Page 1

Numer V • Styczeń 2018

Magazyn Polish Reds • www.facebook.com/PolishReds/ • 1


SPIS TREŚCI ROZGRZEWKA 4

JESTEŚMY W FINALE - co dalej?

7

This Means More

PIERWSZA POŁOWA 10

Trent Alexander-Arnold: Masz prawo do obrony!

12

TEMAT MIESIĄCA: Road to Istanbul

14

TEMAT MIESIĄCA: The Reds rozdali karty

16

Pięciu wspaniałych!

20

Prawdziwe oblicze Lorisa Kariusa

22

WYWIAD MIESIĄCA Pięćdziesiątka Siobhan Chamberlain

24

My, dzielni kibice

26

Jürgen Klopp i spełniane obietnice

STAŁE FRAGMENTY 28

TOP 10: Wszystko albo nic!

36

Nie jestem statystycznym Polakiem: Romans z Liverpoolem

37

Ekipa Jürgena: Trzecie oko Kloppa

38

Zdarzyło się w maju: Tragedia na Heysel

40

Profil taktyczny zawodnika: Defensor kompletny

42

Od A do Z: Alfabet Samiego Hyppii

RAPORTY MECZOWE

2 • Magazyn Polish Reds • www.facebook.com/PolishReds/

46

Liverpool FC - Manchester City

48

Everton FC - Liverpool FC

50

Manchester City - Liverpool FC

52

Liverpool FC - AFC Bournetmouth

54

West Bromwich Albion - Liverpool FC

56

Liverpool FC - AS Roma


CZOŁÓWKA Marzenia na wyciągnięcie ręki Czym można przywitać Czytelnika i fana Liverpoolu u progu maja, jeśli nie radosnym: Jedziemy do Kijowa! Jesteśmy w finale! Tak, to co jeszcze bardzo niedawno wydawało nam sie niemożliwe, już stało się rzeczywistoscią. Pamiętacie, jakie odczucia mieliśmy po pierwszym ligowym meczu z Watford? A po blamażu z Manchesterem City? Albo po rozczarowujących remisach z Sevillą i Spartakiem Moskwa w fazie grupowej Ligi Mistrzów? Tymczasem, krok po kroku, realizowała się strategia Jürgena Kloppa. I każdego dnia zamykała usta krytyków, którzy wcześniej zaczęli nieśmiało domagać się zwolnienia Niemca. Co wydarzy się 26 maja? Moi koledzy wypowiedzieli się w artykule na 4 stronie magazynu. Dla mnie wynik tego spotkania jest sprawą drugorzędną. Obecnie, w piłce nożnej o końcowym rezultacie potrafią zdecydować detale albo błąd sędziego. Niech wygra lepszy. Zdecydowanie ważniejsze jest to, że ponownie nauczyliśmy sie marzyć. Kiedy ostatni raz spełniły się nasze kibicowskie marzenia? Pewnie większości z Was przyjdzie na myśl wydarzenie przedstawione na fotografii w górnej części poprzedniej strony. Z racji tego, że jesteśmy bardzo blisko osiągnięcia niesamowitego suckesu na arenie europejskiej, postanowiliśmy cofnąć się o 13 lat i przybliżyć smak zdobywania tamtego trofeum. Z tej okazji w numerze przeczytacie o tym, jak wyglądała nasza droga do Stambułu, przedstawimy Wam także 10 najbardziej emocjonujących (naszym zdaniem) finałów rozgrywek europejskich z udziałem Liverpoolu, a także przypomnimy Wam o fińskim stoperze, który napisał na Anfield kawał pięknej historii. Najbliższy miesiąc na pewno będzie fascyjnujący. Nadchodzi cremé de la cremé naszych całosezonowych zmagań, zszarganych nerwów i obgryzionych paznokci. Mamy nadzieję, że lektura majowego numeru Polish REDS pozwoli Wam jeszcze bardziej cieszyć się wyjątkowymi chwilami!

Alléz, alléz, alléz!

REDAKTOR NACZELNY Michał Majdak Z-CA REDAKTORA NACZELNEGO Maciej Konofol Maciej A. Sikora

GRAFIK Michał Woroch

OPIEKA REDAKCYJNA Michał Majdak Maciej A. Sikora

DTP Michał Majdak

KOREKTA Bartek Bojanowski

AUTORZY TEKSTÓW Bartek Bojanowski Igor Borkowski Rado Chmiel Maciej Konofol Marcin Kuźmiński Michał Majdak Mariusz Przepiórka Mikołaj Sarnowski Maciej A. Sikora Damian Święcicki Jędrzej Wojciechowski

Redaktor Naczelny, Michał Majdak

Magazyn Polish Reds • www.facebook.com/PolishReds/ • 3


JESTEŚMY W FINALE CO DALEJ? GŁOS REDAKCJI

Chociaż AS Roma w meczu rewanżowym napsuła sporo krwi defensorom Liverpoolu, to zadanie zostało wykonane. Po ostatnim gwizdku sędziego Damira Skominy, stało się jasne: jedziemy do Kijowa! Tam, na Stadionie Olimpijskim naszym rywalem będzie Real Madryt. „Królewscy” również nie mieli łatwej przeprawy w półfinale. Kibice piłki nożnej na całym świecie zacierają ręce i spodziewają się jednego z najciekawszych finałów Ligi Mistrzów od lat. A jak szanse na powtórzenie suckesu z 2005 roku oceniają nasi redaktorzy? Maciej A. Sikora: Samo dojście do finału Ligi Mistrzów należy uznać za niebywały sukces podopiecznych Jürgena Kloppa. W końcu mało kto się spodziewał tak wyśmienitego wyniku w tych rozgrywkach zespołu, który mimo świetnej formacji ofensywnej ma wiele do poprawy w swojej grze. O ile do tej pory mankamenty w defensywie można było załatać ilością zdobytych goli, to przeciwko Realowi może to nie zdać egzaminu.

momencie za bardzo się “podpalą”. W starciu z taką siłą rażenia, jaką ma Liverpool, to jak wyrok śmierci. Bardzo ważne będzie, żeby nikt nie dał się sprowokować i wciągnąć w typowe dla hiszpańskich drużyn gierki. T mogą odciągnąć myśli zawodników od samej boiskowej akcji, a także skutkować łapaniem głupich kartek. Chłodna głowa będzie przydatna jeszcze bardziej niż zwykle!

„Królewscy” są niewątpliwie najtrudniejszym do pokonania rywalem, na jakiego można trafić w takim meczu, bowiem zawodnicy Zidane’a uwielbiają mecze o wielką stawkę, co nieraz udowodniali. Jednak nie

Mariusz Przepiórka:

oznacza to, że The Reds nie są w stanie wygrać w Kijowie. W końcu

Za Królewskimi przemawia doświadczenie w europejskich bojach.

Liverpoolczycy wielkorotnie pokazywali, iż świetnie czują się w roli

Dla nich to już czwarty finał Ligi Mistrzów w ciągu ostatnich pięciu

zespołu, który ma być pokonany. Doskonała gra z kontrataku może

sezonów (trzy poprzednie wygrali). Dla nas to powrót na europejskie

przynieść spore owoce, jeśli Real się odsłoni w ataku pozycyjnym. Nie

salony po dziesięciu chudszych latach, okraszonych jedynie

musi, bo jest to dobrze zbilansowana drużyna zarówno w ataku, jak i

przegranym finałem Ligi Europy. Real wie jak grać w najważniejszych

obronie, lecz oni MUSZĄ wygrać, zaś nasi ulubieńcy MOGĄ wygrać.

meczach, wie jak wygrywać, my natomiast jesteśmy nieobliczalni,

Dlatego można po Hiszpanach oczekiwać ofensywnej i ryzykownej

głodni sukcesu i w tej chwili dysponujemy najmocniejszym atakiem na

gry, co może przemawiać za tym, iż to Liverpool zdobędzie szósty

świecie. Jeśli zagramy tak jak z Manchesterem City i Romą na Anfield,

Puchar Europy w swojej historii.

możemy pokonać każdego przeciwnika. I myślę, że ekipa Jürgena Kloppa także w to uwierzyła. Dlatego nie spodziewam się przesadnie zachowawczej gry Liverpoolu i liczę, że wysoki pressing na początku

Maciej Konofol: Real Madryt to specjaliści od finałów. Wiedzą, jak je grać i jak je wygrywać. Wiemy jednak, że trudniej utrzymać się na szczycie niż się na niego wdrapać, a hegemoni z czasem stają się zbyt rozleniwieni. Real potrafi świetnie grać z kontry. “Królewscy” są mocni w szybkim wyprowadzaniu ciosów, a nasza obrona w takich sytuacjach miewa problemy. Musimy jednak skupić się na tym, w czym jesteśmy dobrzy. Wszyscy znają nasze atuty, a jednak mało kto potrafi je zniwelować. Z pewnością Varane i Ramos to bardzo dobrzy stoperzy, ale jestem przekonany, że nasza linia ataku potrafi sprawić, że obaj w pewnym

4 • Magazyn Polish Reds • www.facebook.com/PolishReds/

meczu pozwoli nam na zdobycie gola i skuteczną grę z kontrataku. W finale będziemy pozbawieni jednego z naszych dużych atutów – Anfield. Mam jednak nadzieję, że mimo niewielkiej puli biletów dla klubów (po 16,5 tysiąca), kibice The Reds będą w Kijowie w większości i stworzą fantastyczną atmosferę, która tak jak w Stambule poniesie naszych graczy do zwycięstwa. Jakkolwiek się to zakończy, cieszmy się tymi chwilami i bądźmy przygotowani na wszystko. Bo Liverpool wciąż jeszcze przypomina słynne pudełko czekoladek Forresta Gumpa: nigdy nie wiesz na co w nim trafisz.


Bartek Bojanowski: Myślę, że nikt nie spodziewał się, że zameldujemy się w finale Ligi Mistrzów. Perspektywa zbliżającego się spotkania przeciwko Realowi Madryt jest szalenie satysfakcjonująca. Za Królewskimi na pewno przemawia wiele. Są niezwykle mocni na każdym szczeblu Ligi Mistrzów, nawet jeśli na krajowym podwórku nie spisują się tak dobrze, jakby chcieli tego kibice. Spryt i skuteczność ekipy Zidane’a stoją na najwyższym poziomie i jeżeli The Reds chcą wywalczyć upragnione trofeum, będą musieli wznieść się na wyżyny swoich możliwości. Wierzę jednak, że jesteśmy w stanie przeciwstawić się obrońcy tytułu i przywrócić rządy angielskiej piłki w Europie. Jedno jest pewne, 26 maja oczy całego świata będą skierowane na arenę w Kijowie, gdzie zmierzą się 2 wielkie, piłkarskie marki. Ten pojedynek będzie gratką dla wszystkich kibiców, zwłaszcza tych postronnych.

finałach ale posiadamy coś więcej, drużynę, która jest niesamowicie zgrana i jeden za drugiego by w ogień wskoczył, należy dodać do tego ogromną pasję, zaangażowanie i głód sukcesów. Jasną sprawą jest kwestia faworyta w finałowym meczu w Kijowie, Królewscy na papierze mają wszelkie predyspozycje do wygrania kolejnej edycji tych elitarnych rozgrywek, jednakże trzeba pamiętać, że Liverpool to Liverpool, tutaj nie można być niczego pewnym. Równie dobrze Real może zmieść The Reds z powierzchni ziemi lecz to samo może stać się w drugą stronę. Wytypowanie wyniku jest piekielnie trudne i się tego nie podejmę. Marzę tylko o tym, że podopieczni Jürgena Kloppa zagrają mecz życia i pozwolą mi przeżyć tę wspaniałą chwilę na żywo. Pragnę móc zapłakać ze szczęścia po ostatnim gwizdku sędziego i być jeszcze bardziej dumnym z kibicowania czerwonej części Merseyside.

Style gry obu ekip zwiastują znakomity finał europejskich rozgrywek i miejmy nadzieję, że po końcowym gwizdku to piłkarze w czerwonych trykotach oszaleją z radości.

Damian Święcicki; Z niecierpliwością czekam na finałowe spotkanie, bo jestem przekonany, że chłopcy Kloppa nie przegrają tego spotkania. Ta

Igor Borkowski: Sezon 2017/18 z pewnością przejdzie do historii naszego klubu. Po raz pierwszy od 11 lat Liverpool zakwalifikował się do finału Ligi Mistrzów, gdzie czeka go spotkanie z Realem Madryt. Gigantem, potrafiącym wygrywać takie mecze i zdobywać trofea. Z pewnością nie rozpoczniemy tego spotkania z pozycji faworytów, ale nie raz już zaskakiwaliśmy i udawadnialiśmy, że nikt nie jest niezwyciężony. Większość fanów wciąż wątpi w nasze umiejętności i nie daje nam większych szans na zwycięstwo z Los Blancos, ale nie zapominajmy, ze to po naszej stronie gra fantastyczny tercet Mane-Firmino-Salah. Trójka, która bije w tym sezonie wszystkie rekordy i spokojnie może konkurować z madryckim BBC. Jako największy problem The Reds często wymieniana jest defensywa. Andy Robertson to nie Carragher, ale to nasza drużyna zachowała w tej edycji Ligi Mistrzów sześć czystych kont i spokojnie może stawić

drużyna jest wyjątkowa, bo jeśli Zizou będzie się starać zatrzymać Salaha to skarci go Firmno, jeśli jednak całe siły zostaną rzucone na byłego piłkarza Hoffenheim, to katem Realu zostanie Sadio i tak możemy wyliczyć całą jedenastkę. Jesteśmy prawdziwą drużną, która jest w stanie pokonać Królewskich dla których wygrywanie Ligi Mistrzów stało się dziecinnie proste. 13 lat temu w Stambule rozpoczęła się moja miłość do The Reds dlatego wygranie Champions League przedkładam nad pokonanie 19 drużyn w Premier League. Mam wielki sentyment do drużyny prowadzonej przez Beniteza, w której brakowało gwiazd światowego formatu, tak samo dzieje się i dzisiaj, gdzie to niemiecki trener wykreował piłkarzy, którzy mieli być za słabi, zbyt przepłaceni, za mało doświadczeni, żeby nosić trykoty wielkiego Liverpoolu. Stajemy przed wielką szansą na odniesienie największego sukcesu od 2005 roku i wierze w to, że Salah i spółką będą fotografowani podczas honorowej rundy na kijowskim stadionie.

czoła napastnikom Realu. Ich obrona również jest daleka od ideału i któryś z zawodników Liverpoolu z pewnością jest w stanie pokonać Keylora Navasa.

Jędrzej Wojciechowski:

Tegoroczny finał zapowiada się niezwykle ciekawie, a szanse mimo

Finał Ligi Mistrzów to marzenie każdego kibica. Teraz po 11. latach

wszystko określiłbym jako wyrównane. Jeśli dobrze wejdziemy w

czekania się ono spełniło. Przeciwnikiem będzie Real Madryt,

mecz możemy zdobyć to trofeum i pokonać wielki Real Madryt.

najlepsza drużyna Europy w dwóch ostatnich sezonach. The Reds

Marzyć nam nikt nie zabroni... zróbmy to!

nie są stawiani w roli faworyta i będzie to z pewnością jeden z ich atutów. Bez dodatkowej presji związanej z koniecznością zwycięstwa ich gra może nabrać jeszcze większego polotu. Śmieszy mnie obecna

Mikołaj Sarnowski: Czuję się jakbym tkwił w jakimś pięknym śnie... Tegoroczna Liga Mistrzów jest dla mnie wyjątkowa. Jako młody wiekiem kibic Liverpoolu sukcesy The Reds w Europie znam tylko z powtórek, nawet Stambuł ( miałem wtedy raptem 2 latka ). Oglądanie drużyny Kloppa w tych rozgrywkach to czysta przyjemność, choć przyznaję, że po pierwszych spotkaniach w grupie jako max stawiałem 1/8 finału. Może i nie mamy gwiazd na każdej pozycji jak Real, doświadczenia w

postawa polskich mediów sportowych, które dyskredytują potencjał Liverpoolu i wskazują, że został wepchnięty do finału przez sędziów. Przecież każdemu przeciwnikowi w fazie pucharowej zapakowaliśmy co najmniej 5. bramek. Odprawiliśmy z kwitkiem mistrza Anglii, który przez wielu uważany był za jednego z głównych faworytów do zdobycia trofeum. Z takim ofensywnym potencjałem jesteśmy w stanie pokonać każdą drużynę na świecie. Jedyne co mnie trochę martwi to postawa naszej obrony, której mimo znaczącej poprawy

Magazyn Polish Reds • www.facebook.com/PolishReds/ • 5


nadal zdarza się popełniać wręcz kuriozalne błędy. Real to prawdziwi kilerzy, drużyna turniejowa, przy której nie można sobie pozwolić na chociażby chwilę słabości. Pomimo tego jestem dobrej myśli i wierzę, że w Kijowie Hendo podniesie w górę 6. Puchar Mistrzów

Rado Chmiel: Po raz pierwszy od finału w 2007 roku Liverpool spowodował, że powróciła do mnie ta czysta ekscytacja ze zbliżającego się meczu. Po drugim półfinale i oficjalnym zaklepaniu sobie miejsca w finale Champions League, autentycznie popłakałem się ze szczęścia i odliczam

Marcin Kuźmiński: W swojej kibicowskiej karierze przeżyłem dwa finały ligi mistrzów, jednak ten smakuje najbardziej. Dlaczego? Mamy najmocniejsza ekipę od lat, nie chodzi tu o indywidualności, których też nam nie brakuje, a kolektyw, który stworzył niemiecki szkoleniowiec. Uwielbiam czytać, że Liverpool nie ma szans z Realem. Może i nie ma takiej obrony jak królewscy, ale ma więcej czegoś bardzo ważnego w piłce nożnej. To głód zwyciestwa, możliwość powrotu do elity oraz zabójcze trio z przodu, który już pobił rekord BBC z sezonu 13/14. Może i droga do finału nie była bardzo ciężka, ale nie zmienia to faktu, że każda drużyna, z którą mierzył się Liverpool dostawała co najmniej 4 gole. Moim zdaniem Real powinien się bać, bo jak źle wejdzie w mecz

dni do 26 maja. Wtedy to LFC zmierzy się z Realem Madryt, 12-krotnym zwycięzcą tych rozgrywek. Podobnie jak i w poprzednich meczach, może poza półfinałem przeciwko Romie, Liverpool nie był stawiany w roli faworyta i uważam, że właśnie to będzie naszą przewagą w tym meczu. Królewscy MUSZĄ wygrać ten puchar, a Liverpool może. Drużyna Zidane’a być może jest najlepszą ekipą na świecie, posiadającą wielu utalentowanych zawodników, jednak w tym meczu będzie liczyć się to jak zagra cały kolektyw. A to jest po stronie zespołu Kloppa. Niemiec stworzył świetną ekipę, a ofensywne trio jest w stanie rozszarpać każdą defensywę w Europie, a powiedzmy sobie szczerze, Real ma ją dosyć chwiejną.

to zostanie skarcony niczym Manchester City. Finał w Kijowie zapowiada się niesamowicie ekscytująco. Liverpool rzuci się Realowi do gardła i będzie się starał wyszarpać to trofeum stając przed szansą na największy sukces od zdobycia Wielkich Uszu w Stambule. Realowi może zaszkodzić rutyna grania w n-tym już finale i liczę, że to The Reds będą cieszyć się z końcowego triumfu 26 maja w Kijowie. Zróbmy to!

