Page 1

Ekologia 6 str.

w sam raz dla ciebie

Czy

polskie

oznacza str. 10

Tomasz Chłoń: „Krytyka jest motorem postępu“ str. 8

zLe?

Danuta Meyza-Marušiak (1936-2013) str. 2, 4-5


Danuta Meyza-Marušiak (1936-2013) „Bardzo zorganizowana i skrupulatna”, „zawsze elegancka”, „miłośniczka książek” – tak wspominają Danutę MeyzęMarušiakovą pracownicy Instytutu Polskiego w Bratysławie, którzy mieli okazję z nią współpracować. Danuta Meyza-Marušiaková rozpoczęła pracę w Ośrodku Informacji i Kultury Polskiej (OKIP) 1 września 1973 r. i spędziła w nim niemal 20 lat – do przejścia na emeryturę 1 lipca 1993 roku. Ośrodek był jej pierwszym i ostatnim miejscem zatrudnienia na Słowacji. Urodziła się 29 kwietnia 1936 r. w Kościerzynie, jej rodzice byli nauczycielami. W 1954 roku zdała maturę w Liceum Ogólnokształcącym w Nowym Tomyślu i rozpoczęła studia polonistyczne na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu, studiując dodatkowo edytorstwo. Jeszcze podczas studiów rozpoczęła pracę w redakcji tygodnika młodej inteligencji „Wyboje”, a potem w filii Państwowego Instytutu Wydawniczego w Poznaniu. Po likwidacji tej ostatniej kierowała Działem Wydawnictw Politechniki Poznańskiej. W 1964 roku przeprowadziła się do Katowic, gdzie przez pięć lat – do lipca 1969 roku – była sekretarzem redakcji kwartalnika „Zaranie Śląskie”, wydawanego przez Śląski Instytut Naukowy. Tam też pod wpływem znanego tłumacza Zdzisława Hierowskiego (1911-1967) rozpoczęła badania nad czeskimi wpływami kulturowymi i kulturą piśmienniczą Śląska Cieszyńskiego; opublikowała też kilka większych artykułów na ten temat. W swoim dorobku ma też tłumaczenie tomu studiów o obozie jenieckim w Łambinowicach oraz wybór nowel słowackiego pisarza Františka Švantnera (Piargi, Wydawnictwo Śląsk, Katowice 1980). W 1968 roku ukończyła Letnią Szkołę

Językową na Uniwersytecie Karola w Pradze. Na Słowację przyjechała w lipcu 1969 roku, kilka miesięcy po ślubie z Jozefem Marušiakiem. Rok później na świat przyszedł ich syn Juraj. Pracę w Ośrodku Pani Danuta rozpoczęła w charakterze bibliotekarki. W lipcu 1976 roku ówczesny dyrektor Ośrodka Jan Szkil we wniosku o podwyżkę wynagrodzenia stwierdza, że „Ob. Danuta Meyza-Marušiak posiada wysokie kwalifikacje na zajmowanym stanowisku: mgr polonistyki, długoletnia praca w redakcjach wydawnictw polskich, świetna, wielka znajomość środowiska kulturalnego w Bratysławie, wiedza o Polsce i jej problemach”. Sześć lat później kolejny dyrektor Ośrodka Ryszard Niedźwiecki w piśmie o podobnym charakterze wspomina, że „Ob. Danuta Meyza-Marušiak posiada wysokie kwalifikacje i jest w pełni zaangażowana w pracę Ośrodka (…) Od ubiegłego roku ze względu na kompresję etatów zostały jej powierzone dodatkowe obowiązki kierowania działem propagandy, tj. programowanie, sprawozdawczość, organizacje seminariów, imprez i wystaw”. Funkcję kierownika Działu Kultury OKIP (zmieniającego wraz z upływem lat swoją nazwę) powierzono jej formalnie w 1984 roku; pełniła ją aż do przejścia na emeryturę latem 1993 roku. Równocześnie przez rok (VI 1991 – IX 1992) była zastępcą dyrektora Ośrodka do spraw programowych. Już będąc na emeryturze Pani Danuta często zaglądała do biblioteki Instytutu po nowości książkowe z Polski. Wrażeniami z ich lektury dzieliła się m.in. z czytelnikami „Monitora Polonijngo”, którego była pierwszą redaktor naczelną. TOMASZ GRABIŃSKI, Dyrektor Programowy Instytutu Polskiego

Z przykrością przyjęliśmy wiadomość o śmierci Pani Danuty Meyzy-Marušiakovej, jednej z zasłużonych działaczek środowiska polonijnego na Słowacji, współzałożycielki Klubu Polskiego i pierwszej redaktor naczelnej „Monitora Polonijnego”. Pani Meyza-Marušiaková była osobą powszechnie cenioną i lubianą. Szczególnie pamiętać Ją będziemy z okresu Jej współpracy z Ambasadą RP w Bratysławie jako osobę wysoce zaangażowaną w sprawy Polaków na Słowacji, o szerokiej wiedzy, przywiązaniu do wartości, uznawanych za ważne w relacjach międzyludzkich, zawsze wierną własnym przekonaniom. Łączymy się z jej bliskimi, życząc im zarazem siły w przeżyciu tych trudnych chwil. AMBASADA RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ W BRATYSŁAWIE Więcej wspomnień o Danucie Meyzie-Marušiakovej publikujemy na stronie 4. MONITOR POLONIJNY


„To setny numer, który przygotowujesz“ – zwrócił uwagę mój mąż, kiedy składaliśmy styczniowy „Monitor Polonijny“. Kiedy dowiedziałam się, że zmarła Danuta Marušiaková, pierwsza redaktor naczelna naszego pisma, przypomniałam sobie te słowa i pomyślałam, że to właśnie Ona przeprowadziła mnie przez sto numerów, służąc zawsze radą i pisząc ciekawe, pouczające artykuły. Będzie nam… będzie mi tego brakowało. Jeszcze w grudniu, przed świętami, kiedy była już w szpitalu i rozmawiałam z Nią przez telefon, powiedziała: „Dobrze, że wcześniej napisałam mój ostatni artykuł, który poświęciłam pierwszej polskiej lekarce. Nawet nie wiedziałam wtedy, że sama będę potrzebowała opieki medycznej“. Na łamach marcowego numeru przynosimy wspomnienia o Naszej Danusi Marušiakovej, żegnamy Autorkę, Pomysłodawczynię naszego pisma, która nadała mu niepowtarzalny charakter. Żegnamy Naszą Drogą Koleżankę (str. 2 oraz str. 4-5). W „Wywiadzie miesiąca” przedstawiamy nowego ambasadora RP w RS Tomasza Chłonia (str. 8). Poruszamy też temat, który ostatnio rozpala emocje, a dotyczy polskiej żywności na Słowacji (str. 10). Oprócz tego w „Monitorze“ stałe rubryki, w których relacjonujemy imprezy Klubu Polskiego i nie tylko (Z naszego podwórka, str. 13) oraz recenzje filmów (str. 21), książek (str. 22) czy płyt (str. 18). A ponieważ już pod koniec miesiąca Wielkanoc, zatem zachęcamy do lektury artykułu „Ekologia w sam raz dla ciebie“, w którym nasza redakcyjna koleżanka podpowiada, jak się do niej przygotować (str. 6). W numerze nie brak też przepisu kulinarnego na „coś zielonego”, co z pewnością mile połechce nasze podniebienia zarówno przed świętami, jak i w ich trakcie (str. 32). Życzymy więc spokojnych, zdrowych i radosnych Świąt Wielkanocnych oraz przyjemnej lektury. W imieniu redakcji

TO WARTO WIEDZIEĆ O Danusi... Ekologia w sam raz dla ciebie Z KRAJU WYWIAD MIESIĄCA Tomasz Chłoń: „Krytyka jest motorem postępu“ ANKIETA Czy polskie oznacza złe? Dziennikarska tandeta Z NASZEGO PODWÓRKA OPOWIEŚCI POLONIJNEJ TREŚCI SOS do Polski! CZUŁYM UCHEM Maryli utwory zebrane SŁOWACKIE PEREŁKI Barwny świat jaskini KINO-OKO „Supermarket”, czyli thriller na zapleczu Dyplomacja wojskowa współcześnie – status attaché wojskowego (część II) Persona non grata BLIŻEJ POLSKIEJ KSIĄŻKI Wyśpiewała nam wszystko OKIENKO JĘZYKOWE Liczba czy ilość POLAK POTRAFI Ta wspaniała Krystyna PORADNIK DLA POLAKÓW NA SŁOWACJI Praca na Słowacji dla współmałżonka WAŻKIE WYDARZENIA W DZIEJACH SŁOWACJI Gest ambasadora Szathmárego SPORT?! Sport i więcej około sportu OGŁOSZENIA ROZSIANI PO ŚWIECIE Świat zza kurtyny MIĘDZY NAMI DZIECIAKAMI Palma wielkanocna PIEKARNIK Zielony atak zdrowia

4 6 6

8 10 12 13 18 18 20 21

22 22 23 24

25

26 27 28 30 31 32

V Y D Á VA P O Ľ S K Ý K L U B – S P O LO K P O L I A KOV A I C H P R I AT E Ľ OV N A S LOV E N S K U ŠÉFREDAKTORKA: Małgorzata Wojcieszyńska • REDAKCIA: Agata Bednarczyk, Agnieszka Drzewiecka, Ingrid Majeríková, Katarzyna Pieniądz, Linda Rábeková KOREŠPONDENTI: KOŠICE – Urszula Zomerska-Szabados • TRENČÍN – Aleksandra Krcheň JAZYKOVÁ ÚPRAVA V POĽŠTINE: Maria Magdalena Nowakowska, Małgorzata Wojcieszyńska GRAFICKÁ ÚPRAVA: Stano Carduelis Stehlik ZAKLADAJÚCA ŠÉFREDAKTORKA: Danuta Meyza-Marušiaková ✝(1995 - 1999) • ADRESA: Nám. SNP 27, 814 49 Bratislava KOREŠPONDENČNÁ ADRESA: Małgorzata Wojcieszyńska, 930 41 Kvetoslavov, Tel./Fax: 031/5602891, monitorpolonijny@gmail.com PREDPLATNÉ: Ročné predplatné 12 euro na konto Tatra banka č.ú.: 2666040059/1100 REGISTRAČNÉ ČÍSLO: 1193/95 • EVIDENČNÉ ČÍSLO: EV542/08 Redakcia si vyhradzuje právo na redigovanie a skracovanie príspevkov • Realizované s finančnou podporou Úradu vlády Slovenskej Republiky

www.polonia.sk MARZEC 2013

Działanie jest współfinansowane przez Stowarzyszenie „Wspólnota Polska” ze środków otrzymanych od Ministerstwa Spraw Zagranicznych Rzeczypospolitej Polskiej w ramach konkursu „Współpraca z Polonią i Polakami za Granicą”

3


O Danusi to odcinków rubryki „To warto wiedzieć“, w których opisywała ważne wydarzenia historyczne lub przedstawiała wybitnych Polaków. Wolała pisać o innych niż promować siebie, dlatego tak trudno było Ją namówić na zwierzenia. Była wymagająca, wiedziała dokładnie, czego chce. Wymagała przede wszystkim od siebie. W redagowaniu „Monitora“ postawiła poprzeczkę wysoko, ale też służyła radą – zawsze cenną – jak tej poprzeczki dosięgnąć. Cztery lata (1995-1999) pełniła funkcję redaktor naczelnej „Monitora Polonijnego“. Był jej dzieckiem, bowiem to Ona nadała mu kształt i charakter. Dzieckiem pozostał do końca, choć zmieniały się kolejne redaktor naczelne. W styczniowym numerze „Monitora“ opublikowane zostały Jej ostatnie artykuły z cieszących się zainteresowaniem rubryk „To warto wiedzieć“ i „Bliżej polskiej książki“. Ostatnie? Jakoś trudno w to uwierzyć, bo przecież jeszcze w szpitalu, trzy tygodnie temu, kiedy Ją odwiedziłam, pielęgniarka mówiła, że rano czuła się trochę lepiej i pierwsze, o co poprosiła, były okulary i książka. Na pewno coś przygotowywała, obmyślała, o czym napisze. A pomysłów nigdy jej nie brakowało – o niektórych zdążyła mi jeszcze opowiedzieć... „Mądra, pracowita, twórcza…“, „Bardzo lubiłam i ceniłam świetne teksty, które pisała. Będzie ich w Monitorze brakowało...“ – to tylko niektóre z reakcji czytelników na wieść o Jej odejściu. I wszystko to prawda. Ze swej strony dodam, że będzie mi brakowało rozmów z Nią, bo te były niezwykle budujące i kształcące! Przegadałyśmy długie godziny podczas spotkań redakcyjnych czy prywatnych, a ostatnimi laty były to długie rozmowy telefoniczne. Czasami mi zwracała uwagę na jakieś drobne potknięcia w redagowaniu pisma. Dyskretnie, z wyczuciem, z wyrozumiałością. Kiedy czymś się martwiłam, Jej trzeźwe spojrzenie pozwalało mi spojrzeć na problem w nowym świetle. „Ale, proszę cię! Nie warto się tym zajmować!“ – mówiła stanowczo. Była nie tylko oczytana, ale miała też niesamowite wyczucie sytuacji i ludzkiej mentalności. I tak sobie myślę, że po trosze przygotowywała mnie na swoje odejście. Ostatnimi czasy, kiedy dzwoniłam do Niej, nie mówiła nic, ponieważ była osłabiona, tylko słuchała. Opowiadałam Jej, co nowego w „Monitorze“, co słychać w Klubie Polskim, co u mnie… Milczała, ale słuchała. Łapię się na tym, że chcę Jej jeszcze to czy tamto powiedzieć, że z pewnością mnie wysłucha, choć... odpowiadać nie będzie. Ale jestem przekonana, że nadal z uwagą będzie oddawać się lekturze „MoniMAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA tora“...

S

4

Niekwestionowany autorytet

K

iedy w poniedziałek 25 lutego dotarła do mnie smutna wieść, że Danka MeyzaMarušiaková nie żyje, pojąłem, że to koniec Jej fizycznej obecności wśród nas, że już nie będziemy mogli czytać Jej comiesięcznych przemyśleń z lektury wychodzących w Polsce książek. Przed oczami stanęły mi niezliczone spotkania z Danką, kiedy to chcieliśmy zacząć wydawać czasopismo polonijne. Świętej pamięci Danka zaproponowała nie tylko nazwę miesięcznika, ale Jej niekwestionowany autorytet z całą siłą ukształtował formę i treść naszego „Monitora Polonijnego“. Danka Meyza-Marušiaková, pierwsza i wieloletnia redaktor naczelna przeżywała każde wydanie kolejnego numeru, trudności w jego finansowaniu wykorzystywała w przekonywaniu nas, że warto i należy walczyć o dotacje, o no-

wych czytelników, o staranne wydawanie każdego numeru. Zgromadziła wokół siebie grupę Polaków i Słowaków, chcących pisać do „Monitora“, i była ich nauczycielką i matką. Zawsze znalazła słowa pochwały, a – jeśli trzeba było – także łagodnej krytyki. Kościerzyna, gdzie się urodziła, i Poznań, gdzie wyrosła, dały Jej ten niepowtarzalny pomorsko-wielkopolski zmysł racjonalizmu i odpowiedzialności za każde napisane i wypowiedziane słowo. Przez cały okres wydawania „Monitora Polonijnego“ była z nami, odczuwaliśmy jej ukrytą obecność w słowach przez nią pisanych. O Jej mądrości i sile świadczą choćby artykuły, które zostawiła po sobie. Teraz, kiedy się uwolniła od ciała, będzie zapewne patronować poczynaniom środowiska polonijnego na Słowacji – w co głęboko wierzę – przypomi-

Danka N

w słowackiej literaturze, o polskich książkach, które warto kupić przy okazji następnej wizyty w kraju, o teatrze, o historii, o stosunkach międzyludzkich i zaskakujących nas nowych zjawiskach społecznych. Znałyśmy się długo, ale nigdy nie łączył nas ten specyficzny rodzaj babskiej zażyłości, który w rozmowach pozwalałby na jakiekolwiek lenistwo intelektualne. Była solidna, precyzyjna i wymagająca, zarówno wobec siebie, jak i w stosunku do innych. Kiedy przed laty podejmowałam pracę w Instytucie Polskim, ówczesnym Polskim Ośrodku Informacji i Kultury, przez krótki czas była moją bezpośrednią przełożoną. Na własnej skórze odczułam, co oznacza określenie „poznański charakter”, i choć początko-

ie zdążyłam. Od czasu, kiedy umówiłyśmy się, że koniecznie musimy się spotkać i poplotkować, kilkakrotnie trzymałam w dłoni Jej nieco sfatygowaną, pożółkłą – bo podarowaną mi 22 lata temu – wizytówkę i za każdym razem odkładałam ją z powrotem do szuflady. Mamy czas – myślałam. W przyszłym tygodniu już na pewno. Na spotkanie z Danką nie można było wpaść jak po ogień, a plotkowanie z Nią oznaczało długie dyskusje o tym, co dzieje się

MONITOR POLONIJNY


Bardzo mi smutno… ie spotkałem w życiu wielu osób, których odejścia nie mógłbym sobie wyobrazić. Do takich jednak z całą pewnością należała Pani Danuta Meyza-Marušiak. Poznałem Ją prawie 30 lat temu, dokładnie w 1984 roku, kiedy jako szefowa sekretariatu, a może nawet administracji Polskiego Ośrodka Informacji i Kultury w Bratysławie (dziś Instytut Polski), potrafiła wszystko załatwić i ułatwić. Cudownie pomogła wówczas mnie i innym wyeksponować przywiezioną z Zakopanego wystawę „75 lat ratownictwa w Tatrach”. Wystraszonym nieznaną nam Bratysławą, dodawała otuchy. Kiedy pojawiłem się ponownie w Bratysławie, już jako polski ambasador w 1997 roku, w osobie Pani Danuty, wtedy już od dwóch lat pełniącej funkcję Redaktor Naczelnej „Monitora Polonijnego”, miałem wspaniałego przewodnika po Klubie Polskim. Nie była jednak osobą gotową rozmawiać zawsze i o wszystkim. Uderzała mnie zawsze Jej ogromna rzeczowość i olbrzymia powściągliwość w ferowaniu ocen. Kiedy odsunęła się od kierowania „Monitorem Polonijnym”, całym sercem i swoją

