Page 1

DODATEK SPECJALNY - najlepsze projekty naukowe studentów i doktorantów

wydawnictwa Funduszu Pomocy Studentom

ISSN 2299-3088

Nr 1 (4) 2015

www.struna.edu.pl

poglądy studentów i doktorantów na temat szkolnictwa wyższego oraz perspektyw zatrudnienia zebrane w czterech tomach

DOBRE STUDENCKIE PRAKTYKI Studenci i doktoranci o roli uczelni w przygotowaniu ich do podjęcia aktywności zawodowej

Warszawa 2012/2013

KODEKS, OPINIE, PRZYKLADY

Warszawa 2013/2014

dostępne w wersji papierowej oraz elektronicznej na:

rozmowa z Emanuelem Kulczyckim

www.konfrontacje.edu.pl Nr 1 (4) 2015

Naukowiec – zawód dla zdeterminowanych singli

Czy Harvard będzie biało-czerwony? Czy konkursy na uczelniach są ustawiane?

Dominika Rafalska

Żłobek ważniejszy od etatu na uczelni

Jak wydobyć informacje do pracy dyplomowej?

Diamenty szlifowane na zimno Grzegorz Blicharz, Ewa Górska, Katarzyna Jaromin-Gleń, Agata Agnieszka Konczal, Daniel Kontowski, Łukasz Mirocha, Mateusz Sobolewski, Anna Stroynowska-Czerwińska, Bartosz Wilk www.struna.edu.pl

• Tomasz Rudowski Jak rozwijano koncepcję rozwoju • Ewa Górska In vitro i biopolityka w krajach arabskich • • Agata Szepe Wioska zagubiona w niepamięci • Marta Czapnik Uchodźcy w naszych głowach • • Paweł Orzechowski Respondent na widelcu •


StRuNa – Biuletyn Młodych Naukowców StRuNa – Young Scientists Journal ISSN 2299-3088 niezależne ogólnopolskie czasopismo informacyjno-naukowe © Copyright by Fundusz Pomocy Studentom, Warszawa 2012, 2015 © Copyright by Authors, Warszawa 2015 redakcja@struna.edu.pl

redakcja

nr 1 (4) 2015

Robert Pawłowski (redaktor naczelny)

nakład: 1270 egz.

dr Dominika Rafalska (zast. redaktora naczelnego)

opracowanie graficzne: Antoni Marcin Frontczak

dr Adriana Bartnik (zast. redaktora naczelnego)

rozwiązania informatyczne: Kamil Łucznik

Tomasz Lewiński (zast. redaktora naczelnego)

zdjęcia: archiwa prywatne autorów

Dariusz Bednarczyk

skład: Apla Press

dr Katarzyna Julia Furman Anna Gutkowska

Numer przygotowany w ramach zadania zleconego

Alicja Kruszyńska

Minis­ter­stwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego pod nazwą

Anna Książkowska

StRuNa 5 – promocja nowych rozwiązań prawnych

Paweł Strawiński

i organizacyjnych w środowisku kół naukowych studentów i doktorantów.

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść mate­­riałów przesłanych jej do publikacji przez autorów. Redakcja nie zwraca materiałów niezamó­wio­nych.

www.struna.edu.pl

Redakcja zastrzega sobie prawo dokonywania zmian

Wspólna strona dla przedsięwzięć realizo­wanych

i skrótów.

w ramach programu StRuNa, w tym: – bazy danych StRuNa zawierającej informacje

wydawca

o organizacjach studentów i doktorantów

Fundacja „Fundusz Pomocy Studentom”

posiadających cele naukowe oraz o realizowanych

KRS 0000305179 NIP 701-01-23-771 ul. Krakowskie Przedmieście 24/108 00-927 Warszawa fundacja@pomocstudentom.pl

przez nie projektach, – konkursu StRuNa w kategoriach Projekt Roku, Koło Naukowe Roku, Opiekun Roku, Konferencja Roku, Wyprawa Roku, – czasopisma „StRuNa – Biuletynu Młodych Naukowców”.

www.pomocstudentom.pl

StRuNa w sieci również na:

http://www.facebook.com/FunduszPomocyStudentom

http://www.facebook.com/StudenckiRuchNaukowyStRuNa


2

Rada programowa czasopisma „StRuNa” prof. dr hab. Katarzyna Chałasińska-Macukow

prof. dr hab. Leszek Zasztowt

prof. dr hab. Mirosław Duchowski

prof. dr hab. Andrzej Zoll

prof. dr hab. Małgorzata Fuszara

prof. dr hab. Katarzyna Żukrowska

prof. dr hab. Piotr Garstecki

dr hab. Magdalena Biesaga

prof. dr hab. Mirosław Handke

dr hab. Urszula Jarecka, profesor UW

prof. dr hab. Zbigniew Judycki

dr hab. Janusz Knorowski, profesor ASP

prof. dr hab. inż. Waldemar Kaczmarek

dr hab. Andrzej Kraszewski, profesor PW

prof. dr hab. Elżbieta Kaczyńska

dr hab. Grzegorz Leszczyński, profesor UW

prof. dr hab. Marta Kicińska-Habior

dr hab. Janusz Majcherek, profesor UP

prof. dr hab. Wiesław Krajka

dr hab. Krystyna Ostrowska, profesor UW

prof. dr hab. Marcin Król

dr hab. inż. Janusz Piechna, profesor PW

prof. dr hab. Jacek Kurczewski

dr hab. Monika Płatek, profesor UW

prof. dr hab. Zbigniew Marciniak

dr hab. Arkady Rzegocki

prof. dr hab. Alojzy Nowak

dr hab. inż. kpt. ż. w. Adam Weintrit, profesor AM

prof. dr hab. Wojciech Pluskiewicz

dr hab. Waldemar Zubrzycki, profesor WSPol

prof. dr hab. Krystyna Pyrzyńska

ks. dr hab. Władysław Zuziak, profesor UPJPII

prof. Jerzy Stuhr

dr Agata Fijalkowski

prof. dr hab. Bogusław Śliwerski

dr Aneta Gawkowska

prof. dr hab. Łukasz Turski

dr Anna Krajewska

prof. dr hab. Marek Wąsowicz

dr Magdalena Sobolewska

prof. dr hab. inż. Władysław Wieczorek

dr Joanna Śmigielska

prof. dr hab. Wiesław Władyka

dr János Tischler

prof. dr hab. Tadeusz Wolsza

dr Marzena Trybull-Piotrowska

nr 1 (4) 2015


3 Spis treści

ELEMENTARZ MŁODEGO NAUKOWCA

WYWIAD

4

39 Dostęp do informacji publicznej

Środowisko wybiera milczenie

rozmowa Dominiki Rafalskiej z dr. Emanuelem Kulczyckim, przewodniczącym Rady Młodych Naukowców

podczas pisania pracy dyplomowej

OPINIE LAUREATÓW DIAMENTOWEGO GRANTU

INFORMACJE

Monika Skoczko-Piskorz

42 Konkursy czy „ustawki”?

10 Po pierwsze pasja, po drugie mistrz

43 Studia dla wybitnych

Grzegorz Blicharz 14 Transformacja grantu – postulaty i życzenia

ARTYKUŁY NAUKOWE

Daniel Kontowski

17

W odniesieniu sukcesu pomaga praca zespołowa

Katarzyna Jaromin-Gleń

Agata Agnieszka Konczal

21

po II wojnie światowej Tomasz Rudowski

19 Oryginalność i interdyscyplinarność

MAKROEKONOMIA

46 Ewolucja koncepcji rozwoju

KULTUROZNAWSTWO

58 Kontrolując rozrodczość:

Zmiana ścieżki kariery

regulacje prawne zapłodnienia pozaustrojowego

Mateusz Sobolewski

w wybranych państwach arabskich

23 Nowe perspektywy i nowe problemy

Ewa Górska

Ewa Górska

ETNOLOGIA

70 Schönwald. Genius loci

26 Bardziej przezroczysty Diamentowy

Agata Szepe

Bartosz Wilk 28 Zaangażowanie, planowanie, wytrwałość Anna Stroynowska-Czerwińska 30 Szansa na umiędzynarodowienie polskiej nauki

SOCJOLOGIA

76 Społeczne konstruowanie wizerunku uchodźcy Marta Czapnik

Łukasz Mirocha

BADANIA OPINII

PUBLICYSTYKA

Paweł Orzechowski

86 Respondent na widelcu

32 Dziecko / problem na uczelni Dominika Rafalska

www.struna.edu.pl


4

Środowisko wybiera milczenie

Dominika Rafalska

rozmowa z dr. Emanuelem Kulczyckim, przewodniczącym Rady Młodych Naukowców

„StRuNa”: Czy naukowiec to zawód? Emanuel Kulczycki: Tak. Aby uprawiać naukę, potrzebne są pieniądze. A my pracujemy w instytucjach, które nie tylko finansują nasze badania, ale także pensje. Naukowiec to zdecydowanie zawód.

fot. archiwum prywatne

Jak Pan ocenia prestiż finansowy tego zawodu? Wydaje się, że sytuacja wielu polskich naukowców jest niepewna: brak stabilnego zatrudnienia na uczelniach, niskie pensje, konieczność dorabiania lub granty – dające solidne podstawy, ale trudne do zdobycia… Chyba wszyscy zgadzają się co do tego, że finanse naukowców są na poziomie bardzo niskim, żeby nie powiedzieć – tragicznym. Podejrzewam, że niewiele osób decyduje się na wykonywanie tego zawodu ze względu na pieniądze. Z jednej strony mówi się, że nie ma funduszy na zatrudnienie młodych. Z drugiej młodzi naukowcy widzą, że po osiągnięciu pewnej pozycji na uczelni można już się nie starać. Dlatego jestem przekonany, że potrzebna jest większa stabilność dla młodych naukowców i zdecydowanie bardziej rygorystyczne podejście do tych, którzy nic nie robią. Ale na razie naukowiec to zawód dobry dla kogoś, kogo współmałżonek czy partner pracuje w zupełnie innym miejscu, np. robi karierę w biznesie? W ogóle to najłatwiej wykonywać ten zawód, będąc singlem! Proces badawczy wymaga ciągłego kontaktu z ludźmi, mobilności. Przeciętnego polskiego naukowca nie stać na nią nawet na poziomie krajowym, zwłaszcza gdy ma rodzinę. Widzę tu dwa rozwiązania. Oba realne, tylko musi tu być tak zwana wola polityczna. Pierwsze to zdecydowany wzrost nakładów na naukę – znacznie więcej niż 2 proc. PKB, o których ciągle się słyszy. O to musi zadbać rząd.

nr 1 (4) 2015


WYWIAD

Drugi problem jest taki, że z jednej strony mamy w zatrzymać zalew kiepskich doktoratów… Przecież Polsce niewystarczająco dużo naukowców na tysiąc o tym mówi się oficjalnie – habilitacja jest ostatnią mieszkańców, a z drugiej – zbyt wielu takich, którzy tamą zatrzymującą tych, którzy nigdy nie powinni jedynie blokują miejsca na uczelniach. I tu mamy pa- byli zrobić doktoratu. radoks: potrzebujemy dwa razy więcej naukowców, a jednocześnie mamy ich za dużo. Jest jeszcze jeden problem – stara gwardia pracowników naukowych, którzy są „nie do ruszeDochodzimy tu do tematu rzetelnej oceny prac na- nia”… ukowych. W środowisku od lat mówi się o fikcyj- Dlatego kiedy zapytała Pani o zmiany, wspomniałem nych konkursach np. na stanowisko adiunkta, roz- tylko o jednym elemencie – lepszym kształtowaniu pisywanych pod konkretnego kandydata. Podobnie narybku. Wydaje mi się, że jedynym rozwiązaniem, z wydawaniem książek naukowych będących kom- którego jednak absolutnie nie rekomenduję, byłaby pilacją poprzednich prac autora, pisaniem recen- totalna czystka i rewolucja. Innymi słowy – przyzji przez zaprzyjaźnionych profesorów lub takich, chodzi jakiś rząd, który stwierdza, że całe pokolenie którzy mają do spłacenia jakiś dług wdzięczności, trzeba usunąć w cień. To oczywiście nie byłoby dobre, rozdzielaniem grantów… Wszyscy o tym wiedzą, bo jednocześnie zostaliby usunięci wielcy mistrzowie. nikt nie protestuje. Może od wyeliminowania ta- Natomiast nie jestem aż takim optymistą, by uwierzyć, kich patologii trzeba zacząć reformę polskiej nauki? że udałoby się zreformować pokolenie, które z perTo prawda – mamy fikcyjne czy ustawiane konkur- spektywy młodych blokuje miejsca. Myślę, że można sy. Ale te konkursy trzeba rozpisywać, jeśli uczelnie coś zmienić wyłącznie pracą u podstaw – wychowując chcą kogoś ponownie zatrudnić czy przedłużyć okres nowe pokolenia z innym podejściem do nauki. zatrudnienia na wyższym stanowisku. Mnie nie przeszkadzałby tzw. chów wsobny na polskich uczelniach, Dlaczego Pana zdaniem polskie uczelnie, nawet te pod warunkiem że mielibyśmy bardzo dobrych kan- najlepsze, zajmują nieodmiennie odległe miejsca dydatów do pracy naukowej. w rankingach lub nie występują w nich wcale? Wydaje mi się, że zmiana statusu naukowca w Polsce Wydaje mi się, że akurat rankingi są najmniejszym powinna zacząć się wręcz od poziomu studentów czy problemem polskiej nauki. Bardziej powinniśmy się uczestników studiów doktoranckich, którzy są maso- przejmować tym, co zrobić, żeby rodzima nauka mowo przyjmowani tylko po to, aby uczelnia otrzymywa- gła służyć przemysłowi, gospodarce czy społeczeństwu. ła finansowanie, a samodzielni pracownicy naukowi Cały budżet polskiej nauki nie jest większy niż bumogli np. spełnić warunek konieczności wypromo- dżet Harvardu. Jeśli chcielibyśmy więc dostać się do wania doktora. pierwszej setki w jakimkolwiek rankingu, to musieliWyeliminowanie patologii, o których Pani mówi, jest byśmy skierować wszystko, co mamy, do jednego miawięc realne… gdybyśmy tylko tego chcieli. Pamiętaj- sta, na jedną uczelnię. Dla nas jako kraju, który 25 lat my, że za bardzo wiele rzeczy odpowiadamy my – śro- temu przeszedł transformację, jest to tak naprawdę dowisko. Prawo może jest kiepskie, a systemy oceny strata pieniędzy. Polska nauka nigdy nie będzie na – zbyt zbiurokratyzowane. Ale jednocześnie to my je- światowym podium. Powinniśmy raczej dopilnować, steśmy ekspertami i to my jako naukowcy wymyślamy aby na naszych uczelniach dobrze pracowało się polskim naukowcom, aby polskie pojedyncze zespoły systemy oceny. były znane na świecie. Od czego więc zacząć? Powinniśmy zacząć od początku – od sposobu przyj- Zostawmy zatem rankingi. Mówi Pan, że ważmowania studentów na uczelnie. Dalej – doktorat niejsze od nich jest to, aby na przykład polski musi być rzeczywiście prestiżowym stopniem nauko- przemysł mógł korzystać z dobrodziejstw mywym, a habilitacja nie może istnieć tylko po to, aby śli inżynierskiej, odkryć czy patentów. Wiemy

www.struna.edu.pl

5


6

ZAWÓD NAUKOWIEC

jednak, że współpraca polskiego przemysłu z uczelniami jest słaba, że na uczelniach pracuje się na przestarzałym sprzęcie, a opracowywane tam teorie nie mają wiele wspólnego ze stanem aktualnej wiedzy technicznej… Zgodzę się, one są przestarzałe i w ogóle niegotowe na współpracę z przemysłem. To, co nosi nazwę kultury organizacyjnej w przemyśle, sprawia, że nie jest on w stanie dogadać się z przedstawicielami politechnik czy uniwersytetów. Uczelnie chcą długofalowego finansowania badań, a przemysł – efektów. Co więcej, nie chodzi o efekty publikacyjne, ale o patenty, wdrożenia, rozwiązania. Przez wiele lat pracowałem przy projektach na Politechnice Poznańskiej, gdzie widziałem, w jaki sposób świetne wyniki badań naukowych są komunikowane na zewnątrz. Byłem zaskoczony np. tym, że na politechnice o osiągnięciach danego naukowca musiał się wypowiadać jego przełożony lub wręcz dziekan… Do rozmów z biznesem czy przemysłem nie był wysyłany ten, który się zna, tylko jego przełożony. I to między innymi mam na myśli, mówiąc o nieodpowiedniej kulturze organizacyjnej na naszych uczelniach. Wydaje nam się ciągle, że liczba przypiętych medali jest ważniejsza od tego, co naprawdę umiemy. Gdyby mnie Pani zapytała, czy uczelniami powinni zarządzać menedżerowie, to uważam, że tak. Mogłoby to doprowadzić do pewnych pozytywnych zmian. Zdaję sobie jednak też sprawę z niebezpieczeństw…

Zmieniając temat, czy uważa Pan, że każdy naukowiec powinien być dydaktykiem? Czy po-winno się narzucać naukowcom określone pensum dydaktyczne i płacić za „wyrobione godziny”? Podstawą zatrudnienia naukowca w Polsce jest rzeczywiście realizacja pensum, podczas gdy oceniany jest on z działalności naukowej. To mała schizofrenia. Uważam, że część naukowców powinna poświęcać się głównie nauce, podczas gdy inni byliby przede wszystkim dydaktykami. Nie mówię oczywiście o całkowitym oderwaniu od badań czy od zajęć ze studentami. Mówię o minimalnym poziomie zaangażowania naukowego i dydaktycznego, np. jednym wykładzie w semestrze. Moim zdaniem świetnym rozwiązaniem byłaby możliwość wykupienia się z dydaktyki grantem. Czyli naukowiec deklaruje, że część pieniędzy z grantu zostanie przeznaczona na to, aby uczelnia mogła zatrudnić innego dydaktyka, który prowadziłby za niego niektóre zajęcia. Bo nie oszukujmy się – przeciążenie dydaktyką wpływa na jakość badań naukowych.

W jaki sposób? Prof. Marek Kwiek realizuje badania porównujące europejskie systemy szkolnictwa wyższego. Wynika z nich, że produktywność młodych naukowców w Polsce jest niższa niż naszych kolegów z zagranicy. Jedną z podstawowych przyczyn jest obciążenie dydaktyczne. Nie możemy oczekiwać, że młodzi będą Jakich? produkować świetne prace naukowe, jeśli jednoczeGdyby to było zrobione ad hoc, to podejrzewam, że śnie narzucamy im pensum, które przekracza ramy doszłoby do strajku włoskiego. Uczelnie stwierdziłyby zdrowego rozsądku. Znam bardzo wiele osób, których pewnie, że nie będą się poddawać dyktatowi korpo- pensum wynosi ponad 500 godzin rocznie. racjonizmu. Drugim niebezpieczeństwem mogłoby być to, że taki menedżer zwracałby uwagę przede Mówimy o pensum obowiązkowym czy o godziwszystkim na produktywność, efektywność, koszty nach nadliczbowych? i przychody. Uważam jednak, że pomysł stworzenia Mam na myśli osoby, których pensum podstawowe zarządców na uczelniach jest dobry. wynosi 240 godzin, a pozostałe 300 to godziny „fakultatywno-obligatoryjne”. Innymi słowy, „proszę Znów dochodzimy do wątku, który przewija się wziąć te godziny, ponieważ nikt inny nie może ich w naszej rozmowie – uczelnie są skostniałe? zrealizować”. Co więcej, niektóre jednostki nie płacą Obawiam się, że zmiana mentalności pracowników za te nadgodziny i nawet zabraniają ich wykazywania naukowych, którzy zastali się w jednym miejscu, jest w oficjalnych dokumentach. niemożliwa…

nr 1 (4) 2015


WYWIAD

Jest Pan przewodniczącym Rady Młodych Naukowców. Jakie problemy najczęściej sygnali-zuje Państwu środowisko naukowe? Pierwsza kategoria to absurdy biurokratyczne: sprawozdawczość, sposób realizowania projektów, sytuacje, które wynikają nie tyle z prawa, co z praktyki na uczelniach. To jest najtrudniej zmienić, bo nawet jeśli prawo jest dobre w jakimś zakresie, to praktyka uczelni bywa bardzo specyficzna… Druga kategoria to sposoby zatrudniania na uczelniach: konkursy, które są albo fikcyjne, albo ustawiane, albo brakuje o nich informacji, albo są ogłaszane zaledwie kilka dni przed rozstrzygnięciem. Trzecia to awanse naukowe. W tej chwili najwięcej głosów otrzymujemy w związku z habilitacją. W 2011 r. zmieniła się ustawa, a od 2013 r. obowiązuje tak zwany nowy tryb habilitacji. Mamy prawo, które się zmieniło, ale mentalność i sposób postępowania niektórych rad – nie.

tym, że pewnego dnia wygasają, a pracodawca, jeśli nie chce, nie musi ich przedłużać. Co z kobietami pracującymi na uczelniach, których umowa wygasa akurat w trakcie trwania urlopu macierzyńskiego? Tylko od dobrej woli ich przełożonych zależy, czy będą one miały szansę wrócić do pracy… Nie jestem specjalistą w tym zakresie, ale te kwestie reguluje chyba prawo pracy.

Prawo pracy w żaden sposób nie chroni kobiet w takich sytuacjach. Jeśli kobieta jest zatrudniona na umowę na czas określony, która wygasa w trakcie trwania urlopu macierzyńskiego, to uczelnia nie ma obowiązku jej przedłużać. Jako powód można zawsze podać bliżej nieokreśloną „trudną sytuację wydziału”, redukcję etatów, reorganizację czy (sic!) niż demograficzny… Nie mam wątpliwości, że jest to zła sytuacja. Staram się jednak zastanowić, stając się poniekąd adwokaJako organ doradczy Ministerstwa Nauki i Szkol- tem diabła, czyli stając po stronie uczelni, czy zanictwa Wyższego sygnalizujecie Państwo te pro- trudnianie nas na umowach czasowych nie wynika z blemy wyżej? tego, że osoby zatrudnionej na czas nieokreślony nie Tak. Staramy się też sugerować rozwiązania. Udało można praktycznie zwolnić. nam się na przykład ostatnio zmienić definicję młodego naukowca. Dołożyliśmy przepis, że jeśli kobie- Można ją zwolnić, przedstawiając konkretne zata naukowiec była na urlopie macierzyńskim, to ten rzuty natury merytorycznej. okres może włączyć do lat swojej młodości. Udało A czy zna Pani sytuację, w której pracownik zatrudnam się to zmienić zarówno w ustawie, gdzie mamy niony na czas nieokreślony został zwolniony? definicję młodego naukowca, jak i w Narodowym Ja osobiście nie znam pracowników naukowych, Centrum Nauki. którzy po obronie doktoratu zostali przyjęci do pracy na czas nieokreślony. Wszyscy są zatrudCo to znaczy „włączyć do lat swojej młodości”? W uproszczeniu, jeśli definicja mówi, że młody na- niani na umowach na czas określony mających ukowiec to taki, który nie ukończył 35. roku życia, to różną nazwę – umowa o pracę, mianowanie, urlop macierzyński jest traktowany jako „usprawie- zlecenia… Pan zna osoby młode zatrudnione na dliwiona” przerwa w karierze. Ten okres 12 miesięcy czas nieokreślony? można dodać do wspomnianych 35 lat. Tak, w moim instytucie jest kilka takich osób. Wydaje mi się, że może to wynikać z siły związków zawodoTo oczywiście dobrze, że urlop macierzyński wych i ze sposobu zarządzania konkretną uczelnią. przedłuża kobietom „okres młodości”, ale czy tu kryją się najważniejsze problemy tej grupy? Czyli to dobra wola rektora? Jak Pan wie, wielu pracowników naukowych, w Polityka kadrowa uczelni. W tej chwili pracujemy nad tym kobiety, jest zatrudnianych na uczelniach na zaleceniami, które chcemy przedstawić uczelniom, kontraktach czasowych. Charakteryzują się one w zakresie zatrudniania młodych naukowców. Są to

www.struna.edu.pl

7


8

ZAWÓD NAUKOWIEC

tak zwane dobre praktyki. Konsultuję to z pewnym na tym, aby wymuszać jak największą konkurencję, projektem europejskim, który przewiduje włączanie i że to jest najlepsze dla nauki w ich rozumieniu. młodych naukowców w politykę kadrową. Także ten zły przykład, o którym Pani wspomniała, mógłby po- Czyli problemem jest zbyt duża autonomia uczelni? kazywać, dlaczego potrzebne jest coś lepszego. Nie, nie powiedziałbym tego. Problemem jest to, kogo środowisko wybiera na osobę, która ma zaMam poważne wątpliwości, słysząc określenie rządzać uczelnią. Tylko od rektora zależy, czy nowi „dobre praktyki”. Wydaje mi się, że to za mało pracownicy będą zatrudniani na 2 lata, 5 lat, czy na jak na polskie warunki. Czy tutaj nie są potrzeb- czas nieokreślony. I gdyby wybrać kogoś, z kim możne jakieś rozwiązania systemowe, żeby młodzi na negocjować takie rzeczy, albo wybrać go dlatego, naukowcy czuli, że wykonują zawód mający że proponuje coś, co jest dla nas dobre, to nie byłoby solidne podstawy, dający stabilność finansową problemu… Nie potrzeba byłoby ani dobrych praktyk, i pewne zatrudnienie? Tak aby nie bali się za- ani odgórnych zaleceń. Natomiast odgórne zalecenia kładać rodzin, kobiety – rodzić dzieci? Żeby były mogłyby godzić w tak rozumianą autonomię uczelni. pewne, że po urlopie macierzyńskim wrócą do Uczelnie wywalczyły sobie autonomię i takie są tego pracy? Kodeks dobrych praktyk – jak najbardziej, konsekwencje. To my jako środowisko powinniśmy głośniej mówić, ale czy to nie za mało? Uważam, że w systemie, w którym uczelnie bardzo że pewne rzeczy nas nie zadowalają. Ale my jakoś mocno cenią swoją autonomię, jest to jedyne, co moż- bardzo cicho siedzimy. na zrobić. Bo jeśli będziemy chcieli narzucić im nawet najlepszą praktykę, to od razu odpowiedzą, że godzi to w ich autonomię, że ich polityka kadrowa polega rozmowa przeprowadzona 22 października 2015 r.

Emanuel Kulczycki – doktor filozofii, specjalizujący się w metateorii komunikacji oraz naukometrii. Przewodniczący V kadencji Rady Młodych Naukowców – organu doradczego ministra nauki i szkolnictwa wyższego, członek Rady Naro-dowego Programu Rozwoju Humanistyki przy MNiSW, Krajowej Rady Bibliotecznej przy MKiDN, Komitetu Nauk Filozoficznych PAN (komisja ds. badań w zakresie filozofii i ich upowszechniania) oraz zespołu specjalistycznego do oceny czasopism naukowych dla potrzeb przyszłej oceny parametrycznej i sporządzenia wykazu wybranych czasopism naukowych. Adiunkt w Instytucie Filozofii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Autor bloga „Warsztat badacza” traktującego o narzędziach badawczych, przepisach regulujących pracę naukową i procesach zarządzania nauką.

nr 1 (4) 2015


Opinie laureat贸w Diamentowego Grantu

www.struna.edu.pl


10

Po pierwsze pasja, po drugie mistrz Grzegorz Blicharz

Jestem doktorantem w zakresie nauk prawnych na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego. Zajmuję się prawem rzymskim i zachodnią tradycją prawną, które traktuję jako punkty odniesienia dla współczesnego prawa cywilnego. Zainteresowanie historycznym doświadczeniem prawa rozpoczęło się dużo wcześniej niż same studia doktoranckie. W trakcie studiów magisterskich zafascynowało mnie szersze spojrzenie na rozwiązania prawne. Aktualny tekst ustaw, ostatnie orzeczenia czy tworząca się doktryna nie wyczerpują całego świata myśli prawnej. Nauki prawne nie rozwijają się w sposób linearny, dlatego zawsze można zapytać, czy dawne rozwiązanie nie było bardziej słuszne czy użyteczne. Pytanie staje się tym bardziej zasadne, gdy kierowane jest do źródeł, dzięki którym poznajemy prawo rzymskie – fundament, na którym powstały europejskie nauki prawne i uniwersytet jako taki. Spojrzenie na prawo jako na zbiór rozwiązań wymaga odwołania nie tylko do tradycji prawnej, lecz także do porządków prawnych innych niż krajowy. Metoda pracy naukowej, która łączy analizę dogmatyczną z perspektywą historyczną oraz prawnoporównawczą, pomaga mi nie tylko w rozwijaniu pasji, jaką jest prawo rzymskie, lecz także w prowadzeniu badań, które mogą stać się użyteczne dla współczesności. Obecnie w projekcie badawczym realizowanym w ramach programu Diamentowy Grant zajmuję się prawem spadkowym – rzymskim i współczesnym. Badam zagadnienie, które lokuje się na granicy pra-

nr 1 (4) 2015

wa prywatnego i publicznego: w jaki sposób państwo ma udział w spadku? Czy państwo w ogóle powinno uczestniczyć w dziedziczeniu? Odpowiedzi udzielam na podstawie doświadczenia prawa rzymskiego, prawa polskiego oraz rozwiązań innych państw. Nie mniej bliskie jest mi rzymskie prawo zobowiązań. Dotychczas przeprowadziłem badania w zakresie prowadzenia cudzych spraw bez zlecenia oraz umowy pożyczki morskiej. Interesuję się również zagadnieniem dobra wspólnego i jego powiązaniami z zarządzaniem commons. Jako absolwent filozofii analizuję także klasyczną myśl metafizyczną i jej powiązania ze współczesną filozofią. *** We wniosku grantowym musiały zostać odzwierciedlone wyniki w nauce, nagrody czy stypendia, publikacje, wyjazdy zagraniczne, a tym samym znajomość języków, aktywność w środowisku akademickim. Dzisiejszy świat naukowy wymaga pracy na wielu polach i wychodzenia na forum międzynarodowe. Od pierwszego roku studiów uczestniczyłem z sukcesem w prawniczych konkursach wydziałowych i ogólnopolskich. Od drugiego roku zaangażowałem się w koło naukowe prawa rzymskiego i w prowadzenie zajęć fakultatywnych z prawa rzymskiego: studenci studentom. Mają one swoją piękną historię – od 1851 r. prowadzone są w Krakowie w ramach Towarzystwa Biblioteki Słuchaczów Prawa. Za zachę-


OPINIE LAUREATÓW DIAMENTOWEGO GRANTU

tą mojego opiekuna naukowego ks. prof. Franciszka Longchamps de Bériera już od drugiego roku studiów zacząłem uczęszczać na seminarium z prawa rzymskiego. Konferencje ogólnopolskie i międzynarodowe stawały się kolejnymi okazjami, aby poznawać lepiej tę dziedzinę prawa. Zaraz potem pojawiły się artykuły naukowe, recenzje czy sprawozdania. Pomny rad kierowałem się zasadą, że ważna jest zarówno treść artykułu, jak i to, gdzie został opublikowany. Zawsze wykorzystywałem czas wakacji na pracę nad językami: angielskim, w tym angielskim prawniczym, niemieckim i włoskim. Dzisiaj ich znajomość musi być potwierdzona formalnie, stąd przywiązywałem wagę do zdawania certyfikowanych egzaminów – TOEFL, TOLEC, CILS – czy uzyskania certyfikatu JCJ. To otwiera drogę do zagranicznych wyjazdów. Brałem udział w konferencjach międzynarodowych i zagranicznych szkołach letnich prowadzonych przez Acton Institute, a wyjazd na studia w Rzymie w ramach programu Erasmus wykorzystałem na napisanie pracy magisterskiej. Dla studenta prawa ważna jest także praktyka, nie tylko ta obowiązkowa wymagana w ramach programu studiów. Jednocześnie społeczny wymiar naszego zawodu wymaga ćwiczenia się w empatii, dlatego zdecydowałem się na pomoc w bezpłatnej poradni prawa mieszkaniowego i spadkowego dla ubogich prowadzonej przez Stowarzyszenie Ars Legis św. Ivo Helory – Patrona Prawników. Solidna nauka i uzyskiwanie bardzo dobrych wyników były moim priorytetem. Biorąc pod uwagę osiągnięcia naukowe, nie bez znaczenia były stypendia uczelniane i ministerialne, które udawało mi się uzyskiwać. Zawsze warto się o nie ubiegać, ponieważ dodają pewnej wiarygodności i potwierdzają zasadność dalszego wspierania rozwoju kandydata. Potem jest oczywiście własna ciężka praca i umiejętność organizowania czasu. Istotnie, studia uczą samodzielności i podejmowania wyborów również co do wykorzystania wolnego czasu. W związku z tym na drugim roku studiów zdecydowałem się rozpocząć równolegle drugi kierunek – filozofię. Fascynowała mnie od czasu liceum, a w trakcie studiów uznałem, iż dzięki niej uniknę zamknięcia w jednej specjalizacji i nauczę się interdyscyplinarnego podejścia do analizowanych zagadnień. Trudno rozstrzygnąć, co było

decydujące w przyznaniu dofinansowania z Diamentowego Grantu na projekt badawczy, który realizuję. Każdy czynnik jest ważny. Niewątpliwie decydująca jest solidna praca od początku studiów; niespokojna ciekawość, której nie zaspokaja wiedza podręcznikowa; nauka języków obcych i wyjazdy zagraniczne; aktywność dobrze ukierunkowana, która nie polega na ściganiu się w liczbie osiągnięć; dobra współpraca z mistrzem. Dzięki tym czynnikom sukces w programie Diamentowy Grant staje się bardziej realny. *** Wydaje się, że te wszystkie sukcesy, które później stanowią o dorobku młodego naukowca, zależą od podstawowego czynnika, jakim jest współpraca z mistrzem – opiekunem naukowym. Otrzymałem szansę, aby odnaleźć swojego mistrza już na pierwszym roku studiów w osobie ks. prof. Franciszka Longchamps de Bériera, kierownika Katedry Prawa Rzymskiego UJ. Jego wskazówki oraz sposób nauczania inspirują mnie i zachęcają do ciągłego doskonalenia się. Samodzielność i wyznaczanie własnych ścieżek są bardzo ważne, ale charakterystyczne dla naukowca dojrzałego. Stąd zawsze zadawałem pytania, prosiłem o radę opiekuna naukowego, który widzi szerzej i więcej. Podstawą przyznania tytułu laureata programu jest projekt badawczy, który ma zostać zrealizowany. Istotny jest jego poziom naukowy, zasadność i metodologia prowadzonych zadań. W tym punkcie zbiegają się osobiste sukcesy i zdolności z wiedzą oraz wizją opiekuna naukowego. Właśnie ks. prof. Franciszek Longchamps de Bérier zainspirował mnie już na trzecim roku studiów magisterskich do podjęcia zagadnienia udziału państwa w spadku. Za jego sugestią zapoznałem się z najnowszymi publikacjami polskimi i zagranicznymi, aby samodzielnie podjąć decyzję. Temat wciągnął mnie i zacząłem nad nim pracować, kiedy Diamentowy Grant jeszcze nie istniał. Gdy rok później program został ogłoszony, o wiele łatwiej było mi przygotować projekt. Pomoc mistrza, dostępność i udzielane wskazówki oraz uwagi były nieocenione. Teraz, kiedy już powoli kończę projekt, wyraźnie widzę zasadność podjętego zagadnienia, jego przydatność dla współczesności

www.struna.edu.pl

11


12

PO PIERWSZE PASJA, PO DRUGIE MISTRZ

oraz wieloaspektowość, która nie była widoczna na pierwszy rzut oka dla studenta trzeciego roku. Do końcowego efektu konieczna jest współpraca naukowa, która jest wyzwaniem w czasach coraz większej anonimowości studiów. Wsparcie Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz Wydziału Prawa i Administracji przy składaniu i przygotowywaniu projektu było jak zawsze profesjonalne. Sprawna obsługa i fachowe doradztwo pozwoliły dobrze skonstruować kosztorys projektu, który ma również duże znaczenie dla sukcesu wniosku. Powinien przecież być rozsądny, spójny i dostosowany do planowanych zadań badawczych. Jest świadectwem umiejętności zarządzania, które dzisiaj w większym niż kiedykolwiek stopniu wymagane są także od naukowców. *** Nie miałem wątpliwości, jakie kryteria powinien spełniać młody naukowiec oraz przedstawiany projekt, aby uzyskać wsparcie z Diamentowego Grantu. Należy podkreślić jednak, że zmieniały się w czasie i obecnie nie są dokładnie takie same jak w pierwszej edycji, w której brałem udział. Nieścisłości, które dotyczyły formalnego wymogu ukończenia trzeciego roku jednolitych studiów magisterskich lub ukończenia studiów licencjackich czy inżynierskich, zostały wyklarowane, dla dobra programu, który jest świetnym sposobem łowienia talentów. Ci, którzy myślą o prowadzeniu badań naukowych, otrzymują niezwykłą szansę ich samodzielnego realizowania, szybszego podążania ścieżką naukową oraz nabywają doświadczenie finansowania projektów badawczych. Wymagane osiągnięcia i sukcesy mieszczą się w standardach wszelkich ministerialnych konkursów i stypendiów. Wartością dodaną jest projekt. Jego ocena jest niewątpliwie kluczowa. Dla każdego, kto ubiega się o grant, jasne jest zatem, że nie może ograniczyć się tylko do osobistych sukcesów. Powinien wykazać, dlaczego wybrane przez niego zagadnienie jest warte realizowania i oryginalne. Przeszkody, które mogą się pojawić, są pochodną stanu nauki w ogóle. Nie jest tajemnicą, że większe uznanie – zarówno z punktu widzenia naukowego, jak i praktycznego – mają nauki ścisłe. Nauki społeczne nie cieszą się już tak

nr 1 (4) 2015

dużą estymą, dlatego w przypadku prawa projekt nie powinien ograniczać się do analizy tylko krajowego porządku prawnego. Nauki humanistyczne z kolei coraz częściej muszą obszernie uzasadniać swoje znaczenie i przydatność. Ostatnie wyniki Diamentowego Grantu wskazują jednak, że doceniono wiele projektów, które nie były związane z naukami ścisłymi. To dobry znak, który potwierdza, że do rywalizacji o Diamentowy Grant mogą przystępować studenci wszystkich nauk. Poziom trudności Diamentowego Grantu oceniam jako bardzo wysoki, biorąc pod uwagę posiadane doświadczenie w ubieganiu się o inne nagrody, w tym zagraniczne. W trakcie realizacji projektu badawczego wziąłem udział w dwóch konkursach międzynarodowych: zdobyłem drugą nagrodę w Sesji Młodych Badaczy podczas Kongresu Societas Humboldtiana Polonorum w 2013 r. w Poznaniu oraz wygrałem razem z grupą polskich studentów i doktorantów Konkurs na Projekt Społeczny podczas Kongresu UNIV Forum 2014 w Rzymie. Ponadto zakwalifikowałem się do ministerialnego programu TransFormation.doc na zagraniczne szkolenie z zakresu soft skills. Stosowane kryteria były bardzo surowe, lecz nie aż tak jak w programie Diamentowy Grant. Decydujący jest wymóg przedstawienia projektu, który może być przecież realizowany nawet cztery lata. Współgra on z potencjałem, jaki Diamentowy oferuje młodemu naukowcowi. *** Diamentowy Grant otwiera szerokie możliwości związane z prowadzeniem projektu badawczego. Po pierwsze, pozwala na gromadzenie literatury polskiej i zagranicznej, aktualizowanie polskich księgozbiorów o istotne dla opracowywanego zagadnienia pozycje. Dzięki tej szansie np. w ubiegłym roku dokonałem zakupu sześciotomowej słynnej analizy ekonomicznej starożytnego Rzymu autorstwa Tenneya Franka, dotychczas niedostępnej w całości w Polsce, a w trakcie projektu zrealizowałem zakup ok. 30 monografii. Po drugie, grant umożliwia zagraniczne wyjazdy badawcze. W moim przypadku był to półroczny pobyt na specjalistycznych studiach z prawa rzym-


OPINIE LAUREATÓW DIAMENTOWEGO GRANTU

skiego na Uniwersytecie La Sapienza w Rzymie, a przede mną jest wyjazd badawczy do Instytutu Maxa Plancka Prawa Prywatnego Międzynarodowego i Prawa Porównawczego w Hamburgu oraz do Peace Palace Library w Hadze. Ponadto środki udostępnione w grancie pozwalają na uczestniczenie w konferencjach zagranicznych, które służą umiędzynarodowieniu osiąganych wyników badawczych i poddawaniu ich pod dyskusję. Dzięki temu od początku realizowania grantu wygłaszałem referaty podczas corocznego światowego kongresu prawa rzymskiego SIHDA w Salzburgu, Neapolu i Stambule. Kongres gromadzi zazwyczaj ok. 300 uczestników z ponad 50 państw, zatem jest dobrą okazją, aby skonfrontować własne wyniki z ekspertami z całego świata. Obecnie szczególną wagę przywiązuje się do publikacji i aktywnego udziału w konferencjach o zasięgu międzynarodowym. Przed młodym naukowcem stawia się również wymóg uczestniczenia w pracach

badawczych czy to w ramach macierzystej uczelni, czy we współpracy z zagranicznymi ośrodkami. Posiadając doświadczenie konkursu Societas Humboldtiana Polonorum oraz programu TransFormation.doc, wydaje mi się, że warte przemyślenia byłoby włączenie w proces rekrutacji krótkiej prezentacji proponowanego projektu. Trzyminutowe nagranie dźwiękowe lub wideo jest wyzwaniem. Dla mnie było bardzo dobrym doświadczeniem, ponieważ wymaga solidnego przemyślenia całego zagadnienia i wyłowienia tego, co najbardziej istotne. Umiejętność syntezy jest dzisiaj konieczna również z tego względu, aby sprawnie i komunikatywnie przekazać fascynujące nas idee. Ponadto szansa usłyszenia siebie i zobaczenia się na ekranie to okazja do rozwijania kompetencji miękkich, niezbędnych, jeśli myśli się o popularyzowaniu osiąganych wyników naukowych.

www.struna.edu.pl

13


14

Transformacja grantu – postulaty i życzenia Daniel Kontowski

Studia na UW rozpocząłem w 2007 r. w Kolegium Międzywydziałowych Indywidualnych Studiów Humanistycznych, a moim wiodącym kierunkiem była socjologia. Nietypowa formuła studiów pozwala zdobyć dyplom z kilku kierunków, a przede wszystkim włączać do programu zajęcia z różnych wydziałów (a nawet z innych uczelni). Moja droga obejmowała kursy z filozofii, prawa, polonistyki i filologii klasycznej – w tym dwa ostatnie realizowane na UJ. Gdy jesienią 2011 r. aplikowałem o Diamentowy Grant, miałem na swoim koncie licencjaty z socjologii oraz unikatowego kierunku artes liberales oferowanego przez Kolegium Artes Liberales UW. Do moich osiągnięć w owym czasie należało dziewięć wystąpień na konferencjach naukowych (jedno na zagranicznej), kilka artykułów przyjętych przez studenckie czasopisma naukowe lub rozdziałów w pracach zbiorowych, a także udział w projektach zrzeszających zaangażowanych studentów. Czytając jednak po latach swoją aplikację, widzę, że byłem zbyt ambitnym i bardzo pewnym siebie młodym człowiekiem. *** Do dzisiaj pozostaje dla mnie zagadką, czy istniały jakieś merytoryczne argumenty, by umieścić Diamentowy Grant poza strukturą i procedurami Narodowego Centrum Nauki (NCN). Szkoda, bo lekko niejasna sytuacja tego bardzo potrzebnego programu negatywnie kontrastuje z również adresowanym do

nr 1 (4) 2015

doktorantów grantem Preludium, który oferuje teraz znacznie mniejsze wsparcie finansowe. Dobrą zmianą było natomiast wykluczenie z późniejszych edycji doktorantów i – o ironio – laureatów Diamentowego z poprzednich edycji. Aplikowanie o granty to osobna umiejętność, która tylko do pewnego stopnia pokrywa się z pracą nad publikacjami naukowymi. Nie ma szans, by student studiów magisterskich posiadł ją w stopniu wystarczającym, by konkurować z doświadczonymi doktorantami. Jednocześnie aplikowanie bardzo podnosi jakość prowadzonych prac naukowych. Niedoświadczonym badaczom trudno ocenić, jak wiele czasu zajmuje stworzenie dobrego wniosku. Sensowna opieka naukowa nad przyszłymi doktorantami powinna sprzyjać strategicznemu podejściu do przyszłej kariery naukowej. W pierwszej edycji Diamentowego Grantu współczynnik sukcesu był zaskakująco wysoki, co z czasem uległo normalizacji. Nie było zewnętrznych recenzji – wnioski oceniali anonimowi eksperci ministerstwa. Widziałem recenzję mojego wniosku i z perspektywy czasu nazwałbym ją nadmiernie entuzjastyczną. Podejrzewam, że pod uwagę wzięto nie tylko wartość propozycji badawczej, ale również moje osobiste zaangażowanie w społecznie istotny temat. Nauki przyrodnicze i techniczne mają w tym programie przewagę nad humanistycznymi i społecznymi w ilości przyznawanych grantów. Ten stan rzeczy nie dowodzi jednak istnienia systemowej dys-


