Turus traktory2013 int

Page 1


www.traktorimaszyna.pl


www.traktorimaszyna.pl Szanowni Państwo,

Kolejny raz Wilkowice w Gminie Lipno są miejscem spotkania pasjonatów, którzy swoim zaangażowaniem, ciężką pracą, a także środkami finansowymi, przywrócili do życia stare ciągniki i maszyny rolnicze. Dzięki nim tysiące widzów w sierpniowy – wakacyjny weekend, może uczestniczyć w żywej lekcji historii. Festiwal Starych Ciągników i Maszyn Rolniczych im. Jerzego Samelczaka organizowany jest przez Gminę Lipno, Klub „Traktor i Maszyna” i Gminny Ośrodek Kultury w Lipnie. Dziękuję członkom Klubu ,,TiM”, pracownikom Urzędu Gminy i Gminnego Ośrodka Kultury oraz wszystkim, którzy wnieśli swój wkład w organizację festiwalu. To dzięki Państwa zaangażowaniu, nasza impreza zdobyła uznanie w kraju, a obecność gości zagranicznych jest dowodem, że również w Europie. Życzę wszystkim doskonałej zabawy, miłych wrażeń, ciekawych spotkań i dobrej pogody.

Drodzy czytelnicy i miłośnicy starej motoryzacji rolniczej,

Spotykamy się po raz dwunasty w Wilkowicach aby jak co roku cofnąć się trochę w czasie i dobrze się bawić. Mam nadzieję, że prezentowane przez kolekcjonerów wiekowe już ciągniki i maszyny przywołają miłe wspomnienia, a młodszemu pokoleniu przybliżą technikę pracy w rolnictwie w minionym już XX wieku. Nasza impreza ma charakter rodzinny i myślę, że każdy znajdzie tu coś dla siebie. Ze swojej strony życzę wszystkim miłej miłej zabawy i niezapomnianych wrażeń. Rafał Samelczak Prezes KMSCiMR

Szanowni Państwo,

Mam ogromną przyjemność zaprosić Państwa do odwiedzenia siódmej już edycji Wystawy Roltechnika organizowanej w Wilkowicach przez Międzynarodowe Targi Poznańskie. Ogromnie cieszy mnie fakt, że tegoroczna ekspozycja będzie większa niż te prezentowane w latach ubiegłych. W tym roku nasi wystawcy tradycyjnie zaprezentują najnowocześniejsze ciągniki i maszyny rolnicze dostępne na polskim rynku. Natomiast wspaniale odrestaurowane stare ciągniki będzie można zobaczyć w ramach organizowanego równolegle XII Festiwalu Starych Ciągników i Maszyn Rolniczych im. Jerzego Samelczaka. W imieniu Wystawców, Partnerów i Patronów tegorocznej ROLTECHNIKI życzę Państwu udanego pobytu w Wilkowicach! Tomasz Kobierski Wiceprezesa Zarządu Międzynarodowych Targów Poznańskich Sp. z o.o.

Jacek Karmiński wójt Gminy Lipno

Program Targów Roltechnika oraz Ogólnopolskiego Festiwalu Starych Ciągników i Maszyn Rolniczych im. Jerzego Samelczaka 24.08.2013 (sobota)

25.08.2013 (niedziela)

9.00 - Otwarcie wystawy 12.00 - Oficjalne otwarcie festiwalu, rozstrzygnięcie konkursu „Kolekcjoner roku 2013”, wręczenie pucharów ufundowanych przez Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi 12.30 - Prezentacja ciągników na placu manewrowym 13.30 - Odpalanie bumbaja (I tura) 14.00 - Odpalanie korbą (I tura) 14.30 - Turniej „Precyzyjny Gospodarz” oraz Pokazy Nowych Ciągników - Roltechnika 15.30 - Pokazy w polu (zbiór zboża, omłoty, orka) 16.30 - Traktor Pulling - duże i małe ciągniki 17.00 - Zakończenie konkurencji i pokazów podaczas I dnia festiwalu 19.00 - Msza św. w Intencji zmarłych kolekcjonerów

9.00 - Otwarcie wystawy 10.00 - Msza św. w kościele p.w. św. Edyty Stein 11.00 - Parada starych traktorów ulicami Wilkowic 11.30 - Prezentacja maszyn na placu manewrowym 12.30 - Traktor Pulling (bulldogi) 13.00 - Traktor Pulling (średnie ciągniki) 13.30 - Odpalanie bumbaja (II tura i finał) 14.00 - Odpalanie korbą (II tura i finał) 14.30 - Turniej „Precyzyjny Gospodarz” oraz Pokazy Nowych Ciągników - Roltechnika 15.30 - Pokazy w polu (zbiór zboża, omłoty, orka) 16.00 - Wyścig traktorów (traktorzystki i traktorzyści) 17.00 - Wręczenie dyplomów i pucharów

Wydawca: AR Turus 64–100 Leszno, ul. Lipowa 4, tel./fax 65/529–41–15 www.turus.pl, turus@turus.pl; Fot. A. Cieślik, archiwum kolekcjonerów Skład: AR Turus, Katarzyna Primel; Redakcja: Andrzej Cieślik; Reklama: Katarzyna Primel; Grafika: Mikołaj Kowalczyk; Współpraca: Damian Szymczak, Paweł Rychter, Rafał Mazur. Okładka: Simon Suiker na Fordsonie. Redakcja nie odpowiada za treść reklam.


www.traktorimaszyna.pl

Galeria kolekcjonerów

Jan Wolniewicz

Jan Wolniewicz przy swojej kolekcji

W

latach 50-tych dla małego wiejskiego chłopca jazda ciągnikiem z UNRY, który posiadał sąsiad to była największa frajda. To była prawie jedyna motoryzacja dostępna na wsi dla przeciętnego rolnika. W latach 60tych już jako dorosły człowiek kupił na spółkę z bratem Zetora T. Służył im do różnych prac w gospodarstwie rolnym przez dziesięć lat. Zawodowo pracował w różnych zakładach, gdzie zdobył kwalifikacje mistrza ślusarskiego, mistrza murarskiego i płytkarza. Umiejętności ślusarsko-mechaniczne okazały się później bardzo przydatne.

Do Klubu Miłośników Starych Ciągników i Maszyn Rolniczych trafił w 2005 roku za namową swojego krewnego – Zbigniewa Jankowiaka, który na rodzinnej imprezie zachęcił go do zapisania się do klubu. On też poradził mu aby kupić coraz rzadziej używany nośnik narzędzi RS. – Udało mi się znaleźć u okolicznych rolników dwie sztuki uszkodzone i po roku pracy złożyłem jeden egzemplarz – rocznik 1962 – wspomina swój pierwszy ciągnik. – W 2005 roku byłem z nim po raz pierwszy na Festiwalu w Wilkowicach. Już w następnym roku

trafił mu się niedaleko Koźmina Zetor 25K z 1958 roku. Rok czasu trwało odrestaurowywanie nowego nabytku. Przyjechał z nim w 2008 do Wilkowic. Kolekcjonerska żyłka znowu się w nim odezwała – w ub. roku kupił kolejny egzemplarz – Ursus 308 z 1961 roku. Rozwalona skrzynia biegów, długie poszukiwania i wreszcie udało się kupić, złożyć w całość i uruchomić. W międzyczasie trafił się kolejny ,,bocian” czyli Zetor 25K. Marzeniem Jana Wolniewicza jest nabycie starszej wersji eReSa czyli benzynowego RS08. Szuka ogłoszeń na aukcjach i stronach kolek-

