Issuu on Google+


Wizyty polskich polityków na Słowacji W

rzesień obfitował w wizyty polskich polityków na Słowacji, którą odwiedzili prezydent RP Lech Kaczyński, minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski oraz minister obrony narodowej Bogdan Klich. Na dwudniowy (12-13 września) Szczyt Prezydentów Grupy Wyszehradzkiej w Pieszczanach przybyli prezydenci Polski, Czech, Słowacji i Węgier. Sytuacja na Kaukazie, stosunki Unia – Rosja i relacje dwustronne to główne tematy rozmów przywódców państw.

Parę prezydencką wita na Słowacji ambasador RP w RS Andrzej Krawczyk

Prezydent RP Lech Kaczyński i prezydent Czech Vaclav Klaus podczas Szczytu Wyszehradzkiego Polski prezydent mówił, że polityka energetyczna jest jednym z głównych zadań Unii Europejskiej. Podkreślił, że Polska kładzie nacisk na politykę południowo-wschodnią, choć jest to trudne ze względu na sytuację w Gruzji i działania Rosji. Lech Kaczyński jest przekonany, że w interesie krajów Europy Wschodniej leży zdywersyfikowanie dostaw paliw, aż do stopnia uniezależnienia się od jednego dostawcy. Prezydent podkreślił, że nie oznacza to, iż należy zaprzestać importu gazu czy ropy z Rosji, ale niedopuszczalny jest szantaż energetyczny ze strony naszego partnera. Odnosząc się 2

do sytuacji w Gruzji, prezydenci zadeklarowali zgodność co do nienaruszalności terytorium Gruzji. Przyznali jednak, że różnią się w ocenie przyczyn konfliktu na Kaukazie. Z kolei 19 września do Bratysławy zawitał minister spraw zagranicznych RP Radosław Sikorski, gdzie spotkał się z ministrem spraw zagranicznych RS Janem Kubišem. Polski minister został także przyjęty przez prezydenta

Słowacji Ivana Gašparoviča i odpowiedzialnego za sprawy integracji europejskiej wicepremiera Dušana Čaploviča. Podczas wizyty na Słowacji Sikorski bronił polskiego stanowiska w sprawie amerykańskiej tarczy antyrakietowej, krytykowanej przez słowackiego premiera Roberta Fico. W godzinach popołudniowych wziął udział w konferencji, zorganizowanej przez Słowackie Stowarzyszenie Polityki Zagranicznej (SFPA). Pod koniec września polski minister obrony narodowej Bogdan Klich spotkał się w Bratysławie ze słowackim ministrem obrony Jaroslavem Bašką. Po bilateralnych rozmowach obu polityków nastąpiło uroczyste odsłonięcie tablicy, upamiętniającej wspólną służbę żołnierzy polskich i słowackich w Iraku. Minister Klich poinformował dziennikarzy, że Polska jest za

Minister obrony narodowej RP Bogdan Klich i minister obrony RS Jaroslav Baška

Minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski

polityką „szeroko otwartych drzwi“ dla dalszego rozszerzenia NATO o Ukrainę i Gruzję. Na zakończenie wizyty, w siedzibie Rady Narodowej Republiki Słowackiej, Bogdan Klich spotkał się z Rudolfem Pučíkiem, przewodniczącym parlamentarnej komisji obrony i bezpieRed. czeństwa.


OD REDAKCJI

SPIS TREŚCI

Od kiedy mieszkam na wsi, mam możliwość podglądania przyrody z bliska. Obserwuję więc kwitnące kwiaty, drzewa, owoce, no i zwierzęta. Jesienią władzę na podwórku obejmuje nasz kot, pilnie strzegący domu przed myszami, które w tym czasie szukają ciepłego schronienia. Nasz „sierściuch“ (skądinąd miły kociak) z uporem maniaka potrafi czekać na swoją ofiarę. A kiedy ta się pojawia, rozprawia się z nią bestialsko – szturchając, zmusza do odwrotu, by w ostatniej chwili łapką zagrodzić jej drogę ucieczki i... Instynkt łowcy zwycięża. Ludzie często szukają odniesienia swoich zachowań do tych zwierzęcych. Wszyscy znamy zwrot „bawić się z kimś w kotka i myszkę“. Zwykle określa on niewinną zabawę, tymczasem w rzeczywistości to okrutna walka, w której z góry przesądzone jest, kto zwycięży, a kto przegra. W świecie ludzi taka „zabawa” zwykle nie ma aż tak dramatycznego końca, ale wszyscy przecież z własnych doświadczeń wiemy, jak to jest, kiedy ktoś „łapką zagrodzi nam drogę”. Tu nasuwa się pytanie: czy warto „bawić się“ z tym, kto ma „pazury”? Często zastanawiam się, dlaczego niektórzy słowaccy polonusi wycofują się z aktywnej pracy na rzecz Polonii i wolą stać w cieniu. Może to wizja „drapieżnych pazurów“ jest tym, co ich odstrasza, może wiedzą już, że zadane nimi rany długo się goją? Niekiedy zdarza się, że sytuacja, w której się znaleźliśmy, powoduje przewartościowanie dotychczasowych priorytetów. W tym miejscu zachęcam Państwa do lektury „Wywiadu miesiąca“, w którym nowy ambasador pan Andrzej Krawczyk w ciekawy sposób opowiada o swojej karierze politycznej i o sytuacji, która zmusiła go do zastanowienia się nad tym, co jest w życiu ważne. Zwraca też uwagę na to, jak ogromną rolę w podejmowaniu przez niego decyzji odegrali ludzie, którzy w momentach zwątpienia, zawsze stali przy nim. Rozmowa z nim to inspirująca lekcja życia, ważna szczególnie dla tych, którzy znaleźli się na rozdrożu. Każdy z nas, borykając się z jakimiś kłopotami, liczy na pomoc otoczenia, a niekiedy tylko na to, aby ktoś życzliwy stał obok niego. Ja miałam to szczęście, albowiem w chwili zwątpienia w sens wykonywanej pracy znaleźli się ludzie, którzy mnie wsparli. Mam tu na myśli czytelników „Monitora”. Przez ponad cztery i pół roku pełnienia funkcji redaktora naczelnego nie otrzymałam aż tylu wyrazów aprobaty i podziękowań, co ostatnio. Zarówno mnie, jak i całemu zespołowi redakcyjnemu dało to poczucie dobrze pełnionej misji. Czujemy się ponadto zobowiązani do jeszcze lepszej dalszej pracy. A chcąc wzbogacić tematykę naszego pisma zapraszamy Państwa do współpracy przy tworzeniu nowego cyklu artykułów, którego publikację zaplanowaliśmy na rok przyszły (czyt. „Ogłoszenie redakcji”, s. 25). A co z przeciwnościami losu? Może, jak kiedyś śpiewała Krystyna Sienkiewicz, należy je po prostu przeczekać? MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA REDAKTOR NACZELNA

Pociąg papieski na Słowacji

4

Z KRAJU

4

CO U NICH SŁYCHAĆ? W trójkącie kultur

5

Wszystkie barwy jesieni

7

Zagubione w lasach, zapomniane wśród ruin…

8

WYWIAD MIESIĄCA Andrzej Krawczyk: „Nie jestem zwykłym dyplomatą“

9

Z NASZEGO PODWÓRKA

12

MŁODZI W POLSCE SŁUCHAJĄ Ach, te festiwale!

18

TO WARTO WIEDZIEĆ Bronisław Malinowski

19

BLIŻEJ POLSKIEJ KSIĄŻKI „Cogito” dla Małgorzaty Szejnert

20

Stan meczu

22

OKIENKO JĘZYKOWE Pochylanie się, ale nie w ramach gimnastyki

23

OGŁOSZENIA

24

POLSKA OCZAMI SŁOWACKICH DZIENNIKARZY „Ideme do Poľska!“

26

MIĘDZY NAMI DZIECIAKAMI

27

PIEKARNIK Jabłkowe Takie Coś

28

VYDÁVA POĽSKÝ KLUB – SPOLOK POLIAKOV A ICH PRIATEĽOV NA SLOVENSKU Š É F R E D A K T O R K A : M a ł g o r z a t a W o j c i e s z y ń s k a • R E D A KC I A : A g a t a B e d n a r c z y k , A n d r e a C u p a ł - B a r i c o v á , A n n a M a r i a J a r i n a , A l i c j a Ko r c z y k - C h o v a n e c , D a n u t a M ey z a - M a r u š i a ko v á , A n n a P o r a d a , M a g d a l e n a P i e t z KO R E Š P O N D E N T V R E G I Ó N E KO Š I C E – U r s z u l a Z o m e r s k a - S z a b a d o s KO R E Š P O N D E N T V R E G I Ó N E KO Š I C E – M o n i k a D i k a c z o w a • J A Z Y KO VÁ Ú P R AV A V P O Ľ Š T I N E : M a r i a M a g d a l e n a N o w a ko w s k a , M a ł g o r z a t a W o j c i e s z y ń s k a • G R A F I C K Á Ú P R AVA : S t a n o C a r d u e l i s S te h l i k • A D R E S A : N á m . S N P 27 , 814 4 9 B r a t i s l a v a • T L A Č : D e s i g n Tex t • KO R E Š P O N D E N Č N Á A D R E S A : M a ł g o r z a t a W o j c i e s z y ń s ka , 9 3 0 41 K v e t o s l a v o v , Te l . / F a x : 0 31 / 5 6 0 2 8 91, m o n i t o r p @ o r a n g e m a i l . s k • P R E D P L AT N É : R o č n é p r e d p l a t n é 3 0 0 S k n a ko n to Ta t r a b a n k a č . ú . : 2 6 6 6 0 4 0 0 5 9 / 110 0 • R E G I S T R A Č N É Č Í S L O : 119 3 / 9 5 Realizované s Finančnou podporou Ministerstva kultúr y SR - program kultúra národnostných menšín

www.polonia.sk PAŻDZIERNIK 2008

3


„Pociąg papieski” na Słowacji

W

dniach 11-14 września br. po Słowacji jeździł „pociąg papieski”. Ten specjalny pociąg, upamiętniający pontyfikat Jana Pawła II i niosący jego dewizę TOTUS TUUS („Cały Twój”), przyjechał na zaproszenie dyrektora generalnego kolei słowackich (ŽSR) i uświetnił obchody jubileuszu 160 lat ŽSR oraz 5. rocznicę ostatniego pobytu na Słowacji ojca świętego Jana Pawła II, który w nim właśnie zakończył swoją pielgrzymkę po wszystkich ówczesnych diecezjach. Pojawienie się polskiego składu osobowego na Słowacji było również okazją do przedstawienia nowej propozycji turystycznej Euroregionu Beskidy – „Przystanek Beskidy”, której celem jest m.in. otwarcie sezonowego kolejowego połączenia weekendowego pomiędzy Martinem (Żyliną) i Krakowem, wiodącego przez Żywiec, Wadowice i Kalwarię Zebrzydowską. Granice Słowacji pociąg przekroczył 11 września wieczorem i na noc zatrzymał się w Żylinie. Zaraz po przybyciu można go było zobaczyć zarówno od wewnątrz, jak i od zewnątrz. Wśród zwiedzających nie zabrakło dyrektora generalnego ŽSR, bisku-

pa diecezji żylińskiej, dziennikarzy i grup młodzieży chrześcijańskiej. Mimo późnej wieczorowej pory obejrzeli go także licznie zgromadzeni zwykli mieszkańcy, których na dworzec przyciągnęła ciekawość. Pociąg można było obejrzeć także w Koszycach (w piątek

ków Geofizyki Kraków, firmy, w której porwany był zatrudniony, zostało ewakuowanych z Pakistanu.

UZBROJENI NAPASTNICY w niedzielę 28 września uprowadzili na północy Pakistanu polskiego inżyniera. Dwaj pakistańscy kierowcy i ochroniarz zostali zastrzeleni. Za uwolnienie porwanego Polaka porywacze mogą się domagać gigantycznego okupu – 10 milionów dolarów. Pozostałych 18 pracowni4

POLICJA ZATRZYMAŁA 45-letniego mężczyznę, który ponad 6 lat gwałcił i więził własną córkę i był ojcem dwójki jej dzieci. Tragedia rozgrywała się w czterech ścianach w domu w Siemiatyczach. Dziewczyna zwróciła się o pomoc do policji. Ojciec, który zyskał przydomek „polskiego Fritzla“, chciał uciec, być może za granicę.

popołudniu) i w Zwoleniu (w sobotę i niedzielę). Podczas przejazdu na trasie Żylina – Koszyce odbyła się w nim konferencja na temat „Pociąg – środek transportu”, która ze względu na liczbę uczestników i miejsce obrad prawdopodobnie zostanie zapisana do księgi rekordów Guinnessa. Warto przypomnieć, że idea uruchomienia „pociągu papieskiego” zrodziła się 3 września 2005 r. podczas pielgrzymki kolejarzy do sanktuarium Miłosierdzia Bożego w krakowskich Łagiewnikach jako podziękowanie Janowi Pawłowi II za jego pontyfikat. Zaprojektowany przez projektantów firmy EC Engineering Kraków skład osobowy wykona-

W PAŹDZIERNIKU trafi do Sejmu projekt o przymusowej farmakologicznej kastracji pedofilów. Nad zmianami prawnymi, które upowszechnią terapię pedofilów ministerstwo zdrowia pracowało kilka miesięcy. PRZYGOTOWANY PRZEZ PO projekt ustawy odbierającej przywileje emerytalne esbekom przewiduje obniżenie świadczeń byłym generałom SB nawet o 4 tys. złotych. Z GDAŃSKIEGO IPN 16 września odszedł Sławomir Cen-

ckiewicz, współautor kontrowersyjnej książki o współpracy Lecha Wałęsy z SB. Cenckiewicz twierdzi, że powodem jego odejścia były ataki ze strony polityków i mediów. POLSKA POLICJA sprawdza operacyjnie, czy małżeństwo z Warszawy nie było zamieszane w porwanie czteroletniej Madeleine Beth McCann, które miało miejsce w maju 2007 r. w Portugalii. Dwa dni po zniknięciu dziewczynki portugalskie władze zwróciły się do Polski o pomoc w poMONITOR POLONIJNY


C O ny został w zakładach NEWAG S.A. Nowy Sącz. Nowoczesny pojazd szynowy, uruchomiony po raz pierwszy w czerwcu 2006 r., mierzy 68 metrów, waży 137 ton i może rozwinąć prędkość do 110 km/godz. Kursując na trasie Kraków Główny - Kraków Płaszów - Kraków Łagiewniki - Skawina - Kalwaria Zebrzydowska Lanckorona - Kalwaria Zebrzydowska - Wadowice, oferuje podróżnym 52 wygodne fotele i 8 miejsc dla osób niepełnosprawnych (do ich potrzeb przystosowana jest także toaleta). Dzięki zainstalowanym w nim urządzeniom multimedialnym podczas podróży można obejrzeć materiały filmowe o Janie Pawle II. Pociąg wyposażony jest również w system monitoringu zewnętrznego i wewnętrznego, a wnętrze ozdabiają cytaty i fotografie związane z osobą papieża Polaka. „Pociąg papieski” jest jedynym pojazdem szynowym na świecie, który został poświęcony przez papieża Benedykta XVI i otrzymał od niego błogosławieństwo. Stało się to podczas wizyty głowy kościoła katolickiego w Polsce w roku 2006. WALDEMAR OSZCZĘDA szukiwaniu zaginionej. Z ich informacji wynikało bowiem, że w czasie pobytu państwa McCann w tym samym ośrodku przebywało polskie małżeństwo. Para z Warszawy została objęta dyskretną kontrolą policyjną. Po jakimś czasie stwierdzono, że nie miała ona nic wspólnego z uprowadzeniem Madeleine. KOMISJA EUROPEJSKA 10 września zaakceptowała bez większych uwag plan restrukturyzacji Stoczni Szczecińskiej. Nie wiadomo jednak, jaki los czeka stocznie w Gdyni PAŻDZIERNIK 2008

U

N I C H

S Ł Y C H A Ć ?

W trójkącie kultur K

ilka miesięcy temu mój mąż słyszał w Radiu Słowackim rozmowę z redaktorem naczelnym miesięcznika Niemców Karpackich na Słowacji, który jest… Polakiem. Postanowiłam go odnaleźć i przedstawić na łamach „Monitora“. Do spotkania doszło latem w Popradzie. Pan Andrzej Mikołajczyk okazał się bardzo sympatycznym człowiekiem, którego los, podobnie jak wielu z nas, rzucił na Słowację, gdzie mieszka od 20 lat, uczy niemieckiego i redaguje miesięcznik „Karpatenblatt“.

