Page 1

REPORTAÅ»

1


2


SPIS FELIETON TREŚCI REPORTAŻ

FELIETON

KULTURA

Czy w Wielkiej Brytanii obchodzi się Wielkanoc?

Kto ty jesteś? O patriotyzmie, poezji i starych pocztówkach

26

„Faszysta”

29

4

WIADOMOŚCI Obchody Narodowego Święta Żołnierzy Wyklętych w UK 8 Polish Heritage Days 2019 - Dni Polskiego Dziedzictwa w UK

9

PUBLICYSTYKA Mea culpa, bo nie kablowałem Ile wymiarów ma emigracja?

10 12

SPORT Ta pasja nigdy nie wygasa: Polscy kulturyści w Londynie BIZNES Krótka historia funta: Od srebrnego pensa po plastikowe banknoty

8 Święto Żołnierzy Wyklętych w UK

30 10 Mea culpa, bo nie kablowałem

32 12

100-lecie NIEPODLEGŁOŚCI Drogi do wolności (II)

Ile wymiarów ma emigracja?

19

TEMAT NUMERU Patronka niepodległości Matka Boża w polskiej historii i malarstwie patriotycznym - cz. 1 22 Dyrektor Marketingu Zbigniew Szary marketing@polskimagazyn.uk

www.polskimagazyn.uk

kontakt@polskimagazyn.uk

Publicyści: Agata Summerell, Magdalena Grabowska, Aleksandra Walecka, Włodzimierz Bykowski, Paweł Domieracki, Michał Gackowski, Emanuel Kaja, Tomasz Niemas, Mateusz Soliński, Tomasz Sypniewski

Korekta: Pracownia Ashena Skład i grafika Dzióbas Studio Redaktor naczelny Kajetan Soliński Numer: 2019/3-4/4 Nakład: 8.000 Druk: Mediapol Okładka: widokówka z kolekcji Wojciecha Banacha - „Śpiący rycerz w Tatrach” (A. Piotrowski). Wyd. „Galeria Polska”, Kraków (ok. 1930 r.)

19 Drogi do wolności (II)

Redakcja nie odpowiada za treści reklam i ogłoszeń. Redakcja zastrzega sobie prawo do skracania i przeredagowywania tekstów oraz obróbki nadesłanych zdjęć. Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych. Poglądy zawarte w publikacjach są przekonaniami ich autorów i nie zawsze są zgodne z przekonaniami Redakcji. Wszelkie prawa zastrzeżone. Reprodukcja i przedruk wyłącznie za zgodą wydawcy. Źródła zdjęć w Magazynie: pixabay.com, unsplash. com, pexels.com,123RF.com, freeimages.com, flickr.com oraz archiwa Redakcji i autorów.

22 Patronka niepodległości

26 Kto ty jesteś? O patriotyzmie...


FELIETON

Czy w Wielkiej Brytanii obchodzi się Wielkanoc?

Wielkanoc to najstarsze i najważniejsze święto chrześcijańskie. W Polsce czas ten kojarzy się przede wszystkim z rodzinną wyprawą ze święconką, liturgią paschalną, spotkaniem podczas uroczystego niedzielnego śniadania i oczywiście – z lanym poniedziałkiem. Mieszkańcy Wielkiej Brytanii nieco inaczej obchodzą to święto, a niemal wszelkie element wskazujące na religijną symbolikę tego okresu zupełnie zniknęły.

Przede wszystkim dni wolne od pracy W odniesieniu do Zjednoczonego Królestwa trudno jest mówić o celebrowaniu Wielkiej Nocy. Czas ten stał się tutaj przede wszystkim dniami wolnymi od pracy, które nie mają już chyba nawet najmniejszego „zabarwienia” chrześcijańską tradycją.

Długi weekend zaczyna się od Wielkiego Piątku (Good Friday) i trwa do poniedziałku włącznie (Easter Monaday). Okres ten ma głównie charakter komercyjny. Wielka Sobota to czas wzmożonej aktywności w centrach miast: licznych festiwali oraz zatłoczonych kawiarni i sklepów. Niedzielę Brytyjczycy, podobnie jak my, spędzają zazwyczaj z rodziną i znajomymi. Większość z nich niestety nie celebruje już wspólnego śniadania w domowym zaciszu. Zamiast tego odwiedzają restauracje, albo – jeżeli pogoda pozwoli – wybierają się na pikniki do parku bądź za miasto. Bardzo często zdarza się też, że na Święta całe rodziny „fundują” sobie zagraniczny urlop. Spędzają ten czas w cieplejszych zakątkach świata – najpopularniejszymi regionami, do których udają się mieszkańcy Wysp są tropiki, zwłaszcza okolice Morza Śródziemnego.

4

Poniedziałek Wielkanocny, dla tych którzy zostali w kraju, to przede wszystkim dzień wyprzedaży. Kuszące przecenami sklepy, markety i galerie handlowe wypełnione są już od rana tłumami klientów.

Wielkanoc - czyli święto czekoladowego jajka Wśród ogromu dekoracji, ozdób i innych okolicznościowych produktów, sprzedawanych w tym okresie, karkołomnym wyczynem jest znalezienie czegokolwiek nawiązującego do zmartwychwstania Chrystusa. Za to sklepy pełne są gadżetów, które stały się tutaj jedynymi rozpoznawalnymi symbolami Wielkanocy. Są to przede wszystkim setki (bądź tysiące) różnych pomysłów na kolorowe jajka – począwszy od słodyczy: czekolady, marcepanu i wielu in-


FELIETON REPORTAŻ nych wyrobów – we wszystkich możliwych rozmiarach i konfiguracjach, a skończywszy na innych wymyślnych towarach. Brytyjczycy już dawno temu zrezygnowali z pisanek na rzecz czekoladowych łakoci. Na sklepowych półkach zobaczymy całą gamę produktów: od zwykłych małych cukierków po ogromne półmetrowe jajka-giganty, jaja-pudełka, jajka-bombki, jajka-talerze oraz sporą część asortymentu w jajeczno-wiosennych wzorach. Drugim charakterystycznym dla tego okresu elementem jest króliczek wielkanocny (Easter Bunny). Podobnie jak w przypadku jajek, można go znaleźć w niezliczonej ilości wariacji. Oba – króliczek i jajka – są niezbędnymi elementami najważniejszej brytyjskiej tradycji wielkanocnej – polowania na jajka (Egg Hunt). Jest to popularna zabawa, w ramach której dzieci szukają czekoladowych jajek i króliczków w ogrodzie bądź parku,

schowanych tam wcześniej wśród traw, krzewów i drzew przez rodziców. Wygrywa to dziecko, któremu uda się znaleźć najwięcej. Poszukiwanie odbywa się w poranek Niedzieli Wielkanocnej.

Toczenie jajek W części Wielkiej Brytanii funkcjonuje też inny zwyczaj – zawody w toczeniu jajek (Rolling Eggs). Uczestnicy stają na szczycie górki i każdy z nich kładzie na zboczu po jednym „zawodniku”, który zaczyna się toczyć. Turniej wygrywa osoba, której jajko przetrwa zabawę. Opis może wydawać się ciekawy, jednak trudno przy tej okazji nie zauważyć też dużej różnicy w stosunku do polskiego sposobu celebrowania Wielkanocy. Nad Wisłą udekorowane jajka zanosi się w koszyku ze święconką do kościoła, następnie stanowią one ozdobę domowego stołu, a od

Zawody w toczeniu jajek (Rolling Eggs)

55

dzielenia się święconym jajkiem rozpoczyna się uroczyste śniadanie. W UK pozostawione, porozbijane jajka stanową „ozdobę” parków. Być może, to diametralnie inne podejście wynika nie tylko z odejścia od chrześcijańskich tradycji, nakazujących poszanowanie jedzenia, ale również ze spuścizny historycznej. Na przestrzeni wieków, dobrobyt panujący na Wyspach stał się w dużej mierze tak powszechny, że słowa Norwida:

Do kraju tego, gdzie kruszynę chleba Podnoszą z ziemi przez uszanowanie Dla darów Nieba....

Tęskno mi, Panie...

mogą zrozumieć dzisiaj chyba tylko narody, które doświadczone były tak ciężkimi okresami jak nasze zabory i okupacje.


FELIETON

Polska Wielkanoc W naszym kraju również można znaleźć mnóstwo elementów takich jak kurczaczki, czekoladowe jajka, króliczki i sporo innych współczesnych wymysłów. Jednak jest to tylko dodatek, a środek ciężkości znajduje się gdzie indziej. Wielki Tydzień upływa pod znakiem przygotowań i oczekiwania Wielkiej Niedzieli. Wiele osób od Wielkiego Czwartku do Wielkiej Soboty uczestniczy w Triduum Paschalnym. Podczas liturgii w pierwszy dzień Triduum kultywowany jest nadal zwyczaj nawiązujący do Jezusa myjącego nogi swoim uczniom przed Ostatnią Wieczerzą. Jako znak pokornej służby, w kościołach proboszczowie na początku Mszy św. obmywają nogi swoim księżom. Wielki Piątek to zwyczaj strojenia grobów Chrystusa. Jest to tradycja sięgająca w Polsce bardzo zamierzchłych czasów. Na przestrzeni wie-

ków zaczęły splatać się z nią także elementy narodowe. W XVII w. w jednym z kościołów warszawskich ułożono grób z samych szyszaków, tarcz i szabel. W okresie zaborów tworzono groby-symbole. W 1942 r. w kościele św. Anny w Warszawie mogiłę ułożono ze zwęglonych belek i kolczastego drutu. Centralne miejsce zajmował w nim czarny krzyż i chude, jakby wykradzione z obozu koncentracyjnego – ciało Zbawiciela. Tradycja grobów-symboli trwa do dzisiaj.

mi, przebranymi za rycerzy bądź żołnierzy, pilnującymi wejścia. W wielu miejscowościach zachowała się tradycja pełnienia honorowej warty przez strażaków, którzy na ten dzień przywdziewają galowe uniformy. A w części polskich wsi kultywowany jest nadal ludowy zwyczaj, zgodnie z którym to gospodarze – ubrani w wojskowe mundury – idą do kościoła strzec Grobu Pańskiego.

W tym dniu przygotowuje się też jedzenia do koszyków ze święconką – m.in. tradycyjne polskie pisanki.

Po Wielkim Tygodniu nadchodzą wesołe i ożywione Święta Wielkiej Nocy. W niedzielę rano odbywa się uroczyste śniadanie w rodzinnym gronie. Rozpoczyna je dzielenie się święconym jajkiem i składanie sobie życzeń. Następnie spożywa się potrawy, które zanoszone były dzień wcześniej w koszyku do kościoła. Nasze tradycyjne dania to: żurek na zakwasie, sałatka warzywna, domowy pasztet, barszcz biały, schab ze śliwką, jajka w majonezie, jajka faszerowane, pieczona biała

Wielka Sobota to oczekiwanie na zmartwychwstanie i wieczorna bądź nocna rezurekcja. Natomiast wcześniej – bo już od rana, dzień ten kojarzy się u nas przede wszystkim z rodzinną wyprawą ze święconką i odwiedzeniem w kościele grobu Chrystusa, który często przygotowany jest jako żywy obraz – z ministrantami i harcerza-

6

6

Rodzinne śniadanie


FELIETON REPORTAŻ kiełbasa – a na Podlasiu kulebiak z jajkiem i pieczarkami. Świąteczne posiłki dopełniają serniki, makowce, mazurki i drożdżowa babka oraz baranek wielkanocny zrobiony z masła, ciasta bądź cukru. Pierwszy dzień Świąt upływa w ścisłym rodzinnym gronie. Dopiero poniedziałek jest czasem składania

wizyt znajomym, a także dniem, z którym związana jest inna, dobrze znana polska tradycja – śmigus-dyngus. Zmartwychwstanie Pańskie dla Polaków, na przestrzeni wieków, nabrało także dodatkowego, patriotycznego znaczenia. Stało się czasem wiary w sprawiedliwość

polskich pragnień, w słuszność przekazywanych nam przez pokolenia cnót narodowych i w odzyskanie niepodległości. Okres ten był dla nas symbolem zwycięstwa dobra nad złem i prawdy nad kłamstwem – także w odniesieniu do losów naszej ojczyzny. (red.)

U góry: Polskie dzieci w Katedrze Najświętszej Maryi Panny Wniebowziętej w Edynburgu, na dole: Strażacy z Brzeźnicy wraz z dziećmi pełnią wartę przy Grobie Pańskim

7


WIADOMOŚCI

Obchody

Narodowego Święta Żołnierzy Wyklętych w UK Wystawa „Inka” w Londynie W Wielkiej Brytanii główna część obchodów Narodowego Dnia Żołnierzy Wyklętych odbyła się w niedzielę 3 marca. W Klubie Orła Białego w Londynie (211 Balham High Road, SW17 7BQ), otwarta została wystawa pt. „Inka”, poświęcona Danucie Siedzikównie, bohaterskiej, młodziutkiej sanitariuszce 5 Wileńskiej Brygady AK – zamordowanej przez reżim komunistyczny. Ekspozycji towarzyszyły wykłady: Prof Tadeusza Wolszy z Instytutu Historii Polskiej Akademii Nauk oraz dr Marka Laskiewicza – Prezesa Polskiej Wspólnoty w Wielkiej Bryta-

latach popularność inicjatywy rosła w błyskawicznym tempie. W 2018 r. w imprezie uczestniczyło już 70 tys. biegaczy w ponad 300 miastach w Polsce i za granicą. Ideą przedsięwzięcia jest upamiętnienie Żołnierzy Wyklętych – 1 marca został ustanowiony Narodowym Dniem Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Tego dnia w 1951 roku w więzieniu mokotowskim w Warszawie rozstrzelano siedmiu członków IV Zarządu Głównego Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość”: Łukasza Cieplińskiego, Mieczysława Kawalca, Józefa Batorego, Adama Lazarowicza, Franciszka Błażeja, Karola Chmiela i Józefa Rzepkę.

