Page 1

4/2011

copernicus wstrzyma nudę ruszy budę

rewolucja!


Z

od redakcji

obaczmy, co pokazują w telewizji. CNN – transmisja z walk w Trypolisie. BBC – rewolta w Syrii. Fox News – czołgi jadą na Bahrajn. Nie no. Poszaleli ci za granicą. Ciągle gadają o tym samym. Co za monotonia. Trzeba zajrzeć do polskiej telewizji. TVN – Libia, Egipt, Syria, Libia, Syria, Gaza, Syria... Nie. Znów to samo. Inny kanał. Polsat. No tak wyborczy sukces Janusza Palikota. Teraz to dopiero będą mieli o czym gadać. Znowu poleci kretyn na mównicę z dildo w ręce. Znowu będzie zmiana nastawienia, nowe tematy w mediach. Nie. Tylko nie to. Może, chociaż na starym dobrym TVP leci coś spokojniejszego. W końcu ile można paplać o tym wszystkim? Niestety. Transmisja z marszu „oburzonych” w Madrycie. Cała ta telewizja zeszła na psy. Wszędzie szukają sensacji. Hieny. Olać ich. Włączmy radio. No proszę. Raport o zmianach w światowej gospodarce. Że niby Europa nie jest już potężna. Uspokoiliby się z tymi zmianami. Zadymiarze. Ostatnia nadzieja – internet. Już pierwszy duży portal rzuca w nas reportażem nie uciekniesz przed rewolucją ona ryczy z każdej strony o zmianie stosunku do transseksualistów. Niech to szlak. Jak tak można? Nie mają, o czym gadać. Wszędzie tylko zmiany, przewroty, przemiany i rewolty. Jakby nie mogli spokojnie żyć. Daliby sobie spokój. Nic z tego. Zewsząd bombarduje nas jeden temat – rewolucja. A co to właściwie jest ta „rewolucja”? Współczesny bóg wiedzy (czyt. Wikipedia) mówi, że jest to „znacząca zmiana, która zazwyczaj zachodzi w stosunkowo krótkim okresie.”. Krótko mówiąc rewolucja to niezły bajzel. Jest gwałtowna, nieprzewidywalna, trudna do opanowania i – o zgrozo – otacza nas wszystkich. Walki z dyktatorami na Bliskim Wschodzie, sukces Palikota w wyborach, bankructwo Grecji. To wszystko to rewolucja: polityczna, kulturowa, gospodarcza czy społeczna. Jest wszędzie. Nie da się przed nią uciec. Oczywiście można próbować. Zamknąć się w piwnicy, wyłączyć telewizor. Proszę bardzo. To bezcelowe. Nikt już przed nią nie ucieknie. Jest za późno. Ona ryczy z każdej strony, z każdego ekranu. Pora stawić jej czoła. Pora ją zrozumieć. I właśnie o tym jest ten numer „Copernicusa” - o rewolucji. • Red.

z okładki

U lubione

Kto młody na barykady!

Wizjoner, egoista, pracoholik...

Niewolnicy na bazarach namietności. str.3

W biznesie trzeba mieć.... str.18

Polak, któremu się udało

Już nie jestem żebrakiem. str.6

Nuda jest w nas str.20

Nergal może się schować

Ela lubi krew. str. 22

Wydarzenie stulecia

strona domowa

Paris - Silesia. str.24

Sportowiec 3.0

Cybersport. str.12

Graficiarz komenentuje świat

Anonimowy artysta. str.10

Baby rules!

Białogłowa też człowiek. str.9

Dyktatorów nikt nie kocha

Rewolucje bez rewolucji. str.4

Nie ma opcji żeby nie nabił!

na auli Inaczej niż zwykle

Akademii nie było. str.13

Entuzjazm jest wszystkim! Ania daje radę. str.14



Na pożegnanie

Liryczenie. str. 26


Niewolnicy na bazarach namiętności „Jesteśmy silni, młodzi, pełni nadziei i ideałów.” Młodzież żyjąca w Polsce: czy ma jakiekolwiek szanse na wybicie się, czy tylko pielęgnuje złudzenia.

W

umysłach dzieciaków maluje się iluzja, którą tworzą bezlitosne media, wychowujemy się przy muzyce powstałej na „ucywilizowanym” Zachodzie. Buntowniczy wygląd tych, którzy zakręcili wskazówkami czasu i dyktowali własne reguły, wpływa na zachowanie młodych Polaków. Zespoły rockowe powstałe przez przypadek, chociażby Joy Division. Gdzie kilku chłopaczków spotyka się na koncercie Sex Pistols i z metaforycznej kiełbasy i sznurka, bez żadnego warsztatu, możliwości czy perspektyw na lepsze życie, łamią zasadę zwyczajności, przechylając szalę fortuny na swoją stronę. Zwycięstwo. Kupa nagród, dobre płyty, docenienie, szacunek. Tu w kraju, który jeszcze nie do końca otrząsnął się z pozostałości po burzliwych czasach, kocha się takich jak oni. Wolnych, rozkapryszonych i złotych chłopców z UK.

ale także spoglądać w przyszłość, by budować lepszy kraj. Nowocześniejszy i pełniejszy życiem. Pewnie jest wielu, którzy czytając ten tekst patrzy z niedowierzaniem, dlaczego krytyka jest taka patetyczna. Czy nie można byłoby tylko delikatnie zasugerować drobną zmianę, narzucić drogowskaz ale subtelnie i bez „wymieniania nazwisk”? Nie, nie można. Tu zakorzeniła się ta drzazga, ulokowała w podświadomości tak perfidnie, ze już sami nie zauważamy jej obecności. Trzeba głośniej, wyraźniej, bardziej perfekcyjnie. I z większą potrzebą starania się o nowatorstwo. Polak w dzisiejszych czasach ma wybujałe mniemanie o własnej wartości, co nazwane jest niejako polakocentryzmem. Fioł na punkcie ujawniania danych na temat jednostki szerzy się na większą skalę. Czym się objawia? Nauczyciel nie może bezpodstawnie wymienić nazwiska ucznia wraz z jego oceną z kartkówki, bo sprawa o podawanie danych personalnych w ciągu trzech dni znajdzie się w sądzie. Tak trzeba uważać na poligonie wojny polsko-polskiej.

Ciągle staramy się nadgonić angielski refleks, jednak coś nie wychodzi, wiecznie coś nie gra, jakby to było naturalne, że Polak z góry skazany jest na porażkę. Dlaczego? Przyczyna jest znana, to oni, to my, mamy tendencje nie tylko do narzekania ale także do poddawania się już na starcie. Martwi mnie obraz ludzi, których całkowitym szczęściem jest domeczek z ogródeczkiem, działeczką i pieseczkiem. Brak temu społeczeństwu nutki ryzyka, wolą stać przy snopku siana, który sami cudem poskładali w jedną całość, nie zważając już na to, jakie ciekawostki kryje stodoła sąsiada. Wystarcza im ten marny obraz własnych żniw. Nie ma dociekliwości. Nasze życie jest jednocześnie tak samo nudne jak polityka krajowa. Dno, dno, dno. PO, PIS. PIS, PO, o! Palikot, ten to szaleje. Absurd. Ale Polska od zarania dziejów utarła się pod tytułem „Kraj Paradoksów”- bo to dobrze, że zna się wartość swojego, ale nie za cenę konkretnego przywiązania i zamknięcia na pozytywne wpływy z zewnątrz.

W tym kraju żyje wielu romantycznych wojowników. Wiadomo, Poalcy to romantycy. Ale to też głupcy i więźniowie własnych ambicji. Bo czemu wbrew pozorom to właśnie u nas hard-working staje się codziennością, zmęczenie coraz częściej zasypia na powiekach. Co drugi obywatel kraju albo jest zapracowany i targa się na własne życie, albo się targnie przez sytuację krajową, lub tez w ogóle nie weźmie takiej opcji pod uwagę z braku czasu. Często myślimy, że wybierając mniejsze zło, wygrywamy, ale pocieszenie trwa krótką chwilę, bo zaraz orientujemy się, że zło chociaż mniejsze nadal jest złem. I konflikt tragiczny, rodem z dramatu antycznego trwa, zataczając błędne koło. A może czas przerwać to drażliwe fatum? Nie należy oddawać tej szansy przyszłemu pokoleniu. Ani następnemu po nim. Rewolucję najlepiej zacząć już teraz. Jak? Być może zwyczajnie decydując o losach państwa, wybierając się na wybory? Albo cokolwiek, zamiast kolejną niedzielę przesiadywać w centrum handlowym i pozwalać by makdonaldyzacja rozprzestrzeniała się. Dobra, wiem, wiem. Przeczę sama sobie. Ględzę tu o rozwoju społecznym, poprawie życia metodą chcieć, to móc, a gardzę przekąską z Maka, chociaż dobrze wiem, ze jedno idzie w parze z drugim. Co mi tam....przecież jestem Polką, więc mogę sobie pozwolić na drobne zaprzeczenie, to już domena naszego kraju, zakorzenione i basta. Zmienię to, popracuję nad sobą, obiecuję. Byleby teraz, nie czekając. Bo to dzisiaj zaczyna się jutro. • Natalia Majka

temat z okładki

Chcemy sobie radzić, jednak chociażby Kaczmarek, wybitny twórca muzyki filmowej, który zaryzykował i spełnia swój american dream smakując życia poza granicami rodzinnego kraju, mówi o odwiecznym zagubieniu. Warszawa ciągle nie równa się z Hollywood. Poznaniowi ani trochę bliżej do Londynu. Przepaść powojenna, pokomunowa trwa. Ile jeszcze pytam Polacy, ile jeszcze? Dlaczego najwybitniejsze polskie nagrody otrzymują książki i filmy o tematyce wojennej. Usłyszałam opinię: Ach, książka o Sowietach dostała Nike, to teraz jest na czasie.....i wiele jest prawdy w tym krótkim zdaniu. „Na czasie” i głównej top liście aż roi się od takich prac plastycznych, tematycznych wierszydeł czy właśnie powieści. Wzruszające. Czy jestem zbyt szorstka w tym, co piszę? Nie sądzę. Polacy muszą się wreszcie otrząsnąć. Nie tylko wlepiać oczy w przeszłość i wywozić wszelkie brudy jak nawóz pod uprawę,




z okładki

Rewolucje bez rewolucji Muammar Kaddafi nie żyje. Człowiek, który od ponad 42 lat niepodzielnie rządził Libią został odnaleziony przez rebeliantów w rurze melioracyjnej w okolicach rodzinnej Syrty i rozstrzelany. W internecie znalazł się filmik, na którym, ranny w ostatnich chwilach życia błaga o litość. Podobny los spotkał innych arabskich dyktatorów. Wydawałoby się, że ta śmierć to początek końca „arabskiej wiosny” i zapowiedź demokratyzacji tak Libii jak i reszty świata arabskiego. Niestety tak nie jest. Zmian, które zbliżą Bliski Wschód do Zachodu nie zobaczymy jeszcze przez dziesiątki lat. Arabska wiosna dopiero się zaczyna.