Długie włosy i język niemiecki W szkole średniej w Chojnowie, gdzie zaczął się uczyć niemieckiego, postanowił, że opanuje ten język tak, by móc czytać niemieckie książki w oryginale. Dodatkowym bodźcem do nauki były wymagania, stawiane przez jego nauczyciela. „Był bardzo surowy i bezkompromisowy, a dwóje stawiał nawet za długie włosy u chłopców“ – wspomina Andrzej Mikołajczyk. Mój rozmówca starał się więc uczyć tak dobrze, by rekompensować dwóje za długie włosy. „Była we mnie pewna przekora, postanowiłem nauczyć się tego języka trochę na złość nauczycielowi“ – opisuje Mikołajczyk.

Udało się – język opanował bardzo dobrze, a włosy pozostały długie. Kiedy jako jeden z trzech najlepszych uczniów w szkole mógł wybrać kierunek studiów, nie miał żadnych wątpliwości – wybrał germanistykę na Uniwersytecie Wrocławskim. „Nigdy nie chciałem być nauczycielem – zdradza mój rozmówca, – ale po studiach skierowano mnie do szkoły podstawowej w rodzinnych stronach“. Tam uczył nie tylko niemieckiego, ale i rosyjskiego, polskiego, przysposobienia obronnego, wychowania fizycznego. Po jakimś czasie powrócił do swojej szkoły średniej jako nauczyciel niemieckiego.

i Gdańsku. W piątek 12 września do Komisji Europejskiej trafiły plany ich przekształceń. Co jednak najważniejsze, przedstawiciele Komisji zaakceptowali dodatkowe 400 mln zł pomocy państwa dla nich. Bez tego stoczniom groziłaby upadłość.

kończyć tym, jak Wałęsa staje przed amerykańskim Kongresem i mówi „My, naród”. Wajda przypomniał też, że od dawna jest namawiany do tego, aby nakręcić kontynuację „Człowieka z marmuru” i „Człowieka z żelaza”.

„BARDZO CHCIAŁBYM zrobić film, który pokazywałby Lecha Wałęsę w najpiękniejszym momencie jego życia“ – powiedział reżyser Andrzej Wajda, według którego film o legendarnym przywódcy „Solidarności” mógłby się

OD 1 PAŹDZIERNIKA prof. Marek Kwiatkowski nie jest już dyrektorem warszawskich Łazienek. „Jest to decyzja ministra kultury Bogdana Zdrojewskiego“ – oświadczył Kwiatkowski na spotkaniu Towarzystwa Przyjaciół

Warszawy. Wcześniej mówiono, że uzgodnił on ze Zdrojewskim, iż ze stanowiskiem pożegna się dopiero pod koniec roku. TEATR WIELKI – Opera Narodowa w Warszawie ma nowego dyrektora naczelnego. Minister kultury i dziedzictwa narodowego Bogdan Zdrojewski 30 września powołał na to stanowisko Waldemara Dąbrowskiego. ZUZANA KOHÚTKOVÁ WARSZAWA

5


U

N I C H

S Ł Y C H A Ć ?

Germanistka W 1985 roku wyjechał na 5-tygodniowe szkolenie nauczycieli germanistów do Brandenburgu w Niemczech. Tam poznał swoją przyszłą żonę, też germanistkę. Po ślubie zdecydowali, że zamieszkają w Popradzie. „Za czasów komunizmu lepsze warunki oferowała nam Czechosłowacja, stąd decyzja o zamieszkaniu w Popradzie, gdzie żona miała mieszkanie“ – opisuje Mikołajczyk. Początkowo nasz bohater pracował w popradzkim browarze jako zwykły robotnik, bo, jak wyjaśnia, wtedy dla obcokrajowców nie było miejsca w szkolnictwie. Po upadku komunizmu, kiedy nauczyciele rosyjskiego musieli się przekwalifikować na nauczycieli innych języków, Mikołajczyka poproszono, by poprowadził dla nich intensywne kursy językowe. „Udało mi się wyszkolić dobrych nauczycieli. Jednym z nich jest moja koleżanka, z którą pracujemy razem w gimnazjum“ – opisuje z dumą. Do szkoły średniej, w której pracuje do dziś, trafił zastępując żonę, przebywającą na urlopie macierzyńskim. Po jej powrocie do pracy nasz bohater w szkole pozostał. Od tego czasu oboje uczą w Gimnazjum Kukučinova w Popradzie. „Polubiłem ten zawód – przyznaje mój rozmówca – i choć być może czasami jestem zbyt łagodny, zbyt tolerancyjny, co niektórzy uczniowie wykorzystują, to jednak większość moich podopiecznych docenia to i bardzo dobrze się nam współpracuje“.

„Nowy świat“ „Karpatenblatt“ – pismo Niemców Karpackich ukazywało się jeszcze przed II wojną światową. Wraz z wybuchem wojny zanikło. Wznowiono je dopiero w 1992 ro6

ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

C O

ku. Przez kilka lat nasz bohater współpracował z jego redaktorem naczelnym – panem Majovskim. Tłumaczył wówczas teksty słowackie na niemiecki. Kiedy Majovsky nagle zmarł, zwrócono się do Mikołajczyka z propozycją kontynuacji dzieła swojego poprzednika. „Nie od razu zyskałem zaufanie w stowarzyszeniu Niemców – wspomina mój rozmówca. – Zgodzili się, bym pełnił obowiązki redaktora naczelnego przez trzy miesiące, a kiedy zobaczyli, że radzę sobie z tym zadaniem, że wprowadziłem pewne innowacje, powierzono mi tę funkcję“. Co ciekawe, wcześniej nasz bohater nie miał kontaktów z mniejszością niemiecką, o jej istnieniu dowiedział się dopiero na Słowacji. On sam nie ma niemieckich korzeni, ale zamiłowanie do języka spowodowało, że otworzyły się przed nim drzwi do „nowego świata“.

Nobilitacja „Jest to pewna nobilitacja, cenię sobie to, że powierzono mi zadanie redagowania niemieckiego miesięcznika“ – przyznaje Mikołajczyk. Został członkiem 10-tysięcznego stowarzyszenia Niemców Karpackich, żyje ich problemami, bierze udział w posiedzeniach. Do swoich sukcesów zalicza obecny kształt czasopisma i nowe rubryki, których był pomysłodawcą – o ciekawych ludziach, związanych

z Niemcami Karpackimi, „Europa“, o ciekawostkach, związanych z Niemcami zamieszkującymi Europę czy o ciekawych świętach obchodzonych w Niemczech. W ubiegłym roku zaliczył pierwszą wyprawę dziennikarską na festiwal niemiecki do Chmelnicy, by napisać reportaż. „Kiedyś marzyłem o tym, by zostać dziennikarzem, i to marzenie się spełniło“ – wyznaje Mikołajczyk. Dziś jego teksty czytają nie tylko Niemcy mieszkający na Słowacji, ale i ci, którzy mieszkają na Alasce, w Nowej Zelandii czy Paragwaju – wszędzie tam, dokąd dociera „Karpatenblatt“.

Tożsamość Na moje pytanie, dotyczące utożsamiania się z kulturą niemiecką, którą mój rozmówca prezentuje w miesięczniku, odpowiada, że nie musi się do niczego przekonywać, przyjmuje tradycje niemieckie takie, jakimi są. „Wszyscy jesteśmy Europejczykami i to nas wzbogaca“ – ocenia. A jeśli chodzi o kontakty z Polakami, przyznaje, że są one sporadyczne. „Kilka lat temu zaproszono mnie na spotkanie z ambasadorem Komornickim, który odwiedził Poprad, i wtedy poznałem pięciu Polaków, mieszkających tutaj“ – wspomina i dodaje, że pewnie podobnie jak pozostali, nie czuje aż tak dużej potrzeby kontaktowania się z rodakami. Do Polski jeździ mniej więcej co dwa tygodnie, by odwiedzić córkę, studiującą w Nowym Sączu. „Na Słowacji nie czuję się jak na obczyźnie, na piwo zawsze mogę pójść ze słowackimi kolegami, a o naszej polityce dyskutuję z bratem w Polsce“. Nigdy nie wstydził się swojego polskiego pochodzenia, a znajomość języków wykorzystuje też w pracy tłumacza. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA MONITOR POLONIJNY


Wszystkie barwy

jesieni

Oj, zaskoczyła nas tegoroczna jesień! Już na początku września zrobiło się tak nieprzyjemnie, że naprędce wyciągałam z szafy cieplejsze ubrania, a po krótkim wahaniu uruchomiłam nawet piec. Pomyślałam wtedy, że jesień co roku zaskakuje, z latem i jego radościami pożegnać się nie sposób, a jeśli już w końcu nadejdą te mgliste, chłodne poranki i długie wieczory, każdy chyba człowiek układa sobie w głowie listę życzeń, jaka to jesień powinna być, żeby dało się ją przeżyć bezboleśnie. Oczywiście na pierwszym miejscu stawiamy malowniczość i bajeczne kolory przyrody, zachęcające do spacerów, na drugim – zapach mokrych liści, pieczonych kasztanów, dymu z ognisk, a na trzecim – tu głos zabiorą głównie panie – modne zawsze jesienią dzianiny, brązy i rudości, zamszowe kozaki i urocze płaszcze. Zanim więc „złota” jesień zamieni się w listopadową pluchę i szarugę, warto wykorzystać wszystkie jej walory, aby zgromadzić trochę zapasów dobrych wspomnień na gorszy czas. Polskie jesienne zwyczaje mają wiele uroku. Gdy na słowackich ulicach królują pieczone kasztany, w Polsce, aby rozgrzać się w biegu za własnymi sprawami, można kupić gotowaną, gorącą jeszcze kukurydzę, którą chrupie się, czekając na tramwaj. Coraz większą popularnością cieszą się również rozmaite „święta pieczonego kartofla”. W malowniczej jesiennej scenerii, gdzieś na leśnej polanie lub na skraju pola można wraz z grupą przyjaciół rozpalić wielkie ognisko, piec w nim ziemniaki, kiełbaski PAŻDZIERNIK PAŻDZIERNIK 2008 2008

i jabłka. Smak tych niewyszukanych przecież smakołyków zyskuje bardzo, gdy wokół złocą się liście, a powietrze, już rześkie, nie pozwala na spędzenie przy ogniu całej nocy. W Polsce wielu zwolenników zyskuje też jesienne przystrajanie domów. Najczęściej spotykane dekoracje to oczywiście rozmaitej wielkości dynie, przede wszystkim te ozdobne. Biorąc przykład z zachodnich sąsiadów, zawiesza się na drzwiach wieńce, koniecznie z jesiennymi akcentami – sztucznymi jabłuszkami, orzechami i sezonowymi skarbami – miechunką, owocami jarzębiny, szyszkami chmielu. Nie zapominajmy też, że od wieków jesień była czasem wzmożonej twórczości artystycznej. Długie wieczory i plucha sprzyjały szydełkowaniu, robieniu na drutach, haftowaniu. Gospodynie darły pierze, przędły len i wełnę. Szykowano ozdoby i prezenty na święta. Gospodarze zaś, zwłaszcza pasterze, zaganiali owce i bydło z pastwisk do zagród. Te jesienne redyki były okazją do świętowania zakończenia sezonu. Obyczaje te są nadal bardzo żywe w Austrii i Szwajcarii, gdzie przez wsie przeprowadza się krowy, przystrojone kwiatami i wstążkami, i gdzie przy tej okazji turyści mogą spróbować lokalnych przysmaków – sera, wina, wędlin.

Kto nie chce się ruszać z domu, może skorzystać z bogatej jesiennej oferty telewizyjnej. Nie ma to jak z kubkiem malinowej herbaty w jednej ręce, a szarlotką domowej roboty w drugiej, kibicować rozmaitym zmaganiom na szklanym ekranie. W Polsce niesłabnącą popularnością cieszą się „Taniec z gwiazdami”, show „Jak oni śpiewają”, w którym znane osoby prezentują swoje talenty wokalne, oraz „You can dance”, czyli rywalizacja młodych, uzdolnionych tanecznie ludzi, którzy marzą o światowej karierze. Ponadto inne polskie gwiazdy „tańczą na lodzie”, a nowościami jesiennej ramówki są programy rozrywkowe „Mam talent”, pokazujący uzdolnionych wszechstronnie amatorów, starających się swoimi umiejętnościami zachwycić wymagające jury, oraz „Fort Boyard”, w którym znane osoby ze świata rozrywki pilotują grupy zwykłych uczestników w grze strategicznej, rozgrywanej w autentycznym forcie francuskim. Zaopatrzeni w tak wiele sposobów na przetrwanie jesieni, nawet się nie obejrzymy, jak któregoś poranka za oknem zamiast zimna i deszczu zobaczymy świat otulony białą pokrywą. A wtedy już tylko… aby do świąt! AGATA BEDNARCZYK 7


Zagubione w lasach, zapomniane wśród ruin…

część 2

W

ubiegłym miesiącu wybraliśmy się na wycieczkę w Pohronie, ale że bogata i różnorodna to kraina, wędrować po niej będziemy również dziś.

Ze Zwolenia, w którym zatrzymaliśmy się ostatnio, proponuję wycieczkę do Detvy. Oj, dziwna to miejscowość, w której skupiska bloków sąsiadują z malowniczymi śladami historii – taka nonszalancja dawnego reżimu jest tutaj bardzo widoczna. Ale pomińmy bloki, w położonej wyżej niż osiedla części miejscowości odnajdziemy stare chałupy i pojedyncze stodoły, na szczytach których malowano symbole słońca. Niezwykle ozdobne są również bramy, ale tak naprawdę, żeby poczuć wyjątkowość kolorytu Detvy, należy poszukać starego cmenta8

rza, gdzie do dziś zachowały się malowane krzyże (większość z nich pieczołowicie przechowuje się w zwoleńskim muzeum). Pewnie detviańscy chłopi mieli więcej wyobraźni i talentu niż pozostali okoliczni, bo mimo iż zwyczaj przynoszenia malowanego krzyża podczas pogrzebu próbowali naśladować inni, tylko w Detvie osiągnął on takie mistrzostwo. Miejscowość słynie również z wyrobu ogromnych trąb pasterskich, bajecznie kolorowych strojów ludowych i misternych pięknych koronek. Z Detvy już tylko kawałeczek do Lučenca, miasta leżącego blisko węgierskiej granicy i będącego centrum historycznego Novohradu. Przybysz z obcych stron od razu poczuje się w nim jak w tygielku różnych kultur, albowiem mieszkają tu zarówno Węgrzy, jak i Słowacy. Losy miejscowości, które na mocy rozmaitych traktatów przechodziły

pod panowanie raz jednych, a raz drugich rządów, są szczególnie skomplikowane, zatem tym bardziej docenić należy dbałość ich mieszkańców o miejscowe zabytki. W Lučencu jednym z nich jest stojący w rynku neogotycki kościół z dachem krytym ceramiką. Dawniej należał on do gminy kalwińskiej, czego pozostałością jest piękny złocisty kur, umieszczony na szczycie wieży. Dziś w budynku znajduje się Muzeum Novohradu. W południowej części rynku rozpościera się największa osobliwość miasta – pałac Reduta. Wybudowano go w połowie XIX wieku z przeznaczeniem na kulturalne miejsce spotkań mieszkańców, którzy mogli w nim posłuchać koncertów, zagrać w kasynie, poplotkować przy kawie i mocniejszym trunku. Dziś oczywiście też służy obywatelom, ale jako elegancki hotel i restauracja. Wyjeżdżając z miasta ulicą Filakovską, zerkamy na pozostałości jednej z największych synagog w Europie Środkowej i, podziwiając malownicze krajobrazy, jedziemy

do Filakova. Miasteczko to słynie z ruin potężnej dwunastowiecznej twierdzy o niemalże legendarnej historii. W połowie XVI wieku za sprawą zdrady członka załogi zamek został zdobyty przez Turków. Miasteczko rozkwitło przyozdabiane licznymi elementami tureckiej sztuki budowlanej – meczetami, sadami, ogrodami, łaźniami, serajami. Jednakże prawie pół wieku później z powrotem dostało się w ręce cesarskie i wkrótce MONITOR POLONIJNY


„Nie jestem zwykłym dyplomatą“

Andrzej Krawczyk:

zamieniło w ważny ośrodek polityczny walki Węgrów z Habsburgami. Koło historii obróciło się kilkadziesiąt lat później i pod koniec XVII wieku Filakovo zdobyły połączone siły węgiersko-tureckie. Zamek wysadzono w powietrze, świątynie i zabytki zniszczono, a po najpiękniejszych obiektach pozostały jedynie opisy. Kto wie, może spacerując pośród ruin zamczyska, odnajdziemy jakiś ukryty ślad przeszłości? Może za poluzowaną cegłą leżą jeszcze klejnoty jednej z właścicielek twierdzy Elżbiety Łokietkówny, córki polskiego króla Władysława Łokietka, który oddając swą latorośl za żonę królowi węgierskiemu Karolowi Robertowi, zapoczątkował w ten sposób oficjalną współpracę polsko-węgierską na arenie międzynarodowej i tę mniej oficjalną, potwierdzającą popularne powiedzenie: „Polak, Węgier – dwa bratanki, i do szabli, i do szklanki”. A dokąd dalej z Filakova? O tym w następnym numerze. AGATA BEDNARCZYK

PAŻDZIERNIK 2008

J

ak informowaliśmy w poprzednim numerze „Monitora“, w sierpniu do Bratysławy przybył nowy ambasador pan Andrzej Krawczyk, doświadczony dyplomata (był ambasadorem w Czechach) i polityk, który doskonale zna środowisko słowackie i tutejsze realia. We wrześniu udzielił wywiadu dla czytelników naszego czasopisma.

