęczyński, Tatry w dwudziestu czterech obrazach skreślone piórem i rylcem przez Bogusza Zygmunta Stęczyńskiego, Kraków 1860

krajobrazów i napisał sporo dzieł tak prozatorskich, jak i  poetyckich, mających popularyzować urodę i historyczne wartości polskiego krajobrazu. Szczególnym sentymentem Stęczyński darzył Tatry i był w połowie XIX wieku zdecydowanie najlepszym polskim ich znawcą, chodził po nich wiele, docierając do miejsc i zakątków ówczesnym innym turystom zupełnie nieznanych, takich np. jak Furkotna Przełęcz, którą pierwszy przeszedł. Na takiej podstawie powstało wiele jego poematów opisowych, ilustrowanych jego własnymi pracami graficznymi, dotyczących nie tylko Polski południowej, ale także opisywanych ze znawstwem Sudetów i Karkonoszy. Poświęcone im poematy Śląsk, Sudety i Polska Najada wydane zostały z rękopisów dopiero w XX wieku. Więcej szczęścia miał Stęczyński jako autor licznych ilustracji o tematyce tatrzańskiej (Album Pienin i Tatrów, 1860 i krajobrazów południowej Polski Okolice Galicji, Lwów, 1847). Najważniejszym dziełem Stęczyńskiego stał się poemat opisowy Tatry w dwudziestu czterech obrazach (Kraków 1860), owoc jego wypraw w Tatry – z 80 własnymi ilustracjami autora. Trudno by było wskazać w  kulturze romantycznej przykład ściślejszego związku turystyki z literaturą i sztuką. Używając określenia, którym chętnie operował Tadeusz Staich (1913-1987), przewodnik tatrzański, pisarz i poeta, dokonywała się u Stęczyńskiego „zamiana kroków na słowa” i na rysunki, cała bowiem tatrzańska twórczość Stęczyńskiego wyrastała bezpośrednio z jego wędrówek, była literackim i rysunkowym przetworzeniem jego spostrzeżeń, doświadczeń w górskim terenie, doznań i wrażeń. Niestety, Stęczyński obdarzony był, przy doskonałym zmyśle obserwacyjnym i dużej wiedzy, bardzo miernymi zdolnościami zarówno poetyckimi, jak i plastycznymi, co nie zmienia faktu, że jego niezbyt udolne rysunki i litografie cieszyły się sporym wzięciem, dzisiaj zaś w  Polsce budzą spore zainteresowanie jako dokumenty kulturowe. Forma jego wierszy była pretensjonalna, jego muza była przegadana, dalekie zaś od doskonałości, a może nawet i poprawności, rysunki trudno uznać za prawdziwe dzieła sztuki. Nie zmienia to faktu, że Stęczyńskiemu inspirację dawała rzetelnie uprawiana turystyka górska. Szkoda tylko, że zupełnie nie umiał on rysować rozległych panoram, bo przecie niezwykle ciekawa byłaby jego plastyczna wizja widoku z Łomnicy, który dość zgrabnie opisał wierszem. Stęczyński był wielkim pasjonatem gór i sztuki, ale, niestety, nie był artystą. Jego dzieła pozostają dowodem inspiratorskiej siły krajobrazu tatrzańskiego i wartości doznań turystycznych jako czynnika prowokującego akty twórcze, co nie zmienia 29


jednak faktu, iż wspomniane poematy były typowym przejawem epigonizmu romantycznego. Stąd osobliwym paradoksem jest, że Tatry Stęczyńskiego odegrały w swoim czasie istotną rolę w propagowaniu Tatr i turystyki tatrzańskiej. Wraz ze Stęczyńskim pojawili w Tatrach dość licznie poeci – lirycy. Na przykład Antoni Czajkowski w wierszu Wspomnienie z podróży do Morskiego Oka (1841) nawiązywał do geologicznych koncepcji Staszica, równolegle z nimi wprowadzając, wspomniany wyżej, motyw podziemnego połączenia Morskiego Oka z morzem. Ryszard Berwiński w patetycznych strofach opiewał wielkość romantycznego bohatera stojącego, jak pan świata, na szczycie tatrzańskiej skały. Edmund Wasilewski pisał o trudzie twórczym, z jakim przychodzi mu się zmagać ze wspaniałym pięknem tych gór. Należący do kręgu najciekawszych polskich poetów romantycznych Teofil Lenartowicz (1822-1893) napisał kilka ciekawych wierszy tatrzańskich, m.in. utrzymaną w  duchu romantycznej tajemniczości balladę Strzelec, opowiadającą o  autentycznym, tajemniczym myśliwym, którego nieraz widywano w Tatrach i który tu w nieznany sposób zginął. Bardziej rymopisem niż poetą był ksiądz Konstanty Maniewski (1825-?), używający w  wydaniach swej poezji religijnej pseudonimu „Podtatrzanin”, autor pierwszego zbioru poetyckiego poświęconego Tatrom (Tatry, Wiedeń 1866), w którym wykorzystał kilka ludowych podań o skarbach tatrzańskich i o rycerzach śpiących w tatrzańskiej jaskini w oczekiwaniu na chwilę, gdy zostaną zbudzeni do walki o niepodległość Polski. Maniewski odnotował też modny od czasów przynajmniej preromantycznych zwyczaj rycia przez turystów nazwisk na Skale Pisanej w Dolinie Kościeliskiej. Talentu poetyckiego nie miał, pisał wiersze bardzo słabe, acz tematycznie nieraz ciekawe, ale na wspomnienie tu zasługuje przede wszystkim jako autor wstępu do swojego tomiku poezji, w którym przedstawił zarys dziejów stosunku człowieka do gór i opisał ich oddziaływanie na ludzką psychikę, co było pierwszą taką próbą, jeśli nie liczyć wcześniejszych, zbliżonych do owej problematyki uwag profesora filozofii na Uniwersytecie Jagiellońskim Józefa Kremera (1806-1875), który – polemizując z estetyką klasycystyczną – dowodził, że sztuka nie jest naśladowaniem natury21. Tak więc może zbyt długo trwający w kulturze polskiej romantyzm wraz ze wzrostem ilościowym i jakościowym turystyki tatrzańskiej przyniósł ze sobą pewnego 21 Kremer wskazywał też, na przykładzie refleksji o swym wejściu na Łomnicę, na rolę doznań fizycznych (zmęczenia) w sposobie reagowania na krajobraz. Zob. Tatry i górale w literaturze polskiej, op. cit., s. 100-103.

30


Stanisław Bizański Dolina Kościeliska koło Skały Pisanej, 1889 26 x 21 cm, Muzeum Tatrzańskie

rodzaju literackie i artystyczne odkrycie Tatr. I jednemu i drugiemu zjawisku inspiracją była genialna praca naukowa Staszica, ale polot w obu wypadkach był już następstwem oddziaływania idei romantycznych. Poezja i malarstwo wyrastające z doświadczeń krajobrazowych i turystycznych były tego wyraźnym przejawem. Rzec by można, że sztuka poczęła iść tropem wyznaczonym przez turystykę. Mniej natomiast liczne były próby prozatorskich opisów wycieczek w góry. Trochę na tym ważył fakt, iż wydawcy czasopism z pierwszej połowy XIX wieku nie w pełni potrafili dostrzec ich potencjalną czytelniczą atrakcyjność, ale i ta w niezbyt licznych próbach okazywała się raczej niewielka. Zmieniający się jednak w miarę upływu lat stosunek wydawców i czytelników do narracyjnych form w prozie o zabarwieniu dokumentalnym wyraźniej począł się uwidaczniać już u progu lat sześćdziesiątych XIX wieku. Wcześniej prozą pisano albo prace naukowe, albo utwory beletrystyczne. Około 1860 roku. do prozy poczęła wkraczać dokumentalistyka, wprawdzie jeszcze czasem fabularyzowana, ale już oparta przede wszystkim na faktach, nie zaś na fikcji literackiej. Niewątpliwie dużym, acz niewykorzystanym w takiej mierze, jakiej był tego wart, talentem pisarskim odznaczyła się w połowie XIX wieku Zofia Steczkowska (daty życia nieznane!), która w Tatrach bywała z rodzicami i siostrą rokrocznie w latach 1854-1864, zasłynęła zaś świetną książką o  górach, i  tym, że w  1864 samodzielnie, bez przewodnika, poprowadziła wycieczkę kilku osób na Czerwone Wierchy. W Tatry chadzała dużo, znała je dobrze, swe zaś wspomnienia i wrażenia utrwaliła w ładnej, doskonale napisanej, pozbawionej romantycznej egzaltacji i zapowiadającej narastanie znaczenia realizmu w literaturze polskiej, jedynej książce Obrazki z podróży do Tatrów i Pienin (Kraków 1858, 2-o 1872). „Obrazek” był w owym czasie gatunkiem odwracającym się od konwencji romantycznych, oscylującym zaś w stronę realizmu i pozytywizmu. Opisy wycieczek Steczkowskiej były w istocie realistyczne, tendencja zaś propagująca turystykę górską – szczególnie wśród kobiet – zawierała w sobie elementy romantycznego kultu swojskości, oraz elementy pragmatyczne o charakterze już właściwie pozytywistycznym, gdy wskazywała, że chodzenie po górach dobrze służy zdrowiu i kształtowaniu postaw patriotycznych. W drugim wydaniu swej książki (1872), tłumacząc swą autorską postawę, właściwie pisała już w duchu koncepcji emancypacji kobiet22. 22 W rok później – (1873) Eliza Orzeszkowa wydała powieść Marta, będącą koronnym manifestem ruchu emancypacji kobiet; zbieżność dat coś tu mówi.

31


„Doznając w Tatrach tyle przyjemności, tyle wzniosłych i niezapomnianych wrażeń, pragnęłam aby jak najwięcej rodaków moich poznało piękności swej rodzinnej ziemi, bo wtedy pewno nie tak skwapliwie biegliby pod obce nieba szukać wrażeń, które we własnym znaleźć mogą kraju. Ta obojętność zwłaszcza kobiet na cudne gór naszych widoki budziła we mnie mimowolne uczucie żalu, a zarazem nasuwała pytanie, jaka być może tego przyczyna? Było nią, jeśli się nie mylę, przesadzone wyobrażenie o trudach i niebezpieczeństwach nieodłącznych od każdej wycieczki w nasze góry, do których nie przecisnął się jeszcze przemysł i cywilizacja. Mężczyźni wracający z  takiej przejażdżki, czy to dla popisania się własną odwagą, czy też zbyt mało trzymając o  naszych siłach i  wytrwałości, zamiast zachęcać, straszyli nas przesadnym opowiadaniem o zwrotnych przepaściach, skalistych turniach, na które z niebezpieczeństwem życia piąć się trzeba; o zaspach śniegu, o ustawnych słotach, nawet o mrozach i tysiącznych niewygodach, na jakie się tam zwiedzający naraża. A nawet gdyby pomimo to wszystko przyszła komuś chęć puszczenia się na los szczęścia w te niby niedostępne góry, niełatwo było wywiedzieć się, w jaki sposób najdogodniej i najprzyjemniej odbyć podobną wycieczkę, bo każdy inną wskazywał drogę, każdy inaczej doradzał, jak nam samym się zdarzyło przy pierwszej w Tatry podróży. Prócz dzieł opisujących Tatry pod naukowym względem i rzadkich artykułów rozrzuconych po czasopismach, a najczęściej z fantazji raczej niż z  natury kreślonych, z  wyjątkiem poetycznych opisów Goszczyńskiego, nie było żadnego praktycznego dziełka, żadnego opisu, który by dał poznać piękności gór naszych, a zarazem wskazał najwłaściwszy sposób ich zwiedzania”23. Przemawiała tu Steczkowska w tonie już publicystycznym, acz popełniła omyłkę, nie wiedząc, że już w 1860 ukazał się Przewodnik w wycieczkach na Babią Górę, do Tatr i Pienin Eugeniusza Janoty, natomiast „poetyczne opisy Goszczyńskiego” nie mogły mieć praktycznego zastosowania przy organizacji wyjazdu w góry. Nie zmienia to jednak faktu, że wystąpienie Steczkowskiej miało charakter nowatorski, skoro propagując turystykę kobiecą jako zdrowy tryb życia antycypowała już w 1858 ideały pozytywistyczne, które w kulturze polskiej jako idee przewodnie pojawiły się w pełni dopiero dziesięć lat później. Wznowienie książki Steczkowskiej w 1872 świadczyło już wyraźniej o tym, że zgodna ona była z duchem czasu, choćby dlatego, że kobieca turystyka tatrzańska rozwijała się wówczas dość regularnie, 23

32

Cyt. za: Tatry i górale w literaturze polskiej, s. 171-172.


aczkolwiek to nie ona dawała inspirację literaturze i sztuce. Na literackim firmamencie problematyki Tatr w literaturze i sztuce Steczkowska niezbyt jednak długo pozostała osamotniona. W dwudziestoleciu 1850-1870 w turystyce tatrzańskiej dokonały się bardzo istotne przemiany ilościowe, w ślad za czym poszły znaczne przemiany jakościowe, ujawniające się w dokonywaniu coraz trudniejszych wejść na coraz trudniej dostępne szczyty. Przybyło dobrze znających swój fach przewodników, choć ich instytucjonalnym szkoleniem nikt się jeszcze wówczas nie zajmował: zarabiając na prowadzeniu „gości” w góry, byli oni właściwie amatorami. Uprawiali rolę, wykonywali swoje zawody, uzupełniając dochody wynajmowaniem izb na lato i  oprowadzaniem turystów. Dla nich zaś byli tym bardziej atrakcyjni, im głębiej wprowadzali ich nie tylko w góry, ale także w świat góralskiej kultury i bogatego podhalańskiego folkloru. Najważniejsze jednak zapewne było to, że znali góry24. Już po roku 1865 zdobyto wiele trudnych szczytów, proces zaś odkrywczego, pionierskiego wchodzenia na dalsze zintensyfikował się znacznie po 1870. To wówczas weszło do języka pojęcie taternik, oznaczające człowieka systematycznie przyjeżdżającego w góry i wyspecjalizowanego w chodzeniu po nich25. Mając dość wyraźne aspiracje zdobywcze, nowa generacja turystów kierowała się w wyborze celów wycieczek przede wszystkim jednak kryteriami estetycznymi, przyjmując zasadę wchodzenia na szczyty „dla widoku”. Ową ówczesną elitę turystyczną tworzyli intelektualiści i artyści, którzy podejmowali w swych poczynaniach badawczych liczne poważne zadania poznawcze związane z  Tatrami w  różnych dziedzinach nauki, jak również swą pasję górską realizowali w twórczości. Wiązało się to już ze stworzeniem Walery Rzewuski Przy szałasach na Polanie Pysznej w Dolinie Kościeliskiej, 1861 Fotografia stereoskopowa 8,3 x 7,2 cm Muzeum Tatrzańskie

24 Znali je przecież z praktyki pasterskiej, przemytniczej, z  rozpowszechnionego na Podhalu myślistwa i kłusownictwa, ogarniającego całe Tatry, co rzeczników ochrony przyrody skłoniło nawet do wydania drukiem apelu o niezabijanie kozic i świstaków. W następstwie uchwalonej w 1868 r. ustawy o ochronie tych „zwierząt halskich” i pod wpływem profesorów Uniwersytetu Jagiellońskiego Maksymiliana Nowickiego (1826-1890) i  Eugeniusza Janoty (1823-1878), inicjatorów tej ustawy, pierwszymi strażnikami ochrony przyrody zostali Maciej Sieczka (1824-1897) i  Jędrzej Wala (1820-1896), ongiś zagorzali tępiciele kozic, świstaków, a nawet niedźwiedzi. Obaj byli wybitnymi przewodnikami. Sieczka dokonał wielu pierwszych wejść na liczne szczyty, m.in. na Mnicha nad Morskim Okiem z Karolem Potkańskim w 1879 lub 1880 r. 25 Wprowadził je w 1879 r. Tytus Chałubiński w ciekawym utworze literackim Sześć dni w Tatrach. Wycieczka bez programu. Później tym mianem określani byli i są do dzisiaj wspinacze uprawiający taternictwo – tatrzańską formę alpinizmu z wszystkimi jego właściwościami.

33


oryginalnej ideologii taternickiej. Jej fundamentem był zdobywczo nastawiony estetyzm (wspomniana zasada chodzenia „dla widoku”). Innym ważnym zjawiskiem było dostrzeżenie w chodzeniu po górach przejawów prawdziwej wolności turysty jako zwyczajnego człowieka i  jako Polaka, pozbawionego własnego państwa. Potęgowało to traktowanie Tatr jako skrawka niepodległego kraju, gdzie można było swobodnie i głośno śpiewać polski hymn narodowy (dziś hymn państwowy), napisany przez poetę z Legionów Polskich we Włoszech w 1798 roku, ze słowami „Jeszcze Polska nie zginęła, póki my żyjemy…”, bez obawy aresztowania przez austriackich żandarmów. Jeden z księży z Wielkopolski (zabór pruski) tym faktem uzasadniał swoje coroczne przyjazdy w Tatry. Ten ideał wolności osiąganej poprzez turystykę najsilniej wyraził się w koncepcji tak zwanej „wycieczki bez programu”, wykreowanej przez wybitnego lekarza i botanika, Tytusa Chałubińskiego (1820-1889), znającego Tatry od 1858 i mieszkającego w Zakopanem od 1887 do śmierci. W Tatry systematycznie chodził od 1873. Wybitnie zasłużył się dla górali i  Zakopanego jako inicjator i  realizator bardzo wielu ogromnie pożytecznych poczynań, których omówienie musiałoby przekroczyć ramy niniejszego szkicu. Tatry znał wspaniale, był na wszystkich dostępnych wówczas szczytach, dokonał kilku znaczących pierwszych przejść różnych dróg tatrzańskich. Jego koncepcja „wycieczki bez programu” polegała na odbywaniu kilkudniowych wypraw w Tatry w towarzystwie starannie dobranych, zarówno pod względem sprawności fizycznej, jak atrakcyjności intelektualnej, turystów – uczonych, pisarzy, artystów, a także licznych górali, przewodników, tragarzy, kurierów łączących go z Zakopanem, muzykantów ze słynnym Bartłomiejem („Bartusiem”) Obrochtą (1850-1926), którego muzyką interesowali się Ignacy Jan Paderewski i Karol Szymanowski, oraz legendarnym gawędziarzem Sabałą (wł. Jan Gąsienica Krzeptowski 1809-1894, zwany też „podhalańskim Homerem”), który słynął z gry na gęślikach i wspaniałych gawęd, był zaś wielkim przyjacielem Chałubińskiego26. W czasie owych „wycieczek bez programu” trasę improwizowano ad hoc, kierując

26 Sabała i jego gawędziarska twórczość budziły zainteresowanie wielu pisarzy jego czasów, m.in. Henryka Sienkiewicza, Stanisława Witkiewicza, Kazimierza Tetmajera, którzy zapisywali i  publikowali jego gawędy i  opowiadania. Był też autentycznym bohaterem wielu utworów literackich. Jego twórczość muzyczna stała się inspiracją dla późniejszych muzyków podhalańskich, do dzisiaj grywających, głównie już komercyjnie, motywy z  jego twórczości jako tzw. sabałowe nuty.

34

Stanisław Witkiewicz Wycieczka, 1891 Reprodukcja z: S. Witkiewicz, Na przełęczy, Warszawa 1891


Stanisław Witkiewicz Portret dra Tytusa Chałubińskiego, ok.1889 Tusz, papier naklejony na karton, 46 x 30 cm Muzeum Narodowe w Warszawie Stanisław Witkiewicz Portret Sabały, 1896 Tusz na papierze naklejonym na karton, 40 x 30 cm Muzeum Narodowe w Warszawie

się wspomnianą zasadą chodzenia „dla widoku”, biwakowano zawsze pod gołym niebem, każda zaś wyprawa, rytualnie wręcz, kończyła się w Morskim Oku. Tak silnie rozwinięty ruch turystyczny wymagał jednak ujęcia go w pewne ramy organizacyjne, czego przejawem było powołanie do życia Towarzystwa Tatrzańskiego (TT), które, nie przerywając ciągłości działania, w 1920 roku. zmieniło nazwę na Polskie Towarzystwo Tatrzańskie, i  po brytyjskim Alpine Club (zał. 1857) było jedną z najstarszych górskich organizacji turystycznych w Europie. Towarzystwo Tatrzańskie zajęło się uprzystępnianiem gór (m.in. budową ścieżek, schronisk, organizacją przewodnictwa), działalnością propagandową, wydawnictwami na 35


tematy tatrzańskie, ochroną przyrody, popieraniem i rozwojem badań naukowych w górach, a nawet gospodarczą pomocą dla górali, w czym zresztą, niezależnie od działań TT przodował Tytus Chałubiński, który, na przykład, nauczył górali siania koniczyny jako rośliny pastewnej, wcześniej na Podhalu nieznanej. Swą wielką aktywność TT ujawniło w 1876 roku, wydając pierwszy tom „Pamiętnika Towarzystwa Tatrzańskiego” (wychodził do 1920, gdy nie zmieniając charakteru, nazwany został – do dzisiaj publikowanymi – „Wierchami”), który był głównym polskim czasopismem – rocznikiem – poświęconym szeroko pojmowanej problematyce górskiej, dawnej i współczesnej. Współpracownikami „Pamiętnika Towarzystwa Tatrzańskiego” byli wybitni ówcześni uczeni i pisarze, między innymi Adam Asnyk, największy polski poeta drugiej połowy XIX wieku, który w pierwszym jego tomie opublikował, jako pierwodruk, słynny cykl pięciu sonetów Morskie Oko. Te pozaliterackie fakty sprawiły, że choć nadal trudno dostępne27 Tatry stawały się coraz bardziej atrakcyjne i stopniowo coraz bardziej modne. Powodowało to w naturalny sposób rozwój znaczenia tematyki górskiej w literaturze i sztuce. Artyści chodząc w góry znajdowali w nich silne źródło inspiracji, najwyraźniej widoczne w literaturze i malarstwie, ale dostrzegalne także nawet w muzyce. Trudno by było powiedzieć, że zaistniała wtedy jakaś odrębna „muzyka górska”, faktem natomiast jest, że kontakt z Tatrami wywoływał także w kompozytorach silne przejawy poczynań twórczych. Warto im poświęcić kilka słów. Muzyka nie pokazuje górskich krajobrazów, rejestruje natomiast w  artystycznym kształcie wrażenia i doznania wyniesione z obcowania jej twórcy z górami. Słowny tytuł jakiegoś dzieła jest pozamuzycznym sygnałem danych wartości związanych z materią muzyczną utworu, ale nie stanowi o jakiejś jego zdolności do „przedstawiania” gór. Można więc wyraźnie mówić o inspirującej roli gór także w muzyce, sensu nie ma

27 Jeżdżono w nie wynajmowanymi w Krakowie góralskimi furkami, podróż zaś nimi do Zakopanego nie zawsze była najprzyjemniejsza. Kolej żelazną z Krakowa do – odległej od Zakopanego o ok. 40 km. – Chabówki otwarto dopiero w 1884 r. – zaś do Zakopanego dociągnięto ją w 1899 r. Miało to jednak, choć spóźniony, ogromny wpływ na frekwencję przyjeżdżających do Zakopanego: w latach 1872-1886 co roku przyjeżdżało tu od 100 do ok. 200 letników i turystów; w latach 1886-89 przyjezdnych było ok. 2000 rocznie, ale w 1890 r. ponad 3000, a pod koniec XIX wieku – 5000 rocznie. Naturalnie najwięcej „gości” w Zakopanem było w sezonie letnim. U schyłku Młodej Polski przyjechało już 9000 osób. Już wówczas Zakopane stało się najważniejszym w skali kraju ośrodkiem letniskowym i turystycznym, mając też duże znaczenie jako centrum klimatycznego leczenia gruźlicy.

36


natomiast operowanie pojęciem „muzyki górskiej”, „tatrzańskiej” bądź „alpejskiej”; nawet jeśli ktoś będzie sądził, że stworzył muzyczny „opis” Monte Cervino, to słuchacz tego utworu wyglądu tej góry, jeśli jej nie widział, nie będzie sobie w stanie wyobrazić. Góry jednak, a w gruncie rzeczy częściej góralski, podhalański specyficzny folklor muzyczny odegrały w dziejach polskiej muzyki zauważalną rolę kulturową – właśnie inspiratorską. Pewne echa muzyki „górali krakowskich” pojawiły się już w młodzieńczej twórczości Fryderyka Chopina. W ostatniej ćwierci XIX wieku rozgłos jako kompozytor zainteresowany górami zyskał uprawiający tzw. muzykę programową Zygmunt Noskowski (1846-1909). Słynna była, dziś jednak rzadko wykonywana, bardzo interesująca jego uwertura koncertowa Morskie Oko (1875). Noskowski był też twórcą popularnej w swoim czasie kompozycji na chór męski a capella Obrazy tatrzańskie (ok. 1885) do wierszy Seweryna Goszczyńskiego, Władysława Ludwika Anczyca i Marii Konopnickiej. Popularne Wezwanie do słów Anczyca z tego zbioru uchodziło przez jakiś czas za „hymn” turystów tatrzańskich (inc.: „Hej, za mną w Tatry! W ziemię czarów”…). Ciekawym pomysłem twórczym był czteroczęściowy muzyczny obraz sceniczny W Tatrach (1888), ale i on uległ zapomnieniu i nie jest dla współczesnego repertuaru polskich oper atrakcyjny. Walor artystycznej świeżości zachowało natomiast do dzisiaj wiele oryginalnych utworów znanego na całym świecie wybitnego wirtuoza fortepianu, Ignacego Jana Paderewskiego (1860-1941). W Tatrach bywał on za namową Tytusa Chałubińskiego od 1883, znał dobrze muzykę górali podhalańskich. W 1884 roku odbył specjalnie wyprawę w celu zapisywania melodii ludowych, które twórczo wyzyskał w swych oryginalnych dziełach. Jednym z nich było słynne Album tatrzańskie (Berlin 1884) – zbiór utworów fortepianowych na cztery ręce, z których kilka przerobił na dwie ręce i grywał na swoich koncertach solowych. Doczekały się one w  całości instrumentacji na orkiestrę symfoniczną, dokonanej przez wybitnego muzykologa i kompozytora Henryka Opieńskiego, znacznie później zaś, w 1956, trzy z tych utworów instrumentalnie zaadaptował Jerzy Młodziejowski, taternik, kompozytor i geograf. Większy jednak rozgłos zyskała, jedyna w dorobku kompozytorskim Paderewskiego, opera Manru (1901), której libretto oparte zostało na nie mającej wprawdzie związku z górami powieści Józefa Ignacego Kraszewskiego Chata za wsią, ale której akcję zlokalizowano na Podhalu i  przy Morskim Oku w Tatrach, w muzycznej zaś warstwie dzieła, w tańcach, pojawiły się ciekawie przestylizowane motywy muzyki góralskiej. Dzieła Paderewskiego były charakterystycznym przejawem ogromnego twórczego zainteresowania Tatrami i Podhalem, ujawnionego 37


w sztuce przełomu XIX i XX wieku, to jest w okresie Młodej Polski, realizującej w literaturze i sztuce założenia estetyczne symbolizmu i impresjonizmu28. Już ten pobieżny przegląd charakterystycznych dokonań muzycznych wyraźnie wskazuje, że Tatry odegrały istotną rolę jako źródło wielkiej inspiracji artystycznej. W większym jeszcze stopniu dotyczy to malarstwa przechodzącego stopniowo od dosyć naiwnych, idealistycznych ujęć romantycznych do realizmu, impresjonizmu i symbolizmu, i które osiągało coraz wyższy poziom, by wspomnieć tu tylko o ciekawych, choć jeszcze od wyżyn wielkiego artyzmu oddalonych pejzażach Stanisława Witkiewicza (1851-1915), czy świetnego Leona Wyczółkowskiego (1852-1936). Najsilniejsza jednak, największa i najważniejsza pod względem kulturowym i artystycznym „ofensywa na Tatry” dokonała się w literaturze, co ciekawe, zaraz po założeniu Towarzystwa Tatrzańskiego i pod wpływem zjawisk, jakie wystąpiły w turystyce. To właśnie owa turystyka stała się swoistą nauczycielką pisarzy, co miało też związek z narastaniem roli realizmu w literaturze polskiej, później zaś symbolizmu i impresjonizmu. Był to proces płynny i ciągły, nie zakłóciły go też spory międzypokoleniowe. Programowe założenia praktycznie wobec świata nastawionych pozytywistów w poezji nie zdławiły ani tendencji do poszukiwania piękna gór, ani koncepcji ściśle estetyzujących. Szczególne pod tym względem miejsce w  poezji drugiej połowy XIX zajmuje twórczość jedynego polskiego parnasisty Felicjana Faleńskiego (1825-1910), który cały tom wierszy Odgłosy z gór (1871) poświęcił – perfekcyjnie w duchu dbałości o wytworną formę wiersza – Tatrom, dedykując ten zbiór swemu przyjacielowi Teofilowi Lenartowiczowi. Istotną zaletą starannie wycyzelowanych wierszy Faleńskiego było to, że potrafił on dostrzec w krajobrazie nie tylko wielkość ogromu, ale także estetyczną wartość drobnych jego detali, takich nawet, jak na przykład odbicie pejzażu w tafli leśnej kałuży. Tatry były w tym okresie tematem wielu wierszy różnych poetów29, nieliczni jednak 28 Więcej zob. L. Długołęcka, M. Pinkwart, Muzyka i  Tatry, Kraków 1992, gdzie bibliografia; bardzo ciekawe, acz miejscami trochę kontrowersyjne (Młodziejowski skłonny był sądzić, że np. Noskowskiemu „udało się namalować muzyką Morskie Oko”) ujęcie owej problematyki z kompetentnej perspektywy stricte muzykologicznej dał Jerzy Młodziejowski (19091985) w studium Góry polskie w polskiej muzyce, [w:] Sympozjum „Góry w kulturze polskiej”. Kraków 9-10 listopada 1974 r., Kraków 1975, s. 93-101. 29 Reprezentatywny ich wybór zawierają antologie: Tatry i górale w literaturze polskiej. Antologia. Wybrał i opracował Jacek Kolbuszewski, Wrocław 1992; Tatry i poeci. Antologia wierszy. Wybrał i opracował Michał Jagiełło, Warszawa 2007.

38


Walery Eljasz Widok z Doliny Czeskiej (Ciężkiej) na Wysoką, 1878 Ołówek, lawowanie tuszem i akwarelą, 15,5 x 13 cm, sygn. p. d.: Tatry/Walery Eljasz/1878 Muzeum Tatrzańskie

z nich osiągali wysoki poziom artystyczny, choć intencje miewali nad wyraz szlachetne. Szkoła krajobrazu Tatr stawała się dla nich lekcją patriotyzmu i rozumienia piękna ojczystej ziemi, a nawet wielkości historii ich ojczyzny. Trzeba koniecznie zwrócić uwagę na związane z górami dokonania najwybitniejszego polskiego poety z lat 1860–1890, Adama Asnyka (1838-1897), gorliwego turysty, który jako drugi – z przewodnikiem Maciejem Sieczką – wszedł na jeden z najpiękniejszych i najwyższych szczytów tatrzańskich – Wysoką (2565 m). Owocem jego chodzenia w góry z tym przewodnikiem był pełen głębokich treści filozoficznych, dotyczących estetyki krajobrazu, wiersz Maciejowi Sieczce przewodnikowi w  Zakopanem (1879). Asnyk odrzucił w  nim koncepcje romantycznej estetyki i  wyraził wdzięczność przewodnikowi – prostemu chłopu za to, że ukazał mu pełnię autentycznego piękna Tatr bez sięgania do egzaltacji i mitomanii. Piękny cykl sonetów Morskie Oko Asnyk bezinteresownie opublikował w pierwszym tomie „Pamiętnika Towarzystwa Tatrzańskiego” (1876), wspierając swym autorytetem uznanego poety działalność Towarzystwa. Niektóre wiersze tatrzańskie Asnyka weszły do klasyki poezji polskiej XIX wieku; w  kilku z  nich poeta dał popis poetyckiego realizmu (Ulewa), w ważnej zaś Nocy pod Wysoką wyraził filozoficzne podstawy swego poglądu na góry, mówiąc o utożsamieniu się „ducha” z „naturą”. Cały cykl tatrzańskich wierszy Asnyka opublikowany został w 1880 roku. Ciekawy rys do pozytywistycznej poezji o Tatrach wniósł Stefan Giller (1834-1918). Napisał on kilka sporych rozmiarami utworów górskich, spośród których uwagę zwraca wiersz U Siklawy (1875), zawierający rewizję, a właściwie negację egzaltowanego romantycznego widzenia gór, skorygowanego przez słowa prostego górala, że Tatry to „nie żaden czarów kraj, toć przecie Polska nasza”. Takie widzenie gór przez pryzmat nie folkloru, ale chłopskiego ich postrzegania, zarysowało się w poezji Marii Konopnickiej (1842-1910; wiersz U Pięciu Stawów, 1902) i twórczości Michała Bałuckiego (1837-1901), który najbardziej jednak zasłynął wierszem Dla chleba (1874, inc. „Góralu, czy nie jest ci żal / Odchodzić od stron ojczystych?”). Najwyraźniej wpływ turystyki tatrzańskiej na literaturę ujawnił się w  prozie narracyjnej, z tym jednak, że w niej prawie zupełnie nie uprawiano beletrystyki tworzonej na kanwie literackiej fikcji. Dominowały wspomnienia z górskich wycieczek. Spisywali je najczęściej i chyba najładniej uczestnicy „wycieczek bez programu”. Co ciekawe, najwięcej ich publikowała pozytywistyczna prasa warszawska (B. Rajchman, Wycieczka do Morskiego Oka; Wśród białej nocy, 1879; Wycieczka 39


na Łomnicę, 1879; J. G. Pawlikowski, Wycieczka na Łomnicę i Szczyt Kieżmarski, 1879). Cieszyły się one sporym zainteresowaniem czytelników. Specyfika tych relacji polegała na zredukowaniu opisów krajobrazowych, wyzbyciu się estetyzmu, położeniu akcentu na problemie pokonywania trudności dróg górskich. Redukcja beletryzacji wiązała się tu z preferowaniem ścisłej faktografii, co łączyło się z wyraźnym eksponowaniem opisu wspinaczki, kładzeniem nacisku na problematyce czysto fachowej, ze skupianiem uwagi na opisach najtrudniejszych odcinków drogi górskiej. Patronowały jednak tej ideologii nie akcenty zdobywcze (na momenty sportowe przyszedł czas nieco później), ale koncepcje chodzenia po górach w imię zasady „dla widoku”, tyle tylko, że opisy oglądanych widoków górskich nie stanowiły mocnej strony tej prozy. Większy dla niej walor miały, z gruntu zresztą niewinne, aspekty anegdotyczne, związane między innymi z przygodami doznawanymi w schroniskach. Miało to jednak tę istotną zaletę, że akcentowało radość ze wspólnego przebywania w  górach. Ta rozwijająca się żywo proza o  charakterze turystycznym przygotowała bujny rozwój środowiskowego pisarstwa taternickiego (wspinaczkowego), którego gatunkową właściwością stać się miały później, w XX wieku, wspomnienia ze wspinaczki, przez środowisko wspinaczkowe określane mianem „bujdałek” – za czynność bowiem poważną taternicy uważali przede wszystkim samo wspinanie się, a nie pisanie o nim. Tę zasadę jednak większej ważności odbywania górskich wypraw niż ich opisywania wyznawali także turyści pozytywistyczni. Relacja literacka miała dla nich znaczenie przede wszystkim dokumentu dokonań i przeżyć, im zaś była ładniejsza pod względem literackim, tym lepiej było dla takiego „dokumentu” i jego społecznego odbioru. Największy spośród tych autorów talent literacki objawił Tytus Chałubiński jako autor jedynego swego utworu literackiego. Stał się nim trudny do gatunkowego zdefiniowania prozatorski utwór Sześć dni w  Tatrach. Wycieczka bez programu (1879). Na kanwie swej wyprawy, odbytej w towarzystwie świeżo doktoryzowanego Stanisława Kruszyńskiego (1851-1887), zaprzyjaźnionego z autorem dobrego taternika, a także z dziesięcioma góralami – przewodnikami i tragarzami, muzykantami i z nieodłącznym na jego wycieczkach Sabałą, Chałubiński opisał nie tylko swoją kilkudniową „wycieczkę bez programu”, ukazując jej swoistą, estetyzującą „poetykę”, ale sięgnął także wspomnieniami do swoich wcześniejszych wypraw górskich. Utwór ten był zjawiskiem nowatorskim w literaturze turystycznej, zaś Chałubiński sam siebie za pozytywistę nie uważał, acz nim był z ogromną skalą wielkich zasług, 40


to jednak ten jego utwór jest jednym z najciekawszych przejawów pozytywistycznej literatury podróżniczej. Utwór opowiadający o „wycieczce bez programu” zbudowany został na podobnej „bezprogramowej” zasadzie, co widać w jego kompozycji, sposobie prowadzenia narracji i konstruowania fabuły. Co także ważne, w opisach krajobrazowych Chałubińskiego pojawiły się elementy wyraźnie już impresjonistyczne. Rzecz nie tylko w tym, że są one bogate pod względem kolorystycznym, ale też, że pisarz bacznie zwracał uwagę na zmienność kolorystyczną krajobrazów w zależności od miejsca, z którego były oglądane i zmiany oświetlenia: „Gdybyś mnie zechciał kiedy posłuchać, szanowny czytelniku i nie kwapił się tak do powrotu, to radziłbym ci – zamówiwszy sobie, rozumie się, odpowiednią pogodę – pójść znad Morskiego Oka, nie oglądając się poza siebie, tak około 150 do 200 kroków pod górę ku Żabiemu, i to koniecznie między pierwszą a czwartą popołudniu. Potem zwróć się nagle i spojrzyj w Morskie Oko, czy jeśli je tak wolisz nazywać, Czarny Staw. Przyznasz mi wtedy, że to jest równie cudny, jak niezwykły efekt. Wysokość tych częścią czarnych, częścią blaskiem słonecznym oblanych prostopadłych ścian podwaja się przez odbicie w wodzie. U góry i u dołu niebo. Patrzysz w zwierciadło stawu jakby przez jakiś olbrzymi czarodziejski pierścień, jakby na drugi świat pod tobą, albo przynajmniej na drugą stronę kuli ziemskiej. Co dziwniejsza, że gdy przy oświetleniu właściwym tej porze dnia zieloność powlekająca tu i ówdzie boki jakiej turni daleko prędzej uderza wzrok twój w wodzie, bo jest jakby werniksem powleczoną, aniżeli na skałach ponad wodą, gdzie gubi się w matowej, szarej lub czarnej przestrzeni – tym bardziej ulegasz złudzeniu, że tam w dole widzisz świat inny. Niechże jeszcze lekki wietrzyk zmarszczy zwierciadło wody – cały ten drugi obraz drga życiem, którego nie mają ponure kolosy sterczące nad jeziorem”30. Wycieczki Chałubińskiego miały także istotne znaczenie naukowe, bowiem w czasie ich odbywania prowadził on badania nad mchami tatrzańskimi (ogłosił kilka cennych o nich prac), jego zaś kolekcja minerałów i mchów ofiarowana została powstającemu wówczas Muzeum Tatrzańskiemu (1888). Jedyna praca literacka Chałubińskiego – jako piękny i ważny tekst – wznawiana była drukiem parokrotnie i czytywana przez kilka pokoleń miłośników Tatr, będąc celnym przykładem Stanisław Bizański Morskie Oko, 1889 20,3 x 26,3 cm, Muzeum Tatrzańskie

30 T. Chałubiński, Sześć dni w Tatrach. Wycieczka bez programu. Opracowanie tekstu, przypisy i komentarze Roman Hennel i Wiesław A. Wójcik, Kraków 1988, s. 76.

41


inspiracji literatury przez górską turystykę. Jej wielkie w swoim czasie znaczenie przyćmiło jednak niewiele później wydanie „epopei Mięguszowieckiej Przełęczy” – synkretycznego gatunkowo dzieła Stanisława Witkiewicza Na przełęczy (druk w  odcinkach w  „Tygodniku Ilustrowanym” 1889-1890, w  wydaniu książkowym 1891), uznawanego potem za najwybitniejsze obok dzieła Staszica i Dziennika podróży do Tatrów Goszczyńskiego. Na przełęczy w  swobodnej, eksperymentatorskiej narracji opowiadające o  wielkiej, ale i  ostatniej „wycieczce bez programu”, prowadzonej przez Bronisława Dembowskiego31, w spójnej całości łączyło w sobie elementy prostej narracji o górskiej wyprawie (tu dał się zauważyć pewien wpływ Sześciu dni w Tatrach) z ujęciami realistycznymi i przede wszystkim naturalistycznymi (analiza środowiska góralskiego i jego kultury) oraz impresjonistycznymi, a nawet zabarwionymi symbolistycznie interpretacjami krajobrazu. Stanisław Witkiewicz przybył do Zakopanego w 1886 roku, aby się leczyć na gruźlicę i silnie się tam wtopił w już wówczas prężnie działające intelektualne środowisko, które rychło odgrywać poczęło w skali ogólnonarodowej rolę „polskich Aten”, centrum narodowego życia (także w pewnych aspektach nie tylko kulturowego, ale i nawet politycznego). Był postacią niezwykłą: malarz, krytyk sztuki (głównie malarstwa – przyczynił się wybitnie do unowocześnienia i rozwoju tej dziedziny piśmiennictwa32), pisarz, twórca stylu zakopiańskiego w budownictwie, meblarstwie i zdobnictwie (wille „Koliba” i „Pod Jedlami” w Zakopanem, kaplica w Jaszczurówce). Wykreowanemu przez siebie owemu stylowi usiłował nadać znaczenie ogólnonarodowe, ale to jego dążenie się nie spełniło. Był on także aktywnym i skutecznym działaczem społecznym.

31 Bronisław Dembowski (1847-1893), prawnik, etnograf i wybitny badacz ludowej kultury góralskiej, współtwórca Muzeum Tatrzańskiego w  Zakopanem, któremu ofiarował swe zbiory etnograficzne; zapisywał bajki Sabały, opracował cenny Słownik gwary podhalskiej (wyd. 1894), odegrał istotną rolę w  dziejach zakopiańskiej kultury. Przyjaźnił się z  Tytusem Chałubińskim, z  którym chadzał w  góry i  Stanisławem Witkiewiczem. W  zakopiańskim domu Dembowskiego i  jego żony Marii „Chacie”, zwanej w  środowisku „Afaparkiem”, spotykała się ówczesna elita, bywał tam Tytus Chałubiński, historyk – zdobywca Mnicha Karol Potkański, Stanisław Witkiewicz, Henryk Sienkiewicz, brat Albert (Adam Chmielowski), Helena Modrzejewska, Stefan Żeromski i  oczywiście Sabała. Maria Dembowska (1856-1922) opiekowała się Stanisławem Witkiewiczem pod koniec jego życia. Tadeusz Miciński przedstawił ją w powieści Nietota (1910) jako Wieszczkę Marę. 32

42

S. Witkiewicz, Sztuka i krytyka u nas, Warszawa 1891.

Strona tytułowa Stanisława Witkiewicza Na przełęczy z autoportretem autora. Wydanie pierwsze, Warszawa 1891


Pełnię jednak talentu ujawnił we wspomnianej już Na przełęczy, dziele antycypującym prozatorskie dokonania Młodej Polski. Tytułową przełęczą jest tu Mięguszowiecka Przełęcz pod Chłopkiem, ale w istocie chodzi tu o swoistą „przełęcz” między dawną i nową góralszczyzną. Bieg czasu i los książki umożliwiły inną jeszcze interpretację: dzieło Witkiewicza wyznaczyło „przełęcz” między Tatrami pozytywistycznymi i młodopolskimi, proces przejścia między dwoma sposobami ich widzenia – pozytywistycznym i  młodopolskim. Wybitny historyk literatury Henryk Markiewicz stwierdził: „Synkretyzm gatunkowo-kompozycyjny, impresjonistyczny opis krajobrazu, estetyczna waloryzacja charakteru ludowego i  podziw dla jego siły witalnej – wszystkie te cechy sprawiają, że tytuł Na przełęczy, w intencji autora oznaczający dobę przejściową, między dwoma epokami w dziejach góralszczyzny, określa również trafnie usytuowanie literackie tej książki – na granicy między pozytywizmem a Młodą Polską”33. Słowa te jeszcze wyraźniej określają znaczenie tej książki, w treści i formie rozpinającej się na kilku poziomach: w dziejach kultury Podhala, w dziejach poznania Tatr i – co chyba najważniejsze – historii literatury, a nawet całej kultury polskiej. Pod względem formalnym jest to dzieło ( patrząc pod kątem daty jego wydania) niezwykłe, bardzo bogate tematycznie. W przeciwieństwie do dotychczasowej literatury turystycznej Witkiewicz nie wysunął na plan pierwszy relacji o wycieczce, ale sporo uwagi poświęcił impresjonistycznie zabarwionym opisom krajobrazu traktowanym „po malarsku”. Głównym jednak przedmiotem swego zainteresowania uczynił – generalnie idealizowanych – górali. Podziwiał ich zmysł piękna, analizował świat góralski z perspektywy etnologicznej i etnograficznej, psychologicznej i socjologicznej. Sprawiło to, że Na przełęczy uznane zostało za „ewangelię podhalanizmu” jako ruchu rozwijającego się już od początków XX wieku, będącego przejawem „Młodej Polski tatrzańskiej”. Miała ona trzy aspekty: ściśle tatrzański, góralski (podhalański)34 i zakopiański, ujawniający się w aktywnym życiu kulturalnym Zakopanego. 33

H. Markiewicz, Pozytywizm, Warszawa 1980, s. 363.

34 Jego wybitnymi owocami były znakomite dzieła literackie, takie jak np. góralskie wiersze Kazimierza Tetmajera czy jego Na Skalnym Podhalu. Choć dla literatury i kultury miały one ogromne znaczenie, tu omawiane nie będą, turystyka bowiem górska niewiele miała wpływu na ich powstanie.

