Page 1


szyscy czekaliśmy z wielką niecierpliwością na 16 pażdziernika. Jaka będzie ta sobota? Czy słońce w końcu się do nas uśmiechnie? Przecież padało już cały tydzień! Dzieci ze szkółki polonijnej przez cały wrzesień çwiczyły scenkę zatytułowaną „Jedzie pociąg...” na podstawie wiersza Juliana Tuwima „Lokomotywa”.

W

Stoi na stacji

lokomotywa... Prawdziwa, ogromna parowa lokomotywa czekała już na nas. Bigos gotowano od poniedziałku. W sobotę z nadzieją patrzyliśmy w niebo, szukając słoneczka, ale padało i padało - prawdziwe strumienie lały się z nieba. To nie był sen! A jednak na spotkanie przyszli wszyscy! W tak dużym gronie nie spotkaliśmy się jeszcze nigdy - 64 osoby! Przyjechali do nas również goście z sąsiednich klubów regionalnych: ze Środkowego Poważa i z Martina. Przybyły

wszystkie dzieci, nawet to najmniejsze, 3-miesięczne, przyniesione przez mamę. Czekała na nas ogromna lokomotywa i ciężko sapała. Przechodnie patrzyli na nas z zaciekawieniem, a my odjeżdżaliśmy w świat bajek, które zaprezentowali nam mali aktorzy: Sylwia i Łukasz Pyczowie, Maria Wójcik, Asia Szabó, Dominika Gregušková, Beatka Patroviczová i inni. A przejażdżka tą praw-

dziwą lokomotywą była niezapomnianym wrażeniem. Do zobaczenia w następnym roku! ROMANA GREGUŠKOVÁ FOTO: DOMINIK GREGUŠKA

MONITOR POLONIJNY


Szanowni Państwo, Drodzy Czytelnicy „Monitora Polonijnego”,

SPIS TREŚCI Kiedy narodził się Jezus?

4

Zwyczaje świąteczne

4

Znowu na chwilę odkładamy naszą codzienność i razem z tymi najmłodszymi wypatrujemy pierwszej gwiazdki... Zbliżają się najradośniejsze święta w ciągu roku, mimo że często w nie najlepszych warunkach pogodowych, to jednak pełne wewnętrznego ciepła i nadziei na lepsze jutro. Nadziei jakże nam wszystkim potrzebnej. I tym, którzy w Iraku z biało-czerwonymi naszywkami na mundurach próbują przywrócić ład, i tym, którzy z dala od kraju pełnią służbę dla Ojczyzny, ale i tym, którzy w swych domach w Polsce i na Słowacji, i gdziekolwiek indziej chcieliby, aby te święta były jak najpiękniejsze, jak najbogatsze, aby ich dzieci żyły bez trosk i problemów, jakie niesie dzień codzienny. Rok temu mówiliśmy, że obecny rok 2004 będzie rokiem przełomu; staliśmy się członkiem Unii Europejskiej. Nowy - 2005 rok przyniesie nam w Polsce wybory prezydenckie, parlamentarne, jak również kolejne referendum dotyczące Traktatu Konstytucyjnego. Obyśmy wśród tych ważnych wydarzeń znaleźli czas dla siebie, dla swych bliskich, pamiętali wzajemnie o sobie i byli sobie życzliwi. A Nowy Rok – 2005 - niech przyniesie nam wszystkim, co najlepsze.

Opowiadanie

6

„Mikołaje”

7

Prezydent Słowacji w Polsce

8

Z kraju

9

Tego z całego serca życzę ZENON KOSINIAK-KAMYSZ AMBASADOR RP W RS

Z naszego podwórka

10

Maryla Rodowicz: „Jestem prowincjonalną megagwiazdą“

12

VIII Dni Kultury Polskiej w Koszycach

14

Młodzi w Polsce słuchają

16

Kino-oko

17

To warto wiedzieć

18

Bliżej polskiej książki

20

Okienko językowe

21

Co u nich słychać?

22

Dyplomacja i nie tylko

23

Ogłoszenia

24

Kalendarium wydarzeń

25

Polska oczami słowackich dziennikarzy

26

Między nami dzieciakami

27

Piekarnik

28

VYDÁVA POĽSKÝ KLUB - SPOLOK POLIAKOV A ICH PRIATEĽOV NA SLOVENSKU ŠÉFREDAKTORKA: Małgorzata Wojcieszyńska • REDAKCIA: Paweł Bednárčik, Pavol Bedroň, Zuzanna Fajth, Ivana Juríková, Majka Kadleček, Katarzyna Kosiniak-Kamysz, ks. Jerzy Limanówka, Irena Malec, Melania Malinowska, Danuta Meyza-Marušiaková, Dariusz Wieczorek, Izabela Wójcik • KOREŠPONDENT V REGIÓNE KOŠICE - Urszula Zomerska-Szabados • JAZYKOVÁ ÚPRAVA V POĽŠTINE: Maria Magdalena Nowakowska • V SLOVENČINE: Mária Brečková • GRAFICKÁ ÚPRAVA: Stano Carduelis Stehlik • ADRESA: Nám. SNP 27, 814 49 Bratislava • TLAČ: DesignText • KOREŠPONDENČNÁ ADRESA: Małgorzata Wojcieszyńska, 930 41 Kvetoslavov, Tel./Fax: 031/5602891, staste@orangemail.sk • PREDPLATNÉ: Ročné predplatné 300 Sk na konto Tatra banka č.ú.: 2666040059/1100, číslo zákazníka 142515 • REGISTRAČNÉ ČÍSLO: 1193/95 • Redakcia si vyhradzuje právo na redakčné spracovanie ako aj vykracovanie doručených materiálov, na želanie autora zaručuje anonymitu uverejnených materiálov a listov, nevracia neobjednané materiály, neodpovedá na anonymy FINANCOVANÉ MINISTERSTVOM KULTÚRY SR

GRUDZIEŃ 2004

3


Szanowni Czytelnicy Monitora Polonijnego,

Kiedy narodził się Jezus? wczesnego dzieciństwa mamy jednoznaczne skojarzenia

Z okazji Świąt Bożego Narodzenia przygotowaliśmy dla Państwa kilka artykułów, które wprowadzą nas wszystkich w świąteczny nastrój. W numerze znajdziecie Państwo m.in. rozważania na temat narodzin Chrystusa, razem z nami zajrzycie do domów rodzin mieszanych, żyjących na Słowacji, by sprawdzić według jakich zwyczajów obchodzą te najpiękniejsze święta w roku, przekonacie się też, jaką misję spełnia Mikołaj. Dodatkowo przygotowaliśmy dla Państwa opowiadanie świąteczne, które jest refleksją nad przemijaniem w zderzeniu ze światem konsumpcji. Życzymy miłej lektury!

z Bożym Narodzeniem: ciemna noc, rozjaśniona tylko gwiazdami i bielą śniegu. Do tego dochodzi jeszcze trzaskający mróz, oswojony kolorowymi światełkami choinek i świątecznych ozdób. Jeśli pogoda nie dopisze i właśnie przyjdzie odwilż, jesteśmy zawiedzeni i mamy uczucie, że czegoś tym świętom brakuje. Czy jednak kiedykolwiek zastanawialiśmy się, dlaczego właśnie urodziny Jezusa obchodzimy 25 grudnia, a nie wiosną, latem czy jesienią?

Od

Niewątpliwie dla pierwszych chrześcijan najważniejszym świętem była pamiątka zmartwychwstania. Z ustaleniem daty tego święta nie było większego problemu, ponieważ Ewangelia zgodnie i jednoznacznie określa czas śmierci i zmartwychwstania Chrystusa. Jezus był ukrzyżowany w przeddzień obchodów Paschy, czyli w piątek przed pierwszą sobotą po wiosennej pełni. Zmartwychwstał na trzeci dzień, czyli w niedzielę. Porównując daty życia postaci historycznych, wymienionych w Piśmie Świętym (m.in. Annasza, Kajfasza, Piłata), można w miarę precyzyjnie ustalić datę śmierci Jezusa na 25 marca roku 785 od założenia Rzymu.

Gdy jednak idzie o Boże Narodzenie, nie ma w Piśmie Świętym żadnego precyzyjnego określenia czasu narodzin Jezusa. O ile rok można znów ustalić w miarę dokładnie na podstawie podanych imion władców (W owym czasie wyszło rozporządzenie Cezara Augusta, żeby przeprowadzić spis ludności w całym państwie. Pierwszy ten spis odbył się wówczas, gdy wielkorządcą Syrii był Kwiryniusz.), to określenie daty, a nawet pory roku wydają się niemożliwe. Historyk William Tighe uważa, że wyznaczenie 25 grudnia jako daty Bożego Narodzenia mogło być nawiązaniem do tradycji żydowskiej. Zgodnie z nią wielcy

Zwyczaje świąteczne Od

kiedy pamiętam, uwielbiam święta Bożego Narodzenia. Uwielbiam typowe dla nich zapachy – wanilii, cynamonu, igliwia. Uwielbiam zapach mroźnego powietrza i śniegu – jeżeli oczywiście aura jest łaskawa i sypie śniegiem. Uwielbiam zapach grzanego wina z goździkami, które rozgrzewa i nastraja świątecznie. Kocham atmosferę i zakupy robione na świątecznych targach. Ale najbardziej lubię rodzinną atmosferę, bliskość w kręgu rodzinnym.

W mojej rodzinie do dziś utrzymujemy zwyczaje i tradycje, które wynieśli moi rodzice ze swoich domów – mama z północnych Moraw, z Ołomuńca, a tata z południowo-zachodniej Słowacji, ze wsi Palárikovo (powiat Nové Zámky). Przy stole wigilijnym najpierw tata, jako głowa rodziny, podaje wszystkim opłatek z miodem – ten zwyczaj jest słowacki. Było to czymś no4

wym dla mojej mamy, kiedy po raz pierwszy spędzała święta na Słowacji, w domu małżonka. Nowością były też dla niej „pupáky“ makowe, czyli rogaliki namoczone w mleku i obsypane mielonym makiem. Zwyczaj ten jednak nie gościł długo w naszej rodzinie – nigdy „pupáków“ nie polubiliśmy, więc po prostu „przysmak” został skreślony z listy wigilijnych dań.

Po rytuale dzielenia się opłatkiem tata dzieli między członków rodziny owoce: najpierw jabłko przekrojone na pół, aby sprawdzić, czy będziemy zdrowi podczas całego kolejnego roku (zależy to od pestek, czy są ułożone prawidłowo w kształcie gwiazdki wewnątrz jabłka), potem dostajemy kawałki banana, mandarynki, winogrono, kiwi, orzeszki arachidowe. Przekra-

wanie jabłka i dzielenie się nim moja mama znała ze swojego domu, ale na Morawach robi się to dopiero po rozpakowaniu prezentów. Po owocach przychodzi kolej na zupę, której w rodzinie mojej mamy nie ma w wigilijnym menu. Zwyczaj, kultywowany przez słowacką część rodziny, każe jeść zupę fasolową z kluskami, co chyba najbardziej zdziwiło moją mamę, która do dziś opowiada nam o tym przy okazji świąt. W niektórych rodzinach na Słowacji podczas Bożego Narodzenia je się „kapustnicę”, ale nie u nas. Parę lat temu mama zaczęła ją gotować na Nowy Rok, ale tak naprawdę może ona pojawić się w naszym domu podczas całego roku. MONITOR POLONIJNY


prorocy umierali w tym samym dniu roku, w którym się urodzili lub zostali poczęci. Skoro w II wieku chrześcijanie na Zachodzie ustalili 25 marca jako datę ukrzyżowania Jezusa, to, idąc za tą tradycją, przyjęli oni 25 marca za dzień poczęcia Jezusa przez Ducha Świętego w Łonie Marii (w Kościele świętowany jako Zwiastowanie). Doliczając do tego dziewięć miesięcy, otrzymujemy datę 25 grudnia jako datę narodzin Jezusa. Pierwsze informacje o świętowaniu Bożego Narodzenia pochodzą z Konstantynopola, z roku 379 lub 380, skąd święto to stopniowo rozprzestrzeniało się w Kościele wschodnim. Mateusz Dunikowski w artykule opublikowanym na portalu www.kosciol.pl opowiada się za wrześniowym terminem narodzin Jezusa. Według niego na podstawie Pisma Świętego możemy spokojnie wykluczyć termin grudniowy. Ewangelia wspomina pasterzy, którzy paśli owce. Chociaż w Izraelu nie ma śniegu i mrozu, to jednak i tak wydaje się nieprawdopodobne, aby w Izraelu w czasie pory deszczowej ktoś wypasał w górach owce. Po druWróćmy jednak do kolacji wigilijnej: po zupie następuje już „klasyka” słowacka – sznycel z karpia i sałatka ziemniaczana z majonezem. Ta sałatka była nowością dla mojej mamy po jej przyjeździe na Słowację, bo u nich w domu je się sałatkę ziemniaczaną tylko z ogórkiem i cebulą, ale bez majonezu (o dziwo na Morawach nazywają tę sałatkę „słowacką”). W domu słowackiego męża położono jej na talerz sałatkę z majonezem, nielubianą marchewką, groszkiem, pietruszką, selerem, cebulą i ogórkiem. Ale z czasem rodzina osiągnęła kompromis: połowa je sałatkę z majonezem, a połowa bez majonezu i warzyw, czyli każdy je to, co lubi. Po kolacji następuje najGRUDZIEŃ 2004

