Projekt Roku 2020/21

Page 1

STGU

STOWARZYSZENIE TWÓRCÓW GRAFIKI UŻYTKOWEJ INTEGRUJEMY. EDUKUJEMY. PROMUJEMY POLSKI DESIGN

2 O PROJEKCIE ROKU 4–7 NAGRODZONE I WYRÓŻNIONE PROJEKTY 8–9 DZIAŁANIA STGU W CIĄGU OSTATNIEGO ROKU 10–11 BASHA: ENIGMATYCZNA, UNIKAJĄCA ROZGŁOSU GWIAZDA POLSKIEJ SZKOŁY PLAKATU 12–14 CLASH OF THE PYTAŃS: ROZMOWA Z DAWIDEM CARSONEM 15 OPINIA STGU DO PROPOZYCJI USTAWY O GODLE, BARWACH NARODOWYCH I HYMNIE RP

PROJEKT ROKU 20/21


PROJ EKT

ROKU

PROJEKT ROKU — TO PIERWSZY W POLSCE KONKURS PROJEKTOWANIA GRAFICZNEGO, KTÓRY WYKRACZA POZA OCENĘ ESTETYCZNĄ, PODDAJĄC REFLEKSJI FUNKCJE DESIGNU ORAZ ODPOWIEDZIALNOŚĆ SPOŁECZNĄ TWÓRCÓW. KONKURS, POWOŁANY DO ŻYCIA W 2010, COROCZNIE (Z WYJĄTKIEM 2015—2016) ANALIZUJE NAJBARDZIEJ PRZEŁOMOWE REALIZACJE TWÓRCÓW GRAFIKI UŻYTKOWEJ W POLSCE ORAZ PROMUJE WARTOŚCI BLISKIE NASZEMU STOWARZYSZENIU. Projekt Roku nie chce podejmować się jedynie estetycznej oceny projektów. Zależy nam aby w procesie pozyskiwania projektów, które są następnie dyskutowane na obradach jury dostrzeżony został szerszy kontekst ich powstania oraz zdiagnozowane zostały tendencje w kategorii jaką jest grafika użytkowa. W ramach konkursu będziemy starali się rozpatrywać nominowane projekty na kilku płaszczyznach, niejednokrotnie zderzając ze sobą dzieła mieszczące się w różnych kategoriach formalnych. Kategorie konkursu są zdefiniowane w taki sposób aby znajdować punkty styku w miejscach interesujących z perspektywy STGU.

CELE KONKURSU

JURY JAKUB

W konkursie mogą brać udział projekty zrealizowane lub upublicznione pomiędzy 1 września ubiegłego roku, a 1 września roku bieżącego. W przypadku rozbudowanych projektów przynajmniej jeden fragment musi być zrealizowany lub upubliczniony w powyższym okresie. Jury przyzna nagrody i wyróżnienia w sześciu kategoriach, w których projektanci mogą zgłaszać swoje prace. Spośród zwycięzców i wyróżnionych w kategoriach podstawowych jury wybierze najlepsze Studio / Projektanta oraz Projekt Roku. Dopuszczamy także możliwość wręczenia Nagrody Specjalnej oraz Nagrody Honorowej przyznawanych przez zarząd STGU.

Stowarzyszenie Twórców Grafiki Użytkowej zostało powołane do życia w 2004 roku z inicjatywy grupy projektantów z Warszawy. Ideą STGU jest obrona niezależności twórczej i zasad rzetelnego, profesjonalnego designu oraz dbanie o prestiż zawodu projektanta. STGU działa na rzecz promowania dobrych praktyk, wypowiada się w kwestii etyki w projektowaniu, wspiera inicjatywy prospołeczne i bierze czynny udział w dyskusji na temat funkcji grafiki użytkowej. W ostatnich latach pracowaliśmy m.in. nad konkursem na logo Zarządu Transportu Miejskiego w Warszawie oraz konkursem na projekt systemu informacji miejskiej dla Krakowa.

ZASADY I KATEGORIE

DE

ORGANIZATOR

RESEARCHERZY

BARBARO BOŻENA ANNA CZUŻ KAJA dr ALICJA MATEUSZ MACHALSKI dr hab AGNIESZKA MAŁECKA BORYS MACIEJ PIĄTEK ANNA OKSANA SHMYGOL FILIP

CICHECKA KAJA KOBZA KOSMYNKA NOWOKUŃSKA

TOFIL


20/21

STR FORMA

Projekt identyfikacji oraz opakowań dla Mikrogorzelni namieszał na rynku alkoholi premium. Okazało się bowiem, że taki alkohol nie musi mamić przepychem ani przyciągać uwagi abnegackim wyglądem opakowania, sugerującym naturalne metody produkcji. Okazało się, że można pójść w zupełnie nowym kierunku, że w opakowaniach alkoholi jest miejsce na psychodelię, kolorową ilustrację i opowieść o przyjaźni. Jurorzy wyróżnili projekt uvmw także dlatego, że być może jest to pierwszy na świecie projekt opakowań napojów alkoholowych prezentujący to, jak będziesz postrzegał świat po spożyciu, przed wypiciem.

FORMA Short U

WYRÓŻNIONY

Waves N

I

F

Festiwal O

R

2021 M

A

3 WYRÓŻNIONY

M i k r o g o r z e l n i a U

V

M

W

Identyfikacja Short Waves Festival jest projektem skutecznym, łączącym funkcjonalność modułowego sposobu budowania komunikatu z dynamiką animowanych form graficznych. Praca korzysta z aktualnych trendów w projektowaniu festiwali, choć to trendowanie zrealizowane jest na poziomie niedostępnym dziś dla wielu polskich studiów graficznych. Projekt, który będzie szalał na InstaStory i Facebooku, a zestaw kształtów dostępnych w ramach języka wizualnego pozwoli na zrobienie każdego formatu na potrzeby promocji. Świetny balans pomiędzy formą a funkcją.

Praca zrealizowana dla Zespołu Szkół Muzycznych nr. 1 w Warszawie rozwaliła system. Studio uvmw zdecydowanie poszerzyło nasze wyobrażenie tego, czym dziś może być system informacji kierunkowej. Jest to niezwykle rzadkie – i być może nie ma prawa wydarzyć się w projektach dla przestrzni komercyjnych – kiedy wayfinding nie tylko informuje i opowiada historię miejsca, ale przede wszystkim ma wielki wpływ na tworzenie pozytywnej przestrzeni. A to bardzo ważne w kontekście szkoły muzycznej, czyli miejsca, w którym młodzi ludzie są wrzucani w rygor codzinnych ćwiczeń, gdzie pierwszy raz muszą wyjść na scenę i zaczynają ze sobą współzawodniczyć. Naszą uwagę przykuła forma graficzna projektu, ale także to, w jaki sposób rozwiązano kwestie produkcji i montażu. System ramek wieszanych na ścianach to dream come true dla zamawiającego, który otrzymuje piękny projekt, a jego wdrożenie nie sprawi, że ucierpią nauczycielskie diety. Gratulacje!

FORMA

ZWYCIĘZC A

System oznakowania nowej siedziby Zespołu

Państwowych

Muzycznych

nr

U

V

1

w M

Szkół Warszawie. W


PROJ EKT

ROKU

Projekt, który znajdowaliśmy w najróżniejszych miejscach na świecie, od sklepiku w Tate Modern po Centre Pompidou. Projekt, który Zupagrafika realizuje już od jakiegoś czasu, a który w tym roku połączył kultowe modele do sklejania z historiami tych budynków oraz fotografiami ich mieszkańców. Tym wyróżnieniem jury chce zwrócić uwagę na to, jak skutecznie z pomysłu uczynić produkt, który nie tylko daje zarobić autorom, ale z pewnością funduje także sporo frajdy. Nie mówiąc już o tym, że w przewrotny sposób promuje nasz kraj i jest świetnym giftem dla zagranicznych gości.

IDEA

ZWYCIĘZC A

IDEA

WYRÓŻNIONY

Brutal

Poland

Z

u

Gdynia

p

a

g

r

Design

a

f

i

k

a

Days’21

Patryk

Hardziej

i

Ada

Zielińska

Patryk Hardziej, w tym projekcie wspólnie z Adą Zielińską, wielokrotnie pojawiał się w naszym konkursie. Na ogół jego prace były bogate, zaprojektowane w każdym detalu, były popisami kunsztu grafika panującego nad kosmosem jakości graficznych. A tu mamy białe tło i Times New Roman. Projektant musi czasami ograniczyć środki wyrazu, aby forma komunikatu była spójna z samym komunikatem. I należy to powtarzać. Co prawda projekt był zgłoszony do konkursu w kategorii związanej z ekologią, jednak postanowiliśmy go przenieść i nagrodzić w kategorii Idea. Według nas ten projekt to swoisty statement dla organizatorów, którzy od tej pory będą musieli pomyśleć dwa razy, czy bizantyjska scenografia jest niezbędna, czy z projektantem rozmawiać jedynie o key visualu, czy też jest możliwe realizowanie projektów z uszanowaniem wszystkich zaangażowanych w ten proces, oraz wszystkich tych, których nasze działanie dotknie. Sytuacja naszej planety zmusza nas, abyśmy lepiej rozumieli swoje potrzeby, nie produkowali nadmiaru, potrafili ograniczać się na wielu płaszcznach. Być może jednak najważniejsze w tym projekcie jest zwrócenie uwagi na to, o ile lepiej byłoby, gdybyśmy się nauczyli ze sobą współpracować. Gratulujemy tej współpracy Gdynia Design Days, Patrykowi i Adzie.

IMPAKT Extinction Gabriela

W kategorii Impakt Społeczny wyróżniamy projekty, które poruszają tematy istotne z perspektywy społeczeństwa lub które – przy użyciu warsztatu projektanta – wspomagają ich rozpowszechnianie, zwiększają zasięg dotarcia. Taki jest właśnie projekt Gabrieli Baki „Extinction Claims”, czyli identyfikacja wystawy poświęconej paliwom kopalnym.

Gabriela zaprojektowała akcydensy, plakaty, materiały do social mediów i wykładów, zwiastuny do kina, torby, elementy do aranżacji wystawy oraz jej komunikacji. Ten zestaw materiałów tworzy skuteczne, świetnie zaprojektowane narzędzie do komunikowania bardzo trudnych, niewygodnych treści. Projekt udowadnia, że

WYRÓŻNIONY

Claims Baka

smutna prezentacja PowerPoint ze spotkania ekologów przestała być jedynym orężem. Dziś szokujące dane o trucicielach naszej planety nie przepadną niezauważone i mogą skutecznie konkurować o uwagę odbiorców z najbardziej trendującymi komercyjnymi visualami.