6 • Magazyn Polish Reds • www.facebook.com/PolishReds/


Magazyn Polish Reds • www.facebook.com/PolishReds/ • 7


THIS MEANS MORE PIERWSZA POŁOWA

Właśnie pod takim hasłem klub odsłonił karty. 19 kwietnia kibice ujrzeli na własne oczy stroje, które piłkarze będą z dumą nosić w przyszłym sezonie. Obecny projekt jest zgodnie uznawany za fenomenalny, jednak po nadchodzącej zmianie również powinniśmy być zadowoleni. To nie przypadek, że koszulki w wersji

Widząc tę nadzwyczajną popularność,

nowoczesnym wyglądem. Charakteru nadaje

2017/18 sprzedawały się najlepiej w historii.

amerykańska marka postanowiła pozostać

nie tylko głębsza niż zwykle barwa, ale i ładnie

Liverpool FC i New Balance rozbiły bank, a

przy odcieniu wykorzystanym ostatnim

wykonany kołnierzyk. Tuż pod szyją znajduje

charakterystyczne ciemnoczerwone trykoty

razem. Choć nowa wersja domowej koszul-

się również zapięcie na guzik.

poznikały ze wszystkich możliwych sklepów

ki nie prezentuje się łudząco podobnie

bez konieczności jakiegokolwiek obniżania

do żadnego z oldschoolowych projektów,

Tajemniczo wygląda wzór, który znajduje

ceny na wiosnę, co do tej pory było stan-

ponownie odnosi się wrażenie, że design

się na przodzie. Jest w całości wykonany z

dardem.

ma kojarzyć się raczej z tradycją niż z typowo

cieniutkich linii, nieco ciemniejszych od tła.

8 • Magazyn Polish Reds • www.facebook.com/PolishReds/

MACIEJ KONOFOL


Projektanci tłumaczą, że to nawiązanie do architektury stadionu

te elementy są wyszywane, a nie nadrukowane, co pozytywnie

Anfield, a w szczególności niedawno przebudowanej trybuny Main

wpływa zarówno na sam wygląd, jak i na trwałość. Kto doświadczył

Stand. Jednych te wyjaśnienia przekonują bardziej, innych mniej,

odklejających się fragmentów na piłkarskich koszulkach, ten z

jednak niewątpliwie elementy te czynią koszulkę nieco ciekawszą.

pewnością doceni ów fakt. Kibic płaci 55 funtów za podstawową wersję koszulki, co wcale nie jest niską kwotą, zatem nie może

W centralnym miejscu nadal widnieje logo głównego sponsora klubu

otrzymać produktu niskiej jakości. Dotychczas nie zawsze tak było,

– Standard Chartered. Firma zajmująca się usługami bankowymi

zatem należy przyznać plus po stronie sponsora technicznego.

reklamuje się na koszulkach Liverpoolu od 2010 roku. Na podstawie ostatniej umowy, podpisanej w kwietniu 2015, płaci za to 30 milionów

Jak zwykle wielką popularnością powinny cieszyć się nazwiska

funtów rocznie. Kontrakt wygasa w 2019 roku, a zatem po zakończeniu

piłkarzy umieszczone na plecach. Wygląda na to, że napis „M.Salah”

przyszłego sezonu. Czy zostanie odnowiony? Tego jeszcze nie wiemy,

będzie wybierany częściej niż jakikolwiek inny, począwszy od roku,

obie strony jak na razie nie wydają na ten temat żadnych komuni-

w którym klub zaczął sprzedawać tego typu repliki meczowe. Tutaj

katów. Miejsce na lewym rękawie ponownie zajmie logo Western

spotkała nas niespodzianka. Czcionka Premier League pozostaje bez

Union, za co na konto Liverpoolu wpływa 5 milionów funtów za rok.

zmian, jednak drugi, klubowy krój został całkowicie przeprojektowany.

8 miesięcy temu klub związał się z amerykańskim sponsorem na pięć

Nowe litery i cyfry mają przypominać te, które można zobaczyć

lat. Obecność znaczka WU wywołał w zeszłym sezonie kontrowersje

na znakach umieszczonych na Anfield i w jego pobliżu. Czcionka

wśród kibiców, którzy uważali, że tym sposobem wizualnie psuje się

prezentuje się ładnie, jednak bez wątpienia będzie nam brakować

świetną koszulkę, jednak powszechnie wiadomo, że ekonomia jest

stylu do tej pory wykorzystywanego m.in. w europejskich pucharach.

absolutnie nieubłagana. Pierwsza okazja do zobaczenia piłkarzy Liverpoolu grających w Bardzo istotne dla fanów jest wykonanie Liverbirda i logo New

nowych strojach będzie już 13 maja, kiedy w ostatniej kolejce sezonu

Balance’a, a także symbol 96 umieszczony na karku. Wszystkie

podejmujemy u siebie Brighton. Czekamy, ale... będziemy tęsknić!

Magazyn Polish Reds • www.facebook.com/PolishReds/ • 9


TRENT ALEXANDER-ARNOLD: MASZ PRAWO DO OBRONY! PIERWSZA POŁOWA

Kiedy zbliżał się ćwierćfinałowy mecz Ligi Mistrzów z Manchesterem City, pozycja prawego obrońcy budziła najwięcej niepokoju. Nathaniel Clyne nie grał meczów o stawkę od 10 miesięcy, Joe Gomez złapał kontuzję w niedawnym meczu reprezentacji, a Trent Alexander-Arnold właśnie zawalił 2 gole w arcyważnym spotkaniu na Old Trafford. Sielanka, prawda?

Jürgen Klopp stanął przed wyborem: powierzyć pilnowanie Leroya

Nie ograniczajmy kariery 19-letniego obrońcy tylko do bieżącego

Sané nastolatkowi czy próbować eksperymentów? Właśnie tak

sezonu. Wszak pukał do drzwi zespoły Kloppa już wcześniej. W

postąpił w zeszłym roku, gdy słaba forma Alberto Moreno zmusiła

2016 roku trenował regularnie wraz z największymi gwiazdami

Niemca, by zafundował Jamesowi Milnerowi ekspresowy kurs gry

The Reds. Jesienią pojawił się na boisku w meczach EFL Trophy

z lewej strony defensywy. Wydaje się, że gdyby to wtedy problemy

przeciwko Tottenhamowi Hotspur i Leeds United, a w grudniu zaliczył

dopadły jednocześnie Clyne’a i Gomeza, Milner znów zostałby

dosyć symboliczny debiut w Premier League. Wszedł na plac gry w

przerzucony na nietypową pozycję. Jednak sytuacja diametralnie

ostatnich sekundach trzybramkowego zwycięstwa z Middlesbrough

się zmieniła. Przez ostatnie 12 miesięcy Trent ugruntował swoją

na Riverside Stadium. Jego naprawdę wielki dzień nadszedł miesiąc

pozycję drużynie, a ostatnio zaczął wygrywać rywalizację o miejsce

później. 15 stycznia 2017, Old Trafford. Prestiżowy mecz z odwiecznym

w pierwszym składzie. Nie odbiorą mu tego nawet problemy, które

rywalem. Wystawiony od pierwszych minut Trent poradził sobie

niedawno sprawił mu Marcus Rashford.

z wyzwaniem, nieźle poczynając sobie w pojedynkach z bardziej

10 • Magazyn Polish Reds • www.facebook.com/PolishReds/

MACIEJ KONOFOL


znanymi przeciwnikami. Remis 1:1 (pamiętacie tego wielkiego

również groźnie dośrodkować lub oddać precyzyjny strzał.

spalonego przy golu dla United?) to nie wymarzony wynik, ale

Od wspaniałego momentu w Hoffenheim trwa bardzo zażarta walk

kibice dostali wyraźny sygnał, że powinni dobrze zapamiętać sobie

a o miano podstawowego prawego obrońcy. Walka, w której

nazwisko Alexander-Arnold.

Alexander-Arnold nie ustrzegł się również błędów, co z kolei sprawiło, że Josep Guardiola był przekonany, iż znalazł sposób na wywiezienie

Do końca sezonu bohater tego tekstu głównie statystował, oglądając

z Anfield okazałego zwycięstwa. Wystarczyło uderzać raz za razem

mecze z perspektywy ławki rezerwowych, ale po letniej przerwie

w słaby punkt – tego niskiego, chudziutkiego nastolatka, w czym

przypomniał o sobie w wielkim stylu. Gdy Liverpool walczył w

przodować miał niejaki Leroy Sané. Ostatni raz widziano go przy

Niemczech o awans do Ligi Mistrzów, jego idealne kopnięcie z rzutu

ulicy Anfield Road w Liverpoolu. Miało to miejsce dnia 4 kwietnia,

wolnego sprawiło, że ponownie był na ustach wszystkich. Młody

około godziny 20:00 czasu lokalnego. Jeżeli od tej pory ktokolwiek

Anglik wlał wiele entuzjazmu w serca kibiców The Reds i wyraźnie

widział zaginionego, uprasza się go o kontakt z Szejkiem Mansourem.

zaznaczył, że nadchodzi jego czas. Czy te słowa to przesada? Nie

Podobno na znalazcę czeka hojna nagroda, bowiem zguba miała być

sądzę. Zerknijcie tylko w archiwa Polish REDS. Któż to spogląda na

warta 45 milionów funtów. Trwają ustalenia, co tak naprawdę stało

was z okładki pierwszego numeru? Właśnie nasz 19-latek, który

się z zaginionym i kto ponosi za to odpowiedzialność.

popisał się świetnie ułożoną stopą, co wkrótce okazało się wielkim atutem bocznego defensora. Dziś już wiemy, że potrafi nie tylko

Na salę proszony jest główny podejrzany w sprawie – Trent Alexander-

po profesorsku „schować do kieszeni” bardziej znanego rywala, ale

Arnold...

Magazyn Polish Reds • www.facebook.com/PolishReds/ • 11


ROAD TO ISTANBUL TEMAT NUMERU

Wszyscy doskonale wiemy, jak wyjątkowy dla kibiców The Reds jest sezon 2004/2005. Wygrana w finale Ligi Mistrzów z Milanem po wspaniałej pogoni stała się jednym z najchętniej wspominanych wydarzeń w historii futbolu. Nie każdy jednak pamięta, jjak wyglądała sama droga piłkarzy Rafy Beniteza do upragnionego finału. Usiądźmy więc wygodnie i przenieśmy się jeszcze raz do samego początku rozgrywek z pamiętnego sezonu. Kwalifikacje

1/8 finału

Ligowe zmagania sezonu 2003/2004 Liverpool zakończył na 4

miał bić się o ćwierćfinał z niemieckim Bayerem Leverkusen, z Jackiem

lokacie, czym zagwarantowali sobie udział w kwalifikacjach do Ligi

Krzynówkiem w składzie. Dwumecz z niemiecką ekipą na pewno

Mistrzów w kolejnej kampanii. Przeciwnikiem ekipy z czerwonej

dobrze wspomina Luis Garcia. W pierwszym meczu u siebie The Reds

części Merseyside okazała się być austriacka ekipa Graz AK. Liverpool

zwyciężyli 3:1 i to właśnie Garcia rozpoczął strzelanie na Anfield.

nie bez problemów przeszedł fazę kwalifikacyjną. Co prawda, po 2

Natomiast jego 2 bramki w meczu wyjazdowym, który Liverpool

golach Gerrarda, wygrali pierwszy mecz na wyjeździe 2:0. Jednak w

również wygrał 3:1 zagwarantowały angielskiemu zespołowi awans

rewanżu na Anfield to Austriacy podkręcili tempo, a bramka w 55

do ćwierćfinału Ligi Mistrzów.

Na tym etapie rozgrywek nie ma już drużyn z przypadku. Liverpool

minucie na 1:0 na pewno musiała dać się ekipie The Reds we znaki. Ostatecznie wynik nie uległ już zmianie i to Liverpool wywalczył

Ćwierćfinał

sobie awans do fazy grupowej Ligi Mistrzów.

Faza grupowa Liverpool nie miał szczęścia w losowaniu. Z marszu mieli zagrać w grupie z zeszłorocznym finalistą tych rozgrywek – AS Monaco. Dodatkowo mieli zmierzyć się z wicemistrzem Grecji – Olympiakosem oraz 3 drużyną ligi hiszpańskiej - Deportivo La Coruna. Ekipa Beniteza od razu została sparowana z faworytem do wygrania grupy. Pewnie wygrali jednak z francuską ekipą 2:0 na Anfield. Od tego momentu sprawy zaczęły się komplikować, gdyż w 2 kolejnych meczach The Reds zdobyli jedynie 1 punkt. Najpierw przegrali 1:0 w Grecji, by

W ćwierćfinale Liverpool trafił na drużynę Juventusu. Piłkarze Fabio

następnie bezbramkowo zremisować u siebie z Deportivo. Kolejnym

Capello zajęli 1 miejsce w fazie grupowej, eliminując następnie Real

spotkaniem był wyjazd do Hiszpanii na rewanż z Deportivo, który

Madryt w 1/16 finału. The Reds znów rozpoczynali zmagania na

Liverpool zdołał wygrać 1:0. Z wyjazdu z Francji The Reds wrócili jed-

własnym boisku, gdzie gole Hyypii oraz Garcii dały im zwycięstwo. Na

nak na tarczy, przegrywając również 1:0. Ostatni mecz w grupie był

te 2 trafienia Włosi odpowiedzieli jedynie jednym golem Cannavaro.

więc meczem o wszystko. Liverpool musiał wygrać w Olympiakosem, by właśnie ich kosztem wskoczyć na 2 miejsce w grupie i awansować

Rewanż w Turynie nie porwał kibiców. Mimo sytuacji po obu stronach,

do kolejnej rundy turnieju. Zawodnicy Beniteza wyszli na murawę

żadna bramka nie padła. Taki rezultat premiował awansem ekipę

Anfield solidnie zmotywowani. Po 90 minutach na tablicy widniał

Rafy Beniteza. Cały piłkarski świat ze zdumieniem przypatrywał się

wynik 3:1 dla gospodarzy i to właśnie The Reds przeszli dalej.

angielskiej ekipie, która eliminowała kolejnych faworytów.

12 • Magazyn Polish Reds • www.facebook.com/PolishReds/

BARTEK BOJANOWSKI


PÓŁFINAŁ W półfinale doszło do bratobójczego pojedynku. The Reds na swojej drodze spotkali Chelsea Londyn. Tym razem to rywale Liverpoolu wychodzili na pierwsze spotkanie dwumeczu przy dopingu własnych kibiców. Spotkanie na Stamford Bridge nie było wyśmienitym widowiskiem. Obie ekipy grały dość pasywnie, oddając jedynie po kilka strzałów, w większości poza światło bramki. Rewanż na Anfield rozpoczął się dla The Reds idealnie.

Bramka niezawodnego Garcii już w 4 minucie meczu okazała się być tą na wagę awansu do finału. Co prawda obie ekipy miały jeszcze szanse na wbicie piłki do siatki rywali, jednak żadna z tych prób ostatecznie nie zakończyła się golem. Drużyna z Merseyside w ciężkich bojach wywalczyła sobie miejsce pośród 2 najlepszych drużyn Europy, a to co wydarzyło się w Turcji 3 tygodnie później przeszło do historii światowej piłki.

Magazyn Polish Reds • www.facebook.com/PolishReds/ • 13


THE REDS ROZDALI KARTY TEMAT NUMERU

W sezonie 2004/05, podobnie jak podczas naszej ostatniej przygody w Lidze Europy, Liverpool postawił na osiągnięcie sukcesu w europejskich pucharach, kosztem miejsca w ligowej tabeli. Niezapomniany tryumf w Stambule spowodował nie tylko wielką radość w mieście Beatlesów, ale też zamieszanie w siedzibie europejskiej federacji piłkarskiej. Otóż nikt nie przewidział, że zwycięzca Ligi Mistrzów może nie zająć w tabeli miejsca dającego możliwość obrony tytułu w kolejnym sezonie. Na szczęście włodarze UEFA szybko posz-

Liverpool również musiał ponieść konse-

nia. Być może tak duża liczba meczów do

li po rozum do głowy i przeprowadzili

kwencje niskiego miejsca w ligowej tabeli.

rozegrania wpłynęła negatywnie na postawę

błyskawiczną nowelizację przepisów, dzięki

Swoją przygodę z Ligą Mistrzów w sezonie

Liverpoolu w głównej fazie rozgrywek. Dotarli

czemu Liverpool mógł wystąpić w kolejnej

2005/06 rozpoczął od pierwszej rundy elimi-

oni wyłącznie do 1/8 finału, gdzie lepsza

edycji rozgrywek. Oczywiście niczego nie

nacyjnej, gdzie zmierzył się z mistrzem Walii,

okazała się Benfica. Z pewnością nie był to

dostaje się za darmo, Czerwoni musieli wiele

zespołem The New Saints. Kolejnym utrudnie-

satysfakcjonujący rezultat, ale należy docenić

pozmieniać w swoich przedsezonowych

niem na drodze eliminacyjnej był brak och-

gest federacji piłkarskiej i błyskawiczna reak-

przygotowaniach i znieść kilka innych

rony przed trafieniem na drużynę ze swojego

cja na kryzysową sytuację.

dolegliwości, a decyzja władz piłkarskich i

kraju. Oznaczało to, że w trzeciej rundzie

tak nie przypadła do gustu kilku europejskim

eliminacyjnej mogły zostać rozegrane derby

klubom.

Merseyside. Los okazał się jednak szczęśliwy, po walijskim zespole przyszedł czas na FBK

Jako pierwsze głos w tej sprawie zabrały

Kowno, a następnie CSKA Sofia. Żaden z tych

drużyny angielskie, którym nie podobało

przeciwników nie postawił The Reds trudnych

się, że będą musiały dzielić pulę pieniędzy

warunków i spokojne zameldowali się oni w

otrzymywaną za prawa telewizyjne z kole-

fazie grupowej najważniejszych klubowych

jnym zespołem. UEFA zdecydowała, że The

rozgrywek.

Reds otrzymają najmniejszą część ze środków

Tak

uzyskiwanych od telewizji, a pozostałe

spowodowała, że trzeba było zmienić

teamy nie dostaną mniej niż byłoby to im

cały harmonogram letnich przygotowań.

należne gdyby w rozgrywkach występowały

Odwołano zaplanowane sparingi przeciwko

wyłącznie cztery angielskie kluby. Mimo to

Bayerowi Leverkusen i Kolonii, a także tournée

Everton nie skorzystał z okazji pokazania

w Japonii. Wpłynęło to z całą pewnością na

się w Europie i został jeszcze w eliminac-

ilość pieniędzy wpływających do klubowej

jach pokonany przez hiszpański Villarreal.

kasy. W końcu rynek azjatycki prezentuje

Kolejnym zespołem, który zgłaszał pretensje

zdecydowanie większy potencjał market-

w związku z przyznaniem Liverpoolowi dodat-

ingowy niż Europa wschodnia. Także sami

kowego miejsca była Slavia Praga. Czechom

zawodnicy woleliby wycieczkę po nowoc-

nie podobało się, że przez udział kolejnej

zesnych miastach w kraju kwitnącej wiśni

drużyny stracili rozstawione miejsce i w run-

niż poznawanie uroków Litwy czy Bułgarii.