N nając przy każdej okazji o oczywistym wpływie czytania polskiej literatury na polską tożsamość. Na koniec jeszcze pozwolę sobie przypomnieć Jej przekonanie, że przyszłość Polaków na Słowacji leży nie w asymilacji, ale w integracji z narodem słowackim i narodami zamieszkującymi Słowację. Boże, niech pamięć o Niej trwać będzie przez wszystkie pokolenia. RYSZARD ZWIEWKA założyciel Klubu Polskiego i „Monitora Polonijnego“

encyklopedyczną wiedzą zaangażowała się w działalność reporterską oraz pisanie felietonów. Jej zainteresowania były bardzo rozległe, a umiejętność operowania warsztatem pisarskim, odbierałem jako rodzaj posłannictwa, mającego na celu przekazanie nam – czytelnikom MP – tego, co tak bardzo Ją pasjonowało – wiedzy o Polsce i Polakach. Z wielkim żalem uświadamiam sobie, że w „Monitorze” nie będzie już cyklicznych artykułów Jej autorstwa. Za to, że od tylu lat, swoją szczególną osobowością i wspaniałym piórem była obecna w słowackim środowisku polonijnym, chcę Jej podziękować całym sercem. Danusiu, dziękuję! Nie będzie łatwo przywyknąć do Twojej nieobecności. Dziękuję za wszystko, co nam dałaś, i – co tu dużo gadać – do zobaczenia! JAN KOMORNICKI Ambasador RP w Bratysławie w latach 1997-2003 ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

wo Jej wymagania trochę mnie uwierały, bo oznaczały konieczność narzucenia sobie dużej dyscypliny i pracy nad sobą, stopniowo zaczęłam Ją podziwiać. Danka zamieszkała na Słowacji na długo wcześniej niż ja i zanim sama zdołałam sobie wyrobić obraz o tym, co mnie tu czeka, z rozmów z Nią dowiedziałam się o Słowacji i Słowakach więcej, niż od kogokolwiek innego. Jej osobiste doświadczenia, trzeźwe spojrzenie na świat i zdolność argumentacji wystarczały za wszystko. Wierzyłam Jej ocenom. To Ona zwróciła mi uwagę na odmienny sposób wykorzystywania środków wyrazu na scenach słowackich teatrów, podała pierwszy przepis na zupę fasolową (do dziś nazywam ją MARZEC 2013

po prostu „zupą Danki”), ostrzegła przed codziennym przygotowywaniem gorących kolacji i nauczyła, że jeśli się wejdzie w konflikt z teściową, nie należy za wszelką cenę wszystkiego od razu naprawiać, ale pozostawić obu stronom czas na ochłonięcie i przemyślenie tego, co zaszło. To Ona wreszcie zaproponowała mi napisanie pierwszego tekstu do nowopowstałego „Tygodnika Literackiego”, a później zaprosiła do współtworzenia „Monitora Polonijnego”. Jej wizja pisma była niezwykle ambitna i miała nawiązywać do tradycji paryskich „Zeszytów Literackich”. Miało być dużo historii, recenzje, analizy tekstów literackich, biografie autorów polskiej klasyki i zapowiedzi nowości. Wkrótce

okazało się, że to marzenie nigdy się nie ziści, bo oczekiwania odbiorców są zupełnie inne. A kiedy objęłam kierowanie „Monitorem”, z łatwością zaakceptowała jego nową koncepcję, nie rezygnując jednak ze swoich wyobrażeń i zainteresowań. Tworzyła doskonałe teksty z zakresu historii i literatury, miała świetne rozeznanie w nowościach literackich, ukazujących się w polskich księgarniach. Pisała sprawnie i lekko, przy czym nieustannie zaskakiwała głębią swoich przemyśleń. Kiedy marudziłam, że materiał jest zbyt długi, walczyła o każdą linijkę, a ja na ogół się poddawałam. Z szacunku dla Danki. Poddawałam się także wtedy, kiedy przed zamknięciem numeru przekazywała mi po kilkanaście kartek zapisanych odręcznie,

drobnym, starannym pismem. Jej teksty trzeba było bowiem przepisywać, bo za nic w świecie nie chciała się zaprzyjaźnić z komputerem. I nikt nie protestował, bo najważniejsze było to, że w ogóle pisze. Była mądrym i dobrym człowiekiem. Jej mądrość pozbawiona była jakichkolwiek oznak pychy, zaś dobroć nie nosiła znamion sentymentu. I – jakkolwiek trywialnie by to nie zabrzmiało – była zawsze sobą. Bez udawania, bez gry, bez sztucznego kreowania swojego wizerunku. Jak mało kto. Nie zdążyłam. Nie udało mi się Jej powiedzieć, jak ważne było to, że spotkałam Ją na swojej drodze. Myślę o Tobie, Danko... JOANNA MATLOŇOVÁ redaktor naczelna „Monitora Polonijnego“ w latach 1999 - 2004 5


oś takiego jest w człowieku, że nawet jeśli nie lubi sprzątać, wiosną dostaje zrywu i porządkuje przestrzeń wokół siebie.

C

Kiedy robi się ciepło, mamy ochotę pozbyć się kurzu, zaczerpnąć świeżego powietrza, posprzątać po zimie, by dać szansę młodziutkiej zieleni. A już przed Wielkanocą sprzątanie jest obowiązkowe – przecież oprócz lśniącego domu ma nam również zapewnić szczęście i dostatek. Od pewnego czasu sporo mówi się o mądrym podejściu do porządków, ba, sprzątanie staje się modne, a ekologiczne i oszczędne sposoby na czystość to już wręcz podstawowy elementarz nie tylko dla dzieci. W Polsce rekordy popularności bije ostatnio program „Perfekcyjna pani domu”, w którym nie tylko otwarcie pokazuje się zaniedbane i zagracone domostwa, ale

EUROPEJSKI TRYBUNAŁ Praw Człowieka odtajnił rozpatrywanie skargi Abd al-Rahima al-Nashiriego, który jest więźniem Guantanamo i który miał być więziony w domniemanym więzieniu CIA w Polsce. Według MSZ decyzja ta jest zaskakująca i ogranicza współpracę polskiego rządu z Trybunałem, bowiem w aktach krajowych sprawy znajdują się informacje, dotyczące kluczowych aspektów bezpieczeństwa państwa polskiego. 6

Ekologia w sam raz dla ciebie przede wszystkim szuka się tanich i skutecznych sposobów na pozbycie się brudu i bałaganu. Zjawiskowa prowadząca udowadnia, że małym kosztem (choć dużym wysiłkiem) można zamienić odrażającą norę w salon z katalogu. I coś w tym jest –

AŻ 74 PROC. Polaków uważa, że Bronisław Komorowski sprawdził się w funkcji prezydenta i dobrze wykonuje swoje obowiązki – wynika z sondażu CBOS, opublikowanego 5 lutego. Tego dnia kadencja prezydenta osiągnęła półmetek Komorowski od początku cieszy się dużym i stabilnym zaufaniem i od wielu miesięcy jest najlepiej ocenianym politykiem. Z drugiej strony Polacy zarzucają mu, że jako polityk jest zbyt mało aktywny, szczególnie w sprawach międzynarodowych. ZASKOCZENIE, PRECEDENS i pytania, co dalej. Takie były pierwsze reakcje w Polsce na decyzję o abdykacji Benedykta XVI, ogłoszoną 11 lutego. Kardynał Stanisław

okazuje się bowiem, że sprzątania po prostu trzeba się nauczyć. Perfekcyjna pani domu nie nadużywa chemii gospodarczej, podaje ciekawe rady na domowe utrapienia, stara się uświadamiać widzów również ekologicznie. Dziś już chyba każdy wie, jaką oszczędnością dla naszych portfeli jest segregacja śmieci. W Polsce w końcu wchodzi w życie ustawa, zobowiązująca gminy do zarządza-

Dziwisz, przywołując przykład Jana Pawła II, przypomniał, że papież Polak mimo choroby do końca kierował Kościołem, ponieważ uważał, że z krzyża się nie schodzi. ,,Wierzący powinni przyjąć abdykację papieża z modlitwą i zaufaniem, a nie spekulować o jej przyczynach” – powiedział z kolei sekretarz generalny Konferencji Episkopatu Polski biskup Wojciech Polak. Obaj duchowni zwrócili uwagę, że papież podchodził z wielką odpowiedzialnością do posługi, jaką pełnił, a decyzję o abdykacji podjął w duchu odpowiedzialności, z uznaniem własnej słabości. PLATFORMA OBYWATELSKA 15 lutego ogłosiła, że ma gotowy projekt ustawy o związkach partner-

skich. Projekt posła PO Artura Dunina reguluje m.in. kwestie dziedziczenia, wspólnego zaciągania kredytów oraz obowiązku alimentacyjnego. Skoncentrowany w dużej mierze na kwestiach majątkowych projekt dotyczy zarówno par hetero-, jak i homoseksualnych, nie dotyczy adopcji dzieci. Ustawa o związkach partnerskich budzi w Polsce wiele emocji zarówno społecznych, jak i politycznych. PONAD POŁOWA Polaków (55 procent) jest przeciwna legalizacji związków partnerskich, wynika z sondażu TNS Polska, opublikowanego przez TVP dzień po ogłoszeniu gotowego projektu ustawy o związkach partnerskich przez PO. Za legalizacją taMONITOR POLONIJNY


nia odpadami na swoim terenie. Mają zniknąć dzikie wysypiska śmieci, a pojemników do segregacji ma być więcej – i pomyśleć, że kiedyś to wszystko wydawało się nam zbędnym zawracaniem głowy. Obecnie uświadamia się nas, jak ważne jest, by zużyte częściowo lub przeterminowane lekarstwa trafiały do pojemników w aptece, a nie do śmietnika, zaś wyczerpane baterie i żarówki były wrzucane do właściwych koszy. Ale życie codzienne to nie tylko sprzątanie. Wiosna i nadchodząca Wielkanoc to znakomita okazja do przemyśleń nad sposobem naszego odżywiania. Jeśli chcemy być zdrowsi i bardziej „eko”, pora zamienić hiper-

kich związków jest 38 procent Polaków, 7 procent nie ma zdania. W REZYDENCJI polskiego prezydenta w Wiśle 21 lutego odbyło się spotkanie prezydentów Polski, Ukrainy i Słowacji. Bronisław Komorowski, Wiktor Janukowycz i Ivan Gašparovič dyskutowali m.in. o zbliżającym się szczycie Ukraina – Unia Europejska. Według ukraińskiego prezydenta wszystkie trzy państwa mają wspólny cel: doprowadzić Ukrainę do zawarcia umowy stowarzyszeniowej i członkostwa w UE. 22 LUTEGO w słowackich Oravicach spotkali się już tylko prezydenci Polski i Słowacji. MARZEC 2013

markety na targ, gdzie sprzedawana żywność jest świeża, pochodzi najczęściej prosto od producenta, nie podróżuje po całym świecie zanim dotrze do nas. W ten sposób wspieramy naszą lokalną społeczność. Możemy pójść jeszcze krok dalej i założyć na balkonie lub parapecie (jeśli nie mamy ogródka) małą uprawę ziół. To wcale nie jest śmieszne – szczypior na cebuli i natka na pietruszce rosną szybko, a przyjemność zerwania małej zieleninki do kanapki czy zupy – bezcenna! Ostrzegam jednak, że po pierwszych sukcesach uprawy, nie chce się z niej później rezygnować. Jeśli naprawdę chcemy coś na wiosnę zmienić w swoim stylu życia, to zajrzyjmy choćby do Internetu. Znajdziemy tam wiele stron, na których w przystępny i ciekawy sposób opisano, jak wprowadzić do swojej codzienności zasady domowej ekologii. Na przykład strona www.90dnidoeko.pl oferuje nam przystąpienie do niesamowitego programu, dzięki czemu każdego dnia można się nauczyć

Rozmawiali o stosunkach polsko-słowackich, a także współpracy w ramach Grupy Wyszehradzkiej. Poruszyli także temat wspólnego ubiegania się o organizację zimowych ig rzysk olimpijskich w 2022 roku oraz braków w przygranicznej infrastrukturze transportowej, negatywnie wpływających na wzrost dynamiki handlowej pomiędzy Polską i Słowacją. W SMOLEŃSKU 17 lutego rozpoczął się kolejny etap prac polskich ekspertów i prokuratorów, którzy tym razem koncentrują się na pomiarach drzewa, o które zawadził skrzydłem prezydencki samolot. Ekipa powinna pracować do 8 marca.

jednej ekologicznej czynności. Z kolei na www.wymiatam.com znajdziemy informacje o tym, jak zamienić nasze otoczenie w zdrowy azyl. Porady te nie dotyczą tylko domu, ale też kosmetyków, a nawet apteczki. Na innej stronie www.ulicaekologiczna.pl poznamy wiele ciekawostek o zdrowym stylu życia. Polecam również blog www.ekofan.pl, którego autor pisze o własnych doświadczeniach z ekologią w domu i o mądrym oszczędzaniu.

Budzącą się w nas na wiosnę energię trzeba wykorzystać. Zaczynając od siebie i swojego otoczenia, zmienimy bardzo wiele, bo świadomość, że robi się coś dobrego dla zdrowia i portfela zawsze potrafi poprawić humor. Ekologicznych, zielonych świąt! AGATA BEDNARCZYK

PROKURATURA WOJSKOWA zarządziła ponowne badania DNA ofiar katastrofy smoleńskiej – podały media18 lutego. Eksperci z krakowskiego Instytutu Ekspertyz Sądowych mają wykonać analizę próbek z materiałem genetycznym, wykorzystanych w rosyjskim śledztwie, by móc zweryfikować dotychczasowe ustalenia polskiego śledztwa. EUROPA PLUS - tak będzie się nazywać lista wyborcza do europarlamentu, firmowana przez Aleksandra Kwaśniewskiego. Informacja ta została podana na konferencji prasowej, która odbyła się 22 lutego i na której oprócz byłego prezydenta byli także Janusz Palikot i Marek Siwiec. Kwaśniewski stwierdził,

że ma zamiar stworzyć silną centrolewicę, i nie wykluczył, że sam wystartuje w wyborach do Parlamentu Europejskiego. W WARSZAWIE 12 lutego odbyła się uroczysta premiera filmu ,,Tajemnica Westerplatte“ w reżyserii Pawła Chochłewa. W roli majora Sucharskiego można zobaczyć Michała Żebrowskiego. Film, w którym występują również Piotr Adamczyk, Mirosław Baka, Jakub Wesołowski, Jan Englert i Borys Szyc, opowiada historię zmagań walczących na Westerplatte Polaków z przeważającymi siłami niemieckimi. Obrona Westerplatte to jedno z najbardziej znanych wydarzeń września 1939 r. ZUZANA KOHÚTKOVÁ 7


Tomasz Chłoń: „Krytyka jest motorem postępu“ Jak Pan zareagował na propozycję objęcia funkcji ambasadora Polski na Słowacji? Czułem radość i satysfakcję. Dla dyplomaty służba w kraju sąsiadującym to nobilitacja. To jest pierwsza liga dyplomacji: intensywne, częste kontakty, wiele spraw do załatwienia związanych z dyplomacją tradycyjną, ale też działania codzienne, jak choćby aktualizowanie interesujących polskich turystów informacji na stronie internetowej ambasady, np. tych, dotyczących warunków pogodowych, drogowych, przejezdności przejść granicznych (wywiad miał miejsce w okresie największego ataku zimy w tym roku – przyp. red.). Jeśli chodzi o sprawy polityczne, to Polska i Słowacja mają jeszcze sporo do zrobienia w Unii Europejskiej. Wśród państw, które wstąpiły do Unii Europejskiej w 2004 roku, zbudowaliśmy bardzo mocną koalicję i to zaprocentowało w negocjacjach w Brukseli, dzięki czemu Polska i Słowacja zyskały duże środki finansowe, by móc szybko dorównać cywilizacyjnie do tych najlepszych w Europie. Oczekuję momentu, kiedy Polska zostanie płatnikiem netto do wspólnej kasy europejskiej, bo to będzie oznaczało, że nasz kraj dogonił już najlepszych i w większym stopniu może pomagać innym. Podczas posiedzenia komisji sejmowej spraw zagranicznych, przedstawiając swój plan działania jako ambasadora Polski na Słowacji, powiedział Pan, że jednym z priorytetów Pana misji dyplomatycznej będzie zwiększenie wymiany handlowej między Polską a Słowacją z 6 do 10 miliardów dolarów. I to jest chyba realne. W tym roku pewnie jakiegoś spektakularnego wzrostu jeszcze nie będzie, ale mam przed sobą cztery lata misji. 8

styczniu do Bratysławy przybył Tomasz Chłoń - nowy Ambasador Nadzwyczajny i Pełnomocny Rzeczypospolitej Polskiej w Republice Słowackiej, który 29 stycznia złożył na ręce prezydenta RS Ivana Gašparoviča listy uwierzytelniające. W rozmowie dla czytelników „Monitora Polonijnego“ podkreśla, jak ważne znaczenie ma dla niego współpraca z Polonią oraz dobry wizerunek Polski na Słowacji.

W

Ale są tu dwa niekorzystne elementy – kryzys i obecnie zła renoma polskich produktów spożywczych na Słowacji. Co zamierza Pan zrobić, by sytuacja uległa zmianie? Rzeczywiście obserwujemy wiele ataków, na dużą skalę wymierzonych w polską żywność. Trzeba więc wykorzystywać różne sposoby i możliwości przeciwstawiania się temu. Podejmowane już były przez nas działania, mające na celu zrównoważenie tych negatywnych opinii. Oczywiście, jeżeli na rynku pojawia się tani, kiepski produkt, szkodliwy dla zdrowia, pochodzący z jakiegokolwiek kraju, to tutejsze władze sanitarne mają wręcz obowiązek reagować i przestrzegać przed nim konsumentów. Jeżeli roczna wielkość polskiego eksportu żywności wynosi 17 miliardów euro, to nie ma możliwości, by nie było jakichś wpadek, kiedy to na rynki innych państw trafiają produkty gorszej jakości. Ale jeśli w rubrykach pochodzenia takich produktów jest wymienianych wiele państw, zaś w mediach pisze się tylko o jednym, to musi budzić niezadowolenie. Nie można bowiem takich danych traktować wybiórczo, bo to budzi obawy, że gra jest nieczysta.

„Bardzo zależy nam na rynku słowackim, na który eksportujemy żywność za pół miliarda euro rocznie, co może niepokoić konkurencję”.

