Issuu on Google+

NK MAGAZYN LIFESTYLOWY / WIOSNA 2016 WYDANIE BEZCENNE

PODRÓŻE, KRYMINAŁ, FOTOGRAFICZNY POJEDYNEK, WIOSNA W NY, SZCZECIŃSKIE BULWARY, KONEWKI


Manufaktura Wypieku Wspaniały smak tortów uzyskujemy starannie łącząc naturalne składniki: jajka, masło, bakalie, sezonowe owoce, prawdziwą czekoladę

Manufaktura Wypieku to idea stworzona z pasji do słodkości, opartej na tradycyjnych recepturach. Pieczemy ciasta na każdą okazję, w tym oryginalne torty w masie cukrowej. Istnieje też możliwość zamówienia tortu bezglutenowego, bez laktozy czy dla diabetyków. Zaopatrujemy imprezy okolicznościowe oraz bankiety. Przygotowujemy wyborne sałatki, słone tarty, kanapki i oczywiście ciasta. Zapraszamy również na wyśmienitą kawę do naszej kawiarni.

Manufaktura Wypieku Szczecin, ul. Niemcewicza 2; ul. Reymonta 3 (Ryneczek Pogodno/pawilon 87) Cafe Bezka tel. 602-442-991, 602-442-860 www.manufakturawypieku.pl 2 NKmagazyn / WIOSNA 2016


06-11 SZCZECIŃSKIE BULWARY fotografuje Damian Róż

14-17

20

gotujemy

NASZA MAPA

KULINARNEGO SZCZECINA

26

AKCJA KONEWKA wybieramy praktyczny gadżet na wiosnę

32

50

36

60

KONFRONTACJA SPOJRZEŃ ojciec i córka

PODRÓŻUJEMY w nieznane

SZUKAMY WIOSNY W NOWYM JORKU

RE D AK CJI

fot. Damian Róż

od

W tym wydaniu zabieramy Was w podróż po miejscach i smakach. Zaczynamy od Szczecina i wieczornego spaceru po nadodrzańskich bulwarach. Przygotowałyśmy mapę naszego miasta z miejscami, które lubimy i do których zapraszamy. Z dalekich stron przywiozłyśmy opowieść o pikniku pod wiszącą skałą, wietrznych Wyspach Owczych i egzotycznej Sri Lance. Jeśli rywalizujecie z sąsiadami o miano najładniejszego balkonu lub ogródka polecamy nasze konewkowe inspiracje. Cieszmy się wiosną! NK TEAM

...a na wiosnę koszulka

HISTORIA KRYMINALNA Z LICHTOWN z-nadrukiem.pl


BLUE MARINE MIELNO Jeśli szukasz ciszy, spokoju i relaksu, świeżego powietrza pachnącego morską bryzą oraz niezapomnianych widoków na Jezioro Jamno to Blue Marine jest miejscem dla Ciebie

N

asz apartamentowiec położony jest na mierzei między Bałtykiem, a jeziorem Jamno, w otoczeniu zieleni, zaledwie 150 metrów od nieuczęszczanych plaż i jednocześnie z dala od charakterystycznego dla wakacyjnych miejscowości zgiełku. 150 komfortowo wyposażonych pokoi może gościć 450 osób. Blue Marine Mielno posiada własną restaurację, SPA, strefę wellness z basenem, sauną i jacuzzi oraz liczne udogodnienia sprawiające, że jest to miejsce, które udaje się idealnie dopasować do różnych potrzeb gości. W naszym nowo wybudowanym obiekcie, specjalnie dla rodzin z dziećmi, stworzyliśmy bezpieczny ogródek zabaw na zewnątrz, salę dla najmłodszych z małpim gajem oraz pokój dla nastolatków z konsolami i grami. Bogaty program animacji dla dzieci, odbywających się pod czujnym okiem wykwalifikowanych opiekunów, pozwala rodzicom zrelaksować się zażywając przyjemności urlopu, np. uczestnicząc w zajęciach jogi, zumby, nordic walking’u, aqua aerobiku lub oddając się odprężającym zabiegom w SPA. Moc atrakcji dostępna jest dla całych rodzin.

4

NKmagazyn / WIOSNA 2016

Plażowanie można połączyć z rowerowymi wycieczkami po okolicy - niezbędny sprzęt i ekwipunek jest do wypożyczenia na miejscu. Z pobliskiej przystani na Jamnie wypływa tramwaj wodny „Koszałek” i stateczek „Mila”, a z Unieścia można się wybrać na połów dorsza z kutra rybackiego. Obiekt współpracuje także z przewodniczką, znającą uroki i tajemnice sześciu ciekawych tras od Kołobrzegu, aż po Ustkę. Bliskość pięknej i dzikiej plaży oraz w pełni wyposażonej i profesjonalnie prowadzonej restauracji pozwala na organizacje uroczystości ślubnych na plaży, a następnie zabawy weselnej w Blue Marine Mielno. Z myślą właśnie o tego typu imprezach ośrodek buduje w tym półroczu dodatkową salę restauracyjno-bankietową, mogącą obsłużyć imprezy nawet do 200 osób. Również goście organizujący większe imprezy prywatne i firmowe wysoko oceniają Blue Marine Mielno. Uczestnicy imprez firmowych komplementowali komfort pokoi, profesjonalizm obsługi, wspaniałą kuchnię, czystość, kreatywność i pomoc w każdym aspekcie organizacyjnym.


Blue Marine Mielno to również doskonałe miejsce na spędzenie wolnego dnia i zaplanowanie go tak, aby był prawdziwym zastrzykiem energii. W SPA można skorzystać z szerokiej oferty zabiegów kosmetycznych, basenu, zajęć aqua-aerobic’u, jogi, zumby, sauny, masażu lub specjalistycznych zabiegów wykonywanych przez fizjoterapeutę.

Pozytywna energia tego miejsca skłania naszych

gości do weekendowych odwiedzin. Okoliczni mieszkańcy profitują ze specjalnego programu HAPPY DAY. Całe rodziny urozmaicają sobie czas nieograniczenie korzystając ze strefy SPA oraz pokojów zabaw, a szef kuchni przyrządza dla nich pożywny, dwudaniowy obiad ze specjalnym menu dla maluchów.

W ofercie jest też weekend dla zakochanych. Romantyczna propozycja dla par jest świetnym pomysłem na oryginalne zaręczyny, czy rocznicę ślubu. Obejmuje kolację przy świecach, pobyt w pokoju z widokiem na morze, a dobry początek relaksującego weekendu zapewni kosz owoców i butelka szlachetnego wina.

Oprócz oferty komercyjnej Blue Marine MIELNO jest aktywnym uczestnikiem i animatorem życia regionu. W ubiegłym roku stał się pomysłodawcą I Mieleńskiego Festiwalu Piwa, które to wydarzenie, zrealizowane przy wydatnej pomocy Urzędu Gminy Mielno i Północnej Izby Gospodarczej, ma szansę na stałe wpisać się do miejscowego kalendarza imprez. W szczególnych chwilach roku w Blue Marine Mielno umożliwiamy naszym gościom celebrowanie tradycji związanych z polskimi świętami. W okresie wielkanocnym będziemy wspólnie malować jajka, przygotowywać koszyczki do święcenia, zdobić mazurki, a i Śmigus Dyngus nikogo nie ominie! Na zdrowie, szczęście i powodzenie! Zapraszamy.

Zespół Blue Marine MIELNO Adres: BLUE MARINE MIELNO ul. Świerczewskiego 32 76-032 Unieście gm. Mielno www.bluemarine.pl

Recepcja: tel. 530 144 511 / 94 355 60 66 e-mail: recepcja@bluemarine.pl Dział sprzedaży: tel. 530 148 015 e-mail: sprzedaz@bluemarine.pl


P

rzedstawiamy Szczecińskie bulwary. Autorem fotografii jest Damian Róż, który prowadzi profil na FB pod nazwą DR Foto. Szczecin widziany jego obiektywem jest wyjątkowy. Próżno tu szukać szarości dnia codziennego. Fotograf wydobywa z miasta to co najcenniejsze: energię i kolor.

6

NKmagazyn / WIOSNA 2016


S

zczecinianie polubili to miejsce. Na bulwarach spacerują, randkują, odpoczywają, jeżdżą na rolkach i rowerach, wpadają tutaj zjeść coś dobrego. A wieczorem i nocą przychodzą dla takich widoków. Ten nadodrzański gwar to znak, że między miastem i rzeką znowu się dobrze układa. Rewitalizacja nabrzeży była skutecznym zaproszeniem mieszkańców i turystów nad wodę. Początkiem długiej drogi kreowania nad Odrą atrakcyjnej przestrzeni do wypoczynku i rekreacji, a przede wszystkim podkreśleniem wyjątkowego położenia Szczecina. Można tu po prostu przyjść i odetchnąć, przysiąść na drewnianej ławie, zapatrzyć się na mewy, przepływającą barkę czy spacerującą dziewczynę. Można przejść aleją Żeglarzy na bulwarze Piastowskim, uśmiechnąć się do patrzącego w stronę miasta kapitana Ludomira Mączki, obejrzeć z wnukami wręgi łodzi

Wyszaka, wyjaśnić im, co to sekstans i astrolabium. Można urządzić sobie trening biegowy albo zjeść obiad w jednej z knajpek. Latem na bulwarze Gdyńskim na chętnych czeka wypożyczalnia kilku małych motorówek. A jeśli komuś przeszkadza wiatr od wody nawet na brzegu, niech zamówi kawę i schroni się w stylowym plażowym koszu.

