Page 1

Droga str. 11

Jedwabna Štefánia Gajdošová-Sikorska

Krzysztof Penderecki: „Pasja jest moim największym sukcesem“ str. 6


Szanowni Czytelnicy „Monitora Polonijnego” iniejszy numer naszego miesięcznika został wydany później niż zazwyczaj. Powodem tego stanu rzeczy jest niestabilna sytuacja finansowa pisma. W poprzednich numerach informowaliśmy o tym, że w związku z podjętą uchwałą pełnomocnika ds. mniejszości narodowych przy Kancelarii Rady Ministrów Republiki Słowackiej polska mniejszość w roku 2013 otrzymała o 50% środków mniej niż w roku 2012 i w latach poprzednich, co siłą rzeczy dotknęło również nasze pismo. Dodatkowo pragnę poinformować, że na dzień dzisiejszy „Monitor” nie uzyskał żadnej dotacji z kraju ojczystego, czym jestem bardzo rozczarowany i nad czym ubolewam. Trudno jest mi zrozumieć i zaakceptować fakt, że pismo, nagrodzone w roku 2013 nagrodą im. Macieja Płażyńskiego w kategorii redakcja medium polonijnego, do tej pory nie otrzymała pomocy z Polski. W związku z powyższym niniejszy numer będzie być może numerem jesiennym (wr ześniowo-paździer nikowym), a kolejny, jeśli uda się go wydać, numerem zimowym (listopadowo-grudniowym). Nasze pismo jest medium misyjnym, nie przynosi dochodów przewyższających koszty wydania. Ostatnią nadzieją na to, aby do końca bieżącego roku zostały wydane cztery zaplanowane numery, jest pozytywne rozpatrzenie dodatkowego wniosku o pomoc z Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP, przekazanego za pośrednictwem Wydziału Konsularnego w Bratysławie. TOMASZ BIENKIEWICZ, prezes Klubu Polskiego – Stowarzyszenia Polaków i Ich Przyjaciół na Słowacji, wydawcy „Monitora Polonijnego”

N

Błękitne Skrzydła asz rodak z Prievidzy, pan Tadeusz Wala, pilot szybowcowy i samolotowy, konstruktor lotniczy (przedstawialiśmy go na łamach „Monitora Polonijnego“ w kwietniowym numerze z 2010 roku), został uhonorowany najwyższym wyróżnieniem lotniczym w Polsce. Kapituła Zarządu Krajowego Lotnictwa i redakcji Skrzydlatej Polski przyznała mu Błękitne Skrzydła 2013 w kategorii: wyróżnienie zagraniczne za zaprojektowanie kilkunastu typów i wyprodukowanie ponad 500 szybowców i samolotów oraz żywe i twórcze kontakty z polskimi lotnikami. Uroczystość wręczenia tego wyróżnienia miała miejsce podczas centralnych obchodów Święta Lotnictwa, 28 sierpnia, na Polu Mokotowskim w Warszawie, pod pomnikiem poświęconym lotnikom polskim, poległym w latach 19391945.

N

ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

2

Obecni byli m.in. szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego gen. Stanisław Koziej, wiceminister obrony narodowej Czesław Mroczek, posłowie z Komisji Obrony Narodowej z jej wiceprzewodniczącym na czele wraz z dowódcami poszczególnych rodzajów polskich sił zbrojnych. Błękitne Skrzydła to wyróżnienie istniejące od 1964 roku, przyznawane za najwybitniejsze osiągnięcia w lotnictwie polskim w ciągu roku poprzedzającego ich przyznawanie oraz za całokształt wybitnej działalności na rzecz lotnictwa polskiego. Kapitułę Błękitnych Skrzydeł stanowi zarząd Krajowej Rady Lotnictwa i redakcja Skrzydlatej Polski, wspierane przez Dowództwo Sił Powietrznych. red.


Spis treści

Miarowy stukot kół mknącego po szynach pociągu, świat oglądany zza szyb samochodu lub innego środka lokomocji… Podróże, podróże, podróże! Mimo że wakacje już za nami, proponujemy Państwu podróż ze specjalną mapą „Monitora”, na której znalazły się miasta: Bratysława, Koszyce, Nováčany, Dubnica nad Wagiem, Orawskie Podzamcze, a także kraje: Polska, Estonia czy Ameryka. Podczas wakacyjnych miesięcy odbyło się bowiem sporo wydarzeń, wartych odnotowania. Byliśmy w Koszycach – Europejskim Mieście Kultury 2013, gdzie odbył się koncert z udziałem Krzysztofa Pendereckiego („Wywiad miesiąca“ – str. 6), w Koszycach złożyliśmy też wizytę w Domu Mniejszości Narodowych („Monitor gości mniejszości“ – str. 25), zaś tuż za Koszycami, w Nováčanach, miały miejsce warsztaty twórcze dla dzieci polonijnych („Krok za krokiem w kierunku sztuki“ – str. 12). Nie zabrakło nas także w Bratysławie, gdzie swoją „Drogę Jedwabną“ zaprezentowała Štefánia Gajdošová-Sikorska, artystka polskiego pochodzenia (str. 10). Odwiedziliśmy ponadto Dubnicę nad Wagiem, w której odbył się kolejny już festiwal folklorystyczny (str. 14), a w Orawskim Podzamczu zwiedziliśmy piękny zamek („Słowackie perełki“ – str. 21). W rubryce „Polak potrafi“ za sprawą Max Factora przenieśliśmy się na chwilę do Ameryki (str. 24), natomiast dzięki cyklowi „Rozsiani po świecie“ dotarliśmy z naszą rodaczką do Estonii (str. 30). Nie ominęliśmy oczywiście Polski, gdzie szczególną uwagę zwróciliśmy na nowości książkowe („Bliżej polskiej książki“ – str. 18) i płytowe („Czułym uchem“ – str. 19). Słowacka Polonia zadbała też o podróże kulinarne, w ramach których Klub Polski wziął udział w konkursie na najlepszy gulasz (str. 16), Stowarzyszenie „Polonus“ zaprosiło mieszkańców Żyliny na tradycyjne polskie pierogi (str. 8), zaś przepis na zupę pomidorową, zaprezentowany w rubryce „Piekarnik” (s. 32), ma zdecydowanie europejski charakter. Jak zachować wakacyjne wspomnienia? Odpowiedź na to pytanie znajdą na łamach „Monitora“ jego najmłodsi czytelnicy, których odsyłamy do rubryki „Między nami dzieciakami“ (str. 31). Podróże przynoszą wiele ciekawych doznań. Zapraszamy więc na szlak, przemierzony w czasie wakacji przez „Monitor“, mając nadzieję, że nie była to jego ostatnia peregrynacja. Miłej lektury!

Witamina młodości

4

Z KRAJU

4

WYWIAD MIESIĄCA Krzysztof Penderecki: „Pasja jest moim największym sukcesem“

6

Z NASZEGO PODWÓRKA

8

KINO-OKO LET’S CEE Film Festival

18

BLIŻEJ POLSKIEJ KSIĄŻKI Rzetelne kompendium wiedzy o słowackiej Polonii 18 CZUŁYM UCHEM Talent nie tylko w show

19

Listy uwierzytelniające – pisma na najwyższym szczeblu 20 SŁOWACKIE PEREŁKI Zamek za 8000 złotych

21

WAŻKIE WYDARZENIA W DZIEJACH SŁOWACJI Bombardowanie Bratysławy

22

OPOWIEŚCI POLONIJNEJ TREŚCI „Dziwny jest ten świat“ 23 POLAK POTRAFI Wszystkie gwiazdy Maxa Factora (cz. II) 24 MONITOR GOŚCI MNIEJSZOŚCI Mniejszości goszczą „Monitor“ 25 SPORT!? Nasi w Moskwie

26

Walczymy na Facebooku o autobus do Krakowa

27

Czy Broad Peak i Gaszerbrum pokonały polski himalaizm? 28 OGŁOSZENIA

29

ROZSIANI PO ŚWIECIE „Rozprószenie”

30

MIĘDZY NAMI DZIECIAKAMI Jak ulepić wspomnienia?

31

PIEKARNIK Międzynarodowa przyjemność

32

ŠÉFREDAKTORKA: Małgorzata Wojcieszyńska • REDAKCIA: Agata Bednarczyk, Agnieszka Drzewiecka, Ingrid Majeríková, Katarzyna Pieniądz, Linda Rábeková KOREŠPONDENTI: KOŠICE – Urszula Zomerska-Szabados • TRENČÍN – Aleksandra Krcheň JAZYKOVÁ ÚPRAVA V POĽŠTINE: Maria Magdalena Nowakowska, Małgorzata Wojcieszyńska GRAFICKÁ ÚPRAVA: Stano Carduelis Stehlik ZAKLADAJÚCA ŠÉFREDAKTORKA: Danuta Meyza-Marušiaková ✝(1995 - 1999) • ADRESA: Nám. SNP 27, 814 49 Bratislava KOREŠPONDENČNÁ ADRESA: Małgorzata Wojcieszyńska, 930 41 Kvetoslavov, Tel./Fax: 031/5602891, monitorpolonijny@gmail.com PREDPLATNÉ: Ročné predplatné 12 euro na konto Tatra banka č.ú.: 2666040059/1100 REGISTRAČNÉ ČÍSLO: 1193/95 • EVIDENČNÉ ČÍSLO: EV542/08 • IČO: 30 807 620 Redakcia si vyhradzuje právo na redigovanie a skracovanie príspevkov • Realizované s finančnou podporou Úradu vlády Slovenskej Republiky

www.polonia.sk WRZESIEŃ 2013

3


Witamina młodości jakże lata żal! Niby wszyscy lubimy złotą jesień, ale przecież tylko pod warunkiem, że jest ciepła i słoneczna, a to już nie zawsze takie pewne. U schyłku wakacji kombinujemy więc, co by tu wymyślić, żeby nie dać się chłodnym porankom i szarudze.

Ach,

Jedni wyjeżdżają w ciepłe kraje, inni zapisują się na kursy tańca, naukę języków, a jeszcze inni z pełną determinacją rozpoczynają zajęcia sportowe: basen, aerobik, joga – jest w czym wybierać! Zanim bolesne zakwasy spowodują, że droga na trening wydłuży się, pocieszmy się, że najpopularniejszą polską celebrytką stała się właśnie Ewa Chodakowska, „trenerka wszystkich Polek” – jak głoszą gazety. Regularne ćwiczenia stały się modne, nie tylko za sprawą sympatycznej i urodziwej tre-

ŚWIATOWE DNI MŁODZIEŻY w 2016 r. odbędą się w Krakowie – ogłosił 28 lipca papież Franciszek podczas mszy św. w Rio de Janeiro na zakończenie 28. zlotu młodych katolików z całego świata. Wiadomość wywołała aplauz ok. trzech milionów pielgrzymów ze 190 krajów, w tym z Polski. W SENACIE 5 lipca gościli uczestnicy Szkoły Liderów Polonijnych Europy Zachodniej, w ramach której już po raz piąty w ciągu dwu tygodni odbyły się cykle warsztatów, wykładów, spotkań oraz wizyt studyjnych, adresowanych do aktywnych przedstawicieli środowisk polonijnych. Projekt sfinansowano ze środków MSZ. 4

nerki. Z własnym ciałem zmagają się publicznie znane aktorki, piosenkarki, artyści reklamują w telewizji środ-

W DNIU 12 lipca Sejm przyjął uchwałę w sprawie zbrodni wołyńskiej. Oddał w niej hołd ok. 100 tysiącom Polaków, bestialsko zamordowanych 70 lat temu przez ukraińskich nacjonalistów. Zbrodnia ta została określona jako „czystka etniczna o znamionach ludobójstwa“. POLSKI MSZ poinformował 27 lipca o rozstrzygnięciu II edycji konkursu „Współpraca z Polonią i Polakami za Granicą“, dzięki czemu10 mln zł zostanie przeznaczonych na zakończenie budowy Domu Polskiego w Barze na Ukrainie, remonty w szkołach polskich na Litwie oraz na media polonijne. WARSZAWSKI SĄD uniewinnił 31 lipca Ryszarda Boguckiego i Andrzeja Z., ps. Słowik, od zarzutów nakłaniania do zabójstwa gen. Marka Papały. Papała został zastrzelony 25 czerwca 1998 r. w Warszawie w samochodzie, przed blokiem, w którym mieszkał.

ki na odchudzanie. Krótko mówiąc – Polska się odchudza, Polska zaczyna dbać o wagę i wizerunek. Czy przyczyniły się do tego badania społeczne, które wykazały, że 60 procent Polaków ma nadwagę? Może alarmujące dane, mówiące o tym, że polskie dzieci są najgrubsze w Unii Europejskiej? Faktem jest, iż Polacy powoli zaczęli się podnosić z kanap i foteli, a ich umysły dostrzegają związek pomiędzy otyłością a krótszym życiem. Wreszcie… Ewa Chodakowska ma ponoć dar wspierania swoich kursantek, dopingowania, by nie ustawały w ćwiczeniach. Jej stronę na Facebooku odwiedzają tysiące ciekawskich, a drugie tyle wzajemnie motywuje się do aktywności fizycznej, zamieszczając w Internecie zdjęcia i filmiki, potwierdzające sukcesy w walce z niedoskonałościami własnego ciała. Każdego z nas natura obdarzyła bowiem powolnie działającą bombą zegarową w postaci słomianego zapału. Wiadomo,

PREZYDENT Bronisław Komorowski odwiedził Łuck i Kisielin na Ukrainie w związku z przypadającą 70. rocznicą zbrodni wołyńskiej. Podczas wizyty doszło do incydentu. Gdy prezydent zatrzymał się przed katedrą, by przywitać się z ludźmi, młody człowiek rozbił na jego ramieniu jajko. W WARSZAWIE 1 sierpnia obchodzono 69. rocznicę wybuchu powstania warszawskiego. W Godzinę „W” pod pomnikiem Gloria Victis hołd poległym powstańcom oddali weterani, prezydent Bronisław Komorowski, premier Donald Tusk, prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz oraz warszawiacy. 6 SIERPNIA minęły 3 lata prezydentury Bronisława Komorowskiego. W tym czasie prezydent podpisał ok. 600 ustaw, 3 zawetował, podjął 13 inicjatyw ustawodawczych i złożył ponad 60 wizyt zagranicznych.