żmudna

droga

eliminacyjna

dzie eliminacyjnej będą mogli wpaść między innymi na klub, który zajął czwarte miejsce

Sytuacja The Reds była precedensowa, od

w lidze angielskiej. Federacja nie zgodziła

tego momentu każdy zwycięzca Ligi Mistrzów

się z ich argumentami, zauważając, że sezon

miał zagwarantowaną możliwość obrony

jeszcze się nie zakończył i nie zmieniła swojej

trofeum w kolejnym sezonie. Miejsce w

decyzji.

ligowej tabeli nie miało przy tym znacze-

14 • Magazyn Polish Reds • www.facebook.com/PolishReds/


O

Poleca:

powiemy o mundialu w Szwecji, który być może nigdy się nie odbył, przedstawimy narodziny gwiazdy młodego Brazylijczyka Pele, prześledzimy drogę do geniuszu Argentyńczyka Maradony, dowiemy się, jak to się stało, że reprezentacji Polski bały się najsilniejsze ekipy świata i jak Polak zostawał królem strzelców tej imprezy, odsłonimy przed czytelnikami kulisy wielkich finałów z udziałem „Squadra Azzurra”, „Canarinhos” i „Tricolores”. Dlaczego Luiz Nazario de Lima „Ronaldo” ostatecznie zagrał w meczu o złoto w 1998 roku i co działo się na kilka godzin przed meczem? Jak po latach o swoim największym pudle w karierze w finale MŚ ’94 opowiada Roberto Baggio? Dlaczego po boisku za piłką biega 22 facetów, a na końcu i tak zawsze wygrywają Niemcy? Pokażemy momenty, mecze, akcje i zawodników, którzy na trwałe zapisali się na kartach historii piłkarskich mistrzostw świata. Fakty, ciekawostki, statystyki, nieznane historie i oryginalne zdjęcia – słowem: niezwykłe opowieści o  najbardziej niesamowitym wydarzeniu sportowym na świecie.

więcej na: w w w . N i e z w y k l e o p o w i eMagazyn s c Polish i s Reds p o• www.facebook.com/PolishReds/ r t o w e . p l • 15


PIĘCIU WSPANIAŁYCH PIERWSZA POŁOWA

Podczas 126. lat istnienia Liverpool F.C. odnosił sukcesy, ale i zaznawał goryczy porażki. W niezwykłej historii naszego klubu pamiętamy zwycięstwa w lidze i pucharach europejskich. Pamiętamy również czasy tragiczne, pełne blamażów i niepowodzeń. Jednak po burzy zawsze wychodzi słońce, a w przypadku Liverpoolu jest możliwe to dzięki wytrwałości i zaangażowaniu każdej osoby związanej z tym klubem. Nie da się przecenić ogromnego wpływu, jaki na osiągnięcie każdego sukcesu miała piątka superstrzelców „przewijających się” przez składy LFC. Zapraszamy na porównanie „Pięciu wspaniałych”, którzy z (niemałym) powodzeniem występowali z Liverbirdem na piersi. Na start, lider naszej piątki pod względem występów w czerwonej

Drugi w naszym zestawieniu, wygrywa z pozostałą czwórką zdoby-

koszulce. Robbie Fowler, fan Evertonu ze szkółki Liverpoolu, rozegrał

tymi bramkami dla naszej drużyny. Michael Owen w zaledwie 284.

323 mecze podczas swoich dwóch przygód w naszym klubie (1992-

spotkaniach trafił do siatki 150 razy, dokładając do tego 10 asyst.

2002 oraz 2005-2007). W tym czasie pracował z czterema szkoleniow-

80% meczów rozegrał pod okiem Gerarda Houlliera, a najważniejsze

cami. Najlepsze „liczby wykręcił” pod okiem Roya Evansa, kiedy to w

strzeleckie sukcesy, za czasów gry dla The Reds, osiągał w sezonach

171. spotkaniach 97 razy wpisał się na listę strzelców. Ogólny wynik

1997/98 i 1998/1999 (dwukrotnie król strzelców). Dwa lata później

43-latka w barwach The Reds jest równie imponujący – podczas

został wybrany najlepszym piłkarzem Europy. Mimo to większość

wszystkich swoich występów strzelił 148 bramek i zaliczył 11 asyst.

kibiców Liverpoolu do dziś nie wybaczyła Owenowi odejścia do

Swoją fantastyczną grą Fowler doprowadził Liverpool do sześciu

Manchesteru United. Barwy Czerwonych Diabłów reprezentował w

pucharów. Anglik był również pewnym wykonawcą rzutów karnych.

latach 2009-2011, a po zakończeniu kariery wielokrotnie pochlebnie

Reprezentując barwy Liverpoolu 19 razy podchodził do „jedenastki”

wypowiadał się na temat największego rywala Liverpoolu. Do tego

i tylko w dwóch przypadkach spudłował

warto wspomnieć, iż od dziecka kibicował Evertonowi, w którym występował jego ojciec.

16 • Magazyn Polish Reds • www.facebook.com/PolishReds/

IGOR BORKOWSKI


Długo czekaliśmy na kolejnego napastnika z prawdziwego zdarze-

setce meczów. Mimo świetnych występów indywidualnych plamą na

nia. Dopiero w 2007 do naszej drużyny dołączył Fernando Torres –

honorze Torresa pozostaje nie zdobycie żadnego trofeum w barwach

ogromny talent, prosto ze słonecznej Hiszpanii. Były gwiazdor Atletico

Liverpoolu. Inaczej było w Chelsea, które finalnie skusiło Hiszpana.

Madryt odrzucił wiele ofert, w tym tę z Chelsea Londyn, aby przejść do

Wielu kibiców miało mu za złe przejście do ligowego rywala, jednak

Liverpoolu. W ciągu czterech lat gry jako zawodnik The Reds, wystąpił

34-latek tłumaczy swój ruch konfliktem z zarządem The Reds, który

w 141. spotkaniach, w których udało mu się zdobyć 81 bramek i 20

obiecywał napastnikowi sukcesy i transfery pozwalające Liverpoolowi

asyst. „El Nino” opuścił około 40 spotkań ze względu na kontuzje,

walczyć o najwyższe cele. Tak się jednak nie stało, a Fernando Torres

jednak mimo to zapisał się w historii Liverpoolu złotymi zgłoskami.

opuścił nasz klub.

Rafa Benitez wiedział co robi stawiając na swojego rodaka w ponad


Nazwisko, które jest niemalże synonimem superstrzelca, i którego nie

ilości zdobytych goli w jednym sezonie przez zawodnika Liverpoolu.

mogło tu zabraknąć, to bez wątpienia Suarez. Za Urugwajczykiem

Warto wspomnieć, że Salah strzelił w tym sezonie więcej bramek, niż

wciąż tęsknią w Liverpoolu (choć obecnie trochę mniej), a on zdobył

Eden Hazard przez ostatnie trzy lata rozgrywek ligi angielskiej. W

kolejne mistrzostwo kraju z F.C. Barceloną. „El Pistolero” słynie z sytuacji

Premier League również nie ma sobie równych - brakuje mu trzech

kontrowersyjnych i wybuchowego charakteru, ale przede wszystkim

trafień do Cole’a i Shearera, którzy strzelali 34 razy w odpowiednio

z fantastycznej gry na boisku. W 133. meczach dla The Reds, 82 razy

1993/94 i 1994/95. Egipcjanin ma w tym sezonie na koncie więcej

pokonywał bramkarzy rywali i aż 53 razy otwierał kolegom drogę

bramek niż West Bromich Albion, Swansea oraz Huddersfield i robi

do bramki. Swój najlepszy sezon, podczas czteroletniej przygody

wszystko by ten niezwykły rezultat utrzymać. Salah jest również

z naszym klubem, rozegrał na przełomie 2013 i 2014 roku, kiedy

pierwszym piłkarzem Liverpoolu, któremu udało się zdobyć dziesięć

otrzymał nagrodę dla najlepszego zawodnika ligi. Podczas tamtego

bramek w pojedynczej edycji Ligi Mistrzów, a przed nim jeszcze co

sezonu niemalże doprowadził Liverpool do mistrzostwa, strzelając i

najmniej jedno spotkanie. Poczynania naszego „Faraona” najlepiej

asystując częściej niż jakikolwiek inny zawodnik w Anglii. Wprawdzie

podsumowuje ostatnio przyznana nagroda dla najlepszego piłkarza

mistrzostwa kraju nie udało mu się zdobyć, ale w 2012 triumfował

ligi. Teraz czekamy na galę Złotej Piłki i mocno trzymamy kciuki za

w pucharze.

lidera Liverpoolu.

„Last but not least”, czyli Mohamed Salah. Zawodnik, który bawi

Tysiąc znaków na każdego z tych zawodników to zdecydowanie za

się tym sportem niczym Ronaldinho za swoich najlepszych lat. W

mało, żeby w pełni opisać ich sukcesy. Każdy z osobna jest na swój

Liverpoolu występuje zaledwie od dziesięciu miesięcy, a już zdążył

sposób ikoną naszego klubu i każdemu jesteśmy winni podziękowania

pobić mnóstwo rekordów i na zawsze zapisać się na kartach historii

za wiele fantastycznych chwil. Z roku na rok The Reds rosną w siłę i

angielskiej piłki. 25-latek rozegrał już w barwach naszego klubu 47

należy cieszyć się, że jest nam dane podziwiać poczynania wspaniałych

meczów, w których 43 razy wpisywał się na listę strzelców oraz 15 razy

zawodników, takich jak bohaterzy tego tekstu. Bo Liverpool F.C. został

asystował. Obecnie (26.04.2018) brakuje mu tylko czterech bramek do

stworzony po to, by zwyciężać. Tak było, jest i będzie! A do tego

wyrównania rekordu Iana Rusha, z edycji z 1983/84, pod względem

niezbędni są najlepsi piłkarze tacy, jak naszych „Pięciu Wspaniałych”.

18 • Magazyn Polish Reds • www.facebook.com/PolishReds/


Magazyn Polish Reds • www.facebook.com/PolishReds/ • 19


PRAWDZIWE OBLICZE LORISA KARIUSA Gdy Niemiec przychodził na Anfield w lipcu 2016r. pokładano w nim ogromne nadzieje. Był uważany za długoterminowy lek na ciągnącą się latami bolączkę Liverpoolu, czyli obsadę pozycji bramkarza. Niestety, entuzjazm sukcesywnie podupadał wraz z przeciętnymi występami Kariusa, do tego stopnia, że Loris przez długi czas był ledwo zmiennikiem Simona Mignoleta. Jednak można wysnuć tezę, że były gracz FSV Mainz wziął sobie do serca maksymę „nowy rok nowy ja”, bo od stycznia 2018 roku sytuacja zmieniła się o 180 stopni. Karius od początku swojej juniorskiej kariery

adami - warto tu przypomnieć interwencję po

był postrzegany jako duży talent. Nie zawsze

strzale Henriego Saiveta w meczu z Newcastle,

jednak wszystko szło po jego myśli. Nie poznali

obronę uderzenia z dystansu Yannicka Bolasiego

się na nim w akademii Manchesteru City. Gdy

w derbach Merseyside, wygrywane pojedynki

został wcielony do pierwszego zespołu drużyny

z Marko Arnautoviciem podczas spotkania

z Moguncji, był bramkarzem rezerwowym,

z West Hamem, czy obroniony rzut karny

który miał być gotowy w nagłych sytuacjach..

Harrego Kane’a w arcyważnym spotkaniu z

I takie też się pojawiały. Kontuzje sprawiły, że

Tottenhamem. Gra nogami uległa znacznej

Karius wskoczył do pierwszej jedenastki Mainz i

poprawie i Karius wyprowadza piłki bardzo

zagościł tam na stałe. Dwa bardzo dobre sezony

dokładnie. Wyjścia z bramki również stoją na

skłoniły włodarzy Liverpoolu do sięgnięcia po

wysokim poziomie. Niemiec wreszcie zaczął

młodego golkipera,, gdyż upatrywali w nim

krzyczeć oraz podpowiadać swoim obrońcom,

bramkarza na lata, który zapewni spokój ner-

co jest naprawdę ważne w budowaniu defen-

wowej defensywie The Reds. Jednakże pierwsze

sywnego monolitu. Jak każdemu bramkarzowi,

występy Lorisa w koszulce z Liverbirdem na

prędzej czy później, zdarzają się gorsze momen-

piersi nie zupełnie spełniały pokładanych w

ty - takie jak mecz przeciwko Manchesterowi

nim oczekiwań. Jego interwencje były mocno

United(nie należał do najlepszych nie tylko

niepewne, popełniał sporo błędów, bał się

w wykonaniu Kariusa, ale całej drużyny), ale

wychodzić na przedpole i często mijał się z

nie są to błędy prowadzące bezpośrednio do

lecącą futbolówką. Jego gra nogami również

utraty bramki. Jako człowiek zakochany w The

pozostawiała wiele do życzenia. Gdy pod

Reds, zacząłem naprawdę podziwiać występy

koniec grudnia zeszłego roku większość kibiców

Kariusa, bo wreszcie zaczął się prezentować

Liverpoolu wyczekiwało transferu klasowego

wyśmienicie. Do tego stopnia, że jego inter-

bramkarza, Jürgen Klopp zaskoczył ponownie i

wencja z meczu ze Srokami widniała na zdjęciu

odważnie ogłosił, że od tego momentu to jego

w tle na moim Facebooku.

rodak zostaje numerem 1 w bramce The Reds i nie zamierza nikogo kupować na tę pozycję.

Mimo bardzo dobrych występów wielu kibiców

Ku uciesze wszystkich fanów, Loris Karius zaczął

dalej uważa, że potrzebny jest nowy bramkarz

grać jak za najlepszych momentów w swojej

pokroju Jana Oblaka lub Alissona Beckera.

karierze. Widać, że samo przyjście Virgila Van

Moim zdaniem, Karius udowodnił jednak swoją

Dijka dodało mu wiele pewności. Niemiec

wartość i uważam, że nie potrzebujemy nowego

wreszcie zaczął popisywać się pięknymi par-

golkipera.

20 • Magazyn Polish Reds • www.facebook.com/PolishReds/

MIKOŁAJ SARNOWSKI


Magazyn Polish Reds • www.facebook.com/PolishReds/ • 21


PIĘĆDZIESIĄTKA SIOBHAN CHAMBERLAIN WYWIAD MIESIĄCA

W ostatnim czasie bramkarka LFC Ladies, Siobhan Chamberlain, osiągnęła osobisty sukces. Podczas drugiego meczu Phila Neville’a w roli selekcjonera żeńskiej reprezentacji Anglii, piłkarka The Reds rozegrała swój 50 mecz w barwach The Lionesses. Podczas turnieju SheBelieves Cup rozgrywanego w Stanach

to odpowiednia kandydatura, że Neville nie ma pojęcia o kobiecej

Zjednoczonych, Siobhan wystąpiła od pierwszych minut w zremi-

piłce. Uważam, że to nie ma znaczenia, bo wykonuje świetną pracę.

sowanym 2:2 meczu przeciwko Niemkom. Angielka przyznaje, że

Koniec końców piłka nożna to piłka nożna, nieważne czy grają

rozegranie 50 meczów w kadrze to triumf silnej woli i determinacji.

w nią mężczyźni czy kobiety. Jeżeli grałeś w piłkę, trenowałeś, to

znasz jej zasady i podstawy i ją rozumiesz. Jestem przekonana, że z

- Fantastycznie było rozegrać 50 meczów dla swojego kraju –

doświadczeniem, jakie posiada Phil Neville, może osiągnąć sukces i w

powiedziała Chamberlain. – Zadebiutowałam w kadrze w 2004 roku

piłce żeńskiej.

w meczu przeciwko Holandii. Jak widać, to była długa podróż do osiągnięcia tego celu, pełna wzlotów i upadków, ale myślę, że byłam

Przenosząc się na krajowe boiska, Siobhan wróciła w zeszłym

wytrwała w tym, że ciągle udowadniałam, że warto na mnie stawiać.

miesiącu między słupki bramki Liverpoolu po tym, jak ominęła lutowe mecze ze względu na kontuzję. Menadżer The

Brytyjki zakończyły turniej na drugim miejscu. Kadra prowadzona

Reds, Scott Rogers, musiał skorzystać z wielu młodych piłkarek ze

przez Neville’a rozbiła Francję 4:1 i przegrała z gospodyniami, USA,

względu na liczne kontuzje w pierwszym składzie, a Chamberlain

0:1.

jest niezwykle podekscytowana ich występem.

- Z tego turnieju wyciągnęłyśmy wiele pozytywów. Powołania

- Mamy wiele utalentowanych młodych dziewczyn w składzie. Wiele z

dostało wiele młodych dziewczyn, które nie grały wcześniej na takim

nich gra regularnie w kadrze Anglii U-17 (w zeszłym miesiącu na mecz

poziomie. Było kilka debiutów, co samo w sobie jest świetne. Nowe

kwalifikacyjny do Mistrzostw Europy Kobiet U17 zostało powołanych

zawodniczki dobrze zastąpiły te, które nie mogły zagrać choćby z

6 piłkarek LFC – przyp. red.). Grające w obronie Lucy Roberts i Naomi

powodu kontuzji. Przez to w naszym składzie rodzi się rywalizacja,

Hartley zadebiutowały w pierwszym zespole i poradziły sobie bardzo

która będzie dobra w kontekście kolejnych meczów kwalifikacyjnych

dobrze. Jestem pewna, że kiedy dostaną kolejne szanse, to będzie

i Mistrzostw Świata w przyszłym roku. - podsumowała turniejowe

tylko lepiej.

zmagania Chamberlain.

