Page 1

Wiosną

brzuchy niech

nie rosną str. 4

Iveta Radičová: „Demokracja na Słowacji to młoda, osiemnastoletnia panienka“

str. 6

str. 2


olejne posiedzenie Rady Klubu Polskiego odbyło się 11 lutego 2012 r. w siedzibie regionalnego oddziału klubu w Dubnicy nad Wagiem. Głównym tematem spotkania były plany organizacji na 2012 rok. Omówione zostały projekty kulturalne, przygotowane do złożenia w Kancelarii Rady Ministrów Republiki Słowackiej, która rozdziela dotacje na tego typu przedsięwzięcia. W większości klubów regionalnych zaplanowa-

K

no podobne imprezy jak w roku poprzednim. Klub w Trenczynie planuje zmianę terminu najwię-

kszej imprezy kulturalnej trenczyńskiej Polonii, odbywającej się pod hasłem „Przyjaźń bez granic“ – z czerwca na wrzesień. Jeśli przygotowane przez działaczy polonijnych projekty zyskają aprobatę wśród decydentów przyznających dotacje, będą przygotowane również imprezy kulturalne nowe, o czym z pewnością zostaną poinformowani czytelnicy „Monitora“. Podczas posiedzenia Rady ustalono ponadto wstępną datę Kongresu Klubu Polskiego, który ma się odbyć w czerwcu. red. ZDJĘCIA: MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

Szanowni Państwo

Czytelnicy „Monitora Polonijnego“, Członkowie i Przyjaciele Klubu Polskiego na Słowacji!

Klub Polski został zarejestrowany na rok 2012 jako organizacja, mogąca przyjmować dotacje 2 % z podatków za rok 2011 od osób fizycznych i prawnych. Działalność klubowa jest widoczna nie tylko dzięki wsparciu organizacji rządowych Słowacji i Polski, ale głównie dzięki wielkiemu zaangażowaniu działaczy i członków Klubu na terenie całej Słowacji. Przekazanie 2% z podatków na rzecz Klubu Polskiego pomoże w realizacji jego działań. Jak to zrobić? Osoby zatrudnione na podstawie umowy o pracę muszą w swoim (właściwym dla miejsca zamieszkania) Urzędzie Skarbowym przedłożyć potwierdzenie od pracodawcy o zapłaceniu podatku wraz z oświadczeniem o przekazaniu jego 2%. Wzory druków znajdują się na stronie internetowej www.rozhodni.sk. Zaś firmy i osoby prowadzące działalność gospodarczą w końcowej części zeznania podatkowego za rok 2011 wpisują tylko nazwę, IČO i adres naszej organizacji – szczegóły na wspomnianej stronie www.rozhodni.sk Informacja dla urzędu o odbiorcy 2% Państwa podatku to pełna nazwa, IČO i adres, czyli: Poľský klub - spolok Poliakov a ich priateľov

na Slovensku, IČO 30807620, Nám. SNP 27, 814 99 Bratislava. Informacje o zarejestrowanych na rok 2012 organizacjach (w tym o Klubie Polskim) znajdują się na ww. stronie internetowej www.rozhodni.sk. Mamy nadzieję, że wykorzystają Państwa tę możliwość wsparcia Klubu, która właściwie nic nie kosztuje poza odrobiną czasu, poświęconego na wypełnienie formularzy. Przy okazji pragnę podziękować osobom, które na rzecz Klubu Polskiego przekazały środki finansowe ze swoich podatków za rok 2010. Ich darowizna pomogła zarówno w realizacji działalności programowej, jak i w częściowym pokryciu nieodzownych wydatków administracyjnych naszej organizacji. Zapraszam również do prenumeraty naszego czasopisma „Monitor Polonijny”, które jest nie tylko komentatorem naszej działalności, ale i specyficznym łącznikiem między jego czytelnikami a Polską. Z uszanowaniem i pozdrowieniami

2%

2

Marek Sobek Prezes Klubu Polskiego na Słowacji MONITOR POLONIJNY


Od redakcji „Kiedy byłem mały i przyjeżdżałem do mojej babci na wakacje, marzyłem o tym, by cała szklanka ubitego białka z cukrem i porzeczkami, które babcia serwowała wszystkim wnukom, była tylko dla mnie“ – opowiadał pewien mój znajomy. Oczyma wyobraźni zobaczyłam małe dzieci, które czekały na łyżeczkę słodkiego przysmaku i po zjedzeniu jednej porcji szybko ustawiały się ponownie w kolejce z nadzieją, że dostaną kolejną. Dziś ów znajomy bez problemu może zrealizować swoje marzenia. Być może czasami zjada na kolację słodką pianę, ale przecież w obecnych czasach na rynku jest taki wybór słodyczy, że nie musi ograniczać się do tego specjału. Bo choć smak z dzieciństwa pozostał, to marzenia się spełniają! Niedawno zastanawiałam się, jak to było z Polonią na Słowacji (w Czechosłowacji), która przecież może tworzyć własne organizacje stosunkowo od niedawna. Być może w czasach głębokiego socjalizmu marzyła ona chociażby o jakiejś namiastce polskości na Słowacji. Dziś wszystko jest możliwe! Polonia ma swoje organizacje, od siedemnastu lat co miesiąc ukazuje się „Monitor Polonijny“. Do Polski można jeździć, kiedy się chce, bez zaproszeń, a w niektórych słowackich sklepach można nawet kupić niektóre polskie produkty. Potrafimy cenić, co mamy? Czasami wydaje się, że na twarzach naszych rodaków maluje się znużenie, znudzenie, czy wręcz lekceważenie tego, co zostało już wybudowane. Pamiętają Państwo jeszcze smak ubitych białek z cukrem? Jak zmieniła się oferta kulturalna Klubu Polskiego, można zobaczyć, zaglądając do rubryki „Z naszego podwórka“. To już nie tylko „białka z cukrem“! Z czasem zmienił się też „Monitor“, który nabrał kolorów (tak, tak, kiedyś przecież wychodził w wersji czarno-białej) i przytył! A na łamach tego numeru znajdą Państwo mnóstwo ciekawych artykułów, począwszy od wywiadu ze słowacką premier Ivetą Radičovą, poprzez artykuły turystyczne, językowe, kulinarne, przedstawiające ciekawych Polaków, polskie wydarzenia zarówno kulturalne, jak i sportowe, historię Słowacji, a kończąc na rubryce dla dzieci. To nie bicie piany, ale wyszukane smaki dla polonijnego podniebienia! Zachęcam więc do lektury marcowego numeru.

Wiosną brzuchy niech nie rosną 4 Z KRAJU 4 WYWIAD MIESIĄCA Iveta Radičová: „Demokracja na Słowacji to młoda, osiemnastoletnia panienka“ 6 Z NASZEGO PODWÓRKA 9 SŁOWACKIE PEREŁKI Słowackie morze 14 POLONIJNE SPOTKANIA ZA OCEANEM Górale z Orawy w Kolorado 15 WAŻKIE WYDARZENIA W DZIEJACH SŁOWACJI Przebudzenie narodowe Słowaków 16 CZUŁYM UCHEM Wielkie (zawiedzione) nadzieje 17 ZWIERZENIA PODNIEBIENIA Po drugiej stronie lustra: River Park Hotel Kempinski Bratislava 18 Pożegnanie Poetki 19 KINO-OKO Czekając na Oscara. Polscy zdobywcy najważniejszych nagród przemysłu filmowego 20 TO WARTO WIEDZIEĆ Klub Poszukiwaczy Sprzeczności. W 50. rocznicę jego powstania 20 BLIŻEJ POLSKIEJ KSIĄŻKI Paszporty „Polityki” 2011 22 Feliks Gwiżdż i Słowacy 24 OKIENKO JĘZYKOWE O ACTA inaczej 25 SPORT!? Nowa szansa 26 Euro 2012 – ostatnia prosta 27 POLAK POTRAFI Jan Szczepanik – genialny wynalazca i wizjoner (część druga) 28 OGŁOSZENIA 28 ROZSIANI PO ŚWIECIE Kazachstan – kraj ludzi wolnych 30 MIĘDZY NAMI DZIECIAKAMI Salut! Właśnie przybyliśmy do Francji 31 PIEKARNIK Kapuściana niespodzianka 32

V Y D Á VA P O Ľ S K Ý K L U B – S P O LO K P O L I A KOV A I C H P R I AT E Ľ OV N A S LOV E N S K U Š É F R E D A K T O R K A : M a ł g o r z a t a W o j c i e s z y ń s ka • R E D A KC I A : A g a t a B e d n a r c z y k , A g n i e s z ka D r ze w i e c ka , I n g r i d M a j e r í ko v á , D a n u t a M ey z a - M a r u š i a ko v á , K a t a r z y n a P i e n i ą d z , L i n d a R á b e ko v á KO R E Š P O N D E N T I : KO Š I C E – Ur szula Zomer ska-Szabados • T R E N Č Í N – Aleksandr a Krcheň J A Z Y KO V Á Ú P R AVA V P O Ľ Š T I N E : M a r i a M a g d a l e n a N o w a ko w s ka , M a ł g o r z a t a W o j c i e s z y ń s ka G R A F I C K Á Ú P R AVA : S t a n o C a r d u e l i s S t e h l i k • A D R E S A : N á m . S N P 27 , 814 4 9 B r a t i s l a v a • KO R E Š P O N D E N Č N Á A D R E S A : M a ł g o r z a t a W o j c i e s z y ń s ka , 9 3 0 41 K v e to s l a v o v, Te l . / F a x : 0 31 / 5 6 0 2 8 91, m o n i to r p o l o n i j ny @ g m a i l . c o m P R E D P L AT N É : R o č n é p r e d p l a t n é 12 e u r o n a ko n to Ta t r a b a n ka č . ú . : 2 6 6 6 0 4 0 0 5 9 / 110 0 R E G I S T R A Č N É Č Í S L O : 119 3 / 9 5 • E V I D E N Č N É Č Í S L O : E V 5 4 2 / 0 8 Realizované s Finančnou podporou Úradu vlády Slovenskej Republiky

www.polonia.sk MARZEC 2012

3


Wiosną brzuchy niech nie rosną raz z końcem zimy zrzucamy z siebie ciepłe okrycia i od razu czujemy się lżej. Ale to wrażenie szybko mija, gdy wyciągamy z szaf wiosenne ubrania. Okazuje się wówczas, że albo szafy mają właściwości kurczące, albo to my – niestety – przytyliśmy i to nie wiadomo kiedy!

W

Gazety i programy telewizyjne zachęcają do wiosennego odchudzania, oczyszczania organizmu i ćwiczeń, ale nam trudno zmobilizować się do czegokolwiek. Tymczasem szczupła figura powinna być obowiązkowym celem każdego myślącego człowieka. Nie mam na myśli rozmiaru modelek i modelów, ale zwyczajny, normalny wygląd, mieszczący się w normach wzrostu i wagi. Dlaczego? Bo funkcjonując w coraz bardziej zanie-

czyszczonym świecie, musimy nauczyć się dbać o siebie nie dla jakiejś fanaberii, ale z szacunku do własnego życia. Lekarze i naukowcy każdego roku odkrywają kolejną zależność pomiędzy tym, co jemy, a tym, na co chorujemy i umieramy. Szkoda, że tak mało nas to obchodzi. A tymczasem warto byłoby podpatrzeć, jak modny staje się na świecie zdrowy styl życia. Gwiazdy filmu i muzyki otwarcie opowiadają nie tylko o swoich dietach, ale również o tym, że segregują śmieci, oszczędzają wodę i prąd, a kosmetyków używają jedynie naturalnych. Znani

w Tokio, Polska podpisała umowę ACTA wraz z innymi 22 państwami unijnymi. O wstrzymaniu jej ratyfikacji zdecydowały rządy Polski, Czech i Łotwy. Kolejne państwa tę możliwość rozważają.

PREMIER DONALD TUSK opowiedział się 17 lutego przeciwko ACTA. „Nasze stanowisko ws. ACTA było nieprzemyślane, nie miałem racji“ – stwierdził. Równocześnie wysłał do największej partii w Parlamencie Europejskim, czyli Europejskiej Partii Ludowej, list z propozycją odrzucenia ACTA w PE. Zaproponował też przeprowadzenie debaty publicznej w tej sprawie. ACTA (Anti-Counterfeiting Trade Agreement) to umowa handlowa, z założenia mająca na celu ochronę własności intelektualnej, głównie w międzynarodowych stosunkach handlowych. Pojęcie własności intelektualnej, dotyczą także Internetu, nie jest do końca sprecyzowane. Wcześniej, 26 stycznia 4

PREZYDENT KOMOROWSKI podpisał 1 lutego dokument o powołaniu płk. Jerzego Artymiaka na stanowisko naczelnego prokuratora wojskowego. Zastąpi on dotychczasowego szefa NPW gen. Krzysztofa Parulskiego. Kwestie związane ze zmianą na stanowisku szefa NPW pojawiły się po wydarzeniach 9 stycznia w Poznaniu, gdy w przerwie konferencji prasowej postrzelił się prokurator wojskowy płk Mikołaj Przybył, który zapewniał, że nie złamał prawa, nadzorując śledztwo w sprawie przecieków ze śledztwa smoleńskiego. Był też przeciwny planom likwidacji prokuratury wojskowej. Tego samego dnia, również na konferencji prasowej, Parulski uznał za niestosowne zlecenie przez prokura-

mistrzowie kuchni uczą sztuki kulinarnej początkujących kucharzy, pokazując, że istotą dobrego jedzenia jest świeży produkt z dobrego źródła i minimalna jego obróbka. Wzięto pod lupę nawet odżywianie naszych pociech – coraz więcej mówi się o potrzebie zmiany nawyków żywieniowych dzieci, o tym, że szkolne stołówki i sklepiki muszą odważniej promować żywność dobrej jakości, a ze sztucznych produktów zrezygnować raz na zawsze. Gdy w latach dziewięćdziesiątych zachwycaliśmy się różowiutką szynką z Zachodu, bajecznie kolorowymi

tora generalnego analizy działań prokuratury wojskowej w sprawie przecieków ze śledztwa smoleńskiego. EDMUND KLICH został 9 lutego odwołany ze stanowiska szefa Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych. Odwołał go minister transportu Sławomir Nowak, uwzględniając wniosek tejże Komisji. „Odwołano człowieka, który odpowiadał za działania niezgodne z polskim interesem ws. tragedii smoleńskiej. Przyczynił się do tego, iż uniemożliwiono badanie najważniejszych dowodów, dotyczących tego dramatu, np. wraku samolotu. Z tego punktu widzenia ta decyzja jest słuszna“ – stwierdził poseł PiS Antoni Macierewicz. Pracami Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych, decyzją Nowaka, pokieruje na razie jej sekretarz Agata Kaczyńska. WICESZEF BOR gen. Paweł Bielawny przybył 9 lutego do Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga,

gdzie został przesłuchany w charakterze podejrzanego w śledztwie dotyczącym m.in. organizacji tragicznego lotu prezydenta Lecha Kaczyńskiego do Smoleńska. W dniu 30 stycznia prokuratura ujawniła 20 najistotniejszych uchybień BOR, wskazanych przez biegłych, oceniających działania funkcjonariuszy. Według dwóch ekspertów uchybienia te wpłynęły na obniżenie bezpieczeństwa osób chronionych. CAŁĄ POLSKĘ poruszyła sprawa Madzi W. Sześciomiesięczne dziecko zniknęło 24 stycznia. Jej matka Katarzyna W. przekazała policjantom, że dziecko zostało porwane z wózka przez tajemniczego mężczyznę. W rozmowie z Krzysztofem Rutkowskim, 3 lutego, przyznała jednak, że dziecko nie żyje. Powiedziała, iż Madzia wypadła jej z ręki i uderzyła głową w próg, w wyniku czego poniosła śmierć. Martwe już dziecko kobieta wsadziła do wózka i starała się ukryć jego zwłoki w takim miejsMONITOR POLONIJNY


słodyczami i cudownie miękkimi serkami topionymi, nawet przez myśl nam nie przeszło, że kilkanaście lat później będziemy szukać pokrzywionej marchewki, szyneczki wyprodukowanej z mięsa, a nie z wody, zaś miejsce pochodzenia produktów spożywczych stanie się punktem narodowego honoru. Kto by pomyślał, że prawdziwy pomidor stanie się droższy od wyhodowanego sztucznie! Że kurze jajko będzie miało certyfikat jakości naturalnej, czyli pochodziło od szczęśliwej kury z po-

cu, by nie zostały znalezione. Ciało maleńkiej Madzi znaleziono 3 lutego wieczorem w Sosnowcu. Następnego dnia jej matka usłyszała zarzut nieumyślnego spowodowania śmierci dziewczynki. Katarzyna W. przyznała się do winy. Badanie psychiatryczne wykazało, że w dniu śmierci córki była poczytalna. Sąd najpierw przychylił się do wniosku śledczych o tymczasowy areszt kobiety, ale wkrótce potem zwolnił ją z aresztu. W POŁOWIE LUTEGO Polskę sparaliżowała zima i śnieżyce. W okolicach Stargardu Szczecińskiego, Chociwla i Cedyni ok. tysiąca gospodarstw domowych zostało pozbawionych prądu. Przyczyną był silny wiatr, który pozrywał linie energetyczne. Zamknięta została przeprawa promowa w centrum Świnoujścia. Na podszczecińskie jezioro Dąbie wysłano lodołamacze. Wzrost poziomu wody w rejonie Szczecina spowodowany był cofką. Obfite opady śniegu dały LUTY 2012

dwórka, lub symbol hodowli bez słońca i w ścisku, pochodzące od kury nieszczęśliwej. Żeby być szczupłym i zdrowym, trzeba jeść z głową. Nie na darmo co chwila kolejna dieta staje się tą najmodniejszą i najskuteczniejszą. W Polsce przez ostatnie lata wszyscy odchudzali się według zaleceń doktora Dukana. Mężczyźni szybko zrzucali brzuszki, by po czasie znów je odzyskać, kobiety, z reguły bardziej wytrwałe, nauczyły się korzystać z coraz to nowszych sposobów na odzyskanie szczupłej sylwetki – reklamowanych cudownych suplementów diety nie sposób nawet wyliczyć, a rozmaite urządzenia i przyrządy do ćwiczeń zapełniłyby po dach niejeden dom. Pamiętajmy jednak, że reklamowanie odchudzania ma swoje plusy, bowiem uświadamia wszystkim wagę problemu i – mam nadzieję – przyczyni się do zdrowej rewolucji, podobnie jak stało się to w przypadku palenia, a raczej niepalenia tytoniu.

się we znaki mieszkańcom Żywiecczyzny na południu województwa śląskiego. Tamtejszy starosta Andrzej Zieliński 17 lutego zawiesił zajęcia w miejscowych szkołach ponadgimnazjalnych. W wielu gminach zamknięto też szkoły podstawowe. Zima sparaliżowała także Warszawę, gdzie w ciągu jednego dnia policja odnotowała sto kolizji. W BIESZCZADZKICH STUPOSIANACH po raz kolejny tej zimy zanotowano jedne z najniższych temperatur. Na początku lutego przez kilka dni było tam minus 30-34 stopnie mrozu. Rekord w tej miejscowości to jednak 37 stopni poniżej, odnotowane 28 grudnia 1996 roku. Konsekwencja długotrwałych mrozów to tragiczny bilans ofiar. Z powodu wychłodzenia tylko w lutym zmarło przynajmniej 70 osób. MSW i policja apelowały, aby nie być obojętnym na los tych, którzy podczas mrozów nie mają się gdzie schronić i potrzebują pomocy. Prosiły też o zwrócenie uwagi