A

to, dlatego że na Bliskim Wschodzie przynajmniej na razie żadnej rewolucji nie było. Na ulicę arabskich miast wyszły setki tysięcy wygłodzonych wieśniaków a nie tłumy rewolucjonistów domagających się demokracji i wolności. Nie było żadnego ideologicznego zrywu, ale zwykły bunt biedaków. Demonstrowali ludzie, którzy po prostu nie mieli, za co żyć. To głód, bieda i dysproporcje społeczne a nie ideały były powodem tych przewrotów. Dowodem na to brak jakiejkolwiek masowej ideologii, którą można by teraz, po upadku reżimów realizować. A bez tego prawdziwa rewolucja nie istnieje. Demonstranci wznosili, co prawda postulaty demokracji i wolności. Ale właściwie, jakiej? Demokracji na wzór europejski czy może irański? Tego żaden z nich nie potrafił jasno powiedzieć. Gdy całe życie przymiera się głodem tworzenie ideologii jest ostatnią rzeczą, o której się myśli. W samym tylko Egipcie 40% społeczeństwa, czyli ok. 34 mln żyje za mniej niż 2 dolary dziennie. Pozostałe 60% albo żyje za mniej niż 4 dolary albo jest bogate i nie tworzy ideologii, bo boi się zmian i utraty majątku oraz wpływów. Nawet, jeśli wśród arabskich demonstrantów znajdowały się osoby o jasnych poglądach na przyszłość to zbyt trudno było je zjednoczyć, aby uzyskać kompromis. A to, dlatego że demonstrowali wszyscy. Szyici i sunnici, katolicy i arabowie,

Beduini, nacjonaliści, fundamentaliści a nawet zwolennicy amerykańskiej demokracji. Każda z tych grup miała inne, choć i tak wątłe poglądy. To tylko motłoch Bo właściwie jak stworzyć program, który zadowoli każdego tak, aby nie doszło do kolejnego przewrotu? Jeśli jest to możliwe to powinni to zrobić wyraziści przywódcy tłumów, ale i tych jakoś zabrakło. Ludzie skrzykiwali się na demonstracje spontanicznie, za pomocą Facebooka czy smsami. Ich gniew wzmagały czyny rewolucyjnych męczenników. Jak Mohameda Bouzaziziego młodego sprzedawcy warzyw po wyższej uczelni, który podpalił się w proteście przeciw prezydentowi Ben Alemu. Czy też Hamzy a-Khatiba 13letniego, syryjskiego chłopczyk złapanego w czasie antyreżimowych demonstracji, wykastrowanego i brutalnie zamordowanego przez policję Baszara al-Assada. Nie porwał ich jednak żaden przywódca. Żaden też nie wyłonił się później. Jedynie w Egipcie pojawił się pokojowy noblista Mohamed ElBaradei, ale tłum za nim nie poszedł. W efekcie krajem rządzi teraz rada generałów wcześniej przez lata wiernych Hosniemu Mubarakowi. W Libii próżnię braku przywódców zagospodarowali byli współpracownicy Kaddafiego zakładając w Bengazi Tymczasową



Radę Libijską obecnie pełniąca funkcję tymczasowego rządu. Na jej czele stanął były minister sprawiedliwości w rządzie Kaddafiego Mustafa Muhammad Abd ad-Dżalil obecnie tymczasowy prezydent. Prawdziwe rewolucje wybuchają, gdy ludzie zastępują dotychczasowe ideały reprezentowane wciąż przez władzę nowymi. Arabscy buntownicy niczego nie zastępowali, bo żadnych prawdziwych ideałów nie mieli. Krzycząc o wolności i demokracji przywoływali często Europę, o której wiedzieli tyle ile powiedzieli im turyści albo napisała Wikipedia. Demokracji? Chleba! Aby wybuchła rewolucja konieczna jest też długa praca u podstaw nad ideologią dużej części społeczeństwa. Tak było w przypadku rewolucji europejskich. Rewolucja Francuzka była poprzedzona wieloletnią pracą encyklopedystów. Nasze odzyskanie wolności w 1989 roku zapowiadały strajki, uniwersytety latające i podziemne wydawnictwa. Na Bliskim Wschodzie tego zabrakło. Wszelkie treści antyreżimowe były skutecznie cenzurowane. Nie było też widocznej opozycji. W efekcie dziś ideały ludności i grunt pod wybuch prawdziwej rewolucji są jałowe jak pustynny piach. Nikogo nie interesuje, że znienawidzonych dyktatorów zastąpili ludzie, którzy im służyli.


z okładki Celem tego buntu było jedynie poprawienie własnej sytuacji materialnej oraz pozbycie się znienawidzonych przywódców. Choć arabowie nie przypadkiem tak długo ich akceptowali. Reżimy były gwarantami stabilności a dla części społeczeństwa także nieprzerywalnym źródłem dochodów jak w przypadku branży turystycznej, która korzystała na europejczykach przyciągniętych względnie spokojną sytuacją społeczną. Skończyło się to dopiero, gdy pod koniec zeszłego roku drastycznie wzrosły ceny żywności a społeczeństwa popadły w jeszcze większą nędzę.

Muammar Kaddafi – były dyktator Libii. Rządził nią 42 lata. Zastrzelony 20 października. W chwili śmierci miał 69 lat. Władzę zdobył w wyniku zamachu stanu. Wielokrotnie oskarżany o wspieranie terroryzmu, zbrodnie przeciw ludzkości i ludobójstwa. Odpowiedzialny między innymi za zamach na lot Pan Am 103 w 1988 nad Lockerby w Szkocji gdzie zginęło 270 osób.

Wolność za 100 lat Cała wina za nią spała na Hosniego Mubaraka, Kaddafiego czy Ben Alego. Efekt? Muammar Kaddafi pewnie popija teraz kawę z Ludwikiem XVI, Ben Ali jest w śpiączce, Hosni Mubarak czeka na śmierć, Prezydent Jemenu Ali Abdullah Saleh leczy się po operacji wyjęcia siedmiocentymetrowego odłamka granatu, który utkwił w jego ciele a Baszar al-Assad popadł w międzynarodową izolację. Despotyczne reżimy zostały obalone lub osłabione, ale znaczących zmian nadal nie widać. Co nie znaczy, że kompletnie nic się nie zmieniło. Świat arabski znalazł się na początku długiej drogi do modernizacji. Po raz pierwszy od setek lat arabowie głośno powiedzieli władzy „Dość!”. Wiele lat musi jednak minąć nim mieszkańcy Bliskiego Wschodu stworzą prawdziwie bogate i równe społeczeństwa. Ostatnie bunty nie są rewolucją same w sobie. Są otwarciem długiej rewolucji. Paradoksalnie śmierć Muammara Kaddafiego jest początkiem takiej samej pracy u podstaw jak ta, która poprzedzała Rewolucję Francuzką. My jednak pozostańmy wstrzemięźliwi widząc obraz zakrwawionej twarzy dyktatora. Sprawiedliwość nie rodzi się wśród wystrzałów a wolność zwykła długo dojrzewać.•

Hosni Mubarak – 83 lat, przez 20 lat Prezydent Egip-

Syn byłego dyktatora Syrii Hafiza al-Assada, który rządził nią przez 29 lat. Wydał rozkaz strzelania do protestujących. W kraju trwa wojna domowa.

tu. Obecnie toczy się jego proces o ludobójstwo i zbrodnie przeciw własnemu narodowi. Grozi mu kara śmierci.

Zin Al-Abidin Ben Ali – 75 lat, przez 24 lata Prezydent Tunezji. Obalony 14 stycznia 2011. W obawie przed procesem o korupcje i zdradę stanu uciekł do Arabii Saudyjskiej gdzie doznał udaru mózgu. Obecnie w śpiączce.

Ali Abdullah Salih –69 lat, od 33 lat Prezydent Jemenu. W czasie szturmu na Pałac Prezydencki ranny odłamkiem granatu. Po leczeniu w Arabii Saudyjskiej wrócił do władzy. Walki przeciw niemu trwają.

Baszar al-Assad - 46 lat, od 11 lat Prezydent Syrii.

Andrzej Kostewicz foto: Wikipedia.com




z okładki

Już nie jestem żebrakiem R ozmowa z Władysławem Tomczykiem




D

z okładki

awniej był dobrze prosperującym przedsiębiorcą. Życie mu się układało. Niestety jego firma splajtowała. Poszedł na bezrobocie. Musiał żebrać by mieć, za co żyć. Któregoś dnia wyjął z szopy stare skrzypce i zaczął grać na ulicy. Dziś Władysław Tomczyk jest najsłynniejszym ulicznym grajkiem w kraju. Każdemu, kto wrzuci mu do puszki kilka groszy wręcza… paragon fiskalny.

zacząć zwalniać. Niestety to też nie pomogło. Splajtowałem. Musiałem wycofać się z tego biznesu. Inaczej popadłbym w długi i spłacał je do dziś. Chciałem się jeszcze przebranżowić, ale nie byłem pewny i zdrowie mi nie pozwoliło. W końcu mam 62 lata. Poszedłem na bezrobocie. Jak się Pan czuł tracąc w jednej chwili całe dotychczasowe życie? To było jak upadek z wielkiej skały. Był człowiek takim paniskiem a tu nagle musi żebrać. Jeździł samochodem a teraz jeździ wózkiem do zbierania złomu. Byłem załamany. Jak Pan sobie z tym poradził? To było bardzo trudne i zajęło mi wiele czasu. Modlitwa mi pomogła i Kościół. Potrzebowałem takiego wyciszenia, wewnętrznego spokoju. Modlitwa mi to dała. To dzięki Opatrzności się podniosłem. Zacząłem nawet chodzić na zakupy do jednego z moich sklepików, choć wcześniej ich unikałem. Bo w końcu nie można zwiesić głowy jak ten koń dorożkarza. Trzeba iść do przodu. Ale nie poradziłbym sobie też bez ludzkiej życzliwości. Bez moich sąsiadów, rodziny, znajomych i w ogóle mieszkańców mojej okolicy. Oni mi wszyscy bardzo pomogli. Dostawałem paczki na święta. Zimą dawali mi węgiel. Starałem się za to zapłacić, ale mówili „Zapłacisz jak będziesz miał”.

Andrzej Kostewicz: Ma Pan za sobą kolejny dzień. Jak było? Wydarzyło się coś ciekawego? Władysław Tomczyk: Tak. Miałem taką nieprzyjemną sytuację. Podszedł do mnie taki pijany i zaczął wykrzykiwać „Idź sobie, ty nie umiesz grać, nie chcemy cię tu!”. Czasem się tak zdarza jak to na ulicy, ale to margines. Tylko trzeba uważać żeby w zęby nie dostać albo żeby sprzętu nie rozwalili. Czasem myślę czy by nie wynająć sobie takiego bodyguarda, co by mnie ochraniał. (śmiech)

A skąd pomysł na te skrzypce? Przede wszystkim z mojego trudnego, szczęśliwego dzieciństwa. Pierwsze skrzypce kupiła mi na targu w Będzinie mama, kiedy jeszcze żyła. Potrzebowałem ich do szkoły. Chodziłem wtedy do Liceum Pedagogicznego a tam muzyka i śpiew były wszechobecne. Każdy miał do wyboru: gra na skrzypcach albo akordeonie. Ja wybrałem skrzypce. Odstawiłem je na lata, kiedy skończyłem szkołę. Nie miałem z nimi nic wspólnego aż do 85 albo 86 roku. Handlowałem wtedy książkami na Szaberplacu w Katowicach. Podszedł do mnie taki gość i powiedział, że chce się wymienić: skrzypce za książkę. Powiedziałem mu „Panie a na co mnie skrzypce?”. Nawet nie miały strun. Ale jakoś tak wyszło, że się wymieniliśmy. Wziąłem je, schowałem i zapomniałem o nich. Później w 5 lat po upadku mojej firmy pomyślałem sobie, że nie mogę dłużej dziadować i przypomniałem sobie o nich. Wyciągnąłem z szopy i zaniosłem do lutnika. Dziś na nich gram.