Polonia też dostrzega swego rodzaju czarny PR polskich produktów, którego przykładem jest chociażby sonda, dotycząca wyrobów z Polski, opublikowana na Facebooku przez sieć Metro. Tomasz Bienkiewicz, prezes Klubu Polskiego, napisał list do zarządu Metra, co spowodowało, że sondę usunięto. Co jeszcze możemy zrobić my – Polacy tu mieszkający, by poprawić wizerunek naszych producentów? To znakomita inicjatywa. Czytałem również pani blog na portalu SME. Za te działania bardzo państwu dziękuję. Bardzo zależy nam na rynku słowackim, na który eksportujemy żywność za pół miliarda euro rocznie, co może niepokoić konkurencję. Cieszę się, że doszło do spotkań ministrów rolnictwa Polski i Słowacji, wymiany listów i kontaktów inspektorów sanitarnych na szczeblach szefów tych instytucji oraz na szczeblach eksperckich. Jakimi narzędziami dysponuje ambasada, by móc zadbać o dobrą renomę Polski w tym względzie? Miałem nadzieję, że po przyjeździe do Bratysławy nie będę musiał interweniować w sprawie negatywnej kampanii, wymierzonej przeciwko polskim produktom. Z drugiej jednak strony traktuję to jako swoiste wyzwanie. Nie twierdzę, że ta kampania ma charakter systemowy, ale wydaje się, że jednak coś jest nie tak. Pierwszym z ministrów polskiego rządu, z którym nie raz się konsultowałem po przyjeździe do Bratysławy, MONITOR POLONIJNY


był minister rolnictwa. Proszę mi wierzyć, że nie często się zdarza, by ambasador dzwonił do członka polskiego rządu. Owszem, z ministrem spraw zagranicznych jestem w ciągłym kontakcie, bo jemu podlegam, ale konsultacje z ministrem rolnictwa? Poza tym jako ambasada wystosowujemy listy do władz miejscowych, prowadzimy rozmowy kuluarowe, czego oczywiście nie nagłaśniamy. Dyplomacja posiada mocne instrumenty, ambasada ma wpływ na stosunki dwustronne państw o tak bliskich relacjach. Jesteśmy jak stacja przekaźnikowa - obraz tego co się dzieje tutaj musimy przekazać do kraju. Przede wszystkim jednak pełnimy funkcję doradczą, by strona polska wiedziała, co należy poprawić czy zmienić. Jak ocenia Pan szanse realizacji wspólnego przedsięwzięcia, którym mogłyby być zimowe igrzyska olimpijskie, organizowane wspólnie przez Polskę i Słowację? Jestem zwolennikiem tej idei. To oczywiście oznacza dużo pracy dla mnie i moich następców, ale takiej pracy, która przynosi dużo satysfakcji. Rozmowy jeszcze trwają i w Polsce, i na Słowacji, jest polityczne wsparcie, choć ostateczne decyzje jeszcze nie zostały podjęte. Zarówno premier Tusk, jak i premier Fico deklarowali osobiste zaangażowanie w tej sprawie. Przede wszystkim trzeba zważyć możliwości finansowe obu krajów. Jestem głęboko przekonany, że oprócz dobrych księgowych potrzebujemy wizjonerów projektów, wokół których będziemy się jednoczyć. To duża szansa

i dla nas, i dla Słowaków, podobna tej, którą zyskaliśmy w przypadku wspólnego przedsięwzięcia Polski i Ukrainy, realizując EURO 2012. Podczas tego typu imprez sportowych uwaga świata jest skupiona na organizatorach tylko przez kilka tygodni, ale korzyści rozkładają się w znacznie dłuższym czasie. Są to też bodźce do inwestycji infrastrukturalnych. Poza tym to budowanie marki. Czy znałaby pani Lillehammer czy Albertville, gdyby nie igrzyska? Wiadomo, że sport daje dużą satysfakcję i jest wehikułem dumy narodowej. Ale, jeśli wystartujemy z naszą wspólną kandydaturą, to musimy być świadomi, że naszymi konkurentami w ubieganiu się o organizację igrzysk będą m.in. Oslo, Sankt Moritz czy Lwów. Podczas wspominanej wcześniej Pańskiej prezentacji na posiedzeniu komisji sejmowej deklarował Pan chęć spotykania się raz w miesiącu z Polonią. To dobry sygnał dla nas. Jak Pan sobie wyobraża tę współpracę? Chciałbym, żeby obie strony korzystały z tych spotkań. Będę oczekiwał od państwa wiedzy na temat Słowacji, bo państwo lepiej znają ten kraj

„Sport daje dużą satysfakcję i jest wehikułem dumy narodowej”. i sprawy, którymi żyje. Poza tym są państwo najlepszym łącznikiem między Polską a Słowacją i liczę na to, że pomogą mi w wykonywaniu mojej misji. Wielu z państwa jest ekspertami w sprawach gospodarki czy kultury, łączącej te dwa kraje. Korzystając z okazji, chciałbym też zadeklarować, że będę wspierać wszelkie potrzeby, dotyczące szkolnictwa, dostępu do wiedzy, kultywowania kultury. Oczekuję też sugestii, co można zmienić, poprawić. A jak Pan ocenia nasz miesięcznik „Monitor Polonijny“? Jeszcze przed przyjazdem do Bratysławy miałem okazję zapoznać się z „Monitorem“. To jest sukces! Znam środowiska polonijne w wielu państwach na północy Europy, gdzie pracowałem, ale tam nie ma takich pism, które by tak jednoczyły środowisko. Gratuluję państwu. Jesteście na rynku już ponad 17 lat!

TOMASZ CHŁOŃ z dyplomacją związany jest od 1987 roku, kiedy to podjął pracę w Departamencie Konsularnym MSZ. Później pracował m.in. w Ambasadzie RP w Helsinkach, Departamencie Polityki Bezpieczeństwa i Stałym Przedstawicielstwie RP przy NATO. W latach 2004-2005 pełnił funkcję wicedyrektora Departamentu Systemu Narodów Zjednoczonych. W latach następnych (2005-2010) był ambasadorem Polski w Estonii. Po powrocie do kraju został dyrektorem Departamentu Narodów Zjednoczonych i Praw Człowieka. Przez ostatnie dwa lata (2011-2012) stał na czele Sekretariatu Ministra w MSZ. Nowy polski ambasador na Słowacji jest absolwentem hungarystyki Uniwersytetu Warszawskiego. Ukończył także podyplomowe studia politologiczne w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych oraz studia z zakresu integracji europejskiej na Uniwersytecie Warszawskim i Uniwersytecie Maastricht.

ZDJĘCIE: MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

9


Mamy nadzieję, że przed „Martwi nas to, że miast wędrówki po nami wiele lat dotacja dla polskiej bratysławskiej starówdziałalności wydawniczej mniejszości została ce przypominają mi i kulturalnej, choć – jak po innych stoliobcięta tak nagle”. spacery Pan wie – borykamy się cach z bogatą historią. z problemem Jest Pan hungarystą. Czy znajomość finansowania, ponieważ strona słowacka języka węgierskiego, którym na Słowacji ograniczyła dotacje dla polskiej posługuje się część społeczeństwa, mniejszości o połowę. Jak Pan to ocenia? Wydaje się, że przekazywanie coraz pomaga Panu w pracy i życiu większej odpowiedzialności, również ficodziennym? Nie często mówię w tym języku. nansowej, to chyba coś powszechnego Z moim kolegą – ambasadorem węgierw Europie, zwłaszcza wobec mniejszoskim staram się rozmawiać po węgierści narodowych państw, będących sku, by nie wyjść z wprawy. Czytam też członkami UE, czyli bardziej zamożnych. prasę węgierską w wydaniach elektroTrzeba się z tym pogodzić. Martwi nas nicznych. Najczęściej jednak posługuję jednak to, że dotacja dla polskiej mniejsię słowackim i angielskim. szości została obcięta tak nagle. Dziesięciu mniejszościom, zamieszkującym Słowację, obcięto dotacje, ale tylko polskiej aż o 50 procent. Mam nadzieję, że to nie jest ostateczna decyzja. O tych sprawach rozmawiamy z władzami Słowacji. Sytuacja jest trudna. Chcemy, aby mechanizmy alokacji środków były sprawiedliwe. Przekazujemy pełną informację na ten temat do polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Nie pozostawiamy tej sprawy bez możliwości rozwiązania. Zapowiadał Pan przeniesienie ambasady do centrum Bratysławy. Kiedy to nastąpi? Do obecnej lokalizacji ambasady mamy wręcz historyczny stosunek. Siedziba placówki jest bardzo ładnie położona, roztacza się z niej piękny widok na Bratysławę, choć oczywiście centrum miasta byłoby lepszą wizytówką dla naszego kraju. Zobaczymy, nie chcę tego jeszcze przesądzać. Polubił Pan bryndzové halušky? To obowiązkowy element mojego menu, przynajmniej raz w miesiącu. Nie wiem, jak na to zareaguje waga. Są pyszne! Odkrył Pan już Bratysławę dla siebie? Odkrywam. Dzielnica, w której mieści się ambasada, jest urocza – każda willa jest inna, panuje tu różnorodność, a jednocześnie harmonia. Nato10

Już Pan zgłębił tajniki języka słowackiego? Bierna znajomość słowackiego nie jest problemem, jeżeli poświęci się odpowiednią ilość czasu na lekturę i słuchanie. Przygotowując się do wyjazdu, uczyłem się słowackiego, słuchałem audycji radia słowackiego, oglądałem przez Internet telewizję TA3, czytałem gazety, na przykład SME, na portalach internetowych. Nauka słowackiego i porównywanie naszych języków, odkrywanie wyrazów, które w języku polskim są archaizmami, a w języku słowackim nadal funkcjonują, to olbrzymia frajda. Przyjechał Pan do Bratysławy z rodziną? Przygotowuję warunki na przyjazd żony i jednej z córek. Te starsze są już bowiem dorosłe, mają swoje życie, studiują w Szkocji. Pracował Pan na placówce w Finlandii, był ambasadorem w Estonii i nie kryje Pan swojej miłości do północy Europy. Znajdzie się też w Pańskim dyplomatycznym sercu miejsce dla południa? Już się znalazło. W moim sercu jest przede wszystkim Wyszegrad i Słowacja. Dostrzegam ogrom podobieństw między nami a Słowakami. Również to, że jesteśmy bardzo krytyczni względem siebie, ale prawdziwa cnota krytyki się nie boi. Krytyka jest motorem postępu. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

Czy

polskie

oznacza

zLe?

ąka, popsute jajka, kontaminowane mleko, szczypta soli technicznej, cukier zanieczyszczony odchodami, na koniec przyprawić trutką na szczury. Smacznego!“

„M

– taki przepis otrzymałam w mailu jako reakcję na swój tekst, opublikowany na portalu SME, który dotyczył polskich produktów spożywczych (wojcieszynska.blog.sme.sk). Były też i pozytywne reakcje, w których Słowacy wypowiadali się z uznaniem dla polskich producentów. Wspomniany tekst przeczytało ponad 63 tysiące osób, do dyskusji włączyło się ponad 300, a 6 wpisów administratorzy portalu musieli usunąć, ponieważ naruszały kodeks dyskutujących. Wszystko to świadczy, jak drażliwy jest temat i jakie wywołuje emocje wśród Słowaków i Polaków. Afery z solą techniczną czy trutką na szczury, znalezioną w waflach i rurkach, spowodowały, że coraz częściej „polskie” oznacza złe. Na dobrą renomę pracuje się latami, ale stracić ją można bardzo szybko, tym bardziej że i słowackie media wypowiadają się niepochlebnie o polskich produktach. Niedawno np. tygodnik „Plus 7 dni” opublikował ankietę, w której celebryci odpowiadali na pytanie, czy kupują polskie buble. My z kolei pytamy naszych rodaków, jak oni odbierają te ataki na polskie wyroby. Publikujemy też artykuł na ten temat, autorstwa byłego korespondenta PAP na Słowacji, obecnie mieszkającego w Polsce, który twierdzi, że z daleka czasem widać lepiej i więcej. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA MONITOR POLONIJNY


Tomasz Bienkiewicz

Katarzyna Tulejko

ostatnich latach coraz częściej pojawiają się nieuzasadnione krytyczne oceny polskich produktów na Słowacji. Wszystkie media informowały np. o wycofywaniu polskich produktów ze sklepowych półek. Jestem zdania, że należy informować klientów o zanieczyszczonych czy szkodliwych produktach, w ten sposób eliminując niebezpieczeństwo zatrucia czy szkody na zdrowiu. Nie przypominam sobie jednak, by ktoś stracił zdrowie czy życie na skutek spożycia polskich artykułów, ale dobrze pamiętam, jak w sąsiednich Czechach umarło kilkadziesiąt osób i dopiero potem pojawiły się informacje o zagrożeniu życia, spowodowanym konsumpcją produkowanego tam alkoholu. Kto może nam zaręczyć, że sytuacja się nie powtórzy? Czy brak informacji

imo, że nie handluję żywnością, ale prowadzę hurtownię z towarem dla małych dzieci, już dłuższy czas obserwuję mniejszy utarg. Jest to pewnie związane z kryzysem, ale mam też i takich odbiorców, którzy jednoznacznie mi powiedzieli, że już polskiego towaru kupować nie będą, ponieważ ich klienci sobie go nie życzą. Często bywa tak, że Słowacy szukają u mnie najtańszego towaru, bo przecież według nich towar z Polski musi być najtańszy. Mam więc w ofercie i droższy, i tańszy asortyment. Kiedy kupujący widzą, że tańszy jest gorszej jakości, są zaskoczeni i szukają czegoś lepszego. Ale kiedy ich zaprowadzę do półek z lepszym asortymentem, kręcą nosami, że za drogi. Wiem też, że

M

ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

świadczy o tym, że wszystkie produkty są zdrowe? I tu należy podkreślić, że płynące z Polski informacje o ewentualnych zagrożeniach, są podawane z wyprzedzeniem, by właśnie uniknąć takich sytuacji, jakie miały miejsce w Czechach. W Polsce obowiązują przepisy, że produkty, zawierające mniej niż 82 procent tłuszczu, nie mogą być nazywane masłem. Należy więc zwrócić na to uwagę słowackim dystrybutorom, bo właśnie ten, kto dany produkt przywozi, jest odpowiedzialny za jego odpowiednie oznaczenia. W ten sposób można było unik-

Hubert Matwij ieszkam na Słowacji prawie całe swoje dorosłe życie i nigdy nie kryłem pochodzenia. Jeżdżę w odwiedziny do Polski, gdzie moje dzieci spędzają wakacje, bawią się z rówieśnikami. Nie mogę dopuścić do tego, by etykieta Polak lub Słowak oznaczała coś gorszego. Po aferze z solą techniczną męczyło mnie poczucie winy, teraz dominuje raczej smutek. Każdy dzień zaczynam od przeglądu prasy w Internecie. W tej słowackiej szukam, czy przypadkiem znów nie piszą czegoś o polskiej żywności. Ileż publika-

M

MARZEC 2013

nąć kolejnej afery, związanej z rzekomym złej jakości masłem z Polski. Na Facebooku na profilu METRO.SK znalazłem sondę, w której pytano konsumentów o polskie produkty. Wysłałem więc pismo interwencyjne w tej sprawie do zarządu firmy. W odpowiedzi otrzymałem list od Simony Krautovej z METRO Cash & Carry, która przeprosiła za publikację sondy i zapewniła, że celem firmy nie było stawianie znaku równości między towarami polskimi i tymi złej jakości. Sonda została usunięta. Mam nadzieję, że tego typu interwencje spowodują, że więcej nie będzie dochodzić do dyskryminujących polskie produkty niewłaściwych zachowań.

cji było dosłownie wyssanych z palca! To tylko kwestia czasu, kiedy w końcu polscy dziennikarze zauważą, czym żyją słowackie media. Nie chciałbym, by afery związane z czarnym PR, dotyczącym polskiej żywności, wpłynęły negatywnie na relacje polsko-słowackie, bo wtedy ofiarami staną się niewinni ludzie, którzy z całą tą sytuacją nie mają nic wspólnego. Łatwo sobie wyobrazić, że taka lawina mogłaby spowodować na przykład mniejsze zainteresowanie Polaków turystyką na Słowacji. A przecież 48 procent Polaków uważa Słowaków za najbardziej sympatyczny naród.

ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

W

pewna klientka, kupująca ode mnie tetrowe pieluchy, przepakowuje je potem w czeskie opakowania, by z kolei jej klienci nie widzieli, że sprzedaje polski produkt. Niedawno zamówiłam sobie tablicę reklamową nad drzwi hurtowni. Znajomy Polak namawiał mnie, bym absolutnie nie podawała na niej informacji, że sprzedaję towar z Polski, bo stracę klientów. Z kolei słowacki znajomy przekonywał mnie, bym tę informację umieściła. Zdecydowałam, że nie mam czego ukrywać – jestem Polką, przywożę towar z Polski i to jest to, co mnie na tym rynku wyróżnia. Wierzę, że za jakiś czas wszystko się uspokoi, a ludzie przestaną kierować się negatywnymi emocjami przy zakupach polskich produktów. 11


Dziennikarska tandeta ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

Z Konrad Schönfeld rowadzę dwie restauracje w Koszycach, gdzie wszyscy wiedzą, że jestem Polakiem. Oprócz klasycznych dań serwujemy też polskie przysmaki, takie jak bigos, żurek, pierogi, barszcz czy krokiety. Od kiedy mamy do czynienia z krytyką polskiej żywności, obserwuję, jak reagują nasi klienci, ale nie zauważyłem spadku zainteresowania naszą kuchnią. Natomiast pocztą pantoflową dochodzą do mnie głosy, że nasza konkurencja stara się wykorzystać ten fakt na swoją korzyść, podkreślając, że ich dania przygotowywane są wyłącznie ze słowackich produktów. Niektórzy nawet wywieszają specjalne informacje na ten temat. Część naszych dań, głównie tych polskich, przygotowujemy z produktów, przywożonych z Polski od sprawdzonych producentów, spełniających wszystkie normy. Nie zdarzyło się nam, by ktoś kwestionował ich jakość czy żeby nasi klienci byli niezadowoleni. Zauważamy jednak nasilenie kontroli słowackiego Sanepidu, który odwiedza nas bardzo często. Nie komentujemy tego. Trudno walczyć ze złą opinią o polskiej żywności, tym bardziej, że wciąż słyszę, na przykład w radiu, jak w niby żartobliwy sposób naśmiewają się z polskich red. towarów.

P

12

dużym niesmakiem czytam w słowackich mediach o „poľskych šmejdach“, bo tandetnymi w tej sprawie to zwłaszcza trzeba nazwać autorów tych głupawych artykułów czy ankiet.