W

ystarczy trochę słońca, a miejsce zyskuje na uroku. Ciąg spacerowy zachęca, żeby iść dalej i jeszcze, dotrzeć na poprzemysłową Łasztownię, pogawędzić z wędkarzami pod mostem Długim (ech, jak ten szczupak bierze!), przystanąć przy starych portowych żurawiach na nabrzeżu Starówka, obejrzeć marinę na Wyspie Grodzkiej, zajrzeć do Starej Rzeźni, w której zawsze coś ciekawego się dzieje.

A

jeśli zastanie nas tutaj wieczór, tym lepiej. Bo gdy gaśnie dzień, ustrojone światłami miasto zaczyna się w rzece przeglądać. Spójrzcie na ten spektakl kolorów. Inną odsłonę ma z Wyspy Grodzkiej, inną już kilka kroków dalej, na bulwarach, na moście Długim. Niby widok dobrze znany, a można patrzeć bez końca.

C

zas pokazuje, że teraz nadodrzańską przestrzeń tworzą także, a może przede wszystkim, szczecinianie. I zamarzyło im się, żeby niebieskie bulwary zyskały mocniejszą kroplę zieleni. Jesienią dotarła tu społeczna „krokusowa rewolucja”, sadząc nad brzegiem Odry kilka tysięcy krokusów. Właśnie zakwitły. Nie czekajcie - idźcie zobaczyć wiosnę na bulwarach...

(ganna)


8

NKmagazyn / WIOSNA 2016

fot. Damian Róż

Rewitalizacja nabrzeży zaprosiła mieszkańców i turystów nad wodę


A jeśli komuś przeszkadza wiatr, niech zamówi kawę i schroni się w stylowym, PLAŻOWYM koszu


10

NKmagazyn / WIOSNA 2016


Moja przygoda z fotografią zaczęła się od fotografii mobilnej. Kilka lat temu podjąłem decyzję o zakupie pierwszego aparatu fotograficznego, od którego tak naprawdę wszystko się zaczęło – dziesiątki godzin nad poznawaniem podstaw fotografii, nauki osiągania zamierzonych efektów. Z czasem hobby przerodziło się w pasję, która z kolei przyczyniła się do poznania swojego miasta na nowo i zakochania się w nim. Szczecin oraz gminy sąsiadujące z nim to piękne tereny. Jednakże w pośpiechu dnia codziennego ich mieszkańcy często nie dostrzegają tego piękna.

Tak też zrodził się pomysł, aby założyć profil na Facebook’u pod nazwą DR Foto by móc dzielić się z mieszkańcami tymi pięknymi miejscami oraz chwilami, które często umykają naszej uwadze, a także po to by pokazać, że nasze miasto zasługuje na uwagę i zainteresowanie nie tylko jego mieszkańców. Damian Róż

FB/drozfoto


kaczka souse vide, ligole z rodzynkami i wędzonymi śliwkami, sos z czarnej porzeczki, PODAWANA Z ziemniaczanYMI kluseczkAMI

Delikatny sandacz w sosie śmietanowym, dosłownie rozpływa się w ustach

krem z dyni z redukcją z hibiskusa i grzankAMI czosnkowYMI

Kuchnia polska na nowo W restauracji ,,Dzika Gęś” sięgamy do bogatej tradycji kuchni polskiej i łączymy ją z produktami regionalnymi oraz ekologicznymi. Zapraszamy na pieczoną gęś i kaczkę oraz gęsie pipki, a także cepeliny, pierogi czy golonkę. Bogatą ofertę dopełniają potrawy z ryb morskich i słodkowodnych z jezior Ińsko i Miedwie. Warzywa sprowadzamy z ekologicznych upraw w okolicy Szczecina, a doskonały olej rzepakowy - uwa-

12

NKmagazyn / WIOSNA 2016

żany za lepszy od oliwy - z Góry Św. Wawrzyńca. W naszej restauracji podajemy również pieczołowicie produkowane sery zagrodowe, polecone nam przez ich odkrywcę - Gienia Mientkiewicza. Do kawy proponujemy oryginalne szczecińskie pierniki, których receptura pochodzi jeszcze sprzed wojny, a także pyszne desery i domowe ciasta. W karcie win i alkoholi mamy między innymi węgrzyny, wódkę Baczewski oraz świetne, staropolskie nalewki.

Oferta dla firm: • przyjęcia okolicznościowe • spotkania firmowe dla pracowników • spotkania służbowe • obiady dla pracowników • potrawy na zamówienie z dostawą do firmy Oferta dla osób prywatnych: • wesela • przyjęcia okolicznościowe w naszej restauracji lub w domu • spotkania koleżeńskie


Gęsie udko konfitowane na modrej kapuście, najlepiej smakuje z klusECZKAMI z dziurką”

Szczecin, Stare Miasto, pl. Orła Białego 1 Sala na 120 osób.


19

14

NKmagazyn / WIOSNA 2016


rys. Edyta Docz


16

NKmagazyn / WIOSNA 2016


SPOTKANIA Z SUKCESEM Wybór właściwego miejsca to klucz do zorganizowania udanego spotkania. W Radisson Blu wiemy to i dlatego, w oparciu o lata doświadczeń, proponujemy doskonałe warunki współpracy i obsługi w ramach Experience Meetings. Jest to nasz nowy koncept, opracowany przez profesjonalistów w dziedzinie organizacji spotkań, stanowiący połączenie wysokiej jakości produktów i usług, a dzięki temu gwarantujący, że każde spotkanie organizowane w jednym z naszych hoteli będzie sukcesem. Do konceptu Experience Meetings należy Brain Food – innowacyjne podejście do odżywiania. Menu, specjalnie opracowane przez naszych dietetyków i szefów kuchni, pozwala uczestnikom spotkań i konferencji utrzymać koncentrację w ciągu całego dnia, a także obniżyć poziom stresu. Wyjątkowe menu Brain Food, dostępne na spotkaniach Experience Meetings, obejmuje: - bogate w  kwasy Omega 3 ryby, pełnoziarniste zboża, warzywa i owoce - świeże, lokalne produkty najwyższej jakości

- czyste, jak najmniej przetworzone składniki - niskotłuszczowe posiłki i mniejszą ilość mięsa - naturalne słodycze i mniej dodatkowego cukru. W przeciwieństwie do większości współczesnych kuchni, gdzie rządzi pośpiech, a gotowanie staje się masową produkcją, my korzystamy z naturalnych i tradycyjnych metod gotowania. Sous-vide, czyli gotowanie w opakowaniu próżniowym jest doskonałym sposobem przygotowania potraw o wysokiej jakości, z zachowaniem walorów smakowych oraz wartości odżywczych składników. Gotowanie odbywa się w tzw. cyrkulatorze, a do każdego rodzaju mięs, ryb, owoców i warzyw dobierana jest odpowiednia temperatura i czas gotowania. Podobny koncept dotyczy śniadań dla naszych gości oraz dań serwowanych w naszych restauracjach, w tym w naszej kameralnej biznesowej restauracji Renaissance. Szef kuchni tej restauracji Paweł Szatkowski stale poszukuje nowych smaków, a swoje pomysły przedstawia w karcie specjalności, zmieniającej się co 2 miesiące. Zapraszamy do odwiedzenia naszej restauracji i spróbowania naszych dań.

Radisson Blu Hotel, Plac Rodła 10, 70-419 Szczecin reservations.szczecin@radissonblu.com, radissonblu.com/hotel-szczecin

18

NKmagazyn / WIOSNA 2016


Wiosenne Smoothie oczyszczające:

(2 porcje) - 50 g świeżego szpinaku - 1/2 ananasa - 30 g selera naciowego -2 g imbiru - 1 pomarańcza - 1/2 cytryny - 1 banan Wszystkie składniki miksujemy w blenderze. Smoothie podajemy schłodzone.

Chipsy warzywne:

Warzywa (buraki, marchewkę, ziemniaki, jarmuż, cukinię) obieramy, myjemy i kroimy w cienkie plasterki. Dodajemy oliwę z oliwek i przyprawiamy według upodobania. Każde warzywo rozkładamy osobno w blaszce na papierze pergaminowym i pieczemy w temperaturze 140oC, około 20-30 minut. Pod koniec pieczenia sprawdzamy chipsy, gdyż łatwo je przypalić. Gotową przekąskę przekładamy na talerz. Smacznego!

Przepisy przygotowała Anna Szadkowska z Radisson Blu Hotel.


20

NKmagazyn / WIOSNA 2016


fot. Edyta Docz

0,5 szklanki quinoa, czyli ugotowanej komosy ryżowej 1/2 średniego brokuła garść płatków migdałowych garść twardego sera długodojrzewającego (startego na tarce o grubych oczkach) garść opłukanej i osuszonej rukoli (ma orzechowy smak) pokruszony ser feta Ugotuj komosę ryżową zgodnie z instrukcją na opakowaniu. Różyczki brokuła ugotuj na parze, przełóż do miseczki z lodem, żeby zachowały kolor. Komosę wymieszaj z serem, dodaj zrumienione na patelni płatki migdałów, rukolę, fetę oraz brokuła. Dopraw świeżo zmielonym czarnym pieprzem i solą.


fot. Edyta Docz

22

NKmagazyn / WIOSNA 2016


1 opakowanie ciasta filo (makro, alma) 1/2 paczki świeżego, sparzonego szpinaku 1 cebula 1 ząbek czosnku 4-5 suszonych pomidorów osączonych z zalewy 1 opakowanie serka ricotta (250 g) 1/2 łyżeczki suszonego tymianku sól, świeżo mielony pieprz roztopione masło (do smarowania ciasta filo)

1. nastaw piekarnik na 180 st. C 2. blachę wyłóż papierem do pieczenia 3. zrób farsz: -n  a patelni podsmaż na złoto pokrojoną w kostkę cebulę, dodaj wyciśnięty czosnek (pilnuj, żeby się nie przypalił) -d  o blendera włóż serek, szpinak, pomidory, ostudzoną cebulę z czosnkiem, zmiksuj wszystkie składniki, dopraw do smaku 4. weź arkusz ciasta filo, posmaruj roztopionym masłem i potnij na paski o szerokości 8-10 cm (filo szybko wysycha, trzymaj je przykryte ściereczką) 5. na każdy pasek kolejno nałóż łyżkę farszu i poskładaj w trójkąt 6. g  otowe paczuszki posmaruj roztopionym masłem i wstaw do piekarnika na około 20 minut 7. podawaj z gęstym sosem jogurtowym


fot. Edyta Docz

24

NKmagazyn / WIOSNA 2016


zielone

na stojaku

Urządziliście ogródek, taras, balkon, w końcu po długich poszukiwaniach roślin w doniczkach zielono.