20/21

STR

5 ŚRODOWISKO

Projekt niepozorny pod wieloma względami, dziecięca gra na zapamiętywanie, ze zwierzątkami z lasu i z wody. Kiedy mu się przyjrzymy i zauważymy, że zwierzęta reprezentują gatunki chronione zagrożone, a cała gra polega na zapamiętywaniu, sytuacja robi się ciekawa. Faktycznie, być może niektóre z tych gatunków już niedługo będą funkcjonować jedynie w naszej pamięci i właśnie za to połączenie kilku wątków – które dodatkowo spaja przyjemna, dyskretna ilustracja i szata graficzna operująca naturalnymi kolorami – należy się wyróżnienie.

INSTYTUCJE Trouble Kuba

WYRÓŻNIONY

in Maria

Paradise Mazurkiewicz

„Z

wizytą Kasia

ZWYCIĘZC A

Planeta Lem – identyfikacja wizualna Baka

ZWYCIĘZC A

Czas

to

miłość

Aleksander

Znosko

Studio

w

w

wodzie

lesie

(...)”,

(...)” gry

i

„Z

memory

Walentynowicz

Kłopoty wystające za horyzontem są jednocześnie blisko i daleko. Projekt języka wizualnego do wystawy „Trouble in Paradise” w Pawilonie Polskim na 17 Biennale Architektury w Wenecji jest oszczędny w formie, a mimo to przewrotny i zaskakujący. Pracę Kuby Marii Mazurkiewicza wyróżniamy za to, że z użyciem subtelnych środków zbudował identyfikację zaskakująco mocną, prowokującą do myślenia, tworzącą ramę do prezentowania prac artystów uwikłanych w wystawę.

INSTYTUCJE

INSTYTUCJE

wizytą

WYRÓŻNIONY

/

Podolak

Żeby oprawić treści związane z Janem Pawłem II i kardynałem Wyszyńskim w funkcjonalny layout kojarzący się z projektowaniem szwajcarskim. Żeby do tego użyć kolorów błękitnego i złotego w sposób, który opisuje mem „złote ale skromne”. To trzeba mieć tupet. Albo inaczej, to trzeba mieć talent. Albo inaczej... No właśnie, takiego projektu dla takiego tematu jeszcze nie widzieliśmy. Odsuwając na bok spór światopoglądowy dotyczący kościoła, oto mamy komunikat wizualny, który zrywa z tradycją prezentowania instytucji kościelnych w sposób tradycyjny, nieco uwsteczniony, bazujący na porządkach klasycznych i historycznych krojach pisma. Oto mamy estetykę, która mogłaby tej isntytucji nadać nowy kierunek.

Planeta Lem. Centrum Literatury i Języka to instytucja powstająca w Krakowie odwołująca się do twórczości Lema, ale także badająca głębiej przemiany w obrębie języka jako takiego. Identyfikacja stworzona przez Gabrielę Bakę i Łukasza Podolaka przemawia do odbiorcy językiem technologii, zmiennych układów siatki, techniczną, funkcjonalną typografią. Stara się także mówić językiem odkrywcy, zachęca do przekroczenia granicy nowych wymiarów, światów. Poszukuje formy zamiast ją znaleźć raz na zawsze. Projekt zyskał nasze uznanie właśnie dlatego, że przekazuje ogólne zasady budowy języka wizualnego dając mu możliwość rozwoju, odważnego kształtowania nowych, jeszcze nieodkrytych form.


PROJ EKT

ROKU

Projekt konceptualny stanowiący swego rodzaju grę, doświadczenie, którego celem jest „badanie problemu wypaczonych i zmanipulowanych (treści – przyp. red.), aby pomóc ludziom znaleźć, nauczyć się i poprawić ich zachowania związane z konsumpcją informacji”. Na projekt składają się obiekty, formy przestrzenne, publikacja. Uznaliśmy, że próby znalezienia nowej formy dla dyskusji na temat przeładowania ilością informacji oraz próba podsunięcia dobrych nawyków, narzędzi i technik pozwalających świadomy odbiór treści, zasługuje na wyróżnienie.

ŚWIEŻA

KREW

RED Expect

WYRÓŻNIONY

CUBE the

Paloma

unexpected Kałuzińska

Jeden z jurorów podsumował projekt Natalii Gil Nowe „święte” symbole słowami, że „jest on nieco pogański, tak zdrowo pogański”. Mamy wrażenie, że publikację będącą częścią tej pracy można byłoby podsumować stwierdzeniem, że jest to Frutigera Człowiek i jego znaki napisana przez UFO. Jury docenia projekt, który eksploruje nieznane – wizualnie i technologicznie (część znaków wygenerowanych przez sieć neuronową), dając nam poczucie, że obracamy się pośród kształtów i symboli o mocnym oddziaływaniu, że grafika i typografia są głęboko powiązane z duchowością, religią, mistycyzmem.

W ścisłej czołówce nominowanych w kategorii Świeża Krew znalazły się aż 3 projekty krojów pism. Jury było zgodne, że wszystkie reprezentowały bardzo wysoki poziom merytoryczny i projektowy. Krój Adapt wyprzedził dwie pozostałe nominacje o włos, dystansując je wykorzystaniem technicznych nowinek (variable) oraz znajomością rynku, który wymaga od projektanta nie tylko pracy nad samymi literami, ale też precyzyjnego przemyślenia sposobu promocji, stworzenia efektownych visuali, podania kroju w taki sposób, aby został zauważony na coraz bardziej zatłoczonym targu liter.

ŚWIEŻA H

KREW E

ZWYCIĘZC A

L

P

Aplikacja

mobilna

służąca

udzielaniu

pierwszej

pomocy

Maria

Smaga

ŚWIEŻA

KREW

ŚWIEŻA Nowe Natalia

KREW „święte”

WYRÓŻNIONY

symbole Gil

ZWYCIĘZC A

Adapt

Typeface

Antoni

Kwiatkowski

Długo się zastanawialiśmy, czy w momencie zagrożenia życia słusznym jest budowanie w ludziach nawyku, aby łapali za telefon. Projekt Marii Smagi odpowiada na te wątpliwości przemyślaną hierarchią treści, funkcjonalnym interfacem (powiększone treści kluczowe, kody kolorystyczne, jednoznaczne komunikaty) i maksymalnie skróconą ścieżką użytkownika dostosowaną do mocno stresującej, krytycznej sytuacji. Dziś wszyscy mamy komórkę, więc jeżeli powstaje aplikacja, która ma potencjał ratowania życia i jest zaprojektowana tak, aby zapewnić nam skuteczne wsparcie w ułamkach sekund, należy ją nagrodzić. Także za estetyczny, przyjazny wygląd, który nie wprowadza niepotrzebnego zamieszania.


20/21

STR

7

WIELKIM SUKCESEM PROJEKTU JEST TO, ŻE ON NIE TYLKO PROWADZI DO CELU, ALE TAKŻE SPRAWIA, ŻE CHCE SIĘ DO TEGO CELU IŚĆ. PROJEKT System

ROKU

oznakowania

ZWYCIĘZC A

nowej

Zespołu

Państwowych

Muzycznych

nr

U

V

1

w M

siedziby Szkół

Warszawie. W

Ortodoksyjni wyznawcy rozwiązań funkcjonalnych będą zapewne kontestować dobór typografii lub kolorystyki w tym projekcie. Znajdą się zapewne i tacy, którzy oprotestują strukturę treści lub rozmieszczenie elementów w poszczególnych formatach. System oznaczeń kierunkowych ma przede wszystkim za zadanie doprowadzić użytkownika z punktu A do punktu B. Wielkim sukcesem projektu UVMW jest jednak to, że on nie tylko prowadzi do celu, ale także sprawia, że chce się do tego celu iść.

STUDIO Z

U

W

/ Y

V

PROJEKTANT

ROKU

C

C

I

Ę

M

Z

A

W

Bezdyskusyjnie studio roku 2020/21. Zwycięstwo i wyróżnienie w kategorii FORMA, 3 nominacje i projekty, wobec których nie można przejść obojętnie. UVMW od wielu lat buduje swoją markę na polu biur projektowych, które śmiało wchodzą w relacje z dużymi markami, aby potem zrealizować mniejszy, ale dający pole do popisu projekt dla instytucji kultury lub niewielkiego biznesu. Mamy wrażenie, że to właśnie ten balans, który pozwala utrzymać wysoki poziom kreatywności stoi za sukcesami UVMW.


STOWARZYSZENIE

Ustawa o uprawnieniach artysty zawodowego Zostaliśmy zaproszeni do udziału w konferencji uzgodnieniowej w sprawie projektu ustawy o uprawnieniach artysty zawodowego, która odbyła się w dnia 21–22 czerwca 2021 w Filharmonii Świętokrzyskiej im. Oskara Kolberga w Kielcach. Z ramienia STGU na konferencji pojawiła się członkini zarządu Anna Nowokuńska. W konferencji wzięli udział reprezentanci stowarzyszeń i instytucji kultury z następujących sektorów dziedzin sztuki: film, literatura, muzyka, sztuka ludowa, sztuki wizualne, taniec, teatr. Kolejnym krokiem, który podjęliśmy była analiza projektu ówczesnej wersji ustawy (z dn. 03.05.2021) we współpracy z mecenasem. W ramach tej analizy pojawiło się około 15 uwag do ustawy, które zostały przesłane do projektodawcy.

