Issuu on Google+

Nr 1 (33) 2011

luty 2011

#33

„Słoń”– zimowa premiera

Kum i Plum, kim są naprawdę… „Afrykańska przygoda” dla NajNajów

ISSN 1641-1072 egzemplarz bezpłatny

– zabawy i rozwiązanie konkursu rysunkowego

1


wstep

2

Nr 1 (33) 2011

Czekając na wiosnę

T

en numer „GABITA” jest pierwszy w nowym, ale trwającym już kilka miesięcy sezonie artystycznym, także pierwszy, który oddajemy w Państwa ręce w nowym roku. Obecne wydanie naszej gazety po wielu miesiącach przerwy zostało przygotowane przez Violinę Janiszewską, którą zaprosiłem do współpracy. Myślę, że warto przypomnieć kilka ważnych zdarzeń artystycznych, jakie miały w tym czasie miejsce. Zatem po kolei… Zaczęliśmy we wrześniu paradą afrykańską ulicami naszego miasta i tego samego dnia wspólnie obejrzeliśmy prapremierę przedstawienia Marioli i Janusza Słomińskich pt. „Afrykańska przygoda”. To ważne dla nas wszystkich przedstawienie rozpoczyna działalność sceny dla najmłodszych widzów (od 1 do 3 lat) w kameralnej Sali Prób na pierwszym piętrze. Tuż przed świętami Bożego Narodzenia przygody małego Jacusia oglądali widzowie w Uckermärkische Bühnen Schwedt. „Śpiąca królewna” to tytuł spektaklu polsko-niemieckiego, w którym grały dwie aktorki „Pleciugi”: Marta Łągiewka oraz Edyta Niewińska-Van der Moeren. Premiera miała miejsce również w Teatrze Uckermärkische Bühnen w Schwedt 18 listopada 2010 roku. Natomiast 6 listopada wzbogaciła nasz repertuar druga premiera, tym razem dla nieco starszych widzów – od lat pięciu. „Kum i Plum” to groteska pełna marzeń, szalonych pomysłów, tajemnic i uroku zrealizowana przez Monikę Gerbocovą – naszego słowackiego gościa z Berlina. Jesienią ubiegłego roku, w październiku i listopadzie, dzięki pomocy Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego zrealizowaliśmy projekt „Teatr Polska”. Miejsce realizacji

to województwo zachodniopomorskie i wielkopolskie. Objazd z przedstawieniem „8 dni stworzenia świata” miał na celu prezentację spektaklu na terenach, gdzie dzieci mają znacznie ograniczony dostęp do prezentacji teatralnych, a dojazd do Szczecina przekracza możliwości finansowe rodzin. W grudniu „Mocą prezentów” szczecinianki Izabeli Degórskiej przygotowaliśmy Was na spotkanie ze Świętym Mikołajem, a w sylwestrowe samo południe wspólnie powitaliśmy Nowy Rok − kolejny rok w nowej siedzibie na placu Teatralnym. „Słoń” to tytuł spektaklu, do którego scenariusz napisał Dariusz Kamiński na motywach utworu Theodora Seussa Geisela „Horton hatches the egg”. To premiera z numerem jeden w tym roku. Za chwilę, bo już w pierwszych dniach marca 2011 roku, Petr Nosalek – nasz gość ze Słowacji – rozpoczyna prace nad przedstawieniem, do którego tekst Tankreda Dorsta, niemieckiego dramaturga piszącego również dla dzieci, specjalnie dla nas przetłumaczył Jacek Buras. Ale na prapremierę polską „Króla Zofiusa i Cudownej Kury” musimy poczekać do ostatniej soboty maja 2011 roku. A przed nami wiele przedstawień z poprzednich sezonów, nie tylko dla najmłodszych, lecz także dla dorosłych widzów. Trwają prace nad repertuarem, wyborem tekstów na następny sezon, w czym pomagać mi będzie zaproszony do współpracy znany szczeciński pisarz, poeta, autor wielu książek i sztuk dla dzieci, między innymi „Śnieżynka”, którego starsi widzowie pamiętają jeszcze z „Pleciugi” przy Kaszubskiej 9 − Artur Daniel Liskowacki. Wszyscy czekamy na wiosnę. Właśnie wiosną będziemy mogli cieszyć oczy widokiem uruchomionej po

raz pierwszy naszej „świecącej, tańczącej i grającej” pleciugowej fontanny. Do zobaczenia w Pleciudze! Zbigniew Niecikowski dyrektor naczelny i artystyczny Teatru Lalek Pleciuga w Szczecinie Szczecin, luty 2011


wstep

Nr 1 (33) 2011

Zapraszamy do „Pleciugi”

K

olejny sezon teatralny, kolejne premiery… Warto jednak przypomnieć, że od ponad dekady Teatr Lalek „Pleciuga” konsekwentnie realizuje programy, w których premiera stanowi centrum licznych działań kulturotwórczych, aktywizujących, zapraszających do naszej instytucji coraz szersze grupy uczestników i widzów. W sezonie 2009/2010 zrealizowaliśmy trzy projekty: „Lato w teatrze”, „Teatr Polska” i „Dzieci magii – od rytuału do współczesnego teatru lalek”. Warto przywołać zwłaszcza „Dzieci magii…” – projekt, który zakładał realizację wielu działań w teatrze i w zaprzyjaźnionych z nami instytucjach – Muzeum Narodowym w Szczecinie oraz w Miejskiej Bibliotece Publicznej. Poza dwiema prapremierami zapropo-

nowaliśmy warsztaty, wystawy, spotkania z podróżnikami, a we wrześniu wspólnie z aktorami „Pleciugi” i Teatru Współczesnego w Szczecinie uczestniczyliśmy w „afrykańskiej” paradzie ulicznej rozpoczynającej nowy sezon teatralny. „Dzieci magii…” to istotny projekt ze względu na próbę propagowania nowego (a może tylko zapomnianego) stylu spędzania wolnego czasu: rodzinnie, wspólnie, z wykorzystaniem propozycji teatralnych zarówno dla najnajmłodszych, młodszych, jak i tych (często młodych duchem) ciut albo i więcej niż ciut starszych. Pragniemy zachęcić rodziców do wspólnego spędzania czasu z własnymi pociechami, chcielibyśmy, aby nasze propozycje działały inspirująco, zachęcały do twórczej zabawy, uruchamiały własne pomysły. Taki jest też cel nadrzędny kolejnego przygotowywanego przez nas projektu: „Dzieci kultury. Nowe przestrzenie wyobraźni”. W chwili, gdy piszę te słowa, nie znamy jeszcze rozstrzygnięć Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, którego wsparcie finansowe pozwoliło na realizację wyżej wymienionych programów, liczymy, że wesprze również nasz nowy pomysł. Niezależnie od werdyktu mamy zamiar go zrealizować – w bardziej lub mniej rozbudowanym kształcie. Zatem już teraz zapowiadam: proszę obserwować naszą stronę internetową, ponieważ tam pojawiać się będą informacje o prapremierach przygotowywanych na przełomie maja i czerwca i o przedsięwzięciach, jakich jeszcze w Szczecinie nie było. A zanim to nastąpi – jeszcze jedna oferta: „Mały Kontrapunkt”. Festiwal dla dzieci i… dla ich rodziców. Młodszych i najmłodszych widzów zapraszamy bowiem na spektakle i warsztaty, a ich rodziców na koncerty. Dzięki dofinansowaniu Nordic Culture Fund zaprezentujemy spektakle z Danii, Finlandii, Norwegii i ze Szwecji, a wszystko bez językowych i finansowych(!) barier. „Mały Kontrapunkt” zainaugu-

ruje festiwal obecny w Szczecinie od ponad czterdziestu pięciu lat – legendarne „małe formy”, a dziś po prostu KONTRAPUNKT, realizowany przez trzy miejskie teatry (Pleciugę, Współczesny i Kanę) we współpracy z niemal wszystkimi instytucjami kultury naszego miasta. W naszym teatrze mieści się siedziba biura organizacyjnego festiwalu, zatem tu można uzyskać wszelkie informacje o wydarzeniach, które wypełnią pierwszą połowę kwietnia. Serdecznie zapraszam na intensywną szczecińską wiosnę teatralną i pleciugowy początek lata. A teraz zapraszam do lektury „Gabita” (historycznie: rezultatu projektu „Nasza Pleciuga”) przygotowanego przez nową redaktor naczelną – Violinę Janiszewską, a traktującego o wielu nowościach, które przygotowujemy z myślą o Was – naszych wspaniałych Widzach. Anna Garlicka zastępca dyrektora Teatru Lalek Pleciuga

SPIS TREŚCI 02 03 04 05 06 08 09 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 23 24 26 27–35

Czekając na wiosnę Zapraszamy do „Pleciugi” Kronika Premiera: „Słoń” Taka hipisowska matka Theodor Seuss Geisel Obsada aktorska A suknia trwa niewzruszona „Kum i Plum” Monika Gerboc na wesoło Nie ma miłości bez strachu Zwiałbym gdzieś daleko Może to jest banalne Recenzje Głos widza „Afrykańska przygoda” Ta szuflada nie przeraża Nowa stara „Pleciuga” Lato w teatrze – projekt Teatr Polska 2010 – projekt Gabit dla dzieci

3


kronika

4

To już było

Nr 1 (33) 2011

KRONIKA TEATRU LALEK „PLECIUGA” (lipiec 2010 – luty 2011)

5–18 lipca 2010 LATO W TEATRZE Teatralne półkolonie, podczas których dzieci poznawały „alfabet teatru” pod opieką profesjonalnych artystów, wspólnie przygotowując spektakl. Podsumowaniem dwóch tygodni zajęć była prezentacja sztuki Izabeli Degórskiej „Humba, Bumba, Bang!”. Projekt został zainicjowany przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, a koordynowany był przez Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego w Warszawie.

siołowski. Był członkiem Zarządu Głównego ZASP-u, Sekcji Teatru Lalek oraz wiceprezesem Zarządu Oddziału ZASP-u w Szczecinie.

3–5 września 2010 Warsztaty afrykańskie ­odbywające się w ramach projektu „Dzieci magii – od rytuału do współczesnego teatru lalek”. W ramach projektu odbyły się zajęcia z gry na bębnach afrykańskich, warsztaty tańca afrykańskiego oraz warsztaty teatralne.

1 października 2010 Pierwsze w tym sezonie artystycznym warsztaty plastyczne dla dzieci. Okazją do tego spotkania był Światowy Dzień Uśmiechu.