- Oczywiście nie jest fajnie mieć tyle kontuzji w składzie, ale po

Po wygranych z Walią i Bośnią i Hercegowiną Angielki zbliżyły się

to inwestuje się czas w rozwój młodych zawodniczek, aby z nich

do awansu do Mundialu, a 34-letnia piłkarka Liverpoolu uważa, że

korzystać. Rezerwy prowadzone przez Vicky Jepson radzą sobie

turniej w Ameryce tylko wzmocnił skład.

naprawdę dobrze. Być może młodym dziewczonym ciężko odnaleźć się w dorosłej piłce, gdyż ta bardzo się zmieniła od momentu, kiedy

- To było dobre doświadczenie, w szczególności dla trenera Neville’a,

ja zaczynałam grać. Teraz młode piłkarki mają wszystko podane na

który mógł spędzić więcej czasu z zespołem i zawodniczkami. To

tacy. Kiedy ja zaczynałam, musiałam płacić za możliwość gry. Nie

był test dla niego i dla nas samych podczas meczów z najlepszymi

mieliśmy ładnych strojów pierwszej drużyny ani wygodnych auto-

drużynami świata. To są mecze, w których chce się grać, ponieważ w

karów do podróży na mecze wyjazdowe. Teraz trzeba upewnić się,

ten sposób uczysz się najwięcej. Phil powiedział nam, że to było dla

że te dziewczyny mają dalej odpowiednio wiele determinacji, aby

niego niesamowite doświadczenie. Podobnie sądzą też piłkarki. Od

udowodnić wszystkim, że są w stanie osiągnąć sukces.

początku jest niesamowity. W mediach prowadzono dyskusje, czy

RADO CHMIEL 22 • Magazyn Polish Reds • www.facebook.com/PolishReds/


Sezon kobiecych rozgrywek powoli wchodzi w decydującą fazę, a

uważam, że ten sezon jest dla nas udany. Myślę, że te przerwy wybijały

Siobhan ma nadzieję na mocny finisz Liverpoolu:

nas z rytmu, kiedy zaczęłyśmy łapać wiatr w żagle. Musimy jednak wyciągnąć wnioski na przyszłość. Chcemy zakończyć ligę na jak

- Ten sezon jest bardzo nieskładny. Grałyśmy kilka meczów, potem

najwyższej pozycji w tabeli i dać z siebie wszystko choćby dla tej grupy

nastąpiła długa przerwa i za chwilę stało się dokładnie tak samo.

utalentowanych zawodniczek, jakie mamy w składzie – zakończyła

Miałyśmy mecze, które wygrywałyśmy gładko, ale też takie, w których

„Sio”.

zupełnie nie weszłyśmy w spotkanie i zasłużenie przegrywałyśmy. Nie

Magazyn Polish Reds • www.facebook.com/PolishReds/ • 23


MY, DZIELNI KIBICE Wraz z awansem do każdej kolejnej rundy Ligi Mistrzów, spotkania Liverpoolu cieszyły się w tym sezonie coraz większym zainteresowaniem kibiców. Wzrosła też popularność imprez organizowanych przez lokalne grupy, podczas których fani wspólnie oglądali mecze w miejscowych barach. Frekwencja przy transmisjach z hitów Champions League

jeżeli mam na czyjś temat jakieś odczucia, pozostawiam sprawę w

zaskakiwała niektóre fankluby. Wydarzenia były odwiedzane

spokoju i nie zaczynam jatki. Jeśli raz wrzucę kogoś do wora tych

przez nowe twarze, a pojemność niejednej knajpy okazała się zbyt

„gorszych”, to nie mam prawa oburzać się, kiedy ktoś zrobi to samo

mała. Coraz częściej podnosiły się też głosy: gdzie oni wszyscy

ze mną. Szacując „na szybko”, zaliczyłem w życiu około dwustu

byli wcześniej? Czemu oglądają z nami mecz z AS Romą, skoro

meczów na żywo u siebie i na wyjeździe (oczywiście zdecydowana

wcześniej nie widzieliśmy ich w styczniowy poniedziałkowy wiec-

większość dotyczy polskich rozgrywek, a nie Premier League czy

zór na Swansea City?

Ligi Mistrzów). Teoretycznie mogę więc zacząć naśmiewać się z tych, którzy obejrzeli ich np. 20, ale przecież bez problemu znajdę

Zżymanie się na obecność tzw. niedzielnych kibiców to regularnie

na stadionie takich, którzy mają 500 lub więcej, nawet w gronie

powtarzające się zjawisko. Występuje zresztą nie tylko w naszym

moich znajomych. I ci, którzy uzbierali ich prawdopodobnie

przypadku, a także wśród kibiców klubów piłkarskiej Ekstraklasy,

najwięcej, nigdy w życiu nie zasugerowali mi, że jestem marnym

żużla czy siatkówki. Czasami przyjmuje wręcz groteskową formę,

fanem. A przecież jeżeli ktokolwiek ma prawo w ten sposób

bowiem na facebookowych grupach kibiców poszczególnych

odnosić się do innych kibiców, to właśnie oni.

drużyn podobne żale występują niezwykle często, a prym w pouczaniu na temat wiernego kibicowania wiodą – według moich

W głosie moich rozmówców często słyszę poirytowanie faktem,

prywatnych obserwacji – uczennice szkół średnich.

że na mecze z Manchesterem City lub Romą przybywa 50 osób, a na Stoke City zaledwie kilka. Tu również rozpoczyna się temat

Czytam posty zbuntowanych nastoletnich kibicek i uśmiecham się

słynnego niedzielnego kibicowania. Wprawdzie nie w natarc-

pod nosem za każdym razem, kiedy dostaję lekcję wytrwałości i

zywy, wręcz kabaretowy sposób, ale jednak się pojawia. Kończąc

fanatyzmu. Lekcję od kogoś, kto chodzi na mecze od dwóch albo

te przemyślenia, proszę Was: nie bądźcie „dzielnymi kibicami”,

trzech lat, kiedy to w mieście stanął nowy stadion. I to z przerwą,

czującymi się elitą wśród sympatyków! Przyjmijcie przybywające

bo w międzyczasie „gorzej grali”. Co dwa tygodnie gwiazdka musi

nowe twarze z otwartymi ramionami. Każdy kiedyś zaczynał,

sobie pstryknąć na trybunie parę zdjęć w koszulce klubowej...

każdy kiedyś słabiej się znał, każdy kiedyś zadawał głupie pytania.

To znaczy nie do końca klubowej, tylko jakiejś „kibicowskiej”, bo

Przyjmijcie to na spokojnie i postarajcie się, żeby chociaż co trzeci

ciuchy wydawane przez stowarzyszenie są tańsze od tych oficjal-

z nich został z waszą grupą na stałe. Być może dzięki temu wkrótce

nych. Widzę, jak z każdego kolejnego wpisu wylewa się motyw

przestaniecie się denerwować, że mecz z outsiderem oglądacie w

przewodni: ja jestem prawdziwym fanatykiem (fanatyczką), a

zaledwie kilka osób.

większość innych to jacyś niedzielni kibice!

ŁÓDŹ

Większość, ale nie my. Na tę wybitną grupę przygotowałem już sobie specjalną nazwę, której już od jakiegoś czasu używam z niekłamaną przyjemnością. My, dzielni kibice, jesteśmy z klubem zawsze, a reszta zasługuje na pogardę. Często te buńczuczne wpisy są okraszone „brawurową” gramatyką i ortografią, na jaką przeciętny śmiertelnik – niedzielny kibic – nigdy by nie wpadł. Całkowity efekt jest więc doprawdy komiczny, ale nikomu nie radzę wdawać się w polemikę. Gdyby wasze wi-fi miało zęby, to komentarze owych dzielnych kibiców pożarłyby was żywcem natychmiast po zwróceniu im uwagi. Nigdy nie chcę dzielić kibiców na wiernych i miernych. Nawet

24 • Magazyn Polish Reds • www.facebook.com/PolishReds/

MACIEJ KONOFOL


WARSZAWA

KATOWICE

Magazyn Polish Reds • www.facebook.com/PolishReds/ • 25


JÜRGEN KLOPP I SPEŁNIANE OBIETNICE Jürgen Klopp obiecał, że ten dzień nadejdzie. Dwa lata temu, po przegranym finale z Sevillą w maju, menadżer zebrał załamanych piłkarzy i sztab szkoleniowy na parkiecie. Niemiec niemal zmusił ich wszystkich, by wzięli udział w imprezie w hotelu w Bazylei pomimo niezadowalającego wyniku. Klopp wyszedł na środek i przemówił do zespołu: - Dwie godziny temu wszyscy czuliście się ch***wo. Mam nadzieję, że teraz jest już lepiej. To jest dla nas dopiero początek. Będziemy grać w wielu finałach

nania, a jeżeli Klopp znajdzie na nich sposób, to jego nazwisko

– obiecał Jürgen, a następnie gromko odśpiewał przed wszyst-

uplasuje się wśród takich tuz klubowej historii jak Bob Paisley, Joe

kimi przyśpiewkę „We Are Liverpool”. Humory momentalnie się

Fagan i Rafa Benitez – menadżerów, którzy wygrali Wielkie Uszy.

poprawiły. Cofnijmy się w czasie o 9 miesięcy. Zakwalifikowanie się do fazy Dwa lata później Liverpool nie tylko powrócił do elity europejs-

grupowej Ligi Mistrzów było wtedy powodem do świętowania.

kich rozgrywek, ale też zaklepał sobie miejsce w najważniejszym

Koniec końców The Reds w ostatnich ośmiu sezonach zagrali w

meczu klubowych. Romans The Reds z Pucharem Europy zapłonął

tych rozgrywkach dopiero drugi raz. W sierpniu za jednego funta

na nowo w najbardziej zaskakujących okolicznościach. 26 maja na

postawionego na to, że Liverpool wygra Ligę Mistrzów, można

Stadionie Olimpijskim w Kijowie w finale Ligi Mistrzów LFC zmi-

było wygrać 40.

erzy się przeciwko Realowi Madryt. - Wynik jest szalony, ale taka jest prawda – powiedział Klopp po

Obserwując to, co działo się na Stadio Olimpico na początku maja,

„dzikim” wieczorze w Rzymie, po którym Liverpool awansował do

można było zauważyć jak daleko zaszedł Liverpool za kadencji

finału pokonując Romę w półfinałowym dwumeczu 7:6.

Kloppa. Człowiek, który określił się „Tym Normalnym (The Normal

Ekipa Zinedine Zidane’a jest utalentowana, ale na pewno do poko-

One – przyp. red.)” podczas prezentacji na Anfield w październiku

26 • Magazyn Polish Reds • www.facebook.com/PolishReds/

RADO CHMIEL


2015 roku, udowodnił to dosyć szybko.

Jürgen opanował niemal do perfekcji radzenie sobie z

To, że Fenway Sports Group przekonało Kloppa do skrócenia

przeciwnościami losu. Pomimo kontuzji Adama Lallany, Nathaniela

swojego urlopu, jest największym sukcesem właścicieli od

Clyne’a, Emre Cana, Joela Matipa czy ostatnio Alexa Oxlade-

dłuższego czasu. Od samego początku Klopp zjednoczył sobie

Chamberlaina, drużyna doszła do finału Ligi Mistrzów. Należy

fanów. Dał nadzieję i ekscytację oraz pasję i charyzmę. Przekonał

mieć też na uwadze to, że po sprzedaży Coutinho do Barcelony za

zarówno piłkarzy jak i kibiców, by zmienili swój sposób myślenia

142 miliony funtów, Klopp podjął ryzyko i nie sprawdził żadnego

„z niedowiarków na zwolenników”. Jego filozofia ofensywnego

zastępcy za Brazylijczyka. Zdało to egzamin.

futbolu doprowadziła Kloppa ze składem Rodgersa do dwóch finałów w sezonie 2015/16. Co prawda oba zakończyły się

Niemiecki szkoleniowiec sprawił, że kibice znów mogą marzyć.

porażkami, jednak progres był widoczny.

Klopp odwzajemnia ich uczucia. To właśnie do grupy 5 000 kibiców The Reds menadżer wybiegł, by cieszyć się razem z nimi

W kolejnym sezonie Klopp zaczął budować swój skład, który

z awansu do finału po pokonaniu w dwumeczu AS Romy, a oni

doprowadził do gry w Lidze Mistrzów w tym sezonie, w którym

głośno skandowali nazwisko „The Normal One”. To solidna więź.

rozgromili 7:0 Maribor i Spartak Moskwa czy rozbili Porto na ich

Klopp pasuje do Liverpoolu idealnie.

terenie 5:0 w 1/8 fazy pucharowej Champions League. Czas na Kijów. Czas na kolejny krok. – W Melwood nie wiesza się Klopp doprowadził do tego, że nikt nie narzeka na komitet trans-

srebrnych medali – powiedział Klopp. On chce tylko wygranej. Na

ferowy. Proces rekrutacji nowych zawodników jest przemyślany.

drodze stoi jednak 12-krotny zwycięzca Ligi Mistrzów, Real Madryt.

Współpraca z Michaelem Edwardsem, Dave’m Fallowsem i Barry’m

Liverpool jednak ma w zwyczaju pokonywać faworytów i jest

Hunterem doprowadziła do tego, że każdy z transferów jest sta-

głodny sukcesów.

rannie przeprowadzany, a pieniądze są mądrze inwestowane. Najważniejszą filozofią niemieckiego trenera jest jednak roz-

Klopp obiecał, że takie dni, jak finał Champions League, nadejdą.

wój piłkarzy przez trening i wprowadzanie do gry młodych,

The Reds są też zupełnie inną bestią w porównaniu do zbitego

wyróżniających się zawodników. Najlepszym przykładem na to

kociaka po finale w Bazylei. Czas spełnić kolejne marzenie.

jest Trent Alexander-Arnold.

Liczymy na Ciebie, Herr Klopp!


TOP 10: WSZYSTKO ALBO NIC! RANKING POLISH REDS

Drużyna Liverpoolu pokazała się w tej edycji Ligi Mistrzów z bardzo dobrej strony. Kibice na całym świecie czekają już na sobotę 26 maja. Tego dnia w Kijowie odbędzie się finał Champions League i poznamy najlepszą klubową drużynę Starego Kontynentu. W swojej dotychczasowej historii The Reds wielokrotnie zaznali

również porażki – jak chociażby 2 lata temu w Bazylei. Opisaliśmy dla

smaku gry w wielkim finale europejskich rozgrywek. Puchar Europy i

was 10 najlepszych europejskich finałów z udziałem Liverpoolu FC.

Puchar UEFA już osiem razy trafiały na Anfield. Niestety, zdarzały się

10.

Liverpool FC 1:2 Borussia Dortmund Puchar Zdobywców Pucharów, 1965/66

To pierwszy raz, kiedy Liverpool dostał się do finału jakichkolwiek europejskich rozgrywek. Rok wcześniej drużyna Billa Shankly’ego odpadła w półfinale Pucharu Europy, gdzie kontrowersyjnych okolicznościach wyeliminował ją Inter. Tym razem podopieczni Shanksa odprawili po drodze Juventus, Standard Liège, Honved Budapeszt i Celtic. W finale rozegranym na Hampden Park przyszło im się zmierzyć z zespołem Borussii Dortmund i po 90 minutach był remis 1:1, a gole strzelali Roger Hunt i Siegfried Held. W dogrywce pech dopadł Rona Yeatsa. Reinhard Liburda oddał strzał z dużej odległości, piłka odbiła się od słupka i trafiła w naszego kapitana, po czym wturlała się do bramki... Liverpool pozostał bez żadnego wygranego europejskiego trofeum, ale wkrótce okazało się, że ta sytuacja potrwała jeszcze 7 lat...

28 • Magazyn Polish Reds • www.facebook.com/PolishReds/

MACIEJ KONOFOL


9.

Liverpool FC 0:1 Juventus Puchar Europy, 1984/85

Żaden finał nie miał tak dramatycznego podłoża jak mecz rozegrany 29 maja 1985 roku w Brukseli. Ten mecz nie powinien się nawet rozpocząć. Najważniejszy mecz Pucharu Europy został rozegrany na nieprzystosowanym do tego stadionie. Na Heysel doszło do gigantycznych zamieszek, a w kulminacyjnym momencie tragedii zawaliła się jedna ze ścian na obiekcie w stolicy Belgii. Kosztowało to życie 39 kibiców, o czym do dziś informuje pamiątkowa tablica na jednym z murów Anfield. Kilka dni po tych wydarzeniach UEFA podjęła decyzję o wykluczeniu angielskich zespołów z europejskich pucharów. A sam mecz? On wydaje się być tu najmniej ważny. Juventus zwyciężył 1:0 po golu Platiniego z rzutu karnego, a po końcowym gwizdku sami piłkarze „Starej Damy” nie byli zbyt skorzy do świętowania.

8.

Liverpool FC 1:0 Club Brugge KV Puchar Europy, 1977/78

Słynny stadion Wembley wkrótce miał dorobić się alternatywnej nazwy – “Anfield South”. Liverpool tak często gościł na londyńskiej arenie w finałach różnych pucharowych rozgrywek, że fani The Reds czuli się tam jak u siebie. Jednym z meczów, które się do tego przyczyniły, było właśnie zwycięstwo nad mistrzami Belgii. Relacje prasowe sugerują, że nie było to wybitne spotkanie, pełne ofensywnego „futbolu na tak”, jego wynik też mówi sam za siebie. Dalglish i spółka zagrali mądrze, nie dopuszczając rywali do okazji do zdobycia bramki. Jedynego gola w meczu zdobył właśnie Kenny, wykańczając świetną akcję rozegraną z Graeme Sounessem. Tym samym Liverpool FC obronił tytuł zdobyty rok wcześniej na Stadio Olimpico.

Magazyn Polish Reds • www.facebook.com/PolishReds/ • 29


7.

Liverpool FC 1:0 Real Madryt Puchar Europy, 1980/81

Finał Pucharu Europy rozegrany w Paryżu nie przeszedł do historii jako wielkie widowisko. Gol Alana Kennedy’ego – po wrzucie z autu... Raya Kennedy’ego – dał zespołowi Paisley’a upragniony sukces. Liverpool przede wszystkim próbował kontrolować mecz, nie dopuszczając do groźnych sytuacji pod własną bramką, co udało się całkiem dobrze zrealizować. Z czego jeszcze został zapamiętany mecz w stolicy Francji? Z marnego stanu boiska, po którym dwa tygodnie wcześniej biegali rugbyści, a także z ogromnego zamieszania z wejściówkami, bowiem kibice z Merseyside dostali znacznie mniejszą pulę, niż wynosiło zapotrzebowanie.

6.

Liverpool FC 3:0 B. Mönchengladbach, B. Mönchengladbach 2:0 Liverpool FC Puchar UEFA, 1972/73

Finał Pucharu UEFA rozgrywano wówczas w formule “mecz i rewanż”. Pierwsze 90 minut to koncert drużyny grającej w czerwonych koszulkach. Przed przerwą dwa gole strzelił Kevin Keegan, a po zmianie stron wynik meczu ustalił Larry Lloyd. Losy finału wydawały się rozstrzygnięte... Nic bardziej mylnego! Niemcy na własnym stadionie dali przyjezdnym ogromny wycisk, a podopieczni Shankly’ego szczególnie duże problemy mieli z pilnowaniem słynnego Juppa Heynckesa. Dzisiejszy trener Bayernu strzelił gola po pół godziny gry, a drugie trafienie dorzucił 10 minut później. Po latach sami piłkarze Liverpoolu przyznawali, że fakt, iż w drugiej połowie piłka nie wpadła do ich siatki ani razu, zakrawa na cud, bowiem rywale mieli nadal być nieporównywalnie lepszym zespołem – kompletnie innym od tego, który zebrał srogie lanie na Anfield. Kiedy sędzia zagwizdał po raz ostatni, wszyscy odetchnęli z ulgą. Puchar UEFA po raz pierwszy dla Liverpoolu!

30 • Magazyn Polish Reds • www.facebook.com/PolishReds/


5.

