Traktor i Maszyna Wilkowice

Page 1


Szanowni Państwo! Tegoroczny Festiwal Starych Ciągników i Maszyn Rolniczych im. Jerzego Samelczaka ma wyjątkowy charakter. W tym roku mamy okazję obchodzić jego X jubileusz, a co za tym idzie, pragniemy w sposób szczególny uczcić pamięć, niestety nieżyjącego już inicjatora całego przedsięwzięcia- Pana Jerzego Samelczaka. To właśnie jego pasja, którą zarażał innych, pozwoliła kontynuować idee I Festiwalu. Możemy zauważyć, iż z roku na rok impreza rozszerza się- można tutaj nawet podać stwierdzenie, że jest to największe wydarzenie tego typu w Polsce i powoli nabiera rozmiarów międzynarodowych, ze względu na przyjazdy kolekcjonerów z Niemiec, Danii, Austrii i Czech. Ze swojej strony mogę powiedzieć, że Gmina Lipno dokłada wszelkich starań, aby z roku na rok poziom i zasięg imprezy był coraz większy, a także bogatszy dla zwiedzających. Na koniec pozostaje mi tylko życzyć Państwu miłego zwiedzania, niesamowitej zabawy oraz powrotu do domu z ogromnym bagażem wrażeń. Wójt Gminy Lipno Mariusz Homski

Drodzy Wystawcy, Kolekcjonerzy oraz członkowie Klubu Traktor i Maszyna w Lipnie. Mamy dzisiaj 10 jubileuszowy festiwal starych Ciągników i Maszyn Rolniczych we Wilkowicach. Minęło ładnych parę lat, kiedy po raz pierwszy zaprezentowaliśmy się tutaj z naszymi zbytkami. Nie było nas wielu, zaledwie kilku zapaleńców z różnych stron Polski, pełnych obaw co do reakcji ludzi na naszą wystawę. Byliśmy niepewni czy ktokolwiek przyjdzie oglądać nasze starocie i jaka będzie ich reakcja. Przyznam szczerze, że sam nie wierzyłem w sukces tego przedsięwzięcia. Czas pokazał, że bardzo się myliłem. Zostaliśmy bardzo życzliwie przyjęci przez mieszkańców Wilkowic i gminy Lipno, a ówczesne władze zatroszczyły się o to byśmy czuli się jak w domu. Bardzo mile wspominam ten okres, bo

wszystko było nowe i dopiero się tworzyło. Rok później byliśmy już zrzeszeni w Stowarzyszeniu Klub Miłośników Starych Ciągników i Maszyn Rolniczych ,,Traktor i Maszyna” w Lipnie. Szkoda, że nie doczekał tego mój ojciec Jerzy, który w przeciwieństwie do mnie tak bardzo wierzył w to, że powstanie klub. Zawsze mi powtarzał, że są w Polsce ludzie, którzy mają naprawdę piękny sprzęt, trzeba tylko ich skrzyknąć w jedno miejsce. I udało się tego dokonać dzięki pomocy ówczesnego wójta Janusza Chodorowskiego i dyrektora Gminnego Ośrodka Kultury Rafała Rosolskiego. To oni podjęli chęć zorganizowania pierwszego w Polsce Festiwalu i pomagali założyć stowarzyszenie. Obecnie klub liczy prawie dwustu członków z całej Polski. Powstały piękne skanseny oraz prywatne kolekcje o rozmiarach małych muzeów, a sprzęt często wyciągniety ze złomu, dzięki staraniom naszych kolegów działa jak nowy. Nawiązaliśmy współpracę z Narodowym Muzeum Rolnictwa i Przemysłu Rolno- Spożywczego w Szreniawie oraz Międzynarodowymi Targami Poznańskimi. Jesteśmy

rozpoznawalni za granicą – na festiwal przyjeżdżają koledzy z Niemiec, Danii, Austrii, Czech, Słowacji i Danii. Również my jeździmy na różne wystawy i prezentacje krajowe i zagraniczne i nie mamy się czego wstydzić. Chciałbym w tym miejscy tym wszystkim kolegom podziękować za ich wkład pracy w tym zakresie. To wy tworzycie klub i klimat tej imprezy. Ja tylko staram się jednoczyć wszystkich sympatyków starych ciągników i maszyn rolniczych, choć nie zawsze to się udaje. Jednak jestem dumny, że mogę przewodniczyć tak licznej grupie wspaniałych ludzi z pasją. W dniu dzisiejszym chylę czoła przed tymi, którzy wtedy 9 lat temu podjęli się realizacji festiwalu i uczestniczyli w nim. Cieszę się, że byłem wśród nich. Dziękuję także za uczczenie pamięci mojego taty, nazywając festiwal jego imieniem. Gorąco pozdrawiam wszystkich sympatyków starej motoryzacji rolniczej. Kolegom wystawcom życzę dużo zdrowia i satysfakcji z tego co robicie a zwiedzającym niezapomnianych wrażeń. Rafał Samelczak Prezes KMSCiMR

Program X Ogólnopolskiego Festiwalu Starych Ciągników i Maszyn Rolniczych im. Jerzego Samelczaka 19.08.2011 (piątek) – montaż stoisk 20.08.2011 (sobota) od godz. 7.00 – 9.00 montaż stoisk 9.00 – otwarcie dla zwiedzających 11.00 – spotkanie organizacyjne (namiot), omówienie regulaminu, zasad bezpieczeństwa, przedstawienie osób odpowiedzialnych, ustalenie liczby i kolejności prezentacji maszyn 12.00 – oficjalne otwarcie festiwalu, rozstrzygnięcie konkursu ,,Kolekcjoner roku 2010”, wręczenie pucharów ufundowanych przez Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi. 12.30 – prezentacja ciągników na placu manewrowych 13.30 – konkurs siłowy – Ursusy 45 i Lanz Bulldogi 14.30 – prezentacja współczesnych ciągników 15.00 – pokazy w polu 16.00 – konkurs ,,Odpalanie bumbaja” 17.00 – zakończenie konkurencji i pokazów podczas I dnia festiwalu

