Traktor i Maszyna 2014

Page 1


www.traktorimaszyna.pl


www.traktorimaszyna.pl Szanowni Państwo: Wystawcy, Kolekcjonerzy, Członkowie Klubu Traktor i Maszyna, Czcigodni Goście, Drodzy Mieszkańcy Gminy Lipno!

Drodzy czytelnicy i miłośnicy zabytkowej techniki rolniczej! To już trzynaste spotkanie entuzjastów zabytkowych pojazdów i maszyn rolniczych we Wilkowicach. Nasza impreza zbiera coraz więcej wystawców i zwiedzających. Jestem przekonany, że demonstrowane staranie odrestaurowane ciągniki, silniki i maszyny rolnicze przyczynią się do podtrzymania tradycji polskiego rolnictwa. Starszemu pokoleniu przypomną się miłe wspomnienia z młodości, młodsi poznają jak pracowano na wsi kiedyś. Festiwal przyczynia się do podtrzymania historii rolnictwa w naszym społeczeństwie. Mam nadzieję, że każdy znajdzie tu coś ciekawego dla siebie. Życzę niezapomnianych wrażeń. Zbigniew Jankowiak Wiceprezes Klubu Traktor i Maszyna

23 i 24 sierpnia, już po raz trzynasty spotykamy się w Wilkowicach na Festiwalu Starych Ciągników i Maszyn Rolniczych im. Jerzego Samelczaka oraz na organizowanej przez Międzynarodowe Targi Poznańskie Wystawie ROLTECHNIKA. Co roku nasza impreza przyciąga tysiące zwiedzających, którzy podczas dwóch dni mogą podziwiać pięknie odrestaurowane i zachowane stare ciągniki i maszyny rolnicze w ramach Festiwalu, a także najnowocześniejszy sprzęt na Wystawie Roltechnika. Największą atrakcją Festiwalu są pokazy i konkurencje „Traktor Pulling”, „Odpalania bumbaja”, „Odpalania korbą”, pokazy w polu, turniej

„Precyzyjny Gospodarz”. Tradycyjnie również, będziemy mogli podziwiać paradę starych traktorów ulicami Wilkowic. Siłą Festiwalu jest to, że dużo uwagi poświęcamy na zorganizowania atrakcji dla dzieci, dlatego serdecznie zapraszam całe rodziny do udziału w XIII Festiwalu Starych Ciągników i Maszyn Rolniczych im. Jerzego Samelczaka w Wilkowicach. Serdecznie dziękuję Wszystkim, którzy zarówno w tym roku jak i w poprzednich latach pracowali i pomagali przy organizacji tego rolniczego święta. Życzę wszystkim doskonałej zabawy, miłych wrażeń i dobrej pogody. Serdecznie pozdrawiam Jacek Karmiński Wójt Gminy Lipno

Program XIII Ogólnopolskiego Festiwalu Starych Ciągników i Maszyn Rolniczych im. Jerzego Samelczaka 22.08.2014 (Piątek) ok. 16.00 - Przejazd wybranych 15 ciągników do Leszna, spotkanie z Prezydentem miasta

23.08.2014 (sobota)

24.08.2014 (niedziela)

7.30 - Akredytacja w namiocie gminnym 9.00 - Otwarcie wystawy dla zwiedzających 10.00 - Spotkanie organizacyjne (namiot) omówienie regulaminu, zasad bezpieczeństwa, przedstawienie osób odpowiedzialnych, ustalenie liczby i kolejności prezentowanych maszyn, 11.00 - Oficjalne otwarcie festiwalu, rozstrzygnięcie konkursu „Kolekcjoner roku 2014”, wręczenie pucharów ufundowanych przez Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi 12.00 - Prezentacja ciągników na placu manewrowym 13.00 - Odpalanie bumbaja (I tura) 13.30 - Odpalanie korbą (I tura) 14.00 - Turniej „Precyzyjny Gospodarz” oraz Pokazy Nowych Ciągników – Roltechnika 15.00 - Pokazy w polu „Omłoty” 15.30 - Traktor Pulling – małe, średnie i duże ciągniki 16.30 - Jazda dowolna na placu manewrowym 17.00 - Zakończenie konkurencji i pokazów podczas I dnia festiwalu 19.00 - Msza św. w intencji kolekcjonerów 20:30 - Spotkanie klubowe przy muzyce (namiot konferencyjny)

9.00 - Otwarcie wystawy dla zwiedzających 11.00 - Parada starych traktorów ulicami Wilkowic 11.30 - Prezentacja maszyn na placu manewrowym 12.30 - Pokazy w polu „Omłoty” 13.00 - Odpalanie korbą (II tura i finał) 13.30 - Traktor Pulling – (bulldogi) 14.00 - Odpalanie bumbaja (II tura i finał) 14.30 - Turniej „Precyzyjny Gospodarz” oraz Pokazy Nowych Ciągników – Roltechnika 15.30 - Pokazy w polu „Omłoty” 16:00 - Jazda dowolna na placu manewrowym 16.30 - Wręczenie dyplomów i pucharów 17.00 - Zakończenie festiwalu

Wydawca: AR Turus 64–100 Leszno, ul. Lipowa 4, tel./fax 65/529–41–15 www.turus.pl, turus@turus.pl; Fot. A. Cieślik, archiwum kolekcjonerów Skład: AR Turus; Redakcja: Andrzej Cieślik; Reklama: Lidia Hanuszek, Paweł Fryz, Katarzyna Primel; Grafika: Mikołaj Kowalczyk; Współpraca: Agata Grzywacz, Paweł Rychter, Rafał Rosolski, Rafał Mazur. Okładka: Jerzy Walerowicz na Ursusie C45 (Kolczak) z 1948 r. Redakcja nie odpowiada za treść reklam.


www.traktorimaszyna.pl SPIS TREŚCI

Od wydawcy

Trafił do Państwa czwarty numer magazynu dla miłośników starych traktorów i maszyn rolniczych Traktor i Maszyna. Wersja elektroniczna jest dostępna w internecie na stronie www.traktorimaszyna.pl. W numerze zawartych jest wiele ciekawych informacji i reklam. Każdy powinien znaleźć coś ciekawego dla siebie. Przygotowujemy dla czytelników pewną niespodziankę, kolejne wydanie magazynu dla miłośników starej techniki rolniczej ukaże się jeszcze w tym roku. Proszę śledzić nasz profil na Facebooku, tam znajdziecie wkrótce więcej szczegółów. Andrzej Cieślik

str. 3 - Program Festiwalu. str. 4 - Od wydawcy. Spis treści. str. 5 - Moda na stare traktory. str. 6 - Galeria kolekcjonerów - Jan Demczyszak. str. 7 - Reklama. str. 8-9 - Rejestracja pojazdu zabytkowego. str. 10 - Galeria kolekcjonerów - Marian Mamala. str. 11 - Reklama. str. 12-13 - Unimog - jeden traktor do wszystkiego. str. 14 - Galeria kolekcjonerów - Wojciech Wrzesiński. str. 15 - Reklama. str. 16 - W osiem dni dookoła Polski. str. 17-19 - Fotogaleria „Festiwal 2013”. str. 20-21 - Magdalena Figur - dziewczyna z plakatu „Kobiety na traktory”. str. 22 - 450 kilometrów Ursusem. str. 23 - Reklama. str. 24-25 - Ursusem przez Amerykę Południową. str. 26 - Porady eksperta. Wycieczka do Czech. str. 27 - Lokomobila z Kaszub. str. 28 - „Stary Traktor Bieszczady”. Traktor i Maszyna na zlocie w Zechin. str. 29 - Reklama. str. 30 - Galeria kolekcjonerów - Jacek Gaj. str. 31 - Reklama. str. 32 - Minirelacje z imprez 2014. str. 33 - Reklama. str. 34 - Skoda 30 str. 35 - Reklama. str. 36 - Reklama.


www.traktorimaszyna.pl

Moda na stare traktory

T

rzynaście lat temu Jerzy Samelczak, rolnik z Targowiska gmina Lipno postanowił uatrakcyjnić gminne dożynki i zorganizował pierwszy mały pokaz starych ciągników w Górce Duchownej. Nie spodziewał się, że stare traktory wzbudzą olbrzymie zainteresowanie gości dożynkowych. Wielu z nich przypomniało sobie, że w ich gospodarstwach stoją nieużywane od lat stare traktory i maszyny. Pokaz w Górce Duchownej zachęcił wielu z nich od odrestaurowania starych traktorów. Jerzemu Samelczakowi marzyło się zorganizowanie festiwalu starych ciągników, wzorem tych, na których bywał na zachodzie. Przy wsparciu władz gminy i GOK w Lipnie następnego roku – 2002 zorganizowany został I Festiwal Starych Ciągników i Maszyn Rolniczych. Impreza przyciąg-

nęła wielu widzów i zachęciła kolejnych posiadaczy traktorów do ich renowacji. Jeszcze tego

na, a inicjator został patronem corocznego festiwalu we Wilkowicach.

Jerzy Samelczak (pierwszy z lewej) w czasie dożynek w Górce Duchownej 2001 r. Fot. J. Kuik/ABC

samego roku postanowiono powołać stowarzyszenie grupujące kolekcjonerów. Niestety w listopadzie 2002 roku zmarł główny inicjator stowarzyszenia – Jerzy Samelczak. Idee ojca postanowił kontynuować syn Rafał Samelczak. On też został wybrany na prezesa Klubu Traktor i Maszy-

Kolekcjonowanie starych ciągników stało się modne w naszym kraju. Kolekcjonerzy z całej Polski uświetniają swym udziałem festyny zakładowe, dożynki, gminne, powiatowe, a nawet wojewódzkie. Powstają nowe kluby i stowarzyszenia miłośników starych Ursusów,

Zetorów i Lanzów. Przybywa nowych kolekcjonerów w odległych regionów Polski. Coraz trudniej znaleźć stary ciągnik nadający się do rekonstrukcji, czasami łatwiej jest przywieźć traktor zza zachodniej granicy niż kupić w kraju. Festiwale we Wilkowicach cieszą się od lat niezmiennie olbrzymią popularnością – ponad dwadzieścia tysięcy odwiedzających. Dostrzegły to władze Międzynarodowych Targów Poznańskich organizując po sąsiedzku targi rolnicze ROLTECHNIKA. Wilkowicki festiwal ma swoją specyfikę – są pokazy pracy w polu, dynamiczne przejazdy, konkursy mocy i popisy sprawnościowe. Co roku można też obserwować pokazy edukacyjne - jak kiedyś wyglądała praca rolnika. (CAN)


www.traktorimaszyna.pl

Galeria kolekcjonerów

Jan Demczyszak

P

ochodzi w wielodzietnej rodziny, od dziecka przejawiał zamiłowania do mechaniki. Zauważył to chyba jego starszy brat, który sprezentował mu starego, niesprawnego Komara. Smykałka do mechaniki i wytrwałość w dążeniu sprawiły, że Komar odpalił i przez kilka lat służył jako środek lokomocji nie tylko dla małego Janka. Skończył szkołę zawodową jako ślusarz-mechanik. Przez kilka lat pracował w swoim zawodzie. Pod koniec lat 90 -tych był na wystawie starych samochodów w Niemczech. Nie brakowało tam prawdziwych perełek starannie odrestaurowanych. Jednak jemu najbardziej przypadł do gustu Citroen CV11 BL z 49 roku. Postanowił poszukać jakiś egzemplarz do remontu. Po kilku miesiącach znalazł pod Hanoverem w stanie prawie dobrym. Rok trwało szukanie potrzebnych części, potem było rozkładanie, piaskowanie, malowanie i składanie. Wiele pracy wnieśli synowie Paweł i Jakub. Gdy wreszcie Citroen odpalił cieszyła się cała rodzina. Został zarejestrowany jako pojazd zabytkowy i od 7 lat kolekcjoner z Prochowic jeździ nim na zloty czasami wozi młode pary do ślubu. Sympatią do traktorów zaraził się za sprawą swoich dzieci, którzy znaleźli w internecie informację o zlocie starych traktorów we Wilkowicach. Córka Emilia i syn Jakub byli na II