OPINIE LAUREATÓW DIAMENTOWEGO GRANTU

kryminacji określonych dziedzin. Podobnie dzieje się także w innych konkursach, które mają wyśrubowane kryteria. Wniosków o międzynarodowe stypendia doktoranckie na pobyty w zagranicznych ośrodkach badawczych (Etiuda w NCN) w humanistyce i naukach społecznych jest nieco więcej, ale najlepsze z nich są średnio 20 proc. tańsze od nauk technicznych czy medycznych, co sugeruje słabsze powiązania międzynarodowe. Polscy humaniści są od lat słabsi w międzynarodowych publikacjach i aplikowaniu o granty niż ich koledzy z innych dziedzin. Po uważnym przyjrzeniu się tytułom projektów nagrodzonych Diamentowym Grantem okazuje się, że niektóre dyscypliny wyróżniają się pozytywnie (np. historia starożytna, psychologia), innych zaś nie ma wcale (filozofia). Młodzi naukowcy więcej skorzystają na przemyśleniu swoich strategii niż na zakładaniu komitetów kryzysowych. Projekty oceniają przecież ich koledzy po fachu. Mimo że po czterech latach przyznawania grantu wzrosła zarówno konkurencja, jak i – powiedziałbym – tolerancja dla najmłodszych badaczy na uniwersytetach, pewne rzeczy pozostają bez zmian. Diamentowy to przedsięwzięcie jednoosobowe, w którym odpowiedzialność na wszystkich etapach spada na barki dwudziestokilkulatków. Miałem szczęście, że podczas aplikowania mogłem liczyć na pomoc starszych kolegów, ale warto pamiętać, że nie jest to pomoc systemowa. Na poziomie uniwersyteckim czy wydziałowym brakuje strukturalnego wsparcia dla studentów ubiegających się o grant. Mam na myśli warsztaty z obmyślania inspirujących projektów badawczych, pisania przekonujących propozycji badawczych oraz fachową obsługę administracyjną w budżetowaniu tych wniosków. Problem ten dotyczy polskich uczelni na wszystkich poziomach – od Diamentowego i Preludium po wnioski o środki unijne składane przez uznanych naukowców. Tymczasem przyznane granty to nie tylko prestiż i inwestycja we własną (także potencjalną) kadrę naukową, ale także niemałe środki finansowe z narzutów (10-20 proc. wartości grantu) i dodatkowe punkty w algorytmie decydującym o wysokości dotacji. Niedostateczne wsparcie dla kandydatów jest polityką krótkowzroczną, niemniej przełamanie feudal-

nych relacji starszeństwa na wielu uczelniach wydaje się na razie niemożliwe. Rynek badań naukowych za kilka lat zweryfikuje, która polityka jest rozsądniejsza. *** Myślę, że większość problemów związanych z Diamentowym pojawia się dopiero po przyznaniu grantu. Brak wsparcia systemowego w aplikowaniu przekłada się na późniejszy brak wsparcia w czasie realizacji projektu. O ile wynagrodzenie dla laureata ustalone jest na rozsądnym poziomie, pozwalającym zamieszkać i utrzymać się w każdym polskim mieście, o tyle środki na realizację bardziej ambitnych, zagranicznych projektów badawczych mogą okazać się niewystarczające. Duże różnice kursowe potrafią  zmusić do ostrej rewizji planów wyjazdowych (tylko w ciągu 18 miesięcy dolar zyskał 30 proc., co w moim wypadku zmniejszyło planowany budżet o jedną trzecią). W kolejnych latach kwota maksymalnego finansowania niewątpliwie powinna rosnąć, nawet kosztem ilości finansowanych projektów. Diamentowy to także uczelniana biurokracja. Dopiero po powrocie z wyjazdów dowiedziałem się, że uczelnia mogła wyrobić mi kartę kredytową do grantu. Takie rozwiązanie ma liczne zalety, ale przede wszystkim pozwoliłoby uniknąć wykładania dużych sum z własnej kieszeni i ponoszenia przez laureata kosztów przewalutowania. Przecieranie szlaków – choć chwilami uciążliwe – okazało się w sumie pozytywnym doświadczeniem, a Diamentowy nauczył mnie pokory, samodzielności, odpowiedzialności i umiejętności zdobywania przychylności innych ludzi. Ale przede wszystkim otworzył mnie na kontakty międzynarodowe, których znaczenie dla przyszłych badaczy jest nie do przecenienia. Warto zwrócić uwagę na problemy bardziej zasadnicze. Jeśli doktoranci na wielu uczelniach nie są traktowani jako samodzielni badacze, to w jeszcze większym stopniu odnosi się to do laureatów programu. Praca naukowa, jak każda inna, wymaga stanowiska pracy – jego zapewnienie leży w gestii uczelni. Konkretnie oznacza to: biurko, komputer, dostęp do

www.struna.edu.pl

15


16

TRANSFORMACJA GRANTU – POSTULATY I ŻYCZENIA

najważniejszych baz literatury fachowej. Uczelnie postrzegają granty raczej jako nagrodę niż inwestycję, a laureatów jako szczęściarzy, którzy mogą sobie zapewnić te trzy rzeczy samodzielnie. Moim zdaniem odbije się to na jakości prac badawczych – nie będą tak dobre, jak mogłyby być. Dobrej nauki nie da się „robić po kosztach”, a rolą kierownictwa każdej instytucji jest optymalna alokacja posiadanych zasobów. Sprawa ma charakter bardziej zasadniczy. Już we wniosku grantowym powinno się określić nie tylko to, co student wykona, które wydatki ministerstwo rozliczy i jakie wynagrodzenie wypłaci, ale też na jakiej umowie student chciałby być zatrudniony, kto będzie miał prawa autorskie i do czego, jaki będzie zakres odpowiedzialności opiekuna naukowego (który teraz podpisuje się na wniosku, ale nie na umowie). Przede wszystkim jednak koszty pośrednie powinny być przekazywane uczelni na podstawie obustronnego zobowiązania aplikującego studenta i jego jednostki. Zatem uczelnia powinna zadeklarować, jakie zaoferuje warunki pracy, a ministerstwo umową powinno wymusić na uczelniach zapewnienie wszystkim laureatom komputera, własnego biurka, ksero, biblioteki i dostępu do potrzebnych sprzętów i źródeł. Warunkiem minimum powinno być, że laureaci są traktowani jak pracownicy, którymi de facto są. Kolejnym dowodem myślenia „odcinkowego” w zakresie wspierania młodych naukowców jest przepis, zgodnie z którym można otworzyć przewód doktorski w oparciu o sam Diamentowy Grant, ale nie można zostać przyjętym na studia doktoranckie bez tytułu magistra. Jeśli intencją autorów Diamentowego było przyspieszenie ścieżek naukowych absolwentów, takie rozwiązanie zupełnie pogrzebało możliwość realizacji tego celu. W polskich realiach doktorat z wolnej stopy nie jest rozwiązaniem dla młodych naukowców i trudno oczekiwać, by było inaczej. Autonomia uczelni nie będzie zagrożona, jeśli decyzja o przyjęciu na studia doktoranckie w przypadku przy-

nr 1 (4) 2015

znania grantu pojawi się już na poziomie wniosku o Diamentowy. Ogromnie uprościłoby to procedury aplikacyjne, skróciło czas potrzebny na obronę doktoratu oraz zrównało status młodych badaczy i doktorantów. Na koniec chciałbym upomnieć się o pracę w grupach. Obecnie nie istnieje program grantowy dla młodych naukowców, który pozwalałby na aplikowanie zespołom badawczym. A jest to ważne z wielu względów. Zespołom można powierzyć większe środki na realizację bardziej ambitnych przedsięwzięć. Budowanie zespołów przed doktoratem sprzyja rozwojowi – niemal nieistniejących – horyzontalnych relacji na polskich uczelniach. W ciągu ostatnich dekad liczba publikowanych artykułów wieloautorskich wzrosła we wszystkich dyscyplinach, nie wyłączając humanistyki. Tymczasem studia doktoranckie to zbyt często przygoda indywidualna. Warto to zmienić. Idąc krok dalej, należałoby zapytać, czy polityka rozwoju szkolnictwa wyższego nie powinna upomnieć się o współpracę międzynarodową najmłodszych badaczy. Jeśli najzdolniejszych z nich uznano już za godnych grantów, może trzeba zrobić krok dalej, w stronę internacjonalizacji. Nauka nie zna granic – granice ma tylko wyobraźnia w myśleniu o nauce. Młodzi ludzie mają dzisiaj w Polsce coraz szersze horyzonty, podróżują, wyjeżdżają na zagraniczne stypendia. Może warto odczarować mało naukowego Erasmusa i zastąpić go międzynarodowym programem badawczym? Może warto popatrzeć nie tylko na Europę Zachodnią? Nie mam złudzeń, że którakolwiek z postulowanych zmian zostanie wprowadzona. Ale może z moją refleksją zgodzą się inni młodzi laureaci, którzy będą głośno upominać się o lepsze traktowanie. Wierzę, że za kilka lat to oni staną się ambasadorami zmian na polskich uczelniach.


17

W odniesieniu sukcesu pomaga praca zespołowa Katarzyna Jaromin-Gleń

Grant uzyskałam i realizowałam, będąc studentką Wydziału Inżynierii Środowiska Politechniki Lubelskiej. Specjalizuję się w oczyszczaniu ścieków oraz emisji gazów cieplarnianych w oczyszczalniach przepływowych i porcjowych. W momencie składania wniosku miałam na swoim koncie publikacje z listy filadelfijskiej oraz punktowane publikacje z listy Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Otrzymywałam stypendium ministra za wybitne osiągnięcia naukowe. Brałam udział w wielu zagranicznych i krajowych konferencjach. Byłam współzałożycielem, prezesem lub członkiem kilku kół naukowych, a także Klubu Dyskusyjnego „For & Against”, którego spotkania odbywały się w języku angielskim. Do otrzymania przeze mnie Diamentowego Grantu przyczyniło się wsparcie ze strony nauczycieli akademickich, którzy mieli duże doświadczenie w działalności grantowej, jak również ze strony administracji, która pomogła mi przygotować prawidłowy kosztorys badań. ***

ukowców), którzy chcieliby być ekspertami w takich konkursach czy opiekunami takich jeszcze nieoszlifowanych „diamentów”. Młodzi naukowcy starający się o grant stają w szranki z konkurentami z bardzo różnych dziedzin. Jasne jest, że nie można dla każdego aplikującego stworzyć osobnego panelu naukowego. W efekcie często popularne dziedziny wygrywają nie tylko ze względu na jakość wniosku. Młodzi naukowcy, startując w konkursach, muszą przedstawiać dorobek naukowy na dość wysokim poziomie, a bez dofinansowania badań czy działalności naukowej trudno mieć takie osiągnięcia. I tu koło się zamyka. Tym, co pomaga w ubieganiu się o nagrodę, są badania prowadzone w znanych i odnoszących sukcesy zespołach. Osoby w nich pracujące zawsze będą miały pewną przewagę nad pojedynczymi naukowcami. Dlatego uważam, że powinno być więcej rozwiązań organizacyjnych, które będą skłaniać młodych naukowców do tworzenia zespołów. Daje to dwie znaczące korzyści – po pierwsze, podnosi jakość i rozszerza zakres wykonywanych badań, a po drugie, pomaga w nauce tworzenia zespołu i zarządzania nim.

Moim zdaniem w Polsce nadal jest zbyt mało *** konkursów, które wspierają młodych naukowców. Drugim problemem jest wysokość kwot wynagrodzenia. Niestety w wielu przypadkach jest to jedyne Często największą przeszkodą na drodze do Diaźródło utrzymania studenta czy doktoranta. Ponad- mentowego Grantu jest przełamanie się i podjęcie to jest zbyt mało specjalistów (doświadczonych na- decyzji o złożenia wniosku. Sam formularz wniosku

www.struna.edu.pl


18

W ODNIESIENIU SUKCESU POMAGA PRACA ZESPOŁOWA

jest dość przejrzysty, a jego wypełnienie nie stanowi samo w sobie bardzo cenne doświadczenie, które dowartościowuje fakt, że robię coś dla świata), jednak problemu. W przypadku Diamentowego Grantu wysokość świadomość, że otrzymuje się godne wynagrodzenie, wsparcia jest w zupełności wystarczająca – mam tu pozwala w stu procentach poświęcić się planowaniu na myśli również wysokość wynagrodzenia kierowni- badań, wykonywaniu analiz oraz publikowaniu wyka grantu. Oczywiście wychodzę z założenia, że moja ników. praca ma poprawić stan środowiska na Ziemi (jest to

nr 1 (4) 2015


19

Oryginalność i interdyscyplinarność

Agata Agnieszka Konczal

Jestem doktorantką w Instytucie Etnologii i Antropologii Kulturowej Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. W swoich badaniach zajmuję się antropologią środowiska i ekologią polityczną. Interesuje mnie zarządzanie zasobami naturalnymi (leśnictwo, myślistwo), lokalne i narodowe dyskursy dotyczące przyrody i lasu, a także koncepcje dzikości, bioróżnorodności i zrównoważenia oraz środowisko przedstawiane i rozumiane jako dobro publiczne, narodowa, wspólna własność czy dziedzictwo. Zajmuję się głównie przestrzenią leśną, dlatego też projekt, który zgłosiłam do programu Diamentowy Grant, nosił tytuł Społeczna i kulturowa rola lasu. Badania z zastosowaniem perspektywy antropologicznej.

opiekunem naukowym mojego projektu w ramach Diamentowego. Osobom ubiegającym się o Diamentowy Grant bez wątpienia pomaga innowacyjność ich projektów. Jeśli podobny wniosek złoży troje lub czworo studentów, oczywiste jest, że ich pomysły nie będą postrzegane jako nowatorskie ujęcie tematu. To wpływa też w pewien sposób na skalę trudności uzyskania grantu. Przedstawiany przez nas projekt powinien pokazywać, że przynajmniej próbujemy wytyczyć nowe ścieżki, że mamy potencjał obiecującego młodego naukowca. Po drugie, uczelnie nie powinny ograniczać się do przekazania informacji o możliwości uzyskania wsparcia. Myślę, że potrzeba znacznie większego wsparcia ze strony rektoratów i dziekanatów w pro*** cesach ubiegania się o granty, a także już w czasie Myślę, że atutami złożonej przeze mnie aplikacji ich realizacji (zwłaszcza w pokonaniu przeszkód biubyły: rzadko podejmowane do tej pory w Polsce ba- rokratycznych, które na każdym kroku towarzyszą dania, interdyscyplinarne ujęcie tematu oraz punkt grantowiczom). dotyczący kontynuacji współpracy z zagranicznymi *** naukowcami. Jednocześnie we wniosku wykazałam, iż już na poziomie studiów licencjackich byłam Diamentowy Grant daje ogromne możliwości aktywną badaczką, a także brałam udział w konferencjach i publikowałam pierwsze teksty naukowe. laureatom. Przede wszystkim zyskujemy środki na Na pewno na moją korzyść zadziałała aktywność realizację naszych badań. Jest to niezbędne w takiej w różnych stowarzyszeniach i kołach naukowych. dyscyplinie jak antropologia kulturowa, gdzie badaPodanie o Diamentowy Grant pisałam pod czuj- nia terenowe są podstawowym elementem procesu nym okiem mojej promotorki (wówczas pracy ma- zbierania materiału badawczego, który z kolei jest gisterskiej, obecnie doktorskiej), która jest również kluczowy dla dalszych analiz i całej pracy. Jednak to,

www.struna.edu.pl


20

ORYGINALNOŚĆ I INTERDYSCYPLINARNOŚĆ

co z mojej perspektywy jest jedną z najcenniejszych Wiedza i doświadczenia, które stamtąd przywiozłam, konsekwencji przyznania Diamentowego Grantu, to procentują na każdym etapie moich aktualnych bafakt otrzymania w jego ramach środków na zagra- dań, pracy naukowej, analiz – śmiało mogę powieniczną wizytę studyjną na University of Alberta w dzieć, że są po prostu bezcenne. Edmonton i tym samym umożliwienie mi współpracy z tamtejszym wybitnym środowiskiem naukowym.

nr 1 (4) 2015


21

Zmiana ścieżki kariery Mateusz Sobolewski

Specjalizuję się w prawie ochrony konsumenta, prawie zobowiązań, ekonomicznej i społecznej analizie prawa. Opublikowałem kilka artykułów naukowych, wystąpiłem na kilkunastu ogólnopolskich i zagranicznych konferencjach naukowych, byłem redaktorem naczelnym pisma naukowego, aktywnie działałem w kołach naukowych oraz w Europejskim Stowarzyszeniu Studentów Prawa, odbyłem staże zagraniczne oraz liczne praktyki zawodowe w kraju, a przede wszystkim miałem dobry pomysł na projekt naukowy, co było podstawą przyznania mi Diamentowego Grantu. Obecnie jestem doktorantem na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. *** Procedury przyznawania Diamentowego Grantu – kiedy otrzymywałem tę nagrodę – nie były jasno określone, wiele zależało od komisji przyznającej to wyróżnienie. Cieszę się, że mi się udało, jednakże nie jestem w stanie powiedzieć, dlaczego akurat ja otrzymałem grant. Należy jednak wskazać, że tego typu nagrody przyznawane są na podstawie nieostrych kryteriów. Trudno mi sobie wyobrazić ujęcie procedury wyłaniania laureatów jedynie w przyjęte z góry ramy punktowe, zwłaszcza gdy porównuje się różne dyscypliny i dziedziny nauk, zazwyczaj bardzo od siebie odległe.

Uzyskanie Diamentowego Grantu było dla mnie najważniejszym impulsem do rozpoczęcia kariery naukowej. Przesądziło pozostaniu i pracy w kraju zamiast emigracji. Mam nadzieję, że na bazie pracy z Diamentowego Grantu uda mi się obronić doktorat i kontynuować pracę naukową, łącząc ją z pracą zawodową. Uzyskanie wsparcia pozwoliło mi przede wszystkim na wyjazdy zagraniczne do miejsc, do których prawdopodobnie nigdy bym nie pojechał – byłem na uniwersytetach: Harvarda, Yale, Columbii, Bayreuth i wielu innych. Poznałem wybitnych naukowców i zyskałem ogromną inspirację do pracy naukowej. Uzyskanie Diamentowego Grantu było najważniejszym wydarzeniem na mojej drodze naukowej i zawodowej, dzięki tej nagrodzie moja kariera potoczyła się zupełnie inaczej. Ta nagroda jest trudna do przecenienia, ale wcale nie z uwagi na jej wartość finansową – po odliczeniu prowizji dla UAM, podatków oraz kwot, które można wydać jedynie na określone cele, nie zostało zbyt wiele. Pomimo otrzymywania miesięcznej „pensji” z Diamentowego i tak jestem zmuszony pracować zawodowo, aby móc się utrzymać bez wsparcia rodziców. Uczelnia nie przyznała mi stypendium zarówno na pierwszym, jak i na drugim roku studiów doktoranckich, więc nie mogę poświęcić się wyłącznie pracy naukowej, a coraz bardziej angażuję się w pracę zawodową.

www.struna.edu.pl


22

ZMIANA ŚCIEŻKI KARIERY

albo w sklepach za najniższą pensję krajową, bo nie mają środków na utrzymanie się w Warszawie, KraUważam, że oprócz Diamentowego Grantu po- kowie czy Poznaniu, do których przyjechali z mniejwinno istnieć więcej stypendiów, takich jak w pro- szych miejscowości. Nie mając stypendium, muszą gramie Etiuda: bez rozliczania, bez podatków, bez pracować, a pracując zawodowo, nie tworzą i nie odkrywają, ale wypalają się, tracąc poczucie sensu zwrotu kosztów za wyjazdy. Jeżeli państwo chce zatrzymać najlepszych na- kariery naukowej, o której marzyli. W ten sposób traukowców, musi stworzyć im warunki finansowe do cimy najlepszych. Żałuję też, że polski biznes nie ma życia w naszym kraju na poziomie, który będzie ich motywacji, żeby wyszukiwać i wspierać konkretnych satysfakcjonował. Stypendium dla doktorantów to na naukowców, innowacyjnych twórców. większości wydziałów fikcja. Znam młodych naukowców, którzy robiąc doktorat, pracują w restauracjach ***

nr 1 (4) 2015


23

Nowe perspektywy i nowe problemy Ewa Górska

O dofinansowanie z Diamentowego Grantu zaczęłam się starać, będąc studentką prawa na Uniwersytecie Jagiellońskim. Jednocześnie kończyłam ostatni rok kulturoznawstwa ze specjalizacją kultury Bliskiego Wschodu na tej samej uczelni. Zamierzałam specjalizować się w kulturach prawnych świata arabskiego – nie tylko w prawie muzułmańskim, ale też świeckich porządkach prawnych regionu i prawie zwyczajowym. W momencie aplikowania o grant pisałam pracę magisterską na temat współczesnego sądownictwa zwyczajowego na terytoriach okupowanej Palestyny. Tematem grantu była jednak bioetyka w państwach arabskich, którą interesowałam się od kilku lat. Od początku studiów starałam się rozwijać naukowo. Rozwinęłam umiejętności organizacyjne oraz nauczyłam się pisać i rozliczać wnioski o dofinansowania. Jednocześnie brałam udział w krajowych i międzynarodowych konferencjach, publikowałam w wydawnictwach naukowych. Poznałam język arabski. Działałam również w kole naukowym, w tym przez rok byłam jego prezesem. To studia bliskowschodnie okazały się kluczowe dla zaplanowania grantu. Na napisanie projektu poświęciłam kilkanaście dni i nocy. Po kilku miesiącach Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego opublikowało wyniki, następnie podpisało umowę z moim uniwersytetem, a ten ze mną – i mogłam zacząć prace w ramach grantu. Mija rok od rozpoczęcia projektu. Pozwala to spojrzeć nań z szerszej perspektywy i pokusić się o

ocenę otrzymanej nagrody. Zaznaczam, że poniższe uwagi to tylko moje opinie i propozycje oparte na własnych doświadczeniach. Zapewne nie na każdym wydziale i nie na każdym uniwersytecie sytuacja grantowiczów jest taka sama. *** Zacznijmy od gorzkich konstatacji. Z perspektywy roku od uzyskania grantu z przykrością muszę stwierdzić, że studenci mojego uniwersytetu nie są przygotowani do składania wniosków grantowych tej skali. Po ukończeniu pierwszego kierunku studiów rok temu zaczęłam studia doktoranckie. W pierwszym semestrze fantastyczne zajęcia z pisania projektów otworzyły mi oczy na to, jak niedoskonały był mój wniosek. Diamentowy Grant to dofinansowanie badań studenta na sumę do 200 000 zł na projekt trwający do czterech lat. Jest to bardzo duża suma (zwłaszcza w porównaniu z innymi dostępnymi grantami badawczymi, nawet dla kadry pracowników naukowych) i ogromna szansa. Ale projekt tej wielkości trzeba dobrze przygotować. Jeśli nasz projekt badań wygra konkurs grantowy, będziemy z nim związani przez kolejnych kilka lat, a wprowadzenie zmian i poprawek nie jest proste. Z perspektywy czasu – roku prowadzenia badań i wiedzy uzyskanej na studiach doktoranckich – wiem, że teraz napisałabym projekt zupełnie inaczej. Niestety jako studenci na ogół nie mamy możliwości uczestniczenia w zajęciach z pisa-

www.struna.edu.pl


24

NOWE PERSPEKTYWY I NOWE PROBLEMY

nia wniosków i projektowania badań, a jeśli nawet się to zdarza – ich jakość pozostawia wiele do życzenia. Inną trudnością, z którą mierzą się chyba wszyscy „diamentowicze”, jest biurokratyzacja i skomplikowane procedury administracyjne. Nauka radzenia sobie z nimi zaczyna się od razu po otrzymaniu grantu. Większość z nas nie spodziewa się, jak duże będzie opóźnienie z podpisaniem umów między ministerstwem a uniwersytetem oraz między uniwersytetem a laureatem grantu. Termin rozpoczęcia grantu przypada na dzień podpisania umowy pomiędzy ministerstwem a naszą jednostką naukową i wtedy powinniśmy zacząć zaplanowane prace. Jednak laureat musi też podpisać umowę z uniwersytetem, a to – jak się okazuje – nie jest takie proste. Z jednej strony teoretycznie powinniśmy już prowadzić badania, z drugiej strony w praktyce zajmujemy się kompletowaniem wymaganych dokumentów. Przedłużenie tych formalności na ogół opóźnia pierwsze wypłaty z programu nawet o kilka miesięcy. Dlatego zaczynając badania w ramach Diamentowego, nie miałam wypłaty „grantowej” jeszcze przez trzy czy cztery miesiące, a w tym samym czasie studiowałam na dwóch kierunkach i musiałam nadal pracować dorywczo, żeby się utrzymać. Biurokracja i procedury administracyjne to problem, który napotykają „diamentowicze” nie tylko na początku badań, przy podpisywaniu umów. Formalności związane z obsługą administracyjną naszego grantu różnią się od innych, przez co najprostsze czynności, jak choćby zakup sprzętu czy materiałów do badań, czasem wymagają wysyłania dziesiątek maili i rozpytywania w różnych biurach i działach. W większości wypadków wszystkie czynności związane z formalną stroną grantu wymagają wielu dni dopytywania kolejnych osób. Inną rzeczą, która mnie martwi jest kwestia wynagrodzenia. W Diamentowym Grancie minimalne miesięczne wynagrodzenie wynosi 2500 zł. Dla studenta czy doktoranta to wielka szansa na prowadzenie badań bez zamartwiania się o kwestie finansowe. Ale osobiście nie czuję się komfortowo w stosunku do starszych kolegów „po fachu”. Jak to możliwe, że ja, niedoświadczona młoda studentka z niedoskonałym wnioskiem grantowym, mogę realizować swój projekt przez kilka lat, nie martwiąc się o pensję i

nr 1 (4) 2015

pracę, a starsi, bardziej doświadczeni naukowcy nie mogą liczyć na takie wynagrodzenia w ramach grantów dostępnych dla nich z Narodowego Centrum Nauki? Żeby przypomnieć: od marca 2015 r. ograniczono wynagrodzenia w ramach projektów Preludium z NCN do 1000 zł. Centrum tłumaczyło, że to pracownicy naukowi powinni zatrudniać doktorantów (i wypłacać im wynagrodzenia) w ramach projektów Sonata i Opus. Jednak nie każdy pracownik takie granty ma i nie w każdym projekcie są środki, żeby zatrudnić wszystkich doktorantów, którzy na to zasługują. Wynagrodzenia dla pracowników naukowych w tych projektach też nie zawsze sięgają wspomnianego wyżej pułapu 2500 zł. Nie chcę oczywiście powiedzieć, że dofinansowanie z Diamentowego Grantu powinno być niższe, choć może na tym etapie kariery bardziej przydałoby się wsparcie merytoryczne niż wyłącznie finansowe. Tak naprawdę to raczej szersza diagnoza polskiego systemu nauki, w którym zarabianie pieniędzy – wcale przecież nie takich dużych – budzi niepokój. Niepokój co do możliwości przyszłych zarobków (w zasadzie pewność, że będą niższe, jeśli dalej będziemy pracować w projektach naukowych) i co do możliwości przyszłego zatrudnienia i dalszego rozwoju kariery. Otrzymanie grantu i decyzja o kontynuowaniu nauki poniekąd zdeterminowały bowiem moją karierę naukową – kiedy skończę grant, będę miała blisko 30 lat, a moje CV będzie oparte na projektach naukowych. To niejako skazuje mnie na pracę w nauce, w systemie grantowym, który jednak… nie oferuje wynagrodzeń pozwalających się utrzymać! Nie chcę zostać źle zrozumiana – świadomie wybrałam karierę naukową. Jednocześnie boję się przyzwyczaić do komfortu „wysokiej” pensji, jaką oferuje mi obecna nagroda, wiedząc, że w przyszłości nie mogę być pewna stabilnego zatrudnienia, raczej będę skazana na walkę o kolejne granty. Grant „rozpieszcza” zresztą nie tylko finansowo, ale też przyzwyczaja do prowadzenia własnych (fascynujących) badań, co powoduje, że studia mogą stać się męczącym obowiązkiem. Zwłaszcza w wypadku badań takich jak moje, które wymagają przebywania w terenie – na Bliskim Wschodzie. Nie zawsze łatwo jest pogodzić badania zaplanowane w programie z obo-


OPINIE LAUREATÓW DIAMENTOWEGO GRANTU

wiązkami na uczelni, a żeby nie stracić grantu, trzeba kontynuować naukę na kierunku, na którym się go uzyskało. Nie jest to jednak coś, o czym myśli młody student, składając wniosek o Diamentowy Grant czy zostając jego laureatem. Jest to z kolei problem, który mogłaby rozwiązać uczelnia, wspierając organizacyjnie laureatów i umożliwiając nam bardziej elastyczne organizowanie studiów. Niestety, regulaminy studiowania w żaden sposób nie są do tego dostosowane. Otrzymanie grantu było ogromną szansą i wyróżnieniem. Sam konkurs – jeśli chodzi o organizację ze strony ministerstwa – jest fantastyczną okazją dla studentów, którzy marzą o karierze naukowej. Diamentowy Grant jest więc z pewnością szansą na naukę w praktyce, otwiera perspektywy, jeśli chodzi o kolejne nagrody i wyróżnienia. Pozwala też przekonać się, na czym polega życie naukowca, i przemyśleć swoje wybory. Jednak w moim wypadku rok prowadzenia badań w ramach Diamentowego Grantu powoduje, że zastanawiam się nad zrezygnowaniem z kariery naukowej w Polsce na rzecz większej stabilności i jednocześnie elastyczności w rozwoju mojej dalszej pracy naukowej. Myślę o wyjeździe za granicę, a czasami w ogóle o zrezygnowaniu z nauki. Nikt z nas, laureatów, nie chce przyznać tego głośno, ale wyróżnienie, jakim jest Diamentowy Grant, jest też źródłem stresu i problemów. Stres dopasowywania życia (przez kilka lat!) do harmonogramu grantu, ogrom obowiązków badawczych, które trzeba pogodzić z nauką i egzaminami na studiach, oraz brak jakiegokolwiek wsparcia ze strony uniwersytetu i ministerstwa potrafi być paraliżujący. Wymarzony grant może stać się obciążeniem i często się nim staje, z racji nieprzemyślanej formuły oraz braku elastyczności regulujących go przepisów.

*** Nie jest moim celem sugerowanie tu zmian systemowych na uniwersytecie pod kątem laureatów Diamentowego Grantu. Proponowałabym natomiast zmienić nieco formułę samego programu. Problem braku przygotowania studentów do projektowania badań można rozwiązać, proponując laureatom mentoring po uzyskaniu grantu i większą elastyczność procedur. A może projekty składane w konkursie powinno się traktować dopiero właśnie jako projekty i umożliwić ich korektę w konsultacji ze specjalistami w danej dziedzinie po wygraniu konkursu? Może moglibyśmy też być obsługiwani przez jednego, wybranego pracownika administracyjnego na uniwersytecie, który orientowałby się w specyfice tego programu i pomagał nam przebrnąć przez formalności bez zbędnej straty czasu na bieganie od biura do biura? Otrzymując grant, pensję, środki na badania, dostajemy naprawdę wiele. Jednak dla młodych „diamentowiczów” pieniądze niekoniecznie są tym, czego najbardziej potrzebują. Potrzebujemy doświadczenia i wsparcia pracowników naszych uczelni, a tego często nie otrzymujemy. To z kolei raczej powoduje rozgoryczenie, niż daje motywację do bycia naukowcem w Polsce. Dlatego największym atutem Diamentowego Grantu jest dla mnie możliwość uczenia się na błędach. Wiem, że mój kolejny wniosek grantowy (jeśli jakiś jeszcze napiszę) będzie dużo lepszy i bardziej przemyślany. Wiem, że mój doktorat będzie lepiej przygotowany. Wiem też, że poważnie zastanowię się nad ubieganiem się o kolejne krajowe granty. Czy o to chodziło? Obawiam się, że nie.

www.struna.edu.pl

25


26

Bardziej przezroczysty Diamentowy Bartosz Wilk

Jestem studentem V roku prawa na Uniwersytecie Szczecińskim. Na studiach zawsze interesowały mnie kwestie związane z sytuacją jednostki w państwie, zwłaszcza wolności i prawa obywatelskie. Specjalizuję się w prawie do informacji publicznej, jestem aktywnym członkiem stowarzyszenia Sieć Obywatelska Watchdog Polska. Wykorzystuję prawo do informacji jako dziennikarz „Gazety Goleniowskiej” oraz jako obywatel, który interesuje się sprawami gminy, w której mieszka, i chce wpływać na lokalną rzeczywistość. Przez dwa najbliższe lata będę realizował projekt badawczy „Ochrona Pomników Zagłady w polskim systemie prawnym”, gdyż zostałem laureatem IV edycji konkursu Diamentowy Grant. Tytułowe Pomniki Zagłady to osiem miejsc w Polsce, zostały wymienione w Ustawie o ochronie terenów byłych hitlerowskich obozów zagłady z 1999 r. Moim celem jest przeanalizowanie, dlaczego zostały one objęte szczególną ochroną oraz czy taka ochrona jest konieczna i proporcjonalna z punktu widzenia wolności i praw człowieka i obywatela. Interesuje mnie także, jak w praktyce funkcjonują przepisy ustawy oraz czy w innych krajach europejskich dostrzega się potrzebę szczególnego traktowania określonej grupy zabytków. Podczas pierwszych wystąpień na konferencjach i w publikacji [B. Wilk, Ochrona Pomników Zagłady poprzez ograniczanie wolności zgromadzeń – konieczna i proporcjonalna? [w:] Dziedzictwo, dobra kultu-

nr 1 (4) 2015

ry, zabytki, ochrona i opieka w prawie, P. Dobosz, K. Szepelak, W. Górny (red.), Kraków 2015, s. 647-660] odniosłem się do wpływu przepisów chroniących Pomniki Zagłady na ograniczenie wolności zgromadzeń. Realizacja nagrodzonego projektu pozwoli mi na całościowe zbadanie sytuacji prawnej tych zabytków. W konkursie Diamentowy Grant oceniane były cztery kwestie. Po pierwsze, wartość naukowa projektu badawczego. I tu wykazałem, że temat nie został wcześniej kompleksowo zbadany oraz że efekty moich badań mogą przynieść istotne wnioski dotyczące sposobu stanowienia prawa oraz wolności obywatelskich. Po drugie, osiągnięcia naukowe aplikujących. Wykazałem swoje uczestnictwo w dwóch konferencjach międzynarodowych oraz ośmiu ogólnopolskich. Poza tym udokumentowałem sześć autorskich publikacji oraz wskazałem kolejne sześć, które zostały oddane do recenzji. Przedstawiłem efekty aktywnej pracy w czterech kołach naukowych. Po trzecie, kosztorys. Obowiązkowo musiałem uwzględnić w nim koszty swojego wynagrodzenia jako kierownika projektu (60 000 zł) oraz koszty administracyjne (tzw. koszty pośrednie, w moim projekcie wyniosły one 6292 zł). Poza tym uwzględniłem w projekcie koszty zakupu fachowej literatury, wyjazdów oraz udziału w konferencjach (łącznie 2920 zł). Czwarty element oceny, czyli możliwość wykonania projektu, z uwagi na dorobek naukowy i kwalifikacje wykonawców oraz wyposażenie uczelni nie odnosił się do mojego projektu.


OPINIE LAUREATÓW DIAMENTOWEGO GRANTU

Wniosek do ministerstwa pod względem merytorycznym przygotowałem sam, zmodyfikowałem go później zgodnie ze wskazówkami opiekuna naukowego, dr. hab. prof. US Jerzego Ciapały. Uczelnia pomogła dostosować go pod względem technicznym i finansowym (zwłaszcza w odniesieniu do wymogów stawianych kosztorysowi) oraz wprowadzić do ministerialnego serwisu Obsługa Systemów Finansowania. Z radością przyjąłem wyniki IV edycji konkursu Diamentowy Grant, bowiem znalazłem się na 13. miejscu wśród tegorocznych laureatów. Jednakże oprócz listu gratulacyjnego oraz decyzji administracyjnej stanowiącej podstawę do otrzymania przez moją uczelnię dofinansowania nie otrzymałem informacji zwrotnej o tym, jak dokładnie został oceniony złożony przeze mnie wniosek. Lista rankingowa opublikowana na stronie ministerstwa nie zawiera też informacji o tym, ile punktów zdobyły poszczególne nagrodzone projekty. Uważam, że informację zwrotną o ocenie przedłożonego wniosku powinny otrzymać wszystkie osoby, które wzięły udział w konkursie. Ma to dla nich istotne znaczenie, zarówno przy planowaniu kolejnych projektów badawczych, jak i przy planowaniu dalszej aktywności naukowej. Chciałbym wiedzieć, jak oceniono moje osiągnięcia naukowe. Czy większy wpływ na pozytywną ocenę miała aktywność na konferencjach naukowych, czy raczej opublikowane teksty naukowe? Czy działalność w kołach naukowych miała istotne znaczenie dla oceny wniosku? Kosztorys mojego projektu opiewa summa summarum na 69 202 zł. Choć to kwota niemała, z punktu widzenia zasad Diamentowego Grantu można ją ocenić jako skromną, bo górna granica możliwego dofinansowania wynosi 200 000 zł. Czy mój projekt zaplanowałem zbyt skromnie, nie wliczając do nie-

go wydatków, które de facto poniosę? A może bardzo ostrożne szacunki przyczyniły się do ostatecznego sukcesu? Stoję na stanowisku, że informacje o ocenie projektów powinny być powszechnie dostępne i publikowane w Biuletynie Informacji Publicznej ministra nauki i szkolnictwa wyższego. To pomoże innym studentom, którzy w kolejnych edycjach zamierzają wystartować w konkursie Diamentowy Grant. Będą wiedzieli, na co zwracać uwagę przy planowaniu swojej aktywności oraz przygotowywaniu projektu badawczego. Tyczy się to zwłaszcza projektów nagrodzonych. Uzyskanie tych informacji jest jeszcze bardziej niezbędne z punktu widzenia osoby, której projekt nie został przyjęty przez ministerialny zespół. Ujawnienie szczegółowych informacji o wynikach konkursu pozwoliłoby wyeliminować zarzuty, że został on przeprowadzony według nieznanych i nieprzejrzystych zasad, oraz wzmocniłoby zaufanie studentów, a tym samym zachęciłoby do wzięcia udziału w tym konkursie. Wiedza o ilości punktów przyznanych złożonemu przez nich wnioskowi pozwoliłaby zrozumieć werdykt ministerialnego zespołu i zaakceptować go. Wysokość możliwego dofinansowania w Diamentowym Grancie stanowi wystarczające wsparcie dla studenta, bowiem pozwala na pokrycie wielu wydatków ponoszonych w związku z projektem (w tym na wynagrodzenie personelu pomocniczego). Przede wszystkim jednak zapewnia studentowi finansową niezależność, bowiem w projekcie obligatoryjnie trzeba uwzględnić wynagrodzenie dla studenta jako kierownika projektu badawczego, które wynosi 2500 zł brutto miesięcznie.

www.struna.edu.pl

27


28

Zaangażowanie, planowanie, wytrwałość Anna Stroynowska-Czerwińska

Jestem absolwentką biotechnologii i przez ostatnie lata zajmowałam się regulacją ekspresji genów z wykorzystaniem niekodujących RNA (tego dotyczył też mój projekt realizowany w ramach Diamentowego Grantu). Obecnie rozpoczęłam pracę w projekcie krystalograficznym, którego celem jest poznanie struktury pewnego kompleksu białkowego. Od początku studiów uczestniczyłam w pracach Koła Naukowego Studentów Biotechnologii „Operon”, gdzie szczególnie zaangażowałam się na IV roku studiów. Wtedy wspólnie z koleżankami zdecydowałyśmy się reaktywować Sekcję Medyczną Koła Naukowego. W ramach działalności Sekcji Medycznej „mAb”, obok regularnych spotkań tematycznych, brałam udział w licznych konferencjach naukowych oraz przedsięwzięciach popularyzujących naukę (Poznański Festiwal Nauki i Sztuki, Noc Naukowców). Oprócz nauki oraz działalności organizacyjnej od początku studiów uczestniczyłam w kilku projektach naukowych, zdobywając pierwsze doświadczenia laboratoryjne. Odbyłam też trzymiesięczny staż w ramach programu Erasmus – praktyki w jednym z  instytutów naukowych w Monachium. Zdobyte tam doświadczenie bardzo mi się przydało w późniejszej pracy, ponieważ po raz pierwszy mogłam intensywnie pracować w laboratorium oraz w międzynarodowym zespole. Wyniki mojej pracy miałam okazję prezentować na konferencjach w ramach sesji referatowych i plakatowych. Aktywności, którym poświęcałam czas w trakcie studiów, były dla mnie kluczowe w  rozwoju ścieżki

nr 1 (4) 2015

naukowej i zaowocowały m.in. najpierw dwukrotnym przyznaniem stypendium ministra nauki i szkolnictwa wyższego za osiągnięcia w nauce, a następnie przyznaniem Diamentowego Grantu oraz wyróżnienia w konkursie Dziewczyny przyszłości. Śladami Marii Skłodowskiej-Curie. W lutym 2013 r. wraz z innymi nagrodzonymi powołaliśmy Stowarzyszenie Laureatów Diamentowego Grantu. Program Diamentowy Grant jest skierowany do osób, które ukończyły studia I stopnia lub są na podobnym etapie edukacji (absolwenci trzeciego roku studiów jednolitych lub czwartego roku studiów medycznych). W ocenie wniosków Diamentowego Grantu brana jest pod uwagę przede wszystkim wartość naukowa projektu oraz dotychczasowy dorobek naukowy studenta (w tym udział w praktykach zagranicznych oraz w programach międzynarodowych). Dlatego na początku należy dobrze przemyśleć i przedstawić hipotezę oraz zaplanować zadania badawcze. Istotna jest również zasadność zaplanowanych kosztów w stosunku do zakresu i przedmiotu badań oraz wykonalność projektu. Myślę, że problematyczna może być ocena dorobku studenta, która może się znacznie różnić w zależności od reprezentowanej dziedziny naukowej. W biologii molekularnej wykonanie analiz do dobrej publikacji eksperymentalnej trwa latami, a niestety system nagradzania wspiera zazwyczaj strategię ilościową, a niekoniecznie jakościową (dużo słabych publikacji zamiast pojedynczej dobrej). W ten sposób system szkolnictwa wyższego


OPINIE LAUREATÓW DIAMENTOWEGO GRANTU

może nie zauważyć talentów, które od początkowego etapu edukacji pracują intensywnie, ale jeszcze bez widocznych i mierzalnych efektów. Założeniem konkursu Diamentowy Grant jest umożliwienie najlepszym studentom rozpoczęcia pracy naukowej (doktoratu) przed ukończeniem studiów magisterskich oraz prowadzenie własnego projektu badawczego. Bycie kierownikiem grantu jest zazwyczaj dużym wyzwaniem, ale jednocześnie przyczynia się do rozwoju samodzielności naukowej studenta na bardzo wczesnym etapie. W kwocie grantu (oprócz wydatków na materiały i  aparaturę) zawarte jest wynagrodzenie dla laureata, co znacznie uszczupla możliwości realizacji projektów eksperymentalnych, które są zazwyczaj bardzo kosztowne. Dlatego maksymalna kwota, o którą można się ubiegać, ustalona na tym samym poziomie niezależnie od dziedziny (w dotychczasowych edycjach to 200 000 zł), znacznie ogranicza planowane analizy oraz czas trwania projektu. Z tego też powodu Rada Młodych Naukowców (organ doradczy ministra nauki i szkolnictwa wyższego) zaproponowała w uchwale w sprawie uwag do regulaminu Diamentowego Grantu rozróżnienie finansowe w  zależności od dziedziny nauki, tzn. „250 000 zł w przypadku projektów z obszaru nauk przyrodniczych,  medycznych, ścisłych i technicznych oraz 150 000 zł w przypadku projektów z obszaru nauk humanistycznych”. Dzięki otrzymaniu Diamentowego Grantu poznałam realia pracy w polskich jednostkach naukowych, zasady prowadzenia własnego projektu i szacowania kosztów związanych z realizacją zadań badawczych. Odpowiedzialność za prowadzenie badań pomogła

mi rozwinąć większą samodzielność naukową oraz utwierdziła mnie w przekonaniu, że nauka jest moją pasją. Ponadto zrozumiałam, że nauka wymaga cierpliwości i niezałamywania się niepowodzeniami. Trzeba jednak przyznać, że konkursy dla młodych naukowców takie jak Diamentowy Grant spotkały się z oporem wśród doświadczonych naukowców. Dlatego pomimo dobrych intencji twórców programu niekoniecznie wszyscy laureaci Diamentowego przyspieszyli swoją ścieżkę naukową. Moim zdaniem należy wspierać laboratoria, których kierownicy tworzą pozytywne warunki rozwoju rozpoczynającym karierę naukową studentom i doktorantom. Jednym z elementów takiego wsparcia mogłaby być pozytywna stymulacja relacji mistrz – uczeń poprzez system nagród dla najlepszych opiekunów i promotorów naukowych. Ta relacja istotnie wpływa na szybkość i jakość pracy naukowej młodego naukowca. Nagroda – nazwijmy ją roboczo PROmotor – mogłaby służyć wyróżnianiu zgłaszanych przez studentów i  doktorantów opiekunów naukowych, którzy pozytywnie stymulują ich rozwój zarówno merytoryczny (liczba i jakość publikacji), jak i osobowościowy (stypendia wyjazdowe, granty). Gdyby nagroda była prestiżowa, może wpłynęłoby to na poprawę zachowań niektórych opiekunów naukowych, którzy bywają źródłem blokad w rozwoju młodej osoby? Dodatkowo taki konkurs byłby ważną wskazówką dla studentów odnośnie do wyboru potencjalnie dobrych miejsc pracy. Być może również zachęciłoby to większą liczbę studentów do pozostania na studiach doktoranckich w Polsce?

www.struna.edu.pl

29


30

Szansa na umiędzynarodowienie polskiej nauki Łukasz Mirocha

Jestem laureatem pierwszej edycji programu Diamentowy Grant z 2012 r. Edukację wyższą na poziomie I i II stopnia odbyłem w ramach studiów międzywydziałowych – najpierw na Uniwersytecie Śląskim (licencjat z filozofii), następnie w Kolegium Międzywydziałowych Indywidualnych Studiów Humanistycznych UW. Swój projekt badawczy realizuję na Wydziale Artes Liberales UW, gdzie w 2013 r. rozpocząłem studia doktoranckie. W ramach programu Diamentowy Grant kieruję projektem badawczym pt. Wizualność w epoce cyfrowych technologii obrazowania. Analiza relacji między analogowym a cyfrowym zapisem obrazu. Interdyscyplinarne badania poświęcone są analizie wpływu cyfrowych technologii obrazowania na estetykę oraz szeroko rozumianą warstwę wizualną współczesnych tekstów kultury (fotografii, materiałów wideo, grafiki komputerowej, graficznych interfejsów użytkownika itp.). W pracy korzystam głównie z metodologii i wiedzy nowo powstałych nurtów badawczych, znajdujących się na styku nauk humanistycznych, społecznych oraz informatyki i inżynierii – digital media studies, software studies, critical digital humanities. Nurty te są reakcją na rosnący wpływ technologii komputacyjnych na współczesną kulturę i społeczeństwo. Aktywność naukowa prowadzona w ich duchu od dekady prężnie rozwija się w USA i Europie Zachodniej, natomiast w Polsce stawiane są w tym obszarze dopiero pierwsze kroki. Oczywiście nie miałbym szansy prowadzić tego typu badań bez wsparcia z zewnątrz. Program Dia-

nr 1 (4) 2015

mentowy Grant oferuje finansowanie pracy naukowej w stosunkowo długim okresie (do 48 miesięcy), zaś otrzymywane w nim wynagrodzenie pozwala uwolnić się od dodatkowej pracy zarobkowej – tak częstej praktyki wśród doktorantów. Do dzisiaj jest to jeden z nielicznych programów adresowanych do młodych uczonych przed doktoratem, który daje taki komfort. Program Preludium w Narodowym Centrum Nauki po głośnej ewolucji ograniczającej wynagrodzenie do poziomu 1000 zł brutto miesięcznie z całą pewnością nie jest jednym z nich. W przypadku Diamentowego Grantu wynosi ono 2500 zł brutto miesięcznie. Ponieważ tematyka mojej pracy badawczej wykracza poza tradycyjną działalność polskiej humanistyki, naturalna była dla mnie konieczność intensywnych konsultacji z ośrodkami i badaczami z zagranicy. Środki pochodzące z programu, w połączeniu z innymi stypendiami, pozwoliły mi wziąć udział w kilkunastu międzynarodowych konferencjach i warsztatach naukowych, międzynarodowym projekcie badawczym (koordynowanym przez dwa ośrodki europejskie i partnera azjatyckiego) oraz odbyć dwa staże – w Danii i Wielkiej Brytanii. Zwieńczeniem tych działań było opublikowanie artykułu w towarzystwie najwybitniejszych badaczy kultury cyfrowej i społeczeństwa cyfrowego w monografii Postdigital Aesthetics: Art, Computation and Design“ (wydawnictwo Palgrave Macmillan, Basingstoke 2015). Razem z poznanym na jednej z konferencji naukowych profesorem z USA przygotowujemy obecnie monografię,