Wystawa „Inka” w Klubie Orła Białego w Londynie (fot. Klub Orła Białego/facebook)

nii. Wydarzenie stanowi część szerszego cyklu spotkań pt. ”Przystanek Historia”, prowadzonych od 2018 r. przez IPN w stolicy Zjednoczonego Królestwa. Tego samego dnia odbyła sie w Londynie, a także blisko czterystu innych miastach na całym świecie, 7. edycja Biegu Tropem Wilczym.

Bieg Tropem Wilczym Ponad 75 tysięcy osób wzięło udział w tegorocznym „Biegu Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Tropem Wilczym”. Zawody ku czci bohaterów podziemia antykomunistycznego odbyły się 3 marca w 365 miastach, nie tylko w Polsce ale też w największych światowych metropoliach - m.in. w Londynie, Wiedniu, Wilnie, Chicago i Nowym Jorku. Pierwszy „Bieg Tropem Wilczym” zorganizowany został w 2013 r. w lesie koło Zalewu Zegrzyńskiego. W następnych

Święto jest wyrazem hołdu dla żołnierzy podziemia walczących z okupacją sowiecką – za świadectwo męstwa, niezłomnej postawy patriotycznej i za krew przelaną w obronie Ojczyzny. Szacuje się, że w powstaniu antykomunistycznym walczyło: w organizacjach i grupach konspiracyjnych 250-300 tys. ludzi, a w oddziałach partyzanckich ok. 20 tysięcy żołnierzy.

„My jesteśmy z miast i wiosek polskich” Lata 1944–1947 cechował powszechny opór wobec komunistycznego reżimu. Skuteczność i zakres działania podziemia niepodległościowego były tak duże, że w sporej części kraju uniemożliwiały narzucenie sowieckiej władzy. Jednak w wyniku represji Urzędu Bezpieczeństwa, skierowania do Polski 70% wszystkich wojsk ZSRR znajdujących się Europie

88

oraz uznania Polski Ludowej i „protekcji” Stalina na arenie międzynarodowej, opór stopniowo zaczął tracić na sile. Mimo tego, trwał jeszcze wiele lat. Ówczesną sytuację Polski, walczącej z przygniatającym ją ciężkim sowieckim butem, oddaje odezwa dowódcy 5. Wileńskiej Brygady AK, Zygmunta Szendzielarza (ps. „Łupaszka”) – oficera kawalerii Wojska Polskiego, komendanta oddziału AK z okresu II wojny światowej, zamordowanego w więzieniu mokotowskim w 1951 r.: „My jesteśmy z miast i wiosek polskich. My chcemy, by Polska była rządzona przez Polaków oddanych sprawie i wybranych przez cały Naród, a ludzi takich mamy, którzy i słowa głośno nie mogą powiedzieć, bo UB wraz z kliką oficerów sowieckich czuwa. Dlatego też wypowiedzieliśmy walkę na śmierć lub życie tym, którzy za pieniądze, ordery lub stanowiska z rąk sowieckich, mordują najlepszych Polaków domagających się wolności i sprawiedliwości.” Oprócz tych, którzy świadomie podjęli walkę z systemem komunistycznym, represje czekały także ludzi, którzy po wojnie próbowali normalnie żyć. Przyczyną ich prześladowania była działalność patriotyczna i konspiracyjna z czasów II wojny światowej – przeciwko niemieckiemu najeźdźcy. Przykładem jest por. Jan Rodowicz (ps.„Anoda”) skatowany w siedzibie Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego na ul. Koszykowej, czy gen. August Emil Fieldorf (ps. „Nil”) skazany na śmierć i powieszony w więzieniu na ul. Rakowieckiej. Ostatni ukrywający się Niezłomny – Józef Franczak (ps. „Lalek”) zginął w walce w 1963 roku – stąd też wziął się symboliczny dystans biegu, który odbywa się na trasie 1963 metrów. Ideą tego wydarzenia jest także pomysł, aby uczestnicy poczuli bliskość z Żołnierzami Wyklętymi. Żeby zrozumieli, że nie są to tylko polscy żołnierze-partyzanci, bo przed 1939 r. wielu z nich było zwykłymi ludźmi: nauczycielami, artystami, inżynierami, profesorami czy naukowcami. Dopiero w czasie II wojny i podczas walki z komunistycznym reżimem „zachowali się jak trzeba” – i do końca, niezłomnie walczyli w obronie Ojczyzny. (red.)


WIADOMOŚCI REPORTAŻ

Jest to już trzecia edycja obchodów realizowana pod patronatem Ambasady RP w Londynie oraz konsulatów w Edynburgu i Manchesterze. Dni Polskiego Dziedzictwa mają przypominać o dokonaniach i zasługach naszych rodaków dla Zjednoczonego Królestwa, m.in. w okresie II wojny światowej. Ich zadaniem jest też zaakcentowanie roli i dużego wkładu wnoszonego, również obecnie, przez młodsze pokolenia Polaków do życia kulturalnego, gospodarczego i społecznego Wielkiej Brytanii. Święto ma nawiązywać do obchodów uroczystości Konstytucji 3 maja w Polsce i dlatego celebrowane jest co roku w pierwszy weekend przypadający po tej dacie. W tym roku Polish Heritage Days (PHD) odbędą się 4 i 5 maja. Ambasada zachęca wszystkie polskie i brytyjskie organizacje i instytucje do włączania się w obchody przez cały miesiąc. Ambasador Arkady Rzegocki poinformował: – To także okazja do świętowania w szerszej społeczności Dnia Polonii i Polaków za Granicą oraz Dnia Flagi RP przypadających na dzień 2 maja oraz Święta Konstytucji 3 Maja. (...) Zapraszam do podjęcia wszelkich inicjatyw oraz realizacji projektów, które spowodują, że będziemy bardziej widoczni i pozytywnie rozpoznawalni w naszych lokalnych społecznościach. Pozycja, jaką zajmuje niemalże milionowa rze-

sza naszych Rodaków jest bowiem nadal niewspółmierna ze wspaniałym potencjałem, jaki prezentujemy. Pokazując naszą otwartość, tolerancyjną, zaangażowaną i przyjazną postawę naszym sąsiadom, pokonujemy stereotypy, a także wskazujemy, że zależy nam na uczestniczeniu i aktywnym współdziałaniu w sprawach dotyczących naszego najbliższego otoczenia – napisał Ambasador Rzegocki w liście otwartym do organizacji polonijnych. Podobnie jak w poprzednich latach, oficjalnym symbolem projektu jest biało-czerwona szachownica lotnicza – symbol rozsławiony m.in. przez polskich pilotów walczących w bitwie o Anglię, a obecnie, dzięki działaniom promocyjnym ambasady RP w Londynie, stała się znakiem rozpoznawczym Polaków w Wielkiej Brytanii. Kolejnym aspektem święta jest pomysł wywieszania polskich flag, nie tylko na siedzibach polonijnych stowarzyszeń i organizacji ale przede wszystkim przez Polaków na ich domach. Co więcej idea PHD zakłada, że przy współpracy z brytyjskimi władzami, byłaby także możliwość eksponowania polskich barw narodowych przez instytucje publiczne, które podkreślałyby w ten sposób ogólnokrajowy charakter obchodów. Ambasador zasugerował, że wiąże się to z koncepcją, aby w dalszej perspektywie czasowej z Polish Heritage Days uczynić uroczystości podobne do Dnia Świętego Patryka.

9

Podczas tegorocznej edycji, podobnie jak w ubiegłych latach, organizacje włączające się w Polish Heritage Days mogą liczyć na wsparcie materialne w postaci zwrotu części poniesionych kosztów, pomoc w kontaktowaniu się z lokalnymi władzami oraz w nagłośnieniu wydarzenia w mediach. Ambasada i konsulaty będą zajmować się koordynacją działań współorganizowanych przez polskie szkoły sobotnie, stowarzyszenia, organizacje polonijne, polskie parafie i innych uczestników. Deklaracje o chęci przygotowania wydarzenia w ramach obchodów można zgłaszać, poprzez wysłanie formularza, do 15 marca na adresy: polishday.london@msz.gov.pl (organizacje w okręgu konsularnym Londyn) polishday.manchester@msz.gov.pl (organizacje w okręgu konsularnym Manchester) polishday.edinburgh@msz.gov.pl (organizacje w okręgu konsularnym Edynburg) polishday.belfast@msz.gov.pl (organizacje w okręgu konsularnym Belfast). Formularz zgłoszeniowy jest do pobrania na stronie londyn.msz.gov.pl – w zakładce „Aktualności”. (red.)


PUBLICYSTYKA

Mea culpa, bo nie kablowałem Nie wiem czy życie w innych krajach bywa tak nieznośne jak w Polsce. Dlatego nie będę porównywał. Skoncentruję się na wyrażeniu uczucia absurdu, które wypełnia moją duszę. Od zawsze starałem się zachowywać do wszystkiego jak największy dystans, ale irracjonalna rzeczywistość, w brutalny sposób zawsze właziła buciorami do życia. Przez ostatnie ćwierćwiecze miało to najczęściej formę idiotycznych przepisów i idącej za nimi biurokracji, która z nieznanych mi przyczyn chce regulować wszystko. Podobnie było wcześniej, za PRL-u. Odnoszę jednak wrażenie, że wtedy więcej osób zdawało sobie sprawę, że propagandowy świat Dziennika Telewizyjnego i transmisji z obrad Komitetu Centralnego PZPR nijak się miała do życia. Dziś ludzie zatracili dystans, a szaleństwo ogarnia nawet umysły znajomych. Jest nie tylko głupio, ale i strasznie.

Jacek Żakowski zapytał w telewizji Rafała Ziemkiewicza, co ten robił w latach 80., dlaczego nie działał w opozycji. Niezależny dziennikarz nie wykazał się refleksem i udzielił głupiej odpowiedzi, udając, że w owym czasie był dzieckiem. Dla mnie cała sprawa wydała się śmieszna i bez znaczenia.

spawa TW Bolka znana jest od dawna i tylko koleżeńsko zamiatana pod dywan Okazało się jednak, że głupi atak Żakowskiego ad personam, bo nie ad rem, wywołał kolejną burzę w szklance wody rozmywając moralny problem związany z agenturalną przeszłością Lecha Wałęsy. Dodam, że spawa TW Bolka znana jest od dawna i tylko koleżeńsko zamiatana pod dywan. Po wybuchu sprawy z dokumentami z domu Kiszczaka, dowiedziałem się, że znajomi chcą

1010

jechać do Warszawy na manifestację w obronie byłego przewodniczącego Solidarności. Pomyślałem, że ogłupieli, bo taka postawa nie jest dążeniem do wyjaśnia sprawy, tylko pragnieniem zaczarowania rzeczywistości. Protestem nie da się jednak zmienić faktów z życia noblisty. Siłą umysłu nic się nie zmieni, jeżeli Wałęsa naprawdę był agentem SB. Te dwa zdarzenia sprowokowały mnie do zadania sobie kilku pytań o ocenę najnowszej historii Polski. Czy bez Lecha Wałęsy strajk w Stoczni Gdańskiej im. Lenina nie zakończyłby się sukcesem? Czy Lech Wałęsa był osobą niezastąpioną? Czy bez Lecha Wałęsy nic by się nie stało, a robotnicy powróciliby do pracy po groźbach komunistów? Czy gdyby na czele strajku nie stanął Wałęsa, to nie znalazłby się jakiś inny Jan Kowalski, który na koniec zostałby symbolem polskiej walki z komunizmem? Czy w


PUBLICYSTYKA REPORTAŻ ówczesnej sytuacji politycznej ów Kowalski nie otrzymałby nagrody Nobla? Mówiąc krócej zastanawiałem się, czy Lech Wałęsa wypłynął na fali stoczniowych protestów i to one były warunkiem koniecznym do jego późniejszej kariery, czy odwrotnie. W mojej ocenie odpowiedź jest prosta. Lech Wałęsa był jednym z wielu, a jeżeli był agentem, to jego wpływ na polskie przemiany mógł być negatywny. Podobnie zastanawiałem się co jest symbolem polskiej walki z komunizmem: strajk robotników czy osoba Lecha Wałęsy? Bohaterami są stoczniowcy czy zarozumiała jednostka?

Jeżeli opozycjonista będzie donosił władzy na kolegów to nie będzie opozycjonistą, będzie agentem. Każdy wybór ma swoje konsekwencje.

W Polsce obowiązuje jednak inna logika. Mamy relatywizm klimatyczny. Więc trzeba się dostosować, zrobić rachunek sumienia i szczerze wyznać winy. Dlatego spowiadam

się wam obywatele Rzeczpospolitej Polskiej. Zawiniłem bardzo. Nie pisałem w liceum donosów na kolegów, nie zapisałem się do PRON, nie byłem na studiach członkiem ZSMP, nie studiowałem nauk politycznych na akademii przy Komitecie Wojewódzkim PZPR, nie napisałem listu do generała Kiszczaka, po morderstwie księdza Popiełuszki, nic podobnego nie robiłem, a przecież gdybym coś takiego robił, to może później miałbym szanse stać się bohaterem albo szanowanym autorytetem? Nie wstąpiłem również do ZOMO i w efekcie nie otrzymuję emerytury jak niektórzy rówieśnicy. Będę musiał harować do śmierci. Dlatego oświadczam. Moja wina, moja bardzo wielka wina, przeto błagam najświętszą Polskę Ludową o wybaczenie, a was obywatele o wstawiennictwo i modlitwę do symbolu naszego zwycięstwa z komunizmem. Niech nam żyje przewodniczący i prezydent Lech Wałęsa, niech żyje! Sto lat!