Po pierwsze dlatego, że wszystkie wyroby z Polski wrzucają do jednego worka. To tak, jakbym ja napisał, iż wszyscy słowaccy dziennikarze to tandeciarze, których jedynym celem jest wzbudzanie nienawiści między sąsiednimi narodami, wymyślanie sensacji czy ośmieszanie zasad konkurencji i wolnego rynku. Na szczęście znam kilku, którzy nie pasują do tego opisu. Po drugie dlatego, że podstawowa zasada dziennikarska brzmi, że jeżeli jedna strona postawi drugiej jakiś zarzut, to najlepiej w tym samym materiale powinno znaleźć się miejsce dla wyjaśnień, ustosunkowania się do zarzutów. Czy którekolwiek słowackie media poinformowały np. jak się zakończyło dochodzenie w sprawie trutki na szczury w żywności? A było to tak: podczas rozpakowywania worków ze sproszkowanym mlekiem w fabryce ciastek (jeden z  11 odbiorców) zauważono kilkanaście ziarenek różowego koloru (jak tam się znalazły wkrótce wyjaśni dochodzenie). Nawet w – jak się wydaje niektórym sło-

wackim dziennikarzom – „zacofanym kraju“, jakim jest ich zdaniem Polska, obowiązują te same procedury sanitarne co w całej Unii Europejskiej. Wstrzymano produkcję, wycofano wszystkie wyroby zrobione z mleka z tej dostawy, choć zanieczyszczenie znaleziono tylko w jednym worku. Zawrócono też ciężarówki, które wiozły ciastka do Pragi, skąd miały trafić do sklepów sieci „Tesco“ w Czechach i na Słowacji. Podkreślam, miały trafić! Badania laboratoryjne wykazały, iż rzeczywiście to trutka na szczury, ale jej ilość w tym feralnym worku nie tylko by nie otruła człowieka, ale nawet szczura. Każdy rzetelny dziennikarz dowiedziałby się o tym, dzwoniąc chociażby do naszej ambasady, ale przecież nie chodzi o prawdę, ale o zyski z wyższego nakładu. Po trzecie, bo się ośmieszają, pisząc o „polskich wyrobach“, „polskiej żywności“. W czasach globalizacji nie ma znaczenia, gdzie towar został zapakowany. Czy samochody Kia, montowane w Żylinie z  komponentów wykonanych w Chinach, Polsce, Czechach i Rumunii są słowackie? Koreańskie? Od razu przypomina mi się Niemiec, który przekonywał mnie

do niemieckich samochodów, „bo są najwyższej jakości“. Okazało się, że jest właścicielem volkwagena touarega, który jest składany w całość w Bratysławie z części z całego świata (z Niemiec pochodzą tylko dwie czy trzy z nich). Po czwarte, ponieważ niektórzy słowaccy dziennikarze naśladują swoich kolegów z  Czech, mimo że Czechosłowacji nie ma już 20 lat! Krytyka polskiej żywności się zaczęła, gdy okazało się że jajko po jednej stronie Karkonoszy może być o połowę tańsze jak po drugiej. Czescy drobiarze zamiast ograniczyć swoje koszty woleli „zainwestować“ w dziennikarzy, no i tak to się zaczęło... Z  pewnym opóźnieniem, jak zawsze, wydarzenia z  Pragi powtórzyły się w Bratysławie. I na koniec po piąte (choć spokojnie mógłbym wymieniać dalej np. ciągłe powtarzanie krzywdzących Polskę i Polaków stereotypów, wynikające ze słowackich kompleksów) służby sanitarno-epidemiologiczne, celne, inspekcja handlowa w obu krajach mają te same przepisy i działają podobnie, a że o przekrętach producentów i handlujących żywnością w Polsce się mówi, a na Słowacji nie (bo nikt mnie MONITOR POLONIJNY


nie przekona, że ich tam nie ma), to dowód że polskie dziennikarstwo śledcze jest bardzo skuteczne, a słowackie dopiero powstaje. To polscy dziennikarze potrafią zatrudnić się w zakładzie mięsnym, aby po kilku miesiącach dowiedzieć się, co dzieje się z żywnością przeterminowaną, gdy tymczasem ich koledzy ze Słowacji sensacji szukają... w czeskich gazetach. To w polskich mediach trwa intensywne kształcenie świadomego, znającego swoje prawa konsumenta, gdy tymczasem po drugiej stronie Tatr nadal najważniejszy bywa kelner czy sprzedawca. Popieram dyskusję, dotyczącą kupowania żywności wątpliwej jakości. Pod warunkiem, że tej żywności nie będziemy dzielić na polską i słowacką, ale na dobrą i szkodliwą dla zdrowia. W moim domu od dawna obowiązuje zasada, że nie stać nas na tanie, bo najczęściej jest to towar najniższej jakości. Ale jeśli dla kogoś jedynym wyznacznikiem jest cena, a takich jest wielu, niech kupuje w specjalizujących się w tego typu klientach tzw. sklepach wielkopowierzchniowych, tylko niech nie zapomina o powiedzeniu: „Widziały gały, co brały“. DARIUSZ WIECZOREK

MARZEC 2013

Karnawalowe spotkanie w Nitrze oworoczno-karnawałowe spotkania Klubu Polskiego w Nitrze tradycyjne już od lat organizujemy dzięki gościnności ojców salwatorianów w ich domu pastoralnym. W tym roku było podobnie. Na spotkanie takie, które odbyło się po polskiej mszy świętej, licznie przybyła nitrzańska Polonia, przede wszystkim ta najmłodsza. W doskonałych humorach, przy wyśmienitych tradycyjnych polskich i słowackich wypiekach wspominano wydarzenia ubiegłego roku. Rozmawiano o tym, komu spełniły się marzenia, jakie kto ma plany na rok bieżący. Omówiono też projekty, które nitrzański Klub Polski zamierza zrealizować w tym roku, czyli VI edycję koncertu organowego w Nitrze, wieczór kolęd polskich, „Moje korzenie” przedsięwzięcie skierowany do dzieci i  młodzieży. Imprezy te, adresowane zarówno do Polonii, jak i  jej słowackich przyjaciół, mają zachęcić do czynnego udziału w życiu kulturalnym naszej mniejszości. Podczas

N

spotkania nie zabrakło też planów tradycyjnych spotkań o charakterze kameralnym. Podczas jednego z nich degustacji zostaną poddane najlepsze potrawy poszczególnych polskich rodzin. Ponieważ takie spotkanie odbędzie się na początku marca, będzie ono też okazją do świętowania Dnia Kobiet. Kolejne planowane przedsięwzięcia będą adresowane do najmłodszych w związku z Dniem Dziecka i mikołajkami. Ważne punkty działalności Polaków w Nitrze to też stała opieka nad grobami

polskich żołnierzy poległych w I wojnie światowej oraz działalność szkółki polonijnej, która się rozrasta dzięki dużemu zainteresowaniu klubowiczów, mających dzieci w wieku szkolnym oraz przedszkolnym. Na zajęcia szkółki polonijnej, odbywające się w każdą środę w od 16.30 do 19.00 w Pastoralnym Centrum Wolnego Czasu Nitra – Klokočina, zapraszamy wszystkich chętnych! ROMANA DOROTA GREGUŠKOVÁ Zgodnie z życzeniem autorki jej honorarium zostanie przekazane na działalność organizacyjną szkółki polonijnej w Nitrze. ZDJĘCIA: ROMANA DOROTA GREGUŠKOVÁ

13


Spotkanie z ambasadorem

Tomaszem Chłoniem mbasador RP w RS Tomasz Chłoń spotkał się 5 lutego br. z władzami Klubu Polskiego i Stowarzyszenia „Polonus”. Klub Polski reprezentowali prezes Tomasz Bienkiewicz oraz wiceprezes i redaktor naczelna „Monitora Polonijnego“, Małgorzata Wojcieszyńska, natomiast organizację „Polonus” prezes Katarzyna Bielik i wiceprezes Irena Zacharová. Podczas spotkania obie organizacje polonijne przedstawiły swoją działalność. Ponieważ władze słowackie, przedzielające dotacje na organizowane przez mniejszości narodowe przedsięwzięcia kulturalne, w tym roku przewidziały dla tej polskiej dofinansowanie okrojone aż o 50 procent środków w porównaniu z rokiem ubiegłym, nie zabrakło rozmów również i na ten temat. Nowy ambasador wykazał zainteresowanie mechanizmami przydzielania dotacji przez Kancelarię Rady Ministrów RS i wraz z przedstawicielami Polonii próbował znaleźć odpowiednie rozwiązania, by nie dopuścić do zawieszenia działalności obu organizacji. red.

A

„Śledzik bez śledzia“ tym, że odbędzie się „Śledzik bez śledzia“, można było dowiedzieć się z portali społecznościowych oraz z maili, wysłanych przez prezes Klubu Polskiego Bratysława Katarzynę Tulejko do jego członków. Spontaniczne spotkanie, o zorganizowaniu którego zadecydowano dzień wcześniej, miało niezwykle sympatyczny i kameralny charakter. Obecni na nim byli zarówno Polacy, jak i ich słowaccy przyjaciele. I choć zapowiadano, że tego wieczora tradycyjnego polskiego specjału nie będzie, to

O

jednak okazało się to nieprawdą, bowiem i tym razem nie zawiodła polska przedsiębiorczość – śledzie dla wszystkich przygotowała nasza klubowiczka Halinka Medvedová. A ponieważ „Śledzik bez śledzia”, ale jednak ze śledziem, odbył się w lokalu Money, w którym wcześniej słowacka Polonia kibicowała piłkarzom podczas Euro 2012, prezes bratysławskiego oddziału Klubu wręczyła gospodarzowi restauracji dyplom Klubu Polskiego w podziękowaniu za miłą współpracę, red. ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

14

Wspólne wyjście do teatru złonkowie Klubu Polskiego w Bratysławie postanowili wspólnie spędzić jeden wieczór w sposób nietypowy: razem wybrali się do teatru na słowackie przedstawienie. A wszystko to za sprawą Adriany Majki, która zachęciła ich do obejrzenia przedstawienia pt. „Všade tá rieka...!“ w teatrze Ticho a spol. Dzięki tej wizycie kilkunastu klubowiczów poznało ciekawą osobowość, jaką był pisarz, poeta, dramaturg i reżyser Leopold Lahola, któremu poświęcony był spektakl. „Myślę, że nie musimy się spotykać tylko przy okazji imprez poświęconych polskiej kulturze. Przecież możemy też wspólnie poznawać kulturę słowacką“ – komentowała Katarzyna Tulejko, prezes Klubu Polskiego Bratysława. Zachęceni tym kulturalnym wydarzeniem bratysławscy Polacy jeszcze długo po przedstawieniu snuli pomysły, dokąd by jeszcze wybrać się razem. Może do muzeum? Przekonali się bowiem, że kultura łączy. I to nie tylko ta polska. red.

C

MONITOR POLONIJNY


ZDJĘCIA: MARIAN I MARTIN PAVLASKOVIE

złonkowie klubu w Trenczynie nie potrafią sobie wyobrazić karnawału bez dobrej zabawy. Każdy wie, że na takim spotkaniu do tańca zagra nasz niezawodny Jožko Knajbel i że rodzinna, wesoła atmosfera będzie gwarancją dobrych niezapomnianych wrażeń wszystkich jego uczestników. W tym roku nie było nas wielu – silniejsza bowiem okazała się grypa. Ale i tak każdy, kto mógł, włączył się w przygotowania imprezy, czego efektem były uginające się pod ciężarem przysmaków stoły. Ucieszyliśmy się też, widząc, że niektórzy nasi rodacy przybyli ze swoimi słowackimi przyjaciółmi, którzy początkowo czuli się może trochę skrępowani, ponieważ po raz pierwszy uczestniczyli w polskiej zabawie, ale już po

C

MARZEC 2013

Na zabawie w Trenczynie sami swoi

Rodzinną atmosferę spotkania podkreślił również fakt, że około północy odśpiewano gromkie „Sto lat...” dla szefowej klubu, a w takt urodzinowego walca zatańczyli nawet ci, którym ciężko jest się poruszać bez kuli. W podziękowaniu za życzenia i pamięć jubilatka zaśpiewała wszystkim piosenki na zamówienie, po czym zabawa dobiegła końca.

chwili razem z nami śpiewali polskie przeboje i inne piosenki, posługując się polskimi śpiewnikami, co na pewno nie było dla nich łatwe! Raz jeszcze podziwialiśmy kunszt taneczny Tereni i Majka Pavlasków i znowu się przekonaliśmy, że warto uczęszczać na kursy tańca, prowadzone pod okiem dobrych trenerów. Tak więc dobra muzyka, wspólne śpiewanie, domowe smakołyki i wspaniały nastrój towarzyszyły również tegorocznej potańcówce. Czas szybko mija, więc wszyscy cieszymy się już na następne spotkanie. Wszystkich, którzy chcą się bawić z nami, już teraz serdecznie zapraszamy! RENATA STRAKOVÁ Klub Polski Trenczyn

15


wałki jak: ,,Kolorowe jarmarki”, ,,Facet to świnia”, ,,Chłopaki nie płaczą” i wiele, wiele innych przebojów. Największym jednak hitem pierwszego koszyckiego karaoke okazała się wpadająca w ucho piosen-

rozpala zmysły i powoduje wydzielanie endorfin. I takie właśnie reakcje wywołała w uczestnikach imprezy ta właśnie piosenka. Tego wieczoru nie zabrakło też pomysłów na niezwykłe układy choreograficzne. Zaś w przerwach między śpiewaniem można było się czegoś napić i zjeść coś z przygotowanych na ten wieczór wypieków lub zamówić jakieś danie z menu restauracji, która oferuje także polskie specjały, takie jak żurek czy bigos. Impreza trwała do późnych godzin nocnych i była nader udana. Okazuje się, że karaoke jest dobre na wszystko, bez względu na to, czy odbywa się w Bratysławie, czy w Koszycach – można się trochę rozruszać, spotkać w miłym gronie przyjaciół, zatańczyć

ka zespołu Weekned ,,Ona tańczy dla mnie”. Piosenka ta porwała wszystkich na parkiet. Ponoć śpiewanie zbawiennie wpływa zarówno na zdrowie psychiczne, jak i fizyczne, a taniec

w rytm niezapomnianych przebojów i – oczywiście – sprawdzić swoje możliwości wokalne. Do zobaczenie już wkrótce... AGNIESZKA DRZEWIECKA

PIERWSZE KOTY ZA PŁOTY, CZYLI DEBIUTANCKIE

karaoke w Koszycach tóż z nas nie lubi śpiewać? Choćby w domu, wśród przyjaciół, a jeszcze lepiej na wspólnej imprezie karaoke! I właśnie swoje pierwsze karaoke zorganizowali nasi rodacy w Koszycach. Spotkanie odbyło się w karczmie „Młyn” przy ul. Hlavnej, w nastroju szalonej, karnawałowej zabawy. Mimo mroźnej i srogiej zimy przybyli na nie także przedstawiciele bratysławskiej Polonii, którzy postanowili w ten sposób wesprzeć swoich koszyckich przyjaciół. Ważną okazją do spotkania były też urodziny Steni Gajdošovej, które uhonorowano gromkim i głośnym „Sto lat!”. Podkład muzyczny, tekst na ekranie

K

i zabawa na całego! Okazało się, że nie trzeba było nikogo specjalnie namawiać do śpiewania. Zarówno starsze, jak i młodsze pokolenie mogło znaleźć w przygotowanym przez Tomasza Olszewskiego repertuarze coś dla siebie. Na parkiet ruszyli dosłownie wszyscy. Można było usłyszeć znane i lubiane przeboje: ,,Babę zesłał Bóg,”, ,,Czarne oczy”, ,,Nie zadzieraj nosa” czy ,,Rycz, mała rycz”. Uczestnicy imprezy wspolnie śpiewali takie ka-

ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

16

MONITOR POLONIJNY


iedmioro dzieci z Wrocławskiego Centrum Opieki i Wychowania uczestniczyło w drugiej połowie stycznia w zimowym obozie w Liptowskim Mikulaszu. Ich wyjazd został zorganizowany przez konsula honorowego RP na Słowacji Tadeusza Frąckowiaka przy współpracy z konsulem honorowym Republiki Słowackiej we Wrocławiu Maciejem Kaczmarskim, a także firmą Tatry mountain resort, SA ze Słowacji. Wychowankowie wrocławskiego domu dziecka mieli okazję na kilka dni stać się obywatelami jednego z największych aquaparków - Tatralandii. Każdy spędzony przez nich na Słowacji dzień był wypełniony atrakcjami, których nie sposób opisać w kilku zdaniach. Uśmiech nie schodził z twarzy dzieci zarówno wtedy, kiedy po wjeździe na Chopok, podziwiały malownicze krajobrazy Wysokich Tatr, jak i wtedy, kiedy z ogromnym zaciekawieniem obserwowały, w jaki sposób powstają pyszne ciasteczka w Liptovskim Hradku. Wyjazd na Słowację był dla nich również okazją do poznania prawdziwej historii Janosika, a także wszelkich tajemnic owczarstwa. Po takich wycieczkach wrocławskie dzieciaki odpoczywały aktywnie w Tatralandii, gdzie zabawom w wodzie nie było końca.

S

Polsko-słowacka przygoda życia Ich pobyt na Słowacji zakończyło spotkanie w Konsulacie Honorowym RP w Liptowskim Mikulaszu, gdzie polskich małoletnich gości lampką szampana (oczywiście bezalkoholowego) przyjął sam konsul. Co ciekawe – na każdej lampce widniało godło Polski! Polski konsul honorowy na Słowacji Tadeusz Frąckowiak opowiedział przybyłym o swojej pracy i wszelkich działaniach kierowanego przez niego konsulatu honorowego. A potem zaprosił wszystkich na uroczysty obiad do wietnamskiej restau-

Andrzej Jagodziński odznaczony medalem Gloria Artis

yrektor Instytutu Polskiego w Bratysławie Andrzej Jagodziński 14 lutego odebrał z rąk ministra kultury Bogdana Zdrojewskiego Srebrny Medal Zasłużony Kulturze Gloria Artis. Medal ten otrzymał m.in. za swoje tłumaczenia z literatury czeskiej i słowackiej – na polski przełożył m.in. większość tekstów Vaclava Havla. Dzięki jego działalności i publikacjom w niezależnych wydawnictwach do-

D

MARZEC 2013

szło do współpracy środowisk artystycznych przed rokiem 1989. Na podstawie jego tłumaczeń zrealizowano wiele widowisk teatralnych i filmowych, np. spektakl „Odejścia” w reż. Izabelli Cywińskiej, wystawiony w Teatrze Ateneum w 2008 r., czy film „Janosik – prawdziwa historia” w reż. Agnieszki Holland i Kasi Adamik. W latach 2003-2006 pełnił funkcję dyrektora Międzynarodowego Fun-

racji, co dla dzieci było okazją do poznania nowych smaków. Pobyt na Słowacji stał się dla całej polskiej siódemki wielką życiową przygodą. Wszyscy bowiem po powrocie do Polski mówili o tym, że nigdy nie zapomną o osobach, które poznali, miejscach, które odwiedzili, i że na zawsze pozostaną one w ich pamięci. „Chciałbym mieszkać na Słowacji, bo tam wszyscy są mili” – powiedział dwunastoletni Patryk. Zaś dziewięcioletnia Martynka z nostalgią wspominała smak słowackich potraw, których do tej pory nie znała, natomiast piętnastoletni Michał już teraz marzy o powrocie do Tatralandii. W tym miejscu w imieniu dzieci i dyrekcji placówki składam wyrazy wdzięczności wszystkim osobom, zaangażowanym w organizację zimowiska dla naszych dzieci. Za poświecony czas, opiekę, pokazanie cudownych miejsc i sprawienie, że dzieci czuły się jak w domu. Wiemy, że w sercach Martyny, Patryka, Michała, Malwiny, Kasi, Marysi i Dominika na zawsze pozostanie ślad po polsko-słowackiej przygodzie życia, za co jeszcze raz serdecznie dziękujemy. MARIOLA KORMAN pedagog Wrocławskiego Centrum Opieki i Wychowania

Odnośnie projektów kulturalnych Klubu Polskiego na rok 2013 dniu 21.01.2013 odbyło się VII posiedzenie Komisji ds. Mniejszości Narodowych i Grup Etnicznych przy Kancelarii Rady Ministrów RS, na którym przyjęto budżet, przewidujący przyznanie słowackiej Polonii w roku 2013 zaledwie 50% środków w porównaniu z rokiem ubiegłym. Z tego powodu na przełomie lutego i marca zostanie zwołane posiedzenie Rady Klubu Polskiego, na którym wspólnie podejmiemy decyzję, które projekty będą realizowane w roku bieżącym. TOMASZ BIENKIEWICZ prezes Klubu Polskiego na Słowacji

W

duszu Wyszehradzkiego, przyczyniając się do rozpowszechnienia działalności i stabilizacji tego mechanizmu finansowego dla projektów kulturalnych z udziałem artystów z krajów Grupy Wyszehradzkiej oraz rozbudowania projektów promocyjnych i programów grantowych. red.


Spotkanie ambasadora z polonusami w Żylinie żylińskim Palace Hotel Polom 21 lutego br. odbyło się spotkanie Jego Ekscelencji Ambasadora RP w Republice Słowackiej Tomasza Chłonia z Polonią słowacką, mieszkającą na terenie północnozachodniej Słowacji. W spotkaniu wzięła udział bardzo liczna grupa Polonusów, przybyłych z różnych zakątków regionu Kysuc, Orawy, Turca, Górnego Poważa a nawet z Trenczyna. Liczba uczestników spotkania, zorganizowanego przez zarząd OZ POLONUS, mile zaskoczyła i ucieszyła jego organizatorów. Ekskluzywny hotelowy Salonik Lordowski dosłownie pękał w szwach – okazało się, że dla niektórych uczestników spotkania zabrakło miejsc i trzeba było dla nich dostawić dodatkowe krzesła. Na spotkaniu obecni byli przedstawiciele różnych kategorii wiekowych, a co szczególnie cieszy sporo było też młodzieży. Jeszcze przed spotkaniem ambasador udzielił wywiadu dla przedstawicieli TASR i mediów regionalnych, a potem nastąpiła krótka oficjalna prezentacja zebranych, po której głos zabrał główny gość spotkania, prezentując najważniejsze cele swojej misji dyplomatycznej na Słowacji.