TWÓRCÓW

Portal Typoteka.pl Mateusz Machalski, Michał Jarociński oraz Borys Kosmynka kierowali pracami związanymi z aktualizacją portalu TYPOTEKA.PL o nowe kroje oraz rozbudowaniem go o nowe funkcjonalności. Oprócz tego, dzięki wolontariuszom, udało nam się również przygotować tłumaczenia do brakujących krojów i biogramów. Najważniejszą nową funkcjonalnością było przygotowanie indeksu autorek/autorów, miast oraz technik. Dzięki temu użytkownicy mają możliwość przeglądania zebranych materiałów w zupełnie nowy sposób. W planach zespołu jest dalsza praca nad dodawaniem kolejnych funkcjonalności w tym: mapy polskiej typografii oraz słownika terminów związanych z typografią. Mateusz Machalski, Borys Kosmynka

Projekt ustawy wraz z projektami rozporządzeń jest dostępny na stronie www.artystazawodowy.pl

Academy of Fine Arts in Warsaw Akademia Otwarta / Open Academy Krakowskie Przedmieście 5 www.warsawposterbiennale.com

Międzynarodowe Biennale Plakatu Stowarzyszenie Twórców Grafiki Użytkowej ponownie było współorganizatorem Międzynarodowego Biennale Plakatu w Warszawie. Główna część imprezy odbyła się w wyremontowanym Pałacu Czapskich Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Oprócz wystawy konkursu głównego, publiczność mogła zobaczyć wystawy towarzyszącye oraz wziąć udział w aktywnościach przygotowanych przez Biennale. Laureaci konkursu głównego: I Ryszard Kajzer / Witold Gombrowicz Literary Prize, II Alain le Quernec / Hope, III 2xGoldstein / Literature in the Blue Salon (3 Readings). Wyróżnienia: Jianping He / Li Bin Yuan Solo Exhibition, Uwe Loesch / Who the fuck was that?, Jisuke Matsuda / A Midsummer Night’s Dream, Sara Samman / Zooprison, Martin Woodtli / VideoEx 2019.

Anna Nowokuńska

Laureaci konkursu tematycznego: I Jakub Jezierski / I am Fed Up With Interesting Times, II Julia Wakuła / Holidays 2040, III Christian Chladny / Ambivalent Times. Wyróżnienia: Chao Zhao / Invisible, Stanisław Gajewski / Keep The Distance.

Typoteka – exhibition of polish typefaces 1474–2021 Borys Kosmynka, Ania Wieluńska oraz Mateusz Machalski będący częścią zespołu, który stworzył TYPOTEKĘ – pierwszy polski indeks krojów pisma 1474–2021, przygotowali wystawę prezentującą efekty 2 letniego researchu dla zagranicznej publiczności. Całość odbyła się w miejscu o światowej renomie – na Wydziale Typografii i Komunikacji Graficznej University of Reading. Głównym elementem wystawy były historyczne projekty krojów pisma podzielone na epoki. Każda z nich zaczynała się od eseju Andrzeja Tomaszewskiego, który nakreślał kontekst historyczny oraz zmiany technologiczne w danych ramach czasowych. Otwarcie wystawy było podzielone będzie na dwie części – zamknięty wykład dla studentów wydziału oraz publiczne otwarcie wystawy Twórcy projektu opowiedzieli o kontekście przedsięwzięcia, procesie badawczym, jego rezultatach oraz planach na rozwój TYPOTEKI w przyszłości. Projekt dofinansowano w ramach Programu Wieloletniego NIEPODLEGŁA na lata 2017–2022, w ramach programu dotacyjnego Instytutu Adama Mickiewicza „Kulturalne pomosty”. Mateusz Machalski, Borys Kosmynka

Konkurs Totalizatora Totalizator Sportowy, właściciel marki LOTTO i Stowarzyszenie Twórców Grafiki Użytkowej 25 lutego 2021 r. ogłosili konkurs na plakat z okazji Jubileuszu 65-lecia Totalizatora Sportowego. Spółka niemal od początku istnienia współpracowała z wybitnymi polskimi grafikami, których projekty pojawiły się na plakatach będących wówczas jedną z form komunikacji z klientami. Autorem pierwszego plakatu z 1956 roku, poświęconego działalności Totalizatora Sportowego, był Konstanty Maria Sopoćko. Znakomite grafiki wykorzystywane w plakatach Totalizatora Sportowego tworzyli między innymi: Antoni Uniechowski, Wiesław Bobkiewicz, Lucjan Jagodziński, Józef Głowacki, Witold Górka, Hubert Hilscher, Barbara Krzyżagórska, Rafał Olbiński, Czesław Podgórski, Krystyna Styburska czy Tomasz Żołnierkiewicz.

Urbański Przygotowanie kuratorsko opracowanej wirtualnej kolekcji zdigitalizowanych prac wybitnego polskiego grafika i typografa Leona Urbańskiego.

Laureaci konkursu: I miejsce: Monika Prus, II miejsce: Agnieszka Srokosz, III miejsce: Magdalena Majewska. Wyróżnienia: Magdalena Błażków, Marek Osman, Agnieszka Pacewicz, Max Skorwider, Beata Świerczyńska, Andrzej Wieteszka, Magdalena Wójcik . Nagroda publiczności: Natalia Bugaj.

STGU jest w posiadaniu materiałów przekazanych przez rodzinę artysty. Są to m.in. grafiki, projekty typografii oraz projekty, które nie były nigdzie wcześniej eksponowane, a mają ogromną wartoś edukacyjną i kulturalną. Głównym celem projektu jest opisanie zbioru zgodnie z kluczem opracowanym przez kuratorów oraz udostępnienie jego części szerokiej publiczności, w jakości pozwalającej na zapoznanie się z materiałami oraz na ich reprodukcję. Zbiory uzupełnione o komentarz kuratorski – Andrzeja Tomaszewskiego – są udostępnione online bezpłatnie, dzięki czemu dotrą również do osób wykluczonych na co dzień z życia kulturalnego. www.leonurbanski.pl

Lena Pianovska, Bożena Cichecka

Lena Mitkowa


GRAFIKI

UŻYTKOWEJ • Self branding i promocja • Prowadzenie dokumentacji projektu • Tworzenie ofert i umów • Pewność siebie w projektowaniu • Nowe miejsca do czerpania ispiracji • Wiedza o branży Co z tego wyszło? „Wszystko było na medal” „Wsparcie było nie tylko wystarczające, ale nawet wykraczające poza moje potrzeby opisane w zgłoszeniu.”

Jest to cykl spotkań w formule online na żywo. Każdy odcinek to wywiad z zaproszonym gościem. Naszymi gośćmi w 2021 roku byli wybitne projektantki, projektanci, eksperci związani z branżą polskiego designu (a także z branż pokrewnych), których działania miały znaczący wpływ na kształt środowiska projektowego w Polsce.

Lena Pianovska

Za nami pierwszy Program Mentoringowy w środowisku Projektantów Graficznych, mający na celu wspieranie młodych projektantów, integrację i wymianę doświadczeń. Koncepcja Programu Mentoringowego STGU zrodziła się z potrzeby dzielenia się wiedzą i doświadczeniem w celu wzajemnej edukacji. Jako stowarzyszenie czujemy się odpowiedzialni za zainicjowanie projektu umożliwiającego nawiązanie kontaktów branżowych i wymianę doświadczeń w kameralnym środowisku. Edycja pilotażowa wystartowała pod koniec roku 2020 i trwała do kwietnia 2021. Otrzymaliśmy 140 zgłoszeń do programu z wielu dziedzin projektowania! W programie wzięło udział 29 mentorów i 29 mentees. Program otrzymał wsparcie od Marcina Olkowicza, który przyjął rolę mentora mentorów. Umiejętności, które zdobyli mentees: • Wycenianie swojej pracy • Prowadzenie marki osobistej • Praktyka zawodowa • Określanie kompetencji

Lena Pianovska, Filip Tofil, Anna Nowokuńska

Lena Pianovska, Paloma Kałuzińska, Borys Kosmynka

Poster Play

Festiwal badający warsztat współczesnego projektanta komunikacji, explorujący możliwości współczesnych nośników cyfrowych

POSTER POSTER POSTER POSTER PLAY POSTER PLAY PLAY PLAY PLAY

więcej informacji www.stgu.pl

Poster Play Mikro Fest

Mentoring

Członkowie Zarządu STGU (Lena Pianovska, Filip Tofil i Anna Nowokuńska) zostali zaproszeni do wspierania procesu przetargowego, jako niezależni eksperci reprezentujący środowisko projektowe. Jest to pierwsze takie przedsięwzięcie i pilotażowy projekt dla całej branży. Udało nam się wypracować kryteria oceny, gdzie cena nie była głównym kryterium wyłonienia oferty. Za nami trudny i owocny proces ze wspaniałymi partnerami po stronie Zamawiającego (Daria Kosmala i Witold Czyż). Teraz rozpoczęła się faza współpracy z wykonawcą. A już w przyszłym roku zobaczymy efekty wizualne i wdrożenie projektu!

Mikro Fest

Wywiady poruszają tematy takie jak: • budowanie i rozwijanie biznesu kreatywnego • wpływ designu na środowisko • etyka zawodowa i dobre praktyki • przedsiębiorczość i rozwój zawodowy • przyszłość designu i nowe media STGU CatchUp (wcześniej #STGUASKS), który powstał spontanicznie jako odpowiedź na lockdown, przyciągał średnio kilkuset użytkowników na każde ze spotkań online. Posty związane z naszym cyklem docierały średnio do 7 tysięcy unikalnych użytkowników oraz były redystrybuowane przez główne kanały i grupy poświęcone projektowaniu graficznemu, jak: The Brief oraz Grafmag.

„Czuję się zmobilizowana i dostałam bardzo konstruktywne uwagi i spostrzeżenia na mój temat. Udało się wypracować dobrą przestrzeń do poruszania wszelkich tematów, takiego wsparcia ale z dobrym dystansem.”

02-03.10’21

#STGU CatchUp to darmowy ogólnodostępny kanał (video) skierowany do środowiska projektantów grafiki użytkowej i pokrewnych środowisk.

„Oprócz godzin inspirujących rozmów mam również świetnie ustrukturyzowany plan dalszego, samodzielnego działania. Nie czuję, żeby cokolwiek zostało mi narzucone przez Mentora, zdecydowanie było to wspólne odkrywanie.”