43


W okresie tym, w latach 1895-1914, nastąpił znaczny rozwój taternictwa. Wybitny taternik Janusz Chmielowski (1878-1968) zastosował jako pierwszy w  Polsce do użytku wspinaczkowego linę asekuracyjną. Dokonano w  tym okresie wielu wybitnych wejść wspinaczkowych, właściwie zakończyła się era pierwszych wejść na szczyty, rozpoczęła się natomiast intensywna eksploatacja coraz trudniejszych ścian. Zdobycze nowego pokolenia taterników były wręcz imponujące. Po zdobyciu, długo uchodzącego za niemożliwy do osiągnięcia, Ostrego Szczytu (Karol Englisch, 1902), padały raz po raz rekordy w pokonywaniu trudnych dróg. Trudno je tu wszystkie wymieniać, było ich wiele. Najbardziej spektakularnym i największym osiągnięciem stało się wejście na nadzwyczaj trudną – w  skali taternickiej – południową ścianę Zamarłej Turni (Henryk Bednarski z  towarzyszami 1910). Ponadto zapoczątkowane zostały, i to ze znacznymi sukcesami, zimowe wspinaczki, obejmujące już nie tylko wejścia na szczyty najłatwiejszymi drogami. Osobno wreszcie należałoby chociaż już tylko wspomnieć o rozwoju narciarstwa, a nawet narciarstwa wysokogórskiego. Na obszerniejsze wyliczanie owych sukcesów brak tu miejsca i ograniczyć się trzeba do lakonicznego stwierdzenia, iż te wielkie osiągnięcia, same w sobie będące poważnym zjawiskiem kulturowym, rychło stały się szerzej znane i miały wydatny wpływ na literaturę o Tatrach (choćby świetne górskie pisarstwo Mieczysława Karłowicza). Mówiąc zaś jeszcze o  wspomnianej „Młodej Polsce tatrzańskiej” najciekawszym z niniejszego punktu widzenia był pierwszy z jej aspektów – ściśle tatrzański, generalnie oderwany od góralskiego sposobu widzenia i interpretowania Tatr, koncentrujący się zaś na twórczej postawie wobec nich, zarówno w sensie artystycznym, jak i turystyczno-taternickim, a zatem zdobywczym. Ich wzajemny na siebie wpływ był bardzo silny: górskim wyprawom poeci zawdzięczali inspiracje, taternicy natomiast „poetyzowali wspinaczkę”. Było to zjawisko niezwykłe nie tylko w skali polskiej, nie mające bowiem odpowiednika w kulturach innych narodów. Wyrastało ono ponad pojawiające się w  Europie Zachodniej tendencje regionalistyczne, ogarnęło bowiem całą kulturę polską, faktycznie zaś zainicjowane zostało przez turystykę górską i rozwijające się taternictwo. Fascynacja Tatrami i Podhalem, góralami oraz lokalne życie kulturalne Zakopanego wydały owoce ogarniające całą kulturę polską. Tatry i świat góralski najdoskonalej na przełomie XIX i XX wieku, i na kilkanaście lat dłużej, ucieleśniły pokoleniowy sen o wielkości, o odrodzeniu kultury polskiej i całego narodu, w Tatrach bowiem, pod nimi i w związku z nimi 44


realizowało się niemal wszystko, o czym owo duszone przez poczynania zaborców pokolenie marzyło i do czego dążyło. Głód tłamszonej wolności rekompensowało sobie ono mitologizowaniem góralskich herosów (Kazimierza Tetmajera wiersz Jak Janosik tańczył z cesarzową) i czynnym, aktywnym uprawianiem taternictwa. Dlatego właśnie Tatry z Podhalem i Zakopane zajęły w polskiej świadomości i polskim życiu zbiorowym to najważniejsze miejsce, jakie wcześniej zajmowały, utracone już faktycznie, Kresy. Jak ongiś tętno życia polskiego najżywiej biło na Kresach, tak teraz biło ono w  Tatrach, pod nimi i  głównie w  Zakopanem, gdzie wskutek austriackiej liberalizacji – jak w całej Galicji – faktycznie poczucie nie tyle wolności, ile znacznej swobody, było największe. Nie było to przecież rzeczą przypadku, że w 1918 roku. pierwszą formą politycznej niepodległości Polski było utworzenie – pod przywództwem Stefana Żeromskiego – Rzeczypospolitej Zakopiańskiej, co objawiło się między innymi czynnymi działaniami przeciwko żandarmerii i administracji zakopiańskiej. Ta pierwsza w 1918 organizacja państwowości polskiej rychło się samorzutnie rozwiązała, gdy sytuacja niepodległościowa poczęła się stabilizować, ale politycznej i przede wszystkim symbolicznej roli jej zaistnienia kwestionować nie można, podobnie jak kwestionować nie można wybitnej roli „Młodej Polski tatrzańskiej” w całej Młodej Polsce. Było to zjawisko zbyt rozległe, by je w szkicu, nawet nieprzesadnie wielkim, dokładniej scharakteryzować, tu więc trzeba ograniczyć się do zwartego skrótu w jego prezentacji. Pisano zresztą o tym wielokrotnie i rzecz – nawet w szczegółach – była już bliżej charakteryzowana. Tatry, emocjonalne i fizyczne obcowanie z nimi stały się szczególnym doznaniem pokolenia młodopolskiego – ludzi urodzonych po roku 1860. Należeli do nich najwybitniejsi twórcy Młodej Polski, tacy jak na przykład Franciszek Nowicki, Kazimierz Tetmajer, Jan Kasprowicz czy Tadeusz Miciński. Ich zasługą – nie charakteryzując już poszczególnych twórców – stało się stworzenie nowego języka ekspresji na wyrażenie tak piękna Tatr, jak i sposobu ich widzenia i oddziaływania na ludzką psychikę. Sięgano tu po różne środki ekspresji: nastrojowotwórczy impresjonizm (Kazimierz Tetmajer, Leon Wyczółkowski, Mieczysław Karłowicz w prozie i fotografice), wyrazisty symbolizm (Jan Kasprowicz, Tadeusz Miciński), naturalizm, ekspresjonizm (Jan Kasprowicz, Tadeusz Miciński). Postawy dekadenckie w niewielkim tylko stopniu dawały tu o sobie znać, przejawy dekadentyzmu w literaturze o Tatrach były w gruncie rzeczy nieliczne, spotkały się zaś już w 1891 roku. z  krytycznym osądem rówieśnika modernistycznego pokolenia, Andrzeja 45


Niemojewskiego (1864-1921), który w wierszu Mgły po halach poddał ostrej krytyce tendencję do kojarzenia tematyki tatrzańskiej z postawą dekadencką, akcentując, że przez Tatry „kroczy ludzka dusza ku swojemu odrodzeniu”35. Dominującą w  literaturze i  w  całej kulturze z  Tatrami związanymi była mocna i  wyraźna postawa aktywistyczna, witalistyczna. Filozoficzne oparcie znajdowała ona w koncepcjach Artura Schopenhauera (biologiczny pęd do wysiłku) i Fryderyka Nietschego, ze strony którego silną inspirację czerpał wybitny wspinacz i znakomity pisarz górski Roman Kordys (1886-1934). Zwraca to zaś znowu uwagę na rolę turystyki i taternictwa w kreowaniu młodopolskiej postawy wobec Tatr. Rzecz ciekawa: niewielu było młodopolskich poetów, którzy by o Tatrach niczego nie napisali, zdecydowana zaś większość piszących o nich uprawiała turystykę w różnych stopniach zaawansowania, niejeden z nich taternictwo, autorzy zaś piszący o  górach z  perspektywy zakopiańskiej werandy byli wyjątkowo nieliczni. Nierzadko wybitni poeci młodopolscy byli bardzo dobrymi znawcami Tatr. Franciszek Nowicki (1864-1935), autor słynnego cyklu sonetowego Tatry (1891), który zainicjował nowy nurt i nową poetykę w skali całej Młodej Polski, był taternikiem, dokonał pierwszego wejścia na jeszcze bezimienną wtedy, nazwaną od jego imienia – Przełęcz Nowickiego. Był on inicjatorem budowy Orlej Perci i jako pierwszy przeszedł pewne jej odcinki, on też kilku szczytom nadał poetycznie młodopolskie nazwy. Swe imię zawdzięcza mu nie tylko Orla Perć, ale także Orla Baszta i Zamarła Turnia – w ten sposób jego górska praktyka łączyła się z poezją. Kazimierz Tetmajer (1865-1940) świetnie poznał Tatry, w które chodził z najznakomitszymi przewodnikami swoich czasów, dokonał pierwszego wejścia na szczyt Staroleśny wraz z Tadeuszem Boyem Żeleńskim w 1892 roku. Wprawdzie z powodu choroby przestał chodzić po Tatrach w 1896, ale w uznaniu zasług – na wniosek Janusza Chmielowskiego, który także był partnerem jego wypraw – jedną z przełęczy w masywie Gierlachu nazwano jego imieniem (Przełęcz Tetmajera, 2593 m). Na przełęcz tę poeta nigdy nie wszedł36 i nie „zrekompensował” tego też sobie w opowiadaniu Orlice (Na Skalnym Podhalu), którego bohaterowi Wodnemu Kubie także się to nie udało z powodu trudności terenu i niepogody. Doświadczonym, wiele lat chodzącym po Tatrach, turystą był Jan Kasprowicz (1860-1926), który dobrze poznał, wymagające 35

Zob. Tatry i górale w literaturze polskiej, op. cit., s. 357-358.

36

Żalił się: „po co mi przełęcz, skoro na nią wejść nie mogę?”

46


Leon Wyczółkowski Portret Jana Kasprowicza, 1898 Olej, płótno, 59 x 68 cm, sygn. p. d.: LWyczół Muzeum Narodowe w Krakowie Stanisław Ignacy Witkiewicz Tadeusz Miciński, Zakopane 1905-1910 Z negatywu szklanego 12 x 9 cm Muzeum Tatrzańskie

sprawności i wytrzymałości ważne szlaki turystyczne (wszedł m.in. na Rysy i  Krywań, przeszedł nawet przez trudniejsze Żelazne Wrota). W  swojej poezji w bardzo szerokiej skali korzystał z własnych doświadczeń, obserwacji i spostrzeżeń turystycznych (sonety z cyklu Krzak dzikiej róży w Ciemnych Smreczynach, 1898; Wiatr gnie sieroce smreki z tomu Ballada o słoneczniku, 1908; Zasnuły się senne góry z tomu Chwile, 1911; wiersze z Księgi ubogich, 1916; wspaniały wiersz Przewodnicy z tomu Mój świat. Pieśni na gęśliczkach i malowanki na szkle, 192637). Dowodu na występowanie u niego związku między jego różnorakimi górskimi doświadczeniami a poezją dostarcza opinia wybitnej badaczki literatury Młodej Polski: „Częstym […] obrazem symbolizującym wysiłki epistomologiczne jest spoglądanie w przerażającą górską przepaść. W Dies irae Kasprowicza – wbrew obowiązującej scenerii Sądu Ostatecznego – bohater liryczny jest w pewnym momencie wczepiony w skałę w sposób znany taternikom”38. Niemało chodził po Tatrach, często jeżdżący do Zakopanego przez całe niemal pierwsze piętnastolecie XX wieku, Tadeusz Miciński (1873-1918), który nie tylko w  dzieje literatury o  Tatrach, ale w  całą historię młodopolskiej literatury wpisał się oryginalnymi w nastrojowości wierszami i powieścią z kluczem Nietota (1910), w której pod fikcyjnymi, symbolicznie nacechowanymi imionami (pseudonimami?) ukazał zakopiańską elitę intelektualną i artystyczną. Realizm i naturalizm oraz symbolizm wystąpiły tu obok najniezwyklejszej fascynacji. Artur Hutnikiewicz pisał: „Akcja Nietoty usytuowana jest w Tatrach, ale nie mają one nic wspólnego z  realnym miejscem. Mityczne i  legendarne, równe Himalajom, jak potężny bastion sterczące wśród wzburzonego morza, przedstawiały się wyobraźni pisarza jako praojczyna narodu, mauzoleum umarłych wieków, pamiątka całej sławnej i niesławnej przeszłości, a jednocześnie kuźnia życia nowego, polski Piemont, bo z nich właśnie, z fantastycznych, skrytych w tajemniczych czeluściach gór i puszcz tatrzańskich zamków […] wyjść ma odrodzenie narodu”39. Ta zawikłana, bardzo trudna w odbiorze, niezwykła, dziś już właściwie zupełnie nie czytana powieść, stanowiła jeden z punktów szczytowych „Młodej Polski tatrzańskiej”. Można by tu wskazać i  omówić więcej jeszcze przykładów związku 37

Zob. Tatry i górale w literaturze polskiej, op. cit., s. 328-345.

38

M. Podraza-Kwiatkowska, Literatura Młodej Polski, Warszawa 1992, s. 56.

39

A. Hutnikiewicz, Młoda Polska, Warszawa 1994, s. 313.

47


między górską, turystyczną praktyką a poczynaniami twórczymi różnych pisarzy, poetów i artystów, na przykład fotografików40, ale na to nie pozwala brak miejsca. Wspomniana realizacja zasady „zmiany kroków na słowa” prowadziła nie tylko do idealizacji, ale i  do heroizacji poczynań taternickich, wspinaczkowych, czego znamiennym przykładem jest sonet Rycerz Mariusza Zaruskiego (1867-1941). Jego autor był wybitnym taternikiem i narciarzem, inicjatorem narciarstwa wysokogórskiego w Polsce (wejście na nartach na Kościelec 1911), założycielem i pierwszym komendantem Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego (1909). Był też świetnym pisarzem (Na bezdrożach tatrzańskich, 1923), ogłosił ważny dla ideologii taternictwa szkic Tatry jako pustynia (1912), akcentując w nim, że „istotą taternictwa jest walka. Walka z przeciwieństwami i niebezpieczeństwami świata tatrzańskiego; w konkluzji ostatecznej – walka z samym sobą”41. To prowadziło go do uznania wartości taternictwa i narciarstwa jako szkoły charakterów, tak wówczas Polsce potrzebnych. To on wprowadzał piśmiennictwo o Tatrach w nurt heroiczny, witalistyczny i aktywistyczny Młodej Polski42, przezwyciężający postawy pesymistyczne i dekadenckie w literaturze polskiej i w polskim życiu zbiorowym. Na tym samym tropie znaleźli się inni ówcześni taternicy, by wspomnieć tylko o znakomitym, silnie zabarwionym symbolizmem i  witalizmem, opowiadaniu jednego z  najwybitniejszych taterników tamtej epoki – Romana Kordysa (1886-1934) Ze wspomnień o Widłach (1908), głoszącym radość z dokonanego wielkiego wyczynu wspinaczkowego. Zwieńczającemu ten utwór żalowi z  osiągnięcia celu, towarzyszyło tu jeszcze silniejsze wyznanie: „Wydarliśmy Widłom tajemnicę. Zgasły na zawsze uczucia, ostały się tylko wspomnienia. I przyszła chmura i zakryła Widły sprzed oczu naszych. Wtedy zaczęliśmy iść ku nowemu życiu i  snuć nowe plany i nowe marzenia. Takim jest życie nasze. Na gruzach zniszczonych marzeń wstają młodych pragnień słońca i te zgasną znowu, aby wstały nowe. I tak ciągle i  bez końca, coraz wyżej i  wyżej, w  szczytnej i  gorącej tęsknocie ku celom 40 W fotografice rzecz jest szczególnie widoczna – wystarczy choćby spojrzeć na wysokogórskie fotografie Mieczysława Karłowicza. Zob. Tatry. Fotografie Tatr i Zakopanego 18591914. Wybór, układ i opracowanie fotografii Teresa Jabłońska Anna Liscar, Stefan Okołowicz, Wydawnictwo BOSZ b. r. [2000] 41

Cyt za: Tatry i górale w literaturze polskiej. Antologia, s. 453.

42 O tym heroicznym nurcie Młodej Polski zob. M. Podraza-Kwiatkowska, Somnambulicy, dekadenci, herosi, Kraków 1985, s. 117-146.

48


Roman Kordys Wschodni i Wielki Szczyt Wideł, 1906 Z pierwszego wejścia na Wschodni Szczyt z Zygmuntem Klemensiewiczem 17 x 11,5 cm, Reprodukcja z „Pamiętnika Towarzystwa Tatrzańskiego” 1908

nieokreślonym i nieosiągalnym. Excelsior!”43. Ożywały w takim ujęciu echa filozofii Artura Schopenhauera i Henri Bergsona, wprowadzające taternictwo na najwyższy diapazon „Młodej Polski tatrzańskiej”. Paradoksalnie, nic bowiem go jeszcze wyraźnie nie zapowiadało, coraz intensywniej rozpoczynał się zgoła swoisty„nurt likwidacyjny” Młodej Polski, który zwolna począł się rozwijać, zrazu mało dostrzegalnie, a od roku 1908 ogarnął całą „Młodą Polskę tatrzańską”. Zasygnalizował go zaś nieśmiało jako pierwszy Franciszek Mirandola (Ignacy Fik, 1871-1930), drukując w poczytnym satyrycznym „Liberum Veto” już w  1903 roku dowcipny, ironiczny wiersz pt. Tysiąc sześćset dwudziesty trzeci sonet o Giewoncie (1903!), wyśmiewający młodopolską manierę w opisywaniu i interpretowaniu krajobrazu gór44. Potem w tym samym nurcie znalazł się Boya Kuplet zakopiańskiego górala, żartobliwie ośmieszający warszawską góralomanię45. Nieudolne naśladownictwa Nietoty, mizerne pod względem literackim wspomnienia o  wspinaczkach, licznie publikowane w  czasopismach zaborów rosyjskiego i  przede wszystkim austriackiego, hipertrofizacja wreszcie życia obyczajowego i  kulturalnego w  Zakopanem, doprowadziły ostatecznie do reakcji miażdżącej „Młodą Polskę tatrzańską”, jednak dopiero w schyłkowym okresie Młodej Polski. W 1912 roku ukazała się parodia literackich opisów wspinaczkowych Ferdynanda Goetla (1890-1960), taternika i pisarza, Wycieczka, jak się o niej nie pisze (1912)46, dotycząca nota bene jego własnego przejścia Grani Hrubego (1908). Przedmiotem ironicznego, dowcipnego ataku autor uczynił tu stereotypy rządzące literaturą taternicką i  górskie zachowania wspinaczy. Cios natomiast ostateczny już nie tyle twórczości taternickiej, ile całej „Młodej Polsce tatrzańskiej” zadał Andrzej Strug

43

Cyt. za: Tatry i górale w literaturze polskiej, op. cit., s. 428-429.

44

Zob. Ibidem, s. 461-462.

45 Ibidem, s. 463-464. Nawiasem mówiąc, w ton podobny uderzył – znacznie jednak później – Jan Kasprowicz w wierszu Na Kondrackiej Hali (1926); tamże, s. 341-342. Inne przejawy takiej tendencji przedstawił Roman Hennel w wartościowej, erudycyjnej książce Kpiarze pod Giewontem. Antologia prozy satyrycznej zakopiańsko-tatrzańskiej, Warszawa 1987; wyeksponował on znaczenie takich satyrycznych ujęć problematyki zakopiańskiej i tatrzańskiej, jakie podjęli znani przedstawiciele Młodej Polski: Adolf Nowaczyński (Syrena Podhalańska, 1903) i  Ludwik Szczepański (W  naszej letniej stolicy, czyli przygody rejenta Nowakowskiego w Zakopanem, 1903 – pod pseudonimem Wincenty Ogórek). 46 Najbardziej charakterystyczne fragmenty tego tekstu zob. Tatry i górale w literaturze polskiej, op. cit., s. 464-469.

49


(1871-1937), pisarz i zapalony turysta górski, doskonały znawca życia kulturalnego i obyczajowego Zakopanego w szczytowym okresie Młodej Polski, w drukowanej w  odcinkach w  czasopiśmie „Wiek Nowy” (zapowiadało ono istotne zmiany do jakich dojść miało w kulturze polskiej) parodystycznej powieści Zakopanoptikon, czyli kronika 49 dni deszczowych w  Zakopanem (1912-1913)47. Strug jednak nie atakował toto genere całej „Młodej Polski tatrzańskiej”, lecz tylko patologiczne jej przerosty, które poddał znakomitej parodystycznej i  groteskowej interpretacji. Dostrzegł je w życiu obyczajowym Zakopanego, w literaturze, ale także nauce i  taternictwie – a  właściwie w  środowisku taternickim w  Zakopanem, toczącym jałowe spory ideologiczne – wśród przewodników górskich i oczywiście także polityków. Charakterystycznych ówczesnych postaci nie oszczędzał, przedstawiając je pod dość przejrzystymi dla ówczesnych czytelników „pseudonimami”. Dziś ten aspekt bardzo zabawnej powieści Struga ma w odbiorze dzieła oczywiście mniejsze znaczenie, ale dzięki dobrze sporządzonemu kluczowi i on jest czytelny, choć oczywiście Zakopanoptikon teraz jawi się już tylko jako – podkreślmy, wspaniale dowcipny – dokument historyczny, podczas gdy w roku jego drukowania był ważną w dyskursie o kulturze powieścią współczesną. Pozostaje ona jednak ważna jako jeszcze jeden dowód znaczenia związków turystyki (taternictwa) i różnych aspektów kultury obyczajowej oraz literatury. Powieść Struga miała zresztą dość wyraźny charakter prowokacyjny – ośmieszała – w powieści „z kluczem” – liczne znane osoby ze środowiska tatrzańskiego, kulturalnego i artystycznego, a także politycznego. Nie walczyła też „o coś”, ale przeciwko temu, co było złe, a w każdym razie głupie, w patologicznych wynaturzeniach Młodej Polski tatrzańskiej i zakopiańskiej. Była ona mocnym akordem zamykającym pewną epokę w dziejach Tatr i kultury polskiej. Jak się rzekło, wchodziło to dzieło w obieg jako ostre i w stosunku do wielu jednostek mocno złośliwe. Czy dlatego Strug nie zdecydował się na jej ówczesne wydanie książkowe? Tego nie wiemy, acz wiadomo, że Zakopanoptikon znalazł się w kręgu dość wielu satyrycznie zabarwionych takich powieści „z kluczem”, do których należy powieść Artura Gruszeckiego Pod Czerwonym Wirchem (1903), obrazująca w sposób komiczny środowisko słynnego zakładu leczniczego doktora 47 Wydanie książkowe dopiero w 1957, świetna edycja w  znakomitym opracowaniu Romana Hennela, Kraków 1989. Tamże wnikliwy wstęp R. Hennela, ukazujący ją na rozległym tle literackim i kulturowym.

50

Borys Wigilew (?) Andrzej Strug w mundurze legionisty, 1914 Z negatywu szklanego 9 x 12 cm Muzeum Tatrzańskie


Chramca w Zakopanem, szczególnie zaś osobę Kazimierza Przerwy Tetmajera. Powieść Struga jednak, mimo siły swej ekspresji, w sporach tatrzańskich w czasie jej publikacji wielkiej roli nie odegrała, spory te bowiem zakończył wybuch Wielkiej Wojny, ale była ona bardzo ważnym przejawem wspomnianego „nurtu likwidacyjnego” Młodej Polski i to określa jej znaczenie. Tak oto w istocie spełniło się w dziejach poznania, zdobycia i artystycznego obrazowania Tatr przytoczone na wstępie do niniejszego eseju zdanie Władysława Semkowicza, które tu można sparafrazować w  słowach: cała nasza kultura naukowa i artystyczna z Tatr czerpiąca swe soki najściślej była związana z turystyką tatrzańska, a nasi uczeni i artyści tatrzańscy z natury rzeczy byli wytrawnymi taternikami.

51


Malarze odkrywajÄ… Tatry


Walery Eljasz malujący przy Morskim Oku Turystki w Tatrach, 1893 Fot. NN (autofotografia ?), 15 x 10 cm Ośrodek Dokumentacji Tatrzańskiej Tatrzańskiego Parku Narodowego (dalej ODT-TPN)

54


Malarze odkrywają Tatry Teresa Jabłońska

W dziejach sztuki nieczęsto się zdarza, żeby początek nowego zjawiska artystycznego wyznaczała data tak ścisła, jak w przypadku pejzażu tatrzańskiego. Tutaj nie ma wątpliwości, że pierwszym w Polsce malarzem Tatr był Jan Nepomucen Głowacki (1802-1847), a pierwszym tatrzańskim krajobrazem jego Widok części Karpat wzięty z włości Poronina z 1836 roku. Zazwyczaj przy omawianiu początków malarstwa tatrzańskiego wzmiankowana bywa też panorama Tatr z 1804 roku – Tatry z strony Polski – narysowana przez Zygmunta Vogla do geologicznego dzieła Stanisława Staszica O ziemiorództwie Karpatów i innych gór i równin Polski. Nie zagrażając pierwszeństwu Głowackiego panorama Vogla zasługuje jednak na więcej uwagi, chociażby tylko ze względu na szczególne okoliczności powstania. Rysowana była nie z autopsji, lecz z opisu Staszica, który, pierwszy w polskim piśmiennictwie, dał tak rzeczowy, a zarazem sugestywny obraz Tatr ze stoków Gorców: „Z wądołu rzeki Raby idąc ku południowi – pisze Staszic – razem ukazuje się widok rzadki, zdumiewający. Po tylu górach, nagle rozlega się wielka równina, zapadła do trzech tysięcy stóp głębiej, od wysokości gór dotąd opisanych. Ta rozciąga się na mil kilkanaście. Po niej widać w jednej stronie porozrzucane różnego kształtu jakieś ruiny [Pieniny – aut.]. W drugiej czasem szerokim pasmem kurzy się, pali się ziemia [płonące torfowiska nowotarskie i czarnodunajeckie – aut.]; a wśród zgorzeliska, wśród dymów stoją zielone gaje, nietknięte Sioła. Cała zaś ta płaska i głęboka kraina, dobrze uprawna, zbożem okryta, jest osiadłą i ludną. Za nią wznoszą się góry od wszystkich dotąd przebyłych nieporównanie ogromniejsze całe białe, całe lodem i  śniegami zawsze okryte. Przeszło dziesięć mil ich łańcuch na długość zabiera. Wszystkie wierzchy, gdyby z przepychu pną się w obłoki, nie dając nawet poznać łatwo, który z nich wyższy ustępuje drugiemu. Wszystkie zuchwało, 55


bo prostym strzałem biją swoje ostrze w niebo. Od miedzy południo-zachodu, ku miedzy północno-wschodu mierzą swej rozciągłości kierunek. Z  obydwóch zaś końców widać znaczne wysokości ich się zniżanie. Na wschodowym rogu jest zbieg najwyższych szczytów. Taki jest widok całych Tatrów z gór, Gorzec i Grapy”1. Ten opis wybitnego polskiego uczonego doby oświecenia (i zwiedzenie przez niego Tatr u progu XIX wieku) oraz rysunek bodaj czy nie pierwszego naszego malarza krajowidoków, „rysownika gabinetowego” króla Stanisława Augusta, wyznaczają moment wejścia w Tatry „z strony Polski” – poznawczego, literackiego i artystycznego. Zygmunt Vogel (1764-1825) odebrał wykształcenie artystyczne w „malarni” królewskiej, a później na zlecenie Stanisława Augusta odbył kilka podróży w Krakowskie i wzdłuż biegu Wisły, rysując z natury sławne zabytki, pamiątki narodowe i okoliczne krajobrazy. Po rozbiorach Polski nie zaprzestał tych podróży2, jednak na Podhale raczej nigdy nie dotarł, a Tatry mógł widzieć jedynie z okolic podkrakowskich. Nie miało to w tym wypadku istotnego znaczenia, bo Staszicowi potrzebny był ogólny krajobraz topograficzno-geologiczny, być może na wzór panoramy Baltazara Hacquet’a z 1896 roku3. Rysunek Vogla powstawał na pewno pod okiem Staszica i według jego wskazówek. Malarz był jednak zbyt utalentowany, by się nie pokusić o zastąpienie suchej „geologicznej” konwencji narysowanym z polotem, i pełnym uroczych szczegółów, widokiem malowniczej Kotliny Nowotarskiej, zamkniętej na horyzoncie fantastyczną granią skalnych „ryp” tatrzańskich. Dla tych zalet Tatry z strony Polski, których oryginał mógł być nawet lawowany akwarelą, trzeba uznać za pierwszą artystyczną wizję „jedynego na ziemiach polskich i jednego z najpiękniejszych widoków w Europie”4.

1

S. Staszic, O ziemiorództwie Karpatów i innych gór i równin Polski, Warszawa 1815, s. 90-91.

2 Informacje biograficzne o Voglu za: E. Rastawiecki, Vogel Zygmunt. Hasło [w:] Słownik malarzów polskich tudzież obcych w Polsce osiadłych lub czasowo w niej przebywających, t. III, Warszawa 1857, s. 10-14. 3 B. Hacquet, Neueste physikalisch-politische Reisen in der Jahren 1787-1895 durch die Dacischen und Sarmatischen oder Nördlichen Karpathen, Nürnberg 1790-1796, t. IV, tabl. 1 – Panorama Tatr od strony północnej. Profesorowi Zbigniewowi Wójcikowi zawdzięczam informację, że Staszic poznawał Tatry z dziełem Hacquet’a. 4 W. Goetel, Znaczenie „Ziemiórodztwa Karpatów” Stanisława Staszica w historii geologii polskiej, [w:] S. Staszic, O ziemiorództwie Karpatów i innych gór i równin Polski, reprint, Warszawa 1955, s. 36.

56

Zygmunt Vogel Tatry z strony Polski, 1804 Miedzioryt L.P Baltarda wg rysunku Z. Vogla, 17,5 x 73 cm (28 cm x 80 cm) Reprodukcja z: S. Staszic, O ziemiorództwie Karpatów i innych gór i równin Polski, 1815


Panorama Vogla ilustrowała zapewne odczyty Staszica o Karpatach, wygłaszane w Towarzystwie Warszawskim Przyjaciół Nauk od 1805 roku (w tym samym roku Vogel został członkiem Towarzystwa), a  więc na długo przed wydaniem Ziemiorództwa w 1815, gdzie zamieszczono jego miedziorytniczą wersję, wykonaną przez znanego francuskiego architekta, malarza i rytownika Luis-Pierre Baltarda (1764-1846). Tatry z strony Polski, odpowiadające ówczesnym fantastycznym wyobrażeniom o tych górach, stały się wtedy na wiele lat ich pierwszą znaną ikoną. 57


Stał się też ów widok później częstym motywem malarskim, w nowszych czasach fotograficznym, pojawiał się również w literaturze – pierwszy bodaj raz u Seweryna Goszczyńskiego (1801-1876). Poeta słyszał o Tatrach już w dzieciństwie od ojca, później od Józefa Tetmajera (również poety i autora pięknego wiersza Morskie Oko, 1830), z którym walczył w powstaniu listopadowym, i który po klęsce powstania udzielił mu schronienia najpierw w rodzinnym domu w Mikołajowicach w Tarnowskiem, a później u brata Leona Tetmajera w Łopusznej. Jadąc tam 30 kwietnia 1832 roku, Goszczyński niecierpliwie wypatrywał Tatr. Zajeżdżał na Podhale z innej niż Staszic strony, bo od wschodu, od Krościenka i Pienin, a kiedy nareszcie na wysokości zamku czorsztyńskiego odsłoniły się Tatry, zanotował zachwycony: „Chociaż między mną a niemi leżał rzadki las świerkowy, ujrzałem je przecie wyraźnie, i nigdy nie zapomnę tego pierwszego ich zjawienia się, nigdy już może później nie widziałem ich takimi: zgasło też przy tym wrażeniu wszystko, co doświadczałem na ich widok z  miejsc oddaleńszych [z  góry Panieńskiej w  Tarnowskiem]. Rażąca białość śniegu, pokratowana w rozliczne wzory ciemnymi pręgami opok, pokrywała cały ten ogrom; nadzachodnie słońce cieniowało blado-rumianem światłem […] nie śmiem kończyć obrazu. [...] Gdybym powiedział, że Tatry objawiły mi się w olbrzymim, nieobejrzanym widzeniu za obłokiem bengalskiego ognia, żem zajrzał w  zwierciadło najczystszego nieba, i to jeszcze byłoby niedostateczne: tak uroczy był błękit odziewający Tatry, taki był ich widok przez siatkę świerkowego lasu”5. Kolorem i  światłem, ze szczyptą egzaltacji, poeta „namalował” obraz niemal w  zjawiskowym stylu Turnera, co, przy braku prawdziwie romantycznego malarstwa tatrzańskiego, uzasadnia poniekąd przytoczenie tego opisu. Warto też zaznaczyć, że zapowiada on całą generację opisów Tatr tak malarskich i wyrazistych (mistrzem w nich był Stanisław Witkiewicz), że należą tyleż do literatury, co do tatrzańskiej ikonosfery. Romantyczny „obraz” Goszczyńskiego bezpośrednio poprzedzał pojawienie się w  Tatrach ich pierwszego malarza, rówieśnika poety, Jana Nepomucena Głowackiego. Głowacki, absolwent krakowskiej Szkoły Sztuk Pięknych, kształcił się później w Wiedniu i Rzymie, i z tym okresem (1826–1835) wiążą się jego studia plenerowe w Alpach, odbywane najpierw pod kierunkiem wiedeńskiego profesora Franza Steinfelda, a później samodzielnie. W Karpaty jechał ze sporym już doświadczeniem 5

58

S. Goszczyński, Dziennik podróży do Tatrów, Petersburg 1853, s. 45.


Jan Nepomucen Głowacki Widok Karpat z Poronina, 1836 Olej na płótnie naklejonym na tekturę, 35 x 46 cm Sygn. i dat. na odwrocie: Widok części Karpat wzięty z włości Poronina Jan Głowacki malował r. 1836 Muzeum Okręgowe w Toruniu Fot. Andrzej R. Skowroński

Jan Nepomucen Głowacki Morskie Oko, 1837 Olej na kartonie naklejonym na płótno, 57,5 x 46,5 cm Sygn. i dat. l. d.: J. N. Głowacki/Przeworsk 1937 Muzeum Okręgowe w Tarnowie, ze zbiorów książąt Sanguszków w Gumniskach Fot. Robert Moździerz

pejzażysty: był autorem „krajowidoków” z okolic Ojcowa i Pieskowej Skały, cenionych za precyzję i realizm, oraz – co tutaj ważniejsze – kilku krajobrazów alpejskich6. Historię malarstwa tatrzańskiego i  on zaczął od panoramy, wybrał jednak bliższy widok z  Poronina. Ten pierwszy obraz, sygnowany na odwrocie Widok części Karpat wzięty z włości Poronina Jan Głowacki malował r. 1836, obejmuje rozległy krajobraz zamknięty na horyzoncie łańcuchem Tatr, przedstawionych tym razem całkiem realistycznie: bez trudu dają się rozpoznać główne szczyty od Lodowego do Kasprowego Wierchu, czytelna jest także topografia pierwszego planu z Poroninem i doliną Porońca, skręcającą w stronę Bukowiny, którędy prowadziła droga do Morskiego Oka. Wrażenie przestrzennej głębi malarz uzyskał przez różnicowanie ostrości następujących po sobie planów: od wyrazistych wykrotów Galicowej Grapy, skąd pochodzi ujęcie, przez zacierające się szczegóły oliwkowozłotych, osłonecznionych wzgórz, po syntetycznie malowany masyw Tatr, zasnutych szaroniebieską mgiełką oddalenia. Czyste nad nimi niebo dopełnia wrażenia niezmąconego spokoju, jakim emanuje cała natura. Celem pierwszej tatrzańskiej podróży Głowackiego było najpewniej słynne już wtedy Morskie Oko, ale nie wiadomo, czy malarz tam dotarł, czy dopiero rok później, kiedy powstały dwie, niemal identyczne, wersje „klejnotu Tatr”, sygnowane: J. Głowacki Polak w Krakowie 1837 i J. N. Głowacki Przeworsk 1837. Dla monumentalnej przestrzeni Morskiego Oka, pogłębionej ujęciem w  kierunku kotła Czarnego Stawu, artysta dobrał niewielkie rozmiarami płótno, a miarę wielkości przedstawionego ogromu wyznaczył tratwą z mikroskopijnymi postaciami. Maluje to skalne wnętrze z najwyższą starannością: różnicuje modelunek – wyrazistszy na bliższych planach, delikatniejszy, światłocieniowy na dalszych – i subtelnie tonuje i dobiera kolory: głębokie i lśniące w zacienionej partii jeziora, a w części skalnej, miejscami oświetlonej, stonowane, w szerokiej gamie szarości i zieleni. Bodaj tylko on jeden tak finezyjnymi środkami malarskimi, łączącymi ekspresję szklistych barw z precyzją miniatury (Głowacki zajmował się malarstwem miniaturowym!), oddał charakter chłodnej, „cienistej” urody tego przepięknego miejsca. 6 Informacje biograficzne o Głowackim za: E. Rastawiecki, Głowacki Jan Nepomucen. Hasło [w:] op. cit., t. I, s. 174-178; M. Świszczowska, Krajobrazy Jana Nepomucena Głowackiego, [w:] Od Pieskowej Skały do Morskiego Oka. Prace pejzażowe Jana Nepomucena Głowackiego. Katalog wystawy. Zamek w Pieskowej Skale 2001, s. 25-39; W. Bałus, Droga do romantycznych widoków górskich krain i stron ojczystych, ibidem, s. 9-24.

59


Jan Nepomucen Głowacki Potok górski, ok. 1840 Olej na tekturze, 35 x 42,5 cm Muzeum Śląskie w Katowicach

Edward Rastawiecki chwalił Głowackiego za to, że „krajobrazy jego odznaczają się ścisłem naśladowaniem natury, szczególniej zaś w wydaniu widoków górnych i skalistych, pełne wdzięku i prawdy, jednają znawców najwyższe pochwały; są też wielce przez miłośników poszukiwane”7. Na podstawie datowanych szkiców i obrazów przyjmuje się, że artysta jeździł w Tatry do 1840 roku, i jak wszyscy jego współcześni tylko latem, zgodnie też z powszechną wtedy malarską praktyką – w plenerze przygotowywał wyłącznie szkice, a obrazy powstawały w pracowni. Malował Tatry w równomiernie rozproszonym, łagodnym „pracownianym” świetle, i przedstawiał ich widoki w dni niemal wyłącznie pogodne, mimo że spędzał w górach całe tygodnie, które nie mogły mijać bez typowo tatrzańskich załamań pogody, górskich burz, „lejb”, „siąpawic”, chmur, mgieł i wiatrów – nie znajdujemy tego w obrazach Głowackiego. W jego spokojnych, nastrojowych i starannie wykończonych kompozycjach romantyczny wzorzec gór dzikich i żywiołowych zostaje uładzony, co badacze jego twórczości wiążą z estetyką biedermeieru. Nie można jednak wykluczyć, że malarz unikał bardziej dynamicznych motywów z przyczyn natury warsztatowej, chociaż takie studia podejmował. Poświadczają je niedatowane i niesygnowane, ale przypisywane Głowackiemu dwa obrazy: dramatyczne w wyrazie ujęcie skalnych zerw szczytu Łomnicy w chmurach oraz ciasny kadr Potoku górskiego (prawdopodobnie Roztoki w okolicy późniejszych Wodogrzmotów Mickiewicza) z przedzierającym się przez mroczną, kamienną gardziel spienionym nurtem, z mocnymi kontrastami świateł i cieni. W tatrzańskim malarstwie było to prekursorskie ujęcie, które mistrzowsko rozwiną dopiero malarze modernizmu. Głowacki cenił swoją pozycję pierwszego i  w  owych latach jedynego polskiego malarza Tatr, i podobno strzegł jej zazdrośnie; ze swoich uczniów (był profesorem w Szkole Sztuk Pięknych) na plenery zabierał jedynie Aleksandra Płonczyńskiego, którego rysunki tatrzańskie zdradzają silny wpływ mistrza. Wśród „główniejszych krajobrazów J. Głowackiego” Rastawiecki wymienia szesnaście tatrzańskich, najwięcej z Doliny Kościeliskiej, ale również z Tatr słowackich (wówczas węgierskich), gdzie malował Łomnicę i Zielony Staw Kieżmarski. Zachowane obrazy i tytuły zaginionych pokazują, że malarza interesowały skalne partie Tatr, szczególnie w połączeniu z wodą – ze stawami i potokami (Spadek Białego Dunajca, 1838). W spisie zwraca uwagę obraz zatytułowany Góral, niestety nieznany, ale potwierdzający 7

60

E. Rastawiecki, op. cit., t. I, s. 175.


rozwijające się – równolegle z poznawaniem Tatr – zainteresowanie góralszczyzną. Pojawiło się ono już u Staszica, który odwiedził szałas pod Wołoszynem i opisał wygląd juhasów, według którego Górala w Tatrach narysował do Ziemiorództwa Jan Frej (1771-1829)8, współpracownik Zygmunta Vogla. Znacznie później tematykę góralską podjął inny krakowski malarz Aleksander Kotsis (1836-1877), który studiował w krakowskiej Szkole Sztuk Pięknych, między innymi u Aleksandra Płonczyńskiego. Kotsis zyskał z czasem opinię malarza scen rodzajowych i „miłośnika Tatr i góralszczyzny”9. Realizm w przedstawianiu krajobrazów i ludzi łączył z pewnym sentymentalizmem i skłonnością do upozowywania postaci, a nawet teatralizacji scen grupowych, na przykład w Pogrzebie górala (1860) czy Powrocie juhasów tatrzańskich z  hal (przed 1860). Mimo tego obrazy Kotsisa są cennym źródłem wiadomości o góralszczyźnie, a Tatry w tle, bądź w niewielu czystych pejzażach, świadczą o talencie i dobrym wyczuciu górskiej materii. Trafnie dobierał środki malarskie – inne dla wysokich skalnych partii, które lubił łączyć z  chmurami i  lekko zamglonymi, świetlistymi przestrzeniami (Giewont, 1870), a inne dla niższych części Tatr, malowanych miękką barwną plamą lasów reglowych i kamienistych, zapuszczonych pastwisk. Bodaj on pierwszy namalował scenę turystyczną w  Tatrach. Wycieczka w  Tatry z 1873 roku przedstawia turystów odpoczywających przy kolibie pasterskiej w dolinie Pięciu Stawów Polskich. Znajdujemy tutaj wszystkie charakterystyczne elementy takiego obrazka, znane również z  literatury: siedzącym na pierwszym planie turystkom przewodnik objaśnia panoramę, a juhas niesie z szałasu misę z żętycą, którą posilano się na popasach; towarzysz kobiet upamiętnia na kikucie uschniętego świerka ich bytność, a nieco dalej siedzi tragarz – „chłop pod torbe”, jak mówili górale, zwrócony tyłem tak, że widoczna jest, używana wtedy jako plecak, płócienna torba na szelkach. Sylwetki ludzi wydają się zagubione w żywiole skał i przestworzy, a eleganckie, miejskie stroje kobiet odcinają je jaskrawo od dzikiego świata górskiego, w który – zauważmy – znakomicie wtapiają się górale, tak z nim zrośnięci „jak czarna powłoka porostów z granitem wirchów”10. 8

S. Staszic, O ziemiorództwie... op. cit., s. 118-120, lit. J.

9 Informacje biograficzne o Kotsisie za: J. Polanowska, Kotsis Aleksander. Hasło[w:] Słownik artystów polskich i obcych w Polsce działających, t. IV, Wrocław 1986, s. 184-190

Aleksander Kotsis Giewont, ok. 1870 Olej na tekturze, 32,5 x 65 cm Muzeum Narodowe w Warszawie Fot. Piotr Ligier Aleksander Kotsis Wycieczka w Tatry, 1873 Olej na płótnie, 44 x 75 cm Muzeum Narodowe w Krakowie

10 S. Witkiewicz, Tytus Chałubiński, [w:] S. Witkiewicz, Pisma zebrane. T. III, W kręgu Tatr 2, Kraków 1970, s. 370.

61


Wycieczka w Tatry, wystawiona w 1874 roku w Krakowie, spotkała się z przychylnym przyjęciem krytyka „Czasu” Lucjana Siemieńskiego, który zauważył, że „ten szałas góralski, te juhasy brudne i zakopcone jak nieboskie stworzenia i ta elegancka dama, wypoczywająca po zmęczeniu się pod górę i zapewne pragnąca posilić się żętycą, tworzą uroczy kontrast elegancji miastowej z dziką naturą alpejską, zasnutą mgłami i pełną olbrzymich tajemnic”11. W tym samym czasie ikonografię tatrzańską, góralską i turystyczną zaczął na dużą skalę rozwijać Walery Eljasz (1841-1905)12. Podobnie jak Kotsis, z  którym odbył swoją pierwszą wycieczkę na Babią Górę w 1860 roku, skąd zobaczył Tatry, Eljasz kształcił się w krakowskiej Szkole Sztuk Pięknych, gdzie od profesora Władysława Łuszczkiewicza przejął zainteresowania tematyką historyczną. Drugi, późniejszy nurt twórczości Eljasza wiązał się z Tatrami. Zwiedził je pierwszy raz w 1861 roku, a  od 1866 stały się jego życiową pasją – w  ciągu paru lat malarz został jednym z najlepszych znawców Tatr i wytrawnym turystą. Jego zasług dla popularyzacji gór i rozwoju turystyki nie da się przecenić: Eljasz pisał znakomite przewodniki, regularnie aktualizowane i poszerzane, w których można było znaleźć wskazówki dotyczące dojazdu z Krakowa w Tatry, mieszkań w Zakopanem, rady związane z  wynajmowaniem przewodników i  wyborem tras górskich, aż po szczegóły na temat stosownych ubrań i  odżywiania się w  górach; wytyczał szlaki turystyczne w Tatrach, zabiegał wokół budowy schronisk i altan, tworzył wreszcie dziesiątki rysunków i grafik o tematyce tatrzańskiej, głównie jako ilustrator wspomnianych przewodników, rozchodzących się w całej Polsce. Również z inicjatywy Eljasza i według jego scenariuszy Tatry zaczęły być systematycznie fotografowane przez dwóch wybitnych krakowskich fotografów – Awita Szuberta i Stanisława Bizańskiego. Od 1876 roku powstawały cykle znakomitych zdjęć górskich, portrety przewodników i górali, widoki Zakopanego. Od 1890 roku Eljasz sam zaczął fotografować, tworząc jedyną w  swoim rodzaju dokumentację etnograficzną góralszczyzny i  własnych wycieczek tatrzańskich, ciekawą przez niewymuszoną naturalność i mnóstwo sytuacyjnych szczegółów, nieobecnych w fotografii „oficjalnej”. 11 Cyt. za: J. Banach, Tatry malownicze. Polski pejzaż górski 1800-1950, [w:] Sympozjum Góry w kulturze polskiej, Kraków 9-10 listopada 1974, Kraków 1975, s. 85. 12 Informacje biograficzne o  Eljaszu za: Eljasz-Radzikowski Walery Jan Kanty. Hasło [w:] Słownik artystów polskich i obcych w Polsce działających, t. II, Wrocław 1975, s. 166-168; M. Pinkwart, Zakopiańskim szlakiem Walerego i Stanisława Eljaszów, Warszawa 1988.

62

Walery Eljasz Widok z Głodówki na Tatry, 1879/1890 Olej na płótnie, 46 x 116 cm Muzeum Tatrzańskie Fot. Paweł Murzyn Walery Eljasz Turystki w Tatrach (Przy Morskim Oku), 1893 Olej na płótnie, 100 x 70 cm Sygn. i dat. l. d.: WEljasz 893 Muzeum Tatrzańskie Fot. Paweł Murzyn


Tatrzańską spuściznę rysunkową, graficzną i malarską Walerego Eljasza cechuje ilustracyjna dokładność, skąd bierze się jej głównie dokumentalna wartość, ale jak żartobliwie zauważył Jacek Woźniakowski, Eljasz „był takim miłośnikiem i znawcą Tatr, że czasem nawet artystą był”13, i rzeczywiście, niektóre jego prace są oryginalnie zakomponowane, dobrze namalowane bądź narysowane i  mają dużo nostalgicznego uroku. Olejny Widok z Głodówki na Tatry z lat 1879/80 poprzedziła identyczna akwarela z 1879 roku. Dokładność tych przedstawień i ich datowanie nasuwają przypuszczenie, że Eljasz wzorował się na fotografii (lub kilku połączonych, zważywszy rozległość krajobrazu), na przykład Awita Szuberta, z którym wtedy współpracował. Malarz podjął popularny temat panoramy Tatr, obejmującej tym razem najwyższą i najbardziej malowniczą partię gór. Ów widok – jeden z najpiękniejszych w drodze do Morskiego Oka – podziwiają turyści objaśniani przez przewodnika; nieco za nimi podąża konna furka – jedyny i charakterystyczny środek lokomocji w dalsze strony gór. Jak zwykle w takich szerokich tatrzańskich planach sylwetki ludzkie giną w ogromie wspaniałej, niepodzielnie panującej przyrody. Do obrazu Turystki w Tatrach z 1893 roku malarz wykorzystał własne studia fotograficzne córek (turystki), przewodnika Jana Byrcyna i fragmentu krajobrazu z  Mnichem nad Morskim Okiem. Fotograficznej dokładności zawdzięczamy w  tym wypadku kolejne szczegóły o  ówczesnej turystyce: poznajemy góralski ubiór przewodnika, a suknie kobiet potwierdzają zwyczaj chodzenia po górach w miejskich strojach – tylko kije alpejskie, lornetka i góralski serdaczek, niezawodny i powszechnie noszony przez „panów” w Tatrach i Zakopanem, zaznaczają ich kwalifikacje turystyczne. Eljasz był płodnym malarzem i rysownikiem i w latach osiemdziesiątych XIX wieku musiał się cieszyć znacznym rozgłosem, skoro Stanisław Witkiewicz (1851-1915), po powrocie ze swojego pierwszego pobytu w Zakopanem w zimie 1886 roku, tak pisał do Antoniego Sygietyńskiego: „Ja zdaje się, że zrobię sobie specjalność z malowania gór i górali […] byłbym szczęśliwy, żebym malowniczą stronę Tatr wyrwał z dzierżawy Walerego Eljasza”14.

13

J. Woźniakowski, Tatry i malarze, [w:] Tatry w poezji i sztuce polskiej, Kraków 1975, s. 80.

14 Cyt. za: M. Olszaniecka, Kalendarium życia i twórczości Stanisława Witkiewicza, [w:] Stanisław Witkiewicz 1851-1915. Katalog wystawy, Zakopane 1996, s. 32.

63


Witkiewicz był wtedy znanym już malarzem15, głośnym krytykiem sztuki i kierownikiem artystycznym „Wędrowca”, ważnego kulturalnego czasopisma warszawskiego. W  tym samym jeszcze 1886 roku ogłosił pierwsze reportaże z Tatr z własnymi rysunkami, a  w  1889 roku zaczął publikować na łamach „Tygodnika Ilustrowanego” Na przełęczy. Obrazy i  wrażenia z  Tatr – bogato ilustrowany reportaż z wycieczki odbytej jesienią 1888 roku. Na przełęczy było jednak czymś więcej niż opisem parodniowej górskiej wędrówki – było też ciekawym obrazem (słownym i  rysunkowym) nowego w  Zakopanem życia, którego rys główny stanowiło, oryginalne nawet w  kontekście ówczesnej ludomanii, bratanie się elit polskiej inteligencji z „pastersko-zbójniczym społeczeństwem najodludniejszej siedziby w Polsce”. Owo „dobrańsze niż indziej towarzystwo” zakopiańskie, którego wyjątkowość zauważył już w 1870 roku Walery Eljasz, tworzyło w czasach Witkiewicza znaczną już i  wszechstronnie działającą kolonię społeczników, naukowców i  artystów, w  znakomitej większości sezonowych bywalców Zakopanego, zaczynających się jednak z  wolna pod Giewontem osiedlać. Do pionierów tego „osadnictwa” należał Witkiewicz, który zamieszkał z  rodziną w  Zakopanem w  1891 15 Jako malarz był właściwie samoukiem: w  1869 roku zdawał egzamin do petersburskiej Akademii Sztuk Pięknych, ale nie został przyjęty, później krótko (1871/72) studiował w  monachijskiej Królewskiej Akademii Sztuk Pięknych. Główną jednak jego uczelnią w  Monachium było środowisko polskich malarzy, któremu przewodzili Maksymilian Gierymski i Adam Chmielowski, a potem, już w Warszawie, sławna pracownia w Hotelu Europejskim, skupiająca czołówkę przedstawicieli nowej sztuki polskiej.