Jak to jest stać, co dzień na ulicy i grać na skrzypcach by się utrzymać? Jak to jest być ulicznym grajkiem? Ciężko. Stoję, gram, ale mam tę okropną świadomość, że jestem żebrakiem. Gdy ona przychodzi człowiek się zastanawia czy musi to robić. Ale ja nie mogę zbytnio się z tym gryźć, bo w końcu to robię. Jest Panu trudno? Czasem tak. Zwłaszcza w takich sytuacjach jak dziś, gdy ktoś przychodzi i mówi „Wynoś się, nie umiesz grać!”. To człowieka boli. Ale nie ma, co się tym przejmować, bo przecież obrazi mnie taki i co z tego? I tak musze iść dalej. Poza tym takie sytuacje to margines, który nie może przysłaniać całości. Całość jest inna. Większość ludzi jest bardzo życzliwa, niewielu się śmieje. Czuje się ten doping serdeczności, ulicy. Kiedyś był Pan przedsiębiorcą, zatrudniał kilka osób, dobrze się Panu wiodło. Czym zajmowała się Pańska firma?

Zarejestrował Pan też jednoosobową działalność, zakupiła kasę fiskalną i teraz, gdy ktoś wrzuci Panu do puszki choćby drobne wręcza mu Pan paragon. Jest Pan grajkiem, ale rozlicza się z fiskusem.

Miałem kilka sklepików z artykułami przemysłowymi. Skarpety, rajstopy i takie tam. Zatrudniałem bodajże 6 osób. Szło z tego dobrze wyżyć.

Zgadza się. Źle było żebrać. Ale ta kasa to się śni po nocach (śmiech). A ja wcale tego nie chciałem. Gdy zaczynałem grać była księgowa z mojej firmy poradziła mi takie rozwiązanie a ja się w końcu zgodziłem dla świętego spokoju, choć przepisy w tej sprawie są nieostre. Dziś wiem, że dobrze robię, bo ta cała społeczna lokomotywa z czegoś musi pracować. Musi ciągnąć młodych, starych, chorych, pomagać ludziom. Trzeba płacić, bo przecież ja też mogę kiedyś być w potrzebie.

Co takiego się stało, że stracił Pan to wszystko? Niestety moja firma splajtowała. Zanim to się stało miałem taki sen, że przychodzę do swojego sklepiku a tam już za ladą siedzi nowy właściciel i pyta mnie, „Czego Pan tu szuka?” ja mu na to „Przecież to jeszcze moje” a on „Już nie”. I rzeczywiście po okresie największej prosperity lat 90 zyski mojej firmy nagle zaczęły gwałtownie spadać. Wszędzie wokół pojawiały się supermarkety oferujące tańsze produkty. Ludzie przestali u mnie kupować. Koszty uzyskania przychodu przekroczyły zyski. Oczywiście starałem się je obniżyć, ale bezskutecznie. Musiałem, więc

Jak ludzie na to reagują? Są zdziwienie. Nawet bardzo. Czasem mówią „Nie nabijaj Pan!”, „I tak nas wokół wszyscy okradają!”. A u mnie nie ma takiej




z okładki

opcji żeby nie nabić. (śmiech)

Ci, co zasługują pozostają niezauważeni.

Jest Pan jedynym grajkiem w kraju, który tak robi.

Jaka wydaje się Panu Polska?

Jest takie łacińskie przysłowie „Słowa uczą, ale przykłady pociągają”. Mam nadzieję, że ktoś pójdzie w moje ślady. Ja jestem tylko ogniwkiem w tym łańcuszku, pionkiem, ale cieszę się, że ktoś mnie docenia.

Niestety nie jest, jaka być powinna. Dużo brakuje. Jest bieda. Ale najgorszy jest brak perspektyw, zwłaszcza dla młodych.

Jaki wydaję się Panu ten cały szalony świat? Jest dobry czy zły?

Życie nie szczędzi nam bólu i cierpień, ale trzeba żyć, być odpornym. Zawsze iść do przodu i ufać innym.

Ma Pan jakieś rady dla ludzi, którzy muszą zmienić całe swoje życie?

Jest dobry i zły. Raz tak, raz tak. Zawsze taki był i będzie. Świat jest pełen kontrastów. Dobro przenika się ze złem. Trzeba go przyjąć takim, jaki jest, ale starać się, aby dobra było w nim jak najwięcej.

Co jest w życiu najważniejsze? Żeby żyć godnie. Tak żeby po tej nasze ziemskiej pielgrzymce ludzie dobrze nas wspominali. Nie wolno ich krzywdzić. I nic nie wolno robić dla poklasku, trzeba się cieszyć z małych rzeczy.

Czy coś się w nim zmieniło przez te wszystkie lata? Świat nieustannie przechodzi zmiany. Staje się coraz „nowszy”, co nie znaczy, że mądrzejszy. Nie mnie to oceniać.

A czego należy w życiu unikać? Zła. Trzeba unikać zła. I zniewoleń a zwłaszcza uzależnień.

A jak Pan sobie radzi ze sławą? Tym, że media tak się Panem interesują?

Ostatnie pytanie. Jest Pan szczęśliwy? Nie jestem nieszczęśliwy. Bogu dziękuję i ludziom za to wszystko, co mnie spotkało. Moje marzenia się spełniły. Czy to nie jest szczęście? To wielki dar. Tego bym każdemu życzył. Tak jestem szczęśliwy.•

To jest dla mnie szokujące. Bardzo mnie to krępuje. Nie chciałem tego. Pamiętam, że jak to się zaczęło to poszedłem się modlić – o brak pychy. Myślałem nawet, że ta sława to coś złego. Ale spotkałem kobietę, która widziała mnie w telewizji. Powiedziała, że „To nic złego”. To mi pomogło. Ale ja na to nie zasłużyłem.

Rozmawiał Andrzej Kostewicz




z okładki

Białogłowa też człowiek! Przec setki lat mężczyźni uważali się za panów świata. Wielcy, potężni, ale często także głupi. Co oni wszyscy by zrobili bez kobiety u boku? Lecieli by prosto z pola bitwy do domu, żeby obiad ugotować albo dom posprzątać? Chodzili by ,,na stronę”, żeby dziecko urodzić? Na przestrzeni wieków pozycja kobiet cały czas się zmieniała. Ale niemal zawsze za ich plecami czaili się mężczyźni, ,,opiekujący się” nimi, konrolujący każdy ich ruch, pilnujący, aby nie wykraczały poza przysługujące im prawa...a często ich brak. Przynieś, podaj, pozamiataj i z powrotem do kuchni, kobieto...! ... i nawet nie waż się myśleć o czymś więcej. A kobieta, jak na posłuszną białogłową przystało dreptała posłusznie do garów, bo w sumie co innego jej pozostało? W starożytnej Grecji pozycja kobiet była bardzo niska. Jej życiowym celem było jak najwcześniejsze znalezienie sobie męża. Wynikało to, nie tyle z jej chęci, ale z presji środowiska. Dziś mówimy: ,,Jej córka ma 15 lat i jest w ciąży, skandal!’’ Dawniej sytuacja przedstawiała się nieco inaczej: ,,Biedna dziewczyna, 13 lat na karku i dalej bez chłopa, za niedługo starą panną zostanie.’’ W średniowieczu było nieco lepiej, ale płeć piękna także miała dość ograniczone pole manewru. Ich życie było nieustannym pasmem, rodzenia dzieci, opiekowania się nimi, gotowania i ogólnie zajmowania się domem. Czasem dla rozrywki mężowie obciążali je dodatkowymi obowiązkami w postaci zajmowania się ich interesami. No, ewentualnie jak nie miała co robić, to niech urodzi jeszcze jedno dziecko – oczywiście płci męskiej. Ale naturalnie, na takie zajęcie nie mogła liczyć kobieta niezamężna. Ta, sama musiała się o siebie zatroszczyć, na co społeczeństwo nie patrzyło łaskawym okiem. W renesansie panie miały chwilę oddechu – mogły sprawować niektóre urzędy, ale ich wysiłki zostały udaremnione w baroku, kiedy to uważało się je za istoty pozbawione cnót duchowych i stworzone wyłącznie dla rozrywki mężczyzn. Chyba nie spodobało im się takie spojrzenie, bo oświecenie nazywane było już ,,epoką kobiet” ze względu na ich panowanie nad sporą częścią Europy ( patrz Katarzyna I, Maria I). Romantyzm brał kobietę za eteryczną, czystą i nieskończenie delikat-

ną istotę. Pisarze i poeci mieli ręce pełne roboty nieustannie pisząc wiersze o ich urodzie i miłości do nich. Ale cóż z tego, skoro praw wyborczych dalej nie chcieli im dać... Płoń staniku, płoń! Pod koniec XVIII wieku w Stanach Zjednoczonych i we Francji zaczęły powstawać pierwsze kobiece stowarzyszenia. Wszystko nasiliło się w XIX wieku. Zaczęto dopuszczać kobiety do studiowania na uniwersytetach i oficjalnej pracy naukowej. Kojarzenie małżeństw poddano ostrej krytyce. Ale dopiero w XX wieku walka zaczęła się na dobre. W 1903 r. w Stanach powstała organizacja walcząca o prawa wyborcze dla kobiet – tzw. Sufrażystki. No wiecie, przykuwanie się łańcuchami do ogrodzeń, podpalanie skrzynek pocztowych i wybijanie wystaw sklepowych. Ale podziałało? Podziałało. Większości osobom słowo sufrażystka, emancypantka, albo po prostu feministka kojarzy się z czym? Paleniem staników, oczywiście! Jest to tylko stereotyp powstały w 1968 r. kiedy grupa kobiet chcąca zwrócić uwagę na uprzedmiotowianie kobiety w amerykańskiej kulturze, urządziła sobie pikietę pod budynkiem, gdzie wybierano wówczas najpiękniejszą Amerykankę. Miały ze sobą wielką blaszaną puszkę, do której wrzucały ,,narzędzia tortur”. Były to pończochy, sztuczne rzęsy, patelnie, mopy, egzemplarze Playboya, a także właśnie biustonosze. Nieprawdziwa jest więc wizja grupki feministek wymachujących szaleńczo płonącymi stanikami, z żądzą mordu w oczach i zamiarem nabicia każdego faceta na pal. Wszyscy do Mosuo! Mouso nie uznają naszego pojęcia instytucji małżeństwa. Praktykują oni tzw.



,,małżeństwo przechodnie”. Brak formalnych więzi małżeńskich, a w związku z tym wspólnego gospodarstwa, majątku i odpowiedzialności za wychowanie dzieci. Zarówno kobieta jak i mężczyzna mieszkają w swoich rodzinnych domach. Wieczorami panie są odwiedzane, zawsze mają prawo wyboru – wpuścić, nie wpuścić. I korzystają z niego. Mogą mieć nawet kilku partnerów i nie jest to przez nikogo potępiane. Dzieci będące wynikiem takich związków wychowuje klan, rodzina dziewczyny. Często nie wiadomo kto jest biologicznym ojcem, więc mężczyźni są nazywani ,,wujkami”. Taka forma więzi jest wygodna dla wszystkich – wolność, brak zdrad, rozwodów, alimentów i wszystkich innych niedogodności związanymi z instytucją małżeństwa. No więc, kto się wybiera..? Różowy gang Gulabi gang. Tysiące kobiet ubranych w różowych sari uzbrojonych w bambusowe kije, używane jako broń. Same postanowiły wymierzać sprawiedliwość mężczyzną, którzy nie traktują kobiet, tak jak powinni. Tak więc, gwałciciele czy mężowie znęcający się nad żonami mają się czego obawiać. Skąd się to wzięło? Otóż, pewna kobieta widząc mężczyznę maltretującego swoją żonę, skrzyknęła parę sąsiadek i kijami dały mu nauczkę. Takie incydenty stawały się coraz bardziej popularne, więc postanowiono nadać ruchowi bardziej formalną postać. Dla ubogich kobiet w Indiach członkinie ruchu są prawdziwymi bohaterkami, część z nich postanawia się przyłączyć i walczyć o swoje prawa. Rząd indyjski nie ma wyboru i musi się liczyć z tym ruchem kobiet, które wreszcie wzięły sprawy w swoje ręce.• Martyna Biegańska


z okładki

Anonimowy Artysta Artysta będący zawsze „anty”. Anty działania zbrojne, anty wobec rządu, anty wobec obecnego porządku panującego na świecie. Nikt nie zna jego tożsamości, mimo to jest jednym z najpopularniejszych artystów naszych czasów. Znaki rozpoznawcze – nietuzinkowe dzieła na ulicy, spray i szablony. Po prostu Banksy.

