Issuu on Google+

054

01/2014 ISSN 1644-9711

MAGAZYN STUDENCKI

# Euromajdan „Niepoczytalni” bawią się inteligentnie Fan fiction. O co chodzi?


Od redakcji Drodzy Czytelnicy Magazynu studenckiego Pressja. Oddajemy do Waszych rąk kolejny, 54 numer naszego czasopisma, wierząc, że będziecie z nas – jak zawsze – zadowoleni. Tym razem proponujemy wam kilkanaście różnorodnych artykułów w  różnych gatunkach: nieco informacji, reportaże, wywiady i felietony. Nie będziemy polecać Wam szczególnie żadnego tekstu – wszystkie prezentowane artykuły są bowiem wyborem najlepszych dziennikarskich starań naszych autorów. Jak zawsze, większą i obszerniejszą „Pressję” w wersji

Press j a

| 0 1 / 2014 | #54

elektronicznej znajdziecie na naszej stronie pressja. wsiz.pl – zachęcamy do jej odwiedzania. Polecamy Wam także nasz profil na Facebooku – tam zawsze znajdziecie najświeższe newsy, komentarze i  zdjęcia z naszych imprez. Miłej lektury!

Zespół Redakcyjny


pressj a

03

Spis treści 04 06 08 10 14 16 18 21 22 24 27 28

Zostań mecenasem nauki – wspieraj „TALENTY” Instytut Badań i Analiz Finansowych WSIiZ dla studentów Dozwolony użytek pozwala nam na bardzo wiele #Euromajdan WSIiZ Kształcimy praktycznie! Kalendarz świąt nietypowych Okno na Europę Jesteś studentem, więc stypendia są dla Ciebie! Klub Miłośników Książek „Niepoczytalni”: bawi się inteligentnie Michał Ręczkowicz – „w pewnym sensie odniosłem sukces” Utopia Fan-fiction – uczta fana

Wydawca: Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania z siedzibą w Rzeszowie Opiekun wydania: dr Anna Martens, mgr Iwona Leonowicz-Bukała ul Sucharskiego 2 pressjamagazyn@gmail.com www.pressja.wsiz.pl

Skład: Dariusz Fedorowicz Okładka: Natalia Klocek

Pr e ssja

| 01 / 2 0 1 4 | # 5 4


pressj a

04

Zostań mecenasem nauki – wspieraj „TALENTY” K

ażdego roku płacąc podatek dochodowy, możesz jego 1% przekazać na wybrany cel. Od 2000 r. przy Wyższej Szkole Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie działa Fundacja „Talenty”, która wspiera rozwój naukowy młodzieży i studentów, a znaczną część jej funduszy tworzą wpłaty z tego właśnie 1%. Znamy ludzi, którzy skorzystali z pomocy fundacji – i chcemy o nich opowiedzieć. Fundacja „Na rzecz nauki i  edukacji – Talenty”, powołana przez WSIiZ i jej siostrzaną uczelnię z Zamościa, funkcjonuje już od ponad dekady. Zasadniczo celem jej działalności jest wszechstronne wsparcie rozwoju i edukacji młodzieży, choć czasem z jej funduszy korzystają także uczący się seniorzy. Nie sposób wymienić wszystkich działań fundacji – tylko w  ostatnim roku 2013, angażowała ona swoje środki finansowe w  kilka różnych inicjatyw. Aby wymienić tylko najważniejsze, trzeba wspomnieć o finansowym wsparciu i patronacie nad Ogólnopolską Konferencją Kół Naukowych „Nauka i Pasja – kluczem do sukcesu”, w której każdego roku uczestniczą studenci z różnych zakątków kraju. W 2013 r. Fundacja „Talenty” objęła także patronatem II i III edycję Warsztatów Biznesowych „Załóż własną firmę”. Ufundowała nagrody rzeczowe laureatom trzech najlepszych biznesplanów i wsparła finansowo działania związane z rozwojem przedsiębiorczości wśród młodzieży regionu podkarpackiego. Corocznie fundacja obejmuje patronatem „Dzień otwarty kół naukowych i organizacji studenckich” w WSIiZ, nagradzając finansowo koło naukowe, które przygotuje najlepsze stoisko. Wreszcie, w ubiegłym roku fundacja zrealizowała projekt dofinansowany ze środków Narodowego Banku Polskiego pt. „Wirtualny Menedżer – konkurs ekonomiczny dla uczniów i uczennic szkół ponadgimnazjalnych”. Głównym celem projektu było wykształcenie postaw przedsiębiorczych u uczniów szkół ponadgimnazjalnych z województw podkarpackiego, małopolskiego i lubelskiego. Poza wspieraniem projektów skierowanych na rozwój młodych ludzi oraz kół naukowych, których na naszej uczelni działa obecnie aż 27, fundacja indywidualnie wspiera studentów, którzy chcieliby rozwijać się naukowo. Dofinansowuje im np. wyjazdy na konferencje. W 2013 r. z takiego dofinansowania skorzystała m. in. Yaryna Onishechko, która dzięki pomocy fundacji mogła uczestniczyć w ogólnopolskiej konferencji „KULTURY WSCHODNIOSŁOWIAŃSKIE – oblicza i  dialog” w  Poznaniu. – Bez pomocy Fundacji nie mogłabym wybrać się na tą ważną dla mnie konferencję – mówi Yaryna, która jest członkiem Dziennikarskiego Koła Naukowego „Żurnal”. – To było moje pierwsze wystąpienie na tak poważnym zgromadzeniu. Dzięki temu doświadczeniu wiem, że na-

Press j a

| 0 1 / 2014 | #54

wet dla studenta II roku udział w poważnej konferencji jest możliwy i że nie ma czego się bać. Na pewno w przyszłości będę znów starała się o dofinansowanie fundacji. Na tą samą konferencję dzięki Fundacji „Talenty” mogła pojechać liderka DKN „Żurnal”, Inessa Tkachenko. – Dzięki wsparciu „Talentów” miałam możliwość wygłosić referat, poznać środowisko naukowe, wypromować swoją uczelnię i Podkarpacie na zachodzie Polski, gdzie ludzie niewiele wiedzą o tym regionie i jego mieszkańcach – mówi Inessa, studentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej 5. roku. Warto podkreślić, że Fundacja „Talenty” wspiera inicjatywy nie tylko studentów uczelni, ale i Akademickie Liceum Ogólnokształcące. Uczniom tego ostatniego fundacja przyznaje stypendia naukowe, co jest wyjątkową możliwością dla młodych ludzi na odkrywanie i rozwijanie osób uzdolnionych naukowo. Dodatkowo, w 2013 r. fundacja sfinansowała udział kilkunastu uczniów ALO w kursie „Trening umiejętności liderskich”, organizowanym w ramach Rzeszowskiej Akademii Inspiracji. Pomoc fundacji otrzymują też – jak wspomniano – najstarsi studenci, czyli słuchacze Akademii 50+. W ubiegłym roku Fundacja „Talenty” dofinansowała dla nich wykład otwarty pt. „Turcja - europejski kraj w Azji”. Warto mieć świadomość, że łatwo wspierać naukę. Wystarczy w okresie rozliczeń podatkowych przekazać 1% swojego podatku dla Fundacji „Talenty”. W  odpowiednim polu formularza PIT wpisać numer KRS 00000068639 – identyfikator fundacji i  wyliczoną kwotę 1%. To nie zajmie ci wiele czasu, ale może być czymś ważnym dla tych, którzy rozpoczynają swoją karierę naukową oraz dla tych, którzy chcą aktywnie działać. To dzięki nim świat zmienia na lepsze.

REDAKCJA


MASZ OKAZJĘ ZADECYDOWAĆ NA CO ZOSTANĄ PRZEZNACZONE TWOJE PIENIĄDZE! Nr wpisu do Krajowego Rejestru Sądowego: 0000068639 Nr konta: 60 1500 1100 1211 0002 8210 0000

Przekaż

ndacji u F le e c a n u k t a d o p ty ” n le a t – ji c a k u d e i i „Na rzecz nauk

Twój 1% podatku przeznaczymy m.in. na: stypendia naukowe i socjalne dla uczniów i studentów, wsparcie działalności kół zainteresowań i organizacji studenckich, dofinansowanie wyjazdów uczniów i studentów na seminaria, konferencje i szkolenia, wsparcie rozwoju przedsiębiorczości uczniów, studentów i absolwentów, pomoc w rozwoju indywidualnych zainteresowań, talentów i pasji, aktywizację zawodową studentów i absolwentów, wsparcie projektów skierowanych do osób niepełnosprawnych i starszych.

DZIAŁAMY DLA CIEBIE I TWOICH NAJBLIŻSZYCH! Fundacja „Na rzecz nauki i edukacji – talenty” ul. Sucharskiego 2, 35-225 Rzeszów


pressj a

06

Instytut Badań i Analiz Finansowych WSIiZ dla studentów Z

astanawiacie się co zrobić, aby być konkurencyjnym na rynku pracy? Chcecie zaskoczyć swoich przyszłych pracodawców swoimi umiejętnościami i rozbudowanym portfolio doświadczeń? Czas pomyśleć o tym, jakie możliwości daje praca w kole naukowym i współpraca z Instytutem Badań i Analiz Finansowych. Pięć lat temu, podejmując decyzję o  wyborze uczelni, szukałam przede wszystkim oferty wychodzącej naprzeciw potrzebom jakie sygnalizował rynek pracy. Świadomie wybrałam Ekonomię na WSIiZ. Decyzja ta spowodowana była przede wszystkim wysokim poziomem nauczania. Rozpoczynając studia przekonałam się, że był to dobry wybór. Każdego dnia miałam do czynienia z prowadzącymi, którzy nie tylko chcieli nam przekazać wiedzę teoretyczną, ale także chcieli podzielić się swoim doświadczeniem i wiedzą praktyczną. Obserwując ich zajęcia i doceniając pasję jaką wkładali w ich prowadzenie, zorientowałam się, że samo studiowanie to nie wszystko, i  że jest to właściwy czas, żeby rozwijać swoje zainteresowania, nie tylko ekonomiczne. Po miesiącu nauki zdecydowałam się dołączyć do Koła Popularyzacji Wiedzy Ubezpieczeniowej (KPWU). To był strzał w dziesiątkę.

Dlaczego warto należeć do Koła Popularyzacji Wiedzy Ubezpieczeniowej? KPWU zajmuje się rozpowszechnianiem wiedzy nt. szeroko rozumianych ubezpieczeń i finansów, a także integracją środowiska akademickiego. Co roku w ramach działalności organizujemy wiele ciekawych projektów. Organizujemy seminaria naukowe, pracujemy nad artykułami naukowymi z  obszaru ubezpieczeń i  publikujemy je w  czasopismach naukowych, współpracujemy z towarzystwami ubezpieczeniowymi i firmami, które zajmują się doradztwem finansowym. Jako członek Koła miałam możliwość występowania na międzynarodowych konferencjach naukowych. Dzięki wystąpieniom przed szerokim gronem odbiorców, nauczyłam się panować nad stresem jaki towarzyszy publicznym przemowom. Dzięki współpracy z kołem nauczyłam się także projektowania własnych badań marketingowych, a także tego, jak je wdrażać do realizacji. Jest to tylko jeden z wielu atutów jakie daje KPWU. Do dziś jestem członkiem Koła i od roku pełnię funkcję Vice-Prezesa. Warto zatem postawić sobie pytanie: Jakie korzyści mamy z  uczestnictwa w  Kole? Po pierwsze dobrą zabawę wynikającą z nauki i osiąganych w ten sposób wyników. Po drugie, możliwość rozwijania swoich zainteresowań i realizowania w praktyce, tego czego się uczymy. A po trzecie, tak naprawdę to czego zechcemy. Press j a

| 0 1 / 2014 | #54

Sami jesteśmy bowiem moderatorami działalności koła – to my decydujemy, co robimy i w jakim zakresie.

Co łączy koło i Instytut Badań i Analiz Finansowych? Od bieżącego roku akademickiego, Koło Popularyzacji Wiedzy Ubezpieczeniowej funkcjonuje przy Instytucie Badań i  Analiz Finansowych (IBAF). Instytut jest jednostką naukowo-badawczą działającą przy WSIiZ, której celem jest rozwój i  popularyzacja wiedzy finansowej. Instytut działa też po to, aby rzetelna wiedza finansowa była wykorzystywana przez ludzi związanych z biznesem na co dzień. IBAF to prężnie działająca jednostka, która zawsze otwarta jest na pracę ze studentami. Jeśli zastanawiacie się gdzie odbyć praktykę studencką lub gdzie możecie zdobyć doświadczenie z zakresu szeroko rozumianych finansów, to IBAF jest na to doskonałym miejscem. Współpraca z  tym Instytutem nauczy Cię nie tylko pracy w zespole, ale również zapewni Ci możliwości rozwoju osobistego, poprzez zaangażowanie w realizację projektów naukowych, dydaktycznych i komercyjnych. Zastanawiacie się często, co zostanie po studiach komuś, kto angażował się w pracę w Kole Naukowym, Instytucie, czy organizacji studenckiej? Odpowiedź jest prosta: umiejętności praktyczne i wiedza, która pozwoli rozwiązać konkretny problem, czy też wiedza do kogo mamy się zwrócić z tym problemem. A ponadto kontakty, które procentować będą już po zakończeniu edukacji, a dla których wstęp uczyniono na etapie pracy na Uczelni.