11 września 2010 Parada afrykańska – realizowana w ramach projektu „Dzieci magii – od rytuału do współczesnego teatru lalek”. Była to uliczna parada zorganizowana przy okazji rozpoczęcia sezonu artystycznego w Szczecinie, w której wzięli udział artyści Teatru Lalek „Pleciuga”, szczecińskiego Teatru Współczesnego, zespołów muzycznych: Sambal, Afrique Nouali, Konoba, Czerwone Drzewo oraz uczestnicy warsztatów afrykańskich i mieszkańcy miasta. 11 września 2010 Premiera spektaklu dla najmłodszych pt. „Afrykańska przygoda”. Przedstawienie autorstwa Marioli i Janusza Słomińskich skierowane jest do dzieci od 1 roku życia. 24 września 2010 Zmarł Andrzej Ulrich – wieloletni aktor Teatru Lalek „Pleciuga”. Andrzej Ulrich był aktorem lalkarzem – pracował w Teatrze Lalek „Marcinek” w Poznaniu, na scenie lalkowej przy Teatrze Ziemi Lubuskiej w Zielonej Górze, w Teatrze Lalek „Baj” w Toruniu oraz w szczecińskim Teatrze Lalek „Pleciuga” – gdzie pracował w latach 1966–1975 i 1978–2001. Współpracował z takimi reżyserami, jak Krzysztof Rau, Wojciech Wieczorkiewicz, Włodzimierz Dobromilski, Krzysztof Nie-

25 września 2010 Premiera spektaklu dla widzów dorosłych pt. „Fumum Vendere” w reżyserii Agaty Biziuk. Twórcami przedstawienia są członkowie Nieformalnej Grupy Avis. Spektakl to przewrotna makabreska, wykorzystująca elementy teatru muzycznego i ożywionej formy.

październik–listopad 2010 TEATR POLSKA Teatr Lalek „Pleciuga” zakwalifikował się do programu „Teatr Polska”, zainicjowanego przez przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, a koordynowanego przez Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego w Warszawie. W ramach programu w pięciu miastach naszego województwa został zaprezentowano spektakl w reż. Krzysztofa Raua – – „8 dni stworzenia świata”. Miejsca prezentacji: Goleniów (1 października), Świnoujście (8 października), Piła (11 października), Choszczno (26 listopada), Drawsko Pomorskie (28 listopada). 6 listopada 2010 Premiera spektaklu pt. „Kum i Plum” w reżyserii Moniki Gerboc. To groteska pełna marzeń, szalonych pomysłów, tajemnic i uroku. W małym domku żyją dwa klauny, tańcząca szafa i dwa zwariowane krzesła. W tym świecie możliwe jest wszystko, ale co z tego jest ważne? Co jest w życiu najważniejsze?... Na to pytanie Kum ciągle szuka odpowiedzi. 18 listopada 2010 Premiera spektaklu pt. „Dorn Röschen” („Śpiąca królewna”) w teatrze w Schwedt. reżyseria: Gerhard Kähling Role kalendarza i żaby odegrały aktorki Teatru Lalek „Pleciuga”: Edyta Niewińska-Van der Moeren i Marta Łągiewka.

29 listopada 2010 Rozstrzygnięcie plebiscytu Bursztynowe Pierścienie ogłoszonego przez redakcję „Kuriera Szczecińskiego”. Szczecińscy dziennikarze i krytycy nominowali Martę Łągiewkę za rolę księżniczki Motinu w spektaklu „Tańcząca gazela i magiczny tam-tam”. Srebrną Ostrogę – wyróżnienie Towarzystwa Przyjaciół Szczecina dla najlepszego młodego aktora scen szczecińskich – otrzymała Paulina Lenart za rolę Agatki w spektaklu „Sklep z zabawkami” w reżyserii Wojciecha Kobrzyńskiego. 3 grudnia 2010 Premiera świątecznego spektaklu pt. „Moc prezentów” w reżyserii Zbigniewa Niecikowskiego. 31 grudnia 2010 Północ w południe – sylwestrowa propozycja dla młodych widzów. Dzieci mogły obejrzeć spektakl „Moc prezentów” w reżyserii Zbigniewa Niecikowskiego, a także wziąć udział w zabawach i konkursach. Dokładnie w południe widzowie wraz z aktorami „Pleciugi” powitali Nowy Rok. 15–16 stycznia 2011 Projekt muzyczny „A ja nie chcę spać!” realizowany we współpracy z Fundacją „Korzenie” z Krakowa. W ramach projektu przez dwa dni w „Pleciudze” odbywały się warsztaty tradycyjnych polskich kołysanek dla dorosłych, prowadzone przez Annę Brodę. Finałem tego wydarzenia był koncert dla małych i dużych zespołu „ Kapela Brodów”. 14–25 lutego 2011 Ferie zimowe w „Pleciudze”. Codzienne od poniedziałku do piątku odbywały się zajęcia aktorskie, plastyczne i muzyczne, których celem było stworzenie małej formy teatralnej, prezentowanej ostatniego dnia ferii przed rodzicami i opiekunami uczestników warsztatów. 26 lutego 2011 Premiera spektaklu pt. „Słoń” w reżyserii Dariusza Kamińskiego. Spektakl zrealizowany został na motywach tekstu Theodora Seussa Geisela pt. „Horton Hatches the Egg” (Słoń, który połknął jajko).


Nr 1 (33) 2011

premiera

na motywach: Theodor Seuss Geisel „Słoń, który wysiedział jajko” przekład: Stanisław Barańczak reżyseria: Dariusz Kamiński asystent reżysera: Danuta Kamińska scenografia: Jolanta Brejdak, Teresa Babińska muzyka: Janusz Stalmierski adaptacja: Dariusz Kamiński obsada: Danuta Kamińska, Katarzyna Klimek, Paulina Lenart, Grażyna Nieciecka-Puchalik, Edyta Niewińska Van der Moeren, Rafał Hajdukiewicz, Dariusz Kamiński, Krzysztof Tarasiuk, Przemysław Żychowski

5


premiera

6

Nr 1 (33) 2011

Taka hipisowska matka Rozmowa z Darkiem Kamińskim autorem scenariusza i reżyserem spektaklu „Słoń”.

Violina Janiszewska: Jak trafiłeś na „Słonia”? DAREK KAMIŃSKI: „Słoń”? Robię te bajkę przede wszystkim dlatego, że dotarłem do tłumaczenia Stanisława Barańczaka, a Barańczak jest od lat moim guru. Świetnie tłumaczy poezję od Szekspira do Lennona. Przypomniałem sobie, że w jego tłumaczeniu jest też bajka dla dzieci. Od lat mam ten tekst. I właśnie przyszedł na niego czas, ponieważ bardzo chciałem zrobić spektakl dla małych dzieci. VJ: Dla małych dzieci, mówisz… DK: Zrobię ją dla małych dzieci, chociaż można by zrobić dramat psychologiczny o słoniu. Jak przeczytasz ten tekst, to w pierwszej chwili myślisz, jaka fajna bajka. Fajnie napisana, absurdalnym językiem… No, ale zaraz przychodzi refleksja. Słoń wysiedział jajko, bo matka tego jajka nie chciała. Można by zrobić część drugą, czyli „Słonia II” i on mógłby być jeszcze ciekawszy, o tym jak słoń idzie do dżungli, spotyka się z nietolerancją zwierząt. VJ: Ale co chcesz przez to powiedzieć? DK: A przez to chcę powiedzieć, że dzieci trzeba kochać… Ale to lepiej zostawmy. Staram się napisać bajeczkę na podstawie tłumaczenia Barańczaka, który jest genialnym tłumaczem i poetą. Tę historię opowiadam po bożemu, gdzie Gadalucha, zwana Podfruwajką, żyje tak, a nie inaczej. | fot. Karolina Machowicz

VJ: Po bożemu? DK: Jaki tekst, takie po bożemu. Opowiadam anegdotę polegająca na tym, że matka Podfruwajka porzuca dziecko i lata sobie wszędzie, pali cygar a, leci na Hawaje, Syberię, a słoń wysiaduje jej jajko. Moja Gadalucha na początku pokazuje nawet, jak bardzo kocha dziecko. Nawet odmienia imię tego dziecka przez przypadki. Taka matka dojrzała i wyrodna. Moja Gadalucha jest niedobra, niedobra! VJ: Acha… DK: Słoń całe życie cierpi. Cały czas przeżywa dramat. Zastanów się nad tym! Od pierwszej chwili, gdy siada na drzewie, nic dobrego już go nie spotyka. Cały czas wysiadywania to czas cierpienia. Słoń jest wożony po scenie, a później wykorzystany do tego, by zamknąć go w klatce i wywieźć do cyrku. Jest widowiskiem, bo siedzi na jajku i w dodatku je wysiaduje. Inne słonie tego nie robią, a on tak! VJ: Ojej… DK: Moment, kiedy rodzi się słonięcie pisklęcie, też jest taki sobie. Bo co zrobić z takim dziwadełkiem, co dalej? Dydaktyzmu jest dużo w tej bajeczce, chociaż nie przepadam za dydaktyzmem w bajkach, ale ten się szczególnie nie narzuca. I ja też nie będę niczego narzucał, nauka jest tylko w jednej piosence: „Bo kiedy słoń słowo da, to słowa dotrzyma na 102”. Taki dydaktyzm w kształcie piosenki. Ocena słonia jest bardzo pozytywna. To jest bajka o zasadach i to mi się bardzo podoba. Gadalucha jest oceniona przez słonia tylko raz, kie-


Nr 1 (33) 2011

premiera

dy chce wyrzucić go ze swojego gniazda. W tej jednej sytuacji słoń mówi, że trudno o matczyny stosunek do jajka, kiedy widuje się je tak rzadko.

VJ: A dlaczego słoń się uparł na to jajko? DK: No właśnie? Dlaczego on to robi. Mróz trzaska, a on na mrozie siedzi.

VJ: Wierzysz w to? DK: Tak, oczywiście. Najważniejsze jest dotrzymywanie słowa. W świecie dorosłych rozczarowań z powodu zawiedzionych, pokładanych w kimś nadziei jest bardzo wiele. I dzieciom, dzieciom można o tym, co ważne, mówić.

VJ: Może to wynik samotności. DK: Tak, pewnie tak. Może to wynika z czysto egoistycznej postawy. Kochamy z egoizmu, bo chcemy kochać i chcemy być kochani.

VJ: Czym skorupka za młodu nasiąknie? DK: Tak, tak, a czym nasiąknie, jak ma taką Gadaluchę i do tego dym papierosowy. Dobre teksty charakteryzują się tym, że inspirują. To jest historia dla każdego. Taka, by każdy coś innego z niej wyniósł. Czy przyjdą dziewięcioletnie, czy pięcioletnie dzieci, to one zrozumieją to po swojemu. A nasza sobotnio-niedzielna widownia, która jest w połowie dorosła, zrozumie to jeszcze inaczej. A jeżeli dziecko czegoś nie zrozumie, to będzie patrzyło na obrazy. Zobaczy, jak wygląda Statua Wolności, zobaczy zwierzęta, usłyszy jak brzmi muzyka w Nowym Jorku. VJ: Cała podróż dzięki tej złej Podfruwajce. DK: Tak, gdyby Gadalucha była dobrą matką, to tego by nie było i całej historii by nie było.

VJ: Możemy ocenić Gadaluchę kategorycznie DK: Może nie. To taka hipisowska matka. Możliwe, że gdyby została z tym jajkiem, to byłaby okrutną, toksyczną matką. Ale takie, co by było, gdyby było… Ja nie oceniam. Nie mówię – patrzcie, dzieci, to zła matka. Historia to pokazuje. VJ: Kiedy Gadalucha przegrywa? DK: Na samym początku, kiedy oddaje dziecko. VJ: A kiedy to do niej dociera? DK: Kiedy wszyscy ją odrzucają i widzi, że jej dziecko tak naprawdę już nie jest jej. Rozmawiała Violina Janiszewska

| rys. Jacek Wilantewicz „ Słoń, który wysiedział jajko”( 12. 02. 2011)

7


premiera

8

Nr 1 (33) 2011

Theodor Seuss Geisel – doktor pisarz Theodor Seuss Geisel, znany jako Dr. Seuss (ur. 2 marca 1904 w Springfield, Massachusetts, zm. 24 września 1991 w La Jolla, Kalifornia), był amerykańskim autorem książek dla dzieci, które weszły do kanonu literatury tego gatunku. Napisał 44 książki, do których sam wykonywał ilustracje. Jego najbardziej poczytną bajką jest „The Cat in the Hat” („Kot w kapeluszu”, polski przekład ze względu na rym zatytułowany „Kot Prot”) z 1957 roku.

(„Horton Hatches the Egg”), właśnie w tłumaczeniu Stanisława Barańczaka.