Zadbajcie o siebie na wiosnę! Jedząc rozsądniej, ruszając się, zrobicie sobie największy i najlepszy prezent. Dopilnujcie też waszych bliskich – zdrowy obiad, ugotowany w domu, a potem wspólny długi spacer zdziałają więcej, niż możecie sobie wyobrazić. Choroby cywilizacyjne – otyłość, cukrzyca, nowotwory, wysokie ciśnienie – mają swoje źródło w stylu życia, Nie zarazicie się nimi od nikogo, ale lekceważąc zalecenia dietetyków, z całą pewnością zaserwujecie je sobie sami. Wtedy jednak może być już za późno. AGATA BEDNARCZYK

na osoby starsze, mogące mieć problemy z ogrzewaniem swoich mieszkań czy domów. Na początku lutego z powodu niskich temperatur zawieszono lekcje w prawie 40 szkołach Pomorza Zachodniego. W TATRACH 10 lutego znaleziono przemarzniętego mężczyznę o nieustalonej tożsamości. Mężczyzna mieszkał w szałasie pasterskim w rejonie Doliny Olczyskiej. Do szpitala w Zakopanem przewieziono go z powodu licznych odmrożeń. Dzięki pomocy społeczeństwa ustalono, że wcześniej mężczyzna służył w jednostce specjalnej wojska i brał udział w misjach wojskowych w Iraku. WISŁAWA SZYMBORSKA – poetka, laureatka literackiej Nagrody Nobla, zmarła 1 lutego. Jak poinformował jej osobisty sekretarz Michał Rusinek, poetka zmarła we śnie. Miała 89 lat. Szymborska urodziła się 2 lipca 1923 roku. Zadebiutowała w marcu ro-

ku 1945 wierszem „Szukam słowa“ w dodatku do „Dziennika Polskiego“. Jej pierwszy opublikowany tomik to „Dlatego żyjemy“ (1952). Pogrzeb poetki odbył się 9 lutego. Zgodnie z jej wolą został pochowana w grobowcu rodzinnym na cmentarzu Rakowickim w Krakowie, a ceremonia miała świecki charakter. W uroczystości udział wzięli m.in. prezydent Bronisław Komorowski, marszałek Sejmu Ewa Kopacz i premier Donald Tusk. WŚRÓD WYRÓŻNIONYCH w tegorocznym konkursie World Press Photo są też Polacy. Tomasz Lazar zajął drugie miejsce w kategorii ludzie i wydarzenia, a Tomasz Gudzowaty trzecie w kategorii sport. World Press Photo to najbardziej prestiżowy międzynarodowy konkurs fotografii prasowej. Co roku po ogłoszeniu wyników wystawa zdjęć laureatów konkursu prezentowana jest w 40 państwach. ZUZANA KOHÚTKOVÁ 5


Iveta Radičová: „Demokracja na Słowacji to młoda, osiemnastoletnia panienka“ Półtora roku temu Adam Michnik (redaktor naczelny „Gazety Wyborczej” – przyp. od red.) powiedział, że Słowacja bardzo dojrzała, ponieważ wybrała na premiera kobietę. Jak dziś Pani ocenia dojrzałość słowackiej demokracji? Demokracja na Słowacji to młoda, osiemnastoletnia panienka. Czeka ją matura, czyli egzamin dojrzałości. Filary demokracji zaczęto budować na Słowacji po trudnym okresie mecziaryzmu. Podjęto wówczas kroki zmierzające do niezawisłego sądownictwa, niezawisłej prokuratury generalnej, wolności akademickiej, które są konieczne w procesie demokratyzacji. Budowę tych filarów trzeba dokończyć, by móc powiedzieć, że Słowacja swój egzamin dojrzałości zdała. Przed nami kolejne wyzwania: nominacja prokuratora generalnego, dokończenie reformy sądownictwa, programu antykorupcyjnego, który – według zagranicznych ocen – ma ponadstandardowy poziom w Europie. Tych wyzwań jest sporo, ale wszystkie są do zrealizowania. Wystarczy tak mało – tylko chęć polityczna. Ten sam Adam Michnik powiedział w grudniu, że zmieniła Pani wizerunek Słowacji za granicą, ale obawia się tego, by Słowacja nie wróciła tam, gdzie była kiedyś. Dokąd zmierza Słowacja? Demokratyzacja demokracji to zadanie, które stoi nie tylko przed słowacką społecznością, ale też przed większością krajów Europy i USA. Chodzi o zbudowanie silnych powiązań między etyką a polityką. Te przerwane więzi przybierają kształt kryzysu ekonomicznego i moralnego. Bez silnego filaru, którym jest społeczeństwo obywatelskie, bez polityków, dla których te wartości są priorytetami, trudno będzie dokończyć

przededniu wyborów parlamentarnych na Słowacji udało nam się porozmawiać z panią premier Ivetą Radičovą, która zapowiedziała, że po upadku kierowanego przez nią rządu, wycofuje się z polityki. Tematem rozmowy były przede wszystkim aktualne wydarzenia polityczne i społeczne, ale słowacka premier nie uciekła też przed pytaniem o jej polskie korzenie. Spotkanie było na tyle interesujące, że przekroczyło nawet ustalone ramy czasowe: półgodzinny wywiad przemienił się w trwającą prawie godzinę dyskusję. I choć dotyczyła ona zagadnień poważnych, to nie zabrakło w niej i żartów, choćby na temat blondynek.

W

budowę nośnych filarów państwowości i demokracji. Tak, znam tę wypowiedź pana Michnika i cenię ją sobie. Powiedział, że z peryferyjnego państwa Słowacja stała się równorzędnym partnerem. To ma duże znaczenie nie tylko na arenie międzynarodowej, ale wpływa również na sytuację wewnętrzną w kraju, na przykład jeśli chodzi o zaufanie inwestorów zagranicznych. Jak reagować na obawy, dokąd zmierza Słowacja? Nie chcę dziś odpowiadać na to pytanie, ponieważ jesteśmy przed wyborami. Postaram się zrobić wszystko, by obywatele mogli podejmować decyzje w sposób odpowiedzialny. Jak stabilne są filary demokracji na Słowacji? Ich budowa nie jest jeszcze skończona. Demokrację buduje się przez wieki. Wieki! Podczas osiemnastu lat trudno wybudować to, co gdzie indziej budowano sukcesywnie przez długie lata, zbierając doświadczenia. Po okresie mecziaryzmu rozpoczęliśmy proces decentralizacji. To też jeden z nośnych filarów. Dzięki wsparciu obywateli udało się to zrealizować i dziś mamy w samorządach trzydzieści procent starostów niezależnych, czyli takich, którzy nie by-

„Jak reagować na obawy, dokąd zmierza Słowacja? Nie chcę dziś odpowiadać na to pytanie, ponieważ jesteśmy przed wyborami.“ 6

li nominowani przez partie polityczne. Ten proces też wymaga dokończenia. Tu potrzebna jest świadomość obywateli, że mogą mieć bezpośredni wpływ na politykę. W wielu krajach ludzie protestują na ulicach miast, również na Słowacji. Jak Pani to ocenia? Tych protestów, które mają miejsce na Słowacji, nie potrafię opisać jednym zdaniem. To jest mieszanka różnych żądań, na przykład są to żądania zmiany ustroju, czyli porzucenia liberalnej demokracji i powrotu do komunizmu czy socjalizmu. Do tego dołączają się ekstremiści z neofaszystowskimi hasłami, kibice piłki nożnej, którzy nie są za czymś, ale są przeciw wszystkiemu. Część obywateli żąda rozwiązania problemów dotyczących korupcji. A do tego wszystkiego jeszcze dochodzi duża część ludzi niezadowolonych z sytuacji społecznej plus przeciwnicy ACTA. To szeroka skala, więc trudno te protesty opisać. Niezadowolenie przybiera na sile, niesie znamiona przemocy. Ponieważ zadaniem policji jest ochrona ludzi i majątku, więc takie przejawy przemocy nie mogą być tolerowane. Polacy protestowali przede wszystkim przeciw umowie ACTA, która może ograniczyć wolność internautów w sieci. Te manifestacje spowodowały, że premier Tusk zdecydował MONITOR POLONIJNY


„Jeśli idzie o ACTA – umowa ta grozi przekroczeniem granicy prywatności, prawdopodobnie w obronie praw autorskich, ale jest to złe rozwiązanie.“ w kwestii żarówek. Kiedyś zdecydowano, że w pokojach dziecięcych muszą być żarówki energooszczędne, ponieważ w mniejszym stopniu zagrażają zdrowiu dzieci. Ale czy wobec tego zamkniemy dzieci tylko w tym pokoju, bez prawa przebywania w pozostałych częściach mieszkania? Bzdura! Nie każda powstała w Brukseli dyrektywa ma znamiona rozumności. Przykład z żarówkami dowodzi absurdu i głupoty niektórych z nich. Jeśli idzie o ACTA – umowa ta grozi przekroczeniem granicy prywatności, prawdopodobnie w obronie praw autorskich, ale jest to złe rozwiązanie. Polska się pospieszyła, składając podpis pod ACTA, z czego premier Tusk się wycofuje. Wstrzemięźliwość Słowacji jest lepszym rozwiązaniem?

ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

o odrzuceniu umowy, którą wcześniej w imieniu naszego kraju podpisała polska ambasador w Tokio. Jak Słowacja ustosunkowuje się do tego zagadnienia? U nas proces ratyfikacji ACTA został zatrzymany, nie będziemy o tym dyskutować w rządzie. Ma odbyć się dyskusja publiczna. Myślę, że problem ma dwa aspekty: z jednej strony chodzi o ochronę praw autorskich, z drugiej o ingerencję w prywatność. Każdy autor ma prawo otrzymywania wynagrodzenia za swoją twórczość. Nikomu by się nie podobało, gdyby kupił sobie samochód, z którego korzystałby sąsiad. Ochrona praw autorskich jest bardzo ważna, ale rodzi się pytanie, w jaki sposób powinny być one chronione, by nie była to cenzura, ingerencja w prywatność. Gdyby celnicy chcieli przejrzeć mój iPad, nie podobałoby mi się to. Jakim prawem? Innymi słowy – zamiary są czasami dobre, ale sposób realizacji katastrofalny. I tak jest w tym przypadku. Porównam to do dyrektyw Unii Europejskiej

MARZEC 2012

Słowacja bywa wstrzemięźliwa, nie zgodziła się przecież też na pożyczkę dla Grecji (śmiech), i zawsze bierze pod uwagę konsekwencje. Na posiedzeniach rządu ustaliliśmy, że ministrowie na spotkaniach w Brukseli muszą oceniać dyrektywy w stadium ich powstawania, a nie wtedy, kiedy są one już zatwierdzone. Minister nie ma obowiązku zgadzać się z każdą dyrektywą. Kiedy byłam ministrem pracy, spraw socjalnych i rodziny wetowałam na forum europejskim kodeks pracy. Wtedy porozumiewaliśmy się z kolegami z Polski i Czech, a także i innymi wzrokowo. W kodeksie tym chodziło bowiem o zapisy, których nie byliśmy w stanie zrealizować. No i udało się. Trzeba być aktywnym, ale oceniać, jakie efekty przyniosą dane wytyczne. Wracając do przykładu z żarówkami – nie włączyliśmy tej dyrektywy do naszej legislatywy, ponieważ była nonsensowna. Ofiarą kryzysu w Unii Europejskiej i wspominanej przez Panią pożyczki dla Grecji, stała się właśnie Słowacja, bowiem upadł Pani rząd. Czy Unia będzie potrzebowała jeszcze wielu takich ofiar, by przetrwała? W ciągu osiemnastu miesięcy upadło dziewięć rządów. Paradoksalnie również takie, które odpowiedzialnie starały się rozwiązywać grzechy i błędy poprzedników. Na przykład w Słowenii premier starał się wprowadzić konieczne reformy, ale na skutek referendum, mu się to nie udało. Obywatele nie widzą konieczności wprowadzania reform, konsolidacji finansów publicznych, jeśli przez dziesięciolecia słuchali obietnic polityków, chcących uzyskać odpowiednie wyniki wyborcze. Nagle przychodzą rządy, które mówią: Stop! Już nie możemy pożyczać, a wręcz odwrotnie – pożyczone trzeba oddać. Odbiera Pani upadek swojego rządu jako ofiarę w imię wyższego celu? Z pewnością tak. Bez upadku tego rządu rozwiązanie niosące pomoc Grecji nie było możliwe. A opozycja wykorzystała tę sytuację do rozgrywek politycznych wewnątrz kraju.

7


Ta ofiara uratuje Unię Europejską? Kanclerz Merkel, prezydent Sarkozy i inni powiedzieli mi wprost, że gdyby nie ofiara Słowacji do żadnego kolejnego szczytu w Unii by nie doszło, bowiem nie byłoby o czym rozmawiać. Wierzy Pani, że Unia przetrwa? Unia powstała jako ochrona przed wojnami. Europa, zniszczona przez dwie wojny światowe i olbrzymi kryzys gospodarczy, szukała sposobu, jak zapobiec podobnym zagrożeniom. Dziś, według mnie, gdyby doszło do upadku tego projektu, konfrontacja twarzą w twarz z kryzysem gospodarczym byłaby katastrofą. Unia jest mechanizmem stabilizującym, pozwalającym utrzymać pokój w Europie i korygować powstające napięcia społeczne. Z krajów Grupy Wyszehradzkiej jedynie Słowacja przyjęła euro. W Polsce projekt unii fiskalnej wywołał obawy, że powstanie Europa dwóch prędkości. Jak jest oceniany ten stan z perspektywy kraju, który już jest w strefie euro? Dziś mamy Europę minimalnie czterech prędkości. Są tu bowiem państwa, które nie są członkami Unii, państwa, które są członkami Unii, ale nie weszły do strefy euro. W państwach, które są członkami strefy euro, są te z olbrzymimi problemami finansowymi oraz tylko trzy takie, które problemów ekonomicznych nie mają. Nie myślę, by to zróżnicowanie prędkości było problemem. To przecież konsekwencja rozwoju w ramach Europy. Blok wschodni dołączył do Europy niemalże wczoraj! Bo przecież dwadzieścia lat to w historii prawie nic! Wiemy, jakie koszty poniosły Niemcy w związku z upadkiem muru berlińskiego. Wtedy twierdziłam, że nie tylko rozwód jest bardzo drogi – to był przypadek Czechosłowacji, ale i ślub – jak to było w przypadku Niemców. Były to olbrzymie koszty! Bardzo szybko zaczęliśmy obserwować namacalne różnice między krajami byłego bloku wschodniego a Zachodu, potem między północą a południem. Unia Europejska to umowa polityczna. A unia fiskalna to kolejny krok państw, które łączy wspólna waluta. 8

„Mam rodzinne więzi z Polską, a to odbieram jako zaletę.“ Zatem państwa, które nie posiadają euro, jak na przykład Polska, nie powinny zasiadać przy wspólnym stole? Słowacja była za tym, by wszystkie kraje, planujące przyjęcie euro, czyli te, które ratyfikowały Traktat Lizboński, były obecne podczas decydujących rozmów, aby wiedziały, co je czeka po wejściu do strefy euro. Czyli to, o co walczyła Polska, by zasiadać przy wspólnym stole, jest dobrym rozwiązaniem? Jest to racjonalne i sprawiedliwe. Poparła to Grupa Wyszehradzka, co prezentowała Słowacja podczas szczytu: przed każdym szczytem strefy euro powinien być szczyt dwudziestu siedmiu krajów (niedługo już dwudziestu ośmiu, bowiem do Unii dołącza Chorwacja). Oczywiście, że są specyficzne zagadnienia, dotyczące tylko strefy euro, kiedy to obecność przedstawicieli wszystkich członków UE nie jest konieczna. Jak ocenia Pani sytuację mniejszości narodowych na Słowacji? Słowacja wypełnia swoje obowiązki względem wszystkich mniejszości, również narodowych, ponadstandardo-

wo. Jedyny problem mamy z mniejszością romską. Jest to najliczniejsza mniejszość, która nie tylko posługuje się różnymi narzeczami i zamieszkuje różne regiony Słowacji, ale ponadto jest wykluczona społecznie – większość Romów żyje w biedzie. Tu mamy problem. Politycy na Słowacji i na Węgrzech wykorzystują mniejszości narodowe do swoich rozgrywek, co widać szczególnie przed wyborami. Dlaczego mniejszości stają się kartą przetargową w rękach polityków? To nie tylko gra. Mamy wiele wspólnych tematów z Węgrami, ale są wśród nich też te problematyczne, jak podwójne obywatelstwo. Stoję na stanowisku, że podczas przyjmowania ustawy o podwójnym obywatelstwie na Węgrzech została naruszona słowackowęgierska umowa bilateralna. Musimy ten problem rozwiązać. Rodzi on bowiem napięcie, które jest niepotrzebne. To nie nasza wina. Z wieloma państwami mamy podpisane umowy o podwójnym obywatelstwie, ale zostały one przyjęte przez obie strony. To jednak był akt jednostronny, ignorujący istniejącą umowę bilateralną, obchodzący istniejące komisje, które nad tym powinny pracować. Jak ktoś zrobi taki nieszczęsny krok, to jest oczywiste, że zaraz w polityce znajdzie się choćby jeden podmiot, który to wykorzysta w swoim interesie.

ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

MONITOR POLONIJNY


Śledząc doniesienia medialne, dowiedziałam się, że wycofuje się Pani z polityki… Dobrze je pani śledziła. Nie będzie Pani ubiegać się o prezydenturę? (śmiech) Przeżywam déjà vu. Kiedy oddałam mandat poselski, zadawano mi ciągle pytanie, co z wyborami prezydenckimi? Inni zastanawiali się nad moim udziałem w polityce. Podobnie jest dzisiaj. Dla mnie jest sprawą oczywistą, że rząd, na czele którego stałam, nie otrzymał wotum zaufania ze względu na decyzję, co do której zaufanie powinien mieć. Jednoznacznie. Rozczarowali Panią politycy czy polityka? Tego chyba się nie da oddzielić. Polityka bez polityków jest tylko na papierze. Ta realna polityka to politycy. Pani mama była Polką. Czuje się Pani choć w części Polką? Ten region jest multikulturowy i ci, którzy urodzili się w Bratysławie, wiedzą, że od niepamiętnych czasów była ona zamieszkiwana przez cztery narodowości. Moja mama urodziła się w Polsce, mając 9 lat przeprowadziła się na Słowację. Mam rodzinne więzi z Polską, a to odbieram jako zaletę. Pani mama rozmawiała z Panią po polsku? Oczywiście. Posługuję się pięcioma językami, ale dobrze wiemy, że biegłość w języku to kwestia jego używania. Moja mama płynnie mówiła po polsku, niemiecku i oczywiście po słowacku, ponieważ najpierw chodziła do polskich szkół, a potem niemieckich. Wie pani, jeżdżąc jako dziecko do dziadków na Słowacji czy do rodziny do Polski, nie widziałam różnic kulturowych.

Niech żałuje, kto w Trenczynie nie był! Stracił bowiem okazję do dobrej zabawy!

Zabawa taneczna

w Trenczynie

można napisać o zabawie karnawałowej, która należy do cyklicznych imprez na Środkowym Poważu i której wszyscy oczekują z niecierpliwością?

