Issuu on Google+


•Z NASZEGO PODWÓRKA•Z NASZEGO PODWÓRKA•Z NASZEGO PODWÓRKA• W Ambasadzie RP w RS 6 maja odbyło się przyjęcie z okazji Święta Konstytucji 3 Maja. Na początku zabrzmiały dźwięki hymnów Słowacji oraz Polski. Zebranych przywitał radca minister chargé ďaffaires Ambasady RP w RS Bogdan Wrzochalski. Na uroczystość przybyli goście – osobistości świata polityki i kultury Słowacji i Polski oraz przedstawiciele Polonii. O oprawę muzyczną zadbał zespół „Torka“ z Cieszyna. MW

W dniu13 maja w kościele św. Antoniego Padewskiego w Koszycach odbył się koncert muzyki dawnej Concerto Polacco w wykonaniu polskich artystów. Ostatnie lata przynoszą zmianę w podejściu do naszego dziedzictwa narodowego. Otworzyły się pewne archiwa, które przez długi czas były niedostępne, dlatego w programie znalazły się utwory polskiego kompozytora Grzegorza G. Gorczyckiego, będące perłami dawnej muzyki sakralnej (psalmy oraz część liturgii). Koncert odbył się w ramach festiwalu 53. Koszycka Wiosna Muzyczna. U. SZ.

32 m2 sztuki W Galerii Kameralnej Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku została dnia 3 maja otwarta wystawa EURY Art 2007. Ekspozycja zajmuje 32 metry kwadratowe powierzchni, podzielonej na 32 odrębne kwadraty. I tu matematyczna notacja wystawy ustępuje miejsca sztuce. Wystawa jest plonem piątego spotkania artystów, pochodzących z południowo-wschodniej Europy. Organizatorem tych spotkań jest profesor Wydziału Sztuki Uniwersytetu Technicznego w Koszycach, jednocześnie prezes Stowarzyszenia Polaków i Ich Przyjaciół na Słowacji – Tadeusz Błoński, który razem z innymi artystami, biorącymi udział w plenerze: Marią SiutąGórecką, Denisem Tomko, Surenem Vardanianem, wziął udział w wernisażu. Jan Gagacki – dyrektor Centrum Rzeźby Polskiej, uroczyście otworzył wystawę, na którą przybył także prodziekan Wydziału Sztuki dr Wiesław Jelonek. EURY Art 2007 zainteresowała też prasę, albowiem jednym z gości był redaktor naczelny „Gazety Wyborczej” Ireneusz Domański, a także turystów, zwiedzających w czasie majówki pięknie położone Centrum Rzeźby, oraz artystów rzeźbiarzy, przebywających w tej świątyni sztuki na plenerach. Workshop EURY Art odbył się latem 2007 roku na Słowacji w miej-

scowości Danova, blisko Medzilaborców, czyli w pobliżu miejsca urodzenia Andy Warhola, który w jakiś sposób zainspirował artystów do nadania nazwy całemu przedsięwzięciu. „Metr na metr” to tytuł ekspozycji i format prezentowanych prac. Na wystawie znajdują się dzieła 16 artystów z Ukrainy, Armenii, Słowacji i Polski, prezentujące różnorodne style i techniki artystyczne. Prace, które powstały podczas EURY Art były prezentowane jesienią 2007 r. w Muzeum Andy Warhola w Medzilaborcach, a obecnie – z inicjatywy uczestnika spotkania prodziekana Wydziału Sztuki Politechniki Radomskiej prof. Andrzeja Markiewicza – pokazywane są w Orońsku, skąd pojadą do Wiednia, a następnie do Budapesztu. ANNA KLAS-MARKIEWICZ ZDJĘCIA: TYMON MARKIEWICZ


OD REDAKCJI

SPIS TREŚCI

„Piłka jest okrągła, a bramki są dwie“ – znacie Państwo słowa tej piosenki? Z pewnością większość odpowie twierdząco i to bez względu na to, czy jest kibicem piłki nożnej, czy nie. Emocje związane z tym sportem w czerwcu podzielą naszych rodaków na fanów tego sportu i ignorantów. Przed nami bowiem mistrzostwa Europy. Zapewne w wielu domach podział ten będzie widoczny. Pamiętam z dzieciństwa, że podobny podział obowiązywał również w moim rodzinnym domu: tato był zagorzałym kibicem piłki nożnej, równie entuzjastycznie podchodziła do niej moja siostra, natomiast ja z mamą po prostu wiedziałyśmy, że przez okres rozgrywek będzie nam towarzyszył szum telewizora, odgłosy z trybun i zachrypnięty głos komentatora sportowego. Oferta czerwcowego „Monitora” też jest podzielona: przygotowaliśmy zarówno artykuły o tematyce sportowej, jak i takie, które ze sportem nie mają nic wspólnego. Mistrzostwa Europy stały się pretekstem, by dowiedzieć się, jaki stosunek do piłki nożnej mają nasi rodacy, mieszkający w Bratysławie. Dla kibiców tego sportu przygotowaliśmy też informacje z sąsiedniej Austrii, która oczekuje licznych fanów futbolu. A oprócz tego w niniejszym numerze znajduje się cała gama innych, ciekawych artykułów, dotyczących wydarzeń kulturalnych i nie tylko. Życzę miłej lektury. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA REDAKTOR NACZELNA

Jak przeżyć mistrzostwa Z KRAJU ANKIETA Kibice mają głos Austria czeka na polskich kibiców Wyjazd do Austrii i Szwajcarii Pięciolecie szkoły polskiej CO U NICH SŁYCHAĆ? I kto to mówi? WYWIAD MIESIĄCA Andrzej Stasiuk: „Piszę dla przyjemności pisania“ 10–lecie polonistyki na Uniwersytecie Mateja Bela w Bańskiej Bystrzycy sport - kultura - polityka MŁODZI W POLSCE SŁUCHAJĄ Maria Sadowska KINO-OKO „Skorumpowani“ Z Wrocławia do Nitry TO WARTO WIEDZIEĆ Z historii ochrony przyrody w Polsce BLIŻEJ POLSKIEJ KSIĄŻKI Do urlopowej torby OKIENKO JĘZYKOWE Knajactwo i tromtadractwo z polityką w tle Z miłości do… bryndzy OGŁOSZENIA POLSKA OCZAMI SŁOWACKICH DZIENNIKARZY Poľsko – príliš veľký sused? MIĘDZY NAMI DZIECIAKAMI PIEKARNIK „Polska… biało-czerwoni…”

4 4 5 6 8 10 11

12

15 16 17 18 19

20 22

22 24 25

26 27 28

VYDÁVA POĽSKÝ KLUB – SPOLOK POLIAKOV A ICH PRIATEĽOV NA SLOVENSKU ŠÉFREDAKTORKA: Małgorzata Wojcieszyńska • REDAKCIA: Agata Bednarczyk , Pavol Bedroň, Andrea CupałB a r i c o v á , A n n a M a r i a J a r i n a , M a j ka K a d l e č e k , D a n u t a M ey z a - M a r u š i a ko v á , I z a b e l a W ó j c i k KOREŠPONDENT V REGIÓNE KOŠICE – Urszula Zomerska-Szabados • JAZYKOVÁ ÚPRAVA V POĽŠTINE : Maria Magdalena Nowakowska, Małgorzata Wojcieszyńska • GRAFICKÁ ÚPRAVA: Stano Carduelis Stehlik ADRESA: Nám. SNP 27, 814 49 Bratislava • TLAČ: DesignText • KOREŠPONDENČNÁ ADRES A: Małgorzata Wojcieszyńska, 930 41 Kvetoslavov, Tel./Fax: 031/5602891, monitorp@orangemail.sk • PREDPLATNÉ: Ročné predplatné 300 Sk na konto Tatra banka č.ú.: 2666040059/1100 • REGISTRAČNÉ ČÍSLO: 1193/95 Realizované s Finančnou podporou Ministerstva kultúr y SR - program kultúra národnostných menšín

www.polonia.sk CZERWIEC 2008

3


Jak przeżyć mistrzostwa No

i stało się – znowu nadszedł czas sportowych nadziei. Polskie reprezentacje w różnych dziedzinach sportu nie odnoszą zazwyczaj spektakularnych sukcesów, utalentowane mamy raczej jednostki, ale ponoć i tak liczy się sportowy duch, miłość kibiców i ich absolutne wsparcie.

Odkąd pamiętam, mistrzostwa Europy lub świata w piłce nożnej rodziły ogromne emocje. Gdy w 1982 roku w Hiszpanii polska drużyna niczym byk podczas korridy torowała sobie drogę do zwycięstwa, pustoszały polskie ulice i place zabaw, a z otwartych okien niósł się od czasu do czasu krzyk – euforii lub zawodu. Sławetne zdobycie przez biało-czerwonych trzeciego miejsce na świecie rozbudziło apetyty kibiców i do dziś jeszcze, czasami na przekór zdrowemu rozsądkowi, daje nadzieje na mistrzostwo. Nawet znając kondycję polskiego futbolu, człowiek gdzieś w zakamarkach duszy liczy na łut szczęścia, boski przypływ sił i strategii naszej drużyny, uskrzydlenie nóg. Co prawda ostatnie mundialowe zmagania

kończyły się, zanim tak naprawdę się zaczęły, ale marzyć jest rzeczą ludzką. Wydawałoby się, że w czasie, gdy wszędzie króluje piłka nożna, każdy staje się kibicem. Że zarówno panowie – co jest chyba oczywiste, jak i panie – co przecież też się zdarza, wyłączają się całkowicie z normalnego życia i poświęcają jedynie wspieraniu narodowej drużyny. Muszę się jednak przyznać, że sama do sportu mam stosunek obojętny i jedynym problemem, który mnie nachodzi podczas mundialu, to pytanie, czy znowu ku rozpaczy moich mikrych dzieci, nie przesunie się emisja „Dobranocki”. Oj, wiem, wiem, że to niepatriotyczne, ale trudno. Małe dzieciaki i ich mamy nie są najlepszymi kibicami. Niestety, nawet niekibic musi przygotować się do tegorocznych mi-

ry stwierdził, że Polska będzie musiała sama pokryć większość kosztów unowocześnienia swego systemu obronnego.

PREZYDENT LECH KACZYŃSKI powiedział, że Polska może domagać się korzystnych rozwiązań w negocjacjach z USA w sprawie tarczy antyrakietowej, zaznaczył jednak, że żądania te muszą być realne. W ten sposób 22 maja prezydent odniósł się do wypowiedzi dyrektora Biura do Spraw Polityczno-Wojskowych w Departamencie Stanu USA Stephena Mulla, któ4

W WARSZAWIE 12 maja w wieku 98 lat zmarła Irena Sendler, bohaterka getta warszawskiego. W czasie II wojny światowej uratowała około 2,5 tys. żydowskich dzieci, za co została uhonorowano ją tytułem Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata. Była też kandydatką do pokojowej Nagrody Nobla. SPOTKANIE LECHA KACZYŃSKIEGO z Donaldem Tuskiem,

strzostw Europy w piłce nożnej i właśnie temu postanowiłam poświęcić dzisiejsze przemyślenia. Najlepsza rada mojej przyjaciółki brzmi: masz z głowy męża, myśl o sobie. No tak, ale czy przez ten długi czas mam w kółko malować paznokcie i nakładać maseczki? Nie, to nie dla mnie… Inna koleżanka radzi: rób przetwory – konfitury z truskawek i rabarbaru, pierwsze małosolne ogórki. Ale czy to oznacza, że mój mąż popołudniami będzie zalegał w fotelu, a ja, dokręcając kolejne słoiki, w końcu padnę twarzą w patelnię pełną dżemu? Nie, nie zgadzam się!!! Może więc nadrobić zaległości czytelnicze? Przed domem na kocyku? Znowu byłoby jak w roku 1982 – ja samotna na placu zabaw bujam się na huśtawce, a z bloków dokoła dobiegają krzyki radości lub jęki zawodu. Pamiętam, że zafascynowana tym uczestnictwem w meczu bez telewizora, siedziałam na huśtawce aż do zmroku, dopóki mama, oderwana na chwilę od emocji piłkarskich, nie zawołała mnie w końcu do domu.

do którego doszło 21 maja, dotyczyło szczytu energetycznego w Kijowie. Panowie uzgodnili na nim wspólne stanowisko. Jednym z najważniejszych ustaleń dwudniowego szczytu w Kijowie było podpisanie przez 7 prezydentów Europy koncepcji Bałtycko-Czarnomorsko-Kaspijskiego Stowarzyszenia Energetycznego. Polskę reprezentował prezydent Lech Kaczyński. JACKA P. 19 MAJA skazano na 2 lata i 4 miesiące więzienia za udział w seksaferze. Prokurator zarzucił mu nakłanianie Anety Krawczyk do

aborcji i narażenie jej życia. Krawczyk w grudniu 2006 r. oskarżyła Stanisława Łyżwińskiego o zmuszanie jej do usług seksualnych w zamian za pracę w „Samoobronie”. Ojcostwo Łyżwińskiego w przypadku najmłodszego dziecka Krawczyk testy DNA nie potwierdziły. Oskarżonym w procesie jest też Andrzej Lepper. SEJM UCHWALIŁ 9 maja nowelizację ustawy o abonamencie radiowo-telewizyjnym. Zgodnie z nią abonamentu nie musieliby płacić emeryci i trwale niezdolni do pracy renciści, bezrobotni, MONITOR POLONIJNY


uprawnieni do świadczeń socjalnych i przedemerytalnych. Prezydent może jednak zawetować jej niektóre zapisy. ARESZTY ŚLEDCZE w Poznaniu i Środzie Wielkopolskiej opuścili 12 maja trzej żołnierze, podejrzani w sprawie ostrzelania afgańskiej wioski Nangar Khel. Czterej pozostali nadal tam pozostaną do 13 sierpnia. Do ostrzału afgańskiej wioski doszło 16 sierpnia ub. roku. Zginęło wówczas 8 afgańskich cywilów, w tym kobiety i dzieci. Sześciu żołnierzom z 18. bielskiego Batalionu DesantowoSzturmowego prokuratura CZERWIEC 2008

Kibice mają głos P

onieważ w Polsce sporo mówi się na temat zbliżających się mistrzostw Europy w piłce nożnej, postanowiliśmy sprawdzić, czy mieszkający w Bratysławie Polacy pasjonują się również tym sportem i czy z racji sąsiedztwa Austrii wybiorą się tam na rozgrywane mecze.