gie, znając praktyczność Rzymian, spis ludności powinien być wyznaczony w okresie dogodnym dla społeczności – czyli po żniwach. Wiemy też, że Jezus miał się narodzić sześć miesięcy po Janie Chrzcicielu. Na podstawie Ewangelii możemy założyć, że Jan narodził się w okolicach przesilenia wiosennego. Dodając sześć miesięcy, otrzymujemy okres przesilenia jesiennego. W bardzo popularnej w tym roku książce Dona Browna „Kod Leonarda da Vinci” jest jeszcze inne wyjaśnienie ustalenia daty 25 grudnia jako święta Bożego Narodzenia. Don Brown twierdzi, że Boże Narodzenie było sposobem zastąpienia pogańskiej celebracji narodzin boga słońca, święta ustanowionego przez cesarza Aureliana. To święto przypadało na dzień po najdłuższej nocy w roku. Chociaż bestseller Browna zawiera wiele błędów, z którymi poważnemu teologowi i bibliście trudno nawet dyskutować, akurat hipoteza ustanowienia daty Bożego Narodzenia nie jest całkowicie bezzasadna. Chrześcijaństwo nie mogło rozwijać się

przyjemniejsza część świątecznego wieczoru – przynajmniej dla dzieci (choć przyznaje, że i dla mnie) – rozpakowywanie prezentów. Jak co roku, tak i w tym, chociaż jesteśmy już dawno wszyscy dorośli i jeszcze nie ma w naszej rodzinie małych dzieci, ten, kto ostatni położy swoje prezenty pod choinkę, zadzwoni dzwoneczkiem na znak, że Jezusek już skończył swoją pracę – układanie prezentów – i wyleciał przez okno dalej, do kolejnego domu. Dzwoneczek przywiozła ze swojego rodzinnego domu mama, która dostała go w prezencie od swojego ojca, czyli mojego dziadka, a wraz z nim cały związany z nim zwyczaj. Pamiętam, że kiedy jeszcze przyjeżdżali do nas na Wigilię dziadkowie z Moraw,

w kulturowej próżni. Musiało wykorzystywać znane pojęcia i zwyczaje do wyrażenia prawd o wiele głębszych. Na przykład w starożytnym Rzymie bazyliką była hala sądowa na forum lub duża sala w pałacu, czyli pomieszczenie, w którym dokonywały się ważne wydarzenia. Tytuł bazyliki chrześcijanie przyznają kościołowi, który ma szczególne znaczenie dla kultu. Chrześcijanie, nawet gdyby „ochrzcili” pogańskie święto boga słońca, mogli kierować się prostym skojarzeniem z „Prologu św. Jana”: W Nim było życie, a życie było światłością ludzi, a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła (J 1,4-5). Dlaczego więc nie obchodzić narodzin Jezusa, Światłości świata, właśnie wtedy, gdy noc zaczyna ustępować dniowi? Ale i to wyjaśnienie ma swoje mankamenty. Zimowe przesilenie ma miejsce 22 lub 23 grudnia... Nie przenośmy jednak Świąt Bożego Narodzenia i łudźmy się, że i w tym roku będzie śnieg, mróz. Złóżmy sobie jak najlepsze życzenia i może w tym roku dorzućmy jeszcze do nich: „Niech w Twoim życiu będzie więcej dni niż nocy!” KS. JERZY LIMANÓWKA

a my, będąc dziećmi, wierzyliśmy w Jezuska, dziadek „wyganiał“ go z pokoju gościnnego słowami: „Już dość, wystarczy, już idź dalej!“ Babcia wtedy stawał z nami w oknie i mówiła: „Patrzcie, Jezusek wyleciał i idzie dalej z prezentami“. Oczywiście, nigdy nie widzieliśmy żadnego Jezuska, tylko gwiazdy na niebie, a na nasze pytanie, gdzie jest Jezusek, babcia odpowiadała, że już odleciał. Dla mnie jest to przepiękny zwyczaj, który na pewną będę podtrzymywać w przyszłości w moim własnym domu, dla moich dzieci. A potem pod choinką pojawią się prezenty i prezenciki, pięknie zapakowane, z dołączonymi bilecikami, informującymi komu są przeznaczone. Ten zwyczaj został przewzięty

z rodziny taty, bowiem u mamy nie pakowano prezentów, ale po prostu układano je dla każdego oddzielne. Jeśli chodzi o religię, wiarę i utrzymywanie zwyczajów katolickich czy kościoła braci czeskich husyckich (církev českobratrská husistská – NIE EVANGELICKÁ!!!) – bo do takiego połączenia doszło w naszej rodzinie – nie pozostało z nich w zasadzie nic. Rodzice wychowali nas w duchu ateistycznym, a i sami żyją w ten sam sposób. Słowacka babcia długo nie mogła się z tym pogodzić, ale potem wszyscy nauczyliśmy się wzajemnej tolerancji. I tego życzę każdej rodzinie, by potrafiła żyć, szanując wybory i upodobania innych jej członków. IVANA JURÍKOVÁ 5


A

by sprawdzić, jakie zwyczaje świąteczne panują w polsko-słowackich domach, przeprowadziliśmy dla Państwa miniankietę, w której pytaliśmy respondentów, co było dla nich nowością na słowackim stole wigilijnym, czego im brakowało z Polski, jakie zwyczaje polskie krzewią w nowych rodzinach.

Iza Wójcik

K

iedy przeprowadziłyśmy się na Słowację, największym zaskoczeniem dla mnie, mojej mamy i siostry było dzielenie się opłatkiem z miodem i czosnkiem - to jest dla nas bardzo dziwna kombinacja, ale dostosowałyśmy się do tego. Oczywiście, że podczas świąt brakuje mi

ANKIETA rodziny z polskiej strony, ale jeżdżę tam tak często, jak tylko mogę, głównie do babci. Babcia co roku przesyła nam polski opłatek na kolację wigilijną w ten sposób też jest z nami obecna przy stole. Z dań wigilijnych najbardziej mi brakuje barszczu z uszkami.

Silvia Česneková

M

oja mama wyszła za mąż za Słowaka ponad 30 lat temu i twierdzi, że niczego jej tu nie brakowało, ani nic ją nie zaskoczyło, bo polska i słowacka Wigilia są do siebie dość podobne, zapewne dlatego, że obyd-

wa kraje są katolickie, więc tradycja i zwyczaje są mniej więcej takie same. Mama od początku nie miała problemu z przyjęciem zwyczajów słowackich, więc nasza Wigilia jest od dawna tyIJ powo słowacka.

ILUSTRACJA: TADEUSZ BŁOŃSKI 6

OPOWIADANIEE Najpiękniejsze

święta

Stoję w centrum miasta i zastanawiam się, jaki jest sens tego wesołego chaosu wokół mnie. Natrętne reklamy obiecują mi wszystko na świecie. Zapewniają mnie, że te święta będą „najlepsze”, „na piątkę”, „najbogatsze“ i „niezapomniane”. Przejęty tłum ugina się pod ciężarem niepotrzebnych prezentów i debetu na koncie. Jeszcze żywe karpie marzą o szybkiej i bezbolesnej śmierci. Rozumiem, co czują - te święta też są moimi ostatnimi. Czy lekarz z tak spokojną twarzą może zawiadamiać nas o zbliżającej się śmierci? A może błękit jego oczu to uspokajająca zapowiedz czegoś niebiańskiego? Także to już nie potrwa długo. Leki nie pozwolą cierpieć mojemu ciału ani duszy. A jednak czuję się wolna. Nawet największy mag reklamy nie narzuci mi już nic. Kiczowaty Mikołaj z reniferem może śpiewać swoje importowane piosenki innym. W tym roku nie będę sprzątać mieszkania przez tydzień, śmierć i tak nie skontroluje mi szaf. Nie będę piec pięciu różnych ciast, których i tak nie jesteśmy w stanie zjeść. Nie pójdę z wizytą do ciotki, „bo tak trzeba”. Nie wyrzucę męża z dziećmi na spacer po to, bym w pocie czoła lepiła doskonale symetryczne uszka do barszczu. Razem upieczemy małe pierniczki i przygotujemy rybę po grecku. Siądziemy do wieczerzy przy białym stole. Prezentów nie będzie – przecież to tylko rzeczy. Zapalimy świeczki. Wyłączymy radio i telewizor, a po wieczerzy zagramy w warcaby albo, jeszcze lepiej, w chińczyka. Obejrzymy zdjęcia z dzieciństwa, może nawet zaśpiewamy. Takie będą moje święta. Za rok moi bliscy powiedzą, że to były ich najpiękniejsze. Moje ostatnie. Prawdziwe. Zwyczajne. AGATA SASKA MONITOR POLONIJNY


„Mikołaje“

ucułowaty starzec z brodą w czerwonym kubraczku z workiem prezentów – znana postać, prawda? Niektórzy nazywają go Świętym Mikołajem, Gwiazdorem, Dziadkiem Mrozem lub (co jest straszne) Santą, ew. Santa Clausem. Nieważne jednak, jak go nazwiemy – w grudniu jest bardzo ważną osobą. Czy w istnienie Mikołaja było łatwiej wierzyć kiedyś, gdy był postacią żyjącą jedynie w naszych dziecięcych wyobrażeniach, czy teraz, gdy jego wizerunek jest eksponowany już od listopada w każdym centrum handlowym? Dzieciom trzeba tłumaczyć, że to tylko przebrany pan, a prawdziwy Mikołaj ma na pewno ważniejsze sprawy na głowie. Może uwierzą! My tymczasem przytaczamy wypowiedzi niektórych doświadczonych „Mikołajów“, którzy nosili prezenty dla dzieci z polsko-słowackich rodzin.

Włodzimierz Butowski -

Ja

już jestem takim etatowym „Mikołajem”, pracującym na rzecz Klubu Polskiego. W tym roku będę nim po raz czwarty. Kiedy miałem wcielić się w tę rolę po raz pierwszy, specjalnie się do tego przygotowywałem. Odwiedziłem księdza, który opowiedział mi, kim był i w jaki sposób żył prawdziwy święty Mikołaj. Ale teraz nie muszę się przygoto-

Jan Plinta -

Martin Kadleček - „Mikołaj” słowacko-polski

W

FOTO: MAJKA KADLEČEK

naszej rodzinie to Jezusek przynosił prezenty pod choinkę, a nie Mikołaj. Dlatego byłem zdziwiony, gdy moja polska żona zmusiła mnie do przebrania się za Mikołaja w Wigilię. Kożuch, w który byłem ubrany, był bardzo ciasny, ale cieszyłem się, że mogę zrobić radość dziecku. Mój syn był tak zdziwiony moim widokiem, że stał kilka minut bez ruchu.

„Mikołaj” bratysławskiego Klubu Polskiego

wywać do wystąpienia. Po prostu wkładam strój Mikołaja i już. Co roku miałem tę samą pomocniczkę Lindę, która pomagała mi wręczać prezenty, ale teraz już wyrosła i chyba będę musiał znaleźć nową. A co jest najtrudniejsze w pracy „Mikołaja”? Strój, który jest ciężki i jest w nim bardzo ciepło oraz to, że czasami brakuje mi pomysłów, o co spytać dzieci.

FOTO: STANO STEHLIK

P

„Mikołaj” z Zaolzia z rodziny polsko-słowackiej FOTO: LIDIA ŚLIWA

P

ierwszy raz wcieliłem się w postać Mikołaja na zeszłorocznej uroczystości w szkole polskiej w Bratysławie. Nie miałem wcześniej żadnych doświadczeń w tej dziedzinie. Wiedziałem tylko, że staję przed dziećmi jako autorytet. Dzieci recytowały wiersze, śpiewały kolędy. Cała zabawa

wypadła znakomicie również dzięki moim świetnym pomocnikom – diabełkom, którzy stworzyli odpowiednią atmosferę napięcia i oczekiwania. Miałem wspaniały strój biskupi, przeszkadzały mi jedynie wąsy i broda, które bardzo grzały i kleiły się do twarzy. MK, MW 7


