Page 1

{boBIO}

GREEN RELAX FAMILY CALMNESS OUTSIDE IDEAS ORGANIC

mywayofgardening.blogspot.com

NA PRZEDNÓWKU


słów kilka dla pasjonatów zielonego „ten” dzień, gdy słońce świeci dłużej i wieje ciepły wiatr jest jak zbawienie po długiej zimie -:). zanim jednak można będzie cieszyć się własnym zielonym- przed nami przednówek- czyli czas, kończenia się zapasów w gospodarstwach prowadzących własne uprawy. dawniej był to czas wymuszonego postu. artykuł o tym jak to dawniej bywało ? przygotowała „ gorzka jagoda” z blogawww.krycor.blogspot.com właściwie to całe nowe „boBIO” powstało przy współpracy z nią.

za pomocą jej tekstów przeniesiemy się ze strefy gleby do królestwa światła i powietrza, światłocieni, szumu i śpiewu. Do świata woni i kolorów. a ja?, przed zbliżającą się wiosną życzę wam, aby zakwitanie, listnienie, dojrzewanie owoców i nasion było waszym rytmem. Powtarzającym się rocznym cyklemcyklem spełnionego człowieka żyjącego świadomie a może i blisko natury.

pozdrwaiam Was serdecznie


Kiedy skończyło się jedzenie z zeszłorocznych zbiorów, a nowe jeszcze nie urosło, to był przednówek. Przednówek to nie tyle nazwa jakiegoś dokładnego odcinka czasu, ile stanu biedy i braku żywności. Dla niektórych, bardzo ubogich, zaczynał się on w środku zimy, dla innych dopiero późną wiosną. Ludzie dawniej zasadniczo żywili się zbożem i, od ok.XVIII wieku, ziemniakami; oraz mlekiem i nabiałem. Warzywa, owoce i grzyby były tylko uzupełnieniem tej diety, podstawą był chleb lub kasza, ewentualnie groch, doprawiony tylko innymi składnikami. Mięso, bardzo pożądane, bo kaloryczne, jadano raczej rzadko z okazji świąt, przy niedzieli itp. Kury niosły się głównie wiosną i latem. Także gama rodzajów warzyw, które uprawiano, była dość uboga: kapusta, cebula, czosnek, marchew, buraki, groch, bób, szczaw, czasem sałata i ogórki. Tutaj pewna anegdota: moi dziadkowie ze strony ojca byli bardzo zachowawczy, uprawiali tylko to, co było uświęcone tradycją. Moja mama w czasie pobytu u nich na próżno szukała selera, pora, czy pietruszki na zupę. Dziadek oznajmił, że to pańskie fanaberie i oni tego nie jedzą. Dopiero żona mego

wujka, osoba bardziej wykształcona i obyta, rozszerzyła ilość uprawianych warzyw. Do tej pory tutaj, gdzie mieszkam, prawie nikt nie zna szpinaku, zdarzyło się nawet, że pewna kobieta pytała mnie, jak wyglądają pory, bo ona jadła u znajomych taką dobrą sałatkę, a nie wie, co to jest.... Oczywiście, sytuacja była różna w różnych regionach i nawet w różnych wsiach w tym samym regionie. Moja druga babcia, z miasteczka, znała przed wojną nawet szparagi i karczochy, bo ogrodnicy okoliczni je hodowali na potrzeby "państwa". Cechą tych warzyw i zbóż jest to, że dojrzewają dopiero pod koniec lata i jesienią, natomiast zapasy często kończyły się już po Wielkanocy. I tutaj pojawiał się paradoks: na świecie piękna, bujna wiosna, a w garnkach pusto. Kury często wtedy już zasiadały na jajkach, więc przestawały się nieść, bydło, czyli krowy, dopiero odzyskiwało siły po zimie, cieliło się i zaczynało dawać trochę mleka. Starsi gospodarze opowiadali mi, że po zimie, zwłaszcza jeśli była długa, krowy były czasem tak osłabione, że trzeba je było wynosić z obory na dwór.


