StRuNa. Rocznik ruchu naukowego - nr 8

Page 1

Teraz mamy telewizję! Więcej informacji na Struna.TV

Fundacja

Rocznik ruchu naukowego

jako główny organizator wydarzenia

ISSN 2299-3088

3

Nr 3 (2019/2020)

www.polska.edu.pl

Konkurs StRuNa rozszerzony do 11 kategorii.

nad którym patronat objął

Przedstawiamy zwycięzców z roku 2019, oraz regulamin na rok 2020.

Wicepremier, Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego Jarosław Gowin

dziękuje partnerom Kongresu

Daniel Kontowski i Dara Melnyk: Nr 3 (2019/2020)

oraz patronom medialnym.

Wojna światów – humaniści kontra STEM Tomasz Lewiński, Piotr Pokorny, Maria Golińska-Wapińska Eksperci zwracają uwagę na rzadko analizowane aspekty reformy uczelni

Adriana S. Bartnik: Plagiat z premedytacją i plagiat mimo woli

Dominika Rafalska:

Kto nie dostrzega studentów zaburzonych psychicznie?

• Iwona Miedzińska o ubezpieczeniach ważnych dla studentów • Magdalena Miernik o samoobronie autorów • www.polska.edu.pl

Do zobaczenia za rok!

• Krzysztof Szewior o tym, że akredytacje służą również studentom • Dominika Rafalska o modzie na studia enologiczne • • Cezary Golędzinowski o postępowaniach dyscyplinarnych na uczelniach • • Radosław Rybkowski o stażach i praktykach • Judyta Cielecka-Piontek o uczeniu studentów odpowiedzialności • • Łukasz Wojdyga o zadaniach Narodowej Agencji Wymiany Akademickiej •


Rocznik ruchu naukowego

StRuNa. Rocznik ruchu naukowego ISSN 2299-3088 niezależne ogólnopolskie czasopismo informacyjne © Copyright by Fundacja „Fundusz Pomocy Studentom”, Warszawa 2012, 2019 © Copyright by Authors, Warszawa 2019 redakcja@struna.edu.pl www.facebook.com/StudenckiRuchNaukowyStRuNa

redakcja

wydanie nr 3 [2019/2020]

Robert Pawłowski (redaktor naczelny)

opracowanie graficzne: Antoni Marcin Frontczak

dr Dominika Rafalska (zast. redaktora naczelnego)

zdjęcia: Grzegorz Rutkowski (str. 66-69 i okładka),

dr Adriana S. Bartnik (zast. redaktora naczelnego)

Dominika Rafalska (str. 15-20), archiwum NAWA (str. 30),

Tomasz Lewiński (zast. redaktora naczelnego)

archiwa prywatne autorów (pozostałe).

Dariusz Bednarczyk

skład i druk: Apla Press

Maria Golińska-Wapińska dr Katarzyna Julia Kowalska

Numer współfinansowany ze środków

Alicja Kruszyńska

Minis­ter­stwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

Anna Książkowska Daniel Kontowski

konkurs StRuNa Pod patronatem redakcji czasopisma

Redakcja nie zwraca materiałów niezamó­wio­nych

odbywa się doroczny konkurs StRuNa

oraz zastrzega sobie prawo dokonywania zmian

w kategoriach: Projekt Roku, Wyprawa Roku,

i skrótów.

Konferencja Roku, Koło Naukowe Roku, Debiut Roku, Opiekun Naukowy Roku, StRuNa-Art, StRuNa-Human,

wydawca

StRuNa-Med, StRuNa-Science, StRuNa-Tech.

Fundacja „Fundusz Pomocy Studentom”

Formularze zgłoszeń konkursowych dostępne są

ul. Krakowskie Przedmieście 24/108

pod adresem: konkurs.struna.edu.pl.

00-927 Warszawa fundacja@pomocstudentom.pl

Telewizja Akademicka Struna.TV

www.polska.edu.pl

Zapraszamy na struna.tv, oraz na youtube.com – kanały:

http://www.facebook.com/FunduszPomocyStudentom

„Wzywam wsparcie!”, „Reflektor”, „SuperLiga Kół Naukowych”.


3 Spis treści

TRENDY

6

Koniec i początek humanistyki

PRAWA STUDENTA 44 Niewidzialni

Daniel Kontowski i Dara Melnyk o wspólnych problemach

Dominika Rafalska o sytuacji studentów

z zaburzeniami psychicznymi

humanistów na świecie

14 Ferment i urodzaj

49 Akredytacja w służbie studentom

Dominika Rafalska o modzie na studia enologiczne

CZAS REFORM

52 Odpowiedzialni i zdyscyplinowani

22 Dobry pomysł to nie wszystko

Krzysztof Szewior o tym, jak zadbać o jakość kształcenia

Cezary Golędzinowski o postępowaniach dyscyplinarnych

wobec studentów

Maria Golińska-Wapińska o szkołach doktorskich po reformie

57 Kto ubezpieczy studenta? Iwona Miedzińska o ważnych ubezpieczeniach

24 Wygrani i przegrani reform polskich uczelni

w czasie studiów

Piotr Pokorny o realnych konsekwencjach Konstytucji dla Nauki

62 Marazm nie ma przyszłości Radosław Rybkowski o stażach i praktykach studenckich

26 Nowa kolej, stare szyny

Tomasz Lewiński o kołach naukowych

w nowej sytuacji prawnej

KONKURS StRuNa

30 Sztuka cyrkulacji

66 Finał konkursu StRuNa 2019

Rozmowa Dominiki Rafalskiej z Łukaszem Wojdygą,

dyrektorem Narodowej Agencji Wymiany Akademickiej

69 Uczę studentów odpowiedzialności Rozmowa Dominiki Rafalskiej z Judytą Cielecką-Piontek,

PRAWA AUTORSKIE

zdobywczynią tytułu Opiekun Naukowy Roku 2019

w konkursie StRuNa 34 Plagiat z premedytacją i plagiat mimo woli Adriana S. Bartnik o nieznajomości prawa autorskiego

wśród studentów

38 Trzy pytania o prawa autorskie Magdalena Miernik o niuansach domeny publicznej 41 Autorze, broń się! Magdalena Miernik o metodach walki z naruszeniami praw autorskich

72 Regulamin konkursu StRuNa 2020


Teraz mamy telewizję! Więcej informacji na Struna.TV

Fundacja

Rocznik ruchu naukowego

jako główny organizator wydarzenia

ISSN 2299-3088

3

Nr 3 (2019/2020)

www.polska.edu.pl

Konkurs StRuNa rozszerzony do 11 kategorii.

nad którym patronat objął

Przedstawiamy zwycięzców z roku 2019, oraz regulamin na rok 2020.

Wicepremier, Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego Jarosław Gowin

dziękuje partnerom Kongresu

Daniel Kontowski i Dara Melnyk: Nr 3 (2019/2020)

oraz patronom medialnym.

Wojna światów – humaniści kontra STEM Tomasz Lewiński, Piotr Pokorny, Maria Golińska-Wapińska Eksperci zwracają uwagę na rzadko analizowane aspekty reformy uczelni

Adriana S. Bartnik: Plagiat z premedytacją i plagiat mimo woli

Dominika Rafalska:

Kto nie dostrzega studentów zaburzonych psychicznie?

• Iwona Miedzińska o ubezpieczeniach ważnych dla studentów • Magdalena Miernik o samoobronie autorów • www.polska.edu.pl

Do zobaczenia za rok!

• Krzysztof Szewior o tym, że akredytacje służą również studentom • Dominika Rafalska o modzie na studia enologiczne • • Cezary Golędzinowski o postępowaniach dyscyplinarnych na uczelniach • • Radosław Rybkowski o stażach i praktykach • Judyta Cielecka-Piontek o uczeniu studentów odpowiedzialności • • Łukasz Wojdyga o zadaniach Narodowej Agencji Wymiany Akademickiej •


trendy


6

Koniec i początek humanistyki

Daniel Kontowski, Dara Melnyk

Dyskusja o kryzysie i zaniku znaczenia nauk humanistycznych trwa w środowisku akademickim od lat. Błędne koło, w którym znaleźli się humaniści, można przerwać, tylko zrozumiawszy niebezpieczny powab tej retoryki, jej źródła i argumenty.

swoisty rytuał. Wydaje się jednak, że dominująca retoryka „końca wszystkiego” w humanistyce jest nie tylko błędna pod względem faktycznym i moralnym, ale przede wszystkim utrudnia wszelkie działania na rzecz politycznej i organizacyjnej zmiany. Narracja dominująca

Niższy względem innych dyscyplin status przyznają humanistyce akademicy, studenci, czy wreszcie urzędnicy decydujący o mechanizmach finansowania nauki i puli pozycji akademickich. Wszyscy zdają się cenić znacznie wyżej choćby dyscypliny STEM (Science, Technology, Engineering, Mathematics). Kryzys humanistyki postrzegany jest też jako symptom pogarszającej się sytuacji szkolnictwa wyższego. Zaskakującą popularność zyskała wydana w 1987 r. książka The Closing of American Mind Allana Blooma. Autor skrytykował w niej amerykańskie uniwersytety jako opanowane przez równość i relatywizm, pozbawione doskonałości i kompasu moralnego. Blooma można uznać za autora całego gatunku literatury popularnej, w którym (pogarszający się) stan humanistyki wyznacza pikującą trajektorię uniwersytetów w ogólności. Od trzech dekad jeremiady na temat zanikającej esencji szkolnictwa wyższego, bazujące w równym stopniu na danych i na przekonaniach, produkują regularnie emerytowani przedstawiciele władz uczelni, byli politycy, aktywni profesorowie czy zaangażowani dziennikarze. Narracje tego typu są w rzeczy samej kuszące. Nietrudno też zrozumieć, dlaczego tak wielu humanistów buduje mit kryzysu, a z narzekania czyni

nr 3 (2019/2020)

Kryzysowe narracje wywodzą się ze zbiorowej, międzynarodowej traumy dwudziestowiecznej humanistyki. W ciągu ostatniego półwiecza humaniści stracili prestiż na rzecz przedstawicieli dyscyplin STEM i z niejakim zaskoczeniem podjęli się refleksji nad stanem swojego ogródka na bardziej lub mniej dobrowolnym wygnaniu. Po 1945 r. amerykański model uniwersytetu badawczego zyskał światową hegemonię w sferze idei i realną przewagę w zakresie kapitału ludzkiego. Było to w dużej mierze spowodowane możliwością absorpcji licznych „uchodźców akademickich” z ogarniętej wojną Europy, którzy mogli liczyć na pensję, prestiż i rozgłos. Kadry humanistów dorastały w warunkach, które niektórzy do dzisiaj wspominają jako „złoty wiek”. Neogotyckie budynki o fasadach pokrytych bluszczem, popularne otwarte wykłady, nadkomplet kandydatów na studia, publiczne dotacje, wreszcie rozbudowane programy kształcenia ogólnego pozwalające humanistom odcisnąć piętno na wszystkich studentach, niezależnie od kierunku studiów. Najlepszym przykładem tych ostatnich może być kurs współczesnej cywilizacji na Columbia University, zapoczątkowany w latach 20. i w wielo-


trendy

krotnie zmienianej formie funkcjonujący do dziś. Do końca wojny konsensus wokół przedmiotów wiedzy ogólnej wymaganych dla każdego studenta zastąpił system distribution requirements w dominujących dyscyplinach akademickich. Ten złoty wiek dał humanistom fałszywe poczucie bezpieczeństwa, a nawyki wypracowane w tych warunkach szybko miały okazać się kontrproduktywne, bowiem amerykański uniwersytet badawczy już wkrótce miał wbić humanistyce nóż w plecy. W październiku 1957 r. Związek Radziecki wystrzelił satelitę Sputnik 1, co szybko stało się symbolem w amerykańskim dyskursie ekonomiczno-edukacyjnym. Realny lęk przed porażką w technologicznym wyścigu zimnej wojny zaowocował zmianą zasad fundowania różnych szczebli edukacji w USA i przesunięciami środków z badań i kształcenia w humanistyce na rzecz nauk ścisłych postrzeganych jako klucz do bezpieczeństwa narodowego, zasobności i innowacji. Bycie naukowcem (wynalazcą) stało się marzeniem dzieci. Inżynierowie zaczęli wybierać w ofertach pracy. W sferze wyobraźni humanistyka nie była w stanie konkurować z lądowaniem na Księżycu. Proporcje finansowania przesunęły się dalej w stronę nauk ścisłych. Coraz mniej studentów zaczęło wybierać studia humanistyczne. Profesorowie humaniści zaczęli zarabiać znacząco mniej w porównaniu ze swoimi kolegami fizykami, inżynierami czy nawet prawnikami. Przynajmniej od czasów, gdy Reagan był jeszcze gubernatorem Kalifornii (1967-1975), amerykańscy politycy przestali się wstydzić głosić tezy, że studiowanie historii sztuki czy gender studies to droga fanaberia, której nie powinny sponsorować środki publiczne. Także humanistyce w Związku Radzieckim wiał wiatr w oczy. Tutaj jednak do wyścigu zbrojeń dochodził opresyjny aparat państwa. Badanie tematów o znaczeniu politycznym (współczesnym czy historycznym) było albo niemożliwe, albo ryzykowne. Upadek komunizmu i transformacja w latach 90. przyniosły poprawę mniejszą, niż można by się było spodziewać. Nie pomogły parcelacja badań i kształcenia pomiędzy różne typy instytucji szkolnictwa wyższego, brak centralnej koordynacji mogącej wyrównać dekady zorganizowanego sceptycyzmu wobec humanistyki ani toksyczna tradycja zideologizowanego kształce-

nia i badań w tych dyscyplinach. Za trudnym dzisiaj do wyobrażenia poziomem realnej autonomii nie poszły niemal żadne pieniądze: uniwersytety przestrzeni postsowieckiej, szukając środków na głodowe wynagrodzenia, postawiły na transformacyjne zawody, takie jak prawnicy i ekonomiści. Utalentowani humaniści emigrowali, gdzie tylko można: niektórzy na zachodnie uniwersytety, większość do sektora prywatnego. Skutki widać do dzisiaj w metrykach wykładowców: są albo bardzo młodzi, albo bardzo starzy. Brakuje kadry w wieku średnim. Trudno się więc dziwić, że może z wyjątkiem European University in Saint Petersburg, Higher School of Economics czy Moscow School of Social and Economic Sciences in Russia dobrych profesorów i studentów humanistyki można dziś szukać raptem na kilku nowych rosyjskich uczelniach i kilku starych – tych co zawsze. W Wielkiej Brytanii trauma humanistów wiąże się z osobą Margaret Thatcher, której reformy edukacyjne z lat 80. oznaczały początek zaciskania pasa, co w gruncie rzeczy trwa do dziś. W badaniach finansowanie powiązano z „udokumentowanym wpływem” konkretnego projektu na wybrane obszary życia społecznego (zwłaszcza gospodarkę), koniecznie kwantyfikowalnych, najlepiej ekonomicznych. W sferze kształcenia studenci stali się konsumentami, z biegiem lat przejmując na siebie niemal cały koszt edukacji, gdyż redukcję centralnego finansowania powiązano z systemem wysokiego czesnego i trudnych do spłaty kredytów. Gdy szkolnictwo wyższe postrzega się jako inwestycję ekonomiczną, uczelnie zaczynają się prześcigać w udowadnianiu wysokiej stopy zwrotu. Rząd jako gwarant pożyczek próbuje pośrednio wpływać zarówno na wybory studentów (co studiować), jak i same opcje (dostępne kierunki studiów). W takich rozgrywkach humanistyka stoi niemal zawsze na przegranej pozycji, bo dlaczegóż by państwo miało wspierać badaczy średniowiecznej muzyki równie szczodrze i regularnie jak informatyków? W 2015 r. brytyjski rząd koalicyjny wyciągnął jedyny logiczny wniosek i wstrzymał bezpośrednie dotacje na studia licencjackie w humanistyce i naukach społecznych. Dyscypliny te muszą utrzymać się z czesnego lub badań. Logika studiów jako inwestycji, będąca rewersem kryzysu humanistyki, szybko rozprzestrzeniła się po

www.struna.edu.pl

7


8

StRuNa

świecie. W 2015 r. rząd Japonii, kraju borykającego się z wieloletnim kryzysem ekonomicznym, ogłosił nową strategię szkolnictwa wyższego, wedle której zadaniem państwowych uczelni jest głównie dostarczanie społeczeństwu bodźca ekonomicznego. Realizacja tego celu zakładała całkowite zamknięcie jednostek zajmujących się humanistyką i naukami społecznymi. I tak 26 z 60 uczelni prowadzących takie studia wyraziło zgodę, inne zaoferowały różnej skali cięcia liczby przyjmowanych na te kierunki studentów. Co ciekawe, już w trakcie drugiej wojny światowej Japonia i Korea Południowa zaciągały do wojska tylko studentów humanistyki i nauk społecznych, a w latach 60. planowano niemal identyczną redukcję. Reforma z 2015 r. ostatecznie nie weszła w życie na skutek protestów w Japonii i na świecie, ale humaniści dostali kolejny jasny komunikat na temat tego, jak postrzegają ich decydenci. W innych krajach Azji do dylematów natury ekonomicznej doszły jeszcze społeczno-polityczne. Druga największa gospodarka świata zupełnie otwarcie dyskutuje i wprowadza humanistykę i nauki społeczne „o chińskim charakterze”, zaprzęgając kształcenie w tych dyscyplinach do realizacji z góry określonych celów moralnych i ideologicznych. We wrześniu br. w Singapurze w prywatnym Yale-NUS College wybuchł skandal, gdy w ostatniej chwili szkoła odwołała zajęcia z zakresu dialogu i protestu. W raporcie przygotowanym przez byłego prezydenta Yale-NUS można było przeczytać, że nie jest to kwestia wolności akademickiej, zwyczajnie uczestnictwo w niektórych zajęciach kursu mogło zostać potraktowane jako nielegalny protest polityczny skutkujący deportacją studentów. Singapurski minister edukacji miesiąc później w publicznym przemówieniu odniósł się do sprawy i wyjaśnił, że wolność akademicka oczywiście tak, ale tylko w istniejących ramach prawnych, politycznych i kulturowych. Tam, gdzie wolności polityczne istnieją teoretycznie, humanistyka z konieczności zaczyna się poruszać w coraz ciaśniejszych ramach. Nie lepiej humanistyka radzi sobie na półkuli południowej. Wiosną 2019 r. prezydent Brazylii Jair Bolsonaro ogłosił plany przesunięcia całego finansowania dla filozofii i nauk społecznych na rzecz obszarów o bezpośrednim znaczeniu dla gospodarki

nr 3 (2019/2020)

narodowej, jak weterynaria czy inżynieria. Po latach strukturalnego osłabienia humanistyka Brazylii podlega bezpośrednim atakom. Przykłady te pokazują, że w skali świata część humanistyki i nauk społecznych jest postrzegana jako niebezpieczna. W końcu refleksja nad tym, jak powstają znaczenia i jak można obecny ich porządek zakwestionować, prowadzi bezpośrednio do pytania o to, co zrobić z istniejącym ładem społecznym. Studenci, którzy masowo protestowali w latach 60., byli największą kohortą w historii świata Zachodu, która przyszła na uczelnie studiować te właśnie dyscypliny. Przedstawiciele władz uczelni, sponsorzy, politycy nie mogli nie wyciągnąć wniosków z tamtych wydarzeń. Protesty były jednak bronią obosieczną. W 1968 r. studenci i uznani francuscy humaniści jak np. Jacques Derrida połączyli siły na rzecz reformy francuskiego szkolnictwa wyższego i nowej humanistyki. Efektem ich działań było z jednej strony zagwarantowanie wolności akademickiej i wpływu studentów na decyzje uczelni; z drugiej zaś podział paryskiego uniwersytetu na trzynaście części, każda o statusie samodzielnej uczelni. Humanistyka wypadła z łask także na skutek znacznie poważniejszych przemian społecznych. W Trzech kulturach Jerome Kagan łączy pogarszającą się zewnętrzną percepcję humanistyki z faktem, że przedstawiciele mniejszości lgną do humanistyki bardziej niż przedstawiciele grup dominujących. Innymi słowy, problemy humanistyki wynikają z jej feminizacji i „umniejszościowienia”, które (niestety!) obniżają jej status społeczny. Przedstawiciele grup defaworyzowanych wybierają humanistykę między innymi dlatego, że jest ona postrzegana jako pole akceptacji, a nie dominacji. Przewaga studentek nad studentami w dyscyplinach humanistycznych utrzymuje się do dzisiaj zarówno w USA, Wielkiej Brytanii, jak i całej przestrzeni postsowieckiej, co w warunkach nierównouprawnienia przekłada się na utratę elitarnego statusu humanistyki. Innowacje nie pozwalają uciec od tej logiki: gender studies są jeszcze bardziej sfeminizowane i pod nieustannym atakiem właściwie od samego początku tej dyscypliny. Do listy wrogów humanistyki Kagan zalicza rewolucję transportową, która umieściła dalekie podróże w zasięgu finansowym klasy średniej. Po cóż czytać


trendy

o Grecji, skoro można tam pojechać? Cyfryzacja treści pozwalająca na łatwiejszy dostęp m.in. do dzieł sztuki również przyczyniła się do erozji zainteresowania studiami w dyscyplinach takich jak historia sztuki. Przeniosła ona także wiele dyskusji z poziomu publicznych odczytów do bardziej demokratycznej wirtualnej przestrzeni. Dzieła dokończył, zdaniem Kagana, postmodernizm. Humanistyka podzieliła się na atakowanych i atakujących, jak Derrida i Foucault. Jeśli prawda jest tylko konstruktem, trudno o korpus wiedzy, źródło pewności i akademickie kwalifikacje. Ogólnikowość, relatywizm moralny, fiksacja na języku i ogólna frustracja zastąpiły narracje o prawdzie, dobru i pięknu – nietrudno zgadnąć, które mają większą rzeszę zwolenników. Bardziej przyziemne wyjaśnienie wreszcie byłoby takie, że studiowanie humanistyki rzadko wydawało się sensowne ludziom, którzy już humanistami nie są. Kontrowersyjna strukturalistyczna analiza wielkiego poematu czy też odważna reinterpretacja roli wielkiego malarza w historii sztuki mogą przyciągać bardzo wiele uwagi, ale tylko wewnątrz raczej niewielkiego grona badaczy. W przeszłości grona te uważano za wpływowe dzięki silnej mediacji pomiędzy akademią, państwem i opinią publiczną. Państwo wierzyło w znaczenie kanonu kulturowego, a więc tych, którzy kanon badają i ustanawiają. Opinia publiczna konsumowała treści produkowane przez dziennikarzy, krytyków, kuratorów i edukatorów, którzy ukończyli studia humanistyczne i kształcili się u akademików humanistów. Mediacja ta jest dzisiaj o wiele słabsza, zarówno na skutek zmniejszającego się popytu ze strony państwa i opinii publicznej, jak i przez zmiany wewnątrz samej humanistyki, która skupia się obecnie w większym stopniu na sferze, w której mediacja pomiędzy akademią, państwem i społeczeństwem jest o wiele trudniejsza. Narracja alternatywna Jak zwykle w tej dyscyplinie możliwa jest też interpretacja alternatywna, skupiająca się na odporności samej humanistyki. Pomimo cięć budżetowych z epistemologicznego punktu widzenia humanistyka nie przestała się rozwijać. Pojawiają się nowe pola badawcze i fuzje istniejących: humanistyka globalne-

go zdrowia, humanistyka środowiska, ekonomia kulturowa czy prehistoria gatunku ludzkiego. Powstają nowe jednostki naukowe, centra badawcze i konsorcja. Liczba jakościowych czasopism naukowych w tych dyscyplinach utrzymuje się na stałym poziomie. Być może otoczenie humanistyki nie jest aż tak wrogo nastawione, jak sugerują piewcy kryzysu. Akademia doświadcza szerszego przesunięcia akcentów, które w wypadku humanistyki można podsumować jako zamianę „bycia humanistą” na „myślenie jak humanista”. Od lat 60. nasiliły się głosy, że badania naukowe powinny stać się bardziej interdyscyplinarne, na przykład poprzez włączanie humanistów i ich perspektyw do multidyscyplinarnych projektów badawczych. Znaczące szkoły techniczne w USA (Olin College of Engineering, MIT), Europie (Aalborg University, Chalmers University of Technology) czy Azji (SUStech, SUTD) traktują studiowanie humanistyki jako obowiązkową, nieusuwalną część kształcenia przyszłych inżynierów. Edukacyjne start-upy, jak London Interdisciplinary School (pierwszy nabór w 2020 r.), porzucają dyscyplinarne podziały na rzecz „złożonych, realnych problemów świata”, na które można spojrzeć tylko z perspektyw wielu dyscyplin, a w każdej z nich zarówno badaczy, jak i praktyków. Paradoksalnie tego rodzaju zmiany dają humanistyce co prawda mniej miejsca, ale więcej znaczenia i wpływu, czyniąc z niej nośnik różnych sposobów myślenia: historycznego, filozoficznego, lingwistycznego itd. Rosnące znaczenie zrównoważonego rozwoju dla szkolnictwa wyższego na całym świecie wymaga stworzenia nowego światopoglądu i systemu wartości dla milionów ludzi: trudno sobie wyobrazić, jak można tego dokonać bez humanistyki i humanistów. Kolejnym istotnym trendem jest pączkowanie instytucji i programów liberal arts na całym świecie, stojące w jawnym kontraście do ich redukcji i likwidowania w USA. Obecnie możemy mówić o ponad 200 inicjatywach edukacyjnych, w przeważającej większości powstałych w ciągu ostatnich trzech dekad, z czego połowa w Europie, a większość pozostałych na terenie Azji i Bliskiego Wschodu. Tego rodzaju instytucje otwierają wszystkich studentów na humanistykę, uniemożliwiając ukończenie studiów bez przynajmniej częściowego uczestnictwa w kur-

www.struna.edu.pl

9


10

StRuNa

sach humanistycznych i współpracy z profesorami humanistami. Głoszenie upadku „wszystkiego” z pewnością ściąga uwagę, pomaga budować kariery w oparciu o powszechne przywiązanie do narzekania, jest wreszcie sposobem na zachowanie pogardliwego dystansu. Ale to odwrotna postawa utrzymuje humanistykę przy życiu: milczące przekonanie i ciężka, codzienna praca tysięcy humanistów kształcących dziesiątki tysięcy „zwykłych” absolwentów. Ci ostatni, zaryzykowalibyśmy twierdzenie, chętniej wspominają siłaczki niż Petroniuszów. To po stronie codziennej humanistyki rodzi się nowa nadzieja. Nie kto inny jak ekonomiści poświęcają ostatnio więcej uwagi „ogólnym umiejętnościom” jako elementowi kapitału ludzkiego o największym potencjale i stopie zwrotu w szybko zmieniającym się świecie i gospodarce doby automatyzacji i sztucznej inteligencji. Sukces w perspektywie całożyciowej mają zapewnić nie konkretne profesjonalne kompetencje, ale owo je-ne-sais-quoi bycia człowiekiem wykształconym, o giętkim umyśle, sprawnym języku, pędzie do samorozwoju czy zdolności adaptacji do nowych sytuacji. Jeśli diagnoza ta okaże się słuszna, dobrze prowadzona humanistyka jest co najmniej tak samo dobrym, jeśli nie lepszym przygotowaniem zawodowym niż dyscypliny STEM. To prawda, humanistyka otrzymuje jedynie małą część środków publicznych na szkolnictwo wyższe, ale też generuje wielokrotnie mniej kosztów niż badania w dyscyplinach ścisłych. Choć nie zdarza się to często, prywatni darczyńczy potrafią przekazywać na humanistykę wielkie sumy. W ciągu ostatnich lat filozofia na Johns Hopkins University otrzymała ok. 75 mln dol. (od inwestora Billa Millera, który napisał tam doktorat z filozofii właśnie), a University of Oxford – 150 mln funtów, które pozwolą utworzyć Steven A. Schwarzman Centre for the Humanities, nazwane na cześć hojnego inwestora darczyńcy. Ten ostatni przykład jest największym pojedynczym darem finansowym na rzecz Oksfordu od czasów renesansu. Humanistyka ma wreszcie wpływowych zwolenników z różnych sfer życia. Wśród jednostek to już nie tylko Steve Jobs, ale i Sabrina Little (słynna biegaczka ultramaratonów). Także organizacje takie jak Hu-

nr 3 (2019/2020)

manities Matter (Wielka Brytania) czy 4Humanities (USA), a na poziomie mediów branżowych zarówno Times Higher Education, jak i University World News w pośredni sposób bronią humanistyki przez swoją ogólną linię redakcyjną. Podziwiani humaniści stają się bohaterami hitów wielkiego ekranu, by wymienić tylko Roberta Langdona z Kodu da Vinci, Louise Banks z The Arrival czy nieśmiertelnego Indianę Jonesa. Wielkim sukcesem jest także gatunek literatury młodzieżowej tworzonej przez humanistów. Jak na dyscyplinę w kryzysie wizerunkowym humanistyka trzyma się zadziwiająco dobrze. Narracja upadku vs. narracja nadziei Jednostronne skupienie się na problemach i retoryka kryzysu zmieniły je w samospełniające się przepowiednie: humaniści tracą wiarę w siebie, niepokój paraliżuje ich mechanizmy obronne. Gdy poziom finansowania zaczął spadać, humaniści z jednej strony oburzali się na skutki tych decyzji, z drugiej zaś zaczęli poszukiwać wewnętrznych źródeł spadającego szacunku i wsparcia. Najlepszy sposób, by wpaść w kłopoty, to zazwyczaj szukać ich. Niedługo potem większość dyscyplin humanistycznych w ten czy inny sposób zderzyła się więc ze ścianą – czy to dekonstruując swoją dyscyplinarną naturę, czy to flirtując z metodologią dyscyplin STEM w złudnej nadziei na zostanie „prawdziwą nauką”. Historia zaczęła kwestionować możliwość dotarcia do prawdy; antropologia zwróciła się ku sobie, tworząc subdyscypliny (jedna z ostatnio wydanych książek postuluje i rozwija antropologię antropologii). Opinia publiczna, a tym samym studenci, zdecydowała się w tej sytuacji na wyjście po angielsku. Niektórzy humaniści wreszcie, z braku pewności siebie, zaczęli zabierać głos poza swoją strefą kompetencji. Stanley Fish twierdził na przykład w artykule Holocaust Denial and Academic Freedom (2001), że to właśnie wydarzyło się w przypadku procesu Deborah Lipstadt & Penguin Books vs. David Irving. W swojej książce Lipstadt nazwała Irvinga „neofaszystą”, na co ten odpowiedział pozwem przeciw niej i wydawcy. Ostatecznie Lipstadt proces wygrała z pomocą biegłych historyków, ale zdaniem Fisha jej (słuszny) argument byłby silniejszy, gdyby sama książka opierała


trendy

się na faktach historycznych, a nie markerach ideologicznych czy rozumowaniu metateoretycznym. Członkowie „plemion akademickich”, jak nazywają pracowników nauki badacze szkolnictwa wyższego Tony Becher i Paul Trowler, są najsilniejsi, gdy trzymają się swoich dyscyplin. Retoryka kryzysu przeciwnie – zachęca do poszukiwań stabilniejszego gruntu gdzie indziej. Sztuka celebruje melancholię przynajmniej od czasu romantyzmu. Humboldtowski model uniwersytetu napędzany był faustowskim duchem i do dziś zmaga się z nim, poszukując coraz to nowych źródeł cierpień. Współczesnemu humaniście wypada deklarować, że poszukiwanie sensu nie ma sensu. Jeśli tak, humanistyka wypadła z łask na własne życzenie. Ale gdy kryzys jest wyborem, jest nim też wyjście poza kryzys. Najwyższy czas, by humaniści przestali być swoimi największymi wrogami i zamiast tego nabrali

pewności siebie. Ich przemocowa relacja z retoryką kryzysu musi się skończyć, nawet jeśli będzie to oznaczać powstrzymanie pewnych potężnych impulsów właściwych sztuce. Narracja upadku i narracja nadziei mają przeciwny zwrot, ale ten sam kierunek: łączy je traktowanie humanistyki jako przedmiotu (nie podmiotu) w grze szkolnictwa wyższego. Nie musi tak być. Humanistyka jest wybitnie dobra w nadawaniu podmiotowości zarówno jednostkom, jak i grupom ludzi. Akademiccy humaniści powinni zbudować podmiotowość własnej społeczności zawodowej i zacząć wpływać już nie tylko na narrację, ale na realną pozycję tejże społeczności. Można mnożyć w nieskończoność rekomendacje dotyczące tego, jak robić rzeczy inaczej. Największym wyzwaniem dla humanistów pozostaje, by wreszcie zacząć to robić.