OPINIE LAUREATÓW DIAMENTOWEGO GRANTU

która zostanie wydana przez Institute of Network Cultures w Amsterdamie. *** Największym problemem z pełnym wykorzystaniem programu były procedury wewnętrzne uczelni. Mimo że status laureata miał być dla nas biletem wstępu na studia doktoranckie bez konieczności uzyskania tytułu magistra, uczelniane przepisy nie brały tego pod uwagę. Brak komunikacji na linii ministerstwo – władze uczelni doprowadził do sytuacji, w której musiałem równocześnie kończyć studia magisterskie i uczyć się prowadzenia samodzielnego projektu badawczego. Przez rok nie mogłem więc w pełni skupić się na pracy badawczej. Władze uniwersyteckie i wydziałowe miały też różne pomysły co do formy „zakotwiczenia” nas w strukturze uniwersyteckiej – od umów cywilnoprawnych po stanowiska inżynieryjno-techniczne. Wydział Artes Liberales ma wieloletnie doświadczenie w koordynowaniu różnego typu projektów badawczych – począwszy od dużych grantów Europejskiej Rady ds. Badań Naukowych (ERC Starting Grant) po projekty Narodowego Centrum Nauki oraz Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego, nie odczułem więc na własnej skórze większych niedogodności, jednak relacje koleżanek i kolegów z innych uczelni nie napawały optymizmem. Z perspektywy trzech lat mogę z pełnym przekonaniem stwierdzić, że program Diamentowy Grant stał się główną przyczyną, dla której nie opuściłem Polski po ukończeniu studiów magisterskich. W prze-

ciwnym razie, pozbawiony szans na choćby względną stabilizację finansową oraz środków ułatwiających funkcjonowanie w międzynarodowym środowisku naukowym, zdecydowałbym się zapewne na odbycie studiów doktoranckich poza krajem. Programy wspierania aktywności naukowej wśród uczestników studiów magisterskich, absolwentów uczelni i doktorantów są dziś najlepszym – a przy tym stosunkowo mało obciążającym budżet – sposobem zahamowania drenażu mózgów, który od wielu lat obserwujemy w Polsce. Mogą one przyczynić się do zmniejszenia skali emigracji początkujących badaczy, którzy w poszukiwaniu lepszych warunków pracy decydują się na odbycie studiów doktoranckich poza Polską. Trudno też przecenić długofalowe, pozytywne skutki takich inicjatyw dla rozwoju rodzimej nauki i doskonalenia przyszłej kadry akademickiej. Warto jednak zadbać o odpowiednią formę programów finansowania badań przez początkujących badaczy – otrzymywanie godziwego wynagrodzenia za codzienną pracę  badawczą w projekcie jest dla doktoranta równie istotne, co fundusze na zakup aparatury czy wyjazdy do ośrodków zagranicznych. Program Diamentowy Grant zapewnia wsparcie w każdym z tych obszarów. Przeważająca część z nas nie jest bowiem zatrudniona na uczelniach, nie otrzymuje też stypendiów, najczęściej więc ten kilkuletni „kontrakt grantowy” stanowi jedyne źródło utrzymania – oczywiście przy założeniu, że praca badawcza jest głównym zajęciem młodego badacza, który całą swą energię i czas poświęca działalności naukowej.

www.struna.edu.pl

31


32

Dziecko / problem na uczelni

Dominika Rafalska

Wydaje się, że praca naukowa na uczelni to wymarzone zajęcie dla kobiet planujących macierzyństwo. Elastyczne godziny pracy, stosunkowo nieduże pensum dydaktyczne (240 godzin rocznie to w sumie niewiele w porównaniu z 40 godzinami lub więcej tygodniowo „za biurkiem” w korporacji), możliwość wykonywania szeregu obowiązków w domu „w wolnym czasie”. Do tego w mediach trwa od lat kampania na rzecz rodziny i aktywizacji zawodowej kobiet wracających z urlopu macierzyńskiego. A Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego wespół z Ministerstwem Pracy i Polityki Społecznej wspierają tworzenie żłobków przyuczelnianych. „Promujemy i wspieramy tworzenie miejsc opieki nad dziećmi na uczelniach, bo wierzymy, że dobra uczelnia to uczelnia przyjazna rodzinie. Coraz więcej młodych studiuje. Rodzicielstwo nie powinno być przeszkodą w zdobywaniu wiedzy i pracy naukowej” – czytamy na stronie Ministerstwa Nauki (źródło 1.). Zdecydowanie, nie powinno być przeszkodą! Ponadto w świadomości społecznej funkcjonuje pozytywny wizerunek uczelni jako miejsca pracy. Tam, gdzie kształtuje się przyszłe pokolenia, muszą z definicji obowiązywać wyższe standardy niż np. w korporacji, gdzie rzekomo liczy się tylko zysk. Mowa głównie o standardach moralnych. „Przyjazna uczelnia realizuje zasady etyczne, tworzy dobre środowisko pracy i zapewnia równowagę między życiem rodzinnym a nauką” – czytamy wypowiedź prof. Leny

nr 1 (4) 2015

Kolarskiej-Bobińskiej na stronie Ministerstwa Nauki (źródło 2.). I wszyscy chyba zgadzają się, że tak właśnie powinno być. Otwarte jednak pozostaje pytanie, na czym ma polegać zapewnienie równowagi między życiem rodzinnym a nauką. Są żłobki – jest dobrze Program „Maluch na uczelni” wspiera tworzenie żłobków, klubików dziecięcych i zatrudnianie opiekunów dziennych na uczelniach. To wspólne działanie Ministerstwa Nauki oraz Ministerstwa Pracy. Biorące w nim udział uczelnie ubiegają się o dofinansowanie tworzenia i funkcjonowania miejsc opieki nad najmłodszymi dziećmi. Żłobek Uniwersyteckie Maluchy działa od października 2013 r. na warszawskim Powiślu. Przyjmowane są do niego dzieci pracowników UW: naukowych, administracyjnych oraz doktorantów. Mieści się w położonym na parterze dwupokojowym mieszkaniu przy ul. Karowej. Jest kameralnie – dzieci przebywają w jednej grupie. Dawniej rodzice płacili 600 zł miesięcznie (plus opłata za wyżywienie) za pobyt dziecka w żłobku. W tym roku stawkę obniżono do 200 zł, ponieważ żłobek dostał dofinansowanie. Na stronie żłobka (źródło 3.) w zakładce „nowe foteczki” widzę zdjęcia roześmianych buź maluchów – podopiecznych placówki – i myślę, że to wspaniałe miejsce i wielka pomoc dla mam, które mogą zostawić tam dzieci i np. pójść poprowadzić zajęcia ze


PUBLICYSTYKA

studentami kilkadziesiąt metrów dalej, na kampus uniwersytecki. Albo spokojnie popracować naukowo w zaciszu jakiejś czytelni. W tegorocznej edycji programu „Maluch na uczelni” dotację dostały 43 uczelnie oferujące 1436 nowych miejsc opieki dla dzieci studentów i pracowników akademickich z 12 województw. Przeznaczono na to 9,2 mln zł (źródło 4.). Na ministerialnych stronach czytamy, że to duża szansa dla studentów, doktorantów i pracowników akademickich, którzy chcą łączyć naukę i pracę z rodzicielstwem. Dzięki publicznym pieniądzom uczelnie mogą wyjść naprzeciw ich oczekiwaniom i utworzyć miejsca opieki dla dzieci w wieku do lat trzech. „Jak pokazują statystyki, urodzenie dziecka to moment, gdy wiele badaczek wypada z rynku pracy – mówi rzecznik prasowy Ministerstwa Nauki Łukasz Szelecki. – Klubik dziecięcy czy żłobek przy uczelni jest szansą dla badaczek będących matkami na kontynuowanie kariery zawodowej” – dodaje. Zainteresowanie udziałem w programie „Maluch na uczelni” jest duże wśród szkół publicznych i niepublicznych. Dzięki rządowemu wsparciu żłobki będzie miała aż co dziesiąta szkoła wyższa w Polsce. Czyli jest naprawdę dobrze. Agnieszka nie wierzy już w deklaracje „Ach te deklaracje… Przez dłuższy czas słyszałam wyłącznie deklaracje i gratulacje” – mówi czterdziestoletnia Agnieszka, do niedawna adiunkt na jednej z największych uczelni publicznych, matka dwójki dzieci, której w trakcie trwania urlopu macierzyńskiego uczelnia nie przedłużyła umowy. Podobnie jak inne rozmówczynie prosi o utajnienie personaliów. Agnieszka była związana z uczelnią od kilkunastu lat. Tam studiowała, pisała doktorat, a później znalazła zatrudnienie. Najpierw jako asystent (dwie umowy czasowe na rok każda), a następnie adiunkt (mianowanie na 5 lat). „Początkowo uczelnia wydawała się rozumieć, że jestem w takim wieku, że któregoś dnia będę chciała urodzić dziecko. Gdy zaszłam w ciążę i urodziłam, gratulowano mi. Kiedy dziecko zaczęło chorować, na początku odnoszono się do tego ze zrozumieniem,

może nawet współczuciem. Ale małe dzieci chorują zazwyczaj często, więc za którymś razem, gdy znów wzięłam zwolnienie lekarskie z tytułu choroby dziecka, zamiast zwyczajowego »jasne, bardzo nam przykro, rozumiemy«, usłyszałam: »a mąż nie mógłby zaopiekować się dzieckiem?«. Wtedy nie odebrałam tego jakoś źle, pytanie jak pytanie. Dzisiaj rozumiem, że był to pierwszy delikatny sygnał ostrzegawczy – z chwilą gdy zostałam mamą, przestałam być postrzegana jako osoba dyspozycyjna w takim stopniu, w jakim oczekiwałyby tego władze wydziału” – wspomina. Nikt tego oczywiście nie powiedział wprost. Zwłaszcza że, jak deklaruje Agnieszka, wywiązywała się ona ze wszystkich swoich obowiązków – zarówno naukowych, jak i dydaktycznych. Pracy naukowej, a także wielu działań na rzecz macierzystego instytutu nie porzuciła nawet wtedy, gdy w czasie ciąży wysłano ją na zwolnienie lekarskie. „Pomyślałam, że jeśli będę dobrze się czuła, to co mi szkodzi trochę popracować w domu. Chciałam pokazać władzom wydziału, że mi zależy. Bo zależało mi” – mówi. Jej praca co roku była oceniana wysoko – i przez studentów, i przez władze wydziału, przed którymi składała raport z postępów swojej pracy naukowej. „Być może, gdybym zdecydowała się tylko na jedno dziecko, nadal pracowałabym na uczelni. Ale ja zaszłam w ciążę po raz drugi. Wtedy gratulacje były już jakby bardziej oszczędne. A gdy byłam na urlopie macierzyńskim, po prostu nie przedłużono mi umowy, która akurat wtedy wygasła. Czy były wobec mnie jakieś zarzuty merytoryczne? Nie, nie było! Przez lata pracy na uczelni dostawałam wyłącznie pochwały, nagrody i wyróżnienia. Publikowałam, jeździłam na konferencje, pracowałam w kilku zespołach badawczych, współpracowałam z wieloma instytucjami naukowymi… Jestem pewna, że nie przedłużono ze mną umowy wyłącznie dlatego, że przestałam być postrzegana przez swoich przełożonych jako »pełnowartościowy pracownik«”. Katarzyna chyba się przesłyszała Katarzyna (nie jest to jej prawdziwe imię) jest rówieśnicą Agnieszki. Podobnie jak ona ma stopień naukowy doktora i do niedawna pracowała na pełnym

www.struna.edu.pl

33


34

DZIECKO / PROBLEM NA UCZELNI

etacie na stanowisku adiunkta na jednej z największych uczelni publicznych. Ze swoim macierzystym wydziałem była związana od 20 lat – najpierw jako studentka, następnie doktorantka, a wreszcie adiunkt. Po obronie doktoratu zaproponowano jej umowę o pracę na czas określony: najpierw na pół etatu (3,5 roku), a następnie – na cały etat (kolejne 3 lata). Równolegle przez prawie 10 lat pracowała na pełnym etacie na uniwersytecie w innym mieście, gdzie miała umowę na czas nieokreślony. „Po kilkakrotnie ponawianych namowach kierowniczki zakładu na uczelni, na której broniłam doktorat, zrezygnowałam z pracy w tamtym mieście i przyszłam pracować na etacie do macierzystej placówki. Nie kryłam się wówczas z zamiarem założenia rodziny. Ostateczną decyzję o rezygnacji z pracy zamiejscowej podjęłam po tym, jak poroniłam pierwsze dziecko, co sprawiło, że postanowiłam zrezygnować z męczących dojazdów” – wspomina. W krótkim odstępie czasu urodziła dwójkę dzieci. „Bezpośrednia przełożona mówiła mi, że jestem potrzebna w zakładzie, i zapewniała, że po urlopie macierzyńskim, »z nowymi siłami, jak dzieci trochę podrosną«, na pewno będę mogła wrócić na swoje dawne stanowisko, bo jestem cennym pracownikiem” – mówi Katarzyna. Nie obawiała się kłopotów z powrotem do pracy również dlatego, że zawsze dostawała bardzo dobre oceny od studentów (średnia ocen za niektóre jej zajęcia wynosiła 10/10) i miała wartościowe publikacje w wysoko punktowanych czasopismach o międzynarodowej randze (z Listy Filadelfijskiej i ERIH). „Zawsze starałam się jak najlepiej publikować. Mam sporo cytowań, a moją książkę nominowano do jednej z amerykańskich nagród dla najlepszych publikacji naukowych z dziedziny, którą się zajmuję. W swojej karierze brałam udział w kilku ważnych międzynarodowych projektach. Sama także prowadziłam projekt, w którym współpracowałam z kilkunastoma naukowcami z Polski i z zagranicy. Ponadto starałam się być na bieżąco i brać udział we wszystkich ważniejszych konferencjach poświęconych tematyce związanej z przedmiotem moich zainteresowań – często całkowicie z własnych pieniędzy lub tylko przy niewielkim dofinansowaniu

nr 1 (4) 2015

ze strony uczelni. Bywałam również zapraszana do wygłoszenia wykładów w znaczących zagranicznych ośrodkach naukowych”. Katarzyna publikowała, także będąc w ciąży i na urlopie macierzyńskim. „Sądziłam więc, że przedłużenie umowy o pracę i powrót na dawne stanowisko po urodzeniu dzieci to czysta formalność” – mówi. Na pytanie o to, czy kiedykolwiek, w trakcie ewaluacji, dostała ocenę pozytywną, ale ze znakiem zapytania, czy formułowano wobec niej jakieś uwagi czy zastrzeżenia, Katarzyna odpowiada że nie wie, jak była oceniana przez przełożonych, bo jeśli podlegała jakimś ewaluacjom, to nie dawano ich jej do wglądu. Nigdy jednak nie słyszała żadnych zastrzeżeń do swojej pracy. W jakich okolicznościach dowiedziała się o „nieprzedłużeniu umowy”? „Moja umowa o pracę miała wygasnąć w czasie trwania urlopu macierzyńskiego. O tym, że postanowiono mi jej nie przedłużyć, dowiedziałam się od sekretarki, kiedy na kilka miesięcy przed wygaśnięciem umowy przyszłam zapytać o procedury powrotu do pracy. Kiedy próbowałam sprawę wyjaśnić, poinformowano mnie, że przedłużenie umowy w czasie trwania urlopu macierzyńskiego byłoby niezgodne z prawem. Następnie oznajmiono, że decyzję podjęto »dla dobra zakładu«, w którym pracowałam, żeby móc zatrudnić kogoś na zastępstwo, a także dla mojego dobra – żebym miała czas pobyć z dziećmi. Zapewniono mnie jednak, że po zakończeniu urlopu macierzyńskiego będę mogła wrócić na swoje dawne stanowisko, bo jestem cennym i potrzebnym pracownikiem. Okazało się to jednak niemożliwe. Sprawa ciągnęła się prawie rok, a w czasie jej trwania nikt nigdy nie podał mi jakiegokolwiek merytorycznego powodu nieprzedłużenia umowy, które de facto oznaczało zwolnienie z pracy oraz koniec kariery naukowej, nad którą od wielu lat wytrwale pracowałam. Za każdym razem, kiedy próbowałam się dowiedzieć o procedury powrotu, informowano mnie, że w danym momencie jest to niemożliwe, ale że na pewno będzie możliwe za kilka miesięcy, »od następnego semestru«. Na koniec zaś zasugerowano mi, że musiałam się przesłyszeć albo coś źle zrozumieć, ponieważ »miałam ważniejsze sprawy na głowie«”.


PUBLICYSTYKA

W trakcie trwania sprawy Katarzyna nie usłyszała żadnych merytorycznych zarzutów czy innych konkretnych powodów pozbawienia jej pracy, a bezpośrednia przełożona ani razu nie porozmawiała z nią o tym osobiście. Pracownik na czas określony Obie te sytuacje, a także wiele im podobnych, nie byłyby możliwe, gdyby prawa kobiet pracujących na uczelniach (przeważnie na kontraktach czasowych) były w jakiś sposób chronione. W świetle obowiązujących przepisów, jeśli okres mianowania czy umowa o pracę na czas określony kończą się akurat w czasie, gdy kobieta jest na urlopie macierzyńskim, uczelnia nie musi przedłużać jej zatrudnienia. A zatem, gdyby pracowników naukowych zatrudniano na czas nieokreślony, wówczas uczelnia nie miałaby możliwości zakończenia współpracy z pracownicą, gdy ta jest na urlopie macierzyńskim. I o to moje rozmówczynie mają największy żal. Agnieszka: „Rozumiałabym sytuację, gdyby zwolniono mnie z przyczyn merytorycznych. Gdyby po zakończeniu urlopu macierzyńskiego pozwolono mi wrócić do pracy, gdyby zaproponowano choćby kontrakt czasowy, postawiono jakieś wymagania… Gdybym im nie sprostała, wtedy rozstalibyśmy się po ludzku – z jakiegoś powodu. Ale pozbawić pracy kobietę na urlopie macierzyńskim i jeszcze wmawiać cynicznie, że to nie zwolnienie, ale »po prostu nieprzedłużenie umowy«, to chyba trochę poniżej pewnych standardów?”. Zgadza się z nią Katarzyna, która mówi: „Każda kobieta po urodzeniu dziecka powinna mieć zagwarantowaną możliwość powrotu do pracy na dawne stanowisko. Ponadto uważam, że bezpośredni przełożony powinien zawczasu informować (najlepiej pisemnie) o merytorycznych przyczynach nieprzedłużenia umowy. Tak jest w wielu krajach, gdzie pracodawca ma ustawowy obowiązek przedłużyć umowę, jeśli ta wygasa w czasie trwania ciąży lub urlopu macierzyńskiego pracownicy. Zwolnić można później, jeśli po powrocie z urlopu kobieta da ku temu powody. Wówczas jednak pracodawca musi uzasad-

nić swoją decyzję merytorycznie. W Polsce często nie daje się młodym matkom szansy powrotu do pracy i wykazania się. Kierownik jednostki może im nie przedłużyć umowy bez podania jakiegokolwiek powodu czy uzasadnienia. Nie musi nawet o tym zawczasu informować. Przypuszczalnie wychodzi on z założenia, że kobieta z dzieckiem czy dziećmi będzie mniej wydajna i mniej dyspozycyjna. Pozbawia więc ją pracy, zapewniając, że nie jest to zwolnienie, tylko nieprzedłużenie, choć de facto oznacza to koniec kariery. Wszystko odbywa się w świetle prawa. Zadziwia mnie, że prawo na to pozwala, i to w państwie, w którym jest niż demograficzny i w którym posiadanie rodziny rzekomo uważa się za wartość. Co więcej, osoba, która podejmuje taką decyzję, nie jest z niej w żaden sposób rozliczana, nawet jeśli ma to negatywne skutki dla wydziału – jeśli na przykład pracownik, któremu nie przedłużono umowy, przynosił wydziałowi dużo cennych punktów, a osoba zatrudniona na jego miejsce w ogóle nie publikuje. W rezultacie bycie dobrym pracownikiem – zabieganie o wysokie oceny od studentów i dobre publikacje – przestaje mieć jakikolwiek sens, skoro nikt tego nie docenia i bardziej liczą się inne, pozamerytoryczne względy”. Problem polega na tym, że obecnie mało który młody pracownik naukowy pracuje na uczelni publicznej na umowie na czas nieokreślony. Po obronie doktoratu proponuje się im umowy czasowe: zlecenia i umowy o pracę na czas określony. Nie ma odgórnych uregulowań dotyczących tej sprawy. „Nawiązanie stosunku pracy następuje na podstawie umowy o pracę lub mianowania – mówi Łukasz Szelecki. – Niezależnie od przyjętej podstawy zatrudnienia wynikający z danej czynności prawnej stosunek pracy może być zawarty na czas określony lub czas nieokreślony. Wybór formy i okresu zatrudnienia pozostawiony został stronom stosunku pracy. W zakresie zasad zawierania umów o pracę stosuje się przepisy Kodeksu pracy” – dodaje. Innymi słowy, sposób zatrudniania pracowników naukowych zależy w głównej mierze od tzw. polityki kadrowej uczelni. To określenie jest niezwykle ogólne i pojemne, słowo wytrych, którego zawsze można użyć w odpowiedzi na pytanie o to, jak długo można

www.struna.edu.pl

35


36

DZIECKO / PROBLEM NA UCZELNI

pracować na umowie na czas określony i dlaczego właśnie na takiej. Małgorzata (także ona na wstępie naszej rozmowy prosi o to, aby zmienić jej imię) jest rówieśnicą Agnieszki i Katarzyny. Podobnie jak one jest doktorem i adiunktem. Nie założyła jeszcze rodziny. „Spośród osób, które obroniły w ciągu ostatnich pięciu lat doktorat, nie znam nikogo, komu uczelnia publiczna zaproponowałaby umowę na czas nieokreślony. Uczelnie podpisują umowy na czas określony tak długo, jak się da. Później proponują zlecenia, a później znowu umowy czasowe” – mówi. Sama od kilkunastu lat prowadzi zajęcia jako nauczyciel akademicki. Współpracowała z ośmioma uczelniami na podstawie umów-zleceń. „Nigdy nie zaproponowano mi umowy na czas nieokreślony” – mówi. Małgorzata od kilku miesięcy jest związana z jedną z uczelni publicznych. Zaproponowano jej tam tym razem nie zlecenie, ale umowę na czas określony (4 lata). Na pytanie o to, czy wie, jaką kolejną umowę będzie na tej uczelni podpisywać, odpowiada krótko: „Nie mam zielonego pojęcia” i dodaje: „Mogę nawet zrozumieć to, że pierwsza umowa o pracę na uczelni to coś w rodzaju okresu próbnego. Ale z drugiej strony mało jest przecież przypadków, że wygrywasz konkurs, nie prowadząc wcześniej zajęć. Byłaś na »okresie próbnym« – na doktoracie, gdzie prowadziłaś zajęcia, organizowałaś konferencje, redagowałaś tomy pokonferencyjne, mogłaś przecież się sprawdzić i skoro chcą cię zatrudnić, to znaczy, że raczej się sprawdziłaś. Poza tym, ile czasu może trwać »okres próbny«?”. „Okres próbny” na uczelni może trwać długo. Przypomnijmy: w przypadku Katarzyny (6,5 roku pracy na umowach o pracę na czas określony): pierwsza umowa o pracę na 3,5 roku, a po niej kolejna – na 3 lata. Jeśli wliczyć w to okres studiów doktoranckich, to jeszcze dodatkowe 4 lata. W przypadku Agnieszki (także najpierw 4 lata „okresu próbnego” na studiach doktoranckich, a następnie 7 lat pracy na umowach czasowych mających różną nazwę): pierwsza umowa o pracę na czas określony zawarta na rok, druga umowa o pracę zawarta na kolejny rok. Trzecią „umową” było mianowanie na okres 5 lat.

nr 1 (4) 2015

Radca prawny Ewa Miecznicka mówi: „Przepis art. 25 prim par. 1 Kodeksu pracy (KP) stanowi, że zawarcie kolejnej umowy o pracę na czas określony jest równoznaczne w skutkach prawnych z zawarciem umowy o pracę na czas nieokreślony, jeżeli poprzednio strony dwukrotnie zawarły umowę o pracę na czas określony na następujące po sobie okresy, o ile przerwa między rozwiązaniem poprzedniej a nawiązaniem kolejnej umowy o pracę nie przekroczyła 1 miesiąca”. Czym jest zatem „mianowanie”, które poza murami uczelni niczym nie różni się od umowy o pracę na czas określony (pracownikowi przysługuje urlop wypoczynkowy, macierzyński, wychowawczy, zwolnienia lekarskie, można, posługując się tą umową, wziąć kredyt w banku itd., a kontrakt ten jest zawierany w konkretnym przedziale czasowym)? „Mianowanie nie jest umową o pracę – mówi Ewa Miecznicka. – Występują rozbieżności w doktrynie i orzecznictwie, ale najczęściej przyjmuje się, że akt mianowania jest swoistego rodzaju czynnością prawa pracy, jest stosunkiem pracy, który nawiązuje się na podstawie mianowania, tak jak można nawiązać stosunek pracy na podstawie umowy o pracę, powołania czy spółdzielczej umowy o pracę itd. Trzeba w tym miejscu także podkreślić, że co prawda przepisy KP wymieniają mianowanie jako jeden ze stosunków pracy, jednak w art. 76 KP odsyła się do przepisów szczególnych, czyli do ustawy z dnia 27 lipca 2005 r. Prawo o szkolnictwie wyższym, co jest niezwykle ważne w tym przypadku. Zasadą jest tutaj bowiem pierwszeństwo przepisów szczególnych (czyli ustawy) przed przepisami Kodeksu pracy, które jako przepisy o charakterze posiłkowym stosowane są w obszarach, w których nie ma odrębnej regulacji ustawy albo taka odrębna regulacja w ustawie wprawdzie istnieje, ale nie jest w pełni wyczerpująca” – dodaje. Idąc dalej, Ewa Miecznicka wyjaśnia, że ustawa od wejścia w życie w 2005 r. do października 2012 r. wskazywała dwa sposoby nawiązania stosunku pracy z nauczycielem akademickim – na podstawie umowy o pracę i mianowania, niezależnie od posiadanego tytułu naukowego. „Stąd też w omawianym przypadku uczelnia miała prawo nawiązać stosunek pracy zarówno na pod-


PUBLICYSTYKA

stawie umowy o pracę, jak i mianowania – mówi o przypadku Agnieszki. – Nie działa poza prawem, gdy nagminnie wybiera akt mianowania młodego naukowca na konkretny czas i stanowisko. Wybiera rozwiązanie istniejące wśród prawnie dopuszczalnych możliwych form zatrudnienia. Inną kwestią jest oczywiście ocena natury moralnej, społecznej takiego działania, bowiem mianowanie nauczyciela akademickiego po wcześniejszym dwukrotnym zatrudnieniu go na umowę o pracę na czas określony, zamiast zawarcia z nim umowy o pracę na czas nieokreślony zgodnie z art. 25 prim KP, nasuwa w kontekście tego przepisu wątpliwości, czy aby takie działania nie zmierzają do ominięcia istoty omawianego przepisu. Bowiem wprowadzenie przez pracodawcę mianowania jako kolejnego sposobu nawiązania stosunku pracy następującego po pierwszej lub drugiej umowie o pracę na czas określony (na następujące po sobie okresy) przerywa wyżej opisany w przepisie art. 25 prim KP bieg »liczenia« umów o pracę na czas określony. Po zakończeniu stosunku mianowania pracodawca może zawrzeć kolejną i jeszcze jedną umowę o pracę na czas określony, niezależnie od faktu, że przed aktem mianowania strony zawarły już dwie takie umowy” – dodaje. Ewa Miecznicka przypomina, że aktualnie obowiązujące przepisy ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym (w omawianej części od października 2012 r.) w drodze nowelizacji usunęły możliwość mianowania nauczycieli akademickich, poza wyłącznie nauczycielami z tytułem naukowym profesora. Tak więc młodzi asystenci i adiunkci powinni być aktualnie zatrudniani wyłącznie na podstawie umowy o pracę – na czas określony lub, zapewne dużo rzadziej, na czas nieokreślony. Wszyscy poza profesorami będą musieli przejść w pewnym momencie na umowę o pracę. Mianowania występują w tej grupie jedynie w przypadku nauczycieli w „okresie przejściowym” – gdy zostali mianowani, zanim weszły w życie nowe przepisy, na okres, który jeszcze się nie zakończył. „Nowelizację przepisów w omawianym zakresie można różnie oceniać. Pozytywnie, gdyż nie będzie funkcjonował mechanizm opisany powyżej polegający na mianowaniu pracownika zamiast zawierania z

nim umowy o pracę na czas nieokreślony. Aktualne przepisy ustawy pozwolą młodym naukowcom – bez tytułu naukowego profesora – mieć pewność, że po pewnym, może krótszym czasie będą mieli szansę na zawarcie umowy o pracę na czas nieokreślony albo … wcale” – mówi Ewa Miecznicka. Podobnie po dwóch kolejnych umowach o pracę na czas określony uczelnia ma prawo zaproponować umowę-zlecenie i wówczas taka umowa również przerwie bieg „liczenia” umów o pracę. Ewa Miecznicka zaznacza, że tutaj jednak mamy drugie dno: „Nie można zawierać umów cywilnych w celu obejścia zawarcia umowy o pracę. Jeżeli zawarto umowę-zlecenie, która ma charakter umowy o pracę, to według prawa jest to umowa o pracę. Jeżeli więc ktoś będzie wykonywać to samo, co robił na podstawie umowy o pracę, to może dochodzić przed sądem ustalenia stosunku pracy, a więc uznania, że zawarta umowa cywilna ma charakter umowy o pracę i nią jest. Skutki są daleko idące: ustalenie składek ZUS jak przy umowie o pracę, aktualne stają się wszelkie uprawnienia pracownicze związane z prawem do urlopu itp.”. Zapewne jednak mało który pracownik wie o tych niuansach. Zwłaszcza pracownik młody i niedoświadczony. I, co ważniejsze, zapewne mało który pracownik odważy się kwestionować przed sądem pracy zasadność zawarcia z nim przez Alma Mater umowy-zlecenia. Agnieszka: „Za każdym razem, gdy pytałam w kadrach o to, dlaczego także tym razem uczelnia nie podpisuje ze mną umowy na czas nieokreślony, słyszałam odpowiedź: »proszę pani, to nie te czasy« i wypowiadane to było w taki sposób, jakby pani kadrowa chciała mi dać do zrozumienia, że chyba spadłam z księżyca”. Temat zastępczy? Na pytanie, czy naukowiec to dobry zawód dla kobiety, Małgorzata odpowiada bez wahania: „Jeśli masz pasję, jeśli jest to twoje uzależnienie, to nigdy nie będziesz szczęśliwa, robiąc coś innego”. Ale już zapytana o to, czy jest to dobry zawód także wtedy, gdy kobieta naukowiec chce założyć rodzinę, odpo-

www.struna.edu.pl

37


38

DZIECKO / PROBLEM NA UCZELNI

wiada równie zdecydowanie: „Absolutnie nie. Ani finansowo, ani pod względem atmosfery pracy”. I wylicza: „Brak stabilnego zatrudnienia, coraz większa rywalizacja, brak jasnych regulacji np. co do tego, jaki jest zakres obowiązków adiunkta…”. Wracając do cytowanych na początku słów prof. Leny Kolarskiej-Bobińskiej, warto się zatem zastanowić, czy zapewnienie równowagi między życiem rodzinnym a nauką powinno polegać wyłącznie na tworzeniu przyuczelnianych żłobków. Nie ma wątpliwości, że to dobrze, że takowe istnieją. To dobrze, że powstają nowe. To dobrze wreszcie, że tematy macierzyństwa i aktywizacji zawodowej kobiet po powrocie z urlopu macierzyńskiego są podnoszone w debacie publicznej. Trudno kwestionować cytowane wcześniej słowa: „Rodzicielstwo nie powinno być przeszkodą w zdobywaniu wiedzy i pracy naukowej” (źródło 1.). I te słowa prof. Leny Kolarskiej-Bobińskiej także: „Dziś dobre uczelnie rozpoznaje się nie tylko po doskonałej ofercie dydaktycznej, ale także po tym, jak wsłuchują się w potrzeby swoich studentów i pracowników. Żłobki na uczelniach są ważnym krokiem w tworzeniu na uczelniach środowiska przyjaznego rodzicom” (źródło 1.). Ale chyba nie tu kryje się problem… Dopóki pracownicy naukowi będą w nieskończoność zatrudniani na kontraktach czasowych, dopóty nie będą czuli się pewnie, zakładając rodziny, odwlekając tę decy-

zję w nieskończoność. Dopóki uczelnie będą mogły w świetle prawa zrezygnować z dalszej współpracy z pracownicą, gdy ta jest na urlopie macierzyńskim (i to bez przesłanek merytorycznych), przyuczelniane żłobki w ogóle nie będą potrzebne. *** Pod koniec prac nad tym artykułem znajduję na stronach ministerstwa nauki informację o tym, że „Maluch na uczelni” to tylko część ministerialnego programu „Przyjazna uczelnia”. W jego ramach ministerstwo rozpoczęło wdrażanie w jednostkach naukowych Europejskiej Karty Naukowca i Kodeksu postępowania przy rekrutacji pracowników naukowych. „Przyjazna uczelnia to miejsce etyczne, w którym przestrzega się prawa pracy, a między ludźmi panują dobre relacje. Ale też miejsce, które pozwala zachować równowagę między życiem prywatnym a zawodowym. Dlatego też obok »Malucha na uczelni« zachęcamy uczelnie do podpisywania Europejskiej Karty Naukowca i Kodeksu postępowania przy rekrutacji pracowników naukowych” – czytamy wypowiedź prof. Leny Kolarskiej-Bobińskiej (źródło 2.). I te słowa napawają pewnym optymizmem. Z jednym zastrzeżeniem – samo „zachęcanie uczelni” do przestrzegania podstawowych standardów wydaje się działaniem niewystarczającym.

Artykuł złożony do druku 5 listopada 2015 r.

Bibliografia • źródło 1. = http://www.nauka.gov.pl/maluchnauczelni, dostęp: 3 listopada 2015 r. • źródło 2. = http://www.nauka.gov.pl/aktualnosci-ministerstwo/minister-nauki-przyjazna-uczelnia-realizuje-zasadyetyczne-tworzy-dobre-srodowisko-pracy-i-zapewnia-rownowage-miedzy-zyciem-rodzinnym-a-nauka.html, dostęp: 3 listopada 2015 r. • źródło 3. = http://www.zlobek.uw.edu.pl/, dostęp: 3 listopada 2015 r. • źródło 4. = http://www.nauka.gov.pl/g2/oryginal/2015_04/777af8855e4884b9678d3f6db3c095d7.pdf, dostęp: 3 listopada 2015 r.

nr 1 (4) 2015


39

Dostęp do informacji publicznej podczas pisania pracy dyplomowej Monika Skoczko-Piskorz

Jednym z narzędzi wykorzystywanych podczas zbierania materiałów do pracy kończącej studia na takich kierunkach jak socjologia, administracja, prawo czy politologia może być wniosek o udostępnienie informacji publicznej. Zgodnie z art. 61 ust. 1 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej „obywatel ma prawo do uzyskiwania informacji o działalności organów władzy publicznej oraz osób pełniących funkcje publiczne. Prawo to obejmuje również uzyskiwanie informacji o działalności organów samorządu gospodarczego i zawodowego, a także innych osób oraz jednostek organizacyjnych w zakresie, w jakim wykonują one zadania władzy publicznej i gospodarują mieniem komunalnym lub majątkiem Skarbu Państwa”. Jak twierdzi Agnieszka Demczuk, prawo do informacji publicznej stanowi „obecnie jeden z podstawowych elementów demokratycznego państwa prawa, opierającego się na fundamentalnej zasadzie jawności życia publicznego” (Demczuk, Dostęp do informacji..., s. 196-197). Dzięki transparentności funkcjonowania władzy publicznej i jawności życia publicznego prawo do informacji publicznej stanowi również jeden z fundamentów sprawnej administracji. Obywatel ma prawo do zasięgnięcia informacji o działaniu organów władzy publicznej, a także o osobach oraz jednostkach wykonujących zadania władzy publicznej. Prawo do informacji publicznej dotyczy również organów i instytucji publicznych, które go-

spodarują pieniędzmi pochodzącymi z budżetu państwa. Informacja publiczna dotyczy każdej sprawy publicznej, co zostało zapisane w Ustawie o dostępie do informacji publicznej z 6 września 2001 r. (tekst jednolity: DzU z 2014 r., poz. 782). W przytoczonej ustawie określone zostały dwie formy udostępniania informacji publicznych – poprzez zamieszczenie ich w Biuletynie Informacji Publicznej (BIP) oraz poprzez udostępnienie ich na wniosek zainteresowanego. Jeżeli problematyka badawcza pracy dyplomowej ma związek z działaniem instytucji publicznych, to poszukiwanie informacji na temat sposobu ich działania należy rozpocząć od zapoznania się z treścią Biuletynu Informacji Publicznej. Coraz lepiej prowadzone BIP-y mogą być źródłem cennych informacji, a tym samym zmniejszyć liczbę składanych wniosków. Umieszczanie więc jak największej ilości rzetelnych informacji, sprawozdań, dokumentacji w BIP powinno stać się powszechną praktyką instytucji użyteczności publicznej. Sprzyja to jawności funkcjonowania podmiotów publicznych oraz przejrzystości w dysponowaniu publicznymi pieniędzmi. Jeżeli w BIP nie znajdziemy potrzebnych danych, to zasadne staje się opracowanie i wystosowanie wniosku o udostępnienie informacji publicznej, który skierujemy do podmiotów objętych badaniami. We wniosku określamy, czego dotyczy wniosek i jakie informacje chcemy uzyskać od danej instytucji lub osoby publicznej w odniesieniu do prowadzonej

www.struna.edu.pl


40

DOSTĘP DO INFORMACJI PUBLICZNEJ PODCZAS PISANIA PRACY DYPLOMOWEJ

przez nią działalności publicznej. Dzięki temu możemy np. uzyskać dostęp do różnego rodzaju dokumentów, które funkcjonują tylko w obiegu wewnętrznym danej instytucji, lub do danych statystycznych zbieranych i przetwarzanych wyłącznie na potrzeby tej instytucji. Tego rodzaju informacji nie znajdziemy na przykład na stronach Głównego Urzędu Statystycznego czy Centrum Badania Opinii Społecznej, a mogą one w znacznym stopniu wzbogacić pracę badawczą. W przypadku studentów socjologii informacje uzyskane w drodze wniosku o udostępnienie informacji publicznej mogą stanowić również podstawę do opracowania kwestionariusza ankiety lub scenariusza wywiadu. Wniosek o udostępnienie informacji publicznej ułatwia socjologowi dotarcie do wiadomości, które nie zawsze można uzyskać poprzez przeprowadzenie badań sondażowych lub poprzez różne techniki wywiadów. Wnioski można zastosować również w przypadku badań wielu instytucji o tym samym charakterze, np. wszystkich urzędów gminnych w województwie. W takiej sytuacji wnioski można rozesłać drogą mailową do wszystkich istotnych dla badania urzędów w danym regionie. Można zadać w tym miejscu pytanie, czy urzędy odpowiedzą na taki wniosek. Otóż urzędy mają obowiązek udostępnić informacje, o które wnioskujemy. Obowiązek taki nakłada na nie oraz na każdy inny podmiot realizujący zadania publiczne art. 4 Ustawy o dostępie do informacji publicznej, a każdy obywatel ma prawo skutecznie żądać realizacji tego obowiązku. Warto podkreślić za Demczuk, że prawo do informacji publicznej jest prawem powszechnym, proceduralnym, politycznym i podmiotowym (Demczuk, Dostęp do informacji..., s. 198). W praktyce realizacja przepisów ustawy oraz egzekwowanie obowiązku udzielania informacji publicznej nie zawsze jest proste. Na podstawie własnych badań prowadzonych na potrzeby pracy magisterskiej, w której posługiwałam się wnioskiem o udostępnienie informacji publicznej, mogę powiedzieć, że reakcje badanych podmiotów bywają bardzo różne. Pracownicy instytucji zobowiązanych do udzielania informacji często nie potrafią prawidłowo odpowiedzieć na wniosek. Zdarzało się, że w korespondencji zwrotnej, zamiast wnioskowanych

nr 1 (4) 2015

informacji, znajdowałam nieuzasadnione odmowy udzielenia informacji, a nawet wyrazy oburzenia. Inną często spotykaną reakcją było milczenie, nawet w przypadku dwukrotnego skutecznego dostarczenia wniosku. Tymczasem, jeżeli ustawowy termin 14 dni na udzielenie odpowiedzi nie jest dla instytucji wystarczający do skompletowania wnioskowanych dokumentów, to powinna ona powiadomić nas o terminie, w którym zobowiązuje się przygotować potrzebne informacje, przy czym nie może to być później niż dwa miesiące od momentu otrzymania wniosku. Tym, co jeszcze może niemile zaskoczyć w odpowiedzi na wniosek o udzielenie informacji publicznej, jest żądanie wniesienia opłaty za przygotowanie odpowiedzi. Zdarza się to stosunkowo rzadko i z reguły jest bezpodstawne, ale polemizowanie z takimi argumentami bywa kłopotliwe. Innym spotykanym utrudnieniem jest wymóg osobistego odbioru dokumentów, a także udostępnienie dokumentacji tylko w wyznaczonym miejscu i czasie, czyli z reguły w siedzibie podmiotu w godzinach urzędowania. Wszystkie te problemy i trudności zrekompensować może zawartość merytoryczna przekazanych informacji. Uzyskane dokumenty lub dane statystyczne są niejednokrotnie najlepszym źródłem informacji. Bardzo ważną rzeczą jest dokładne przemyślenie przed wysłaniem wniosku o dostęp do informacji publicznej, czego chcemy się dowiedzieć i w jakich dokumentach można znaleźć interesujące nas dane. Zbyt ogólne określenie zakresu pozyskiwanych informacji lub z kolei zbyt szczegółowe może spowodować, że uzyskane odpowiedzi nie przyniosą spodziewanych efektów, a informacje w nich zawarte będą chybione i nie przybliżą nas do rozwiązania problemu badawczego. Regułą jest, że podmioty udzielają odpowiedzi lapidarnych i tylko w zakresie niezbędnym do uznania, że wywiązały się z obowiązku udzielenia informacji. Jeżeli chcemy dowiedzieć się na przykład, ile osób jest zatrudnionych w podmiotach leczniczych na danym terenie, to musimy wysłać zapytanie do wszystkich tych podmiotów, określając, jakie formy zatrudnienia nas interesują lub jakie sprawozdania dotyczące zatrudnienia chcemy uzyskać i za jaki okres. Zbyt ogólne zapytanie może spowodować, że udzielona informacja będzie niekompletna i na przy-


ELEMENTARZ MŁODEGO NAUKOWCA

kład nie uwzględni osób zatrudnionych na podstawie umowy o dzieło i umowy-zlecenia oraz samozatrudnionych. Ważnym aspektem korzystania z wniosku o udostępnienie informacji publicznej jest wzrost świadomości obywatelskiej. Jacek Kurczewski zauważa, że im więcej będzie lepiej wykształconych obywateli, tym większa będzie potrzeba uczestnictwa w państwie obywatelskim i większy sprzeciw wobec manipulowania obywatelami (Kurczewski, Ścieżki emancypacji…, s. 260). Każdy obywatel ma prawo do pozyskiwania informacji, dzięki czemu może pogłębiać swoją wiedzę na temat tego, w jaki sposób realizowane są zadania publiczne wynikające z obowiązującego prawa i finansowane ze środków publicznych. Przekłada się to na wzrost świadomości jednostek co do ich miejsca w społeczeństwie obywatelskim i

przysługujących im praw. Jak twierdzi Adriana Bartnik, idea budowania państwa obywatelskiego, a także idea brania współodpowiedzialności za jakość życia obywateli w danym kraju to podwaliny, z których wywodzą się organizacje strażnicze zwane watchdogami (Bartnik, Organizacje strażnicze..., s. 146). Organizacje te „działają poprzez interesowanie się, sygnalizowanie oraz działania na rzecz zmiany” (tamże, s. 150), a u podstaw ich aktywności leży możliwość pozyskiwania informacji poprzez wnioski o udostępnienie informacji publicznej. Dla sprawniejszego posługiwania się tym narzędziem badawczym warto obserwować działania organizacji strażniczych, brać udział w organizowanych przez nie szkoleniach i aktywnie korzystać z pełni praw przysługujących nam jako członkom społeczeństwa obywatelskiego.