18.00 – zabawa taneczna 19.00 – spotkanie uczestników (namiot na placu wystawowym) 21.00 – pokaz tańca z ogniem (boisko sportowe) 21.08.2011 (niedziela) 9.00 – otwarcie festiwalu dla zwiedzających 10.00 – msza w kościele św. Edyty Stein 11.15 – korowód ulicami Wilkowic 12.00 – prezentacja maszyn na placu manewrowym 13.00 – konkurencje sprawnościowe – ,,odpalanie bumbaja” – Ursusy 45 i Lanz Bulldogi 1 4.00 – konkurs sprawnościowy – ,,odpalanie korbą” 15.00 – prezentacja współczesnych ciągników i maszyn rolniczych 15.30 – pokazy w polu 16.00 – pokaz siłowy (pozostałe ciągniki) 17.00 – zakończenie festiwalu, wręczenie dyplomów i pucharów po 17.00 – demontaż stoisk i ekspozycji

Wydawca: AR Turus 64-100 Leszno, ul. Lipowa 4, tel./fax 65/529-41-15 www.turus.pl, turus@turus.pl; Fot. A. Cieślik Skład: AR Turus, Katarzyna Primel; Redakcja: Andrzej Cieślik; Współpraca: Damian Szymczak; Reklama: Monika Hojzler; Grafika: Mikołaj Kowalczyk Redakcja nie odpowiada za treść reklam. Na okładce Piotr Głaczyński z Poznania na LANZ BULLDOG PS12


Historia festiwalu

C

zęsto pasja ludzka jest czynnikiem decydującym o powstaniu rzeczy o nieprzemijających walorach. Taką pasją charakteryzował się Jerzy Samelczak rolnik z gminy Lipno. Do mechanizacji przekonał sie, gdy w 1959 roku ojciec kupił ciągnik Ursus C45. Był to jedyny we wsi traktor i duma całej rodziny. Gdy dorósł oczywiście zdobył uprawnienia na ciągnik i podjął pracę jako traktorzysta w Spółdzielni Kółek Rolniczych w Radomicku. Potrafił nie tylko posługiwać się ciągnikiem w pracach na gospodarstwie ale i wykonywać wszelkie prace serwisowe przy nim. Dopiero w latach 80 – Jerzy Samelczak nabył małe gospodarstwo rolne i gospodarował na nim. Miłość do ciągników pozostała i żal mu się robiło starych ciągników, które często oddawano na złom. Tak nabył swoją pierwszą ,,czterdziestkę piątkę”, która była kopią niemieckich Lanz-Bulldogów. Mimo, że sąsiedzi posiadali bardziej nowoczesny sprzęt rolniczy i już prawie nikt nie jeździł w pole takim ,,dziadkiem”, Jerzy Samelczak nadal używał go do prac polowych. W latach 90 poja-

wiali sie w Polsce kolekcjonerzy z Niemiec, którzy kupowali stojące w przydomowych chaszczach, stare zardzewiałe Ursusy. Przelicznik Marka – Złotówka był bardzo korzystny i wiele starych Ursusów podobnie jak Polaków wyjechało na Zachód. Powoli zaczęła się rodzić także w Polsce

ciagniki i przywracać je do życia. Podobnie było z Jerzym Samelczakiem kupił kolejne stare traktory i skrupulatnie reanimował je w swoim warsztacie. Pomagał mu w tym syn – Rafał, który ku zadowoleniu ojca odziedziczył zamiłowanie do motoryzacji i ciągników. Pomysł aby pokazać

wiele starych ciągników jest w posiadaniu rolników sprawiły, że postanowił zorganizować festiwal starych ciągników w roku następnym. Wierzył w powodzenie swojego przedsięwzięcia, mimo braku zainteresowania władz gminy. Nowy wójt poparł pomysł organizacji festiwalu. Wiele wspar-

Pierwsi członkowie klubu „Traktor i Maszyna” na czele z założycielem Jerzym Samelczakiem

Myślałem, że impreza się nie przyjmie – wyznaje Rafał Samelczak, syn inicjatora Festiwali.- Na szczęście się myliłem. moda na stare samochody, ciągniki i motocykle. Zaczęto wyciągać z zakurzonych graciarni stare

swoje odrestaurowane ciągniki szerszemu gronu wpadł Jerzy Samelczak w 2001 roku. Postanowił uatrakcyjnić gminne dożynki organizowane w Górce Duchownej pokazem swoich traktorów. Olbrzymie zainteresowanie jakie wzbudziły pokazane stare Ursusy i Lanz Bulldogi u gości dożynkowych, rozmowy z których wynikało, że jeszcze

cia okazał także dyrektor Gminnego Ośrodka Kultury Rafał Rosolski, z którym jeździli po rolnikach i kolekcjonerach, namawiając do udziału w festiwalu. - Myślałem, że impreza się nie przyjmie – wyznaje Rafał Samelczak, syn inicjatora Festiwali.- Na szczęście się myliłem. Okazało się, że w naszym społeczeństwie jest bardzo wielu

podobnych do ojca pasjonatów starych ciągników. Bardzo ważne też okazało się wsparcie ówczesnych władz gminy Lipno. W rok od pomysłu w sierpniu 2002 roku udało się zorganizować I Festiwal Starych Ciągników i Maszyn Rolniczych. Tysiące zwiedzających miało okazję zobaczyć stare ale jare traktory w trakcie orki czy pokazów mocy. Wtedy też powstał pomysł powołania stowarzyszenia kolekcjonerów. Niestety w listopadzie 2002 niespodziewanie zmarł główny inicjator Festiwalu Jerzy Samelczak. Na szczęście rozpoczęte działo swego ojca postanowił kontynuować syn - Rafał Samelczak. Wiosną 2003 odbyło się zebranie założycielskie stowarzyszenia pod nazwą Klub Kolekcjonerów Starych Ciągników i Maszyn Rolniczych ,,Traktor i Maszyna”. Po sądowej rejestracji prezesem został Rafał Samelczak. Podjęto też uchwałę o nadaniu Festiwalowi Starych Ciągników i Maszyn Rolniczych imienia pomysłodawcy – Jerzego Samelczaka. (CAN)