PO RAZ PIERWSZY w historii, 7 sierpnia, do polskiego portu w Gdyni wpłynęły japońskie okręty wojenne, które wzięły udział w polsko-japońskich manewrach morskich. BEATA TYSZKIEWICZ, wybitna polska aktorka, znana z ról w takich filmach, jak „Rękopis znaleziony w Saragossie“, „Lalka“ czy „Seksmisja“, obchodziła 14 sierpnia 75. urodziny. W NICEI, 15 sierpnia, w wieku 83 lat zmarł Sławomir Mrożek, jeden z najpoczytniejszych, obok Stanisława Lema i Witolda Gombrowicza, polskich pisarzy i jeden z najczęściej przekładanych. Jego pogrzeb odbędzie się 17 września w Krakowie. Z OKAZJI ŚWIĘTA Wojska Polskiego, obchodzonego 15 sierpnia w rocznicę bitwy warszawskiej 1920 r., prezydent Bronisław Komorowski na dziedzińcu Belwederu MONITOR POLONIJNY


że każde ćwiczenia z czasem się znudzą, nawet jeśli wysmuklimy swoje ciało, pojawi się tysiąc powodów, by je znowu zapuścić. Co więc radzą internautki? Po pierwsze skupić się na pokonywaniu własnych słabości – solidny wycisk to gwarancja schudnięcia w szybkim tempie, którego nie zagwarantują nam cowieczorne spacery. Gdy dopada nas zmęczenie, po prostu zwolnijmy, ale nie przerywajmy ćwiczeń. Z czasem będziemy mieć coraz więcej sił – to też poprawia humor i jest dowodem poprawy kondycji. Po drugie nie trzeba pokonywać pół miasta, by ćwiczyć w modnej siłowni. We własnym domu, z płytą lub komputerem, możemy osiągnąć to samo pod warunkiem, że mamy dostęp do sprawdzonych i skutecznych zestawów ćwiczeń. Jeżeli się nimi znudzimy, sięgnijmy po następne. Zainwestujmy w strój, akcesoria i dodatkową muzykę – będzie nam głupio zrezygnować i przyznać się do wyrzucenia pieniędzy. wręczył nominacje generalskie i admiralskie. UHONOROWANO 14 Polaków, którzy podczas II wojny światowej ratowali Żydów – 21 sierpnia odznaczono ich medalami Sprawiedliwy wśród Narodów Świata. Medale te przyznawane są od 1963 r. przez izraelski Instytut Pamięci Narodowej Yad Vashem, zaś ceremonia ich wręczenia po raz pierwszy odbyła się w otwartym w kwietniu br. Muzeum Historii Żydów Polskich w Warszawie. PREZYDENT Bronisław Komorowski odznaczył 22 sierpnia Orderem Odrodzenia Polski amerykańską senator polskiego pochodzenia Barbarę Mikulski. Komorowski podziękował jej za wysiłki na rzecz rozwiązania problemu ruchu bezwizowego między Polską a Stanami Zjednoczonymi. CIAŁA OFIAR komunistycznego reżimu, dowódców oddziałów AK WRZESIEŃ 2013

Po trzecie nie nastawiajmy się od razu na figurę modelek i modeli, nie zawsze rezultaty są widoczne od razu, ale po pierwszych zakwasach poprawi się nasza kondycja i przybędzie nam energii, a co za tym idzie – wzmocnimy mięśnie i ogólną odporność organizmu. Uff, może faktycznie przywitajmy jesień solidną dawką sportu w domowym wydaniu? Każdy chce być zdrowy, szczupły i sprawny, a siedzenie przed telewizorem z dodatkową porcją ciasta na talerzyku raczej nas od tych marzeń oddala. Jesień, nawet ta deszczowa i smutna, może dodać nam energii, musimy jej tylko poszukać. Domowa aktywność fizyczna jest chyba najprostszą i najłatwiej dostępną formą

i WiN – mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki“ i mjr. Hieronima Dekutowskiego „Zapory“ – zidentyfikowano 22 sierpnia na warszawskich Powązkach. PRZEWODNICZĄCYM PO ponownie został Donald Tusk. W bezpośrednich wyborach partyjnych otrzymał prawie 80 proc. głosów, jego konkurent Jarosław Gowin ok. 20 proc. Wyniki ogłoszono 23 sierpnia. PREZYDENT RP Bronisław Komorowski spotkał się 26 sierpnia w Czerwonym Klasztorze z prezydentem Słowacji Ivanem Gašparovičem. Komorowski podkreślił, że oba kraje mają wspólny pogląd na integrację Ukrainy z Unią Europejską. Przekazał też prezydentowi Słowacji, iż strona polska kończy prace nad umową o wybudowaniu interkonektora gazowego na granicy polsko-słowackiej. Ponadto podkreślił, że na pograniczu polsko-sło-

zyskania czegoś dla siebie, a rodzina, choć pewnie z początku potraktuje nas z przymrużeniem oka, zapewne szybko nam pozazdrości, a kto wie, może i do nas dołączy. Trenerzy zawsze mówią: „Uwierz w siebie! Naprawdę możesz, naprawdę dasz radę” – i ja głęboko w to wierzę. Wyciągam z szafy dres, na podłodze kładę koc… I mój domowy fitness już jest gotowy! AGATA BEDNARCZYK

wackim istnieje wiele miejsc atrakcyjnych turystycznie, które mogą być wykorzystywane wspólnie przez oba kraje, np. przełom Dunajca, Pieniny i funkcjonujące obok siebie parki narodowe. BYŁY MINISTER sprawiedliwości w rządzie Donalda Tuska Krzysztof Kwiatkowski został nowym prezesem Najwyższej Izby Kontroli. OKOŁO 13 TYS. dzieci i młodzieży polonijnej wypoczywało w tym roku w Polsce, doskonaląc znajomość języka polskiego i pogłębiając wiedzę o Polsce. Wakacje dla Polonii MSZ wsparło kwotą ok. 12 mln zł. PREMIER Donald Tusk wyraził 28 sierpnia przekonanie, że koalicja nie utraci większości w parlamencie. Podkreślił, że jeśli tak się stanie, naturalną konsekwencją takiej sytuacji jest inna koalicja rządowa albo wcześniejsze wybory. Premier mówił o tym po odejściu

z partii i klubu PO posła Johna Godsona. POLITYK PO Jarosław Gowin ogłosił 30 sierpnia, że na trzy miesiące zawiesza członkostwo w klubie PO w akcie solidarności z Jackiem Żalkiem, którego zawiesiły władze klubu Platformy. Ostatecznie Gowin opuścił Platformę 9 września. Koalicja PO-PSL ma po jego odejściu tylko 232 głosy w 460 osobowym Sejmie. 31 SIERPNIA obchodzono 33. rocznicę porozumień sierpniowych. Przewodniczący NSZZ „Solidarność“ Piotr Duda mówił w Gdańsku, że obecnie związek stara się „walczyć o testament robotników z 1980 r.“. NA TERENIE Liceum Francuskiego w Warszawie stanie pomnik Rene Goscinnego, twórcy takich postaci, jak Asterix czy Mikołajek. mp 5


Krzysztof Penderecki: „Pasja jest moim największym sukcesem“ Dzięki różnym pod względem narodowościowym korzeniom Pańskich przodków łączy Pan różne kultury. Do jakiego stopnia pochodzenie miało wpływ na Pana i Pańską twórczość? Mój dziadek był Niemcem, ale też i wielkim polskim patriotą. Wszyscy moi wujowie służyli w wojsku polskim i piastowali bardzo wysokie stanowiska. Moja babka była polską Ormianką. Jej przodkowie przyjechali z Iranu i osiedli się w Polsce w XVIII wieku. Była wyznania ormiańskiego, więc i ja z nią chodziłem do armeńskiego kościoła w Krakowie. Mój ojciec był grekokatolikiem. Ten silny wschodni wpływ zainspirował mnie do napisania wielu ortodoksyjnych utworów w języku starocerkiewnym. Z kolei mój dziadek, którego ojciec był protestantem, musiał przejść na katolicyzm, gdyż nie dostałby w Polsce posady. Wyrosłem w atmosferze bardzo katolickiej. Może więc dlatego stworzyłem tyle utworów sakralnych?

„Wyrosłem w atmosferze bardzo katolickiej. Może więc dlatego stworzyłem tyle utworów sakralnych?” Ale to rodzice otworzyli przed Panem drzwi do świata muzyki? Urodziłem się w małym miasteczku, w Dębicy. Moja mama była szalenie pobożna, więc to też może po trosze wyjaśniać, skąd w mojej twórczości tyle muzyki sakralnej. Z kolei mój ojciec, adwokat, był raczej wolnomyślicielem, grającym na skrzypcach. Kiedy miałem pięć lat, dał mi do ręki właśnie ten instrument i kazał mi na nim grać. Był moim pierwszym nauczycielem. Potem uczyłem się gry na fortepianie. To mnie wciągnęło. W wieku sześciu lat skomponowałem swój pierwszy utwór – poloneza na skrzypce i fortepian. Był on prezen6

Koszyc, Europejskiego Miasta Kultury 2013, zawitał Krzysztof Penderecki, największy polski kompozytor muzyki współczesnej, by w katedrze św. Elżbiety zaprezentować swoje wybitne dzieła. To wielkie wydarzenie poprzedziło spotkanie z dziennikarzami w koszyckim Kulturparku, podczas którego maestro opowiadał między innymi o genezie swoich kompozycji i międzynarodowym pochodzeniu, żartując, że „mieszańce są inteligentniejsze”. Podkreślił, że ma 80 lat, ale czuje się na 50. Po konferencji prasowej udzielił wywiadu dla czytelników „Monitora Polonijnego“.

Do

tem urodzinowym dla mojej babci. Podczas uroczystości rodzinnej ja grałem na skrzypach, a ojciec na fortepianie. Babcia była zachwycona. Potem przeszedłem przez kolejne etapy zachwytu muzyką – od wirtuozowskiej przez klasykę do elektronicznej i awangardowej. To trwało oczywiście dosyć długo. Człowiek rodzi się z zamiłowaniem do muzyki, czy też może je w sobie wykształcić? Tego nie można się nauczyć, bo muzykę albo się słyszy, albo nie. Ale ważny jest też moment, kiedy ktoś zainteresuje człowieka muzyką. Gdyby ojciec nie kupił mi skrzypiec, to pewnie nie zostałbym muzykiem. A co innego by Pan robił? Bardzo mnie interesowała architektura, dobrze rysuję. Nawet ojciec potem chciał, żebym poszedł na architekturę, ale… Pan już zdążył połknąć muzycznego bakcyla? Tak, już nie było odwrotu od muzyki. Od razu pokochał Pan skrzypce? Były różne momenty załamań, kiedy chciałem zaprzestać gry na tym instrumencie, ale ojciec nawet nie chciał o tym słyszeć. Wie pani, wtedy, w latach 40., nie dyskutowało się z ro-

dzicami czy dziadkami, ale się ich słuchało. Ważne jest środowisko, w którym człowiek się wychowuje. Muzyka otworzyła Panu drzwi do międzynarodowej kariery. Pierwszym kluczem do nich było zwycięstwo w konkursie kompozytorskim, w wyniku którego otrzymał Pan w nagrodę paszport. Jak Pan wspomina tamte czasy? W latach 50. starałem się o wyjazd do Darmstadt na kursy muzyki współczesnej, ale przez kilka lat negatywnie rozpatrywano moje podania o paszport. W 1959 roku przeczytałem w gazecie, że jest rozpisany konkurs dla kompozytorów. Zwycięzca miał w nagrodę wyjechać za granicę. Skomponowałem więc trzy utwory, każdy w innym stylu. Ponieważ jestem oburęczny, jedną partyturę napisałem prawą ręką, drugą lewą, a trzecią dałem do przepisania koledze. Wszystko po to, by jurorzy się nie zorientowali, że te kompozycje napisała jedna osoba. Za każdy utwór zostałem nagrodzony i wtedy pierwszy raz dostałem do ręki paszport! Nie pojechałem jednak do Darmstadt, ale do Włoch. Od dziecka marzyłem, żeby zobaczyć Rzym, Florencję.

„W wieku sześciu lat skomponowałem swój pierwszy utwór – poloneza na skrzypce i fortepian”. MONITOR POLONIJNY


Miał Pan kompleksy, wyjeżdżając z kraju socjalistycznego? Może trochę miałem. Chociaż nie jestem człowiekiem zakompleksionym. Zawsze parłem do przodu, nie odwracałem się za siebie, nie liczyłem się na przykład ze środowiskiem kompozytorów. Ja pisałem swoją muzykę, oni swoją. Moja została, ich nie bardzo. To znaczy, że rację miałem jednak ja.

ku malarza, który przecież nie chodzi na wystawy innych malarzy, żeby szukać inspiracji. Malarze raczej tego nie robią. Ja też tego nie robię. Już wysłuchałem wszystkiego, czego miałem wysłuchać kiedyś, kiedy byłem ciekawym świata, bardzo młodym człowiekiem. Jestem bardzo skupiony na swojej muzyce. Pytają mnie, co sądzę o kompozycjach moich kolegów. Ja nic nie sądzę, bo ja nie słucham tego, co piszą inni. Czasem słyszę jakieś utwory przypadkowo, ale one mnie nie interesują.

Jest jakiś konflikt między kompozytorami? No tak. Jest pewnego rodzaju izolacja. Miałem wielu przyjaciół kompozytorów. Do czasu. Po pierwszym wykonaniu „Pasji“ na Warszawskiej Jesieni, kiedy publiczność wyważyła drzwi, żeby dostać się na koncert, bo wszystkie bilety były wyprzedane, straciłem przyjaciół wśród kompozytorów. Wie pani, mój zawód to praca dla samotnika. Siedzę jak borsuk w swojej norze i komponuję w izolacji. Ja oczywiście bardzo kocham swoją rodzinę, ale jak piszę, to jestem sam – tygodniami, miesiącami.

„Mój zawód to praca dla samotnika. Siedzę jak borsuk w swojej norze i komponuję w izolacji”. Czy ustrój, w którym żyje kompozytor, ma wpływ na jego twórczość? Nie, kompozytor powinien żyć w swoim świecie, często abstrakcyjnym. Jednak z drugiej strony… Gdyby nie to, co się działo w Polsce, na pewno nie napisałbym „Requiem“ czy innych utworów…

Kiedyś Pan powiedział, że siedzi w Panu chochlik, który każe Panu iść pod prąd. Z wiekiem nabrał Pan pokory? Nie, myślę, że cechuje mnie to coś, czego nie można się pozbyć. Na szczęście. Wciąż coś robię na przekór innym. Na przykład dawniej muzyka sakralna była zabroniona w Polsce, nikt jej nie komponował, a ja ją pisałem i nic mi się nie stało.

Słucha Pan muzyki kolegów? Swojej? Nie. Po co? Ja piszę nowe utwory. Wie pani, to jest tak, jak w przypad-

WRZESIEŃ 2013

ZDJĘCIE: MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

Czy reakcje publiczności są dla Pana ważne? Kiedyś wydawało mi się, że to nie jest ważne, ale teraz doceniam, że już od tylu lat mam swoją wierną publiczność.

A więc jest jakaś zależność? Wydaje mi się, że jest to kwestia odpowiedzialności. Nawet za pośrednictwem sztuki można walczyć z ustrojem, systemem. Na przykład na milenium polskiego chrztu

w 1966 roku, które było przemilczane w polskiej prasie, postanowiłem napisać „Pasję“. Utwór ten po raz pierwszy wykonano w katedrze w Munster, albowiem w Polsce nie można było go zagrać. Ale potem – ponieważ okazał się światowym sukcesem – pozwolono to dzieło religijne wykonywać również w Polsce. Najpierw zgodę na jego wykonanie wyraziły władze krakowskie, potem, tego samego roku, zagrano go w Warszawie. Od tego czasu wszyscy pisali muzykę religijną, ale ważne jest, kto zrobił to pierwszy. Czyli reaguje Pan na wydarzenia, które mają miejsce… Przecież człowiek jest świadkiem tego, co się dzieje. Często niemym, ale świadkiem. W Pana przypadku jednak nie niemym. No tak. Wie pani, nie można stać obok, bo to, co się dzieje w polityce, też jest bardzo ważne. Ale teraz nie muszę sobie tym zaprzątać głowy, bo mamy wolność, a nawet za dużo tej wolności. Dlaczego Pan tak myśli? Taka nieokiełznana wolność jest niebezpieczna, bo powstaje chaos, dziesiątki partii. Pamiętam, że po przewrocie w Polsce powstało około 30 partii, a jedna z nich nazywała się nawet Partią Piwa. To jakiś nonsens.