Czegoś brakuje? No jasne!

Odjazdowego (i praktycznego) gadżetu - KONEWKI!

SATSUMAS Stojak na doniczkę 179,- PLN IKEA.pl

SATSUMAS Stojak do roślin z 5 doniczkami 179,- PLN IKEA.pl

SATSUMAS Stojak na doniczkę 129,- PLN IKEA.pl

Konewka HAWS typ 186/4 metalowa, profesjonalna 399 PLN konewki.com.pl

Konewka Landskab 29 PLN home-you.com

26

NKmagazyn / WIOSNA 2016

BITTERGURKA Konewka, biały 39,99 PLN IKEA.pl


Konewka Herbon 29 PLN home-you.com SALLADSKÅL Konewka, szary 79,99 PLN IKEA.pl

Konewka HAWS typ 801 metalowa, wąska 279 PLN konewki.com.pl

KOMu

konewkE, KOMU? IKEA PS 2002 Konewka 3,99 PLN IKEA.pl

fot. materiały prasowe

SOCKER Konewka galwanizowana 19,99 PLN IKEA.pl

SOCKER Konewka galwanizowana 39,99 PLN IKEA.pl

Konewka HAWS typ 790 metalowa, tradycyjna 309 PLN konewki.com.pl


zróB OBRAZEK DO RAMKI

W naszym stylu. Co nam pasuje? Prosta stylistyka, fajne detale, konsekwencja w doborze dodatków. Jak dopracować wnętrze? Ściany przecież nie mogą być nijakie. Zaprojektuj własną grafikę.

Potrzebujesz: - ramkę na obrazek - karton dopasowany rozmiarem do ramki - farbę wodną - stempel z gąbki (możesz też wyciąć ulubiony kształt np. w ziemniaku)

1. rozwiń karton i lekko go pognieć 2. na talerzyk lub paletę wyłóż trochę farby 3. z amocz stempel w farbie - niezbyt dokładnie, farby nie może być zbyt dużo 4. z a każdym razem stempluj karton tak długo jak się da (aż do suchego stempelka), nie musi a nawet nie powinno być równo :) 5. wystemplowanie naszej grafiki to ok. 20 minut pracy

IKEA 365+

KRUSNING

Klosz lampy wiszacej, 43 cm 29,99 PLN IKEA.pl

czarno na białym? ...no chyba odwrotnie!

Kubek, szkło bezbarwne, 36 cl 7,99 PLN IKEA.pl

IKEA 365+

Co mamy nad głowami? Abażury z papieru, płaskie paczki :) pogniecione własnoręcznie...

Podkładka, korek, Ø 10 cm 4,99 PLN / 2 szt. IKEA.pl

TJENA

Pudełko z pokrywką, S13xG26, W10 cm 5,99 PLN IKEA.pl

Stół, biały, szary, D120xS60, W73 cm 199 PLN IKEA.pl

...i nikt nie ma drugiej takiej lampy, jej warstwy można dowolnie kształtować - świetna zabawa!

28

NKmagazyn / WIOSNA 2016

BRAVUR

Zegar, czarny, Ø 59 cm 149 PLN IKEA.pl

fot. materiały prasowe IKEA

HISSMON / LERBERG


grafika/fot. Edyta Docz

ARÖD

Lampa biurkowa 149 PLN IKEA.pl

FISKBO

Ramka, czarny, do obrazu 50x70 cm 29,99 PLN IKEA.pl

IKEA 365+

Kubek, biały, 24 cl 5,99 PLN

IKEA 365+

Podkładka, korek, Ø 9 cm 3,99 PLN / 2 szt. IKEA.pl


Niejednokrotnie ukryte talenty, pasje, zamiłowania budzą się w nas w najmniej oczekiwanym momencie. Odkąd pamiętam zawsze bardzo fascynowałam się stolarką - komody, stoliki, szafki. Geometryczne kształty, fikuśne nóżki, szczyt mody lat 70’. Zabawa formą, kształtem, kolorem. Postanowiłam nie kupować nowych mebli a odnowić te, które już mam. Efekty prac były rewelacyjne. Spotkały się ze sporym uznaniem. To był znak, że warto działać dalej. Idąc za ciosem postanowiłam porzucić pracę w duszącej korporacji i założyć własną firmę. Tak powstała pracownia „Patykiem Pisane”. Gdzie stawiam na oryginalność, nieszablonowość, kolor i kształt. A każdym twórczym procesie towarzyszy mi niepełnosprawny adoptowany pies zwany ‘Patyk’. Większość renowatorów idzie w kierunku klasyki zachowując przy tym oryginalny stan mebla, ja stawiam przede wszystkim na kolor. Meble są dla mnie swego rodzaju polem do działania, do realizacji swoich często barwnych pomysłów. Gdzie forma i kształt muszą współgrać z tym co powstaje za pomocą farb.  Wszystko maluję ręcznie. I już nie

30

NKmagazyn / WIOSNA 2016

fot. Katarzyna Kęsoń

Katarzyna Kęsoń

dziwią mnie zapytania klientów czy wzory na meblach to folia samoprzylepna. Nie ograniczam się jedynie do mebli starych. Tworzę również nowe od podstaw. Poczynając od projektu w głowie, na papierze po wykonanie. Jestem kreatywna, nie boję się wyzwań i lubię wychodzić poza granice konwenansów. Myślę, że to w jakimś stopniu wyróżnia mnie na rynku meblarskim. Marzę by w niedalekiej przyszłości wypracować swój styl oraz markę. Otworzyć galerio–sklep z własnymi meblami w ich nowym aranżu, przedmiotami wystroju wnętrz.

Zajrzyj na strony: patykiempisanee.wordpress.com FB/patykiempisanee

To jedna z tych komód którą śmiało można wrzucić do wora z napisem ULUBIONE! Dzięki współpracy z Krzysztofem, który sam siebie nazywa „synem stolarza” z AS Interior, stworzyliśmy ją od podstaw. Kupno płyt, pocięcie, skręcenie i.. w końcu malowanie! Ogromny nakład czasu, precyzji i... stalowych nerwów! Kubizm napędzany kolorem...


Przerobić można wszystko, w procesie twórczym nie ma miejsca na systematykę, szablonowanie czy rutynę! O nie! Chodzi o to... by kreować, bawić się, zmieniać i przez to tworzyć nowe. Bo niby dlaczego stolik nocny do końca życia, schowany w kącie, ma stanowić podpórkę dla lampki? Równie dobrze może sprawdzić się jako idealny towarzysz melomana!

Skanuj qrkod


Konfrontacja spojrzeń, czyli fotograf z doświadczeniem i jego córka z zespołem Downa w fotograficznym pojedynku. Pomysł eksperymentu zainspirowała moja córka, która na wrześniową wycieczkę szkolną zabrała ze sobą aparat. Byłem przekonany, że Kaja przywiezie setki zdjęć, ale - ku mojemu zdziwieniu - przez te kilka dni nad morzem zrobiła ich jedynie pięć. Bardzo zdumiał mnie szacunek, z jakim moja córką podeszła do fotografowania. W dobie aparatów cyfrowych na ogół nie przywiązujemy wagi do pojedynczego zdjęcia, bo nie ogranicza nas rolka z limitem 36 klatek i robimy setki niepotrzebnych często „pstryków”, licząc, że wśród nich będzie upragniony kadr. Te pięć zdjęć, które zobaczyłem w aparacie córki było dla mnie olśnieniem. Fotografie ujmują tylko kluczowe dla Kai wspomnienia

32

NKmagazyn / WIOSNA 2016

z wyjazdu: widok mijanych (jak mówiła Kaja „uciekających”) pól widzianych z okna autobusu, zdjęcie morskiego brzegu, kadr samego morza, zdjęcie chmury o kształcie anioła (córka uznała, że zobaczyła wtedy na niebie swojego anioła stróża), i słodki finał - zdjęcie deseru lodowego w waflu. Każdy z tych kadrów był wybrany świadomie, pokazywał konkretną i ważną dla Kai rzecz. Kolejny raz uzmysłowiłem sobie, jak wielką siłę ma prostota przekazu (również fotograficznego), której często nie doceniamy. Moja przygoda z fotografią rozpoczęła się stosunkowo niedawno, bo w 2011 roku, ale dość szybko udało mi się odnaleźć własny styl. Od początku skupiałem


pojedynek


się na treści, nie zaś na formie - moim celem stała się opowieść zamknięta w zdjęciu. To jednak z czasem spowodowało, że zacząłem zbyt szeroko patrzeć na tematy i nadmiernie rozbudowywać kadry. Przyłapywałem się na tym, że coraz częściej popadam w schematy... Nigdy nie uczyłem Kai fotografowania, a aparat, który zabrała na wycieczkę, to najprostszy automat. Tak narodził się we mnie pomysł przeprowadzenia eksperymentu - pojedynku na fotografie. Dla Kai była to przygoda i zabawa, dla mnie - nauka. Mam wielkie szczęście, że córka dała mi szansę na świeże spojrzenie, którego już potrzebowałem. Tym razem dysponowała już lustrzanką ze standardowym obiektywem 18-55 mm; zakres ogniskowych dla podobnego spojrzenia w tej zabawie w swoim aparacie zastosowałem taki sam.

