Issuu on Google+

CENA: 13zł w tym 7%VAT

NR 11/03/2008 MARZEC

INDEKS 233021

ISSN 1897-3655

Konwencja marzeń!


TATTOOFEST 4

POLSKA-GRUDZIĄDZ-3RDEYE-PAWEŁ WYRĘBIAK POLSKA-WAŁBRZYCH-ALIEN-LEŃU POLSKA- DĄBROWA GÓRNICZA-ALIEN-MARCIN LIANA POLSKA-SZCZECIN-ANABI TATTOO-ANABI POLSKA-RYBNIK-ART LINE-TOFI POLSKA-RYBNIK-ART LINE-KOSA POLSKA-MILANÓWEK-AZAZEL-BATOON POLSKA-MILANÓWEK-AZAZEL-DUDEK POLSKA-ON THE ROAD-BARTTATTOO-BARTEK POLSKA-WARSZAWA-BLACKSTAR POLSKA-RADOM- BODY ART FACTORY-RAFAŁ POLSKA-WROCŁAW-CLEAN FUN POLSKA-ON THE ROAD-CZAS TATTOO-NIEWCZAS POLSKA-GLIWICE-D3XS-PIOTR WOJCIECHOWSKI* POLSKA-OPOLE-EVIL MOON POLSKA-SZCZECIN-GONZO-SEBASTIAN ABRAMCZUK POLSKA-SZCZECIN-GONZO-LESZEK JASINA POLSKA-WARSZAWA-GULESTUS POLSKA-OPOLE-JAWOR ART.-JAWOR POLSKA-OSTRÓW WIELKOPOLSKI-JOKERS POLSKA-WARSZAWA-JUNIORINK-JUNIOR POLSKA-WARSZAWA-JUNIORINK-NOVICK POLSKA-KRAKÓW-KULT-KING MURAS POLSKA-KRAKÓW-KULT-DAVEEE POLSKA-GDAŃSK-LEŻEĆ POLSKA-KRAKÓW-LOCO TATTOO POLSKA-TYCHY-LUCKY POLSKA-POZNAŃ-MONSTER POLSKA-GDAŃSK-PANDEMONIUM POLSKA-RYBNIK-PRYKAS POLSKA-KRAKÓW-ROBTATTOO-ROBSON POLSKA-RUDA ŚLĄSKA-SAURON-MARZAN POLSKA-RUDA SLĄSKA-SAURON-MARCIN POLSKA-ŁÓDŹ-SIGIL POLSKA-GDAŃSK-STONEHEADS POLSKA-POZNAŃ-STUDIO&CLUB-SŁAWEK POLSKA-GDAŃSK-TAT STUDIO-DAGMARA POLSKA-GDAŃSK-TAT STUDIO-JAREK POLSKA-ZAKOPANE-TOMTATTOO-TOMASZ SIEWIERSKI POLSKA-BIELSKO BIAŁA-TRYTON-RADEK POLSKA-WROCŁAW-ULTRA POLSKA-ZIELONA GÓRA-VIKING-AERO POLSKA-ZIELONA GÓRA-VIKING-SŁAWEK MYŚKÓW

*czekamy na potwierdzenie udziału w konwencji

FRANCJA-PARYŻ-ART CORPUS TATTOO-ROBERTO DARDINI FRANCJA-PARYŻ-ART CORPUS TATTOO-LEA NAHON CZECHY-PRAGA-BLOODY BLUE-PORNSTAR CZECHY-PRAGA-BLOODY BLUE-ZHIVKO JAPONIA-CHUNKY MAY MAY ANGLIA-LONDYN-EVIL FROM THE NEEDLE-BRENT RYAN-NOWA ZELANDIA CZECHY-OSTRAVA-FREIHAND-TOM CZECHY-OSTRAVA-FREIHAND-FISHEIRO FRANCJA-JACK RIBEIRO* ANGLIA-LONDYN-KAMIL MOCET TATTOO WĘGRY-MUZYK CZECHY-MILOSH* ANGLIA-BIRMINGHAM-MODERN BODY ART-ARTUR DOMAGAŁA NIEMCY-BERLIN-NIGHTLINER TATTOO-ZAPPA NIEMCY-KOLONIA-REINKARNATION-GUIL ZEKRI AUSTRIA-WIEDEŃ-SHOCKIN CITY-VALDI, WALDEMAR WAHN AUSTRIA- WIEDEŃ- SHOCKIN CITY-OSA CZECHY-PRAGA-TRIBO-PETER BOBEK CZECHY-PRAGA-TRIBO-DJA DJA USA- TRIPLE X- SEAN VASQUEZ* SZWAJCARIA-TRIPTYC TATTOO-FADI MIACHAEL-EGIPT FRANCJA-HAYANGE-UNDEGROUND-PASCAL POLINEZJA-VATEA* HISZPANIA-LOS CRISTIANOS-VICTOR PORTUGAL SZWECJA- KALMAR-ZEAL TATTOO-DIEGO


Zbliżamy się do trzeciej edycji konwencji tatuażu w Krakowie. Cieszymy się bardzo, że z roku na rok udaje nam się podnosić poziom imprezy, głównie dzięki zapraszanym tatuatorom. W Polsce nie udało się do tej pory zgromadzić tak dużej ilości artystów z tak wielu krajów w jednym miejscu. Jedynie pierwsza, legendarna już warszawska impreza Mega Tattoo zgromadziła większą ilość gości zagranicznych, a było to 10 lat temu! Z całą pewnością gwiazdą tegorocznego Tattoofestu będzie Victor Portugal. Ten hiszpański tatuator zdobywa nagrody na największych i najbardziej prestiżowych festiwalach świata. Jeżeli ktoś lubi mroczne klimaty pomieszane często z biomechaniką, jest to na pewno wyjątkowa okazja, by zdobyć tatuaż u Victora! Pojawi się z nim bardzo sympatyczny Zeal ze Szwecji, z którym będzie dzielił boks. Z nowych gości zagranicznych zapowiedziało swój przyjazd francuskie studio Art Corpus. Jego właściciel, Roberto, jest tatuatorem i organizatorem paryskiej konwencji tatuażu, o której mogliście przeczytać w jednym z numerów „TattooFestu”. Do Krakowa zawita także studio Reinkarnation z Niemiec z Guilem Zekri, bardzo wszechstronnym i ciekawym artystą pochodzenia izraelskiego. Z Nowej Zelandii przyjedzie Brent Ryan, pracujący obecnie w Londynie. Od dawna miał wielką ochotę odwiedzić nasz kraj. Z kolei reprezentantem Węgier będzie Muzyk ze swoimi pięknymi kolorowymi pracami. Do tego dojdzie (nareszcie!) solidna reprezentacja z Czech. Studio Bloody Blue z Zhivko i Pornstarem, Freihand z Fishero i Tomem oraz Tribo w składzie Peter Bobek i Dja Dja. Według mnie to najlepsi tatuatorzy pracujący obecnie w Czechach. Jeżeli potwierdzi jeszcze swój przyjazd Milosh, to mamy bardzo silną ekipę! Skoro jesteśmy już przy gościach zagranicznych, od których oczekujemy ostatecznego potwierdzenia przyjazdu, to warto wspomnieć o Jacku Ribeiro z Francji (nie trzeba wam chyba go przedstawiać) i o polinezyjskim studio Vatea promującym kulturę i sztukę tatuażu Oceanii. Na konwencji być może pojawi

się również wyjątkowy artysta pochodzący z Egiptu, a pracujący obecnie w Szwajcarii, Fadi Michael. Dlaczego wyjątkowy? Łączy w perfekcyjnym technicznie tatuażu biomechanikę ze starożytną kulturą egipską. Bardzo chcielibyśmy gościć go w Krakowie. Z obecnych na Tattoofeście artystów, którzy byli w 2007 roku ponownie pojawi się Chunky May May z Japonii (kolorowe kwiaty wytatuowane wtedy jednej z dziewczyn, na zawsze utkwiły w pamięci tym, którzy je widzieli!) oraz Pascal z francuskiego studia Undeground. Czekamy także na info od Seana Vasqueza i Triple X. Podczas rozmowy w Berlinie zadeklarował swój przyjazd. Teraz czekamy tylko na pisemne potwierdzenie. Do tego należy dodać lubianego przez odwiedzających Tattoofest piercera z Londynu, Włocha, Bruna Ragonesi, który na pewno zaskoczy wszystkich nowymi pomysłami na przyozdabianie ciała kolczykami. Uff… Troszkę ich przyjedzie… A Polacy? Generalnie wszyscy ci, którzy byli obecni w zeszłym roku pojawią się i w tym. Zabraknie tylko kilku. W zamian za nich udało nam się ściągnąć Kamila Moceta i Zappę, czyli dwóch światowego formatu tatuatorów pracujących obecnie za granicą. Oprócz nich na pewno ponownie przyjedzie Waldi i Osa z Wiednia ze swoimi wyjątkowymi tatuażami i być może obrazami, BartTattoo tatuujący obecnie w Hiszpanii, a także po raz pierwszy Artur Domagała, który pracuje w studiu Jo Harrisona, Modern Body Art w Birmingham. Do końca niestety nie wiadomo jeszcze, czy pojawi się Piotrek Tatoń, z którym jesteśmy w stałym kontakcie. Jeśli zdecyduje się przyjechać, na pewno znajdzie się dla niego jakieś miejsce. Z wielkich nieobecnych w 2007 roku pojawi się Andrzej Leńu Leńczuk z Wałbrzycha, bardzo popularny artysta w całej Europie. Jego studio jako jedyne z Polski zostało zaproszone na największe konwencje w Londynie i Mediolanie, a na tej ostatniej Leńu zdobył nagrodę za tatuaż zrobiony w sobotę. Wykonuje prace wyłącznie według swoich projektów, nie kopiuje innych ta-

tuaży, tak więc robiąc sobie u niego wzór, będziecie mogli mieć pewność, że jest w 100 % oryginalny. Nie będę tutaj wymieniał wszystkich pozostałych, bo zajęłoby to zbyt dużo miejsca. Najistotniejsze jest to, że mamy naprawdę czołówkę polskiej sceny tatuażu i możemy być pewni, że powstanie wiele ciekawych prac, które za pośrednictwem naszego magazynu, postaramy się przekazać prasie światowej. Ku chwale Ojczyzny! Dodam jedynie, że udało mi się potwierdzić skład jury, które będzie takie samo jak w 2007 r. Przewodnictwo obejmie Sławek Frączek z Poznania, Piotr Żurawski z Gdańska i Dagmara z gdańskiego TatStudio. Podobało mi się ich profesjonalne i obiektywne podejście do oceniania prac na poprzedniej konwencji, więc zależało mi na podobnym składzie komisji w 2008 r. Zasłyszane opinie wśród tatuatorów, co do pracy jury, były również bardzo pochlebne. Na sam koniec tej krótkiej zapowiedzi wystawców muszę również wspomnieć o handlowej stronie całej imprezy. Niestety nie znam jeszcze wszystkich szczegółów. Mogę was jednak zapewnić, że w porównaniu do zeszłorocznej edycji zostanie rozbudowana. Będzie można kupić wszystko, co związane jest z wykonywaniem tatuaży i piercingu, kolczyki i odjechane, kolorowe ciuchy. Szykujcie grubo wypchane portfele! Radek Ps. Tatuaże wykonywane na konwencji nie są za darmo!!! Obowiązują stawki zbliżone do tych, jakie spotykacie w studiach tatuażu. Polscy tatuatorzy przy dużych pracach kasują przeciętnie minimum 100 zł za godzinę tatuowania. Cena ta może sięgać nawet kilkuset złotych u tatuatorów zagranicznych, więc umawiając się na tatuaż, zapytajcie wcześniej, ile będzie mniej więcej kosztował. Konwencja trwa tylko dwa dni, więc każdy tatuator jest w stanie zrobić maksymalnie kilka tatuaży. Dobrze jest wcześniej umówić się na sesję i ustalić wszystkie szczegóły telefonicznie lub mailowo. TATTOOFEST 5


TATTOOFEST 6


4-5

spis treści

8-9 10-16 17 20-25 Okładka: Foto - Kudi

28-39 WYDAWCA: FHU Koalicja ul. Szpitalna 20-22/s5 31-024 Kraków REDAKCJA: Radosław Błaszczyński kult@tattoofest.pl Katarzyna Ponikowska ermine@interia.pl OPRACOWANIE GRAFICZNE: Asia STALI WSPÓŁPRACOWNICY: Dawid Karwowski, Jakub Murawski, Elżbieta Herzog, Agata Ćwierz, Raga, Nikita, Dorota TQD, Ola, Wojciech Firlej, Dante MARKETING I REKLAMA: Anna Błaszczyńska info@tattoo.biz.pl DRUK: Drukarnia FTF www.ftf.com.pl Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych, zastrzega sobie prawo redagowania nadesłanych tekstów i nie odpowiada za treść zamieszczonych reklam. ISSN 1897-3655 PRENUMERATA RUCH:

42-46 48-51 52-53 56-59 60-63 64-67 68-73

GOŚCIE Czyli kto przyjedzie tatuować do Krakowa na TattooFest 2008 INFO

10 20

FRANK WEBER i B52 W wywiadzie miesiąca EMIGRACJA W Danteizmach

28

PRASKIE STUDIO TRIBO Sąsiedzi z Czech MILANO 2008 Relacja z włoskiej konwencji

42

NORBERT Tatuator pierwszego pokolenia 25 LAT BUGSA! Artysta, który za życia stał się legendą NADINE Kudi Chick – tatuażystka z przypadku