7


Komponował Pan utwory Wyjeżdżałem w tam„Napisałem z różnych okazji, jak tych czasach do Czechoprzeszło sto choćby wspominanego już słowacji czy Rosji, bo utworów, nie muzykowi łatwiej było milenium chrztu mogę lubić dostać paszport do krapolskiego, wydarzeń, jednego“. dotyczących jów socjalistycznych, „Solidarności”, śmierci i rzeczywiście u nas, papieża Jana Pawła II czy ataku w Polsce od połowy lat 50. jednak na Hiroszimę. Nie chciał Pan była większa wolność. zareagować na tragedię pod Z czego to wynika? Smoleńskiem? Wie pani, ta katastrofa jest rozWie pani, my Polacy zawsze bylidmuchana politycznie. To była traśmy buntownikami za sprawą nagedia dla tych, którzy zginęli, i ich szej historii w XIX wieku. Ile porodzin. Nie jestem entuzjastą Prawa wstań, ruchów wolnościowych i Sprawiedliwości, ale też przestaję miało wtedy miejsce? Nigdzie być entuzjastą Platformy Obywatelw Europie tak się nie buntowano. skiej, bo idzie ona w złym kierunku. Ten duch wolności jest w nas rówAle może do czasów wyborów parnież za sprawą naszej literatury, na lamentarnych w Polsce coś się jeszprzykład Sienkiewicza. Może to nie cze zmieni? jest największa literatura, ja wolę Tomasza Manna, ale dzieła te spełniCzuje się Pan Polakiem, czy ły swoją rolę. raczej obywatelem świata? I jedno, i drugie. Oczywiście W tym roku obchodzi Pan moje korzenie są w Polsce. 80. urodziny. Jak je Pan świętuje? Niestety nie mam w tym półroczu W Lutosławicach założyłem arbow ogóle czasu dla siebie. Kalendarz retum, a obok niego wybudowamam całkowicie wypełniony. Jeżdżę łem salę koncertową na 700 osób. na różne koncerty, podczas których Tam też znajduje się całoroczna albo dyryguję, albo słucham wykoszkoła z hotelem dla studentów, nania swoich utworów. Bardzo się w której przekazuję wiedzę na cieszę, że dobrze się sprzedaje moja temat muzyki kameralnej. Oczyostatnia płyta kameralna, a utwory, wiście poza mną wykładają które się na niej znalazły, są dość w niej także inni wykładowcy. często wykonywane. Muzyka poważna jest naszym Co jest Pana największym sukcesem? najlepszym towarem eksportowym? Myślę, że Polska nie potrafi za„Pasja“ jest moim największym troszczyć się o własną twórczość, sukcesem, bo otworzyła mi sale czy to w dziedzinie muzyki, czy też koncertowe na całym świecie. na przykład nauki. Nie potrafi tego, Istnieje coś takiego jak ulubiony co już osiągnęła, odpowiednio nautwór kompozytora? głaśniać. Czesi są w tej dziedzinie Nie. Napisałem przeszło sto specjalistami. utworów, nie mogę lubić jednego. Czy w Polsce, w porównaniu Tak jak w moim parku mam 1700 na przykład z Czechosłowacją, gatunków drzew i nie mogę powiew czasach socjalizmu była większa dzieć, które jest najpiękniejsze. wolność dla twórców? Rozmawiałam Miewa Pan tremę przed występami? kiedyś z Romanem Bergerem – Tremę? Nie, dla mnie muzykowapolskim kompozytorem z Zaolzia, nie z dobrą orkiestrą to przyjemktóry w tamtych czasach przeniósł ność. Przecież to jest moja muzyka. się do Bratysławy i którego Nawet jak się pomylę, to i tak nikt zaskoczyło to, że w Czechosłowacji się nie zorientuje. polityczne ograniczenia miały wpływ MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA, Koszyce nawet na muzykę poważną. 8

Dni Polskiej Kultury

w Żylinie

dniach 2 – 3 sierpnia w Żylinie odbyły się Dni Polskiej Kultury, które przygotowało Stowarzyszenie „Polonus“. Ich uroczystego otwarcia dokonał ambasador RP w RS Tomasz Chłoń. W ramach tejże imprezy na żylińskim Rynku Mariańskim wystąpiły zespoły Turnie ze Starej Bystrej i Kamuflaż z Bielska Białej. Zaprezentowano też walory polskiej kuchni, a konkretnie pięć rodzajów pierogów, chleb ze smalcem i ogórki kiszone. Drugiego dnia odbyła się red prezentacja polskich bibliotek.

W

Krzysztof Penderecki w Koszycach atedra świętej Elżbiety w Koszycach 5 września pękała w szwach. Koncert dzieł Krzysztofa Pendereckiego w Europejskiej Stolicy Kultury 2013 stał się wydarzeniem miesiąca, a być może nawet i roku, tym bardziej, że najmłodszą profesjonalną orkiestrą symfoniczną z Polski - Beethoven Academy Orchestra dyrygował sam maestro. Podczas wieczoru zabrzmiały takie dzieła, jak: „Agnus Dei”, „Sinfonieta per Archi”, „Ciaccona“ i inne. Solistą wieczoru był wiolonczelista Rafał Kwiatkowski. Koszycka publiczność nagrodziła artystów i samego kompozytora, który zaprezentował się w doskonałej formie, długimi brawami na stojąco. red

K

MONITOR POLONIJNY


entrum Edukacji Publicznej Instytutu Pamięci Narodowej od siedmiu lat organizuje Polonijne Spotkania z Historią Najnowszą, na które zaprasza nauczycieli, pracujących na co dzień w zagranicznych ośrodkach edukacyjnych, gdzie prowadzą zajęcia z języka, kultury i historii Polski na różnych poziomach – od wczesnoszkolnego do akademickiego. Takie spotkania odbywają się w czasie wakacji (w tym roku 1-10 lipca), w ostatnich latach w dawnym pałacu Wielopolskich i Potulickich w Oborach k. Konstancina. W ich trakcie przyjeżdżający nauczyciele gromadzą wiedzę i wymieniają się doświadczeniami, by potem wykorzystać je na zajęciach ze swoimi studentami i uczniami. W tegorocznym spotkaniu udział wzięli pedagodzy nie tylko z pobliskich Niemiec, Czech, Słowacji (niżej podpisany), Ukrainy, Białorusi, Litwy, Węgier czy Rumunii, ale też i z USA, Włoch, a nawet z głębi Rosji. Organizatorzy, na czele z dyrektorem pionu edukacyjnego IPN Andrzejem Zawistowskim oraz koordynatorką spotkań Olgą Tumińską, starają się zawsze, by podczas zajęć poruszana była aktualna tematyka. W tym roku przy okazji 70. rocznicy zbrodni wołyńskiej miał miejsce wykład Ewy Siemaszko (współautorki monumentalnej pracy „Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia 1939-1945“), zatytułowany „Polacy i Ukraińcy w latach II wojny światowej i bezpośrednio po niej“. Uczestnicy spotkania wzięli też udział w zorganizowanym przez IPN w tym samym czasie przeglądzie filmowym „Echa Wołynia”.

C

WRZESIEŃ 2013

Bardzo poruszające okazało się spotkanie z prof. Krzysztofem Szwagrzykiem w Kwaterze „Ł” na Powązkach Wojskowych. Prowadzący ekshumacje bohaterów polskiego podziemia, zapytany o wymiar tej pracy, odpowiedział, że ma ona dla niego – jako naukowca, a nade wszystko Polaka i patrioty – charakter misji, traktuje ją tak, jakby była naznaczona przez dotknięcie Bożego palca... Dziś wiemy, że ta praca przynosi efekty: zidentyfikowano już niektóre ofiary terroru komunistycznego, m.in. mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”, mjr. Hieronima Dekutowskiego „Zapory”. Wielce prawdopodobne jest, że zostaną odnalezione szczątki rotmistrza Witolda Pileckiego i gen. Augusta Fieldorfa „Nila“. Podczas spotkania pedagogów odbyły się też wykłady, poświęcone Solidarności lat 1980-1981, a także takim postaciom, jak Władysław Gomułka, Edward Gierek, Wojciech Jaruzelski – poprowadził je m.in. Piotr Gontarczyk. Inne poruszane tematy to instalowanie władzy komunistycznej w Polsce, rola kobiet w opozycji, tzw. żołnierze wyklęci itd. W ramach spotkania odbyły się ponadto warsztaty, dotyczące pracy z filmem i fotografiami jako źródłami wiedzy historycznej. Warto podkreślić, że co roku w ra-

mach spotkań nauczyciele z zagranicy testują nowe gry edukacyjne, przygotowywane przez Karola Madaja (twórcę m.in. kultowej gry „Kolejka”) lub zespół pod jego kierunkiem. W zeszłym roku była to gra „ZnajZnak”, która jest już dostępna na rynku i która pomaga uczyć odczytywania symboli, związanych z polską historią XX wieku. Uczestnicy tegorocznego spotkania mieli też okazję zwiedzić archiwum IPN, więzienie na Rakowieckiej, w którym polską ludność represjonowali najpierw hitlerowcy, a potem komuniści, a ponadto obejrzeli wiele filmów fabularnych i dokumentalnych o tematyce historycznej.

ZDJĘCIA: JAKUB PACZEŚNIAK

Udział w spotkaniach historycznych procentuje choćby w różnych przedsięwzięciach, realizowanych przez jego uczestników później. Przykładem może być choćby prezentowana podczas otwarcia Centrum Języka i Kultury Polskiej na Uniwersytecie Mateja Bela w Bańskiej Bystrzycy w 2012 r. wystawa „Fenomen Solidarności. Migawki z dziejów Polski 1980-1981”. Z kolei na jesień br. zaplanowano – także w Bańskiej Bystrzycy – wystawę plenerową „Komunizm – La Belle Époque”, konfrontującą propagandowy i rzeczywisty obraz lat siedemdziesiątych XX wieku w europejskich państwach bloku sowieckiego. Wiosną 2014 roku zaś będzie miała miejsce wystawa „Dni Powstania – Warszawa 1944”. Przy okazji takich wystaw odbywają oczywiście otwarte wykłady i warsztaty historyczne dla studentów polonistyki, historii czy stosunków międzynarodowych. JAKUB PACZEŚNIAK CJiKP na UMB w Bańskiej Bystrzycy 9


Droga Jedwabna

rzedstawiam Państwu swoją Drogę Jedwabną. Drogę w polskim znaczeniu, ale i słowackim, bowiem praca na jedwabiu stała się dla mnie narkotykiem“ powiedziała 8 sierpnia w Instytucie Polskim w Bratysławie Stefania GajdošováSikorska – artystka polskiego pochodzenia, mieszkająca i tworząca w Koszycach, podczas otwarcia swojej autorskiej wystawy.

„P

Żadna droga, trasa czy szlak w dziejach ludzkości nie znaczył tyle co jedwabny szlak. Łączył on nie tylko kontynenty, ale też ludzi i ich różne kultury. Funkcjonował prawie dwa tysiące lat i liczył łącznie ponad 12 tys. kilometrów. Jego pierwotna niemiecka nazwa Seidenstrasse, to tyle co ‘droga jedwabna’, a taki właśnie tytuł nosi wystawa Steni GajdošovejSikorskiej. Jej „Droga Jedwabna” połą-

10

czyła Słowację z Polską, wschód Słowacji z jej zachodem, o czym można było się przekonać, oglądając prezentowane obrazy: portrety bliskich autorce osób oraz obrazy abstrakcyjne. Wszystko to malowane oczywiście na jedwabiu! „To podróż do Polski i udział w międzynarodowym workshopie spowodowały, że pokochałam pracę na jedwabiu“ – mówiła bohaterka wieczoru.

MONITOR POLONIJNY


Licznie przybyli goście, wśród których byli też konsul, radca minister Grzegorz Nowacki, dyrektor programowy Instytutu Polskiego Tomasz Grabiński i przedstawicielka Kancelarii Rady Ministrów RS Lydia Šramková, podziwiali trudną sztukę malowania na zdradliwym, śliskim materiale, jakim jest jedwab. „To nieobliczalny materiał, wymagający ciężkiej pracy, ale też dający satysfakcję, zabawę. Czasami bywa zaskakujący“ – wyjaśniała artystka, która lubi też zaskakiwać. Tym razem przygotowała dla gości ciekawy

ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

rekwizyt: różowe i różowo-szare okulary, przez które można było oglądać nie tylko prezentowane prace, ale i otaczającą rzeczywistość. Do stworzenia magicznej atmosfery wieczoru przyczyniła się też muzyka w wykonaniu duetu Romanika z Trnawy. Organizatorem wystawy, powstałej w ramach cyklicznego projektu „Sztuka z naszych szeregów“, był Klub Polski we współpracy z Instytutem Polskim w Bratysławie. mw WRZESIEŃ 2013

ŠTEFÁNIA GAJDOŠOVÁ-SIKORSKA Urodziła się w Starej Lubowli, w polskiej rodzinie (rodzice pochodzą z Piwnicznej). Jest absolwentką Średniej Szkoły Odzieżowej w Trenczynie (projektowanie), Akademii Sztuk Pięknych w Bratysławie (projektowanie tkanin w pracowni doc. P. Ruska i projektowanie odzieży w pracowni J. Sabovej). Wzięła udział w 10 międzynarodowych workshopach, plenerach i warsztatach twórczych, jej prace były prezentowane na 35 zbiorowych wystawach na Słowacji i za granicą, między innymi w Koszycach, Bratysławie, Międzylaborcach, Żylinie, Krakowie, Orńsku, Nowym Sączu, Rzeszowie, Jaśle, Wiedniu, Marchegg, Budapeszcie. Obecnie pracuje jako pedagog w szkole średniej w Koszycach.

Projekt powstał dzięki finansowemu wsparciu Kancelarii Rady Ministrów RS, w ramach progamu Kultura Mniejszości Narodowych 2013

11


Krok za krokiem w kierunku sztuki

Nováčany 2013 łomiany ptak i słomiany pająk, pomalowane na różne kolory kręgle, obrazy, przedstawiające ulubione postaci, korale, bransoletki – to efekt prac uczestników tegorocznych warsztatów twórczych, które zorganizowała dla polonijnych dzieci Štefania Gajdošová-Sikorska z Klubu Polskiego Koszyce.

S

Zgrupowanie dziesięciorga przedstawicieli najmłodszej słowackiej Polonii odbyło się na farmie w Nováčanach koło Koszyc. A skoro była to farma, to oczywiście obiektem inspi-

12

racji twórczych stali się jej mieszkańcy, czyli owce, świnie, kury, konie czy krowy, co można było do-

strzec podczas wystawy końcowej. Początkowo niektórzy z najmłodszych uczestników mieli obawy, czy sobie poradzą przez tydzień z dala od rodziców i  czy będą potrafili stworzyć dzieła sztuki. Wszystkie te obawy zniknęły, kiedy prowadząca warsztaty Štefania Gajdošová-Sikorska z  ogromną cierpliwością i  wyrozumiałością

wyjaśniała krok po kroku poszczególne techniki plastyczne. To ona podpowiedziała też uczestnikom, by stworzyć wspominanego już wyżej ptaka i pająka ze słomy, które stanęły przy wejściu na farmę. Zgrupowanie plastyczne polegało nie tylko na pracy twórczej, ale było też okazją do wspólnych gier i zabaw, dzięki którym jego

MONITOR POLONIJNY


uczestnicy mogli się lepiej poznać. Niewątpliwie atrakcją było również to, że mieszkając na farmie, mogliśmy codziennie spożywać mleko prosto od krowy, świeży ser, żętycę czy bryndzą. Nie otrzymywaliśmy tego wszystkiego za

darmo – w zamian codziennie dbaliśmy o konie, karmili je, czesali, czyścili kopyta i  odprowadzali na noc do stajni. Popołudniami natomiast odpoczywali, wylegując się na słomie. Były to prawdziwie wiejskie wakacje! Przez jeden sierpniowy tydzień wszyscy mieszkańcy farmy tworzyli jedną dużą rodzinę. Jedna z uczest-

niczek warsztatów po powrocie do domu napisała do mnie: „Szkoda, że kolejne spotkania twórcze dopiero za rok, mogłyby od-

ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

być się już teraz“. Warto też podkreślić, że zrobiliśmy kolejny krok w kierunku sztuki. MARTINA ZAŤKOVÁ

WRZESIEŃ 2013

Projekt zrealizowany z finansowym wsparciem Kancelarii Rady Ministrów RS, progam: Kultura mniejszości narodowych 2013

13


Polonijne Dni Przyjaźni, Współpracy

egoroczna edycja tradycyjnej imprezy folklorystycznej w Dubnicy nad Wagiem obfitowała w liczne polskie akcenty, a zdaniem wielu obecnych była najlepsza z dotychczasowych.