Galeria kolekcjonerów

Rośnie trzecie pokolenie kolekcjonerów

J

ózef i Wojciech Stróżak są mieszkańcami Wilkowic. Wspólnie biorą udział w festiwalach od pierwszej edycji, namówieni, a jakże przez Jerzego Samelczaka. Rok przed tamtym pamiętnym festiwalem kupili kombajn Vistula z 1971 roku. Natomiast rok po pierwszej edycji zostali właścicielami Zetora k25 tak zwanego „bociana”. Wyprodukowano go w roku 1951. Obu maszyn używają do pracy po dziś dzień. I jeżdżą nimi na festiwale. Pan Józef kombajnem, a jego syn traktorem. Warto też dodać, że od chwili powstania należą do Klubu Miłośników Starych Ciągników i Maszyn Rolniczych „Traktor i Maszyna”. Jak chyba wszyscy właściciele starych, zabytkowych maszyn potrafią o nie zadbać. Pan Józef przez wiele lat pracował jako kierowca w miejscowym Kółku Rolniczym. - Gdy zaczynałem na początku lat sześćdziesiątych, większość ciągników nie miała kabin. Więc jak padał deszcz, czy hulał wiatr to zakładało się czapkę, parę kurtek i na pole -

wspomina. Obaj z synem podkreślają jednak, że ówczesne maszyny rolnicze miały jedną ogromną przewagę nad produkowanymi obecnie. - Te dzisiejsze owszem są piękne, wygodne, klimatyzowane. Lecz wszystko jest fajnie tak

śniło się o elektronice. A jak ciągnik nawalił, to można go było łatwo naprawić, czasem przysłowiowym młotkiem i śrubokrętem - twierdzą obaj. Pan Józef w Kółku Rolniczym jeździł między innymi na Zetorach. W su-

- Ja po prostu lubię majstrować przy maszynach - stwierdza krótko. Przy tym obaj także lubią wygrywać. Na przykład w rozgrywanej podczas festiwalu w Wilkowicach konkurencji odpalania Zetorów na korbę. Wcześniej swój ciągnik

Od lewej: Wojciech i Józef Stróżak

długo, aż nie zaczną się psuć, przeciętnie po kilkunastu latach. Przy czym pełno w nich elektroniki, która psuje się chyba najczęściej, a na pewno jej naprawa jest najdroższa. W starych ciągnikach nikomu nie

mie więc nic dziwnego, że się na nich zna. Swojego Zetora kilka lat temu rozebrał do ostatniej śrubki, przejrzał każdą część, co trzeba przeczyścił, co trzeba przesmarował, a później złożył wszystko z powrotem.

przygotowują, by jak najszybciej odpalił. W jaki sposób? To już tajemnica rodzinna. Wojciech Stróżak, co trzeba koniecznie podkreślić, to nie tylko uczestnik festiwali. Można powiedzieć, że i działać społecz-

ny, bowiem zaangażował się w ustawienie obu ciągników na postumentach: Zetora 25a w Lipnie oraz Zetora Super 50 w Wilkowicach. Znalazł też sponsora, który odmalował, w ogóle odświeżył pierwszą z tych maszyn. Tak więc w niemałym stopniu i dzięki niemu gmina Lipno zyskała swą nową wizytówkę. - Staraliśmy się, by wszystkie elementy ciągników były przykręcone i przyspawane na tyle solidnie, by żaden złomiarz nie był ich w stanie poodkręcać - podkreśla. Obaj panowie zapowiadają, że w festiwalach brać udział będą tak długo jak te będą się odbywać. W dodatku nie sami. W rodzinie Stróżaków rośnie już bowiem trzecie pokolenie pasjonatów starych maszyn rolniczych. Dla odmiany, to żeńska część rodziny, piętnastoletnia Paula. - Córka od jakiegoś czasu powtarza, że chciałaby mieć mały ciągnik. Więc chyba w końcu trzeba będzie jej taki kupić - kończy pan Wojciech. Damian Szymczak



Galeria kolekcjonerów

Pedagog z kolekcjonerskim zacięciem

P

iotr Ciąder pierwszą maszyną jaką kupił był agregat prądotwórczy o mocy 1,5 kW, co w zupełności wystarczyło dla elektrycznej kosiarki na jego działce. Do tego dochodzą motorowery „Romet” modele 205 i 780, wyprodukowane 24 i 27 lat temu. Są też oczywiście ciągniki. Jest właścicielem Ursusa C-308 z 1959 roku, którego przywiózł spod Piły. Wydawało się, że jest w dobrym stanie technicznym. Niestety, szybko się popsuł. Silnik nie wytrzymał prób uruchomienia, nikt go bowiem nie odpalał od kilkunastu lat. Wiele osób myli Ursusa z Dzikiem, a różnice są znaczne, szczególnie pod maską. Ursus nie posiada typowej skrzyni biegów, a załączanie do niej obrotów silnika odbywa się przez sprzęgło odśrodkowe podobnie jak przy wielu obecnych skuterach z automatyczną skrzynią biegów. Były produkowane w latach 1959–1963, całkowita liczba wyprodukowanych ciągników wyniosła około 4000 sztuk. Piotr Ciąder to nauczyciel. Od czterech lat dyrektor Gimnazjum nu-

mer 8 w swym rodzinnym Lesznie. Wcześniej przez czternaście lat pełnił funkcję prezesa leszczyńskiego oddziału Związku Nauczycielstwa Polskiego. W pierwszym festiwalu w Wilkowicach nie uczestniczył. Lecz był tam

Wybiegając w przyszłość - podczas kilku późniejszych festiwali pełnił rolę spikera, co zawsze przypłacał poważnym bólem gardła i czego oczywiście nigdy nie żałował. Słowem znalazł swoją nową pasję, tym

ściętej głowy – stwierdza. Choć wiele nie brakowało, by stał się właścicielem Mazura - ciągnika na gąsienicach. - Był w całkiem dobrym stanie, lecz miał silnik trzycylindrowy, a według mojej wiedzy

bardziej, że maszynami interesował się od dziecka. Lecz do czasu pamiętnej wizyty w Wilkowicach nie przypuszczał, że będą to akurat takie maszyny. - Oczywiście marzę o powiększeniu kolekcji lecz z pensją nauczyciela to raczej marzenie