Bibliografia • Bartnik A., Organizacje strażnicze – partnerzy czy pieniacze? Kontrola i rekomendacje jako zewnętrzny audyt ekspercko-obywatelski w: Piotrowska-Trybull M. (red.) Społeczeństwo, gospodarka siły zbrojne – relacje i wyzwania, Warszawa 2015. • Demczuk A., Dostęp do informacji publicznej w Polsce. Analiza krytyczna, Lublin 2010. • Kurczewski J., Ścieżki emancypacji. Osobista teoria transformacji ustrojowej w Polsce, Warszawa 2009.

www.struna.edu.pl

41


42

INFORMACJE

Konkursy czy „ustawki”? Na 55 uczelniach publicznych trwa obywatelski monitoring konkursów na zatrudnianie nauczycieli akademickich. Jego efekty zostaną opublikowane w maju 2016 r. Celem monitoringu jest zweryfikowanie tezy o powszechnym procederze „ustawiania” konkursów. Impulsem do uruchomienia obywatelskiej inicjatywy był przegląd publikacji prasowych i internetowych z lat 2011-2015, które często nie pozostawiały złudzeń co do tego, w jaki sposób dostaje się pracę na państwowej uczelni. Dziennikarze i ich informatorzy wskazywali, że kryteria merytoryczne mają w Polsce o wiele mniejsze znaczenie niż w krajach, w których znajdują się najlepsze uczelnie świata. Znamienne są już same tytuły publikacji: Na uczelniach wciąż rządzą układy. Zamiast dobrego kandydata lepszy jest krewny („Dziennik Gazeta Prawna”, 22 maja 2013), Rektor UWM zatrudnia swoją rodzinę na państwowym uniwersytecie („Niezależne Forum Akademickie”, maj 2014), Uniwersytet Wrocławski zakładem kadry chronionej („Gazeta Wyborcza Wrocław”, 21 maja 2012). Dowodów braku przejrzystości i obiektywizmu konkursów dostarczają nie tylko media, ale także część przedstawicieli środowiska akademickiego. O istnieniu problemu pisali nawet członkowie Zespołu ds. Dobrych Praktyk Akademickich działającego przy ministrze nauki i szkolnictwa wyższego. W publikacji Dobre praktyki akademickie w zatrudnianiu i w relacjach przełożony – podwładny” (9 października 2014) alarmowali: „Stwierdzenie, że system kuleje, byłoby eufemizmem. Rzadko bowiem konkursy przebiegają zgodnie z ich podstawowym celem, jakim jest wyłonienie najwartościowszego kandydata. Zbyt często »najlepszy kandydat« znany bywa jeszcze przed rozpoczęciem procedury konkursowej”.

nr 1 (4) 2015

Stroną organizacyjną monitoringu zajmuje się Fundacja „Fundusz Pomocy Studentom” (FPS), która wcześniej koordynowała monitoringi systemu stypendialnego i sytuacji doktorantów. Pierwszym celem obecnego badania jest sprawdzenie tezy o powszechnych „ustawkach”. Jeżeli okaże się ona prawdziwa, to kolejnymi celami będą: ujawnienie skali nadużyć i skłonienie organizatorów konkursów, aby – do czasu wprowadzenia niezbędnych w tej sytuacji zmian prawnych – respektowali przynajmniej rygory przeprowadzania postępowań rekrutacyjnych, jakie narzuca obowiązująca ustawa Prawo o szkolnictwie wyższym. W polu zainteresowania organizatorów monitoringu są m.in. procedury zgłaszania zapotrzebowania na zatrudnienie nauczyciela akademickiego, dobór kryteriów konkursowych, wpływ ocen z obowiązkowych badań okresowych w poprzednim miejscu pracy, powiązania pomiędzy komisją i władzami jednostki a kandydatami. Przedstawiciele FPS zapewniają, że celem ich monitoringów nie jest piętnowanie konkretnych uczelni, ale obnażanie wad systemowych. Ważne jest też przekonywanie uczelni, aby przy tworzeniu przepisów wewnętrznych kierowały się dobrymi praktykami, do których z pewnością należą transparentność działania komisji konkursowych i priorytet kryteriów projakościowych w zatrudnianiu naukowców. Osoby zainteresowane przekazaniem informacji lub sugestii autorom monitoringu konkursów proszone są o korzystanie z formularza „listy/interwencje” na stronie www.polska.edu.pl/kontakt.html. Spośród dostępnych tam grup tematów należy wybrać „jawność, dostęp do informacji, ochrona danych osobowych”, a następnie wpisać treść listu.

(oprac. T. Lewiński, na podst. materiałów FPS)


INFORMACJE

Studia dla wybitnych Harvard, Stanford i inne najlepsze uczelnie będą dostępne dzięki nowemu rządowemu programowi

Program umożliwia podjęcie studiów magisterskich w 32 najbardziej renomowanych uczelniach na świecie (26 amerykańskich, 4 brytyjskich, jednej szwajcarskiej i jednej japońskiej). Uczestnikom programu przysługuje pomoc finansowa na pokrycie kosztów: czesnego (w pełnej wysokości), utrzymania, zakwaterowania, zakupu polisy ubezpieczeniowej od następstw nieszczęśliwych wypadków oraz polisy ubezpieczenia zdrowotnego (jeżeli w państwie, w którym odbywa studia, nie może korzystać ze świadczeń opieki zdrowotnej na podstawie Europejskiej Karty Ubezpieczenia Zdrowotnego), podróży do miejsca odbywania studiów i z powrotem (dwa razy w ciągu roku akademickiego). Wsparcie może dotyczyć dowolnego kierunku studiów. Wnioski o zakwalifikowanie do programu można przesyłać do 31 marca 2016 r. na adres Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Wyniki naboru zostaną opublikowane najpóźniej 15 maja 2016 r. Każdy wniosek o zakwalifikowanie do programu podlega ocenie merytorycznej trzech członków kapituły programu. Wynik oceny merytorycznej wniosku stanowi średnia arytmetyczna liczby punktów przyznanych przez każdego z oceniających. W ramach oceny merytorycznej kandydat może zdobyć łącznie 80 punktów za: wybitne osiągnięcia naukowe (do 30 punktów), osiągnięcia inne niż naukowe (do 15 punktów), działalność społeczną lub artystyczną (do

15 punktów), plany naukowe lub zawodowe po ukończeniu studiów na zagranicznej uczelni (do 10 punktów), średnią ocen uzyskanych w toku studiów (do 5 punktów), uzasadnienie wyboru zagranicznej uczelni i kierunku lub obszaru studiów (do 5 punktów). Drugą częścią postępowania jest rozmowa kwalifikacyjna, po której kandydat może otrzymać maksymalnie 20 punktów. Rozmowę kwalifikacyjną z każdym kandydatem przeprowadza co najmniej dwóch członków kapituły programu. Ocenie podlega motywacja, potencjał intelektualny oraz poziom kultury osobistej kandydata. Po zakończeniu oceny merytorycznej kapituła programu tworzy listę rankingową kandydatów i przekazuje ją do wiadomości ministra nauki i szkolnictwa wyższego, który następnie kwalifikuje do udziału w programie kandydatów z uwzględnieniem ich pozycji na liście rankingowej oraz wskazuje wysokość pomocy finansowej, jaka zostanie udzielona poszczególnym kandydatom. Przewiduje się, że w latach 2016-2025 z programu skorzysta około 700 studentów. Liczba ta wynika z przyjętego założenia, że w latach 2016-2022 do programu będzie przystępowało maksymalnie stu studentów rocznie. Trzy ostatnie lata realizacji programu to okres, kiedy nie będą przyjmowani nowi uczestnicy.

(oprac. A. Kruszyńska, na podst. materiałów MNiSW)

Podstawa prawna programu: – art. 42a ust. 12 ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym z 27 lipca 2005 r. (DzU z 2012 r., poz. 572, z późn. zm.) – Rozporządzenie Rady Ministrów w sprawie warunków realizacji Rządowego programu udzielania pomocy finansowej na pokrycie kosztów związanych z kształceniem w zagranicznych uczelniach pod nazwą „Studia dla wybitnych” z 20 października 2015 r. (DzU z 2015 r., poz. 1715), które weszło w życie 28 października 2015 r.

www.struna.edu.pl

43


Artykuły naukowe


46

Ewolucja koncepcji rozwoju po II wojnie światowej Tomasz Rudowski

Przedmiotem artykułu jest analiza ewolucji teorii zajmujących się problemami wzrostu i rozwoju. Te ostatnie w sposób szczególny wymagają obecnie wyjaśnienia, a zarazem periodyzacji i systematyzacji. Pojęcie to pretenduje do miana jednego z najczęściej używanych terminów w dyskursie publicznym, jednakże często jako slogan czy oznaka czegoś, co uznaje się za „pozytywne” i „dobre”, bez uwzględnienia jego naukowej treści. Autor stawia następujące pytania badawcze: Jak zredefiniować pojęcie rozwoju? Jak rozwijały się teorie modernizacji i rozwoju? W jaki sposób ewoluował zachodni dyskurs rozwojowy? Poniższy tekst ma charakter wprowadzenia do poruszanych zagadnień. Celem artykułu jest analiza pojęcia rozwoju oraz ewolucji jego koncepcji po II wojnie światowej w perspektywie teoretycznej i historycznej. Zamierzeniem autora jest przedstawienie najważniejszych zmian w zachodnim myśleniu o tym zagadnieniu. Pokazano trzy generacje teorii rozwoju, jak również współczesne podejście do tej tematyki. Praca wpisuje się w studia nad rozwojem, stanowiąc przystępne wprowadzanie do tych zagadnień w myśli zachodniej po II wojnie światowej. Dlatego artykuł może być wykorzystany przez studentów stosunków międzynarodowych, ekonomii oraz wszystkich zainteresowanych omawianą problematyką. W pracy posłużono się materiałami pierwotnymi: tekstami źródłowymi, prasą, biuletynami informacyjnymi, wy-

nr 1 (4) 2015

powiedziami przedstawicieli państwowych i organizacji międzynarodowych, oraz wtórnymi: analizami i opracowaniami badaczy akademickich, a także organizacji pozarządowych. Termin „rozwój” jest dzisiaj jednym z najczęściej stosowanych pojęć zarówno na niwie nauki, jak i w polityce społeczno-gospodarczej w większości państw świata. Według Słownika języka polskiego „rozwój to proces przeobrażeń, zmian, przechodzenia do stanów lub form bardziej złożonych lub pod pewnym względem doskonalszych; także pewne (wyższe) stadium tego procesu, rozkwit, rozrost” (Szymczak, Słownik języka polskiego). Ta słownikowa definicja oddaje istotę paradygmatu zmian o charakterze modernizacyjnym, ujęcie to dominowało i wciąż dominuje w głównym nurcie polityki rozwojowej i w praktykach wpisujących się w międzynarodową pomoc rozwojową. Jednakże w latach 90. zaczęło upowszechniać się twierdzenie, iż „rozwój” to nie tylko określenie zespołu zjawisk gospodarczych i społecznych, lecz również pewien kanon interpretacyjny, za pomocą którego postrzegamy świat, klasyfikując jego poszczególne części jako regiony dobrze lub słabo rozwinięte i przypisując im określone cechy. Jak stwierdził Wolfgang Sachs, redaktor The Development Dictionary. A Guide to Knowledge as Power: „Rozwój to znacznie więcej niż przedsięwzięcie społeczno-gospodarcze; to także percepcja kształtująca rzeczywistość, mit pocieszający społeczeństwa, fantazja


MAKROEKONOMIA

budząca namiętności” (Sachs, The Development Dictionary…). Geneza ekonomii rozwoju Okres powojenny obfitował w studia nad rozwojem; w II połowie lat 40. XX w. w ośrodkach uniwersyteckich krajów Zachodu powstała ekonomia rozwoju, która w latach 50. awansowała do rangi odrębnej dziedziny badawczej nauk ekonomicznych, a szerzej upowszechniła się w latach 60. i 70. XX w. Czynnikami, które ewidentnie wpłynęły na zainteresowanie problematyką rozwoju po II wojnie światowej, są: zniszczenia spowodowane działaniami wojennymi, proces dekolonizacji skutkujący wprowadzeniem na arenę międzynarodową krajów słabo rozwiniętych, jak również zimna wojna, która przyczyniła się do tego, iż wielkie mocarstwa przystąpiły do rywalizacji o wpływy wśród państw Trzeciego Świata (Witkowski, Ewolucja koncepcji rozwoju). Innymi przyczynami wyodrębnienia się ekonomii rozwoju było dostrzeżenie ogromnych dysproporcji rozwojowych i różnic społeczno-ekonomicznych pomiędzy poszczególnymi krajami, powojenne sukcesy w odbudowywaniu ze zniszczeń zachodniej Europy, a także świadomość potrzeby wyeliminowania groźby globalnej „eksplozji demograficznej” oraz widma kryzysu żywnościowego i surowcowego. Za pierwszą pracę poświęconą ekonomii rozwoju uważa się wydane w 1947 r. The Industrialization of Backward Areas autorstwa Kurta Mandelbauma, który starał się w niej określić zarówno warunki uprzemysłowienia krajów zacofanych, jak i jego rolę w przezwyciężeniu zacofania. Powojenny wzrost gospodarczy pokrywał się w czasie z rozwojem ekonomii keynesowskiej. Teorie rozwoju, które obecnie nazywamy teoriami pierwszej generacji, zostały przedstawione przez ekonomistów wywodzących się głównie z instytucji międzynarodowych, tj. Organizacji Narodów Zjednoczonych, Międzynarodowego Banku Odbudowy i Rozwoju, czy też współtworzących plan Marshalla, także przypisujących istotne znaczenie interwencjonizmowi państwowemu.

Wśród ekonomistów i w państwach kapitalistycznych, i w krajach z gospodarką centralnie planowaną panował wówczas pogląd, że jedyna droga przyśpieszenia wzrostu gospodarczego prowadzi przez industrializację, dlatego proponowane rozwiązania były strategiami przyspieszonej industrializacji. Zarówno w latach 50., jak i 60. XX wieku patrzono głównie na rozwój jako pochodną modernizacji, osiąganej właśnie dzięki industrializacji, bez względu na to, czy proces ten miał charakter rynkowy, czy centralnie planowy. Istotne w tym miejscu jest rozróżnienie pojęć rozwoju i wzrostu gospodarczego. Jako jeden z pierwszych uczynił to Gunnar Myrdal, szwedzki ekonomista, który uważał rozwój za szerszą kategorię, zwracając uwagę na potrzebę eliminowania ubóstwa, nierówności społecznych, a także zaspokajanie elementarnych potrzeb ludności. Wzrost gospodarczy jest pojęciem zdecydowanie węższym, rozumianym jako proces rozszerzania zdolności produkcyjnych gospodarki narodowej (potocznie przyrost realnego produktu narodowego brutto), i służy do określenia zmian ilościowych (Sztaba, Wzrost gospodarczy). Natomiast kategoria rozwoju obejmuje także zmiany jakościowe, które można określić jako postęp cywilizacyjny, bowiem rozwój nie jest związany wyłącznie z kwestiami gospodarczymi. Teorie rozwoju pierwszej generacji Za autora historycznie pierwszej teorii rozwoju uważany jest Austriak Paul Rosenstein-Rodan (19021985). Był on twórcą sformułowanej w 1943 r. koncepcji „big push”, czyli „wielkiego pchnięcia” (Rosenstein-Rodan, Problems of Industrialization…). Według niego gospodarki krajów zacofanych gospodarczo należy wyprowadzić ze stanu stagnacji. Miała temu służyć zintensyfikowana interwencja państwa w postaci inwestycji przemysłowych. Badacz ten widział szansę dla krajów zacofanych w skoordynowaniu inwestycji przemysłowych, a dzięki tej koncentracji miało się dokonać owo „wielkie pchnięcie” na drogę rozwoju. Rosenstein-Rodan zwracał uwagę na to, iż „w realizacji tak przygotowanego planu industrializacji problem stanowiło wygenerowanie środków na

www.struna.edu.pl

47


48

EWOLUCJA KONCEPCJI ROZWOJU PO II WOJNIE ŚWIATOWEJ

budowę potencjału przemysłowego, infrastruktury oraz szkolenia pracowników – poziom oszczędności krajowych, a co za tym idzie, inwestycji był zbyt niski” (Witkowski, Ewolucja koncepcji rozwoju…). Odpowiedzią na to wyzwanie według niego miały być przepływy zagraniczne, które nadrobią braki kapitału krajowego nie tylko z korzyścią dla zniszczonych wojną państw, ale i dla całej gospodarki światowej. Według Rosensteina-Rodana inwestycje infrastrukturalne winny poprzedzać inwestycje w produkcję dóbr konsumpcyjnych, a te w produkcję dóbr kapitałowych (Bąkiewicz i Żuławska, Rozwój w dobie globalizacji). Ponadto zaznaczał, że „wielkie pchnięcie” zaprowadzi ogromne zmiany na rynku pracy spowodowane zapotrzebowaniem na wykwalifikowane kadry. Aby nie dochodziło do niedoboru wykwalifikowanych kadr, jego zdaniem należy wprowadzić proces planistyczny, który byłby ściśle związany z sektorem państwowym i interwencjonizmem w gospodarce. Należy zwrócić uwagę na to, iż ekonomiczny wymiar planu Marshalla wydaje się spójny z tezami Rosensteina-Rodana. Po początkowym okresie, gdy amerykańskie środki były przeznaczane na żywność, pasze i nawozy sztuczne, skierowano je na inwestycje w infrastrukturę i pomoc techniczną. Innym niezwykle ważnym dla teorii rozwoju autorem był estoński ekonomista Regnar Nurkse – twórca teorii zrównoważonego wzrostu. Nurkse wskazywał na konieczność utrzymywania równowagi w gospodarce, jednakże najbardziej znanym aspektem jego myśli jest błędne koło ubóstwa – negatywnego sprzężenia zwrotnego w gospodarce. Sprzężenie to zdaniem Nurksego funkcjonuje w taki sposób, iż państwa są biedne, co oznacza, że ludzie są biedni, ich stan zdrowia jest zły, nie stać ich na podwyższanie kwalifikacji. Ponadto nie mają wysokiej dyscypliny pracy, a wyposażenie kapitałowe jest także niewielkie. Z tego też powodu wydajność pracy w tych krajach jest wyjątkowo niska. Przy niskich zarobkach mamy do czynienia z niską skłonnością do oszczędzania, a niska stopa oszczędności powoduje niedostatek środków wewnętrznych, który z kolei wpływa na stopę inwestycji. „Niska stopa inwestycji powoduje, iż nie wzrasta uzbrojenie kapitałowe miejsc pracy,

nr 1 (4) 2015

a co za tym idzie, nie wzrasta albo wzrasta bardzo powoli wydajność pracy; przy utrzymującej się niskiej wydajności pracy nie ma mowy o zwiększaniu inwestycji – i tak koło się zamyka” (tamże). Niemniej jednak nie jest to teoria pesymistyczna, gdyż według jej założeń, jeśli zostanie wprowadzony pewien element przełamujący owo negatywne sprzężenie zwrotne (np. pomoc zagraniczna), nieomal natychmiast powinien wystąpić przyspieszony wzrost gospodarczy. Teoria Nurksego dawała podstawę do udzielania pomocy rozwojowej najbiedniejszym państwom świata, zaznaczając, że jeśli błędne koło ubóstwa zostanie przerwane, owo sprzężenie zwrotne przybierze inny kierunek. Ragnar Nurkse w dziedzinie handlu międzynarodowego był za zwiększeniem interwencji państwa przez protekcjonizm, który miał doprowadzić do ograniczenia i kontroli eksportu surowcowego, aby nie obniżać cen na rynku światowym, oraz miał zapobiegać importowi dóbr konsumpcyjnych. Dwie wyżej wymienione teorie twórczo rozwinął pracownik Banku Światowego, północnoamerykański ekonomista niemieckiego pochodzenia Albert Hirschman. Zwrócił on uwagę na niemożność utrzymania równowagi w gospodarce dokonującej inwestycji zgodnie z zaleceniami teorii „big push”. Ze względu na ograniczone zasoby państw rozwijających się „wielkie pchnięcie” nie może być dokonywane „szerokim frontem”, tylko musi dotyczyć wybranych, nielicznych dziedzin gospodarki. To właśnie w tych punktach nastąpić miał nagły wzrost produkcji (tamże). Hirschman był zdania, że dokonywanie dużych inwestycji w określonej dziedzinie produkcji spowoduje dynamiczny wzrost zapotrzebowania na wykwalifikowaną siłę roboczą oraz niezbędne materiały i surowce do tego typu działalności. „Ponieważ inwestycje będą ograniczone do wybranych dziedzin gospodarki, wzrost popytu na te dobra może nie zostać zrekompensowany podażą, a co za tym idzie, wystąpi brak równowagi na konkretnych rynkach. Analogicznie inwestycje spowodują także gwałtowny wzrost podaży produkcji działów, gdzie zostały skoncentrowane, i na tych rynkach także może wystąpić brak równowagi, tym razem spowodowany brakiem szybkiego wzrostu” (tamże). Według Hirschmana


MAKROEKONOMIA

stan równowagi może zostać przywrócony wyłącznie przez dostosowanie poziomu cen. Obniżenie cen nie tylko może wpłynąć na obniżenie kosztów w innych działach gospodarki, ale również może zmniejszyć opłacalność produkcji. Rozważania te zdecydowanie wskazują na niemożność zachowania równowagi w gospodarce, która przeżywa okres przyśpieszonego wzrostu. Prawdopodobnie najbardziej znaną teorią ekonomiczno-socjologiczną (pierwszej generacji), leżącą u podstaw koncepcji modernizacji i rozwoju, jest teoria stadiów wzrostu sformułowana przez północnoamerykańskiego ekonomistę Walta Whitmana Rostowa. W swojej pracy The Stages of Economic Growth. A Non-Communist Manifesto przedstawił alternatywną wobec marksistowskiej wizję rozwoju społecznego, którą rozwijał w pracach późniejszych. Wedle teorii Rostowa każdy kraj przechodzi przez pięć następujących po sobie stadiów, które wyróżnione zostały na podstawie ich ekonomiki, a także odpowiadającej tej ekonomice struktury politycznej, ideologii i kultury (Wiatr, Drogi do wolności…). Stadia te Walt W. Rostow nazywa następująco: społeczeństwo tradycyjne, okres rozwoju warunków wstępnych dla startu ekonomicznego, okres startu, dochodzenie do dojrzałości, era masowej konsumpcji (Rostow, The Stages of Economic Growth…). Społeczeństwo tradycyjne charakteryzuje się tym, że ma strukturę zdeterminowaną ograniczonymi funkcjami produkcji i opiera się na przednewtonowskiej nauce i technice, a także ma typowe dla przednewtonowskiego świata postawy wobec świata fizycznego (Wiatr, Drogi do wolności…). Walt W. Rostow wyjaśnia, że stosuje nazwisko Newtona jako symbol tego progu, który przebyła ludzkość, wyzbywając się uproszczonych wizji świata oraz braku wiary we własne możliwości. W stadium tym ludność koncentruje się na własnym przetrwaniu; większość ludzi zajmuje się rolnictwem (niski poziom techniki, rolnictwo ekstensywne); społeczeństwo funkcjonuje w bardzo zhierarchizowanej strukturze, przez co według Rostowa w społeczeństwie tradycyjnym nie zachodzi żaden rozwój ani modernizacja (Jelonek i Tyszka, Koncepcje rozwoju społecznego). Niezbędnym warunkiem dla opuszczenia stadium społeczeństwa

tradycyjnego jest odłożenie co najmniej 5 proc. dotychczas konsumowanych dóbr i wykorzystanie ich na inwestycje. Dla Rostowa stopa inwestycji jest decydującym kryterium ekonomicznym do wyznaczania przez niego kolejnych stadiów wzrostu. W stadium drugim, tzn. w okresie rozwoju warunków wstępnych dla startu ekonomicznego, następują coraz szybsze zmiany. Jest to pierwszy etap modernizacji, a towarzyszy mu gwałtownie rosnąca stopa inwestycji, wzrost poziomu wykształcenia społeczeństwa i rozwój instytucji rynkowych. Jest to więc stadium przejściowe, nie jest ono bowiem w pełni tradycyjne, ale nie jest jeszcze nowoczesne. Według Rostowa Europa Zachodnia znajdowała się w tym stadium rozwoju na przełomie XVII i XVIII w., ale warunki te formowały się w początkowej formie wcześniej, jeszcze w społeczeństwie tradycyjnym. Etap ten trwa średnio przez 20 lat i charakteryzuje się zmianami w rolnictwie (zwiększenie wydajności pozwalające przesunąć część ludności do innych zajęć pozarolniczych), dzięki którym zaczyna się rozwijać transport, wymiana międzynarodowa, a struktura społeczna staje się bardziej dynamiczna. Okres startu stanowi dla Rostowa decydujący moment przejścia od tradycyjnego do nowoczesnego społeczeństwa. Stadium to występuje, gdy stopa inwestycji produkcyjnych wzrasta do ponad 10 proc., następuje gwałtowna industrializacja (przynajmniej w jednym z podstawowych działów przemysłu), a struktura polityczna sprzyja formowaniu się instytucji pozwalających zabezpieczyć i podtrzymać bodźce rozwojowe (Wiatr, Drogi do wolności…). Stanowisko Rostowa jest bardzo kontrowersyjne, uważał on bowiem, że opóźnienia we wkraczaniu na drogę modernizacji w poszczególnych krajach tłumaczyć można poprzez ich aktualne zapóźnienie cywilizacyjne. Według niego „okres przygotowania do startu i samego startu wyznaczającego ten moment w Wielkiej Brytanii przypada na lata 1783-1802, we Francji: 1830-1860, w Stanach Zjednoczonych: 1840-1860, w Niemczech: 1848-1870, w Japonii: 1880-1900, w Rosji: w latach 1890-1915, w Polsce, w Turcji i w Meksyku – w latach trzydziestych-czterdziestych XX wieku, w Chinach – w latach pięćdziesiątych” (Jelonek i Tyszka, Koncepcje rozwoju społecznego).

www.struna.edu.pl

49


50

EWOLUCJA KONCEPCJI ROZWOJU PO II WOJNIE ŚWIATOWEJ

Po stadium startu społeczeństwo wchodzi w fazę nazwaną dojrzałością. Zdaniem Rostowa następuje ona jakieś sześćdziesiąt lat od początku, a czterdzieści od zakończenia okresu startu. Etap ten pokrywa się w sferze technologicznej z tzw. drugą rewolucją przemysłową, którą charakteryzuje wypieranie i zastępowanie starszych sektorów przemysłowych przez nowe, takie jak m.in. przemysł ciężki, chemiczny, elektrotechniczny. W okresie tym coraz bardziej podnoszą się kwalifikację siły roboczej oraz wydziela się specjalna grupa menedżerów, którzy kierują procesami gospodarczymi. Rozwój gospodarczy w owym okresie pozwala na zwiększenie jeszcze stopy inwestycji (nawet do 20 proc. dochodu narodowego). Wzrost PKB per capita zapewnia podnoszenie się poziomu życia danego społeczeństwa, w konsekwencji czego społeczeństwo to wchodzi w ostatni, piąty etap – erę masowej konsumpcji (Bąkiewicz i Żuławska, Rozwój w dobie globalizacji). W etapie tym społeczeństwa, zdaniem Rostowa, osiągają stan nowoczesności, „a co za tym idzie, racjonalnego i co najważniejsze kapitalistycznego odpowiednika »komunistycznego raju« Marksa” (Jelonek i Tyszka, Koncepcje rozwoju społecznego). Punktem zwrotnym dla Stanów Zjednoczonych w drodze do ustanowienia ery masowej konsumpcji były lata 20. XX w., z kolei Europa Zachodnia i Japonia osiągnęły go w latach 50. Według Walta W. Rostowa Stany Zjednoczone były pierwszym krajem, w którym zaistniała era masowej konsumpcji, w późniejszym czasie osiągać ją miały kraje Zachodu, przy czym autor ten był także zdania, iż ZSRR również niedługo (w 1960 r. wydano The Stages of Economic Growth. A Non-Communist Manifesto Rostowa) będzie w stanie osiągnąć ten etap (Rostow, The Stages of Economic Growth…). W stadium tym społeczeństwa zaspokoiły już elementarne potrzeby i skupiają się na bardziej wyrafinowanej konsumpcji czy zaspokajaniu takich potrzeb, jak: poczucie bezpieczeństwa, udział w kulturze czy wypoczynek. Krytycy teorii stadiów wzrostu twierdzili, że obecnie w wysokorozwiniętych krajach kapitalistycznych nie było tak wyraźnego okresu startu, jakiego oczekuje Rostow od krajów rozwijających się. Podkreślali także, iż w państwach najsłabiej rozwiniętych

nr 1 (4) 2015

przyrost naturalny nie pozwala na przyśpieszoną akumulację kapitału. Zdaniem Jerzego Wiatra teoria Rostowa jest etnocentryczna i nie stanowi trafnej interpretacji problemów, przed jakimi stoją państwa postkolonialne, ale jest jedynie próbą wprowadzenia pewnych ograniczonych zmian bez naruszania zasadniczej struktury zależności, w jakiej te kraje się znajdują (Wiatr, Drogi do wolności…). Jednym z pierwszych ekonomistów zajmujących się rozwojem i uhonorowanych Nagrodą Nobla w dziedzinie ekonomii za pionierskie badania nad ekonomią rozwoju, a w szczególności nad problemami krajów rozwijających się, został w 1979 r. pochodzący z Saint Lucia Brytyjczyk Arthur Lewis. Teoria Lewisa jako jedna z pierwszych zwracała uwagę na dualność systemów gospodarczych w krajach słabo rozwiniętych. W swoim artykule z 1954 r. Economic Development with Unlimited Supplies of Labour ukazał model rozwoju dwusektorowego, w którym zakładał, iż większość krajów rozwijających się ma dualną gospodarkę. Według Lewisa charakterystyczne dla tych państw było jednoczesne funkcjonowanie sektora tradycyjnego związanego z rolnictwem (charakteryzującym się niską produktywnością, niskimi dochodami i ukrytym bezrobociem) oraz sektora nowoczesnego, wyrażającego się głównie w przemyśle, który był dosyć zaawansowany technologicznie dzięki dużym inwestycjom. W swoich pracach Lewis analizował kwestie związane z rynkiem pracy i siłą roboczą. Jego zdaniem w sektorze tradycyjnym istniały niemal nieograniczone nadwyżki siły roboczej, które mogły być skierowane do pracy w przemyśle. Istotnym warunkiem tego przesunięcia były różnice w płacach pomiędzy miastem a wsią. Według Lewisa różnica ta kształtowała się na poziomie 30 proc. Uprzemysłowienie nasilało migrację do miast, a to powodowało samonapędzający się jego zdaniem rozwój. W ocenie Arthura Lewisa dopiero wyczerpanie zasobów wolnej siły roboczej na wsi miało doprowadzić do wzrostu poziomu płac, jednakże w praktyce miało to nastąpić dopiero po likwidacji sektora tradycyjnego (Bąkiewicz i Żuławska, Rozwój w dobie globalizacji).


MAKROEKONOMIA

Teorie rozwoju drugiej generacji Teorie rozwoju drugiej generacji wyrosły głównie na krytyce koncepcji powojennych. Do tej generacji zalicza się przedstawicieli kilku kierunków: instytucjonalistów, strukturalistów oraz przedstawicieli szkoły zależności. Wspólnym mianownikiem ich prac było zwrócenie uwagi na szczególną rolę czynników, które były niedoceniane bądź całkiem pomijane przez dotychczasowych badaczy zajmujących się rozwojem. Jednakże wyszczególnienie elementów wspólnych dla wszystkich teorii lat 60. i 70. XX w. jest niesłychanie trudnym i żmudnym zadaniem, gdyż nawet koncepcje ekonomistów uznawanych za czołowych reprezentantów tej samej szkoły myślenia były często niejednorodne. Nowy sposób pisania o rozwoju stworzyli instytucjonaliści oraz dependyści zaangażowani w prace Komisji Gospodarczej ds. Ameryki Łacińskiej (CEPAL), którzy skupili się głównie na analizie asymetrii handlu pomiędzy rozwiniętymi krajami centrum a zacofanymi gospodarczo peryferiami. Do grona instytucjonalistów zalicza się m.in. szwedzki ekonomista, laureat Nagrody Nobla Gunnar Myrdal, północnoamerykański filozof i ekonomista Clarence Edwin Ayres, a z młodszego pokolenia Peruwiańczyk Hernando de Soto. Gunnar Myrdal, podobnie zresztą jak grupa latynoamerykańskich autorów, twierdził, iż okoliczności występujące przy zmianie rozwojowej w krajach słabo rozwiniętych są bardzo odmienne od tych, jakie wspierały przemiany w państwach wysokorozwiniętych. Dlatego „pogląd, iż (…) kraje zacofane i rozwinięte różnią się między sobą tylko »opóźnieniem w czasie«, jest błędny” (Myrdal, Przeciw nędzy na świecie). Nieuwzględnianie w badaniach nad rozwojem wielu zależności, „które nie tylko stanowią szczególną właściwość krajów zacofanych, ale są także w znacznym stopniu przyczyną tego zacofania i przeszkodą w ich rozwoju” (tamże), prowadzi do wypaczenia perspektywy poznawczej rzeczywistości. Myrdal twierdził, że nowa metodologia badań winna kłaść nacisk na postawy, instytucje oraz związek przyczynowo-skutkowy pomiędzy niskim poziomem życia mieszkańców krajów zacofanych oraz słabą wy-

dajnością wykonywanej przez nich pracy. Uważał także, że „nierówność i tendencja do jej zwiększania jest dla rozwoju źródłem zahamowań i trudności i wobec tego istnieje pilna potrzeba odwrócenia tej tendencji oraz wprowadzenia większego stopnia równości jako warunku przyśpieszenia rozwoju” (tamże). Zwracając uwagę na istniejące bariery w rozwoju, które wynikają z wewnętrznych oraz zewnętrznych dysproporcji w bogactwie i dochodach, pokazał, że wzmaga to negatywne sprzężenia zwrotne. W tej sytuacji jego zdaniem konieczne są zmiany w strukturze instytucji, które są do przeprowadzenia jedynie przez państwo. Niestety właśnie państwa, które potrzebują takiej interwencji, są zazwyczaj słabe i nie są w stanie dokonać niezbędnych zmian w procesie rozwoju. Z kolei Clarence Edwin Ayres był zdania, że „postępowi technologicznemu i jego efektywnemu wykorzystaniu do wzrostu gospodarczego w krajach Trzeciego Świata przeciwdziałają czynniki wynikające z »ceremonializmu«: ograniczenia społeczne w pionowej ruchliwości ludzi i narzucone wzorce zachowania” (Bąkiewicz i Żuławska, Rozwój w dobie globalizacji). Ponadto twierdził, że technologia i idąca w ślad za nią ewolucja instytucji warunkują postęp społeczno-ekonomiczny. Należący do nurtu instytucjonalnego, bądź też neoinstytucjonalnego, Hernando de Soto w swoich pracach zwraca uwagę na ogromne znaczenie takich barier instytucjonalnych w państwach rozwijających się, jak: słaba ochrona praw własności i niewydolność administracji, które powodują spychanie części podmiotów gospodarczych do szarej strefy. Wyodrębnienie zarówno nowego kierunku myślenia, określanego mianem ekonomii strukturalnej bądź strukturalizmu, jak i teorii zależności stanowiło fenomen, gdyż były to w zasadzie pierwsze szkoły w ramach ekonomii rozwoju, jakie stworzyli ekonomiści z krajów rozwijających się, a w dodatku miały one wpływ na realizację polityk gospodarczych w poszczególnych państwach. Bardzo często przedstawicielami tych dwóch kierunków są te same osoby. Strukturaliści początkowo byli skupieni wokół Komisji Ekonomicznej ONZ ds. Ameryki Łacińskiej (CEPAL), kierowanej przez wybitnego argentyńskiego ekonomistę Raula Prebischa. To

www.struna.edu.pl

51


52

EWOLUCJA KONCEPCJI ROZWOJU PO II WOJNIE ŚWIATOWEJ

właśnie w tej instytucji zrodziły się idee, które później dały początek obu nurtom ekonomii rozwoju. Do najważniejszych przedstawicieli kierunku strukturalistycznego zaliczyć można: Raula Prebischa, Celso Furtado, Hansa Singera, którzy upatrywali przeszkody dla rozwoju zarówno w układzie gospodarki światowej, jak i w wadliwych strukturach wewnętrznych (Gudowski, Ekonomia rozwoju…). Podejście typu strukturalnego, jak pisze Mieczysław Szostak, „obejmuje analizę różnorodnych aspektów i wymiarów strukturalnych procesu rozwoju ekonomiczno-społecznego KSR (Kraje Słabo Rozwinięte), ze szczególnym uwzględnieniem zmian struktury ich gospodarek, dylematów industrializacji i rozwoju rolnictwa, kwestii alokacji inwestycji i wyboru technik produkcji, przewartościowania podejścia do roli handlu zagranicznego, podziału dochodów, strategii wychodzenia ze stanu zacofania i przezwyciężania ubóstwa oraz aktywizacji ekonomicznej roli państwa w warunkach KSR” (Szostak, Ekonomia rozwoju…). Strukturaliści dostrzegali zagrożenia wynikające z tradycyjnego modelu handlu zagranicznego krajów rozwijających się, który charakteryzował się eksportem surowców mineralnych oraz artykułów rolnych, jak również importem towarów przemysłowych. Ekonomiści ci podkreślali potrzebę zmiany struktury gospodarek krajów słabo rozwiniętych poprzez przyśpieszenie ich industrializacji. Za właściwą drogę rozwoju uznali strategię substytucji importu. Oparcie rozwoju na prymacie rynku wewnętrznego miało ich zdaniem zwiększyć udział artykułów przetworzonych w ich eksporcie i poprawić warunki wymiany handlowej, a tym samym wyzwolić się z pewnej zależności, w jakiej znajdowały się te kraje wobec państw wysokorozwiniętych. Z uwagi na mało rozwinięty sektor prywatny, a także słabość krajowej przedsiębiorczości strukturaliści optowali za zwiększoną rolą państwa jako głównej siły napędowej rozwoju poprzez zwiększenie interwencjonizmu państwowego bądź nawet wprowadzeniem elementów gospodarki centralnie planowanej. W tym miejscu można wskazać pewną analogię do dorobku polskiego ekonomisty Michała Kaleckiego w zakresie badań nad finansowaniem rozwoju krajów o gospo-

nr 1 (4) 2015

darce mieszanej. Sprowadza się do podkreślania roli wewnętrznych źródeł akumulacji, konieczności rozbudowy własnego potencjału produkcyjnego, a także uwzględniania instytucjonalnych czynników rozwoju (tamże). Mechanizmy proponowane przez strukturalistów stały się w pewnych przypadkach rodzajem pułapki rozwojowej z uwagi na to, że wzrost gospodarczy był coraz bardziej spowalniany brakiem możliwości wymiany handlowej oraz pogłębianiem się różnic w dystrybucji dochodów, co wpływało na postępujące ubóstwo obywateli. Innym niebezpieczeństwem było to, iż handel międzynarodowy w tym modelu staje się motorem wzrostu przy ciągłym uzależnieniu od eksportu bardzo ograniczonego koszyka żywności czy surowców naturalnych (Kociszewski, Paradygmaty rozwoju…). Raul Prebisch był twórcą teorii zależności rozwoju gospodarczego, w której zawarł idee, iż świat rozwija się w kierunku relacji centrum – peryferie, w których kraje Trzeciego Świata są producentami podstawowych, nisko przetworzonych dóbr i dostarczycielem surowców mineralnych dla krajów wysokorozwiniętych, co powoduje, że rozwój państw słabiej rozwiniętych (peryferiów) jest zależny od kondycji krajów centrum. W latach 60. XX w. ekonomiści z CEPAL rozwinęli myśli Prebischa na temat strukturalizmu w teorię zależności (Piech, Wiedza i innowacje…). Szkoła zależności pojawiła się jako odpowiedź na niedostatki programów rozwojowych dostarczanych krajom słabiej rozwiniętym przez państwa wysokorozwinięte. Celem dependystów było zarysowanie uniwersalnych zasad zależności w państwach słabo rozwiniętych (peryferiach) przez badanie historii kapitalizmu od XVI w. do chwili obecnej. Ich zdaniem sformułowanie właściwej teorii rozwoju nie jest możliwe bez uprzedniego zbadania wpływu społeczno-ekonomicznej historii państw Trzeciego Świata na ich dzisiejszy niedorozwój. Przedstawiciele szkoły dependystycznej uważali, że kategorie teoretyczne dotyczące rozwoju pochodzą z historycznego doświadczenia państw zachodnich. Byli oni zdania, że aplikacja kapitalizmu w krajach słabo rozwiniętych przyczynia się do ich niedorozwoju, m.in. ze względu na odmienną historię gospodarczą państw centrum i


MAKROEKONOMIA

peryferii. Państwa centrum, choć w przeszłości były nierozwinięte, nigdy nie były ich zdaniem niedorozwinięte (Czaputowicz, Teorie stosunków międzynarodowych). Przedstawiciele teorii zależności rozumieli zależności jako stan narzucony z zewnątrz. Według nich najistotniejszymi przeszkodami dla rozwoju nie są brak kapitału, umiejętności przedsiębiorczych czy instytucji demokratycznych, ale zjawiska leżące poza obszarem gospodarki narodowej (Jelonek i Tyszka, Koncepcje rozwoju). Zdaniem dependystów najważniejszą przeszkodę dla rozwoju państw Trzeciego Świata stanowi wciąż odczuwalne piętno kolonializmu. W ramach tej teorii stan zależności analizowano przeważnie z punktu widzenia warunków ekonomicznych, jako rezultat ucieczki nadwyżek ekonomicznych z krajów peryferyjnych do państw centrum. W ten sposób owa zależność staje się silnym uzależnieniem, które umożliwia państwom silniejszym wykorzystywanie państw słabszych. W warunkach wolnego handlu uprawianego z państwami centrum, według teorii zależności, państwa Trzeciego Świata wraz z nim tracą coraz więcej. Zarówno niedorozwój w peryferiach, jak i rozwój w państwach centrum są zatem dwoma aspektami tego samego procesu akumulacji kapitału prowadzącego nieuchronnie do polaryzacji gospodarki światowej. W ramach teorii zależności można wyodrębnić dwa nurty: radykalny, który twierdził, że centrum świata rozwija się kosztem peryferii, oraz umiarkowany utrzymujący, że w kapitalizmie poprawia się zarówno los bogatych, jak i biednych. Do nurtu radykalnego należą m.in. Andre Gunder Frank, Samir Amin, Paul Baran, Theotonio Dos Santos oraz Pablo Gonzalez Casanova, natomiast do nurtu umiarkowanego: Fernando Henrique Cardoso, Enzo Faletto, Osvaldo Sunkel, Pedro Paz (Czaputowicz, Teorie stosunków międzynarodowych). Teoria zależności przybiera dwie różne postacie: pesymistyczną (radykalną) i bardziej optymistyczną (umiarkowaną) (Sztompka, Socjologia zmian społecznych). Andre Gunder Frank, przedstawiciel radykalnego nurtu teorii zależności, twierdził, że sytuacja gospodarcza krajów postkolonialnych zdeterminowana jest przez ich peryferyjne, a przez to zależne

usytuowanie w stosunku do metropolii, bądź obecnie USA. Wysnuwał wniosek, że „niedorozwój nie jest wynikiem przetrwania archaicznych instytucji oraz deficytu kapitału w regionach odizolowanych od nurtu światowej historii”, ale przeciwnie, „niedorozwój był i nadal jest rezultatem tego samego procesu historycznego, który przyczynił się do rozwoju gospodarczego, do rozwoju kapitalizmu” (Frank, Rozwój niedorozwoju) w metropoliach. Frank podkreślał, iż relacje kraju z metropolią nie są źródłem rozwoju, lecz jego hamulcem, gdyż „skazuje kraj zależny na rolę peryferyjnego zaplecza surowcowego, a w najlepszym razie przynosi »zdeformowany« rozwój za cenę wielkich wewnętrznych nierówności” (Wiatr, Drogi do wolności…). Uważał on, że przyświecający państwom wysokorozwiniętym cel przyspieszenia transferu do nich nadwyżek ekonomicznych „produkuje” rozwój w krajach centrum, a zarazem niedorozwój w krajach peryferyjnych. Zdaniem Franka największego rozwoju kraje Trzeciego Świata doświadczały, gdy ich związki z metropoliami były najmniejsze. Na potwierdzenie tej tezy wskazywał, iż kraje Ameryki Łacińskiej wykazywały wysoką dynamikę rozwojową w czasie I wojny światowej czy kryzysu lat 30. XX w., gdy światowa metropolia nie była w stanie utrzymywać swej kontroli (Jelonek i Tyszka, Koncepcje rozwoju…). Według niego warunkiem rozwoju krajów Trzeciego Świata jest zerwanie gospodarczych więzów z byłymi metropoliami (model metropolia – satelita). Odmiennie od Andre Gundera Franka i innych klasycznych badaczy zależności Fernando Cardoso skupiał się na analizie wewnętrznej struktury zależności. Odrzucał on też sztandarową tezę dependystów, iż jedyną przyczyną zacofania państw słabo rozwiniętych jest zależność gospodarcza, a także przyznawał, że możliwy jest rozwój i postęp w sytuacji zależności. Cardoso przestrzegał przed taką interpretacją szkoły zależności, która głosiłaby, że obca dominacja nie pozostawia miejsca dla rozwoju narodowego (tamże). Uważał za bezzasadne zerwanie kontaktów gospodarczych z krajami centrum. Cardoso twierdził, że „uzależniony kapitalizm jest sparaliżowany. (…) Akumulacja, ekspansja i samorealizacja lokalnego kapitału wymaga dynamicznego uzupełniania z zewnątrz i zależy od niego. Gospo-

www.struna.edu.pl

53


54

EWOLUCJA KONCEPCJI ROZWOJU PO II WOJNIE ŚWIATOWEJ

neoklasyków oraz neoliberalizmu, który w ostatnich dekadach stał się dominującą koncepcją rozwoju. Trzecią generację teorii rozwoju w skrócie można by przedstawić jako pogląd, iż liberalizacja gospodarcza jest rozwiązaniem wszelkich problemów państw słabo rozwiniętych. Neoliberalne reformy realizowane były nie tylko w państwach wysoko rozwiniętych (w USA pod rządami Ronalda Reagana i w Wielkiej Brytanii pod rządami Margaret Thatcher), ale i w państwach rozwijających się (np. w Chile, Kostaryce, Indiach, Nigerii). Do głównych cech neoliberalizmu należy zaliczyć: antyetatyzm, silną wiarę w skuteczność mechanizmu rynkowego oraz ustanowienie prymatu produkcji ze względu na zapewnianie przez nią coraz wyższego poziomu zaspokajania potrzeb. Neoliberałowie skupieni głównie wokół Banku Światowego i Międzynarodowego Funduszu Walutowego zaczęli coraz bardziej narzucać swoją wizję rozwoju państwom rozwijającym się, oferując swoją (MFW i instytucji grupy Banku Światowego) pomoc w przywracaniu równowagi bilansu płatniczego tylko pod warunkiem wdrażania przez kraje zwracające się o wsparcie programów dostosowania strukturalnego (Structural Adjustment Program – SAP) (Witkowski, Ewolucja koncepcji rozwoju…). Ich doktryna ekonomiczna zwana powszechnie konsensusem waszyngtońskim została w sposób uporządkowany przedstawiona przez Johna Wiliamsona w 1989 r. jako zalecenia dla krajów Ameryki Łacińskiej. W późniejszym czasie uznano je za ogólnie obowiązujące w stosunku do państw rozwijających się. W popularnej wersji konsensus ten obejmuje 10 zaleceń: dyscyplinę budżetową, reorganizację wydatków publicznych, reformę podatkową, liberalizację stóp procentowych, stabilizację kursu walutowego, liberalizację handlu, liberalizację napływu zagranicznych inwestycji bezpośrednich, prywatyzację, deregulację gospodarek, Teorie rozwoju „trzeciej generacji” uporządkowanie kwestii związanych z prawem właKoniec lat 70. i 80. to okres kryzysu w ekonomii sności (Williamson, Did Washington Consensus Fail?). Brak sukcesów gospodarczych na podstawie konrozwoju spowodowany m.in. tym, iż proponowane recepty okazały się w znacznym stopniu nieskutecz- sensusu waszyngtońskiego zmusił do powrotu pod ne, a jej dorobek podawany był coraz częściej w wąt- koniec lat 90. do starszych idei ekonomii rozwoju, a pliwość, w znacznej też mierze była ona obarczana także spowodował falę krytyki tego porozumienia. w owym czasie za niepowodzenia gospodarcze. Czas Laureat Nagrody Nobla z dziedziny ekonomii Joseph ten charakterystyczny jest dla tryumfalnego powrotu Stiglitz twierdzi, że „efekty polityki wymuszanej

darka kraju słabo rozwiniętego musi włączyć się do obiegu międzynarodowego kapitalizmu” (Cardoso, Associated-Dependent Development…). Był zdania, że w kapitalizmie rozwój gospodarczy jednej części systemu (centrum – peryferia, metropolia – satelita) nie dokonuje się wyłącznie kosztem drugiego, gdyż państwa peryferyjne mogą się rozwijać, tyle że mniej efektywnie niż państwa centrum. Badania Cardoso wyznaczyły nowy kierunek analiz w teorii zależności wraz z jego modelem rozwoju związanego z zależnością (associated dependent development – ADD) (tamże). Używanie przez niego pojęcia „rozwój zależny towarzyszący” pokazało, iż interesy „lokalnych grup dominujących są do pogodzenia z interesami międzynarodowymi i gospodarką światową, z którymi grupy te weszły w nowy typ powiązań” (Cardoso i Faletto, Zależność a rozwój…). Oprócz zalet ADD dostrzegał także jego wady, które m.in. powodowały coraz większą nierówność społeczną (przykład brazylijskiego cudu gospodarczego, w czasie którego realizowany był model ADD). Cardoso podzielał pogląd, iż interesy międzynarodowych korporacji mogą współgrać z rozwojem państwa zależnego. Należy nadmienić, że zarówno strukturaliści, jak i dependyści mieli ogromny wpływ na tworzenie bieżącej strategii rozwoju oraz koncepcji polityki gospodarczej w krajach latynoamerykańskich, a także innych państwach słabo rozwiniętych, które poszukiwały alternatywnej drogi rozwoju. Jednym z większych sukcesów tych nurtów było stworzenie podstawy teoretycznej dla strategii industrializacji poprzez substytucję importu, która zwłaszcza w pierwszej fazie uprzemysłowienia przynosiła zadowalające efekty, jak chociażby pobudzenie wzrostu gospodarczego czy dynamiczny wzrost produkcji przemysłowej.