T

Trzydniowy festiwal folkloru, trwający od 30 sierpnia do 1 września, uświetnili artyści zaproszeni przez Klub Polski, czyli zespół Żędowianie z doskonałą solistką M. Skibińską (kierownik Domu Kultury w Zawadzkiem) oraz zespół Jesienka z DUO Bagínová. Podczas uroczystej akademii, która odbyła się w dubnickim Centrum Organizacji Pozarządowych, wszystkich przybyłych przywitał

14

prezes Klubu Polskiego Tomasz Bienkiewicz. Wśród gości byli m.in. burmistrz Dubnicy nad Wagiem J. Gašparík, burmistrz Otrokovic J. Budek, przewodniczący Rady Miejskiej Zawadzkiego S. Kiełek, konsul, radca minister Grzegorz Nowacki, przewodniczący Macierzy Słowackiej Š. Antalik, delegacje miast partnerskich i organizacji pozarządowych oraz oczywiście członkowie Klubu Polskiego. W tym ro-

ku uhonorowano pracę i starania głównego organizatora przedsięwzięcia Zbigniewa Podleśnego, któremu burmistrz Dubnicy nad Wagiem, dziękując za wieloletnią współpracę, wspieranie partnerskich kontaktów między miastem

MONITOR POLONIJNY


i Folkloru

ZDJĘCIA: M. DAMBORÁK

Zawadzkie a Dubnicą nad Wagiem i znaczący wkład w integrację polskiej mniejszości na Słowacji, wręczył specjalną Nagrodę Miasta Dubnica nad Wagiem z okazji 820. rocznicy powstania pierwszej pisemnej wzmianki o mieście.

Po uroczystościach oficjalnych wszyscy udali się do amfiteatru DUFAF, gdzie rozbrzmiewała muzyka ludowa z różnych krajów. Polskę reprezentował zespół Żędowianie, składający się z trzydziestu tancerzy oraz dwunastu muzyków, który za-

cej pogody odbyła się ona nie w Kalwarii Dubnickiej, jak planowano, ale w kościele św. Jakuba. Ostatni weekend wakacji mieszkańcy Dubnicy nad Wagiem i goście spędzili na ludową nutę. Dzięki Klubowi Polskiemu, ta nuta miała także brzmienie polskie. red., u.sz.

chwycił publiczność nie tylko przepięknymi strojami ludowymi, ale przede wszystkim różnorodnymi tańcami. Były wśród nich zarówno tańce śląskie, jak i mazur czy polonez. Prowadząca grupę Jadwiga Breguła podkreśliła, że Żędowianie odwiedzają Dubnicę już po raz siódmy. „Te zaproszenia to ogromna mobilizacja oraz duże emocje dla członków zespołu“ – mówiła. W niedzielę uczestnicy tegorocznych Polonijnych Dni Przyjaźni udali się na polską mszę święta, celebrowaną przez salezjanina Petra Mlynarčíka. Z powodu niesprzyjają-

Składam podziękowania Wszystkim uczestnikom i gościom za ich udział we wspaniałym programie, wszelką pomoc i uczestnictwo Zbigniew Podleśny WRZESIEŃ 2013

I m p r e z a o d b y ł a s i ę d z i ę k i w s p a r c i u K a n c e l a r i i R a d y M i n i s t r ó w R S , p r o g r a m : K u l t u r a m n i e j s z o ś c i n a r o d o w y c h 2 0 13

15


próbujcie najlepszego gulaszu, przygotowanego według doskonałego polskiego przepisu!“ – zachęcała Kasia Tulejko, prezes Klubu Polskiego Bratysława podczas „Gulaszowania“, czyli konkursu na najlepszy gulasz, organizowanego w dzielnicy Bratysławy – Podunajskie Biskupice.

„S

polskich przepisach, albo według lokalnych, by przypodobać się jurorom“ – proponował Tomasz Bienkiewicz, prezes naszej organizacji, który w ubiegłym roku zainicjował udział Klubu Polskiego w tradycyjnej kulinarnej imprezie, odbywającej się w jednej z dzielnic stolicy Słowacji.Zdecydowaliśmy, że postawimy na polskość, bo przecież chodzi Okazało się, że zachęcać specjalnie nie trzeba, ponieważ polski gulasz wzbudzał ogromne zainteresowanie i po 40 minutach trzydziestolitrowy kociołek był już pusty! „Albo będziemy gotować, bazując na naszych,

16

Najlepszy polski

gulasz! o to, by zainteresować Słowaków i inne mniejszości tym, co nam bliskie. Nasze stoisko na skwerze w Podunajskich Biskupicach wyróżniało się biało-czerwonymi akcentami, wśród

których były polska flaga, logo naszej organizacji i „Monitora Polonijnego“ oraz adres strony internetowej www.polonia.sk. Nie zabrakło na nim też wydawanych przez Klub

MONITOR POLONIJNY


ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

publikacji. Wszystko to przyciągnęło wielu zainteresowanych, którzy w gorącą sobotę 7 września postanowili wziąć udział w tej plenerowej imprezie. Dla nas była ona też okazją do zawarcia no-

wych znajomości z osobami polskiego pochodzenia oraz sympatykami naszej kultury i kuchni. Jak zwykle była to też okazja do integracji klubowiczów. Już dzień wcześniej niektórzy z nich spotkali się, by przygotować składniki na gulasz – trzeba było pokroić m.in. 13 kilogramów mięsa, marchewkę, seler. W tym roku zrezygnowaliśmy z pomidorów, bowiem wzorowaliśmy się na dwustuletnim polskim przepisie na gulasz, który odnalazła i zmodyfikowała na nasze potrzeby Kasia Tulejko. ToWRZESIEŃ 2013

mek Bienkiewicz, głó wny kucharz, doglądał w kotle tej nietypowej dla Słowaków mieszanki, budzącej zainteresowanie przechodniów. Zaintrygowani podpatrywali nas też sąsiedzi z innych stoisk. Ponad dwadzieścia drużyn walczyło o puchar starościny Podunajskich Biskupic. I choć konkursu nie wygrali-

śmy, cel osiągnęliśmy – po raz kolejny udało się nam pozytywnie promować Polskę i zainteresować nią Słowaków, o czym świadczyły choćby wizyty na naszym stoisku słowackich dziennikarzy, a także zwykłych uczestników tegorocznego „Gulaszowania”, którzy – już po ogłoszeniu wyników – przychodzili, by po-

wiedzieć nam, że ich zdaniem to polski gulasz był najlepszy! mw

17


dniach 13-21 września 2013 r. pokazanych zostanie w Wiedniu ponad 50 filmów z Europy Środkowo-Wschodniej (Central East Europe – CEE). Jest to druga edycja festiwalu, który w tym roku przedstawi fanom kina imponujący program i wybitnych gości. Nie zabraknie na nim polskich akcentów. Widzowie będą mogli się spotkać z Allanem Starskim, zdobywcą Oskara za scenografię do filmu „Lista Schindlera” w reż. Stevena Spielberga, oraz Wojciechem Marczewskim, reżyserem, zdobywcą m.in. Srebrnego Niedźwiedzia na festiwalu filmowym w Berlinie w 1982 r. za film „Dreszcze”. Obaj panowie spotkają się z publicznością w Instytucie Polskim w Wiedniu i poprowadzą warsztaty filmowe – Master Classes – które są nowością w bogatej ofercie LET’S CEE, a organizowane są we współpracy ze Szkołą Andrzeja Wajdy.

W

Ważnym wydarzeniem dla Polaków i fanów polskiego kina będzie zorganizowany po raz pierwszy punkt programu „Polen im Fokus”, w ramach którego austriacka publiczność w ciągu dwóch festiwalowych weekendów zapozna się z najnowszymi polskim produkcjami. Będą to: „Dziewczyna z szafy” Boda Koxa, „Mój rower” Piotra Trzaskalskiego oraz „Imagine” Andrzeja Jakimowskiego. Pokaz uzupełni przegląd polskiej animacji z lat 1954-2013, przygotowany przez łódzki Se-Ma-For.

Podobnie jak w roku ubiegłym, festiwal zaprezentuje wybrane filmy w sekcjach konkursowych. Wyboru obrazów do konkursu fabuł dokonał wybitny polski krytyk filmowy Tomasz Raczek, który rok temu na LET’S CEE pełnił funkcję przewodniczącego jury. W prestiżowym gronie ośmiu konkursowych filmów Polskę reprezentować będą: „W imię...” Małgorzaty Szumowskiej oraz dwie polsko-czesko-słowackie koprodukcje: „W cieniu” Davida Ondříčka oraz „Konfident” Juraja Nvoty z wybitną kreacją Macieja Stuhra. O statuetkę Uranii w konkursie filmów dokumentalnych powalczy m.in. „Fuck for Forest” Michała Marczaka. LET’S CEE oferuje także imprezy towrzyszące. W jego ramach Marcin Szczygielski przedstawi swoją najnowszą książkę „Filipinki – to my! Ilustrowana historia pierwszego polskiego girlsbandu”. Godne uwagi jest

Mój rower

Dziewczyna z szafy

Imagine

Rzetelne kompendium wiedzy o słowackiej Polonii Bez szczególnego znaczenia zarówno dla Słowacji (na pewno nie takiego, jak np. mniejszość węgierska czy romska), jak i dla państwa polskiego (wszak skala emigracji na Słowację jest nieporównywalna z odpływem Polaków na Wyspy Brytyjskie, do USA czy Niemiec). Wynikiem takiego sposobu myślenia jest niestety nikłe zainteresowanie słowacką Polonią naukow-

ajczęściej spotykana opinia o Polonii słowackiej? Ot, niewielka grupa rodaków w sąsiednim, stosunkowo małym i kulturowo podobnym do Polski kraju.

N

ców i mediów po obu stronach Tatr. Tym chętniej i z dużą radością prezentuję Państwu książkę Michała Lubicza Miszewskiego „Polonia na

Słowacji”. Tej pracy doktorskiej (kierunek socjologia) nie czyta się może z zapartym tchem i wypiekami na twarzy, ale nie sposób nie docenić żmudnego doko-

pywania się autora do danych statystycznych, tabel, ustaw i wielu innych źródeł. W tym miejscu nie bez satysfakcji napiszę, że kopalnią wiedzy o życiu słowackiej Polonii był dla autora także „Monitor Polonijny”. Cytaty z publikowanych na łamach naszego pisma artykułów pojawiają się w książce bardzo często. Chociaż słowacka Polonia uznawana jest za jed-


Talent nie tylko w show K Konfident to, że mama autora, Iwona RaczSzczygielska, śpiewała w Filipinkach od początku istnienia zespołu do 1972 roku, zaś inna Filipinka, Maria Hardy, od lat mieszka w Wiedniu. Obie panie wezmą udział w multimedialnej prezentacji książki, która odbędzie się w kinie Actor’s Studio, a którą poprowadzi Tomasz Raczek. Warto podkreślić, iż całe przedsięwzięcie zawdzięczać można Magdalenie Żelasko i zebranemu przez nią zespołowi młodych zapaleńców, którzy zorganizowali je bez żadnych dotacji i wsparcia finansowego ze strony budżetu kulturalnego miasta Wiednia czy austriackiego Ministerstwa Oświaty, Sztuki i Kultury, za co należą się im szczególnie gorące podziękowania. Więcej informacje na temat festiwalu znaleźć można na stronie http://www.letsceefilmfestival.com MAGDALENA MARSZAŁKOWSKA

ną z najmłodszych, Miszewski nie ogranicza się jedynie do opisu pokoleń tworzących ją współcześnie, ale cofa się o kilka stuleci i kreśli interesujący kontekst historyczny. Jeśli zatem kiedykolwiek ciekawi byli Państwo początków osiedlania się Polaków na Słowacji, ich liczebności w poszczególnych rejonach czy losów podczas wojennej zawieruchy, to ta książka będzie cennym i rzetelnym źródłem takich informacji.

olejne pozytywne zaskoczenie ze strony uczestnika talent show. Dawid Podsiadło, który zdobył rozgłos i sympatię za sprawą występu w programie „X-Factor”, wydał niedawno debiutancką płytę „Comfort and Happiness”. Podsiadło podczas występów w telewizyji, wykonując własne interpretacje cudzych utworów, brzmiał przekonująco. Kilkanaście lat emisji talent show pokazało jednak dobitnie, że świetne warunki głosowe często nie wystarczają, by poradzić sobie w show biznesie. Wśród dotychczasowych laureatów programów, łowiących talenty i kreujących potencjalnych idoli, można mnożyć przykłady osób, które poza zjawiskowym głosem i niezłą prezencją nie mieli wiele do zaoferowania. Z przyjemnością mogę napisać, że Podsiadło nie dołączył do tego grona. Na debiutanckiej płycie daje się poznać nie tylko jako interesujący wokalista, ale i również zdolny muzyk z własnym repertuarem oraz autor tekstów – spod jego pióra wyszły anglojęzyczne teksty piosenek, które na tej płycie stanowią większość. Płyta „Comfort and Happiness” powstała w rekordowo szybkim tempie. Bogdan Kondracki, producent, mówił

Z kolei przeprowadzone przez autora rozmowy ze współczesnymi Polonusa-

niedawno w wywiadzie dla „Newsweeka”, że, znajdujących się na niej dwanaście Czulym piosenek powstało dokładuchem nie w dwanaście dni. Jeśli rzeczywiście tak było, to chapeau bas – w zawrotnym tempie powstała płyta bez niedoróbek, dopieszczona i dopracowana. Podsiadło nie wyznacza nowych ścieżek w muzyce. To, co proponuje, to elegancki, wysublimowany pop, bardzo daleki od tego, czym – zwłaszcza na przestrzeni ostatnich lat – jest polska muzyka popularna, świetnie łączący artystyczne ambicje Podsiadły z obowiązującymi aktualnie trendami. Pięknie brzmią zwłaszcza oszczędnie i ze smakiem zaaranżowane „And I”, „Vitane” czy „Bridge”. Wielu dojrzałych wykonawców ze sporym dorobkiem mogłoby się uczyć od tego debiutanta, jak stworzyć płytę, która spodoba się zarówno krytykom, jak i fanom. Bezpretensjonalną, pełną prostych, melodyjnych piosenek. Trudno się dziwić, że „Comfort and Happiness” już w miesiąc po premierze uzyskała status platynowej płyty. KATARZYNA PIENIĄDZ

mi z niemal każdego zakątka Słowacji, ich wspomnienia, historie i spostrzeżenia dodają książce emocji i kolorytu, doskonale uzupełniając jej stricte naukową część. Pokazują, jak bardzo słowacka Polonia – choć nieliczna – jest wewnętrznie zróżnicowana. Przyznam, że właśnie tę część czytałam ze szczególnym zainteresowaniem, konfrontując opowieści Polaków na temat ich pierwszych kroków w nowej ojczyźnie i często niespodziewanych różnic mię-

dzy polską a słowacką mentalnością z własnymi doświadczeniami. Jedna jaskółka wiosny nie czyni, ale dobrze, że pojawiła się książka, której autor poświęca uwagę społeczności Polaków żyjących na Słowacji i pokazuje jej specyfikę. Tę pozycję wydawniczą polecam zarówno tym, którzy dopiero od niedawna są częścią słowackiej Polonii, jak i tym, dla których kraj nad Dunajem i Wagiem od wielu lat jest drugą ojczyzną. KATARZYNA PIENIĄDZ


Listy uwierzytelniające PISMA NA NAJW YŻSZYM SZCZEBLU isja żadnego ambasadora pełnomocnego i nadzwyczajnego w danym państwie nie rozpocznie się bez złożenia przez niego listów uwierzytelniających (czasem ich kopii). Tak naprawdę to jest tylko jeden list, ale jakże ważny. Wywodzi się on z prawa zwyczajowego; w 1961 r. został traktatowo potwierdzony w Konwencji wiedeńskiej o stosunkach dyplomatycznych.