Liverpool FC 3:2 Club Brugge KV, Club Brugge KV 1:1 Liverpool FC Puchar UEFA, 1975/76

W meczu na Anfield Liverpool przegrywał 2:0 i taki wynik utrzymywał się do końca pierwszej połowy. W przerwie Jimmy Case zmienił Johna Toshacka. Następnie rozegrały się sceny, które gdzieś później chyba widzieliśmy... Gol Raya Kennedy’ego w 59. minucie zerwał drużynę do walki. Dwie minuty później kolejny gol! Do siatki trafił właśnie Case. Wreszcie w 64. minucie Keegan wykonywał rzut karny i wynik ponownie uległ zmianie. Rezultat 3:2 utrzymał się do ostatniego gwizdka, ale to nie był koniec emocji – Czerwoni jechali przecież jeszcze na rewanż do Belgii. Tam po 10 minutach Raoul Lambert wyrównał wynik dwumeczu, jednak nie na długo – Keegan szybko odpowiedział trafieniem i zapewnił Liverpoolowi zdobycie Puchar UEFA – pierwszy europejski puchar w karierze Boba Paisley’a.

4.

Liverpool FC 5:4 Deportivo Alavés Puchar UEFA, 2000/01

Gdyby nie fakt, że to „tylko” Puchar UEFA, to spotkanie umieścilibyśmy jeszcze wyżej. Piłkarze Gérarda Houlliera stworzyli tej nocy wyjątkowe widowisko. Odpowiedzieli w ten sposób krytykom, którzy zarzucali im nudny futbol. Już po paru minutach Markus Babbel otworzył wynik spotkania, a do przerwy na tablicy widniał rezultat 3:1. Utrzymanie wyniku okazało się jednak znacznie trudniejsze, niż większości się wydawało. Po sześciu minutach drugiej połowy mieliśmy już remis! Houllier zareagował, wprowadzając pomocnika Vladimira Smicera w miejsce obrońcy Stephane Henchoza (który mógł wcześniej sprokurować jedenastkę dla Hiszpanów za zagranie ręką w polu karnym). Skutek? Gol Robbiego Fowlera – również rezerwowego, który zmienił Heskeya - na 4:3! I kiedy wszystko zmierzało ku happy endowi, w 89. minucie Jordi Cruyff wyrównał i doprowadził do dogrywki. Gdy wydawało się, że ta również nie przyniesie rozstrzygnięcia, Gary McAllister dośrodkował z rzutu wolnego. Do piłki doskoczył Delfi Geli, a ten nieoczekiwanie pokonał własnego bramkarza. Zgodnie z zasadą Złotego Gola, sędzia zakończył mecz i Liverpool mógł świętować zdobycie kolejnego trofeum, które weszło w skład tzw. „małej potrójnej korony”.

31 • Magazyn Polish Reds • www.facebook.com/PolishReds/


3.

Liverpool FC 1:1 AS Roma, k. 4:2 Puchar UEFA, 1983/84

Odense, Athletic Bilbao, Benfica Lizbona, Steaua Bukareszt. Te drużyny nie powstrzymały Liverpoolu w triumfalnym marszu, który zaprowadził ich ponownie – po 7 latach przerwy – do Rzymu. Gdy podejmowano decyzję o arenie finałowych zmagań, nikt jeszcze nie wiedział, że jedna z drużyn zagra ten mecz „u siebie”. AS Roma dostała nieoczekiwany prezent, a kibice naszego klubu znaleźli się w tarapatach, bowiem znający teren rzymianie nieustannie atakowali przyjezdnych fanów. Było to również jednym z pośrednich powodów tragedii na Heysel, bowiem kiedy Włosi drugi raz z rzędu spuścili grad kamieni w stronę angielskich sektorów, napięta atmosfera eksplodowała. Trafienie Phila Neala w dużym zamieszaniu w polu karnym dało prowadzenie Liverpoolowi, jednak doświadczony zawodnik miał w całym meczu wyraźne problemy z szybkością i kondycją. Właśnie to wykorzystali rywali, kiedy napastnik Roberto Pruzzo wyrównał tuż przed przerwą. W końcówce drugiej połowy wydawało się, że można uniknąć dogrywki – Dalglish zagrał bardzo dobre podanie, ale Steve Nicol nie wykorzystał nadarzającej się sytuacji. Z perspektywy czasu możemy uznać, że stało się bardzo dobrze. Dalsze wydarzenia tego finału na stałe wpiszą się w historię, tradycję i kulturę klubu. Dodatkowe 30 minut było zdominowane przez niezbyt ciekawą grę, musiały więc zadecydować rzuty karne. W nich Bruce Grobbelaar zdecydował się na chwilę szaleństwa. Kto wie, jak strzeliliby Conti i Graziani, gdyby ekscentryczny bramkarz stał spokojnie aż do momentu kopnięcia piłki? Z pewnością finał ten przeszedł do historii klubu i całej europejskiej piłki właśnie z tego powodu.

32 • Magazyn Polish Reds • www.facebook.com/PolishReds/

Magazyn Polish Reds • www.facebook.com/PolishReds/ • 32


2.

Liverpool FC 3:1 B. Mönchengladbach Puchar Europy, 1976/77

Pierwszy triumf w Pucharze Europy świętowaliśmy także w Rzymie. Po odprawieniu Crusaders, Trabzonsporu, Saint-Étienne i FC Zürich, w finale przeciwnikiem była Borussia Mönchengladbach. Tak jak w pierwszym meczu finału Pucharu UEFA 4 lata wcześniej, zaczęło się bardzo dobrze. Dzięki trafieniu Terry’ego McDermotta, do przerwy utrzymywał się wynik 1:0. O ile w pierwszej połowie wszystko szło bardzo dobrze, to początek drugiej był bardzo nieudany. Rywale szybko złapali wiatr w żagle, czego efektem była bramka Allana Simonsena – późniejszego zdobywcy Złotej Piłki. Wynik mógł ulec zmianie więcej niż tylko jeden raz, jednak napastnicy Borussii nie wykazali się zbyt dobrą skutecznością. Karta odwróciła się, gdy Tommy Smith – dla którego miał to być ostatni mecz w klubie (dopiero po finale podjął decyzję, by zostać jeszcze jeden sezon) – trafił głową do siatki po rzucie rożnym wykonanym przez Steve’a Heighwaya. Kiedy do końca meczu pozostało mniej niż 10 minut, Berti Vogts powalił w polu karnym Keegana, który mógł właśnie zdobyć swoją 100. bramkę dla Liverpoolu! Sędzia nie zawahał się i podyktował rzut karny. „Jedenastkę” na gola zamienił Phil Neal – ten sam, który również w finale w Rzymie strzelił gola 7 lat później. Po ostatnim gwizdku Puchar Europy powędrował tam, gdzie wkrótce miał niemal zamieszkać na stałe!

Magazyn Polish Reds • www.facebook.com/PolishReds/ • 33


34 • Magazyn Polish Reds • www.facebook.com/PolishReds/


1.

Liverpool FC 3:3 AC Milan, k. 3:2 Liga Mistrzów,, 2004/2005

Co można napisać o tym finale, czego jeszcze nigdzie nie przeczytaliście? Ten niesamowity comeback był opisywany i analizowany z każdej możliwej strony. Można być jednak pewnym jednego – nigdy nam się nie znudzi. Trzy gole do przerwy, wyjątkowa reakcja, niespotykana walka po zmianie stron, nerwy i skurcze w dogrywce, wreszcie karne i kompletnie zaskakująca postawa Jerzego Dudka. Scenariusz tego finału do dziś wydaje się niesamowity, po prostu nie do powtórzenia. Do dziś nie wiadomo, co dokładnie zostało powiedziane w szatni i co wywołało tak fantastyczną odpowiedź całego zespołu, ale jedno jest pewne – ci piłkarze stworzyli nową, fantastyczną legendę, która przez długie lata będzie zajmować pierwsze miejsca w rankingach takich jak nasz!

Magazyn Polish Reds • www.facebook.com/PolishReds/ • 35


ROMANS Z LIVERPOOLEM NIE JESTEM STATYSTYCZNYM POLAKIEM

Jego wejście na boisko odmieniło losy największego meczu, jaki pamiętamy. Dietmar Hamann stał się jednym z bohaterów 25 maja 2005 roku. A oprócz tego ma do opowiedzenia wiele świetnych historii w swoim charakterystycznym stylu okraszonym dobrym poczuciem humoru. To oczywiste, że po książkę „The Didi Man: My Love Affair With Liverpool” sięgną w większości fani właśnie Liverpoolu. Dobrym pomysłem jest więc rozpoczęcie nie od nudnych opisów ulicy, na której w dzieciństwie mieszkał zawodnik albo zawodów wykonywanych przez jego rodziców, a od transferu na Anfield. Od razu dostajemy to, co nas naprawdę interesuje, dlatego natychmiast dajemy się wciągnąć w opowieść. Zaczynamy od podpisania kontraktu z drużyną Gérarda Houlliera,

kibica Liverpoolu, który sięgnie po książkę. Kolejne rozdziały, już z

a raczej od brązowego ubrania, które Hamann włożył na tę okazję.

mniejszym udziałem Carry, również trafią w gusta fanów. Załatwianie

Zależało mu, żeby nie wyglądać ani niechlujnie, ani zbyt dosto-

przedłużenia kontraktu przy papierosie z prezesem klubu w łazience

jnie. Skończyło się tym, że nowi koledzy zaczęli się wyśmiewać, że

w Stambule? Jest. Pewien znany napastnik dramatycznie tracący

klub zatrudnił jakiegoś szkolnego nauczyciela geografii. Tak właśnie

kontrolę nad pojazdem golfowym? Jest. Przy tej autobiografii po

zatytułowany jest pierwszy rozdział – „The Geography Teacher”.

prostu nie da się nudzić.

Dopiero po wyspowiadaniu się z owej modowej wpadki, Didi zaczyna opowiadać o swoich początkach w Premier League, jeszcze w barwach

Nie jest jednak tak, że całość poświęcona jest tylko 7-letniemu okre-

Newcastle. Odnosi się jednak wrażenie, że robi to pobieżnie i tylko

sowi spędzonemu na Anfield. Oprócz krótkiego wstępu dotyczącego

z tzw. „kronikarskiego obowiązku”. Szybko wracamy do tego, co dla

Newcastle, w dalszej części odkrywamy też historie o grze w reprezen-

nas najważniejsze – jego siedmioletniej przygody z Liverpoolem.

tacji Niemiec, w tym „srebrny” Mundial w 2002 roku (i kulisy długiego

Rozpoczętej... kontuzją w pierwszym ligowym meczu.

lotu do Azji...), początki kariery w Monachium i trzy sezony spędzone w Manchesterze City, czyli: oryginalne rozmowy ze Svenem Göranem

Następnie przechodzimy przez kolejne mecze w pierwszym sezonie

Erikssonem, historia trzykrotnego „zmartwychwstania” babć jednego

Niemca na Anfield, szybki opis jego pierwszego szefa i zatrzymujemy

z piłkarzy, jednodniowy epizod w Boltonie Wanderers i treningi

się na pewnej ważnej postaci. Chodzi o Jamie Carraghera, zdaniem

pod okiem Giovanniego Trapattoniego – świetnego szkoleniowca

Hamanna najlepszego kumpla w szatni Liverpoolu. Kiedy dojdziecie

Bayernu, który niestety nie znał języka niemieckiego. Jak piłkarze

do rozdziału pt. „The Cultural Attaché for Bootle”, możecie przygotować

mają zachować powagę podczas 10-minutowej tyrady o tym, że

się na świetną rozrywkę. Didi zaznacza, że samo Bootle nie zrobiło na

mają udowodnić, że mają jaja, skoro trener przez pomyłkę cały czas

nim dobrego wrażenia („Odessa albo Gdańsk gdzieś około 1972 roku”),

wymienia nazwę... damskiego narządu?

ale szybko zaprzyjaźnił się z człowiekiem, który stał się swoistym ambasadorem miasta. Dowiadujemy się, że efektem tej przyjaźni

Opis historii zebranych przez całą piłkarską karierę plus pozaboiskowe

było mnóstwo śmiechu, ale i kłopotów. Takich jak niechciana wizyta

ciekawostki. Wynik? Książka pełna interesujących fragmentów, którą

na posterunku policji w środku nocy w Tokio i pobieranie odcisków...

z przyjemnością można „łykać” wielkimi porcjami. Jeżeli jesteście

buta. Wszyscy uwielbiamy Carraghera i wiemy trochę o tym, jaki ma

fanami pokolenia piłkarzy, które wygrało Ligę Mistrzów w 2005 roku,

charakter. Te fragmenty będą z pewnością dobrą rozrywką dla każdego

nie możecie odpuścić tej autobiografii!

36 • Magazyn Polish Reds • www.facebook.com/PolishReds/

MACIEJ KONOFOL


TRZECIE OKO KLOPPA EKIPA JÜRGENA

46-letni Peter Kravietz (na zdjęciu pierwszy z lewej) to drugi asystent Jürgena Kloppa. Zakładam, że każdy fan Liverpoolu kojarzy Niemca urodzonego w Mainz choć w maleńkim stopniu. Nie każdy jednak wie, jaka jest jego rola w klubie oraz skąd tak naprawdę się pojawił w sztabie. Początek współpracy z Kloppem

Relacje z Kloppem

Kravietz rozpoczął pracę pod wodzą Jürgena Kloppa 28 lutego 2001

Krawietz już od dawna cieszy się bezgranicznym zaufaniem niemieck-

roku, gdy ten objął w FSV Mainz posadę menadżera. Od tamtej pory

iego menadżera. Wystarczy spojrzeć na wieloletnią współpracę obu

razem z Željko Buvačem tworzą nieodłączne trio, które współpracuje

dżentelmenów, by stwierdzić, iż pogląd na szeroko pojętą piłkę nożną

ze sobą do dnia dzisiejszego.

mają nad wyraz podobny. Krawietz powiedział kiedyś: „Obaj jesteśmy

Rola w klubie

osobami, które podchodzą do swoich zadań bardzo poważnie, lecz jednocześnie uważamy, że w piłce nożnej chodzi również o dobrą zabawę. Wszyscy przecież ją kochamy.” Połączenie pasji z kompetencją

Niemiec znany jest ze swoich możliwości na polu skautingowym.

oraz odpowiednim podejściem wydaje się kluczem do sukcesu kadry

Z tego tytułu otrzymał od Jürgena Kloppa przydomek „The Eye”,

trenerskiej The Reds.

czyli po prostu „Oko”. Jednak jego zadania w klubie nie ograniczają się jedynie do wypatrywania i śledzenia talentów z piłkarskiego

Zdobyte trofea

świata. Jürgen Klopp znany jest ze swojej dbałości o szczegóły, z

Jako asystent Kloppa ma na koncie kilka ważnych trofeów. Wszystkie

nakładania nacisku na analizę wszelkich danych w celu wyciągania

zdobyli w barwach Borussii Dortmund. 2 Razy Mistrzostwo Niemiec,

konkretnych wniosków. Krawietz jest dla Niemca niczym wyszuki-

kolejno w sezonach 2010/2011 oraz 2011/2012. Dodatkowo, dwukrot-

warka Google dla przeciętnego internauty. Wszelkie analizy rywali,

nie udało im się wygrać Superpuchar Niemiec oraz raz Puchar Niemiec.

czy gry samego Liverpoolu zaczynają się od analiz wideo, które prz-

Peter Kravietz jest w pełni zaangażowanym, czerpiącym satysfakcję

eprowadza właśnie 46-latek. Pomimo tego, że sam nigdy nie grał w

ze swojej pracy ekspertem. Jego roli w sztabie trenerskim nie da się

piłkę na szczeblu zawodowym, posiadł umiejętności niezbędne do

sprowadzić do dwóch czy trzech czynności. Niemiec jest bardzo

efektywnej obserwacji oraz analizy taktycznej. W Dortmundzie jego

kompetentny, a co ważne, umiejętnie korzysta z udogodnień tech-

głównym zadaniem były właśnie analizy wideo. Niemiec duży nacisk

nologicznych. Jego wkład w rozwój piłkarzy jest niezaprzeczalny.

kładł na „wytykaniu” błędów piłkarzom na widocznych na ekranie

Zespół, który tworzy razem z Jürgenem Kloppem oraz Željko Buvačem

przykładach. Z pewnością nie raz wpłynął na zawodnika pokazując

stanowi filar całej drużyny nie tylko pod kątem taktycznym, ale także

mu w przerwie pomyłki jakich ten się dopuścił, tym samym wskazując

motywacyjnym. Miejmy nadzieję, że współpraca tej trójki z ekipą z

mu właściwy sposób postępowania w podobnych sytuacjach w

czerwonej części Merseyside będzie trwać jak najdłużej.

drugiej części spotkania.

BARTEK BOJANOWSKI

Magazyn Polish Reds • www.facebook.com/PolishReds/ • 37


ZDARZYŁO SIĘ W MAJU: TRAGEDIA NA HEYSEL KARTKA Z KALENDARZA

Mimo tego, że Liverpool FC zajmuje dużo miejsca w naszych sercach - a sami w wielu sytuacjach krystalizujemy klub, często zapominając o jego słabościach czy bolączkach - posiada w swojej historii wielką rysę, której skutki pamiętane są do dzisiaj. Był 29 maja 1985 roku, kiedy miało dojść do starcia w finałowym meczu Pucharu Europy Mistrzów Klubowych przeciwko Juventusowi. Niestety to, co wydarzyło się przed spotkaniem rozgrywanym na Heyselstadion przeszło do historii futbolu - niestety, tej negatywnej historii. Zacznijmy jednak od początku. Bianconeri oraz The Reds w latach 80.

belgijskich policjantów. Początkowe utarczki polegały na wyzywa-

XX w. były klubami, które dzieliły i rządziły w europejskim futbolu.

niu się wzajemnie oraz rzucaniu butelkami w stronę przeciwników.

Wielkie gwiazdy ówczesnej piłki zakładały koszulki klubów z hrabstwa

Niestety, pierwsi nie wytrzymali kibice The Reds, którzy z szałem w

Merseyside oraz z prowincji Piemonte. W zespole prowadzonym przez

oczach zaczęli przeskakiwać przez płot, atakując kibiców Starej Damy.

Giovanniego Trapattoniego występowali tacy zawodnicy jak: Michel

Założone kastety na rękach odstraszyły włoskich kibiców na tyle, że

François Platini, Marco Tardelli, Paolo Rossi, Antonio Cabrini, Cesare

Ci taranując się wzajemnie, spowodowali osunięcie trzymetrowej

Prandelli, Massimo Bonini, czy nasz rodak Zbigniew Boniek. Kibice

ściany, która przygniotła spanikowany tłum.

z Anfield podziwiali Dalglisha, Rusha, Whelana, Neala, Grobbelaara, Nicola, czy Hansena, a trenerem The Reds był wówczas Joe Fagan.

Belgijska policja nie potrafiła zapanować nad pijanym tłumem angielskich chuliganów, którzy zupełnie oderwani od rzeczywistości

W sezonie 1984/1985 w I rundzie Pucharu Europy The Reds musieli

miotali kamieniami, a do bicia używali kastetów i drewnianych pałek.

pokonać Lecha Poznań, wynik w dwumeczu 5:0 nie pozostawiał

Służby porządkowe eskortowały kibiców Starej Damy pod ukryte

wątpliwości, która drużyna była lepsza. Okoński, Araszkiewicz,

korytarze stadionu mieszczącego się na ulicach Brukseli, co w dużej

Pleśnierowicz, czy Jakołcewicz nie dali rady w starciu z gwiazdami

mierze ocaliło wiele żyć.