Włodzimierz Bykowski Włodzimierz Bykowski

W Polsce nie mieszka jednak logika. Nie ma rozmowy, są emocje. Życie zdeterminowane jest przez wojnę plemienną. Nie ma znaczenia prawda. Jest tylko walka i nienawiść, ale nie nasza, tylko tych drugich. Możemy nienawidzić, bo nienawidzą ci drudzy. Taki jest tu klimat. Ale ja znam odpowiedź na pytanie postawione Ziemkiewiczowi przez redaktora Żakowskiego. Najważniejsze, że RAZ nie kablował, bo znaczenie ma nie tylko to co się robi, ale również to czego się nie robi. Jeżeli obrońca zwierząt będzie potajemnie je mordował, to nie będzie obrońcą zwierząt. Jeżeli policjant nie będzie ścigał przestępców, ale im pomagał, to nie będzie policjantem, będzie przestępcą. Jeżeli opozycjonista będzie donosił władzy na kolegów to nie będzie opozycjonistą, będzie agentem. Każdy wybór ma swoje konsekwencje. Rafał Ziemkiewicz nie był opozycjonistą, ale nie był też zdrajcą. To też była decyzja. W Polsce mamy jednak demokrację. Będziemy głosować. Wołowinę nazwiemy wieprzowiną, a wieprzowinę wołowiną. A kiedy przyjadą do

nas islamscy uchodźcy, to zdziwimy się, że mimo religijnego zakazu jedzą to co nazywamy wieprzowiną. Myślimy, że możemy zaczarować świat niczym czarodziejka Armida z Jerozolimy Wyzwolonej. Taki jest u nas klimat. Oskarża się innych, że oskarżają bez dowodów, ale samemu broni się również bez dowodów. Jest jednak coś głupszego. Usprawiedliwia się przez powszechność i analogię. Mówi się, że inni też tak robili tylko po to by umniejszyć winę. Wszystkich wrzuca się do jednego kubła z pomyjami. Ale kradzież samochodu jest kradzieżą samochodu, nawet jeżeli wszyscy wszystkim ukradną samochód. Wtedy wszyscy będą złodziejami! Prostytutka uprawiająca tylko seks analny nie jest dziewicą mimo zachowanej błony dziewiczej, jest kurwą!

11


PUBLICYSTYKA

Ile wymiarów ma emigracja? Nie tyle emigracja co emigranci Co to znaczy emigracja? Sądzę, że raczej należy rozpocząć od pytania: kim jest emigrant? A to pytanie z kolei łączy się z innym pytaniem: jak żyje emigrant? Jakim wyzwaniom musi sprostać emigrant? (...) Już w tym miejscu pojawiają się cztery wymiary emigracji, a mianowicie: wymiar indywidualny, małżeński, rodzinny i wreszcie wspólnotowy. Tej czwórce towarzyszy dalszy wymiar, a mianowicie rodzimy. Każdy związany jest blisko z jakimś językiem ojczystym. Każdy też wyrasta z jakiejś określonej kultury, określonej historii – co najmniej rodowej i takiejże tradycji. Co najmniej w Europie nie widzę ani jednego narodu, który byłby zakorzeniony wyłącznie w kulturze rodzimej. Nadto niemal wszystkie kultury w Europie znamionują korzenie chrześcijańskie. Wraz z dziedzictwem starożytności chrystianizm nadał kulturom narodów europejskich nader silne piętno. Jeśli zważyć, iż kultura europejska wpisana jest w świat, a świat niejako w Europę, wtedy dochodzi nowy wymiar – wymiar ogólnoludzki.

Stąd w każdym razie emigranci z Polski łączą w swym bytowaniu wymiar rodzimy z następującymi wymiarami: europejskim, chrześcijańskim oraz ogólnoludzkim. A jest tak od dawna – na długo zanim rozpoczęła się globalizacja. Zresztą ta ostatnia często nie wykracza poza sferę gospodarczą, techniczną czy technologiczną, medialną i wreszcie cywilizacyjną. W tym miejscu pragnę przypomnieć słowa, które napisał kardynał John Henry Newman: „The only evidence of life is growing.” Nieco swobodnie znaczą one: „Jedyny dowód na życie stanowi wzrost (dojrzewanie)” lub prościej: „Nie ma życia bez rozwoju ku dojrzałości”, czy jeszcze inaczej: „Oczywistość życia to rozwój”. Jeśli tę myśl odnieść do emigrantów, to wynika stąd co najmniej (i aż tyle): Polak na emigracji powinien sprawdzać się jako człowiek, Europejczyk, chrześcijanin (o ile nie wyrzekł się chrystianizmu), wreszcie jako Polak właśnie, nie tyle jako „obywatel świata”, co jako członek wielkiej rodziny ludzkiej, którą nazywamy ludzkością. (...) Stąd widać, że wszystkim potrzeba szerokich horyzontów. Emigranci powinni to rozumieć nawet lepiej niż inni.

1212

Wobec tego nie mogą się ostać różnego rodzaju zawężenia czy uproszczenia, np.: emigracja za chlebem (ekonomiczna), emigracja za wolnością (polityczna), … za karierą… Nie jakoby przejawy rzeczywistości, które z tych formuł przezierały, nagle całkowicie znalazły się w lamusie. Niestety nadal różnego rodzaju bolączki i biedy każą także Polakom pakować kufry. Tyle, że te często bolesne bodźce nie są na miarę wyzwań bytowania emigracyjnego. Bo emigracja nie oznacza zawieszenia życia, całej głębi życia, całego zróżnicowania i wewnętrznego bogactwa życia. Na emigrację bowiem nie udaje się fragment człowieka (czytaj np. poszukujący pracy), ale jednostka, w której splatają się i przenikają nawzajem wszystkie wymiary człowieczeństwa. (...) Z czasem nadejdzie to, co można nazwać podstawowym wyborem emigranta. A jest to wybór podwójny. Nowoprzybyły musi nie tylko ustosunkować się do tego co przed nim, ale i do tego, z czym się rozstał, choćby zewnętrznie. Musi zatem jakoś połączyć i pogodzić nowe ze starym Nova et vetera. Zdarza się nieraz, że emigrant woli zamknąć się w getcie, albo też na odwrót – spalić za sobą


PUBLICYSTYKA REPORTAŻ mosty, by niejako oddać duszę i ciało temu, co nowe, zastane w nowym środowisku – z dala od ojcowizny. Tak czy inaczej – rozpoczyna nowy rozdział życia. Jeśli emigrant ma dzieci – w wieku szkolnym czy młodsze – musi nadto uzdatnić je do przyszłego podjęcia wyboru emigracyjnego. Innymi słowy to rodzice ukierunkowują dzieci czy to ku dwukulturowości, czy też nie przygotowują w tym kierunku, np. ponieważ nie rozumieją w pełni zagadnienia.

Otwieranie się lub nieotwieranie emigrantów Mniej więcej równolegle do próby początkowego zapuszczenia korzeni, dokonuje się to, co można nazwać otwieraniem się lub na odwrót, zamykaniem się czy wręcz zasklepianiem się. (...) Ogromne znaczenie dla otwierania się ma nowy język - często nieznany. Nie trzeba nikomu tłumaczyć jak wielką rolę odgrywa właśnie język.

Trudniej otwierać się na nową kulturę, choćby dlatego, że nie wszyscy emigranci widzą taką potrzebę. Klimat duchowy, panujący w nowym otoczeniu niekiedy wielce się różni od klimatu dotychczasowej ojczyzny. (...) Warto również pamiętać, że nie każde otwieranie się jest natury poznawczej, intelektualnej. Istnieje bowiem równie ważne, a może nawet ważniejsze otwieranie się natury moralnej. Można nie rozumieć inności bliźniego-tubylca, ale w każdym wypadku trzeba uszanować jego godność i podstawowe prawa człowieka. Postawa dialogowa obowiązuje nie mniej przybysza co tubylców. Jednemu i drugiemu przystoi życzliwość, cierpliwość, wyrozumiałość, szlachetność – tak, jak zalecał Norwid: jeśli różnić się, to szlachetnie. Powyższe uwagi pokazują, iż w bytowaniu emigracyjnym pojawiają się dalsze wymiary, a mianowicie kulturowy i kulturalny, intelektualny (poznawczy), moralny i religijny, a konkretniej chrześcijański. (...) Emigracja ze świata rodzimego do świata obcego bardzo

żywo przypomina przeszczep. Z tym przeszczepem każdy emigrant musi się uporać – czy to dalekowzrocznie, czy krótkowzrocznie, czy to mądrze, czy mniej mądrze… Emigracja pozwala na poznanie dwóch kultur, na porównanie ich i – tym samym – na lepszą ich ocenę – poznając przy tej okazji wyraziściej własną kulturę ojczystą. W każdym razie emigrant ma powód do poszerzenia swych odniesień kulturowych i do zastanowienia się nad swą zmienioną, nową sytuacją kulturową, celem dokonania nowego wyboru kulturowego. (...)

Otwieranie się emigrantów na odmienne środowiska kulturowe O ile emigrant zamierza otworzyć się na nowe, odmienne środowisko kulturowe – zastane w kraju osiedlenia, to ma do czynienia z nie lada wyzwaniem. Nie wszyscy tego pragną. Nie wszystkich na to stać. (...) Szczególną rolę odgrywa sam język kraju osiedlenia, oznacza bowiem jakby klucz kluczy. On przecież stanowi Polski transatlantyk „Stefan Batory”

13


PUBLICYSTYKA główny środek załatwiania spraw życiowych i potrzeb dnia codziennego, i oczywiście także warunek uczestniczenia w życiu kulturalnym. Ale zaznaczmy od samego początku: co innego chcieć, a co innego móc. (...)

Wymiary głębokie emigracji W życiu emigrantów chodzi nie tylko o ilość wymiarów, ale także o ich głębię. Te ostanie określają bardzo istotnie całe życie człowiecze w ogóle – w tym również osobliwy żywot emigrantów. Ze względu na doniosłość i istotność wymiarów głębokich można je nazwać nad-wymiarami – w sensie wymiarów warunkujących inne i przesądzających. Oto one: po pierwsze wymiar moralny, po drugie religijny, ściślej – w polskiej i europejskiej rzeczywistości historycznej i współczesnej – wymiar chrześci-

jański, po trzecie wymiar narodowościowy, po czwarte wymiar kulturowy (w określonym zakresie), wreszcie po piąte wymiar osobowościowo-indywidualny. Zauważmy, iż wymiar indywidualny można i należy rozpatrywać w podwójnym świetle, a mianowicie w świetle rozwoju osoby oraz w świetle rozwoju osobowości. Cztery pierwsze wymienione wymiary nie występują i nie istnieją w oderwaniu, „same w sobie”. Są natomiast zakorzenione w indywidualnej osobowości i tylko w niej. Osobowość – indywidualna stanowi pewien żywy splot wzmiankowanych wymiarów. Szerszy ich opis odkładam na inną okoliczność. Tutaj tylko jakby migawkowe ujęcia.

to mniej wydarzonym musi bardziej zmagać się z dobrem i złem. Zarówno w swoim wnętrzu jak i w swoim zewnętrznym postępowaniu. Czasami zwykł potykać się o swą słabość, a czasami upada ulegając złu, złości. Jeśli jest chrześcijaninem, bywa iż dąży nawet do świętości czy w każdym razie do pewnej doskonałości chrześcijańskiej; bywa iż żyje przeciętnie, czy raczej miernie po chrześcijańsku; bywa wreszcie iż trwa w grzechach i niewierze na co dzień bez stanowczej woli nawrócenia; niekiedy rozstał się z wiarą, moralnością, mądrością i kulturą chrześcijańską. (...)

A więc również emigrant – nigdy nie przestający być indywiduum osobowościowym, czy to wydarzonym, czy

Kiedy mowa o emigracji (polskiej) raczej rzadko, jak się wydaje, używa się wyrażenia greckiego „diaspora”. A

14

Diaspora polska


PUBLICYSTYKA REPORTAŻ przecież nie da się zaprzeczyć, że tzw. „Polonia świata”, to właśnie rozproszenie. Co więcej chodzi o podwójne rozproszenie. Po pierwsze emigranci z Polski rozproszeni są po wszystkich kontynentach świata. Po drugie żyją w rozproszeniu – również w krajach osiedlenia. Nie oznacza to wszakże, by diaspora wykluczała większe – jak się powiada – skupiska. Tak jest szczególnie w wielu wielkich miastach. Są zatem liczni emigranci polscy rozrzuceni po całym świecie. Warto by zresztą zastanowić się, czy i jak „Polonia świata” oddziaływuje na kraj i na „świat”. Ale i na odwrót – czy i jak kraj w jakiś sposób wspiera„Polonię świata”? W szczególności wolno pytać, w jakiej mierze Polacy pamiętają i pomagają Polakom „na wschodzie”, tzn. głównie w krajach byłego Związku Radzieckiego?

Podobne pytania należałoby postawić w odniesieniu do poszczególnych krajów, w których Polacy się osiedlili, względnie nadal się osiedlają. Gwoli trzeźwej oceny rzeczywistości należy zapytać, w jakiej mierze Polacy są obecni w życiu publicznym, w krajach diaspory polskiej? Czy i jak uczestniczą w poszczególnych dziedzinach życia publicznego – np. w polityce, gospodarce, w życiu społecznym, kulturalnym i religijnym. Aby te pytania nie pozostały nazbyt oderwane, można by je ująć bardziej konkretnie. Oto kilka przykładów: Ilu wybitnych polityków wydała Polonia amerykańska? Jak prężne są organizacje polskie w Niemczech – z Konwentem włącznie? Na ile liczy się „głos Polaków” w tym kraju? Jak wygląda dialog i współpraca między Polakami w krajach Europy zachodniej – np. we Francji i we Włoszech,

w Niemczech, Hiszpanii, Wielkiej Brytanii, Irlandii…? Jaką rolę odgrywa zgoda, wzajemna życzliwość, uzgodnione wspólne działanie… a jaką podziały, rozbicie, odwracanie się do siebie plecami? Ile jest dłoni i ramion otwartych w naszym emigracyjnym żywocie, który wszyscy dzielimy. Czy obędziemy się bez rachunku sumienia i bez uczciwego bilansu?