Pamiętajcie, że umiejętności i doświadczenie zdobyte w ramach działalności w Kole Popularyzacji Wiedzy Ubezpieczeniowej, czy podczas współpracy z Instytutem Badań i Analiz Finansowych, stają się przepustką do lepszej pracy oraz innych, niematerialnych korzyści towarzyszących zajmowanemu w przyszłości stanowisku.

Zapraszamy tym samym do zapoznania się z  ofertą Instytutu i działającego przy nim Koła Popularyzacji Wiedzy Ubezpieczeniowej. Czekamy na Was. Aleksandra WOJNAROWSKA Instytut Badań i Analiz Finansowych Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania z siedzibą w Rzeszowie


Zapraszamy

do Klubu Absolwenta WSIiZ!

O sile każdej Uczelni świadczą nie tylko dokonania naukowe, atrakcyjna oferta edukacyjna i miejsca w rankingach, ale również jej absolwenci  spotkania ze znajomymi z lat studiów

 partnerstwo w biznesie

Udział w organizowanych przez Klub zjazdach absolwentów pozwoli Ci odnowić stare znajomości i nawiązać nowe kontakty koleżeńskie, biznesowe.

Dowiesz się, jaką współpracę możemy Ci zaproponować, Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania to doskonały partner biznesowy.

 promocja sukcesów i osiągnięć

 wsparcie na rynku pracy

Poprzez serwis www.absolwent.wsiz.pl wypromujesz siebie i swoją firmę, wymienisz się cennymi doświadczeniami z wieloma pokoleniami absolwentów.

Dostęp do informacji na temat szkoleń i kursów tworzonych z myślą o Tobie, oraz do aktualnych ofert pracy, praktyk i staży dla absolwentów.

 program rabatowy

 wspieranie inicjatyw absolwenckich

Będąc posiadaczem Karty Absolwenta zyskasz dostęp do wielu zniżek przygotowanych przez Uczelnię oraz firmy zewnętrzne.

Jeśli masz ciekawą inicjatywę lub realizujesz kreatywne działania to Klub Absolwenta wspomoże Cię w ich realizacji.

Klub Absolwenta WSIiZ ul. Sucharskiego 2 (pokój 45/46), 35-225 Rzeszów tel. 17 866 14 45, 17 866 12 54, fax: +48 17 866 12 32 e-mail: absolwent@wsiz.rzeszow.pl

Zapisz się już dziś!

www.absolwent.wsiz.pl


pressj a

08

Dozwolony użytek pozwala nam na bardzo wiele P

rawa autorskie kojarzą się głównie z przesadnymi ograniczeniami, których nie sposób przestrzegać. Jednak co tak naprawdę o nich wiemy, poza zwykłymi odczuciami? Może jesteśmy bardziej

„legalni”, niż nam się wydaje? Z dr. Andrzejem Kiebałą o problemach praw autorskich, plagiatów i własności intelektualnej rozmawia Kamil Olechowski.

Pressja: Nasza uczelnia przygotowuje się do kampanii antyplagiatowej. Nawyk bezprawnego kopiowania można w ogóle wykorzenić? Andrzej Kiebała: Pewnie można, bo każdy nawyk można wykorzenić, a przyzwyczajenia zmienić. Problem jest jednak szeroki. Przede wszystkim znajomość prawa, wbrew temu co sądzą niektórzy, jest w naszym kraju niestety dość słaba. A jeśli chodzi o prawa autorskie, to jest wręcz bardzo słaba, wystarczy zobaczyć jakie opinie znajdują się na ten temat w Internecie. P: To jedna z przyczyn tak częstego łamania praw autorskich? A. K.: Niewiedza z pewnością wprowadza zamęt. Trzeba jednak podkreślić, że istnieje także cała masa przekłamań i wyolbrzymień dotyczących ograniczeń związanych z prawami autorskimi. Choćby dozwolony użytek. Pozwala on w wielu wypadkach, oczywiście pod pewnymi warunkami, korzystać legalnie z cudzej twórczości, jednak prawo to często jest niewłaściwie rozumiane – o ile w ogóle znane. Poza tym u nas panuje takie podejście, że jeżeli działanie nie wyrządza widocznej szkody w majątku, to jest dopuszczalne, więc można na nie przymknąć oko. Jeżeli niczego nie ukradłem, niczego nie zniszczyłem, to przecież nic złego nie robię. A  to nie do końca tak jest. P: Pojawiają się głosy, że gdybyśmy stosowali rygorystycznie prawa autorskie, to z każdego zrobilibyśmy kryminalistę. A. K.: I te głosy też wynikają z nieznajomości prawa. Wspominałem o dozwolonym użytku, on pozwala nam na bardzo wiele, Press j a

| 0 1 / 2014 | #54

zwłaszcza dozwolony użytek prywatny. Na potrzeby własne, oczywiście niezarobkowe, można korzystać z  każdego legalnie rozpowszechnionego utworu: muzyki, filmu, książki. Przepis pozwala także na sporządzenie pojedynczych kopii. Inaczej sytuacja wygląda w przypadku wykorzystania zarobkowego, ale też w odniesieniu do programów komputerowych. P: Jak wielki jest problem z prawami autorskimi na uczelniach? A. K.: Problem jest dość spory. To takie środowisko, gdzie intensywność korzystania z cudzej twórczości jest duża. Niestety, świadomość praw autorskich jest niewielka, nie tylko studentów, ale także wśród uczonych. Nasza uczelnia jest jednak pewnym prekursorem walki z  tymi nadużyciami, bo chyba jako pierwsza w Polsce wprowadziła system antyplagiatowy, sprawdzający prace dyplomowe. Ale jak wiadomo, studenci tworzą też projekty, a te już niestety nie są sprawdzane programem. P: Jakie sankcje mogą spotkać studenta, który na zaliczenie przedmiotu przynosi plagiat? A. K.: Pierwszą i  najbardziej oczywistą sankcją powinna być ocena niedostateczna. Pomijając, że to praca niesamodzielna, to równocześnie próba oszustwa. Druga dolegliwość jaka może się tu pojawić, a niestety, z tego co wiem, często się nie pojawia, to odpowiedzialność przed komisją dyscyplinarną. Zgodnie z  ustawą Prawo o  szkolnictwie wyższym na uczelni działa takie ciało i ono zajmuje się karaniem studentów za różne przewinienia. Takie działanie, jak popełnienie plagiatu, to już naruszenie ustawy. Trzeci rodzaj odpowiedzialności, która w  praktyce pojawia się najrzadziej, to odpowiedzialność karna. Ustawa o prawie autorskim i prawach

pokrewnych przewiduje za popełnienie plagiatu odpowiedzialność karną, z  karą pozbawiania wolności włącznie. Co prawda, nie przypominam sobie, aby w Polsce zapadł wyrok bezwzględnego pozbawiania wolności za taki czyn, ale znam przypadki, kiedy były orzekane kary w zawieszeniu. P: 2 lata temu mieliśmy sprawę ACTA. Dlaczego to prawo było złe? A. K.: Wbrew temu, co często można było usłyszeć czy przeczytać, wcale nie chodziło o  wprowadzanie ostrzejszych sankcji. Proponowane zmiany w tym zakresie były bardzo nieduże. Po prostu chodziło o  zebranie w  jednym dokumencie wszystkich kwestii, które są zapisane w różnych miejscach. Natomiast ryzyko było, ale zupełnie gdzie indziej. Mianowicie podmioty, które mogłyby być poszkodowane – podkreślam, mogłyby być, a niekoniecznie byłyby poszkodowane – miały uzyskać prawo dostępu do bardzo szerokiej informacji prywatnej. Ponadto ACTA nie przewidywała szczególnej kontroli nad tymi działaniami. Przykład: operator świadczący usługi internetowe, miałby obowiązek przekazać na żądanie organizacji reprezentującej twórców, wszystkie informacje dotyczące aktywności danej osoby w sieci. W takim wypadku kwestia jakiejkolwiek anonimowości w Internecie zupełnie by zniknęła. P: To brzmi trochę jak próba wprowadzenia Wielkiego Brata. A. K.: W  kontekście tamtych propozycji byłoby to całkiem zasadne stwierdzenie. P: Jakie powinno być skuteczne prawo autorskie, które przy okazji nie powielało błędów ACTA? A. K.: Odpowiedź na to pytanie jest bardzo trudna, nie wiem, czy w ogóle możliwa. Mamy tutaj próbę wyważenia różnych interesów. Z jednej strony interesy twórcy, bo sko-


pressj a

09 ro człowiek włożył pracę, czas i umiejętności w stworzenie czegoś, to powinien mieć prawo do czerpania korzyści. Nikt nie wyobraża sobie, aby ktoś wybudował sobie dom, a ktoś obcy w nim bez jego zgody nieodpłatnie zamieszkał. Ale to porównanie z domem jest nie do końca uzasadnione, bo przecież mamy takie obszary, jak prawo do dostępu do dóbr kultury oraz dostępu do informacji, również naukowej. Te dwie wartości bardzo często są ze sobą sprzeczne. Z jednej strony mamy ochronę autora i jego dzieł, a z drugiej prawo dostępu dla osoby, która chce się z dziełem zapoznać. Kwestią jest znalezienie złotego środka. Tutaj trzeba przytoczyć stare polskie porzekadło: jeszcze się taki nie urodził, który by wszystkim dogodził. Zawsze znajdą się tacy, którzy będą z tego powodu niezadowoleni. P: Czy można oszacować straty polskich twórców ze względu na łamanie ich praw autorskich? To są tysiące, miliony, może miliardy? A. K.: Niewątpliwie takie straty są, bo do naruszeń dochodzi. Z punktu widzenia osoby poszkodowanej, pojedyncze, jednorazowe przypadki nie są szczególnie dotkliwe. Problem pojawia się wtedy, gdy dzieje się to na skalę masową i ktoś czerpie z tego korzyści. Jeżeli miałbym zaryzykować, to raczej byłbym skłonny szacować straty w  granicach dziesiątek, czy tych „pierwszych” setek milionów, niż w wyższych kwotach. P: Istnieje pewna grupa osób, zwanych infoanarchistami, którzy w ogóle nie uznają praw autorskich. Np. w  kwestii patentów, mówią, że nie można chronić idei, które się przecież odkrywa, a nie tworzy. Czy to nie jest logiczne rozumowanie? A. K.: To rozumowanie jest oparte na pewnym nieporozumieniu, które pokutuje również w świecie nauki. W przypadku własności intelektualnej, mówimy o tym, co zostało stworzone przez człowieka, o  efekcie jego działalności. W ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych, wprost jest zastrzeżone, że ochronie nie podlegają idee, pomysły, wzory matematyczne. Idąc tym tokiem rozumowania dojdzie się do wniosku, że przytoczony argument jest rzeczywiście zasadny. Odkrycie nie jest tworzeniem. Odkrywamy coś, co istnieje, a tworzymy to, czego nie ma. Ale od razu należy dodać, że wyniki odkryć naukowych wcale nie są pozbawione ochrony. Jednak są zupełne inne rygory tej ochrony, bo chroni się je jako dobra osobiste. P: „Piraci” to niesamowicie pomysłowi ludzie. Swego czasu właściciele strony Piratebay, chcieli wykupić własną wyspę i stworzyć na niej państwo, w którym nie obowiązywałyby prawa autorskie. Rozważano także działalność w  ramach quasi-państwa, Sealandii. Czy takie zuchwałe pomysły

w ogóle mają szansę realizacji? A. K.: Teoretycznie tak, jednak trzeba by spełnić szereg warunków. Fakt, że ktoś chce stworzyć nowe państwo, nie oznacza jeszcze, że ono powstanie. Współcześnie państwo do funkcjonowania potrzebuje, aby zostało uznane na arenie międzynarodowej. Poza tym, gdyby prowadziło działalność „piracką”, to pewnie skończyłoby się to blokadą handlową. Zakładając, że ktoś byłby na tej wyspie fizycznie, to ci ludzie musieliby z czegoś żyć, jakoś funkcjonować. Blokada handlowa taką egzystencję w zasadzie by uniemożliwiała. P: Nielegalne korzystanie z  wielu dzieł pozwala na zaoszczędzenie pieniędzy. Jak i gdzie można znaleźć zasoby, które można użytkować legalnie, bez konieczności płacenia za nie? A. K.: Temat jest bardzo szeroki. Po pierwsze prawa autorskie majątkowe są ograniczone w  czasie. Co prawda ten okres to 70 lat, liczony od różnych momentów, najczęściej końca roku kalendarzowego, w którym zmarł twórca, jednak z perspektywy życia jednostki to czas dość długi. Ale jeśli mówimy o starszych dobrach, mamy już pewne rozwiązanie. Ochrona wygasa, więc używanie jest dopuszczalne. P: A co w wypadku, kiedy jeszcze te prawo autorskie majątkowe nie wygasło? A. K.: Wspomniany przeze mnie dozwolony użytek. Czyli korzystanie w sytuacjach, które przewiduje ustawa. W  praktyce nazywany z  tego powodu licencją ustawową. Dozwolony użytek może mieć zastosowanie tylko i wyłącznie wtedy, jeżeli wcześniej doszło do legalnego rozpowszechnienia utworu. W innym wypadku nie ma o tym mowy. Dlatego ściągnięcie sobie utworu z sieci, którego premiera była 2 lata temu, jest legalne, jeśli oczywiście ściągamy go na potrzeby własne. Natomiast pobranie z  Internetu podobnego utworu, którego premiera ma być za tydzień, jest już działalnością nielegalną, tylko dlatego, że nie pojawił się jeszcze w  obrocie. Za tydzień, po rozpowszechnieniu, jego ściągnięcie będzie już legalne. To jest uzasadniane prawem, które uwzględnia dostęp do dóbr kultury i informacji. Przy czym sformułowanie „korzystanie na potrzeby własne” błędnie sugeruje, że grono odbiorców zawężone jest tylko do jednej osoby, bo z  danego utworu mogą korzystać także członkowie rodziny, co więcej: wymiona została kategoria, która określa się mianem „osób pozostających w stosunku towarzyskim”, czyli mówiąc inaczej: przyjaciół, znajomych. Przy czym chodzi o  znajomości realne, a  nie internetowe, za pomocą portali społecznościowych. Po drugie muszą to być znajomości dość bliskie. Ale oczywiście pojawia się pytanie, co znaczy „znajomość dość bliska”? Ta granica jest nieostra, a możliwości szerokie. W oparciu o do-