światowego futbolu. Później przyszedł czas na Benficę oraz Austrię Wiedeń, które sukcesywnie były pozbawiane nadziei na awans do wiel-

Szybko zorganizowane szpitale polowe udzielały pomocy lżej rannym.

kiego finału Pucharu Europy. W przedostatniej rundzie los skojarzył

Karetki pogotowia oraz śmigłowce transportowały do szpitali tych

The Reds z greckim Panathinaikosem. Trifylli były czarnym koniem

najciężej poszkodowanych. Akcja ratunkowa była niezwykle trudna,

rozgrywek. Grekom w pierwszej rundzie udało się wyeliminować

ponieważ liczba ofiar wynosiła blisko 600 osób. 60 stacji relacjonowało

Feyenoord, w którego składzie grali wówczas Mario Been, Ruud

tragedię na Heysel na żywo, w tym Telewizja Polska. Cały świat mógł

Gullit, Johnny Rep, czy Ivan Nielsen. Kapitalna gra walijskiego króla

obejrzeć bestialskie zachowanie chuliganów z hrabstwa Merseyside.

Iana Rusha szybko jednak rozwiała wątpliwości, który klub zmierzy

Niestety, tego dnia 39 osób poniosło śmierć. Niemal czterdziestu

się z Bianconeri w wielkim finale.

kibiców, którzy przybyli do Belgii uczestniczyć w piłkarskim święcie, już nigdy nie powróciło do domów. Poniżej wymienieni są wszyscy,

Juventus w drodze do meczu na Heyselstadion wyeliminował kole-

którzy stracili życie w zamieszkach na Heysel, w nawiasie podany

jno Tampereen Ilves, Grasshopper Club Zürich, Spartę Praga oraz

jest wiek zmarłych.

Girondins Bordeaux. Cała Europa szykowała się na starcie gigantów, które miało być wielkim świętem futbolu.

Rocco Acerra (29) Bruno Balli (50)

Atmosfery święta jednak nie było. Na godzinę przed rozpoczęciem

Alfons Bos (35)

spotkania na trybunach zaczęło się pojawiać coraz więcej kibiców

Giancarlo Bruschera (21)

przeciwnych drużyn, których oddzielał niski płot i zaledwie kilkunastu

Andrea Casula (11)

38 • Magazyn Polish Reds • www.facebook.com/PolishReds/

DAMIAN ŚWIĘCICKI


Giovanni Casula (44)

o spokój. Pamiętam, że kilku moich kolegów z zespołu odchodziło od

Nino Cerrullo (24)

zmysłów. Wiedzieli, że na meczu są ich przyjaciele, krewni. Nie mieli

Willy Chielens

pojęcia, na której trybunie się znajdowali. Było jasne, że pod zawalonym

Giuseppina Conti (17)

murem są zabici, wielu ludzi zostało rannych. Nie ma się co dziwić, że

Dirk Daenecky

ostatnią rzeczą, o jakiej myśleli ci piłkarze, był mecz.”

Dionisio Fabbro (51) Jacques François

Po 90 minutach tego spotkania Juventus płacząc podnosił Puchar

Eugenio Gagliano (35)

za zwycięstwo w elitarnych rozgrywkach. Podnosił go w szatni, bo

Francesco Galli (25)

taką decyzję podjął zarząd Starej Damy.

Giancarlo Gonnelli (20) Alberto Guarini (21)

Dwa dni po spotkaniu UEFA ogłosiła, że angielskie kluby na czas

Giovacchino Landini (50)

nieokreślony zostają wyrzucone z europejskich pucharów. W ogólny

Roberto Lorentini (31)

rozrachunku Liverpool nieobecny był na europejskich boiskach przez

Barbara Lusci (58)

6 lat, a inne angielskie kluby przez 5. Na głupocie kibiców The Reds

Franco Martelli (46)

ucierpiały inne zespoły takie jak: Everton, Norwich, Manchester United,

Loris Messore (28)

Oxford, Spurs, Southampton, Wimbledon, czy Coventry City, którzy

Gianni Mastrolaco (20)

mimo kwalifikacji nie mogli wystąpić na arenie międzynarodowej.

Sergio Bastino Mazzino (38) Luciano Rocco Papaluca (38)

Po tragedii do dymisji podał się Joe Fagan. Wielu zawodników The

Luigi Pidone (31)

Reds do dnia dzisiejszego nie chce rozmawiać o tym, co wydarzyło

Bento Pistolato (50)

się wtedy na stadionie. Kenny Dalglish tamte zdarzenia wspomina

Patrick Radcliffe

w następujący sposób: „Pamiętam jednego mężczyznę, który przyłożył

Domenico Ragazzi (44)

swoją twarz do okna, dokładnie tam, gdzie ja siedziałem i zaczął płakać.

Antonio Ragnanese (29)

Było mi bardzo głupio. Chodzimy na mecze, żeby oglądać piłkę nożną,

Claude Robert

a nie żeby patrzeć jak ludzie giną”.

Mario Ronchi (43) Domenico Russo (28)

Bruce Grobbelaar w 30 rocznicę Tragedii na Heysel nadal nie potrafi

Tarcisio Salvi (49)

myślami wrócić do tego, co wydarzyło się w 1985 roku: „Heysel?

Gianfranco Sarto (47)

Sorry, to dla mnie trudny temat. Nawet po tych 30 latach. Wolałbym

Amedeo Giuseppe Spolare (55)

go nie poruszać, ale na pewno znajdziecie moje wypowiedzi, których

Mario Spanu (41)

udzieliłem zaraz po meczu”.

Tarcisio Venturin (23) Jean Michel Walla

Daily Mirror pierwszą stronę zatytułował określeniem, które najlepiej

Claudio Zavaroni (28).

oddaje to, co wydarzyło się na belgijskim stadionie: „Dzień, w którym futbol umarł”. Na samym stadionie przez 10 lat odbywały się tylko

Z niezrozumiałych przyczyn, o 21.40 spotkanie rozpoczęło się.

i wyłącznie zawody lekkoatletyczne, by w 1995 r. zrównać z ziemią

Zawodnicy, których ta tragedia dotknęła w sposób szczególny,

miejsce, które zhańbiło futbol. Na jego zgliszczach wybudowano

zmuszeni byli do wyjścia na boisko. Po wielu latach Zbyszek Boniek

nowy, piękny i nieskalany Stadion Króla Baudouina I.

w wywiadzie opowiedział jak wyglądały chwile, zaraz po zakończeniu zamieszek: “Trwała debata, czy w ogóle wychodzić na boisko. Nie

Jak widać, Liverpool to nie tylko walka, poświęcenie i miłość. To

chcieliśmy grać. Większość z nas uważała, że w obliczu takiej tragedii

także tragedie, które zapamiętane zostaną przez nas do końca życia.

finał powinien być przełożony. Do rozpoczęcia gry namawiali jednak

O ile na Hillsborough byliśmy ofiarami, w Belgii to my staliśmy się

przedstawiciele UEFA, policji, władz Brukseli. Twierdzili, że za wszelką cenę

oprawcami. Sami na własne życzenie zakończyliśmy panowanie w

trzeba odwrócić uwagę kibiców z Turynu, zasiadających po przeciwległej

Europie i Anglii. Liverpool przez swoich pseudokibiców na wiele

stronie stadionu, od tego, co się wydarzyło. Uważali, że jeśli mecz się nie

lat stał się klubem opowiadającym o swoich sukcesach, które były

odbędzie, rozpocznie się bitwa, nad którą nie będzie można zapanować.

udziałem klubu przed haniebnym 1985 rokiem. Dzisiaj jest inaczej i

W międzyczasie kapitanowie - Gaetano Scirea i Phil Neal - odczytali

miejmy nadzieję, że już nigdy nie będziemy musieli wstydzić się za

przygotowane naprędce oświadczenia, w których apelowali do kibiców

to, że jesteśmy kibicami The Reds.

Magazyn Polish Reds • www.facebook.com/PolishReds/ • 39


DEFENSOR KOMPLETNY PROFIL TAKTYCZNY ZAWODNIKA

Virgil van Dijk od pierwszych dni w klubie pokazał, że zamierza być najważniejszym ogniwem defensywy zespołu z Merseyside będącym także wsparciem ofensywy, co udowodnił już w debiucie przeciwko Evertonowi w F.A. Cup. Czym się wyróżnia stoper z Oranje, że tak łatwo wywalczył sobie miejsce w pierwszej jedenastce u Jürgena Kloppa? Rozgrywanie piłki

Gra w powietrzu

Nie jest to najważniejsza cecha większości środkowych obrońców, lecz

Naturalnym atutem niderlandzkiego obrońcy jest gra głową. Wpływ

to istotna umiejętność Holendra. Potrafi on celnie podać zarówno po

na to ma wzrost, lecz nie zawsze idzie to w parze z praktycznymi

ziemi oraz zagrać crossem aż do pola karnego rywali. Jest to przydatne

umiejętnościami, czego dowodzi mecz Christiana Benteke w bar-

dla zespołu nie tylko w grze z kontry, lecz także w ataku pozycyjnym.

wach Liverpoolu przeciwko West Hamowi United z 2 stycznia 2016

W ten sposób van Dijk, choć w naturalny sposób odpowiada za jakość

roku, Belg mimo warunków fizycznych na około 20 pojedynków

w grze defensywnej Liverpoolu, wpływa dodatnio na siłę ognia The

główkowych wygrał około dwóch. Jednak Virgil w tym względzie

Reds. Nie ogranicza się on do zagrań z własnej połowy boiska. Nie

jest jednym z największych ekspertów biegających po europejskich

stanowi dla niego problemu wejście nawet w pole karne rywali w celu

boiskach. W ten sposób Liverpool jest bezpieczniejszy przy stałych

oddania strzału bądź odegrania futbolówki do partnera, co pokazał

fragmentach gry wykonywanych na swojej oraz rywala połowie.

mecz ze Swansea City w 24 kolejce Premier League. Częstor podaje do dobrze ustawionych kolegów z przodu, aby ci mogli stworzyć

Organizacja defensywy

groźną sytuację podbramkową.

Odbiór piłki

Kolejny z licznych atutów van Dijka dotyczy nie umiejętności gry w piłkę, lecz sfery stricte psychologicznej. Mianowicie, Virgil świetnie dyryguje partnerami z bloku obronnego. Od momentu jego przyjścia

Urodzony w Bredzie 26-latek dysponuje znakomitymi warunkami

do klubu można zauważyć, że obrona The Reds lepiej się organizuje

fizycznymi do gry na swojej pozycji. Nie jest to jednak jego jedyny

oraz radzi sobie z większą ilością zagrożeń ze strony drużyny przeci-

atrybut sprawiający, że świetnie odbiera piłkę. Wpływ na to ma jego

wnej. Wpływ na to ma postawa właśnie van Dijka, który na boisku

umiejętność czytania gry, która pozwala mu przewidzieć zachow-

podpowiada kolegom co mają robić w danej sytuacji. Nie jest to

anie przeciwnika, a co za tym idzie, decyduje się na odpowiednią

widoczne na pierwszy rzut oka, lecz można zauważyć na telewiz-

reakcję w danej sytuacji. Kiedy trzeba zastosować wślizg – nie ma

yjnych powtórkach jak Holender mówi oraz gestykuluje np. przy

z tym żadnego problemu, wślizgiem potrafi pewnie przeszkodzić

rzutach rożnych. Jest to istotna cecha, która utorowała mu drogę do

rywalowi. Kiedy należy walczyć ramię w ramię – również były gracz

roli kapitana reprezentacji oraz może w przyszłości uczynić z niego

“Świętych” nie widzi przeszkód do zaliczenia pewnej interwencji.

kapitana Liverpoolu.

Kiedy napastnik drużyny przeciwnej wybiega do podania górą – Virgil głową zażegnuje zagrożenie.

Podsumowanie

Panowanie nad piłką

Choć kwota 75 milionów funtów na pierwszy rzut oka wydaje się być ogromna jak na byłego zawodnika Southampton,, to z meczu

Kolejną zaletą styczniowego nabytku Jürgena Kloppa jest panowanie

na mecz van Dijk pokazuje, iż jest wart tych pieniędzy. Jest nie tylko

nad piłką oraz umiejętność gry z nią przy nodze. To dzięki temu

wysokiej klasy środkowym obrońcą, lecz także niezłą opcją w rozegra-

Holender stanowi wsparcie nie tylko dla formacji defensywnej, lecz

niu piłki. Dysponuje licznymi atrybutami pozytywnie wpływającymi

i dla ofensywy oraz dobrze radzi sobie w pojedynkach jeden na

na grę zespołu. Mimo, że nie ma na koncie asyst, to kwestią czasu

jeden. Gołym okiem widać, że nie jest to jedynie przecinak myślący

zdaje się być to, kiedy jego fantastyczne podania zostaną zamien-

jedynie o wybiciu piłki na aut, myśli o tym jak przejętą futbolówkę

iane przez kolegów z drużyny na gole. Klopp słusznie rozbił bank i

spożytkować na korzyść drużyny.

czekał na możliwość zakontraktowania go aż do zimowego okienka transferowego.

40 • Magazyn Polish Reds • www.facebook.com/PolishReds/

MACIEJ A. SIKORA


Magazyn Polish Reds • www.facebook.com/PolishReds/ • 41


ALFABET SAMIEGO HYPPII OD A DO Z

Słynne blond włosy, które do dziś śnią się niejednemu napastnikowi z pierwszej dekady angielskich boisk. Zawodnik, który żelazną dyscypliną i ciężkimi treningami zyskał sobie dożywotni szacunek wśród kibiców The Reds. Jakie były losy oddania przez niego kapitańskiej opaski, w którym meczu dostał jedyną czerwoną kartkę w barwach Liverpoolu i jaki ma związek z Kamieniem Pomorskim? Przed Wami Sami Hyppiä!

Atatürk

Olimpiyat Stadyumu. Magiczne miejsce dla całej społeczności The Reds. Finał Ligi Mistrzów, który przeszedł do historii piłki nożnej. Fiński obrońca rozegrał w tym spotkaniu pełne 120 minut i po serii rzutów karnych wraz ze swoimi kolegami mógł cieszyć się ze zdobycia najbardziej prestiżowego klubowego tytułu na Starym Kontynencie.

Bianconeri

Sami nigdy nie był obrońcą, który strzelał po kilka goli w sezonie, dlatego łatwo wybrać bramkę, która najbardziej zapadła w pamięci kibiców. Był 5 kwietnia 2005 - ćwierćfinał Ligi Mistrzów, gdzie Liverpool mierzył się z Juventusem Turyn. W 10 minucie meczu, po wykonaniu rzutu rożnego przez Gerrarda, piłka spadła pod nogi fińskiego stopera. Ten silnym, plasowanym strzałem, umieścił piłkę obok bliższego słupka Gigiego Buffona. 1:0 dla The Reds! A co wydarzyło się później, wszyscy dobrze wiemy.

Czysto!

Wyobrażacie sobie, że Hyypiä w sezonie 2000/2001 mimo rozegrania 51 spotkań nie otrzymał ani jednej kartki? Środkowy obrońca, który bardzo często musi ratować się faulem, narażony jest na otrzymywanie napomnień prawie w każdym spotkaniu. Fin mimo tego potrafił przerwać akcję bez uciekania się do nieprzepisowych zagrań i to dla wielu było jego znakiem rozpoznawczym.

Duet

Razem z Jamie’m Carragherem tworzyli obronę The Reds przez blisko 10 lat. Razem zdobyli między innymi Ligę Mistrzów, Puchar UEFA, czy dwa Puchary Anglii. Carra w jednym z wywiadów powiedział, że transfer Fina do zespołu był nagrodą nie tylko dla The Reds, ale dla całej Premier League, ponieważ sprowadzenie zawodnika za tak małe pieniądze, z nieznanego holenderskiego klubu było prawdziwym majstersztykiem.

Estyma

Szacunek, jakim darzy się na Wyspach Samiego, jest godny podziwu. Ian Rush powiedział kiedyś w wywiadzie, iż zakup Fina był najlepszym transferem podczas ery Gérarda Houlliera. Sky Sports wybrało go do „Najlepszej 50 obcokrajowców występujących w Premier League”, a The Telegraph umieściło na 10 miejscu w rankingu najlepszych obrońców w historii ligi angielskiej pod względem wskaźnika czystych odbiorów (wyprzedził w rankingu między innymi Denisa Irwina, Rio Ferdinanda czy Lee Dixona).

Fundacja

Sami po zakończeniu kariery rozpoczął nie tylko karierę trenerską. Utworzył fundację, która ma za zadanie propagowanie sportu wśród dzieci w Finlandii. Klasa nie tylko na boisku.

42 • Magazyn Polish Reds • www.facebook.com/PolishReds/

DAMIAN ŚWIĘCICKI


Gerrard steven

Hyypiä w 2003 roku na polecenie Gérarda Houlliera zrzekł się opaski kapitańskiej na rzecz wychowanka The Reds - mimo tego, że był bardziej doświadczonym zawodnikiem od Steviego. W 2009 roku, kiedy Fin postanowił odejść z zespołu, Gerrard powiedział o nim piękne słowa: „Był tutaj cały czas, kiedy byłem w pierwszym zespole. Z egoistycznych pobudek chciałbym, żeby został, bo zawsze wiernie służył Liverpoolowi. Jest prawdziwą legendą klubu”.

Henchoz stéphane

Pierwszy partner Samiego, z którym to tworzył przez 6 lat środek obrony The Reds. Komentatorzy zwracali uwagę szczególnie na to, że mają iście telepatyczną zdolność porozumiewania się. Fin uznawany był za lepszego w rozegraniu piłki, z kolei Szwajcar za tego, który lepiej się ustawiał w obronie. Razem jednak potrafili stworzyć duet, za którym do dzisiaj tęsknią kibice Liverpoolu. Jedna z najlepszych par środkowych obrońców w historii angielskiej Premier League.

Idol

Prawdziwy piłkarski idol. W kraju gdzie najbardziej popularnymi sportami są hokej, skoki narciarskie, wyścigi samochodowe (F1 i WRC) oraz pesäpallo(fińska odmiana baseballa), Hyypiä był i jest wielką gwiazdą. Dziewięciokrotnie wybierany piłkarzem roku Finlandii - 1999, 2000, 2001, 2002, 2003, 2005, 2006, 2008, 2009, 2010. Swoją drogą był on skazany na piłkę nożną. Jego ojciec grał zawodowo, a mama stała na bramce w amatorskich klubach.

Jamie redknapp

To od niego w sezonie 2000/2001 Sami przejął opaskę kapitańską. Pierwsze spotkanie, które rozegrał w barwach The Reds, w którym dane mu było wprowadzać swój zespół na boisko, przypadło na 23.11.2000r. Był to pojedynek z Olympiakosem Pireus w Pucharze UEFA. Do czasu kiedy oddał opaskę Gerrardowi, miał zaszczyt nosić ją 205 razy.

Kwota

The Reds za 4,5 miliona euro pozyskali kapitalnego obrońcę, który blisko 10 lat w godny sposób reprezentował swoje barwy. Dla porównania w 1999 roku najdroższym wytransferowanym obrońcą został Iván Córdoba, który San Lorenzo zamienił na Inter Mediolan za blisko 14 milionów euro. Więcej od fińskiej skały kosztowali tacy zawodnicy jak: Cyril Domoraud, Alain Goma, czy Jérôme Bonnissel. Znacie kogoś z nich?