Marek Woźniak Czy będę oglądał mistrzostwa? Oczywiście! Nawet gdyby Polska nie grała, to i tak bym oglądał. Piłka nożna jest dość specyficznym sportem zespołowym ze względu na ilość graczy – pojedyncza gwiazda nie znaczy tyle, ile np. w koszykówce (przykład Jordana, który praktycznie sam zapewniał wygrane „Chicago Bulls”), a w dodatku wyniki meczów są nieprzewidywalne – to, że jakaś drużyna jest lepsza, nie znaczy, że wygra. Właśnie ta nieprzewidywalność powoduje, że choćby drużyna, której kibicujemy, była obiektywnie gorsza od przeciwników, to istnieje realna szansa sprawie-

zarzuca zabójstwo ludności cywilnej, za co grozi kara dożywocia, zaś jednemu atak na niebroniony obiekt cywilny, za co grozi do 25 lat więzienia. OD 13 DO 20 MAJA premier Donald Tusk przebywał w Peru i Chile, dokąd udał się na jednodniowy szczyt Ameryka Południowa - Unia Europejska. W Chile spotkał się z prezydentem Michellem Bacheletem. Tusk jest pierwszym polskim premierem, który złożył oficjalną wizytę w Peru. Najwięcej czasu spędził jednak na zwiedzaniu i poznawaniu miejscowych

A N K I E T A

Co więc można robić, gdy się zostanie „słomianą wdową”, bo mąż godzinami okupuje fotel przed telewizorem? Proponuję wyjść z domu i wykorzystać fakt, że w tłumnych na ogół miejscach nie będzie żywej duszy, co oznacza, że będzie można swobodnie zrobić zakupy, pójść do kina na premierę letniego hitu, do modnej lodziarni, gdzie codziennie wije się długaśna kolejka amatorów słodkich smaków. Można też po prostu pospacerować po mieście i starać się uchwycić właśnie te niepowtarzalne chwile, gdy zatłoczone deptaki w środku dnia wyglądają jak wymarłe. Proponuję urządzić też wspólne babskie spacerowanie szlakiem sklepowych witryn i kawiarni, pełne śmiechu i plotek – przecież nikt oprócz innych „słomianych wdów” nie będzie zwracał na nas uwagi. Gdy już tak będziemy wędrować przed siebie, przyjdzie nam pewnie do głowy, że uciekając od królującego w domach sportu, same właśnie zaczęłyśmy aktywnie ten sport uprawiać – bo czymże w końcu jest żwawy marsz ulicami miasta. AGATA BEDNARCZYK

nia niespodzianki. W koszykówce, siatkówce czy hokeju jest to rzadkością ze względu na ilość zdobywanych punktów/bramek w jednym meczu. Zatem choć szanse na to, że te mistrzostwa wygramy – jak 4 lata temu Grecja, są nikłe, to jednak twierdzenie, że mamy gorszy zespół niż wtedy Grecy, ciężko uznać za prawdziwe. Ostatnio dostałem ofertę kupna biletu na trzy grupowe mecze Polski. Cena 1000 euro zakończyła moje rozmyślania na ten temat. Wierzę, że wszystkie mecze Polaków będę oglądał „na żywo” w TV, z przyjaciółmi, albo w mieszkaniu, albo w pubie.

prekolumbijskich atrakcji, za co skrytykowały go polskie media. POLSKA JEST WSTRZĄŚNIĘTA śmiercią 3,5-letniego Bartka. Chłopiec z Kamiennej Góry zmarł 18 maja w wyniku obrażeń, jakich doznał prawdopodobnie w domu. Zmarł w szpitalu mimo intensywnej reanimacji. Prawdopodobnie był maltretowany od kilku miesięcy. Dziecko w bardzo ciężkim stanie do szpitala przyniosła 36-letnia matka. Policja zatrzymała zarówno ją, jak i jej 29-letniego konkubenta. Obojgu grozi kilkanaście lat więzienia.

W SUMIE DZIEWIĘĆ osób, w tym kilkuletnie dziecko, zostało poszkodowanych 22 maja w wyniku wybuchu (prawdopodobnie gazu), do którego doszło w trzypiętrowym budynku w warszawskich Włochach. Siedem z nich trafiło do szpitala. W WIELU MIASTACH w Polsce z 17 na 18 maja można było zobaczyć ekspozycje licznych muzeów i galerii w ramach Nocy Muzeów. Szczególnie dużym zainteresowaniem cieszyło się te w stolicy. ZUZANA KOHÚTKOVÁ, WARSZAWA 5


Austria

A N K I E T A

Wojtek Kulma Z pewnością będę kibicować. Jestem zapalonym kibicem. Już jako dziecko oglądałem razem z tatą różne mecze. Bardzo chciałbym się wybrać na mistrzostwa do Austrii, ale, niestety, dla polskich kibiców przeznaczono tak małą ilość biletów, że nie udało mi się żadnego wygrać. Pozostaje mi więc tylko telewizja. Niektóre mecze pewnie obejrzę w domu, ale chciałbym też wybrać się ze znajomymi do pubu. Może wtedy, kiedy będziemy grać z Niemcami? Do tej pory najlepsza atmosfera do oglądania me-

W czów w bratysławskich lokalach była w „Irisch Pubie”, więc pewnie wybiorę ten lokal. Szkoda jedynie, że zwykle tak mało naszych rodaków bierze udział we wspólnym kibicowaniu w lokalach. My najczęściej umawiamy się za pośrednictwem internetowego portalu „Nasza-klasa”. Być może pojadę na jakiś mecz do Austrii, by obej-

Marek Sobek Nie jestem zapalonym kibicem sportowym. Zainteresowanie sportem jest u mnie okazjonalne. Mistrzostwa w piłce nożnej będę jak najbardziej oglądał, choć nie twierdzę, że obejrzę wszystkie mecze. Kiedyś, jak większość chłopców, interesowała mnie piłka nożna od tej podwórkowej strony. Grałem w nią z kolegami, cieszyłem się z sukcesów i ubolewałem nad przegranymi. Cho6

rzeć go na telebimach w obecności kibiców z Polski, aby chociaż trochę poczuć atmosferę mistrzostw. Co do prognoz dla Polaków – sercem daję im duże szanse na wygraną, ale realnie oceniając siły biało-czerwonych, mam nadzieję, że chociaż wyjdziemy z grupy, że wygramy z Chorwatami i z Austriakami, a z Niemcami zremisujemy!

dziłem na mecze w małym miasteczku, z którego pochodzę, i fajnie było kibicować „swoim”. Teraz z pewnością nigdzie nie pojadę – fizyczne uczestniczenie w tego typu imprezach, a szczególnie w meczach piłki nożnej, budzi we mnie strach i żadne emocje sportowe tego nie przezwyciężą. Jednym słowem wolę kibicować przed telewizorem. Dobrze byłoby w towarzystwie znajomych, ale czy sie uda? Ludzie ostatnio są zbyt zajęci swoimi sprawami. Spróbuję jednak kogoś namówić na wspólne oglądanie przy kufelku piwa – w domu oczywiście. Oglądania w pubach ogólnie nie lubię; zbyt wiele krzyku, emocji, niejednokrotnie tych niezdrowych, dymu papierosowego itd. A ja lubię się delektować tym, co mnie interesuje, w spokojniejszy sposób.

przededniu mistrzostw „Euro 2008 TM”, które odbywać się będą między innymi w sąsiedniej Austrii, postanowiliśmy sprawdzić, jak wyglądają przygotowania do przyjazdu naszych rodaków, chcących kibicować naszym i nie tylko naszym piłkarzom.

Wszystkie informacje dla osób przyjeżdżających na Mistrzostwa Europy w piłce nożnej zostały zamieszczone na stronach internetowych MSZ w Polsce oraz Ambasady Polskiej w Austrii. „Chodzi o to, aby kibice jak najwcześniej mogli zapoznać się z tymi informacjami i uwzględnić je w swoich przygotowaniach do podróży do Austrii“ – informuje radca minister Tadeusz Oliwiński, kierownik Wydziału Konsularnego Ambasady RP w Wiedniu. Przybywających do Austrii na rozgrywki warto uczulić na to, aby wzięli ze sobą Europejskie Karty Ubezpieczenia Zdrowotnego, pozwalające na skorzystanie z austriackiej służby zdrowia w sytuacjach losowych, jakimi są np. wypadki, nagła choroba czy MONITOR POLONIJNY


czeka na polskich kibiców

ZDJĘCIE: MARIUSZ MICHALSKI

wymóg leczenia ambulatoryjne- wożącemu takie go. Należy pamiętać, że karty te osoby grożą duże nie upoważniają do leczenia dłu- sankcje, nawet kongotrwałego. Jeśli chodzi o przy- fiskata samochodu. jazdy prywatnymi samochoda- Przy tak masowym mi, należy posiadać odpowied- ruchu próby wykornie dokumenty (polskie prawo zystania uprzejmojazdy jest uznawane), zaś samo- ści kierowców na chody muszą być w odpowied- pewno będą podejnim stanie technicznym, ponie- mowane, na co ucważ w Austrii kontrole stanu zulam naszych rotechnicznego są bardzo rygorys- daków“. tyczne. Należy też pamiętać o poWydział Konsusiadaniu apteczki pierwszej po- larny Ambasady RP mocy i kamizelki odblaskowej. w Wiedniu przygoWszyscy pasażerowie powinni towany jest do wyzapinać pasy bezpieczeństwa, tężonej pracy w związku z oczeobowiązkowa jest plakietka „PL” kiwaną dużą liczbą naszych rodalub tablice rejestracyjne z tymi ków, przybywających do Austrii. symbolami, na autostradach obo- Podstawowym zadaniem dla wiązkowe są winiety. Wysokości konsula, będzie zapewne pomoc opłat za nie zostały umieszczone w przypadku utraty lub zgubiena stronach internetowych pol- nia dokumentów, tym bardziej, skiego MSZ i miasta Wiednia. że na czas mistrzostw Austria W przypadku braku gotówki po- przywraca kontrole graniczne licja austriacka na poczet manda- od godziny zerowej 2 czerwca tu zabezpiecza rzeczy, które kie- do godziny dwudziestej czwartej rowca ma przy sobie, a których 1 lipca 2008 r. W tym czasie, aby wartość odpowiada wartości wy- wjechać do Austrii, trzeba posiamierzonej kary. Przyjęcie i zapła- dać ważny dokument, czyli paszcenie mandatu zamyka drogę od- port lub dowód nowego wzoru. woławczą. Maksymalna dopuszc- Drugim poważnym problemem zalna ilość alkoholu we krwi kie- mogą być włamania do samorowcy to 0,5 promila. „Ważną in- chodów i kradzieże. Jak wiemy, formacją dla kierowców, którą umieściliśmy na naszej stronie internetowej, jest sprawa autostopowiczów – informuje minister Oliwiński. – Zabranie takiej osoby i wwiezienie jej do Austrii, w przypadku, gdyby się okazało, że taka osoba ma zakaz pobytu na terenie Austrii lub znajduje się nielegalnie z innego poKanclerz Austrii Dr. Alfred Gusenbauer wodu, traktowane jest jako prezentuje na Happel Stadion wzór piłek, przestępstwo, jako przektórymi będą rozgrywane mistrzostwa Europy. myt osób. Kierowcy przeCZERWIEC 2008

na mistrzostwa przyjeżdżają ludzie z całej Europy, a zatem trudno będzie w takiej masie zapanować nad takimi zdarzeniami. Zapewne nie wszyscy nasi rodacy dotrą do odpowiednich informacji, ale na czas mistrzostw Austria będzie funkcjonowała na pewno inaczej. „Wiele stref będzie wyłączonych z ruchu, na obrzeżach miast będą organizowane parkingi, dlatego też zachęcamy do korzystania z komunikacji miejskiej. Chcę przy okazji pochwalić Austriaków, którzy bardzo dobrze się przygotowali do mistrzostw“ – komentuje Oliwiński. Wydział Konsularny pełni dyżur całodobowy. „Mamy wydzieloną linię telefoniczną tylko dla spraw związanych z EURO 2008TM“ – wyjaśnia mój rozmówca. Od strony bezpieczeństwa przygotowany jest przyjazd 23 polskich policjantów, znających język niemiecki, którzy wspólnie z kolegami austriackimi będą patrolować te miejsca, gdzie będą rozgrywane mecze polskiej reprezentacji. MARIUSZ MICHALSKI 7


N

asi pojechali do Austrii i Szwajcarii. I to bynajmniej nie w celach emigracyjnozarobkowych, bo w tym przypadku jak dotychczas popularniejszymi kierunkami były i jeszcze stale są Wyspy Brytyjskie czy Irlandia, ale w celu – oczywiście, bo jakżeby inaczej – jak najbardziej sportowym. Po prostu – polska reprezentacja piłkarska zakwalifikowała się do Euro 2008, czyli Mistrzostw Europy (ME) w piłce nożnej – których gospodarzami są wspólnie Austriacy i Szwajcarzy. I to już jest sensacja! W Austrii i Szwajcarii, krajach, będących gospodarzami rozgrywek, „końcowe odliczanie” ruszyło już przed rokiem. Na centralnym placu Wiednia odsłonięto wówczas ogromny zegar, który miał odliczać czas do rozpoczęcia mistrzostw. Uruchomienia zegara dokonali Trix i Flix – maskotki mistrzostw – bracia bliźniacy, ubrani w czerwono-białe stroje piłkarskie, o włosach przypominających alpejskie szczyty. Podobne zegary ruszyły także m.in. w Genewie, Bernie, Zurychu, Bazylei, Salzburgu, Innsbrucku i Klagenfurcie – miastach, w których toczyć się mają rozgrywki o tytuł mistrza Europy w 2008 roku. Emocje piłkarskie z udziałem naszej „jedenastki” rozpoczną się 7 czerwca 2008 roku, kiedy to o godzinie 18.00 w Bazylei zabrzmi pierwszy gwizdek finałowego turnieju. Jak się on dla nas skończy, okaże się niebawem. Na razie przyjemnie jest wspomnieć, że w eliminacjach nasza reprezentacja grała w sumie… 8

Wyjazd do Austrii i Szwajcarii bardzo dobrze. Wyniki mówią za siebie: dwie wygrane z Kazachstanem (1:0 i 3:1), podobnie z Belgią (1:0 i 2:0) i Azerbejdżanem (5:0 i 3:1), do tego wygrana (2:1) i remis (2:2) z Portugalią (!), wygrana (1:0) i porażka (1:0) z Armenią, dwa remisy z Serbią (1:1 i 2:2) oraz przegrana (3:1) i bezbramkowy remis z Finlandią. Leo Beenhakker, nasz holenderski trener i selekcjoner, dzięki któremu rozsypał się worek sukcesów polskiej reprezentacji, pokazał, że z naszych zawodników jest w stanie stworzyć skuteczny zespół. Miejmy nadzieję, że piłkarze, których zabierze na mistrzostwa godnie będą walczyć i osiągną jakiś sukces. Na co liczymy? Eksperci i kibice przebąkują o… Jak zwykle słychać też głosy, że już odnieśliśmy sukces, bowiem po raz pierwszy w historii polskiej piłki jesteśmy na EURO, które jest turniejem trudniejszym niż Mundial, ponieważ gra w nim tylko 16 drużyn. Do tego poziom europejskiej piłki jest bardzo wysoki, a sito eliminacji tak gęste, że w finale raczej nie występują przypadkowe drużyny. Polska to debiutant i dlatego wielu już teraz skazuje naszych piłkarzy na porażkę. W kręgach ekspertów słychać było jednak również uwagi, że pewnie wyjdziemy z grupy. Padły też fantastyczne uwagi, że „całkiem realnie” Polska ma szansę na medal (!),

ale pod warunkiem, że w drugiej fazie rozgrywek przeciwnikiem nie byłaby żadna europejska potęga piłkarska. Najbardziej popularna (właściwie podstawowa) opinia o naszych występach w fazie grupowej zakłada, że w naszej grupie najmniej szans mamy z Niemcami, Austrię powinniśmy pokonać bez względu na wszystko, a o awans zagramy z Chorwacją. Na pierwszy ogień pójdą zatem Niemcy, z którymi nigdy nie wygraliśmy, a którzy są dla nas najgroźniejszymi rywalami w grupie i swoistymi rekordzistami – trzykrotnie wygrali EURO. Mówi się o szansie na zwycięstwo nad nimi. Niemiecki selekcjoner Joachim Löw przyznał, że „jak zawsze, Niemcy są faworytem całych mistrzostw, ale już na mundialu, choć grały u siebie, nie potrafiły znaleźć recepty na Polaków. Teraz będzie jeszcze trudniej, bo Polacy grają pod wodzą tak doskonałego trenera jak Beenhakker”. Ankieta telefoniczna wykazała, że prawie 73 procent Niemców oczekuje od piłkarzy swojej reprezentacji dotarcia przynajmniej do półfinału, 17 procent wierzy w zwycięstwo, a tylko 2 procent wątpi w umiejętności drużyny i uważa, że podobnie jak w latach 2000 i 2004 nie uda jej się wyjść z grupy. Spotkanie Polski z Niemcami będzie największym wyzwaniem. Nie chodzi tylko o futbol, ale również o odpowiednie zabezpieczenie meczu, który UEFA już określiła jako mecz podwyższonego ryzyka. Debiutujący w turnieju podobnie jak my Austriacy są słabi, przeMONITOR POLONIJNY