Daniel Kontowski i Dara Melnyk – autorzy tekstu powyżej oraz „Samouczka nowego humanisty” na kolejnych stronach.

www.struna.edu.pl

11


12

StRuNa

Samouczek nowego humanisty Siedem przykładowych zmian behawioralnych ku rozwadze członków plemion humanistycznych

1. Broń humanistyki na podstawie dowodów W 2017 r. Zoe Bulaitis, obecnie profesorka uniwersytetu w Manchesterze, opublikowała w „Nature” artykuł, w którym argumentowała: „Humaniści muszą być rozliczani i odpowiedzialni: przed sobą, przed społeczeństwem i przed tymi, którzy nie mogą mówić za siebie”. Humaniści mogą jednak, i powinni, angażować się w debatę o sposobie pojmowania odpowiedzialności. W Wielkiej Brytanii system oceny i finansowania badań naukowych opiera się na domyślnych założeniach wpływu ekonomicznego; alternatywne kryteria oceny mogą powstać jedynie wtedy, gdy humaniści przedstawią swoją propozycję tego, gdzie jest ich prawdziwa wartość i jak ją mierzyć. Konkretne propozycje zakotwiczone w danych mają dużo większą szansę na zmianę rzeczywistości społecznej niż argumenty ideologiczne („humanistyka uczy nas być człowiekiem”, „humanistyka broni naszych wartości”), nie mówiąc już o ofiarniczych („humanistyka została wydana na pastwę korporacji”). Finansowanie i inne formy wspierania humanistyki są zbyt ważne, by zostawić je przypadkowi czy dobrej woli; humaniści muszą wykazać się klarowną argumentacją popartą danymi, która wspiera ich stanowisko i buduje ich pozycję. 2. Konsoliduj Plemienne walki pomiędzy historykami i filozofami, mało tego, między historykami średniowiecza i nowożytności, nie powinny wychodzić poza mury akademii. Fragmentacja może mieć uzasadnienie w dyskursie akademickim, ale gdy staje się publiczną twarzą humanistyki, szkodzi wszystkim zaangażowanym. Konsolidacja jest pozycją siły, bez której bardzo trudno będzie domagać się znaczącego finansowania, krajowych reform podstaw programowych i kierunków studiów, tworzenia nowych konsorcjów itp. Co więcej, jeśli humanistyka chce twierdzić, że może przyczynić się do rozwiązywania wyzwań współczesne-

nr 2 (2018/2019)

go świata, musi znaleźć „język środka” pomiędzy sobą a innymi dyscyplinami, z którymi przyjdzie jej współpracować. W dzisiejszych czasach być dobrym humanistą znaczy być kimś więcej niż tylko humanistą. 3. Nie bój się marketingu Kilka lat temu na Harvardzie odbył się panel „humanistyka a twoja przyszłość finansowa”. Jeden ze studentów stwierdził, że tytuł panelu łączy to, co chciałby studiować i czego się najbardziej boi. W tym strachu nie ma nic dziwnego, można go sobie wyobrazić, zmapować i odpowiedzieć na niego. W marketingu nazywa się to „doskonaleniem produktu”. Jeśli przez marketing rozumiemy wyjaśnianie wartości, którą oferujesz, w języku zrozumiałym dla konsumenta, to gdy studenci nie rozumieją wartości humanistyki, nie znaczy to, że ona jej nie ma, ale raczej że wartość ta nie została im dość dobrze przedstawiona. Myślenie historyczne, analizę dyskursu, hermeneutykę, a nawet dekonstrukcję naprawdę można „sprzedać”, pokazując, jakiego rodzaju korzyści mogą one wnieść do innych zawodów, polityki, zarządzania organizacjami czy życia codziennego. 4. Przejdź do ofensywy Marketing czasem wymaga bycia agresywnym: humaniści muszą czasem wyjść poza strefę komfortu w swoich instytutach i pozyskać dotychczasowych wrogów. Moscow School of Management SKOLKOVO zaprasza humanistów do prowadzenia kursów dla (przyszłych) menedżerów i wielkich korporacji, ucząc ich, jak przemyśleć na nowo swoje założenia na temat rzeczywistości. Wśród cieszących się największą popularnością elementów tego programu znajdują się seminaria o filozofii uniwersytetu, książkowy klub dyskusyjny prowadzony przez humanistę czy wykłady na temat filmu i literatury. Od 2017 r. kanadyjski McMaster’s DeGroote School of Business wymaga


trendy

od swoich studentów kursów humanistycznych, zaś Babson College, słynny biznesowy college z USA, ofertę kursów humanistycznych od kilku dekad buduje we współpracy z okolicznymi uniwersytetami. 5. Humanistyka może być stosowana Teoria sztuki ma swoje miejsce w szkołach artystycznych, teoria narracji – w programach kreatywnego pisania. Akademicka humanistyka jest jednak bardziej zamknięta na obcych, często w zupełnie absurdalny sposób. Ani program magisterski teorii literatury w Sanktpetersburskim Uniwersytecie Państwowym – kolebka teorii literatury! – ani Departament Filologiczny tegoż uniwersytetu nie oferują żadnego wsparcia dla (aspirujących) pisarzy. W tym samym czasie wiele kanadyjskich uczelni prowadzi studia „research creation”, także na poziomie doktoranckim, w których akademickie poszukiwanie prawdy płynnie miesza się z praktykami kreatywnymi. Wielka Brytania, Europa kontynentalna, Azja i Australia oferują profesjonalne doktoraty przyznawane za działalność na polu sztuki. Tego rodzaju programy buduje się na założeniu, że wartościowa wiedza nie powstaje tylko i wyłącznie w efekcie badań naukowych; działalność na polu sztuki również może tego dokonać. Teoretyczne konstrukty humanistyki mają ogromny i niewykorzystany potencjał aplikacyjny. 6. Popularne nie jest gorsze od specjalistycznego Pomimo naukowego zainteresowania kulturą popularną datującego się co najmniej od Szkoły Frankfurckiej do dziś wszystko, co zyskuje aprobatę szerokich kręgów, z zasady jest przedmiotem ataku wysublimowanych humanistów. Krytycy literaccy nie kryją się ze swoją niską opinią o gustach ludzi pytających ich o najnowsze dzieła kultury popularnej – ludzie ci z konieczności zwrócą się do „booktubers”, czyli literackich krytyków z YouTube’a. Nie mamy już akademickiego proble-

mu z popularyzacją nauk ścisłych i przyrodniczych, a jednocześnie humaniści uważają materię swoich studiów za nieupraszczalną i niewłaściwą dla grona odbiorców szerszego niż tych kilku wybranych, których opinię humanista, wzorem Horacego, jedynie bierze pod uwagę. Kwestia dostępności edukacji nabiera szerszego znaczenia: nie tylko studenci i badacze z grup defaworyzowanych zasługują na realne wsparcie w swoich studiach, ale przede wszystkim wszyscy studenci, formalnie zarejestrowani czy nie, muszą być włączani w proces naukowego poszukiwania wiedzy. 7. Kursy humanistyczne muszą brać pod uwagę emocje Czasami może się wydawać, że humanistyka nie jest już zainteresowana tym, co prawdziwe, dobre i piękne. Konserwatywni krytycy atakują używanie systemów wczesnego ostrzegania dla studentów (trigger warnings), uważając je za przeciwieństwo wolności słowa; zakładają, że relatywizm moralny profesorstwa usuwa podstawę do jakiegokolwiek społecznego czy moralnego wymiaru edukacji, a miejsce harmonii i kanonów widzą zajętym przez desperackie dążenie do oryginalności. Cóż jednak jeśli spojrzymy na te zjawiska jako odpowiedź na dominującą skłonność humanistyki do różnej maści studiów upadku i rozkładu? Po kilku latach socjalizacji profesorowie mogą wyrobić w sobie znieczulicę zawodową, ale dla młodych ludzi czytanie, oglądanie, czy słuchanie tego rodzaju treści może (w niektórych wypadkach!) mieć poważne konsekwencje. Dzieło sztuki nie powstało po to, by wzbudzać obojętność; edukacja nie ma służyć do oddzielania studentów od źródeł sensu, ale prowadzić każdego i każdą z nich do wielu takich źródeł. Uniwersytety, zamiast ignorować uczucia jako nienaukowe, powinny przyjąć ich energię z otwartymi ramionami i zaprząc ją do pracy w dramacie edukacji.

www.struna.edu.pl

Daniel Kontowski, Dara Melnyk

13


14

Ferment i urodzaj

Dominika Rafalska

W Polsce, kraju bez znaczącej tradycji winiarskiej, branża winiarska ma się coraz lepiej. Rośnie też zainteresowanie studiami poświęconymi winu. Polskie uczelnie z sukcesem, choć nie bez potknięć wprowadzają do swojej oferty enologię. To moda czy trwała tendencja podyktowana potrzebami rynku pracy? Studia podyplomowe z zakresu szeroko rozumianego winiarstwa pojawiają się w ofercie zarówno sędziwych polskich uniwersytetów, jak i niewielkich prywatnych szkół. Startują na uczelniach rolniczych, technicznych, a nawet humanistycznych (przykładem studia wiedzy o winie w Collegium Civitas przygotowujące nie tyle do wykonywania zawodu winiarza, ile do pracy w handlu, dziennikarstwie winiarskim czy branży sommelierskiej). Powstają w miejscach, w których rozwija się polskie winiarstwo: w Małopolsce, na Podkarpaciu, ziemi lubuskiej, Pomorzu Zachodnim czy Dolnym Śląsku, co automatycznie tworzy studentom szansę zdobywania wiedzy praktycznej w lokalnych winnicach i przetwórniach. Wszystkie stawiają sobie za cel przygotowanie słuchaczy do pracy w branży winiarskiej. Większość napotyka podobne obiektywne trudności: warunki lokalowe i kadrowe (stosunkowo niewielu wyszkolonych i doświadczonych enologów). Mimo wszystko cieszą się niesłabnącą popularnością. W czasie tegorocznej rekrutacji na enologię na Wydziale Farmacji Uniwersytetu Jagiellońskiego komplet 25 miejsc rozszedł się w ciągu kilku godzin od chwili uruchomienia rejestracji.

nr 3 (2019/2020)

Polacy robią wino Polskie winiarstwo przechodzi w ostatnich latach znaczącą metamorfozę. Mimo niesprzyjających warunków klimatycznych i surowego dla producentów prawa nasi winiarze uczą się produkować wysokiej jakości wino. Choć to proces skomplikowany i obliczony na lata, wielu odnosi sukcesy, zdobywając medale w krajowych i międzynarodowych konkursach. Nowe winnice powstają w zawrotnym tempie. Według danych Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa (KOWR) z października 2019 r. w Polsce zarejestrowało się 295 producentów wina. W 2009 r. było ich zaledwie 26. W ciągu ostatnich 10 lat trzynastokrotnie wzrosła całkowita powierzchnia uprawy winorośli (z 36 ha w 2009 r. do 482 ha w 2019 r.). Dane szacunkowe są blisko dwa razy wyższe. Rozwija się też enoturystyka. Polacy piją wino bardziej świadomie, uczą się je degustować. Coraz częściej rozumieją to, że spożywane w niewielkich ilościach może mieć pozytywny wpływ na zdrowie, szukają win wysokiej jakości. Dla wielu staje się ono też nowym pomysłem na życie. To właśnie oni potrzebują zdobyć i ugruntować wiedzę enologiczną. I tak od kilku lat w ławach polskich uczelni spotykają się (wciąż głównie na studiach podyplomowych) ludzie reprezentujący przynajmniej dwa pokolenia: czterdziesto-, pięćdziesięcio- czy nawet sześćdziesięciolatkowie z jednej i (chyba jednak rzadziej) świeżo upieczeni dwudziestoparoletni absolwenci studiów licencjackich czy magisterskich. Pracownicy korporacji, prawnicy, dziennikarze, piloci wycieczek


trendy

turystycznych, a nawet lekarze. Przychodzą ludzie wypaleni zawodowo, tacy, którzy szukają pomysłu na siebie, tacy, którzy chcą w przyszłości założyć winnicę, i zwykli pasjonaci wina. Wreszcie ci, którzy już winnicę prowadzą i wiedzą, jak trudne to zadanie. Dla nich wszystkich studia są punktem wyjścia do dalszej nauki i zdobywania praktyki zawodowej. Prekursorzy akademickiej enologii Pierwsza w Polsce enologia powstała w 2012 r. jako wieloaspektowy, podyplomowy kurs akademicki na Wydziale Farmacji Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. Były to czasy, kiedy na winiarskiej mapie Europy Polska stawiała pierwsze kroki, reaktywując wcale nie tak ubogą tradycję winokultury. – Patrząc wstecz, sam czasem zastanawiam się nad naszym szaleństwem – mówi dr Maciej Gawlik, kierownik krakowskiej enologii. – Przede wszystkim chcieliśmy wykorzystać doświadczenia płynące ze współpracy z Uniwersytetem w Montpellier, kolebką nowożytnej enologii. Mieliśmy dużo szczęścia, trafiając na środowisko francuskich enologów, którzy chcieli podzielić się z nami wiedzą i doświadczeniami. Nie chcieliśmy tego zmarnować – dodaje.

Studia rozpoczynają się na UJ w marcu i trwają do pierwszych dni grudnia. Dwusemestralny program kosztuje 6700 złotych. Absolwenci otrzymują świadectwo ukończenia studiów podyplomowych w zakresie enologii. Słuchacze uczestniczą w kilkunastu weekendowych zjazdach (średnio co dwa tygodnie). W programie mają zajęcia z podstaw winifikacji, biologii winorośli i chemii wina, poznają uwarunkowania prawne branży winiarskiej, uczą się o aspektach zdrowotnych konsumpcji wina. Mają też zajęcia z analizy sensorycznej, gdzie pod okiem utytułowanego sommeliera uczą się zasad degustacji i oceny wina. Kadra akademicka jest różnorodna: wykładowcy z Wydziału Farmacji UJ, doświadczeni winiarze, specjaliści od uprawy i ochrony roślin, socjologowie i dziennikarze. Ważnym aspektem studiów są praktyczne zajęcia w winnicy uniwersyteckiej Nad Dworskim Potokiem w Łazach koło Bochni. W trakcie czterech spotkań (w ważnych momentach życia winorośli) studenci obserwują cykl jej rozwoju, uczą się m.in sadzić i przycinać krzewy, poznają tajniki winifikacji. Adam Kiszka, kierownik winnicy pracuje w rolnictwie od 35 lat. W zawodzie winiarza - od 15. – To dużo, ale już z per-

Podczas zajęć praktycznych w winnicy studenci biorą udział w winobraniu i poznają tajniki winifikacji. www.struna.edu.pl

15


16

StRuNa

spektywy krajów mających bogate tradycje winiarskie – mało. Myślę, że 50 lat to czas, po którym coś się wie na temat uprawy winorośli i wyrobu wina – mówi. Winiarstwa uczył się na Słowenii, w Austrii i we Francji. Jego zdaniem drogi prowadzące do bycia winiarzem są różne, ale najważniejsza jest pasja, wytrwałość, pracowitość i szczęście. – Przez piętnaście lat uprawy winnych krzewów uczę się pokory i szacunku dla natury, która co roku przypomina, kto tu rozdaje karty – mówi Adam Kiszka. Na pytanie o to, do pracy w jakich zawodach przygotowują studia, Maciej Gawlik odpowiada, że siłą rzeczy przekazują one jedynie podstawy branży winiarskiej. – Mamy do dyspozycji zaledwie 193 godziny zajęć. Dla porównania dwuletnie studia magisterskie II stopnia to ok. 3000 godzin. Mimo to lata doświadczeń dowiodły, że nasi absolwenci mają łatwiejszy start w biznesie winiarskim. Wielu pracuje dla czołowych polskich producentów wina czy założyło swoje winnice – mówi. Przez siedem lat funkcjonowania enologii na UJ polskie winiarstwo przeszło wielką przemianę. Czy znajduje to odzwierciedlenie w programie studiów? – Oczywiście, choć są pewne prawdy kardynalne, które pozostają niezmienne. Ale jest wiele nowych wątków,

które możemy pokazać. To chociażby temat winiarstwa biodynamicznego czy ekologicznego, coraz bardziej popularnych win bezalkoholowych – mówi Maciej Gawlik. Wartość nauki na błędach W kolejnych latach studia z szeroko rozumianego winiarstwa zaczęły powstawać na innych polskich uczelniach. Przykładem jest Uniwersytet Przyrodniczy we Wrocławiu, gdzie od 2013 r. na Wydziale Biotechnologii i Nauk o Żywności można studiować technologię winiarstwa. Także te trwające dwa semestry studia podyplomowe (210 godzin) powstały z myślą o osobach, które wiążą swoją przyszłość z pracą w winnicy, winiarni bądź chcą lepiej poznać wino. W trakcie kursu mogą one zdobyć wiedzę z zakresu podstaw uprawy winorośli i winifikacji, nauczyć się analizy instrumentalnej i sensorycznej wina oraz poznać prawne i ekonomiczne aspekty produkcji win w Polsce i w Europie. Kadrę stanowią pracownicy naukowo-dydaktyczni macierzystej uczelni oraz specjaliści i praktycy z branży winiarskiej. Koszt studiów to 5800 zł. Obecnie we Wrocławiu studiuje kilkunastu studentów.

Po ocenie dojrzałości winogron owoce trafiają do winiarni. nr 3 (2019/2020)


trendy

Studia rozpoczynają się zawsze jesienią, co wiąże się z czasem zbioru winogron. Już od pierwszych zajęć studenci próbują zrobić własne wino. Efekty tych prób są różne, ale zdaniem prof. Anety Wojdyło, kierownika studiów, nauka na błędach ma dużą wartość. – Proszę mi wierzyć, że sprawia im to wielką satysfakcję. Sami mogą zebrać winogrona, przygotować nastaw do fermentacji, podejmują decyzje, monitorują swoją pracę od początku do końca – mówi Aneta Wojdyło. Na zajęcia praktyczne i terenowe uczelnia przeznacza około 60 proc. czasu. – Współpracujemy z lokalnymi winiarzami. Właściwie nasza oferta dydaktyczna jest odpowiedzią na ich potrzeby. Pogram studiów tworzyliśmy wspólnie, konsultując go ze środowiskiem lokalnym – mówi dr inż. Joanna Chmielewska, współorganizatorka studiów. Uniwersytet ma własną winnicę w Stacji Badawczo-Dydaktycznej w Samotworze, uczelniana winiarnia powstaje natomiast w ramach projektu na budowę Centrum Produktu Regionalnego na wrocławskich Pawłowicach. – Będzie tam zaplecze technologiczne oraz analityczne – mówi Joanna Chmielewska. Z myślą o podniesieniu kwalifikacji enologicznych słuchaczy i absolwentów w planach są także kilkudniowe szkolenia za granicą. Aneta Wojdyło podkreśla, że uczelnia pozostaje też w stałym kontakcie z absolwentami, wierząc, że proces dydaktyczny nie kończy się wraz z rozdaniem świadectw ukończenia studiów podyplomowych. To właśnie absolwenci pytają ją często o możliwości podjęcia dalszej edukacji enologicznej np. na specjalistycznych kursach. – Myślimy o tym i mamy nadzieję, że już wkrótce będziemy mogli to zrealizować – mówi. Promocja regionu W tym roku podyplomową enologię uruchomił też Uniwersytet Zielonogórski. Zajęcia odbywają się w trybie weekendowym w filii uczelni w Sulechowie. Kilkunastu studentów ma tam możliwość pogłębiania wiedzy o uprawie winorośli, winifikacji, sommelierstwie, chemii wina,

projektowaniu winiarni, a także enoterapii. Na ten ostatni aspekt uczelnia kładzie szczególny nacisk. – Coraz więcej wiemy na temat korzystnego wpływu na nasze zdrowie zawartych w winie związków polifenolowych. Podczas prac laboratoryjnych nasi studenci oznaczają je w różnych winach, porównując ze sobą. Interesuje nas np. zawartość polifenoli w winach młodych, np. beaujolais nouveau, w porównaniu z winami dojrzałymi – mówi dr Justyna Korycka-Korwek, kierownik Katedry Żywienia Człowieka i Dietoterapii sulechowskiej uczelni. Koszt kursu to 5240 zł. Program obejmuje 191 godzin, z czego blisko połowa to zajęcia praktyczne w winnicach, winiarni, gospodarstwach rolnych czy w ośrodku badawczym. – Zielonogórska enologia powstała we współpracy z kilkoma instytucjami. Pierwszą jest winnica samorządowa w Zaborze należąca do Uniwersytetu Zielonogórskiego, dzierżawiona i prowadzona przez lubuskich winiarzy. Część zajęć odbywa się właśnie tam, część w innych (prywatnych) winnicach, część w Lubuskim Ośrodku Innowacji i Wdrożeń Agrotechnicznych w Kalsku, który dysponuje swoją doświadczalną winnicą i winiarnią, a także bazą laboratoryjną, gdzie możemy prowadzić badania – mówi Justyna Korycka-Korwek. Ziemia lubuska jest zagłębiem winiarskim, panują tu jedne z najlepszych w kraju warunków do uprawy winorośli, występują najdłuższe w Polsce okresy bez przymrozków w roku. Wydaje się, że studia enologiczne musiały tu powstać. – Nasi winiarze są świetnie wyszkoleni i doświadczeni – mówi Justyna Korycka-Korwek. To oni właśnie odpowiadają za przygotowanie i poprowadzenie zajęć praktycznych. Od lutego 2020 r. ruszą dodatkowo kursy winiarskie przeznaczone także dla osób ze średnim wykształceniem. Justyna Korycka-Korwek zapytana o to, na czym twórcom studiów enologicznych w Sulechowie zależy najbardziej, podkreśla znaczenie budowania potencjału lokalnego winiarstwa: Na ziemi lubuskiej występują wspaniałe odmiany winorośli wy-

www.struna.edu.pl

17


18

StRuNa

korzystywane do produkcji wina i szampana. Wielu winiarzy dąży do odrodzenia dawnych tradycji. Przykładem jest wznowienie produkcji wina musującego Grempler Sekt wytwarzanego tu metodą tradycyjną przed wojną. Wierzymy, że warto specjalizować się w tym, w czym region jest najlepszy. Nasze studia mają być więc swego rodzaju wizytówką regionu. Przede wszystkim praktyka Podkarpacie. Tu w 1982 r., w czasach gdy polskie winiarstwo praktycznie nie istniało, Roman Myśliwiec założył winnicę Golesz. Od pięciu lat jego fundacja Galicja Vitis prowadzi Podkarpacką Akademię Wina (PAW) w Jaśle. To niepubliczna placówka kształcenia ustawicznego (akredytacja MEN), która uczy zawodu winiarza. W akademii studenci mogą uczestniczyć w trwających dwa semestry studiach podyplomowych Studium Praktycznego Winiarstwa. Szkoła cieszy się uznaniem środowiska winiarskiego. W Jaśle wykładają eksperci: winiarze, specjaliści zajmujący się ochroną roślin, prawnicy. Program zajęć (320 godzin wykładowych) jest w założeniu wyrównany tematycznie pod względem przydatności dla zawodu winiarza. Wydana przez fundację Galicja Vitis książka Winorośl i wino autorstwa wykładowców szkoły doczekała się w tym roku uznania międzynarodowego środowiska winiarskiego, które przyznało jej prestiżową nagrodę w konkursie Międzynarodowej Organizacji Winorośli i Wina w Paryżu (OIV). Największy nacisk szkoła kładzie na uprawę i produkcję wina, ale w programie znajdują się też takie zagadnienia jak ekonomika, enoturystyka, sommelierstwo, prawo czy marketing. Koszt studiów to 4400 zł. – Wyróżnia nas praktyka. Około 100 godzin poświęcamy na zajęcia praktyczne. I nie są to pokazy, tylko autentyczna praca w winnicy czy winiarni – zaznacza Roman Myśliwiec. Fundacja Galicja Vitis dzierżawi półhektarową winnicę miejską w Jaśle. – Nasi studenci pracują tam przez cały rok – opowiada. – W tym sezonie zebrali około 5 ton winogron, które następnie

nr 3 (2019/2020)

przerabiali i produkowali wino. Mamy 1800 krzewów, więc naszych 30 studentów ma co robić. Zależy nam na tym, aby poznali proces produkcji wina od początku do końca, mieli możliwość zetknięcia się z pracą na każdym etapie – dodaje. Zajęcia z winifikacji i produkcji wina odbywają się w pomieszczeniach przetwórni winnicy Golesz. Szkoła nie ma własnej siedziby – pomieszczenia na zajęcia teoretyczne wynajmuje w zabytkowym Pałacu Sroczyńskich. Na pytanie o to, czy PAW, niebędąca uczelnią wyższą, nie przegrywa konkurencji z uniwersytetami, Roman Myśliwiec odpowiada ze spokojem: Wszystko zależy od tego, co osoba wybierająca takie studia chce osiągnąć: czy zależy jej tylko na dyplomie znanej uczelni, czy na zyskaniu autentycznych, praktycznych umiejętności z zakresu produkcji wina, które może zdobyć w trakcie naszego kursu. Apetyt na więcej Polskie uczelnie mają świadomość tego, że w trakcie zaledwie dwóch semestrów studiów niestacjonarnych (odbywających się co drugi weekend) nie sposób zostać profesjonalistą w dziedzinie enologii czy nauczyć się produkować wino. Dlatego coraz częściej zaczynają myśleć o bardziej rozbudowanych programach. Problemem zasadniczym jest brak wyszkolonej kadry enologów. Analizując programy studiów podyplomowych poszczególnych uczelni, można szybko zauważyć powtarzające się w dwóch-trzech miejscach te same nazwiska wykładowców. Niektórzy jeżdżą z wykładami po całej Polsce, a przekrój poruszanych przez nich tematów jest szeroki. W Polsce specjalizacja w obrębie winiarstwa dopiero się tworzy. Wielu moich rozmówców przyznaje, że marzą im się stacjonarne studia enologiczne, najlepiej pięcioletnie. Dość spojrzeć na rozbudowane programy we Francji, ale także na Węgrzech czy w Czechach. W Polsce na razie jest to trudne, co nie znaczy, że niemożliwe.


trendy

Już w przyszłym roku zmierzy się z tym wyzwaniem Uniwersytet Rolniczy w Krakowie. W lutym 2020 r. na Wydziale Biotechnologii i Ogrodnictwa ruszą trzysemestralne dzienne studia magisterskie z zakresu winogrodnictwa i enologii. Mogą na nie aplikować kandydaci, którzy mają przynajmniej stopień licencjata w zakresie nauk rolniczych, biologicznych, o żywieniu oraz innych studiów I stopnia o zbliżonych efektach kształcenia. Co było motywacją do stworzenia tego kierunku? Moda na wino? Dr hab. Maciej Gąstoł, pełnomocnik studiów, mówi, że moda była akurat na ostatnim miejscu. Jak to często bywa, na decyzję złożyło się kilka czynników. Uniwersytet Rolniczy ma bardzo dobre zaplecze dydaktyczne i badawcze w postaci półtorahektarowej winnicy uniwersyteckiej w Garlicy Murowanej (10 km od Krakowa), która do tej pory służyła jako stacja badawcza i doświadczalna dla studentów kierunków ogrodniczych. – Zajmowaliśmy się przede wszystkim uprawą drzew. Prowadzimy także banki genów – nasza kolekcja pomologiczna liczy ponad 270 różnych odmian jabłoni – opowiada Maciej Gąstoł. W 2007 r. stacja została rozbudowana o winnicę doświadczalną. – Prapoczątkiem naszych studiów była więc chęć prowadzenia badań. W Polsce wciąż mało osób zna się na uprawie winorośli i technologii produkcji wina – mówi. Krakowska uczelnia ma także winiarnię z linią technologiczną do produkcji przemysłowej. Rocznie produkują 7000-9000 butelek wina o nazwie Uniwersyteckie Grono. – Mimo że jest to tzw. produkcja uboczna, to jednak pełni ważną funkcję zarówno promocyjną, jak i dydaktyczną – studenci w czasie praktyk uczą się, jak powstaje wino – zaznacza Maciej Gąstoł. Rejestracja na studia ruszy na przełomie lutego i marca 2020 r. Uniwersytet chce przyjąć 30 osób. Profil absolwenta? – Będziemy kształcić szeroko, interdyscyplinarnie, nie chcemy skupiać się tylko na agrotechnice – mówi Maciej Gąstoł. Realizacja tego celu będzie możliwa dzięki zaproszeniu do współpracy specjalistów także z innych wydziałów czy nawet

innych krakowskich uczelni. – Na naszym wydziale zajmujemy się uprawą winorośli – produkcją materiału nasadzeniowego, agrotechniką, ochroną winnicy… W kształcenie w zakresie dalszego procesu produkcji wina włączyliśmy naszych kolegów i koleżanki z Wydziału Technologii Żywności, którzy zajmują się procesem fermentacji, mikrobiologią i są najlepszymi w Polsce specjalistami w dziedzinie chemii wina, jego oceny analitycznej i sensorycznej. Brakowało nam jeszcze odniesienia do zdrowia. Wino staje się przecież ważną częścią naszej diety. Tę lukę uzupełniają nasi koledzy z Collegium Medicum UJ – mówi Maciej Gąstoł. Studenci będą mogli też uczestniczyć w specjalistycznym kursie sommelierskim. Dzięki kontaktom z uniwersytetem w Brnie wyruszą na wyjazdy studyjne, w trakcie których będą mogli poznać doświadczenia winiarzy i akademików z tamtejszej katedry winogrodnictwa. To ludzie z dużym dorobkiem, gospodarujący w zbliżonych do Polski warunkach klimatycznych i finansowych. Równolegle z wykładami i ćwiczeniami prowadzone będą praktyki (winogrodnicza i enologiczna, każda po 2 semestry). Zajęcia zostaną ułożone w blokach przypadających w ważnych dla krzewów okresach fenologicznych. – Chodzi nam o to, aby słuchacze przeszli cały cykl produkcyjny, spróbowali swych sił w winnicy przez cały rok. Począwszy od sadzenia plantacji, a skończywszy na ekspedycji wina do sklepu – mówi Maciej Gąstoł. Pewne doświadczenia w prowadzeniu stacjonarnych studiów z zakresu uprawy winorośli i winiarstwa ma Zachodniopomorski Uniwersytet Technologiczny w Szczecinie. Od roku akademickiego 2017/18 działają tam studia I stopnia (inżynierskie) na tym kierunku. Studia stacjonarne są bezpłatne i trwają 3,5 roku. Dotychczas wystartowały dwa roczniki – w tym roku nie udało się zebrać kompletu studentów i uruchomić studiów. W planach pozostają także czteroletnie płatne studia niestacjonarne. – Studia inżynierskie na tym kierunku są nowością, mam

www.struna.edu.pl

19


20

StRuNa

jednak nadzieję, że w ciągu kilku najbliższych lat studiowanie enologii stanie się bardziej popularne – mówi dr hab. Grzegorz Mikiciuk, profesor ZUT, przewodniczący rady programowej kierunku uprawa winorośli i winiarstwo. Tymczasem szczecińscy studenci mogą doskonalić umiejętności praktyczne w trakcie zajęć laboratoryjnych i terenowych oraz sześciotygodniowej praktyki zawodowej. Grzegorz Mikiciuk mówi, że w planie studiów przewidziano ponad pięćset godzin ćwiczeń laboratoryjnych oraz terenowych między innymi z takich przedmiotów kierunkowych jak szkółkarstwo, chemia wina, uprawa winorośli, ampelografia, technologia produkcji wina, analiza instrumentalna i sensoryczna win czy sommelierstwo. – Podczas praktyki zawodowej studenci zapoznają się z funkcjonowaniem i organizacją winnicy i winiarni oraz metodami i technologiami stosowanymi w produkcji winiarskiej. Swoje umiejętności mogą również doskonalić w winnicy uczelnianej o powierzchni 0,25 ha. Do dyspozycji mają też winiarnię wyposażoną w podstawowe urządzenia do produkcji wina – mówi. Grzegorz Mikiciuk podkreśla, że oprócz specjalistycznej wiedzy i umiejętności dotyczących uprawy winorośli i technologii produkcji wina studenci zyskują kompleksową wiedzę z zakresu nauk ogólnych, społecznych, poznają specjalistyczne słownictwo w języku angielskim lub niemieckim. Jego zdaniem

absolwenci szczecińskiej enologii będą przygotowani do samodzielnego projektowania i prowadzenia winnicy i winiarni oraz pracy w przemyśle winiarskim, administracji, usługach, handlu i doradztwie związanym z branżą winiarską czy enoturystyczną. Spragnieni wina, głodni wiedzy Studiowanie enologii w Polsce dopiero startuje. Mimo trudności, a nawet niepowodzeń wydaje się jednak, że winna edukacja będzie się rozwijać coraz prężniej, kształcąc nowe pokolenia winiarzy, którzy dalej będą przekazywać swoje doświadczenia i umiejętności nowym pokoleniom studentów. Polska jest co prawda wciąż pierwszym w Europie producentem jabłek, jednak w sytuacji nadprodukcji tych owoców wielu rolników szuka ciekawej alternatywy. Winorośl wymaga specjalnych warunków klimatycznych i jest o wiele bardziej wymagająca, jednak jak zauważa Maciej Gąstoł, co roku areał winorośli wzrasta o jedną trzecią. Zmiany zachodzą też w klimacie. – W ciągu 50 lat strefa uprawy winorośli ma się przesunąć o 150-200 km na północ, co oznacza, że niedługo dobry klimat dla winogron będzie panował nawet w Szwecji! A my będziemy mieli warunki takie jak dzisiaj na Morawach – podsumowuje.