Warszawa

STGU CatchUp

Przetarg na System Identyfikacji Wizualnej Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii

W dniach 2–3 października odbył się Poster Play Mikro Fest. W wystawie festiwalowej, którą można było podziwiać na nośnikach AMS, Warexpo Led Space, Jetline More oraz Clear Channel udział wzięli najlepsi polscy projektanci, twórcy animacji oraz zaproszeni goście zza granicy. Wernisaż wystawy miał miejsce 2 października na poziomie -1 stacji metra Świętokrzyska na nośnikach Warexpo LED Space, zaś następnego dnia odbyło się oprowadzanie kuratorskie ścieżką wyświetlanych prac. Wydarzenia były okazją spotkania się twórców, osób interesujących się reklamą, firm oferujących nośniki out of home oraz tych podążających za zmianami w projektowaniu graficznym i chcącymi być up-to-date. W ramach projektu odbyła się także dyskusja online wykorzystująca format CatchUp, dobrze znany naszym odbiorcom. W trakcie dyskusji, w której udział wzięli Jakub Koźniewski (PanGenerator), Olena Pianovska, Jakub Wróblewski (Inexsistens) i Filip Tofil zastanawialiśmy się, w jaki sposób technologia determinuje dziś proces projektowy, jak zmienia myślenie o projektowaniu i jak widzimy przyszłość osób projektujących dziś komunikaty wizualne. Mimo wielu dygresji mamy poczucie, że udało się jakoś ten temat przybliżyć i okiełznać na tyle, aby przestał przerażać. Filip Tofil

Postera Reaktywowaliśmy mikro-galerię Postera, którą jakiś czas temu powołaliśmy do życia. Galeria w formie witryny zawieszonej na ścianie budynku przy ulicy Ordynackiej 9 ma w założeniu prezentować w przestrzeni publicznej eksperymentalną grafikę projektową, poszukiwania formalne grafików i typografów. W założeniach kuratorów galeria ma funkcjonować w miesięcznym interwale, prezentując każdorazowo ekspozycję składającą się z 4 prac-modułów, z których każdy ograniczony jest formatem 70x100cm. Idea galerii zrodziła się z inspiracji podobnymi projektami m.in. Ficciones Typografika (Minneapolis), La Galeru (Paris/ Fontenay-sous-Bois), Oripeau (Nantes), ROOOOOM (Düsseldorf), MyMonkey (Nancy). Do tej pory w galerii odbyły się prezentację takich artystów i studiów projektowych, jak: Kondrad Trzszczkowski, Paweł Ryżko, Jacek Tofil, The Birthdays (Grecja) oraz Kiosk Studio (Dania). Do projektu będziemy zapraszali twórców, z którymi czujemy wspólną pasję do tworzenia rzeczy ładnych i brzydkich, rzeczowych i bez sensu, krzywych i prostych, nie takich, jak się po nas spodziewają. Projekt ma zderzać osobowości o różnych estetykach, o różnej kresce, tych, co bardziej serif, z tymi, co bardziej sans. Filip Tofil

Opinia STGU do projektu Ustawy o godle, barwach narodowych i hymnie RP. Czytaj na stronie 15.


ROKU

ENIGMATYCZNA, GWIAZDA

Gdy przegląda się publikacje dotyczące historii polskiego powojennego projektowania graficznego, można dojść do mylnego wniosku, że zajmowali się nim wyłącznie mężczyźni. Niemal każdy absolwent kierunków projektowych zna takich twórców, jak Henryk Tomaszewski, Jan Młodożeniec czy Roman Cieślewicz, mało który potrafi wymienić choć jedną kobietę zajmującą się grafiką użytkową w latach 1944–1989. Sama, kończąc Akademię Sztuk Pięknych na Wydziale Grafiki, nie znałam żadnych nazwisk graficzek z tego okresu. Kilka lat po obronie dyplomu natknęłam się na wywiad z Elżbietą Magner przeprowadzony przez Aleksandrę Boćkowską. Elżbieta Magner była żoną mojego profesora w pracowni malarstwa Zygmunta Magnera, a co najważniejsze, jak się już znaku przedsiębiorstwa Pewex powstałego w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku.

Zaczęłam czytać, przeczesywać sieć, antykwariaty, przegrzebywać kartony z nikomu niepotrzebnymi książkami, nękać sprzedawców na Allegro. Ku mojemu zaskoczeniu okazało się, twórczość Anny Huskowskiej, Elżbiety Prockiej, Jolanty Barącz, Liliany Baczewskiej, Danuty Staszewskiej, Teresy Byszewskiej, Danuty Żukowskiej, Zofii Darowskiej i wielu innych; odtąd stos książek, plakatów, okładek płyt winylowych i różnych druków ulotnych w moim mieszkaniu ciągle rósł. W końcu zdecydowałam, że najwyższy projekt „Polish Female Graphic Designers 1944– 1989”, któremu poświęciłam profil na Instagramie. Dzielę się na nim znalezionymi informacjami o polskich graficzkach, ich pracami m.in. ze swojej kolekcji, a także relacjami ze spotkań z nimi. Gdy zostałam zaproszona do przygotowania artykułu w niniejszej publikacji dotyczącego twórczości projektowej kobiet w PRL-u, uznałam, że to idealna okazja, by przybliżyć Wam postać nietuzinkowej artystki Barbary Baranowskiej, przedstawicielki Polskiej Szkoły Plakatu. Kiedy przeczytałam o niej artykuł w magazynie „The Calvert Journal” napisany przez Zosię przedrukować go w Polsce – i oto nadarzyła się idealna okazja. Alicja Kobza – graficzka, prowadzi na Instagramie profil @polish.female.designers

Twórczość i styl Imponująca twórczość Baranowskiej jest znakomitym przykładem szczytowych osiągnięć kultury wizualnej XX wieku. Oprócz kultowych plakatów filmowych z lat 60., Baranowska tworzyła plakaty dla klasycznych filmów z lat 70., między innymi do Sugarland Express Stevena Spielberga (1974) i Willy Wonka i fabryka czekolady (1971). Ponadto ilustracje książek, projekty opakowań

ROZGŁOSU PLAKATU

Swidlicką, od razu stwierdziłam, że warto by było

SZKOŁY

czas opowiedzieć ich historię. Tak narodził się

Z okazji wydania Opętania w USA w wersji 4K przyglądamy się życiu i karierze Barbary Baranowskiej – autorki ikonicznego plakatu do tego filmu i jednej z czołowych przedstawicielek Polskiej Szkoły Plakatu. W Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej władze kontrolowały niemal każdy aspekt rzeczywistości społecznej. Cenzura dyktowała, jakie filmy należy kręcić, jakie książki wydawać i jaką grać muzykę. Jednak w tych tłamszących działalność artystyczną warunkach istniała pewna zaskakująco kreatywna ścieżka wolna zarówno od komunistycznych, jak i kapitalistycznych ograniczeń: plakat filmowy. Ilustrując zapowiedzi produkcji wchodzących do kin, artyści i artystki mogli cieszyć się niemal pełną swobodą twórczą. To niezwykłe zjawisko kulturowe: eksplozja ręcznie malowanych, szalenie ekspresyjnych dzieł, które przyciągały wzrok przechodniów, przynosząc masom sztukę i nadzieję. I zostawiając niezatarty ślad w historii grafiki użytkowej. Gdy szuka się informacji o Polskiej Szkole Plakatu, można dojść do wniosku, że współtworzyli ją sami mężczyźni. Luminarze Jan Lenica, Waldemar Świerzy czy Roman Cieślewicz są świetnie znani w kręgach projektanckich, zaś ich koleżanki konsekwentnie się pomija. Pośród takich artystek jest Barbara Baranowska, podpisująca swoje prace jako Basha. Jedna z wielu kobiet, które ukończyły Akademię Sztuk Pięknych w Krakowie w latach 50., stworzyła kilka projektów cieszących się uznaniem do dzisiaj. „Nawet pokusiłabym się o stwierdzenie, że jest zapomnianą projektantką” – pisze mi w mailu profesor Izabela Iwanicka-Dzierżawska z Muzeum Plakatu w Wilanowie. „A przecież tworzyła bardzo dobre plakaty!”. Muzeum ma w swojej kolekcji dwadzieścia jeden z tych „bardzo dobrych plakatów”. Więcej znajduje się w rękach prywatnych kolekcjonerów na całym świecie. Harriet Williams i Sylwia Newman z brytyjskiego sklepu Projekt 26 specjalizującego się w Polskiej Szkole Plakatu zapewniają, że nie mają zamiaru rozstawać się z oryginalnym dziełem Baranowskiej, które udało im się zakupić jeszcze w początkach ich działalności. Plakat zaprojektowany do głośnego polskiego filmu z lat 60. Spotkanie w Bajce „ma w sobie pokłady zmysłowości i czułości, co sprawiło, że poczułyśmy z nim natychmiastową więź”, mówią mi na Zoomie.

UNIKAJĄCA

że takich graficzek było wiele. Tak poznałam

Barbara Baranowska, plakat do filmu Grandeur Nature (1974)

POLSKIEJ

okazało, była projektantką, autorką kultowego

Postanowiłam poszukać kolejnych nazwisk.

BASHA:

PROJ EKT


20/21

STR

11

Ilustracje książek Małżeństwo Baranowskiej z Rudnickim ustanowiło pewien wzór wzajemnej wymiany twórczej. Artystka zaprojektowała okładki kilku najważniejszych książek swojego męża. Był od niej starszy o 25 lat; jego pisarstwo przenikały doświadczenia Holocaustu. Aby dopasować się do mieszanki fikcji, dokumentu i autobiografii cechującej tę prozę, Baranowska zastosowała uderzająco proste kompozycje, które zostawiały mnóstwo miejsca dla wyobraźni – podobnie jak teksty Rudnickiego. Odzwierciedlała jego styl w swoim i stwarzała natychmiastową relację między książką a czytelnikami, wciągając ich w opowieść, jeszcze zanim przeczytali pierwszą stronę. Życie Baranowskiej obrało nowy kierunek, kiedy poznała Andrzeja Żuławskiego, wtedy ambitnego młodego asystenta wielkiego polskiego reżysera Andrzeja Wajdy. Kiedy zostawiła Rudnickiego dla Żuławskiego, nagle to ona stała się starszą stroną w związku. Rozstanie wywołało wiele emocji; gdy Rudnicki potem mijał Żuławskiego na ulicy, wołał do niego: „Pan ma krew na sobie!”. Choć obecnie uznawany przez krytyków za geniusza, w tamtym czasie Żuławski dopiero starał się wyrobić sobie markę. Filmowiec Daniel Bird, który później pracował blisko z Żuławskim, a teraz wciąż utrzymuje kontakt z Baranowską, opisuje go jako „niezwykle zdeterminowanego, z ogromnym ego”. „Jednocześnie – twierdzi Bird – reżyser był jednym z najciekawszych ludzi, jakich spotkałem, jeśli nie najciekawszym w ogóle”. Barbara Baranowska, plakat do filmu Willy Wonka i fabryka czekolady (1971)