zwolony użytek osobisty – pewne środowiska się oburzą – można kopiować podręczniki, sporządzać pojedyncze egzemplarze, na użytek własny. A gdyby ktoś chciał rozprowadzać odpłatnie, łamie prawo. Gdyby rozprowadzał bezpłatnie, ale poza swoją rodziną i znajomymi, również łamie prawo. P: Czyli książkę można skopiować, ale co z  przepisaniem fragmentu do swojej pracy? A. K.: Tutaj mamy do czynienia z prawem cytatu, który tak często dotyczy studentów. Wykorzystanie źródła ma miejsce nie tylko jeśli przytacza się fragment dosłownie, ale także w przypadku dokonania parafrazy, czyli przytoczenia pewnej myśli własnymi słowami. Jak zrobić, aby to było legalne? Trzeba podać źródło – po prostu. Należy wskazać autora, tytuł, wydawcę oraz miejsce w  źródle, w którym dany fragment się znajduje, np. numer strony. W przypadku Internetu należy podać dokładny adres, konkretną podstronę, a nie tylko link do strony głównej. P: Co z licencjami otwartymi? A. K.: Licencja otwarta to korzystanie z  dzieła za zgodą twórcy. Twórca decyduje, że chce udostępnić utwór do powszechnego użytku. Jednak i w tym wypadku nie działa zasada zupełnej wolności, bo także te licencje różnią się od siebie. Jeżeli korzystamy z utworu na podstawie licencji otwartej, z zasady bez uiszczania jakiejkolwiek opłaty, to musimy wiedzieć w jakim zakresie możemy to robić. To najlepiej widać na przykładzie programów komputerowych: niektóre licencje otwarte pozwalają na ich modyfikowanie, rozwijanie, wprowadzanie zmieniane; inne pozwalają je użytkować tylko w takiej formie, w jakiej zostały one udostępnione. P: Jest więc w prawie autorskim sporo niuansów, ale z drugiej strony nie są aż tak rygorystyczne, jak by się wydawało. Nie taki diabeł straszny, jak go malują? A. K.: Oczywiście, że nie. Jak na wstępie mówiłem – problemy najczęściej wynikają z  nieznajomości prawa. Również niestety z tego, że niektórzy – celowo, bądź nie – próbują to wykorzystać na swoją korzyść. Na szczęście powoli znajomość tych zagadnień się poszerza i miejmy nadzieję, że tak będzie nadal. Rozmawiał: Kamil OLECHOWSKI

Pr e ssja

| 01 / 2 0 1 4 | # 5 4


pressj a

10

#Euromajdan:

władza powinna się liczyć z narodem

fot.: Oleksandr NAKONECHNYI

U

rodzili się po 1991 roku. Rówieśnicy ukraińskiej niepodległości, pokolenie młodych i otwartych na zmiany ludzi, siła przewodnia społeczeństwa. Z  charakterystyczną dla młodego wieku naiwnością

i romantyzmem, uzbrojeni w sieci społecznościowe i z wiarą w świetlaną przyszłość. Jako pierwsi wyszli na ulice i powiedzieli władzom, że mają dość. Zwykli studenci są sercem Euromajdanu.

| 21 listopada 2004 roku Druga tura wyborów prezydenckich, do której przeszło dwóch Wiktorów: Juszczenko i Janukowycz. Przewidując liczne fałszerstwa na rzecz Janukowycza, którego popierają władze, od rana pod przewodnictwem liderów opozycji, ludzie tworzą scenę na Majdanie Niepodległości – w  samym sercu Kijowa, w  miejscu symbolicznym. Wkrótce okaże się, iż opozycja miała rację: wyniki wyborów kompletnie różniły się od rezultatów exit-pollów, sondaży przeprowadzanych przy urnach wyborczych. Niezależni, międzynarodowi obserwatorzy potwierdzili, iż nie dotrzymano standardów wolnych i demokratycznych wyborów. Już następnego dnia setki tysięcy zwolenników Juszczenki wyjdą na Majdan Press j a

| 0 1 / 2014 | #54

z pomarańczowymi flagami bloku opozycyjnego „Nasza Ukraina”, domagając się powtórzenia drugiej tury wyborów. Trochę później ta część w historii Ukrainy nazwana zostanie Pomarańczową Rewolucją.

| 21 listopada 2013 roku Na kilka dni przed szczytem Partnerstwa Wschodniego w Wilnie, Gabinet Ministrów Ukrainy ogłasza, że podjął decyzję o wstrzymaniu przygotowań do podpisania umowy stowarzyszeniowej między Ukrainą a Unią Europejską. Zgodnie z dokumentem rządu ukraińskiego, taką decyzję podjęto w  celu zabezpieczenia bezpieczeństwa narodowego Ukrainy, w  tym odzyskania


pressj a

11

fot.: Oleksandr NAKONECHNYI

utraconej skali produkcji i stosunków handlowo-ekonomicznych z  Federacją Rosyjską i  innymi członkami Wspólnoty Niepodległych Państw. W tym samym czasie w Wilnie Prezydent Ukrainy, Wiktor Janukowycz, przekonuje dziennikarzy, iż Ukraina szła i będzie iść drogą eurointegracji. Nie wspomina o tym, że będzie zmuszona iść „po obwodnicy”. Od 22:00 do północy na Majdanie Niepodległości zebrało się ok. półtora tysiąca zwolenników eurointegracji Ukrainy, głównie młodych ludzi. Po raz pierwszy słowo „Euromajdan” zostało użyte w sieciach społecznościowych. Jak podaje BBC, w Twitterze hashtag #Euromajdan od razu stał się trendem i do 22 listopada został użyty ponad 21 tysięcy razy. Do tej pory demonstracje odbywały się już między innymi w Kijowie, Lwowie, Łucku, Donietsku, Iwano-Frankowsku. Użytkownicy Twittera żartowali, pisząc, iż Ukraińcy mają już tradycję narodową raz na 9 lat, 22 listopada wychodzić na główne place swoich miast protestując przeciwko działaniom władzy.

| Europa na Ukrainie Punktem wyjścia Euromajdanów stał się 21 listopada 2013 roku, określony mianem „czarny czwartek”. Pierwsi demonstranci or-

ganizowali się samodzielnie i  wyszli na Majdan Niepodległości z flagami Ukrainy i Unii Europejskiej, a także ręcznie zrobionymi plakatami z hasłami eurointegracyjnymi. Wśród nich znaleźli się studenci, działacze społeczni oraz liderzy opozycyjnych partii politycznych. Szef frakcji „Ojczyzna”, Arsenij Jaceniuk, zapowiedział wielką demonstrację na 24 listopada i podkreślił, że bardzo ważne jest to, by w  tym dniu na ulice wyszły setki tysięcy Ukraińców, ponieważ dopiero wtedy będzie można walczyć o zmiany. Ludzie zjednoczyli się wokół idei, a nie siły politycznej. O tym świadczył brak jakiejkolwiek symboliki partii politycznych. Spontanicznie zbierali się demonstranci w Doniecku, Iwano-Frankowsku, Lwowie, Łucku, Charkowie, Chmielniku oraz w Użhorodzie. Już następnego dnia, 25.11., ok. 2 tysiące lwowskich studentów pikietowało przed Państwową Administracją Obwodową. Do wieczora, w  demonstracji na placu przed pomnikiem Tarasa Szewczenki, wzięło udział blisko 10 tysięcy lwowian. W tym dniu fala sprzeciwu społecznego wobec decyzji rządu dotarła też do Winnicy, Odessy, Mikołajewa, Sum, Czerniowców i Krzywego Rogu. Od pierwszych dni Euromajdanu uczestnicy akcji napotykali na problemy, związane z  wolnością zrzeszania się. Do ludzi docierała informacja, rozpowszechniana przez partię Witalija Kliczki UDAR, jakoby Euromajdan poniósł porażkę, i  kontynuowanie Pr e ssja

| 01 / 2 0 1 4 | # 5 4


pressj a

12

fot.: Oleksandr NAKONECHNYI

zgromadzeń i protestów nie ma sensu. Ponadto, jak podaje portal „Ukraińska prawda”, przedstawiciele rządzącej Partii Regionów poszukiwali młodych ludzi o  wysportowanych sylwetkach, którzy zgodziliby się za wynagrodzenie pojechać do Kijowa i wziąć udział w różnego rodzaju prowokacjach demonstrantów. Do tego dołożyły się jeszcze orzeczenia sądów, w których zakazano przeprowadzenia demonstracji w centralnej części Kijowa w terminie od 5 grudnia 2013 roku do 7 stycznia 2014 roku, z powodu utrudniania montażu świątecznej choinki i ozdób. Misja przygotowań do Sylwestra i Świąt Bożego Narodzenia okazała się na tyle istotna, iż pieczę nad nią powierzono wyspecjalizowanej jednostce milicji – Berkutowi.

| Ukraina w Europie 24 listopada 2013 roku na Majdanie Niepodległości zebrało się ok. 100 tysięcy osób. Dziesiątki tysięcy wyrażały swój sprzeciw w  różnych miastach Ukrainy. To była największa demonstracja od czasów Pomarańczowej Rewolucji. Świat ogarnęła fala protestów: diaspora ukraińska w  różnych zakątkach globu organizowała pikiety, by wesprzeć swoich rodaków. Demonstracje odbyły się we Włoszech, Niemczech, Kanadzie, Stanach Zjednoczonych, Czechach, Francji, Wielkiej Brytanii, Szwajcarii, Litwie, Szwecji, Węgrzech, Gruzji i w Polsce. Wśród polskich miast na mapie Euromajdanu znalazły się między innymi Warszawa, Kraków, Wrocław, Lublin, Poznań, Szczecin i Rzeszów.

Press j a

| 0 1 / 2014 | #54

Demonstracja w Rzeszowie została zorganizowana przez ukraińskich studentów, studiujących w  Wyższej Szkole Informatyki i Zarządzania. Wzięło w niej udział blisko 400 osób. To była jedna z  najliczniejszych akcji zagranicznych. Uczestnicy twierdzili, iż głównym celem akcji było pokazanie aktu solidarności z kolegami z Ukrainy. – Przyszedłem tutaj, by wesprzeć wszystkich Ukraińców, którzy w tym momencie stoją we Lwowie, na Majdanie w Kijowie, ponieważ chcę, by Ukraińcy też byli w Europie, jak my tutaj jesteśmy – powiedział Maksym, uczestnik demonstracji. – Chcę, żebyśmy mogli swobodnie podróżować, mieszkać w kraju europejskim, gdzie przestrzega się praw człowieka, gdzie policja jest na straży bezpieczeństwa obywateli, gdzie można dostać dyplom, studiując, a  nie płacąc pieniądze. W kraju, gdzie jest normalna opieka zdrowotna i normalne życie, a nie takie, jakie jest teraz. Chcę, żebyśmy mieli wszystko tak dobrze, jak jest w Europie – dodał Maksym. Studenci zagraniczni wiedzą, o  jakie zmiany chodzi, ponieważ mogą porównać jakość życia w Ukrainie i w Polsce, w której mają szansę się uczyć i żyć. Kateryna w rozmowie skupia się na domu. Wyjeżdżając na studia do Polski, zostawiła na Ukrainie rodzinę i małą siostrę. Mówi, że ma już dość tego, że za każdym razem kiedy przekracza granicę, wydaje się jej, iż trafia do lepszego świata i zostawia ruinę. Wstydzi się tych myśli, bo Ukraina jest przecież jej ojczyzną. Kateryna chce, by jej siostra dorastała i wiązała swoją przyszłość z krajem, w którym się urodziła. Wierzy, że podpisanie umowy stowarzyszeniowej to jest wielka szansa dla Ukrainy na zmianę na lepsze.


pressj a

13 | Między dwoma potęgami

Opinię Kateryny podziela Marta. Studia za granicą to dla niej szansa na uczciwe zdobycie wiedzy, z którą chce wrócić na Ukrainę i właśnie tam dostać pracę. Z tego powodu marzy o tym, by jej ojczyzna w przyszłości stała się członkiem Unii Europejskiej. – Jestem tutaj, by pokazać, że Ukraina to jest siła, to jest naród i to, że możemy osiągnąć swoje cele. Mamy prawa i walczymy o nie – wyjaśnia Marta. Andrij jest wściekły bo czuje się oszukany przez władze ukraińskie. Uważa, że po tylu miesiącach przygotowań do podpisania umowy z Unią Europejską, podjęcie decyzji o powstrzymaniu eurointegracji to jest oszustwo wobec narodu ukraińskiego. Z tego powodu uważa, że obecni prezydent i premier powinni podać się do dymisji, a  parlament musi być rozwiązany. Według Andrija, jeśli zostaną, to będą ponownie składali puste obietnice. – Nie wolno się poddawać. Musimy pokazać, że Ukraińcy są silni i mogą współpracować z Europą – apelował nastawiony bojowo chłopak. Wszyscy demonstranci mają różne powody dołączenia do zagranicznych Majdanów, kierują nimi różne emocje, ale pomijając to, czy kieruje nimi gniew czy troska o bliskich, czy też tęsknota za ojczyzną, łączy ich jeden, wspólny cel – dążą do stworzenia na Ukrainie demokratycznego europejskiego państwa.