nr 1 (4) 2015


MAKROEKONOMIA

wiązania dla tej kwestii. Momentem, który przesądził o odejściu od zaleceń konsensusu waszyngtońskiego i potwierdził powstanie nowego paradygmatu rozwoju, było pojawienie się krytyki tej koncepcji wśród pracowników grupy Banku Światowego. Za wydarzenie przełomowe uznaje się wykład ówczesnego wiceprezydenta i głównego ekonomisty Banku Światowego Josepha Stiglitza z 7 stycznia 1998 r. w Helsinkach. W swoim wystąpieniu poruszył kwestie poszerzenia pojęcia rozwoju, a także problem lepszego rozumienia instrumentów usprawniających działania rynków (Stiglitz, More Instruments and Bronder…). Zgodnie ze wskazaniami Stiglitza w latach 90. rozszerzono sposób pojmowania rozwoju. W sferę tego terminu włączono rozwój zrównoważony, rozwój demokratyczny, a także rozwój egalitarny. Stiglitz wpisywał się w istotny nurt debaty rozwojowej, określający rozwój jako transformację społeczeństwa, która ma zagwarantować poszczególnym jednostkom zwiększenie udziału w decydowaniu o swoim losie. Kładzie on także nacisk „na zasady własności i uczestnictwa w tworzeniu strategii rozwoju przez kraje Południa, traktując je jako rękojmię dostosowania wizji do warunków lokalnych i potrzeb społeczeństwa” (tamże). Wiceprezydent Banku Światowego wyszczególnił pięć poziomów, w ramach których powinien zaistnieć proces rozwoju: tworzenie dynamicznego i konkurencyjnego sektora prywatnego, powstanie dobrze funkcjonującego sektora publicznego, włączanie wspólnot lokalnych w proces rozwoju, zmiany struktury rodzin i poprawę ich sytuacji, a także wzmocnienie jednostek poprzez indywidualny rozwój (Stiglitz, Towards a New Paradigm for Development). Do priorytetów nowej wizji rozwoju zaliczono: edukację, infrastrukturę, zdrowie, wiedzę i budowanie zdolności organizacyjnych. Analizując niepowodzenia poprzednich koncepcji rozwoju, Joseph Stiglitz krytykuje pogląd identyfikujący rozwój ze wzrostem gospodarczym. Jego zdaniem miernik wzrostu gospodarczego – PKB per capita – jest integralną, lecz Podsumowanie niejedyną częścią składową rozwoju. Na zakończenie rozważań o dyskursie rozwojoNależy stwierdzić, że wszystkie wymienione powyżej podejścia nie sprawdziły się ostatecznie w wym chciałem przypomnieć opinię Wiliama Easterpraktyce rozwoju państw Globalnego Południa, co ly’ego, który mówi o ponadsześćdziesięcioletnich sprawiło, iż nastało zapotrzebowanie na nowe roz- doświadczeniach badań nad rozwojem jako o poszu-

przez porozumienie waszyngtońskie nie były zachęcające. W większości krajów, które oparły się na jego zasadach, rozwój był powolny, a tam, gdzie występował wzrost, korzyści nie były równo dzielone (...) Reformy oparte na porozumieniu waszyngtońskim wystawiły kraje na zwiększone ryzyko, przy czym ryzyko to w nieproporcjonalnie dużym stopniu ponosili ci, którzy byli najmniej zdolni do poradzenia sobie z nim” (Stiglitz, Globalizacja). Stiglitz jest zdania, że neoliberalna polityka MFW doprowadziła kraje rozwijające się do opłakanych skutków: „(…) chyba najgorszym przykładem była Argentyna. Jeszcze w 1999 r. szefowie MFW stawiali ten kraj za wzór dla państw rozwijających się. Dwa lata później nastąpiła całkowita zapaść. Neoliberalna recepta nie działa. W Ameryce Łacińskiej w latach 90. – gdy większość krajów podążała za wskazaniami MFW – wzrost gospodarczy stanowił ledwie połowę wzrostu osiąganego w latach 50., 60. czy 70. Nie muszę dodawać, że beneficjentami wzrostu w latach 90. byli jedynie ludzie ze szczytów drabiny społecznej. Gdy MFW próbował rozwiązać kryzys w krajach Azji Wschodniej w 1997 r., pogorszył jedynie sytuację. Najlepiej wyszła z kryzysu Malezja, która nie podążyła za wskazaniami Funduszu” (Stiglitz, Neoliberalizm…). Konsensus waszyngtoński nie utrzymał długo swojego prymatu, choć z pewnością żadna inna koncepcja rozwoju jak polityka dostosowań strukturalnych nie doczekała się takiej ilości aplikacji w różnych regionach świata, wraz z całą różnorodnością polityczną, gospodarczą i kulturową tych miejsc. Ze względu na niedopasowanie do warunków lokalnych oraz bezwarunkową aplikację SAP strategia ta powodowała nadmierne koszty społeczne wprowadzanych reform. Niepowodzenia tych reform oraz nacisk opinii publicznej spowodowały, iż rządy, agencje międzynarodowe oraz badacze pogłębili debatę nad rozwojem (Witkowski, Ewolucja koncepcji rozwoju…).

www.struna.edu.pl

55


56

EWOLUCJA KONCEPCJI ROZWOJU PO II WOJNIE ŚWIATOWEJ

kiwaniu złotego runa, eliksiru życia i Świętego Graala. lania kolejnych koncepcji rozwoju za każdym razem Uważa on, że dotychczas podejmowane wyzwania opisywanych jako drogi do rozwiązania największych przyśpieszania rozwoju krajów słabo rozwiniętych problemów państw rozwijających się (Easterly, The przynosiły mniej lub bardziej widoczne porażki wcie- Elusive Quest for Growth).

Bibliografia • Bąkiewicz A., Żuławska U. (red.), Rozwój w dobie globalizacji, Warszawa 2010. • Cameron R., Neal L., Historia gospodarcza świata, Warszawa 2004. • Cardoso F.H., Associated-Dependent Development: Theoretical and Practical Implications w: Stephen A. (red.), Authoritarian Brazil, New Haven 1973. • Cardoso F.H., Faletto E., Zależność a rozwój w Ameryce Łacińskiej. Próba interpretacji socjologicznej, Warszawa 2008. • Czaputowicz J., Teorie stosunków międzynarodowych, Warszawa 2008. • Easterly W., The Elusive Quest for Growth. Economists’ Adventures and Misadventures in the Tropics, Cambridge (Ma.) 2002. • Frank A.G., Rozwój niedorozwoju w: R. Stemplowski (oprac.), Ameryka Łacińska. Dyskusja o rozwoju, Warszawa 1987. • Gudowski J., Ekonomia rozwoju jako próba przezwyciężenia społeczno-ekonomicznych barier w: „Zeszyty Naukowe” 2011, nr 33, Uczelnia Warszawska im. Marii Skłodowskiej-Curie, Warszawa. • Jelonek A.W., Tyszka K., Koncepcje rozwoju społecznego, Warszawa 2001. • Kociszewski J., Paradygmaty rozwoju współczesnej gospodarki światowej na przykładzie krajów biednych w: Nierówności społeczne a wzrost gospodarczy. Modernizacja dla spójności społeczno-ekonomicznej, zeszyt nr 18, Uniwersytet Rzeszowski Katedra Teorii Ekonomii i Stosunków Międzynarodowych, Rzeszów 2011. • Myrdal G., Przeciw nędzy na świecie, Warszawa 1975. • Piech K., Wiedza i innowacje w rozwoju gospodarczym: w kierunku pomiaru i współczesnej roli państwa, Warszawa 2009. • Rosenstein-Rodan P.N., Problems of Industrialization of Eastern and South-Eastern Europe, „The Economic Journal”,1943, vol. 53, no. 210/211. • Rostow W.W., The Stages of Economic Growth. A Non-Communist Manifesto, Cambridge Mass. 1971. • Sachs W. (red.), The Development Dictionary. A Guide to Knowledge as Power, London – New Jersey 1992. • Soto H. de, Tajemnica kapitału. Dlaczego kapitalizm triumfuje na zachodzie, a zawodzi gdzie indziej, Warszawa 2007.

nr 1 (4) 2015


MAKROEKONOMIA

Streszczenie

Summary

Artykuł ma charakter teoretycznego wprowadzenia do

The main aim of the article is to provide a theoretical

problematyki rozwoju w myśli zachodniej, ukazuje zakres

introduction to the notion of development from the We-

pojęcia „rozwój” oraz sposób, w jaki ewoluowały poszcze-

stern world viewpoint. It shows the scope of the concept of

gólne koncepcje rozwoju po II wojnie światowej. Analizo-

"development" and how it has been evolving after II World

wane są w nim następujące koncepcje: teorie pierwszej

War. It concerns with several concepts: the first-genera-

generacji („big push”, błędne koło ubóstwa, selektywna

tion theory (Big push model, the vicious circle of poverty,

industrializacja, teoria rozwoju stadialnego), teorie hete-

selective industrialization, Rostow's Stages of Economic

rodoksyjne (strukturalizm i szkoła zależności), instytucjo-

Growth), Heterodox Economics (structuralism, dissenting

nalizm, podejście neoliberalne (konsensus waszyngtoński),

schools), Institutional Economics, the neoliberal approach

nowe podejścia do kwestii rozwoju (Milenijne Cele Roz-

(Washington Consensus) and a new approach to develop-

woju). Ostatnia część artykułu podsumowuje wcześniejsze

ment (Millennium Development Goals). The final part of

rozważania oraz wyjaśnia przyczyny trudności związanych

the article recaps above mentioned problems, explains the

z badaniami nad rozwojem.

reason for difficulties in development researching.

• Stiglitz J., Globalizacja, Warszawa 2004. • Stiglitz J., More Instruments and Bronder Goals: Moving Toward the Post-Washington Consensus, wykład wygłoszony 7 stycznia 1998 r. w Helsinkach, źródło: http://www.globalpolicy.org/socecon/bwi-wto/stig.html. • Stiglitz J., Neoliberalizm to religia, rozmowę przepr. A. Domosławski, „Gazeta Wyborcza”, 20 stycznia 2007, źródło: http:// wyborcza.pl/1,76498,3862752.html. • Stiglitz J., Towards a New Paradigm for Development: Strategies, Policies, and Processes, wykład wygłoszony 19 października 1998 r. w Genewie w siedzibie UNCTAD, źródło: http://unctad.org/en/docs/prebisch9th.en.pdf. • Szostak M., Ekonomia rozwoju. Od strukturalnych modeli wzrostu i strategii rozwoju KSR do paradygmatu rynkowego, niepublikowane wykłady, SGH, Warszawa 2002. • Sztaba S., Wzrost gospodarczy, źródło: http://biznes.pwn.pl/index.php?module=haslo&id=3999290. • Sztompka P., Socjologia zmian społecznych, Kraków 2005. • Szymczak M. (red.), Słownik języka polskiego, t. III, Warszawa 1988. • Wiatr J.J., Drogi do wolności. Polityczne mechanizmy rozwoju krajów postkolonialnych, Warszawa 1982. • Williamson J., Did Washington Consensus Fail?, przemówienie w Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych, źródło: http://www.iie.com/publications/papers/paper.cfm?ResearchID=488. • Witkowski J., Ewolucja koncepcji rozwoju od końca II wojny światowej do roku 2000, „Dialogi o Rozwoju” 2008, nr 2. • Zybała A., Dwugłos: Globalizacja z ludzką twarzą, „Międzynarodowy Przegląd Polityczny” 2004, nr 8-9. • Żurawicki S., Współczesna myśl ekonomiczna, Warszawa 1983.

www.struna.edu.pl

57


58

Kontrolując rozrodczość: regulacje prawne zapłodnienia pozaustrojowego w wybranych państwach arabskich Ewa Górska

Postęp biomedyczny wywołuje pytania o podstawowe wartości moralne i znaczenie pojęć takich jak życie, śmierć, choroba, cierpienie czy pojmowanie człowieczeństwa. Nowe odkrycia wpływają na postrzeganie świata i powodują, że następuje proces ciągłego modyfikowania zwyczajów i konfrontowania zakorzenionych wierzeń ze współczesnym stanem wiedzy naukowej. Na Bliskim Wschodzie następuje coraz szybszy rozwój nauk biomedycznych. Wraz z nim muzułmanie, których liczba na świecie jest obecnie szacowana na 1,2 biliona, szukają zgodnych z religią rozwiązań dla bezprecedensowych dylematów bioetycznych. Tym samym państwa, w których dominującym wyznaniem jest islam, zaczynają tworzyć i prowadzić biopolitykę. Czym jest biopolityka? W ostatnich latach termin ten jest coraz częściej używany w różnego rodzaju pracach naukowych, jednakże nie ma on jednej ścisłej definicji. Tym mianem określa się naukę zajmującą się opisywaniem polityki w terminach zapożyczonych z nauk biologicznych lub, w rozumieniu Michela Foucault, jako władzę sprawowaną poprzez kontrolę technik medycznych (Esposito, Bios: Biopolitics and Philosophy). Tym drugim rozumieniem posługuję się w niniejszym artykule. W tym znaczeniu biopolityka obejmuje m.in. zbiór decyzji politycznych oraz regulacji prawnych wprowadzanych przez ustawodawcę, aby zachować kontrolę nad stosowaniem technik medycznych na zarządzanym terytorium państwowym. Na całym świecie takie regulacje

nr 1 (4) 2015

wprowadzane są najczęściej przez władze państwowe w formie ustaw i zarządzeń, a także przez organizacje międzynarodowe (np. dyrektywy wydawane przez Unię Europejską czy międzynarodowe kody etyczne dla lekarzy). W ostatnich latach na Bliskim Wschodzie zaczęła toczyć się debata o państwowych regulacjach prawnych dotyczących nowych technik medycznych. Najczęściej zagadnienia te poruszane są w związku z problematyką zapłodnienia pozaustrojowego (in vitro). Ma to związek z szybkim tempem rozwoju placówek świadczących tego typu usługi, coraz łatwiejszym dostępem do nich oraz niejasnymi przepisami w tym zakresie. Wydaje się, że w państwach uznawanych za konserwatywne moralnie, a zwłaszcza w państwach wyznaniowych, kwestie związane z reprodukcją człowieka powinny znaleźć odzew w dużej ilości oficjalnych regulacji dopuszczających ingerencję w tę sferę, określających jej warunki lub zakazujących tejże ingerencji. W niniejszym artykule zostaną przedstawione wyniki badań eksploracyjnych, przeprowadzonych metodą przeglądu materiałów zastanych, dotyczące tej tematyki. Zbadane zostały materiały prasowe z lokalnych periodyków arabskich oraz dokumenty prawne wydane przez wybrane państwa arabskie: Egipt, Syrię (przed obecnie toczącą się wojną), władze Autonomii Palestyńskiej, Liban oraz Zjednoczone Emiraty Arabskie. Państwa te zostały wybrane przede wszystkim ze względu na dostateczną ilość


KULTUROZNAWSTWO

informacji na badany temat oraz na skrajne zróżni- biomedycznych z udziałem ludzi z 2004 r. (Brockopp, cowanie, jeśli chodzi o politykę medyczną. Zgodnie z Islam and Bioethics). Dokumenty te dają podstawy celem badania wybrano materiały dotyczące polityki wiedzy o stanowiskach wyznawców islamu wobec i obecnie obowiązujących regulacji prawnych technik konkretnych problemów bioetycznych. Jednak brak jednego naczelnego autorytetu reliwspomaganego rozrodu. gijnego oraz istnienie różnych odłamów i szkół prawa w islamie prowadzi do różnic w interpretacjach Techniki wspomaganego rozrodu w teorii: prawa koranicznego. Indywidualni juryści muzułprawo muzułmańskie mańscy wpływowi w danych państwach i kręgach Ponieważ nauki biomedyczne rozwijają się rów- mogą wydawać sprzeczne ze sobą opinie prawne (fanie prężnie na Bliskim Wschodzie, jak i w innych twa). Podobnie powyżej wymienione rady uczonych częściach świata, z punktu widzenia nauk o prawie, mimo prób uzgadniania wykładni czasem zajmują etyce i zdrowiu konieczne wydaje się poznanie regu- finalnie różne stanowiska wobec problematycznych lacji wprowadzanych w tym regionie przez państwa, zagadnień etyczno-medycznych (Atighetchi, Islamic zwłaszcza w zakresie implementacji regulacji praw- Bioethics). W wypadku kwestii biomedycznych, w tym nych oraz finansowania dostępu do technologii i roz- zapłodnienia pozaustrojowego i jego dopuszczalnowoju badań. W państwach bliskowschodnich prawo ści, najbardziej widoczne są różnice w interpretastanowione wprowadzane jest przede wszystkim na cjach między teologami sunnickimi a szyickimi. podstawie regulacji państw zachodnich, opinii ośrodSunnici uważają, że zapłodnienie in vitro jest koków religijnych, prawa zwyczajowego, a także w opar- rzystne dla społeczności muzułmanów i jak najbarciu o przekonania społeczne. Z wyżej wymienionych dziej dopuszczalne pod dwoma warunkami: jajeczko najważniejszym źródłem dla norm prawnych w pań- i sperma użyte do zapłodnienia muszą pochodzić od stwach muzułmańskich wydają się opinie religijne małżonków, a zarodek musi zostać zagnieżdżony w (fatwy) – przepisy wprowadzane przez władze pań- macicy matki biologicznej. Według interpretacji sunstwowe powinny być bowiem z nimi zgodne (Agha Al- nickiej wszelkie formy zapłodnienia pozaustrojowego, -Hayani, Muslim Perspectives…). Opinie te kształtują które obejmują stosowanie gamet od osób trzecich, a poglądy wyznawców islamu i mają wpływ na decyzje nie małżonków, są uznawane za cudzołóstwo (zina), potępiane przez prawo koraniczne (tamże). Niedopolityczne, choć nie każda ma tę samą wagę. Obecnie największe znaczenie w kwestiach bio- puszczalna jest też więc surogacja. W islamie dużą etycznych mają opinie prawne wydawane przez wagę przywiązuje się do ochrony więzów krwi, małmiędzynarodowe rady jurystów zrzeszające specja- żeństwa i rodziny, a jasność pochodzenia i przynależlistów od prawa i teologii muzułmańskiej (czasem ność do konkretnego rodu mają zabezpieczać prawireprezentujących różne odłamy islamu) oraz eks- dłowy rozwój dziecka, jego poczucie przynależności pertów z danych dziedzin. W zakresie bioetyki i me- oraz miejsce w społeczeństwie (Inhorn, Globalization dycyny znaczące opinie prawne, brane pod uwagę and Gametes…). W islamie przynależność do rodziny przez ustawodawców w państwach muzułmańskich, określana jest na podstawie patrylinearnej. Dzieci wydają przede wszystkim następujące ośrodki: Mu- pochodzące ze związku mężczyzny i kobiety, która zułmańska Organizacja Nauk Medycznych (Kuwejt), nie jest jego żoną, nie należą według tej zasady do Muzułmańska Rada Fiqh (Mekka), Międzynarodowa jego rodziny, nie są uznawane przez tę rodzinę i nie Akademia Fiqh (Dżudda) oraz Rada przy Uniwersy- mają prawa dziedziczenia. Z drugiej strony z punktu tecie al-Azhar (Kair). Wpływ na stosowanie bioetyki widzenia koranicznego prawa karnego zapłodnienie w praktyce mają także niektóre publikacje końcowe pozaustrojowe z wykorzystaniem gamet osób trzekongresów panislamskich oraz muzułmańskie ko- cich nie jest też karane jak typowe cudzołóstwo, podeksy etyczne, np. Muzułmański kodeks etyki lekar- nieważ nie dochodzi do współżycia między kobietą i skiej z 1981 r. i Muzułmańskie zasady etycznych badań mężczyzną per se (Atighetchi, Islamic Bioethics).

www.struna.edu.pl

59


60

KONTROLUJĄC ROZRODCZOŚĆ

Z kolei szyici opierają się przede wszystkim na opinii ajatollaha Alego Husseina Hameneiego, obecnego przywódcy duchowego Iranu, który pozwolił na wykorzystywanie, pod pewnymi warunkami, gamet pochodzących od osób trzecich. Z tej przyczyny w szyickim Iranie oraz w Libanie (w którym istnieje duża mniejszość szyicka) działają kliniki in vitro oferujące zapłodnienie przy wykorzystaniu gamet od osób innych niż małżonkowie poddający się zabiegowi (Inhorn, Making Muslim Babies…). Ta różnica w interpretacjach ma jeden zasadniczy efekt: pojawienie się zjawiska tzw. „turystyki reprodukcyjnej” – podróżowania par sunnickich z państw, gdzie korzystanie z gamet osób trzecich jest zabronione, do szyickich klinik, aby dokonać takiego zabiegu. Praktyka ta w świetle prawa stanowionego nie jest nielegalna, budzi jednak kontrowersje w świetle prawa religijnego (Inhorn, Globalization and Gametes…). Kolejnym problemem moralnym jest kwestia niszczenia, zamrażania czy wykorzystywania do celów innych niż zagnieżdżenie w macicy zarodków niewykorzystanych przy zapłodnieniu. W opiniach uczonych muzułmańskich dominuje zdanie, że niewykorzystane zarodki powinny „naturalnie umrzeć”, a ewentualnie mogą zostać zamrożone (Agha Al-Hayani, Muslim Perspectives…). Pojawiły się też pojedyncze głosy, że zarodki takie mogą zostać wykorzystane do badań naukowych (Nordin, Human Genetic and Reproductive…). Interpretacje te w dużej mierze zależne są od szkoły prawnej reprezentowanej przez danego teologa. W różnych szkołach prawa muzułmańskiego różnie interpretuje się moment, w którym embrion staje się człowiekiem – tchnięta jest w niego dusza. Po uduchowieniu zarodka jego uśmiercenie, np. aborcja czy wykorzystanie w inny sposób niż zagnieżdżenie w macicy, traktowane jest jako atak na życie ludzkie. W niektórych szkołach prawa muzułmańskiego uznaje się, że zarodek dostaje duszę w pewien czas (40, 90 lub 120 dni) po zapłodnieniu, a więc do tego czasu nie jest człowiekiem i może być wykorzystywany w badaniach. Jednak inni wierzą, że od momentu zapłodnienia zarodek ma status ludzki (lub ze względu na potencjał stania się człowiekiem należy mu się szczególna ochrona) i przeciwni są badaniom na niewykorzystanych zarodkach oraz ich niszczeniu (Agha Al-Hayani, Biomedical Ethics…).

nr 1 (4) 2015

Problemem etycznym w islamie jest też ewentualny wybór płci dziecka przy stosowaniu technik wspomaganego rozrodu. Łączy się to z przedmuzułmańskim zwyczajem zakopywania żywcem dziewczynek (wa’d), który został surowo zabroniony przez Mahometa. Wielu jurystów muzułmańskich uważa, że wybór płci dziecka podobny jest temu zwyczajowi, a więc niezgodny z islamem i posłannictwem Proroka (Rispler-Chaim, The Right Not to Be Born…). Powyższe interpretacje prawa koranicznego w kontekście technik wspomaganego rozrodu są jednak normami religijnymi, które nie wprowadzają sankcji za ich naruszenie. Uczeni muzułmańscy nie pretendują do stanowiska znawców tematu ani nie zastępują ustawodawców, a więc nie wydają konkretnych przepisów, regulujących warunki świadczenia usług sztucznego zapłodnienia. Niewątpliwie opinie uczonych w prawie muzułmańskim mają oddźwięk w rodzaju i warunkach przeprowadzania usług zapłodnienia pozaustrojowego w państwach muzułmańskich, jednak to od państwa należy oczekiwać konkretnych przepisów prawnych regulujących medycynę. Techniki wspomaganego rozrodu w praktyce: prawo państwowe i stosowanie Wydaje się, że w państwach, w których przywiązuje się wielką wagę do norm religijnych, powyżej opisane interpretacje religijne dotyczące wykorzystywania gamet od osób trzecich, surogacji oraz zamrażania, niszczenia lub innego wykorzystywania zarodków pochodzących z in vitro powinny być odzwierciedlone w przepisach wprowadzanych przez ustawodawcę świeckiego. Działalność klinik prywatnych świadczących usługi zapłodnienia pozaustrojowego w państwach arabskich jest szeroko zakrojona. W momencie pojawienia się prywatnych klinik in vitro na Bliskim Wschodzie w latach 80. XX wieku i w pierwszych latach ich działania w kwestiach prawnych i etycznych zasady ich funkcjonowania oparte były najczęściej na wytycznych izb lekarskich i ministerstw zdrowia poszczególnych państw, na prawie religijnym i zwyczajowym. Poniżej opisane zostaną współczesne regulacje w wybranych państwach arabskich.


KULTUROZNAWSTWO

Egipt W Egipcie technika zapłodnienia pozaustrojowego była dostępna już od 1980 r., a pierwsze dziecko pochodzące z in vitro, dziewczynka, przyszło na świat w 1987 r. ( ‫لوح بطلا ةذتاسأو نيدلا ءاملع نيب فالخ‬ ‫) رصم يف بيبانألا لافطأ زكارم نوناق‬. Egipt jest państwem, w którym dominuje islam sunnicki (szkoła szaficka), choć jest też mniejszość chrześcijańska (Koptowie) stanowiąca około 10 proc. populacji. Istnieje tam rozwinięty system klinik wspomagania rozrodu, jest to też państwo, w którym toczy się wiele publicznych dyskusji na tematy bioetyczne. Ponadto kairski uniwersytet Al-Azhar jest jednym z centrów współczesnej myśli muzułmańskiej, także w zakresie bioetyki (Atighetchi, Islamic Bioethics…). Dominująca w Egipcie opinia prawa muzułmańskiego dotycząca in vitro pochodzi jeszcze z 1980 r., kiedy szejk Al-Azharu zadecydował o dopuszczalności stosowania metod sztucznego zapłodnienia, jeśli gamety pochodzą od małżonków, i zakazał surogacji ( ‫)رصم يف بيبانألا لافطأ زكارم نوناق لوح بطلا‬. Jednak już w 1986 r. Abd al-Halim Mahmud, ciągle poważany były szejk Al-Azharu, wydał opinię zabraniającą wszystkich form zapłodnienia in vitro, uzasadniając to brakiem ciepła rodzinnego podczas wzrastania dziecka oraz brakiem potrzeby sprowadzania na świat nowych dzieci wobec problemu przeludnienia Egiptu. Mimo tych sprzecznych opinii religijnych przez ostatnie trzy dekady Egipt stał się pionierem nowych technik, a badania i procedury stosowania zapłodnienia in vitro są tam bardzo zaawansowane (Atighetchi, Islamic Bioethics…). W Egipcie problem niepłodności jest duży zwłaszcza wśród kobiet, przede wszystkim z powodu niewiedzy i niedostatecznej opieki zdrowotnej. Według lekarzy egipskich wiele kobiet nie może naturalnie począć dziecka z powodu wrodzonych defektów macicy lub pasożytów, które powodują zrosty w obrębie macicy ( ‫‏بعشلا سلجم مامأ نوناق عورـشم‬:‫بـيبانألا لاـفطأ ‏‬ ‫) نوـناقلا ةلـظم تـحت‬. Ponieważ potrzeby w zakresie wspomaganego rozrodu rosły, autorytety religijne zmuszone były przyjrzeć się bliżej tematowi. W 1991 r. Uniwersytet Al-Azhar wydał Wytyczne etyczne w badaniach na człowieku w świecie muzułmańskim. Był to

jeden z pierwszych dokumentów dotyczących ochrony praw pacjenta i eksperymentów medycznych w regionie. Również w Egipcie stworzono pierwszy Komitet Etyczny do Badań nad Ludzką Reprodukcją. W 1996 r. Ministerstwo Edukacji powołało do życia ciało doradcze, Narodowy Komitet Bioetyki, w którego skład weszli przedstawiciele społeczeństwa obywatelskiego oraz naukowcy (Atighetchi, Islamic Bioethics…). Jednak od 1980 r. nie zostały wydane żadne przepisy państwowe regulujące sferę działalności klinik oferujących zapłodnienie pozaustrojowe, warunki przeprowadzania zabiegu czy warunki ewentualnego niszczenia zarodków. Kwestie oferowania takich usług i przeprowadzania zabiegu były regulowane wytycznymi Izby Lekarskiej i Ministerstwa Zdrowia, takimi samymi jak w innych specjalizacjach lekarskich, miano się też opierać na „prawie religijnym i zwyczajach społecznych” ( ‫بطلا ةذتاسأو نيدلا ءاملع نيب فالخ‬ ‫ رصم يف بيبانألا لافطأ زكارم نوناق لوح‬Khalil. M.). Według Athigetchiego w Egipcie często łamane są prawa pacjentów. Zauważa on, że brakuje regulacji i kryteriów prowadzenia badań albo są one ignorowane ze względu na brak wewnętrznych przekonań o ich wartości oraz małą liczbę instytucji kontrolujących ich przestrzeganie. Ponadto wartość eksperymentalnych badań naukowych stawia się w Egipcie często wyżej niż dobro pacjentów. Wynika to m.in. z tego, że większość pacjentów to osoby biedne, często analfabeci, którzy zdają się na wiedzę i dobrą wolę lekarza zajmującego dużo wyższą pozycję społeczną. Ponadto lekarze egipscy przydzielani są do państwowych placówek na podstawie rozdania rządowego, a pracując nierzadko w jednym miejscu przez wiele lat, wolą unikać publicznego krytykowania kolegów po fachu. Athigetchi uważa, że jest to właśnie jeden z powodów braku regulacji i braku sankcji za prowadzenie badań z naruszeniem zasad etycznych – nie leży to w interesie ani w kulturze samych lekarzy (Atighetchi, Islamic Bioethics…). Z powodu rosnącej świadomości naruszeń etyki lekarskiej około 2002 r. w Egipcie zaczęła toczyć się debata społeczna na temat błędów lekarskich i regulacji prawnych in vitro. Okazało się, że lekarze przeprowadzający zapłodnienie pozaustrojowe niejednokrotnie wykorzystują do tego gamety pochodzące od osób trzecich, często bez wiedzy małżeństw pod-

www.struna.edu.pl

61


62

KONTROLUJĄC ROZRODCZOŚĆ

dających się zabiegowi. Stworzyło to poważny problem społeczno-religijny, bowiem dzieci pochodzące z takich zabiegów w świetle prawa religijnego były owocem cudzołóstwa. Kliniki prywatne zaczęły także oferować możliwość wyboru płci dziecka, rozwinął się czarny rynek usług medycznych oferujących np. surogację. Wspominano też o obciążaniu par nadmiernymi kosztami. W prywatnych ośrodkach w Egipcie koszty takich usług wynoszą do 10 000 funtów miesięcznie, podczas gdy w klinikach państwowych (subsydiowanych przez Ministerstwo Zdrowia) zaledwie 2000. Lekarze zaczęli publicznie zwracać uwagę, że brakuje kontroli nad usługami zapłodnienia pozaustrojowego i nie ma standardów prawnych jednoznacznie określających warunki dopuszczalności takich procedur ( ‫نوناق لوح بطلا ةذتاسأو نيدلا ءاملع نيب فالخ‬ ‫ رصم يف بيبانألا لافطأ زكارم‬Khalil. M.). Z powodu braku regulacji państwowych lekarzy przekraczających uprawnienia czy działających w szarej strefie nie dało się też pociągnąć do odpowiedzialności prawnej. Przepisów regulujących in vitro można było doszukiwać się w rozrzuconych przepisach administracyjnych i finansowych. Okazało się, że komisja zdrowia parlamentu otrzymała szereg skarg obywateli na warunki przeprowadzania zapłodnienia pozaustrojowego. Z tego powodu parlament rozpoczął prace nad projektem ustawy, wzorując się na regulacjach wprowadzonych w tym zakresie w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Francji. Państwo zarządziło też kontrolę prywatnych ośrodków oferujących zapłodnienie pozaustrojowe przez Komisję Etyki Izby Lekarskiej, która wprowadziła sankcje (utratę prawa wykonywania zawodu oraz zamknięcie kliniki) w wypadku wykrycia poważnych naruszeń etyki ( ‫بطلا ةذتاسأو نيدلا ءاملع نيب فالخ‬ ‫ رصم يف بيبانألا لافطأ زكارم نوناق لوح‬Khalil. M.). W odpowiedzi na debatę społeczną przygotowano projekty ustaw mających regulować praktykę stosowania zapłodnienia pozaustrojowego i wprowadzać odpowiednie obostrzenia. Wprowadzono wymogi zezwalające na przeprowadzenie zapłodnienia in vitro, m.in.: wyczerpanie wszystkich konwencjonalnych sposobów leczenia, jeśli pacjentami są małżonkowie (zakazany jest udział osób trzecich), a w przypadku przeprowadzania procedury przez muzułmańskie-

nr 1 (4) 2015

go lekarza – posiadanie odpowiednich zasobów do jej przeprowadzenia, dysponowanie laboratorium dającym całkowitą pewność, że nie nastąpi pomieszanie próbek, i zagwarantowanie, że zniszczone zostaną próbki poprzednich pacjentów, aby nie doszło do użycia gamet innych osób w kolejnym procesie ( ‫‏بعشلا سلجم مامأ نوناق عورـشم‬:‫بـيبانألا لاـفطأ ‏‬ ‫) نوـناقلا ةلـظم تـحت‬. Ponadto zakazano wyboru płci zarodka pochodzącego z in vitro oraz surogacji. Rada Al-Azharu, która badała zgodność ustawy z prawem muzułmańskim, jednomyślnie zatwierdziła projekt 30 kwietnia 2009 r. ( ‫لافطا ىلع قفاوي رهزألا‬ ‫بيبانالا‬, Hamida, M.). Projekt stanowił, że „nikt nie może wykonywać procedur sztucznego zapłodnienia lub zapłodnienia pozaustrojowego in vitro z wyjątkiem szpitali i ośrodków medycznych, które posiadają uprawnienia ministra zdrowia”. Karą grożącą za powyższe przestępstwa jest kara więzienia i grzywna w granicach od 10 do 50 tys. funtów egipskich. Wymagane jest także przechowywanie wszelkich danych medycznych dotyczących zabiegu przez okres 10 lat. Projekt wprowadzał też trzy warunki legalnego przeprowadzenia procedury sztucznego zapłodnienia: 1) uzyskanie orzeczenia trzech lekarzy, że kobieta może począć tylko w ten sposób, 2) udowodnienie, że procedura zostanie zastosowana między parą małżonków oraz 3) uzyskanie przez lekarza pisemnego poświadczenia, że poinformował małżonków o wszystkich zagrożeniach. Planowano, że ustawa pozwoli uregulować chaos wynikający z niekontrolowanego stosowania procedury sztucznego zapłodnienia oraz ograniczy surogację i wynikające z niej problemy religijne i prawne ( ‫قفاوي رهزأل‬ ‫ابيبانالا لافطا ىلع‬, Hamida, M.). Autorce artykułu nie udało się jednak stwierdzić, w jakim zakresie ustawa ta została skutecznie wprowadzona w życie. Liban Także w Libanie toczy się od kilku lat debata społeczna o regulacji i kontroli zapłodnienia pozaustrojowego. Liban jest krajem wielowyznaniowym, z dużymi wpływami kultury zachodniej, zwłaszcza francuskiej i amerykańskiej. Jest to państwo dość nowoczesne, z wysoko rozwiniętym sektorem medycz-


KULTUROZNAWSTWO

nym. Ludność Libanu jest złożona pod względem religijnym, ok. 35 proc. Libańczyków stanowią szyici (12-imamowcy), sunnici to około 25 proc., poza tym 20 proc. to Maronici (katolicy), a kolejne 20 proc. stanowią inne mniejszości religijne, zwłaszcza chrześcijańskie (Clarke, New Kinship, Islam…). Ze względu na różnorodność religijną w Libanie przeplatają się poglądy różnych wyznań oraz pojawiają się unikalne zjawiska społeczne, np. wcześniej wspomniana „turystyka reprodukcyjna” (Inhorn, Making Muslim Babies…). Jak już wspomniano, w zakresie wspomaganego rozrodu jedną z podstawowych różnic etycznych pomiędzy sunnitami i szyitami jest dopuszczalność wykorzystywania gamet pochodzących od osób trzecich, a nie małżonków starających się o dziecko. Duża populacja szyicka w Libanie powoduje, że w klinikach w tym państwie stosuje się spermę i jajeczka pobrane od osób trzecich. Z takich gamet korzystają pary z innych państw, w których taka praktyka jest zabroniona (głównie sunnickich państw arabskich) (Inhorn i Van Balen (red.), Infertility Around the Globe). Według Inhorn (Making Muslim Babies…) gamety wykorzystywane w szyickich klinikach w Libanie pochodzą od innych pacjentów, którzy zgadzają się na donację, od krewnych lub znajomych leczącej się pary lub od anonimowych dawców. W co najmniej jednej klinice wykorzystuje się gamety od młodych Amerykanek, które zostają dawczyniami jajeczek w zamian za odpowiednie wynagrodzenie. W Libanie istnieje co najmniej kilkanaście klinik bezpłodności, co stanowi dużą liczbę, zwłaszcza biorąc pod uwagę małą populację tego kraju, liczącą około 4,5 mln osób. Popularność klinik częściowo wiąże się z dużym zainteresowaniem, jakim cieszą się wśród mieszkańców okolicznych państw bliskowschodnich oraz wśród Libańczyków mieszkających za granicą (Clarke, New Kinship, Islam…). Religijne zróżnicowanie Libanu jest też przyczyną braku jednoznacznych i ogólnych przepisów państwowych regulujących kwestie wspomaganego rozrodu – osiągnięcie konsensusu etycznego i prawnego pomiędzy wyznawcami różnych religii na razie okazało się niemożliwe. Lesseferyzm władz libańskich w kontrowersyjnych etycznie kwestiach powoduje, że sfery medyczne pozostają więc nieuregulowane

(tamże). Brak przepisów państwowych regulujących sztuczne zapłodnienie powoduje, że nie ma sankcji prawnych, jeśli dojdzie do nadużyć w gabinetach lekarskich (Inhorn, Making Muslim Babies…). Utworzono jedynie ciało opiniotwórcze, jeśli chodzi o oficjalne stanowiska etyczne wobec problemów – Libański Komitet Bioetyki, który w większości składa się z lekarzy i ma brać pod uwagę różnorodność religijną państwa. Regulacje postępowania w poszczególnych centrach zapłodnienia pozaustrojowego wyznaczane są przez wewnętrzne rady specjalistów (Atighetchi, Islamic Bioethics…). Jednocześnie sztuczne zapłodnienie budzi coraz więcej kontrowersji w społeczeństwie libańskim, między innymi z powodu strachu przed wspomnianymi nadużyciami. W ostatniej debacie społecznej pojawiły się głosy krytykujące brak ustawy regulującej sztuczne zapłodnienie, co prowadzi do nadużyć w gabinetach lekarskich. Zaznacza się też potrzebę dyskusji między duchownymi różnych wyznań i osiągnięcie konsensusu co do podstawowych zasad dotyczących wspomaganego rozrodu ( ‫حيقلتل‬ ‫يعانطصالا‬: ‫) لغم »بوبنأ« يف نوناقلا‬. Brak przepisów państwowych regulujących tę sferę prowadzi jednak do braku sankcji w wypadku naruszeń zasad zwyczajowych, religijnych czy moralnych. W Libanie w ostatnich latach coraz więcej mówi się o bezkarności lekarzy, którzy wykorzystują na przykład gamety pochodzące od osób trzecich bez wiedzy i zgody pacjentów. Wiadomo też, że niektórzy lekarze oferują niewykorzystane zamrożone gamety od poprzednich pacjentów po obniżonych cenach lub „importują” gamety z zagranicy (Inhorn, Making Muslim Babies…). Syria W Syrii przed wybuchem obecnie toczącej się wojny domowej (w 2011 r.) odnotowano wzrost zainteresowania usługami zapłodnienia pozaustrojowego. W prasie lekarze tłumaczyli popularność usług in vitro podwyższonym wiekiem małżeństw, coraz częstszym występowaniem niepłodności wśród par oraz rosnącą zamożnością społeczeństwa, co umożliwiło większej liczbie małżeństw dostęp do takich usług. Wraz ze wzrostem zainteresowania in vitro zaczęło jednak ro-

www.struna.edu.pl

63


64

KONTROLUJĄC ROZRODCZOŚĆ

snąć też zaniepokojenie potencjalnymi nadużyciami i błędami lekarskimi, ponieważ w Syrii, podobnie jak w innych państwach bliskowschodnich, sfera ta nie była regulowana przez prawo stanowione (choć Ministerstwo Zdrowia wydało zarządzenie pozwalające na prowadzenie klinik in vitro). W trakcie międzynarodowej konferencji naukowej o kontroli prawnej zapłodnienia in vitro, zorganizowanej w Damaszku w maju 2009 r., ustalono, że potrzebne są programy edukacyjne o przyczynach bezpłodności, ale także wprowadzenie kontroli prawnej badań i rozwoju naukowego w tej dziedzinie, ponieważ regulujące in vitro przepisy były rozproszone w wielu aktach prawnych. Poruszono przy tym problem wprowadzenia sankcji za naruszenie prawnych i etycznych procedur, zarówno w świetle prawa państwowego, jak i religijnego, ponieważ regulacje profesji lekarskiej nie były według specjalistów wystarczające w tym zakresie ( ‫) بيبانألا لافطأ ةعارز‬. Z punktu widzenia prawa w danym momencie Syria, podobnie jak wiele innych państw arabskiego i muzułmańskiego Bliskiego Wschodu, była w próżni prawnej, ponieważ prawodawca wolał nie ingerować w newralgiczne kwestie. Oznaczało to, że na przykład brakowało przepisów sankcjonujących naruszenie zasady (religijnej) niemieszania linii rodowych. Potrzeba wprowadzenia takiego przepisu wydawała się oczywista w świetle religii, zasad etyki medycznej czy nawet przekonań społecznych. W Syrii lekarze zalecili oparcie się na fatwach Najwyższej Rady Doradczej dotyczących potrzeby prokreacji, utworzenie komitetów nadzorczych we wszystkich klinikach in vitro w celu zapewnienia kontroli nad niewykorzystanymi gametami i nad zasadnością stosowania procedur sztucznego zapłodnienia, weryfikacji umiejętności medycznych osób odpowiedzialnych, wprowadzenia kontroli prawnej dotyczącej niemieszania linii rodowych oraz w celu zapewnienia działania prywatnych instytucji charytatywnych pokrywających przynajmniej częściowo koszty procedury (tamże). Niestety brakuje informacji, czy przed wojną domową tego typu przepisy państwowe zdołały wejść w życie.

nr 1 (4) 2015

Palestyna Powyższe przykłady świadczą o tym, że państwa muzułmańskie na Bliskim Wschodzie do niedawna raczej nie prowadziły polityki związanej z in vitro – nie ingerowały prawnie i politycznie w zakres tego typu usług medycznych, a zwłaszcza nie ograniczały ich przepisami. Innym przykładem jest Autonomia Palestyńska, gdzie państwo wprawdzie także nie definiuje ustawowo warunków przeprowadzania procedur zapłodnienia pozaustrojowego, ale za to wykorzystuje techniki wspomaganego rozrodu w innych celach politycznych. W Autonomii Palestyńskiej pierwszą prywatną klinikę otwarto w 1995 r., a pierwsze dziecko poczęte metodą in vitro urodziło się w 1996 r. Technika pozaustrojowego zapłodnienia jest na terytoriach okupowanej Palestyny obecnie zaawansowana, szanse sukcesu zapłodnienia pozaustrojowego wynoszą według tamtejszych lekarzy 35-47 proc. ( ‫نارزيخ وبأل‬