Wspólnoty parafialne Wyróżnioną rolę w życiu emigracyjnym odgrywa wspólnota parafialna. Różni się ona znacznie od normalnej parafii terytorialnej. Zazwyczaj jest to rozproszona parafia osobowa. Jej słabość polega na często dalekiej drodze do kościoła i na utrudnionych kontaktach z duszpasterzem. Jej moc natomiast leży w tym, iż staje się miejscem

„Osadnicy przybywają do Plymouth w Massachusetts na pokładzie Mayflower”, 1754, obraz W. J. Aylwarda

15


PUBLICYSTYKA spotkań, rozmów, wymiany doświadczeń. Zauważmy rzecz raczej mało dostrzeganą oraz mało docenianą. Otóż w całym okresie emigracyjnym tworzono i stworzono polskojęzyczne wspólnoty parafialne. W nich emigranci znajdowali jakby duchową ojczyznę, jakąś duchową przystań oraz ostoję. (...) Również ci, którzy nie podzielają wiary w Boga i Chrystusa oraz moralności ewangelicznej, mogą przekonać się o tym, jak duży wkład wspólnoty parafialne mogą wnieść i de facto wnoszą w życie każdego społeczeństwa. Dla przykładu: kto bez uprzedzeń rozważa, ile dobra wyrastać może czy to z sakramentu małżeństwa, czy to z sakramentu nawrócenia, ten zrozumie, jakie tu tryskają „dodatkowe” źródła życia. Wystarczy nie być zwolennikiem kryzysów małżeństwa i rodziny, wystarczy troska o społeczeństwo prawa bez korupcji, oszustów, kłamców (...)

Nowa emigracja „Nową emigrację” można rozumieć przynajmniej w dwójnasób. Po pierwsze jako najnowszą „falę emigracji” – w odróżnieniu od starej emigracji – często od dziesięcioleci przebywającej za granicą. Przyświeca mi tu odmienne rozumienie „nowości” emigracji, a mianowicie odmienne warunki kontaktowania się emigrantów z krajem. Otóż od kilku już dekad istnieje możliwość szybkiego podróżowania z kraju pochodzenia do kraju osiedlenia, względnie czasowego przebywania – oczywiście – także na odwrót. Nadto od szeregu lat są to nie tylko szybkie podróże, ale także raczej tanie. Jako niby błyskawiczny pomost między ojczyzną a obczyzną, pojawiły się „nowe media” takie, jak fax, komórki, internet… Chociaż świat wirtualny niesie tez sporo zagrożeń, to w tym wypadku mamy do czynienia raczej z jego blaskami. Na lepsze z kolei zmienia się położenie prawne emigrantów. Dotyczy to w pierwszym rzędzie obszaru Unii Europejskiej. Pierwszy raz możemy mówić „pares inter pares”

(równi z równymi). To nie tylko sprawa swobodnego przemieszczania się, ale również równouprawnienia wszystkich obywateli Unii. Wreszcie, jeśli pominąć krótki okres międzywojenny, to pierwszy raz w dziejach emigracji emigrantom nie odbiera snu troska o niepodległość kraju. Straciła zatem swą rację bytu „emigracja polityczna”, względnie „niepodległościowa”.

Panteon emigracji Mówiąc o panteonie emigracji, względnie emigrantów nie mam na myśli jakiejś (wspaniałej) budowli. Chodzi tu o „panteon” w sensie przenośnym. Często zresztą dotąd czciliśmy wielkich Polaków, którzy znaczącą część życia spędzali na wychodźstwie. Chociaż sporo z nich umarło z dala od ojczyzny – wielu zazwyczaj pochowano na obcej ziemi – to jednak prochy – szczególnie tych największych sprowadzono do Polski – to nic, że po wielu latach. Na emigracji nie ma ani Wawelu, ani Skałki, ani Powązek. Chodzi po prostu o czczenie ich pamięci i o to, aby pamiętać gdzie żyli, nierzadko zmagając się z „trudem istnienia”. Wielkość to była różna. Zazwyczaj wymieniamy wieszczów i geniuszy. Byli wśród nich twórcy kultury – w różnych dziedzinach ducha. A zatem trzeba przypomnieć malarzy i rzeźbiarzy, uczonych i naukowców, ale i muzyków oraz aktorów, a dalej pisarzy, publicystów, wydawców i redaktorów, wreszcie przywódców duchowych oraz duchownych, myślicieli i last not least świętych (czy to kanonizowanych, czy nie).

poeci Jan Lechoń, Kazimierz Wierzyński... by wymienić tylko wybranych... te nazwiska mówią same za siebie. Józef Conrad Korzeniowski, chociaż pisał po angielsku i stał się klasykiem literatury angielskiej, to jednak nie zerwał więzi z kulturą i losem Polski. Nie sposób też nie pamiętać o muzykach, czyli co najmniej o Szopenie i Paderewskim. Wspomnimy jeszcze tylko niektórych myślicieli: J.M. Bocheński, Leszek Kołakowski, Jan Łukasiewicz, Alfred Tarski, Anna-Teresa Tymieniecka (...) Kto wie, czy zasygnalizowany tutaj „panteon” wielkich wychodźców nie dorównuje wielkim twórczym osobistościom Złotego Wieku, wysławianym przez historyków. A może go nawet przewyższa. Tak czy inaczej wkład kulturalny emigracji pokazuje, jak wielką wagę ma jej wymiar kulturalny. Bez wielkiej kultury oraz bez znaczącej duchowości emigracja byłaby czymś znacznie mniej wydarzonym. Nawet te nazbyt telegraficzne zapisy pokazują, iż niepodobna sprowadzić zjawisko emigracji do wątku, który wyrażają takie hasła jak: „za chlebem” czy „za wolnością”.

Muzeum wychodźstwa polskiego Myśl, aby oddać sprawiedliwość emigrantom, którzy z takich czy innych powodów znaleźli się poza ojczyzną, zasługuje ze wszystkich miar na uznanie i pochwałę. Chodzi również, jak mniemam, o spłacenie pewnego długu wdzięczności.

Lista byłaby długa, stąd tylko tytułem przykładu kilka nazwisk, a więc: Norwid, Chopin, Kościuszko, siostry Ledóchowskie, Modrzejewska, Paderewski, i wielu innych.

Niemniej pozostaje do przedyskutowania zarówno sprawa koncepcji tegoż Muzeum, jak i bardzo zasadnicze pytania, co ono jest w stanie ukazać, unaocznić… przybliżyć. Dalsze pytanie brzmi tak oto: co mogą wnieść nowe media do odczytania historycznych i współczesnych losów emigrantów.

Jeśli chodzi o literaturę, to takie nazwiska jak np. czwórka wieszczów, a dalej Gustaw Herling-Grudziński, Witold Gombrowicz, Czesław Miłosz, Józef Łobodowski czy Jan Bielatowicz, oczywiście Stanisław de Vincenz czy

Mówiąc konkretniej – trzeba postawić następujące pytania: jak szeroki jest wachlarz możliwości muzealnego oddania sprawiedliwości wielowymiarowemu zjawisku emigracji? Po pierwsze, ile światła mogą rzucić na

16


PUBLICYSTYKA REPORTAŻ

„Pierwsi osadnicy wsiadający na Mayflower przed podróżą do Ameryki”, 1908, obraz B. Gribble’a

zjawiska emigracyjne zdjęcia, odnośne filmy dokumentalne – także z zasobów telewizyjnych? Jakie możliwości rozumienia losów emigranckich otwierają wywiady, zapisy dźwiękowe konferencji czy odosobnionych wypowiedzi „ad rem”? Ile wnoszą różnego rodzaju dokumenty, także prywatne… aż po wspomnienia? Jak odcisnęła się problematyka emigracyjna w literaturze na wychodźstwie? A jak w publicystyce czy w prasie emigracyjnej? (...) Jak ukazywać dziedzictwo kulturalne emigracji? Jak współczesną twórczość poza Krajem? Mówiąc krócej – jaka moc wymowy przysługuje środkom wizualnym, tekstom, zapisom dźwiękowym, mapom, wykresom – last not least: dziełom sztuki i w ogóle dziełom kultury?

Uwagi końcowe Życie na emigracji domaga się ujęcia całościowego. Na całość tego życia składają się wielorakie części – niby na swoistą mozaikę. A nadto całość to rozwojowa. Na emigrację rzecz jasna składają się też różne swoiste i osobliwe zjawiska. Niemniej kto mówi o emigracji, mówi nade wszystko o ludziach: o jednostkach, o rodzinach

– bo zazwyczaj jednostka jakby zakotwiczona jest w rodzinach (niekiedy rozbitych), o wspólnotach, środowiskach wreszcie w krajach osiedlenia. Otóż emigracja jako całość rzuca oczywiście światło na części. Ale i na odwrót. To bardzo istotny klucz do lepszego rozumienia emigrantów, ich życia oraz jakby całego emigracyjnego układu naczyń połączonych. Do naczelnych pytań dotyczących problematyki o której tu mowa, należą też przyczyny, powody i pobudki opuszczenia rodzinnego kraju. Dwa dalsze nieodzowne pytania odnoszą się do celów, sensu i kryteriów oceny życia emigrantów, a dalej do całokształtu zjawiska emigracji. Takie ujmowanie zagadnienia znamionuje filozofię. Inne ujmowanie tegoż zagadnienia, a więc np. historyczne, socjologiczne, polityczne, psychologiczne czy prawne zajmują się jedynie poszczególnymi aspektami. (...)

Emigrant wobec wyzwań kraju osiedlenia Obraz życia emigracyjnego byłby niepełny, gdyby nie wspomnieć o tym,

17

że inaczej przeżywa, odbiera i doznaje pierwsze pokolenie kraj nowego osiedlenia, a inaczej drugie, trzecie i dalsze pokolenia. Przybywający do nowego kraju osiedlenia emigrant zazwyczaj nie zna ani języka, ani zastanych zwyczajów i obyczajów, słowem nowej kultury kraju swego wyboru. Zresztą nie zawsze jest to kwestia nie tyle wyboru, co uwarunkowań prawnych, politycznych... Zaznaczmy mimochodem, iż nigdy dotąd wyjazd na stałe za granicę nie był tak łatwy jak obecnie. W każdym razie w obrębie Unii Europejskiej przemieszczanie się z kraju do kraju już nie zależy ani od wizy, ani od prawa pobytu, ani od prawa do podjęcie pracy itp. Pozostają ze względów oczywistych natomiast pewne trudności językowe, mentalnościowe, kulturowe... do odmiennego klimatu włącznie. W związku z tym pozostaje to, co możemy nazwać wyzwaniem kulturowym. Innymi słowy, przed przybyszem staje zadanie pewnego łączenia dotychczasowej kultury ojczystej z zastaną nową kulturą kraju osiedlenia. Wszakże mówiąc ściślej, rzecz jest trochę bardziej złożona. Po pierwsze - nowa, zastana kultura jest również pluralistyczna. Po drugie - ta zastana kultu-


PUBLICYSTYKA ra często była tworzona na podstawach chrześcijańskich i europejskich. Po trzecie - tzw. kultura zachodnia, a więc wywodząca się pierwotnie z Europy, czy to w obu Amerykach, czy w Australii, czy w niektórych krajach azjatyckich, ułatwia tzw. inkulturację w kraju, do którego przybył emigrant. Jeśli chodzi o kraje inne od zachodnich, to może dojść do pewnego zderzenia kultur. Łatwo sobie wyobrazić, że zwłaszcza w krajach islamskich czy hinduistycznych albo buddyjskich, emigrant ma do czynienia z bardzo różnym światem duchowym, mało podobnym do kultury poznawanej od kołyski. Pomijając dalsze wątki stwierdzamy, że emigrant stoi przed dokonaniem tego, co możemy nazwać kulturowym wyborem, swoiście wyborem emigracyjnym. Są rzeczy, których przybysz nie może sobie przyswoić, gdyż są one sprzeczne z jego postawą duchową. Wymieńmy choćby niektóre z nich: praktyki islamistyczne,

postawy szowinistyczne, nadmiernie nacjonalistyczne, czy też postawy wynikające z takich czy innych ideologii. Dla przykładu wymieńmy: rasizm, fanatyzm (np. religijny), brak tolerancji czy w ogóle postaw odrzucających podstawowe prawa człowieka. Rzecz jasna, że emigrant będzie omijał kraje bardzo różniące się od ducha chrześcijańskiego, humanistycznego, słowem opartego na uszanowaniu osoby ludzkiej (każdego człowieka bez wyjątku), a zatem podstawowych praw człowieka. Na osobne omówienie zasługuje opis tego, co składa się na podstawowy wybór emigranta - przybysza. Zaznaczmy tutaj tylko tyle: podstawowy wybór emigracji wpisuje się poniekąd w wielkie życiowe wybory człowieka, o których autor pisał w książce „Szkice o człowieku”.

ks. Witold Broniewski dziną w tym wyjątkowym c

„Statek emigrantów”, 1884 , obraz J. C. Dollmana,

18

Ks. Witold Broniewski urodził się w 1935 r. w Lubaszu koło Czarnkowa nad Notecią. Od 1951 r. przebywa na emigracji m. in. we: Francji, Włoszech, Stanach Zjednoczonych i Niemczech. Studiował w Rzymie filozofię i teologię. Kapłan, profesor, animator kultury, dobry duch polskiej diaspory w Niemczech. Na początku lat 80., kiedy w Niemczech pojawili masowo emigranci solidarnościowi, ks. Broniewski zaczął dla nich organizować spotkania, na które zapraszał znane postaci ze świata niezależnej kultury i polityki. Do Stuttgartu ściągał czołowe osobistości emigracji polskiej, m.in. pracowników Radia Wolna Europa, pisarzy emigracyjnych, artystów, działaczy organizacji polonijnych. Angażował się także w pomoc charytatywną dla Polski, szczególnie w okresie stanu wojennego. Jest organizatorem wystaw, koncertów oraz spotkań autorskich, podczas których prezentowane były dzieła polskich twórców emigracyjnych z Niemiec, Francji i Wielkiej Brytanii. Inicjator trwającej od 1995 r. akcji stawiania żłóbków bożonarodzeniowych w różnych krajach Europy. Opublikował wiele artykułów na tematy filozoficzne i religijne. Wydał cztery książki i kilka broszur w języku niemieckim. W 2006 r. został odznaczony przez prezydenta RP Krzyżem Kawalerskim Orderu Zasługi.