cjonerskich. Pomaga mu w tym syn Mariusz, który od pięciu lat należy do klubu. Chętnie bierze udział w pokazach i imprezach klubowych. Żona Jana Wolniewicza nie przepada za mężowskim hobby ale też nie zabrania mu zajmować się starymi ciągnikami. Na potrzeby starych ciągników przy nowym pawilonie handlowym zostały wybudowane specjalne garaże, gdzie w dobrych warunkach przechowywane są wszystkie cacka Jana Wolniewicza. (CAN)


www.traktorimaszyna.pl

Galeria kolekcjonerów

Zabytki uratowane ze złomu

J

erzy Walerowicz wychował się na wsi w okolicach Pleszewa. W gospodarstwie mieli konia. Pierwszy ciągnik – Ursus 4011 pojawił się dopiero w 1985 roku. Gdy w latach 90 zaczął prowadzić skup złomu na plac trafiało wiele ciągników, w tym niektóre w całkiem przyzwoitym stanie. Jedne trafiały do huty kilka do kolekcjonerów na zachodzie. Niektóre za odruchem serca zostały na uboczu placu, bo żal było je pociąć i szkoda pozbywać się z kraju. Gdy po 2000 roku zaczęła się w Polsce robić moda na odrestaurowanie starych ciągników przypomniał sobie o kilku stojących pod płotem Bumbajach i Lanzach. – Po raz pierwszy pojechałem na 3 festiwal do Wilkowic jako widz – wspomina początki swego hobby kolekcjoner z Łaszewa. – Bardzo mi się spodobała atmosfera imprezy i na następny w 2006 roku postanowiłem już przyjechać jako uczestnik. Specjalnie na te imprezę został odrestaurowany Lanz Bulldog. Potem do kolekcji trafiały kolejne traktory Bumbaje i Lanze, niektóre przywożone na złom, inne specjalnie wyszukiwane i uruchamiane. Taka perełką jest bez wątpienia Ursus na żelaznych kołach z 1948 roku. Sprawny i często demonstrowany na różnych pokazach w całej Polsce budzi zrozumiałe zainteresowanie. Ostatnio był też demonstrowany na najwięk-

Jerzy Walerowicz przy swoich Ursusach szym festiwalu historycznym w Panningen (Holandia). Aktualnie Jerzy Walerowicz posiada 4 odrestaurowane Ursusy, Lanz Bulldoga, i 8 ciągników czekających na swój czas do odrestaurowania. Są wśród nich m.in. 4 Zetory, 3 RS, 5 Vistuli. – Staram się wiernie odrestaurować każdy ciągnik – mówi kolekcjoner z Łaszewa. – Posiadam firmowe katalogi części i często ściągam oryginalne części z kraju przez internet, a czasami także z zagranicy. Za swoje osiągnięcia kolekcjonerskie został wyróżniony tytułem Kolekcjonera Roku przez

Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Przychylnym okiem patrzy na mężowskie hobby żona Małgorzata, a czasami za kierownicami starych traktorów siadają córki Jerzego Walerowicza. Marzeniem kolekcjonera z Łaszewa jest utworzyć prywatne muzeum

traktorów i maszyn rolniczych. Już teraz eksponatów nie brakuje, bo oprócz ciągników są Vistule, młocarnie, silniki stałe, kieraty, pługi i wiele innych. Jednak na przeszkodzie póki co staje brak czasu. (CAN)


www.traktorimaszyna.pl

Galeria kolekcjonerów

Ocalone od przetopienia

W

latach 80 Marek Kropidłowski pracował firmie melioracyjnej na sprzęcie gąsiennicowym. Po likwidacji firmy założył punkt skupu złomu. Gdy w latach 90 zaczęto masowo wywozić złom, na plac skupu trafiało wiele starych traktorów. Niektóre z nich były w niezłym stanie i żal było pociąć do huty, więc odkładał je na bok. – Odnawianiem rolniczych staroci zająłem się jednak dopiero za namową Mariusza Nowaka, który często przyjeżdżał na złomowisko – wspomina początki hobby kolekcjoner z Owieczek. Już od 2 Festiwalu zaczęła się przygoda z Wilkowicami, która trwa do dziś. Na festiwalu prezentował traktory marki Ursus C-45 oraz Lanz Bulldog. Za osiągnięcia kolekcjonerskie został w 2010 roku uhonorowany tytułem Kolekcjoner Roku

Marek Kropidłowski przy swojej kolekcji przez Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Ojcowską pasję kontynuuje córka Karolina, która także jest członkiem Klubu Traktor i Maszyna a na festiwal do Wilkowic i pokazy jeździ swoim Zetorem Majorem 3011.

Kolekcja z roku na rok się powiększa, aktualnie w różnym stanie czeka na lepsze czasy kilkanaście starych ciągników, gąsienicowy Mazur, równiarka, pługi i wiele innych maszyn rolniczych. Pytany o kolekcjonerskie marzenie bez wahania

odpowiada – chciałbym uruchomić prywatne muzeum maszyn rolniczych. Znając zacięcie kolekcjonerskie i zdolności organizacyjne Marka Kropidłowskiego pewnie mu się to uda zrealizować. (CAN)


www.traktorimaszyna.pl

Polska reprezentacja

Polskie ciągniki w Panningen

M

iędzynarodowy Festiwal Historyczny (IHF) w Panningen (Holandia) to największy festiwal starych ciągników i maszyn rolniczych w Europie organizowany zawsze w ostatni weekend lipca od 34 lat. Imprezę organizuje holenderskie stowarzyszenie kolekcjonerów historycznych motorów i traktorów, podobne do naszego Klubu Traktor i Maszyna. Należy do niego 5 tysięcy członków z ośmiu państw. W bieżącym roku na imprezie w Panningen swoje eksponaty demonstrowało 1200 kolekcjonerów, a samych traktorów było ponad 2 i pół tysiąca. Oprócz tego były również maszyny rolnicze, maszyny pa-

rowe, maszyny napędzane silnikami parowymi, lokomobile, silniki stacjonarne, motocykle. Najstarsze z nich pochodziły jeszcze z 19 wieku. Oprócz tego były tez pokazy z użyciem ciężkich koni pociągowych. Imprezie głównej towarzyszyły pokazy orki, pulling, minipulling w wykonaniu zdalnie sterowanych modeli, liczne stoiska handlowe z częściami zamiennymi. Po raz pierwszy w Punningen członkowie klubu Traktor i Maszyna zaprezentowali się w charakterze wystawców. W ramach projektu promocji Festiwalu we Wilkowicach przygotowanego przez kol. Rafała Rosolskiego, do Holandii wyjechała grupa 14 członków

klubu TiM do obsługi czterech polskich ciągników i dwóch silników stacjonarnych. W Panningen były eksponowane Ursus C45 na żelaznych kołach z 48 roku i Ursus Bumbaj (wł. Jerzy Walerowicz), Ursus C28 (wł. Jacek Grzywacz) i ciągnik gąsienicowy Mazur (wł. Paweł Wiadrowski). Kolekcje uzupełniały silniki stacjonarne Perkun i ES. Członkowie klubu demonstrowali odpalanie Bumbaja, przejazd po placu wystawowym. Młodsze pokolenie rozdawało ulotki o naszym festiwalu przygotowane w języku angielskim i udzielało informacji zainteresowanym. Był też specjalny baner oraz spot filmowy wyświetlany na ekranie.