chodzą kryzys i nie wygrali żadnego z ostatnich dziesięciu meczów towarzyskich (w tym roku jeszcze nie wygrali żadnego meczu!), a ich kibice tak się wstydzą, że… domagali się wycofania drużyny z mistrzostw! Chorwaci, którzy wygrali dwa razy z Anglią (!) są jak zwykle silni, niebezpieczni i nieprzewidywalni. Zarówno oni, jak i Austriacy nie należą jednak do najmocniejszych. Wyjście z naszej grupy będzie więc trudne. Pewne jest jednak, że nasz selekcjoner wyciśnie z biało-czerwonych, ile się da. Zatem czeka nas piłkarska uczta. Oficjalne ceny wejściówek na Euro 2008 są „zachęcające”. Organizatorzy ustalili, że bilet na mecz fazy grupowej w najgorszym sektorze to wydatek 45 EUR. Świetne miejsce na finale ma kosztować ok. 550 EUR. To ceny wejściówek, które dostał do rozdysponowania Polski Związek Piłki Nożnej (PZPN) - 20 proc. biletów na każdy mecz naszej reprezentacji. Jednak to właśnie kwestia wejściówek rozwścieczyła przeciętnego kibica, albowiem PZPN zdecydował, że z przyznanych tylko 20 tys. biletów, przyznanych Polsce przez UEFA na mecze w Austrii i Szwajcarii, kibice otrzymają ich 36 procent. A zatem wystarczy ich dla ok. 6,5 tys. fanów futbolu. Reszta zostanie podzielona pomiędzy działaczy, sponsorów, VIP-ów itd. Bilety przyznano nawet działaczom klubów, grających w najniższych ligach. PZPN tradycyjnie kompletnie nie liczy się z fanami. Już od dawna mówi się o powtórce sytuacji z ostatnich mistrzostw świata, kiedy to obdarowani biletami przez PZPN nie rzadko nie wyCZERWIEC 2008

kupywali przyznanych im wejściówek, ale nimi handlowali. PZPN tłumaczy zaś uparcie, że wejściówki na EURO to nagroda dla działaczy za ich wytężoną pracę… Znamienne było, że od momentu wystawienia oferty biletów na stronach internetowych, gdzie można je było kupić, odwiedzało je dziennie ponad 7 milionów użytkowników! Serwery ciągle się blokowały, ponieważ PZPN… nie przewidział tak dużego zainteresowania! Pociechą dla kibiców niech będzie to, że gramy w Austrii. Będzie bliżej i taniej niż do Szwajcarii. Bilety można było jednak już dawno było kupić przez Internet, ale ceny wejściówek u licencjonowanych pośredników po prostu są szokujące. Wejściówki pojawiły się już w styczniu. Ale te ceny… U jednego z pośredników za bilet na mecz fazy grupowej trzeba było zapłacić od 650 do 775 EUR, zaś za bilet na ćwierćfinał od 750 do 1050 EUR, na półfinał od 945 do 1445 EUR, a aby obejrzeć finał trzeba było wyłożyć od 1640 do 2245 EUR. U drugiego obejrzenie finału w komfortowej loży to wydatek nawet 5500 EUR... Kolejny cios „zafundowała” nam telewizja publiczna. W połowie maja podano, że nie będzie transmisji meczów w TVP! Wszystkie mecze będzie można oglądać tylko w kodowanym kanale Polsat Sport Extra, który za prawo do transmisji zapłacił 15 mln EUR. Polsat ogólnodostępny pokaże mecze naszych, otwarcia, półfinały i finał. Za prawo do transmisji 16 meczów TVP oferowała Polsatowi ponad 30 mln złotych, jednak do porozumienia nie doszło. Naszych kibiców wspierać mogą i do pewnego stopnia będą… kibice brytyjscy! Już przed kilkoma

P.S.

miesiącami pojawiły się informacje, że skoro żadna brytyjska drużyna nie weźmie udziału w mistrzostwach, wyspiarze – z uwagi na olbrzymią ilość naszych rodaków, żyjących wśród nich, kibicować będą biało-czerwonym, których media żartobliwie określiły „jedyną drużyną wyspiarską”. Jako pierwsi - już w drugiej połowie maja - na EURO pojadą jednak nasi… policjanci. Grupa 26 funkcjonariuszy „czuwać ma nad bezpieczeństwem polskich kibiców na stadionach” oraz wspomagać miejscowych policjantów w zabezpieczeniu imprez. Będą m.in. patrolować okolice stadionów, ulicznych parków rozrywki, lotnisk i dworców, pośredniczyć w kontaktach np. z lokalną policją. Na trybunach zasiądą polscy spottersi - funkcjonariusze, którzy zajmują się zabezpieczaniem imprez masowych, głównie meczów piłkarskich (oni najlepiej wiedzą, czego można się spodziewać po danej grupie kibiców, znają ich obyczaje i symbolikę).

Zapamiętajmy! Mecze grupy „B” z udziałem naszej reprezentacji: • z Niemcami, 8 czerwca (niedziela) w Klagenfurcie, godz. 20.45, • z Austrią, 12 czerwca (czwartek) w Wiedniu, godz. 20.45, • z Chorwacją, 16 czerwca (poniedziałek) w Klagenfurcie, godz. 20.45. Trzymajmy kciuki!!! ANDRZEJ KALINOWSKI

Ze względu na konieczność oddania tekstu trzy tygodnie przed rozpoczęciem mistrzostw, o składzie reprezentacji i meczach sparingowych wspomnę w kolejnym numerze „Monitora”. 9


Na czym polega współpraca ze szkołami, o których Pani wspomniała? W ubiegłym roku szkoły z Budapesztu, Pragi i oczywiście nasza zorganizowały międzynarodowy konkurs recytatorski, którego finał odbył się w Budapeszcie. Nagrodą był wyjazd do stolicy Węgier, co dla naszych dzieci było oczywiście dużą atrakcją. Tam nasi uczniowie zdobyli wszystkie nagrody! W tym roku odwiedziliśmy Pragę, gdzie odbył się konkurs wiedzy o naszych krajach. Zajęliśmy drugie miejsce. W przyszłym roku to my będziemy gościć tamte szkoły, musimy więc przygotować odpowiedni program. Nasi uczniowie pokażą młodzieży z zaprzyjaźnionych szkół Bratysławę. Z pewnością świetnie wywiążą się z tego zadania, mają bowiem ogromną wiedzę i, co ważne, kochają to miasto. Trochę obawiamy się, jak sobie poradzimy z zakwaterowaniem gości. Z jakimi innymi bolączkami boryka się szkoła? Bardzo dobrze układa się nam współpraca z Braćmi Szkolnymi, prowadzącymi szkołę św. Jana de la Salle, od której wynajmujemy pomieszczenia, ale 10

S

zkoła polska, działająca przy Ambasadzie RP w Bratysławie, obchodzi właśnie swoje pięciolecie. Na co dzień uczniowie – Polacy i Słowacy, uczęszczają do szkół słowackich, a lekcje języka polskiego, geografii i historii polskiej pobierają w każdy piątek i sobotę lub – w systemie korespondencyjnym – w jedną niedzielę w miesiącu. Inicjatorem założenia szkoły był ówczesny konsul Wojciech Biliński, a jej pierwszym kierownikiem Irena Malec-Bilińska. O krótkie podsumowanie pracy tej placówki poprosiliśmy obecną kierownik szkoły panią Moniką Sadkowską.

szkoły szkoły polskiej

Pięciolecie

Co uważa Pani za największy sukces szkoły? Największym sukcesem jest to, że mamy coraz więcej uczniów. Nasze dzieci odnoszą sukcesy na olimpiadach języka polskiego. Cieszymy się również ze współpracy ze szkołami polskimi, działającymi w Budapeszcie, Pradze. Ostatnio nawiązaliśmy kontakt ze szkołą w Wiedniu. Bardzo dobrze układa się również współpraca z rodzicami.

chcielibyśmy mieć własny lokal. To ułatwiłoby nam pracę – moglibyśmy się spotykać nie tylko w piątki i soboty, ale również w tygodniu, a rodzice naszych uczniów mieliby miejsce na poczytanie gazet w kawiarence. Ilu uczniów liczy szkoła? W tej chwili uczy się u nas 53 uczniów. Czy do szkoły uczęszczają również Słowacy, którzy nie mają polskiego pochodzenia? Jaka jest ich motywacja uczenia się po polsku i o Polsce? Mamy obecnie 4 takich uczniów. Zazwyczaj kieruje nimi ciekawość. Niektórzy to uczniowie szkoły św. Jana de la Salle, którzy zapewne obser-

wowali nas w piątki, kiedy odbywają się zajęcia. Nasza obecność w tej szkole wywołała zainteresowanie Polską, wiem od Braci, że uczniowie ich szkoły chcą zdobywać wiedzę o naszym kraju, chcą się uczyć polskich tańców. Zawsze chciałam, by nasza szkoła była wizytówką Polski, żeby tu dzieci, młodzież i ich rodzice uczyli się tolerancji i otwartości na inną kulturę. Jak doszło do tego, że Pani – mieszkanka Wiednia znalazła pracę w szkole w Bratysławie? Złożyłam podanie o pracę w szkole polskiej w Wiedniu. Zaproponowano mi tam tylko kilka godzin lekcyjnych. W tym czasie pani dyrektor Bilińska poszukiwała nauczyciela języ-

ka polskiego i dyrektorka z Wiednia udostępniła jej moje dane. Po wielu latach pracy w Polsce, widzę, że nasza szkoła jest na prawdę wyjątkowa. Młodzież uczy się w klasach 5-osobowych. To jakby prywatne korepetycje, albowiem nauczyciel może sporo czasu poświęcić każdemu z uczniów. Naszym zadaniem jest też zachęcenie do nauki dzieci, które przecież na co dzień uczęszczają do słowackich szkół i mają sporo zajęć pozalekcyjnych. Od dwóch lat kieruje Pani tą placówką. Ile czasu poświęca Pani na obowiązki administracyjne, a ile dzieciom? Ponieważ na co dzień nie wykonuję innej pracy zawodowej, to obowiązki związane z administracją staram się wykonywać w domu, w Wiedniu, aby podczas weekendu móc zająć się młodzieżą. Nie jest Pani jedynym nauczycielem, dojeżdżającym do Bratysławy… Mamy jedną nauczycielkę z Bratysławy, dwie dojeżdżające z Wiednia i jedną z Polski. Można to wszystko pogodzić, choć, oczywiście, byłoby dobrze, gdybyśmy mieli nauczycieli na miejscu. Warunkiem uzyskania pracy u nas jest ukończenie uniwersytetu w Polsce. Czego należy więc życzyć szkole polskiej na następne 5 lat? Jak największej liczby uczniów. To niesamowita możliwość dla tych dzieci nie tylko zdobywania wiedzy, ale też nawiązania kontaktów. Cieszy mnie to, że nasze dzieci przyjaźnią się również poza szkołą. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA MONITOR POLONIJNY


Monika wyrastała w rodzinie mieszanej jako córka Polki i Słowaka. Ponieważ mama (Beata Westrych-Zazrivcová – jej sylwetkę prezentowaliśmy w „Monitorze Polonijnym” IV/2005) jest pracownikiem Teatru Lalek w Bratysławie, mała Monika często spędzała czas w pracowni lalkarskiej. Być może to właśnie ten okres dzieciństwa i zamiłowania mamy sprawiły, że jest osobą wrażliwą artystycznie. „Lubiłam chodzić do teatru lalek, nie tylko na przedstawienia dla dzieci, ale również ze względu na możliwość plastycznego wyżycia się – tam mogłam bawić się plasteliną, modeliną, farbami i na bieżąco obserwowałam, jak powstają kukiełki“ – wspomina moja rozmówczyni. Zapewne po mamie odziedziczyła talent plastyczny. Decydując się na studia, nie wzięła go pod uwagę i wybrała ekonomię. Ze studiów jednak zrezygnowała, ponieważ… pociągała ją scena.

Idol

lokatorki do tego stopnia, iż uznały, że Monika może wystartować w programie. I rzeczywiście zyskała uznanie zarówno publiczności, jak i jurorów. Dotarła do etapu, kiedy wybierano finalistów. Jej nazwisko znalazło się wśród tych, którzy mieli zająć ostatnie – 11. miejsce. Niestety, do finału się nie dostała, ale nie żałuje. Start w „Idolu“ pokazał jej funkcjonowanie słowackiego show-bussinesu. Podczas przesłuchań do programu przeprowadzano wywiady z jego uczestnikami. Monika odpowiadała na pytania jednego z reporterów Radia „Express”. To spotkanie spowodowało, że postanowiła wybrać się na rozmowę w sprawie pracy właśnie do tej rozgłośni. Spodobała się. Od tego czasu przygotowuje poranne informacje drogowe. Praca wciągnęła ją na tyle, że postanowiła zrezygnować ze studiów ekonomicznych. „Nie nadaję się do pracy w biurze, do ślęczenia nad cyferkami. Wybór studiów okazał się pomyłką“ – komentuje.

S Ł Y C H A Ć ?

Dzieciństwo w teatrze

N I C H

en, kto rano słucha Radia „Express” z pewnością zastanawia się niekiedy, kto przygotowuje ciekawe, humorystyczne polskie minirozmówki, będące urozmaiceniem dla słowackich słuchaczy. Postanowiliśmy dotrzeć do autorki tej audycji – Moniki Zazrivcovej, która, jak sama powiedziała, w 30 procentach czuje się Polką.

Praca w radiu nie przeszkadza jej w śpiewaniu. Z grupą znajomych nagrywa właśnie piosenkę, zatytułowaną „Preto“. „Bardzo mnie to bawi, a jednocześnie cieszę się, że nie jest to moja codzienna praca“ – twierdzi Monika. Interesuje ją również polska scena muzyczna. Jej idolkami są Monika Brodka i Ewelina Flinta, które, podobnie jak ona, swe kariery zaczęły w „Idolu“. Do powstania porannej audycji w Radiu „Express”, w której nasza bohaterka uczy Słowaków języka polskiego, doszło spontanicznie, a ponieważ program spodobał się słuchaczom, to wyszukuje dla nich ciekawe polskie wyrazy. „Myślę, że Polacy nie mają mi tego za złe. Staram się w dowcipny sposób przybliżać Słowakom język polski, bo wszyscy wiemy, że dla słowackiego ucha ten język brzmi mile, a słowa-pułapki bawią nas wszystkich“ – opisuje. Ostatnio, w piątki o 8.30, przedstawia w radiu polskie listy dialogowe do znanych filmów. „Dla Słowaków to trochę nietypowe, że wszystkie dialogi czyta jedna osoba – lektor. Ciekawe są w nich też słowa, które znają wszyscy, a które po polsku brzmią tak oryginalnie“ – wyjaśnia. Dwudziestotrzyletnia Monika ma jeszcze sporo planów na życie. Być może jeszcze o niej usłyszymy. Nie tylko w radiu. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

U

T

C O

I kto to mówi?

Radio

To koleżanka zgłosiła ją do pierwszej słowackiej edycji programu muzycznego „Idol“. „Nie mam wykształcenia muzycznego. Śpiewałam raczej sama dla siebie, za zamkniętymi drzwiami łazienki“ – mówi Monika. W tym czasie mieszkała wraz z koleżankami w wynajmowanym mieszkaniu i być może to łazienkowe śpiewanie zachwyciło właśnie jej współCZERWIEC 2008

11


WYWIAD MIESIĄCA „Piszę dla przyjemności pisania“

Andrzej Stasiuk:

K

iedy na zaproszenie Instytutu Polskiego do Bratysławy przybył Andrzej Stasiuk, jeden z najbardziej cenionych polskich pisarzy, nie mogłam się z nim nie spotkać. Podczas rozmowy przekonałam się, że jego fascynacja południem Europy, w tym również Słowacją, opisywana w utworach, jest autentyczna. Ten oryginalny pisarz i niekonwencjonalny człowiek potrafi zachwycić nie tylko za pośrednictwem swoich książek.