Magazyn Polish Reds • www.facebook.com/PolishReds/ • 43


Leverkusen

Miasto i siedziba klubu Bayer, do którego w wieku 35 lat przeszedł Fin. Wielkim zwolennikiem tego transferu był dyrektor sportowy Aptekarzy-Rudi Völler, który podczas podpisania kontraktu o obrońcy mówił tak: „Sami wniesie do zespołu doświadczenie i będzie wzorem dla młodszych piłkarzy”. W sezonie 2009/2010 w Leverkusen występowało wiele nieopierzonych gwiazd, między innymi Lars Bender, Arturo Vidal, Renato Augusto, Toni Kroos, czy Kevin Kampl. W sezonie 2010/2011 Hyypiä wraz z Michaelem Ballackiem mieli wielki wpływ na zajęcie drugiego miejsca w lidze, przegrywając walkę o mistrzostwo tylko z Borussią Dortmund. Po tym sukcesie Sami zawiesił buty na kołku, by po 9 miesiącach wrócić do zespołu jako tymczasowy trener, który musiał gasić pożar po koszmarnym okresie pod wodzą Robina Dutta.

Ławka trenerska

Po zakończeniu kariery piłkarskiej Sami postanowił, że nie będzie rozstawał się z piłką nożną. W 2011 roku został asystentem trenera Mixu Paatelainena w reprezentacji Finlandii. Później został tymczasowym trenerem w Bayerze Leverkusen, gdzie nie odniósł większego sukcesu. Jego kolejnym przystankiem było Brighton & Hove Albion, którego zawodnikiem był wtedy Tomasz Kuszczak. Niestety nie udało mu się awansować do wyższej klasy rozgrywkowej, co przekreśliło szanse na pozostanie w zespole. Po epizodzie w FC Zürich, Hyypiä obecnie pozostaje bez klubu.

Myllykosken pallo -47

Pierwszy profesjonalny klub Hyypii w karierze. 96 spotkań pozwoliło mu na zdobycie dwóch Pucharów Finlandii oraz zapracowanie na transfer do Eredivisie, a dokładniej do Willem II Tilburg. W 1992 w klubie z Kouvola razem z Hyypią występował oraz Jari Litmanen.

Niezniszczalny

To niesamowite, ale Sami wystąpił pełne 90 minut w 57 spotkaniach z rzędu w europejskich pucharach w barwach Liverpoolu od 20 listopada 2001 roku do 21 lutego 2006 roku.

44 • Magazyn Polish Reds • www.facebook.com/PolishReds/


Osiągnięcie

Tym razem indywidualne. W 2001 roku został wybrany do najlepszej Drużyny Roku UEFA. To zaszczytne wyróżnienie wraz z nim otrzymali: Santiago Cañizares, Cosmin Contra, Patrik Andersson, Bixente Lizarazu, David Beckham, Patrick Vieira, Zinédine Zidane, Kily González, Thierry Henry, David Trezeguet, a trenerem roku został Gérard Houllier. Zacne grono, prawda?

Porvoo

Miejsce urodzenia Samiego. Miasto położone w południowej części Finlandii, jedno z najstarszych miast w tym kraju. Leży około 50 km na wschód od Helsinek. Obecnie liczy około 50 000 mieszkańców. Jest miastem partnerskim... Kamienia Pomorskiego.

Ronald yeats

Po rozegraniu kilku spotkań kibice Liverpoolu nazwali Fina nowym Ronaldem Yeatsem. Ron był legendarnym obrońcą oraz kapitanem zespołu prowadzonego przez Billa Shankly’ego. Słynny trener o Szkocie wypowiadał się w następujący sposób: „Ten facet jest wielki jak góra - idźcie do szatni i go zobaczcie. Przyjście Yeatsa i Iana St. Johna było przełomowe w historii klubu”. Sam Yeats był również pod wrażeniem wielkiego talentu Fina: „Jest silny i wysoki, ale najbardziej uderzyło mnie to, jak dobry jest z piłką przy nodze”.

Sheffield wednesday

Klub przeciwko któremu fiński obrońca zadebiutował w barwach The Reds. Spotkanie to odbyło się 7.08.1999 roku na stadionie Hillsborough. Po bramkach Robbiego Fowlera i Titi Camary Liverpool odniósł zwycięstwo 2:1. Honorową bramkę dla The Owls zdobył Benny Carbone.

Tunezja

Debiut w reprezentacji Suomi przypadł właśnie na mecz z Tunezją. Mecz rozegrany był 7 listopada 1992 roku. Sami miał wtedy 19 lat. Ostatnie spotkanie rozegrał 12 października 2010 roku przeciwko Węgrom w kwalifikacjach do Euro 2012. Łącznie uzbierał 105 spotkań, co plasuje go na drugim miejscu w klasyfikacji największej ilości występów zaraz za Jarim Litmanenem (137). Z reprezentacją nigdy nie udało zakwalifikować mu się do wielkiej imprezy.

Ukarany

Na poziomie klubowym Fin rozegrał 619 spotkań, co w ogólnym rozrachunku daje liczbę 53 885 minut spędzonych na boisku. Pisałem już, że w sezonie 2000/2001 nie otrzymał żadnej kartki, ale czy wiesz, że w przeciągu całej kariery otrzymał tylko jedną czerwoną kartkę? Była to 32 kolejka w sezonie 2002/2003, mecz rozgrywany na Old Trafford. W 4 minucie spotkania po faulu na Rudzie van Nistelrooy Sami obejrzał jedną jedyną czerwoną kartkę w swojej klubowej karierze. Po kilku latach w wywiadzie powiedział, że oglądanie spotkania ze stadionowego tunelu było czymś najgorszym co przeżył podczas swojej przygody z piłką.

Willem ii tillburg

Poprzedni klub Hyypii, do którego wytransferowany został 1 stycznia 1995 roku z MyPa. W ciągu 3,5 roku wystąpił w nim 105 razy, zdobywając 3 bramki. W sezonie 1995/1996 jego partnerem w środku obrony był Jaap Stam, który po roku gry w barwach Willem został sprzedany do PSV. Holender nie był jedną gwiazdą, którą w Tilburgu spotkał Sami, u jego boku przez ten czas występowali między innymi Tomás Galásek oraz Joris Mathijsen, a trenerem był Co Adriaanse.

Zerwane negocjacje

W 1995 roku Sami Hyypiä przebywał na testach w Newcastle United. Na nasze szczęście Fin nie dogadał się co do warunków i powrócił do swojego klubu, by w 1999 roku dołączyć do The Reds. 10 lat od pierwszej próby pozyskania Samiego ówczesny manager Srok Graham Souness mocno zabiegał o pozyskanie reprezentanta Finlandii, jednak i tym razem do przeprowadzki nie doszło.


(NIE)SPODZIEWANE ZWYCIĘSTWO LIGA MISTRZÓW

W pierwszym meczu 1/4 finału Ligi Mistrzów Liverpool podejmował na własnym terenie Manchester City. Oznaczało to kolejny pojedynek nie tylko między dwoma czołowymi klubami w Anglii, lecz także kolejny epizod rywalizacji pomiędzy Jürgenem Kloppem, a Pepem Guardiolą. Do tej pory Niemiec i Hiszpan mierzyli się dwu-

Kloppa to otrzymamy obraz zespołu, który

zdobycia bramki, lecz skończyło się to walką

nastokrotnie. Bilans przed tym spotkaniem

w europejskich pucharach czuje się najlepiej

o piłkę w środku pola, którą wygrał James

był dosyć wyrównany, ponieważ trener The

(w tym zestawieniu podopieczni Niemca w

Milner poprzez podanie do Alexa Oxlade-

Reds wygrał sześć spotkań, zaś szkoleniow-

21 występach wygrali 10 razy, zremisowali

Chamberlaina. Środkowy pomocnik wyraźnie

iec The Citizens triumfował pięciokrotnie, w

9 - krotnie, zaś przegrali jedynie 2 spotkania).

zainspirował się Stevenem Gerrardem,

tym 5:0 na Etihad w czwartej kolejce Premier

Dlatego były szkoleniowiec Barcelony nie

ponieważ przepięknym strzałem z dystansu

League biężącego sezonu. Mimo to, fani z

mógł być w pełni zadowlony z losowania par

podwyższył prowadzenie The Reds.

Merseyside mieli wiele powodów do opty-

ćwierćfinałowych, mimo że wielu uznawało

mizmu i to nie dlatego, iż ostatnie starcie z

jego zespół za mocnego faworyta. Kolejnym

Jeżeli ktoś w jakikolwiek sposób związany

“Obywatelami” zakończyło się wygraną 4:3 w

jego powodem do zmartwień była absencja

z podopiecznymi Guardioli liczył na to, że

dobrym stylu. Przede wszystkim ich ulubieńcy

Sergio Agüero.

Liverpool nie zdobędzie kolejnej bramki w

w drugiej części sezonu prezentują wysoką

pierwszej połowie musiał się srogo zawieść.

formę w rozgrywkach ligowych – w tym roku

Początek spotkania był okresem, kiedy goście

Kolejny pojedynek o futbolówkę w środku

w 11 spotkaniach ośmiokrotnie zdobywali

z Etihad próbowali szybko objąć prowadze-

pola skończył się kolejnym triumfem graczy

komplet punktów przegrywając przy tym

nie, jednak nie udało im się stworzyć dogod-

The Reds. Mohamed Salah najpierw próbował

zaledwie dwukrotnie. Ponadto nie przegrali

nej sytuacji, w przeciwieństwie do swoich

samemu zdobyć gola, lecz po bloku Vincenta

z gośćmi z niebieskiej części Manchesteru

rywali, którzy w 12. minucie zdobyli bramkę

Kompany’ego zagrał na głowę Mané, co dało

na Anfield od... 3 maja 2003 roku! Gdyby

po kontrze. The Citizens łatwo stracili piłkę

wynik 3:0 do przerwy.

było tego mało, Liverpool pod wodzą Kloppa

do kornerze. Sadio Mané podał do Trenta

bardzo dobrze sobie radzi w starciach z

Alexandra-Arnolda, który posłał prostopadłe

W drugiej części meczu Liverpool postawił

klubami należącymi do TOP6 w Anglii –

zagranie do Mohameda Salaha. Egipcjanin

na mocną defensywę, której filarami byli

dopiero w tym sezonie zaczęły przychodzić

przekazał futbolówkę Roberto Firmino.

Virgil van Dijk oraz Trent Alexander-Arnold.

pierwsze porażki z tymi zespołami. W samej

Brazylijczyk za pierwszym razem nie pokonał

Szczególnie młody Scouser świetnie się

Champions League “Czerwoni” wygrali oraz

Edersona, lecz za drugim razem oddał piłkę

spisał m.in. w pojedynkach z Leroyem Sané.

zremisowali po cztery spotkania, co czyniło

Salahowi, który nie dał szans golkiperowi w

“Obywatele” w żadnym stopniu nie potrafili

z nich jedyną niepokonaną drużynę w tych

żółtej koszulce.

zmusić Lorisa Kariusa do kapitulacji, choć

rozgrywkach obok F.C. Barcelony, będąc

próbowali. Bardzo nieskutecznie, co potwi-

przy tym najskuteczniejszą ekipą z całej

Osiem minut później brazylijski bram-

erdza liczba oddanych strzałów w światło

stawki. Jeżeli ostanie mecze Liverpoolu w

karz Manchesteru City po raz drugi musiał

bramki przez City. To tylko dopełniło obraz

Lidze Mistrzów zsumujemy z występami w

wyciągać piłkę z siatki. Liverpool po lewym

spotkania, w którym gospodarze zmiażdzyli

Lidze Europy z sezonu 2015/16 pod wodzą

skrzydle próbował wykreować okazję do

gości i to bez dwóch zdań.

46 • Magazyn Polish Reds • www.facebook.com/PolishReds/

MACIEJ A. SIKORA


Magazyn Polish Reds • www.facebook.com/PolishReds/ • 47


DERBY PUSZCZONE W NIEPAMIĘĆ PREMIER LEAGUE

Derby Merseyside rozegrane na Goodison Park po raz 231 można streścić dwoma słowami. Odbyły się. I na tym można by zakończyć sprawozdanie, gdyż mecz z Evertonem – który wylądował w terminarzu między dwa meczami ćwierćfinałowymi Ligi Mistrzów – zakończył się bezbramkowym remisem, a większe emocje możemy z reguły podziwiać przy golfie bądź też stole snookerowym. Jürgen Klopp, mając na uwadze rewanżowe spotkanie na Etihad

na przerwę schodziły jednak bez strzelonego gola.

Stadium, dokonał roszad w składzie i wprowadził pięć zmian w pierwszej jedenastce. Danny Ings i Nathaniel Clyne rozpoczęli swoje pier-

Druga połowa niewiele różniła się od pierwszej części spotkania.

wsze 90 minut w tym sezonie. Na boisku pojawili się również Ragnar

Everton praktycznie zamurował swoją połowę, przez co Liverpool

Klavan, Georginio Wijnaldum i Dominic Solanke. Z powodu lekkich

miał problemy z zagrożeniem bramce Pickforda. Klopp zdecydował

urazów w kadrze zabrakło miejsca dla Mohameda Salaha i Andy’ego

się na wprowadzenie Oxlade-Chamberlaina i Firmino w poszukiwa-

Robertsona, a Roberto Firmino, Alex Oxlade-Chamberlain i Trent

niu zwycięskiej bramki, jednak to The Toffies, ku ekscytacji swoich

Alexander-Arnold znaleźli się na ławce rezerwowych obok piłkarzy

kibiców, przejęli inicjatywę w końcówce meczów. Cenk Tosun miał

z Akademii Curtisa Jonesa, Conora Mastersona i Rafy Camacho.

swoją szansę na przełamanie wyniku, jednak jego próba spaliła na panewce. Turek próbował zrehabilitować się na trzy minuty przed

Pierwsze 10 minut meczu było niemrawe, jednak Liverpool szybko

końcem meczu, kiedy to piłka po jego główce spadła pod nogi

nabrał wiatru w żagle. Zmasowany pressing gospodarzy pozwolił

Colemana, a ten nie trafił w bramkę. Chwilę później stuprocentową

na oddanie pierwszego strzału. Milner dośrodkował piłkę z lewej

sytuację zmarnował Dominic Calvert-Lewin, a 231 derby Merseyside

strony wprost na głowę Solanke, jednak strzał głową przeleciał tuż

zakończyły się bezbramkowym remisem.

obok bramki. Chwilę później Dominic stanął przed kolejną szansą na otwarcie wyniku. Po dośrodkowaniu Clyne’a, napastnik Liverpoolu oddał strzał z bliskiej odległości, lecz wprost w bramkarza Evertonu, Jordana Pickforda. Everton nie kwapił się z atakami, jednak Loris Karius musiał być cały czas skupiony. Opłaciło się t w momencie, kiedy Niemiec w fantastyczny sposób obronił strzał Yannicka Bolasie, czym uchronił Liverpool od utraty gola. Chwilę później po drugiej stronie podobnie efektywną paradą popisał się Pickford, kiedy to obronił strzał Milnera, a chwilę później próbę zdobycia bramki z rzutu wolnego przez Virgila van Dijka. Oba zespoły

48 • Magazyn Polish Reds • www.facebook.com/PolishReds/

RADO CHMIEL


Magazyn Polish Reds • www.facebook.com/PolishReds/ • 49


THE REDS MELDUJĄ WYKONANIE ZADANIA! LIGA MISTRZÓW

Liverpool zapewnił sobie miejsce w półfinałach Ligi Mistrzów po wygranej 2:1 na Etihad Stadium przeciwko Manchesterowi City w drugim ćwierćfinałowym meczu tych rozgrywek. W dwumeczu ekipa Jürgena Kloppa komfortowo i wysoko pokonała zespół prowadzony przez Pepa Guardiolę 5:1. Mecz rozpoczął się od tego, czego oczekiwali wszyscy kibice.

Wymiana podań w środku pola przez gości spowodowała, że w końcu

Drużyna gospodarzy od początku rzuciła się do gardeł The Reds, co

znalazło się miejsce dla atakujących LFC. Mane otrzymał podanie i

poskutkowało golem dla Obywateli strzelonym już w drugiej minucie

natychmiastowo odegrał piłkę do Salaha, który w sytuacji sam na sam

przez Gabriela Jesusa. Nie obyło się jednak bez kontrowersji. Virgil

z Edersonem wyczekał na odpowiedni moment i podcinając piłkę nad

van Dijk uważał, że był faulowany przez Raheema Sterlina przy linii

interweniującym bramkarzem, strzelił upragnionego wyjazdowego

bocznej, przez co Liverpool stracił posiadanie na rzecz Fernanrdinho.

gola ku radości fanów.

Brazylijczyk przejął bezpańską piłkę i podał ją z powrotem do Sterlinga, a ex-liverpoolczyk idealnie wystawił ją Jesusowi, który nie miał prob-

Man City zdecydował się wprowadzić na boisko Sergio Aguero w

lemów z pokonaniem Lorisa Kariusa.

poszukiwaniu kolejnych goli, jednak ostatnie słowo należało do drużyny Kloppa.

Man City próbował wykorzystać chwilę, w której Liverpool został zepchnięty do głębokiej obrony i raz za razem zagrażał bramce gości.

Roberto Firmino, niestrudzony w bataliach z obrońcami Citizens,

Najpierw Karius musiał piąstkować dośrodkowanie Sane, a moment

na 13 minut przed końcem wykorzystał błąd Otamendiego i strzelił

później spokojnie obronił strzał Kevina de Bruyne. W przeciągu pół

gola nie dając przy tym szans Edersonowi na udaną interwencję,

godziny Raheem Sterling dwukrotnie wykłócał się o jedenastki,

tym samym zapewniając niesamowity wynik i awans Liverpoolu do

jednak sędzia pozostał głuchy na narzekania zawodnika gospodarzy.

półfinału Ligi Mistrzów.

Bernando Silva często miał zbyt wiele miejsca na prawym skrzydle i raz niemal pokonał Kariusa. Portugalczyk zgubił krycie i oddał strzał w stronę drugiego słupka bramki Niemca. Piłka tym razem przeszła obok bramki. Niemal minutę później Silva ponownie spróbował szczęścia. Futbolówka tym razem odbiła się lekko od Dejana Lovrena i odbiła się od słupka bramki The Reds. Tuż przed przerwą Liverpoolowi znów dopisało szczęście. Leroy Sane dośrodkował piłkę w pole karne. Karius wypiąstkował piłkę, która odbiła się od Milnera, a Sane dobił ją do bramki, jednak sędzia dopatrzył się spalonego. W drugiej połowie Liverpool wyszedł z zupełnie innym nastawieniem, mądrze rozgrywając i przytrzymując piłkę ku frustracji gospodarzy. W 56 minucie udało się to, na co liczyli kibice The Reds.