Przygoda

34

NKmagazyn / WIOSNA 2016


Plenery

Plenerów szukaliśmy wszędzie, bo chciałem dowiedzieć się, jak Kaja patrzy przez obiektyw w mieście, w lesie, w górach, na skałach, przy porannym i zachodzącym słońcu. W każdym miejscu wspólnie wybieraliśmy temat, którym bardzo często byliśmy my sami. Kaja zawsze fotografowała jako pierwsza - nie chciałem, żeby sugerowała się moim kadrem. Aparaty mieliśmy ustawione w trybie automatycznym. Prace, które wybrałem do prezentacji, nie były kadrowane, a jedyne zabiegi w postprodukcji to wyrównanie światła i kontrastu, dla lepszego efektu zestawianych zdjęć. Projekt ujmuje pięć sesji fotograficznych z czterech ostatnich miesięcy. Moja córka bardzo polubiła fotografię, a ja dziś wiem, że ma niezwykły dar spojrzenia. Planujemy już kolejne wspólne projekty...

pomysł/tekst: Sebastian Łuczywo fot. Kaja, Sebastian Łuczywo


Ewa Przytuła

36

NKmagazyn / WIOSNA 2016


Sri Lanka tekst: AGNIESZKA KAMIŃSKA foto: AGNIESZKA i EDWARD KAMIŃSCY

Pierwsza nieśmiała myśl – może Sri Lanka? Dla początkującego podróżnika, a raczej ciekawego turysty, kierunek egzotyczny i bardzo pociągający. Przepiękna wyspa, raj na ziemi, wspaniałe zwierzęta i bujna roślinność. Decyzja podjęta, bilety w kieszeni, walizki spakowane – a więc w drogę.

38

NKmagazyn / WIOSNA 2016


wśród starożytnych ruin niepodzielnie królują małpy. Są wszędzie! Matki z małpimi bobasam i, liczne rodzeństwo, kuzynostwo i ciotki.

Przylatujemy o 4.00 rano, a temperatura już sięga 30 stopni! Ale my nawet nie zauważamy jak jest duszno i wilgotno, tak bardzo jesteśmy podekscytowani czekającymi nas atrakcjami na egzotycznej wyspie. W hali przylotów na lotnisku w Colombo – stolicy kraju – kolorowy tłum. Na nas czeka rodowity Lankijczyk Mr Daya – nieśmiało uśmiechnięty starszy mężczyzna. Będę go nazywać Papa Daya, bo troszczył się o nas w każdy dzień wspólnej podróży.

W planie wyprawa do miejsc związanych ze starożytną kulturą Sri Lanki oraz do parku narodowego Yala, a także kilkudniowy wypoczynek nad oceanem.

COLOMBO

Zaczynamy jednak od zwiedzenia Colombo. Jest tu wiele pozostałości po Anglikach m.in. piękne pola do gry w golfa, czy, wybudo-

wany w 1837 roku, Grand Oriental Hotel, z którego restauracji na najwyższym piętrze rozciąga się przepiękny widok na zatokę. W prawie milionowej współczesnej metropolii są też oczywiście wieżowce i centra handlowe, a wszędzie słychać odgłosy klaksonów. Miasto jest duże i ruchliwe, choć przy tym zaskakująco czyste. Wieczór spędzamy na szerokim bulwa-

rze nad oceanem, dokąd miejscowi i turyści przychodzą, aby wykąpać się, coś zjeść lub pospacerować przy szumie fal.

POLONNARUWA

Nasz drugi przystanek to średniowieczna stolica kraju – Polonnaruwa. Najpierw zwiedzamy tu ruiny Pałacu Królewskiego, w którego


nad płaogromna, górująca a skała: skowyżem, magmow ała. To Sigirija, czyli Lwia Sk majestatutaj znajduje się ólewska tyczna siedziba kr z V w n.e.

40

NKmagazyn / WIOSNA 2016


komnatach widać pozostałości po łaźniach – król i jego świta uwielbiali kąpiele. Potem idziemy do buddyjskich świątyń. Nie jesteśmy zaskoczeni, gdy w miejscach, gdzie stoją posągi Buddy musimy zdjąć buty, jednak w słońcu jest 45 stopni, więc rozgrzane kamienie parzą nam stopy. Mr Daya zabiera nas również do zbudowanych przez tutejszych władców, ogromnych rezerwuarów wodnych. Są dowodem na potęgę, ale i mądrość swoich twórców, bo ulewne deszcze w porze monsunowej napełniały sztuczne jeziora drogocenną wodą, którą rozprowadzano systemem kanałów na liczne pola ryżowe. Te zbiorniki do dziś pełnią swoją funkcję. Podczas pory suchej używają jej rolnicy, a także spragnione zwierzęta. A propos zwierząt, wśród starożytnych ruin niepodzielnie królują małpy. Są wszędzie! Matki z małpimi bobasami, liczne rodzeństwo, kuzynostwo i ciotki. Trzeba uważać i pilnować plecaków, bo małpy lubią podkraść turystom coś smakowitego, a zęby dorosłych osobników są silne i ostre.

DAMBULA

Kolejną atrakcją jest pięć świątyń jaskiniowych w Dambulli, jeden z najważniejszych miejsc kultu na Sri Lance. Jest tu prawie 150 posągów Buddy a pierwsza ze świątyń powstała już w I w. p.n.e. Nieduże jaskinie pokryte są wspaniałymi malowidłami, których kolory tworzą niesamowity klimat. Dzięki panującemu tu półmrokowi i ciszy, zapominamy na chwilę o palącym słońcu i hałasie na zewnątrz. Przemierzając wyspę, zauważamy przy drogach licznych sprzedawców owoców i warzyw. Mr Daya wyjaśnia, że Sri Lanka to właściwie wielki ogród i większość mieszkańców wyspy utrzymuje się z rolnictwa. Wysiadamy z samochodu. Na początek Mr Daya wybiera dla nas mango i czerwone banany. Są doskonałe. Potem próbujemy drewnianych jabłek – przysmaku słoni oraz smoczego owocu, czyli chlebowca. Ten ostatni nie pachnie naj-

ładniej i wygląda jak skóra smoka – mówiąc dyplomatycznie: ciekawe doświadczenie dla podniebienia. Jednak na szczęście, w czasie całego pobytu na wyspie mamy wiele okazji, żeby próbować smacznych owoców oraz przepysznych potraw lokalnej kuchni.

SIGIRIJA

Nasz następny cel – ogromna, górująca nad płaskowyżem, magmowa skała: Sigirija, czyli Lwia Skała. To tutaj znajduje się majestatyczna siedziba królewska z V w n.e. widoczna na większości pocztówek ze Sri Lanki. Podejmujemy wyzwanie i wspinamy się po stromych schodach. Patrzę z podziwem na naszego przewodnika. Ma 65 lat, a to on zachęca nas, młodszych od siebie, do szybkiego marszu. Nagrodą za nasz wysiłek jest piękny widok ze szczytu góry. Ruszamy dalej. Przed nami pola herbaty. Są położone na rozległych wzgórzach, gdzie nie jest tak gorąco, więc krzewy mają dobre warunki. Tamilki nadal ręcznie zbierają drobne herbaciane listki do ogromnych koszy założonych na plecy. Taka metoda zbiorów gwarantuje najwyższą jakość herbaty. Zatrzymujemy się w jednej z wielu lokalnych manufaktur. Herbata smakuje doskonale i oczywiście inaczej niż w domu zaparzona z torebki.

YALA

Nie mogę doczekać się kolejnego etapu podróży – Parku Narodowego Yala. Bardzo chcę zobaczyć w naturalnym środowisku dzikie zwierzęta, z których słynie wyspa. Wyruszamy jeepem wcześnie rano. Zwierzęta chroniąc się przed upałem, przemieszczają się po terenie parku i wtedy można je podziwiać. Wielkim przeżyciem jest zobaczyć na wolności niedźwiedzie, bawoły i krokodyle, a przede wszystkim słonie. Niestety pomimo ogromnych starań przewodników nie udaje się nam spotkać króla tego miejsca – lamparta. Powoli kończy się nasza przygoda. Jeszcze tylko kilka dni odpoczynku nad błękitnym ciepłym oceanem, na pustej białej plaży. Palmy. Orzeźwiające drinki. Świeże owoce. Błogi relaks. W drodze powrotnej przyjmujemy zaproszenie od Papy Daya na pożegnalną filiżankę herbaty w jego domu. To przede wszystkim za jego sprawą, o mieszkańcach Sri Lanki zawsze będę myśleć serdecznie. Dziękujemy naszemu przewodnikowi za wspaniałą podróż, a sobie obiecujemy, że kiedyś tu wrócimy. To były nasze wakacje w raju! Wspaniałe zabytki, przyjaźni ludzie i niesamowita natura. Żegnaj cudowna wyspo! Albo raczej: Do zobaczenia!