Zdarzało się też, że kiedy zabrakło siana i słomy, to rozbierano strzechy na budynkach gospodarczych, żeby nakarmić bydełko. Oczywiście nie dotyczyło to wszystkich, byli też bogaci gospodarze, którzy przednówka się nie bali. Wiosną gospodynie ratowały się, jak mogły, tym, co dawała dzika natura. Gotowały zupy i polewki z dzikich ziół. Najpopularniejsza (i bardzo smaczna) była pokrzywa i lebioda, czyli komosa, ale też młode pędy pałki wodnej, barszcz, dzika sałata, szczaw itp. Paradoksalnie to "głodowe pożywienie" dostarczało wielu potrzebnych o tej porze witamin i minerałów. Jednak, jeśli nie było "wzmocnione" kaszą, mąką czy mlekiem, powodowało na dłuższą metę rozstrój żołądka. Także jego mała kaloryczność sprawiała, że człowiek czuł się ciągle głodny. Dlatego bardzo pożądane były wszelkie dodatki - trochę mąki, tłuszczu czy mleka. Z braku słoniny, olej był bardzo pożądany. A uzyskiwano go z czego się tylko dało. Śmiało można powiedzieć, że ilość znanych i uży-

wanych olejów była większa, niż dzisiaj. Olej z konopi, z lnu, z maku, z rzepaku, ze słonecznika, nawet z orzechów (choć ten ostatni to był luksus, orzechy lepiej było zjeść całe). Ratunkiem było wtedy mleko krowie, bo kiedy krówki już najadły się świeżej trawy i wydały na świat cielęta, było go nawet sporo. Nie na darmo krowę nazywano "karmicielką". Dziś do łask wracają sałatki z dzikich ziół, prawdziwa bomba witaminowo-mineralna. Świeże, młode listki są bardzo smaczne i zdrowe. Można spokojnie jeść pokrzywę, jasnotę, podagrycznik, młode listki lipy, krwawnik, babkę itp. Także korzenie łopianu, jeszcze przed wydaniem liści, są po ugotowaniu bardzo smaczne, przypominają salsefię. Lepiej jednak zaczynać od niewielkich ilości, zwłaszcza osoby o delikatnym żołądku i jelitach powinny dawkować sobie dzikie zioła stopniowo.

autor: „Gorzka Jagoda” www.krycor.blogspot.com


Zioła wnoszą do ogrodu niepowtarzalną atmosferę, która sprzyja wzrostowi warzyw i owoców. Na ogół jest tak, że rośliny, które dobrze rosną koło siebie, znakomicie się też uzupełniają w czasie gotowania (kapusta z koprem, hyzopem, szałwią i kminkiem, groch z kminkiem, ruta i majerankiem itp). Dobrze jest tworzyć na obwodzie warzywnika grządki z ziołami. Niektóre z nich rozsiewają się same, np: rumianek lekarski,ogórecznik oraz oregano. Jeśli nie przeszkadzają, to dobrze jest pozwolić im rosnąć obok warzyw. treść: „Gorzka Jagoda” www.krycor.blogspot.com


OGÓRECZNIK LEKARSKI roślina miododajna, liście o zapachu ogórków, miękkie, soczyste z obydwu stron pokryte włoskami- kłujące. Roślina kwitnie od czerwca do lipca. Olej z ogórecznika jest stosowany w lecznictwie i kosmetyce. Obecność ogórecznika dobrze wpływa na truskawki.


Tymianek pospolity roślina miododajna, dobrze rosnąca na jałowych, wapiennych stanowiskach. Surowcem jest ziele tymianku, które wysuszone ma znacznie silniejszy aromat. Wyciągi z ziela tymianku wzmagają wydzielanie śluzu w górnych drogach oddechowych i ułatwiają odkrztuszanie. Działają bakteriobójczo i przeciwskurczowo. Pobudzają wydzielanie skou żołądkowego i ułatwiają trawienie. Ziele stosuje się w nieżytach górnych dróg oddechowych. Olejek tymiankowy i tymol są antyseptykami. w warzywniku odstrasza bielinka kapustnika

Thymus vulgaris L.