Andrzej Stasiuk (ur. 1960 w Warszawie) – polski pisarz, poeta, publicysta, eseista, dramaturg. Szkoły średniej nie ukończył. Półtora roku spędził w więzieniu za odmowę odbycia zasadniczej służby wojskowej. Obecnie mieszka w małej miejscowości w Beskidzie Niskim, gdzie wraz z żoną Moniką zajmuje się prowadzeniem wydawnictwa „ Czarne”, specjalizującego się w popularyzacji literatury środkowoeuropejskiej. Jego pierwsze opowiadania, oparte na doświadczeniach więziennych, zatytułowane „Mury Hebronu“, wydane zostały w 1992 roku. W 1993 roku opublikowano jego kolejne opowiadanie pt. „Biały kruk“, a później tom wierszy, noszący tytuł „Wiersze miłosne i inne“. Dziś Andrzej Stasiuk jest

Rok temu po raz pierwszy byłam w Medzilaborcach. Wyskoczyłam wówczas do Polski na zakupy. Wróciłam m.in. z „Polityką“, w której przeczytałam Pański artykuł właśnie na temat tej części Słowacji. Zaciekawiło mnie to Pańskie świeże spojrzenie. Mieszkam tuż przy granicy polsko-słowackiej, od Słowacji dzieli mnie 10 kilometrów, więc wschodnią jej część znam bardzo dobrze. Chyba jednak nie mam świeżego spojrzenia na ten region. Świeże spojrzenie mogę mieć na Bratysławę. Dlaczego? Jest Pan w Bratysławie po raz pierwszy? Drugi. Często odwiedza Pan wschodnią Słowację? Bardzo często. Czasami robię sobie piesze, długie wycieczki, by wylądować tam na chwilę. 12

Mówi Pan „na chwilę”. Ale czy niektóre rzeczy, które właśnie w tej „chwili” zachwycają, po jakimś czasie nie zaczynają denerwować? Choćby pikantna kiełbasa, której smakiem zachwycał się Pan we wspominanym wcześniej artykule? Nie mógłbym jej jeść codziennie. No właśnie. Myślę jednak, że Słowacja to zdecydowanie najbliższy mi kraj. Śmiałem się nawet, że to moja druga ojczyzna. To, co Pan opisał jako coś barwnego, atrakcyjnego, na co dzień przecież może być uciążliwe. Według mnie Pańskie spojrzenie na wschodni zakątek Słowacji jest świeże, bo jest to spojrzenie kogoś, kto tu przyjeżdża na chwilę. A może rzeczywiście pokochał Pan Słowację ze wszystkimi jej zaletami i wadami?

jednym z najpopularniejszych pisarzy młodego pokolenia. W 1995 roku opublikował „Opowieści galicyjskie“, a rok później „Przez rzekę“. Jest laureatem wielu nagród, m.in. Fundacji Kultury (1994), Fundacji im. Kościelskich (1995), im. S. B. Lindego (2002). Kilkakrotnie zyskał nominację do literackiej nagrody Nike, którą otrzymał w 2005 r. za opowiadania „Jadąc do Babadag“. W roku 2007 uzyskał nagrodę im. Arkadego Fiedlera Bursztynowy Motyl za „Fado”. Jest także autorem licznych felietonów prasowych, zamieszczanych m.in. w „Tygodniku Powszechnym”, „Gazecie Wyborczej”, „Tytule” „OZONie”, „Frankfurter Allgemeine Zeitung”.

Wiem, że jednym z najdramatyczniejszych problemów jest kwestia mniejszości romskiej. Wyobrażam sobie, co oznacza ta mniejszość, która jest coraz większa, obca kulturowo, która nie chce się asymilować. Ma do tego prawo. Wiem, że to jest jeden z poważnych słowackich problemów, który będzie rósł. Na jego rozwiązanie nie ma kompletnie żadnego pomysłu, ani europejskiego, ani słowackiego. Ja też nigdy nie podejmowałem próby jego rozwiązania. Nie mogę zajmować się romską problematyką w aspekcie socjologicznym, ale mogę o niej pisać, co jest fascynujące, niesamowite. Ale czy chciałbym mieszkać w sąsiedztwie osiedla cygańskiego? Nie wiem. Wiem jednak, że Romowie mają prawo mieszkać w swoich osiedlach i w jakimś sensie tej sprawy nie da się rozwiązać. MONITOR POLONIJNY


dzieżą, która jest bardzo oczytana i zadaje szereg skomplikowanych pytań. To jest wyzwanie. Fascynujące są spotkania z ludźmi z małych miejscowości, dla których spotkanie z pisarzem to swego rodzaju święto. Ci ludzie zadają pytania, które pytaniami wcale nie są – oni opowiadają historie swojego życia.

Pisał Pan bardzo ciepło o Słowacji, mówi Pan, że to najbliższy mu kraj. Skąd to zainteresowanie? Wiem, że Ukrainą zainteresował Pana przyjaciel – pisarz Jurij Andruchowycz. Czy na Słowacji ma Pan też takich przyjaciół, którzy pokazują Panu ten kraj? Odkrywam sam „swoje“ zakamarki Słowacji, choć oczywiście mam znajomych w sklepach, restauracjach, do których chodzę. Moja pierwsza podróż zagraniczna była właśnie na Słowację. I to dosyć późno, bo chyba w 1992 lub 1993 roku.

Jednak Pan się z nimi liczy. To gra aktorska. A jakie są spotkania z czytelnikami w innych krajach? Największe doświadczenia mam z czytelnikami niemieckimi. Niemców wszystko ciekawi, są bardzo dociekliwi. A ja staram się odwalać robotę cywilizacyjną, informując ich, że w Polsce też żyją ludzie. W oczach Niemców Polska to inna strefa cywilizacyjna, trochę spóźniona.

Pierwsza miłość? Coś w tym stylu. Przyjechał Pan do Bratysławy, by promować swoją książkę „Opowieści galicyjskie“, która właśnie ukazała się w słowackim tłumaczeniu. Nieodłączną częścią promocji są spotkania z czytelnikami. Lubi Pan tę formę swojej pracy? Nie interesuje mnie, jak moje książki oceniają czytelnicy.

Żeby potem czytać? Nie, nie czytam swoich książek. Piszę dla przyjemności pisania. Ale musi Pan dbać o powodzenie swojego wydawnictwa, czyli liczyć się z czytelnikiem. Pisanie książek i prowadzenie wydawnictwa to zupełnie różne rzeczy. Wydawnictwem bardziej zajmuje się moja żona. Liczę się z czytelnikiem bardziej pod kątem innych autorów, których książki wydajemy. Czy to znaczy, że spotkania z czytelnikami są złem koniecznym? Mam pewną tremą przed takimi spotkaniami, szczególnie kiedy są to spotkania z młoCZERWIEC 2008

ZDJĘCIE: MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

To dla kogo Pan pisze? Dla siebie.

W książce „Dojczland“ opisał Pan uprzedzenia Polaków do Niemców i odwrotnie. Czy obserwuje Pan jakieś uprzedzenia do Słowaków? Powiem Pani szczerze, że Słowacy nie istnieją w świadomości Polaków. Do tej pory jeździ się w „czeskie” Tatry!

Czasami, będąc na Słowacji, obserwuję postawy wyższościowe Polaków. Nie wiem, czy Pani zauważyła, że Polacy za granicą nie mówią, ale ryczą, tak jak Niemcy w Polsce. Kiedy przyjeżdżam do Niemiec, okazuje się, że ci sami Niemcy w swoim kraju potrafią mówić po cichu. Czytając Pańskie książki, można odnieść wrażenie, że jest Pan rzecznikiem, obrońcą tej „gorszej“ Europy. Czy ona tego potrzebuje? To nie obrona, literatura nie musi się opowiadać po którejkolwiek ze stron. Ludzie często zakładają, że jestem antyzachodni i wręcz za skandal uważają, że nie uwzględniam w moich książkach Europy Zachodniej. To że Zachód mnie po prostu nie interesuje, jest dla niektórych niewyobrażalne.


Czytałam Pańską wypowiedź, pewnie żartobliwą, że nie potrafiłby Pan się zachować na głównej ulicy Paryża, więc dlatego podróżuje Pan do krajów uboższych. To prowokacja. W tej chwili wszyscy zachowują się w dużych miastach całej Europy tak samo. Ostatnio podróżowałem przez trzy kraje do Szwajcarii i po raz pierwszy dotarło do mnie to, że wszędzie są takie same sklepy, te same towary. Niedługo będzie wszędzie tak samo. Szkoda? Pewnie szkoda. Ale kiedyś Europa była jednolita, klasztory były takie same, obowiązywała łacina. Pewnie szkoda, ale ciekawe jest też to, że próbuje się zintegrować tak różne, zupełnie nieprzystawalne społeczeństwa. Jak według Pana obserwacji reagują na to ludzie z byłych krajów komunistycznych? Zajmujące jest to, że oni wszyscy stają się coraz bardziej europejscy, próbują się jakby wyzbyć swojej przeszłości. Co Pan – miłośnik Bałkanów – myśli na temat niepodległości Kosowa? Co ja mogę myśleć? Nie znam się na polityce. Dla Kosowian to radość, że Kosowo jest niepodległe, ale za chwilę ci z Macedonii, i ci z Czarnogóry też będą chcieli niepodległości. I może być kolejne piekło. Utworzenie państwa kosowskiego nie było dobrym rozwiązaniem. W ogóle Bałkany nie są dobrym rozwiązaniem. Ale może tak ma być? Żeby Europa nie zasnęła? Może Bałkany muszą od czasu do czasu przypominać o tym, że człowieczeństwo to nie tylko zgoda, nie tylko wzajemna afirmacja, ale to też wzajemna niechęć. To, co się 14

tam dzieje, podyktowane jest potrzebą wolności. Każdy chce być wolny. Cała Europa. Każdy chce być u siebie. Mówi Pan, że nie zna się na polityce. A ta polska Pana interesuje? Czytuję czasami Pańskie opinie na jej temat. Czasami z jakichś zachodnich gazet proszą mnie o komentarz. Kocham polską politykę za jej teatralny wymiar, błazeński, karnawałowy. Nie denerwuje to Pana? Nie. Czy to oznacza, że jest Pan bardzo tolerancyjny? Pana zachwyca to, czego ludzie nie lubią albo czego obawiają się w tych krajach, które Pan odwiedza! Nasze przekonanie, że polityka jest superważna, w takich krajach jak Polska jest wyjątkowo mylne i sprzyja tylko politykom. Oni zajmują tak wiele miejsca w naszej świadomości. To odwrócenie ról: w tej chwili demokratyczny lud jest suwerenem, a politycy spełniają rolę błaznów. Oni nas zabawiają cały czas. Nie zajmują się sterowaniem państwem, jego gospodarką, bo to są takie dosyć trudne do zepsucia mechanizmy. Oni mają odgrywać spektakl! I dlatego PiS-owcy byli cudowni. To był taki pokaz! A Jędrek Lepper? To przecież kość z kości, krew z krwi polskości plebejskiej. Ja kochałem Leppera! A ta historia, jak z chama król powstał! W zagranicznych podróżach nie dopytują Pana, o co chodzi w polskiej polityce? Ale ja o tym mówię otwarcie: co wy macie za polityków, jeśli was nie bawią? Kiedy odwiedzili mnie znajomi ze Skandynawii, po obejrzeniu wiadomo-

ści pytali mnie, dlaczego u nas dzieje się w ciągu jednego dnia tyle, co u nich w ciągu roku. Opowiedziałem im o teatralnym wymiarze polityki. Kaczyńscy, co by o nich nie mówić, odgrywali dramat na miarę Szekspira. Takie emocje! Takie kompleksy! Można było patrzeć na nich godzinami. Nie jako na polityków, ale na przedstawicieli narodu. Fajnie ucieleśniali Polskę. Nie całą oczywiście, ale jakąś jej część. Skoro obnażał Pan kompleksy Polaków względem Niemców, to czy nie zechce Pan w którejś książce obnażyć tych polskich kompleksów? Nie, to nie jest aż tak ważna sprawa. Politycy zabierają nam wielką przestrzeń publiczną, próbują odebrać nam zbyt dużo czasu. W sumie takie miernoty… W sensie wielkości ludzkiej nie ma tu nic ciekawego. Powieść polityczna? Broń Boże! Szkoda czasu, są ciekawsze tematy dla pisarza. Jakie? O czym Pan teraz pisze? O facetach pod pięćdziesiątkę, którzy jeżdżą starą furgonetką po „tej“ części Europy, handlują używanymi ubraniami, aby przetrwać. Próbują walczyć, ale słabo im to idzie. Gdzie nie pojadą z używaną odzieżą, tam okazuje się, że chińska jest tańsza. To opowieść o starzejących się mężczyznach z „tych“ stron. Będzie tam też miłość. Do słowackiej bileterki. Romki? Nie wiadomo, nie wiadomo… To trochę dziwna dziewczyna. Zauwazyłem taką w wesołym miasteczku, które regularnie odwiedza moje strony. To będzie dosyć skomplikowana historia. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA MONITOR POLONIJNY


10–lecie polonistyki

na Uniwersytecie Mateja Bela w Bańskiej Bystrzycy

W

dniach 21-25 kwietnia polonistyka na Uniwersytecie Mateja Bela w Bańskiej Bystrzycy obchodziła 10–lecie istnienia. Pierwsi studenci rozpoczęli naukę języka polskiego na Wydziale Filologicznym w roku akademickim 2007/2008, specjalizując się w przekładzie i tłumaczeniu. Od 2007 roku studia polonistyczne prowadzone są na Wydziale Nauk Humanistycznych, a program Język i kultura polska studiuje obecnie 80 studentów na dwustopniowych studiach (licencjackich i magisterskich), także w kombinacji z innymi językami, np. angielskim, niemieckim, francuskim, hiszpańskim, słowackim, serbskim czy rosyjskim. tutu Polskiego: Jerzy Kronhold, Zbigniew Machej i Iwona Frączek, bez których tak owocna współpraca nie byłaby możliwa. Niezwykle pomocny w funkcjonowaniu polonistyki okazał się też Wydział Konsularny z byłym konsulem Wojciechem Bilińskim oraz obecną konsul Urszulą Szulczyk-Śliwińską na czele. Patronat honorowy nad polonistyką objęli były ambasador Zenon KosiniakKamysz oraz chargé d`affaires ad interim Bogdan Wrzochalski. W ramach obchodów 10-lecia polonistyki na UMB w Bańskiej Bystrzycy 21 kwietnia 2008 r. na Wydziale Nauk Humanistycznych odbył się wernisaż wystawy fotograficznej „Osobistości polskie”, którą otworzył prodziekan do spraw współpracy z zagranicą dr Vladimír Biloveský. Goście mieli okazję poznać wybitnych Polaków ze świata polityki, między innymi pierwszego demokratycznie wybranego premiera Tadeusza Mazowieckiego, reformatora polskiej gospodarki Leszka Balcerowicza, nieżyjącego już ministra pracy Jacka Kuronia czy byłego redaktora naczelnego „Gazety Wyborczej” Adama Michnika. Nie

zabrakło także filozofów – ks. Józefa Tischnera i prof. Leszka Kołakowskiego oraz laureatów Nagrody Nobla – Czesława Miłosza i Wisławy Szymborskiej. Większość stanowiły jednak fotografie artystów, wśród których znaleźli się kompozytorzy: Wojciech Kilar, Krzysztof Penderecki i Mikołaj Henryk Górecki, reżyserzy: Andrzej Wajda, Krzysztof Kieślowski oraz Krzysztof Zanussi, którego film „Barwy ochronne” można było zobaczyć tego wieczoru w Klubie Filmowym. Kolejną jubileuszowa imprezą kulturalną była wystawa plakatów polskich, przygotowana przez Instytut Polski, którą 24 kwietnia uroczyście otworzył dyrektor Zbigniew Machej. Wystawę tę można było obejrzeć w Państwowej Bibliotece Naukowej w Bańskiej Bystrzycy. Publiczność podziwiała plakaty teatralne między innymi Jana Młodożeńca do sztuk Aleksandra Fredry, Witkacego, Juliusza Słowackiego. W tym samym dniu studenci polonistyki i mieszkańcy Bańskiej Bystrzycy mogli wysłuchać koncertu Piotra Banasika, który zaprezentował utwory Fryderyka Chopina. W repertuarze ZDJĘCIA: MARTIN KUBUŠ