FOTO: ARCHIWUM

Prezydent Słowacji w Polsce P

Polska i Słowacja są przerezydent Słowacji Ivan Gašparovič W obecności prezydenciwne składaniu w obecw swoją drugą oficjalną podróż, zaraz tów ministrowie odponej chwili deklaracji na te- po Pradze, wybrał się do Polski. W dniu 18 wiedzialni za sprawy namat wycofywania wojsk uki w Polsce i na Słowacji listopada wizytę w Warszawie rozpoczął od z Iraku - oświadczyli prezypodpisali umowę o współspotkania z Aleksandrem Kwaśniewskim. denci obu państw. pracy naukowo- technicz„Oczywiście, w perspeknej. tywie chcemy tę misję zakończyć, ale oceniamy, iż O współpracy polsko-słowackiej, wspólnych takie nagłe decyzje, podejmowane z dnia na dzień, działaniach wewnątrz Unii Europejskiej i przydobrze sprawie nie służą, a tylko zwiększają sto- szłości Grupy Wyszehradzkiej prezydent Słowacji pień niebezpieczeństwa i niepewności w tym re- rozmawiał także z marszałkiem Sejmu Józefem gionie” - powiedział polski prezydent. Oleksym i wicemarszałkiem Józefem Zychem oraz Prezydenci opowiedzieli się za umacnianiem z marszałkiem Senatu Longinem Pastusiakiem. Grupy Wyszehradzkiej, ale są przeciwnikami rozMarszałek Sejmu podkreślił potrzebę rozwijania szerzenia jej składu. „Nasza czwórka powinna sta- polsko-słowackiej współpracy gospodarczej. Wenowić stabilną część współdziałania regionalnego, dług Oleksego wzajemne inwestycje, szczególnie może promować różne pomysły i eliminować sła- polskie na Słowacji, są za małe. Jak dodał, wsparcia bości i błędy, które jeszcze mają miejsce” - powie- wymagają przede wszystkim inwestycje w obszadział Kwaśniewski. Gašparovič dodał, że Grupa rze przygranicznym. Wyszehradzka, pozostając w obecnym składzie, musi być otwarta na współpracę z innymi krajami, np. z sąsiadującą Austrią. Kwaśniewski i Gašparovič uważają, że potrzebne są szeroka dyskusja na temat Traktatu Konstytucyjnego UE i jego rozpowszechnianie wśród obywateli. „Będziemy czynili starania, by w Polsce i na Słowacji ten traktat został przyjęty, bo na tym etapie rozwoju UE jest on po prostu przydatny” powiedział polski prezydent. Obaj prezydenci bardzo dobrze ocenili stan stosunków między Polską i Słowacją. Zdaniem Gašparoviča należy wspierać rozwój współpracy FOTO: ARCHIWUM gospodarczej i przygranicznej obu państw. 8

MONITOR POLONIJNY


Tematem rozmowy Pastusiaka i Gašparoviča były też sprawy około 5-tysięcznej Polonii na Słowacji. Gašparovič obiecał pomoc polskiej mniejszości w tym kraju, która stara się o uzyskanie lokalu dla Klub Polskiego w Bratysławie i Koszycach. Przy okazji spotkania z Oleksym Gašparovič oddał marszałkowi Sejmu dług sprzed 10 lat - pięć dolarów. Oleksy wyjaśnił, że był wówczas razem z Gašparovičem na spotkaniu szefów parlamentów w Hadze. „Obaj spóźniliśmy się na autokar. Ivan Gašparovič chciał wówczas zrezygnować z wizyty u królowej Holandii, a ja go zmusiłem, wynająłem taksówkę i za nią zapłaciłem” - powiedział marszałek Sejmu. „Dziś oddał mi te 5 dolarów. Odsetki umorzyłem” - dodał. Ivan Gašparovič zapewnił 19 listopada w Nowym Targu, że władze jego kraju dostrzegają problem nierównego traktowania zagranicznych turystów w zakresie cen usług na Słowacji i zamierzają uregulować tę sprawę. „Mamy sygnały z polskiej strony o nierównym traktowaniu turystów w zakresie opłat za usługi na Słowacji. Wiemy jednak, że dzieje się tak w prywatnych firmach, a nie w państwowych instytucjach. To nie jest dobre i powinno ulec zmianie. Co prawda są to prywatne praktyki, ale mimo to regulacją problemu powinny zająć się czynniki oficjalne” - powiedział Gašparovič . Prezydent Słowacji przed południem spotkał się w Nowym Targu ze studentami i władzami Podhalańskiej Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej. Następnie odwiedził tamtejszy Ośrodek Współpracy Polsko-Słowackiej Euroregionu „Tatry”, otwarty wiosną tego roku. Wkrótce podobny ośrodek ma powstać w Kieżmarku na Słowacji. Gašparovič nie krył podziwu dla dokonań działaczy zbliżenia polsko-słowackiego w ramach Euroregionu „Tatry”. Ten związek miast, gmin i powiatów polskiego oraz słowackiego Podtatrza obchodzi już 10-lecie istnienia. Gašparovič zachęcał do dalszej współpracy, owocującej wykorzystaniem funduszy unijnych, z korzyścią dla mieszkańców polsko-słowackiego pogranicza. Po południu Gašparovič odwiedził Nową Białą koło Nowego Targu, gdzie spotkał się z zamieszkującą tę wieś społecznością słowacką. Ze względu na złą pogodę - silny wiatr i gęste śnieżenie - zdecydowano, iż prezydencka delegacja nie pojedzie na lotnisko krakowskie, ale do Popradu, skąd odleciała do Bratysławy. DARIUSZ WIECZOREK GRUDZIEŃ 2004

Sześć Polek mieszkających w Iraku, ich czworo dzieci i mąż jednej z nich powrócili w do kraju. Polki zostały powitane na lotnisku przez ministra spraw wewnętrznych i administracji Ryszarda Kalisza. Samolot z Polkami na pokładzie wylądował na Lotnisku Wojskowym „Okęcie” w Warszawie. W wieku 89 lat zmarł w Warszawie gen. Stanisław Skalski, as polskiego lotnictwa z II wojny światowej, bohater bitwy o Anglię - poinformował rzecznik Dowódcy Sił Powietrznych RP. Ponad 330 tys. zł przyniosła XIII Aukcja Wielkiego Serca w Krakowie, podczas której licytowano dzieła najwybitniejszych polskich artystów. Najdrożej sprzedany został obraz Zdzisława Beksińskiego „D 2” - za 29 tys. zł. W tegorocznej aukcji wystawiono 223 prace. Wicepremier, przewodnicząca Unii Pracy Izabela Jaruga-Nowacka wykluczyła wspólny start jej ugrupowania z Sojuszem Lewicy Demokratycznej w najbliższych wyborach parlamentarnych.

Dziewiątą pielgrzymkę papieża Jana Pawła II do Polski w czerwcu przyszłego roku zapowiedział po powrocie z Watykanu prymas Józef Glemp. Program pobytu papieża uzależniony będzie w pełni od jego stanu zdrowia, zatem trudno w tej chwili podać szczegóły pielgrzymki - zastrzegł prymas. Prywatne wycieczki polityków finansowane są z budżetu państwa - twierdzi Platforma Obywatelska i domaga się likwidacji ryczałtu na hotele dla posłów i senatorów. Oczywiście taka propozycja musiała spotkać się ze sprzeciwem w Sejmie W całym kraju uroczyście obchodzono 86. rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości. Centralne obchody odbyły się przed Grobem Nieznanego Żołnierza w Warszawie. Prezydent Aleksander Kwaśniewski złożył hołd wszystkim, którzy przyczynili się do odzyskania przez Polskę niepodległości. NA PODSTAWIE PAP OPRACOWAŁA MELANIA MALINOWSKA 9


Z NASZEGO PODWÓRKA

W

FOTO: STANO STEHLIK

tym roku Święto Odzyskania Niepodległości było obchodzone w Bratysławie w sposób szczególny. Ambasador RP w RS - Zenon Kosiniak-Kamysz, przewodniczący Samorządowego Województwa Bratysławskiego Lubo Roman oraz marszałek Województwa Mazowieckiego – Adam Struzik byli organizatorami niecodziennej imprezy: występu zespołu „Mazowsze”. Przed przedstawieniem w bratysławskim Teatrze „Arena” w obecności licznie zgromadzonej publiczności doszło do podpisania „Porozumienia między Województwem Mazowieckim a Samorządowym Województwem Bratysławskim o Współpracy Międzyregionalnej”. MW

P

odczas uroczystości Święta Odzyskania Niepodległości Ambasador RP w RS Zenon Kosiniak-Kamysz wręczył na podstawie Posta-

nowienia Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 29 października 2004 ordery i odznaczenia Polakom i Słowakom, działającym na

U NASZYCH SĄSIADÓW

W

Wiedniu swój jubileusz obchodziła organizacja „Polonez”, która powstała 15 lat temu. „Polacy byli kojarzeni z handlarzami z bazarów. Chcieliśmy zmienić nasz wizerunek w Austrii i pokazać naszą kulturę” powiedział Piotr Szulik, założyciel i prezes organizacji. „Polonez” organizuje szereg imprez kulturalnych, adresowanych do dorosłych i dzieci. Dużym zainteresowaniem cieszą się też wyjazdy dzieci i młodzieży na kolonie do Polski organizowane przez stowarzyszenie. Z okazji swego jubileuszu „Polonez” zorganizował koncert Maryli Rodowicz, a wkrótce planuje kolejne – już w grudniu wystąpi Krzysztof 10

rzez cztery dni trwał przegląd filmów polskich, zorganizowany przez Instytut Polski w Bratysławie i Instytut Filmowy. Miłośnicy srebrnego ekranu mogli obejrzeć najnowsze polskie produkcje: „Zmruż oczy”, „Nigdy w życiu”, „Tulipany”, „Warszawa” oraz otwierający przegląd film „Symetria”. Jak nas poinformował dyrektor Instytutu Polskiego Jerzy Kronhlod, projekt mógł być zrealizowany dzięki współpracy z organizatorami MW festiwalu filmowego w Łagowie. FOTO: STANO STEHLIK

FOTO: STANO STEHLIK

P

Piotr Szulik, założyciel i prezes organizacji „Polonez”

Krawczyk. „Dzięki takim imprezom zyskujemy środki, na inne formy kulturalne, które nie przynoszą zysku, jak na przykład przedstawienia teatralne” - dodał Szulik. Organizacji „Polonez” gratulujemy i życzymy dalszych sukcesów. MW

w Austrii

W

sobotni wieczór 20 listopada 2004 r. w Wiedniu odbyły się kolejne wybory „Miss Polonia”, zorganizowane przez „Studio Taneczne Olczykowski” i redakcję czasopisma „Żongler”. MONITOR POLONIJNY


iedy w poniedziałkowy poranek 22.11.2004 r. Słowacja szacowała straty spowodowane wichurą o niespotykanej sile, ambsador RP w RS Zenon Kosiniak-Kamysz zwrócił się z prośbą o pomoc do ministra spraw

Słowację reprezentowała Eva Kavalierová – młodsza siostra Marii Kavalierovej, która w ubiegłym roku walczyła o koronę najpiękniejszej Polki za granicą. „Miałam tremę, choć układy choreograficzne ćwiczyłyśmy od czwartku do soboty pod okiem choreografa i jednocześnie głównej organizatorki całej imprezy pani Renaty Olczykowski” zdradziła Eva. I choć nie zdobyła korony najpiękniejszej, udział w tego typu imprezie GRUDZIEŃ 2004

W

Nitrze, 6 listopada, członkowie Klubu Polskiego zebrali się na cmentarzu wojskowym z I wojny światowej. Wśród grobów Serbów, Niemców, Włochów, Austriaków, Rosjan,Czechów i Słowaków znajdują się groby naszych rodaków. Modlitwę za poległych poprowadził ks. S. Ługowski, a towarzyszyli mu bracia z zakonu sercjanów i księży Salezjanów. Płonące znicze łączyły nas z chłopcami, którzy tutaj walczyli, cierpieli i umierali w szpitalu wojskowym. Dzięki inicjatywie pana konsula Wojciecha Bilińskiego pamięć o nich nie zaginęła. Po wielu latach stanął Polak nad grobem Polaka, modląc się w języku ojczystym. Płonące znicze mówiły, iż pamiętamy i będziemy pamiętać o nich bo przecież, są cząstką nas samych. RG

wewnętrznych RP Ryszarda Kalisza i komendanta Państwowej Straży Pożarnej Teofila Jankowskiego. Do pomocy zaangażowano 45 strażaków z Państwowej Straży Pożarnej MW z Małopolski i Podkarpacia.

traktuje jako miłe doświadczenie. W tym roku zwyciężyła Patrycja Kozicka z Kanady. „To bardzo ładna dziewczyna, skromna. Dużym jej atutem było to, że potrafiła się poruszać swobodnie na scenie, bo już wcześniej miała doświadczenia występowania przed publicznością” - powiedziała Eva. O tytuł Miss walczyło 12 dziewcząt, które przybyły z różnych zakątków świata.