Amerykański Brzechwa

To, c o dzieciom się chyba najbardziej podoba w książkach Dr. Seussa, to absurdalny angielski dowcip i prostota oparta na nieskompilowanych pomysłach i historyjkach ilustrowanych równie prostymi rysunkami. Wszystkie książeczki zaczynają się niewinnie w znanej dobrze krainie, nieco później pojawiają się absurdalne przygody i niedorzeczne zdarzenia. Niestworzone rzeczy i absurdalne sytuacje zaczynają się mnożyć jak grzyby po deszczu, aż wreszcie powstaje gąszcz nie do przebycia. Gdy wydaje się, że nie ma już żadnego wyjścia, autor niepodziewanie rozwiązuje akcję zabawną puentą. Do takich utworów należy m.in. „Słoń, który wysiedział jajko” − druga książka Theodora Seussa, która po raz pierwszy ukazała się w 1940 roku. W dowcipny sposób opowiada o przygodach słonia Konstantego, który zobowiązał się do wysiadywania jajka pod nieobecność urlopowanej matki. To także opowieść o skrajnie nieodpowiedzialnym ptaku Grzebielusze (zwanym też Podpuszczajką), który powierza swoje jajko koledze i oddala się niefrasobliwie na długie, wielomiesięczne wakacje. Wrobiony w niechciane ojcostwo słoń znosi wszystkie niedogodności związane z wysiadywaniem, puszcza mimo uszu niewybredne żarty, marznie i moknie na deszczu, a nawet ryzykuje życiem dla powierzonego swojej opiece jajka… Kiedy na koniec skorupka pęka i już, już ma się wykluć pisklę – wredna Grzebielucha pojawia się i upomina o swoje pisklę. Ale oto pisklę ma słoniową trąbę, kły i wielkie uszyska. Grzebielucha odfruwa jak niepyszna, a słoń z pisklęciem – słoniątkiem żyją długo i szczęśliwie.

W 1937 roku, przekroczywszy już trzydziestkę, Theodor Seuss Geisel napisał swoją pierwszą książkę dla dzieci pod tytułem „And to Think That I Saw It on Mulberry Street” („Sam to wszystko widziałem na ulicy Morwowej”). Wkrótce do swojego drugiego imienia dodał literki Dr., spełniając poniekąd ambicje swojej mamy i stał się odtąd Doktorem Seussem poszukującym wydawcy. Niestety, książka została odrzucona przez prawie 30 wydawców, aż w końcu ukazała się w oficynie Random House. Jak twierdzi blisko 70 lat później szef wydawnictwa – była to najszczęśliwsza decyzja w historii przedsiębiorstwa. Do dziś książki Dr. Seussa wydrukowano w przeszło 200 milionach egzemplarzy. Wbrew wielu zbyt ostrożnym i przesadnie krytycznym wydawcom Dr. Seuss z książki na książkę osiągał coraz większą sławę, aż został amerykańskim Brzechwą, o tyle szczęśliwszym od naszego, że wydawanym w 20 językach. Wkrótce dostrzeżono także edukacyjne walory książek Dr. Seussa – zostały one napisane językiem prostym i przystępnym, zawierającym niewiele ponad 200 słów, tyle właśnie, ile pomieści głowa sześciolatka podejmującego pierwsze samodzielne próby czytania. Brat tłumacz z Polski Dr. Seuss nie dożył dnia, kiedy Stanisław Barańczak sięgnął po jego książki i genialnie je przetłumaczył, zachowując specyfikę i rygoryzm językowy oryginałów. Barańczak i Seuss stali się odtąd literackimi braćmi, tworząc kolejny oryginalny duet w historii literatury. Dzięki poznańskiemu wydawnictwu Media Rodzina w latach 1995−1996 ukazały się w Polsce dwie najsłynniejsze książki Dr. Seussa – wspomniany wyżej „Kot Prot” i „Słoń, który wysiedział jajko”

Absurdalny słoń Dr. Seussa

Opracował: Janusz Janiszewski


Nr 1 (33) 2011

premiera

a k t o r z y Danuta Kamińska Zaraz po przeczytaniu bajki Geisela, kiedy Darek przyniósł ją do domu, pomyśleliśmy, że to fajny tekst na scenę. Odwlekło się to w czasie, ale o tym „Słoniu” pamiętaliśmy, że warto do niego wrócić. Ja wiem, że moje wtrącenia i uwagi w trakcie prób czasami Darka denerwują, ale wiem też, że ceni moje sugestie i są one pomocne. Jestem asystentką Darka i tu chyba natura żeńska i męska odgrywa dużą rolę. Darek ma zamysł całkowity, na pomysł, na inscenizację, a ja zwracam uwagę na szczegóły, na drobiazgi, kiedy trzeba coś dobarwić. Kiedy pracujemy nad nowym spektaklem, to nasze sprawy zawodowe przenosimy do domu, ale lubimy to, bo po prostu tak nas to angażuje. W pracy nad tekstem momenty są różne. Najpierw jest ciekawość, entuzjazm, później znużenie, trochę obaw, a później jest oczekiwanie na efekt, czasami nieprzewidywalny. Ostateczny kształt spektaklu wyłania się często na ostatnich próbach. Absolwentka Liceum Ogólnokształcącego im. W. Kętrzyńskiego w Giżycku (1978) oraz Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej im. A. Zelwerowicza w Warszawie Wydział Sztuki Lalkarskiej w Białymstoku. W latach 1981–1987 po raz pierwszy zatrudniona została jako aktorka lalkarka w Teatrze Lalek „Pleciuga”, by następnie w latach 1987–1991 i 1992–1995 podjąć pracę w Teatrze Polskim w Szczecinie jako aktorka dramatyczna. W „Pleciudze” ponownie od 1996 r. Wielokrotnie była asystentką reżysera, także przy realizacji spektaklu „Słoń”.

Edyta Niewińska-Van der Moeren W „Słoniu” gram Hawajkę i rybaczkę, która roznosi świeże szproty i śledzie. I jeszcze śpiewam w Bieriozkach, bo Darek uznał, że my, dziewczyny z Podlasia mamy takie zaśpiewy we krwi i postanowił to wykorzystać. Dostałam taki gotowy tekst: „Gawariła diet mienia, gawariła mat, szto priszła takaja zima, że kołchoza nie widać”. Jestem mamą dwóch córeczek, 9-letniej Igi oraz 3 i pół-letniej Ady. Igi nie można wyciągnąć z prób. Potrafi siedzieć w teatrze godzinami. Być może jestem dla niej wzorem, chociaż kiedy w „Pipi” grałam nauczycielkę, to miała parę zastrzeżeń, głównie co do mojego wyglądu. A młodsza ma dystans, nie kupuje teatru bez butów. Ja też zachowuję zdrowy rozsądek. I chociaż jestem w tym wyimaginowanym świecie, to stąpam po ziemi raczej twardo. Jestem tu i to cudownie, dzięki temu nie potrzebuję psychologa, bo z wariatami jestem na co dzień. I to jest fajne. Mam jednak silną świadomość rzeczywistości, ale … miewam fazy i się im udzielam! Pochodzi z Bielska Podlaskiego. Absolwentka Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie Wydziału Sztuki Lalkarskiej w Białymstoku (1990–1994), gdzie zrealizowała spektakle dyplomowe: „Magia grzechu” Calderona de la Barca, reż. Adrianna Nora Pizzino oraz „Porady” w reż. W. Czałpińskiego. W „Pleciudze” od września 1997.

9


premiera

10

Nr 1 (33) 2011

Przemek Żychowski Lubię, gdy jestem w teatrze zaskakiwany. Gdy zastanawiam się, jak to się stało. Dorośli wiedzą, że ich oszukujemy, dzieci tego nie wiedzą, one wierzą w to, co się dzieje na scenie. Lalka składa się z kija, gałganków, jakiejś głowy i czegoś tam jeszcze. Sztuką jest tę lalkę ożywić, animować ją. Teatr jest dla dzieci miejscem, gdzie oszustwo jest absolutne. Tak, to też jest interesujące. Absolwent PWST we Wrocławiu, wydział lalkarski. W Teatrze Lalek „ Pleciuga” pracuje od 1992.

Katarzyna Klimek Lubię wymagających reżyserów. Takich, z którymi praca jest bardzo intensywna, kiedy trzeba przekraczać kolejne, własne bariery, pokonywać wewnętrzny opór. Lubię prawdziwe zmęczenie i ten rodzaj satysfakcji. Adrenalina pojawia się wtedy, gdy zmagam się w czasie jednej sceny z gonitwą myśli, ze wszystkim, co się dzieje dookoła. Muszę wszystko ogarnąć i zagrać swoją rolę. Taka ciężka praca sprawia mi radość i jest najbardziej rozwijająca. Zmęczenie, wymagania, autentyczny wysiłek dają mi prawdziwe zadowolenie. Pochodzi z Białegostoku, gdzie w 2001 roku ukończyła Wydział Lalkarski Akademii Teatralnej im. A. Zelwerowicza. Debiutowała w spektaklu „Czary motylkowe i panny” rolą Sylwii. W „Pleciudze” jest od maja 2001.

Krzysztof Tarasiuk Jeśli chodzi o spektakl, to będę miał czapkę, ale nie wiem jaką. Kostiumy są tak fajnie wymyślone, że jako aktorzy jesteśmy elementem scenografii „chodzącej”. Jeżeli to, co powiedziałem, zostanie wykorzystane przeciwko mnie, to zgłoszę to do sądu, mam dobrego adwokata i nie zawaham się go użyć. Jestem człowiekiem, który chce grać, po to kończyłem szkołę. Pamiętam spektakl dla dzieci stoczniowców. Stał tam taki człowiek, koło niego synek, który powtarzał, ale fajnie, fajnie. A ten stoczniowiec tak stał, palił papierosa i mówi: „Fajnie…? Wygłupiają się i jeszcze biorą za to pieniądze”. No to ja właśnie chcę grać, bez przerwy, żeby nie tracić rozpędu. Urodzony w Białymstoku, dzieciństwo spędził m.in. w Drohiczynie nad Bugiem (Podlasie). Ukończył Akademię Teatralną w Warszawie, Wydział Lalkarski w Białymstoku. Zadebiutował w „Pleciudze” w 1996 roku rolą Kaja w „Królowej Śniegu” wg H. Ch. Andersena w reż. A. Augustynowicz (był to jego dyplom aktorski).


Nr 1 (33) 2011

premiera

Paulina Teresa Lenart Każdy pyta, kogo ja gram w tym „Słoniu”. To ja odpowiadam, czuję się jako odnóże. Reżyser powtarza, że jestem scalona z tym słoniem, więc jestem jego nogą i przemierzam z nim świat. Poza tym jestem kimś takim jak opowiadacz, który jest słoniowym okiem, uchem... Nie jestem trąbą, bo trąbą jest Krzyś Tarasiuk. Początkowo myślałam, że ten słoń będzie bardziej animowany, taki rodzaj teatru Bunraku, ale nie, słoń jest statyczny, a my animujemy wszystko, co dzieje się dookoła. Nigdy w życiu nie widziałam tak dużego spektaklu. Naprawdę! Ja bardzo lubię, gdy reżyser wierzy w to, co robi, a Darek ma wizję. Słoń w spektaklu jest monumentalny. Wszystkio jest wielkie, ale słoń jest też leciutki, bo tak właśnie zrobiła to pracownia plastyczna. Myślę, że to będzie fajny spektakl. Najbardziej podoba mi się to, że morał, inaczej niż zwykle, przewija się przez cały przedstawienie. „Kiedy słoń słowo da, to go zawsze dotrzyma”.W tej bajce nie jest najważniejsza historia i kolejne zdarzenia, tylko to, że słoń ma zasady. Słoń wie, że skoro dał słowo, to dotrzyma go za wszelką cenę. I myślę, że to jest bardzo czytelne i zrozumiałe dla każdego. Absolwentka Akademii Teatralnej im. A. Zelwerowicza w Warszawie Wydział Lalkarski w Białymstoku (2009). Debiutowała w spektaklu „Alicja w krainie czarów” w reż. M. Ciunela. W „Pleciudze” od kwietnia 2009.