10


z okładki Ludzie chcą rewolucji. A ta, najczęściej kojarzy nam się z przemocą. Czy można zwrócić uwagę ludzi milcząc? Można. Banksy jest tego doskonałym przykładem. Działający zawsze pod osłoną nocy swoimi graffiti pragnie skrytykować wszystko co po głębszym zastanowieniu stanowi poważne zagrożenie dla społeczeństwa. Najczęstszą tematyką jest proste życie społeczne. Banksy na nikim i na niczym godnym krytyki, nie pozostawia suchej nitki. Razem z pomysłami podróżuje po całym świecie. Do Polski zawitał również, ponoć jego dwa dzieła znajdują się w Trójmieście, aczkolwiek jest to kwestia sporna. Doczekał się bowiem wielu wiernych naśladowców, co jednak nie przeszkadza mu w pozostaniu oryginalnym i niepowtarzalnym. Lubi ryzyko – swoje prace umieszcza najczęściej na ulicach, tak aby były dobrze widoczne dla społeczeństwa, i co najważniejsze, dla mediów. Nie robi jednak tego z chęci pozyskania sławy. Można stwierdzić, że nie pozostaje obojętny na żadne wydarzenia. W 2005 roku artysta odważył się na stworzenie 9 motywów na palestyńskiej stronie izraelskiego muru granicznego. W czerwcu 2008 roku upamiętnił serią dzieł ofiary huraganu Katrina. Charakter jego prac nie jest jedynie sprzeciwieniem się światu w kwestiach społeczno – politycznych. Banksy chętnie ośmiesza pop kulturę. Nie porusza się w jednym kierunku artystycznym – tworzy instalacje (np. martwa budka telefoniczna), przerabia obrazy i posługuje się coraz to bardziej wymyślnymi środkami przekazu. Mimo swojej kontrowersyjności jest jednym z najchętniej podziwianych artystów. Jego prace są chętnie nabywane przez gwiazdy, co sam autor komentuje “Nie mogę uwierzyć, że ci kretyni naprawdę kupują to g***o”. Na aukcjach jego prace sprzedawane są za horrendalne sumy. Jest organizatorem festiwalu graffiti w londyńskim przejściu podziemnym Leake Street. Podczas mojej wizyty w Londynie zupełnie przypadkiem natknęłam się na jego pracę. Oglądanie jego dzieł na żywo wywiera niemałe wrażenie. Wydaje się, że praca całą sobą „krzyczy” o swoim przeznaczeniu i spełnieniu roli krytyka współczesnego świata. W 2010 Banksy nakręcił pełnometrażowy film dokumentalny „Wyjście przez sklep z pamiątkami”. Film był nominowany do Oscarów. •

foto: banksy.co.uk

Aleksandra P. Niehipster

11


z okładki

Cybersport W naszym życiu codziennym, w życiu człowieka XXI wieku technologia odgrywa znaczącą rolę. Otacza nas praktycznie ze wszystkich stron. Skomputeryzowany świat jest dla nas czymś normalnym, powszednim, nie robi już na nas większego wrażenia. Stykamy się z tzw. rewolucją techniczną, i tylko coś naprawdę przełomowego jest w stanie nas jeszcze zaskoczyć. Nie inaczej ma się to w sporcie, który także przeżywa pewną rewolucję. Nowatorskie pomysły i rozwiązania techniczne są sukcesywnie wprowadzane w życie bądź są na etapie projektów, które kiedyś mają szanse zmienić oblicze sportowej rywalizacji. Trudno jednoznacznie określić kiedy rozpoczęła się technologiczna rewolucja w świecie sportu. Jedno jest pewne, że trwa obecnie i niewątpliwie będzie trwała nadal. Przykładem wprowadzenia nowych technologii do sportowych rozgrywek jest np. „challenge”, który zmienił oblicze tenisa. „Challenge” jest to komputerowa symulacja lotu piłki, o którą może poprosić zawodnik jeżeli nie jest pewien czy dana piłka trafiła w kort. Jest to bardzo przydatna opcja, ponieważ dzięki jej pomocy można bez problemu rozstrzygnąć spór o przyznaniu punktu. Weźmy pod uwagę również to, że jedna błędna decyzja sędziów może decydować o losach mistrzostwa lub wygranej w turnieju. Dzięki „challengom” można temu zapobiec. Innym rodzajem wprowadzenia nowych technologii do sportu jest od niedawna możliwość oglądania meczów piłkarskich w technologii 3D. Oglądając spotkanie w trójwymiarze widz czuje się tak, jakby sam uczestniczył w danym meczu, tak jakby brał w nim czynny udział. Wiadomo już także, iż mecze Mistrzostw Europy w 2012 roku, które odbędą się na boiskach Polski i Ukrainy będzie można zobaczyć w tej nowatorskiej technologii. Wyżej wymienione technologie już wprowadzono w życie, teraz o tym co jeszcze przed nami. Wszyscy pamiętamy mecz 1/8 mistrzostw świata w RPA z 2010 roku, pomiędzy Niemcami a Anglią w którym to sędzia Jorge Larrionda popełnił katastrofalny w skutkach błąd. Przy prowadzeniu Niemców 2:1 nie uznał prawidłowo zdobytej bramki przez Franka Lamparda. Piłka po jego strzale, uderzając wcześniej w poprzeczkę odbiła się kilkadziesiąt centymetrów za linią bramkową. Sędzia jednak uznał że gola nie było i pozbawił Anglików remisu. Niemcy wygrali tamto spotkanie 4:1 ale nie wiadomo jak potoczyły by się dalej losy gdyby do przerwy było 2:2. Aby zapobiec w przyszłości podobnym sytuacjom, poddano pod analizę projekt niezwykle nowatorski. Wymyślono bowiem, aby w piłkach montować specjalne czujniki które informowały by sędziego czy piłka całym obwodem przekroczyła linię bramkową. Zobaczymy jak cała sytuacja się dalej potoczy, ale uważam, że takie rozwiązanie byłoby niezwykle korzystne dla piłkarskiego środowiska. Rewolucja technologiczna trwa w najlepsze i będzie trwała jeszcze przez długi czas. Z jakim skutkiem, zobaczymy pewnie za kilka lat. • Daniel Kardasiński

12


Akademii nie było Alternatywny Dzień Edukacji Narodowej miał w tym roku drugą edycję. Uroczystość wyszła z murów Kopra i rozgościła się pod murami będzińskiego zamku.

instytucją wspierającym: Urzędowi Miejskiemu, Starostwu Powiatowemu, Wydziałowi Edukacji Urzędu Miasta, Wydziałowi Oświaty Starostwa Powiatowego, Wydziałowi Promocji i Komunikacji Społecznej Urzędu Miasta, Wydziałowi Promocji i Sportu Starostwa Powiatowego, Powiatowemu Młodzieżowemu Domowi Kultury, Ośrodkowi Sportu i Rekreacji, Powiatowej Straży Pożarnej, Straży Miejskiej, Będzińskiej Grupie Ratownictwa PCK, Studio Fotograficznemu Borkowscy oraz Kawiarni Zamkowej. Serdecznie dziękujemy również naszym sponsorom: Firmie Interpromex Będzin, Firmie Lubatur, Firmie Farmaceutycznej z Katowic, proszącej o zachowanie anonimowości oraz przedstawicielom wszystkich mediów. Przypominamy, że impreza objęta była honorowym patronatem Prezydenta Miasta, Starosty Powiatowego oraz patronatem medialnym TVP Katowice.• Red.

na auli

Impreza pod hasłami „Damy radę”, „Trzy kolory – różowy” oraz „Zapakuj swoje miasto” już za nami. Dzięki pomocy uczniów wszystkich obecnych szkół „daliśmy radę” i „zapakowaliśmy” zamek, a wszystkie łańcuchy razem liczyły kilkanaście kilometrów! Najdłuższy łańcuch (3200m) przygotował Miejski Zespół Szkół nr 3 i tym sposobem słodka niespodzianka powędrowała do Grodźca. Świetną zabawę mieli również najmłodsi uczestnicy imprezy, którzy bawili się pod opieką uczniów I LO na terenie Ośrodka Sportu i Rekreacji. Za pomoc w organizacji serdecznie dziękujemy współorganizatorom: Muzeum Zagłębia oraz Ośrodkowi Kultury w Będzinie;

13


na auli

Ania daje radę! R ozmowa z anią wylęgałą

14


W

na auli

idzę sporą grupę ludzi. Przepycham się w ich kierunku z zawrotną prędkośćią. Kamerzysta ledwo za mną nadążył. Toruję sobie drogę nogami i łokciami. Zęby i obcasy także poszły w ruch. Ale było warto, w końcu się dopchałam! Nagle na mojej drodze staje wielki ,,bodigard”. W ostatniej chwili wykonuję unik w bok i uchodzę z życiem! Staję przed moim celem – Anną Wylęgałą, pomysłodawczynią i organizatorką projektu ,,Alternatywnego Dnia Edukacji Narodowej 2011” czyli pakowania będzińskiego zamku. Korzystając z chwili, w której jej napakowany ochroniarz katuje na śmierć innych reporterów zadaję jej parę pytań. Martyna Biegańska: Co zainspirowało Cię do zorganizowania takiego niecodziennego wydarzenia? Ania Wylęgała: Pomysł, aby wyjść „na zewnątrz” z imprezą pojawił się tuż po zakończeniu Dnia Samorządności, który odbywał się z okazji Dnia Edukacji Narodowej w 2010 roku. Chcieliśmy zrobić coś więcej niż dotychczas i wyszliśmy z inicjatywą poza szkołę. W ramach przygotowań do Projektu Korba wszystko musieliśmy ustalić, przygotować, opracować. Najzabawniejsze było to, że mieliśmy na to zaledwie sześć dni – tylko tyle pozostało do końca zgłoszeń, kiedy dotarły do nas informacje. A potem zaczęły pojawiać się najróżniejsze pomysły: łańcuchy, pakowanie zamku, balony, okulary, uczniowie, talenty, pasje, konkursy. Nie należą one jedynie do mnie, to efekt burzy mózgów wielu osób, efekt wielu rozmów.

Ogromną pomocą wykazali się również członkowie grupy „AK – Aktywni i Kreatywni” (w tajemnych kręgach zwani Armią Kopernika). Ukłony należą się również Kamili Dróżdż, która przygotowywała część dla najmłodszych uczestników – gry i zabawy na terenie OSiR-u. Wszystkiego było naprawdę wiele i sama jestem zaskoczona, że organizacja dwugodzinnej imprezy wymaga tyle zaangażowania. Ogromną wyrozumiałością wykazali się wszyscy moi nauczyciele, za co serdecznie im dziękuję. Co było najtrudniejsze w tym wszystkim? Fakt, że z każdym dniem, który zbliżał nas do imprezy – przybywało zadań do wykonania. Oraz niepewność, bo mogło okazać się, że będzie padać i już mogło być po imprezie. Myślę, że do przygotowania takiej imprezy potrzeba ogromnej wytrwałości, samozaparcia i pracowitości, której mi w niektórych momentach baaaaaardzo brakowało. Co tobie dało całe to zamieszanie? Różowe okulary. A także doświadczenie, ogromne pokłady doświadczenia! Dopóki sami czegoś nie dotkniemy, nie poczujemy, nie zrobimy – nie możemy być pewni swoich umiejętności. Poza tym ta impreza utwierdziła mnie w przekonaniu, że Będzin nie jest „zapyziałą dziurą”, że można coś tutaj stworzyć, a uczniowie Kopernika (i nie tylko!) mają ogromny potencjał, którego nie można zmarnować! Jak oceniasz zaangażowanie ludzi w ten projekt?