Festiwalu i wrócili bardzo zauroczeni imprezą. Sam pojechał do Wilkowic na 4 i 5 Festiwal jako widz. – O zakupie pierwszego ciągnika zadecydował przypadek – wspomina Jan Demczyszak. – Szukałem małego traktora do pracy na działce. Przypadkiem trafiłem na złomowisku w Niemczech starego, zdewastowanego Holdera z 1956 roku. To było to, o co mi chodziło. Okazało się że ten model B10 Jan Demczyszak na swoim Holderze. jest niezwykle rzadki. Pojemność 500 cm3, z dwusuwowym silnikiem nym z dużymi brakami. Ale tadiesla i mocy aż 10 KM. Roze- kie egzemplarze bardzo mnie brał silnik i podzespoły, dorobił mobilizują. Nie bez znaczenia brakujące elemwnty. Najwię- była też korzystna cena – mówi cej czasu kosztowało go przy- kolekcjoner z Prochowic. Chywrócenie wyglądu blaszanych ba takiego Bociana na chodzie osłon. Rozebrany i złożony by nie kupił. Niezbędny okazał został przywieziony do Polski. się remont silnika, wiele pracy Wreszcie w 2006 roku został kosztowało przywrócenie orygizarejestrowany jako pojazd za- nalnego oblachowania i układu bytkowy dopuszczony do ruchu. kierowniczego. Gdy odwiedziPrawdopodobnie jest to jedyny łem go w maju Bocian był już tego typu egzemplarz Holdera sprawny technicznie. Trwały prace przygotowawcze do lakiew Polsce. Kolekcjonerka żyłka dała rowania i kompletowania instalaznać w ub. roku – trafiła się cji. Tak jak inne egzemplarze reokazja zakupu Zetora 25K (czy- tro zostanie zarejestrowany jako li popularnego Bociana). – Był pojazd zabytkowy. Zobaczymy w bardzo złym stanie technicz- go zapewne na festiwalu we Wil-

kowicach. W dalszej kolejce do rekonstrukcji stoi karoseria i silnik kolejnego Citroena, Jest to też rzadki model przedwojenny U11 Pick-up. To także duże wyzwanie do Jana Demczyszaka, bo brakuje wiele części. Znając jednak kolekcjonera z Prochowic dotychczasowych dokonań, da sobie radę także z odrestaurowaniem Citroena U11 z 1934 roku. Zapytany o marzenia odparł – chciałbym odrestaurować i uruchomić Lanz Bulldoga 55. Przysłowie mówi, że marzenia się spełniają. Miejmy nadzieje, że po Citroenie U11 przyjdzie kolej na Lanza. (CAN)


www.traktorimaszyna.pl


www.traktorimaszyna.pl

Rejestracja pojazdu zabytkowego

W

Polsce panuje wiele mitów i jeszcze więcej niedomówień na temat rejestracji samochodów zabytkowych. Niestety nawet urzędnicy często nie posiadają, nawet podstawowej, wiedzy na ten temat. Najbardziej skandalicznym tego przejawem jest pobieranie od właścicieli nowo rejestrowanych w naszym kraju samochodów zabytkowych opłaty recyklingowej w wysokości 500zł – jest to działanie bezprawne i nielogiczne, bo jak można płacić opłatę za złomowanie samochodu, którego w myśl prawa złomować nam niewolono, ale o tym później. Na oldtimery.com zamieszczamy, w najprostszej z możliwych formie, porady dotyczące rejestracji pojazdów zabytkowych. Bez nudnych regułek, prosto, jasno i czytelnie. Poniżej pierwsza część, w której znajdziecie informacje, jakie kryteria musi spełniać pojazd (wedle wytycznych Krajowego Ośrodka Badań i Ochrony Zabytków) by móc go zarejestrować „na żółte tablice” 1. Musi mieć, co najmniej 25 lat 2. Musi być (w modelu) nie produkowany od 15 lat 3. Posiadać 75% oryginalnych części Wyjaśnić tu należy, że 75% to stosunkowo niewiele i nawet przemalowane na inny kolor samochody z tapicerką albo i całym wnętrzem od innego pojazdu też się „załapią”. Występuje tu zasada, że podstawowe podzespoły powinny być oryginalne - tzn. od tego samego modelu, ale jak pokazuje doświadczenie i bez tego rzeczoznawcy umożliwiają nam taką rejestrację. Wielokrotnie zdarzają się Mercedesy z silnikami Diesla zamiast benzynowych czy inne tego typu „skundlone” pojazdy, ozdobione tablicami w kolorze żółtym. Redakcja oldtimery.com uważa, że dla naszego dobra takie samochody nie powinny legitymować się mianem po-

jazdów zabytkowych, ale cóż, w Polsce przepisy rzadko bywają jasne i dają miejsce do takich nadużyć. Jeżeli nasz pojazd nie ma jeszcze 25 lat to droga wcale nie jest definitywnie zamknięta. Możemy go zarejestrować jako samochód zabytkowy, gdy rzeczoznawca uzna, że nasz pojazd spełnia jedną z poniższych cech: 1. Posiada unikalne rozwiązania konstrukcyjne, 2. Dokumentuje znaczące etapy rozwoju techniki motoryzacyjnej, 3. Był związany z istotnymi wydarzeniami historycznymi, 4. Był użytkowany przez osoby powszechnie uznane za wyjątkowo ważne, 5. Ma związek z ważnymi osiągnięciami sportowymi, 6. Posiada oryginalne wykonanie lub został odrestaurowany, 7. Został odtworzony wiernie, zgodnie z technologią z okresu jego produkcji. Powyższe siedem punktów umożliwia nam rejestrację replik i innych pojazdów, które z jakiegoś powodu są wyjątkowe np. jeździł nimi Papież albo Britney Spears. Jeżeli zależy nam na tablicach podobnych do loga Oldtimery.com to musimy pogłówkować jak to zrobić i jakiego punktu zaczepienia poszukać jeżeli nasz pojazd nie ma jeszcze 25 lat. Jeżeli ma już odpowiedni wiek sprawa jest prosta i szybka. Jest jeszcze jedna droga rejejestracji na zabytek. Takiej procedurze podlegają wszystkie pojazdy wpisane do inwentarza muzealiów. Codziennie dostajemy telefony i maile z pytaniami o zasadność rejestracji pojazdów na tak zwane „żółte tablice”. Trudno odpowiedzieć na to pytanie jednoznacznie, ponieważ istnieje wiele dobrych jak i złych stron tego rozwiązania. Poniżej postaramy się obiektywnie i czytelnie przedstawić wszelkie

Żółte tablice z daleka informują, że to pojazd zabytkowy. za i przeciw. Plusy:

+ Brak konieczności dosto-

sowywania pojazdu do polskich wymogów technicznych, które spełniać muszą pojazdy dopuszczone do ruchu drogowego – jest to istotne zwłaszcza w przypadku samochodów z USA, posiadających inne światła i lusterka oraz samochodów z kierownicą po prawej stronie. Możemy nimi normalnie jeździć bez konieczności dokonywania przeróbek. + Możliwość jazdy po drogach publicznych z sygnałami świetlnymi i dźwiękowymi, używanymi przez policję, pogotowie czy straż pożarną. Oczywiście o ile są oryginalne i wyłączone. + Przegląd bezterminowy – raz zrobiony przegląd obowiązuje już zawsze. Oszczędzamy rocznie ok. 100 zł (nie dotyczy samochodów zarabiających na przewozach osób). + Zniżki na OC u niektórych ubezpieczycieli. + Możliwość terminowego ubezpieczenia pojazdu np. na miesiąc czy pół roku. + Nieco większa szansa na zwrot realnej wartości pojazdu przez ubezpieczyciela w przypadku kolizji lub kradzieży. + Możliwość komercyjnego, okazjonalnego przewozu osób samochodem, mieszczącym mniej niż siedem osób. Wyjaś-

nić należy, ze z dniem 7 kwietnia 2011 r. w życie wchodzi ustawa, zakazująca okazjonalnego przewozu osób pojazdami, przewożącymi mniej niż 7 osób wraz z kierowcą z wyłączeniem pojazdów zabytkowych. + Zwolnienie z obowiązku ciągłości OC pojazdów młodszych niż 40 lat – starsze otrzymują takie zwolnienie z urzędu. + Zwolnienie z opłaty recyklingowej, w wysokości 500 zł, w przypadku pojazdu rejestrowanego w kraju po raz pierwszy. + Wygląd tablic – powód wydaje się być wręcz prozaiczny, często jednak to on przechyla szale na korzyść tego rozwiązania. Wiele osób twierdzi, że „żółte tablice” podnoszą prestiż. Minusy: ▬ Wydłużony proces rejestracji. Jest on koniecznością uzyskania: opinii rzeczoznawcy, białej kart i wpisu do ewidencji. ▬ Wyższe koszty rejestracji. W poprzednich dwóch częściach naszego poradnika opisaliśmy warunki jakie musi spełnić nasz pojazd, aby mógł zostać zarejestrowany „na żółte tablice” oraz wady i zalety takiego rozwiązania. Zakładając, że zdecydowaliśmy się na taką procedurę, warto zapoznać się za algorytmem postępowania. Poniżej opiszemy: jakie dokumenty musimy posiadać, jak je


www.traktorimaszyna.pl wypełnić, gdzie się udać i ile nas to będzie kosztowało. Oto poradnik – „krok po kroku” (Warto go sobie wydrukować i realizować etapami odhaczając zrealizowane punkty. Może się też przydać podczas sporów z urzędnikami): 1. Jeżeli kupiliśmy samochód z zagranicy to musimy zacząć od przetłumaczenia wszystkich dokumentów. Koszt takiej operacji, w zależności od tłumacza i języka, z którego będziemy tłumaczyć, to 30 - 70 zł za każdy dokument. 2. Opłacenie podatku VAT i akcyzy. Jeżeli sprowadziliśmy samochód z kraju członkowskiego UE to musimy wypełnić druk VAT-25 i uzyskać potwierdzenie zwolnienia z VAT. Niestety kosztuje to 150 zł. Do tej pory działamy dokładnie tak jak w przypadku każdego innego noworejestrowanego pojazdu. Jeżeli chcemy uzyskać zwolnienie z akcyzy i zapłacić niższy, ośmioprocentowy podatek VAT, zamiast 23% to musimy odprawić pojazd jako „kolekcjonerski”. Sprawa nie jest łatwa a przepisy są bardzo elastyczne. Temat ten szerzej opiszemy już wkrótce. Na opłacenie akcyzy mamy 14 dni od sprowadzenia samochodu. Musimy wypełnić druk AKC – 3. Nie jest to trudne, ale za ok. 30 zł może nam to wypełnić pracownik agencji celnej. 3. Jeżeli nasz zabytek kupiliśmy w Polsce dwa poprzednie punkty nas nie dotyczą, ale musimy zapłacić 2% podatku PCC w Urzędzie Skarbowym (jeżeli kwota kupna przekroczyła 1000 zł.) 4. Kolejny krok powinny stanowić oględziny dokonane przez Rzeczoznawcę z Dziedziny Historii Motoryzacji i Oceny Pojazdów Zabytkowych (zobacz pełną listę uprawnionych rzeczoznawców wraz z danymi kontaktowymi). Wybrany przez nas rzeczoznawca wykonuje dla nas opinię, mówiącą samochód tym, że samochód spełnia kryteria, które opisaliśmy w części pierwszej poradnika. Taki dokument to koszt ok. 150 - 200 zł. Niestety wielu rzeczoznawców nie chce wykonać samej opinii, niejako żądając od nas zlecenia wykonania również „białych kart”.