Agnieszka i Edward w domu Papy Daya.


tekst/foto: EWA WITOŃ-MORGIEWICZ

42

NKmagazyn / WIOSNA 2016


ot miał trwać około 3 godzin, ale ten czas minął, a my krążymy i krążymy. Spoglądam na innych pasażerów. Śpią, czytają. W każdym razie nic sobie nie robią z tego latania w kółko. Za to ja zaczynam nerwowo wiercić się w fotelu. Za oknem biało. Turbulencje. Dlaczego nikt z tym nic nie robi?! – myślę przestraszona. Nagle budzi się kobieta, zajmująca fotel obok mojego. Zauważa moją nerwowość i mówi: „Spokojnie. Zawsze tak jest, ale pilot jest tutejszy. Wie, co robi.” W takich okolicznościach poznaję pierwszą w życiu Farerkę, czyli mieszkankę Wysp Owczych. Uspokojona przez nią, spoglądam przez okno i pośród zielonych gór zauważam cieniutką wstążkę pasa startowego. Jeszcze chwila i wreszcie jestem na Wyspach. Dlaczego Wyspy Owcze? Rozrzucone pośrodku Północnego Atlantyku, zapomniane, albo może specjalnie ukryte? Ponieważ lubię poznawać świat, a najbardziej to, co w nim egzotyczne. Tym razem nie miałam jednak ochoty na kilkudziesięciogodzinne podróże (jak widać, te krótkie też potrafią dać w kość). W każdym razie zastanawiałam się, czy gdzieś stosunkowo niedaleko jest egzotyczne miejsce, które nie jest ani egipską, ani turecką plażą? Przecież egzotyka to nie tylko palmy i białe plaże. W drodze z lotniska nawet na chwilę nie zamykam oczu. Widziałam już wiele miejsc na świecie i nie tak łatwo mnie zadziwić, ale tutaj zachowuję się jak dziecko w sklepie z cukierkami. Do-

okoła przepiękne zielone góry, tworzące krajobraz w pewnym stopniu księżycowy. Dla mnie to jak zaczarowany świat Tolkiena. Docieram do miejsca noclegowego. Nie jest to hotel, tylko pokój w prywatnym farerskim domu. Tutaj hoteli jest bardzo mało, a ceny w nich są nieco za słone, jak na moją kieszeń. Tańsze i ogólnie dostępne są tzw. noclegi w „native houses”. Moi gospodarze są bardzo mili. Mam do dyspozycji pokój z osobną łazienką, a mogę również korzystać z kuchni gospodarzy. Czego mi więcej trzeba? Czysto, ciepło i rodzinnie. Ogarnia mnie zmęczenie. Patrzę na zegarek: 22:15, a za oknem jasno! O tej porze roku są białe noce. Jestem zachwycona tym, nowym dla mnie, zjawiskiem i najchętniej nie szłabym spać, ale organizm coraz bardziej upomina się o odpoczynek. Błyskawicznie zasypiam. Budzę się nad ranem, więc próbuję znowu zasnąć, ale bez sukcesu z powodu światła. Kto powiesił w oknach białe zasłony?! Wstaję. Szkoda dnia. Nawet jeśli ma 24 godziny. Na początek zwiedzanie Thorshavn, czyli stolicy, 12-tysięcznego miasteczka. Na wybrzeżu piękny mały port pełny łódek i jachtów, których szoty, z powodu silnego wiatru, uderzają rytmicznie w maszty. Jestem też zauroczona niskimi drewnianymi domami z dachami porośniętymi trawą, która

jest na Wyspach wszędzie. Ale żeby na dachu? Okazuje się, że Farerowie sprytnie wykorzystują naturę, bowiem trawa pochłania wilgoć i jest doskonałym izolatorem. Pięknie i ekologicznie. Zwiedzenie centrum stolicy i pobliskich uliczek nie zajmuje dużo czasu. Według przewodników obowiązkowo trzeba zobaczyć park miejski. Idę więc do tego niezwykłego – ponoć – parku. Widzę karłowate drzewka, kilka krzaczków i jakoś nie mogę się niczym zachwycić. Trawiaste domki zdecydowanie wygrywają w moim rankingu atrakcji miasteczka. Postanawiam zapytać kogoś z mieszkańców, dlaczego park jest taki wyjątkowy. „No jak to, dlaczego?” – odpowiada zaskoczona moim zdziwieniem starsza pani. – „Przecież tu są drzewa”. Na Wyspach Owczych nie ma ani jednego naturalnie rosnącego drzewa. Ten karłowaty lasek został posadzony przez ludzi i musi być pielęgnowany. Od razu przypomniało mi się moje pierwsze wrażenie po przyjeździe: zielony księżyc. Wyspy to bazaltowe skały wiecznie smagane zimnym wiatrem. Drzewa nie mogą zapuścić korzeni w głąb twardych skał, a częste sztormy łamią cienkie gałązki. Głównych wysp jest osiemnaście, a ja jestem tylko tydzień, muszę więc wybrać, dokąd popłynę. Lokalny transport, oparty na małych promach, jest dobrze zorganizowany. Szybko przekonuję się, że nie ma znaczenia, którą wyspę wybiorę, bo wszystkie są do siebie bliźniaczo podobne, a każda piękna. Malownicze wioski otoczone


Nie ma tu wielkich budowli z betonu i dzięki temu każdy mieszkaniec ma wspaniały widok. Niesamowicie zielona trawa porasta góry, po których wędrują tysiące owiec, a tak dokładnie to 70 tysięcy, czyli zdecydowanie więcej niż mieszka tu ludzi.

ja

44

NKmagazyn / WIOSNA 2016


są górami i potężnymi klifami górującymi nad oceanem. Nie ma tu wielkich budowli z betonu i dzięki temu każdy mieszkaniec ma wspaniały widok. Niesamowicie zielona trawa porasta góry, po których wędrują tysiące owiec, a tak dokładnie to 70 tysięcy, czyli zdecydowanie więcej niż mieszka tu ludzi. Nie ma pasterzy, a jedynym znakiem, że owce są czyjąś własnością jest numerek przyczepiony do ucha. Dzięki tym zwierzętom trawa jest wszędzie równiutko przycięta, nawet na najtrudniejszym górskim terenie. Zawsze miło je wspominam, gdy w sobotę rano sąsiad budzi mnie jazgotem elektrycznej kosiarki. Wyjazd na Wyspy Owcze zaplanowałam na czerwiec – według przewodników najlepszy czas na podróże w tamte strony – więc stosownie do pory roku spakowałam traperki, jeansy, letnią kurtkę, kilka koszulek. I o ile na miejscu słońce praktycznie nie zachodzi, to często chowa się za chmurami, a wtedy robi się bardzo mgliście i bardzo wilgotno. Moje nieprzemakalne traperki, po godzinie są przemoczone, zresztą jak i pozostałe ubrania. Jest 10-14oC. Pakując się w słoneczny dzień, jakoś nie pomyślałam o zabraniu czapki, czy rękawiczek, a teraz moknę i marznę. Ale mimo to jest cudownie. Warto było przyjechać. To jeden z najpiękniejszych zakątków Europy. Turysta też człowiek i jeść musi. Będąc na Wyspach i chcąc również dosłownie smakować ich egzotykę, zamawiam w ciemno lokalne danie. Na talerzu dostaję coś ciemnego. Cóż, tak się kończy zamawianie w ciemno. Kelner, widząc moją niepewną minę, z uśmiechem informuje: „To tradycyjna farerska potrawa – suszone mięso wieloryba.” Chciałam, to mam. Żując lokalny specjał, myślę z rozrzewnieniem o naszym schabowym. Kuchnia farerska nie goni za modą, tak jak ma to miejsce w Europie i niewiele się zmieniła od czasów, kiedy Wikingowie po raz pierwszy postawili nogę na tym archipelagu. Nikt tutaj nawet nie wspomina o kuchni wegańskiej czy molekularnej. Tydzień szybko mija. Zapamiętam wspaniałe widoki i przyjaznych Farerów. I suszone mięso wieloryba oczywiście też. Jeśli kogoś urzekają mgliste i deszczowe, ale równocześnie czarodziejskie miejsca, to już może robić rezerwację na samolot. Czerwiec tuż, tuż!


» Chociwel

fot. noana&aero photo

INFO: FB/II Bieg Dookoła Jeziora - Chociwel 2016

» START » SOBOTA » 28.05.2016

rze. Wiele razy wspiera aktywną, chociwelską młodzież. Lata 20042006 to rozwój biegów średnio i długodystansowych w Chociwlu. W tych latach do biegania powraca lub zaczyna na nowo przygodę ze sportem kilku "starszych", którzy jako nieliczni z tego grona biegają omysł na organizację do dzisiaj. biegu dojrzewał prawie 14 lat :) W latach 2003-2004 w Chociwlu powstała duża grupa biegaczy, która reprezentowała gminę w województwie, w kraju, a nawet zagranicą. Już wtedy wielu z nas myślało o tym, że fajnie byłoby Mimo wszystko,   przy pomocy zrobić biegi przełajowe u nas nad kilku osób zaczynamy działania. jeziorem, fajna trasa, bardzo wy- W organizację od początku anmagająca, z wieloma podbiegami gażuje się wielu ludzi związanych i widokami na piękno natury. Tylko z TKKF-em i nie tylko (ciężko ich NIBY KIEDY ?? :) wymienić :)), Urząd Miasta i Gminy W 2004 roku powstał TKKF "Prze- włącza się do organizacji, do tego łaj" w Chociwlu. Stowarzyszenie, wielu sponsorów (co było dla nas które angażuje się w różne dzie- miłym zaskoczeniem), radio i gadziny sportu w gminie Chociwel: zeta zachęcają do udziału. Tydzień biegi, piłka nożna, jazda na rowe- przed ciężko było ogarnąć myśli,

46

NKmagazyn / WIOSNA 2016

dwa dni przed biegiem stwierdziliśmy, że "przecież my nic nie mamy przygotowanego", dzień przed + praktycznie cała noc przygotowań i... Godzina 5:30 pobudka, o 6:15 już jesteśmy na trasie, sprawdzamy czy wszystko oznaczone i przygotowane, o 8:00 otwieramy Biuro Zawodów, ludzie zaczynają przyjeżdżać, pierwszy stres za nami, wszyscy są gorąco witani i chyba lekko zdziwieni życzliwością organizatorów i wolontariuszy :D heheh. O 9:30 biegi dla dzieci i młodzieży, 10:30 oficjalne otwarcie, 10:45 rozgrzewka i... 10,9,8,7,6,5,4,3,2,1 Prezes strzela i... Ruszyła Maszyna... 191 osób na starcie, 191 dobiega do mety. Coś nieprawdopodobnego, to bardzo rzadko się zdarza, każdy na mecie witany gorącymi


fot. UM Chociwel

oklaskami, pięknym medalem okolicznościowym, drożdżówką i butelką wody.

fot. noana&aero photo

Pierwszemu zawodnikowi pokonanie trasy ok. 12 km (dwa okrążenia) zajęło nieco ponad 44 minuty, ostatniemu godzinę i 35 minut. Po biegu na wszystkich czekała gorąca grochówka i kiełbaska z grilla.