Mazury produkowano wyłącznie z silnikami czterocylindrowymi opowiada. Uznał to za podejrzane i z kupna zrezygnował. Dla niego bowiem liczy się autentyk, a nie maszyny z „kombinowanymi” częściami. Po jakimś

Po prawej Piotr Ciąder

jako widz. To co zobaczył, wywarło na nim spore wrażenie. Gdy więc później zaproszono do Urzędu Gminy Lipno wszystkich pasjonatów, którzy chcieliby pomóc w przekształceniu festiwalu w imprezę cykliczną, zgłosił się bez wahania.

czasie dowiedział się że powstała krótka seria Mazurów z silnikami trzycylindrowymi. Nie ukrywa, że do dziś nie może przeboleć tamtego nieudanego zakupu. Cóż, jeszcze wiele przed nim, więc może z czasem i taką maszynę uda mu się kupić. Co warto podkreślić, jego pasją trochę zaraziła się żona i syn, który mimo 15 lat też jest członkiem klubu i uczestniczy we wszystkich festiwalach. - Żona, gdy zobaczyła tego popsutego Ursusa wtedy w garażu, to jej reakcja była... użyję określenia mało przychylna. Lecz to już dawne dzieje – wspomina. Przy tym jak podkreśla nic go tak nie odpręża jak majstrowanie przy starych maszynach, niestety ciągle brakuje na to czasu. - Starych maszyn, nie tylko ciągników jest coraz mniej w Polsce, niektórzy właściciele nie zdając sobie sprawy z historycznej wagi eksponatów, wywieźli je na złom. Inne wykupują kolekcjonerzy z Europy Zachodniej. A warto, by zostawały w kraju. To przecież część naszej historii - kończy. Damian Szymczak


Galeria kolekcjonerów

Tradycja będzie podtrzymana

T

adeusz Hoffmann mieszka w Popowie Wonieskim, wsi pod Lesznem. Prowadzi gospodarstwo rolne, które przejął po ojcu, tak jak i niektóre maszyny. Oczko w głowie to przede wszystkim trzy „bombaje” Ursusy C-45, które jego tata kupił od innych rolników. Jako ciekawostkę warto podać, że pierwszy Ursus pochodził z Wilkowic. Ojciec pana Tadeusza do pracy używał dwóch. Z trzecim, można powiedzieć, że wyprzedził epokę. Tego Ursusa bowiem od razu po zakupie wstawił na podwórze, po prostu żeby stał. - To było w latach osiemdziesiątych, gdy nikomu nie śniło się jeszcze zbieranie starych maszyn. Na wsi wołali wtedy na nas złomiarze, to było przykre - wspomina pan Tadeusz. Do Ursusów ma jeszcze dwa pługi ciągnione: trzy oraz cztero-skibowy. Poza tym trzynaście silników stacjonarnych: benzynowych i diesli różnej mocy. Odziedziczył i inne maszyny. Przede wszystkim mały ciągnik „Sam”, wzorowany na niemieckim „Deutzu”. Jego nie kupili – dokład-

nie mówiąc ojciec kupował części i samodzielnie go złożył. Do tego Ford 9N z 1937 roku. Pochodził z UNRY, jego także kupił ojciec pana Tadeusza.

- Znałem się z Jerzym Samelczakiem, który przyjechał do mnie dziesięć lat temu. Mówił, że przygotowuje imprezę jakiej w Polsce jeszcze nie było i chce,

tak długo jak tylko się da. Jego ostatnim jak do tej pory zakupem jest Massey Ferguson 35 z lat 50-tych. Kupił go trzy lata temu w Danii. Bardzo tanio, dzięki bratu, który

abym w niej wziął udział - wspomina. - Nie musiał mnie długo namawiać. Chętnie pojechałem z ciekawości. Do dziś ten pierwszy zlot wspominam najlepiej. Wszystkie były udane, ale tamten był faktycznie czymś zupełnie nowym, pionierskim. Wybiegając w przyszłość, deklaruje że do Wilkowic będzie jeździł

w tym kraju pracuje. Tego ciągnika ciągle używa do pracy, głównie z opryskiwaczem. Warto dodać, że Tadeusz Hoffmann nie tylko jeździ. Jest też posiadaczem motolotni, można go więc zobaczyć także jak unosi się nad okolicą. Lecz gdy wraca na ziemię, czeka go sporo pracy. Między innymi buduje nowy dom, planuje

Tadeusz Hoffman

A później wspólnie go przerobili. To „benzyniak” dolnozaworowy, sporo palił, więc wmontowali do niego silnik diesla. Oryginalny zachowali, jest zakonserwowany i w bardzo dobrym stanie, w każdej chwili można zamontować go ponownie. Na Festiwale we Wilkowicach trafił dzięki ojcu i uczestniczy w nim od pierwszej edycji.

go ukończyć za dwa-trzy lata. - To w tej chwili najważniejsze - stwierdza. - Trochę serio, trochę na żarty powtarzam, że najpierw żona musi mieć ten dom, a później ja zajmę się ciągnikami. Konkretnie swymi trzema Ursusami. Obecnie nie jeżdżą, wymagają remontów. Część prac wykonana pan Tadeusz wraz z synem 18-sto letnim Leszkiem. Lecz i tak renowacja każdej takiej maszyny kosztować będzie do piętnastu tysięcy złotych. Nic więc dziwnego, że obaj zabiorą się za to, gdy skończą budowę. W każdym razie nowe pokolenie kolekcjonerów i sympatyków zabytkowych maszyn w rodzinie Hoffmannów już jest. Oprócz Leszka, interesuje się nimi córka pana Tadeusza, 16-sto letnia Monika. - Ona także chętnie wsiada na ciągnik i jedzie na festiwale do Wilkowic. Krótko mówiąc dzieci odziedziczyły moją pasję i przejmą kiedyś, a pewnie i powiększą naszą rodzinną kolekcję. Damian Szymczak