Co

Chyba tylko to, że w tym roku – mimo nieco mniejszej niż zwykle liczby uczestników – bawiliśmy się, jak zwykle, świetnie. Zabawa odbyła się tym razem w siedzibie Klubu, gdzie na stołach królowały domowe sma-

kołyki, a my do północy tańczyliśmy w rytm znanych melodii, wykonywanych przez Jożka Knajbla. Przećwiczyliśmy też różne figury taneczne w kole i tańce country. Odważniejsi z nas dali się namówić na karaoke, zaś wszyscy w przerwach śpiewaliśmy przy akompaniamencie gitary. Ucieszyło nas, że na zabawę przybyli też nowi członkowie naszego klubu z okolicy Nowego Miasta nad Wagiem – rodzina pana Jacka Sokoła – dla których była to też pierwsza klubowa impreza, podczas której pochwaliliśmy się naszą kroniką, „Monitorem Polonijnym” i innymi publikacjami.

Podczas wspólnej zabawy nie zabrakło też czasu na wspólne rozmowy. Już teraz cieszymy się, że za rok znów się spotkamy przy tej samej okazji. W imieniu uczestników z Trenczyna RENATA STRAKOVÁ

ZDJĘCIA: RENATA STRAKOVÁ, MARIAN PAVLASEK

Ma Pani jeszcze rodzinę w Polsce? Tylko młodszą generację, ale muszę przyznać, że widujemy się bardzo rzadko. Gdzie mieszka ta rodzina? Zaraz za granicą słowacko-polską, koło Ropicy. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA MARZEC 2012

9


Było i karnawałowo, i walentynkowo!

asz rodak z Koszyc, pracownik Uniwersytetu Technicznego w Koszycach, były prezes Klubu Polskiego na Słowacji Tadeusz Błoński został profesorem sztuk plastycznych. Nominacje czterdziestu czterem profesorom wręczył 23 stycznia w Warszawie Prezydent RP Bronisław Komorowski, który przy okazji przypomniał, że polskie szkolnictwo wyższe dokonało w ostatnich dwudziestu latach wielkiego postępu, o czym świadczy wzrost liczby studentów i nowych uczelni. W imieniu redakcji „Monitora Polonijnego” oraz Klubu Polskiego naszemu Koledze składamy serdeczne gratulacje i życzymy dalszych sukcesów w pracy zawodowej. Redakcja „Monitora Polonijnego” red.

przebojami, oraz tańce – jak na prawdziwą imprezę karnawałową przystało. A ponieważ wieczór przebiegał pod znakiem walentynek, nie zabrakło znanych przebojów o miłości, takich jak „Miłości ci wszystko wyba-

N

10

„Kochaj i czyń, co chcesz“, „Ci, którzy nie czują zazdrości, nie czują nic“to tylko przykłady złotych myśli, które czekały na uczestników karnawałowej imprezy Klubu Polskiego w Bratysławie.

Sto ciasteczek, upieczonych specjalnie na tę okazję przez Anię Bienkiewicz, skrywało sto aforyzmów dotyczących miłości. Cóż to więc była za zabawa, kiedy goście, sięgając po kolejne ciasteczka, jak najszybciej starali się dotrzeć do ukrytych w wypieku zawiniątek i zapoznać się z ich treścią! Ale to był dopiero początek! W piątkowy wieczór, 10 lutego, w lokalu Polepole zebraliśmy się na polonijnym karaoke. Po ciasteczkowych wróżbach były występy z mikrofonem, czyli karaoke z polskimi

czy“, „Kocham cię, kochanie moje“ czy „Jak się masz, kochanie“, które wszyscy znali i śpiewali. Po raz kolejny okazało się, że bratysławska Polonia chce się bawić na polską nutę, a tego typu przedsięwzięcia przyciągają młode pokolenie. red.

MONITOR POLONIJNY


Sledzik w Bratysławie statni dzień karnawału bratysławska Polonia spędziła na tradycyjnym śledziku. To towarzyskie spotkanie w drugiej jego części przerodziło się w dyskusję na temat przyszłości Klubu Polskiego w stolicy Słowacji. „Mocno Państwa zachęcam do działań na rzecz polskiej mniejszości w tym mieście, bowiem tu właśnie jest największy potencjał wśród naszych rodaków, jeśli chodzi o ich liczebność, jak też o poziom wykształcenia“ – mówił konsul, radca minister Grzegorz Nowacki. Marek Sobek, prezes Klubu Polskiego, zainicjował natomiast rozmowę na temat wyboru nowych władz bratysławskiej organizacji. Podkreślił znaczenie imprez integra-

O

ZSJĘCIA: STANO STEHLIK

arol Wojtyła był nie tylko papieżem. Zanim nim został, napisał też kilka dramatów i poematów. Teksty te publikował pod pseudonimem. Jedna z jego sztuk teatralnych, wydana pod nazwiskiem Andrzej Jasień i nosząca tytuł „Przed sklepem jubilera“, MARZEC 2012

opinie i pomysły dotyczące działania Klubu Polskiego, wymieniali doświadczenia i spostrzeżenia dotyczące Polonii widzianej przez starszych jej przedstawicieli w konfrontacji z poglądami tych młodszych. Pod koniec odbyły się wybory, w wyniku których prezesem Klubu Polskiego w Bratysławie została Katarzyna Tulejko, zaś wiceprezesem Anna Bienkiewicz. W zarządzie znaleźli się jeszcze Tomasz Olszewski – odpowiedzialny za sprawy kulturalno-oświatowe, oraz Tomasz Bienkiewicz – skarbnik. Dzień 21 lutego był zatem dniem, w którym nie tylko pożegnaliśmy się z karnawałem, ale też powitaliśmy zmiany w Klubie Polred. skim.

cyjnych, takich jak topienie marzanny, majówka-potańcówka czy karaoke, które przyciągnęły wielu przedstawicieli młodego pokolenia naszych rodaków. „Warto więc kontynuować tego typu przedsięwzięcia, które były spontanicznymi, cennymi inicjatywami naszych koleżanek z Klubu, ale organizacja powinna mieć swego lidera“ – przekonywał Marek Sobek. Wskazano też idealnego kandydata – Katarzynę Tulejko, która już od dłuższego czasu zajmuje się organizowaniem imprez inteprezesem grujących Polaków. Klubu Polskiego Trzeba przyznać, że spotkanie miało charakter swe- w Bratysławie została Katarzyna Tulejko, go rodzaju burzy mózgów, zaś wiceprezesem bowiem uczestnicy spotkaAnna Bienkiewicz nia przedstawiali swoje

Przed sklepem jubilera K

Spotkanie było też okazją, by podziękować pani Alinie Kabele, prowadzącej księgowość naszego czasopisma i Klubu Polskiego

została wystawiona 26 stycznia w teatrze Thalia w Koszycach. Dramat ten, w węgierskim tłumaczeniu, wyreżyserowała polska reżyser Joanna Zdrada, absolwentka Wyższej Szkoły Artystycznej w Bratysławie. Sztuka została zilustrowana muzycznie przez pol-

skiego kompozytora Krzysztofa Koniecznego. Dramat, podkreślający niezwykłą wagę sakramentu małżeństwa w życiu człowieka, oparty został na historii trzech par, których wspólnym miejscem spotkań był ten sam sklep jubilerski. Pierwsza para pyta o przyszłość, druga, starsza, szuka przyczyn rozpadu swojego

małżeństwa, zaś trzecia para, to dzieci dwu pierwszych par, zastanawiający się, jak losy rodziców wpłynęły na postrzeganie przez nich miłości. Mimo że sztuka powstała wiele lat temu, jej temat pozostaje aktualny, bo pytania o sens życia, Boga, miłość i śmierć są zawsze aktualne. URSZULA SZABADOS 11


Ostatkowe spotkanie w Nitrze

statkowe spotkanie w Nitrze zorganizowaliśmy jak zwykle w domu Ojców Salwatorianów, zaraz po mszy świętej. Nie zabrakło na nim wyśmienitych tradycyjnych polskich potraw, jak śledzik pod pierzynką, bigos, galaretka mięsna, czy wypieków domowych, jak pączki, makowiec, faworki. Ale przede wszystkim nie zabrakło dobrych humorów. Spotkanie było też okazją do omówienia ważnych spraw organizacyjnych i wyborów nowych władz naszego klubu regionalnego, w wyniku których funkcję prezesa nadal będzie sprawować Romana Gregušková. Jej zastępcami zostali Teresa Šipčiak

O

i Jan Piszczałka. Wybrano też delegatów na Kongres Klubu Polskiego. Rozmawiano też o planach naszej organizacji na najbliższe miesiące. A plany te są bardzo bogate. W Nitrze już po raz piąty odbędzie się coroczny koncert organowy, zaplanowano też przedsięwzięcie, adresowane do dzieci i młodzieży, pod hasłem „Moje korzenie“, obejmujące swym zasięgiem ZDJĘCIA:

DOMINIKA GREGUŠKOVÁ

całą Słowację. Przy okazji ustalono formę przyszłych imprez, takich jak Dzień Dziecka, mikołajki czy spotkanie opłatkowe. Poruszono też kwestię działalności studentów w klubie oraz opieki nad grobami polskich żołnierzy, poległych w I wojnie światowej, które znajdują sie na cmentarzu wojskowym w Nitrze. Rodacy, którzy w takim spotkaniu wzięli udział po

raz pierwszy, zostali poinformowani o działalności szkółki polonijnej, a pozostałym przypomniano, że lekcje odbywają się w Przykościelnym Centrum Wolnego Czasu „RODINKA“ w każdą środę o godzinie siedemnastej. ŁUKASZ BABIN

ZDJĘCIA: AGNIESZKA DRZEWIECKA

Koncert Ladislava Fančoviča

lutym w galerii Instytutu Polskiego w Bratysławie odbył się recital młodego pianisty Ladislava Fančoviča. Publiczność powitał dyrektor programowy Instytutu Tomasz Grabiński, który przedstawił artystę. Ladislav Fančovič jest absolwentem Konserwatorium Muzycznego w Bratysławie, które ukończył z tytułem

W

12

Najlepszego Absolwenta Roku. Studia muzyczne kontynuował w Pradze, Wiedniu i znów w Bratysławie, gdzie w roku 2010 otrzymał tytuł doktora. Kilkakrotnie był finalistą lub laureatem krajowych i międzynarodowych konkursów pianistycznych. Często występuje jako solista z orkiestrami krajowymi i zagranicznymi. Oprócz muzyki klasycznej gra też jazz. Przez trzy lata był pianistą orkiestry Bratislava Hot Serenaders. Swoje nagrania wydał m.in. w takich wydawnictwach, jak Diskant, Pavlík Records czy Radio Słowackie. Występo-

wał już na w całej Europie, a także w Malezji i USA. Pod koniec 2011 roku ukazała się jego płyta z monumentalną sonatą na fortepian e-moll polskiego kompozytora Leopolda Godowskiego. Podczas wspaniałego bratysławskiego koncertu w Instytucie Polskim można było usłyszeć pierwszą część wspomnianej sonaty, jak również utwory Fryderyka Chopina i Romana Bergera. Dodać należy, że imponujący zakres repertuarowy, oferowany przez Fančoviča, wymaga od wykonawcy szczególnych umiejętności, kreatywności i subtelności, by uchwycić

i oddać rzeczywistość i określony styl wielkich kompozytorów. Warto było posłuchać tego młodego artysty. Zachęcam jednocześnie Państwa do udziału w podobnych koncertach choćby dlatego, że wyzwalają one w nas wrażliwość, której zwykle brak nam na co dzień. AGNIESZKA DRZEWIECKA

MONITOR POLONIJNY


Ja godzien skandowania byłem T Paweł Kaczmarczyk to 28-letni polski pianista i kompozytor jazzowy, który m.in. w plebiscycie Jazz Top pisma „Jazz Forum“ został uznany za najlepszego polskiego pianistę jazzowego roku 2009, czym przerwał kilkunastoletnie panowanie w tej kategorii Leszka Możdżera. W tym samym roku jego płyta „Complexity In Simplicity” zyskała tytuł Album Roku. Kaczmarczyk ma własny zespół – Paweł Kaczmarczyk AUDIOFEELING BAND – ale współpracuje też z Janusz Muniak Quartet, Rafał Sarnecki Quartet czy New Bone oraz Alchemik. Nie chcąc przesadnie egzaltować się występem polskiego muzyka w Bratysławie, powiem tylko, że było naprawdę świetne! Szczegól-

subtelność, to delektowanie się każdym tonem, włącznie z ciszą, ten taniec z  instrumentem – wielkim fortepianem! Już sama ilość komplementów świadczy o sile emocji, jaką muzyk zaraził publiczność. Chwilami można było odnieść wrażenie, że artysta połączy się z instrumentem w jedną całość, szczególnie kiedy grał tylko na jego strunach. Nawet koszulka, w którą był ubrany młody muzyk, zdawała się potwierdzać to podejrzenie: białoczarne paski – jak klawisze fortepianu!

ną uwagę zwracały utwory, które były „szeptaniem na instrumentach”. Obok Kaczmarczyka, wspaniale grał też Dawid Fortuna na instrumentach perkusyjnych. Słowo „grał“ może nie jest najlepszym określeniem tego, co robił, bowiem on te swoje drumble po prostu głaskał! Mam nadzieję, że obecny na koncercie Peter Lipa, zaprosi Pawła Kaczmarczyka wraz z zespołem na tegoroczne Bratysławskie Dni Jazzu i już dziś polecam ich występ. ANNA MARIA JARINA

ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

ak mógłby powiedzieć bez przesadnej zarozumiałości młody pianista Paweł Kaczmarczyk, który wspólnie z Maciejem Adamczakiem, grającym na kontrabasie, i Dawidem Fortuną, instrumenty perkusyjne, wystąpił 16 lutego w Bratysławie. Koncert otwierał nowy cykl spotkań „Muzyka pod piramidą” (a dokładniej pod odwróconą piramidą budynku radia słowackiego), w którym wkrótce wystąpi również Polka Grażyna Auguścik w duecie z Brazylijczykiem Paulinho Garcią oraz inni świetni muzycy jazzowi. Wróćmy jednak do wspaniałego wieczoru z młodą gwiazdą polskiego jazzu i fortepianu Pawłem Kaczmarczykiem – ta świeżość, lekkość,

MARZEC 2012

Wystawa

Xenii Bergerovej Od 8 lutego do 2 marca miłośnicy twórczości Xenii Bergerovej mogli podziwiać jej obrazy w przestrzennej Galerii SPP w Bratysławie. Świat intensywnych, soczystych kolorów, którym zachwyca nas ta artystka polskiego pochodzenia (absolwentka Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych w Bratysławie oraz Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie), okazał się balsamem dla duszy, tym bardziej że mroźna pogoda za oknami nie nastrajała optymistycznie. Obok znanych z poprzedniej wystawy obrazów artystka zaprezentowała całą kolekcję nowych, powstałych pod koniec ubiegłego i na początku tego roku. Niespodzianką były przede wszystkim prace inspirowane kulturą orientalną. Bogactwo intensywnych kolorów, a jednocześnie pewna tajemniczość to cechy, charakterystyczne twórczości Xenii, które stały się jej znakiem firmowym. mw

ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

13


Słowackie morze ochodziła szósta rano, ze stacji Hlavna Stanica w Bratysławie wyruszył pociąg w kierunku Liptowskiego Mikulasza. Wszędzie było pełno ludzi – z nartami i plecakami, a my ze znajomymi bez biletów, gdyż zabrakło miejscówek.

D

Cudownie się zaczyna – pomyślałam sobie, ale w tym momencie na korytarzu pojawił się konduktor. Na nasz widok i rozłożone na środku przejścia bagaże porozumiewawczo mrugnął okiem i kazał iść za sobą, po czym otworzył zupełnie pusty przedział (zarezerwowany dla matek z dziećmi). Co za ulga! Nie musieliśmy spędzić kilku godzin w pozycji stojącopodpierająco-pokładającej się. Kiedy zbliżaliśmy się do celu podróży, za oknem ukazał się bajkowy widok wielkiego, srebrzystego i zamarzniętego jeziora. Urzeczona nim jeszcze tego samego dnia postanowiłam wrócić w to miejsce i gdy paczka znajomych oddawała się tak wyczekiwanemu szusowaniu po śniegu, ja ponownie siedziałam w pociągu, tym razem do miejscowości Vlachy, oddalonej niespełna 10 km od Liptowskiego Mikulasza. Po dotarciu na miejsce

i przejściu przez wieś, w ciągu zaledwie kilku minut znalazłam się nad brzegiem największego akwenu wodnego Słowacji, czyli Liptowskiej Mary. Ten olbrzymi, głęboki na 45 metrów zbiornik retencyjny powstał w latach 70. ubiegłego stulecia i obecnie stanowi nieodłączny element lokalnego krajobrazu. Jezioro utworzono, by uregulować rzekę Wag i wykorzystać ją do produkcji energii elektrycznej, a także by zabezpieczyć okolicę przed powodziami. Od lat wykorzystywane jest też przez mieszkańców oraz turystów w celach rekreacyjnych. To wymarzone miejsce do uprawiania wszelkich sportów wodnych, dlatego spotkać tu można amatorów windsurfingu, jachtingu, skuterów wodnych czy łodzi. Zimą Liptowska Mara ma również swój czar, a cisza i brak ludzi sprzyjają kontemplacji i oddają prawdziwy urok tego miejsca. Skute lo-

Słowackie perełki

dem jezioro i ośnieżone pobliskie Góry Choczańskie oraz Tatry Zachodnie sprawiają, iż ma się wrażenie, że to Antarktyda. Charakterystycznym elementem krajobrazu jest widoczna już z daleka wieża gotyckiego kościółka, który górował kiedyś nad wsią Liptowska Mara, później zatopioną wraz z innymi kilkunastoma miejscowościami. Cześć zabytkowych

obiektów z zalanych terenów, m.in. gotyckie kościoły, drewniane domy z ludowymi zdobieniami czy renesansowy zameczek kasztelański z Parížovic, przeniesiono do Muzeum Wsi Liptowskiej w Pribilinie. Spoglądając na opustoszałą

i samotną wieżę nad brzegiem jeziora, zastanawiałam się, jak wyglądał ten rozległy teren dawniej i jak mógłby wyglądać dziś. Czy w zdobionych domach na parapetach kwitłyby latem pelargonie, po ulicach biegały psy, a kot leniwie przeciągałby się za płotem, mrużąc oczy od słońca? Pogrążona w myślach podążyłam drogą, skręcającą w lewo za wieżą nieistniejącego już kościółka. Po kilkunastu minutach wspinaczki moim oczom ukazał się zapierający dech w piersiach widok na jezioro, góry i okoliczne wsie. Wzniesienie Havránok to unikatowe miejsce nie tylko ze względu na malowniczą panoramę, ale także na wykopaliska archeologiczne. Podczas prac związanych z budową tamy odkryto tam pozostałości osady celtyckiej: fragmenty zabudo-

wań, ceramikę, narzędzia, biżuterię, a nawet ludzkie kości. Dziś znajduje się tu skansen z repliką dawnych budowli Druidów, którzy, jak się szacuje, zamieszkiwali te obszary ok. I w p.n.e. Kiedy ponownie dołączyłam do znajomych i pokazałam im zdjęcia, byli pod wielkim wrażeniem, gdyż Liptowska Mara to miejsce łączące historię, piękno natury i rekreację. Warto ją odwiedzić o każdej porze roku, nawet na MAGDALENA chwilę. ZAWISTOWSKA-OLSZEWSKA MONITOR POLONIJNY


Górale z Orawy w Kolorado

którzy lepiej mnie znają, dobrze Polonijne wiedzą, że mam dwie wielkie spotkania słabości, które uważam za za Oceanem szczególne pasje. Po pierwsze kocham góry, bo od nich – Tatr oczywiście – wszystko się zaczęło. One bardzo wiele mnie nauczyły, zaprowadziły też do dyplomacji. Po drugie nie mogę długo usiedzieć w jednym miejscu. Chcę poznawać nowe miejsca na Ziemi, bo dzięki temu poznaję też nowych, wspaniałych ludzi. ZDJĘCIA: JÓZEK BUKOWSKI, JAN KOMORNICKI