Wybór miejsca na winnicę to złożony proces analityczny.

nr 3 (2019/2020)


CZAS REFORM


22

Dobry pomysł to nie wszystko

Maria Golińska-Wapińska

Rok 2019 z wielu powodów miał szansę zapisać się jako szczególny w historii polskiego szkolnictwa wyższego. Wdrażanie nowej ustawy co chwila napotykało mniejsze i większe przeszkody, a temperatura sporów (nie)akademickich osiągała w tym wyjątkowym roku dawno niespotykane amplitudy. Wśród wielu zmian, które stały się udziałem polskich uczelni, powstanie szkół doktorskich wydawało się należeć do tych najmniej kontrowersyjnych. Ba! Mogłoby się wydawać, że szkoły doktorskie były właściwą odpowiedzią na postulaty zgłaszane od lat przez przedstawicieli wszystkich grup społeczności akademickich – od doktorantów po profesorów. Co zatem poszło nie tak? Czemu akademicy do ostatnich dni września potrafili tkwić w sporze o tak błahe (czyż nie?) sprawy jak nazwa szkoły doktorskiej? Bez planów Idea studiów trzeciego stopnia od dawna zbierała nieprzychylne recenzje. Status pseudostudentów krzywdził doktorantów, którzy woleli, by traktować ich jak młodych naukowców, a nie „zwykłych” żaków. Sztywny program kształcenia, z ECTS-ami, zaliczeniami i indeksami, tylko pogarszał sprawę. Chciano zmian! Nowego otwarcia! Nowa ustawa odpowiedziała na te oczekiwania. Odtąd doktorant to młody badacz. Otrzymuje od uczelni stypendium, realizuje indywidualny plan badawczy pod bacznym okiem promotora, nad którego głową wisi bat konsekwencji za niewystarczające postępy doktoranta. Uczelnie otrzymały dużą dowolność w kształtowaniu regulaminów, programów i zasad rekrutacji dla nowych szkół doktorskich. Co mogło się nie udać? Okazało się, że za głośno wyrażanymi postulatami zmian nie kryje się żaden sensowny i dopracowany w szczegółach plan budowy szkół doktorskich. Prezent od ustawodawcy w postaci nieskończonych możliwości kreowania nowego ustroju uczelni i ścieżek kariery dla młodych

nr 3 (2019/2020)


czas reform

naukowców wywołał szok i paraliż. Posiedzenia ciał, kolegiów, które miały podejmować decyzje, trwały godzinami i były to godziny zmarnowane, przepełnione dywagacjami, kłótniami, snuciem różnych scenariuszy i zakulisowymi rozgrywkami. Wszyscy chcieli, by było lepiej, ale czym miało być owo „lepiej”? Czy oznacza to 10 godzin zajęć z Y, a może 20 z X? Czy w „lepiej” mieszczą się praktyki w liczbie 30, a może 60 godzin? Czy „lepsze” są indywidualne zajęcia w subdyscyplinie, a może interdyscyplinarne dla całej szkoły lub kilku szkół doktorskich? Nagle okazało się, że nie ma mądrego, który mógłby udzielić odpowiedzi na te pytania, nie zaczynając jej od słów „wydaje mi się…”. Gdy się człowiek spieszy Dysputy nad rozlicznymi wariantami pomógł zakończyć czynnik obiektywny – termin ustawowy. Dni do końca maja 2019 r., kiedy uchwalone miały być programy kształcenia i zasady rekrutacji, upłynęły błyskawicznie. Jednak praktykę pisania aktów prawnych po nocach do ostatnich dni maja, a następnie poprawianie ich na kolanie w trakcie posiedzeń senatów uczelni szybko zweryfikowała rzeczywistość. Grupą, dla której nowy porządek prawny okazał się najbardziej niedopasowany, okazali się prymusi świata akademickiego – kierownicy projektów badawczych. Do ich uporządkowanego świata grantów i atrakcyjnych stypendiów dla doktorantów z dnia na dzień wdarła się „rekrutacja w drodze konkursu” i składki na ZUS. W tym powszechnym niedopasowaniu znalazł się na przykład kierownik grantu, bardzo uradowany, że po roku starań udało się zrekrutować świetnego kandydata z Indii. Zwrócił się więc do szkoły doktorskiej, by ta wpisała go na listę doktorantów i wtedy odkrył – z mieszanką wściekłości i zniechęcenia – że uchwa-

ła rekrutacyjna nie przewiduje takiej sytuacji, że nabór do szkoły już się zakończył, a następny będzie za dziesięć miesięcy. Wszyscy zgadzali się co do tego, że tak być nie może. Senat zmodyfikował więc we wrześniu uchwałę rekrutacyjną. Teraz możliwe jest przyjęcie doktoranta „poza limitem miejsc”, o ile stypendium finansuje grant. Warunek jest jeden – kandydat musi przejść rekrutację. Ponownie wziąć udział w konkursie, który już przecież wygrał. Kierownik wytłumaczył to wybitnemu kandydatowi i modlił się, by ten nie zrezygnował, bo gdzie on znajdzie kolejnego. Tego szukał już 12 miesięcy. Kandydat jeszcze raz wygrał konkurs. Udało mu się nawet zdobyć wizę (po trzech telefonach ze szkoły doktorskiej, dwóch mailach od planowanego promotora i wizycie kuriera, za którego musiał zapłacić budżet uczelni). W końcu przyjechał na uczelnię, podpisał umowę stypendialną i nagle okazało się, że 3000 zł miesięcznie, które miał otrzymywać jako stypendium, za przyczyną jednego magicznego komunikatu dyrektora Narodowego Centrum Nauki zamieniło się z netto w brutto. Lepiej być nie mogło, prawda? Nauka na przyszłość Teraz uczelnie zabierają się za pisanie nowych zasad rekrutacji na rok akademicki 2020/2021. To wydawałoby się świetną okazją, by podsumować rekrutację numer jeden, zdiagnozować i naprawić jej dziewicze błędy, wysłuchać głosu doktorantów testujących nowe rozwiązania. Szkoda tylko, że czas nagli i na prawdziwą refleksję znów go nie starczy. Pozostaje mieć nadzieję, że ojcowie założyciele szkół – ich dyrektorzy i rektorzy uczelni – tak już przecież umęczeni ciągłą walką z czasem i materią (interpretacjami przepisów, wdrażaniem programu kształcenia itp.), znajdą w sobie siłę, by było „lepiej”.

www.struna.edu.pl

23


24

Wygrani i przegrani reform polskich uczelni

Piotr Pokorny

Ostatnie lata dowodzą, że w polskim szkolnictwie wyższym jest tylko jedna stała rzecz. Jest nią zmiana. Czy jest to zmiana na lepsze? Począwszy od dużej reformy starej ustawy – Prawo o szkolnictwie wyższym – która miała miejsce w 2011 r., aż po wprowadzenie tzw. Ustawy 2.0 w 2018 r. polskie szkoły wyższe wpadły w tryb ciągłego dostosowywania się do nowych regulacji prawnych, poświęcając przy tym dużą część swojego potencjału, czasu i nierzadko finansów. Ustawa 2.0 z założenia oddała uczelniom więcej decyzyjności w odniesieniu do ustroju i wewnętrznych procedur, dzięki czemu powinny one w przyszłości mniej czasu poświęcać na dostosowywanie się do odgórnych wymogów, a więcej na samodoskonalenie. Powstaje jednak pytanie, czy taki scenariusz jest możliwy i kogo tak naprawdę można uznać za największego wygranego po wprowadzeniu Konstytucji dla nauki? Cztery grupy Poczynione w ciągu ostatniego roku obserwacje i rozmowy z władzami kilkudziesięciu polskich uczelni (klasycznych uniwersytetów, politechnik, szkół rolniczych, artystycznych itp.) pokazują nie tylko, jak różny jest tam odbiór samej ustawy, ale także jak duże są różnice w wykorzystywaniu jej potencjału. Uczelnie dość zauważalnie podzieliły się na cztery główne grupy: szkoły, które powoli tworzą nową ekstraligę (głównie wyłonione uczelnie badawcze); uczelnie aspirujące, które dostrzegają realne szanse na awans do wspomnianej grupy najlepszych; szkoły walczące o utrzymanie dotychczasowego statusu i niemyślące o wielkich sukcesach oraz awansach; aż po grupę uczelni, które nie podejmują w zasadzie żadnych aktywności rozwojowych w przeświadczeniu, że uda się przetrwać na dotychczasowych zasadach. Jakkolwiek by patrzeć, dwie pierwsze grupy można śmiało uznać za największych wygranych nowej ustawy, przy czym obie wygrywają na różnych polach.

nr 3 (2019/2020)


czas reform

Skoncentrowani na doskonaleniu Pierwsza liga polskich uczelni (uczelnie badawcze) zyskała przede wszystkim nowy, potężny instrument finansowy w postaci zwiększenia subwencji o 10 proc., który przy właściwym wykorzystaniu może pozwolić im na oderwanie się od peletonu i realne wzmocnienie pozycji na europejskiej mapie akademickiej. Złożone w konkursie wnioski pokazały, że szkoły te w większości dokonały gruntownej i rzetelnej oceny własnego potencjału, co już samo w sobie stanowiło niemałe wyzwanie i pewien sukces. W krótkiej perspektywie to najwięksi wygrani. Paradoksalnie jednak, mimo braku tak znaczącego zastrzyku finansowego jak w przypadku uczelni badawczych, w dłuższej perspektywie za największych wygranych można jednak uznać wspomnianą grupę uczelni aspirujących. Prowadzone przez nie działania wskazują bowiem, że wdrażanie nowej ustawy wykorzystują jako kluczowy impuls do znacznie głębszych przemian wewnętrznych niż w pozostałych przypadkach. Uczelnie te nie poddały się wyłącznie prostemu dostosowaniu struktur i procedur wewnętrznych do nowych regulacji, ale wykorzystały je jako podstawę do gruntownej – często bolesnej – rewizji dotychczasowego modelu działania, jak również uczyniły z nich podstawy do zmian w kulturze organizacyjnej. Zmian zakładających nie tylko bardziej profesjonalne podejście do zarządzania działalnością szkoły (w szczególności do strategicznego planowania), ale przede wszystkim mających na celu zmianę mentalności wspólnoty akademickiej i zwiększenie jej przywiązania oraz poczucia współodpowiedzialności za rozwój uczelni. Choć na efekty tych działań przyjdzie czekać jeszcze co najmniej kilka lat, to te szkoły mają największe szanse na wejście do grona najlepszych – nie tylko w Polsce. Pozostali w blokach startowych Patrząc na działania podejmowane przez różne uczelnie, da się zauważyć grupę, która nawet nie podjęła walki. Analizując statuty tych szkół, nie widać żadnych znaczących zmian w stosunku do dotychczasowych rozwiązań, poza tymi, które wymuszała

sama ustawa. Ich podejście (także w wypowiedziach ich przedstawicieli) wskazuje na to, że nie zamierzają się zmieniać – niezależnie od tego, jak naprawdę funkcjonują. Znamienne są także – wypowiadane jak mantra – deklaracje władz tych uczelni, że funkcjonują bardzo dobrze i mają świetne osiągnięcia. Szkoda tylko, że nie znajduje to żadnego odzwierciedlenia w oficjalnych rankingach, ocenach, ewaluacjach czy też opiniach samych pracowników. Nie widać też w nich woli rzetelnego przyjrzenia się sobie w lustrze, przez co nigdy nie będą w stanie ruszyć do przodu. Jak bowiem można planować działania rozwojowe, nie mając pełnej świadomości swoich mocnych i słabych stron (w szczególności tych drugich)? W perspektywie kilku lat można niestety spodziewać się, że dla tej grupy szkół wyższych polityka stania w miejscu i zaklinania rzeczywistości przyniesie wymierne straty i spadek pozycji we wszelkich zestawieniach. Przepaść, jaka wytworzy się między nimi a uczelniami nastawiającymi się na doskonalenie, może okazać się już zbyt wielka do przeskoczenia. Ewaluacja 2021 – dla wielu być albo nie być? Pomiędzy wygranymi a przegranymi ulokowała się niemała grupa uczelni, których przyszłość nie jest jeszcze jasna. Skupiają się one teraz na zoptymalizowaniu swoich działań głównie po to, aby zabezpieczyć swoje dalsze istnienie (w tym wypracowane przez lata uprawnienia). Decyzje i zmiany wprowadzane w tych szkołach są zdecydowanie zauważalne, ale w praktyce wszystko i tak pozostaje w rękach członków wspólnoty akademickiej, a przede wszystkim nauczycieli akademickich, których efekty pracy przełożą się na wyniki ewaluacji działalności naukowej w 2021 r. To właśnie wspomniana ewaluacja może otworzyć wielu szkołom dostęp do nowych pól działalności, a dla wielu może stanowić blokadę rozwoju na kolejnych kilka lat. Jedno jest jednak pewne – uczelnie będą się zmieniać, czy tego chcą, czy nie. Wygrać jednak mogą tylko ci, którzy tą zmianą świadomie pokierują.

www.struna.edu.pl

25


26

Nowa kolej, stare szyny

Tomasz Lewiński

Zmiany, które wprowadza Konstytucja dla Nauki, powinny skłonić każdą szkołę wyższą w Polsce do analizy swoich zasobów, przemyślenia priorytetów oraz wyboru nowej, optymalnej formy organizacji struktury wewnętrznej. Muszą one też wpłynąć na sytuację uczelnianych organizacji studenckich. Założeniem ustawodawcy było pozostawienie studentom i doktorantom możliwości decydowania o tym, w jaki sposób tworzą i w jakich ramach prawnych mają funkcjonować. Podstawową różnicą jest jednak poziom minimalnych wymogów ustawodawcy w stosunku do uczelni w kwestii sposobu tworzenia i funkcjonowania organizacji studenckich i doktoranckich. Założeniem twórców reformy było odformalizowanie procedur zakładania i funkcjonowania uczelnianych organizacji studenckich, skupienie narzędzi nadzorczych w rękach rektora i pozostawienie szczegółowych ustaleń samym uczelniom. Wbrew pozorom zagadnienie to nie należy do błahych. Ostatnie pełne badanie stanu ilościowego studenckiego ruchu naukowego miało miejsce w 2011 r. (przeprowadzone przez Fundację „Fundusz Pomocy Studentom”). Wykazało ono, że na wszystkich uczelniach działa ponad 6,5 tys. organizacji. Nawet biorąc pod uwagę możliwość, że wśród nich było kilkaset organizacji uśpionych, niedziałających od wielu lat lub porzuconych wskutek braku nowych członków, liczba organizacji w skali kraju nadal kształtuje się na poziomie kilku tysięcy podmiotów. Jak organizować ruch naukowy? W ostatnich latach wiele uczelni przeprowadziło weryfikację rejestrów kół naukowych, co poskutkowało rozwiązaniem i zakończeniem także w sensie formalnym działania wielu organizacji. Obecnie, gdy w ustawie Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce (PSWN) nie ma już obowiązku prowadzenia rejestru organizacji, tendencja do odchudzenia liczby istniejących na uczelni organizacji jest jeszcze silniejsza.

nr 3 (2019/2020)


czas reform

Wiele osób bezpośrednio lub pośrednio zaangażowanych w działalność kół naukowych i innych podobnych organizacji (zespoły artystyczne, sportowe) zadaje pytania o to, jak nowe przepisy wpływają na życie tych organizacji i co powinny zrobić uczelnie, aby działać zgodnie z nimi. Nowe przepisy nie są może rewolucyjne, jednak sposób tworzenia organizacji różni się znacząco od dotychczasowego. Nowo powstające koło informuje jedynie o podjęciu uchwały założycielskiej rektora (art. 111 ust. 2 PSWN). Organizacje nadal są pod jego nadzorem, tyle że decyzję o ich likwidacji nie podejmuje senat uczelni. Robi to rektor, a na jego decyzje przewidziano tryb odwoławczy wraz z możliwością wniesienia skargi do sądu administracyjnego (art. 111 ust. 3 i 4 PSWN). Teoretycznie można sobie wyobrazić dostosowanie istniejących procedur do nowych przepisów poprzez kosmetyczną zmianę dotychczasowych regulacji uczelni. Możliwa byłaby zmiana trybu wnioskowego na informacyjny polegająca na zmianie formularza, np. z wniosku na deklarację lub oświadczenie. Obowiązek przekazania do zatwierdzenia regulaminu przez rektora mógłby zostać zmieniony na zobowiązanie do przesłania regulaminu do wiadomości rektora itd. Takie działanie należałoby jednak rozpatrywać jako tymczasowe. Wszak wobec generalnych zmian na zdecydowanej większości uczelni trudno sobie wyobrazić, aby takie potraktowanie zagadnienia nie wywołało prędzej czy później problemów w praktyce działania organizacji. Zmiany w obszarze ruchu studenckiego powinny iść w parze z innymi reformami. Jest to też okazja do zmotywowania uczestników tego obszaru życia akademickiego do samoorganizacji i podniesienia ich kultury organizacyjnej. Jakie są minimalne obowiązki sprawozdawcze? Przepisy nowej ustawy wyraźnie wskazują, że każda organizacja powinna raz w roku składać sprawozdanie z uzyskanych od uczelni środków na działalność (art. 111 ust. 5 PSWN). Nie oznacza to jednak, że sprawozdawczość ma nie mieć większej częstotliwości. Zobowiązanie ustawodawcy do przedstawienia sprawozdania z wykorzystania środków raz

w roku akademickim należy rozumieć jako pewne minimum stawiane przez ustawodawcę. Należy przez nie rozumieć, że co najmniej raz w roku sprawozdanie składają te organizacje, które otrzymały wsparcie finansowe. Czym innym są sprawozdania finansowe z poszczególnych grantów, których uczelnia ma prawo wymagać w postawionych przez siebie terminach. W przeciwnym razie, biorąc pod uwagę dynamikę zmian kadrowych w organizacjach, uczelnie mogłyby mieć problemy z wyegzekwowaniem rozliczenia przyznanych organizacjom środków. Uczelnia ma prawo wymagać od organizacji regularności w działaniu i solidności, jeśli chodzi o korzystanie ze środków publicznych, a na uczelniach niepublicznych ze środków prywatnych. Zarówno w pierwszym, jak i w drugim przypadku wydatkowanie tych środków powinno być przejrzyste i możliwe do zweryfikowania. Czym innym są też sprawozdania merytoryczne, do których rektor może zobowiązać w związku z kompetencjami nadzorczymi. Biorąc pod uwagę, że ma on obowiązek uchylać akty organów uczelnianych organizacji studenckich (art. 111 ust. 3 PSWN), na uczelni można przyjąć wewnętrzne procedury informowania rektora o podejmowanych działaniach przez organizacje. Wszak ustawodawca posłużył się bardzo szerokim pojęciem „akty organów”. Nie należy ograniczać interpretacji tego sformułowania do uchwał czy decyzji organów, ale rozumieć szerzej jako wszelkie czynności podejmowane przez nie, w tym np. oświadczenia woli i wiedzy wydawane w ich imieniu. Powyższe oznacza, że uczelnie powinny stworzyć system współdziałania organizacji z władzami uczelni. Z jednej strony nie powinien on być nadmiernie sformalizowany, aby nie zdusić zdolności organizacyjnych. Z drugiej strony nie może oznaczać beztroskiego funkcjonowania, które powodowałoby, że działalność organizacji zaskakuje rektora. Tego rodzaju regulacje powinny być oparte na dotychczasowych doświadczeniach ruchu naukowego, współtworzone z czynnym udziałem samych organizacji. Powinny odwoływać się także do wypracowanych przez to środowisko standardów działania jak chociażby Kodeks dobrych praktyk ruchu naukowego („StRuNa. Rocznik Ruchu Naukowego”, Warszawa 2018).

www.struna.edu.pl

27


28

StRuNa

AUTODIAGNOZA RUCHU NAUKOWEGO Po zmianie szeregu regulacji uczelnianych zmieniają się praktyczne aspekty funkcjonowania kół naukowych na uczelniach. Każda organizacja powinna znać odpowiedzi na poniższe pytania, aby działać w zgodzie z nowymi przepisami. q Jakie zasady tworzenia organizacji studenckich określa statut uczelni? W jakim stopniu reguluje on działanie organizacji studenckich? q Co dzieje się z obecnymi wewnętrznymi regulacjami dotyczącymi organizacji studenckich po zmianie statutu? Czy istniejące rejestry podlegają „wyczyszczeniu” po wejściu w życie nowych przepisów? Jakie są przepisy przejściowe? q Jakie są relacje między ruchem naukowym a samorządem studenckim i doktoranckim? Czy koła naukowe tworzą struktury autonomiczne względem samorządu studenckiego i doktoranckiego? q Jak zorganizowano system nadzoru rektora nad organizacjami? Jakie są obowiązki sprawozdawcze organizacji? Kiedy i jakie dokumenty mają obowiązek przekazywać rektorowi lub wskazanej przez niego osobie? Jakie są procedury uchylania aktów organizacji? q Czy koła naukowe mogą korzystać z osobowości prawnej uczelni? Jakie warunki muszą spełnić? Jak uczelnia zabezpiecza się przed związanym z tym ryzykiem?

Jak koordynować działania ruchu naukowego? Nie ma najlepszego modelu, który mogą stosować wszystkie uczelnie w jednakowy sposób. Istnieją jednak wzorce i standardy, na które warto zwracać uwagę, tworząc lub reformując istniejące regulacje dotyczące uczelnianych organizacji studenckich. W przypadku dużych uczelni konieczne jest skoordynowanie pracy ruchu naukowego, ponieważ w takich szkołach wyższych działa nawet kilkadziesiąt, a na największych polskich uniwersytetach kilkaset organizacji. Konieczne jest zatem planowanie ich pracy, zakresów zainteresowań oraz sposobów finansowania. Wspomniany Kodeks może być dobrym punktem wyjścia do analizy. Warto zwrócić uwagę na trwale funkcjonujące struktury koordynujące działalność ruchu naukowego pod postacią rad kół naukowych, zespołów uczelnianych poświęconych sprawdzaniu wykorzystania środków, cykliczne konferencje podsumowujące działanie organizacji w ramach uczelni lub w ramach ich jednostek organizacyjnych. Stopień zaawansowania wdrażanych rozwiązań zależy od nakładów, wielkości uczelni, liczby organizacji, charakteru uczelni, aktywności samych stu-

nr 3 (2019/2020)

dentów i innych czynników. Z pewnością uczelnie nie mogą pozostawić organizacji samej sobie. Działanie uczelnianych organizacji studenckich, w szczególności studenckiego ruchu naukowego, powinno być traktowane jako sprawa z zakresu jakości kształcenia. Ponadto wobec odpowiedzialności rektora za nadzór nad organizacjami konieczne jest wprowadzenie efektywnych mechanizmów nadzoru i jednoczesnego wspierania rozwoju studentów zrzeszonych w uczelnianych organizacjach studenckich. Nawet przy optymistycznym założeniu, że zdolności samoregulacyjne tego środowiska są wysokie i podjęte zostały działania zmierzające do wdrożenia nowych przepisów, konieczne jest współdziałanie zarówno osób odpowiedzialnych za ruch studencki z ramienia władz uczelni, jak i samych studentów. Projekty powinny być konsultowane z twórcami statutu, władzami uczelni, prawnikami uczelnianymi lub zewnętrznymi konsultantami. Pewną rolę do odegrania mają tu także samorządy studenckie, które zgodnie z ustawą decydują w sprawach rozdziału środków finansowych przeznaczonych przez uczelnię na sprawy studenckie (art. 110 ust. 5 PSWN), dlatego niezależnie od przyjętego modelu finansowania


czas reform

i modelu organizacyjnego musi on powstawać z samorządami studenckimi i zostać przez nie zaakceptowany. W czym rektor nie może wyręczać kół naukowych? Najpilniejszym zadaniem do zrealizowania jest nowelizacja wszystkich regulaminów organizacji studenckich. Nowe przepisy ustawowe przesądzają o tym, że każda organizacja powinna mieć swój regulamin (art. 111 ust. 3 PSWN). Podlega on kontroli rektora pod kątem zgodności z przepisami prawa powszechnie obowiązującego, statutem uczelni, regulaminem studiów. W przypadku stwierdzenia niezgodności przyjętego regulaminu z przepisami rektor ma obowiązek taki regulamin uchylić. Co więcej, zmiana regulaminów powinna nastąpić w zgodzie z ich obecnymi regulacjami, a więc powinny być uchwalone przez organy i większością głosów ustaloną w dotychczasowych przepisach lub zgodnie z procedurą przyjętą na uczelni. Nie istnieją żadne przepisy wprowadzające lub przejściowe rangi ustawowej w tym obszarze. O zgodność tych regulacji z przepisami wewnętrznymi powinny zadbać uczelnie. Szkoły wyższe, aby uniknąć kłopotów ze źle przygotowanymi regulaminami, powinny wesprzeć organizacje w przygotowaniu nowych regulacji. Trzeba pamiętać, że wobec zasadniczej zmiany w Ustawie 2.0 rektor nie może wymagać przedstawienia regulaminu do zatwierdzenia. Trudno się spodziewać, aby wszystkie organizacje samodzielnie zapoznały się z nowymi regulacjami i bezbłędnie przygotowały zmiany w swoich dokumentach. Sposobem na poradzenie sobie z tematem może być przygotowanie rekomendacji dla organów uchwałodawczych organi-

zacji. Dalej idącym rozwiązaniem może być zaproponowanie wzorcowego tekstu, który mógłby być bazą wyjściową do opracowania własnego regulaminu w zgodzie z regulacjami ogólnouczelnianymi. Bardzo skuteczne byłoby zaproponowanie możliwości skonsultowania projektu regulaminu przed przyjęciem go przez właściwy organ organizacji. Powyższe przykłady działań mogłyby zminimalizować liczbę dokumentów wymagających uchylenia z uwagi na niezgodność z przepisami wyższego rzędu. Poza funkcją porządkującą pod kątem zgodności z ustawą takie działania będą pełniły funkcję edukacyjną. Im więcej uwagi uczelnia poświęci organizacjom, tym lepiej będą one przygotowane do funkcjonowania według nowych regulacji obowiązujących na uczelni. Skorzystają na tym członkowie organizacji, a także sama uczelnia, której powinno zależeć na sprawności organizacyjnej ruchu naukowego. Ponadto im sprawniej organizacje przejdą przez okres zmian formalnych, tym więcej czasu będą mogły poświęcić działaniom statutowym. Czy studenci znajdą odpowiedzi na swoje pytania? Sprawy dotyczące organizacji studenckich wobec wagi innych reform, które toczą się na uczelniach, nie mają najwyższego priorytetu. Z pozoru są proste do uregulowania, nie wymagają większego nakładu pracy. W praktyce jednak, choćby z uwagi na liczbę organizacji, ich zróżnicowanie i zmiany w strukturach organizacyjnych, konieczne jest podjęcie licznych działań, zarówno legislacyjnych, jak i organizacyjnych i środowiskowych. Liczba pytań, które uczelnie powinny sobie zadać, jest dużo dłuższa.

www.struna.edu.pl

29


30

Sztuka cyrkulacji

Dominika Rafalska rozmowa z Łukaszem Wojdygą dyrektorem Narodowej Agencji Wymiany Akademickiej.