Wraz z nimi przybyli przedstawiciele organizacji polonijnych, którzy wybory „Miss Polonia” wykorzystali do nawiązania kontaktów i współpracy międzynarodowej. Swój wkład w przygotowania tejże imprezy miała też Bratysława, gdzie powstały niektóre rekwizyty dla biorących udział w konkursie dziewcząt. MW

FOTO: ARCHIWUM

K

FOTO: DOMINIK GREGUŠKA

Eva Kavalierová

kovej - Krzyż Kawalerski Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej, za wybitne zasługi w popularyzowaniu kultury polskiej; Janowi Badžgoniowi - Złoty Krzyż Zasługi, za zasługi w rozwijaniu polskosłowackiej współpracy handlowej. Odznaczonym gratulujemy! MW FOTO: STANO STEHLIK

terenie Republiki Słowackiej: Lidii GraliBednárčikovej - Krzyż Kawalerski Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej, za integrację środowiska polonijnego na Słowacji; Tadeuszowi Błońskiemu - Krzyż Kawalerski Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej, za wybitne zasługi w działalności polonijnej; Marcie Pančí-

11


Maryla Rodowicz: „Jestem

WYWIAD MIESIĄCA

prowincjonalną megagwiazdą” S

potkanie z Marylą Rodowicz po koncercie w Wiedniu wymagało sporo cierpliwości. Maryla była po prostu rozchwytywana: każdy chciał z nią porozmawiać, zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie. Koncert okazał się sukcesem, choć Maryla nie była tego pewna, bo, jak twierdzi, frekwencja na koncertach dla Polonii zamieszkałej tak blisko ojczyzny nie musi być stuprocentowa - przecież do Polski jest tak blisko, więc po co mieliby właśnie oglądać ją w Wiedniu? Przed każdym koncertem miewa tremę, powtarza teksty, ćwiczy grę na gitarze, zmienia kostiumy. Najlepiej czuje się w spodniach i trampkach. Po spotkaniu z fanami Maryla, otoczona tłumem ochroniarzy, energicznie zmierzała do garderoby. Udało mi się tam dotrzeć razem z nią. Spojrzała na odbicie w lustrze, poprawiła fryzurę, napiła się wody i była gotowa do dalszej pracy – udzielenia odpowiedzi na pytania. Na Pani repertuar składa się ponad 800 piosenek, z których niemalże każda to hit. Jak Pani dokonuje ich wyboru? Zostałam rozpieszczona przez dobrych autorów, na których trafiłam: Agnieszkę Osiecką, Wojtka Młynarskiego czy Janusza Koftę. To świetni autorzy, dzięki którym wyrobił się mój gust i poszedł w kierunku literackim, gdzie bardzo ważne jest słowo. Do tej pory zwracam na to uwagę, nie mogłabym zaśpiewać byle czego. Poza tym dla mnie piosenka musi być melodyjna. To najważniejsze kryteria doboru repertuaru. Jak Pani ocenia współczesną polską scenę muzyczną? W Polsce jest bardzo dużo młodych, utalentowanych ludzi. Ale nie podoba mi się to, choć może nie mam racji, że młodzi śpiewają piosenki z tekstami napisanymi przez siebie. One są po prostu nieudolne. Zastanawiała się Pani kiedyś nad tym, jak wyglądałaby Pani kariera, 12

gdyby Pani zaczynała teraz, w odmiennych warunkach niż prawie 40 lat temu? Nigdy w życiu nie udałoby mi się wylansować takiej ilości hitów, jak w tamtych czasach. Wtedy było jedno radio i jedna telewizja, które nadawały niemalże wyłącznie polskie piosenki. Obecnie komercyjne rozgłośnie w 90 procentach lansują muzykę amerykańską. Dla polskiej muzyki pozostaje zaledwie 10 procent czasu antenowego! Jak ci młodzi ludzie mają się wypromować? Owszem, takie programy jak Idol, to dobry pomysł na początek, bo jego laureaci ponagrywali płyty, są osobami znanymi. Ale co dalej? Wystartować jest łatwo, lecz później zaczynają się schody, trzeba pracować, mieć pomysł na siebie. Wróćmy jeszcze do tamtych czasów, które były łaskawe dla artystów, bowiem stwarzały dogodne warunki, by robić karierę w krajach „zaprzyjaźnionych”. Była Pani wtedy bardzo znana i lubiana w Czechosłowacji. Obecnie

obserwuję tendencję powrotów do tego, co było. Na tej fali udało się Helenie Vondračkovej wydać płytę w Polsce. Pani jej chyba w tym pomogła „pożyczając” Małgośkę. Jak wyglądają Pani kontakty u południowych sąsiadów? Razem z Heleną zaśpiewałyśmy Małgośkę, Helena śpiewa nawet po polsku, dosyć zabawnie… A w styczniu w Czechach wyszła moja płyta z nowymi utworami oraz tymi starymi, znanymi tam przebojami. Jedną piosenkę śpiewam nawet po czesku! Krążek nosi tytuł „Největší hity”. Czy gdzieś za granicą, oprócz Czech, śpiewane są Pani przeboje? Tak, znają je i śpiewają Rosjanie. Teraz w Rosji młody chłopak wygrał tamtejszą edycję Idola, śpiewając Kolorowe jarmarki. Czuje się Pani megagwiazdą? Jak na warunki polskie tak, ale Polska jest krajem prowincjonalnym, więc jestem prowincjonalną megagwiazdą. MONITOR POLONIJNY


Czy był taki moment w Pani karierze, kiedy pomyślała Pani sobie, że już się wypaliła i nie ma czego zaoferować swojej publiczności? Nie, stale mam nowe pomysły. Zdarzało się odwrotnie, że to publiczność jakby nie nadążała za mną. Po okresie, gdy wykonywałam nastrojowe ballady na gitarze, zmieniłam swój repertuar na bardziej ostry. Wtedy

mi zarzucano, że nie gram ballad. Nie chcę grać na jedno kopyto, staram się zmieniać.

riery za granicą. Miłość jest bardzo ważna, ale kobieta nie powinna siebie poświęcać dla mężczyzny. Mam nadzieję, że męska część mojej publiczności nie obrazi się na mnie za tę wypowiedź.

Dla czego lub dla kogo poświęciłaby Pani swoją karierę? Dla miłości? Już kiedyś mi się zdarzało robić takie numery. To był błąd, bo akurat ten mężczyzna nie był tego wart.

Jaka muzyka inspiruje Marylę Rodowicz? W tej chwili to wygląda tak, że moją edukacją muzyczną zajmują się moje dzieci. Szczególnie jestem wrażliwa na muzykę jazzowo-bluesową, której słucha mój młodszy 17-letni syn. Co tydzień kupujemy bardzo dużo płyt, właściwie wszystko, co się pojawi na rynku. Jestem więc bardzo dobrze edukowana.

Czech? Tak. W grę wtedy wchodził bardzo ważny kontrakt zagraniczny. Wycofałam się, by nie rozstawać się z mężczyzną. W ten sposób, być może, zrezygnowałam ze swojej największej szansy na rozwój ka-

FOTO: STANO STEHLIK

Często Pani zaskakuje publiczność nowymi pomysłami: była bosa Maryla na scenie, były kolorowe jarmarki, szczudła i cyrk, Marysia Biesiadna, gorące rytmy z Rio. Co jeszcze przygotowuje Pani dla swoich fanów? Och, mam bardzo dużo pomysłów. Niestety nie mogę w tej chwili niczego zdradzić, ponieważ przygotowuję dwie duże płyty. Wyjdą w przyszłym roku: pierwsza na jesieni, a druga trochę później. Jednocześnie nagrywam płytę dla Rosjan.

Rocznie występuje Pani na ponad 70 koncertach. To bardzo dużo. Gdzie Pani chciałaby jeszcze wystąpić? Nie grałam jeszcze nigdy na zachodnim wybrzeżu USA, choć w Ameryce występuję mniej więcej co dwa lata. Teraz byłam tam w marcu i w kwietniu i zagrałam 7 koncertów. Jest w tym tylko jeden mankament – tam trzeba dotrzeć, a ja nienawidzę podróży! O czym marzy Maryla Rodowicz? Żeby zamieszkaćw nowym domu. Od czterech lat remontujemy stary dom, gdzie będę mieć siedem dzie sięcio me trową garderobę! Wreszcie będę mogła powiesić moje kostiumy, które do tej pory leżą w workach. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA


nic, że właśnie na dzień mojego wyjazdu zapo wia dali w prognozach pogody, że przez Słowację przejdzie wichura. „To nic” - powiedzieli sobie też wszys cy uczestnicy Workshopu „Spisz Art”, którzy przybyli z różnych zakątków Słowacji i Polski na wernisaż prac powstałych tego lata na Spiszu. I mieliśmy rację, bowiem dotarliśmy na miejsce bez większych problemów, a atmosfera miasta i ciepłe przyjęcie przez organi za - FOTO: ZDENKA BLONSKÁ torów VIII Dni Kultury Polskiej w Koszycach wynagrodziły Przed rozpoczęciem imprezy - ostatnie spotkanie głównych nam wszelkie trudy związane z listo padową podróżą. organizatorów: Tadeusza Błońskiego i Urszuli Szabados

To

FOTO: ZDENKA BLONSKÁ

Zawsze jestem pełna podziwu dla wszystkiego, czego dokażą Koszyce. Imponująca ilość imprez - równocześnie w trzech różnych miejscach w Koszycach prezentowane były trzy różne wystawy: „Polska Sztuka Abstrakcyjna” we Wshodniosłowackiej Galerii, „Zapis Materii” Renaty Woty w Muzeum Technicznym oraz wystawa „Spisz Art” w Galerii „Rotunda”. Znakomite nazwiska - Anna Maria Jopek po raz pierwszy na Słowacji! Wspaniałe imprezy: koncert symfoniczny, polski spektakl teatralny, prze-

Wernisaż „polskiej sztuki abstrakcyjnej“ z kolekcji Muzeum Chełmskiego - 13.11.2004 - Wshodniosłowacka Galeria w Koszycach

FOTO: MILAN BOBULA

Uroczyste otwarcie VIII Dni Polskiej Kultury Polskiej: dyrektor Instytutu Polskiego w Bratysławie Jerzy Kronhold z prezydentem miasta Koszyce Zdenkiem Trebuľą i organizatorami

FOTO: MILAN BOBULA

Uroczyste otwarcie VIII Dni Kultury Polskiej w Koszycach - koncert Przemyskiego Kwartetu Smyczkowego


Prace powstałe na „Spisz Art“

Ukoronowaniem dnia był koncert Anny Marii Jopek

FOTO: STANO STEHLIK

Spóźniał się, bowiem zatrzasnął się w windzie bloku, w którym mieszka! Nie wiem, czy się denerwował, bowiem w Koszycach wszyscy wyglądali na spokojnych. I mieli rację, bo i tak im się wszystko udało. Tadeusz przybył do galerii z uśmiechem i z zaledwie 7-minutowym opóźnieniem otworzył wystawę.

Atmosfera panująca na wernisażu spowodowała, że spotkanie trwało i trwało, choć zwykle tego typu przedsięwzięcia trwają stosunkowo krótko. Ukoronowaniem dnia był koncert Anny Marii Jopek, który miał miejsce w teatrze „Thalia”, ale o tym w następnym numerze „Monitora”. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

FOTO: STANO STEHLIK

gląd filmów polskich i koncerty jazzowe. To nadzwyczajny polski koktajl kulturalny na wschodzie Słowacji! Uwagę zwracała atmosfera, luz i pewien dystans organizatorów do siebie samych i ogromu pracy wykonanej na medal. Do Galerii „Rotunda” przybyliśmy przed oficjalnym rozpoczęciem imprezy. Odpowiedzialne za organizację osoby nakrywały stoły, przygotowując mały poczęstunek. Obrazy, fotografie i instalacje przyciągały wzrok każdej osoby, wchodzącej do pomieszczenia. Zainteresowanych przybywało coraz więcej, członkowie Klubu Polskiego w Koszycach pełnili honory gospodarzy, witając gości, ale wciąż brakowało głównego organizatora, kuratora wystawy, inicjatora projektu – Tadeusza Błońskiego.

FOTO: STANO STEHLIK

FOTO: STANO STEHLIK

Konfrontacje polskich i słowackich artystów podczas wernisażu

Na wernisaż prac powstałych na „Spisz Art“ przybyli artyści z Polski i z różnych zakątków Słowacji

Prezes Klubu Polskiego w Koszycach Tadeusz Błoński w rozmowie przed kamerami Słowackiej Telewizji


…I

znów się przekonałam, że nie tylko młodzi i nie tylko w Polsce słuchają. Tłumnie zebranych Polaków (i nie tylko) przed wiedeńską salą „Gasometer” w niedzielny listopadowy wieczór przyciągnęło jedno wielkie nazwisko polskiej sceny muzycznej – Maryla Rodowicz! 1500 sprzedanych biletów, sala wypełniona po brzegi. Dzieci, młodzież, dorośli, starsi i młodsi. Nie pomylili się organizatorzy Stowarzyszenie „Polonez” - promując imprezę pod hasłem „Artystka, która łączy pokolenia”. Przed sceną, gdzie zebrali się fani Maryli Rodowicz, wiek nie grał roli. Liczyło się tu i teraz. W podskokach falowali starsi i małolaty. Opłacało się przemierzyç kilkadziesiąt kilometrów do Wiednia, by zobaczyç Marylę na żywo.

H 16

okazji Âwięta Odzyskania Niepodległości w bratysławskim Teatrze „Arena“ 12. listopada wystąpił po raz pierwszy na Słowacji jeden z największych zespołów pieśni i tańca na świecie - zespół „Mazowsze“ (rok założenia 1948). Na przedstawienie przybyli prosto z występów gościnnych w Chinach. W godzinnym programie 100-osobowy zespół zaprezentował najpiękniejsze tańce polskie z różnych zakątków kraju. Nie zabrakło też występu jednego z najbardziej znanych solistów „Mazowsza“ – Stanisława Jopka. MW

Z

Falowała widownia, falowała scena, na której oprócz muzyków pojawiali się fani, zaproszeni przez Marylę. Nie każdemu wystarczyło odwagi, by stanąç na podium. Obserwowałam siedzącą przede mną mamę z córką, która usilnie namawiała swoją nastolatkę, by razem poszły wspomóc Marylę. Córka nie miała na tyle odwagi, z czego mama była niepocieszona. Swoją szansę wykorzystał ochotnik z tłumu, który zgłosił się do duetu z Marylą, by wspólnie z nią zaśpiewaç piosenkę W zielonym gaju (piosenkę Maryli, którą wykonywała w duecie z Markiem Grechutą). A po koncercie, z wielką sympatią dla wielbicieli, Maryla Rodowicz przez ponad godzinę rozdawała autografy. Profesjonalistka w każdym calu: pomimo zmęczenia robiła to z uśmiechem i oddaniem. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA FOTO: STANO STEHLIK

H

FOTO: STANO STEHLIK

Zaczęła ostro – rockową Szparką sekretarką, by potem po prostu zapytaç publicznośç, co ma śpiewaç dalej. Wozy kolorowe? Dobrze! Wśiąśç do pociągu? Dobrze! Ale to już było? Dobrze! Odpowiadała z łagodnością Maryla. „Mam w repertuarze 800 piosenek, więc zdecydujcie, które chcecie usłyszeç”. Była więc Małgośka, były Sing, sing, Niech żyje bal i wiele innych. Maryla dała z siebie wszystko, by zadowoliç swoich fanów. Pomagała jej w tym publicznośç, z którą z łatwością nawiązała kontakt. Miałam wrażenie, że gdyby nawet artystka zapomniała tekstu, tłum zebranych, by ją w tym wyręczył. Nawet nie wiem, kiedy fala entuzjazmu porwała i mnie. Stałam z rękami w górze, wymachując do taktu. Siedząca obok mnie starsza dama z olbrzymią energią zainicjowała i stworzyła łańcuch rąk falujących w rytm muzyki.

