Page 1

Monitor01:MP 1/13/14 10:24 AM Page 33

Ewa Farna o doli idoli str. 8

Dwadzieścia lat Klubu Polskiego na Słowacji str. 4


Monitor01:MP 1/13/14 10:19 AM Page 2

Bene Merito“ dla Małgorzaty Wojcieszyńskiej mbasador Rzeczypospolitej Polskiej w Republice Słowackiej Tomasz Chłoń podczas polonijnego spotkania wigilijno-noworocznego, które odbyło się 7 grudnia 2013 roku w siedzibie ambasady RP w Bratysławie, wręczył Małgorzacie Wojcieszyńskiej Odznakę Honorową „Bene Merito“, którą nadał jej Minister Spraw Zagranicznych RP Radosław Sikorski za działalność wzmacniającą pozycję Polski na arenie międzynarodowej. „Niedawno świętowaliśmy osiemnastolecie czasopisma Monitor Polonijny, który pełni ważną rolę informacyjną na Słowacji, ale jest też łącznikiem pomiędzy Polakami i Sło-

A

ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

wakami“ – powiedział ambasador Tomasz Chłoń, dziękując odznaczonej za pracę w redagowaniu miesięcznika i promocję Polski. „Dziękuję tym wszystkim z Klubu Polskiego, którzy dali mi szansę i którzy mi pomagali w realizacji różnych przedsięwzięć kulturalnych na Słowacji“ – powiedziała Małgorzata Wojcieszyńska. Wspomniała też początki swojej współpracy w tworzeniu Monitora Polonijnego pod przewodnictwem pierwszej redaktor naczelnej Danuty Meyzy-Marušiakovej i jej następczyni Joanny Matloňovej. „Cieszę się, że mogę też promować Polskę w słowackich mediach, z którymi współpracuję od wielu lat“ – dodała. Odznaka Honorowa „Bene Merito“ (łac. Dobrej Zasługi lub Słusznej Nagrody) to polskie odzna-

czenie cywilne, ustanowione Rozporządzeniem Rady Ministrów z dnia 5 listopada 2009 r. jako zaszczytne honorowe wyróżnienie, nadawane przez Ministra Spraw Zagranicznych obywatelom polskim oraz obywatelom państw obcych za działalność wzmacniającą pozycję Polski na arenie międzynarodowej. Pierwsze nadanie odznaki miało miejsce w czasie pierwszych obchodów Dnia Służby Zagranicznej w listopadzie 2009 roku. Odznakę „Bene Merito“ otrzymali do tej pory m.in. Władysław Bartoszewski, Jan Krzysztof Bielecki, Norman Davies, Czesław Lang, Steffen Möller, Janina Ochojska, Jerzy Owsiak, Agnieszka Radwańska, Karel Schwarzenberg, Szewach Weiss. AGNIESZKA DRZEWIECKA


Monitor01:MP 1/13/14 10:19 AM Page 3

Ponad miesiąc temu świętowaliśmy osiemnastkę, z kolei w styczniu obchodzimy dwudziestolecie. Nie, to nie pomyłka w liczeniu! Pod koniec ubiegłego roku z okazji osiemnastolecia „Monitora Polonijnego“ poddaliśmy się swoistemu egzaminowi dojrzałości, czyli zorganizowaliśmy dyktando polonijne. Były też inne atrakcje, z których relację przynosimy na stronach 14-16, zaś tekst dyktanda znajdą Państwo w rubryce „Okienko językowe“ na stronie 19. A co z tym dwudziestoleciem? Ten jubileusz dotyczy działalności pierwszej organizacji polonijnej, zarejestrowanej po przemianach ustrojowych w nowopowstałym państwie słowackim. Mowa oczywiście o Klubie Polskim, który oficjalną swoją działalność rozpoczął 18 stycznia 1994 roku. Tego dnia został bowiem zarejestrowany w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych Republiki Słowackiej. Pod aktem założycielskim podpisali się: Elżbieta T. Dutková, Zbyhnev Stebel, Ryszard Zwiewka, Mariana Jakubčová, František Letenay i Pavol Šramko. Fakt ten był zwieńczeniem kilkuletnich przygotowań, spotkań z naszymi rodakami rozsianymi po całej Słowacji, o czym niejednokrotnie wspominał na łamach „Monitora“ inicjator, założyciel i pierwszy prezes organizacji Ryszard Zwiewka. Dwudziestoleciu Klubu Polskiego poświęcamy na łamach tego numeru naszego miesięcznika strony 4 – 7, na których znajdą Państwo m.in. odpowiedzi na zadane jego działaczom pytanie: Co mi dał Klub Polski? Zachęcamy też Państwa do korespondencji z redakcją, przysyłanie nam swoich wspomnień i refleksji związanych z Klubem. A może wśród Czytelników naszego pisma są też osoby, które są równolatkami naszego dwudziestolatka i które moglibyśmy poznać? Wyobrażam sobie, jaka radość musiała towarzyszyć założycielom Klubu, kiedy ich kilkuletnie starania o integrację środowiska polonijnego w trzech regionach Słowacji: Bratysławie, Koszycach i Martinie, spełniły się. Niektórzy z nas, członków obecnej Polonii, przyszli na gotowe, kiedy Klub był już powołany do życia. Tak było i w moim przypadku, bowiem na Słowacji mieszkam od 1995 roku. Wszyscy jednak doceniamy działania twórców klubu i jesteśmy im wdzięczni za to, że stworzyli organizację, z którą dziś i my się utożsamiamy. Oczywiście oprócz tematów związanych z jubileuszem w numerze znajdują się artykuły ze stałych, lubianych rubryk. Szczególnej uwadze Państwa polecam wywiad z artystką, która – można powiedzieć – jest wspólnym dobrem polskoczeskim; pochodzi z Zaolzia, z polskiej rodziny, a jest dobrze znana zarówno w Polsce, Czechach, jak i na Słowacji. Mowa oczywiście o Ewie Farnej („Wywiad miesiąca” – str. 8). Życzę miłej lektury i wszystkiego najlepszego w nowym roku, a Klubowi Polskiemu wielu lat owocnej pracy i ciekawych przedsięwzięć. W imieniu redakcji

Dwadzieścia lat Klubu Polskiego na Słowacji

4

Z KRAJU

4

Co mi dał Klub Polski?

5

WYWIAD MIESIĄCA Ewa Farna o doli idoli

8

Z NASZEGO PODWÓRKA

11

CZUŁYM UCHEM Anita w stylu americana - zaskakująco udany eksperyment 19 OKIENKO JĘZYKOWE II Dyktando Polonijne

19

POLSKA MEDIALNA Na szczytach żenady. Warsaw Shore odsłania nowe oblicze telewizji (część I) 20 BLIŻEJ POLSKIEJ KSIĄŻKI Good night Kosiński

20

KINO-OKO Polak jest chamem, ale potrafi!

22

SŁOWACKIE PEREŁKI Do trzech razy sztuka

23

WAŻKIE WYDARZENIA W DZIEJACH SŁOWACJI Gimnazjum w Revúcy (2)

24

POLAK POTRAFI Fundacje nadziei

25

SPORT?! Nie jedziemy

26

Kogo słuchają miliony Polek? 27 Ważą się losy polsko-słowackiego kanału

28

OGŁOSZENIA

29

ROZSIANI PO ŚWIECIE Polskie drogi na emigracji

30

MIĘDZY NAMI DZIECIAKAMI Początek roku, czas postanowień i karnawału

31

PIEKARNIK Z biegiem lat, z biegiem dni…

32

ŠÉFREDAKTORKA: Małgorzata Wojcieszyńska • REDAKCIA: Agata Bednarczyk, Agnieszka Drzewiecka, Katarzyna Pieniądz, Magdalena Zawistowska-Olszewska KOREŠPONDENTI: KOŠICE – Urszula Zomerska-Szabados • TRENČÍN – Aleksandra Krcheň JAZYKOVÁ ÚPRAVA V POĽŠTINE: Maria Magdalena Nowakowska, Małgorzata Wojcieszyńska GRAFICKÁ ÚPRAVA: Stano Carduelis Stehlik ZAKLADAJÚCA ŠÉFREDAKTORKA: Danuta Meyza-Marušiaková ✝(1995 - 1999) • ADRESA: Nám. SNP 27, 814 49 Bratislava KOREŠPONDENČNÁ ADRESA: Małgorzata Wojcieszyńska, 930 41 Kvetoslavov, Tel./Fax: 031/5602891, monitorpolonijny@gmail.com BANKOVÉ SPOJENIE: Tatra banka č.ú.: 2666040059/1100 • REGISTRAČNÉ ČÍSLO: 1193/95 • EVIDENČNÉ ČÍSLO: EV542/08 • IČO: 30 807 620 Redakcia si vyhradzuje právo na redigovanie a skracovanie príspevkov • Realizované s finančnou podporou Úradu vlády Slovenskej Republiky

www.polonia.sk STYCZEŃ 2014

3


Monitor01:MP 1/13/14 10:19 AM Page 4

NA

W WARSZAWIE 2 grudnia zebrała się Rada Bezpieczeństwa Narodowego. Prezydent Bronisław Komorowski zwołał jej posiedzenie w związku z kryzysem na Ukrainie. W nocy 30 listopada na kijowskim Majdanie ukraińska milicja brutalnie zaatakowała demonstrantów, którzy zebrali się tam, aby zaprotestować przeciwko niepodpisaniu przez władze kraju umowy stowarzyszeniowej z UE. RBN oceniła, że polscy politycy powinni mówić jednym głosem w sprawie Ukrainy. 4

KLUBU POL SK

granicą obca jest sformalizowana struktura, z którą kojarzą się stowarzyszenia. Nic bardziej mylnego – organizacje polonijne tworzą bowiem ludzie z pasją, całkowicie oddani pielęgnowaniu pamięci o ojczyźnie i pozytywnie zakręceni na punkcie łączności z aktualnymi prądami, płynącymi z rodzinnego kraju. Swoją pracę wykonują najczęściej nieodpłatnie, wierząc, że poprzez własną aktywność wpływają na rzeczywistość innych. Spotkania, imprezy, uroczystości, organizowane przez stowarzyszenia polonijne, nie tylko przypominają o polskich tradycjach i świętach, ale ponadto dają szansę niepolskim członkom rodzin Polaków na poznanie ich charakteru narodowego i kultury. Przez wszystkie lata swojego istnienia Klub Polski na Słowacji zorganizował tak wiele imprez, że nie sposób ich wszystkich wymienić. Jest zaangażowany w propagowanie polskiej kultury, działania oświatowe i jednoczenie Polaków, żyjących czasami niedaleko siebie, ale nie mających wcześniej okazji się poznać i wymienić doświadczeniami zamieszkiwania poza granicami. Ci Polacy to – wbrew wyobrażeniom niektórych – nie tylko lu-

O IEG

opiero co świętowaliśmy osiemnastkę naszego pisma, a już początek nowego roku przyniósł kolejny jubileusz – dwadzieścia lat temu do życia został powołany Klub Polski – Stowarzyszenie Polaków i Ich Przyjaciół na Słowacji. Wcześniej istniały wprawdzie skupiska Polaków w Bratysławie, Martinie i Koszycach, ale dopiero ich zjednoczenie pomogło ujednolicić polonijne aspiracje. Początek lat 90. był czasem rozpadu struktur komunistycznych w Europie, a tym samym powiewem upragnionej wolności słowa i czynu. W tym klimacie powstało wiele organizacji, stowarzyszeń i klubów, jednak nie zawsze przetrwały one próbę czasu. Był to też szczególnie ważny moment dla rozproszonej po całym świecie Polonii, która odzyskała możliwość samostanowienia, dzięki czemu powołano wówczas do życia wiele organizacji zrzeszających Polaków. W 1992 roku utworzyli swoje stowarzyszenie Polacy w Niemczech, rok później nasi rodacy w Austrii, a w tym samym czasie, co Klub Polski na Słowacji, powstała Unia Stowarzyszeń i Organizacji Pol-

D

lat S ŁO WACJI skich w Ameryce Łacińskiej (jej pomysłodawcą i prezesem był i jest Jan Kobylański). Rok 1994 był czasem założenia Związku Polaków w Kazachstanie i Związku Kulturalno-Oświatowego Polaków w Gruzji „Polonia”. Wtedy to powstały również samorządy mniejszości polskiej na Węgrzech, które później stworzyły związek ogólnokrajowy. Wydawać by się mogło, że przeciętnemu Polakowi mieszkającemu za

Zwróciła też uwagę na konieczność utrzymania kontaktów zarówno z opozycją ukraińską, jak i rządzącymi. Następnego dnia w przyjętej przez aklamację uchwale z apelem do rządzących i opozycji na Ukrainie o pilne podjęcie rozmów na rzecz narodowego porozumienia w sprawie integracji europejskiej zwrócił się polski Sejm. Posłowie potępili też „nieuzasadnione użycie siły“ wobec uczestników protestów w Kijowie. BYŁY POLITYK PO Jarosław Gowin 7 grudnia ogłosił powstanie nowego ugrupowania politycznego Polska Razem, w którego skład weszły też partie Polska Jest Najważniejsza Pawła Kowala oraz Republikanie Przemysława Wiplera. Logo nowej partii to zielone jabłko,

przypominające kształtem mapę Polski. „Zakładamy partię po to, aby przywrócić polityce prawdziwy sens“ – powiedział Gowin. SĄD APELACYJNY w Warszawie uznał 9 grudnia, że krzyż wiszący w sali posiedzeń Sejmu nie narusza niczyich dóbr osobistych. Tym samym sąd oddalił apelację posłów Twojego Ruchu, których zdaniem wiszący od 1997 r. w sali obrad Sejmu krzyż narusza ich dobra osobiste jako posłów ateistów. W 32. ROCZNICĘ wprowadzenia w Polsce stanu wojennego prezydent Bronisław Komorowski odznaczył działaczy opozycji demokratycznej w PRL. Według prezydenta o 13 grudnia 1981 r. i wprowadzeniu stanu wojennego w Polsce na-

leży pamiętać, aby przekazać kolejnym pokoleniom doświadczenia i wiedzę o tym podłym czasie. TYTUŁ DZIENNIKARZA ROKU otrzymał 13 grudnia Mariusz Szczygieł za artykuł „Śliczny i posłuszny“, który został opublikowany w magazynie „Duży Format“ „Gazety Wyborczej“. Szczygieł opisał historię kobiety, która przed 30 laty zakatowała sześcioletniego chłopca, za co została skazana na 15 lat więzienia. Szokujące jest to, że kobieta była nauczycielką, a po zatarciu wyroku została ekspertem w Ministerstwie Edukacji. W WARSZAWIE 14 grudnia zebrała się Rada Krajowa Platformy Obywatelskiej, która wybrała nowy zarząd partii. Pierwszą wiceszefową MONITOR POLONIJNY


Monitor01:MP 1/13/14 10:19 AM Page 5

została marszałek Sejmu Ewa Kopacz. Pełniący tę funkcję do tej pory Grzegorz Schetyna pozostał poza zarządem. Szef Platformy premier Donald Tusk podkreślił, że będzie współpracował ze Schetyną, ale „już na ustalonych, klarownych, jasnych warunkach“. JEDNODNIOWĄ WIZYTĘ w Warszawie złożył 19 grudnia minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow, który spotkał się z szefem polskiej dyplomacji Radosławem Sikorskim. Jednym z tematów rozmów była sytuacja na Ukrainie. Sikorski powiedział, że między Polską a Rosją jest „różnica filozofii“ w podejściu do Ukrainy. Ławrow mówił, że Rosja uszanuje wybór Ukrainy ws. umowy stowarzyszeniowej z UE. Dodał, że „Ukraińcy muszą się poSTYCZEŃ 2014

Co mi dał Klub Polski? inęło dwadzieścia lat od czasu, kiedy został zarejestrowany Klub Polski. Dzień 18 stycznia 1994 roku poprzedzały spotkania naszych rodaków w wielu regionach Słowacji, rozmowy przy okrągłym stole z przedstawicielami różnych mniejszości narodowych, które organizował ówczesny prezydent Słowacji Michal Kováč, dyskusje nad kształtem powoływanej do życia organizacji polonijnej, prace nad jej statutem…

M

Można by jeszcze długo opisywać ogrom pracy, jaki włożyli założyciele Klubu Polskiego. Dziś Ryszard Zwiewka, główny inicjator powołania do życia Klubu Polskiego i jego pierwszy prezes, jednoznacznie podsumowuje: „Klub Polski dał mi satysfakcję z osiągnięcia założonego celu, tzn. upodmiotowienia Polaków zamieszkujących Słowację i zintegrowania ich dążeń do widocznego udziału w życiu społeczno-kulturalnym“. A jak Klub postrzegają jego obecni działacze, którzy na co dzień po godzinach pracy, w weekendy poświęcają swój czas i energię, by organizacja funkcjonowała jak najlepiej? Poprosiliśmy ich o odpowiedź na pytanie: Co ci dał Klub Polski?

rozumieć bez tych, co bez zaproszenia odwiedzają ich kraj i narzucają wybór“. Rosyjski minister, pytany o wrak samolotu, który rozbił się 10 kwietnia 2010 roku pod Smoleńskiem, powiedział, że zostanie on zwrócony Polsce po zakończeniu śledztwa – datę tego zakończenia przesunięto na kwiecień 2014 roku. DNIA 27 GRUDNIA prezydent Bronisław Komorowski podpisał ustawę, zmieniającą system Otwartych Funduszy Emerytalnych, kierując ją jednocześnie do Trybunału Konstytucyjnego z wnioskiem o zbadanie jej zgodności z konstytucją. Przyszli emeryci będą mogli decydować, czy nadal chcą przekazywać część składki do OFE, czy też całość do ZUS.

ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

dzie starsi, bowiem na Słowacji rosną kolejne pokolenia polsko-słowackich małżeństw, dla których Polska nie jest już tak oczywistą ojczyzną. Każda możliwość przybliżenia im polskiej tradycji i kultury jest wtedy na wagę złota. Czy coś się zmieniło przez te dwadzieścia lat? Wszystko! Głównie dlatego, że Klub Polski nie pozostaje w tyle za wydarzeniami, które przynosi życie. Wspomagając Polaków i ich rodziny, organizując imprezy, rozszerzając swoją działalność na kolejne regiony Słowacji, dba o jakość kontaktów ze swoimi członkami, czego najlepszym dowodem może być fakt, iż wydawany prze niego „Monitor Polonijny” to w ubiegłym roku najlepsze polskie pismo, wydawane za granicą. Klub korzysta też z portali społecznościowych – można go znaleźć na Facebooku. Każdy okrągły jubileusz jest okazją do podsumowań, planów i życzeń. A czego można życzyć Klubowi Polskiemu? Otwartej i aktywnej społeczności polonijnej, napływu nowych członków, którzy dostrzegą w Klubie szansę dla siebie… I oby w oplecionym internetową siecią świecie nigdy nie zatraciła się wiara w pojedynczego, realnego człowieka, od którego zależy powodzenie wszelkich społecznych przedsięwzięć. Człowiek ten, często zagubiony w nowej dla siebie rzeczywistości, musi mieć możliwość spotkania ludzi podobnych sobie, a szansę na to daje właśnie Klub Polski. AGATA BEDNARCZYK

Tomasz Bienkiewicz – prezes Klubu Polskiego Klubem Polskim jestem związany od marca 2011 roku, kiedy po raz pierwszy spotkałem się z bratysławskimi klubowiczami podczas topienia marzanny. Otwar-

Z

W WIEKU 81 LAT zmarł 29 grudnia Wojciech Kilar, jeden z najwybitniejszych polskich kompozytorów, autor muzyki do niemal 150 filmów, w tym do „Ziemi obiecanej“ i „Pana Tadeusza“ Andrzeja Wajdy, „Draculi” Francisa Forda Coppoli. Kilar urodził się we Lwowie, ale przez 60 lat był związany ze Śląskiem. W maju 2012 r. otrzymał najwyższe polskie odznaczenie Order Orła Białego. Z ROSJI DO WARSZAWY 29 grudnia powrócił działacz Greenpeace Tomasz Dziemianczuk, aresztowany 18 września wraz z 30 innymi osobami po akcji protestacyjnej na Morzu Barentsa, podczas której ekolodzy usiłowali się dostać na należącą do koncernu paliwowego Gazprom platformę wiertniczą.

W WIEKU 70 LAT 31 grudnia zmarł Andrzej Turski, znany dziennikarz radiowy i telewizyjny. W TVP prowadził takie programy, jak „7 dni świat“ i „Panorama“; był też jednym z autorów „Teleexpressu“. Był też wiceszefem Telewizyjnej Agencji Informacyjnej. RZĄD NA POSIEDZENIU 7 stycznia zdecydował o zaostrzeniu kar dla pijanych kierowców. Ta decyzja jest efektem tragedii, które ostatnio rozegrały się w Polsce – np. w Kamieniu Pomorskim 1 stycznia pijany kierowca wjechał w grupę pieszych, zabijając 6 osób: 5 dorosłych i dziecko, zaś w Łodzi 6 stycznia pijany motorniczy tramwaju zabił na przejściu dla pieszych dwie kobiety; trzecia zmarła w szpitalu. MP 5


Monitor01:MP 1/13/14 10:19 AM Page 6

tość, radość ze wspólnego spędzania czasu i pozytywna energia - takie odczucia towarzyszyły mi wtedy. Wiedziałem wówczas, że chcę związać się z organizacją, skupiającą tak wspaniałych ludzi - przyjaciół, na których zawsze mogę liczyć.  W 2012 roku zostałem wybrany przez Kongres Klubu Polskiego na stanowisko prezesa organizacji. Staram się,  aby wszystkie oddziały miały możliwość realizacji zaplanowanych działań, co nie jest łatwe. Nie wszędzie widać wolę i chęć działania w organizacji, co jest dla mnie niemałym zaskoczeniem. Na szczęście tam, gdzie jest choć kilka aktywnych osób,  którym zależy na utrzymaniu i rozwijaniu polskości w regionie, z powodzeniem realizujemy statutowe zadania Klubu. Z optymizmem patrzę w przyszłość Klubu im więcej „pozytywnie zakręconych” osób zwiąże się z Klubem, tym lepiej.

Małgorzata Wojcieszyńska – wiceprezes Klubu Polskiego lub Polski to morze możliwości. Możliwości zrealizowania niemalże każdego pomysłu, który człowiekowi przyjdzie do głowy, mającego na celu integrację Polonii, promocję Polski. Morze możliwości łącznie ze skokami na głęboką wodę, które bywają konieczne w przypadku projektów nowatorskich, przecierających szlaki w naszej drugiej ojczyźnie. Tak było z balami polskimi, dniami polskimi w Bratysławie i wieloma innymi

K

przedsięwzięciami, które udało mi się zrealizować z pomocą innych zapaleńców. A ci stali się moimi przyjaciółmi. Wspomnę choćby Beatkę Wojnarowską, Majkę Kadleček czy Kasię Tulejko. Bo wspólne wyzwania jednoczą i fajnie jest iść z kimś ramię w ramię, czasami nawet pod górkę. A jeśli chodzi o „Monitor Polonijny“, który jest niejako dzieckiem Klubu Polskiego, to stanowi on duże wyzwanie, które co miesiąc podejmujemy ze współpracownikami redakcji. Ciekawe tematy, szkolenia, nowe znajomości, setki wywiadów ze znanymi osobistościami z Polski czy rodakami mieszkającymi na Słowacji, ale i za granicą… Gdyby pokusić się o bilans zysków i strat, jestem przekonana, że ten wyszedłby na plus, bowiem przyjaźnie, doświadczenia, kontakty, nauka są bez wątpienia najcenniejszym podarunkiem, który otrzymałam z Klubu.

Zbigniew Podleśny– długoletni prezes Klubu Polskiego Dubnica nad Wagiem mi dał Klub Polski? Dużo! Kiedy sięgam pamięcią do początku swojego zaangażowania w integrację Polaków, przypominam sobie swoje pierwsze kroki w Dubnicy nad Wagiem, dokąd przeprowadziłem się z Zaolzia. W Czechach żyłem w środowisku polskim, byłem zaangażowany w działalność społeczną i polonijną. Po przeprowadzce do Dubnicy brakowało mi łączności ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

Co

z rodakami. Mój pierwszy kontakt z Klubem Polskim to korespondencja z „Monitorem Polonijnym”. Zareagowałem wtedy na problemy, które na przełomie tysiąclecia nurtowały społeczność polską na Słowacji. W 2001 roku wsparłem dążenia do zintegrowania się Polaków w naszym regionie, które w 2002 roku zostały uwieńczone przyjęciem naszej grupy jako kolejnego oddziału Klubu Polskiego. Początki były trudne, ale motywujące. Będąc już oficjalnym oddziałem Klubu Polskiego, zostaliśmy zauważeni przez władze miasta i na tej podstawie otrzymaliśmy lokal na swoją siedzibę, co bardzo poprawiło warunki naszej działalności. Zostaliśmy włączeni do współpracy z naszym polskim miastem partnerskim - Zawadzkiem, uczestnicząc wspólnie w orga-

nizowanych imprezach Klubu Polskiego i miasta. Dzięki pracy na rzecz Klubu Polskiego i miasta Dubnica nad Wagiem otrzymałem odznaczenia zarówno polskie, jak i słowackie. Poznałem wspaniałych ludzi, którzy zostali moimi przyjaciółmi. Trud, włożony w organizację imprez polonijnych, przyniósł mi dużą satysfakcją. Niestety wiek i zdrowie nie pozwalają mi już na tak intensywne zaangażowanie, ale warto było! Dziękuję serdecznie wszystkim działaczom, członkom Klubu Polskiego, instytucjom wspierającym działalność polonijną oraz ambasadzie RP w Bratysławie za współpracę i pomoc. Na kolejne dziesięciolecia życzę Klubowi Polskiemu wielu entuzjastów i spełnienia wszystkich wytyczonych celów.

Štefania Gajdošová – prezes Klubu Polskiego Koszyce lub Polski to ważna, integralna część mojego życia – wiele mu zawdzięczam. Nawet nie wiem, od czego zacząć… Klub dał mi wiele okazji do samorealizacji w pracy artystycznej. Dzięki klubowi mogłam prezentować swoje dzieła. Latem ubiegłego roku zostałam organizatorką pleneru dla dzieci w ramach działalności klubowej. Bardzo cenne są dla mnie przyjaźnie, zawarte właśnie z członkami Klubu Polskiego. Dziękuję Klubowi za wszystkie relacje ze wspaniałymi ludźmi, wyjazdy, imprezy, przedsięwzięcia, słowem – za kontakt z Polską!

K

MONITOR POLONIJNY


Monitor01:MP 1/13/14 10:19 AM Page 7

Romana Gregušková

Renata Straková

– prezes Klubu Polskiego Nitra

– prezes Klubu Polskiego Trenczyn

lub dał mi poczucie więzi z Polską, możliwość spotykania się z Polakami, którzy myślą, czują i reagują tak samo jak ja. Nie czuję się samotna, bo wiem, że w każdej chwili mogę się spotkać czy porozmawiać przez telefon z osobą, która wyrastała w takich samych tradycjach, która rozumie na przykład, jak ważny dla nas, Polaków, jest gest dzielenia się podczas świąt Bożego Narodzenia opłat-

la mnie odpowiedź na to pytanie jest zupełnie jasna – Klub Polski to moja druga rodzina, dzięki której zapominam często, że moi bliscy w kraju są tak daleko... Od naszego pierwszego spotkania w roku 2011 i decyzji o założeniu Klubu na Poważu, czułam odpowiedzialność za naszą organizację i wszystkich jej członków. I choć przyjaciele z Poważskiej Bystrzycy i Dubnicy przestali się już regularnie spotykać, ja wierzę, że to tylko stan przejściowy; u nas w Trenczynie przybywa członków i cieszymy się z każdego spotkania. Dzięki klubowi nawiązujemy nowe przyjaźnie, wzmacniamy więzi między naszymi rodzinami, mamy możliwość realizowania się poprzez wykorzystanie swoich umiejętności czy talentów. Cieszę się, że rozśpiewałam wszystkich, nawet słowackich członków i tych, co nie znali polskich piosenek. Gitara i przez nas opracowane śpiewniki połączyły nas wszystkich w jedną rozśpiewaną grupę uśmiechniętych ludzi. Podtrzymujemy tradycje, mamy już swoje ustalone i sprawdzone imprezy, każdy pomaga, jak może. Spotykamy się też na prywatnych, rodzinnych imprezach, znamy swoje radości i smutki, radzimy sobie przy rozwiązywaniu problemów. Tak właśnie wyobrażałam sobie nasz klub, kiedy go zakładaliśmy. Dzięki członkostwu i prowadzeniu klubu poznałam wielu wspaniałych rodaków rozsianych po całej Słowacji, przyjaciół, na których mogę polegać. To rzecz bardzo cenna. Praca na rzecz klubu daje mi dużo satysfakcji, choć organizacja większych imprez wymaga sporo czasu i zaangażowania. Czasu, który dzielę pomiędzy rodzinę, pracę, klub i inne zainteresowania. Niekiedy realizuję się też jako korespondentka „Monitora Polonijnego“ – lubię pisać, jak jest o czym, i cieszę sie, kiedy inni to doceniają. Czuję się potrzebna, a to mobilizuje mnie do stałej aktywności. Jestem szczęśliwa, jak ludzie wokół mnie się uśmiechają. Cieszę się z każdego udanego spotkania czy imprezy. Dzięki nim mieszkańcy Trenczyna wiedzą o nas, a my czujemy się reprezentantami naszego kraju na Słowacji. Życzę Klubowi Polskiemu, by doczekał 100-lecia. By nasze dzieci i wnuki mogły być dumne ze swego pochodzenia i by zawsze miały miejsce, gdzie mogłyby się spotkać, porozmawiać po polsku i poczuć się jak w wielkiej rodzinie.

K

D

kiem. Nasz klub to moja druga rodzina, z którą spotykamy się przy różnych okazjach, czasami częściej, czasami rzadziej. Ta rodzina daje mi poczucie bezpieczeństwa.

Magdalena Štujberová – wiceprezes Klubu Polskiego ochodzę z rodziny polsko-słowackiej. Moja mama 50 lat temu opuściła Śląsk, wyszła za mąż i przeprowadziła się na Słowację. Przez wiele lat połowę wakacji spędzaliśmy u babci w Polsce, z kolei zimą ona przyjeżdżała do nas. Potem, kiedy zmarła babcia i ciocia, obawiałam się, że moje kontakty z Polską się urwą. Ale mój brat dowiedział się o istnieniu Klubu Polskiego i właśnie dzięki Klubowi istnieje druga połówka mnie – ta polska. Ale to nie wszystko. Ponieważ członkowie Klubu pochodzą z różnych regionów Polski, odkrywam dzięki nim nieznane mi wcześniej tradycje i zakątki. Te więzi są dla mnie bardzo ważne. Szczerze życzę Klubowi kolejnych wielu lat aktywności i osiągania sukcesów przynajmniej takich jak do tej pory.

P

Katarzyna Tulejko – prezes Klubu Polskiego Bratysława

Klubem Polskim nawiązałam kontakt, choć nie bezpośrednio. Najpierw była komunikacja z Polakami na jednym z portali społecznościowych, gdzie wypatrzyła, a właściwie „wyczytała“ mnie i kilka innych osób Małgosia Wojcieszyńska. Był to dla mnie bardzo trudny okres. Jak się jednak kolejny raz okazało, życie nie znosi próżni, więc w miejsce czegoś utraconego los dał mi coś nowego, bar-

Z

STYCZEŃ 2014

dzo wartościowego. Przede wszystkim to znajomość ze wspaniałymi ludźmi, z których wielu stało się moimi przyjaciółmi. W Klubie, jak się szybko okazało, poczułam się potrzebna. Mogłam i mogę się realizować w sposób, który daje mi satysfakcję, ale i poczucie dumy, że jestem Polką. Gdyby nie Klub nie uczestniczyłabym w niezliczonej ilości przedsięwzięć i spotkań, w których mam swój osobisty  udział. Czuję, że zostawiam po sobie jakiś ślad, że nie jestem tylko biorcą, ale i dawcą!  To jakby tworzenie historii, małej historii mojego pobytu na Słowacji!

7


Monitor01:MP 1/13/14 10:19 AM Page 8

Ewa Farna o doli idoli Byłaś twarzą kampanii „Postaw na polskość“, zorganizowanej przez Polaków w Czechach przed spisem powszechnym. To był Twój pomysł, by zachęcić rodaków do zaznaczenia polskiego pochodzenia w kwestionariuszach spisowych? Dostałam taką propozycję, by być twarzą tej kampanii. Jestem Polką, więc moim obowiązkiem moralnym było wziąć w niej udział. Jeśli odniosło to efekt w przypadku choćby paru osób, to było warto. Jestem bardzo dumna z tego projektu. Udział w nim był dla mnie zaszczytem. Trzeba Polaków w Czechach namawiać, by przyznawali się do polskości? Moim zadaniem nie było namawianie czy zmuszanie kogokolwiek do polskości. Uważam jednak, że trzeba mieć własne poczucie tożsamości. Jeśli chce się dogadywać z babcią, która jest Polką, to po co udawać, że jest się Czechem z krwi i kości, skoro ma się w sobie polską krew? Mam wielu znajomych, których rodzice są Polakami, ale posyłają swoje dzieci do czeskich szkół. Ja starałam się im uświadomić, że bycie Polakiem za granicą nie jest niczym złym, wstydliwym, a wręcz odwrotnie. Mamy taki megaplus, że mówimy zarówno po polsku, jak i w języku kraju zamieszkania. I to jest super! Nie miałaś wątpliwości, kim jesteś? Nie miałam. Może dlatego, że pochodzę z rodziny, w której oboje rodzice są Polakami. Ci, którzy mają rodziców różnych narodowości, mogą mieć trudniej, jeśli polski rodzic nie ugruntował w nich poczucia pol-

„Mamy taki megaplus, że mówimy zarówno po polsku, jak i w języku kraju zamieszkania. I to jest super!” 8

młodą polsko-czeską piosenkarką spotkałam się przed jej bratysławskim koncertem, który odbył się w listopadzie. Ewa Farna, bo o niej mowa, jest Polką z Zaolzia. Dzięki swojemu talentowi i wspaniałemu głosowi podbiła serca publiczności w Polsce, Czechach, a także na Słowacji. W bezpośrednim kontakcie tylko zyskuje, albowiem jest wesoła, szczera, spontaniczna i bardzo serdeczna. Już na początku naszej rozmowy poprosiła, bym nie zwracała się do niej per pani, bowiem – jak sama stwierdziła – jest jeszcze dzieckiem. To „dziecko“ ma jednak sporo dojrzałych przemyśleń, refleksji, którymi podzieliła się z naszymi czytelnikami.