Delegacja klubu spotkała się szefami Festiwalu IHF, wręczyła zaproszenie na nasz festiwal. Bilet wstępu na festiwal w Panningen zorganizowanym na terenach klubu jeździeckiego kosztował 12 Euro. Cały teren był ogrodzony wysokim płotem, a wstęp był dostępny tylko jednym wejściem. Korzystanie z gastronomii było możliwe jedynie za pomocą żetonów, wymienianych za Euro w specjalnych punktach. Wydaje się, że niektóre rozwiązania można by próbować zastosować we Wilkowicach. A swoja drogą ciekawe ilu gości z Panningen dało się namówic na przyjazd do Wilkowic? (CAN)


www.traktorimaszyna.pl

Panningen

fot. A. Cieślik


www.traktorimaszyna.pl


www.traktorimaszyna.pl

TiM na FruitAkademia Show 2013

8

i 9 czerwca po raz czwarty Warka gościła traktorzystów z całej Polski na FruitAkademia Show, która odbyła się na stadionie miejskim w Warce. W tym roku było widocznie widać, że maszyny zabytkowe są głównymi gwiazdami tego spotkania. – Głównymi atrakcjami były prezentacje zarówno nowych jak i starych ciągników, korowód ulicami Warki, toczenie beczek przez Panie starymi ciągnikami, a także próba sił niektórych maszyn na podmokłych terenach w pobliżu Pilicy, gdzie w bezpośrednim sąsiedztwie znajdował się plac wystawowy – mówi Mateusz Wiadrowski.

Prócz ciągników można było zobaczyć samochody strażackie, motocykle, silnik stacjonarny początkującego kolekcjonera z okolic Warki, rosyjskiego Ziła 10x10, a także czarną Wołgę, którą dotarł w ciągu kilku godzin wraz z żoną i państwem Jankowiakami, prezes klubu Rafał Samelczak. Było to nie lada odważnym wyczynem zważając na wiek samochodu, ale dziadek okazał się niezawodną maszyną na dalekie trasy. Biorąc pod uwagę poprzednie lata można powiedzieć, że wystawa nabiera rozmachu. – Jesteśmy bardzo zadowoleni, bo z kolejnymi edycjami przybywa do nas coraz więcej traktorzystów, którym serdecz-

Ekipa TiM we Warce nie dziękujemy za obecność – mówi Mateusz Wiadrowski. Stare ciągniki prezentowali koledzy ze Skansenu w Łochowicach, Skansenu w Starych

Budach, Jacek i Kamil Hornik, państwo Samelczak, Jankowiak, Głaczyńsy, Andrzej Mirowski. (opr.AC)

Powstał Skansen Maszyn i Urządzeń Rolniczych w Borówku (gmina Prusice)

3

sierpnia 2013 miał miejsce I Piknik Borówkowy w Borówku (gm. Prusice) na Dolnym Śląsku. Podczas tej imprezy oficjalnie otwarto Skansen Maszyn i Urządzeń Rolniczych, którego głównymi inicjatorami byli sołtys Borówka Czesław Sumacki oraz Łukasz Wójtowicz. Z tej okazji zorganizowano szereg atrakcji towarzyszących, tworząc tym samym rodzinny piknik. – Na zaproszenie organizatorów pojawiliśmy się tam również z traktorami – łącznie prezentowaliśmy 6 traktorów - 4 Zetory 25K, Zetora 25 oraz Deutza F1L – mówi Paweł Rychter. – Uzupełnieniem naszej kolekcji była żniwiarka Przodownica. Na miejscu pojawiły się także dwie „trzydziestki” będące w ciągłej służbie Skansenu, a także Ursus C-328 i International B414. Na zwiedzających czekała wiata pełna wszelkiego rodzaju maszyn rolniczych, zebranych i odszykowanych w bardzo krótkim czasie przez zaangażowanych w całe przedsięwzięcie

10

W czarnych koszulkach od lewej: Albert Sękalski, Przemysław Urbanowicz, Dawid Urbanowicz ludzi. Wchodząc przez stylizowaną bramę, od razu trafiamy na sztucznego konia, zaprzęgniętego do wozu, który do złudzenia przypomina prawdziwe zwierze. Dalej wzrok przyciągają już same maszyny – od obsypników i opielaczy, po młocarnie, żniwiarkę czy kosiarkę. Miłośnicy zabytkowej techniki mogli obejrzeć pokaz

młócenia cepami, przewiewania wialnią, śrutowania zboża przedwojennym śrutownikiem napędzanym przez pas transmisyjny od Zetora 25 oraz pokaz pracy piłą napędzaną od Deutza. Ponadto po placu poruszał się Zetor 25K ze żniwiarką Przodownica. Skansenowcy mają dużo planów na przyszłość, ale

w pierwszej kolejności dokończą niektóre prace, których nie udało się zrobić przed oficjalnym otwarciem. Z pewnością Skansen w Borówku stanie się od teraz miejscem spotkań, nie tylko miłośników zabytkowej techniki rolniczej. Paweł Rychter


www.traktorimaszyna.pl

Festiwal 2012

Widok na plac festiwalowy

Widok na plac festiwalowy

Pług motorowy ze Szreniawy

Słaba płeć na traktorach

Słaba płeć na traktorach

Bumbaj wjeżdża na plac

Jacek Grzywacz z bratem koszą zboże

Pokaz omłotów (Skansen Łochowice)

Pokaz omłotów (Skansen Łochowice)

Ciągnie dziewczyny do traktorów

Andrzej Kaźmierczak na swoim bumbaju

Jacek Grzywacz rywalizuje w pullingu

Jan Wolniewicz w korowodzie

Przejazd przez wieś

Przejazd przez wieś

11


www.traktorimaszyna.pl

Festiwal 2012

Prezentacja ciągników w korowodzie

Marek Staniaszek na Zetorze Super

Jacek Grzywacz z ekipą ze Słowacji

Wojciech Graumsch z gośćmi

Prezentacja ciągników w korowodzie

Prezentacja ciągników w korowodzie

Marek Kropidłowski na bumbaju

Prezentacja ciągników w korowodzie

Agata Wiadrowska z Warki

Prezentacja ciągników w korowodzie

Prezentacja ciągników w korowodzie

Prezentacja ciągników w korowodzie

Prezentacja ciągników w korowodzie

Prezentacja ciągników w korowodzie

Prezentacja kombajnu w korowodzie

12


www.traktorimaszyna.pl

Festiwal 2012

Prezentacja kombajnu w korowodzie

Jacek Hornik z Lanz Bulldogiem na holzgaz

K. Hornik i A. Jankowiak na Pampie

Prezentacja ciągników w korowodzie

Prezentacja ciągników w korowodzie

Prezentacja ciągników w korowodzie

Jeden z najstarszych Lanzów z 1923 r.