56

CLEAN FUN Studio z Wrocławia MAŃKOWA I DOKTÓR Inspirują rodzinę TattooArt

48 64

DREZNO Relacja z festiwalu GALERIA TATUAŻU Ciekawe/ nadesłane

Prenumerata krajowa: Przez „RUCH” S.A. - wpłaty na prenumeratę przyjmują jednostki kolportażowe „RUCH” S.A. właściwe dla miejsca zamieszkania. Termin przyjmowania wpłat na prenumeratę krajową do 5 każdego miesiąca poprzedzającego okres rozpoczęcia prenumeraty. Prenumerata opłacana w złotówkach ze zleceniem wysyłki za granicę: Informacji o warunkach prenumeraty i sposobie zamawiania udziela „RUCH” S.A. Oddział Krajowej Dystrybucji Prasy, 01-248 Warszawa, ul. Jana Kazimierza 31/33, Warszawa telefony 5328-731 - prenumerata płatna w walucie obcej ; telefony 5328-816, 5328-734, 5328-819 - prenumerata płatna w PLN infolinia 0-800-1200-29, wpłaty w PLN na konto w banku PEKAO S.A. IV O/Warszawa, No. 68124010531111000004430494 lub w kasie Oddziału. Dokonując wpłaty za prenumeratę w Banku czy też w Urzędzie Pocztowym należy podać : nazwę naszej firmy, nazwę banku, numer konta, czytelny pełny adres odbiorcy za granicą, okres prenu-

meraty, rodzaj wysyłki (p - tą priorytetową czy ekonomiczną) oraz zamawiany tytuł. Warunkiem rozpoczęcia wysyłki prenumeraty, jest dokonanie wpłaty na nasze konto. Prenumerata opłacana w dewizach przez odbiorcę z zagranicy: przelewem na nasze konto w banku SWIFT banku : PKOPPLPWWA4 w USD PEKAO S.A. IV O/W-wa IBAN PL54124010531787000004430508 w EUR PEKAO S.A. IV O/W-wa IBAN PL46124010531978000004430511 po dokonaniu przelewu prosimy o przesłanie kserokopii polecenia przelewu z podaniem adresu i tytułu pod nr faxu +48 22 532-87-31. Opłaty za prenumeratę można dokonać również czekiem wystawiony na firmę „RUCH SA OKDP” i przesłanym razem z zamówieniem, listem poleconym na nasz adres jw. Informujemy, że klienci płacący z zagranicy mogą też dokonać wpłaty na prenumeratę kartami kredytowymi VISA i MASTERCARD w internecie TATTOOFEST 7 http://www.ruch.pol.pl


INFO

OD REDAKCJI! Oto znowu jesteśmy z porcją ciekawych zdjęć, relacji i wywiadów. Trzymacie w rękach jedenaste wydanie magazynu „TattooFest”, a nam wciąż nie brakuje pomysłów na kolejne tematy. Powiem więcej. Im bardziej zagłębiamy się w ten świat, tym więcej idei przychodzi nam do głów. Coraz więcej osób jest zainteresowanych naszą rodzimą sceną, a my z kolei chłoniemy to, czym jest tatuaż na zachodzie. Wystarczy tylko wymieniać się informacjami i każdy na tym korzysta. Wydaje się, że ten rodzaj sztuki przeżywa nieustający renesans. W Europie objawia się to wciąż powstającymi nowymi festiwalami i dużą liczbą odwiedzających ich ludzi. W USA tatuaż wzniósł się na nowy poziom techniczny. Prace są tak nieprawdopodobnie czyste i przejrzyste, kolorowe i perfekcyjne w wykonaniu, że wydają się niedoścignione. Na wschodzie Europy zaczyna dojrzewać własny, artystyczno-realistyczny styl. Cieszy również fakt częstszego realizowania przez tatuatorów nowych projektów artystycznych, fuzji, organizacji, wspólnych wystaw, sympozjów, „bitew” czy warsztatów. Te wszystkie rzeczy docierają również do Polski i może w najbliższym czasie przekształcą się w konkretne działania. Mamy nadzieję, że dzięki naszemu magazynowi otrzymujecie co miesiąc solidne, bieżące informacje, które pomagają wam dokonać wyboru, jaki tatuaż zrobić sobie lub komuś. Tatuaż stał się w Polsce czymś powszechnym, ale nie daliśmy się na szczęście pochłonąć tendencji robienia głównie tatuaży konsumpcyjnych, tribalków, delfinków i katalogowych motywów pamiętających lata 80-te. Wręcz przeciwnie. Polscy artyści systematycznie z tym walczą i starają się ukierunkowywać swoich klientów na wyjątkowość motywów i ich oryginalność. Cieszy to szczególnie dlatego, że większość dużych państw

TATTOOFEST 8

europejskich jak Niemcy, Włochy, Francja czy Hiszpania walkę tę przegrywają i dopiero teraz zdają sobie sprawę, iż cała społeczność tatuatorska powinna bronić interesów tatuatorów-artystów, a nie pseudotatuatorów-kosmetyczek. Mamy więc łatwiej! W tym numerze przedstawiamy wam osoby, które będą tatuować na tegorocznym festiwalu w Krakowie. Następnie przeczytacie przeprowadzony w grudniu na berlińskiej konwencji wywiad z jej organizatorem, Frankiem Weberem, symbolem europejskiego tatuażu. Prezentujemy wam również czeskie Tribo Tattoo, które będzie gościć na krakowskiej konwencji w czerwcu. Materiał o studiu podzieliliśmy na dwie części. W tym numerze historia Tribo oraz tatuatora Petera Bobka. W kolejnym numerze: Dja Dja i Michał Pisa – pozostali tatuatorzy Tribo. Dante otrzymał zadanie wyrażenia własnych myśli odnośnie polskich tatuatorów na emigracji. Głównym artykułem marca jest oczywiście relacja z konwencji w Mediolanie. Szkoda tylko, że spotkaliśmy tam tak niewielu Polaków. Powinien być tam każdy, kto interesuje się na poważnie tatuażem. Następnie przeczytacie o Norbercie - jednym z pierwszych, polskich tatuatorów. Z zagranicznych artystów pokażemy wam prace Bugsa, który siedzi już w tym interesie od 25-ciu lat! Następnie powrócimy do Polski, by zajrzeć do niedawno otwartego studia we Wrocławiu, CleanFun. Wracamy też do stałej kiedyś rubryki „Rodzina TattooArt”. Mamy nadzieję, że przejęcie portalu przez Tomka Gacę i ekipę Art Line stanie się bodźcem do jeszcze ciekawszej współpracy. Na deser możecie zobaczyć, co działo się na tegorocznym festiwalu w Dreźnie oraz tradycyjnie obejrzeć nadesłane do nas w ostatnim miesiącu tatuaże polskich tatuatorów. Do przyszłego! Radek

INFORmacje

INFO

04-06.04.2008 8. International Tattoo-Show Stuttgart NIEMCY www.tattooshow-stuttgart.de

To nowy pomysł Henri Buro. 100 tatuatorów stworzyło 50 grafik na zasadzie: 50 % rysował Henri, a drugie 50 % inny artysta znaleziony na MySpace. Projekt połączył 100 rysowników we wspólnym eksperymencie!

Po pierwszym artykule na temat polskiej sceny tatuażu w niemieckim portalu tatuatorskim Tattoo Guide przyszedł czas na kolejne. Na stronie www.tattoo-guide-europa.de ukazały się wywiad z Zappą oraz informacja na temat naszego magazynu „TattooFest” i krakowskiej konwencji. W najbliższym czasie na stronie mają pojawić się następne wywiady z polskimi artystami i inne artykuły związane z naszą rodzimą sceną.


12-13.04.2008 13. Belfort Tattoo-Convention FRANCJA www.belforttattoofamily.com

19-20.04.2008 1. Tattooshow Regensburg NIEMCY www.tattooshow-regensburg.de

25-27.04.2008 16. International Tattoo-Convention Frankfurt NIEMCY www.convention-frankfurt.de

3-4.04.2008 The TattooBoat SZWECJA-FINLANDIASZWECJA www.tattoobaten.se

Kamil Mocet rozpoczął pracę na własny rachunek i rozstał się z Evil From The Needle, otwierając swoje studio. Jego lokalizacja to okolice głównej ulicy Camden Town w Londynie. Pracownia ma stać się miejscem otwartym dla zdolnych tatuatorów, gdzie będą realizowane różnego rodzaju projekty artystyczne oraz seminaria i warsztaty tatuatorskie.

W tym roku powstał internetowy magazyn tatuatorski TattooInkt Magazine. Pojawia się tam wiele ciekawych i nowych informacji ze świata tatuażu, artystów, wywiadów, relacji i pomysłów. Niewątpliwym atrybutem portalu jest galeria ze świetnymi tatuażami, w której nie znajdziecie katalogowego „bullshit-u”, a jedynie prace na najwyższym poziomie. Adres strony: www.tattooinkt.nl.

Nasz magazyn można już kupować w formie elektronicznej ze strony www.tattoofest.pl. Płacić można na wiele sposobów, w tym również kartą płatniczą. Wprowadziliśmy taką formę sprzedaży przede wszystkim z myślą o osobach przebywających za granicą lub mieszkających w małych miasteczkach i wsiach, które nie mogą nabyć fizycznie naszego pisma. „TattooFest” w pliku pdf jest w jakości nadającej się do czytania i oglądania za pomocą komputera i nie nadaje się do wydruku. Cena tej wersji to tylko 10zł. Jeżeli jacyś wasi znajomi nie mogą kupić wersji drukowanej, poinformujcie ich proszę o tej możliwości zakupu.

3 numery to 39,00 a 6 numerów to 78,00 (kolejny dostaniesz w prezencie). Na terenie Polski przesyłka gratis. Poza granicami należy doliczyć koszt przesyłki. Żeby zaprenumerować Tattoofest należy:

1.

Skontaktować się z Anią, podać swoje dane i zaznaczyć od którego numeru chcesz otrzymywać gazetę (kontakt 12 429 14 52, 502 045 009 , kult@tattoofest.pl) Wpłacić kaskę przekazem pocztowym na adres: FHU Koalicja Szpitalna 20-22/5s 31-024 Kraków lub przelewem na konto: Anna Błaszczyńska 02 1540 1115 2064 6060 0446 0001

2.

Jeśli chcesz otrzymać fakturę koniecznie nas o tym poinformuj podczas zamówienia!

TATTOOFEST 9


Frank Weber od 17 lat jest organizatorem berlińskiej konwencji tatuażu. Poza tym pomagał w przygotowaniu imprez w Sztokholmie, Barcelonie, Mediolanie czy Londynie. Jest też tatuatorem i właścicielem studia B52, gdzie tatuują także Manuel i Sigi. Podczas ostatniej berlińskiej konwencji postanowiliśmy porozmawiać z organizatorem najstarszej europejskiej imprezy tatuatorskiej.

Pierwsza konwencja miała miejsce w Berlinie 17 lat temu. Dlaczego zdecydowałeś się na organizację takiego przedsięwzięcia? Frank Weber: W latach 1980-85 byłem na konwenTATTOOFEST 10

tach w Londynie, Dunstable, Amsterdamie. Wtedy pomyślałem, że dobrym pomysłem byłoby sprowadzić do Berlina międzynarodowych tatuatorów i pokazać miastu, co dzieje się w tatuatorskim

świecie. Byłem bardzo zaskoczony ilościa ludzi, jaka pojawiła się na pierwszej odsłonie konwentu. Następny zrobiliśmy już trzy razy większy. Czyli pierwsza konwencja

była sukcesem? FW: Odbyła się w hardrockowej dyskotece o nazwie „Trash“, która miała jakieś 500-600 m2 nie wiecej. Wzięło w niej udział 28 tatuatorów z całego świata - z Kanady,


Manuel

Australii i z większości krajów europejskich. Niewątpliwie była sukcesem. Która z tych 17 konwencji była według ciebie najlepsza?

FW: Problem w tym, że nie można jednoznacznie powiedzieć, że jakaś z konwencji była najlepsza. Każda z nich miała swoje dobre i złe strony. W 1995 roku mieliśmy na konwencji HR Gigera jako goTATTOOFEST 11


Jaki wpływ mają twoje konwencje na niemiecką scenę tatuażu. Czy po imprezie ludzie są bardziej zainspirowani? Czy scena w Berlinie rośnie? FW: Problemem jest fakt, że gdy zaprosimy dużo więcej tatuatorów, to ludzie nie będą mieli tyle pieniędzy, żeby się u wszystkich wytatuować, a tatuatorzy nie będą mieli pracy. Chcemy wysokiej jakości z różnych krajów Europy i świata. Chcę pokazać ludziom prace z Chin, Japonii, Australii albo Brazylii. Konwent nie może już urosnąć w artystów. Może tylko urosnąć w liczbę odwiedzających. Gdy będziemy mieć 20 tys. odwiedzających, wte-

Manuel

Manuel

Więc ta konwencja jest najlepsza ze wszystkich dotychczasowych? FW: Zdecydowanie tak. Jest świetny wystrój. Ostatnio chcieliśmy już tak zrobić, ale nie wyszlo i dekoracje nie były zbyt dobre. Dwa lata temu mieliśmy za to coś innego. Zrobiliśmy wystawę o taj-

skim tatuażu, ale ludzi to nie zainteresowało, nie spodobał im się ten pomysł. To, co próbuję robić każdego roku, to wymyślić jakiś temat przewodni konwencji, jakieś motto. W następnym roku będzie to tatuaż i sztuka europejska z lat 1400-1500. Wypożyczamy z muzeum dużo rzeczy związanych z kulturą wikingów. Wkładam w to dużo energii i pieniędzy, żeby nie wyglądało tylko jak boks koło boks, tatuaż koło tatuażu, tylko żeby było tam coś jeszcze, coś innego i ciekawego.

Manuel

ścia, przyjechało bardzo dużo ludzi z tatuażami nawiązujacymi do jego prac. Z kolei na innej pobiliśmy rekord w ilości osób tatuujących jednego klienta. Dobrą rzeczą była też zmiana miejsca. Na każdej konwencji zdarzają się też złe rzeczy, o których aż nie chce się później pamietać. Najgorsze są zawsze pierwsze dni. Odbieramy tatuatorów z lotniska, niektórych nie ma, nie możemy ich znaleźć, latamy w tę i z powrotem. Piątek jest zawsze jednym wielkim stresem, ale następne dni idą już lekko. Przez te lata była jedna szczególna dla mnie konwencja. Skończyłem wtedy 40 lat, imprezowaliśmy całe trzy dni. Może nie ma to dużo wspólnego z samą konwencją, ale zapamiętam ją na długo. Najważniejszą rzeczą dla mnie jest budowanie każdej nastęnej konwencji krok po kroku, rok po roku, coraz lepiej, coraz bardziej profesjonalnie.

TATTOOFEST 12


Manuel

Manuel

dy będzie to ogromna impreza. Teraz jest wystarczająco duża jak na Niemcy.