Bazylia pospolita roślina wysoko ceniona jako roślina lecznicza i przyprawowa. W naszym klimacie uprawa możliwa, gdy uwzględnimy wysokie wymagania bazylii w stosunku do: nasłonecznienia, ciepła i żyzności gleby. Pod uprawę bazylii wybiera się glebę żyzną, przepuszczalną, raczej lżejszą, w dobrej kulturze i niekwaśną. Wskazane jest stanowisko ciepłe i osłonięte od wiatru. Należy pamiętać, że nie lubi świeżego obornika. Ziele bazylii korzystnie wpływa na funkcjonowanie układu pokarmowego. Pobudza apetyt, reguluje baktery jną florę jelitową, przeciwdziała wzdęciom, działa uspokajająco na system nerwowy. w warzywniku dobre rośnie przy pomidorach


a w kuchnni ? powr贸t do korzeni


PRZEDWIOŚNIE TO CZAS, GDY W MOJEJ KUCHNI KRÓLUJĄ -KORZENIE, BULWY, SUSZONE GRZYBY, ZAMROŻONE WARZYWA I ZGROMADZONE W SŁOIKACH ZAPASY Z ROKU UBIEGŁEGO. Z KAŻDYM TYGODNIEM KOŃCA ZIMY JEST TEGO CORAZ MNIEJ A TĘSKNOTA ZA SWOIM ZIELONY WZMAGA SIĘ NICZYM WICHER . ZWYKLE PO ZIMIE MAM DOSYĆ JEDZENIA KORZENI I MARZĘ O SWOIM ZIELONYM. NIE DAJE SIĘ JEDNAK

SKUSI POJAWIAJĄCYM SIĘ JUŻ SAŁATOM, RZODKIEWKOM TUDZIEŻ ŚWIEŻYM OGÓRKOM W WARZYWNIAKACHZAJADAM WYTRWALE KORZENIE. KISZONKI TO DOBRE UZUPEŁNIENIE ZIMOWEJ DIETY SĄ TEŻ BARDZO ZDROWE SZCZEGÓLNIE DLA FLORY JELIT. W TYM NUMERZE „boBIO” KILKA POMYSŁÓW NA ZIMOWE PROSTE PRZEKĄSKI Z KORZENI.


po prostu

MARCHEWKA MARYNATA: 2 szklanki wody 10 Łyżek octu 3 Łyżki cukru Łyżeczka soli 2 Łyżki oleju 2 liście laurowe 4 ziarenka ziela angielskiego wszystkie składniki na marynatę zagotować, po przestudzeniu zalać pokrojone w talarki marchewki, odstawić na 24 godzin do lodówki. I gotowe , można chrupać -:) ps. Nie chce Ci się gotować marynaty ? Wykorzystaj gotową marynatę z kupnych warzyw marynowanych w zalewie octowej. Idealna do tego celu jest marynata z dyni.

Zamarynować można również szatkowaną marchewkę, którą podaje się w formie surówki.


Marchewka marynowana


z ogrodu na talerz


warzywne krokiety papier ryżowy garść warzyw i smażenie w:

oleju, oleju kokosowym lub na maśle klarowanym 1. krótko moczymy papier ryżowy 2. wykładmy garść warzyw 3. zawijamy brzegi 4. mamy paczuszkę, którą krótko smażymy w wysokiej temperaturze warzywne krokiety można zajadać też na surowo

SMACZNEGO


frytki nie tylko z ziemniak贸w


metoda na głoda

frytki z selera i z aromatem tymianku

korzeń selera


JAK PRZY MINIMUM WYSIŁKU UPRAWIAĆ ZIEMIĘ ?

Czy słyszeliście o wałach permakulturowych ? Z pewnością wielu z Was zna tę metodę uprawy. Wszystko na ten temat jednak z przymrużeniem oka wie i wiedzą praktyczną pisząc o tym dzieli się- „Gorzka Jagoda” z blogawww.krycor.blogspot.com Uwielbiam jej wpisy, dlatego cieszę się, że zgodziła się podzielić z nami swoimi doświadczeniami na łamach tego „boBIO”.