M

Wręczenie listu od głowy państwa wysyłającego adresatowi, którym z reguły jest głowa państwa przyjmującego, to akt wieńczący akredytację i upełnomocniający, czyli umożliwiający wykonywanie wszelkich dyplomatycznych czynności, z podpisywaniem umów międzynarodowych włącznie (choć do szczególnych umów konieczne są dodatkowe pełnomocnictwa). Wcześniej ambasadorowi udziela się drogą korespondencji dyplomatycznej tzw. agrément, czyli przyrzeczenia, że będzie zaakceptowany przez gospodarzy. Może się jednak zdarzyć, że ambasador desygnowany już po uzyskaniu agrément i przybyciu do celu nie zostanie przyjęty przez głowę państwa i …trzeba szukać nowego kandydata. Tak było w 1987 r., gdy prezydent Francji Francois Mitterand odmówił przyjęcia listów uwierzytelniających od dyplomaty z RPA. Aby ustrzec się błędów w obliczu głowy państwa, polegających np. na wpisaniu złego adresata listu lub nazwy państwa, co nie powinno mieć oczywiście miejsca, ale może się zdarzyć, desygnowany ambasador składa kopie listów ministrowi spraw zagranicznych lub jego zastępcy. Składanie listów uwierzytelniających ma z reguły uroczysty przebieg z honorami wojskowymi, gwardią, hymnami narodowymi, wystąpieniem głowy państwa i ambasadora. W ostatnich latach wszakże procedura ta ulega uproszczeniu, przede wszy20

stkim odstępuje się od długich przemówień*. Czasem też szyki miesza pogoda. Jak bowiem orkiestra ma odegrać hymn w czasie siarczystych mrozów, gdy ustniki instrumentów dętych przyklejają się do warg? Cóż, w takiej sytuacji odtwarza się hymny z płyty. Ja w Bratysławie miałem szczęście. Mimo że listy składałem w styczniu, dokładnie 29 stycznia 2013 r., mrozu nie było. W tym dniu do ambasady przybył dyrektor słowackiego Protokołu Dyplomatycznego MSZ i zabrał mnie limuzyną, pod biało-czerwoną flagą, do Pałacu Grasalkovičów. Scenariusz ceremonii poznałem podczas wcześniejszego spotkania w PD MSZ. Czy miałem tremę? Raczej nie. Dyplomacie nie wypada mieć tremy, nawet przed majestatem głowy państwa. Ale byłem wzruszony. Audiencja u prezydenta to wszak nie tylko sprawa protokolarna i formalna. Może mieć również wymiar polityczny. A już na pewno może „ustawić” ambasadora na całą misję. Wiemy przecież, jakie znaczenie ma tzw. pierwsze wrażenie. Wyobra-

źmy sobie rozmowę kwalifikacyjną do pracy albo pierwszą randkę. Podobnie jest przy listach. Co więcej, prezydentowi towarzyszą wysocy przedstawiciele jego kancelarii i MSZ. I oni również uważnie obserwują i oceniają nowego ambasadora. Obecni są także jego współpracownicy – zastępca, attache wojskowy, konsul. Innymi słowy, składanie listów uwierzytelniających może być w istocie najważniejszym spotkaniem ambasadora podczas pobytu w danym państwie. Mogę sobie też wyobrazić, że są kraje, gdzie ceremonia ta jest jedyną okazją do rozmowy z głową państwa w czasie pełnienia całej misji. Myślę, że ten pierwszy test u prezydenta Gašparoviča zdałem pozytywnie. Udało mi się nie pokaleczyć języka słowackiego, wygłaszając obowiązkową przy przekazywaniu listów formułkę: „Pán prezident, odovzdávam Vám, do vašich rúk, poverovacie listiny, ktorými ma prezident Bronisław Komorowski poveril ako mimoriadného a splnomocneného veľvyslanca Poľskej republiky v Slovenskej republike”. A i tematy rozmowy, która zwykle ma charakter bardziej protokolarny niż merytoryczny, dotykały tym razem spraw fundamentalnych dla polsko-słowackich relacji: infrastruktury komunikacyjnej i energetycznej, bezpieczeństwa oraz – jakby inaczej – wspólnej kandydatury do organizowania zimowych igrzysk olimpijskich w 2022 r. Z pałacu wyjeżdżałem usatysfakcjonowany. Pierwsza „randka” okazała TOMASZ CHŁOŃ się obiecująca. *W 2005 r., rozpoczynając swoją misję ambasadorską w Estonii, wygłosiłem w Kadriorgu, tamtejszym pałacu – siedzibie prezydentów, pięciominutowe przemówienie po estońsku, po którym prezydent Arnold Ruutel pochwalił mnie, stwierdzając, że pierwszy raz w życiu słyszał Polaka mówiącego po estońsku z fińskim akcentem. Zgodnie z życzeniem autora jego honorarium zostanie przekazane na nagrody dla dzieci, które biorą udział w konkursach „Monitora”

MONITOR POLONIJNY


Zamek za 8000 złotych

piątek po pracy jadę do domu na weekend. Chcesz jechać ze mną?” – zaproponowała koleżanka. „Czemu nie!” – odpowiedziałam i kolejnego dnia stawiłam się na umówione miejsce z plecakiem, gotowa poznać uroki Orawy.

„W

Do dziś pamiętam olbrzymi zamek orawski, górujący nad miejscowością Orawskie Podzamcze. Położony jest on na wysokiej ponad sto metrów skale nad rzeką Orawą i słusznie nazywany jednym z najpiękniejszych zamków Słowacji. Zamek orawski był twierdzą obronną, chroniącą nie tylko północne granice Węgier, ale i ważny szlak handlowy, prowadzący z Węgier do Polski. Pochodząca z XIII wieku budowla w ciągu wieków przechodziła z rąk do rąk – podobno miała aż 20 właścicieli, głównie węgierskich i polskich możnowładców. ZDJĘCIA: MAGDALENA ZAWISTOWSKA-OLSZEWSKA

WRZESIEŃ 2013

Zwiedzając zamek, nie przysłuchiwałam się opowieściom przewodnika, który przedstawiał historię poszczególnych rodów, zwłaszcza najdłużej zamieszkujących twierdzę Thurzonów. Opowiadania te nie wzbudziły zbytnio mojego zainteresowania, dopóki przewodnik nie wspomniał o rządzącym w XV wieku polskim kasztelanie Orawy i Liptowa Piotrze Komorowskim, znanym jako okrutnik całego Podhala. Wówczas z zaciekawieniem nastawiłam ucha. Otóż ów magnat wystąpił przeciw królowi Węgier i jego synowi Maciejowi Korwinowi, przystępu-

Słowackie perełki

jąc do stronnictwa, które na króla Węgier chciało obrać polskiego królewicza Władysława Jagiellończyka. Próba zdobycia korony węgierskiej przez Jagiellończyka się nie powiodła, w związku z czym wydano decyzję o przejęciu wszystkich posiadłości Piotra Komorowskiego zarówZDJĘCIA: MAGDALENA ZAWISTOWSKA-OLSZEWSKA no na Orawie, jak i na Liptowie. Maciej Korwin nie zdobył jednak orawskiego zamku szturmem – zmusił Komorowskiego do oddania twierdzy za odszkodowaniem w wysokości 8000 złotych. Te polskie akcenty w historii zamku bardzo mi się spodobały i dalej już z uwagą wsłuchiwałam się w opowieść snutą przez przewodnika. Przechadzając się po doskonale zachowanych dziedzińcach zamku, czułam atmosferę minionych stuleci. Zamek orawski przetrwał do dziś w bardzo dobrym stanie. Po II wojnie światowej rozpoczęto prace remontowe i rekonstrukcyjne, mające na celu przywrócenie dawnej świetności budowli, którą dzisiaj

podziwiać można w pełnej okazałości. A jest co oglądać, bowiem w architekturze zamku wyróżnia się trzy części: zamek górny, stojący na szczycie skały, zamek średni, z dwoma pałacami, oraz zamek dolny z zabudowaniami pałacu i kaplicą. Zwiedzając zamkowe wnętrza, próbowałam przypomnieć sobie kadry z serialu „Janosik“, który kręcono właśnie tu. Również niektóre sceny do filmu „Nosferatu – symfonia grozy” powstały właśnie w tym miejscu. Najbardziej spodobała mi się górna, najstarsza część zamku z wysokimi basztami i potężnymi murami, z której roztacza się przepiękny widok na okolicę. Warta obejrzenia jest także zamkowa ekspozycja etnograficzna i przyrodnicza. Przez cały rok na zamku odbywają się różnorodne imprezy, takie jak pokazy walk na miecze, koncerty muzyki dawnej, nocne zwiedzanie, szukanie skarbów, jarmark, a we wrześniu kulinarne dni. Zachęcam do odwiedzenia tej największej atrakcji Orawy. Może właśnie jesienią? Czemu nie! MAGDALENA ZAWISTOWSKAOLSZEWSKA


Bombardowanie Bratysławy ratysława przeuniknęła okruWAŻKIE żyła II wojnę WYDARZENIA cieństwa i grozy światową w miarę wojny – 16 czerW DZIEJACH szczęśliwie. Dla Powca 1944 roku SŁOWACJI laków takie stwierprzeżyła amerydzenie brzmi szokańskie bombarkująco i nie odpowiada ich dowanie. Celem była rafischematom myślenia. neria „Apollo”, ale skutki O miasto nie toczono żadotknęły także miasto. Wednych walk. Powstanie słodług świadectw i wspowackie swoimi wpływami mnień mieszkańcy miasta i konsekwencjami najbliżej przeklinali Amerykanów, dotarło do Nitry. W 1945 a i dzisiaj można spotkać roku pierścień obronny wzmianki o „bezmyślnym amerykańskim terroryWiednia zaczynał się 30 kizmie”. Lata zimnej wojny lometrów na zachód od i dwubiegunowego pomiasta. działu świata podtrzymyBratysława miała być wiwały tego rodzaju opinie. tryną Państwa SłowackieMożna zrozumieć mieszgo. W ciągu lat wojny kańców miasta i tragedię wzbogaciła się o kilka znaludności cywilnej, bowiem czących budynków – wtew trakcie bombardowania dy to powstał np. wielki zostało uszkodzonych lub akademik dla studentów zniszczonych ponad 100 buw Horskim Parku. Miasto dynków: na Záhradníckiej, zrealizowało też kilka noSuchym myte, Štúrovej. wych projektów komuniUszkodzone zostało też mukacyjnych, np. tunel dla zeum (dzisiejsze Muzeum tramwajów z podzamcza Narodowe) i nowe studio zza katedry na nabrzeże radiowe. Podczas nalotu Dunaju w kierunku na zginęło 118 osób, z czego Devín . Ale największą war74 to pracownicy rafinerii. tością życia w Bratysławie Kilkunastu osób nigdy nie podczas wojny była dobra odnaleziono, a z około 700 sytuacja aprowizacyjna. rannych kilkudziesięciu W zasadzie nie było tu syzmarło później, w skutek stemu kartkowego, a w reodniesionych ran. stauracjach jadano jak Z punktu widzenia proprzed wojną. Wygłodzeni wadzenia wojny ten nalot mieszkańcy pobliskiego miał jednak sens. Rafineria Wiednia (a także Petržalki, „Apollo” zaopatrywała w paprzyłączonej do III Rzeszy) z zazdrością patrzyli na Braliwo wojska niemieckie na południowym odcinku frontysławę, która jednak nie tu wschodniego, w Grecji i w okupowanej Jugosławii. Po nalocie praktycznie przestała istnieć. Z Bratysławy na front nie wysłano już ani jednego litra paliwa, co oznaczało zachowanie przy życiu setek żołnierzy, walczących z III Rzeszą,

B

22

i przybliżało zwycięstwo aliantów. Los bombardowanej Bratysławy to zaledwie mały epizod tego, co przeżywała ludność niemiecka w bombardowanych miastach, płacąc w ten sposób najwyższą cenę za awanturnicze i zbrodnicze decyzje swoich polityków. Była to straszna tragedia, ale moralna racja leżała – niestety – po stronie bombardujących. Decyzja o powstaniu w Bratysławie rafinerii zapadła w roku 1895. Jej budowę finansowało budapeszteńskie konsorcjum, zorganizowane przez Arpada Spitza. Pomysł polegał na wyborze miejsca, do którego w miarę łatwo można by dostarczać ropę z Galicji i Kaukazu, by potem jej produkty (benzynę, olej opałowy i asfalt) wywozić do Wiednia i Budapesztu. Odpowiednim miejscem okazała się Bratysława, a to za sprawą Dunaju, po którym mogły pływać barkicysterny. Rafineria, którą nazwano „Apollo”, rozpoczęła produkcję w roku 1897. Po kilku latach jej rola jeszcze wzrosła, bowiem ropę zaczęto dowozić do niej także ze źródeł rumuńskich. Po roku 1939 bratysławska rafineria została włączona do niemieckiej machiny, zaopatrującej Wehrmacht. Zarząd zakładów

przejął w 1941 roku niemiecki koncern IG Farben. Wedle niektórych źródeł do 1943 roku produkcję zwiększono sześcio-, a nawet ośmiokrotnie. Amerykanie uświadomili sobie znaczenie rafinerii „Apollo” już na przełomie 1943 i 1944 roku. Wiosną 1944 roku zwiad lotniczy dokładnie obfotografował cały teren fabryki. Kiedy front wschodni zbliżył się do Słowacji i Rumunii, słowackie paliwo stało się podstawowym obiektem strategicznym. Wtedy zdecydowano o bombardowaniu rafinerii. Wykonać je miała znana 376. Grupa Ciężkich Bombowców, którą tworzyli weterani lotów nad Afryką Północną, Włochami i Rumunią, wiosną 1944 roku stacjonujący na południu Włoch, na lotnisku w Barii. Zgodnie z amerykańską taktyką bombardowanie Bratysławy rozpoczęto w środku dnia (Brytyjczycy bombardowali w nocy). Główną siłę uderzeniową stanowiło 38 ciężkich czterosilnikowych bombowców B-24 Liberator, które nadleciały 16 czerwca 1944 r., tuż przed godziną 10.00, podzielone na cztery grupy. Władze i ludność Bratysławy były przekonane, że to kolejny przelot formacji, lecącej nad Niemcy. Alarm przeciwlotniczy ogłoszono dopiero wtedy, kiedy bomby już spadały. Pierwsza grupa samolotów zrzuciła bomby dokładnie na rafinerię. Kolejne już nie były takie dokładne, bowiem cel bombardowania przesłaniał dym płonącej ropy MONITOR POLONIJNY


i urządzeń. To dlatego niektóre z bomb spadły na miasto. Ogółem – wedle sprawozdań pilotów – zrzucono 1509 bomb. Nieba nad Bratysławą próbowały bronić niemieckie myśliwce z kompleksu lotnisk Parndorf (dzisiaj w tym miejscu znajduje się kompleks outletów), przeznaczone do obrony Wiednia. Nie dały jednak rady potężnym superfortecom, z kilkoma strzelcami na pokładzie każdej. Amerykanie zestrzelili 12 niemieckich samolotów, zaś Niemcy 2 liberatory. Mająca bronić Bratysławy 13. eskadra słowacka nie zdążyła w ogóle wystartować. Po 31 minutach było po wszystkim. Rafineria „Apollo” i nabrzeża do przepompowywania ropy przestały istnieć. Niemcy próbowali je odbudowywać, ale uniemożliwiły to niewielkie, precyzyjne naloty amerykańskie z września 1944 roku i marca 1945 roku. Po wojnie zdecydowano się wykorzystać kadrę rafinerii i uratowany sprzęt do wybudowania nowych zakładów w nowym miejscu, też nad Dunajem. To dzisiejszy „Slovnaft”. Pamiątką po starych zakładach jest wybudowany w roku 2005 w miejscu, gdzie była rafineria, nowy most, któremu na pamiątkę nadano starą nazwę – „Apollo”. ANDRZEJ KRAWCZYK