100-lecie REPORTAŻNIEPODLEGŁOŚCI

Drogi do wolności (II) Dwadzieścia lat po upadku powstania styczniowego polska scena polityczna zaczęła się dynamicznie rozwijać. Do ruchów konserwatywnego i socjalistycznego dołączyły kolejne, a polityka coraz silniej oddziaływała na masy społeczeństwa polskiego.

Ludowcy W połowie lat 80tych powoli zaczęła się organizować politycznie ludność chłopska. Efektem tego były zakładane od 1889 roku chłopskie komitety wyborcze. Ich działalność szybko przyniosła pożądany skutek, czego dowodem był wybór na posła w 1891 roku, startującego w wyborach do austriackiej rady państwa, pierwszego polskiego chłopa – Jana Potoczka. W 1893 roku Potoczek był jednym ze współzałożycieli pierwszej polskiej partii chłopskiej działającej pod nazwą Związku Stronnictwa Chłopskiego. Ruch chłopski, zwany też ludowym (od partii, która powstanie nieco później), obok haseł klasowych wysuwał też hasła niepodległościowe. Wkład

ludowców jest dziś słabo doceniany. Wśród wielu tak zwanych młodych wykształconych z wielkich ośrodków mamy pewien kompleks wsi. Często zapomina się, że w omawianych latach przytłaczająca większość społeczeństwa żyła poza miastami. Bez uświadomienia politycznego ludności wiejskiej można było zapomnieć o odzyskaniu wolności. Przekonali się o tym boleśnie blisko trzydzieści lat wcześniej powstańcy styczniowi.

Liga Polska Prapoczątki działalności polskich narodowców przypadają na rok 1887. W sierpniu owego roku, w szwajcarskim zamku Hilfikon, grupa emigracyjnych działaczy powołała do życia Ligę Polską. W założeniu Liga miała kierować polskim życiem politycznym pod zaborami oraz za granicą. Miała również przygotować grunt pod przyszłe powstanie narodowe. W 1888 roku skrzydłem młodzieżowym Ligi stał się utworzony rok wcześniej w Krakowie Związek Młodzieży Polskiej „Zet”. Kie-

19

rował nim jeden z najważniejszych wczesnoendeckich działaczy – Zygmunt Balicki. Ludzi niezaznajomionych z historią endecji może dziś szokować, że w pierwotnej fazie ruch ten miał raczej charakter lewicowo-rewolucyjny, a w skład ligi wchodziły organizacje, których ideowi spadkobiercy stoją dziś po przeciwnej stronie barykady politycznej. To, że ruch obecnie utożsamiany jest z prawicą, zawdzięczamy grupie młodych działaczy Ligi. Niezadowoleni z mało konkretnych, ich zdaniem, działań Ligi dokonali w 1893 roku zamachu wewnątrz organizacji, przejmując jej stery. Na czele nowych władz Ligi stanęli Zygmunt Balicki, Jan Ludwik Popławski oraz Roman Dmowski. Organizacja nie zatraciła jeszcze lewicowego charakteru. Postawiła jednak na realizm polityczny, porzucając utopijne hasła kolejnego powstania narodowego.

Socjaliści Niepodległościowy ruch socjalistyczny zyskiwał stopniowo na znaczeniu.


100-lecie NIEPODLEGŁOŚCI W 1888 roku socjalistyczno-niepodległościowy działacz Bolesław Limanowski (wspomniany w poprzednim numerze Magazynu) założył ośrodek ruchu socjalistycznego na emigracji – zwany Gminą Narodowo-Socjalistyczną. Gmina wkrótce stała się częścią składową Ligi Polskiej! W kraju natomiast utworzono w 1889 roku, działający w zaborze rosyjskim, Związek Robotników Polskich. Organizacja początkowo niechętna hasłom niepodległościowym z czasem zaczęła je wysuwać. W listopadzie 1892 roku w Paryżu do-

go. Nie odegrała ona jednak większej roli w życiu politycznym zaboru ze względu na stale rosnące wśród robotników wpływy endecji.

Liga Narodowa Wspomniani już wcześniej, młodzi działacze Ligi Polskiej dokonali swoistego zamachu w łonie organizacji, przejmując jej stery. Liga pod nowym kierownictwem zmieniła nazwę na Ligę Narodową. Zachowała trójzaborowy charakter. Kierowana była z zaboru austriackiego przez młodego, nieco ponad trzydziestoletniego, Ro-

społeczne zamiast walczyć ze sobą wspólnie będą brały odpowiedzialność za ojczyznę i działały na jej rzecz.

Józef Piłsudski Gwiazdą młodej Polskiej Partii Socjalistycznej szybko stał się również młody Józef Piłsudski, który miał ledwie 27 lat, a już zasiadał we władzach centralnego komitetu robotniczego PPS oraz był redaktorem naczelnym partyjnego pisma „Robotnik”. Doceniając zaangażowanie wielu działaczy socjalistycznych w dzieło

Polski chłop Michał Drzymała i jego wóz stały się symbolem walki z germanizacją. Nie mogąc uzyskać zgody na budowę domu zamieszkał w wozie cyrkowym. Przesuwając go codziennie na niewielką odległość udowadniał administracji pruskiej, że wóz nie podlega prawu budowlanemu (fot. Wikimedia)

był się zjazd socjalistów polskich, gdzie zadecydowano o powołaniu Polskiej Partii Socjalistycznej. Pierwszym jej przewodniczącym wybrano Bolesława Limanowskiego. W kraju pierwsze koła powołano rok później w zaborze rosyjskim. We Lwowie, formalnie jako część Socjaldemokratycznej Partii Austrii – w rzeczywistości zaś bardzo luźno z nią związanej, założono w 1892 roku Polską Partię Socjalno-Demokratyczną Galicji i Śląska Cieszyńskiego. Jej liderem został Ignacy Daszyński. Wreszcie, w zaborze pruskim w 1893 roku w Katowicach utworzono Polską Partię Socjalistyczną Zaboru Pruskie-

mana Dmowskiego, przedstawiciela skrzydła narodowego w organizacji. Pod jego kierownictwem Liga powoli zaczęła skręcać w prawo. Dmowski był przeciwny powstaniom. Niepodległość uważał za ostateczny cel, na który przyjdzie czas i miejsce. Stał na stanowisku, że najpierw naród należy do niepodległości przygotować, by po jej odzyskaniu był w stanie podjąć misję cywilizacyjno-dziejową. Liga pod kierownictwem Dmowskiego mocno krytykowała walkę klasową. Dmowski widział naród polski jako całość. Jego ambicją było stworzenie nowoczesnego narodu polskiego, w którym klasy

20

odbudowy państwa polskiego należy pamiętać, że ruch ten ma charakter na dłuższą metę destrukcyjny, a odrodzona Polska często nie była tą Polską, którą sobie owi działacze wymarzyli. Dlatego też Piłsudski w późniejszych latach bagatelizował swoją działalność w PPS mawiając, że wysiadł z tramwaju socjalizm na przystanku niepodległość. Moim jednak zdaniem Piłsudski socjalistą z krwi i kości nigdy nie był. Owszem jak wspomniałem był redaktorem naczelnym pisma PPS, był we władzach partii, jednak pociągała go raczej działalność rewolucyjno-niepodległościowa a nie walka


100-lecie REPORTAŻNIEPODLEGŁOŚCI klas. Piłsudski był synem jednego z ważniejszych lokalnych powstańców styczniowych na Litwie. Wyrastał w atmosferze kultu powstania. Zesłany, częściowo przypadkowo, w 1887 roku w głąb Rosji poznał tam działaczy socjalistycznych. Gdy powrócił w 1892 roku na Litwę, naturalnym rezultatem było związanie się z miejscowym ruchem socjalistycznym. Partii chciał użyć jako trampoliny do powstania, które tym razem, jak mniemał, przyniesie Polsce wolność. Piłsudski od początku swej działalności był raczej typem żołnierza niż polityka. Nie interesowało go, tak jak Dmowskiego, bu-

PSL W 1895 roku w Rzeszowie zawiązano Stronnictwo Ludowe (od 1903 roku Polskie Stronnictwo Ludowe). PSL było pod dużym wpływem endecji. Obok haseł reformy wsi wysuwało postulaty niepodległościowe. Szybko stało się jedną z trzech najważniejszych formacji politycznych w zniewolonej Polsce. W przyszłości partia wyda wielkich mężów stanu i bohaterów odrodzonej Rzeczpospolitej. Współcześnie działacze karykatury, występującej pod tą samą nazwą, uważają się za kontynuatora stronnictwa z 1895 roku.

Roman Dmowski (fot. Wiimedia)

dowanie nowoczesnego narodu Polskiego. On chciał walczyć. O tym, że niepodległość cenił znacznie wyżej niż socjalizm mogą świadczyć wydarzenia z 1896 roku. Piłsudski udał się wtedy jako jeden z polskich delegatów do Londynu na zjazd międzynarodówki socjalistycznej. Zaplanował tam przegłosowanie wniosku o poparcie dla niepodległości Polski. Gdy wydawało się, że wniosek przejdzie zablokowała go Róża Luksemburg. Ostatecznie przyjęto go w znacznie złagodzonej wersji, co wywołało wściekłość i protesty Piłsudskiego.

zaborze Rosyjskim i podszczypywaniu Rosji swymi akcjami terrorystycznymi – mówiąc językiem współczesnym. W wiek XX społeczeństwo polskie, wciąż zniewolone, posiadało już silną reprezentacją polityczną. Na wsi swe wpływy rozszerzało PSL, stronnictwo konserwatywne wciąż dzierżyło ster u starej elity. Mimo aresztowania w 1900 roku, rosła na lewicy gwiazda Piłsudskiego. Największe jednak wpływy we wszystkich trzech zaborach miała endecja i to ona dzierżyła rząd dusz polskich. Mimo rozporządzania coraz większą siłą Polacy wciąż musieli za-

Józef Piłsudski (fot. Wiimedia)

Stronnictwo Narodowo-Demokratyczne W 1897 roku tworzono Stronnictwo Narodowo-Demokratyczne, na czele którego stanął Roman Dmowski. W przeciwieństwie do Ligi Narodowej (istniejącej jeszcze wiele lat i będącą organizacją konspiracyjną SND), było w pełni jawnym skrzydłem politycznym narodowców. SND od początku istnienia kładło nacisk na działalność we wszystkich trzech zaborach. Narodowcy wyznawali zasadę „jeden naród ponad granicami”. Odróżniało ich to od Piłsudskiego, który skupiał się na

21

chowywać się ostrożnie i za bardzo nie „szarżować”. Ich działalność nie uszła uwadze zaborcy. W 1900 roku cesarz Franciszek Józef I zagroził Galicji utratą statusu autonomii, jeśli żądania niepodległościowe będą szły wciąż dalej. Groźba utraty z trudem budowanej pozycji była więc cały czas realna, jednak tej lawiny polskości nie dało już się zatrzymać.

Michał Gackowski * Publikacje opisujące następne lata polskiej drogi do wolności będą ukazywać się w kolejnych numerach


TEMAT NUMERU

PATRONKA NIEPODLEGŁOŚCI Matka Boża w polskiej historii i malarstwie patriotycznym - cz. 1 i kaplice pod wezwaniem Matki Bożej. Może to świadczyć o szczególnej roli, jaką nasi protoplaści, ciągle jeszcze poszukujący swojej tożsamości narodowej, przypisywali Bożej Rodzicielce. Na życzenie księżniczki Dobrawy, jeszcze w 965 roku, miała powstać w Ostrowiu Tumskim pierwsza na tych ziemiach świątynia pod wezwaniem Najświętszej Maryi Panny.

Matka budzi swoich synów

Matka Boża Budzieszyńska, XII w. (?), autor nieznany

Współczesna historiografia, której metodologicznych źródeł należałoby szukać w marksizmie (żeby nie cofać się jeszcze dalej) bardzo często pomija – nazwijmy go – społeczno-religijny kontekst prezentowanych wydarzeń. Oddziela się sferę polityki i religii oraz związanego z nią kultu, bagatelizując jego wpływ na losy danej społeczności czy państwa. W niniejszym artykule postaram się zwrócić uwagę na rolę, jaką odegrała Matka Boża (i związany z nią kult) w duchowej formacji narodu polskiego, od zarania naszej państwowości, przez lata zaborów, aż do odzyskania niepodległości w drugiej i trzeciej dekadzie XX wieku. Chrześcijaństwo na ziemiach polskich od samego początku miało silny rys Maryjny. Już w czasach Mieszka I zaczęto stawiać kościoły

Kult Matki Bożej znajdował swój wyraz w czci, jaką otaczano jej wizerunki. Zwane często „cudownymi”, stanowiły swoistą, namacalną namiastkę obecności Maryi i jednocześnie, za sprawą doświadczanych przez wiernych łask, potwierdzenie jej skutecznego orędownictwa. Jednym z takich przedstawień, z którym wiążą się przekazywane w tradycji ustnej historie, zwane dziś legendami, jest obraz Matki Bożej Budzieszyńskiej, znajdujący się obecnie w Mokobodach. W XII wieku okolice dzisiejszego Budziszyna były przygranicznymi terenami nękanymi najazdami Jaćwingów, którzy unikali walnych bitew, stosując taktykę szybkich i krótkich wypadów na teren wroga. Podczas jednej z takich nocnych eskapad zbliżyli się do obozu nieświadomych zagrożenia Polaków. Polskich wojów przed niechybną rzezią miał uchronić blask, którym w cudowny sposób rozpromienił się obraz Matki Bożej zawieszony na drzewie i obudził śpiących żołnierzy. W pobliżu miejsca gdzie objawiła się cudowna poświata, wytrysnęło źródełko, z wodą o leczniczych właściwościach, co potwierdzają liczne świadectwa, chociażby biskupie protokoły wizytacyjne z XVI wieku. Sama nazwa

22

‘Budzieszyn’ (wcześniej: Zbudzisyn) powstała jako upamiętnienie zdarzenia: Matki Bożej „budzącej swoich synów”. Wspomniana historia (i jej podobne), niezależnie od tego, czy uznamy ich autentyczność, czy nie, dowodzą szczególnego kultu, jakim była otaczana Matka Boża oraz przeświadczenia o opiece, którą otaczała młode, jeszcze formujące się w swojej tożsamości państwo.