„StRuNa”: Spotykamy się w drugą rocznicę powstania NAWY. Jaki jest bilans Państwa działalności w tym czasie? Łukasz Wojdyga: Przede wszystkim zaistnieliśmy w obiegu naukowym w Polsce. Ogłosiliśmy dwadzieścia programów skierowanych do bardzo różnych grup beneficjentów. Mamy zarówno programy instytucjonalne, jak i indywidualne. Wielu naukowców wyjechało już za granicę. Do Polski przyjeżdżają już badacze z innych krajów… Jakie są Państwa flagowe projekty? Jednym z nich są „Polskie powroty”. To program, którym staramy się zachęcić polskich naukowców, pracujących w zagranicznych ośrodkach naukowych do powrotu do kraju, wymiany doświadczeń oraz tworzenia w Polsce własnych grup badawczych. W pierwszej edycji do Polski powróciły 22 osoby. To dużo? To bardzo dużo, biorąc pod uwagę, że poza zbliżonymi działaniami prowadzonymi dawniej przez Fundację na Rzecz Nauki Polskiej czy Narodowe Centrum Nauki, to jest pierwszy program tego typu. W jaki sposób zachęcacie Państwo naukowców, do tego, aby wrócili do Polski i aby w niej pozostali? My jedynie stwarzamy im taką możliwość. Naukowcy nie przyjeżdżają przecież do NAWY, ale do konkretnych, najlepszych jednostek naukowo-badawczych i uczelni. Sukces tego przedsięwzięcia zależy od kilku czynników Co się tyczy samej NAWY, to naukowcy dostają wynagrodzenie, często na poziomie porównywalnym z zagranicznym. Są to kwoty rzędu kilkunastu tysięcy złotych miesięcznie. Dzięki naszemu finansowaniu mogą też tworzyć zespoły projektowe. Przekazujemy też pewne środki na rozpoczęcie ich działalności naukowej - adaptację i organizację miejsca pracy oraz przygotowanie zaplecza badawczego. W przyszłym roku we współpracy z Narodowym Centrum Nauki planuje-

nr 3 (2019/2020)


czas reform

my uzupełnić naszą ofertę o badawczy grant startowy. Beneficjenci naszego programu będą mieli możliwość uzyskania w przeznaczonym dla nich konkursie środków na rozpoczęcie swoich badań w goszczącej ich jednostce naukowej. Jak długo trwa finansowanie wynagrodzenia naukowców powracających do kraju? Cztery lata. Liczymy na to, że przez ten czas staną się oni liderami swoich wspólnot akademickich, będą uczestniczyć w dydaktyce, badaniach, przystępować do konkursów, wreszcie - ubiegać się o granty także z innych źródeł. Czy polskie uczelnie są przygotowane na powrót naukowców? Niektóre są na to doskonale przygotowane i nawet bez naszego wsparcia ściągają już naukowców z zagranicy. Reforma szkolnictwa wyższego premiuje, także finansowo, uczelnie za wzrost poziomu umiędzynarodowienia i stwarza bardziej elastyczne możliwości zatrudniania cudzoziemców czy Polaków powracających z zagranicy. Ilu naukowców rocznie chcielibyście Państwo ściągać do Polski w kolejnych latach? Dobrze byłoby utrzymać podobny poziom. Tylko tyle? W naszym interesie nie jest to, żeby wszyscy wrócili do Polski. Polacy przebywający w zagranicznych ośrodkach naukowych stają się pośrednikami pomiędzy naszymi uczelniami a ośrodkami zagranicznymi. Dobrze, że mamy swoje przyczółki. Ci ludzie w naturalny sposób wspierają kontakty, pomagają tworzyć miejsca stażowe, ułatwiają wyjazdy zagraniczne innych naukowców. Staramy się działać wielotorowo. Z jednej strony tworzymy możliwości dla tych, którzy chcą wrócić do Polski, a jednocześnie dajemy szanse wyjazdów za granicę naszym naukowcom. Nauka jest międzynarodowa. Musi w niej zachodzić nieustanna cyrkulacja. Jednym z celów NAWY jest promocja Polski jako kraju atrakcyjnych możliwości naukowych i edukacyjnych. Odsetek obcokrajowców przyjeżdżających do nas na studia rośnie. Wciąż jednak są

to głównie studenci zza wschodniej granicy, dla których studia w Polsce to przepustka do kariery… Nie widzę w tym nic złego, że przyjeżdżają do nas studenci ze Wschodu… Oczywiście każda monokultura może stanowić wyzwanie, dlatego staramy się dywersyfikować kierunki, z których przybywają studenci. Ale oni jeżdżą tam, gdzie oczekują pewnych znanych sobie szans życiowych. Na przykład w przypadku Ukrainy jest to, z wielu powodów, Polska. Z kolei Polacy najczęściej wyjeżdżają na studia do Niemiec czy Wielkiej Brytanii. Warto jednak zwrócić uwagę np. na rosnący odsetek studentów z Indii na kierunkach technicznych czy inżynierskich. Podobnie rzecz się ma ze studentami z Europy Zachodniej czy z USA na kierunkach medycznych. NAWA ma też programy polonijne. A największy odsetek Polonii jest właśnie na Wschodzie. Ale otwieramy się też na inne kierunki. W 2019 roku przyjmowaliśmy aplikacje od studentów polskiego pochodzenia z USA. Mamy Polonię z Ameryki Łacińskiej czy z Azji Centralnej, ale też z Europy, np. z Czech. Rośnie liczba krajów pochodzenia, z których przybywają do nas na studia młodzi ludzie. W 2020 roku planujemy stworzyć możliwość studiowania dla młodzieży polonijnej z całego świata. Do tego dochodzą programy studenckie współfinansowane przez MSZ. Polska ma swoje cele polityki rozwojowej na świecie. Studentów z niektórych krajów zachęcamy do przyjazdów w sposób szczególny. O jakich krajach mowa? W sumie państw pomocy rozwojowej jest ponad 190. Ministerstwo Spraw Zagranicznych wskazało kilka krajów priorytetowych. Są to państwa Afryki Subsaharyjskiej, Azji Południowo-Wschodniej oraz kilka krajów Ameryki Łacińskiej… Moim zdaniem powinniśmy skoncentrować się w szczególności właśnie na Azji Południowo-Wschodniej i Wschodniej, gdzie coraz więcej osób przeznacza duże środki prywatne na edukację, a rodzime uczelnie często nie są w stanie odpowiedzieć na rosnące potrzeby edukacyjne. Mam na myśli Indie, Chiny czy Indonezję. Osobiście wiążę duże nadzieje właśnie z tym ostatnim krajem.

www.struna.edu.pl

31


32

StRuNa

Dlaczego? To czwarty najbardziej ludny kraj świata. W Indonezji zaczęła tworzyć się klasa średnia, której wciąż nie stać na wysyłanie dzieci na studia do USA, Anglii czy Australii, ale już studia w Polsce stają się dla niej ciekawą alternatywą. Mamy sporo atutów: poziom nauczania na uczelniach jest wysoki, porównywalny z Europą Zachodnią, a koszty życia jednak niższe. Polska jest członkiem Unii Europejskiej, krajem w miarę bezpiecznym, spokojnym… Czy podejmujecie Państwo też próby pozyskania studentów z Europy Zachodniej? W zeszłym roku ogłosiliśmy program „Poland my first choice”, który ma zachęcać studentów z krajów rozwiniętych do przyjazdu na studia magisterskie do Polski. Przyznam, że na razie rezultaty są jednak trochę poniżej naszych oczekiwań… Z czego to wynika? Wydaje mi się, że to kwestia promocji. Polski system szkolnictwa wyższego nie jest aż tak rozpoznawalny na świecie. To chyba też kwestia niedostatecznej rozpoznawalności Polski w ogóle… Proszę jednak pamiętać, że zaczynamy pracować z pewnym opóźnieniem w porównaniu z krajami Zachodu. W Anglii cudzoziemców przyjmowano na studia od jakichś 150 lat. My dopiero zaczynamy. Czego przez te dwa lata nie udało się Państwu zrobić? Staramy się nie patrzeć wstecz. Ale przyznam, że pewnym rozczarowaniem była np. stosunkowo mała liczba kandydatów w programie Iwanowskiej, wyjazdów stypendialnych dla polskich doktorantów. Choć z drugiej strony, ogłosiliśmy go, gdy wchodził nowy model kształcenia doktorantów. Zły moment? Może nie zły, ale wtedy wszyscy zastanawiali się raczej nad tym, jak odnajdą się w nowym systemie i mniej myśleli o wyjazdach zagranicznych. Największą bolączką jest jednak niewielka liczba cudzoziemców na studiach doktoranckich.

nr 3 (2019/2020)

Z czego wynika ten problem? Na to składa się wiele czynników. W Polsce mamy miejsca, w których nauka jest na światowym poziomie i takie, w których aż tak dobrze nie jest. Zabrakło spójnego systemu stypendialnego w odniesieniu do cudzoziemców chcących przygotowywać rozprawy doktorskie w Polsce. Uczelnie nie oferowały im zbyt wiele, a dodatkowo oczekiwały opłacenia czesnego. Tymczasem w większości krajów rozwiniętych na świecie naukę tworzą właśnie doktoranci, to oni pracują na rzecz swoich promotorów, są adeptami nauki w zespołach badawczych, przyszłymi kadrami naukowymi. Chcielibyśmy pójść w podobnym kierunku - pozyskiwać najmądrzejszych ludzi z całego świata, którzy będą mogli kiedyś budować potencjał naszego kraju. Jeśli jakaś grupa jest dla nas szczególnie ważna, to są to właśnie doktoranci. Jakie wyzwania na Państwa czekają? Po pierwsze chcemy przekonać młodych naukowców, doktorantów i studentów do korzyści jakie płyną z wyjazdów zagranicznych. Po drugie chcielibyśmy, aby finansowanie programów NAWY ze strony ministerstwa pozostało na podobnym, rosnącym poziomie. W tej chwili łącznie z różnych źródeł otrzymujemy około 190 milionów złotych rocznie, ale jeśli myślimy o rozwoju, poziom ten musi być coraz wyższy. Kolejne wyzwanie to budowanie naszego wizerunku na świecie. Za tym powinna iść też jednak poprawa rozpoznawalności Polski jako kraju mającego interesującą ofertę edukacyjną, naukową i zawodową dla młodych ludzi.


Prawa autorskie


34

Plagiat z premedytacją i plagiat mimo woli

Adriana S. Bartnik

Warunkiem zaliczenia pracy semestralnej, inżynierskiej, licencjackiej czy magisterskiej jest, oprócz jej wartości merytorycznej, respektowanie przepisów dotyczących autorstwa utworu. Teoretycznie większość studentów ma świadomość tej zasady. Mimo to jednak plagiaty to nadal codzienność polskich uczelni. Na pewno należy odróżnić próbę uzyskania oceny za pracę ściągniętą z internetu, kupioną czy celowo splagiatowaną od sytuacji, gdy praca studenta nosi znamiona plagiatu popełnionego w sposób niezamierzony. Ten ostatni jest zazwyczaj konsekwencją nieumiejętności redagowania fragmentów tekstu, które student cytuje. Należy jednak pamiętać, że obowiązkiem każdego nauczyciela akademickiego jest zgłoszenie rektorowi sytuacji, w których zachodzi podejrzenie zachowań noszących znamiona przestępstwa opisanego w artykule 115 Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych (plagiatu). Rektor z kolei musi złożyć zawiadomienie do właściwej prokuratury. W literaturze przedmiotu wskazuje się, że utwór, aby mógł podlegać ochronie, musi zostać ustalony, czyli w dowolny sposób zapisany. Może mieć zapis słowny, symboliczny, znaków matematycznych, graficznych, może też być nagrany czy w utrwalony jakiejkolwiek innej postaci. Warto zaznaczyć, że prawo chroni także tłumaczenia dzieła, jego przeróbki czy adaptacje. Tym samym w pracach naukowych warto w bibliografii i przypisach obok nazwiska autora danego dzieła zamieszczać również nazwisko tłumacza książki, którą cytujemy. Podobnie w przypadku przeróbek czy adaptacji. Przepisy prawa w takim samym stopniu chronią wszystkich autorów dzieła, niezależnie od ich wkładu w jego powstanie. Przykładowo jeśli w książce pod redakcją XYZ odnajdziemy rozdział napisany przez inną osobę, to choćby stanowił on 2 proc. całości tekstu, to nadal ani główny autor, ani nikt inny nie może przypisać sobie autorstwa tego małego rozdziału.

nr 3 (2019/2020)


prawa autorskie

Kto ma prawo do notatek z zajęć? Notatki to zapis słów prowadzącego zajęcia, zatem prawa autorskie osobiste do tekstu, myśli w nim zawartych należą do prowadzącego zajęcia. Student nie może opublikować ich jako własnego tekstu. Może za to sporządzać je na własny użytek, ma też prawo udostępniać je swoim znajomym.

Cytat Cytat to przytoczenie, przeklejenie, przepisanie tekstu bez zmieniania go. Także wtedy, gdy autor pracy rozwija w nim skróty czy zamienia spójniki. Artykuł 29 Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych mówi: „Wolno przytaczać w utworach stanowiących samoistną całość urywki rozpowszechnionych utworów oraz rozpowszechnione utwory plastyczne, utwory fotograficzne lub drobne utwory w całości, w zakresie uzasadnionym celami cytatu, takimi jak wyjaśnianie, polemika, analiza krytyczna lub naukowa, nauczanie, lub prawami gatunku twórczości”. Cytowanie jest zatem dopuszczalne. Bez ograniczeń można cytować utwory, do których wygasły autorskie prawa majątkowe, i te, które nigdy nie były objęte ochroną materialnoprawną. Zatem utwory, które znajdują się w tak zwanej domenie publicznej. Z art. 36 Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych wynika, że autorskie prawa majątkowe wygasają z upływem 70 lat od momentu śmierci twórcy (autora) utworu. Domena publiczna to zbiór dzieł, z których każdy może korzystać w dowolnym celu. Utwory te nadal mają autora, ale nie są przedmiotem ochrony materialnej. Do domeny publicznej zalicza się także przepisy prawa, wyroki sądów czy dokumenty urzędowe. Utwory znajdujące się w domenie publicznej można cytować bez ograniczeń. Ale cytaty te musimy oznaczyć cudzysłowem i odpowiednim przypisem. Plagiat Plagiat polega na przypisaniu sobie autorstwa cudzego utworu lub jego części. Wyróżniamy plagiat klasyczny, autoplagiat i plagiat myśli. Tylko ten pierwszy penalizuje prawo autorskie. Posługiwanie

się cudzym dziełem i przypisywanie sobie jego autorstwa jest przestępstwem określonym w art. 115 Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Artykuł ten karze za powszechną praktykę „kopiuj-wklej”, czyli cytowanie bez cudzysłowu i bez odpowiedniego przypisu. Za to przestępstwo sprawcy grozi także kara pozbawienia wolności do 3 lat. Czy zatem w pracy licencjackiej, magisterskiej, inżynierskiej można cytować materiały z internetu? Od strony prawnej można tylko wtedy, gdy przepisane (zacytowane) fragmenty zostaną odpowiednio opisane. Oznacza to podanie imienia, nazwiska, tytułu, wydawnictwa, roku wydania i ewentualnie nazwiska tłumacza. W przypadku kopiowania tekstu z internetu należy też dołączyć adres strony wraz z datą korzystania z niej. Autoplagiat W pracach naukowych często spotykamy też zjawisko wprowadzania do nowego tekstu fragmentów poprzednich dzieł autora. Cytowanie samego siebie jest dopuszczalne w prawie bez ograniczeń i nie zawsze trzeba podawać informację o tym, czy i gdzie dany fragment był publikowany. Niemniej jednak warto pamiętać, że prawo autorskie dotyczy praw osobistych i praw materialnych. W zakresie praw autorskich osobistych autor nie ma obowiązku podawania nazwiska przy swoim dziele, może prace publikować anonimowo. Jednak gdy praca została już opublikowana i autor przekleja jej fragmenty, to musi opatrzyć je przypisem wskazującym, gdzie o tym można przeczytać. Przykładowo gdyby Adriana Bartnik pisała książkę lub artykuł o mobbingu w służbach mundurowych, być może odwołałaby się do swojego artykułu dotyczącego mobbingu wśród funkcjonariuszek. Wówczas, cytując samą siebie, poza znakiem cudzysłowu musiałaby zrobić odpowiedni przypis. Poprawne oznaczenie i umieszczenie cytatu powinno wyglądać tak: „Proces przeciwdziałania mobbingowi w służbach mundurowych jest wręcz niedostrzegalny, a już zupełnie nieodczuwalny wśród przebadanych funkcjonariuszek, co może potęgować poczucie pozostawienia samej sobie, braku wsparcia poszczególnych formacji służb w przypadku problemów w miejscu pracy. Co warto pod-

www.struna.edu.pl

35


36

StRuNa

kreślić, przebadane funkcjonariuszki w przeważającej większości nie darzą sympatią swoich bezpośrednich przełożonych, nie lubią też swoich zespołów, choć lubią swoją pracę”. Fragment ten musi być opatrzony cudzysłowem oraz przypisem. A.S. Bartnik, Mobbing a inne zjawiska patologiczne w służbach mundurowych – wyniki badań własnych przeprowadzonych w latach 2010-2017, s. 203 [w:] Kobiety w polskich służbach mundurowych. Role, zadania i wyzwania, redakcja naukowa Ewelina Waśko-Owsiejczuk, Warszawa 2018. Gdyby zaś Bartnik przepisała ten sam fragment z internetu, to poza wzięciem cytatu w cudzysłów i skonstruowaniem takiego samego przypisu należałoby też dodać adres strony, z której został zaczerpnięty: https://www.academia.edu/36746845/ Mobbing_a_inne_zjawiska_patologiczne_w_s%C5%82u%C5%BCbach_mundurowych._Wyniki_bada%C5%84_w%C5%82asnych_przeprowadzonych_w_latach_2017-2017._Mobbing_and_other_pathological_ phenomena_in_Polish_Uniform_Services._The_results_ of_own_research, pobrano 29 listopada 2019 r. Autoplagiat nie jest zatem plagiatem w rozumieniu prawnym, podlega penalizacji jedynie wtedy, gdy autor przekazał prawo do zarabiania na tekście wydawnictwu lub innej osobie (podmiotowi) i bez jego zgody kolejny raz wydaje to samo. Bez zachowania odpowiednich oznaczeń naraża go to na odpowiedzialność dyscyplinarną. Przykładem może być poszerzenie, rozwinięcie pracy licencjackiej w magisterską. Jeśli student pisze na ten sam temat i nieznacznie zmienia (lub nie zmienia wcale) poszczególne rozdziały, nawet gdy doda kolejne, dopuszcza się autoplagiatu, co jest podstawą do wszczęcia przeciwko niemu postępowania dyscyplinarnego. Nie oznacza to, że nie można pisać pracy licencjackiej i magisterskiej na ten sam temat. Praca magisterska nie może być jednak kompilacją poprzedniej, musi być nowa, a fragmenty, które są przytaczane z poprzedniej pracy, muszą być odpowiednio oznaczone. Plagiat klasyczny Rzecz ma się zgoła inaczej przy cytowaniu cudzych prac. Przykładowo: pisząc o plagiacie, autor

nr 3 (2019/2020)

Co może promotor? Autorskie prawa osobiste do prac zaliczeniowych, w szczególności do pracy licencjackiej, magisterskiej czy inżynierskiej, przysługują studentowi jako autorowi dzieła. Prawidłowy nadzór promotora nad pracą nie powinien mieć znamion współautorstwa. Promotor ma za zadanie korygować, ukierunkowywać, ale nie oddawać swoje pomysły, redagować czy tym bardziej pisać za studenta poszczególne fragmenty. Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych ogranicza autorskie prawa majątkowe studenta w art. 15a, przyznając uczelni pierwszeństwo do opublikowania pracy dyplomowej studenta. Ograniczenie to obowiązuje w terminie 6 miesięcy od dnia obrony pracy. Niedopuszczalne są też sytuacje, gdy promotorzy czy recenzenci prac odwołują się do wyników badań studentów, nie wskazując, że przeprowadził je student.

korzysta z Wikipedii. Definicja plagiatu tam zawarta jest dość prosta i oczywista, można w zasadzie przyjąć, że każdy mógłby ją stworzyć. Tym samym zamiast oznaczyć tekst cudzysłowem, autor pisze, że: plagiat (łac. plagium, kradzież) – pojęcie z zakresu prawa autorskiego oznaczające skopiowanie cudzego utworu (lub jego części). Tak zapisany tekst jest już plagiatem niezależnie od tego, czy autor mógłby to sam wymyślić, czy też przepisał to (skopiował). Aby uchronić się przed skierowaniem sprawy do prokuratury, powyższy fragment musi zostać opatrzony cudzysłowem i przypisem: https://pl.wikipedia.org/wiki/Plagiat, pobrano 29 listopada 2019 r. Co się dzieje, gdy autor pracy o plagiacie nie przepisuje, nie przekleja, ale przeredagowuje? Pozostając przy tym samym przykładzie, pisze np.: Termin plagiat pochodzi z języka łacińskiego i oznacza kradzież. Jest to też pojęcie z zakresu prawa autorskiego, które polega na skopiowaniu cudzego utworu lub jego części i przypisaniu sobie prawa do autorstwa utworu poprzez ukrycie pochodzenia splagiatowanego utworu. W takiej sytuacji, aby nie być posądzonym o plagiat, należy wskazać, że informacje powyższe za-


prawa autorskie

czerpnięto z Wikipedii. Tym samym autor nie oznacza tego fragmentu cudzysłowem, ale odpowiednim przypisem i przypis ten będzie identyczny jak pokazany powyżej. Plagiat myśli Podobnie rzecz ma się ze streszczaniem cudzych myśli, badań czy stanu nauki (wiedzy). Przykładowo gdy student pisze pracę o procesie karnym, w której przedstawia typologię wyroków – wyrok łączny, wyrok zaoczny – musi wówczas wskazać, iż wyroki te opisano w kodeksie postępowania karnego, i dodać, w których artykułach. Jeśli w pracy pisałby, że badając prawo, należy uwzględnić typ ustroju społeczno-gospodarczego, typ podkultury prawnej oraz typ osobowości jednostki stosującej prawo, to niewątpliwie streściłby trójstopniową hipotezę działania prawa Adama Podgóreckiego. Tym samym autor musiałby podać, że hipotezę tę stworzył Podgórecki, i w przypisie dać odwołanie, w której publikacji Podgórecki opublikował hipotezę trójstopniowego działania prawa. Tak więc pisząc: Badając przepisy prawa, należy uwzględnić typ ustroju społeczno-gospodarczego, typ podkultury prawnej oraz typ osobowości jednostki stosującej prawo. Stąd też warto pamiętać, że identycznie brzmiący przepis będzie inaczej wykładany przez różnych sędziów w ramach wyrokowania.

Należy zrobić przypis i podać: A. Podgórecki, Hipoteza trójstopniowego działania prawa [w:] A. Kojder, E. Łojko, W. Staśkiewicz, A. Turska, Elementy socjologii prawa, t. 2, Warszawa 1990. W nauce przyjęto bowiem, że jeśli czegoś sami nie stworzyliśmy, musimy wskazać, skąd zaczerpnęliśmy tę wiedzę. Uczciwość naukowa obliguje także autora badań, który kolejny raz się do nich odwołuje, do wskazywania tego, czy już o tym pisał, czy te wyniki gdzieś opublikował. Jeśli tak jest, powinien podać źródło. Nierzetelność naukowa dotyczy również sytuacji, w których autorzy w swojej publikacji odwołują się do argumentów innego naukowca, nawet gdy taka argumentacja została przeredagowana, opisana własnymi słowami – tak że można odnieść wrażenie, iż to oni są autorami tych tez, myśli. Za takie zachowania grozi również odpowiedzialność dyscyplinarna. Przepisy prawa w zakresie praw autorskich, podobnie jak ustawa o dostępie do informacji publicznej, nie są skomplikowane, szczególnie gdy porównamy je np. z uregulowaniami dotyczącymi odpowiedzialności podmiotów zbiorowych w kontekście tzw. karuzeli vatowskich… Niestety rzeczywistość bywa zawiła i to, w jaki sposób oraz w jakim celu autorzy korzystają z cudzych dzieł, nie zawsze precyzyjnie odpowiada dyspozycjom czy hipotezom przepisów prawa. Aby jednak uniknąć sankcji karnych lub dyscyplinarnych, wystarczy stosować opisane powyżej reguły.

www.struna.edu.pl

37


38

Trzy pytania o prawa autorskie

Magdalena Miernik

1. Kiedy dzieła stają się własnością publiczną?

2. Czy prawa autorskie chronią wszędzie tak samo?

Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z 4 lutego 1994 r. przyjęła dualistyczną koncepcję praw, dzieląc je na autorskie prawa majątkowe i autorskie prawa osobiste. Prawa majątkowe są zbywalne i ograniczone w czasie. Chronią one twórcę od momentu, w którym stworzył dzieło, i wygasają dopiero 70 lat po jego śmierci. W przypadku współautorstwa wygasają dopiero 70 lat po śmierci tego z twórców, który przeżył pozostałych. Po zakończeniu okresu ochrony utwór przechodzi do tzw. domeny publicznej, co oznacza, że każdy obywatel może swobodnie korzystać z danego dzieła. Standardowy okres 70 lat ochrony odnosi się również do praw autorskich do tzw. utworu zależnego, czyli opracowania cudzego utworu. Dobrą ilustracją działania praw autorskich majątkowych jest przypadek słynnego obrazu Marcela Duchampa znanego jako „Mona Lisa z wąsami”. O ile oryginalna „Mona Lisa” znajduje się już od dawna w domenie publicznej, o tyle przeróbka Duchampa będzie chroniona prawami autorskimi aż do 2039 r. W odróżnieniu od autorskich praw majątkowych autorskie prawa osobiste są niezbywalne, nieprzenoszalne i nieograniczone w czasie. Z powództwem o ochronę autorskich praw osobistych po śmierci twórcy może wystąpić małżonek, a w przypadku jego braku kolejno: dzieci i wnuki, rodzice, rodzeństwo, dzieci i wnuki rodzeństwa.

Czas trwania autorskich praw majątkowych nie jest identyczny na terenie całej Unii Europejskiej. Najlepszym przykładem rozbieżności pomiędzy regulacjami krajowymi jest moment przejścia do domeny publicznej „Małego Księcia” – najsłynniejszego dzieła francuskiego pilota i pisarza Antoine’a de Saint-Exupéry. Autor zginął 31 lipca 1944 r., a jego dzieło weszło do domeny publicznej 1 stycznia 2015 r. Tak się stało w większości państw europejskich, ale nie w samej Francji. Dlaczego? Otóż francuskie prawo autorskie zapewnia przedłużoną o 30 lat ochronę dzieł tych twórców, którzy zmarli za Francję w trakcie I i II wojny światowej. Przedłużony okres trwania praw autorskich ma w zamiarze ustawodawcy znad Sekwany zrekompensować spadkobiercom trudności w komercyjnej eksploatacji utworów twórców tworzących podczas trwania działań wojennych. Ponieważ de Saint-Exupéry „zmarł za Francję”, „Mały Książę” wejdzie do domeny publicznej w ojczyźnie jego autora dopiero za lat 25.

nr 3 (2019/2020)

3. Co można zrobić z dziełem znajdującym się w domenie publicznej? Czy fakt, że „Mały Książę” znajduje się w Polsce w domenie publicznej, pozwala nam zupełnie swobodnie korzystać z całości tekstu Antoine’a de Saint-Exupéry i wykorzystywać je do celów komercyjnych? Nie. Warto bowiem wiedzieć, że istnieją jeszcze – oprócz


prawa autorskie

przepisów prawa autorskiego – inne sposoby ograniczenia swobody korzystania z dzieła znajdującego się w domenie publicznej. Najważniejszymi z nich są prawa własności przemysłowej. O ile każdy może dzisiaj opublikować całość tekstu słynnego dzieła Antoine’a de Saint-Exupéry, o tyle z poszczególnymi jego elementami może być już problem. Okazuje się, że spadkobiercy pisarza zawczasu pomyśleli o zabez-

pieczeniu swoich praw i dzisiaj zarówno sam tytuł, jak i każdy z bohaterów „Małego Księcia” (Mały Książę, lis, róża, a nawet planeta z drzewem Baobab) są chronione jako znaki towarowe. Pomysł wydania dzisiaj debiutanckiej powieści pod dobrze brzmiącym tytułem „Le Petit Prince” niestety odpada. Tak samo wydawanie pod tą nazwą serii zabawek dla dzieci czy materiałów edukacyjnych.

Autorka tekstu Magdalena Miernik podpowiada również co powinniśmy zrobić, gdy nasze prawa jako autorów dzieła zostały naruszone (patrz str. 41-42).

www.struna.edu.pl

39


Telewizja Akademicka Struna.TV dostępna również na trzech kanałach YouTube'a:


41

Autorze, broń się!