WRZESIEŃ 2013

Dziwny jest ten swiat „Powinien być przystojny, mądry, inteligentny, dowcipny, opiekuńczy“ – wymieniały cechy idealnego mężczyzny, o którym każda z nich marzyła. W ten sposób Agnieszka i Marzena umilały sobie przerwy w nauce do egzaminu maturalnego. Dorosłe życie przed nimi, przepełnione wyobrażeniami, marzeniami… „Ale przecież nie znajdziemy takiego faceta, który jest bez wad, bo jakieś z pewnością będzie mieć“ – powiedziała jedna z nich i zaproponowała, by wymienić te niedoskonałości, które byłyby w stanie zaakceptować. To już było trudniejsze. „A może czegoś nie będzie potrafił robić? Może o czymś będzie zapominał?“ – zastanawiały się na głos. „Tak, będzie zapominał zakręcać gaz!“ – zażartowała jedna z nich. Wybuchły gromkim śmiechem. To były wspaniałe chwile, pełne marzeń o szczęściu i miłości. Ich tłem były historyczne zmiany, które dokonywały się w Polsce – „Solidarność“ po latach działania w podziemiu właśnie przygotowywała się do pierwszych, częściowo wolnych wyborów. Obie dziewczęta czasami rozmawiały o ciekawym i pełnym napięcia życiu działaczy podziemia. „Ach, przeżyć życie, walcząc, mieć ideały, zasady, cele. No i osiągnięcia…“ – marzyły. Mąż Agnieszki daleki był od ideału, który stworzyły podczas dziewczęcych spotkań. Dojrzały mężczyzna, wdowiec, z kilkorgiem dzieci. Może kiedyś był przystojny, ale… Marzena nie widziała w nim nic atrakcyjnego. W dodatku biedny i z biednego kraju. Szkoda jej było Agnieszki, która wyjechała za ukochanym, marnując sobie – jej zdaniem – życie. Właśnie była w odwiedzinach u przyjaciółki. Siedziała w starym fotelu na biegunach i przyglądała się tej dziwnej parze. Może i wyglądali na szczęśliwych, ale ona w życiu nie zdecydowałaby się ani na takiego mężczyznę, ani na emigrację. Może dlatego wciąż była sama, bo trzymała się tych ideałów, które nakreśliła sobie jako nastolatka? Po maturze obie dziewczyny poszły na studia, a potem znalazły pracę w instytucji, zajmującej się Polonią. Ich marzenia

o wielkich podróżach aż tak bardzo się nie ziściły, chociaż… To przecież wyjazd na Wschód całkowicie zmienił życie Agnieszki. Tam bowiem poznała swojego przyszłego męża. Marzena nie rozumiała wyborów przyjaciółki, z którą przez długie lata miały wspólne upodobania. Czuła się zdradzona. Dopiero po kilku latach zdecydowała się odwiedzić ją w jej nowym, dziwnym świecie. Tak, dziwnym. Wcześniej obie z pewną pogardą podchodziły do osób, mówiących po polsku ze wschodnim akcentem. Ich wnioski o dotacje rozpatrywały… w zależności od humoru. „Do kosza?“ – żartowały, kiedy w pochmurne dni nie chciało się im przeglądać i opiniować, złożonych przez nich dokumentów. Ot co, papierkowa robota, bez umiejętności wżycia się w sytuację osób, ubiegających się o dofinansowanie, żyjących z dala od Polski, ale jednak coś czujących do ziemi swoich przodków. Czujących do tego stopnia, by poświęcać temu swoje wolne chwile, finanse, organizować imprezy kulturalne, rocznice, szkółki polonijne… „Jesteś już inna, nie mamy aż tylu wspólnych tematów, co kiedyś” – powiedziała Marzena do Agnieszki z pretensją w głosie w czasie kilkudniowej wizyty u przyjaciółki. Ta swój czas dzieliła między gościem, dziećmi, mężem i obowiązkami polonijnymi. „Masz rację – odpowiedziała Agnieszka i zamyśliła się. – Już bym nie chciała wrócić do tamtych czasów. Nie lubię tamtej siebie”. „Jak to? To znaczy, że nie lubisz nas z tamtych czasów. Nie lubisz mnie, bo ja się przecież nie zmieniłam” – odparła nerwowym głosem Marzena. „Jestem już inna – odpowiedziała i zamyśliła się Agnieszka, chcąc opisać przyjaciółce swój obecny stan. – Pamiętasz, jak dawniej zazdrościłyśmy działaczom Solidarności, że kierują się ideałami, że walczą, że ich życie ma sens? Byłyśmy wtedy za młode, by to naprawdę zrozumieć, a nasze dorosłe życie nie przynosiło nam takich wyzwań. Dopiero tu, za granicą pojęłam to, z czego się podśmiewywałyśmy w pracy, to zaangażowanie w polskość, to, w czym znalazłam sens życia. To taka moja wschodnia Solidarność z jej ideałami”. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

i Opowolioeśncijnej

p reści t

23


ie popadając w przesadę, można powiedzieć, że wymyślając dla Rudolpha Valentino rozjaśniający podkład, Max Factor uratował jego karierę. „Domyślam się, że obsadzano mnie w roli złoczyńców z powodu ciemnej karnacji i nieco egzotycznego wyglądu. Zasmucało mnie to, bo zdawałem sobie sprawę, że taki ciężki typ zwykle ma małe szanse na zdobycie najbardziej zyskownych i pożądanych ról w filmach” – wspominał później Valentino. Stworzenie podkładu, który współgrałby z ciemną karnacją aktora, a jednocześnie nie nadawał mu trupiego wyglądu na ekranie, było nie lada wyzwaniem. W końcu, po trwających kilka dni testach i eksperymentach, Factor uzyskał satysfakcjonujący odcień. Na czarno-białych zdjęciach, które zrobiono wówczas umalowane-

N

miał nie mniejsze doświadczenie niż w upiększaniu – niezapomnianym i jednym z najwybitniejszych osiągnięć zawodowych Maxa Factora pozostanie charakteryzacja Borisa Karloffa w filmie „Frankenstein” (1931). Max Factor nie tylko wymyślił i ułatwił przygotowanie specjalistycznego makijażu filmowego. Jego niebagatelną zasługą jest także stworzenie i spopularyzowanie produktów, umożliwiających korygowanie mankamentów urody i podkreślanie jej atutów w domowym zaciszu. Fenomen jego postaci oraz genialność pomysłów świetnie uchwyciła Helen Van Slyke, która już w latach 30. ubiegłego stulecia pisała na łamach magazynu „Glamour”: „Jeśli kiedykolwiek (…) próbowałyście używać pędzla do pudru, podziwiałyście makijaż gwiazdy filmowej, dobierałyście kolor szminki do koloru włosów, używałyście pędzelka do ust (…), mówiłyście makijaż zamiast kosmetyki, to znak, że niejaki Max Factor zostawił ślad w waszym życiu. Bowiem wszystkie te rzeczy zostały wynalezione, ukute albo udoskonalone właśnie przez Maxa Factora, który stał się symbolem piękna na ekranie i poza nim, we własnym kraju i w stu jeden innych”. KATARZYNA PIENIĄDZ

Wszystkie gwiazdy

Maxa Factora

mu nowym kosmetykiem Rudolphowi Valentino, po raz pierwszy ukazał się amant, którego spojrzenie hipnotyzowało później tysiące kobiet na całym świecie. I tak Factor został makijażystą i charakteryzatorem od spraw beznadziejnych. W coraz prężniej rozwijającym się Hollywood i wśród zyskujących masową popularność gwiazd zyskał – jak przed laty w Moskwie – opinię niezawodnego, solidnego i niezwykle utalentowanego profesjonalisty. Nie 24

POLAK

bał się ryzyka. Poproszony o stworzenie wodoodpornego makijażu do ciała (na potrzeby filmu „Mare Nostrum”) – produktu, który wówczas nie istniał – pracował niemal bez przerwy przez sześć dni i nocy, nie opuszczając swojego laboratorium. Efekt przerósł oczekiwania. Wodoodporny makijaż spisał się podczas kręcenia podwodnych scen bez zarzutu. Factor zdobył duże zaufanie ludzi związanych z filmem, którzy bez wahania godzili się na proponowane przez niego zmiany w wyglądzie, nawet te drastyczne. To on zrobił z Jean Harlow platynową blondynkę, pomógł nieśmiałej brunetce Margaricie Cansino przeobrazić się w zmysłową, rudowłosą gwiazdę, znaną później jako Rita Hayworth. Dzięki makijażowym sztuczkom zmieniał niekorzystne kształty nosów, a nieatrakcyjny kolor zębów poprawiał, nanosząc specjalną emalię, która tuszowała przebarwienia i inne niedoskonałości. Co ciekawe, stworzył również czarną wersję wspomnianej emalii – ta z kolei znalazła zastosowanie w scenach z udziałem aktorów, grających postacie, mające ubytki w uzębieniu. Zresztą w oszpecaniu aktorów na potrzeby filmu

POTRAFI

MONITOR POLONIJNY


Mniejszości goszczą

„Monitor“

Mo

nitor

go śc

i

m

ni

e

o jsz

śc

i

dyś zajęcia z języka polskiego dla dzieci z polskich rodzin. Tu też odbywają swoje zebrania członkowie Klubu Polskie, który ma zarezerwowane piątkowe popołudnia. Co roku Klub Mniejszości Narodowych organizuje kilka imprez, dotowanych przez miasto lub przez Kancelarię Rady Ministrów RS. W czerwcu odbywają się Dni Sportu, podczas których przedstawiciele różnych mniejszości rywalizują w rozmaitych dyscyplinach sportowych. Zaś 11 kwietnia, w ramach Dni Sándora Máraia, w rocznicę jego urodzin, czytane są dzieła pisarza w różnych językach – także po polsku. Klub zorganizował już piętnaście wieczorów kultury mniejszości narodowych, któ-

miesiąc w rubryce „Monitor gości mniejszości“ przedstawiamy jedną z mniejszości narodowych zamieszkujących Słowację. Tym razem odwiedziliśmy Klub Mniejszości Narodowych w Koszycach, który powstał 15 lat temu.

Co

WRZESIEŃ 2013

obejrzeć jego rękopisy, przedmioty osobistego użytku czy też film jemu poświęcony. Klub pełni funkcję centrali dla dziesięciu mniejszości narodowych. Szefuje mu zaprzyjaźniony z Polakami Anton Glezgo (jego sylwetkę przedstawialiśmy w artykule pt. „Słowacki Węgier, w którym bije polskie serce“, zamieszczonym w „Monitorze Polonijnym“ z grudnia 2004). „Mamy opracowany grafik, kiedy która mniejszość może korzystać z pomieszczenia“ – wyjaśnia Glezgo i dodaje, że właśnie tu odbywały się kie-

re są okazją nie tylko do zaprezentowania kultury, ale i poznania się bliżej, nawiązania multikulturowych relacji, charakterystycznych już od wieków dla Koszyc, które zamieszkiwały i zamieszkują różne nacje. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA, Koszyce ZDJĘCIA: MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

Zbliżamy się do ulicy Mesiarskiej 35 w centrum Koszyc. Tu kiedyś, na początku XX wieku, swoje dzieciństwo i młodość spędził Sándor Márai – wybitny pisarz węgierski. Widnieje tu tablica, zawieszona w 1992 roku, upamiętniająca go. Obok wisi też tablica, informująca o tym, że od 1998 roku budynek służy mniejszościom narodowym. „Rodzina Sándora Máraia z Budapesztu często nas tu odwiedzała i wspólnie się zastanawialiśmy, jak upamiętnić w Koszycach tego wybitnego twórcę“ – opowiada Julia Sokolová, która mieszka na Mesiarskej 35. W czasach socjalizmu dzieła węgierskiego pisarza były zakazane, więc nie mogło być mowy o upamiętnieniu ich autora. Dopiero w latach 90. na parterze rodzinnego domu Máraia, któremu bliska była tolerancja, udało się otworzyć siedzibę zamieszkujących Koszyce mniejszości narodowych. Jedno pomieszczenie służy na spotkania mniejszości, w dwóch pozostałych mieści się małe muzeum, upamiętniające pisarza, gdzie goście mogą


Nasi w Moskwie ez obaw, nie padnie tu słowo o zajęciu Kremla przez polskie wojska, nie będzie też rozpamiętywania dymitriady ani bezpośrednio polityki, choć we współczesnych realiach wszystko jest podszyte polityką.