‫ةفعاضمل نيطسلف ىلإ اديدج ايبط ازاجنا فيضي‬ ‫) محلا صرف‬. W Palestynie kliniki i zabiegi in vitro fi-

nansowane są przede wszystkim ze środków prywatnych ( ‫نارزيخ وبأ ملاس روتكدل‬.. ‫لعشأ يذلا عرازملا‬ «‫) نيطسلف يف »يبط رامثتسا ةروث‬. Co ciekawe, w 2014 r. władze palestyńskie podjęły unikalną decyzję dotyczącą finansowania zapłodnienia pozaustrojowego i leczenia niepłodności u wybranej grupy obywateli. W kwietniu 2014 r. minister zdrowia Jawwad Awwad oraz minister ds. więźniów Autonomii Palestyńskiej Issa Qaraqah ogłosili program finansowania usług in vitro dla żon uwolnionych więźniów politycznych (więzionych przez Izrael z powodu zaangażowania w działania ruchu oporu, zwłaszcza podczas I i II intifady), którzy nie mogą naturalnie począć dziecka. Wsparcie finansowe miał zapewnić Narodowy Fundusz Wspierania Uwolnionych Więźniów Palestyńskich i Ich Rodzin ( ‫ـل ةيقافتا‬ «‫) نيررحملا ىرسألل »بيبانألا لافطأ ةعارز‬. Decyzja ta zapewne wzorowana była na podobnej, podjętej w Strefie Gazy, gdzie w 2010 r. Rządowa Rada Pomocy podpisała umowę o współpracy z dwoma ośrodkami in vitro w mieście Gaza. Na jej podstawie stworzono oficjalny komitet, którego celem było zapewnienie comiesięcznego finansowania (w wysokości 550


KULTUROZNAWSTWO

dolarów). Umowa miała obowiązywać od 1 stycznia 2010 r. do 30 kwietnia 2011 r. ( ‫ةيقافتا عقوت ةموكحل‬ ‫) بيبانألا لافطأ« ةعارزل نيزكرم عم‬. Władze palestyńskie angażowały się więc w finansowanie ze środków publicznych zapłodnienia pozaustrojowego. Decyzja o finansowaniu takich procedur dla rodzin więźniów politycznych była niewątpliwie polityczna, a techniki wspomaganego rozrodu były wykorzystywane przez rząd jako forma walki z okupacją izraelską. Jednak z badań terenowych prowadzonych przez autorkę artykułu we wrześniu 2015 r. wynika, że obecnie zapłodnienie pozaustrojowe w Autonomii Palestyńskiej jest finansowane całkowicie ze środków prywatnych pacjentów, wydaje się więc, że wspomniane wyżej programy zostały zakończone. Zjednoczone Emiraty Arabskie Państwem muzułmańskim, w którym wprowadzono niedawno szeroką państwową regulację kwestii zapłodnienia pozaustrojowego, są Zjednoczone Emiraty Arabskie. W 2008 r., na wniosek komisji technicznej odpowiedzialnej za nadzór nad ośrodkami zapłodnienia i monitorowanie ich stanu, wprowadzono ustawę federalną nr 11 (16.12.2008). Określa ona m.in. warunki wydawania licencji dla prywatnych ośrodków oferujących usługi zapłodnienia pozaustrojowego, warunki dopuszczenia zabiegu, sposoby kontroli gamet i ich niszczenia oraz sankcje za naruszenie przepisów ustawy. Według przepisów tej ustawy w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, aby przeprowadzić procedurę in vitro, muszą być spełnione następujące warunki: rozpoznanie niepłodności albo brak możliwości zajścia w ciążę mimo prób przez przynajmniej rok, pisemna zgoda obojga małżonków, akt urzędowy potwierdzający zawarcie małżeństwa, brak zagrożenia dla zdrowia kobiety oraz przeprowadzenie zapłodnienia przez lekarza specjalistę. Zakazane jest wykorzystywanie gamet pochodzących od osób trzecich, tworzenie banków gamet i zarodków oraz wwożenie i wywożenie ich z państwa. Nadmiar pobranych jajeczek należy pozostawić do naturalnej śmierci, mogą być przechowywane dla pary do pięciu lat. Należy też zniszczyć niewykorzystane zarodki i plemniki, zwłaszcza w wy-

padku śmierci współmałżonka lub rozwodu, albo na wniosek małżonków. Ustawa zezwala także na proces diagnostyki genetycznej (preimplantation genetic diagnosis) na podstawie pisemnej zgody małżonków. Złamanie powyższych zasad zagrożone jest karą pozbawienia wolności od roku do pięciu lat oraz karą grzywny od 200 000 do 500 000 dirhamów ( 11. ‫نوناق‬ ‫ مقر يداحتا‬11 ‫ ةنسل‬2008 ‫) يخرت نأش يف‬. Regulacje wprowadzone w Zjednoczonych Emiratach Arabskich stanowią bodajże najszersze i najbardziej kompleksowe prawne ramy dla wspomaganego rozrodu na Bliskim Wschodzie. Wydaje się też, że w wyniku wprowadzenia konkretnych przepisów prawa stanowionego oraz przejrzystych sankcji za ich złamanie mniej jest naruszeń prawa – a w każdym razie nie ma debaty publicznej, jeśli chodzi o stosowanie procedur zapłodnienia pozaustrojowego. Podsumowanie Wnioski z przeglądu materiałów źródłowych są zaskakujące. Wbrew oczekiwaniom wydaje się, że sfera technik wspomaganego rozrodu w wielu państwach arabskich nie jest regulowana przepisami prawa stanowionego lub przepisy te są niepełne i rozproszone. Jeśli przepisy tego rodzaju są wprowadzane, najczęściej mają na celu zabezpieczenie koranicznej zasadny niemieszania linii rodowych. Przepisy państwowe służą w tym wypadku de facto do zabezpieczenia norm religijnych. Wyjątkiem jest Palestyna, gdzie decyzje polityczne o in vitro mają na celu wspieranie rozrodczości obywateli, przede wszystkim z wybranych grup społecznych (więźniów politycznych), a więc są podporządkowane celom politycznym. W tym wypadku finansowanie wspomaganego rozrodu ma wymiar polityki społecznej uzależnionej od warunków geopolitycznych: rodzenie dzieci staje się narzędziem walki z okupacją i przejawem oporu wobec okupanta; finansowanie usług in vitro jest też swoistą formą wsparcia osób poszkodowanych w walce o wolność państwa. Wsparcie to można odczytywać na różny sposób: jako wdzięczność państwa, politykę społeczną, ale także jako rodzaj nagrody za poświęcenie dla kraju lub, w skrajnej formie, promocję takiego poświęcenia.

www.struna.edu.pl

65


66

KONTROLUJĄC ROZRODCZOŚĆ

W największym stopniu techniki biomedyczne w państwach muzułmańskich regulowane są przez prawo religijne. Dyskurs bioetyczny zdominowany jest przez opinie prawników muzułmańskich oparte na interpretacji przepisów koranicznych i precedensach prawnych. W debacie publicznej w opisanych państwach muzułmańskich jednym z największych problemów ostatnich lat jest kwestia błędów polegających na zapłodnieniu pozaustrojowym przy wykorzystaniu gamet niepochodzących od małżonków poddających się danemu zabiegowi. Poczęcie dziecka z materiału genetycznego niepochodzącego od małżonków uznawane jest tradycyjnie w prawie muzułmańskim za cudzołóstwo. Jednak nawet najbardziej konserwatywni uczeni przyznają, że błąd przy zapłodnieniu pozaustrojowym, którego rezultatem jest poczęcie dziecka z gamet niepochodzących od rodziców, nie jest aktem cudzołóstwa, a winę za niego ponosi osoba przeprowadzająca zabieg. Takiego przypadku nie przewidział jednak Koran, prawo religijne nie wprowadza też w tej sytuacji sankcji. Ponadto sama regulacja sfery technik sztucznego zapłodnienia przez prawo religijne odbywa się w sposób nieformalny. Nie istnieją bowiem przepisy prawa stanowionego odsyłające do przepisów prawa religijnego. Ewentualnych odwołań można doszukiwać się w kodeksach etycznych lekarzy i klauzulach sumienia, w których często pojawia się odniesienie do szariatu i wartości muzułmańskich. Wydaje się więc, że techniki wspomaganego rozrodu w większości państw muzułmańskich regulowane są nieformalnie na podstawie opinii religijnych i przekonań społecznych. Dlatego wiele decyzji prawnych wprowadzanych ostatnio w tych państwach na szczeblu państwowym, mających na celu regulację sfery technik wspomaganego rozrodu, ma zabezpieczyć religijną zasadę niemieszania się linii rodowych. Ustawy lub rozporządzenia zostały wprowadzone przez władze państwowe m.in. w Kuwejcie i Zjednoczonych Emiratach Arabskich. W innych państwach, jak Syria, Jordania, Liban czy Egipt, były one postulowane przez społeczeństwo, a nawet samych lekarzy. Mimo to większość państw muzułmańskiego Bliskiego Wschodu pozostaje w próżni prawnej w

nr 1 (4) 2015

kwestiach bioetycznych. W praktyce rodzi to poważne problemy, o których coraz częściej dyskutuje się w mediach. Jeśli w danym państwie muzułmańskim nie ma odpowiednich przepisów prawa stanowionego, nakładających kary za błąd w sztuce lekarskiej, a także brak jest państwowej kontroli nad prywatnymi placówkami oferującymi in vitro, w praktyce czyn niedbalstwa najczęściej uchodzi sprawcy bezkarnie lub ewentualnie podlega samosądowi ofiar w myśl arabskiego prawa zwyczajowego. Zwolennicy braku przepisów prawa stanowionego i regulacji nieformalnej zauważają, że prawo ma problem z nadążeniem za rozwojem medycyny, dlatego długotrwały proces wprowadzania nowych ustaw może pogorszyć sytuację. Sugerują, że obecnie kwestie bioetyczne i działalność klinik oferujących usługi in vitro stanowią pewien samoregulujący się system, oparty na powszechnie podzielanych wartościach kulturowych i religijnych oraz normach moralnych, kontrolowany przez samych jego uczestników i zagrożony sankcjami społecznymi. Krytycy zgadzają się zaś, że prawo nie nadąża za rozwojem medycyny, jednak wyciągają odmienne wnioski: że należy jak najszybciej wprowadzać nowe regulacje, aby uniknąć naruszeń zasad moralnych i religijnych oraz móc wyciągać konsekwencje wobec osób dopuszczających się tych naruszeń ( ‫ءاملع نيب فالخ‬

‫بيبانألا لافطأ زكارم نوناق لوح بطلا ةذتاسأو نيدلا‬ ‫ رصم يف‬Khalil. M.).

Niewątpliwie jednak Bliski Wschód pozostaje w pewnej próżni prawnej, jeśli myślimy o państwowych regulacjach sfery medycznej, co może budzić pewne kontrowersje. Obecnie istniejący samoregulujący się, nieformalny system może faktycznie być bardziej elastyczny i szybciej dostosowywać się do zmian w sferze medycyny. Debata publiczna w społeczeństwach muzułmańskich wokół problematyki odpowiedzialności lekarzy za błędy popełniane przy sztucznym zapłodnieniu wskazuje jednak, że przynajmniej pewne podstawowe regulacje postępowania i procedur są wymagane w tak istotnej kwestii jak poczęcie nowego życia.


KULTUROZNAWSTWO

Streszczenie

Summary

Szybki rozwój nowych technik medycznych powoduje,

The quick progress of new medical procedures makes

że wiele społeczeństw musi mierzyć się z nowymi proble-

many societies to confront with new ethical, religious and

mami natury etycznej, religijnej i prawnej. W debatę na

legal issues. Not only scientists but also religious authori-

temat dopuszczalności stosowania kolejnych technik i pro-

ties and politicians are involved in ongoing debates on the

cedur angażują się nie tylko naukowcy, ale też autorytety

admissibility of those methods. Politicians are required to

religijne oraz politycy. Na tych ostatnich jednocześnie ciąży

enact new provisions to regulate controversial treatments

obowiązek wprowadzania przepisów prawnych, które regu-

within their countries – beginning to create biopolitics.

lowałyby stosowanie kontrowersyjnych zabiegów na tery-

Family life and procreation have a great importance in Is-

torium ich państw – zaczynają więc prowadzić biopolitykę.

lam, therefore, in vitro fertilization techniques are applied

Ponieważ w islamie bardzo dużą wagę przywiązuje się do

on a large scale. However, religious diversity of the Mid-

życia rodzinnego i prokreacji, metody sztucznego zapłod-

dle East, including within Islam itself, leads to differences

nienia in vitro są stosowane na szeroką skalę. Jednak duże

in the approach to the applicability of these techniques.

zróżnicowanie religijne Bliskiego Wschodu, w tym także w

Hence, various Muslim countries differently regulate the

obrębie samego islamu, powoduje różnice w podejściu do

use of in vitro, depending on the position of a dominant

konkretnych możliwości stosowania tych technik. Co za

religious faction, theological opinion, and interests of the

tym idzie, różne państwa muzułmańskie w różny sposób

government. The article outlines the position of Muslim ju-

regulują stosowanie in vitro, w zależności od dominującego

rists-theologians on in vitro, practical dimension of artifi-

na danym terenie odłamu religijnego, opinii teologicznej

cial insemination, as well as state regulations in the five se-

oraz interesów władzy. W artykule przedstawiono w zarysie

lected countries: Egypt, Syria, Lebanon, the Palestinian Au-

stanowiska uczonych jurystów-teologów muzułmańskich

thority and the United Arab Emirates. The research shows

na temat in vitro oraz praktykę stosowania sztucznego

that in spite of clear religious positions, many of the Arab

zapłodnienia i państwowe regulacje w pięciu wybranych

states have not introduced any legal guidelines for artificial

państwach: Egipcie, Syrii, Libanie, Autonomii Palestyńskiej

insemination. It leaves their respective societies in a legal

oraz Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Wyniki badań

vacuum and awakens growing public opposition due to the

pokazują, że mimo jasnych stanowisk i interpretacji reli-

increasing number of violations of medical ethics and lack

gijnych wiele państw arabskich nie wprowadziło żadnych

of sanctions for doctors.

regulacji sztucznego zapłodnienia. Nie może ty być zatem mowy o bioetyce. Pozostawia to niektóre społeczeństwa w próżni prawnej i budzi coraz większy sprzeciw społeczny z powodu coraz większej liczby naruszeń etyki lekarskiej i braku sankcji dla lekarzy.

www.struna.edu.pl

67


68

KONTROLUJĄC ROZRODCZOŚĆ

Bibliografia • Agha Al-Hayani F., Muslim Perspectives on Stem Cell Research and Cloning, „Zygon”, 43 (4), Chicago 2008. • Atighetchi D., Islamic Bioethics: Problem and Perspectives, Neapol 2007. • Brockopp J.E., Islam and Bioethics: Beyond Abortion and Euthanasia, „Journal of Religious Ethics” 2008. • Clarke M., New Kinship, Islam, and the Liberal Tradition: Sexual Morality and New Reproductive Technology in Lebanon, „Journal of the Royal Anthropological Institute” 2008, nr 14, Londyn. • Esposito R., Bios: Biopolitics and Philosophy, Minneapolis 2008. • Inhorn M.C., Globalization and Gametes: Reproductive “Tourism,” Islamic Bioethics, and Middle Eastern Modernity, „Anthropology & Medicine” 2011, nr 18 (1). • Inhorn M.C., Making Muslim Babies: IVF and Gamete Donation in Sunni Versus Shi’a Islam, „Culture, Medicine & Psychiatry” 2006, nr 30 (4). • Inhorn M.C., Van Balen F. (red.), Infertility Around the Globe, California 2002. • Nordin M., Human Genetic and Reproductive Technologies – an International Medico-Legal-Religious Impasse?, „Bangladesh Journal of Medical Science” 2011, nr 10 (1). • Rispler-Chaim V., The Right Not to Be Born: Abortion of the Disadvantaged Fetus in Contemporary Fatwas, „Muslim World” 1999, nr 111 (2). •

‫ مقر يداحتا نوناق‬11 ‫ ةنسل‬2008 ‫ةلودلاب باصخإلا زكارم صيخرت نأش يف‬,

http://theuaelaw.com/vb/showthread.php?t=424, dostęp: 20 października 2015 r. •

‫نيررحملا ىرسألل »بيبانألا لافطأ ةعارز« ـل ةيقافتا‬,

http://www.pal24.net/ViewNews.aspx?ID=26284, dostęp: 20 października 2015 r. •

‫”بيبانألا لافطأ« ةعارزل نيزكرم عم ةيقافتا عقوت ةموكحلا‬,

https://www.paldf.net/forum/showthread.php?t=695908, dostęp: 20 listopada 2015 r. •

‫بيبانألا لافطأ ةعارز‬, „Al-Hewar Magazine” 2009, nr 42,

http://alhewarpress.com/arc_page.php?arc_id=42&id=48&ct=18, dostęp: 20 maja 2015 r. •

‫لمحلا صرف ةفعاضمل نيطسلف ىلإ اديدج ايبط ازاجنا فيضي نارزيخ وبأ‬, al-Hayat al-Jadida,

http://www.alhayat-j.com/newsite/details.php?opt=2&id=228394&cid=3213, dostęp: 23 listopada 2015 r. •

‫نارزيخ وبأ ملاس روتكدلا‬.. ‫نيطسلف يف »يبط رامثتسا ةروث« لعشأ يذلا عرازملا‬, al-Hayat al-Jadida, http://www.alhayat-j.com/newsite/details.php?opt=7&id=141189&cid=2263, dostęp: 23 listopada 2015 r.

‫يعانطصالا حيقلتلا‬: ‫قلغم »بوبنأ« يف نوناقلا‬, al-Akhbar, 09.01.2011,

https://www.al-akhbar.com/node/27320, dostęp: 23 listopada 2015 r. •

‫‏بعشلا سلجم مامأ نوناق عورـشم‬:‫نوـناقلا ةلـظم تـحت بـيبانألا لاـفطأ ‏‬, al-Ahram, 11.05.2011,

http://www.ahram.org.eg/Archive/2009/5/11/INVE1.HTM, dostęp: 20 maja 2015 r. •

‫ رصم يف بيبانألا لافطأ زكارم نوناق لوح بطلا ةذتاسأو نيدلا ءاملع نيب فالخ‬, Khalil, M., Ash-Sharq al-Awsat,

http://www.aawsat.com/details.asp?issueno=8435&article=124362#.U2oy715DWD1, dostęp: 10 marca 2015 r. •

‫رصم يف بيبانألا لافطأ زكارم نوناق لوح بطلا ةذتاسأو نيدلا ءاملع نيب فالخ‬, al-Sharq al-Awsat, 13.09.2002,

http://www.aawsat.com/details.asp?issueno=8435&article=124362#.U2oy715DWD1, dostęp: 20 maja 2015 r. •

‫بيبانالا لافطا ىلع قفاوي رهزألا‬, Hamida, M. Elaph, 01.05.2009,

http://elaph.com/Web/Politics/2009/5/435741.htm#sthash.04Q5Llmz.dpuf, dostęp: 20 maja 2015 r. Praca naukowa finansowana ze środków budżetowych na naukę w latach 2014-2017 jako projekt badawczy w ramach programu pod nazwą Diamentowy Grant.

nr 1 (4) 2015


www.struna.edu.pl


70

Schönwald. Genius loci

Agata Szepe

Schönwald to nazwa wsi na Górnym Śląsku, która do 1945 r. była zamieszkana przez grupę etniczną mającą odrębną tradycję, dialekt i zwyczaje. W 1945 r. mieszkańcy zostali przesiedleni do Niemiec, a nazwę miejscowości zmieniono na Bojków. Historia Schönwaldu jest niezwykle wyraźnym przykładem działania mechanizmów niszczenia, zapominania i negowania wzorców kulturowych, nieprzystających do oficjalnej ideologii Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. Jednocześnie można na jej podstawie zobaczyć strategie walki z zapominaniem poprzez wykształcenie różnorodnych „nośników” i „miejsc pamięci”. Dzięki nim pamięć o miejscowości zdołała przetrwać czasy komunizmu i wejść ponownie do oficjalnego dyskursu po 1989 r. Przypadek Schönwaldu wykorzystam jako przykład pokazujący strategie używane do przetrwania pamięci o danej kulturze oraz przyjrzę się, w jaki sposób różnorodny charakter tych źródeł wpływa na współczesny sposób interpretowania przeszłości danej kultury. W artykule będę odwoływać się do fenomenu „miejsc pamięci” opisanego przez Pierre’a Nora. Według badacza miejsca pamięci to miejsca, rzeczy, zjawiska, zwyczaje, z którymi związane są celowe, zinstytucjonalizowane lub w inny sposób „regulowane kulturowo” mechanizmy wspominania, wykształcone przez konkretną zbiorowość (Nora, Mémoire collective). Według Andrzeja Szpocińskiego są one charakterystyczne dla „kultury historii”, w której przeszłość

nr 1 (4) 2015

jest ściśle oddzielana od teraźniejszości. Ponieważ w „społeczeństwach historii” zmiany tradycji i obyczajów następują bardzo szybko, teraźniejszość zaczyna być postrzegana jako zagrożenie dla historii. Aby chronić przeszłość od zapomnienia, społeczeństwo wykształca odpowiednie techniki upamiętniania (źródło 1.). W odróżnieniu od miejsc pamięci przekaźniki tradycyjnej, przekazywanej z pokolenia na pokolenie pamięci, tzw. pamięci komunikacyjnej (Assmann, Pamięć kulturowa), będę nazywać „nośnikami pamięci”. Tym, co odróżnia miejsca pamięci od nośników, jest sposób ich funkcjonowania. W przeciwieństwie do miejsc pamięci nośniki są przekazywane przez daną grupę społeczną w sposób nie do końca uświadomiony, a członkowie samej grupy nie przywiązują do nich tak dużej wagi jak do miejsc pamięci. Jednocześnie nośniki pozwalają bardzo dobrze utrwalić pamięć komunikacyjną danej grupy. Fenomen przetrwania pamięci o społeczności, która po 1945 r. przestała istnieć, jest związany m.in. z tym, że stosunkowo szybko, bo już w drugiej połowie XIX w., na pamięć komunikacyjną mieszkańców zaczął oddziaływać oficjalny dyskurs, przekształcając ją i umożliwiając stworzenie miejsc pamięci, które po wojnie stały się jej jedynymi nośnikami. Archeologia pamięci Powojenna pamięć o Schönwaldzie nie jest jednolita. Korzysta ona z różnorodnych nośników pa-


ETNOLOGIA

mięci – zarówno komunikacyjnej, jak i oficjalnej, Polski – aż do upadku komunizmu. Do powstania naukowej czy przekształconej przez propagandę. Do- drugiego ważnego nośnika pamięci o Schönwaldzie – kładne przyjrzenie się rodzajom nośników pamięci pamięci mieszkańców okolicznych wsi – przyczyniło pozwala lepiej zrozumieć mechanizmy pamiętania i się natomiast stopniowe otwieranie zamkniętej spozapominania w czasach PRL-u oraz po przemianach łeczności. ustrojowych w 1989 r. 2. Wędrówki i przemiany nośników pamięci Do XIX w. pamięć o tradycjach miejscowości była 1. Pamięć komunikacyjna wsi Pierwsze nośniki pamięci związane z miejsco- pielęgnowana wyłącznie w obrębie własnej grupy, ze wością można odnaleźć już w początkach istnienia względu na niezwykłą hermetyczność społeczności. wsi w XII w. W 1163 r. mnisi z pobliskiego klaszto- Mieszkańcy niechętnie brali śluby z osobami spoza ru Cystersów sprowadzili z Niemiec wolnych chło- swojej miejscowości. Doprowadziło to do sytuacji, w pów, którzy założyli na prawach niemieckich wieś której w 1896 r. aż jedna trzecia zawieranych mało nazwie Schönwald. Nie mamy całkowitej pewno- żeństw wymagała zgody biskupa ze względu na zbyt ści, z jakiego regionu Niemiec przybyli mieszkańcy. duży stopień pokrewieństwa. Setki lat izolacji doproW dokumentach nazywani byli po prostu „dobrymi wadziły do występowania wśród mieszkańców choludźmi” (Kubit i Oczko, Schönwald), co niewiele mówi rób genetycznych, m.in. nienaturalnie dużej liczby nam o ich pochodzeniu. Pierwsze hipotezy o gene- osób głuchoniemych (tamże). W XX w. wieś powoli zie wsi pojawiają się dopiero w XIX w. Na podstawie zaczęła się otwierać na wpływy zewnętrzne, co doanalizy dialektu mieszkańców, podobnego do dia- prowadziło do przemian związanych z pamięcią i jej lektów wschodniofrankońskich, można przyjąć, że nośnikami. W tym czasie część mieszkańców zaczęmieszkańcy Schönwaldu pochodzą prawdopodobnie ła decydować się na opuszczenie wsi i małżeństwo z z Frankonii, regionu, który leży na terenie dzisiejszej osobami spoza swojej społeczności. Pamięć schönBawarii, Badenii-Wirtembergii, Hesji i Turyngii (tam- waldzian została niejako „wżeniona” w pamięć roże). Sami mieszkańcy w swojej pamięci komunikacyj- dzin z okolicznych miejscowości. Zjawisko otwarcia nej nie zachowali nazwy miejscowości ani regionu, z miejscowości na świat zewnętrzny było jednym z dektórego przybyli. Pamięć o dawnej miejscowości nie cydujących czynników przetrwania pamięci o wsi w stała się miejscem pamięci schönwaldzian. Tym, co czasach PRL-u. Kolejnym czynnikiem, który pozwolił przetrwało, były nośniki pamięci, takie jak odrębne przetrwać pamięci o wsi, było to, że na długo przed II wojną światową weszła ona do oficjalnego dyskurzwyczaje, strój i dialekt. Odrębność mieszkańców była echem dawnych su naukowego i politycznego. Ułatwiło to ponownie zwyczajów przeniesionych z tajemniczej miejsco- wejście pamięci o Schönwaldzie do oficjalnego dyswości, z której przybyli. Oprócz odrębnego dialektu kursu po 1989 r. mieszkańcy wsi przez setki lat kultywowali dawne zwyczaje. Najbardziej rozpoznawalnym nośnikiem 3. Nauka i propaganda Odrębność kulturowa wsi stała się przedmiopamięci grupy był odrębny strój, a zwłaszcza charakterystyczne dla ubioru kobiet, misterne, haftowa- tem zainteresowania etnografów już pod koniec XIX ne dekoracje (tamże). Dzięki odporności na wpływy w. Powstały publikacje na temat odrębnej historii i zewnętrzne grupa zdołała zachować wiele tradycji tradycji wsi czy dialektu. Jedną z najwcześniejszych sprzed setek lat. Przekonanie o własnej odrębności było Chronik der deutschen Gemeinde Schönwald z stało się impulsem do zbierania wszelkich informacji 1865 r. Początek XX w. to czas, kiedy pamięć komui pamiątek przez byłych mieszkańców miejscowości. nikacyjna mieszkańców wsi została wykorzystana w Determinacja do tworzenia miejsc pamięci pozwoliła celach propagandowych. Od początku XX w. miejuchronić miejscowość od całkowitego zapomnienia scowość była przedstawiana jako „wzorowa wieś niew czasach PRL-u i przechować ją – poza granicami miecka”, „wyspa niemieckości”, która zdołała oprzeć

www.struna.edu.pl

71


72

SCHÖNWALD. GENIUS LOCI

się polskim wpływom na Górnym Śląsku. Tradycyjne nośniki pamięci wsi były interpretowane jako przykład wolnej od obcych wpływów niemieckiej kultury ludowej (tamże). W plebiscycie z 1921 r. zdecydowana większość mieszkańców opowiedziała się za przynależnością do Niemiec. Wieś stała się na kilkanaście lat miejscowością graniczną w dosłownym tego słowa znaczeniu – część granicy wsi była równocześnie granicą państwową. Zinstytucjonalizowanie pamięci o tradycjach Schönwaldu można uznać za przejaw formowania się pamięci historycznej miejscowości i tworzenia pierwszych miejsc pamięci. W latach 20. XX w. zainteresowanie wsią wzrosło. Nastąpiła swoista „moda na Schönwald”. Szczególną popularnością zaczęły cieszyć się schönwaldzkie hafty, coraz częściej wyrabiane w celach komercyjnych. Tradycyjne stroje mieszkańców chętnie przedstawiano na widokówkach, powstawały publikacje poświęcone wsi, a w latach 30. dwa filmy dokumentalne (na fali kolejnego, propagandowego zainteresowania „wyspą niemieckości”, inspirowaną tym razem przez władze nazistowskie). Wszystko to przetrwało po wojnie jako miejsca pamięci wśród mieszkających na emigracji schönwaldzian. Szczególnym przykładem powojennego miejsca pamięci stały się tradycyjne schönwaldzkie hafty. Ich historia pokazuje, w jaki sposób techniki zachowywania pamięci o zniszczonej w czasach komunizmu miejscowości wykorzystywały zarówno tradycyjną pamięć komunikacyjną mieszkańców, jak i sztucznie wytworzone w dyskursie oficjalnym miejsca pamięci. 4. Haft jako miejsce pamięci Jak trafnie zauważa Pierre Nora, pamięć w przeciwieństwie do historii nieustannie ewoluuje, jest otwarta na dialektykę pamiętania i zapominania, nieświadoma swej sukcesywnej deformacji, podatna na manipulację i zawłaszczenie, może trwać w uśpieniu i co jakiś czas się budzić (Nora, Między pamięcią a historią). Bardzo dobrą ilustracją zjawiska opisanego przez Norę jest schönwaldzki haft. Można przypuszczać, że jednym z głównych powodów zainteresowania sztuką hafciarską na początku XX w. była jej odrębność i długa, przekazywana z pokolenia na pokolenie tra-

nr 1 (4) 2015

dycja. W hafcie schönwaldzkim doszukiwano się śladów kultury sprzed setek lat. I o ile samo zjawisko wyszywania ornamentów sięga prawdopodobnie początków miejscowości, o tyle historia samych wzorów jest dużo bardziej skomplikowana. Tradycyjnie wzory schönwaldzkie były wyszywane czarną nicią na charakterystycznych, białych chustach noszonych przez mieszkanki wsi jako nakrycie głowy. Na początku XX w. tradycyjny haft zanikł, ustępując miejsca kolorowym wzorom wyszywanym na czarnym tle. Aby zrozumieć metamorfozy schönwaldzkiego stroju, należy przyjąć postulat Bruno Latoura. W swoim tekście Nigdy nie byliśmy nowocześni zwrócił on uwagę na to, że nie tylko podmioty ludzkie wpływają na rzeczy, zmieniają je i przekształcają. Również rzeczy, funkcjonując w świecie ludzi, wpływają na podmioty ludzkie i zmuszają je do konkretnych reakcji (Latour, Nigdy nie byliśmy nowocześni). Aby zrozumieć to wzajemne oddziaływanie, należy, jak mówi Olsen, ponownie nauczyć się przypisywać działania, zamierzenia i władzę – lub, by użyć starej mantry, podmiotowość – wielu czynnikom poza podmiotami ludzkimi, oraz obciążyć epistemologię podobnie jak ontologię nowym i nieznanym aktorem, jakim jest niema rzecz (Olsen, Kultura materialna…). Bezpośrednią przyczyną zmiany tradycyjnych wzorów schönwaldzkich był pył unoszący się w remontowanym na przełomie XIX i XX w. kościele (Kubit i Oczko, Schönwald). W czasie trwającej kilka lat przebudowy tradycyjne białe chusty brudziły się za każdym razem, gdy kobiety wchodziły do kościoła. Przez pewien czas kobiety, zamiast wchodzić do środka, wysłuchiwały mszy na dworze. Jednak ponieważ chusty były w specjalny sposób krochmalone, gdy przychodził deszcz, ulegały deformacji. Z tego powodu po pewnym czasie kobiety zamiast tradycyjnych białych chust zaczęły nosić czarne, niekrochmalone chusty, z wyszytym na nich kolorowym ornamentem. W czasach „mody na Schönwald” sięgnięto nie po te „nowoczesne” wzory, uznając je za przejaw wielowiekowej tradycji. W latach 40. umiejętności rękodzielnicze mieszkanek wsi zostały wykorzystane do stworzenia niezwykłej wyszywanej kurtyny teatralnej zaprojektowanej przez przybyłą z Berlina znaną niemiecką


ETNOLOGIA

projektantkę Ernę Hitzberger. Kurtyna zawisła w największym w tym czasie na Górnym Śląsku teatrze miejskim w Gliwicach. Po wojnie została całkowicie zniszczona w czasie przemarszu wojsk radzieckich. Wspomnienia o kurtynie stały się również swoistym miejscem pamięci. Ponieważ zachowały się tylko czarno-białe zdjęcia, a wspomnienia mieszkańców nie są jednoznaczne, do dzisiaj trwają dyskusje na temat np. koloru nici użytych w projekcie. O ile schönwaldzka kurtyna może być przykładem miejsca pamięci niekompletnej, o tyle haft schönwaldzki można po wojnie uznać za główny przekaźnik pamięci o miejscowości wśród mieszkających w Niemczech schönwaldzian i główny symbol powracania miejscowości do oficjalnego dyskursu po upadku komunizmu.

zapominania i pamiętania wciąż czekają na bardziej szczegółową analizę. Wieś zmieniła zaraz po wojnie nazwę na Szewałd, aby od 1946 r. otrzymać nazwę Bojków. Zwłaszcza druga zmiana miała na celu symboliczne zatarcie wszelkiej pamięci o kilkusetletniej historii wsi. Używana do dziś nazwa Bojków pochodziła od nazwy lasu Boykcou, który według dokumentów średniowiecznych istniał w miejscu wsi, przed przybyciem osadników w XIII w. (tamże). Pamięć o Schönwaldzie miała zniknąć wraz z jego mieszkańcami, jednak komunistycznemu rządowi nie udało się tego dokonać w sposób kompletny. Pamięć o miejscu przetrwała w dwóch środowiskach: wśród mieszkańców okolicznych wsi oraz wśród byłych schönwaldzian mieszkających w Niemczech. W każdym na swój własny sposób.

Niszczenie skrawków pamięci Zbieranie skrawków pamięci Po zakończeniu II wojny światowej mamy do czynienia z bardzo gwałtownym mechanizmem niszczenia pamięci o wsi Schönwald. Opinia „wyspy niemieckości”, przez kilkadziesiąt lat nieodłącznie związana z pamięcią o wyjątkowym charakterze, nie przysporzyła Schönwaldowi sympatii reżimu komunistycznego. Większość mieszkańców opuściła wieś przed nadejściem wojsk sowieckich, przedostając się przez Austrię do Niemiec (tamże). Około 120 mieszkańców zginęło podczas zajęcia wsi przez Armię Czerwoną. Reszta osób została do końca 1945 r. przesiedlona do Niemiec. Akcja wysiedleńcza miała dużo gwałtowniejszy charakter niż w stosunku do mieszkańców okolicznych miejscowości, w dużej mierze dlatego, że mieszkańcy Schönwaldu w bardziej jednoznaczny sposób identyfikowali się z kulturą niemiecką niż zróżnicowani kulturowo mieszkańcy okolicznych wsi. Podczas gdy średnio połowa mieszkańców miejscowości z tego obszaru została w Polsce, prawie wszyscy mieszkańcy Schönwaldu zmuszeni byli do wyjazdu do Niemiec. Miejscowość została w sposób kompletny zasiedlona repatriantami z Polski centralnej i dawnych Kresów (tamże). Nowi mieszkańcy weszli w miejsce bez pamięci, w którym musieli zacząć nowe życie. Ich historia, mechanizmy

Pamięć o nieistniejącej już wsi przetrwała w rodzinach spowinowaconych przed wojną z osobami pochodzącymi z Schönwaldu. Jest ona zbliżona do pamięci komunikacyjnej: przekazywane z pokolenia na pokolenie opowieści czy rodzinne anegdoty. Ponieważ nigdy nie stała się częścią oficjalnego dyskursu, łatwiej można ją było przekazywać w czasach PRL-u. Wydaje się jednak, że rodzinne nośniki pamięci mają swoje bardzo określone granice. Historia przesiedlenia i powojennych losów mieszkańców nie jest już częścią tego miejsca pamięci. Pamięć o powojennym jej niszczeniu jest kultywowana jedynie przez potomków wysiedlonych. Jednocześnie fakt, że mieszkańcy hermetycznej grupy zdecydowali się od początku XX w. powoli otwierać na społeczność spoza swojej miejscowości, umożliwił zachowanie szczątków pamięci o zwyczajach i kulturze miejscowości w granicach Polski Ludowej oraz zachęcał do większej identyfikacji i solidarności z wysiedlonymi mieszkańcami. W czasach komunizmu oficjalne pielęgnowanie pamięci o Schönwaldzie możliwe było jedynie poza granicami Polski. Samoidentyfikacja byłych mieszkańców okazała się tak silna, że doprowadziła do

www.struna.edu.pl

73


74

SCHÖNWALD. GENIUS LOCI

swoistego „szaleństwa katalogowania”. Mimo że w początkowym okresie w celowy sposób zostali osiedleni w bardzo różnych częściach Niemiec, bez możliwości przeprowadzki, od początku znajdowały się osoby, które w sposób systematyczny gromadziły informacje o miejscu zamieszkania byłych schönwaldzian. W latach 50. powstała w Niemczech, redagowana przez byłych mieszkańców, gazeta, organizowano regularne spotkania, kontynuowano również tradycje hafciarskie (tamże). Gromadzono również wszelkie świadectwa pamięci materialnej o dawnej miejscowości. Narosłe przez lata warstwy pamięci komunikacyjnej, dyskursu naukowego, propagandy czy fragmenty tradycji zawłaszczone przez kulturę popularną stały się odtąd miejscami, w których byli mieszkańcy ulokowali swoją pamięć. Wydaje się, że głównym czynnikiem zachęcającym do drobiazgowego przechowania pamięci obok mającego kilkusetletnie tradycje poczucia odrębności była przedwojenna „moda na Schönwald”. Wywołała ona jeszcze silniejszą identyfikację z własną tradycją, spowodowała świadome tworzenie miejsc pamięci, jeszcze przed przesiedleniem, oraz wzbudziła poczucie dumy z historii własnej miejscowości. Dzięki swoistej kombinacji różnorodnych mechanizmów pamięci mieszkańcy byli zdeterminowani do trwałego przechowywania pamięci o własnej kulturze. To z kolei umożliwiło po 1989 r. ponowne odrodzenie zainteresowania wsią w regionie. Już w latach 80. zaistniała pierwsza możliwość odwiedzenia Bojkowa przez byłych mieszkańców. Od lat 90. tego typu wycieczki są organizowane z dosyć

nr 1 (4) 2015

dużą regularnością (tamże). Wraz z upadkiem komunizmu możliwe stało się badanie niezwykłej historii wsi oraz przepływ informacji pomiędzy byłymi mieszkańcami a ośrodkami kulturalnymi z terenów Polski. W 2013 r. w Muzeum w Gliwicach zorganizowana została wystawa „Schönwald. Wieś z przeszłości” (źródło 2.) oraz towarzysząca jej publikacja książkowa o tym samym tytule – najpełniejsza dotąd publikacja polskojęzyczna (wydanie w wersji polsko-niemieckiej) na temat historii i tradycji miejscowości. Organizatorzy wystawy zarchiwizowali i opracowali wspomnienia na temat nieistniejącego już miejsca. Na otwarcie wystawy zaproszono byłych mieszkańców. Wiele materiałów czeka wciąż na opracowanie lub przetłumaczenie z języka niemieckiego. W tym przypadku to nie brak informacji, ale ich nadmierna ilość wydaje się największym wyzwaniem dla osób chcących badać historię wsi. Pamięć wypierana przez lata komunizmu mogła powrócić do oficjalnego dyskursu. Aby zrozumieć, z jak wielu źródeł korzysta nowa fala zainteresowania miejscem, trzeba sięgnąć do wszystkich wspomnianych wcześniej nośników pamięci – tradycyjnej, pielęgnowanej przez mieszkańców, narracji etnograficznej oraz elementów wykorzystania miejscowości do celów propagandowych. Nowe zainteresowanie historią wsi staje się kolejną z warstw pamięci i sposobów pamiętania o miejscu zwanym Schönwald.


ETNOLOGIA

Streszczenie

Summary

Historia Schönwaldu, górnośląskiej wsi, zamieszkałej

Schönwald was a village with the unique culture, exist-

do 1945 r. przez odrębną grupę etniczną, jest przykładem

ing on the Upper Silesia till 1945. The history of the vil-

działania mechanizmów niszczenia, zapominania i nego-

lage is an example of destroying, forgetting and negating of

wania wzorców kulturowych. Na jej podstawie można zoba-

the traditional memory. It also shows strategies that fight

czyć strategie walki z zapominaniem poprzez wykształcenie

against this mechanism by establishing “places of memory”.

różnorodnych nośników i miejsc pamięci. Pierwsze nośniki

First “places of memory” could be found in the 12th centu-

pamięci miejscowości można odnaleźć już w początkach ist-

ry, cultivated until the 19th century but exclusively among

nienia wsi w XII w. Do XIX w. pamięć o tradycjach miejsco-

Schönwaldians. At the end of the 19th century, the unique-

wości była pielęgnowana wyłącznie w obrębie własnej grupy.

ness of the village was discovered by ethnographers and in

Pod koniec XIX w. pamięć o miejscowości po raz pierwszy

the 1st half of the 20th century adopted for various propa-

weszła do oficjalnego dyskursu dzięki zainteresowaniu etno-

ganda purposes. After the Second World War, the memory

grafów, a w pierwszej połowie XX w. wykorzystywana była na

of the Schönwald village was violently destroyed. It could

różne sposoby w celach propagandowych. Po zakończeniu II

be cultivated without official restrictions only outside the

wojny światowej doszło do niszczenia pamięci o Schönwal-

Polish People Republic. The self-identity of Schönwaldians

dzie. Oficjalne pielęgnowanie pamięci o Schönwaldzie moż-

appeared as such strong that it lead to "obsessive cataloging

liwe było jedynie poza granicami kraju. Samoidentyfikacja

of Schönwald village". Additionally, new cooperation pos-

byłych mieszkańców okazała się tak silna, że doprowadziła

sibilities between Schönwaldians and cultural institutions

do swoistego „szaleństwa katalogowania”. Wraz z upadkiem

in Poland appeared after the end of communism in Poland.

komunizmu możliwe stało się badanie niezwykłej historii wsi oraz przepływ informacji pomiędzy byłymi mieszkańcami a ośrodkami kulturalnymi z terenów Polski.

Bibliografia • Assmann J., Pamięć kulturowa. Pismo, zapamiętywanie i polityczna tożsamość w cywilizacjach starożytnych,

Warszawa 2008. • Kubit B., Oczko J., Schönwald. Wieś z przeszłości, Gliwice 2013. • Latour B., Nigdy nie byliśmy nowocześni, Warszawa 2011. • Nora P., Mémoire collective w: Faire de l’histoire, Le Goff J. (red.), Paris 1974. • Nora P., Między pamięcią i historią: Les Lieux de Mémoire, „Tytuł roboczy: Archiwum” 2009, nr 2. • Muss C., Chronik der deutschen Gemeinde Schönwald, Gleiwitz 1865. • Olsen B., Kultura materialna po tekście: przywracanie obecności rzeczom w: Teoria wiedzy o przeszłości na tle

współczesnej humanistyki, Domańska E. (red.), Poznań 2010. • źródło 1.