Z

skości. Wtedy mogą pojawić się dylematy, kim się jest. Młodzi ludzie w moim wieku, czy młodsi, chcą być cool: skoro wszyscy noszą jeansy, to oni też, a zatem skoro wszyscy wokół są Czechami to oni też chcą nimi być. Gdybym nie znała historii Polski, gdyby rodzice mi nie wpajali, że jestem Polką, to być może też poszłabym na łatwiznę. Choćby ze strachu przed innością. Nigdy nie bałaś się inności? Nie! Uwielbiam inność i jestem z niej dumna. Czechów irytują Polacy w ich kraju? Czesi z Pragi i okolic podchodzili do mnie z podziwem. To, że jestem Polką i znam dodatkowo jeszcze jeden język, odbierali jako mój atut. Inaczej bywa na terenach przygranicznych. Jechałam kiedyś z koleżanką autobusem i rozmawiałyśmy gwarą, czyli „po naszymu”. Miałam wtedy14 lat. Na naszą rozmowę zareagował stojący obok nas chłopak, zwracając nam uwagę, byśmy nie mówiły po polsku, bo jesteśmy w Czechach. Odpowiedziałam mu wtedy, że nie z nim rozmawiam, ale z koleżanką, mówię w swoim języku ojczystym, do czego mam prawo, a poza tym nieładnie jest podsłuchiwać. I do widzenia! Ten chłopak tak zareagował, bo tak z pewnością został wychowany w domu.

Jak znosisz ostrą krytykę polskiej żywności w Czechach? To chwilowe. Kiedyś głównym tematem był kryzys czy świńska grypa. Teraz przyszła kolej na polską żywność. Ja jem polskie i czeskie produkty i nic mi nie dolega, wręcz przeciwnie – czuję się bardzo dobrze. A zdarza się, że w Polsce odbierają Cię jako Czeszkę? Czasami tak bywa. Kiedy wyszła w Polsce moja pierwsza płyta, pytano mnie, czy w sklepach powinna znaleźć się na półkach z muzyką polską czy zagraniczną. Dla mnie było jasne, że na półkach z polską muzyką – przecież jestem Polką, śpiewam po polsku, mimo że mam trochę inny akcent. Ale ten chyba coraz bardziej się zaciera choćby dlatego, że pomagają mi w tym stojący obok mnie ludzie. Wiem, że mam jeszcze sporo do nadrobienia, że powinnam czytać więcej książek… Jestem Polką, chociaż z zagranicy, i chciałabym być traktowana jak Polka. Nic się w tym względzie nie zmieniło przez tyle lat Twojej obecności w Polsce? Zmieniło się. Fajne jest to, że i w Polsce, i w Czechach traktują mnie jak swoją. Często zadają Ci w Polsce pytania na temat Czechów? Pytają mnie o podobne słowa, jaka jest publiczność w Czechach, czy podobna do tej polskiej. MONITOR POLONIJNY


Monitor01:MP 1/13/14 10:20 AM Page 9

A podobna? W Pradze jest inna publiczność niż na pograniczu, w Gdańsku jest inna niż w Katowicach. Ale najczęściej na swoich koncertach w pierwszych rzędach widzę te same twarze, bo na wszystkie moje występy jeździ ze mną mój polski fanklub (śmiech). A masz też czeski fanklub? Tak. I słowacki - z Koszyc. To są młodzi ludzie; średnia wieku 24 lata.

ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

Jak sądzisz, dlaczego w Polsce Czesi cieszą się taką dużą popularnością? Myślę, że to zasługa Szwejka, Vaclava Havla, czeskich filmów. Szkoda, że to nie działa w drugą stronę, bo Czesi na temat Polaków wiedzą bardzo mało.

Może dzięki Tobie bardziej „Uwielbiam Sopot, Telekamery czy insię zainteresują Polską? ne jakieś tam ważne przedinność Niektórzy moi fani uczą sięwzięcia. Zaczęłam się i jestem z niej już trochę orientować, kto się języka polskiego. Inni dumna“. mają flagę z napisem: „Svět jest kim na polskim rynku nás rozdělují, Ewa spojuji!“. I to jest fajmuzycznym. Myślę jednak, że takie ne. A więc to, co robię, chyba ma sens. dziecięce podejście, czyli traktowanie wszystkich jednakowo, bez Doczytałam się, że pierwszy sukces względu na to, czy ma się do czynieodniosłaś w wieku 10 lat, kiedy na nia z gwiazdą, czy z pracownikiem wspólnej scenie na Zaolziu zaśpiewałaś technicznym, jest zdrowsze. z Marylą Rodowicz? Tak, to było w Wędryni, gdzie się Udział w programie „Szansa na sukces“ urodziłam i wyrastałam. Tam właśnie otworzył Ci w Polsce drzwi odbył się ten występ. Wówczas to wydo muzycznej kariery? grałam pierwszy swój konkurs. PoMam odpowiedzieć szczerze? szukiwania odpowiedniej piosenki (śmiech). Mając 12 lat, wzięłam udział w tym programie. „Szansa na trwały chyba tydzień, bo przecież sukces“ to ważny moment w moim Maryla Rodowicz ma tak bogaty reżyciu – pierwszy występ w telewizji. pertuar, a chodziło przecież, by pioMniej więcej w tym samym czasie senka pasowała też do mnie, wtedy podpisałam umowę ze swoim mana10-letniej dziewczynki. Tata wybrał gerem Leszkiem Wronką, który mnie mi piosenkę pt. „Chcę do Bodzia“. Przygotowałam się do występu, ale wypatrzył na jakimś lokalnym konnie chciałam próbować przed rokursie. Przez rok przygotowywaliśmy dzicami – wstydziłam się. Od ratę umowę, rodzice się wahali, ale zazu stanęłam na scenie przed trzyufali Leszkowi. Znają go długie lata, ipółtysięczną publicznością. Z trerazem uczęszczali do tego samego mą nie miałam problemu i wcale gimnazjum w Czeskim Cieszynie; to mi nie przeszkadzało, że obok stała nasz człowiek. Wtedy miałam podpiMaryla Rodowicz. Ona miała ze saną umowę na czeski rynek, pramnie ubaw, bo śpiewałam jej piosencowaliśmy nad czeskim krążkiem, kę, nie zwracając na nią żadnej uwagi a o Polsce nawet mi się nie śniło! – nie dałam jej nawet dojść do głosu, „Szansa“ przyniosła szansę? by mogła zaśpiewać ze mną refren. W odcinku, w którym wzięłam A wyrastałaś na jej piosenkach? udział, jury tworzyli panowie: Jacek Tak, wyrastałam na muzyce, której Cygan, Piotr Rubik i Ryszard Rynkowski. Znałam ich wszystkich, ale słuchał mój tata: Lady Pank, Pernajbardziej byłam zachwycona możlifect, Maryla Rodowicz, Budka wością poznania prowadzącego – paSuflera. Kiedy miałam 13 lat, wyna Wojciecha Manna. Tę „Szansę na szła pierwsza moja płyta w Polsce sukces“ wygrałam, ale potem przyszło i zostałam zaproszona na jakąś rozczarowanie. Zwycięzcy poszczegalę. Z gości tam zaproszonych gólnych odcinków, emitowanych rozpoznałam tylko Dodę, która w ciągu roku, są zapraszani na spewtedy mnie kręciła, więc jak ją zocjalny występ finałowy. Mnie nie zabaczyłam, to byłam superszczęśliwa. prosili, gdyż mam czeskie obywatelNatomiast pozostałych w ogóle nie stwo, a regulamin nie pozwala na znałam, wiedziałam jedynie, że udział obcokrajowców. Zatem tej na ich punkcie szaleje publiczszansy nie dostałam. ność. Potem były inne imprezy, jak

9


Monitor01:MP 1/13/14 10:20 AM Page 10

Było rozczarowanie, łzy? No były, bo ja przecież jestem Polką. Taki wielki finał telewizyjny… Chciałam tam być. Ale oliwa sprawiedliwa, zawsze na wierzch wypływa… Miałam już w życiu kilka takich sytuacji, kiedy coś miało wyjść super, ale się nie udało. Za to później przychodziła rekompensata. No i teraz to Ty jesteś zapraszana jako juror do rożnych programów muzycznych w Czechach i w Polsce. To fajne doświadczenie. Propozycję do czesko-słowackiego „Idola“ dostałam już wcześniej, ale ją odrzuciłam, bo wtedy nie miałam jeszcze 18 lat. Byłoby to przynajmniej dziwne, gdyby małolata oceniała innych. Przynajmniej na papierze powinnam być dorosła. Potem propozycję przyjęłam i zrobiło się o tym głośno, więc dostałam kolejne – do „Voice’ów” w Czechach i w Polsce. Propozycje na szczęście są, dzięki Bogu. Jak podchodzisz do młodych ludzi, startujących w takich programach? Nie obawiasz się konkurencji? Nie lubię słowa „konkurencja“. Konkurencja może być w zjazdach narciarskich, w których chodzi o to, kto pierwszy dotrze do mety. W muzyce to kwestia gustu. Obserwuję te wszystkie programy w Internecie, bo nie mam telewizji. Tyle ciekawych głosów, barwnych osobowości! Ja startowałam 8 lat temu, ale wtedy było inaczej. Udział w takich programach muzycznych ma sens? Ma! Przecież w Polsce niektórzy uczestnicy tych programów robią karierę, ich muzyka jest grana w radiach. Gorzej jest w Czechach, gdzie ludzie chcą słuchać znanych piosenek i tym kierują się rozgłośnie. W Czechach trudniej jest się przebić, a w Polsce trudniej utrzymać na rynku. ZDJĘCIE: STANO STEHLIK 10

Wiem, że lubisz ten cytat z „Małego Księcia“: „Kiedy się dorasta, to kałużę się obchodzi, a kiedy jest się dzieckiem, to wchodzi się prosto do niej“. Na jakim etapie jesteś obecnie? Ja ciągle będę wchodzić w kałuże. Naprawdę! Chciałabym na zawsze zachować w sobie coś z dziecka. To takie fajne, beztroskie, nieskażone, szczere. Uwielbiam dzieci. Kiedy idę na jakąś galę, radzę się mojej młodszej, 7-letniej siostry, w co mam się ubrać. Ona mi podpowiada szczerze. Chłopak zawsze mi powie, że jestem piękna, manager zasugeruje, która sukienka zrobi wrażenie, by o mnie pisano w mediach, ale dziecko powie prawdę. Przechodziłaś przez trudny okres dojrzewania, buntu? Może to jeszcze przede mną? (śmiech). Mam nadzieję, że nie. Zawsze super dogadywałam się z rodzicami. Mój bunt może wyglądać tak: jeśli nie chce mi się wystąpić na koncercie, to – niestety – zdaję sobie sprawę, że nie ma odwrotu. Wtedy sama do siebie mówię: „Dziewczynko, musisz pracować, masz zobowiązania!“. Jestem osobą, która innym daje na chleb, więc nie mogę się nagle rozmyślić. Dziś się trochę buntuję, bo nie chcę już tak intensywnie pracować. Chcę trochę pożyć. Dwadzieścia lat ma się tylko raz w życiu. Chcę mieć czas na pójście do kina. Nie chodzi o to, by spędzać czas na chlaniu w nocnych klubach. Nigdy nie miałam na to czasu ani ochoty. Moi rówieśnicy, mając 15 lat, mówili: „Uciekniemy na chwilę od starych“. I uciekali, a ja tak rzadko bywałam w domu, więc cieszyłam się na każdy wolny od koncertów dzień, który mogłam spędzić z rodzicami. Słuchasz rad rodziców? Bez rodziców nie byłabym w tym miejscu, w którym jestem, nie miałabym poglądów, które mam teraz, nie byłabym sobą. Może siedziałabym gdzieś i paliła

„Ci, co piszą takie bzdury dla tabloidów, to nie dziennikarze, ale bajkopisarze“. trawkę? W tym wieku młodzież jest bardzo wpływowa, a ja nie widzę powodu, by się buntować. Jestem wdzięczna rodzicom, że mają na mnie taki wpływ. Jesteś wzorem dla młodych ludzi? Czujesz tę odpowiedzialność? Tak, ale z drugiej strony w mediach często przedstawia się mnie inaczej. Wystarczy pstryknąć mi zdjęcie, jak przewracam oczami, zamieścić je gdzieś i podpisać, że Farna się schlała. Naczytałam się już o sobie takich bzdur… I co mają sobie myśleć o mnie młodzi, którzy czytają takie informacje? Odsyłam ich wtedy do tekstów moich piosenek i rzetelnych wywiadów w dobrych czasopismach. Jaka więc jest Ewa Farna? Lubię napić się wina, ale nie chleję, nie piję mocnych trunków. Mam 20 lat i nikt mnie nie przyłapał na piciu alkoholu przed ukończeniem18 roku życia, bo po prostu tego nie robiłam. Założyłam się z kimś, że nie będę pić alkoholu, dopóki nie osiągnę pełnoletniości, i zakład wygrałam. Nikt mnie nie przyłapie na paleniu trawki, bo jej nie palę. Żyję według zasad, które wszczepili mi rodzice. Moja rodzina jest wierząca, więc kieruję się dekalogiem, choć sporo osób myśli sobie, że to jakaś ściema i że ja tylko gram grzeczną dziewczynkę. Jak taka młoda osoba jak Ty radzi sobie z tabloizacją swego życia? Chyba trudno Ci jest się pogodzić z tym, że pisze się o Tobie kłamstwa? Co mi pozostaje? Mogę się wkurzać, biegać po sądach, ale co mi to da? Ja mam na głowie muzykę, mój zespół ma na głowie mnie, musimy robić to, co do nas należy. Chciałam być prawnikiem, może nim jeszcze zostanę, a może nie. Ale moim zadaniem nie jest bieganie po sądach, by wykłócać się o parę słów z jakimś dziennikarzem. Właściwie ci, co piszą takie MONITOR POLONIJNY


Monitor01:MP 1/13/14 10:20 AM Page 11

bzdury dla tabloidów, to nie dziennikarze, ale bajkopisarze. Smutne jest to, że dzisiejszy świat żyje negatywnymi informacjami. Ale widocznie ludzie tego potrzebują. Dlatego tabloidy nie będą pisać, że Farna wydała płytę i że ta płyta dobrze się sprzedaje, że jedzie w trasę do Włoch czy Ameryki. Jakie kłamstwo wymyślili na Twój temat „bajkopisarze“? Było tego sporo, ale niedawno doczytałam się w czeskiej prasie bulwarowej, że Farna ma bardzo owłosione ręce. Potraktowałam to z przymrużeniem oka i na najbliższym koncercie wystąpiłam z doklejonymi włosami na rękach, odpowiednio to komentując. Kilkanaście lat temu inna pochodząca z Zaolzia Polka, Halina Mlynková, odniosła sukces muzyczny w Polsce, w Czechach i na Słowacji. W Twoim przypadku jest podobnie. Jak byś opisała fenomen Zaolziaków? Przebojowość. Mamy coś w sobie! Ale o Halinie Mlynkovej słuch zaginął. Wiesz, co się z nią teraz dzieje? Pamiętam jak Halinka śpiewała z Brathankami. To był świetny zespół, przyświecała im jakaś idea, ale kiedy grupa się rozpada, trudniej jest budować solową karierę. Halinka wydała teraz singiel, pracuje w Pradze, nagrywa płytę. Jesteśmy w kontakcie, bowiem mój manager jest teraz jej partnerem. Tabloidy napisały, że jestem zazdrosna o Halinkę, bo Leszek spędza więcej czasu z nią niż ze mną. Odpowiedziałam im, że nie mam z tym żadnego problemu, gdyż to przecież ja ich zeswatałam. Rozmawiacie o tym, jak zmienne bywają upodobania widzów, słuchaczy, którzy jednego dnia noszą gwiazdę na rękach, a drugiego zapominają jej nazwiska? Nagrywałam niedawno klip do nowego singla, który jest grany w radiach. Jest dobrze, ale nie wiem, jak będzie za parę lat. Może fani będą woleli stare piosenki nastoletniej Farnej, jak „Cicho“, „Ewakuacja“? W przyszłości strasznie chciałabym być jak Maryla Rodowicz, która wciąż gra koncerty i zapewne ciągle ma problem, które hity wybrać na dany wieczór, bo przecież ma ich aż tyle! MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA STYCZEŃ 2014

Książki o Wyszehradzie W

spółpraca państw Grupy Wyszehradzkiej oraz polityka zagraniczna Słowacji to tematy trzech publikacji naukowych, opublikowanych pod koniec roku pod redakcją dr. Juraja Marušiaka. Wszystkie ukazały się nakładem bratysławskiego wydawnictwa Veda. Doktor Juraj Marušiak (naukowiec polskiego pochodzenia) jest pracownikiem Instytutu Nauk Politycznych Słowackiej Akademii Nauk i od kilkunastu lat zajmuje się słowacką polityką zagraniczną oraz współpracą Słowacji i jej sąsiadów (Polski, Czech i Węgier) w ramach Grupy Wyszehradzkiej; wiele uwagi poświęca też Ukrainie i Białorusi. Efektem jego najnowszych badań oraz przykładem na istnienie dobrze funkcjonującej współpracy naukowców w Europie Środkowej są anglojęzyczne publikacje Internal Cohesion of Visegrad Group („Wewnętrzna spójność Grupy Wyszehradzkiej”) oraz Is Visegrad Still a Central European „Trade Mark”? („Czy Wyszehrad jest wciąż środkowoeuropejskim znakiem firmowym?”). Pierwsza z nich stawia pytania o istnienie wspólnej tożsamości historycznej, społecznej i politycznej Polski, Czech, Słowacji i Węgier. Wskazuje, że mimo niewątpliwego sukcesu, który państwa Grupy Wyszehradzkiej odniosły w zakresie integracji europejskiej i euroatlantyckiej (członkostwo w UE i NATO) wciąż istnieją głębokie różnice między nimi, mogące okazać się przeszkodą w dalszym wspólnym rozwoju. Z kolei druga publikacja zajmuje się atrakcyjnością marki Grupy Wyszehradzkiej (są państwa, które chętnie stałyby się jej członkami), ukazuje też możliwości, dzięki którym w lepszy sposób można by wykorzystywać pozytywne efekty współpracy państw wyszehradzkich w ramach UE oraz w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. W opracowaniu obu książek wzięli udział specjaliści z Polski, Czech, Słowacji i Węgier. Przeprowadzenie

wspólnych badań przez cztery instytucje (Instytut Studiów Politycznych PAN, Wydział Stosunków Międzynarodowych Wyższej Szkoły Ekonomicznej w Pradze, Instytut Studiów Politycznych SAV oraz Wydział Administracji Publicznej Uniwersytetu Korwina w Budapeszcie) było możliwe dzięki grantowi Międzynarodowego Funduszu Wyszehradzkiego, skądinąd jedynej wspólnej instytucji państw Grupy Wyszehradzkiej. Podczas spotkania 19 listopada w Centrum Kongresowym wydawnictwa VEDA w Bratysławie prezentacji obu wspomnianych książek dokonał dr Tomáš Strážay ze Słowackiego Towarzystwa Polityki Zagranicznej (SFPA) w Bratysławie, również wybitny specjalista od problematyki Grupy Wyszehradzkiej. W ramach tegoż spotkania została przedstawiona jeszcze trzecia anglojęzyczna publikacja, której redaktorem jest także Juraj Marušiak (wspólnie z dr Zuzaną Poláčkovą, koleżanką z Instytutu Studiów Politycznych SAV), zatytułowana Foreign Policy of the Slovak Republic – the Impact of Socio-cultural and Institutional Factors („Polityka zagraniczna Republiki Słowackiej – wpływ czynników społeczno-kulturalnych oraz instytucjonalnych”). Omawia ona rolę instytucji narodowych i ponadnarodowych w tworzeniu i funkcjonowaniu polityki zagranicznej. Co ciekawe, zwraca też uwagę na jej wymiar psychologiczny, wzajemną interakcję między współtworzącygrab mi ją ludźmi. 11


Monitor01:MP 1/13/14 10:20 AM Page 12

Egzamin dojrzałości czyli osiemnastka „Monitora Polonijnego“ ksmistrz“, „nasamprzód“ czy „na chybcika“ – to tylko niektóre ortograficzne pułapki, zawarte w tekście II Dyktanda Polonijnego, które odbyło się 30 listopada z inicjatywy redakcji „Monitora Polonijnego” pod patronatem ambasadora RP w RS Tomasza Chłonia.