5. „Biała karta” czyli „Karta Ewidencyjna Zabytku Ruchomego” to kolejna niezbędna rzecz, którą musimy zrobić. Nie wiele osób wie, że można ją wypełnić samemu i nie korzystać z pomocy rzeczoznawcy. Oszczędzamy w ten sposób ok. 400 zł. Tak jest w większości województw - ostatnio w woj. Mazowieckim zmieniono przepisy wykonawcze i tam karty musi wykonać rzeczoznawca. Musimy jednak wypełnić ją w sposób perfekcyjny, tak by nie narazić się na nierzadkie odrzucenie jej przez konserwatora. O ile błędy rzeczowe są mało istotne o tyle wielkość zdjęć czy czcionki są bardzo ważne – taka mała paranoja urzędnicza. (pobierz czystą kartę i instrukcję wypełniania) 6. Z zebranymi „papierami” (przetłumaczone dokumenty, opinia rzeczoznawcy, białe karty) udajemy się do Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków w celu uzyskania potwierdzenia wpisu do ewidencji zabytków. Musimy w tym celu wypełnić wniosek. Możemy zrobić to także za pośrednictwem poczty tradycyjnej lub kuriera. Koszt wpisu jest symboliczny. 7. Z zebranymi dokumentami i naszym zabytkiem musimy dotrzeć do Okręgowej Stacji Kontroli Pojazdów. Oficjalnie wymagane jest wypełnienie specjalnego wniosku a wiedzieć trzeba, że jest to bardzo skomplikowane i uciążliwe. Zawiera on 78 pytań, z czego ponad połowa jest wręcz kuriozalna jak np. „Wznios haka pociągowego (zaczepu)”. Warto wypełnić go jedynie w zakresie podstawowym – w 90% przypadków nie napotkamy na problemy. Sam przegląd jest dosyć ważny, choć i tu rzeczywistość okazuje się znacznie bardziej sprzyjająca niż wskazywałyby na to suche przepisy. Jeżeli nie mamy świateł (fabrycznie) możemy dostać zakaz poruszania się po zmroku a jeżeli nasze hamulce są bardzo archaiczne (np. hamulec paskowy) możemy nie mieć prawa wjazdu na autostrady lub nasza prędkość maksymalna zostanie ograniczona. Problemy te dotyczą jedynie pojazdów bardzo starych i są na tyle logiczne, że trudno z tym polemizować, bo czy logiczna jest jazda w nocy

samochodem bez świateł? Po przeglądzie „wieczystym” powinniśmy wzbogacić się o trzy nowe „papierki”: - zaświadczenie o przeprowadzonym badaniu technicznym; - zaświadczenie o przeprowadzony badaniu zgodności pojazdu zabytkowego z warunkami technicznymi; - protokół oceny stanu technicznego pojazdu zabytkowego; 8. Jesteśmy już na finiszu naszych zmagań. Wystarczy teraz tylko udać się do wydziału komunikacji w Urzędzie Wojewódzkim lub Starostwie Powiatowym (w zależności od naszego miejsca zameldowania). Potrzebne nam będą następujące dokumenty: - dowód własności pojazdu: umowa kupna-sprzedaży/faktura VAT/akt darowizny itp.; - karta pojazdu (o ile istnieje); - wcześniej wymienione dokumenty ze stacji diagnostycznej; - dowód rejestracyjny (jeżeli pojazd był zarejestrowany); - dowód odprawy celnej (jeżeli pojazd jest spoza UE) - potwierdzenie zapłaty akcyzy lub oświadczenie o braku obowiązku uiszczenia podatku akcyzowego - VAT-25 - wniosek o rejestrację pojazdu - dowód tożsamości - potwierdzenie umieszczenia pojazdu w ewidencji zabytków - opinia rzeczoznawcy - tablice rejestracyjne (jeżeli pojazd posiadał, jeżeli nie to piszemy krótkie oświadczenie, że ich nie ma) - potwierdzenie uiszczenia opłat skarbowych za wydanie dowodu, tablic, naklejki na szybę. Rozporządzenie w sprawie szczegółowych czynności organów w sprawach związanych z dopuszczeniem pojazdu do ruchu oraz wzorów dokumentów w tych sprawach: W przypadku zgłoszenia do pierwszej rejestracji pojazdu zabytkowego właściciel pojazdu dodatkowo dołącza do wniosku o rejestrację: 1) uwierzytelnioną kopię decyzji w sprawie wpisania pojazdu do rejestru zabytków lub dokument potwierdzający ujęcie pojazdu w wojewódzkiej ewidencji zabytków albo potwierdzający wpisanie pojazdu do

inwentarza muzealiów, zgodnie z odrębnymi przepisami; 2) zaświadczenie z przeprowadzonego badania pojazdu zabytkowego co do zgodności z warunkami technicznymi, o którym mowa w art. 68 ust. 18 ustawy, oraz protokół oceny stanu technicznego pojazdu zabytkowego. Po złożeniu dokumentów i wypełnieniu wniosku, czekamy do 30 dni na tablice i „miękki” dowód rejestracyjny. Po kolejnych 2 - 4 tygodniach odbieramy „twardy” dowód rejestracyjny i tutaj kończy się nasza przygoda z urzędami, urzędnikami i rzeczoznawcami. Słowem podsumowania warto dodać, że przepisy bywają niejasne a co gorsze urzędnicy często są zupełnie niedoinformowani. Niestety niejednokrotnie to my musimy uczyć ich jak powinni wykonywać swoją pracę, a nawet udowadniać im ich niewiedzę. Nie dajmy się sprowadzić na manowce. Bądźmy cierpliwi i walczmy o swoje prawa do skutku! Podsumowanie kosztów: - tłumaczenia dokumentów 0 - 150 zł - opinia rzeczoznawcy 150 – 200 zł - biała karta 0 – 500 zł - badanie techniczne 305 zł (183 zł motocykl/motorower) - opłata skarbowa za wydanie zaświadczenia o wpisie do ewidencji - 17 zł - tablice rejestracyjne – samochodowe 100 zł, motocyklowe 50 zł - dowód rejestracyjny 48 zł - znaki legalizacyjne i nalepka na szybę 27,50 zł - miękki dowód rejestracyjny 12 zł - zaświadczenie o zwolnieniu z VAT 150 zł (w przypadku samochodu z zagranicy z UE) - VAT - 23 %, samochody kolekcjonerskie 8% - akcyza: 3,1 % - samochody poniżej 2.000 cm3; 18,6% - samochody powyżej 2.000 cm3, samochody uznane za kolekcjonerskie 0% źródło: www.oldtimery.com


www.traktorimaszyna.pl

Galeria kolekcjonerów

Marian Mamala – niedoszły marynarz

P

ochodzi z góralskiej rodziny, mieszka na Dolnym Śląsku niedaleko Nysy. Jak każde dziecko mieszkające na wsi lubił jeździć traktorem z dziadkiem. Czasami dziadek pozwalał mu kierować. To był pierwszy traktor we wsi – Zetorek kupiony w Czechach i przywieziony do Polski. – Jakoś tak się losy później potoczyły, że ja pojechałem się uczyć do Darłowa na Szkołę Morską. Skończyłem ją jako mechanik silników okrętowych. Jednak nie zostałem zawodowym marynarzem – wróciłem w rodzinne strony – wspomina Marian Mamala. Po wielu latach zaczął się interesować starymi traktorami. Po raz pierwszy przyjechał do Wilkowic w 2006 roku jako widz. Złapał tu bakcyla kolekcjonerskiego i postanowił w następnym roku przyjechać do Wilkowic z własnym ciągnikiem. Kupił Zetora 25A z 1957, włożył w niego bardzo dużo pracy. Został tak staranie odrestaurowany podobał się wszystkim kolekcjonerom. Szukał w internecie ogłoszeń o sprzedaży starych traktorów. Całkiem przypadkiem zainteresował się ofertą sprzedaży Zetora na przedgórzu bieszczadzkim. Okazało się, że był to właśnie Zetor 25K z 1957 roku, którym jeździł jako dziecko ze swoim dziadkiem. Z relacji rodzinnych dowiedział się, że na Pogórzu Bieszczadzkim

10

Marian Mamala na Zetorze 25A. znajduje się Zetor jego dziadka). Blisko rok trwała renowacja. W następnym roku kupił kolejnego Zetora 25A z 1954. Ten także został precyzyjnie odrestaurowany i podobał się wielu kolekcjonerom. Trafił do kolegi Marka Staniaszka. Kolejna dwa Zetory 25A i 25K po starannym odrestaurowaniu odkupił kolekcjoner spod Włocławka. Kolejny ciekawy egzemplarz Zetor 25 z 1949 roku trafił do Skansenu Jacka Grzywacza. Kolejne trzy Zetory po odrestaurowaniu nabyli rolnicy z okolic Nysy. Aktualnie na warsztacie są dwa traktory – ciekawy egzemplarz cze-

skiej Skody z 1949 roku, którą przywraca do życia dla Jacka Grzywacza i brakujący mu do kompletu Zetor 25 z 1950 roku. Powinien być gotowy na festiwal we Wilkowicach. W środowisku kolekcjonerów Marian Mamala uchodzi za eksperta od Zetorów, które już prawie z zamkniętymi oczami potrafi rozebrać i złożyć. Wielu kolekcjonerów w trakcie problemów z naprawą traktora dzwoni do niego po poradę. Rodzina chętnie wspiera nietypowa hobby kolekcjonera z okolic Nysy. Przy niektórych pracach pomagał wujek Jan, który zna się na ciągnikach.

Syn Wojtek też był pomocny przy rozkręcaniu i skręcaniu traktorów. Damska część rodziny – żona Elżbieta i córka Katarzyna pomagają głównie przy czyszczeniu i polerowaniu ciągników przed wyjazdem na zlot, czy festiwal. Zapytany o kolekcjonerskie marzenia odparł – chciałbym utworzyć skansen rolniczy w małym gospodarstwie wiejskim, które kilka lat temu nabyłem niedaleko Nysy. – Powoli przybywa narzędzi i maszyn rolniczych, będą oczywiście też stare traktory. Najbardziej zależałoby mi na kultowym Ursusie C45. (CAN)


www.traktorimaszyna.pl

11


www.traktorimaszyna.pl

Unimog - jeden traktor do wszystkiego

P

owszechnie uważa się, że Unimog powstał jako uniwersalna ciężarówka do celów rolniczych. Tymczasem został on stworzony jako traktor o wszechstronnym zastosowaniu. Założenia jakie przyjął niemiecki konstruktor Albert Friedrich to praca z maszynami rolniczymi, przekazywanie im napędu, oraz znacznie szybszy od zwykłego ciągnika transport. Filozofia ta przedstawiała się mniej więcej następująco: „Jeden traktor do wszystkiego”.

Rolnik mógł korzystać z Unimoga jak z ciągnika rolniczego i samochodu jednocześnie. Takie dwa w jednym. Pozwalał on wyjechać z pola na drogę i udać się szybko do miasta, załadować skrzynię i powrócić. A w niedzielę udać się, choćby do kościoła. To wszystko bez potrzeby doczepiania przyczepy, czy korzystania z innego samochodu. Koncepcja takiego pojazdu nie była w owym czasie odosobniona. W Wielkiej Brytanii rozpoczęto produkcję Land Rovera, który był sprzedawany właśnie

Gwiazda Mercedesa pojawiła się na masce dopiero w 1953 roku. Trzy lata po wykupieniu praw do produkcji od firmy Erhard & Söhne.

12

jako ciągnik rolniczy, Jeep ze względu na ogromną wyprzedaż wojskowych łazików oferował gotowe zestawy adaptacyjne dla farmerów. W Europie Zachodniej przebudowywano wszystko co kasowała armia. Historia Unimoga zaczęła się w 1945 roku, gdy konstruktor silników lotniczych, Albert Friedrich rozwijając koncepcję ciężarówki opracował wraz z Heinrichem Rosslerem prototyp Universal Motor Gerät (uniwersalnego urządzenia silnikowego). Pojazd składał się

z dostępnych wówczas w Niemczech podzespołów. Jako serce wykorzystano silnik benzynowy Mercedes-Benz. Układ napędowy oraz osie zostały zakupione w fabryce przekładni w Augsburgu. Największy atut Universal Motor Gerät stanowił napęd na cztery koła o takich samych rozmiarach. Sztywne mosty zostały wyposażone w zwolnice oraz blokady dyferencjałów. Natomiast sześciobiegowa skrzynia przekładniowa pozwalała dopasować prędkości jazdy zarówno do prac polowych jak i transportowych. Co najważniejsze pojazd ów posiadał dwuosobową kabinę z miękkim dachem i skrzynię ładunkową oraz wałki odbioru mocy. Żeby jeszcze bardziej potwierdzić, rolniczy charakter Universal Motor Gerät warto wspomnieć, iż rozstaw kół wynoszący 127cm, odpowiadał szerokości ówczesnych dwóch rzędów ziemniaków. Po siedmiu miesiącach prac na początku października 1946 roku, pojazd był gotowy. Zimę 1946/47 wykorzystano na praktyczne badanie prototypu w terenie. Podczas tych prób okazało się, że zastosowany „benzyniak” jest za słaby. Dlatego konstruktor zdecydował się na wysoko-

Podwozie zostało zaprojektowane na wskroś wszechstronnie. Niewiele traktorów z tamtego okresu mogło równać się z Unimogiem. Ciągnik z napędem na 4 koła to była rzadkość. Unimog posiadał dwa wałki odbioru mocy i przystawkę pasową.