Wybór między Unią Europejską a  Rosją oznacza dla Ukrainy wybór między długoterminową drogą do ekonomicznej stabilności i  wolnego rynku europejskiego, a  tanim rosyjskim gazem i znacznie mniejszą konkurencją na rynku Unii Celnej. Podpisanie umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską, to dla Ukrainy tylko początek. Zanim będą odczuwalne jakieś efekty, powinno się przeprowadzić szereg reform, zarówno ekonomicznych, jak i ustawodawczych. Główne trudności po podpisaniu umowy będą polegały na dopasowaniu ukraińskich standardów technicznych produkcji i norm sanitarnych do wymogów Unii Europejskiej, by gospodarka ukraińska mogła swobodnie konkurować na rynku europejskim. Te działania wymuszą dodatkowe wydatki producentów, jednak zapewnią ukraińskiej produkcji stabilność sprzedaży w  przyszłości, nie tylko w  Europie. Innym istotnym argumentem jest adaptacja ukraińskiego ustawodawstwa w  sferze prawa intelektualnego, korporacyjnego i antymonopolowego do norm europejskich. To sprawi, że zostaną stworzone bardziej komfortowe warunki dla prowadzenia biznesu, co z kolei oznacza większy napływ inwestycji zagranicznych do kraju. Wybór europejski oznacza dla Ukrainy długą, czasochłonną i  trudną drogę rozwoju gospodarczego. Z drugiej strony jest Unia Celna – inicjatywa prezydenta Rosji, Władimira Putina, zorientowana na Wspólnotę Niepodległych Państw. Potrzebę budowania takiego sojuszu jego zwolennicy tłumaczą nie tylko powodami geograficznymi i ekonomicznymi, ale też przyczynami historycznymi. Od wielu lat państwa WNP funkcjonowały w ramach jednej potęgi – Związku Radzieckiego. Według twórców Unii Celnej braterskie narody powinny pomagać sobie nawzajem. Wstąpienie Ukrainy do tego związku jest o wiele łatwiejsze, przede wszystkim z  tego powodu, że nie wymaga to modernizacji przedsiębiorstw, ponieważ ukraińska produkcja i  tak odpowiada technicznym standardom rynku wschodniego. Dużym atutem dla Ukrainy będzie niższa cena za gaz. Ten efekt zwykli mieszkańcy będą odczuwali znacznie szybciej, niż zalety długoterminowych reform europejskich.

P

omarańczowa Rewolucja odniosła sukces, jednak jej efekt był krótkotrwały: z powodu kłótni politycznych przywódcy rewolucji

nie potrafili utrzymać władzy. Pomijając fakt, że Euromajdan jest ciągle porównywany z wydarzeniami, które miały miejsce po wyborach prezydenckich w 2004 roku, jest on jednak czymś innym z kilku powodów. Po pierwsze, demonstranci pokładają nadzieję nie w ludziach – politykach, lecz walczą o  ideę. Po drugie, inni ludzie rządzą państwem i  mają inne metody działania. W  końcu społeczeństwo przeżyło już rozczarowanie, wie czym jest porażka i niespełnione oczekiwania. Jednak mimo wszystko protestujący wierzą, że mogą nastąpić zmiany i  będzie inaczej, mają nadzieję. A o to zawsze warto walczyć – Polacy już to wiedzą. Teraz czas na Ukraińców. Yaryna ONISHECHKO

Pr e ssja

| 01 / 2 0 1 4 | # 5 4


pressj a

14

WSIiZ KSZTAŁCIMY PRAKTYCZNIE Jesteśmy liderem ogólnopolskich rankingów edukacyjnych – WSIiZ to najlepsza uczelnia niepubliczna w Polsce południowej według najnowszego rankingu „Rzeczpospolitej” i „Perspektyw”

Mamy ponad 70 nowoczesnych laboratoriów komputerowych i badawczych, m.in.: grafiki komputerowej i sztuki cyfrowej, automatyki i robotyki, finansowe, kryminalistyki czy hodowli tkanek i komórek

Pracodawcy czekają na Ciebie – na każdego studenta

i absolwenta zarejestrowanego w Biurze Karier WSIiZ przypadają ponad 2 oferty pracy

W semestrze zimowym 2013/2014 ponad 2200 studentów

WSIiZ otrzymało stypendia, a blisko 1000 studiuje za darmo Studiuje u nas 2000 studentów z całego świata

Dołącz do nas! STUDIA I i II STOPNIA Administracja • Bezpieczeństwo wewnętrzne • Dziennikarstwo i komunikacja społeczna • grafika komputerowa w mediach* • Filologia angielska • specjalność tłumaczeniowa z językiem chińskim* Prawo** • Informatyka • programowanie* • Informatyka i ekonometria • bezpieczeństwo systemów informatycznych* • Ekonomia • biznes międzynarodowy* • Finanse i rachunkowość • Logistyka Dietetyka** • Fizjoterapia • Kosmetologia • Turystyka i rekreacja • Zdrowie publiczne *odrębna ścieżka kształcenia realizowana od 1. semestru studiów

** w trakcie uzyskiwania zgody Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego

Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania z siedzibą w Rzeszowie ul. Sucharskiego 2, 35-225 Rzeszów tel. 17 866 11 88, 17 866 11 99, fax 17 866 12 29 Press j a | 0 1 / 2014 | #54 e-mail: rekrutacja@wsiz.rzeszow.pl


pressj a

15

STUDY IN ENGLISH Aviation Management • Information Technology International Management • Logistics • Logistics in Transportation • Physiotherapy

www.wsiz.rzeszow.pl Pr e ssja

| 01 / 2 0 1 4 | # 5 4


pressj a

16

F*CK

Nietypowe święta zebrała dla Was: Aneta Rolek


pressj a

17

ROZMIA

R:

XXXXL

Patyk


pressj a

18

Okno na Europę Z

  5 tysięcy ludzi, którzy przekraczają ukraińsko-polską granicę, tylko 500 odwiedza Polskę jako turyści. Pozostali to miesz-

kańcy 30-kilometrowej strefy, którym nie potrzebna jest wiza, żeby trafić do Polski. Korzystają z tego, żeby zarobić sobie na życie. Przemycając.

Dobrze jest tam, gdzie nas nie ma – W  ciągu dnia udaje mi się przewieźć na Ukrainę od 50 do 100 kilogramów mięsa – opowiada kobieta, która stoi obok mnie. – Zarabiam około 100-200 hrywien. Jestem jedynym żywicielem rodziny. O tym, jak udaje się jej przekroczyć granicę w jednym dniu 50 razy, milczy. Przecież, zgodnie z  ustawą, przechodząc przez granicę można mieć przy sobie nie więcej niż 2 kilogramy mięsa. Moja podróż zaczyna się na przystanku autobusowym obok głównego dworca kolejowego we Lwowie. Właśnie stąd co pół godziny lub co godzinę odjeżdżają autobusy do „lepszego świata”, gdzie drogi są pokryte równym asfaltem i  wszyscy stanowczo przestrzegają przepisów ruchu drogowego. Gdzie ustawy naprawdę dziaPress j a

| 0 1 / 2014 | #54

łają, a ludzie są zadowoleni z władzy, która nie wie, co to jest korupcja. Właśnie tak większość Ukraińców wyobraża sobie Europę Zachodnią.

Kierunek Lwów - Szeginie Podchodzę do piątego stanowiska, skąd odjeżdżają autobusy w  kierunku rejonu mościskiego, o  czym świadczy drobny napis koło dużej liczby „5”. Tutaj na mnie już czeka niewielki autobus białego koloru z tabliczką „Lwów-Szeginie”. Ona zawiadamia o  jego trasie, która przechodzi przez miasteczka Gródek, Sądową Wiśnię i Mościska. Obok niego z papierosem w ustach stoi kierowca, nerwowo mierząc krokami pole powierzchni stanowiska. Obie ręce trzyma w kieszeniach, nawet, podczas gdy wydycha dym tytoniowy. – Dzień dobry, za ile minut wyruszamy?

fot.: Daria MOTSAR

– pytam. Żadnego rozkładu jazdy autobusów na przystanku nie ma. – Pięć – krótko odpowiada. Papieros w jego ustach zakołysał się tak, że prawie wypadł mu, jednak ręce kierowcy mimo wszystko pozostały w kieszeniach. Zaglądam w  głąb pojazdu, gdzie pozostało tylko jedno wolne miejsce, służbowe, które znajduje się obok fotela kierowcy. Cofam się, żeby zapytać, czy mogę go zająć, ale jeszcze przed pytaniem otrzymuję odpowiedź: nieme potwierdzające kiwnięcie głową. Pokonawszy żółtą barierkę, która oddziela pasażerów od miejsca kierowcy, przygotowuję pieniądze, aby kupić bilet i  oczekuję na odprawę. Za mną do autobusu wchodzi kierowca. Już bez papierosa, lecz z ciągnącym się za nim zapachem dymu tytoniowego. Bilet kupić można tylko u niego, przy czym żadnego potwierdzenia opłaty przejazdu pasażerowie nie otrzymują. Mężczyzna zbiera u ludzi pieniądze, a ja nie mogę pozbyć się myśli, że jego wąskie oczy upodabniają go do krymskich chanów, którzy zbierali daninę od mieszkańców małych wiosek.

W drodze do granicy


pressj a

19 Wyjeżdżamy. Podobnego autobusu jeszcze nigdy nie widziałam. Jego przednia szyba jest oprawiona strzępem granatowej tkaniny z frędzlami, które leniwie huśtają się, strząsając drobinki kurzu. Improwizowany baldachim gdzieniegdzie ozdabiają duże broszki. Plastikowe oczy jednego z reniferów Świętego Mikołaja, powieszonego na przedniej szybie, bacznie obserwują mnie. Obok niego wisi czyjś ogon, który radośnie porusza się w takt autobusowi. Na tylnym lusterku wisi wykorzystana karta kredytowa z  dziurą po środku i  różowy woreczek z  kamykami, których dźwięk słuchać przy przesypywaniu. Pod tym wszystkim w  drewnianym pudełku przygląda się horyzontowi zabawkowy Czeburaszek, otoczony różnokolorowymi landrynkami. Obok znajdują się dwie ikony, nad którymi obfituje biały napis na czarnym tle „NIE WIERZYMY”. Dodatkowo wisi tabliczka z  namalowanym autobusem wśród kwiatów, która życzy pasażerom szczęśliwej drogi. Droga do granicy przechodzi przez kilkanaście wsi, w każdej z których wsiadają nowi pasażerowie, a kierowca decyduje ile mają zapłacić za przejazd. Nowobudowana trasa przeplata się z  dziurawym asfaltem w  miasteczkach, do których zajeżdżamy na dworce autobusowe. Euro 2012 tutaj nie było. Im bliżej Europy zwiększa się ilość podróżujących. Dużo ludzi wsiada z wózkami. O tym, że zbliżamy się do przejścia granicznego świadczy duża liczba sklepowych szyldów w języku polskim: „Alkohol i  tytoń”. Obok każdego koniecznie napis „tanio”.