Grażyna Nieciecka Puchalik Na zdjęciu ze spektaklu „Słoń” mogę mieć beret, ale mogę też mieć melonik, bo my później we dwie, ja i Paulina, występujemy w melonikach i z laseczkami. Można do zdjęć dorysować nam elementy ze spektaklu. Diademy, berety, czapeczki. Lubię grać w teatrze, gdzie widz jest bardzo blisko, niemal na muśnięcie. Gdy widz czuje, że uczestniczy w naszym działaniu. Teatr lalek…? Lubię taki teatr, gdzie występują lalki klasyczne, marionetki, jawajki. Taki, gdzie dzieci są opowieścią naprawdę zaczarowane. Pochodzi z Tykocina. Absolwentka Akademii Teatralnej w Warszawie Wydział Sztuki Lalkarskiej w Białymstoku. W „Pleciudze” jest od 1994.

Rafał Hajdukiewicz Lubię teatr eksperymentalny, offowy. Nie mam wielkiego doświadczenia, ale z takim teatrem chciałbym się zmierzyć. Teatr lalek daje aktorowi bardzo wiele możliwości. Dlaczego? Dlatego, że w teatrze lalek można robić cuda. Absolwent Akademii Teatralnej im. A Zelwerowicza w Warszawie Wydział Sztuki Lalkarskiej w Białymstoku (2009). W „Pleciudze” od kwietnia 2009. Debiutował w spektaklu Marka Ciunela „Alicja w fabryce czarów”.

11


premiera

12

Nr 1 (33) 2011

A suknia trwa niewzruszona Nasze pojawienie się, moje i fotografki Karoliny, w pracowniach konstrukcji lalek i krawiecko-plastycznej nie wywołało większych emocji. Te bowiem zarezerwowane są na ostateczne wykończanie kostiumów, masek i innych elementów niezbędnych w zbliżającej się premierze.

Na stole, czyli w centralnym punkcie, projekty kostiumów rozrysowane przez scenografki Jolantę Brejdak i Teresę Babińską. Przy maszynach do szycia praca wre, jeszcze mokre maski precyzyjnie kończy Maria Pietras, kierownik obydwóch pracowni. Słoń Ignacy, Podfruwajka i mnogość innych postaci powoli wyłaniają się z niebytu. Trwa regularny proces stwarzania. Joanna Brzezińska i Agnieszka Kujda-Jakacka zajmują się kostiumami, kończą to, co powstaje w pracowni na parterze. Joanna Brzezińska: Przy wykonywaniu kostiumów jest sporo pracy i zabawy. Ja dostaję taki obrazek od scenografa, muszę go rozszyfrować i wymyślić, co zrobić, aby ten kostium tak właśnie wyglądał jak na projekcie. Kombinujemy, mierzymy, aż do momentu, kiedy materiał spełnia nasze oczekiwania, wtedy zaczynamy szyć. Tutaj pracujemy głównie z tkaniną. Do spektaklu „Słoń” powstają kostiumy, które jednocześnie stanowią elementy scenografii. Z zainteresowaniem spoglądam na „kilkuosobową” suknię rosyjskiej Bieriozki, stojącą(!) samodzielnie przy drzwiach. Karolina nie ustaje w fotografowaniu. Joanna Brzezińska: To „suknio-parawan” do sceny, w której Podfruwajka wyjeżdża w głąb Rosji. Kończy-

my tę rosyjską suknię, a za chwilę będziemy przygotowywać diademy na głowy. Zastanawiamy się z Karoliną, jak będzie wyglądało słynne już w teatrze ptaszysko Podfruwajka. Nasza ciekawość szybko zostaje zaspokojona. Agnieszka Kujda-Jakacka odrywa się od maszyny i zwinnie wskakuje w kostium nieznośnego ptaka. Kostium jest imponujący. Ogrom pracy włożonej w jego przygotowanie zauważalny jest nawet dla laika. Joanna Brzezińska: Ptaszysko było wyjątkowo złośliwe, ponieważ by wykonać mu upierzenie, cięłyśmy materiał tzw. wigofil1, na tysiące paseczków, które następnie były przez nas przyszywane i przyszywane, i przyszywane… To było bardzo pracochłonne i trwało tydzień, może dwa. Tytułowy słoń także powstał tutaj i będzie obsługiwany przez trzy postacie ubrane na czarno. Sam główny bohater jest barwy żółto-niebiesko-czerwonej. Panie oprowadzają nas po pracowni. Ruch jest utrudniony przez majestatycznie trwająca na stanowisku suknię Bieriozek. W pudłach stroje Hawajek a na wieszakach klownów. Przed dziewczynami jeszcze sporo pracy. Diademy, suknie, spodnie… Zdążymy – mówi Joanna. Mamy wszystko ogarnięte i systematycznie zbliżamy się do finału. Violina Janiszewska

Wigofil – agrowłóknina przeznaczona do osłaniania roślin uprawnych zwłaszcza w warzywnictwie, kwiaciarstwie, sadownictwie. Stosowana także jako materiał na torby ekologiczne. Dostępna w różnych kolorach. Na upierzenie Podfruwajki wykorzystano biały. 1

| Joanna Brzezińska, „ Słoń” Pracownia konstrukcji lalek i pracownia plastyczna, Teatr Lalek „ Pleciuga” Szczecin (2011); fot. Karolina Machowicz


Nr11(33) (33)2011 2011 Nr

repertuar

KUM PLUM scenariusz: Monika Gerboc (we współpracy z Hany Galetkowe)

tłumaczenie z języka słowackiego, teksty piosenek: Katarzyna Butkiewicz scenografia: Tomáš Volkmer muzyka: Bartłomiej Orłowski reżyseria: Monika Gerboc obsada: Katarzyna Klimek, Rafał Hajdukiewicz, Mariola Fajak-Słomińska, Mirosław Kucharski, Janusz Słomiński, Zbigniew Wilczyński

13


premiera

14

Nr 1 (33) 2011

Reżyserka i autorka scenariuszy – Monika Gerboc Urodziła się w malutkim miasteczku Snina na wschodzie Słowacji. Złe języki twierdzą, że Snina to koniec świata, tam, gdzie diabeł mówi dobranoc. Z tego powodu nie było tam teatru. Aż do momentu, kiedy Monika razem z kolegami z gimnazjum założyła teatr studencki. Tam powstał jej pierwszy spektakl, który zagrano raz… a potem jeszcze wiele, wiele razy razy, bo nie było człowieka w Sninie, który nie chciałby go zobaczyć. To samo powtórzono z następnymi spektaklami! Droga Moniki była wytyczona! Następnie dzielna dziewczyna udała się na studia w Akademii Sztuk w Bańskiej Bystrzycy, rok w Akademii Teatralnej w Warszawie – Wydział Lalkarski w Białymstoku i krótki staż w Berlinie. Od tego czasu reżyseruje już zawodowo. Znają ją w teatrach na Słowacji, w Czechach i w Polsce. Ceniona jest nie tylko przez przyjaciół, lecz także przez krytykę teatralną.

Podczas pracy nad spektaklem kierownicy literaccy i scenografowie mówią, że „wymaga za dużo”, aktorzy, że „tego nie da się zrobić” albo „w życiu tego nie robiłem”, kompozytorzy krzyczą: „nie potrafię!”, a akustycy razem z technicznymi szepczą: „to niemożliwe!!!” Za to już na premierze wszyscy wszystko potrafią i są z siebie bardzo dumni! Monika uwielbia teatr cudów. Chętnie ogląda spektakle plastyczne i lubi w teatrze metafory. Do jej ulubieńców należy między innymi Cirque du Soleil. Gdzie obecnie mieszka? Z rodzinnej Sniny przeniosła się do Bańskiej Bystrzycy, z Bańskiej Bystrzycy do Białegostoku, z Białegostoku do Żyliny, z Żyliny do Spiszowskiej Nowej Wsi i stąd przez Bratysławę do Berlina. Berlin jest na razie „jej aktualnym” miastem. Na jak długo, nie wiadomo. Monika żyje i pracuje… w pociągach.


Nr 1 (33) 2011

wywiad

Nie ma miłości bez strachu Rozmowa z Moniką Gerboc, reżyserką spektaklu „Kum i Plum”.

Violina Janiszewska: Gościnnie reżyserowała pani w Szczecinie spektakl „Kum i Plum”, w Teatrze Lalek „Pleciuga”. Jak pracowało się z aktorami, z zespołem tego teatru? MONIKA GERBOC: Zespół, mam wrażenie, od pierwszej próby polubił scenariusz „Kuma i Pluma” i co ważne, zaufał mi. Nawet kiedy było trudno, nie tracili wiary w to, nad czym pracowaliśmy i co robiliśmy. To bardzo ważne. Pracowało mi się z aktorami bardzo dobrze. VJ: Spektakl był wcześniej grany już w Polsce. MG: Tak. Prapremiera tego spektaklu odbyła się 29 września 2007 roku w Teatrze Lalek „Rabcio” w Rabce-Zdroju. VJ: Na zdjęciach z prób widziałam aktorów w czasie rozgrzewki, zabawy, treningu aktorskiego. Czy to stałe elementy w pani pracy nad spektaklem? MG: Rozgrzewka, zabawa i trening stanowią obowiązkowy element mojej pracy. Przygotowując się do spektaklu i grania śmiesznego tekstu, aktorzy nie powinni się nudzić, nawet kiedy powtarza się tę samą scenę po dwadzieścia razy. Lubiłam rozbawiać zespół. Wierzę, że kiedy jest dobry klimat na próbach, kiedy aktorzy bawią się tym, co robią, to publiczność też może się bawić. Te zabawy to strategiczna rozgrywka z mojej strony! VJ: Czy myślała pani o tym, by mieć i pracować z jednym niezmiennym zespołem? MG: Pracowałam pięć lat z jednym zespołem. Co roku robiliśmy razem dwa spektakle, jeden dla dzieci, jeden dla dorosłych. Dużo się nauczyłam, przede wszystkim pracy z aktorem. Ale ten „swój” zespół lubiłam o tyle bardziej, o ile miałam możliwość pracować też z innymi zespołami. Bo tam też się uczyłam czegoś nowego. Wierzę w siłę reżyserów etatowych. Reżyserowi etatowemu bardziej zależy na rozwoju aktorów w zespole, bo wie, że z tym zespołem będzie pracował wiele lat. Obsadę robi tak, żeby stawiać aktorom wyzwania. Reżyser gościnny czuwa tylko nad swoim spektaklem. Po premierze wyjeżdża. Nie musi go obchodzić, że ten sam aktor gra tylko głupków albo tylko kochanków, ważne, że tego kochanka czy głupka w jego spektaklu gra dobrze. I dlatego właśnie reżyserzy etatowi odgrywają w teatrach bardzo istotną rolę. Ale nikt nie powinien się izolować czy być izolowanym. A już na pewno nie przez całe życie. Ani zespół, ani reżyser. To tak, jakby człowiek całe życie nie zmieniał kolegów. Można zwariować! To niezdrowe!