Prezentacja ciągników w korowodzie

Prezentacja ciągników w korowodzie

Prezentacja ciągników w korowodzie

Goście z Węgier na HSCS

Rozgrzewanie bumbaja

Plac festiwalowy

Widzowie na placu festiwalowym

Jacek Hornik odbiera puchar od prezesa Rafała Samelczaka i wójta Jacka Karmińskiego

13


www.traktorimaszyna.pl

Galeria kolekcjonerów

Paweł Rychter

Z

ainteresowanie starymi ciągnikami rolniczymi przejawiał w dzieciństwie, gdy tato opowiadał mu przeróżne historie, w których głównymi „bohaterami” były traktory i maszyny rolnicze. Z biegiem czasu pojawiły się pierwsze stare zdjęcia z albumów od znajomych, ale prawdziwą kopalnią wiedzy okazał się Internet. Godziny spędzone przy przekopywaniu stron internetowych umożliwiły znalezienie wielu zdjęć, w tym fotografii z pierwszych spotkań w Wilkowicach. – Od tamtej pory zaczęliśmy z tatą jeździć na festiwal, gdzie po raz pierwszy zobaczyłem i usłyszałem ożywionego „bombaja” – wspomina Paweł Rychter. Zainteresowanie techniką rolnicza postanowił przenieść do internetu. Pierwsze eksperymenty z tworzeniem stron internetowych zaowocowały powstaniem Portalu Miłośników Zabytkowej Techniki Rolniczej RetroTRAKTOR.pl, który do dnia dzisiejszego jest jedynym portalem o tej tematyce w Polsce, jednym z nielicznych na świecie, a jego licznik odwiedzin przekroczył liczbę 16 milionów. – Wykonałem ogromną ilość fotografii (zużyłem na pierwszym festiwalu chyba z 8 filmów), która pomogła mi przy budowie modelu ciągnika Ursus C-45, a następnie Zetor 25 w skali 1:15, wielokrotnie wystawianych podczas wilkowickich spotkań – mówi Paweł. Zawsze marzyli z ojcem o Ursusie C-45, jednak głównie z powodów finansowych nie mogli sobie na jego zakup pozwolić. Padł pomysł, żeby poszukać Zetora 25, którego również czuli sentyment. Szczęście dopisało i dzięki Jackowi Grzywaczowi nabył Zetora 25K z 1958 roku, dokładnie w jego 50 rocznicę powstania. Remont rozpoczął się niemal od razu po zjechaniu z lawety i trwał… grubo ponad 3 lata. Przy czym ciągnik został rozebrany do ostatniej śrubki i starannie wy-

14

remontowany. Z racji tego, że tato jest mechanikiem z wieloletnim doświadczeniem, będąc na kursie w POM Oborniki Śląskie uczył się jeszcze na Ursusach C-45 i Zetorach 25, mechaniczna strona remontu nie była problemem. Większe kłopoty sprawiała blacharka, gdyż nigdy wcześniej nie mieli do czynienia z renowacją tak zniszczonych elementów. W poszukiwaniach brakujących elementów oraz remoncie pomagali znajomi kolekcjonerzy, internauci poznani na forum www.retrotraktor.pl oraz rodzina. W 2011 roku „Bocian” miał swoją premierę podczas festiwalu we Wilkowicach. W międzyczasie, jak to zwykle bywa u innych kolekcjonerów, pojawił się kolejny egzemplarz – Zetor 25A. – Tym razem zmieniliśmy taktykę i zaczęliśmy poszukiwania niezbędnych części przed rozpoczęciem renowacji – wspomina Paweł.. – W efekcie udało się kupić nam kolejne eksponaty, a traktor nie został wzięty na warsztat. Do kolekcji w roku ubiegłym dołączyły: Zetor 25 z 1948, Zetor 25K z 1958 oraz Ursus C-325 z 1962. Ten ostatni trafił do nas przez zupełny przypadek. Wierni marce Zetor, szukaliśmy kolejnego egzemplarza. Na ogłoszenie odpowiedział pewien człowiek z woj. łódzkiego, oferując Zetora 25 do remontu. Po kilku dniach otrzymali zdjęcia omawianego traktora, który okazał się być… mocno poprzerabianym Ursusem C-325. Traktor miał zamontowaną maskę od C-330 i kabinę od C-4011. Stan techniczny opłakany, skusiła ich cena i to, że ciągnik był zarejestrowany. Po kilku dniach stał już u nich na podwórku. – Jesienią zeszłego roku spełniło się nasze kolejne marzenie, mianowicie chęć posiadania żniwiarki Przodownica w nowszej wersji, na kołach ogumionych – mówi Paweł. W jej znalezieniu pomogło nam forum na RetroTRAKTOR.pl. Wszystko pasowało jedynym

Paweł Rychter z jednym ze swoich okazów minusem była spora odległość – dzieliła ich od niej odległość 400 km. Dla chcącego nic trudnego i po kilku dniach żniwiarka dotarła na Dolny Śląsk. W tym roku planowany jest generalny remont i prezentacja Przodownicy na dożynkach i innych imprezach. Od 2011 roku, czyli odkąd ukończyli remont swojego Zetora, Paweł zaczął brać udział w przeróżnych imprezach związanych z rolnictwem oraz zabytkową motoryzacją. Dwukrotnie jeździł na kołach do Wrocławia na Oldtimerbazar oraz akcję promującą krwiodawstwo pt. MotoSerce. W roku ubiegłym udało mu się zorganizować lokalną Mini Wystawę Zabytkowych Pojazdów w Obornikach Śląskich (a także jej tegoroczną edycję). W międzyczasie „zaraził” miłością do starego żelastwa swojego przyjaciela, który miesiąc po zakupie Zetora 25K, pojechał razem z nim do Wilkowic. – Moja pasja okazała się zaraźliwa – tym roku przyjedziemy do Wilkowic z większą ilością traktorów. Ponadto jesz-

cze kilku znajomych polubiło stare sprzęty i na dzień dzisiejszy nasza ekipa posiada łącznie 10 traktorów i kilka maszyn rolniczych – zapewnia Paweł. Kolekcjoner z Obornik stara się na każdym kroku propagować idee ratowania starych ciągników i maszyn rolniczych. Został za to nagrodzony Pucharem Wójta Gminy Lipno podczas XI edycji festiwalu. Czytelnicy Poradnika Rolniczego mogą zapoznać się z historią techniki rolniczej m.in. dzięki jego publikacjom na łamach tego czasopisma. – Aktualnie pracujemy nad utworzeniem stowarzyszenia, które miałoby za zadanie organizowanie imprez i zlotów dla miłośników zabytkowej techniki, nie tylko rolniczej, na terenie powiatu trzebnickiego i ościennych. W tym roku będzie można nas zobaczyć na III Powiatowych Igrzyskach Sołtysów, otwarciu Skansenu Maszyn Rolniczych w Borówku, a także kilku innych imprezach – zapewnia Paweł Rychter. Opr. AC


www.traktorimaszyna.pl

15


www.traktorimaszyna.pl

Galeria kolekcjonerów

Hieronim Klecha, Bronikowo

Hieronim Klecha z żoną Danutą

M

echanik samochodowy z profesji, z dużym doświadczeniem zawodowym, od lat 70 pracował w różnych firmach w Kościanie i Śmiglu przy naprawie ciągników. Zaczynał od obsługi Ursusów C45, później kolejnych coraz nowszych modeli. Później także popularnych u nas Zetorów. Po pracy dorabiał sobie naprawiając w domowym warsztacie samochody i ciągniki sąsiadom. Znał się dobrze z Jerzym Samelczakiem, który często przywoził mu coś do naprawy. – Pod koniec lat 90 Jurek często opowiadał o różnych festiwalach i klubach kolekcjonerów starych traktorów,