Szeginie i Medyka: przygraniczni bliźniacy Przystanek dla wysiadających pasażerów na stacji „Szeginie” znajduje się naprzeciwko toalety publicznej. Nowoprzybyłych osób tutaj serdecznie wita napis na otwartych drzwiach: „Toaleta – 1,50 kop.” i nieprzyjemny zapach. Kobieta, która pilnuje tam porządku, spokojnie siedzi na krześle i  czyta gazetę. Nikt tu się nie zatrzymuje: wszyscy idą do granicy, starając się wyprzedzić innych. Kolejka formuje się już po drodze do przejścia granicznego. Wzdłuż drogi znajdują się kioski z tytoniem i alkoholem. To jest ostatnia możli-

wość kupienia taniej wódki i papierosów. Obok znajdują się okienka przedstawicieli kilku firm ubezpieczeniowych, do których zwracają się tylko pojedynczy kierowcy, bo w Polsce ubezpieczenie jest tańsze. Do ukraińskiego przejścia granicznego prowadzi setka metrów akuratnie wyłożonej ścieżki. Żeby wejść do środka, trzeba przejść pojedynczo. W  pomieszczeniu są dwa okienka, dlatego kolejka porusza się bardzo szybko. Podaję celniczce paszport, ona mnie bacznie obserwuje. – Pani Yaryna, tak? Proszę, 11:23 – w taki sposób kończy się każda procedura odprawy paszportowej. Otrzymuję dokument i idę dalej. Polskie i ukraińskie przejścia graniczne dzieli prawie pół kilometra. Obok trzymetrowej siatki, która wyznacza kierunki ruchu z Polski i do Polski, dwaj strażnicy graniczni starannie łatają drutem dziury w  ogrodzeniu. Trochę dalej zaczyna się kolejka do polskiego punktu przekroczenia granicy. Na procedurę kontroli celnej i  odprawy paszportowej czeka blisko 150 osób. Wszyscy są rozdzieleni na trzy grupy, między którymi są 3-4 metry wolnej przestrzeni. Mówi się, że tak jest lżej oddychać. – Teraz tutaj jest jeszcze normalnie, bo wszyscy stoją spokojnie - opowiada kobieta, która stoi obok mnie. W rękach trzyma dwie paczki papierosów i  butelkę wódki. Przekroczenie tej „normy” zgodnie z ustawą jest uważane za przemyt. – Jest na co popatrzeć, kiedy „skoczki” (ci, którzy przeskakują ogrodzenie poza kolejką) przychodzą. Jednak tutaj bez nich jest na co spojrzeć. Poczekaj trochę, brama otworzy się, jeszcze przedstawienie będzie. Nie raz tutaj i ręce, i żebra były łamane – kontynuuje kobieta. Minęła godzina, kolejka trochę się posunęła. W środku tłumu ktoś włącza muzykę w telefonie. Nie poprawia to nastrojów. Po drugiej stronie siatki widać tych, którzy już wracają na Ukrainę. Ludzie zaczynają rozpytywać, jak dzisiaj jest z kontrolą. Wiele osób przekazuje sobie przez szpary w siatce zbędne paczki i kartony papierosów. – Tam teraz są surowi celnicy, często zabierają na indywidualne przeszukiwania. Jeśli znajdą coś zbędnego, trzeba będzie zapłacić grzywnę. Nikt nie chce ryzykować bez przyczyny, lepiej oddać towar i pójść jeszcze raz – wyjaśnia Igor, który codziennie cho-

dzi do Polski. – Takie są reguły naszego biznesu. – Uśmiecha się. – Innej pracy na wsi nie ma, a dzieci karmić trzeba. Mam troje. Starszego niedawno zacząłem brać ze sobą, żeby się przyzwyczajał. Jego wypowiedź przerywa hałas z przodu. To strażnik graniczny wspina się na ogrodzenie i przygotowuje się do otwarcia przejścia. Ludzie na początku kolejki tłoczą się do zagonu - zielonego korytarzu ogrodzenia przed furtką. Kiedy przejście jest otwarte, ci ludzie za kilkanaście sekund wypełniają obszar między drzwiami budynku polskiego punktu przekroczenia granicy a bramą, która powstrzymuje następną grupę kolejki. Strażnik z uśmiechem na ustach obserwuje bezładny tłum, jednak jego radość szybko mija, kiedy próbuje uspokoić ludzi, żeby znów zamknąć furtkę. – Jak nie pozwolicie mi zamknąć, to będziecie stali do jutra! – tylko groźbą udaje mu się zamknąć przejście. Po tym zamieszaniu stoję przed zagonem. Tutaj już nie ma tyle wolnej przestrzeni, jak obok siatki: każdy pilnuje swojego miejsca. Ktoś dowcipkuje, że w  takiej intymnej atmosferze kobiety mogą nawet zajść w  ciążę. Nie uwzględniając braku przestrzeni i  protestów ludzi, ktoś zapala papierosa. Pachnie tanim tytoniem i potem. Czekanie staje się trudniejsze. Kiedy furtka otwiera się znowu, mnie wciskają do metalowego zagonu. Czyjś łokieć ubija się w  moje żebra. – Ludzie, jesteście ludźmi czy bydłem?! – ktoś krzyczy. Po chwili już jestem po tamtej stronie zagonu, w  kolejce przed drzwiami przejścia granicznego. Samodzielnie nie szłam, to tłum mnie pchał. Żebra mnie bolą, po stopach przejechało mi kilka wózków. Już wiem, że będę miała siniaki. Jednak mogło być o wiele gorzej. Czasami przy wejściu wynikają kłótnie: wykorzystując toaletę niektórzy próbują ominąć kolejkę, przeskakując przez ogrodzenie, kiedy strażnicy ni widzą. Ludzie są wściekli, bo czekamy już blisko trzy godziny. To znaczy, że dziś przemytnikom przekroczyć granicę prawdopodobnie uda się tylko raz. Do pomieszczenia przejścia granicznego wchodzi od 7 do 10 osób, kiedy włącza się zielona strzałka. W drzwiach ustawiona jest bramka obrotowa, która automatycz-

Pr e ssja

| 01 / 2 0 1 4 | # 5 4


pressj a

20

nie blokuje się, kiedy zaświeca się czerwona żarówka. Doczekawszy się swojej kolei, przepycham się przez metalową konstrukcję w drzwiach. Podchodzę do celnika. – Dzień dobry, papierosy, alkohol jest? – to pytanie tutaj jest niezbędną częścią kontroli celnej. – Nie ma – łapię na sobie nieufny wzrok mężczyzny, który zaczyna natarczywiej przeszukiwać moje rzeczy. Przekroczenie granicy „na próżno” jest tutaj dziwactwem. Nie znalazłszy nic zabronionego, mężczyzna mnie puszcza. W sumie kontrola trwała nie więcej niż dziesięć minut. Odprawę paszportową przechodzę bez żadnych problemów. Jestem w Europie. Wiele osób, odchodząc trochę od szklanych drzwi budynku przejścia granicznego, wyciągają z obuwia i spod ubrań paczki papierosów rodzaju „slim”. Przemyt do ciała przyklejają taśmą klejącą. Polska wita mieszanką zapachów kanalizacyjnych ścieków i błota, śmieciami i  bieganiną. 100 metrów od granicy koło kantora funkcjonuje improwizowany alkoholowo-tytoniowy rynek. Kilku nastolatków pyta o  cenę. Dokumentów tutaj nikt nie sprawdza. – Ty gdzie jedziesz? Gdzieś daleko? – podchodzi do mnie kobieta ze „standardowym zestawem”. – Weź, tam sprzedasz. – Proponuje mi wódkę. – Najtańsza butelka kosztuje tutaj co najmniej 15 złotych, a ja sprzedam ci za 13. Całe 5 hrywien czystego zarobku! Jeśli weźmiesz jeszcze papierosy, to droga ci się opłaci, chytrze mruga. – Nie? Ale głupia jesteś. Przecież nic złego ci nie radzę! Pomyśl tymczasem, bo przyjedzie samochód i będzie za późno. – Jaki samochód? – nie rozumiem. – Skupować towar przyjeżdżają, a potem jadą gdzieś dalej i  odprzedają. Polacy za bardzo nie kupują, oni sami mogą pójść na Ukrainę. Generalnie biorą nasi, którzy nie chcą ryzykować, przenosząc więcej niż „norma” i „samochody”. To jak, nie bierzesz? Bo już jadą – kiwa na butelkę. Wszyscy zrywają się z miejsca do starego volkswagena. Wracają już z pustymi rękami. Znów na Ukrainę nikt się nie śpieszy. Teraz idą do „Biedronki”. Iść do domu z niczym nie opłaca się. – Tam są składy – wyjaśnia podczas biegu kobieta, która ciągnie za sobą wózek, pokazując na obszar za sklepem. – Prze-

Press j a

| 0 1 / 2014 | #54

noszę różne: mięso, ser, kiełbasę. Zależy od tego, co przywiozą. Płacą po 2-3 hrywny za kilogram. Biznesmenom wygodniej zapłacić ludziom, aniżeli robić wszystko „poprawnie”. Najważniejsze jest to, żeby po ukraińskiej stronie celnicy byli normalni, bo zawsze mogą skonfiskować towar. Ryzykownie, lecz zarobić kopiejkę można. Również dzieciom coś kupię: tutaj ceny nie takie, jak u nas, i jakość jest o wiele lepsza. Na Ukrainę ludzie wracają jak mrówki: każdy ciągnie ze sobą tyle, ile może udźwignąć. Liczą czas tak, by zdążyć na ostatni autobus. Obok polskiego punktu przekroczenia granicy jest niewielka kolejka. Tutaj nie jest tak, jak przy wejściu: wszystko zorganizowane kulturalnie, czekać można w pomieszczeniu. Są dwa okienka, jednak teraz pracuje tylko jedno. Do niepracującego podchodzi para. – Przepraszam, my Polaki. Możemy przejść tędy czy należy czekać w  kolejce? – pyta mężczyzna kobietę, która dokonuje odprawy paszportowej. Ona nieufnie na jego spojrzała, jednak zobaczyła w  jego rękach polskie paszporty. – Pan to bardzo po polsku powiedział – odpowiada. Mężczyzna jej sarkazmu nie rozumie. Kiedy para przechodzi odprawę, pani celnik zaprasza do siebie innych ludzi. Przechodzę kontrolę w ciągu 5 minut. Rzeczy nikt nie sprawdza. Z Polski chyba można wywozić wszystko. Obok ukraińskiego przejścia granicznego zebrało się dwadzieścioro osób z wózkami. Surowi celnicy ich nie przepuszczają. Aby nie utracić zarobku, czekają na następną zmianę. Pojedynczy ludzie ryzykują. Celnicy pracują w trybie „face-control”: jeśli spodobasz się, rzeczy nikt sprawdzać nie będzie. – Niech Pan to zostawia albo wraca do Polski – mówi do mężczyzny, u  którego znaleźli zbędne kilogramy sera. Oddaje, bo inaczej nie zdąży na ostatni autobus. Moich rzeczy nikt nie sprawdza. Wychodzimy razem. – Szkoda, ale nic strasznego się nie stało, jutro będzie jutro – smutnie uśmiecha się.

Do pracy jak na święto Ledwie wciskam się do autobusu do Lwowa. Trzeba stać na dolnym schodku, bo prawie cały obszar autobusu zajmują

bagaże pasażerów. Trzymać się nie ma za co. Proszę innych pasażerów, żeby przekazali moje pieniądze kierowcy. Reszty mi nie zwracają. Kobieta, która siedzi obok drzwi, bierze ode mnie plecak. Jest mi trochę lżej. Mężczyzna i kobieta, którzy stoją razem ze mną jadą z granicy. Kobieta dzieli się sukcesami dzisiejszej podróży: – Wymieniłam rano 300 hrywien na złotówki i dużo kupiłam, - pokazuje na dwie duże czarne reklamówki. Demonstrując zadowolenie z siebie, szeroko uśmiecha się. Brakuje jej jednej zęba z przodu. – Tutaj nigdy bym tyle nie wzięła. Aczkolwiek Polacy też są dobrzy: wiedzą o tym, że Ukraińcy mają święta i podnieśli ceny. Jeszcze wczoraj boczek był po 13 złotych, a dziś już po 13,40 i po 13,79. Zarabiają na nas. Wyciąga telefon. – Halo, synku, słuchaj, weź rower, torbę tę dużą i wyjdź mi naprzeciw, bo coś za dużo wzięłam, i czuję, że urwę reklamówki. Jeszcze weź żółte klapki z korytarzu. Te, które mi wczoraj brałeś, bo jestem na obcasach, i mnie już palce pieką. Do domu nie dojdę. Kobieta wysiada w Mościskach. Dzisiaj dzień roboczy dla niej się już skończył. Jutro będzie nowy. Yaryna ONISHECHKO


pressj a

21

Jesteś studentem,

Z

arabianie na studiach nie musi oznaczać poświęcania każdego popołudnia na stanie przy zmywaku. Stypendia, konkursy i  granty są dostępne dla każdego,

wystarczy tylko chcieć. Czego dokładnie… studenci powinni więc szukać? Przygotowaliśmy dla Was garść informacji na temat najpopularniejszych, a  zarazem najcenniejszych źródeł finansowania waszych studenckich potrzeb – tych codziennych i naukowych. Na koniec zaś – kilka porad okołostypendialnych.

Stypendium Rektora Najprostsze do zdobycia z  puli programów opartych na środkach Skarbu Państwa. Najczęściej wynosi kilkaset złotych miesięcznie. W WSIiZ waha się od 200 do 550 zł, co w skali roku daje 2000 - 5500 zł. Za co? Nie tylko za średnią, choć też jest punktowana, i  to wysoko. W  praktyce uwzględniane jest w  zasadzie wszystko. Od publikacji naukowych, osiągnięć sportowych, działalności w kołach i organizacjach studenckich (także w  „Pressji”), po wszelaką działalność artystyczną. Należy kierować się zasadą – jeśli nie wiesz, czy coś zostanie zaliczone, zwyczajnie to wpisz do wniosku, a niech inni oceniają.

Krok dalej, czyli Stypendium Ministra Tutaj konkurencja jest już znacznie większa, idzie to jednak w parze ze środkami. Obecnie kwota dofinansowania wynosi 14 000 zł i jest wypłacana jednorazowo. Wniosek składamy do Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego za pośrednictwem uczelni (dokumenty muszą być zaopiniowane przez Radę Wydziału). Wystarczy dobra średnia (dająca pozycję w 5% najlepszych studentów danego kierunku) oraz garść osiągnięć. Punktowane są publikacje naukowe, wystąpienia na konferencjach, międzynarodowe osiągnięcia, dzieła artystyczne „o  wybitnym znaczeniu”, etc. Szczegółowy wykaz znajdziecie na stronach Ministerstwa.