Wśród wykładowców wymienić trzeba między innymi: doc. Martę Pančíkovą, doc. Natalię Kiselovą oraz dr Bogumiłę Suwarę. Należy wspomnieć także lektorów: dr. Kazimierza Kaszpera, prof. Jerzego Staszewskiego, dr Gabrielę Olchową i dr Sylwię Sojdę. Obecnie kadrę polonistyki tworzą: koordynator programu studiów prof. dr hab. Józef Kąś, dr Anita Račáková, dr Gabriela Olchowa, mgr Gabriela Gombalová, mgr Martin Kubuš i lektorka – dr Sylwia Sojda. Najważniejszymi instytucjami, wspierającymi bańskobystrzycką polonistykę, są Instytut Polski w Bratysławie oraz Ambasada RP wraz z Wydziałem Konsularnym. Przedstawiciele tych placówek od lat wykazują duże zainteresowanie sprawami polonistów z Uniwersytetu Mateja Bela, wspomagają ich, odwiedzają studentów i pracowników, spotykają się z władzami uczelni. Służą nie tylko radą, ale czynnie przyczyniają się do organizacji wielu spotkań literackich, warsztatów tłumaczeniowych i wykładów. Pod tym względem szczególne zasługi wnieśli dyrektorzy bratysławskiego Insty-

znalazły się mazurki op. 50, Ballada g-moll op. 23, Scherzo b-moll op. 31 i jeden z najbardziej znanych utworów tego kompozytora Polonez As-dur op.53. Najważniejszym wydarzeniem obchodów 10–lecia polonistyki była dwudniowa międzynarodowa konferencja naukowa pt. „Nauczanie języków słowiańskich jako obcych w środowisku słowiańskim – stan obecny i perspektywy”. Jej uczestnicy zwracali uwagę na specyfikę nauczania języków pokrewnych i problemy, powstające w procesie dydaktycznym. Niejednokrotnie podkreślali niedobór pomocy dydaktycznych, w tym podręczników i programów multimedialnych. Referenci, reprezentujący najważniejsze ośrodki uniwersyteckie w Polsce, Czechach, na Ukrainie i Słowacji, podczas obrad i dyskusji mieli okazję do wymiany doświadczeń, związanych z programami i metodami nauczania. W przyszłości z pewnością zaowocuje to międzynarodowymi projektami, pogłębiającymi istniejącą już współpracę między poszczególnymi uczelniami. STUDENCI BAŃSKOBYSTRZYCKIEJ POLONISTYKI


„S

port polski i słowacki w roku olimpijskim a wyzwania w latach następnych” - pod takim hasłem w ostatni kwietniowy weekend odbyły się trzecie już warsztaty dziennikarskie „olimpijskiego wawrzynu”, zorganizowane z inicjatywy radcy ministra, obecnego chargé d’affaires ad interim Ambasady RP w Bratysławie dr. Bogdana Wrzochalskiego. Sam temat oraz zaproszeni prelegenci stanowili ciekawą i emocjonującą mieszankę. W trakcie trwania warsztatów często podkreślano, że sport to nie tylko medale i zwycięstwa, ale przede wszystkim ludzie. Pierwsze wypowiedzi udowodniły jednak, że sportu nie da się oddzielić od polityki, a wręcz przeciwnie, sport był i jest związany z polityką. Znaczenie sportu we współczesnym świecie można skwitować uwagą dyrektora Departamentu Polityki Zagranicznej Kancelarii Prezydenta RS Jána Foltína, który powiedział: „Czasami jeden sportowiec może dla swojego kraju zrobić więcej niż cały zespół, pracujący nad jakimś projektem”. Zdaniem publicysty Ľubomíra Součeka sportowe iskrzenie na boisku przypomina politykę... Cóż... Któż z nas nie słyszał o „geście Kozakiewicza”? Pamiętam, że jako dziewięcioletni „świadek tamtych czasów”, nie rozumiejąc zbyt wiele z ówczesnych realiów, widziałem podekscytowanie rodziców i sąsiadów, ich uśmiechy i radosne komentarze, związane z olimpijskim występem polskiego tyczkarza. Wszelkie próby naśladownictwa jego gestu zostały mi jednak przez rodziców zabronione. Niewątpliwa gwia-

zda spotkania – Władysław Kozakiewicz przypomniał, że swój gest wykonał w odruchu serca, w wyniku emocjonalnej reakcji na zachowanie radzieckich kibiców podczas swojego pamiętnego pojedynku tyczkarskiego z radzieckim rywalem. Gwizdy, wrogie okrzyki publiczności zaprzyjaźnionego mocarstwa nie pozostawiały wątpliwości, że nie o sportową rywalizację chodziło. Zarówno medal, jak i gest przeszły do historii. Nie tylko sportu. Uczestnicy warsztatów zgodzili się, że sport może wywrzeć pozytywny wpływ na politykę. Najbardziej znanym przykładem tego wpływu jest „dyplomacja pingpongowa”, czyli rozgrywki tenisa stołowego pomiędzy USA a Chinami, które zapoczątkowały przełom w stosunkach pomiędzy tymi krajami. Ostatnio mieliśmy do czynienia z „dyplomacją smyczkową” – występem czołowych filharmoników z USA w Korei Północnej. Wątki kultury i sportu próbował połączyć obecny na spotkaniu pisarz Marian Grześczak, zaznaczając, że również w czasach pierwotnych zmagań atletów granica pomiędzy sportem a polityką była bardzo ulotna. Kultura była jednak inna – sporto-

ZDJĘCIE: MAGDALENA LIS

sport - kultura - polityka

wiec był bohaterem i idolem, a sława była dożywotnia. Dziś sportowiec często jest produktem mediów i popkultury, o którym czasami zapomina się już po jednym sezonie. Redaktor Karol Polák ubolewał, że jeszcze nie tak dawno sportowiec był wzorem dla licznej grupy młodzieży, a sport na podwórku stanowił normę spędzania wolnego czasu, zaś Peter Osuský, prorektor Uniwersytetu Komeńskiego, wspaniałą prezentację różnych walorów filatelistycznych o tematyce sportowej przeplatał licznymi przykładami oraz uwagami, dotyczącymi polityki. Z kolei ambasador Jakub Wołąsiewicz z MSZ zauważył, że współczesnymi zagrożeniami dla sportu są nie tylko utrata ideowości i honorowej rywalizacji, ale również szowinizm kibiców, narastająca korupcja, niezdrowa licytacja, kto więcej i lepiej, oraz coraz bardziej powszechny doping i komercjalizacja sportu. Zastanawiał się też, czy przypadkiem szansę na rozwój w przyszłości nie będą miały tylko te dyscypliny, które generują zyski dla firm, a kibicom dostarczają dużej dawki emocji. Wpływ polityki na polski sport oraz inwigilację sportowców przez ówczesną SB przypomniał przedstawiciel Instytutu Pamięci Narodowej Norbert Wojtowicz, który m.in. podkreślił, że na igrzyska do Montrealu w roku 1976 pojechało z 426-osobową narodową ekipą pięciu funkcjonariuszy SB, którym pomagać miało 68 różnego rodzaju współpracowników! Władze Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej bały się, iż nasi reprezentanci mogą wy-


aria Sadowska jest jednocześnie wokalistką i autorką tekstów, a także kompozytorem, reżyserem filmowym i telewizyjnym, producentem. Ukończyła PSM II stopnia w Warszawie oraz wydział reżyserski PWSFTViT w Łodzi.

S Ł U C H A J Ą

Zadebiutowała w zespole „Tęczowy Music Box”. Miała zaledwie 15 lat, kiedy wydała pierwszą płytę, zatytułowaną „Jutro” i uczestniczyła w pierwszych warsztatach muzycznych. W latach 1996-1998 mieszkała i pracowała w Los Angeles, gdzie nagrała dwie płyty, wydane w Japonii. Były to płyty komercyjne z muzyką dance. Kiedy wróciła do kraju, podjęła studia reżyserskie. Niektóre zrealizowane przez nią teledyski zyskały nominacje do „Yachów”, a film „Skrzydła”, prezentowany na wielu festiwalach międzynarodowych, zyskał wiele nagród. Na sukces czekała długo. Dziś reżyseruje też swoje teledyski, choć, jak sama twierdzi, to bardzo trudne. „Nie ma się do siebie i do swojej muzyki właściwego dystansu i trzeba wykonywać podwójną pracę – aktora i reżysera, dlatego czasami oddaję się w ręce reżysera“. Tak było w wypadku piosenki „Kiedy nie ma miłości”. Od kilku lat trzyma się określonego

przedziału w muzyce – od jazzu poprzez pop do muzyki elektronicznej i klubowej. Dużo eksperymentuje, dzięki czemu udało się jej uniknąć zaszufladkowania. Odważyła się nawet sięgnąć po twórczość legendarnego Krzysztofa Komedy, któremu poświęciła swoją z kolei piąta płytę, bardzo filmową, „Tribune to Komeda”. Krążek zyskał status Złotej Płyty, a słychać na niej odgłosy kawiarni, ulicy – to swego rodzaju podróż w czasie i dźwiękach. Maria Sadowska jest córką znanej wokalistki jazzowej Liliany Urbańskiej i słynnego kompozytora jazzowego Krzysztofa Sadowskiego. Rodzice robili wszystko, aby córka nie została muzykiem, toteż nasza bohaterka do wszystkiego doszła sama. A przebyła długą drogę – od małej Marysi Sadowskiej do dojrzałej, w pełni świadomej wokalistki Marii Sadowskiej. I na pewno jeszcze nieraz nas zaskoczy. URSZULA SZABADOS

P O L S C E

Na swoim koncie ma 7 płyt, w tym 2 wydane w Japonii, 3 nominacje do „Yachów”, nominację do „Superjedynki” w kategorii wokalistka roku 2006. Wyreżyserowała szereg teledysków oraz kilkakrotnie nagradzany film „Skrzydła”. Swój dobry czas uwieńczyła znakomitą złotą płytą „Tribune to Komeda”.

W

CZERWIEC 2008

Maria Sadowska M

M Ł O D Z I

stąpić z prośbami o azyl, a ponadto obawiały się ich kontaktów z Polonią i cudzoziemcami oraz uprawiania przez nich praktyk religijnych, ponieważ polscy księża chcieli w wiosce olimpijskiej udostępnić Polakom namiot-kaplicę. Uczestnicy warsztatów zgodzili się również, że sport trudno oddzielić od pieniędzy, które – szczególnie dziś – często stanowią istotę zawodów i występów sportowców. Wymownie w tym kontekście zabrzmiała uwaga komentatora dwunastu igrzysk olimpijskich K. Poláka, że selekcjoner świętej dla Słowaków reprezentacji hokejowej czasami musi prosić (!) słowackie gwiazdy, zarabiające olbrzymie pieniądze w zamorskiej NHL, aby znalazły czas na grę w barwach narodowych… Być może, jak zauważono, niebawem zawodnicy będą na igrzyskach reprezentować nie kraj, ale korporację – sponsora. O znaczeniu pieniędzy w sporcie mogliśmy się przekonać, oglądając prezentację nowego supernowoczesnego Stadionu Narodowego, którego budowa rozpocznie się niebawem w Warszawie i pochłonie ponad miliard złotych. Pomimo szerokiego spektrum tematycznego w trakcie warsztatów najczęściej mówiono jednak o polityce. Wielokrotnie poruszono kwestię najważniejszego zbliżającego się wydarzenia sportowego światowej rangi – Igrzysk Olimpijskich w Pekinie. Wprawdzie dyskusję na temat jakiejkolwiek formy bojkotu olimpiady zakończyć można uwagą b. wicepremiera ČSRF Jozefa Mikloški, że: „Chiny zasłużyłyby sobie na gest Kozakiewicza”, to na co dzień o wiele bardziej istotna może być uwaga obecnego na spotkaniu wicepremiera Dušana Čaploviča: „Sport codzienny jest najlepszą obroną przed złem, chorobami, agresją (...) młodzi ludzie mogą wykorzystać czas na sport aktywny”. Zróbmy więc coś dla siebie. ANDRZEJ KALINOWSKI

17


H

istoria „Skorumpowanych” Jarosława Żamojdy zaczęła się około czterech lat temu, kiedy to zrodził się pomysł nakręcenia polskiego filmu karate pt. „Pojedynek mistrzów“. Z szeroko zakrojonych planów nic wtedy nie wyszło, ale do tematu powrócił w ubiegłym roku scenarzysta Jacek Samojłowicz, proponując zrobienia czegoś w podobnym stylu. I tak powstał film, o którym w tym numerze mowa. A co z tego wynikło? Akcja „Skorumpowanych” toczy się w małym miasteczku – Dobaniewo, do którego przybywają rosyjscy gangsterzy Sergiej (Max Ryan) i Montenegro (Oliver Gruner) w celu odzyskania przechwyconej przez policję ogromnej ilości narkotyków. Zatrzymują się w miejscowym barze, należącym do szefa świata przestępczego, zwanego Cygarem (w tej roli Jerzy Trela). Tutaj dochodzi do morderstwa syna wpływowego biznesmena Burzyńskiego (Jan Englert). Z racji tego, że policja jest bezradna lub raczej skorumpowana, śledztwo stoi w miejscu. W związku z tym Patrycja (Olga Bołądź), siostra zamordowanego chłopca, postanawia wziąć sprawy w swoje ręce i schwytać zabójców. W tym celu zatrudnia się we wspomnianym klubie. Trafia w końcu na trop morderców, ale przerażona ucieka. Zabójcy podążają jednak jej śladem i porywają ją. Z pomocą przybywa jej komisarz Maksymilian (Artur Łodyga) oraz ojciec, który szuka wsparcia u senatora Apostoła (Krzysztof Wakuliński), nie zdając sobie spra-

wy z tego, że ten ostatni również jest skorumpowany… Niby brzmi ciekawie, ale… Coś mi w tym filmie nie pasuje. Jacek Samojłowicz, producent z niemałym doświadczeniem, który ma na swym koncie współpracę przy takich filmach, jak „Psy 2“ Wadysława Pasikowskiego, „Top dog“ z Chuckiem Norrisem, „The Quest“ z udziałem Jeana Claude’a Van Damme’a, „The Foreigner“ i „Out of Reach“ ze Stevenem Seagalem tworzy skomplikowaną historię z mało efektownymi pojedynkami karate. Zbyt wiele tu wątków i chaosu. Bohaterowie pojawiają się i znikają, by za chwilę znów o sobie przypomnieć, a związek przyczynowo skutkowy nie ma tu specjalnego zastosowania. Wiele jest też w filmie sytuacji dziwnych, niejasnych. Groźni są rosyjscy gangsterzy, ale nie wiadomo, dlaczego mówią po angielsku, po rosyjsku natomiast świetnie mówi obywatel Kosowa? A dlaczego Polacy raz mówią po polsku, a innym razem po angielsku? Dlaczego superprofesjonalni bandyci dają się oszukać jak dzieci?

Nie pasuje mi również fakt, że ceniony operator i znany reżyser Jarosław Żamojda dopuszcza się licznych błędów czysto realizacyjnych. Bolączki tego filmu to dźwięk i montaż, często widać niedopracowane szczegóły (np. stolicę Wielkiej Brytanii gra dwa razy ta sama pocztówka). Niektórzy twierdzą jednak, że grono producentów często postępuje tak specjalnie, by małostkowi odbiorcy mieli satysfakcję z możliwości wytknięcia im niedociągnięć. Tylko po co? A co z odbiorcami, których to po prostu razi? Liczne błędy i niedociągnięcia rekompensuje dobre tempo w kilku sekwencjach i nieoczekiwane zwroty akcji. Ja jednak uważam, że jak na film sensacyjny było ich mimo wszystko za mało, zaś za dużo było scen zbyt długich, czyli po prostu nudnych. Niestety, gra aktorska także nie zachwyca. Debiutująca na ekranie Olga Bołądź grająca rolę porwanej dziewczyny, nie zapada szczególnie w pamięć. Na szczęście są Jan Englert i Jerzy Trela, którzy wypadają dość dobrze, wcielając się w swoje postacie, co pewnie było trudnym zadaniem, zwłaszcza że dialogi nie powalają na kolana. Interesujące są natomiast pewne niedomówienia. Odpowiedź na pytania: co tak naprawdę wydarzyło się w komisariacie w Dobaniewie i kim jest Siergiej – pozostawiono wyobraźni widza, co niektórzy uznają za wadę filmu. W sumie na wiosenny wieczór polecam raczej ambitniejsze kino, ale oczywiście decyzja należy do Państwa. Jak dobrze, że widz ma szansę wyboru. Ja staram się tylko Państwu pomóc w dokonaniu tego właściwego. ANNA PORADA, WROCŁAW

MONITOR POLONIJNY


C

iekawe dla miłośników teatru może być to, że Nitra jest jednym z niewielu miejsc w Europie, w którym w jednym roku odbywają się aż dwa festiwale teatralne – pierwszy to Międzynarodowy Festiwal Teatralny Divadelná Nitra, a drugi, o którym mowa poniżej, to Międzynarodowy Festiwal Teatrów Państw V-4. W ramach festiwalu szkół teatralnych „Stretnutie, Setkání, Spotkanie, Találkozás” Stary Teatr w Nitrze już po raz dziesiąty gościł teatry lalkowe ze Słowacji, Czech, Polski i Węgier. Spektakle profesjonalnych teatrów stanowiły zaledwie część imprez towarzyszących. Przedstawienia dla dzieci i dorosłych prezentowano od 3 do 6 maja na dwóch scenach teatru i nie tylko – udało się bowiem zrealizować przedstawienie w plenerze, na tle budynku Teatru im. A. Bagara. Veronika Gabčíková, kierownik festiwalu, powiedziała: „Filozofią festiwalu jest spotykanie się, wzajemne poznawanie, dialog i budowanie nowych kontaktów. Ten projekt opiera się na spotkaniu i szukaniu drogi przez człowieka do człowieka. Nie chodzi tutaj o to, jakim językiem człowiek mówi, ale przede wszystkim, jaki jest” („Nitrianske Echo“, 9.05.2008, s. 5-6). CZERWIEC 2008

MOMO, REŻ. BEATA PEJCZ, PWST IM. L. SOLSKIEGO W KRAKOWIE, WYDZIAŁY ZAMIEJSCOWE WE WROCŁAWIU, PREMIERA 7 GRUDNIA 2007.