Było rozlosowanie nagród, wręczenie pucharów, dyplomów i drobnych upominków Zwycięzcom oraz... dużo dobrych komentarzy. Impreza naprawdę udana !!!! Minął rok od pierwszych przygotowań i zaczynamy drugie. Zapisy trwają www.sport-time.com.pl na liście już ponad 160 osób chętnych. Życzcie nam powodzenia, dużo sił i mało nerwów!! Organizatorzy

12

kilometrów czyli dwa okrążenia lub... jedno kółko »

6

kilometrów


Nowa koncepcja

Najpiękniejsza na wiosnę Kreowanie zdrowego stylu życia z WELLBEING*! Mając na celu zachowanie urody, zdrowia i dobrego samopoczucia, skorzystaj z prostego planu: - co najmniej 3 razy w tygodniu przyjdź na ćwiczenia, które wzmacniają głębokie mięśnie oraz kręgosłup, - co najmniej 1-2 razy w miesiącu skorzystaj z masażu oraz zabiegów pielęgnacyjnych twarzy.

jest wykonywanie odpowiednich ćwiczeń ruchowych. W WELLBEING Rozwój, Zdrowie & Harmonia Agnieszka Janiak dysponujemy 8 łóżkami rekondycyjno-rehabilitacyjnymi SHAPEMASTER.

W niełatwym dla organizmu okresie wiosennym pomocna jest oferta WELLBEING Rozwój, Zdrowie & Harmonia Agnieszka Janiak, w tym wiedza trenera i kosmetyczki. Zapraszamy.

ŁÓŻKA SHAPEMASTER Zdrowy tryb życia jest ważny przede wszystkim w profilaktyce takich problemów zdrowotnych jak niewydolność oddechowo-krążeniowa, czy urazy kręgosłupa. A zachowanie zdrowia jest równoznaczne z zachowaniem dobrego samopoczucia oraz niezależności. Niestety, z wiekiem codzienne czynności stają się coraz trudniejsze, choćby wstawanie z łóżka, czy sięganie po książkę z górnej półki.

WELLBEING*

słowo pochodzi z języka angielskiego i oznacza dobre samopoczucie, a to wiąże się ze zdrowym trybem życia oraz pozytywnym nastawieniem do siebie.

48

NKmagazyn / WIOSNA 2016

Niektórzy cierpią również z powodu ciągłego zmęczenia oraz braku sił, łatwiej także o utratę równowagi, co prowadzi do urazów i ma wpływ na mobilność. Ciało staje się słabsze, ponieważ większość czynności uaktywnia tylko niewielką grupę mięśni. Nie bez znaczenia jest też wymuszona pozycja ciała, nadwaga i niska aktywność fizyczna. W takich przypadkach pomocne

W przeciwieństwie do tradycyjnych urządzeń na siłowni, które zależą wyłącznie od siły naszych mięśni, łóżka są zasilane również energią elektryczną.

Badania naukowe wykazały, że ćwiczenia na łóżkach Shapemaster zapewniają łagodną, relaksującą formę gimnastyki, która jest skutecznym rozwiązaniem profilaktycznym, przyczyniającym się do wzmocnienia mięśni i rewitalizacji organizmu, a także przyspieszają rehabilitację. Można trenować zarówno aktywnie (bezpieczne zwiększenie siły mięśni, poprawienie koordynacji ruchowej), jak i pasywnie (odprężenie, pobudzenie krążenia, napięcia mięśni, przywrócenie wzorców


ruchowych i zapobieganie atrofii). Łóżka Shapemaster są idealnym wyborem dla osób w każdym wieku i o różnej kondycji fizycznej, dla aktywnych i dla tych, którzy wracają do ćwiczeń po dłuższej przerwie.

KOSMETYKI M’ONDUNIQ Gabinet kosmetyczny WELLBEING Rozwój, Zdrowie & Harmonia Agnieszka Janiak zaprasza na zabiegi pielęgnacyjne twarzy kosmetykami firmy M’onduniq Cosmétiques professionnels. Wybrana została ta linia profesjonalnych preparatów, ponieważ zapewniają najbardziej kompleksową, a zarazem bezpieczną i przyjazną skórze pielęgnację.

M’onduniq Cosmétiques professionnels - stosowane są wyłącznie składniki aktywne pozyskiwane bez szkody dla zwierząt czy otaczającego nas środowiska. Do produkcji wykorzystywano surowce certyfikowane ECOCERT i ECOCERT GreenLife oraz Qualité France.

KOMÓRKOWA BIOINFUZJA TLENOWA – wskazania: dla każdej cery, w szczególności po 35 roku życia. Fuzja zabiegów z zakresu kosmetyki estetycznej twarzy na światowym poziomie!

Na czym polega KOMÓRKOWA BIOINFUZJA TLENOWA? Dzięki zastosowaniu specjalnej głowicy zabiegowej Oxy’Injection tlen natryskiwany pod odpowiednim ciśnieniem w zabiegu BioOxy Infusion wędruje, zgodnie z zasadami dyfuzji, do głębszych warstw skóry. Skóra „zasysa” rozpylone na niej wcześniej odpowiednio dobrane serum (skoncentrowany koktajl M’onduniq), co stanowi skuteczną i bezpieczną terapię, której efekty można zauważyć już po pierwszym zabiegu wykonanym w gabinecie. Wskazania do zabiegu: • utrata jędrności skóry • zanieczyszczona i pozbawiona blasku cera • skóra dojrzała z widocznymi zmarszczkami • skóra odwodniona • skóra wymagająca wygładzenia • skóra problematyczna (naczyniowa, wrażliwa i delikatna) • skóra trądzikowa • skóra zaczerwieniona i podrażniona • skóra z przebarwieniami i plamkami pigmentacyjnymi • skóra wymagająca odżywienia • skóra po zabiegach mikrodermabrazji i złuszczania • skóra po mezoterapii mikroigłowej (do 0,3 mm) • skóra po peelingach chemicznych Zabieg jest nieinwazyjny, a gwarantuje natychmiastowe efekty. Działanie jest 2-etapowe. Już po pierwszym zabiegu widzimy poprawę wyglądu skóry. W drugim etapie następuje przebudowa struktury wiązań kolagenowych i wzrost jędrności skóry.

Wypełniając niszę rynkową związaną z usługami fitness, spa i wellness, WELLBEING ROZWÓJ, ZDROWIE & HARMONIA AGNIESZKA JANIAK proponuje szeroki zakres usług kosmetycznych i prozdrowotnych, w tym alternatywnych form poprawy kondycji fizycznej i wyglądu sylwetki.

Polecam na wiosnę! Agnieszka Janiak WELLBEING ROZWÓJ, ZDROWIE & HARMONIA AGNIESZKA JANIAK ul. Rostworowskiego 9, Szczecin INFORMACJE I ZAPISY tel. 728 976 797 Szukaj nas na Facebooku: WELLBEING ZDROWIE ROZWÓJ & HARMONIA AGNIESZKA JANIAK

Dla każdej Czytelniczki NK* voucher o wartości 50 zł na KOMÓRKOWĄ BIOINFUZJĘ TLENOWĄ Oferta ważna do 30 kwietnia 2016 roku. voucher

Proces trwa kilka miesięcy, a efekty są długotrwałe, nawet powyżej 8 miesięcy.

Zalecane jest wykonanie serii od 4 do 6 zabiegów raz na pół roku w odstępie 5 do 10 dni.

MONDUNI’Q COSMETIQUES PROFESSIONNELS SZCZECIN. Jedyny autoryzowany Salon M’onduniq bliżej Ciebie. UNIKALNY ŚWIAT KOSMETYKI!

50 zł KOMÓRKOWA BIOINFUZJA TLENOWA Oferta ważna do 30 kwietnia 2016 r. z NK MAGAZYN

*Wystarczy na umówiony zabieg przynieść marcowe wydanie NK


tekst/foto: DAGMARA DYLEWSKA-WASILEWSKA My web space

Wiosna w Nowym Jorku Nowy Jork jest taki, jak w piosence Alicii Keys: „concrete jungle where dreams are made of”. Miasto jest już tak gęsto zabudowane, że na pierwszy rzut oka wydaje się, że nie ma w nim miejsca na nowe budynki, nie mówiąc o zieleni, pośród której mieszkańcy mogliby znaleźć wytchnienie. A jednak jest inaczej. Ciągle wystrzeliwują w górę nowe wieżowce, a skwerów i parków wcale nie jest mało. Po 15 latach od zamachów terrorystycznych na Manhattanie, w pobliżu wieżowca One World Trade Center właśnie otwarta została część najnowocześniejszej i najdroższej na świecie stacji przesiadkowej Oculus. Przecina się tutaj aż 11 linii nowojorskiego metra oraz linia kolejowa w kierunku New Jersey. Dziennie obsługiwanych będzie około 250 tys. pasażerów, a na ponad 20.000 metrów kwadratowych swoje miejsce znajdą kawiarnie, restauracje i sklepy.