Manuel

Czy z każdą konwencją wszystko przychodzi Ci łatwiej? Zebrałeś przecież dużo doświadczenia na przełomie tych 17 lat. FW: Każdego roku chcemy, aby kowent stał się dla nas łatwiejszy, prostszy w przygotowaniu. Uczymy się dużo z każdego poprzedniego. 10 lat temu mieliśmy trzy dziewczyny w biurze, teraz mamy tylko jedną. 10 lat temu mieliśmy 50 osób w całej załodze, dziś mamy 30. Konwencja w Berlinie jest jedną z najstarszych konwencji w Europie. Jak czujesz się jako ojciec chrzestny europejskich konwencji? FW: Najśmieszniejszą rzeczą jest to, że gdy zaczynałem robić konwencje, byłem najmłodszy. Wszyscy wtedy byli starsi ode mnie: Hanky Panky, kolesie z Holadnii. Teraz to ja jestem najstarszy. Nie czuję się nikim wyjątkowym. Po prostu robię to coraz lepiej

i jestem z tego troszkę dumny. Ale gdy kownent się kończy, nikt się już mną nie interesuje. Słuch po mnie ginie aż do następnej konwencji. Wiemy już dokładnie, kiedy drukować ulotki, plakaty. Kupiłem też na własność wszystkie boksy. Doszedłem do wniosku, że ich wypożyczanie jest za drogie, więc przestałem to robić. Pomagałeś też innym w organizowaniu konwencji. Których? FW: Pomagałem w organizacji imprez w Sztokholmie, Barcelonie, Mediolanie i Londynie. Przekazywałem organizatorom nie tylko wiedzę, jak opanować sprawy organizacyjne, ale też jak bardzo istotne jest traktowanie wszystkich gości tak samo. Byłem także na pierwszej konwencji w Warszawie, organizowałem pierwszą czechosłowacką konwencję, pierwszą wiedeńską. Teraz gdzie się nie wybiorę, ludzie mnie pamiętają i choć nie zarabiam na tych imprezach, przynajmniej nie muszę płacić za bilet wstępu. Pomagałem naprawdę w wieTATTOOFEST 13


Jakie są twoje dalsze plany organizacyjne? FW: 15 lat temu mieliśmy plany, by stworzyć system jury, który potem przeniesiemy do Barcelony, Mediolanu, Londynu czy Sztokholmu. Ale w Europie jest taki problem, że robionych jest także dużo małych, lokalnych konwencji, których organizatorzy nie współpracują ani ze sobą, ani z ludźmi z „zewnątrz”. Myśleliśmy też o stworzeniu jakiejś jednej nagrody dla jednego Sigi

tatuatora - takie tatuatorskie oskary. Jest to jednak niemożliwe ze względu na bardzo dużą ilość artystów i styli, w jakich pracują. Kto może zostać członkiem komisji oceniającej prace na konwencji? FW: Tylko tatuator. To, co realizuję dodatkowo na konwencjach niemieckich, to zapraszanie do jury tylko członków niemieckiego stowarzyszenia tatuatorów. Jest to stowarzyszenie, z którym nie jestem bezpośrednio związany i nie może być tutaj mowy o forsowaniu na siłę wygranej niektórych tatuatorów. Niestety zawsze mam do czynienia z niezbyt pochlebnymi plotkami i pogłoskami, co

Manuel

Manuel

lu imprezach. Także w Barcelonie, gdzie władze pokpiły sprawę. Tatuatorzy nie mogli przyjechać do Hiszpanii i tatuować, musieli starać się o specjalne licencje, tylko na konwencje.

daje o sobie znać w sytuacji, kiedy przyjeżdżają tatuatorzy np. z Rosji i próbują mnie przekupić, by dostać nagrodę. W momencie, kiedy przez scenę przewija się 250-300 osób w ciągu trzech dni, musimy mieć ludzi, którzy znają swoje obowiązki i wiedzą, co robić. Jesteś właścicielem studia B52. Nadal tam pracujesz? Masz na to jeszcze czas? FW: Tak, jestem właścicielem i nadal tam pracuję: trzy dni w tygodniu. Zajmuję się wzorkami tradycyjnymi. Oprócz mnie w B52 pracuje dwóch tatuatorów: jeden wykonuje prace realistyczne, drugi tylko zwierzęta i kwiaty. Długo jesteś tatuatorem? FW: Zączałem tatuować w 1984 roku. Teraz mam 48 lat, to prawie 50... Opowiedz o swoich początkach bycia tatuatorem. FW: Gdy miałem 15 lat, sami robiliśmy sobie igły, z czego tylko było to możliwe i tatuowaliśmy sobie jakieś kreski i kropki. Nadal mam je na sobie. Nie był to początek profesjonalnego tatuowania. Jako 18-latek zacząłem chodzić po studiach i szukać pracy jako tatuator. W końcu pojechałem do Ameryki. Tam zamieszkałem z tatuatorem. Koleś spał do godziny 10.00, a ja musiałem chodzić do normalnej pracy na 7 rano. On siedział nad tatuażem dwie godziny i zarabiał tyle, co ja w dwa dni. Do tatuowania zbliżył mnie przede wszystkim ich styl życia. No i pieniądze.

TATTOOFEST 14

Teraz jest inaczej. Tatuatorzy mają bardzo często artystyczne zaplecze. W starych czasach tego nie było. Tatuatorzy nie znali się na sztuce, rysunku, pochodzili z ulicy i starali się tym zarobić na życie. Wszystko, co robili było bardzo proste, płaskie, przypominające stempel. Teraz jest mnóstwo świetnych tatuatorów. Weźmy na przykład Sebastiana Juniora albo gości ze Szczecina. Nawet stary styl jest teraz inny, bardziej rozbudowany, plastyczny. Młodzi ludzie, których uczę sztuki tatuowania są dobrzy w rysunku, malowaniu. Każdy z nich otworzył albo otwiera swoje studio. Spod mojego skrzydła wyszło już kilku tatuatorów, którzy mają swoje studia w Berlinie. Rzeczywiście, dobrą rzeczą jest to, że wszystko idzie w kierunku artystycznym, plastycznym, ale pojawia się też moda na tatuowanie. Dzieciaki często chcą się tatuować, żeby tylko mieć tatuaż. Czasem nawet, wchodząc do studia, nie wiedzą, czego chcą. Co myślisz o komercjalizacji tatuażu? FW: To straszne. Bardzo nie podoba mi się ten kierunek w tatuażu. Ale trzeba przyznać, że są i pozytywne aspekty takiego zjawiska - mamy więcej klientów… FW: Myślę, że scena tatuatorska będzie się nadal rozwijać, nie tylko pod względem artystycznym, ale i biznesowym. W Berlinie mamy 200 tatuatorów i każdy z nas ma dużo klientów, wystarczająco, żeby


utrzymać się na rynku. Bywały w Berlinie studia, który zamykano po czterech tygodniach. Ale jeśli ktoś jest dobry, nie musi walczyć o klientów. Może mieć terminy ustawione nawet z rocznym wyprzedzeniem i nie tylko utrzymać się na rynku, ale i cały czas się rozwijać. W latach 80-tych było inaczej. Mieliśmy 10 studiów. Teraz jest ich 200. To niesamowite! Jak długo będziesz jeszcze pracował w tym biznesie? FW: Nie wiem. Przy konwencjach organizowanych w Lipsku i Dreźnie mam współpracownika, który teraz właściwie zajmuje się wszystkim sam. Może w Berlinie za 5 czy 10 lat też tak będzie. Myślę o powołaniu organizacji, która będzie mogła działać beze mnie, jeśli np. zapragnę wyjechać do Ameryki Południowej i zaszyć się w dżungli. Kiedy nie będzie mi się chciało wracać do Europy w grudniu, wystarczy, że będę miał dostęp do internetu, telefonu i faksu. Staram się zbudować zgraną załogę, która będzie mogła zarabiać pieniądze i to nie małe. Dla mnie musi wystarczyć tylko tyle, by móc pojechać na wakacje i nie pracować w święta. I co dwa lata starczać na Harleya… małego ;)

Manuel

Jakie jest Twoje zdanie o polskich tatuatorach?

TATTOOFEST 15


FW: Większość polskich artystów wyjeżdża do Niemiec, Anglii, Hiszpanii, ale są też tacy, którzy zostają i pracują w swoim rozpoznawalnym stylu jak Sebastian Junior, czy Gonzo. Odkąd pokazali swoje prace w Europie kilka lata temu, bardzo szybko dotarli na szczyt. Myślę, że w Polsce jest 20-30 naprawdę świetnych artystów, którzy niestety nie jeżdżą na konwencje i nie pokazują swoich prac. To, co teraz robimy, to spotkania w ramach stowarzyszenia tatuatorów w Europie, gdzie omawiamy nowe przepisy prawne, dyrektywny unijne dotyczące zdrowia, tego, co się tyczy naszej pracy. Polska niestety pozostaje poza stowarzyszeniem, pomimo że jej te rozporządzenia także dotyczą. W Polsce jest taki problem, że mało kto jest zainteresowany tworzeniem stowarzyszenia. Chce zaangażować się 20-30 tatuatorów, reszta

nie przejawia żadnego zainteresowania. FW: U nas poradziliśmy sobie z tym problemem w ten sposób, że zamieszczaliśmy reklamy w gazetach, w których bezpłatnie mogli uczestniczyć członkowie stowarzyszenia. Więc jeśli komuś zależało na takim rodzaju promocji, logiczne było dołączenie do stowarzyszenia. Później ze wspólnych funduszy zatrudniliśmy prawnika, który starał się docierać do różnych ludzi reprezentujących władzę. Wcześniej urzędnicy chcieli, żeby wszystkie studia wyglądały jak szpitale i nie wiedzieli nic o naszej pracy, o sprzęcie, na jakim pracujemy. Najlepszą rzeczą w pracy stowarzyszenia jest to, że tatuator ma czas na swoją pracę i nie musi się martwić. Problem jest wtedy, gdy się komuś wydaje, że na tego typu stowarzyszeniu da się zarobić. Menadżerowie dostają kasę, ale ich praca wymaga też sporo nakładów. Muszą Sigi

Czyli na początku może to sporo kosztować, ale na dłuższą metę bardzo się opłaca… FW: Tak, zgadza się. Kilka słów na koniec? FW: Bardzo mi miło widzieć Sigi

TATTOOFEST 16

polski magazyn zajmujący się tematyką tatuażu, poprzez który mogę przekazać kilka pomysłów na to, co możecie jeszcze zrobić dla polskiej sceny tatuażu. Sam magazyn… Wow! Robicie świetną robotę! Naprawdę, gratuluję. Rozmawiali Muras i Kaśka

Manuel

np. często podróżować. My po prostu płacimy im za przeloty, hotele czy kilkudniowe pobyty na konferencji w Hiszpanii z członkami rządowego wydziału zdrowia.


Aj łont tu bi e tattooijst

DANTEIZMY

Zgodnie z panującą w Polsce tendencją wyjazdu z kraju za chlebkiem i browarkiem, coraz więcej języka rodzimego słychać na ulicach różnych miast Unii Europejskiej. Cóż! Słowo „kurwa” jest z nami kojarzone praktycznie wszędzie. Chwalić to się nie ma czym, niebawem to słowo będzie traktowane jak polskie zawołanie gwarowe. Czekam jedynie, aż zostanie nas w kraju nad Wisłą taka garstka, że padnie hasło: „Ostatni gasi światło!” Druga Irlandia to na razie jedynie marna pogoda, nic poza tym. Nasze gwiazdki plastyki i maszynki z Chin też stały się towarem eksportowym. Dzisiaj nie mówi się już: „Aj łont eny dżob”. Aspiracje sięgają dalej, Polacy szukają zatrudnienia w studiach tatuażu. Skupiam się tutaj głównie na Wyspach, bowiem tam jest o nas najgłośniej. O dziwo! Nie spotyka się to z salwą śmiechu właścicieli studiów. Nasi znajdują zatrudnienie. W Polsce tatuaż studyjny jest w dużej mierze świadomą decyzją tatuującego się. Nawet, jeśli jest to kwiatek zasmarowany na czarno, to jednak właścicielka zastanowiła się nad nim. Przez 10 minut, ale zawsze coś. Na Wyspach jest inaczej: byle co, byle szybciej, byle taniej. Od razu podkreślam, że mam na myśli tatuaż masowy, nie wydumane, przemyślane prace. Gwiazdki i japońskie krzesełka to zmora tamtejszych tatuażystów. Nasza „enta” liga pseudofachowców dostała baty w kraju. Prezentując swoje prace tu i tam, jedyne co słyszeli to, że mają ćwiczyć i zostawić maszynkę. Ledwo utrzymywali marne studyjko lub żyli w szarej strefie. Po wyjeździe i ogłoszeniu, że umieją tatuować, nagle mają dużo klientów, a ich prace nie są już wyśmiewane. Na dodatek mają z tego dobry pieniądz. Co się stało? Czyżby w Polsce nie znali się na tatuażu, a tam docenili ich wielki talent? Z tak nadmuchanym ego zaczynają lizać się po tyłkach przeświadczeni o własnej boskości. Jakikolwiek rozwój zostaje zahamowa-

pie. Również w Londynie rezyduje Piotr Tatoń. Kto był na pierwszym Tattoofeście (jak nie był, to ma teraz płakać w kącie), mógł zobaczyć Piotrka w akcji. Logo pierwszego krakowskiego festiwalu to jego dzieło. Na koniec, choć w zasadzie to od nich powinienem zacząć, trzeba wspomnieć o Valdim i Osie z Austrii. Studio Shockin City to przepiękne, kolorowe prace - polskie prace. Na deser Robert Hernandez, który przecież urodził się, wychował i zaczynał przygodę z tatuażem właśnie w Polsce! Ilu sławnych posiada polskie korzenie, ciężko zliczyć. Trochę się nas rozsiało po świecie z racji burzliwej historii. Jeśli kogoś ze znanych a rodzimych pominąłem, przepraszam. Dotarcie do biografii pewnych osób graniczy z cudem, poza tym nie wszyscy rozgłaszają swoje pochodzenie. Nic nie insynuuje, zwyczajnie stwierdzam fakt. Mimo dużej rzeszy wyrobników polski tatuaż to nadal coś cenionego, rzecz dla której warto przejechać nawet wiele kilometrów. Pozostaje jedynie wierzyć, że to czasy lepsze od poprzednich, a gorsze od nadchodzących, a polskie nazwiska w salonach na całym świecie nigdy nie będą stanowić ciekawostki przyrodniczej. Być może to niezwykle krytyczne i młode środowisko, które przez świeżynki w branży przedstawiane jest jako kłębowisko żmij, przez swoją surowość uczy pokory i sprawia, że pokazuje się zdrowe i piękne: „ja Wam kur... udowodnię”. Zwyczajnie zmusza do doskonalenia swojego warsztatu i ciągłego podnoszenia poziomu prac. Musimy pamiętać, że gdy inne kraje przechodziły etap weryfikacji jakościowej, my nosiliśmy jeszcze koszulę w zębach, a dziarki miały tylko gity. Pięknie by było, gdyby zrodził się tutaj w przyszłości jakiś nurt w tatuażu, po który przyjeżdżaliby z zagranicy, aby się go nauczyć... Poczekamy, zobaczymy.