64

Stanisław Witkiewicz Wiatr halny, 1895 Olej na płótnie, 91 x 142 cm Sygn. i dat. p. d.: Stanisław Witkiewicz/Zakopane 1895 r. Muzeum Narodowe w Krakowie


Stanisław Ignacy Witkiewicz Chmury nad Giewontem w czasie wiatru halnego, ok. 1900 Z negatywu szklanego 9 x 12 cm Ze zbiorów Ewy Franczak i Stefana Okołowicza

roku, co sprawiło, że główny nurt jego twórczości przesunął się „w krąg Tatr”. Zaczynając od tegoż roku maluje (i  wystawia w  Warszawie, Krakowie, we Lwowie, w Poznaniu, Berlinie i Paryżu) najlepsze swoje obrazy tatrzańskie, opracowuje teorię stylu zakopiańskiego (1891) i ją na miejscu realizuje, projektując wille i  liczne przedmioty z  zakresu sztuki stosowanej, włącza się czynnie i  publicystycznie w wiele lokalnych spraw, pisze gwarą góralską cykl opowiadań Z Tatr. Chociaż nie mógł nawet marzyć o porównywalnej z Eljaszową znajomości Tatr, bo na dalekie i „wysokie” wyprawy nie pozwalał mu stan zdrowia (chorował na gruźlicę), miał je jednak od tego czasu codziennie przed oczami, mógł zgłębiać wszystkie odcienie i  niuanse, w  jakich przejawiała się potężna natura gór, „wżyć się”, jak mawiał, w jej najgłębszą istotę. Wrażliwość Witkiewicza na ulotne stany natury oraz na problemy światła i  koloru znacznie wzbogaciła ikonografię motywów tatrzańskich: malował zimę (Potok w zimie, Las zimą, Czarny Staw – kurniawa, wszystkie w 1892 i Jesieniowisko w 1894), wiatr halny (z okolic jego domu pochodzi ujęcie do obrazu pod tym tytułem z  1895 roku, podobnie jak późniejsza nieco fotografia Chmur nad Giewontem w  czasie wiatru halnego Stanisława Ignacego Witkiewicza), prześwietlone mgły (Mgła wiosenna, 1893 i  Owce we mgle, 1899-1900) oraz chmury (zaginiony monumentalny Obłok z 1897 roku). Był zwolennikiem malowania z pamięci (wspierał się niewielkimi szkicami „motywów topograficznych” i być może fotografiami), w stałym, jednolitym oświetleniu pracowni zapewniającym warunki, w których przemyślany pod względem artystycznym i  malarskim obraz, 65


jego „widzenie wewnętrzne” jest wyjęte „spod wpływu zmiennego oświetlenia, a malarz spod wpływu bezpośrednich oddziaływań tego, co się dokoła niego dzieje i co jego artystyczną świadomość, siłę napięcia idei artystycznej rozluźnia, rozprasza”16. Długo dopracowywał obrazy i niekiedy w tym dążeniu do najdoskonalszego „wcielenia widzenia w farby” (założenie, zawierające symbolistyczną już koncepcję malarstwa) zdarzało się, że, paradoksalnie, dotykał granicy fotograficznej ekspresji. O  jego sposobie pracy dużo mówi ciekawa historia Gniazda zimy z  1907 roku. Witkiewicz planował malować ten obraz już w marcu 190417, ale przeszkodziły mu poważne kłopoty zdrowotne. Do malarstwa wrócił dopiero po dwóch latach: 25 marca 1906 pisał do syna, Stanisława Ignacego „Ja maluję. Dziś dopiero mam prawie spokój z ustaleniem obrazu – z jego wybudowaniem i odbudowaniem malarza w sobie. Maluję ciągle cały obraz.”; 2 kwietnia – „Ja maluję to Gniazdo zimy, więc z jednej strony mam satysfakcję patrzenia na te zaspy i notowania ich w pamięci, ale z drugiej strony wolałbym już nie widzieć żywego śniegu, tylko ten mój wyobrażony, bo ta ciągła zmienność natury zachwiewa obrazem. Śnieg to jest n+1 barwnych motywów i motywów formy, modelacji i trzeba w obrazie się zdecydować na coś i konsekwentnie pewien motyw przeprowadzić. Teraz jestem zdecydowany. Ale musiałem przez te parę tygodni odbyć ogromną drogę, już dawniej odbytą, na nowo, żeby zostać malarzem. Te długie przerwy chronią wprawdzie od maniery, ale odzwyczajają od wyobrażania i człowiek przychodzi do obrazu bardziej z myślą niż z wyobrażeniem barwnym. Więc przeżywa się dużo klęsk.”; 20 maja – „Ja przechodzę z obrazem kataklizmy. Przemalowywałem po Twoim wyjeździe cały ten róg i mgłę i zdawało mi się, że w porównaniu z tym, co zamalowywałem, idę ku mniej błękitnym tonom – tymczasem po kilku dniach zobaczyłem, że jestem w czystym kobalcie, chociaż to były tony przełamane. Po chwili rozmyślań zabrałem się do przemalowywania. […] Żeby nie pamięć natury, która mną kieruje, byłbym bez wyjścia. Naturalnie, ja nie mówię o motywie topograficznym ani epizodycznym, tylko o motywie świetlnym, kolorystycznym”18.

16 Stanisław Witkiewicz – listy do syna, opr. B. Danek-Wojnowska i A. Micińska, Kraków 1969, list z 12 listopada 1912, s. 569 17 Ibidem, list z 28 marca, s.171. 18 Ibidem, ss. 333, 334, 352.

66

Stanisław Ignacy Witkiewicz Stanisław Witkiewicz przy sztalugach, Zakopane 1902 Z negatywu szklanego 12 x 9 cm Muzeum Tatrzańskie Stanisław Witkiewicz Pejzaż zimowy w Tatrach, 1908 Olej na płótnie, 112 x 72,5 cm Muzeum Narodowe w Warszawie Fot. Piotr Ligier


Witkiewicz musiał być niezadowolony z Gniazda zimy (to rzeczywiście nieudany obraz), bo ten sam „motyw topograficzny” i pomysł opracował jeszcze raz – zupełnie inaczej. W  Pejzażu zimowym w  Tatrach, datowanym na 1908 rok19, „wcielił w farby” idealną wizję księżycowej nocy zimowej, w jej baśniowo-abstrakcyjnym kształcie. Stłoczone w  ciasnym, spiętrzonym kadrze oblepione śniegiem skały i głazy, lodospad przelewający się przez skalny próg, monochromatyczna, szarogranatowo-czarna gama barwna z silnymi kontrastami światłocieni – tworzą niesamowity nastrój skutej mrozem przyrody, pulsującej utajoną, potężną energią. Kontemplacyjny zawsze stosunek Witkiewicza do natury i próby wyrażenia jej istoty – w malarstwie i  tekstach literackich – znalazły najpełniejszą chyba realizację w  tej symbolistycznej interpretacji zimy tatrzańskiej. Jej magiczna „twórczość” urzekała Witkiewicza od pierwszego zetknięcia z  Tatrami, które zobaczył w śniegu. Później przez lata malował je takimi, rysował, opisywał i możliwe nawet, że pomysł namalowania Gniazda zimy narodził się w trakcie pisania najświetniejszych o  niej stron w  Po latach (1903-1905): zima, do której należą Tatry przez siedem miesięcy, od listopada do czerwca „...jest czymś, w czym tkwi bajeczna siła twórczości, a zarazem samozniszczenia, czymś, co objawia się w  niezmierzonym bogactwie zjawisk, w  fantastycznej mnogości form, w  niewyczerpanej, niezgłębionej pomysłowości i do ostatnich szczytów arcydzieła doprowadzonej doskonałości 19 Obraz jest niedatowany i niesygnowany, nie ma też o nim żadnej wzmianki w pismach Witkiewicza. Przypisanie Witkiewiczowi, datowanie i  tytuł [w:] K. Kosiński, Stanisław Witkiewicz, Warszawa 1928, s. 521.

67


wcielenia w materię tych pomysłów, tych błyskawicznych natchnień”20. W  tym samym czasie, co Witkiewicz, Tatry malował Wojciech Gerson (1831 -1901)21, artysta o  ustalonej renomie malarza historycznego, profesor rysunku i malarstwa w warszawskiej Klasie Rysunkowej (Szkole Rysunku i Malarstwa), społecznik i zasłużony animator życia artystycznego. Był wychowankiem Jana Feliksa Piwarskiego (1795-1859) i Chrystiana Breslauera (1802–1882), u których uczył się malarstwa krajobrazowego, opierając się na studiach w  plenerze. Po okresie zajmowania się pejzażem i tematyką rodzajową w latach pięćdziesiątych XIX wieku Gerson poświęcił się wyłącznie malarstwu historycznemu, które w Polsce porozbiorowej, a szczególnie po upadku powstania styczniowego, nabrało znaczenia narodowej misji. Z tą dominującą pozycją tematyki historycznej walczył Witkiewicz, reprezentant realizmu i zwolennik impresjonizmu, a Gerson był w tej polemice jego poważnym, bo też znającym się na malarstwie i dobrze piszącym, przeciwnikiem. W 1889 roku Witkiewicz przesunął dyskurs bezpośrednio na malarstwo Gersona, kierując uwagę na jego pejzaże: „Dlaczego p. Gerson nie maluje pejzaży? Dlaczego jeden i  ten sam malarz wystawia całe szeregi konwencjonalnych, rutynicznych obrazów […] i od czasu do czasu maluje pejzaż, w którym od razu widać samodzielny talent i studia?” – pytał w artykule napisanym z okazji wystawy dzieł sztuki w Zachęcie w 1889 roku, na której Gerson pokazał Dwór Kazimierza Sprawiedliwego i dwa pejzaże z Tatr namalowane rok wcześniej: Niedźwiedzią pieczarę w Tatrach i Czarny Staw pod Kościelcem. „Wygląda to tak, – konkludował – jak żeby p. Gerson przyszedł teoretycznie do przekonania, że właściwiej, zaszczytniej i pożyteczniej jest malować choćby gorsze, a nawet liche obrazy historyczne, niż być twórcą oryginalnych, doskonałych pejzaży. Szkoda!”22. Nie wiadomo, czy pod wpływem tej opinii Witkiewicza, czy niezależnie od niej, Gerson od 1889 roku nie tylko corocznie jeździł w Tatry, ale osiągnął w ich malowaniu pełną wirtuozerię. Sporadycznie bywał w Tatrach już wcześniej, pierwszy raz 20 S. Witkiewicz, Po latach, [w:] S. Witkiewicz, Pisma zebrane. T. III, W kręgu Tatr 2, Kraków 1970, s. 118. Obszerny fragment o zimie s. 116-133. 21 Informacje biograficzne o  Gersonie za: Materiały dotyczące życia i  twórczości Wojciecha Gersona, opr. A. Vetulani i  A. Ryszkiewicz, Wrocław 1951; A. Vetulani, Wojciech Gerson, Warszawa 1952. 22 S. Witkiewicz, Na wystawę paryską, [w:] S. Witkiewicz, Pisma zebrane. T. I, Sztuka i krytyka u nas, Kraków 1971, s. 510 i 518.

68

Alfred Schouppé Leśniczówka w Dolinie Kościeliskiej w Tatrach, 1860. Tutaj zatrzymali się malarze Schouppé, Wojciech Gerson i Julian Cegliński oraz fotograf Marcin Olszyński w czasie wyprawy w Tatry w sierpniu 1860 roku. Litografia W. Walkiewicza wg rysunku z natury A. Schouppé’go, odbito u M. Fajansa w Warszawie, 20,5 x 29,5 cm, Muzeum Tatrzańskie


w Dolinie Kościeliskiej w 1860 roku z fotografem Marcinem Olszyńskim i malarzami – Julianem Ceglińskim i Alfredem Schouppé. Wydaje się, że Tatry zainspirowały wtedy najmocniej Schouppé’go (1812-1899), który Dolinę Kościeliską zwiedził już raz i malował ok. 1855 roku23, ale dopiero w 1860 i później powstały jego liczne rysunki i obrazy tatrzańskie. Krajobrazy Schouppé’go, chociaż rozpoznawalne, jak Łomnica (1869), Dolina Pięciu Stawów Polskich (1881) czy Góra Pyszna w Tatrach (1885), utrzymane były w konwencji romantycznej, idealizowane i we fragmentach – a niekiedy w całości – fantastyczne, jak na przykład Dolina Strążyska (1867), którą tylko nazwa wiąże z tym miejscem. Obrazy Gersona z  tamtego okresu, z  sentymentalnymi scenami rodzajowymi (Odpoczynek w szałasie, 1862, Dzieci góralskie,1867, Igraszki dzieci góralskich, 1868), „były – jak zauważył Witkiewicz – tylko stylowymi wypracowaniami. Pejzaż użyty jako tło, traktowany podrzędnie, pokazywał jednak, że malarz dużo o nim wie, i to, co wie, wziął bezpośrednio od natury, z pierwszej ręki”24. Witkiewicz nie widział nie wystawianych nigdy pejzażowych szkiców i  notatek akwarelowych Gersona, robionych bezpośrednio z  natury, o  których znający je z autopsji monografista malarza, Armand Vetulani, napisał: „Po raz pierwszy znamię wielkiej swobody, śmiałości i czystości w plamie barwnej noszą akwarelowe studia tatrzańskie z r. 1860. Prace Gersona wykonywane bezpośrednio z natury, poczynając od r. 1860, w interesujący sposób charakteryzują metodę twórczą artysty. Obok wypracowanych, wiernych, wielokrotnie powtarzanych studiów tego samego wycinka natury, notuje Gerson energicznymi, syntetycznymi plamami barwnymi najogólniejszą impresję, „chwilę”, nastrój interesującego go zjawiska. W oparciu o analityczne studia i barwne, syntetyczne notaty z natury, wykonywał następnie swe kompozycje całkowicie w pracowni”25. Vetulani podaje, że malarz wrócił w Tatry w 1885 roku, a w latach 1889-1898 jeździł w nie corocznie. Potwierdza to córka artysty, Maria Gerson-Dąbrowska: „Krajobrazy tatrzańskie malował Gerson aż do ostatnich lat życia. Krajobrazy te malował zawsze 23 J. Banach, Tatry malownicze... op. cit., s. 83. Autor wymienia wystawiane w Krakowie w 1855 r. dwa obrazy Schouppé’go: Dolinę Kościeliską i Górę Pyszną. 24

Ibidem, s. 515

25 Materiały..., op. cit., s. 76. Archiwum Gersona przechowywane przez jego córki Marię Gerson-Dąbrowska i Jadwigę Bobińską w Warszawie przy ul. Smolnej 7 spłonęło wraz z domem podczas powstania warszawskiego.

69


Wojciech Gerson Śród przepaści, 1893 Olej na płótnie Obraz kupiony w 1894 roku przez hr. Lanckorońskiego w Krakowie Reprodukcja z: „Sztuki Piękne” 1931 Janusz Chmielowski Rysy i Ganek z Żłobistego Szczytu, 1905 13 x 19 cm, Reprodukcja z „Pamiętnika Towarzystwa Tatrzańskiego” 1906

70


71


72


w Warszawie, w pracowni, opierając się na studiach, nikłych nieraz notatach i żywych wrażeniach pamięciowych. Ani jeden z  wystawionych obrazów nie był malowany wprost z natury. Studiów i szkiców swoich Gerson nigdy nie dawał na żadne wystawy, skrywał je niemal przed oczyma ludzkimi, uważając je za materiał dla niego tylko całkowicie zrozumiały, za księgę, z której on tylko umiał czytać”26. Gerson-Dąbrowskiej zawdzięczamy też ważne informacje, że w  Tatrach malarz szukał motywów w  specjalnie wybieranych miejscach, ostępach położonych poza szlakami i na najwyższych szczytach, nigdy też nie posługiwał się fotografią w zastępstwie studiów z natury. To fizyczne i psychiczne wnikanie w naturę Tatr, w najdziksze ich skalne pustacie i wzwyż, w „obłoczne sfery” przepaścistych grani i  turni oraz indywidualna, mocna forma wyrażenia tych przeżyć w  sztuce nie mają odpowiednika w malarstwie tatrzańskim tego okresu. Jedyna nasuwająca się analogia pochodzi z  domeny innego medium – zbliżone motywy, zawężone kadry i podobny rodzaj ekspresji odnajdujemy w, nieco późniejszej jednak, fotografii estetyków „modernistycznego taternictwa” – Stanisława Eljasza Radzikowskiego, Mieczysława Karłowicza czy Janusza Chmielowskiego – by porównać tylko zaginiony obraz Gersona Śród przepaści ze zdjęciem Rysów i Ganku z Żłobistego Szczytu Chmielowskiego. Na nowatorski „zabieg zacieśniania przestrzeni służący spotęgowaniu ekspresji malarskiego przedstawienia wybranego motywu” w  najwybitniejszych pejzażach Gersona z lat dziewięćdziesiątych (Zwał skalisty w dolinie Białej Wody 1892 i Wyschnięty potok w Tatrach, 1893) i na zbieżność tych eksperymentów z podobnymi cechami w twórczości modernistów zwróciła uwagę Ewa Micke-Broniarek27, podkreślając zarazem, że warsztat Gersona pozostał realistyczny. Autorka przytacza też ocenę malarstwa tatrzańskiego Gersona skreśloną przez Kazimierza Molendzińskiego: „Krajobrazy jego z tego okresu należą do najlepszych dzieł naszego malarstwa ubiegłego [XIX] stulecia. Zmuszają też do stwierdzenia nieuznawanego jeszcze faktu, iż dwóch tylko malarzy pojęło w pełni tajemnicę piękna Tatr, a byli to Gerson i Wyczółkowski”28.

Wojciech Gerson Zwał skalisty w Dolinie Białej Wody w Tatrach, 1892 Olej na płótnie, 80,5 x 65,5 cm Sygn. i dat. l. d.: Wojciech/Gerson/1892 Muzeum Narodowe w Warszawie Fot. Archiwum Foto MNW

26 M. Gerson-Dąbrowska, Fragmenty (Garść wspomnień o Wojciechu Gersonie), [w:] „Sztuki Piękne”, R. VII 1931, s. 358. 27 E. Micke-Broniarek, Pejzaże Tatrzańskie Wojciecha Gersona, [w:] Góry polskie w malarstwie. Materiały z sympozjum w Krakowie 4 grudnia 1999. Kraków 1999, s. 95 28

Ibidem, s. 105-106.

73


Leon Wyczółkowski Mnich nad Morskim Okiem (Morskie Oko z Mnichem), 1904 Pastel, gwasz na papierze, 99 x 70 cm Sygn. i dat. p. d.: LWyczoł/1904 Muzeum Narodowe w Krakowie Leon Wyczółkowski U wrót Chałubińskiego (Krajobraz tatrzański), 1905 Pastel, gwasz na papierze, 77,5 x 107,5 cm Sygn. i dat. p. d.: LWyczol - 1905 Muzeum Narodowe w Krakowie

Leon Wyczółkowski (1852-1936)29 był uczniem Gersona w latach 1872-1875 w Klasie Rysunkowej i niewątpliwie wyniósł z lekcji pierwszego swojego mistrza doświadczenie studiów z  natury. Cenił też i  wspominał „przykład Gersona, który odbywał podróże często i kraj znał, i dokumenty zostawił w pracach: pejzaże, dworki. Gerson – polski Tuner”30. Jednak w twórczości Wyczółkowskiego pejzaż pojawił się dopiero w okresie ukraińskim, zaczynającym się od 1883 roku. Krajobraz polskich Kresów był dla malarza osobistym odkryciem pleneru i światła: „światła kolorowe przez 10 lat, a z przerwami 20, studiowałem na Ukrainie. Robiłem mnóstwo studiów a potem obraz. […] Plener mój pochodzi ze wsi, z Ukrainy, nie z Paryża”31 – wspominał – „Na Ukrainie płaszczyzna, szalenie kolorowy kraj, skamieniałe morze. Przez cztery lata nie brały mnie góry, kiedy oglądałem wielkie linie w Zakopanem. Step, czar. Magnetyzuje przestrzeń nieskończona. Płaszczyzna w lecie, kiedy słońce drga. Linia horyzontu się zatrze, zaokrąglenie ziemi czuć na 30 km, tam [w Tatrach] nie. […] Nic dziwnego, że potem nie mogłem się przekonać do czego innego. W górach jeziora mnie brały i byłem w nich rozkochany. Ukraina i Tatry”32. Tatry poznał Wyczółkowski dopiero po przeniesieniu się z Warszawy do Krakowa, gdzie jesienią 1895 roku objął stanowisko profesora malarstwa w  Szkole Sztuk Pięknych. Zakopane zaczął odwiedzać rok później. Mógł tam spotkać jeszcze Gersona, widywał Witkiewicza (poznał go jeszcze w  Warszawie w  słynnej pracowni w  Hotelu Europejskim, gdzie bywała elita młodej polskiej sztuki, m.in. Aleksander Gierymski i Józef Chełmoński), Kasprowicza, Sienkiewicza, Żeromskiego i Kazimierza Tetmajera, których portretował, podobnie jak górali – Szymona Tatara i Wojciecha Roja. Początkowo malował niewiele, z wyjazdu w 1896 roku przywiózł jedyny obraz olejny Giewont, z kolejnego w 1898 roku – Giewont nocą i  Giewont o  zachodzie słońca. Zachował się tylko ostatni obraz, na którym

Leon Wyczółkowski Wodospad Mickiewicza, 1905 Pastel, gwasz na papierze, 60 x 85 cm Sygn. i dat. l. d.: LWyczoł/1905 Muzeum im. Prof. Stanisława Fischera w Bochni Fot. Wojciech Salamon

29 Informacje biograficzne o Wyczółkowskim za: M. Twarowska, Leon Wyczółkowski jako malarz, [w:] Leon Wyczółkowski 1852-1936. Dzieła malarskie. Przewodnik wystawy w Zachęcie we wrześniu 1937 r.; Leon Wyczółkowski. Listy i wspomnienia, opr. M. Twarowska, Wrocław 1960; K. Kulig-Janarek, W. Milewska, Leon Wyczółkowski 1852-1936. W 150. rocznicę urodzin artysty. Muzeum Narodowe w Krakowie, 2003.

Leon Wyczółkowski Czarny Staw, 1906 Akwatinta, 15,8 x 23,8, sygn. p. d. LWyczol Muzeum Tatrzańskie

30

M. Twarowska, Listy…, op. cit., s. 29.

31

Ibidem, s. 62

32

Ibidem, s. 55-56

74


Wyczółkowski wydobył podobieństwo wierzchołka góry do sylwety śpiącego rycerza, płonącej w blasku zachodzącego słońca; cały Giewont nasuwa skojarzenie z  monumentalnym, skalnym sarkofagiem, którego podstawę ogarnia granatowy cień zmierzchu. Można się dopatrywać w tym ujęciu aluzji do legend o rycerzach śpiących w  Tatrach i  nadziei na ich przebudzenie i  odrodzenie Polski, którą symbolizowałby nadlatujący z Tatr orzeł. Podobnie antropomorfizacja skał w  obrazach z  cyklu Legendy Tatrzańskie – w  większości zaginionych – mogła być inspirowana podaniami ludowymi z  Rycerzy śpiących w  Tatrach Andrzeja Stopki (1898), których bohaterowie noszą imiona skalistych tatrzańskich szczytów. Trzeba jednak uważać z tego rodzaju interpretacjami, bo Wyczółkowski odżegnywał się zawsze od wszelkiej „literatury”. Kalendarium życia i twórczości w znakomitym katalogu retrospektywnej wystawy Leona Wyczółkowskiego w  Muzeum Narodowym w Krakowie (2003) pokazuje, że upłynęło parę lat stopniowego „oswajania się” z Tatrami, zanim malarz dał się porwać niesamowitemu urokowi tych gór. Dopiero w 1904 roku plonem plenerów w Morskim Oku (od sierpnia do października), było nagle aż sześćdziesiąt do siedemdziesięciu pięciu obrazów. Zjawiskowe piękno barwnego żywiołu jesiennych Tatr utrafiło w „poczucie piękna i wyraźne usposobienie kolorystowskie” ucznia Gersona. Wyczółkowski pracował od świtu do zmierzchu, studiując – jak niegdyś na Ukrainie – światło i kolor: „Czarny Staw w różnych sześciu oświetleniach […] od 6-ej rano do późnego wieczora. Ranek, pierwsze promienie padają na taflę wody, płomyki się odbijają i skaczą po wodzie. Potem godzina 9-a, 11-a, 3-a godzina; po obiedzie się ściemnia, takie mgły, że zdawało się, że już nigdy słońca nie będzie. Jednym tchem i jednym dniem”33 albo „Morskie Oko. Przy czarnym stawie z góry malowałem Morskie Oko, jakby posolone. W szopie byłem, śnieg padał, wzeszło słońce i z drugiej strony malowałem”34. Fascynuje go pawia kolorystyka odbić i refleksów w taflach stawów, niuanse przebogatej palety barw otaczających je skał, zimne biele młodego śniegu i granatowosine odcienie wieczornego nieba. Maluje silnie kadrowane kompozycje zbudowane z płaskich plam barwnych, niekiedy tworzących niemal abstrakcyjne wzory. W intuicyjnej trafności każdego pociągnięcia kredki i finezji kolorystycznej wyczuwalna 33

Ibidem, s. 104.

34

Ibidem, s. 105.

75


jest odległa inspiracja sztuką japońską, którą Wyczółkowski znał dobrze ze zbiorów Feliksa Jasieńskiego35. To był najpłodniejszy rok „wóz przyjechał na to – wspominał Wyczółkowski – żeby zabrać 7 czy 8 pak z oszklonymi obrazami”36. Szkoda, że te obrazy tworzące odrębną i  jedyną w  swoim rodzaju kolekcję, rozproszyły się po różnych zbiorach, bo już nigdy później taki plener się nie powtórzył. Najwięcej, przeważnie pastelowych (niekiedy z  dodatkiem akwareli, gwaszu, tempery i kredki litograficznej), prac tatrzańskich powstało w latach 1904-1906 i 1910-1911. Wyczółkowski mistrzowsko operował w nich fragmentem, ciasnym kadrem i zbliżeniem, których siłę i ekspresję odkrył w Morskim Oku, nadal też istotną treścią tych obrazów pozostają kolor i  światło. W  tym stylu maluje nie tylko jeziora, ale również lasy, skały, mgły, wodospady i  wycinki krajobrazów. W  wielu obrazach, a  szczególnie w  ich czarno-białych wersjach graficznych (w 1906 roku ukazuje się teka Tatry. Ośm akwatint), dochodzi do granic abstrakcji, co jest cechą wyróżniającą twórczość tatrzańską w całym jego dorobku i na tle współczesnego mu malarstwa. Do pokolenia Wyczółkowskiego (i  Witkiewicza) należał Władysław Ślewiński (1854-1918), który od 1888 roku mieszkał w  Paryżu, ale uczestniczył we wszystkich ważniejszych wystawach artystów polskich w kraju i za granicą. Lata 1905-1910 spędził w Polsce – mieszkał w Krakowie i Poroninie, a w okresie 1908-1910 w Warszawie, gdzie uczył malarstwa w Szkole Sztuk Pięknych. Był mistrzem pejzażu morskiego, kompozycji kwiatowych, martwych natur i portretów, a na charakter jego twórczości artystycznej wpływ miała przyjaźń z Paulem Gauguinem i  kręgiem malarzy tzw. szkoły Pont-Aven. Na Podhalu Ślewiński znakomicie się odnalazł również w  górskim krajobrazie. Namalował niewiele obrazów Tatr, ale są między nimi takie arcydzieła, jak ciasno kadrowane ujęcia Czarnego Stawu i Morskiego Oka z lat około 1909-1910. Te obrazy, utrzymane w stylistyce szkoły Pont-Aven, noszą zarazem cechy odrębnego, oryginalnego stylu artysty – charakterystyczną dla niego przytłumioną, ciemną gamę barwną z akcentami czystego koloru i kompozycję z płaskich form o z lekka secesyjnym konturze. 35 Jasieński towarzyszył Wyczółkowskiemu w  tym wyjeździe. Przywiózł wtedy do Zakopanego swoją kolekcję japońskich drzeworytów. Pisze o nich w Listach do syna Witkiewicz, słowem nie wspominając o  pracach Wyczółkowskiego, chociaż trudno uwierzyć, że ich nie widział. 36 Leon Wyczółkowski. Listy..., op. cit., s. 105.

76

Władysław Ślewiński Czarny Staw w Tatrach (Czarny staw nad Morskim Okiem), ok. 1909 Olej na płótnie, 51 x 63 cm Muzeum Narodowe w Warszawie Fot. Piotr Ligier


Z dwojgiem ostatnich malarzy weszliśmy już w  krąg nowej sztuki, ale warto wrócić do XIX wieku „odkrywców” i wspomnieć chociażby o paru jeszcze artystach37, malujących nasze najwyższe góry. Już w 1870 roku, w pierwszym wydaniu Ilustrowanego przewodnika do Tatr, Pienin i Szczawnic, Walery Eljasz wymienia całkiem sporą liczbę tych, „co zajmowali się zbieraniem widoków Tatr i  Pienin na papierze i  płótnie. Artyści malarze krajowidoków prawie wszyscy studiowali te okolice, i  tak: Jan Głowacki, Aleksander Płonczyński, Leon Dembowski, Alfred Schuppe, Aleksander Świeszewski, Józef Szermentowski, Józef Marszewski, Henryk Grabiński, a z innych rodzajów malarstwa artyści zbierali tu widoki, jak: Aleksander Kotsis, Wojciech Gerson, Gustaw Budkowski, Kazimierz Mirecki, Walery Eljasz, Józef Jaroszyński, Jan Hruzik”38. O tatrzańskich obrazach kilku z nich wiemy dzisiaj już tylko ze źródeł pisanych, inni są znani głównie z  nielicznych obrazów zachowanych w  zbiorach publicznych39. Zestawienie Eljasza można uzupełnić paroma jeszcze nazwiskami i  wybranymi danymi o twórczości malarzy, takich jak: Adam Gorczyński (1802-1876), rówieśnik Jana Nepomucena Głowackiego, który podobnie jak on uczył się pejzażu u Franza Steinfelda (Droga do Morskiego Oka, 1850; litografowane szkice i rysunki tatrzańskie), Maksymilian Cercha (1818-1907), uczeń m.in. Głowackiego, z  którym podobno jeździł w Tatry (Widok na Giewont, 1853); Leon Dembowski (1823-1904), związany z krakowską Szkołą Sztuk Pięknych, gdzie się kształcił, a w latach 1858-1872 był profesorem rysunku i malarstwa „krajowidoków” (Z Kozińca, 1870, Widok góry Pysznej, 1857); Józef Jaroszyński z Delatyna (1835-przed 1900), który w  latach 1860 odbył malarską wędrówkę po Tatrach (Drużbowie góralscy,

37 Tatrzański trop w polskim malarstwie krajobrazowym nie został szczegółowo przebadany. Niemniej dotychczasowe publikacje – również albumowe – z wolna wypełniają ten obraz. Z ogólnych opracowań: J. Banach, Tatry malownicze, op. cit., s. 77, 91; J. Woźniakowski, Tatry i malarze, op. cit,, s. 69-75; G. Niewiadomy, Krajobraz z góralem. Tatry i Podhalanie w sztuce polskiej 1836-1945. T.1. Tatry romantyczne 1836-1889, Gdańsk 1995 (tom 2 nie ukazał się); Góry polskie w malarstwie. Materiały z sympozjum w Krakowie 4 grudnia 1999. Kraków 1999. W artykułach dużo cennych odsyłaczy bibliograficznych; J. Woźniakowski, Tatry w malarstwie, Wydawnictwo PARMA PRESS 2006; A. Król, Wiatr halny. „Krajowidoki” i  wrażenia z  Tatr w malarstwie polskim XIX i XX wieku, Wydawnictwo Turleja [b.m.] b.r. [2007]. 38

W. Eljasz, Ilustrowany przewodnik do Tatr, Pienin i Szczawnic, Poznań 1870, s. 248-249.

39 O stanie badań nad malarstwem tatrzańskim por. J. Banach, Tatry malownicze..., op. cit., s. 77-78.

77


78


1860); Feliks Brzozowski (1836–1892), uczeń Chrystiana Breslauera w warszawskiej Szkole Sztuk Pięknych, pejzażysta, autor wielu obrazów z motywami tatrzańskimi (Burza w górach, 1866); Aleksander Mroczkowski (1850-1927), uczeń Władysława Łuszczkiewicza i  Leona Dembowskiego w  krakowskiej Szkole Sztuk Pięknych, który od 1890 dużo malował w Tatrach, przedstawiając je bardzo wiernie (m.in. Zawrat, 1905, Dolina Białej Wody z  Garłuchem, 1908); Ludwik de Laveaux (1868-1894), związany ze środowiskiem artystycznym Krakowa (od 1889 roku w Paryżu), jeden z najbardziej utalentowanych malarzy swojego pokolenia; podobno jeździł w Tatry na studia plenerowe, znany jest z symbolistycznego pejzażu W drodze do Morskiego Oka z 1889 roku, kiedy odwiedził Zakopane, by na zlecenie „Tygodnika Ilustrowanego” wykonać reportaż rysunkowy z pogrzebu Tytusa Chałubińskiego. Większość malujących Tatry dziewiętnastowiecznych artystów kształciła się w  Krakowie lub Warszawie, a  uzupełniała studia przeważnie w  Wiedniu i Monachium, później coraz częściej w Paryżu. Dla wszystkich malowanie Tatr łączyło się z  dosłownym odkrywaniem tych gór – fizycznym, emocjonalnym i  malarskim. Na ich styl obrazowania wpływało nie tylko indywidualne przeżycie zjawiskowej urody krajobrazów, ale również rosnące znaczenie Tatr jako symbolu narodowej wolności i odrodzenia Polski. Stąd zapewne, mimo nieuniknionego wpisania w europejskie konwencje40, jest w tym malarstwie tak wyraźnie wyczuwalna polska nuta. Na przełomie wieków XIX i XX w malarstwie polskim – pod wpływem radykalnych przemian w sztuce europejskiej z epicentrum w Paryżu – nastąpił odwrót od naturalizmu i impresjonizmu, co dla pejzażu oznaczało zerwanie z odtwarzaniem natury. Młoda generacja modernistów, których na plenery w Tatry zabierał Jan Stanisławski (1866-1907), szukała w nich nastrojów odpowiadających młodopolskim klimatom, a dla ich wyrażenia – własnej formy. Obrazy Ludwika Misky (1884-1938), Franciszka Rerutkiewicza (1886-1920), Henryka Szczyglińskiego (1881-1944), Wojciecha Weissa (1875-1950), Stanisława Ignacego Witkiewicza (1885-1939) i innych, prezentują szeroką skalę indywidualnych interpretacji pejzażu, rozpiętą między symbolizmem a ekspresjonizmem, z niezliczonymi tonami

Stanisław Gałek Morskie Oko, 1910 Olej na płótnie, 96 x 74 cm Sygn. i dat. l. d.: Gałek 1910 Depozyt w Muzeum Tatrzańskim Fot. Paweł Murzyn

Wojciech Weiss Widok na Giewont, 1899 Olej na desce, 12,3 x 21,3 cm Muzeum Tatrzańskie Fot. Paweł Murzyn

40 O wpływach górskiego, głównie alpejskiego, malarstwa europejskiego na tatrzańskie dużo [w:] J. Woźniakowski, Tatry i malarze..., op. cit.

79


Rafał Malczewski Wiosna w górach, 1937 Olej na płótnie, 116 x 90 cm Sygn. i dat. l. d.: Rafał/Malczewski/-37 Muzeum Tatrzańskie Fot. Marek Pabis

pośrednimi. Równocześnie w tym samym pokoleniu mniej radykalni malarze – między innymi Stefan Filipkiewicz (1879-1944), Stanisław Kamocki (1875-1944), czy Stanisław Gałek (1876-1961) – kontynuowali w stylistyce młodopolskiej tradycję „naturalistów” (przeniosą tę konwencję do okresu międzywojennego). Należeli oni do Towarzystwa Sztuka Podhalańska, założonego w Zakopanem w 1909 roku, zrzeszającego głównie (ale nie wyłącznie) artystów miejscowych: malarzy, rzeźbiarzy i projektantów sztuki stosowanej. Już w nazwie Towarzystwo zaznaczyło swój regionalistyczny charakter, nastawiony bardziej na kultywowanie i rozwijanie tradycji niż na nowatorskie poszukiwania. W tym duchu Sztuka Podhalańska kontynuowała działalność także w dwudziestoleciu międzywojennym, co doprowadziło do marginalizacji tematu krajobrazu tatrzańskiego w  ówczesnej, awangardowo ukierunkowanej, sztuce polskiej. Stanisław Ignacy Witkiewicz, członek elitarnego, postępowego skrzydła Sztuki Podhalańskiej od chwili jej założenia, wypowiedział się w 1928 roku na temat wpływu Tatr na twórczość malarską w taki oto sposób: „Nasi naturaliści w malarstwie 80


robią mniej lub więcej dobrze wykonane „kawałki” tatrzańskiego pejzażu, ale nikt z nich nie zdobył się, może prócz jednego Wyczółkowskiego, na głębsze ujęcie Tatr w ich, jak bym powiedział, planetarnej, a dalej metafizycznej piękności. […] Wygląda to tak, jakby talenty i umysły stykające się z naturą tatrzańską były za małe w stosunku do tematu. Ogólna płytkość dzisiejszego życia i zaniedbanie umysłowe u naszych artystów jest tego przyczyną. Z młodszych malarzy (nie artystów, według mojej definicji) zapowiada się jako syntetyk Tatr Rafał Malczewski”41. Witkacy wyrastał w atmosferze ojcowskich poglądów na sztukę i jego malarstwa. Stanisław Witkiewicz był też jego pierwszym nauczycielem i  starał się wpływać na syna nawet, a  może szczególnie wtedy, kiedy juniora zaczęły wciągać nowe kierunki w sztuce. Z Listów do syna wyłania się ciekawy, chociaż niepełny (listy Witkacego się nie zachowały), obraz tego pokoleniowego dyskursu i ogromnego impetu twórczego Witkacego. W latach około 1900-1908 malował mnóstwo pejzaży – w Tatrach, na Litwie i w Żabiem w Karpatach Wschodnich – niewiele się zachowało, ale nawet z nich można dużo wnioskować o nieustannych poszukiwaniach i rozterkach twórczych artysty. Wydaje się, że po pobycie w Paryżu w 1908 roku, gdzie poznał między innymi malarstwo fowistów i kubizm, Witkacy zarzucił pejzaż zupełnie i poszedł niezależną już drogą poszukiwań twórczych, która prowadziła do teorii i malarstwa w Czystej Formie. W 1928 roku również ten etap, najważniejszy w jego twórczości malarskiej, był zamknięty i Witkacy działał jako jednoosobowa „użytkowa” „Firma Portretowa S.I. Witkiewicz”. W tym czasie Rafał Malczewski (1892-1965), syn Jacka Malczewskiego (1854-1929), odnosił pierwsze sukcesy jako malarz Tatr. Jednym z jego ulubionych motywów były rozległe panoramy, od których zaczynała się historia malarstwa tatrzańskiego. Niech więc ten motyw zostanie klamrą spinającą początek i  zakończenie niniejszego szkicu, tym bardziej, że Tatry na obrazie Wiosna w górach Malczewskiego są – podobnie jak u Vogla – fantastyczne.

41 Tatry a współczesna twórczość literacka. Wynurzenia St. Ign. Witkiewicza, „Głos Narodu” 1928, nr 271. Cyt. za: Stanisław Ignacy Witkiewicz bez kompromisu. Pisma krytyczne i publicystyczne. Zebrał i opracował J. Degler, Warszawa 1976, s. 525.

81


Cudne widoki g贸r naszych


Cudne widoki gór naszych Anna Liscar

„Kto pierwszy fotografował Tatry – nie mamy pewności. W grę wchodzi co najmniej czterech fotografów: Rzewuski, Olszyński, Dutkiewicz i  Sykta; być może Wyspiański. Podaję ich w najbardziej prawdopodobnym porządku, w jakim rozpoczynali działalność fotograficzną w  Tatrach. Nazywam ich „podróżnikami”, gdyż istotnie poznawali Tatry, jak Livingstone i Stanley Afrykę. Przybywali z innego świata, prawdopodobnie z całym poczuciem swojej odkrywczości, jako też z egzotyzmu tego świata, który zamierzali odkrywać”1.

Wojciech Gerson W Tatrach. Wycieczka artystów nad Smreczyński Staw, 1860 Akwarela na papierze, 17,3 x 19,6 cm Muzeum Narodowe w Warszawie Fot. Piotr Ligier

W roku 2009 mija pięćdziesiąt lat od ukazania się drukiem, na łamach czasopisma „Fotografia”, pionierskiego opracowania Jana Sunderlanda Początki polskiej fotografii tatrzańskiej (W setną rocznicę jej powstania). Od tego czasu wiedza o historii fotografii tatrzańskiej wzbogaciła się, a zainteresowanie dawną fotografią stale rośnie. Nadal jednak sporo pozostaje do odkrycia. Być może nigdy się nie dowiemy, jak fotografował Marcin Olszyński, Franciszek Wyspiański, i jakie zdjęcia, prócz sławnego Nawsia, wykonał jeszcze Melecjusz Dutkiewicz. Wiele znaków zapytania, które pojawiają się, gdy mówimy o najstarszych zdjęciach Tatr, bierze się stąd, że zanim technika światłodruku umożliwiła reprodukowanie z oryginałów, fotografia służyła, do sporządzanych na jej podstawie, mniej lub bardziej wiernych, rysunków, z których przygotowywano drzeworyty, ozdabiające ilustrowane czasopisma. Często nie troszczono się nawet o to, by podać autora fotografii. 1 J. Sunderland, Podróżnicy. Początki polskiej fotografii tatrzańskiej. II. „Fotografia”, 1959 nr 3 marzec, s. 115

85


Początki fotografowania pejzażu Tatr przypadają na lata sześćdziesiąte XIX wieku. Był to okres, kiedy w Warszawie działały już tak znane zakłady fotograficzne, jak np. Karola Beyera, Jana Mieczkowskiego, Konrada Brandla, zaś w Krakowie: Ignacego Kriegera, Ignacego Mażka, Franciszka Wyspiańskiego i Awita Szuberta. Niewielu jednak fotografów miało odwagę zapuszczać się w  dzikie, mało zbadane tereny. Z Krakowa do Zakopanego jechało się furką góralską. Trzeba było załadować ciężki sprzęt (aparat, statyw, szklane klisze), a także chemikalia i przenośną ciemnię, a  potem wynająć przewodników i  tragarzy do ich noszenia. Zanim pojawiła się sucha płyta, posługiwano się metodą mokrego kolodionu. Fotograf na miejscu sam przygotowywał płytę, a po wykonaniu zdjęcia sam ją wywoływał i utrwalał. W czasie trwających nieraz wiele dni wypraw musiał znosić niewygody, związane z pobytem w górach podczas kapryśnego lata, a robienie zdjęć zimą początkowo nie wchodziło w ogóle w rachubę. W 1859 roku, 22-letni Walery Rzewuski (1837-1888) po raz pierwszy wyprawił się w Tatry. Był wówczas początkującym fotografem z laboratorium mieszczącym się na trzecim piętrze przy ulicy Grodzkiej w Krakowie. Rok później rozpoczął zawodową działalność fotograficzną. O fotografowaniu Tatr przez Rzewuskiego (uważa się go za pierwszego fotografa Tatr) wspomina Walery Eljasz w pierwszym, wydanym w roku 1870, Przewodniku do Tatr, Pienin i  Szczawnic. Szczegóły pobytu Rzewuskiego w Zakopanem i w Tatrach, nie są znane. Z pewnością był gościem właścicieli dóbr zakopiańskich, bo fotografował Klementynę i  Edwarda Homolacsów. Wykonał stereoskopowe zdjęcia dworu i  zakładu hutniczego w  Kuźnicach, a  także huty w Jaworzynie Spiskiej, której właścicielami byli Homolascowie. Z pierwszego pobytu fotografa w Tatrach znane są już tylko drzeworyty, wykonane na podstawie jego zdjęć i opublikowane w 1860 roku, we wrześniowym „Tygodniku Ilustrowanym”. Sporo narosło wokół nich nieporozumień, które wyjaśniła Wanda Mossakowska w opracowaniu Walery Rzewuski” (1837-1888). Studium warsztatu i twórczości, i Wiesław Siarzewski2. Drugi pobyt w roku 1861 zaowocował już większą serią zdjęć stereoskopowych. Publikował je „Tygodnik Ilustrowany”, a oryginalne fotografie stereoskopowe zachowały się w zbiorach prywatnych, w archiwum Muzeum Tatrzańskiego oraz Ośrodka Dokumentacji Tatrzańskiej im. Zofii Radwańskiej-Paryskiej i Witolda H. Paryskiego Tatrzańskiego Parku Narodowego w spuściźnie po Zofii i Witoldzie 2 Zob. W. Siarzewski, Tatr fotografowanie. Amatorzy i profesjonaliści, czyli trudne początki. „Tatry” nr 2 (20), wiosna 2007.

86


Walery Rzewuski Dolina Pięciu Stawów Polskich, 1861 8,0 x 7,1 cm, ODT-TPN

Henryku Paryskich. Stereoskopy należało oglądać za pomocą specjalnej „przeglądarki”. Zyskiwały wówczas, gdyż oglądający miał iluzję, że krajobraz jest trójwymiarowy. Klienci renomowanych zakładów fotograficznych mogli w gabinetach przyjęć przeglądać stereoskopy i zamawiać je do prywatnych zbiorów. W  Tatrach, tak jak inni pionierzy fotografii tatrzańskiej, Rzewuski fotografował miejsca łatwo dostępne, cieszące się popularnością wśród letników. Zrobił też kilka ujęć dolinek reglowych: Strążyskiej i Doliny za Bramką. Najwięcej zdjęć wykonał w różnych miejscach Doliny Kościeliskiej. Fotografował również wywierzysko Bystrej na Kalatówkach. Wyprawił się także do Doliny Pięciu Stawów, co potwierdza jedno zdjęcie stereoskopowe z fragmentem Wielkiego Stawu, i do Morskiego Oka. Wanda Mossakowska zwraca uwagę na podstawowe walory zdjęć Rzewuskiego, a są nimi temat i kompozycja. Sam pomysł robienia zdjęć pejzażowych w górach wiązał się wówczas ze sporymi trudnościami – o  których już wspomniano – i  tu wielka zasługa fotografa. Kompozycja zdjęć była zależna od aparatu, którym Rzewuski się posługiwał. Aparat pozwalał na uchwycenie niewielkiego wycinka fotografowanego pejzażu. Brak szerokiego zasięgu Rzewuski rekompensował efektem głębokiej perspektywy. Często widoki dolin komponowane są kulisowo; w celu zamknięcia obrazu po bokach służą rosnące na pierwszym planie świerki lub porośnięte lasem skały. Sztafaż pojawia się niemal na każdym zdjęciu; jest to przeważnie, odwrócony tyłem, samotny turysta siedzący nad potokiem, góral, czy grupa letników w  sielankowej scenie przed szałasem. Interesującą kompozycją jest zdjęcie z Doliny Pięciu Stawów Polskich, na którym pierwszy plan, a właściwie trzy czwarte kadru, wypełniają duże, spiętrzone głazy, a nad nimi widać niewielki wycinek Wielkiego Stawu, z fragmentem otaczających go gór. Mimo woli przypomina się opis Doliny Pięciu Stawów Polskich, zawarty w Dzienniku podróży do Tatrów Seweryna Goszczyńskiego: „Znalazłem się wśród pustyni skał, w całym znaczeniu tego wyrazu. Wyliczyć mógłbym przedmioty, które zapełniały ten przestwór mil kilku: pięć jeziór – nad jednym z nich stałem; gdzieniegdzie nad wodą zarośle kosodrzewin, kępa darniny, plamka mchu, kilka żółtych kwiatków jaskru, pliszka niby zabłąkana, zresztą pan tej całej dziedziny kamień. Gdybym jednak był olbrzymem i chciał pustelnicze życie prowadzić, obrałbym bez wahania się to miejsce na moją pieczarę, tyle znalazłem w nim uroku przy najdzikszej samotności.”3 3 S. Goszczyński, Dziennik podróży do Tatrów, Wrocław, Zakład Narodowy im. Ossolińskich 2005, s. 184.

87


Już pierwsze zdjęcia Tatr Rzewuskiego pozwalają uświadomić, jak fotografia (służąca często artystom jako materiał do wykonania szkiców) odjęła górom cechy fantastyki czy wręcz baśniowości. Dobrym przykładem jest porównanie rysunku amatora, Bogusza Zygmunta Stęczyńskiego, Źródło Białego Dunajca w Zakopanem z 1851 roku z wykonaną dziesięć lat później fotografią Rzewuskiego Wywierzysko Bystrej na Kalatówkach. Rysunek Stęczyńskiego, można by potraktować jako niezbyt udane realistyczne przedstawienie fragmentu pejzażu, gdyby nie grupka turystów z góralem. Skala miniaturowych postaci, podziwiających z boku pieniący się potok sprawia, że wywierzysko przypomina kaskady wielkich wodospadów. Inaczej na fotografii Rzewuskiego – samotny turysta siedzący nad wodą, sprowadza ten fragment pejzażu do właściwych proporcji. Rzewuski kilkakrotnie bywał w  Tatrach, ale brak śladów wykonywanych po roku 1861 zdjęć. A może fotografował Tatry tylko w początkowym okresie swojej działalności? Autorka monografii Rzewuskiego, Wanda Mossakowska, przytacza fragment listu Józefa Ignacego Kraszewskiego z lutego 1865 roku, w którym

88

Walery Rzewuski Wywierzysko Bystrej na Kalatówkach, 1861 8, 4 x 7,2 cm, ODT- TPN


Bogusz Zygmunt Stęczyński Źródło Białego Dunajca w Zakopanem [Wywierzysko Bystrej na Kalatówkach], 1851 Reprodukcja z: Bogusz Zygmunt Stęczyński, Tatry w dwudziestu czterech obrazach skreślone piórem i rylcem przez Bogusza Zygmunta Stęczyńskiego, Kraków 1860

pisarz dziękuje fotografowi za przesłane widoki: „Fotografie Karpat są bardzo, bardzo ładne, jaka szkoda żeście się nie odważyli robić ich na większą skalę, jak np. francuskie z okolic Mont Blanc przez braci Bisson i  inne alpejskie krajobrazy”4. Kraszewski odwiedził Tatry w 1866 roku. Wiadomo, że sam był rysownikiem i grafikiem. Znane są jego rysunki i grafiki o tematyce tatrzańskiej. Być może fotografie Rzewuskiego posłużyły pisarzowi za wzór do jego rysunków. Rok po pierwszej wyprawie w  Tatry Rzewuskiego, w  sierpniu 1860, w  Tatrach pojawił się początkujący fotograf Marcin Olszyński (1829-1904). Towarzyszyli mu malarze: Wojciech Gerson (1831-1901), Alfred Schouppé (1812-1899) i  Julian Cegliński (1827-1910). Śladem tej wyprawy jest akwarela Gersona, W  Tatrach. Wycieczka artystów nad Smreczyński Staw, 1860, znajdująca się w zbiorach Muzeum Narodowego w Warszawie. Wycieczkę fotograficzną w Tatry trzeba tu tylko odnotować, trudno bowiem stwierdzić, jakie zdjęcia wykonał Marcin Olszyński. Jan Sunderland w III odcinku artykułów z cyklu Początki polskiej fotografii tatrzańskiej („Fotografia”, 1959 nr 4) publikuje jeden z drzeworytów, wykonanych według fotografii Olszyńskiego Dolina Kościeliska w Tatrach, zamieszczony w „Kłosach” w  lipcowym numerze 1871 roku. Druga ilustracja, którą „Kłosy” opublikowały w numerze styczniowym 1872 roku, podpisana jest Skała zwana Pisaną w dolinie Kościeliskiej w Tatrach (podług fotografii M. Olszyńskiego). Ilustracja ta (znana mi tylko z kserokopii) pozwala stwierdzić, że nie jest to widok Skały Pisanej, ale fragment Doliny Kościeliskiej przy Raptawickiej Turni, w tym samym miejscu, gdzie Rzewuski wykonał stereoskopowe zdjęcie. Po Walerym Rzewuskim chronologicznie najwcześniej Tatry fotografował Hermann Wilhelm Vogel (1834-1898), profesor w Akademii Rzemiosł w Berlinie. Przybył on do Zakopanego na zaproszenie barona Ludwika Eichborna, właściciela dóbr zakopiańskich. Datę wycieczki Vogla przesunął Wiesław Siarzewski na rok 1871 (podawano 1870), argumentując to wpisem w karcie katalogowej albumu ze zdjęciami Vogla, znajdującym się w zbiorach Biblioteki Jagiellońskiej. Ten sam autor podał nieznane szczegóły z wyprawy fotografa, na podstawie artykułu In der Hohen Tatra zamieszczonego w  dodatku do czasopisma „Berliner Zeitung” 1871, 1872. Zdjęcia Vogla z pobytu w Tatrach ukazały się w Berlinie jako złożony z 18 fotografii 4 W. Mossakowska, Walery Rzewuski (1837-1888) fotograf. Studium warsztatu i twórczości, Wrocław-Warszawa-Kraków-Gdańsk-Łódź. Zakład Narodowy im. Ossolińskich, 1981, s. 197.