Diamentowy Grant Do zdobycia 200 000 zł + doktorat. Nie pomyliłem się zarówno w kwestii zer, jak i stopnia naukowego. Wystarczy pomysł na

badania i trochę samozaparcia. Po ustaleniu, co chcecie badać, należy znaleźć promotora. Narodowe Centrum Nauki (do którego składa się aplikacje) bierze pod uwagę ocenę Was, promotora oraz merytoryczną samego wniosku. W  tym roku złożono zaledwie 300 wniosków, a  koło 100 dostanie dofinansowanie. Projekt nie jest jednak dla każdego. Musicie być na 3. roku licencjatu lub skończyć studia I stopnia w roku złożenia aplikacji. W  zamian dostajecie możliwość pominięcia studiów magisterskich oraz do 200 000 zł na badania. Cała pula może także zakładać wypłatę wynagrodzenia dla Was, w  kwocie minimum 2500 zł/miesięcznie. Konkurencja jest ogromna, ale myślę, że warto spróbować.

Wszystko inne… …czyli pieniądze od fundacji, samorządów, stowarzyszeń, etc. Tutaj jest prawdziwe pole do popisu. Każde województwo, często każde miasto i  powiat, ma osobne programy stypendialne. Niekiedy warunkiem aplikacji jest miejsce zameldowania – więc możecie studiować w  Rzeszowie, a dostawać pieniądze od UM w Szczecinie. Programy dotyczą nie tylko nauki. Często jednym z kryteriów jest trudna sytuacja finansowa, jednak i tutaj można znaleźć programy uwzględniające jedynie uzyskane oceny lub osiągnięcia sportowe/artystyczne. Każde rządzi się własnymi prawami, dlatego najlepiej zacząć poszukiwania we wszelakich urzędach i fundacjach, w miejscu zamieszkania oraz studiów.

grafika: Adam PIĘTAK

więc stypendia są dla Ciebie!

Jak? Czasem pojawia się problem z  odszukaniem programu, jednak z  pomocą przychodzi sieć: www.mojestypendium.pl to wyszukiwarka większości stypendiów z naszego (i nie tylko) kraju. Z pewnością każdy znajdzie coś dla siebie. Oczywiście, nie wystarczy odwiedzić strony tylko raz. Czasem monitorowanie na bieżąco daje znacznie lepsze efekty. Czy jednak „strata” 15 minut tygodniowo jest tak dużym problemem? W końcu czas to pieniądz, a skoro stawka jest wysoka, czasu też nie powinno się skąpić. Wypełnienie wniosku stypendialnego na początku zajmuje też kilka ładnych godzin, ale robi się to praktycznie tylko raz. Do każdego kolejnego wystarczy kopiować wcześniej przygotowaną listę osiągnięć. Każdy program ma osobne regulaminy, więc nie będę się tutaj nad nimi rozwodził. Wymienione możliwości to wierzchołek góry lodowej. Programów jest mnóstwo, większość z  nich bardzo dobrze opisana czy to na stronie samego ministerstwa, czy na innych łatwych do odszukania.

Mentalność zwycięzców Większość programów stypendialnych ma, wbrew pozorom, niewygórowany poziom. Studenci uważają, że konkursy stypendialne są „dla wybitnych jednostek”, przez co odpuszczają je bez walki. Tymczasem, jedynym wymogiem niezbędnym do zdobycia jakichkolwiek funduszy są chęci. Sam już drugi rok z  rzędu mam najwyższe stypendium Rektora i Ministra. Przez pierwsze lata studiów nie składałem wniosków, bo... W zasadzie sam nie wiem dlaczego. Obecnie określiłbym to mianem czystej głupoty. Wtedy po prostu uznałem, że to nie dla mnie. Jeżeli myślisz podobnie – nic bardziej mylnego. Jesteś studentem, więc stypendia są dla Ciebie. Chyba, że wolisz zmarnować kolejne popołudnie kelnerując w jakiejś knajpie. Powodzenia! Jakub OCHNIO

Pr e ssja

| 01 / 2 0 1 4 | # 5 4


pressj a

22

Klub Miłośników Książek „Niepoczytalni”:

bawi się inteligentnie

Kamila POTAPIUK

N

i e j e s t dla nikogo ta jemnicą , że na WS i Z- i e dz i ała mnóstwo kół na u kow ych. Każd eg o

ro k u podcz as t r w a nia Dnia Otw a rtego Kół N auko w yc h i   Or gan i z a cji Stu denckich, ka żdy ma możl i woś ć z az n aj om ić się bliżej z  nimi i  w y bra ć co ś d l a si e b i e . W  tym roku a ka demickim, przy jed n ym ze s t an owi s k m oż na by ł o spotka ć… Anię z  Ziel o n eg o Wzgórz a, Euni ce z  „Qu o Va dis” i  Lolitę z  p ow i eś ci N ab okova. Tak promow a ł się, istnieją cy od n i ed awn a, Kl ub Mi łoś ników Ksią żek „Niepoczy ta lni”.

KMK „Niepoczytalni” powstał w  październiku 2013 roku. Oprócz tego, że działa przy Dziennikarskim Kole Naukowym „Żurnal”, współpracuje ściśle z magazynem studenckim „Pressja”, Klubem Akademickim IQ i  Biblioteką Akademicką WSIiZ. Na

Press j a

| 0 1 / 2014 | #54

pomysł stworzenia klubu wpadły cztery studentki dziennikarstwa: Kamila Potapiuk, Agnieszka Gilar, Kinga Bocoń i Karolina Ochmanek, które w ramach zadania projektowego z przedmiotu Kampanie PR wymyśliły kampanię promocji czytelnictwa książek. – Idea wdrożenia opracowanej na zaliczenie kampanii bardzo spodobała się naszemu Prorektorowi, dr Andrzejowi Rozmusowi, który zachęcił nas do działania – mówi Kamila, szefowa klubu. Wsparcia udzielili akcji Dziekan dr Maciej Ulita oraz opiekunki Dziennikarskiego Koła Naukowego – dr Anna Martens i mgr Iwona Leonowicz-Bukała. Ustalono, że kampania będzie trwała przez cały rok akademicki. Głównym celem działań społecznych, jakie na co dzień realizuje KMK, jest „zwiększenie czytelnictwa poprzez nieszablonowe akcje społeczne i aktywizujące”. – Naszym celem jest jak najszerzej wykorzystać działalność naukową oraz dodatkową studentów,


pressj a

„Nieporozumienie” – Natalia Klocek Praca konkursowa – Kto czyta ksiązki ten zyje podwojnie

23

w związku z tym większość działań skierowana jest do nich, a jednocześnie są oni jej organizatorami oraz wykonawcami – opowiada Kamila Potapiuk. – Nie chciałyśmy jednak tworzyć nowego koła naukowego, ale coś bardziej nieformalnego, gdzie można świetnie bawić, robiąc to, co się lubi i gdzie członkowie nie muszą się angażować, kiedy nie mają na to ochoty – dodaje. W ciągu pierwszych dwóch miesięcy istnienia Klubu, zorganizowano kilka akcji, które cieszyły się bardzo dużym zainteresowaniem studentów. Pierwszym był flash mob pod hasłem „Książka daje głos”. 15 października na dziedzińcu uczelni zgromadziło się kilkadziesiąt osób, które przez jedną minutę, o 11:37, czytali na głos swoje ulubione książki. Przyszli nie tylko studenci z Polski i Ukrainy, ale też wykładowcy. Celem akcji było nagłośnienie całej kampanii propagowania czytania jako dobrej zabawy, a nie przymusu. Organizatorom nie przeszkodził nawet padający deszcz. Tuż przed akcją przestało padać! Zgromadzeni czytelnicy, przezorni jednak na zmiany pogody, przechadzali się po dziedzińcu z książką w jednej i parasolem w drugiej dłoni, pokazując tym samym, że pogoda nie jest problemem dla prawdziwego miłośnika książek. Kolejną akcją, która zgromadziła nieoczekiwanie wielu uczestników, było andrzejkowe czytanie w ciemnościach – czyli pierwsze w  murach uczelni słuchowisko na żywo. Imprezę zorganizowano 26 listopada w Klubie Akademickim IQ, w którym na 45 minut zgasło światło, a  zgromadzeni goście mogli wysłuchać przy świecach „Dzienników Sherlocka Holmesa”. Czytaniem zajęli się radiowcy ze studenckiego radioeter.fm. Można było zrobić sobie herbatę, rozłożyć się w fotelach i przeniknąć do świata powieści. Miłośnicy czytania, którzy brali udział w spotkaniu, chwalili sobie przytulny klimat i domagali się, aby takie inicjatywy organizować regularnie. Klub Miłośników Książek „Niepoczytalni” aktywnie uczestniczył w promocji konkursu artystycznego „Kto czyta książki, żyje

podwójnie”, organizowanego przez Magazyn studencki „Pressja” i „Pressja.art” (artystyczny dodatek „Pressji”) . Kamila Potapiuk, jedna z założycielek KMK, dodatkowo pracuje w bibliotece. Przed świętami, dla stworzenia atmosfery, z inicjatywy Kamili i innych studentów tam pracujących, za zgodą pani dyrektor biblioteki, powstała w czytelni choinka z książek. KMK Niepoczytalni ma w planach kolejne duże przedsięwzięcia, takie jak bookcrossing, czyli wymiana książek na uczelni. Jest także pomysł, aby zorganizować Socrates Cafe (http://www.socratescafemn.org/), czyli spotkania z  ludźmi i  rozmowy na tematy życiowe i filozoficzne. Niech więc nikt nie dziwi się, jeśli na uczelni spotka chodzącego po korytarzach Sokratesa, który będzie zadawać pytania i  angażować do rozmowy chętnych przechodniów. Dodatkowo zaplanowano jeszcze wiele „dezorientujących kilkominutowych akcji”, które będą się działy na całej uczelni w mało spodziewanych momentach. Oprócz tego, Klub będzie świętował Dzień Kubusia Puchatka, Dzień Czytania Tolkiena czy Światowe Dni Pisarza i Poezji. Dziś KMK liczy kilkanaście osób, ale każdy może się przyłączyć, wystarczy kochać książki. Każdy w klubie lubi czytać coś innego, dlatego nie jest ważne, co czytasz i  w  jakim języku. –  Jesteśmy otwarte na współpracę ze wszystkimi kołami naukowymi, jak i ludźmi, którzy po prostu chcą się dobrze bawić – zachęca Kamila. – Będziemy też cyklicznie urządzać spotkania przy herbacie w czytelni i rozmawiać na temat książek – opowiada Kamila. O  wszystkich inicjatywach Klubu Miłośników Książek „Niepoczytalni” można przeczytać na blogu www.kmkniepoczytalni. wordpress.com. Można też z miłośnikami książek kontaktować się drogą mailową kmkniepoczytalni@gmail.com Viktoriia DEMBROVSKA

Pr e ssja

| 01 / 2 0 1 4 | # 5 4


pressj a

24

Michał Ręczkowicz „W pewnym sensie odniosłem sukces”

Press j a

| 0 1 / 2014 | #54


pressj a

25

S

t u de n t i   b i z n e sm a n . Pr eze s i   wsp ó ł w ła ś ciciel firm y Mob iTouch s p. z  o. o. Fin a lis ta Imagin e C u p Pola n d , Ko n k ur su Im p r ez a Na pędza n a Kodem , ora z fin a lis ta ila urea tIs ob ra Cr eate-

Wars aw. Re dakt o r p o r ta l u Co d e G u r u . Z a łożyciel i  lider Koła Na ukowego Now ych Tech n o logii Prog rami s tycz n yc h o r a z z a ł ożyc i e l Rzes zow s kiej grupy . NE T WS IiZ. Uczes tn ik pres tiżowego prog ramu Mi cr o so ft S t ud e n t Pa r tn e r. Orga n iza tor i  prelegen t kon feren cji, w a rs zta tów i  różne g o ty p u s p otk a ń zwi ą z a n yc h z   te c h n o logią i  b izn es em , s tworzon ych w   celu a kty w iza cji stu de n t ów i  k rzew i e n i a te c h n o l o g i i . Czyn n ie w s piera uczeln ię i reprezen tuje in form a tyków w Radzi e Wy dzi ału In fo r m a tyk i S to sowa n e j . A utor w ielu a rtykułów o tem a tyce tech n ologiczn ej, jak i k u rs ów v i de o , stwo rzo n yc h z  m yśl ą o  m łodych , pos zukują cych w iedzy i in s pira cji. Z Michałem Ręczkow i cze m r oz m a wi a E wa G u r kov i c h.

Pressja: W jaki sposób i w którym momencie zacząłeś realizować swoje aspiracje?

wyprowadziłem się z  domu. Nadal miałem obawy o  to, czy będzie mnie stać na własne utrzymanie i na studia. Postanowiłem,

Michał Ręczkowicz: Już w  dzieciństwie marzyłem o  tym, by

że najpierw zrobię szkołę policealną, aby nie przerywać nauki.

pracować w Microsoft. Wtedy to zobaczyłem po raz pierwszy sys-

Kierunek Informatyka w niepublicznej szkole biznesu był wtedy

tem operacyjny Windows ‘95. W trzeciej klasie podstawówki wie-

dobrym wyborem. Uważam tak nawet teraz, gdy robię studia ma-

działem już, że będę informatykiem. Wiedziałem też, że chcę mieć

gisterskie w WSIiZ.

swoją firmę i od tamtej pory dążyłem do tego, często symulując i planując różne biznesy. Tak mając zaledwie 12 lat, zrobiłem swój pierwszy biznesplan z mapą i perspektywami rozwoju, uwzględniając w tym nawet stopień zysku… P: Skąd ta pewność, że działalność gospodarcza jest dla Ciebie dobrym rozwiązaniem?