W

Był też oczywiście czas na dyskusję, podczas której poruszono wiele tematów, m.in. ten, dotyczący dotacji, przyznanych na 2013 roku przez kancelarię pełnomocnika słowackiego rządu słowackiej Polonii i innym mniejszościom narodowym. Wysokość tych dotacji porównano z tymi, które polskie Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji przydzieliło na podobne przedsięwzięcia niezbyt licznej mniejszości słowackiej w Polsce. Rozmawiano też o jakości polskich produktów żywnościowych i zachowaniach niektórych środowisk słowackich, zwłaszcza mediów, które – w odczuciu Polonusów – mają charakter antypolskiej nagonki. Podkreślono ponadto potrzebę i rolę solidarności oraz współpracy różnych środowisk polonijnych na Słowacji, niezbędną w istotnych działaniach integracyjnych i promocyjnych. Aktualnym tematem była też idea wspólnych polsko-słowackich zimowych igrzysk olimpijskich w 2022 r. Ambasador wyraził nadzieję na dobrą współpracę z Polonią słowacką w promowaniu i popieraniu tego projektu, zaś obecni na spotkaniu żylińscy Polonusi uznali całe spotkanie za obiecujące i dobrze rokujące na przyszłość. WALDEMAR OSZCZĘDA

ostanowiła napisać list do dziadka. Nie było w tym nic dziwnego, bowiem często do niego pisała. Były to zwykłe, klasyczne listy, przesyłane pocztą. Dziadek nie korzystał z Internetu, więc pozostawała ta droga korespondencji. Miało to pewien urok – piękna papeteria, staranna kaligrafia, na którą zawsze zwracała uwagę jej mama. Zawsze też dbała o ortografię, a przecież ta polska jest dość skomplikowana. Dlatego najpierw każdy list pisała na brudno, potem dawała go do przeczytania mamie, by ta poprawiła ewentualne błędy. Były to swoiste lekcje polskiego. Lekcje z miłości do dziadka, lekcje z miłości do Polski. Tym razem dziewczynka również zaczęła pisać na brudno, choć wiedziała, że nie będzie mogła poprosić matkę o korektę, ponieważ list ten pisała w tajemnicy przed nią. Miało to być swego rodzaju SOS! Zaczęła jak zwykle: Kochany Dziadku! Kolejne zdania pisały się same:

P

Maryli utwory zebrane aryli Rodowicz nikomu przedstawiać nie trzeba. Nie ma chyba w Polsce drugiej tak utytułowanej i znanej wielu pokoleniom słuchaczy wokalistki. Rodowicz eksperymentuje z przeróżnymi gatunkami muzycznymi, czasem zaskakuje i zachwyca, czasem nudzi, ale nie pozwala o sobie zapomnieć. Jednak mimo nowych płyt, które pracowita piosenkarka wydaje

M

18

dość często, największą sympatią słuchaczy cieszą się utwory powstałe kilka dekad temu. Któż nie zna „Kolorowych jarmarków”, „Remedium”, „Małgośki” czy „Ale to już było”? Teraz zarówno miłośników tych najbardziej znanych piosenek, jak i tych, którzy są ciekawi innych jej utworów sprzed lat, czeka nie lada gratka. W serii „Antologia Maryli Rodowicz” wytwór-

certowe oraz piosenki, które trafiły na ścieżki dźwiękowe różnych filmów. nia Universal zaplaPod koniec ubiegłego nowała wydanie kili na początku tego roku kunastu zremasteropojawiły się w sprzedawanych (czyli z poCzulym prawioną cyfrowo uchem ży odświeżone albumy jakością dźwięku; „Żyj mój świecie” (1970), „Wyznanie” (1972), „Rok” bez trzasków, szumów itp.) płyt artystki. Znajdą się (1974) oraz „Sing-Sing” (1976) i „Wsiąść do pociąwśród nich regularne albugu” (1978). Równolegle ukamy, do tej pory dostępne zały się trzy płyty z rarytatylko na płytach winylosami, wśród których znajwych, oraz rarytasy – utwodują się m.in. polskojęzyczry dotąd w ogóle nieopuna wersja utworu „Blowin’ blikowane, wykonania konMONITOR POLONIJNY


Podobno rosnę jak drożdżach, ale ja tego nie zauważam. Pewnie Ty to dostrzeżesz, jak się spotkamy. Ostatnio dostałam jedynkę ze słowackiego za wypracowanie o mojej polsko-słowackiej rodzinie. Ty wiesz, Dziadku, że jedynka na Słowacji to najlepszy stopień – zupełnie odwrotnie jak w Polsce. Pani nauczycielka bardzo chwali też moje malunki. Bardzo lubię rysować i malować. Już wypatruję ogłoszenia w naszym polskim czasopiśmie o kolejnym konkursie rysunkowym, bo taki konkurs plastyczny dla dzieciaków jest ogłaszany co roku. Ciekawa jestem, jaki będzie temat w tym roku. Bardzo chcę coś ładnego namalować. Ale, Dziadku, wiesz, mama mówi, że w tym roku może już nie być żadnego konkursu, bo nie wiadomo, czy pismo będzie się ukazywać. Mama wciąż mówi o jakichś kłopotach finansowych, o mniejszych dotacjach dla Polaków. Miałam też w tym roku podczas wakacji jechać na plener artystyczny dla dzieci z Klubu Polskiego, ale mama mówi, żebym się nie cieszyła przedwcześnie, bo ten plener też może się nie odbyć. To wtedy przyjadę na dłużej do Ciebie, do Polski, dobrze?

do Polski! Wiesz, mama ostatnio jest bardzo smutna. To przez te jakieś obcięte dotacje. Wciąż z kimś rozmawia przez telefon, pisze jakieś listy, jeździ na spotkania. No i często przyjeżdża do nas wujek Krzysiu, z którym mama rozmawia na ważne tematy. Czasami włącza się w te rozmowy tato. On mówi, że z tymi pieniędzmi od Słowaków dlatego jest problem, bo ktoś tu źle rządzi. Ja tego nie rozumiem, ale Ty, Dziadku, będziesz wiedział, o co chodzi, bo Ty wiesz wszystko. Tato pociesza mamę, że na pewno Polska nie zostawi jej w złej sytuacji, że się zatroszczy o mamę i innych Polaków na Słowacji. Ale mama nawet w to już nie wierzy, bo mówi, że Słowacja taka malutka, że kogo tam w Polsce interesują problemy Polaków w tym kraju. Boję się o nią, bo jest taka rozdrażniona i wciąż się zamartwia. Na szczęście przychodzi do nas też ciocia Krysia. Znasz ją, Dziadku, to ta ciocia, która mamie pomagała w organizowaniu różnych imprez polonijnych. Ciocia Krysia jest wesoła i namawia

i Opowolioeśncijnej

p reści t

in the wind” z repertuaru Boba Dylana, „Droga, którą idę”, zaśpiewana w duecie z Sewerynem Krajewskim podczas festiwalu w Sopocie w 1972 roku, duet z Markiem Grechutą „Rajski deser” i „Pieśń ocalenia”, wykonana wspólnie z Czesławem Niemenem. Bardzo ciekawe i naprawdę nietuzinkowe wersje, a Maryla Rodowicz prezentuje imponującą formę głosową. Dodatkowym smaczkiem i zaletą, szczególnie dla wielbicieli piosenkarki, są toMARZEC 2013

warzyszące „Rarytasom” jej krótkie wspomnienia i zabawne anegdotki. „Rok 70, to był dla mnie dobry rok. Ukazała się moja pierwsza płyta Żyj mój świecie, nagrałam w Londynie dwa utwory dla brytyjskiej firmy Spark, królowałam na liście przebojów słynnego Radia Luksemburg przez siedemnaście tygodni. W Londynie w ciągu dnia nagrywałam w studio, mieszczącym się przy ulicy Denmark Street, a wieczorem balowałam z Biancą,

mamę, żeby ta wszystko rzuciła, bo życie jest takie piękne i trzeba je brać garściami. I że trzeba zajmować się różnymi innymi fajnymi sprawami, a nie tylko tymi polskimi. Czasami chciałabym, żeby mama była jak ciocia Krysia. Wtedy bym ją miała częściej dla siebie, mogłybyśmy się razem bawić. A tak to mama ciągle tylko coś załatwia i martwi się. A ciocia Krysia znowu się zakochała i chodzi na randki. Mama nie musi chodzić na randki, bo ma mojego tatusia za męża i bardzo się kochają. Tato wciąż mamie mówi, że ona robi dużo dobrego dla Polaków i że dobrze, że to robi. Tato też jej w tym czasami pomaga i prosi ją, żeby się nie zniechęcała, że na pewno znajdzie się jakieś rozwiązanie. Nie wiem, czy mama w to wierzy, dlatego proszę Ciebie, Dziadku, powiedz jej coś, żeby już nie była taka smutna. Na koniec dopisała jeszcze pozdrowienia. A potem list przeczytała jeszcze raz, przepisała go na czysto, na najładniejszy papier listowy, by następnego dnia wysłać pocztą. Kilka dni później, kiedy jechała z rodzicami samochodem, dowiedziała się od mamy, że dzwonił dziadek i że za kilka dni przyjedzie w odwiedziny. Ulżyło jej. Wiedziała, że Polska nie zostawi ich z problemami. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

dziewczyną Micka Jaggera w nocnym klubie. To znaczy, bez przesady, trafiłam tam z producentem singla i zaledwie siedziałam obok tej znanej celebrytki. Wystąpiłam też w Pradze na rockowym festiwalu, gdzie nie wróżono mi sukcesu z moim akustycznym, folkowym repertuarem, aż tu nagle po entuzjastycznej reakcji widowni zaproponowano mi nagranie płyty dla czeskiej firmy płytowej Supraphon” – napisała w komentarzu do „Rarytasów

cz. II (1970 – 1973)” Rodowicz. Z wydawniczych zapowiedzi wynika, że kolejne albumy z serii „Antologia Maryli Rodowicz” będą się ukazywały – z zachowaniem porządku chronologicznego – w najbliższych miesiącach. Warto się z nimi zapoznać, bo to nie tylko odkrywanie Maryli Rodowicz na nowo, ale również fascynująca podróż w czasie przez zmieniające się muzyczne mody i inspiracje. KATARZYNA PIENIĄDZ 19


Barwny swiat jaskini

-

Słowackie perełki

any! Przemarzłam do szpiku kości, brrrr…“ – powiedziała koleżanka, kiedy po godzinie opuszczałyśmy Jaskinię Wolności. Ja natomiast czym prędzej wystawiłam twarz do słońca i przez kilka minut wygrzewałam się w jego promieniach. Jak nigdy dotąd cieszyłam się słoneczną pogodą.

„R

Demianowska Jaskinia Wolności (Demänovská jaskyňa slobody) znajduje się w Narodowym Rezerwacie Przyrody w Dolinie Demianowskiej na terenie Parku Narodowego Niskie Tatry, zaledwie 13 km od Liptowskiego Mikulasza i tylko kilka kilometrów od popularnego ośrodka narciarskiego Jasná. Odkryta została w 1921 r. przez Alojzego Krála, trzy lata później udostępniono ją zwiedzającym. W następnych latach natrafiono na kolejne komory i korytarze, znaleziono naturalne połączenie pomiędzy Jaskinią Wolności a innymi jaskiniami (Pustą, Vyvieranie, Jaskinią pod Urwiskiem, a także Lodową). Dziś Jaskinia Wolności należy do10 jaskiń, połączonych ze sobą i stanowiących olbrzymi system krasowy o łącznej długości ponad 35 km. Pierwsze, co odczułam po wejściu do jaskini, to oczywiście przeszywający chłód. Temperatura wynosiła około 7°C przy bardzo dużej wilgotności

powietrza, wahającej się pomiędzy 94-99 %. „Zimno, ciemno, a do domu daleko” – pomyślałam sobie. Dodatkowo musiałam pokonać jeszcze ponad 900 schodków, ale było warto! Moim oczom ukazał się niezwykły widok! W otoczeniu nieznanym, ale pięknym i fascynującym, poczułam się troszkę jak Alicja w Krainie Czarów. Bajkowość przejawiała się tu nie tylko w barwnych formach naciekowych: różowe, żółte, białe, czerwone i fioletowe, ale także w nazwach: Czarodziejski Korytarz, Szmaragdowe Jeziorko, Sala Cudowna, Skarbiec. Wszędzie znajdowały się tysiące stalagmitów, stalaktytów, stalagnatów, a poza tym formy gąbczaste, przypominających korale oraz podziemne jeziorka krasowe, które dzięki występującym w wodzie pierwiastkom otrzymały nazwy: Złote, Koralowe, Liliowe, Winogronowe. Zachwyt zwiedzających wzbudziły olbrzymie sintrowe wodospady, zawaliska i groty. Półmrok oraz panująca

wokół cisza potęgowały dźwięk spadających ze stropów kropli – wszystko to tworzyło atmosferę niezwykłości i tajemniczości i zapewniło mi niezapomniane przeżycia i piękne wspomnienia. Rozwój jaskini od setek lat związany był z podziemnym przepływem potoku Demianowka. Długość jaskini wynosi 8126 m, ale do zwiedzania udostępniono jedynie 1150 m (tradycyjna trasa) lub 2150 m (dłuższa trasa).

Warto zwrócić uwagę, iż Słowacja to raj dla miłośników speleologii. Do zwiedzania udostępniono aż 12 jaskiń, w tym jedną aragonitową, dwie lodowe i dziewięć naciekowych. Demianowską Jaskinię Wolności uważa się za najpopularniejszą i najczęściej odwiedzaną (ok. 100 tys. turystów rocznie). Trudno zresztą się dziwić, gdyż jest ona niezwykle urokliwa, a ponadto zlokalizowana w pobliżu doskonale znanego ośrodka narciarskiego i łatwo dostępna (parking zaledwie 400 metrów od wejścia). Warto tu wstąpić zwłaszcza w zimie, przy okazji narciarskich eskapad, gdy ciepło ubrani nie musimy martwić się o to, że wewnątrz zmarzniemy. MAGDALENA ZAWISTOWSKA-OLSZEWSKA MONITOR POLONIJNY


ogromnym supermarkecie na przedmieściach panuje chaos. Przygotowania do nocy sylwestrowej to stres zarówno dla pracowników świątyni konsumpcji, jak i dla klientów, chcących zdążyć z ostatnimi zakupami w starym roku.

W

Kilometrowe regały pełne towarów to gratka dla drobnych złodziejaszków i przestępców, którzy – jak się okazuje – znajdują się nie tylko wśród kupujących, ale i pomiędzy pracownikami sklepu. Towar ginie, ktoś kradnie, ale nikogo nie można złapać na gorącym uczynku. Tam, gdzie jest okazja do przekrętów, tam się one z pewnością pojawią. Kierownik supermarketu od rana pilnuje, aby przeterminowany towar trafił na półki w pierwszym rzędzie, poucza, grozi, wymaga. Stara mrożona ryba też musi znaleźć nabywcę. Zastraszeni utratą pracy ochroniarze dostają sylwestrowe zadanie specjalne: wyłapać i ukarać wszystkich złodziei i osoby o lepkich rączkach. Chłopcy w uniformach, którzy do tej pory zajmowali się podrywaniem kasjerek, mają zamienić się w twardych stróżów prawa. Ostatni dzień roku ma się zamienić w cichą akcję pacyfikacyjną, a ochroniarze, którzy nie wykażą się bystrym wzrokiem i twardą ręką, mogą stracić posadę. Naszpikowany setkami kamer supermarket zamienia się w policyjne państwo w państwie. MARZEC 2013

czyli thriller na zapleczu Big Brother is watching you! Gdy jeden z ochroniarzy, Himek (Mikołaj Roznerski), błędnie wskazuje złodzieja, wszystko zaczyna się komplikować, a sprawy nabierają nowego wymiaru. Rozkojarzony klient, Michał Warecki (świetny Tomasz Sapryk), szukając w supermarkecie półki z akumulatorami, zjada batonik, a opakowanie po nim odruchowo i nieświadomie wkłada do kieszeni, w efekcie czego zostaje „przyłapany na kradzieży” i potraktowany jak prawdziwy przestępca. Ochroniarze zabierają go do pokoju przesłuchań, niemal przemocą dokonują kontroli osobistej, zdezorientowanego całą sytuacją klienta chcą zmusić do podpisania fałszywych zeznań. Wareckiego zaczyna szukać podenerwowana żona (Izabela Kuna), niestety pomi-

mo śledzących każdy ruch setek kamer i tysięcy przewijających się przez sklep ludzi, nikt nie może powiedzieć, co się z nim stało. Rozpłynął się. Zniknął. „Supermarket” w reżyserii Macieja Żaka to film, który początkowo wydaje się społeczną krytyką dzikiej konsumpcji z elementami komedii i pastiszu. Od momentu, w którym zostaje zatrzymany Warecki jest już jasne, że nie jest to satyra na rodzinne spędzanie weekendów w supermarketach. To film o czymś więcej niż o bezmyślnym wrzucaniu towaru do koszyka i zamianie etykiet z datą przydatności do spożycia. To, co najbardziej uderza w tym obrazie, to wszechobecna frustracja i nadużywanie władzy. Pracownicy firmy ochroniarskiej to mili, weseli chłopcy, którzy mają marzenia, chcą studiować, dbać o rodzinę, grać w orkiestrze itd. Gdy łapią złodzieja, następuje w nich pewna przemiana, którą można nazwać efektem uniformu. Mundur (który tak naprawdę nie jest mundurem, tylko ubraniem roboczym) i pozycja ochronia-

rza dają im władzę nad drugim człowiekiem. Nawet niewinna jednostka nie ma szans wobec tych kilku naszywek na piersi z napisem „security”. Zwykli, mili chłopcy zaczynają się zachowywać jak agenci KGB. Przesłuchują złodzieja batonika jak seryjnego mordercę, używają przemocy, aby wyciągnąć od „przestępcy” przyznanie się do winy. Adrenalina i poczucie władzy uderzają im do głów, wyzwalają najgorsze instynkty.