WYWIAD MIESIĄCA Jak zareagował Pan na propozycję zostania ambasadorem na Słowacji? Nie jestem zwykłym dyplomatą, który szuka egzotycznego miejsca na mapie. Słowację znam jeszcze z lat studenckich, czyli od połowy lat sześćdziesiątych. Będąc na drugim roku historii, przyjechałem ze znajomym do małej wsi na Spiszu. Dotarliśmy wtedy do małej góralskiej chałupki, w której na półkach stał komplet paryskiej „Kultury“, a w szufladzie były listy od papieża. Ich właścicielem był Pavol Čarnogurský, ojciec Jána Čarnogurskiego. Przeżyliśmy szok. Spędziliśmy tam trzy dni, które wpłynęły na mój rozwój. Omawialiśmy problemy odpowiedzialności za państwo, co to znaczy być aktywnym w polityce. Utrzymywał Pan te słowackie kontakty również w późniejszym okresie? Tak, dzięki nim poznałem Jána Čarnoguskiego, który jeszcze w czasach komunizmu założył Klub Inteligencji Katolickiej (KIK). Kiedy przyjechał on do Warszawy, by zapoznać się z działalnością polskiego KIK-u, zapoznałem go z Tadeuszem Mazowieckim, pełniącym wówczas obowiązki prezesa klubu warszawskiego, a później pierwszego niekomunistycznego premie-

ra Polski. W 1989 roku, kiedy Čarnogurský przebywał w więzieniu, a Polska miała już niekomunistyczny rząd, ŠTB podczas przesłuchań pytało go podobno o to, co robił ze mną w Warszawie. Słowacja była więc dla Pana wymarzonym miejscem pracy dyplomatycznej? Ta propozycja była zgodna z moimi wyobrażeniami. Nie pracowałem już w Kancelarii Prezydenta RP, a nie czułem się jeszcze emerytem. Interesuje mnie polityka i chciałem wrócić do aktywnego życia. Znam wielu słowackich polityków, co może okazać się pomocne w wykonywaniu obowiązków ambasadora. Prezydent Kaczyński nie podpisał Pańskiej nominacji. Nie przeszkadzało to Panu? Myślałem czasami, by zrezygnować z propozycji objęcia stanowiska ambasadora, ale znaleźli się tacy ludzie, którzy powiedzieli mi, że nie powinienem się poddawać. Przeważył argument, że skoro taką funkcję powierzył mi szef polskiej dyplomacji, to znaczy, że ma do mnie zaufanie, więc powinienem ją przyjąć. Jestem przekonany, że nic złego w życiu nie zrobiłem, a gdybym jej nie przyjął, byłoby to przyznaniem się do winy. 9


Prezydent Kaczyński zarzucił Panu, że zataił Pan przed nim swoją przeszłość, że rzekomo był Pan tajnym współpracownikiem wywiadu wojskowego. Oskarżono mnie, że byłem współpracownikiem wywiadu wojskowego, co nie jest prawdą. W lutym 1982 roku aresztowano mnie za działalność podziemną. Szantażowano mnie, dano do wyboru – albo spędzę trzy lata w więzieniu, albo podpiszę zobowiązanie o współpracy. Wybrałem rozwiązanie mniej lub bardziej rozsądne, co dziś trudno ocenić. Podpisałem zobowiązanie o współpracy, aby wypuścili mnie na wolność. Wtedy napisałem listy do prawnika i księdza, opisując swoją sytuację. Jeden raz spotkałem się z oficerem wywiadu. Powiedziałem mu wtedy, że współpracować nie będę, że podpisałem dokument tylko po to, by móc załatwić swoje sprawy, zabezpieczyć byt rodzinie, i byłem gotów pójść do więzienia. To jest moja historia, która jest bardziej historią represji niż mojej współpracy. Po 1989 roku, kiedy zostałem wysokim urzędnikiem państwowym, napisałem sprawozdanie na ten temat. Ktoś jednak w pewnym momencie zrobił z tego aferę. Była to intryga polityczna, której celem było pozbycie się mnie. Jako historyk wierzę, że kiedyś cała ta sprawa zostanie wyjaśniona. Jaki był werdykt sądu lustracyjnego? Jednoznacznie orzekł on, że współpracownikiem nie byłem. Również prezydent Kaczyński w którymś z wywiadów powiedział, że nie byłem współpracownikiem. Podczas procesu sądowego miałem możliwość zajrzenia do swojej teczki. Okazało się, że oficerowie wywiadu napisali, że mam twarde poglądy antysocjalistyczne, że jestem inteligentny, że staram się sprowadzić roz10

mowę na inne tory, by kryć kolegów. Na końcu znalazło się zdanie, że nie nadaję się na tajnego współpracownika. Dziś brzmi to jak laurka. Złożył Pan dymisję i opuścił Pałac Prezydencki. Mimo orzeczenia sądowego, że nie był Pan współpracownikiem, do Pałacu Pan już nie wrócił. To duże doświadczenie życiowe, kiedy człowiek jest ministrem do 13.20, a o 13.30 tym ministrem już nie jest, kiedy nagle pojawia się 50 dziennikarzy i 10 kamer telewizyjnych. Proszę mi wierzyć, że wtedy rozmowy nie odbywały się w tak przyjemnej atmosferze, w jakiej my rozmawiamy dzisiaj. Nie jest to miłe doświadczenie, ale każde doświadczenie jest wartościowe. To zmusza człowieka do przemyśleń na temat, co jest w życiu ważne. Nie pozostał Panu pewien niesmak po tym, jak rozstał się Pan z prezydentem Kaczyńskim? Niesmak to nie jest właściwe słowo. Pozostał mi pewien smutek. Każdy, kto idzie do wielkiej polityki, musi się liczyć z tym, że jest ona wielką loterią. Cenię sobie tych 15 miesięcy, które spędziłem w prezydenckiej kancelarii. Miałem tam możliwość poznania pierwszej ligi światowej dyplomacji, poznałem prezydenta Busha, kanclerz Angelę Merkel, papieża Benedykta XVI. Przygotowywałem rozmowy pana prezydenta z tymi osobami. Pierwszy raz w historii polskiej dyplomacji funkcję ambasadora pełni osoba, która nie otrzymała akceptacji od swojego prezydenta. Czy to prawda? Nie słyszałem wcześniej o takim przypadku. Odbieram to w ten sposób, że mam zobowiązanie, że muszę z podwójną siłą wykonywać swoje obowiązki, że-

by nadrobić malutki brak i żeby jak najszybciej doprowadzić do tego, by otrzymać tę formalną, pełną nominację. Jest taka możliwość? Mam nadzieję, że tak. Wszystko zależy od pana prezydenta. Ale ja na to patrzę również z drugiej strony. Rzadko zdarza się, by ambasadorem został były minister. Mam lepsze kontakty z politykami niż inni ambasadorzy. Powiedział Pan, że chce „nadrobić malutki brak”. Co to oznacza? Na czym on polega? W praktyce dnia codziennego nie ma on żadnego znaczenia. Różnica ma charakter bardziej protokolarno-symboliczny. Polega na tym, że nie przyjęli mnie na Słowacji oficjalnie jako ambasadora pełnomocnego i nadzwyczajnego. Mam jednak pełne kompetencje kierownika placówki, czyli mam uprawnienia do występowania w imieniu rządu polskiego, mogę przekazywać i przyjmować noty dyplomatyczne, jestem zwierzchnikiem pani konsul, co oznacza, że wszystkie „ludzkie sprawy“ są w mojej kompetencji. Nie złożyłem listów uwierzytelniających, bo ich nie mam, nie zagrano mi hymnu państwowego przed siedzibą prezydenta. Innych różnic nie widzę. Może to w jakiś sposób naruszyć stosunki polsko-słowackie? Przed moim przyjazdem strona polska poinformowała stronę słowacką, że przyjeżdżam jako charge d’affaires i że nie ma to żadnego wpływu na kontakty polsko-słowackie, które są bardzo dobre. To tylko wewnętrzna sprawa Polski, co słowacka strona przyjęła i, co dla mnie ważne, dodała, że rozumie sytuację i że nie będzie miała ona wpływu na wzajemne relacje. MONITOR POLONIJNY


Jak wyobraża Pan sobie współpracę ze słowacką Polonią? To ważna część pracy ambasady w każdym kraju. Czujemy się odpowiedzialni za to, żeby współpracować i być gotowym do niesienia pomocy Polakom tu mieszkającym, którzy nie stanowią grupy, będącej w jakiejś opresji, ale trafili tu z własnego wyboru. Powinniśmy zatem skoncentrować się na pomocy, polegającej na wzmacnianiu ich polskiej tożsamości. Wiem, że niedługo ma

odbyć się kongres Klubu Polskiego, w którego obradach chciałbym uczestniczyć. Dzięki temu miałbym możliwość poznania działaczy polonijnych i ich zainteresowania. Pomocne mogą okazać się projekty utworzenia biblioteki, wypożyczalni filmów polskich. Możemy również pomóc w organizowaniu spotkań Polonii czy w wydawaniu prasy polonijnej, bo to są elementy łączące Polaków, rozsianych po całej Słowacji.

Brak pomieszczeń jest bolączką Klubu Polskiego. Ambasada jest zawsze do dyspozycji, jeśli chodzi o spotkania Polonii. Mam jednak świadomość, że Polacy rozrzuceni są po całej Słowacji, więc nie wiem, czy znalezienie siedziby dla Klubu jest najważniejszą sprawą, w której ambasada może być pomocna. Lokal w jednym mieście nie będzie specjalną pomocą dla osób z innych zakątków Słowacji.

Jak zatem ocenia Pan nasz miesięcznik „Monitor Polonijny“? Zaraz po przyjeździe przejrzałem ostatnie trzy, cztery numery. Pismo mi się podoba. Znam trochę prasę polonijną, a jako człowiek, który kiedyś miał związek z dziennikarstwem, potrafię to ocenić. Myślę, że jest to jedno z najlepszych pism polonijnych, jeśli chodzi o standard wydawniczy. Jesteśmy wdzięczni państwu słowackiemu, że dofinansowuje jego wydawanie.

Polubił już Pan słowackie bryndzové halušky? Bryndzové halušky są O.K. Ale ja cieszę się na gęsie wątróbki. Będąc w Paryżu dostałem adres restauracji w Slovenskim Grobie, gdzie podobno te właśnie przysmaki są najlepsze.

ZDJĘCIE: MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

Mówiąc o wewnętrznych sprawach Polski ma Pan na myśli spory między prezydentem Lechem Kaczyńskim a ministrem spraw zagranicznych Radosławem Sikorskim? Czuje się Pan ofiarą tego sporu? Trudno mi to ocenić, musiałbym siedzieć w głowie pana prezydenta czy ministra, ale uważam, że to nie jest takie ważne. Pan prezydent niedawno odwiedził Słowację, wziął udział w spotkaniu prezydentów krajów Grupy Wyszehradzkiej w Pieszczanach, a współpraca między nami była bardzo dobra. Pan prezydent zachowywał się względem mnie poprawnie, podczas rozmów siedziałem po jego prawej stronie, tak jak to przewiduje protokół. Myślę, że tamte sprawy nie mają wpływu na moją działalność na Słowacji – to już jest przeszłość.

Przyjechał Pan na Słowację wraz z rodziną? Mam troje dorosłych dzieci, które prowadzą samodzielne życie, ale umówiliśmy się, że co miesiąc któreś z nich mnie odwiedzi. W najbliższym czasie przyjedzie do mnie moja 18-miesięczna wnuczka. To będzie jej pierwsza zagraniczna podróż i być może, że pierwsze słowa w obcym języku wypowie właśnie po słowacku. Moja żona jest lekarką i z racji obowiązków zawodowych nie mogła przyjechać ze mną, czego żałuję. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA


•Z NASZEGO PODWÓRKA•Z NASZEGO PODWÓRKA•Z NASZEGO PODWÓRKA•

T ZDJECIE: STANO STEHLIK

Dwa kroki do przodu, jeden mały wstecz W

ylko kilka lat dzieli nas od 2013 roku, w którym to Koszyce zostaną uhonorowane zaszczytnym tytułem Europejskiego Miasta Kultury. Koszyce są drugim co do wielkości i znaczenia miastem na Słowacji. Oferują bogatą ofertę wydarzeń kulturalnych, spośród których każdy może wybrać coś odpowiedniego dla siebie.

dniu 20.09.2008r. odbyło się spotkanie robocze Rady Klubu Polskiego na Słowacji. Tym razem jej członkowie przybyli do Żyliny, by rozliczyć się z zadań, postawionych im na poprzednim posiedzeniu, oraz należycie przygotować kongres Klubu Polskiego, który będzie miał miejsce w Żylinie 8.11.2008 r. Prezesi regionalni poinformowali o rezultatach zebrań klubowych w swoich regionach (oprócz Klubu Bratysława, w którym takie zebranie jeszcze się nie odbyło), na których wyłoniono delegatów na kongres i kandydatów do nowych organów klubu. Wspólnie ustalono terminy imprez na rok 2009 – szczególnie tych o charakterze ogólnosłowackim i międzyregionalnym (brak danych z Bratysławy, z Koszyc - tylko dane orientacyjne). Tu warto przypomnieć, że terminy składania projektów na przyszły rok to: do „Wspólnoty Polskiej” – do końca października, do Ministerstwa Kultury RS – do 10 listopada. Rada Klubu ustosunkowała się do aktualnych spraw „Monitora Polonijnego”, które przedstawiła redaktor naczelna Małgorzata Wojcieszyńska. Przewodnicząca komi-

P

sji, powołanej do wykonania kontroli finansowej, poinformowała tylko o jej częściowych rezultatach, albowiem kontrola jeszcze nie dobiegła do końca. Równocześnie z kontrolą finansową przebiega porządkowanie dokumentacji Klubu z ostatnich trzech lat, z którego do czasu kongresu zostanie opracowane sprawozdanie pisemne. W związku z koniecznością uporządkowania rozliczeń dotacji ze „Wspólnoty Polskiej” Rada Klubu podjęła decyzję o dostarczeniu wymaganych dokumentów do Warszawy osobiście, do czego upoważniony został wiceprezes Klubu Żylina Ryszard Urbański. W spotkaniu Rady Klubu jako gość wzięła udział pani konsul Urszula Szulczyk-Śliwińska, która w krótkim wystąpieniu poinformowała o możliwościach wsparcia przedsięwzięć polonijnych przez Wydział Konsularny RP w Bratysławie. Zadaniem zrealizowanym zaledwie szczątkowo pozostają zmiany w statucie Klubu, co zmusza Radę do ciągłego „powrotu do przeszłości”. Zadanie to jest zatem nadal aktualne. IRENA ZACHAROVÁ

unktem kulminacyjnym Dnia Polskiego w Nitrze było wręczenie dyrektorowi teatru i aktorowi Janovi Greššowi Krzyża Kawalerskiego Orderu Zasługi Rzeczpospolitej Polskiej, które odbyło się 22 sierpnia w gmachu kierowanego przez niego Teatru im. Andreja Bagara przy okazji XXXV Międzynarodowych Targów Rolniczych i Spożywczych „Agrokomplex 2008”. W imieniu prezydenta RP odznaczenie przekazał chargé d’affaires a.i. RP dr Bogdan Wrzochalski. Obecni byli podsekretarz stanu Artur Ławniczak z Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi, dyrektor Międzynarodowych Targów „Agrokomplex” Miloslav 12

KOSZYCE Miastem Kultury 2013

Wielość i różnorodność imprez artystycznych to zaledwie mała cząstka potencjału Koszyc. Jestem przekonana, że my, Polacy zrzeszeni w regionalnym Klubie Polskim w Koszycach w niemałym stopniu przyczyniliśmy się do przyznania zasłużonego tytułu głównego Europejskiego Miasta Kultury. Wystarczy wymienić choćby Dni Kultury Polskiej, organizowane przez koszycką Polonię. Jestem dumna, że mieszkam właśnie w Koszycach. W tym roku z rąk prezydenta miasta Franciszka Knapika otrzymałam podziękowania za współpracę i udział w realizacji koncertu, uświetniającego Dni Miasta Koszyce. Pojęcie Ojczyzny zastępujemy często pojęciem dobrego miejsca na ziemi. Miejsca, w którym da się żyć na miarę własnych pragnień, dlatego dla nas tak ważna jest kultura i sztuka. To wielki dar być w stanie je odbierać URSZULA SZABADOS i przeżywać.