Magdalena Miernik

Naruszenie praw autorskich może przydarzyć się każdemu twórcy prezentującemu swoje prace w sieci. I nie tylko tam. Jakie narzędzia obrony zapewnia autorom prawo? Możliwości jest wiele. Co więcej, prawo dopuszcza kumulowanie roszczeń. Można bowiem w tym samym czasie zwrócić się do osoby, która bezprawnie wykorzystuje dzieło, zarówno z roszczeniem o zaniechanie naruszeń, jak i z roszczeniem odszkodowawczym. Można również powołać się i na przepisy ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji, i na przepisy o ochronie dóbr osobistych. Każde z powyższych ma bowiem charakter samoistny. Żądanie zaniechania naruszeń Twórca, który zauważy, że jego dzieło zostało bezprawnie opublikowane lub wykorzystane w jakikolwiek inny niezgodny z prawem sposób, może żądać powstrzymania się przez naruszającego od podejmowania działań, które wkraczają w tak zwany monopol twórcy. W praktyce jest to najczęściej wystąpienie w sprawie zaprzestania rozpowszechniania treści, które naruszają prawa autorskie. Adresatem żądania o zaniechanie bezprawnych działań może być np. administrator strony WWW, właściciel profilu społecznościowego lub właściciel sklepu internetowego. Twórca może żądać zaprzestania naruszeń zarówno wtedy, gdy stan naruszenia trwa, jak i wówczas, gdy istnieje jedynie obawa, że do naruszenia może dojść. Autor może wytoczyć powództwo o zaniechanie naruszeń w każdym czasie, niezależnie od tego, czy sprawca naruszenia ma świadomość tego, że łamie prawo osoby trzeciej, czy też nie. Roszczenie o żądanie zaniechania naruszeń może wytoczyć również wtedy, gdy sprawca naruszenia nie uzyskuje żadnej korzyści majątkowej w związku z bezprawnym wykorzystywaniem dzieła osoby trzeciej.

www.struna.edu.pl


42

StRuNa

Działanie na rzecz usunięcia skutków naruszenia Twórca może żądać podjęcia działań, które mają na celu usunięcie określonego stanu sprzecznego z prawem. Mogą nimi być: – usunięcie ze strony internetowej treści, które naruszają prawa autorskie twórcy, – wycofanie ze sprzedaży online towarów, które naruszają prawa osób trzecich, – zniszczenie bezprawnie wytworzonych kopii utworu, wszelkich towarów, opakowań lub materiałów reklamowych, które naruszają prawa autorskie. Dla powstania odpowiedzialności z tytułu naruszenia praw autorskich nie ma znaczenia ani dobra wiara naruszyciela, ani fakt, że dochował on najwyższej staranności przy sprawdzeniu, czy jego działanie nie narusza praw osób trzecich. Roszczenia finansowe Osoba, której prawa majątkowe zostały naruszone, może domagać się naprawienia wyrządzonej szkody poprzez zapłatę określonej sumy pieniężnej. Twórca powinien oczekiwać „stosownego wynagrodzenia”, a więc takiego, które by mu się należało w normalnych warunkach rynkowych po zawarciu umowy o korzystanie z utworu w takim samym zakresie, w jakim doszło do naruszenia. Odpowiedzialność naruszyciela nie zależy od winy. Odpowiada on za sam fakt powstania szkody. W wyjątkowych sytuacjach, gdy roszczenie o zaniechanie naruszania lub usunięcie jego skutków byłoby dla naruszyciela niewspółmiernie dotkliwe, można zastosować roszczenie o zapłatę stosownej sumy pieniężnej na rzecz uprawnionego (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych art. 79 ust. 3). Przed podjęciem działań zmierzających do zaniechania naruszeń warto zasięgnąć porady zaufanego prawnika, tak aby przed wystosowaniem żądań do naruszyciela ustalić, które z narzędzi oferowanych przez prawo będzie w danej sytuacji najskuteczniejsze.

nr 3 (2019/2020)


Prawa studenta


44

Niewidzialni

Dominika Rafalska

Odsetek studentów cierpiących na zaburzenia psychiczne stale rośnie. Na Zachodzie programy wsparcia dla nich są czymś powszechnie znanym. W Polsce to wciąż rzadkość. Wielu rodzimym uczelniom wciąż łatwiej zakładać, że tacy ludzie nie istnieją. Najgorzej jest jesienią. Do doktor Agnieszki Kowalewskiej, adiunkt na jednej z największych polskich uczelni, wykładowczyni z ponad dwudziestoletnim stażem przychodzi wtedy najwięcej studentów z problemami z rodzaju nietypowych i delikatnych. I nie są to tzw. wieczni studenci, którzy najpierw nie chodzą na zajęcia, a potem proszą o prolongatę terminu oddania prac, kolejną szansę, usprawiedliwienie nadprogramowych nieobecności… - Te pielgrzymki zaczynają się właśnie na początku roku akademickiego, a nie jak dawniej - pod koniec, tuż przed sesją. Zdarza się, że studenci już na pierwszych zajęciach informują o tym, że mogą nie dać rady uczęszczać na wykłady czy zaliczać prac w terminie - opowiada. O czym jeszcze mówią? Często opowiadają właśnie o jesieni: że to trudny czas, że wtedy bardzo źle funkcjonują, że może jeszcze październik jakoś pochodzą na zajęcia, ale listopad… listopad już będzie ciężki. Wtedy i jeszcze w grudniu mogą być na zwolnieniu, bo jak co roku będą mieć jakiś stan depresyjny. Co chcieliby z tym zrobić? Pytają o to, czy mogliby dostać jakiś materiał do opanowania samodzielnie, zaliczyć przedmiot na indywidualnych zasadach. - W najbardziej skrajnym przypadku, z 80-osobowej grupy studentów, z którymi miałam wykład, przyszło ich aż 15 - opowiada Kowalewska. Wykładowczyni mówi, że przez lata studenci nauczyli się, że mogą liczyć na jej zrozumienie, pomoc i wsparcie. Ale taka postawa nie jest powszechna i tak naprawdę trudno rozstrzygnąć, czy jest słuszna? Są przecież regulaminy studiów, sylabusy przedmiotów, jasno sformułowane zasady, które przewidują np. dwie nieusprawiedliwione nieobecności, określoną liczbę prac zaliczeniowych oddawanych regularnie, w terminie… I nauczyciele lubią, ale też muszą tych zasad przestrzegać.

nr 3 (2019/2020)


prawa studenta

Dlatego dr Agnieszka Kowalewska zgadza się opowiedzieć o problemach swoich studentów i o własnym zagubieniu w tej sytuacji, ale pod warunkiem zmiany personaliów. - W moim środowisku pracy, jakakolwiek aktywność, która nie przekłada się na punkty jest źle widziana - wyjaśnia. A wspieranie studentów, którzy chcą studiować na specjalnych zasadach z powodu choroby czy zaburzeń psychicznych punktów nie przynosi. Ani pieniędzy. Tak naprawdę dla uczelni jest to problem. Nikt nie wie, jak z takimi ludźmi rozmawiać. Nikt nie tłumaczy tego także wykładowcom. Z wyjątkiem kilku, prężnie działających uczelnianych ośrodków wsparcia dla studentów w kryzysie dość powszechną metodą stosowaną przez uczelnie jest ignorowanie tematu. Rzeczywistość, która przerasta We wrześniu br. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) opublikowała kolejny mocny raport, z którego wynika, że każdego roku blisko 800 000 ludzi odbiera sobie życie. Niepokoi wysoki odsetek samobójstw w przedziale wiekowym 15-29 lat (druga przyczyna śmierci). Związek pomiędzy próbami samobójczymi i zaburzeniami psychicznymi (przede wszystkim depresją) został dawno opisany w literaturze przedmiotu. Wiele osób targa się także na swoje życie pod wpływem impulsu, w momencie kryzysu czy załamania nerwowego, braku umiejętności radzenia sobie ze stresem, samotnością, poczuciem izolacji czy przemocą. Z kolei specjaliści z dziedziny psychiatrii, obradujący na I Kongresie Suicydologicznym w Łodzi (marzec 2018) alarmowali, że w Polsce z powodu samobójstw ginie więcej ludzi niż w wypadkach drogowych. Portal Nauka w Polsce, powołując się na dane policji i ustalenia tegoż Kongresu podaje liczbę ponad 5000 przypadków samobójstw w naszym kraju w roku 2017. To ok. piętnaście przypadków dziennie. Naukowcy zgadzają się co do tego, że w zapobieganiu tragediom najważniejszą rolę odgrywa wsparcie udzielone osobie w kryzysie. Co ważne, musi to nastąpić w odpowiednim czasie. - Jedną z konsekwencji zaburzenia psychicznego jest subiektywnie odczuwane cierpienie oraz upośledzenie funkcjonowania społecznego - wyjaśnia psy-

cholog i psychoterapeutka Joanna Zawanowska. Do jej gabinetu trafiają najczęściej pacjenci ze stanami lękowymi i depresjami.- Fobie społeczne i proste, lęk uogólniony, zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne, napady paniki, zaburzenia nastroju, zaburzenia somatyzacyjne… - wylicza Zawanowska. Wśród jej pacjentów jest wielu studentów medycyny. - Są przepracowani, czasem mają rys osobowości anankastycznej (którą cechuje m.in. perfekcjonizm, lęk i sztywność myślenia), sztywno i zadaniowo podchodzą do rzeczywistości, żyją w napięciu, funkcjonują w zhierarchizowanym systemie, szybko spada na nich ogromna odpowiedzialność, uczą się odcinania od emocji. To ich sposób na przetrwanie w tym zawodzie, ale na dłuższą metę jest to destrukcyjne dla życia psychicznego - opowiada. Skąd biorą się problemy młodych ludzi? Może stąd, że tak wiele spraw traktujemy dzisiaj jak kolejne zadanie, projekt do wykonania i kiedy pojawia się smutek czy lęk, każdy chce się go pozbyć jak najszybciej. - Studenci mają problem z zaakceptowaniem własnych emocji, uznania ich jako części swojego życia. Paradoksalnie kiedy człowiek otwiera się na rzeczywistość, pewne rzeczy odpuszczają. A oni tę pokrywkę dociskają. I wtedy jeszcze bardziej kipi pod spodem. Aż w końcu wybucha - mówi Zawanowska. Zaburzenia psychiczne są przeważnie interakcją kilku czynników. To z jednej strony potencjał genetyczny, na który nakładają się stresory środowiskowe. Jednym z najsilniejszych jest długotrwały stres. A studenci są w szczególnie trudnym momencie rozwojowym. To czas przejścia, inicjacji, wejścia w dorosłość, często wyjazdu daleko, do innego miasta. - Wiąże się on z presją, oczekiwaniami osób, otoczenia. Ludzie często idą na studia które nie są ich pasją, ale wierzą, że dostaną po nich dobrą pracę. Wielu dzisiejszych studentów uważa się za stracone pokolenie, które nigdy nie będzie miało takich możliwości jak np. roczniki które wchodziły w dorosłe życie tuż po transformacji. Zbierają więc punkty, zaliczają staże, stale porównują się z innymi, lansują się na portalach społecznościowych i stamtąd czerpią inspirację - mówi Joanna Zawanowska. Problem jednak zaczyna się znacznie wcześniej - w dzieciństwie. Tkwi często w braku uważności rodziców, w ich emocjonalnej nieobecności, braku czasu, zrozumienia, wsparcia, rozmów o uczuciach…

www.struna.edu.pl

45


46

StRuNa

Dzieci, podobnie jak dorośli żyją w stresie informacyjnym i doświadczają przebodźcowania. Zdaniem Zawanowskiej, współcześnie dorośli często traktują dziecko jak kolejny projekt. Młodym jest ciężej także z powodu upadku wspólnot czy wielopokoleniowych rodzin. Jednym z amortyzatorów zapobiegających zaburzeniom psychicznym są zdrowe, autentyczne relacje z innymi, których dzisiaj zaczyna brakować. - Drugi zasób to osobisty poziom tzw. rezyliencji, czyli odporności psychicznej, elastyczności, umiejętności dostosowywania się do zewnętrznej sytuacji pod względem psychologicznym, czyli po prostu adaptacji. Osoby, które mają jej wyższy poziom, nie przywiązują się sztywno do jednej interpretacji rzeczywistości, czy tego co im się przydarza w życiu, są bardziej elastyczne poznawczo, co sprawia, że łatwiej regulować im emocje - mówi Joanna Zawanowska. A osobisty poziom rezyliencji jest wypadkową potencjału genetycznego i wychowania oraz pozytywnych doświadczeń radzenia sobie z przeszkodami w przeszłości. Do tego zmieniła się specyfika studiów. - Coraz częściej nie jest to już beztroski, radosny czas rozmów o filozofii, pasji, wędrówek po górach, przesiadywania w klubach studenckich… Kulturę studencką wypiera kultura sukcesu, wizerunku, presja bycia najlepszym, coraz większe oczekiwania od życia. Studenci łączą studia nawet na kilku kierunkach z pracą, stażami, praktykami oraz spłacaniem kredytu studenckiego i wynajmu mieszkania - mówi Zawanowska. Nie wszyscy sobie z tym radzą. Zrozumieć studenta nieporadnego Ale nie tylko z tym. Do Studenckiego Ośrodka Wsparcia i Adaptacji (SOWA), działającego przy Uniwersytecie Jagiellońskim zgłasza się miesięcznie około 80 nowych osób. To w tej chwili jeden z najprężniej działających uczelnianych ośrodków tego typu w kraju. Pracuje w nim 15 psychologów i terapeutów, którzy prowadzą zarówno konsultacje indywidualne jak i grupy wsparcia. Mają telefon interwencyjny, pod który można zadzwonić do godz. 24.00. Pracownicy ośrodka zachęcają do kontaktu studentów w kryzysie, mających problemy emocjonalne, cierpiących psychicznie. Do SOWY można przyjść każdego dnia, bez zapowiedzi. Ośrodek mieści się na kameralnej kra-

nr 3 (2019/2020)

kowskiej ulicy, z dala od kampusu uniwersyteckiego, za to w pobliżu pięknego Ogrodu Botanicznego UJ, co daje poczucie prywatności i sprzyja wyciszeniu. Po ośmiu miesiącach działania ośrodka, jego pracownicy mają satysfakcję, ale też pełne ręce roboty. - Zainteresowanie naszą placówką przerosło oczekiwania wszystkich. Myśleliśmy, że potrzebny będzie czas na rozruch, że będziemy mogli poświęcić pierwsze miesiące na planowanie czy dyskusje merytoryczne. Tymczasem okazało się, że od pierwszych dni przychodzili studenci. Teraz przekazują sobie informacje o nas pocztą pantoflową, przez co mamy jeszcze więcej zgłoszeń. Dzwonią do nas ludzie z innych uczelni, bo myślą, że działamy dla wszystkich studentów w Krakowie a nie tylko dla studentów UJ, co pokazuje jak ogromne zapotrzebowanie jest na tego typu pomoc - mówi Jagna Kazienko kierownik SOWY. Zdarza im się mieć nawet 20 interwencji dziennie, 300 miesięcznie. Oprócz konsultacji indywidualnych, studenci mogą w SOWIE skorzystać z zajęć w grupach wsparcia. Pierwszoroczniacy trafiają do grupy „Adaptacja”, której założeniem jest to, że młody człowiek, który przyjeżdża na studia do nowego miasta i zmienia środowisko może czuć się zagubiony, samotny i wyobcowany. Z kolei grupa „Koniec studiów - nowy początek” powstała z myślą o studentach ostatniego roku, dla których ten przełomowy moment może się okazać zbyt trudny. „To naturalne, że w takim okresie pojawiają się i nasilają przeróżne lęki, poczucie pustki, niedopasowania, chaosu, ale także ekscytacja i fascynacja nieznanym. „Jeśli czujesz, że rozstanie z uczelnią i wejście w kolejny etap życia wzbudza w Tobie emocje i stany, z którymi z jakiegoś powodu nie potrafisz sobie poradzić, to ta grupa jest właśnie dla Ciebie” - czytamy na stronie internetowej ośrodka. Zdaniem Jagny Kazienko, największe ryzyko dekompensacji psychicznej jest właśnie na pierwszym i na ostatnim roku, w momentach przejściowych. Psycholożka zwraca jednak uwagę na to, że młodzi ludzie często ulegają presji zbytniej medykalizacji wszystkich naturalnych procesów życiowych: Na przykład trudności adaptacyjne w grupie zwykliśmy podciągać pod „fobię społeczną”, przez co automatycznie stają się one zaburzeniem, czymś, co wymaga leczenia. Tymczasem, wyobraźmy sobie: ktoś idzie na studia, trafia do innego miasta, nikogo nie zna, jest nieśmiały,


prawa studenta

z początku trudno mu nawiązać kontakty, denerwuje się…To jest przecież naturalne, to nie znaczy że jest on chory czy zaburzony, ma trudności, ale przejściowe. To rodzaj presji - „wszyscy musimy być super”. Dlatego, jej zdaniem, psychologowie i psycholożki z SOWY działają trochę jak rodzice: tłumaczą, pocieszają, wyjaśniają. - Młodzieży brakuje dziś autorytetów, punktów odniesienia, drogowskazów. Czasem trzeba im tłumaczyć rzeczy podstawowe. Ktoś musi im np. powiedzieć. że cierpienie jest częścią naszego życia, człowieczeństwa. Czasem oni przychodzą do nas kilka razy tylko po to, żeby usłyszeć: to jest normalne, to przejdzie - mówi Kazienko. - Zgłaszają się do nas również studenci, których problemy kwalifikują się do dłuższej formy pomocy, jaką jest psychoterapia. Kierujemy te osoby do miejsc gdzie mogą ją uzyskać, ale często skazuje je to na oczekiwanie w kolejce do specjalisty nawet przez kilkanaście miesięcy. A trzeba pamiętać, że okres studiów to moment przejściowy pomiędzy nastolatkiem a dorosłym obciążony wyzwaniami emocjonalnymi i intelektualnymi. I jeśli młody człowiek dostanie wtedy adekwatną pomoc jest szansa, że trudności się nie pogłębią - mówi Kazienko. Jej zdaniem, u źródła wielu problemów i zaburzeń młodych ludzi leży kryzys rozwojowy często także rodzinny, ale również trudność w ustaleniu własnych wartości, odejście od ról w rodzinach, presja wyglądu, ekstra życia, posiadania… Dorośli nie mają czasu, młodzi nie mają autorytetów, pogłębia się dystans i samotność. Skutkiem tego jest sytuacja zagubienia w życiu, nieradzenie sobie w podstawowych sytuacjach, brak umiejętności interpersonalnych, a nawet zawierania szczerych przyjaźni. Jeśli ktoś nie wyniósł z domu takiej zdolności, nie wytworzył mechanizmów obronnych, brakuje mu poczucia własnej wartości, ciężej mu jest w dorosłym, ale wciąż młodym życiu poradzić sobie z kryzysem. Problem polega na tym, że takich ośrodków jak SOWA jest wciąż za mało, a ich zakres działania zbyt ograniczony. Są to najczęściej, działające przy uczelniach, punkty pierwszej pomocy psychologicznej, gdzie studenci i doktoranci mogą uzyskać rady, czasem, ale nie zawsze skorzystać z krótkoterminowej psychoterapii. Otrzymują tam konsultacje i wsparcie oraz wskazówki dotyczące tego, gdzie udać się po

fachową pomoc. Duże zainteresowanie ofertą takich ośrodków powoduje że niekiedy z konieczności ograniczają one liczbę spotkań np. do maksymalnie trzech w semestrze. System nie widzi problemu Dr Kowalewska ma na uczelni półtoragodzinny dyżur raz w tygodniu. Jej zdaniem, to o wiele za mało biorąc pod uwagę skalę problemów, z którymi przychodzą do niej studenci. Bo, obok pytań merytorycznych związanych z wykładanymi przez nią przedmiotami, przychodzą ludzie, których można by określić mianem zagubionych. Nieprzystosowani do samodzielnego życia, nie odnajdujący się w nim… Nie wiedzą o publicznej służbie zdrowia na uczelni, nie mają świadomości, że mają prawo dostępu do psychologa czy psychiatry. Przynoszą zaświadczenia, informują mailowo o tym, że cierpią na depresję, mówią że mogą mieć nawrót choroby, że wychodzą z ciągów alkoholowych czy narkotycznych. Proszą o pomoc w znalezieniu ośrodka leczącego od uzależnień. Wysyłają fragmenty dokumentacji medycznej… - Opowiadają czasem o dramatycznych rzeczach, a ja zastanawiam się nad tym, dlaczego właściwie mam się tym zająć? Dlaczego nie pójdą do dziekana, opiekuna roku? Może, w świetle takich problemów, podobnie jak w szkołach są pedagodzy, nauczyciele wspomagający, tak i uczelnie powinny zatrudniać osoby wspierające wykładowców? My nie możemy być przecież terapeutami, nie możemy pochylać się nad takimi problemami, rozstrzygać, kto tych studentów skrzywdził, jak im pomóc? Nie mając takiej wiedzy, możemy tylko taką osobę jeszcze bardziej skrzywdzić. Czasem jedno pytanie może otworzyć ranę… - mówi Kowalewska. Problem polega na tym, że wykładowcy nie mają kogo o to zapytać. Uczelnie nie stwarzają też jak na razie przestrzeni do organizowania dla studentów z problemami psychicznymi zajęć dodatkowych czy pracy indywidualnej.Chcąc przestrzegać regulaminów, wykładowca po dwóch nieobecnościach nie powinien już studenta klasyfikować. I wielu nie przejmuje się tym i tak robi. W nadprodukcji regulaminów i procedur na uczelni, ta sprawa nie doczekała się regulacji. Ludzie z problemami, nieporadni nie wiedzą dokąd udać się po pomoc. Przychodzą i zwierzają się

www.struna.edu.pl

47


48

StRuNa

gdy wyczują że wykładowca jest empatyczny. - A jakie ja mam narzędzia? Żadnych! Nie wiem przecież, kiedy mam do czynienia z zaburzeniem depresyjnym, chorobą, a kiedy ze zwykłą niewydolnością wynikającą z niewywiązania się z obowiązków studenta? Czy powinnam stworzyć dla takiej osoby inne reguły? - pyta Kowalewska. Wielu jej kolegów i koleżanek na podobne sytuacje nie reaguje. Mówią, że to nie ich problem, nie ich sprawa. - Jak to nie? Jesteśmy pedagogami, jesteśmy współodpowiedzialni, musimy reagować gdy dzieje się krzywda. A co będzie jeśli nie poświęcę takiemu studentowi dodatkowych paru minut, a to pogorszy jego stan? Albo ta osoba zrobi sobie coś złego? Nie możemy być odrealnieni. Musimy widzieć, co się wokół nas dzieje. Gdyby to dotyczyło mojego dziecka, oczekiwałabym że ktoś się tym zainteresuje - mówi dr Kowalewska. Jagna Kazienko: Wykładowca, który nie jest psychologiem niewiele może zrobić. Może porozmawiać, tak po ludzku, ale w zasadzie nic więcej. Właśnie dlatego w Krakowie powstała SOWA. I wykładowcy, po ośmiu miesiącach działania naszego ośrodka czują dużą ulgę, że nie muszą tak często zajmować się takimi sprawami. Po prostu mogą odesłać studenta do nas.

nr 3 (2019/2020)

Kowalewska próbuje sobie radzić na własną rękę - przez znajomych szuka informacji o tym, jak pomóc studentom w kryzysie, gdzie ich kierować, jak z nimi rozmawiać. Nie może mówić o problemach swoich studentów przełożonym choćby ze względu na ochronę dóbr osobistych. Może opowiedzieć anonimowo, ale wtedy i tak każdy domyśli się o kogo chodzi. Odwleka wpisy do ostatniej chwili. Daje terminy tak długo jak może, choć w sumie nie wie czy nie robi studentowi krzywdy? Bo może dla takiej osoby lepiej byłoby nie szamotać się dłużej i odejść ze studiów? A może przeciwnie - może studia to jedyna rzecz, która daje jej równowagę? Choć w sumie - dlaczego uczelnia ma promować studenta, który nie wywiązuje się ze swoich zadań? - Wiemy jak pracować niepełnosprawnymi ruchowo, ale już nawet nie orientujemy się, jak współpracować z niedowidzącymi. A co dopiero ze studentami z zaburzeniami psychicznymi… Zawsze chodzi o progi dla wózków, żadnych innych niepełnosprawności nie ma - denerwuje się dr Kowalewska. Póki co, studenci z zaburzeniami psychicznymi często są na uczelniach po prostu niewidzialni.


49

Akredytacja w służbie studentom

Krzysztof Szewior

Środowisko akademickie wie, jakiej jakości kształcenia oczekiwać. Mniejszy kompromis osiągnięto w kwestii tego, jak ją mierzyć, wdrażać, rozwijać i trwale zabezpieczać. W rozwiązywaniu tych problemów w sukurs przychodzą agencje akredytacyjne. Uniwersytet zmienił się od czasów naszych rodziców. Inny jest też otaczający go świat, który stawia nowe wyzwania i oczekiwania. W ławach sal wykładowych siedzą studenci, dla których nauka jest nie tylko samoistnym celem. Czas spędzony nad książką i poniesione nakłady finansowe traktują jako inwestycję, która w przyszłości ma przynieść poczucie społeczno-ekonomicznego bezpieczeństwa. Stąd tak ważne jest zoptymalizowanie oferty nauczania. Co to jednak znaczy? Można uznać, że to wypadkowa kilku elementów: najwyższej jakości, trafności oferty edukacyjnej, skuteczności nauczania oraz efektywności, która uwzględnia koszt prowadzenia studiów. Ku doskonałości Ewaluacja sprzyja rozwojowi uczelni, staje się mechanizmem zarządzania i komunikacji. Jest także znakiem przejścia od reguły ex ante do ex post, od oceny założeń i deklaracji edukacyjnych do wyników w zakresie wiedzy, umiejętności i kompetencji społecznych. Poszerza też zakres autonomii wewnętrznej i (współ)odpowiedzialności uniwersyteckiego grona. Wymusza autoanalizę, samoocenę, samodoskonalenie i transparentne raportowanie wyników na

zewnątrz. Na dobrych uczelniach ewaluacja nie jest celem, ale środkiem ku doskonałości dydaktycznej, i bywa ujęta w strategiach rozwoju. To proces wymagający współpracy. Ma charakter doradczy i orientuje się na poprawę jakości w sposób miękki. Jest filarem zarządzania projakościowego. Współczesne uczelnie wymagają zarządzania niemalże analogicznego jak firmy. Stąd mówi się o uniwersytetach przedsiębiorczych, o transferze wiedzy i komercjalizacji wyników badań naukowych. Modyfikacja roli uniwersytetu pociąga za sobą rekonstrukcję jego struktur wewnętrznych oraz ponowne układanie relacji ze studentami i z instytucjami działającymi w jego otoczeniu (podmioty publiczne, gospodarcze, NGO). Tak zrodzili się interesariusze wewnętrzni (studenci, pracownicy uczelni) oraz zewnętrzni (pracodawcy). Zarówno jedni, jak i drudzy powinni być zainteresowani jak najwyższym poziomem nauczania, odpowiedzialnym wydatkowaniem środków publicznych oraz stworzeniem ze szkoły wyższej optymalnego miejsca nauki i pracy. W tak rozumianej roli szkół wyższych wiedza jest produktem, który należy doskonalić i dostosowywać do potrzeb odbiorców. Finansowanie szkolnictwa wyższego ze środków publicznych pozwala oczekiwać, że uczelnie rozliczą się przed płatnikami (rodzicami, państwem) z tego, jak zarządzają ich pieniędzmi i jak je inwestują w zasoby ludzkie oraz intelektualne. Tak dochodzimy do modelu uczelni społecznie odpowiedzialnej, która praktykuje ocenę wewnętrzną (autoewaluację) i jednocześnie podda-

www.struna.edu.pl


50

StRuNa

je się ocenie zewnętrznej (zewnętrznej ewaluacji i akredytacji). Doświadczenia ewaluacyjne i akredytacyjne nie są dla niej celem samym w sobie, lecz służą interesom nauki i studentów.

mury uczelni stworzyła agencjom przestrzeń do działania.

Zdefiniować jakość

Akredytacja to formalny proces ocenny, który zmierza do jej udzielenia (w sytuacji spełnienia niezbędnych wymogów) lub nieudzielenia (w przeciwnym wypadku). Akredytację praktykuje się na różnym etapie prowadzenia studiów, a nawet przed ich uruchomieniem. W naszym kraju Polska Komisja Akredytacyjna musi pozytywnie zaopiniować wniosek o uruchomienie kierunku studiów. Jest to tzw. akredytacja ex-ante, która odnosi się do zasobów oraz stanu wyjściowego, a także do założeń koncepcyjnych studiów. Drugi scenariusz akredytacji – typu ex-post – ocenia uczelnię na bazie osiąganych wyników, względem wyjściowych założeń oraz w zestawieniu z obowiązującym prawem, jak i z powszechnie uznanym akademickim standardem na konkretnym kierunku, poziomie, profilu studiów. Istotą akredytacji nie jest ocena poziomu nauczania czy też przejęcie kompetencji uczelnianych systemów zapewnia jakości, ale przede wszystkim orzeczenie, czy uczelnia jest zdolna do skutecznej autoewaluacji w sferze dydaktycznej i instytucjonalnej. Oznacza to, iż podstawowym zadaniem agencji akredytacyjnych i działających w ich imieniu zespołów wizytujących nie jest wchodzenie w rolę detektywa, ale – darząc uczelnię zaufaniem – środowiskowego partnera. Bazując na wzajemnej ufności, akredytacja włącza wszystkich pracowników i kooperantów uczelni oraz przenosi na nich odpowiedzialność za poziom prowadzonych studiów. W ten sposób wzmacnia środowiskowy model rozwoju szkolnictwa wyższego. Z punktu widzenia studentów akredytacja zabezpiecza przede wszystkim ich interesy, zapewniając, że proces kształcenia odbywa się z poszanowaniem akademickich standardów, nie w oderwaniu od potrzeb i wyzwań społecznych. Posiadanie akredytacji np. honorowanej międzynarodowo otwiera krajowe uczelnie i całe szkolnictwo wyższe na studentów zagranicznych, wzmacnia mobilność akademicką, sprzyja rozwojowi i budowaniu sieci naukowych pomiędzy ośrodkami akademickimi i studentami.