Choć w „Supermarkecie” natykamy się na wiele stereotypów i znanych już rozwiązań filmowych, to jest to obraz, o którym trudno zapomnieć. Akcja jest tu bardzo zredukowana, właściwie prawie jej nie ma, ale to właśnie wywołuje ogromne napięcie. Niby nic się nie dzieje, a serce wali ze strachu i zdenerwowania jak dzwon. To taka męcząca cisza przed burzą. Duża w tym zasługa aktorów, którzy dzięki swojemu warsztatowi dźwigają całą dramaturgię filmu. Bezsilność i frustracje granych przez nich postaci udzielają się widzowi. Może nie jest to film wybitny, ale z pewnością godny polecenia. Okazuje się, że bez wybuchów i strzelaniny oraz efektów komputerowych można zrobić świetny, trzymający w napięciu thriller psychologiczny. MAGDALENA MARSZAŁKOWSKA 21


Persona non grata

iedy mamy do czynienia z persona non grata? Jeżeli państwo przyjmujące oceni, że działalność dyplomaty jest sprzeczna z prawem międzynarodowym, prawem wewnętrznym państwa przyjmującego, obowiązkiem rozwoju przyjaznych stosunków pomiędzy państwem wysyłającym a  przyjmującym. Najczęstszym powodem takiej reakcji państwa przyjmującego jest mieszanie się obcego dyplomaty w sprawy wewnętrzne tego państwa, krytyka jego władz lub prowadzenie działalności szpiegowskiej. Zgodnie z art. 9 Konwencji wiedeńskiej państwo przyjmujące może w każdym czasie i bez obowiązku uzasadnienia swej decyzji zawiadomić państwo wysyłające, że szef misji bądź którykolwiek z członków personelu dyplomatycznego misji jest persona non grata. Wtedy państwo wysyłające zobowiązane jest odwołać daną osobę bądź położyć kres jej funkcjom w misji. Dana osoba może być uznana za persona non grata jeszcze przed przybyciem na terytorium państwa przyjmującego.

K

Za persona non grata został uznany np. nuncjusz papieski w Warszawie Opicio Pallavicini w trakcie działań poprzedzających bitwę pod Wiedniem. Na podstawie przechwyconych listów, w  których nazwał on Jana III Sobieskiego „fałszywym chrześcijaninem”, wydalono go z Polski, zaś papież, rad nierad, musiał przysłać bardziej oględnego ambasadora. W okresie II Rzeczypospolitej, w 1933 r., za persona non grata uznały władze ówczesnego ZSRR ppłk. Jana Kowalewskiego, pełniącego funkcję attaché wojskowego RP w Moskwie w latach 1929–1933. Musiał on opuścić placówkę w ciągu 48 godzin. Później objął attachat wojskowy w Bukareszcie, gdzie przebywał do roku 1937. Z bardziej nam współczesnych przykładów można przytoczyć przypadek ambasadora Rumunii w Kiszyniowie, który w 2009 r. został uznany przez władze Mołdawii za persona non grata z powodów prowadzenia działalności, mającej na celu podważenie suwerenności tego kraju. Podobna jest też historia byłego izraelskiego attaché wojskowego w Federacji Rosyjskiej płk. Wadima Leidermana, który został za-

(część II)

trzymany przez służby bezpieczeństwa w maju 2011 r. w Moskwie, a następnie uznany za persona non grata i wydalony z Rosji. Według Rosjan dyplomata ów zbierał dane, dotyczące sprzedaży rosyjskiej broni do państw arabskich, i próbował w sposób agresywny promować interesy izraelskiego przemysłu obronnego na rosyjskim rynku. Szczególna pozycja attaché obrony wynika również z faktu, że jest on osobą niejako podwójnie podporządkowaną. Z jednej strony jest pełniącym czynną służbę wojskową żołnierzem i z tej racji podlega ministrowi obrony narodowej, z drugiej strony natomiast jest członkiem personelu dyplomatycznego misji i w tej roli podlega szefowi przedstawicielstwa. Specyficzna pozycja attaché obrony wynika jednak przede wszystkim z tego, że jego funkcją podstawową jest prowadzenie obserwacji i informowanie własnego kraju o sprawach wojskowo-obronnych, które są przez każde państwo raczej skrywane i niechętnie upubliczniane. KRZYSZTOF JOŃCA Zgodnie z życzeniem autora jego honorarium zostanie przekazane na nagrody dla dzieci, które biorą udział w konkursach „Monitora”

Wyśpiewała nam wszystko yśpiewam wam wszystko” to poruszająca i zarazem pełna humoru autobiografia Urszuli Dudziak. Piosenkarka postanowiła podzielić się z czytelnikami historią swojego życia, którą odtworzyła na podstawie pamiętników, pisanych latami od czasów wczesnej młodości.

„W

Mimo że autobiografia ma charakter dziennika, autorka zrezygnowała z chronologicznego zapisu wydarzeń, co nadaje całości pewnej dynamiki i nowego kolorytu. Poszczególne rozdziały to wspomnienia konkretnych wydarzeń, koncertów, anegdoty z życia piosenkarki i jej przyjaciół. Ich tytuły to tytuły ulubio22

nych utworów Urszuli Dudziak, kojarzących się jej z daną sytuacją czy osobą. Każdy z tych rozdziałów to jakby punkt, zaznaczony flamastrem na mapie życia. Autorka nie opowiada, co działo się pomiędzy, ale skupia się na tym, co dla niej było ważne. Skacze z miejsca na miejsce – z Nowego Jorku do Warszawy,

ze Szwecji do rodzinnej Straconki, przenosząc się także w czasie – lata osiemdziesiąte są wcześniej niż lata pięćdziesiąte, a współczesność jest przeszłością. To trochę tak, jakby ktoś powrzucał wszystkie litery alfabetu do jednego pudełka, a następnie losował ich przypadkową kolejność. Alfabet Urszuli Dudziak to

nie A, B, C… ale K, N, A, Z. Chaos? W żadnym wypadku! Brak spójności? Wręcz przeciwnie! Ta mozaika wspomnień, ludzi i miejsc sprawia, że czytając, ma się wrażenie, iż rozmawia się z bliskim przyjacielem, który w trakcie opowiadania o jednym zdarzeniu, przypomina sobie inne, wcześniejsze lub późniejsze. MONITOR POLONIJNY

Opracowano na pods tawie: - Wojciech Góralczyk , Prawo międzynarodowe publiczne zar ysie, Warszawa 2004,Wiesław Chełminiak , Pakt Sobieski – Kara Mus tafa, „Rzeczpospolita”, 20.10.2012 r.

Dyplomacja wojskowa współcześnie – status attaché wojskowego


Liczba czy ilość?

Te

dwa wyrazy są bardzo często używane wymiennie przez użytkowników języka polskiego, dlatego warto się zastanowić, czy słusznie.

Jeśli zajrzymy do słownika, to dowiemy się, że „liczba” w interesującym nas znaczeniu to ‘stan liczebny’, zaś „ilość” to ’wielkość tego, co może być mierzone lub ważone; miara czegoś’ (Uniwersalny słownik języka polskiego, wersja 1.0, PWN SA 2004). A zatem nie są to jednostki identyczne semantycznie i nie powinno się ich traktować jak synonimy. Jeszcze niedawno obowiązywała prosta zasada, że wyrazu „liczba” należy używać z rzeczownikami policzalnymi, czyli np. liczba mieszkańców, liczba studentów, liczba pomieszczeń, zaś określenie „ilość” trzeba łączyć z rzeczownikami niepoliczalnymi, czyli np. ilość cukru, ilość powietrza, ilość wody. Niekiedy jednak ten sam rzeczownik był i jest traktowany jako policzalny, zaś innym razem jako niepoliczalny, co wiąże się najczęściej ze zmianą jego znacze-

Wielką siłą tej autobiografii jest szczerość przekazu i dystans autorki do samej siebie. Dudziak w sposób malowniczy i z ogromną pasją opowiada zarówno o dzieciństwie i rodzicach, jak i o życiu w Nowym Jorku i spotkaniach z największymi sławami jazzu. Życie prywatne nie tylko przeplata się z zawodowym, ale tworzy z nim nierozerwalną całość, której wspólnym mianownikiem jest miłość do muzyki. Wspomnienia czołowej polskiej wokalistki jazzowej są zapisem unikatowym, dzięki któremu poznajemy nieznane doMARZEC 2013

nia, np. ilość światła i liczba świateł (np. w samochodzie). W ostatnim czasie daje się zauważyć wręcz ekspansję „ilości”! To właśnie ten wyraz zaczął zastępować „liczbę” w połączeniach z rzeczownikami policzalnymi. Coraz częściej występują zatem konstrukcje typu: ilość stron, ilość ludzi, ilość egzemplarzy itp. Rzadko jednak spotyka się określenie „liczba” w połączeniu z rzeczownikami niepoliczalnymi – nie mówi się przecież np. *liczba wody czy *liczba piasku. Jak zjawisko oceniają językoznawcy? Okazuje się, że w tym względzie nie są jednomyślni. Są wśród nich bowiem tacy, którzy zastępowanie „liczby” „ilością” traktują już za poprawne, są tacy, którzy taką wymianę uważają za błąd, a są i oczywiście tacy – i tych chyba jest najwięcej – którzy podchodzą do

tąd strony życia amerykańskiej Polonii oraz wielkich osobowości, m.in. Milesa Davisa, Herbiego Hancocka, Stinga, Wojciecha Fibaka, Agnieszki Osieckiej, Janusza Głowackiego. Piosenkarka wprowadza nas także w historię swoich burzliwych związków z mężczyznami: Michałem Urbaniakiem i Jerzym Kosińskim, przytaczając wiele bardzo osobistych szczegółów ze swojego życia miłosnego. Wszystko jest jednak przedstawione z takim smakiem i wrażliwością, że nawet przez moment nie ma się wrażenia, że przekroczona została jakaś granica, że

zjawiska ostrożnie, z rezerwą i nie odsądzają od czci i wiary osób, które wspomnianych określeń nie rozróżniają, lecz podkreślają, że choć można mówić i tak, i tak, to jednak łączenie wyrazu „liczba” z rzeczownikami policzalnymi, zaś „ilość” z niepoliczalnymi jest dużo lepsze, elegantsze i bardziej wzorcowe. I to też jest moja wskazówka dla Państwa. Ale by sprawa nie była aż taka oczywista, to dodam, że wymienność obu wyrażeń była i jest poprawna w sytuacji, gdy chodzi o bardzo dużą liczbę czegoś, co jest policzalne, kiedy chce się podkreślić nieograniczoność tej liczby, np. duża ilość aparatów telefonicznych, tzn. tak duża, że aż trudno je policzyć. Na koniec zwrócę jeszcze Państwu uwagę, że chyba lepiej popełnić jakąś liczbę błędów, bowiem można je jeszcze policzyć, niż ich dużą ilość, bo tych już nawet policzyć się nie da! I nie chodzi w tym przypadku tylko o błędy ortograficzne! A ponieważ Wielkanoc za pasem, to już teraz życzę Państwu dużej liczby potraw na stole, a w lany poniedziałek dużej ilości wody! MARIA MAGDALENA NOWAKOWSKA

ktoś tu ściągnął spodnie, że autorka wystawiła wszystko na sprzedaż. Zarówno Urbaniak, jak i Kosiński nie byli łatwymi partnerami i autorka tego nie ukrywa, nie wybiela ich. Wyraża się jednak o nich bez jadu i pretensji, z dużą dozą czułości, miłości i z wielkim szacunkiem. Dudziak opowiada nie tylko o światowej karierze, namiętnościach i spotkaniach ze znanymi osobowościami. Zwierza się czytelnikowi z chwil słabości i beznadziei, tęsknot i z bolesnych doświadczeń w walce z chorobą nowotworową, pozostając mimo to ucieleśnieniem wiary i ra-

dości życia. Prezentuje nam cały wachlarz emocji i uczuć, jawi się jako kobieta spełniona, pełna humoru i przede wszystkim optymizmu. Z autobiografii Urszuli Dudziak bije szczerość, ciepło i mądrość życiowa. Jedynym jej minusem jest to, że szybko się ją czyta, za szybko. Pozostawia po sobie uczucie niedosytu i pytanie: „Czemu to już koniec?”. Te 260 stron w towarzystwie wybitnej polskiej artystki to stanowczo za mało! Pani Urszulo, proszę nam jeszcze coś wyśpiewać! MAGDALENA MARSZAŁKOWSKA 23


Ta wspaniała

KRYSTYNA POLAK POTRAFI nają Państwo program „Taniec z gwiazdami”? W 2005 roku jego emisję rozpoczęła jedna z prywatnych stacji telewizyjnych i szybko stał się flagową pozycją w jej ramówce. Do tej pory zrealizowano trzynaście edycji, z których większość cieszyła się ogromną popularnością wśród widzów i, co za tym idzie, rekordowo wysokimi słupkami oglądalności. Taneczne zmagania celebrytów co tydzień śledziły przed telewizorami rzesze Polaków. Kilka odcinków obejrzałam i ja, zachęcona przez znajomych i reklamy. Większości z szumnie zapowiadanych „gwiazd” nie znałam. Owszem, przewinęło się przez ekran paru znanych sportowców, kilku rozpoznawalnych muzyków i garstka profesjonalnych aktorów (wśród nich Artur Barciś i Katarzyna Figura), pozostali uczestnicy zaś rekrutowali się głównie z obsady telenowel. Gwiazdy... Nie ujmując nic nikomu, gwiazdą to jest Krystyna Janda, a nie amatorka, przyklejona od lat do swojej serialowej postaci – pomyślałam zniechęcona. Ale Janda nie musi co tydzień wyginać się na parkiecie, by zaskarbić sobie szacunek i sympatię widzów. Janda to synonim profesjonalnego, dojrzałego i rzetelnego warsztatu aktorskiego, docenianego nie tylko w Polsce, ale i na świecie. Od ponad trzydziestu lat gra w filmach i sztukach teatralnych. Trochę później, ale z równym powodzeniem, spróbowała sił po drugiej stronie kamery, jako reżyser. Tak, zdecydowanie dowodzi, że „Polak potrafi”. Jest ulubienicą mistrza Andrzeja Wajdy. To właśnie w jego filmach – „Człowiek z marmuru” (1976), „Bez znieczulenia” (1978), „Człowiek z że-

Z

24

laza” (1981), „Tatarak”(2009) – stworzyła poruszające, wybitne kreacje aktorskie, które – co zdarza się stosunkowo rzadko – zdobyły uznanie zarówno widzów, jak i branży filmowej. Aktorka wielokrotnie podkreślała, że gdyby nie Wajda, jej kariera mogłaby potoczyć się zupełnie inaczej. „Spotkanie z Andrzejem Wajdą było najważniejszym spotkaniem w moim życiu zawodowym. Andrzej nauczył mnie, że wszystko jest możliwe, że można skoczyć bardzo wysoko i właściwie w każdej chwili można jeszcze wszystko odwrócić. Że nigdy nie można być zadowolonym do końca z samego siebie, bo zawsze gdzieś się kryje jeszcze inna interpretacja. (…) Poza tym uświadomił mi, co przez wszystkie lata pomagało mi w pracy, że zawód aktora ma ogromne znaczenie dla ludzi. Aktor bez widza nie istnieje – ta relacja jest najważniejsza” – mówiła w wywiadzie dla serwisu Audiowizualni.pl.

Wyśmienicie układająca się współpraca z Andrzejem Wajdą to tylko wycinek imponującej drogi zawodowej Krystyny Jandy. Międzynarodowe triumfy święciły także filmy innych reżyserów, z jej udziałem. Najbardziej znanym jest „Przesłuchanie” (1982) Ryszarda Bugajskiego. Powstały w PRL obraz bardzo nie podobał się ówczesnym władzom, które określiły go jednym z najbardziej antykomunistycznych w historii. Oczywiście cenzura prewencyjna nie dopuściła do jego rozpowszechniania i na swoją premierę musiał czekać siedem długich lat. Kiedy wreszcie dzięki zmianom ustrojowym jego wyświetlanie stało się możliwe, zachwycił, a Krystyna Janda, grająca w nim główną rolę, została w 1990 roku uhonorowana Złotą Palmą na prestiżowym festiwalu w Cannes. Publiczność kocha Jandę, choć ona nie mizdrzy się do niej; nie uwodzi wywiadami w kolorowych pismach, a filmy, w których gra, zazwyczaj nie należą do lekkich i łatwych w odbiorze. O ogromnym szacunku i sympatii, którymi darzą ją widzowie, świadczą nie tylko niezliczone nagrody (wśród nich Złota Kaczka dla najlepszej aktorki pięćdziesięciolecia, Telemaska dla najpopularniejszej aktorki w teatrze telewizji, Wiktor, Diament Trójki, Kobieta XX-lecia miesięcznika „Pani” i wiele innych), ale także rekordowa frekwencja podczas spektakli w stworzonych przez nią niemal od zera warszawskich teatrach – Polonia i Och-Teatr. Wystawiane na ich deskach sztuki zbierają świetne recenzje, a bilety na spektakle, rezerwowane ze znacznym wyprzedzeniem, sprzedają się na pniu. Już w 1998 roku w ankiecie przeprowadzonej przez opiniotwórczy tygodnik „Polityka” Krystyna Janda została zaliczona do grona najlepszych polskich aktorów XX wieku. Nie spoczęła jednak na laurach, wciąż aktywnie tworzy – gra w filmach i teatrze, reżyseruje, pisze książki i felietony. Angażuje się w działalność charytatywną, walczy przeciwko dyskryminacji, wspiera liczne inicjatywy kulturalne. Tylko nie tańczy z gwiazdami. KATARZYNA PIENIĄDZ MONITOR POLONIJNY


łode małżeństwo zaraz po studiach, oboje mają za sobą pierwszą pracę w Polsce za nieciekawe wynagrodzenie. W pewnym momencie on lub ona dostaje świetną propozycję z Bratysławy.