MONITOR POLONIJNY


N

adväzujúc na článok z minulého čísla, chcel by som upriamiť Vašu pozornosť na tituly, ktoré sa nevmestili do hlavnej súťaže FFF Gdynia 2004 ale ocitli sa v súťaži nezávislých filmov v rámci tohto festivalu. A nebolo ich málo. Nazbieralo sa ich totiž až dvadsať. Ako som už minule spomínal, v tomto roku triumfovali ex aequo dvaja tvorcovia: Grzegorz Lipiec za film „Dzień w którym umrę“ a Jacek Nagłowski za „Katatoniu“.

GRUDZIEŃ 2004

Zásobáreň talentov FOTO: ARCHIWUM

Pokiaľ Lipiec je skúseným režisérom (určite si spomeniete na jeho slávny film “Że życie ma sens“. Jacek Nagłowski je úplným debutantom, študentom filozofie. Jeho „Katatonia“ sa odohráva v dvoch rovinách. V prvej sa snuje príbeh štyroch mladých párov, ktoré sa čoraz viac obávajú svojho dozrievania do dospelosti. Hľadajú prácu, študujú, rozprávajú sa zo strachu z budúcnosti. V skutočnosti túžia po tom čo všetci, usporiadanom rodinnom živote a stabilnej práci. Druhá rovina sa odvíja formou pouličnej ankety. Je to vlastne film vo filme. Respondenti plebiscitu sa vyjadrujú ako si predstavujú svoju budúcnosť. Na rozdiel od predošlého filmu je najnovší projekt rež. Grzegorza Lipca „Dzień w którym umrę“ istou rebéliou pankáča, útekom od monotónnej každodennosti boja o prežitie. Hlavný hrdina si vlastne až v pazúroch smrti začne uvedomovať realitu okolitého sveta. Tvorcom sa podarilo poukázať na odvekú pravdu, že až pred smrťou oceňujeme svoj život. Výrazným atribútom filmu je dynamický strih, hutná psychodelická hudba ako aj nervná kamera. Náš známy z predošlých článkov rež. Ryszard Nyczka predstavil až dva filmy: Prvý: „Park tysiąca westchnień“ je v podstate adaptáciou divadelnej hry. Muž a žena sa stretávajú na lavičke v parku aby sa pozhovárali. Z rozhovoru vyplynie iba ich povrchný vzťah a vzájomné odcudzenie. Druhý film rež. „Mało upalne lato“ je nepochybne vydarenejší. Rozprávačom príbehu

v mladých tvorcoch

je farár, ktorý popisuje udalosti čo sa mali odohrať jedného leta pri jeho farnosti. Hrdinkami príbehu sú dve dievčatá ktoré navštívia svojho strýka, avšak nič z toho, čo sa im prihodí, nie je skutočnosť. Bizarné postavy, ktoré stretávajú na svojej ceste, sú akoby z ríše divov. Meniaca sa farebnosť záberov vytvára pocit snovej vízie, ktorá nás nielen zaujme ale si nás aj podmaní. Jedným z výrazných tvorivých počinov je aj autorský film študenta prvého ročníka réžie na Sliezskej univerzite v Katoviciach Jakuba Czekaja „Niedziela“. Príbeh odohrávajúci sa v 60.-tych rokoch z pohľadu chovancov detského domova, ktorý spravujú despo-

tické mníšky. Formou pamätníka predstavuje trpké zážitky 14-ročných chlapcov, ktorí sa nevedia zmieriť so svojimi fyzickými premenami dospievania na vlastných telách. Telo sa stáva pre nich nedotknuteľným. Davová hystéria vyústi do úteku. Svet za múrmi domova je však rovnako neľudský. Precízne vedenie hercov a štýlovo čisté umelecké stvárnenie svedčia o zrelosti tvorcu. I tento čiastočný výber z toho čo bolo prezentované v Gdyni potvrdzuje tézu o bohatej zásobárni mladých talentov v poľskej kinematografii. Do pozerania v novom roku PAVOL BEDROŇ 17


TO WARTO WIEDZIEĆ Ogłoszenie stanu wojennego było tym większym zaskoczeniem, że zarówno „Solidarność”, jak i całe społeczeństwo obawiały się raczej militarnej interwencji Moskwy, o której naciskach na polskie kierownictwo wiedziano, niż konfrontacji z władzą i podporządkowanymi jej resortami siłowymi. Po 23 latach przypomnijmy, czym był stan wojenny i co oznaczał dla „Solidarności” i społeczeństwa. Około północy z 12 na 13 grudnia 1981 roku funkcjonariusze milicji i Służby Bezpieczeństwa w całym kraju przystąpili do zatrzymywania działaczy „Solidarności”. W Gdańsku otoczyli hotel, w którym przebywali członkowie Komisji Krajowej „Solidarności”, uprzednio uczestniczący w obradach, na których ostro dyskutowano dotychczasową linię poszukiwania porozumienia z władzą, uważając, że linia ta się skompromitowała, bowiem władza oceniała ją jako przejaw słabości. Członków Komisji Krajowej „Solidarności” i doradców wręcz wygarnięto z pokojów i wywieziono w nieznanym kierunku. Zatrzymania uniknęli jedynie Zbigniew Bujak, Władysław Frasyniuk, Bogdan Borusewicz, Aleksander Hall, Tadeusz Jedynak, Bogdan Lis i Eugeniusz Szumiejko, którzy rozpoczęli działalność podziemną. W całej Polsce przerwano połączenia telefoniczne oraz programy radiowe i telewizyjne. Na ulice wielu miast wyjechało 1750 czołgów i 1400 pojazdów opancerzonych, a nad ranem pojawiły się patrole wojskowe. Tej nocy zatrzymano kilka tysięcy osób. Zatrzymanych przewożono do komisariatów, niektórych wypuszczano po podpisaniu deklaracji o zaprzestaniu działalności politycznej, większość jednak osadzono w aresztach i więzieniach, a następnie odtransportowano do specjalnie przygotowanych ośrodków dla internowanych, tzw. internatów. W osobnym ośrodku znaleźli się internowani członkowie poprzedniej ekipy rządzącej: Edward Gierek, Piotr Jaroszewicz, Edward Babiuch i inni, co miało zapowiadać pociągnięcie ich do odpowiedzialności za doprowadzenie Polski do upadku, a w istocie było tylko tanim chwytem propagandowym. Do Warszawy 18

Gdy zamilkły telefony... W

dniu 13 grudnia miną 23 lata od wprowadzenia przez gen. Wojciecha Jaruzelskiego stanu wojennego w Polsce, kończącego faktycznie rewolucję „Solidarności”, która trwała od sierpnia 1980 roku. Sankcję legalności dla wprowadzenia stanu wojennego dała Rada Państwa, która na zwołanym około północy posiedzeniu przyjęła na żądanie Wojciecha Jaruzelskiego dekret o natychmiastowym jego wprowadzeniu na terenie całego kraju. Wydanie takiego dekretu przez Radę Państwa w czasie trwającej sesji Sejmu było bezprawne. I chociaż przygotowania do stanu wojennego rozpoczęły się dużo wcześniej, to odbywały się w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i w Ministerstwie Obrony Narodowej w wąskim gronie i w ścisłej tajemnicy, nic więc dziwnego, że zaskoczył on społeczeństwo i „Solidarność”.

przewieziono i internowano także przywódcę „Solidarności” Lecha Wałęsę. Każdy, kto 13 grudnia rano wyszedł na ulicę, w całej Polsce mógł przeczytać rozplakatowane obwieszczenie przewodniczącego Rady Państwa o wprowadzeniu stanu wojennego. Zakazywano w nim jakichkolwiek zgromadzeń, pochodów, manifestacji i strajków, rozpowszechniania wydawnictw i informacji bez „zgody właściwego organu“, wprowadzono godzinę milicyjną oraz zakaz podróżowania po kraju, cenzurę przesyłek pocztowych i rozmów telefonicznych. Zawieszono działalność związków zawodowych, stowarzyszeń i or-

ganizacji społecznych. Każdy obywatel polski, mający ponad 17 lat, mógł na mocy decyzji wojewódzkiego komendanta milicji zostać internowany na dowolnie długi czas, bez konieczności przedstawienia mu zarzutów. Ponad 1100 zakładów pracy zmilitaryzowano, a ich pracownicy mieli za naruszenie prawa wojennego odpowiadać przed sądami wojskowymi. Dekret Rady Państwa z 13 grudnia przewidywał też konkretne sankcje karne, np. za kontynuowanie działalności zawieszonego związku zawodowego lub organizacji przewidywano karę więzienia do lat trzech, za organizowanie strajku lub rozpowszechnianie wiadomości wywołujących „niepokój publiczny“ - do lat pięciu, za rozpowszechnianie wiadomości mogących osłabić „gotowość obronną PRL“ - do lat ośmiu. Karą do dziesięciu lat pozbawienia wolności grożono za rozpowszechnianie drukiem informacji nieocenzurowanych. Za wszystkie czyny przeciw dekretowi o stanie wojennym obowiązywał doraźny tryb postępowania sądowego. Kary grzywny lub aresztu groziły za naruszenie godziny milicyjnej, która trwała od 22.00 do 6.00, podróżowanie po kraju bez przepustki, robienie zdjęć „na zakazanych obszarach“. Dekretem tym zawieszono wszelkie normy prawne, które dotąd regulowały życie publiczne i prawa obywateli. „Prawo“ stanu wojennego praktycznie oznaczało zawieszenie praw obywatelskich. Rano 13 grudnia generał Jaruzelski wyMONITOR POLONIJNY


głosił przemówienie radiowe (w czasie dnia powtarzane w telewizji), w którym powiadamiał o wprowadzeniu stanu wojennego, a przywódców „Solidarności” obarczał winą za paraliżujące kraj strajki, chaos i przygotowywanie krwawej konfrontacji. Odwoływał się do wartości narodowych i patriotycznych, kładąc szczególny nacisk na nadrzędny interes państwa. Zapewniał, że stan wojenny jest tymczasowy, a jego celem jest „przywrócenie ładu i dyscypliny“. Poinformował też o powstaniu Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego (WRON), złożonej z 16 generałów i 5 pułkowników, która, nikomu nie podlegając, miała być organem decydującym w zakresie egzekwowania „prawa“ stanu wojennego. Było to ciało pozakonstytucyjne i całej operacji nadawało charakter przewrotu wojskowego. W swoim przemówieniu Jaruzelski mówił także o porozumieniu narodowym, również z „robotniczym nurtem »Solidarności«“, który „odsunie od siebie proroków konfrontacji i kontrrewolucji“. Już w pierwszych godzinach i dniach okazało się, że milicja i armia nie zawiodły i skutecznie spacyfikowały społeczeństwo. Do wprowadzenia stanu wojennego użyto około 100 tysięcy żołnierzy i funkcjonariuszy Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, ponad 3 tysiące czołgów i wozów pancernych, około 10 tysięcy samochodów. Potężna jeszcze poprzedniego dnia, czyli 12 grudnia, „Solidarność” została rozbita poprzez internowanie w ciągu jednej nocy około 3 tysięcy działaczy centralnych, regionalnych i zakładowych. Przerwanie połączeń telefonicznych i teleksowych oraz zajęcie przez milicję lokali związkowych uniemożliwiło koordynowanie jakichkolwiek akcji, a mimo to poszczególne zakłady pracy i działające w nich organizacje związkowe przystąpiły do strajków. Było ich około dwustu: w Gdańsku, Wrocławiu, Szczecinie, na Górnym Śląsku, w Warszawie, Kraśniku, Ursusie i innych miastach. Strajki pacyfikowały oddziały milicji i wojska. Aresztowano wielu ludzi. Szczególnie dramatyczny przebieg miało tłumienie strajku w kopalni „Wujek“ w Katowicach w dniu 16 grudnia. Tam strajkujący odparli GRUDZIEŃ 2004