Berło i różaniec W okresie średniowiecza bardzo popularne były przedstawienia Mater Omnium – Matki Bożej opiekunki wszystkich stanów. W XV wieku pojawiają się wizerunki Matki Bożej Różańcowej – w Rzeczpospolitej, w pierwszej połowie XVI wieku. Oby typy ukazują Maryję adorowaną przez wiernych. Wśród postaci otaczających Matkę Bożą często możemy odnaleźć przedstawicieli władz, zarówno świeckich i duchownych. Na obrazie z kościoła św. Jana w Sandomierzu z 1599 roku widzimy scenę adoracji, w której Bożą Rodzicielkę otaczają: Zygmunt III Waza, cesarz Rudolf II, papież Klemens VIII i kardynał Jerzy Radziwiłł – osoby związane z Ligą antyturecką.

Od czasów świętej królowej Jadwigi i króla Jagiełły wszyscy polscy władcy (z niechlubnym wyjątkiem Stanisława Augusta Poniatowskiego), pielgrzymowali na Jasną Górę składając hołd Matce Bożej. Z kolei na wizerunku z kościoła parafialnego w Sońsku (3 ćw. XVII w.) Matce Bożej towarzyszy Michał Korybut Wiśniowiecki (który określał siebie mianem „niewolnika


TEMAT NUMERU REPORTAŻ Maryi”). Obecność królów na tego typu przedstawieniach potwierdza istotny, ale niekoniecznie powszechnie znany fakt o istnieniu szczególnego kultu, jakim była otaczana Matka Boża przez najważniejsze osoby w państwie. Możemy wręcz mówić o tradycji przynależenia głów koronowanych do bractw różańcowych, których członkami byli: Kazimierz Jagiellończyk, Zygmunt I Stary, Zygmunt II August, Stefan Batory, Zygmunt III Waza, Władysław IV, Jan Kazimierz, Michał Korybut Wiśniowiecki, Jan III Sobieski, Stanisław Leszczyński oraz August III Sas. Od czasów świętej królowej Jadwigi i króla Jagiełły wszyscy polscy władcy (z niechlubnym wyjątkiem Stanisława Augusta Poniatowskiego), pielgrzymowali na Jasną Górę, by złożyć hołd Matce Bożej. Należy również pamiętać, że pośród wielu budowli sakralnych wystawionych na jej cześć znajduje się, ufundowana przez Zygmunta I Starego, jedna z najsłynniejszych polskich kaplic tzw. Zygmuntowska, oficjalnie kaplica Wniebowzięcia Najświętszej Panny Marii oraz św. Barbary, określana mianem „perły renesansu po tej stronie Alp”.

jego uniżone powitanie rzekła: „Dlaczego nie nazywasz mnie Królową Polski? Ja to królestwo bardzo umiłowałam i wielkie rzeczy dla niego zamierzam, ponieważ osobliwą miłością do Mnie płoną jego synowie”. Dwukrotnie jeszcze ponowione „orędzie” Matki Bożej, w kolejnych objawieniach, jakich doznał o. Mancinelli, wzbudziło wielką radość wśród Polaków i u króla Zygmunta III. Jednak entuzjazm nie został przekuty w żaden konkretny czyn – Maryja nie została ogłoszona królową Rzeczpospolitej. Abstrahując od późniejszych wydarzeń, słowa Matki Bożej mają dla nas szczególną wartość jako źródło historyczne. Mianowicie potwierdzają fakt silnie rozbudzonej pobożności maryjnej, jaka charakteryzowała naszych rodaków na przestrzeni minionych wieków.

Pod opiekuńczym płaszczem Maryi Latem 1626 roku w trakcie trwania wojny trzydziestoletniej pro-

testanckie wojska złożone z Duńczyków przystąpiły do oblężenia Gliwic. Trzeba tutaj nadmienić, że Gliwice miały wówczas status wolnego miasta królewskiego i wchodziły w skład Królestwa Czech, będąc jednocześnie miastem zamieszkałym przez katolików. Według zapisków kronikarzy, na widok ogromnej liczby duńskich najeźdźców gliwiczanie ślubowali odbyć pielgrzymką dziękczynną na Jasną Górę, jeśli miasto zostanie ocalone. Wróg został odparty, a nad Gliwicami podczas szturmu miała się pokazać Matka Boża rozpościerająca swój płaszcz, który chronił miasto przed armatnimi pociskami. Zgodnie z obietnicą Gliwiczanie po dziś dzień pielgrzymują do Częstochowy, dziękując Maryi za opieką nad ich miastem. Historia znajduje swoje potwierdzenie w dziełach plastycznych. Na jednym z nich, obrazie nieznanego autora powstałym przed 1779 rokiem, znajdującym się w kościele Wszystkich Świętych w

Franciszek Kondratowicz (?), Oblężenie Częstochowy przez Szwedów, przed 1900, olej, płótno, Muzeum Narodowe w Warszawie

Ja to królestwo bardzo umiłowałam Dodatkowym impulsem do powstawania kolejnych maryjnych wizerunków stały się Śluby lwowskie Jana Kazimierza, uwiecznione m.in. przez Jana Matejkę, na ostatnim stworzonym przez niego dziele. Zanim jednak przybliżymy to wydarzenie i jego upamiętnienia w sztuce, należy przypomnieć kilka wcześniejszych faktów, które przygotowały odpowiedni „grunt”. Dnia 14 sierpnia 1608 roku mieszkającemu w Neapolu włoskiemu misjonarzowi, jezuicie, 71-letniemu ojcu Juliuszowi Mancinelliemu ukazała się Maryja z Dzieciątkiem Jezus, w towarzystwie św. Stanisława Kostki (jego zakonnego współbrata). Odpowiadając na

2323


TEMAT NUMERU

Jan Matejko, Śluby Jana Kazimierza, 1893, olej, płótno, Muzeum Narodowe we Wrocławiu, źródło: Wikipedia

Gliwicach (pamiętającym czasy oblężenia), widzimy Maryję, która otacza swoim płaszczem, broniące się przed najeźdźcą miasto. Matkę Bożą możemy odnaleźć również na (historycznym już) herbie Gliwic, nadanym przez cesarza Ferdynanda II w 1629 roku jako upamiętnienie cudownej interwencji Maryi. W dniach od 28 czerwca do 10 lipca 1651 roku pod Beresteczkiem na Wołyniu rozegrała się jedna z największych bitew lądowych XVII-wiecznej Europy. Wojska polskie pod dowództwem Jana Kazimierza pokonały tatarsko-kozackie siły Bohdana Chmielnickiego, który wzniecił powstanie przeciwko Rzeczpospolitej. Pamiętnikarz Stanisław Oświęcim (służący m.in. na dworze króla Władysława IV) tak relacjonuje wydarzenia mające miejsce bezpośrednio przed bitwą: „Tey nocy zaraz, która była ze środy na czwartek, chorągiew Pana Stanisława Potockiego Wojewody Podolskiego na straży będąc w polu, widzieli białogłowę na po-

wietrzu płaszczem swym obóz nasz okrywającą. Co Najświętszej Pannie przypisawszy, padali na kolana zaraz i Litaniam Loretanam śpiewali nabożnie. Które widzenia mieliśmy sobie za oczywiste znaki protekcji nad wojskiem y przyszłych da Bóg zwycięstw”. Na cześć triumfu polskiego oręża, które przypisano opiece Matki Bożej, we wsi Witów (nieopodal Piotrkowa Trybunalskiego), ojcowie Norbertanie z pobliskiego opactwa, w tym samym roku, ufundowali słupową kapliczkę, która przetrwała do naszych czasów.

Wbrew temu, co piszą niektórzy historycy, zwycięska obrona Jasnej Góry nie była wydarzeniem marginalnym, niezauważonym przez współczesnych. Przeczy temu chociażby fakt, iż nieustępliwość obrońców opisywała największa ówczesna francuska gazeta „Gazette de France”. 24

Cztery lata później pod klasztorem na Jasnej Górze stanęły wojska szwedzkie pod dowództwem generała Burcharda Müllera. Przez 40 dni bezskutecznie usiłowały doprowadzić do kapitulacji, bądź siłowego zdobycia częstochowskiej twierdzy. Oddziały generała Müllera, doświadczonego weterana wojny trzydziestoletniej, odniosły przede wszystkim wizerunkową klęskę. Pomimo niepowodzenia protestanckich żołdaków, fakt targnięcia się na jasnogórski klasztor, jedną z największych świętości narodu polskiego (miejsca gdzie bije jego serce, jak powiedział św. Jan Paweł II), wzburzył Polaków. Był bezpośrednią przyczyną, obok grabieży, gwałtów i profanacji katolickich świątyń, zawiązania konfederacji tyszowieckiej, która zapoczątkowała zbrojne powstanie przeciw szwedzkiemu królowi. Wbrew temu, co piszą niektórzy historycy, zwycięska obrona Jasnej Góry nie była wydarzeniem marginalnym, niezauważonym przez współczesnych. Przeczy temu


TEMAT NUMERU REPORTAŻ chociażby fakt, iż nieustępliwość obrońców opisywała największa ówczesna francuska gazeta „Gazette de France”.

Królowa Korony Polskiej Przebywający na wygnaniu król Jan Kazimierz, który jeszcze „przed momentem” błagał o finansową i militarną pomoc papieża Aleksandra VII, postanowił wrócić do kraju i podjąć walkę. Zdawał sobie jednak sprawę, że samym orężem nie zwycięży i zastosował się do rady Ojca Świętego, aby oddać Rzeczpospolitą pod opiekę Matki Bożej: „Maryja was uratuje, to Polski Pani. Jej się poświęćcie. Jej oficjalnie ofiarujcie. Ją Królową ogłoście, przecież sama tego chciała”. 1 kwietnia 1656 roku Jan II Kazimierz Waza w lwowskiej katedrze, otoczony biskupami, w obecności legata papieskiego złożył śluby (których tekst napisał św. Andrzej Bobola) przed obrazem Matki Bożej Łaskawej i uroczyście ogłosił Maryję Królową Korony Polskiej. Wtedy też, po raz pierwszy, podczas publicznego odmawiania litanii loretańskiej przez nuncjusza papieskiego Piotra Vidoniego, padło trzykrotnie powtórzone wezwanie: „Królowo Korony Polskiej, módl się za nami” (oficjalnie za-

twierdzone przez Benedykta XV dla całej Polski dopiero 14 stycznia 1920 roku).

„Szczęśliwe Narody, które taką mają historię jak Polska, szczęśliwszego od Was nie widzę Państwa, gdyż Wam jedynym zechciała być Królową Maryja, a to jest zaszczyt nad zaszczyty i szczęście niewymowne – obyście to tylko zrozumieli sami” Antonio Pignatelli, późniejszy papież Innocenty XII, tak odniósł się do tego bezprecedensowego zdarzenia w następujących słowach: „Szczęśliwe Narody, które taką mają historię jak Polska, szczęśliwszego od Was nie widzę Państwa, gdyż Wam jedynym zechciała być Królową Maryja, a to jest zaszczyt nad zaszczyty i szczęście niewymowne – obyście to tylko zrozumieli sami”. To wyjątkowe zdarzenie, jakim były lwowskie śluby, znalazły swoje upamiętnienie nie tylko na wspomnianym obrazie Matejki. Jednak płótno krakowskiego mistrza, który zwykł mawiać, że „nie można oddzielać sztuki od miłości do Ojczyzny”, po-

siada szczególne walory. Jan Matejko, tworząc swój ostatni obraz (który możemy odczytywać w kategoriach duchowego testamentu), podjął się tematu, uważanego dziś przez wielu badaczy za zupełnie nieistotny w kontekście politycznych dziejów Rzeczpospolitej. Matejko, tak jak w przypadku obrazów „Zaprowadzenia chrześcijaństwa”, czy „Zabójstwa św. Stanisława”, wykazał się wielką mądrością (której brakuje wielu utytułowanym historykom), zwracając uwagę na przełomowy moment w naszych dziejach. Nie było to spektakularne militarne zwycięstwo, czy też podpisanie traktatu pokojowego po wygranej wojnie, ale wyraz potężnej ufności, w moc Nadprzyrodzonego. A co w tym najistotniejsze, ta wiara, wyartykułowana przez króla i stojący za nim naród, stała się tym, co zapewniło przetrwanie Polsce, tak brutalnie sponiewieranej w kolejnych wiekach.

Mateusz Soliński * W kolejnych numerach magazynu będą ukazywać się artykuły odnoszące się do późniejszych lat polskiej historii.

Herb Gliwic od 1629 r. do II poł. lat 40. XX w, budynek Wydziału Chemicznego Politechniki Śląskiej w Gliwicach, fot. Paweł Niemczuk, Wikimedia

2525


KULTURA

KTO TY JESTEŚ? O patriotyzmie, poezji i starych pocztówkach

tycznych Wojciecha Banacha („Plac Piastowski i inne wiersze”), dostrzegłem tę oczywistą zbieżność i uznałem, że poezji powinny towarzyszyć ilustracje. Propozycja, by przedstawić pocztówki wraz z wierszami, nie od razu spotkała się z aprobatą Autora, ale w końcu uległ moim argumentom.