Galeria kolekcjonerów

Stąpa twardo po ziemi ale lubi spojrzeć na nią okiem ptaka

Z

bigniew Jankowiak uczestniczy w wilkowickich Festiwalach od samego początku. Namówił go Jerzy Samelczak. Pojechał tam ciągnikiem, którego na co dzień używał do pracy. Był to Ursus C 325 z 1961 roku, zakupiony przez jego ojca od miejscowego kółka rolniczego. Pan Zbigniew, który m.in. świadczy usługi transportowe, jeszcze dziesięć lat temu wykorzystywał ten ciągnik do wożenia węgla. Jednak po powrocie z Wilkowic stał się już wyłącznie cennym zabytkiem. Bo też od tego czasu pan Jankowiak znalazł swą wielką, życiową pasję. A co chyba najważniejsze stara się regularnie powiększać swą kolekcję. Mieszka w Księginkach pod Dolskiem. Kiedyś przejeżdżał przez Głoginin w gminie Borek Wielkopolski. Przy drodze w pokrzywach stał zardzewiały, zdewastowany MAN 2F1 z 1960 roku. - Od razu wiedziałem, że chcę go mieć - wspomina. - Maszyna należała do starszych ludzi, byłem u nich z pięć razy. Niestety oni ciągle byli przekonani, że jeszcze im się do czegoś przyda. Przekonywałem ich, że oni na pewno nie będą mieć z niego pożytku. Do pracy ten MAN się już nie nadawał, za to do mojej kolekcji jak najbardziej. W końcu

dziadek powiedział, że po jego śmierci zięć może ciągnik sprzedać. Tak to stał się posiadaczem dwóch retrotraktorów. Choć z MANem było sporo pracy, ze względu na jego zły stan techniczny. Na szczęście zdolności techniczne są u Jankowiaków rodzinne. Dziadek pana Zbigniewa

rzyć o bombaju. Ciężko o takie maszyny, lecz się udało. Cztery lata temu znalazł go w Legnicy. To Ursus C-45 z 1957 roku, wzorowany na niemieckim Lanz Bulldogu. - Rozebraliśmy go do ostatniej śrubki – wspomina pan Zbigniew. – Niektórych części brakowało. Musieliśmy zro-

ku było sporo do zrobienia. Lecz po „treningu” z wcześniejszymi maszynami tu już praca poszła jak z płatka. Bolens odremontowany jest dziś jednym z elementów kolekcji pana Zbigniewa. Koniecznie dodać trzeba, że jest nie tylko kolekcjonerem, lecz także wiceprezesem Klubu Mi-

bić z drewna nową kierownicę, kupić tłumik, chłodnicę. Było przy nim do zrobienia więcej niż przy poprzednich maszynach. Dlatego też jego rekonstrukcja zajęła nam ponad dwa lata. Wreszcie najnowszy nabytek, czyli Bolens. Przywiózł go rok temu z Danii, przy czym tego ciągnika nie kupił, lecz wymienił na motocykl SHL z 1960 roku. Oczywiście i w tym przypad-

łośników Starych Ciągników i Maszyn Rolniczych „Traktor i Maszyna”. Przy czym aktywnie działa nie tylko w tym klubie. Także w jego okolicach już trudno wyobrazić sobie festyn, dożynki, w ogóle lokalną imprezę, na którą pan Zbigniew nie przyjechałby jednym ze swoich ciągników. Jego kolekcja to jednak nie tylko ciągniki. Oprócz tej SHL-ki, która „poszła na handel” do

Zbigniew Jankowiak

był kowalem, ojciec mechanikiem. Znakomicie w warsztacie radzą sobie także jego synowie: Krzysztof i Tomasz. Więc jesienią we trzech rozebrali traktor i zaczęli go remontować, wiosną był jako nowy. W ogóle maszyny rekonstruują przede wszystkim od jesieni do wiosny. Pan Zbigniew jest właścicielem żwirowni. W sezonie pracuje od rana do wieczora. Później zaczął ma-

Danii, ma jeszcze jeden taki motocykl, oczywiście na chodzie. Do tego małe polskie motorki: Romety, Komarki. W jego kolekcji jest ich aż kilkanaście, część już naprawiona i zrekonstruowana, reszta czeka na swoją kolej. A ta zapewne nadejdzie, bo pan Zbigniew wraz z synami cierpliwie przywracają dawny urok wszystkim maszynom. Na tym nie kończy się jego kolekcja. W hangarze przy domu dumnie prezentuje się terenowy samochód UAZ z 1978 roku. Do tego bryczka odkupiona od znajomych. Wyprodukowana w Polsce nie okazała się udanym egzemplarzem, miała trafić na złom. Na szczęście w rękach Jankowiaków zmieniła się w piękny i funkcjonalny pojazd. Wreszcie motolotnia pana Zbigniewa. Jego chyba najbardziej nietuzinkowy sposób spędzania wolnego czasu. Gdy bowiem ten czas wygospodaruje i najdzie go na to ochota, to odrywa się od ziemi. I to w dosłownym tego słowa znaczeniu. Spokojnie, z szybkością 50-60 kilometrów na godzinę szybuje na okolicą, na wysokości około pięciuset metrów. Później wraca na ziemię i dla odmiany siada przy swych „zabawkach” jeżdżących po ziemi. Bo praca przy nich to dla niego też odpoczynek i relaks. Damian Szymczak