(masło w opakowaniu zaprojektowanym przez Baranowską można do dziś znaleźć w polskich supermarketach) oraz portrety, które namalowała dla osób pokroju Alfreda Hitchcocka – zakres artystycznych umiejętności Baranowskiej jest zdumiewający. „Wykorzystywała niemal całą paletę metod wizualnej agresji, żeby uzyskać ów efekt szybkiego oddziaływania” – mówi Dr Dorota Folga Januszewska, historyczka sztuki, profesorka na Wydziale Grafiki Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. „Artystka miała swój własny »kod« obrazu (łączenie np. fotografii z inscenizowanym metaforycznie tłem i innymi elementami), ale z drugiej strony była bardzo bliska poetyce wycinanki, charakterystycznej dla lat 60. XX w. To był chyba ten nowy język, który uważa się dzisiaj za cechę Polskiej Szkoły Plakatu. Mam wrażenie, że w późniejszym okresie (od lat 70.) jej prace były dużo bardziej spontaniczne, ale także na swój sposób eklektyczne”. A jednak, pomimo wysokiego poziomu jej prac, Baranowska unikała rozgłosu. Urodzona w rodzinie inteligenckiej w Katowicach w 1934 roku, mieszka w Paryżu od lat 70. (z kilkoma transatlantyckimi przerwami). Obecnie trudno do niej dotrzeć, chociaż w latach 50. i 60. była niezwykle popularna w polskich kręgach artystycznych. Tak jak w przypadku innych współczesnych jej artystów twórczość Baranowskiej była nierozłącznie związana z życiem osobistym. W tamtym czasie społeczność artystów w Polsce kwitła pomimo ucisku państwa i cenzury. Artyści wszelkiej maści dzielili się mieszkaniami, zleceniami, a nierzadko oczywiście i partnerami. Ewa Gargulińska, która studiowała na tej samej uczelni kilka lat wcześniej niż Baranowska i obracała się w tych samych kręgach, wspomina „tygiel mieszających się ze sobą różnorodnych wyobraźni”. „W tamtych czasach artyści z różnych dziedzin spotykali się często” – opowiada Gargulińska. „Znaliśmy ludzi filmu, aktorów, reżyserów, pisarzy, poetów, piosenkarzy; wszyscy się mieszali. W Warszawie spotykaliśmy się w Domu Literatury, gdzie nawiązywaliśmy różne kontakty, które potem rozwijały się, kiedy ludzie wyjeżdżali zagranicę i przedstawiali nas swoim nowym znajomym”. Stopień swobody w kwitnącej wymianie międzydyscyplinarnych doświadczeń jest absolutnie wyjątkowy dla Polski ówczesnych lat i kluczowy dla zrozumienia kontekstu, w jakim Baranowska tworzyła swoje prace. Ale równie uderzające jest to, jak jej twórczość splatała się z twórczością trzech niezwykłych mężów: pisarza Adolfa Rudnickiego, reżysera filmowego Andrzeja Żuławskiego i producenta filmowego Christiana Ferry.

Barbara Baranowska, plakat do filmu Do widzenia, do jutra (1960)

wrócił do Polski – a Baranowska pozostała z Ferrym w, jak to nazywa Bird, „rekonfiguracji” ich dotychczasowej relacji. Poza tym przyjęła pseudonim „Basha”, którym odtąd sygnowała plakaty. „Ferry przypominał Bashę pod tym względem, że nie szukał rozgłosu, unikał świateł reflektorów, a także nie lubił się popisywać” – Bird spekuluje na temat podstaw ich związku. Jako prezes francuskiego oddziału Paramount Pictures Ferry miał swój udział w sukcesie wielu klasycznych filmów z lat 70. Naturalnie Baranowskiej powierzano projekty plakatów i właśnie tutaj jej błyskotliwość, pomysłowe użycie koloru i formalne wyrafinowanie znajdują wspaniałe ujście.

Klasyczne plakaty filmowe z lat 70.

Barbara Baranowska, plakat do filmu Spotkanie w Bajce (1962)

Zanim Baranowska poślubiła Żuławskiego, miała już wielu przyjaciół w rodzimym przemyśle filmowym. Wejście w świat plakatu stało się naturalnym etapem w jej artystycznym rozwoju. Jeden z pierwszych plakatów powstał do debiutu reżyserskiego jej przyjaciela Jakuba Morgensterna – Do widzenia, do jutra (1960). Stosując papierową wycinankę i styl fotomontażu, Baranowska lekko i swobodnie ujmuje centralny temat filmu: młodzieńczy optymizm zakochania się. Lecz wyrazista, stylizowana brama ostrzega nas, że coś stanie na drodze młodych kochanków. Zresztą Baranowska na moment pojawia się w tym filmie. Roman Polański później poprosi ją, by zagrała w jego debiucie, Nożu w wodzie – uprzejmie odmówiła. Ostatecznie to drugi mąż Baranowskiej poznał ją z jej trzecim małżonkiem: producentem filmowym Christianem Ferry. Wziąwszy pod uwagę, że kilka filmów Żuławskiego dotyczy miłosnych trójkątów, zastanawiać może, czy w tym przypadku sztuka imitowała życie, czy może odwrotnie. Tak czy inaczej, kiedy Ferry zaprosił Żuławskiego do Paryża, aby tam pracował nad nowymi filmami, życie Baranowskiej znów się zmieniło. W końcu Żuławski

W latach 70. w plakatach chętnie sięgano po stylistykę surrealizmu. W swojej pracy do Grandeur Nature (1974) Baranowska umieszcza fotografię Michela Piccoli na kroczu manekina z obciętym czubkiem głowy. W plakacie do Pic et Pic et Colegram (1972) wykazuje większą powściągliwość, chociaż zastąpienie płatków śniegu swastykami robi mocne wrażenie. Ze wszystkich plakatów Baranowskiej zapewne najbardziej znany jest jej ikoniczny projekt do filmu Opętanie (1981), wyreżyserowanego przez Żuławskiego, a zrealizowanego dzięki pomocy Ferry’ego. Kolorystyka odzwierciedla sznyt operatorski w odcieniach niebieskiego, a plakat ukazuje nagą kobietę oplątaną mackami ośmiornicy. Praca Baranowskiej swobodnie łączy wiele dosłownych i metaforycznych znaczeń w zgodzie z intensywnością psychologiczną tego dramatu. Biorąc pod uwagę zawirowania w jej życiu osobistym, plakat wydaje się trafnym przedstawieniem spuścizny Baranowskiej: z jednej strony związanej z działalnością jej mężów, z drugiej odważnie opowiadającej swoją własną historię. Od połowy lat 80. Baranowska nie upubliczniła już żadnej pracy, a po śmierci Ferry’ego w 2011 roku niewiele zmieniło się w jej życiu codziennym. Według Birda nadal codziennie chodzi do kina, pożera książki i jest dzisiaj tak samo błyskotliwa jak 40 lat temu. Istnieje mnóstwo powodów, dla których nazwisko Baranowskiej nie jest wymieniane obok jej sławnych kolegów. Ale bez wątpienia wyróżnia ją zaskakujące – jak na osobę z tak bezspornym talentem – wyznanie, że nie miała ani ambicji, by nazywać się artystką, ani pasji, by tworzyć więcej prac niż musiała. Plakaty Baranowskiej nie narodziły się z poszukiwania jakiejś jedynej drogi twórczej, lecz jako wrodzona ekspresja jej istnienia w centrum polskiej społeczności artystycznej podczas niezwykłego dziejowego momentu. I to właśnie czyni je tak wyjątkowymi. Harriet Williams z Projektu 26 podsumowuje: „Niesamowite, że mimo jej niezwykłej postawy, by pracować tylko wtedy, kiedy tego potrzebowała, gdy się przyłożyła – tworzyła te genialne, nadal zdumiewające prace”.

Zosia Swidlicka Artykuł pierwotnie ukazał się w „The Calvert Jurnal” 5 października 2021 roku Tłumaczenie: Marlena Apanowicz Fotografie prac: dzięki uprzejmości autorki


JEDNĄ Z JEŚLI MOGĘ ZABRONIONO SZKOŁY

Z DAVIDEM CARSONEM ROZMAWIA FILIP TOFIL (STGU)

MOICH „ODZNAK HONOROWYCH”, TO TAK UJĄĆ, JEST TO, ŻE MI WSTĘPU DO BAZYLEJSKIEJ PROJEKTOWANIA.


20/21 Pozwól, że zacznę od cytatu z Wikipedii, który objawia się zaraz po wpisaniu „David Carson” w wyszukiwarkę: „dyrektor artystyczny, grafik, surfer”, dokładnie w tej kolejności. Z tego, co wiem, byłeś profesjonalnym surferem w latach 70., jak to się stało, że zamiast kontynuować karierę sportową, postanowiłeś zająć się projektowaniem graficznym? Tak naprawdę surfowałem zawodowo, zanim zostałem projektantem, a to była zupełnie inna epoka niż teraz. Dziś rywalizuje się o trofea i sponsorów. Miałem 26 lat, gdy po raz pierwszy usłyszałem termin „projektowanie graficzne”. Do tego momentu po prostu surfowałem, poszedłem do college’u, skończyłem socjologię i zacząłem uczyć. Pewnego dnia znalazłem w mailu plakacik o warsztatach projektowania graficznego dla maturzystów, których uczyłem. Przejrzałem go i pomyślałem sobie: „wow… taki zawód istnieje? Brzmi fajnie”. Ponieważ miałem wolne lato, zadzwoniłem do University of Arizona w Tucson: „Hej, jestem nauczycielem. Czy też mogę uczestniczyć w tym wydarzeniu?”, na co odpowiedzieli: „Jasne!”. Co ciekawe, miałem letnią pracę, więc musiałem im powiedzieć, że chcę wyjechać na 2 tygodnie. Nie bardzo im się ten pomysł podobał, ale coś w moim mózgu mówiło mi, że po prostu muszę pojechać na ten kurs. No i pojechałem.