„E

W Instytucie Polskim w Bratysławie w ostatnią sobotę listopada panował gwar i ruch od samego rana, bowiem dyktando, jako jedna z części świętowania 18. urodzin „Monitora Polonijnego”, spotkało się z wielkim zainteresowaniem nie tylko Polonii słowackiej i czeskiej (z Brna), ale i Słowaków oraz innych obcokrajowców, co mile zaskoczyło samych organizatorów. Kiedy zjawiłam się w Instytucie, prawie wszystkie miejsca były już zajęte, a chętnych do pisania dyktanda wciąż jeszcze przybywało. By wszyscy się pomieścili i mogli pisać, trzeba było dostawić dodatkowe stoły. 12

Dyktando, które przygotowała i podyktowała dr Maria Magdalena Nowakowska, na pierwszy rzut oka, a raczej po pierwszym usłyszeniu, wydawało się dość łatwe (pełen jego tekst znajdą Państwo w rubryce „Okienko językowe“ na str. 19). Jednak kiedy przyszło do zapisania tekstu, okazało się, że było to tylko złudzenie. Wątpliwości związane z interpunkcją – gdzie i czy w ogóle postawić przecinek, czy zastosować

cudzysłów itp. – stanowiły dopiero początek problemów. Zgubne dla wielu śmiałków, którzy przyszli zmierzyć się z polską ortografią, okazało się podchwytliwe żonglowanie wielkimi i małymi literami. Kiedy

jednak ostatnia kropka została postawiona, większość uczestników ortograficznych zmagań odetchnęła z ulgą. Teraz wystarczyło już czekać na wyniki. Dyktando pisało 37 uczestników. Ponieważ byli wśród nich zarówno Polacy, jak i cudzoziemcy, ci, którzy ze względu na wiek do szkół już od dawna nie chodzą, jak i ci, którzy uczęszczają do nich każdego dnia (uczniowie Szkolnego Punktu Konsultacyj-

ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

MONITOR POLONIJNY


Monitor01:MP 1/13/14 10:20 AM Page 13

nego w Bratysławie, studenci polonistyki z uniwerstytetu w Bratysławie i Bańskiej Bystrzycy), toteż jury w składzie: dr Maria Magdalena Nowakowska, prof. dr Marta Pančiková i mgr Małgorzata Wojcieszyńska, wyłoniło zwycięzców w pięciu kategoriach. W kategorii uczniów szkół podstawowych I miejsce zajęli ex aequo Anotni Samerek i Jakub Srogoń, w kategorii uczniów szkół ponadpodstawowych zwyciężyła Sylwia Pycz, w grupie studentów najlepsza była Paulína

Spáčová, wśród Słowaków i innych nacji najlepiej wypadła Renata Špalková, zaś w grupie Polaków mieszkających za granicą zwyciężyła Ewa Schaller, która też za najlepiej napisane dyktando uzyskała tytuł Mistrza II Dyktanda Polonijnego. Wszyscy zwycięzcy zostali uhonorowani nagrodami książkowymi, które osobiście wręczył im ambasador RP w RS Tomasz Chłoń w towarzystwie członków jury, zaś mistrzyni tegorocznego dyktanda otrzymała też nagrodę główną, czyli dwudniowy pobyt dla dwóch osób w apartamencie w Thermal Parku Bešeňová, ufundowany przez Tadeusza Frąckowiaka – konsula honorowego RP w Liptowskim Mikulaszu. Przewodnicząca jury dr Maria Magdalena Nowakowska przyznała, że poziom prac był wysoki i że STYCZEŃ 2014

Bienkiewicza bukiet kwiatów, zaś pan ambasador poinformował oficjalnie o uhonorowaniu jej przez Ministra Spraw Zagranicznych Radosława Sikorskiego medalem Bene Merito.

w kilku przypadkach o zwycięstwie w danej kategorii decydowały ortograficzne drobiazgi. Atmosfera tak w trakcie pisania dyktanda, jak i po nim była prawie rodzinna, a każdy z jego uczestników na pamiątkę otrzymał dyplom oraz drobny upominek.

Po ogłoszeniu rezultatów II Dyktanda Polonijnego, zorganizowanego z okazji 18. urodzin

„Monitora Polonijnego”, przyszła pora na urodzinowy tort i toasty. Na tej niezwykłej osiemnastce oprócz pana ambasadora i jego małżonki byli obecni również konsul, radca-minister Grzegorz Nowacki, a także mąż pierwszej redaktor naczelnej pisma Danuty Meyzy-Marušiak, Jozef Marušiak. Obecna redaktor naczelna Małgorzata Wojcieszyńska otrzymała z rąk prezesa Klubu Polskiego Tomasza

Po tym wszystkim przyszedł czas na nieoficjalne rozmowy i dyskusje na mniej i bardziej ważne tematy przy lampce dobrego wina i wspaniałych domowych wypiekach. Potem obchody osiemnastolecia naszego pisma przeniosły się w inne miejsce, do lokalu „La Vecchia Bottega“, ale tę najważniejszą ich część, czyli swego rodzaju egzamin pisemny, wszyscy zdali na piątkę. DOROTA CHMIEL

Organizatorzy składają podziękowania pani Teresie Lukačovej za współpracę przy realizacji projektu, a pani Małgosi Šurakovej za wyśmienite wypieki.

PROJEK T ZREALIZOWANY DZIĘKI WSPARCIU AMBASADY RP W RS I INST Y TUTU POLSKIEGO W BRAT YSŁAWIE

13


Monitor01:MP 1/13/14 10:21 AM Page 14

Koncert na osiemnastkę andrzejkowy wieczór odbył się wyjątkowy koncert Petera Adamova z przyjaciółmi, zorganizowany przez Klub Polski Bratysława i redakcję „Monitora Polonijnego“. Ten występ był zwieńczeniem całodniowych obchodów osiemnastych urodzin naszego miesięcznika. Po ogromnych emocjach, związanych z dyktandem polonijnym, jego uczestnicy oraz goście udali się do lokalu „La Vecchia Bottega“ w Bratysławie, by odprężyć się i potańczyć przy dobrej muzyce. W kuluarach rozmawiano o całym dniu pełnym atrakcji, o pysznym urodzinowym torcie, o planach na przyszłość. Temu wszystkiemu towarzyszyła muzyka Petra Adamova i jego przyjaciół. Peter Adamov jest muzykiem, na którego koncercie miałam okazję być już po raz drugi. Niewątpliwie przyciąga on uwagę barwą swego głosu i warsztatem muzycznym. W jego repertuarze są standardy jazzowe, muzyka pop, klasyka, swing, rap, funky, hip-hop, soul, folk, beatbox, ale tym razem w jego wykonaniu najwspanialej zabrzmiały bossa nova i samba, powodując, że zapełnił się cały parkiet. Ten koncert był ucztą zarówno dla duszy, uszu, jak i roztańczonych nóg. Był też okazją do spotkania znajomych i przyjaciół, także tych, którzy przyjechali do nas spoza Słowacji, i choć na chwilkę pozwolił oderwać się od szarej rzeczywistości życia codziennego. Można na nim było też usłyszeć opinię kolegów z Czech na temat Klubu Polskiego. Stwierdzili oni, że Klub ma się czym pochwalić, organizując takie i podobne przedsięwzięcia, i na pewno nieraz jeszcze będzie o nim głośno. A ja w imieniu tegoż Klubu i swoim już teraz zapraszam wszystkich do udziału w organizowanych przez słowacką Polonię imprezach, gdyż pozwalają one połączyć przyjemne z pożytecznym i miło spędzić czas w gronie rodaków i zagranicznych przyjaciół. AGNIESZKA DRZEWIECKA

Rozmowa ambasadora Tomasza Chłonia z burmistrzem Liptowskiego Mikulasza Alexandrem Slafkovskim i jego zastępcą

W

14

Wizyta ambasadora na Liptowie olsko-słowacka współpraca transgraniczna, wspólne ubieganie się naszych krajów o organizację zimowych igrzysk olimpijskich w 2022 roku to główne tematy, poruszane w trakcie wizyty ambasadora RP w RS Tomasza Chłonia na Liptowie w dniach 9 – 10 grudnia.

P

Wizyta w Konsulacie Honorowym RP w Liptowskim Mikulaszu – ambasador Tomasz Chłoń, ordynator Jan Drobčo i konsul honorowy Tadeusz Frąckowiak Ambasador odwiedził Konsulat Honorowy RP w Liptowskim Mikułaszu, gdzie podjął go gospodarz – konsul honorowy Tadeusz Frąckowiak w obecności ordynatora Oddziału Chirurgii miejscowego szpitala dr. Jana Drobča. Z kolei w Urzędzie Miasta ambasador spotkał się z burmistrzem Alexandrem Slafkovskim oraz przedstawicielami miasta i rozmawiał z nimi na temat polskosłowackiej współpracy transgranicznej oraz wspólnego ubiegania się Polski i Słowacji o organizację zimowych igrzysk olimpijskich w 2022 roku. Gospodarze przedstawili gościowi konkretne projekty, przygotowywane przez Euroregion „Tatry”, i zaprosili do zwiedzenia obiektów sportowych w Jasnej, gdzie mogłyby być rozgrywane olimpijskie dyscypliny sportowe po stronie sło-

wackiej. Tam jego przewodnikiem był przewodniczący zarządu Tatry Mountain Resorts, S.A. Bohuš Hlavatý. „Jestem głęboko przekonany o tym, iż wspólne kandydowanie Krakowa i Jasnej do organizacji zimowych igrzysk olimpijskich w 2022 roku ma ogromne szanse na sukces“ – stwierdził Tomasz Chłoń po obejrzeniu ośrodka narciarskiego. Polskiego gościa gospodarze zaprosili też do Muzeum Janka Kráľa w Liptowskim Mikulaszu, by mógł obejrzeć wystawę „300 lat od śmierci zbójnika Janosika”, oraz do siedziby firmy VEREX HOLDING, S.A., gdzie dyrektorem generalnym jest konsul honorowy, który jest też współudziałowcem sieci marketów CBA, firm zapewniających na Słowacji ok. 550 miejsc pracy. Kończąc swoją wizytę na Liptowie, ambasador podziękował konsulowi honorowemu RP w Liptowskim Mikulaszu Tadeuszowi Frąckowiakowi za jej organizację i ciekawy program, ale przede wszystkim za jego zaangażowanie w opiekę nad wymagającymi pomocy Polakami, którzy znaleźli się w regionie Tatr. Region Liptova rocznie odwiedza lub przejeżdża prze niego tranzytem ok. 700 tys. turystów i pojd dróżnych z Polski.

Ambasador Tomasz Chłoń z Tadeuszem Frąckowiakiem i przedstawicielami TMR, S.A. w Jasnej MONITOR POLONIJNY


Monitor01:MP 1/13/14 10:21 AM Page 15

iódmego grudnia w ambasadzie RP w Bratysławie miało miejsce tradycyjne spotkanie wigilijne, które wokół świątecznej choinki zgromadziło liczne grono Polaków. Obecni na nim byli przedstawiciele Polonii ze wszystkich regionów Słowacji wraz z rodzinami, działacze Klubu Polskiego Stowarzyszenia

S

„Polonus”, nauczyciele polonijni, a także dziennikarze, adwokaci, lektorzy i tłumacze języka polskiego. Nie zabrakło także polskich duchownych i braci zakonnych, którzy na Słowacji wykonują posługę duszpasterską, oraz konsula honorowego z Liptowskiego Mikulasza Tadeusza Frąckowiaka z małżonką. Gości przywitał konsul, radca-minister Grzegorz

Wesołe kolędowanie

w ambasadzie polskiej

Nowacki, który podkreślił znaczenie tego typu spotkań dla integracji środowiska polonijnego, wspomniał o wydarzeniach polsko-słowackich minionego roku, a także o projekcie organizacji wspólnej olimpiady zimowej w 2022 roku. Przybliżył też symbolikę Świąt Bożego Narodzenia. Gospodarzem wigilijnego spotkania był po raz pierwszy nowy ambasador RP w RS Tomasz Chłoń, który – nawiązując do słów swo-

jego przedmówcy – podkreślił niezwykłą wagę działalności Polaków na Słowacji. Przed tradycyjnym dzieleniem się opłatkiem i złożeniem sobie życzeń znalazł się czas na wspólne śpiewanie kolęd wraz z zespołem „Skowronki”. Potem na stole pojawiły się tradycyjne potrawy wigilijne, m.in. pierogi ruskie, smażone ryby czy barszcz czerwony, przygotowane przez uczniów szkoły gastronomicznej z Cieszyna. Największą niespodzianką wieczoru był występ niezwykłego wigilijno-noworocznego kwartetu muzycznego w składzie: ambasador Tomasz Chłoń (klawisze), jego małżonka Jolanta Chłoń (trójkąt), Stano

Stehlik (flet), Tomasz Olszewski (gitara). Grupa ta w mikołajowych czapkach i przy wsparciu rozśpiewanej Polonii brawurowo wykonała kilka najpopularniejszych polskich kolęd, za co nagrodzona została gromkimi brawami. Jej wyjątkowych członków pytano też z nadzieją o terminy kolejnych koncertów.

Bożonarodzeniowe spotkania, organizowane przez polską ambasadę, mają niezwykły charakter, albowiem dzięki nim mogą się spotkać Polacy mieszkający w różnych regionach Słowacji, by choć przez chwilę razem przeżywać cud betlejemskiej nocy. AGNIESZKA DRZEWIECKA

ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

STYCZEŃ 2014

15


Monitor01:MP 1/13/14 10:21 AM Page 16

mikołaja i świąteczne spotkanie przy choince cieszyli się nie tylko najmłodsi z Klubu Polskiego w Trenczynie, ale i jego dorośli członkowie. Jak co roku przy wspólnym stole zasiedli wszyscy, którym zdrowie na to pozwoliło, oraz mili goście, przedstawiciele ambasady RP w Bratysławie, płk Zbigniew Komański oraz radca Piotr Samerek, którzy w Trenczynie gościli po raz

Na

pierwszy. Na klubową wigilię przybyli dopiero po odwiedzeniu cmentarza wojskowego i złożeniu wieńców na grobach polskich żołnierzy. Trenczyńskiej Polonii przekazali pozdrowienia od pana ambasadora i konsula.

Polska Wigilia w Trenczynie Kiedy już wszyscy zasiedli do stołu, w ich imieniu prezes regionalnego oddziału klubu Renata Straková złożyła życzenia jubilatce Beatce Kołatek z okazji jej 50. urodzin oraz Štefanowi Banovskiemu, który tego dnia obchodził swoje 75. urodziny. Życzeniom towarzyszyły prezenty i gromkie „Sto lat” dla obojga jubilatów.