P: Jak to się stało, że wreszcie odważyłeś się na podjęcie studiów? M. R.: Kończąc szkolę policealną, rozkręcałem za granicą swój własny biznes i  muszę przyznać, że szło mi nieźle. Przy okazji zdobyłem cenne doświadczenie, związane z prowadzeniem własnej działalności. Szkoliłem ludzi, ale też tworzyłem strony inter-

M. R.: Od małego kombinowałem i  nie miałem problemu ze

netowe, nawet potem zlecałem ich wykonanie znajomym z braku

zdobywaniem pieniędzy. W domu było różnie, raz były pieniądze,

czasu. Gdy ukończyłem szkolę policealną, było mnie w pełni stać

raz nie. Na dodatek pochodzę z rozbitej rodziny, co wpłynęło też

na studia. Mając 20 lat, przyszedłem do WSIiZ, na kierunek In-

na to, jaki jestem. Dziś, oceniając z perspektywy czasu, wiem, że

formatyka, mając nadzieję że uczelnia, którą sobie upatrzyłem już

dzięki temu stałem się bardziej odpowiedzialny i mam twardszy

w liceum, spełni moje oczekiwania.

charakter. P: A czy w Twoich planach było też studiowanie?

P: Jak Ci idzie samo studiowanie? M. R.: Pierwsze dwa lata były dla mnie ciężkie z  racji tego,

M. R.: Tak, od samego początku. W domu cały czas słyszałem,

że specjalnie przyjeżdżałem na zjazdy prosto z  Wiednia, często

że po liceum nie ma nic, a studia to strata czasu, itd. Cóż, mimo

zmęczony po całym tygodniu pracy. Można powiedzieć, że wtedy

tego uparłem się na liceum, a  zaraz po maturze postanowiłem

byłem przeciętnym studentem, niczym się nie wyróżniałem. Koń-

wyjechać za granicę, by zarobić na studia. Wakacje spędzone na

cząc drugi rok studiówdostałem wreszcie szansęzrobienia praktyk

pracy fizycznej dużo mnie nauczyły. Kiedy wróciłem do Polski,

w firmie Microsoft. Porzuciłem wszystko w pogoni za marzeniem.

Pr e ssja

| 01 / 2 0 1 4 | # 5 4


pressj a

26

Zainspirowany wakacyjnymi praktykami w  Microsft, wróciłem

rzonej grupy .NET przez co najmniej sześć miesięcy. Udało się. Po

na uczelnię z myślą o stworzeniu koła naukowego. Stwierdziłem,

tym czasie zostałem wezwany na rozmowie do Warszawy i wtedy

że samo uczenie się to jednak za mało.

zostałem przyjęty do programu. Cieszyłem się bardzo, że udało mi

P: Ale studiowałeś zaocznie, prawda? To nie ułatwia pracy w kołach naukowych. M. R.: Tak, ale byłem świadom tego, że dużo szkoleń i wydarzeń biznesowych przelatywało mi koło nosa, bo nie było mnie na miejscu. Dlatego na jesień przeprowadziłem się do Rzeszowa, przeszedłem na wieczorowy tryb studiów, zająłem się tworzeniem koła. Było bardzo trudno, gdyż nie znałem studentów dziennych, musiałem więc w jakiś sposób do członkostwa nakłonić studentów zaocznych. Pomogło mi w tym m.in. doświadczenie z zagranicy oraz odbyte wcześniej praktyki w Microsoft, które zwiększyły mój autorytet wśród kolegów. Miałem też problem ze znalezieniem opiekuna dydaktycznego. Dr Marek Jaszuk jako jedyny zgodził się zaopiekować kołem, za co mu serdecznie dziękuję. Tak właśnie powstało Koło Naukowe Nowych Technologii Programistycznych. P: Jak wyglądały początki działalności koła? M. R.: Już na pierwszym spotkaniu powstał pomysł na wspólny projekt, który był realizowany później przez długi okres. Projekt był komercyjny, więc było to spore wyzwanie. Przez cały ten czas starałem się utrzymywać też kontakty z ludźmi z Microsoft i wybywałem do Warszawy na szkolenia. Przez pierwszy rok uczyliśmy się prowadzićzajęcia na kole. Moje pierwsze wystąpienia były pełne stresu i obaw, lecz z każdym kolejnym nabierałem pewności siebie.

się osiągnąć taki status. P: Czy miał Pan duże wsparcie wśród kolegów i ludzi z otoczenia? M. R.: Właśnie w tym czasie, kiedy starałem się podnieść swoje kwalifikacje, dużo osób rzucało mi kłody pod nogi. P: Nie zniechęciło to Pana? M. R.: Nie powiem, że było to miłe, ale tym bardziej zaciskałem zęby i robiłem swoje. Jestem człowiekiem, który im trudniej ma do celu, tym mocniej do niego dąży. Im częściej odnoszę porażki, tym bardziej się staram. Obelgi w moją stronę i krytyka umacniają mnie bardziej, niż chwalenie za osiągnięcia. To właśnie dzięki tym nieprzychylnym ludziom parłem naprzód, by udowodnić sobie i im, że potrafię. Muszę jednak przyznać, że gdyby nie wsparcie mojej rodziny, byłoby mi ciężko osiągnąć to wszystko, dlatego jestem im za to bardzo wdzięczny. P: A jak doszło do tego, że rozkręciłeś wreszcie swój własny biznes? M. R.: Po wielu sukcesach i  doświadczeniu zdobytym przez członków koła, postanowiłem otworzyć firmę, która będzie tworzyć aplikacje mobilne. Było to związane z  projektami, jakie realizowaliśmy wcześniej na kole. InnoFund zainwestował w  nas całkiem niedawno, bo na początku tego roku, lecz już w tej chwili można powiedzieć, że inwestycja z każdym dniem coraz bardziej

P: Możesz wymienić jakieś osiągnięcia koła?

się opłaca. MobiTouch sp. zo.o. jest obecnie prężnie rozwijającą

M. R.: Po pierwszym kwartale koło było na drugim miejscu

się firmą, zatrudniamy coraz więcej ludzi, otrzymujemy coraz

wśród innych kół naukowych w uczelni. To był mega sukces i bar-

więcej zleceń i  tworzymy wiele własnych projektów. Uczestni-

dzo nas to cieszyło. Kolejne kwartały były jeszcze lepsze, wsko-

czymy w  różnych konkursach technologicznych, reprezentując

czyliśmy na pierwszą pozycję. Do koła przybywało coraz więcej

MobiTouch. Ostatnio byliśmy na IsobarCreateWarsaw i zajęliśmy

ludzi. To był okres, kiedy poznawałem swoich obecnych przyja-

pierwsze miejsce w kategorii „Rozrywka”, pokonując tym samym

ciół, z  którymi teraz tworzę firmę MobiTouch. Niedawno jako

inne firmy z Polski. Dzięki temu wzrosło zainteresowanie naszą

koło wzięliśmy udział w  ogólnopolskim konkursie ImagineCup,

organizacją i  otrzymaliśmy więcej zleceń na aplikacje mobilne.

w którym zajęliśmy czwarte miejsce na 300 drużyn.

Jesteśmy firmą w pełni złożoną ze studentów, mimo to uważam,

P: A jak powstała Grupa .NET WSIiZ? M. R.: Microsoft Rzeszowską Grupę .NET WSIiZ stworzyłem po pierwszym semestrze działalności koła. Wystartowaliśmy

że nasz poziom jest bardzo wysoki. P: Na koniec zapytam: czy jesteś zadowolony z  tego, jak to wszystko się potoczyło?

w  konkursie „Pojedynek miast - impreza napędzana kodem”

M. R.: Tak, choć nie było łatwo. Mogę jednak z dumą powie-

i Rzeszów m.in. dzięki nam wygrał ten konkurs. Zajęliśmy dru-

dzieć, że zrealizowałem część moich młodzieńczych marzeń, więc

gie miejsce i poznaliśmy bardzo dużo ciekawych ludzi. Studenci

w pewnym sensie odniosłem sukces.

z  Politechniki Rzeszowskiej od dawna mieli swoją Grupę .NET oraz byli w prestiżowym programie Student Partner, w którym też bardzo chciałem brać udział. Warunkiem było utrzymanie stwo-

Press j a

| 0 1 / 2014 | #54

Rozmawiała Ewa GYURKOVICH


pressj a

grafika: Adam PIĘTAK

27

Utopia M

i ałam s e n . Piękny sen! A w  ty m śnie po l s ki uczeń , któ r y n i e może narze k ać na w spół czesny sy stem edukacj i . Wi d zi ał am, b ard zo w yr aź ni e , m łodych lu dzi, którzy po pow roci e ze s zko ł y maj ą czas n a rozwi j an i e włas nych za interesow a ń. M oim oczo m ukazal i s i ę l i ceal i ś ci , k tórzy m aj ą poczu cie, że w szy stko, czego się uczą, b ęd zi e i m p rzyd atn e w póź n i e j s zym , dorosł y m życiu . Ujrzałam nastolatków, którym chce się chodzić do szkoły, bez zupełnie niepotrzebnych stresów wywołanych nieustannymi kartkówkami, sprawdzianami i  odpowiedziami ustnymi. Ach, cóż to był za obraz! W  moim śnie klasy humanistyczne nie miały w  drugiej klasie dwóch godzin biologii czy fizyki, nie obchodziły ich szeregi homologiczne alkanów, ani ruchy drgające wahadeł matematycznych. Przedmioty, które tak naprawdę mogłyby dla nich nie istnieć, były realizowane w  absolutnie minimalnym stopniu, z przymrużeniem oka i w wersji light. Coś jak Coca Cola Zero, jedynie z dodatkiem słodzików, bez cukru zawierającego rzeczy, które nie będą potrzebne nawet przy rozwiązywaniu krzyżówek. W końcu przeciętny humanista ma daleko gdzieś wszystkie owieczki Dolly świata. Ludzie, którzy w przyszłości będą dziennikarzami, prawnikami i politykami nie zapisywali na każdej lekcji czterech stron wzorów, wykresów i  regułek dotyczących oddziaływań magnetycznych pomiędzy ładunkami w próżni. Śniłam o klasach biologiczno-chemicznych tuż przed maturą, które nie muszą uczyć się historii ani recytować wierszy w  wymarłym języku. Pamiętam dokładnie, byli zachwyceni, że mogą skupić się na egzaminie dojrzałości, żeby dostać się na wymarzone studia. W końcu chcą być znakomitymi

lekarzami i farmaceutami. Na wieść, że ktoś mógłby kazać im się uczyć wierszy na pamięć po łacinie na krótko przed próbnymi testami, wybuchają śmiechem i chwalą rozmówcę za dobry żart. To był bardzo długi sen… Miałam okazję zerknąć na podział godzin maturzysty i  zobaczyłam, że nie zaśmiecają go dodatkowe godziny podstaw przedsiębiorczości czy wiedzy o  kulturze. Takim uczniom to dobrze, „wyższe władze” wiedzą przecież, że fakultety i korepetycje to wystarczająco dużo, więc nie ma powodów, dla których trzecioklasiści muszą marnować godziny na bezproduktywne siedzenie w szkole. Śnili mi się zadowoleni ludzie, którzy nie muszą spędzać na lekcjach trzydziestu sześciu godzin tygodniowo. Śnili mi się uczniowie, którzy nie zarywają nocy i  nie wstają rano z  podpuchniętymi oczami przez nawał nauki, większy niż ktokolwiek jest w stanie sobie wyobrazić. Śniło mi się młode pokolenie nie muszące wybierać między dobrymi ocenami a  rozwijaniem swoich zdolności i  pasji, czy udziałem w olimpiadach. Śniły mi się wolne weekendy, ferie i  przerwy świąteczne, które były czasem wypoczynku, do którego KAŻDY, nawet młodociany człowiek, ma święte prawo. I  wreszcie, śnili mi się nauczyciele, którzy rozumieją, że wszystkiego nastolatki zrobić nie są w stanie i mający świadomość, że

nie tylko ich przedmiot znajduje się w planie zajęć. W moim idealnym, nocnym widzeniu można było wybrać na jakie przedmioty chce się chodzić, żeby szlifować jeszcze bardziej to, w czym jest się dobrym. Szkoła nie kojarzyła się z jedną wielką męką, która może przyprawiać o mdłości. Czytanie trzech lektur naraz wydawało się czymś abstrakcyjnym i nie do pomyślenia. Moje senne marzenia nie ukazywały uczniów, o  których mówi się, że są ogólno wykształceni, a  tak naprawdę nie są wyspecjalizowani w  niczym. Idealna edukacja pomagała i  była niejaką autostradą do wymarzonej kariery, nie tworzyła na niej niepotrzebnych skrzyżowań i  nakazów skrętu. To nieskazitelne widzenie było przyjemną częścią dorastania przyszłości narodu, która będzie decydowała o  losach wcześniejszych i  późniejszych pokoleń. Uczniowie nie bez powodu wybierają taki czy inny profil. Mają cel, do którego chcą dążyć i  pragną jedynie móc go realizować, zamiast tracić godziny na naukę przedmiotów dla nich zupełnie zbędnych. Rozumieją, że należy mieć ogólną wiedzę o wszystkim, jeżeli chcą się nazywać ludźmi wykształconymi. Trzeba jednak znać granicę, bo w  pewnym momencie zaczyna się inaczej pojmować ten OGÓŁ, który przechodzi we WSZYSTKO NA RAZ. Spotykają się ze zrozumieniem i korzystają z danych im szans ile się da, mogą skupić się wyłącznie na interesujących ich zagadnieniach. Niestety, zostałam brutalnie obudzona przez budzik. Tak, to był tylko sen… Weronika WILKOS (I LO w Rzeszowie)

Pr e ssja

| 01 / 2 0 1 4 | # 5 4


pressj a

28

Fan-fiction – uczta fana C

zy ch ci elibyście zn aleźć się w   H o g w ar c i e o b o k H ar r y ’eg o Potter a? Al b o zo b aczyć , jak p rze ch od z i n a ciemn ą stron ę mocy? A  m oże m y ś l el i ś c i e o   ty m , co by by ło , g d y by Bel l a Sw a n

w ybra ła je dn ak w ilkoł aka? Jeśli tak – zo s tań c i e twó r c am i fan f i ków i   k i er u jc i e l o s em w a s zyc h ulubio nych b ohaterów.

