Issuu on Google+

Monitor05.e$S:MP 5/13/14 10:12 AM Page 30

  w kraju porannego spokoju Po ❷

dwóch latach studiów rozpoczęłam pracę w koreańskim jaebolu. Zderzenie z wymagającą kulturą koreańskiej korporacji zmieniło całe moje dotychczasowe rozumienie tego kraju. Z dosyć przyjemnej rzeczywistości studenckiego życia wrzucona zostałam w świat żelaznej hierarchii, patriarchalizmu i absurdów, którym musiałam nauczyć się stawiać czoła. Nie było to wcale proste zadanie.

Kolacja firmowa Mężczyzna w okolicach pięćdziesiątki czołga się po podłodze, wykrzykując w moim kierunku płomienne wyznania miłości. Na niziutkich stołach walają się niedopite butelki soju oraz resztki po sushi, posypanym opiłkami złota. To mój pierwszy tydzień w pracy. Podczas kilkugodzinnej mocno zakrapianej kolacji ani razu nie tracę głowy, mimo że moi przyszli współpracownicy podpuszczają mnie na wszelkie możliwe sposoby. Chcą sprawdzić, opierając się na starej prawdzie in vino veritas…, jaką osobą jestem. To pierwszy z wielu etapów na drodze do zdobycia ich zaufania. W porównaniu z innymi trzymam się całkiem nieźle, więc początkowy test mogę chyba zaliczyć do zdanych śpiewająco. Zaledwie kilka godzin po kolacji wszyscy stawiamy się przed czasem w żołnierskim szyku przy swoich biurkach. W ciągu dnia niektórzy odsypiają noc na krzesłach, w wyprostowanej pozycji, poruszając jednocześnie długopisem dla zachowania pozorów. 30

Zdolności kamuflażu Koreańczyków wprawiają mnie w osłupienie. Ci mniej odporni wybierają kilkunastominutową drzemkę okrakiem na toaletowej muszli.

Podróż służbowa Drugi tydzień w pracy. Siedzę właśnie w samolocie zmierzającym do Pragi. Nikt nie potrafi mi dokładnie powiedzieć, jaka jest moja rola podczas tego wyjazdu. Do błądzenia we mgle muszę się przyzwyczaić, bo tak będzie wyglądała moja praca przez kolejne kilka lat. Jeden z kolegów, który leci ze mną, spóźnia się. Jego nazwisko słychać w każdym zakamarku lotniska. W końcu wpada zasapany z wielkim kartonem pod ręką. Okazuje się, że to zapasy ramyeonu – koreańskiej zupki instant. Po przylocie do Pragi instalujemy się w hotelowym pokoju konferencyjnym. Pracujemy od świtu do no-

cy, przegryzając koreańskie fast foody. Po złożeniu dokumentów przetargowych wychodzimy w końcu coś zjeść na zewnątrz. Przecieram oczy ze zdumienia, kiedy wchodzimy do restauracji koreańskiej. Podczas ponadtygodniowego wyjazdu nie udaje mi się skosztować lokalnej potrawy ani razu. Do tego też będę musiała się przyzwyczaić. W kilka dni po powrocie do Korei szef przywołuje mnie do swojego biurka. Podniesionym głosem wyłuszcza mi coś po koreańsku. Bezradnie rozglądam się za tłumaczem, ale moi współpracownicy w napięciu wpatrują się w swoje monitory. Szef zaczyna krzyczeć i czuję, że lepiej mu nie przerywać, mimo że nie mam najmniejszego pojęcia, o co mu chodzi. Siadam zszokowana na swoim miejscu. Ktoś przez komunikator wyjaśnia mi, że po podróży służbowej nie wypełniłam listy wydatków w firmowym systemie. O obowiązku i systemie nikt mnie wcześniej nie informował. Nie poddaję się jednak emocjom. Nie tłumaczę się, nie podnoszę głosu. Z pomocą kolegi wypełniam gąszcz tabelek w języku koreańskim. Test numer dwa zdany.

Szok kulturowy Podchodzi do mnie przystojny Koreańczyk w dojrzałym wieku. Zaprasza na kawę do kafejki na dół. Po trzech latach Samsungowego reżimu z trudem łapię oddech, kiedy zwraca się do mnie bezpośrednio. W końcu to pracownik zarządu. Na tym szczeblu nikt przecież nie powinien zwracać na mnie najmniejszej uwagi. Przeżywam drugi szok kulturowy. Zdaję sobie sprawę, że kultura organizacyjna w Samsungu, z którą musiałam się zderzyć, jest ewenementem nawet dla Koreańczyków. Rozmawia-

Anna Sawińska mówi o sobie: „Nie czuję się już Polką. Nie czuję się też Koreanką. Mam dwa serca zawieszone gdzieś pomiędzy. Do żadnego miejsca nie należę już całkowicie”. O tym, jak to jest żyć u boku Koreańczyka, przeczytać można we właśnie co wydanej książce jej autorstwa pt. „Za rękę z Koreańczykiem”. MONITOR POLONIJNY


Monitor Polonijny 2014/05-06