89


album Die hohe Tatra. Vogel fotografował nieopodal Kuźnic Wywierzysko Bystrej i las w jego okolicy. Wykonał też kilka zdjęć w Dolinach Strążyskiej i Kościeliskiej. Odbył wycieczkę przez Halę Gąsienicową do Pięciu Stawów Polskich i tam wykonał zdjęcie Długiego Stawu. Fotografował także Morskie Oko. W  zbiorach Witolda Paryskiego zachowało się część zdjęć z  wydanej w  Berlinie teki. O fotografowaniu Tatr przez Vogla Wiesław Siarzewski pisze: „W czasie jednej z wycieczek przez Halę Gąsienicową i Zawrat dotarł do Doliny Pięciu Stawów Polskich. W ciągu całego dnia udało mu się wykonać tylko dwa niezbyt dobrze skadrowane zdjęcia, za co winą obarczyć należy nieodpowiednio dobrany obiektyw”.5 Zdjęcia Vogla Hala Królowa i  Wielki Staw w  Dolinie Pięciu Stawów Polskich nie budzą zachwytu. Kompozycja pierwszego może sugerować, że autorowi bardziej chodziło o udokumentowanie życia pasterskiego na hali niż utrwalenie piękna tego fragmentu pejzażu. Otoczenie hali – Żółta Turnia i Kościelce są słabo zarysowane. Na pierwszym planie, zbyt ostro, jasnymi plamami, odcinają się dachy dwóch szałasów, które wprawdzie równoważy biel stada owiec, ale ma się wrażenie, że kompozycja kadru ciąży w lewo, w dół. Drugie zdjęcie Wielki Staw w  Dolinie Pięciu Stawów razi monotonią pustego nieba i stawu. Być może przyczyną nieudanych zdjęć był aparat. Ale trzeba też brać pod uwagę, że w czasie krótkiego pobytu Vogel nie mógł wczuć się w tatrzański pejzaż, jak czynili to później Awit Szubert czy Józef Głogowski. A może zabrakło przy nim tak wytrawnego przewodnika, jakim był dla fotografujących Walery Eljasz? Na usprawiedliwienie fotografa trzeba dodać, że Dolina Pięciu Stawów Polskich, pomimo jej urody, nie ma w dawnej fotografii ciekawej artystycznie reprezentacji. Dopiero fotograficzne studia stawów, wcześniej Józefa Oppenheima, a potem Antoniego Wieczorka z okresu dwudziestolecia międzywojennego, wydobędą piękno krajobrazu tej części Tatr. Hermannowi Voglowi zawdzięczamy zapewne jedno z  najstarszych zdjęć pasterzy tatrzańskich. Kapitalne ujęcie pasterzy na Hali Królowej ma nie tylko walor dokumentu, ale i swoisty klimat. Tatry po południowej stronie były również chętnie odwiedzane przez polskich turystów. Fotografował je Awit Szubert, a  wcześniej „węgierską stronę Tatr” popularyzowały zdjęcia w  albumach, wydawanych przez rodzinę Divaldów. 5

90

W. Siarzewski, Tatr fotografowanie, op. cit., s. 56

Hermann Wilhelm Vogel Hala Królowa, 1871 14 x 19,5 cm, ODT-TPN Józef Oppenheim Staw w Tatrach, [b.r.] 9 x 14 cm, Muzeum Tatrzańskie

Karol Divald Łomnicka Koleba w Dolinie Małej Zimnej Wody, ok. 1873 16,2 x 12,3 cm, Muzeum Tatrzańskie


91


Założone w 1873 roku Węgierskie Towarzystwo Karpackie, doceniło rolę fotografii w propagowaniu piękna Tatr i zachęciło fotografa Karola Divalda (1830-1897) do przygotowania albumu z wykonanych przez niego wcześniej fotografii. Divald wydał w roku 1873 serię tatrzańskich zdjęć, a w roku 1876 dalszą, na którą złożyło się czterdzieści fotografii. Fotografią zajmowali się również jego synowie, Karol i Ludovit. Divaldovie wydawali albumy i liczne pocztówki. Jedynie znane nam zdjęcie, które Divald zrobił po polskiej stronie Tatr, przedstawia Morskie Oko. Fotograf zdecydował się na szerokie ujęcie panoramy szczytów i jeziora, co odjęło „kolosom” nad Morskim Okiem ich monumentalność. Bardzo ciemny plan pierwszy jest zbyt mocno skontrastowany z ledwo zarysowaną panoramą Mięguszowieckich Szczytów. Niebanalnie przedstawia się widok jeziora; jego toń, z lekką poświatą, nie jest jednolitą plamą, ale oddaje wrażenie zmienności wody. Żywiołem Divaldów były jednak bliższe im Tatry od strony południowej, a szczególnie ich liczne wodospady i stawy. Piękną, wyważoną kompozycją charakteryzuje się zdjęcie przedstawiające Łomnicką Kolebę w Dolinie Małej Zimnej Wody. Prawie cały kadr wypełniają monumentalne formy skalne, o bardzo zróżnicowanej strukturze. Urwiska Łomnickiej Grani, u góry lekko rozświetlone, równoważy w dole biała plama spadającej ze skały wody. Na tle ciemnej koliby, dobrze komponują się postacie turystów, w  jasnych ubraniach. Drugie zdjęcie przedstawia Długi Staw w Dolinie Staroleśnej z Małym Jaworowym i Jaworowym w ujęciu panoramicznym. Komponując kadr fotograf wykorzystał dodatkowy walor, którym jest odbicie skał w stawach. Sztafaż, samotny turysta w surducie i słomkowym kapeluszu, trochę razi – nie pasuje do tego świata. Ale na zdjęciu Divalda, pozuje jeszcze „ktoś inny”, a raczej, „coś innego”. Jest to pokaźnych rozmiarów... aparat fotograficzny na statywie, przykryty jasną materią. Narzędzie fotografa, aparat, to nieczęsty widok na zdjęciach. Pojawił się on także na zdjęciach Awita Szuberta z wyprawy fotograficznej do Doliny Kościeliskiej i pozwolił choć w przybliżeniu wyobrazić sobie warunki związane z fotografowaniem w tamtych czasach. Kolejnym wybitnym autorem zdjęć tatrzańskich był znany krakowski fotograf Awit Szubert (1837-1919). Dzięki Waleremu Eljaszowi, działaczowi Towarzystwa Tatrzańskiego i autorowi przewodników po Tatrach, zaangażowano go do zdejmowania widoków tatrzańskich. Zanim Szubert zaczął pracować na zlecenie Towarzystwa Tatrzańskiego, robił zdjęcia w  górach w  roku 1871. Publikowały je w formie drzeworytów „Tygodnik Ilustrowany” (1872) i „Kłosy” (1872, 1873). 92

Karol Divald Długi Staw w Dolinie Staroleśnej z Małym Jaworowym i Jaworowym, ok. 1873 12,4 x 16,2 cm, Muzeum Tatrzańskie


Kilka lat później zaczął wystawiać swoje prace na międzynarodowych konkursach fotograficznych i zyskiwał za nie nagrody. W roku 1873 na wystawie wiedeńskiej dostał medal za widoki Tatr, kopie obrazów i portrety. W  latach 1876-1878 Awit Szubert, dzięki dotacjom udzielonym mu przez Towarzystwo, przygotował dwa albumy z  widokami Tatr. Album widoków tatrzańskich (1876) i Widoki Tatr i Pienin (1878), które zawierały pięćdziesiąt osiem zdjęć Tatr po stronie polskiej i słowackiej. To dużo, zważywszy, że na początku musiał mieć pod ręką całe laboratorium, niezbędne do wywoływania zdjęć w górach. Awit Szuber nie znał Tatr. W wyborze tematów kierował się wskazówkami Walerego Eljasza, co potwierdza korespondencja fotografa. Szubert fotografował Zakopane i już wtedy słynne Doliny Kościeliską i Strążyską. Nie ominął także chętnie odwiedzanej przez polskich turystów „węgierskiej strony” Tatr: Doliny Białej Wody, gdzie zdjął malowniczą grupę pasterzy jurgowskich, Doliny Zimnej Wody i Szczyrbskiego Jeziora. Wyprawiał się również w wyżej położone partie Tatr: na Halę Gąsienicową, do Morskiego Oka i Doliny Pięciu Stawów Polskich. Był chyba pierwszym fotografem, który wszedł na Krzyżne, Zawrat, Czerwone Wierchy, aby fotografować panoramiczne widoki. Na zamówienie Towarzystwa Tatrzańskiego w Zakopanem utrwalił na kliszy grupę „Zakopianów” z Leopoldem Świerzem i pierwszorzędnych przewodników tatrzańskich. Dorobek Awita Szuberta jest wysoko oceniany za perfekcję warsztatową i artyzm. Jego fotografie charakteryzują się przemyślaną kompozycją, w której nie ma nic przypadkowego. Nie bez wpływu na umiejętność ujęcia tematu było artystyczne wykształcenie fotografa i  uprawiane przez niego malarstwo pejzażowe. Jan Sunderland tak pisze o jego zdjęciach: „Zdjęcia Szuberta mają na ogół charakter panoramiczny. Widok jest szeroko rozłożony, wysokości bardzo zgładzone. Niebo puste, co dla dzisiejszego widza jest przykre, zwłaszcza, że nieba często jest dużo (Wielki Staw, Gęsia Szyja, Pańszczyca). Dal gór zwykle jasna. Kompozycja bardzo zrównoważona i spokojna. Obrazy są bardzo ostre i czyste. W sztafażu często znać pozowanie [...]. Najlepiej pozuje przewodników: na wancie w  ujściu Wielkiego Stawu: w kosówce na Karczmisku: na Gęsiej Szyi, gdzie przewodnik stoi tworząc ładny akcent na szczycie w  ruchu swobodnym, pełnym fantazji. Ale sztafaż jest zawsze mały, więc jego defekty, gdy są, niezbyt rażą.”6 6 s. [267].

Awit Szubert Wielki Staw w Dolinie Pięciu Stawów Polskich, między 1876-1878 13,6 x 21,3 cm, Muzeum Tatrzańskie

J. Sunderland, Początki polskiej fotografii tatrzańskiej V, „Fotografia” 1959 nr 6

93


Można polemizować z osądem o pustym niebie na fotografiach Szuberta. Nigdy nie ma go za dużo; puste niebo po bokach kadru zamykają zwykle wierzchołki drzew lub wyniosła skała. Na niektórych zdjęciach, jak w ujęciu widoku z Zawratu czy panoramy z  Krzyżnego, pojawia się „degradacja atmosferyczna” (według określenia Sunderlanda), w tym wypadku mgły. Zdjęcia Awita Szuberta były znane w kraju i za granicą. Jak wspomniano wcześniej, fotograf brał udział w wielu zagranicznych wystawach, organizowanych w Wiedniu i Paryżu. Zapewne znane też były jego albumy. Bywało, że jego zdjęcia były wykorzystywane (często bez podania, ich autorstwa) w czasopismach jako ilustracje do opisów podróży w Tatry. Przykładem może być artykuł francuskiego lekarza, podróżnika i antropologa Gustawa Le Bona (1841-1931). Badacz w roku 1879 odwiedził Zakopane. Prowadził obserwacje naukowe i, jak wynika z  podpisów pod ilustracjami do jego artykułu, sam fotografował. Relacja Le Bona z  wyprawy antropologicznej w Tatry ukazała się w roku 1881 w paryskim czasopiśmie „Le Tour du Monde”. W  artykule znalazły się reprodukcje drzeworytnicze dwunastu zdjęć Awita Szuberta. Wykonujący rysunki do drzeworytów G. Vuillier dość swobodnie obszedł się z nimi. W ilustracjach krajobrazu ożywił niebo grą obłoków i snopami światła, co dodało im uroku. Gorzej wygląda nieudolna kompilacja „typów ludowych” ze zdjęć Szuberta i  samego Le Bona. W  artykule znalazło się także kilka ilustracji wykonanych na podstawie zdjęć autora. Ciekawą kompozycją są Mięguszowieckie Szczyty nad Morskim Okiem, ale trudno powiedzieć, w  jakim stopniu ilustracja wiernie oddaje fotografię wykonaną przez Le Bona. Zdjęcia Awita Szuberta długo cieszyły się popularnością i  uznaniem. Sięgali do nich również malarze. Korzystał z nich Osip Kuryłas (1870-1951) zręczny akwarelista, którego prace znajdują się w zbiorach Działu Sztuki Muzeum Tatrzańskiego. Kuryłas prawdopodobnie nie był w Tatrach, a na pewno nie malował w plenerze. Jego akwarele są niemal dokładnymi kolorowymi „kopiami” zdjęć Szuberta, jak np. akwarela Górale przy szałasie czy Murań i Hawrań z Waksmundzkiej Polany.

94


Awit Szubert Widok Zawratu znad Stawu Zmarzłego między 1876-1878 21,5 x 14,6 cm, ODT-TPN

95


Awit Szubert Widok z Krzyżnego. Na pierwszym planie Szeroka Jaworzyńska, za nią od lewej Kołowy, Lodowy, Jaworowy, między 1876-1878 13,6 x 21,8 cm, Muzeum Tatrzańskie

96


Awit Szubert Murań, Nowy Wierch, Hawrań, Płaczliwa Skała, Szalony Wierch i Przełęcz pod Kopą z Waksmundzkiej Równi, między 1876-1878 13,5 x 22,0 cm, Muzeum Tatrzańskie

Osyp Kuryłas Murań i Hawrań z Waksmundzkiej Polany. Karta pocztowa, 10 x 13 cm Muzeum Tatrzańskie

97


Stanisław Bizański Dolina za Bramką, 1889 26,8 x 21,0 cm, Muzeum Tatrzańskie

98

Po Szubercie, w latach osiemdziesiątych XIX wieku Tatry fotografował Stanisław Bizański (1846-1890). I  tu także inspiratorem fotografowania Tatr był, zaprzyjaźniony z rodziną Bizańskich, Walery Eljasz. W trzecim wydaniu Ilustrowanego przewodnika do Tatr i Pienin Eljasz wspomina, że w roku 1885 Stanisław Bizański rozpoczął „zbieranie widoków Tatr i typów ludowych tatrzańskich”. Informował też czytelników, iż fotografie te są do nabycia w zakładzie Bizańskiego w Krakowie oraz Dworcu Towarzystwa Tatrzańskiego w Zakopanem. Tymczasem w zapiskach Walerego Eljasza, zachowanych w  zbiorach po Witoldzie Paryskim, znajduje się rękopiśmienny „Spis zdjętych we fotografii widoków tatrzańskich przez Józ[efa] Głogowskiego dla zakładu St. Bizańskiego”. Dokładny, datowany spis widoków wskazywałby, że wszystkie zdjęcia do wydanych później albumów, autoryzowane przez Stanisława Bizańskiego, wykonał Głogowski, który, zapewne był jego pracownikiem. Pewne jest, że Stanisław Bizański sam wykonał w Zakopanem serię zdjęć przewodników tatrzańskich. Bizański zmarł w  1890 roku, mając zaledwie czterdzieści cztery lata. Zapewne choroba lub inne okoliczności sprawiły, że nie mógł już przygotować zdjęć do wydanych później albumów. W sierpniu 1889 roku, w  okresie od 19 do 30 sierpnia, Józef Głogowski wykonał łącznie osiemdziesiąt zdjęć. Fotografował w rejonie Hali Gąsienicowej, Doliny Pięciu Stawów Polskich, Morskiego Oka, Doliny Białej Wody, Kościeliskiej, Małej Łąki i popularnych dolin reglowych: Strążyskiej, Białego, Za Bramką. W wyprawach fotograficznych towarzyszył mu Walery Eljasz, bo pojawia się na niektórych zdjęciach. Po śmierci Stanisława Bizańskiego, zakład przygotował i wydał w 1901 roku dwie teki zdjęć Widoki Tatr w fotografiach Stanisława Bizańskiego fotografa w Krakowie i  Widoki z  Tatr. Po roku 1890 sporo zdjęć tatrzańskich z  zakładu Bizańskiego Towarzystwo Tatrzańskie wydało również jako heliograwiury. Fotografie z  teki Bizańskiego robią wrażenie oryginalnych ujęć, podyktowanych osobistymi upodobaniami fotografa. Autor komponuje zwykle „po przekątnej” w formacie zbliżonym do kwadratu. W przeciwieństwie do mocno nasyconych i ostro zarysowanych zdjęć Szuberta, prace Głogowskiego mają jaśniejszą, delikatną, kremową tonację, a  drugi plan bywa niekiedy rozmyty. Fotografa fascynuje woda, ogromne głazy i otoczaki nad potokami, na polanach, i skaliste partie gór. Dobrym przykładem są studia Doliny za Bramką, którą Głogowski fotografował kilka razy, wybierając skaliste partie doliny. Kolejne „Bramki” to nagie, prawie pozbawione roślinności skały. Dziś ta malownicza dolina porośnięta jest bujną roślinnością i gdyby nie zdjęcia


Stanisław Bizański Wodogrzmot w Dolinie Roztoki, 1889 26,2 x 21,0 cm, Muzeum Tatrzańskie

99


Głogowskiego, trudno byłoby uwierzyć, że niegdyś tak wyglądała. Inaczej niż na zdjęciach Szuberta, na których sztafaż jest przez fotografa starannie wyreżyserowany, traktuje go Głogowski; często pojawia się on przypadkowo lub nie ma go wcale. Zdarza się, że pozującym jest sam Walery Eljasz lub górale. Wyjątkiem jest zdjęcie Odpoczynek na wierchu Boczania. Tu z pewnością całą scenę zaaranżował Walery Eljasz (jedną z turystek jest jego córka). Można powiedzieć, że jest to dobry przykład dokumentalnego (acz nie pozbawionego artyzmu) zdjęcia „turystyczno-etnograficznego”. Fotograf zdjął turystów, przewodnika, tragarzy, a także muzykantów – jednym z nich jest Bartłomiej Obrochta. Na fotografii jest też juhas z  koniem, a  koń ma przytroczone obońki, służące do zwożenia mleka z hal. Widać, że cała grupa pozuje, ale bez sztuczności. Szkoda tylko, że fotograf nie poprosił damy w środku kadru o zdjęcie kapelusza. Głogowski fotografował w  różnych miejscach progi Wodogrzmotów w  Dolinie Roztoki. Znana z wcześniejszych ujęć Rzewuskiego czy Szuberta Skała Raptawicka w  Dolinie Kościeliskiej, u  Głogowskiego fotografowana jest zupełnie inaczej, z wyższej partii doliny. Niektóre ujęcia tego fotografa, jak: Skała Raptawicka czy odpływ z Czarnego Stawu nad Morskim Okiem, zapowiadają nowy styl w fotografii – zamiast rozległych widoków, fotografujący będą się skupiać na wycinku pejzażu, czego przykładem będzie później fotografia Mieczysława Karłowicza czy Stanisława Krygowskiego. Porównując daty, kiedy fotografowali: Walery Rzewuski (1859 i  1861), Marcin Olszyński (1860), Hermann Wilhelm Vogel (1871), Karol Divald (ok. 1873), Awit Szubert (1876-78, 1881 i później), Stanisław Bizański (1885) i Józef Głogowski dla S. Bizańskiego (1889) zobaczymy, że zestawy zdjęć poszczególnych fotografów powstawały w  kilkuletnich odstępach czasowych i  ich tematyka się powtarzała. Przyjeżdżali do Zakopanego na krótkie pobyty, z zamiarem sfotografowania tylko widoków tatrzańskich, Kuźnic czy samej wsi, ewentualnie górali – takie tematy się wtedy fotografowało, to było ciekawe. Niektórzy z nich wydawali albumy, których celem było rozsławienie piękna Tatr i zachęcenie do przyjazdu. Albumy były też świadectwem sztuki fotograficznej ich autorów i tytułem do sławy. Jak słusznie zauważył Stefan Okołowicz: „Były to fotografie na najwyższym poziomie techniki, a ideą tych wczesnych zdjęć było wiarygodne przedstawienie wybranego tematu. Szubert i Bizański nie wiedzieli, że fotografują pejzaże, które niedługo zmienią swój wygląd. Widoki tatrzańskie 100

Stanisław Bizański Odpoczynek na Boczaniu, 1889 26,5 x 21,3 cm, Muzeum Tatrzańskie


101


Stanisław Bizański Odpływ z Czarnego Stawu nad Morskim Okiem, 1889 26,0 x 20,8 cm, Muzeum Tatrzańskie

Szuberta i Bizańskiego to fotografie o niezwykłych walorach artystycznych, to co w nich najcenniejsze to nie tylko wybór motywu (w tym doradzał im Eljasz), ale zdolność spostrzegania. Wyczuwamy, w którym miejscu kończy się mechaniczna rejestracja aparatu, a zaczyna się styl artysty. Magia tych zdjęć jest pozaartystyczna, należy do istoty samej fotografii, ale ich fotogeniczność to zasługa artystów. Można powiedzieć, że zdjęcia Szuberta i Bizańskiego nie tylko na ówczesne czasy były doskonałe, często przedstawiały te same miejsca, lecz różnie sfotografowane, przez co różnica stylu obydwu artystów, tym bardziej jest widoczna”7. Pod koniec XIX wieku fotografowaniem zaczynają się parać również amatorzy. Niebagatelny wpływ na upowszechnienie fotografowania miały zmiany i ułatwienia w technice, w drugiej połowie XIX wieku; pojawienie się lżejszych aparatów, suchej płyty, a później błon celuloidowych i gotowych papierów fotograficznych. Niektórzy z nich nie są znani z nazwiska, tak jak autor interesującego zdjęcia Zejście z Rysów z ok. 1880 roku, wykonanego dziesięć lat wcześniej, zanim Walery Eljasz zaczął utrwalać na kliszy swoje wycieczki tatrzańskie. Wśród amatorów to właśnie on zostawił po sobie najliczniejszy dorobek. Zawdzięczamy mu bogatą dokumentację dotyczącą historii turystyki w Tatrach w latach dziewięćdziesiątych XIX wieku. Często posługiwał się fotografią jako „notatkami”, służącymi do przygotowania ilustracji do kolejnych przewodników czy obrazów. On pierwszy, fotografując Tatry, nie koncentrował się tylko na pejzażu, jak czynili to fotografowie zawodowi. Na jego zdjęciach są turyści i przewodnicy, schroniska, altany, a także szałasy i koleby pasterskie. Nikt wcześniej tak szeroko nie udokumentował różnych aspektów życia w górach, związanego z turystyczną aktywnością człowieka. Dziś jego zdjęcia z Tatr są świadectwem, zapoczątkowanej przez Tytusa Chałubińskiego, turystyki w stylu „wycieczki bez programu”, kiedy w Tatry chodziło się na kilkudniowe wyprawy, gromadnie, z najlepszymi przewodnikami, z kapelą góralską oraz tragarzami, niosącymi zapasy żywności.

7 Tatry. Fotografia tatrzańska i zakopiańska do 1914 r. Wybór, układ i  opracowanie fotografii: Teresa Jabłońska, Anna Liscar, Stefan Okołowicz, Olszanica, Wydawnictwo BOSZ, [2002], s. 19-20.

102


Walery Eljasz Altana Towarzystwa Tatrzańskiego pod Czerwonymi Brzeżkami, 1891 17,1 x 12,5 cm, ODT-TPN

103


104


Stanisław Krygowski Staw Litworowy, 1907 17,2 x 12,5 cm, Centralna Biblioteka Górska PTTK w Krakowie

Początek XX wieku otwiera nowy okres fotografii tatrzańskiej. Do głosu dochodzi nowe pokolenie fotografów-taterników uprawiających turystykę wysokogórską i taternictwo sportowe, coraz częściej bez przewodników. Mniej więcej w tym samym czasie produkuje się tańsze i mniejsze, wygodniejsze w użyciu aparaty. Tematem zdjęć stają się, dotychczas na nich nieobecne, ujęcia Tatr Wysokich, fotografowane z  najwyższych szczytów. Do fotografii artystycznej tego okresu należą górskie zdjęcia Stanisława Krygowskiego (1868-1944). Jego dorobek jako fotografika jest mało znany. Archiwum fotograficzne Krygowskiego (klisze szklane) są własnością Centralnej Biblioteki Górskiej PTTK w  Krakowie. Wydawca kwartalnika „Tatry”, Tatrzański Park Narodowy, przypomniał jego twórczość fotograficzną. W roku 2007 ukazał się nieduży album zdjęć Krygowskiego, opatrzony cytatami z tekstów autora8. Cechą charakterystyczną zdjęć Krygowskiego są ujęcia skalistych fragmentów wysokich partii Tatr. Cały kadr wypełniają ostro zarysowane, urwiste nagie skały, jak na zdjęciu przedstawiającym wschodni szczyt Żelaznych Wrót. Duże walory estetyczne ma kompozycja przedstawiająca Litworowy Staw; pierwszy plan – staw i  szczyty nad nim ujęte są „po skosie”. W dali widnieje jaśniej zarysowana grań szczytów. Niemal cały staw tonie w cieniu, tylko niewielki jego fragment jest jasno oświetloną plamą, współgrającą ze śniegiem, pokrywającym zbocza. W  środowisku taterników i  narciarzy wybitnym fotografikiem był Mieczysław Karłowicz (1876–1909). Biograf Karłowicza Henryk Paweł Anders pisał: „Kiedy 2 września 1894 r. powracający z Zakopanego Mieczysław Karłowicz wysiadał na warszawskim dworcu kolejowym, przywoził w sercu nie tylko utrwaloną na zawsze miłość do Tatr, ale i niezapomniane wrażenia, w bagażu natomiast – dużo, bardzo dużo zdjęć fotograficznych, na których utrwalił uroki zwiedzanych zakątków górskich”9. W czasie górskich wypraw w latach 1906-1908 Karłowicz fotografował przede wszystkim krajobraz wysokich partii Tatr: pionowe skalne ściany, często przyprószone świeżym, podkreślającym ich rzeźbę, śniegiem, wypełniają niemal cały kadr. Dzięki użyciu ostro rysującego obiektywu, jego zdjęcia nawet przy dużym powiększeniu zachowują znaczną ilość szczegółów. Górskie stawy, pokryte pękającym lodem lub fotografowane z wysoka, z grani, są niemal abstrakcyjną kompozycją. Na niektórych zdjęciach pojawiają się mgły na graniach. 8

Z. Ładygin, Historia fotografii tatrzańskiej. Krygowski, Zakopane 2007.

9

H. P. Anders, Mieczysław Karłowicz Życie i dokonania, Poznań 1998, s. 81.

105


106


Mieczysław Karłowicz Zmarzły Staw pod Polskim Grzebieniem, 1907 8,3 x 11,0 cm, Centralna Biblioteka Górska PTTK w Krakowie

Tatrzański krajobraz zimowy wkroczył do fotografii z chwilą pojawienia się w  Tatrach narciarzy. Na początku było ich niewielu. W  roku 1907 powstał Zakopiański Oddział Narciarzy ze Stanisławem Barabaszem (1857-1949), Mariuszem Zaruskim (1867-1941) i Mieczysławem Karłowiczem na czele. Bogatą dokumentację pierwszych kursów narciarskich i pierwszych zawodów w 1910 roku pozostawił Stanisław Zdyb (1884-1954), jeden z najaktywniejszych narciarzy, taterników, członków Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego. Zdyb fotografował narciarzy przeważnie w ruchu. Pozowali mu swobodnie w grupach, jakby chcieli oddać nastrój zabawy, radości, jaką dawał im nowy sport, i fascynację odkrywaniem nieznanych dotychczas uroków zimy w głębi Tatr. Taternictwo letnie i zimowe, mające swoją bogatą literaturę, niestety nie pozostawiło równie obfitego dorobku w  postaci fotografii. Oryginalnych zdjęć wybitnych fotografujących taterników, Janusza Chmielowskiego, Romana Kordysa, Zygmunta Klemensiewicza, Jerzego Landego, czy Maksymiliana Dudryka, zachowało się niewiele. Publikowano je w  pierwszych rocznikach „Taternika” i  w  niektórych tomach „Pamiętnika Towarzystwa Tatrzańskiego”. O  fotografii taternickiej Sunderland pisał: „Fotografowie ci przeważnie nie stawiają sobie zadań artystycznych. Chcą chwytać i utrwalać otaczające ich piękno i swoje przeżycia. Starają się czynić to w sposób technicznie poprawny [...]. Charakteryzuje ich nowa postawa wobec gór, bez porównania większe zżycie się z nimi, większa ciekawość szczegółów terenu. Często traktują temat nie tyle jako piękny lub ciekawy krajobraz, ile raczej jako teren dokonań taterniczych”10. Przed I wojną światową coraz więcej fotografów amatorów działało w Zakopanem. Osiedlali się tu również zawodowcy, jak Henryk Schabenbeck, czy bardzo aktywnie udzielający się w  dziedzinie fotografii Józef Oppenheim. Swoją młodzieńczą przygodę z fotografią zaczynał Antoni Wieczorek. Po Leonardzie Zwolińskim pasję do fotografii odziedziczyli jego synowie Stefan i Tadeusz. W latach międzywojennych nastąpił rozkwit twórczości tych fotografów – ale to już zupełnie inna epoka w historii fotografii tatrzańskiej.

10 J. Sunderland, Polska fotografia tatrzańska na początku XX wieku. II., „Fotografia” 1960 nr 6, s. 194.

107


Wystawa „Tatry – czas odkrywców” jest poświęcona tym, którzy penetrowali Tatry w celach turystycznych, naukowych czy artystycznych. Wśród nich nie mogło zabraknąć pierwszych fotografów. Najstarsze, znane nam zdjęcia Tatr i Kuźnic Walerego Rzewuskiego należą jeszcze do „Tatr romantycznych” i znalazły się w części wystawy poświęconej Kuźnicom. Natomiast w zaaranżowanym atelier eksponowane są zdjęcia fotografów, którzy „zdejmowali” Tatry na zamówienie: Hermanna Wilhelma Vogla, Karola Divalda, Awita Szuberta i Stanisława Bizańskiego. Pierwszy fotograf Tatr, Walery Rzewuski, na wystawie prezentowany jest kilkoma zdjęciami, będącymi dziś nieocenionym dokumentem, a są to fotografie dworu i parku w Kuźnicach i wykonane przez Rzewuskiego portrety właścicieli dóbr zakopiańskich, Klementyny i Edwarda Homolacsów. Z tatrzańskich zdjęć stereoskopowych znalazł się niewielki wybór: Wywierzysko Bystrej na Kalatówkach, Dolina Kościeliska przy Raptawickiej Turni, Szałasy na Polanie Pysznej w Dolinie Kościeliskiej i Dolina Pięciu Stawów Polskich. We fragmencie wystawy, poświęconej fotografom, którzy zdejmowali Tatry po Rzewuskim, pierwszym jest berlińczyk Hermann Wilhelm Vogel. O  jego sposobie fotografowania pewne wyobrażenie dają prezentowane na wystawie dwa zdjęcia: Hala Królowa i Wielki Staw w Dolinie Pięciu Stawów Polskich. Dwa inne zdjęcia Vogla: Pasterze na Hali Królowej i Stary Kościół w Zakopanem ilustrują fragmenty wystawy, poświęcone dawnemu pasterstwu i jednej z legendowych postaci ks. Józefowi Stolarczykowi. Przykładem wczesnej fotografii po południowej stronie Tatr jest twórczość rodziny Divaldów. Karol Divald senior i jego synowie, Karol i Ludovit wydawali liczne albumy z widokami Tatr, a jednym z nich był A magas Tátrából. Aus der hohen Tatra, z którego pochodzą pokazane na wystawie zdjęcia – Łomnicka Koleba w Dolinie Małej Zimnej Wody oraz Długi Staw w Dolinie Staroleśnej z Jaworowym i Małym Jaworowym. Najliczniej reprezentowany jest na wystawie dorobek Awita Szuberta. Zdjęcia pochodzą z teki Tatry, znajdującej się w zbiorach Muzeum Tatrzańskiego. Z pewnością był to kolejny już zestaw po wydanym w roku 1876 Albumie widoków tatrzańskich. Zdjęcia Szuberta ukazują popularne miejsca w Tatrach: Dolinę Strążyską przy Kominach, Wypływ Dunajca spod Pisanej czy Szałas na Hali Gąsienicowej. Z wypraw w wyższe partie Tatr prezentowane są ujęcia: Czarny Staw pod Kościelcem, Widok Zawratu znad Stawu Zmarzłego, Widok z Krzyżnego oraz Ganek od wschodu. Jak już wspomniano, Szubert fotografował również po południowej stronie Tatr. Jednym z  przykładów jest fotografia z  wyprawy na węgierską stronę, 108


przedstawiająca widok na Tatry od strony wsi Białej Spiskiej. Fotograf nie ominął tematu, jakim byli mieszkańcy Tatr, górale. Podczas pobytu w Zakopanem fotografował górali, ale nie jako tzw. typy ludowe, jak to było wówczas w zwyczaju, ale jako konkretnych, znanych z nazwiska ludzi. Doskonałą ilustracją przewodnictwa na wystawie jest zdjęcie Zakopianie z Leopoldem Świerzem, na którym znalazła się elita przewodników tatrzańskich. Zdjęcia Szuberta o charakterze „etnograficznym” – malownicze grupy pasterzy jurgowskich w Dolinie Białej Wody budują klimat zaaranżowanego wyposażenia szałasu. Wystawę w atelier, poświęconą pierwszym fotografom Tatr, zamykają fotografie zakładu Stanisława Bizańskiego z  teki Tatry. Fotografie St. Bizańskiego w  Krakowie. Wybór zdjęć, które dla Bizańskiego wykonał w  Tatrach Józef Głogowski, pozwala ocenić styl i podejście do tematu tego fotografa. Na wystawie zostały zaprezentowane ujęcia popularnych dolinek reglowych – Polany Strążyskiej oraz Doliny za Bramką, i Raptawickiej Skały, a także Wodogrzmot w Dolinie Roztoki. Z wyższych partii Tatr pokazano oryginalne ujęcie: Czarny Staw nad Morskim Okiem i Żelazne Wrota ze ścieżki ku Polskiemu Grzebieniowi. Nie zabrakło również pozowanego zdjęcia Odpoczynek na Wierchu Boczania. Jak już wspomniano wcześniej, sam Stanisław Bizański dwukrotnie fotografował w Zakopanem przewodników tatrzańskich. Seria zdjęć, które wykonał, wzbogaciła fragment wystawy poświęcony przewodnictwu. W atelier zdjęcia „odkrywców Tatr w fotografii” są samoistnym zjawiskiem artystycznym, ale nie można nie zasygnalizować obecności fotografów amatorów, często bardzo wybitnych, których oryginalne zdjęcia lub powiększenia, ilustrują fragmenty wystawy poświęcone dawnej turystyce, taternictwu i sportom zimowych. Obszerny dorobek Walerego Eljasza, dokumentującego wycieczki w  Tatry, na wystawie jest reprezentowany dwoma powiększeniami zdjęć Wycieczka na Halę Gąsienicową i  W  drodze do Morskiego Oka, a  także oryginalnymi fotografiami schronisk w Tatrach. Bardzo interesującym obiektem na wystawie jest powiększenie z czarno-białej fotografii obrazu Tadeusza Ajdukiewicza (1852-1916) Obóz Chałubińskiego. Obraz ten prawdopodobnie uległ zniszczeniu w czasie II wojny światowej. Ocalała tylko jego fotografia, będąca wizualnym wyobrażeniem gromadnych wypraw Tytusa Chałubińskiego w Tatry. Prócz głównego bohatera są tam ks. Józef Stolarczyk, Jan Gąsienica Krzeptowski Sabała, znani góralscy przewodnicy i muzykanci – słowem całe doborowe towarzystwo tatrzańskich wycieczek doktora. 109


110


Awit Szubert Z wyprawy fotografa do Doliny Kościeliskiej między 1876-1878 21,5 x 13,2 cm Muzeum Tatrzańskie

W epokę taternickiego odkrywania Tatr pozwalają wczuć się fotografie amatorów, wspinających się po Tatrach samotnie. W ich dorobku wyróżniają się pokazane na wystawie fotografie Mieczysława Karłowicza i Stanisława Krygowskiego. Taternictwo zimowe i narciarstwo reprezentowane jest zdjęciami Stanisława Zdyba i Stanisława Barabasza, mającymi walor raczej tylko dokumentacyjny. W  roku 2009 jubileusz stulecia obchodzi założone w  1909 roku przez Mariusza Zaruskiego Tatrzańskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe. Na wystawie znalazł się również fragment poświęcony tej organizacji. Wśród członków pogotowia było kilku fotografujących taterników: Stanisław Zdyb, Jan Małachowski, Józef Oppenheim. Być może, to oni są autorami nielicznych zdjęć dokumentalnych, rejestrujących ćwiczenia i akcje Straży Ratunkowej TOPR-u, w czasie, kiedy kierował nim Mariusz Zaruski. Niemal równocześnie miłośnicy fotografii zobaczą na wystawie w willi „Koliba” kolekcję dwudziestu dwóch unikatowych fotografii ze zbiorów Museo Nazionale della Montagna w Turynie. Jest to wyjątkowy zbiór. Wystawa Nieskończenie, ponad wszelkie marzenia. U źródeł fotografii górskiej, prezentuje fotografie gór (Alp, Pirenejów) wykonane od 1853 roku do lat sześćdziesiątych XIX wieku. Autorami ich są europejskie sławy: Josef Albert, bracia Louis i Auguste Rosalie Bisson, Charles Marville, Victor Muzet, Giorgio Sommer, John Steward, Alberto Luigi Vialardi. Jak pisze Zenon Harasym, Auguste Rosalie Bisson „sfotografował w 1860 r. Mont Blanc i jego lodowce. Jak trudne i  ryzykowne było to przedsięwzięcie, świadczy fakt długich przygotowań do wyprawy, zaangażowanie przewodnika i 25 tragarzy. Tragarze ci przetransportowali w góry ok. 500 kg ładunku, w tym dwie kamery [...], statywy, namiot (który służył za ciemnię), płyty szklane, chemikalia i prowiant. Fatalne warunki pogodowe spowodowały, że Bisson wykonał jedynie trzy ujęcia szczytu [...]”.11 Włoska wystawa skłania do refleksji. Tatry nie miały wprawdzie swojego Bissona, różna też była skala trudności w fotografowaniu alpejskich kolosów i maleńkich Tatr – ale pierwsze tatrzańskie fotografie pojawiły się w  nie tak odległym od wypraw fotografów zachodnioeuropejskich czasie, a ich wartość artystyczna dorównuje tej, którą prezentują fotografie ze zbiorów Museo Nazionale della Montagna w Turynie.

11

Z. Harasym, Stare fotografie. Poradnik kolekcjonera. Warszawa 2005, s. 173.

111


Joaś góral Tatrów


Joaś góral Tatrów Zofia Rak

Jan Zachariasz Frey Góral w Tatrach Rysunek, akwarela, 20 x 14 cm Reprodukcja z: S. Staszic, O ziemiorództwie Karpatów i innych gór i równin Polski, 1815

„Martwy jest prosty krajobraz, jeśli go człowiek duszą swoją nie zaludni, uczuciami swoimi nie ożywi. Tatry bez góralów straciłyby połowę interesu, winienem tedy, choćby z malarskich pobudek, rysem górali dopełnić obrazu Tatrów”1 – pisał Seweryn Goszczyński w 1835 roku w szkicu Górale Tatrańscy. Przedstawił w nim obraz mieszkańców Tatr, ich wygląd, cechy charakteru, ubiór mężczyzn i kobiet, chaty, zagrody, zajęcia, pożywienie, taniec, muzykę, śpiew, podania i  wierzenia. Miał przy tym świadomość, że czyni to w  sposób ogólny, wynikający z  niezbyt długiego pobytu w górach i przelotnych spotkań z ich mieszkańcami. Dla niego, jak i innych nielicznych początkowo podróżnych zwiedzających Tatry, górale byli częścią górskiego pejzażu, malowniczą grupą etniczną, jakże inną od znanych im lepiej mieszkańców wsi położonych na nizinach Polski. Odkrywcy Tatr – badacze i podróżnicy – przy okazji prowadzonych badań naukowych czy brania udziału w wycieczkach krajoznawczych, spotykali się z góralami, zwłaszcza z  pasterzami zajmującymi się sezonowym wypasem owiec na halach, z  myśliwymi i  kłusownikami, oraz z  góralami wynajmowanymi na przewodników. Spotykali też w górach pasterki pasące bydło na niżej położonych polanach, kontaktowali się z  góralami-furmanami, którzy dowozili ich pod Tatry furkami konnymi, a następnie małymi lekkimi wózkami góralskimi do Morskiego Oka. 1 S. Goszczyński, Górale Tatrańscy, [w:] Polacy przez siebie samych odmalowani. Szkice fizjologiczne 1833-1862. Wstęp i wybór: Janina Rosnowska. Opracowanie: Cecylia Gajkowska, Kraków 1979, s. 160.

115


Hermann Vogel Pasterze na Hali Królowej, 1870 9,5 x 15,5 cm, ODT-TPN

Forma na ser owczy, czerpak do żętycy, warzęchy, XIX w. Muzeum Tatrzańskie Fot. Paweł Murzyn

W początkowym okresie poznawania Tatr, tj. w pierwszej połowie XIX wieku, kiedy przybysze wkraczali w nieznaną, „odłogiem leżącą krainę”, budzącą co prawda ciekawość, ale i lęk, zatrzymywali się zwykle w leśniczówce położonej w Bukowinie Tatrzańskiej i we dworze w Kuźnicach. We wnętrzu dzikich, budzących grozę gór, schronieniem były tylko pasterskie szałasy i koliby. Pełniły one też funkcję punktu informacji, wynajmu przewodnika, miejsca odpoczynku i zaopatrzenia w żywność (mleko, sery, serwatka), jeżeli zabrakło własnej. Odwiedzających szałasy przyjmowali bardzo gościnnie baca i juhasi. Częstowali gości serem i  żętycą, przynosili maliny i  kwiaty. Wielu podróżników w  swych relacjach z wypraw tatrzańskich utożsamia szałasy w górach z zielonymi oazami pustyni. Kazimierz Łapczyński w 1866 roku napisał, że „szałasy w bezludnych Tatrach są to oazy Sahary, pocztowe stacye południowej Rossyi i żydowskie karczemki poleskich borów”2. Pobyt w szałasie pozwalał na obserwację górali – baców i juhasów, ich wyglądu i ubioru, organizacji wypasu, sprzętu szałaśniczego, produkcji owczych serów, a prowadzone z nimi rozmowy dostarczały wiedzy o lokalnym nazewnictwie szczytów, polan, roślin, zwierząt i przedmiotów, a także ludowej meteorologii i wierzeniach. 2

116

K. Łapczyński, Lato pod Pieninami i w Tatrach, Warszawa 1866, s. 135.


Torba pasterska, dudy (koza), opasek, kij pasterski, XIX w. Muzeum Tatrzańskie Fot. Paweł Murzyn

Powszechne wśród pasterzy były opowieści o ukrytych w górach skarbach, kotlikach z dukatami pochowanych przez zbójników pod pniakami i między korzeniami drzew lub zakopanych w ziemi i o wyczynach sławnych zbójników, zwłaszcza Janosika. W szałasach słuchano również opowieści o Morskim Oku, połączonym podziemnymi kanałami z morzem, czy o wojsku zaśnionym w Tatrach. Tutaj odwiedzający Tatry poznawali śpiew i  taniec górali oraz instrumenty pasterskie – trombity, dudy zwane kozą i piszczałki. Juhasi często prowadzili podróżników na szczyty górskie ścieżkami wydeptanymi przez owce, a  po skończonej wyprawie odprowadzali ich do następnych szałasów, by przy pomocy zamieszkałych w nich pasterzy mogli bezpiecznie kontynuować swą wędrówkę po górach. Podróżnicy znajdowali w szałasach schronienie przed deszczem i burzą, niekiedy też nocowali w nich podczas kilkudniowych wypraw w góry. W swych relacjach z podróży opisywali, trwające od wiosny do jesieni, gospodarstwo szałasowe, wygląd pasterzy, ich zręczność, wytrzymałość na trudne warunki atmosferyczne, skromne pożywienie. Podkreślali również ich pogodne usposobienie, radość z wykonywanego zajęcia, otwartość na ludzi i ciekawość świata.

Zbójnicy z kotlikiem, XIX w. Szkło, olej, 31 x 43,5 cm Muzeum Tatrzańskie Fot. Paweł Murzyn

117


Awit Szubert Pasterze jurgowscy w Dolinie Białej Wody, ok. 1876-1878 19 x 25,5 cm, ODT-TPN

Seweryn Goszczyński w 1832 roku odnotował, że „Góral jest głównie pasterzem. To jest główne utrzymanie jego życia, główny wdzięk jego życia; …to dla niego najmilsze i najwdzięczniejsze pole pracy”. Uznał więc, że „trzeba go widzieć, trzeba widzieć jego życie, jego góry w porze pasterskiej” i dlatego zachęcał do poznania góralszczyzny słowami: „idź w góry, bo tylko tam i takim sposobem zobaczysz Górala w jego żywiole, pokochasz wdzięk jego życia”3. „Chcąc Górali bliżej poznać, trzeba ich widzieć na halach”4 – pisał z kolei Wincenty Pol w 1869 roku, a wspomniany już Kazimierz Łapczyński, chcąc zrewanżować się owczarzom za gościnność, w jednym z szałasów pomagał napędzać owce ze „strągi” do „okien”, gdzie doili je juhasi, co wywoływało radość i żartobliwe uwagi pasterzy. „Rok próżniackiej znajomości takby mnie nie zbliżył i  nie zaprzyjaźnił z  temi wesołemi pasterzami, jak jedna godzina wspólnej roboty”5 – napisał. Koliby juhasów odwiedzał wybitny uczony Stanisław Staszic podczas swych pobytów w Tatrach w 1802, 1804 i 1805 roku. W dziele O ziemiorództwie Karpatów i innych gór i równin Polski w 1815 roku odnotował: „Spuszczając się z góry późno w wieczór, stanęliśmy na polanach, gdzie były koliby Joasiów. Tak górale w Tatrach nazywają pasterzów, którzy na całe lato wychodzą na góry z owcami i z bydłem”6. W dalszej części tekstu przedstawił wizerunek „Joasia, górala Tatrów”, który jest najstarszym pisanym dokumentem o góralach tatrzańskich. „Joaś, góral Tatrów ma wzrost wielki, cała postawa umierzona w dobrym stosunku. Powszechnie włos czarny; naturalnie opuszczony; oko żywe i  czarne, twarz podłużna; w niej rysy znaczące. Na nogach bockory, czarnym rzemieniem do łyst w pleciankę różną przepasywane. Nogawice długie, opięte, białe, z wierzchu półkoszule całe czarne, stłuszczone; i mocno łsnące; […] Na szyi gąbice; to jest, kilkanaście sznurków śkiełek rozmaitych; […] Takie gąbice spina pod brodą albo jaki kamień z dziurkami, przez które przeciągane sznurki; albo też sprzęga mosiężna w  czworogran zmienno-kątny robiona. Z  pod tej, suto kilka łańcuchów mosiężnych opada mu na piersi. Przy tych wiszą czasem u dołu kamyki różnego kształtu, różnej farby i rozmaitych zabobonnych znaczeń. U innych przy uszach, wiszą pęki

3

118

S. Goszczyński, Dziennik podróży do Tatrów, Petersburg 1853, s. 139.

4

W. Pol, Obrazy z życia i natury, Serya II, Tom II, Kraków 1870, s. 320.

5

K. Łapczyński, Lato … op. cit., s. 103.

6

S. Staszic, O ziemiorództwie Karpatów i innych gór i równin Polski, Warszawa 1815, s. 118.


różnych śkieł łysnących. Na głowie kapelusz, którego głowica niska; a ma na około osadzone sterczące wielorakie pióra”7. Życie pasterskie fascynowało i urzekało wszystkich zwiedzających Tatry swą malowniczością i swobodą bycia w górach – zarówno naukowców, jak i turystów czy kuracjuszy przybywających na leczenie chorób płucnych żętycą, tj. serwatką z mleka owczego. Tylko nieliczni zauważali niebezpieczeństwa i trudy związane z pracą pasterzy i  ciężkimi, zmiennymi warunkami klimatycznymi. Odgłos dzwonków pasących się owiec, śpiew i „dzikie” nawoływania się pasterek i pasterzy w górach, spotkany w  scenerii dzikiej przyrody juhas z  kierdelem owiec, witający podróżnych z wielką serdecznością, śpiewy i muzyka płynąca z szałasów, gdy któryś z jego mieszkańców grał na gęślach, dudach (kozie), trombicie lub piszczałce – wszystko to robiło ogromne wrażenie na ludziach z nizin. Dlatego w relacjach dziewiętnastowiecznych podróżników najwięcej informacji dotyczyło pasterstwa wysokogórskiego. Znajdujemy je m.in. u Stanisława Staszica, Wincentego Pola, Ludwika Zejsznera, Seweryna Goszczyńskiego, Kazimierza Łapczyńskiego, ks. Augustyna Sutora i wielu innych, aż po Stanisława Witkiewicza. 7

Ibidem, s. 119-120.