ny, zaczyna się rzemieślnicze zarabianie pieniędzy. A jak to wygląda z zewnątrz? Klientela się pojawia, bo ma cennik niższy o co najmniej połowę niż marne studio brytyjskie. Odpowiedniki polskiego sanepidu za bardzo takiego stworka nie szukają, bo ciężko mu cokolwiek udowodnić. Jak nie ma zamieszek z jego powodu, to problem nie istnieje. Podatek od czegoś tam to fikcja, a dochód przelewany jest z bankomatu do kieszeni spodni. I tylko składana halabarda otwiera się w kieszeni, że taki antytalent zarabia dwa razy tyle, co my za bazgroły. Mimo takiej ilości marnych dziargatorów, Polska to nadal cel wycieczek tatuażowych. Bywa, że obcokrajowcy zamiast zwiedzać cudowne zabytki (sami często mają dwa razy starsze u siebie), pędzą do studia tatuażu i szybko decydują się na tatuaż. Bo taniej? Nie tylko. Jest to jeden z czynników, choć nasi, słysząc „obca mowa”, potrafią wprowadzić ekstra stawki. Mimo to i tak tatuaż u nas okazuje się tańszy. Tutaj można by wdać się w dyskusję, czy to w Polsce jest zbyt niska stawka, czy to sprawa kursu walut... Kilkaset osób z urojonym talentem opuściło nasz ciemnogrodek i w zasadzie można by się cieszyć. Nie niszczą ludzi tutaj, tylko oszpecają złe, imperialistyczne... Mniejsza kogo. Nie trzeba się jednak martwić, że będzie kolejny cover-up, tylko zastano-

wić, czy nie zniszczy to wycieczkowania do Polski po dobry tatuaż. Jeśli te „gwiozdy” zniszczą nasz dobry wizerunek, tatuażysta z Polski będzie tylko pustym hasłem. Nie będzie już traktowany jako artysta. Przestaniemy być obiecującym krajem na scenie światowego tatuażu. Można długo wyliczać dziargatorów. Na każdym blokowisku polskim czy zagranicznym czai się dłubacz, który za „speszjal prajs for ju maj frend” wykona „dzieło”. Póki co mamy jeszcze nasze ciuchcie, które ciągną jakoś ten biznes i nie musimy się za nich wstydzić. Jest ich mniej niż papudroków, ale za to o nich się pisze. Najbliżej nas, w Berlinie swoimi pracami zachwyca Zappa, który urzęduje w studiu Nightliner Tattoo. Przy tej postaci i studiu nie można zapomnieć również o Jaromirze Mucowskim (Sid), który pracował w kilku miastach w Europie. Berlińskie Outback Tattoo, greckie Extreme Shop, a teraz jak wieść gminna głosi Nightliner to tylko część dokonań Sida. Jadąc nieco dalej możemy spotkać odkrycie ostatnich lat, czyli Kamila „Moceta” Terczyńskiego. Swoją przygodę z tatuażem zaczynał w Krakowie. Potem dołączył do ekipy z londyńskiego Evil From the Needle. Teraz pracuje już we własnym studiu. Można go też spotkać na tak zwanych gościnnych występach w różnych studiach w Euro-

Michał (Dante)

TATTOOFEST 17


TATTOOFEST 18


TATTOOFEST 19


Tribo Tattoo to jedno z czołowych studiów czeskiej sceny tatuażu. Istnieje od przeszło11 lat. Tribo to nie tylko tatuaże, ale też dystrybucja biżuterii Wildcat, alternatywny salon fryzur oraz sklep z ciuchami i akcesoriami. Czeska załoga już niedługo zawita do Polski. Pojawią się na tegorocznym Tattoofeście w Krakowie.

TATTOOFEST 20

czêœæ I


Wszystko zaczęło się w 1996 roku. Michał Burda wraz z przyjacielem wystartowali wtedy z salonem piercingu. Michał zajmował się kłuciem. Rok później powstało pierw-

sze studio tatuażu. Do ekipy dołaczył tatuator Michał Pisa. Za jakiś czas Tribo przeniosło się na ul. Klimentską 2, gdzie znajduje się do dziś. Przy studiu powstał alternatywny salon

fryzur. Tribo zajęło się również dystrybucją biżuterii Wildcat, książek oraz wysokiej jakości sprzętu do tatuowania: Starbrite Inks, Intenze Inks, Workhouse Tattoostuf, Papillon.

W lutym 2007 Michał otworzył w Pradze sklep tattoo&piercig, gdzie znajduje się hurtownia, biuro oraz sklep ze sprzedażą detaliczną biżuterii Wildcat oraz ciuchów i akcesoriów takich firm związanych z tatuażem jak Sailor Jerry, Nookart, Dickies, To Die For, Malus Clothing, Deaf Messenger, Dearest Darling i wiele innych. Dziś studio prowadzi dwie osoby: Michał Burda, założyciel Tribo oraz jego przyjaciel Jarda, który jest piercerem. Ekipa Tribo składa się z kilkunastu osób. Są tatuatorzy: Peter Bobek, Dja Dja, Michał Pisa i Pablo z Meksyku (o ile nie przebywa na wyjazdach), piercerzy: Jarda i Dr Punky, piercer i modyfikator ciała Simon vel. Captain Howdy (www.myspace.com/ bodymodartist), styliści fryzur: Marketa, Lucie, Lenka i Erik. Honza, Michał i Karel są odpowiedzialni za dystrybucję i sklepy internetowe, a Aneta i Misa zajmują się sprzedażą w studiu, pracują jako recepcjonistki i jednocześnie uczą się piercingu. Ponadto co miesiąc w Tribo pojawia się gościnnie nowy tatuator. - Jesteśmy dumni, że tatuują u nas takie osoby jak Lionel z Out Of Step czy Sara Rosenbaum z Tatau Obscur. W planach mamy wielu innych świetnych artystów - zapewnia Michał Burda.

Peter Bobek W 1995 roku Peter odwiedził studio tatuażu, aby zrobić swój pierwszy tatuaż. Miejsce wywarło na nim spore wrażenie. Zaczął interesować się tematem tatuaży. Ograniczały go jednak finanse. Sprzęt był drogi i trudno go było dostać. Poza tym Petera wezwano do wojska. Swój pierwszy przeceniony sprzęt kupił dopiero w 1998 r. Tatuowania uczył się na skórze przyjaciół, a na życie zarabiał jako kelner w restauracji. - Początki były bardzo trudne. Uczyłem się tatuowania na własnych błędach. Nie było w pobliżu nikogo, kto udzieliłby mi jakichś rad i wskazówek - wspomina. Jak podkreśla Peter, profesjonalnym tatuowaniem zajmuje się od ośmiu lat. Wcześniej to były próby i nauka. - Pierwszy wzór, dziwaczne oko wykonane na skórze kolegi, miało rozmiar sześć centymetrów na sześć centymetrów. Robiłem ten tatuaż około dwie godziny. Nie wyszedł TATTOOFEST 21


taki zły, obaj byliśmy zadowoleni - żartuje. Pierwsze studio, w jakim pracował, to jego własne w małym słowackim miasteczku. Wykonywał w nim tylko małe komercyjne wzory, dlatego szybko przestało go to bawić. Przeprowadził się więc do Brna, gdzie razem z kolegą

TATTOOFEST 22

otworzył studio Dragon Tattoo. Tam zaczął robić większe rzeczy, bardziej kolorowe. - To był dla mnie krok naprzód. Pracowałem z tatuatorem Davidem Klvac. Rysowaliśmy i tatuowaliśmy razem, ucząc się od siebie nawzajem - wspomina Peter. Jednak po pewnym czasie

praca w Brnie również przestała mu wystarczać, więc kiedy dostał propozycję pracy w Tribo Tattoo, przeprowadził się do Pragi, nie zastanawiając się ani sekundy. Peter ma obecnie 31 lat. Najbardziej lubi robić tatuaże duże, kolorowe, stylistyczną mieszankę wzorów japoń-

skich, new schoola i tatuaży tradycyjnych. Peter tatuuje, rysuje, tworzy flashe, eksperymentuje z budowaniem własnej maszynki do tatuowania, a dla relaksu maluje na płótnie. Zostaje mu bardzo niewiele wolnego czasu, który poświęca swojej dziewczynie i swojemu psu.


Opinia Petera Bobka: ...o tatuażu i byciu tatuatorem: „Tatuaż może być rzemiosłem lub sztuką, w zależności od wzoru. Kiedy klient daje mi wolną rękę lub ma poczucie artystyczne i estetyczne, a także rozumie styl i kompozycję, wtedy jest to sztuka. W przeciwnym wypadku mamy do czynienia z rzemiosłem.“ „Jest jedna wada bycia tatuatorem. Czasem bardzo bolą mnie plecy...“ ...o nagrodach: „Mam na swoim koncie sporo nagród nie tylko z imprez słowackich i czeskich (z konwencji w Pradze oraz małych lokalnych imprez), ale też z dużych międzynarodowych konwencji. Zdobyłem m.in. I miejsce w kategorii Realistic w 2004 roku w Dortmundzie, I miejsce Crazy i III miejsce Small w Berlinie w 2006, I miejsce w kategorii Small we Frankfurcie w 2006 roku. Poza tym w 2006 roku moje tatuaże zostały najlepszymi pracami dnia na konwencji w Helsinkach (I miejsce) i Hamburgu (III miejsce). Ale największą nagrodą jest dla mnie zadowolenie klienta. Cieszy mnie też, kiedy inni artyści kupują moje flashe do swoich kolekcji.“

TATTOOFEST 23


...o konwencjach: „Najlepsze w konwencjach jest śniadanie hotelowe... A tak poważnie: lubię podróżować i odwiedzać nowe miasta oraz spotykać świetnych ludzi. To dla mnie zaszczyt pracować wśród artystów, których prace wcześniej podziwiam w tatuatorskich magazynach. Cenię

TATTOOFEST 24

sobie wymianę doświadczeń. Lubię też czerpać od kogoś inspirację, a jednocześnie samemu inspirować innych; wpadać na nowe pomysły, które popychają mnie naprzód w mojej pracy. Lubię próbować nowych rzeczy i ciągle czegoś się uczyć o tatuowaniu.“

...o polskiej scenie: „Pierwszy raz zetknąłem się z polską sceną tatuażu na jednej z pierwszych konwencji w Pradze, około siedem lat temu. Było kilka osób z Dereniowej, Junior, który jeszcze tam pracował i studio Gonzo. Wszyscy zrobili na mnie duże wrażenie. Prace wykonane przez Polaków były

lepsze niż większość tatuaży powstających wtedy w Czechach. Dziś znam i cenię Pawła z 3rd Eye i jego prace, Andrzeja Leńczuka oraz chłopaków z Jockers Tattoo. Poza tym Karol i ekipa Workhous robą świetne maszynki.“ Kaśka


Z racji dużej ilości materiału i świetnych zdjęć podzieliliśmy materiał o Tribo Tattoo na dwie części. W tym numerze zaprezentowaliśmy historię studia oraz tatuatora Petera Bobka. W następnym numerze: Dja Dja i Michał Pisa – pozostali tatuatorzy Tribo. Info na temat Tribo Tattoo znajdziecie też na stronach: www.tribo.cz www.wildcat.cz www.tattooshop.cz

TATTOOFEST 25


„Wyjazd ogromnie udany. Jeżeli dodamy jeszcze do tego piękne miasto, słoneczną pogodę, lot nad ośnieżonymi Alpami i hektolitry włoskiego wina, to na pewno powrócimy do Mediolanu w przyszłym roku. A resztę niech pokażą wam zdjęcia!” - tak napisałem dokładnie rok temu w pierwszym wydaniu magazynu „TattooFest” podsumowując relację z konwencji w Mediolanie. W tym roku powróciliśmy tam z jeszcze większą radością, żeby zobaczyć jak po raz 13-ty Miki Vialetto organizuje świetną imprezę z plejadą gwiazd tatuażu z całego świata. Moja głowa pęka od nowych pomysłów. Wciąż powraca w pamięci wiele rozmów, sugestii oraz świeżo poznanych postaci. Przed oczami pojawiają się widziane tatuaże i artyści, a w uszach dźwięczą maszynki i zapowiadane na scenie atrakcje. To nie przypadek, że najlepsi artyści z całego świata przyjeżdżają właśnie tutaj, by przez trzy dni tatuować swoich fanów. Jeżeli wiesz, czego chcesz od sztuki tatuażu, to znajdziesz to na mediolańskim festiwalu.

TATTOOFEST 28


Maszyna Chrisa Dettmera… ... i efekt jego pracy!!!