Pomysł „z zaświatów” czyli o tym: jak uprawiać ziemię i nie męczyć się? Dlaczego „z zaświatów”, bo to metodastara niemal jak świat. -;) Ogród bez kopania Ja w tym roku po raz pierwszy przygotuję- wał permakulturowy i zasadzę na nim-nie jeszcze prościej- rozsypię na nim sadzeniaki ziemniaków. Moja praca polegać będzie na ułożeniu kolejnych warstw pod uprawę-bez kopania, rozsypaniu sadzeniaków, czyli podkiełkowanych ziemniaków i przysypaniu wszystkiego słomą. To tyle w początkowej fazie, gdy będzie to konieczne podleję wał od czasu do czasu- i tyle, w dużym uproszczeniu. W tym roku po raz pierwszy mam zamiar smakować własnych ziemniaków. Ważne wraz ze wzrostem ziemniaków należy uzupełniać wierzchnią warstwę słomy.

Dobre rady od „Gorzkiej Jagody” jak przygotować wał? 1.Wyznaczyć grządkę dowolnego kształtu i rozmiaru. 2. Zerwać darń dookoła na szerokość ok. 40 cm.-niekoniecznie, ewentualnie porządnie przykryć kartonami i papierem gazetowym (jeśli nie mamy siły ani możliwości zrywania). 3. Ułożyć kopiec według schematu na stronie. 4. Obsiać go lub obsadzić warzywami takimi jak: dyniowate ( w tym ogórki) albo ziemniaki albo pomidory - tylko nie razem, bo one nie są dla siebie wzajemnie dobrym sąsiedztwem. 5. Jeśli to nie pora na sadzenie warzyw, to obsiać zielonym nawozem (facelia, peluszka, koniczyna perska czy inne) lub przykryć słomą czy sianem. Dobre zestawy roślin na podniesione grządki w 1 roku: 1. ziemniaki na szczycie wału, a u jego stóp kapusta, bób, fasola, kukurydza, seler, czosnek, groch. 2. dynie lub ogórki, a z nimi kukurydza, fasola, fasolka szparagowa, sałata, kalarepa, słonecznik, rzodkiewka, koper, seler. W pierwszym roku plony mogą być niewielkie, bo pełnię żyzności taka grządka osiąga w 2-3 roku po założeniu, ale już powinniśmy mieć sporo smacznych warzyw.

PERMAKULTURA sposób ma uprawy przy minimum wysiłku

przykład

wałów permakulturowych


WŁASNE UPRAWY- BEZ WYSIŁKU I SKUTECZNIE gwarancja obfitych plonów

warstwa ściółkująca, np.:słoma,zrębki ziemia urodzajna-kompost nawóz- np.obornik słoma wygrabione liście nawóz- np.obornik skoszona trawa-sucha lub filc z wertykulacji trawnika drenaż-suche gałęzie karton istniejące podłożenic z nim nie robimy

SKRZYNIA DREWNIANA, ale niekoniecznie

Ważne Drenaż można ułożyć również jako pierwszą warstwę bezpośrednio na darni, następnie karton i kolejne warstwy według schematu. Karton oraz wszystkie suche warstwy należy bardzo dobrze nawilżyć-przyspieszy to ich rozkład i zapobiegnie wysychaniu wału. Wał taki nie wymaga przekopywania, żyje „swoim ecożyciem” żywiąc ludzi, owady i miliony mikroorganizmów bytujących w glebie. Wał z roku na rok osiada, pielenie- jeśli konieczne jest bardzo proste.