Ci,

Wierny tym pasjom 24 października 2011 r. w towarzystwie dwóch przyjaciół – Józka i Zbyszka – polskich emigrantów w USA wyruszyłem z Chicago w stanie Illinois na Dziki Zachód. Pierwszym ambitnym celem naszej podróży było Colorado Springs, czyli góry. A w górach – wiadomo – górale. Mieliśmy przed sobą ponad tysiąc mil, czyli prawie 2 tysiące kilometrów. W okolicach stolicy stanu Denver zaczął padać śnieg. Znajdowaliśmy się na wysokości ok. 1800 m n.p.m. Dalsza podróż odbywała się w zamieci śnieżnej (w rowach liczyliśmy dziesiątki samochodów), ale na szczęście dotarliśmy do celu, „Travelers Uptown Motel”, którego serce i mózg są polskie. Wieloletnia właścicielka motelu pani Zofia Kuros wraz z mężem Janem – rodowici Orawianie z Czarnego Dunajca – wyemigrowali prawie 35 lat temu. Pracowali ciężko we wschodnich i środkowych stanach, a kiedy nadarzyła się okazja, przenieśli się w góry, które bardziej przypominały im ukochane MARZEC 2012

Tatry, choć są od nich ciut, ciut wyższe. Potem ściągnęli tu całą rodzinę i znajomych. Żartowaliśmy sobie, że na tej pięknej górzystej ziemi stworzyli nieformalną sieć orawskich hoteli i moteli. Mają oczywiście także słowackich przyjaciół, z którymi dzielą emigracyjny los w nowej ojczyźnie, ale o swoich korzeniach w dawnej ojczyźnie na Orawie, dziś bez granic, nie zapominają. Tu jest ich dom, tu rodziły się ich dzieci i wnuki, ale widać, jak wielką sprawia im radość spotkanie z kimś takim, jak ja, kto przyjechał zza Wielkiej Wody i niedługo do starej ojczyzny wróci… Śnieżyca wyrządziła wielkie szkody - łamiące się drzewa uszkodziły trakcje elektryczne.Mgła nie pozwalała nam zobaczyć gór, więc udaliśmy się do prywatnego domu naszych gospodarzy. Przez okno, w biały dzień, obserwowaliśmy dzikiego kojota, który podszedł pod zabudowania i szukał czegoś do jedzenia. Dom pełen pamiątek, ale jego polską i orawską duszę stanowią państwo

Zofia i Jan Kurosowie. Nowoczesności dodaje mu olbrzymi ekran telewizyjny; programy i stacje polskie, słowackie i amerykańskie. Mój Boże! Tak daleko i tak blisko. W Kolorado i na Orawie (Zosiu i Jaśku – dziękujemy!) Kolejny dzień przyniósł słoneczną, mroźną pogodę. Nad miastem, słynącym nie tylko z narciarskich i górskich sportów, ale także z nowoczesnych baz wojskowych, króluje masyw Pikes Peak, liczący 14110 stóp, tj. 4629 m n.p.m. – niewiele mniej niż najwyższy w Europie Mont Blanc. Przy normalnej pogodzie moglibyśmy wjechać na szczyt samochodem albo kolejką zębatą, ale z uwagi na ogromne opady śniegu nie było to możliwe. Pożegnaliśmy więc gościnnych Orawian z Colorado Sprigs i odwiedziliśmy Ogród Bogów (Garden of the Gods), niesamowite w kształtach czerwone formacje skalne na tle ośnieżonych olbrzymów. Nieco dalej zatrzymaliśmy się nad kanionem rzeki Rio Grande, nad którym w 1929 roku zbudowano wiszący most (prowadzący jedynie na drugą stronę, a więc do nikąd), nazwany imieniem Króla Jerzego V – (Royal George Bridge). Wrażenia niesamowite! JAN KOMORNICKI Zgodnie z życzeniem autora jego honorarium zostanie przekazane na nagrody dla dzieci, które biorą udział w konkursach „Monitora”

15


Przebudzenie narodowe Słowaków przełomie lat 70. i 80. XIX wieku – WAŻKIE jak już pisaliśmy – nasiliła się WYDARZENIA W DZIEJACH madziaryzacja Słowaków. Władze SŁOWACJI robiły wszystko, aby przekonać jak największą ilość Słowaków, że najlepszą drogą do zrobienia kariery i zapewnienia sobie i swym rodzinom lepszego życia jest stanie się Węgrem.

Na

Po wsiach zakładano ludowe czytelnie węgierskie, węgierskie koła gospodyń i świetlice dla młodzieży. Dla prostych rolników słowackich wydawano dwujęzyczne czasopisma, które z jednej strony uczyły ich języka węgierskiego, z drugiej zaś pokazywały szczęście, wynikające z możliwości awansu cywilizacyjnego poprzez przyjęcie tożsamości węgierskiej. Nauczyciele dostawali nagrody pieniężne za aktywną walkę z językiem słowackim, używanym przez dzieci podczas przerw. W roku 1883 w Nitrze założono specjalną organizację dla krzewienia kultury węgierskiej – FEMKE (Felvidéki magyar közmüvelödési egysület), podobną do pruskiej Hakaty, która dała się we znaki Polakom w Wielkopolsce w zaborze pruskim. Losu Słowaków nie można jednak porównywać z sytuacją ówczesnych Polaków, zwłaszcza z zaboru rosyjskiego – z brutalnością policji, wywózkami na Syberię i egzekucjami (prawdą jest też, że Słowacy nie wszczynali powstań i nie strzelali do węgierskich policjantów). Władze węgierskie starały się, by wyróżniający się słowaccy chłopcy mogli uczyć się w gimnazjach i seminariach duchownych, które mieli kończyć jako lojalni węgierscy urzędnicy i księża. W szkołach byli pilnowani, by nawet między sobą nie rozmawiali po słowacku, a za listy w tym języku byli wyrzucani ze szkół. Czasy się jednak zmieniały. Mimo że warstwa wykształconych Słowaków była nieduża, to zawsze pojawiali się tacy, którym chciało się coś robić dla swego narodu. Patronował im żyjący w Martinie ówczesny nestor słowackiego ruchu narodowego adwokat Pavol Mudroň. W 1884 roku zorganizowano obchody 50-lecia powstania pieśni „Hej, Słowacy”, napisanej przez Samuela Tomášika, 16

na którego cześć Hviezdoslav napisał poemat „Pięćdziesiąt lat”, Jozef Škultéty miał o nim i jego pieśni publiczny wykład, wygłoszony w największej sali w mieście, wypełnionej po brzegi, a Štefan Daxner wręczył mu złoty kielich „Od narodu”. Tomášika zaproszono też do Pragi, gdzie witano go iście po królewsku. Studenci z czeskiego uniwersytetu wyprzęgli konie i sami ciągnęli jego powóz przez miasto, co było dowodem sympatii dla Słowaków. Inną ważną uroczystością narodową był pogrzeb Jozefa Hurbana w roku 1888, a zwłaszcza odsłonięcie pomnika na jego grobie w 1892. Obawiając się zamieszek, władze nie wpuściły ludzi ani na cmentarz, ani nawet na sąsiednie wzgórze, skąd mogliby zobaczyć nagrobek. Syn Hurbana, również znany literat Svetozár Hurban-Vajanský, napisał o tym artykuł „Hienizm na Węgrzech”, za co został postawiony przed sąd w Bratysławie i skazany na karę roku więzienia za „podżeganie do waśni narodowych na terenie Węgier”. We wrześniu 1889 roku inny adwokat z Martina, Matúš Dula, otworzył uroczyście nowy Dom Słowacki, mający zastąpić zamkniętą Macierz Słowacką. Aby uniemożliwić władzy rekwizycję budynku, nie powołano żadnej instytucji, a Dom został formalnie własnością prywatną kilkudziesięciu osób. Wszyscy świadomi Słowacy byli dumni z tego domu, który – jak pisano – miał 42 pomieszczenia i scenę teatralną o powierzchni 375 m . Martin stał się odtąd słowacką mekką narodową. Największą okazją do demonstrowania słowackości były coroczne, sierpniowe zjazdy słowackiej organizacji kobiet Živeny. W 1895 powstało w Martinie słowackie Muzeum Narodowe. Oczywiście jego powstanie to długa praca zbierania

eksponatów, które pochodziły głównie z darów. Ale udało się i 5 sierpnia 1908 roku ekspozycja została uroczyście otwarta. W latach 90. XIX w. Słowacy nawiązali współpracę z dwoma innymi narodami, które czuły się represjonowane na Węgrzech: z Rumunami i Serbami. W dniu 10 sierpnia 1895 roku zorganizowano w Budapeszcie Kongres Narodów Niewęgierskich (wchodzących jednak w skład Węgier). Kongres potwierdził jedność państwową ziem Korony Świętego Stefana i pierwszeństwo języka węgierskiego, ale zażądał prawnych gwarancji posługiwania się swoimi językami w życiu prywatnym, a także i publicznym przez inne narody zamieszkujące Węgry. Uczestnicy Kongresu zadeklarowali ponadto, że będą bronić swoich praw narodowych. Działania administracji państwowej sprawiły jednak, że postulaty Kongresu pozostały jedynie na papierze, ale sam Kongres, stylistyka i hasła, do których się odwoływał, wskazywały, że idea zmadziaryzowania „niewęgierskich Węgrów” raczej nie ma szans na realizację. Następny rok – 1896 – był dla węgierskiej tożsamości i ideologii państwowej niezwykle ważny. Władze i elity węgierskie wybrały go na symboliczny Rok Tysiąclecia Przyjścia Na Ziemie Węgierską. Rok ten miał się stać rokiem prezentacji tożsamości narodowej Węgrów i demonstracji dumy narodowej. W centrum Budapesztu utworzono specjalny park z monumentalnym Placem Tysiąclecia. Tym uroczystościom postanowiły się przeciwstawić ideologicznie inne narodowości. Swoje racje opublikowały 30 kwietnia 1896 roku w formie deklaracji, której prezentujemy oryginalne fragmenty: „[…] Terajší pohlavári v našej vlasti hotujú sa umelým prúdom v Uhorsku a upotrebením ohromných peňažných prostriedkov pred Európou inscenovať slávnosť, ktorej z jednej strany chýba pravý historický základ, z druhej strany však ju treba pokladať za urážku miliónov príslušníkov národov tvoriacich väčšinu našej vlasti... Takzvané zaujatie krajiny a z toho vyplývajúce založenie štátu je číra fikcia postavená na piesku anonymMONITOR POLONIJNY


nej, v próze napísanej básne, ktorá nemá reálny historický podklad; je to báj... Nastávajúcu milenárnu slávnosť a výstavku pokladáme za klamlivý obraz, ktorý má byť predstavený Európe. Týmto obrazom má sa pred Európou manifestovať, že národy Uhorska sú svorné a spokojné, kým prevažná väčšina obyvateľstva Uhorska je skutočne nespokojná. Európe sa má predstaviť, že nemaďarské národy Uhorska asimilovali sa Maďarom v toľkej miere, že svoje podmanenie pred tisíc rokmi oslavujú ako sviatok radosti. Európe má sa predstaviť, že Uhorsko prostredníctvom panujúceho kmeňa urobilo v kultúre nesmierne pokroky, že je všade blahobyt a bohatstvo, hoci práve protiva toho zodpovedá pravde“.. Czytelnika nie zdziwi, że taka deklaracja przyczyniła się do usztywnienie stanowiska węgierskiego. Trzeba jednak docenić prawdziwy bój ideologiczny, który się dokonywał: Słowacy przestali być pasywni i zaatakowali jeden z ważniejszych punktów węgierskiej tożsamości. Rok 1895 przyniósł jeszcze jedno wydarzenie. W katolickich kręgach węgierskich, zaniepokojonych szerzącym się liberalizmem, powstała – w oparciu o encyklikę papieża Leona XIII „Rerum novarum” – idea powołania katolickiej partii politycznej. Na zjeździe w Budapeszcie 28-29 stycznia 1895 roku ogłoszono jej powstanie pod nazwą Partia Ludowa (Néppart). Jej liderzy ocenili, że w walce z liberalizmem pomocne mogą być głosy Słowaków, postrzeganych jako ortodoksyjni i konserwatywni katolicy. Dlatego w statucie partii zamieszczono punkt o równouprawnieniu żyjących na Węgrzech narodów, a kilku lokalnym działaczom słowackim zaproponowano nawet start z list wyborczych nowej partii w wyborach do parlamentu 1896 roku. W organizację Partii Ludowej na Górnych Węgrzech (czyli na terytorium dzisiejszej Słowacji) zaangażowała się grupa słowackich księży, którzy pracowali nad podtrzymywaniem tożsamości narodowej i postanowili zaufać tej inicjatywie. Duchowni mieli już pewne sukcesy w organizowaniu Słowaków, bowiem wcześniej próbowali ich skupiać w tzw. bractwach trzeźwości, mających walczyć z pijaństwem, będącym powszechną plagą na wsi. Wśród tych księży był m.in. młody wikary z Rużomberka Andrej Hlinka, który z czasem stać się miał duchowym przywódcą katolickiej Słowacji. Tymczasem jednak we wspomnianych już wyborach Partia Ludowa zdobyła niewielką ilość głosów i odgrywała marginalną rolę polityczną, a żaden ze Słowaków nie uzyskał poselskiego mandatu. Podczas następnych wyborów w 1901 roku do parlamentu węgierskiego weszło już 4 posłów słowackich. Niestety węgierscy chadecy ulegli ogólnowęgierskim nastrojom antysłowackim i usunęli ze swego statutu punkt o równouprawnieniu narodowym. Ale Słowacy czuli się już pewniejsi i postanowili założyć własną partię poliANDRZEJ KRAWCZYK tyczną. Zgodnie z życzeniem autora jego honorarium zostanie przekazane na nagrody dla dzieci, które biorą udział w konkursach „Monitora”

MARZEC 2012

Wielkie (zawiedzione) nadzieje licznych zapowiedziach, wielokrotnym przekładaniu premiery i pięciu latach oczekiwania wreszcie jest. Nowy album Edyty Górniak, „My”, pojawił się w sprzedaży 14 lutego. Słuchając go, nie sposób nie przypomnieć sobie niedawnego komentarza Elżbiety Zapendowskiej, jurorki w programie „Must be the music”, która lata temu uczyła Górniak śpiewać. Otóż w jednym z wywiadów stwierdziła ona, że jej dawna podopieczna „jest wybitną piosenkarką i powinna śpiewać arcydzieła”, a tymczasem „śpiewa jakieś pomioty”. Zapendowska ujęła problem dosadnie, może nawet za bardzo, ale trafiła w sedno. Jedna z najlepszych polskich wokalistek, obdarzona niezaprzeczalnie fantastycznym głosem, zdecydowanie nie wykonuje utworów na miarę swojego talentu. Zawartość „My” jest poprawna, ale boleśnie nijaka. To utwory pasujące do repertuaru debiutującej w show biznesie dwudziestolatki, słodkiej blondynki, której niedoskonałe warunki głosowe można zakamuflować w studio nagraniowym. Zresztą, w takich wypadkach nie głos jest najważniejszy; rzeczona dwudziestolatka będzie dobrze wyglądać w teledyskach, co może w obecnych realiach być wystarczające do odniesienia sukcesu. Edyta Górniak jest doświadczoną wokalistką. I to nie pierwszą lepszą, wylansowaną na siłę, ale wyjątkową, z prawdziwym, wielkim talentem, którego nie mają odwagi odmówić jej najzagorzalsi przeciwnicy. Dysponując silnym, fenomenalnym głosem, na-

Po

prawdę zasługuje na lepszą muzykę (a nie płaski pop Czulym z elementami muuchem zyki klubowej), lepsze teksty (te niebezpiecznie ocierają się o banał i pretensjonalność – w „Nie zapomnij”: „Nie zapomnij nas/Nie przestawaj trwać!/Nie zapomnij słów/By odnaleźć mnie znów/Zapamiętaj mnie/Nie przestawaj biec/By nie zastał nas zapomnienia czas”, czy „Teraz – tu”: „Myśli zachłanne wyrwane z twych ust/Głucha namiętność rozdarta na pół/ W rozgrzanych dłoniach i w czułych słów takt/Ja tobą niesiona/Ofiara i kat, i kat”) i wreszcie – lepsze aranżacje (te z kolei w większości nagrań z „My” brzmią tandetnie, jak odrzuty z płyt Madonny, wydanych pod koniec lat 90. ubiegłego stulecia). Mogę oczywiście napisać, że w porównaniu z ostatnimi dokonaniami innych polskich wokalistek płyta Górniak wypada bardzo dobrze (szczególnie, gdy zestawimy ją z ostatnim albumem Dody), ale to chyba marne pocieszenie. Paradoksalnie, repertuar Górniak był znacznie bardziej frapujący ponad dwadzieścia lat temu, kiedy współpracowała z Jackiem Cyganem (świetne teksty) i Piotrem Rubikiem. Trudno nie oprzeć się wrażeniu, że Edyta Górniak rozmienia swój wielki talent na drobne. Warunki i możliwości, którymi dysponuje, pozwalały oczekiwać wydania pięknej, eleganckiej, w każdym detalu dopracowanej płyty. Prawdziwego klejnotu. A tymczasem dostaliśmy tanią, plastikową błyskotkę. Żal. KATARZYNA PIENIĄDZ 17


Zwierzenia podniebienia

Po drugiej

stronie lustra

River Park Hotel Kempinski Bratislava

J

ak już zapewne Państwo wiecie, całkiem niedawno wyszłam za mąż. Moi koledzy z pracy zrobili mi z tej okazji niespodziankę i podarowali voucher na obiad i wizytę w spa dla dwojga.