STR W innym wywiadzie powiedziałeś, że „projektowanie graficzne to wizualny sposób komunikowania się, zanim ktoś zacznie czytać” i mam nadzieję, że cię nie urażę, ale kiedy patrzę na twoją typografię, czasami jest ona trudna do odczytania. Może więc należy zmienić definicję na „wizualny sposób komunikowania się, abyś nie musiał czytać”? Nie powiedziałbym tak. Dobry design sprawia, że chcesz czytać, wzmacnia przekaz i daje wskazówkę do tego, co znajduje się w rozwinięciu. Stare powiedzenie mówi: „nie oceniaj książki po okładce”, ale jeśli grafik wykonał swoją pracę dobrze, zdecydowanie możesz po niej oceniać. Bo znaczy to, że artysta przeczytał, zrozumiał i przedstawił treść na okładce. Często powtarzam: nie można mylić czytelności z komunikatywnością. Na przykład, jeśli coś jest napisane wielkimi literami, prawdopodobnie mówi STOP! NIE CZYTAJ MNIE, ODWRÓĆ STRONĘ. Forma wiele mówi, nie zważając na cenne słowa, które wplątał w nią redaktor. Bardzo trudno jest zachęcić ludzi do przeczytania nawet najciekawszej typografii, więc jeśli grafik jest dobry w swojej pracy, czytelnik jest zaintrygowany, chce przejść przez ulicę, aby przeczytać tę małą „typkę”. Były podobno kiedyś badania, które wykazały, że tekst, który czytamy dłużej, zapamiętujemy lepiej. Więc jeśli coś jest do-

PEWNEGO DNIA ZNALAZŁEM W MAILU PLAKACIK O WARSZTATACH PROJEKTOWANIA GRAFICZNEGO DLA MATURZYSTÓW, KTÓRYCH UCZYŁEM. PRZEJRZAŁEM GO I POMYŚLAŁEM SOBIE: „WOW… TAKI ZAWÓD ISTNIEJE? BRZMI FAJNIE” Tak naprawdę nie miałem tego niezręcznego przejścia od sur- skonałe i w pełni czytelnie opracowane, prawdopodobnie szybko fowania, do zaprzestania surfowania i natychmiastowego rozpo- zapomnisz to, co przed chwilą przeczytałeś. Eksperymentowałem częcia projektowania. Po prostu w wieku 26 lat, zwłaszcza w Ka- z tą ideą na początku lat 90. i okazało się to prawdą – złożoność lifornii, zbliżasz się do wieku, w którym bycie pro-surferem staje designu wydłuża czas poświęcony na jego przeczytanie, dzięki się arcytrudne. Na szczęście nie musiałem przechodzić przez to, czemu lepiej się go zapamiętuje. przez co przechodzą wszystkie postacie sportowe, czyli bycie w tym zbyt długo, wkładanie całej energii wyłącznie w surfing… W takim razie zapytam jeszcze przewrotnie, co myślisz o miGdy miałem warsztaty, ta energia w naturalny sposób przeniosła nimalizmie w projektowaniu? „Mniej znaczy więcej” Miesa van się na projektowanie graficzne, więc to traumatyczne przejście der Rohe versus David Carson? do starego surfera, który wciąż próbuje konkurować i pozostać Minimalizm w typografii może być naprawdę potężny. Myślę, że znanym, lubianym i zatrudnionym nigdy się nie wydarzyło. Zamiast moje najbardziej udane prace to te, które są naprawdę proste tego znalazłem tę samą pasję do czegoś, co nie wymagało ode lub bardzo złożone, jednak granica między prostotą a nudą oraz prostotą i mocą w przekazie jest niezwykle cienka. Utalentowany mnie bycia w określonej grupie wiekowej. grafik może wykonać bardzo prosty projekt, który może Cię zaPorozmawiajmy teraz o części „dyrektor artystyczny”. Kiedy dziwić; sprawić, że zatrzymasz się na ulicy w zachwycie. Mimo to, zacząłeś czuć, że masz pełną kontrolę nad projektem i możesz generalnie bezpieczna, minimalistyczna typografia staje się nudna. W dzisiejszych czasach szczególnie, ponieważ jesteś w stanie teraz nazywać siebie „dyrektorem”? Cóż, po pierwsze uważam się za grafika. Myślę, że kiedyś był to napisać wszystko dopracowanymi fontami. To naprawdę szkodzi lepszy tytuł niż prawdopodobnie jest teraz, ponieważ zawód dość czytelnikowi i pisarzowi, ponieważ możesz mieć do przekazania mocno się zmienił na przestrzeni lat. Kiedy zaczynałem, myśla- coś genialnego, ale nikt nie poświęci czasu na przeczytanie twołem, że najgorsze, kim można być, to artysta komercyjny. Później jego artykułu. Bardzo wczesne wydania Ray Guna przyniosły nam był grafik-artysta, a ten „supernajlepszy” to grafik-projektant. listy od ludzi, którzy narzekali, że ledwo mogą rozczytać, co tam Zdecydowanie chciałem być tym ostatnim, bo wydawał mi się jest, a pisarze się denerwowali, ponieważ ludzie nie czytali ich najbardziej buntowniczy, ryzykancki. Wydaje się, że w pewnym rzeczy. Trzydzieści numerów później ci sami pisarze, kiedy widzą sensie to minęło – to projektant jest obecnie tym bezpiecznym, naprawdę prosto i minimalistycznie potraktowane swoje prace, „dojrzałym” zawodem. Ale teraz jestem zdania, że to, co robię, jest bardziej po stronie grafiki artystycznej – jest bardziej subiektywne, bardziej swobodne, intuicyjne. W tamtych czasach świetnie się bawiłem z magazynami, co było bardzo niezwykłe, aż do skrajności, którą był Ray Gun. Jak tylko skończyłem numer, wysyłałem go bezpośrednio do drukarni – nikt nie miał nic do powiedzenia na ten temat, a to się bardzo rzadko zdarza. Różne stopnie tej swobody miały miejsce podczas mojej pracy w Surferze, Beach Culture, Transworld Skateboarding i do tego byłem przyzwyczajony. A kiedy Nike, David Byrne i inni reklamodawcy zaczęli do mnie przychodzić, ponieważ wiedzieli, że dostaną ode mnie coś nieco innego, eksperymentalnego i wyrazistego, wiedziałem, że są tutaj, ponieważ lubią to, co robię. Lubią swobodę w moim stylu projektowania. Więc myślę, że kiedy zdajesz sobie sprawę, że ludzie biorą to, co dajesz i nie próbują kierować tobą na zbyt wiele sposobów – jesteś dyrektorem artystycznym.

13 pytają „Co się stało? Mój artykuł był taki prosty! Nie spodobał ci się?” i zwykle tak było: śpieszyliśmy się i spędziliśmy więcej czasu z lepszymi artykułami, a twój był zbyt pospolity. To był dla nas sygnał, że jeśli artykuł zostanie uświetniony w ciekawy sposób, będzie czytany przez więcej osób i będzie warty czasu czytelnika. W tym właśnie może pomóc grafik. Na wczesnych etapach swojej kariery uczęszczałeś na zagraniczny kurs projektowania w Szwajcarii, gdzie projektowanie działa na bardziej analitycznych, konkretnych i surowych zasadach. Czy kiedykolwiek próbowałeś nadać swoim projektom surowy styl oparty na linijce i siatce? Nigdy nie uczyłem się o siatkach. Nic o nich nie wiem i byłem już w zawodzie, zanim się o nich dowiedziałem. Pomyślałem sobie „dlaczego miałbym tego używać?”. Nadal nie mogę z nimi pracować, zwykle pozbywam się wszystkich wytycznych, a jeśli są niezmazywalne, widzę je jako część projektu. Myślę, że jako projektant powinieneś być w stanie zrobić większość rzeczy na wyczucie, na własne oko. W Szwajcarii miałem szczęście, że mogłem uczyć się od dwóch, bardzo nastawionych na eksperyment szwajcarskich projektantów. Pierwszy z nich, Hans-Rudolf Lutz, robił między innymi plakaty dla zespołów techno i bawił się kserokopiarką na długo przed tym, zanim inni się nimi bawili. Robił zdjęcia zespołu, a potem je drukował, wycinał, odwracał do góry nogami, kompletnie wszystko przerabiał i powstawała okładka. Dla tak młodego, niedoświadczonego projektanta jak ja, był to totalny szok. A wszystko to miało oczywiście swój powód, nie była to tylko kapryśna zabawa. Lutz mógł to wszystko dokładnie wyjaśnić, ale dla mnie to wciąż było naprawdę niezwykłe. To on wprowadził mnie w to bardziej eksperymentalne spojrzenie na projektowanie i to naprawdę we mnie utkwiło. Drugim był mężczyzna, który zaprojektował z żoną wszystkie te pierwsze zegarki Swatch, co było wielkim boomem w latach 80. Wprowadzili zupełnie nowy, rewolucyjny sposób na projektowanie zegarków – były te z dużymi numerami, takie bez numerów, super minimalistyczne, groteskowe… Mimo że byłem otoczony typowym szwajcarskim designem, to pracowałem z ludźmi bardzo nastawionymi na eksperymenty i naprawdę to doceniam. Czyli Szwajcaria przywitała cię z otwartymi rękami? Cóż, nie do końca. Jedną z moich „odznak honorowych”, jeśli mogę to tak ująć, jest to, że wzbroniono mi wstępu do Bazylejskiej Szkoły Projektowania. Nie mogłem postawić stopy na terenie kampusu, co jest dość zabawne i jestem z tego całkiem zadowolony. To może być idealną odpowiedzią na to pytanie. Chociaż obecna szefowa działu projektowego w Bazylei, której opowiedziałem tę historię, powiedziała: „Nie sądzę, żeby to była prawda… nie wiem, co się stało, ale zbadam sprawę i zadzwonię do ciebie!”. Kilka dni później skontaktowała się i powiedziała: „cóż, sprawdziłam to, co powiedziałeś i muszę ci powiedzieć, że to niestety prawda. Ale osobiście odwołuję zakaz!”. Poprosiła mnie o wygłoszenie wykładu, więc zrobiłem to i poszło dobrze. To było trochę ironiczne, bo wpadłem na nią na premierze filmu Helvetica. Dosyć śmiesznie się złożyło, że ze wszystkich rzeczy to pozwoliło mi wrócić do Zurychu. Czy pamiętasz, jakie było Twoje pierwsze płatne zlecenie jako projektanta graficznego? O rany, nie jestem pewien, czy pamiętam… nic mi się nie przypomina, ponieważ moje pierwsze pięć do ośmiu lat pracy odbywało się głównie w czasopismach – dużo działań redakcyjnych za niewielkie bądź żadne pieniądze. Tak czy inaczej, to było coś, co naprawdę lubiłem robić, aż do dziś. Rok po tym, jak zacząłem Ray Gun, zdaje się tuż po Nowym Roku, odebrałem dwa telefony:

A KIEDY NIKE, DAVID BYRNE I INNI REKLAMODAWCY ZACZĘLI DO MNIE PRZYCHODZIĆ, PONIEWAŻ WIEDZIELI, ŻE DOSTANĄ ODE MNIE COŚ NIECO INNEGO, EKSPERYMENTALNEGO I WYRAZISTEGO, WIEDZIAŁEM, ŻE SĄ TUTAJ, PONIEWAŻ LUBIĄ TO, CO ROBIĘ.