www.traktorimaszyna.pl

Jak widać na zdjęciu Unimog to przed wszystkim ciągnik rolniczy . prężną jednostkę Daimler- Benz OM 636 o mocy 25 KM. Silnik ów dopiero co wyszedł z fazy projektowej. Testy pokazały, że pojazdem można było wprawdzie poruszać się od 3 do nawet 50 km/h, jednak niemały kłopot sprawiało ogumienie. Ówczesne opony rolnicze, nie przewidziane do dużych prędkości, szybko się zużywały. Ich największą wadą podczas jazdy były znaczne drgania i hałas. Dlatego na tym etapie rozwoju konstrukcji stosowano opony od samochodów ciężarowych. Konstruktor podpisał umowę produkcyjną z firmą Erhard & Söhne z Gmünd, jednak z rozpoczęciem wytwarzania pojazdów trzeba było wstrzymać się do kwietnia 1947 roku, kiedy to nadeszła zgoda od amerykańskich władz okupacyjnych. Co ciekawe, był to pierwszy pojazd zgłoszony do produkcji w amerykańskiej strefie militarnej. Ponieważ nazwa Universal Motor Gerät brzmiała zbyt rozciągli-

wie, w skrócie przyjęto nazwę „Unimog”. Moce wytwórcze firmy Erhard & Söhne okazały się za słabe i produkcja nie mogła wystartować. Dlatego dalszą współpracą Friedrich zainteresował firmę Boehringer, znanego producenta młocarń. Boehringer był tym bardziej zainteresowany Unimogiem, gdyż nie uzyskał od władz amerykańskich pozwolenia na wytwarzanie młocarń. Projekt został przyjęty. Przygotowano przedseryjny pojazd, który wysłany został na targi rolnicze odbywające się we Frankfurcie. Produkcja ruszyła na przełomie 1948/49. Unimog nie był tanią propozycją w porównaniu do tradycyjnych traktorów. Ale firma promowała hasło: „Kosztuje dużo, ale dzięki niemu możecie więcej oszczędzać i zarabiać”. Do jesieni 1950 roku sprzedano 600 Unimogów. Wobec tak dużego zainteresowania firma Boehringer stanęła przed dyle-

Rysunek poglądowy na budowę Unimoga.

matem czy postawić na rozwój Unimoga, co wymagało bardzo dużych nakładów, czy pozostać przy produkcji młocarń i narzędzi rolniczych. Boehringer była zbyt małą firmą, aby udźwignąć wielkoseryjną produkcję Unimoga. Dlatego właśnie w 1950

roku projekt odkupił DaimlerBenz i rozpoczął produkcję w Gaggenau w Badenii. Tam zostały przetransportowane urządzenia produkcyjne. W kolejnych latach konstruktorzy z Gaggenau wprowadzali kolejne modyfikacje Unimoga. Ale dopiero od 1953 roku na kratce chłodnicy pojawiło się logo Mercedesa. W tym też roku pojazd otrzymał zamkniętą blaszaną kabinę. Unimog z początkowego okresu produkcji był krótkim pojazdem o długości 3,5 m i silnikiem o niedużej mocy. Nie mniej jednak dzięki zwolnicom, dużym kołom, wyciągarce, wałkom odbioru mocy i napędzie 4x4, wykazywał się ponadprzeciętnymi walorami użytkowymi. Była to maszyna jedyna w swoim rodzaju i skuteczna w działaniu. Rafał Mazur

DANE TECHNICZNE : Universal Motor Gerät„UNIMOG” Producent / kraj

Lata produkcji Liczba wyprodukowanych sztuk Typ silnika

Gebr. Boehringer G.m.b.H Göppingen Niemcy, amerykańska strefa militarna 1948-50 600 OM 636, Czterosuwowy wysokoprężny, 4 cylindrowy

Moc silnika KM

25

Zużycie paliwa w l/h

3-6

Zużycie paliwa w l/100km

9-13

Prędkości km/h na poszczególnych biegach I II III IV V VI I wstecz II wstecz

3,35 6,06 11,2 20,3 32,8 50,0 2,50 4,50

Ciężar ciągnika kG

1680

Kabina

Półotwarta 2-osobowa

13


www.traktorimaszyna.pl

Galeria kolekcjonerów

Strażak z kolekcjonerskim zacięciem

W

ojciech Wrzesiński, emerytowany strażak z Poznania, zainteresowania traktorami wyniósł z dzieciństwa. Zamiast klockami wolał bawić się zabawkami mechanicznymi. Zawsze kręciły go śrubki, coś rozkręcał i skręcał, składał i rozbierał. - Całe życie związany byłem z traktorami i maszynami rolniczymi, wychowywałem się na wsi, gdzie mój ojciec posiadał gospodarstwo rolne i miał też Ursusa C-328, na którego mówiliśmy się „ciapek” - wspomina kolekcjoner z Poznania. Jednak sporo lat upłynęło zanim dziecięce zainteresowania przemieniły się w kolekcjonerskie hobby. Jego pierwszy własny zabytkowy traktor to był Fend Xawer z roku 1959, którego kupił do odrestaurowania w 2006 roku. - W 2007 roku zapisałem się do Klubu Miłośników Starych Ciągników

14

i Maszyn Rolniczych i w tym samym roku przywiozłem go na festiwal do Wilkowic – mówi strażak-kolekcjoner. Kolejny traktor został zakupiony w miejscowości Brenna koło Bielska Białej – to był Steyr T-80 jednocylindrowy z roku 1956. Oczywiście ciągnik ten był do naprawy, do końca pracował we winnicach u rolnika w Austrii. W Polsce zaledwie jest ich kilka sztuk. W wolnych chwilach penetruje portale internetowe szukając czegoś ciekawego. - W ten sposób trafił mi się kolejny model Steyr typ 180 z roku 1948, którego kupiłem. Oczywiście był do naprawy i dodam, że z pasją go remontuję nadając mu drugie życie – zapewnia Wojciech Wrzesiński. W dalszym ciągu stara się ocalić jakiś eksponat. Posiada również motopompę pożarniczą M 8/8 typ Leopolia z roku 1956,

Wojciech Wrzesiński która służyła w ogrodnictwie jak i również w rolnictwie. Zbiera także miniatury samochodów pożarniczych z różnych państw ( francuskie, angielskie, amerykańskie, niemieckie, polskie). Naprawy przy traktorach wykonuje sam, ale czasem pomaga mu brat rolnik i jego syn.

Ponieważ obecnie mieszkam w mieście, więc traktory garażują u niego. Często uczestniczy w zlotach i wystawach naszego klubu na terenie całego kraju, ale też i za granicą. Miał okazję być w Czechach, Niemczech i Holandii. (CAN)


www.traktorimaszyna.pl

15


www.traktorimaszyna.pl

W osiem dni dookoła Polski

W

sobotę 2 marca 2013 we wczesnych godzinach popołudniowych Marek Minkus - rolnik z Kamieńca w gminie Zbrosławice, Powiat Tarnogórski w województwie Śląskim, dojechał do mety rajdu ze Śląska na Śląsk - dookoła Polski. W ciągu ośmiu dni rolnik Marek Minkus swoim traktorem marki John Deere - zakupionym cztery lata temu z pomocą środków unijnych w ramach działania „Modernizacja gospodarstw rolnych” PROW 2007-2013 - przejechał ok. 2800 km zużywając 800 litrów paliwa. Trasa rajdu prowadziła przez Jelenią Górę, Stargard Szczeciński, Choczewo, Pieniężno, Bielsk Podlaski, Lubaczów, Wadowice. Na mecie rajdu rolnik Marek Minkus powiedział: „Chciałem to zrobić dla czystej satysfakcji oraz promocji śląskiego rolnictwa”. Szczęśliwego Marka Minkusa witała rodzina, przedstawiciele Urzędu Gminy, oraz przedstawiciele TV, prasy, a przede wszystkim licznie przybyli mieszkańcy Kamieńca.

Marek Minkus prowadzi 200-hektarowe gospodarstwo rolne w Kamieńcu koło Gliwic. Na pomysł objechania traktorem Polski dookoła wpadł już dość dawno, ale dopiero przed rakiem mógł ten zamiar zrealizować. - Dlaczego jechałem traktorem? Bo chyba jeszcze nikt takim pojazdem nie objechał Polski. A poza tym chcę przekazać, że Śląsk to nie tylko kopalnie i huty, ale także rolnictwo - powiedział Marek Minkus. W swoją podróż wyruszył 23 lutego z rodzimego Kamieńca, a zakończył ją 2 marca, także w Kamieńcu. Pojazd, którym jechał, to czteroletni ciągnik John Deere z silnikiem o mocy 155 KM. Prędkość maksymalna to 40 km/h, a średnie zużycie paliwa na 100 km wynosi ok. 25 litrów. Po drodze zatrzymał się w Kobylnicy (jedyna przerwa na ponad 300-kilometrowej trasie), gdzie w firmie Cemarol zjadł obiad. Przy okazji mechanicy z Cemarolu dokonali szybkiego przeglądu technicznego jego traktora. Po pół godzinie rolnik ze Śląska pojechał dalej.

Traktor na powitaniu z Bałtykiem na Helu. Fot. www.gohel.pl

16

Marek Minkus chciał zrobić coś innego niż wszyscy i udało się. Na końcu trasy, w rodzinnym Kamieńcu, witała go rodzina, przyjaciele i mieszkańcy niewielkiej gminy. - Obiecałem, że wrócę w sobotę i jestem. Osiem dni wystarczyło mi na to, żeby pokonać prawie 2,8 tys. kilometrów - mówił zadowolony z siebie gospodarz. Na trasie obyło się bez większych niespodzianek. Traktorzysta ze Śląska dziennie musiał pokonać blisko 350 kilometrów, żeby objechać Polskę w przyjętym czasie. Postanowienia dotrzymał, ponieważ dokładnie tyle trwało przemierzenie 2,8 tysiąca kilometrów polskich dróg. Jak zapewnia pan Marek, traktor ani razu się nie popsuł, nie zaskoczyła go także pogoda. Był

za to pełen podziwu dla Polaków, którzy bez względu na region okazali się niezwykle mili i życzliwi. Traktorzysta szczególnie długo będzie pamiętać wizytę na plaży w Helu, gdzie pozwolono mu wjechać do Bałtyku. Rolnik Marek Minkus powiedział, że ma pomysł na kolejną akcję, ale na razie nie zdradza szczegółów. Czteroletni traktor przemieszczając się z maksymalną prędkością 40 km/h spalił 800 litrów paliwa. W przygotowaniu trasy pomogła mu żona Agnieszka, z którą godzinami siedział nad mapami polskich dróg. Teraz, jak przyznaje, zna je tak dobrze, jak niejeden zawodowy kierowca. Jechał dość szybko, bo tęsknił za córką Zuzanną, która została w domu. Opr. AC


www.traktorimaszyna.pl

Festiwal 2013

Lanz Bulldog na holzgas.

Lanz Bulldog.

Samobieżna młocarnia Simona Suickera.

Lanz Bulldog.

Otwarcie Festiwalu.

Lokomobila z Golubia Dobrzynia.

Simon Suicker na Miagu (1940).

Omłoty.

Parada ciągników ulicami Wilkowic.

Omłoty.

Żniwa z uzyciem snopowiązałki.

Parada ciągników ulicami Wilkowic.

Parada ciągników ulicami Wilkowic.

Parada ciągników ulicami Wilkowic.

Parada ciągników ulicami Wilkowic.

17


www.traktorimaszyna.pl

Festiwal 2013

Andrzej Kaźmierczak w Lanz Bulldogu.

Parada ciągników ulicami Wilkowic.

Parada ciągników ulicami Wilkowic.

Parada ciągników ulicami Wilkowic.

Mariusz Wolniewicz na Ursusie 308.

Jan Wolniewicz na RS.

Parada ciągników ulicami Wilkowic.

Parada ciągników ulicami Wilkowic.

Parada ciągników ulicami Wilkowic.

Parada ciągników ulicami Wilkowic.

Leszek Nowak na Ursusie C-4011.

Parada ciągników ulicami Wilkowic.

Parada ciągników ulicami Wilkowic.

Parada ciągników ulicami Wilkowic.

Wołga na paradzie ciągników.

18


www.traktorimaszyna.pl

Festiwal 2013

Słaba płeć.

Słaba płeć.

Agata Grzywacz w Porche.

Piotrowski Michał na Ursusie.

Czerwony Bumbaj.

Ursus C45.

Lanz Bulldog.

Lanz Bulldog.

Jerzy Walerowicz na Ursusie C45.

Rafał Mazur.

Odpalanie Bombaja.

Pokaz ciągników.

Mateusz Wiadrowski w ciągniku Mazur.

Najlepsze traktorzystki.

Nagrodzeni kolekcjonerzy.