VJ: Co pobudza najbardziej pani wyobraźnię? Co inspiruje? MG: Inspiruje mnie dosłownie wszystko. I też czasami nic. Ale uwielbiam emocje i mocne historie! Często one pobudzają mnie do pracy. VJ: Czy nie obawia się pani, że dzieci zagubią się w zaskakujących wątkach, tu ślimak, tu jajko, tu kwiatek… MG: Pewnie, że się obawiam. Ale tak samo bym się obawiała, że spektakl będzie nudny, jeśli tego nie będzie. Staraliśmy się wszystko dokładnie przemyśleć. W tym scenariuszu nie ma przypadku, chociaż może tak się wydawać. Ślimak, żółw, ptaszki i każdy najmniejszy gag, to wszystko gra swoją określoną rolę. Powinno pomagać wypowiedzi spektaklu. Nie wiem, czy się udało, ale bardzo się o to staraliśmy. VJ: A czego pani, pani Moniko, obawia się najbardziej… Że zostanie pani słoniem, a może boi się żywej, chodzącej szafy? Może czegoś innego? MG: Najbardziej? Obawiam się samotności! VJ: Co wobec tego jest dla pani w życiu najważniejsze? MG: Miłość. Ale tej, niestety, nie ma bez strachu o nią, bez starań. Więc uczę się ten strach przyjmować. Rozmawiała Violina Janiszewska

15


wywiad

16

Nr 1 (33) 2011

Zwiałbym gdzieś daleko Rozmowa z Rafałem Hajdukiewiczem, odtwórcą roli Kuma w spektaklu „Kum i Plum”

Violina Janiszewska: Minęły dwa miesiące od premiery „Kuma i Pluma”… Co się zmieniło przez ten czas w spektaklu? RAFAŁ HAJDUKIEWICZ: Nasze podejście się zmieniło, w dodatku na bardziej pozytywne. Zagraliśmy „Kuma i Pluma” wielokrotnie i już czujemy się w nim swobodnie. VJ: Dzieci przeszczęśliwe. Chwilami się bały, częściej głośno śmiały RH: Tak, bo dzisiejsze przedstawienie było bardzo dynamiczne. Cieszę się bardzo, że mam okazję pracować z Kasią Klimek i że miałem okazję spotkać takiego reżysera jak Monika Gerboc. VJ: Reakcje dzieci są bardzo różne. RH: Oczywiście. Kiedy na spektakl dzieci przychodzą zorganizowaną grupą, wtedy są pewniejsze siebie. Odważnie angażują się w spektakl, komentują, podpowiadają. Kiedy przychodzą z rodzicami, siedzą dużo spokojniej… Każda bajka jest inna, inna jest publiczność i spektakl inaczej zagrany. VJ: Pytałam dzieci o to, kim są Kum i Plum. Otrzymałam bardzo różne odpowiedzi. RH: Kum i Plum to dwie żaby. Mówimy o sobie żabak i ropuch. Chwilami jesteśmy klaunami, czasem występujemy w czarnym teatrze. Kum i Plum są też pacynkami. VJ: Gdzie byś poleciał, gdybyś miał skrzydła? RH: A co to za pytanie! VJ: W spektaklu pojawia się przecież takie pragnienie… Pragnienie latania. RH: To prawda, więc gdybym miał skrzydła, zwiałbym gdzieś daleko, przed siebie. VJ: Rafale, próba ucieczki… RH: Tak, być może… Ostatecznie pierwszą próbę ucieczki podjąłem w wieku czterech lat, ale zostałem zatrzymany przy bramce i tam zakończyła się moja wyprawa. VJ: A lądowisko jakie? Kiedy? Gdzie? RH: Wylądowałbym, gdybym się już zmęczył. Gdybym miał skrzydła, nie siedziałbym na miejscu. VJ: Bez skrzydeł musisz siedzieć? RH: Nie, nie muszę, ale jak często zdarza się, że ludzie pracują i ta praca sprawia im przyjemność? Po co uciekać, odla-

| fot. Karolina Machowicz


wywiad

Nr 1 (33) 2011

tywać, w dodatku bez skrzydeł… W sumie bez skrzydeł jest dobrze. Ze skrzydłami byłbym dziwolągiem. Nie mógłbym zagrać wszystkich ról, w kostium bym się nie zmieścił. Próbowałbym się schować za parawanem, a tu skrzydła sterczą… VJ: Teraz też nie wszystkie role dla ciebie. Taka na przykład Królewna Śnieżka. RH: A dlaczego Królewna Śnieżka nie dla mnie? Dlaczego nie? Ja chętnie zagrałbym kobietę. To moje wielkie marzenie. Kobiety są skomplikowane i dlatego chciałbym taką rolę. VJ: Wszystko jest przecież możliwe w teatrze. Jak się gra dla dzieci? RH: Pytasz mnie, czy trudniej się gra dla dorosłych, czy dla dzieci. Cóż to za pytanie?

VJ: Ja o to nie spytałam! RH: Ależ tak! VJ: Ależ skąd! RH: O.K. Czasem jestem jak polityk. Zapytasz o coś, a ja odpowiadam na zupełnie inne pytanie. VJ: Uważaj wobec tego, abyś nie zróżowiał. RH: Nie dzisiaj. Dzisiaj jest przecież dzionek jak marzonek. Słoneczko słoneczkuje, chmurki chmurkują, wróbelki wróbelkują. VJ: I tym cytatem z „Kuma i Pluma” zakończmy naszą rozmowę. Dziękuję. Rozmawiała Violina Janiszewska

Może to jest banalne...

Rozmowa z Katarzyną Klimek grającą Pluma w spektaklu „Kum i Plum”

Violina Janiszewska: Jak wspominasz współpracę z Moniką Gerboc? KATARZYNA KLIMEK: Monika jest młodą osobą, ale mimo to bardzo silną. Na próbach zagrzewała nas do roboty nieustannie. Pracowaliśmy po sześć godzin i zupełnie tego nie odczuwaliśmy. Ponieważ Monika pochodzi ze Słowacji, bardzo fajne były momenty jej wszelkich pomyłek językowych. Nieustannie czegoś szukaliśmy, robiliśmy na próbach coś nowego. VJ: Na czym polegały rozgrzewki? KK: Na próbach pojawialiśmy się każdy z innego miejsca, oderwany od innych, swoich spraw. Monika prowadziła takie rozgrzewki, by nas zgarnąć, skupić i stworzyć z nas zespół, by od tego momentu pracować w grupie. VJ: „Kum i Plum” od razu przypadł wam do gustu? KK: To, co odróżnia ten spektakl od innych, to neologizmy, zabawa słowami ułożona specjalnie na potrzeby tego przedstawienia. Interesujące jest to, że tu nie ma historii. Dorośli przychodzą i czekają na logicznie płynącą opowieść. A dzieci nie. Dzieci wchodzą i czekają na zabawę. Rozpoczynają się gagi i dzieci natychmiast się cieszą, myślę, że w Kumie i Plumie znajdują trochę siebie samych. To jest chyba pierwszy taki mój spektakl, w którym tak trzeba iść za widzem. Dzieci do nas krzyczą, podpowiadają nam, co mamy robić. VJ: A jak spektakl odbierają dorośli? KK: Dorosłym spektakl także się podoba, bo jednak daje on do myślenia. Mówi o rzeczach, być może banalnych, ale niezwykle istotnych, że ważne jest umieć lubić, umieć cieszyć się ze wszystkiego. Dorośli często zapominają, że o takich rzeczach warto dzieciom mówić i przypominać. Dzieci ob-

serwują nas dorosłych, a nie wszyscy dorośli są szczęśliwi. Zapominamy o tym, że dzieci to widzą. Ważne jest , żeby rozmawiać i przekazywać dzieciakom optymizm. One z tym wyrosną. Rozmawiała Violina Janiszewska

| fot. Karolina Machowicz

17


recenzje

18

Nr 1 (33) 2011

rys. Iga van der Moeren

A w życiu najważniejsza jest… … dobra zabawa! Jesteście głodni zabawy? Znajdziecie ją w spektaklu „Kum i Plum”. „Kum i Plum” to pełna groteski opowieść o przygodach dwóch zaprzyjaźnionych klaunów. Mamy okazję przez chwilę uczestniczyć w ich życiu, które wydaje się wizją dziecięcej wyobraźni. Struktura przypomina mieszankę różnorodnych elementów, których odpowiednie proporcje i ciekawe połączenie wpływają na sukces przedstawienia. Jest to danie przyrządzone z wielu składników, każdy odkryje w nim coś dla siebie. W przepisie znajdziemy składniki wysokokaloryczne: bogatą w symbolikę, opowieść o przyjaźni, miłość i instrukcję na szczęśliwe życie. Wraz z nimi występują składniki mniej kaloryczne, takie jak przepis na placki, wesołe piosenki i wygłupy. Pełen metafor spektakl łączy zabawę z nauką – danie jest pełne podstawowych wartości moralnych przekazanych w lekkostrawny sposób. W trakcie „Kuma i Pluma” bawimy się, wzruszamy, myślimy, odnajdujemy ukryte treści. Jeszcze tylko wspaniała animacja, jawajki, czarny teatr, barwne stroje, charakterystyczne meble, ciekawa gra świateł i nasze danie gotowe do spożycia! Po obejrzeniu spektaklu chętnie wzięlibyśmy dokładkę. Ewa Chmielewska aktorka Teatru UHURU studentka Kulturoznawstwa na US

rys. Kacper Stochmal


głos widza

Nr 1 (33) 2011

Szafa nie jest straszna Z dziećmi z Przedszkola Publicznego nr 75 w Szczecinie, Martą, Julią, Nataszą i Dominiką, w przerwie spektaklu „Kum i Plum” rozmawiała Violina Janiszewska

Który raz jesteście w teatrze? – Jesteśmy pierwszy raz w teatrze i krzesełka są wygodne. A kim są, według was, Kum i Plum? – Kum i Plum to są pajace! – A ja myślę, że to są gąsienice. Są bardzo śmieszne! rys. Dominik Piwowarski

Taka zwariowana zabawa Z dziećmi, Pauliną, Zuzią, Oliwią, ze Szkoły Podstawowej nr 37 w Szczecinie, w przerwie spektaklu „Kum i Plum” rozmawiała Violina Janiszewska

Nie boicie się szafy? – Nie – Ale pani wie, jak chodzi ta szafa? Może ma nogi… – Nie, ona jest przesuwana. – Szafę przesuwają duchy. – Szafę przesuwają dzieci, które są nieoświetlane. Zaraz, zaraz… A kto jeszcze występuje w spektaklu? – Kum i Plum – Kum to chłopak, Plum to dziewczyna – Dziewczyna jest bardzo śmieszna! Tak, a co było najśmieszniejsze? – Że jej nie urosły kwiatki – Śmieszne było, jak szafa się przesuwała i ona uciekała! – I jak szarpali się za fraki, a potem e, e, e, e, e… – Najśmieszniej było, jak się bawili w berka i jak ta pani latała wokół szafy, a on się schował za jej łóżkiem. Taka zwariowana zabawa!