16

które widział jeżdżąc na zachód jako kierowca – wspomina początki swej pasji Hieronim Klecha. – Już wtedy chodziło mu po głowie aby podobne imprezy zorganizować u nas. Jeździł do gminy i starał się zainteresować ówczesnego wójta w Lipnie. Ale dopiero wójt Janusz Chodorowski podchwycił pomysł Jurka. Kolekcjoner z Bronikowa był na pierwszym pokazie starych ciągników, który staraniem Jerzego Samelczaka odbył się w 2001 roku przy okazji gminnych dożynek w Górce Duchownej. Zarażony od swego kolegi zaczął zbierać stare narzędzia i maszyny rolnicze. Rok później był jednym z założycieli Klubu

Miłośników Starych Ciągników i Maszyn Rolniczych. Pierwszy silnik stacjonarny to był polski ES 60 z 58 roku, potem kupił czeską Slavię, w bardzo kiepskim stanie. Brakowało kilka części, które trzeba było szukać i dorabiać. Potem trafiła się nowsza wersja ES. Aktualnie ma ich siedem z czego cztery są na chodzie. Na pytanie czy trudno je odpalić- po kolei demonstruje jak się odpala wszystkie silniki. Kolekcjoner z Bronikowa ma wsparcie w żonie, która czasami narzeka, że za długo siedzi w warsztacie ale jak trzeba to chętnie doradzi jaki kolor dobrać do malowania silnika, jaki

do stelarza. – Chętnie jeżdżę na festiwale do Wilkowic i inne imprezy, gdzie mąż demonstruje swoje silniki – mówi pani Danuta Klecha. – Znamy się z wieloma kolekcjonerami i ich żonami. Oprócz silników ma jeszcze sprawny kierat, śrutownik kamieniowy, sieczkarnie, sztyftówke, młynek, pługi konne i inne narzędzia. Wszystko to wyeksponowane do zwiedzanie na specjalnym ogrodzonym placu w gospodarstwie. Marzeniem Hieronima Klechy i jego żony jest utworzenie małego skansenu maszyn i urządzeń rolniczych, który byłby udostępniany chętnym do zwiedzania. (CAN)


www.traktorimaszyna.pl

Żniwiarka Ż5 „Przodownica”

T

uż po wyzwoleniu Płocka w lutym 1945 roku, na bazie znacjonalizowanej, przedwojennej fabryki maszyn i narzędzi rolniczych Sarna i Margulies, utworzono Fabrykę Maszyn Rolniczych, która od kwietnia otrzymała nazwę Płockie Zakłady Przemysłowe w Płocku. W czerwcu 1945 roku nastąpiło uruchomienie produkcji drobnych maszyn i sprzętu rolniczego. W początkowych latach 1945-47 wyprodukowano ogółem ponad 18,5 tys. różnych maszyn. W tym największy asortyment stanowiło 6,1 tys. konnych wozów rolniczych, 4,5 tys. wialni, 3,8 tys. śrutowników oraz innych maszyn. W 1947 roku, wśród kadry zrodziła się inicjatywa opracowania i wdrożenia do produkcji bardzo potrzebnej żniwiarki konnej. W ciągu kilkumiesięcznych żmudnych prac zmontowano prototypowy model. Oczywiście o całkowitym opracowaniu nowej konstrukcji nie było mowy. Zwłaszcza przy szczupłym personelu technicznym. Mimo, że oficjalne źródła z tamtego okresu nie mówią o tym, przypuszczalnie został sprowadzony jeden lub więcej egzemplarzy najpopularniejszych przed wojną żniwiarek McCormick typu A. Ten amerykański model posłużył jako wzór do wykonania rysunków, odlewów i szablonów. Świadczy o tym bliźniacze

podobieństwo obydwu maszyn. 16 czerwca 1948 roku zakończony został montaż pierwszej żniwiarki. W ciągu kolejnych 2 tygodni powstało dalszych 14 sztuk. Ciekawostką jest to, że całe przedsięwzięcie początkowo traktowano eksperymentalnie. Przy produkcji pierwszych żniwiarek zaangażowanych było tylko 15 pracowników, na 800 zatrudnionych w całym przedsiębiorstwie. Płocka fabryka posiadała swój poligon doświadczalny, pod postacią gospodarstwa rolnego. Tam skierowano pierwszą żniwiarkę. Po dwóch tygodniach nadeszły pomyślne wieści. Równolegle, pozostałe egzemplarze badano pod kątem jakości żeliwa w Zakładzie Metalurgicznym Politechniki Warszawskiej. Po za tym przeprowadzono kilka prób „na sucho” w specjalnej stacji umieszczonej na hali montażowej. W końcu maszynę zbadał wybitny specjalista w zakresie maszyn żniwnych prof. Michał Wójcicki. Wyniki wskazywały, że maszyny powinny wytrzymać żniwny poligon. 10 lipca maszyny przekazano do kilku majątków oraz stacji doświadczalnych. Miesiąc później odbył się pokaz w Grodkowie koło Połocka, w którym wziął udział min. rolnictwa Dąb-Kocioł. Minister dał zielone światło: „… wszystkie jakie wyprodukujecie, zakupimy zaraz dla majątków państwo-

wych oraz ośrodków maszynowych…” Dzięki temu zmienił się los zakładów w Płocku. Zamiast planowanej fabryki silników, powołano fabrykę maszyn żniwnych. Tak naprawdę seryjna produkcja żniwiarek rozpoczęła się dopiero w 1949 roku. Maszynę oznaczono symbolem Ż5. Potem otrzymała ona propagandową nazwę „Przodownica”. W pierwszym roku działalności wypuszczono 600 żniwiarek. W kolejnych latach poświęcono wiele uwagi, idącej w kierunku poprawienia niezawodności. Lecz ciągle zdarzały się przypadki pęknięcia głównego koła czy korpusu. W okresie załamania polityki rolnej fabryka miała kłopoty ze zbytem swoich wyrobów. Na szczęście w 1958 roku przyszło zamówienie eksportowe na dostawę 4 tysięcy żniwiarek do Chin i 100 sztuk do Jugosławii. To doraźnie polepszyło sytuację w zakładzie. W październiku 1962 roku, wyprodukowano 100 tysięczną żniwiarkę. W kolejnym roku przygotowano odmianę Ż-5B wyposażoną w koła ogumione. Wśród 8 tysięcy sztuk, Ż5-B stanowiła, już 86% produkcji żniwiarek. W kolejnych latach zapotrzebowanie na żniwiarki Ż-5A ze stalowymi kołami systematycznie malało. W 1969 roku wyprodukowano ich ostatnie 20 sztuk. Zaś zmierzch produkcji Przodownicy na kołach pneuma-

tycznych nastąpił w 1971 roku. Jak działała żniwiarka? Zasada działania żniwiarki opierała się na pomyśle McCormicka z połowy XIX w. Zastosował on poziomy zgarniacz obrotowy, składający się z czterech grabi, umieszczonych na pionowej osi. Grabie poruszające się po okrągłej prowadnicy, zwanej też koroną grabiową, mają za zadanie nachylenie zboża na zespół tnący. Następnie ścięte zboże było zgarniane z pomostu w postaci garści na ściernisko. Stąd też wzięła się popularna nazwa tej maszyny: „Garściówka”. Ponieważ przy rozmaitej wielkości plonu, trudno otrzymywać garście mniej więcej jednakowej grubości, żniwiarka posiadała zwrotnicę. Jej zadaniem było kierowanie rolek grabi tak, że niektóre grabie opuszczały się niżej, inne zaś przechodziły nad pomostem wyżej. Skutek był taki, że przy mniejszej ilości materiału tylko co drugie, trzecie lub czwarte grabie, mogły zrzucać garść z pomostu. Do ustawiania służył regulator. Jeżeli we wgłębieniu pokazała się cyfra 1, to wszystkie grabie szły jednakowo. Natomiast cyfra 2 wskazywała, że co drugie grabie będą zgarniały itd. Oprócz tego do szybkiego wymuszenia zgarniania poszczególnych grabi służył pedał. Rafał Mazur