50 • Magazyn Polish Reds • www.facebook.com/PolishReds/

RADO CHMIEL


Magazyn Polish Reds • www.facebook.com/PolishReds/ • 51


TRZY „WISIENKI” NA TORCIE PREMIER LEAGUE

5 bramek strzelonych pewnie podążającemu po mistrzostwo Anglii,Manchesterowi City w ćwierćfinale Ligi Mistrzów, rozochociło kibiców. Nic dziwnego, że w Liverpoolu zaczęli wierzyć w pierwsze trofeum od kilku lat. Przecież The Reds w półfinale zmierzy się ze skazywanym na porażkę zespołem z Rzymu. Wynik losowania trzeba było jednak odłożyć na bok, ponieważ dzień

w 69 minucie. Trent Alexander - Arnold posłał precyzyjną wrzutkę za

później Liverpool FC mierzył się z popularnymi Wisienkami, a tego

plecy obrońców w stronę Salaha, który strzałem głową przelobował

meczu nie można było odpuścić. Walka o TOP 4 się nie zakończyła,

Asmira Begovica, tym samym podwyższając wynik na 2:0. Kilka minut

więc Klopp nie mógł postawić na zmienników i na murawę wybiegła

później przed swoją szansą stanął Firmino. Dostał głębokie podanie

podstawowa jedenastka.

w pole karne. Znalazł sobie trochę miejsca do wykonania strzału i posłał piłkę w lewy dolny narożnik. Na jego nieszczęście została ona

Szybki cios kluczem do sukcesu. Liverpool już od początku rzucił się do ataku i próbował zdominować przeciwnika. Nic dziwnego, że po około 150 sekundach Mohamed Salah stanął przed świetną szansą na pokonanie Asmira Begovica, jednak jego strzał minął bramkę tuż przy prawym słupku. Na pierwszą bramkę jednak długo nie musieliśmy czekać, 4 min później Henderson wykonał wrzutkę wprost na głowę Sadio Mane, który po świetnej

wybita przez jednego z graczy obrony. Jednak co się odwlecze, to nie uciecze i kilkanaście minut później ostatni z naszego zabójczego trio strzelił bramkę. Alex Oxlade-Chamberlain posłał piłkę, a nasz brazylijski napastnik jest na krawędzi pola karnego i strzela w lewy dolny róg bramki, zamykając tym samym wynik spotkania. Klopp i jego zawodnicy wykonali swój plan perfekcyjnie, zdobywając nie tylko 3 punkty, ale także spokój przed kolejnymi ważnymi meczami, które czekają zespół z Anfield.

paradzie bramkarza nabiegł wprost na piłkę i strzelił wręcz do pustej bramki. Na tablicy widniało 1:0. Zespół Kloppa nie przestawał napierać. Kolejne minuty wskazywały, że podwyższenie prowadzenia jest tylko i wyłącznie kwestią czasu. Z każdą chwilą The Reds zwiększali swoją przewagę, dominując coraz bardziej swojego przeciwnika. Pierwsza połowa powoli dobiegała końca, a zespół Bournemouth nadal nie stworzył klarownej sytuacji, całkowicie grając pod dyktando drużyny z Anfield. Po 45 minutach i dodatkowych 60 sekundach sędzia postanowił zagwizdać po raz ostatni przed przerwą, zapraszając tym samym zawodników do swoich szatni.

Trio doskonałe. Druga połowa rozpoczęła się od ataków gospodarzy. 15 min, które miał do dyspozycji Howe, nic nie dało. Zespół gości nie był w stanie rywalizować tego wieczora na Anfield. Liverpool pozwalał sobie na coraz więcej, a Salah i Firmino także chcieli mieć udział w zwycięstwie. Zawodnicy niemieckiego szkoleniowca spokojnie budowali swoje akcje, szukając luki w obronie przeciwnika. Cierpliwość w rozgrywaniu akcji i niedopuszczanie rywala do swojego pola karnego miały być kluczem do zdobycia 3 punktów, które mocno zbliżyłyby zespół utrzymania miejsca w pierwszej czwórce. Przyniosło to powodzenie

52 • Magazyn Polish Reds • www.facebook.com/PolishReds/

MARCIN KUŹMIŃŚKI


Magazyn Polish Reds • www.facebook.com/PolishReds/ • 53


DEMONY PRZESZŁOŚCI POWRACAJĄ Z WEST BROMEM PREMIER LEAGUE

Ostatnim meczem przed pierwszym półfinałowym spotkaniem z Romą, Liverpool rozgrywał z ekipą Moore’a - West Bromem. Kibicom marzyła się powtórka z przed tygodnia, kiedy dojrzale i skutecznie rozprawili się z ekipą Wisienek i tym samym prawie przypieczętowali miejsce w Top 4. Widać, że Klopp posiadał plan na to spotkanie. Za trzy dni miał zagrać być może najważniejsze swoje spotkanie w tym sezonie z zespołem z Rzymu. Nic dziwnego, że dał odpocząć tyrającemu po całym boisku Firmino, dając przy tym szansę powracającemu po ciężkich kontuzjach Ingsowi. Wejście smokINGSa Pierwsza połowa rozpoczęła się od mocnego uderzenia drużyny z Anfield. Ten, który miał zastąpić brazylijskiego napastnika, już w 4 minucie zamknął precyzyjne podanie zagrane głęboko w pole karne, które posłał Georginio Wijnaldum i pokonał bramkarza niskim strzałem w środek bramki. Sytuacja trochę przypominała tą z zeszłego tygodnia, gdzie szybko strzelony gol, ustawił mecz. West Brom nie chciał jednak grać pod dyktando przyjezdnej drużyny, co dało się zauważyć. Kilka razy próbowali odgryźć się zespołowi z Anfield, ale to Salah i Ings pudłowali akcję za akcją, tym samym, nie zmieniając wyniku na tablicy. Pierwsza połowa nie zachwyciła, ale Liverpool i tak wygrywał, co w piłce liczy się najbardziej.

Demony przeszłości

Zdobył zachwycającą bramkę podcinając piłkę. Na tablicy wyników widniało 2:0 dla gości. West Brom to rozwścieczyło, ale Liverpool nadal próbował podwyższyć wynik. Niestety dla gości 79 minucie Jake Livermore otrzymał odbitą, opadającą piłkę po strzale Craiga Dawsona i strzelił gola kontaktowego z bliskiej odległości. Liverpool chciał szybko pozbierać się po straconym golu i za wszelką cenę chciał utrzymać wynik do końca. Pomóc miała w tym ostatnia zmiana, której dokonał. Fenomenalny w tym sezonie Salah został zmieniony przez Lovrena. 4 min po wejściu Chorwata na boisko West Brom wywalczył rzut wolny. Chwilę później Jose Rondon świętował piękną bramkę. W polu karnym wywalczył piłkę z rzutu wolnego i z główki strzelił do bramki od wewnętrznej strony lewego słupka. Do końca regulaminowego czasu gry pozostały 2min a gospodarze doprowadzają do remisu. Liverpool zremisował wygrany mecz i tym samym musi zdobyć 4 pkt w ostatnich 3 meczach aby zapewnić sobie miejsce w TOP4.

Początek drugiej odsłony meczu był bardziej walką w środku pola i cierpliwym oczekiwaniem na błąd defensorów West Bromu. Z minuty na minutę Liverpool próbował się rozkręcić, ale czegoś brakowało. Juergen Klopp, widząc to, postawił na zmiany już w 66 minucie. Przy linii bocznej zameldowali się Alex Oxlade-Chamberlain oraz Roberto Firmino, zmieniając Senegalskiego skrzydłowego oraz bohatera pierwszej połowy meczu - Ingsa. Niemiecki szkoleniowiec wiedział co robi, przewaga jednobramkowa na wyjeździe nie jest bezpieczna. Już 6 min później wprowadzony na boisko Anglik wysunął piłkę, do której w polu karnym doszedł niezawodny już Mohamed Salah.

54 • Magazyn Polish Reds • www.facebook.com/PolishReds/

MARCIN KUŹMIŃSKI


Magazyn Polish Reds • www.facebook.com/PolishReds/ • 55


SINUSOIDA LIGA MISTRZÓW

O tym, że mamy ofensywę zdolną rozbić absolutnie każdego, wiemy od miesięcy. O tym, że pod własną bramką potrafimy zniwelować ten atut – jeszcze dłużej. Pierwszy półfinał Ligi Mistrzów okazał się starciem naszej potęgi z naszą własną słabością. Atmosfera wokół meczu była naprawdę gorąca. Najpierw drużyna

przestali stwarzać jakiekolwiek zagrożenie! Tysiące kibiców na Anfield

wykazała się klasą, ale i mądrością, oddając hołd ofiarom katastrofy

i miliony przed telewizorami wyskoczyły w euforii, kiedy w 35. minucie

na Hillsborough. Wychodząc z podobnym gestem naprzeciw swoim

Mohamed Salah oddał genialny strzał w długi róg (żeby sprecyzować

rywalom, nie tylko prezentuje się godną podziwu postawę, ale i

– samiutkie okienko) bramki Alissona. Nastroje jeszcze się poprawiły

nieco łagodzi nastawienie miejscowych kibiców, którzy nie są skorzy

tuż przed przerwą, gdy Salah strzelił drugiego, znacznie łatwiejszego

do atakowania i obrażania piłkarzy zachowujących się w godny

gola. Przy obu trafieniach asystował niezawodny Roberto Firmino.

podziwu sposób.

Zaczęło się źle, ale teraz byliśmy na fali!

Tym bardziej dziwi więc wszystko to, co stało się później. Legendarni

Czy po zmianie stron rzymianie wzięli się w garść? Ani trochę! 10 minut

zawodnicy Romy – Bruno Conti i Roberto Pruzzo – z radością dali się

po wznowieniu gry swojego upragnionego gola strzelił Sadio Mané.

sfotografować, wystawiając środkowe palce przed herbem Liverpoolu.

Rozpoczęło się od świetnego zagrania Trenta Alexandra-Arnolda, który

Natomiast około dwóch godzin przed meczem grupa kilkudziesięciu

zauważył, jak wiele miejsca na prawym skrzydle ma Salah. Egipcjanin

fanów rzymskiego klubu pod samym stadionem zaatakowała miejs-

dostał piłkę na dobieg, daleko za linię obrony. Wbiegł z futbolówką w

cowych, którzy stali w pobliżu trybuny The Kop i pubu The Albert

pole karne i zagrał do dobrze ustawionego Senegalczyka, a ten nie

położonego przy samym stadionie. Popularną wśród Włochów bronią

zmarnował kolejnej szansy. Nim goście otrząsnęli się po tej stracie,

okazały się paski do spodni skierowane tak, by uderzać metalową

Alisson kolejny raz skapitulował. Akcja była bardzo podobna do

klamrą. Zanim zostali rozgonieni, skatowali do nieprzytomności

poprzedniej. Trent zagrał piłkę Salahowi, ten pognał swoją stroną,

53-letniego kibica The Reds, który w krytycznym stanie trafił do

zgrał piłkę do środka i napastnikowi pozostało tylko dostawić nogę

szpitala. Pierwsze spekulacje informowały nawet o śmierci sympatyka

z niewielkiej odległości. Tym razem był to Firmino. W 68. minucie

naszego klubu, jednak na szczęście szybko zostały zdementowane.

Brazylijczyk trafił po raz drugi, wykorzystując dośrodkowanie Jamesa

Nic więc dziwnego, że atmosfera na stadionie stała się napięta.

Milnera.

Podobnie wyglądało też główne widowisko w początkowej fazie

Niewiele potem nastąpiło zbędne rozluźnienie. W efekcie Roma

meczu. Nie oglądaliśmy za dużo dobrych strzałów i dryblingów,

nieśmiało wróciła do gry w dwumeczu. Najpierw Lovren nie przeciął

zacięta gra toczyła się w dużej mierze w środku pola. Wydawało się,

długiego zagrania Nainggolana, a Dzeko nie dał szans Kariusowi. Kilka

że nieznacznie tę walkę przegrywamy. Niezbyt pewnie wyglądał

chwil później sędzia podyktował rzut karny po zagraniu ręką Milnera,

nasz bramkarz, Loris Karius. Niemiec omal nie wpuścił bramki, która

a do siatki trafił Diego Perrotti. Nastroje wyraźnie się pogorszyły, bo

mocno obciążałaby jego konto – po strzale Aleksandra Kolarova zza

kilka chwil słabości daje naszym rywalom cień szansy na awans.

pola karnego wyskoczył za daleko do boku i ratował się, kierując

Ale czy ktokolwiek z nas nie wziąłby przed meczem trzybramkowej

ręce ponownie w stronę środka bramki. Odbił piłkę, a ta trafiła w

wygranej w ciemno?

poprzeczkę i na nasze szczęście nie powróciła do żadnego z zawodników gości. Nieco później odnieśliśmy bardzo poważną stratę – w boiskowej walce kontuzję odniósł Alex Oxlade-Chamberlain i wygląda na to, że reprezentanta Anglii czeka długa rozłąka z futbolem. Sytuacja w tej chwili nie wyglądała zbyt dobrze. Grając u siebie, broniliśmy się i straciliśmy ważne ogniwo zespołu. To, co zaczęło się dziać chwilę później, pozytywnie nas zaskoczyło po tym ponurym wstępie. Choć nieskutecznością irytował Sadio Mané, nagle zaczęliśmy kreować groźne sytuacje, a gracze Romy kompletnie się zatrzymali i

56 • Magazyn Polish Reds • www.facebook.com/PolishReds/

MACIEJ KONOFOL


Magazyn Polish Reds • www.facebook.com/PolishReds/ • 57


PIŁKARSKI ROBIN HOOD PREMIER LEAGUE

Dzisiejsze spotkanie The Reds z The Potters mogło być ostatnim, które Stoke rozegrało jako prawowity pierwszoligowiec. Przy spełnieniu kilku warunków, między innymi wygranej Swansea Łukasza Fabiańskiego zespół Paula Lamberta nie miałby szans na pozostanie w angielskiej ekstraklasie. Słaba forma drugiego najstarszego klubu świata oraz skład, który wystawił Jürgen Klopp wskazywały na to, że Salah w starciu z najgorszą defensywną Premier League na dobre odskoczy napastnikowi Tottenhamu w starciu o koronę króla strzelców, przy okazji zapewniając zespołowi z hrabstwa Merseyside kolejne ligowe zwycięstwo. Nie bylibyśmy jednak sobą, gdyby mecz ze słabymi Garncarzami nie był dla nas jak przejście gołymi stopami przez rozżarzone kamienie. W porównaniu ze spotkaniem Ligi Mistrzów niemiecki trener

skracający kąt Butland.

zdecydował się na trzy zmiany. Kontuzja Ox’a oraz Mané wymogła zmianę taktyki na 3-5-2 i postawienie na Ragnara Klavana, Alberto

Wtedy to po dośrodkowaniu z prawej strony Wijnalduma piłkę ręką

Moreno i Dannego Ingsa w miejsce przeżywającego drugą młodość

zagrał w polu karnym Erik Pieters, który w sposób znaczny powiększył

Jamesa Milnera, oraz wspomnianych już Alexa Oxlade-Chamberlaina

swój obwód przy pomocy nienaturalnie ułożonej kończyny górnej.

i Sadio Mané.

Jeśli sytuacja z TAA można było odpuścić to nie podyktowanie karnego w 87 minucie było bardzo dużym błędem sędziego. Podręcznikowy

Początkowe minuty spotkania, w którym mogliśmy oglądać kilku

karny, który na 3 minuty przed końcem spotkania mógł wyprowadzić

starych znajomych takich jak Peter Crouch, Joe Allen, czy Charlie

The Reds na upragnione prowadzenie.

Adam przebiegały pod dyktando półfinalisty Ligi Mistrzów. Pierwsza kontrowersja miała miejsce w 4 minucie spotkania, kiedy ewident-

Chwilę później, zamiast cieszyć się z bramki mogliśmy ją stracić.

nego karnego dla The Reds nie podyktował sędzia Andre Marriner.

Ryan Shawcross tylko o kilka milimetrów minął się z piłką, która w

W tej sytuacji szarżującego w polu karnym TAA za rękę pociągnał Erik

bardzo bliskiej odległości przemknęła obok słupka bramki Kariusa.

Pieters, co spowodowało upadek wychowanka Liverpoolu. Niestety

Przegrać w ostatnich minutach z zespołem ze strefy spadkowej? Jakie

zamiast na wapno sędzia nakazł kontynuować grę.

to liverpoolskie. Ostatni akord tej nudnej symfonii wybrzmiał w 94 minucie, kiedy Wijnaldum źle uderzył piłkę głową po dośrodkowaniu

Parę sekund później po kapitalnym zagraniu Jordana Hendersona

Jamesa Milnera. Dobra okazja spełzła na niczym i podział punktu

z głębi pola w swoim stylu przed obrońców wyskoczył Momo

stał się faktem.

Salah, podciągnął parę metrów w stronę bramki Jacka Butlanda i... przestrzelił. Ile w tym sezonie widzieliśmy już identycznych bramek

Niestety dzisiaj widoczny był brak motywacji, całe szczęście, że

w wykonaniu Egipcjanina? Niestety w tej sytuacji brak koncentracji

jesteśmy o malutki krok od zapewnienia sobie TOP 4, bo z takim

albo mała nierówność boiska zadecydowała o tym, że wynik meczu

podejściem do gry w Premier League mogłoby być krucho, jeśli ten

pozostał bez zmian.

sezon trwałby jeszcze parę kolejek dłużej. Faktem jest również to, że Klopp po prostu nie ma kim grać. Żadna rotacja nie jest możliwa,

Kilka minut później gapiostwo w środku pola wykorzystał Moritz

ponieważ urazy wykluczyły z zespołu takich zawodników jak Ox, Can,

Bauer, który po rajdzie lewą stroną boiska dośrodkował idealnie na

Matip, czy Lallana, a na ławce zostali tacy zawodnicy jak Solanke,

głowę Mame Biram Dioufa, który minimalnie uderzył obok bramki

czy Woodburn, który na razie nie ma dużego uznania w oczach The

Lorisa Kariusa. Późniejsze minuty należały jednak do drużyny prow-

Normal One. Oby zarząd stanął na wysokości zadania i odpowiednio

adzonej przez Jürgena Kloppa. W 21 minucie stuprocentową okazję

wzmocnił drużynę przed następnym sezonem, bo walka na wielu

zmarnował Trent, który po świetnym podaniu Salaha zbyt szybko

frotnach do samego końca będzie obowiązkiem dla The Reds. Dzisiaj

chciał wejść z piłką w pole karne. Futbolówka znalazła się za jego

po raz kolejny zostaliśmy piłkarskim Robin Hoodem. Zabieramy

plecami i słabe uderzenie “spod kolana” z łatwością wybronił dobrze

bogatym i oddajemy biednym.

58 • Magazyn Polish Reds • www.facebook.com/PolishReds/

DAMIAN ŚWIĘCICKI


Magazyn Polish Reds • www.facebook.com/PolishReds/ • 59


60 • Magazyn Polish Reds • www.facebook.com/PolishReds/

MAGAZYN POLISH REDS · Numer 5 (9)  

Jesteśmy w finale! W majowym numerze Polish REDS powrócimy myślami do 2005r., kiedy to Liverpool FC napisał jedną z najpiękniejszych rozdzia...

MAGAZYN POLISH REDS · Numer 5 (9)  

Jesteśmy w finale! W majowym numerze Polish REDS powrócimy myślami do 2005r., kiedy to Liverpool FC napisał jedną z najpiękniejszych rozdzia...

Advertisement