B

Anita Włodarczyk

Tym razem zwrócimy uwagę na występ naszej reprezentacji narodowej podczas XIV Mistrzostw Świata w lekkoatletyce, które odbywały się od 10 do 18 sierpnia 2013 roku w Moskwie w Federacji Rosyjskiej (FR). Udział w mistrzostwach zadeklarowało aż 206 z 212 federacji, skupionych w IAAF (International Association of Athletics Federations – Międzynarodowe Stowarzyszenie Federacji Lekkoatletycznych), czyli najwięcej w historii. Na tydzień przed mistrzostwami zgłoszone były 204 kraje. Do rozgrywek powróciły m.in. Andora, Jemen, Korea Północna. Po raz pierwszy wystartowała reprezentacja Montserrat. O wadze znaczenia promocyjnego mistrzostw dla Rosji może świadczyć fakt, że Lokalnemu Komitetowi Organizacyjnemu przewodniczył wicepremier FR Aleksander Żukow. Polski Związek Lekkiej Atletyki (PZLA) wysłał na te mistrzostwa 54 reprezen-

26

tantów – 31 mężczyzn i 24 kobiety, 12 więcej niż przed dwoma laty wystąpiło w koreańskim Daegu. W składzie polskiej kadry znaleźli się zarówno zawodnicy utytułowani, np. dwukrotny mistrz olimpijski w pchnięciu kulą Tomasz Majewski (AZS AWF Warszawa) czy medaliści mistrzostw świata z Berlina z 2009 roku – dyskobol Piotr Małachowski (WKS Śląsk Wrocław) i tyczkarka Anna Rogowska (SKLA Sopot), jak i ludzie młodzi, będący nadzieją polskiej lekkoatletyki, np. tyczkarz Robert Sobera (AZS AWF Wrocław), kulomiot Jakub Szyszkowski (WKS Śląsk Wrocław) czy oszczepnik Łukasz Grzeszczuk (Skra Warszawa). Ciekawostką było, że po raz pierwszy w historii na mistrzostwach świata w skoku wzwyż Polskę reprezentowały dwie zawodniczki - Kamila Stepaniuk i Justyna Kasprzycka. Na stadionie na Łużnikach, obiekcie znanym z roku 1980, kiedy to odbyły się tam XXII Letnie Igrzyska Olimpijskie, nasi wypadli, jak wypadli. Co tu więcej dodawać czy komentować. W klasyfikacji medalowej zajęliśmy 11. miejsce, z trzema medalami, w tym złotym, zdobytym przez Pawła Fajdeka, który rzucił mło-

Pawel Fajdek tem na odległość 81,97 m. Ten wynik jest najlepszym rezultatem w tej dyscyplinie w sezonie 2013, a zarazem w karierze naszego zawodnika. W finale rozgrywek polski zawodnik już w pierwszym podejściu rzucił prawie 82 metry. Konkurenci nie byli w stanie zbliżyć się do jego wyniku! W rzucie dyskiem drugie miejsce i srebrny medal zdobył Piotr Małachowski, którego dysk poleciał na odległość 68,36 m. Trzeci medal dla nas i jednocześnie drugi srebrny zdobyła Anita Włodarczyk. Rzutem na odległość 78,46 m nasza młociarka (takie określenie pojawiało się w mediach – problem jego rodzaju gramatycznego wyjaśni pewnie kiedyś Majka Nowakowska w rubryce „Okienko językowe”) zdobyła srebrny medal, ustanawiając dodatkowo rekord kraju. Ten medal to kolejny sukces Włodarczyk, która wcześniej zdobyła m.in. mistrzostwo świata w Berlinie i srebrny medal na igrzyskach w Londynie. Co ciekawe, Krzysztof Kaliszewski, trener Włodarczyk, mimo sukcesu swojej podopiecznej nie może być pewny przedłużenia kontraktu. Jego umowa skończyła się 31 sierpnia... Moskiewskie mistrzostwa przyniosły też kolejny re-

kord w karierze Justyny Kasprzyckiej. W finale konkursu skoku wzwyż pobiła swój rekord życiowy o dwa centymetry, pokonując poprzeczkę, zawieszoną na wysokości 197 centymetrów. Wynik ten nie wystarczył jednak, by nasza zawodniczka stanęła na podium. Wprawdzie reprezentantki Hiszpanii i Rosji zajęły ex aequo 3. miejsce z tym samym rezultatem, ale one pokonały tę wysokość w pierwszej próbie, zaś Kasprzycka dopiero w trzeciej. Dla zawodniczki klubu AZS AWF Wrocław rok 2013 jest udany. W Toruniu zdobyła tytuł mistrzyni Polski na stadionie otwartym, a w Spale została halową wicemistrzynią kraju. Na mistrzostwach świata była po raz pierwszy i nie zawiodła. Jeszcze nas może pozytywnie zaskoczyć. Zdobyte medale przełożyły się też na gratyfikacje finansowe dla zawodników. Nasi zarobili w sumie 173 tys. dolarów (sam jamajski sprinter Usain Bolt zainkasował 180 tys. dolarów!). To nagrody za zajęcie miejsc od 1. do 8. na mistrzostwach świata w Moskwie. Złoty medal w rzucie młotem Pawła Fajdeka to 60 tys. dolarów, Anita Włodarczyk i Piotr Małachowski dostaną po 30 tys. dolarów. Inni zawodnicy, którzy zajęli miejMONITOR POLONIJNY


sca od 4. do 8., otrzymają premie za zdobyte punkty: Marcin Lewandowski (SL WKS Zawisza Bydgoszcz) za czwarte miejsce w biegu na 800 m dostanie 15 tys. dolarów, zaś czterej nasi reprezentanci (Justyna Kasprzycka – skok wzwyż, Robert Urbanek – rzut dyskiem, Tomasz Majewski – pchnięcie kulą i Grzegorz Sudoł – chód na 50 km) za szóste miejsca dostaną po 6 tys. dolarów. Dyskobolka Żaneta Glanc (OŚ AZS Poznań) i skoczkini wzwyż Kamila Stepaniuk z Podlasia Białystok za piąte miejsce dostaną po 5 tys. dolarów więcej, a Łukasz Nowak z (OŚ AZS Poznań) za ósme miejsce w chodzie na 50 km otrzyma 4 tys. dol. Nasi liczyć mogą jeszcze na regulaminowe nagrody z Ministerstwa Sportu, premie z PZLA i od sponsorów. Wpadek nie uniknęli organizatorzy mistrzostw, którzy – nie wiedzieć czemu – na żywo pokazywali np. niektóre eliminacje, pomijając zaś rozgrywki finałowe. Ale przy tak dużej imprezie wszystko zdarzyć się może. Na naszą reprezentację wpływu to raczej nie miało. Nasi lekkoatleci reprezentowali nas zapewne jak mogli najlepiej. Miejmy nadzieję, że kiedyś będą lepsi. Trzymajmy kciuki! ANDRZEJ KALINOWSKI

Piotr Małachowski

Zgodnie z życzeniem autora jego honorarium zostanie przekazane na nagrody dla dzieci, które biorą udział w konkursach „Monitora”

Walczymy o autobus do Krakowa dzisiejszych czasach wiele spraw ważnych dla określonych społeczności da się wywalczyć za pośrednictwem mediów społecznościowych. Duża ilość „lajków” to siła, z którą muszą się liczyć zarówno władze państwowe i samorządowe, jak i prywatne korporacje. Z takiego założenia wyszli inicjatorzy kampanii społecznej „Polska – Słowacja”, której głównym celem jest uruchomienie bezpośredniej linii autobusowej Kraków – Poprad oraz zniesienie barier w zakładaniu innych polsko-słowackich połączeń. O tym, jak trudno jest dojechać komunikacją publiczną ze Słowacji do Polski, wie chyba każdy z nas. O ile z Bratysławy da się jeszcze dojechać drogimi międzynarodowymi pociągami (przez terytorium czeskie) i dalekobieżnymi autokarami, tak komunikacja z innych miast jest poważnie utrudniona. Na całym polsko-słowackim pograniczu funkcjonuje tylko jedna lokalna linia autobusowa Poprad – Zakopane. Od kilku lat nie jeżdżą już pociągi z Żyliny i Koszyc do Krakowa, zlikwidowano również połączenie lotnicze Poprad – Warszawa – Gdańsk. Ktoś powie, że widocznie nie ma popytu na takie przewozy, że mamy wolny rynek i gdyby było zainteresowanie, przewoźnicy otworzyliby takie połączenia. Otóż to nie do końca jest prawdą. Akurat rynek transportowy nie jest rynkiem wolnym, tylko regulowanym: do uruchomienia linii autobusowej np. z Popradu do Krakowa potrzebna jest licencja, którą bardzo trudno uzyskać. I w tym właśnie tkwi problem: formalne kryteria przyznania licencji nie są aż tak ostre, ale w praktyce bariery biurokratyczne są tak ogromne, że zdobycie owej licencji jest dla przedsiębiorcy drogą przez mękę. Nie dość, że cały proces trwa nawet rok lub dłużej i wymaga sporej bieganiny, to jeszcze trzeba z góry określić na cały rok do przodu sztywny rozkład jazdy i uzgodnić z miejscowymi samorządami przystanki. A to jest bardzo ryzykowne, bo gdyby w międzyczasie zaszła potrzeba modyfikacji rozkładu, nie jest to w praktyce możliwe i przewoźnik nadal musiałby jeździć we-

W

dług uzgodnionej wcześniej trasy i wozić powietrze. Nie będę Państwa zanudzał szczegółami, w każdym razie bariery biurokratyczne i problemy – często natury korupcyjnej – są tak duże, że zniechęcają drobnych przedsiębiorców do otwarcia lokalnych transgranicznych linii autobusowych, takich jak Namestovo – Zakopane, Żylina – Bielsko-Biała czy Poprad – Kraków. W efekcie cierpimy na tym my wszyscy, bo nie mamy jak dojechać do kraju inaczej, niż autem. Rozwiązania tej sytuacji są dwa. Po pierwsze trzeba nagłośnić problem wspomnianych już barier biurokratycznych tak, by sprawą tą zajęły się np. odpowiednie komisje parlamentarne Polski i Słowacji. Przepisy trzeba uprościć, a żeby tak się stało, nasi parlamentarzyści muszą się w ogóle dowiedzieć, iż problem istnieje, i zrozumieć, na czym on polega. Równolegle istnieje drugi sposób: linie autobusowe na polsko-słowackim pograniczu powinny być otwierane przez samorządy. W tym przypadku można wykorzystać doświadczenie Bratysławy i jej zagranicznych sąsiadów: Hainburga i Rajki. Linie autobusowe do tych miast są deficytowe, obsługiwane przez bratysławski samorząd i dofinansowywane przez Unię – dokładnie na takiej samej zasadzie linię powinny otworzyć władze Małopolski i Krakowa. Właśnie o te sprawy walczy Arkadiusz Kugler, koordynator wspomnianej akcji społecznej „Polska – Słowacja”. Jego plan jest bardzo prosty: najpierw trzeba zebrać odpowiednią ilość „polubień” (przynajmniej tysiąc), aby mieć siłę przebicia, a następnie zainteresować problemem po kolei polskie i słowackie media, parlamentarzystów oraz samorządowców. Postulat-minimum jest taki, by władze województwa małopolskiego oraz miasta Krakowa uruchomiły publiczną linię autobusową Kraków – Poprad, która rozwiązałaby wiele problemów komunikacyjnych. Warto więc wesprzeć tę akcję – wystarczy po prostu polubić stronę www.facebook.com/polskaslowacja i zachęcić do tego znajomych, a o resztę zadbają już koordynatorzy. JAKUB ŁOGINOW 27


Czy Broad Peak i Gaszerbrum pokonały polski himalaizm?

arcową wyprawę na Broad Peak (8047 m n.p.m.) początkowo okrzyknięto w mediach sukcesem. Maciej Berbeka, Adam Bielecki, Tomasz Kowalski i Artur Małek jako pierwsi wspinacze w historii zdobyli szczyt tej góry w zimie. Niestety, mniemany triumf szybko przerodził się w gorzką porażkę. Podczas schodzenia z góry zginęli Berbeka i Kowalski; do bazy udało się dotrzeć tylko Bieleckiemu i Małkowi, którzy szczyt zdobyli kilka godzin wcześniej i szybciej rozpoczęli powrót. Tragiczna śmierć Berbeki i Kowalskiego pozbawiła złudzeń wszystkich, którzy wierzyli w romantyczny mit wysokogórskiej wspinaczki, w solidarność himalaistów i we wzajemną odpowiedzialność i pomoc w ekstremalnych warunkach – słowem w zgrany zespół. Po tragedii przesłuchano nagrania rozmów uczestników wyprawy z jej kierownikiem Krzysztofem Wielickim. Wynika z nich, że zdobywanie Broad Peak przypominało raczej indywidualny wyścig i nie było pozbawione rywalizacji. Każdy z himalaistów schodził ze szczytu sam, nie oglądając się na kolegów. Bliscy Tomasza Kowalskiego są przekonani, że mógł on wrócić z Broad Peak cały i zdrowy, gdyby wyprawa była lepiej zorganizowana, a wspinacze stanowili zespół. „Tomek szedł wolno, ale szedł – w nocy, ze świadomością, że idzie na końcu, że nie ma na kogo liczyć (...). W końcu się poddał i usiadł, gdyż nie miał już siły, by iść. (...) Gdyby wtedy był obok niego ktoś te-

M

28

go dnia silniejszy i sprawniejszy, ktoś, kto dodałby otuchy, związał się liną, a przede wszystkim nie pozwolił usiąść, może Tomek dałby radę zejść. (…) Można przypuszczać, że gdyby silniejsi w tym dniu partnerzy zwolnili tempo, gdyby starali się choćby utrzymać kontakt wzrokowy, mogliby zejść wszyscy” – napisali w przejmującym liście do Polskiego Związku Alpinizmu. Ze zdaniem rodziny Kowalskiego zdecydowanie zgodził się doświadczony himalaista Ryszard Gajewski. „Żeby atakować ośmiotysięczniki w zimie kalendarzowej, trzeba spędzić w górach wiele lat. I nie można zostawiać partnera. Bielecki i Małek mają to na sumieniu” – powiedział ostro w wywiadzie dla portalu Sport.pl, przypominając, że Bielecki już nie po raz pierwszy wykazał się podczas górskiej ekspedycji skrajnym egoizmem. Innego zdania jest Krzysztof Wielicki, który uważa, że zarzuty pod adresem Małka i Bieleckiego są całkowicie bezpodstawne. „Szli jakieś pół godziny przed Berbeką i Kowalskim, to nie jest duża odległość. Uważali, że koleMaciej Berbeka

Tomasz Kowalski

dzy są trochę wolniejsi, ale idą, wszystko z nimi w porządku (…) jak ktoś jest zakutany w okulary, kominiarki, gogle, kaptury, to trudno ocenić, w jakim jest stanie. I mamy sytuację jak w sądzie: to sąd musi udowodnić winę, a nie podsądny swoją niewinność. A my jesteśmy zdani na przypuszczenia” – powiedział w jednym z wywiadów. Organizacja i konsekwencje wyprawy na Broad Peak wywołały falę krytyki pod adresem Polskiego Związku Alpinizmu oraz pytania o celowość Polskiego Himalaizmu Zimowego – finansowanego przez Ministerstwo Sportu i Turystyki programu, którego celem jest dokonanie pierwszych w historii zimowych wejść na ośmiotysięczniki. Miał on nawiązywać do złotych czasów polskiego himalaizmu, do osobowości tak wybitnych, jak Jerzy Kukuczka i Wanda Rutkiewicz. Wyprawa na Broad Peak pokazała, że zarówno pojmowanie sensu wspinania, jak i priorytety himalaistów są obecnie inne, a sam himalaizm staje się powoli niczym więcej tylko ryzykowną odmianą turystyki górskiej, na którą decyduje się coraz mniej chętnych. Złośliwość losu uderzyła w Polski Himalaizm Zimowy jeszcze raz. W lipcu, podczas zdobywania szczytu Gaszerbrum I zginął – wydaje się, że w mniej kontrowersyjnych okolicznościach – pomysłodawca i szef tego programu, doświadczony himalaista Artur Hajzer. Czas pokaże, czy dla stworzonego przez niego projektu był to cios decydujący. Wielu ludzi gór twierdzi jednak bez ogródek, że Polski Himalaizm Zimowy bez Hajzera nie istnieje. KATARZYNA PIENIĄDZ