19


www.traktorimaszyna.pl

Magdalena Figur – dziewczyna z plakatu ,,Kobiety na traktory” styczna walkę o lepsze jutro. Ideologia poszła w niebyt, a jej ozdoba żyje dziś w zapomnieniu. (...) Tak naprawdę zawsze samotna sławna Magda Figur traktor uczyniła najważniejszą sprawą życia”. Głęboki czar traktora

W

nuk pamięta, że zawsze widział ją w tylko spodniach. Może to przyzwyczajenie wyniosła z czasów, gdy pokochała traktor, stając się najpopularniejszą kobietą Peerelu, wykonującą typowo męski zawód? Ale pochować kazała się w sukience. Zmarła 17.08.2007.To, że była naprawdę „kimś”, dotarło do niego tak naprawdę, gdy pojechał jako jej opiekun na nagranie „Rozmów w toku” w TVN. Wystąpiła m.in. obok Huberta Wagnera, wybitnego trenera siatkówki. Byli do siebie w pewien sposób podobni. Konsekwentni, wymagający do bólu, co budziło często bunt otoczenia. - W tym czasie był też realizowany film dokumentalny „Kobieta z plakatu” - wspomina Maciej Figur. - To też świadczyło, że babcia miała w życiu swoje wielkie pięć minut. W programie premiery, która odbyła się w 2001 roku w warszawskim kinie „Muranów” pisano: „(...) Reżyser Ewa Pięta powraca po latach do legendarnej dziewczyny z socrealistycznego plakatu, firmującego sojusz robotniczo-chłopski. Magdalena Figur - bo to ona jest na fotografii sprzed półwiecza, mogłaby z powodzeniem zaistnieć w filmie „Kobieta z żelaza”. (...) Ściskała dłonie I sekretarzy, była ozdobą wieców, dowodem aprobaty dla nowej ideologii. (...) Jej pasję życia, ciekawość świata, sprytnie „przerobiono” na socjali-

20

Urodziła się w Nowinach, niedaleko Dzierzgonia w 1927 roku. W 1941 roku czasie wojny musiała pójść do pracy u miejscowego bauera. - Z własnej woli wieczorami uczyłam się jeździć - wspomina Magda Figur. - Jeździłam Lanz Bulldogiem na kolczatkach, jako pomocnik traktorzysty. Biedne miałam życie ale udane. Kiedy mnie w 1945 roku postrzelili, żaden lekarz nie odważył się wyjąć kuli i do dzisiaj noszę ten złom w sobie. Spodobała się jej jazda na traktorze.... Poszła nawet na kurs, kiedy kończyła się ta straszna wojna. Polska przyszła do Nowin. Magda znalazła pracę w Państwowych Stacjach Traktorowych i Maszyn Rolniczych. Pół kartki papieru poświadczające ten fakt z końca 1945 roku służyło za prawo jazdy... Wysiedleni za Odrę Rodzinę czekała weryfikacja narodowościowa. Ojciec Paweł - tutejszy, matka Elżbieta z domu Jastrzębska pochodziła z Kaszub. A Niemcy musieli opuścić te ziemie. Władze powiatowe odmówiły Figurom polskiego obywatelstwa... Wstawił się za nimi dyrektor PGR, ale nie pomogło. W październiku 1947 wyjechali transportem z całą rodziną za Odrę. Magda powiedziała znajomym z pracy, że wróci. Chyba nikt nie wierzył. Trafili do obozu dla przesiedleńców w Loben. Latem następnego roku z kuzynką Urszulą zdecydowały się na ucieczkę. Pieszo wędrowały w stronę Zgorzelca. Udało

im się sforsować Nysę. Poszły do polskiej strażnicy. Pełniący służbę podoficer nie chciał ich słuchać – zamknął je w areszcie. Na szczęście jego dowódca miał życzliwe serce. W efekcie sąd graniczny wydał im papiery, pozwalające na tymczasowy powrót w rodzinne strony. Przez miesiąc pracowały u jednego z miejscowych gospodarzy, by zarobić trochę pieniędzy. Potem pojechały do ciotki do Mleczewa koło Sztumu. Tam ktoś je zadenuncjował, że uciekły z transportu do Niemiec. Znowu areszt.... Kierowca traktorowy samodzielny Magda uzyskała jednak polskie obywatelstwo, nie tylko dla siebie, ale i rodziny. Mogli wrócić w rodzinne strony. Ona rozpoczęła pracę w PGR, a potem poszła na kurs. Pożółkły dokument: „Techniczna Obsługa Rolnictwa. Przedsiębiorstwo Państwowe - Okręg BydgoskoGdański. Ośrodek Szkoleniowy w Kwidzynie zaświadczał, że Magdalena Figur odbyła kurs kierowców Fordsonów, Ursusów, Farmalli - od dnia 31 stycznia do 26 lutego 1949 roku z wynikiem bardzo dobrym

i może pracować jako kierowca traktorowy samodzielny”. Była tam jedyną kobietą. Kilka miesięcy potem skierowano ją do Centralnej Szkoły Administracji Rolniczej w Elblągu na szkolenie brygadzistów traktorowych. Tu już miała koleżankę - Bronkę Pestkównę z Wejherowa. Ale to Magda z Nowin przeszła do historii jako ta pierwsza... W Błotnikach za Żuławach organizowano pierwszą brygadę traktorzystek. Została jej szefową. Setki hektarów ugorów czekały na orkę. Kradły łożyska z poniemieckich czołgów, pilnowanych przez milicję, by mieć części do swoich traktorów. Narażały się, byle tylko maszyny były na chodzie. Pilnowały też swoich traktorów, by nikt sobie nie „pożyczał” z nich części. Spały więc przy nich. - Po co ci było to wszystko? - pytano ją po latach, gdy odezwały się choróbska. Brygada Magdy wyrabiała normę z nadwyżką. Dostała więc na święto 22 Lipca nagrodę. Reporter gazety zrobił z tej okazji zdjęcie. Ona w mundurze Związku Młodzieży Polskiej na traktorze. Z podniesiona dłonią. Ta fotografia trafiła na różne wersje plakatów. I tak nieopatrznie dostała się w tryby propagandy.


www.traktorimaszyna.pl

Przypadki przodownicy Miała 22 lata, gdy udekorowano ją Orderem Sztandaru Pracy II klasy. „Racjonalizatorka tow. M. Figur – przodująca traktorzystka” – krzyczał nagłówek gazety. „Przodownica pracy w województwie gdańskim wykonała w ostatnim etapie współzawodnictwa 150 proc. normy, bijąc wielu swoich kolegów – mężczyzn. (…). Opracowała również projekt zastosowania specjalnej pokrywy, zabezpieczającej silnik traktora przed piaskiem. Pomysł jej został zaakceptowany przez komisje i wprowadzony w wielu zespołach PGR”. - Babcia potrafiła wszystko w traktorze naprawić – wspomina wnuk Maciej. – Kiedy ktoś obok jej gospodarstwa jechał ciągnikiem, wsłuchiwała się w jego pracę i gdy coś nie grało, wydawała jak lekarz diagnozę. Była znana, należała do partii, odznaczała się pracowitością. Zaproponowano jej kierowanie pegeerem w ówczesnym województwie koszalińskim. W drodze awansu społecznego, tak wówczas modnego. „Nie matura lecz chęć szczera zrobi z ciebie oficera”. Miała tylko siedem klas, bała się, czy podoła, zwłaszcza że i na księgowości trzeba było się znać. Było dobrze, ale do czasu. Nie znosiła lakierowania, niegospodarności, mówiła prawdę. Czuła, że ma za sobą poparcie. Często była bohaterką pochodów pierwszomajowych

i uroczystości dożynkowych. - w 1952 roku podczas Święta Plonów uścisnął jej dłoń Prezydent Bolesław Bierut, a w 1955 roku jechała Ursusem na defiladzie pierwszomajowej w Warszawie - wspomina Józef Kania, rolnik z Bągartu. Niestety rok później, po zatargu z dyrektorem PGR, przegrała. Nie mogła patrzeć na marnotrawstwo, napisała do gazety. Przyjechał reporter. W artykule pojawiło się jej nazwisko, jako tej, która piętnuje marnotrastwo. Miała rację, ale była, po politycznej zmianie kursu, reliktem stalinowskiej epoki.

z dwiema butelkami wody do urzędu, by skosztowano co pije się w Bągarcie. Pomogło... W 1975 roku dostała w darze ciągnik marki Ursus C360. „Dziewczynie z plakatu” w uznaniu wieloletniej, aktywnej postawy w pracy i działalności społecznej w okresie 35-lecia Polski Ludowej, fabryczna organizacja ZSMP. (...). Ciągnik ten jest darem młodzieży, wykonanym w ramach czynów

produkcyjnych.” Jeździła nim, dopóki starczało jej sił. Przyszedł czas, że nie mogła już pomagać innym. Straciła jedynego syna, potem męża. Nie dawała się długo, ale choroby stawały się silniejsze. 45 lat pracy na traktorze zrobiło swoje, od ciągłego warkotu coraz gorzej słyszała, zaczęły się kłopoty z pamięcią. Potrzebna była dla niej stała opieka. Rodzina znalazła jej miejsce w kwidzyńskim Domu Św. Elżbiety. Ze skromnej emerytury, po opłaceniu pobytu, pozostawało jej niewiele. Nie starczało nawet na baterie do aparatu słuchowego... Czasem mówiła wnukowi, że medale, jakie otrzymała, sprzeda na złom. Nie zrobiła tego. Nie da się tak łatwo przekreślić młodości. Przecież to nie dla ideologii całe życie ciężko pracowała... Opr. A Cieślik na podstawie artykułu Janusza Ryszkowskiego z Dziennika Bałtyckiego (25.08.2007) oraz materiałów prasowych. Fot. Wikipedia

Poszła na swoje Wróciła w rodzinne strony. Pracowała jako magazynierka w PGR. Dyrektor kazał, by wydała z magazynu buraki. Zostawił kartkę z podpisem. Obiecał, że dostanie oficjalne pokwitowanie. Nie nadeszło. Potem paszę. I znowu nic. Kiedy pojawił się po raz trzeci, postawiła się. Gdy zaczął jej przed oczami machać rękoma, chwyciła za miotłę. Poleciał potem na skargę do komitetu partii. Zawiesili Magdę w prawach członka plenum i egzekutywy powiatowej... Uparta była. Towarzysze ją prosili, by wystąpiła o anulowanie kary. Ona nie... Niedobrze czuła się w pegeerze. Poszła wkrótce na swoje. Zaczęła gospodarzyć w Bągarcie. Nadal aktywna była radną w powiecie i gminie, należała nawet do Ochotniczej Rezerwy Milicji Obywatelskiej. Załatwiała sprawy wsi i ludzi, wykłóciła się z władzą. Poszła

21


www.traktorimaszyna.pl

450 kilometrów Ursusem

Z

bigniew Tyczka z Kałowic woj. dolnośląskiego jest swoistym rekordzistą – w czerwcu jako jedyny przejechał na Ursusie C-328 z 1964 roku trasę liczącą 450 km - z Kałowic koło Trzebnicy do nadmorskich Łaz, gdzie organizowany był zlot starych ciągników. Przejazd na Bałtyk zajął mu 26 godzin w ciągu trzech dni. - Moją pasja jest kolekcjonowanie wiekowych maszyn, którą już w dzieciństwie zapoczątkował mój ojciec – Antoni - mówi swoisty rekordzista. To dzięki niemu czerpię siłę i nowatorskie pomysły. Ojciec pozwalał mi jako kilkuletniemu dziecku kierować traktorem na polu. Ten ciągnik, którym jechałem nad morze jest w naszej rodzinie od dzieciństwa. Jeszcze do niedawna ten lśniący teraz Ursus pracował w polu, jednak dwa lata temu przeszedł na zasłużoną ,, emeryturę’’ i wtedy postanowiłem zająć się jego odrestaurowaniem . Cały rok zajęło mi poszukiwanie odpowiednich części. W czasie przejazdu nad Bałtyk kierowcy innych pojazdów zatrzymywali się machali, robili zdjęcia, kibicowali mówiąc klaksonami pozdrawiali. Gdy traktorzysta z Kałowic

zatrzymał się na jedną noc w hotelu ,,Pod Kaczorem” w Piotrowie, to jego ciągnik był przez cały czas pilnowany przez ochronę. - Drugi nocleg miałem u kolegi kolekcjonera koło Koszalina, skąd razem z kolegami z Wielkopolski pojechaliśmy ostatni odcinek do Łaz. Kiedy dojechałem na miejsce po tak długiej podróży poczułem ulgę i byłem niesamowicie zadowolony z tego wyczynu , jakim jest dojechanie na kołach do Łaz. Wyprawę Zbigniewa Tyczki sponsorowały firmy: Agrofarm, Elmar oraz Starostwo Powiatowe w Trzebnicy -podczas zlotu Pan Zbigniew Tyczka wręczył staroście koszalińskiemu list podpisany przez starostę Roberta Adacha. Za wsparcie należą się także podziękowania dla firmy z Trzebnicy Zakład Wulkanizacji na ul. Prusickiej - Serdeczne dziękuję rodzinie żonie i dzieciom, którzy wspierają moje pomysły i pasje – mówi Zbigniew Tyczka. Podczas zlotu zdobyłem ,,Tłok” czyli najważniejsza nagrodę wręczoną miłośnikom starych traktorów z najbardziej wyróżniającą się maszynę. Obornickiego rekordzistę także docenił Klub Retrotraktor z Trzebnicy. (CAN)

Zbigniew Tyczka z nagrodą „Tłok”.