Pisár, przedstawiciele Ministerstwa Spraw Zagranicznych Republiki Słowackiej oraz Polacy żyjący na Słowacji. Uhonorowany za działalność na rzecz rozwoju kontaktów słowacko-polskich Jan Greššo w podziękowaniu za wyróżnienie podkreślił, że traktuje je jako wyróżnienie teatru, na którego deskach można było obejrzeć inscenizacje takich polskich sztuk, jak Na szkle malowane, wyreżyserowane przez Karola Spišaka w Starym Teatrze w Nitrze, Iwona księżniczka Burgunda, Beztlenowce, Testosteron, Agata szuka pracy. O tychże spektaklach pisaliśmy na łamach „Monitora Polonijnego”. ALICJA KORCZYK-CHOVANEC MONITOR POLONIJNY


ZDJĘCIA DOMINKA GREGUŠKOVÁ

•Z NASZEGO PODWÓRKA•Z NASZEGO PODWÓRKA•Z NASZEGO PODWÓRKA•

Od kongresu do kongresu Klub polski region Nitra

Od

ostatniego kongresu w Liptowskim Mikulaszu upłynęło już sporo czasu. Co się w nim działo w naszym regionalnym Klubie? Przede wszystkim odnotowaliśmy wzrost liczby członków – teraz jest nas 30 dorosłych osób. Ponadto „odmłodnieliśmy“, bowiem nasze szeregi „zasila“ 41 dzieci i młodzieży. Na imprezach klubowych spotyka się 80 osób. Jest to dość duża grupa, ale dzięki uprzejmości oo. salwatorianów mamy gdzie się spotykać. Dzieci, które uczęszczały do szkółki polonijnej przed kongresem w Liptowskim

Mikulaszu, już nam podorastały, ale ponieważ dołączyli do nas nowi klubowicze, dla ich dzieci utworzyliśmy przedszkole polonijne, którego zajęcia odbywają się w Centrum Wolnego Czasu „Domino“. Starsze dzieci uczęszczają do polskiej szkoły, działającej przy Ambasadzie Polskiej w Bratysławie. Dzięki ofiarności ks. Stanisława Ługowskiego i uprzejmości biskupstwa w nitrzańskiej katedrze co miesiąc odbywają się msze św. w języku polskim.

Zebranie Klubu Polskiego Region Nitra

W

Nasi studenci polonijni opiekują się grobami polskich żołnierzy, poległych w czasie I wojnie światowej, leżących na cmentarzu wojskowym w Nitrze, dzięki czemu groby te są zawsze zadbane i uporządkowane. Ponadto studenci ci zebrali materiały z tego miejsca pamięci narodowej i przesłali je na konkurs, organizowany przez Stowarzyszenie „Semper Polonia“, pod hasłem „Ocalmy od zapomnienia“. Klub w Nitrze zorganizował wiele imprez polonijnych, np. noc świętojańską, plenerowy Dzień Dziecka, koncert polskich kolęd i pastorałek, tradycyjne spotkania opłatkowe, mikołajki. Wszystkich członków cieszy fakt aktywnego włączenia się w życie klubowe naszych studentów. Są oni już następnym pokoleniem, pamiętającym o ojczyźnie nie tylko swoich rodziców. To właśnie ci młodzi ludzie organizują spotkania dla najmłodszych i uczą ich mowy ojczystej. Trzeba przyznać, że jesteśmy dumni z osiągnięć naszego Klubu. ROMANA GREGUŠKOVÁ

dniu 5 września odbyło się pierwsze powakacyjne spotkanie członków Klubu Polskiego w Nitrze. Przebiegło ono w przyjacielskiej atmosferze, a uczestniczyło w nim 18 osób. Głównym punktem programu był wybór zarządu klubu regionalnego oraz kandydatów do zarządu Klubu Polskiego na Słowacji. Prezesem w Nitrze jednomyślnie została wybrana dotychczasowa prezes pani Romana Gregušková. Również funkcje wiceprezesów pełnić będą nadal panie Irena Cigaňová oraz Teresa Šipčaková. Następnie omówiono plan pracy nitrzańskiego Klubu. W tym roku w październiku już po raz drugi odbędzie się otwarcie szkółki i przedszkola polonijnego. Lekcje będą się odbywać w wyremontowanym Centrum Wolnego Czasu „Domino“. Następnym przedsięwzięciem będzie mikołajowe przedstawienie „Choinka“, przygotowane przez studentów, które zostanie połączone z przedświątecznym spotkaniem członków Klubu. W okresie świątecznym w nitrzańskiej katedrze odbędzie się koncert organowy. Cały czas odprawiane będą msze święte w języku polskim. Na wrześniowym spotkaniu omawiano też przygotowanie projektów na rok przyszły oraz pracę studentów w Klubie Polskim, spośród których wybrano korespondentów „Monitora Polonijnego”. Ich nazwiska – M. Dikaczova, M. Babinova, L. Babin, D. Wójcik, L. Patrovič – już wkrótce można będzie zobaczyć na łamach naszego miesięcznika, albowiem ich zadaniem będzie informowanie czytelników o wydarzeniach w naszym regionie. Pod opieką studentów nadal będą pozostawać groby żołnierzy polskich z I wojny światowej, ich porządkowanie i ozdabianie z okazji Dnia Wojska Polskiego, Wszystkich Świętych i Święta Odzyskania Niepodległości Polski. MAGDALENA BABINOVA 13


ZDJĘCIA DOMINKA GREGUŠKOVÁ

•Z NASZEGO PODWÓRKA•Z NASZEGO PODWÓRKA•Z NASZEGO PODWÓRKA•

K

lub Polski w Nitrze po wakacyjnej przerwie rozpoczął swoją działalność mszą świętą, odprawioną w kaplicy księży salwatorianów. W odprawionej przez ks. superiora Andrzeja Drogosia mszy wzięło udział ponad 20 osób: Polaków, ich słowackich członków rodzin oraz przyjaciół z Nitry i okolic. Wyrażamy wdzięczność ks. Stanisławowi Ługowskiemu za długoletnią ofiarną opiekę duszpasterską nad nitrzańską Polonią, a księżom salwatorianom za gotowość współpracy. Salwatorianie (Towarzystwo Boskiego Zbawiciela) to zgromadzenie zakonne, założone przez ks. Franciska Jordana, liczące ponad 1200 członków, pracujących w 38 krajach na wszystkich kontynentach; w Nitrze pracują od 2003 roku. LUKASZ BABIN

„Suchozemcy“ na

W

chłodny weekend 12-14.9.2008 niedaleko Dąbrowy Górniczej odbyły się po raz pierwszy Regaty Żeglarzy Polskich, Polonijnych oraz Zagranicznych pod nazwą „Pogoria” International Yacht Racing 2008. Słowację reprezentowali w nich Pavol Bielik i Ivan Paluga. Władze miasta Dąbrowa Górnicza, miejscowe środowisko żeglarskie i Yacht Klub Polski Londyn zaprosiły polskich żeglarzy z zagranicy na regaty polsko-polonijne. Dla klubów polonijnych były one świetną okazją do spotkania się i rozmów, zaś patronujące regatom władze miasta i województwa śląskiego chciały się pochwalić nowym wizerunkiem Zagłębia Dąbrowskiego, kojarzonego zwykle z przemysłem ciężkim. Po wielu latach starań region ten uległ przekształceniom i obecnie stanowi okolicę czystą i atrakcyjną turystycznie. Organizatorzy imprezy KSW Fregata i Yacht Klub Polski Londyn zape-

Poprzez czytanie w kierunku korzeni i tożsamości narodowej

T

ak brzmi nazwa projektu, realizowanego już drugi rok przez Klub Polski Region Żylina. Jego celem jest poszerzanie wiedzy o polskiej literaturze wśród czytelników różnych grup wiekowych. W ramach przedsięwzięcia odbywają się wieczorki filmowo-literackie, seminaria, wykłady, prezentacje polskiej literatury, jej twórców, omawiane są znane dzieła literackie i przedstawiane są filmy, zrealizowane na ich podstawie. Wieczorki są przygotowywane nie tylko przez profesjonalistów, ale także przez pasjonatów i miłośników literatury. Zapewnione w większości przypadków tłumaczenie na język słowacki umożliwia udział w spotkaniach również osobom, które nie mówią po polsku. Pierwszy wykład w tym roku przeprowadziła Karolina Bielik, finalistka tegorocznej Olimpiady Literatury i Języka Polskiego, organizowanej przez Instytut Badań Litera14

ckich PAN. Tłumaczeniem jej wystąpienia zajęła się Katka Klačanska. A było ono poświęcone twórczości Kornela Makuszyńskiego. Wiele ciekawostek z życia pisarza zaskoczyło nawet tych bardziej oczytanych i znawców tematu. Film „Panna z mokrą głową“ przypomniał klubowiczom lata dorastania w kraju ojczystym, a dzieciom zapewnił rozrywkę. Spotkanie przy kawie i poczęstunku przebiegało w rodzinnej atmosferze. Kolejne prezentacje w ramach projektu miały miejsce w Bibliotece Orawskej Antona Habovštiaka w Dolnym Kubinie i, chociaż skierowane były głównie do profesjonalistów, udział w nich wzięli także nasi klubowicze i ich znajomi. Na pierwszym z nich dyrektor biblioteki w Limanowej pani Halina Matras przybliżyła literaturę młodzieżową autorów pogranicza. Ciekawe informacje o tym, jak dzieci i młodzież czytają książki i jakie imprezy zwią-

zane z tym organizowane są w Polsce, były niezwykle inspirujące. Prawdziwą „gwiazdą” drugiego spotkania została pani Monika Rząsa, dyplomowana bibliotekarka i była pracownica limanowskiej biblioteki. Jej niezwykle pasjonującego wykładu, pełnego ciepła i humoru wysłuchano z olbrzymim zaciekawieniem. Z ogromną pasją mówiła m.in. o tym, że Polską „zawładnęła“ grupa polskich autorów, tworzących wysokiej jakości literaturę młodzieżową i dziecięcą, wypierającą twórczość typowo komercyjną. Bogactwo oferty wydawniczej MONITOR POLONIJNY


•Z NASZEGO PODWÓRKA•Z NASZEGO PODWÓRKA•Z NASZEGO PODWÓRKA•

dla dzieci, mnóstwo wartościowych pozycji dla wszystkich kategorii wiekowych, wspaniałe szaty graficzne wzbudziły szczery podziw. Cieszy nas, że do rąk najmłodszych czytelników trafiają książki, które umożliwiają im rozwijać kreatywne myślenie. Młodzieżowa literatura szczerze i otwarcie porusza gorące tematy, takie jak: konflikty z otoczeniem i rodzicami, narkotyki, wczesny seks, alkoholizm, sekty. Brak czasu dla dzieci, ciągłe uganianie się rodziców za karierą i pieniędzmi, brak stabilizacji, rozbite rodziny – to tematy poruszane także przez nowych, młodych twórców, często opisujących własne przeżycia i doświadczenia. Podkreślić warto, że ta nowa generacja pisarzy nie stara się moralizować, ale zwraca uwagę na problem odpowiedzialności wyborów, dokonywanych przez człowieka, za które odpowiadają także jego bliscy. Pani Rząsa, prawdziwy ekspert w zakresie literatury młodzieżowej i dziecięcej, od razu została zaproszona na kolejną prezentaPAŻDZIERNIK 2008

We

wrześniowej ofercie Instytutu Polskiego w Bratysławie znalazł się blok imprez poświęcony wydarzeniom, które miały miejsce podczas II. wojny światowej w Katyniu. Spotkanie z autorem książki „ Post Dnia 11 września mortem Katyń“ Andrzejem Mularczykiem w Bratysławie miał swoją premierę nominowany na Oscara film w reżyserii Andrzeja Wajdy pt. „Katyń“. Kilka dni później odbyło się spotkanie z autorem książki, na podstawie której film został nakręcony – Andrzejem Mularczykiem (wywiad z autorem opublikujemy w następnym numerze „Monitora“). Na rynku słowackim ukazała się książka „Post mortem Katyń“ w tłumaczeniu Petra Čački, wydana przez Wydawnictwo „Ikar”, której kulisy powstawania zostały przedstawione uczestnikom spotkania w Instytucie Polskim. Kolejnymi przedsięwzięciami, dotyczącymi tematyki Katynia były projekcja filmów dokumentalnych czeskiej reżyser Petry Všelichovej Zbrodnia katyńska (Zločin jménem Katyň, ČR, 2006) i Czaszka (Lebka, ČR, 2007) oraz dyskusja o wydarzeniach w katyńskim lesie, w której udział wzięli polski historyk z Instytutu Pamięci Narodowej Witold Wasilewski, czeski historyk Měčislav Borák i słowacki historyk Martin Lacek z Ústavu pamäti národa. mw

cję. Przywiezione przez nią książki zachwycały formą, miały pomysłowe szaty graficzne i okładki, zawierały przepiękne ilustracje. Wielu czytelników ucieszy zapewne informacja o powrocie do pióra niektórych znanych już pisarzy, np. Krystyny Siesickiej, która po 8 latach przerwy znów zaczęła pisać. Biblioteka Orawska w Dolnym Kubinie nie przypadkowo gościła nasz Klub. Dzięki umowie, zawartej z dyrektorem PhDr. Milanem Gondą, zostanie tu utworzona druga po Żylinie Biblioteka Polska. Podpisanie odpowiednich dokumentów miało miejsce w obecności pani PhDr. Janki Bírovej, która reprezentowała żylińskie władze samorządowe i która nie tylko dobrze mówi po polsku, ale jest też pasjonatką polskiej literatury. Powstanie kolejnej Biblioteki Polskiej pozwoli zapewne miejscowym polonusom brać aktywny udział w życiu Polonii na Słowacji.