Ta konwencja to z całą pewnością numer dwa na europejskiej mapie imprez tatuatorskich. Ustępuje tylko Londynowi pod kątem klimatu miejsca. W Londynie impreza odbywa się praktycznie w ścisłym centrum na specyficznej ulicy i w specyficznym miejscu, w którym czuje się miasto. Zaś w Mediolanie na jego obrzeżach. Nie przeszkadza to jednak w niczym, bo liczy się tutaj przede wszystkim obecność ponad 150 świetnych artystów z całego świata. Organizator zadbał o to, żeby nie uczestniczyli w konwencji słabi tatuatorzy. Odwiedzający musieli odnaleźć jedynie tego, którego styl pracy odpowiadał ich oczekiwaniom i liczyć na odrobinę szczęścia, by znalazł czas i mógł zrobić tatuaż. Godzina pracy artysty na takiej imprezie kosztuje średnio około 150 euro za godzinę. Większość tatuatorów, jeżeli nie miała poumawianych swoich klientów już przed konwencją, to po piątku nie było już miejsca na zapisy ani na sobotę, ani na niedzielę. Podobnie jak w poprzednim roku odwiedzających pojawiło się tysiące. Ciężko było przeciskać się pomiędzy boksami i przejście pierwszej sali z około 80-cioma boksami tatuatorskimi zająć mogło nawet kilka godzin. Tym bardziej, że przy każdym artyście warto było na chwilę się zatrzymać i przejrzeć jego portfolio. Po drodze zawsze trafił się ktoś znajomy, jakaś pogawędka i tak szybciutko mijał czas. Wyróżniającym się miejscem na tej sali był „szatański” kącik (ja

TATTOOFEST 29


Kamil Mocet, KamilTattoos, Londyn Sake, Sake Tattoo, Grece Jeff Gogué, Gogué Art, USA I The Best Of Show

TATTOOFEST 30

Deno, Tattoo Magic, Madryt, Hiszpania

tak go nazwałem), gdzie ulokowało się czterech mrocznych artystów: Leńu z Wałbrzycha (jedyne polskie studio zaproszone do Mediolanu!!!), Ethan Morgan, Liorcifer i Tim Kern z USA. Tam właśnie powstawały najciekawsze „potworne” tatuaże konwencji. Dla miłośników mroku był to istny raj, a raczej piekło. W tym samym pomieszczeniu pracowali też inni artyści, o których po prostu muszę wspomnieć, jak choćby Shige, któremu towarzyszyła żona z przesympatyczną córeczką, Robert Hernandez, do którego wciąż ktoś podchodził i próbował daremnie umówić się choćby na niewielki tatuaż, Laura Satana ze swoim latino gangsta stylem, niesamowity Jeff Gogue z Oregonu, którego praca została oceniona jako najlepszy tatuaż festiwalu i old schoolowy Chad Koeplinger. Tutaj również można było znaleźć wszystko, co związane ze sprzętem do tatuowania. Dla sprzedawców wzorów, maszynek, kolczyków i wszystkiego tego, co niezbędne jest do wykonywania tatuaży czy przekłuwaniu ciała przeznaczono całą aleję. Druga sala była zdecydowanie mniejsza, za to z większą ilością znajomych redakcji „TattooFestu” twarzy. Tutaj tatuował przedstawiany wam już na łamach naszego pisma Kamil Mocet jeszcze pod banderą londyńskiego Evil From The Needle (Kamil właśnie kończył pracę w tym studio, ponieważ kupił w Londynie własne), a także Jack Ribeiro, oczywiście u boku Milosha. Tutaj też poznałem pracę Andrea Afferni, który specjalizuje się w tatuażu realistycznym, szczególnie w portretach. Wspaniałe wzory! Tutaj również znalazła dla siebie miejsce niewielka, aczkolwiek bardzo ciekawa wystawa grupy Amalgamarte, skupiającej artystów tatuatorów eksperymentujących malarsko w sposób wyjątkowo swobodny, ale równocześnie precyzyjny. W ostatniej sali królował old school. To tutaj pod igłami Chrisa Detmera, który dzielił stanowisko z Uncle Allanem, cierpiał Muras z krakowskiego Kultu, by wyjechać z Mediolanu z piękną różą na klatce. Dla miło-


TATTOOFEST 31

Genziana, Sun Dance Tattoo, Italy

Kevin Le Blanc, Tradewind Tattoos, Usa I The Best Of Day (sobota)


TATTOOFEST 32

Gold Rush Tattoo, Jim Miner, USA

Shige, Yellow Blaze, Japan


II The Best Of Day (sobota)

Sake, Sake Tattoo, Grece

Andrea Afferni, The Innovator of Reality, Italy

III The Best Of Show

Wallace, Primordial Pain, Italy I The Best Tribal

Davide Andreoli, The Italian Rooster, Italy

śników tego klimatu gratką było podpatrzenie, jak pracuje Miss Arianne. Mistrzyni!!! W pobliżu tatuował także Steph D z Francji oraz Pawel Angel z Moskwy. Można tam było również zakupić brakujące gazety czeskiego pisma „Tetovani”. Przejdźmy teraz na scenę. W sobotę odbył się tylko jeden konkurs, na Najlepszy Tatuaż Dnia. Od razu przemiły, polski akcent. Andrzej Leńczuk zajął trzecie miejsce. Wyżej oceniono pracę Davide Andreoli za statek i piratkę wytatuowaną w klasycznym stylu (drugie miejsce) oraz japońskiego karpia wykonanego przez Kohkiego z japońskiego studia Rin King. Mnie osobiście bardzo wpadł w oko tatuaż włoskiego tatuatora Genziana Cocco z Sun Dance Tattoo zrobiony w klimatach religijnych. Niedziela to o wiele więcej konkursów. Pojawiły się kategorie „Tribal”, „Color”, „Black&White”, „Back Piece” i „Best Of Convention”. Niestety, jak na tak dużą imprezę, wystawianych prac było niewiele, maksymalnie po kilkanaście w każdej kategorii. Jury pracowało bardzo sprawnie i już kilkanaście minut po prezentacji można było usłyszeć wyniki. Na samej konwencji powstało naprawdę wiele pięknych prac nie wystawianych do konkursów. A szkoda, bo w tym tłumie i przy tak dużej ilości artystów nie było łatwo je wyłowić. Tym bardziej, że pole widzenia miejsca, w którym pracuje tatuator jest bardzo ograniczone. Na scenie oprócz konkursów były także inne atrakcje. Niestety przewidywalne… Malika, czyli afrykańskie rytmy i taniec, Vatea i polinezyjska kultura, Ludu Magnum w pokazach sztuk walki, Les Soeurs Tribales w pokazie egipsko-tureckiego tańca. W porównaniu z występami na innych konwencjach wszystko odbywało się z większym rozmachem, jednak nic nie zaparło dechu w mojej piersi. Inną atrakcją był równie popularny przy okazji konwencji body painting, ale akurat on wypadł najokazalej. Dziewczyny były naprawdę pięknie pomalowane. Jak już wspomniałem, konwencja to okazja do wiele rozmów. Ja starałem się rozmawiać na temat obecnej syTATTOOFEST 33


TATTOOFEST 34

Kevin Le Blanc, Tradewind Tattoos, Usa II The Best Of Day

Amanda Toy, Original Classic Tattoo, Italy Robert Hernandez, Vittamin Tattoo, Spain

Uncle Allan, Denmark


Alex De Pase, Italy

Tim Kern, USA

Chad, Tattoo Paradise, USA

tuacji w polskiej scenie tatuażu, na temat polskich konwencji, a także o naszej gazecie. We wszystkich tych tematach udawało mi się usłyszeć wiele komplementów. Rober Hernandez wyraził nadzieję, że może wreszcie w 2009 roku uda mu się zawitać na krakowskim festiwalu tatuażu. Taką samą deklarację usłyszałem z ust Liorcifera. Po opiniach Benjamina Mossa, który był w Krakowie i nie będzie w tym roku tylko z powodu nakładającego się terminu narodzin dziecka, wielu artystów zaczęło patrzeć na nasz kraj o wiele przychylniej. Od Jacka Ribeiro i Milosha usłyszałem wstępna deklarację, że w tym roku pojawią się w Krakowie. Być może czytając to, będziecie mogli znaleźć już potwierdzenie ich przyjazdu

TATTOOFEST 35


TATTOOFEST 36

Rodzina Shige - sztuka od najmłodszych lat

Kevin Le Blanc, Tradewind Tattoos, Usa

Leńu, Alien, Wałbrzych

Leńu, Alien, Wałbrzych III The Best Of Day (sobota)


Stefanos Tattoo, Italy

TATTOOFEST 37

Roberto Borsi, Primordial Pain, Italy

Sake, Sake Tattoo, Grece

Pepe, Pepe Tattooing, Italy


Ciao! Radek

TATTOOFEST 38

Shige, Yellow Blaze, Japan, I The Best Back Piece

na naszej stronie internetowej. Wielu innych tatuatorów pytało o szczegóły konwencji w Krakowie i możliwość przyjazdu. Niestety musieli usłyszeć: „brak wolnych miejsc”. Relacja z naszej imprezy z 2007 roku w grudniowym magazynie „TattooLife” na pewno bardzo podniosła jej notowania. To napawa optymistycznie i pozwala z nadzieją patrzeć w przyszłość tym bardziej, że zapowiedzi różnych konwencji było w Mediolanie co niemiara. Ale wróćmy jeszcze na chwilę do samej imprezy mediolańskiej. 13-tka dla organizatora nie okazała się pechowa. Wręcz przeciwnie. Po raz kolejny została zorganizowana świetna impreza na najwyższym i chyba na chwilę obecną, niedoścignionym poziomie europejskim. Martwi fakt, że nie wzięło w niej udziału więcej Polaków. Cieszy, że po raz kolejny przekonałem się, jak dobrze ma się tatuaż w świecie, jak ogromnym zainteresowaniem się cieszy i że nadal prężnie się rozwija. W tym roku wygrały prace czyste, przejrzyste i bardzo dobre technicznie. Właśnie technika wydaje się być w tym momencie siłą napędową dla tatuażu. Według mnie brakuje trochę innowacyjności i artystycznego projektu, które bardziej widać np. w pracach polskich tatuatorów. Ale to wszystko świadczy jedynie o tym, że jeszcze wiele nie zostało w tej dziedzinie odkryte i jeszcze nie raz zostaniemy zaskoczeni. Redakcja „TattooFest” będzie bacznie obserwować rozwój tatuażu i starać się wam to wszystko przekazywać na bieżąco.


TATTOOFEST 39

„I Best Colour”


Prywatnie Norbert Walczak, w świecie muzycznym Tony Clash, na scenie tatuatorskiej znany jest jako W.T.Norbert. Inicjały W.T. oznaczają miejsce, z którym tatuator związany był przeszło siedem lat - studiem White Trash. - Tajemnicze W.T na upartego można też tłumaczyć: wicked tattuator, wild tattuator, wonderful tattoist - żartuje Norbert. Z racji tego, że kilka lat związany był ze sztuką w szerokim tego słowa znaczeniu, wiele razy zmieniał swoje pseudonimy artystyczne. Znany jest więc jako Podmiot (lingwistyczno-filozoficzne nawiązanie), Ewano, a jak zaczął robić swój solowy electro-trashowo-funkowy projekt w l. 1992-1994 zaczął być Tony Clashem. Norbert: - Tony to taki obciachowy koleżka z wąsem z jednego z pierwszych filmów Almodovara. Clash miał być Cashem, ale ponieważ jeden Cash już był, to zmieniłem na Clash. Z angielskiego słowo „clash” oznacza brzdęk, sprzeczność, starcie, zderzenie, więc tym bardziej pasowało do muzyki, jaką tworzyłem. Potem był jeszcze Jimem Fortuną aż stał się W.T.Norbertem. Teraz czasem znajomi mówią na niego Norbert Nothing, kiedy gra ze swoją punkowa kapela The Nothings.

Norbert związany jest z tatuażem ok. 17 lat. Równocześnie przez te wszystkie lata zajmował się muzyką. Różne to były okresy, różne style i instrumenty. Obecnie gra na basie w dwóch kapelach: The Nothings i Assassinations. Mają za sobą wiele koncertów i parę nagranych płyt. Norbert ma 38 lat. Mieszka z dziewczyną i kotem. Joni, bo tak ma na imię jego druga połowa, pochodzi z Australii i jest dziennikarką piszącą do magazynów o sztuce, architekturze i designie. Mimo iż żyje z tatuatorem, nie ma ani jednego tatuażu. Norbert to rozumie: - To, że jej chłopak tatuuje, to nie jest wystarczający powód, żeby się tatuować. Odradziłem jej to, kiedy zaczęła zastanawiać się nad tatuażem. Może któregoś pięknego dnia motywacja Joni będzie tak silna, że nie oprę się i coś tam jej wymaluję. Kto wie... Nieodłącznym towarzyszem Norberta i Joni jest Fido, szaro-biały kot rasy leśny norweski. Ma siedem lat i regularnie kursował z właścicielami między Berlinem a Sopotem. - W Berlinie czuje się dobrze, ale tęskni za sopocką plażą i lasem - mówi Norbert.


Poniżej oddajemy głos Norbertowi, który sam opowie Wam o swojej tatuatorskiej drodze.

Norbert tatuuje gitarzystę Motorhead - Phila

Moja historia z tatuowaniem zaczęła się trochę przypadkowo. Kiedy padła komuna (rok 19891990 jakby ktoś zapomniał) mój brat, wtedy jeszcze student, zaczął jeździć w wakacje do Szwecji na tak zwane „saksy”. Tak się złożyło, że kolejny klient, u którego robił remont, był tatuatorem. Artystą tatuażu (jak teraz to postrzegam) raczej bym go nie nazwał. Kiedy brat mi o nim opowiedział, strasznie mnie zafascynował. Było to dla mnie tak egzotyczne i ekscytujące (w tym czasie w Polsce nie było jeszcze studiów tatuażu, nie mówiąc o prasie tematycznej), że od razu zapragnąłem być super cool i spróbować sił w tej tajemniczej dziedzinie. Był rok 1991. Skończyłem właśnie drugi semestr na gdańskiej ASP na wydziale malarstwa i grafiki. Zaczynały się wakacje, więc namówiłem brata, aby zabrał mnie ze sobą na kolejny wyjazd. Nie jechałem tam, żeby wrócić z grubą kasą. Chciałem poznać gościa, który robi tatuaże, przepuścić wszystko na sprzęt tattoo i po powrocie zacząć „rządzić na dzielni”, kłując kumpli i koleżanki. Wtedy, jako młodemu, aroganckiemu dyletantowi i (nieskromnie mówiąc) utalentowanemu studentowi sztuki, wydawało mi się to bardzo łatwe. Kupić maszynkę, parę igieł, farbek i zamiast chlapać olejami na płótnie, robić coś podobnego na ludzkiej skórze. Wybrałem się zatem w poszukiwaniu tego „świętego graala”.

POD OKIEM „SZWEDZKIEGO MISTRZA”

Norbert z zespołem Assassinations

Jim, bo tak miał na imię mój „szwedzki mistrz”, okazał się super sympatycznym gościem. Problem polegał tylko na tym, że nie mówił po angielsku (mój angielski był wtedy raczej słaby, ale przy Jimim byłem poliglotą). Musiała nam pomagać żona Jima, która liznęła parę słówek ‘in inglisz’. Cała nauka tatuowania trwała może 2-3 godziny i polegała głównie na obfitym używaniu onomatopei (dla niewtajemniczonych - głoska dźwiękonaśladowcza) brz, brz, brzrzrzrz. Jim „pobzykał” trochę, próbując wytłumaczyć mi ustawienia maszynek i zasilacza. Nawet strzelił sobie jakąś małą poprawkę na lewym przedramieniu jako pokazówkę (japoński smok - pierwszy i co za tym idzie najlepszy kolorowy tatuaż, jaki w życiu widziałem). Kiedy Jim dał mi w końcu potrzymać sprzęt, poczułem, że znalazłem swojego Graala. „Mistrz” załatwił mi również mój pierwszy tattoo set:

TATTOOFEST 43


nowiutki, błyszczący, klasy raczej marnej, ale wtedy to był dla mnie rolls-royce. I dostałem go za pół ceny. Jim miał widocznie misję wspierania sąsiadów z południa. Był ze mnie bardzo dumny. Podobało mu się, że próbuję przecierać ścieżki na polskim gruncie. Na dokładkę dałem mu parę kopii wczesnego Picassa, da Vinciego czy Michasia Anioła (jako młody student sztuki głównie z tego się utrzymywałem).