Z Wrocławia do Nitry Oczywiście na festiwalu wystąpili też Polacy z przedstawieniem pt. „Momo”. Opowiada ono o tym, jak do małego miasteczka przybywa tajemnicza dziewczynka Momo, dzięki której wszyscy ludzie stają się weseli i przyjaźnie do siebie nastawieni. Niestety, w ślad za nią pojawiają się również Szarzy Panowie, namawiający ludzi do życia w szybkim tempie, takiej samej pracy i zarabiania wciąż więcej i więcej pieniędzy. Chcąc uratować ludzi, do akcji wkracza Wielki Mistrz – Twórca Czasu. To on tłumaczy Momo, że Szarzy Panowie nie są ludźmi, a tylko obłokami dymu ze spalonego ludzkiego czasu. Uwięzili oni ludzki czas w swoich cygarach. Aby pomóc ludziom, Momo otwiera magazyny Szarych Panów i uwalnia ludzki czas, który wraca do swoich właścicieli, dzięki czemu odzyskują oni radość życia. W spektaklu wystąpili zdolni studenci IV roku Wydziału Lalkarskiego

wrocławskiej filii krakowskiej PWST, których w przygotowaniach wspomagało trzech profesjonalistów - reżyser i autorka scenariusza Beata Pejcz, scenograf Jan Polewka oraz kompozytor Krzysztof Figurski (dwóch ostatnich uczelnia zatrudniła specjalnie do współpracy przy dyplomie). Przedstawienie „Momo”, będące pracą dyplomową, którego tekst powstał na podstawie powieści znanego niemieckiego pisarza Michaela Wendego, będącej lekturą uzupełniającą dla klasy V szkoły podstawowej, miało swą premierę 7 grudnia 2007 roku, a w Nitrze zostało zaprezentowane w czwarty, ostatni dzień festiwalu. Interesujące było to, że użyto w nim tylko jednej lalki. „W przedstawieniu pojawia się tylko jedna lalka w dosłownym kształcie lalki dziecięcej, ale jest przecież też wielka lalka Hory i sam Hora, wcielony w animowany dzbanuszek. „Stosujemy poza tym inne elementy, które decydują o formal-

nej przynależności spektaklu do teatru plastycznego: budowanie postaci z połączenia powiększonych rekwizytów i ekspresji ciała ludzkiego, teatr cieni, projekcje multimedialne, wspomagające dramatyczny wyraz scen” – mówiła reżyser Beata Pejcz. Nitrzańska widownia przyjęła spektakl bardzo dobrze. Na scenie wystąpili: Anna Narloch jako Momo, Michalina Brudnowska – Szary Pan, Martyna Rozwadowska – kucharka Sabina Garnuszek, Aleksandra Ząb – praczka Rozalia Mydełko, Piotr Charczuk (pełniący też funkcję asystenta reżysera przedstawienia) – krawiec Alojzy Supełek, Grzegorz Mahoń – dozorca Antoni, Dawid Miązek – stolarz Hilary Gwoździk, Paweł Siwak – Szary Pan oraz Ernest Nita – Mistrz Hora. . Historia Momo, będąca przestrogą przed światem, w którym rządzi pieniądz, wzbudziła wśród publiczności wiele refleksji. ALICJA KORCZYK-CHOVANEC 19


Z historii ochrony przyrody w Polsce TO WARTO WIEDZIEĆ

W

maju obiegła świat informacja Międzynarodowej Unii Ochrony Przyrody i Jej Zasobów, że nasza planeta od 1970 roku stała się uboższa o jedną czwartą przedstawicieli fauny, że w ostatnich 35 latach z powierzchni naszej planety zniknęło aż 27 procent gatunków zwierząt. Liczby te alarmują i nikogo nie mogą pozostawiać obojętnym na sprawy ochrony przyrody, ochrony środowiska.

Zorganizowaną ochronę przyrody w skali światowej datuje się na XX wiek, kiedy to w wielu państwach, w tym także w Polsce, tworzono odpowiednie podstawy prawne i powoływano placówki naukowe. W 1928 roku powstało Międzynarodowe Biuro Ochrony Przyrody, którego działalność w 1948 roku przejęła Międzynarodowa Unia Ochrony Przyrody i Jej Zasobów. Polska należy do tych krajów, w których najwcześniej zajęto się ochroną przyrody, np. już w XIX wieku ukazał się tu pierwszy na świecie akt prawny, chroniący wybrane zwierzęta, a w 1886 roku powstał pierwszy na ziemiach polskich rezerwat przyrody Pamiątka Pieniacka starodrzew bukowy koło Złoczowa. Warto więc wiedzieć, jak to z ochroną przyrody w naszej ojczyźnie bywało, poznać nazwiska osób zasłużonych dla zachowania wielu naszych obszarów naturalnych. Pierwsze przejawy ochrony przyrody na ziemiach polskich sięgają zamierzchłych czasów; to już król Bolesław Chrobry wydał prawa, chroniące bobry, w XII wieku Bolesław Kędzierzawy znacznie ograniczył prawo polowań na tury. Prawa wareckie, wydane przez Władysława Jagiełłę w 1423 roku, ograniczały polowania na dzikie konie, żubry, tury, łosie. Prawną ochroną objęły także cis pospolity, który stał się pierwszym chronionym gatunkiem roślin20

nym w Rzeczypospolitej. Król Zygmunt I Stary w wydanych w 1529 roku statutach litewskich rozszerzył ochronę bobrów oraz objął nią sokoły i łabędzie. To właśnie on zabronił polowań w Puszczy Białowieskiej. I chociaż te królewskie przykłady ochrony przyrody były podyktowane przede wszystkim przywilejami panujących, to jednak świadczą także o tym, że nasi władcy byli świadomi tego, iż zwierzęta i rośliny (cis) rzadko występujące lub mające duże znaczenie gospodarcze należy chronić przed niekontrolowaną działalnością człowieka. Do ochrony polskiej przyrody przyczynił się także działający w czasach stanisławowskich Stanisław Staszic. Wiek XIX, okres tzw. rewolucji przemysłowej, był też czasem kształtowania się nowoczesnej idei ochrony przyrody w Europie. W połowie tego wieku uświadomiono sobie, że korzystny dla człowieka rozwój przemysłu oraz transportu niesie za sobą zagrożenia dla przyrody. Europejskie idee ochrony przyrody z trudem trafiały na znajdujące się pod zaborami ziemie polskie. Najwcześniej dotarły do zaboru austriackiego, w którym Polacy cieszyli się największymi swobodami narodowymi. Już 19 lipca 1869 roku Sejm Krajowy we Lwowie wydał ustawę, dotyczącą zakazu łapania, tępienia i sprzedawania zwierząt alpejskich, występujących w Tatrach, tj. dzikich kóz (kozic) i świstaków. W tym czasie wprowadzono też ochronę limby. Ochrona przyrody stała się przedmiotem zainteresowań naukowców, przede wszystkim związanych z Uniwersytetem Lwowskim. Tu odnotować trzeba m.in. pionierską działalność wybitnego polskiego botanika prof. Marcina Raciborskiego, z którego inicjatywy rozpoczęto na ziemiach polskich badania z zakresu zabyt-

koznawstwa przyrody i rejestracji zabytków przyrody. Człowiekiem równie zasłużonym dla polskiej przyrody był prawnik, polonista, a z zamiłowania przyrodnik Jan Gwalbert Pawlikowski, autor rozprawy Kultura i natura i dzieła Skarby przyrody. Pierwszą polską organizacją społeczną, która w swym statucie za jeden z celów obrała ochronę przyrody, było powstałe z inicjatywy Feliksa Pławickiego w 1873 roku w Nowym Targu Galicyjskie Towarzystwo Tatrzańskie, które w 1874 roku przyjęło nazwę Towarzystwa Tatrzańskiego, a za swą siedzibę obrało Kraków. Zmiana nazwy miała na celu nadanie organizacji charakteru ogólnopolskiego i umożliwienie zrzeszania się w nim członków ze wszystkich zaborów. I chociaż głównym celem Towarzystwa Tatrzańskiego było uprzystępnienie gór turystom poprzez budowę szlaków turystycznych, schronisk, przygotowanie przewodników górskich i popularyzacja gór, równie ważna była jego działalność w zakresie ochrony przyrody żywej i nieożywionej, a później wieloletnia walka o utworzenie parków narodowych. Od 1912 roku Towarzystwo Tatrzańskie posiadało specjalną Sekcję Ochrony Tatr. Ta najstarsza polska organizacja turystyczna wbrew swej nazwie obejmowała działaniem nie tylko Tatry, ale także znaczną część Karpat Zachodnich i Wschodnich. Z powstaniem i początkami działalności Towarzystwa Tatrzańskiego wiążą się nazwiska zasłużonych dla gór osób, takich jak dr Tytus Chałubiński, ks. Józef Stolarczyk, Ludwik Eichborn, Józef Szalay, dr Bolesław Limanowski czy adwokat Stanisław Besiadecki. Drugą organizacją społeczną, o której trzeba wspomnieć, mówiąc o początkach ochrony przyrody w Polsce, jest Polskie Towarzystwo Krajoznawcze, powstałe w 1906 roku w zaborze rosyjskim. Jego inicjatorami i założycielami byli m.in. pracownik kolei warszawsko-wiedeńskiej Aleksander Janowski, dziennikarz Karol Hofman, peMONITOR POLONIJNY


dagog i przyrodnik Kazimierz Kulwieć, naukowiec, etnograf Zygmunt Gloger, nauczyciel, przyrodnik Kazimierz Czerwiński. Naczelna dewiza Towarzystwa głosiła: Przez poznanie kraju do jego umiłowania, przez umiłowanie do czynów ofiarnych. W zatwierdzonej przez władze carskie Ustawie Polskiego Towarzystwa Krajoznawczego, będącej równocześnie jego statutem, obok takich celów, jak zbieranie i szerzenie wiadomości krajoznawczych, gromadzenie zbiorów naukowych czy organizowanie wystaw i wycieczek, znalazła swe miejsce opieka nad pomnikami historii i przyrody. Pierwsza wojna światowa na krótko przerwała działalność zarówno Towarzystwa Tatrzańskiego, które po odzyskaniu niepodległości zmieniło swą nazwę na Polskie Towarzystwo Tatrzańskie, jak i Polskiego Towarzystwa Krajoznawczego. To ostatnie po scaleniu ziem polskich objęło swą działalnością cały kraj. Wspominając o ochronie przyrody w czasie, gdy Polska była pod zaborami, nie można pominąć zasług Józefa Paczoskiego. Ten botanik, profesor Uniwersytetu Poznańskiego, był twórcą socjologii roślin. W 1896 roku wydał pionierską pracę z tej dziedziny, zatytułowaną Życie gromadne roślin. Prowadził liczne badania lasów, które później stały się podstawą właściwej gospodarki leśnej. W swych licznych pracach zwracał uwagę na rolę czynników gospodarczo-społecznych w ochronie przyrody. Odzyskanie przez Polskę niepodległości po zakończeniu I wojny światowej otworzyło nowy rozdział w ochronie polskiej przyrody. Już w 1919 roku rząd Ignacego Paderewskiego powołał Państwową Tymczasową Komisję Ochrony Przyrody przy Ministerstwie Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego, później przekształconą w Państwową Radę Ochrony Przyrody. Inicjatorem powstania tej pierwszej polskiej instytucji państwowej, będącej ciałem doradczym ministra Ksawerego Praussa w sprawach ochrony przyrody, był prof. Władysław Szafer, wybitny polski botanik i świetny organizator. On też przez długie lata pełnił funkcję Delegata Ministra do CZERWIEC 2008

Spraw Ochrony Przyrody, odpowiadającą dzisiejszej funkcji Głównego Konserwatora Przyrody. Ministrowi i jego pełnomocnikowi udało skupić się wokół opracowania i realizacji planowej działalności na rzecz ochrony przyrody najsilniejsze ośrodki naukowe. W miastach uniwersyteckich Poznaniu, Warszawie, Wilnie, Lwowie i Krakowie powstały regionalne Komitety Ochrony Przyrody, których pracą kierowali tacy wybitni naukowcy, jak Mieczysław Limanowski, Bolesław Hryniewiecki, Adam Wodziczko, Józef Paczoski, Stanisław Małkowski. Z Państwową Radą Ochrony Przyrody ściśle współpracowali m.in. prof. Stanisław Małkowski organizator Muzeum Ziemi, Jan Sztolcman inicjator międzynarodowej akcji na rzecz ochrony żubra, wspominany już Jan Gwalbert Pawlikowski, prof. Stanisław Sokołowski twórca rezerwatów leśnych, prof. Walery Goetel twórca sozologii i współtwórca parków narodowych, czy prof. Michał Siedlecki współtwórca podstaw międzynarodowej ochrony przyrody. W 1928 roku z inicjatywy Państwowej Rady Ochrony Przyrody założono Ligę Ochrony Przyrody organizację masową, której celem było krzewienie idei ochrony przyrody w szerokich kręgach społecznych. W 1939 roku Liga liczyła 40 tys. członków. W 1934 roku Sejm RP uchwalił przygotowaną przez Radę Ustawę o ochronie Przyrody. Była to ustawa na ówczesne czasy nowoczesna, uwzględniająca nie tylko aktualny stan wiedzy, ale gwarantująca rozwój ochrony przyrody w przyszłości. W kompetencjach Rady było, obok działań legislacyjnych, opiniowanie z punktu widzenia ochrony przyrody projektów ustaw gospodarczych, np. prawa górniczego, prawa budowlanego, zagospodarowania lasów czy prawa łowieckiego. Dzięki działalności Państwowej Rady Ochrony Przyrody, przyrodniczych ośrodków naukowych i inicjatywom społecznym w dwudziestoleciu międzywojennym za-

początkowano restytucyjną hodowlę żubrów (1929 r.) i koników typu tarpana leśnego (1936 r.). Już wówczas dzięki prof. W. Kulmatyckiemu zwrócono uwagą na problem ochrony wód przed zanieczyszczeniem. Zajęto się także (tu prekursorem był prof. Wodziczko) zapobieganiem niekorzystnym wpływom gospodarki człowieka na przyrodę i ochronę krajobrazu. Objęto ochroną szereg gatunków roślin i zwierząt. Dużą wagę przywiązywano do tworzenia pomników przyrody, rezerwatów i parków narodowych. Do największych osiągnięć Rady do chwili wybuchu II wojny światowej, prócz działalności organizacyjnej i legislacyjnej, należy utworzenie sześciu parków narodowych: Białowieskiego, Wielkopolskiego, Babiogórskiego, Pienińskiego, Jaworzyńskiego i Czarnohorskiego. Do 1939 roku utworzono też 180 rezerwatów przyrody, przeważnie leśnych. Ochroną objęto ponad 4500 pomników przyrody, takich jak stare drzewa, aleje, zabytkowe parki, głazy narzutowe, źródła czy wodospady.