17


www.traktorimaszyna.pl

Galeria kolekcjonerów

Małżeństwo kolekcjonerów

S

kansen w Łochowicach gromadzi nie tylko zabytkowe eksponaty ale i skupia ludzi z pasją – miłośników starej techniki rolniczej. Należy do nich także małżeństwo Genowefy i Mariana Jasiorowskich. – Zamieszkują oni w sąsiedztwie naszego Skansenu i działają na rzecz zachowania historii polskiego rolnictwa – informuje Jacek Grzywacz. – Gienia nie jest tylko żoną kolekcjonera ale i członkiem klubu z własnym traktorem Ursus 28, którego sprezentował jej właśnie Marian. Wyprawa po ten traktor była niesamowita, bo trzeba było go wyciągać przez błoto a do asfaltu był spory kawałek. Po zakupie Ursusika został on przez Jasiorowskich wyremontowany i już od tej chwili Gienia nie rozstaje się ze swoim traktorkiem. Marian jest w posiadaniu kilku Zetorów Super 50 i czuje się dobrze właśnie w takim traktorze. Jak sam mówi – Zetor Super 50 to jest traktor dla mnie. Oboje bardzo mocno angażują się w prace Skansenu w Łochowicach. Zawsze gdy jest potrzeba zgłąszają się gotowi do wyjazdu, czy też pomocy przy pracach w Skansenie. Poza dużymi ciągnikami w posiadaniu Jasiorowskich są dwa ciągniki MF z osprzętem. Posiadają również podstawowe maszyny konne takie jak kopaczka do ziemniaków, kosiarka do trawy czy różne pługi, brony i inne drobne maszyny. W roku 2012 uczestniczyli lub współorganizowali wiele imprez na miejscu lub różnych miastach w Polsce.W roku 2013 już zaliczyli wystawy i prezentacje w Warce, Sarbinowie, Łochowicach, Witosławiu, Golubiu – Dobrzyniu i oczywiście są w Wilkowicach. (opr. AC)

Genia Jesiorowska

Marian Jesiorowski

18


www.traktorimaszyna.pl

19


www.traktorimaszyna.pl

Ursus C-45 półgąsienicowy

C

iągniki gąsienicowe oraz półgąsienicowe lepiej radzą sobie w ciężkich warunkach, a przy tym wywierają mniejszy nacisk jednostkowy na podłoże. W powojennej Polsce wiele było ugorów, które należałoby zagospodarować, ale nie było wówczas odpowiedniego ciągnika. Ciągniki gąsienicowe produkcji radzieckiej, takie jak KD-35 czy Staliniec, stanowiły niewielką część taboru. Wszechobecne Ursusy C-45 na kołach stalowych czy ogumionych w bardzo ciężkim, grząskim terenie (np. na Żuławach) nie dawały często rady. Wiedzieli o tym inżynierowie z Instytutu Mechanizacji i Elektryfikacji Rolnictwa (IMER) i już jesienią 1953 roku opracowali projekt przebudowy ciągnika Ursus na wersję półgąsienicową. Często w literaturze można spotkać się z określeniem Ursus C-45 G - jest to trochę mylące, bo nie chodzi o ciągnik gąsienicowy, lecz wersję półgąsienicową. Pracownicy IMER-u stworzyli dwa warianty konstrukcyjne. Pierwszy z nich oparty był na wzorze angielskiej firmy „Roadless”. Drugi typ wózka gąsienicowego opracowany był w ten sposób, aby jak największa ilość podzespołów pochodziła z ciągnika KD-35 (produkowanego już zresztą w Polsce jako Mazur). Zaletą tego rozwiązania były niższe koszty i ułatwienie wykonania prototypów właśnie ze względu na dostępność elementów wózka gąsienicowego traktora KD35/Mazur. W obu przypadkach z założenia miał to być traktor półgąsienicowy (kołowo-gąsienicowy), w którym napęd realizowany byłby za pomocą układu gąsienicowego, a kierowanie odbywać się miało jak w tradycyjnym ciągniku za pomocą kół przednich. Dla ułatwienia wykonywania ostrych skrętów lub w ciężkim terenie traktory miały być wyposa-

20

Ursus C-45 żone w niezależnie sterowane hamulce - dzięki czemu możliwe byłoby przyhamowanie odpowiedniej gąsienicy ciągnika. Pożądaną w tych ciągnikach była możliwość szybkiej zamiany kół ogumionych na wózki gąsienicowe.

Wariant I układ firmy „Roadless” Angielska firma Roadless specjalizowała się m.in. w budowie gąsienicowych zespołów napędowych. Z konstrukcji Roadless Traction Ltd. korzystały m.in. takie zakłady produkujące ciągniki jak Massey Harris, Fordson czy Allis Chalmers. Charakterystyczną cechą ogniw tej firmy było wyposażenie ich w zderzaki, ograniczające w jednym kierunku obrót dookoła sworzni w ten sposób, że gąsienica w stanie złożonym przyjmuje kształt łuku koła o promieniu około 3 metrów. Koło napędowe osadzone było na osi tylnej traktora w miejsce koła ogumionego.

Jak widać na schemacie odcinek gąsienicy stykający się z podłożem tworzy łuk porównywalny z kołem o średnicy ok. 3 metry. Warunki pracy gąsienicy są o wiele korzystniejsze w układzie Roadless z powodu mniejszych sił działających na te elementy. Większość siły nacisku przejmują zderzaki, w które wyposażone są ogniwa, sworznie zaś obciążone są tylko siłą obwodową. Taki układ ma wiele zalet, ponieważ zmniejszone straty na tarcie w obrębie przegubach gąsienic objawiają się większą mocą użytkową oraz mniejszym zużyciem tych części. Największą wadą tak zwanego „koła gąsienicowego” jest jednak wysoki koszt produkcji, ponieważ współpracujące ze sobą elementy wymagają dokładnej obróbki, aby cały układ działał prawidłowo. Ponadto nacisk na podłoże takiego układu jest większy niż w przypadku drugiego wariantu zespołu gąsienicowego. W porównaniu jednak z traktorem ogumionym jest nadal bardzo korzystny, a niewykluczone było także

wykorzystanie Ursusa półgąsienicowego do zrywki drewna, gdzie nacisk na podłoże nie jest tak ważny jak w przypadku prac polowych. Pod koniec 1953 roku w IMER został skonstruowany prototyp ciągnika Ursus C-45 z zespołem napędowym Roadless. W latach 1954-55 przeszedł on szereg testów w warunkach bardzo niekorzystnych dla zwykłego traktora kołowego. Wyniki tych badań przedstawiają poniższe wykresy i tabele. Dla lepszego zobrazowania wyższości tego ciągnika nad wersją ogumioną zamieszczam również wyniki podobnych badań zwykłego Ursusa, a także zestawienie wszystkich wersji: na kołach stalowych, ogumionej i półgąsienicowej. Na podstawie powyższych wykresów łatwo zauważyć, że w warunkach bardzo dobrej przyczepności kół ogumionych, gdy siła uciągu przy napędzie kołowym ograniczona jest przez poślizg (około 15%) do wartości 1100-1200 kg, to w przypadku traktora półgąsie-