Okładka wyboru wierszy Wojciecha Banacha i zbioru starych pocztówek z jego kolekcji, Galeria Autorska, Bydgoszcz, 2018. Publikacja wydana z okazji 100-lecia odzyskania Niepodległości

Wojciech Banach od kilkudziesięciu lat gromadzi rozmaite dokumenty i drobiazgi z minionego czasu. Na uwagę zasługuje fakt, że część jego zbioru pochodzi z zachowanej korespondencji rodzinnej i pamiątek po najbliższych. W tej kolekcji szczególne miejsce zajmują stare widokówki o tematyce bydgoskiej, jak również i te związane z wymową ojczyźnianą. Przygotowując publikację tomu zawierającego wybór wierszy patrio-

„Czuwaj” – straż nad Wisłą (W. Kossak). Wyd. Salonu Malarzy Polskich, Kraków (ok. 1928).

Kartki pocztowe, niemi świadkowie wydarzeń sprzed stu lat, są intrygującą ilustracją twórczości współczesnego poety. Proponuję podejść do obu części – słownej i obrazowej, jak do spotkania dwóch autonomicznych rzeczywistości, które przenikając się wzajemnie, tworzą spójną całość. Pomysł takiego zestawienia może wydawać się nieco karkołomnym. Prezentację wierszy twórcy z szacunkiem odnoszącym się do tradycji, mówiącego wyrazistym i odrębnym głosem o teraźniejszości, połączyliśmy ze starymi kartkami pocztowymi, wizualnym przekazem kultury masowej, czasów, kiedy korespondencja znaczona była pięknym charakterem odręcznego pisma. Cóż może wyniknąć z takiego mariażu? Zestawienie dwóch optyk (wizualnej i poetyckiej), które dzieli okres około stu lat jest zaskakujące, ale pewnie dlatego warte podjętego ryzyka. Różne czasy i rzeczywistości oświetla ten sam promień patriotyzmu. Żyjemy w medialnej powodzi informacyjnej. Poziom manipulacji przekazem treści jest zatrważający. A jednak wciąż trwa tęsknota za tym, co wzniosłe, wspaniałe i piękne. Potrzeba tradycyjnego antidotum na współczesny relatywizm jest niezbędna. Jakże ważne jest, by takie słowo, jak „Ojczyzna” łączyło, a nie dzieliło. Dlatego warto zastanowić się nad rozumieniem wspólnoty narodowej czasów zaborów, okresu międzywojennego i jej współczesną percepcją? Czy te dwie perspektywy

26

Księstwa Rzeczpospolitej Polskiej (herby). Wyd. Salonu Malarzy Polskich, Kraków (ok. 1907).

przeżywania patriotyzmu coś łączy? A jeżeli tak, to co z tego wynika? W okresie średniowiecza istotną rolę w przekazie treści religijnych odgrywała biblia pauperum. Podobnie na początku XX wieku w naszej Ojczyź-

Wesołych Świąt – ułan i panna. Nakł. B-ci Rzepkowicz, Warszawa (ok. 1909).


FELIETON KULTURA REPORTAŻ nie ważnym przekazem treści narodowo-patriotycznych i religijnych stały się pocztówki. Niezależnie od zróżnicowanego poziomu artystycznego kartek, łączy je wspólna idea „ku pokrzepieniu serc”. Epatowanie scenami przywołującymi wielkie wydarzenia z historii Polski krzewiło nadzieję i działało edukacyjnie. Przekaz pocztówkowych obrazów stanowił osobliwą lekcję historii, inną od tej zawartej w podręcznikach. Jest tu wiele ukrytych znaczeń zawartych i w alegorii i w historycznej metaforze. Batalistyczne obrazy przywołujące chwile triumfu, jak również tragiczne sceny z upadków powstań. Treści są często przesycone ludową obyczajowością, religijnym zawierzeniem czy narodową wzniosłością. Jest tu również miejsce na dowcip a także na dosłowność, która nie wymaga już narracji. Wszystko to zdaje się być komentarzem do codziennego życia i podpowiedzią, jak przetrwać czas ucisku i niewoli czy też jak dzielić się radością z odzyskanej niepodległości. Można śmiało powiedzieć, że w tych kartkach pocztowych drzemał duch narodu. Widokówki wędrowały po obszarze trzech zaborów, zwiastując jedność wspólnoty Ojczyzny. Przesyłane przy różnych okazjach działały jak barometr nastrojów i oczekiwań społecznych. Zawarta w nich pamięć zbiorowa była nie do okiełznania przez zaborców. Kartki świąteczne i noworoczne uczyły postawy szacunku i poświęcenia, utrwalając znaczenie tradycji. Budzenie ducha wolnościowego i satyra skierowana przeciwko zaborcom stawały się „orężem” w walce z uciskiem i niesprawiedliwością. Po 1918 roku pojawiły się historyczne godła i portrety twórców państwowej niepodległości. Na wielu pocztówkach reprodukowane były obrazy wielkich artystów: Artura Grottgera, Jana Matejki, Jacka Malczewskiego, Piotra Stachiewicza czy Wojciecha, Jerzego i Juliusza Kossaków. Cytowano też utwory: Marii Konopnickiej, Elizy Orzeszkowej, Henryka Sienkiewicza czy Władysława Bełzy. Naturalnym stało się

„Ojcze nasz, któryś jest…” (Seria „Ojcze nasz”). Wyd. J. Themal, Poznań (ok. 1900)

Karol Chodkiewicz w bitwie pod Kircholmem (1603) – W. Boratyński. Wyd. S.M.P.Kr. (ok. 1930)

Zdobycie sztandarów bolszewickich – 1920 (J. Kossak). Wyd. Salonu Malarzy Polskich, Kraków (1930).

27


KULTURA wych i euforii z odzyskanej niepodległości. Ich ojczyźniany patos oddaje ducha epoki. Zestawione razem mogą stać się piękną sentymentalną podróżą z wyraźnie wyczuwalnym tętnem niepodległościowych dążeń. Warto zastanowić się, co one dziś dla nas znaczą? Czy można identyfikować się z ich treściami? Może to już tylko niemy ślad historii? Jestem jednak przekonany, że kryje się w nich coś znacznie więcej. Warto przypomnieć tu, jakże aktualną dziś wypowiedź Józefa Piłsudskiego: „Naród, który traci pamięć przestaje być narodem – staje się jedynie zbiorem ludzi, czasowo zajmującym dane terytorium”.

Już Ją widzieli idącą… (alegoria). Wyd. Salonu Malarzy Polskich, Kraków (ok. 1920)

Katechizm polskiego dziecka (Wł. Bełza). Wyd. Salonu Malarzy Polskich, Kraków (1910)

epatowanie szczytnymi hasłami. Pojawiały się też fragmenty pieśni z zapisem nutowym. Przekaz musiał być pobudzający i nośny. Sztuka użytkowa stała się emisariuszem w służbie społeczno-narodowej. Jakże pięknie tę podniosłość towarzyszącą odrodzeniu państwa ujął Leopolda Staffa: Polsko, nie jesteś ty już niewolnicą! / Lecz czymś największym, czym być można: Sobą!

Wojciecha Banacha z jego wierszami może sprawić, że poszukiwanie odpowiedzi na to pytanie będzie niepokoić i zmuszać do zadumy. Trzeba jednak pamiętać, że każdy ma prawo odpowiedzieć inaczej. Może właśnie w tej różnorodności zawiera się fenomen poczucia wspólnoty? W bogactwie poglądów jest coś ważniejszego. Coś, co łączy ponad podziałami. Chyba tak właśnie należy rozumieć słowo Ojczyzna.

Dziś te pożółkłe kartki pocztowe są świadectwem zmagań wolnościo-

Jacek Soliński

Przejdziem Wisłę, przejdziem Wartę… (J. Kossak). Wyd. Salonu Malarzy Polskich, Kraków (ok. 1928).

Dwie patriotyczne optyki – zawarte w poezji i pocztówkach – połączył „dialog”. Dzieli je cały wiek, ale scala poczucie więzi społecznej, wspólnoty kulturowej i duchowej. Obie te narracje wyrastają z historycznej tradycji kształtującej polską tożsamość. Bywa, że duma spotyka się z goryczą. Niezależnie od tego czy słowo „Ojczyzna” jest tu wypowiadane wprost, czy domyślnie, ale zawsze z szacunkiem.

Lech znajduje gniazdo białych orłów. Wyd. Salonu Malarzy Polskich, Kraków (ok. 1925).

Zmieniają się czasy, zmienia się też społeczeństwo. Czy zmienia się rozumienie patriotyzmu? Zestawienie patriotycznych pocztówek z kolekcji

28

Wojciech Banach (ur. 1953 r. w Bydgoszczy) – autor kilkunastu książek poetyckich. W latach 1975-1981 był członkiem Grupy Faktu Poetyckiego „Parkan”, znanej z niekonwencjonalnych prezentacji literackich. Od 1990 r. jest członkiem Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. Autor 17 tomów wierszy. W 2005 r. został laureatem Nagrody Artystycznej Prezydenta Bydgoszczy, a w latach 2009 i 2015 - Strzały Łuczniczki - nagrody literackiej za najlepszą bydgoską książkę ubiegłego roku. W 2016 r. nagrodzony medalem „Za Twórczy Wkład w Kulturę Chrześcijańską”. Od 2011 r. pełni funkcję prezesa zarządu Bydgoskiego Oddziału Stowarzyszenia Pisarzy Polskich.


FELIETON KULTURA REPORTAŻ

Faszysta Idę idę idę a oni stają do apelu poległych Miliony dziesiątki milionów szkieletów Wyczerpani wychudzeni odarci z ciała Wydrążeni z nadziei Odwracają czaszki i patrzą na zachód Zaglądają z niedowierzaniem w oczy ślepemu światu Jak ludzie zebry z numerami startowymi jak wytatuowane bydło według unijnych wymagań Chcą spojrzeć między źrenice prawdziwych Europejczyków W zwierciadła potomków i następców strażników Komisarzy atestowanych przez Brukselę i Berlin Ja także muszę przejrzeć się dla pewności w weneckim lustrze Zastanowić się kto jest po tamtej stronie Kto obserwuje mnie pisząc artykuły i protokoły Jak to możliwe że kilku głupków potrafi wywołać nowy cud nad Wisłą z udziałem 60 tysięcy nazistów Tak to zapewne ja zamordowałem swojego stryja i dziadka w Auschwitz zwanym nagminnie cynicznie oraz bezmyślnie polskim obozem śmierci a teraz idę bezczelnie w pochodzie 300 kilometrów od miejsca kaźni Przez miasto skazane na spalenie Idę i niosę na zbrodniczym kiju biało-czerwony kolor krzycząc złowieszczo Cześć i chwała bohaterom Jeszcze Polska nie zginęła a ze mną pięćdziesiąt dziewięć tysięcy dziewięciuset dziewięćdziesięciu dziewięciu podobnych faszystów z całymi rodzinami z całą mocą powtarza te nienawistne słowa brzmiące jak przestroga przed brunatnym kłamstwem i kolejnym zamachem na moją niepodległość

Zaślubiny Polski z morzem (W. Kossak). Wyd. Salonu Malarzy Polskich (ok. 1930).

Podnieś rękę Boże dziecię… Wyd. Salon Warszawski Karpowicza (ok. 1945).

Legiony Polskie. Wyd. Salonu Malarzy Polskich, Kraków (ok. 1925).

Wojciech Banach Bydgoszcz, 26.11.2017 r. z tomu Plac Piastowski i inne wiersze Opublikowane pocztówki pochodzą z kolekcji Wojciecha Banacha

Walki na przedmieściach Poznania… Nr 7. Seria: Powstanie Wielkopolskie 1918/19 (mal. Leon Prauziński). Nakł. Drukarnia Polska w Poznaniu (ok. 1920).

29


FELIETON SPORT

Ta pasja nigdy nie wygasa: Wywiad z Eweliną Skorczyk Z jakiej części Polski Pani pochodzi? Pochodzę z Wielkopolski. Dokładnie ze Śmigla - małego miasteczka w byłym województwie leszczyńskim. Jak długo przebywa Pani na emigracji? W UK jestem już prawie 9 lat, z czego dwa ostatnie lata przypadają na Londyn. Było coś wcześniej przed kulturystyką? Jakieś inne zainteresowania sportowe czy od początku postawiła Pani na kulturystykę? Pierwsze kroki to siłownia. Fitness. Co pchnęło Panią do kulturystyki? Jakaś inspiracja? Chyba każda z kobiet przez chwile oglądając magazyny z pięknymi, wyrzeźbionymi ciałami marzyła by wyglądać jak z okładki. Smukłe nogi, płaski, zarysowany brzuch. I tak to właśnie zaczęło się u mnie. Pewnego dnia przeglądając się w lustrze po-

wiedziałam sobie dość. Czas przestać marzyc tylko działać .Z natury jestem szczupłą osobą, ale miałam okres wahania wagi. Zaczęłam przeglądać filmy w Internecie z treningami w domu. Nie wiedziałam tak naprawdę od czego zacząć. Zajęłam się szukaniem trenera i była nią Michelle Brannan, bikini pro. Zafascynowała mnie startami na scenie i po roku pod jej okiem wyszłam na scenę w debiutach zajmując 5 miejsce. Super! Proszę powiedzieć coś więcej o udziale w zawodach? Są już jakieś sukcesy? Tak mam za sobą 10 startów z czego 7 razy byłam na podium (top 3). Kwalifikacje na międzynarodowe zawody udało mi się zdobyć i wyjść rok temu w Hiszpanii na Arnold classic. W zeszłym roku zdobyłam podwójne złoto w federacji NPC! Obecnie walczę o wejście do grona professionals. Jestem 4 tygodnie przed moimi pierwszymi zawodami pro, które odbędą się 31 marca w Watford. Będą to kwalifikacje o kartę pro.