LANZ BULLDOG - właściciel: Jacek Hornik, Bielsko Biała

HOLDER - właściciel: Paweł Nowak, Goraniec

ZETOR 2011 - właściciel: Marek Mania, Grotniki

DEUTZ - właściciel: Leszek Nowak, Strzelce Krajeńskie

URSUS C-45 - właściciel: Marek Kropidłowski, Łubowo

LANZ BULLDOG - właściciel: Jacek Hornik, Bielsko Biała

10


Replika LANZ BULLDOG 12 - właściciel: Piotr Damme, Iława

właściciel: Simmon Suicker

URSUS C-45 - właściciel: Rafał Samelczak, Bucz

URSUS C-45 - właściciel: Jacek Hornik, Bielsko Biała

URSUS C-45 - właściciel: Jerzy Walerowicz, Pleszew

11


Galeria kolekcjonerów

Lubi mieć ręce usmarowane

J

anusz Olizar był w grupie założycieli Klubu Miłośników Starych Ciągników i Maszyn Rolniczych „Traktor i Maszyna” i od pierwszej edycji bierze udział w festiwalach w Wilkowicach, namówiony do tego przez Jerzego Samelczaka. Daleko do Wilkowic nie ma, mieszka bowiem w Smyczynie. Od dwudziestu lat, kiedy to przejął je po ojcu, prowadzi tam gospodarstwo rolne. Odziedziczył między innymi ciągniki i maszyny rolnicze. Nie zamierzał ich wyrzucać, nawet gdy jeszcze nikt nie wiedział, że kiedykolwiek powstanie klub miłośników starych ciągników. - Po prostu stare maszyny powstawiałem pod wiatę i niech tam stoją - mówi. - W każdej chwili można je wywieźć na złom. Lecz innym nie polecam złomowania. To co teraz wydaje się nieprzydatne z czasem może okazać się cennym zabytkiem. Podkreśla przy tym, że zawsze lubił majstrować. - Lubię mieć ręce w smarach i nieskromnie powiem, że potrafię naprawić wiele rzeczy

12

– stwierdza. Nie należy się więc dziwić, że pan Janusz stał się zagorzałym kolekcjonerem zabytkowych maszyn. Podstawa jego kolekcji to Ursus C-45 z 1952 czyli „bombaj”,

Jednego używa do dziś do cięcia drewna. Do tego dochodzi kilka zabawek z rolnictwem nie mających już nic wspólnego. Przede wszystkim motocykl SHL oraz dwa terenowe UAZ-y

i krzewami. Nikt nie jest w stanie zajrzeć, co tam rodzina Olizarów porabia. Słowem wymarzone miejsce, dla kogoś kto lubi spokój i ciszę. Można spokojnie majstrować przy starych

popularne „gaziki”. Jeden z nich jest „na tablicach”, czyli zarejestrowany i na chodzie. Pan Janusz lubi się nim czasem wybrać na wycieczkę po okolicy, choć w cieplejszy dzień większa przyjemność to jazda motocyklem. Jego gospodarstwo położone jest na skraju wsi, do tego oddzielone od niej drzewami

maszynach. Pan Janusz gdy je remontuje, stara się zwracać uwagę na najdrobniejsze detale. Tak robią kolekcjonerzy z państw zachodnich. - U nich urządzenie, maszyna, ciągnik, obojętnie co, musi być odrestaurowane z ogromną starannością i na ile to tylko możliwe przypominać oryginał -

Janusz Olizar

wyprodukowany przez Zakłady „Ursusa” oraz czeski Zetor k25 z roku 1958. Oczywiście to nie cała kolekcja. Z urządzeń typowo rolniczych posiada jeszcze 35-cio letnią snopowiązałkę WC3 i przetrząsarkę siana FAHR. Jeszcze silniki stacjonarne, napędzające maszyny takie jak sieczkarnie czy śrutowniki.

twierdzi. - I ja się z tym całkowicie zgadzam. Po to są zabytki i nie róbmy z nich supermarketów. Tymczasem w Polsce jest sporo kolekcjonerów, którzy przerabiają ciągniki, czy dodają do nich jakieś dziwne współczesne elementy, dla mnie to barbarzyństwo. Ma też swoją opinię na temat polskiego przemysłu, produkującego na potrzeby rolnictwa. - Kiedyś kopiowaliśmy z zagranicy maszyny i ciągniki i chociaż kopie, ale jednak je w Polsce produkowaliśmy - opowiada. - A teraz gdzie jest polski przemysł? Za kilkadziesiąt lat miejscowi kolekcjonerzy będą zbierać tylko zachodnie maszyny, bo naszych nie będzie. Póki co pan Janusz ze swoim Ursusem i innymi maszynami jest stałym uczestnikiem, można powiedzieć niezbędnym elementem, wszystkich pokazów i zabaw jakie odbywają się co roku w Wilkowicach i zapowiada, że jeździć tam będzie jeszcze długo. Damian Szymczak


13


Historia przemysłu ciągnikowego w Polsce

H

istoria przemysłu ciągnikowego w Polsce jest nierozerwalnie związana z traktorami produkowanymi w Warszawie. Ich początki powstały jeszcze pod koniec XIX wieku - w 1893,

łalności – w 1907 – nastapiła zmiana nazwy na „Towarzystwo Udziałowe Specyalnej Fabryki Armatur i Motorów”. Zmienił sie też znak i nazwa z P7P na URSUS (łac. niedźwiedź, nazwa zain-

mi” z dwucylindrowym silnikiem naftowym o mocy 25 KM. W latach 1922-1927 wyprodukowano ich 100 sztuk. 1923 – zmiana nazwy na Zakłady Mechaniczne

i Marek Leykam. 1924 – podpisanie z Ministerstwem Spraw Wojskowych umowy na dostawę 3-tonowych Berlietów CBA i 1,5 tonowych S.P.A. 25/C Polonia. 11 lipca 1928 – demonstracja pierwszych 52 krajowych ciężarówek Ursus. Z okazji tego wydarzenia na uroczystości przybyli Ignacy Mościcki (prezydent RP) oraz Zygmunt Słomiński (prezydent Warszawy). 1929 – fabrykę opuściło 300 samochodów ciężarowych i 50 autobusów Ursus A, produkowanych na licencji włoskiej firmy SPA. 1931 – koniec produkcji samochodów i autobusów Ursus A.