Jaki był główny zamysł imprezy? Ciężko jest określić jeden główny pomysł. Chcieliśmy, aby w imprezie wzięły udział wszystkie szkoły Będzina. Chcieliśmy promować miasto. Chcieliśmy pokazać młodym ludziom, że świat nie jest taki ponury i szary, na jaki kreują go media – sama swoją postawą pragnęłam pokazać, że przecież można coś robić, nie trzeba siedzieć i czekać aż inni zaprojektują nam świat takim jakiego nie chcemy. W środowisku Korby mówi się, że projekt powinien mieć Cel Główny – Marzenie, które nasze działania w jakimś małym stopniu będą realizować. Ja chcę zaktywizować młodzież i zakręcić Będzinem. Jak poradziłaś sobie z przygotowaniami? Ogromny wsparciem była dla mnie, znana dobrze wszystkim Koperniczanom, pani Marzenna Rudzińska, która była opiekunem projektu, a także motorem napędowym wszystkich działań.

Pozytywnie. Zwłaszcza biorąc pod uwagę uczniów zaangażowanych w organizację. To zdecydowanie ogromny plus. Poza tym cieszę się, że zjawiło się tylu uczestników, pomimo pogody, która nie była najwspanialsza. Czy planujesz kolejne takie imprezy? Póki co musimy jeszcze definitywnie zamknąć tę imprezę. Zostało jeszcze parę spraw do załatwienia. Potem zaś biorę się ostro do nauki – w maju czeka mnie matura. Jednak mam nadzieję, że uda mi się jeszcze kiedyś zrobić coś dla Będzina, może już na studiach, a może trochę wcześniej. W tym momencie dostaję cios w głowę i budzę się w szpitalu. Kurcze dopadł mnie ,,bodigard”. Na szczęście notatki z wypowiedziami Ani nie uległy zniszczeniu i leżą bezpiecznie koło mnie.• Rozmawiała Martyna Biegańska

15


foto: myspace.com

Diablo dobra kapela W pierwszym kwartale roku 2012, dla wielu w roku końca i zagłady świata, ujrzeć światło Słońca ma nowa, trzecia już, licząc po kolei, płyta zespołu Diablo Swing Orchestra - Pandora’s Piñata. Dla mnie, jako dla wielbiciela muzyki symfonicznej i silnych operowych wokalów (dla większości ludzi, patrz ignorantów, wycia) będzie wielkim artystycznym przeżyciem, gdy w słuchawkach rozbrzmi DSO. Trochę faktów Diablo... został założony w roku 2003 w Szwecji, w którym to wydali już swoje EP – Borderline Hymns. Znalazło się na nim parę tracków, które następnie znalazło się na następnych płytach. Wtedy już dało poznać się, że DSO nie jest tylko następnym skandynawskim zespołem grającym metal symfoniczny. Najlepiej określą to słowa mojej drogiej koleżanki, która polecając mi na GG ten zespół napisała: Myślałam, że połączenie metalu symfonicznego, jazzu, i swingu po prostu nie może brzmieć. Pomyliłam się. Roku 2006 wyszła pierwsza płyta zespołu: The Butcher’s Ballroom. Znalazły się na nim takie tracki jak Heroines, Infralove czy Zodiac Virtues. Można na tej płycie odnaleźć prawie wszystko: od włoskiej opery, poprzez meksykańskie rytmy, po już całkowicie awangardowe brzmienia łączących to wszystko po trochu, i okraszane sopranem Annlouice Loegdlund - wokalistki tej szwedzkiej grupy. W czerwcu 2008 roku zagrali na Summer Breeze Open Air

w Niemczech i w listopadzie 2008 na Metal Female Voices Fest w Belgii. Wczesną wiosną roku 2009 zespół powrócił do studia, gdzie zajął się nie tylko nagrywaniem nowych kawałków na swoją drugą płytę, ale także dokumentowaniem tego w formie filmików nagrywanych z ukrycia i publikowanych jako blog. Wreszcie 21 września 2009 roku pojawiła się druga płyta - Sing Along Songs for the Damned & Delirious, za którą zespół miał wielokrotnie nominowany do różnych nagród. Ale nim do tego doszło, z zespołu z powodów osobistych odszedł bębniarz Andreas Halvardsson zastąpiony przez Pettera Karlssona. W styczniu 2011 Sing Along... został nominowany w kategorii Eclectic Album na 10. Annual Independent Music Awards. Piosenka A Tap Dancer’s Dilemma była także nominowana w kategorii Metal/Hardcore.

Ulubione

Dlaczego Diablo Swing Orchestra? Diabelskość DSO można wyczuć od razu - zespół gra bowiem jakby na to nie patrząc podgatunek metalu (na szczęście o wiele oddalony od oryginalnego wzorca) - awangardę. Swingowość zespół zawdzięcza swojej świetnej wokalistce, a brzmienie wiolonczeli połączone z wokalem zapewne nam efekt orkiestry. Wszystko to razem w połączeniu z progresywną gitarą daje nam niepowtarzalność i nigdzie nie znaną nowatorskość, dla której warto wybrać się do zamorskich sąsiadów Polszy - Szwecji. • Karol Konopacki

16


U lubione

muzyka

Perwersyjni Pasztetanci Niektórym do szczęścia potrzeba willi z basenem, pokaźnej sumy ma koncie i nowego modelu Lamborghini. Dzięki Najwyższemu, że ponad tysiącu osobom wystarczyła obecność na drugiej już edycji łódzkiego Event Horizon Festvial, który odbył się 15 października w Atlas Arenie. Na koncertach na pewno nie działa biblijne przysłowie „pierwsi będą ostatnimi, a ostatni pierwszymi”, toteż moja obecność pod głównym wejściem ponad półtorej godziny przed czasem opłaciła się. W duchu narastającej ekscytacji przed wejściem tworzył się spory ogonek ludzi, na co patrzyłam z nieukrywaną wyższością. Nastała godzina zero, drzwi otwarte, opaski koncertowe założone. Punkt pierwszy – złożenie papierowego szapoklaka i wio na płytę! Byłam na tyle wcześnie żeby dopaść zaszczytnego miejsca przy bramkach, tuż pod samą sceną. To miało być moje miejsce przez następne 7 godzin. I było! Na rozgrzewkę na scenie pojawił się zespół Living on Venus. Przyjemnie się słuchało, nie rzucili jednak na kolana. Plus za teksty i dobry cover Pidżamy Porno. Kolejno potem wystąpił Hurt, gdzie pan menadżer, próbujący wystylizować się na Kazika, krzywdził mój wzrok. Doczekałam z ulgą końca, na scenie pojawił się Akurat. Wyczekiwałam ich. Nowy wokalista sprawia wrażenie nieco zagubionego, piosenki wychodziły monotonnie, ostatecznie jednak można uznać ich występ za dobry. Potem pogo. Wielkie pogo, pogo miażdżące, pogo wynoszące ludzi do góry, Bóg wie jeszcze jakie pogo. Dezerter na scenie. Mimo porządnego stażu na polskiej scenie (30 lat!), panowie zaprezentowali wszystkie najważniejsze utwory z całokształtu działalności, wypadło idealnie. Po kilku minutach na scenie pojawił się zespół Happysad, wyczekiwany przez gawiedź na scenie, spragnioną kultowych już tekstów i dźwięków gitary. Happysad obchodzi w tym roku swoje 10 urodziny, czego konsekwencją było chronologiczne odśpiewanie utworów z wszystkich płyt. Wywołało to nieco mieszane uczucia, gdyż początek prezentował się bardzo energetycznie, w przeciwieństwie do końcówki. Jednak nie o tym przyszło mi rozmyślać, gdyż nastała upragniona godzina 21.55 gdzie na scenie pojawia się na jedynym koncercie w roku, odpukać, kto wie, czy nie ostatnim, Pidżama Porno alias Perwersyjni Pasztetanci! Mimo początkowych problemów technicznych wspaniale było usłyszeć na żywo ich piosenki doprawione komentarzami Grabaża. I szapoklak!

CKoD Plan Ewakuacji

foto: myspace.com

Szapoklak na jego głowie, to jest coś co chcę zapamiętać do końca życia. Setlista niemal idealna, chociaż zabrakło takich utworów jak „Twoja Generacja” i „Egzystencjalny Paw”. Jednak fani z pewnością byli w stanie wybaczyć to drobne potknięcie. Tradycyjne już spoczęcie całej płyty na Nikt tak pięknie nie mówił, że się boi miłości wzbudziło we mnie niemałe wzruszenie, ja to już tak mam, że koncerty mnie wzruszają. I już. Całość wypadła magicznie, zarówno pod względem organizacyjnym jak i muzycznym. Plusem było trafne dobranie wykonawców, dzięki czemu każdy mógł znaleźć coś dla siebie, bez względu na to, czy ma 14 czy 50 lat (nie żeby wiek stanowił jakieś ograniczenie, a jakże!). Została zapowiedziana kolejna edycja EHF. W przyszłym roku szykuje się też 25-lecie Pidżamy Porno. Czy możemy się spodziewać powtórki z rozrywki z dwadzieścia pięć razy lepszym efektem? Aleksandra P. Niehipster

W twórczości każdego artysty bądź zespołu nadchodzi czas rewolucji i zmian. Na ten moment w karierze łódzkiego zespołu Cool Kids of Death przypadło wydanie „Planu Ewakuacji”. Panowie z CKoD spokojnie mogli przypisać sobie miano alternatywnego polskiego zespołu. Surowe brzmienie gitar, genialne darcie mordy wokalisty Ostrowskiego i iście rewolucyjne teksty spotkały się z aprobatą słuchaczy alternatywy. To było coś nowego, oburzenie dla starszych – inspiracja dla młodych. Po usłyszeniu, uważny słuchacz stwierdzał: „Tak! To jest Cool Kids of Death!”. „Plan Ewakuacji” ma być podobno ostatnim krążkiem zespołu. Widać spore wpływy brytyjskiego Indie-Popu. Ostre brzmienie zamienili na elektronikę, która przewija się w każdej piosence na płycie począwszy od „Intra” po „Wyłącz to”. Dodatkowo do wokalu dołożyli chórki, a piosenki są bardziej melodyjne. Przez całą płytę przewijają się przeróżne elementy gatunkowe od delikatnego reggae po dupstep. Wydawało się, że CKOD już niczym nie mogło nas zaskoczyć. A jednak. Za plus można uznać fakt, że warstwa liryczna nie zmieniła się. Nadal mamy do czynienia z błyskotliwymi, niekiedy krytycznymi wersetami. Zespoły dojrzewają. Członkowie nie zawsze będą dwudziestokilkulatkami, chcącymi swoją muzyką zmienić świat. Jeżeli ktoś zaczyna przygodę z CKODem od „Planu…” może zawieść się na poprzednich płytach i odwrotnie. Jednak – proszę! – więcej zrozumienia. Chociaż z drugiej strony, czy dominujący fragment piosenki „Wyłącz to” jest delikatną aluzją zespołu co do ich twórczości? „Nie mogę się słuchać, Nie mogę się słuchać, Nie mogę już. Wyłącz to!”. (APN)