Liście, gałęzie, łodygi Korzenie, które rozwijają się w głąb, są podstawą dla części nadziemnej rośliny, części, która pnie się w górę, do słońca, która korzysta z powietrza i oczyszcza je. Chodzimy wśród liści, nieświadomi tego, że każdy z nich jest fabryką chemiczną, gdzie wre praca. Niezwykle nowoczesna to fabryka, wykorzystująca energię słoneczną oraz wodę i proste związki chemiczne do produkcji cukrów, białek, witamin... Jej technologia jest tak zaawansowana, że do dziś nie umiemy jej odtworzyć. Na dokładkę zupełnie nie szkodzi naturze, a wręcz ją oczyszcza ze szkodliwego dwutlenku węgla, w zamian oddając czysty tlen. Potrzebują go wszystkie żyjące stworzenia (no, prawie wszystkie), w tym same rośliny, które także oddychają w "normalny" sposób. Każda roślina produkuje jednak o wiele więcej tlenu, niż sama potrzebuje, więc i różne zwierzęta i my sami korzystamy z ich szczodrości. Wszystko to dzięki chlorofilowi, którego budowa chemiczna przypomina bardzo budowę naszej hemoglobiny, jedynie w środkowej części zgrabnej gwiazdeczki króluje w niej atom magnezu, podczas gdy w hemoglobinie - żelaza. Chlorofil wykorzystuje energię światła słonecznego do budowy "ciała" rośliny. Kiedy więc odżywiamy się roślinami, można powiedzieć, że żywimy się częściowo światłem minionych dni. Liście oddają do atmosfery także dużą ilość wody, czyściutkiej, przefiltrowanej i pozbawionej wszystkiego, co wcześniej mogło ją zanieczyszczać. Jak tchnienie roślin wznosi się ona w przestwo-

rza, by uformować obłoki i spaść w formie deszczu. A przy okazji nawilża nasz drogi oddechowe i skórę, kiedy tylko jesteśmy blisko. Lasy wytwarzają obłoki - obłoki dają deszcz. Dlatego tam, gdzie wycina się lasy, klimat wysusza się i pustynnieje. Roślina jest organizmem żyjącym, ale czy jest świadoma? Trwają na ten temat burzliwe dyskusje, także wśród uczonych. Bo skoro aktywność elektryczna korzeni może przypominać pracę mózgu, przywabianie pożytecznych bakterii ma znamiona działania celowego, to istnieją też inne, dziwne zachowania roślin. Widzicie - oto pęd fasoli. Na jednym z liści usadowiła się gąsienica i zaczyna spokojnie go pożerać. Cała roślina nagle zaczyna się mobilizować i to na kilku frontach. Najpierw wydziela substancje, które zmieniają jej smak, staje się gorzka i niesmaczna. Jednocześnie wysyła w powietrze falę odpowiednich substancji chemicznych, które docierają do innych fasoli, rosnących w pobliżu. One także zaczynają zmieniać smak. Jednak to wszystko wydaje się nie przeszkadzać za bardzo gąsienicy, spokojnie żre dalej. Wtedy roślina u nasady zaatakowanego liścia wydziela kropelkę słodkiej cieczy. Ciecz ta posiada swój zapach, który dociera dość daleko, aż tam, gdzie wędrują mrówki. Kilka z nich zaczyna iść w stronę rośliny,

spiesząc się coraz bardziej. W końcu któraś z nich dociera do zaatakowanego liścia, wypija kropelkę nektaru, oblizując się starannie i... nie, nie


odchodzi sobie. Podchodzi do gąsienicy i pcha ją z całych sił, gryzie i popycha, aż zepchnie z liścia. Czasem potrzeba kilku mrówek, ale zawsze jest tak samo gąsienica zostaje zepchnięta, czasem zabita i zabrana do mrowiska. Podobnie robią wszystkie zaatakowane rośliny, także te zjadane przez trawożerców. Dlatego krowy i inne zwierzęta roślinożerne, jeśli tylko mogą, przechadzają się z miejsca na miejsce, odchodząc od tych kępek traw, które stały się niesmaczne i szukając innych. Najlepiej zbadano ten mechanizm na akacjach afrykańskich, których liście zjadane są przez żyrafy. Taka akacja, kilka razy podgryziona, jest już tak wytrenowana, że wystarczy sam zapach żyrafy lub jej cień, żeby zaczęła robić się niestrawna. Żyrafy też nie głupie podchodzą po zawietrznej i często zmieniają drzewo. Co ciekawe, że cień np. ptaka albo chmury nie wywołuje takiej reakcji obronnej, zapach innych zwierząt także nie. Ciekawa jestem, jak rośliny reagują na zapach człowieka....r. „”gorzka jagoda” www.krycor.blogspot.com


THE END mywayofgardening@gmail.com mywayofgardening.blogspot.com

boBio  

Inspiracje do życia blisko zieleni. Ogród jadalny-możliwy dla wszystkich.

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you