Wojna przerwała zaawansowane prace nad utworzeniem dwu dalszych parków narodowych Polesia i Matecznika Wschodniokarpackiego oraz nad przygotowywanymi dwoma setkami rezerwatów. Śmiało możemy powiedzieć, że to właśnie w dwudziestoleciu międzywojennym kształtowała się świadomość Polaków w zakresie znaczenia ochrony przyrody dla życia człowieka, a niemały wpływ miały na nią licznie ukazujące się w tym czasie publikacje, od naukowych i popularnonaukowych zaczynając, na propagandowych kończąc. DANUTA MEYZA-MARUŠIAK 21


Do urlopowej torby Od

wymarzonego letniego wypoczynku dzielą nas albo dni, albo tygodnie, czas więc pomyśleć o książce, którą warto zabrać ze sobą na urlop. Zabrać niezależnie od tego, czy mamy nawyk czytania, czy tylko po to, by skrócić i umilić sobie deszczowy dzień, bo i taki może się nam przytrafić tego lata. Oto kilka urlopowych propozycji.

OKIENKO JĘZYKOWE

Entuzjastom pisarstwa Jerzego Pilcha polecam najnowszą jego książkę, noszącą tytuł Marsz Polonia (Wydawnictwo „Świat Książki”, Warszawa 2008). Marsz Polonia to powieść z kluczem, a takie budzą zawsze większe zainteresowanie czytelników. Jej bohater w dniu swych pięćdziesiątych drugich urodzin wyrusza w miasto na podryw. Poszukując kobiety – urodzinowego prezentu, znajdzie się

J

w autokarze, wiozącym gości na wielką balangę u prominenta, na której opozycjoniści spotykają się z aparatczykami, ludzie władzy bratają się z biznesem, pryncypia mieszają się z cynizmem. Atmosfera przypomina tę pamiętaną z Wesela Wyspiańskiego, czyli w każdej chwili coś może się stać. I, jak to u Pilcha bywa, dużo w tej powieści ironii, a także karykaturalny obraz „prawdziwych” Polaków.

eszcze tak niedawno publiczne nazwanie któregoś z polityków „kłamcą” byłoby nieprawdopodobne lub skończyłoby się w sądzie. Owszem można było usłyszeć, że „Pan X mija się z prawdą”, Ale że „kłamie”? Nigdy! No, może prawie nigdy. Czasy się zmieniły. Współcześni politycy, prześcigają się we wzajemnym obrzucaniu się obelgami, aby swych przeciwników zdyskredytować w oczach społeczeństwa. O „warchołach”, „nieukach”, „nierobach”, „chamach” czy „wykształciuchach” słyszeliśmy zapewne wszyscy. Każdy z nas mógłby wymienić także i inne, często gorsze, inwektywy, usłyszane na politycznych salonach. Nawet nazwanie kogoś „bratem” lub „bliźniakiem” niekiedy też okazuje się zniewagą. Krótko mówiąc – wstyd! Ale dla niektórych to zbyt słabe określenie, więc w takich sytuacjach używają oni mocniejszego – „hańba”, a nawet „hańba absolutna”! Na marginesie dodam, że jedna z partii politycznych, zasiadających w Sejmie, zleciła Centrum Informacyjnemu Rządu przygotowanie raportu na temat niepochlebnych wobec niej wypowiedzi polityków innej partii. Ciekawe, w jakim celu.

22

BLIŻEJ POLSKIEJ KSIĄŻKI

Miłośników powieści kryminalnych w pełni usatysfakcjonuje kolejna po Przylądku pozerów powieść Jarosława Klejnockiego, nosząca tytuł Południk 21. Jej bohater komisarz Ireneusz Nawrocki, specjalista od zbrodni nietypowych, musi rozwikłać zagadkę morderstwa warszawskiego architekta. Śledztwo nie jest ani łatwe, ani proste. Ślady prowadzą zarówno do rodzimej mafii, jak i służb specjalnych, ale źródła zbrodni trzeba szukać w odległej historii powstania styczniowego i działającej w tym czasie tajnej organizacji Sztyletników. Komisarz Nawrocki i jego asystent nie tylko znajdą mordercę, odkryją przyczyny zabójstwa, ale odpowiedzą także na py-

Knajactwo i tromtadractwo Okazuje się, że większość obelg, które jeszcze do niedawna wystarczały, by kogoś obrazić czy znieważyć, straciła swoją moc. Spowszedniała. A, jak wiadomo, siła zniewagi tkwi w rzadkim, okazjonalnym jej użyciu. Im rzadziej używana, tym mocniejsza. Przecież i często pojawiający się w naszym języku pewien wyraz na „k”, uważany powszechnie za ciężki wulgaryzm, w związku z częstym użyciem też spowszedniał i już aż tak nie szokuje, jak kiedyś. W związku z powyższym potrzebne stały się nowe wyrazy, stanowiące obelgi. Ale

skąd je brać? Przypominam sobie, jak pewien pan, będąc w stanie silnego wzburzenia, rzucił swemu przeciwnikowi: „Ty chamie w piżamie!”. Że nazwał go „chamem” – to adekwatne do sytuacji. Ale dlaczego „w piżamie”? Bo się rymuje i czyni owo wyzwisko niepowtarzalnym. Nasi politycy w poszukiwaniu nowych określeń znieważających sięgają do starych zasobów polszczyzny, niekiedy kolokwialnej, slangowej. Modne ostatnio określenia to „knajactwo” i „tromtadracja”. Tego pierwszego z początku używał jeden MONITOR POLONIJNY


tanie, co mają wspólnego historyczni Sztyletnici z współczesną mafią i służbami specjalnymi. Południk 21 to świetnie napisana współczesna powieść sensacyjna, od której trudno się oderwać. Można sobie tylko życzyć, by jej autor Jarosław Klejnocki, pisarz, poeta, eseista, pracownik naukowy Uniwersytetu Warszawskiego, szybko powierzył komisarzowi Nawrockiemu kolejne rozwiązanie tajemnicy zbrodni nietypowej. I jeszcze jeden polski kryminał wart polecenia. Znany nam Marek Krajewski wspólnie z Mariuszem Czubajem, antropologiem kultury, publicystą „Polityki”, obdarzyli nas Aleją samobójców. W 2006 roku w apartamencie luksusowego

domu seniora „Eden” pod Gdańskiem zamordowano i oskalpowano pensjonariusza. Tej samej nocy znika bez śladu inny pensjonariusz „Edenu” – emerytowany profesor, znawca chirurgii rytualnej. Rozpoczyna się żmudne śledztwo, prowadzone przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Równocześnie swe własne śledztwo prowadzi nadkomisarz Jarosław Pater, miłośnik jazzu, znawca piłki nożnej, a jednocześnie wrażliwy obserwator współczesnego społeczeństwa. Kto rozwiąże tajemnicę zbrodni? Trzeba książkę przeczytać do końca.

z polityką w tle z czołowych polityków z pierwszych stron gazet, zaś drugie pojawiało się z reguły w ustach jego przeciwników. Obecnie zarówno jedna strona, jak i druga używa obu – w zależności od potrzeb. „Knajactwo”, „knajacki”, „knajak” – wszystkie te wyrazy związane są z ‘zachowaniem charakterystycznym dla ludzi z marginesu społecznego, cwaniactwem’ i właśnie z dawnego języka marginesu społecznego się wywodzą. Zatem jeśli ktoś używa określenia „knajacki premierszczyna” (to tytuł jednego z artykułów, zamieszczonych CZERWIEC 2008

w Internecie), to jego jedynym celem jest prawdopodobnie zniewaga premiera. Zapytacie Państwo, którego. Aktualnego? Poprzedniego? A może jeszcze jakiegoś innego? Odpowiedź na te pytania, zachowam dla siebie. Problem polega bowiem na tym, że Polacy mają zwyczaj zwracania się do osób, poprzez używanie nazw pełnionych (często w dalekiej przeszłości) przez nich najważniejszych funkcji i tak się do nich zwracając, np. Lech Wałęsa funkcję prezydenta pełnił dość dawno temu, ale nadal tak się o nim mówi i tak się do niego zwraca.

Deszczowy dzień spędzić możemy, czytając książkę aktorki z zawodu, filozofa z wykształcenia Anny Powierzy Jak zostać sławną (Wydawnictwo Otwarte, Kraków 2008). Bohaterka, która straciła pracę w prowincjonalnym radiu, szuka szczęścia w Warszawie. Dostaje rolę w serialu telewizyjnym i z dnia na dzień staje się gwiazdą z wszystkim co do gwiazdorstwa należy. Nieco naiwna wchodzi w świat show-biznesu i ta jej naiwność jest przyczyną wielu zabawnych sytuacji. Joanna Chmielewska o książce Powierzy napisała: „A cóż za urocza książka! Czytając, bawiłam się świetnie i kategorycznie żądam więcej takich!!!”. A takiej rekomendacji oprzeć się trudno. DANUTA MEYZA-MARUŠIAK

Chcąc ośmieszyć projekty pewnej partii i organizowane przez nią przedsięwzięcia, poczęto określać je jako „tromtadrackie”. Określenie to, podobnie jak „knajactwo”, zrobiło ostatnio ogromną karierę i obecnie jest używane przez przedstawicieli i z prawa, i z lewa, i ze środka. „Tromtadractwo” to ironiczne i zakurzone określenie ‘krzykliwego, efekciarskiego, demonstracyjnego głoszenia, przedstawiania jakichś poglądów, zwłaszcza politycznych’. Ale chyba zbyt dużo tego knajactwa i tromtadractwa w naszej polityce. Niektórzy wręcz twierdzą, że są one nieodłączną jej częścią. Przenikają też do naszego życia nie-

politycznego, co nie bardzo mi się podoba. Samo użycie tych określeń przestaje jednak szokować, bo zbyt często są powtarzane, i, tak sobie myślę, że kiedy już zupełnie spowszednieją – oczywiście powyższe określenia, nie zachowania (!) – to politycy wymyślą nowe, aby się wzajemnie ośmieszać i obrażać. Ale na razie o tym nie myślmy. W związku ze zbliżającym się sezonem urlopowym pomyślmy raczej o tym, jak miło i przyjemnie spędzić czas wolny. Ja ze swej strony życzę Państwu, aby płynął on leniwie, bez żadnego knajactwa i tromtadractwa. MARIA MAGDALENA NOWAKOWSKA 23


Z miłości do… bryndzy G

dy zamieszkałam na Słowacji, jedną z pierwszych rzeczy, które zrobiłam, było rozejrzenie się po sklepach w poszukiwaniu kulinarnych nowości. Trafiłam wówczas na wyroby mleczarskie z Liptowskiego Mikulasza – i pomyślałam, że życie w tym kraju nie będzie takie złe. Później pojechałam na miejskie targowisko, a tam w budce z nabiałem – cuda z Liptowa. Gdy więc nadarzyła się okazja, nie było sposobu, by odwieść mnie od podróży do kolebki moich kulinarnych fascynacji. Dziś więc o ciekawostkach i smaczkach kotliny, przedzielonej Wagiem, obramowanej, niczym koroną na serze, pasmem wysokich gór, czyli o Liptowie. W centrum tej krainy leży Liptowski Mikulasz i to właśnie od tego urokliwego miasteczka proponuję rozpocząć naszą wycieczkę. Każdy Polak wie, kim był Janosik, ale prawie nikt już nie pamięta, że to właśnie w Liptowskim Mikulaszu w 1713 roku ten słynny zbójnik został osądzony i stracony. W Rynku, pod numerem 31, stoi

okazały renesansowo-barokowy dwór. Z tablicy na jego murze możemy się dowiedzieć, że to właśnie tam sądzono Janosika. W tym samym budynku mieści się muzeum Janka Krala, najwybitniejszego poety romantycznego Słowacji, pochodzącego właśnie z Liptowskiego Mikulasza. Miasteczko to bowiem zasłużyło się w historii Słowacji propagowaniem i kultywowaniem ruchu narodowego.

24

Wystarczy wspomnieć chociaż o tym, że właśnie tam powstała pierwsza słowacka biblioteka (1829 r.) i pierwszy słowacki teatr amatorski (1830 r.). Na wschód od Rynku wznosi się kościół ewangelicki, a w budynku dawnej jego plebanii w roku 1848 pastor Michał Hodża napisał tekst Memorandum Narodu Słowackiego – pierwszego programu politycznego Słowaków. Co jeszcze niezwykłego można zobaczyć w stolicy Liptowa? Ano jedyne na Słowacji Muzeum Speleologiczne, gromadzące w swych murach piękno i niezwykłości podziemnego świata jaskiń. Z Liptowskiego Mikulasza blisko do Świętego Krzyża, w którym znajduje się największy w Europie drewniany kościół. Zbudowany w 1774 roku bez użycia gwoździ ma imponującą powierzchnię 658 metrów kwadratowych i może pomieścić nawet sześć tysięcy wiernych! A na południe od stolicy Liptowa rozciąga się najbardziej popularna górska kotlina Słowacji – Dolina Demianowska. U jej wlotu znajduje się piękna Jaskinia Demianowska, o której pisano już w roku 1299! Miejsce to jest naprawdę niezwykłe, obfituje w przepiękne formy – sople, słupy, wodospady, stalaktyty. Uroku i niesamowitości jaskini dodaje też fakt, iż w jej wnętrzu odkryto wiele kości prehistorycznych zwierząt, które

początkowo brano za szczątki smoków! Nieco w głębi doliny znajduje się inna jaskinia, zwana Jaskinią Wolności, równie malownicza i na dodatek wielopoziomowa, co niestety wiąże się z pokonywaniem mnóstwa schodów. W części północnej Liptowa leży wieś Pribylina, a w niej skansen pełen najpiękniejszych zabytków architektury regionu, które koniecznie trzeba zobaczyć. Turysta czuje się tam jakby żywcem przeniesiony w czasie do dawnej wsi, gdzie dominują bielone chałupy, stare kościółki, zwierzęta gospodarskie i koniki huculskie. To nie tylko raj dla dzieci, ale i prawdziwa wycieczka do krainy ciszy i spokoju.