22


www.traktorimaszyna.pl

23


www.traktorimaszyna.pl

Ursusem przez Amerykę Południową

C

zy traktor nadaje się do zwiedzania świata? Dlaczego nie?! Udowodnił to Marcin Obałek, Poznaniak, globtrotter, podróżnik. Wszystko zaczęło się zaraz po maturze. Marcin Obałek mówi, że chęć poznawania świata i wędrowanie ma chyba we krwi. Na początku były harcerskie wypady w teren, obozy, później dłuższe wycieczki w góry. – Poznaliśmy to, co mamy wokół domu, chcemy zobaczyć, co jest dalej. Ta potrzeba nas goni. Chcemy więcej i więcej – wyjaśnia. Długie włosy, ciężkie buty, wygodny strój podróżnika, który nie jeździ w komfortowych warunkach. Zaraz po maturze nabrał ochoty na Szkocję i najdalej wysunięty punkt Wysp Brytyjskich. W 1998 roku postanowił ze znajomymi zrealizować rowerową wyprawę do Indii. Istniało już stowarzyszenie „Czysty Świat”, którego Marcin Obałek był współzałożycielem. Zainicjowali je pracownicy naukowi poznańskiego Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza. Na wyprawę do Indii chętnych było wielu. Później – gdy okazało się, jak trudne i żmudne jest załatwianie formalności, ustalanie trasy, organizowanie – Marcin pojechał w końcu sam. I nie na dwa miesiące i nie na rowerze. Los zdecydował: Indie, Nepal, Himalaje! Wojaże przeciągnęły się do siedmiu miesięcy, więc uczelnia (studiował wtedy zootechnikę) mu podziękowała. Ale właśnie podczas tej wypra-

Typowa droga w Andach.

24

wy narodził się pomysł podróży traktorem. – W Pakistanie, w dolinie Indusu, trafiłem na kierowcę ciągnika – wspomina Obałek. – Turban na głowie, z głośników przymocowanych do komina traktora leciało ostre pakistańskie disco. A traktor to nic innego, jak nasz poczciwy C 330. Gdy zobaczyłem, co ten człowiek z nim wyczyniał, to pomyślałem: Kurczę! Nawet samochód terenowy tego nie potrafi! Na liczniku ciągnika, którym sam wyruszył do Ameryki Południowej, jest już ponad 20 tysięcy kilometrów. Jak zapewnia podróżnik można nim wjechać tam, gdzie nie poradzi sobie najlepsza terenówka. Swoją wyprawę rozpoczął w 2002 roku. Do pokonywania południowoamerykańskich bezdroży wybrał nietypowy pojazd – traktor Ursus 6014. – Ma Tempomat, turbodoładowanie, maksymalna prędkość 29 kilometrów na godzinę – wylicza zalety swojego pojazdu Obałek. – Traktor pali około 20 litrów ropy na 100 kilometrów. Nie jest to jednak problemem, bo w Boliwii litr kosztuje około 1,5 złotego – mówi. Dzięki doskonałym zdolnościom terenowym udaje się wjechać w miejsca dotychczas niedostępne. – Docieraliśmy do miejsc, gdzie rzadko kto widział białego człowieka – opowiada podróżnik. W takim terenie trzeba jednak być przygotowanym na wszystko. Dlatego w traktorze zawsze wozi maczetę – przydaje się ona szczególnie tam, gdzie trzeba utorować sobie

Marcin Obałek. drogę w gąszczu lub przygotować obóz. Ameryka to nie koniec planów. – Przed nami Australia i Azja. Traktor ma przejechać glob dookoła – zapewnia Obałek. „Przy okazji” pobytu w amazońskiej dżungli zaintrygowali archeologów, bo odkryli nieznaną do tej pory kulturę w Boliwii. Zaliczyli niebotyczne Andy, wprawiali w zdumienie peruwiańskich pograniczników, którzy nie wiedzieli, jak traktor zakwalifikować i na wszelki wypadek Ursusa nie wpuścili. Traktoriada – jak nazwali wyprawę Ursusem – jeszcze się nie zakończyła. Za nimi etap Ameryki Południowej, ale planują następne. Kiedy? To się okaże. Szukanie sponsorów, wytyczanie trasy, organizowanie ciągnika (wypożyczyli go z fabryki Ursus), załatwianie wszelkich

Ze Zbigniewem Grześkowiakiem, na wysokości 4300 m.

pozwoleń zajęło sporo czasu. Wszystko już było załatwione, ale atak z 11 września 2001 roku pokrzyżował plany. Nie wiadomo było, jak potoczy się wojna w Afganistanie. – Był traktor, czas zarezerwowany na wyprawę gonił. Było albo–albo. Albo jedziemy, albo wszystko przepada – wspomina Obałek. Tylko dokąd? Europa odpadała, Ameryka Północna ich nie kręciła. Przez moment myśleli o Afryce. Ale i tam zaczęło się robić niespokojnie. Po Antarktydzie raczej traktorem jeździć się nie da, Australia za daleko. Została więc Ameryka Południowa. Zdecydowali, że zaczną tam, gdzie najpierw uda się załatwić transport ciągnika i zgodę na „zejście” na ląd. Los zdecydował, że ich przeznaczeniem był port Montevideo w Urugwaju.

Chwila relaksuu nad jeziorem.


www.traktorimaszyna.pl I tak w 2002 roku zaczęła się Traktoriada. Poszło „na żywioł”, bo przecież wszystko było przygotowane na Indie. To nie było tak, jak niektórzy sobie wyobrażają: wsiedli na traktor, objechali Amerykę i po wielu miesiącach wrócili do Polski. Wyprawa odbywała się etapami, przerywana powrotami do kraju. – Traktor wyciąga maksymalnie 30 km na godzinę, ale średnia prędkość przejazdu była niższa – opowiada podróżnik. – W pierwszym sezonie przejechaliśmy najwięcej – ponad 5 tys. km. – Pół roku tu, pół roku tam. Traktor zostawał, ja wracałem do kraju, trochę postudiowałem, trochę popracowałem i wracałem do Ameryki. W pewnym momencie się zatraciłem: Gdzie ja akurat jestem? Przez te 10 lat uzbierało się łącznie 5 lat pobytu w Ameryce. Szmat czasu. Ostatni etap skończył się w 2010 roku. Kolejne ekipy (zwykle 4–maksymalnie 5–osobowe), zawsze z Obałkiem w składzie, pokonały ciągnikiem w sumie ponad 20 tysięcy kilometrów. Urugwaj, Argentyna, Boliwia, Chile. Problem z zakwalifikowaniem był na różnych granicach. Zawsze jednak po kilku godzinach (czasami nawet dzień cały na tych schodził) udawało się celników przekonać i Ursus przejeżdżał na drugą stronę. W Andach wspięli się nim na ponad 5 tys. metrów nad poziomem morza. – Myślę, że to rekord osiągnięty przez jakąkolwiek maszynę rolniczą – komentuje Marcin. Aktualnie poczciwy Ursus czeka na nich Comodoro Rivadavia w Argentynie. To cały czas ta sama maszyna, którą zaczęli podróż w 2002 roku. – Ciągnik sprawował się świetnie,

pokonał trasę bez większych napraw, na jednym komplecie opon. Żadnej gumy nie złapaliśmy – podkreśla szef wypraw. Początkowo mieli też z sobą ciężarówkę, Mercedesa. – Na wypadek, gdyby traktor się popsuł, samochód miał nas wspomagać. Wieźliśmy dużo części zamiennych. Było jednak inaczej. To ciężarówka się rozpadła i traktor ciągnął ja jako przyczepę – wspomina poznański globtrotter. Był czas, że wyprawa zawisła na włosku. Bo zakłady Ursus się przekształcały, upadały i w końcu w 2009 roku nowy właściciel zażądał zwrotu wypożyczonego sprzętu. A on kulał się akurat gdzieś po Ameryce. Na szczęście tamta sprawa zakończyła się ugodą. Podczas drugiego etapu podróżnicy w prywatnej kolekcji w Boliwii zauważyli przedmioty, które ich zaintrygowały. Opowiadano o nich legendy, jakoby pochodziły od Fenicjan, którzy mieli dopłynąć do Ameryki wieki przed Kolumbem. Podróżnicy sfotografowali je więc i wysłali zdjęcia znajomym archeologom. Okazało się, że z Fenicjanami nie mają nic wspólnego, prezentują zaś nieznaną do tej pory kulturę z okresu przedhiszpańskiego. Tak narodziła się Polska Ekspedycja Amazońska – kolejny pomysł Stowarzyszenia „Czysty Świat”. Od 2004 roku prowadzi regularne badania nad rzeką Beni w Amazonii boliwijskiej. Ich koordynatorem naukowym – i niezastąpionym kompanem – jak mówi Marcin Obałek – jest dr Andrzej Karwowski. Do tej pory Obałek przygotował i prowadził cztery ekspedycje. Mają na koncie kilkanaście do tej pory nieznanych stanowisk archeologicznych z ciekawymi znaleziskami. Kolejna wyprawa

Słone jezioro wyschło, pozostała tylko sól.

W Andach. planowana jest na przyszły rok. Właśnie z pracami archeologicznymi wiąże się pewna anegdota. – To było podczas pierwszej misji – wspomina podróżnik. – Pracowali u nas m.in. motorniczy łodzi, kucharka, pracownicy. Przy kolacji palnąłem o klątwie Tutenchamona. Wszyscy w śmiech: cha cha cha. Na drugi dzień dokopaliśmy się do pierwszych pozostałości grobów, jakichś kości, cmentarzyska. Zaczęliśmy to eksplorować. A na trzeci dzień nie został z nami ani jeden pracownik. Obałek, jak to opowiada, jeszcze dziś śmieje się z siebie. – Zostałem sam z ekipą! Plus tego taki, że nauczyłem się wtedy nawigować łodzią motorową po Amazonii, bo sternik też zniknął. Nie zawsze ich ekipa podróżników była witana przyjaźnie. Niektórzy posądzali ich, że z grobów wyciągają złoto i diamenty. Kiedyś na granicy obrzucono ich kamieniami. Na rzekach Amazonii panoszą się piraci, więc bez broni nikt tam się nie zapuszcza. Na szczęście, nie było takiej sytuacji, żeby kiedykolwiek przeciwko człowiekowi musieli broni użyć. Z misji archeologicznej powstały publikacje naukowe. Z wypraw traktorem i konno (bo po Argentynie i tak podróżowali) setki zdjęć, wystawy, artykuły prasowe, ponad 50 odcinków filmu nakręconego dla poznańskiej telewizji. Narodziły się inne projekty, jak choćby „Z KOPYTA Konno Dookoła Świata”, Klub Globtroterów TOTUTOTAM (siedzibę ma w Białymstoku) i związane z nim festiwale podróżnicze TOTUTOTAM (Białystok, Krzyż Wlkp., Brzeszcze). Relacje z tras, imprez i kolejnych pomysłów można znaleźć na www.traktoriada.org

Co robią między wyprawami? Przygotowują projekty edukacyjne, wystawy, zapraszani są na spotkania do szkół, współpracują z ośrodkami kultury i samorządami. Przygotowują i przeprowadzają inwentaryzacje środowiskowe i in. związane z działalnością Stowarzyszenia. Od dwóch lat Marcin Obałek musiał przystopować. Terazniejsze podróże mają nieco inny charakter, są krótsze – kilkukigodniowe, nie kilkumiesięczne, lecz bardziej intensywne i w większości zaplanowane szczegółowo już w Polsce. To miedzy za sprawą nowego pokolenia. Dzieci (Lena 4 l i Berenika 2 l) łykają bakcyla podróży od najwcześniejszych chwil swego życia. W głowie ma już plany na kolejną ekspedycję – traktorem dookoła świata. Projekt będziemy realizować już w niedługim czasie, rąbka tajemnicy uchylają podczas Wystawy w Wilkowicach. Już teraz prowadzą rekrutację chętnych traktorzystów i uczestników tej niecodziennej wyprawy, a dokładniej dwóch pierwszych etapów – Z Polski na Bałkany i dalej już prosto do Indii. Już teraz są zaproszeni min przez telewizje czeską oraz słoweńską do udziału w programach zarówno o profilu rolniczym jak i turystycznym. Instytucje i firmy zainteresowane udziałem w tym niezwykle medialnym przedsięwzięciu, z poparciem ogólnopolskich i zagranicznych mediów będą miały możliwość zapoznania się z kierownictwem projektu Traktoriada: Marcinem Obałkiem oraz Robertem Góreckim. Opr. A Cieślik, zdjęcia – Marcin Obałek/Traktoriada