Walery Eljasz Obrazek z życia pasterskiego w halach tatrzańskich Reprodukcja drzeworytu z „Pamiętnika Towarzystwa Tatrzańskiego”, 1876

119


Wojciech Gerson Odpoczynek w szałasie, 1862 Reprodukcja litografii Władysława Walkiewicza z: „Sztuki Piękne”, 1931

120


Niektórzy z odwiedzających Tatry zapisywali zasłyszane od juhasów i od przewodników pieśni, opowieści i legendy. Ludwik Zejszner zaczął spisywać je w 1838 roku i czynił to w latach następnych, gdy prowadził poszukiwania geologiczne w górach. W roku 1845 opublikował Pieśni ludu Podhalan, czyli górali Tatrowych polskich, poprzedzając je ogólnymi wiadomościami o góralach. W jego antologii znalazły się pieśni miłosne, ślubne śpiewanki, śpiewki pasterskie, piosnki zbójeckie i żołnierskie. Pieśni podhalańskie zebrał też ks. Eugeniusz Janota, który zapisał ponadto melodie grane przez pasterzy na trombitach. Pieśni i podania tatrzańskie spisywali także: ks. Michał Stanisław Głowacki, Seweryn Goszczyński, Żegota Pauli, Lucjan Siemieński, Wincenty Pol, Bronisław Gustawicz oraz Oskar Kolberg, który prowadził badania ludoznawcze w Tatrach i na Podtatrzu w latach 1843, 1857 i 1861-1865. Wyobraźnię przybywających w  Tatry najbardziej poruszały opowieści o  zbójnikach, o ukrytych przez nich skarbach, których strzegą złe duchy, o poszukiwaczach tych skarbów oraz o napadach zbójników na szałasy i podróżnych. Szczególną sławą u mieszkańców gór cieszył się Janosik, którego wizerunki zwiedzający mogli oglądać na obrazkach na szkle, wiszących na ścianach w karczmach i w chałupach góralskich. Seweryn Goszczyński opisując w 1835 roku ubiór górali uznał, że widziany przez niego „na rysunku uczty Janoszyka wysoki okrągły kołpak, gęsto ubrany w rozmaite wzory z tysiąca kamyków, paciórek i blaszek, a przy wierzchu mający pióra jakiego ptaka lub gałązkę”8 był dawniej nakryciem głowy górali. Często odgłosy nocy w górach budziły u podróżników skojarzenia z obecnością zbójników. W relacji z wycieczki do Morskiego Oka Łucja Rautenstrauchowa napisała: „Około północy ciemność już tak była gęsta, że o jeden krok, nic rozróżnić niepodobna było. Jednym się snuły jakieś straszne widziadła przed oczami, drugim, rozmaite o rozbójnikach wieści, tysiącznie w tamtych stronach powtarzane, na myśl przychodziły”9. Zwiedzający Tatry przybywali do nich z wiedzą o zbójnictwie, jaką miało całe polskie społeczeństwo, a była ona oparta na opowieściach kupców, napadanych i rabowanych przez zbójników na traktach handlowych z Węgrami. Zbójnictwo cieszyło się złą sławą, dlatego też turyści byli pełni obaw i niepokoju o swe bezpieczeństwo. 8

S. Goszczyński, Górale Tatrańscy, [w:] Polacy … op. cit., s. 161.

9

Ł. Rautenstrauchowa, Miasta, góry i doliny, t. I, Poznań 1844, s. 154.

Zbójnicy – przyjęcie Surowca, XIX w. Szkło, olej, 37,5 x 45 cm Muzeum Tatrzańskie Fot. Paweł Murzyn Obraz kupiony przez Dembowskich w góralskiej karczmie. Ręką Marii Dembowskiej napisane były z tyłu nazwiska zbójników, podane przez Sabałę: Janosik, Gajdoś, Ilczyk, Janko Hyrczyk, Baczyński. Zbójnicy – przyjęcie Surowca, XIX w. Szkło, olej, 38 x 44 cm, Muzeum Tatrzańskie Fot. Wojciech Smolak

121


Ludwik Zejszner w początkowym okresie wędrówki po Tatrach w 1829 roku, z lęku przed zbójnikami, przebrał się nawet w  strój góralski i  jako urlopnik Jasiek od Gałów ze Szaflar udał się w góry, a po wieczorze spędzonym w szałasie w Morskim Oku, gdzie juhasi „poczęli rozpowiadać o tutejszych zbójcach”, z obawy przed ich napadem nie spał w nim, „lecz w świerkowym namiocie”10. Zbójnicy przychodzili bowiem nocą do szałasów, zabijali owce i gotowali ich mięso w mleku, wyprawiali uczty z tańcami i muzyką, w których brali też udział baca i juhasi. Świadkiem jednego z napadów zbójników na szałas był Wincenty Pol – geograf, w czasie pobytu w Tatrach w latach czterdziestych XIX wieku. Opowieści o  zbójnictwie tatrzańskim towarzyszyły podróżnikom już w  drodze z Krakowa. W swoim dzienniku z wyprawy w 1829 roku Ludwik Zejszner zanotował: „wszędzie o  łotrach w  Tatrach znajdujących się rozmawiam, głoszą o  napaściach na podróżnych lub pojedyncze osoby wykonanych. Gdym przybył do Zaborni, musiałem pokazać paszport dwom karbacznikom, którzy mi później łaskawi byli drogę okazać u poczciwego dróżnika”11. Na Zaborni, położonej niedaleko Zbójeckiej Góry, na której według miejscowych podań zbójnicy napadali na kupców przewożących towary z Węgier, stały trzy karczmy, gdzie zatrzymywano się na popas czy nocleg w drodze z Krakowa do Zakopanego. Nieco dalej podróżni przejeżdżali obok kościółka św. Krzyża na górze Obidowej (wcześniej zwanej Rabuń), który, jak mówi legenda, został wzniesiony przez polskiego kupca, napadniętego w tym miejscu i cudem ocalonego z rąk zbójników. W książce Na przełęczy Stanisława Witkiewicza czytamy: „mijamy stary kościółek, samotny, krzywy, ocieniony wielkiemi lipami; góral pokazuje kawałek otłuczonej figury, wmurowanej w ogrodzenie i mówi, że to skamieniały zbójnik”12. Dalej była góra Raniszberg przy Szaflarach, na której, według opowieści Podhalan, przebywali niegdyś zbójnicy, później złapani i powieszeni na Węgrzech. Wiele miejsc w  samych Tatrach, pokazywanych przybyszom, było związanych z lokalnymi wierzeniami o zakopanych tam skarbach zbójnickich lub pobytem samych zbójników, co znalazło odzwierciedlenie w  nazwach, np. Zbójnickie Okna czy Zbójnicka Dziura. Górale chętnie opowiadali o zbójnictwie, (które w pierwszej 10 L. Zejszner, Pierwsza ekskursja w Tatry, w 1829 roku, „Rocznik Podhalański”, 1985, t. III, s. 279, 282. 11 Ibidem, s. 273. 12

122

S. Witkiewicz, Na przełęczy. Wrażenia i obrazy z Tatr, Warszawa 1891, s. 9.

Ignacy Blumenfeld Zbójnicka biesiada pod Siwą Skałą, 1809 Rysunek. Zbiory prywatne prof. Eugeniusza Wańka z Krakowa


123


Pistolet skałkowy, nóż zbójnicki, rożek na proch zbójnika Matei, XIX w. Muzeum Tatrzańskie Fot. Paweł Murzyn

Janosik i jego towarzysz Baczyński, XVIII w. (?) Drzeworyt, 43 x 33 cm, Muzeum Tatrzańskie Fot. Paweł Murzyn

124

połowie XIX wieku występowało w Tatrach już w formie schyłkowej), ponieważ „chodzenie na zbój” było dla nich rzeczą „honorną”, a sławni zbójnicy stali się ich bohaterami i powszechnie byli uważani za ludzi szlachetnych. Uzbrojeni w ciupagi, noże, pistolety, flinty, rusznice i pałki – rabowali bogatych i dzielili się zdobytymi dobrami z biednymi. Dokonywali przy tym niezwykłych czynów, o których wiele opowiadano. Szczególną sławą cieszył się, Janosik, który był w oczach górali niemal nadludzką istotą. Górale pokazywali w Tatrach miejsca, gdzie przekraczał granicę z Węgrami oraz jego i innych zbójników kryjówki – jaskinie i kamienne koliby. Mówiono też o zbójniku Baczyńskim, będącym według górali towarzyszem Janosika. Na Podhalu w  pierwszej połowie XIX wieku chodzili „na zbój” Tatar Myśliwiec, Gadeja, Marduła, Nowobilscy. Ostatnim zbójnikiem był na tym terenie Wojciech Mateja z Kościeliska, znany z urody i dużej zręczności, który został osadzony w 1866 roku w więzieniu w Wiśniczu, gdzie popełnił w 1875 roku samobójstwo. O  zbójnictwie w  Tatrach pisali nie tylko Franciszek Klein czy Seweryn Goszczyński, który zebrał również pieśni zbójnickie, ale też Ludwik Zejszner, Wincenty Pol, Kazimierz Łapczyński i inni. W szałasach byli mile widziani przez owczarzy myśliwi (strzelcy, polowace), ponieważ mogli obronić w  razie potrzeby wypasane przez nich stada przed dzikimi zwierzętami – orłami, rysiami, niedźwiedziami i wilkami. Myśliwych, „co za dzikimi kozami się zapędzili”, spotykali w górach również podróżnicy. Niektórzy z nich brali koziarzy na przewodników. Z pomocy myśliwych korzystał w czasie wypraw tatrzańskich Stanisław Staszic, który zanotował m.in. cenne wiadomości o myślistwie w Tatrach. Zauważył on, że „namiętność polowania na kozy dzikie jest w naszym góralu niezmierna, do wypowiedzenia trudna. On w niej zaciekły, żadnej przeszkody, żadnego nie widzi niebezpieczeństwa. Po całe tygodnie i w dzień i w nocy; podczas lata, i podczas zimy, czai się, czuwa, sypia po skałach, z kawałkiem owsianego suchara, i z pękiem czosnku, wśród lodów, wśród śniegów zziębły skarpły, szczęka zębami. Przecież te nędzne życia jego chwile myśliwy góral nazywa swem najwyższem szczęściem. Głód, niewygody, prace, niebezpieczeństwo, mały użytek, często śmierć, bynajmniej tej namiętności w nim nie zmniejsza”13. Górale polowali na kozice, które dostarczały im mięsa i skór na serdaki. W żołądku starych kozic szukali kulek z  sierści, tzw. bezoarów, uważanych za odtrutki. 13

S. Staszic, O ziemiorództwie …, op. cit., s. 155.


Polowali też na świstaki, mające tłuste smaczne mięso oraz sadło, którego używano jako leku na wszelkie choroby, a szczególnie przy zwichnięciach i złamaniach. W  Tatrach polowano również na niedźwiedzie. Upolowanie niedźwiedzia, czyli Onego, było powodem do dumy i sławy w góralskim środowisku. Najsławniejszym myśliwym, a także kłusownikiem, był Jan Gąsienica Krzeptowski – Sabała (1809 -1894), który ustrzelił w Tatrach trzynaście niedźwiedzi. Krakowski „Czas” tak relacjonował w 1859 roku jego udział w zbiorowym polowaniu na niedźwiedzia (w obławie brało udział szesnaście osób), zorganizowanym przez Edwarda Homolacsa, właściciela dóbr zakopiańskich: „Podziwu godną także jest odwaga i  zręczność naszych strzelców tatrzańskich, którzy, zazwyczaj licho uzbrojeni, puszczają się z zapalczywością w śmiertelne zapasy z tak srogim i silnym zwierzem. Ubity teraz niedźwiedź wartał kuli Radziwiłła „Panie Kochanku” lub Michała Rejtana, miał bowiem 8 stóp długości i ważył po zupełnym wytrzewieniu 3 cetnary, 18 funt. wied., można więc powziąć wyobrażenie o jego ogromie oraz jak nierówną była walka Jaśka Krzeptowskiego, Górala z  Kościelisk, który bez żadnej innej broni oprócz strzelby jednorurki spotkał się sam na sam i pod swe nogi podesłał tak potężnego zwierza […]. Jest to dziewiąty niedźwiedź, co padł w Tatrach od ręki i pojedynki Górala Jaśka Krzeptowskiego”14. Sabała polował też na świstaki i kozice, a ostatniego niedźwiedzia ubił w 1878 roku, mając sześćdziesiąt dziewięć lat. Górale w jesieni łowili w sidła lub w sieci znaczne ilości kwiczołów, jarząbków i głuszców, roznosząc je dla zarobku do Warszawy, Lwowa i  Wiednia. Polowali również na kuny leśne i domowe dla ich futra, łowili ryby w potokach – rękami, ościami, sieciami. Ludwik Zejszner pisał, że w Tatrach, „wśród bogatej roślinności, nie ma wszakże odpowiedniej ilości zwierząt i ptaków. Na wysokich wirchach, pojawia się czasem kozioł dziki lub sarna; ptastwa nader jest mało. Pochodzi to zapewne od mnóstwa pasterzy, zostających tutaj w miesiącach letnich, którzy chwytają wszystko co tylko żyje”15. Myśliwi, a potem kłusownicy, w pogoni za zwierzyną przemierzający Tatry wzdłuż i wszerz, znali w nich doskonale wszystkie zakątki, drogi, dróżki i ścieżki, dlatego byli dla podróżników najlepszymi przewodnikami. Łowcy kozic musieli wspinać

Henryk Schabenbeck Tomasz Stopka-Gadeja, ok. 1910 13,7 x 8,9 cm, Muzeum Tatrzańskie

14 J. Zborowski, Przyczynek do życiorysu Sabały i polowań na niedźwiedzie w Tatrach, [w:] Pisma podhalańskie, Kraków 1972, s. 504 – 505. 15 L. Zejszner, Podhale i  północna pochyłość Tatrów czyli Tatry Polskie, „Biblioteka Warszawska”, 1849, t. IV, s. 21.

Myśliwy w Karpatach Drzeworyt. Reprodukcja z: „Mussestunden”, 1859

125


się w ich poszukiwaniu na strome szczyty górskie, dobrze znali skalne koleby, które w  razie potrzeby były także schronieniem. Znani byli szczególnie „Wala, Krzeptowski, Sieczka, Szymek Tatar, słynni zakopiańscy przewodnicy i kóz dzikich tępiciele”. W 1868 roku została uchwalona przez Sejm Krajowy we Lwowie ustawa wprowadzająca zakaz polowania na kozice i świstaki w Tatrach, w związku ze zmniejszającą się w gwałtownym tempie populacją tych zwierząt, tępionych przez górali. Mimo patroli strażników leśnych, odbierania broni kłusownikom i nakładania kar nie udało się postawić tamy temu procederowi. Górale nadal kłusowali w tatrzańskich lasach, chowając flinty z uciętymi lufami pod połą cuchy lub w jej, zawiązanym u dołu, rękawie. Zakładali oklepce, paści i wnyki, wykopywali świstaki przy użyciu żelaznych świdrów. Juhasi, myśliwi i  inni górale pełniący za odpłatnością rolę przewodników po Tatrach, byli dla badaczy i krajoznawców głównym źródłem informacji o ludziach tu mieszkających i ich kulturze. Zdobyte tym sposobem wiadomości, uzupełnione własnymi spostrzeżeniami, były zamieszczane w  relacjach z  podróży, publikowanych na łamach czasopism krakowskich, lwowskich i warszawskich, szerząc wiedzę o mieszkańcach gór tatrzańskich i ich życiu. Zgromadzony przez badaczy Tatr – przyrodników, geologów, geografów, a także pisarzy i poetów w ciągu trzech ćwierćwieczy XIX stulecia materiał ludoznawczy był wynikiem przygodnych, mimowolnych obserwacji, poczynionych w czasie krótkotrwałych kontaktów z ludnością miejscową, a nie efektem zamierzonych badań naukowych w tym zakresie. Niemniej w całości daje on rozległy, choć niekompletny, obraz życia górali w XIX wieku i jest kopalnią przeróżnych wiadomości o zjawiskach, które odeszły w przeszłość. Stanowi podstawowy dokument, do którego sięgali, i nadal sięgają badacze i miłośnicy tego regionu. W relacjach dziewiętnastowiecznych podróżników najwięcej miejsca, jak już wspomniano, zajmowało pasterstwo wysokogórskie, myślistwo i zbójnictwo, mniej np. opisy strojów. Znalazły się w nich też pieśni, podania, legendy, niewielkie objętościowo słowniczki gwary podhalańskiej, mniej lub bardziej udane opisy i próby uchwycenia istoty tańca i muzyki góralskiej. Były to dziedziny życia najbardziej atrakcyjne i oryginalne, w porównaniu z innymi polskimi terenami, od razu rzucające się w oczy przybysza z nizin. Natomiast takie sfery życia, jak: sposoby gospodarowania na roli, narzędzia gospodarskie, rzemiosło, handel, wędrówki za pracą, pożywienie, budownictwo, wnętrza mieszkalne i  gospodarcze, obyczaje, zwyczaje, wierzenia, 126


Strzelba, 2 połowa XIX w. Wykonał wg wzoru fabrycznego ludowy rzeźbiarz Wojciech Kułach Wawrzyńcok z Gliczarowa. Została odebrana kłusownikowi Tyrale Bukowskiemu z Kościelisk przez Zarząd Dóbr Władysława Zamoyskiego. Rewolwer bębenkowy, sześciostrzałowy, poł. XIX w. Był używany przez kłusownika na Podhalu. Nóż, 2 poł. XIX w. Muzeum Tatrzańskie Fot. Paweł Murzyn

ludowe lecznictwo czy meteorologia, nie wzbudzały tak dużego zainteresowania. Sami górale byli dla odwiedzających Tatry postaciami egzotycznymi, dziećmi natury; jeszcze w połowie XIX wieku – jak czytamy u Ludwika Zejsznera – „uważani są za ludzi zostających w stanie pierwotnym, jeżeli nie w pół dzikim”16, poza obrębem cywilizacji. U wielu wzbudzali bezkrytyczny zachwyt, obcy widzieli w nich głównie same zalety, rzadko wady. Imponowali swym wyglądem, sposobem bycia, tężyzną i hartem w walce z naturą, przywiązaniem do zamieszkałego przez nich ubogiego skrawka ziemi. Niewiele zmieniło się i w ostatnim ćwierćwieczu XIX wieku w sposobie postrzegania górali przez przyjezdnych. Jak pisze Stanisław Witkiewicz w Na przełęczy – „podróżni wysiadają z wozów i oglądają górala, jak Chińczycy Europejczyka – on zaś, jak człowiek dobrze wychowany, traktuje siebie lekko i drwi”17. Ubrany w białą cuchę, cyfrowane portki i  kapelusz z  kostkami wzbudza nadal zachwyt i  ciekawość u przybyszów, których jest z roku na rok coraz więcej pod Tatrami. Pod ich wpływem zaczyna się w tym okresie powolny proces zmian w życiu mieszkańców Podhala i ich kulturze, widoczny zwłaszcza w małej wiosce góralskiej, którą było początkowo Zakopane. Osiadający w niej na lato, a z czasem zamieszkujący tu na stałe goście przyczyniają się znacznie do postępu cywilizacyjnego na tym terenie. To co stare zaczyna odchodzić w przeszłość. Jednak poza centrum Zakopanego, jak zauważył Stanisław Witkiewicz, „tuż za pagórkiem, dzicz pasterska żyje w starych chatach pospołu ze statkiem; brudna, usmarowana i  cuchnąca tłuszczem, zabobonna lub trwająca w dawnych wstrętach do kościoła zakopiańskiego”18. Przybywający goście, mieszkający w tym okresie głównie w białych izbach chałup góralskich, mieli możliwość obserwacji ich wyposażenia, wystroju wnętrza, zdobienia sprzętów, sposobu budowania domów, ubioru, pożywienia i życia codziennego gospodarzy. Nadal też, jak ich poprzednicy, podczas wycieczek w góry odwiedzali pasterskie szałasy, słuchali muzyki, śpiewu i góralskich opowieści, niekiedy spotykali kłusowników z upolowaną kozicą. Liczniejsza fala przyjezdnych, często chorych na gruźlicę, szukając sobie zajęcia podczas kilkumiesięcznych pobytów w  Zakopanem, zajęła się m.in. zbieraniem 16

L. Zejszner, Podhale …, op. cit., t. I, s. 81.

17

S. Witkiewicz, Na przełęczy …, op. cit., s. 9.

18

Ibidem, s. 67.

127


przedmiotów, będących świadectwem tradycyjnej kultury góralskiej. W ten sposób zaczęły powstawać pierwsze prywatne kolekcje etnograficzne na Podhalu. Niektórzy z kuracjuszy spędzali czas na pisaniu prac, np. o podhalańskim budownictwie ludowym, gwarze czy folklorze. Ostatnim przedstawicielem dawnej góralszczyzny i zarazem jej symbolem był dla przebywających pod Tatrami gości, Jan Krzeptowski Sabała, góral z  Kościeliska. Sabała w młodości zbójował, brał też udział w wyprawach myśliwskich na kozice, świstaki i niedźwiedzie, organizowanych przez Homolacsów, którzy z zapałem oddawali się polowaniom, wynajmując pomocników spośród góralskich polowacy i kłusowników. Chętniej jednak na zwierzynę polował sam, włócząc się po górach i lasach. Był znanym tropicielem dzikich zwierząt i znakomitym strzelcem. Zabił wiele kozic, strzelbą lotkami nabitą, i niedźwiedzi marną „flintecką” na proch i „kapśliki”, ciesząc się, że nie wyrządzą już szkody pasterzom. „Znał każdą kryjówkę, każdy szczyt, każdą przełęcz i grzbiet górski, każdą pyrć i mógł się po niej swobodnie poruszać, choćby gęsta mgła, zasiadła całe przestrzenie”19. Ta doskonała znajomość gór była wynikiem długoletniego kłusownictwa. W podeszłym już wieku stał się uczestnikiem zbiorowych wycieczek organizowanych przez Tytusa Chałubińskiego – lekarza i botanika, jednego z badaczy Tatr; był jego towarzyszem i  przyjacielem. Umilał wycieczkowiczom czas grą na gęślach, śpiewem, tańcem, opowieściami o bogatym w przygody własnym życiu, o dawnym życiu pasterskim, polowaniach i zbójnictwie w Tatrach. Jego opowieści były dla słuchaczy skarbnicą wiedzy o  życiu dawnych mieszkańców Podhala. Opowiadał przy tym w  tak zabawny sposób, że wszystkich doprowadzał do ataków konwulsyjnego śmiechu. W  kilkudniowych wyprawach Chałubińskiego brało zwykle udział kilkunastu górali, byli wśród nich przewodnicy, tragarze niosący namioty i żywność, kapela góralska, no i oczywiście tryskający humorem i dowcipem Sabała. Nie figurował on na oficjalnych listach przewodników tatrzańskich, otrzymał jednak honorową odznakę przewodnicką z numerem „0”, którą nosił aż do śmierci przypiętą do paska swej torby myśliwskiej. Sabała, jak już powiedziano, grał na starodawnych gęślach, a miał ich kilka egzemplarzy. Według informacji Marii Dembowskiej przechowywał gęśle w domach wszystkich swych przyjaciół.

19

128

A. Stopka, Sabała. Portret, życiorys, bajki, powiastki, piosnki, melodye, Kraków 1897, s. 31.


„Instrument Sabały jest rozpaczliwy, powiedziałbyś – niemożliwy prawie – pisał Tytus Chałubiński – niepodobna tu uniknąć nieraz skrzypienia lub dojmującego pisku. A jednak w górach muzyka ta nie tylko nie razi, ale jest pożądaną, upragnioną. Jest ona harmonijnym dopełnieniem prawdziwie tatrzańskich wrażeń”20. Sabała nie tylko grał, ale także opowiadał gościom znane na góralszczyźnie baśnie, legendy, podania. Dowcip, poczucie humoru, swoista filozofia życia sprawiały, że był mile widziany w towarzystwie artystów i pisarzy przebywających w sezonie letnim w  Zakopanem. W  modzie było zapraszanie go do siebie przez inteligencję przebywającą sezonowo pod Tatrami. Był postacią charakterystyczną dla Zakopanego. Widywano go zazwyczaj z gęślami, z którymi się nie rozstawał i które nosił zwykle w zawiązanym u dołu rękawie cuchy. Często grał na nich wracając z Zakopanego do Kościeliska, gdzie mieszkał. Zimą we własnym domu wyrabiał noże zbójnickie, by móc je podarować doktorowi Chałubińskiemu, jego przyjaciołom i  znajomym. Przez przybyszów był nazywany Ezopem i  Homerem Tatr, „ostatnim Mohikaninem” starej góralszczyzny, łączącym „dawne, minione bezpowrotnie czasy, z teraźniejszością”. Przez górali, którzy cenili gospodarność, zapobiegliwość, dbałość o dom, zagrodę i uprawę roli, Sabała niedbający o te rzeczy, spędzający większość czasu z „panami”, był uważany za „nicpote”. Podczas Powszechnej Wystawy Krajowej we Lwowie w 1894 roku, gdzie udał się z  wycieczką górali, wzbudził wśród gości ogromną sensację. Pojawił się tam ze swymi gęślami, opowiadał własne bajki, śpiewał i wróżył z ręki. Wkoło niego zebrało się sporo ciekawskich, którzy zapewne oglądali go tak, jak oglądano w tym czasie sławne postaci Dzikiego Zachodu z  trupy Buffalo Billa – zwiadowcy, pogromcy Indian i bizonów, który objechał ze swoim show pół świata. Gdy zaczęła grać orkiestra, Sabała stanął poniżej dyrygenta i  zaczął grać na swoich gęślikach. Wyprowadzony przez służbę porządkową, zszedł ze „sceny” zdziwiony, że nie gra już na niej „pierwszych skrzypiec”, jak to bywało w zakopiańskim światku literackim i  artystycznym. W  kilka miesięcy po powrocie z  wystawy zmarł. Jak napisał w 1897 roku Andrzej Stopka – „zabłysnął tylko na krótko gościom swoją oryginalnością, jak płomyk hawiarskiego kaganka, chwilowo jaśniej, by na zawsze Pamiątki po Sabale: torba skórzana z odznaką przewodnicką, manierka, gęśle. Muzeum Tatrzańskie Fot. Paweł Murzyn

20 T. Chałubiński, Sześć dni w Tatrach. Wycieczka bez programu, „Pamiętnik Towarzystwa Tatrzańskiego”, 1879, t. IV, s. 49.

129


zagasnąć”21. Wraz z jego odejściem „zamknęła się pewna epoka w dziejach Podhala i poznawania Tatr”. Wielu ludzi przybywających do Zakopanego w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XIX wieku, zafascynowanych góralszczyzną, zwracało uwagę na to, co zaczynało w niej zanikać lub już odeszło w przeszłość. Dłuższe pobyty pod Tatrami i liczne kontakty z miejscowymi góralami stwarzały możliwość głębszego poznania ich życia, zwyczajów i obyczajów. W związku z tym zbierane w tym czasie materiały ludoznawcze mają inny charakter niż te wcześniejsze, zawarte w relacjach z podróży w Tatry, chociaż nadal nie są wynikiem systematycznych, obejmujących całość kultury, dociekań naukowych, lecz rezultatem osobistych zainteresowań poszczególnych osób niektórymi jej aspektami. I tak gwarą interesowali się: Adam Kryński, Władysław Kosiński, August Wrześniowski, ks. Jan Złoży, Bronisław Dembowski, budownictwem: Władysław Matlakowski, Stanisław Witkiewicz, gospodarstwem górskim: Józef Konopka, zdobnictwem sprzętów: Walery Eljasz i wspomniany już Władysław Matlakowski, muzyką podhalańską Jan Kleczyński. Prace tych i innych autorów były publikowane w czasopismach naukowych: „Zbiór Wiadomości do Antropologii Krajowej”, „Wisła”, „Lud” i pismach krajoznawczych – głównie w „Pamiętniku Towarzystwa Tatrzańskiego”, budząc w społeczeństwie zainteresowanie mieszkańcami Tatr, ich sposobem życia i kulturą. Zasługą ludzi przyjeżdżających w Tatry było też założenie w 1888 roku Towarzystwa Muzeum Tatrzańskiego imienia Dra Tytusa Chałubińskiego, którego celem było „gromadzenie przedmiotów naukowych i artystycznych odnoszących się do Tatr polskich, a także zbieranie wytworów przemysłu miejscowego, oraz okazów przyrody z Tatr i najbliższych okolic i utworzenie z tychże Muzeum w Zakopanem”22. Z założenia Muzeum to miało gromadzić zbiory przyrodnicze i etnograficzne oraz książki, rysunki, plany i mapy dotyczące Tatr i Podhala. W otwartej w lipcu 1889 roku placówce zaprezentowano, oprócz kolekcji przyrodniczych, również niewielką kolekcję etnograficzną ofiarowaną w  1889 przez Stanisława Drohojowskiego z Czorsztyna i pierwszy zakupiony do zbiorów w 1888 roku eksponat etnograficzny, którym był opasek – skórzany pas noszony przez pasterzy w czasie wypasu owiec

21

A. Stopka, Sabała … op. cit., s. 9.

22 Statut Towarzystwa Muzeum Tatrzańskiego imienia Dra Tytusa Chałubińskiego w Zakopanem, Kraków 1888, s. 1.

130

Stanisław Witkiewicz Jan Krzeptowski Sabała ze Stanisławem Ignacym Witkiewiczem, ok. 1893 w Zakopanem Z negatywu szklanego 13 x 18 cm, Muzeum Tatrzańskie


na halach tatrzańskich. Pasem takim, jak pisał Ludwik Zejszner, „przepasywać się zwykł każdy Podhalanin; służy on góralowi za kieszenie, i w nim chować zwykł wszystkie drobne przedmioty: pieniądze, tytuń, krzesiwko, papiery, i nóż na rzemyku uwiązany”23. Dzięki pracy zbierackiej wielu przebywających pod Tatrami entuzjastów góralszczyzny, do zbiorów Muzeum Tatrzańskiego trafiły po latach bezcenne kolekcje etnograficzne Adama Krasińskiego, Zygmunta Gnatowskiego, Marii Dembowskiej i innych, tworzone w latach 1880-1920, będące do dzisiaj istotnym źródłem informacji o  dziewiętnastowiecznej kulturze górali podhalańskich. Koniec XIX wieku i  lata przed I  wojną światową to już kolejny okres w  dziejach „odkrytych” wcześniej Tatr i  Zakopanego. Ideowym przywódcą działających tu nadal, zainteresowanych ludem Podhala i jego kulturą, przybyszów z  różnych stron Polski, stał się Stanisław Witkiewicz – twórca stylu zakopiańskiego. Zafascynowany rzemiosłem, sztuką górali, konstrukcją góralskich chałup i zdobnictwem sprzętów wykorzystał niektóre występujące w nich formy i elementy zdobnicze do nadania odrębnych cech sztuce polskiej, głównie w dziedzinie budownictwa i sztuki użytkowej. Stopniowo też miejsce etnografów amatorów poczęli zajmować fachowcy, chociaż upłynęło jeszcze trochę czasu, nim powołane do życia Muzeum Tatrzańskie stało się znaczącą instytucją naukową.

23

L. Zejszner, Podhale … op. cit., R. 1851, T. IV, s. 539.

131


Z dziejów turystyki, taternictwa i narciarstwa


Zejście do Morskiego Oka, ok. 1888 Przewodnicy z Franciszkiem Paszkowskim: Wojciech Roj, Jan Sabała (z gęślami), Wojtek Ślimak, Jan Stopka, Szczepan Roj, Walek Brzega Fot. NN Z negatywu szklanego 18 x 13 cm Muzeum Tatrzańskie

134


Z dziejów turystyki, taternictwa i narciarstwa Wojciech Szatkowski

Walery Eljasz W drodze do Morskiego Oka, 1902 10,8 x 15,5 cm, ODT-TPN

W XIX wieku rozpoczęło się zdobywanie tatrzańskich szczytów, odkrywanie Tatr przez polską inteligencję i epoka słynnych „wycieczek bez programu” Tytusa Chałubińskiego. Był to także okres pierwszych wspinaczek oraz narciarskich prób. Rozpoczęła się epoka, będąca piękną kartą w  historii turystyki tatrzańskiej. Ci, którzy w  tym okresie latem docierali do Zakopanego, pragnęli zdobywać szczyty, w tym te najbardziej honorne i najtrudniejsze, jak: najwyższy w całych Tatrach Gierlach, Łomnicę, Lodowy oraz dumną i wyniosłą Wysoką. Jednak to nie chęć zdobywania tatrzańskich turni była w  tym okresie najważniejsza. Chodzono w góry nie tylko po to, aby zdobywać szczyty, ale głównie dlatego, by pobyć w nich, nacieszyć oczy ciągle zmieniającym się ich wyglądem, widokami, a także oglądać ze szczytów wschody i  zachody słońca. Dlatego na Przełęczy Krzyżne, słynnej wśród turystów, którzy przybywali tam, aby oglądać wschody słońca, zbudowany został kamienny schron im. Maksymiliana Nowickiego. Podczas dłuższych wycieczek korzystano również z koleb skalnych. Do najsłynniejszych należały Łomnicka Koleba w Dolinie Zimnej Wody, koleby w Dolinie Kaczej, czy w Dolinie Ciężkiej, gdzie chętnie nocował ks. Józef Stolarczyk. W  tych czasach zaczęły powstawać tatrzańskie schroniska. Pierwsze z nich zostało wzniesione nad Morskim Okiem w  roku 1827 (spaliło się w  1865, niedługo potem zbudowano następne), kolejne w 1865 w Dolinie Zimnej Wody, a w 1871 roku w Wielickiej Dolinie (zostało zniszczone przez lawinę). Dogodnym punktem wypadowym do wypraw w rejon Dolin Jaworowej i  Białej Wody było schronisko w  Roztoce. Turyści korzystali w  tym okresie także z  leśniczówki w  Bukowinie Tatrzańskiej, gdzie zatrzymywano się w drodze do Morskiego Oka, karczm w Starych Kościeliskach, Kuźnicach i w innych miejscowościach pod Tatrami. W górach nocowano w szałasach pasterskich i domkach myśliwskich, między innymi w niezwykle urokliwej i rzadko odwiedzanej Dolinie Niewcyrki. Popularne były także niewielkie altany turystyczne – na Czerwonych Brzeżkach, Świnickiej Przełęczy, w Dolinie za Bramką – służące głównie jako schronienie podczas nagłych załamań pogody. 135


Jednym z najczęściej zwiedzanych miejsc było Morskie Oko. Jeżdżono tam w celu podziwiania wyjątkowej urody tego skalnego amfiteatru, otaczającego jezioro, po którym turyści mogli pływać na tratwie. Odważniejsi wchodzili pod opieką przewodników na Rysy lub Mięguszowiecką Przełęcz pod Chłopkiem. Chodzono także do Doliny Pięciu Stawów Polskich (przejście tam przez Zawrat uważane było za duże osiągnięcie taternickie), na Giewont, Czerwone Wierchy, a także do Doliny Kościeliskiej i dolinek reglowych. Największą sławą cieszyły się wyprawy w Tatry Wysokie, wymagające jednak większego turystycznego obycia, sprawności i  wytrzymałości. Szczytem marzeń ówczesnych turystów tatrzańskich były wejścia na Gierlach, Lodowy Szczyt i na Łomnicę. W ostatniej ćwierci XIX wieku z inicjatywy Towarzystwa Tatrzańskiego (1873) zaczęto wytyczać i znakować turystyczne szlaki. Pierwszy szlak wytyczył w 1887 roku Walery Eljasz, oznaczając paskami czerwonej farby przejście z Toporowej Cyrhli przez Psią Trawkę, Polanę Waksmundzką i Roztokę do Morskiego Oka. Znacznie później Karłowicz znakiem krzyżyka niespodzianego wyznaczył szlak z  Doliny Kościeliskiej przez Halę Stoły na Kominiarski Wierch. Dziewiętnastowieczne dokonania turystyczne były dziełem wielu pasjonatów odkrywających Tatry w dosłownym znaczeniu tego słowa. Wśród nich do najwybitniejszych taterników należeli: doktor Tytus Chałubiński, ksiądz Józef Stolarczyk, słynni przewodnicy Maciej Gąsienica Sieczka i Klemens Bachleda, a nieco później Janusz Chmielowski, Mieczysław Karłowicz i pierwsi narciarze – Stanisław Barabasz, Stanisław Zdyb i Mariusz Zaruski. Im też poświęcony jest niniejszy szkic. Ksiądz Józef Stolarczyk, pierwszy proboszcz zakopiańskiej parafii, był też jednym z pierwszych polskich taterników, który „poza obszarem swego powołania duchownego położył […] wielkie zasługi w  wynajdywaniu dróg na niedostępne szczyty Tatr. Gromadzili się wokół niego pierwsi taternicy i z nim przedsiębrali wyprawy na nieznane wierzchołki gór i to wtedy, gdy jeszcze nie było wcale utartych szlaków ani schronisk w  Tatrach”1. Ksiądz Stolarczyk chodził w  Tatry od momentu osiedlenia się w Zakopanem w 1848 roku. Już w 1849 był na niższym wierzchołku Świnicy (na wyższy w tym czasie nie wyprawiano się), rok później na Łomnicy. Potem wszedł na Baranie Rogi (pierwsze wejście, 1867, Przełęczą Stolarczyka została nazwana przełęcz pomiędzy Czarnym Szczytem a Baranimi Rogami), Lodowy 1

136

Z nekrologu w „Gazecie Zakopiańskiej”, 1893, nr 7, s. 1.


Wierch (1867) i na Gierlach (ósme wejście, 1874). Zwiedzał dokładnie nie tylko Tatry Wysokie, ale także Tatry Bielskie i  Zachodnie. Wszedł między innymi na najwyższy ich wierzchołek, Bystrą (cały masyw Błyszcza i Bystrej nazywano wtedy „Pyszną” lub „Górą Pyszną”), Czerwone Wierchy oraz inne szczyty tej części Tatr. Znana jest jego próba zdobycia szczytu Giewontu, wschodnią granią tzw. Długiego Giewontu, która tworzy szereg karbów i „zębów skalnych”, jest długa, wąska, mocno przepaścista i niebezpieczna. W pewnym momencie Stolarczyk dotarł do wąskiej szczerbiny, której nie potrafił pokonać ani w przód, ani – jak się okazało – z powrotem, i o mały włos nie przypłacił życiem tego wyczynu. Pokrwawiony, z potarganą odzieżą, nie mógł sobie sam poradzić z trudnościami i „[...] nie pozostało mu już nic innego, jak krzyczeć, co sił starczy, aby go usłyszał jaki juhas szczęśliwym zdarzeniem z owcami w te strony zagnany, i pomocy użyczył” – pisał Walery Eljasz2. „Tym razem szczęście zbłąkanemu posłużyło. Juhasi posłyszeli głos, przybiegli na ratunek i z pomocą liny wydobyli z matni swego proboszcza”3. Ksiądz Stolarczyk należał do współzałożycieli Towarzystwa Tatrzańskiego, organizacji, która skupiała miłośników Tatr i nadawała kierunek rozwojowi ruchu turystycznego. Założono je, początkowo pod nazwą Galicyjskie Towarzystwo Tatrzańskie 3 sierpnia 1873 roku. Po ustanowieniu statutu Towarzystwo zostało zarejestrowane 19 marca 1874 z siedzibą w Nowym Targu, a niedługo potem, w maju 1874 roku zmieniło nazwę na Towarzystwo Tatrzańskie i przeniosło swoją siedzibę do Krakowa, chociaż tak naprawdę główną siedzibą pozostawało Zakopane. Do założycieli Towarzystwa należeli: dr Tytus Chałubiński, ks. Józef Stolarczyk, Eugeniusz Janota, Ludwik Eichborn, Walery Eljasz, Maksymilian Nowicki i inni. Pierwszym prezesem Towarzystwa Tatrzańskiego został hr. Mieczysław Rey. Głównym celem działania tej organizacji było szeroko pojęte udostępnienie Tatr, realizowane poprzez znakowanie szlaków i ścieżek tatrzańskich, budowanie altan i schronisk górskich, organizację ruchu turystycznego oraz przewodnictwa tatrzańskiego, a także ochronę przyrody górskiej. W  początkowym okresie działalności Towarzystwa chodziło głównie o zachowanie zagrożonych wyginięciem kozic i świstaków, później także troska o ginący gatunek szarotek – kwiatów wapiennych turni – i ochronę całej przyrody tatrzańskiej, co wyraziło się w dążeniu do stworzenia w Tatrach 2

W. Eljasz, Szkice z podróży w Tatry, Poznań-Kraków 1874, s. 64.

3

Ibidem, s. 64-65.

Awit Szubert Zakopianie, ok. 1876-1878 3,4 x 21,7 cm, ODT – TPN Na zdjęciu w środku Leopold Świerz (1835-1911) – sekretarz Towarzystwa Tatrzańskiego z przewodnikami: I rząd od dołu: Jędrzej Pęksa (klęczy), Wojciech Roj, Jędrzej Wala młodszy, Maciej Sieczka, Jędrzej Gąsienica Krzeptowski (brat Sabały), Szymon Tatar starszy, Wojciech Giewont, II rząd: Wojciech Gąsienica Gładczan, NN, Zofia Walowa starsza, Stanisław Gąsienica Staszeczek, Jan Gąsienica Krzeptowski Sabała, Jędrzej Wala starszy, Broncia Sobczakówna, Broncia Staszeczkówna, Wojciech Bednarz Jasinków (klęczy), III rząd: Wojciech Ślimak, Leopold Świerz, Jan Gronikowski

137


parku narodowego. Ważnym aspektem działania było popieranie wszechstronnych badań naukowych dotyczących Tatr i upowszechnianie wiadomości z tej dziedziny, a także pomoc dla ludności góralskiej. Można powiedzieć, że wszelkie działania związane z Tatrami w tym okresie mają swoje korzenie lub były realizowane przez osoby związane z  Towarzystwem Tatrzańskim. Logiczną konsekwencją rozwoju Towarzystwa była także dalsza ewolucja turystyki tatrzańskiej i powstanie nowych jej dziedzin, takich jak: przewodnictwo tatrzańskie, nad którym Towarzystwo sprawowało fachową opiekę, potem taternictwo, ratownictwo tatrzańskie, a pod koniec XIX wieku i zwłaszcza na początku XX, także narciarstwo. I tutaj Towarzystwo Tatrzańskie miało wiele chlubnych kart w swojej historii. Jednym z najbardziej zasłużonych w dziejach Towarzystwa Tatrzańskiego działaczy był Walery Eljasz – znawca Tatr, wybitny popularyzator tych gór i Zakopanego, autor znakomitych przewodników tatrzańskich, na których wychowywały się pokolenia turystów, a warto sięgnąć do nich i dzisiaj, wreszcie malarz Tatr. Zwiedził większość dostępnych szczytów tatrzańskich, w  towarzystwie, jak to wtedy było ogólnie przyjęte, wytrawnych przewodników góralskich. Wielką jego pasją było rysowanie i malowanie widoków tatrzańskich, co czynił począwszy od 1861 roku. Jego grafiki są dzisiaj cennym źródłem informacji o turystyce tatrzańskiej tamtego okresu. Pokazują dawnych turystów, góralskich przewodników, altany i pierwsze schroniska w polskiej części Tatr. Jego największym dziełem był Ilustrowany przewodnik do Tatr, Pienin i  Szczawnic (pierwsze wydanie 1870), który, z  racji dużej popularności i poczytności, doczekał się pięciu kolejnych, ciągle aktualizowanych i poszerzanych wydań. Przewodnik ten, oprócz opisów dostępnych wówczas wycieczek tatrzańskich, skreślonych piękną polszczyzną, dawał wiele wskazówek praktycznych, dotyczących m.in. wynajmowania przewodników, turystycznych ubrań i odżywiania się w górach. Warto, chociaż pokrótce, opisać strój ówczesnych turystów, który nie odbiegał zasadniczo od mody miejskiej. Popularne były wśród turystów góralskie serdaki. Obuwie noszono solidne, by „wytrzymało zapasy z ostrymi kamieniami tatrzańskimi, z błotem, wodą, z rosą, i innymi przeciwieństwami”’4. Zarówno góralscy przewodnicy, jak i turyści, chętnie używali w tatrzańskich wyprawach góralskich ciupag, a także drewnianych lasek jesionowych. Dla dam podróżujących konno Walery Eljasz skonstruował specjalne „siedlice turystyczne”. 4

138

W. Eljasz, Przewodnik do Tatr, Pienin i Szczawnic, Kraków 1886, s. 23.


Dawał też w swoich przewodnikach dokładny opis Zakopanego, bazy noclegowej i  życia kulturalnego w  ówczesnej „letniej stolicy Polski”. Dlatego słuszne jest stwierdzenie wybitnych znawców Tatr i autorów Wielkiej encyklopedii tatrzańskiej Zofii Radwańskiej-Paryskiej i  Witolda Henryka Paryskiego, że Walery Eljasz należy do osób najbardziej zasłużonych dla rozwoju turystyki tatrzańskiej i dla Zakopanego, a w piśmiennictwie tatrzańskim tamtego okresu zajmuje jedno z  czołowych miejsc i  dlatego należy dołączyć go do „legendowych postaci” tamtej epoki: Tytusa Chałubińskiego, Jana Krzeptowskiego Sabały, ks. Józefa Stolarczyka i Klemensa Bachledy. Jednym z najznamienitszych spośród ówczesnych turystów tatrzańskich był Tytus Chałubiński, nazywany z  racji znajomości gór „królem Tatr”. Chałubiński rozwinął, podpatrzony u ks. Stolarczyka, styl wielodniowych wypraw w Tatry w towarzystwie wielu przewodników tatrzańskich i swoich przyjaciół. Nazwał je „wycieczkami bez programu”, bo dopiero w górach wybierał cel wyprawy, w zależności od pogody, fantazji i umiejętności uczestników. Tak opisał nastrój tych wypraw: „[...] Idziemy systematycznie, wolno, ale za to z bardzo krótkimi odpoczynkami. Prawie o zachodzie słońca jesteśmy dobrze nad granicą lasów, w długiej, już prawdziwie alpejskiej dolinie, wiodącej do przełęczy zwanej »Polskim Grzebieniem«. Nie troszczymy się wiele, że wieczór zapada. Droga wprawdzie długa, ale dobrze znajoma, nawet bardzo wygodna; zresztą mamy jakąś szansę oświetlenia księżycowego, choć niebo nie zupełnie jest czyste. W najgorszym razie, na przypadek ciemności lub niepogody, będziemy nocować gdziekolwiek bądź, byle jeszcze w krainie kosodrzewiny. Mamy namiot, zapasy, orkiestrę i śpiewaków, a powietrze „Wirchów” już czarodziejski wpływ swój wywiera”5. Chałubiński chodził w góry z wieloma góralami, „rasowymi” przewodnikami tatrzańskimi, jak Jędrzej Wala, Maciej Gąsienica Sieczka, Szymon Tatar, Wojciech Roj i innymi, ale zabierał także „chłopów pod torbe” – liczną grupę tragarzy oraz muzykantów, ze słynnym Bartłomiejem „Bartusiem” Obrochtą na czele. Towarzyszył mu też w tych wyprawach Jan Krzeptowski Sabała, który wieczorem, przy huczącej watrze, miał w zwyczaju grać na „złóbcokach”, a następnie, ku uciesze gości, opowiadać różne tatrzańskie legendy i swoje przygody myśliwskie. Górale chętnie

Tytus Chałubiński (siedzi pośrodku) z przewodnikami i przyjaciółmi. Siedzą od lewej: Józef Śliwa, Wojciech Roj, Maciej Sieczka. Stoją: Szymon Tatar Starszy, Józef Sieczka i Jan Alfons Surzycki, ok. 1875 Fot. NN, Muzeum Tatrzańskie

5 T. Chałubiński, Sześć dni w Tatrach, „Pamiętnik Towarzystwa Tatrzańskiego”, 1879, s. 49.

139


tańczyli przy watrze „zbójnickiego”, a zdarzyło się kiedyś, że słynnego „zbójnickiego” zatańczyli specjalnie dla Chałubińskiego na Lodowym Wierchu. Nocowano w  czasie tych wypraw zwykle przy ognisku, w  tatrzańskich kolebach, albo pod gołym niebem. Nic dziwnego, że te romantyczne wyprawy Chałubińskiego miały liczne grono zwolenników, których „jegomość Ałubiński”, jak zwykli mówić o nim górale, zabierał latem w góry. Chałubiński bywał z góralami na większości odwiedzanych w tym okresie szczytów tatrzańskich. Miał też żyłkę rasowego taternika i szukał w górach swoich własnych, a  wcześniej nie uczęszczanych lub rzadko odwiedzanych, dróg skalnych. Około 1875 roku zdobył Kozią Przełęcz, percią znaną wcześniej tylko najznamienitszym góralskim polowacom, a  w  1880 roku wszedł na Lodowy Szczyt wprost od południowego wschodu. Swoim przykładem zachęcał do uprawiania turystyki i przyczynił się też do rozwoju zawodowego przewodnictwa. W czasie wypraw w Tatry łączył pasje estetyczne z badaniami naukowymi, zbierając mchy, porosty, skały i minerały. Był w Zakopanem postacią powszechnie szanowaną i znaną. Od początku istnienia turystyki tatrzańskiej nie obywano się w niej bez przewodników, którymi byli miejscowi górale. Walery Eljasz podkreślał konieczność najmowania przewodników: „Nie dalibyśmy sobie sami rady w  Tatrach bez górali. Z najlepszą mapą w ręku, zabrnęlibyśmy w manowce, wleźli w takie turnie, skąd bez pomocy synów gór trudno by się nam było wydostać”6. Z początku przewodnictwo tatrzańskie nie było ujęte w żadne ramy organizacyjne i nikt nie kontrolował kwalifikacji przewodników. Dlatego niejednokrotnie podawali się za nich górale, którzy słabo znali góry. Często narażali oni turystów na różne niebezpieczeństwa. Dlatego jednym z najważniejszych zadań Towarzystwa Tatrzańskiego było uregulowanie spraw przewodnictwa. W roku 1875 zakwalifikowano jako przewodników tatrzańskich tylko tych spośród górali, którzy mieli właściwe umiejętności, wiedzę i świetnie znali Tatry. W 1877 roku ustalono kategorie, „klasy” przewodnickie, przy czym po całych Tatrach mieli prawo wodzić gości tylko „najlepsi z najlepszych”, przewodnicy pierwszej klasy. Towarzystwo wydawało legitymacje przewodnickie i ustalało wynagrodzenia. Oprócz legitymacji przewodnicy otrzymali od Towarzystwa Tatrzańskiego także specjalne owalne odznaki z wygrawerowanym napisem „przewodnik tatrzański Towarzystwa Tatrzańskiego”, 6

140

W. Eljasz, Przewodnik do Tatr, Pienin ..., op. cit., s. 92-93.


Awit Szubert Pierwszorzędni przewodnicy tatrzańscy, ok. 1876-1878 14,5 x 22,5 cm, ODT-TPN Stoją od lewej: Wojciech Roj i Szymon Tatar, w środku siedzi Jędrzej Wala starszy, niżej po lewej Jędrzej Wala młodszy i Maciej Sieczka. Prowadzili na najwyższe szczyty Tatr: Gierlach, Łomnicę, Baranie Rogi, Lodowy, Wysoką i Krywań.