ZDJĘCIE: MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

wnili bogaty program kulturalny i towarzyski, od oficjalnych spotkań począwszy po wieczory szant i piosenek żeglarskich. Chociaż nasza załoga uplasowała się w środku tabeli, to jak na pierwszy udział w tego typu imprezie spisała się nieźle, za co otrzymała podziękowanie, dyplom i medal pamiątkowy. Regaty odbyły się na Pojezierzu Pogoria, które staje się poważną alternatywą dla Warmii i Mazur. Tworzą je cztery jeziora, wykorzystywane dla celów turystycznych i rekreacyjnych. Chociaż wszystkie jeziora powstały tak samo, to każde z nich jest inne i oferuje mnóstwo atrakcji. Najlepiej rozbudowaną bazę noclegową ma Pogoria I, Pogoria II to raj dla wędkarzy i dzikich biwaków. Dla żeglarzy i miłośników windsurfingu najbardziej odpowiednia jest Pogoria III, zaś zbiornik Pogoria IV nie jest

jeszcze ukończony – trwają przy nim prace, w efekcie których powstanie jezioro o powierzchni 560 ha. Okolice wszystkich jezior mają dobrze oznaczone ścieżki i trasy rowerowe, a nad bezpieczeństwem odpoczywających czuwają tu w sezonie letnim ratownicy WOPR. Może bliskość granicy skusi także i Was do odpoczynku i żeglowania po „śląskich Mazurach“? Organizatorom – panom R. Stachurskiemu i J. Knabe, Urzędowi Miasta Dąbrowa Górnicza, Urzędowi Marszałkowskiemu Województwa Śląskiego i honorowemu gospodarzowi Prezydentowi Dąbrowy Górniczej, a także panu Zbigniewowi Podrazie – dziękujemy za umożliwienie udziału uczestnikom ze Słowacji oraz wspaniale zorganizowaną imprezę, która przyczyni się także do propagowania uroków Pojezierza Pogoria. KATARZYNA BIELIK

ZDJĘCIA: MILAN GONDA

regatach

Wykłady w ramach cyklu dofinansowało Ministerstwo Kultury RS, któremu należą się gorące podziękowania. Dzięki jego wsparciu możliwe są prowadzenie intensywnej promocji polskiej literatury i kultury oraz dostęp do polskiej książki nie tylko dla polonusów, ale i wszystkich tych, którzy chcą czytać po polsku, wiedzieć więcej o polskiej literaturze. Czytanie po polsku przyczynia się do podtrzymywania tożsamości narodowej, szczególnie wśród dzieci i młodzieży, o czym często zapomina się w niektórych rodzinach mieszanych. Mieć polskie korzenie to brzmi dumnie. A my mamy z czego być dumni – nasi przodkowie i rodacy stworzyli olbrzymie bogactwo kulturowe. Podzielmy się nim z naszymi słowackimi bliskimi i krajem, który się stał naszym domem. KATARZYNA BIELIK 15


Wspomnienia z kolonii

W

tym roku kolonie dla dzieci i młodzieży polonijnej zorganizowano w Łebie. Przygotowaniem wyjazdu dzieci ze Słowacji zajęła się osobiście pani konsul Urszula Szulczyk-Śliwińska – kierownik Wydziału Konsularnego Ambasady RP w Bratysławie. Dzieci z Nitry, które wzięły udział w koloniach, wróciły bardzo zadowolone. „Morskie fale były bardzo wysokie, krople wody dostały się na pokład, byliśmy więc mokrzy“ – tak wspominała rejs statkiem na Hel 12-letnia Asia Szabo. Chwaliła również bogaty program kulturalny tegorocznych kolonii, organizowane w ich ramach konkursy i zawody oraz wieczory tematyczne. „Podczas takich wieczorów mogliśmy uczyć się narodowych piosenek z różnych krajów, z których pochodzili koloniści, czyli z Serbii, Węgier, Rumunii, Polski i Słowacji“ – informowała Asia, która już dziś jest zdecydowana pojechać na podobne kolonie także w przyszłym roku, a swoimi opowiadaniami o atrakcjach pobytu w Polsce zachęciła do udziału w nich swojego młodszego brata, marzącego o takim wyjeździe. W Łebie byli też 12-letni Stefan Kuťka oraz 8-letnia Sasza Kowaczova, którzy właśnie tam pierwszy raz w życiu zobaczyli morze i byli oczarowani jego urokiem. „Budowaliśmy zamki z piasku, to była świetna zabawa“ – powiedział Stefan. „Zbieraliśmy też muszle i bursztyny na plaży!“ – dodała Sasza. Dla Stefana nie bez znaczenia było również to, że wśród młodych polonusów znalazł bratnią duszę – zaprzyjaźnił się z chłopcem z Serbii. Dzieci chwaliły smakołyki polskiej kuchni oraz opiekunkę panią Izę. „Dwa tygodnie szybko zleciały i, choć podróż nad polskie morze trwała bardzo długo, to było warto!“ – podsumowała Sasza. Młodzież, która w tym roku wzięła udział w polonijnych koloniach, już teraz planuje wyjazd na nie w roku przyszłym. Ponadto składa podziękowania ich organizatorom oraz radcy do spraw transportu, który zatroszczył się o przejazd MAGDA BABINOVÁ uczestników.

16

ZDJECIE: AGNIESZKA TÓTHOVÁ

•Z NASZEGO PODWÓRKA•Z NASZEGO PODWÓRKA•Z NASZEGO PODWÓRKA•

Magiczny Kraków wiąże przyjaźń narodów

45 studentów narodowości polskiej, pochodzących z różnych krajów Europy (z Niemiec, Francji, Mołdawii, Węgier, Białorusi, Ukrainy, Łotwy, Czarnogóry i Słowacji) spotkało się w Krakowie na początku sierpnia, by dowiedzieć się więcej o Polsce. W międzynarodowym spotkaniu studentów uczestniczyli ci, których rodzice są Polakami, albo ci, którzy mieszkają w krajach, które dawniej wchodziły w skład państwa polskiego. Już pierwszego dnia pobytu poznaliśmy wykładowców z Uniwersytetu Jagiellońskiego, z którymi potem spotykaliśmy się codziennie na wykładach, poświęconych językowi polskiemu, współczesnej literaturze polskiej, nowej polszczyźnie, dziedzictwu kulturalnemu, historii Polski i dziejom Krakowa. Właśnie dzieje Krakowa pomogły nam zrozumieć kulturę duchową dawnej stolicy Polski, miasta królewskiego, miasta stu kościołów…, czyli po prostu miasta magicznego. Po lekcjach zwiedzaliśmy Kraków albo sami, z mapą w rękach, albo z przewodnikami. Mieszkaliśmy po drugiej stronie Wisły, mając widok na Wawel – dawną siedzibą książąt i królów polskich. Do kompleksu zamkowego należy też katedra wawelska, w której koronowani byli liczni nasi królowie, którzy prawie wszyscy zostali tu pochowani. Najważniejszym wydarzeniom i świętom od 1521 roku towarzyszy bicie dzwonu Zygmunta, z którym związanych jest wiele legend i zwyczajów. Według jednego z nich dziewczyna, która dotknie serca dzwonu, szybko wyjdzie za mąż i będzie miała szczęście w miłości. Ale nie tylko dziewczyny dotykały dzwonu, przecież chłopaki też pragną szczęścia. Pod zamkiem znajduje się Smocza Jama, z którą wiąże się legenda o początkach miasta. Mówi ona, że książę Krak postanowił

zgładzić pustoszącego okolicę smoka. Jego synowie podrzucili do jaskini wypchaną siarką krowę i w ten sposób otruli bestię. Najwięcej czasu spędzaliśmy na Starym Mieście, zachwycając się Sukiennicami i ratuszem. Symbolem Krakowa jest kościół Mariacki. Z wyższej wieży do dziś co godzinę rozlega się hejnał, grany na wszystkie strony świata. Chętnie błądziliśmy po uliczkach miasta, które doprowadziły nas do Bramy Floriańskiej i Barbakanu. Tam zafascynowały nas obrazy autorów ulicznych. Byliśmy też w Muzeum Czartoryskich, gdzie między innymi można zobaczyć obrazy Leonarda da Vinci i Rembrandta. Na tej samej ulicy znaleźliśmy słynną Galerię Mleczki, którego satyryczne prace rysunkowe bardzo nas rozbawiły. Dom Polonii z siedzibą w Krakowie zorganizował nam też wyjazdy do Piaskowej Skały i Wieliczki oraz koncert Kasi Stępniak-Wilk, a także seanse filmowe. Wolne wieczory spędzaliśmy razem na zabawach na Starym Mieście albo w cudownej dzielnicy żydowskiej Kazimierz, gdzie mieszczą się liczne kawiarenki, knajpki i urocze zakątki, pełne młodzieży. Sami organizowaliśmy wspólne zabawy w ośrodku, w którym mieszkaliśmy. Najciekawszą chyba była „piżamowa noc“, podczas której śpiewaliśmy wspólnie polskie piosenki, siedząc w… piżamach. Mile zaskoczył mnie fakt, że tak dobrze się rozumieliśmy, chociaż każdy z nas pochodził z innego kraju, każdy wyrastał w innej kulturze. To wzajemne zrozumienie wynikało zapewne z naszej polskiej krwi. Wszyscy się zaprzyjaźniliśmy i nawiązaliśmy kontakty. Mam nadzieję, że z większością wspaniałych ludzi, których tam poznałam, spotkam się za rok, a może i wczeAGNIESZKA TÓTHOVÁ śniej. MONITOR POLONIJNY


•Z NASZEGO PODWÓRKA•Z NASZEGO PODWÓRKA•Z NASZEGO PODWÓRKA•

I

dea kontaktĂłw partnerskich jest praktycznym urzeczywistnieniem wizji wielkich męşów stanĂłw, takich jak Konrad Adenauer, Maurice Schumann, Alcide De Gasperi i później Charles de Gaulle’a, ktĂłrzy to poprzez zawierane porozumienia stworzyli ramy polityczne dla rozwoju procesu współpracy. ChciaĹ‚bym poinformować, Ĺźe takim sztandarowym partnerstwem jest juĹź 10-letnia współpraca miast partnerskich – Dubnicy nad Vahom i Zawadzkiego. Ale czy to partnerstwo jest typowe? Jako osoba z doĹ›wiadczeniem w zakresie wymiany partnerskiej po ostatniej wizycie caĹ‚kowicie zmieniĹ‚em zdanie. Wizyta naszej oficjalnej delegacji zaczęła siÄ™ juĹź w piÄ…tek 29 sierpnia, kiedy to na zaproszenie Zbigniewa PodleĹ›nego uczestniczyliĹ›my w uroczystym spotkaniu polonijnym w ramach „Dubnickich Dni Polonijnej PrzyjaĹşni, Współpracy i Folkloru“. Przywitanie chlebem i solÄ…, a potem wspĂłlne dyskusje oraz odwiedziny dubniczan w Polsce wywarĹ‚y na nas bardzo duĹźy wpĹ‚yw – ojczysta mowa, solidarność PolakĂłw na obczyĹşnie oraz pomoc rodzimych SĹ‚owakĂłw i ich serdeczność przekonaĹ‚y nas, Ĺźe pomiÄ™dzy nami tak naprawdÄ™ dawno nie ma juĹź granic. Dziesięć lat wzajemnego zrozumienia wĹ‚aĹ›nie w tych dniach odczuliĹ›my najbardziej. Ĺťyczliwość ludzi na SĹ‚owacji, tak jak i nasza współpraca, nie zna granic. Jako mĹ‚odego Polaka cieszy mnie niezmiernie fakt, iĹź na naszych

Moim okiem‌

ADAM WOJTOWICZ KIEROWNIK REFERATU ROZWOJU GOSPODARCZEGO I PROMOCJI URZĘDU MIEJSKIEGO W ZAWADZKIEM

i wzajemnego radowania się ludzi wolnej Europy. Serdeczna słowiańska gościnność umiłowanie wartości kultury i rodziny sprawiają, iş u naszych słowackich przyjaciół zawsze czujemy się jak w domu. Myślę, şe takiego stanu rzeczy nie byłoby, gdyby nie pomoc działaczy Klubu Polskiego na Słowacji, a przede wszystkim koła w Dubnicy i jego prezesa Zbigniewa Podleśnego. Od wielu lat nasz Zbyszek wspomaga nas swoim nie tylko doświadczeniem, ale i rzeczowo, jest swoistym pomostem i filarem współpracy pomiędzy naszymi samorządami. Juş 10 lat Dubnica nad Vahom

i Zawadzkie współpracują w róşnych dziedzinach şycia społecznego i podjęły wiele wspólnych inicjatyw dla swego rozwoju. Gmina Zawadzkie współpracuje z pięcioma miastami partnerskimi w Europie, jednakşe Dubnica zajmuje w naszych sercach szczególne miejsce, gdyş czujemy się w niej jak u siebie. W imieniu uczestników delegacji chciałbym serdecznie podziękować wszystkim osobom, które po raz kolejny tak pięknie powitały nas na słowackiej ziemi i dla których nasza współpraca polega na czymś więcej, niş tylko na wizycie gości z Polski.

ZDJECIA: MARIĂ N DAMBORĂ K

Nie skarby są przyjaciółmi, ale przyjaciel skarbem. (Epiktet z Hierapolis) spotkaniach pojawia się zawsze przedstawiciel ambasady RP z Bratysławy, a takşe władze miasta Dubnica nad Vahom. Na spotkania z naszymi delegacjami przychodzą juş nie tylko nasi rodacy, ale ich rodziny z dziećmi, tworząc wspaniały klimat niesformalizowanej współpracy

BURMISTRZ ZAWADZKIEGO 47-120 Z A W A D Z K I E ul. Dbowa 13 tel. centr. (0-77) 4616-291, 4616-551, 4616-552, 4616-553 e-mail: umig@zawadzkie.pl, www.zawadzkie.pl

ZAWADZKIE, DNIA 5.09.2008 r.

Szanowny Pan ZBIGNIEW PODLENY Prezes Klubu Polskiego Koo Terenowe w Dubnicy W IMIENIU W ADZ SAMORZADOWYCH SK ADAM SERDECZNE S OWA PODZI KOWANIA ZA SERDECZNE PRZYJ CIE DELEGACJI NASZEJ GMINYI ORAZ UMOLIWIENIE W UCZESTNICZENIU W SPOTKANIU POLONIJNYM W RAMACH DUBNICKICH DNI Polonijnej Przyjani, WspĂłpracy i Folkloru, I JEDNOCZESNIE WSPĂ“LNE SWI TOWANIE XV DUBNICKIEGO FESTIWALU FOLKLORU. WSZELKIE BEZINTERESOWNE PODEJMOWANE PRZEZ PASTWO DZIA ANIA TO CENNY WK AD W KSZTA TOWANIU OBUSTRONNEJ WSPĂ“LPRACY NASZYCH RODAKĂ“W NA S OWACJI. SERDECZNE PRZYJ CIE ORAZ GOSCINNO JAK

ZASTALISMY OBDAROWANI BY A DLA NAS WIELKIM PRZEZYCIEM ORAZ DOSWIADCZENIEM PODCZAS WSPĂ“LNEGO SPOTKANIA. BURMISTRZ ZAWADZKIEGO MARIUSZ STACHOWSKI

PAĹťDZIERNIK 2008

17


S Ł U C H A J Ą P O L S C E W M Ł O D Z I

Ach, te festiwale! W

Polsce jak grzyby po deszczu mnożą się różnego rodzaju festiwale. Polskie lato staje się pretekstem do organizacji przeróżnych imprez muzycznych na świeżym powietrzu, z udziałem gwiazd dużego i mniejszego formatu. Bywają przecież różne gusta, potrzeby i wymagania, stąd ich różnorodność, np. Przystanek Woodstock, festiwal muzyki rockowej w Jarocinie, Open’er Festival, Beach Party na gdyńskiej plaży, Cremfields czy Mysłowice Off. Ledwie przebrzmiały echa wspomnianych festiwali, a w kolejce czekały już następne, takie jak: Festiwal Muzyki Sakralnej, Festiwal Muzyki Organowej, Międzynarodowy Festiwal Mozartowski „Mozartiada 2008“ w wersji pop i nie tylko, Festiwal Rytmu i Ognia „FROG 2008“ i wiele, wiele innych. W kalendarzu dużych polskich wydarzeń muzycznych w tym roku zapisały się dwa festiwale. Pierwszy to nowa impreza Sopot Hit Festival, zorganizowany przez TVP, a drugi – to tradycyjny już Sopot Festival, organizowany od czterech lat przez prywatną stację TVN. Sopot Hit Festival nie miał nic wspólnego z Sopot Festival 2008, zwanym niegdyś Międzynarodowym Festiwalem Piosenki, chociaż obydwa odbyły się w tej samej sopockiej Operze Leśnej i trwały po dwa dni. Podczas pierwszego dnia Sopot Hit