50

NKmagazyn / WIOSNA 2016


Stacja ma kształt ptaka szykującego się do lotu, a niezwykłe wrażenie robią wysokie na 30 metrów, poprzecinane 150 białymi „żebrami”, okna. Autorem projektu jest Santiago Calatrava, który powiedział, że Oculus powstał, aby uhonorować ofiary ataków z 11 września i jest symbolem odbudowy i pokoju. Niestety natychmiast po otwarciu stacji, w prasie można było przeczytać, że stacja owszem, jest symbolem, ale marnotrawstwa publicznych pieniędzy. Koszt budowy wzrósł bowiem z początkowych 2 miliardów dolarów do 4 miliardów, które podobno mają się zwrócić w ciągu 7 lat użytkowania obiektu. Jednak pomimo kontrowersji związanych z budowlą, trzeba przyznać, że robi ogromne wrażenie. Na razie wokół budynku nadal trwają prace, a cały kompleks ma zostać oddany do użytku w 20. rocznicę zamachów terrorystycznych w Nowym Jorku.


central park

Od stali, szkła i betonu, choćby w najwspanialszej postaci, nowojorczycy uciekają do parków. Oczywiście najbardziej znany jest Central Park. Już teraz, gdy trawa dopiero zaczyna się zielenić, można tu spotkać pracowników pobliskich biur, którzy przychodzą zjeść swój lunch. Central Park to zresztą miejsce dla każdego: dla mam z małymi dziećmi, rowerzystów, rolkarzy, odpoczywających, biegających czy zakochanych. Tak, tak, dla zakochanych również, bo Nowy Jork to bardzo romantyczne miasto, szczególnie wiosną, gdy wszystko wkoło rozkwita, a pogoda zachęca do spędzania czasu na świeżym powietrzu. Zakochane pary często widuje się w łódkach albo bryczkach lub rikszach.

52

NKmagazyn / WIOSNA 2016


Popularne wśród nowojorczyków są także przejażdżki rowerowe, zwłaszcza, że w parku są wypożyczalnie „city bikes”. Wystarczy mieć kartę kredytową, zapłacić, odpiąć rower i już można poczuć wiatr we włosach. A rower można oddać na drugim końcu parku lub  w innym miejscu w mieście. Oprócz Central Parku są również, ukochane przez mieszkańców, mniejsze parki i skwery. Nowy Jork szczyci się też pięknymi ogrodami botanicznymi: New York Botanical Garden, gdzie na przełomie marca i kwietnia można podziwiać wystawę orchidei, czy Brooklyn Botanical Garden, który organizuje festiwal poświęcony kwitnącym w  kwietniu drzewom wiśniowym. Z pociechami, właśnie wiosną, gdy nie jest jeszcze zbyt gorąco, warto udać się do zoo: mniejszego na Queensie, czy największego zoo w mieście na Bronxie, które można zwiedzać, jadąc kolejką linową. Będąc w Nowym Jorku o tej porze roku, warto zobaczyć także Paradę Wielkanocną na 5. Alei lub odwiedzić odbywający się na początku kwietnia Festiwal Kapeluszy. Pasjonaci motoryzacji też znajdą coś dla siebie, a mianowicie zawsze wiosną organizowany jest słynny nowojorski Car Show. Pod koniec marca koniecznie trzeba odwiedzić słynny dom handlowy Macy’s, nie tylko w celu zrobienia zakupów, ale także podziwiania przepięknych dekoracji kwiatowych – Macy’s Flower Show to już ponadczterdziestoletnia wielkanocna tradycja. A to tylko niektóre z wiosennych atrakcji w Nowym Jorku, więc nie ma co się zastanawiać. Jeśli marzysz o odwiedzeniu „concrete jungle where dreams are made of”, to dlaczego nie wiosną?


Ewa Przytuła

54

NKmagazyn / WIOSNA 2016


slowik

pokrzywnica sroka

blotniak stawowy


56

NKmagazyn / WIOSNA 2016


58

NKmagazyn / WIOSNA 2016


tekst/foto/skład: PAULINA GAJOWNICZEK


OPOWIADANIE KRYMINALNE

C reczka

- Sir, uwaga! – posterunkowy White wskazał palcem młodą kobietę, przechodzącą przez ulicę. - Przecież uważam – powiedział spokojnie nadinspektor Peter Wilson, hamując przed przejściem dla pieszych. – White, chcecie mi wlepić mandat? - Gdzie tam, ale to ona mi niedawno wtargnęła, jak jechałem z roboty. Wzrok miała mętny, więc … - Narkotyki? - Nie. To jest Kirsty Mills. Narzeczony ją zostawił kilka dni przed ślubem i jej się coś z głową od tego zrobiło. Leki dostaje i błąka się po całym Lichtown. - Sir, panna Spinster zadzwoniła, żeby nas zawiadomić, że niejaka Ellen Walsh leży w swojej kuchni cała we krwi – sierżant Black wkładał kurtkę. - Może pannie Spinster coś się pomyliło? Ma swoje lata – nadinspektor Wilson podniósł wzrok znad akt niedawnej kradzieży. - To samo jej powiedziałem i nie powtórzę panu, co mi wykrzyczała do słuchawki. Jedzie pan ze mną, Sir? - Tak. A skąd panna Spinster wie? Chodzi po domach i zwłok szuka? - Zauważyła zrozpaczoną kobietę siedzącą na krawężniku. Matka znalazła martwą córkę, a potem wyszła przed dom i usiadła gdzie bądź. Panna Spinster już wezwała pogotowie. - A do tej kuchni panna Spinster wchodziła? - Ona by nie weszła, Sir? Ta kobieta musi wszystko wiedzieć. Lepsza niż nasze komputery.

- Sam pan widzi, nadinspektorze. Matka jest w szoku. Nie odpowie teraz na żadne pytanie – ratownik medyczny kiwnął głową na pożegnanie i zamknął za sobą drzwi karetki.

60

NKmagazyn / WIOSNA 2016

Nadinspektor Peter Wilson patrzył za odjeżdżającym samochodem. - Black, co wiemy o zamordowanej? - Ellen Walsh. Bibliotekarka. Pochodzi z Pleading, gdzie do niedawna pracowała, ale jak nasza stara Jane Green przeszła na emeryturę, to Ellen przyjechała na jej miejsce. Nic niezwykłego – sierżant Black zamknął notes. - A może jednak? – wtrącił się posterunkowy White. – Sir, pamięta pan tę Kirsty Mills z błędnym wzrokiem parę dni temu? - Co z nią? - Jej narzeczony uciekł właśnie do tej bibliotekarki. - Miałem inne wyobrażenie o bibliotekarkach, a to jakaś femme fatale – nadinspektor zapalił papierosa. - Że co, Sir? – spytał posterunkowy White. - Nieważne. Skąd to wszystko wiecie? - No, od żonki przecież. Informacje pierwsza klasa. Moim zdaniem błędna wzięła nóż i przyszła tu pociąć bibliotekarkę. Nie ma wątpliwości. Jechać po nią, Sir? - Chwileczkę. Nie tak szybko, White. Ktoś wspominał o jakimś narzeczonym. Kto to jest? - Martin Swift – odpowiedział posterunkowy. – Pracuje w magistracie. Papiery przewraca. - Zaprośmy go do nas.

- Posterunkowy dzwonił, ale nie jestem pewny w jakiej sprawie zostałem wezwany – intensywny zapach wody toaletowej Martina Swifta wypełniał gabinet nadinspektora. - Z kim pan się spotyka? - Pan z obyczajówki, nadinspektorze? – trzydziestolatek zaśmiał się ze swojego żartu. - Proszę odpowiedzieć. - Jeszcze niedawno z Ellen Walsh, ale

została zamordowana. Jestem pierwszy na liście podejrzanych, prawda? – Martin Swift znowu się zaśmiał. - Jakoś nie przejął się pan tą śmiercią – nadinspektor bacznie przyglądał się mężczyźnie. - Przejąłem się, ale i tak chciałem się rozstać z Ellen. Zwłaszcza, że spotkałem właśnie fajną dziewczynę. Nadinspektor milczał. - Z Ellen znaliśmy się od jakiegoś czasu. Jeździliśmy razem pociągiem. Fajnie się zawsze rozmawiało. Parą zostaliśmy niedawno … Ale nic by z tego na dłużej nie było. Drugi raz nie dam się usidlić. - Co pan robił w dzień morderstwa? - Byłem w Londynie na szkoleniu. Ze sto osób potwierdzi, co robiłem w dzień. A ta nowa fajna dziewczyna potwierdzi, co robiłem w nocy.