Wieczerzę wigilijną rozpoczęło dzielenie się polskim opłatkiem, któremu na prośbę zebranych przewodziła najstarsza członkini – Henia Banovská. Na stołach nie zabrakło ryb, sałatek i wielu innych smakołyków, przyniesionych przez uczestników spotkania. Był też program muzyczny w wykonaniu słowackich przyjaciół z zespołu Musica Poetica. A aby tradycji stało się zadość, odwiedził nas mikołaj, który grzecznym dzieciom i wnukom klubowiczów przyniósł paczki ze słodyczami. W podziękowaniu recytowały one wierszyki, wykonywały ćwiczenia gimnastyczne, a Katka Petrašová przygotowała nawet piękny utwór na gitarze. Dorośli, jak w roku

ubiegłym, obdarowali się wzajemnie. Było dużo śmiechu, zabawy i śpiewów do późnego wieczora. Warto podkreślić, że na spotkanie przyszli też nowi, młodzi członkowie Klubu Polskiego oraz Patrik Gabrhel z ciocią. Wszyscy będą zawsze mile widziani! Organizatorzy klubowego wieczoru wigilijnego bardzo dziękują panu konsulowi Grzegorzowi Nowackiemu za pomoc przy je-

go organizacji. Dziękują też innym osobom, które przyczyniły się do uświetnienia spotkania i przeżywania go we wspaniałej rodzinnej atmosferze. RENATA STRAKOVÁ, Klub Polski Trenczyn

ZDJĘCIA: MARIAN PAVLASEK

16

MONITOR POLONIJNY


Monitor01:MP 1/13/14 10:21 AM Page 17

Moje korzenie 2013

tym roku dziecięca Akademia „Moje korzenie 2013” odbyła się w szczególny dzień – 6 grudnia. Dzieci przeżywały go podwójnie: miały tremę przed występem i obawiały się, czy mikołaj z Polski dotrze do nich na czas, ponieważ zapowiadano straszną wichurę i śnieg. W przygotowanym dla zebranej w Pastoralnym Centrum Wolnego Czasu publiczności programie znalazły się wiersze, piosenki oraz kolędy. Serca wszystkich podbiła Urszulka Pawlik, która przepięknie wyrecytowała „Katechizm polskiego dziecka” autorstwa Władysława Bełzy, znany jako wierszyk „Kto ty jesteś?

Polak mały“. Z kolei Magdalenka Horvath mimo ogromnej tremy wspaniale zaśpiewała swoją ulubioną piosenkę „Za błędy na górze“. W prawdziwie świąteczny nastrój wprowadziło wszystkich rodzeństwo Agatka oraz Jakub Żuk-Olszewscy, grając na flecie utwory związane z tradycją wigilijną. Trzeba podkreślić, że nasze dzieci, przede wszystkim te, które uczęszczają na zajęcia szkółki polonijnej, naprawdę świetnie się zaprezentowały. Po części oficjalnej nadszedł czas na spotkanie z mikołajem, na którego młodsze dzieci spoglądały trochę ze strachem. Ale mikołaj był bardzo wy-

Wszystkim, którzy pomogli nam w realizacji tegorocznej Akademii, serdecznie dziękujemy, a w Nowym Roku życzymy samych szczęśliwych dni. Szczególne podziękowania kierujemy pod adresem pana Grzegorza Nowackiego, konsula RP w Bratysławie, za okazaną pomoc oraz wsparcie podczas całego roku 2013. ROMANA GREGUŠKOVÁ Klub Polski Nitra

ZDJĘCIA: DOMINIKA GREGUŠKOVÁ

W

rozumiały – schował rózgę i wszystkim dzieciom rozdał słodycze, a wraz z nimi książki, które ufundował Referat Konsularny Ambasady Rzeczypospolitej w Bratysławie. Były to głównie lektury, z których ucieszyli się uczęszczający na zajęcia języka polskiego uczniowie, i piękne bajki dla najmłodszych.

STYCZEŃ 2014

Projekt zrealizowany dzięki wsparciu Kancelarii Rady Ministrów RS – program: Kultura mniejszości narodowych 2013.

17


Monitor01:MP 1/13/14 10:22 AM Page 18

Poznaj swojego sąsiada studia środkowoeuropejskie w Preszowie uż niedługo tegoroczni maturzyści staną przed koniecznością podjęcia trudnej decyzji, która może zdeterminować całą ich przyszłość. Odpowiedź na pytanie, które wybrać studia, aby odpowiedzieć na wyzwania współczesności, jest dość skomplikowana, bo tak naprawdę trudno przewidzieć, co będzie za kilka czy też kilkanaście lat. Warto więc wybrać taki rodzaj kształcenia, który otwiera wiele możliwości. Od dwóch lat na Uniwersytecie w Preszowie prowadzone są interdyscyplinarne studia z ukierunkowaniem na język polski i kulturę polską. Program studiów środkowoeuropejskich został opracowany na podstawie sprawdzonego międzynarodowego projektu tzw. studiów kulturowych (Cultural Studies), który od kilku lat z powodzeniem realizowany jest na uniwersytetach w USA, Niemczech, Francji, a też w państwach środkowoeuropejskich, w takich ośrodkach akademickich, jak Praga, Budapeszt, Kraków. Przedmioty, które preszowska uczelnia proponuje studentom, z jednej strony nawiązują do kulturowych tradycji regionu, z drugiej zaś do idei integracji europejskiej, współpracy regionalnej i przygranicznej. Główną rolę w tych studiach odgrywa jednak praktyczna nauka języków. Pierwszym z proponowanych języków jest, przede wszystkim ze względu na bliskie sąsiedztwo, język polski. Trzeba podkreślić fakt, że lektorat języka polskiego prowadzi polski lektor, co zapewnia niewątpliwie wysoki poziom kształcenia. Na drugim roku studenci mogą wybrać dodatkowy język, np. niemiecki, ukraiński czy węgierski. Warto w tym miejscu przywołać myśl Goethego: „Tyle razy jesteś człowiekiem, ile znasz języków”, którą można dziś interpretować jako: im więcej znasz języków, tym większe masz szanse na znalezienie jakiejś ciekawej pracy u siebie w kraju albo za granicą.

J

18

Języki, których można uczyć się w Preszowie, to języki państw sąsiedzkich, dlatego przyświecające programowi hasło brzmi: „POZNAJ SWOJEGO SĄSIADA, przekrocz granice, gdyż są otwarte”. Kiedy pozna się język i kulturę sąsiada, łatwiej odnaleźć się w Europie. W Preszowie nauka języka obcego jest wzbogacona o poznawanie szeroko rozumianej kultury nie tylko polskiej, ale wszystkich państw Środkowej Europy. Studenci mają też możliwość zaznajomienia się z podstawowymi faktami geopolitycznymi oraz z podstawami marketingu. Taka wiedza ułatwia funkcjonowanie w obcej

Zuzana i Dominika w nagrodę za najlepszy esej zobaczyły Kraków

Daniela, Dominika i Marianna na wycieczce w Pradze

kulturze i daje szansę właściwego zachowania się. Jest ona często niezbędna, a w pracy tłumacza wręcz konieczna, gdyż sama znajomość języka nie wystarcza – ważne są bowiem różnorodne konteksty kulturowe. Stąd też na Uniwersytecie Preszowskim przewidziano zajęcia praktyczne, w trakcie których kształcone są podstawowe umiejętności z zakresu przekładu tekstów literackich, ekonomicznych, prawniczych itp. Proponowany przez Katedrę Studiów Środkowoeuropejskich program umożliwia studentom poznanie języków obcych, uzyskanie stypendiów na semestralne kształcenie w partnerskich uniwersytetach, wyjazdy zagraniczne na kursy językowe, a w przyszłości staranie się o taką pracę, która wymaga rozległego przygotowania językowego. Najlepszą rekomendacją prowadzonych studiów są opinie studentów, którzy je wybrali i są już na drugim roku. Przytoczmy niektóre z nich: Daniela: „Te studia są dla mnie bardzo dobre. Nauczyłam się nowego języka. Są tutaj mili profesorowie. To była najlepsza rzecz, którą zrobiłam w swoim życiu”. Natalia: „Lektury są bardzo interesujące, a język polski ciekawy. Jestem zadowolona, że wybrałam te studia; dowiedziałam się wielu nowych rzeczy”. Marianna: „Podoba mi się program studiów. Uczymy się języka polskiego już drugi rok i zawsze to jest ciekawe, choć czasami trudne. Ale jestem zadowolona. Mamy możliwość wyjazdu za granicę w ramach programu Erasmus lub na letnią szkołę. Język polski jest łatwy”. Na zakończenie warto dodać, iż program studiów środkowoeuropejskich jest realizowany dzięki grantowi, otrzymanemu z Funduszu Wyszehradzkiego. To pozwala na wzbogacenie treści kształcenia i gościnne wykłady wykładowców z Polski, Czech i Węgier. Wszystkim zainteresowanym polecamy stronę internetową studiów: www.ses.unipo.sk BOŻENA KOTUŁA MONITOR POLONIJNY


Monitor01:MP 1/13/14 10:22 AM Page 19

nita Lipnicka oczarowała nym, jak i artystycznym. CztePolaków jako wokalistka ry lata od nagrania tamtego Varius Manx. W latach 90. wydawnictwa Lipnicka poubiegłego wieku płyty tej gruwraca w nowej, zdecydowapy biły rekordy sprzedaży, nie ciekawszej odsłonie. a piosenki (na czele z „Zanim Czulym „Vena amoris” (‘Żyła miłości’) zrozumiesz”) tygodniami okuuchem to 12 piosenek zaśpiewanych powały listy przebojów. Mimo po polsku, utrzymanych statusu megagwiazdy Lipnicka w stylu americana – gatunku, wyczuła się w zespole źle i w momenwodzącym się ze Stanów Zjednocie szczytowej popularności postaczonych, łączącym elementy rocka & rolla, country, folku i r&b. nowiła rozpocząć solową karierę. „Chciałam nagrać coś, co nie bęKrążki „To, co naprawdę” i „Moje dzie przypominało żadnych moich oczy są zielone” muzycznie niewiewcześniejszych dokonań ani kojale odbiegały od stylu wypracowarzyło się z niczym, co można usłynego przez Lipnicką w szeregach szeć na naszym rodzimym rynku Varius Manx i spotkały się z ciemuzycznym. Postawiłam na niepłym przyjęciem fanów. konwencjonalny zestaw kolorów i vintage’owe brzmienia, instrumenty takie jak pedal steel, banjo, wibrafon czy Wurlitzer” – opowiadała w radiowej Trójce wokalistka. Porzucenie utartych ścieżek spróbowanie nowego zdecydozaskakująco udany eksperyment iwanie się opłaciło, bo „Vena amoris” to bardzo przyjemna, nastrojowa płyta, zdecydowanie wyróżPrzełomem w karierze okazało niająca się spośród innych niesię dopiero spotkanie wokalistki dawnych premier. I, co ostatnio z Johnem Porterem. Walijczyk nie rzadkie, z wyważoną, dość tylko został muzycznym mentorem oszczędną produkcją; bez niepoznacznie młodszej od siebie piotrzebnych ozdobników i efeksenkarki, ale również jej partneciarstwa. Dopracowana, choć porem życiowym. Para pokusiła się wstawała w rekordowo szybkim o zrealizowanie kilku wspólnych tempie – nagranie całego mateprojektów muzycznych (albumy riału zajęło Lipnickiej i towarzy„Nieprzyzwoite piosenki”, „Inside szącym jej muzykom zaledwie Story”, „Other stories” i „Good8 dni. „Wszystko totalnie na żybye”), które nieco przywodziły na wo, siedząc z muzykami w jedmyśl dokonania PJ Harvey i Nicka nym pokoju. To była niesamowiCave’a. Płyty spodobały się tak kryta kumulacja energii” – mówiła tykom, jak fanom i jednocześnie z entuzjazmem o procesie nagryprzesunęły nieco muzyczny wizewania „Vena amoris” Lipnicka. runek Lipnickiej z mainstreamu Energia i radość ze wspólnego muw kierunku alternatywnego rocka. Po kilkuletniej współpracy z Porzykowania, tak silnie odczuwane terem Lipnicka zdeprzez słuchających albumu, okacydowała się na nazują się na tyle silgranie kolejnej solone, że wokalistce wej płyty, „Hard można wybaczyć Land of Wonder” wciąż nieco banal(2009), która do jej ne, zaskakująco dorobku nie wniomało dojrzałe tesła wiele nowego ksty. i okazała się zarówKATARZYNA no umiarkowanym PIENIĄDZ sukcesem komercyj-

A

Anita w stylu

americana

STYCZEŃ 2014

II Dyktando Polonijne Bratysława, 30 listopada 2013, godz. 11.00 W ten późnojesienny poranek znienacka spojrzałem na zegarek… Było wpół do jedenastej. O jedenastej (/11/11./11.00) w siedzibie Instytutu Polskiego, mieszczącego się przy placu (/pl.) SNP w Bratysławie, zaczynała się druga (/2.) edycja dyktanda polonijnego, zorganizowanego przez redakcję „Monitora Polonijnego” (/Monitora Polonijnego). To dyktando to część ogólnosłowackich obchodów osiemnastych urodzin miesięcznika, który od wielu lat towarzyszy na co dzień słowackim Polonusom. Zmieniali się redaktorzy naczelni pisma, jego szata graficzna, stałe rubryki, ale pismo trwa i nigdy nie zmieniło swojego propolskiego i prosłowackiego nastawienia. Wpośród ponadtrzytysięcznej słowackiej Polonii nie brak dziś osób, które czują się na półSłowakami i ze Słowacją wiążą swoje życie. Są między nimi zarówno tak zwani (/tzw.) krótko-, jak i długodystansowcy, oczywiście jeśli idzie o pobyt w tym przyjaznym kraju. Wszyscy oni z niecierpliwością czekają na kolejne numery miesięcznika, którego redaktorzy nigdy nie pozwoliliby sobie przygotowywać go na chybcika. Dbają, by ich niespełna osiemnastoipółletnie pismo zawierało wszelkie prawdy i półprawdy na temat życia Polonii i tego, co dzieje się w nie tak odległej ojczyźnie. Publikują też artykuły tak dla starszych, jak i młodszych. Są to na przykład (/np.) opowiadania o wikingach i Celtach, reportaże z województwa podlaskiego, Ziemi Rzeszowskiej czy znad morza Bałtyk. Mnie, (/-) jako eksmistrzowi sprzed dwu lat, (/-) w tym dyktandzie udziału zabrania regulamin. Mogę sobie tylko wyobrazić, jak doktor (dr) Nowakowska nasamprzód przymruży swoje szarozielone oczy, a potem podyktuje superekstremalnie trudny dla niektórych tekst. Za wszystkich uczestników trzymam kciuki, a po południu przyjdę do Instytutu (/instytutu), by poznać nowego supermistrza. I niechżeż to będzie byle kto z bylekąd, byleby był rzeczywiście najlepszy. AUTOR: DR MARIA MAGDALENA NOWAKOWSKA 19


Monitor01:MP 1/13/14 10:22 AM Page 20

Polska

N A S Z C Z Y T AC H Ż E N A DY. WA R S AW S H O R E O

medialna

onad dekadę temu Polacy oswajali się z formatem reality show. Pierwszym był emitowany od roku 2000 na antenie TVN Agent, jednak bez porównania większe zainteresowanie i emocje wzbudzała polska edycja międzynarodowego hitu Big Brother (początek w 2001 r.). Widz, obsadzony w nieznanej dotąd roli podglądacza “zwykłych ludzi”, śledził co-

P

Zawsze odkrywam jakieś książkowe ciasteczka, których nie zdążyłam spróbować, gdy były jeszcze nowościami. Tak też było w przypadku „Good night, Dżerzi” Janusza Głowackiego, książki, która ukazała się w 2011 roku nakładem Świata Książki. Trzeba przyznać, że choć ten torcik nie jest najnowszym „wypiekiem” pana Głowackiego, to na świeżości i smaku nie stracił nic. Bardzo cenię Janusza Głowackiego, więc decyzję o zakupie jego książki, podjęłam natychmiast. I nie za20

dzienne wspólne życie bohaterów programu, zamkniętych w odciętym od informacji ze świata zewnętrznego, niewielkim, ale za to pełnym wszędobylskich kamer budynku, szumnie zwanym Domem Wielkiego Brata. Rywalizacja uczestników tygodniowo przyciągała przed telewizory średnio 4,5 miliona widzów. Wydarzenia z kolejnych odcinków show komentowano szeroko w całej Polsce, niezależnie od miejsca zamieszkania i poziomu wykształcenia.Występujący w pierwszej edycji Piotr Gulczyński, Janusz Dzięcioł, Manuela Mi-

chalak i niektórzy spośród pozostałych uczestników szybko zyskali status celebrytów i – krótkotrwałą, jak się finalnie okazało – popularność. Na zasadzie „dla każdego coś miłego” ekipę zamieszkującą Dom Wielkiego Brata skompletowano tak, by nie zabrakło różnych osobowości i temperamentów, z którymi widzowie mogliby się utożsamiać. Znaczenie Big Brother było dyskutowane przez socjologów i specjalistów związanych z mediami. Zastanawiano się, jakie zmiany w obyczajowości Polaków może przynieść ten program, czy zmieni telewizję i jej rolę, czy przesunie granice intymności i medialnego ekshibicjonizmu. Profesor Wiesław Godzic, filmoznawca, medioznawca i socjolog, uważał, że Big Brother zdefiniował na nowo pojęcie autorytetu. To, co niewątpliwie zobaczyliśmy w Wielkim Bracie, to kres autorytetu, pojmowanego jako element tradycji – zwyciężyła ekspansywna codzienność (...) To zaś, co z tego wynika, to konieczność przemyślenia swojej pozycji społecznej przez inteligencję i intelektualistów – ich roli jako grupy opiniotwórczej, jako instytucji my-

Good night, Kosiński awet największy mól książkowy nie jest w stanie przeczytać wszystkiego, co ukazuje się na rynku wydawniczym. W księgarni, pomiędzy regałami, czuję się jak dziecko w cukierni, które chciałoby zjeść więcej ciastek, niż jest w stanie.