18

Festivalu usłyszeliśmy 15 polskich wykonawców i ich letnie przeboje. Zwyciężyła Doda z utworem „Nie daj się“. Drugi dzień był podobny do pierwszego, tyle że obcojęzyczny. Z piętnastu przedstawionych utworów zagranicznym hitem lata stała się piosenka „Hej Hi Hello“ w wykonaniu Shaun Baker. Poza częścią konkursową wystąpiły gwiazdy: Kate Ryan, Stachurski i zespół „Feel”. Nowa impreza pod hasłem „Hity na czasie” miała wyłonić polski i zagraniczny przebój lata. Niestety nie wylansowano żadnego wielkiego przeboju, nie wyłoniono żadnej nowej gwiazdy, a TVP zwyczajnie podszyła się pod imprezę Radia „Eska”. Ponadto był to pierwszy festiwal bez materiałów prasowych oraz konferencji prasowej. W sobotę 23 sierpnia rozpoczął się dwudniowy 45. Sopot Festival 2008. Pierwszy dzień to międzynarodowy kon-

kurs o nagrodę Bursztynowego Słowika i Słowika Publiczności. W półfinale z udziałem polskich wykonawców wystąpili: „Formacja Nieżywych Schabuff”, „For Teens”, Natalia Lesz, zespół „Pectus” i „Video feat” z Anną Wyszkoni. Spośród nich jury wyłoniło reprezentanta Polski – zespół „Pectus” – do finału międzynarodowego, do którego dołączyli zagraniczni wykonawcy, wśród których nie zabrakło zwyciężczyni jednego z festiwali „Eurowizji”, ukraińskiej wokalistki Rusłany. Aż czworo z sześciu zagranicznych kandydatów do Bursztynowego Słowika pochodziło ze Szwecji. Słowika Publiczności otrzymała polska grupa „Pectus”, a Bursztynowy Słowik powędrował do formacji „Oh Laura” i szwedzkiej wokalistki Fridy Öhrm. Natomiast Piotr Kupicha, do którego bez wątpienia należał ubiegły rok, kiedy to wraz z zespołem „Feel” otrzymał obie główne nagrody festiwalu za piosenkę „Jest już ciemno“, w tym roku odebrał diamentową płytę za swój debiutancki krążek. Drugi dzień festiwalu upłynął w rytmie lat 80-tych. Wystąpiły największe gwiazdy tamtych lat: Sandra, Samantha Fox, Sabrina, Kim Wilde, Lihmahl z zespołem „Kajagoogoo”, Shakin’ Stevens i „Modern Talking”. Chociaż nie wszyscy byli w najlepszej formie, to i tak postarali się o świetną zabawę. Niemal cała Opera Leśna zamieniła się w dyskotekę, publiczność dała się porwać muzyce, która przywołała wspomnienia z minionych lat. Historia sopockiego festiwalu pokazuje, że powroty do starych przebojów zawsze cieszą się popularnością. URSZULA SZABADOS

MONITOR POLONIJNY


Bronisław Malinowski Ś

wiatowej sławy etnolog, antropolog społeczny i ekonomiczny, twórca szkoły funkcjonalnej i popularyzator badań terenowych doceniany jest i dziś jako jedna z najważniejszych postaci nowoczesnej wiedzy o człowieku. Warto więc poznać podstawowe fakty z jego biografii. Bronisław Kacper Malinowski urodził się 7 kwietnia 1884 roku w Krakowie w rodzinie Lucjana Malinowskiego i Józefiny z Łąckich. Jego ojciec był językoznawcą, profesorem Uniwersytetu Jagiellońskiego, który zapoczątkował naukowe badanie dialektów polskich. Dom, w którym wychowywał się Bronisław, był miejscem spotkań krakowskiej profesury. Po śmierci ojca (1898 r.) wychowaniem i kształceniem syna zajmowała się matka. To o niej Bronisław Malinowski później pisał: „Była pierwszą osobą, mającą na mnie wpływ w dzieciństwie i młodości, położyła podstawy wszystkiego, co posiadam w sensie umysłowym”. To matka wywoziła chorowitego syna do wsi Ponice koło Rabki. Pobyty w Ponicach, gdzie „były drewniane domy bez kominów, duże piece, na których można było spać w zimne dni”, gdzie nie używano pieniędzy, i kolejne powroty do Krakowa zapisały się głęboko w świadomości późniejszego sławnego antropologa, który w konspekcie planowanej, choć nie napisanej książki Kultura jako doświadczenie osobiste napisał: „Było to moje pierwsze doświadczenie dwoistości, różnorodności świata“. W 1902 roku Malinowski zdał maturę w prestiżowym Liceum im. Króla Jana Sobieskiego w Krakowie i rozpoczął studia na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Jagiellońskiego, skupiając się początkowo przede wszystkim na matematyce i fizyce doświadczalnej, później także na filozofii, psychologii i literaturze. Studia ukończył w 1906 roku pracą dyplomową O zasadzie ekonomii myślenia. W czasie studiów często przebywał w Zakopanem. Towarzyszyli mu tam przyPAŻDZIERNIK 2008

TO WARTO WIEDZIEĆ jaciele – Stanisław Ignacy Witkiewicz i Leon Chwistek. Na rozwój intelektualnych zainteresowań Malinowskiego wpłynęło środowisko kulturalne i naukowe Krakowa. Tam też bliżej poznał filozofię pozytywistyczną Ernsta Macha, która później miała stać się podstawą funkcjonalizmu. Biografowie Malinowskiego uważają, że konkretnym bodźcem do zainteresowania się antropologią była lektura dwunastotomowego dzieła Jamesa G. Frazera Złota gałąź – studium starożytnych kultur, rytuałów i mitów. Pod koniec 1909 roku Malinowski podjął podróże naukowe po Europie, przebywał kolejno na uniwersytetach w Wiedniu, Lipsku i Paryżu. W roku 1910 przybył do Londynu. Tam kontynuował studia w School of Economics and Political Science przy Uniwersytecie Londyńskim, studiując etnologię i socjologię pod kierunkiem znanych profesorów: Edwarda A. Westermarcka i Ch. S. Seligmana. Nawiązał także bliskie kontakty z wybitnymi antropologami brytyjskimi: wspomnianym już Jamesem G. Frazerem oraz z Alfredem C. Haddonem, Wiliamem H. R. Riversem i Graftonem E. Schmithem. Wkrótce też zaczął publikować swe studia w brytyjskich czasopismach naukowych. Wówczas powstały pierwsze jego dwie książki: napisana po angielsku The Family among the Australian Aborigenes. A Sociological Study (1913 r.) oraz jedyna napisana po polsku Wierzenia pierwotne i formy ustroju społecznego (1915 r.). Obie książki, a szczególnie tę pierwszą, oparł na materiałach archiwalnych. Dzięki uzyskanemu w 1914 roku sty-

pendium uczelni School of Economics wyjechał do Australii, gdzie przez kilka tygodni słuchał wykładów w Brytyjskim Towarzystwie Rozwoju Nauki w Melbourne, ówczesnym światowym centrum badań antropologicznych. Później podjął badania terenowe. Pierwszym etapem wyprawy była wyspa Toulon w południowej części archipelagu Papui Nowej Gwinei. Kolejnym stały się Wyspy Trobriandzkie, położone we wschodniej części tegoż archipelagu. Obserwacje mieszkańców tych wysp prowadził od czerwca 1915 roku do maja 1916 roku oraz od października 1917 do października 1918 roku. Badania nad mieszkańcami Australii i Oceanii kontynuował do 1920 roku. Na wyspie Toulon, gdzie rozpoczął swoje pierwsze badania terenowe, uwagę poświęcił plemieniu Mailu. Na Wyspach Trobriandzkich w małej tubylczej wiosce mieszkał w namiocie. Szybko nauczył się miejscowego języka, by w trakcie badań nie korzystać z pomocy tłumacza. Jako pierwszy wypracował i zastosował w badaniach miejscowej społeczności metodę obserwacji uczestniczącej. Aktywnie włączył się w życie codzienne mieszkańców wyspy, równocześnie zapisując miejscowe zwyczaje, rytuały, obrzędy religijne, a także zasłyszane mity, anegdoty, dowcipy czy plotki. Wyniki długotrwałych badań terenowych na Wyspach Trobriandzkich oraz swe przemyślenia teoretyczne opublikował później w wielu dziełach, które do dziś nie straciły nic ze swej aktualności, a z niego samego uczyniły twórcę metody funkcjonalnej w naukach, zajmujących się badaniami kultury. Metoda ta polega na wyjaśnianiu faktów antropologicznych przez ustalanie funkcji, które spełniają w określonym systemie kultury. W świecie naukowym uznany został jako twórca tzw. brytyjskiej antropologii społecznej. Po powrocie do Londynu wydał wiele fundamentalnych dzieł, z których najważniejsze to Argonauci z zachodniego Pacyfiku (1922), Zwyczaj i zbrodnia w społeczności dzikich (1926), Życie seksualne dzikich w północno-zachodniej Melanezji (1929), Ogrody koralowe i ich magia (1935), Mit, magia, religia (1926), Mit w psychologii 19


(1927) czy wydane później Naukowe teorie kultury, Dynamika przemian kulturowych oraz Wolność i cywilizacja. Już pierwsza z wymienionych książek – Argonauci z zachodniego Pacyfiku – była wielkim sukcesem jej autora i otwarła przed nim bramę do kariery akademickiej. Malinowski wykładał i prowadził tłumnie odwiedzane seminaria na Uniwersytecie Londyńskim. W 1927 roku został kierownikiem specjalnie dla niego utworzonej, pierwszej na tej uczelni Katedry Antropologii Społecznej. Prócz tego wykładał na uczelniach w Genewie, Wiedniu, Rzymie i Oslo. Bronisław Malinowski był nie tylko prekursorem teorii funkcjonalizmu, która wywarła silny wpływ na metody badań antropologicznych, ale także sformułował szereg postulatów i reguł do dziś obo-

wiązujących antropologów w pracy terenowej. Uważał, że celem antropologabadacza jest uchwycenie poglądu tubylca na świat widziany jego oczami, odnalezienie i zrozumienie sposobów jego myślenia i odczuwania, a także ustalenie, co w określonej społeczności jest normą, zwyczajem czy obowiązującą regułą. Badaczom zalecał zakładanie swych placówek badawczych w dużej odległości od ośrodków, z którymi byliby związani kulturowo (np. misji). Uważał, że ważne jest przebywanie w badanej społeczności i życie codzienne w niej. Jego zdaniem badacz powinien mówić językiem tubylców, ponieważ tłumacz często sam określa potencjalne zainteresowania osoby badającej, a ponadto pewne sprawy może też pomijać, a inne rozwijać. Badacz-antroplog koncepcję swych badań powinien opraco-

wywać dopiero na miejscu. Nie powinien natomiast podpowiadać badanej społeczności takich rozwiązań problemów, jakie istnieją w jego kraju. Nie może swą obecnością zakłócać życia społeczności, powinien być przez nią akceptowany i respektować jej prawa, reguły, obyczaje i kanony zachowań. Zdaniem Malinowskiego badacz winien być aktywnym łowcą, tj. przebywać w badanej społeczności o różnych porach dnia i nocy oraz być dobrze zorientowanym we wszystkich lokalnych wydarzeniach, a swe spostrzeżenia pilnie notować, nie zawierzając swej pamięci. Metoda badań antropologicznych, mimo że została przez Malinowskiego opracowana przed wielu laty, w zasadzie do dziś nie uległa zmianie, ale przypomnijmy, że w czasach, gdy ją opracował, była wręcz rewolucyjna. Wcześniej bowiem istniała

„Cogito” dla Małgorzaty Szejnert

We

wrześniu po raz pierwszy przyznano w Polsce nową nagrodę literacką – Nagrodę Mediów Publicznych „Cogito”. Na werdykt jurorów, którym przewodniczyła Julia Hartwig, niecierpliwie czekało nie tylko środowisko literackie, ale także czytelnicy. Nowa nagroda ma najwyższ�� wartość finansową z dotąd istniejących polskich nagród literackich – wraz ze statuetką laureat otrzymuje 200 tys. złotych. Przyznanie nagrody konkretnej książce zwiększa też zainteresowanie czytelnicze. Laureatką pierwszej Nagrody Mediów Publicznych „Cogito” w dziedzinie literatury została Małgorzata Szejnert, a nagrodzona książka nosi tytuł Czarny ogród („Znak”, Kraków 2007). Czarny ogród to reportaż rzeka. Na ponad 500 stronach autorka zajmuje się stuletnią historią Giszowca i Nikiszowca, dzisiejszych dzielnic Katowic, a kiedyś samodzielnych osad górniczych. Mylne byłoby sądzić jednak, że książka ta to suche, kalendarzowe 20

zestawienie faktów. Przeciwnie, to barwna, porywająca reportażowa opowieść o ludziach tam mieszkających, którzy swe życie związali z kopalnią „Giesche” (dziś „Wieczorek”). Rok po roku, od 1908 po 2006, rozwija się historia kopalni, osady i związane z nią losy kilku rodzin niemieckich i kilkunastu rodzin śląskich, których orientacja propolska była znacznie silniejsza niż proniemiecka. Wielowątkowe sagi rodzinne, bardzo silnie osadzone w kulturze

BLIŻEJ POLSKIEJ KSIĄŻKI

regionalnej, odzwierciedlają meandry losów Ślązaków, losy zagmatwane i często tak trudne do zrozumienia dla Polaków spoza Śląska. Nie łatwo przecież np. zrozumieć, jak to się stało, że ten sam człowiek bił się dzielnie w polskim mundurze w kampanii wrześniowej, następnie w mundurze Wermachtu trafił pod Stalingard, a potem do kopalń nad Morzem Białym, podczas gdy jego brat, który miał więcej szczęścia, choć też niemiecki mundur, wojnę

zakończył w armii generała Andersa. Czarny ogród to barwna opowieść o wielopłaszczyznowości sytuacji ludzkich, historycznych i obyczajowych. Odżywają w niej ludzie, ich zwyczaje, a nawet zapomniane dziś sprzęty. Życie się tu rozwija, współistnieją pokolenia, powiązane zawodowo lub emocjonalnie. Książka została bardzo dobrze przyjęta na Śląsku. Ślązacy, jak mówi autorka w jednym z wywiadów, „uznali, że Czarny ogród jest obroną ich maMONITOR POLONIJNY


tzw. antropologia gabinetowa, opierająca się na zapisach podróżników i archiwaliach czy przypadkowych obserwacjach. To on jest twórcą i popularyzatorem metody obserwacji uczestniczącej, która stanowiła przełom w antropologii i była wielkim krokiem w uznaniu odmienności kulturowej społeczeństw. Dla Malinowskiego kultura była trzonem życia społecznego. Pod pojęciem „kultura” rozumiał całokształt dziedzictwa społecznego, czyli „urządzenia, dobra, procesy techniczne, idee, zwyczaje i wartości” oraz mity, magię i religię. W latach 1930 – 1938 był kierownikiem londyńskiego Instytutu Kultur i Języków Afryki. W 1934 odbył podróż naukową do Afryki południowej i wschodniej. Rok później przyjął obywatelstwo brytyjskie. W roku 1936 otrzymał doktorat honoris causa Uniwersytetu Harwarda. W roku 1938 Broniłej ojczyzny, złożeniem hołdu jej wartościom”. Ale nie tylko Ślązacy zachwycają się Czarnym ogrodem. Na długo przed nominacją do Nagrody Mediów Publicznych – „Cogito” entuzjastycznie oceniali go recenzenci i szybko znikł z półek księgarskich w całym kraju. Dla jego autorki, która ze Śląskiem nie jest związana ani rodzinnie, ani zawodowo, to niewątpliwie triumf. Nad książką pracowała ponad dwa lata. Pierwszym etapem było zgromadzenie materiału dokumentacyjnego, kwerenda publikacji i materiałów archiwalnych oraz muzealnych, kolejny to nagrywanie długich rozmów z informatorami, a potem było już pisanie i „uruchomianie wyobraźni”, o której pisze: „Gdybym miała więcej wyobraźni, może zajęłabym się literaturą? Powiedzmy, że mam pePAŻDZIERNIK 2008

sław Malinowski wyjechał na urlop naukowy do USA, gdzie po wybuchu II wojny światowej został profesorem na uniwersytecie Yale w New Haven. Większość swego życia spędził poza granicami Polski, jednak z ojczyzną kontaktu nie tracił; od 1930 roku był członkiem Polskiej Akademii Umiejętności. Wybuch wojny, okupacja Polski głęboko nim wstrząsnęły i, jak pisał, „wzbudziły na nowo poczucie przynależności narodowej i pełnej solidarności z narodem polskim”. Silnie zaangażował się w utworzenie w Nowym Jorku Instytutu Polskiego i został jego dyrektorem. W dniu 15 maja 1942 roku wygłosił uroczyste przemówienie, inaugurujące działalność instytutu. Jednak dalszych własnych planów naukowych oraz ambitnych zamierzeń instytucji, którą miał kierować, nie było mu dane realizować. Zmarł na atak serca 16 maja 1942 roku w New Haven.