Wielu ludziom liptowska ziemia kojarzy się z aktywnym wypoczynkiem – sportami wodnymi, narciarstwem. I nic dziwnego, bo przecież tuż pod Liptowskim Mikulaszem rozciąga się Aquapark „Tatralandia” z dziewięcioma basenami, wyposażony też w korty, boiska i tzw. „strefę adrenaliny”, czyli miejsce uprawiania sportów ekstremalnych. Na dzieci czeka „Babyland”. Ziemia liptowska to naprawdę niezwykły region. Wypoczynek i oderwanie się od codzienności są tu gwarantowane, a i dobrej kuchni nie zabraknie, choćby to miały być korbacziki, jedzone podczas spacerku po lesie. AGATA BEDNARCZYK

MONITOR POLONIJNY


Veronice i Michałowi Zwiewkom gratulujemy z okazji przyjścia na świat ich pierwszego dziecka. Timotei urodził się 4 maja. Gratulacje składamy też szczęśliwym dziadkom – Gabi i Ryszardowi Zwiewkom! Przyjaciele z Klubu Polskiego

Ewie i Robertowi Sipos składamy gratulacje z okazji narodzin ich synka. Alex przyszedł na świat 8 maja. Przyjaciele z Klubu Polskiego Szkolny Punkt Konsultacyjny przy Ambasadzie RP w Bratysławie ogłasza nabór na rok szkolny 2008/2009. Zajęcia z języka polskiego, historii, geografii i WOS-u prowadzone są w systemie uzupełniającym (raz w tygodniu) lub korespondencyjnym (raz w miesiącu) w zakresie szkoły podstawowej, gimnazjum i liceum ogólnokształcącego. Uczniowie otrzymują świadectwa sygnowane przez MEN, więc po powrocie do kraju mogą kontynuować naukę w szkołach polskich. Nasza szkoła zapewnia wykwalifikowaną kadrę (wyższe studia magisterskie ukończone w Polsce), kultywowanie polskich obyczajów, „małe” klasy i życzliwą atmosferę. Wśród naszych uczniów znajdują się laureaci i finaliści Olimpiady Literatury i Języka Polskiego, konkursów literackich itp. Istnieje możliwość przygotowania do polskiej matury. Wszystkich zainteresowanych proszę o kontakt e-mailowy: monikact@poczta.fm lub telefoniczny: +4369911962261. Można też przesłać SMS, a ja oddzwonię. Monika Sadkowska – kierownik SPK w Bratysławie CZERWIEC 2008

WYBÓR Z PROGRAMU INSTYTUTU POLSKIEGO ➨ ŚWIATŁO ZE WSCHODU Do 6.06. Bratysława, Instytut Polski, Nám. SNP 27 Wystawa fotografii ➨ ŚWIADKOWIE ALBO NASZA MAŁA STABILIZACJA•1.06. oraz 15-16.06. o godz. 20.00 Bratysława, Klub A4, Nám. SNP 12•Druga premiera spektaklu teatralnego Tadeusza Różewicza w wykonaniu studentów aktorstwa VŠMU w reżyserii Joanny Biel. ➨ POŁAMANY LUDZIK 2. 06. o godz. 21.00 Bratysława, Teatr Międzynarodowy „Meteorit”, Čulenova 3 Spektakl teatralny studentów Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej im. Ludwika Solskiego ➨ DZIEJE CERKWI PRAWOSŁAWNEJ W POLSCE I NA SŁOWACJI 5.06. o godz. 17.00 Bratysława, Instytut Polski, Nám. SNP 27 Dyskusja na temat dziejów prawosławia w Polsce i na Słowacji ➨ WILSONIC FESTIWAL 2008 6-7.06. Bratysława, Tyršovo nábrežie W ramach festiwalu „Wilsonic” zagrają Piotr Bejnar i Novika ➨ KAMIENIE W KIESZENIACH 7.06. o godz. 19.30 Lewocza, Teatr Miejski DNI MORZA ➨ NAD POLSKIM BAŁTYKIEM 10.06. Bratysława, Instytut Polski, Nám. SNP 27 • Wystawa plakatów ➨ GDZIE UCZĄ SIĘ MARYNARZE 10.06. o godz. 10.30 Bratysława, Instytut Polski, Nám. SNP 27 Prezentacja szkół morskich ➨ DLACZEGO POLSKA JEST PAŃSTWEM MORSKIM • 10.06. o godz. 15.00 Bratysława, Instytut Polski, Nám. SNP 27 • Konferencja prasowa ➨ KONCERT PIOSENKI SZANTOWEJ 10.06. o godz. 17.00 Bratysława, Nám. SNP • Koncert zespołu „Gdańska Formacja Szantowa”

KLUB FILMU POLSKIEGO ➨ KONOPIELKA • 11.06. o godz. 16.30 Bratysława, Instytut Polski, Nám. SNP 27 Projekcja filmu (reż. Witold Leszczyński, PL) ➨ VISEGRAD BAROQUE ORCHESTRA 12.06. o godz. 19.00 Bratysława, Zrkadlová sieň Primaciálneho paláca Program: Joseph Haydn: symfonia op. 44 „Żałobna“, Josef Antonín Štěpán: koncert B-dur na fortepian i orkiestrę, Jan Václav Stamic: koncert na klarnet i koncert F dur ➨ ONI•23.06. o godz. 20.00 Bratysława, Nová scéna•Spektakl teatralny Oni Stanisława Witkiewicza w wykonaniu studentów Akademii Teatralnej im. A. Zelwerowicza ➨ TEATR Z WALIZKI•20.06. o godz. 11.00 Żylina, Park SNP•Spektakl teatralny dla dzieci w wykonaniu opolskiego Teatru Jednego Wiersza ➨ SZCZĘŚCIA, SZCZĘŚCIA DLA WSZYSTKICH 20.06. o godz. 20.30 Żylina, Stanica ŽilinaZáriečie•Teatr Jednego Wiersza w ramach festiwalu Žilinská svätojánska noc. ➨ LIFEFEST DOLNÝ KUBÍN 20-21.06. Dolný Kubín•Występy polskich wykonawców Magdy Anioł i „The Lear” ➨ CZŁOWIEK PRACUJĄCY / MEN IN WORK Do 22.06. Liptowski Mikulasz, Dom Fotografii ➨ FOTOGRAFIA DOKUMENTALNA 22.06. Liptowski Mikulasz, Dom Fotografii Seminarium fotografii dokumentalnej z udziałem polskiego lektora ➨ MANIFESTACJA ŚWIECZKOWA Z 1988 R. 26.06. o godz. 17.00 Bratysława, Instytut Polski, Nám. SNP 27 Film i dyskusja na temat manifestacji świeczkowej z 1988 r. ➨ BAABA 27-28.06. Nové Mesto nad Váhom, Zelená voda•Występ zespołu na festiwalu „Topfest“

25


Poľsko – príliš veľký sused? M

álokedy si uvedomujeme reálnu situáciu Poľska: je to náš zďaleka najväčší sused (vnútri Európskej únie; Ukrajina patrí do inej kategórie vzťahov). Máme s ním najdlhšie spoločné hranice (597 kilometrov).

Hovoríme jazykmi, ktoré sú si blízke: pri troche usilovnosti sa rýchlo naučíme navzájom si rozumieť (ale koľkí Slováci to robia? A koľkí Poliaci?). Existuje dokonca jazyková zvláštnosť: goralské nárečie, o ktorom sa jazykovedci nevedia dohodnúť, či je poľské, alebo slovenské. Delíme sa o Vysoké Tatry, sčasti o Spiš a Oravu. A predsa: väčšina ľudí na Slovensku vie oveľa viac o našich ostatných susedoch, naše noviny viac informujú o iných, Poľsko ostáva, žiaľ, takmer na okraji nášho záujmu. Nezaslúžene. Poliakov je takmer sedemkrát viac než Slovákov (38,6 milióna, najviac zo všetkých 12 nových členských štátov Európskej únie). Územie Poľska je približne šesťkrát väčšie než Slovenska, takmer o polovicu väčšie, než majú všetci traja jeho visegrádski partneri dokopy. To dáva Poľsku, samozrejme, aj mimoriadne postavenie. Nie však mimoriadne výhody. Pretože mnohokrát v histórii bolo pre Poliakov osudné susedstvo dvoch oveľa väčších: na západe Nemecko (Prusko), na východe Rusko (Sovietsky zväz). Nielen ich konflikty sa valili cez poľské územie, drvili ho záujmy ich a viacerých iných v stredoeurópskom priestore. Takže na historickej mape Európy sa Poľsko posúvalo raz na východ, inokedy na západ, raz bolo veľké, inokedy malé, viackrát z mapy zmizlo úplne. Také „dejiny mapy“ nemá nijaký iný štát v Európe. Napriek tomu, že aj inde sa mnohé územia neustále spájali a rozdeľovali. Moja prvá osobná novinárska skúsenosť s Poľskom siaha do roku 26

POLSKA Oczami słowackich dziennikarzy

JURAJ ALNER PUBLICISTA BÝVALÝ GENERÁLNY TAJOMNÍK ASOCIÁCIE EURÓPSKYCH NOVINÁROV 1966. Ako redaktor denníka Ľud som bol akreditovaný na oslavy „milénia poľského štátu“, naša partnerská redakcia bola v Katoviciach. Až tam som sa dozvedel, že „oficiálne štátne“ oslavy budú práve v Katoviciach, hoci ja som mal záujem o iné oslavy – v Częstochowej. Oznámili mi, že tam sa nedostanem („autobus nepôjde“, „autom sa cez preplnené cesty nedá“ a mnoho iných argumentov). Vyvrcholením bolo, že sa do mojej hotelovej izby nasťahovali dvaja tajní z SB (Służba Bezpieczeństwa). A nepomohlo mi ani, že sa opili. Reportáž som teda písal o Katoviciach... Čo je pointa tohto príbehu? Poliaci radi hovoria, že sú mostom medzi východom a západom.

V druhej polovici 20. storočia sa to prejavilo tak, že „východný“ bol režim, západné bolo kresťanstvo. Čo bolo intenzívnejšie, čo malo pevnejšie korene, je všeobecne známe. Prejavilo sa to dokonca aj na pápežskom stolci… A v spomínanom roku 1966 režim jednoducho chcel ukradnúť cirkvi kus jej tradície: v roku 966 nevznikol štát (nebolo to teda milénium štátnosti), ale knieža Mieszko prijal kresťanstvo a následne aj celá krajina. Pikantné na tejto historke je pozadie: kresťanstvo sa sem dostalo najmä pre Mieszkov sobáš – rok predtým – s dcérou českého kniežaťa Boleslava I. (podozrievaného z vraždy vlastného brata Václava) Doubravkou (Kosmas vo svojej kronike píše „Dobrava – Bona“). S rozprávkovým zveličením by sme mohli povedať, že Bona odniesla kresťanstvo do Poľska: v Čechách ho zostalo pomerne málo... Ak teda hovoríme o európanstve Poľska, máme na mysli predovšetkým silný príklon k tomu, čo nazývame európskym hodnotovým systémom, ku ktorému sa hlási aj Slovensko. Napriek tejto dvojakej blízkosti – geografickej aj duchovnej – sa nikdy nenaplnili naše predstavy o skutočnom dobrom susedstve. Dobrí susedia prejavujú svoju náklonnosť intenzívnou spoluprácou. Slovensko venuje viac pozornosti všetkým ostatným susedom, v dobrom i zlom. Poliaci sa tiež – prirodzene – viac venujú veľkým susedom a veľkej európskej politike. Sú hranice, ktoré oddeľujú. A hranice, ktoré spájajú. Od roku 1989 sa postupne hranice v strednej Európe vytrácali. Na poľsko-slovenskom pomedzí sa to neprejavilo tak výrazne ako inde. Tobôž nie v našich hlavných mestách. Príležitostí je dosť. MONITOR POLONIJNY


Z R Ó B

T O

S A M

Niektórzy z Was pamiętają pewnie zeszłoroczny wakacyjny konkurs na najlepsze zdjęcie z wakacji, który cieszył się ogromnym powodzeniem. W tym roku proponujemy Wam konkurs na opis najciekawszej wakacyjnej przygody. Nagrodą będzie opublikowanie pracy na łamach „Monitora” i piękna książka w języku polskim.

K Ą C I K

Zasady konkursu „Opis wakacyjnej przygody”: Jedną stronę (format A4, czyli 1 strona dużego zeszytu) napisanego po polsku tekstu należy przesłać (pocztą tradycyjną lub elektroniczną) do 5 września 2008 r. pod adresem redakcji. Tekst może być podpisany pseudonimem – prosimy jednak o załączenie adresu korespondencyjnego nadawcy, abyśmy wiedzieli, komu przesłać nagrodę.

Ewentualne błędy ortograficzne nie wpłyną na ocenę nadsyłanych prac przez jury. Zwycięska praca zostanie opublikowana bez żadnych poprawek. Jeżeli macie ochotę, możecie również narysować obrazek, przedstawiający opisaną przygodę, albo przesłać związane z nią zdjęcie. Trzymamy za Was kciuki! Obyście podczas wakacji przygód mieli jak najwięcej i oby dopisała Wam wena twórcza.

C Z Y T E L N I C Z Y

Dzieci, które odkryły cudowny świat książek, fascynujący swoim bogactwem przygód – przeżywanych w zaciszu pokoju – potrafią bez problemu wyrzec się godzin, spędzanych przed telewizorem i komputerem. Kochają bowiem świat, wytworzony we własnej wyobraźni. Ich wyobrażenia opisanych w książkach przygód przeważnie przewyższają swoim pięknem filmy, zrealizowane na ich podstawie – nawet te najlepsze! Dlatego w naszej rubryce „Między nami dzieciakami“ już od ponad roku zachęcamy Was do czytania po polsku! Zabierzcie ze sobą parę ciekawych książek na obóz czy wczasy z rodzicami, abyście mogli rozwijać w sobie krainę wyobraźni. Na wakacje polecam np. powieść H. Sienkiewicza „W pustyni i w puszczy“, która doczekała się już dwóch polskich ekranizacji. Jednak przygoda z książką jest i w tym wypadku zupełnie czym innym.

CZERWIEC CZERWIEC 2008 2008

„Nel nie odstępowała ani na krok od wąwozu i siedząc w kucki nad jego brzegiem oznajmiała z dala Stasiowi, co słoń robi, i raz w raz rozlegał się jej cienki głosik: – Szuka koło siebie trąbą! Albo: – Rusza uszami. Ogromne ma uszy! A wreszcie: – Stasiu! Stasiu! Wstaje! Oj! Staś zbliżył się szybko i chwycił Nel za rękę. Słoń wstał rzeczywiście i teraz dopiero dzieci mogły przypatrzyć się jego ogromowi. Widziały one poprzednio kilka razy wielkie słonie, które przez Kanał Sueski przewożono na okrętach z Indii do Europy, ale żaden z nich nie mógł się porównać z tym kolosem, który istotnie wyglądał jak wielka szyfrowej barwy skała, chodząca na czterech nogach. Różnił się

także od tamtych niezmiernymi kłami, które dochodziły do pięciu lub więcej stóp długości, i jak to zauważyła już Nel, bajecznymi wprost uszami. Przednie jego nogi były bardzo wysokie, ale stosunkowo cienkie, czego przyczyną był zaledwie post wielodniowy. – Oto liliput! – zawołał Staś. – Gdyby wspiął się i wyciągnął dobrze trąbę, mógłby cię złapać za nóżkę. Ale kolos nie myślał ani się wspinać, ani łapać nikogo za nóżkę. Chwiejnym krokiem zbliżył się do wylotu wąwozu, popatrzył przez chwilę w przepaść , na której dnie kołowała się woda, potem zwrócił się do ściany leżącej bliżej wodospadu, skierował ku niemu trąbę i zanurzywszy ją, jak mógł najdokładniej, począł pić”. (Henryk Sienkiewicz, W pustyni i w puszczy, Wydawnictwo „Siedmioróg”, Wrocław 2000)

stronę redaguje Moan

27


Słowa tej piłkarskiej pieśni do dziś brzmią mi w uszach po ostatnich mistrzostwach. Mężowie, na co dzień stroniący od jakiejkolwiek aktywności fizycznej, nagle przeobrazili się w fanatyków sportu, a my, zostawione same sobie kobietki, wreszcie na spokojnie zajęłyśmy się przyjemnościami. Dzisiaj, żeby i kibic, i niekibic byli zadowoleni, proponuję prosty, ale przepyszny deser.

Biało-czerwony SKŁADNIKI: • • • • • •

pojemnik lodów śmietankowych 1 kg truskawek 240 g mąki 120 g masła 120 g cukru cynamon, miód, kieliszek koniaku

SPOSÓB PRZYRZĄDZANIA: Zaczynamy od końca, czyli najpierw robimy kruszonkę – ZIMNE masło, mąkę, cukier wraz ze szczyptą cynamonu zagniatamy szybko na gładką masę. Formujemy z niej kulę i wkładamy do lodówki. Na dużej patelni roztapiamy odrobinę masła, na które wysypujemy umyte truskawki. Smażymy je, mieszając, około 5 minut, po czym dodajemy 4 łyżki miodu, łyżeczkę cynamonu i smażymy dalej przez kolejne 5 minut. Pod koniec dodajemy 3 łyżki koniaku. Tak przygotowaną „konfiturę” przekładamy z patelni do większego naczynia. Wierzch posypujemy hojnie startą na tarce lub pokruszoną

kulą z ciasta (tą, która była w lodówce). Pieczemy w temperaturze 180 – 200 stopni, aż kruszonka zrobi się złota. Po lekkim ostudzeniu porcję smakołyku kładziemy na talerz, a obok niego dowolną ilość lodów śmietankowych. Ciasto jest twarde z wierzchu, pod spodem wypływa boski sosik i łączy się z lodami. Do przygotowania deseru można użyć każdego rodzaju owoców, stosować różne rodzaje miodu, przypraw i alkoholu – eksperymenty jak najbardziej wskazane! Oczywiście, będziecie musiały Panie poczęstować też mężów, choć podejrzewam, że zapach, roznoszący się dookoła podczas przyrządzania ciasta, oderwie od fotela nawet najbardziej zatwardziałego kibica.

AGATA BEDNARCZYK


Monitor Polonijny 2008/06