N

wiodłam się, choć „Good night, Dżerzi” okazała się miłością dopiero od drugiego wejrzenia. Fabuła poprowadzona jest dwutorowo. Pierwszy plan to wyci-

nek z życia Głowackiego, który pisze sztukę teatralną o Jerzym Kosińskim (Dżerzim) i przemierza ulice Nowego Jorku w poszukiwaniu informacji na te-

mat bohatera swojej sztuki. Razem z Dżanusem (Głowacki) poznajemy kontrasty Big Apple, uczestniczymy w rautach, bankietach, stajemy się świadkami rozMONITOR POLONIJNY


Monitor01:MP 1/13/14 10:22 AM Page 21

E ODSŁANIA NOWE OBLICZE TELEWIZJI ❶ ślowego odniesienia – komentował na łamach Tygodnika Powszechnego, podkreślając, że Big Brother pokazał prawdziwych Polaków, którzy prowadzą chaotyczne rozmowy o niczym, mają “swoją mądrość” – i w tej ich codzienności mijają się z reprezentantami kultury wysokiej i “dziedzictwa”. Diagnoza profesora Godzica, jakkolwiek mało optymistyczna, nie była jednak szokująca i szczególnie alarmująca. Ot, przeciętny Polak jest po prostu... przeciętny i tę przeciętność lubi także u innych. Jednak ponad dziesięć lat po postawieniu tejże diagnozy dostajemy inny reality show, od Big Brothera stokroć odważniejszy.

mów z ludźmi Hollywoodu, a z drugiej strony poznajemy brudne speluny, drobnych pijaczków i podejrzanych typków. Drugi plan, to zrekonstruowane fragmenty z życia Kosińskiego, światowej sławy kontrowersyjnego autora „Malowanego ptaka”. Żaden z wątków nie jest dokończony, fabuła wydaje się chaotyczna, retrospekcje mieszają się z teraźniejszością. Ten celowy zabieg autora w pełni oddaje pełne tajemnic, kłamstw i niedopowiedzeń życie Kosińskiego. STYCZEŃ 2014

Jeśli on również coś o polskim społeczeństwie mówi (szczególnie o młodszych pokoleniach), to jest to głos zatrważający. Warsaw Shore – bo taki tytuł nosi ów program – emitowany jest przez polski oddział MTV, niegdyś stacji o profilu muzycznym. Pomysł jest stosunkowo prosty: ośmioro uczestników (cztery kobiety i czterech mężczyzn), wyłonionych podczas castingów, zamieszkuje w wynajętym specjalnie dla nich domu i przez miesiąc ma za zadanie przede wszystkie dobrze i spektakularnie się bawić. Aby to umożliwić, w domu zaaranżowano m.in. specjalne pomieszczenie do zawierania bliższych znajomości,

Głowacki przedstawia go jako człowieka z ogromną charyzmą i niespotykaną osobowością. Kosiński w jego opisie jawi się jako nieprzewidywalny ekscentryk ze skłonnościami do dewiacji i sadyzmu, ale także wrażliwy, depresyjny człowiek, który zaplątał się w kłamstwach swojej biografii, manipuluje ludźmi i opinią publiczną, jest zatopiony we własnym szaleństwie i zaczyna fabrykować informacje na temat swojego ży-

wdzięcznie nazywane bzykalnią. Warsaw Shore dołącza do bliźniaczych programów wyprodukowanych przez MTV w poprzednich latach np. w USA, Wielkiej Brytanii i Hiszpanii. Edycja amerykańska, będąca jednocześnie pierwowzorem, wylansowała m.in. niezwykle popularną gwiazdkę Snooki, która w programie szczyciła się tym, że jest nimfomanką i cierpi na rozmaite choroby weneryczne. Polscy uczestnicy podchodzą do występu w programie ambitnie i nie zamierzają okazać się gorsi od zagranicznych kolegów. Musimy zrobić, kurwa, taki czad, żeby im pokazać, że, kurwa, Polska ma pierdolnięcie i że, kurwa, inne ekipy się do nas nie umywają – skwitował krótko jeden z nich, Paweł. Cd. w kolejnym numerze MP. KATARZYNA PIENIĄDZ

cia. Tak silnie wmawia innym fantazje na swój temat, że sam zaczyna w nie wierzyć. Z czasem nie potrafi oddzielić prawdy od mistyfikacji. Głowacki świetnie oddaje magnetyzm Kosińskiego, nie serwuje czytelnikowi prawdy, nie rości sobie do niej prawa, nie odziera legendy z niedopowiedzeń i fantazji. Jak sam pisze: „Pewność to nuda, a nuda to śmierć. Niepewność jest cudowna”.

„Good night, Dżerzi” to trochę taki intrygujący labirynt, którego nie chce się opuszczać. Jest jak bagno, które wciąga, choć jest wypełnione brudem. Pomimo zawiłej konstrukcji, książka napisana jest lekkim, przystępnym językiem, co jest wielkim atutem Głowackiego. Tak jak Kosiński posklejany był ze skrajnych emocji, sukcesów i kłamstw, tak książka Głowackiego zdaje się być mozaiką literacką. Gorąco ją polecam. MAGDALENA MARSZAŁKOWSKA 21


Monitor01:MP 1/13/14 10:22 AM Page 22

ługo zwlekałam z obejrzeniem filmu Patryka Vegi „Last minute”. Zwlekałam, bo jak ognia boję się polskich komedii ostatnich lat.

D

A boję się, gdyż od dawna na żadnej się nie śmiałam – jedyne, co czułam, to zażenowanie. Nazwisko reżysera też mnie nie zachęciło. Poprzednie filmy Vegi – „Ciacho” i „Hans Kloss” – były więcej niż poniżej

przeciętnej. „Last minute” nie chciało mi się oglądać, ale ni stąd, ni zowąd nastał listopad, zrobiło się chłodno i wietrznie, więc postanowiłam ogrzać się w egipskim słońcu i dać szansę reżyserowi i jego komedii turystycznej. Tomek (Wojciech Mecwaldowski) jest wdowcem, a w wychowywaniu dwójki dzieci pomaga mu mama (Aldona Jankowska), która w radiowym konkursie wygrywa wycieczkę do Egiptu dla całej rodziny. Zapowiada się przygoda życia pod palma-

22

Polak jest chamem,

ale potrafi!

mi, piramidami, a wszystko za darmo, all inclusive! Prawdziwa komedia żywi się zwrotami akcji i piętrzącymi się pomyłkami, które przydarzają się bohaterom. O tym nie zapomnieli twórcy „Last minute” i naszpikowali film nimi tak obficie, że momentami aż się wylewało. Rodzina ląduje w Egipcie i... zaczyna się koszmar każdego turysty: walizki giną, pokój jest za mały, kuchnia nie wydaje posiłków, a organizator wycieczki plajtuje. Tomek z rodziną muszą opuścić hotel, nie mają jedzenia, miejsca do spania oraz pieniędzy na bilety powrotne. Wisienką na torcie jest zbliżająca się Wigilia, którą trzeba jakoś zorganizować. Polacy, jak wiadomo, są narodem sprytnym, zaradnym i pełnym zapału do pracy. Rodzina Tomka dysponuje wszystkimi tymi cechami

w nadmiarze i świetnie sobie radzi, doprowadzając do przewidywalnego happy endu. I co? Brzmi nieźle? No, właśnie, tylko brzmi. Niestety, film jest głupawy i denerwujący. Vega sam nie wie, kto jaką rolę pełni w jego filmie. Postać głównego bohatera jest tak naszpikowana stereotypami, że zgaga pali. Wdowiec (uwaga! wyciągamy chusteczki!) jest wspaniałym, ciepłym, troskliwym ojcem, kocha swoją mamusię, nie ma jednak szczęścia do kobiet i oczywiście jest biedny jak mysz kościelna. Ale za to ma piękne, zdrowe, wesołe dzieci i wspaniałą matkę. Natomiast czarny charakter (Bartek Świderski) jest bogaty i dzieci mieć nie

chce. Miała być komedia o pogmatwanych wakacjach, a wyszła propagandowa laurka prorodzinna. Niby jest tu pochwała naszych rodaków, bo przecież żaden inny naród nie jest tak zaradny, ale Polacy w tym filmie są głupi, chamscy, aroganccy, nie znają języków obcych. Może wytykanie tego typu wad było śmieszne w latach dziewięćdziesiątych, ale nie dwadzieścia lat później. Chciałoby się krzyknąć: „Ten dowcip słyszałam już sto tysięcy razy!”. Polacy, według Vegi, Egipt nazywają „czarnym lądem”, jego mieszkańców „dzikimi,” a ich akcent „lapońskim”. Wychodzi na to, że jesteśmy burakami. Pomimo wszystkich przywar, Polacy są jednak lepsi od innych narodów, bo są rodzinni, sprytni i obchodzą Wigilię. Film w sumie nie jest makabrycznie zły, ale do dobrego bardzo mu daleko. „Last minute” to w terminologii turystycznej oferta na ostatnią chwilę. I ten film jest właśnie taki, jakby go ktoś sklecał last minute. O aktorstwie się nie wypowiem, bo lubię pana Mecwaldowskiego za jego inne role. A resztę aktorów zostawię w spokoju. MAGDALENA MARSZAŁKOWSKA


Monitor01:MP 1/13/14 10:22 AM Page 23

Łomnica (Lomnický štít) – symbol słowackich Tatr – była moim celem, od kiedy zamieszkałam na Słowacji. Marzyłam, aby podziwiać z niej piękno najwyższych w tym regionie gór. Chociaż na ten drugi po Gerlachu najwyższy szczyt Tatr (2634 m n.p.m.) może się dostać prawie każdy turysta, to jego zdobycie nie jest wcale takie proste – zależy przede wszystkim od pogody i odrobiny szczęścia. Moja pierwsza próba wejścia jesienną porą zakończyła się niepowodzeniem, gdyż po dojściu do Łomnickiego Stawu (Skalnaté pleso) niespodziewanie pojawiła się mgła. Kolejna próba, po kilku latach, również nie powiodła się z powodu pogody. Dopiero w zeszłym roku udało mi się wreszcie postawić stopę na tym niezwykłym szczycie. Był lipcowy weekend, a tem-

Do trzech razy sztuka szystkie bilety na dziś są już wyprzedane” – usłyszałam i poczułam rozczarowanie. Tak się cieszyłam, że wreszcie wjadę kolejką linową na szczyt! „A czy są bilety na jutro?” – zapytałam z nadzieją? „Tak, na czternastą” – brzmiała odpowiedź, która wywołała uśmiech na mojej twarzy. Odetchnęłam z ulgą i ruszyłam na szlak.

„W

14 osób, co powoduje, iż jej możliwości przewozowe są ograniczone – chętnych, by z niej skorzystać, jest zdecydowanie więcej niż jest ona w stanie przewieźć.

Słowackie perełki

peratura osiągała 40 stopni w cieniu. Pomyślałam więc, że warto uciec od upałów w góry, a przy okazji po raz trzeci spróbować zdobyć Łomnicę, tym bardziej, iż gorące lato miało być gwarancją dobrej pogody w górach. Nie pomyliłam się – tatrzańskie szczyty lśniły w słońcu, żadnej mgły, chmur czy deszczu. Dolna stacja kolejki linowej na Łomnicę, zbudowanej w latach 1936–1940, znajduje się nad Łomnickim Stawem, do którego można dostać się albo pieszo, albo kolejką z Tatrzańskiej Łomnicy. Natomiast na sam szczyt wjeżdża się tylko kolejką linową, zaś wejście piesze ze względu na bezpieczeństwo może się odbyć jedynie z uprawnionym przewodnikiem. Ponieważ kolejka linowa na Łomnicki Szczyt pokonuje odległość 1867 m i 855 m różnicy wysokości, pnąc się chwilami niemal pionowo, może zabrać jednorazowo maksymalnie STYCZEŃ 2014

Nazwa Łomnica pochodzi od nazwy gminy Wielka Łomnica, stanowiącej część posiadłości rodu Berzeviczych – obraz szczytu został odzwierciedlony w ich herbie. Pierwszego udokumentowanego wejścia na szczyt dokonał Robert Townson w 1893 roku, zaś pierwszym Polakiem, który zdobył Łomnicę był sam Stanisław Staszic. Pokonując kolejką odległość pomiędzy Łomnickim Stawem a szczytem Łomnicy, zachwycałam się piękną panoramą. Sama jazda małym, czerwonym wagonikiem kolejki linowej była fascynującym i niezwykłym

doznaniem. Jednakże dech w piersiach zaparł mi tak naprawdę niesamowity widok, roztaczający się z samego wierzchołka, obejmujący niemal jedną piątą terytorium Słowacji. Podziwiałam więc głębokie doliny, setki szczytów, ostrych grani i żlebów, majestatyczne skały i połyskujące w słońcu górskie jeziorka. Na szczycie spotkałam trójkę polskich taterników. Jeden z nich wskazał mi Tatry Bielskie i polskie niziny, które można zobaczyć jedynie przy dobrej widoczności. Słowacki znawca Tatr Ivan Bohuš pisał o Łomnicy w 1962 roku: Około 300 wyraźniejszych szczytów i turni wystercza z grzbietów tatrzańskich, a gdy się na nie patrzy z drugiego co do wysokości wierzchołka całego pasma – wyglądają jak fale wzburzone wiatrem i nawałnicą. Królowa Tatr, jak kiedyś nazywali Łomnicę Polacy, jest jednym z najpiękniejszych tatrzańskich szczytów oraz najbardziej znanym ośrodkiem narciarskim, gdzie rokrocznie odbywają się międzynarodowe zawody narciarskie. To wyjątkowe miejsce warto odwiedzić o każdej porze roku, by zachwycić się nim i przeżyć niezapomnianą przygodę z głową w chmurach. MAGDALENA ZAWISTOWSKA-OLSZEWSKA

ZDJĘCIA: MAGDALENA ZAWISTOWSKA-OLSZEWSKA

23


Monitor01:MP 1/13/14 10:22 AM Page 24

❷9

Gimnazjum w Revúcy dokończenie z poprzedniego numeru W 1863 roku otwarto trzecią i czwartą klasę. Ze składek społecznych odkupiono posesję i dom, w którym mieściła się szkoła. Rozpoczęto budowę nowego, piętrowego budynku. Trzeba pamiętać, że w tym samym czasie, także ze składek pochodzących od osób z całej Słowacji, udało się założyć w Martinie Macierz Słowacką (Matica slovenská) na wzór serbskiej (powstałej w roku 1827) i czeskiej (powstałej w roku 1831), o co starano się od roku 1861. Szkoła cały czas musiała walczyć o finansowe przeżycie. Uczniowie podczas wakacji mieli obowiązek obchodzić słowackie wsie i zbierać datki. W tym celu przydzielano im poszczególne powiaty. Pieniądze zbierano również wśród Słowaków, żyjących w Wojwodinie. Starano się również o poszerzanie biblioteki. Na początku szkoła posiadała 81 książek, 32 mapy oraz kolekcję monet (42 sztuki), które mogła wykorzystywać w procesie dydaktycznym. W połowie lat 60. otrzymała dar z Czech – 169 książek, zaś królewski instytut geologiczny z Wiednia podarował jej zbiór 86 minerałów. Zakupiła też fortepian. W 1867 roku do gimnazjum uczęszczało już 129 uczniów, w tym po raz pierwszy 7 było w klasie maturalnej. Po raz pierwszy przyjęto także 3 uczniów z Czech. W 1868 roku wprowadzono na Węgrzech obo24

WAŻKIE WYDARZENIA W DZIEJACH SŁOWACJI wiązek szkolny i sieć tzw. szkół ludowych. Miały one mieć zunifikowany program na terenie całego kraju. Władze węgierskie robiły wszystko, aby ograniczać liczbę szkół z językiem słowackim; dobra szkoła miała ich zdaniem przekształcać słowackie dzieci w „dobrych Węgrów”. Z około 2 tysięcy ludowych szkół słowackich, które istniały pod koniec lat 60. XIX w., w momencie wybuchu I wojny światowej było ich już tylko 160. Jeden z nauczycieli gim-

Ivan Zoch

nazjum w Revúcy, Ivan Zoch w roku 1869 opracował i wydał pierwszy słowacki podręcznik do fizyki, tworząc wiele słowackich terminów i pojęć z tego zakresu. Ponadto w roku 1873 opublikował także pierwszy słowacki podręcznik do wychowania fizycznego. W Revúcy myślano także o kształceniu dziewcząt – w roku 1871 naukę rozpoczęło ich 6. Opracowano dla nich oddzielny program nauczania, który był rozłożony na 3 lata i oprócz języka słowackiego, niemieckiego i węgierskiego, historii, geografii i matematyki obejmował także naukę szycia, szydełkowania, gotowania i śpiewu. Szkoła miała przyjmować dziewczęta w wieku od 10 do 14 lat. Jedynym wymogiem było posiadanie umiejętności czytania i pisania. Klasę żeńską prowadził jeden z nauczycieli z żoną. W roku szkolnym 1872/1873 uczęszczało do niej już

dziewcząt. Niestety po dwu latach klasę tę zamknięto. Na początku 1874 roku władze komitatowe z Bańskiej Bystrzycy wystąpiły z oskarżeniem szkoły, że jako słowacka rozpowszechnia niepatriotyczne (z punktu widzenia Węgrów) idee i szkodzi tym samym porządkowi społecznemu. W maju tegoż roku ministerstwo szkolnictwa powołało specjalną komisję do zbadania tych oskarżeń. W lipcu komisja stwierdziła, iż szkoła szerzy idee panslawistyczne, a więc antywęgierskie, antypatriotyczne i szkodliwe, w związku z czym ministerstwo wystąpiło do cesarza Franciszka Józefa o zamknięcie szkoły, co nastąpiło 20 sierpnia 1874 roku. W tym samym roku zamknięto także dwa pozostałe słowackie gimnazja: w Martinie i Kláštorze pod Znievom (były to tzw. gimnazja niższe bez prawa do matury), a później samą Macierz Słowacką. W ciągu 12 lat istnienia do gimnazjum uczęszczało 566 uczniów, z których 79 uzyskało maturę, 90 absolwentów zostało nauczycielami szkół słowackich (nie musieli zdawać matury). Szkoła w Revúcy i jej absolwenci w istotny sposób przyczynili się do tego, że pod koniec XIX wieku – pomimo olbrzymiego wysiłku madziaryzacyjnego – słowacka świadomość narodowa przetrwała. Warto zajechać do Revúcy, stanąć przed starym budynkiem szkoły i pomyśleć o mechanizmach życia społecznego, które w tym miejscu rozumie się lepiej niż gdzie indziej. ANDRZEJ KRAWCZYK MONITOR POLONIJNY