1


U lubione

ludzie

W biznesie trzeba mieć Ja! Ja! Steve Jobs, twórca innowacyjnej technologii komputerowej, Apple,(czyt. Jabłuszko), która zmieniła spojrzenie na funkcjonalność i piękno urządzeń samo w sobie. Nie był ani skomputeryzowanym bogiem, ani geniuszem o IQ wiele ponad przeciętną; człowiek, jak ty, który rano staje przed lusterkiem i pozbywa się przedwczorajszego zarostu, obliczając przy tym badania rynkowe autorskiego produktu jakby nucił tekst ulubionej piosenki. Już od czasów liceum odznaczał się indywidualnością, sprawiał wrażenie zamkniętego na relacje międzyludzkie, może zbyt refleksyjny i ambitny dla swoich aktualnych znajomych, którzy to rozmowy z nim porównywali do „próby zaczerpnięcia łyku z węża strażackiego”. Zawsze pewny celu, do jakiego uparcie dążył, eksponując niekiedy arogancję, a nawet pychę, co z jednej strony dawało mu przewagę i status ale z drugiej było nijakim odzwierciedleniem skrywanej niepewności. Brudny hipis bez łatwego startu Jobsa urodziła kobieta niedojrzała emocjonalne, zapewne urocza i o wielkim sercu, jednak niezdolnym do odpowiedzialności, oddała chłopca a ręce innej rodziny, jednak dopiero po zapewnieniu, że zdobędzie on odpowiednio wysokie wykształcenie i trafi na studia. Tak się dzieje, do czasu, kiedy Steve zaczyna

myśleć samodzielnie i wycina matce psikusa, rezygnując ze studiów(zaledwie po 6 miesiącach nauki), co jest świadomą decyzją-po co tracić czas, kiedy sukces i sława leży na wyciągnięcie ręki. Teraz już istnieje jedynie jako wolny słuchach, niebieski ptak w świetle studenckiego życia. Młody, pełen nadziei i charyzmy, pomaga losowi i stawia pierwsze kroki na ścieżce krętej i wymagającej, ale takiej, która zaprowadzi go w stronę upragnionego szczęścia(zawodowego). „Przyszedł do nas kiedyś chłopak, zawiadomił oburzony personel, że nie wyjdzie stąd, dopóki go nie zatrudnię. Mogliśmy wezwać gliny, albo dać mu tę pracę. Nie wiem co miał w sobie ten hipis bez piątej klepki, ale przyjąłem go” – tak o Jobsie mówi Dan Alcorn, ówczesny szef fabryki Atari. Wrażliwy biznesmen Nigdy nie należał do grona lwów salo-

18


U lubione

ludzie

nowych, jednak nie przeszkodziło mu to w zawieraniu odpowiednich znajomości. Przyciągał do siebie ludzi, mimo cynicznego podejścia do życia. Jako nastolatek poznał jednego z założycieli HP- Billa Hewletta, pewnego dnia odszukał jego numer w książce telefonicznej, zadzwonił, gawędzili tak sobie o nowościach technologicznych około 20 minut, Hewlett zaprosił Jobsa do siebie na letni staż i podarował kilka części. „Był bardzo uprzejmy” powiedział Jobs. Apple od Chin po USA Umysł analityczny i talent informatyczny sprytnie łączył z wyjątkową biznesową intuicją, a jego zabawki trafiały na rynek i cieszyły się ogromnym zainteresowaniem, nie tylko ze względu na parametru techniczne(które dla Jobsa nie stanowiły głównej zalety sprzętu) ale użytkownikom sprawiały niemałą frajdę i gwarantowały prostotę w obsługiwaniu. Wyglądały elegancko i porządnie, a do tego nie trzeba było wiele myśleć, gdyż już trzy kliknięcia na środkowy przycisk otwierały menu iPoda. O to chodziło. Złoty środek w zabieganym i zapracowanym świecie, gdzie posiłkiem głównym staje się kawa z mlekiem i luknięcie na tablet w celu odczytania najświeższych wiadomości.

19

Profesor od życia Na swoich wykładach starał się przekazywać wiedzę tematyczną, ale także życiową, o cechach, które sam reprezentował. Na Uniwersytecie Stanforda sprzed sześciu lat życzył studentom, by również mieli odwagę spełniać własne marzenia, stali się ryzykantami i walczyli, nawet gdy brakuje wsparcia innych, albo pomysł odgórnie skazuje się na klęskę. Jobs wcielił tą tezę w życie już W czerwcu 2007 roku, gdy Apple pokazał telefon komórkowy, kultowy dziś iPhone. Komentatorzy jego dzieła(z wyżej podpisanym włącznie) nie wróżyli przedsięwzięciu powodzenia. Ale rację miał Jobs, bo dziś komórkowy biznes gra pod dyktando jego firmy. Ironista z duchem romantyka, który zrewolucjonizował rynek technologiczny, czy ignorant z obsesyjną wizją i przewrażliwieniem na punkcie własnych dokonań? Dziś postać niezastąpiona i uznawana za przykład człowieka, który gdy chce, to potrafi. Kwiaty i znicze dla Steva Jobsa, nie tylko te internetowe, składają ludzie z całego świata, których życie odmienił ten mały, a tak znaczący gadżet.• Natalia Majka


U lubione

ludzie

Nuda jest w nas Twórca muzyki filmowej Jan A.P. Kaczmarek nagrodzony wieloma wyróżnieniami (m.in. Oscarem za muzykę do „Marzyciela”) opowiada o faktycznym Amerykańskim śnie. Jednak takim, który musiał wybudować zupełnie sam, solidnie ustawiając cegiełkę na cegiełce. Teraz podaje przepis na sukces i opowiada o swoich doznaniach na Dzikim Zachodzie.

20


U lubione

ludzie

W jednym z wywiadów popularnego pisma napotykam wywiad z J.P. Kaczmarkiem. Po prawej widnieje zamieszczone zdjęcie mężczyzny, na którym czas widocznie wymalował już swoje znaki, szlachetne bruzdy, siwe pasma długich włosów... Oczy. Cudowne. Zapatrzone w jeden punkt. Świadome i pewne celów. Obraz człowieka przepełnionego doświadczeniem ale i wielką nadzieją. Kim właściwie jest? Od spraw dziwnych i nieuchwytnych Sam o sobie mówi jako o obserwatorze rzeczywistości z tylnego siedzenia. Nie chce się wynosić ponad. A jednak jest doceniany za swój kunszt i szczególną wrażliwość. Mieszka na obrzeżach miasta. Ma malutki domek, każdego wieczoru przygląda się podwórkowemu życiu bezdomnych kociąt i nornic. Jego żywot nie jest na szczęście obkupiony jedynie tym zajęciem. Z utęsknieniem patrzy na gwarne metropolie, nieczułe, zakurzone, ale w tym głośnym wołaniu blokowisk i morzu różnorodności - doskonałych. To jego naturalne środowisko. Tam czuje się najlepiej, pomiędzy alejami czmycha równie sprytnie co obeznany szczur. Urodził się po to by żyć. Żyć, a nie zdusić osobowość już za życia, co w polskiej rzeczywistości jest całkiem normalne i akceptowane. Wyjeżdża więc na Zachód szukać szczęścia. Znajduje je, chociaż z początku nie jest łatwo. Ba, przecież nigdy nie jest, co nie zmusza go do rezygnacji. Upartość i uprzejmość w jego wykonaniu tworzy dobry, światowy duet, który zasługuje na sukces. Dla tych niezdecydowanych staje się pewnego rodzaju ikoną pokonywania granic, nie tylko tych państwowych ale i psychicznych obaw przed tym, co nieznane.

Kosmopolita Zapytany o to, czy czuje się obywatelem świata, bez wahania odpowiada krótko i zdecydowanie: Tak. Jest przykładem człowieka, który nie może długo usiedzieć na miejscu, który ciągle poszukuje nowatorstwa i sztuki tam, gdzie nikt inny by jej nie szukał. Jest artystą w całej krasie, rzeźbiarzem, który łapie pełnymi garściami z tego, co oferuje mu los. Dużo podróżuje. Pracuje w różnych miejscach. Wszędzie go pełno, ale zachowuje tę cząstkę, która nadaje mu charakteru - tajemniczość, intelektualne sploty przemyśleń znane jedynie jemu.

Zdolny włóczęga z wyboru Ostatnio pracował na rzecz kultury swego rodzinnego państwa - Polski, i chociaż aktualnie pojawia się w wielu innych miejscach, dużo bardziej dostępnych dla świata artystycznego(21 lat spędził w Los Angeles, często odwiedza Europę), to zawsze chętnie wraca myślami do czasów dziecinnych zabaw w mieście Konin. Kocha swój kraj, swojskość i dobrobyt, który tu nazywa się nieco inaczej, bo nieco inny ma wydźwięk. To uczucie

sprytnie przenosi na temat pracy: „Koncert Jankiela”, utwory z okazji rocznic Powstania Warszawskiego, Poznania ’56 i wybuchu Solidarności. Mimo nie najłatwiejszych tematów na natchnienie nie musi długo czekać. Pisze. Tworzy. Pracuje. O doznaniach związanymi z tą pracą opowiada jak o kapitale niezbędnym dla artysty. Swoją działalność zaprezentował także w projekcie Fundacji Rozbitek i na festiwalu Transatlantyk (nazwa nawiązuje do trybu jego życia – ciągłej rozpiętości pomiędzy dwoma oceanami). Polska jest dla niego zagubionym dzieckiem, albo matką, która wciąż tkwi w przeszłości, zamiast spoglądać przed siebie, jednak dzięki temu „zacofaniu” zyskuje przewagę w innych dziedzinach są to np. jak wspomina rzeki i lasy –dzikie, nieuregulowane, których głownie zazdroszczą nam Niemcy.

w postaci morza malutkich domków, pozawijanych labiryntów i niepozornych alejek. Dopiero po jakimś czasie można doszukać się tam ukrytych klejnotów Ameryki. Dobrze zaopatrzone biblioteki, świetne centra kulturowe i muzea z niebywała gamą zbiorów. To wszystko składa się na rozwój talentu. Poza tym w poszukiwaniu szczęścia do LA zjeżdża się wielu ludzi, różnych narodowości, wyznań i jest to bardzo inspirujące, gdy każdy z nich chce zaprezentować swoje możliwości chociażby przechodnią, na głównej ulicy miasta, są wśród nich rzeźbiarze, malarze, poeci, aktorzy. Wtedy też umysł, do tej pory zaciśnięty, rozluźnia się, otwiera i przekonuje do innego spojrzenia „na to wszystko”. Polski kompozytor w takim momencie poczuł bezpieczeństwo, domowy gwar, który jakby już wcześniej słyszał i po prostu wrócił na swoje miejsce.