wien rodzaj wyobraźni reporterskiej, ale nie fabularno-literackiej /.../ Jeśli chodzi o wyobraźnię, to uruchomiałam ją przy opisywaniu scen zbiorowych, takich jak poświęcenie w 1910 roku pierwszego kościółka“. Warto wiedzieć, kim jest autorka nagrodzonej książki. Małgorzata Szejnert w 1958 roku ukończyła Wydział Dziennikarski Uniwersytetu Warszawskiego. Pracowała jako reporterka miejska w „Kurierze Polskim”, potem w „Tygodniku Demokratycznym”, w miesięczniku „Nasza Ojczyzna – Panorama Polska”, była reporterką „Literatury”. Współpracowała z wieloma czasopismami, m.in z „Kontrastami” i „Polityką”. W sierpniu 1980 roku pojechała do Stoczni im. Warskiego w Szczecinie, gdzie pomagała w redagowaniu biuletynu strajkowego „Jedność”, prze-

Współczesna antropologia respektuje wkład Malinowskiego w jej rozwój, czytelnicy sięgają po jego dzieła, ukazują się coraz to nowsze i pełniejsze jego biografie. Ostatnio wielkim zainteresowaniem cieszy się jego Dziennik w ścisłym znaczeniu tego wyrazu, z którego „wyłania się postać empatycznego etnografa, z zainteresowaniem i pietyzmem pochylającego się nad życiem krajowców, starającego się widzieć wszystko ich oczyma, mówiącego ich językiem, żyjącego jak oni” (Grażyna Kubica, Wstęp do Dziennik... Wydawnictwo Literackie, Kraków 2002, s. 5). W sposób specjalny jego pamięć czci od 1959 roku London School of Economics, gdzie każdego roku odbywa się cykl wykładów pod nazwą „Malinowski Memorial Lecture”. DANUTA MEYZA-MARUŠIAK

kształconego później w pismo NSZZ „Solidarność” Pomorza Zachodniego. Po ogłoszeniu stanu wyjątkowego odmówiła pracy w oficjalnych gazetach. W latach 1984 – 1986 przebywała w Stanach Zjednoczonych i pracowała w redakcji „Nowego Dziennika” w Nowym Jorku. Do Polski wróciła w 1986 roku. W latach 1988 – 1989 poszukiwała miejsc, w których grzebano więźniów politycznych, straconych po wojnie w więzieniu mokotowskim w Warszawie. O poszukiwaniach tych pisze w książce Śród żywych duchów (1990), za którą otrzymała Nagrodę PEN Clubu im. Ksawerego Pruszyńskiego. W roku 1989 współtworzyła „Gazetę Wyborczą” i przez prawie piętnaście lat prowadziła w niej dział reportażu. Jest autorką szeregu tomów reportaży, m.in

Borowiki na ternpajku, Ulica z latarnią, I niespokojnie, tu i tam, współautorką scenariusza do filmu Jeśli się odnajdziemy, autorką książki Sława i infamia: rozmowa z prof. Bohdanem Korzeniewskim. Obecnie pracuje nad książką o Ellis Island, maleńkiej wysepce leżącej w pobliżu Statuy Wolności w Zatoce Nowojorskiej, która w latach 1892 – 1954 była stacją imigracyjną, przez którą przeszło dwanaście milionów ludzi. Zachęcając do lektury Czarnego ogrodu, radzę śledzić polski rynek wydawniczy, by nie przeoczyć wydania kolejnej książki Małgorzaty Szejnert, bowiem sprawdzony talent reporterski autorki zapewni nam kolejną świetną lekturę. DANUTA MEYZA-MARUŠIAK

21


Stan meczu L

egenda brytyjskiej piłki, fenomenalny zdobywca goli Gary Lineker powiedział, że „piłka nożna to gra, w której 24 facetów ugania się za piłką przez 90 minut, a na końcu wygrywają Niemcy”. Może i tak jest, ale piłka nożna na pewno jest najpopularniejszym sportem naszych czasów.

W wielu krajach podniesiona została prawie do rangi religii. Kibiców doprowadza do granic wytrzymałości, wyzwala emocje i – co dziś szczególnie istotne – generuje potężne zyski finansowe. Jest pewnym współczesnym „opium dla ludu”. Nasze nerwy zostaną poddane kolejnej próbie 15 października 2008 roku, kiedy rozegrany zostanie mecz pomiędzy jedenastkami Polski i Słowacji. Kibice w Bratysławie na żywo, zaś inni przed telewizorami prawie na żywo zostaną uraczeni kolejną dawką emocji. Dotychczasowe mecze pomiędzy oboma krajami były pełne emocji i nagłych zwrotów akcji. Ogólny bilans spotkań ze słowacką reprezentacją narodową przemawia raczej na korzyść naszej drużyny. Dwa z czterech rozegranych meczów wygrali Polacy, raz zwyciężyli Słowacy, a raz mecz zakończył się remisem. Pierwsze spotkanie miało miejsce w czerwcu 1995 roku i zakończyło się rewelacyjnym wynikiem. W meczu eliminacyjnym do Mistrzostw Europy 1996, rozegranym 7 czerwca 1995 roku w Zabrzu, wygraliśmy aż 5:0! Gole zdobyli: dwa Andrzej Juskowiak i po jednym Tomasz Wieszczycki, Roman Kosecki, Piotr No22

wak (kto ich jeszcze pamięta?!). To z tym spotkaniem wiąże się niezbyt sportowa historia, przywoływana ostatnio przy okazji alkoholowych ekscesów różnych naszych sportowców. Między innymi przypomniano wypowiedź Wojciecha Kowalczyka, który opowiadał, jak to przed meczem ze Słowakami nasza kadra balowała do... 5 rano! Nasz srebrny medalista olimpijski, wielokrotny reprezentant Polski w piłce nożnej, który przez pięć lat grał w lidze hiszpańskiej, „ubolewał”, że „trzeba było zostać do 6 rano, wtedy może byłoby 6:0...”. Jednak już 11 października tego samego roku w Bratysławie, również w meczu eliminacyjnym Mistrzostw Europy,

gospodarze sprowadzili naszą jedenastkę na ziemię – było 4:1 dla Słowaków, a do tego czerwone kartki ujrzeli Roman Kosecki i Piotr Świerczewski. Honorową bramkę zdobył Andrzej Juskowiak. Następne mecze miały już charakter towarzyski. Najpierw, 10 listopada 1998 roku, zwyciężyliśmy 3:1 (po dwóch bramkach Wojciecha Kowalczyka i jednej Piotra Reissa). Był to rewanż za „upokorzenie” we wcześniejszym meczu. Ostatnie spotkanie polsko-słowackie na murawie odbyło się pod wodzą Leo Beenhakkera 7 lutego 2007 w hiszpańskim Jerez. Zakończyło się remisem 2:2 i kosztowało wiele nerwów. Do przerwy nasi przegrywali

MONITOR POLONIJNY


zdobył trener Dušan Radomský, który trenował jedną z najlepszych polskich drużyn piłkarskich w ekstraklasie „Dyskobolię” Groclin. Prowadził tę drużynę od 1 lipca 2003 do 23 października 2005 roku. W tym czasie odniosła ona 32 zwycięstwa, 14 razy zremisowała, a 17 meczów przegrała. Ponownie pracował w naszej ekstraklasie jako trener „Ruchu” Chorzów w okresie od 15 czerwca 2007 roku do 10 września br. Najważniejsze jednak przed nami. Teraz w grupie III reprezentacja Słowacji jest jednym z rywali podopiecznych Leo Beenhakkera w wyścigu o awans do mistrzostwa świata w 2010 roku, które rozegrane zostaną w Republice Południowej Afryki. Oprócz nas są jeszcze Czechy, Irlandia Północna, Słowenia i San Marino. Mecz ze Słowacją, podobnie jak wcześniejszy z Czechami, ma kluczowe znaczenie dla kwalifikacji. Trzymajmy kciuki, bo stawka jest wysoka! ANDRZEJ KALINOWSKI PAŻDZIERNIK 2008

Pochylanie się,

ale nie w ramach gimnastyki W

języku ciągle pojawiają się nowe wyrazy. Albo je zapożyczamy, albo przekształcamy, albo wykorzystujemy stare, zmieniając ich znaczenia. Niektóre dopiero zaczynają swoją karierę, inne je kończą, wychodząc z użycia, jeszcze inne pojawiają się na chwilę, jak kometa. To rzecz normalna. Język jest bowiem tworem żywym i w miarę często ulega pewnym modom. O modach językowych na łamach „Monitora” pisałam już kilka razy. W tym numerze też zajmę się tym problemem. Ostatnio w prasie, radiu, telewizji i innych mediach moją uwagę zwróciło nader częste używanie czasownika „pochylić się”. Wszyscy się pochylają! A to nad losem nieuleczalnie chorych, a to nad kulturą wysoką czy nad uzdrowiskiem. Przykłady można mnożyć. Te przytoczone pochodzą z prasy. Skłonność do „pochylania się” mają też nasi politycy, „pochylając się” np. nad reformą służby zdrowia lub finansami, oraz inni, którzy „pochylają się” np. nad wynikami produkcji, nad problemem zaopatrzenia czy nad systemem kanalizacji. Nawet w jednym z artykułów, zamieszczonych w niniejszym numerze pisma, w tym o Bronisławie Malinowskim (s. 21), znalazłam przytoczony przez autorkę cytat z pracy innej autorki o polskim badaczu, w którym ta druga pisze, iż z książki Malinowskiego „wyłania się postać empatycznego etnografa, z zainteresowaniem i pietyzmem pochylającego się nad życiem krajowców […]”. Przyznam, że to notoryczne „pochylanie się” trochę mnie niepokoi. Do tej pory byłam pewna, że „pochylać się” to ‘ulec pochyleniu, zgiąć się ku dołowi, nachylać się, schylać’. Zatem czasownik ten według słowników języka polskiego nazywa zmianę pozycji na ukośną i, także w formie rzeczownika („pochylanie się”), często wykorzystywany

jest w opisach przeróżnych ćwiczeń fizycznych, np. pochylamy się do przodu; pochylamy głowę; właściwe pochylanie się zapobiega schorzeniom kręgosłupa itd. Skąd więc to nowe, niezbyt sprecyzowane znaczenie? Przypominam sobie, że wyrazu „pochylić się” używał w swoich homiliach Jan Paweł II, który np. przekonywał wiernych, aby pochylili się nad losem ubogich, co znaczyło, aby z pokorą spojrzeli na ich los. W takim samym znaczeniu – ‘przyglądać się, traktować z pokorą’ – czasownik ten pojawia się często w wystąpieniach innych kapłanów. Wystarczy przejrzeć katolickie strony internetowe, by móc np. przeczytać: „Pochylić się” to znaczy z jednej strony umieć schylić głowę nad własną słabością, wstydliwie spuścić wzrok i przyznać się, że kiedy go podniosę, zobaczę, jak wiele rzeczy zasłania mi Boga; lub Nasze „pochylenie się” nad ewangelicznym ubóstwem miało rzeczywiście formę pochylenia się, tzn. przyjrzenia się, ale i spuszczenia wzroku, bo może jest jeszcze coś, co zasłania mi Boga. I w tych kontekstach „pochylanie się” wcale mi nie przeszkadza, tym bardziej, że przejrzyste w nich wydaje się jego znaczenie, i tym bardziej, że styl homilii, styl biblijny, pojawiający się w tekstach religijnych, rządzi się swoimi prawami, wykorzystując często archaizmy i tworząc specyficzne metafory. Ale jak można pochylić się nad systemem kanalizacji??? Też z pokorą? Wydaje się, że bardziej lub mniej świadome używanie czasownika „pochylić się” w zmodyfikowanym znaczeniu wynika z pewnej mody, a mody mają to do siebie, że przemijają. A może tym razem będzie inaczej? I tym sposobem pochyliłam się nad „pochylaniem się”. MARIA MAGDALENA NOWAKOWSKA

OKIENKO JĘZYKOWE

0:2! Potem gole zdobyli Michał Żewłakow i Radosław Matusiak. Dotychczasowy stosunek bramek przemawia na naszą korzyść. Zdobyliśmy 11, straciliśmy 7. Polsko-słowackie kontakty sportowe to nie tylko walka o punkty. Grają u nas słowaccy piłkarze, ale największą sławę

23


•O G Ł O S Z E N I A •O G Ł O S Z E N I A •O G Ł O S Z E N I A • Ogłoszenia Klubowe: Oświadczenie Rady Klubu W związku z listem Czytelników, opublikowanym w poprzednim numerze „Monitora”, Rada Klubu wyraża dezaprobatę i zdumienie, że nagłośniono problem, który nie miał miejsca. Rada Klubu nigdy nie rozpatrywała wniosku o zawieszeniu czy ograniczeniu wydawania „Monitora Polonijnego”. Nikt z „Czytelników” nie spróbował nawet skontaktować się z kimkolwiek z Rady Klubu. Uważamy ich czyn za nielojalny wobec środowiska polonijnego i wysoce szkodliwy dla naszej prezentacji wobec instytucji, do których list był przesłany (Senatu RP, Ambasady RP). Rada Klubu

W Y B Ó R

Z

P R O G R A M U

➨ KURS JĘZYKA POLSKIEGO

1 października, godz.17.30 Bratysława, Instytut Polski, Nám. SNP 27 Początek kursu – informacje wstępne ➨ RECITALE FORTEPIANOWE

TOMASZA KAMENIAKA w ramach festiwalu Levočské Babie Leto 2 października, godz.19.00 Levoča, Kongresová sála 4 października, godz.15.00 Levoča, Umelecká škola ➨ PLAKATY KRZYSZTOFA DUCKIEGO

6 października, godz. 17.00 Bratysława, Instytut Polski, Nám. SNP 27 Otwarcie wystawy plakatów polskiego autora, który ponad 20 lat żyje i pracuje w Budapeszcie ➨ BÁBKARSKÁ BYSTRICA

3 – 7 października Bańska Bystrzyca Międzynarodowy przegląd teatrów lalek – XVI. Bábkarská Bystrica 2008 W programie: 4 października, godz. 16.30 - Vila Dominika - wykład prof. Henryka Jurkowskiego - Funkcje kulturalne lalki 24

„Ministerstvo kultúry SR dňa 18. septembra 2008 vyhlásilo nový termín uzávierky na prerozdeľovanie finančných prostriedkov zo svojho grantového systému v programe č. 6 Kultúra národnostných menšín 2009. Projekty, ktoré sa doručia do 10. novembra 2008 budú posúdené a spracované do konca februára 2009. Vyplnené žiadosti s prílohami v dvoch vyhotoveniach posielajte na adresu: Ministerstvo kultúry SR, Sekcia ekonomiky, Odbor programovej podpory, Nám. SNP 33, 813 31 Bratislava 1 alebo ich odovzdajte v podateľni MK SR. Obálku označte heslom: „KNM 2009 – podprogram (číselné označenie a názov podprogramu)“.

Pozor! Každú žiadosť je nevyhnutné zaregistrovať elektronicky na: http://registerkultury.gov.sk/granty2009/. Podrobnejšie informácie je možné získať na internetovej adrese MK SR: www.culture.gov.sk v časti Grantový systém 2009.“ Informačné semináre k zverejnenej výzve na predkladanie žiadostí z grantového programu Kultúra národnostných menšín 2009. V súvislosti so zverejnením grantovej výzvy Ministerstva kultúry SR na predkladanie projektov v programe č. 6 – Kultúra národnostných menšín 2009 na webovej stránke MK SR (http://www.culture.gov.sk/minister-

I N S T Y T U T U

4 października, godz. 10.00 Komorné divadlo ECC - TEATR LALEK „BANIALUKA”, BIELSKO-BIAŁA - Królowa śniegu, J. CH. Andersen, reż. Marián Pecko 5 października, godz. 17.00 Vila Dominika - KOMPANIA DOOMSDAY, BIAŁYSTOK Gryzienie, wg dzieł G. Garcii Marqueza, F. L. de Leona, San Juana de la Cruza F. de Queveda, L. F. de Vegi Carpia, reż. Marcin Bikowski 6 października, godz.12.00 šapitó TEATR LALKI I AKTORA IM. ALOJZEGO SMOLKI, OPOLE - Drums - 4dance(s), reż. Krystian Kobylka, Mariola Ordak-Kaczorowska ➨ CRAZYCURATORS BIENÁLE II.