M

Praca za półtora tysiąca euro, na kierowniczym stanowisku, w międzynarodowej firmie. Prosta kalkulacja: dotychczas łączne zarobki małżeństwa wynosiły trzy i pół tysiąca złotych, a po przeprowadzce do Bratysławy, nawet gdyby tylko jedna osoba pracowała, zarobi ono w przeliczeniu sześć tysięcy. Wahania i rozterki… Jechać, nie jechać... Dla jednego ze współmałżonków taka propozycja to życiowa szansa. Zawsze można popracować trzy lata i wrócić do kraju, ale z takim doświadczeniem i wpisem w CV będzie to już powrót na inne stanowisko. Taka okazja może się już nie powtórzyć. A ta druga osoba? Cóż, musi zrezygnować z obecnej pracy – w sumie i tak jej nie lubiła, mało płacili, poniewierali. W małżeństwie warto się wspomagać, więc zapada decyzja o wyjeździe, na dwatrzy lata, a później się zobaczy. Ile takich historii znamy? W ostatnich latach zdarzają się coraz częściej. Rzadko jednak jest taka szczęśliwa sytuacja, że propozycję pracy dostają obaj współmałżonkowie. Na początku zwykle na Słowację przenosi się najpierw jedna osoba, ta druga dołącza trochę później do męża czy żony. Z finansowego punktu widzenia ta druga osoba może spokojnie nie pracować – wystarczy bowiem jedna pensja na utrzymaMARZEC 2013

Poradnik dla Polaków na Słowacji

choćby gorzej płatną, czuła się usatysfakcjonowana i miała możliwość utrzymania swoich kwalifikacji na rynku pracy. Poszukiwania pracy na Słowacji warto rozpocząć od przejrzenia popularnych portali rekrutacyjnych i zarejestrowania tam swoich profili. Prze-

często nawet warto wysłać CV i list motywacyjny po polsku – ale tylko wtedy, gdy znajomość polskiego jest wymaganiem głównym, a nie dodatkowym. Niezależnie od tego warto zarejestrować się w słowackim urzędzie pracy jako bezrobotny(a). Należy pamiętać, że jako obywate-

Praca na Słowacji dla współmałżonka

nie dwojga. Ale w pewnym momencie nie chodzi już o finanse, ale o ambicje zawodowe niepracującego współmałżonka. Siedzenie w domu frustruje, tym bardziej że druga połówka robi karierę, a osoba, która zrezygnowała z pracy w kraju, zawodowo się cofa. W pewnym momencie może to prowadzić nie tylko do obniżenia poczucia własnej wartości osoby niepracującej, ale i do problemów w małżeństwie. Dlatego należy od razu po przeprowadzce (a nawet wcześniej) pomyśleć również o ambicjach zawodowych tej drugiej osoby. Dobrze, by przynajmniej miała ona jakąś pracę,

de wszystkim warto zapamiętać takie adresy, jak: www.ponukaprace.com czy www.profesia.sk (więcej portali można znaleźć, wpisując w wyszukiwarce „ponuky prace”). Przeglądając portale z ogłoszeniami o pracę, warto wpisać w wyszukiwarce słowo „polsky”, wyświetlą się nam ogłoszenia, w których znajomość języka polskiego jest wymagana lub pożądana. Takich ogłoszeń nie jest dużo i najczęściej dotyczą one np. popularnych wśród Polaków aquaparków, leżących tuż przy polskiej granicy, ale czasem trafia się kilka ogłoszeń również z Bratysławy czy Koszyc. W takiej sytuacji

lom UE przysługują nam na Słowacji takie same prawa, jak rdzennym Słowakom. Zasiłku na wstępie nie dostaniemy, ale i pomoc w poszukiwaniu pracy jest dobra – na cuda jednak nie liczmy. Musimy się też nastawić na wypełnianie formularzy po słowacku, dlatego warto iść tam ze znającą ten język osobą. Nawet bezowocna wizyta w urzędzie pracy stanowić może doświadczenie, które pozwoli nam lepiej sobie radzić w nowej, emigracyjnej rzeczywistości. W przypadku nieznajomości języka musimy się jednak nastawić na to, że przez jakiś czas być może nie znajdziemy żadnej pracy. Będąc jednak na utrzymaniu dobrze zarabiającego współmałżonka, najlepiej wykorzystać ten czas np. na naukę języka. I to nie tylko słowackiego, ale też – w przypadku zamieszkiwania w Bratysławie – niemieckiego ze względu na bliskość Austrii. Ale o tym już w kolejnym numerze „Monitora”. JAKUB ŁOGINOW 25


Gest ambasadora Szathmárego ajtrudniejszym i najbardziej dramatycznym momentem w historii stosunków polsko-słowackich był chyba 1 września 1939 roku. Pomimo wzajemnej sympatii obu narodów historia potoczyła się tak, że w przededniu II wojny światowej Słowacja znalazła się w obozie sojuszników III Rzeszy i musiała płacić cenę za tę konstelację polityczną. Możemy zrozumieć dzisiaj mechanizm, który spowodował rozbicie przedwojennej Czechosłowacji i wymusił powstanie Państwa Słowackiego, teoretycznie niezależnego. Z jednej strony było ono spełnieniem słowackich marzeń, z drugiej oznaczało drastyczne ograniczenie demokracji i wciągnięcie Słowacji do obozu państw faszystowskich. W uzasadniony sposób możemy mówić o dramacie Słowaków, ale z drugiej strony, jako Polacy, nie możemy nie uwzględniać przy ocenie tamtej doby decyzji Słowacji o udziale w agresji na Polskę 1 września 1939 roku, choć staramy się o tym nie pamiętać. Cała wiedza historyczna mówi nam, że udział Słowacji w najeździe na Polskę był wymuszoną konsekwencją politycznego związku z III Rzeszą, że emocje wokół lokalnego sporu granicznego na Orawie i Spiszu zostały w sierpniu-wrześniu 1939 roku sztucznie rozdęte, aby wytworzona histeria mogła usprawiedliwić udział w niesprowokowanej agresji na sąsiada, niejednokrotnie dającego dowody sympatii, a nawet – paradoksalnie – wyciągającego rękę do ruchu Andreja Hlinki, który w tym momencie stanowił siłą rządzącą na Słowacji. Na szczęście działania na froncie słowacko-polskim były raczej pseudowalkami i nie spowodowały większych zmian w mentalności obu społeczeństw. Dzisiaj większość Polaków nie pamięta już nawet, że – przynajmniej teoretycznie – 1 wrześnie 1939 roku Polskę zaatakowały dwa państwa: Niemcy i Słowacja. Można chyba nawet postawić tezę, że spora część społeczeństwa słowackiego nie utożsamiała się z antypol-

N

26

Jako ambasador musiał np. protestować u polskich władz przeciwko powstaniu Legionu Czechosłowackiego w Krakowie (poską polityką swojego kraju – WAŻKIE tem przeniesionego do obochoć mogła, nawet z entuzjaWYDARZENIA zu wojskowego Leśna pod zmem, witać powstanie słowackiej państwowości (patrz W DZIEJACH Baranowiczami). W drugiej SŁOWACJI połowie sierpnia 1939 r., wonp. skrzydło Hlinkowskiej bec zbliżającej się groźby partii, skupione wokół Karowybuchu wojny przygotowywał się la Sidora). do wystąpienia przeciwko polityce Charakterystyczne w tej sytuacji swojego rządu. Według ustaleń histobyło zachowanie ambasadora Słowaryków praktycznie już 29 sierpnia zecji w Polsce. Ambasador – zgodnie rwał kontakt z centralą w Bratysłaz tradycją i prawem międzynarodowie, a 1 września na wieść o udziale wym – jest najważniejszym przedstajednostek słowackich w napaści na wicielem jednego państwa na terenie Polskę postanowił dać publiczne drugiego i jego zachowanie ma chaświadectwo swojego – ale równoczerakter symboliczny. Ambasador uosaśnie i części Słowaków – sprzeciwu bia „godność i majestat” swojego krawobec polityki Państwa Słowackiego. ju na terenie kraju akredytowania. W polskim ministerstwie spraw zaA 1 września 1939 roku ambasador granicznych przyjął go wiceminister Słowacji w Warszawie opowiedział Jan Szembek, któremu Szathmáry się po stronie Polski i potępił politykę przekazał swoje oświadczenie i zaSłowacji, państwa, które reprezentopewnił, że patrioci słowaccy solidarywał. W imię ładu moralnego, wartości zują się z Polską oraz proszą o pomoc i przyjaźni z narodem polskim zdecyw działaniach „na rzecz zapewnienia dował się na wypowiedzenie posłuprawdziwej niepodległości Słowacji”. szeństwo swemu krajowi, rządowi W liście do polskiego ministra spraw i przełożonym. Formalnie w imię solizagranicznych Józefa Becka przeprodarności z Polską dopuścił się zdrady sił za działania Słowacji i nazwał je swojego państwa. hańbą dla swojej ojczyzny. Polska, historia i racja moralna są Następnego dnia, 2 września, Szamu wdzięczne za takie zachowanie. thmáry wystąpił w Polskim Radio Warto, aby i Polacy mieszkający na z apelem do Słowaków, by popierali Słowacji pamiętali o nim. Ladislav Szathmáry pochodził Polaków, walczących o wolność i idez Trenczyna. Po studiach w Budapeały ludzkości. Zapowiedział też poszcie jako patriota słowacki i czechowstanie w Warszawie Tymczasowego słowacki wstąpił w 1918 roku do służKomitetu Słowackiego, mającego by dyplomatycznej nowopowstałej współpracować z Polską przeciwko Czechosłowacji. Pracował w ważNiemcom i rządowi z Bratysławy. nych dla Czechosłowacji miejscach, Wszystko to zrobiło duże wrażenie między innymi w ambasadzie w Belw ówczesnych słowackich kręgach gradzie i w Paryżu, krótko pełnił rządowych. Szathmáry zdołał też rofunkcję chargé d’affaires w Berlinie. zesłać informacje o słowackim komiPotem jako słowacki patriota zgłosił tecie do wszystkich ambasad słowacsię do służby w nowopowstałym słokich na świecie. wackim MSZ, choć nie do końca podobał mu się rozwój wydarzeń i rozA oto treść oficjalnej depeszy ampad Czechosłowacji. W czerwcu basadora Szathmárego do ministra 1939 roku został mianowany słowacBecka: kim ambasadorem w Warszawie. Będąc zwolennikiem Milana HoEkscelencjo, džy, czechosłowakistą i sympatykiem W imieniu narodu słowackiego idei współpracy środkowoeuropeji jego przedstawicieli, którzy pod preskiej, z niepokojem obserwował tensją Trzeciej Rzeszy zmuszeni są do dencje antypolskie w Bratysławie. milczenia, a nadużywani są do inMONITOR POLONIJNY


tryg wyłącznie w interesie Niemiec, protestuję jako przedstawiciel Państwa Słowackiego w Rzeczypospolitej Polskiej przeciwko brutalnemu rozbrojeniu armii słowackiej, przeciwko samowolnemu zajęciu Słowacji przez wojska Trzeciej Rzeszy i przeciw użyciu Słowacji jako bazy dla akcji wojennej przeciw bratniemu narodowi polskiemu. Naród słowacki – w kraju lub za granicą – nigdy nie pogodzi się z gwałtami niemieckiej Trzeciej Rzeszy i przyłącza się do zbrojnego oporu przeciw intruzom, by przy współpracy z kulturalnymi narodami świata osiągnąć ponownie wolność i swobodnie decydować o swoim losie. Jaki był dalszy los Ladislava Szathmárego? Wiedząc o tym, że zarówno wojsko, jak i policja niemiecka polują na niego, Polacy umożliwili mu przejazd do Rumunii jeszcze w trakcie działań wojennych. Stamtąd trafił szybko do Paryża i dalej do Londynu, a w czerwcu 1940 roku prezydent Beneš mianował go czechosłowackim ambasadorem przy norweskim rządzie emigracyjnym. Tymczasem w Bratysławie został skazany na 7 lat więzienia za dezercję ze stanowiska oraz konfiskatę mienia. W maju 1945 roku wraz z norweskim rządem powrócił do Oslo. Na wiosnę 1946 roku w praskim MSZ coraz większą rolę zaczęli odgrywać komuniści. Ówczesny wiceminister Vladimír Clementis (który kilka lat później został skazany na śmierć i powieszony w procesie Rudolfa Slánskiego) wezwał Szathmárego do kraju i po pół roku przetrzymywania bez przydziału zwolnił z pracy w ministerstwie. Z perspektywy Clementisa Szathmár był reakcjonistą, który na dodatek wojnę spędził w Londynie i przez kilka miesięcy pracował dla Państwa Słowackiego. Kilka tygodni później (co jest już oczywiście kwestią przypadku) Szathmáry zmarł w Pradze w wieku 51 lat. Zasłużył sobie na dobrą pamięć u Polaków. ANDRZEJ KRAWCZYK MARZEC 2013

S

i więcej około sportu Ostatnio uwagę kibiców – na równi z wielkimi zawodami – przyciąga temat (około)sportowy, który ma raczej charakter wielkiego skandalu korupcyjnego na skalę europejską.

N

Otóż Europejski Urząd Policji Europol opublikował raport, z którego wynika, że w ostatnich latach ustawionych na kontynencie mogło być ponad 380 meczów piłkarskich! Mowa jest nawet o meczach eliminacji mistrzostw świata i mistrzostw Europy oraz Ligii Mistrzów. Szef Europolu Rob Wainwright powiedział, że proceder korupcyjny obejmuje rozgrywki ligowe w Europie, a także Ligę Mistrzów i Ligę Europejską, a śledztwo ujawniło przestępstwa „na niewidzianą do tej pory skalę”. Podano, że zidentyfikowano 425 osób (!), uwikłanych w proceder sprzedawania meczów (w latach 2008-2011), wśród których są zarówno piłkarze, sędziowie, jak i zwykli kryminaliści. Pięćdziesiąt z nich już aresztowano. Podkreśla się, że to największe w historii śledztwo, związane z ustawianiem meczów piłkarskich w Europie. Odkryto działalność szerokiej siatki przestępczej, stanowiącej ogromny problem dla integralności europejskiego futbolu. Ujawnione do tej pory zyski z zakładów bukmacherskich na ustawione spotkania to 8 milionów euro, zaś 2 były przeznaczone na łapówki dla piłkarzy i sędziów. Akt oskarżenia objął już wiele osób. Nieoficjalnie mówi się, że jeden z meczów Ligi Mistrzów, który odbył się w Wielkiej Brytanii, miał być ustawiony. Podano, że nielegalne zyski czerpała m.in. grupa przestępcza z Singapuru, która wydawała ok. 100 tys. euro na ustawienie jednego spotkania. Raport mówi o przestępstwach w 15 krajach. Śledztwo pod kryptonimem Operacja VETO było prowadzone od lipca 2011 roku z udziałem funkcjonariuszy z trzyna-

stu krajów, z pomocą Interpolu i agencji Eurojust. Skoordynowano liczne dochodzenia policyjne w całej Europie. Przeanalizowano 13 tys. maili i innych materiałów, mogących mieć związek z ustawianiem meczów. Wiele dochodzeń już zakończono, m.in. w Niemczech, gdzie 14 osób zostało skazanych na kary więzienia (łącznie na 39 lat). Rzecznik akcji VETO informuje, że operacje prowadzone były z Singapuru, a łapówki dochodziły do 100 tys. euro za mecz. Raport Europolu podkreśla, że międzynarodowa specyfika zakładów bukmacherskich wskazuje na czekające wymiar sprawiedliwości wielkie wyzwania. W ustawienie jednego meczu mogło być zamieszanych do 50 osób z dziesięciu krajów. Kolejne 300 podejrzanych meczów rozegrano w Afryce, Azji i Ameryce Płd. … Do tego wszystkiego w tym samym czasie pojawiły się informacje, że Katar kupił mundial! Magazyn „France Football” opublikował kilkunastostronicowy raport „Mundial 2022. Katargate”, który czyta się jak powieść szpiegowską. Podaje się w nim, że w wyborze Kataru na gospodarza mistrzostw świata w piłce nożnej w 2022 roku mieli „pomagać” b. prezydent Francji Nicolas Sarkozy oraz szefowie FIFA i UEFA – Sepp Blatter oraz Michel Platini… Na szczęście emocje sportowe przynoszą nam również miłe niespodzianki, związane z sukcesami naszych sportowców. Trzymamy więc kciuki za biało-czerwonych podczas zmagań nie tylko na stokach! opracował ANDRZEJ KALINOWSKI Zgodnie z życzeniem autora jego honorarium zostanie przekazane na nagrody dla dzieci, które biorą udział w konkursach „Monitora”

27


zanowni Państwo, Czytelnicy „Monitora Polonijnego“, Członkowie i Przyjaciele Klubu Polskiego na Słowacji! Podobnie jak w latach ubiegłych, również w tym roku Klub Polski został zarejestrowany jako organizacja, mogąca przyjmować dotacje 2 % z podatków za rok 2012 od osób fizycznych i prawnych. Działalność klubowa jest realizowana przede wszystkim dzięki wielkiemu zaangażowaniu działaczy i członków Klubu na terenie całej Słowacji. Nasza organizacja otrzymuje dotacje głównie od instytucji rządowych Słowacji i Polski, ale równie ważne jest wsparcie, którego może nam udzielić każdy z Państwa, darując nam 2% swoich podatków. Ta darowizna jest niezmiernie ważna dla nas, bowiem to właśnie ona pomogła nam w realizacji zadań w roku ubiegłym, szczególnie w jego pierwszym półroczu. Biorąc pod uwagę sytuację tegoroczną, wierzymy, że przekazanie 2 % z podatków na rzecz Klubu Polskiego z pewnością pomoże nam w realizacji jego działań również w roku bieżącym.

S

rok 2012 wpisują tylko nazwę, IČO i adres naszej organizacji – szczegóły na ww. stronie www.rozhodni.sk. Firmy mogą przekazać 2% na rzecz organizacji, jeśli w roku 2012 i 2013 do dnia złożenia zeznania podatkowego i uiszczenia należności podatkowych przekazały którejkolwiek organizacji pożytku publicznego darowiznę w wysokości minimum 0,5% należnego podatku (wówczas należy wypełnić pola 1 i 2 części IV zeznania podatkowego), w przeciwnym razie mogą przekazać 1,5% należnego podatku wybranej organizacji (wypełniając pole 3 części IV zeznania podatkowego). Informacja dla urzędu o odbiorcy 2% Państwa podatku to jego pełna nazwa, IČO i adres, czyli: Poľsky klub - spolok Poliakov a ich priateľov na Slovensku, IČO 30807620, Nam. SNP 27, 814 99 Bratislava. Informacje o zarejestrowanych na rok 2013 organizacjach (w tym o Klubie Polskim) znajdują się na www.rozhodni.sk. Mamy nadzieję, że wykorzystają Państwo tę możliwość wsparcia Klubu, która właściwie nic nie kosztuje poza odrobiną czasu, poświęconego na wypełnienie formularzy. Przy okazji pragnę podziękować osobom, które na rzecz Klubu Polskiego przekazały środki finansowe ze swoich podatków za rok 2011. Dzięki tej darowiźnie mogliśmy zrealizować niektóre zadania programowe i pokryć w części nieodzowne wydatki administracyjne naszej organizacji. Zapraszam również do prenumeraty naszego czasopisma „Monitor Polonijny”, które jest nie tylko komentatorem działalności słowackiej Polonii, ale i specyficznym łącznikiem między jego czytelnikami a Polską. Ponadto zapraszam do zaglądania na naszą stronę internetową www.polonia.sk. Z uszanowaniem i pozdrowieniami

2%

Jak to zrobić? Osoby zatrudnione na podstawie umowy o pracę muszą w swoim (właściwym dla miejsca zamieszkania) Urzędzie Skarbowym przedłożyć potwierdzenie od pracodawcy o zapłaceniu podatku wraz z oświadczeniem o przekazaniu jego 2% na rzecz Klubu Polskiego. Wzory druków znajdują się na stronie internetowej www.rozhodni.sk. Warto wspomnieć, że jeśli osoba zatrudniona przepracowała min. 40 godzin na rzecz organizacji, której chce przekazać 2%, może w rzeczywistości przekazać jej aż 3% obliczonego podatku. Szczegółowe informacje, jak to zrobić, znajdują się na stronie www.rozhodni.sk. Firmy i osoby prowadzące działalność gospodarczą w końcowej części zeznania podatkowego za 28

TOMASZ BIENKIEWICZ Prezes Klubu Polskiego na Słowacji

ŻYCZENIA Z okazji zbliżających się świąt Wielkanocnych składam najserdeczniejsze życzenia – dużo zdrowia, radości, smacznego jajka, mokrego dyngusa, mnóstwa wiosennego słońca oraz samych sukcesów! Tomasz Bienkiewicz prezes Klubu Polskiego na Słowacji

Klub Polski Nitra INFORMUJE Celebrowane przez ojców salwatorianów raz w miesiącu msze św. w języku polskim odbywać się będą w nitrzańskiej katedrze o godz. 15.00 w następujących terminach: 17 marca, 21 kwietnia, 12 maja, 16 czerwca. Nitrzański oddział Klubu Polskiego zaprasza też dzieci i młodzież na zajęcia szkółki polonijnej, które odbywają się w każdą środę od 16.30 do 19.00 w Pastoralnym Centrum Wolnego Czasu - Nitra Klokočina. ROMANA GREGUŠKOVÁ prezes Klubu Polskiego Nitra

KONDOLENCJE Z głębokim smutkiem przyjęliśmy wiadomość o śmierci Danuty Meyzy-Marušiakovej, od wielu lat związanej z Klubem Polskim i redakcją „Monitora Polonijnego“. Jej rodzinie składamy wyrazy głębokiego współczucia i żalu. Zarząd Klubu Polskiego - Stowarzyszenia Polaków i Ich Przyjaciół na Słowacji Z bólem żegnamy Danusię MeyzęMarušiakovą, pierwszą redaktor naczelną naszego pisma, długoletnią współpracownicę, naszą wspaniałą redakcyjną koleżankę i przyjaciółkę. Rodzinie i najbliższym składamy głębokie wyrazy współczucia. Redakcja „Monitora Polonijnego” Z głębokim żalem przyjęliśmy wiadomość o śmierci Danuty Meyzy-Marušiakovej - naszej koleżanki, miłośniczki książek, w latach 1973-1993 zatrudnionej w Ośrodku Informacji i Kultury Polskiej w Bratysławie, byłej wicedyrektor Ośrodka ds. programowych oraz byłej kierownik działu kultury Ośrodka. Jozefowi i Jurajowi Marušiakom oraz pozostałej rodzinie składamy wyrazy głębokiego współczucia. Dyrekcja i pracownicy Instytutu Polskiego w Bratysławie MONITOR POLONIJNY


KONKURS NA NAJPIĘKNIEJSZĄ BAJKĘ Redakcja „Monitora Polonijnego“ we współpracy ze Szkolnym Punktem Konsultacyjnym w Bratysławie ogłasza konkurs dla dzieci i młodzieży na najpiękniejszą bajkę, napisaną w języku polskim. Prace literackie o maksymalnym rozmiarze 3600 znaków, z informacją, zawierającą imię i nazwisko autora oraz jego wiek, prosimy przesyłać do 10 czerwca pocztą elektroniczną pod adresem: mwobla@gmail.com. W skład oceniającego jury wejdą redaktorzy „Monitora Polonijnego“ i nauczyciele Szkolnego Punktu Konsultacyjnego, którzy zdecydują o przyznaniu nagród. Najciekawsze z nadesłanych prac zostaną opublikowane na łamach naszego pisma.