30

Poza najbliższymi zawodami jakie są Pani plany na przyszłość? Hmm, zaczynając przygodę z siłownią zainteresowałam się światem fitness, zaczęły się kursy, szkolenia. Obecnie jestem wykwalifikowanym trenerem personalnym – level 3 oraz dietetykiem – studiuję w Londynie Human Nutrition Degree. Tu też poznałam miłość mojego życia – Patryka, który pracuje w sklepie z odżywkami, w którym robiłam zakupy. Otworzyliśmy własny business g13team. Prowadzimy online coaching, także wszystko u nas wiąże się ze sportem, pracą i pasją. Pomaga i wspiera mnie w startach. Moj cel to zdobyć kartę pro a potem odpocząć i powiększyć rodzinę. Oczywiście starty będą też jak urodzę – powrót do formy i zmobilizowanie wszystkich mam. Chcę pokazać, że ciąża nie musi oznaczać życia z nadwagą. Z Eweliną Skorczyk rozmawiał Michał Gackowski


SPORT REPORTAŻ

Polscy kulturyści w Londynie Wywiad z Maksimem Anuszkiewiczem Skąd Pan pochodzi w Polsce? Moja matula jest Polką. Urodziłem się w Grodnie na Białorusi, przyjechałem do Polski jak miałem 11 lat. Jak długo emigracji?

przebywa

Pan

na

Do UK przeprowadziłem się w wieku 19 lat (2007 rok). Było coś wcześniej? Jakieś inne zainteresowania sportowe czy od początku postawił Pan na kulturystykę? Kulturystyką zainteresowałem się jeszcze mieszkając w Polsce. Była to miłość od kiedy pierwszy raz przekroczyłem próg siłowni w roku 2000 mając 13 lat. I ta pasja nigdy nie wygasła. Chyba to już na całe życie. Zobaczymy. Kulturystyka to przede wszystkim zdrowy styl życia. Najbardziej podoba mi się, że sukces zależy w 100% tylko ode mnie. Ile pracy włożę takie otrzymam efekty. Chyba jak we wszystkim w życiu. Jest to bardzo wymagający sport, bo żeby odnieść

sukces trzeba tym żyć 24 godziny na dobę. Wszystko według zegarka. Jedzenie, trening, sen. To jest przede wszystkim kształtowanie własnego ciała tak, aby miało idealne proporcje, a także rywalizacja z innymi zawodnikami, bo wygrywać chce każdy. Proszę powiedzieć coś o udziale w zawodach? Są już jakieś sukcesy? W roku 2018 wystartowałem w 3 zawodach. Wygrałem mój debiut! Drugie zawody to były kwalifikacje na mistrzostwa Wielkiej Brytanii gdzie zająłem drugie miejsce (pierwsza trójka otrzymywała kwalifikacje). Niestety na mistrzostwach Wielkiej Brytanii nie poszło mi już tak dobrze. Byłem za bardzo wypalony i nie włożyłem 100% w przygotowania. W rezultacie na 17 zawodników w mojej kategorii nie wszedłem do pierwszej 10. Poza najbliższymi zawodami jakie są Pana plany na przyszłość? Chciałbym wystartować w tym roku latem lub jesienią, żeby znowu zakwalifikować się na brytyjskie mi-

31

strzostwa w październiku 2019. A potem zobaczymy dokąd ta droga mnie zaprowadzi. Z Maksimem Anuszkiewiczem rozmawiał Michał Gackowski IFBB (International Federation of Bodybuilding and Fitness) to federacja kulturystyczna założona przez braci Joe i Bena Weiderów. Obecnie największa i najbardziej rozpoznawalna organizacja kulturystyczna na świecie. Co roku organizuje mistrzostwa świata w kulturystyce – World Amateur Bodybuilding Championships oraz IFBB Mr. Olympia. Jej członkiem jest również Polski Związek Kulturystki, Fitness i Trójboju Siłowego. Do tej pory IFBB dzieliło się na federację IFBB Amateur oraz IFBB Pro League zrzeszającą profesjonalnych zawodników federacji International Federation of Bodybuilding and Fitness. Aby uzyskać kartę sportowca IFBB Pro zawodnik musi wygrać jedne z najbardziej prestiżowych zawodów dla amatorów, takich jak NPC Mr USA, NPC Nationals lub Mistrzostwa Świata Amatorów – IFBB World Amateur Bodybuilding Championships.


BIZNES

Krótka historia funta

Od srebrnego pensa po plastikowe banknoty Historia funta rozpoczęła się ponad 1200 lat temu. Pieniądz znad Tamizy jest najstarszą na świecie walutą w ciągłym użyciu do dnia dzisiejszego. Jego początki sięgają już 760 roku, pierwszego pensa i wymienialności na srebro, następnie gwinei i ekwiwalentu złota. Dopiero w drugiej połowie XX wieku zrezygnowano z przelicznika imperialnego i wprowadzono system dziesiętny. Od tamtego momentu oficjalną walutą Wielkiej Brytanii jest Funt Szterling, który dzieli się na 100 pensów. W obiegu znajdują się monety o nominałach: 1, 2, 5, 10, 20 i 50 pensów oraz 1 i 2 funty, banknoty: 5, 10, 20 i 50 funtów, a także 1 i 100 funtów w Szkocji i części wysp brytyjskich.

Początki funta

Złota Gwinea

Początki funta sięgają roku 760, kiedy został wprowadzony jako srebrny pens na terenach anglosaskich królestw. Następnie, czterysta lat później, w 1158 r. decyzją króla Henryka II projekt monety został zmieniony, a zamiast czystego srebra nowe monety wybijano z 92,5% srebra i 7,5% miedzi. Były one w odpowiednim przeliczniku wymienialne na srebro i stały się znane jako Sterling Pound. Srebrne pensy były jedyną monetą używaną w Anglii aż do wprowadzenia szylinga w 1487 roku i funta dwa lata później – w 1489 r.

Gwinea była pierwszą maszynowo bitą złotą monetą w Anglii, a jej wartość początkowo równała się 20 szylingom. Bicie rozpoczęto za rządów króla Karola II w 1663 roku. Początkowo ważyła 8,47 grama złota – próby 0,9166, co dawało około 7,76 grama czystego złota, jednak wzrost wartości tego kruszcu sprawił, że zmniejszono wagę do 8,38 grama, co dawało około 7,68 grama czystego złota. Potem zmieniono wartość monety z 20 na 21 szylingów. Gwinea stała się także zwyczajową nazwą na wartość obrachunkową 21 szylingów (1,05 funta szterlinga).

Z lewej: srebrny pens z wyżłobionym krzyżem ułatwiającym dzielenie monety na „półpensówki” i „ćwierćpensówki”; z prawej: złota gwinea z 1752 r. (żrdło: Wikimedia)

32


BIZNES REPORTAŻ To w gwineach podawało się ceny towarów luksusowych, usług prawniczych czy lekarskich, dlatego służyła jako jednostka płatnicza przede wszystkim wśród wyższych warstw społeczeństwa. Nazwa gwinea pochodzi od Wybrzeża Gwinejskiego w Afryce, bo większość monet wytwarzano z wydobywanego właśnie stamtąd złota. Ostatnie bicie tego nominału miało miejsce w 1813 roku.

Pierwsze banknoty i standard złota Pierwsze papierowe funty wprowadzono w 1694 roku, a ich podstawą prawną było oparcie w złocie. Rok później, w 1695 r., powstał Bank Anglii – jako jeden z pierwszych banków centralnych na świecie. Wszystkie banknoty-szterlingi były wytwarzane ręcznie aż do 1855 roku, kiedy to bank zaczął je drukować. Na początku dwudziestego wieku więcej krajów przeszło na tryb wiązania swojej waluty ze złotem. Wprowadzenie standardu złota pozwoliło na wymianę między dewizami różnych państw, co zrewolucjonizowało handel i gospodarkę międzynarodową. Wielka Brytania oficjalnie przyjęła standard złota w 1816 r., chociaż system ten w

praktyce funkcjonował w kraju już od 1670 roku.

Różne rodzaje funta współcześnie

Siła szterlinga, który przeszedł na standard złota, doprowadziła do poważnego wzrostu gospodarczego Zjednoczonego Królestwa, aż do roku 1914, w którym zniesiono wymienialność na ten kruszec. W 1926 r. powrócono do ekwiwalentu złota, by w 1931 r., podczas wielkiego kryzysu, ostatecznie od niego odejść, co przyczyniło się do dewaluacji o 20%. Funt stał się ponownie całkowicie wymienialny w 1946 r., co było warunkiem udzielenia 3,75 miliarda USD pożyczki przez USA. Od tego okresu, aż do początku lat 90-tych ubiegłego stulecia, funt był kilkakrotnie dewaluowany.

Współczesne monety i banknoty o tej samej wartości różnią się wyglądem w zależności od regionu Wielkiej Brytanii. Inne szaty graficzne mają te same nominały m.in. w: Szkocji, Irlandii Północnej, Jersey and Guernsey, Isle of Man, a także na takich brytyjskich terytoriach jak: Falklandy, Wyspa Św. Heleny czy Gibraltar.

Wprowadzenie systemu dziesiętnego Do 15 lutego 1971 r. funt przeliczany był według systemu imperialnego. Dzielił się na 240 pensów, bądź na 20 szylingów. Po przejściu w 1971 r. na system dziesiętny, pens z racji różnicy wartości był początkowo nazywany nowym pensem. Gwinea jako jednostka obrachunkowa straciła na znaczeniu, zniknął także szyling.

Mimo że funty w Szkocji, Irlandii Północnej, Jersey and Guernsey i na Isle of Man emitowane są na podstawie unii monetarnej, a zgodnie z brytyjskimi przepisami powinny być akceptowalnym środkiem płatniczym w pozostałych częściach Wielkiej Brytanii, to jednak w takich miejscach jak lokalne sklepy czy restauracje mogą pojawiać się problemy z płatnością tą wersją waluty. Oczywiście brytyjskie instytucje, banki i urzędy pocztowe przyjmują wszystkie wyżej wymienione wersje funta.

Problemy z banknotami za granicą! Wyjeżdżając z UK, np. na urlop, warto sprawdzić czy wszystkie banknoty,

Od góry po lewej: banknot 20 funtów ze Szkocji; po prawej: banknot 5 funtów z Gibraltaru; na dole po lewej: 20 funtów z Wyspy Jersey; po prawej: 20 funtów z Wysp Falklandzkich (źródło: Flickr)

33


BIZNES które mamy w portfelu to funty angielskie – wyemitowane przez Bank of England. Jeżeli okaże się, że mamy którąkolwiek z innych wersji: szkocką, północnoirlandzką itd., to będziemy mieli niemały kłopot – za granicą są one zupełnie nieakceptowane. Natomiast banknoty i monety emitowane na brytyjskich terytoriach zamorskich takich jak: Falklandy, Wyspa Św. Heleny czy Gibraltar funkcjonują jako oficjalny środek płatniczy tylko na obszarze danego regionu. Mimo że drukowane są przez właściwe dla danego terytorium banki, niezależnie od funta brytyjskiego, są sztywno powiązane z kursem Funta Szterlinga w stosunku 1:1. W 2016 r. do obiegu wprowadzono nowe plastikowe banknoty 5-funtowe z podobizną Winstona Churchilla. Są o 15% mniejsze niż dotychczasowe papierowe. Następnie, pod koniec 2017 r. do obiegu weszły plastikowe 10-funtówki: z podobizną pisarki Jane Austen oraz astronom Mary Somerville, a w 2020 r. pojawić mają się 20-funtówki z malarzem Williamem Turnerem.

Funt brytyjski i strefa szterlinga Na przestrzeni kilku stuleci funt brytyjski jako waluta był używany nie tylko w Wielkiej Brytanii ale krążył w obiegu we wszystkich koloniach Imperium Brytyjskiego. Kraje, które używały tej waluty zwane były Sterling Area, a popularność funta urosła do tego stopnia, że stał się on walutą rezerwową w wielu bankach centralnych na świecie. Jednak kiedy brytyjska gospodarka zaczęła się załamywać, rolę dominującej waluty przejął dolar amerykański. W 1940 r. funt był powiązany sztywno z dolarem amerykańskim z kursem 4.03 dolara za jednego funta. W 1949 r. szterling został zdewaluowany o 30%, a w 1967 r. o 14,3% – do poziomu 2,41 dolara. Kiedy funt przeszedł na system dziesiętny, w 1971 r., Sterling Area przestała funkcjonować. W następstwie tego, pieniądz nad Tamizą doświadczył wielu wahań kursu. Najniższy historyczne notowania osiągnął w lutym 1985 r., gdy za jednego funta płacono zaledwie 1,05 dolara. W 1992 r. 16 września (tzw. Czarna Środa) grupa spekulantów z George’em Sorosem na czele przeprowadziła atak

spekulacyjny na walutę brytyjską, w efekcie czego Soros zarobił ponad miliard dolarów, a wartość funta spadła o ok. 25% w ciągu kilku dni.

Unia Europejska a funt Po wprowadzeniu w 2002 r. w krajach Unii Europejskiej wspólnego środka płatniczego, Wielka Brytania, mimo podpisania w 1993 r. Traktatu z Maastricht, nie przystąpiła do unii walutowej i wynegocjowała klauzulę pozwalającą na pozostanie poza strefą euro. Obserwując na przestrzeni kolejnych lat zarówno notowania pieniądza znad Tamizy, jak i coraz poważniejsze problemy państw eurolandu, można dojść do wniosku, że była to decyzja ze wszech miar właściwa. Co więcej, dzięki temu posunięciu funt zachował niezależność od Europejskiego Banku Centralnego (EBC), instytucji, która przez wielu ekonomistów obwiniana jest o doprowadzenie do kryzysu m.in. w Hiszpanii, Portugalii, Grecji i Włoszech.

Nowy, wodoodporny plastikowy (polietylenowy) banknot 10 GBP

34

(red.)


REPORTAÅ»

35


Profile for PolskiMagazynUK

Polski Magazyn w UK (3/4, 2019)  

www.polskimagazyn.uk

Polski Magazyn w UK (3/4, 2019)  

www.polskimagazyn.uk

Advertisement