Co w nich takiego śmiesznego? – Śmieszne było jak hodowali kwiatki. I on, ten jeden krzyczał i krzyczał, i krzyczał… I wreszcie te kwiatki wyhodował. A czy kwiatki potrzebują krzyku? – Nie! Kwiaty potrzebują słońca i deszczu! – Śmieszny był początek, jak jeden pajac chrapał. Wy też tak chrapiecie? – Nie, my nie! – Mój tata tak chrapie, tak mocno, że aż u sąsiada słychać! – U mnie dziadek chrapie tak samo! W spektaklu występuje szafa… Macie podobną szafę w domu? – Nie, ale ja bardzo chciałabym mieć taką szafę! I cóż robiłabyś z taką szafą? – Nic. Po prostu, byśmy się z nią bawili. Szafa by dla nas gotowała. Mama z tata nie musieliby chodzić do pracy. Ta szafa trochę straszna… – Nie, szafa nie jest straszna! My się nie boimy. Oliwer tylko krzyczał, ale on się boi ciemności. Czy Kum i Plum czegoś się boją? – Tak, oni boją się, że się zamienią w słonia! – W słonia albo w żyrafę. A wy… Nie boicie się, że się zamienicie w słonia? – Nie!!! Że wyrośnie wam wielkie ucho albo trąba? – Nie!!! Że będziecie miały kły i ogonki? – Nie!!! Pani żartuje!!! Ja żartuję? – Nie!!!

rys. Karolina Kowalczuk

19


repertuar

20

Nr 1 (33) 2011

spektakl dla NajNajmłodszych autorka: Mariola Fajak-Słomińska reżyseria: Mariola Fajak-Słomińska, Janusz Słomiński scenografia: Jolanta Brejdak muzyka: Paweł Dudzik obsada: Mariola Fajak-Słomińska, Janusz Słomiński, Mirosław Kucharski premiera: wrzesień 2010

| Janusz Słomiński, Mirosław Kucharski; „Afrykańska przygoda”, reż. Mariola Fajak-Słomińska, Janusz Słomiński, Teatr Lalek „Pleciuga” Szczecin (2011); fot. Karolina Machowicz


wywiad

Nr 1 (33) 2011

Ta szuflada nie przeraża

Czuję się nieswojo po waszym spektaklu. Przyłapałam się na tym, że przez całe przedstawienie miałam na twarzy uśmiech. Mariola: Też cię na tym przyłapałam. To pięknie! Obudziliście we mnie małą dziewczynkę, dziecko. Tak zapewne miało być… Mariola: Tak, właśnie tak. Dzieci i dorośli odbierają spektakl tak, jak oczekiwaliśmy. Spektakl grany jest od września 2010 roku, jakie macie odczucia po wielu już spotkaniach z tak wymagającą i nieobliczalną, bądź co bądź, publicznością? Janusz: Odczucia mamy znakomite. Dzieci wspaniale reagują na wszystko to, co dzieje się na scenie. Maluchy nie muszą udawać, nie chcą i nie potrafią zachowywać się tak czy inaczej, tylko dlatego że wypada. Są spontaniczne, nieobliczal-

ne i pięknie włączają się w nasze działania, zdarza się, że występują na równi z aktorami. Mariola: Dzieci komentują w swoim języku. Podbiegają do nas, by za chwilę powrócić do mamy. Przeżywają bardzo, tego jesteśmy pewni. Janusz: Pamiętam chłopca, na którym ogromne wrażenie zrobił samochód wykorzystywany w spektaklu. Dziecko podekscytowane nieustannie biegało między mną i swoją mamą, wykrzykując z przejęciem: Auto! Auto! Was też nie opuszczają emocje… Mariola: Bo ten spektakl jest dla nas ważny. Wypłynął z nas. Budowaliśmy go i ustawialiśmy bardzo precyzyjnie kawałek, po kawałku, minuta po minucie. Zajęło nam to dwa i pół miesiąca. Janusz: Praca nad sceną z małpą zajęła nam bardzo dużo czasu. Chcieliśmy, by małpka zatańczyła, okazało się, że powinna mieć gumowe ręce. By zaczepić ją o poprzeczki scenografii zamiast dłoni wymyśliliśmy haczyki. Tak, tak… Dziewczynom i chłopakom z pracowni należą się wielkie podziękowania. Mariola: Takiego spektaklu nie uda się zrobić przy biurku.

| Mariola Fajak-Słomińska , Janusz Słomiński; „Afrykańska przygoda”, reż. Mariola Fajak-Słomińska, Janusz Słomiński, Teatr Lalek „Pleciuga” Szczecin (2011); fot. Karolina Machowicz

Spektakl zrealizowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego w ramach projektu „Dzieci magii – Od rytuału do współczesnego teatru lalek.”

Rozmowa z Mariolą Fajak-Słomińską i Januszem Słomińskim, autorami scenariusza i reżyserami spektaklu „Afrykańska przygoda” adresowanego do najmłodszej widowni.

21


wywiad

22

Nr 1 (33) 2011

Zabawki wykorzystywane w spektaklu są bardzo kolorowe i miękkie. Niemal gotowe do przytulania. Mariola: Oto nam właśnie chodziło. Sporo rzeczy wymyślaliśmy sami, ale niezbędna była pomoc scenografa. Kogoś, kto by nasze koncepcje wyrysował, sprawił, aby piłka zamieniła się w słonia, a huśtawka w małpkę. Wspaniale nam się współpracowało z Jolantą Brejdak. Dzisiaj nasze zabawki robią piorunujące wrażenie na widzach. Co wami kierowało, gdy postanowiliście robić spektakl dla tak małych dzieci? Mariola: Teatrem można zarażać od najmłodszych lat i nawet jeśli dzieci nie zrozumieją tego, co chcemy przekazać, to wyniosą w sobie piękny obraz, piękną muzykę. Na zakończenie spektaklu mali widzowie przychodzą do nas na scenę i nurkują w kolorowym tunelu z materiału, dotykają zabawek, stoją w świetle reflektorów. Na własnej skórze doświadczają tej zaczarowanej krainy. Janusz : Nie chcieliśmy ciężkiej filozofii i nie chcieliśmy dzieci straszyć, jakoś nadmiernie emocjonalnie pobudzać. Szuflady otwierają się przy delikatnych dźwiękach, bardzo powoli, nie skrzypią i nie przerażają. Tak jest z całym spektaklem. Mariola: Pięknie z nami współpracował kompozytor Paweł Dudzik. Janusz: Czasami się z Pawłem spieraliśmy, na przykład wtedy, gdy muzyka wydawała nam się zbyt ostra, ale on szybko reagował i głośne trąby zamieniał na delikatne fleciki.

A język dzieci w spektaklu… Kto wam podpowiadał słowa? Mariola: Język dzieci sam przyszedł nam do głowy. W przedstawieniu nie posługujemy się tekstem, tylko dźwiękiem, obrazem a w języku dzieci reagujemy na to, co się dzieje spontanicznie. No i powstają słowa hopa, opla, patataj. Pewnie was nie zaskoczę tym co powiem, macie przecież kontakt także ze starszymi widzami, głównie rodzicami… Otóż sądzę, że ten spektakl jest wspaniałym sposobem na relaks, także dla dorosłych. Jakie zbieracie opinie od dojrzałej publiczności? Mariola: Nie mogę ich powtórzyć. Są tak pochlebne, tak pozytywne, że nie wypada mi tego cytować. Powiem tylko, jest dobrze, naprawdę wspaniale. Janusz: Często skarżą się, że musieli czekać na bilet 3 miesiące, więc pewnie reklama nie jest nam potrzebna. Marzenia, plany, kolejne spektakle… Mariola: My od wielu lat tworzymy historie, które realizujemy poza teatrem. Ale pierwszy raz w życiu mogliśmy użyć do naszego przedstawienia całej machiny teatralnej to bardzo ułatwiło pracę. A pomysły… Oczywiście są. Nawet już się piszą. Marzenia… Mariola: Marzą nam się kolejne realizacje bajek dla dzieci, w których będziemy pokazywali to, co na świecie i w ludziach najlepsze, bez agresji i przemocy. Spektakle ciepłe, łagodne i dobre. Rozmawiała Violina Janiszewska

W spektaklu wszystko dzieje się bardzo powoli. Scena po scenie…Powoli… Janusz: Szybkie działanie mogłoby przestraszyć małe dzieci. Te proporcje były dla nas niezwykle ważne od samego początku. Spektakl rozpoczyna się zupełnie inaczej niż zwykle. W sumie on już trwa, kiedy pojawiają się widzowie. Otwierają się drzwi, maluchy wchodzą na salę, a tu już są światła, już stoi duszek i obraca karuzelę, a całe pomieszczenie wypełnia muzyka jak kołysanka z pozytywki.

Mariola Fajak-Słomińska Pochodzi z Torunia, gdzie w Teatrze Baj Pomorski debiutowała w spektaklu „Królewna Śnieżka”. W „Pleciudze” od stycznia 1999 roku. Jest również autorką słuchowisk radiowych dla dzieci, autorką tekstów piosenek. Redaktorka ponad 200 autorskich programów radiowych „Dobranocka dla dzieci” w toruńskim radiu „Gra”. Występuje również w Teatrze Uckermarkische Buhnen w Schwedt („Powrót ze Szmaragdowego Grodu”, „Królewna Śnieżka”, „Jaś i Małgosia” – autorka polskich tekstów piosenek do tego spektaklu. Janusz Słomiński Absolwent PWST W Warszawie Wydział Sztuki Lalkarskiej w Białymstoku w 1979 roku. Debiutował w Teatrze Baj Pomorski w Toruniu, tam też pracował przez długie lata. Od 1999 roku aktor Teatru Lalek „Pleciuga” .


wywiad

Nr 1 (33) 2011

Nowa stara „Pleciuga” Rozmowa z Arturem Danielem Liskowackim, konsultantem literackim Teatru Lalek „Pleciuga” w Szczecinie.

Violina Janiszewska: Czy współpraca z Teatrem Pleciuga to pana przyszłość ? ARTUR DANIEL LISKOWACKI: To moja teraźniejszość. Bardzo zresztą rozciągnięta w czasie, no i związana z wielu rolami i różnymi zajęciami. Jestem przecież pisarzem i dziennikarzem, recenzentem teatralnym, pracuję na co dzień w „Kurierze Szczecińskim”... Ale mówiąc o konkretach. Z „Pleciugą” jestem związany od dawna, Jako widz – rzec można: od bardzo dawna. Bywałem już w tej „Pleciudze” i nawet stawałem na jej scenie deklamując z przejęciem jakiś wierszyk – z al. Wojska Polskiego, a więc w na przełomie lat 50. i 60. Potem, już jako autor w latach 90., dokonałem scenicznej adaptacji klilku tekstów takiego proekologicznego konkursu literackiego. Rzecz otrzymała tytuł „Zielona baśń”, no i była wystawiana, z ekologicznym – mam nadzieję – pożytkiem. Oczywiście żywiej wspominam swoją późniejszą, własną już tylko pracę literacką na rzecz „Pleciugi”: adaptację mojej książeczki dla dzieci „Śnieżynek”. Sądzę, że to przedstawienie miało swój klimat. Zimowy, trochę smutny, ale też właśnie ciepły, baśniowy... Violina Janiszewska: Jaka jest pańska rola w dzisiejszej Pleciudze? ADL: Mam być konsultantem, doradcą do spraw literackich, dramaturgicznych. Będę więc opiniować, recenzować teksty nadsyłane jako propozycje dla teatru, konsultować zasadność ich przyjęcia do realizacji. No a także, w jakiejś mierze, będę się też oczywiście starał współtworzyć repertuar „Pleciugi” – proponując dyrekcji coś od siebie, podpowiadając ciekawe teksty i wartościowych autorów, zachęcając do współpracy innych twórców. Violina Janiszewska: Czy teatrowi nie zabraknie publiczności zarówno tej dziecięcej, jak i starszej i co, Pana zdaniem teatr powinien robić, by ją do siebie przygarnąć? ADL: Jeśli chodzi o dziecięcą widownię, jestem pełen optymizmu. „Pleciuga” zawsze mogła na nią liczyć. Zapracowała sobie na to artystycznym poziomem, pięknie wpisała się w szczecińską tradycję teatralną. Ci, którzy w „Pleciudze” bywali jako dzieci, przyprowadzali tu potem swoje dzieci, a teraz – nierzadko – one przyprowadzają swoje... Poza tym nie zmienia się dziecięca wrażliwość, potrzeba baśni, opowieści, teatru, który jest dla dziecka zarazem zabawą, jak i magią... Owszem, współczesna kultura masowa zubaża bardzo te relacje dziecka