Ciupaga turystyczna Tytusa Chałubińskiego Muzeum Tatrzańskie Fot. Paweł Murzyn

nadaną klasą i numerem oraz dwiema szarotkami. W  Zakopanem było wtedy osiemnastu przewodników (ich wykazy podawały przewodniki Walerego Eljasza), a  ich sprawami zajmował się z  ramienia TT najpierw Leopold Świerz, potem Walery Eljasz i inni. Wśród najbardziej znanych przewodników byli między innymi: Jędrzej Wala młodszy, Szymon Tatar, Wojciech Roj i Maciej Gąsienica Sieczka. Wszyscy oni odegrali ważną rolę w dziejach taternictwa. Maciej Gąsienica Sieczka wśród przewodników tatrzańskich zajmuje jedno z najzacniejszych miejsc. Mówi się o nim, że był przewodnikiem „pierwszym z pierwszych” – czyli najlepszym z najlepszych. Góry poznał dzięki swojej pasji polowania na kozice, polował też z Sabałą na niedźwiedzie. Myśliwskie praktyki pobierał u słynnego w całych Tatrach polowaca nad polowace Tomasza Tatara, zwanego Myśliwcem. Oprócz wyrobienia myśliwskiego, w czasie polowacki poznał też dokładnie Tatry, dolina po dolinie, przełęcz po przełęczy, a w zaciekłej pogoni za kozicami przechodził nawet przez trudne szczyty Tatr Wysokich. Ta wiedza bardzo przydała mu się później w pracy przewodnickiej. Z czasem zaprzestał zupełnie kłusownictwa i został – razem z Jędrzejem Walą – strażnikiem chroniącym kozice i świstaki, i niejednego z kłusowników doprowadził do magistratu w Nowym Targu. Jeszcze przed powstaniem Towarzystwa Tatrzańskiego prowadził w Tatry wielu znanych badaczy gór i taterników, między innymi: Eugeniusza Janotę, Maksymiliana Nowickiego, księdza Józefa Stolarczyka, Walerego Eljasza, Adama Asnyka, Mieczysława i Jana Gwalberta Pawlikowskich, Tytusa i Ludwika Chałubińskich. Podczas tych wypraw dokonał Sieczka wielu wybitnych wejść, między innymi: pierwsze wejście na Świnicę (1867), jedno z  pierwszych na Lodowy Szczyt (1870), drugie wejście na Wysoką (1876), pierwsze wejście na Mięguszowiecki Szczyt Wielki (1877), wejście nową drogą od północy na Łomnicę (1878), pierwsze wejście na Mnicha (1879 lub 1880), które słusznie uważane jest za początek taternictwa wspinaczkowego. Wychował wielu przewodników tatrzańskich. Od 1961 roku przełęcze leżące w głównej grani Granatów noszą nazwy: Skrajna, Pośrednia i Zadnia Sieczkowa Przełączka. Jego imię nosi także Krakowskie Koło Przewodników Tatrzańskich. Adam Asnyk poświęcił mu wiersz, zatytułowany Maciejowi Sieczce, przewodnikowi w Zakopanem (opublikowany po raz pierwszy w 1879), w którym zachwalał szlachetność charakteru swojego przewodnika. Godnym następcą Sieczki w  przewodnickim fachu był Klemens Bachleda. Popularny w Zakopanem „Klimek” chodził najpierw na wycieczki jako pomocnik 141


Ćwiczenia Straży Ratunkowej TOPR Kominy Strążyskie, Fot. NN ok. 1912 Z negatywu szklanego 9 x 6 cm Muzeum Tatrzańskie

142

(„chłop pod torbe”) słynnych przewodników: Macieja Sieczki i obu Jędrzejów Walów. Z czasem zaczął chodzić samotnie w góry, aby dokładniej poznać nieznane sobie szlaki, nawet te bardziej niebezpieczne. Miał niezwykły dar orientacji w terenie górskim i był jednym z najlepszych taterników swoich czasów. W 1886 roku został przewodnikiem I klasy, a od 1898 – czyli od chwili, gdy Jędrzej Wala młodszy opuścił na stałe Zakopane – pierwszeństwo Klimka wśród przewodników było ogólnie uznane i nazywano go „królem przewodników tatrzańskich” lub „orłem Tatr”. Miał wybitne zalety charakteru: takt i kulturę w obejściu, odwagę i rozwagę, ofiarność, uczynność, pracowitość i uczciwość. Towarzyszył w góry wielu znanym i wybitnym turystom i taternikom. Klimek odkrył w Tatrach wiele nowych dróg taternickich, poczynając od zejścia z Łomnicy jej północną ścianą. Dokonał pierwszych wejść na nie zdobyte jeszcze trudne szczyty tatrzańskie: Staroleśny Szczyt, Ganek, Rumanowy Szczyt i wiele innych. Wszedł na Mnicha (drugie wejście) i niedostępnego Żabiego Konia. Uczestniczył też w  pierwszym zimowym wejściu na najwyższy szczyt tatrzański Gierlach (w 1905 roku Żlebem Karczmarza) i na najwyższy szczyt Tatr Zachodnich – Bystrą. Używał nart w wycieczkach tatrzańskich. Odgrywał wybitną rolę w  taternickim zdobywaniu Tatr przez ponad trzydzieści lat. Wziął też udział w  powstawaniu Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, będąc, obok Zaruskiego, jednym z  najczynniejszych ratowników. Trzon tej organizacji tworzyło dwunastu ratowników stałych, pierwszym naczelnikiem został Zaruski, a jego zastępcą Klemens Bachleda. Zaruski kilkakrotnie proponował Klimkowi objęcie kierownictwa Pogotowia, z racji jego wieloletniego górskiego doświadczenia, ale Bachleda odmawiał. Do Pogotowia weszli najlepsi przewodnicy góralscy, „pierwsi z pierwszych” oraz taternicy: Klemens Bachleda, Henryk Bednarski, Stanisław Gąsienica Byrcyn, Jędrzej Marusarz Jarząbek, Jan Pęksa, Wojciech Tylka Suleja, Szymon Tatar młodszy, Jakub Wawrytko, Mariusz Zaruski, Henryk Bednarski, Józef Lesiecki, Leon Loria i Stanisław Zdyb. Po zatwierdzeniu statutu TOPR-u dokonano wyboru władz: przewodniczącym Pogotowia został dr Kazimierz Dłuski, jego zastępcą Stanisław Barabasz, Naczelnikiem Straży Mariusz Zaruski, zastępcą Klimek Bachleda, a lekarzem Pogotowia dr Wacław Kraszewski. Za datę powstania Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego przyjmuje się dzień 29 października 1909 roku. Ofiarność Klimka najlepiej pokazuje wyprawa po Stanisława Szulakiewicza do Doliny Jaworowej w  sierpniu 1910 roku. Podczas wspinaczki na Mały Jaworowy


Szczyt Szulakiewicz odpadł od ściany i w wyniku odniesionych ran nie mógł poruszać się o własnych siłach. Jego partner Jan Jarzyna poszedł do Zakopanego po pomoc i rozpoczęła się akcja ratownicza, którą kierował Mariusz Zaruski. Wyprawa była prowadzona w niezwykle ciężkich warunkach pogodowych, w czasie deszczu i burzy, które zmieniły ścianę Małego Jaworowego Szczytu niemalże w wodospad. Ratownicy prawie zamarzali w  ścianie, przemoczeni do suchej nitki. Doszli do rannego taternika bardzo blisko, brakowało im tylko około 80 metrów. Dalej, jak po latach napisał Zaruski – iść nie dali rady. Zaruski podjął wtedy bardzo trudną decyzję o przerwaniu akcji. Tylko Klemens Bachleda, cieplej ubrany od towarzyszy, po krótkim wypoczynku poszedł dalej żlebem w górę, tym razem po swoją tragiczną śmierć – zginął w lawinie kamiennej.

Mieczysław Karłowicz Słynny przewodnik tatrzański I klasy Klemens Bachleda na szczycie Pośredniej Grani, 1906 12,7 x 19 cm Reprodukcja z: M. Karłowicz, W Tatrach, Kraków 1959

Gdyby wiedzę o topografii Tatr i  drogach wspinaczkowych w  naszych najwyższych górach nazwać „tatrologią” – określenie proponowane przez Władysława Cywińskiego – to niewątpliwie pierwszym w  historii wielkim fachowcem w  tej dziedzinie byłby Janusz Chmielowski. Pierwszą wycieczkę w  Tatry (z  rodzicami do Morskiego Oka w 1887) odbył w dziewiątym roku życia, a taternictwo rozpoczął uprawiać w 1892 roku pierwszym wejściem na Mały Kozi Wierch, wówczas 143


jako 14-letni chłopiec. Po Tatrach aż do I wojny światowej chodził najczęściej w towarzystwie przewodników: Jędrzeja Wali młodszego, Jana Bachledy Tajbera, od 1894 roku Klimka Bachledy, potem Jędrzeja Marusarza Jarząbka, a  także z  licznymi taternikami polskimi i  węgierskimi. Na wyprawach odkrywczych prawie zawsze sam był ich głównym inicjatorem. Stopniowo zaczął chodzić w  góry bez przewodników i  dokonał z  różnymi taternikami wielu pierwszorzędnych wejść, np. w 1903 roku na Ostry Szczyt (pierwsze wejście bez przewodnika, a w ogóle trzecie). Był pierwszym zdobywcą wielu szczytów i turni tatrzańskich, m.in.: w 1895 roku Zadniego Gierlacha, w 1898 Pośredniej Turni, w 1902 Orlej Baszty i Rumanowego Szczytu, w 1904 Zadniego Mnicha i Kaczego Szczytu. Ostatnim jego wyczynem taternickim było pierwsze wejście południowym żebrem na Wołową Turnię. W dziejach taternictwa zimowego zapisał się jedynie pierwszym wejściem zimowym na Gierlach w styczniu 1905 roku (Żlebem Karczmarza z Węgrem Károlym Jordánem oraz przewodnikami: Klimkiem Bachledą, Janem Franzem seniorem i  Pawłem Spitzkopfem seniorem), ale było to jedno z czołowych osiągnięć w tej dziedzinie przed I wojną światową. W latach 1900-1914, ale także później, należał do czołowych taterników i był najlepszym znawcą Tatr. Pisano o nim, że po śmierci Tytusa Chałubińskiego to on został „królem Tatr”. Wybitną pozycję w  piśmiennictwie tatrzańskim zdobył Chmielowski swoim szczegółowym Przewodnikiem po Tatrach (tomy 1-4, wydane w latach 1907-1912). Był to pierwszy w tatrzańskiej literaturze przewodnik dla taterników, omawiający drogi taternickie nawet na najtrudniejsze szczyty. Wydany po turystycznych przewodnikach Walerego Eljasza, przewodnik Chmielowskiego był pozycją przełomową i odegrał wielką rolę nie tylko w rozwoju taternictwa, ale również i, a może przede wszystkim, w poznawaniu topografii Tatr i w ustalaniu nazewnictwa tych gór. Równocześnie z Chmielowskim w Tatrach pojawili się inni wybitni taternicy, należący do powstałej w 1902 roku Sekcji Turystycznej Towarzystwa Tatrzańskiego. Był w tym gronie Mieczysław Karłowicz, znany polski kompozytor, który pierwszy raz przyjechał do Zakopanego w lipcu 1889 roku jako 13-letni chłopiec. Zakopane i Tatry zafascynowały go do tego stopnia, że w końcu zamieszkał pod Giewontem, angażując się w sprawy górskie z wielką aktywnością. Muzyka, Tatry, a także fotografia były jego największymi pasjami życiowymi. W  celu intensyfikacji swoich wrażeń i przeżyć często chodził w Tatry samotnie, zarówno latem, jak i zimą. 144


Natomiast większość trudnych wycieczek odbył z przyjaciółmi. Zdarzyło mu się też poprowadzić wycieczkę panien na szczyt Giewontu. W górach, jak sam twierdził w rozmowie z Mariuszem Zaruskim, nigdy zbytnio nie ryzykował ze względu na swoją matkę. Lubił też wycieczki w towarzystwie górali, a swoją przygodę z Tatrami rozpoczął w 1889 roku od wycieczek z matką i rodzeństwem w towarzystwie przewodnika Jana Stopki, z  którym zdobył Czerwone Wierchy, Zawrat i Polski Grzebień. Dużo chodził też z Jędrzejem Walą i Janem Kubinem. W 1893 roku wszedł z przewodnikami na najwyższy szczyt Tatr – Gierlach, trawersując go z  Wielickiej do Batyżowieckiej Doliny, zdobył też Mięguszowiecki Szczyt, który w tym czasie był uważany za najtrudniejszy w Tatrach oraz wiele innych wybitnych szczytów tatrzańskich. Szczególnie upodobał sobie Karłowicz wspólne wycieczki z  Klemensem Bachledą. Udana była zwłaszcza wyprawa w  sierpniu 1906 roku, kiedy – mimo spadłego śniegu – odbył z  Klimkiem długą wycieczkę w  węgierskie Tatry Wysokie. Wyprawa ta trwała dziewięć dni, a bogatym jej plonem były wejścia na szczyty: Jastrzębią Turnię, Mały Kołowy Szczyt, Durny i Mały Durny Szczyt, Pośrednią Grań, Staroleśną, Batyżowiecki Szczyt, Żłobisty, Rumanowy i Ganek. Karłowicz podziwiał podczas wspinaczki umiejętności taternickie Klimka Bachledy, szczególnie podczas wejścia na Pośrednią Grań, kiedy to Bachleda wspinał się boso. Towarzyszami wypraw taternickich Karłowicza byli także między innymi: Włodzimierz Boldireff, Mariusz Zaruski, Janusz Chmielowski, Roman Kordys i  inni. Chodził w  góry z  matką, z  Elżbietą i  Jadwigą Trenklerównymi. Warto dodać, że podczas wycieczek letnich z ramienia Towarzystwa Tatrzańskiego Karłowicz znakował szlaki górskie w Tatrach.

Mieczysław Karłowicz Widok z Durnego na Gierlach, Szczyt Staroleśniański, Szczyt Żółty, Mały Lodowy i Dolinę Pięciu Stawów Węgierskich (Spiskich), 1907 11 x 8,3 cm, Centralna Biblioteka Górska PTTK w Krakowie

145


Podczas swoich wycieczek Karłowicz sporo fotografował, a kamienne szczyty granitowych Tatr Wysokich, utrwalone przez niego na kliszy, oznaczają się niezwykłym pięknem. Czuje się w nich duszę artysty, człowieka będącego pod ogromnym wrażeniem urody i majestatu gór. Zdjęcie przedstawiające Widły, Łomnicę i Durny w jesiennym, pierwszym śniegu weszło do kanonu fotografii tatrzańskiej, podobnie jak zdjęcie Klimka Bachledy na Pośredniej Grani, z Małym Lodowym w tle, będące cennym dokumentem z okresu pionierskich wypraw tatrzańskich. Oprócz działalności letniej Karłowicza fascynował świat tatrzańskiej zimy. Był on też jednym z pionierów narciarstwa w Tatrach Polskich i dokonał kilku pierwszych wejść zimowych. Z narciarstwem zapoznał się na kursie, prowadzonym zimą na przełomie lat 1907/1908 przez Zakopiański Oddział Narciarzy Towarzystwa Tatrzańskiego. W późniejszym okresie sam był instruktorem narciarskim na takich kursach. Narty w tym okresie można było w Zakopanem kupić tylko w sklepie Andrzeja Górasia przy Krupówkach, również narciarza, członka ZON TT, lub sprowadzić je z Wiednia ze sklepu Mitzi Langer. Zimową, narciarską działalność Karłowicza charakteryzował rozmach i  chęć zdobywania coraz trudniejszych szczytów i przełęczy. Wraz z Romanem Kordysem Karłowicz dokonał pierwszego zimowego wejścia na szczyt Kościelca (częściowo w rakach). Następnego dnia, (częściowo na nartach) pokonał trasę: Hala Gąsienicowa – Dolina Pańszczycy – Krzyżne – Wołoszyn (pierwsze wejście zimowe). Były to niemalże pionierskie w polskim światku narciarzy i taterników poważne zimowe wyprawy, łączące użycie nart i raków w zimowej wspinaczce i turystyce. 15 lutego 1908 roku, ponownie z Kordysem, Karłowicz stanął po całodniowej wycieczce narciarskiej na wierzchołku Żółtej Turni. Pod koniec lutego 1908 roku wziął udział w prawdziwej „wyrypie” narciarskiej, jak w jego czasach nazywano najpoważniejsze i najdłuższe przejścia narciarskie. Wraz z Romanem Kordysem i Mariuszem Zaruskim pokonał na nartach trasę: Hala Gąsienicowa – Liliowe – Dolina Wierchcicha – Zawory – Dolina Hlińska – Koprowa Przełęcz – Popradzki Staw – Szczyrbskie Jezioro. Biorąc pod uwagę trudności tej trasy i jej długość, trzeba powiedzieć, że Karłowicz był znakomitym narciarzem. Jednym ze szczytów, na który chętnie chodził na nartach, był także Kasprowy Wierch. Karłowicz był zwolennikiem turystyki „estetycznej”, o czym pisał w artykułach na łamach „Taternika”. Jego postawa wobec gór zyskała mu wielu zwolenników, jak Mariusza Zaruskiego, ale i przeciwników. W czasach taternictwa zdobywczego był 146

Aparat fotograficzny Mieczysława Karłowicza Firmy „Globus” A.G. Ernemann, E. Herbst & Firl, Görlitz (Zgorzelec) Muzeum Tatrzańskie Fot. Wojciech Szatkowski


w opozycji do kierunku sportowego, chociaż sam uprawiał wspinaczkę, ale nie stanowiła ona dla niego celu samego w sobie. 8 lutego 1909 roku Karłowicz wybrał się samotnie na nartach na Halę Gąsienicową, by nacieszyć się zimowymi Tatrami, a  także wypróbować swój nowy aparat fotograficzny. Po odpoczynku w schronisku Bustryckich ruszył w stronę Czarnego Stawu Gąsienicowego, w  swoją, jak się miało okazać, ostatnią tatrzańską drogę. Kilkadziesiąt godzin później na Hali Gąsienicowej był z ratownikami góralskimi Mariusz Zaruski. Ślady nart Karłowicza gubiły się w bruzdach śnieżnych lawiny i  nie wychodziły z  jej drugiej strony. Po wielogodzinnych poszukiwaniach ciało Mieczysława Karłowicza odnaleziono (znalazł je Jan Pęksa) i ratownicy znieśli je do Kuźnic. Pamięć o Mieczysławie Karłowiczu jest wciąż żywa dzięki jego fotografiom, artykułom publikowanym na łamach „Taternika” i  utworom muzycznym. Swoje górskie wrażenia spisywał i zostały one wydane drukiem w 1910 roku, już pośmiertnie. Idea chodzenia w Tatry w celu doznań estetycznych, którą propagował, wyznawał i wprowadzał w życie Karłowicz, nadal jest żywa i godna naśladowania. Warto pójść w Tatry jego śladami, nawet samotnie, po to, by w tatrzańskiej ciszy odciąć się od „całego zgiełku świata”, i tak jak Karłowicz odnaleźć siebie. Na przełomie XIX i  XX wieku zaczyna się zimowa eksploracja Tatr Polskich. Wcześniej rzadko kto zaglądał w  zimie w  Tatry, bo i  po co? Po śmierć? – pytali niektórzy. Opowiadano, ku przestrodze narciarzy, o  górnikach, przysypanych w dawnych czasach przez lawinę w rejonie Ornaku. Mówiono o tęgich mrozach, lawinach, przepastnych śniegach czekających na śmiałków. To wszystko jednak nie powstrzymało zimowych zdobywców Tatr. Pierwsze narciarskie wyprawy w Tatry były próbami nieśmiałymi, z czasem jednak narciarze wysokogórscy docierali zimą na coraz trudniejsze szczyty i przełęcze. Jako sprzętu używano ponaddwumetrowych nart drewnianych własnego wyrobu z rzemiennymi lub trzcinowymi wiązaniami norweskiego pomysłu. W okresie późniejszym wprowadzono doskonalsze wiązania (więźbę) metalowe pomysłu Mathiasa Zdarsky’ego i Georga Bilgeriego. Używano także bardzo długich, okutych kijów bambusowych, zwanych „alpenstockami” lub po prostu „bambusami”. Do wyposażenia należał ogromny plecak, a  także lina, czekan i  raki. Nic też dziwnego, że tych pierwszych zakopiańskich narciarzy, objuczonych ciężkim sprzętem, nazwano z lekką nutką ironii – „rycerzami Tatr”. Ich odwaga i osiągnięcia zimowe budzą i w naszych czasach szacunek i respekt. Ruszali, wyposażeni w nieokantowane narty, na trudne szczyty, jak 147


Kościelec, Sławkowski, Błyszcz, Bystrą, Kamienistą i inne. Ich osiągnięcia w turystyce narciarskiej i taternictwie zimowym najlepiej dowiodły, jak odważnymi byli ludźmi, a spisane przez niektórych z nich wspomnienia z pierwszych narciarskich wypraw stały się ważnym źródłem do historii zimowej eksploracji najwyższych gór Polski. W literaturze dotyczącej historii narciarstwa bardzo długo podawana była informacja, że pierwszym narciarzem w Tatrach Polskich i jednym z pierwszych w Polsce był Stanisław Barabasz. Przeczy temu jednak wzmianka w Wielkiej encyklopedii tatrzańskiej Zofii i Witolda H. Paryskich, że pierwszymi narciarzami w Zakopanem byli Władysław Kleczyński junior i Marcin Kozłecki, którzy w kwietniu 1891 roku dotarli na nartach do Czarnego Stawu Gąsienicowego. Tym samym wyprawa narciarska Stanisława Barabasza i Jana Fischera, którzy wiosną 1894 roku doszli na nartach także do Czarnego Stawu Gąsienicowego, byłaby drugim narciarskim wyczynem w Tatrach. Tyle tylko, że nie udało się znaleźć jakiejkolwiek innej – poza wspomnianą wyżej – informacji na temat wyprawy Kleczyńskiego i Kozłeckiego. W  zbiorach archiwalnych Muzeum Tatrzańskiego znajdujemy także informację Wojciecha Brzegi o  jeszcze jednym narciarzu, który uprawiał ten sport na kilka lat przed Barabaszem lub równocześnie z nim. Jest to informacja o subiekcie Mikulskim, o  którym Brzega tak napisał: „hrabia Zamoyski założył Spółkę Handlową w Zakopanem koło 1888. Jeden z subiektów nazywał się Mikulski, ten sprowadził pierwszy narty norweskie czy też szwedzkie i jeździł – mnie też pożyczył i ja jeździłem, ale bez nauki [...] z wierchu [...] zaryłem głową w śniegu i ledwom wyszedł z tego i od tego czasu na nartach nie jeździłem”7. Niestety niewiele z tej informacji wynika konkretów dotyczących kwalifikacji narciarskich Mikulskiego, czy też miejsc, w których jeździł na nartach. Przypadki Kleczyńskiego, Kozłeckiego czy też Mikulskiego były odosobnione i  nie miały wpływu na rozwój narciarstwa. Przeszły prawie niezauważone. Natomiast rok po wycieczce Kleczyńskiego i  Kozłeckiego, w  „Pamiętniku Towarzystwa Tatrzańskiego”, ukazał się artykuł znanego taternika Leopolda Świerza pod tytułem Wycieczka do Morskiego Oka zimową porą, w którym autor gorąco zachęcał turystów polskich, aby korzystali z nart w wycieczkach zimowych. Powoływał się on na książkę Fridtjofa Nansena Na nartach przez Grenlandię i obszernie ją cytował. Tak więc Świerz był jednym 7

148

W. Brzega, Wspomnienia, Archiwum Muzeum Tatrzańskiego, AR/82-102/MT.


Mieczysław Karłowicz Mariusz Zaruski i Roman Kordys na Zaworach, 1908 8,3 x 11 cm, Centralna Biblioteka Górska PTTK w Krakowie Stanisław Barabasz Narciarz na Karczmisku, Z negatywu szklanego 9 x 12,2 cm ze zbiorów rodziny Dvořaków Jedna z pary nart (druga się nie zachowała) użytych przez Stanisława Barabasza podczas wycieczki nad Czarny Staw Gąsienicowy w 1894 roku. Dł. 2 m, szer. 7, 8 cm, grubość pod stopą 1 cm Muzeum Tatrzańskie Fot. Paweł Murzyn

z pierwszych, którzy podjęli szerszą akcję popularyzatorską na rzecz stosowania nart w terenie górskim, przede wszystkim w Tatrach. Przyjmuje się, że pierwszym, który rozwinął umiejętność jazdy na nartach i uprawiał turystykę zimową przez wiele sezonów oraz przyczynił się do upowszechnienia narciarstwa, był Stanisław Barabasz. Można śmiało nazwać go pionierem zakopiańskiego i tatrzańskiego narciarstwa. W roku 1894 odbył wspomnianą już narciarską wycieczkę z Janem Fischerem. Narciarze umówili się na wyprawę w Wielki Piątek i dotarli do Czarnego Stawu Gąsienicowego. To, co zobaczyli, zaskoczyło ich i wprawiło w zachwyt. Barabasz tak wspomina tę wyprawę: „Czarny Staw przedstawiał nowy dla nas widok, bo go wcale nie było widać. Na jego miejscu leżała biała równina, na którą Kościelec rzucał potężny cień pokrywający ją do połowy”8. Narciarze przejechali staw kilkakrotnie, a po odpoczynku posmarowali narty oliwą z sardynek [!] i zjechali do Kuźnic. Trasa ich zjazdu prawdopodobnie prowadziła przez Skupniów Upłaz, gdzie Barabasz naprawił uszkodzony kij narciarski Fischera. Wycieczka nie była wcale łatwa, zwłaszcza na odcinku zjazdu z moreny Czarnego Stawu na Halę Gąsienicową, oraz z Boczania do Kuźnic. Długość tej pierwszej wyprawy wynosiła kilkanaście kilometrów, a narciarze pokonali około 600 metrów przewyższenia. Czy była to pierwsza wyprawa Barabasza? Tego nie możemy być pewni, gdyż autor Wspomnień narciarza pisze, że była to jedna z pierwszych wypraw, a więc mogły być i wcześniejsze. W 1901 roku Barabasz osiadł na stałe w Zakopanem i nadal kontynuował swoje narciarskie pasje. W czasie wycieczki narciarskiej w 1905 roku zdobył z towarzyszami dwa dosyć wybitne szczyty w  głównej grani Tatr Zachodnich: Kopę Kondracką (2004 m n.p.m.) i Małołączniak (2096 m n.p.m.). Dokonał wielu wejść narciarskich w Tatrach, a część z nich udokumentował na kliszy fotograficznej. Oprócz niego do pierwszych narciarzy należeli: Andrzej Góraś (jeden z pierwszych producentów sprzętu narciarskiego w Zakopanem), Reut, Kuliński, a wśród górali znany przewodnik Klemens Bachleda oraz Stanisław Gąsienica Byrcyn. Drugim po Barabaszu zapalonym narciarzem, który odegrał ważną rolę w rozwoju tego sportu w Zakopanem i Tatrach, zwłaszcza w zakresie wysokogórskiej turystyki narciarskiej, był Mariusz Zaruski. W zbiorach Archiwum Muzeum Tatrzańskiego

8 S. Barabasz, Początki mojego narciarstwa, Archiwum Muzeum Tatrzańskiego, AR/NO/326/MT.

149


Stanisław Zdyb Na grani Świnicy, 1910, Z pierwszego zimowego przejścia grani Świnicy, w którym uczestniczyli: Henryk Bednarski, Jerzy Cybulski, Stefan Mazurkiewicz, Józef Lesiecki, Stanisław Zdyb i Mariusz Zaruski, 10,7 × 17 cm, Muzeum Tatrzańskie

150

znajduje się księga Silva rerum Zakopiańskiego Oddziału Narciarzy Towarzystwa Tatrzańskiego, w której znajduje się karykatura Zaruskiego jako pogromcy lawin, z pałeczką dyrygencką w ręce. Był on postacią niezwykłą pod wieloma względami. Po pierwsze z prawdziwie wojskową precyzją zajął się uprawianiem narciarstwa, poznał je, a  swoje bogate doświadczenia przekazał innym w  swoich przewodnikach i wielu publikacjach, propagując turystykę narciarską zarówno piórem, jak i czynem. Narciarzem był znakomitym. Zdobywał trudne szczyty tatrzańskie, był instruktorem pierwszych kursów narciarskich, organizowanych przez Oddział Narciarzy Towarzystwa Tatrzańskiego, który powstał w  1907 roku, wprowadzał w „biały sport” góralskich przewodników, a nawet własnoręcznie wykonał plakat do pierwszych „wyścigów narciarskich” w Zakopanem w 1910 roku. Nie było wówczas pod Giewontem większego fanatyka narciarstwa, w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Zaruski zjawił się w Zakopanem w 1904 roku i już prawdopodobnie w rok później spróbował jazdy na nartach. W 1906 roku dokonał z towarzyszami narciarskiego rajdu na trasie: Zakopane – Dolina Tomanowa – Przełęcz Tomanowa – Dolina Tomanowa Liptowska – Wychodna – Orawskie Zamki – Głodówka – Sucha Góra – Zakopane, z wejściem na szczyt Osobitej. 2 i 3 kwietnia 1907 roku udowodnił, że na nartach można wchodzić nawet na tak strome szczyty i przełęcze, jak Zawrat (2159 m) i Kozi Wierch (2291 m). Z Koziego, z Józefem Dunin-Borkowskim, zjechali Szerokim Żlebem, po, jak pisał: „śnieżnych falach”, w stronę Doliny Pięciu Stawów Polskich na Wielki Staw, a następnie przez stoki Opalonego dotarli do Morskiego Oka. Prawdziwym ukoronowaniem jego działalności było narciarskie wejście i zjazd z Kościelca w 1911 roku, który tak opisał we wspomnieniach: „Wiążemy się liną i ruszamy. [...] Asekurowaliśmy się w ten sposób, że gdy jeden z nas stał niżej o długość liny (25 m) mocno w śnieg wkopany, drugi puszczał się na dół i zatoczywszy wielkie półkole, zatrzymywał się o 50 m od miejsca, z którego wyruszył. Tak kolejno wielkimi łukami zjechaliśmy do progu lodowego, ale i  tu nart nie odpięliśmy. Jechałem pierwszy. Narty poniosły mię jak wściekłe, panowałem jednak nad niemi, zatoczyłem łuk i obróciwszy się na drugą stronę, zbliżałem się do kresu swego zakosu, gdy narta mi się podwinęła na buli lodowej i upadłem. Od razu z zawrotną szybkością zacząłem spadać. Od razu też, leżąc, miałem już czekan pod pachą i z całej siły nim hamowałem. Czekan szarpał się i zgrzytał po lodzie, czułem jednak, że jestem panem sytuacji i zwalniam biegu.


Jakoż po chwili się zatrzymałem. Równocześnie prawie poczułem targnięcie liny, która się skończyła”9. Zjazd ten został wykonany na zakończenie kursu narciarstwa i zimowej turystyki tatrzańskiej dla przewodników, z których czterech – Stanisław Gąsienica Byrcyn, Jędrzej Marusarz Jarząbek, Jan Obrochta i  Jan Pęksa – wzięło udział w tej wyprawie. Górale, w przeciwieństwie do Zaruskiego i Stanisława Zdyba, weszli na wierzchołek Kościelca w rakach, związani liną. Był to absolutny przełom w dziejach zimowej turystyki narciarskiej w Tatrach. Wcześniej nikt tak trudnych zjazdów na nartach nie wykonał. Zaruski pisał także artykuły o  narciarstwie i przewodniki. W 1908 roku wydał wspólnie z Henrykiem Bobkowskim Podręcznik narciarstwa, a w 1913 Przewodnik po terenach narciarskich Zakopanego i Tatr Polskich, pierwszą tego rodzaju publikację. Na tej fachowej literaturze taternickiej i  narciarskiej wychowywały się kolejne pokolenia zdobywców tatrzańskich turni. Jednym z  nich był, wspomniany już, Stanisław Zdyb. W cytowanej wcześniej księdze Silva rerum ZON TT znajduje się karykatura przedstawiająca wysokiego, szczupłego dryblasa jadącego na nartach ze smoczkiem w ustach i z aparatem fotograficznym pod pachą. To właśnie Stanisław Zdyb. Produkował narty, ale nie uległ nigdy, jak piszą, „czarowi grosiwa”. I chociaż mógł dorobić się na ich produkcji fortuny, to wolał wycieczki po tatrzańskiej grani w pełnym słońcu i w gronie przyjaciół. Narciarstwo uprawiał stale od 1906 roku, wtedy to razem ze Stanisławem Barabaszem wyruszył na nartach zimą na Kasprowy Wierch, co było prawdopodobnie pierwszym wejściem narciarskim na ten szczyt. Opowieść Zdyba o zjeździe z Kasprowego została opublikowana potem w Pamiętniku jubileuszu trzydziestolecia Sekcji Narciarskiej Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego” i jest ona pełną humoru pochwałą narciarstwa: „Pierwszy zaczyna zjeżdżać p. K. młody i bardzo odważny, wkłada kij między nogi i zaczyna powoli zsuwać się po szreni. W pewnym momencie podskakuje do góry, opada, a jego kijek pięć cm gruby łamie się jak słomka i p. K. sunie to na boku, to na plecach w dół i zatrzymuje się dopiero w kopnym śniegu w połowie przełęczy. Po tym, co zobaczyłem, robi mi się na przemian to zimno to gorąco i równocześnie czuję, że mam owłosienie na głowie, ale patrzę, co będzie dalej. Z kolei zaczyna zjeżdżać następny, podpatruję, co on robi, a ten żegna się i zaczyna zjazd. Myślę sobie, że i to pomaga, ale gdzie tam – z początku poszło dobrze, kija nie złamał, ale tak 9

M. Zaruski, Na bezdrożach tatrzańskich, Warszawa 1923, s. 163-165.

151


152


Teofil Studnicki Zamarła Turnia [b.r.] 10 x 15 cm, Muzeum Tatrzańskie

nim kręciło, a gdy dojechał do kopnego śniegu, straszliwie się skurzyło i nieszczęśliwiec znikł pod śniegiem. Dopiero po pewnej chwili ujrzałem, że coś się rusza na białym tle śniegu, co przypominało muchę w śmietanie. Miałem tego dość, nie patrząc jak reszta będzie zjeżdżać, zdejmuję narty i ostrożnie trawersuję po szreni zbocza Pośredniego Goryczkowego gdzie dostaję się do kopnego śniegu, zakładam narty, siadam na kij i  powoli zjeżdżam do kotła. W  tym czasie moi towarzysze już pozjeżdżali, ale jako wprawniejsi szybko przejechali kocioł, ja się pozostałem w tyle. Gdy dojechałem do buli oddzielającej kocioł od Hali Goryczkowej, już nikogo nie widziałem. Dopiero teraz przypomniałem sobie dysputę na temat, jak lepiej zatrzymywać się przed przeszkodą. Ile padnięć zrobiłem z przysiadu lub stojąco, to trudno mi było zliczyć nim dojechałem do szałasów, dość, że wspomnę, gdy wszedłem do szałasu i zobaczono moją postać wszyscy ryknęli ze śmiechu, gdyż byłem tak utytłany, że trudno było rozeznać, czy to człowiek, czy to kupa śniegu...”10 Stanisław Zdyb był również wybitnym taternikiem. 23 lipca 1910 roku wziął udział w  pierwszym wejściu południową ścianą Zamarłej Turni (razem z  Henrykiem Bednarskim, Józefem Lesieckim i Leonem Lorią). Ściana ta długo uważana była za niemożliwą do zdobycia i skutecznie opierała się szturmom największych asów taternictwa jak np. węgierskim wspinaczom, braciom Komarnickim. Niewielka jak na warunki tatrzańskie, 140-metrowa, niezwykle stroma, zbudowana z  granitowych płyt, przewieszek i krzesanic, była symbolem tego co niedostępne. Dla polskich taterników nie było jednak „problemów” nie do zdobycia i  Bednarski poprowadził drogę, zwaną dzisiaj „drogą klasyczną” na Zamarłej. Sami wspinacze określili trudności w skale jako „bardzo trudne”, ale z czasem ta ocena uległa weryfikacji i obecnie klasyczna droga jest zakwalifikowana jako „nadzwyczaj trudna”. Niewielu z najlepszych taterników w następnych latach zdołało ją pokonać. Było to więc wydarzenie przełomowe w  dziejach polskiego taternictwa, dlatego słusznie zostało uznane w środowisku zakopiańskich wspinaczy za najtrudniejsze przejście taternickie tamtego okresu. Stanisław Zdyb dokonał ponadto wielu pierwszych wejść zimowych, głównie w towarzystwie Mariusza Zaruskiego i innych taterników, np. w 1910 roku zdobył Gąsienicową Turnię, Zawratową Turnię, Małą Buczynową Turnię, turnię Ptak

10 S. Zdyb, Moja pierwsza wyprawa w Tatry [w:] Pamiętnik Jubileuszu Trzydziestolecia Sekcji Narciarskiej Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego, Zakopane 1937 s. 18.

153


Józef Oppenheim Na Igle w Buczynowej Stanisław Zdyb podczas zimowej wspinaczki ok. 1914 Z negatywu szklanego 10 x 15,2 cm Muzeum Tatrzańskie

154


i Mnicha, a  w  1911 roku Mały Kozi Wierch, Zamarłą Turnię, Zadni Kościelec, Wielką Buczynową Turnię i  Rohacze. Zdobył na nartach szczyt Kościelca, Kamienistej, Błyszcza, Bystrej i wiele innych szczytów oraz przełęczy w Tatrach Wysokich i Zachodnich. Jest uważany za jednego z najbliższych towarzyszy wypraw narciarskich Zaruskiego. Był także cenionym ratownikiem Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego. Modne w tym okresie były tak zwane „wyrypy narciarskie”, długie rajdy po graniach Tatr Wysokich i  Zachodnich, odbywane na nartach z  podczepionymi do nich fokami. Łączyły one elementy alpinizmu (najbardziej strome i najtrudniejsze podejścia pokonywano bez nart, z użyciem sprzętu taternickiego, raków, czekana i liny) i narciarstwa (zjazd). Poziom tych wypraw, zwłaszcza w latach 1910-1914, był bardzo wysoki, dokonano wtedy rozwiązania wielu trudnych, zimowych „problemów”. I tak w kwietniu 1910 roku Henryk Bednarski, Stefan Jaworski, Gustaw Kaleński i Józef Lesiecki odbyli piękną wycieczkę na trasie: Pyszna (szałas) – Siwa Przełęcz – Starorobociański Wierch (2176 m) – Kończysty Wierch (2004) – Jarząbczy Wierch (2137 m) – Raczkowa Czuba (2189 m) – Trzydniowiański Wierch (1760 m) – Dolina Chochołowska. 13 kwietnia 1910 roku Józef Borkowski, Gustaw Kaleński, Mariusz Zaruski i Stanisław Zdyb wyszli na nartach na Błyszcz i Bystrą. 4 lutego 1914 roku Józef Lesiecki i Józef Oppenheim weszli na Młynarza (spod szczytu zjechali na nartach, związani liną, do Doliny Żabich Stawów Białczańskich) i weszli stamtąd na Żabi Szczyt Niżni. Przykłady takich długich wypraw narciarskich i taternicko-narciarskich po graniach Tatr można by długo mnożyć. Po odkryciu zimowych Tatr nastąpił gwałtowny i  szybki proces rozwoju taternictwa i  narciarstwa, także narciarstwa wysokogórskiego. W  tym czasie zaczęły też na nartach jeździć kobiety, a także pierwsi górale, jak np. Klemens (Klimek) Bachleda, Stanisław Gąsienica Byrcyn i kilku innych. Narciarze szukali w Tatrach nowych miejsc. Jednym z  nich była słynna Pyszna, gdzie od 1910 roku klub ZON TT dzierżawił szałas pasterski, który stał się rychło oczkiem w głowie narciarskiej braci. Mówiono, że Pyszna to prawdziwe „narciarskie Eldorado”. Chodzono tam w licznym towarzystwie do schroniska, położonego na niewielkiej, zacienionej polance między dwoma potokami, tuż przed Niżnią Pyszną Polaną, a stamtąd na „wyrypy”. Pierwszym klubem zrzeszającym narciarzy w  Zakopanem był wspomniany już Zakopiański Oddział Narciarzy Towarzystwa Tatrzańskiego (ZON TT), założony 155


5 grudnia 1907 roku, z inicjatywy Stanisława Barabasza, Mieczysława Karłowicza i  Mariusza Zaruskiego. Liczył wtedy zaledwie 21 członków. Propagowany przez ZON TT kierunek turystyczny w narciarstwie był jednym z najważniejszych, ale nie jedynym. Już 28 marca (pierwszy termin zawodów był wyznaczony na 13) 1910 roku klub współorganizował pierwsze w Tatrach Polskich zawody narciarskie na Hali Goryczkowej, do których Zaruski narysował plakat z narciarzem, pędzącym za kozicą stromym zboczem górskim. I tym żartobliwym symbolem zaczynającej się rywalizacji sportowej kończymy opowieść o odkrywcach i zdobywcach Tatr. Gdy w 1914 roku wybuchła I wojna światowa, Tatry opustoszały na całe cztery lata, a po wojnie w stylu uprawiania turystyki, taternictwa i narciarstwa dużo się zmieniło. Ale opowieści o wyczynach pionierów, odkrywców wszystkich uroków natury Tatr, długo jeszcze rozbrzmiewały po schroniskach tatrzańskich, aż przeszły do tatrzańskiej historii i literatury. I żyją nadal.

Mariusz Zaruski Dzień narciarski, 1910 Plakat, litografia, 117 x 98 cm Muzeum Narodowe w Krakowie

156


157


Czytanie z zielnika


Stanisław Eljasz Radzikowski Kwiaty górskie Reprodukcja pocztówki wydawnictwa Polonia, 1928 Muzeum Tatrzańskie


Czytanie z zielnika Grażyna Cisło

Arkusz z zielnika roślin naczyniowych Tytusa Chałubińskiego Muzeum Tatrzańskie Fot. Grażyna Cisło

Na pożółkłych kartach, zwykle przylepione wąskimi paskami papieru, wysuszone, płaskie, niekiedy wbrew upływającemu czasowi zachowujące ślad barwy – kwiaty, liście, owoce, wreszcie całe rośliny. Kruche, bez zapachu, bez życia, zastygłe w dwóch wymiarach, jak cienie żywych ziół. Często tworzą piękne kompozycje, choć nie tylko z powodu ich piękna włożono je pomiędzy arkusze bibuły i przygnieciono, wyciskając każdą kropelkę wilgoci. W rogu arkusza wyblakły inkaust, starannie wykaligrafowane łacińskie słowa lub w pośpiechu napisane na malutkich karteluszkach niewyraźne diagnozy, zachowany autograf czy inicjały autora. Zdarza się też ślad żerowania owada, który, przegryzając stosy kartek, rzeźbił w nich korytarze. Zielnik – to nie tylko wspomnienie zapachu łąki… W człowieku tkwi ciekawość i pęd do odkrywania tego, co nieznane, a także naturalna skłonność do opisywania oraz klasyfikacji rzeczy i zjawisk. „Tyle naraz świata ze wszystkich stron świata [...]”1 Porządkowanie i „oswajanie” rzeczywistości daje nie tylko poczucie bezpieczeństwa, ale także nieskończoną możliwość stawiania pytań, rozwiązywania zagadek, zgłębienia tajemnic. Jednym z wielu aspektów otaczającej nas natury jest królestwo roślin, wykazujące zdumiewającą różnorodność zarówno w „fizjonomii” swych przedstawicieli, jak też w najrozmaitszych pożytkach, także niematerialnych, z nich płynących. Trudno wyobrazić sobie biblijny Raj bez jabłoni, Ziemię pozbawioną drzew, czy Dolinę Chochołowską bez fioletowych łanów krokusów…

1 W. Szymborska, Urodziny, [w:] Wisława Szymborska Wiersze, Elka Hołoweńko-Matuszewska, Zielniki, s. 62.

161


Od zarania dziejów rośliny dawały nie tylko schronienie i pożywienie, ale były także pierwotnym i najważniejszym źródłem leków. Praktyczna wiedza o ziołach i herbarum potentia, czyli „mocy ziół”, była bardzo cenna. Przekazywano ją z pokolenia na pokolenie, a znajomość roślin początkowo ściśle łączyła się z medycyną. Początki nauki, zobiektywizowanej wiedzy o roślinach w naszym kręgu kulturowym sięgają przełomu VI i III w. p.n.e. W botanice najważniejszym dokumentem, a także obiektem badawczym, jest zielnik, czyli kolekcja roślin. Najpierw określenie zielnik odnosiło się do średniowiecznych ogrodów przyklasztornych lub ich części, gdzie uprawiano zioła, a także do pomieszczeń, w których je suszono i przechowywano. W okresie renesansu zielnikami, herbarzami lub ogrodami zdrowia (hortus sanitatis) nazywano również drukowane, ilustrowane dzieła botaniczno-lekarskie. Traktowały one o chorobach oraz ich leczeniu przede wszystkim specyfikami roślinnymi, a także mineralnymi i pochodzenia zwierzęcego. Zielniki, w  dzisiejszym znaczeniu tego słowa, zwano początkowo suchymi ogrodami (hortus siccus) lub ogrodami zimowymi (hortus hyemalis), a od końca XVII wieku herbariami. Metoda utrwalania roślin poprzez suszenie i  naklejania ich na arkusze papieru rozprzestrzeniła się w Europie, poczynając od Włoch, w XVI wieku. Ten prosty, ekonomiczny sposób konserwacji szybko się przyjął. Kolekcje zielnikowe służyły do studiów florystycznych i taksonomicznych, a także umożliwiały naukę rozpoznawania roślin adeptom medycyny i farmacji. Suszone rośliny zachowują bowiem większość cech morfologicznych i anatomicznych. Pierwszą naukową kolekcję stworzył Luca Ghini, profesor uniwersytetu w Bolonii. Najstarszy zachowany zbiór zielnikowy, autorstwa Gherardo Cibo, ucznia Ghiniego, pochodzi z 1532 roku. W Polsce do najstarszych zachowanych zabytków botanicznych należy herbarium włoskiego lekarza Silvio Boccone z  roku 1674, przechowywane w  Muzeum Przyrodniczym we Wrocławiu i  zielnik pastora Jerzego Andrzeja Helwinga z przełomu XVII i XVIII wieku znajdujący się w Bibliotece Narodowej w Warszawie2. Kolekcje zielnikowe tworzyli nie tylko uczeni, ale także lekarze, szlachcianki, arystokraci, artyści, nauczyciele, inżynierowie, księża. Jak pisze Jacek Drobnik, autor podręcznika Zielnik i zielnikoznawstwo, „w XVIII wieku herboryzowanie

2

162

J. Drobnik, Zielnik i zielnikoznawstwo, PWN, Warszawa 2007, s. 5-8.

Teczka na rośliny używana przez Tytusa Chałubińskiego, XIX w. Muzeum Tatrzańskie Fot. Paweł Murzyn


stało się prawdziwą modą, a posiadanie zielnika świadczyło o  erudycji właściciela nie mniej niż jego pełna książek biblioteka”3. Dla poety, księdza Jana Twardowskiego, stary zielnik rodzinny to „ pierwszy nauczyciel przyrody i łaciny”. Wspomina, iż …strzegło go kilka pokoleń – prababka, babcia i […] matka. Suszyły i wklejały do niego rośliny. Był przechowywany troskliwie w szufladzie starej komody z wiśniowego drzewa”4 . Zielniki do dzisiaj nie straciły znaczenia, a  wręcz przeciwnie, wraz z  rozwojem nauki i  możliwości badawczych są standardowym, najważniejszym źródłem informacji naukowej w  botanice oraz dokumentem pracy botaników. Wartość ich wzrasta również z  powodu masowego ginięcia gatunków na całym świecie. Zachowane okazy zielnikowe mogą być jedynym świadectwem ich istnienia w naturze. Pieczołowicie zabezpieczonymi i często powiększanymi kolekcjami szczycą się muzea i instytucje naukowe. Najważniejszą chyba kolekcją roślin jest osiemnastowieczny zielnik Karola Linneusza, który „nazwał po imieniu zwierzęta, ptaki, rośliny” 5 . Dzięki metodzie zielnikowej mógł Linneusz opisać i sklasyfikować tysiące roślin z całego świata. Najbogatsze, liczące 8 mln okazów zbiory zielnikowe posiada Muzeum Historii Naturalnej w Paryżu. W naszym kraju najzasobniejszy jest Zielnik Instytutu Botaniki PAN im. W. Szafera w Krakowie, przechowujący około 600 tys. alegatów (okazów zielnikowych). Zielnik Muzeum Tatrzańskiego, mimo stosunkowo skromnej liczby arkuszy dochodzącej do 11 tys., jest zarejestrowany w światowym spisie zielników Index Herbariorum. Od czterystu lat sposób tworzenia zielników niewiele się zmienił. Każdy okaz ma metryczkę z opisem, zawierającym dane dotyczące miejsca i czasu zbioru, nazwisko znalazcy lub oznaczającego. Najczęściej systematycznie ułożone arkusze są przechowywane w specjalnych warunkach. Dobrze spreparowane i opisane herbarium jest nośnikiem wielu informacji, nie tylko florystycznych czy taksonomicznych, ale także fitogeograficznych i etnobotanicznych. Służą one m.in. do badań nad ewolucją roślin, bioróżnorodnością, zmianami zachodzącymi we florze danego obszaru 6. 3

Ibidem, s. 10.