atak ZOMO i wówczas ostrzelano ich z ostrej amunicji, zabijając 9 osób i raniąc wiele innych. Ostatni strajk - 28 grudnia - zakończyła załoga kopalni „Piast“. W kilku miastach doszło do manifestacji, rozpędzonych przez ZOMO. W wyniku walk na ulicach Gdańska zostało rannych kilkaset osób, a jedna zabita. Czynny opór został złamany. „Prawo” stanu wojennego znosiło ochronę pracowników. W organach administracji państwowej, w sądownictwie, prokuraturze, oświacie, wśród dziennikarzy i w innych grupach zawodowych przeprowadzano czystki, Zawieszono wydawanie wszystkich tytułów prasowych z wyjątkiem „Trybuny Ludu“, „Żołnierza Wolności“ i 16 wojewódzkich gazet PZPR. Zawieszono także programy radia i telewizji z wyjątkiem Programu I, obsługiwanego przez zaufanych umundurowanych dziennikarzy. Do połowy 1982 roku przez sito weryfikacji nie przeszło około tysiąca dziennikarzy. Zawieszono zajęcia na wyższych uczelniach, rozwiązano Konferencję Rektorów Szkół Wyższych, odwołano 20 rektorów, zlikwidowano Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich, a później także Związek Artystów Scen Polskich i Związek Literatów Polskich. Weryfikacje i czystki nie ominęły PZPR

i administracji państwowej. Po 13 grudnia w ciągu trzech miesięcy odeszło z partii 130 000 członków, tj. około 5 procent. Byli to przeważnie młodzi robotnicy i inteligenci, którzy negatywnie ocenili stan wojenny, a poprzednio aktywnie angażowali się na rzecz demokratyzacji ustroju i dialogu z „Solidarnością”. Czystka wielkich rozmia-

rów dotknęła też lokalne instytucje kierownicze partii. Podstawą odwołań była „chwiejność postaw“, „negowanie konieczności stanu wojennego“, „sprzyjanie strajkującym“. Tylko w ciągu miesiąca (od 13 grudnia do 13 stycznia) usunięto ze stanowisk 370 dyrektorów naczelnych i ponad 200 ich zastępców. W początkach grudnia 1982 roku, a więc rok po wprowadzeniu stanu wojennego, ówczesny wiceminister spraw wewnętrznych gen. Bogusław Stachura poinformował, że łącznie internowano 10131 osób i że liczba osób równocześnie przebywająca w tzw. internatach nigdy nie przekroczyła 5300 osób. Restrykcyjne przepisy stanu wojennego stopniowo łagodzono, następowała „normalizacja“, a 1 stycznia 1983 roku stan wojenny został zawieszony. Nadal jednak obowiązywały niektóre restrykcje. Rada Państwa uchwałą z dnia 20 lipca zniosła z dniem 22 lipca stan wojenny, lecz wkrótce nastąpiły zmiany w kodeksie karnym zaostrzające represje. Do dziś trwa spór o zasadność wprowadzenia stanu wojennego, podobnie jak stale żywy jest spór o powstanie styczniowe i powstanie warszawskie. Powołana w latach 90. przez parlament Komisja Odpowiedzialności Konstytucyjnej po zapoznaniu się z wieloma dokumentami, przesłuchaniu uczestników wydarzeń, przestudiowaniu ekspertyzy prawników i historyków zdecydowała się nie wnosić sprawy tegoż stanu przed Trybunał Stanu, co nie oznacza przyznania racji odpowiedzialnym za jego wprowadzenie. W dniu 5 listopada 2004 roku Instytut Pamięci Narodowej poinformował drogą radiową o rozpoczęciu śledztwa w sprawie, czy wprowadzenie stanu wojennego było zbrodnią komunistyczną. Śledztwo to ma odpowiedzieć m.in. na pytania, czy jego wprowadzenie było zgodne z konstytucją i czy osoby wprowadzające go działały zgodnie z konstytucją. Instytut wyraził nadzieję, że „uda się rozliczyć, kto był katem, kto ofiarą“. DANUTA MEYZA-MARUŠIAK 19


Autoportret kobiety silnej Od

Często na ten czas bożonarodzeniowego wyciszenia odkładam sobie książki autobiograficzne, wspomnieniowe, najczęściej polskich autorów, a dzieje się to przede wszystkim dlatego, że polska literatura wspomnieniowa jest niezwykle bogata i stała się w Polsce nową formą literackiej beletrystyki, konkurując z powodzeniem z powieścią współczesną. Z bogatej listy książek, które chciałabym polecić do czytania pod choinką, wybrałam autobiografię Beaty Tyszkiewicz Nie wszystko na sprzedaż (Wydawnictwo „Studio”, Warszawa 2002). Polecam ją czytelnikom nie tylko dlatego, że napisała ją najpiękniejsza aktorka powojennej polskiej kinematografii, bez której nie potrafimy wyobrazić sobie takich filmów, jak „Zaduszki”, „Lalka”, „Pierwszy dzień wolności”, „Rękopis znaleziony w Saragossie”, „Popioły”, „Marysia i Napoleon”, „Wszystko na sprzedaż” i in. Grała też w filmach rosyjskich, węgierskich, francuskich, a nawet w indyjskich. Ale autorka Nie wszystko na sprzedaż nie kryje się w swej autobiografii za role, nie epatuje czytelnika zakulisowymi plotkami czy własnymi, niekwestionowanymi sukcesami. Ta odtwórczyni postaci wielkich dam z całkowitą i nie tak często spotykaną szczerością deklaruje: „Moje dzieciństwo jest 20

BLIŻEJ POLSKIEJ KSIĄŻKI

FOTO: ARCHIWUM

wielu lat przywykłam do odkładania sobie co ciekawszych książek na czas bożonarodzeniowy. Zaczynam z tym już w listopadzie, a czasem nawet w październiku i cieszę się na tę chwilę, gdy książkę otworzę. Ma to być podarunek, który sama sobie przygotowuję i nieważne, że znam nazwisko autora i tytuł książki, że książka od dłuższego czasu leży na moim biurku - ważne jest oczekiwanie na spotkanie z jej bohaterami.

moją ostoją. Do tej pory z niego czerpię siły. Na Dolnym Śląsku wychowywały mnie dwie Niemki, którym niewątpliwie zawdzięczam przywiązanie do ładu i porządku. Najważniejszą zasadą, jaką wpoiła mi moja Mama, jest to, że nic mnie nie potrafi złamać, można mi zabrać wszystko, a i tak nie będzie to miało żadnego znaczenia...”. Urodziła się w pałacu wilanowskim, rezydencji hrabiów Branickich, a hrabina Beata Maria z Potockich Branicka, którą nazywa ciocią „Be”, chowała dla niej w dziuplach drzew smakołyki na podwieczorek. Potem był jeszcze pałacyk dziadków w Warszawie na Litewskiej, a pod koniec wojny pałac w Nieborowie, skąd zgromadzona tam arystokracja po wyzwoleniu powędrowała na zsyłkę do specgułagu dla „polskich panów”. Dzięki matce Beatę i jej brata ominęły te

doświadczenia. Dzieci wywiozła do Krakowa, a potem na Dolny Śląsk, gdzie pani Barbara prowadziła pensjonaty i Dom Pracy Twórczej. Ojciec, hrabia Tyszkiewicz, wywieziony po powstaniu warszawskim, pozostał w Anglii, założył tam nową rodzinę i nigdy do Polski nie wrócił. Tak więc na pani Barbarze spoczywał obowiązek utrzymania i wychowania dzieci. Po Dolnym Śląsku była chałupka w podwarszawskich Laskach, w której Beata dorastała: była i bieda, i zimno, i głodno. Ale o tych doświadczeniach z dzieciństwa Beata Tyszkiewicz opowiada z uśmiechem, nie skarży się, nie ubolewa, cieszy się najprostszymi przyjemnościami. To dzieciństwo i czas dorastania ukształtowały ją jako kobietę wolną od złudzeń, silną i niezależną, która szybko zrozumiała, że w życiu można liczyć tylko na siebie. „Najważniejsza jest dla mnie radość życia i czynienie z każdej sekundy chwili wyjątkowej” – pisze Beata Tyszkiewicz, kobieta spełniona. W życiu miała dużo szczęścia; gwiazdą filmową została nie ukończywszy szkoły teatralnej, do czego przyczyniły się kolana Jana Kotta. A dlaczego? Przeczytajcie! Jej pierwszym mężem był Andrzej Wajda, ale ani to, ani żadne z jej kolejnych małżeństw nie przetrwało, a jednak o swoich miłościach pisze wyłącznie dobrze. Zauważa: „Czy w ogóle można stale kochać? Mnie się to nie udało. Nigdy nie prowokowałam zmian, ale w momencie, gdy wypalał się związek, uciekałam. Nawet dzieci nie były usprawiedliwieniem dla pozostania w związku, który mnie nie wypełniał”. By zdobyć się na taki dystans, nie starczy tylko świadomość, że nie wszystko z własnego bogatego życia jest na sprzedaż, niezbędne jest także poczucie humoru, a tego Beacie Tyszkiewicz nie brak, o czym przekona się czytelnik jej autobiografii. DANUTA MEYZA-MARUŠIAK MONITOR POLONIJNY


J

Revue svetovej literatúry

uż czterdzieści lat ukazuje się na słowackim rynku czasopiśmienniczym „Revue svetovej literatúry”. I chociaż w rubryce „Bliżej polskiej książki” piszemy o literaturze polskiej, wydawanej w języku polskim, tym razem odstępujemy od tej zasady, a czynimy to nie tylko z okazji jubileuszu, ale przede wszystkim z szacunku dla czasopisma i osób, które pozytywnie wpłynęły i wpływają na jego profil. Nasz szacunek jest tym większy, że obecność literatury polskiej na łamach „Revue” jest znaczna, że właśnie „Revue svetovej literatúry” najczęściej jako pierwsza przybliżała i przybliża słowackiemu czytelnikowi twórczość polskich poetów, prozaików czy filozofów i inspiruje słowackich wydawców. To w „Revue” jako pierwsze pojawiły się teksty Zbigniewa Herberta i Tadeusza Borowskiego, Jacka Bocheńskiego i Sławomira Mrożka, Leszka Kołakowskiego, Stanisława Grochowiaka, Wisławy Szymbor-

skiej, Kamila Baczyńskiego, Janusza Głowackiego, Jana Twardowskiego, Czesława Miłosza, Adama Wiedemana, Jerzego Pilcha czy Andrzeja Stasiuka i wielu, wielu innych. Ale „Revue” nie tylko przybliża czytelnikowi literaturę polską, prezentując teksty (dodajmy, że zawsze w świetnych przekładach), ale dołącza do nich informacje biograficzne i bibliograficzne oraz zamieszcza studia o stanie literatury polskiej, co jest ważne zarówno dla czytelników, jak i osób profesjonalnie zajmujących się literaturą. Z okazji jubileuszu czasopisma – „ambasadora“ polskiej literatury na Słowacji – życzymy jego redaktor naczelnej, pani Jarce Samcovej, wielu dalszych sukcesów i jak najmniej kłopotów z finansowaniem tego ważnego i potrzebnego pisma. Życzyć wiernych czytelników nie musimy, bo tych ma. DANUTA MEYZA-MARUŠIAK

KIENKO E Jak używać liczebników porządkowych? OJĘZYKOW

Z

bliża się zima, a z nią Boże Narodzenie i Nowy Rok. Pierwszy śnieg już spadł, co prawda na chwilę, choć być może w momencie, kiedy to wydanie „Monitora Polonijnego” trafi do Państwa rąk, będzie już biało. Kończy się stary rok, zbliża się nowy. Ale który? Lata zapisujemy za pomocą cyfr. Jednak, gdy przychodzi nam je przeczytać, pojawia się problem: czy rok, który się zbliża, to dwutysięczny piąty?, czy może dwa tysiące piąty? I pewnie wielu wydaje się, że to problem banalny, jednak normy języka polskiego dokładnie określają używanie liczebników porządkowych, czyli tych, odpowiadających na pytanie który?, np. pierwszy, drugi. Wyjaśnijmy więc sobie, jak to jest z tymi formami. Otóż zgodnie z zasadami formę porządkową przybierają tylko liczebniki oznaczające dziesiątki i jedności. Wszystkie pozostałe, oznaczające setki, tysiące itd. zachowują formę liczebnika głównego, np. trzydziesty drugi, sto pięćdziesiąty, tysiąc czterysta dziesiąty. Kiedy takie liczebniki odmieniamy przez przypadki, zasada pozostaje taka sama, czyli np. z którym? – z pięćdziesiątym czwarty; któremu? – trzysta siedemdziesiątemu ósmemu; o którym? – o tysiąc osiemset sześćdzieGRUDZIEŃ 2004

siątym trzecim. Odstępstwa od tej sytuacji zachodzą tylko wtedy, gdy części oznaczająca setki, tysiące itd. znajdują się w pozycji końcowej, czyli po nich w zapisie cyfrowym występują same zera, np. dwusetny – w odmianie: z którym? – z dwusetnym; tysiąc dziewięćsetny – w odmianie: którego? – tysiąc dziewięćsetnego; tysięczny (tu uwaga! starsza, poprawna, choć obecnie rzadko używana forma to tysiączny!) – w odmianie: którego? – tysięcznego lub tysiącznego, ale już tylko: dwutysięczny, którego? – dwutysięcznego. Wszelkie odchylenia od wyżej przedstawionych zasad uważane są za błędne. Kiedy żegnaliśmy stary wiek i stare tysiąclecie (ew. kiedy, jak twierdzą inni, witaliśmy nowy wiek i nowe tysiąclecie) nie mieliśmy problemu, bowiem był rok dwutysięczny, który to liczebnik nie zawierał ani setek, ani dziesiątek, ani jedności. Jednak następny rok to nie był rok dwutysięczny pierwszy, lecz dwa ty-

siące pierwszy, gdyż końcowy jego element zawierał jedności. Zatem już Państwo wiecie, że rok, który się właśnie kończy, to rok dwa tysiące czwarty i z niecierpliwością czekamy na rok dwa tysiące piąty. Na koniec jeszcze mała uwaga, a właściwie przypomnienie (zob. „Monitor Polonijny” 2001/12): po liczebnikach porządkowych piszemy kropkę, aby odróżnić je od liczebników głównych, czyli: 5 – to pięć (lub jego forma przypadkowa), a 5. – to piąty (lub jego forma przypadkowa). Wyjątek stanowią daty, w których miesiąc zapisujemy albo cyframi rzymskimi, albo słownie, kiedy to kropki nie stawiamy, czyli np. 31 XII 2004 r., 1 stycznia 2005 r. Zatem życzę Państwu, jeszcze w dwa tysiące czwartym roku spędzenia Bożego Narodzenia we wspaniałej atmosferze, najlepiej rodzinnej, i szczęścia w Nowym Roku – dwa tysiące piątym! MARIA MAGDALENA NOWAKOWSKA 21


Słowacki Węgier, w którym bije FOTO: STANO STEHLIK

polskie serce

Co u nich

słychać?