Fanfik to twórczość fanów (czasem krytyków), która opiera się na już istniejącym utworze. Dotyczy dziejów postaci z jakiejś opowieści, w wybranej przez autora sytuacji i czasie. Fanfiki najłatwiej znaleźć w Internecie, na różnych portalach, blogach oraz – przed erą internetową – w fanzinach, czyli magazynach i gazetach literackich, tworzonych, najczęściej amatorsko, przez fanów danego utworu bądź autora. Fundamentem fabuły fanfikowej opowieści może być film, książka, seria komiksowa czy nawet gra komputerowa. Często podstawą do zrozumienia fanfików jest znajomość pierwowzoru, nie jest to jednak konieczne. Czasem opowiadania tworzone przez fanów mają całkiem dużą wartość rozrywkową i można je czytać po prostu dla przyjemności.

Fan-fiction to styl życia Różni się od literatury klasycznej nie tylko tym, że przy pisaniu opowiadania autorzy wykorzystują już wymyślonych bohaterów. – Dla mnie fanfik to możliwość odejścia od kanonu, zmieniania toku wydarzeń tak jak mi się podoba – mówi Oleksandra Zemliana, ukraińska autorka i  tłumacz fanfików. – To świetna sprawa, móc podzielić się z  czytelnikiem swoim wyobrażeniem sceny, o której w książce jedynie wspomniano. Bohater ulubionej książki często staje się niemal częścią rodziny. Martwisz się o  niego, przemyślasz jego działania, wściekasz się na niego. Jeśli zgodnie z fabułą on powinien umrzeć, to mimo tego, że jest wymyślony, będę płakać, a fan-fiction daje mi możliwość odmiany jego losu.– kontynuuje Oleksandra. Najważniejszą rzeczą jednak pozostaje interakcja między pisarzem, a czytelnikami. Komentarz pod tekstem to nie tylko miernik pisarskich zdolności Fic-writera. To również nagroda za wykonaną pracę, na którą każdy pisarz czeka z niecierpliwością. Idealny komentarz dla autora fanfiku jest połączeniem opisanych emocji, doznanych podczas czytania, omówienie najlepszych fragmentów tekstu i konstruktywnej krytyki. Press j a

| 0 1 / 2014 | #54

Fanfikowe gatunki i bohaterowie Ze względu na fabułę, fanfiki można podzielić na trzy podstawowe grupy. Pierwsza – to fanfiki alternatywne. Odpowiadają na pytanie „co by było gdyby?” W tym przypadku, jedynym łącznikiem między fanfikiem a oryginałem są główni bohaterowie. Zadaniem autora takiego fanfika jest wprowadzenie jakiejś istotnej zmiany w historii, która wywróci fabułę do góry nogami i ukształtuje przebieg wydarzeń zupełnie inaczej niż w wersji pierwotnej. Druga grupa to fanfiki–kontynuacje. Albo są to tzw. sequele, czyli dalsze losy bohaterów oryginału, albo prequele – czyli opowieści o tym, co było wcześniej. Wreszcie mamy fanfiki poboczne, które polegają na rozwijaniu wątków, nieopowiedzianych szczegółowo w  utworze oryginalnym. Te mają najczęściej na celu spojrzenie na historię z  zupełnie innej strony. Pozwalają również uczynić głównym tego bohatera, który w oryginale był drugoplanowy lub jedynie epizodyczny. Autorzy fanfików piszą różnie. Czasem w formie pamiętników, czasem opowiadań z  perspektywy pierwszo-, drugo-, a  nawet trzecioosobowej. Formę w pierwszej osobie przyjmują najczęściej wspomnienia, bądź listy bohatera, mające na celu zmusić czytelnika do refleksji nad wydarzeniami. Wiele fanfików ma charakter powieści z kluczem. W takim przypadku autorzy (najczęściej blogerzy, lecz nie tylko oni) formują się w grupy i tworzą tzw. „serie”. Historie pisane przez inne osoby są ze sobą w odpowiedni sposób połączone i tworzą jednolitą całość. Ostatnio ciekawą nowością są fanfiki opowiadające historie osób sławnych w  świecie rzeczywistym, np. członków zespołów muzycznych, czy nawet niektórych postaci historycznych. Fan-fiction jest również bardzo popularne wśród fanów mangi i anime, szczególnie w przypadkach zakończonych już historii, lub gdy kolejne odcinki wychodzą ze zbyt dużym opóźnieniem. Przerwa pomiędzy nimi jest elementem napędzającym do tworzenia fanfików. Często dochodzi też do sytuacji, gdy autor zakończonej już serii


pressj a

29

Ilustracja: Natalia KLOCEK

Pr e ssja

| 01 / 2 0 1 4 | # 5 4


pressj a

30

net można znaleźć kilkadziesiąt tekstów w języku polskim.

Fan-fiction w Rosji

Ilustracja: Natalia KLOCEK

Fanfiki zadziwiająco popularne są w Rosji, szerzej – w krajach byłego Związku Radzieckiego. Co ciekawe, grono ludzi zajmujących się fan-fiction na tym obszarze, jest dość zamknięte ze względu na swoisty język, którym posługują się jego członkowie. Szczególna terminologia towarzyszy sztuce fan-fiction przez cały czas powstawania tekstu. Porządnie napisać tekst, który zyska popularność na portalach fan-fiction, można tylko wtedy, kiedy zna się wszystkie reguły, dotyczące prawidłowej konstrukcji opowiadania. Bez znajomości swoistego słownictwa, trudno też zrozumieć komentarze. Te utrudnienia nie odbijają się w  sposób szczególny na liczbie opowiadań dostępnych w sieci. Największy portal fan-fiction w Rosji - www.ficbook.net - liczy ponad 450 tysięcy opowiadań na temat 6 tysięcy oryginalnych powieści, nieco więcej niż 300 tysięcy aktywnych użytkowników i 4,5 miliona stron tekstu. Codziennie portal odwiedza około 150 tysięcy czytelników.

Brak szczęścia do fanfików na Ukrainie

postanawia kontynuować swoje dzieło, a w tym czasie setki fanów już zaczęły to robić. To spotkało np. serię dotyczącą przygód Harry’ego Pottera, który miał już co najmniej kilkanaście siódmych tomów w  Internecie przed ukazaniem się oryginalnego finału. Zresztą – opowieść o Harrym Potterze pozostaje dotychczas najpopularniejszym motywem fanfikowym. Na samym tylko portalu www.fanfiction.net, który jest najdłużej działającym adresem tego rodzaju, jest ponad 640 tys. potterowych historii. Na drugim miejscu jest saga „Zmierzch” – prawie 210 tys. opowiadań. „Władca Pierścieni” z liczbą niecałych 50 tys. zostaje daleko w tyle.

Profesjonalny, ale za darmo Mitem jest, że pisaniem fanfików zajmują się jedynie fani – amatorzy. Tworzeniem własnych wersji wydarzeń potterowskich zajmuje się nawet polska pisarka fantasy - Ewa Białołęcka. Fikcyjne utwory mogą powstawać pod jednym, wyraźnym warunkiem – muszą być publikowane non-profit (w celach niekomercyjnych). W  innym wypadku mogą zostać potraktowane jako zwyczajne łamanie praw autorskich. Na szczęście dla nas (i dla fanów fanfików), zdarzają się wyjątki w przepisach niektórych krajów. Na przykład w Polsce i Rosji nie musimy się przejmować tą regułą, choć akurat w  naszym kraju nie ma fanfików zbyt wiele – jeśli porównać to z ich liczbą choćby w języku angielskim. Jeżeli władacie biegle tym drugim językiem warto zajrzeć na wspominany już www.fanfiction.net i  www.archiweofourown.org. Na fanfiction.

Press j a

| 0 1 / 2014 | #54

Fan-fiction w języku ukraińskim nie jest tak rozwinięty, bo nie ma gdzie go publikować. Ze względu na to wielu ukraińskich pisarzy zaczyna pisać po rosyjsku. Kilka lat temu został zamknięty portal www.forenter.com, który gromadził opowiadania głównie na temat Harry’ego Pottera i  „Zmierzchu”. – Nie spędzam dużo czasu na rosyjskich portalach – mówi Oleksandra – Od momentu, gdy przestał działać www.forenter.com, zaczęłam się bardziej interesować angielskojęzycznymi tekstami. Autorom chcącym publikować fanfiki w języku ukraińskim, można polecić www.fanfikyua.blogspot.com i grupę poświęconą fan-fiction po ukraińsku w serwisie społecznościowym www.vk.com. Te portale, póki co, niestety nie cieszą się wielką popularnością.

Może Ty też napiszesz fanfika? Fanfiki to nie jest zjawisko nowe – pierwsze, podobne do dzisiejszych, powstały w latach 60. XX wieku. Były to fanfiki serialu Star Trek, publikowane w fanzinach. Dziś światem fan-fiction rządzi dostępny dla wszystkich Internet. Dlaczego tego nie wykorzystać? Jeśli lubisz czytać dobre książki, a pisanie nie sprawia Ci problemów, może właśnie dla Ciebie stworzone jest pisanie fanfików. Nie ma lepszego sposobu na wyrobienie swojego warsztatu, niż tworzenie własnych tekstów. Fanfiki nie narzucają żadnej sztywnej formy, a jeśli to co napiszesz okaże się dobre i ciekawe, będzie to dla ciebie drogowskaz, że może właśnie Ty będziesz kolejną J.K. Rolwing czy Stephanie Meyers…

Paweł SOCHACKI, Yaryna ONISHECHKO


Badanie Udział w szkoleniu predyspozycji zawodowych podczas „Metody i techniki kontroli stresu” spotkania z doradcą zawodowym

Rozwijanie aktywności studenckiej w kołach naukowych, Pressji i Radiu Eter.fm

st II ro ud k ió w

dnienia ze Karier WSIiZ przypadały, w Biur jednego w roku 2013 na enta absolwenta i stud yka kierunku Informat

Ponad 3 oferty zatru

$

Pi $ e pr rw na ac sz et a a at

3m

iZ WSI r e i r 013 a 2 K u o k ro Biur ło w a k s pozy

330

Doskonalenie aktywności studenckiej

Doświadczenia zdobywane w czasie III roku studiów

Płatny staż

Praktyka zawodowa

Wyższa Szkoła Informatyki i Zarzadzania z siedzibą w Rzeszowie ul. Sucharskiego 2, 35-225 Rzeszów, pokój RA45/RA46, tel. 17 866 11 55, 17 866 14 44, 17 866 13 18, fax 17 866 12 32 e-mail: bk@wsiz.rzeszow.pl

Udział w szkoleniu „Proces rekrutacyjny od A do Z”

Spotkania z Pracodawcami

k ro ów III udi st

$

acy

pr iejsc

Praktyka zagraniczna ERASMUS

ym ow d o ów aw z nt ą m e c e zą ad logi olw or arc bs o d d a h z i po yc je os ps ów t ac e g z t n l ść u ow ude je ns ac od b, alno ó Ko sult zaw la st mi ł os ia n d i a la dz Ko ktyk aże firm d y ną t a tat łas Pr tne s ca z z ra a ars yć w Pł ółp a i w łoż p za ni Ws ole chcą k Sz óre kt

Doświadczenia zdobywane w czasie II roku studiów

E y m rac owe fir P h d c o wa zy ict i zaw ks n ę i y d cy re tyk rac najw oś ak i Pra h P r i P p c rg cy elam cja zne a ą n j T i e c ic ku ie Ag rani ck zu staw s a g o d Za karp b P rze ó d p s o O z P ia za Ba tkan y t o Sp szta a r i a W olen k Sz

Spotkania z Pracodawcami

s

mu

ras

Praca dorywcza

Udział w szkoleniu „Autoprezentacja i komunikacja interpersonalna”

Doświadczenia zdobywane w czasie I roku studiów

Udział w warsztatach biznesowych „Jak założyć własną firmę”

ok w I r dió u st

Spotkanie z psychologiem (testy osobowościowe)

www.biurokarier.wsiz.pl


pressj a

32

Press j a

| 0 1 / 2014 | #54


Pressja (54) Drukowana 02/2014