Monitor01:MP 1/13/14 10:22 AM Page 25

kandal związany z fundacją Kidprotect.pl z pewnością jeszcze długo będzie się odbijał czkawką osobom prowadzącym podobne organizacje pożytku publicznego. Kidprotect.pl, działający od 2002 roku, jako jeden z pierwszych w Polsce zwrócił uwagę na problem bezpieczeństwa dzieci korzystających z Internetu, szczególnie na czyhające na nie pułapki pedofilii i pornografii dziecięcej. W ramach swoich działań realizował m.in. świetnie przygotowany program „Stop pedofilom”, na który składały się głośne kampanie społeczne, specjalistyczne szkolenia dla policji i prokuratury oraz tzw. gorąca linia, pod którą można było zgłaszać wszelkie alarmujące sytuacje i zdarzenia, które miały miejsce w sieci. Fundacja działała z rozmachem, a jej prezes i założyciel, Jakub Śpiewak, szybko stał się medialnym ekspertem i niekwestionowanym autorytetem w zakresie walki z pedofilią. Kiedy więc tygodnik „Wprost” ujawnił, że Śpiewak zdefraudował sporą część pieniędzy od darczyńców fundacji (wydając je głównie na drogie ubrania, luksusowe kosmetyki, biżuterię i zagraniczne wakacje), opinia publiczna była zszokowana. Od dawna nie brakowało głosów, że przekazywanie pieniędzy różnym organizacjom mija się z celem, bo stają się one łatwym źródłem zarobku dla ich założycieli, a potrzebujący otrzymują co najwyżej ułamek kwot, przekazanych przez darczyńców. Pod ostrzałem zarzutów znalazł się m.in. Jurek Owsiak, z poświęceniem od wielu lat szefujący Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy. Trudno uwierzyć, że Śpiewak nie zdawał sobie sprawy z faktu, że gdy zawiedzie zaufanie, którym go obdarzono, nie tylko zniweczy dorobek Kidprotect.pl, ale również ugodzi w tych, którzy działają uczciwie i rozliczają się z każdej otrzymanej złotówki. Po publikacji materiału „Wprost” Śpiewak przyznał się do winy. „Pycha uderzyła mi do głowy. Popularność medialna mnie popsuła, bo nie ukrywam, że to mile łechce człowieka. Uległem jeszcze jednej pokusie, której większość społeczników nie ulega. Miałem poczucie, że skoro

S

STYCZEŃ 2014

POLAK POTRAFI

Fundacje

nadziei robię coś dobrego, to mi odpuszczą” – tłumaczył, gdy wybuchł skandal. Mleko się jednak rozlało; Kidprotect.pl praktycznie przestał istnieć, a cała jego działalność, nieważne, że pożyteczna, została zdyskredytowana. Głęboką niesprawiedliwością byłoby patrzenie na działalność polskich fundacji przez pryzmat Kidprotect.pl. Większość z nich funkcjonuje bowiem bez zarzutu, a ich założyciele wykonują tytaniczną pracę, poświęcając fundacji wszystkie siły i środki. Bardzo często decyzja o powołaniu do życia takiej organizacji poprzedzona jest osobistym dramatem założyciela lub kogoś z jego najbliższych. Tak było w przypadku fundacji „Akogo?”, o której być może Państwo już słyszeli. Działa ona na rzecz dzieci wymagających rehabilitacji po ciężkich urazach neurologicznych. Założyła ją w 2002 roku aktorka Ewa Błaszczyk. Dwa lata wcześniej jej kilkuletnia wówczas córka Ola nieszczęśliwie zakrztusiła się tabletką i zapadła w śpiączkę. Największym sukcesem fundacji „Akogo?” jest bez wątpienia wybudowanie – po wielu latach starań i przy-

gotowań – kliniki „Budzik”, działającej przy Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie. To jeden z pierwszych specjalistycznych szpitali w Polsce, który przyjmuje dzieci po ciężkich urazach mózgu, będące w śpiączce, wymagające rehabilitacji, która może przywrócić je do normalnego funkcjonowania. Dla nich często nie ma miejsca w zwykłych szpitalach, bo rehabilitacja ich jest bardzo kosztowna i może trwać latami. Według ekspertów największe szanse na wybudzenie zachowuje człowiek do 1,5 roku po zapadnięciu w śpiączkę; taka jest też maksymalna długość leczenia w „Budziku”. Okrągły, dwupiętrowy budynek dysponuje piętnastoma łóżkami dla dzieci oraz ich opiekunów, którzy mają możliwość przebywania ze swoimi pociechami przez cały czas trwania rehabilitacji. „Budzik” rozpoczął przyjmowanie pacjentów w lipcu 2013 roku. Od tamtej pory pracującym w klinice lekarzom udało się wyprowadzić ze śpiączki czwórkę dzieci, m.in. 16-letnią Klaudię, która po potrąceniu przez samochód była w śpiączce blisko pół roku, oraz 9-letnią Wiktorię, której po poważnym wypadku nie dawano szans na wybudzenie. Niestety, w śpiączce nadal pozostaje córka Ewy Błaszczyk, choć aktorka wciąż ma nadzieję na cud. „(...) to klinika Oli. To rezultat tego, co stało się z jej życiem. To ona wybudowała klinikę, tylko moimi, naszymi rękami. Ola trwa. Nie odpuszcza, nie rezygnuje. My też nie rezygnowaliśmy, choć były już takie momenty, kiedy myślałam, że nie damy rady. Ale nie mogliśmy zawieść Oli i w końcu zrobiliśmy coś, co będzie służyć następnym pokoleniom, co na przestrzeni lat uratuje życie setkom, może tysiącom dzieci” – mówi o „Budziku”. KATARZYNA PIENIĄDZ


Monitor01:MP 1/13/14 10:22 AM Page 26

cóż… Rzec by można, że nasza piłkarska reprezentacja tradycyjnie odpadła w eliminacjach do ważnej imprezy i nie zobaczymy jej na kolejnym mundialu, czyli na XX Mistrzostwach Świata w Piłce Nożnej, rozgrywanych w 2014 roku w Brazylii. Nie można powiedzieć, że fakt ten wywołał jakieś oburzenie. Nasza narodowa jedenastka – nie ważne w jakim składzie – zdążyła nas już przyzwyczaić do „niespodziewanych” porażek i wyjaśnień, że „dała z siebie wszystko, ale…”. Nie było zatem wielkiej debaty na ten temat, sprawa zniknęła z mediów, jakby klęska była czymś normalnym… Ale my poświęcimy jej kilka słów. Południowoamerykańska federacja piłki nożnej jednogłośnie wybrała Brazylię jako kandydata do organizacji MŚ. Brazylia organizuje mundial po raz drugi. Pierwszy raz była gospodarzem w 1950 r. Organizacją finałów zainteresowanych jest 17 brazylijskich miast! Zgodnie z zasadami FIFA każdy stadion musi być zlokalizowany w innym mieście. Brazylijczycy uzyskali zgodę na rozegranie meczów w 12 miastach. Mecz otwarcia odbędzie się w São Paulo, mecz o 3. miejsce w Brasílii, zaś finał w Rio de Janeiro. Ponadto na każdym ze stadionów będą rozgrywane co najmniej 4 mecze. A u nas było tak. Po zakończeniu mistrzostw Europy, 10 lipca 2012 roku Polski Związek Piłki Nożnej wybrał nowego selekcjonera reprezentacji narodowej, którym został Władysław Fornalik, trener Ruchu Chorzów. Jego debiut z reprezentacją wypadł kiepsko. W towarzyskim meczu Estonia pokonała nas 0:1. Potem rozpoczęły się eliminacje do MŚ 2014. Pierwszy mecz i remis z Czarnogórą w Podgoricy (2:2). Cztery dni później na stadionie miejskim we Wrocławiu kolejny mecz. Tym razem wygrana – pokonaliśmy Mołdawię 2:0. W październiku 2012 roku na tym samym stadionie mieliśmy grać z reprezentacją Anglii kolejny mecz eliminacji. Na murawie zalegała woda, nawalił drenaż i spotkanie po raz pierwszy w historii po godzinie ustalania terminu przełożono na następny dzień. Ostatecznie zremisowaliśmy 1:1.

No

26

Nie jedziemy Potem było różnie, raczej nieciekawie. W marcu 2013 r. nasza reprezentacja przegrała z Ukrainą (1:3). Kilka dni później grała z drużyną San Marino i odniosła „poważny” sukces, wygrywając na Stadionie Narodowym w Warszawie 5:0. Kolejny mecz eliminacji nasi rozegrali w czerwcu 2013 r. przeciw jedenastce Mołdawii, kiedy to zremisowali 1:1 po bramce Jakuba Błaszczykowskiego w 7. minucie. We wrześniu reprezentacja zremisowała w Warszawie z Czarnogórą (1:1). Jedyną bramkę dla biało-czerwonych zdobył Robert Lewandowski. Kilka dni później odnieśliśmy ponownie sukces, wygrywając z San Marino 5:1. Bramki w barwach narodowych zdobyli Piotr Zieliński, Jakub Błaszczykowski, Waldemar Sobota i Adrian Mierzejewski. Trochę się z naszych śmiano, ponieważ powołany do kadry Sebastian Boenish, wykonując rzut wolny, nie wybił piłki, czego skutkiem było… zdobycie po raz pierwszy w tych eliminacjach gola przez reprezentację San Marino. Ostatecznie szansę awansu na MŚ straciliśmy 11 października 2013 r. Wówczas to Ukraina pokonała nas w Charkowie w meczu „o wszystko” (1:0). Co ciekawe, mecz ten uważany jest za jedno z lepszych spotkań polskiej reprezentacji podczas eliminacji! Kwalifikacje do MŚ 2014 białoczerwoni zakończyli 15 października 2013 r. Trener Fornalik zapowiadał walkę i niespodziankę, ale mecz „o honor”, rozegrany na Wembley przeciw

Anglii, też przegraliśmy (0:2). Ostatecznie polscy piłkarze zakończyli eliminacje na 4. miejscu w swojej grupie. Nie awansowali do finałów. W dziesięciu spotkaniach eliminacyjnych zdobyli 13 punktów, odnosząc 3 zwycięstwa (2 razy nad San Marino, 1 raz nad Mołdawią – na własnym boisku i to z wielkim trudem…), 4 remisy (2 razy z Czarnogórą, 1 raz z Anglią, 1 raz z Mołdawią) i 3 porażki (2 razy z Ukrainą, 1raz z Anglią). Następnego dnia po meczu z Anglią prezes PZPN Zbigniew Boniek zdymisjonował Waldemara Fornalika, pod którego kierownictwem kadra narodowa rozegrała 18 spotkań (w tym tzw. towarzyskie), z których wygrała 8 meczy, 4 zremisowała, a 6 przegrała. Najgorsze jest to, że przegrała eliminacje. Dlaczego? Jako powód podaje się przede wszystkim remisy w meczach, które nasi, gdyby byli odrobinę skuteczniejsi, powinni wygrać. Przykładem są mecze przeciw Czarnogórze, kiedy mieliśmy wyraźną przewagę, remis w kraju z Anglią, no i oczywiście fatalny mecz w Kiszyniowie, gdzie nie udało się pokonać słabiutkiej mołdawskiej reprezentacji. Dobiły nas przegrane mecze z Ukrainą, która lepsza była w Warszawie, a w Charkowie po prostu naszym „się nie udało”. I co się stało poza tym? Jedyną chyba konsekwencją przegranych eliminacji była dymisja Waldemara Fornalika. A piłkarze? Grają w swoich klubach, niektórzy robią karierę, inni zostają celebrytami... Zaś piłka toczy się dalej… Według FIFA Polska jest jedynym krajem ze strefy europejskiej z populacją powyżej 20 milionów mieszkańców, który nie zakwalifikował się do baraży lub finałów mistrzostw świata w 2014 r. Obok nas do tych rozgrywek nie zakwalifikował się jedynie Kazachstan (populacja niecałe 17 mln). A tak dla przypomnienia – z Brazylią wygraliśmy raz, zremisowaliśmy dwa mecze, a dziewięć razy przegraliśmy… Mimo braku Polaków na mundialu emocje piłkarskie nas nie ominą. Tylko komu kibicować? ANDRZEJ KALINOWSKI Zgodnie z życzeniem autora jego honorarium zostanie przekazane na nagrody dla dzieci, które biorą udział w konkursach „Monitora”

MONITOR POLONIJNY


Monitor01:MP 1/13/14 10:22 AM Page 27

Kogo słuchają miliony Polek? Nie odkryję nic nowego, pisząc, że przełom roku to typowy czas podsumowań, a jednocześnie okres planowania różnych przedsięwzięć na nowy rok. Okazuje się, że w Polsce rok ubiegły upłynął pod znakiem fitness. W rankingu najbardziej wpływowych Pola-

ków tygodnika „Wprost” na 9. miejscu uplasowała się Ewa Chodakowska. W pierwszej dziesiątce jest jedyną kobietą wśród biznesmenów i polityków, takich jak Donald Tusk, Jarosław Kaczyński czy Antoni Macierewicz. Kim jest ta młoda Polka, dla jednych nieznana, a przez innych traktowana jak dobra przyjaciółka? Karierę trenerki fitness rozpoczęła przy boku swojego greckiego partnera, również instruktora fitness. Jeszcze przebywając w Grecji, doradzała przez Internet znajomym i klientkom, jak ćwiczyć i co jeść, by osiągnąć najlepsze efekty i satysfakcję. Okazało się, że jej porady i wskazówki zyskały ogromną popularność, dlatego zdecydowała się wrócić do Polski, by zacząć wszystko od początku. W przeciągu dwóch STYCZEŃ 2014

oga w górę, napnij mięśnie brzucha, wytrzymaj jeszcze trochę, na pewno dasz radę!“ – to tylko niektóre z poleceń, wydawanych przez Ewę Chodakowską, których słuchają codziennie miliony Polek. Jak tej dziewczynie udało się przekonać leniwe kobiety, by porzuciły wygodne kanapy na rzecz aktywnego stylu życia i by uwierzyły w swoje możliwości?

„N

lat jej fanpage na Facebooku polubiło 680 tys. Polaków, którzy obserwują jej poczynania i razem z dalszymi milionami trenują wg filmów z jej ćwiczeniami, umieszczonych na YouTube, wprowadzając jej rady w życie. Ewa zachowuje się jak przyjaciółka, która rozumie, jakie wyrzeczenia trzeba ponieść, w zamian obiecując zdrowsze i zgrabniejsze ciało i – co najważniejsze – lepsze samopoczucie. A jakie rady daje Ewa swoim podopiecznym? Nie ma w nich nic nowego: najważniejsze to regularna aktywność fizyczna, która stanowi 30% sukcesu w walce o nową sylwetkę, dalsze 70% stanowi zdrowa dieta, o której słyszeliśmy nie raz: dużo warzyw i owoców, mało cukru, słodzonych napojów czy fastfoodów; najważniejsze jednak to regularne posiłki, najlepiej 4-5 razy dziennie. Kluczem do sukcesu jest konsekwencja. „Nic się samo nie wydarzy” – podkreśla Ewa i codziennie na swoim fanpage’u wspiera i motywuje swoich podopiecznych poradami, dotyczącymi zdrowej żywności i tego, jak ćwiczyć, zdjęciami osób, które już osiągnęły

sukces czy tekstami motywującymi do realizacji marzeń i planów.