www.traktorimaszyna.pl nicowego siła uciągu wynosi 2200-2300 kg przy poślizgach 5-7 %. Jeszcze lepiej obrazuje zalety ciągnika gąsienicowego poniższa tabela: Z punktu widzenia rolnika najbardziej obrazowe są wyniki badań polowych. Takie próby też wykonano. Polem popisu w znaczeniu dosłownym było pole po burakach, gdzie wykonywano orkę pługiem PC-1 z pogłębiaczami. Traktor półgąsienicowy osiągnął wydajność w hektarach na godzinę o 30% wyższą przy niższym o około 25% zużyciu paliwa na jednostkę zaoranej powierzchni. Warto dodać, że badania przerwano na kilka godzin z powodu silnych opadów deszczu. Po wznowieniu prób, traktor kołowy nie mógł się już poruszać z powodu 100% poślizgu kół, a Ursus półgąsienicowy nadal wykonywał pracę bez znacznego zwiększenia zużycia paliwa. Dalsze próby wykonywano na gliniastych glebach powiatu Szumskiego, gdzie również uzyskano wyniki świadczące o korzyściach wynikających z zastosowania napędu gąsienicowego. Różnica w wydajności wahała się w granicach 25-30% na korzyść półgąsienicowego Ursusa. Podobne rezultaty przyniosły badania podczas zrywki drewna i orce terenów leśnych. Tutaj też prototypowy Ursus zostawiał daleko za sobą seryjnego odpowiednika na ogumionych kołach, zarówno pod względem wydajności jak i oszczędności paliwa. Przeglądając wiele publikacji dotyczących prototypu Ursusa półgąsienicowego, tylko w jednym źródle trafiłem na informacje odnośnie bezpośredniego zastosowania konstrukcji firmy Roadless. W większości książek zachwalano pomysłowość inżynierów polskich i radzieckich. Zasta-

Moc uciągu Nuw KM Siła uciągu Puw kG Prędkość w km/godz. Przekładnia Zużycie paliwa w kg/godz. Zużycie paliwa w g/KM godz. Poślizg części napędowych

Ursus C-45

Ursus C-45 G

20 950 5,68 III* 9 450 10%

26 2100 3,35 I 9,6 370 4%

Tabela porównawcza nawiało mnie jednak to, na jakim ciągniku Polacy mogli się wzorować. Wreszcie do głowy przyszedł mi półgąsienicowy Lanz Bulldog D9551 RaupenBulldog. Moim zdaniem to na tej konstrukcji oparli się inżynierowie z IMER- u. W końcu po II wojnie światowej takie ciągniki mogły pozostać na terenach polskich. Wydaje się to bardziej prawdopodobne niż zakup licencji od firmy Roadless. Ten Lanz był produkowany w latach 1935-46, więc dużo wcześniej od polskiego odpowiednika. Nie posiadam natomiast informacji czy firma Lanz współpracowała jakoś z angielską Roadless czy były to równoległe konstrukcje, ale zarazem bardzo podobne.

Wariant II - gąsienicowy wózek jezdny z wykorzystaniem podzespołów KD-35 Pomysł wykorzystania elementów zespołu gąsienicowego z traktora produkowanego w ZSRR oraz w Polsce był na pewno bardzo dobry z punktu widzenia ekonomii. Nie mniej jednak takie rozwiązanie miało wyższość nad układem Roadless jeśli chodzi o nacisk jednostkowy na podłoże. Płaszczyzna przylegania

gąsienicy była bowiem większa niż w przypadku wariantu pierwszego. Nie ma jednak nic za darmo, bowiem ta konstrukcja była cięższa. W rozwiązaniu tym zastosowano bez żadnych zmian następujące części podwozia KD35: gąsienice, koła napinające, rolki nośne z łożyskami, wsporniki kół, uszczelnienia łożysk, sprężyny napinające. Z niezbędnymi drobnymi zmianami zaadaptowano: koła napędzające, wsporniki kół napinających i kilka innych drobnych części. Ogółem wykorzystano części podwozia KD-35 o łącznej wadze 890 kg, podczas gdy waga pozostałych części to tylko 220 kg. Niestety nie mam żadnych wyników badań prototypów z wózkami gąsienicowymi zbudowanymi na podzespołach KD-35. Spotkałem się jedynie z informacją w czasopiśmie „Mechanizacja rolnictwa” z 1956 roku, że są one wykonywane w okręgowych zakładach TOR w Szczecinie i badania mają zostać wykonane jeszcze w tym samym roku w IMER i Instytucie Badawczym Leśnictwa. Nie dysponuję żadnym rysunkiem czy zdjęciem tej wersji Ursusa - jeśli ktoś posiada na temat tego rozwiązania więcej informacji to proszę o kontakt. W tym przypadku pomysł

na tego typu konstrukcję również nie był zasługą Polaków, a tym bardziej inżynierów radzieckich. Domyślam się, że to nie zbieg okoliczności spowodował iż Lanz Bulldog na przełomie lat 30 i 40-tych produkował już ciągniki z podobnym zespołem gąsienicowym. Skoro tyle zalet miały Ursusy w wersji półgąsienicowej to dlaczego nie weszły do produkcji? Z tych dwóch wariantów w literaturze najwięcej informacji jest o wariancie nr 1 - czyli z tzw. kołem gąsienicowym - jednak w posiadanej przeze mnie literaturze jest informacja, że jako najłatwiejsza do zrealizowania w produkcji jest konstrukcja z wykorzystaniem elementów ciągnika KD35 i to ona została zaakceptowana. Dlaczego więc nigdzie nie ma nawet zdjęcia prototypu? Czy nie było przypadkiem tak, że ze względów politycznych zatrzymano pracę nad prototypem Ursusa (wzorowanego moim zdaniem na Lanzu), a konstrukcja na bazie części z KD okazała się niewypałem i projekt upadł? Na to pytanie nie potrafię odpowiedzieć i wątpię w to, aby rozwiązanie tej zagadki udało nam się kiedyś znaleźć. Paweł Rychter

21


www.traktorimaszyna.pl

Galeria kolekcjonerów

„Czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci”

A

ndrzej Kaźmierczak to rodowity Bydgoszczanin. Rodzina od strony ojca od pokoleń była związana z rolnictwem. Jeden dziadek był oficerem WP (stąd skrupulatność w działaniu), drugi dziadek był kowalem. – W czasach dziecinnych nasiąkłem duchem starej mechaniki pomagając w podkuwaniu koni pracach mechanicznych i np przy „dymaniu” kowalskiego paleniska – wspomina dzieciństwo Andrzej Kaźmierczak. – Od dziecka każde wakacje spędzałem na wsi – biorąc udział w pracach polowych, pierwsze wspomnienia to: podkowy, ES–60, niezapomniany dźwięk Ursusa C45, snopki, stawianie sztyg, stogi, omłoty, orka. Od dzieciństwa interesowała go mechaniczna strona rolnictwa – wszelakie urządzenia zasilane silnikami spalinowymi. – oraz elektronika – na tym mijały każde wakacje. Po studiach i pracy w zawodzie informatyka – oraz zmianie miejsca zamieszkania z Bydgoszczy na wieś pod Bydgoszczą – zakiełkował mu w głowie pomysł nabycia ciągnika. Starego ciągnika oczywiście – takiego który trzeba doglądać, naprawiać, posiadającego historię i będącego świadkiem minionych chwil. Początkowo na podwórzu zagościł ZETOR K25 przywieziony spod Gdańska. Rocznik nieznany, stan – pięknie niekompletny! Zaczęły się zatem