25


www.traktorimaszyna.pl

PORADY EKSPERTA Marian Mamala

Wycieczka do Czech

K

lub „Traktor i Maszyna” z Lipna odwiedził naszych południowych sąsiadów. Jechaliśmy z dużymi nadziejami, że zobaczymy dużo fajnych rzeczy, jednak to co zastaliśmy w Ćaslav i Chotoum przerosło nasze wszelkie oczekiwania. Pierwszy punkt podróży to Ćaclav - zamiejscowy oddział Muzeum Narodowego Rolnictwa Czech. Z okien autobusu widok nie napawał optymizmem – pusta, opuszczona baza wojskowa, natomiast w środku prawdziwy raj dla kolekcjonerów starych ciągników i maszyn rolniczych. Jeden z magazynów wypełniony był wyłącznie silnikami stacjonarnymi z których tylko trzy były zagraniczne, a pozostałe rodzimej produkcji i rzadko który się powtarzał. Kolejna hala skrywała ciągniki wyłącznie czeskie: Slavia, Svoboda, Praga, Wikov, Skoda i Zetor. W kolejnych halach niezliczone cuda rolniczej motoryzacji. Oprowadzono nas po 7 halach a drugie tyle jest zamknięte do zwiedzania i czeka na renowacje. Tylko pozazdrościć! Oddział Muzeum Rolnictwa w Ćaslav funkcjonuje od 11 lat i mieści się w byłej bazie wojskowej. Trafić do niego jest bardzo prosto, bowiem usytuowane jest tuż przy obwodnicy Ćaslav, a przypomina o nim stara młocarnia przy drodze. Tak wiele wrażeń od samego rana sprawiło, że grupa zatrzymała się na małe co nie co na starówce w Kutnej Horze. Posileni, punktualnie o 15:00 zjawiliśmy się na podwórzu gospodarstwa w Chotoum. Tutaj czekał na nas pan Pavel Visa – właściciel kolekcji, którą za chwilę mieliśmy zobaczyć. Zbieraniem starych ciąg-

Przed muzeum techniki w Pradze.

26

ników i maszyn rolniczych zajmuje się od 20 lat a efekt jest imponujący. Trudno zliczyć całą kolekcję, jednak na szczególną uwagę zasługuje zbiór silników stacjonarnych, których jest przeszło 200 egzemplarzy. Zdaniem pana Visy ogromna większość eksponatów została pozyskana z terenu Czech, tylko nieliczne przyjechały z zagranicy między innymi z Polski. Niektórzy próbowali nawet ubić targu, ale pan Visa wszystkie propozycje odrzucał tłumacząc, że jego eksponaty nie mają ceny. Zaprosiliśmy pana Visę na zlot w Wilkowicach i mamy nadzieję, że nasze drogi się jeszcze spotkają. Drugi dzień wycieczki stał pod znakiem zwiedzania Pragi, gdzie w rolę przewodników wcielili się Piotr i Rafał. Zaczęliśmy od Muzeum Techniki i tutaj znowu miła niespodzianka. Stare samochody, motocykle, rowery, lokomotywy, samoloty i czego dusza nie zapragnie. Na muzeum zaplanowaliśmy 2 godziny a można by je zwiedzać cały dzień. Ostatnim etapem wycieczki było zwiedzanie starej Pragi. Spacerkiem przeszliśmy od wzgórza zamkowego na Hradczanach, przez urokliwą Małą Stranę i Most Karola aż po stary rynek. I tak minęły dwa dni w Czechach. Na granicy jeszcze zakupy suwenirów i zmęczeni ale zadowolenia wracaliśmy do domu. Wyjazd do Czech uświadomił nam, że nie trzeba wyjeżdżać do odległego Panningen, aby zobaczyć „perełki” zabytkowej mechanizacji rolnictwa. W nieodległej okolicy są równie wspaniałe miejsca. I jeszcze jedno - czapki z głów przed myślą techniczną naszych południowych sąsiadów. Są naprawdę wielcy! (RR) fot. CAN


www.traktorimaszyna.pl

Lokomobila z Kaszub

N

iewątpliwą atrakcja 13 Festiwalu Starych Ciągników i Maszyn Rolniczych we Wilkowicach jest lokomobila przywieziona z Muzeum -Kaszubski Park Etnograficzny im Teodory i Izydora Gulgowskich we Wdzydzach Kiszewskich na pograniczu Kaszub i Borów Tucholskich. To najstarsze muzeum na wolnym powietrzu w Polsce, założone w 1906 roku. Lokomobila jest okazjonalnie wykorzystywana do napędu traka. Maszyna parowa została wyprodukowana przez firmę Th. Floether A.G. w 1903 roku. Najstarsze zapiski w dokumentacji eksploatacyjnej lokomobili mają datę roczną 1932. Wielokrotnie zmieniała ona właściciela, używana była w nadleśnictwach, majątkach rolnych i zakładach przemysłowych, a ostatecznie w Rejonie Eksploatacji Dróg Publicznych w Chojnicach (baza w Pawłówku) do podgrzewania smoły w cysternach. Muzeum przejęło lokomobilę od Centralnego Zarządu Dróg Publicznych w Warszawie (jako zabytek techniczny włączona była do rejestru Komórki Ochrony Zabytków CZDP) w 1985 roku. Remont lokomobili wykonały Zakłady Naprawcze Taboru Kolejowego w Bydgoszczy. Info. T Sadkowski, Muzeum we Wdzydzach Kiszewskich Fot. Muzeum we Wdzydzach Kiszewskich

27


www.traktorimaszyna.pl

„Stary Traktor Bieszczady”

J

est nas kilku, każdy z nas ma jakiś stary traktor. Mieszkamy w jednej okolicy ale nie znaliśmy się wcześniej. Dzięki portalowi Retrotraktro.pl w końcu się spotkaliśmy w realu. Okazją był zakup bardzo ciekawej ciągówki Skoda 30. To w tedy w garażu Ryśka Giery spotkaliśmy się po raz pierwszy. Okazało się że nadajemy na jednej fali. Kolejne spotkania przy „warszatówce” czyli niepowtarzalnej zaparzanej kawie, tylko ugruntowały przekonanie że to co każdy robił do tej pory sam, teraz dzięki pomocy kolegów nabierze rumieńców. Na dzień dzisiejszy mamy m. in. takie sprzęty jak: Ford 9n z 1947r Przyczepa G-518 z 1947 r. Skoda 30 z 1948 r. Skoda 30 z 1950 r. Stayer 150 z1951 r. Stayer 180 z 1956 r.

C 325 z 1961 r. C328 z 1963 r. MF 135 z 1966 r. Z jednej strony członkowie naszej grupy pomagają sobie nawzajem w renowacji swoich traktorów, w wyszukiwaniu potrzebnych części etc. A z drugiej zgodnie uznaliśmy że z naszą pasją powinniśmy niejako wyjść do ludzi, pokazać im nasze „skarby” to, jak wyglądają przed i po renowacji. Że warto uratować często zapomniane, niedoceniane, ulegające powolnej zagładzie stare traktory i maszyny. Że są one świadectwem naszej historii, ciężkiej pracy na roli poprzednich pokoleń. Że mają one dusze, że mogą cieszyć oko i wzbudzać nostalgie za starymi czasami. W tym celu postanowiliśmy zorganizować „I Podkarpacką Wystawę Starych Traktorów”, która odbędzie się 23-24VIII

Ryszard Giera (z prawej) i jego Skoda 30, rocznik 1950 i Marek Kosztyła (z lewej). w trakcie imprezy organizowanej przez Krakowski Instytut Zootechniki w Rudawce Rymanowskiej. W ten sposób chcielibyśmy dotrzeć do ok 30 tys. osób, które odwiedziły tę imprezę w ub. roku. Liczymy że w ten sposób dzięki pokazaniu naszych sprzętów, dzięki bezpośrednim kontaktom uda się przybliżyć do naszego celu. Oczywiście zapra-

szamy na naszą wystawę. W tej chwili nasza strona internetowa www.StaryTraktor.pl jest jeszcze w budowie, ale konto na FB Stary Traktor Bieszczady już funkcjonuje. Zapraszamy do kontaktu i na Wystawę. Może w przyszłym roku uda się i terminy nie będą zbieżne z Wilkowicami Marek Kosztyła

Traktor i Maszyna na zlocie w Zechin (Niemcy) Kolejny wyjazd zagraniczny mamy już za nami. Dziesięciosobowa grupa kolekcjonerów z klubu Traktor i Maszyna wzięła udział 16 sierpnia w Zlocie Starych Ciągników w Zechin (Niemcy). Dwa traktory prezentował Leszek Nowak z Wielisławic – były to Ursus C45 i Zetor 4011. Piotr Ciąder z Leszna - Ursus C308 i Gabriel Reszczyński z Wilkowic Ursus C328 z pługiem. Oprócz naszych czterech traktorów był też kolega Jacek Kotyń z Drezdenka z Guldnerem. Zechin to mała miejscowość we Wschodniej Brandenburgii ok. 30 km od Kostrzynia. Na zlocie było około dwustu ciągników oprócz tego kilka maszyn rolniczych, kilkanaście silników stacjonarnych oraz samochody militarne i osobowe oldtimery. Zostaliśmy życzliwie przyjęci przez gospodarzy, wszyscy otrzymali bezpłatny wstęp oraz

28

talony na posiłek i napój. Na zlocie panował duży luz co się przejawiało m.in. w niezbyt przejrzystym ustawieniu przybyłych eksponatów. Plac imprezowy ok. dwa razy większy jak we Wilkowicach,

mało interesujące. Imprezie cały towarzyszyła muzyka - występy kapeli country i zespołu tanecznego mogli podziwiać korzystający z gastronomii w dwóch dużych namiotach z gastronomią usytuowanych w pobliżu sceny.

Ekipa „Traktor i Maszyna”. do tego spore pole do pokazów maszyn rolniczych i traktorów w ruchu - orka, koszenie, zgrabianie. Pokazy polowe były

Była też parada przybyłych traktorów przez wieś zakończona wjazdem na plac zlotowy. Ekipa naszego klubu otrzy-

mała puchar dla uczestnika zlotu, który przyjechał do Zechin z najdalszej miejscowości. Wśród eksponatów zwracały uwagę dwa starannie odrestaurowane Allgaiery, kilka Deutzów i cały przekrój Lanz Bulldogów. Dominowały jednak traktory enerdowskiej produkcji. Były także nasze bumbaje w różnej kondycji. Uwagę zwracała też duża ilość różnego rodzajów samoróbek. Nie było takich perełek jak np w Lindenie. Nasze ciągniki udekorowane polskimi flagami cieszyły się dużym zainteresowaniem zwiedzających. Przychodzili Polacy mieszkający w Niemczech albo potomkowie mieszkających kiedyś w Polsce Niemców. Być może wielu gości zza Odry przyjedzie do Wilkowic, bo nasz tłumacz - Felek Reszczyński dwoił się i troił w zapraszaniu gości. AC Fot. A Cieślik


www.traktorimaszyna.pl

29


www.traktorimaszyna.pl

Galeria kolekcjonerów

Piekarz, który lubi .... traktory

Wszystkie ciągniki Jacka Gaja na plaży w Łazach.