Jak to już w życiu bywa, zanim udało nam się skorzystać z tego prezentu, upłynęło dużo czasu. W końcu oznajmiłam mężowi, że dłużej nie będziemy zwlekać. Dokonaliśmy rezerwacji i pewnego niedzielnego popołudnia udaliśmy się do River Park Hotel Kempinski. Już przed wejściem do środka odczuwa się klasę tego miejsca. Gustownie ubrany boy wita przyjeżdżających gości, wskazuje parking lub parkuje auto – zgodnie z życzeniem klienta. Za drzwiami zaś rozciąga się przestrzeń, w której dominuje złoty kolor, kojarzący się z przepychem i luksusem. Bez wahania skierowaliśmy swoje kroki do restauracji, witającej nas pełnią światła i uśmiechem obecnych tam osób. Pierwszym wspaniałym odkryciem był pianista, który wygrywał, a właściwie wyczarowywał z klawiatury fortepianu stare

18

piosenki Franka Sinatry. Zaskoczyło nas, że restauracja tętni pełnią życia, mimo że był właśnie Nowy Rok, czyli dzień po nocy sylwestrowej. Kelnerka spostrzegła nas od razu i zaprowadziła do stolika. Podczas obiadu nie podaje się dań la carte, natomiast goście mogą skorzystać z niezwykle bogatego bufetu. Oczom nie wierzyłam, gdy zauważyłam, iż w ofercie jest również risotto z czarnymi truflami (jednymi z najdroższych grzybów na świecie). Przystawki, sałatki, ryby, mięsa, sosy, owoce morza – aż się stoły uginały i pociekła ślinka. Najpierw nie bardzo wiedziałam, od czego zacząć, ale potem zabrałam się za sałatki (również sałatkę jarzynową – moją ulubioną, która mi zawsze przypomina dom mojej babci i Polskę), a później

za wspomniane już risotto. I nagle dostrzegłam raj dla łasucha – kącik słodyczy, oferujący coś dla każdego – od czekoladowej fontanny po sernik. Westchnęłam, gdyż zrobiło mi się żal, że nie zdołam spróbować wszystkiego. Ale w myślach się pocieszałam, że następnym razem… Objedzeni kulinarnymi specjałami udaliśmy się do hotelowego spa, znajdującego się na najwyższym piętrze budynku. Oczekiwania nasze były duże, a poprzeczka postawiona wysoko. Drzwi windy otworzyły się i zobaczyliśmy nowocześnie urządzone spa w kolorach brązu i beżu, w którym unosił się przyjemny zapach wonnych olejków. Dostaliśmy kluczyki, szlafroki i ręczniki i udaliśmy się do czystych, przestronnych, ba, luksusowych szatni. Spa jest kameralne, ale urządzone ze smakiem – basen średnich rozmiarów, jacuzzi, sauny pomagają zapomnieć o stresie i troskach dnia codziennego. W River Park jest jak po drugiej stronie lustra – wszyscy pracownicy starają się, by gość czuł się tu wspaniale. Ale czas płynie szybko i musieliśmy wracać do domu. Z pewnością jednak tam wrócimy. Polecam Państwu River Park, gdzie można zjeść wyśmienity obiad i – choć na chwilę – znaleźć się po drugiej stronie lustra. Smacznego! SYLWIA KIŠ TOMASZEWSKA Redakcja informuje, że artykuły zamieszczane w rubryce „Zwierzenia podniebienia” w żaden sposób nie są sponsorowane i że wszelkie wydatki, związane z wizytami w prezentowanych lokalach, autorka pokrywa sama.

MONITOR POLONIJNY


Pożegnanie Poetki czwartek 9 lutego w samo południe z wieży kościoła Mariackiego w Krakowie zamiast zwyczajowego hejnału w cztery świata strony popłynęły dźwięki muzyki do słów wiersza Wisławy Szymborskiej Nic dwa razy się nie zdarza, a na cmentarzu Rakowickim rozpoczęły się uroczystości pogrzebowe zmarłej 1 lutego Poetki, laureatki literackiej Nagrody Nobla „za poezję, która z ironiczną precyzją pozwala historycznemu i biologicznemu kontekstowi ukazać się we fragmentach ludzkiej rzeczywistości”. Wisławę Szymborską żegnali m.in. prezydent RP Bronisław Komorowski – jako „Poetkę pogodnej strony świata”, Adam Zagajewski w imieniu poetów – jako autorkę „poezji intelektualnej, skupionej, ale też dowcipnej, ironicznej i o dziwo, bardzo przystępnej”, zaś prezydent Krakowa Jacek Majchrowski – jako honorową obywatelkę Stołecznego Królewskiego Miasta Krakowa. Ostatnie pożegnalne słowa wygłosił jej osobisty sekretarz Michał Rusinek. Przy dźwiękach ulubionej przez Wisławę Szymborską jazzowej muzyki Elli Fitzgerald urnę z prochami noblistki odprowadzili do rodzinnego grobowca prezydent RP Bronisław Komorowski, marszałek Sejmu Ewa Kopacz, premier Donald Tusk, minister kultury Bogdan Zdrojewski, liczni przyjaciele Poetki, tłumacze, poeci, wydawcy, redaktorzy pism literackich, ministrowie Kancelarii Prezydenta RP, posłowie i senatorowie, a za pośrednictwem telebimów tysiące krakowskich wielbicieli jej poezji. Na koniec ceremonii pogrzebowej zabrzmiała piosenka Blac Coffe Elli Fitzgerald. Wieczorem Wisława Szymborska z wielkiego ekranu w Muzeum Sztuki Współczesnej witała wierszem Chmury swych przyjaciół, przybywających na spotkanie wspomnieniowe. Poetka nie lubiła mówić o sobie, uważała,

W

MARZEC 2012

że wszystko, co ma do powiedzenia, jest w jej wierszach. Nie lubiła też, gdy mówili o niej inni. W rozmowie z Anną Bikont i Joanną Szczęsną do książki Wisławy Szymborskiej pamiątkowe rupiecie, przyjaciele i sny zwierzyła się: „... ja o sprawach osobistych mówić nie chcę, i też nie lubiłabym, żeby mówili inni. Co innego po mojej śmierci”. Dziewiątego lutego wieczorem po jej śmierci już było. W gronie przyjaciół mówiono o niej jako autorce poezji, o której kiedyś Artur Sandauer napisał, że „nie jest ani tradycyjnie moralistyczna, ani awangardowo artystowska, jest po prostu doskonała”, ale przede wszystkim wspominano „człowieka dobrego, nadzwyczajnie czułego w przyjaźni”, „osobę skromną i uroczą”, „naturalnie dyskretną, życzliwą ludziom, ale trzymającą dystans”. Przypomniano spotkania starych przyjaciół przy wódeczce i loteryjce, układanie absurdalnych purnonsensowych wierszyków i zabawne wyklejanki, rozsyłane przez noblistę przyjaciołom. Bronisław Maj mówił o niej, że i po Noblu „pozostała damą, która przyjaźniła się z najprostszymi ludźmi, przekorną autorką żartów, przejętą metafizyczną trwogą,

wielbicielką wróbli i malarstwa Vermeera”. I było coś w tym lutowym spotkaniu przyjaciół Poetki, co przypominało klimat spotkań niezależnego, niecenzurowanego pisma mówionego „NaGłos”, w którym Szymborska udzielała się w stanie wojennym. I teraz tematy poważne mieszały się z żartami, filozofia z anegdotą. Nie było tylko Szymborskiej... Ze wspomnień przyjaciół powstał jej portret, portret człowieka kochającego życie. Do tego portretu trudno jednak będzie znaleźć ramy… A może portretu Wisławy Szymborskiej w ramy się wstawić nie da? W te lutowe dni Poetkę z Krakowa wspominaliśmy i my, jej wierni czytelnicy zarówno polsko-, jak i obcojęzyczni, do których jej wiersze trafiały za pośrednictwem znakomitych tłumaczy, takich jak np. Clare Cavanagh i Stanisław Barańczak w USA, Karl Dedecius w Niemczech, Piotr Kamiński we Francji, Pietro Marchesani we Włoszech, Asar Eppel w Rosji, Vlasta Dvořáčková w Czechach czy Vlastimil Kovalčík w Słowacji. Wiersze Wisławy Szymborskiej są bliskie zarówno intelektualistom, jak i zwykłym zjadaczom chleba, ludziom młodym, zamieszczającym je na stronach internetowych, i tym wcześniej urodzonym, którzy ze wzruszeniem witali każdy jej tomik, a czytanie „Życia Literackiego” rozpoczynali od „Lektur nadobowiązkowych”. Szymborską mówili zakochani. Podziw budzą jej ironiczne puenty i zwięzłość poetyckiej wypowiedzi, w której umiała zawrzeć zło i dobro, życie i śmierć, ziarnko piasku i wszechświat, człowieka i ludzkość, ulotną chwilę i historię. Zgodzić się trzeba z Adamem Michnikiem, który powiedział, iż wiersze Wisławy Szymborskiej „były okazją do spokojnego namysłu w ciszy, gdy wokół pośpiech, wrzask i zgiełk. Były źródłem siły dla słabych i skromności dla zadufaDANUTA MEYZA-MARUŠIAK nych”. 19


POLSCY ZDOBYWCY NAJWAŻNIEJSZYCH NAGRÓD PRZEMYSŁU FILMOWEGO

Czekając na Oscara zytając ten numer „Monitora Polonijnego”, znacie już Państwo triumfatorów oscarowej gali, bowiem tegoroczna ceremonia wręczenia najważniejszych w przemyśle filmowym nagród odbyła się 26 lutego, standardowo (licząc od 2002 roku) w Teatrze Kodaka w Hollywood. Charakterystyczne statuetki, zaprojektowane w 1928 roku przez Cedrica Gibbonsa, wręczane są już od ponad 80 lat. Najcenniejsze kinematograficzne trofeum trafiło w ręce polskich twórców już 10 razy, choć nie zawsze w najważniejszych kategoriach. Przypomnijmy sobie, kto z Polaków (i za co dokładnie) dostał Oscara w poprzednich latach, a nawet w poprzednim wieku. W 1942 roku Oscar trafił do Leopolda Stokowskiego, którego uhonorowano za muzykę, skomponowaną do filmu animowanego Walta Disneya „Fantazja”. Również za muzykę nagrodzono w 1954 roku Bronisława Kapera („Lili” Charlesa Waltersa). Na następną statuetkę przyszło Polakom czekać blisko 30 lat. Dopiero w 1983 roku otrzymał ją – za krótkometrażowy film „Tango” – Zbigniew Rybczyński. Kolejne Nagrody Akademii Filmowej trafiły do polskich twórców w 1994 roku. Otrzymali je Allan Starski i Ewa Braun – za scenografię i dekorację wnętrz do filmu „Lista Schindlera” w reżyserii Stevena Spielberga. Współpraca ze Spielbergiem okazała się satysfakcjonująca i szczęśliwa także dla Janusza Kamińskiego, który w 1999 roku zdobył statuetkę za zdjęcia do filmu „Szeregowiec Ryan”. Szczególnego Oscara, przyznawanego za całokształt twórczości, otrzymał w 2000 roku Andrzej Wajda. Statuetka, wręczona polskiemu reżyserowi przez Jane Fondę, została zgodnie z jego wolą przekazana „na wsze czasy” Muzeum Uniwersytetu Jagiellońskiego.

C

20

Bardzo ważnego Oscara, w jednej z najistotniejszych kategorii – za reżyserię – zdobył w 2003 roku Roman Polański za film „Pianista”. Polański, na którym ciążył wyrok skazujący za uwiedzenie nieletniej w 1977 roku, nie pojawił się na oscarowej gali. Nagrodę przywiózł mu później Harrison Ford. W 2005 roku Oscar przypadł Janowi A. P. Kaczmarkowi za muzykę do filmu „Marzyciel”. Na liście polskich zdobywców Oscarów znalazł się też „Piotruś i wilk”. Ten polsko-brytyjski obraz został w 2008 roku uhonorowany nagrodą za najlepszy krótkometrażowy film animowany. Oczywiście, do Oscara nominowanych było wiele polskich filmów. O tę nagrodę walczył m.in. „Nóż w wodzie” Romana Polańskiego, nominowany w 1964 roku w kategorii najlepszy film nieanglojęzyczny (przegrał ostatecznie ze słynnym „Osiem i pół” Federico Felliniego). W 1967 roku nominację zdobył „Faraon” Jerzego Kawalerowicza (Oscar trafił wówczas do Claude’a Leloucha za „Kobietę i mężczyznę”), a w 1975 roku „Potop” Jerzego Hoffmanna (i znów pechowy dla nas okazał się Fellini, który zdobył statuetkę za „Amarcord”). Do Nagród Akademii nominowane były również niektóre filmy Andrzeja Wajdy – „Ziemia obiecana” (1976), „Panny z Wilka” (1980), „Człowiek z żelaza” (1982) oraz „Katyń” (2008). O Oscara walczyły też „Noce i dnie” Jerzego Antczaka (1977) i „Katedra” Tomasza Bagińskiego (2003). Lista polskich twórców, którzy byli nominowani do Oscara, ale musieli obejść się smakiem, jest długa. Szkoda, że dołączyła do nich Agnieszka Holland ze swoim filmem „W ciemności”. KATARZYNA PIENIĄDZ

Klub Poszuk

wą obecność ujawnili w czasie historycznych marcowych wydarzeń roku 1968, przygotowując wystąpienia studenckie na Uniwersytecie Warszawskim. Nazwano ich komandosami lub pokoleniem Marca’68.

S

Dziś po zmianie systemu, otwarciu archiwów, udostępnieniu przez Instytut Pamięci Narodowej akt Urzędu Bezpieczeństwa, dzięki pracom historyków, a przede wszystkim dwu doskonałym książkom prof. Andrzeja Friszke – Anatomia buntu (Znak, Kraków 2010) o buncie społecznym lat 60. i Czas KOR-u (Znak, Kraków 2011), w którym przedstawiono bunt lat 70. – mamy możność poznania polskiej drogi, prowadzącej do Solidarności i wolności, w tym drogi pokolenia Marca’68. Ósmego marca 1968 roku przed Biblioteką Uniwersytetu Warszawskiego nie pojawili się znienacka. Swój pierwszy krok ku wolności – stanowiący temat główny tegoż artykułu, opracowanego na podstawie wspomnianej już Anatomii buntu prof. Friszke – uczynili przed 50. laty w 1962 roku. Mieli po 16 lat, gdy rozpoczynali swą edukację polityczną. Łączyło ich nie tylko to, że nie byli kibicami piłki nożnej, ale przede wszystkim to, że interesowała ich filozofia, socjologia czy ekonomia. Wielu łączyła też podobna orientacja polityczna rodziców – polskich i żydowMONITOR POLONIJNY


kiwaczy Sprzeczności

W 50. rocznicę jego powstania skich przedwojennych komunistów, którzy – podobnie jak ojciec Adama Michnika, lidera tej grupy młodzieży – przeszli przez polskie, a niektórzy również przez radzieckie więzienia. Często znali się z piaskownicy, chodzili do tych samych szkół Towarzystwa Przyjaciół Dzieci, należeli do walterowskiego harcerstwa Jacka Kuronia, o którym Michnik, przypominając, że inspirowało go ono do aktywności i krytycyzmu, w 1963 roku pisał: „... tam zobaczyłem, że jedyną sensowną postawą jest postawa wiecznie aktywna, postawa ciągłego zmieniania, zaangażowania w pewien cel i konsekwentna realizacja”. Odwiedzali się w domach, wspólnie bawili się na urodzinach, czytali podobne książki. Profesor Friszke wśród cech charakterystycznych tej młodzieży wymienia m.in. „zdolność do myślenia kategoriami systemu, zasad, idealistycznego myślenia, a nie pragmatyki czy przystosowania. PRL była ich państwem, rodzice je współtworzyli i niekiedy nim rządzili. Nie bali się aparatu władzy i jej przedstawicieli, przynajmniej do czasu, co wyróżniało ich wśród kolegów, którzy z niekomunistycznych domów wynieśli przestrogę, aby uważać i nie nadstawiać głowy”. Przeciw otaczającej ich rzeczywistości i gomułkowskiej małej stabilizacji buntowali się w imię Października ’56, który znali z lektury starych numerów „Po Prostu”, „Nowej Kultury”, opowiadań Karola Modzelewskiego i Jacka Kuronia. Mając szesnaście lat i nie znajdując w szkole i w organizacji młodzieżowej odpowiedzi na nurtujące pytania, Adam Michnik, Jan Gross, Włodzimierz Hofman i Alexander Pirski doprowadzili do założenia w marcu 1962 roku dyskusyjnego młodzieżowego Klubu Poszukiwaczy Sprzeczności, popularnie zwanego Klubem Michnika, bo to Michnik był jego głównym inicjatorem. Wzorem był najpoważniejszy wówczas w WarMARZEC 2012

szawie dyskusyjny Klub Krzywego Koła, utworzony na fali „odwilży”, gromadzący zwolenników głębokiej destalinizacji, wolności myśli, przywracania praworządności, w którym dyskutowano na tematy polityczne, historyczne, społeczne, ekonomiczne i artystyczne, opierając się na wcześniej wygłoszonym przez wybitnego znawcę przedmiotu referacie. Piętnastoletni Michnik brał udział w niektórych spotkaniach tego Klubu, zwracając na siebie uwagę Jana Józefa Lipskiego. To właśnie jego oraz Jacka Kuronia radził się, jak zorganizować podobny klub dla młodzieży szkolnej. Korzystając z rad Lipskiego, Michnik dotarł do profesora Uniwersytetu Warszawskiego Adama Schaffa, znanego marksistowskiego filozofa, członka KC PZPR, który poparł jego pomysł i odesłał go do zarządu uczelnianego Związku Młodzieży Socjalistycznej z prośbą, by ten otoczył klub młodzieżowy swą opieką. Na czwartkowe spotkania nowo powstałego klubu, formalnie afiliowanego przez Wydział Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego, przychodziło początkowo około 20 osób, z czasem było ich dużo więcej. Ich uczestnicy wywodzili się głównie z kół Związku Młodzieży Socjalistycznej liceów Stefana Batorego, Mikołaja Reja, Juliusza Słowackiego, Klementa Gottwalda i Narcyzy Żmichowskiej. Wśród nich było wielu kolegów i koleżanek Michnika, m.in. Irena Grudzińska, Wiktor Holsztyński, Jan Lityński, Jan Gross, Seweryn Blumsztajn, Barbara Toruńczyk, Leon Sfard, Jerzy Mink,

Klaudiusz Weiss, Paula Zachczyńska, Julia Juryś, Krystyna Weintraub, Włodzimierz Rabinowicz, Marek Orlański, Włodzimierz Kofman, Krzysztof Pszenicki, Artur Halmin, Jan Kofman, Michał Kleiber, Henryk Kowalski. Na początku 1963 roku działalność klubowa na wniosek Wydziału Propagandy KC ZMS została przeniesiona do Staromiejskiego Domu Kultury. Na żądanie dyrektora placówki zarząd Klubu, reprezentowany przez Michnika, złożył odręcznie napisaną deklarację, w której wymienione zostały działające sekcje klubowe: ogólna, filozoficzna, socjologiczna, sekcja „kontaktu z Klubem Inteligencji Katolickiej” oraz sekcje planowane: pedagogiczna, rusycystyczna i romanistyczna. Planowano również akcję „Szturmem na szkoły”, której celem było „...wytworzyć w szkołach atmosferę intelektualnego niepokoju, zaangażowania w sprawy dotyczące ogółu społeczeństwa, wyrwać młodzież z panującego zastoju i marazmu”. Projektowano także wydawanie własnego biuletynu, a „poza tym dyskusje, rozruszanie ZMS-u istniejącego w szkołach zaledwie na papierze (z paroma może wyjątkami)”. Jako główne założenie programowe członkowie klubu podali „pracę poznawczą”, zastrzegając, iż nie wykluczają konfrontacji poglądów. Najważniejsze były jednak dyskusje po wykładach, na które przychodziło już ok. 150 osób. Wykładowcy uniwersyteccy – Zygmunt Bauman, Bronisław Baczko, Andrzej Walicki, Włodzimierz Brus czy Bronisław Minc – mówili o tym, „czym jest społeczeństwo, o relacjach między społeczeństwem i jednostką, rozważali pojęcie warstw i klas, ideałów gospodarczych socjalizmu”. Kuroń mówił o „Perspektywach młodzieży zaangażowanej”, ateista Kuczyński o sensie życia w chrześcijaństwie, a ks. Bronisław Dembowski, kapelan Klubu Inteligencji Katolickiej, o kryteriach wiary współczesnego katolika. Profesor Friszke przytacza także część relacji Michnika z 1990 roku, wg której „historia ruchu robotniczego oma21


wiana tam była ciągle, trzydziesty ósmy rok, sprawy czystek, KPP, rozgrywek różnych – to wszystko absolutnie niecenzuralne i szalenie interesujące”. Zainteresowanie tymi problemami wśród „poszukiwaczy sprzeczności” nie dziwi, większość z nich przecież wywodziła się rodzin przedwojennych komunistów, których te sprawy dotknęły bezpośrednio. W lutym 1963 roku prelekcję o personalizmie Mauniera wygłosił Janusz Zabłocki z „Więzi”, miesięcznika związanego z działalnością Klubów Inteligencji Katolickiej. Wcześniej jeszcze Michnik, zapraszając Zabłockiego, wyszedł z inicjatywą nawiązania współpracy z młodzieżą KIKowską, próby ponowiono po odczycie, gdy mniejsza grupa zainteresowanych spotkała się z Zabłockim w kawiarni. Współpracę taką nawiązano, chociaż Zabłocki ostrzegał, jak się później okazało słusznie, że nie ułatwi to „poszukiwaczom sprzeczności” życia. W styczniu wyemitowano w telewizji audycję o Klubie, po której