TRUDNE POLSKIEGO TATUOWANIA POCZĄTKI

Wróciłem do Polski i zadzwoniłem do Sławka Frączka z poznańskiego Studia Tattoo (wtedy mieszkał jeszcze w Radomiu, gdzie razem przysposabialiśmy się na artystów malarzy). I zaczęło się. Sławek wpada i jedziemy! Krew się sączy, kolor raczej pod skórę nie wchodzi. Moja mama donosi kanapki i herbatkę. Mimo oczywistych niepowodzeń i tak jesteśmy szczęśliwi, że oto staliśmy się częścią jakiegoś niesamowitego, kontrowersyjnego świata. Że burzymy granice polskiej przyzwoitości i kalamy własne ciała w pełni przekonani, że to jest TO! Jima odwiedziliśmy razem ze Sławkiem parę miesięcy później, trochę sfrustrowani, bo robota nie szła tak łatwo, jak nam się początkowo wydawało. Dokupiliśmy trochę sprzętu i próbowaliśmy przez rok otworzyć pierwsze, jak wtedy sądziliśmy, polskie studio tattoo. Okazało się to o wiele trudniejsze niż myśle-

TATTOOFEST 44

liśmy. Jak właściciele nieruchomości słyszeli słowo tatuaż, to pukali się w głowę. Stawało się dla nas jasne, że w naszym kraju jeszcze za wcześnie na takie ekstrawagancje. Poza tym doszły nas słuchy, że coś zaczyna się dziać w Gdyni. Chodziło oczywiście o Piotrka Żurawskiego. Wtedy nasz sen o byciu prekursorami polskiego tatuażu prysł i wydawało nam się, że jak ktoś robi tatuaże w Trójmieście, to dla nas na tym „rynku” nie ma już miejsca. Dałem Sławkowi moją część sprzętu i stwierdziłem, że moim prawdziwym powołaniem jest sztuka przez tzw. wielkie SZ. ARTYSTYCZNE DYLEMATY Sławek wyjechał do Poznania i otworzył pierwsze poznańskie studio. Minęły dwa lata. Brakowało mi tego bzyczenia. Poprzez kumpelę skontaktowałem się z kolesiem, który szukał kogoś, kto wiedział, jak tatuować. Nie powiem, żebym wiedział, ale postanowiłem łapać byka za rogi. Przeszedłem miesięczny, intensywny kurs u Sławka i wróciłem do Gdańska, gdzie otworzyliśmy pierwsze studio w Gdańsku i drugie w Trójmieście (zaraz potem poleciał Simon w Sopocie oraz

Dagmara i jej Tat Studio). Nie były to łatwe lata. Studiu daleko było do profesjonalizmu. Trudno było traktować to zajęcie poważnie. Znowu zacząłem więc wbijać się w świat tak zwanej ambitnej sztuki i zabrnąłem z moimi performance’ami i instalacjami aż do Centrum Sztuki Współczesnej na Zamku Ujazdowskim w Warszawie. Nie licząc dziesiątek wystąpień w wielu innych, także ważnych w owym czasie galeriach w całej Polsce i poza granicami. W 1998 roku zdobyłem tytuł magistra sztuki (do dziś ten tytuł brzmi dla mnie jakoś śmiesznie) i otworzyłem pierwsze własne studio Perun (nazwa pochodzi od prasłowiańskiego boga burzy i błyskawic). Nareszcie zaczynałem rozumieć, że tatuowanie to o wiele więcej niż tylko atrakcyjne, oryginalne zajęcie. W tym samym roku wziąłem udział w pierwszym festiwalu Mega Tattoo i ku mojemu zaskoczeniu zająłem pierwsze miejsce w kategorii tatuaż dnia (kopia fotki z albumu Pixies). To była naprawdę „międzynarodowa” konwencja i wielu wspomina te czasy z łezką w oku. Rok później w 1999 odwiedziłem drugą edycję Mega Tattoo. Tym razem nie była już taką mega imprezą jak pierwsza, ale i tak miałem niezłą frajdę. Zdobyłem dwa trzecie miejsca: za tatuaż dnia i tatuaż autorski.

DEPORTACJA DO BERLINA

W 2000 roku poczułem parcie na Europę. Ruszyłem więc na Londyn. Niestety już na lotnisku kolesie mnie przetrzepali i za całą armaturę tatuatorską, którą ze sobą wiozłem, zarządzili deportację. A że nie było tego dnia powrotnych lotów do Polski,

stwierdzili, że nie zostawią mnie na noc na lotnisku, bo na pewno ucieknę do „miasta” i wsadzili do lotniskowego więzienia. Rano odstawili mnie do Berlina. Tam zatrzymałem się u znajomej. Postanowiłem rozejrzeć się w berlińskiej scenie tatuażu. Pierwsze studio, w którym tatuowałem to było Freier Wille (co po niemiecku znaczy wolna wola). Po trzech miesiącach odwiedziłem Tatau Obscur i poznałem Berit. Pokazałem fotki tego, co robię i w następnym tygodniu już pracowałem w Obscurze. Wtedy poznałem też Waltera z Kalifornii, który otwierał właśnie w Berlinie mały bar pod nazwą White Trash. Jak usłyszał, że robię tatuaże, to z miejsca wpadł na pomysł dobudowania antresoli, gdzie funkcjonowałoby coś na kształt studia tatuażu. Nie było to


nic profesjonalnego, ale starałem się zachować wszelkie higieniczne normy i po prostu robić dobry serwis. W tym samym czasie nadal ciągnąłem gdańskiego Peruna. Pracowali w nim wtedy tatuator Kandej i piercer Munchacho. Męczyło mnie jednak ciągłe jeżdżenie i doglądanie interesu. Zostawiłem więc Tatau Obscur i White Trash i wróciłem do Gdańska.

OLD SCHOOLOWA AMERYCZKA W BERLINIE

Walter nie dawał mi jednak spokoju: klientela rosła, ludzie o mnie pytali, wiec zacząłem znowu kursować między Gdańskiem i Berlinem. White Trash zmienił w tym czasie lokalizację i z malutkiego baru zaczął przeradzać się w miejsce kultowe. Chcąc nie chcąc, zacząłem tatuować tzw. gwiazdy rocka, filmu itp. Moimi klientami byli m.in. Peaches, Alex z Einsturzende Neubauten. Składałem już nawet maszynkę dla Slasha z Guns’ow. W Trashu zaczęli bywać tacy goście jak Mick Jagger ze Stonesów czy Dustin Hoffman. Doszliśmy z Walterem do wniosku, że underground się skończył i czas może pomyśleć o regularnym,

profesjonalnym studiu. Zamknąłem więc swojego Peruna i przeniosłem się do Berlina. W 2006 roku otworzyliśmy No Pain No Brain - studio tatuażu i galerię w jednym. Miejsce piękne, bardzo stylowe, komfortowe, wzorowane na latach 30-tych, 40-tych. Taka mała old schoolowa ameryczka w Berlinie. Dopiero wtedy tak naprawdę, już bez żadnych rozterek typu poważna sztuka czy tatuaż, poczułem, że właśnie tatuaż to jest ta „poważna sztuka”. Często zazdroszczę innym tatuatorom, którzy nie mają balastu artystycznej edukacji. Z jednej strony to pomaga, ale z drugiej strony profesorzy na ASP zawsze mnie gnoili i wkładali do głowy, że to całe tatuowanie jest nic nie warte. Oczywiście swój rozum mam, ale akademia mi trochę w głowie poprzestawiała.

rze, wszystkie te vipy to trochę takie bezguścia. To, co dla nich zrobiłem, mogę traktować jedynie jako ciekawostkę przyrodniczą, a nie coś, co nadaje się do mojego portfolio, z czego mógłbym być dumny. Mimo bardzo dobrego startu studio padło pod koniec 2007 roku. Ostatni raz pod szyldem NPNB tatuowałem w grudniu 2007 na berlińskiej konwencji, gdzie udało mi się zdobyć I miejsce za tatuaż tradycyjny. Mój buissness partner Walter za bardzo skupił się na dochodach, a dla mnie jakość i artystyczny poziom są głównym motorem działania. Musiałem więc podziękować za w sumie owocną współpracę i zatroszczyć się o moich klientów, którzy pozostali wierni i mimo legendarnej rock and rollowej estymy NPNB korzystają nadal z moich „uslug”.

KRÓTKO, ALE INTENSYWNIE

GOŚCINNIE W DUŃSKIM ROYALU

No Pain No Brain to początek świadomego działania. Zajęło mi równo 15 lat nim doszedłem do tego miejsca. Przez NPNB przewinęło się wielu ciekawych ludzi, klientów, artystów, zarówno gościnnych tatuatorów, jak i malarzy, grafików, ilustratorów, którzy wystawiali swoje prace w naszej galerii: Sunny Buick z Paryża, Remo ze Szwajcarii, duet Bongout (Francja/Szwecja), Brian i Rex ze Stanów, Niko z Kustom Tattoo z Paryża i wielu, wielu innych. Z bardziej znanych klientów, którym przez ostatnie dwa lata zrobiłem tatuaż, warto wymienić Phila (gitarzysta Motorhead), Jaffe z New York Dolls, ekipę z Queens of the Stone Age czy Jessiego z Eagles of Death Metal. Raz zostałem zaproszony do ekskluzywnego hotelu na konsultację z Angelina Jolie i Bradem Pittem. Umówiliśmy się nawet na sesję, ale coś im wypadło i więcej się nie odezwali. Mówiąc szcze-

Teraz pracuję w Berlin Ink razem z Niki Ianiro, która założyła studio i Miss George. Ponieważ nie muszę już poświęcać dodatkowego czasu na menadżerowanie studia i galerii, mam nareszcie szansę ruszyć się z Berlina, gdzie troszeczkę się zasiedziałem. W styczniu odwiedziłem jako tzw. gościnny artysta Royal Tattoo w Danii, prowadzony przez legendę duńskiego, a może i światowego tatuażu, Henninga Joergensena. Dwa tygodnie spędzone u jego boku były bardzo owocne. Nigdy wcześniej nie miałem okazji pracować z kimś tak doświadczonym. Nie żebym nagle odkrył jakieś zupełnie nieznane rejony, ale Henning pokazał totalny profesjonalizm, zarówno w pracy tatuatorskiej jak i w sposobie prowadzenia studia, które w prawie nie zmienio-

nym kształcie istnieje od 25 lat. Jako gościnny artysta od paru lat wpada do Henninga również Mike Rubendall, który w Royal Tattoo czuje się jak w domu. Dwa tygodnie w Danii minęły mi troszkę za szybko, ale ustawiliśmy się z Henningiem na dalszą współpracę. W tym roku chcę również odwiedzić Kustom Tattoo w Paryżu i popracować trochę z Niko. Mam też plany na australijskie Sydney (tym bardziej, że stamtąd pochodzi moja druga połówka). Może już czas polecieć na koniec świata i popracować z wyspiarzami? Poza tym oczywiście konwencje, póki co w Europie. W tym roku będzie to najprawdopodobniej Rzym, Amsterdam, Sztokholm, a jak się uda również Londyn. Może wpadnie jeszcze coś mniejszego po drodze...

KOBIETA - ŹRÓDŁEM INSPIRACJI

Na koniec pozostaje przyznać się do inspiracji. Jako, że mam tę profesjonalną artystyczną edukację, to na początku bawiłem się dużo w realizm. Ale szybko mi się to przejadło. Zacząłem pró-

TATTOOFEST 45


robi Bugs). Skoro już wspomniałem o kobietach, to przyznam, że to jest dla mnie największe źródło inspiracji. Kształt, gest, wyraz twarzy, poza. Klasyczne pin up’y, geishe, graficzne czy malarskie (także realistyczne) wersje przedstawień pięknych pań to dla mnie temat rzeka. Powoli zaczynam przekonywać moich klientów do tego rodzaju historii. Mam też okazję współpracować z różnymi klubami, rewiami (jak choćby istniejący od lat 20-tych ubiegłego wieku Admiral Palast w Berlinie), dla których maluję czasem plakaty z roznegliżowanymi dziewczętami.