Ursus C-45 kiedy to przy ul. Siennej 15 w Warszawie inżynierowie: Kazimierz Schonfeld, Kazimierz Matecki, Ludwik Rossmano raz czterech przedsiębiorców: Alfred Fijałkowski, Stanisław Rostocki, Aleksander Radzikowski i Karol Strassburger założyli „Przemysłowe Towarzystwo Udziałowe” produkujące armaturę (głównie dla przemysłu cukrowniczego, spożywczego i gorzelnianego, rozszerzając stopniowo asortyment dla centralnego ogrzewania, wodociągów, itp.). Kapitałem założycielskim był posag siedmiu panien – córek wspomnianych założycieli (co upamiętniono znakiem firmowym P7P oraz później nazwą jednej z ulic w obrębie ZM Ursus). Po kilku latach dzia-

14

spirowana jedną z głównych postaci z książki „Quo vadis” Henryka Sienkiewicza, słynącą z siły). Rozpoczęto też produkcję silników spalinowych oraz silników średnioprężnych 2- i 4suwowych o mocach do 60 KM.

URSUS – S.A., a głównym celem spółki stała się produkcja samochodów. W tym celu w Czechowicach pod Warszawą (dziś dzielnica Ursus) powstała nowa fabryka URSUSA. Projektował ją między innymi Franciszek Lilpop

1932 – podjęto i zrealizowano decyzję o budowie czołgów typu TU, oraz motocykli Sokół – 1000 o mocy 22 KM i Sokół – 600 o mocy 15,5 KM. 1930–1939 – w zakładach powstaje 737 czołgów, 700 ciągników wojskowych oraz ponad 1000 samochodów URSUS,

1912 – zakup licencji od firmy Fielding und Platt na produkcję silników o mocy 70 KM napędzanych gazem. 1915 – próba skonstruowania ciągnika rolniczego pod kierownictwem polskiego profesora Karola Taylora, w wyniku czego w 1918 powstał prototyp. 1922 – z fabryki o nowej nazwie „Fabryka Silników i Traktorów URSUS – S.A.” wyjeżdżają pierwsze traktory nazywane „ciągówka-

Massey-Ferguson-Perkins (MFP)

samochodów i autobusów Saurer, w tym samochody pancerne wz. 29 „Ursus”. Wyprodukowano również około 1500 motocykli Sokół 1000 i Sokół 600 dla wojska i około 1000 na rynek cywilny, a ponadto silniki lotnicze, stacjonarne i dla rolnictwa. 1939 – zajęcie zakładów przez Niemców i przestawienie całej produkcji na cele zbrojeniowe. 1945 Niemcy wywieźli park maszynowy na Dolny Śląsk. 1945 na podstawie pozwolenia wydanego przez władze rosyjskie część załogi Ursusa wraz z inżynierem Bolesławem Koehlerem, który pracował w Ursusie prawdopodobnie od roku 1936, wyjechała z misją poszukiwawczą na Dolny Śląsk, gdzie Niemcy wywieźli urządzenia i maszyny z fabryki Ursus. Część maszyn udało się odzyskać. W zniszczonych zakładach rozpoczynają się prace projektowe nad ciągnikiem rolniczym na podstawie niemieckiego ciągnika Lanz-Buldog,


powstała krajowa konstrukcja ciągnika LB-45, później nazwanego C-45 (wyprodukowano ich do 1959 roku 60 000 sztuk). 30 kwietnia 1947 – wyprodukowano pierwszy po wojnie traktor typu „Ursus”. 1954 – uruchomienie produkcji silnika D-35 w oparciu o licencję radziecką, opracowanie modernizacji ciągnika C-45. 1957 – powstał pierwszy całkowicie polski lekki ciągnik C-325 (produkowany po modernizacjach do 1993) 1963 – początek produkcji ciągnika C-328 powstałego na bazie C-325( ponad 100 000 sztuk do 1967). 1965 – rozpoczęto produkcję średniego ciągnika C-4011 o mocy 42 KM (po modernizacjach jako C-355 i C-360 sprzedawany do 1992). 1966 – został utworzony przy Ursusie Zakład Doświadczalny Ciągników Rolniczych (ZDCR), wystawiony na moskiewskiej wystawie maszyn rolniczych ciągnik Ursus C-335 otrzymał złoty medal, zatrudnienie wynosi około 12 000 osób.

1967 – do produkcji wszedł nowy ciągnik C330 (433 182 sztuki sprzedane do 1993).

1987 – rozpoczęcie montażu 4 cylindrowego ciągnika postlicencyjnego Ursus 4512.

1969 – początek produkcji ciężkich ciągników C385 z silnikiem 4-cylindrowym o mocy 76 KM (konstrukcja Polsko-Czechosłowackiego Ośrodka Badawczo-Rozwojowego Ciągników w Brnie), potem Ursus 1604 o mocy 150 KM i kolejne modyfikacje.

1993 – wprowadzenie do produkcji ciągnika Ursus 5314 i 5312 o mocy 72

S.A.” w wyniku ich restrukturyzacji w latach 1998–2003 powstały liczne spółki branżowe produkujące różne komponenty ciągnikowe, zlokalizowane one były w Warszawie, Żyrardowie,

2003 – upadłość zadłużonej ZPC URSUS SA

Gorzowie Wlkp., Chełmnie, Nisku, Sulęcinie, Włocławku, Lublinie, Poznaniu

ka POL-MOT Warfama SA podpisała ze spółką Bumar sp. z o.o. umowy sprzedaży ciągników marki „URSUS”, znaków towarowych oraz 100% udziałów URSUS sp. z o. o. Warfama wydzierżawiła również obecny zakład od Bumaru, tym samym Ursus stał się piątym oddziałem firmy.

2006 – 2 czerwca taśmy montażowe opuszcza 1,5milionowy ciągnik, był to model Ursus 1654. 2011 – 26 kwietnia spół-

1971 – 15 marca wyprodukowano tysięczny Ursus C-385 1974 – zakup licencji w firmach Massey Ferguson (ciągniki) i Perkins (silniki), wyprodukowanie pięćset tysięcznego ciągnika. 1976 – 25 czerwca w ZM Ursus rozpoczęły się strajki w proteście przeciwko podwyżkom cen żywności. 1978 – rozpoczęcie montażu szkoleniowego ciągników licencyjnych MF-235 z części dostarczonych przez licencjodawcę. 1983 – wyprodukowanie milionowego ciągnika. 1986 – pierwszy zmodernizowany ciągnik Ursus C-330M.