„Trybuna Ludu” pisała, że redaktor programu Manturzewski odkrył „polską Atlantydę, ziemię wcale nieznaną, ale jakże ciekawą”. Jeszcze w marcu w „Płomieniach”, piśmie ZMS dla szkół, informowano o działalności Klubu i zapowiadano, że niebawem ukaże się pierwszy numer czasopisma klubowego „Perspektywy”, którego redaktorem będzie Jan Gross, ale już wówczas nad Klubem zbierały się chmury. Zaczęło się od wezwania zarządu Klubu przez Krystyna Dąbrowę, sekretarza Komitetu Warszawskiego ZMS, na rozmowę, w której poprosił o przedstawienie planu działania i wyjaśnienie kontaktów z Klubem Inteligencji Katolickiej, poprosił też o spis członków oraz materiały przygotowywane do kolejnego biuletynu. W kwietniowej notatce Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, cytowanej przez prof. Friszke, czytamy m.in., że Zarząd KC ZMS po zapoznaniu się z tymi dokumentami, a szczególnie z planem sekcji religioznawczej, „doszedł do przekonania, iż w tej sytuacji organi-

zacja warszawska ZMS nie może tolerować grupy zajmującej się zgłębianiem obcej ideologii”. Kontakty „poszukiwaczy sprzeczności” ze środowiskiem katolickim i powiązania z członkami rozwiązanego decyzją władz państwowych w 1962 roku Klubu Krzywego Koła nie umknęły uwadze Służby Bezpieczeństwa, czego dowodem jest przytoczona w Anatomii buntu obszerna notatka oficera operacyjnego Wydziału IV Departamentu III Ministerstwa Spraw Wewnętrznych kpt. W. Komorowskiego, w której m.in. czytamy: „Opiekę nad nimi sprawuje Katedra Filozofii i Socjologii UW. Grupa ludzi tej katedry to sympatycy i b. członkowie Klubu Krzywego Koła”. I dalej: „Perfidia tej roboty Krzywego Koła polega na tym, że opiekunem i w pewnym sensie teoretykiem tej grupy jest krzywokolec Manturzewski”. Od tego czasu notatki kpt. Komorowskiego się mnożyły i zawierały prawdy, półprawdy i oczywiste kłamstwa. Informatorem oficerów SB był niechętny Klubowi kierownik Staromiejskiego Domu Kultury Wacław Babiejczuk. Równocześnie sprawą Klubu zaj-

Paszporty „Polityki” 2011

W

dniu 17 stycznia 2012 roku w Teatrze Wielkim w Warszawie redakcja „Polityki” wręczyła swoje Paszporty – doroczne nagrody artystyczne.

Nagrody te przyznawane są nie gwiazdom, nie „celebrytom”, lecz twórcom kultury, dopiero rozpoczynającym swą karierę, za pierwsze znaczące dzieło, „zapowiadające jeszcze znaczniejsze dokonania”. O Paszportach mówi się, że to najważniejsze nagrody kulturalne w Polsce, a o ich wysokiej randze świadczyć może chociażby fakt, że w tegorocznej uroczystości wręczania ich wzięły udział trzy najważniejsze osoby w państwie: 22

prezydent Bronisław Komorowski, marszałek Sejmu Ewa Kopacz, premier Donald Tusk. Paszporty 2011 przyznano: Krzysztofowi Gorbaczewskiemu (teatr), Rafaelowi Lewandowskiemu (film), Nicolasovi Grospierre (sztuki wizualne), Aleksandrze Kuls (muzyka poważna), Julii Marcell i Maciejowi Szajkowskiemu (muzyka popularna). Nagrodę specjalną „Polityki” – Kreator Kultury, będącą wyrazem uznania mi-

strzom starszego pokolenia, „którzy byli wzorem także dla wielu naszych laureatów”, wręczono Jerzemu Jarockiemu, jednemu z najwybitniejszych polskich reżyserów teatralnych. Paszportem w kategorii literatura uhonorowano Mikołaja Łozińskiego za książkę pod tytułem Książka. W uzasadnieniu czytamy: „...za świetnie opowiedzianą małą historię na tle dużej historii. Za oryginalną formę i za przypomnie-

nie, że nie ma lepszego tematu literackiego niż rodzina”. Urodzony w 1980 roku w Warszawie Łoziński jest pisarzem i fotografikiem. Socjologię ukończył w Paryżu. Imał się różnych prac: był tłumaczem telewizji francusko-niemieckiej, robił zdjęcia dla „Przekroju” i „Rzeczpospolitej”, zarabiał jako malarz pokojowy i asystent niewidomej psychoterapeutki. W 2006 roku debiutował powieścią Reisefieber (Wydawnictwo MONITOR POLONIJNY


mował się KW PZPR i władze ZMS. W maju swe stanowisko zajął Sekretariat Komitetu Warszawskiego PZPR. Utrzymywał on, że: „Hermetyczność środowiska klubowego, teoretyczne, oderwane od rzeczywistości dyskusje negatywnie wpływają na kształtowanie tej młodzieży, paraliżują jej potencjalne możliwości aktywnego działania w istniejących szkolnych organizacjach młodzieżowych”. A na koniec stwierdził:: „Sekretariat KW PZPR stoi na stanowisku, że tego rodzaju klub młodzieży szkolnej nie powinien istnieć”. W lecie 1963 roku Klub Poszukiwaczy Sprzeczności został przez władzę zlikwidowany, a w lipcu sam Władysław Gomułka na plenum KC PZPR krytykował siedemnastoletniego Michnika i Klub za „niewłaściwy rodzaj aktywności”. Programowe i formalne podobieństwo do zlikwidowanego Klubu Krzywego Koła, personalne związki niektórych „poszukiwaczy” z jego działaczami, a także kontakty z inwigilowanym już wówczas

Znak), za którą otrzymał Nagrodę Fundacji im. Kościelskich, w tym samym roku zajął II miejsce w Konkursie Młodych Twórców Warszawskiej Fundacji Kultury. W 2008 roku opublikował Bajki dla Idy (Wydawnictwo Znak). Jego Książka (Wydawnictwo Literackie) we wrześniu 2011 roku została Krakowską Książką Miesiąca. Autor Książki w jednym z wywiadów powiedział, że do jej napisania zainspirowała go historia własnej rodziny, że zamierzał zrekonstruować losy trzech pokoleń: dziadków, rodziców i synów tych ostatnich, że chodziło mu o odsłonięcie przeróżnych rodzinnych tajemnic, opisanie wzajemnych MARZEC 2012

przez Służbę Bezpieczeństwa uniwersyteckim Politycznym Klubem Dyskusyjnym oraz ze środowiskiem katolickim, utrudniająca kontrolę nieformalna struktura organizacyjna, rozbudzające młodzież dyskusje, uczące zadawania trudnych pytań, to główne przyczyny uciszania młodych ludzi przez władzę. Likwidacja Klubu nie oznaczała jednak zerwania zawartych przyjaźni i znajomości. Dyskusje przeniosły się na grunt towarzyski i w efekcie u części „poszukiwaczy sprzeczności”, skupionej wokół Michnika, wzrósł krytycyzm, który przejawił się wyraźnie, gdy znaleźli się na uniwersytecie. To przede wszystkim ta najaktywniejsza grupa była organizatorką Marca ’68. Z owej grupy wyrosło wielu późniejszych opozycjonistów, z których wymienić wystarczy choćby: Seweryna Blumsztajna, Irenę Grudzińską, Jana Lityńskiego, Adama Michnika, Barbarę Toruńczyk, Jana Grossa, Włodzimierza Kofmana czy Krzysztofa Pszenickiego. W całej ich działalności opozy-

relacji, a przede wszystkim emocji łączących i dzielących bohaterów. Na opowieść Łozińskiego składają się ułamki wspomnień zarówno narratora, jak i członków jego rodziny, wiele drobnych obrazków i mikrozdarzeń, historie przedmiotów, np. telefonu, szuflady czy ekspresu do kawy. Opowieść zaczyna się od „spotkania kobiety, dla której dziadek sześćdziesiąt lat temu zostawił babcię”. Dalej jest o dziadkach, przedwojennych komunistach, z których jeden – pułkownik bezpieki – pozostał przy swoich poglądach do końca życia, a drugi – dziennikarz – w czasie stanu wojennego pomagał redakcji podziemnej „Solidar no-

cyjnej Klub Poszukiwaczy Sprzeczności stanowił epizod krótki, ale jakże znaczący. Odczuwali wtedy, jak pisała B. Toruńczyk, głód wolności, zaś inna uczestniczka dyskusji i spotkań klubowych pamięta, że w Klubie po raz pierwszy usłyszała o Katyniu i zobaczyła kopie tekstów Milovana Dżilasa. Sam Michnik w relacji z 1990 roku wspominał, że był to ważny okres formacyjny. Czytali książki „Kultury”, w tym Kolumbowy błąd Sukiennickiego i Zniewolony umysł Miłosza, stare numery „Po Prostu” i „Nowej Kultury” z okresu Października ’56. Ważną, formacyjną książką był Światopogląd i życie codzienne Kołakowskiego. DANUTA MEYZA-MARUŠIAK

ści”. Skomplikowane relacje rodzinne w każdym pokoleniu, narastający konflikt między opowiadającym historię rodzinną narratorem a członkami tej rodziny, trauma dziecka po odejściu ojca, to tylko niektóre motywy tej opowieści. Łoziński przyznaje, że pisząc ją, chciał zrozumieć przodków, którzy żyli w ciekawych, ale trudnych czasach wojny, komunizmu, Marca ’68, stanu wojennego, z drugiej jednak strony ta książka jest próbą rozstania się z dziedzictwem, bagażem doświadczeń rodziców i dziadków, rozumianym jako ciężar i zbędny balast. Historia rodzinna w Książce Łozińskiego to histo-

ria prywatna, mająca przede wszystkim odpowiedzieć na pytania, jakimi ludźmi byli dziadkowie i rodzice, jak sobie radzili w małżeństwach i w rodzinach. I ta prywatność dominuje nad wielką historią, historią polityczną, umieszczoną przez autora w odległym tle i traktowaną jako swoiste, niewygodne obciążenie. Marek Zalewski z Instytutu Badań Literackich PAN, nominując Książkę do nagrody „Polityki”, napisał o jej autorze m.in.: „Przenikliwość psychologiczna, sąsiadująca z czułością, poczucie humoru, talent literacki zapowiadają kogoś, kto wiele może dokonać”. DANUTA MEYZA-MARUŠIAK 23


Jednym z Polaków, szanującym pragnienia i dążenia sąsiednich państw (przede wszystkim Słowaków, Czechów i Ukraińców), był Feliks Gwiżdż, niesłusznie zapomniany przez historię, człowiek. Przyszły dziennikarz, pisarz i poeta urodził się 12 stycznia 1885 r. w rodzinie góralskiej, w Odrowążu Podhalańskim. Uczył się w krakowskim gimnazjum, a po ukończeniu czwartej klasy rozpoczął studia na uniwersytecie lwowskim. Ambitny i z literackim zacięciem publikował swoją twórczość – poezję, prozę, a także recenzje – na łamach „Tygodnika Lwowskiego”. Pamiętając o góralskich korzeniach, aktywnie uczestniczył w przygotowaniach Zjazdów Podhalańskich, a w 1912 roku znalazł się w gronie założycieli „Gazety Podhalańskiej”, wychodzącej w Nowym Targu.

Delegaci ze Spisza i Orawy i poseł Feliks Gwiżdż (z lewej) przed udaniem się po prezydenta RP Ignacego Mościckiego W 1914 roku wstąpił do legionów J. Piłsudskiego i został członkiem IV Pułku Piechoty. Pod koniec wojny miał już stopień porucznika. Od roku 1918 był żołnierzem Wojska Polskiego i przez dwa lata pracował w komisji plebiscytowej ds. Spiszu i Orawy. Armię opuścił w 1921 roku i powrócił do swojej lite24

łowacka „Kultúra” opublikowała wiele artykułów na temat historii słowacko-polskich relacji, nie zawsze pełnych wzajemnego zrozumienia. My na łamach „Monitora“ prezentujemy artykuł, który doskonale wpisuje się w temat „Polsko-słowackie związki historyczne“.

S

Feliks Gwiżdż i Słowacy

racko-dziennikarskiej pasji. Jego twórczość związana była przede wszystkim z życiem górali (nowela „Dobrzy ludzie”, tomiki poezji „Fale” i Kośba” i inne). Zaangażował się także w politykę. W latach 19281935 był posłem na Sejm, a w latach 1935-1939 senatorem ugrupowania rządowego Podhala. Działał ponadto w wielu stowarzyszeniach, a w 1936 roku założył Towarzystwo Przyjaciół Słowaków im. Ľudovíta Štúra (późniejsze Stowarzyszenie Współpracy Polsko-Słowackiej). Dyktat monachijski, rozdzielenie Czechosłowacji, inwazja żołnierzy słowackich na terytorium polskiej Orawy i Spiszu postawiły Gwiżdża przed bardzo trudnym dylematem – zmienić serdeczne nastawienie wobec Słowaków i Słowacji, czy nie? Zachował jednak gorące serce i głowę górala. Wciąż silne były jego

przywiązanie i sympatia do Słowaków. Korespondował z Macierzą Słowacką, tłumaczył twórczość słowackich autorów (m.in. „Matkę” Tajovskiego, „Cestę zarúbaną” Kráľa, „Butorę” i „Čutorę” Hviezdoslava). W listopadzie 1939 r. miał objąć funkcję komisarza politycznego przy tworzącym się Legionie Czesko-Słowackim, ale obsadzenie Polski przez faszystow pokrzyżowało jego plany. Pozostał w Warszawie i włączył się do działań konspiracyjnych Armii Krajowej pod pseudonimem Kapitan Sadyba. W powstaniu warszawskim zginął jego syn Jacek, członek bata-

lionu „Zośka”. Po wojennej zawierusze Gwiżdż osiadł w Krakowie i wrócił do pracy literackiej. Pracował w tamtejszym oddziale Polskiego Radia, gdzie w latach 19471951 przygotowywał programy poświęcone głównie tematyce góralskiej (kilkadziesiąt wspaniałych audycji pod wspólnym tytułem „Zwyrtałowa bacówka pod Wesołym Wierchem”). Jego wcześniejsze związki z Armią Krajową sprawiły, że w komunistycznej Polsce nie miał łatwego życia. Już w sierpniu 1945 roku został aresztowany przez organy służby bezpieczeństwa. Zwolniono go w październiku. Do drugiego aresztowania doszło w październiku 1951 roku. Feliks Gwiżdż został wówczas osadzony w więzieniu mokotowskim w Warszawie. Nigdy już z niego nie wyszedł. Zmarł za więziennymi murami 27 marca 1952 roku. Był świetnym poetą, miłośnikiem Tatr, propagatorem gór i wielkim przyjacielem Słowaków. W marcu mija 60 rocznica jego śmierci. Warto o nim pamiętać. ADOLF KOBELA, BOLEŠOV-BORČICE (TŁUM. Z. PODLEŚNY, K. PIENIĄDZ)

Powitanie parlamentarzystow na Dworcu Głównym w Warszawie. Feliks Gwiżdż (pierwszy z prawej) MONITOR POLONIJNY


O ACTA inaczej CTA to najpopularniejszy ostatnio akronim, czyli skrótowiec, utworzony od ang. Anti-Counterfeiting Trade Agreement, co na polski można przetłumaczyć jako ‘umowa handlowa dotycząca zwalczania obrotu towarami podrabianymi’.

A

Błyskawicznie zjednoczył głównie młodych, którzy skrzyknęli się na Facebooku i w proteście przeciwko podpisaniu tejże umowy przez polski rząd wyszli na ulice, wykrzykując głośno: Kto nie skacze, ten za ACTA, hop, hop, hop! No i skakali, pewnie też i po to, by się rozgrzać, bo mrozy były właśnie okrutne. Warto też dodać, że hasło przejęli chyba od kibiców (kiboli?), którzy w swoich utarczkach z policją często pokrzykiwali: Kto nie skacze ten z policją! hej! hej! hej!, kibice z kolei zapożyczyli je z piosenki o takim właśnie tytule, wykonywanej przez kontrowersyjną poznańską grupę hip-hopową Nagły Atak Spawacza już pod koniec 2008 r. Fala protestów przeciw ACTA rozlała się na całą Europę i już wkrótce także w innych krajach demonstrowano niezadowolenie z podpisania porozumienia, skandując: Kto neskáče ten je ACTA! – na Słowacji, Kdo neskáče je pro ACTA! – w Czechach, Kdor ne skače, je za Acto! – w Słowenii itd. W całej cyberprzestrzeni, we wpisach na Facebooku, Twitterze i innych portalach społecznościowych – wszędzie można było czytać o ACTA, a skrótowiec ten stał się kryptonimem całości wydarzeń, związanych z kryjącą się pod nim umową, i zaczął żyć po trosze własnym życiem. Zaczęto go nawet odmieniać przez przypadki, np. Hymn przeciw ACCIE!; Wygramy z ACTĄ?; Pokażmy Accie, gdzie raki zimują!; Baśka walczy z ACTĄ, co niekiedy było krytykowane. Czy słusznie? Cechą skrótowców jest to, że nie trzeba ich odmieniać, zwłaszcza gdy ich funkcję gramatyczną MARZEC 2012

zdradza kontekst zdaniowy. Jednak biorąc pod uwagę, że wyglądają one jak inne leksemy, to najczęściej automatycznie poddaje się je obróbce fleksyjnej. Odmieniać można skrótowce, których wymowa kończy się spółgłoską, np. HTML (wym. ha-te-em-el), NBL (wym. en-be-el), PiS (wym. pis), ONZ (wym. o-en-zet). Ważne jest jednak, by w piśmie ich końcówki fleksyjne oddzielać łącznikiem, np. HTML-u, NBL-em, PiS-u, ONZetu. Jeśli jednak skrótowiec zapisywany jest jak każda inna nazwa własna i kończy się małą literą, np. Cepelia, Elektrim, to przed końcówkami łącznik jest niepotrzebny, czyli piszemy: o Cepelii, w Elektrimie. Duże problemy związane są jednak z akronimami, które przypominają rzeczowniki żeńskie zakończone na –a, i zapisywane są wielkimi literami, np. IKEA. Bo, proszę Państwa IKEA to skrótowiec od Ingvar Kamprad Elmtaryd Agunnaryd. Polska norma, przynajmniej na razie, nie pozwala na odmianę tego skrótowca. Przyznam jednak, że rzadko słyszę, by ktoś wybierał się na zakupy „do IKEA”. Większość z nas – przynajmniej takie odnoszę wrażenie – chodzi „do Ikei”. Mam wrażenie, że jeśli idzie o tego typu skrótowce, to ta polska norma jest trochę niekonsekwentna, bowiem w prezentowanych przez słowniki poprawnościowe zasadach odmiany skrótowców prawie wszędzie przytacza się dwa przykłady: EFTA (European Free Trade Association, czyli Europejskie Stowarzyszenie Wolnego Han-

dlu), SABENA (Societe Anonyme Belge d’Exploitation de la Navigation Aerienne – nazwa belgijskich linii lotniczych, które zbankrutowały; złośliwi skrótowiec ten odczytywali nawet jako Such A Bad Experience Never Again – ‘nigdy więcej tak złego doświadczenia’), zaznaczając, że się odmieniają, a ich odmianę można zapisać dwojako: z łącznikiem – EFTA, EFT-y, Efcie, EFT-ę; SABENA, SABEN-y, SABEN-ie, SABEN-ę; lub: Efta, Efty, Efcie, Eftę; Sabena, Sabeny, Sabenie, Sabenę. Zatem dlaczego nie można odmieniać IKEA? Analogia do podanych wyżej przykładów daje przecież możliwość zapisów form zależnych: IKE-i, IKE-ę lub Ikei, Ikeę. Co zatem stoi na przeszkodzie, by i te formy uznać za poprawne? Do niedawna jeszcze – także i w popularnym Słowniku poprawnej polszczyzny Witolda Doroszewskiego (ostatnie wydanie w 1996 r.) – niepoprawna była odmiana akronimu YMCA (Young Men’s Christian Association – Związek Chrześcijańskiej Młodzieży Męskiej), który dziś odmieniamy z przyzwoleniem wydawnictw poprawnościowych: Ymki (tu „c” przeszło w „k”), Ymce, Ymcę, Ymcą itd. Jestem przekonana więc, że to tylko kwestia czasu, by za poprawną uznano też odmianę IKEA, a także i… ACTA, jeśli ten drugi skrótowiec nadal będzie głównym tematem mediów i dyskusji internautów. Bo z ACTA (z ACT-ą? z Actą?) to właściwie ten sam problem. Warto też zauważyć, że niektóre języki słowiańskie (np. słoweński) od początku akronim ten odmieniają wg swoich paradygmatów fleksyjnych. Na razie proces ratyfikacji porozumienia ACTA (ACT-y? Acty?) został zatrzymany. Co będzie dalej, czas pokaże. Ale nie musimy się bać ewentualnej odmiany tego skrótowca, bo to proces naturalny języków fleksyjnych. Bać się możemy tego, co niesie za sobą zapis kryjącej się pod nim umowy. MARIA MAGDALENA NOWAKOWSKA 25


yła, minęła. Tyle można powiedzieć o udziale polskiej reprezentacji w X Mistrzostwach Europy w Piłce Ręcznej Mężczyzn.