Szpociński A., Miejsca pamięci (lieux de mémoire), http://rcin.org.pl/dlibra/docmetadata?id=50928&from=publication, dostęp: 21 listopada 2015 r. • źródło 2. http://www.muzeum.gliwice.pl/dzien-schonwaldzki-w-willi-caro-otwarcie-wystawy-schnonwald-wies-zprzeszlosci/, dostęp: 21 listopada 2015 r.

www.struna.edu.pl

75


76

Społeczne konstruowanie wizerunku uchodźcy

Marta Czapnik

Dyskusja dotycząca bezdomności w Polsce od lat podporządkowana jest czynnikom lokalnym. Choć w krajach Europy Zachodniej, które dźwigają na sobie brzemię kolonializmu, ramy tego dyskursu są szersze, i tak uwaga badaczy i pracowników służb społecznych skupia się tam przede wszystkim na lokalnym wymiarze zjawisk. Przyspieszający proces globalizacji, a także wojny i konflikty zbrojne odsłaniają dziś nowe, dotąd pomijane oblicze bezdomności – jej międzynarodowy i ponadjednostkowy charakter. Bezdomność w pogrążonej w coraz większym kryzysie Europie ma dziś także twarz uchodźcy, którego wykluczenie niesie inne konsekwencje aniżeli powszechna, budząca niechęć obecność osób bezdomnych w przestrzeni publicznej. Na wstępie należałoby poczynić pewną uwagę metodologiczną. Zgodnie z typologią Instytutu Globalnej Bezdomności  bezdomni to m.in. „ludzie mieszkający w ośrodkach dla uchodźców lub formach czasowego zakwaterowania ubiegający się o azyl, uchodźcy lub inni imigranci” (źródło 1.). Potwierdzają to także inne typologie bezdomności (m.in. Europejska Typologia Bezdomności i Wykluczenia Mieszkaniowego ETHOS). Choć od lat zakres definicyjny terminu „bezdomność” się poszerza, wciąż w praktyce rozumiany jest on wyłącznie jako brak dachu nad głową, co jest tylko jednym z rodzajów zjawiska. Łukasz Browarczyk twierdzi, że „przeciętny mieszkaniec miasta pytany o wygląd osoby bezdomnej opisuje przedstawiciela tzw. bezdomności ulicznej” (Browarczyk, Obraz bezdomności w przekazie...) . Należy więc podkreślić z całą stanowczo-

nr 1 (4) 2015

ścią, że uchodźcy funkcjonują w podwójnie nieakceptowalnej roli – migrantów oraz osób bezdomnych. Ich status definiowany jest zatem przez deficyty zarówno w wymiarze materialnym (dom), jak i symbolicznym (ojczyzna). Na potrzeby tej pracy przyjmuję rozumienie uchodźcy zgodnie z definicją konwencji genewskiej z 1951 r., z której wynika, że „uchodźcą jest osoba, która żywi uzasadnioną obawę przed prześladowaniem z powodu swojej rasy, religii, narodowości, przynależności do określonej grupy społecznej lub poglądów politycznych, znajduje się poza terytorium kraju, którego jest obywatelem i – z powodu tych obaw – nie chce lub nie może do tego kraju powrócić” (źródło 2.). Bezdomność uchodźców jest specyficzną formą kolektywnego wykluczenia, którą kierują inne mechanizmy oraz procesy, niebędące dotąd szerzej definiowane na polu badań bezdomności. Jednocześnie warto zaznaczyć, że pomiędzy obydwiema tymi grupami – osobami bezdomnymi oraz uchodźcami – jest wiele zbieżności. Przedmiotem tej pracy jest próba uchwycenia różnic i podobieństw w kwestii konstruowania ich wizerunku oraz społecznego postrzegania. W związku z obecnie przeżywanym kryzysem migracyjnym w Europie termin „uchodźca” odnosi się przede wszystkim do azylantów z Syrii, Afganistanu i Erytrei. Uchodźca jako obcy Choć kategoria „obcego” wyodrębniona została dość późno, to w refleksji socjologicznej obecna była


SOCJOLOGIA

od zawsze, bo i potrzeba definiowania tożsamości poprzez konstruowanie opozycji nie jest bynajmniej wymysłem XX-wiecznej humanistyki. Już na gruncie polskiego źródłosłowu widziany jest on jako „niewłaściwy komuś; nie objęty czyimś zainteresowaniem” (Boryś, Słownik etymologiczny języka...). Niemieckie słowo „der Fremde” oznacza zarówno cudzoziemca, jak i obcego w ogóle, a francuskie „étranger”, choć ma analogiczne znaczenie jak w niemieckim, pochodzi z tej samej rodziny etymologicznej co „étrange” (dziwaczny, dziwny). Tym samym odsyła to do odmienności obcego, jego sytuacyjnej nieadekwatności. Wpisuje się to w koncepcję obcego zaproponowaną przez Georga Simmla, dla którego obcy stanowił wędrowca, który „dziś przychodzi, jutro zaś zostaje” (tamże). Dla wspólnoty jest więc kimś z zewnątrz. Jednostką o niepotwierdzonym statusie, która balansuje pomiędzy zaproszeniem a marginalizacją. Jest on „osobą bez własnego miejsca” (tamże). Jak stwierdza Andrzej Waśkiewicz, „obcy zachował wewnętrzną swobodę przychodzenia i odchodzenia” (Waśkiewicz, Obcy z wyboru...). Jednak przyjmując optykę zamkniętej społeczności, nie dostrzega się przy tym dramatu obcego. Grupa upragnionej przynależności zawsze pozostaje w jego przypadku tylko grupą odniesienia. Pokrywa się to z zarysowanym w literaturze przedmiotu wizerunkiem bezdomnego jako jednostki społecznie wyizolowanej, niezdolnej do budowania trwałych więzi. Jednocześnie położenie życiowe migrantów przymusowych z uwagi na ich brak przynależności i zakorzenienia we wspólnocie sytuuje ich w tym samym miejscu. Charles Taylor w The Dynamics of Social Exlusion w 1998 r. wskazywał na kontekst budowania wizerunku grup mniejszościowych w dyskursie publicznym. Opisując tendencję do elitaryzacji współczesnych społeczeństw, zwracał uwagę na aspekt braku deliberacji pomiędzy grupami. Dyskusja na temat mniejszości toczona jest wyłącznie wewnątrz grupy oponenckiej. Skutkuje to – zdaniem autora – wyłączaniem tych mniejszości z publicznej debaty na swój własny temat. I bezdomni, i uchodźcy nie mają realnego wpływu na kreowanie swojego wizerunku zarówno przez media, jak i przez społeczeństwo. To, co dzieje się obecnie w Europie,

byłoby dla Taylora zapewne przejawem wewnętrznej (wewnątrzeuropejskiej) ekskluzji. Dystans potęguje dodatkowo językowa polaryzacja na „nas” (us) i „ich” (them). O grupach etnicznie i społecznie defaworyzowanych zawsze pisze się, używając osobowego zaimka „oni”. Wyłącza się ich tym samym poza nawias wspólnoty. Choć z formalnego, ale także prawnego punktu widzenia utożsamianie się przedstawicieli mediów z migrantami wyrażone na poziomie językowym („my”) byłoby bezzasadne (ma wyłącznie charakter symboliczny), to zastanawia brak identyfikacji przedstawicieli mniejszości w Polsce ze swoimi rodakami, co ilustruje przykład Saleema, mieszkającego w Polsce Syryjczyka. W wywiadzie dla „Polska The Times” na pytanie, czy czuje się uchodźcą, odpowiada: „Nie jestem uchodźcą, ponieważ nie wyjechałem z kraju jedynie z powodu wojny, ona nie była jedynym powodem. Zdecydowałem się opuścić Syrię, dlatego że nie było w niej żadnych perspektyw” (źródło 3.). Jego historia nie jest tożsama z opowieściami tysięcy uchodźców – nie czuje się on częścią tej społeczności. Ta wzajemna niechęć reprezentantów grup mniejszościowych jest charakterystyczna również dla środowiska osób bezdomnych w ogóle (Przymeński, Bezdomność jako kwestia społeczna...). Medykalizacja ciała obcego Medykalizacja jest pojęciem spopularyzowanym przez Michela Foucault w Narodzinach kliniki, w której opisywał proces zawłaszczania i podporządkowywania kolejnych dziedzin życia człowieka przez medycynę. Problem ten ma silny związek z miejscem, jakie we współczesnym dyskursie społecznym zajmuje refleksja nad ludzką cielesnością. W dyskusji kreowanej przez media nieproporcjonalnie mało uwagi poświęca się zagadnieniom związanym z ciałem społecznie defaworyzowanym. Jednocześnie, o ile staje się ono przedmiotem analiz, rozpatruje się je najczęściej w perspektywie choroby i deficytów, zwracając uwagę na jego stan zdrowia oraz poziom higieny. Nie inaczej jest w przypadku osób bezdomnych i uchodźców, którzy – jak zaznaczałam wcześniej – występują tu w podwójnej roli.

www.struna.edu.pl

77


78

SPOŁECZNE KONSTRUOWANIE WIZERUNKU UCHODŹCY

W przypadku kloszardów położenie życiowe, w którym się znajdują, odbija swoje piętno zarówno na kondycji psychicznej, jak i na powierzchowności. Choć część schorzeń nie podlega zewnętrznej demonstracji (m.in. choroby umysłowe), pozostaje faktem, że to właśnie powierzchowność jest natychmiastowo zauważalna i to ona organizuje nasz odbiór postaci jako takiej. W tym przypadku wszelkie odstępstwa wizualne wpisuje się w szeroki kontekst praktyk naznaczających. I tak Tomasz Rakowski zwracał uwagę, że w odniesieniu do jego badanych przedmiotem kpin były „organiczne niedostatki (higieniczne zaniedbania związane z obecnym, ekonomicznym poziomem życia). Dotyczyły one szczególnie, jak zauważył Emil Zubelewicz, uzębienia kopaczy – wielu z nich straciło część zębów i jest to wyraźnie zauważalne wśród tej grupy. Te braki uzębienia kopacze nazywają »ruiną« i są one częstym pretekstem do kpin z samych siebie, z jednej strony wypowiedzi żartobliwych, z drugiej – przykrych i wzmacniających poczucie degradacji. Jeden z rozmówców mówił, że ma ruinę, i opowiadał, zanosząc się śmiechem, jak sztuczne zęby wypadały mu w rozmaitych sytuacjach. »Wyleciały mu w powietrze – opowiadała wraz z nim jego żona – machał rękoma, żeby je złapać. Potem podniósł je i w chusteczkę włożył. Ale był obciach«” (Rakowski, Łowcy, zbieracze, praktycy...). Inni autorzy wskazują z kolei na towarzyszący kloszardom brud (Declerck, Rozbitkowie...), kolejni podkreślają zagrożenie związane z ich chorobami skóry (Dębski i Michalska, Podręcznik Streetworkera Bezdomności...). Bez względu jednak na przykłady ciało i związane z nim problemy reprezentacji to przede wszystkim kwestia symboliki, jaką narzuca stan, w którym znajduje się człowiek. Nić łącząca ludzki wygląd z zespołem znaczeń przezeń komunikowanych jest nad wyraz mocna. O stanie zdrowia uchodźców, którzy docierają do Europy, wciąż niewiele wiadomo. Nie stoją za tym twarde dane, a wyłącznie chwytliwe i oskarżycielskie nagłówki gazet. Mowa tu przede wszystkim o dyskursie zagrożenia kreowanym przez polityków i media głównego nurtu. Niebezpieczeństwo to podłoże sanitarno-epidemiologiczne i wynika z poziomu higieny migrantów traktowanych jako ognisko choroby, o czym zapew-

nr 1 (4) 2015

ne wiele do powiedzenia miałby Michel Foucault. W doniesieniach medialnych pobrzmiewa oskarżycielski ton związany z epidemią cholery (źródło 4.), gruźlicy (źródło 5.) oraz dyzenterii (źródło 6.). Należy podkreślić, że choroby te, nawet jeśli są znane, to kojarzone z odmiennym kręgiem kulturowym, co potęguje tendencje izolacjonistyczne. Wzmacnia to także silną potrzebę nadzoru, która sprawia, że „ciało dyscyplinowane jest odosobnione i izolowane, oddziela się je zarówno od własnej powierzchni i odczuwania oraz empatii w stosunku do innych ciał” (Buczkowski, Społeczne tworzenie ciała...). Istotne, że uchodźcy w przeważającej większości ukazywani są zbiorowo, co utrudnia ich poznanie i społeczną identyfikację z ich cierpieniem. Wina i kara, czyli piętno nieprzystosowania Problem funkcjonowania w przestrzeni publicznej osób bezdomnych oraz uchodźców łączy się bezpośrednio z zagadnieniem ich odmienności, a co za tym idzie – także wizerunkowego niedostosowania. Związany jest z tym mechanizm naznaczania, który ta nieodpowiedniość wyzwala. Joanna Tokarska-Bakir w przedmowie do Piętna. Rozważań o zranionej tożsamości Ervinga Goffmana zwracała uwagę że piętno „jest zjawiskiem obdarzonym wielką siłą, nierozłącznie związaną z różnym wartościowaniem tożsamości społecznych” (Tokarska-Bakir, Piętno...). Tym, co w spuściźnie prekursora interakcjonizmu symbolicznego interesować mnie będzie najbardziej, są wyróżnione przez niego kategorie manifestowania piętna. Podstawowa z nich – „widoczność” – informuje, „na ile skutecznie piętno może komunikować, że jednostka jest jego nosicielem” (tamże). W odniesieniu do bezdomnych zwraca uwagę niewolniczy wręcz charakter ich ciała. Monika Oliwa-Ciesielska zauważa, iż „bezdomni chcący ukryć przed innymi swój niski status starają się wymuszać na otoczeniu wrażenie podobieństwa do zwykłych ludzi, np. poprzez starania, aby utrzymać czysty wygląd” (Oliwa-Ciesielska, Piętno nieprzystosowania...). Dotyczy to jednak, jak sądzę, tylko niewielkiej części z nich. Adam Lech wskazuje natomiast, że sześciu jego rozmówców, „którzy zwracają uwagę na swój wygląd,


SOCJOLOGIA

robi to przede wszystkim w kontekście własnego upadku życiowego i wiążącej się z nim niskiej pozycji w hierarchii społecznej” (Lech, Świat społeczny bezdomnych...). Rozliczne badania potwierdzają podrzędność wizualną, jaką przypisuje się bezdomnym poprzez deprecjonujące określenia, m.in. brudas, śmieć, nędzarz (Oliwa-Ciesielska, Piętno nieprzystosowania...), albowiem „mechanizmy interakcji opartej na komunikacji werbalnej bezustannie kierują uwagę na defekt, wciąż żądając szybkich i klarownych komunikatów, które to żądania nie mogą zostać spełnione” (Goffman, Piętno...). W przypadku uchodźców, którzy korzystają z instytucjonalnego wsparcia, piętnem tym nie będzie stan higieny, ale inne cechy dystynktywne – kolor skóry, rasa czy strój. Oczywiście, jak podkreślałam na początku, błędem jest identyfikowanie migrantów przymusowych wyłącznie z przedstawicielami krajów globalnego Południa. W przypadku osób pochodzących z tego samego kręgu kulturowego tym piętnem może być m.in. język i religia (która najczęściej jest także podstawą odrzucenia wszystkich mniejszości narodowościowych). Jednocześnie w przekazie medialnym coraz częściej spotykamy się z analogicznymi komentarzami dotyczącymi wizerunku uchodźców jak w przypadku osób bezdomnych. Epitety takie jak „brudas” czy „pasożyt” (źródło 7.) odnoszą się jednak nie do poziomu ich higieny, ale do koloru skóry, co jest przejawem postawy rasistowskiej i ksenofobicznej. Przestrzeń i stygmatyzacja Stygmatyzacja, jakiej doświadczają obie grupy, w iście foucaultowski sposób podporządkowuje je systemowi panoptycznej władzy. Istotne, by dostrzec, że ciało widzialne jest zawsze ciałem w jakimś mniej lub bardziej konkretnym miejscu. Wizualność demonstruje się w przestrzeni, nie może się bez niej obejść. Ciało w przestrzeni widzi sobą (i siebie), ale musi też dostosować się do czyhającego na nie spojrzenia. Oceny, która może być inna od wydanego na siebie werdyktu. Jak pisze Jean-Paul Sartre, ciało w tym wszystkim „egzystuje także dla »innego«” (Sartre, Byt i nicość). W tym procesie funkcjonowania pod-

lega ono dyscyplinującym praktykom, które pragną nadać mu formę zbliżoną do doskonałości. Między innymi dlatego ośrodki pomocowe dla osób bezdomnych nakładają na mieszkańców formalny nakaz kąpieli. „Trzeba iść pod prysznic. Absolutny obowiązek – tyle że iluzoryczny. Nie ma wystarczającej ilości natrysków. Nie ma wystarczająco dużo czasu. Brakuje też wody…” – kwituje Patrick Declerck (Declerck, Rozbitkowie...). Istnieją jednak nisze, w których sen o panopticonie bliski jest realizacji. Grupa, która dotkliwiej odczuwa przeobrażenia w tym obszarze, to oczywiście kloszardzi, którzy pozbawieni są szansy na upragnione odosobnienie. Zdani na niełaskę przestrzeni publicznych stanowią wynaturzoną wersję baumanowskich włóczęgów, którzy „wiedzą, że niezależnie od własnych chęci nigdzie nie pozostaną na dłużej, bo gdziekolwiek by się zatrzymali, nigdzie nie są mile widzianymi gośćmi (…) są w ruchu, bo niegościnność dostępnego im (lokalnie) świata staje się nie do zniesienia” (Bauman, Globalizacja...). Przestrzeń publiczna to sfera porządku, w który wkracza system monitoringu ujarzmiający ludzkie ciała. Jest w pewnym sensie spełnieniem przepowiedni segregacji. Bezdomni nie mają praw autorskich do własnego życia (tamże). O ile są jeszcze autorami siebie w przestrzeni (na równi z zażywanymi środkami psychoaktywnymi), o tyle nie mają już żadnego wpływu na rejestrację swoich działań oraz ich dalszą recepcję. Są bezradni wobec władzy patrzenia, jaka rozciąga się na każdy aspekt ich funkcjonowania. W normalnym świecie kwestię tę neutralizuje ucieczka w prywatność, która w tym miejscu nie może się udać. Bezdomny wydaje się nigdy nie schodzić ze sceny. Nie mamy wglądu w jego zakulisową działalność. Społeczna fasada tak mocno została przez niego zinternalizowana, że próżno szukać sfery wolnej od jej wpływu. Spektakl ten każdorazowo odgrywany jest przed inną publicznością, zwykle tak samo mało wyrozumiałą. Nawet toalety (w hipermarketach) stwarzające dotąd szansę na odrobinę intymności podporządkowane zostały rygorom kontroli. Większość z nich zaopatrzona jest w system monitoringu, który śledzić ma ruchy klientów na niby – wybrakowanych konsumentów (tamże) – gdyby okazało się, że ochro-

www.struna.edu.pl

79


80

SPOŁECZNE KONSTRUOWANIE WIZERUNKU UCHODŹCY

na przypadkowo ich przeoczy. Dziś stoimy w obliczu odmiennego ekshibicjonizmu. Kamery śledzą każdy nasz ruch. Tylko w domu swobodnie realizuje się to, czego w przestrzeni publicznej robić niepodobna. Poza nielicznymi przypadkami reality TV trudno wyobrazić sobie rolę bardziej narażoną na przymusową widzialność niż rola bezdomnego. Nie chodzi wyłącznie o kwestię przestrzeni, która bezsprzecznie wiąże się z problematyką wizualnej nieadekwatności, ale o dezautonomizację jednostki spowodowaną brakiem sfery intymnej. Kloszardzi demonstrują sobą to, co powinno zostać ukryte. „Jego [kloszarda – M.C.] własne ciało dostarcza dowodów jego winy” (Gunning, Ciało schwytane na gorącym...), co zbliża nas do pojmowania samego ciała w kategoriach magazynu dowodów (tamże). Jak w tej sytuacji wygląda sytuacja migrantów, którzy przebywają w przymusowych ośrodkach specjalnego przeznaczenia lub obozach dla uchodźców? Nie do końca wiadomo. Wiadomo jednak, że ośrodki dla uchodźców w Polsce sytuowane są na obrzeżach miast lub w gminach oddalonych od centrum (m.in. Dębak koło Warszawy). Podobnie zresztą jak większość miejsc noclegowych i schronisk przeznaczonych dla osób bezdomnych (m.in. Ursus). To oddalenie ich od centrum ma nie tylko utrudnić ich mieszkańcom dotarcie do najatrakcyjniejszej części miasta, ale także neutralizować strach mieszkańców przed ich obecnością. W świadomości społecznej wizerunek uchodźców konstruowany jest jako obraz obcej niezidentyfikowanej masy, która rzuca wyzwanie Europie. W takich krajach jak Szwecja, Belgia czy Francja dostrzegalne są także tendencje  gettoizacji migrantów, wpierane przez postulaty segregacji przestrzennej propagowane przez środowiska prawicowe. Przedmieścia Paryża są tylko jednym z wielu przykładów tego wymownego mechanizmu. Problem w tym, że ten izolacjonizm, jak pokazał ostatni przykład belgijskiej dzielnicy  Molenbeek,  sprzyja nawarstwianiu się problemów i w dalszej perspektywie prowadzi do realnej utraty kontroli władzy. W Europie, a zwłaszcza w Polsce, brak polityki, która w sposób kompleksowy odnosiłaby się do integracji obcokrajowców

nr 1 (4) 2015

na poziomie kulturowym. Najdosadniej obrazuje to ostatni kryzys migracyjny, którego podstawą jest lęk przed muzułmanami. Ich wizerunek, zbudowany na europejskim strachu przed terroryzmem, zmusza dziś polityków i opinię publiczną do podjęcia wysiłków na rzecz asymilacji obcokrajowców, zwłaszcza arabskiego pochodzenia. Jednym z obszarów podlegających tej presji jest sfera wizualna. Od 2009 r. zakaz noszenia burki oraz nikabu obowiązuje we Francji, w  szwajcarskich kantonie  Ticino  wprowadzono go w 2013 r. Można podejrzewać, że ostatnie wydarzenia w Paryżu (13.11.2015) zaostrzą tylko te przepisy, przynajmniej we Francji. Toczący się od lat spór nad wyższością swobody manifestowania swojego wyznania nad potrzebą bezpieczeństwa został tym samym zakończony.  Uchodźcy – globalna bezdomność, lokalny problem W Polsce bezdomność wciąż widziana jest przez pryzmat lokalnych problemów, także w aspekcie proksemicznym. Przed kilkoma miesiącami na łamach „Gazety Wyborczej” pojawił się artykuł Sylwii Sałwackiej Bezdomni na nowym dworcu – nocleg za bilet do Kiekrza, dotyczący nowo wybudowanego dworca w Poznaniu. Reportaż ogniskował się wokół problematycznej obecności osób bezdomnych, które przy oporze tamtejszych władz próbują zadomowić się w przestrzeni dworca. W ramach modernizacji budynku poczynione zostały kroki, by jego pasażerowie nie doświadczali już więcej niewygodnego towarzystwa kloszardów. Zamontowano kamery, zmieniono ławki (na mniej wygodne metalowe, które oddzielają od siebie pasażerów, przez co trudniej się na nich położyć). Wprowadzono też do regulaminu paragraf 14, w którym czytamy, że „zakazuje się utrudniania podróżnym korzystania z dworca przez osoby wywołujące powszechne poczucie dyskomfortu” (regulamin dostępny w biurze Dworca Poznań Główny lub/i w Centrum Bezpieczeństwa Dworców Kolejowych). Ten dość enigmatyczny zapis upoważnia pracowników ochrony do segregacji, której podstawą jest sensoryczne niedostosowanie (wygląd i zapach).


SOCJOLOGIA

Tyle że normę tę bardzo łatwo obejść poprzez zakup biletu. Posiadanie go zmienia automatycznie położenie człowieka. I tak od kilku miesięcy nieformalni mieszkańcy dworca codziennie wieczorem kupują najtańszy z biletów (do rzeczonego Kiekrza: 5,30 zł), który rano można zwrócić z kilkunastoprocentową stratą. Ów zabieg nie zawsze jednak upoważnia ich do przespania nocy na dworcu. Oko Wielkiego Brata jest w ciągłej gotowości. Na podłodze przyklejono napis: „Prosi się, aby nie wykorzystywać dworca w celach noclegowych”. Wszyscy więc tylko drzemią. Sen grozi wyrzuceniem z poczekalni, co dla niektórych równoznaczne jest z całonocną, bezcelową jazdą autobusem, która pozwoli im „spokojnie” przespać noc. Ale nie każdego wpuszczą do autobusu. Kamer może i mniej, ale kierowca blisko. Pogląd Moniki Oliwy-Ciesielskiej, która twierdziła, że poprzez dbanie o higienę osobistą bezdomni próbują zanegować swoją sytuację (Oliwa-Ciesielska, Piętno nieprzystosowania...), okazuje się kompletnie nieaktualny. „– Są, są – pokazuje na grupkę ludzi z walizkami i torbami podróżnymi [ochroniarka – M.C.]. Większość w czystych, czasem nowych ubraniach. – Na pewno to bezdomni? – dopytuję [pyta dziennikarka – M.C.]. Ale młoda ochroniarka nie da się oszukać. – Niech się pani przyjrzy. Oni zawsze mają brudne ręce i buty – mówi” (Sałwacka, Bezdomni na nowym dworcu...). Strażniczka momentalnie demistyfikuje kloszardów, gdyż „w nowoczesnym procesie potwierdzania winy i tożsamości ciało nieświadomie zdradza samo siebie, oddając swoje nienaruszalne i uprzednio sklasyfikowane aspekty indywidualności (…) w ręce tych, którzy mają władzę” (Gunning, Ciało schwytane na gorącym...). Przykład Poznania jest jednym z wielu na turystycznej mapie Polski. Bartłomiej Sarna, rzecznik prasowy PKP SA, wypowiedział bezdomnym wojnę i słowa dotrzymał. Nowy Regulamin Korzystania z Budynków Dworców Kolejowych zabrania „zakłócania krzykiem, odrażającym wyglądem i wonią lub innym wybrykiem, porządku publicznego lub spokoju i dóbr osobistych osób uprawnionych do korzystania z dworca” (źródło 8.). O wizualnym niedostosowaniu mają decydować specjalnie przeszkolone do tego firmy ochroniarskie (edukowane zapewne w zakresie estetyki). Problem,

jaki wywołuje postać kloszarda, wydaje się trudny do uchwycenia. Z jednej strony można powiedzieć, że to właśnie jego wygląd budzi najwięcej emocji i jest podstawą społecznego buntu. Z drugiej strony poprzez niespełnienie wymogów estetycznych kloszard nie tylko nie ma wstępu do pewnych miejsc, ale przede wszystkim nie sięga tam jego wzrok. Wciąż są miejsca, w których płaci się wysoką cenę za nieobecność biedy (np. strzeżone osiedla). Paradoksalnie, ażeby uniknąć w nich obecności wykluczenia, trzeba wykluczać. Monitorować, nadzorować i karać za nieprzestrzeganie reguł arbitralnie wyznaczonych przez arbitralnie wybrane władze. Te z kolei mają nie tylko kontrolę nad zajmowanym przez siebie miejscem, ale także wpływ na eksponowanie swojego wizerunku w tym wymiarze. Dramat bezdomnego polega więc przede wszystkim na sposobie jego recepcji. Nie chodzi o to, by był on niewidzialny. Wręcz przeciwnie. Chodzi o bycie widzianym w określony sposób. Tymczasem publiczność, przed którą bezdomni realizują swoje bycie, ma im do zaoferowania tylko jedną krzywdzącą alternatywę – ignorancję lub bunt. Nicholas Mirzoeff, analizując kwestię wizualności w kontekście postkolonialnym, zwracał uwagę, że jest ona artykulacją żądania władzy (Mirzoeff, Prawo do patrzenia), która wytwarza „wizualne rozlokowanie ciał i ćwiczenie umysłów, uporządkowane tak, by utrzymać zarówno fizyczny rozdział rządzących od rządzonych, jak i umysłowe podporządkowanie się temu ustrojowi” (tamże). I tu dochodzimy do problemu uchodźców. Czy zarządzany i nadzorowany przez Brukselę proces lokowania migrantów w Europie nie jest współczesną analogią kolonializmu?  W końcu pozbawia się ich wpływu na własne losy i zdaje – podobnie jak w przeszłości – na łaskę kolonizatora. Głosy sprzeciwu wobec tej hipotezy byłyby zapewne takie, że to właśnie kraje rozwijające się próbują teraz kolonizować Europę, narzucając jej sposób funkcjonowania. Trudno jednak teraz, bez wiarygodnych danych i analiz, w atmosferze globalnych napięć dyskutować na ten temat. Problem lokowania uchodźców w krajach europejskich jest z gruntu polityczny i podporządkowany został dyskusji o walce z tzw. Państwem Islamskim. 

www.struna.edu.pl

81


82

SPOŁECZNE KONSTRUOWANIE WIZERUNKU UCHODŹCY

Rosie Holtom, czyli walka ze stereotypami Współczesne kampanie dotykające problemu bezdomności akcentują różnice pomiędzy przedstawianym środowiskiem a adresatem prezentowanych treści. To właśnie na tej polaryzacji bazować mają nasze postawy względem omawianej grupy. To dysproporcje w dostępie do społecznie pożądanych dóbr mają stanowić wyznacznik naszych jednostkowych działań wobec kloszardów i uchodźców, a także kształtować altruistyczne postawy (współczucie, empatia). W przypadku pomysłu Rosie Holtom, wolontariuszki w londyńskim schronisku, założenie było zupełnie inne. Celem zaprezentowanej sesji fotograficznej jej autorstwa była walka z krzywdzącymi jej zdaniem stereotypami dotyczącymi bezdomnych (źródło 9.). Autorka wykonała kilkanaście portretów swoich podopiecznych w oderwaniu od realiów ich codziennego funkcjonowania. Być może Rosie Holtom zgodziłaby się z tym, co napisał kiedyś Roland Barthes: „fotografia zmuszała mnie w ten sposób do bolesnej pracy. Szukając istoty jej tożsamości, szamotałem się pośród obrazów częściowo tylko prawdziwych, a więc całkowicie fałszywych” (Barthes, Światło obrazu...). Czarno-białe zdjęcia przedstawiają sylwetki osób w różnym wieku, o różnym kolorze skóry – czarnoskórych, Azjatów, muzułmanów, kobiet i mężczyzn; wspólnym mianownikiem ich tożsamości jest brak schronienia. Stygmat nie jest jednak dostępny percepcyjnie. Gdyby nie zamieszczone poniżej podpisy, można by sądzić, że jest to kolejna reklama włoskiego koncernu Benetton, który wykorzystuje w roli modeli zwykłych ludzi o różnym pochodzeniu etnicznym (źródło 10.). Co ważne, Holtom uchwyciła ponadlokalny problem bezdomności, co dziś, w dobie międzynarodowych konfliktów zbrojnych, ma kluczowe znaczenie. W przewrotny sposób autorka zwraca też naszą uwagę na to, jak piętnujemy ludzi. O ile bezdomność jest stanem faktycznym, za którym stoją realne warunki funkcjonowania, o tyle wygląd okazuje się sprawą znacznie bardziej skomplikowaną. Jak twierdzi John Dewey, „jeśli przyjmujemy od razu pierwszą lepszą nasuwającą się umysłowi myśl, to mamy wówczas myślenie bezkrytyczne, minimum zastanawiania się,

nr 1 (4) 2015

refleksji” (Dewey, Jak myślimy?). W pewien sposób przekaz Holtom w zestawieniu ze słowami amerykańskiego filozofa udowadnia nam, że bez względu na sytuację i tak jesteśmy zakładnikami błędnego widzenia. Dajemy się zwodzić, jak twierdzi fotografka, wizualnej oprawie (stąd konieczność zmiany optyki), z drugiej strony dokonywanie skrótów myślowych – jak punktuje autor – czyni nas ograniczonymi w odbiorze. Ale czy w gruncie rzeczy nie tego chciała pomysłodawczyni wystawy? Pobrzmiewa w tym przecież nadzieja, że w portretach uda się zobaczyć po prostu ludzi. Dokonać swoistej redukcji fenomenologicznej. Kłamstwo autorki jest kłamstwem w słusznej sprawie. Z filozoficznego punktu widzenia opiera się jednak na tym samym postulacie, który Holtom odrzuca, mianowicie by nie dać się zwieść pozorom. Zakończenie Proces konstruowania wizerunku uchodźcy, zwłaszcza w dobie powszechnych napięć i konfliktów zbrojnych, zapośredniczony jest przez lęki i niepokoje społeczne. Należy jednak pamiętać, że migranci przymusowi należą do szczególnej grupy dotkniętej deprywacjami w wielu dziedzinach życia, także w obszarze mieszkalnictwa. Literatura przedmiotu dotąd dość powściągliwie odnosiła się do społecznie konstruowanego wizerunku grup defaworyzowanych, m.in. kloszardów oraz uchodźców. Nauka, w której interesie leży przełamywanie krzywdzących stereotypów i neutralizacja odbioru środowisk marginalizowanych, musi teraz uwzględniać złożoność grup, które opisuje. Obecnie w zglobalizowanym świecie coraz częściej dochodzi do wzajemnego przenikania się wykluczeń, jak to się dzieje w przypadku uchodźców, którzy z definicji są bezdomni. Faktem pozostaje, że społeczny odbiór uchodźców oraz osób bezdomnych uruchamia wiele wątków, zarówno w warstwie estetycznej, jak i etycznej. Ciało, przestrzeń i przemoc (symboliczna) to tylko cześć z nich. Spór dotyczący tych wartości i ich nadrzędnej roli w konstruowaniu dalszych reprezentacji pozostaje jednak nadal nierozstrzygalny.


SOCJOLOGIA

Streszczenie

Summary

Artukuł powstał na podstawie rekonstrukcji literatury

This paper is based on the literature, although was en-

przedmiotu. Został wzbogacony o bezpośrednie obserwa-

riched by direct observation. The article presents the issue

cje autorki. W artykule przedstawiono zagadnienie kon-

of designing the image of homeless people, with a particu-

struowania wizerunku osoby bezdomnej, ze szczególnym

lar emphasis on refugees. The aim of the article was to show

uwzględnieniem uchodźcy. Celem artykułu było wyka-

the similarities in the social process of marking the repre-

zanie podobieństw w procesie społecznego naznaczania

sentatives of these groups. Nowadays, because of the Eu-

reprezentantów tych grup. Obecnie do dyskusji na temat

ropean migrant crisis refugees (by definition homeless) are

bezdomności za sprawą kryzysu migracyjnego w Europie

incorporated into this discussion. Nevertheless, it does not

włączeni zostaną także uchodźcy, z definicji bezdomni. Nie

change the fact that presence of poverty is not only socially

zmienia to jednak faktu, że obecność osób bezdomnych w

seen but also widely discussed. This dilemmatic attendance

przestrzeni publicznej jest nie tylko dostrzegalna, ale tak-

is a trigger for stigmatization. Particularly because of the

że szeroko dyskutowana. Ta problematyczna bliskość bywa

way homeless people look like is integrally related to the

częstym powodem nie tylko dla stygmatyzacji grup wyklu-

sense of their guilt and punishment they feel. Public space

czonych. Przez to też ich wygląd jest integralnie związany z

is the space they live in with no perspectives for needed pri-

przeżywanym przez nich poczuciem winy i kary. Przestrzeń

vacy. Practices, which may have included homeless people

publiczna nie daje bowiem szansy na upragnione odosob-

into society, proved insufficiency, which obliges us to take

nienie i intymność. Praktyki, które w założeniach miały in-

additional research effort to understand the issue better.

tegrować osoby bezdomne ze społeczeństwem, okazały się jednak niewystarczające, co zmusza badaczy do podejmowania dodatkowych wysiłków na rzecz zrozumienia zagadnienia wizualności osób bezdomnych.

www.struna.edu.pl

83


84

SPOŁECZNE KONSTRUOWANIE WIZERUNKU UCHODŹCY

Bibliografia • Barthes R., Światło obrazu. Uwagi o fotografii, Warszawa 2008. • Bauman Z., Globalizacja. I co z tego dla ludzki wynika, Warszawa 2000. • Boryś W., Słownik etymologiczny języka polskiego, Kraków 2005. • Browarczyk Ł., Obraz bezdomności w przekazie medialnym – szkic w : Browarczyk Ł. (red.), Forum. O bezdomności bez lęku, Gdańsk 2008. • Buczkowski A., Społeczne tworzenie ciała. Płeć kulturowa i płeć biologiczna, Kraków, 2005. • Burszta W.J. (red.), Ekran. Mit. Rzeczywistość, Warszawa 2003. • Declerck P., Rozbitkowie. Rzecz o paryskich kloszardach, Warszawa 2004.

• Dewey J., Jak myślimy?, Warszawa 1988. • Dębski M., Michalska A. (red.), Podręcznik Streetworkera Bezdomności, Gdańsk 2012. • Goffman E., Piętno. Rozważania o zranionej tożsamości, Gdańsk, 2005. • Gromkowska-Melosik A., Mniejszość muzułmańska w Szwecji między ekstremistycznym ekstremizmem a procesami reprodukcji ekonomicznej, Poznań 2013. • Gunning T., Ciało schwytane na gorącym uczynku: miasto, media i zbrodnia w: Kurz I., Kwiatkowska P., Zaremba Ł.(red.), Antropologia kultury wizualnej. Zagadnienia i wybór tekstów, Warszawa 2012. • Mirzoeff N., Prawo do patrzenia w: Kurz I., Kwiatkowska P., Zaremba Ł.(red.), Antropologia kultury wizualnej. Zagadnienia i wybór tekstów, Warszawa 2012. • Lech A., Świat społeczny bezdomnych i jego legitymizacje, Katowice 2007. • Oliwa-Ciesielska M., Piętno nieprzystosowania. Studium o wyizolowaniu społecznym bezdomnych, Poznań 2006. • Przymeński A., Bezdomność jako kwestia społeczna we współczesnej Polsce, Poznań 2001. • Rakowski T., Łowcy, zbieracze, praktycy niemocy. Etnografia człowieka zdegradowanego, Gdańsk 2012. • Ryabińska N., Wysieńska K., Bezdomność uchodźców w Polsce – wyniki badania pilotażowego, Warszawa 2010. • Sałwacka S., Bezdomni na nowym dworcu – nocleg za bilet do Kiekrza, „Gazeta Wyborcza”, 2014. • Sartre J.P., Byt i nicość, Kraków 2007. • Simmel G., Most i drzwi. Wybór esejów, Warszawa 2006. • Tokarska-Bakir J., Przedmowa w Goffman E., Piętno. Rozważania o zranionej tożsamości, Gdańsk, 2005. • Taylor Ch., The dynamics of social exlusion, USA, 1998. • Waśkiewicz A., Obcy z wyboru. Studium filozofii aspołecznej, Warszawa 2008.

nr 1 (4) 2015


SOCJOLOGIA

Źródła internetowe • źródło 1. http://www.czynajpierwmieszkanie.pl/pomoc-dla-ludzi-bezdomnych-w-polsce-i-uchodzcy/. • źródło 2. http://www.mazowieckie.pl/pl/urzad/polityka-spoleczna/uchodzcy/724,Definicja-uchodzcy-i-formy-ochronycudzoziemcow-w-Polsce.html. • źródło 3. http://www.polskatimes.pl/artykul/7486859,syryjczyk-mieszkajacy-w-polsce-rozumiem-polakow-ktorzy-nie-chcaprzyjmowac-uchodzcow-video,id,t.html. • źródło 4. „Gazeta Wyborcza”, 2 października 2015 r. • źródło 5. http://wiadomosci.onet.pl/swiat/w-osrodku-dla-uchodzcow-w-belgii-wykryto-gruzlice/xyctse. • źródło 6. http://wpolityce.pl/polityka/267332-wieden-postraszony-dyzenteria-imigranci-stloczeni-na-ferry-dusikahallenstadion-otoczeni-sanitarnym-kordonem. • źródło 7. http://www.se.pl/wiadomosci/polityka/kaczynski-o-uchodzcach-cholera-dezynteria-pasozyty_703198.html. • źródło 8. http://www.nadodrze.strefa.pl/teksty/przepis/regulamin_budynku.pdf. • źródło 9. http://www.theguardian.com/artanddesign/gallery/2013/dec/01/rosie-holtom-portraits-of-homeless-people. • źródło 10. http://www.annalesonline.uni.lodz.pl/archiwum/2006/2006_02_wieczorkowska_131_140.pdf. • http://www.rp.pl/artykul/376343_Miss_opusci_ulice_i_prace_dostanie.html. • http://www.sfora.pl/swiat/Belgowie-maja-Miss-Bezdomnych-a12528. • http://www.swiatobrazu.pl/bezdomni-w-innym-swietle-na-fotografiach-rosie-holtom-30702.html.

www.struna.edu.pl

85


86

Respondent na widelcu

Paweł Orzechowski

Globalna rzeczywistość sprawiła, że we współ- i swobodny (pogłębiony) z przygotowaną listą poszuczesnym świecie powstał nowy typ zbiorowości kiwanych informacji (Konecki, Studia z metodologii…, ludzi, określany często mianem społeczeństwa s. 170). Osobami, które udzielały odpowiedzi, byli wywiadu. Warto poznać mechanizmy, dzięki któ- studenci pierwszego roku studiów stacjonarnych lirym zrozumiemy, dlaczego reprezentanci tego cencjackich i inżynierskich uczący się na kierunkach społeczeństwa dzielą się odmiennymi opiniami technicznych i przyrodniczych w Szkole Głównej Gow zależności od kontekstu – oficjalnego lub pry- spodarstwa Wiejskiego w Warszawie. Temat wywiawatnego. du brzmiał: Studia a postrzeganie wybranych aspektów życia. Pytania zawarte w kwestionariuszu ankiety i W niniejszym artykule zostaną przedstawione pytania umieszczone na liście zagadnień do rozmowyniki badania, którego celem było ukazanie wpły- wy pogłębionej dotyczyły między innymi takich kwewu sytuacji formalnej i nieformalnej wywiadu na od- stii jak motywacja do podjęcia studiów czy specyfika powiedzi i zachowania respondentów. Poprzez sytu- życia studenckiego. Odpowiedzi respondentów zostały zebrane przy ację formalną rozumie się prowadzenie wywiadów w pełni zgodnych z przyjętymi przez Organizację Firm zastosowaniu powyższych dwóch metod wywiadu w Badania Opinii i Rynku procedurami i kryteriami po- formie kontaktu face to face z ankieterem – mężczystępowania, czyli ustalonym wcześniej porządkiem zną, pracownikiem jednego z warszawskich, komerzadawania pytań i udzielania odpowiedzi, sztywną cyjnych instytutów badawczych. Podstawą doboru informatorów do badania była formą interakcji pomiędzy ankieterem lub badaczem a osobą badaną. Sytuacja nieformalna stanowi jej próba celowa złożona ze studentów, którzy zgodzili przeciwieństwo, tzn. chodzi głównie o to, aby stwo- się poświęcić swój czas w przerwie zajęć albo po skońrzyć osobie badanej przyjazne, neutralne warunki, w czonych zajęciach na uczelni. Warto zaznaczyć, że w których czuje się swobodnie. To ona ma pierwszeń- przypadku tak skonstruowanej próby, jak wskazują stwo w regulowaniu czasu swojej wypowiedzi. Jest Chava Frankfort-Nachmias i David Nachmias, „szantylko ukierunkowana na pewną problematykę, która sa zakwalifikowania określonej osoby (…) zależy od subiektywnej oceny badacza” (Frankfort-Nachmias jest tematem prowadzonego badania. Do badania zostało wybranych 20 respondentów i Nachmias, Metody badawcze…, s. 199). Dlatego bra– 10 kobiet i 10 mężczyzn. Z każdą z tych osób zostały kuje warunków do podania prawdopodobieństwa przeprowadzone dwa rodzaje wywiadów – kwestio- wylosowania pytanego, a co za tym idzie, piszą dalej nariuszowy (standaryzowany lub ustrukturyzowany) autorzy, „nie można oszacowywać parametrów po-

nr 1 (4) 2015


BADANIA OPINII

pulacyjnych” (tamże). Zaprezentowane wyniki będą zatem odwoływały się tylko do konkretnej grupy osób objętych badaniem i raczej nie mogą być uogólnione na całą populację. Przy doborze respondentów oprócz takich zmiennych, jak: płeć, kierunek, forma i tryb studiów, zostało uwzględnione także miejsce zamieszkania badanych przed rozpoczęciem studiów. Ich liczebność pod tym względem jest zbliżona, z niewielką przewagą osób mieszkających w Warszawie lub miejscowościach podwarszawskich. Z pierwszymi 10 osobami został przeprowadzony najpierw wywiad kwestionariuszowy, następnie wywiad swobodny. W przypadku kolejnych 10 osób porządek był odwrotny [fig. 1.]. Całość próby po uwzględnieniu powyższych zmiennych (tj. płci i następowania po sobie dwóch typów wywiadu) wygląda następująco. Aby uzyskane wyniki z obu typów wywiadu mogły być ze sobą porównywane, należało zadbać o standaryzację niektórych warunków. Przede wszystkim każda rozmowa przebiegała w tym samym, cichym i spokojnym pomieszczeniu zlokalizowanym w jednym z budynków administracyjnych znajdujących się w kampusie uczelni. Inicjatorem kontaktu badawczego i osobą wprowadzającą w tematykę wywiadu był zawsze wspomniany wcześniej ankieter. Był on odpowiedzialny za ogólną atmosferę i samopoczucie respondentów w trakcie spotkania. Po zakończeniu pierwszej części rozmowy w identyczny sposób wprowadzał badanych w drugą część – występuje tu standaryzacja pod względem chociażby doboru słownictwa, zachowania i możliwych reakcji z jego strony. Wszystkie odpowiedzi były notowane i rejestrowane w takiej samej formie, obaj uczestnicy mieli zapewnioną taką samą przestrzeń wokół siebie, a także znaj-

dowali się nie w pozycji konfrontacyjnej (naprzeciw siebie), ale kooperacyjnej (w bliskiej odległości obok siebie). W przypadku długości trwania wywiadu wahała się ona od 23 do nawet 56 minut, w zależności od odpowiedzi udzielanych przez respondentów. Trzeba się również liczyć z tym, iż nie są to modelowe przykłady występowania sytuacji formalnej i nieformalnej wywiadu, przez co nie można sprawdzić w pełni ich wpływu na odpowiedzi osób badanych. Podczas analizy odpowiedzi (komunikatów werbalnych) i reakcji (sygnałów mowy ciała) respondentów uwzględnione zostanie oddziaływanie narzędzia badawczego oraz zmiennej społeczno-demograficznej, jaką jest płeć badanych. Mimo niedostatków (braku możliwości zbadania wpływu wszystkich czynników, takich jak obecność osób trzecich, społeczna przestrzeń interakcji) powinno zostać ukazane rozgraniczenie na to, co stanowi o formalnym lub nieformalnym charakterze sytuacji wywiadu. Propozycje odpowiedzi na postawione pytania, czyli hipotezy, które będą równorzędnie traktowane i sprawdzane w poszczególnych częściach analizy, brzmią następująco: a) sytuacja podczas wywiadu kwestionariuszowego charakteryzuje się kontekstem bardziej formalnym, zaś sytuacja wywiadu swobodnego charakteryzuje się w większym stopniu kontekstem nieformalnym; b) pierwszy typ sytuacji (wywiad kwestionariuszowy, wywiad swobodny) z większym prawdopodobieństwem przyczyni się do wytworzenia całościowego kontekstu formalnego, zaś drugi typ sytuacji (wywiad swobodny, wywiad kwestionariuszowy) – nieformalnego.