6824 Mido KM, wyprodukowano 11 tys. sztuk ciągników; 1997 – wprowadzenie do produkcji ciągnika Ursus 6014 i 6012 o mocy 82 KM, od roku 1994 wyprodukowano łącznie 18 tys. ciągników. 1998 – na bazie „Zrzeszenia Przemysłu Ciągnikowego Ursus” powstają „Zakłady Przemysłu Ciągnikowego URSUS

2001 – powstanie „Fabryki Ciągników Ursus Sp. z o.o.”, która po dwóch latach wspólnie z PHZ Bumar utworzyła „URSUS Sp. z o.o.”, będący właścicielem marki Ursus, patentów i homologacji.

Opr. AC

15


16


Lokomobile w zbiorach Muzeum Rolnictwa w Szreniawie Muzeum Narodowe Rolnictwa w Szreniawie zgromadziło w latach 1965-1991 siedem lokomobil parowych wyprodukowanych w fabrykach polskich, niemieckich

bierze udział w wielu pokazach. Zmieniony został jedynie ze względów bezpieczeństwa napęd – zamiast pary służy do tego sprężone powietrze.

Lokomobila samobieżna KEMNA typ EZN, nr inw. T-1944 Wymiary: długość 735 cm, szerokość 270 cm, wysokość 370 cm. Wytwórca: Dampfpflug

Dwie lokomobile parowe wyprodukowane w 1913 roku o numerach kolejnych: 369 i 370 jako maszyny przeznaczone do transportu i orki za pomocą liny. Zestaw praco-

500 kg węgla i 3000 l wody. Masa lokomobili ok. 9500 kg.

Fabrik KEMNA Breslau. Czas powstania: 1927 r., nr kolejny 1523. Pochodzenie eksponatu: Janiszewo gm. Poniec. Lokomobila parowa samobieżna tzw. „lokomotywa drogowa” przeznaczona do transportu, napędu maszyn i orki parowej w zestawie z drugą lokomobilą i pługiem wahadłowym.

wał jeszcze w 1961 roku na podmokłych polach PGR Kaźmierz.

cm, szerokość: 178 cm, wysokość: 485 cm. Wytwórca: Heinrich Lanz Maschinenfabrik Mannheim. Czas powstania: 1908 r. Pochodzenie eksponatu: Przebędowo gm. Murowana Goślina.

Lokomobila parowa LANZ, nr inw. T-2483 Wymiary: długość: 390

Lokomobila samobieżna H. Cegielski typ EM i angielskich. Trafiały początkowo jako dary od byłych Państwowych Gospodarstw Rolnych, które pozbywały się w ten sposób niepotrzebnego złomu. Według oficjalnych danych ostatnie maszyny parowe pracowały na wielkopolskich polach jeszcze na początku lat 60. Na szczęście przekazane maszyny do Muzeum Narodowego Rolnictwa w Szreniawie dzięki staraniom fachowców udało się nie tylko odrestaurować wizualnie ale i funkcjonalnie. Niektóre z nich biorą udział w pokazach, imprezach targowych, festiwalach. Jednym z ciekawszych egzemplarzem jest niewątpliwie lokomobila parowa Robey z 1895 roku. Po odrestaurowaniu

Charakterystyka lokomobil parowych w zbiorach MNR w Szreniawie: Lokomobila parowa H. Cegielski typu LN 12, nr inw. T-1943 Wymiary: długość 415 cm, szerokość 180 cm, wysokość 315 cm. Wytwórca: H. Cegielski Sp. Akc. Poznań. Czas powstania: 1924 r. Pochodzenie eksponatu: Nietuszkowo gm. Chodzież. Parowa lokomobila rolnicza przeznaczona do napędu maszyn rolniczych, a przede wszystkim młocarń czyszczących. Silnik parowy osiąga 12 KM mocy trwałej przy 200 obr/min.

Zestaw do orki parowej HEUCKE, nr inw. T1323 Wymiary: długość: 720 cm, szerokość: 275 cm, wysokość: 330 cm. Wytwórca: A. HEUCKE Dampfpflug Lokomotiv Fabrik Gatersleben. Czas powstania: 1913 r. Pochodzenie eksponatu: Kaźmierz.

Lokomobila samobieżna H. Cegielski typ EM, nr inw. T-2345 Wymiary: długość: 540 cm, szerokość: 205 cm, wysokość: 370 cm. Wytwórca: H. Cegielski Sp. Akc. Poznań. Czas powstania: 1919 r. Pochodzenie eksponatu: Chomęcice gm. Komorniki. Lokomobila samobieżna przystosowana do prac transportowych i napędu maszyn stacjonarnych. W okresie międzywojennym służyła do przeprowadzania usługowych omłotów na terenie Wielkopolski. Lokomobila zużywała dziennie ok.

Lokomobila parowa ROBEY, nr inw. T-3956 Wymiary: długość: 300 cm, szerokość: 165 cm, wysokość: 215 cm. Wytwórca: Robey & Co. Lincoln, England. Czas powstania: 1895 r. Pochodzenie eksponatu: Dzierżążno gm. Mogilno. Opr. AC na podstawie materiałów Muzeum Narodowego Rolnictwa w Szreniawie www.muzeum-szreniawa.pl

17


KRZYŻÓWKA

Sponsorem krzyżówki jest firma EuroComfort Leszno, ul. Spółdzielcza 49. Nagrodami są 4 zestawy produktów firmowych o wartości 80 zł każdy. Aby wziąć udział w losowaniu nagrody, trzeba rozwiązać krzyżówkę panoramiczną - hasło utworzą litery oznaczone od 1 do 24, wpisane do tabelki pod krzyżówką. Rozwiązanie wraz z naklejonym logo EUROCOMFORT, a także imię, nazwisko, miejsce zamieszkania oraz numer telefonu prosimy przesyłać na adres: AR TURUS 64-100 Leszno, ul. Lipowa 4 do dnia 31 sierpnia. Laureaci zostaną powiadomieni telefonicznie o wygranych i miejscu odebrania nagrody. Lista laureatów opublikowana zostanie na stronie www.traktorimaszyna.pl Życzymy powodzenia.

18


19