Klub Polski Bratysława we współpracy z Instytutem Polskim w Bratysławie zaprasza na koncert o charakterze multikulturalnym zatytułowany

„Od Kijowa do Paryża“

Topienie Marzanny Klub Polski w Bratysławie serdecznie zaprasza do udziału w tradycyjnym topieniu marzanny. impreza rozpocznie się w niedzielę, 24 marca, o godz. 14.00. szczególnie zapraszamy rodziny z dziećmi, babcie i dziadków z wnukami, słowackich przyjaciół, którzy zechcą wziąć udział we wspólnej zabawie! Program sPoTKaNia: • zbiórka w lokalu Polepole (ul. Kazanská 58 w Bratysławie dzielnica Podunajské Biskupice), • wspólnie przejście z marzanną nad rzekę, • pożegnanie zimy i topienie marzanny, • powrót do lokalu, • konkursy dla dzieci, • wspólne śpiewanie piosenek o tematyce wiosennej i nie tylko.

Na czas zabawy w lokalu będzie obowiązywał zakaz palenia.

WYKoNaWCY: Peter adamov – śpiew Juraj griglák – gitara basowa Peter reitl – perkusja Koncert odbędzie się 18 marca (poniedziałek) o godz. 20.00 w Bratysławie w klubie muzycznym HLaVa XXii (ul. Bazová 9). Wstęp – 3 euro, dla członków Klubu Polskiego (po okazaniu legitymacji członkowskiej) – 1 euro.

Bardzo prosimy uczestników, aby w miarę możliwości urozmaicili biesiadę swoimi wypiekami – mogą one być zarówno słodkie jak i słone.

Więcej informacji u Kasi Tulejko: 0903 455 664

Z PROGRAMU INST Y TUTU POLSKIEGO N A MARZEC 2013 Ë IGOR PRZYBYLSKI: BRATISLAVA - PRAHA Ë STANISŁAW DRZEWIECKI i SOSR 20 marca, godz. 19.00, Bratysława, 13 marca, godz. 18.00, Bratysława, Instytut Polski, Slovenský rozhlas, Mýtna Nám. SNP 27 • Wystawa obrazów, filmów Polski pianista zagra wspólny i fotografii, inspirowana pociągami i dworcami, koncert z Orkiestrą Symfoniczną położonymi przy magistrali kolejowej BratysławaSłowackiego Radia pod dyrekcją Praga. Wystawa będzie prezentowana Mirka Krajčigo. Wykona m.in. do 26 kwietnia. Rapsodię Sergeja Rachmaninowa Ë KONCERT STANISŁAWA I JEKATERYNY na fortepian i orkiestrę. Więcej DRZEWIECKICH • 18 marca, godz. 18.00, informacji: www.sosr.sk. Bratysława, Instytut Polski, Nám. SNP 27 Ten utalentowany młody polski pianista, mający Ë KONCERTY TRIA BOKUNNOUZOVSKÝ-ŠTRAUCH za sobą setki koncertów na całym świecie, zagra 22 marca, godz. 19.00, Bratysława, m.in. utwory W. A. Mozarta, R. Schumanna, Instytut Polski, Nám. SNP 27 F. Liszta, F. Chopina, J. I. Paderewskiego, 23 marca, godz. 18.00, Levoča, C. Debussygo, A. Ginastera, A. Dworzaka Kongres. sála Mestského divadla, i J. Brahmsa Nám. Majstra Pavla 54 Ë GALÉRIA HUDBY: W. WALECZEK A W. PRONIEWICZ Koncerty muzyki klasycznej 20 marca, godz. 18.00, Nitra, Koncertná sála w wykonaniu międzynarodowego Župného domu, Župné nám.3 • Koncert pianisty tria w składzie: Jan Jakub Bokun Wojciecha Waleczka i skrzypka Wojciecha (klarnet, Polska), Petr Nouzovský Proniewicza w ramach cyklu koncertów (wiolonczela, Czechy) i Filip kameralnych, organizowanych przez Galerię Štrauch (fortepian, Słowacja) w ramach trasy koncertowej Nitrzańską. W programie utwory po Polsce, Czechach i Słowacji W. Lutosławskiego, K. Szymanowski i F. Liszta MARZEC 2013

Ë FEBIOFEST 2013 XX Międzynarodowy Przegląd Filmu, Telewizji i Wideo odbędzie się w Bratysławie w terminie od 15 - 21 marca 2013 • Kino lumière, Kino Mladosť, Artkino za zrkadlom, A4 – priestor súčasnej kultúry, FK 35 mm VŠMU • W ramach festiwalu, w cyklu Najnowsza Kinematografia Polska zostanie zaprezentowany wybór filmów polskich: 80 milionów (80 miliónov), 2011, reż. Waldemar Krzystek – projekcja z udziałem odtwórcy gł. roli Krzysztofa Czeczota Obława (Razia), 2012, reż. Marcin Krzyształowicz Jesteś Bogiem (Si bohom), 2012, reż. Leszek Dawid – projekcja z udziałem reżysera Róża (Ruža), 2011, reż. Wojciech Smarzowski Różyczka (Ružienka), 2010, reż. Jan Kidawa-Błoński Wymyk (Odvaha), 2011, reż. Greg Zgliński Młyn i krzyż (Mlyn a kríž), 2010, reż. Lech Majewski – projekcja z udziałem reżysera Pokłosie (Dozvuky), 2012, reż. Władysław Pasikowski Dokładne terminy i miejsca prezentacji zostaną podane na początku marca w programie Febiofestu na web stronach www.febiofest.sk oraz www.polinst.sk 29


rodziłam sie w Związku Radzieckim i przeżyłam w nim połowę mojego życia. Pochodzę z Syberii, która swą ogromną przestrzenią oddziela Zachód od Wschodu stąd jednakowo daleko jest i do Moskwy, i do Waszyngto nu.

U

Odkąd sięgam pamięcią, bardzo lubiłam tańczyć. Tańczyłam w domu dla rodziny, potem w dziecięcym zespole. Jakby czytając w moich marzeniach, otworzono w naszym mieście szkołę baletową, zapraszając do pierwszej klasy akurat mój rocznik. Miałam szczęście! Urodziłam się w prawdziwie wolnym, jedynym takim na całym świecie państwie, gdzie nie było miejsca na przemoc czy przymusowe prace. Żyliśmy  dla pięknej przyszłości, dla idei komunizmu. Przynajmniej wtedy w to wierzyłam. A na dodatek miałam możliwość uczęszczania do szkoły baletowej! Kiedy dwa lata później w naszym mieście otwarto Teatr Opery i Baletu, byłam przeszczęśliwa, bowiem i my – uczniowie mogliśmy występować w spektaklach. Cóż to były za wieczory dla żyjącej marzeniami nastolatki! Z realnego świata po podniesieniu się kurtyny teatralnej wstępowałam w świat bajki i magii. Wtedy jeszcze nie wiedziałam o istnieniu innej kurtyny, tej „żelaznej”, znałam jedynie tę, oddzielającą mnie od widowni. Cała prawdę i przerażającą rzeczywistość odkryłam później. W tamtych czasach jeszcze nie wiedziałam, kim byli moi dziadkowie i dlaczego milczeli o swojej historii... Z obserwacji, z niedomówień i późniejszych relacji dowiedziałam się w końcu, kim jestem. Moi dziadkowie i ojciec byli polskimi zesłańcami, wywiezionymi w latach 40. z rodzinnej wsi pod Grodnem, podobnie jak tysiące innych ludzi z Estonii, Finlandii, Litwy. W szkołach spotykałam rówieśników, któ30

rzy jakby wstydzili się mówić o przeszłości. Oni się po prostu bali, tak jak ja. Ale ja byłam ciekawa. Później dowiedziałam się, że mój ojciec w latach 1941- 1942, mając zaledwie osiem lat, pracował w zakładach obronnych. A ja przez długie lata żyłam w przeświadczeniu, że w Związku Radzieckim jest sprawiedliwość, że nikt nikogo do niczego nie zmusza, że dzieci nie muszą pracować, tak jak to ma miejsce w okropnej Ameryce! Kiedy zaczęłam rozumieć, że to, co dzieje się w moim kraju, jest farsą? Wszyscy dookoła udawali! Udawali, że wierzą w komunizm, udawali, że są wolni i szczęśliwi. Urodziłam się, uczyłam, studiowałam, pracowałam w komunizmie, wówczas też urodziły się moje starsze dzieci. Za nas decydowali inni, byliśmy malutkimi elementami ogromnej maszyny, nazywającej się Związek Radziecki. Ale zawsze chciałam zobaczyć, choćby przez dziurkę od klucza, ten nieznany „wolny” świat, który widziałam tylko w kinie. W dostępnych amerykańskich filmach żyli kolorowi ludzie, naturalni, rozluźnieni, uśmiechnięci, nie pod dyktando partii komunistycznej. Dostrzegłam, że mój świat jest szary, że cały czas muszę coś komuś udowadniać, żyć w zgodzie z celami i kierunkiem partii. A jeśli nie, to zostanę zepchnięta z jasnej, wspólnej drogi szczęścia. Główny aspekt wychowania radzieckiego prześladuje mnie do dziś.

ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

Świat zza kurtyny

Wreszcie Związek Radziecki przestał istnieć. Jak tu opowiedzieć o nagłej i radykalnej zmianie życia? Nas przygotowano na realizację innego scenariusza, życie według innych reguł. Miałam kompleksy i nie wierzyłam w swoje siły. Jak żyć, jak wyżyć na Syberii, kraju zimnym, nieprzyjaznym, ale jednak moim? Nadeszła nie tylko wolność, ale i lawina informacji o stalinowskich represjach, prawda o zbrodniach reżymu radzieckiego. Ogarnęła nas pustka, straciliśmy nadzieję i perspektywy. Może trudno zrozumieć, ale nadal niełatwo mi o tym pisać, co myślę o losie moich dziadków w Rosji. Oczywiście, obecne władze mówią o demokracji, o wolności słowa, ale kto nie żył w Rosji, ten mnie nie zrozumie. Nie zniknął do końca strach przed tym, że tamto powróci, że słowa prawdy przyniosą nową tragedię społeczeństwu. Nasza rosyjska wolność jest jak swego rodzaju zabawa na razie pozwalają nam się bawić, ale jak długo ta zabawa będzie trwać, tego nikt nie wie. Jutro bowiem znów wszystko może się zmienić, bo życie ludzkie nie jest tu wiele warte. Na szczęście dzięki skrywanej latami tęsknocie i ciekawości Polski odnalazłam swój własny cel. Przy Polskim Stowarzyszeniu w moim syberyjskim mieście założyłam polski zespół taneczny, ukończyłam kursy choreograficzne w Rzeszowie i zaczęłam organizować polskie imprezy. Oczywiście nie sama, gdyż znalazło się więcej ludzi, chcących odzyskać polską tożsamość, szukających swoich korzeni. Zrozumiałam, że mimo rosyjskiego paszportu mogę być Polką. Przez pamięć o dziadkach i ojcu nauczyłam się języka polskiego. Dogoniłam polskość nie tylko dzięki wizytom u mieszkających teraz już w Krakowie córek, ale dzięki temu, że wraz z zespołem jeżdżę do Polski na festiwale i konkursy folklorystyczne. Żelaznej kurtyny już nie ma, ale wraz z moimi podopiecznymi – dziećmi, tańczącymi w zespole ludowym, nadal odczuwam ten przyjemny dreszczyk emocji, kiedy prawdziwa kurtyna idzie w górę, a my przenosimy się w bajkowy, magiczny świat. Polski świat. JULIA SKIDAN, Krasnojarsk, Rosja MONITOR POLONIJNY


Palma wielkanocna kończył się karnawał i zaczął Wielki Post. Jest to czas przygotowania się do Wielkanocy, świąt bardzo radosnych, najważniejszych dla chrześcijan! Tydzień przed Wielkanocą jest jeszcze Niedziela Palmowa, w związku z którą chciałabym Wam zaproponować wykonanie palmy wielkanocnej. Palma wielkanocna, którą w naszej tradycji zastępuje gałązka wierzbowa, to symbol Niedzieli Palmowej, obchodzonej na pamiątkę wjazdu Jezusa do Jerozolimy. Zwyczaj święcenia palm znany jest w Polsce od średniowiecza. Palmy wielkanocne przygotowuje się u nas z gałązek wierzby, symbolizujących zmartwychwstanie i nieśmiertelność duszy. Kiedyś palmy robiono też z gałązek malin i porzeczek, które ścinano w Środę Popielcową i przechowywano w naczyniu z wodą, aby na Niedzielę Palmową puściły pąki. W trzpień palmy wplatano również bukszpan, barwinek, borówkę, cis, widłak.

S

A w jaki sposób przygotowujemy palmę dziś? Na to pytanie odpowiedziała nam siostra Martyna, nauczycielka religii w Szkolnym Punkcie Konsultacyjnym przy Ambasadzie RP w Bratysławie.

MATERIAŁY * gałązki bazi (nazywamy

je też kotkami), * suche kwiaty, * suche trawy (można je

wcześniej ufarbować), * wstążki, * bibuła.

WYKONANIE • wybieramy bazie,

Jest to oczywiście sposób na przygotowanie wersji podstawowej palmy, z przygotowaniem której poradzą sobie nawet młodsze dzieci. Ale uwaga! Palmy zanosimy do kościoła w Niedzielę Palmową, a więc jeszcze w Wielkim Poście! W związku z tym nie przyozdabiamy jej symbolami wielkanocnymi: jajkami, barankami ani kurczaczkami!!! Jeśli chcecie razem z nami przygotować nie tylko palmy wielkanocne, ale i inne ozdoby wielkanocne oraz kartki świąteczne, to zapraszamy do nas, do szkoły polskiej w Bratysławie, gdzie siostra Martyna poprowadzi warsztaty wielkanocne! Zainteresowanych prosimy o zgłaszanie się pod adresem: monikact@poczta.fm. A wszystkim przyjaciołom, czytelnikom i redaktorom „Monitora Polonijnego” już teraz życzymy wesołych, rodzinnych, błogosławionych Świąt Wielkanocnych i mokrego dyngusa!!! M.H. SPK W BRATYSŁAWIE

starając się, aby gałązki były różnej długości. • układamy je w mały bukiet i dodajemy kwiaty oraz kolorowe trawy. • łodyżki owijamy wstążkami lub bibułą

Zachęcamy do odwiedzenia strony internetowej www.polonia.sk, na której opublikowany został wywiad z Grzegorzem Nowackim, konsulem RP w RS, pt. „Dyplomata - zawód czy powołanie?“. Wywiad ten przeprowadził Bartłomiej Wojciech Maciąg, uczeń Szkolnego Punktu Konsultacyjnego w Bratysławie. MARZEC 2013

31


No i mamy wiosnę… A ponieważ zieleń dopiero budzi się do życia, musimy jej trochę pomóc, czarując wokół na zielono. Dziś więc przepis na coś nie tylko – jak zawsze – pysznego, ale przede wszystkim zielonego.

Na noworocznym spotkaniu Klubu Polskiego pani Grażyna Russocka z Bratysławy uraczyła wszystkich niezwykłą tartą ze szpinakiem. Potrawa była tak smaczna, że przepis na nią po prostu musiał się znaleźć w „Piekarniku”.

Składniki: • 1 opakowanie ciasta francuskiego • 250 g (mrożonego lub świeżego) • 2 opakowania mrożonego siekanego szpinaku (razem około 1 kg)

tłustego sera feta • 2 jajka • 50 g masła

• 3 duże ząbki czosnku • starty parmezan do posypania z wierzchu

ZDJECIE: GRAŻYNA RUSSOCKA

Tarta ze szpinakiem

Sposób przyrządzania Ciasto francuskie rozmrozić. Na patelni roztopić masło, dodać szpinak i powoli smażyć aż wyparuje prawie cała woda (im szpinak będzie bardziej suchy, tym lepiej). Następnie dodać posiekany czosnek i podsmażać jeszcze chwilę. Wystudzić. Gdy szpinak ostygnie, dodać do niego

rozdrobnioną fetę i jajka, całość dokładnie wymieszać. Rozgrzać piekarnik do 210 stopni. Obłożyć ciastem wybraną foremkę, dno lekko smarując olejem. Ciasto można ponakłuwać widelcem, wtedy równomierniej się przypiecze. Samo ciasto piec około 15 minut, następnie je wyjąć, wyłożyć na nie farsz i na powrót wstawić

do piekarnika na około 20-30 minut (w tej samej temperaturze). Pilnować, by boki nie przypiekły się zbyt mocno. Pod koniec pieczenia posypać parmezanem. Do masy szpinakowej jeszcze przed upieczeniem można dodać 300 ml słodkiej śmietanki i trochę startej gałki muszkatołowej, co w połączeniu ze słoną fetą daje równie smakowity efekt.

Już od samego czytania przepisu cieknie ślinka, składniki emanują zdrowiem… A skoro przed nami zielony czwartek, to może nie poprzestać na czytaniu i ruszyć do sklepu po szpinak? Domownicy i goście będą zachwyceni, a wy swoim dziełem zachęcicie wiosnę do szturmu. AGATA BEDNARCZYK

Monitor Polonijny 2013/03  
Monitor Polonijny 2013/03  
Advertisement