4 października, godz.18.00 Bratysława, alternatywna przestrzeń wystawiennicza Tyršovo nábrežie Wernisaż – udział artysty Marcela Króla, kurator: Agnieszky Sural

W

B R A T Y S Ł A

➨ SĄSIEDZTWO KULTURALNE

7 października, godz. 17.30 Bratysława, Paneurópska únia, Panská ul. 19 Spotkanie z reżyserem Krzysztofem Zanussim z okazji Europejskiego Roku Dialogu Międzykulturowego w ramach cyklu Paneuropejskie Herbatki ➨ ARS POETICA

8 – 12 października, Bratysława Międzynarodowy Festiwal Poezji W programie: 9 października, godz.19.00, A4, Nám. SNP - Wieczór poezji - promocja książki Tomasza Różyckiego Protivietor 10 października, godz.19.00, A4, Nám. SNP - Wieczór poezji z Marzanną Kielar i Justyną Radczyńską 10 października, godz. 21.30, A4, Nám. SNP - Koncert muzyki alternatywnej Marcin Świetlicki: Świetliki ➨ FIFTY – FIFTY

16 października, godz.18.00 Bratysława, Galéria X, Zámočnícka 5 Wernisaż wystawy prac Joanny Jędrusik i Grażyny Stando

MONITOR POLONIJNY


O G Ł O S Z E N I A •O G Ł O S Z E N I A •O G Ł O S Z E N I A • stvo/grantovy-system/grantov-systm2009) sa uskutoční informačný seminár pre žiadateľov o grant, a to v dňoch: 14.10.2008 10.00 h. Bratislava (Ministerstvo kultúry SR, Nám. SNP č.33, Bratislava, 2. poschodie – Veľká zasadačka) 16.10.2008 10.00 h. Nové Zámky (MsKS - Kino Mier, Nám. Gy. Széchényiho 9, Nové Zámky – oproti starej nemocnici) 20.10.2008 10.30 h. Fiľakovo (Veľká sála MsKS, Hlavná 12, Fiľakovo) 20.10.2008 16.30 h. Rožňava (Kongresová sála Radnice, Nám. baníkov 32, Rožňava)

W I E

21.10.2008 10.00 h. Košice (Divadlo Thália – Máraiho Štúdio, Timonova 3, Košice ) 21.10.2008 16.00 h. Prešov (Divadlo A. Duchnoviča, Jarkova ul. 77, Prešov – vchod do budovy je zo Šarišskej ulice) 22.10.2008 11.00 h. Banská Bystrica (Mestský úrad, ČSA 26, Banská Bystrica) Účelom seminárov bude informovať potenciálnych žiadateľov o výzve na predkladanie žiadostí z grantového systému MK SR v programe č. 6 – Kultúra národnostných menšín 2009, ako aj o metodike k povinnej elektronickej registrácii žiadosti. Vašu účasť potvrďte na tel. č. 02/59 39 14 42 alebo na e-mailovej adrese: judita.trnovcova@culture.gov.sk.

P A Ź D Z I E R N I K

➨ WARSZAWSKIE POWSTANIE

2 0 0 8

➨ RECITALE POLSKIEJ PIANISTKI I SŁOWACKIE POWSTANIE NARODOWE – KONCERT POLSKO-SŁOWACKI ZNAKI WSPÓLNE I RÓŻNICE 19 października, godz.17.00 14 – 16 października Bańska Bystrzyca, Bratysława, Primaciálny palác Múzeum SNP Koncert w wykonaniu Orkiestry Międzynarodowa konferencja Muzyki Nowej i Melos Ethos z udziałem polskich historyków: Ensamble z okazji 30. rocznicy prof. dr. hab. M. K. Kamińskiego, pontyfikatu Jana Pawła II J. Marszalca, dr Ewy Orlof, ➨ TRYPTYK RZYMSKI dr. J. Adamczyka i dr. A. Koryna 20 października, godz.17.00 Braty➨ POLNOČNÝ SUSED sława, Instytut Polski, Nám. SNP 15 października, godz.17.00 Bratysława, 27 Instytut Polski, Nám. SNP 27 Projekcja filmu Tryptyk Rzymski Prezentacja książki Magdy z okazji 30. rocznicy pontyfikatu Vášáryovej, byłej ambasador Jana Pawła II RS w Polsce Spotkanie z udziałem Jacka Balucha, ➨ MATEUSZ SMOCZYŃSKI QUINTET 22 października, godz.18.00 byłego ambasadora PR w RCz, Preszów, Hotel Dukla i Rudolfa Chmela, byłego Międzynarodowy Festiwal czechosłowackiego ambasadora na Jazzowy w Preszowie – koncert Węgrzech zespołu Mateusz Smoczyński ➨ MAGDALENA LISAK Quintet w składzie: Mateusz 16 października, godz.18.00 Smoczyński (skrzypce), Konrad Bratysława, Palffyho palac, ul. Zámocká Zemler (gitara), Jan Smoczyński 17 października, godz.17.00 Liptovský (fortepian), Wojciech Pulcyn Mikuláš, Galeria P. M. Bohúňa, ul. (kontrabas), Roman Ślefarski Tranovského 3 (perkusja) PAŻDZIERNIK 2008

Ogłoszenie redakcji W roku przyszłym na łamach „Monitora Polonijnego“ zamierzamy publikować artykuły, przedstawiające różne miasta i regiony Polski. Przy tej okazji chcielibyśmy skorzystać z pomocy naszych Czytelników i pokazywać ich ulubione miejsca, ich „małe ojczyzny“. Pragnęlibyśmy, aby to Państwo byli naszymi przewodnikami po nich, a w związku z tym na początek prosimy o kontakt telefoniczny bądź mailowy z redakcją tych z Państwa, którzy mieszkali w Warszawie, Krakowie i Gdańsku. Redakcja „Monitora Polonijnego“ monitorp@orangemail.sk 031/ 5602891

➨ ŚRODKOWOEUROPEJSKIE DZIEDZICTWO

PARYSKIEJ „KULTURY” 23 października, godz.17.00 Bratysława, Instytut Polski, Nam. SNP 27 Prezentacja słowackiego wydania zbioru esejów paryskiej Kultury, najważniejszego emigracyjnego miesięcznika kulturalnospołecznego z udziałem Adama Michnika, Rudolfa Chmela i Martina Butory ➨ BEATA BĘDKOWSKA – HUANG

23 października, godz.19.00 Nitra, Synagóga Recital w ramach XXVI Międzynarodowego Festiwalu Klasycznej Muzyki Gitarowej Cithara Aediculae ➨ ANDRE OCHODLO A THE JAZZISH QUINTET

29 października, godz. 20.00 Bratysława, klub Hlava XXII., Bazová 9 Koncert Mayne Teg – nowe piosenki żydowskie z Polski ➨ Ponadto polecamy:

CZAS NA GRASS 10 października, godz. 16.00 Bratysława, DK - klub Zrkadlový haj Koncert polskiego zespołu bluesowego w ramach festiwalu BLUEGRASS FEST 2008 25


Ideme do Poľska! M

ožno to bude znieť banálne, ale moje prvé spomienky na Poľskú republiku sa spájajú s nákupmi. Patrím k tej generácii, ktorú vždy potešilo, keď rodičia vyslovili túto čarovnú vetu. Znamenalo to, že keď sa vrátia, určite mi prinesú niečo, čím mi urobia radosť. Môžem teda smelo tvrdiť, že môj vzťah k tejto krajine bol od detstva veľmi kladný.

Jedno tvrdenie ma však teší ešte oveľa viac. Napriek rokom, ktoré ubehli od čias nákupov, môžem skonštatovať, že môj vzťah k Poľsku sa nezmenil. Dovolím si dokonca tvrdiť, že táto krajina, rovnako ako jej obyvatelia, mi prirástla k srdcu ešte viac. Pamätám si na jeden z mojich prvých článkov, ktoré som mala napísať pre istý regionálny týždenník. Poslali ma na stretnutie poľského klubu, ktorý pôsobí v Dubnici nad Váhom. Cítila som sa veľmi neisto. Pocity neistoty sa však rozplynuli hneď, ako som prekročila prah klubu. Z preplnenej miestnosti na mňa pozerali usmievaví ľudia. Okamžite som zistila, že k Poliakmi neoddeliteľne patria pohostinnosť, bezprostrednosť a spontánnosť. Usadili si ma medzi seba, poznášali všetky maškrty, ktoré som nemohla a ani nechcela odmietnuť, a začali sme sa rozprávať. Cítila som sa v ich spoločnosti veľmi príjemne. Rozhovory boli uvoľnené a všetci sa správali priateľsky. Celú atmosféru pohody skvele dopĺňala hra na gitare a spev. Samozrejme, že ani ja som sa nemohla vyhovárať na prípadnú neznalosť textov piesní. Moji poľskí hostitelia boli pripravení na všetko a ani neviem ako a už som mala v ru26

POLSKA Oczami słowackich dziennikarzy

STANISLAVA ČECHOVÁ ŠÉFREDAKTORKA DUBNICKÝCH NOVÍN kách spevník. Tak sa začala spolupráca, ktorá funguje dodnes a vďaka ktorej som sa neskôr dostala aj do Poľska. Naše mesto Dubnica nad Váhom nadviazalo pred desiatimi rokmi družobné vzťahy s poľským mestom Zawadzkie. Počas tohto obdobia sa stretávali vedenia miest, primátori, ale aj obyčajní ľudia. Slovenskopoľské priateľstvo obyvateľov sa rozvinulo vo viacerých oblastiach a v rôznych vekových kategóriách. Stretávajú sa všetci od žiakov a študentov až po dôchodcov.

Koncom júna tohto roku dostala Dubnica pozvánku na slávnosti Dni miasta Zawadzkie. Vytvorila sa teda niekoľkočlenná delegácia, ktorej súčasťou som bola aj ja, a vycestovali sme na trojdňovú návštevu. Prijatie bolo vrúcne tak, ako sa na Poliakov patrí. Keďže sme prišli v popoludňajších hodinách, na nič iné ako na zoznámenie sa a krátku prechádzku po meste čas nevyšiel. Uchvátila ma architektúra poľských kostolov. Dýchali históriou a pôsobili dôstojne. Takisto na mňa zapôsobili aj rodinné domčeky, ktoré zútulňovali vzhľad mestečka. Okamžite ma očarilo prostredie, a to som ešte netušila, čo ma čaká. Na druhý deň som zažila najkrajší pochod ulicami mesta. Sprievod sa skladal z tých najrôznorodejších skupiniek ľudí. Jedna predstavovala hasičov, druhá lekárov, ďalšia futbalistov. Nechýbali zástupcovia zvieracej ríše, ani predstavitelia všakovakých povolaní a remesiel. Všetci hrdo kráčali ulicami mesta a oslavovali. Ich dobrá nálada bola priam nákazlivá. Zapôsobil na mňa ich patriotizmus, a to ako dávali najavo pocit spolupatričnosti. Ešte dnes, keď si na to spomeniem, mi naskočí husia koža. Slováci môžu v tomto smere poľským susedom iba slepo závidieť. Posledný deň už patril rozlúčke. Aj keď sme sa poznali len krátko, lúčenie bolo ťažké. Tri dni stačili na to, aby sa vytvorili priateľstvá a nadviazali kontakty, z ktorých mnohí čerpáme aj dnes. Už teraz sa teším, kedy opäť navštívim túto utešenú krajinu, ktorá je domovom toľkých jedinečných ľudí. MONITOR POLONIJNY


O P I S

W

tym roku zaproponowaliśmy Wam – naszym najmłodszym czytelnikom konkurs na opis najciekawszej wakacyjnej przygody. Do redakcji wpłynęły dwie prace, które publikujemy poniżej. Obie zasługują na uznanie. Dziękujemy za piękne opisy wakacyjnych przygód ich autorom, którym w nagrodę za udział w konkursie przesyłamy książki.

S

zliśmy w góry. Przy jednym pniu znalazłem małego misia. Potem szliśmy bardzo długo pod górkę aż pod szczyty w kształcie zębów rekina. Rodzice nam powiedzieli, że tam będą łańcuchy i cała nasza trójka (ja i moje dwie siostry) pobiegła do przodu, bo chcieliśmy jak najszybciej do nich dotrzeć. Po jakimś czasie usiedliśmy w cieniu za kamieniem, aby poczekać na rodziców. Obok nas przechodziło wielu turystów, ale rodziców ciągle nie było! Potem jeszcze długo czekaliśmy i coraz bardziej się martwiliśmy o to, gdzie są. Potem poszła ich szukać Marianka. Weszła na skałę, aby się rozejrzeć i głośno ich wołała. Vesna poszła szukać w dół, a ja udałem się za Marianką i też chciałem wejść na wielki kamień. Wtedy właśnie Marianka usłyszała głos rodziców. Dochodził z bardzo daleka, z wysokiej góry. Po jakimś czasie, kiedy rodzice do nas zeszli, wszyscy się wyściskaliśmy. Zrozumieliśmy, że właśnie zgubiliśmy się w nieznanych górach, w obcym kraju na wyspie Korsyka. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło. JANEK, LAT 7 PAŻDZIERNIK PAŻDZIERNIK 2008 2008

W

W A K A C Y J N E J

tym roku z całą naszą rodzinką popłynęliśmy promem na Korsykę. Odwiedziliśmy wiele malowniczych miasteczek. W drodze powrotnej z najbardziej korsykańskiego miasteczka Sartene, zatrzymaliśmy się na plaży w Tiziano. Tam od razu zaskoczyły nas bardzo wielkie fale, których na innych plażach południowo-zachodniego wybrzeża Korsyki nie było w ogóle. W mgnieniu oka skoczyliśmy do morza. Fale były zupełnie przezroczyste, dużo wyższe i cieplejsze niż nad Bałtykiem, dokąd jeździmy co roku. Były tak silne, że przewracały nawet dorosłych! Razem z siostrą bardzo się oddaliłyśmy od brzegu, bo umiemy dobrze pływać.

P R Z Y G O D Y

Tam daleko fale nie były takie wysokie, dało się na nich kołysać. Bliżej brzegu fale łamały się, a jedna wciągnęła mnie pod wodę,

na samo dno i wyrzuciła w kierunku brzegu. Bardzo się wystraszyłam i już więcej nie miałam odwagi wejść do wody. Potem całe popołudnie budowaliśmy z siostrą i bratem zamek z piasku, którego zdjęcie posyłam redakcji „Monitora”. VESNA, LAT 10

stronę redaguje Moan

27


J

adąc przez centralną Polskę, omijając roboty drogowe, stojąc w korkach po horyzont, mamy okazję na własne oczy zobaczyć, jaką jabłkową potęgą jest nasz kraj. Na poboczach dróg piętrzą się skrzynki z kolorową kulistą zawartością. A jaki wybór gatunków i smaków! Renety, antonówki, idaredy, ligole i wiele, wiele innych, które nierzadko pamiętamy jeszcze z dzieciństwa. Smak zerwanego z drzewa jabłka, otartego pobieżnie z kurzu o rękaw

swetra, to jeden z momentów życia, do których tęsknię najbardziej. I chyba nie tylko ja, skoro coraz częściej mówi się o wskrzeszaniu dawnych odmian jabłek, ma przykład malinówek. Nie wszystkie bowiem gatunki wytrzymały próbę masowej produkcji. Na szczęście wraca moda

na „slow food”, czyli naturalne, niespieszne jedzenie, a wraz z tą modą przywraca się tradycyjne przepisy i smaki. Dziś więc coś jabłkowego – niezwykle proste ciasto, o które moje dzieci proszą, mówiąc: „Mamusiu, zrób to jabłkowe takie coś, no wiesz, to z orzeszkami…”.

Jabłkowe Takie Coś SKŁADNIKI:

SPOSÓB PRZYRZĄDZANIA:

• • • • • • • •

Jabłka kroimy na małe kawałki i zasypujemy cukrem, dodajemy bakalie, mieszamy i odstawiamy na około pół godziny. Następnie dodajemy jajka i olej, mieszamy, potem wsypujemy mąkę i proszek do pieczenia z sodą. Znowu mieszamy. Przygotowujemy dużą prostokątną formę i wlewamy do niej masę jabłkowo-bakaliową. Rozgrzewamy piekarnik do około 180 stopni i wkładamy do niego ciasto na około 45 minut. Gdy skórka porządnie zbrązowieje, powinno być gotowe. Po wyjęciu z piekarnika ciasto możemy posypać cukrem pudrem ze szczyptą cynamonu. A potem już tylko kubek kakao lub dobrej gorącej herbaty… Smacznego!

1kg kwaskowych jabłek 1/2 szklanki cukru 1 szklanka posiekanych bakalii (orzeszki, rodzynki) 3 – 4 jajka 4 łyżki oleju 1,5 szklanki mąki łyżeczka proszku do pieczenia łyżeczka sody

AGATA BEDNARCZYK


Monitor Polonijny 2008/10