Rzemiosło kontra duch

Przykazania sukcesu

Czego brakuje Polakom? Albo czego mają w nadmiarze? Polak - człowiek z iskrą, wielkim sercem, zapałem i rękoma gotowymi do pracy. Jednak porywczy, w czym tkwi jego pięta achillesowa. Ignorowanie procedur, które są podstawami odpowiedniego funkcjonowania w życiu społecznym, bez zakłóceń. Bunt pełen romantyzmu , ale należących do tych niepoważnych, dlaczego? Bo działa on na zasadzie „Na przekór... odmrożę sobie uszy” niestety. Lądujemy pomimo tego, że nie powinniśmy, pomimo tego, że mgła gęstsza od mleka.... Kompozytor zwraca uwagę na techniczne możliwości artysty, na ich szlif. Dusza jest niezwykle ważna w tworzony dziele, bo to ona nadaję mu charakter i wygląd, tchnie w dzieło życie, jednak samo wypracowanie jest niezbędne do osiągnięcia sukcesu. Kaczmarek opowiada o tym, że również jak wielu innych młodych artystów lubił „spalać się” „płonąć” w sztuce i sztuką. Świat zewnętrzny, świat ignorantów nie istniał. Miał swoją wizję, która pielęgnował jak skarb, który mógłby nieodwracalnie utracić. Jego żywiołem stawała się improwizacja w Orkiestrze Ósmego Dnia. Nagle mężczyzna zauważa, że to co on odczuwa w głębi siebie, nie ma odzwierciedlenia w oczach odbiorców, a euforia i klimat nie zawsze udziela się słuchaczom. I dotarło, że złotym środkiem jest równowaga między wyobraźnią a duchem i nie całkowite oddawanie się emocjom. W Ameryce poznał moc mistrzostwa osiągalnego po latach ćwiczeń. W jednym zdaniu zawiera amerykański drogowskaz do snu, a jest to pokora, której nauczył się w świecie ryzykantów – Ameryce.

W autostradzie do zwycięstwa ciągle trzeba uważać na prędkość. Nie wychylać się i nauczyć się sztuki rozmowy. Reguła jest taka: bądź komunikatywny, ale głownie wśród tych, którzy mogą otworzyć ci bramkę do zawodu. Bankiety, wystawne przyjęcia oczywiście mogą spełniać formę spotkań towarzyskich, ale nie zawsze sprawią, że dzięki nim rozwiniesz skrzydła. Tak samo jest ze ślicznotką w niezłym wdzianku. To, że jest to dobrze. To, że znalazła się na castingu – jeszcze lepiej. Ale jeśli jest kompletna amatorką, to sam uśmieszek nie wystarczy. Kaczmarek obala tez teorię o usługach seksualnych, które potencjalnie mają powiększać horyzonty przyszłych „gwiazd”. „Seksualności w Los Angeles jest nadpodaż”, a dobrych propozycji pracy najlepiej doszukiwać się poza alkową i bankietami. Producenci nie bazują na sympatiach i znajomościach, bo bardzo dbają o swój film pod każdym względem. W Polsce na porażce nie wiele się traci. Natomiast w Stanach sukces oznacza całkowitą zmianę pozycji społecznej, otwierasz nowy rozdział. Klęska ma podobne działanie, ale jak wiadomo - w drugą stronę.... Amerykańskie zasady gry są dosyć łatwe, na pewno rzeczowe i bardziej stabilne niż w Polsce. Niekiedy trzeba działać tak jak podpowiada intuicja, licząc na łut szczęścia, ale głownie przewidywalność rynkowa, chociaż surowsza, daje Polakowi w Ameryce większe nadzieje.... Bo jeśli komuś nie pasuje twój sposób pracy, przekazywania sztuki i zostaniesz wykopany, to kilka przecznic stąd może już czekać kolejny człowiek, który doceni twój talent. „I tak zachowuję wolność” mówi kompozytor.

Sen spełniony na Głównej Ulicy

Ameryka wygląda jak mityczna Arkadia. Raj spełniony osiągają jednak nieliczni. Wielu tam dziko ambitnych, nieoszlifowanych, gotowych i odważnych, i oni wciąż mają kieszenie pełne marzeń. Na „Dzień dobry” nie widać ani otwartych ramion, ani gotowych kontraktów. Do wszystkiego jednak prowadzi kształtowanie siebie. Wymaganie, nawet, gdy inni od ciebie nie wymagają i ryzyko, być może najważniejsze ze składników tego przepisu na życie.•

Wyobraź sobie, że wysiadasz w obcym miejscu, zupełnie innym kraju, na innym kontynencie stawiasz pierwszy krok i wychylasz noc z samoloty, który być może właśnie wywiódł Cię donikąd, co czujesz? Strach, pewnie tak. Zwątpienie? Niekoniecznie. Motywację? Jak najbardziej. Co w  takiej sytuacji mógł poczuć Kaczmarek, gdy Ameryka stanęła przed nim gotowa i pewna? Odpowiedzą jest rozczarowanie.... Ten świat z marzeń sennych pokazał siebie

21

Ojczyzna odważnych

Natalia Majka


U lubione

ludzie

Ela lubi krew Piękna, młoda, inteligentna i w dodatku siostrzenica króla. Wydawałoby się – idealna kandydatka na żonę. Tak, ale pod warunkiem, że nazywasz się Hannibal Lecter. Dlaczego? Z takiej prostej przyczyny. Nadzwyczaj lubiła widok krwi... Zaczęło się od wydania piętnastoletniej Eli za starszego o 10 lat bohatera wojennego. Nic dziwnego, że się dziewczynie poprzewracało w głowie, skoro była zmuszona do obcowania z jakimś... panem. Ale dzielnie sobie poradziła, zapełniając okres jego nieobecności wizytami kochanków obojga płci. Już w tym czasie miała problemy umysłowe. Jednakże do śmierci męża była grzeczną hrabiną. Od czasu do czasu zdarzało jej się tylko ukłuć służącą szpikulcem, inną ugryźć czy też pobić do krwi. No, ale każdy ma czasem gorsze dni. Warto wtedy posłuchać relaksującej muzyki. Odgłosy natury, śpiew ptaków, bądź krzyki torturowanych panien... Szczyt sadyzmu osiągnęła po stracie małżonka. Z obawy przed przemijającym czasem, a co się z tym wiążę, utratą urody, postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce. Odwiedziła ją wówczas

Anna Darvulia, która podsyciła tylko obsesję hrabiny, poprzez zdradzenie jej pewnego sekretu. Głównym jego zamysłem było odbieranie komuś krwi, co pozwalało przejąć jego fizyczne i duchowe cechy. No i zaczęło się. Sprowadzenie z zagranicy żelaznej dziewicy (chyba nikomu nie trzeba tłumaczyć, co to za urządzenie?). Specjalna sala do tortur. Klatki wyłożone kolcami, z których biegła rynienka odprowadzająca czerwony płyn wprost do wanny, tworząc nastrojową kąpiel dla pani zamku. Znajdowanie sobie ludzi do porywania w nocy młodych dziewcząt. Oblewanie ich wodą, przy temperaturze grubo poniżej 0, dopóki nie zamieniły się w lodowe posągi... Jednak nie dawało to pożądanego efektu. Na twarzy Elżbiety pojawiało się coraz więcej zmarszczek. Inteligentnie wywnioskowała, ze krew nie może być ,,plebejska”. Założyła więc szkołę dla arystokratek. Powodem ich notorycznego ,,znikania w niewyjaśnionych okolicznościach” raczej nie był zbyt wysoki poziom nauczania... Jednak sielanka nie może trwać w nieskończoność. Przez lekkomyślne wyrzucenie przez mury zamku 4 ciał pozbawionych krwi wszystko się wydało. Wysłana przez króla ekspedycja odkrywa straszne fakty. Rejestr zamęczonych dziewcząt, a niej ponad 600 nazwisk. Pomocnicy w zbrodni zostają ścięci, a hrabina skazana na zamurowanie w jednej z komnat, gdzie umiera 3 lata później. Jak niektórzy twierdzą - z braku dziewiczej krwi...• Martyna Biegańska

22


U lubione

polityka

Waruj Dimitrze! Siad. Podaj łapę. Leżeć. Daj głos. Dobry piesek. A teraz wypluj tę demokrację! No już, a teraz wracaj do budy, zawołam cię jak będziesz mi znowu potrzebny. Masz 12 lat wolnego. Oto krótka bajeczka o małym i bezbronnym Dimitrze, (choć niektórzy mówią, że jest wielki i ma władzę) oraz silnym i bezwzględnym Panie, co to włada małym Dimką oraz największym na świecie Podwórkiem.

A

miało być tak pięknie. Był rok 2008. Maleńki Dima miał do wypełnienia misję. Bezgranicznie ważną, bo związaną z Przenajświętszym Podwórkiem. Miał się nim opiekować przez 4 lata, czyli pod chwilową nieobecność Pana, który ze względów własnościowych musiał na moment stać się jego wicegospodarzem. Piesek bardzo się cieszył. Chciał czuwać nad Podwórkiem a nawet myślał, że będzie mógł nim trochę porządzić. Dotąd wszystkie decyzje podejmował Pan a on nie zgadzał się z jego poglądami. Przecież Pan w zaciszu wielkiego Domu nazywał się konserwatywnym-siłowcem a on mówił o sobie liberał-lojalista. Radośnie merdał, więc ogonkiem na myśl o zmianach, jakie wprowadzi. Teraz jest mój czas – mówił – moja kolej. Niestety większość mieszkańców Podwórka patrzyła na niego niechętnie, tylko kilka marzących o wolności kotów się do niego uśmiechało. Inni mieszkańcy jak świnie, krowy czy kury były oddane Panu. Właściwie nie obchodziło ich, co myśli Dimitr, Pan czy ktokolwiek inny. Ważne, że to Pan ich karmił. Dimo zaczął, więc szczekać, aby ich do siebie przekonać. Szczekał i szczekał. Pan patrzał na niego krzywym okiem. Gdy to nie pomogło począł uchwalać różne ustawy i dekrety. Niestety świnie i krowy nie zrozumiały ich znaczenia a kury krzyczały coś, że Dimo chce zniszczyć Podwórko. Pan przestał mu ufać. Przecież miał się tylko opiekować Podwórkiem a tu nagle zaczął bezczelnie wywarkiwać jakieś swoje widzi mi się. Wściekły Pan nakazał, więc kogutom, które odpowiadały za wprowadzanie w życie jego dekretów bojkotowanie ich. Piesek długo płakał, gdy dowiedział się, że 62% jego decyzji gdzieś przepadło. Starał się jeszcze szczekać, ale wpływ Pana

był zbyt silny. Schował się, więc w kącie i zawiedziony, że nie porządzi Podwórkiem zaczął po prostu się nim opiekować jak mu to było przykazane. Pan bacznie go obserwował. W dłoni miał coś, co przypominało zdjęcie złego Chodorka wygnanego w najciemniejsze zakamarki Podwórka dawno temu. Czasem Dimo myślał też, że są to notatki o tej dużej rynnie z czarną mazią, która wychodziła z podwórka. W końcu nadszedł moment powrotu Pana i to na 12 lat. Mały Dimo stanął przed wyborem: zbuntować się przeciw niemu albo grzecznie ustąpić. Stchórzył. Ustąpił. Pan skarcił go za próby

23

wprowadzenia czegoś, co z odrazą i dziwnym wyrazem twarzy nazywał „demokracją”. Paskudne słowo – mówił. Zły Dimitr zostaw to! Fe! Wypluj! Dimo był zbyt słaby, więc posłuchał i posłusznie wypluł demokrację. W końcu Pan przestał krzywo na niego patrzeć i wybaczył mu. Piesek w nagrodę za dobrą służbę dostał pełną miskę i nową budę. I tylko 38% mieszkańców Podwórka zaczęło mówić coś o jakimś „egipskim scenariuszu”.• Andrzej Kostewicz