Jakość kształcenia to zbiór cech. Nie można jej zmierzyć, ale można ją opisać i w sposób mierzalny ocenić. Uczelnie, artykułując swą misję, wypracowują strategię, a także definiują własne rozumienie jakości. Obecnie nie można osiągnąć wskazanych w nich celów, pomijając działania kontrolne, analizy, raportowanie i komunikację. Jakość można zapewnić tylko w kooperacji wielu stron, podmiotów i osób. W pewnym stopniu ma charakter negocjacyjny, gdyż musi uwzględnić stanowisko oraz standardy licznych interesariuszy. Działania orientują się na cel, jakim jest poziom nauczania, ale punktem odniesienia zawsze pozostaje student. Jest on w równym stopniu podmiotem, klientem usługi edukacyjnej, jej „finalnym produktem”, „namacalnym dowodem usługi edukacyjnej”. Z tego względu można stwierdzić, że jakość, będąc cechą usługi i edukacyjnego produktu, stała się mechanizmem regulacji rynku szkolnictwa wyższego. Określa się ją zawsze w ramach wielostronnego kompromisu, przy czym interesy stron na pierwszy rzut oka nie muszą być tożsame. Nauczyciele akademiccy i pracodawcy mogą rozmijać się w swych oczekiwaniach. Gdy jednym zależy na rozwijaniu trwałych zasobów intelektualnych, drugim – na węższych umiejętnościach praktycznych i pracy w grupie. Ta rozbieżność silniej ujawnia się w państwach, w których szkolnictwo wyższe otrzymuje finanse publiczne. To tam akademicy cieszą się większą niezależnością względem biznesu i mogą silniej orientować dydaktykę uniwersytecką i badania na rozwój dyscypliny naukowej. Współczesny model publicznego zarządzania upowszechnia zewnętrzne, niezależne od państwa, potwierdzenie spełniania norm, standardów i przepisów prawa. Ma to bezpośredni związek z rozwojem społeczeństwa obywatelskiego, partycypacyjnego funkcjonowania sfery społeczno-publicznej. Analogicznie było w przypadku akredytacji. Potrzeba wyniesienia nadzoru nad realizacją toku studiów poza

nr 3 (2019/2020)

W poszanowaniu akademickich standardów


prawa studenta

W perspektywie systemu szkolnictwa wyższego akredytacja prowadzona przez niezależne, środowiskowe agencje (publiczne lub niepubliczne) oznacza przejęcie odpowiedzialności za standardy akademickie przez ogół nauczycieli, społeczeństwo i gospodarkę. Tworząc system zestandaryzowany i transparentny, powstają warunki uczciwej konkurencji o studentów i środki publiczne. Wówczas sukces uczelni powinien być wypadkową jedynie jakości świadczonych przez nią usług. Należy jednakże mieć świadomość faktu, iż w zależności od przyjętych rozwiązań prawnych akredytacja może być również narzędziem państwowego oddziaływania oraz regulacji rynku szkolnictwa wyższego. Systemy akredytacyjne dostarczają bowiem informacji o warunkach kształcenia oraz o kompetencjach absolwentów, funkcjonowaniu szkoły wyższej jako podmiotu świadczącego usługę edukacyjną i korzystającego ze środków publicznych. Agencje akredytacyjne muszą funkcjonować w paradygmacie zarządzania projakościowego. Z tego względu i one podlegają akredytacji (krajowej lub międzynarodowej). Uzyskanie przez narodowe agencje pozytywnej oceny nie tylko pozwala im nadal działać i nadawać uczelniom znak jakości, ale w rów-

nym stopniu uwiarygadnia podległe im szkolnictwo wyższe. W europejskim i globalnym obszarze szkolnictwa wyższego w ostatnich dekadach zachodziły zmiany o charakterze ilościowym i jakościowym. Przybywało agencji akredytacyjnych o narodowym i ponadnarodowym charakterze. Rozwijają się ich sieci, powstają agencyjne rejestry (EQAR). Doskonali się procedury i narzędzia ewaluacyjne, profesjonalizuje i poszerza się zasoby kadrowe zespołów oceniających. Agencje swą aktywność lokują szczególnie w obszarze ewaluacji, akredytacji i certyfikowania. Z nimi powiązane są: raportowanie, analizy, szkolenia, promocja akademickiej jakości i projakościowego modelu zarządzania szkołą wyższą. Suma tych działań w ostatnich dekadach pozwoliła uświadomić potrzebę zorientowania się na jakość świadczonej usługi edukacyjnej, zapoczątkować działania i rozwój kultury jakości w szkolnictwie wyższym, wprowadzić (auto)ewaluację na uczelniach, a także profesjonalizować i instytucjonalizować zarządzanie szkołami wyższymi. Zmienił się też model zarządzania na rzecz kooperacyjnego i partycypacyjnego oraz rozwinęła koncepcja społecznej odpowiedzialności uczelni, a kryteria ocen i procedury postępowania ocennego standaryzują się.

www.struna.edu.pl

51


52

Odpowiedzialni i zdyscyplinowani

Cezary Golędzinowski

Liczba przewinień studentów, doktorantów i pracowników naukowych utrzymuje się na stałym poziomie. Za co najczęściej karzą uczelnie? Na czym polega postępowanie dyscyplinarne? Fałszerstwo w indeksie, bójka w akademiku, plagiat pracy dyplomowej… Wszystkie te czyny mogą być podstawą wszczęcia postępowania dyscyplinarnego. Jego skutkiem może być nawet wydalenie z uczelni. Podstawami prawnymi regulującymi odpowiedzialność prawną studentów i doktorantów są rozdział 2, dział VII Ustawy z 20 lipca 2018 r. Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce (Dz.U. 2018, poz. 1668, dalej jako „PSW”) oraz Rozporządzenie Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego z 28 września 2018 r. w sprawie szczegółowego trybu postępowania wyjaśniającego i dyscyplinarnego w sprawach studentów, a także sposobu wykonywania kar dyscyplinarnych i ich zatarcia (Dz.U. 2018, poz. 1882). Na mocy artykułu 322 ustawy analogiczne postępowanie ma zastosowanie wobec doktorantów. W odniesieniu do pracowników naukowych podstawą prawną jest Rozporządzenie Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego z 25 września 2018 r. w sprawie szczegółowego trybu prowadzenia mediacji, postępowania wyjaśniającego i dyscyplinarnego w sprawach odpowiedzialności dyscyplinarnej nauczycieli akademickich, a także sposobu wykonywania kar dyscyplinarnych i ich zatarcia (Dz.U. 2018, poz. 1843). Warto zwrócić uwagę na fakt, że odpowiedzialność dyscyplinarna nie zastępuje innego rodzaju odpowiedzialności, zwłaszcza karnej, za popełnie-

nr 3 (2019/2020)

nie czynu zabronionego. Bardzo często zdarza się przecież, że czyn podlegający odpowiedzialności dyscyplinarnej stanowi jednocześnie wykroczenie lub przestępstwo. Tak się dzieje np. w przypadku fałszerstwa podpisu na karcie egzaminacyjnej lub w indeksie – czyn ten jest też przestępstwem przeciwko wiarygodności dokumentów (art. 270 ustęp 1 Kodeksu karnego). Bywa, że osoba dopuszczająca się takiego fałszerstwa nie zdaje sobie sprawy z naruszenia prawa karnego. Przesłanki Zarówno w przypadku studentów (doktorantów), jak i pracowników naukowych ustawodawca wskazał dwie przesłanki stanowiące podstawę odpowiedzialności dyscyplinarnej. Są to naruszenie przepisów obowiązujących na uczelni oraz czyn uchybiający godności studenta. Są one jednak na tyle pojemne, że w praktyce orzeczniczej komisji dyscyplinarnych mamy do czynienia z całym przekrojem spraw. Najczęściej wskazywanymi przez członków komisji dyscyplinarnych przewinieniami dyscyplinarnymi studentów i doktorantów są: fałszerstwo podpisu nauczyciela akademickiego na karcie egzaminacyjnej lub indeksie, udział w bójce czy plagiat prac zaliczeniowych, licencjackich i magisterskich. Zdarzają się też nietypowe postępowania dyscyplinarne (np. nieuzasadnione użycie gaśnicy w pokoju podczas wyjazdu integracyjnego - efektem silna reakcja alergiczna studentki). Inną interesującą przesłanką odpowiedzialności dyscyplinarnej była np. nieznajomość przepisów dotyczących zasad przyznawania


prawa studenta

stypendium socjalnego, a ściśle – konieczności infor- wach studenta na okres do jednego roku oraz wydamowania uczelni o podjęciu zatrudnienia. W takich lenie z uczelni. I to są najcięższe kary, które może przypadkach komisje najczęściej orzekały karę upo- wymierzyć komisja dyscyplinarna. W przypadku gdy rzecznik dyscyplinarny wnioskuje o najwyższą karę – mnienia z racji nieznajomości prawa. W odniesieniu do drugiej przesłanki – czynu wydalenie z uczelni – obwiniony student (doktorant) uchybiającego godności studenta – zdaniem rzeczni- musi mieć obrońcę z urzędu. Katalog kar dla nauczycieli akademickich jest o ków dyscyplinarnych pojawiają się liczne wątpliwości co do tego, jakie konkretne naganne czyny studenta wiele szerszy. Wynika to przede wszystkim z tego, mogą zostać zaliczone do tej szerokiej i nieprecyzyj- że pracownik naukowy powinien stanowić wzór nej kategorii. Zdarza się, że podstawą postępowania postępowania dla studentów i doktorantów. Dwie pierwsze kary to upomnienie i nagana – są jednakodyscyplinarnego jest publikowanie niedozwolonych we jak w przypadku omawianych wcześniej treści w mediach społecznościowych. I tak np. grup. Do kolejnych zaliczamy naganę z studenci o określonym światopoglądzie obniżeniem wynagrodzenia zasadzgłaszają przypadki negatywnych niczego od 10 do 25% na okres wpisów, które w ich przeświadod miesiąca do dwóch lat. Koczeniu naruszają godność stuRzecznik dyscyplinarny lejną karą jest pozbawienie denta. A zatem podstawę ma pełną swobodę w zakresie prawa do wykonywania zadań odpowiedzialności dyscyplizdobywania oraz analizowania promotora, recenzenta oraz narnej studenta (doktorandowodów, a także prawo członka komisji w postępowata) stanowią wszelkie czyny do zasięgania opinii biegłych. niach awansowych – w sprawie wynikające z nieprzestrzeganadania stopnia doktora, doknia przepisów prawnych obotora habilitowanego oraz tytułu wiązujących na uczelni oraz profesorskiego – na okres od roku zachowań niegodnych, które do pięciu lat. Inną sankcją jest po„nie przystoją” studentowi zbawienie prawa do pełnienia funkcji (doktorantowi). kierowniczych na uczelniach na okres od W przypadku nauczycieli akademickich przesłankami zakresu odpowiedzialności sześciu miesięcy do pięciu lat, wydalenie pracownika dyscyplinarnej są odpowiednio czyn uchybiający akademickiego z pracy na uczelni, wydalenie z praobowiązkom nauczyciela akademickiego lub godno- cy na uczelni z zakazem wykonywania pracy tamże ści zawodu nauczyciela akademickiego. Przykładem na okres od sześciu miesięcy do pięciu lat. Ostatnią, takiego zachowania może być umieszczenie w pracy najwyższą możliwą karę stanowi pozbawienie prawa zbiorowej rozdziału, który w znacznej części został do wykonywania zawodu nauczyciela akademickiego zaczerpnięty (przepisany) z czyjejś pracy magister- na okres 10 lat. skiej. Taki czyn stanowi oczywisty plagiat, jednocześnie zaś w sposób poważny nadwyręża wzajemne Sposób postępowania zaufanie na linii promotor – student. Pierwszym krokiem do podjęcia działań jest (analogicznie do postępowania karnego) zawiadomienie Katalog kar odpowiedniego podmiotu o możliwości popełnienia PSW w artykule 308 wskazuje zamknięty katalog czynu zabronionego. W przypadku odpowiedzialkar. W odniesieniu do studentów i doktorantów sfor- ności dyscyplinarnej studentów i doktorantów do mułowano ich pięć rodzajów. Upomnienie, nagana rektora uczelni musi wpłynąć zawiadomienie o pooraz nagana z ostrzeżeniem nie wiążą się z żadnymi pełnieniu czynu noszącego znamiona przewinienia innymi negatywnymi skutkami dla osoby skazanej. dyscyplinarnego. W praktyce najczęściej dochodzi do Pozostałe dwie to zawieszenie w określonych pra- sytuacji, że organem, który jako pierwszy dowiaduje

www.struna.edu.pl

53


54

StRuNa

się o możliwości popełnienia przewinienia dyscypli- swobodę w zakresie zdobywania oraz analizowania narnego, jest dziekan lub inny kierownik jednostki dowodów, a także prawo do zasięgania opinii bieorganizacyjnej uczelni, na której odbywa studia stu- głych. Po zakończeniu postępowania dyscyplinarnego rzecznik ma do wyboru trzy drogi. Po pierwsze, dent lub doktorant. W pierwszym kroku do samodzielnej decyzji rek- może skierować do właściwej komisji dyscyplinarnej tora należy ukształtowanie kierunku dalszego prze- wniosek o wszczęcie postępowania. W przypadkach biegu postępowania w konkretnym przypadku. W przewinień mniejszej wagi może skierować wniosek odniesieniu do czynów mniejszej wagi rektor może do rektora o ukaranie karą upomnienia. Ostatnim odstąpić od przeprowadzenia postępowania dyscypli- scenariuszem jest wydanie postanowienia o umorzenarnego oraz nałożyć na studenta karę upomnienia. niu sprawy. Właściwe postępowanie dyscyplinarne toczy się Warto w tym miejscu zauważyć zmianę przepisów. Zgodnie z wcześniejszą ustawą Prawo o szkolnictwie przed odpowiednią komisją dyscyplinarną. Ta orzeka wyższym z 2005 r. jednym z organów prowadzących zawsze w składzie: przewodniczący (zgodnie z ustapostępowanie dyscyplinarne był sąd koleżeński, któ- wą musi być nim zawsze nauczyciel akademicki) oraz ry składał się wyłącznie z przedstawicieli studentów. w równej liczbie przedstawiciele nauczycieli akadeZajmował się rozpatrywaniem spraw dyscyplinar- mickich i studentów (doktorantów). Właściwymi organami dyscyplinarnymi dla stunych studentów przekazanych przez rektora do sądu, a także rozpatrywaniem odwołań studentów od kary dentów i doktorantów są komisja dyscyplinarna (orupomnienia udzielonej przez Rektora. Jednak do gan pierwszego stopnia) oraz odwoławcza komisja kompetencji sądu koleżeńskiego należała wyłącznie dyscyplinarna (organ drugiego stopnia). Stronami możliwość wymierzenia trzech kar dyscyplinarnych: postępowania są: osoba, której czynu dotyczy poupomnienia, nagany lub nagany z ostrzeżeniem. W stępowanie, oraz pokrzywdzony lub osoba, która praktyce funkcjonowania postępowań dyscyplinar- zawiadomiła władze uczelni o popełnieniu czynu nych ze względu na pełnienie przez sąd koleżeński mającego znamiona przewinienia dyscyplinarnego. Właściwe postępowanie przed komisją dyscyplidokładnie takich samych funkcji, jakie pełni konarną wszczyna sama komisja na wniosek misja dyscyplinarna, oraz ograniczenie kar rzecznika dyscyplinarnego. Rozprawy większość spraw trafiała do postępoPodstawę komisji są jawne jedynie w okrewania do komisji dyscyplinarnej. odpowiedzialności ślonych przypadkach oraz dla W innym przypadku, kiedy dyscyplinarnej studenta określonych podmiotów, np. istnieje podejrzenie popeł(doktoranta) stanowią wszelkie pokrzywdzonego lub przedstanienia czynu poważniejszego, czyny wynikające wicieli samorządu studentów i np. plagiatu pracy dyplomoz nieprzestrzegania przepisów doktorantów. Po rozpatrzeniu wej, można zawsze na wniosek prawnych obowiązujących sprawy komisja dyscyplinarna rektora wszcząć postępowanie na uczelni oraz zachowań może orzec o uniewinnieniu wyjaśniające, które prowadzi niegodnych, które „nie przystoją” obwinionego, odstąpieniu od rzecznik dyscyplinarny. Zgodstudentowi (doktorantowi). wymierzenia kary dyscyplinarnej, nie z treścią rozporządzenia ukarać obwinionego lub umorzyć powinno ono trwać nie dłupostępowanie dyscyplinarne. W przyżej niż sześć tygodni. W uzapadku skazania od orzeczenia komisji sadnionych przypadkach oraz za zgodą rektora istnieje możliwość przedłużenia go dyscyplinarnej stronom przysługuje odwołanie do (nie dłużej jednak niż o 12 miesięcy). W trakcie tego organu drugiej instancji, czyli odwoławczej komisji okresu rolą rzecznika dyscyplinarnego jest przesłu- dyscyplinarnej. W odniesieniu do pracowników naukowych orchanie świadków, osób podejrzanych, zasięgnięcie opinii biegłych oraz zabezpieczenie dowodów. Warto ganami prowadzącymi postępowanie dyscyplinarne zwrócić uwagę, że rzecznik dyscyplinarny ma pełną są rektor uczelni, rzecznik dyscyplinarny i uczelnia-

nr 3 (2019/2020)


prawa studenta

na komisja dyscyplinarna. Ta ostatnia jest organem przewinieniu dyscyplinarnym. W trakcie prowadzepierwszej instancji w postępowaniach, w których nia postępowania mediacyjnego niezależny mediarzecznik dyscyplinarny wnioskuje o ukaranie naganą tor (nauczyciel akademicki wskazany przez rektora) i naganą z jednoczesnym obniżeniem wynagrodze- ma obowiązek sporządzenia sprawozdania z jej wynia. Kolejnym organem dyscyplinarnym jest komisja ników oraz przekazania ich rektorowi. W przypaddyscyplinarna przy Radzie Głównej Nauki i Szkolnic- ku zawarcia ugody podpisuje ją również nauczyciel akademicki prowadzący mediację oraz dołącza twa Wyższego, która stanowi organ pierwszej indo sprawozdania. Gdy nie ma ugody, rekstancji w pozostałych postępowaniach oraz tor ma obowiązek polecić rzecznikowi w sprawach dotyczących czynów nadyscyplinarnemu wszczęcie postęuczycieli akademickich pełniących powania. określone funkcje, m.in. rektoKatalog kar Postępowanie wyjaśniająra. Organem drugiej instancji dla nauczycieli akademickich ce kończy się w ciągu sześciu dla wszystkich postępowań jest o wiele szerszy. Wynika to miesięcy od dnia wszczęcia w sprawie pracowników naprzede wszystkim z tego, oraz skutkuje skierowaniem do ukowych jest komisja dyscyże pracownik naukowy powinien właściwej komisji dyscyplinarplinarna przy ministrze do stanowić wzór postępowania nej. W przypadku gdy czyn staspraw szkolnictwa wyższego i dla studentów i doktorantów. nowi przewinienie dyscyplinarnauki. W tym też zakresie warne mniejszej wagi, postępowanie to zwrócić uwagę na to, że w wyjaśniające kończy się wnioskiem przypadku postępowań wodo rektora o ukaranie upomnieniem. bec pracowników naukowych Trzecim rozwiązaniem jest wydanie pomamy zupełnie inny model funkstanowienia o umorzeniu. cjonowania drugiej instancji. Dla studentów i doktoW przypadku właściwego postępowania przed rantów organem drugiej instancji jest odwoławcza komisja dyscyplinarna, a zatem komisja funkcjo- komisją dyscyplinarną stronami są obwiniony oraz nująca w ramach danej uczelni, a dla pracowników rzecznik dyscyplinarny. Po rozpatrzeniu sprawy konaukowych jest to organ działający przy Minister- misja w składzie co najmniej trzech członków orzeka stwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Celem takiego o uniewinnieniu obwinionego, odstąpieniu od wyrozwiązania jest, jak się wydaje, zapewnienie więk- mierzonej kary dyscyplinarnej, ukaraniu obwinioszej niezależności nad prowadzeniem postępowania, nego lub umorzeniu postępowania dyscyplinarnektóre toczy się już poza murami uczelni, z drugiej go. Od wydanego orzeczenia komisji dyscyplinarnej zaś strony ministerstwo ma wgląd do prowadzonych pierwszej instancji stronom przysługuje odwołanie postępowań dyscyplinarnych i nadzór nad organami do komisji dyscyplinarnej przy ministrze, natomiast prowadzącymi na uczelniach postępowanie wobec od prawomocnego orzeczenia komisji dyscyplinarnej przy ministrze – do Sądu Apelacyjnego w Warszawie, pracowników naukowych. Postępowanie dyscyplinarne rozpoczyna się po Sądu Pracy i Ubezpieczeń Społecznych. zawiadomieniu rektora o popełnieniu czynu stanowiącego przewinienie dyscyplinarne. Rektor może Dyscyplinarka z problemami wówczas postąpić na trzy sposoby. Po pierwsze, w Członkowie komisji dyscyplinarnych najczęściej przypadku, gdy czyn stanowi przewinienie dyscyplinarne mniejszej wagi oraz udowodnienie winy osoby skarżą się na długi termin prowadzenia postępowapodejrzanej nie wymaga przeprowadzenia postępo- nia wyjaśniającego, a następnie postępowania przed wania wyjaśniającego – nałożyć karę upomnienia. samą komisją. Dodatkowo przedstawiciele komisji Po drugie, może skierować sprawę do mediacji, która dyscyplinarnej wskazują na fakt, że w stosunku do jednak jest możliwa wyłącznie za zgodą osoby, któ- studentów i doktorantów postępowanie dyscyplirej czynu dotyczy zawiadomienie lub informacja o narne może toczyć się wyłącznie do momentu, gdy

www.struna.edu.pl

55


56

StRuNa

osoba obwiniona posiada status studenta (doktoranta). Przy bardzo długo trwających postępowaniach wskutek utraty statusu studenta oraz doktoranta musi więc dojść do ich umorzenia. Komisje dyscyplinarne mają też często problem z pojęciem tzw. czynu godzącego. Może to być wyłącznie czyn związany z funkcjonowaniem osoby obwinionej na uczelni. Zatem popełnienie czynu zabronionego, np. kradzieży podczas wakacji, nie może stanowić podstawy do odpowiedzialności dyscyplinarnej studenta (doktoranta). Kolejnymi mankamentami w trakcie prowadzenia postępowania dyscyplinarnego są brak odpowiednich sankcji grożących chociażby za niestawiennictwo się w charakterze świadka czy brak szeroko rozumianej funkcji represyjnej i oddziaływania na innych. Posiedzenia komisji dyscyplinarnej nie są jawne, zatem o tym, że wobec danej osoby toczy się postępowanie dyscyplinarne, można dowiedzieć się zazwyczaj od samego obwinionego. Wątpliwości budzi również aksjologiczne uzasadnienie różnic pomiędzy poszczególnymi karami dyscyplinarnymi w

stosunku do studentów (doktorantów). Trzy pierwsze kary nie mają w praktyce żadnego negatywnego oddziaływania na osobę obwinioną, a zatem stanowią w głównej mierze wezwanie studenta do zmiany zachowania. Z racji wskazanych przykładów postępowanie dyscyplinarne wobec studentów i doktorantów jest zazwyczaj ostatecznym rozwiązaniem, gdyż wiąże się z określonymi kosztami oraz czasem. Innym problemem jest brak dostępu komisji dyscyplinarnej do niektórych materiałów. Postępowanie dyscyplinarne nie jest powszechną praktyką funkcjonowania polskich uczelni. Wynika to przede wszystkim ze złożoności procesu postępowania, małej skuteczności oraz braku szerokich możliwości prewencyjnego oddziaływania na innych studentów. Trzeba bowiem pamiętać, że najważniejszą, społeczną rolą każdej uczelni jest kształcenie, a nie karanie. Jednocześnie uczelnie nie są miejscem przekazywania tylko wiedzy, ale także postaw społecznych.


57

Kto ubezpieczy studenta?

Iwona Miedzińska

Jak w świetle prawa wygląda odpowiedzialność uczelni za ubezpieczenie studentów i doktorantów? Kiedy i na jakich zasadach jego koszty ponosi pracodawca? Studenci podlegają obowiązkowi ubezpieczenia zdrowotnego, choć zdarza się, że muszą sami zadbać o uzyskanie prawa do bezpłatnych świadczeń. W przypadku podjęcia pracy ich wynagrodzenie może zostać obniżone z uwagi na obowiązek odprowadzania przez pracodawcę składek na ubezpieczenia społeczne. Obowiązki poszczególnych podmiotów w zakresie ubezpieczeń społecznych studentów i doktorantów reguluje Ustawa z 13 października 1998 r. o systemie ubezpieczeń społecznych [Dz.U. z 2019 r., poz. 300 z późn. zm., dalej jako „ustawa o SUS”]. Z kolei kwestie dotyczące obowiązku ubezpieczenia zdrowotnego wynikają z przepisów Ustawy z 27 sierpnia 2004 r. o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych [Dz.U. z 2019 r., poz. 1373 z późn. zm., dalej jako „ustawa o ŚOZ”]. Z przepisów prawa, w szczególności Ustawy z 20 lipca 2018 r. Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce [Dz.U. z 2019 r., poz. 276 z późn. zm., dalej jako „ustawa PSW”], nie wynika obowiązek ubezpieczenia studentów i doktorantów od następstw nieszczęśliwych wypadków (NNW) ani też posiadania ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej (OC) za szkody wyrządzone osobie trzeciej. Odmienne uregulowania, uzasadnione np. specyfiką studiów, mogą wynikać z regulaminu studiów, który określa ich organizację oraz związane z nimi prawa i obowiązki studenta (art. 75 ust. 1 ustawy PSW). Ubezpieczenie NNW gwarantuje wypłatę pieniędzy poszkodowanemu lub jego najbliższym w razie uszkodzenia ciała lub śmierci doznanych w wyniku wypadku oraz zwrot kosztów leczenia (w tym rehabilitacji). Zakres ochrony zależy od rodzaju umowy, a wysokość składki ubezpieczyciel oblicza na podstawie sumy ubezpieczenia, czyli najwyższej ewentualnej kwoty wypłaty. Warto zaznaczyć, że świadczenia po-

www.struna.edu.pl


58

StRuNa

szczególnych ubezpieczycieli się kumulują. Brak polisy NNW wiąże się z negatywnymi konsekwencjami dla osoby, która uległa wypadkowi – wszelkie koszty związane z wypadkiem poszkodowany pokrywa z własnej kieszeni. Natomiast w przypadku braku polisy OC do odpowiedzialności za szkody wyrządzone przez studenta lub doktoranta zastosowanie mają zasady odpowiedzialności cywilnej zapisane w Ustawie z dnia 23 kwietnia 1964 r. Kodeks cywilny [Dz.U. z 2019 r., poz. 1145 z późn. zm., dalej jako „k.c.”]. Zgodnie z ogólną zasadą, jeżeli ktoś z własnej winy wyrządził innej osobie szkodę, ma obowiązek naprawienia jej (art. 415 k.c.). Przesłanki odpowiedzialności są następujące: powstanie szkody, popełnienie przez sprawcę czynu niedozwolonego, związek przyczynowy między szkodą a tym czynem, wina sprawcy. Brak którejkolwiek z tych przesłanek wyłącza odpowiedzialność. Należy podkreślić, że dla powstania odpowiedzialności cywilnej nie ma znaczenia, czy wina była umyślna (działanie lub zaniechanie), czy nieumyślna (niedołożenie należytej staranności, jaką powinno się wykazać, wykonując jakieś czynności). Do szkody wyrządzonej przez podwładnego stosuje się art. 430 k.c., z którego wynika, że w przypadku powierzenia czynności osobie, która przy jej wykonywaniu podlega kierownictwu (np. relacja pracodawca – pracownik) i ma obowiązek stosować się do wskazówek przełożonego, odpowiedzialność za szkodę wyrządzoną z winy tej osoby ponosi jej przełożony. Zgodnie z ogólną zasadą prawa cywilnego (art. 6 k.c.) ciężar dowodu spoczywa na osobie dochodzącej roszczeń z tytułu czynu niedozwolonego, którą będzie osoba poszkodowana. Obowiązek ubezpieczenia zdrowotnego w przypadku studentów lub doktorantów powstaje z dniem złożenia oświadczenia o niepodleganiu obowiązkowi ubezpieczenia zdrowotnego z innego tytułu, ale nie wcześniej niż z dniem rozpoczęcia pierwszego semestru kształcenia. Wygasa z dniem ukończenia studiów (kształcenia w szkole doktorskiej) albo skreślenia z listy studentów (doktorantów). Studentów poniżej 26. roku życia, którzy są obywatelami RP, nie pracują i nie prowadzą działalności gospodarczej, zgłaszają do ubezpieczenia zdrowotnego ich rodzice. W przypadku studentów zatrudnionych na umowę o pracę robią to pracodawcy. Jeżeli

nr 3 (2019/2020)

studenci prowadzą działalność gospodarczą, mogą też zgłosić się sami (lub może to zrobić pracujący albo prowadzący działalność gospodarczą współmałżonek). Studentów, którzy nie podlegają ubezpieczeniu zdrowotnemu z innego tytułu, bez względu na wiek może zgłosić do ubezpieczenia zdrowotnego ich uczelnia. W tym celu powinni oni wypełnić druk deklaracji do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych (ZUS ZZA – zgłoszenie do ubezpieczenia zdrowotnego) oraz złożyć oświadczenie o niepodleganiu ubezpieczeniu z innego tytułu. Studenci cudzoziemcy, o ile nie są pochodzenia polskiego i nie są obywatelami państwa członkowskiego UE lub EFTA, mogą indywidualnie zawierać umowy z Narodowym Funduszem Zdrowia (NFZ) na korzystanie ze świadczeń zdrowotnych i samodzielnie opłacać składki. Jeżeli nie są obywatelami państwa członkowskiego UE lub EFTA, ale są uznani za pochodzenia polskiego w świetle ustawy o repatriacji i przedstawią uczelni zaświadczenie wydane przez polskiego konsula w kraju zamieszkania, mogą indywidualnie zawrzeć umowę z NFZ i w ciągu 7 dni zgłosić ten fakt do Biura Spraw Studenckich. W takim przypadku składki na ubezpieczenie zdrowotne opłaca uczelnia. Jeśli zaś są obywatelami państwa członkowskiego UE lub EFTA, mają prawo do świadczeń zdrowotnych na zasadach obowiązujących ubezpieczonego polskiego w zakresie umożliwiającym im nieprzerwany pobyt na podstawie formularza Europejskiej Karty Ubezpieczenia Zdrowotnego (EKUZ) lub Certyfikatu Zastępczego EKUZ w okresie ważności tych dokumentów. Obywatele UE nieposiadający EKUZ, czyli nieubezpieczeni w kraju pochodzenia, są uprawnieni do podpisania z NFZ umowy i wykupienia ubezpieczenia. Muszą jednak okazać odpowiedni formularz wydany w kraju pochodzenia informujący o ustaniu ubezpieczenia oraz o dacie, do której byli ubezpieczeni. Zgłoszenie do ubezpieczenia zdrowotnego jest warunkiem bezpłatnego korzystania z opieki zdrowotnej. Osoby, które nie przedstawią jednego z dokumentów uprawniających do korzystania z niej w ramach NFZ, muszą pokryć koszty świadczenia medycznego. Z reguły uczelnie zalecają, aby osoby pochodzące spoza UE oraz EFTA zakupiły pakiet ubezpieczeń od kosztów leczenia i NNW.