ze sztuką. Ale dziecko się i tak broni – swą wrażliwością, gotowością na takie żywe, bezpośredne emocje. Teatr musi mu po prostu odpowiadać na takie potrzeby. Nie ścigać się z telewizją, komputerem. Być sobą, teatrem. Baśnią na scenie. A starszy widz? Sądzę, że w „Pleciudze” każdy znajdzie coś dla siebie. To też tradycja tej sceny. A od jakiegoś czasu – jej różnych scen. Także sceny dla dorosłych. „Pleciuga” ma świetny zespół. Bardzo młody, pełen zapału, ale wzbogacony doświadczeniem starszych koleżanek i kolegów. Przedstawienia, które tu powstają – niejako poza głównym nurtem repertuaru dla dzieci – napędzane są przez to dodatkową energią, stanowiąc okazję do innej rozmowy z trochę innym widzem. Są więc w „Pleciudze”, poniekąd, różne teatry, różne formy. To się może – i mam nadzieję, że będzie – ładnie uzupełniać. Violina Janiszewska: Jest pan autorem książek dla dzieci. Czy może napisze pan coś dla „Pleciugi”? Czy w ogóle łatwo jest pisać dla dzieci ? ADL: Jak już mówiliśmy, mam za sobą swoje „Pleciugowe” spektakle, a więc i jakieś w tej mierze spełnienia (choć pewnie i niedosyty), a nie bardzo też jest czas na nowe wyzwania sceniczne. Podjąłem się zresztą bycia konsultantem, a nie autorem... To mówiąc żartem trochę, bo, oczywiście, mówiąc poważnie, rozmawialiśmy z dyrektorem Niecikowskim nie raz o tym, czy nie napisałbym czegoś nowego dla „Pleciugi”. Nie przeniósł na scenę którejś ze swoich książek, albo tekstu innego autora. A może i napisał coś nowego. Na razie nie było okazji i czasu, ale – kto wie. Może jeszcze będzie okazja i czas? Rozmawiała Violina Janiszewska Artur Daniel Liskowacki (ur. 1956 w Szczecinie) – prozaik, poeta, eseista, autor słuchowisk radiowych oraz książek dla dzieci. Publicysta i krytyk teatralny. Współpracuje z miesięcznikiem „Teatr”, dwumiesięcznikiem „Pogranicza” oraz z „Twórczością”. Pracował w redakcji tygodnika „Jantar”, „Morze i Ziemia”, od 1990 w „Kurierze Szczecińskim”, (przez wiele lat kierownik działu kulturalnego, w latach 2008–2010 redaktor naczelny). W latach 1996–1999 pełnił funkcję prezesa szczecińskiego oddziału Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. Laureat I nagrody II Krajowego Festiwalu PR i TVP „Dwa teatry 2002”, Nagrody Artystycznej Miasta Szczecina (2002) oraz Nagrody 60-lecia PR Szczecin (2005). Jego powieść „Eine kleine” znalazła się w finale Nagrody Literackiej Nike 2001 i otrzymała I nagrodę w kategorii prozy VI Konkursu Literackiego Polskiego Towarzystwa Wydawców Książek (2002). Powieść „Mariasz” nominowano do Europejskiej Nagrody Literackiej (2009), a zbiór opowiadań „Capcarap” nominowano do Nagrody Literackiej Nike 2009. Autor tomów wierszy, zbiorów opowiadań, esejów oraz powieści. Wydał także książki dla dzieci.

| fot. Robert Stachnik

23


projekt

24

Nr 1 (33) 2011

LATO w teatrze

Już po raz drugi podczas ubiegłorocznych wakacji Teatr Lalek „Pleciuga” przystąpił do realizacji programu „Lato w teatrze”. W dniach 5–18 lipca 2010 r. młodzi adepci sztuki w wieku 10–13 lat stanęli przed teatralnym wyzwaniem i niezwykłą przygodą. Celem programu było stworzenie młodzieży i dzieciom, które z różnych przyczyn w okresie wakacji pozostają w mieście, możliwości spędzenia wolnego czasu ciekawie i twórczo w teatrze. Zajęcia zorganizowane przez aktorów „Pleciugi” cieszyły się ogromnym zainteresowaniem. Były to różnego rodzaju działania teatralno-edukacyjne w postaci warsztatów, spotkań z artystami oraz wspólne przygotowywanie przedstawienia.

| fot. Robert Stachnik


projekt

Nr 1 (33) 2011

Humba, Bumba, Bang Na teatralnych półkoloniach w „Pleciudze” dzieci pod opieką profesjonalnych artystów pracowały w sprofilowanych grupach: aktorskiej, kostiumowo-scenograficznej, muzycznej i promocyjno-dziennikarskiej. Z czasem efekty prac w poszczególnych grupach połączono w jeden projekt. Podsumowaniem dwóch tygodni zajęć była prezentacja sztuki Izabeli Degórskiej pt. „Humba, Bumba, Bang”. Tekst sztuki stanowił punkt wyjścia do stworzenia spektaklu, który pokazując świat zwierząt, mówi bardzo ludzkim głosem o ważnych prawdach i podstawowych emocjach dorosłych i dzieci. Traktuje o smutkach, o samotności i prawdziwej przyjaźni, ale przede wszystkim uczy pięknej sztuki akceptacji i szukania dróg prowadzących do szczęścia. Historia żyrafki Cecylki, nosorożca Teodora i kameleona Leona uczy, że piękno tkwi w naszej naturze, a przyjacielem może okazać się każdy, pod warunkiem, że pokochamy go całego, ze wszystkimi zaletami i ze wszystkimi wadami. Projekt w „Pleciudze” Projekt „Lato w teatrze” został zainicjowany przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Jednostką realizującą jest Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego w Warszawie. Do udziału w nim zgłosiły się te teatry, które przygotowały ciekawy projekt teatralno-edukacyjny polega-

jący na przeprowadzeniu dwutygodniowych warsztatów artystycznych. Jednym z projektów, który zyskał aprobatę, był właśnie projekt Teatru Lalek „Pleciuga”. W roku ubiegłym w projekcie tym wzięło udział 700 młodych ludzi i 10 teatrów z całej Polski, ponad 3000 widzów obejrzało 24 spektakle, a 85 artystów poprowadziło 17 półkolonijnych turnusów. Wakacje i nauka w teatrze Młodzi uczestnicy półkolonii mieli okazję poznać tajniki pracy teatralnej, mieli także szansę na wyrażenie siebie poprzez zabawę i działania artystyczne. Natomiast profesjonalni artyści mogli podzielić się swoim zawodowym doświadczeniem i poznać bliżej potrzeby oraz sposób postrzegania świata przez młodą widownię. Realizacja programu „Lato w teatrze” podczas wakacji stała się zalążkiem wielu nowych i ważnych działań twórczych i edukacyjnych „Pleciugi”. Teatr zyskał sobie nowych widzów, którzy być może z różnych przyczyn nie uczestniczyli na co dzień w życiu kulturalnym. Aktorzy zyskali także – nowy, bezpośredni kontakt z ich naprawdę wymagającą widownią. W ten sposób wszyscy zgromadzili doświadczenia, które potrzebne są zarówno artystom, jak i widzom. Należy mieć nadzieję, że projekt będzie kontynuowany i rozwijany, bo jest to znakomita propozycja dla dzieci nie tylko spędzenia wolnego czasu, lecz także ciekawej formy edukacji teatralnej. Janusz Janiszewski

| fot. Robert Stachnik

25


projekt

26

Nr 1 (33) 2011

„Pleciuga” w projekcie TEATR POLSKA 2010 Co to za projekt? Projekt „Teatr Polska” rokrocznie organizowany jest przez Instytut Teatralny w Warszawie ze środków Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Skierowany jest do wszystkich teatrów w całej Polsce, a także do środowisk pozbawionych możliwości kontaktu z twórczością teatralną. Inspiracją dla projektu stały się objazdy Teatru Reduta Juliusza Osterwy i Mieczysława Limanowskiego, który w okresie Drugiej Rzeczypospolitej organizował tournée spektakli po całym kraju. Podróże takie miały na celu zaktywizowanie środowisk małych miasteczek i przybliżenie mieszkańcom najważniejszych osiągnięć kultury polskiej w tamtym okresie. Nie jest żadną tajemnicą, że także obecnie znaczna część społeczeństwa ma ograniczony dostęp do kultury teatralnej. Dlatego głównymi założeniami projektu są: prezentacja ciekawych przedstawień szerszej publiczności; dotarcie do środowisk pozbawionych możliwości kontaktu z twórczością teatralną; idea zmiany zwyczajów teatralnych poprzez zaktywizowanie teatru w Polsce do działalności wykraczającej poza dane miasto i konkretny budynek teatralny; możliwość promocji teatrów, reżyserów i aktorów; ułatwienie poznania nowych miejsc i przestrzeni, w których można wystawić spektakl; stworzenie możliwości współpracy między teatrami a ośrodkami kultury. Do programu zgłosiło się 60 spektakli z całej Polski, ale dotacje otrzymało tylko 17 teatrów – a wśród nich szczeciński Teatr Lalek „ Pleciuga”. „Pleciuga” w terenie Zgodnie z projektem Teatr Lalek „Pleciuga” od 1 października do 28 listopada 2010 roku brał udział w realizacji przedsięwzięcia w miejscowościach na terenie województwa zachodniopomorskiego. W tym czasie zaprezentował spektakl „8 dni stworzenia świata” w Goleniowie, Świnoujściu, Pile, Choszcznie, Drawsku Pomorskim. Prezentacje teatralne cieszyły się ogromnym powodzeniem. Dzieci były także dowożone z mniejszych miejscowości. Po każdym spektaklu proponowano widzom lekcję teatralną prowadzoną przez aktora, który opowiadał o pracy swojej i kolegów, oraz o procesie tworzenia przedstawienia. Widzowie mogli zapoznać się z krótką historią teatru lalek, poznać techniki lalkowe, rodzaje lalek – mogli także sami spróbować trudnej sztuki animacji lalki. Realizacja tego projektu to kolejne ważne doświadczenie w pracy twórczej Teatru Lalek „Pleciuga”. Dzięki tym prezentacjom dowiedzieliśmy się czegoś więcej o młodych widzach, którzy mieszkając w oddalonych od dużych centrów miejskich, są pozbawieni szerszego kontaktu z teatrem, ale

przez to właśnie szczególnie złaknieni sztuki. Świadczyło o tym ogromne zainteresowanie także ze strony dorosłych. Projekt „Teatr Polska” w wykonaniu Teatru Lalek „Pleciuga” w roku ubiegłym należy więc uznać za udany i zarazem niezwykle potrzebny. Opracował Janusz Janiszewski

Mimo przeciwności

Bożena Belicka z Biura Organizacji Widowni Teatru Lalek „Pleciuga”, koordynatorka projektu „Teatr Polska”: Założeniem programu było dotarcie ze spektaklem „Pleciugi” do takich środowisk i takich widzów, którzy, często z prozaicznych powodów, nie przyjeżdżają do nas, do Szczecina. Te prozaiczne powody to konieczność zorganizowania grupy, przejazdu i zapewnienia na ten cel środków finansowych. Dla wielu środowisk jest to trudne i często niewykonalne. Pełne sale Aktorzy naszego teatru podróżowali ze spektaklem „8 Dni stworzenia świata” i bilety na przedstawienie kosztowały zaledwie 5 zł. Sale we wszystkich miejscowościach, które odwiedzaliśmy, mimo niedogodnych godzin, złej pogody i innych przeciwności, były zawsze pełne widzów. Kiedy do nas wrócicie? Występy, a i samo spotkanie z takim objazdowym teatrem to przygoda, dla każdej ze stron, zwłaszcza że spektakl Krzysztofa Raua jest znakomitą zabawą i dla aktorów i dla widzów do 100 lat. Granie spektakli na innych scenach, jest też swoistym wyzwaniem. W odpowiedni sposób należało przygotować różniące się od siebie sceny, nagłośnić i oświetlić. Wszędzie jednak, bez względu na warunki, byliśmy bardzo ciepło i serdecznie przyjmowani. Wszędzie też żegnano nas z nadzieją na rychły powrót. Ile zarabia aktor? Spotkanie z Teatrem Lalek „Pleciuga”, który ma przecież swoją renomę, było dużym wydarzeniem, a odbywające się po spektaklach lekcje teatralne cieszyły się ogromnym zainteresowaniem. Aktorzy opowiadali o swojej pracy, o sposobach animacji, a dzieci wypytywały o wszystko: ile zarabia aktor i czy jesteśmy rozpoznawani na ulicy. Teatr w drodze Niestety, takie wyjazdy nie są możliwe zbyt często, głównie dlatego, że nie mamy w repertuarze małych przedstawień, mało obsadowych ze scenografią łatwą do przewiezienia, ale… dyrektor obiecał, że już wkrótce zostanie przygotowany właśnie taki spektakl, z którym będzie można podróżować i grać na gościnnych scenach. Będzie to taki teatr w drodze. Jeśli pojawi się projekt o podobnym charakterze, my na pewno do niego z radością przystąpimy.