J

acek Gaj to znany w Środzie Wielkopolskiej piekarz. Pochodzi z rolniczej rodziny, więc jak większość z wiejskich dzieci wcześnie zapoznał się z jazdą traktorem po polu. Rodzice mieli Zetora 25, wiec kilkunastoletni Jacek wraz z bratem często prowadzili rodzinnego Zetora. Na gospodarstwie jednak nie został, poszedł do technikum mechanicznego. W dorosłym życiu imał się różnych zawodów. Ciągotki do mechaniki często wykorzystywał do składania Maluchów. – Złożyłem kilka Maluchów z części – wspomina, Jacej Gaj.- Mimo, że zmieniłem branżę – wybudowałem i uruchomiłem piekarnię i ciastkarnię – to jednak w głębi serca, gdzieś ciągle była tęsknota za traktorem z lat dziecinnych. Dowiedziałem się, że we Wilkowicach koło Leszna odbywają się zloty starych traktorów i tak w 2009 trafiłem na festiwal do Wilkowic. Pod wpływem wrażeń z festiwalu we Wilkawicach podjął decyzję. – Kupię stary ciągnik, wyremontuje go i za rok przyjadę do Wilkowic jako wystawca. Szukał w internecie, w gazetach w końcu trafił na Zetora 25K. Chociaż był kompletny, kilka miesięcy trwała rekonstrukcja. Następny był Ferguson 31, silnik benzynowy. Zapisł się do klubu Kolekcjonerów Traktor i Maszyna. Wziął udział w festiwalu i co roku przywozi coś nowego. Kolejny był kolejny benzynowiec - Ford N8,

30

którego sprowadził statkiem z Ameryki. Potem przyszła kolej na Zetora jakim jeździł w rodzinnym domu czyli 25T. Będzie gotowy na tegoroczny festiwal we Wilkowicach – zapewnia Jacek Gaj. Prawie każdy kolekcjoner pragnie mieć w swojej kolekcji kultowe traktory Bulldoga albo Bumbaja. Łatwiej było kupić Lanz Bulldoga, który został przywieziona do Polski z Niemiec. Niby kompletny ale trzeba go było od nowa rozebrać i złożyć, aby być pewnym. Po roku już Bulldog był gotowy. Kolejny nabytek to także benzynowiec ale już z innej półki – Ford N8V8. Przywędrował do Polski statkiem i przeszedł

renowację. Szerokie opony i spora szybkość na szosie robią wrażenie. To jednak nie koniec – piekarz z motoryzacyjnym sercem zapragnął coś z jeszcze innej półki. - Zawsze kusiły mnie wielkie moce – mówi Jacek Gaj. - Postanowiłem kupić ciągnik do Traktor- Pullnigu.Na portalu internetowym znalazłem traktor o parametrach odpowiednich do tego celu. To był Deutz o pojemnosci 19 litrów i mocy 400 KM. Przeszedł gruntowny remont. Dostał nazwę Grizzly. Wiosną tego roku wziął udział w profesjonalnych zawodach Tarktor-Pullingu w Nieprószewie koło Poznania. Okazało się, że był jedynym polskim uczestnikiem zawo-

Jacek Gaj na ulubionym Fordzie.

dów. Pozostali przyjechali zza zachodniej granicy i przywieźli prawdziwe ,,potwory”. Oprócz traktorów w zakładowym garażu/warsztacie stoi amerykańska ciężarówka, prawdziwy TIR krążownik szos. Po wyremontowaniu będzie wozić traktory na imprezy i zloty. W obszernej kabinie można będzie urządzić noclegi dla kilku osób. Hobby piekarza lubi 4-letni syn Maciek. Nie boi się warkotu silnika i często jeździ ze mną Lanz Bulldogiem. Pytany o marzenia Jacek Gaj wyznał – chciałbym kiedys kupić profesjonalny ciągnik do traktor-pullingu mocy ok. 2.000 KM.


www.traktorimaszyna.pl

31


www.traktorimaszyna.pl

Minirelacje z imprez 2014 - Zetor A-25, - Zetor 25 - Mariana Figla, - Ursus C-45, - Lanz Bulldog 25 - Stanisława Sikorskiego, - Deutz - Tadeusza Daleckiego, - Fendt, - Ursus C-308 - Jacka Grzywacza, - i rodzynek - młocarnia tzw. Lublinianka. Było co oglądać i podziwiać. Dziękujemy chłopakom z Tucholi za miłe przyjęcie. Szczególnie panu Marianowi Figielowi i Tadeuszowi Daleckiemu. Agata Grzywacz

6

lipca 2014 roku po raz kolejny zabytkowe ciągniki pojawiły się na XXXVII Targach Agro-Tech w Minikowie. Ciągniki prezentowane były w czasie prezentacji nowego sprzętu rolniczego. Zainteresowanie nowymi jak i starymi ciągnikami było bardzo duże. W pokazach wzięło udział kilkanaście zabytkowych traktorów. Po zakończeniu pokazów wszyscy uczestnicy otrzymali od dyrektora KPODR Pana Sasa dyplomy i okolicznościowe puchary. Agata Grzywacz

2 K

olejna fantastyczna impreza zaliczona. 13 lipca byliśmy na XIII Wystawie Starych Pojazdów w Tucholi. W niedziele podziwialiśmy nie tylko stare ciągniki, ale również stare motocykle, samochody oraz wozy strażackie. Wśród starych traktorów znalazły się: - Zetor Major 3011,

32

sierpnia 2014 roku miał miejsce II Piknik Borówkowy w Skansenie Maszyn i Urządzeń Rolniczych w Borówku. Od zeszłego roku zabudowa skansenu zmieniła się nie do poznania. Powstały wiaty dla gości oraz maszyn, scena, przybyło nowych eksponatów, a w niewielkiej zagrodzie zamieszkało kilka zwierząt gospodarskich. Tradycyjnie rozpoczęcie imprezy obwieszczała parada po okolicy, w której wzięło udział kilka traktorów zaprzęgniętych w wozy, a także historyczny autobus Jelcz, popularnie zwany „Ogórkiem”. Na miejscu na zwiedzających czekała wystawa starych traktorów ekipy RetroTRAKTOR, a także ogromna kolekcja najróżniejszego sprzętu rolniczego. Gwoździem programu był pokaz omłotów przy użyciu młocarni MSC-6, napędzanej przy pomocy pasa transmisyjnego przez jednocylindrowego Deutza F1L. Wszystkim zainteresowanym przekazywano informacje i ulotki reklamujące Festiwal Starych Ciągników i Maszyn Rolniczych w Wilkowicach. Paweł Rychter


www.traktorimaszyna.pl

33


www.traktorimaszyna.pl

Skoda 30

H

istoria produkcji traktorów Skoda sięga 1926 roku, kiedy to w Pilźnie zaczęto opracowywać pierwsze ciągniki napędzane zmodyfikowanymi silnikami pochodzącymi z samochodów. Pierwszy typ HT-30 był produkowany w ośmiu seriach po 750 szt. Następnie rozpoczęto wdrażanie do produkcji model HT-18, który w 3 seriach wytwarzano do 1936r. Obok niego Skoda dostarczała na rynek model HT-25, oraz do 1931r. – HT-33 i HT-33S. Najsilniejszy z nich, model HT-45, pozostał jedynie w fazie prototypu. W 1936 roku, kiedy przeniesiono produkcję ciągników do Mlada Boleslav, inżynierowie pracowali wytrwale w doskonaleniu znanych już HT-30 i HT-18 oraz rozwój pozostałych rodzajów takich jak HT-33, HT-20 oraz HT-40. Dwa ostatnie modele były od roku 1941 wytwarzane także w wersji na gaz drzewny (tzw. holzgas) i nazwane odpowiednio: HT-20G i HT-40G. Oprócz tego wytwarzano ciągniki gąsienicowe dla wojska i przemysłu pod nazwą Skoda WD 40 KM. W 1943 roku nagle wstrzymano produkcję ciągników na rzecz produkcji broni dla III Rzeszy – stało się to bezpośrednią przyczyną licznych bombardowań alianckich, które w znacznym stopniu zniszczyły zakład. Fabryka zostaje upaństwowiona w roku 1945, a rok później produkcję traktorów przeniesiono z powrotem do Pilzna. Trwały wtedy już prace nad modelem Skoda 30, który napędzany był silnikiem wysokoprężnym. Skoda 30 to nic innego jak zmodyfikowany uniwersalnego ciągnika typ HT-28, który z kolei był następcą HT-18. Nową Skodę poruszały 2 cylindry o łącznej pojemności nieco ponad 3 litrów dawały moc ok. 30 KM. Była to moc wystarczająca jak na ówczesne

34

warunki. Uruchamianie silnika odbywało się przy udziale benzyny. Do rozruchu silnika służył zamontowany fabrycznie rozrusznik, jednak można było także spróbować swoich sił z korbą. Po osiągnięciu odpowiedniej temperatury, przerzucano na zasilanie nartą. Silnik miał stosunkowo prostą budowę, był nie wysilony – łatwo było dokonywać przeglądów i prostych napraw ciągnika, który osiągał stosunkowo długie okresy między-naprawcze. Ciekawostką ciągnika jest układ przedniego zawieszenia,

z racji zamontowania przekładni kierowniczej na prawej ścianie obudowy sprzęgła. Ciągnik posiadał kilka elementów dodatkowego wyposażenia, które można było uzyskać za dodatkową opłatą. W ich skład wchodziły m.in. obciążniki kół tylnych, kabina czy żelazne. Przewidziano również montaż kosiarki listwowej – montowanej między osiami ciągnika. Było to możliwe z racji tego, że ciągnik posiadał rozwiązanie podobne do stosowanego w ciągnikach Zetor 25. Otóż w dolnej części obudowy

oparty na dwóch resorach piórowych, które stanowią jedyną część nośną. Cechą charakterystyczną takiego rozwiązania jest lepsze i bardziej niezależne niwelowanie drgań powstających na skutek nierówności terenu, jednak oś nie ma możliwości tak znacznego wychylania się jak w przypadku sztywnej osi przedniej. Dodatkowo wadą tego układu zawieszenia jest to, że pęknięcie głównego pióra resoru, całkowicie uniemożliwia dalszą jazdę. Stosowano tylne ogumienie o rozmiarze 11.25 x 24 – taki sam rozmiar występował w Zetorach 25, których produkcja rozpoczęła się w 1947 roku. Był to jeden z elementów unifikacji podstawowych części eksploatacyjnych wśród czechosłowackich traktorów. Traktorzysta siedział po prawej stronie ciągnika,

skrzyni przekładniowej zamontowana była przystawka mocy, która służyła do przeniesienia mocy na tylko i wyłącznie na boczną kosiarkę listwową. Również mechanizm różnicowy, oraz zwolnice rozwiązane były analogicznie do konstrukcji rywala z Brna. Zamontowane na półosiach mechanizmu różnicowego koła zębate o prostych zębach, napędzały z kolei duże koła zębate, umieszczone bezpośrednio na półosiach napędowych kół tylnych. Dzięki temu wszystkie mechanizmy przekładniowe tworzą zwartą konstrukcję, w jednej obudowie, upraszcza to znacznie produkcję ciągnika. Przeniesienie produkcji ciągnika Skoda 30 do Pilzna, zakończyło istnienie działu produkcji ciągników w Mlada Boleslav. Skoda 30 była produkowana w Pilźnie do

1951, a później jeszcze przez kilka lat składano je z części w STS Libice Cidlinou. Poza asortymentem rolniczym Skoda produkowała uzbrojenie, silniki stacjonarne, maszyny i urządzenia przemysłu tytoniowego. W roku 1948 zakłady otrzymały nazwę Zakłady im. Lenina (Závody V.I. Lenina), ale nazwa ta odstraszała zagranicznych kontrahentów, więc po kilku latach powrócono do nazwy Skoda. Po transformacji rozpoczęto prywatyzację zakładu, a w roku 1992 zapadła decyzja o wyborze tzw. czeskiej drogi podczas prywatyzacji, czyli wyłączenie z niej udziały firm zagranicznych. W między czasie rozszerzano działalność produkcyjną poprzez zakup firm Tatra i Liaz, a także dobudowano wiele obiektów. Wszystko to doprowadziło do utraty stabilności finansowej firmy. W 1999r. zażegnano złą sytuację poprzez liczne umowy z bankami oraz restrukturyzację. W 2000 roku zakłady zmieniły się w Skoda Holding. Model 30 był ostatnim tego typu ciągnikiem w historii zakładów – później produkowano już raczej ciężkie ciągniki pod nazwą Liaz – Skoda. Dziś Skoda 30 jest prawdziwym unikatem. W Polsce nie mieliśmy jeszcze szczęścia spotkać się z żadnym egzemplarzem tego typu na żadnym ze zlotów. Protoplaści z serii HT budzą jeszcze większe zainteresowanie. W polskiej literaturze informacji na temat Skody 30 jest bardzo mało, jak również dostępność książek w języku czeskim jest znikoma na rynku. Jest to skutek braku oficjalnego importu tego typu ciągników do naszego kraju. Jednak niedawno trafił w ręce polskiego kolekcjonera inny „rodzynek” – Zetor 15, więc miejmy nadzieję, że i Skodę niebawem ujrzymy w naszym kraju. Paweł Rychter


www.traktorimaszyna.pl

35