4

J. Twardowski, Zielnik, 2006.

5 Ibidem 6 Zielnikami nazywamy kolekcje wszystkich organizmów (nie tylko roślin naczyniowych i mszaków), pozostających w zakresie zainteresowań botaniki, np. stanowiących osobne królestwo – grzybów (niezaliczanych obecnie do królestwa roślin).

163


Jak każdy dokument, zawierają treści pozwalające uzupełnić wiedzę historyczną. Zielniki tatrzańskie, przechowywane między innymi w Muzeum Tatrzańskim, są nie tylko źródłem ściśle botanicznej wiedzy, lecz także mogą służyć opracowaniom na temat historii eksploracji Tatr. Szata roślinna gór różni się wybitnie od roślinności niżej położonych obszarów. Rosną tutaj rośliny, których gdzie indziej się nie spotka, dlatego góry od zawsze przyciągały nie tylko poszukiwaczy legendarnych skarbów, kruszców, ale także ziół. Pragnienie zdobycia cudownego panaceum, leku na nękające ludzkość w wielkiej obfitości choroby, jest tak silne, jak marzenie o bogactwie. „Tam gdzie najwyższe szczyty, najdziksze doliny musiał Pan Bóg ukryć największe bogactwa, bo i na co by stworzył góry?”7 Zanim więc w Tatrach pojawili się pierwsi botanicy, zbierający rośliny dla celów poznawczych, obszar ten penetrowali zielarze, korzeniarze i  olejkarze, nawet z  Włoch i  „Francyi”8. Nie odstraszała ich ziemia niegościnna, dzika, niedostępna, pełna niebezpieczeństw. Byli przekonani, iż w  górach rosną zioła o większej mocy. „Im większe są trudności, tym większą mają ludzie wiarę do przedmiotów niedających się osiągnąć”9. Być może, rośliny zdobywane przez śmiałków z narażeniem życia, były rzeczywiście skuteczniejsze, wszak wiara czyni cuda. Tym bardziej, że przesądy, magia i przedziwne wierzenia często splatały się z faktycznymi właściwościami leczniczymi. Z tatrzańskich roślin najwcześniej więc znane były zioła lecznicze, często o „cudownych” właściwościach. W  XVII i  XVIII wieku z  rosnących w  Tatrach limb i  kosodrzewiny wyrabiano słynne w  całej Europie balsamy – karpacki i  węgierski. Balsam węgierski z  kosodrzewiny, „olej z  koślawego drzewa”, najbardziej pomagał tym, których „ręce i  nogi powykręcane były przez choróbsko na podobieństwo kosodrzewinowych konarów”10. Zbierano np. goryczki na przypadłości żołądkowe, litwor chroniący przed epidemiami, czy ulubiony przysmak kozic – kozłowiec na zawroty głowy. Ludwik Zejszner pisał: „Nazwa doliny Goryczkowej pochodzi od obficie rosnącej rośliny goryczki Gentiana, której korzenie corocznie w wielkiej ilości zbierają górale 7

S. Eljasz Radzikowski, Skarby zaklęte w Tatrach, 1903, s. 1.

8 [E. Andrzej hr. Kuropatnicki], Geographia albo dokładne opisanie Królestw Galicyi i Lodomeryi. 1786. s. 33. 9 L. Zejszner, Podhale i  północna pochyłość Tatrów, „Biblioteka Warszawska”, 1849, I (33), s. 550. 10

164

M. Ziółkowska, Gawędy o drzewach, Warszawa 1983, s. 171.

Mnich z Czerwonego Klasztoru w Pieninach Ilustracja nieznanego autora [w:] Jacek Obrochta, Opowiadanie starego górala, Kraków 1912


i sprzedają cetnarami do aptek węgierskich”11. Poszukiwano ziół o właściwościach magicznych, „czarodziejskich” unicestwiających zły urok i czary. Wierzono, że cudowne rośliny mogą uzdrawiać, odmładzać, pozyskać miłość, zmieniać charakter człowieka, a  nawet „rozwiązywać język najtwardszym niemotom czy też rozum odnajdować, jeśli się komuś nieszczęśnie zawieruszył”12. Leczniczy dziurawiec stosowano nie tylko przeciw „strzygom” i „mamunom”, ale także „na wselnijakie bóle”. Wyróżniająca się niezwykłymi kwiatami lilia złotogłów była uznawana za roślinę zamieniającą miedź w złoto i „odpędzającą diabłów”. „Złotogłow, który na gorach roście jest lepszy […]”13 czytamy w dziele Stefana Falimierza z 1534 roku, zwanym Unglerowskim ogrodem zdrowia14. Do roślin „alchemicznych” zaliczano też miesięcznicę – Lunarię, której charakterystyczne łuszczynki, nazywane „srebrnikami judasza”, chętnie nosili na kapeluszu pasterze. W siedemnastowiecznym spisku Michała Hrościńskiego Opisanie ciekawe gór Tatrów znajdziemy bezcenne informacje: „Kto to ziele przy sobie ma, skarb znajdzie, choćby duchami obsadzony był, wszystkich duchów odpędza tym zielem”15. Kopytnik, „nardusowy korzeń, z którego była zrobiona maść Panu Jezusowi w 24 godziny najstraszniejsze goi rany, płuca zgniłe, wątrobę […]” Wtajemniczeni poszukiwali „dyptanu”, którego „korzeń ma moc najprzedniejszych magnismów. Strzały, kule i insze instrumenta w ciałach, w członkach utkwione, zaraz w momencie bez wszelkiej boleści wyciąga i doskonale goi. Zamknięte zamki bez klucza otwiera, okowy, pęto rozbija”16 . Królestwo za korzeń dyptanu… Trudno się dziwić, że także takie „skarby” przyciągały śmiałków w Tatry. Wspomniany „ogród zdrowia” Falimierza, kompilacyjne dzieło przełożone z łaciny, to pierwsze drukowane herbarium w języku polskim. Nie ma tam wzmianki o Tatrach, jednak w rozdziale O zwierzętach, ptaczech, y o rybach znajduje się opis dzikiej kozy, najprawdopodobniej alpejskiej, wraz z drzeworytem. Według Pawła

Stanisław Witkiewicz Lilia złotogłów (Lilium Martagon), 1894 Ołówek na kartonie, 29 x 23 cm U dołu napis: Notatka z natury do tych pąków złotogłowiu w ołtarzu Matki /Boskiej Różańcowej/ 1894 rok. Zakopane Muzeum Tatrzańskie

11

L. Zejszner, op. cit., s. 472.

12

M. Ziółkowska, op. cit., s. 187.

13

S. Falimierz, Zielnik, wydawca Florian Ungler, rozdział O ziołach i mocy ych, s. 66.

14

P. Kutaś, Flora Tatr w dawnych zielnikach, „Pamiętnik Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego” (11) 2002, s. 323

15 S. Eljasz Radzikowski, Michała Chrościńskiego [Hrościńskiego] Opisanie ciekawe gór Tatrów, „Pamiętnik Towarzystwa Tatrzańskiego”, T. 26, 1905, s. 39. 16

Ibidem, s. 18.

165


Kutasia, autora opracowania Flora Tatr w dawnych zielnikach, jest to najprawdopodobniej pierwsza w naszej kulturze ilustracja przedstawiająca krajobraz wysokogórski i jego mieszkańca. Drukowany zielnik Marcina Siennika z 1556 roku zawiera bajeczną informację (powielaną w 1740 przez Benedykta Chmielowskiego w  encyklopedii „Nowe Ateny”) o  kozicy, która: „[...] wiesza się roszkami gdzie stanąć nie może”17. Bogato ilustrowany drzeworytami roślin Herbarz Polski lekarza Marcina z Urzędowa, wydany 1595 roku, zawiera opis sześciu roślin tatrzańskich, m.in. tojadu zwanego tu omiągiem. Imponującym dziełem jest ponad 1500-stronnicowy zielnik Szymona Syreniusza z 1613 roku, opatrzony ilustracjami autora. Zawiera on „opisanie własne imion, kształtu, przyrodzenia, skutków y mocy”, m.in. siedmiu ziół, które miały występować na Tatrzech. Zarówno Marcin z Urzędowa, jak i Syreniusz w Tatrach prawdopodobnie nigdy nie byli, a informacje czerpali od aptekarzy skupujących rośliny lecznicze od zbieraczy ziół i korzeni zapuszczających się tam, gdzie wiatr halny i kosodrzewina mają swoją ojczyznę. W XVII wieku zwiedzać Tatry, przynajmniej od północy, i dotrzeć pod nie było przedsięwzięciem niesłychanym. Ścieżki, jeśli takowe były, wiodły upłazami ponad lasem i kosodrzewiną, a nie dnem dolin „gdzie zalegał las gęsty i straszny, aby się weń odważył wdzierać człowiek”18. Najsłynniejszym miejscem było Morskie Oko – Tatrów dusza zwierciadlana19. Jak zauważył i udowodnił profesor Ludwik Zejszner, połączenie Morskiego Oka z morzem przeczy prawom fizyki, a opowieści o znalezionych częściach statków, czy strasznych potworach są tylko „pięknym zmyśleniem”20. O jeziorze tym i okolicznych szczytach krążą podania, z których jedno w przedziwny sposób łączy się z naszym tematem. Mnich – charakterystyczna, malownicza turnia o dwóch wierzchołkach, utworzona przez wielki pochyły blok skalny, swym kształtem przypomina postać siedzącego, zakapturzonego zakonnika. To zaklęty w kamień frater Cyprianus z Czerwonego Klasztoru pokutujący za chwilę słabości. Jak mówi legenda, szatan podsunął mu w lustrze wizerunek

17

P. Kutaś, op. cit., s. 324.

18

S. Eljasz Radzikowski, Michała Chrościńskiego, op. cit., s. 3.

19 W. Tarnowski, Morskie Oko, [w:] Pacyfka: Poetycki przewodnik po Tatrach, www.tatry-w-poezji 20

166

L. Zejszner, op. cit., I (33) s. 541

Józef Jaworski Mnich 1909 16,5 x 10,4 cm, Reprodukcja z „Taternika” 1910


167


pięknej pasterki pasącej owce nad Rybim Stawem. Skuszony braciszek poszybował ku niej na skonstruowanej przez siebie machinie latającej. Został jednak srogo ukarany, chociaż biorąc pod uwagę urodę miejsca, w którym pozostał prawie na wieczność, nie do końca… Jest kilka ziarenek prawdy w  tej pięknej legendzie. Brat Cyprian, zwany też Latającym Mnichem, jest postacią historyczną. Do Czerwonego Klasztoru w Pieninach przybył w 1756. Tutaj, prócz zwykłych zakonnych obowiązków, wyrabiał zwierciadła, był lekarzem, pielęgniarzem, aptekarzem, hodował zioła, warzywa, kwiaty, pisał i malował, a także botanizował. Przypisuje mu się również zainteresowania mechaniką i machinami latającymi. Wykształcony, utalentowany i bardzo pracowity zakonnik pozostawił po sobie zielnik datowany na lata 17661768, przechowywany obecnie w Muzeum Narodowym w Bratysławie. Zbierał on w Pieninach, a także w Tatrach przede wszystkim rośliny lecznicze, a w herbarium umieścił rozważania lekarskie, przepisy, recepty i dygresje osobiste. Zielnik, w którym z 283 okazów 247 jest oznaczonych bezbłędnie, świadczy o ogromnej wiedzy lekarza-botanika. Historię brata Cypriana i  najstarszego, zachowanego tatrzańskiego herbarium, badała Zofia Radwańska-Paryska i opublikowała w „Roczniku Podhalańskim” T. 3 oraz później w 1991 roku w „Polish Botanical Studies”21. Dopiero około 30 lat po Cyprianie pojawił się w  Tatrach od strony północnej pierwszy naukowiec. Dla poszukiwacza przygód i podróżnika białe plamy na mapie, dzikie, niezbadane obszary to największe wyzwanie i pokusa. Dla naukowca odkrycie nowego gatunku zwierzęcia czy rośliny to główny cel i ogromna satysfakcja – jeśli jeszcze przy okazji postawiło się stopę na niezdobytym dotychczas wierzchołku... Właśnie naukowcy należeli do czołówki zdobywców najwyższych szczytów. Zdobywcą Łomnicy był w 1793 roku angielski podróżnik i badacz Robert Townson. Na Krywań, odwiedzany wcześniej ze względu na znajdujące się pod szczytem kopalnie, wchodzą: pierwszy znany z  nazwiska mineralog Andreas Czirbesz w  1772, w  1794 przyrodnik Baltazar Hacquet, w  1804 botanik Pál Kitaibel, w 1805 geolog Stanisław Staszic, a w 1813 botanik Göran Wahlenberg22.

21 Z. Radwańska-Paryska, Brat Cyprian z Czerwonego Klasztoru i jego zielnik, „Rocznik Podhalański” T. 3. 1985, s. 243-259. 22

168

Z. Radwańska-Paryska, W. Paryski, Wielka encyklopedia tatrzańska, Poronin, 1995.


Zielnik Tatrzański, XIX w. Dar Akademii Umiejętności dla Muzeum Tatrzańskiego Fot. Paweł Murzyn

Pál Kitaibel badając w roku 1795 florę tatrzańską wraz z Franzem von Waldsteinem i Thomasem Maukschem, próbowali wejść na Łomnicę. Stanisław Staszic wszedł w 1805 na ten szczyt, gdzie spędził całą dobę, dokonując pomiarów naukowych. Staszic interesował się głównie geologią, ale zebrał też około 120 roślin tatrzańskich, wymienionych w pracy O ziemiorództwie Karpatów…, jednak nie zachowały się one do naszych czasów. Wielką rolę w poznawaniu flory Tatr odegrał, pochodzący z Kieżmarku, Thomas Mauksch. Znał on świetnie Tatry i nie tylko sam prowadził badania botaniczne i gromadził rośliny tatrzańskie, ale też był przewodnikiem, m.in. Roberta Townsona, Pála Kitaibela czy Görana Wahlenberga. Na podróżników w tych czasach czyhało wiele niebezpieczeństw, zarówno ze strony dzikiej przyrody, jak i  ludzi. Wspomniany Göran Wahlenberg, szwedzki botanik, lekarz i geolog, badacz gór Skandynawii, Karpat i Alp, to autor klasycznego, jednego z najważniejszych w literaturze tatrzańskiej dzieła, Flora Carpatorum Principalium, wydanego w Getyndze w 1814 roku. Wymienił w nim ponad 1300 gatunków i  opisał wpływ czynników zewnętrznych na pionowe rozmieszczenie roślin w Tatrach. Były to pierwsze w Polsce obserwacje fitogeograficzne. Jak pisze Zejszner: „Rok 1813 był nadzwyczaj dżdżystym, pamiętne są jego straszne powodzie. Nie ustraszyły Wahlenberga deszcze, wstąpił na główne szczyty Tatrów, zbierał rośliny na nich rosnące i część barometrem pomierzył. Niemało mu pomogły do uzupełnienia swego zielniki tatrowe, zbierane, przez skromnych a pracowitych uczonych spiskich (mowa m.in. o Thomasie Maukschu). Aby gatunki zebranych roślin oznaczyć z  naukową ścisłością, porównał je z  najcelniejszymi zielnikami Niemiec, Francyi, Anglii i Szwecji”23. Göran Wahlenberg, wzięty przez górali za złego czarnoksiężnika, odpowiedzialnego za spowodowanie jednej z większych w tamtym stuleciu powodzi, a co za tym idzie, nieurodzaju i głodu, ledwo uszedł z naszych gór z życiem. Austriacki lekarz i  botanik Franz Herbich, członek Towarzystwa Naukowego Krakowskiego, był w Tatrach w 1829, 1830 oraz w 1832 roku. Zwiedzał m.in. okolice Morskiego Oka i  Doliny Kościeliskiej. W  1832 bez powodzenia próbował wejść na Mięguszowiecki Szczyt, zdobyty dopiero 55 lat później przez syna Tytusa Chałubińskiego – Ludwika.

23

L. Zejszner, op. cit., s. 531.

169


W drugiej połowie XX wieku nastąpił rozkwit badań florystycznych w  Tatrach. „Tatry owe urocze Alpy ziemi naszej, tyle sławione swą pięknością i bogactwem wegetacyi, z  dawna pociągały mię do siebie, by zajrzeć w  ich tajemnicze wnętrze” pisał botanik Felix Berdau. Odbył on w  1854 roku botaniczną wycieczkę w Tatry z myślą o „przygotowaniu dokładnego zielnika roślin tatrzańskich dla muzeum botanicznego krakowskiego”24 . Zielnik ten przechowywany jest w różnych instytucjach naukowych w Krakowie i Warszawie. Flora Tatr, Pienin i  Beskidu Zachodniego Felixa Berdau wydana w  1890 roku należy do fundamentalnych prac o roślinach tego obszaru. O zainteresowaniu przyrodników różnych specjalności florą Tatr świadczy dziewięciotomowy Zielnik tatrzański (zawierający też okazy spoza Tatr) – dar Akademii Umiejętności w Krakowie dla powstałego Muzeum Tatrzańskiego. Trzon, liczącego blisko 900 arkuszy herbarium, stanowią okazy zebrane przez najwybitniejszego arachnologa przełomu XIX i  XX wieku, Władysława Kulczyńskiego, a  także przez zoologa i  botanika Bolesława Kotulę oraz geografa, geomorfologa i  lichenologia – Antoniego Rehmana. Na kartach zielnika widnieją też nazwiska wielu innych zasłużonych dla poznania przyrody Tatar badaczy, związanych z Komisją Fizjograficzną Akademii Umiejętności, np.: Józefa Krupy, Eugeniusza Janoty, Bronisława Gustawicza, Mariana Raciborskiego, Karla Kolbenheyera, Eustachego Wołoszczaka czy też Antoniego Kocyana. Ich naukowe i tatrzańskie ścieżki niejednokrotnie krzyżowały się ze sobą. Władysław Kulczyński, przyjaciel i częsty towarzysz wypraw Bolesława Kotuli, tak pisze o jego pierwszej większej botanicznej wycieczce na Małą Fatrę: „Ta wyprawa omal nie skończyła się tragicznie: odepchnięty przez tekę na rośliny od skały, spadł B. Kotula z progu skalnego na niżej położony; przypadek uratował go od śmierci. Wspomnienie groźnego niebezpieczeństwa pozostało mu żywe przez długie lata, zrobiło go ostrożnym, ale nie odstraszyło nigdy od pokonywania trudów i niebezpieczeństw, nadarzających się przy wycieczkach geobotanicznych, którym najpiękniejsze chwile swojego życia poświęcał. […] Od r. 1879 do 1885 przepędził B. Kotula swoje krótkie, bo tylko sześciotygodniowe wakacye w Tatrach i zajmował się głównie rozsiedleniem pionowem roślin, których bogaty zbiór złożył

24 F. Berdau, Wycieczka botaniczna w Tatry w  r. 1854, wycinek z: „Biblioteka Warszawska”, T. 3. 1855, s. 536.

170


Arkusze zielnikowe z Zielnika Tatrzańskiego: Władysława Kulczyńskiego, 1880; Bolesława Kotuli, 1880; Eugeniusza Janoty, 1877; Antoniego Rehmana Muzeum Tatrzańskie Fot. Paweł Murzyn Bolesław Kotula Fot. Walery Rzewuski, ok. 1880 Muzeum Tatrzańskie Władysław Kulczyński Fot. wykonana w zakładzie Józefa Antoniego Kuczyńskiego w Krakowie, ok. 1900 Muzeum Tatrzańskie

Komisji fizyograficznej w darze w roku 1888. Nie szczędząc trudu i kosztów zwiedził cały łańcuch Tatr aż po Chocz na Orawie; słota nawet, która tak często krzyżuje plany przyrodników i turystów, nie powstrzymała go od pracy, owszem była dla niego najlepszym czasem do zbierania ślimaków i szukania owadów i pajęczaków […]”25 Profesor Kotula zbierał materiały do pracy O  pionowem rozsiedleniu ślimaków tatrzańskich, a także uzupełniał zbiory pająków Władysława Kulczyńskiego. Los chciał, że Bolesław Kotula zginął w  1886 roku w  szczelinie lodowej w  Alpach Tyrolskich. Drugą część jego wielkiego dzieła Rozmieszczenie roślin naczyniowych w Tatrach dokończył i opracował Władysław Kulczyński, mimo iż sam prowadził w tym czasie intensywne badania, udzielał się w Towarzystwie Tatrzańskim i był czynnym taternikiem. Dzięki niemu nie poszły na marne lata pracy terenowej profesora Bolesława Kotuli. 25 W. Kulczyński, Bolesław Kotula wspomnienie pośmiertne [odbitka]: „Sprawozdanie Komisji Fizjograficznej AU”, t. 34, 1898, s. II.

171


Stanisław Witkiewicz Portret dra Tytusa Chałubińskiego Reprodukcja z: S. Witkiewicz, Na przełęczy, 1891

Kolejnym przykładem miłośnika i znawcy Tatr o wielkich przymiotach charakteru i umysłu jest doktor Tytus Chałubiński, jedna z „legendowych postaci Zakopanego”. Ten wspaniały lekarz, przyjaciel górali, społecznik, swoją pasję naukową realizował w Tatrach, badając mchy. Tytus Chałubiński pozostawił po sobie cenne dzieła naukowe z dziedziny briologii. Zielnik mchów tatrzańskich, który darował Muzeum Tatrzańskiemu u początków jego istnienia, jest najcenniejszą naukową kolekcją botaniczną tej placówki. 172


Chałubiński w trakcie wycieczek porządkował i  skrupulatnie opisywał zebrany materiał: „Był jeszcze zajęty układaniem i  znaczeniem mchów, do czego się zabrał w chwili, gdy weszliśmy na Wagę. Czynił to tak spokojnie i uważnie, jakby nie przebył kilkugodzinnej drogi. […] nie pozwolił sobie użyć odpoczynku, napić się herbaty dopóki nie uporządkował zebranych przez siebie mchów”26 wspomina Bronisław Rajchman, uczestnik wycieczki do Morskiego Oka. Z zawartych w metryczkach ułożonych chronologicznie informacji o dacie i miejscu zbioru poszczególnych okazów powstało swoiste itinerarium. W  zielniku Chałubińskiego zostały zapisane dzień po dniu jego wędrówki po Tatrach i okolicy, wędrówki dużo liczniejsze niż wynikałoby to z publikowanych opisów. Uzupełnione danymi z innych źródeł stanowią interesujący materiał dla badaczy historii turystyki i życia doktora. Gerlach, Krywań, Lodowy Szczyt, Łomnica, Rysy, Rohacze, czy Kołowy Szczyt to tylko niektóre z nazw widniejących na blisko 3 tysiącach metryczek wypisanych ręką Chałubińskiego. Udostępnione w 1997 roku w VII tomie „Rocznika Podhalańskiego” materiały źródłowe zostały wykorzystane już w kilku publikacjach, dotyczących peregrynacji tatrzańskich Tytusa Chałubińskiego27. Pionierzy badań tatrzańskich nie mieli udogodnień, którymi dzisiaj dysponujemy, a jednak ich dorobek jest imponujący. Tylko ludzie ciekawi świata, odważni, niesłychanie pracowici, z żarliwą pasją poznania, mogli tyle dokonać. Uczyli się od siebie nawzajem, nierzadko wspierali nie tylko w sprawach naukowych. Pozostała po nich pamięć i wielkie dzieła, do których oprócz publikacji należą cenne tatrzańskie herbaria. Dzięki temu, że pieczołowicie przechowywane przetrwały do naszych czasów, mogą być dziś odczytywane na różne sposoby i ciągle od nowa.

Zielnik mchów tatrzańskich Tytusa Chałubińskiego Muzeum Tatrzańskie Fot. Jacek Kubiena, Aleksander Kecor Preparaty mikroskopowe mchów Tytusa Chałubińskiego Muzeum Tatrzańskie Fot. Jacek Kubiena, Aleksander Kecor

26 B. Rajchman, Wycieczka do Morskiego Oka przez przełęcz Mieguszowiecką. „Ateneum”, t. IV, z. III, 1877, s. 501. 27 B. Petrozolin-Skowrońska, Król Tatr z Mokotowskiej 8. Portret doktora Tytusa Chałubińskiego, Warszawa, 2005; T. Borucki, Dwie wycieczki Tytusa Chałubińskiego z Belgami, „Rocznik Podhalański” t. 10: 2007, s. 229-242.

173


Bogactwa natury, skarby i kopalnie w górach położonych trzy mile za Nowym Targiem


Bogactwa natury, skarby i kopalnie w górach położonych trzy mile za Nowym Targiem Wiesław Siarzewski

Adam Gorczyński Nowy Targ, ok. 1838 Litografia K. Auera Odbito u P. Pillera we Lwowie, 23,5 x 29,7 cm Muzeum Tatrzańskie

Tatry, podobnie jak i inne obszary górskie, od najdawniejszych czasów przyciągały uwagę człowieka. W górach spodziewano się znaleźć niezmierzone bogactwa, przede wszystkim złoto, srebro, drogie kamienie, zioła o niezwykłych właściwościach oraz inne twory natury stosowane w lecznictwie, magii i innych celach praktycznych. Poszukiwaczy tych „skarbów“, wśród których trafiali się zarówno amatorzy, jak i bardziej lub mniej doświadczeni fachowcy, nie zrażały w dążeniu do celu żadne trudności, niebezpieczeństwa i niepowodzenia spotykane w nieznanych i tajemniczych ostępach górskich. Z czasem utarł się nawet pogląd, popierany także przez niektórych uczonych, że największe skarby można znaleźć tylko w głębi gór, w miejscach najbardziej niedostępnych i niebezpiecznych, gdzie dotrzeć mogą jedynie nieliczni szczęśliwcy: najodważniejsi, najwytrwalsi i godni. Znaleziska archeologiczne po południowej stronie Tatr, m.in. żużle żelazne oraz moneta rzymska z czasów Marka Aureliusza z II wieku świadczą, że już w pierwszych stuleciach naszej ery w kilku miejscowościach na Podtatrzu wytapiano prostymi metodami w tzw. piecach dymarskich (stosowanych przez Celtów) żelazo. Ślady takiej działalności odkryto m.in. w  najwyżej położonym grodzisku Tatr Wysokich Starym Smokowcu, a także w Wielkim Sławkowie i w okolicy Nowego Smokowca. Miejscowości te łączyła droga górnicza, która prowadziła dalej w górę w kierunku słynnej później wśród poszukiwaczy skarbów Doliny Wielickiej, u wylotu której być może już na początku naszej ery wydobywano rudy zawierające znaczne ilości żelaza. 177


W średniowieczu poszukiwania kruszców i drogich kamieni rozpoczęto w różnych grupach górskich Karpat Zachodnich w  połowie XIII wieku. Na południu zajmowali się tym przede wszystkim górnicy z Saksonii, których na Spisz sprowadził węgierski władca Bela IV. Do poszukiwania i eksploatacji bagactw mineralnych w dobrach królewskich zachęcały osadników niemieckich nadane im przywileje. W 1271 roku król Stefan V zezwolił im „poszukiwać w górach minerały i kruszce, a znalezione zabrać i na własną potrzebę zużytkować, jednak bez uszczerbku praw przysługujących z tego tytułu władcy”1. Historycy górnictwa tatrzańskiego sądzą, że już w  XIII i  XIV wieku poszukiwaniem i płukaniem złota w osadach rzecznych w Niskich Tatrach, a także w łatwiej dostępnych dolinach Tatr w rejonie Krywania, Szczyrbskiego Jeziora i w Dolinie Białej Liptowskiej oraz u ujścia Doliny Koprowej, Cichej i Kamienistej zajmowali się mieszkańcy królewskiego, górniczego miasta Hybie. Brak świadectw potwierdzających płukanie piasków złotonośnych w dolinach po północnej stonie Tatr, np. w Potoku Kościeliskim w XIII i XIV wieku, nie wyklucza, że i tutaj podejmowano takie próby. Już w latach dwudziestych XIII wieku w ziemi krakowskiej obowiązywał przywilej Leszka Białego dla górników cudzoziemskich, który przyznawał im te same prawa i te same korzyści, jakie mogli czerpać z górnictwa we własnym kraju 2. Kolejni władcy podejmując próby zasiedlania Podhala, także wydawali przywileje na poszukiwania kruszców i drogich kamieni w swoich dobrach. Jednym z pierwszych znanych z nazwiska poszukiwaczy skarbów w Małopolsce był kasztelan sądecki, właściciel m.in. Czorsztyna Piotr Wydżga, który w swoim testamencie datowanym na połowę XIII wieku podał wiadomości o  miejscach występowania złota w Beskidzie Sądeckim i w Pieninach. Pisany w języku polskim testament Wydżgi zamieścił w  swym dziele Liber beneficiorum dioecesis Cracoviensis (Księga uposażeń diecezji krakowskiej), pisanym w  latach 1470-80,

1 S. Weber, Bergbau in der Tatra, „Jahrbuch des Ungarischen Karpathen-Vereines”, 1879, s. 301. 2 F. Piekosiński, Kodeks dyplomatyczny katedry krakowskiej św. Wacława, Kraków, 1874, s. 6.

178


kronikarz Jan Długosz3. Tekst ten uważany jest za pierwowzór późniejszych „tajemnych spisków” prowadzących ich szczęśliwych posiadaczy do „skarbów w ziemi ukrytych”. Zainteresowanie poszukiwaniem złota na południowych rubieżach Polski w  Beskidzie Sądeckim, Pieninach i  Tatrach nasiliło się w  pierwszej połowie XV wieku. Od tego czasu kancelaria królewska w Krakowie wydawała coraz częściej przywileje na poszukiwania nie tylko złota, ale także innych kruszców (srebra, miedzi) i drogich kamieni. Z  roku 1417 pochodzi najstarsza wzmianka o  kopalni w  górach koło Nowego Targu odnaleziona w aktach miejskich krakowskich4. 25 lutego dwóch wymienionych z nazwiska mieszczan krakowskich zobowiązało się, że dostarczy trzeciego Specfleisa (Speckfleischa) przed sąd królewski z powodu pewnej kopalni. Na podstawie lakonicznej wzmianki zapisanej w tym dokumencie nie można rozstrzygnąć, gdzie znajdowała się wspomniana kopalnia. Mogła być zarówno w Tatrach, jak, i co bardziej prawdopodobne, Pieninach lub jeszcze innych górach w okolicach Nowego Targu. Informacja ta upewnia nas za to, że już na początku XV wieku w południowej części Polski prowadzono eksploatację cennych kruszców nowymi metodami. Dotychczasowy sposób pozyskiwania złota metodą najprostszą i najtańszą (płukanie piasków złotonośnych w potokach) zastępowano stopniowo metodami górniczymi. Prowadzone przez górników i „poszukiwaczy skarbów” poszukiwania doprowadziły do odnalezienia tzw. żył kruszcowych zawierających rudy metali szlachetnych i miedzi, które wypełniały szczeliny w skałach krystalicznych (granicie i skałach przeobrażonych) Tatr Wysokich i południowej części Tatr Zachodnich. Te niezbyt grube żyły kruszcu zawierały, oprócz bezużytecznego wówczas kwarcu i barytu zwanego „paskudem”, przede wszystkim siarczki żelaza i miedzi (piryt, syderyt, antymonit, chalkopiryt, tetraedryt) oraz galenę zawierającą często domieszki srebra, a niekiedy także śladowe ilości złota.

3 J. Długosz, Liber beneficiorum dioecesis Cracoviensis, t. 3 Kraków 1884, s. 354-355; Przedruk fragmentu testamentu: S. E. Radzikowski, Ze świata tajemnic, „Przegląd Zakopiański”, 1903, s. 115-116; J. Krzyżanowski, Słownik folkloru polskiego, Warszawa 1965, s. 386-387. 4 J. Ptaśnik, Cracovia artificum 1300-1500. Źródła do historii sztuki i cywilizacji w Polsce, t. 4, Kraków 1917, s. 58.

179


Eksploatacja żył kruszcowych wymagała stosowania technik górniczych polegających na drążeniu w skałach sztolni lub szybów, zabezpieczaniu korytarzy przed zawałami, kopaniu kruszcu, wydobywaniu urobku i  materiału płonego na powierzchnię, transporcie rudy do miejsc dalszego jej przetwarzania, prowadzenia pracochłonnych zabiegów, tzw. wzbogacania rudy (czyszczenia, sortowania, prażenia, tłuczenia młotami lub w stępach, niekiedy mielenia w młynach kruszcowych, płukania) oraz jej topienia w piecu hutniczym. Wszystkie te prace wymagały nie tylko specjalistycznej wiedzy, ale także i znacznych nakładów finansowych na zorganizowanie kopalni oraz zatrudnienie w niej odpowiedniej liczby pracowników. Zorganizowanie kopalni w słabo poznanym i  trudno dostępnym terenie górskim, z  dala od osad ludzkich, było zadaniem trudnym i ryzykownym (nie tylko finansowo), dlatego podejmowały je w zasadzie tylko spółki gwareckie zrzeszające zarówno fachowych górników, jak i możnych inwestorów. Eksploatację żył kruszcowych w kopalniach tatrzańskich prowadzono z przerwami przez blisko cztery stulecia, a okres ten określany jest mianem górnictwa kruszcowego. Niewiele wiemy o sposobach pracy górników i organizacji kopalń tatrzańskich w tym okresie. Nieliczne próby rekonstukcji prac górniczych w  Tatrach w  minionych wiekach prowadzono przede wszystkim na podstawie wzorców znanych z  innych obszarów eksploatacji kruszców w Europie i szestanstowiecznego, bogato ilustrowanego dzieła Georgiusa Agrikoli De re metalica libri XII, zawierającego ówczesną wiedzę o  górnictwie i  hutnictwie, wydanego w  Bazylei w  1556 r.5 Odtwarzanie dziejów górnictwa tatrzańskiego tylko według tych wiadomości i nielicznych zachowanych dokumentów i świadectw obarczone jest często rozmaitymi błędami i nie zawsze musi być zgodne ze stanem faktycznym. Mimo to metoda ta pozwala lepiej poznać i zrozumieć tajniki ówczesnego poszukiwania, wydobywania i przetwarzania cennych kruszców. Jedne z pierwszych kopalń w Tatrach założono w ich południowej części u ujścia Doliny Koprowej, a nieco później w rejonie Krywania za panowania węgierskiego władcy Macieja Korwina (1458-1490). W tych słynnych później w całej Europie

5 Przekład polski: Jerzy Agrikola, O górnictwie i  hutnictwie dwanaście ksiąg. Jelenia Góra, 2000, s. 528.

180


kopalniach złota eksploatację cennego kruszcu podejmowano wielokrotnie przez ponad trzy stulecia. Najwyżej położone sztolnie bito w skałach na wysokości ponad 2000 m n.p.m. Warunki pracy w tych wysokogórskich sztolniach były niezwykle trudne (niska temperatura powietrza, częste opady śniegu, burze oraz brak wody i opału), a wszystkie potrzebne materiały, narzędzia i żywność transportowano do góry na mułach. Z powodu wysokich kosztów i małych zysków prace w królewskich kopalniach na Krywaniu rychło przerwano6. Wiadomości o płukaniu złota w potokach, a później o kopalniach na Krywaniu rozpalały wyobraźnię poszukiwaczy kruszców i  skarbów po obu stonach Tatr. Można przypuszczać, że w drugiej połowie XV wieku w Tatrach i innych masywach Karpat rozpoczyna się prawdziwa gorączka złota. Po Pogórzu krążyli potajemnie mieszkańcy miast i  miasteczek w  poszukiwaniu kruszców. Możni (szlachta, mieszcznie i kler) starali się o przywileje od króla, sądząc, że z zysku zapłacą należną dziesięcinę, zwaną „olborą“ i pozostanie im jeszcze godziwy dochód. Częste zmiany właścicieli przywilejów górniczych wskazują, że prowadzone poszukiwania raczej nie przynosiły spodziewanych rezultatów, a ponoszone koszty doprowadzały do bankructwa nawet możnych poszukiwaczy, którzy nie natrafili na upragnione żyły złota. Pod koniec XV wieku poszukiwania kruszców i  prace górnicze podejmowano w różnych rejonach Tatr, także w ich północnej cześci. Pierwsze pewne informacje o kopalniach w polskiej cześci Tatr pochodzą z akt miejskich krakowskich. Pod datą 18 czerwca 1494 roku odnotowano w nich transakcję udziałami kopalni położonej w bliżej nie określonym miejscu góry Tatry inaczej Śnieżnej Góry ...in monte Tatri alias Snebergk [Schneeberg] pomiędzy Pawłem Goltsmidem (Paweł Złotnik, prawdziwe nazwisko Wonschelberg) a Mikołajem Hafterem z Krakowa7. Sądząc z zachowanych śladów i zapisków, największe prace prowadzono najpierw

Krywań w Tatrach Wysokich Strona tytułowa B. Hacquet: Neueste physikalisch-politische Reisen in den Jahren 1794 und 95. durch die Dacischen und Sarmatischen oder Nördlichen Karpathen. T. 4. Nürnberg [Norymberga], 1796

6 J. A. Czirbesz, Kurzgefasste Beschreibung des Karpathischen Gebirges.Kaiserlich Königlich allergnadigst privilegierte Anzeigen aus sämmtlich – kaiserlich – königlichen Erbländeren., 2, 1772, s. 284-286 nr 27: 209-212; nr 28: 220-223; nr 31: 245-247; nr 32: 255-256; nr 33: 259-263; nr 34: 269-271; nr 35: 271-279; nr 36: 284-288; nr 41: 326-328; nr 45: 353-357; nr 46: 363-366; nr 48: 382-384; nr 49: 390-392; nr 50: 395-398; nr 51: 405-407; nr 52: 414-416; nr 53: 421-424. Wien. Informacje o kruszcach i eksploatacji złota na Krywaniu znajdują się w nr. 36. Muzeum Tatrzańskie im. Dra Tytusa Chałubńskiego, zbiór starodruków sygn. C244/115. 7

J. Ptaśnik, op. cit., s. 355.

181


w rejonie Ornaku, prawdopodobnie w żlebie Podbanie. Być może tam znajdowała się duża i dobrze wyposażona kopalnia, w której wydobywano kruszec w trzech sztolniach zaopatrzonych w urządzenia linowe do wyciągania urobku. Przy kopalni znajdowała się także odnowiona huta, w której znajdowały się cztery miechy. Jednym ze współwłaścicieli tej kopalni, którą 24 lipca 1495 roku wydzierżawiono na jeden rok mieszczanom z  Nowego Targu za 64 grzywny srebra, był specjalizujący się w wydobyciu i przetwórstwie kruszców miedzi Jan Turzon z Lewoczy, mieszczanin i rajca krakowski. Transakcję wraz z opisem kopalni, jej organizacją i obowiązującymi dla niej przepisami górniczymi zawarto w często cytowanym, ale praktycznie słabo znanym dokumencie, Arenda montis Thatry, znajdującym się we wspominanych już aktach miejskich krakowskich8. Przy okazji warto wspomnieć, że Turzon pod koniec lat sześćdziesiątych XV wieku założył w Mogile pod Krakowem hutę, zwaną Mengel, w której odzyskiwano z miedzi srebro sposobem znanym dotychczas w Europie tylko hutnikom weneckim. Legendę, w jaki sposób Turzon posiadł pilnie strzeżoną przez Wenecjan tajemnicę przetwarzania kruszców miedzi, podał w swej pracy Sądecczyzna Szczęsny Morawski9. Na początku XVI wieku w rejonie Ornaku odkryto nowe złoża kruszców miedzi i srebra. Musiało to być znaczące wówczas wydarzenie, bo wzmianka o nim została utrwalona w  literaturze, a  zapewne jest to jedna z  pierwszych publikowanych w naszym kraju informacji o Tatrach. W wydanym w 1519 roku dziele Chronica Polonorum10 (Kronika Polaków) Maciej Miechowita, doktor medycyny i nauk wyzwolonych, geograf i  historyk, profesor i  przez kilka kadencji rektor Akademii Krakowskiej, pisał: „pod najwyższym pasmem gór sarmackich, przez mieszkańców zwanych Tatrami, wydobywają z kamieni duże ilości miedzi, zawierającej wiele srebra, które pozyskują za pomocą oddzielania”. W czwartej księdze Kroniki autor podał równie interesującą wiadomość: „W roku wymienionym 1503 prowadzono dalej robotę w kopalniach tatrzańskich miedzi i srebra, którą zaczęto w roku ubiegłym o trzy mile za Nowym Targiem. I nie równo wyszedł król z przedsiębiorcami

8 J. Ptaśnik, op. cit., s. 416-417; P. Kutaś, Górnictwo kruszcowe w Tatrach Polskich, Kraków 2005, s. 33-34. 9

S. Morawski, Sądecczyzna, t. I. Kraków 1865, s. 276-278.

10

M. Miechowita, Chronica Polonorum, Cracovia, 1519; Wyd. II, 1521, s. IIII, s. 374.

182


na tej sprawie, gdyż Aleksander robił wkłady na wiele tysięcy złotych, przedsiębiorcy zaś oddając mało dochodów, sycili króla nadzieją i obietnicami, nie zyskiem”. Wiadomości o kopalniach w Tatrach autor uzyskał zapewne od wspomnianego już Jana Turzona, u którego wynajmował mieszkanie w Krakowie. Wieści o odkryciu w górach kruszców miedzi i srebra wzbudziły także wielkie zainteresowanie króla i  możnowładców na dworze w  Krakowie. Panujący od 1501 roku król Aleksander Jagiellończyk, zachęcany przez doradców i kuszony perspektywą rychłego zapełnienia pustego skarbca srebrnymi monetami, zdecydował się wyłożyć na kopalnie w Tatrach prawdopodobnie znaczące kwoty. 2 maja 1502 roku mieszczanin krakowski Henryk Slakier (mistrz mennicy litewskiej) otrzymał od króla prawo „wydawania poleceń, obsadzania na stanowiskach, przyjmowania do pracy i zwalniania pracowników, którzy pracują w górach Tatrach”, a nadto otrzymał przywilej na poszukiwanie kruszców i metali w całym królestwie11. Przywilej ten utożsamiany jest zazwyczaj z otwarciem królewskiej kopalni w Tatrach. Opierając się na rozmaitych dokumentach, Stanisław Eljasz Radzikowski w 1902 roku ogłosił pracę Góry srebrne w Tatrach otwarte r. p. 150212 , w której barwnie zrekonstruował i to niecodzienne wydarzenie. Czy jednak tak wyglądało rozpoczęcie pracy w królewskiej kopalni latem 1502 roku, czy może odbywało się to zupełnie inaczej. Być może górnicy dotarli w Tatry inną istniejącą drogą prowadzącą z Nowego Targu przez Szaflary i nową osadę Podbańskie na Gubałówkę, skąd zeszli do Doliny Kościeliskiej, gdzie w rejonie Ornaku podjęli prace wydobywcze w istniejących sztolniach eksploatowanych już pod koniec XV wieku? Wiemy natomiast, że prace w królewskiej kopalni nie trwały zbyt długo. Brak spodziewanych zysków prawdopodobnie już w 1503 roku zniechęcił władcę do dalszego inwestowania w to deficytowe, jak się okazało, przedsięwzięcie. Niepowodzenie króla w  kopalniach tatrzańskich nie zraziło innych do starań o  przywileje górnicze na prowadzenie poszukiwań kruszców w  Tatrach i  na innych obszarach Rzeczypospolitej. Kwerendy prowadzone przez różnych badaczy w Archiwum Głównym Akt Dawnych w Warszawie, zwłaszcza w Metryce Koronnej wykazały, że tylko w 1504 roku wydano kilka przywilejów górniczych. Trzy z nich

11 Archiwum Główne Akt Dawnych w Warszawie (dalej AGAD), Metryka Koronna, ks. 19, s. 99-100. 12

„Pamiętnik Towarzystwa Tatrzańskiego”, 23, 1902, s. 99-103.

183


miały wyszczególnione Tatry, jako miejsce poszukiwań kruszców. W tym samym roku obywatel krakowski Jan Koczwara otrzymał zezwolenie na „urządzenie własnym kosztem kunsztu do wyciągania wody z kopalni”13. Być może już w tym czasie rozpoczynano drążenie szybu na Hali Pysznej, w kopalni zwanej później „Na Kunsztach”. 28 kwietnia 1505 roku sejm w Radomiu przyznał wielkorządcy i żupnikowi krakowskiemu Janowi Jordanowi, który wcześniej otrzymał prawo wykupu starostwa nowotarskiego od Ratułdów (nie przeprowadzone), przywilej na poszukiwanie kruszców w całej Polsce, a przede wszystkim „w górach za Nowym Targiem i Szaflarami”. Cztery miesiące później król oddał Jordanowi i spółce, którą tworzył z czterema wspólnikami „góry i kopalnie przygotowane do rozpoczęcia prac położone nad Białym i Czarnym Dunajcem z pozwoleniem poszukiwania metali z przywilejami, jakie przysługują w kopalniach czeskich”14. W okresie od 1493 do 1510 roku kancelaria królewska wydała 18 przywilejów dla poszukiwaczy na obszarze Tatr i sąsiednich masywów górskich15. Znaczne ożywienie poszukiwań i prac górniczych w Polsce wymagało nowych uregulowań prawnych. W 1505 roku król Aleksaner Jagiellończyk ogłosił Statuta Montana Ilcussiensia (Prawa górnicze olkuskie)16, które zawierały obowiązki i  przywileje osób zajmujących się górnictwem. Dokument ten, potwierdzony później przez Zygmunta Augusta w 1551 roku, jeszcze przez długi czas stanowił podstawę rozwoju polskiego górnictwa. Inne uregulowania prawne w górnictwie obowiązujące w tym czasie w Polsce stanowiły, że kruszce, jak też i wszystko co znajdowało się w ziemi należało do króla. Tylko władca nadawał prawo do kopania za opłatą, zwaną olborą, którą składano w kruszcu wydobytym i oczyszczonym. Złoto i srebro było zastrzeżone dla króla, który kupował je do mennicy po cenie targowej. Nie wolno było kopać po kryjomu, a  kruszec i  rudę sprzedawać na szkodę skarbu. Postanowienia te ogłosił 13 M. Matras, Prace górniczo-hutnicze w  okolicy Szczawnicy do połowy XVIII wieku, Warszawa-Wrocław, 1959, s. 143. 14

Ibidem, s. 145.

15 D. Molenda, Poszukiwania górnicze w Tatrach, Pieninach i Beskidzie Sądeckim do 1772 r. w świetle analizy przywilejów poszukiwawczych. „Studia z Dziejów Górnictwa i Hutnictwa“, 14, 1970, s. 59. 16

184

H. Łabęcki, Górnictwo w Polsce, t. I. Warszawa 1841, s. 198-201.


Górnik Reprodukcja z reprintu Walentego Roździeńskiego Officina Ferraria abo huta i warstat z kuźniami szlachetnego dzieła żelaznego przez Walentego Roździeńskiego teraz nowo wydana w Krakowie, 1612, Wrocław 1962

w nowej ustawie górniczej 19 lutego 1517 roku Zygmunt Stary, który nadzór nad przestrzeganiem obowiązujących praw górniczych powierzył na terenie całego kraju urzędowi podkomorzego górniczego17. W  pierwszych latach panowania Zygmunta Starego sejm dwukrotnie uchwalał ustawy o  biciu nowej monety, po raz pierwszy w  roku 1507. Potrzebne ilości srebra, sprowadzane głównie z  Węgier, dostarczali do mennicy królewskiej krakowski kupiec i przedsiębiorca górniczy Kasper Ber, Jan Turzon i Jan Boner. Zapotrzebowanie na srebro ponownie ożywiło poszukiwanie kruszców w okolicach Krakowa i na Pogórzu. W maju 1508 roku Zygmunt Stary wydał przywilej górniczy dla 26 osób tworzących bardziej luźny zespół niż spółkę gwarecką, w skład której wchodzili zarówno magnaci, rajcy i mieszczanie krakowscy, jak też i szlachta oraz mieszczanie z różnych miejscowości podgórskich, w których spodziewano się znaleźć kruszce, na „poszukiwanie metali i minerałów w Królestwie i na Spiszu, razem i oddzielnie”18. Kilka miesięcy później przywilej na poszukiwania kruszców w Tatrach i na Rusi otrzymali Jordanowie z  Zakliczyna oraz Jan i  Jerzy Pniewscy19. O  rezultatach tych poszukiwań wiemy niewiele. W 1520 roku w Polsce nie działała żadna kopalnia kruszcu i z powodu jego braku nie wykonano kolejnej ustawy sejmowej o biciu monety. W celu ożywienia poszukiwań przyrzeczono górnikom zwolnienie z olbory na dwa lata, a także przypomniano sobie o nieczynnych kopalniach tatrzańskich. Na początku lat dwudziestych XVI wieku powstały nowe spółki gwareckie zainteresowane pracami górniczymi w Tatrach. Zawiązała się również spółka z udziałem króla Zygmunta Starego, w której znaleźli się m.in. biskup kamieniecki, możnowładcy i mieszczanie krakowscy. Nowe gwarectwo przywilejem władcy z 1525 zastrzegło sobie obszar prowadzenia prac górniczych na „górach Hornok, Gyewanth i Stara Robota”, a także, że „nikt inny nie może umieścić kopalń bliżej niż o milę polską od tego obszaru”20. Umieszczenie w tym dokumencie nazwy Gyewanth, kojarzone obecnie wyłącznie z górą o nazwie Giewont dominującą nad Zakopanem,

17

H. Łabęcki, op. cit., t. I, s. 201-202; t. II., s. 223.

18

M. Matras, op. cit., s. 145-146.

19

AGAD, Metryka Koronna, ks. 23, s. 439.