prawa studenta

W przypadku doktorantów obowiązek ubezpieczenia zdrowotnego przez uczelnię powstaje wówczas, gdy osoby te nie podlegają mu z innego tytułu oraz nie mają statusu członka rodziny osoby ubezpieczonej. Zatem doktorant korzysta z ubezpieczenia zdrowotnego jako członek rodziny osoby ubezpieczonej do ukończenia 26. roku życia (obowiązek zgłoszenia do ubezpieczenia ciąży na rodzicach lub opiekunach prawnych); bez względu na wiek, jeżeli posiada orzeczenie o znacznym stopniu niepełnosprawności lub równoważne (obowiązek zgłoszenia do ubezpieczenia ciąży na rodzicach lub opiekunach prawnych) lub jeżeli małżonek podlega obowiązkowemu ubezpieczeniu zdrowotnemu (obowiązek zgłoszenia do ubezpieczenia ciąży na małżonku). Doktorantów, którzy ukończyli 26 lat, uczelnia zgłasza do ubezpieczenia zdrowotnego i opłaca składkę pod warunkiem przedstawienia przez zainteresowanego oświadczenia o niepodleganiu obowiązkowi ubezpieczenia zdrowotnego z innego tytułu. Na podstawie art. 6 ust. 4 ustawy o SUS osoby określone w ust. 1 pkt 4 (wykonujące pracę na podstawie umowy agencyjnej, umowy-zlecenia albo innej umowy o świadczenie usług, do której zgodnie z k.c. stosuje się przepisy dotyczące zlecenia oraz osoby z nimi współpracujące) nie podlegają obowiązkowo ubezpieczeniom emerytalnemu i rentowemu, jeżeli są studentami, do ukończenia 26 lat. Dodatkowo w świetle ust. 4b omawianego przepisu ubezpieczeniom społecznym nie podlegają studenci do ukończenia 26 lat pobierający stypendium w okresie odbywania szkolenia, stażu lub przygotowania zawodowego dorosłych, na które zostali skierowani przez podmioty inne niż powiatowe urzędy pracy. Warunkiem zwolnienia z obowiązku ubezpieczeń społecznych jest to, aby obowiązek odbycia szkolenia, stażu lub przygotowania zawodowego wynikał z programu nauczania ucznia albo studenta. Student zatrudniony na umowę o pracę (bez względu na wiek) podlega obowiązkowo wszystkim rodzajom ubezpieczeń społecznych (emerytalnemu, rentowym, chorobowemu, wypadkowemu). W związku z tym dla osoby kontynuującej naukę i będącej w wieku poniżej 26 lat rozwiązaniem bardziej korzystnym z finansowego punktu widzenia jest zawarcie umowy cywilnoprawnej (opłacanie składek

na ubezpieczenie społeczne jest wtedy dobrowolne). Przy ustalaniu obowiązku ubezpieczeń społecznych studenta, który wykonuje pracę na podstawie umowy-zlecenia, nie ma znaczenia jego obywatelstwo ani państwo, w którym studiuje. Zleceniobiorca, który ukończył 26 lat i którego jedynym tytułem do ubezpieczenia jest umowa-zlecenie, podlega obowiązkowo ubezpieczeniom emerytalnym i rentowym, a składkę chorobową może opłacać dobrowolnie. Warto podkreślić, że obowiązkowi ubezpieczenia społecznego nie podlega student będący w wieku do 26 lat z tytułu umowy-zlecenia zawartej z innym podmiotem niż własny pracodawca. Jeżeli natomiast umowa-zlecenie została zawarta przez przedsiębiorcę z własnym pracownikiem, który jest jednocześnie studentem w wieku do 26 lat, to na przedsiębiorcy ciąży obowiązek opłacenia składek na ubezpieczenia społeczne (emerytalne, rentowe, chorobowe oraz wypadkowe) z tytułu umowy-zlecenia. Umowa-zlecenie zawarta z własnym pracownikiem jest bowiem traktowana w zakresie ubezpieczeń społecznych jak umowa o pracę. Ponadto przedsiębiorca ma obowiązek zgłoszenia studenta zleceniobiorcy do ubezpieczeń społecznych i zdrowotnego w dniu ukończenia przez niego 26. roku życia, jak również następnego dnia po skreśleniu go z listy studentów lub po obronie pracy magisterskiej, nawet jeśli student ten nie ma jeszcze ukończonych 26 lat. Powyższe odstępstwa od obowiązku odprowadzania składek na ubezpieczenia społeczne nie dotyczą doktorantów. Dodatkowo należy zauważyć, że w świetle art. 13 pkt 15a ustawy o SUS obowiązkowo ubezpieczeniom emerytalnemu, rentowym, chorobowemu i wypadkowemu podlegają doktoranci w okresie otrzymywania stypendium doktoranckiego. Dotyczy to doktorantów, którzy rozpoczęli studia doktoranckie w roku akademickim 2019/2020. Ci, którzy rozpoczęli je wcześniej, nie podlegają obowiązkowym ubezpieczeniom emerytalnemu i rentowym. Tym samym nie są objęci ubezpieczeniami chorobowym (dobrowolnym) i wypadkowym. Stosownie do treści art. 16 ust. 1 pkt 7a ustawy o SUS składki na ubezpieczenia emerytalne osób otrzymujących stypendium doktoranckie finansują ubezpieczeni i płatnicy składek, z własnych środków w równych częściach. Zgodnie z przepisem art. 18

www.struna.edu.pl

59


60

StRuNa

ust. 4 pkt 2b tej ustawy podstawę wymiaru składek na ubezpieczenia emerytalne i rentowe doktorantów otrzymujących stypendium doktoranckie stanowi kwota stypendium doktoranckiego. Student lub doktorant, w szczególności podczas odbywania praktyk lub staży, a ten drugi również podczas prowadzenia zajęć, narażony jest na ryzyko wypadku. W takich przypadkach przydaje się ubezpieczenie NNW, które obejmuje ochroną nagłe i niespodziewane zdarzenia, których następstwem jest uszczerbek na zdrowiu odniesiony np. w wyniku kontuzji w sali wykładowej lub w innych pomieszczeniach uniwersyteckich. Zazwyczaj polisa służy ochronie zdrowia i życia studenta także poza budynkami uniwersyteckimi. Ubezpieczenie NNW jest dobrowolne. W przypadku studentów i doktorantów przeważnie można je wybrać z oferty przedstawianej przez poszczególne uczelnie na początku roku akademickiego. Wymóg wykupienia ubezpieczenia NNW pojawia się z reguły w ogłoszeniach dotyczących możliwości odbycia praktyk – w takich przypadkach ubezpieczenie NNW stanowi zabezpieczenie studenta przed konsekwencjami wypadków przy pracy. Obejmuje zwrot kosztów leczenia związanych z następstwami wypadku oraz zapewnia wypłatę świadczenia w przypadku śmierci ubezpieczonego. Gdy student wyraża chęć odbycia praktyki w instytucji, z którą uczelnia zawarła porozumienie, w przypadku uczelni państwowych z reguły to właśnie ona jest zobligowana do objęcia studenta ubezpieczeniem NNW (z własnych środków przeznaczonych na działalność dydaktyczną). Wielu studentów nie korzysta jednak z możliwości odbywania praktyk na podstawie skierowania z uczelni. Kto w takiej sytuacji ponosi odpowiedzialność za wykupienie polisy ubezpieczenia NNW dla praktykanta? Jeśli instytucja przyjmująca dojdzie do wniosku, że warunki praktyki wymagają zawarcia umowy ubezpieczenia NNW (z racji np. zagrożeń i znacznego ryzyka wypadku), może taki wymóg postawić, a praktykant będzie musiał dostarczyć kopię zawartej umowy ubezpieczenia NNW. Co w przypadku, gdy student nie wykupił ubezpieczenia NNW, rozpoczął praktykę, a następnie w wyniku nieszczęśliwego wypadku doznał uszczerbku na zdrowiu? Czy w takiej sytuacji przedsiębiorca powinien wypłacić mu odszkodowanie za konsekwencje

nr 3 (2019/2020)

wypadku przy pracy? Tak, jeżeli wina za dane zdarzenie będzie leżała po jego stronie, np. zakład pracy nie przestrzegał przepisów BHP i do wypadku doszło w wyniku zaniedbań ze strony pracodawcy. Zdarzają się również sytuacje, w których instytucja organizująca praktyki wymaga od praktykanta wykupienia ubezpieczenia OC. Jest to uzasadnione w szczególności w przypadku praktyk, w których działanie studenta może spowodować szkodę osobie trzeciej. Wtedy zostanie ona zlikwidowana bezpośrednio przez ubezpieczyciela, u którego wykupiono polisę. Ochrona ubezpieczeniowa obejmuje roszczenia osób poszkodowanych dotyczące szkód wynikłych ze zdarzeń (działanie lub zaniechanie) zaistniałych w okresie ubezpieczenia, choćby osoby poszkodowane zgłosiły je po tym okresie, jednakże w terminie ustawowym (przed upływem przedawnienia roszczeń). Brak ubezpieczenia OC może skutkować pociągnięciem do odpowiedzialności za szkodę samego praktykanta (rekompensata finansowa z powództwa cywilnego). Ubezpieczającym może być sama uczelnia. Na przykład Warszawski Uniwersytet Medyczny (WUM) w roku akademickim 2019/2020 zawarł umowę ubezpieczenia OC w PZU SA, obejmując ochroną ubezpieczeniową studentów i doktorantów WUM odbywających zajęcia dydaktyczne i praktyki zawodowe wynikające z toku studiów, a także praktyki i zajęcia związane z uczestnictwem w kołach naukowych, Studenckim Towarzystwie Naukowym i obozach organizowanych przez WUM [źródło 1.]. Ubezpieczenie NNW dla studentów można kupić odrębnie, ale w ramach kart ubezpieczeniowych takich jak Euro 26 lub ISIC. Można też wykupić dobrowolne ubezpieczenia OC, np. dla studentów medycyny, w tym kierunku lekarskiego, lekarsko-dentystycznego, pielęgniarstwa, położnictwa, fizjoterapii, ratownictwa medycznego, w związku z wykonywaniem działań medycznych oraz odbywaniem praktyk wakacyjnych i śródrocznych, np. w szpitalach, przychodniach i poradniach [źródło 2.]. Ubezpieczenie NNW lub OC student albo doktorant może wykupić za pośrednictwem uczelni lub samodzielnie. W drugim przypadku zaletą jest to, że nikt nie narzuca mu zakresu i sumy ubezpieczenia, co wpływa na wysokość składki. Uczelnia z reguły proponuje polisę w ramach ubezpieczenia grupowego, z


prawa studenta

ofertą zapewniającą podstawowy pakiet ochronny. Wykupienie jej jest dobrowolne. Zaletą jest wtedy niski koszt składki, z którym wiąże się jednak niska suma ubezpieczenia, co oznacza, że w razie wypadku kwota odszkodowania nie będzie wysoka. W przypadku gdy uczelnia nie jest ubezpieczającym, student lub doktorant samodzielnie przeprowadzają likwidację szkody. Natomiast z treści art. 808 k.c. wynika, że uczelnie, zawierając z zakładem ubezpieczeń umowę ubezpieczenia, podpisują ją na cudzy rachunek, tj. ubezpieczana jest osoba trzecia (student lub doktorant). W takich przypadkach student lub doktorant ma prawo zwrócić się do instytucji ubezpieczającej, by udzieliła mu informacji o warunkach umowy oraz ogólnych zasadach ubezpieczenia w zakresie, w jakim dotyczą jego praw i obowiązków. W przypadku staży krajowych w przedsiębiorstwach współfinansowanych ze środków unijnych z reguły w umowie stażowej student zobowiązuje się do zawarcia na własny koszt umowy ubezpieczenia NNW oraz ubezpieczenia OC na okres odbywania stażu oraz do pokrycia we własnym zakresie wszelkich kosztów tego ubezpieczenia [źródło 3.]. W konsekwencji uczelnia nie ponosi żadnej odpowiedzialności wobec pracodawcy za szkody, obejmujące również utracone korzyści powstałe w wyniku działania lub zaniechania stażysty w związku z odbywaniem stażu, ani wobec stażysty za szkody, obejmujące również utracone korzyści powstałe w wyniku działania

lub zaniechania pracodawcy w związku z odbywaniem stażu [źródło 3.]. Warto również zauważyć, że w okresie odbywania takiego stażu stażysta nie jest pracownikiem w rozumieniu przepisów Ustawy z dnia 26 czerwca 1974 r. Kodeks pracy [Dz.U. z 2019 r., poz. 1040 z późn. zm.]. W przypadku niewykonywania lub nienależytego wykonywania zadań określonych w programie stażu lub naruszenia przez stażystę postanowień umowy lub regulaminu stażu zarówno uczelnia, jak i pracodawca mają prawo odstąpienia od umowy ze stażystą ze skutkiem natychmiastowym w zakresie dotychczas niewykonanym [źródło 3.]. W przypadku osób wyjeżdżających na studia lub praktyki do innego państwa z reguły każdy student jeszcze przed wyjazdem musi ubezpieczyć się od NNW oraz uzyskać odpowiednie ubezpieczenie zdrowotne. W państwach członkowskich UE podstawowe ubezpieczenie w tym zakresie gwarantuje karta EKUZ wydawana przez NFZ. Obejmuje ona jednak tylko część świadczeń związanych z leczeniem. Przy wyjeździe do innych państw studenci powinni wykupić odpowiednią polisę w firmie ubezpieczeniowej. Niektóre uczelnie wymagają od stypendystów programu Erasmus+ wykupienia obowiązkowego ubezpieczenia na miejscu. W celu uniknięcia podwójnych wydatków najlepiej jeszcze przed wyjazdem dowiedzieć się, jakich formalności trzeba dopełnić na uczelni goszczącej. Warto pamiętać także o ubezpieczeniu OC.

Bibliografia • • • • • • • • •

Rozporządzenie Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego z 30 października 2018 r. w sprawie sposobu zapewnienia w uczelni bezpiecznych i higienicznych warunków pracy i kształcenia (Dz.U. poz. 2090). Ustawa z 20 lipca 2018 r. Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce (Dz.U. z 2019 r., poz. 276 z późn. zm.). Ustawa z 27 sierpnia 2004 r. o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych (Dz.U. z 2019 r., poz. 1373 z późn. zm.). Ustawa z 13 października 1998 r. o systemie ubezpieczeń społecznych (Dz.U. z 2019 r., poz. 300 z późn. zm.). Ustawa z 26 czerwca 1974 r. Kodeks pracy (Dz.U. z 2019 r., poz. 1040 z późn. zm.) Ustawa z 23 kwietnia 1964 r. Kodeks cywilny (Dz.U. z 2019 r., poz. 1145 z późn. zm.). Źródło 1. = https://dos.wum.edu.pl/content/ubezpieczenia, dostęp: 6.10.2019. Źródło 2. = https://polisa.med.pl/informacje-dodatkowe,191.html, dostęp: 6.10.2019. Źródło 3. = https://www.pollub.pl/files/76/content/files/18371_Zalacznik,nr,4-Umowa,stazowa.docx, dostęp: 6.10.2019.

www.struna.edu.pl

61


62

Marazm nie ma przyszłości

Radosław Rybkowski

Staże studenckie nie mogą służyć jedynie wyrabianiu niezbędnych godzin i punktów ECTS. Jeśli pozostają w programie studiów, muszą mieć realne cele. Inaczej są niezrozumiałym i niepotrzebnym biurokratycznym obciążeniem. Nadal na wielu polskich uczelniach studenci uczestniczą w praktykach zawodowych, o których zasadności warto poważnie podyskutować. Są w programach studiów „przez zasiedzenie” i choć często nie mają większej wartości, wszyscy przyzwyczaili się do nich. To temat marginalny często nawet dla samorządów studenckich, ponoszących przecież częściową odpowiedzialność za kształt programów studiów. Jeśli studenci nie zaczną sami dopominać się o dobrze zorganizowane praktyki zawodowe, taki marazm może trwać jeszcze wiele lat.

środowisk pracy, z którymi w większości przypadków mieli nie mieć żadnych związków w przyszłości. I tak teatrolodzy jeździli do PGR-ów, a historycy do cementowni. Po transformacji ustrojowej uczelnie odeszły od tego mocno kuriozalnego sposobu „reedukacji przez pracę”. Studia miały odtąd służyć studiowaniu, a nie kształceniu zawodowemu. I tak wylano dziecko razem z kąpielą, wzmacniając przekonanie, że praktyki to strata czasu odciągająca od tego, co stanowi „prawdziwą istotę studiowania”. I gdyby nie narastająca krytyka ze strony pracodawców, którzy coraz częściej zderzali się z absolwentami, którzy pełni dobrych chęci i mądrych teorii nie nadawali się do pracy, ten stan oderwania od praktyki pewnie trwałby nadal. Oderwanie

Dziedzictwo Zanim w szkolnictwie wyższym ruszyła fala zmian i modernizacji w 2011 r., W latach komunizmu w ramach ukazały się dwa raporty dotyczące budowania jednorodnego społeJeśli instytucja polskich uczelni przygotowane czeństwa przyszła inteligencja nie jest zainteresowana przez Bank Światowy (2004) i (studenci) musiała uczestniwzięciem współodpowiedzialności Organizację Współpracy Goczyć w praktykach wakacyjza proces kształcenia, nie zapewni spodarczej i Rozwoju (OCED, nych, po to by doświadczyć prawdziwej, merytorycznej opieki 2007). I choć różniły się one w trudu i znoju klasy robotniw miejscu pracy studenta, ocenie podstawowych mankaczo-chłopskiej. Nie chodziło to staż jest z góry skazany mentów edukacji akademickiej w nich bynajmniej o nabywana porażkę. w Polsce, zarówno dla Bannie przydatnych kompetencji ku Światowego, jak i dla OECD czy umiejętności. Przeciwnie oczywistą słabością naszych pro– studenci trafiali do takich

nr 3 (2019/2020)


prawa studenta

gramów nauczania było oderwanie od oczekiwań i potrzeb „realnego świata”. Uczelnie, niezależnie od ich położenia i miejsca na akademickiej mapie Polski, dążyły do osiągnięcia prestiżu oraz wyposażenia studentów w wiedzę teoretyczną, która nie zawsze przydawała się w pracy podejmowanej po zakończeniu studiów. Trudno w to uwierzyć, ale Ustawa z 27 lipca 2005 r. Prawo o szkolnictwie wyższym nie czyniła żadnego rozróżnienia między profilami kształcenia. Zgodnie z przepisami, które obowiązywały niecałe piętnaście lat temu, wszędzie należało kształcić studentów tak, jakby byli na jednym z uniwersytetów. Minister miał prawo (i obowiązek) przygotowania rozporządzeń określających standardy kształcenia i dopiero tam miały się pojawić wymagania dotyczące „wymiaru i sposobu organizacji praktyk”. To, że sami przedstawiciele resortu nauki nie bardzo wiedzieli, jak sobie poradzić z narzuconym przez siebie wymogiem ich organizowania, widać najlepiej w standardach kształcenia na takich kierunkach jak chemia. Wymagano tam jedynie trzech tygodni praktyk, a w przypadku studiów inżynierskich – sześciu. Nikogo nie interesowało, czy tak krótkie praktyki mogą chemika czegokolwiek nauczyć. W takiej sytuacji trudno się dziwić, że w wielu wypadkach praktyki zawodowe studentów traktowano jak piąte koło u wozu: niepotrzebne biurokratyczne wymaganie, bez którego i uczelniom, i studentom byłoby zdecydowanie łatwiej zdobyć upragniony dyplom. I dlatego dopiero po nowelizacji ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym z 2011 r. oraz wprowadzeniu dwóch profili kształcenia – praktycznego i ogólnoakademickiego – poważniej zaczęto podchodzić do organizowania praktyk. Zwłaszcza tam, gdzie miały one rzeczywiste uzasadnienie i gdzie stawały się okazją do zdobycia kompetencji przydatnych w życiu zawodowym. Odpowiedzialność Kolejne zmiany przepisów oraz – co w sumie dużo ważniejsze – podejścia samych uczelni sprawiły, że praktyki zawodowe w czasie studiów mogły przestać być utrapieniem dla uczelnianej administracji, instytucji oferujących praktyki oraz dla samych studen-

tów. W myśl obecnie obowiązujących przepisów od profilu praktycznego oczekuje się, by w programie studiów dominowały zajęcia kształtujące umiejętności praktyczne oraz by studenci mogli odbyć praktyki zawodowe w wymiarze co najmniej sześciu miesięcy (na studiach I stopnia oraz jednolitych magisterskich) lub trzech miesięcy (na studiach II stopnia). Uczelnie prowadzące studia o profilu ogólnoakademickim (przygotowującym do prowadzenia badań naukowych) też mogą w swoich programach przewidzieć obowiązek odbywania praktyk zawodowych, choć w tym wypadku nie ma wymogów określających ich minimalnych czas. Kluczową kwestią, która najczęściej determinuje to, czy praktyki mają sens, czy są stratą czasu, jest współpraca z potencjalnymi pracodawcami, którzy zechcą przyjąć studentów na praktyki. Jeśli instytucja nie jest zainteresowana wzięciem współodpowiedzialności za proces kształcenia, nie zapewni prawdziwej, merytorycznej opieki w miejscu pracy studenta, to taki staż jest z góry skazany na porażkę. Bo praktyka z założenia ma pokazać, jak wygląda realne środowisko pracy, z jakimi wyzwaniami musi się zetknąć osoba po ukończeniu studiów. I w takim wprowadzaniu w świat rynku pracy niezbędne jest posiadanie rozsądnego mentora, który wytłumaczy, co należy do pracowniczych obowiązków i jak sobie z nimi najlepiej radzić. Tu nie wystarczy zwykła lista zadań, bo kluczem do prawdziwej edukacji jest wytłumaczenie, dlaczego jedne rozwiązania się sprawdzają, a inne nie bardzo mają sens, choć mogą wyglądać nad wyraz kusząco. Współpraca Dopóki jednak uczelnie nie zrozumieją idei współpracy, nic nie wyjdzie z praktyk, nawet jeśli zorganizować je u najlepszych i najbardziej zaangażowanych pracodawców. Osobom odpowiedzialnym za nadzorowanie studenta w miejscu pracy należy równie dokładnie wytłumaczyć, czego chcemy nauczyć go w czasie praktyk. Czy chodzi o poznanie samej organizacji pracy w danej instytucji; kto za co odpowiada i jak są podejmowane decyzje. Czy chodzi może (a tak jest bardzo często w przypadku studiów na kierunkach technicznych) o rzeczywisty udział w

www.struna.edu.pl

63


64

StRuNa

procesie produkcji, by naocznie przekonać się o ograniczeniach dostępnych w technologii. I choć to wydaje się oczywiste, należy zwrócić uwagę, że nikt nie będzie w stanie sensownie wytłumaczyć pracodawcy, o co chodzi z praktykami, jeśli z kolei sama uczelnia nie zastanowi się, jaki jest cel tych praktyk w procesie kształcenia. Celowość Po czym można poznać, że praktyki pozostają w programie studiów jedynie siłą rozpędu? Wystarczy zajrzeć do opisu programu studiów i sylabusów zajęć. Analiza jest prosta: jeśli w sylabusach pozostałych zajęć opisano wszystkie umiejętności i kompetencje społeczne, które najbardziej pasują do praktyk zawodowych, oznacza to, że te praktyki zawodowe są niepotrzebne. Podobnie byłoby, jeśli powstałyby (powinny!) sylabusy praktyk zawodowych i nie znalazłoby się w nich niczego ponad wiedzę, umiejętności i kompetencje zdobywane w ramach innych zajęć. To właśnie z sylabusów praktyk zarówno pracodawca, jak i student oraz osoba nadzorująca praktyki z ramienia uczelni mogliby wywnioskować, czy dane miejsce

nr 3 (2019/2020)

pracy i zadania stojące przed praktykantem to prawdziwe dopełnienie programu studiów realizowanego w murach uczelni. Studia o profilach praktycznych pojawiają się także w obszarze nauk społecznych. Tam wymaga się obecnie co najmniej sześciomiesięcznych praktyk zawodowych. I w wielu wypadkach mają one jeszcze mniej sensu. Nic nie pomaga rozbijanie praktyk na dwie tury po trzy miesiące, jeśli uczelnia nie ma podpisanych umów z odpowiednimi pracodawcami. Takimi, którzy nie będą musieli się głowić, co zrobić przez te kilka miesięcy ze studentem pałętającym się pod nogami. Co więcej, jeśli praktyki trwają w sumie sześć miesięcy, to tym bardziej muszą się studentowi do czegoś przydać. Musi zdobyć tam praktyczne umiejętności i nabyć kompetencje społeczne, które późniejszemu absolwentowi ułatwią znalezienie pracy. Jeśli nie daje się spełnić tego warunku, to winę za to ponoszą nie praktyki jako takie, ale uczelnia, która nie potrafi przygotować dobrego programu studiów i zapewnić studentom tego, do czego się zobowiązała – wykształcenia spełniającego oczekiwania zarówno studentów, jak i otoczenia społeczno-gospodarczego.


konkurs StRuNa 2019


66

Finał konkursu StRuNa 2019 Konkurs StRuNa to mistrzostwa Polski kół naukowych. W tym roku rywalizacja odbywała się w 11 kategoriach. Do finałowego etapu konkursu dotarło 41 zgłoszeń przesłanych przez 35 zespołów (czterem kołom udało się zdobyć po dwie nominacje, a jednemu nawet trzy).

Koła naukowe, które rywalizowały o osiem tzw. nagród „projektowych” (Wyprawa Roku 2019, Konferencja Roku 2019, StRuNa-Tech 2019, StRuNa-Human 2019, StRuNa-Art 2019, StRuNa-Science 2019, StRuNa-Med 2019 oraz nagroda główna Projekt Roku 2019) wystąpiły na scenie bezpośrednio przed 12-osobowym jury. W kategorii głównej Projekt Roku 2019 zwyciężyło SKN Biologii Komórki Nowotworowej z UM we Wrocławiu dzięki realizacji projektu: ARES – Astrobiology Related Experiments and Simulations. W kategorii Konferencja Roku 2019 zwyciężyło WSB „Symbioza” Międzyuczelnianą Konferencją Biotechnologiczną „Symbioza”.

W kategorii StRuNa-Art 2019 zwyciężyło KN Studentów Konserwacji i Restauracji Dzieł Sztuki z UMK w Toruniu z projektem Konserwacja i renowacja astrografu Henrego Drapera z Obserwatorium Astronomicznego UMK. Wyróżnienie otrzymały KN Pianistów AM w Krakowie, KN Pianistów UMFC oraz NK Pianistów AM w Łodzi za wspólną realizację projektu Cieszyńskie Spotkania z Muzyką. W kategorii StRuNa-Human 2019 zwyciężyło SKN Prawa Wyborczego „Elektor” z UMK za projekt Partycypacja first time voters w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Wyróżnienie otrzymało KN Historyków Sztuki Średniowiecza z UMK w Toruniu za realizację projektu Mieszczanie i książęta. Kultura i sztuka burgundzkich Niderlandów.

Zdjęcie grupowe laureatów konkursu oraz kół naukowych które zdobyły wyróżnienia.

nr 3 (2019/2020)


konkurs StRuNa 2019

Zdobywcy głównej nagrody: Studenckie Koło Naukowe Biologii Komórki Nowotworowej z Uniwersytetu Medycznego im. Piastów Śląskich we Wrocławiu.

W kategorii StRuNa-Med 2019 zwyciężyło SKN Biologii Komórki Nowotworowej z UM we Wrocławiu za projekt ARES – Astrobiology Related Experiments and Simulations. Wyróżnienie otrzymało SKN przy Zakładzie Medycyny Nuklearnej i Diagnostyki Obrazowej SUM za realizację projektu Przyszłość obrazowania gruczołów piersiowych – wartość prognostyczna intensywności wzmocnienia w badaniu mammografii spektralnej.

– Zespół Wyścigowy Politechniki Poznańskiej „PUT Motorsport” za projekt Bolid wyścigowy klasy Formula Student „Rusałka”, – KN Automatyki i Robotyki „Robocik” za projekt PWr Diving Crew – autonomiczny dron podwodny do zadań specjalnych, – Studenckie Koło Astronautyczne PW za projekt Rakieta dwustopniowa Grot.

W kategorii StRuNa-Science 2019 zwyciężyła Sekcja Biotechnologii KN Chemików z Politechniki Krakowskiej z projektem Innowacyjne nanomateriały na bazie węglowych kropek kwantowych do zastosowań w medycynie. Wyróżnienie otrzymało KN Biotechnologów „Herbion” z Politechniki Warszawskiej za realizację projektu Izolacja i identyfikacja mikroorganizmów zdolnych do degradacji ksenobiotyków. W kategorii StRuNa-Tech 2019 zwyciężyło SKN „Telin” z Politechniki Łódzkiej dzięki realizacji projektu Inteligentne Ule. Wyróżnienia otrzymały:

www.struna.edu.pl

67


68

StRuNa

W kategorii Opiekun Naukowy Roku 2019 zwyciężyła dr hab. n. farm. Judyta Cielecka-Piontek (opiekun SKN „Herba” z Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu). Wyróżnienie otrzymał dr inż. Konrad Markowski z Politechniki Warszawskiej (opiekun KN „FiberTeam”). W kategorii Koło Naukowe Roku 2019 zwyciężyło Interdyscyplinarne Koło Naukowe Geriatrii z CM UMK w Bydgoszczy. Wyróżnienia otrzymały: – KN Arabistów z Uniwersytetu Warszawskiego, – KN Konserwacji i Restauracji Dzieł Sztuki z ASP w Krakowie, – KN Pojazdów Niekonwencjonalnych „Off-Road” z Politechniki Wrocławskiej, – KN Robotyków z Politechniki Warszawskiej, – SKN „Enactus” z Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu,

Jury konkursu StRuNa 2019

nr 3 (2019/2020)

– Studenckie Koło Astronautyczne z Politechniki Warszawskiej. W kategorii Debiut Roku 2019 zwyciężyło KN „FiberTeam” z Politechniki Warszawskiej. Wyróżnienia otrzymały: – SK Patofizjologii „Nefron” z Uniwersytetu Rzeszowskiego, – SKN „Herba” z Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu. W kategorii Wyprawa Roku 2019 zwyciężyło KN Studentów Architektury „IX Piętro” – dzięki realizacji projektu XXI Wyprawa Naukowa Studentów Architektury Politechniki Łódzkiej w Karpaty Wschodnie „Huculszczyzna 2019”. Wyróżnienie otrzymało SKN Geografów im. St. Pawłowskiego z UAM za projekt GEOpraktyki – Wokół pustyń Omanu.


69

Uczę studentów odpowiedzialności

Dominika Rafalska

„StRuNa”: Od wielu lat aktywnie uczestniczy Pani w życiu studenckiego ruchu naukowego. Czy zachodzą w nim jakieś zmiany? dr hab. Judyta Cielecka-Piontek: Zdecydowanie! Po pierwsze, zmieniają się młodzi ludzie, którzy trafiają do kół naukowych. Dziś są to osoby o sprecyzowanych pomysłach i oczekiwaniach. Przychodzą powodowani chęcią i potrzebą realizacji konkretnego projektu badawczego, najlepiej własnego autorstwa. Widzę też, i to bardzo mnie cieszy, że zmienia się spojrzenie władz wydziału czy uczelni na ruch naukowy. Otrzymujemy o wiele większe wsparcie niż np. 10 lat temu, gdy zaczynałam moją pracę. Miałam wtedy wrażenie, że działamy zupełnie sami. Teraz można mówić o interakcji. Panuje powszechna świadomość tego, że warto kształcić i rozwijać młodych ludzi w obszarze działań kół naukowych. Porozmawiajmy zatem o młodych. Jacy oni są? Bardziej (lub może mniej) niż dawniej ideowi, zdeterminowani, profesjonalni, nastawieni na karierę… Jacy? W przypadku farmacji są bardziej pragmatyczni. Chcą rozwiązywać problemy i szybko widzieć rezultaty swojej pracy, mieć wynik. Na pewno są mniej cierpliwi niż kiedyś. Chcą stawiać kroki milowe. Ważna jest dla nich każda publikacja, abstrakt, każda konferencja naukowa, na której mogą konfrontować wyniki badań ze specjalistami w swojej dziedzinie. Niezwykle istotne dla osób z tego pokolenia jest pozytywne wzmocnienie. Młodzi szybko zniechęcają się, gdy coś im się nie udaje. Każdy sukces jest dla nich z kolei kołem zamachowym, dlatego ważne jest, aby czuli się docenieni nawet w drobnych sprawach. Często widzę, że mają problem z wyeksponowaniem tego, co jest ich unikalną cechą. Po wielu latach pracy z młodymi ludźmi jestem w stanie dość szybko to zdefiniować. Każdy jest w czymś najlepszy, unikalny. Ważne, aby umieć to zakomunikować światu.

www.struna.edu.pl

rozmowa z dr hab. n. farm. Judytą Cielecką-Piontek, opiekunką Studenckiego Koła Naukowego „Herba” z Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu, zdobywczynią tytułu Opiekun Naukowy Roku 2019 w konkursie StRuNa.