PROJ EKT jeden od Nike Amsterdam, który potrzebował typografii, a drugi od muzyka Davida Byrne’a, który chciał okładkę do kasety. Pamiętam, jak odwróciłem się do mojej asystentki i powiedziałem: „To chyba będzie dobry rok!” Wiem, że to nie jest dokładnie to, o co pytasz, ale to był definitywny punkt zwrotny, który przyniósł mi pieniądze i satysfakcję. Jak zmieniło się Twoje podejście do zleceń, kiedy z małych magazynów przeszedłeś do pracy dla globalnych marek? Jak wyglądały pierwsze szkice, kiedy zaczynałeś projekt wtedy i jak wyglądają teraz? Ogólne podejście jest nadal bardzo podobne – tak naprawdę nie robię szkiców. Szkicownik to pomocne narzędzie, które niekoniecznie da ci jakiekolwiek odpowiedzi. Projekt nie będzie nagle z natury lepszy, bo walczyłeś z ołówkiem nad kartką papieru lub rysikiem nad ekranem. Wielu nauczycieli w dzisiejszych czasach nadal wierzy w szkice i uczy swoich uczniów, jak je wykonywać, nawet jeśli nie mają na to ochoty, ale jeśli to działa dla ciebie: świetnie! Jeśli to lubisz: jeszcze lepiej. Po prostu osobiście nie jestem fanem szkicowania rzeczy, zwłaszcza jeśli chodzi o typografię, ponieważ twój rysunek może wyglądać lepiej niż produkt końcowy. W każdym razie podstawowe podejście jest takie samo: kim jest publiczność? jaki jest produkt lub o czym jest artykuł? kim jest konkurencja? jak mam zaprezentować to, co daje mi klient? Takie nastawienie jest standardem teraz i będzie takie samo w przyszłości. Każde zlecenie jest inne, dzięki czemu nigdy nie zabraknie Ci pomysłów. Dlatego jeśli jedyne, co robisz, to podłączanie oprogramowania, przypinanie siatek lub toczenie ołówka po kartce, znudzisz się. Efekt może okazać się bardzo przeciętny. Nie okropny, zdecydowanie nie świetny, po prostu akceptowalny. I całkiem możliwe, że z łatwością zapomniany. Kiedy wiesz, że pomysł jest na tyle dobry, aby pokazać go jako produkt końcowy? Nie mam na to magicznej odpowiedzi. To po prostu pewność siebie i ufanie przeczuciu. Pokazuję też wiele pomysłów podczas briefu, aby przemyśleć każdą wersję projektu – prostszą lub bardziej złożoną, łopatologiczną lub abstrakcyjną... w zależności od zlecenia zazwyczaj przygotowuję około 20–35 propozycji, nie traktuję każdej mojej propozycji z namaszczeniem. Pomysły muszą płynąć, a klient lubi mieć przyzwoity wybór. Po otrzymaniu informacji zwrotnej wracam do pracy i znajduję tę opcję, która jest zgodna z sugestiami klienta. Kiedy robimy projekt, kto powinien być najbardziej zadowolony: projektant czy klient? Może obie strony? To trochę zależy od klienta i projektu. Poproszono mnie na przykład o zrobienie okładki do albumu Nine Inch Nails; to było wspaniałe doświadczenie, a gdy wszystko było gotowe, po kilku miesiącach widniało wszędzie – okładki płyt CD, winyle, plakaty, zdjęcia, nakręciliśmy też 30-sekundową reklamę dla MTV w moim studio.

ROKU osobiste teksty i muzykę tego gościa w sposób, z którego on jest zadowolony i ja też jestem zadowolony jako projektant, więc po pierwsze: klient się cieszy, po drugie: projektant się cieszy, a po trzecie… nie ma po trzecie. Koniec dyskusji, nigdy nie odpowiedziałem temu facetowi. Mam szczęście, że mam klientów, którzy chcą czegoś eksperymentalnego lub są otwarci na otrzymanie czegoś takiego. Ale jeśli uważasz, że coś jest super, a oni nie, to tego nie sprzedasz. Chyba że potrafisz wyjaśnić, dlaczego to zrobiłeś. Nie zagwarantuje ci to, że zrealizujesz pomysł, ale masz większą szansę, jeśli pozwolisz klientowi zrozumieć. Jak myślisz, czego zazwyczaj potrzeba, aby stworzyć świetne czasopismo? Przede wszystkim ludzi z pasją. Oczywiście dotyczy to również ciebie. Dla przykładu, zawsze czytam kopię magazynu przed rozpoczęciem pracy. Redaktorzy są często zaskoczeni: „Co? Ty czytasz te wszystkie artykuły?”. Tak! Muszę, nie mam ani systemu, ani siatki, nie przygotuję pudełka na tekst i zdjęcia, żeby wrzucić je później, jak przyjdą. Nie, muszę sprawdzić, czy fotkę trzeba powiększyć, przyciąć, czy na odwrocie jest napis, którego mógłbym użyć… Po prostu trzeba się zaangażować bardziej niż zwykle, żeby pasja zabłysła. Myślę też, że musisz lubić specyficzny cykl pracy, który ta praca pociąga za sobą. Rytm pracy w redakcji jest dla mnie bardzo szczególny. Masz dwa szalone tygodnie składania wszystkiego do kupy, a potem dwa tygodnie wolne i powtórka. Próbujesz nowych rzeczy, niektóre z nich działają, inne nie. A potem pracujesz nad zupełnie innym numerem. Zwykle do czasu wydrukowania jednego numeru przechodzę do następnego. To coś innego niż praca z jednym dużym klientem rocznie; musisz złożyć te wszystkie strony. Ktoś kiedyś powiedział, że „eksperymentuję publicznie” i to prawda, bo przed Internetem nie można było po prostu wrzucić czegoś na Instagram i porównać lajki. Trzeba było ufać instynktowi i wydawać, wydawać, wydawać z niewielką lub żadną informacją zwrotną. Jeśli się pojawiały komentarze, to zwykle był to odręczny list napisany kilka tygodni lub miesięcy po wydaniu numeru – niektóre z nich były bardzo ekstremalne: „dziękuję, że dałeś mi powód do życia, kupiłem dwa, powiesiłem jeden na ścianie” – były tak nierealne, że w pewnym momencie postanowiliśmy nazwać kolumnę listów od fanów „PRAWDZIWE LISTY”, gdyż ludzie myśleli, że je zmyślamy. Jak zachęcić młodych projektantów, którzy w dzisiejszych czasach tkwią w świecie komputerów, aby odkrywali więcej poza tym uniwersum? Wypowiedziałbym jedynie starą, zmęczoną, ale bardzo istotną oraz aktualną mantrę: musisz zaufać swojemu przeczuciu i pozwolić, by prowadził cię instynkt. Tylko w ten sposób możesz stworzyć coś wyjątkowego i własnego. Nikt inny nie ma twojego pochodzenia, wychowania, nikt inny nie jest tobą! Umieść trochę tego w swojej pracy. To oczywiście nie oznacza, że musisz

JEŚLI JEDYNE, CO ROBISZ, TO OPROGRAMOWANIA, PODŁĄCZANIE PRZYPINANIE SIATEK LUB TOCZENIE OŁÓWKA PO KARTCE, ZNUDZISZ SIĘ. EFEKT MOŻE OKAZAĆ SIĘ BARDZO PRZECIĘTNY. NIE OKROPNY, NIE ŚWIETNY, PO PROSTU AKCEPTOWALNY. I MOŻLIWE, ŻE Z ŁATWOŚCIĄ ZAPOMNIANY. I po tym wszystkim dostałem dwa listy. Jednym była mała odręczna notatka od Trenta Reznora, lidera zespołu, mówiącego, jak bardzo się cieszy, że wszystko tak wyszło. Pomyślałem „Rany, ale super…”, powiesiłem ją na ścianie, niesamowicie się cieszyłem, że był tak zadowolony. Drugi list był z kolei absolutnym hejtem: „Nie mogę tego przeczytać! Pospieszny projekt! Zrujnowałeś muzykę!”, bla bla bla. Moją naturalną reakcją na to byłoby sarkastyczne odpalenie czegoś w odpowiedzi, ale potem zastanowiłem się chwilę: „Co tu się stało? Właśnie zinterpretowałem bardzo

natychmiast zrewolucjonizować cały zawód; czasami jest to naprawdę drobna decyzja, która sprawia, że się wyróżniasz. Kiedy patrzę na czyjeś portfolio, nie patrzę wpierw na wielki hit, wspaniały, dopieszczony projekt. Lubię patrzeć na bardzo małe rzeczy, takie jak umieszczenie swojego adresu e-mail, jakie są tam numery stron… naprawdę małe szczegóły i czy projektanci zwracają na nie uwagę. Bo jeśli postanowili dodać im trochę więcej pikanterii, oznacza to, że są uważni i zatopieni w fachu. Chciałbym, żeby nawet wydawali się trochę fanatyczni, ponieważ