Wielu ludzi zastanawia fenomen Ewy Chodakowskiej. Wszyscy się pewnie cieszą, że dzięki niej Polacy są zdrowsi, aktywniejsi fizycznie, ale rodzą się też pytania, czemu akurat jej udało się trafić do ludzi. Moim zdaniem odpowiedź jest bardzo prosta: kto raz spróbuje jej ćwiczeń, sam zrozumie. Po tygodniu już nie trzeba się mobilizować do treningu, gdyż organizm sam się go domaga. A jeśli

po miesiącu widzi się pierwsze efekty w postaci ubywających centymetrów w pasie czy spadającej wagi, to motywacja jeszcze bardziej rośnie. Na dodatek Ewa Chodakowska w doskonały sposób zjednuje sobie ludzi, co powoduje, że zmiana sposobu życia w wyniku jej namowy staje się prawie bezbolesna i naturalna. Sowich podopiecznych nie pozostawia samych sobie i pomaga im realizować cele, konsekwentnie wspierając na duchu. Ewie udało się to, co nie udało się wielu jej poprzednikom. Udało się jej spopularyzować sport i przypomnieć zwykłym ludziom, jak działa endorfina, czyli hormon szczęścia. Ćwiczenia, zdrowa dieta i chęć do zmian to tak niewiele, by być szczęśliwszym. ALEKSANDRA KRCHEŇ 27


Monitor01:MP 1/13/14 10:23 AM Page 28

Ważą się losy

polsko-słowackiego kanału G

dyby udało się go dokończyć, byłaby to niewątpliwie największa polsko-słowacka inwestycja XXI wieku. Do niedawna wydawało się, że nie będzie z tym problemu, bowiem budowa kanału Dunaj – Wag – Odra, bo o nim mowa, jest wpisana do słowackiej strategii transportowej i międzynarodowych porozumień i powoli, ale konsekwentnie realizowana. Mało kto, jadąc autostradą z Bratysławy do Żyliny, zdaje sobie sprawę, że to właśnie ze względu na przyszłe połączenie żeglugowe na trasie wykonano aż tak wysokie mosty, by mogły się pod nimi zmieścić statki. Paradoksalnie w momencie, gdy ten gigantyczny projekt zaczyna nabierać realnych kształtów, pojawiają się poważne zagrożenia dla niego: przeciwko budowie kanału protestują Czesi, którzy chcą analogiczną drogę wodną zbudować u siebie. Idea połączenia Odry z Dunajem sięga jeszcze czasów Franciszka Józefa, kiedy Polacy, Słowacy, Czesi i Austriacy żyli we wspólnym państwie. W 1901 roku parlament monarchii przyjął bardzo ważną ustawę, przewidującą zbudowanie w ciągu kolejnych dwudziestu lat sieci wodnych autostrad, a wśród nich – kanału Odra–Dunaj, Kanału Śląskiego, połączenia Wisła–San–Dniestr i wielu innych. Budowę nawet rozpoczęto, czego efektem jest kilkukilometrowy odcinek kanału Odra–Dunaj na wschodnich przedmieściach Wiednia, służący dziś kajakarzom. Wkrótce jednak wybuchła wojna i prace zaniechano. Do śmiałych pomysłów powróciły 28

władze międzywojennej Czechosłowacji, które pozazdrościły Polakom i Niemcom dostępu do morza. Tym, czym dla Polski była wówczas Gdynia, tym dla Czechosłowacji był dostęp do Dunaju i tamtejsze porty rzeczne w Bratysławie i Komarnie. Aby zwiększyć możliwości handlu i transportu, postanowiono użeglownić słowacki Wag, a następnie zbudować połączenie z Odrą (wówczas Niemcy) lub Wisłą (Polska). Prace hydrotechniczne na Wagu zaczęły się na dobre po wojnie, zresztą nie bez udziału polskich inżynierów. Powstała wówczas znana nam dziś kaskada wodna Wagu, składająca się z kilkunastu stopni wodnych. Efektem wspomnianych prac są też malownicze sztuczne jeziora, które możemy podziwiać, jadąc autostradą lub pociągiem z Bratysławy do Żyliny i Polski.

Po podziale Czechosłowacji jedną z pierwszych dalekosiężnych decyzji nowego państwa było przyjęcie ambitnego planu wieloletniego, który przewiduje dokończenie prac na Wagu (wybudowanie śluz, portów rzecznych, podniesienie mostów, by mogły się pod nimi zmieścić statki) oraz wybudowanie w latach 2025-2035 trudnego technicznie odcinka kanału między Żyliną a Bohuminem. Plan zyskał akceptację Republiki Czeskiej, przez którą ma przebiegać końcowy fragment kanału, i został wpisany do międzynarodowych porozumień. Chociaż zakończenie tej inwestycji to odległa perspektywa, już teraz widać jej efekty. Mało kto wie, że to właśnie plany powstania drogi wodnej w dużej mierze przekonały inwestorów do zlokalizowania swych fabryk właśnie w Dolinie Wagu. Transport wodny jest bowiem bardzo tani i dogodny w porównaniu z koleją i drogami tradycyjnymi; jego wykorzystanie obniża koszty produkcji. Dla nas ważny jest natomiast fakt, że powstanie tego kanału całkowicie przeorientowałoby kierunki słowackiej współpracy gospodarczej. Słowacja uzyskałaby dostęp do Bałtyku za pośrednictwem polskiego portu Szczecin, a polsko-słowacka wymiana handlowa wzrosłaby, zdaniem ekspertów, kilkukrotnie. Słowacja, która dziś jest gospodarczo odwrócona do Polski plecami i spogląda raczej na południe i zachód, stałaby się w końcu istotnym partnerem gospodarczym również dla naszego kraju. Niestety, od pewnego czasu aktywny lobbing przeciwko budowie kanału prowadzą Czesi, którym marzy się podobny projekt u siebie. Mowa o korytarzu wodnym DOL, czyli DunajOdra-Łaba. Aby go zrealizować i pozyskać na niego unijne środki, Czesi chcą pogrzebać bardziej zaawansowany słowacki projekt i zablokować budowę ostatniego odcinka kanału Wag-Odra między Żyliną a Bohuminem. Czy słowacki projekt pozostanie w dokumentach planistycznych, czy też Czechom uda się go wykreślić, przekonamy się już w najbliższych miesiącach. JAKUB ŁOGINOW MONITOR POLONIJNY


Monitor01:MP 1/13/14 10:23 AM Page 29

Życzenia

Klub Polski Bratysława zaprasza wszystkich Polaków i ich rodziny

na spotkanie

świątecznonoworoczne, które odbędzie się w sobotę, 18 stycznia, o godz. 17.00 w Instytucie Polskim (Nám. SNP 27). Spotkanie to będzie okazją do złożenia sobie życzeń i integrujących środowisko polonijne rozmów i dyskusji, a także do zmniejszenia dystansu między przedstawicielami starszego i młodszego pokolenia. Ponadto stworzy też sposobność do świętowania jubileuszu Klubu Polskiego, od którego rejestracji w dniu spotkania upłynie dokładnie dwadzieścia lat! Zapraszamy też dzieci, na które będą czekały paczki od mikołaja, a w związku z czym prosimy o zgłaszanie ich udziału w spotkaniu (by przypadkiem mikołaj o nich nie zapomniał). Zachęcamy też do przygotowania wypieków i podzielenia się nimi z wszystkimi podczas spotkania. Katarzyna Tulejko prezes Klubu Polskiego Bratysława Zgłoszenia udziału w spotkaniu są przyjmowane pod adresem e-mail: kasiaklub.ba@gmail.com lub pod numerem telefonu: 0903455664

Z okazji pięknego życiowego jubileuszu, jakim są 50. urodziny, życzymy Beatce Kołatek, naszej drogiej przyjaciółce i aktywnej wieloletniej członkini Klubu Polskiego w Trenczynie, by spełniły się jej wszystkie dotąd niezrealizowane marzenia, by szczęśliwie i w zdrowiu dożyła kolejnych jubileuszy i by nigdy nie zabrakło jej miłości najbliższych oraz wsparcia wiernych przyjaciół. Sto lat, Beatko! Klubowicze z Trenczyna i całego Środkowego Poważa

Serdeczne życzenia i gratulacje składamy Ani i Tomkowi Bienkiewiczom z okazji narodzin ich córeczki, która przyszła na świat 9 stycznia. Urszulko, witaj wśród nas! Życzymy Ci dużo zdrowia, szczęścia i samych pogodnych dni. Przyjaciele z Klubu Polskiego

WYBÓR Z PROGRAMU INSTYTUTU POLSKIEGO NA STYCZEŃ Ë BERNADETTA STĘPIEŃ: LUBIĘ KOLORY

14 stycznia, godz. 17.00, Bratysława, Instytut Polski, Nam. SNP 27 Wystawa cenionej i utalentowanej malarki, która w swojej twórczości używa techniki pastelowej. Jej obrazy zapraszają na spacer do tajemniczego świata pięknej przyrody, do obserwacji, poszukiwania i odnajdywania śladów przemijającego czasu. Więcej informacji: www.bernadettastepien.pl STYCZEŃ 2014

Ë PÓŁSŁOWO

22 stycznia, godz. 17.00. Bratysława, Instytut Polski, Nam. SNP 27 • Tym razem gościem cyklu Półsłowo Dušana Junka, znanego grafika, projektanta i publicysty, będzie prof. Eva Cesarová-Mináriková, ceniona artystka, zajmująca się tkaniną artystyczną. 29


Monitor01:MP 1/13/14 10:23 AM Page 30

Polskie drogi na emigracji Na emigracji losy Polaków często toczą się nadal po polskich drogach: przyjmują pomocną dłoń, wyciągniętą przez rodaków, bliskich, rodziny, dłoń, która pomaga w stawianiu pierwszych kroków na obczyźnie. Tak też było w moim przypadku. Do Chicago zaprosiła mnie ciocia Zosia, mieszkająca w USA już od kilkunastu lat. Miałem wtedy trudny okres w życiu. Po powrocie z dwuletniego kontraktu w Libii moje życie rodzinne nie układało się dobrze. Okazało się, że podczas tej nieobecności moja żona znalazła sobie nowego towarzysza życia w osobie sąsiada. Ciężko to znosiłem przez kilka lat. Niestety, związku nie udało się uratować. O moich kłopotach dowiedziała się wspominana wyżej ciocia z Ameryki, która zaprosiła mnie do Chicago. Była jesień 1986 roku, a w sądzie odbywała się sprawa rozwodowa z mojego powództwa. Nie wiedziałem, co robić, bowiem wyjazd za ocean oznaczał, że w kraju pozostawię troje kilkuletnich dzieci i bardzo dobrą, perspektywiczną pracę w kieleckim Exbudzie, gdzie pracowałem od czasu ukończenia studiów na Wydziale Handlu Zagranicznego SGPiS. Przy wsparciu i za namową rodzeństwa i rodziców zdecydowałem się na wyjazd. Trzeciego stycznia 1987 roku wylądowałem w Chicago. To był złoty okres dla emigrantów z Polski, których dziesiątki tysięcy przybywało co roku do drugiego wtedy co do liczby 30

rzeba wyjechać z ojczyzny na dłużej, aby zrozumieć znaczenie słów Mickiewicza: „Kraj lat dziecinnych, on zawsze zostanie piękny i czysty jak pierwsze kochanie“.

T

polskiej ludności miasta, zaraz po Warszawie. Życie biznesowe i towarzyskie kwitło, a firm polonijnych przybywało. Żyło się kolorowo i wesoło, chociaż wielu, podobnie jak mnie, dokuczało rozstanie z rodziną, szczególnie dziećmi. W 1989 roku założyłem w Chicago szkołę języka angielskiego. Potem własny codzienny program radiowy, który prowadzę już ponad 23 lata ze stacji WPNA 1490 AM w Chicago. W tym czasie miałem okazję poznać wielu wspaniałych ludzi i gościć ich na antenie, jak choćby Krzysztofa Zanussiego, Krystynę Jandę, Juliusza Machulskiego, Marka Grechutę, Czesława Niemena. Poznałem też wielu znanych polityków i sportowców. W Chicago założyłem nową rodzinę i przyjmowałem wizyty dzieci z Polski. Często, bo nawet dwa razy do roku, odwiedzałem Polskę i cały czas nie opuszczała mnie myśl o powrocie na stałe do ojczyzny.

Wyobrażałem sobie swój powrót „na białym koniu”. Rok 2011 mógł stać się tym przełomowym, bowiem wtedy właśnie zdecydowałem się wystartować w wyborach parlamentarnych w Polsce z listy jedynej partii, która przyjęła na swoje listy kandydatów polonijnych. Byłem warszawską „dwójką“, za słynnym Władysławem Kozakiewiczem. Nie udało się. Polonia – szczególnie ta chicagowska – ma ustalone preferencje polityczne i mniej dba o własne interesy, interesy emerytów, biznesmanów czy młodych, mogących studiować w Polsce. Wierzę, że za kilka lat to się zmieni, że Polonia będzie samodzielna i wymagająca, szanująca swoją autonomię, osiągnięcia i prawo do partnerstwa w kontaktach z Polską na każdej płaszczyźnie. Mój syn Piotr, urodzony w Chicago, w tym roku rozpoczął studia medyczne we Wrocławiu. Dzieci wielu Polonusów z Chicago studiują w Polsce.

Niech rośnie nasz wielki kapitał polski, którego ważną i nie do końca wykorzystaną częścią jest Polonia w USA. Stany Zjednoczone to kraj wielkich możliwości, przysłowiowy american dream nie jest pustym sloganem. Mieszkając w Ameryce, wrasta się w nią, ale wielu przybyłych tu Polaków pragnie utrzymać więzi z Polską z różnych powodów i to jest wielkie pole do działania. Po wejściu Polski do Unii Europejskiej emigracja do USA maleje. Emigracja zarobkowa przesunęła się na zachód Europy. Ta w USA, postsolidarnościowa, to już inna emigracja, nie zarobkowa, ale nadal mogąca dać wiele starej ojczyźnie. Dokąd zaprowadzą nas polskie drogi? Czas ucieka, chociaż nikt go nie goni. Poddajemy się rosnącej sile globalizacji, ale i siła ponadtysiącletniej tożsamości narodowej Polaków powinna przetrwać. Pokolenia, dorastające już po transformacji w Polsce, to wielka nadzieja. Jestem optymistą. Żyjemy naprawdę w ciekawych czasach i także od nas zależy, czy będziemy Polską na miarę tej z czasów Jagiellonów. Wierzę, że wykorzystamy wielką szansę. Teraz nie trzeba nam „latarników“, ale liderów, szczególnie młodych, wspieranych przez różne stronnictwa na emigracji i w Polsce. Pierwsze kroki już zostały zrobione, pora na następne! Życzę Państwu w Nowym Roku, byśmy wciąż świadomie dbali o nasz wspólny Wielki Dom, którym jest Polska, i by nasze myśli i działania wiodły nas po polskich drogach. SYLWESTER SKÓRA, CHICAGO MONITOR POLONIJNY


Monitor01:MP 1/13/14 10:23 AM Page 31

Początek roku czas postanowień i karnawału Kiedy pod koniec poprzedniego miesiąca wymyślałyśmy z moją siostrą atrakcje na sylwestra, mama powiedziała, że to również czas, w którym często sporządza się bilans całego roku i podejmuje noworoczne postanowienia. Dorośli – że będą spędzać mniej czasu przed komputerem i poświęcą go na zabawę z dziećmi, np. na wspólne wyjścia do kina albo na wyjazdy na narty czy latem nad wodę; dzieci – że ograniczą jedzenie słodyczy, będą grzeczniejsze i codziennie będą sprzątać swoje zabawki, które czasem rozsiewają po różnych zakątkach domu, że będą chodzić spać o rozsądnej porze, by mieć siłę na naukę i zabawę, że nie będą się ociągać, kiedy o coś ich poprosi pani w przedszkolu albo w szkole, dziadkowie czy rodzice... Mama mówi, że dobrze jest sobie coś postanowić, bo dzięki temu ćwiczy się silną wolę i wytrwaSTYCZEŃ 2014

łość, a przy okazji utrwala się dobre nawyki... Ja w nadchodzącym roku spróbuję już nie marudzić przy obiedzie, nie będę też sięgać po czekoladki przed jedzeniem i każdego dnia poświęcę trochę czasu na naukę pisania i czytania oraz na gimnastykę... Ale nie zapomnę też o dobrej zabawie...

A do niej już jest okazja, bo oto trwa karnawał! W tym roku jest dość długi, skończy się dopiero 4 marca. Wiecie, co można robić w tym czasie? Oczywiście można wybrać się na karnawał do Rio de Janeiro czy Wenecji, ale można też pozostać w domu, urządzać spotkania towarzyskie, bale przebierańców, tańce, a przy okazji organizować różnego rodzaju konkursy, np. na najbardziej oryginalny strój, najbardziej szalony taniec czy niezwykłą maskę karnawałową. Do wykonania tej ostatniej przydać się mogą: karton, nożyczki, cienka gumka, ewentualnie farby, cekiny, brokat, kolorowe piórka... Pomysł niech Wam podpowie wyobraźnia! Powodzenia! BEATA OŚWIĘCIMSKA i SONIA PACZEŚNIAK 31


Monitor01:MP 1/13/14 10:23 AM Page 32

Czy przechowujecie stare przepisy? Te, otrzymane od mamy, babci, cioci, których nie pokonał czas i nadal potrafią zaskoczyć zarówno prostotą, jak i wykwintnością smaku? Jest w nich pamięć o naszym dzieciństwie, o wspaniałych wakacjach u cioć i dziadków. Czasami jest to ciasto,

którego dziś już nikt nie piecze, albo zupełnie już zapomniane kiełbasy, peklowane na zimę w słojach. I choć nie wszystkie te specjały po latach smakują tak samo, to zawsze są wartościowym składnikiem naszej przeszłości i ożywają we wspomnieniach.

Pani Adriana Majka z Bratysławy przysłała do „Piekarnika” właśnie taki „pokoleniowy” przepis na knedle ziemniaczane.

knedle ziemniaczane Składniki na ciasto • 600 g surowych ziemniaków • 100 g ziemniaków ugotowanych w mundurkach • 1 jajko • 1 cebula • 50 g smalcu • 150 g razowej mąki • sól do smaku

Sposób przyrządzania W misce ścieramy surowe obrane ziemniaki oraz te już ugotowane i ostudzone. Dodajemy mąkę, jajko sól i dobrze mieszamy. W garnku grzejemy lekko osoloną wodę. Z masy ziemniaczanej formujemy kulki wielkości około 8 cm i gdy woda zacznie wrzeć, wkładamy je do garnka. Gotujemy około 10-12 minut. Ugotowane knedle odcedzamy i polewamy uprażoną na smalcu cebulką. W domu pani Adriany tak przyrządzone knedle podawano do kaczki lub gęsi, ale można je przecież serwować z innym mięsem, z kapustą lub po prostu polane tłuszczem. Pani Adriana pięknie opisała historię swojego przepisu – jej

ZDJĘCIE: ADRIANA MAJKA

babcia, w połowie Węgierka, dostała go od męża, który pochodził z Czech, ale był półkrwi Niemcem. Nasza czytelniczka, odwiedzając dziadków jako dziecko, pałaszowała te knedle wielokrotnie i teraz może je przyrządzać swoim bliskim.

„Te specjały zwyciężyły nad czasem i miejscem…” – napisała. I takich właśnie ponadczasowych kulinarnych doświadczeń oraz cierpliwości w przywracaniu do życia starych receptur życzę Wam w Nowym Roku! AGATA BEDNARCZYK

Monitor Polonijny 2014/01  
Monitor Polonijny 2014/01  
Advertisement