70

StRuNa

Czy młodzi ludzie, którzy trafiają do kół, chcą w przyszłości pracować naukowo? A może jeszcze nie wiedzą, kim chcą być? Oni doskonale wiedzą, po co tu przychodzą. Jednym praca w kole otwiera drogę do sprawnego przygotowania pracy magisterskiej czy dyplomowej. Uczą się tu metodyki badań i po roku, dwóch latach działalności w kole znają ją na tyle dobrze, że mogą skoncentrować się na nowym celu badawczym. Druga grupa to ci, którzy wiążą swoją przyszłość właśnie z pracą naukową na uczelni. Dziś szereg instytucji ma do zaoferowania młodym wiele ciekawych i atrakcyjnych finansowo projektów badawczych. Studenci, którzy do nas przychodzą, chcą w nich brać udział. Można powiedzieć, że są bardzo dobrze zaprogramowani, działają konsekwentnie i racjonalnie. Wiedzą, że jeśli chcą coś osiągnąć, muszą to wypracować. Wynika z tego, że są bardzo dojrzali emocjonalnie. To na pewno. Do ruchu naukowego trafiają ludzie ambitni. To studenci, którzy mają pomysł na siebie. Przyszli, żeby przeżyć przygodę naukową, i wiedzą, co chcą robić po studiach. Mają dobrze zdefiniowane i realistycznie osadzone plany. Podoba mi się też ich stała chęć rozwoju. Jeśli np. widzą, że aby móc aplikować o dany projekt, muszą poznać jakiś język obcy na określonym poziomie, po prostu zapisują się na kurs i uczą się go. Pracują na swój sukces naprawdę wielopłaszczyznowo. Co wydaje się najważniejsze w pracy koła naukowego? Koła często skupiają studentów z różnych lat i kierunków. Myślę, że największą wartością dodaną jest nauka pracy w zespole, także wśród ludzi o innych zainteresowaniach. Trzeba się przyzwyczaić do tego, że ktoś może mieć inne zdanie, że można nie mieć racji, że trzeba konfrontować wyniki swojej pracy. To bardzo ważne. Prowadzi Pani wiele projektów interdyscyplinarnych. Czy środowisko naukowe chce ze sobą współpracować? Projekty interdyscyplinarne są na pewno trudniejsze niż jednodziedzinowe. Ale to z pewnością przyszłość nauki. Bolączką jest jednak to, że z jednej

nr 3 (2019/2020)

strony nauka wymaga od nas interdyscyplinarności, a z drugiej projekty, które proponujemy młodym ludziom, są przypisane do określonych dziedzin. Startując w konkursach NCN, spotkałam się z sytuacją, gdy bardzo dobrze oceniono projekt, ale uważano, że nie odpowiada on dziedzinie, w której został zgłoszony. Wskazano nam więc inną dziedzinę, z której odesłano nas z powrotem do pierwszej… Nie ma obszaru, w którym można byłoby realizować przedsięwzięcia interdyscyplinarne. Jakie inne bolączki ruchu naukowego Pani dostrzega? Jak zwykle największym problemem jest finansowanie badań młodych naukowców. W przypadku nauk, w których prowadzimy badania eksperymentalne, są to naprawdę symboliczne pieniądze. Tylko łącząc środki z różnych źródeł, jesteśmy w stanie zaoferować młodym ludziom odpowiedni warsztat pracy. Obawiam się też, że nowy sposób rozliczania i definiowania udziałów w publikacjach naukowych może negatywnie wpływać na obecność młodych ludzi na liście autorów publikacji. Członkowie kół naukowych nie są pracownikami uczelni, nie muszą wypełniać slotów naukowych, dlatego ich udział w badaniach i współautorstwo w publikacjach mogą być marginalizowane. Ta sytuacja może stopować działalność studentów w ruchu naukowym. Jest jakieś rozwiązanie? To musiałoby być coś systemowego, np. premiowanie przy ocenie jednostki udziału młodych przy tworzeniu publikacji. Wspomniała Pani, że zmienia się nastawienie władz uczelni do ruchu naukowego. Czy to znaczy, że młodzi mogą dzisiaj liczyć na wsparcie starszych kolegów? Świat nauki jest wciąż hermetyczny. Ale z drugiej strony głos studentów liczy się coraz bardziej. Stają się oni ciałem doradczym, partnerem. Relacja nauczyciel – uczeń jest coraz bliższa. To pozwala budować przestrzeń do współpracy, a nie tylko do transferu wiedzy w jedną stronę. Studenci działający w kołach mogą nauczyć się dużo od nas, nauczycieli


konkurs StRuNa 2019

akademickich. Ale podobnie my mamy szansę wiele nauczyć się od studentów. Powinniśmy pamiętać, że jesteśmy po to, żeby dzielić się z nimi wiedzą, ale też sami korzystać z tej relacji. Jakie wyzwania stoją przed ruchem naukowym? Myślę, że wciąż brakuje projektów promujących i finansujących interdyscyplinarne badania prowadzone przez młode zespoły badawcze. Inicjatywa Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego w obszarze realizacji projektów programu Najlepsi z najlepszych jest bardzo dobra dla zespołów, które już mają wyniki badań. Nadal jednak brakuje programów, które finansowałyby same badania podstawowe czy nawet przemysłowe. Na czym Pani najbardziej zależy w pracy z młodymi ludźmi? Na tym, żeby właśnie prowadzili badania, publikowali, jeździli na konferencje? Najbardziej zależy mi na tym, aby byli odpowiedzialni. Niezależnie od tego, jak potoczą się ich dalsze losy zawodowe, najważniejsza jest odpowiedzialność za to, co tworzą, świadomość tego, że nawet jeśli coś się nie uda, trzeba uczyć się na błędach. To, czy studenci publikują, czy jeżdżą na konferencje, jest

dla mnie środkiem do tego, żeby ich badania były na najwyższym poziomie. W jaki sposób uczy Pani studentów odpowiedzialności? W przypadku nauk eksperymentalnych najważniejsza jest weryfikacja i potwierdzenie tego, co robimy. Zależy mi na tym, aby moi studenci po pewnym czasie pracy w kole dostawali swoje własne projekty. Ale zanim to nastąpi, aby nauczyli się oceniać wartość naukową otrzymanych wyników badań. Zawsze poddajemy je tzw. audytowi zewnętrznemu. Student musi więc zaprezentować rezultaty swoich prac, odpowiedzieć na pytania, określić, co jest najsłabszą, a co najmocniejszą stroną projektu badawczego. Zastanawiamy się nad tym, jak mają przebiegać dalsze badania lub, o ile jest taka potrzeba, kto dodatkowo z zespołu może się w nie włączyć, aby je wzmocnić. Często jest tak, że pracując nad czymś samodzielnie, nie zdajemy sobie sprawy z tego, że inne spojrzenie na problem pozwoli rozwiązać go szybciej i efektywniej. Dopiero wtedy, gdy ktoś zadaje pytania, patrząc na nas z innej perspektywy, możemy mieć pewność, że znaleźliśmy optymalne rozwiązanie.

www.struna.edu.pl

71


ed yc j a

.

10


73

Regulamin konkursu StRuNa 2020 01

Niniejszy regulamin konkursu StRuNa, zwany dalej „Regulaminem”, określa zasady uczestnictwa oraz weryfikowania i oceniania zgłoszeń w konkursie StRuNa 2020, zwanym dalej „Konkursem”.

02

Organizatorem Konkursu i wyłącznym administratorem bazy danych Uczestników Konkursu jest Fundacja „Fundusz Pomocy Studentom”, zwana dalej „Organizatorem”.

03

Uczestnikami Konkursu mogą być studenci lub doktoranci polskich uczelni, którzy zespołowo realizują projekty naukowe w ramach podmiotów wyodrębnionych organizacyjnie, składających się w większości ze studentów i/lub doktorantów (takich jak: koła naukowego, redakcji mediów akademickich, stowarzyszenia akademickiego, organów wykonawczych samorządu studentów lub doktorantów), zwani dalej „Uczestnikami”.

04

KATEGORIE I ETAPY KONKURSU Konkurs dzieli się na 3 kategorie podstawowe: – Projekt Roku 2020, – Koło Naukowe Roku 2020, – Opiekun Naukowy Roku 2020; 7 kategorii specjalnych projektowych: – StRuNa-Med 2020, – StRuNa-Human 2020, – StRuNa-Science 2020, – StRuNa-Tech 2020, – StRuNa-Art 2020, – Wyprawa Roku 2020, – Konferencja Roku 2020 oraz jedną kategorię specjalną podmiotową: – Debiut Roku 2020.

05

Kategorie Projekt Roku 2020, Wyprawa Roku 2020, Konferencja Roku 2020, StRuNaMed 2020, StRuNa-Human 2020, StRuNa-Science 2020, StRuNa-Tech 2020 i StRuNa -Art 2020 są w dalszej części Regulaminu nazywane „projektowymi”.

06

Kategorie Koło Naukowe Roku 2020, Debiut Roku 2020 i Opiekun Naukowy 2020 są w dalszej części Regulaminu nazywane „podmiotowymi”.

07

Kategorią główną Konkursu jest Projekt Roku 2020. Każde zgłoszenie do kategorii specjalnej projektowej jest równocześnie traktowane jako zgłoszenie do kategorii Projekt Roku 2020.


74

08

Organizator ma możliwość przyznania wyróżnień, Nagrody Internautów lub innych nagród dodatkowych, a także innych nagród specjalnych w doraźnie zdefiniowanych kategoriach.

09

W każdej kategorii Konkurs jest dwuetapowy. Pierwsze etapy nazywane są dalej „eliminacjami”, a drugie etapy „finałami”.

10

ZGŁOSZENIE KONKURSOWE Zgłoszenie konkursowe można przesłać od 1 września 2020 r., od godziny 16:00:00 do 19 października 2020 r., do godziny 23:59:59.

11

Zgłoszenie konkursowe może przesłać drogą elektroniczną student lub doktorant polskiej uczelni w imieniu podmiotu, który reprezentuje, jeżeli: – ukończył 18 lat, – posiada pełną zdolność do czynności prawnych, – w dniu przesłania zgłoszenia konkursowego posiada status studenta lub doktoranta.

12

Zgłoszenie konkursowe składa się z wypełnionego formularza (dostępnego na stronie konkurs.struna.edu.pl), załącznika obowiązkowego oraz – ewentualnie – dodatkowych załączników.

13

Zgłoszenie konkursowe może być wycofane na każdym etapie Konkursu na pisemną prośbę Uczestnika, aż do momentu ogłoszenia wyników Konkursu.

14

Zgłoszenie konkursowe niekompletne, niespełniające warunków formalnych Konkursu bądź wymagań zawartych w Regulaminie, dostarczone Organizatorowi po wyznaczonym terminie oraz takie, do których załączniki zostały dostarczone Organizatorowi po wyznaczonym terminie, nie będą rozpatrywane.

15

Zgłoszenia konkursowe muszą dotyczyć projektów i działań, które w całości lub w istotnej części zostały zrealizowane między 1 października 2019 r. a 30 września 2020 r.

16

Jeden podmiot może przesłać w danym roku tylko jedno zgłoszenie konkursowe w danej kategorii.

17

ZAŁĄCZNIKI DO ZGŁOSZENIA KONKURSOWEGO Załączniki do zgłoszeń konkursowych mogą być przesyłane pocztą elektroniczną lub tradycyjną. W przypadku załączników przesłanych pocztą tradycyjną brane pod uwagę będą tylko te, która zostaną dostarczone Organizatorowi do 21 października 2020 r., do godziny 16:00 na adres: Fundacja „Fundusz Pomocy Studentom”, ul. Krakowskie Przedmieście 24/109, 00-927 Warszawa.

18

Załączniki do zgłoszenia konkursowego (rekomendacje, opinie, wydawnictwa, zdjęcia i inne materiały przesłane do Organizatora pocztą tradycyjną w związku z Konkursem) nie podlegają zwrotowi.

19

Uczestnicy Konkursu przekazują Organizatorowi prawa do wykorzystania zdjęć oraz materiałów graficznych i filmowych stanowiących załączniki do zgłoszenia konkursowego w celach związanych z przeprowadzeniem i promocją Konkursu. Zdjęcia i materiały filmowe powinny być opisane, w szczególności zawierać informacje o ich autorach.

nr 3 (2019/2020)


75

20

Obowiązkowym załącznikiem w każdej kategorii może być film o kole, projekcie lub opiekunie naukowym trwający co najmniej 60 sekund lub prezentacja o kole, projekcie lub opiekunie naukowym licząca co najmniej 10 slajdów/ujęć/obrazów.

21

Objętość załączników dodatkowych do zgłoszeń konkursowych w wersji cyfrowej jest ograniczona. Nie może przekraczać łącznie 36 MB w kategorii Wyprawa Roku 2020 oraz 18 MB w każdej innej kategorii. Rozmiar pojedynczej ilustracji musi być większy od 0,6 MB i mniejszy od 4 MB. Do danej kategorii można przesłać w wersji elektronicznej maksymalnie 9 ilustracji, z wyjątkiem kategorii Wyprawa Roku 2020, gdzie można przesłać 18 ilustracji. Objętość załączników w wersji drukowanej nie jest ograniczona, ale należy wziąć pod uwagę, że zgłoszenie konkursowe powinno zawierać tylko materiał istotny dla oceny działalności podmiotu w kategorii, której dotyczy. Z powodów formalnych mogą zostać odrzucone zgłoszenia zawierające materiał niezwiązany z Konkursem lub niewyselekcjonowany, w szczególności obszerne fragmenty rocznego sprawozdania z działalności podmiotu, które nie mają związku z projektem zgłoszonym do Konkursu, lub ilustracje nieróżniące się treścią, a jedynie perspektywą ujęcia.

22

FINAŁY KONKURSU I PREZENTACJA FINAŁOWA Finały Konkursu w kategoriach projektowych zostaną przeprowadzone w okresie wskazanym przez Organizatora, jednak nie później niż 12 grudnia 2020 roku.

23

Do finałów Konkursu może być zakwalifikowanych maksymalnie 36 zgłoszeń konkursowych w kategoriach projektowych oraz maksymalnie po 10 zgłoszeń konkursowych w kategoriach: Opiekun Naukowy Roku 2020, Koło Naukowe Roku 2020 oraz Debiut Roku 2020.

24

Uczestnik, którego zgłoszenie konkursowe zostało zakwalifikowane do finałów w kategoriach projektowych, zobowiązany jest do przygotowania prezentacji finałowej.

25

Prezentacja finałowa jest ściśle określonym co do czasu i formy wystąpieniem Uczestnika, w ramach którego zostaje przedstawiony wymiar naukowy realizowanego projektu i jego wyniki. Maksymalny czas trwania prezentacji finałowej wynosi 500 sekund (8 minut i 20 sekund).

26

Uczestnik prezentacji finałowej ma do dyspozycji: – scenę o powierzchni co najmniej 8 m, – projektor i ekran umieszczony nad tylną częścią sceny, – stolik, – wskaźnik laserowy (jego użycie jest jedynym sposobem wskazywania widzom elementów prezentacji wyświetlanych na ekranie), – 3 mikrofony. Użycie podczas prezentacji finałowej projektora z ekranem, wskaźnika laserowego, stolika oraz drugiego i trzeciego mikrofonu nie są obowiązkowe.

27

Uczestnikowi prezentacji finałowej może na scenie towarzyszyć jeden lub dwóch asystentów. Na scenę można wstawić dodatkowe obiekty i rekwizyty. Ich obecność musi być uzgodniona z Organizatorem na co najmniej 3 dni robocze przed rozpoczęciem prezentacji finałowych.


76

28

Prezentacje finałowe mają charakter otwarty (to znaczy są dostępne dla publiczności i przedstawicieli mediów, mogą być transmitowane w środkach masowego przekazu).

29

Finałem Konkursu w kategorii Koło Naukowe Roku 2020 jest przyznanie przez jury nagród podmiotowych od 1 do 7 nagród po uwzględnieniu wyników pracy jury eliminacji oraz ewentualnych wystąpień Uczestnika w finałach kategorii projektowych.

30

Finałem Konkursu w kategorii Debiut Roku 2020 jest przyznanie przez jury nagród podmiotowych od 1 do 7 nagród po uwzględnieniu wyników pracy jury eliminacji oraz ewentualnych wystąpień Uczestnika w finałach kategorii projektowych. Każde zgłoszenie do kategorii podmiotowej specjalnej Debiut Roku 2020 jest równocześnie traktowane jako zgłoszenie do kategorii Koło Naukowe Roku 2020.

31

Finałem Konkursu w kategorii Opiekun Naukowy Roku 2020 jest przyznanie przez jury nagród podmiotowych od 1 do 7 nagród po uwzględnieniu wyników pracy jury eliminacji oraz ewentualnych wystąpień Uczestnika w finałach kategorii projektowych.

32

JURY KONKURSU Organizator Konkursu powołuje trzy składy jury: jury eliminacji, jury nagród projektowych oraz jury nagród podmiotowych.

33

Zgłoszenia do Konkursu spełniające wszystkie kryteria formalne i wymagania zawarte w niniejszym Regulaminie podlegają ocenie merytorycznej, której dokonują członkowie jury eliminacji.

34

Jury eliminacji liczy od 3 do 21 osób. Składa się z nauczycieli akademickich, przedstawicieli organizacji pozarządowych, przedstawicieli partnerów i patronów Konkursu oraz innych osób wskazanych przez Organizatora. Ostateczna wielkość i skład jury eliminacji są zatwierdzane przez Organizatora po zapoznaniu się z ilością zgłoszeń, rozkładem zgłoszeń pomiędzy poszczególne kategorie Konkursu oraz dyscyplinami nauki, do których odnoszą się projekty opisane w zgłoszeniach.

35

Jury eliminacji może wezwać Uczestnika do uzupełnienia zgłoszenia konkursowego, wyjaśnienia treści zgłoszenia lub przedstawienia dodatkowej opinii dotyczącej projektu, o którym mowa w zgłoszeniu. Podstawowym sposobem kontaktu jury eliminacji z Uczestnikiem jest korespondencja elektroniczna przy wykorzystaniu adresu e-mail podanego w zgłoszeniu konkursowym.

36

Efektem pracy jury eliminacji jest wybór Uczestników finałów i uszeregowanie ich zgłoszeń w postaci czterech list rankingowych: – pierwsza lista rankingowa zawiera od 16 do 36 zgłoszeń. Znajdują się na niej zgłoszenia konkursowe do kategorii: Projekt Roku 2020, Wyprawa Roku 2020, Konferencja Roku 2020, StRuNa-Med 2020, StRuNa-Human 2020, StRuNa-Science 2020, StRuNa-Tech 2020 i StRuNa-Art 2020; – druga lista rankingowa zawiera od 3 do 7 zgłoszeń. Znajdują się na niej zgłoszenia konkursowe do kategorii Koło Naukowe Roku 2020; – trzecia lista rankingowa zawiera od 2 do 5 zgłoszeń. Znajdują się na niej zgłoszenia konkursowe do kategorii Debiut Roku 2020; – czwarta lista rankingowa zawiera od 2 do 7 zgłoszeń. Znajdują się na niej zgłoszenia konkursowe do kategorii Opiekun Naukowy Roku 2020.

nr 3 (2019/2020)


77

37

Na listach rankingowych nie ma lokat ex aequo. Pierwszej pozycji przyporządkowuje się wartość 0,99 punktu, drugiej 0,97 punktu, trzeciej 0,95 punktu itd.

38

Oceną wystąpień konkursowych i przyznaniem nagród w kategoriach Projekt Roku 2020, Wyprawa Roku 2020, Konferencja Roku 2020, StRuNa-Med 2020, StRuNa-Human 2020, StRuNa-Science 2020, StRuNa-Tech 2020 i StRuNa-Art 2020 zajmuje się jury nagród projektowych.

39

W skład jury nagród projektowych wchodzi od 5 do 15 osób.

40

Efektem pracy jury nagród projektowych jest wskazanie przynajmniej ośmiu najlepszych prezentacji finałowych w kategoriach Projekt Roku 2020, Wyprawa Roku 2020, Konferencja Roku 2020, StRuNa-Med 2020, StRuNa-Human 2020, StRuNa-Science 2020, StRuNa-Tech 2020 i StRuNa-Art 2020.

41

W swoich pracach jury nagród projektowych operuje skalą punktową, która zawiera wyłącznie liczby naturalne od 1 do 100. Punkty przyznane przez jury nagród projektowych podlegają zsumowaniu z punktami pierwszej listy rankingowej (punktacja z pierwszej listy rankingowej może mieć znaczenie tylko wobec ewentualnego remisu w ocenie jury nagród projektowych).

42

Nagrody w kategoriach Koło Naukowe Roku 2020, Debiut Roku 2020 i Opiekun Naukowy Roku 2020 przyznaje jury nagród podmiotowych, po uwzględnieniu wskazań jury eliminacji i jury nagród projektowych. Do jury nagród projektowych stosuje się odpowiednio pkt 34. Regulaminu.

43

Obrady jury eliminacji, jury nagród projektowych oraz jury nagród podmiotowych są niejawne.

44

KRYTERIA OCENY Podczas eliminacji kluczowy wpływ na ocenę zgłoszenia konkursowego w kategoriach Projekt Roku 2020, Wyprawa Roku 2020, Konferencja Roku 2020, StRuNa-Med 2020, StRuNa-Human 2020, StRuNa-Science 2020, StRuNa-Tech 2020 i StRuNa-Art 2020 mają: oryginalny pomysł na projekt, jego profesjonalna realizacja i niepodważalny walor naukowy. Pozostałe brane pod uwagę kryteria to: adekwatność skali realizacji projektu do zamierzonych efektów, sposób upowszechniania efektów projektu, skala zaangażowania członków organizacji w realizację projektu.

45

Nagrodą StRuNa-Med 2020 zostaje uhonorowane najbardziej wartościowe pod względem naukowym przedsięwzięcie zrealizowane przez studentów i doktorantów w zakresie nauk medycznych i nauk o zdrowiu.

46

Nagrodą StRuNa-Human 2020 zostaje uhonorowane najlepsze przedsięwzięcie z zakresu nauk humanistycznych, społecznych i teologicznych.

47

Nagrodą StRuNa-Science 2020 zostaje uhonorowane najlepsze przedsięwzięcie z zakresu nauk ścisłych i przyrodniczych.

48

Nagrodą StRuNa-Tech 2020 zostaje uhonorowane najlepsze przedsięwzięcie z zakresu nauk inżynieryjno-technicznych i rolniczych.


78

49

Nagrodą StRuNa-Art 2020 zostaje uhonorowane najlepsze przedsięwzięcie z zakresu sztuki, działań kulturalnych i artystycznych.

50

Podczas oceny zgłoszenia w kategorii Koło Naukowe Roku 2020 i Debiut Roku 2020 kluczowe znaczenie dla jury elimanacji mają: liczba, profesjonalizm i walory naukowe realizowanych projektów analizowane w odniesieniu do liczby członków koła.

51

W kategorii Debiut Roku 2020 mogą brać udział organizacje, które powstały po 30 września 2019 roku.

52

Podczas oceny zgłoszenia w kategorii Opiekun Naukowy Roku 2020 kluczowe znaczenie dla jury eliminacji mają: zaangażowanie opiekuna koła lub kuratora koła albo innej osoby sprawującej nadzór merytoryczny nad działalnością koła naukowego w działania członków i koła i w realizowane projekty.

53

Podczas oceny prezentacji finałowych kluczowy wpływ na ocenę jury nagród projektowych mają: przedstawienie efektów aktywności naukowej w sposób zrozumiały dla przedstawicieli innych dziedzin nauki niż ta, którą reprezentuje autor lub autorzy prezentacji finałowej, atrakcyjność i komunikatywność przekazu, możliwość zarejestrowania prezentacji finałowej w postaci materiału filmowego.

54

Podczas przyznawania nagród w kategoriach Koło Naukowe Roku 2020, Debiut Roku 2020 i Opiekun Naukowy Roku 2020 kluczowe znaczenie dla jury nagród podmiotowych mają wcześniejsze wskazania jury eliminacji i jury nagród projektowych.

55

ROZSTRZYGNIĘCIE KONKURSU Jury eliminacji, jury nagród projektowych oraz jury nagród podmiotowych kierują się w swoim postępowaniu wyłącznie obiektywizmem i względami merytorycznymi. Jury podejmuje decyzje o przyznaniu nagród w oparciu o analizę zgłoszeń, analizę innych materiałów przesłanych przez zgłaszającego, zawartość i sposób wykonania prezentacji finałowej oraz w oparciu o swoje doświadczenie i wiedzę.

56

Z oceny wybranych zgłoszeń konkursowych są wyłączeni członkowie jury powiązani z Uczestnikami poprzez powinowactwo, relacje służbowe lub inne stosunki zależności w strukturach akademickich i biznesowych.

57

Decyzje jury eliminacji, jury nagród projektowych oraz jury nagród podmiotowych są ostateczne i nie przysługuje od nich odwołanie.

58

POSTANOWIENIA KOŃCOWE Wszelkie zmiany niniejszego Regulaminu mogą nastąpić w takim samym trybie, w jakim został on uchwalony, tj. w drodze uchwały zarządu Organizatora.

59

Uczestnicy wyrażają zgodę na zbieranie i przetwarzanie przez Organizatora danych osobowych na potrzeby przeprowadzenia Konkursu. Uczestnicy wyrażają zgodę na ich filmowanie i fotografowanie podczas finałów konkursu oraz na upublicznienie zdjęć i materiałów filmowych powstałych podczas finałów konkursu, które zawierają ich wizerunek.

60

Administratorem danych podanych przez Uczestnika konkursu jest Organizator z siedzibą w Warszawie przy ul. Krakowskie Przedmieście 24/108.

nr 3 (2019/2020)


79

W sprawach dotyczących konkursu i przetwarzania danych można się kontaktować za pośrednictwem poczty elektronicznej pod adresem kontakt@struna.edu.pl. Dane osobowe podane przez Uczestnika są przetwarzane w celu: organizacji, promocji i przeprowadzenia Konkursu, publikacji informacji o finalistach i laureatach Konkursu, informowania o dokonaniach Uczestników na stronach internetowych Organizatora i w jego działalności edukacyjno-informacyjnej, a także w celach archiwizacyjnych i rozliczalności wymaganej przepisami rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 o ochronie danych osobowych, zwanego RODO. Dane osobowe laureatów konkursów oraz osób odbierających nagrody mogą być przekazane fundatorom nagród w celu dopełnienia wymogów formalnych związanych z otrzymaniem nagród. Administrator przetwarza wskazane dane osobowe na podstawie prawnie uzasadnionego interesu, którym jest: umożliwienie uczestnikom Konkursu wzięcia w nim udziału, umożliwienie sprawnego przeprowadzenia Konkursu, opublikowanie informacji o jego laureatach, archiwizacja dokumentów. Dane osobowe przetwarzane są na podstawie wyrażonej zgody, zgodnie z art. 6 lit. a. RODO. Przesłanie zgłoszenia jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody. Dane osobowe przechowywane będą zgodnie z wymaganiami Ustawy o narodowym zasobie archiwalnym i archiwach przez czas określony w tych przepisach. Osoby, których dane osobowe przetwarza Organizator, mają prawo do: dostępu do swoich danych oraz otrzymania ich kopii, sprostowania (poprawiania) swoich danych, jeśli są błędne lub nieaktualne, a także prawo do ich usunięcia, w sytuacji gdy przetwarzanie danych nie następuje w celu wywiązania się z obowiązku wynikającego z przepisu prawa lub w ramach sprawowania władzy publicznej. Możliwe jest ograniczenia lub wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania danych poprzez skargę do prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych, przesłaną na adres: ul. Stawki 2, 00-193 Warszawa. Podanie danych osobowych jest dobrowolne, ale konieczne do przeprowadzenia Konkursu (w tym do powiadomienia Uczestników o przejściu do kolejnego etapu Konkursu i przyznaniu im nagród) oraz do realizacji programu StRuNa – Studencki Ruch Naukowy, którego Konkurs jest częścią, a którego celem jest upowszechnianie w społeczeństwie wiedzy o sukcesach studentów, doktorantów i młodych naukowców poprzez emisję materiałów informacyjnych i edukacyjnych. Administrator nie przetwarza danych osobowych uczestników konkursu oraz osób wskazanych w załącznikach do niniejszego Regulaminu w sposób opierający się wyłącznie na zautomatyzowanym przetwarzaniu, w tym profilowaniu. 61

W przypadku sporów powstałych na tle interpretacji postanowień niniejszego Regulaminu Organizator Konkursu dokonuje wykładni jego postanowień.

62

Organizator zastrzega sobie prawo dokonywania zmian w Regulaminie lub podejmowania indywidualnych decyzji wykluczających z Konkursu lub dopuszczających do Konkursu.

63

Konkurs jest moderowany przez Organizatora, co polega na prawie do niedopuszczenia do Konkursu zgłoszenia, bez konieczności informowania o tym zgłaszającego, jeżeli: – narusza ono powszechnie obowiązuje w Polsce prawo, – zawiera treści powszechnie uznane za obraźliwe, wulgarne, dyskryminujące lub nawołujące do przemocy, – zawiera treści o charakterze reklamowym lub innym komercyjnym,


80

– zawiera nieprawdziwą informację dotyczącą treści projektu, faktycznych uczestników projektu, źródeł finansowania projektu lub inną nieprawdziwą informację dotyczącą projektu lub osoby zgłaszającej, – narusza inne postanowienia zawarte w Regulaminie. 64

W przypadku przekazania Organizatorowi nieprawdziwych danych na temat prowadzonej działalności lub innego istotnego naruszenia Regulaminu wykluczenie Uczestnika z Konkursu może dotyczyć nie tylko bieżącej edycji Konkursu, ale również trzech kolejnych.

65

Organizator nie ponosi odpowiedzialności za zdarzenia uniemożliwiające prawidłowe przeprowadzenie Konkursu lub przyznanie nagrody zwycięzcy, których nie był w stanie przewidzieć lub którym nie mógł zapobiec, w szczególności w przypadku zaistnienia zdarzeń losowych.

66

Regulamin wchodzi w życie 2 stycznia 2020 r. o godzinie 16:00:00.

nr 3 (2019/2020)


Issuu converts static files into: digital portfolios, online yearbooks, online catalogs, digital photo albums and more. Sign up and create your flipbook.