projektowanie graficzne stało się tak zgentryfikowane i trochę nudne, a to sprawia, że znów się wyróżniają. Chcę po prostu czuć, że za pracą stoi człowiek, a nie oprogramowanie komputerowe. Więc zdecydowanie nikt nie powinien być nieśmiały jako projektant, prawda? Oczywiście, że nie. Nie bój się pokazywać naprawdę dziwnych rzeczy, ponieważ klient może Cię zaskoczyć. Jeśli nie mogą zobaczyć eksperymentów, nie mogą ich wybrać. Pokaż rzeczy, którymi byłeś podekscytowany, nie zniechęcaj się, pomyśl o małych zwycięstwach. Czasami chodzi o podjęcie bardzo drobnej decyzji, zmianę czcionki jednego słowa, zrobienie czegoś większego, odwrócenie do góry nogami. Własne, bardzo małe rzeczy, które dodają odrobinę świadomego kunsztu do twojego projektu. Czy możesz powiedzieć, że do dziś jesteś zadowolony ze swojej pracy? To wspaniałe uczucie mieć taką robotę. Możesz być kreatywny, możesz się dobrze bawić, cieszyć się chodzeniem do pracy, a nie bać się jej. Naprawdę to kocham. To świetny zawód, z którego można się utrzymać, bo pracy jest dużo, zawsze będzie, ale trzeba się nią pasjonować. Jeśli po prostu tak sobie jesteś, nie przetrwasz, ponieważ jest zbyt wielu ludzi, którzy mają pasję. Musisz To znaleźć. Podczas mojego wykładu mówiłem kiedyś o definicji dobrej pracy, a najlepsza, jaką słyszałem, to: gdyby pieniądze nie były problemem, czy robiłbyś to samo? Jeśli odpowiedź brzmi „nie”, to może powinieneś zrobić krok wstecz i uszczęśliwić się inną pracą. Och, pewnego razu podeszła do mnie dziewczyna jakiś czas po moim wykładzie i powiedziała „Wiesz, tak mnie zainspirowałeś, że następnego dnia poszłam do pracy i ją rzuciłam!” A ja powiedziałem „O rany… cóż, niekoniecznie o to mi chodziło, ale no dobra…”. Czy możesz nam powiedzieć, nad czym teraz pracujesz? Nad wieloma rzeczami naraz. Największe w tym roku jest to, że dziś mam światową premierę whisky od grupy Macallan. Zawieźli mnie do destylarni w Szkocji, gdzie ludzie próbowali ocenić, kim jestem i „jak by to smakowało”, a potem wymyśliliśmy własną markę whisky z zaprojektowanym przeze mnie opakowaniem, to było całkiem ekscytujące. Współpracuję też z firmą, która stara się pozbyć paliw kopalnych z przemysłu transportowego, aby wszystkie kontenerowce na całym świecie były zasilane na baterie słoneczne... Jest też duża firma produkująca czekoladę, która chce, żebym zajął się opakowaniami, kilka firm odzieżowych… Akademia wirtualnej rzeczywistości, która chce zrobić moją wystawę w VR. Och, zaprojektowałem też swój własny model dla Carver Skateboards, który ukaże się tego lata – zrobiłem kształt i grafikę. Chyba jestem jedynym facetem na świecie w moim wieku, który ma model whisky i deskorolki wypuszczony w tym samym roku. Co zrobić żeby zamówić u Ciebie projekt? Zwyczajnie napisz do mnie maila!

organizator Projektu Roku

partnerzy

patroni medialni

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych.


OPINIA STGU DO PROPOZYCJI USTAWY O GODLE, BARWACH NARODOWYCH I HYMNIE RP Stowarzyszenie Twórców Grafiki Użytkowej od wielu lat popularyzuje wiedzę na temat polskiej symboliki państwowej. Zapraszaliśmy na wykłady międzynarodowych ekspertów realizujących podobne projekty, pisaliśmy artykuły, a dzięki wsparciu z grantu „Kultura w sieci” przygotowaliśmy 4-godzinny panel dyskusyjny poświęcony identyfikacji narodowej – dotarł on do ponad 50 000 osób. Dziwi nas, że mimo naszych propozycji dzielenia się wiedzą, nasza rola w procesie powstawania załączników do Ustawy została sprowadzona do niewielkiego wkładu w ocenę postępowania przetargowego oraz pobieżnego (ze względów technicznych) wglądu w pliki graficzne. Taka formuła nie pozwoliła na realne i merytoryczne wsparcie procesu. Dlatego postanowiliśmy zabrać głos w momencie upublicznienia zapisów Ustawy oraz jej załączników. Na podstawie bitmapowej, a nie wektorowej jak być powinno, załączonej do projektu Ustawy grafiki nowego godła jesteśmy w stanie ocenić jedynie kilka aspektów projektu, ale już one budzą nasz niepokój – o jakość i spójność komunikacji wizualnej naszego państwa. Od momentu, w którym dowiedzieliśmy się o podjęciu prac nad Godłem nasze obawy budzi procedowanie projektu bez kontekstu kompleksowego opracowania metod stosowania Godła oraz bez absolutnie żadnych testów dotyczących jego wdrożenia. Godło w następstwie wprowadzenia Ustawy pojawi się na nieskończonej ilości druków, będzie malowane, kute w kamieniu, nanoszone najróżniejszymi technikami na bardzo zróżnicowane podłoża i formaty graficzne. Zaprezentowany projekt pozwala stwierdzić, że problemy – ze stosowaniem Godła w małej skali, nanoszeniem go przy użyciu mniej precyzyjnych technik – pozostaną i dalej będą wpływały na niekorzystny odbiór symbolu w określonych warunkach. Co być może jeszcze ważniejsze, projektowi nie towarzyszy nawet zalążek systemu identyfikacji – kompleksowego opracowania sposobu umieszczania Godła choćby na podstawowych (lub najczęściej stosowanych) formatach graficznych. Nie podjęto także żadnej próby zestawienia Godła z typografią, choćby na użytek oznaczania najważniejszych instytucji w Państwie. Zawodowa praktyka nakazuje, aby znak graficzny tworzyć równolegle z koncepcją całego systemu jego stosowania, gdyż to determinuje wiele decyzji projektowych, które podejmowane osobno mogą bardziej zaszkodzić, niż pomóc w stworzeniu skutecznych narzędzi komunikacji wizualnej. W tym przypadku mamy do czynienia z zaskakująco amatorskim i krótkowzroczym podejściem.

Problematyczne prześwity pomiędzy korpusem, ogonem, a dolną partią skrzydeł oraz amatorsko kreślone pióra na korpusie.

Trójliście, które wyglądają na rozciągnięte w osi pionowej oraz dziwna, nie wynikająca ani z narzędzia, ani heraldyki, grubość konturu.

Widoczne „artefakty” i elementy, które należałoby uprościć lub zharmonizować.

6.

1.

3.

2.

Poniżej lista uwag do projektu budzących szczególny niepokój i składających się na powyższe obawy (punkty oznaczone strzałkami): 1. Od strony konstrukcji graficznej symbolu – w oczy rzuca się przede wszystkim komiksowy charakter rysunku oraz gradacja grubości linii. Nie wynika ona bowiem ani z zastosowania korekt optycznych,ani z heraldyki, sprawia zatem wrażenie przypadkowej, na co nie powinno być przyzwolenia w projekcie symbolu tej rangi. 2. Wiele wątpliwości budzi jakość licznych detali, które powinny zostać uproszczone. Przykładem są pióra na korpusie obok skrzydeł – tak delikatne wysunięcie sprawia wrażenie przypadku lub wręcz błędu, a przez to niedopracowania formy. Zgodnie z zawodową praktyką takie elementy powinny mieć znamiona świadomej decyzji o kompozycji, kształcie oraz ilości detali, a końcowy efekt dawać wrażenie kontrolowanego, przemyślanego i intencjonalnego projektu. 3. Niezrozumiała jest zmiana rozety pięcioramiennej na trójramienną – profesjonalnej ocenie poddać to mogą heraldycy i historycy. Oceniając zaś kwestie formalne tego elementu – można stwierdzić złe proporcje, nadające niepożądane wrażenie jej pionowego rozciągnięcia. Zbyt ciasne przestrzenie pomiędzy korpusem i dolną częścią skrzydeł a ogonem również budzą wątpliwości, gdyż nieuchronnie będą stanowiły problem w druku. Także proporcje wielkości elementów głowy i korony są karykaturalne – oko wygląda na zdecydowanie powiększone względem reszty. Uwagę zwraca również brak koniecznych korekt optycznych w miejscach styku wielu ciemnych linii, które dają przez to wrażenie czarnej plamy i stanowią problem zarówno w wyświetlaniu, jak i druku. 4. Szpony – według zasad heraldyki złote powinny zostać jedynie części rogowe,czyli nie całe nogi, tylko same paznokcie. Ponadto zastosowanie złotego koloru dla całości nóg niebezpiecznie zbliża nasze godło do godła Frankfurtu nad Menem. 5. Niepokoi również niepraktyczna kolorystyka. Przykładowo dodanie do czerwieni jedynie 2% cyjanu (niebieskiego) sprawia, że bardzo ciężko będzie zapanować nad wierną reprodukcją tego koloru. Zgodnie z zawodową praktyką w poligrafii odcień koloru regulować należy wartością nie mniejszą niż 8%, gdyż niższa jest w praktyce zwyczajnie nie do odtworzenia. Uniemożliwia to powielanie wzoru w spójnej kolorystyce – a spójność stanowi przecież podstawowy powód do zmian dotychczasowego projektu godła. 6. Wygląd orła – w heraldyce drapieżne zwierzęta powinny być w wyrazie godne i budzić respekt. Tymczasem wyraz twarzy orła w zaproponowanym rysunku, a w szczególności jego „opadająca powieka”, budzą odwrotne, wręcz żałosne wrażenie.

©STGU | Warszawa 2021

4.

5.

Reasumując, jak wykazaliśmy powyżej, nowy projekt godła bez starannie przygotowanej księgi znaku oraz systemowego myślenia o komunikacji wizualnej państwa nie ma szans rozwiązać dotychczasowych problemu technicznych z reprodukcją, ani problemów z nieuporządkowaniem i mnogością wizualnych wersjioznaczeń, np. ministerstw i instytucji publicznych. Każde profesjonalne wdrożenie identyfikacji wizualnej poprzedzają testy sprawdzające możliwości reprodukcyjne danego znaku. Brak ich przeprowadzenia jest tutaj szczególnie rażący, gdyż ich zrobienie szybko wykluczyłoby proponowany projekt z użycia. Doceniamy dostrzeżenie problemu braku cyfrowego załącznika do ustawy. Dotychczasowy wzór Orła projektu Andrzeja Heidricha na podstawie projektu prof. Zygmunta Kamińskiego, ze względu na swoją formę, stanowił faktyczny problem przy jakiejkolwiek reprodukcji, pozostawiał pole do interpretacji, a jego użycie potęgowało chaos w polskiej przestrzeni publicznej. Jednakże próba rozwiązania go w proponowanej formie nie poprawi sytuacji. Udowadnia jedynie, że bez realnej współpracy (nie zaciągnięcia opinii) z heraldykami, historykami, projektantami oraz innymi specjalistami od komunikacji wizualnej absolutnie niemożliwe jest skuteczne stworzenie, wdrożenie i wreszcie używanie cyfrowej wersji herbu – najważniejszego symbolu Polski.

koordynacja: Filip Tofil

redakcja: Katarzyna Kowalska

tłumaczenia: Marlena Apanowicz,

współpraca: Andrzej Budek,

Borys Kosmynka, Mateusz Machalski,

projekt graficzny: Redkroft

skład i łamanie: Filip Tofil, Urszula Tofil

Martyna Ginda

Bożena Cichecka, Alicja Kobza,

Olena Pianovska, Zofia Swidlicka


PROJ EKT

ISBN

ROKU

978-83-924181-4-6


Issuu converts static files into: digital portfolios, online yearbooks, online catalogs, digital photo albums and more. Sign up and create your flipbook.