NAJLEPSI Z NAJLEPSZYCH

bować zmiksować to, co najlepszego w ogólnie pojętej tradycji tatuażu. Zatem oczywiście amerykański tatuaż tradycyjny czy klasyczny, jak nazywają go co niektórzy. Określeń typu old school i new school raczej unikam, bo po tych wszystkich dekadach ciężko czasem powiedzieć, co jest new, a co jest old schoolowe. Druga wielka inspiracja, choć nie miałem jak dotąd zbyt wielu okazji, żeby to pokazać, to tatuaż japoński. Głównie cho-

dzi o klarowne, graficzne podanie tematu, wyraźnie zdefiniowane kontury i płaszczyzny kolorów. Japoński tatuaż popchnął mnie w kierunku Art Nuoveau czy jak to się mówi w Berlinie - Jugendstill. Krok następny to Art Deco, czyli sztuka graficzna i designerska lat 20-tych, 30-tych. Piękne, dostojne kobiety, ich stroje, wzory tkanin itp. to jest to, co chciałbym przetransponować na formę tatuażu (choć na pewno nie tak kanciasto jak to

Zawsze cieszę się, kiedy mogę zrobić coś kolorowego, pokręconego czy bardzo prymitywnego klasyka. Żeby przybliżyć, o czym mówię, zwrócę uwagę na paru artystów, którzy w ostatnich paru miesiącach pomieszali mi trochę w głowie. Będzie to na pewno Deno i Bara z Madrytu, Chriss Dettmer z Hamburga, Javier Rodriguez z LTW (też Madryt), Derrick Snodgrass z USA czy Mike Giant, który niestety porzucił tatuaż na rzecz grafiki i ilustracji. Muszę też wymienić takich tuzów jak Shige, Filip Leu (jego po prostu nie sposób nie wymienić), Rudy Fritsch. Z Polaków cenię sobie Kamila Moceta za konsekwentne szlifowanie stylu i siłę, z jaka wkroczył na światowy rynek tatuażu oraz Piotrka Tatonia po prostu za duży talent. Warto wspomnieć tu również Leńa, który działa ostro i bierze udział w większości ważnych konwencji (styl jego prac to nie ‘my cup of tea’, ale jak widać, ma

mnóstwo zwolenników) i Pawła z 3rd Eye. Jest z pewnością wielu młodych, utalentowanych artystów, o których po prostu nie miałem okazji usłyszeć czy poznać ich twórczości. Odnoszę jednak wrażenie, że polska scena tatuażu ma się coraz lepiej i coraz większe grono fanów tej sztuki z całej Europy ma szanse się o tym przekonać. Norbert (opr. KP) www.wtnorbert-tattoo.com myspace.com/wtnorbert

TATTOOFEST 46


TATTOOFEST 47


TATTOOFEST 48


Z TATUAŻEM ZWIĄZANY JEST PONA D 25 LAT. ZACZYNAŁ W MAŁYM MIASTECZK U PERPIGNA N W POŁUDNIO WEJ FRANC JI . DZIŚ BUGS ZNANY JEST NIE TYLKO W EUROPIE I STANACH ZJEDNOCZO NYCH, ALE RÓWNIE Ż NA CAŁYM Ś WIECIE. Bugs ma 47 la t. Kiedy zaczyn ał tatuować w na tatuażu ba Perpignan we rdzo mała. Cię Francji (skąd żko było wtedy ranie winogro pochodzi) nauk dostać dobry n. - Czułem je a rzemiosła by sprzęt. Wcześ dnak, że nads w magazynie niej imał się ró ła niezwykle tru ze rowerowym. W dł czas zacząć żnych zajęć, dna, a sceten sposób zn robić coś inne sza obrotowa jak roboty mur alazł dostawcę go - wspomin maszynka to arskie czy zb a Bugs. Post było niezłe gó sprzętu z York ieanowił więc da wno - przyznaj shire - „Spirit ć ogłoszenie Tattoo”. Firma e Bugs. Sam uczył się już nie istnieje tatuatorskiej sz . - Moja pierw tuki. Bugs: - Zaczynałem od robienia du żej ilości czarno-szarych tatuaży z cien kimi, delikatnymi linia mi, które by ły w ówczesnych czasac h rewolucją. Ludzie lubili wtedy takich artystów, jak Jack Rudy, Shotsie Gorm an czy Greg Iro ns.

TATTOOFEST 49


Królik Bugs

na

nodze Pierwszym ta tatuartysta. Te tuażem artyst raz związany y był Królik Bugs na nodz jest ze studiem Tattoo e. - Zrobiłem Lounge, nazy zbyt często si go 10 minut po tym, jak do wanym też ęw Tabu Tattoo, stałem moją pi w za gólnie ceni so idywać. Jednak szczech erwszą maszynkę. Spiep od ni m Lo s Angeles. Swag, właścic bie Londyn. rzyłem strasz - Lubię wraiel, kupił je ok cać tam, gd nie ten wzór. Przykryłem do oło dwa lata zie wszystko temu od R.J parę lat późn . się zaczęło i D m ot ów żałuję. Chcia ie tie j. i. . Te O Te d ra ra ta z z jego nowym w studiu prac mtej pory łabym móc go uje również B celem jest ko teraz zobanw czyć. To była en cja w Japoni ugs. by dobra pam i. Bugs: - To ne miejsce, iątka - mówi Bugs. świeta Kształcące po od kolorowych ta krywanie pochodzenia dróże Przez 25 la Ulubione tatu tuaży jest dl t bycia tatuat a mnie inteaże Bugsa to resujące, pom orem pracował tylko w dw takie, które mają pozytyw imo że moje óch studiach prace nie są ne znaczenie. oparte na japo . W międzyczasie studio Je ry często są ńskim stylu. wał przez sześ mieszanką ku go wzoBugs bardzo ć lat sztukę. Przed przepr bizmu i art deko. ceni sobie po owadzką do lskich tatuatorów. Uważ Los Angeles, w 1986 roku Artysta bardzo a ich za św otworzył w Lo ietnych artylubi odwiedzać stów. - Niech ndynie studio Evil From Th reszta świata cje, nie tylko konwene Needle, któr będzie lepiej te najlepsze, gotowa... - m e istnieje już przeszło 20 ale również ówi. te gorsze. Lu lat. To było je bi po go dr poważne do pi óż er ow w ać sz e , poznawać nowych ludz świadczenie i oraz spotyk Gotowanie po w pracy jako ać tych, których już zna, m a z którymi ni Bugs: - Jestem iędzy tatuowaniem e ma okazji bardzo szczęś robię to, co liwy, że lubię i tworzę własny styl. TATTOOFEST 50


Doceniam ka żdy wzór, któr y wykonuję. To moj a pasja, moj a sztuka, moje życie, al e również m oja praca. Szczegó lną satysfak cję daje mi fakt, że je stem częścią tatuatorskiej rewoluc ji, która mia ła miejsce lata temu, kiedy ta form a sztuki tak naprawdę wybuchła. Poz a tym mam okazję spotkać wielu zadziwiających i w spaniałych lu dzi.

Poza tatuow aniem lubi pr acować w drewnie i m alować, ale też pracować w ogro dzie i gotować . - Jestem świetnym kucharzem kreśla. Pasją podsą też dla ni ego samochody hod rods.

Bugs jest szcz ęśliwy i nie m yśli o przyszło sze jest tu i te ści. Dla niego raz. Na pytani najważnieje co dalej, za rzę nowe stud stanawia się: io? Kto wie... - Może otwo-

www.thetatto olounge.com

KP

TATTOOFEST 51


TATTOOFEST 52

Robert, GCS-Tattoos, Lampertheim

Nadine to 22-letnia Niemka. Trochę nieśmiała, ale za to bardzo miła i przyjaźnie nastawiona do otoczenia. Od czterech lat jest tatuażystką. Nie planowała tego. Owszem, od zawsze lubiła rysować i malować, ale nie myślała, żeby zająć się zdobieniem ciała. Zadecydował przypadek. - Kiedy skończyłam szkołę, nie wiedziałam za bardzo, co robić dalej. Wtedy spotkałam Roberta, który szukał właśnie tatuatora - opowiada Nadine. Od tego czasu pracuje w studiu Global Custom Shark Tattoos w Lampertheim w Niemczech. Regularnie jeździ na europejskie konwencje tatuażu. Póki co częściej jako odwiedzająca. Jako wy-

kudi chicks

Oli Niehoff, Nürnberg

KUDI chicks


KUDI chicks

Robert, GCS-Tattoos, Lampertheim

stawca była póki co na jednej konwencji w Szwajcarii, ale bardzo jej się podobało. - To o wiele fajniejsze niż być odwiedzającym – wyznaje. Na ostatniej konwencji w Berlinie razem z Robertem zasiadała w jury. - To było cenne doświadczenie - podkreśla. Nadine najlepiej czuje się w stylu rysunkowym, komiksowym. Tatuowanie jest dla niej jednocześnie pracą i zabawą. - Jest tak dużo świetnych artystów, że nie jest łatwo im dorównać. Wykonać dobry tatuaż to trudne zadanie. Ale jest to też dobra zabawa – mówi 22-latka. W przyszłości ma zamiar otworzyć własne studio, ale póki co zamierza dalej ulepszać swój warsztat pod okiem Roberta, którego ceni sobie jako człowieka i jako artystę. KP Prace Nadine znaleźć można na stronie: www.gcs-tattoos.de

Brzuch w wykonaniu Roberta, GCS-Tattoos, Lampertheim

KUDI chicks


STUDIO CLEAN FUN TATTOO POWSTA£O OFICJALNIE W LUTYM 2008 ROKU, CHOÆ POMYS£ NA JEGO OTWARCIE ZRODZI£ SIÊ JU¯ KILKA LAT WCZEŒNIEJ. W£AŒCICIEL TOMEK BUJACZ, KONSEKWENTNIE D¥¯Y£ DO JEGO REALIZACJI. PRACOWA£ W KILKU STUDIACH ZA GRANIC¥, JEDNOCZEŒNIE PRACUJ¥C W POLSCE WE WROC£AWSKIM SKULLMASTERZE. PODRÓ¯E POMOG£Y MU OKREŒLIÆ ZARYS STUDIA, KTÓRE MIA£O POWSTAÆ W PRZYSZ£OŒCI. Początki tatuowania Tomka wiążą się z pierwszą maszynką kupioną za wszystkie oszczędności. - W pewnym momencie chciałem mieć tatuaż. Ponieważ czasem coś szkicowałem, Wonski, z którym graliśmy razem w formacji Corrode, wpadł na pomysł, żebym kupił maszynkę i sam zrobił sobie wzór. A przy okazji również innym. Udało się zdobyć sprzęt, a co najważniejsze, pożyczyć też książkę od Macieja Glicy na temat podstaw tatuowania. Pierwsze tatuaże szły opornie, ale dzięki poświęceniu znajomych szybko udało mi się nabrać jakiejś tam wprawy - wspomina swoje początki Tomek. W międzyczasie ukończył studia planistyczne na Wydziale Architektury Politechniki Wrocławskiej i zaczął, jak TATTOOFEST 56


twierdzi, nudną, mało płatną pracę w Legnicy.

OD AMSTERDAMU DO WROC£AWIA

Za namową siostry Ani wyjechał do Amsterdamu, by dorobić parę groszy. Pracował na budowie. Tomek: - Ciężka fizyczna praca, ale miasto mnie zauroczyło: świet-

ny klimat, wiele nowych znajomości. Co weekend odwiedzał studia tatuażu, oglądał wzory, lecz bał się nawet napomknąć o tym, że chciałby tatuować. Po miesiącu miał dość pracy na budowie, więc z dnia na dzień ją rzucił. Wtedy też odważył się pójść do studia, które najbardziej mu się podo-

bało. Wspomina: - Stanąłem pod drzwiami Bodycult w Amsterdamie z pięcioma zdjęciami wykonanych przeze mnie tatuaży w kieszeni i duszą na ramieniu. Okazało się, że potrzebują tatuatora, a szefowi spodobały się moje prace i przyjął mnie na okres próbny. To był przełomowy moment w moim życiu. Praco-

wałem na zmianę w Amsterdamie i w Hadze. Po pół roku, już jako tatuator wrócił do Wrocławia i poszedł do Macieja Glicy, by przyjął go do Skullmastera. Ten po miesiącu zgodził się. Zaczęli pracować razem. Tomek nadal co jakiś czas wyjeżdżał za granicę. Chwilę pracował w Londynie, pół

TATTOOFEST 57


roku na Cyprze, by w końcu wyjechać do Edynburga z postanowieniem, że po powrocie otworzy własne studio. - Na szczęście okazało się, że wystarczy nieco ponad rok, by zaoszczędzić wystarczająco pieniędzy na ten cel - mówi Tomek. Pracował w Studio13gallery, którego właścicielem był Jeff Kohl, amerykański tatuator specjalizujący się w old/newschool. Tomek nauczył się od niego pracy z kolorem. To był kolejny przełom w jego życiu.

W KIERUNKU W£ASNEGO STYLU

Tomek najlepiej czuje się w formach abstrakcyjnych, biomechanicznych, dużych i kolorowych. Lubi także wyzwania, jakimi są dla niego np. portrety postaci z filmów, najlepiej horrorów, twarze pełne ekspresji i grymasów. Aktualnie fascynują go secesyjne ornamenty, rzeźby i obrazy w stylu Art Nouveau, z Alfonsem Muchą na czele. Z drugiej strony cieszą go wesołe, pełne humoru tatuaże przedstawiające postacie z komiksu, różne absurdalne przedmioty, napisy, znaki, wytatuowane „ot tak, dla zabawy”. Tomek: - Jeśli chodzi o moich ulubionych artystów, jest ich bardzo wielu. U każdego z nich podoba mi się coś innego. U Guya Aitchisona cenię malarską wizję i kolor, u Boba Tyrrella studium twarzy, u Hernandeza własny rozpoznawalny styl…. Ale nie tylko u tatuatorów szukam wzoru i natchnienia. Częściej są to malarze, rzeźbiarze, graficy komputerowi czy rysownicy komiksów. Ale najczęściej staram się polegać na sobie i dążyć do stworzenia własnego stylu.

NOWOCZESNE I PE£NE ¯YCIA

- Starałem się, by moje studio było sterylne, nowoczesne i z klimatem. Wynająłem lokal blisko centrum, przystosowany dla osób niepełnosprawnych. Aby zaczęto traktować mój zawód poważnie, odważyłem się nawet otworzyć studio tatuażu w budynku, który dzielę z lekarzami i stomatologami - mówi tatuator. Tomek podkreśla jednak, że nie byłbym tatuatorem, gdyby nie ciągły kontakt z różnymi formami sztuki: rysunkiem, TATTOOFEST 58

modelarstwem, studiami planistycznymi, fotografią, grafiką komputerową. - To wszystko sprawia, że tatuaż pozbawiony jest ograniczeń, jest pełniejszy i wielowymiarowy. Jest spełnieniem i połączeniem wszystkiego, czego wcześniej doświadczyłem na tej płaszczyźnie - wyjaśnia.