Artur Hajzer

MONITOR POLONIJNY


KLUB POLSKI TRENCZYN

25-29 września 2013 Oranżeria Pałacu w Wilanowie

serdecznie zaprasza na cykliczną, już 11. z kolei imprezę polonijną pod hasłem

Przyjaźń bez granic

polskiego pochodzenia Štefáni Gajdošovej-Sikorskiej

Festiwal EMiGRA to nowatorski projekt, łączący różne rodzaje sztuki – poezję i film, słowo i obraz. Połączony został z dwudziestą edycją Międzynarodowego Festiwalu Poetyckiego „Maj nad Wilią i Wisłą” – Wilno – maj 2013 i odbędzie się we wrześniu w Warszawie. EMiGRA to pierwszy festiwal o Polakach i dla Polaków z całego świata. Pierwszy światowy przegląd filmów dokumentalnych, etiud filmowych i filmów fabularnych o szeroko rozumianej tematyce emigracyjnej.

oraz BieSiaDa PoloNiJNa przy gitarze i ognisku.

w w w . e m i g r a . c o m . p l

która odbędzie się w Trenczynie 21 września br. Program artystyczny rozpocznie o godz. 15.00 występ grupy jazzu tradycyjnego z Tarnowa, który będzie miał miejsce na rynku miasta. W ramach imprezy odbędzie się też wernisaż wystawy „Droga Jedwabna“ artystki

Konkurs na scenariusz słuchowiska o emigracji Ośrodek Działań Artystycznych DOROŻKARNIA w Warszawie zaprasza polonijną młodzież i dzieci do udziału w konkursie plastycznym HISTORYPAINT.PL, nad którym honorowy patronat objęła Małżonka Prezydenta RP Pani Anna Komorowska. Konkurs plastyczny adresowany jest do mieszkających poza granicami Polski dzieci i młodzieży (11 – 19 lat) narodowości polskiej lub mającej polskie korzenie. Przedmiotem jest wykonanie pracy plastycznej, której tematem będzie wybrane wydarzenie z historii Polski. Uczestnicy konkursu mogą zaprezentować dowolne wydarzenie, z dowolnego okresu z dziejów naszego kraju. Autor pracy powinien ją opatrzyć własnym komentarzem, wyjaśniającym, dlaczego jego zdaniem to wydarzenie jest ważne dla Polski. Regulamin i więcej informacji znaleźć można na stronie: www.historypaint.dorozkarnia.pl oraz https://www.facebook.com/Historypaintpl

Muzeum Emigracji w Gdyni we współpracy z Programem III Polskiego Radia i Teatrem Polskiego Radia ogłasza konkurs na oryginalny scenariusz słuchowiska poświęconego tematowi emigracji. Przewidziane są nagrody: I – 5000 zł, II – 3000 zł, III – 2000 zł. Nagrodzone teksty zostaną zrealizowane w postaci słuchowisk w studiach Teatru Polskiego Radia. Termin nadsyłania prac upływa 15 października 2013 roku. Dodatkowe informacje są udzielane pod numerami telefonów: (0048) 22 645 54 56 lub (0048) 22 645 54 61

W Y B Ó R Z P R O G R A M U I N S T Y T U T U P O L S K I E G O N A W R Z E S I E Ń 2 0 13 Ë 23-25 września, Koszyce, Kasárne/Kulturpark, Ë 26 września, godz. 17.00, Bratysława, Kukučínova 2 Instytut Polski, Nam. SNP 27 DYSKUSJA PANELOWA na temat Armii Ë 27 września, Bratysława Krajowej, odbywająca się w ramach Światowy Kongres Stowarzyszenia cyklu wieczorów dyskusyjnych Krytyków Sztuki AICA słowackiego UPN, z udziałem Impreza jest organizowana raz w roku, w jednym polskiego historyka Piotra z 61 krajów członkowskich. W słowackiej konferencji Majewskiego, wicedyrektora Muzeum pod tytułem Białe miejsca - czarne dziury udział II Wojny Światowej w Gdańsku wezmą m.in. polscy eksperci: Marek Bartelik (historyk sztuki, przewodniczący AICA International), Katarzyna Jagodzińska (Międzynarodowe Centrum Ë 26 września, Bratysława, Kultury w Krakowie), Piotr Piotrowski (historyk sztuki, Hviezdoslavovo námestie profesor Uniwersytetu Adama Mickiewicza PROMOCJA JĘZYKA POLSKIEGO w Poznaniu), Andrzej Szczerski (historyk sztuki, w ramach cyklu Uliczka języków przewodniczący polskiej sekcji AICA). z okazji Europejskiego Dnia Języków WRZESIEŃ 2013

Ë 26 – 29 września, Koszyce – Staré mesto, Koszyce – Šaca BYTY X | X APARTMENTS Koszyce jest formą performance Matthiasa Lilienthala. Polska artystka, Marta Górnicka, reżyserka, wokalistka, absolwentka Akademii Teatralnej w Warszawie, zaprezentuje oryginalny projekt, którego uczestnikami będą wybrani pracownicy US Steel Koszyce. Ë 27 września – 2 października, Nitra Przedstawienie Teatru Nowego z Krakowa w ramach festiwalu Divadelná Nitra 29


„Rozprószenie” drugim roku studiów teatrologicznych na Uniwersytecie Jagiellońskim wybrałam temat pracy dyplomowej – Teatr w Puławach. Słowa klucze do niego to: Izabela Czartoryska, muzeum… Materiały przeglądałam w bibliotece. Pamiętam spędzane tam popołudnia, a przede wszystkim słońce, przedostające się do wnętrza przez witrażowe okno, i wybielony nim fragment Modlitewnika Czartoryskiej „… zjednocz dziatki swoje ROZPRÓSZONE po całym świecie…”

Po

To „rozprószenie” wydało mi się czymś niezwykle urokliwym – jak śnieg, jak posypka na ciasto – stosowana z dbałością, by pokryć całą powierzchnię; jest czyjeś oko, które w trosce o ostateczny kształt czuwa nad tym, co czyni dłoń…. Skąd się wzięło w mszale współczesne „rozproszenie”, implikujące jakiś popłoch, bezwolność, nieuchronność? Zamyślenie nad tym zapadło mi w pamięć. Teraz, po wielu latach, ilekroć słyszę kapłana, głoszącego: „Zjednocz ze sobą wszystkie dzieci swoje, rozproszone po całym świecie”, poprawiam go bezgłośnie: „Rozprószone”.

Peregrynacja Pierwsza wyprawa do Estonii miała miejsce po próbie domknięcia kolejnego etapu doktoratu (ostatecznie umknął niedomknięty…) i koncertach adorowanego w polskich środowiskach muzyki dawnej Linnamuusikud z Tallinna, z perspektywą morderczo intensywnego okresu pracy w krakowskim Manggha. Było jeszcze upojne wieczorne muzykowanie Estończyków, Polaków i Gruzinów, jakie Antoni Pilch, animator Bractwa Lutni z Wysokiej, korzystając z gościnności Kai i Artura Wrońskich, zorganizował w krakowskiej Chimerze. No i ruszyłam w nieznane po wszystkim tym, co napięło do niemożności nerwy, wyczerpało fizycznie organizm, a jednocześnie jakimś nieuchwytnym pięknem przepełniło i rozedrgało wnętrze. Trasa Kraków-Tallinn, przełom kwietnia i maja, mikrobus Mercedes, 8 śpiewaków i ja na doczepkę. To na tarasie Mangghi Maciej Kaziński (Festiwal 30

Muzyki Dawnej „Pieśń naszych korzeni” w Jarosławiu) i Marius Peterson (Linnamuusikud i Studio Theatrum w Tallinnie) przekonali mnie, że to okazja, by w ciągu kilku dni zobaczyć kilka spektakli i podpowiedzieć jakieś pomysły do programu Reminiscencji Teatralnych. Podróż trwała ponad dobę – dostałam uprzywilejowane miejsce, z widokiem. Żeby nie zrobić gospodarzom zawodu, musiałam walczyć ze zmęczeniem. Praktycznie jednak przespałam całą drogę – wybudzano mnie tylko na granicach. Najpierw była ta polsko-litewska – Budzisko. Kolejka, polscy celnicy, kolejka, litewscy celnicy, wielokilometrowe sznury TIR-ów, dalej pola, wśród nich żółte drewniane domki, krzyże. Granica litewsko-łotewska. Znów kolejka, litewska strażnica, kolejka, łotewska strażnica, a między nimi ziemia jak niczyja. Nieuzasadniony tłumiony lęk narastał tym bardziej, im bardziej próbowałam sama siebie przekonać, że nie muszę się bać, bowiem nie zrobiłam nic złego. Kazali zjechać, upokarzająca kontrola osobista przeciągała się nieznośnie w czasie. Gdzieś na polanie, już na

Mis maa see on, siin pole ühtgi mage, vaid metsad lõputud… (Co to za ziemia?! Nie ma tu ani jednej góry, tylko lasy w nieskończoność…) Peeter Volkonski

Łotwie, piknik – Estończycy się ożywili – pojawił się wielki kosz, a w nim pyszne sery, chleby, warzywa, termos pełen kawy, dużo kawy i miód. Żadnych słodyczy. Marius, który prowadził całą drogę, zasnął skulony na siedzeniu kierowcy. „Zmarznie” – pomyślałam. Nim zdążyłam go przykryć kurtką, za plecami usłyszałam: „Nie trzeba, on jest mocny”. Granica łotewsko-estońska – kolejka, strach, kontrola bagaży, podejrzliwe oględziny instrumentów. Pamiętam, że przejazd ze strefy łotewskiej do estońskiej był jednoznaczny z przejściem ze światła białego w żółte. Stale poważni Estończycy, będący już prawie w domu, zaczęli mówić nieco głośniej, a nawet żartowali. Zaraz za szlabanem wkroczyliśmy w strefę lasu po obu stronach drogi. Moi towarzysze podróży chcieli mi pokazać zachód słońca nad morzem – gdzieś tu powinna być droga do tarasu widokowego. Odbiliśmy w lewo, kluczyliśmy, w końcu zabłądziliśmy. „Zapytajmy o drogę” – zaproponowałam, co wydawało mi się logiczne, ale okazało się, że się wygłupiłam – w okolicy nie było żywej duszy. Poza tym wszyscy wiedzieli, że prędzej Marius nadłoży 40 km do pierwszej stacji benzynowej, gdzie kupi mapę, niż zapyta. Po kilkunastu minutach się poddaliśmy – było zupełnie ciemno. Przyjęłam, że nie będzie zachodu słońca nad morzem – że musimy wrócić ze starej Via Baltica na nową, oddaloną od morza, ale stale wijącą się równolegle do linii brzegowej. Po obu jej stronach nieprzerwana ściana gęstego lasu. Płasko. Rosłe pnie, przechylone silnie ku tyłowi przez wiatr jak fala, która zastygła. Monotonia i przepastna czerń krajobrazu. W dali dostrzegłam majaczące światełka domów, ukrytych w gęstwinie. Przegapiłam Pärnu – niegdysiejszą Parnawę – i mniejsze osady. Druga część artykułu w kolejnym numerze „Monitora“ SŁAWOMIRA BOROWSKA-PETERSON, ESTONIA MONITOR POLONIJNY


Jak ulepic‘

wspomnienia?

am na imię Sonia i skończyłam w tym roku 5 lat. Nadejście września oznacza dla mnie powrót do przedszkola. W tym roku dołączy do mnie moja młodsza siostra Helenka. Nie umiem jeszcze pisać, więc pomaga mi w tym moja mama, która twierdzi, że przejrzawszy nasze ubrania, ma stuprocentową pewność, iż koniec wakacji jest bliski, bo wszystkie spodnie, bluzeczki i buciki dziwnym sposobem się skurczyły… Mówi też, że musimy koniecznie zaprowadzić jakiś porządek wśród wakacyjnych skarbów, ponieważ zajmują one stanowczo za dużo miejsca w naszym pokoju. Ja z siostrą wcale tak nie uważamy i nie cieszymy się na jesienne porządki, gdyż wraz z ich nadejściem

M

czeka nas naprawdę dużo pracy – musimy gdzieś ukryć nasze skarby przed mamą, bo przecież wszystkie te magiczne przedmioty łączą się z wakacyjnymi wspomnieniami. Dzisiaj mama powiedziała nam, że ma pomysł, jak wykorzystać te wszystkie muszelki, koraliki, guziki, kamyczki i monety, a przy okazji stworzyć z nich prawdziwe dzieło sztuki. Przyniosłyśmy więc wszystkie zebrane podczas wakacji skarby i przygotowałyśmy masę solną (podobno może też być glina samoutwardzalna). A potem kierowałyśmy się wskazówkami mamy, czyli na stole rozłożyłyśmy gazety, aby go nie zabrudzić, i z masy solnej uformowałyśmy dowolny kształt, po czym

poprzylepiałyśmy do niego pamiątki. My z Hesią postanowiłyśmy zrobić chmurkę, bo – będąc niedawno nad rzeką – leżałyśmy z mamą na brzegu i obserwowałyśmy przesuwające się po niebie obłoki, próbując rozpoznać ich kształty. Pomalowałyśmy ją na biało i  niebiesko i  poprzyklejałyśmy do niej muszelki i koraliki. Po wyschnięciu zawiesiłyśmy ją na ścianie w naszym pokoju. Chcemy zrobić jeszcze dwa smoki wawelskie (jesteśmy z  Krakowa, a teraz mieszkamy w Bańskiej Bystrzycy) z  oczami z  guzików dla naszych nauczycielek z przedszkola – Wierki i Majki. A Wy, w jaki kształt ulepicie swoje wakacyjne wspomnienia? BEATA OŚWIĘCIMSKA + SONIA PACZEŚNIAK

ZDJĘCIA: JAKUB PACZEŚNIAK

WRZESIEŃ 2013

31


Mamy w Europie warzywo uniwersalne, dla którego każda kuchnia tworzy własne przepisy. Warzywo smaczne, niezwykle wartościowe, bez którego trudno wyobrazić sobie obiady w każdym, nawet najbardziej oddalonym od cywilizacji domu. Tym warzywem jest oczywiście pomidor.

W czasie wakacyjnych podróży prawie zawsze i wszędzie można zamówić zupę pomidorową, która na ogół jest przepyszna. Pani Beata Wojnarowska z Dunajskiej Stredy stworzyła nawet przepis na unijną zupę pomidorową, w którym połączyła różne jego wersje. Zachęcam do wypróbowania!

Unijna zupa pomidorowa Składniki: • dojrzałe pomidory (ich ilość uzależniona od liczby łakomczuchów) • puszka pomidorów krojonych lub przetartych w sosie własnym • liście bazylii • 2-3 łyżki oliwy z oliwek • łyżka masła do duszenia • jarzynowa kostka bulionowa • tarty ser żółty • sól, pieprz • grzanki z chleba

Sposób przyrządzania Pomidory pokroić na połówki i zetrzeć na tarce. Można je również sparzyć, obrać, pokroić na kawałki i lekko zmiksować. Pulpę poddusić na maśle, doprawiając solą i pieprzem. Następnie rozpuścić kostkę bulionową i wlać do pomidorów, dołączyć przecierane pomidory z puszki i dolać odpowiedniej ilości wody, by zupa nie

była zbyt gęsta. Zagotować. Dietetycy radzą, by pomidorówkę gotować na wolnym ogniu dość długo, bo tylko wtedy znajdzie się w niej odpowiednia ilość likopenu – cennego dla naszego zdrowia składnika. Po zdjęciu zupy z ognia dodać do niej pokrojoną bazylię i oliwę. Wlać do miseczek i posypać tartym serem.

W wersji zimowej pani Beata podaje do pomidorowej grzanki chlebowe, zapiekane w piekarniku z dodatkiem żółtego sera. Zupa staje się wtedy bardziej rozgrzewająca i sycąca.

AGATA BEDNARCZYK

Monitor Polonijny 2013/09  
Monitor Polonijny 2013/09  
Advertisement