[fig. 1.] Struktura próby płeć/kolejność wywiadu

1) wywiad kwestionariuszowy; 2) wywiad swobodny

1) wywiad swobodny; 2) wywiad kwestionariuszowy

kobieta

5

5

10

mężczyzna

5

5

10

10

10

20

www.struna.edu.pl

87


88

RESPONDENT NA WIDELCU

W celu weryfikacji powyższych założeń posłużono się następującymi metodami ilościowej i jakościowej analizy zebranego materiału: 1) analizą porównawczą (Gibbs, Analizowanie danych jakościowych, s. 133-158) oraz 2) analizą konwersacyjną (Rapley, Analiza konwersacji, dyskursu…, s. 133-156). Powyższe rozróżnienie metod będzie stanowiło oś rozważań podjętych w niniejszym artykule. W pierwszej kolejności zostanie dokonane zestawienie odpowiedzi uzyskanych zarówno w wywiadzie kwestionariuszowym, jak i wywiadzie swobodnym. Następnie zostanie zwrócona uwaga na komunikaty werbalne oraz parajęzykowe (w literaturze występujące jako element mowy ciała) wysyłane przez uczestników zarówno w jednym, jak i drugim typie interakcji. Ilościowo-jakościowa analiza porównawcza odpowiedzi respondentów Pierwsza część analizy będzie bazowała na odpowiedziach respondentów na pytania postawione im zarówno w części standaryzowanej, jak i swobodnej wywiadu. Porównanie zebranych opinii, odnoszących się do tych samych zagadnień poruszonych w obu typach interakcji, będzie dotyczyło tylko niektórych kwestii. Zostały one wybrane nieprzypadkowo spośród wszystkich umieszczonych zarówno w kwestionariuszu, jak i na liście do przeprowadzenia rozmowy jakościowej. Stanowią rdzeń konstrukcji obu narzędzi badawczych i odwołują się przede wszystkim do tematu badania, pozostałe zaś są tylko wprowadzeniem lub pogłębieniem omawianych wątków – są sformułowane w całkowicie odmienny sposób i nie mogą być ze sobą porównywane. Z przygotowanych uprzednio szczegółowych transkrypcji 20 wywiadów zostały wybrane fragmenty wypowiedzi respondentów, które stanowią ilustrację analizowanych zagadnień. Fragmenty te zostały ze sobą zestawione w formie tabeli Opinie zebrane w jakościowej części wywiadu; aby mogły być porównywane z odpowiedziami mogącymi być łatwo zamienionymi na liczby, zostały zakodowane (nadano im etykiety słowne). Z dłuższych narracji wybrano kluczowe zwroty i sformułowania, którymi posługiwał się interlokutor. Przy-

nr 1 (4) 2015

kładowo zdanie: „Cały czas mam wrażenie, że jednak jeszcze mnie coś blokuje i wolałbym troszeczkę po prostu więcej wolności posmakować” (z wypowiedzi mężczyzny: (1) swobodny, (2) standaryzowany), zostało opatrzone kodem „brak wolności”. Następnie poszczególne kody zostały zgrupowane w szersze kategorie, odpowiadające stwierdzeniom użytym w kafeteriach do pytań z części kwestionariuszowej (przykładowo „brak wolności” zostało włączone do kategorii „mniejsza samodzielność”). Etykiety zostały uprzednio ułożone hierarchicznie, tworząc także nowe kategorie. Powtarzające się przypadki można było zsumować i na tej podstawie wyprowadzić dalsze wnioski. Konkluzje będą formułowane na podstawie rozkładu częstości wystąpień poszczególnych kategorii wypowiedzi. Dominowało będzie zatem ilościowe ujęcie danych w postaci tabel. Niemniej wnioski płynące z tej części analizy będą miały raczej charakter jakościowy. Podczas omawiania wyników zostanie załączona informacja o tym, w ilu sytuacjach wystąpiły „niezgodności” i „zniekształcenia” odpowiedzi. Pod tymi terminami będą rozumiane wszelkie rozbieżności odpowiedzi udzielonych przez respondentów zarówno w części standaryzowanej, jak i swobodnej wywiadu. Przykładowo, jeżeli badany w jednym z pytań kwestionariuszowych opowiedział się za tym, że warszawiakom jest łatwiej wejść w relacje z innymi studentami, a osobom spoza stolicy trudniej, natomiast w rozmowie pogłębionej stwierdził, że różnice w nawiązywaniu kontaktów między studentami nie zależą od miejsca pochodzenia, to całość jego wypowiedzi była traktowana jako niezgodność. Rozbieżności opinii rozpatrzone zostaną także pod kątem wpływu płci ankietowanego oraz kolejności przeprowadzenia z nim wywiadu. Analiza porównawcza zastosowana w tej części artykułu ma za zadanie sprawdzić następujące hipotezy: H1: Bardziej szczere odpowiedzi powinno się uzyskać z większym prawdopodobieństwem w części pogłębionej niż w kwestionariuszowej wywiadu. H2: W sytuacji formalnej częściej powinno się uzyskać opinie oficjalne, konformistyczne i społecznie akceptowane, zaś w sytuacji nieformalnej opinie


BADANIA OPINII

prywatne i zgodne z faktycznym postrzeganiem danego wycinka rzeczywistości przez respondenta. H3: Więcej zniekształceń odpowiedzi powinno się otrzymać w sytuacji, gdy z badanym został przeprowadzony najpierw wywiad standaryzowany a następnie swobodny, oraz w większym stopniu niezgodności odpowiedzi powinny dotyczyć kobiet niż mężczyzn. Wyniki analizy porównawczej Z rozkładu częstości odpowiedzi respondentów udzielonych w wywiadzie kwestionariuszowym wynika, że podstawowym źródłem, z którego czerpali wiedzę na temat studiów i życia studenckiego, były opinie znajomych, którzy wcześniej studiowali. Tę kategorię wskazało ponad 75 proc. badanych (17). Równie ważny przy podejmowaniu decyzji o wyborze uczelni i kierunku był wpływ mediów (prasy, telewizji, internetu) – dla 15 osób (75 proc.). Nieco mniejsze znaczenie mieli członkowie rodziny, którzy wcześniej studiowali – wskazała na nich niewiele ponad połowa pytanych (11, czyli 55 proc.). Najmniej istotnymi źródłami byli nauczyciele i dni otwarte na uczelniach. Odpowiednio w siedmiu (35 proc.) i pięciu (25 proc.) przypadkach. Na kształtowanie się wyobrażeń na temat studiów i życia studenckiego respondentów

w ogóle nie oddziaływały opinie członków rodziny i znajomych, którzy wcześniej nie studiowali [fig. 2.]. Z powyższego zestawienia można wyprowadzić wniosek, że najbardziej cennym źródłem wiedzy przed rozpoczęciem edukacji na uczelni były bezpośrednie opinie usłyszane od zaufanych osób (w głównej mierze od znajomych, ale też od członków rodziny, którzy wcześniej studiowali). Uwagę zwraca również wysoki wskaźnik wpływu mediów na kształtowanie się wyobrażeń dotyczących życia akademickiego. Inaczej natomiast rozkładają się wypowiedzi interlokutorów uzyskane w części swobodnej wywiadu. O ile również głównie wskazywanym źródłem informacji są opinie znajomych, którzy wcześniej studiowali – dla 16 (80 proc.) badanych, o tyle na drugim miejscu znajduje się rodzina, która studiowała – w 13 (65 proc.) przypadkach – a nie media. Prasa, telewizja i internet w tej sytuacji znalazły się na trzecim miejscu – wymieniło to źródło już tylko 12 (60 proc.) pytanych, a nie 75 proc., jak to miało miejsce w poprzedniej części. Różnice dotyczą także kierowania się opiniami bardziej pośrednimi – pochodzącymi od nauczycieli i z dni otwartych organizowanych na uczelniach. Przy tej formie wywiadu kolejność wskazań jest odwrotna – większe znaczenie mają spotkania z przedstawicielami szkół wyższych (dla 25 proc. interlokutorów) niż informacje otrzymane

[fig. 2.] Z jakich źródeł czerpałeś/aś informacje/ wiedzę o życiu studentów i o studiach przed rozpoczęciem edukacji na uczelni wyższej? (pytanie z kwestionariusza) kolejność przeprowadzenia wywiadu

1) standaryzowany; 2) swobodny

1) swobodny; 2) standaryzowany

%

5

17

85 %

5

4

15

75 %

5

2

2

11

55 %

1

3

2

1

7

35 %

z dni otwartych na uczelniach

1

2

1

1

5

25 %

10

19

13

13

55

płeć

M

K

M

K

od znajomych, którzy studiowali

5

4

3

media (prasa, telewizja, internet)

1

5

od członków rodziny, którzy studiowali

2

od nauczycieli

www.struna.edu.pl

89


90

RESPONDENT NA WIDELCU

lub na odwrót) – rozbieżności rozkładają się po połowie (u siedmiu osób, z którymi najpierw została przeprowadzona ankieta, a następnie rozmowa, i w odpowiedziach uzyskanych w odwrotnym porządku wywiadów również u siedmiu osób). Zniekształcenia odpowiedzi w nieco większym stopniu były charakterystyczne dla kobiet (8) niż dla mężczyzn (6), i to najczęściej wtedy, gdy przeprowadzona została z nimi najpierw część kwestionariuszowa, a następnie swobodna. Dość duże rozbieżności w odpowiedziach osób badanych pomiędzy jednym a drugim typem wywiadu występują także w pytaniu o stopień, w jakim zmieniło się ich wyobrażenie o nauce i o studiach. W części kwestionariuszowej mogli wybrać, czy wyobrażenie to zmieniło się w bardzo dużym, dużym, małym, bardzo małym stopniu, czy w ogóle się nie zmieniło. W nieustrukturyzowanej konwersacji natomiast mogli wypowiedzieć swój swobodny osąd i określić, jakie elementy wyobrażeń się zmieniły. Aby uzyskane odpowiedzi z dwóch typów wywiadu mogły być ze sobą porównane, dla jakościowych narracji został opracowany miernik na podstawie ilości wskazywania przez interlokutorów tego, co i jak się zmieniło w postrzeganiu przez nich studiów. Jeżeli badany wskazywał na cztery elementy, równoznaczne było to z zakwalifikowaniem jego opinii jako tej, która różnicowała to, co myślał przed rozpoczęciem edu-

od pedagogów (dla 20 proc. badanych) [fig. 3.]. Niemniej nie jest to już rozbieżność tak doniosła jak przy wskazywaniu źródeł bezpośrednich. Podobnie jak w przypadku ankiety również w rozmowie pogłębionej można zauważyć, że całkowicie nie oddziaływuje na postrzeganie wyższych studiów wiedza nieznana z doświadczenia, pochodząca od członków rodziny i od znajomych, którzy wcześniej nie studiowali. Na podstawie wyników uzyskanych w tej części badania można stwierdzić, że opinie podawane w sposób zapośredniczony (chociażby przez odbiorniki telewizyjne) i serwowane przez media nie są tak istotne jak informacje uzyskiwane z pierwszej ręki od osób, do których badani mają największe zaufanie. Istotny jest także fakt, że najmniejszą rolę w kształtowaniu wyobrażeń uczniów na temat studiów i życia studenckiego odgrywają jednak nauczyciele. Zestawiając ze sobą opinie z obydwu typów wywiadu, można powiedzieć, że różnice odpowiedzi pomiędzy kwestionariuszem a swobodną rozmową występują aż w 14 przypadkach (u 70 proc. osób badanych) (za odpowiedzi odbiegające od siebie zostały uznane również takie, w których chociaż jedno wskazane bądź niewskazane źródło występowało w części kwestionariuszowej, a nie występowało w swobodnej formie wywiadu i na odwrót). Nie ma znaczenia w tej sytuacji kolejność wejścia w interakcję (czy najpierw odbyła się standaryzowana, a później pogłębiona

[fig. 3.] Skąd czerpałeś/aś wiedzę na temat studiów i życia studenckiego zanim zostałeś/aś studentem/studentką? (pytanie z listy do wywiadu swobodnego) kolejność przeprowadzenia wywiadu

1) standaryzowany; 2) swobodny

1) swobodny; 2) standaryzowany

%

4

16

80 %

3

4

13

65 %

3

4

4

12

60 %

0

2

3

0

5

25 %

od nauczycieli

0

2

2

0

4

20 %

8

15

15

12

50

płeć

M

K

M

K

od znajomych, którzy studiowali

4

5

3

od członków rodziny, którzy studiowali

3

3

media (prasa, telewizja, internet)

1

z dni otwartych na uczelniach

nr 1 (4) 2015


BADANIA OPINII

kacji na uczelni, w porównaniu do sytuacji obecnej w bardzo dużym stopniu. Analogicznie trzy – w dużym stopniu, dwa – w małym stopniu, jeden – w bardzo małym stopniu, zaś zero, gdy w ogóle się nie zmieniło. Na tej podstawie można dostrzec zniekształcenia wypowiedzi w 16 przypadkach (80 proc.). Przykładowo, jeżeli respondent w wywiadzie standaryzowanym odpowiedział, że jego wyobrażenia niewiele się zmieniły, to w rozmowie pogłębionej okazywało się, że tak naprawdę to, jak postrzegał naukę i studia przed przekroczeniem bramy SGGW oraz w chwili obecnej, jest ze sobą całkowicie zbieżne. Nieco częściej odpowiedzi pod tym względem były niezgodne, gdy najpierw została z badanymi przeprowadzona ankieta, a następnie rozmowa swobodna – w dziewięciu przypadkach, niż w odwrotnej kolejności – w siedmiu. Nie można dostrzec natomiast w tej sytuacji korelacji z płcią respondenta. Różnice w takim samym stopniu dotyczą wypowiedzi mężczyzn, jak i kobiet – po osiem. Ponadto w wywiadzie jakościowym uzyskano bogaty materiał, dość dobrze ilustrujący aspekty, jakich dotyczyły zmiany w wyobrażeniach i postrzeganiu wcześniejszym/późniejszym nauki i studiów. Badani przede wszystkim odwoływali się do różnic dotyczących: nauki, prowadzenia zajęć – 14 przypadków; poznawania nowych ludzi – 9 przypadków; rozwoju i większych/mniejszych możliwości – 8 przypadków; postrzegania imprez – 6 przypadków; innych – 1 przypadek. Podsumowując natomiast wyniki uzyskane w pięciu pytaniach dotyczących porównania osób pochodzących z Warszawy i spoza niej, można dojść do całkowicie odmiennych wniosków, wynikających zarówno z części standaryzowanej, jak i swobodnej wywiadu. Chciano poznać opinie na temat nawiązywania kontaktów, radzenia sobie z codziennymi problemami, wychodzenia poza zamknięte grono znajomych, obdarzania innych ludzi zaufaniem i gardzenia sobą nawzajem. Na uwagę zasługuje to, że wiele rozbieżności występuje w obrębie odpowiedzi otrzymanych w ankiecie. Nie można na ich podstawie jednoznacznie określić postrzegania studentów, chociażby w kwestii, iż warszawiacy lepiej radzą sobie z codziennymi problemami, a mieszkający poza

stolicą gorzej. W niektórych sytuacjach opinie respondentów wzajemnie się znoszą. Pojawia się zatem pytanie, dlaczego badani odpowiadali w taki, a nie inny sposób. Przede wszystkim mogli oni czuć pewnego rodzaju presję, aby opowiedzieć się jednoznacznie – świadczy o tym między innymi niski wskaźnik wyboru opcji środkowej („ani się zgadzam, ani się nie zgadzam”). Prawdopodobnie nie chcieli ujawnić przed ankieterem tego, że nie mają wyrobionego zdania w danej kwestii, i poprosili go o zaznaczenie kategorii będącej najbardziej zbliżoną do chwilowego poglądu, który jednak nie był utrwalony. Mógł także zadziałać w tej sytuacji efekt kontrastu, czyli badani po usłyszeniu kafeterii dotyczącej warszawiaków mieli już pewne wyobrażenia na temat tego, co może ich czekać w dalszej części ankiety. Niemniej pytania dotyczące mieszkańców stolicy i osób pochodzących z prowincji potraktowali rozłącznie. Warto też dodać, że studenci mieli zazwyczaj bardziej wyrazistą opinię przy pytaniach dotyczących ludzi spoza Warszawy. W kontekście nieformalnym natomiast, gdy rozmówcy mogli się poczuć bardziej swobodnie, z ich stwierdzeń wynikało głównie, że nie istnieje korelacja pomiędzy zachodzeniem zjawisk (np. obdarzaniem innych ludzi zaufaniem) a pochodzeniem danej jednostki. Co najwyżej różnice we wzajemnym odnoszeniu się do siebie można tłumaczyć poprzez odmienne predyspozycje psychiczne każdego człowieka. Niektórzy interlokutorzy jednak wskazywali, że pochodzenie może mieć znaczenie. Przemawiali wtedy na „korzyść” lub „niekorzyść” warszawiaków lub osób wywodzących się spoza stolicy. Częściej tego typu wypowiedzi można było usłyszeć, gdy w pierwszej kolejności został przeprowadzony z badanymi wywiad standaryzowany, a później pogłębiony, niż w odwrotnej sytuacji. Problem ten dotyczy prawie wszystkich pytań z omawianej serii (oprócz różnic w nawiązywaniu kontaktów z innymi studentami). Interlokutorzy w większym stopniu posługiwali się wtedy stwierdzeniami zawartymi w kwestionariuszu oraz sugerowali się kierunkiem myślenia osoby układającej ankietę. Być może nie chcieli urazić pro-

www.struna.edu.pl

91


92

RESPONDENT NA WIDELCU

wadzącego interakcję ani robić mu przykrości, dlatego ulegli mechanizmom konformistycznym i udzielali odpowiedzi takich, jakie życzyłby sobie usłyszeć badacz, albo uznali, że wolno im mówić rzeczy niepoprawne. Gdy kolejność wywiadu była odwrotna, częściej można było się spotkać z opiniami odnoszącymi się do braku różnic, ewentualnie wpływu cech osobowości konkretnej jednostki. Z drugiej strony w wywiadzie kwestionariuszowym badani mogli bez szkody dla własnego wizerunku wybrać odpowiedź świadczącą o stereotypowym myśleniu, gdyż uwzględniono taką opcję. Z kolei w pogłębionej rozmowie interlokutorzy podawali opinie bardziej uładzone i wyważone. Być może respondenci udzielali szczerszych informacji w sytuacji formalnej, gdzie można było ich ocenić na podstawie tego, co mówią, a nie tego, co napisał autor ankiety. Wnioski cząstkowe Na podstawie wszystkich uzyskanych odpowiedzi nie można w pełni potwierdzić hipotezy (1), iż opinie uzyskane w części swobodnej interakcji są bardziej szczere i w większym stopniu zbieżne z tym, co faktycznie myśli badany o danej kwestii. Można natomiast powiedzieć, że w rozmowie pogłębionej otrzymuje się więcej odpowiedzi (dłuższe narracje) i bardziej wyważone informacje. Świadczą o tym dłuższe narracje obecne w rozmowie pogłębionej, które bardziej trafnie oddają punkt widzenia interlokutora. Nie jest on zobligowany do opowiedzenia się za tym, czy zgadza się lub nie z pewnym stwierdzeniem, ale może szerzej ukazać, co myśli na określony temat. To niekoniecznie musi być zbieżne z tym, co osoba układająca ankietę uważała za istotne w badaniu. Stąd wynikają spore różnice w odpowiedziach udzielonych przez respondentów w obu częściach wywiadu. Zniekształcenia opinii występują we wszystkich pytaniach objętych analizą i dotyczą od 45 proc. do 100 proc. przypadków. Na podstawie otrzymanego zestawu danych empirycznych można potwierdzić za to drugą hipotezę, która ściśle wiąże się z pierwszą, wysuniętą we wstępie niniejszej części analiz (chociaż z pewnym

nr 1 (4) 2015

zastrzeżeniem). O ile w przypadku sytuacji formalnej z większym prawdopodobieństwem ma się do czynienia z opiniami oficjalnymi i społecznie akceptowanymi, o tyle w kontekście nieformalnym uzyskane informacje mają charakter bardziej prywatny (H2). Powyższa analiza to udowodniła, chociażby w przypadku pytania o zadowolenie z kierunku studiów. Oprócz tego bardziej „swoje” niż „cudze” opinie można było usłyszeć wtedy, gdy z badanymi najpierw przeprowadzony został wywiad swobodny, a następnie kwestionariuszowy. Sformułowania zawarte w ankiecie mimowolnie narzucały interlokutorowi ramy myślenia – posługiwał się częściej pojęciami w niej występującymi, gdy toczyła się konwersacja. Wyjątek mogą stanowić odpowiedzi na pytania dotyczące postrzegania zachowań (różnic występujących pomiędzy warszawiakami i osobami spoza stolicy w takich kwestiach, jak: nawiązywanie kontaktów z innymi studentami, gardzenie sobą nawzajem czy wychodzenie poza zamknięte grono znajomych). Z opinii zebranych w części kwestionariuszowej wynika, że respondenci częściej wskazywali na to, że występują różnice w postrzeganiu zachowań obu grup studentów, natomiast w części konwersacyjnej kładli nacisk głównie na to, że pochodzenie nie ma wpływu, tylko raczej osobowość konkretnego człowieka. Można przypuszczać, że w sytuacji nieformalnej częściej pojawiały się opinie „poprawne politycznie”, zaś w wywiadzie standaryzowanym były one bardziej prawdziwe. Ponadto nie należy wykluczyć, że w ankiecie badani posługiwali się stereotypami, gdyż w kafeterii wyraźnie dopuszczono taką możliwość. Podobnie jak przy pierwszym założeniu nie można w pełni zaakceptować hipotezy trzeciej (H3). Chociaż w ponad połowie przypadków w pytaniach zadanych wszystkim respondentom występują zniekształcenia odpowiedzi, w zależności od porządku przeprowadzenia wywiadu, jak i płci, to są one niemal nieistotne statystycznie. W przeciwieństwie do pierwotnych wnioskowań należy stwierdzić, że częściej można zaobserwować rozbieżności w sytuacji, gdy najpierw odbyła się część swobodna, a następnie kwestionariuszowa (przy pięciu pytaniach) niż na odwrót (przy dwóch pytaniach). Należy dodać, że re-


BADANIA OPINII

spondentowi było trudniej wskazać odpowiedź zgodną z jego przekonaniami, gdy w pierwszej kolejności miał możliwość wyczerpującego wypowiedzenia się na dany temat, a później musiał ograniczyć się tylko do wybrania jednej kategorii spośród wielu. Ze zbliżonym prawdopodobieństwem odchylenie od siebie opinii dotyczyło mężczyzn (przy czterech pytaniach, w pięciu przypadkach), jak i kobiet (przy trzech pytaniach, w sześciu przypadkach). Nie można zatem jednoznacznie potwierdzić w świetle tego badania, iż niezgodności odpowiedzi pojawiają się częściej u kobiet lub u mężczyzn. Jak się okazuje, w tej sytuacji prowadzący interakcję otrzymał więcej rozbieżnych opinii od mężczyzn (biorąc pod uwagę pytania zawarte w wywiadach). Z drugiej strony, patrząc pod kątem występowania rozbieżności, w odpowiedziach poszczególnych przypadków przeważają kobiety. Powyższe rezultaty nie mogą być jednak wiążące dla wyprowadzania wniosków na temat tego, czy płeć osób badanych ma wpływ na uzyskanie zniekształconych opinii. Tym samym nie można stwierdzić, czy przedstawiciele jednej albo drugiej płci w większym stopniu reagują na kontekst (zależny od typu interakcji i kolejności wywiadu). Czy tak faktycznie jest? Pokaże to kolejna analiza. Analiza konwersacyjna Na podstawie uzyskanych wyników w drugiej części analizy zostanie ukazane, jak wielkie znaczenie przy określeniu kontekstu formalnego i nieformalnego rozmowy mają poszczególne odpowiedzi i reakcje werbalne respondentów znajdujące się w obu typach wywiadu. Zdaniem Davida Silvermana (Interpretacja danych, s. 190) „analiza konwersacyjna podejmuje próbę opisania metod tworzenia uporządkowanej interakcji społecznej”. Zatem wszelkie detale występujące w wypowiedziach, takie jak: dłuższe/krótsze pauzy, akcentowanie słów, szybsze/wolniejsze tempo mówienia, wskazują na to, czy rozmowa ma naturalny, czy sztuczny przebieg oraz jak jej uczestnicy postrzegają i definiują kontekst sytuacyjny, w którym się znaleźli. Rozważania podjęte w tym miejscu nie będą odwoływały się do semantycznej funkcji języka, tylko

do tego, jak kształtują się „kolejki” (poprzez „kolejkę” w tym artykule będzie rozumiana każda pojedyncza wypowiedź respondenta/ankietera) (Rancew-Sikora, Analiza konwersacyjna…, s. 42) i sekwencje, które rozpoczyna ankieter, a kończy respondent. Dzięki temu można zrozumieć znaczenie konstruowania nie tylko potocznych rozmów w codziennym życiu, ale także interakcji bardziej formalnych, instytucjonalnych, do których należy także wywiad badawczy, bez zagłębiania się w analizę socjolingwistyczną (tamże, s. 27). Aby móc dokonać zbiorczych zestawień, niezbędne było wykorzystanie transkrypcji pochodzących z nagrań wywiadów. Przepisanie zarejestrowanych interakcji opierało się na uproszczonych zasadach opracowanych przez Gail Jefferson (Rapley, Analiza konwersacji, dyskursu…, s. 115-122). Dla jak najbardziej dokładnego odtworzenia przebiegu rozmów zastosowane i naniesione zostały symbole oznaczające poszczególne cechy para- i ekstralingwistyczne (związane z zaburzeniami płynności przekazu) (Knapp i Hall, Komunikacja niewerbalna w interakcjach…, s. 489) zawarte w wypowiedziach uczestników. Przy omawianiu wyników w pierwszej kolejności należy odwołać się do rozbieżności występujących w długości trwania wywiadów z respondentami. Uwzględniając to, czy najpierw przeprowadzona została z nimi część standaryzowana, a następnie swobodna, lub na odwrót, oraz to, czy interakcja miała miejsce z mężczyzną, czy z kobietą. Znajdzie się także omówienie zestawienia danych – czy podobne zależności czasowe występują zarówno w przypadku całościowego ujęcia wywiadu, jak i samych wypowiedzi rozmówców. Zbadana będzie ponadto reakcja respondentów na usłyszane pytania – jak długo trwała cisza albo wahanie, zanim badani udzielili odpowiedzi. W związku z powyższym dokonana zostanie charakterystyka właściwości językowych na przykładzie przeciągnięcia głosek. Do poruszanych zagadnień będą dodane przykłady w postaci cytatów wypowiedzi osób badanych. Po każdym fragmencie przytoczonych słów w nawiasie zostanie podana płeć autora (M/K – mężczyzna/kobieta, a także kolejność wejścia w interakcję: st-sw

www.struna.edu.pl

93


RESPONDENT NA WIDELCU

– najpierw standaryzowana, a następnie swobodna, i sw-st – pierwsza pogłębiona, zaś druga kwestionariuszowa). Ponadto przy wypowiedziach uczestników pojawią się dodatkowe symbole: „A” i „R” – odnoszące się odpowiednio do kolejki ankietera i respondenta, (01:00) – określające czas: minutę i sekundę rozpoczęcia oraz zakończenia kolejki rozmówcy. Uwypuklone zostaną cytaty odwołujące się do omawianych zagadnień. W tej części analizy postawione są następujące pytania: P1: Czy przeprowadzenie w pierwszej kolejności wywiadu kwestionariuszowego powoduje powstanie całościowego kontekstu formalnego, zaś w odwrotnej sytuacji nieformalnego? P2: Jaką rolę odgrywa płeć badanych? P3: Czy można potwierdzić przypuszczenie, że im sytuacja jest w większym stopniu sformalizowana, tym bardziej czas wypowiedzi się skraca, reakcje werbalne badanego są powściągliwe, a mowa staje się bardziej płynna? P4: Czy w sytuacji o charakterze nieformalnym ekspresja werbalna interlokutora jest bardziej „żywa” i naturalna niż w formalnej?

Wyniki analizy reakcji werbalnych uczestników Całościowy czas trwania wywiadu z osobami badanymi był średnio o 25 proc. dłuższy w przypadku, gdy najpierw została przeprowadzona część swobodna. Mniejsze różnice zachodzą natomiast w długości trwania rozmowy pomiędzy wywiadem standaryzowanym a pogłębionym (pomijając kolejność wejścia w interakcję). W pierwszym typie przedsięwzięcia (kwestionariuszowym) uśredniony czas wahał się od 35,8 proc. do 39,6 proc. całości rozmowy, zaś w drugim od 60,8 proc. do 64,2 proc. Zatem wywiad ustrukturyzowany u wszystkich respondentów trwał przez blisko jedną trzecią spotkania, a swobodny przez pozostałe dwie trzecie. Związane jest to z formą wypowiadania się i zakresem treści poruszanym w obu rozmowach. O ile na ogół ankieta przebiegała sprawnie na zasadzie „bodźca i reakcji”, o tyle w części pogłębionej interlokutor mógł pozwolić sobie na odbieganie od głównego tematu i poszerzenie odpowiedzi. Ponadto patrząc na rozkład długości trwania wywiadów, można stwierdzić, że najwięcej czasu zajęła rozmowa z mężczyznami w sytuacji, gdy najpierw została przeprowadzona część swobodna, a następnie standaryzowana. Naj-

[fig. 4.] Długość trwania wywiadu (uwzględniona płeć badanych i kolejność interakcji; czas w sekundach)

10000

8989

9000 8000

czas w sekundach

94

6644

7000

5560

6000

5867

4000

kobiety

4734

5000

3566

3998

3816

3000 2000 1000 0

czas wywiadu standaryzowanego

czas wywiadu swobodnego

kolejność: standaryzowany - swobodny

czas wywiadu standaryzowanego

czas wywiadu swobodnego

kolejność: swobodny - standaryzowany

typ i kolejność wywiadu

nr 1 (4) 2015

mężczyźni


BADANIA OPINII

krócej zaś też w przypadku osób tej samej płci, tylko przy odwrotnej kolejności wejścia z nimi w interakcję. Kobiety plasują się natomiast pośrodku, biorąc pod uwagę czas trwania, typ i porządek wywiadu. Wynika z tego przede wszystkim, że gdy część pogłębiona badania przeprowadzona jest wcześniej, z większym prawdopodobieństwem przyczyni się ona do powstania całościowego kontekstu nieformalnego. Natomiast różnice występujące pomiędzy oficjalnością i prywatnością bardziej uwidaczniają się w przypadku mężczyzn niż kobiet. Rozbieżności wśród respondentów i respondentek ujawniają się także przy uwzględnieniu najdłuższego i najkrótszego wywiadu, w zależności od tego, czy najpierw przeprowadzona została część standaryzowana, a następnie swobodna, czy na odwrót. W pierwszym przypadku największa polaryzacja pod względem czasu trwania rozmowy wystąpiła u kobiet (przedział: 22’58”, czyli 1378” – najkrótszy wywiad; 43’17”, czyli 2597” – najdłuższy wywiad). W drugim natomiast najmniej czasu zajęła interakcja w przypadku dwóch respondentek (po 31’52”, czyli 1912”), a najwięcej w przypadku mężczyzny (56’10”, czyli 3370”) [fig. 4.]. O wiele ważniejszym wskaźnikiem jest czas, uwzględniający tylko wypowiedzi interlokutora. Rozbieżności stają się jeszcze bardziej wyraźne i sięgają 36,8 proc. długości trwania wszystkich kolejek. W sytuacji gdy z badanymi został przeprowadzony najpierw wywiad swobodny, zajmował on więcej czasu niż w przypadku odwrotnym. Płeć także w większym stopniu różnicuje udział pytanych w poszczególnych

sekwencjach. O ile nadal pomiędzy kobietami przeciętny czas jest zbliżony, niezależnie od kolejności wejścia w formalny/nieformalny typ interakcji, o tyle wśród mężczyzn różnice te stają się jeszcze bardziej widoczne. Można zaobserwować, że zdecydowanie dłuższe (o połowę) wypowiedzi są charakterystyczne dla sytuacji, gdy z badanymi najpierw odbyła się część swobodna. Po zsumowaniu czasowego udziału każdego respondenta w wywiadzie wynika, że w najmniejszym stopniu zabierał głos mężczyzna – 9’05” (545”), zaś w największym kobieta – 23’41” (1421”) (kwestionariuszowy, pogłębiony). Przy odwrotnej kolejności wejścia w interakcję proporcje długości trwania wypowiedzi interlokutorów są inne – najkrócej mówiła kobieta (14’46”, czyli 886”), a najdłużej mężczyzna (37’18”, czyli 2238”) [fig. 5.]. Powyższe obserwacje potwierdzają obliczenia mające na celu poznanie czasu, jaki upłynął od momentu usłyszenia pytania do momentu udzielenia odpowiedzi. Opóźnione reakcje częściej występują w kwestionariuszowym typie wywiadu, niezależnie od kolejności wejścia w interakcję. W przypadku gdy najpierw została ze studentami przeprowadzona część swobodna, rozbieżności w czasie stały się najbardziej wyraźne, jeszcze zanim interlokutor zabrał głos. Średnio dwa razy dłużej zastanawiał się nad odpowiedzią w ankiecie niż w swobodnej rozmowie. Przy odwrotnej kolejności przeprowadzenia wywiadu różnice nie są już tak łatwo dostrzegalne. Najbardziej pewnie badani odpowiadali w części pogłębionej, gdy najpierw odbyła się z ich udziałem konwersacja, a

[fig. 5.] Długość trwania wywiadu [czas w sekundach / %] kolejność wywiadu typ wywiadu płeć badanych czas w sekundach / % wg płci czas w sekundach / % wg kolejności wywiadu

1) standaryzowany; 2) swobodny wywiad standaryzowany

1) swobodny; 2) standaryzowany

wywiad swobodny

wywiad standaryzowany

M

K

M

K

M

818 (20,95%)

1128 (23,75%)

3087 (79,05%)

3622 (76,25%)

1519 (19,13%)

1946 (22,48%)

6709 (77,52%)

www.struna.edu.pl

K

wywiad swobodny M

1195 6421 (20,84%) (80,87%)

2714 (19,85%)

K 4540 (79,16%)

10961 (80,15%)

95


RESPONDENT NA WIDELCU

następnie ankieta, natomiast chwile milczenia pojawiały się najczęściej przy tej samej kolejności wejścia w interakcję, z tym że w odpowiedziach na pytania kwestionariusza [fig. 6.]. To zjawisko daje wytłumaczyć się poprzez fakt, że zdecydowanie trudniej było interlokutorom udzielić ostatecznej odpowiedzi, gdy na początku umożliwiono im swobodę w wyrażaniu swoich myśli, a następnie poproszono ich o wybranie opcji zawartej w kafeterii. O ile w przypadku rozmowy bardziej zbliżonej do naturalnych warunków reakcje są natychmiastowe, o tyle gdy respondent jest postawiony w sytuacji nacechowanej większą sztucznością, częściej w jego wypowiedziach pojawiają się wahania i dłuższe zastanawianie się nad wyborem jednej z wielu narzuconych alternatyw. W tym miejscu należy przejść do omówienia właściwości ekstralingwistycznych związanych z werbalnymi komunikatami osób badanych. Za wskaźnik zaburzeń płynności wypowiadania się posłużą przeciągnięcia dźwięków. Najwięcej przedłużeń wymawianych głosek można dostrzec w wywiadzie swobodnym, niezależnie od kolejności wejścia w interakcję. Niemniej różnice w częstotliwości występowania tego typu zaburzeń ujawniają się zwłaszcza pomiędzy częścią kwestionariuszową a pogłębioną,

w sytuacji gdy najpierw z interlokutorami została przeprowadzona swobodna rozmowa, a następnie ankieta (czterokrotnie częściej). W większym stopniu rozbieżności te stają się widoczne u mężczyzn niż u kobiet – są oni bardziej wrażliwi na kontekst sytuacji. Im bardziej naturalny jest przebieg interakcji, tym częściej dają o sobie znać niedoskonałości językowe, zwłaszcza gdy badani konstruują rozbudowane narracje, a nie są zobligowani do podawania zwięzłych i jednoznacznych odpowiedzi. Przeciągnięcia głosek zdarzały się głównie wtedy, gdy respondent chciał zaakcentować dane słowo i zastanawiał się, co ma powiedzieć, lub zorientował się, że popełnił błąd. Starał się go naprawić, przypominając sobie bardziej stosowny ekwiwalent danego stwierdzenia. W niektórych sytuacjach tego typu zaburzenie było oznaką nerwowości i gubienia się we własnych myślach. Najczęściej przedłużenia dźwięków można zaobserwować przy spójnikach łączących kolejne zdania (przy: i, albo, ale, bo). Tego rodzaju defekty nie tylko występują na końcu danego słowa, ale także na początku lub w środku [fig. 7.]. Ich obecność świadczy o stopniu formalności/nieformalności rozmowy oraz poczuciu otwartości i nieskrępowania w wypowiadaniu się.

[fig. 6.] Czas reakcji respondentów od momentu usłyszenia pytania do momentu udzielenia odpowiedzi (uwzględniona płeć badanych i kolejność interakcji; czas w sekundach) 600

556

500

czas w sekundach

96

421 400

394

418 374

mężczyźni kobiety 268

300

245

212

200

100

0

czas wywiadu standaryzowanego

czas wywiadu swobodnego

kolejność: standaryzowany - swobodny

czas wywiadu standaryzowanego

kolejność: swobodny - standaryzowany

typ i kolejność wywiadu

nr 1 (4) 2015

czas wywiadu swobodnego


BADANIA OPINII

Wnioski cząstkowe Na podstawie uzyskanych wyników w tej części analizy można odpowiedzieć twierdząco na pierwsze pytanie, postawione we wstępie tego rozdziału (P1). Jak się okazuje, przeprowadzenie w pierwszej kolejności wywiadu standaryzowanego, a następnie pogłębionego powoduje powstanie całościowego kontekstu formalnego, zaś w sytuacji, gdy porządek wejścia z badanym w interakcję jest odwrócony – nieformalnego. Świadczy o tym chociażby czas trwania rozmów z respondentami czy pomiar ich reakcji (wahanie lub wchodzenie w słowo ankieterowi) od momentu usłyszenia pytania do momentu udzielenia odpowiedzi. Ponadto, biorąc pod uwagę refleksje poczynione nad występowaniem różnic w wybranych właściwościach wypowiedzi (przeciągnięcia głosek), można stwierdzić, że bardziej wrażliwi na zmianę kontekstu wywiadu są mężczyźni niż kobiety (P2). Zatem nie tylko rozróżnienie wywiadu pod względem stopnia jego standaryzacji ma duże znaczenie dla rzetelności i trafności uzyskanych odpowiedzi, ale równie istotna jest kolejność interakcji, w jaką wchodzi się z respondentem. W takim rozumieniu kontekstu (zależnym od kolejności przeprowadzenia wywiadu) można powiedzieć, że w sytuacji formalnej ma się rzeczywiście do czynienia z bardziej płynnym sposobem wypowiadania się osób badanych oraz większą powściągliwością w ujawnianiu przez nich zakłóceń para- i ekstralingwistycznych (P3). Ponadto w kontekście formalnym czas wypowiedzi respondentów był krótszy niż w prywatnym. Niemniej zaobserwowano wzrost liczby sekwencji, zwłaszcza w części swobodnej wywiadu.

Z kolei w rozmowach odbywających się w kontekście nieformalnym można dostrzec większą ekspresję werbalną interlokutorów (P4). Ich wypowiedzi były bardziej urozmaicone i bogatsze pod względem stylu i używania środków językowych, a sposób zachowania cechowała naturalność. Zarówno w części swobodnej, jak i standaryzowanej wywiadu kolejki osób badanych były dłuższe. W kwestionariuszu respondenci nie ograniczali się już tylko do stwierdzeń typu: „tak”, „nie”, „zdecydowanie się zgadzam” – wielokrotnie podawali także uzasadnienia, dlaczego postrzegają konkretne zjawisko tak, a nie inaczej (przykładowo na podstawie własnych doświadczeń). W pogłębionej konwersacji natomiast ich narracje były najbardziej rozbudowane oraz miały tendencję do odbiegania od głównego tematu spotkania. Występowało w nich więcej potocznych określeń – interlokutor mówił to, co przychodziło mu jako pierwsze na myśl oraz nie zastanawiał się nad tym, jak jego punkt widzenia zostanie odebrany przez ankietera. Dzięki obecności licznych zaburzeń i niedociągnięć językowych wywiad w kontekście nieformalnym był bardziej „żywy” i w większym stopniu przypominał koleżeńską pogawędkę niż sztywną i „urzędową” rozmowę, w trakcie której należy obsłużyć petenta zwracającego się o załatwienie pilnej sprawy. Podsumowanie Konkluzja niniejszego artykułu jest taka, że wpływ standaryzacji warunków wywiadu jest istotny dla otrzymywanych odpowiedzi, jednak kolejność wejścia w interakcję ma także ogromne znaczenie. Forma wywiadu, która została przeprowadzona jako

[fig. 7.] Fragmenty wypowiedzi respondentów, w których zostały zaznaczone przeciągnięcia głosek/dźwięków. (14:50) R: To głównie:: ((emfaza)) bazowałam na opinii mojego brata, który jest starszy i studiował (.) na studiach humanistycznych i na studiach matematycznych, więc miałam jako takie rozeznanie (.) Na pewno:: opowiadali mi o tym (.) m:: jeszcze znajomi moi (.) ale:: (.) głównie chodziłam właśnie na= na dni otwarte (K, st-sw) (00:58) R: Byłem jeszcze na Politechnice na:: tych, na:: spotkaniach tych wszystkich szkół (…) (04:37) R: Yhym (.) Są ciekawe, niektóre przedmioty:: nie trafiają w mój (.) jakby to powiedzieć, w mój gust (.) ale:: ((naprawa))ten (.) Albo:: są ciekawe dużo ciekawych rzeczy się przez to dowiedziałem (M, sw-st)

www.struna.edu.pl

97


98

RESPONDENT NA WIDELCU

pierwsza, nadała rytm dalszemu przebiegowi spotkania (świadczą o tym komunikaty werbalne, którymi posługiwali się badani, i czas długości trwania przedsięwzięcia). Należy dodać, że wypowiedź często nie idzie w parze z tym, jak się mówi. Można zatem określić typy osób badanych pod względem zbieżności wysyłanych przez nie komunikatów w obu częściach wywiadu [fig. 8.]. Na szczególną uwagę zasługują respondenci, których odpowiedzi były w najmniejszym stopniu zniekształcone, za to pojawiły się największe niezgodności w sposobie mówienia (typ 1.), oraz badani, których odpowiedzi udzielone w obu typach wywiadu były ze sobą sprzeczne, ale werbalnie komunikowali szczerość (wypowiadali się spontanicznie, bez wahań i chwil zastanowienia) (typ 2.). O ile w pierwszym przypadku pytani nieświadomie prezentowali się w niekorzystnym świetle, ale ich opinie były na ogół wiarygodne, o tyle w drugim bardziej kontrolowali swoje reakcje. Natomiast to, co mówili w części kwestionariuszowej i pogłębionej, okazywało się rozbieżnością. Zatem w większym stopniu mogli świadomie zniekształcać swoje odpowiedzi. Oddzielną grupę stanowią interlokutorzy, których przekazy werbalne oraz udzielane przez nich opinie były całkowicie niespójne (typ 4.), a także ci, u których wysyłane informacje były ze sobą zbieżne (typ 3.). Można przypuszczać, że respondenci reprezentujący ostatnią z wymienionych grup byli najmniej wrażliwi

i najbardziej opierali się wpływom sytuacyjnym, zaś badani reprezentujący typ 4. w największym stopniu odczuwali zmianę kontekstu (z formalnego na nieformalny i na odwrót). Wnioski zaprezentowane w niniejszym artykule mogą mieć zastosowanie praktyczne. Przed przystąpieniem do badań trzeba przemyśleć, jaką metodę i technikę należy wykorzystać, aby uzyskać bardziej rzetelne opinie respondentów. Dobrym rozwiązaniem byłoby przeprowadzenie w pierwszej kolejności wywiadu swobodnego, chociażby w ramach pilotażu, aby poznać, które zjawiska dotyczące konkretnego tematu zdaniem pytanych są najważniejsze. Dopiero następnym krokiem powinno być skonstruowanie ankiety w celu bardziej dokładnego i rzetelnego zebrania materiału do dalszych analiz. Oprócz powyższych wskazań należy podjąć decyzję w zależności od tego, co chce się zbadać – czy lepszym rozwiązaniem jest ilościowy pomiar wskazań w kwestionariuszu, czy jakościowe i elastyczne rozumienie słów respondenta. Każdy badacz musi uwzględnić sytuację wywiadu oraz jej wpływ na samopoczucie ankietowanych, które wpływa na wartość udzielanych przez nich odpowiedzi. Jak zostało przedstawione w analizie porównawczej i konwersacyjnej, oddziaływanie narzędzia badawczego i cech społeczno-demograficznych (płci) badanych uczestniczących w interakcji ma ogromne znaczenie dla uzyskania rzetelnych danych.

[fig. 8.] Typologia respondentów ze względu na zbieżność wysyłanych komunikatów w części standaryzowanej i swobodnej typ respondenta

odpowiedzi

komunikaty werbalne

zbieżne (+)

rozbieżne (-)

1

nieświadomi rozbieżności

2

świadomi rozbieżności

rozbieżne (-)

zbieżne (+)

3

„odporni” na kontekst

zbieżne (+)

zbieżne (+)

4

„wrażliwi” na kontekst

rozbieżne (-)

rozbieżne (-)

nr 1 (4) 2015


BADANIA OPINII

Streszczenie

Summary

W niniejszym artykule zostały poruszone zagadnienia

This article analyzes the relationship between different

dotyczące wpływu czynników sytuacyjnych na odpowiedzi

situational factors on respondents’ answers and behaviors,

oraz zachowania werbalne i niewerbalne osób badanych.

both verbal and nonverbal. What is more, it raises an issue

Zwrócono w nim także uwagę na znaczenie kontekstu for-

of an interview, which is carried out in a formal as well as

malnego i nieformalnego wywiadu. W artykule o charak-

in informal context. The empirical article poses a question;

terze empirycznym podjęto próbę udzielenia odpowiedzi

whether a structured interview creates a formal situation,

na pytania: czy przeprowadzenie wywiadu kwestionariu-

whether an unstructured interview always leads to an infor-

szowego powoduje wytworzenie sytuacji formalnej, zaś

mal situation and finally, whether the sequence of conduct-

pogłębionego nieformalnej? Czy kolejność interakcji ma

ed interviews makes any difference. Furthermore, in order

istotne znaczenie? Oba przypuszczenia potwierdzono. W

to verify the hypothesis formulated in the methodological

celu sprawdzenia hipotez postawionych we wstępie meto-

introduction, conversation and comparison analyzes were

dologicznym zostały przeprowadzone analizy: porównaw-

performed. Respondent is in the central point of this paper

cza oraz konwersacyjna. W centrum rozważań znajduje się

as well as its reactions and attitudes in a different interview

respondent – jego zmieniające się reakcje i postawy, w za-

situation.

leżności od sytuacji wywiadu.

Bibliografia • Daniłowicz P. i inni, Podręcznik socjologicznych badań ankietowych. Ankieter w procesie badawczym, Warsza• • • • • • •

wa 1992. Frankfort-Nachmias Ch., Nachmias D., Metody badawcze w naukach społecznych, Poznań 2001. Gibbs G., Analizowanie danych jakościowych, Warszawa 2011. Knapp M.L., Hall J.A., Komunikacja niewerbalna w interakcjach międzyludzkich, Wrocław 1997. Konecki K., Studia z metodologii badań jakościowych. Teoria ugruntowana, Warszawa 2000. Rancew-Sikora D., Analiza konwersacyjna jako metoda badania codziennych rozmów, Warszawa 2007. Rapley T., Analiza konwersacji, dyskursu i dokumentów, Warszawa 2010. Silverman D., Interpretacja danych jakościowych. Metody analizy rozmowy, tekstu i narracji, Warszawa 2009.

www.struna.edu.pl

99


nr 1 (4) 2015


DODATEK SPECJALNY - najlepsze projekty naukowe studentów i doktorantów

wydawnictwa Funduszu Pomocy Studentom

ISSN 2299-3088

Nr 1 (4) 2015

www.struna.edu.pl

poglądy studentów i doktorantów na temat szkolnictwa wyższego oraz perspektyw zatrudnienia zebrane w czterech tomach

DOBRE STUDENCKIE PRAKTYKI Studenci i doktoranci o roli uczelni w przygotowaniu ich do podjęcia aktywności zawodowej

Warszawa 2012/2013

KODEKS, OPINIE, PRZYKLADY

Warszawa 2013/2014

dostępne w wersji papierowej oraz elektronicznej na:

rozmowa z Emanuelem Kulczyckim

www.konfrontacje.edu.pl Nr 1 (4) 2015

Naukowiec – zawód dla zdeterminowanych singli

Czy Harvard będzie biało-czerwony? Czy konkursy na uczelniach są ustawiane?

Dominika Rafalska

Żłobek ważniejszy od etatu na uczelni

Jak wydobyć informacje do pracy dyplomowej?

Diamenty szlifowane na zimno Grzegorz Blicharz, Ewa Górska, Katarzyna Jaromin-Gleń, Agata Agnieszka Konczal, Daniel Kontowski, Łukasz Mirocha, Mateusz Sobolewski, Anna Stroynowska-Czerwińska, Bartosz Wilk www.struna.edu.pl

• Tomasz Rudowski Jak rozwijano koncepcję rozwoju • Ewa Górska In vitro i biopolityka w krajach arabskich • • Agata Szepe Wioska zagubiona w niepamięci • Marta Czapnik Uchodźcy w naszych głowach • • Paweł Orzechowski Respondent na widelcu •

Struna nr 4  

Biuletyn Młodych Naukowców - StRuNa

Advertisement