Tomek dopiero teraz zaczyna przygodę z konwencjami. Owszem, odwiedził już takie imprezy jak Berlin, Kraków czy Londyn, ale dopiero w tym roku bę-

dzie pracował pod szyldem własnego studia: na początek Łódź i Kraków. Aktualnie tatuator pracuje sam, ale jak podkreśla, studio nie powstałoby bez pomocy wielu osób. Z narzeczoną Olą - architektem zaprojektowali wystrój wnętrza, siostra Ania - grafik wykonała stronę internetową, rodzina pomogła mu w sprawach organizacyjnych. - Chcę, by studio tętniło życiem. Myślę, że uda mi się nawiązać współpracę z paroma uzdolnionymi ludźmi, stworzyć zgrany zespół pełen entuzjazmu - planuje Tomek. KP Clean Fun Tattoo ul. Kościuszki 108a/17 Wrocław tel. +48 880 754 391 www.cleanfun.pl TATTOOFEST 59


Za pośrednictwem Radka i oczywiście Ragi część rodziny Tattooart została już zaprezentowana. Teraz po zmianie sterów serwisu kontynuujemy cykl - chociaż w trochę zmienionej formie. Będziemy dalej przedstawiać profile ludzi udzielających się na www.tattooart.pl, ale nie tylko tych zajmujących się tatuażem. Na pierwszy ogień nowego cyklu wybraliśmy parę młodych utalentowanych artystów dających się już zauważyć na stronach galerii serwisu. Monika ‘Mańkova’ Mazur urodziła się w 1988 roku w Lublinie. Jest uczennicą Państwowego Liceum Sztuk Plastycznych w swoim rodzinnym mieście. Interesuję się rzeźbą, rysunkiem, muzyką i od jakiegoś czasu również tatuażem. Darek Doktór ma 23 lata. Pochodzi ze śląskiego Imielina. Jest samoukiem. Rysunkiem zajmuje się od kilku lat. Mamy nadzieję, że Monika i Darek są inspiracją dla odwiedzających portal. TATTOOFEST 60

Dlaczego wystawiacie swoje prace na Tattooart? Darek: Aby poznać opinię ludzi zajmujących się tatuażem na temat moich prac. To jest główny powód. Monika: Na początku zarejestrowałam się na Tattooart, żeby móc oglądać prace innych użytkowników, czytać o wskazówkach dotyczących techniki tatuażu. Po jakimś czasie, zachęcona przez Darka, dodałam swoją pierwszą pracę. Została ciepło przyjęta, więc to zmotywowało mnie do wstawiania nowych. Chciałam przeczytać, co na ich temat sądzą zawodowi tatuatorzy. Zobaczyłam, że na tym portalu nie samym tatuażem człowiek żyje... I już wiedziałam, że jestem w odpowiednim miejscu. Jesteście parą. Jaki wpływ artystyczny wywieracie na siebie? M: To właśnie Darek ma bardzo znaczący wpływ na rozwój mojej świadomości artystycznej. Uczy mnie przemyślanych kompozycji, cierpliwości i przede wszystkim wprowadza w świat tatuażu. Bardzo cenię sobie momenty, w których ra-

zem wykonujemy jakąś pracę. Takie art fusion uczy współpracy, a my nawzajem wymieniamy się wskazówkami. Oby więcej takich akcji. D: Dzięki Monice sporo się nauczyłem. Otworzyła mi oczy na wiele aspektów związanych z warsztatem rysunkowym, dzięki czemu mogę teraz w większym stopniu bawić się kreską i plamą. Także pod jej wpływem zacząłem pracować z kolorem. No i oczywiście jest dla mnie bogatym źródłem inspiracji. Jakie materiały, narzędzia preferujecie, bo widzę, że jest ich sporo? D: Przede wszystkim ołówek. W dalszej kolejności są pastele, tusz, akryl. Ale sporo też zależy od efektu, który chcę osiągnąć. M: Trudno powiedzieć, ponieważ każde narzędzie i każdy materiał, jakiego używam, ma swój własny urok. Rysuję odkąd pamiętam. Przeważnie ołówkiem, ale ostatnio zaczynam używać również pasteli, które bardzo przypadły mi do gustu! Dają ogromne pole do popisu. W przypadku prac większego for-


matu niezastąpiony jest węgiel. Jednak najprzyjemniejszą techniką jest dla mnie rzeźba, szczególnie w glinie, choć rzeźbię też w drewnie. Tego nie da się zastąpić niczym innym. Tu nie tworzy się iluzji przestrzeni, tylko samą przestrzeń. Gdybym miała wybrać ulubione narzędzie/materiał, miałabym problem, ponieważ ciągle używam nowych i staram się poszerzać zakres swoich umiejętności. Z której swojej pracy jesteście szczególnie dumni? M: Z portretu Darka. Ta praca była przełomowa w walce z pastelami. Powstawała pod wpływem chwili, w niecałe 35 minut na papierze écru formatu A3. Był to mój pierwszy pastelowy portret, mocno ekspresyjny, przedstawiający Doktora w pełnym słońcu. Dzięki temu rysunkowi przestałam bać się pasteli, rozcierania, niedopowiedzeń, a to dla mnie wielki sukces. D: Ja jestem szczególnie dumny z mojej wersji „Hannya”. Jest to dotychczas chyba najbardziej przemyślana i świadomie zrobiona praca. Technika to ołówek na kartonie o rozmiarach 100x70 cm. Przedstawia japońską maskę symbolizującą kobietę zamienioną w demona z powodu swojej zazdrości. Czy jest na Tattooart ktoś, kogo szczególnie często obserwujecie, z kim rozmawiacie. A może powstały jakieś przyjaźnie serwisowe? M: Bardzo lubię oglądać prace Tofiego, Myśkowa, Artura D, Zappy i Kosy. (Prace Darka poznaję na bieżąco i nawet mam kilka oryginałów). Są bardzo inspirujące, a ich autorzy - zdolni i kreatywni. Fajnie jest widzieć, jak poziom rośnie i poprzeczka się podnosi.

TATTOOFEST 61


D: Ja również cenię sobie chłopaków z Art Line z Rybnika oraz Sławka Myśkowa za pozytywną energię i chęć pomocy, a zarazem pracę twórczą na najwyższym poziomie. Zappę ze swoim przejrzystym i niepowtarzalnym stylem oraz Artura D, który doskonale pokazuje, jak powinno się obchodzić z kolorem. M: Niestety żadne przyjaźnie serwisowe nie powstały. Być może za krótko jestem na Tattooart. Mam nadzieję, że w czerwcu na tegorocznym Tattoofeście poznam choć część tattooartowców. D: A propos przyjaźni forumowych, myślę, że Tattooart, jak zresztą większość portali o charakterze społecznościowym, wiąże w pewien sposób ludzi, którzy czynnie biorą udział w życiu forum. Nie wykluczam więc, że w konsekwencji jakieś przyjaźnie się nawiązały, ale trudno mi to z całą pewnością potwierdzić, bo nie wnikam w zażyłości innych użytkowników serwisu. Plany na przyszłość ? D: Plan to zazwyczaj tylko spis rzeczy, które i tak się nie wydarzą. Nie mam go jasno sprecyzowanego i staram się nie wybiegać daleko w przyszłość. Najważniejsze dla mnie to doskonalić się w tym, co robię i korzystać z życia, póki los jest w miarę łaskawy. M: Jestem teraz w klasie maturalnej, więc jeszcze w tym roku czeka mnie wybór wyższej uczelni. Postawiłam na rzeźbę na Akademii Sztuk Pięknych. Której? Na razie nie zdradzę. Zobaczymy, jak wypadnę w rywalizacji o indeks. Niezależnie od studiów, chciałabym spróbować swoich sił w tatuażu. Moim marzeniem jest zacząć tatuować. Czas pokaże, czy marzenia się spełnią.

TATTOOFEST 62


TATTOOFEST 63


Drezno to blisko milionowe niemieckie miasto, leżące zaledwie 100 km od granicy Polski. To tam, 2 i 3 lutego bieżącego roku, odbył się festiwal tatuażu. W związku z tym, że mieliśmy akurat wolny weekend, postanowiliśmy spędzić go w tym pięknym mieście, odwiedzając też tatuatorską imprezę.

TATTOOFEST 64


Heaven of Colours, Zwickau

Adam, Wrocław

Black Needle, Dresden

Na liście wystawców w Dreźnie można było znaleźć praktycznie samych tatuatorów z byłych landów wschodnich, m.in. z Drezna, Lipska, Strausberga, Reichenbachu, Cottbus, Erfurtu i kilku innych. Przyjechało ponad trzydzieści studiów i około czterdziestu tatuatorów. Z jednej strony lista wystawców nie była zbyt zachęcająca, ale z drugiej ciekawiło mnie, jak się ma tatuaż w regionie byłego NRD oraz czy mają szanse bytu konwencje organizowane na poziomie regionalnego spotkania.

First Class Tattoos, Regensburg

Jak już wspominałem wielokrotnie, konwencje tatuażu u naszych zachodnich sąsiadów stały się czymś niemal powszednim. W każdym większym mieście w Niemczech takie imprezy odbywają się cyklicznie. Decydując się na wyjazd do Drezna, nie wiedziałem czego możemy się tam spodziewać. Byliśmy już kiedyś na konwencji w Zwickau, mieście oddalonym od naszej granicy o kilkadziesiąt kilometrów. Nie przywieźliśmy stamtąd miłych wspomnień. Wręcz przeciwnie, chcieliśmy o tej imprezie jak najszybciej zapomnieć. Na cieszącej się kiedyś dobrą reputacją konwencji w nadmorskim Kiel (okolice Hamburga) też spotkał nas zawód. Dlaczego? Słaba frekwencja odwiedzających i pozostawiająca wiele do życzenia organizacja.

TATTOOFEST 65


Daatzmann&Martin Tattoo Reichenbach

TATTOOFEST 66

Już na pierwszy rzut oka widać było, że od strony organizacyjnej impreza jest bardzo dobrze przygotowana. Na scenie wciąż pojawiały się nowe atrakcje. Mogliśmy zobaczyć niezniszczalnego fana Wielkiego Elvisa, Ski Kinga oraz posłuchać koncertu i zobaczyć show zespołu Limited Booze Boys, czyli punk rock w wykonaniu mocno wytatuowanej kapeli w szkockich spódniczkach. Był również polinezyjski taniec Vatea i odrobina hip hopu. Wszystko już jakby gdzieś widziane, ale suma sumarum nie nudziło się. Szkoda tylko, że program z soboty był skopiowany również na niedzielę. Słabiej wypadli sami wystawcy oraz konkursy. Żadne studio ani żaden tatuator nie zrobił na mnie specjalnego wrażenia. Oczywiście byli stali bywalcy konwencji: polinezyjskie studio Vatea czy Manuel z B52, jednak ich tatuaże już znałem. Bardzo ucieszyłem się z obecności Heaven of Colours z Zwickau. Tatuaże tego artysty to mocno kolorowe, czyste i przejrzyste wzory. Wiedzia-

Ost-Zone Tattoo Studio, Berlin

B52, Manuel, Berlin

Zmierzając na konwencję, mijaliśmy sporo osób, których celem również była tatuatorska impreza. To dobrze rokowało. Budynek, w którym miał miejsce festiwal, wyglądał na starą halę fabryczną przystosowaną do organizacji różnego rodzaju imprez. Przy wejściu natknęliśmy się na niewielką kolejkę. Nie czekaliśmy jednak długo. Bez problemu odebraliśmy wejściówki prasowe i weszliśmy do środka. Tu czekało nas miłe zaskoczenie. Po pierwsze spodobało nam się samo miejsce. Hala składała się z szerokiego korytarza, w którym po obu stronach rozłożyli swoje stanowiska tatuatorzy oraz wystawcy z ciuchami. Z korytarza można było przejść w lewo do sali, gdzie znajdowali się kolejni wystawcy i bar. Zaś po prawej stronie wchodziło się do głównej hali ze sceną. Tak rozlokowane pomieszczenia z jednej strony tworzyły bardzo kameralny klimat, z drugiej dawały pewną przestrzeń. Zaletą było też wpadające przez okna dzienne światło. Drugim miłym zaskoczeniem okazała się duża frekwencja. W sobotę ciężko było się przecisnąć między boksami.

Red Corner Tattoo, Schwerin


Evil Fantasies, Aue

Konwencja była również okazją do spotkania się dla wielu grup motocyklowych. Widać było przechadzające się grupki z różnych klubów, w skórzanych kurtkach z różnego rodzajami logotypami i przyznanymi barwami. Motocyklowa subkultura nierozłącznie związana ze światem tatuażu zachodniej Europy, w Dreźnie była bardzo wyeksponowana.

Heaven of Colours, Zwickau

łem, że również tutaj pokaże coś fajnego. Nie zawiodłem się. W którymś z numerów „TattooFestu” postaramy się przybliżyć wam sylwetkę i prace tego tatuatora. Poza tym poziom jakości technicznej jak i pomysły wystawców określić można jako przeciętny. Uderzyła mnie duża ilość tatuowanych portretów. Żeby jednak wykonać tego typu tatuaż trzeba nie lada umiejętności. Wśród Polaków jest zaledwie kilku tatuatorów potrafiących to robić, a nie mamy żadnego specjalisty pokroju Benjamina Mossa czy Boba Tyrrella. W Dreźnie podejmował się tego prawie każdy. Efekt? Bez komentarza... Poza tym królowały czachy. Zauważyłem też brak indywidualnego podejścia do prac. Generalnie rządziły tam katalogi i kopie.

Krótko z Drezna - Radek

Anche, Allstyle Tattoo, Strausberg

Podsumowując, bardzo się cieszę, że miałem okazję zobaczyć, jak wygląda impreza w Dreźnie. To nieduża, kameralna konwencja ze specyficznym klimatem, na pewno inna od dotychczas odwiedzanych. Poza tym zobaczyliśmy również Drezno - miasto niesamowicie zniszczone podczas nalotów dywanowych aliantów w 1945 r. Mimo to tamtejsze zabytki są naprawdę piękne. Warto połączyć odwiedzenie konwencji ze zwiedzaniem miasta.

Asgard, Hiszpania

Twórcy konwencji w Dreźnie to jednocześnie organizatorzy imprezy w Lipsku (1-2 marca 2008 r.). Program artystyczny kopiuje się z tym z Dortmundu. Jednak zgodnie z zasadą, że na każdej konwencji można wyszukać coś ciekawego, postaramy się wam opowiedzieć jak było na tej siostrzanej imprezie.

TATTOOFEST 67


ANABI, CUSTOM TATTOO, SZCZECIN

ANABI, CUSTOM TATTOO, SZCZECIN

TATTOOFEST 68 JAWOR ART, OPOLE

ANABI, CUSTOM TATTOO, SZCZECIN


JAWOR ART, OPOLE

TATTOOFEST 69

LEナザ, ALIEN, WAナ。RZYCH JAWOR ART, OPOLE

LEナザ, ALIEN, WAナ。RZYCH


PRYKAS, RYBNIK

TATTOOFEST 70 PRYKAS, RYBNIK

PRYKAS, RYBNIK


SYMPTOM, NOWY TARG

TATTOOFEST 71

SKULLMASTER, WROCナ、W

SYMPTOM, NOWY TARG

SKULLMASTER, WROCナ、W

PRYKAS, RYBNIK


TOFI, ART LINE, RYBNIK

TOFI, ART LINE, RYBNIK

TATTOOFEST 72 TOFI, ART LINE, RYBNIK

TOFI, ART LINE, RYBNIK


DAVEEE, KULT, KRAKÓW

DAVEEE, KULT, KRAKÓW

TATTOOFEST 73

MURAS TWO TEARS, KULT, KRAKÓW

MURAS TWO TEARS, KULT, KRAKÓW



TF # 11, March 2008