S

toi na czele mniejszości narodowych żyjących w Koszycach. Został tam oddelegowany z ramienia Klubu Polskiego, którego jest aktywnym działaczem. Jego sposób pracy na rzecz Klubu Mniejszości Narodowych, który ma swoją siedzibę w Izbie Pamięci Sándora Máraiho, cenią sobie jego członkowie – przewodniczącym został na drugą kadencję. Anton Glezgo jest człowiekiem interesującym się wieloma kulturami, a to cecha, którą ceni się w Koszycach.

Polskie kontakty Z małżonkami Glezgo siedzieliśmy w sobotnie listopadowe popołudnie w jednej z kawiarenek przy ulicy Głównej w Koszycach. Na pytanie, które zadałam Andy’emu, kim się czuje, bez wahania odpowiedział – Węgrem. Ale to w Koszyach normalne. Bardziej dziwi fakt, że nie jest członkiem organizacji węgierskiej, ale aktywnie działa w szeregach Klubu Polskiego. Pierwszy kontakt z Polakami miał w Pradze, gdzie studiował w latach 60-tych na politechnice. „Polski współlokator w akademiku, Józek, nauczył mnie wielu słów w swoim języku, choć dopiero potem dowiedziałem się, że nie wszystkie są cenzuralne“ - wspomina Andy. Drugie spotkanie z Polakiem, a właściwie z Polką, odmieniło jego życie. Zakochał się w studentce – Jadwidze z Wałbrzycha. Znajomość zaowocowała ślubem. „W przyszłym roku będziemy obchodzić 35. rocznicę naszego ślubu“ - informuje Jadwiga. Język polski opanował szybko i niemalże do perfekcji, choć początki nie były łatwe „Rodzina Jadzi od razu mnie polubiła, ponieważ lubię opowiadać dowcipy, a opowiadałem je po polsku. Wszyscy śmiali się, jeszcze zanim skończyłem opowiadać“. 22

Słabość do kobiet Osiedlili się w jego rodzinnych Koszyach, choć nieraz myśleli o emigracji. „Nic z tego nie wyszło, mam miękkie serce do kobiet“ - wyjaśnia Andy. „W drugiej połowie lat 80-tych byłem w Szwecji i chciałem tam zostać, sprowadzić swoją rodzinę. Umawialiśmy się właśnie z żoną przez telefon, kiedy ona i dzieci dołączą do mnie, a naszej rozmowie przez drugi aparat telefoniczny przysłuchiwała się 13-letnia córka, która mnie poprosiła, żebym wrócił do domu, więc… wróciłem“ - wspomina. O uległości wobec kobiet mówi, rzucając spojrzenie w kierunku żony. „Zdominowała mnie do takiego stopnia, że zostałem Polakiem“ - żartuje. Ale widzę, że jest dumny z przynależności do polskiego stowarzyszenia. „Tak, dziesięć lat temu byliśmy świadkami narodzin Klubu Polskiego - dodaje Jadwiga - a mąż został wybrany na wiceprzewodniczącego“.

Wspólny mianownik wielokulturowy Ponieważ Jadwiga była absolwentką praskiej politechniki, bez problemu znalazła pracę w Koszycach. „Przez 30 lat pracowałam we Wschodniosłowackiej Hucie, w dziale informatyki, jako programator i projektant systemów. Dziś jestem już na emeryturze“. Anton pracuje jako inspektor pracy, choć dużo czasu zajmuje mu praca społeczna. „Czasami go proszę, żeby sobie odpoczął, przekazał obowiązki innym“ - mówi Jadwiga, ale Andy dodaje: „Robimy ciekawe rzeczy, mamy wiele do zrobienia“. I z entuzjazmem opisuje imprezy kulturalne, które przygotowuje dziewięć mniejszości narodowych mieszkających w Koszycach. „Zadaniem Klubu nie jest łagodzenie problemów wewnątrz konkretnych organizacji, ale dawanie szansy samorealizacji. Kultura to jest to, co nas łączy, a różnorodność wzbogaca“ - twierdzi Anton. „Oczywiście nie umniejszamy problemów istniejących, ale pokazujemy, że można żyć kulturalnie, nawet ramię w ramię z Romami“. Przyznaje, że w każdej grupie narodowej są różne problemy, spotyka się różnych ludzi. „Wiemy, jacy są Romowie, osiedla Lunik 9 unikam, ale wyciągamy pomocną dłoń do tych, którzy chcą ją przyjąć“. Wśród Romów są też i tacy, którzy angażują się w życie kulturalne miasta, uczą się języków. „Skłonność do kłótni i rozłamów nie jest tylko ich domeną“. Poprzez działalność Klubu mniejszości narodowe zyskały wspólny mianownik – porozumienie, a dzięki pracy takich ludzi jak Anton, świat na pewno zmierza w lepszym kierunku. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA MONITOR POLONIJNY


O zachowaniu się przy stole P

rzed nami święta Bożego Narodzenia i karnawał – znów będziemy uczestniczyć w wielu przyjęciach, może więc dobrze byłoby zastanowić się co nieco nad kulturą zachowania się przy stole. Jeśli chodzi o odkładanie sztućców podczas jedzenia, należy pamiętać, że nigdy nie kładzie się ich tak, by opierały się częściowo o brzeg talerza, a częściowo o stół, gdyż można poplamić obrus. Sztućce powinny zawsze znajdować się na talerzu – bądź to ułożone na krzyż, jeśli jeszcze jemy, lub złożone równolegle - rączkami w prawą stronę, a ostrzami w lewo ku górze, jeśli skończyliśmy już jeść. Powinniśmy też pamiętać, jak się je poszczególne potrawy, np. pieczywo podane w koszyczku lub, przy uroczystych przyjęciach, na talerzyku osobnym dla każdego gościa bierzemy do ręki, łamiemy na pół, a potem na mniejsze części i wkładamy po jednym kęsie do ust (przedtem można ten kęs posmarować masłem). Cytryny do potraw rybnych i mięsnych podawane są w plasterkach lub w formie ósemek. Plasterki kładziemy na kawałku potrawy i wygniatamy widelcem. To samo robimy z ósemką cytryny, którą również możemy wziąć do ręki, wycisnąć, a potem odłożyć na brzeg talerza. Cytryna do herbaty powinna być podana w plasterkach i obrana ze skórki. Plasterek wkładamy do naczynia z herbatą i lekko wygniatamy łyżeczką. Drób jemy nożem i widelcem, nie rękami - co można uczynić jedynie w zaciszu domowym. Dżem podany na stół nie w słoiku, ale w specjalnym naczyniu, obok którego leży łyżeczka, nakładamy tą łyżeczką na swój talerzyk, a potem już swoją łyżeczką rozsmarowujemy na chlebie. Kolbę kukurydzy możemy jeść dowol-

nie: nożem i widelcem albo rękami. Kompot jemy nie przechylając kompotierki, w związku z czym na dnie zawsze zostaje resztka. Owoce wyjadamy łyżeczką, zaś pestki wypluwamy na łyżeczkę i odkładamy na spodek spod kompotierki (oczywiście do przygotowania kompotu lepiej użyć owoców bez pestek!). Omlet jemy samym widelcem lub widelcem i łyżką, która spełnia rolę noża. Surowe ostrygi podane na lodzie je się specjalnym szerokim widelcem, którego jeden ząb posiada ostrze, za pomocą którego usuwamy skrzela i jelita, ukryte pod postacią czarnego punktu. Na oczyszczoną w ten sposób ostrygę wyciskamy sok z cytryny, posypujemy ją pieprzem, solą i, trzymając muszlę lewą ręką, przenosimy widelcem do ust. Owoce – jabłka i gruszki - dzielimy nożem do owoców na cztery części, obieramy, lub nie, wykrawamy pestki i wkładamy do ust za pomocą widelca lub ręki, ze skórką lub bez niej. Grejpfruta przecinamy na pół i wyjadamy sok łyżeczką. W pomarańczy nacinamy skórkę w kilku miejscach, dzielimy ją na części i ręką podnosimy do ust. Podobnie robimy z mandarynkami. W bananach odcinamy końce, obieramy ze skórki i jemy za pomocą noża i widelca do owoców. Ananasy i melony podaje się w formie plasterków, jemy je więc nożem i widelcem. Brzoskwinie obieramy ze skórki i okrawamy wokół pestki. Morele kroimy bez obierania. Winogrona jemy ręką, razem ze skór-

Dyplomacja i nie tylko

GRUDZIEŃ 2004

ką, ale gdy pestki są za duże, usuwamy je łyżeczką. Pasztet jemy widelcem, ale możemy go nałożyć na kęs chleba. Potrawy mączne jemy łyżką lub widelcem. Rzodkiewkę bierzemy do ręki. Ryż jemy widelcem, zaś egzotyczne potrawy z ryżu – łyżką. Ryby wędzone i marynowane jemy zwykłym nożem i widelcem, natomiast rybki z konserwy – samym widelcem, przy czym możemy pomóc sobie chlebem. Do ryb gotowanych i smażonych używamy specjalnych sztućców do ryb. Tępo zakończonym nożem oddzielamy mięso ryby od ości. Sałatę podajemy na osobnym talerzyku w postaci rozdrobnionych już liści. Jemy ją raczej widelcem, chyba że nie możemy sobie poradzić bez noża. Sery dajemy na drewnianej tacy, przy nich nóż o dwóch szpicach, którym odkrawamy po kawałku ser i przenosimy na swój talerz. Smarujemy kęsy chleba masłem, kładziemy na nich za pomocą noża kawałki sera i zjadamy. Sosem polewamy mięso, ale nie ziemniaki i inne jarzyny. Nie wyjadamy go z talerza do ostatka. Spaghetti jemy łyżką i widelcem, przy czym łyżkę trzymamy w lewej ręce. Na widelec nawijamy niezbyt duże porcje makaronu. Szparagi jemy nożem i widelcem. Ziemniaki rozdrabniamy na talerzu widelcem, a nie nożem. Zawiesiste zupy podajemy w głębokich talerzach i jemy łyżką. Chcąc dokończyć zupę w domu, możemy trochę odchylić talerz od siebie, ale nie robimy tego na przyjęciu. Zupy klarowne (bulion czy barszcz) podajemy w filiżankach z dwoma uszami. Jemy je łyżką deserową – większą od herbacianej, a mniejszą od stołowej. Resztkę zupy z filiżanki wypijamy. KATARZYNA KOSINIAK-KAMYSZ 23


•OGŁOSZENIA•OGŁOSZENIA•OGŁOSZENIA•OGŁOSZENIA•OGŁOSZENIA•OGŁOSZENIA• Klub Polski region Nitra informuje, że zajęcie w szkółce polonijnej odbywają się w każdy parzysty piątek w Centrum Wolnego Czasu CVC „Dominio” od godz. 16.00 do 18.00. W tym samym czasie odbywać się będą spotkania członków Klubu.

Uwaga Czytelnicy! Zbliża się koniec roku, a więc czas zaprenumerować „Monitor Polonijny” na rok przyszły. Dla tych, którzy się pospieszą, mamy ciekawą ofertę! Ci, którzy dokonają wpłat do końca roku 2004, zamiast płacić 300 Sk, mogą zapłacić cenę promocyjną – 250 Sk (studenci, emeryci, renciści – 200 Sk)! Tych, którzy będą prenumerować nasze pismo po raz pierwszy, prosimy o przekazanie swoich danych telefonicznie pod numer tel. Stana Stehlika – 0907 139 041, bądź pod adresem e-mail: staste@orangemail.sk. Niestety, niedoskonałość opłat w banku nie pozwala nam na wgląd, kto jest wpłacającym. Wpłat należy dokonywać na poczcie na numer konta: Tatra banka, 266 604 0059, kod banku: 1100, numer klienta: 142515, Variabilný symbol: MP 2005 Wydawca

WYDZIAŁ KONSULARNY INFORMUJE

Ceny biletów 35,-/28,-/24,-/19,- euro • W dniu imprezy bilety droższe o 1 euro ! • Dzieci, młodzież szkolna, studenci - bilety o 6 euro tańszy (zwrot w kasie przed imprezą po okazaniu legitymacji). • Tel: 00431 50-54-385, 00431 26-46-078 e-mail: polonez@chello.at

W dniu 30 września 2006 roku wygasa pierwszy termin roszczeń do świadczeń niemieckich dla żyjących poszkodowanych – byłych robotników niewolniczych i przymusowych III Rzeszy oraz innych ofiar nazizmu, a także dla ich szczególnych następców prawnych (spadkobierców), zaś na dzień 31 grudnia

2006 roku przypada ostateczny termin wygaśnięcia ww. roszczeń. Tym samym, z końcem roku 2006 wprowadzono ostateczny termin zakończenia wypłat dla wszystkich uprawnionych do świadczeń niemieckich ze środków Fundacji Federalnej „Pamięć, Odpowiedzialność i Przyszłość”.