B

Szczypiorniak czy - jak kto woli – ręczna za sprawą sukcesów w ostatnich latach staje się polskim sportem drużynowym numer jeden. Podczas turnieju, rozgrywanego w dniach 17 – 29 stycznia br. w serbskich miastach: Belgrad, Nowy Sad, Vršac i Niš, nasza reprezentacja dostarczyła nam wielu emocji i stresu. Nasi grali nierówno, zaskakiwali nas i dawali się zaskakiwać rywalom. Na końcu, pomimo walki, tradycyjnie wyszło, jak wyszło. Zaczęło się niezbyt dobrze. Serbia pokonała nas 18:22. Zimny kubeł wody na głowy graczy, szok kibiców. Oczywiście reprezentacja pokazała, że jest ekipą, która walczy do końca, a przegraną uznała za wypadek przy pracy. Drugi mecz był lepszy. Nasi roznieśli Słowację 41:22. Nastroje w polskim zespole się poprawiły. Nadzieje i euforia kibiców znacznie wzrosły. W trzecim meczu zwyciężyliśmy Danię 26:27. Opinie były zgodne, Duńczycy – zespół, który przyjechał do Serbii, aby… wygrać te mistrzostwa – doznali szoku. Media w Danii porażkę nazwali „bezlitosną egzekucją” i „pożarciem na żywo”. Duński

26

Nowa szansa dziennik „Ekstrabladet” pisał: „Nasze nadzieje na złoty medal zostały pożarte przez potwornych Polaków i pogrzebane przez nich żywcem w  głębokim grobie, z  którego trudno będzie się teraz wydostać. Mecz był prawdziwym dreszczowcem i  nerwowym spektaklem grozy, w  którym do ostatniej minuty ważyły się losy wygranej. Niestety, nasi piłkarze w najbardziej nerwowych sekundach zawiedli, natomiast polscy rywale, a zwłaszcza ich bramkarz Marcin Wichary, wykazali się zimną krwią i  skutecznością”. Mecz określano jako spotkanie dwóch kandydatów do medalu, a „Politiken” stwierdził, że była to „katastrofa i  szok w  wielkim rozmiarze”. Trener Duńczyków, wicemistrzów świata z 2011 roku, nie mógł zrozumieć, jak mogli oni wypuścić zwycięstwo z rąk. Prowadzili przecież 17:12 i 19:14, a potem jeszcze 24:22 w drugiej części spotkania! Przyznał: „Polacy walczyli znakomicie przez cały mecz, grali do końca i to przyniosło im efekt w postaci zwycięstwa”. Nasi mówili zaś, że to bramkarz Marcin Wichary przyczynił się do klęski Danii, powstrzymując gwiazdy światowej piłki ręcznej, wielokrotnych medalistów mistrzostw świata i  Euro-

py, weteranów parkietu, m.in. Larsa Christiansena i Mikkela Hansena, króla strzelców mistrzostw świata w Szwecji w 2011 roku. A do kadry trafił dlatego, że bramkarze Sławomir Szmal i Adam Malcher mieli problemy zdrowotne… Awansowaliśmy do drugiej rundy, tzw. fazy zasadniczej, z dwoma punktami na koncie. Najważniejsze spotkania - ze Szwecją, Macedonią i Niemcami rozegraliśmy w gigantycznej Belgrad Arenie, która może pomieścić ponad 20 tys. widzów. W takiej hali Polacy jeszcze nie grali. Wszyscy rywale byli w  naszym zasięgu, czyli z każdym mogliśmy teoretycznie wygrać. Rywale zaś uważali, że to my jesteśmy w  ich zasięgu. Mieliśmy niezłą pozycję wyjściową, jednak by wejść do półfinału powinniśmy wygrać wszystkie mecze. Ze Szwecją, najbardziej utytułowanym zespołem na Starym Kontynencie, czterokrotnym mistrzem Europy nasi przegrywali, ale ambitnie gonili rywala. Po zaciętym meczu wywalczyli remis 29:29.Następna była Macedonia, niedoceniany, ale bardzo groźny rywal. Nasi zapewnili swoim kibicom nerwowy mecz. Przegrywali, nadrabiali, ale macedoński bramkarz obronił 19 naszych rzutów na

bramkę. Polacy ani razu nie wyszli na prowadzenie. Nie było nikogo, kto pociągnąłby zespół do ataku. Przespali pierwszą połowę, byli dziwnie rozkojarzeni. Przeciwnicy to wykorzystali - pokonali nas 27:25. Fakt, sporne sytuacje zawsze na naszą niekorzyść interpretowali sędziowie z Islandii. Ten mecz polskie media określiły „frajerską porażkę”. Innym poważnym rywalem na tym etapie gry byli Niemcy - odwieczny rywal naszej kadry. Mecze z nimi to zawsze wielkie emocje. Tym razem wygraliśmy 33:32. W sumie Polacy na tych mistrzostwach zajęli 9. miejsce - udział w nich wzięło 16 reprezentacji. Nasz najlepszy dotychczasowy wynik to 4. miejsce (2010). Opinie są zgodne, graliśmy nierówno, nierzadko przyprawiając kibiców o zawał. Często bramkarze rywali zostawali bohaterami swych drużyn, broniąc nieprawdopodobną liczbę naszych rzutów – bronili, bo rzuty Polaków były po prostu kiepskie. Mistrzostwa Europy w Serbii to już historia. Część winy za słaby występ na turnieju tradycyjnie można zrzucić na kontuzje, które dotknęły naszych czołowych graczy jeszcze przed rozgrywkami. Kontuzji doznali Marcin Lijewski, Tomasz Rosiński i Bartłomiej Tomczak. Brak było Sławomira Szmala, ale w bramce dobrze radził sobie Marcin Wichary. Już w pierwszym meczu turnieju kontuzjowany został kolejny rozgrywający Krzysztof Lijewski, który nie zagrał przeciw Słowacji i Danii, ale dobrze spisał się w późMONITOR POLONIJNY


niejszych meczach. Sprawdził się też Piotr Wyszomirski. Lekarz reprezentacji po ostatnim meczu mistrzostw powiedział, że właśnie tylko Wyszomirski nie korzystał z jego pomocy, zaś liczba kontuzji była tak duża, iż gdyby tydzień później trzeba było zagrać jeszcze jakiś mecz, to trudno byłoby skompletować drużynę. Podkreślał też, że z kadrą jeździ od 15 lat, ale tak ciężkiego turnieju jeszcze nie miał. Ale nie wszystko było takie złe – pochwalić trzeba grę naszej obrony, dobrze rozegrane kontrataki w meczu ze Słowacją. Dobre jest też to, że potrafimy walczyć do końca. I choć w Belgradzie nie udało się nam zapewnić sobie udziału w igrzyskach olimpijskich w Londynie, to stale mamy na to szansę. W finale bowiem gospodarze zagrali przeciw Danii, która wywalczyła Mistrzostwo Europy, co nam dało awans do turnieju kwalifikacyjnego w Hiszpanii. W kwietniu zagramy zatem z gospodarzami, Algierią, oraz… Serbią, której będziemy mogli zrewanżować się za ostatnią porażkę. Dwie najlepsze drużyny tych rozgrywek pojadą na olimpiadę. Trzeba się tylko zakwalifikować, co – miejmy nadzieję – się uda. Trzymajmy kciuki! ANDRZEJ KALINOWSKI Zgodnie z życzeniem autora jego honorarium zostanie przekazane na nagrody dla dzieci, które biorą udział w konkursach „Monitora”

MARZEC 2012

ie wiem, jak Państwo, ale ja mam wrażenie, jakby to było wczoraj. Mam na myśli moment, w którym Michael Platini wypowiedział słynne słowa: „Pologne – Ukraine”, które oznaczały, że przyznano nam prawo do organizacji Euro 2012.

N

Euforii nie było wtedy końca, tym bardziej, że kiedy kilka lat wcześniej Polska i Ukraina złożyły wniosek o wspólną organizację mistrzostw, mało kto wierzył, że się uda. A jednak! Wtedy, wiosną 2007 roku, organizacja Euro 2012 jawiła się wszystkim jako cudowne remedium na wszelkie niedociągnięcia i zapóźnienia cywilizacyjne naszych krajów. W ciągu tych pięciu lat Polska i Ukraina miały zmienić się nie do poznania – oba kraje miała przeciąć sieć nowoczesnych autostrad i magistral kolejowych, podróż między najważniejszymi metropoliami miała się skrócić nawet o połowę, a miejsce obskurnych dworców i starych pociągów miały zająć ich nowocześniejsze odpowiedniki. Optymizmu dodawał fakt, że w 2007 roku gospodarki Polski i Ukrainy rozwijały się w zawrotnym tempie. Nikt jeszcze wówczas nie przeczuwał nadciągającego kryzysu, a pięć lat, które dzieliły nas wtedy od mistrzostw, wydawało się wiecznością. Ani się obejrzeliśmy, a tu już nastał ten magiczny 2012 rok – do rozpoczęcia mistrzostw zostały już tylko trzy miesiące. Co pozostało z dawnych nadziei i czy przygotowania do Euro rzeczywiście okazały się takim impulsem rozwojowym, jakiego oczekiwaliśmy? Odpowiadając na te pytania można posłużyć się słynną metaforą szklanki, która zależnie od naszego nastawienia jest do połowy pusta lub do połowy pełna. Przede wszystkim ogromnym sukcesem jest już sam fakt, że mistrzostwa się odbędą, co jeszcze dwatrzy lata temu nie było wcale takie oczywiste. Do jesieni 2010 roku byliśmy bombardowani spekulacjami, że poszczególne polskie i ukraińskie miasta nie zdążą z budową stadionów, że mistrzostwa nam odbiorą itp. Na szczęście takiego zagrożenia już nie ma. Stadiony, choć z opóźnieniami i zgrzytami, są już oddane do użytku lub są na wykończeniu. Nowoczesna sieć autostrad i linii kolejowych co prawda nie powstała, ale i tak udało się dokonać ogromnego skoku, jeśli chodzi o budowę nowych dróg. Zaczęło się poprawiać nawet tam, gdzie do tej pory było najwięcej powodów do wstydu, czyli na dworcach kolejowych: dość wspomnieć o nowoczesnych i schludnych obiektach, którymi

ostatnia

prosta

po gruntownym remoncie mogą się poszczycić np. Gdynia czy Przemyśl. O całkowitej porażce natomiast można mówić w przypadku granicy polsko-ukraińskiej, która jest bardzo istotnym elementem, zważywszy na to, że Euro 2012 organizujemy wspólnie z Ukrainą. W 2007 roku zakładano, że do mistrzostw uda się otworzyć osiem nowych przejść granicznych i pozbyć się toczących granicę patologii, takich jak gigantyczny przemyt, wymuszanie haraczy od podróżnych czy wielogodzinne kolejki. Niestety, w tym zakresie nie zrobiono prawie nic. Zamiast ośmiu nowych przejść otwarte będzie tylko jedno (Budomierz-Hruszew), a i to warunkowo. Sytuacja na granicy nadal urąga wszelkim standardom, na wjazd do Polski samochody osobowe czekają po pięć i więcej godzin, a granica jest zakorkowana przez przemytników. Co prawda Straż Graniczna i Służba Celna zapowiadają wprowadzenie na czas mistrzostw specjalnych rozwiązań na granicy, ale prawdę mówiąc, trudno mi sobie wyobrazić, jak to wszystko będzie funkcjonować. Jak by nie było, do mistrzostw pozostało już niewiele czasu i jeżeli ktoś chce w czerwcu wybrać się na tę imprezę, powinien pomyśleć o tym już teraz. Osoby, które nie mają biletów na mecze, mogą pomyśleć o odwiedzeniu Krakowa – co prawda w tym mieście rozgrywek piłkarskich nie będzie, ale i tak podczas Euro będzie panowała tu prawdziwie kibicowska atmosfera. Wszystko dzięki temu, że w Krakowie w czasie mistrzostw będzie mieszkało kilka znanych europejskich drużyn, m.in. Holendrzy, Anglicy i Włosi, a krakowskie Błonia zamienią się w wielkie futbolowe miasteczko. JAKUB ŁOGINOW 27


ok 1902 okazał się dla Jana Szczepanika szczęśliwy.

R

Jan Szczepanik genialny wynalazca i wizjoner

Nie tylko zawodowo – jak pewnie pamiętają Państwo z pierwszej części artykułu, właśnie wtedy międzynarodową sławę przyniosła mu kuloodporna tkanina, dzięki której hiszpański król Alfons XIII nie zginął w zamachu – ale także prywatnie. W 1902 roku bowiem Szczepanik poślubił Wandę Dzikowską, córkę tarnowskiego lekarza Zygmunta Dzikowskiego. Ślub odbył się w katedrze w Tarnowie, mieście, z którym, jak się później okazało, Szczepanik związał się na wiele lat. Często wyjeżdżał w interesach. Przede wszystkim do Niemiec (w 1907 roku założył nawet niewielkie laboratorium w Dreźnie), gdzie pracował nad wprowadzeniem naturalnych kolorów do fotografii. Był to główny obszar jego zainteresowań badawczych w latach 1910 1914 i z tamtego okresu pochodzi wiele jego wynalazków. Opatentowane rozwiązania dotyczyły przede wszystkim rozmaitych ulepszeń w tej dziedzinie, głównie sposobu kopiowania barw-

nych diapozytywów i wyrobu specjalnego papieru do barwnych odbitek. Już wtedy miał na swoim koncie imponujące wynalazki – pierwsze kamery filmowe i projektory do zdjęć barwnych. W czasie I wojny światowej odkryciami Szczepanika z zakresu umaszynowienia tkactwa (i na tym polu polski naukowiec miał ogromne zasługi, przede wszystkim jako twórca automatycznej maszyny tkackiej) zainteresowali się Niemcy. Na ich zamówienie Szczepanik miał wykonać gigantycznych rozmiarów gobelin, przedstawiający apoteozę wielkich niemieckich zwycięstw. W 1916 roku niemieccy projektanci odwiedzali wynalazcę w Tarnowie, by przedstawić projekty i rysunki, na podstawie których miał powstać gobelin. Klęski, które zaczęły ponosić Niemcy, spowodowały przerwanie prac nad tym zleceniem. W latach 1921-1922 Szczepanik chciał spróbować swoich sił w innej dziedzinie, której wróżył sukces – eksploatacji złóż naftowych na Podkarpaciu. W tym celu wraz ze swoim przyjacielem Zygmuntem Górskim założył spółkę. Ostatecznie plany spełzły na niczym; do wydobycia złóż nie do-

POLAK POTRAFI

Konkurs „Być Polakiem” Tematy prac konkursowych:

Konkurs skierowany jest do dzieci i młodzieży mieszkającej poza granicami Polski

Chętni do udziału w konkursie powinni wypełnić zgłoszenie konkursowe, które znaleźć można na • grupa wiekowa 8-12 lat: „Jak dziadek poznał babcię” stronie www.swiatnatak.pl i w nieprzekraczalnym • grupa wiekowa 13-15 lat: „Jakie skarby kultury terminie do 31 marca 2012 r. przesłać je i pracę polskiej zabiorę w dorosłe życie i dlaczego?” konkursową na adres elektroniczny: • grupa wiekowa 16-19 lat: „Polska oczyma moich k.majak@swiatnatak.pl (z podaniem w temacie przyjaciół w kraju zamieszkania” maila tytułu konkursu „Być Polakiem”), ew. na płycie • grupa wiekowa 19-25 lat (studenci): CD lub DVD, nośniku USB lub SD lub w formie „Honor wczoraj i dziś” papierowej na adres sekretariatu konkursu: Fundacja „Świat na Tak”, al. J. Ch. Szucha 27, 00-580 • grupa multimedialna (bez ograniczeń wiekowych): Warszawa, z dopiskiem konkurs „Być Polakiem” „Polska gola!” 28

szło, a Górski wkrótce sprzedał kupione przez siebie ziemie. Kilka lat później, w 1925 roku, Szczepanik zaczął poważnie chorować. Okazało się, że jego organizm niszczy zaawansowany już rak wątroby, a szanse wyleczenia są bardzo małe. Wynalazca leczył się w berlińskim szpitalu, ale bardzo prosił o umożliwienie mu podróży do domu, do Tarnowa. Lekarze sprzeciwiali się temu pomysłowi, uważając, że wyniszczony chorobą organizm takiej podróży nie przetrwa. Ostatecznie już nie o własnych siłach i tylko dzięki troskliwej opiece medycznej (w tym teścia, lekarza Zygmunta Dzikowskiego) Szczepanik dotarł do Tarnowa 17 kwietnia 1926 roku. Zmarł następnego dnia, w wieku zaledwie 54 lat. Już po jego śmierci badania nad fotografią barwną kontynuowali jego synowie. Z pozostawionych wynalazków, głównie filmu małoobrazkowego, nad którym pracował już w 1899 roku, skorzystali później giganci – Kodak (w 1928 roku) i Agfa (w 1932). Mam nadzieję, że choć w niewielkim stopniu udało mi się Państwa zainteresować Szczepanikiem i jego odkryciami. Dwa artykuły to stanowczo za mało, by móc szczegółowo i tak, jak na to zasługują, przedstawić wszystkie jego pomysły, dlatego gorąco zachęcam do samodzielnych poszukiwań i lektury licznych publikacji, poświęconych „polskiemu Edisonowi”. KATARZYNA PIENIĄDZ

Rozstrzygnięcie konkursu nastąpi w maju 2012 r., a jego wyniki zostaną ogłoszone na stronie internetowej Fundacji „Świat na Tak”. Nagrody to: 10-dniowy pobyt edukacyjno-kulturalny w Polsce w lipcu 2012 r. oraz nagrody rzeczowe. Organizatorami Konkursu są: Stowarzyszenie „Wspólnota Polska”, Ośrodek Rozwoju Polskiej Edukacji za Granicą, Fundacja „Świat na Tak”, Europejska Unia Wspólnot Polonijnych. Więcej informacji o konkursie na stronie Fundacji:

www.swiatnatak.pl MONITOR POLONIJNY


klUB PolSki W BraTySłaWie zaPraSza Na SPoTkaNie Pod haSłem

Topienie Marzanny przywitanie wiosny piosenkami biesiadnymi”, które odbędzie się 25 marca (niedziela) o godz. 15.00. Program SPoTkaNia: • zbiórka w lokalu Polepole (ul. kazanská 58 w Bratysławie dzielnica Podunajské Biskupice), • wspólny spacer nad rzekę, • topienie marzanny, • powrót do lokalu, • wspólne śpiewanie piosenek o tematyce wiosennej, • konkursy dla dzieci.