U lubione

sport

fc real barcelona = 1 747 000 000 €

Rewolucja w Primera Division Gigantyczne różnice finansowe z niesprawiedliwego podziału pieniędzy za prawa telewizyjne mogą w lidze Hiszpańskiej doprowadzić do rewolucji. Tak ogromnych różnic nie ma w żadnej lidze w Europie. Czy to może oznaczać koniec hegemonii Realu i Barcelony w La Liga ? Real Madryt i FC Barcelona kompletnie zdominowały rozgrywki krajowe. Przez ostatnie dwa sezony utrzymała się 20-punktowa przewaga nad trzecią drużyną Valencią. Wyższość tych klubów opiera się na ogromnych budżetach - ponad 400 mln euro rocznie - to aż cztery razy więcej niż budżet Atletico czy Valencii nie mówiąc o biedniejszych klubach takich jak Racing Santander czy Sporting Gijon, które zalegają z wypłatami dla piłkarzy. Sfrustrowani piłkarze strajkowali, przez co pierwsza kolejka nie odbyła się wg planu. Różnice w budżecie jeszcze bardziej powiększa sposób, w jaki dzielone są pieniądze ze sprzedaży praw telewizyjnych. Real i Barcelona mają zagwarantowane ok. 140 milionów euro. Różnica pomiędzy najlepiej a najsłabiej opłacanym Levante wynosi 128 mln. Tak wielkich dysproporcji nie ma w żadnej lidze na świecie. Najbardziej niezadowolony z tego powodu jest prezes Sevilli Jose Del Nido. To z jego inicjatywy odbył się zjazd wszystkich klubów

pierwszoligowych (oprócz… Realu i Barcy), który ma wywrzeć presję na działaczach ligi i zmusić do bardziej sprawiedliwego podziału pieniędzy. Ale czy to sprawi, że liga stanie się bardziej wyrównana? Oczywiście zarówno Real jak i Barcelona będą musiały ograniczyć swe wydatki na rynku transferowym, ale inne zespoły nie będą w stanie szybko nawiązać z nimi równorzędnej walki. Sprzedaż praw telewizyjnych to tylko jedno ze źródeł dochodów. Real i Barcelona ogromny przypływ gotówki zawdzięczają m.in: bogatszym sponsorom, lepiej rozbudowanym stadionom, popularniejszym piłkarzom, drożej sprzedawanym zawodnikom a także za udział w Lidze Mistrzów. Nawet jeśli działacze ligi zmienią sposób podziału pieniędzy to na skutki tej rewolucji trzeba będzie długo poczekać.• Stanisław Szwajca

24


U lubione

hejting

Paris - Silesia Matko! To Paris Hilton! Nie wierzę! Najpiękniejszy dzień mojego życia! Chodź bliżej, zrób mi fotę! Na nk!

Biedna warstwa społeczna czcząca wszelki plastik i róż doczekała się swojego wielkiego wydarzenia. Tak oto na katowicką ziemię zstąpiła bogini świata szołbiznesu – Paris Hilton. Okazją do zaproszenia naszej gwiazdki było otwarcie nowego pasażu w katowickiej Silesi City Center. Otwarcie – jak najbardziej. Zadaję sobie pytanie, czemu panowie właściciele nie wysilili się na zorganizowanie jakiś wielkich megasuperhiper przecen, promocji i okazji, zamiast całej szopki z Paris? Z drugiej strony coś w tym jest – im więcej osób przyjdzie zobaczyć naszą koleżankę, tym więcej pójdzie pozwiedzać sklepy, a co za tym idzie zakupić parę drobiazgów. Zauważmy jednak, że punktem programu były nie sklepy, a gość specjalny. O samej Paris pisać nie będę. Nie wiem czy przyjechała z pieskiem z oczkami na wierzchu. Nie wiem, bo nie byłam. Uczyłam się pewnie. Za to wiem, że nie zoperowała sobie swojej powieki jak to wszędzie rozgłaszała. Ale widziałam zdjęcia! Paris zadeklarowała, że Polska przypadła jej tak samo do gustu, jak inne, godne ludzi z milionowym majątkiem, miejsca na kuli ziemskiej. Kicz i chwyt reklamowy, ale jakże chwytający za serce! Newsweek: Coś sobie pani kupiła? Paris Hilton: Mnóstwo rzeczy. Uwiel-

biam kupować i nosić tradycyjne ciuchy z różnych krajów. Każdy z nich ma własny styl. Zakładając, że kupiła w najdroższych, ogólnoświatowych sieciach sklepów, to faktycznie, tradycji aż pełno.Z wielkim uśmiechem na twarzy czytuję komentarze fanek na różnych portalach społecznościowych. Na klawiaturę ciśnie mi się zacytowanie jednego urzekającego komentarza fanki Pani Paris: (…)To wielki zaszczyt dla Polski, że zdecydowała się nas odwiedzić. W naszym kraju Jej odpowiednikiem jest śliczna Kasia Cichopek, najlepsza polska aktorka młodego pokolenia. Gdyby te dwie supergwiazdy spotkały się, to byłby to superhit sezonu. Bardzo chciałabym być świadkiem takiego epokowego wydarzenia.(…) Uchowaj nas Panie, od takich epokowych wydarzeń!• Aleksandra P. Niehipster




U lubione

liRYCZENIE!

Szczęśliwa nuda Czasem łabędź wybiera samotność, Czasem pszczoła zostaje wygnana, Emocji nastaje wilgotność, Łza upadła i zostaje sama. Przyzwyczajenia odchodzą, Szczęśliwa trwałość nudzi. Na drugą stronę rzeczy przechodzą, I wspomnienia wzbudzi. Walka rozsądku i walka serca. Cóż zrobić? Rozdwojona nadzieja. Skoro wszystko się zmieni, to kiedy się zmienia? A jeśli wyjściem jedynym jest brak przyczajenia? • łukasz drążek

rda ą dwa drog ch E a l oną adający d ż e i n p ś s a z zd szłam ócz gwia d sobą ch y r ze nic p idząc pr konając ci ś h w o c nie ch ocza ask mił czy l z y b s w m o znikł mi trze ści a n p n w t o o da pod sto sam rzeszczy o g h e c i w e ki śn ie się ęścia nie ę we zna n g ą si ci cz sens ki ze sz dają nikt nienia e straciło am ozna ś jest m k e i i o c wsp iebie ży czy i szu am gdz t o C e bez ę w Twe ć jeszcz oje ś w z patr oja miło cie nie s ie y w ż T z oje m es en że częła aje poci minu zw ie o p z a n ro ćd perg zok mnie szłoś prze wana na w zapo mnień s e o e i l prze e uciekn nie wsp m ycia i e nic n i budzi ko Ciebi giczny ż a l m noca widzę ty śmierć m zja w asta w ó n ć a i zn b • , zro myśl skok

Nienazwany No 4 Na pustyni nie ma łez, a ja się tak znów  boję... Jeśli muszę zasypiać, to powiedzcie mi jeszcze Powiedzcie mi proszę, czemuż to  powinienem Z rankiem otwierać oczy,  wtedy ogarnie mną strach Sen zamknął mi oczy, zaszył też Nam usta I bez tego tak wąskie... Szarpaną raną uszu wtargnęła sól obcych słów Spopieliła Wam mózgi,  zmroziła Wasze serca I Ty znów modlisz się, Błagasz tak na kolanach... Krzyczysz z bólu za tym, Za tym, czego mieć nie wolno Ale co tak silnie chcesz Trzymać czule za rękę A czemu tak bardzo chcesz Spojrzeć w głębię oczu... Ja się więcej nie modlę Przestałem, rozumiem już Hmmm... Taką mam nadzieję, Jeśli jej jakąś cząstkę mam

26


U lubione

liRYCZENIE!

… Wychowałam się słuchając muzyki tworzonej przez rewolucjonistów, skrajnych buntowników, poszukiwaczy granic, czytywałam ich książki, oglądałam filmy o nich. W pewnym sensie współistniałam z nimi, w nich, w czasach ich świetności i upadków. Ciągle, niepodważalnie stanowili i stanowią autorytet dla mnie. Są jak wskazówki, rzucone świstkiem do kieszeni marynarki, z nadawcą od losu. Czuję się nieskażona tym światem. Czysta w jakimś stopniu-wolna, co także znaczy zagubienie i popioły palonych mostów. Jeśli wiesz, o co mi chodzi. Nic nie ma to wspólnego z apelem jasnogórskim odprawianym o godzinie 21 w naszym i pewnie każdym kościele ale..... Apeluję - nie mówcie mi, że mam się dostosować do tego co oferuje mi obecne życie, podpisywać się pod czymś co kompletnie nie należy do mojej wizji. Jeśli chcę założyć dziś zdarte trampki do kwiecistej spódnicy, to nie mówcie, że tak nie wypada, jeśli akurat moja wizja dotyczy głupich znoszonych trampów i fikuśnej kiecki z najbardziej oldschoolowego sklepu z odzieżą na mieście, promocja szperaczka - Kacper, zwróć uwagę jaka trafna. Ani nie zarzucajcie, choćby najbardziej taktownie i subtelnie, ze mam zmienić styl mówienia, pisania, “bo ten świat gra zupełnie inną taktyką”. Albo, że śmieje się w nos widząc uparciuchy rodem z pouczających baśni dla dzieci, tam, gdzie zawsze bohatersko wychodził kompromis. A! pełną gębą. Nie mam zamiaru zmieniać całego systemu, ale też nie będę torturowała się pseudonależeniem do niego. Niżej prezentuję dwa autorskie wiersze, nad którym proponuję chwilę przystanąć, a nie chapać w całości i na raz. Znasz osobę, o których w nich mówię. Każdy tę postać zna... • Majka

about a K. KURTka.

budziły się kwiaty i słońce wstawało jak pąk zielony a ty złodzieju młodzieńczych duszyczek, czarowniku w wątpliwej szacie - zniknąłeś dalej prowadziły cię falsyfikaty kolorowych wojaży miraży jawnych gdzieś czy nad staw błękitny oczu twych, kapitanie cały świat - herbatę podaną pod nos miałeś ogniki sponiewierane między źrenicami tam komety łapane za ogon, maniakalne myśli tak przygrywały niebezpiecznie krwiożerczo u w o l n i e nie lubiłyśmy wyprawy do ogrodów twoich niezrozumiałych wołanin o pomoc o radość o promyki nad czarnym stawem wylanych pragnień gdzie spoczywał smok i czuwały zwierzątka krnąbrne u stóp opiumowej góry [kiedy nagle] berbecie zawiesiły pułapki i imiona nadały marom sennym płakałeś bardzo

… w szufladach głębokich niech ukryją ego-„ja” na rzecz niezmierności oby tylko były wolne od przywiązania i niechęci młodzi głupcy porywiści o cienkiej wężowej skórze jak twoja i jeziorach białych refleksów za paznokciami – talenty bywają niepewne lecz ponadczasowe spoglądaj od czasu przypominaj się bądź

Stary Elvis Też masz czasem nieodparte wrażenie jakby to nikt na tym świecie nie mówił w twoim języku a wtedy oczy się szklą i cały ten świąteczny bar zalewa tysiące oddechów więzionych w szklanej bani jąkasz się wzywasz Matki Ojca boga a nadal bojkotujesz rzeczywistość kompletnie sam to niewybaczalne bo melodia wszechczasów staje się wrakiem i już nikt nie mówi w twoim języku poza Elvisem umierającym na winylowym krzyżu

27


0

5 ,2

}

ania Sł

ad

ek

dk a } kła {o

{2

c opernicus

&

/ andrz e j k os

{str.13, 15} /

bR

foto

rz

t

ew

ek yb

ilustracje icz

{str.6,8} / ka c p er g

dwumiesięcznik I LO im. M.Kopernika w Będzinie

copernicus.gazeta@gmail.com

… natalia m

a jk

a/ ale

redakcja

ie

ga

ńs

ka

/dan

iel k ardasiń

28

r s k a /m a r odgó t yna b

e a jc a/r d.nacz: an w z drz s ej w a k isł

p dra an ks

os

te

cz wi

s

k i / sta n

Copernicus 11-12/2011  

Szkolna gazetka Copernicus