Andrzej Kaźmierczak na dożynkach w Szprotawie i wyprawy po Polsce po części – wysłuchiwanie historii ludzi pracujących takim ciągnikiem, jazda od człowieka do następnego człowiek – bo podobno ktoś tam ma jeszcze pozostałości po Zetorku. Tysiące kilometrów, rosnące zapasy podzespołów, kolejny Zetor 25 – który okazał się być jednym z najstarszych w Polsce – numer 2220 czyli rocznik ‘47. Dalej potoczyło się nie wiedzieć czemu z górki. Dojechał Zetor A 25 1950 przejściowy model spod Rzeszowa, chwilkę później A 25 z 1949 r. spod Skarżyska Kamiennej, jakimś cudem pojawił się Bocian K25 z 1958 r., S–60 produkowany jeszcze w Ursusie.

Andrzej Kaźmierczak na pokazach w Czechach

22

– Jesienią 2008 roku usłyszałem że u Jacka Grzywacza w skansenie odpalany będzie po remoncie Ursus C45 Marka Staniaszka. Nie mogło mnie tam zabraknąć – wspomina Andrzej Kaźmierczak. – Gdy usłyszałem ten głos pracującego ciągnika – jakby mnie trafił piorun! Wróciły wspomnienia, lata dziecinne i młodzieńcze, ludzie, twarze, prace, zapach spalin, paląca się pod gruszą żarową lutlampa...

Musiałem mieć i Ursusa.

Ponieważ jeździł dużo i rozmawiał dużo – ludzie widząc pasję chętnie pomagali mu w zdobywaniu potrzebnych części, dzielili się wiedzą, kibicowali. – W działaniu z zabytkami jestem perfekcjonistą. Nie toleruję odstępstw od oryginalności – nawet jeśli podzespół pasuje i da się zastosować. Wszystkie zabytkowe maszyny doprowadzane są do stanu fabrycznego – na podstawie dokumentacji, literatury i wiedzy – kolegów z klubu Traktor i Maszyna oraz z innych klubów za granicami, z którymi nawiązałem kontakty uczestnicząc w wystawach i odwiedzając warsztaty specjalizujące się w restauracji tych

zabytków głównie w Holandii i Niemczech. Jego zdaniem należy dążyć do pełnej oryginalności zabytku – nawet jeśli praca nad restauracją ma trwać dłużej, należy poświęcić i czas i środki by uzupełnić ciągnik o części z danego rocznika a przynajmniej dokładnie z danego modelu. Doprowadzenie do stanu fabrycznego stawia sobie za cel przy każdym skrupulatnie restaurowanym ciągniku czy silniku. Uważa że tylko takie podejście ma szansę pokazania przyszłym pokoleniom prawdy historycznej – póki wiedza ta jest jeszcze dostępna. To dość ortodoksyjne i pracochłonne – ale gdy mogę napisać: Ursus C45 100% oryginalności łącznie z ogumieniem – daje satysfakcję z nawiązką odpłacającą za włożony trud – wyjaśnia swoją dewizę kolekcjonerską. Może godzinami opowiadać o każdym posiadanym eksponacie – od historii produkcji modelu i ciekawostek z nim związanych po szczegóły techniczne. Ta wiedza jest potrzebna – bo często jej źródła to ludzie – a świadków naocznych z racji wieku – ubywa z każdym dniem... (Opr. AC)


www.traktorimaszyna.pl

Najlepsze rolnictwo, najlepsze maszyny

W

ilkowice to region, gdzie sto lat temu rolnictwo należało do najlepiej rozwiniętych na świecie. Co się tym wiąże, nie brakowało tu najlepszych ówczesnych maszyn. Niestety później nie było już tak dobrze. Rolnictwo było dobrze rozwinięte jak wszędzie na terenie państwa niemieckiego. Warto w paru słowach opisać maszyny, których na tych ziemiach używano. Przede wszystkim był to kierat ciągnięty wokół koła o promieniu kilku metrów przez jednego lub dwa konie. W ten sposób napędzano wszelkie proste maszyny, takie jak sieczkarnia, wialnia, czy różne typy młocarni. Bogatsze gospodarstwa posiadały także siewniki rzędowe, snopowiązałki, sprężynówki, kultywatory. Do tego

dochodziły pługi żelazne wraz z narzędziami uzupełniającymi takimi jak brony i włóki. Dość powszechny w Niemczech już przed pierwszą wojną światową był wał Cambella. Od początku ubiegłego wieku powszechnie na ziemiach zaboru pruskiego używano nawozów sztucznych. Ich wykorzystanie należało do największych na świecie. Na hektar użytków rolnych średnio używano 80 kilogramów takich nawozów. Dla porównania w zaborze austriackim było to około 10 kilogramów na hektar, a w zaborze rosyjskim zaledwie kilogram. Lecz niestety po pierwszej wojnie było znacznie gorzej. Powszechny kryzys, a i słabość polskiej gospodarki powodowały, że polskie rolnictwo miało się coraz gorzej. Co za tym idzie postarzały się maszyny,

a najlepiej regres obrazuje dramatyczny spadek sztucznych nawozów, używanych przez rolników. W roku 1938 w całym kraju wynosił on średnio 4,5 kilograma na hektar. Mimo to aż do wybuchu drugiej wojny światowej wielkopolskie rolnictwo należało do najlepiej rozwiniętych i wydajnych w kraju. Czym dysponowali wielkopolscy gospodarze? Chyba najlepiej przytoczyć tu w całości ogłoszenie z wiosny 1924 roku z Grąbkowa, wsi w powiecie rawickim. Tamtejszy właściciel sprzedawał swój majątek wraz ze wszystkimi zwierzętami oraz maszynami. Oto co oferował. „Cztery klacze źrebne, dwa źrebaki (liczące po półtorej roku), 24 sztuki bydła rogatego, jeden garnitur motorowy do młócenia ośmiokonny,

jeden śrutownik na walce 20 centnarów na godzinę przemiału, żniwiarka, koszarka, kartoflarka, dołownik, siewnik do zboża, maneż czterokonny, wiewnik, konne grabie, sieczkarnię, automatyczną wagę do bydła 1500 kilogramów oraz walce, pługi, brony, kultywator, kuźnię polową i wszelkie przybory, warsztat stolarski itp. Trzy wozy konne, dwie bryczki, powóz kryty, trzy pary szorów roboczych, wirówkę i wiele innych rzeczy.” Jako ciekawostkę warto też podać, że we wsi Pawłowice (powiat leszczyński) w latach dwudziestych znajdowała się kolejka polna. Jej tory miały łącznie 35 kilometrów długości. Łączyła miejscowe folwarki, zakłady pracy, dwie stacje kolejowe oraz miejscowe pola. Damian Szymczak

23