O G Ł O S Z E N I E

O

P R A C Y

Firma “TEST” HR poszukuje chętnych do podjęcia racy w firmie Oknoplast (www.oknoplast.com.pl), wiodącego producenta okien, drzwi i stolarki aluminiowej, na stanowisku:

projektant - specjalista ds. konstrukcji aluminiowych OBOWIĄZKI:

Uczestnicy spotkania mogą przynieść ze sobą własne wypieki (słodkie bądź słone). Napoje będzie można kupić w kawiarni.

Więcej informacji pod nr. tel. 0903 455 664

Osoba na tym stanowisku odpowiedzialna będzie za samodzielne opracowywanie ofert na dostawy konstrukcji aluminiowych, weryfikację dokumentacji technicznej przekazywanej przez klientów, udział w pomiarach oraz kontrolę poprawności montażu w przypadku realizacji obiektowych.

OCZEKIWANIA: wykształcenie wyższe techniczne, biegła znajomość języka słowackiego (obowiązkowa) lub czeskiego (mile widziana), znajomość języka polskiego (obowiązkowa), gotowość do podjęcia pracy w Krakowie, minimum 2-letnie doświadczenie w pracy na stanowisku konstruktora, bardzo dobra znajomość obsługi komputera, w tym programów specjalistycznych (AutoCad), zamiłowanie do rozwiązywania zagadnień technicznych, umiejętność analitycznego myślenia, dokładność i skrupulatność, umiejętność pracy w zespole.

OFERUJEMY:

Uwaga, Czytelnicy!

PRZYPOMINAMY O PRENUMERACIE „MONITORA POLONIJNEGO” NA ROK 2012!

pracę w nieustannie rozwijającej się firmie, która jest liderem w segmencie premium na rynku europejskim, możliwość szkoleń i podnoszenia kwalifikacji, atrakcyjne wynagrodzenie, uzależnione od osiąganych wyników, pracę w warunkach partnerstwa i koleżeństwa w dobrym i zgranym zespole.

Informujemy, że koszty roczne prenumeraty naszego czasopisma na rok 2012 wynoszą 12 euro (emeryci, renciści, studenci – 10 euro). Wpłat należy dokonywać w Tatra banku (nr konta: 2666040059, nr banku 1100). Prosimy o umieszczenie swego imienia i nazwiska na formularzu bankowym. Nowych prenumeratorów prosimy też o zgłoszenie do redakcji adresu, pod który „Monitor” ma być przesyłany. Kontakt z redakcją: monitorpolonijny@gmail.com

Osoby zainteresowane prosimy o przesłanie CV na adres: 3773@praca.testhr.pl oraz zawarcie klauzuli: Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych dla potrzeb niezbędnych do realizacji obecnych i przyszłych procesów rekrutacyjnych przez firmę: Zacharzewska, Flis, Pięta AG “TEST” HR spółka jawna (ul. Zwierzyniecka 30, 31-105 Kraków).

WYBÓR Z PROGRAMU INSTYTUTU POLSKIEGO - MARZEC ➨ GRAFFITI PRZY WIŚLE 1 marca, godz. 15.30, Bratysława, VŠVU, Hviezdoslavovo nám. 18 /H135 Wykład Tomasza Sikorskiego. ➨ MARMOREAL 1 marca, godz. 17.30, Bratysława, Instytut Polski, Nam. SNP 27 • Otwarcie wystawy projektu artystycznego Tomasza Sikorskiego. ➨ WSPÓŁCZESNY TEATR POLSKI: POLSKI TEATR ALTERNATYWNY • 2 marca, godz. 17.00, Bratysława, Studio 12, Jakubovo nám. 12 Wykład Wojciecha Krukowského, założyciela Teatru Akademia Ruchu MARZEC 2012

➨ GRAŻYNA AUGUŚCIK I PAULINHO GARCIA 6 marca, godz. 19.00, Bratysława, Slovenský rozhlas, Mýtna 1 • Koncert „The Beatles Nova” – piosenki zespołu The Beatles w niezwykłych, latynoskich aranżacjach na gitarę i dwa głosy

➨ FEBIOFEST: AGNIESZKA HOLLAND W BRATYSŁAWIE 29 marca – 3 kwietnia, Bratysława Na uroczystym otwarciu Febiofestu obecna będzie Agnieszka Holland, która odbierze nagrodę Asocjacji Słowackich Klubów Filmowych. W programie zostanie zaprezentowany film W ciemności, otwierający retrospektywny przegląd jej twórczości filmowej. ➨ FESTIWAL HORY A MESTO Program na: www.febiofestsk.sk/. 28 marca – 1 kwietnia, Bratysława, Aupark, CINEMA CITY • Projekcje filmów Jerzego ➨ WSPÓŁCZESNY TEATR POLSKI: TEATR KRYSTIANA LUPY 30 marca, godz. 17.00, Bratysława, Studio 12, Jakubovo Porębskiego Kukuczka i Deklaracia nám. 12 • Wykład dr. Piotra Rudzkiego z Instytutu nesmrtelnosti. • Gośćmi i członkami jury Filologii Polskiej Uniwersytetu Wrocławskiego festiwalu będą Dawid Kaszlikowski i dramaturga Teatru Polskiego we Wrocławiu i Eliza Kubarska. 29


mówiłem się z panią Małgorzatą, że napiszę krótki tekst o swym pobycie w Kazachstanie i mam z tym teraz niemały kłopot. Jak bowiem opisać siebie, kiedy w tle rozciąga się step pięciokrotnie większy od terytorium Francji? Kiedy zimą temperatura osiąga minus 45 stopni, a przy kolejowych torach pasą się jednogarbne wielbłądy?

U

Jako jednostka po prostu nie mam szans i wszystko, co mogę zrobić, to jedynie przedstawić otaczającą mnie rzeczywistość i – z reporterską dokładnością – podać kilka mniej lub bardziej ciekawych faktów. Około roku 1245 papież Innocenty IV wysyła z misją badawczą w samo serce Azji dwóch mnichów – Włocha Giovanniego da Pian del Carpine i Polaka Benedictusa Polonusa. Ich trasa wiedzie od wybrzeży Morza Kaspijskiego poprzez dolinę rzeki Kangi (obecnie Syr-daria) aż do północnych stoków gór Tien-szan i Ałatau, które wyznaczają dzisiejszą granicę Kazachstanu z Chinami. Kilkaset lat później ich zapiski odnajdują amerykańscy badacze z Uniwersytetu w Yale i zgodnie orzekają, iż raport ów stanowi pierwszą w literaturze europejskiej autentyczną relację o dalekich, nieznanych krainach Azji, w tym oczywiście o ziemiach dzisiejszego Kazachstanu. (Badowski R., „Polscy piewcy Kazachstanu”, Pelplin 2004) Pierwszy raz o Kazachstanie usłyszałem w połowie lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Miałem może siedemnaście lat, charakterystyczny dla nastolatków zamęt w głowie i nie30

Kazachstan

kraj ludzi wolnych

przepartą chęć poznawania świata. Wraz z grupą przyjaciół wędrowaliśmy po Polsce, później też zahaczając o Europę. Jakoś naturalnie ciągnęło nas na wschód – był tajemniczy, dziki i gwarantował niezwykłe wrażenia. Czytając o nauczycielach, wyjeżdżających do pracy w Kazachstanie, do tych wszystkich Pierwomajek, Biełousowek, Zielonych Gajów i Pawłodarów – skupisk Polonii, tj. ludzi, których antenatami byli powstańcy styczniowi, przesiedleńcy, dysydenci deportowani po drugiej wojnie z powodów geopolitycznych – mgliście marzyłem o podjęciu wyzwania, wyruszeniu w nieznane, z nutką megalomanii wyobrażałem sobie podbój nieposkromionej Azji. Z przystanku „Wstriecia” autobusem nr 33 można dojechać na Artiom – najtańszy i bodajże największy bazar w Astanie, gdzie przekupki zachwalają swój towar, a handlarze przyjaznymi słowy kuszą klientów, nie zważając na ich pochodzenie czy język. Jest piątkowe przedpołudnie i w tłumie kupujących nie robię większego wrażenia.

Zdradza mnie akcent i czerwona bluza z kapturem, co jest o tyle wygodne, że udaje mi się wytargować troszkę niższe ceny. Flaga Kazachstanu to żółte słońce i tegoż koloru orzeł na niebieskim tle. Niebieski to wg słownika kolor ‘będący w szóstym kolorze tęczy, mający barwę pogodnego nieba, kwiatów lnu’, a żółty – ‘będący koloru trzeciego pasma tęczy, mający barwę owocu cytryny’. A więc szóste i trzecie pasmo tęczy, zlewające się w jedno, samowystarczalne, piękne – i wszystko to widzę w autobusie nr 33, na fotografii podpisanej: „Kazachstan – kraj ludzi wolnych”. Polacy kochają wolność. Ponad wszystko. Jak się okazuje, Kazachowie również. Pani konduktorka obwieszcza: „Traumatologia, gatowimsja!”, a ja główkuję, jak przeprowadzić analogię pomiędzy eksploracją średniowiecznych mnichów a otwarciem Polskiego Centrum KulturalnoOświatowego na Euroazjatyckim Uniwersytecie Narodowym im. Lwa Gumilowa w Astanie a.d. 2011, którego to Centrum jawię się dyrektorem. Tak, to trudne.

Zastanawiam się, o czym myśleli, jakie asocjacje musiały niechybnie pojawiać się w umysłach mnichów, kiedy notowali, że tylko „w niektórych miejscach rośnie nieco drzew, lecz poza tym kraj jest zupełnie pozbawiony lasów. Z tej przyczyny wszyscy grzeją się i pieką mięso przy ogniskach nieconych nawozem bydlęcym”. I zaraz potem: „Powietrze w tym kraju jest również bardzo nieumiarkowane.” A więc jestem tutaj, w pokoju dwa na dwa przy Żumabajewa 14 – zmarznięty, osamotniony, poszukujący. Dyrektoruję Centrum, próbuję ułatwić studentom poznanie zawiłości polskiego języka, organizuję konferencje, spotkania, imprezy. Jestem świadomy ograniczeń, które niesie ze sobą status obcego, ale też możliwości, które – skupiając niczym w soczewce różnorodność trzech języków (polskiego, kazachskiego i rosyjskiego) – pozwalają lepiej, bo z oddalenia, z dystansem pogłębiać i rozwijać moje (nasze) myślenie o świecie, kształtować i wzbogacać moje (nasze) o nim sądy czy wreszcie wpływać na jego, świata, poprawę i rozwój. Trzykrotne świętowanie nowego roku możliwe jest chyba tylko tutaj. W Polsce świętujemy go zwyczajowo pierwszego stycznia, a w Kazachstanie prócz tego jest jeszcze „stary nowy rok” (czyli nowy rok wedle kalendarza juliańskiego) i Nauryz – jak poinformowali mnie studenci PCKE – faktyczny nowy rok w Kazachstanie, tj. rozpoczęcie wiosny. Może ta zdumiewająca potrzeba świętowania początku jest jakimś bladym odbiciem koczowniczego MONITOR POLONIJNY


trybu życia, który przecież polegał na ciągłej wędrówce, zmianie miejsca, czyli w pewnym sensie na nieustannym kończeniu i zaczynaniu wszystkiego od nowa. Słowem – na szukaniu. Kazachstan to bodajże dziesiąty kraj, w którym przyszło mi pracować i żyć. Nie licząc tuzina innych, w których spędziłem więcej czasu, aniżeli przystało typowemu turyście. Ziszczenie młodzieńczych marzeń? Ukoronowanie poszukiwań? Koniec drogi w nieznane? Nie wiem. Andrzej Stasiuk w swej ostatniej książce powiada, iż podstawą patriotyzmu jest możliwość wyjazdu z ojczyzny tylko po to, aby móc patrzeć na jej cień, „jak się wznosi nad krajem i rozpościera niczym atomowy grzyb. Patrzeć na to z oddali i wiedzieć, że tam jest. Że będzie, kiedy wrócisz” (Stasiuk A., „Dziennik pisany później”, Wołowiec 2010). Więc może to wszystko jest tylko tęsknotą za Polską, dławiącą nostalgią, smutnym spojrzeniem za naszym szalonym, wyjątkowym, godnym wzmianki w annałach historii poczuciem narodowej tożsamości i dumy? Wsiadam w 111-kę, aby jak najszybciej wrócić do domu. Mały busik mknie ulicą Kenesary, nie zważając na śliską nawierzchnię i zakorkowane skrzyżowania. Słyszę strzępki rozmów po kazachsku i rosyjsku. Pasażerowie śmieją się albo rozmawiają przez telefon. Nie ma znaczenia, że niewiele rozumiem. Czuję się jak u siebie i to mi wystarcza. Z gorącymi pozdrowieniami z dalekiej, mroźnej Astany TOMASZ WICHEREK-PIĄTEK LEKTOR JĘZYKA POLSKIEGO NA ENU

MARZEC 2012

Salut! Właśnie przybyliśmy do Francji rancja to państwo w południowej Europie. Jej stolicą, jak zapewne wiecie, jest Paryż, jedno z najsłynniejszych miast świata. W tym pięknym kraju mieszka 66 milionów ludzi, posługujących się językiem francuskim.

F

Z czym Wam się kojarzy Paryż? Na pewno z wieżą Eiffla. Ta wysoka na 324 m konstrukcja została zaprojektowana przez architekta Gustava Eiffla na Wystawę Światową w 1889. Po 20 latach miała być rozebrana, lecz jej twórca nie pozwolił na to i założył w niej laboratoria naukowe. Po dziś dzień wieża jest jednym z najbardziej znanych budynków na świecie. Za kilka euro można wjechać na jej szczyt, by podziwiać widoki Paryża. Można tam również dostać się po schodach! Co wybieracie? Mam nadzieję, że nie zmęczyło Was wejście na wieżę Eiffla, bo czas odwiedzić jedno z najsłynniejszych muzeów świata - Luwr. Dawniej był to pałac królewski, w którym mieszkali francuscy władcy. W Luwrze można podziwiać

słynny obraz Mona Lisa, pędzla Leonardo da Vinci. Wokół tego dzieła krąży wiele legend i ciekawostek. Okazuje się, że bez względu na to pod jakim kątem spoglądamy na Monę Lisę, to ona zawsze spogląda nam prosto w oczy. Co roku podziwia ją 8,5 miliona turystów!

Po wizycie w muzeum czas na coś pysznego! A Francuzi pyszności mają wiele. Niemalże w każdej uliczce można znaleźć patisserie - maleńkie cukiernie, serwujące pyszne ciasteczka i desery. Jednym z francuskich przysmaków jest eklerek z czekoladą. Jeśli jednak nie przepadacie za czekoladowymi łakociami, możecie wybrać deser z owocami czy śmietaną. Palce lizać!

Pomimo, że za oknem jeszcze zima, wielu Francuzów już czeka na wakacje. Będą mogli wtedy udać się na Lazurowe Wybrzeże. Ta część Francji położona jest nad Morzem Śródziemnym i słynie z przepięknych plaż i błękitnej wody. Jednym z najczęściej odwiedzanych miast francuskiej Riwiery jest Saint-Tropez.

A może wolicie góry? We Francji położone są Alpy – najwyższe pasmo górskie Europy. Są one często odwiedzane przez turystów ze względu na liczne trasy narciarskie. W Alpach znajduje się też najwyższy szczyt Europy - Mont Blanc (4810,5 m).

Powiedz to po francusku: Salut [salu] - Cześć! Je m’appelle... [że mapel] - Nazywam się... Merci beacoup [mersi boku] - Dziękuję bardzo Comment ca-va? [komą sawa?] - Jak się masz?

La France est jolie! [la frąs e żoli] - Francja jest piękna! Visitez-moi a Pologne[vizite mua a poloń] - Odwiedź mnie w Polsce OLA TULEJKO 31


W marcu tradycja nam podpowiada, by się trochę oczyścić na wiosnę. Na przykład poprzez post i praktykowane w Polsce bezmięsne piątki. Bardzo popularnym warzywem, ułatwiającym pozbycie się nadprogramowych kilogramów, jest kapusta. Zupą kapuścianą odchudzał się swego czasu sam prezydent Kwaśniewski i naprawdę dobrze mu szło.

Pizza kapuściana Składniki

Ponieważ na ogół sama kapusta wzmaga apetyt, radzę wykorzystać przepis Katki i Michała Skowronów

• kg mąki • 1 proszek do pieczenia • 400 ml mleka • 2 duże garści kiszonej kapusty

z Bratysławy (przepis pochodzi z Vlkolinca) i przygotować ją tak, by przy okazji się najeść. Proponowane danie jest szybkie, bardzo proste i – co najważniejsze – zawiera oczyszczającą organizm kapustę kiszoną, za to absolutnie bez mięsa, chociaż jeśli ktoś postanowi je do potrawy dodać, prawdopodobnie nic się nie stanie.

• sól, pieprz, rozdrobniony czosnek • olej do smarowania

Wszystkie składniki, oprócz czosnku i oleju, zmieszać razem. Średniej wielkości blachę wysmarować tłuszczem i nałożyć na nią wymieszaną masę. Piec około 20 minut w piekarniku, nagrzanym do temperatury 250 stopni. Przed końcem pieczenia posypać czosnkiem i natrzeć wierzch olejem. Można też dodać na wierzch trochę kminku lub bardzo grubą sól. A jeśli ktoś czosnku nie lubi, niech zamiast niego położy na wierzch podduszone wcześniej średniej wielkości krążki cebuli.

Katka i Michał swoją kapuścianą pizzę podają do piwa lub wina, z czego wynika, że nawet w czasie postu, spędzając czas z przyjaciółmi przy pysznym aromatycznym daniu, możemy czuć się jak w karnawale. Wypróbujcie kapuścianą pizzę, może być idealna jako szybki obiadek lub przekąska w trakcie czekających nas już niedługo emocjonujących imprez sportowych. Oby przy kuflu zimnego piwa było co święcić! Smacznego!

ZDJĘCIA: KATKA I MICHAŁ SKOWRONOWIE

Sposób przyrządzania:

AGATA BEDNARCZYK

Monitor Polonijny 2012/03  
Monitor Polonijny 2012/03  
Advertisement