dla dzieci

Nr 1 (33) 2011

Tajemnice wróżki Zapodziewanny CZARY

To puste miejsce zobaczyła Ludwiczka rano, kiedy się obudziła… Łzy na krótko zwilżyły jej oczy. − Muszę coś zrobić! − pomyślała. Raz, dwa, trzy umyła się, ubrała i chwilę później była już po śniadaniu. − Mamo! Idę na dwór! − zawołała. − Wróć na drugą na obiad − mama posłała jej całusa lewą ręką, bo w prawej trzymała mikser. − Będzie ciasto? − zapytała Ludwiczka i nie czekając na odpowiedź, wybiegła z mieszkania. Na dworze było bardzo ciepło. Bez chwili namysłu ruszyła w stronę „Pleciugi”. Droga minęła jej szybko i wkrótce nasza bohaterka, trochę zdyszana, stanęła w otwartych drzwiach teatru. − Witaj, Ludwiko − usłyszała. Wróżka Zapodziewanna stała przy wejściu do jednej z mniejszych sal w zachwycająco pięknej, złocistej sukni i w spiczastym kapeluszu obszytym złotymi cekinami. − Dzień dobry, proszę wróżki − dziewczynka była onieśmielona, ale zebrała się na odwagę i zrobiła dwa naprawdę duże kroki w stronę Zapodziewanny. − Proszę wróżki! Ja chciałabym prosić o pomoc… − nie zdążyła dokończyć zdania. − Wiem o wszystkim. Przecież jestem wróżką − Zapodziewanna chwyciła Ludwiczkę za rękę, zakręciła ją w kółko… Nagle dziewczynka poczuła, że nie dotyka stopami ziemi. Najpierw uniosła się lekko, potem, wirując wśród szumu szerokiej spódnicy Zapodziewanny, zobaczyła połyskliwe, marmurowe kafle teatralnej podłogi, później płytki chodnika, wreszcie trawę. Ale trawa była nisko, a ona, kurczowo trzymając dłonie wróżki, wysoko w powietrzu. − My lecimy! − zawołała z radością, chociaż troszeczkę się bała. − Lecimy! Drzewa obsypane kwiatami kasztanów wyglądały z góry zupełnie inaczej. Pięknie. − Proszę wróżki! Czy to czary? − A wróżka w odpowiedzi zaśpiewała piosenkę: Gdy czasem smutno, szaro na ziemi Gdy deszcz zaszemrze do uszka Jest ktoś, kto słońce w mig rozpromieni To złota, słoneczna wróżka To wróżka To wróżka Gdy wróżka zechce po świecie latać Rosną jej skrzydła przejrzyste Kto ma fantazję wielką, bogatą Ujrzy je − to oczywiste To wróżka To wróżka

| fot. Karolina Machowicz

ZAGADKI Kiedy zobaczysz zebry o brzasku, wielbłąda, słonia i lwicę, wkoło miliony ziarenek piasku − to znak, że jesteś w… Pamiętasz jeszcze dziwne przygody, zaskakujące, obce stworzenia: piłeczkę, która w słonia się zmienia i krokodyla, co śmiał się z wody. A obudziłeś się dzisiaj wcześnie… Gdzie wszystko to działo się?

Ja jajko mówię Wam, witajcie! Zapraszam do zabawy z nami, to znaczy ze mną, słoniem Ignacym i Gadaluchą. A ona lubi bawić się najbardziej z nas wszystkich. Zapraszam więc do zgadywanek, malowanek, rysowanek i poszukiwanek! Jajko, jajko, jajeczko poturlajmy się deczko!

em Jest naryso ą yn h z c c w alu Gad zez dzie z Bani icz ą pr wan ę Kotow razem ę i w kę E bawić s i? w ę o t d i bę mi. Go y! a m W a z yn Zacz

27


dla dzieci

28

Nr 1 (33) 2011

pokoloruj obrazek Pokoloruj puzzle na obrazku zgodnie z kolorami, jakie widzisz obok odpowiednich figur.

odszukaj jajka

niebieski jasny zielony ciemny zielony szary

Jakiego koloru jajko należy do słonia, papugi, a jakie do komara? Odpowiedz, a następnie, idąc po nitce sprawdź, czy zgadłeś.


Nr 1 (33) 2011

Podfruwajka chce dojść do swojego jajka, ale nie wie, która do niego prowadzi droga? Pomożesz ptakowi?

czyj to cień?

dla dzieci

znajdź drogę

Słonie zgubiły swoje cienie, pomóż im je odnaleźć.

29


30

Nr 1 (33) 2011 Wiecie jak mi wstyd! Zamiast opiekować się swoim jajkiem spakowałam walizki i fruuu… Odleciałam na Hawaje. A teraz wróciłam i postanowiłam zatroszczyć się o wszystkie jajka, jakie wpadną pod moje skrzydełka. Jeżeli chcecie mi pomóc, to odszukajcie pochowane na obrazku, pogubione w gąszczu jajka, ważki, motyle i komary. Odszukajcie też żyrafy i słonie. A kto jeszcze skrył się w liściach?


Nr 1 (33) 2011

6

x

6

x

6

x

6

x

31


dla dzieci

Nr 1 (33) 2011

Wielkie dzięki!!! zadaiązaliście się z Wspaniale wyw to, jak e? Pytaliśmy o nia! Pamiętaci wysiadać słoń, który powinien wyglą chudy, powinien być Marceli duje jajko. Czy okona Mali y czy mały? Jedn k czy gruby? Duż zy tr O a? cz tę k ja ny rw ba y lorowy, cz acawiele listów z pr mi maliśmy od Was cy i przedstawiają mi plastycznym el Wsz aonie spytacie? słonie. Jakie sł e, koloube, duże i mał kie! Chude i gr dość! orowe! Co za ra rowe i jednokol słoni w teatrze! Tyle pięknych odnie tk ich prac, zg Spośród wsz ys tr zy. yl o sow al iś my z o b ie tn ic ą, w h prac wylosowanyc Autor każdej z dwójs w nagrodę po otrzyma od na owsze na nasze najn ne zaproszenie e pt: „Słoń”. przedstawieni urra! Hurra! Hurra! H late s zachwyciły, d Wasze prace na ie um śmy wszystkie go postanowili bę ą ór ie w teatrze, kt ! ścić na wystaw ce ót kr zobaczyć już w h dziecie mogli yc an rów wylosow A oto lista auto prac: i nagrodzonych

Kasia

t7 Julia Kukier – la a – lat 5 i pół sk w do aj Basia M stawoze Szkoły Pod Wiktor Bier yt wej nr 64.

Julia Kukier

Wiktor Bieryt

32

Mateusz Sobociński


dla dzieci

Nr 1 (33) 2011

ka

Weronika Michałows

Jonasz Jani

szewski

yk

Izabela Stróż

Basia Majdowska

n

Marta Kierszty ńska

Julia Budzy

Mikołaj F

alęcikow

ski

33


dla dzieci

34

Nr 1 (33) 2011

Gosia Cepil

Tańcząca gazela i magiczny tam-tam Już słoń wysiaduje jajko, już, już z jajka wykluwa się pisklę… Dziwne pisklę, oj dziwne… A w dali jeszcze słychać magiczne tam-tamy. Pamiętacie tam-tamy i tańczącą gazelę? Jeśli ktoś z was chciałby wrócić wspomnieniami do tego spektaklu, to na pewno pomogą wam w tym prace nadesłane przez widzów Teatru Lalek „Pleciuga”. Zapraszamy do galerii, której powstanie zainspirowane zostało przedstawieniem „Tańcząca gazela i magiczny tam-tam”.


Nr 1 (33) 2011

dla dzieci Informator Teatru Lalek „Pleciuga” Bilety do nabycia w kasie teatru pl. Teatralny 1 wt.−czw. 8.30−15.30 pt. 9.00−17.00 sob.−nd. na godzinę przed spektaklem tel. (91) 44 55 111 Biuro Obsługi Widzów tel./faks (91) 433 58 04 e-mail: widz@pleciuga.pl Edukacja Teatralna: warsztaty plastyczne, teatralne, muzyczne dla grup zorganizowanych i widzów indywidualnych Bajkośnienie − co drugą sobotę wspólne czytanie baśni z aktorami. Wielcy Małym – wspólne czytanie baśni największych pisarzy świata. Lekcja teatralna − półgodzinnego spotkanie z aktorem po spektaklu. Urodzinki w formie twórczych zabaw teatralnych. Cykliczne warsztaty animacji teatralnej dla młodzieży („Re-animacja wyobraźni”).

Kasia Adamicka

Kontakt: Magdalena Bogusławska tel. (91) 44 55 114, e-mail: edukacja@pleciuga.pl Więcej informacji na stronie www.pleciuga.pl

Dziękuję Karolinie i Anicie, aktorom i wszystkim pracownikom Teatru Lalek „ Pleciuga” za pomoc w przygotowaniu „Gabita” – Violina Janiszewska

Wydawca: Teatr Lalek PLECIUGA Pl. Teatralny 1, 71-405 Szczecin Dyrektor naczelny i artystyczny: Zbigniew Niecikowski Zastępca dyrektora: Anna Garlicka

Redakcja: Violina Janiszewska Współpraca: Janusz Janiszewski, Magdalena Gardas Fotografie: Zbigniew Niecikowski, Karolina Machowicz Archiwa domowe twórców i pracowników teatru Grafika i skład: Agencja MEDIANI Druk: Soft Vision, ul. Madalińskiego 9, 70-101 Szczecin

Redakcja zastrzega sobie prawo do skracania i zmian nadsyłanych tekstów. Wszystkim autorom (artykułów, opinii, listów, recenzji, rysunków) którzy nadesłali swoje prace do „Gabita” – dziękujemy!

35


36

Nr 1 (33) 2011

Słownik teatralny Białego Królika Animacja teatralna Jak to się dzieje, że lalki poruszają się na scenie? Potrafią wykonać niemal każdy ruch i gest. Wstają, siadają, tańczą, zasypiają. Po prostu żyją. O takich lalkach mówimy, że są animowane. To znaczy − są poruszane, ożywiane przez animujących je aktorów. Nie jest to łatwe zadanie. Jest bardzo wiele różnych lalek w teatrze i sposobów ich animowania jest bardzo wiele. Animowanie to wielka umiejętność.

Jawajka Bardzo rozśmieszały mnie ptaszyska występujące w spektaklu „Kum i Plum”. Krzyczały, śpiewały i latały. W czasie tego latania machały skrzydłami przymocowanymi do drucików, które nazywamy czempurytami. Taka lalka nazywana jest JAWAJKĄ. Ma głowę osadzoną na kiju i występuje nad parawanem albo szafą, jak w tym spektaklu. Jawajka pochodzi z azjatyckiego teatru lalkowego, zwłaszcza jawajskiego wayang. Jak to dobrze, że dotarła z tak daleka i do nas.

Ściskam zębiskami Biały Królik

Teatr Lalek „Pleciuga”

pl. Teatralny 1 71-405 Szczecin sekretariat: tel. (91) 44 55 101 sekretariat@pleciuga.pl centrala: tel. (91) 44 55 100 Biuro Obsługi Widza: tel. (91) 433 5804 widz@pleciuga.pl www.pleciuga.pl


Gabit nr 33