- Myślę, że to on – powiedział posterunkowy White, gdy Martin Swift wyszedł z gabinetu nadinspektora. – Ellen Walsh znudziła mu się. Może zawsze miała brudne okulary? Albo … - Kto jeszcze mógłby zamordować bibliotekarkę? – nadinspektor zignorował sugestie posterunkowego. - Sir, może jakiś czytelnik, he, he? – posterunkowy White rozsiadł się na krześle. – Albo nawet kilku? Zmówili się na nią, bo książek na czas nie oddali. Sir, uważam, że to bardzo dobry powód do morderstwa jest, i można by pójść tym tropem. - White, nie marnujcie czasu, swojego i mojego – w głosie nadinspektora słychać było irytację. - A ciekawe, kto teraz będzie bibliotekarką, Sir? - White, do dyżurki! Natychmiast! - Tak jest, Sir – powiedział bez przekonania White, a wychodząc, bezgłośnie spytał Blacka. – O co mu chodzi? Gdy było już słychać pogwizdującego w dyżurce White’a, nadinspektor spytał sierżanta Blacka. - A co wy o tym sądzicie, sierżancie? - Brutalne morderstwo. Zniknęło, co prawda, kilka drobiazgów z biżuterii i portmonetka, ale jakoś mi to nie wygląda na tło rabunkowe. Ktoś się wyżył, jakby miał coś do zamordowanej, a rzeczy zabrał, żeby odwrócić od siebie uwagę. - Też tak myślę – powiedział nadinspektor, patrząc przez okno.


Słysząc aprobatę z ust nadinspektora, sierżant aż się wyprostował. - Na razie mamy dwóch kandydatów na mordercę: byłego narzeczonego i byłą narzeczoną. Myślę, że on tego nie zrobił. Jeśli tak łatwo mu przyszło kobietę przed ołtarzem zostawić i jej nie mordować, to dlaczego miałby zabijać tę bibliotekarkę. - Tak. - A ta błędna, to nawet nie wie, gdzie przód, gdzie tył. - Nie tak bym to ujął i trzeba by najpierw obejrzeć jej papiery od lekarza, ale zgadzam się. A co z motywem? Jeśli nie tło rabunkowe, to jakie? Zemsta? - Chyba tak. Ellen ukradła przecież cudzego narzeczonego. - Więc jednak tło rabunkowe – uśmiechnął się pod nosem nadinspektor. - Proszę? - Nic, nic. Czy ta błędna Kirsty ma kogoś, kto by się zemścił w jej imieniu? Jakiś brat by pasował. - Jedynaczka. Ojciec nie żyje. Matka to już starsza pani. Ale, Sir, to by raczej tego galancika zabito, jak pan myśli? - Może jest zbyt cenny, żeby go zabijać. A może zależy jaką wersję wydarzeń galancik przedstawił swojej byłej już narzeczonej. On to pewnie chodząca niewinność, a uwiodła go ta zła kobieta.

- Czy córka rozmawiała z panią o swoim związku z Martinem Swiftem? - Tak – odpowiedziała cicho kobieta. - Znajdziecie jej … mor … ? – ostatnie słowo uwięzło jej w gardle. - Tak. Na pewno. Nadinspektor zaczekał chwilę, zanim zadał następne pytanie. - Jak córka nawiązała tę znajomość? - Poznali się w pociągu. W ubiegłym roku córka dostała pracę w Lichtown i dojeżdżała codziennie z Pleading. W Mallet zawsze wsiadał Martin. Też dojeżdżał do pracy w Lichtown. Któregoś dnia podszedł, przedstawił się i zaczęli rozmawiać. Ellen mówiła, że był bardzo miły. Po jakimś czasie zaczęli się spotykać. - Córka mówiła pani, że był zaręczony? - Z córką? To niemożliwe. Powiedziałaby mi.

- Nie z córką. Z inną kobietą. Zostawił ją na kilka dni przed ślubem, po tym jak zaczął spotykać się z Ellen. - Och! Nadinspektorze, moja Ellen nie była taka. Nigdy nie umówiłaby się z żonatym, czy zaręczonym mężczyzną. Mnie mówiła, że spotkała bratnią duszę, że ten ktoś też jest sam. - Jak dawno Ellen przeprowadziła się do Lichtown? - Miesiąc temu. Wynajęła ten szeregowiec. Miała dość codziennych dojazdów. - Dlaczego pani przyjechała do Lichtown … rano tego dnia? - Dzień wcześniej córka miała mnie odwiedzić w Pleading, ale nie zjawiła się i nie odbierała telefonu ode mnie. Nigdy wcześniej coś takiego się nie zdarzyło – kobieta zaszlochała. – Moja kochana córeczka.

- Mówcie, White – nadinspektor dopił kolejną kawę. - No więc ta przyjaciółka zamordowanej to też bibliotekarka. Okularnica, niezbyt ładna, zęby krzywe, niska … - White, nie jesteście jurorem w konkursie piękności. Do rzeczy. Posterunkowy wzruszył ramionami. - Sir, ona powiedziała, że Ellen porządna była bardzo. Że ten Martin musiał się koło niej nachodzić, bo ona nieufna do mężczyzn była. A wcześniej to jednego chłopaka w liceum miała i jednego na studiach. A może to ten sam? Chyba coś pokręciłem, Sir? W każdym razie żadna z niej fatalna-jak-jej-tam.

- Sir, jak pan myśli, może warto byłoby porozmawiać z matką błędnej Kirsty Mills? – spytał sierżant Black nadinspektora. - Dobry pomysł. Jedziemy.

- Nadinspektor Wilson i sierżant Black. Pozwoli pani, że zadamy kilka pytań. - Komu? Mnie? – około sześćdziesięcioletnia kobieta otworzyła szerzej drzwi wejściowe. – Proszę, niech panowie wejdą. Bo jak chodzi o te ostatnie kradzieże z altanek, to

można byłoby już w końcu coś z tym zrobić. - Pani Mills, my w innej sprawie. - A w jakiej? – spytała podejrzliwie kobieta. - Brutalnie zamordowano miejscową bibliotekarkę. Pewnie pani słyszała? - Brutalnie? – kobieta zamyśliła się. - Bardzo brutalnie. Znała ją pani? - Nie. - To była nowa partnerka pani niedoszłego zięcia. - Ach, ona – Stephanie Mills patrzyła niewidzącym wzrokiem. – Dziecko mi zmarnowała. - Co ma pani na myśli? - Omamiła Martina, usidliła go. Jakby nie ona, to moja Kirsty już by była szczęśliwą mężatką. Ale jeszcze nic straconego. Teraz jak Martin znowu jest wolny, to wróci do mojej Kirsty na klęczkach. Będzie ją błagał, żeby go z powrotem przyjęła. Wilson i Black spojrzeli na siebie zdziwieni, ale nie odezwali się. Stephanie Mills zaczęła nagle przestawiać bibeloty na kominku i wycierać kurze rękawem swetra. Mówiła dalej, nie patrząc na policjantów. - Mamusia wszystkim się zajęła. Posprzątała. Teraz jest czysto i znowu można spokojnie żyć. A sukienka jest prześliczna. Ale jak Kirsty będzie chciała nową, to mamusia kupi nową. Salę się zamówi. O! Zaraz zadzwonię do hotelu. I tych leków już nie trzeba będzie zażywać. Moja kochana córeczka. - Sir, domyślał się pan, że to ona, prawda? - Tak. Ale ciekaw jestem Black, co zwróciło na nią waszą uwagę? - Pomyślałem, że gdyby jakiś facet zostawił moją córkę przed ołtarzem, to pewnie dałbym mu w zęby, ale ja jestem mężczyzną. Zacząłem się więc zastanawiać, co zrobiłaby kobieta i przypomniałem sobie, że moja matka, gdy miała jakiś poważny problem, to robiła porządki w swojej szafie i pozbywała się tego, co jej nie pasowało.

OLGA WALTER Więcej opowiadań o nadinspektorze Wilsonie na blogu Olgi Walter: lichtown.blogspot.com


tworzą drukowanego Edyta Docz

Dagny Walter-Wójcik

nkmagazyn.pl

nkmagazyn.pl

Do NK MAGAZYN szuka dobrego dizajnu, ciekawych, pełnych pasji ludzi. Siła spokoju. Grafik, projektant, ostatnio wciągnięta w sieć WP i nowych mediów.

Wydawca NK magazyn. Z pasją wyszukuje nowych tematów, ciekawych historii i smacznych przepisów. Zajmuje się projektowaniem, fotografią i stylizacją.

Ewa Przytuła

Pochodzi z Mazur. Z wykształcenia muzealnik i zabytkoznawca, z zawodu - grafik, fotograf i właścicielka minifirmy wydawniczej. Więcej o tym, co robi na stronach: proedit4.wix.com./followme proedit4.wix.com./edit

NK magazyencinie,

cz Szukajcie w Sz tkim przede wszys w miejscach ) z dobrą kawą :

oraz na

dy

issuu/nibykie

Paulina Gajowniczek Z wykształcenia architekt, z zawodu i zamiłowania projektantka grafiki.

pg-puregraphics.com

Dagmara Dylewska -Wasilewska

Fotografia to jej pasja. Zamyka w kadrach otaczający świat, ludzkie historie, chwile dnia codziennego i miejskie życie Nowego Jorku, w którym obecnie mieszka.

Danuta Zagórska

To w jej firmie drukujemy nasze koszulki. Realizuje najbardziej skomplikowane projekty. Zawsze na czas, pełna energii i dobrego humoru.

z-nadrukiem.pl

My web space

as na

z do n Dołąc KWARTALNIK NK MAGAZYN Redaktor naczelna: Edyta Docz Wydawca: Dagny Walter HAJDUKˡWALTER AGENCJA REKLAMOWA Skład, pomysł, całokształt: j.w. Reklama: tel. 516-661-141, 508-274-825 reklama@nkmagazyn.pl / www.nkmagazyn.pl Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść ogłoszeń.

62

NKmagazyn / WIOSNA 2016

www.nkmagazyn.pl

edy

Niby Ki


Fundacja Rak'n'Roll już od siedmiu lat pomaga chorym przejść przez raka. Robimy tak dużo, że opis tego, tutaj się nie zmieści. Spisaliśmy to wszystko na raknroll.pl, fb/FundacjaRaknRoll

64

NKmagazyn / WIOSNA 2016


NIBY KIEDY / NK MAGAZYN