20

AGAD, Metryka Koronna, ks. 38, s. 641; P. Kutaś, op. cit., s. 41.

185


budzi (także w świetle innych, późniejszych, dokumentów) pewne wątpliwości. Gwarectwo z udziałem władcy ponosiło znaczne koszta na poszerzenie obszaru poszukiwań i eksploatację kruszców. Kopalnie w Tatrach nosiły wówczas nazwę: montes et fodinae Tatri21, miały swojego zarządcę – góromistrza, którym w latach 1525-1526 był szlachcic czeskiego pochodzenia, górnik z Kutnej Hory, Samson z  Fulsztyna22 i  radcę rachunkowego przedsiębiorstwa. Nowe sztolnie bito nie tylko w  żlebie Podbanie, ale także w  położonej po przeciwnej stronie Ornaku Dolinie Starorobociańskiej w  grzbiecie zwanym Baniste. Być może prowadzono wtedy prace górnicze także w  Starorobociańskim Wierchu, w  górze Repa (Ropa?), w Dolinie Trzydniowiańskiej i jeszcze kilku innych miejscach w górnych partiach Doliny Chochołowskiej i Kościeliskiej. Prawdopodobnie w tych czasach uruchomiono także kopalnię na Hali Pysznej „Na Kunsztach”, gdzie wydrążono głęboki na kilkadziesiąt metrów szyb. We wszystkich tych kopalniach wydobywano rudę zawierającą srebro i miedź, jak mówili górale srebrnicę – śrybelnica (minera argenti, lub minera matalli Lunae – kruszec księżycowy) i miedziankę (minera cupri lub aeris oraz minera Veneris – kruszec wenery). Miały się także w kopalniach tatrzańskich znajdować ślady złota, a o złotnicy, czyli rudzie złotej (zwanej minera auri, czyli minera metalli Solis – kruszec słońca) jeszcze pod koniec XIX wieku opowiadali górale23. Pomimo znacznych nakładów i dobrej organizacji królewskiej spółki gwareckiej prace górnicze w Tatrach z powodu małej rentowności kopalń zamierały kilkakrotnie. Niezależnie od wysokości nakładów przynosiły one zawsze raczej symboliczny zysk. Największy dochód kopalnie tatrzańskie przyniosły w latach 1524-1525, aż 415 zł24 przy wydatkach i dochodach na poziomie 2000 zł. Później było już tylko gorzej. Zarządzający administracyjnie spółką mieszczanin krakowski Kasper Ber podsumowując finanse kopalń w Tatrach za lata 1529-1531, zapisał: – „dochody: 4908 zł p. 15 gr., wydatki: 4889 zł p. 3 gr., zysk: 19 zł p. 12 gr”25. Władca nie zrażał się coraz gorszymi wynikami finansowymi spółki i  nadał łożył na kopalnie 21

J. Czubek, Najstarsze gwarectwo polskie w Tatrach, „Przegląd Zakopiański”, 1901, s. 1-3.

22

Obecnie część wsi Bohušov na Morawach.

23

S. E. Radzikowski, op. cit., s. 116-117.

24

P. Kutaś, op. cit., s. 61.

25

S. E. Radzikowski, op. cit., s. 122.

186


tatrzańskie jeszcze w latach 1536-1539, ale w tym okresie nie przyniosły one już żadnego zysku. Ostatecznie zamknięto je przed 1540 rokiem. W tym samym czasie w Tatrach, na Podhalu i w starostwie spiskim działały także inne spółki gwareckie, w  których główną rolę odgrywali m.in. kupiec i  rajca krakowski zamieszkały w Nidzicy Mikołaj Spis (także członek zarządu kopalń tatrzańskich), starosta spiski Piotr Kmita, oraz dziekan kapituły krakowskiej Piotr Wapowski. Złoto na Krywaniu przez krótki czas próbował wydobywać kupiec z krakowa Jakub Fukier (Fugger), pochodzący z Augsburga do spółki z Gundelfingerem w kopalni o obiecującej nazwie Glückrad (koło szczęścia). W drugiej połowie XVI wieku opuszczone kopalnie tatrzańskie nie budziły większego zainteresowania w Krakowie. Kancelaria królewska wydała w tym okresie tylko kilka przywilejów na poszukiwania kruszców obejmujące Tatry. W  1554 roku dokument taki otrzymał doświadczony w górnictwie Ludwik Decjus26, sekretarz Zygmunta Starego, a w 1576 roku mieszczanim z Oświęcimia Jerzy Grussman, który ponoć znalazł wcześniej w Tatrach rudy miedzi27. W  czerwcu 1569 roku król Zygmunt August udzielił szlachcicowi Marcinowi Konopnickiemu i kilku jego towarzyszom przywilej na poszukiwanie kruszców na obszarze całego królestwa. W 1570 roku na gruntach wsi Krauszowa w starostwie nowotarskim poszukiwacze znaleźli rudę żelaza, którą przerabiano w hucie (kuźnicy) wybudowanej przy współudziale sołtysa Tomasza Miętusa w lesie koło wsi Dunajec. Jest to obecnie najstarsza informacja o wydobywaniu i przetwarzaniu na Podhalu żelaza28. W  XVII wieku poszukiwaniem i  eksploatacją kruszców w  Tatrach interesowali się przede wszystkim starostowie nowotarscy. 20 maja 1619 roku wielkorządca zamku krakowskiego, starosta nowotarski Stanisław Witowski otrzymał od króla Zygmunta III przywilej zezwalający na utworzenie stowarzyszenia górniczego (gwarectwa) do eksploatacji kruszców miedzi i  srebra odkrytego w  starostwie nowotarskim i  czorsztyńskim „po wieczne czasy”. Stowarzyszeniu liczącemu 15 udziałowców nadano tzw. prawa olkuskie, które zezwalały na „budowę topialni, kół wodnych, kuźnic, domków górniczych i używać do wyrębu lasów królewskich” 26

H. Łabęcki, op. cit., t. 1, s. 118.

27

J. Rafacz, Dzieje i ustrój Podhala nowotarskiego, Warszawa 1935, s. 246.

28

P. Kutaś, op. cit., s. 80-82.

187


bez dodaktowych przywilejów29. Spółka gwarecka działała jeszcze w 1628 roku, pomimo przeszkód stwianych jej przez kolejnego starostę nowotarskiego, urzędującego od 1624 roku Mikołaja Komorowskiego. Powtarzające się przypadki zabierania górnikom narzędzi, wzbranianie poboru drewna na potrzeby huty, zniszczenie topni srebra i miedzi, a nawet zrabowanie zapasu wytopionego ołowiu, wynikały zapewne z konfliktu interesów. Komorowski posiadał przywilej, który jego pieczy powierzał wszystkie huty żelaza na obszarze starostwa (sam był właścicielem kuźnicy żelaza w Białce), zaś jego poprzednikowi nadal podlegały kopalnie złota, srebra, miedzi i ołowiu. Po kilkuletnim zastoju w pracach poszukiwawczych i wydobywczych w 1647 roku starosta nowotarski Adam Kazanowski, dzierżawca kopalni w Wieliczce uzyskał od króla Władysława IV Wazy przywilej Litterae inquisitoriae na poszukiwanie kruszców w starostwie nowotarskim i czorsztyńskim. W zasadzie dokument ten zezwalał każdemu na poszukiwanie kruszców, „prowadzenie robót w nowych i dawnych górach” oraz uwalniał od opłaty olbory na 10 lat30. Niestety Kazanowskiemu nie udało się zrealizować ambitnych planów rozwoju górnictwa w Tatrach i na Podhalu. Zmarł w 1649 roku. W drugiej połowie XVII wieku prawdopodobnie nie prowadzono już żadnych prac górniczych w Tatrach. Nie wykazała ich przeprowadzona w 1664 roku z polecenia władcy lustracja, a przerwa w kopaniu kruszców trwała ponad 100 lat. Zastój w górnictwie tatrzańskim w znacznym stopniu związany był z upadkiem gospodarczym Rzeczypospolitej spowodowanym licznymi i długotrwałymi wojnami. Wiedza o tych najstarszych epizodach górnictwa kruszcowego w Tatrach z czasem uległa zapomnieniu. W połowie XIX wieku, historyk polskiego górnictwa i hutnictwa, Hieronim Łabęcki kwestionował nawet wydobywanie kruszców w Tatrach w XV i XVI wieku31. Każdorazowy zastój w  tatrzańskim górnictwie ożywiał kruszcośledzenie prowadzone przez osoby posiadające przywileje władcy, zwane listami szurfowymi. W  okresach tych nasilało się także „poszukiwanie skarbów”, prowadzone zwykle przez zwalnianych z pracy w kopalniach górników, a także mniej lub bardziej 29 AGAD, Metryka Koronna, ks. 164, s. 14-18; K. Baran, Statuty i  przywileje cechów nowotarskich. Sprawozdanie Dyrektora C. K. Gimnazjum w Nowym Targu, 1909, s. 34-38. 30

AGAD, Metryka Koronna, ks. 189, s. 721; H. Łabęcki, op. cit., t. 2, s. 381-387.

31

H. Łabęcki, op. cit., t. 1, s. 127-128.

188


Koło czarodziejskie do zaklęcia duchów (z tatrzańskich spisków) Reprodukcja z: S. Eljasz Radzikowski, Ze świata tajemnic. Skarby zaklęte w Tatrach, „Przegląd Zakopiański” 1903

„zawodowo” trudniących się tym zajęciem mieszkańców podhalańskich miast i wiosek, jak też i prawdziwych obieżyświatów przemierzających w poszukiwaniu skarbów znaczne połacie Europy. Bliższe poznanie tego interesującego i niecodziennego nawet wówczas zajęcia jest dosyć trudne, ze względu na brak wiarygodnych źródeł. Poszukiwanie skarbów prowadzono zazwyczaj nielegalnie, a więc w ukryciu, najczęściej na obszarach słabo zaludnionych bądź bezludnych. Brak wiedzy i niezbędnego w prowadzeniu poszukiwań doświadczenia starano się zastąpić elementami magii, niejednokrotnie pomieszanych z symbolami wiary, a wszelkie niepowodzenia i sukcesy skrywano skrzętnie przed niepowołanymi. Zwykle jedynymi śladami dawnej działalności poszukiwaczy skarbów są rozmaite znaki naskalne zachowane na skałach i większych głazach, relikty prowadzonych prac (np. spotykane dawniej zbutwiałe ostrewki, stopnie kute w  skałach, odnajdywane przypadkowo „dziury zamknione i  niewidziane” jaskinie itp.) oraz dla poszukiwaczy najcenniejsze, rękopiśmienne spiski-klucze, prowadzące do miejsc występowania bajecznych skarbów. Rzadkie przekazy o poszukiwaniach skarbów odnaleźć można w starszej literaturze, legendach, bądź w praktyce mało dotychczas wykorzystanych, trudno dostępnych i  nielicznych księgach magii, alchemii i rozmaitych zbiorach dokumentów gromadzonych przez osoby specjalnie zainteresowane w przeszłości poszukiwaniem skarbów i kruszców. Znaki poszukiwaczy skarbów znajdują się przede wszystkim w  Tatrach Zachodnich32. Czasem występują pojedynczo, czasem tworzą skupiska zawierające kilka lub kilkanaście rozmaitych symboli. Były to zapewno miejsca bardziej znane i częściej odwiedzane, jak np. skała zwana Wymyte, na północnym stoku Sarniej Skały33, doskonale widoczna z Gubałówki prawie w każdych warunkach pogodowych. Dzięki temu mógł to być ważny punkt orientacyjny dla poszukiwaczy podążających w  Tatry grzbietem Pogórza Gubałowskiego. W  górnych partiach łatwo dostępnej Doliny ku Dziurze w  ustronnym, nadającym się do biwakowania miejscu, znajdują się na skale dwa stanowiska znaków. Zdaniem Konstantego Steckiego jr. tutaj mogli zbierali się dawniej śmiałkowie wyruszający na poszukiwania skarbów w Tatrach.

32

W. Wiśniewski, Znaki naskalne w Tatrach Polskich, „Wierchy”, R. 57, 1993, s. 156-168.

33

Z. Stecka, Tajemnicze znaki, „Tatry”, Nr 5-6, 1995, s. 29.

189


Spotykane w Tatrach znaki naskalne mają rozmaite kształty, zostały wykonane w rozmaity sposób i w różnym czasie. Najstarszy znak – datę 1531 – odnaleziono w  1937 roku w  Dolinie Kościeliskiej w  pobliżu szlaku do Jaskini Mroźnej. Inna data 1663 znajduje się także w Dolinie Kościeliskiej w Wąwozie Kraków w pobliżu Jaskini Poszukiwaczy Skarbów, koło której znajduje się także wiele innych starych i interesujących znaków34. Prawdopodobnie do najstarszych można także zaliczyć rysunek górnika (na Pisanej Skale w Dolinie Kościeliskiej w pobliżu otworu Jaskini Wodnej Pod Pisaną), w której poszukiwano skarbów jeszcze na początku XX wieku. Wiele interesujących stanowisk znaków poszukiwaczy skarbów znajduje się także w skałach masywu Kominiarskiego Wierchu, a także w kilku znanych od dawna jaskiniach, np. Piwnicy Miętusiej w Dolinie Miętusiej. Pośród znaków naskalnych często spotykane są rozmaite podpisy, litery i  figury geometryczne, często o nieznanym znaczeniu. Niekiedy są to koła, trójkąty, bądź znaki symbolizujące drabiny lub schrony. Rzadziej spotykane są różnego kształtu krzyże oraz znaki przedstawiające alchemiczne symbole kruszców. Ślady i relikty dawnej działalności poszukiwaczy skarbów odnajdywano dawniej przede wszystkim w miejscach trudno dostępnych oraz w jaskiniach. Najczęściej były to ślady starych wykopów i miejsca eksploatacji minerałów, zbutwiałe ostrewki i drabiny, drewniane konstrukcj ułatwiające eksploatację mleka wapiennego, np. w Jaskini Groby itp. Jednym z ciekawszych znalezisk były resztki czółna znalezione pod koniec XIX wieku przez Jana Gwalberta Pawlikowskiego w  Jaskini Wodnej pod Pisaną. Bracia Stefan i  Tadeusz Zwolińscy badając tę jaskinię w  1923 roku, oprócz szczątków starego czółna znaleźli także resztki nowego, które w tym czasie pozostawili pod ziemią współcześni poszukiwacze skarbów35. Świadectwem prowadzonych dawniej poszukiwań skarbów są także, znane obecnie z  różnych przedruków, spiski prowadzące do miejsc występowania skarbów w Tatrach. Te tajemnicze dokumenty, pieczołowicie strzeżone przez właścicieli, zwróciły już uwagę pierwszych badaczy Tatr, ale dopiero w połowie XIX wieku geolog Ludwik Zejszner ogłosił treść pierwszego z nich, zatytułowanego Trakt, którędy Włoszy idą in secreto w góry krakowskie zwane Tatry,

34

S. Zwoliński, W podziemiach tatrzańskich, Warszawa, 1961, s. 206.

35 Ibidem, s. 178.

190


na podstawie odpisu znajdującego się w Bibliotece Jagiellońskiej36. Niebawem okazało się, że prawdopodobnie pierwowzorem większości spisków był wspomniany już trzynastowieczny „testament Wydżgi“, a późniejsze spiski zostały wzbogacone o elementy magii i tajemnicze jaskinie, w których zazwyczaj znajdowały się ukryte skarby. Później odnaleziono nawet odpis testamentu Wydżgi, datowany na połowę XVII wieku wzbogacony obszernym opis miejsc, w których poszukiwał on skarbów w Tatrach!37. W połowie XVII wieku powstał także najciekawszy, obszerny spisek Opisanie ciekawe gór Tatrów za Nowym Targiem, na cały świat słynących, wszelkimi klejnotami i bogactwy ozdobionych i niezliczonymi minerałami wypełnionych, które są wynalezione od niektórych głęboko uczonych szkół matematycznych filozofów, osobliwie od uczonego Michała Hrosieńskiego wydany i  opatrzony obszernymi przypisami przez S. Eljasza Radzikowskiego38. Spisek ten, stanowiący kompilację z innych tego rodzaju rękopisów zawiera nie tylko opis drogi do legendarnego Żabiego Jeziorka, ale także wskazówki, w jaki sposób można odnaleźć rozmaite skarby po drodze i jak je należy zabezpieczyć przed innymi na przyszłość. Autor podaje także informacje o potrzebnym na tej niebezpiecznej wyprawie wyposażeniu, wśród którego oprócz różnych świątobliwości, powinien być także „szpagat nasmarowany wężowym sadłem, zmieszany ze szczupakową żółcią, bo od tych dwu tłustości duchowie ziemi uciekają”, oraz perspektywa... „do wypatrywania gór”. Mało doświadczony poszukiwacz w spisku mógł znaleźć wiele innych użytecznych informacji, w tym zestawienie „dni, w które złe duchy od skarbów odstępują i wolnymi je czynią”. Bardziej doświadczeni poszukiwacze skarbów korzystali również ze spisków specjalistycznych, np. Metallognomia, informujących jak poznać miejsca, w których występują skarby i metale oraz Wirguła, przez którą wynajdują skarby, opisujących sposób wykonania i posługiwania się różdżką czarodziejską. Niekiedy poszukiwaczom udało się znaleźć upragniony skarb. Szczęśliwy posiadacz samorodka złota, niezwykłego okruchu skały, tajemniczego minerału, kryształu

36 L. Zejszner, Podhale i północna pochyłość Tatrów czyli Tatry Polskie, „Biblioteka Warszawska”, 1849, s. 550-556. 37 S. Sierotwiński, Przewodnik dla poszukiwaczy skarbów w  Tatrach, „Wierchy”, 24, 1955, s. 216-219. 38 S. Eljasz Radzikowski, Michała Chrościńskiego [Hrościński] Opisanie ciekawe gór Tatrów, „Pamiętnik Towarzystwa Tatrzańskiego”, T. 26, 1905, s. 63-140.

191


lub innego skarbu musiał odszukać fachowca potrafiącego ocenić wartość znaleziska. Zajmowali się tym niektórzy złotnicy, aptekarze, a przede wszystkim alchemicy rezydujący po północnej stronie Tatr w Krakowie, oraz w niektórych miastach po południowej stronie Tatr. Alchemicy chętnie gromadzili nie tylko interesujące znaleziska przynoszone przez poszukiwaczy, ale także starali się uzyskać informacje o miejscu znalezienia „bezcennych skarbów” i odnotować nazwisko znalazcy. Dane te niekiedy zamieszczano w księgach alchemii, oprócz rozmaitych receptur i tajemnych zaklęć. Te mało znane i trudno dostępne księgi niejednokrotnie zawierają bezcenne informacje nie tylko o poszukiwaczach skarbów i górnictwie, ale także unikatowe materiały do dziejów poznania Tatr i sąsiednich pasm górskich. W Bibliotece Szirmaya w Preszowie wśród około 150 ksiąg alchemicznych odnaleziono dzieło czeskiego alchemika Joannesa Sobieslaviensisa Alchidemia [Alchimedia] pisane w drugiej połowie XVI wieku, które zawiera różne informacje pochodzące z lat 1523-1578. Wśród nich znajduje się kilka zapisków dotyczących poszukiwań kruszców w Tatrach. Na ich podstawie można stwierdzić, że już w połowie XVI wieku poszukiwacze skarbów podążali z różnych stron do legendarnego, pełnego skarbów, Żabiego Jeziorka położonego w najwyższych i najbardziej niedostępnych partiach Wysokich Tatr39. Jeden z  pierwszych opisów działalności poszukiwaczy skarbów w  Tatrach zamieścił w  rękopisie swojej monografii tatrzańskiej z  1719 roku Georg Buchholtz sen.40. Opis ten, wykorzystywany później przez wielu autorów w przekładzie Józefa Szaflarskiego brzmi: „W Górach Śnieżnych wprawdzie może jest ukryty w skałach, szczelinach i jamach różny kruszec i niejeden cenny skarb, jednak mieszkańcy tego terenu (Spiszacy) nie mają z niego żadnego pożytku i mało dbają o takie skarby. [...] Cudzoziemcy zaś jako to Włosi, Szwajcarzy (co to dla pozoru prawie co roku roznoszą po kraju czesadła i łapki na myszy), Czesi, Ślązacy i Polacy nie licząc innych, pracują pilnie w kopalniach. Wyszukują i wynoszą niejeden skarb, a że w tej dziedzinie są lepszymi mistrzami i przeważnie posługują się czarną magią, przeto na wszystko rzucają 39 E. Lazar, Alchimedia 1573. Slovenska alchymisticka pamiatka. [:] Z dejin vied a techniky na Slovensku, 5, 1969, s. 475-513. 40 Rękopis G. Buchholtza sr. odnaleziony pod koniec XIX wieku w Bibliotece Narodowej w Budapeszcie ogłosił R. Werber: G. Buchholtz, Das weit und breit erschollene Ziepser – Schnee – Gebürg, Leutschau 1899, s. 67.

192


Mapa kopalni „Czarne Okno” Plan sytuacyjny i przekrój kopalni w górze Ornak Jan Rudolf Knorr, maj 1767 Biblioteka Książąt Czartoryskich w Krakowie (sygn. B. Czart. rkps 906 s. 337) Reprodukcja z: M. Baścik (red.), Dolina Kościeliska. Śladami badaczy, artystów i wędrowców, Zakopane 2006

czary, tak że nie można niczego znaleźć ani do niczego dotrzeć. I chociaż się takiego kopacza złota czy poszukiwacza kruszców spotka i dostrzeże, to znika on z oczu albo też zrywa się sroga burza z grzmotem, błyskawicami, deszczem i śniegiem, że człowieka strach ogarnia i ucieka. Czasami znajduje się też między skałami lub w szczelinach skalnych i jamach narzędzia górnicze, jako to młotki ręczne, rzezaki, motyki i kilofy, niecki do zbierania i płukania kruszcu itp. Ci jednak, którzy się nimi posługiwali, znikli. Zdarza się też, że znajduje się w lochach kości ludzkie, jako że ludzie w nich zginęli. Nie wiadomo jednak, co się z tymi biedakami działo, co im się przydarzyło, czego tu szukali i co znaleźli poza śmiercią i swą zgubą”41. Ożywienie prac górniczych w polskiej części Tatr nastąpiło po długotrwałym zastoju dopiero w drugiej połowie XVIII wieku w czasie panowania króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Nowy władca w  celu poprawy gospodarki utworzył Komisję Skarbową, która sprowadziła do Polski specjalistów górników z Saksonii: Jana Augusta Knoblaucha, Jana Rudolfa Knorra i  Chrystiana Wilhelma Friese. 31 sierpnia 1765 roku specjaliści otrzymali od podskarbiego nadwornego Rocha z Głogowy Kossowskiego polecenie wyjazdu w Tatry „w starostwie nowotarskim oraz w starostwie czorsztyńskim” w celu odnalezienia porzuconych w połowie XVI wieku kopalń oraz poszukiwania nowych złóż kruszców. Po drodze w Krakowie wysłannicy Komisji zasięgnęli informacji „u mieszczanina o nazwisku de Rossi, który znał się na kruszcach i znał w Tatrach miejsca gdzie można je kopać”. W połowie września dotarli do Dzianisza, gdzie zamieszkali u wójta Józefa Wojnarowskiego. Niebawem majster J. R. Knorr pojechał na Spisz w  celu sprowadzenia górników i sprzętu niezbędnego do prac w kopalniach. W tym czasie Knoblauch, tytułowany „inspektorem gór mineralnych”, najął do roboty kilku górali, którzy oczyszczali zawalone wejście do kopalni na Ornaku. Znaleziono tam ślady dawnych rozległych prac górniczych, m.in. 7 kopalń w Ornaku, z których największa, zwana Czarne Okno, mierzyła blisko 200 metrów i jedną sztolnię w Starej Robocie. Pod koniec września 1765 zatrudnieni przez komisarzy górnicy odnowili stare kopalnie i rozpoczęli wydobywanie kruszcu. Niespodziewanie na Ornak dotarła w tym czasie grupa uzbrojonych w broń palną górali, którzy zabrali cały zapas wykopanej rudy. W związku z tym komisarze zwrócili się do króla z prośbą o wyznaczenie oddzielnej, sześcioosobowej straży do pilnowania kruszcu i pracujących hawiarzy.

41

J. Szaflarski, Poznanie Tatr, Warszawa 1972, s. 101.

193


W poszukiwaniach kruszców uczestniczyli od jesieni, po uzyskaniu królewskich przywilejów, także mieszczanie nowotarscy i krakowianin de Rossi. W zimie roboty prowadzono tylko w Czarnym Oknie. W liście kierowanym do Komisji Skarbowej 30 września załączono sporządzony przez Knorra „abrys góry Ornak42” z zaznaczonymi 6 sztolniami. Do kolejnego raportu, datowanego 3 grudnia, dołączono sporządzony na oddzielnym arkuszu barwny plan kopalń na Ornaku Ohngeferer Grund-Riss von Schwarzen-Stollen in Tartarischen Gebürgen gelegen, gefertiget in Monath Nowember 1765 vom Johann Rudolph Knorr B. Mstr43. W  styczniu 1766 roku Knoblauch przeprowadził analizę kruszcu znalezionego w  Czarnym Oknie. Według jego oznaczeń próbka o  wadze jednego cetnara (40,55 kg) zawierała: złota – ślad, srebra – 1 grzywnę 4 łuty (0,253 kg), miedzi – 16 funtów (6, 4 kg). Udział kruszców w rudzie wynosił: srebro 0,62%, a miedź 15,78%. Wyniki te zapewne zachęciły Komisję Kruszcową do dalszego finansowania robót w Tatrach. W 1776 roku znaleziono także rudę żelaza w Jaworzynce i okolicy Kuźnic, zwanych wówczas Hutami Hamerskimi, a  poszukiwania kruszców objęły także Starą Robotę, Szczyt, Giewont i  okolice Rybiego Stawu. Piękny kruszec miedziany znaleziono w Starej Robocie, a kruszec srebrny pod Szczytem (Klin nad Doliną Starorobociańską). W rejonie Ornaku rozpoczęto budowę „topni kruszcu srebra”. Do sprawozdania komisarzy z 13 czerwca 1767 roku Knorr dołączył „mapę in plano jako i in profili gór mineralnych w górze Ornak zwanej starostwa nowotarskiego ... a mense 8br. 1765 ad ult. Marsij 1767 założonej roboty”. Zapewniono także Komisję Kruszczową, że z wydobytych 400 kubłów rudy, tj. 400 cetnarów (16,22 tony), będzie wytopione w najbliższym czasie 200 grzywien srebra (40,55 kg) i 20 cetnarów miedzi (811 kg). Po przetopieniu zapasu rudy okazało się, że zawartość srebra i miedzi była znacznie niższa niż w zbadanej próbce. Cetnar rudy (40,55 kg) zawierał jedynie 0,101 kg srebra (0,249%) i 3,2 kg miedzi (7,89%). Prace górnicze w Tatrach prowadzone przez wysłanników Komisji Skarbowej z powodu kosztów, a przede wszystkim sporu granicznego pomiędzy Polską a Austrią przerwano w 1768 roku Kopalnie i huta ponownie opustoszały. W  Bibliotece Książąt Czartoryskich w  Krakowie zachowały się bogate materiały związane z  krótkim okresem ożywienia prac górniczych w  Tatrach w  latach 42

P. Kutaś, op. cit., s. 94.

43

Ibidem, s. 97.

194


Krzyż Pola w Dolinie Kościeliskiej. Zamontowany w kamieniu z młyna kruszcowego. Wg fot. z około 1900 r. pocztówka Salonu Malarzy Polskich, 1907 Zbiory prywatne

sześćdziesiątych XVIII wieku, gromadzone w specjalnie wydzielonych aktach Komisji Skarbowej, zatytułowane Protokoły y Dokumenta do Gór Mineralnych należące za lata 1765-1768. Dokumenty te pisane w różnych językach: niemieckim, francuskim, łacińskim i polskim zostały dość wiernie zestawione przez S. Eljasza Radzikowskiego44, a  później były wykorzystywane także przez innych badaczy dziejów górnictwa. Wśród dokumentów zachowały się również mapy kopalni Czarne Okno i plan góry Ornak z zaznaczonymi kopalniami. Są to unikatowe i jedyne zabytki kartograficzne związane z górnictwem kruszcowym w Tatrach. Przerwanie prac górniczych w  Tatrach oraz wkroczenie wojsk austriackich na Podhale w 1770 roku utożsamiane jest z zakończeniem okresu tatrzańskiego górnictwa kruszcowego i początkiem wydobywania i przetwarzania rud żelaza. Jednak jeszcze pod koniec XVIII wieku wydobyciem i przetwórstwem miedzi w Tatrach zajmowało się kilka gwarectw. W  latach siedemdziesiątych prowadzono jeszcze wydobycie złota na Krywaniu pomimo szacunków, że w  eksploatowanych żyłach kwarcowo-barytowych złoto stanowiło zaledwie kilka dziesiątych promila, a dochód z jego sprzedaży nie zwracał nawet 1/3 wydatków ponoszonych na jego wydobycie. Cetnar rudy z Krywania miał dawać 3-5 łutów złota w próbie ogniowej, a w próbie wodnej jeden łut (0,3‰)45. Nierentowne kopalnie porzucono ok. 1788 roku. Współcześnie oszacowano, że ze wszystkich kopalń w rejonie Krywania uzyskano w ciągu całego okresu ich eksploatacji maksymalnie do 30 kg złota!46 W 1773 roku cesarsko-królewski urząd do spraw mennicy i górnictwa wysłał na inspekcję górnictwa w południowych obszarach Rzeczypospolitej wcielonych do Austrii po I  rozbiorze hrabiego Ybarra. Opracowany przez hrabiego raport informował, że wydobycie rud miedzi i srebra prowadzono w trzech sztolniach na Ornaku i dwóch w Starej Robocie, a oprócz tego na Pysznej i jeszcze w kilku innych miejscach. Poszukiwano również nowych złóż rud kruszcowych. Pracami górniczymi w rejonie Ornaku kierował Prokopowicz z Lubowli na podstawie koncesji

44 S. Eljasz Radzikowski, Zakopane przed stu laty, cz. V. Górnictwo, „Pamiętnik Towarzystwa Tatrzańskiego“, 23, 1902, s. 59-80. 45

S. Weber, op. cit., s. 311.

46 F. Bakos, M. Chovan, Výskyty hydrotermalnych mineralizácii v Tatrách, „Štúdie o Tatranskom Narodnom Parku“, 7, 2004, s. 137.

195


otrzymanej w 1772 od Komisji Skarbowej47, na mocy której przejął również budynki i urządzenia stanowiące poprzednio własność skarbu Rzeczypospolitej. W 1780 roku na polach kruszcowych działało 6 spółek gwareckich, które łącznie wydobyły 361 cetnarów rud miedzi (około 17 ton), zawierającej od 1-11 łutów srebra. Gwarectwa posiadały 2 huty, na Starych Kościeliskach i na Pysznej, wyposażone w znaczną ilość urządzeń i budowli pomocniczych. Gwarkowie zartudniali 27 górników. W 1783 roku zapas rudy na składzie przekroczył 688 cetnarów, ale gwarkom zabrakło gotówki na kontynuowanie prac. W tym samym roku nowi przedsiębiorcy Mikołaj i Jan Prokopowicz postawili na polanie Stare Kościeliska nowy zakład hutniczy. Obejmował on dwa piece wytopowe i jeden probierski z laboratorium, tłuczkarnię rud, rudarnię, skład na węgiel i drzewo, narzędziownię, magazyn wyrobów i dwa mieszkania robotnicze48. W  okresie eksploatacji tatrzańskich żył kruszcowych wydobywano zapewne i  występujące w  nich żelazo (syderyt), ale ze względu na „pospolity” charakter tego metalu jego wydobycie i przetwórstwo nie budziło większego zainteresowania. Zapewne już na początku XVIII wieku eksploatowano i prostymi metodami wytapiano z rud zawierających żelazo (hematyt, syderyt i limonit), spotykanych w  szczelinach skał osadowych (głównie wapieniach triasowych) serii reglowych i wierchowych północnej części Tatr Zachodnich. Odkrycie przez Komisję Kruszcową w 1766 roku złóż rudy żelaza w Jaworzynce rozpoczęło okres ich intesnywnej eksploatacji i przetwarzania nowoczesnymi metodami na wielką skalę. W Tatrach górnictwo i hutnictwo żelaza trwało blisko 120 lat. Wynikami prac górniczych Komisji Skarbowej od początku zainteresowany był Franciszek Rychter Pelikańczyk, podstoli krakowski, jeden z  lustratorów województwa krakowskiego w  1765 roku, który dwa lata później zdecydował się odkupić za zgodą władcy starostwo nowotarskie z rąk Anny Radziwiłłowej. Pełniąc już urząd starosty, Rychter w 1767 roku rozbudował znacznym nakładem środków (50 000 złp) zakład hutniczy w Hutach Hamerskich. Składał się on z jednego wysokiego pieca, dwóch fryszerek oraz kuźni do produkcji narzędzi i gwoździ. Huta w Kuźnicach w krótkim czasie zaczęła przynosić inwestorowi znaczące zyski. Po

47

P. Kutaś, op. cit., s.110.

48 J. Pazdur, Materiały do górnictwa tatrzańskiego w Hof- und Kammerarchiv w Wiedniu, „Kwartalnik Historii Kultury Materialnej“ 1960, s. 157-160.

196


List lenny dla Joahimusa Reichersdorffera z grudnia 1801 na „pole Ferdynand w Górach Miętusich” Zbiory prywatne

zajęciu starostwa nowotarskiego przez Austrię Rychter zachował dożywotnio starostwo nowotarskie wraz z Kuźnicami. W styczniu 1773 roku zwrócił się do cesarza Józefa II z prośbą o przepisanie prawa własności huty na syna, a także wyrażenie zgody na użytkowanie na jej potrzeby lasów tatrzańskich. W odpowiedzi uzyskał jedynie zgodę na pozyskanie drewna do opalania kancelarii w ilości 1 m3 /rok. Rychter, ostatni starosta nowotarski, pełnił swój urząd do 1773. Po jego śmierci starostwo i  hutę w  Kuźnicach przejął ustanowiony przez Austriaków Zarząd Kameralny w Nowym Tagru (tzw. kamera nowotarska). Z  raportu hrabiego Ybarra wynika, że w  roku 1773 wydobycie rud żelaza prowadzono na Magurze, pod Giewontem (na Kalatówkach), na Hali Kasprowej, na Huciskach, w Małej Łące, w Dolinie Miętusiej oraz w kilku miejscach na Podhalu. Około 1780 roku kamera cesarsko-królewska przystąpiła do modernizacji huty w Kuźnicach. Przebudowano wysoki piec i dwie fryszerki. Na zarządcę huty powołano urzędnika o nazwisku Ott. Produkcja surówki zależała w znacznym stopniu od ilości pozyskanej rudy. W okresie od sierpnia 1782 do sierpnia 1783 przetopiono w niej 15505,8 cetnarów rudy (868,4 ton), uzyskując 5898 cetnarów surówki (330,3 ton), a w latach 1786/7 przetopiono 10 045 cetnarów rudy (562,6 ton), uzyskując 2712,2 cetnarów surówki (135,6 ton). Złoża rudy żelaza wyczerpywały się szybko. Produkcja surówki znacznie spadła. W  1791 roku produkcja w Kuźnicach zamarła49. W 1792 roku hutę w Kuźnicach próbował zreorganizować wielicki c.k. rządca magazynowy Joahimus Reichersdorffer. Jednak z powodu braku rudy pracowano tylko w kuźniach. W zimie 1794 roku Kuźnice ograbili i spalili zbójnicy. Z powodu zniszczeń i braku rudy działalność huty została zawieszona. Na początku XIX wieku mało rentowne kopalnie i  huty w  Tatrach zarząd dóbr kameralnych wydzierżawił, a  później sprzedał indywidualnym przedsiębiorcom. Pierwszym dzierżawcą rządowej huty w  Kuźnicach został w  1800 roku J. Reichersdorffer. W 1801 roku w Kuźnicach, oprócz trzech fachowców, zatrudniano osiemnastu robotników. Pod dostatkiem było rudy, którą wożono z kopalń w Dolinie Miętusiej, pod Kopą Magury i z Hucisk. W trzecim kwartale 1801 roku wytopiono łącznie 593 cetnarów (33,2 tony), z  tego surówki 440,3 cetnary (24,7 ton) i  152,7 cetnarów (8,5 ton) odlewów w  piasku. W  zakładzie produkowano 49

W. Siarzewski, Z dziejów przemysłu w Kuźnicach zakopiańskich, „Tatry” 2006, s. 56.

197


również żelazo kute, którego w tym samym okresie wytworzono 358,5 ctn (20,1 ton). Zapewne dzięki kontaktom Reichersdorffera poważnym odbiorcą produkcji Kuźnic zakopiańskich była wtedy kopalnia soli w Wieliczce. W 1804 roku w Kuźnicach działał jeden wysoki piec i jedna fryszerka. Pierwszymi właścicielami tej huty i pól górniczych w Tatrach zostali w październiku 1804 roku Ernst Blutowski i Gottlieb Lang, którzy po trzech latach zrezygnowali ze słabo prosperującego zakładu. Nowym właścicielem zakładów hutniczych w Zakopanem, który obejmował Kuźnice i  Stare Kościeliska oraz pól górniczych (nadawanych listami lennymi) w  Tatrach został w listopadzie 1807 przedsiębiorca pochodzenia węgierskiego Jan Wincenty Homolacs. Zakład w Kuźnicach składający się z jednego wysokiego pieca i dwóch fryszerek nadal prosperował słabo z powodu braku rudy i drewna. Być może dlatego Homolacs początkowo planował rozbudowę zakładu na Starych Kościeliskach, gdzie rozpoczął nawet budowę (nie dokończonego) dworu. Dopiero odkrycie nowych złóż rudy żelaza w rejonie Kopy Magury skłoniło jego syna Emanuela, który odziedziczył hutę w 1817 roku, do unowocześnienia zakładu w Kuźnicach, a także

Walery Rzewuski Dwór w Kuźnicach, ok. 1860 8,4 x 7,2 cm, ODT-TPN

198

Walery Rzewuski Klementyna hr. Homolacsowa, ok. 1860 Muzeum Tatrzańskie

Walery Rzewuski Edward hr. Homolacs, ok. 1860 Muzeum Tatrzańskie


do rozbudowy sieci dróg dojazdowych. W 1821 roku w Kuźnicach oprócz wysokiego pieca znajdowała się kuźnia i cztery gwoździarnie, a na Starych Kościeliskach pracowały dwie fryszerki. Przeszkodą w zwiększaniu produkcji był brak własnego drewna, w które huta musiała zaopatrywać się w lasach prywatnych bądź dobrach kameralnych. W 1824 roku E. Homolacs kupił na licytacji wystawioną na sprzedaż sekcję zakopiańsko-białczańską dóbr kameralnych. Dzięki temu huta w Kuźnicach uzyskała własne zaplecze surowcowe. Znaczący rozwój zakładu hutniczego w Kuźnicach nastąpił po roku 1833. Kolejni jego właściciele Klementyna i Edward Homolacsowie i zarządzający w ich imieniu hutą Rudolf Elsner rozbudowali i unowocześnili zakład. Między innymi w 1835 roku wybudowano w Kuźnicach walcownię, którą zmodernizowano w roku 1842. Zaprzestano także produkcji żelaza na Starych Kościeliskach. W  połowie XIX wieku Kuźnice zakopiańskie należały do największych zakładów przemysłu metalowego w Galicji. Dzięki wykorzystaniu do napędu wszystkich urządzeń mechanicznych energii wodnej, pobieranej z potoków zasilanych wywierzyskami, zakład pracował przez cały rok. Rudę żelaza w ilości blisko 1000 ton rocznie wożono do huty z kilku kopalń położonych na terenie Tatr Zachodnich od Kopy Magury po Bobrowiec. Średnia zawartość żelaza w  rudzie wynosiła blisko 30%. W  kopalni

Kaganki górnicze używane w kopalniach tatrzańskich Muzeum Tatrzańskie

Kuźnice w Zakopanem, widok od stóp Nosala Drzeworyt sygn. T. Cegliński wg fot. Walerego Rzewuskiego z ok. 1860 Reprodukcja z „Tygodnika Ilustrowanego”, 1860, nr 52 Zbiory prywatne

Wieszak na zapałki z lanego żelaza, wyrób kuźnicki XIX w. Muzeum Tatrzańskie

199


„Pod Stoły”, wydobywano hematyt zawierający do 70% żelaza. Huta wytwarzała w ciągu roku ponad 500 ton surówki i  700 ton żelaza sztabowego i blachy walcowanej. Później możliwości produkcyjne zakładu jeszcze wzrosły, ale coraz częściej brakowało rudy do wysokiego pieca i wtedy sprowadzano ją ze Spisza. Kopalnie łączyła z  hutą pajęczyna dróg hawiarskich o  długości blisko 100 km, z których najlepiej utrzymana była „żelazna droga” poprowadzona u podnóża regli (Droga pod Reglami). Zakład hutniczy w Kuźnicach produkował szeroki asortyment wyrobów z żelaza „lanego” (surówki) i „kutego”. Z surówki odlewano m.in. różne części maszyn oraz tzw. galanterię – świeczniki, pasyjki, figurki i oprawy zegarów. „Specjalnością” odlewni stały się popiersia dostojników austriackich odwiedzających Kuźnice i Tatry (gubernatora Ludwika hr. Taffeego, arcyksięcia Franciszka Karola i  arcyksięcia Karola Ludwika). Zakład produkował także różne wyroby z żelaza kutego (gwoździe, młotki, kowadła, kilofy) oraz walcowane (blachy, sztaby, elementy konstrukcyjne). Znaczącymi odbiorcami tych produktów były kopalnie soli w  Wieliczce i Bochni. Wyroby te dostarczano do odbiorców furmankami. W  1841 roku zakład w  Kuźnicach podpisał kontrakt na dostawę w  latach 184243 elementów do pierwszego mostu żelaznego na Wiśle w Krakowie, który połączył miasto z Podgórzem. Termin dostawy opóźnił się o kilka lat (zrealizowano go w roku 1850). Było to największe zadanie, jakiego podjął się zakład z Kuźnic. 4 stycznia 1870 roku50 Homolacsowie sprzedali zakład hutniczy w  Kuźnicach wraz z  dobrami zakopiańskimi berlińskiemu bankierowi baronowi Ludwigowi Eichbornowi. Źle prowadzony zakład hutniczy, wyczerpywanie się pokładów rudy, a przede wszystkim kryzys w przemyśle metalowym w Galicji, spowodowany pojawieniem się tanich wyrobów hutniczych z  Anglii, doprowadziły do szybkiego upadku Kuźnic. W 1875 roku wygaszono tam wielki piec. Nadal działały kuźnie oraz walcownia, w których przez kilka lat z surówki sprowadzanej ze Spisza produkowano różne wyroby żelazne, np. blachę walcowaną, obręcze, osie, podkowy oraz różne narzędzia; młotki, kilofy, grabie itp. Produkowano także bardziej precyzyjne wyroby, np. wałki, korby, blachy do pługów, odkładnice, lemiesze i dusze do żelazek. Produkcji zaniechano całkowicie około 1878 roku. W czasach największego rozkwitu huty w Kuźnicach produkcją żelaza w zachodniej 50

200

W. Siarzewski, op. cit., s. 58.


części Tatr zajmował się baron Kajetan Borowski. W 1840 i 1842 roku otrzymał on nadania na kilkadziesiąt pol górniczych w Dolinie Chochołowskiej i Lejowej51, które sięgały po Kominiarski Wierch. W północnej jego ścianie znajdowała się „kopalnia” żelaza, w której eksploatację prowadzono na drabinach przytwierdzonych do skały. W 1846 roku tzw. kopalnie witowskie wydzierżawiono na dwanaście lat arcyksiążęcej dyrekcji kameralnej w  Cieszynie. W  tym samym roku starostwo górnicze w Krakowie nadało kamerze listami lennymi „prawa do poszukiwania za manganitem”, który znajdował się w Klinowej Czubie. Prawdopodobnie z powodu trudności w topieniu rud żelaza, zawierających mangan, w prymitywnych piecach hutniczych kamera wypowiedziała kontrakt po dwóch latach. Później użytkownikiem i kierownikiem kopalń został mieszkający w Dzianiszu Franciszek v. Hauer, kapitan wojsk austriackich. Eksploatację rudy w kłopotliwych kopalniach przerwano w połowie lat sześćdziesiątych XIX wieku. Pod koniec XIX wieku zamarło tatrzańskie górnictwo i hutnictwo. Ostatecznie potwierdziły się poglądy geologów, że Tatry należą do gór ubogich w kruszcze. Po raz ostatni poszukiwania bogactw mineralnych w Tatrach podjęto w latach pięćdziesiątych XX wieku. Poszukiwano wtedy tzw. surowców strategicznych: boksytu, manganu i uranu. W Dolinie Białego wykuto nawet dwie znacznej długości sztolnie, w których ponoć wydobywano uran52. Upadek nierentownego i mało znaczącego w gospodarce kraju górnictwa i hutnictwa w Tatrach nie wzbudził większego zainteresowania. Przyroda powoli i z trudem zacierała odniesione rany. Zapadły się szyby i  sztolnie, rozsypały się liche obiekty i urządzenia techniczne. Hałdy i usypiska płonego materiału porosły trawą i ziołami, na zrębach wyrósł las. Obraz tatrzańskiego górnictwa zatarł się również w ludzkiej pamięci. Niebawem jedynym źródłem wiedzy o tym znaczącym w dziejach poznania Tatr epizodzie będzie jedynie literatura53, nieliczne zachowane dokumenty i ryciny oraz nazwy topograficzne świadczące o prowadzonych tu w przeszłości pracach.

51 Kuźnice-Zakopane Pocztówka J. Rysia, ok. 1900 Zbiory prywatne

A. M. Liberak, Górnictwo i hutnictwo w Tatrach polskich, „Wierchy“, R.5, 1927, s. 6-8.

52 A. Liberak, J. Lefeld, Tajemnica Doliny Białego, „Pamiętnik Towarzystwa Tatrzańskiego“, 1999, s. 17-21. 53

H. Jost, Dzieje górnictwa i hutnictwa w Tatrach Polskich, Zakopane 2004, s. 271.

201


Koncepcja i redakcja merytoryczna © Teresa Jabłońska, Anna Liscar

Redakcja techniczna i korekta Anna Liscar, Magdalena Sarkowicz

Materiał ikonograficzny Biblioteka Książąt Czartoryskich w Krakowie, Centralna Biblioteka Górska PTTK w Krakowie, Muzeum w Bochni im. prof. Stanisława Fischera, Muzeum Narodowe w Krakowie, Muzeum Narodowe w Warszawie, Muzeum Okręgowe w Tarnowie, Muzeum Okręgowe w Toruniu, Muzeum Śląskie w Katowicach, Muzeum Tatrzańskiego w Zakopanem, Ośrodek Dokumentacji Tatrzańskiej im. Zofii Radwańskiej-Paryskiej i Witolda H. Paryskiego Tatrzańskiego Parku Narodowego oraz zbiory prywatne: rodziny Dvořaków, Ewy Franczak i Stefana Okołowicza, Wiesława Siarzewskiego i prof. Eugeniusza Wańka.

Opracowanie elektroniczne materiałów Andrzej Samardak

Projekt, skład, łamanie, druk GRUPA TOMAMI, www.tomami.pl

Wydawca Muzeum Tatrzańskie im. Dra Tytusa Chałubińskiego w Zakopanem ul. Krupówki 10, 34-500 Zakopane tel. 018-20-152-05, 018-20-129-35 e-mail: biuro@muzeumtatrzanskie.pl www.muzeumtatrzanskie.pl

ISBN 978-83-60982-20-4


CIEKAWOŚCIĄ POKONYWALI NIEWYOBRAŻALNE TRUDY WĘDRÓWEK PO BEZDROŻACH I ZUCHWAŁE WSPINACZKI

DZIKA, PIERWOTNA PRZYRODA ODSŁANIAŁA PRZED NIMI KRAJOBRAZY OSZAŁAMIAJĄCEJ PIEKNOŚCI, JAKICH WCZEŚNIEJ NIE OGLĄDAŁY LUDZKIE OCZY. TO BYŁY OWE BAJECZNE SKARBY TATR, A Z NICH NAJCENNIEJSZY – POCZUCIE NIEOGRANICZONEJ WOLNOŚCI.

CZAS ODKRYWCÓW

NA DZIEWICZE SZCZYTY GRANITOWYCH KOLOSÓW.

TATRY

WKRACZALI W GÓRY NIEZNANE, OKRYTE TAJEMNICĄ PRZESĄDÓW I FANTASTYCZNYCH WYOBRAŻEŃ. WIEDZENI

TATRY

CZAS ODKRYWCÓW

tatry  

book, history, tatry, tomami, grupa tomami

tatry  

book, history, tatry, tomami, grupa tomami

Advertisement