Szukamy swoich polskich korzeni Konkurs „Szukamy swoich polskich korzeni” został ogłoszony w majowym wydaniu „MP”. Jego celem było zachęcenie młodzieży do spojrzenia wstecz i zapoznania się z historią swojej rodziny. Ponieważ w odpowiedzi nadeszła tylko jedna praca, konkurs nie mógł zostać rozstrzygnięty. Mimo tego nadesłana praca autorki Agaty Feszterovej zostanie nagrodzona. Dla redakcji czytanie jej było przyjemnością. Jak sama autorka pracy twierdzi, 24

poszukiwania rozpoczęła od rozmów z rodzicami, a „każda nowa informacja wymuszała potrzebę szukania następnej, która była coraz bardziej odległa w czasie”. Agacie udało w trakcie swoich poszukiwań dotrzeć aż do 1853 r., który jest rokiem urodzenia jej prapradziadka! Napisała też, że nie poprzestała na tym i nadal poszukuje danych dotyczących przeszłości rodziny. Praca jest zilustrowana drzewem genealogicznym oraz zdjęciem, dokumentującym ślub prapradziadka

w roku 1922. Nie tylko młodzież, do której był skierowany konkurs, ale także my, dorośli, możemy pozazdrościć autorce wiedzy na temat swojej rodziny. Agata w swej pracy napisała: „Pamięć ludzka jest ulotna, często tych, którzy mogliby nam pomóc w swoich poszukiwaniach już nie ma wśród nas”. I choćby z tego powodu wysiłek, który do napisania pracy konkursowej włożyła, jest bezcenny. Gratulujemy i nagradzamy! REDAKCJA MONITOR POLONIJNY


OGŁOSZENIA•OGŁOSZENIA• Agencja rekrutacyjna organizująca wyjazdy do pracy za granicą poszukuje

osoby do prowadzenia oddziału firmy na terytorium Słowacji: Nr referencyjny: SL/04/01

Kalendarium wydarzeń 2 grudnia

20 grudnia

1941 r. – W Warszawie umiera Edward Rydz-Śmigły, marszałek Polski.

1764 r. - Koronacja Stanisława Augusta Poniatowskiego na króla Polski w katedrze warszawskiej.

5 grudnia

21 grudnia

1925 r. – Umiera Władysław Reymont, pisarz, laureat Nagrody Nobla.

1949 r. - Z okazji 70-tej rocznicy urodzin Józefa Stalina specjalny pociąg zawozi z Warszawy do Moskwy 11 wagonów wypełnionych „darami z Polski”.

7 grudnia Wymagania • biegła znajomość jęz. angielskiego oraz słowackiego • dobra znajomość jęz. polskiego • wykształcenie wyższe Zadania • stworzenie i samodzielne prowadzenie oddziału firmy Oferujemy • dwumiesięczne szkolenie w krakowskiej centrali firmy - podczas szkolenia oferujemy bezpłatne zakwaterowanie w Krakowie • możliwość rozwoju zawodowego rekrutacja@itcpraca.pl W temacie e-maila prosimy podać nr referencyjny stanowiska •ŻYCZENIA•ŻYCZENIA• Czytelnikom naszego czasopisma życzymy pogodnych Świąt Bożego Narodzenia oraz Szczęśliwego Nowego Roku! Wydawca oraz Redakcja Naszej koleżance redakcyjnej Majce Kadleček składamy gratulacje z okazji ukończenia studiów pedagogicznych w polskim Cieszynie i uzyskania tytułu magistra. Redakcja Wszystkim Rodakom i ich Rodzinom mieszkającym i przebywającym czasowo na Słowacji życzę radosnych Świąt Bożego Narodzenia i Szczęśliwego Nowego Roku. Wojciech Biliński GRUDZIEŃ 2004

1970 r. – Rządy PRL i RFN podpisują układ „O podstawach normalizacji wzajemnych stosunków”.

9 grudnia 1922 r. - Gabriel Narutowicz zostaje wybrany pierwszym w dziejach Polski prezydentem (16 XII zostaje zamordowany). 1990 r. - Lech Wałęsa zostaje wybrany prezydentem Polski.

10 grudnia 1935 r. - Irena Curie, córka Marii Skłodowskiej-Curie, wraz z mężem Fryderykiem Joliot otrzymuje Nagrodę Nobla w dziedzinie chemii.

11 grudnia 1618 r. - W Dywilinie (Duelinie) Polska zawiera rozejm z Rosją.

12 grudnia 1501 r. - Koronacja Aleksandra Jagiellończyka na króla Polski. 1575 r. - Prymas Polski Jakub Uchański ogłasza cesarza Maksymiliana Habsburga królem Polski (15 XII szlachta ogłasza królem Polski Annę Jagiellonkę, dając jej za męża Stefana Batorego, wojewodę siedmiogrodzkiego). 1586 r. - W Grodnie umiera Stefan Batory, król Polski.

13 grudnia 1981 r. - Władze PRL wprowadzają stan wojenny. Na czele Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego (WRON) staje gen. Wojciech Jaruzelski (16 XII od kul milicji w kopalni „Wujek” ginie 9 górników).

14-18 grudnia 1970 r. - Na Wybrzeżu robotnicy protestują przeciwko podwyżkom cen. Od kul milicji ginie kilkadziesiąt osób (20 XII Władysław Gomułka I Sekretarz KC PZPR - zostaje usunięty ze stanowiska).

16 grudnia 1672 r. - We Francji umiera Jan Kazimierz Waza, były król Polski.

18 grudnia 1529 r. - Sejm wybiera Zygmunta Augusta królem Polski za życia jego ojca Zygmunta Jagiellończyka, zwanego odtąd Starym.

22 grudnia 1930 r. - Na wystawie lotniczej w Paryżu polski samolot PZL P-6 zostaje uznany za najlepszy myśliwiec. 1989 r. - Lech Wałęsa składa przysięgę prezydencką i na Zamku Królewskim w Warszawie odbiera przedwojenne insygnia władzy z rąk ostatniego prezydenta RP na obczyźnie Ryszarda Kaczorowskiego (29 XII Sejm konstytucyjnie zmienia nazwę państwa z Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej na Rzeczpospolitą Polską).

25 grudnia 1025 r. - Koronacja Mieszka II na króla Polski w Gnieźnie. 1076 r. - Koronacja Bolesława Śmiałego (Szczodrego) na króla Polski w Gnieźnie. 1825 r. - Mikołaj I, car Rosji, samowolnie wydaje manifest o wstąpieniu na tron polski.

27 grudnia 1594 r. - Koronacja Zygmunta III Wazy na króla Polski na Wawelu. 1655 r. - Wojska szwedzkie odstępują od oblężenia Jasnej Góry. 1953 r. - Umiera Julian Tuwim, poeta. 1918 r. - Wybucha powstanie wielkopolskie. 1995 r. - Marek Kamiński zdobywa biegun południowy - jako pierwszy człowiek w ciągu jednego roku dotarł w ten sposób do obu biegunów.

31 grudnia 1940 r. - Komuniści powołują w Polsce Krajową Radę Narodową. 1944 r. - Utworzenie Rządu Tymczasowego, podległego Związkowi Radzieckiemu. OD REDAKCJI: 1956 r. - Urodził się autor tej rubryki. Redakcja składa mu serdeczne życzenia urodzinowe. WOJCIECH BILIŃSKI

P.S. Autor niniejszego kalendarium pragnie podziękować Czytelnikom za trwające cały rok spotkania, pozwalające przybliżyć historię ojczystego kraju. Ma też nadzieję, że w przyszłym roku uda mu się Państwa zainteresować nowym cyklem historycznym, przybliżającym związki polsko-słowackie na przestrzeni dziejów. 25


K

POLSKA Oczami słowackich dziennikarzy

PETER BALLA ŠÉFREDAKTOR V TV NOVÉ ZÁMKY pracoval 8 rokov v Rádiu Twist ako moderátor a hudobný dramaturg (o.i. pripravil niekoľko relácií o súčasnej poľskej hudbe)

Môj prvý výlet do Poľska bol do Lublinu. Na gymnáziu som pripravoval rozhlasové vysielanie pre mojich spolužiakov a za odmenu som dostal zájazd pre vzorných zväzákov z celého Slovenska, ktorí mohli stráviť dva týždne v Poľsku. Napriek tomu, že som sa dostal medzi „elitu“ našej mládeže, nemal som nijaké pocity zadosťučinenia, ale do Poľska som sa tešil. O Poliakoch som vtedy vedel asi toto: sú chodnejší ako my, preto musia obchodovať so všetkým s čím sa obchodovať dá. A k tomu som dostal ešte jednu radu: mal som si zameniť peniaze na trhu a nie v banke. A tak som nakúpil čokoládové tyčinky, dve „štangle“ salámy, cukríky a vydal som sa na cestu. Spomínam si, že sa mi Lublin páčil, najmä jeho stará časť s trhom, ktorý sa pre mňa stal centrom všetkého diania: nakupovania, výmeny peňazí a dokonca aj predávania toho, čo som si priniesol so sebou. Ale predovšetkým to bolo panoptikum postáv a postavičiek, ktoré sa ku mne zväčša prihovárali slovami: „Korony? Po ile?“ Bál som sa púšťať s nimi do rozhovoru, pretože som mal pocit, že im nebudem rozumieť. Jedného dňa som sa stal svedkom hádky dvoch mužov. Nerozumel som dobre, ale určite išlo o niečo vážne. Na26

FOTO: ARCHIWUM

eď som sa dozvedel, že mám písať o Poliakoch, spomenul som si najskôr na Zbigniewa Nienackého a jeho Pána Tragáčika, ktorého som ako dieťa veľmi rád čítal. Bolo to vôbec moje prvé stretnutie s niečím poľským (Lolek a Bolek u mňa prišli trochu neskôr). Medzičasom sa mi podarilo niekoľkokrát navštíviť Poľsko, spoznať zopár zvláštnych a zaujímavých ľudí, ochutnať ich jedlá, počúvať ich hudbu. Ťažko sa však môžem považovať za znalca poľskej „nátury“ už aj preto, že som si voči Poliakom vybudoval obdiv a rešpekt. Prečo? To sa vám pokúsim vysvetliť.

priek tomu sa obaja oslovovali „pan“, čo mi prišlo veľmi sympatické v porovnaní s tým, čo som poznal zo Slovenska. A zároveň som si uvedomil, že sa mi poľština veľmi páči. Snažil som sa zachytiť niektoré slová a používať ich pri nadväzovaní rozhovorov s mladými Poliakmi (vlastne najmä s Poľkami). Mal som vtedy 16 a každý večer bola diskotéka. Chodili sme do mesta, vždy na jedno a to isté miesto, kam chodievali aj Lublinčania. Bolo zaujímavé sledovať ako sa zabávajú. Predovšetkým boli oveľa menej hanbliví ako my. U nás na Slovensku sa vtedy, neviem ako je to teraz, tancovalo na diskotékach vždy v skupine. Poliaci tancovali v pároch, alebo celkom osamote. Páčilo sa mi ako tancujú, preto som sa rýchlo naučil to, čo dodnes volám „poľský tanec“ (doľava, doprava, prešľap, doľava, doprava, prešľap). Poľská individualita nakoniec zvíťazila nad slovenskou „stádovitosťou“ a my sme sa už viac nebáli uvoľniť. Keď prišla o rok ďalšia možnosť ísť do Poľska, snažil som sa byť vzorným zväzákom. Oplatilo sa. Znova som sa ocitol v Lubline. Tentokrát sme ale mali

oveľa organizovanejší program, preto som na trh tak často nechodil. Navyše som zažil jednu nepríjemnú skúsenosť: vo Varšave nás pri výmene korún za zloté okradli. Bola to naša chyba, ale všetci sme si mysleli, že za to môžu Poliaci. Až oveľa neskôr som si uvedomil, že takto nejako sa rodí nenávisť a kolektívna vina. Vtedy v Lubline som už nijakého Poliaka spoznať nechcel, ale neskôr som tento svoj radikálny názor našťastie zmenil. Dnes sa na nich pozerám takto: závidím im ich históriu a národnú hrdosť, ktorá sa najviac prejavila v tých najťažších obdobiach poľských dejín. To je základ, z ktorého vychádzajú dnešní Poliaci. Sú na seba primerane hrdí (občas môžu byť až namyslení, ale to je vec charakteru), ich jazyk mi príde kultúrnejší ako ten náš – keď občas pozerám poľskú televíziu a počúvam tú reč, príde mi oveľa logickejšia ako naša. S hrdosťou ide ruka v ruke zdravé sebavedomie, menší strach zo života – vhodný príklad: niekoľkokrát som zažil skupinu poľských detí v táboroch na Slovensku. Mali oveľa viac slobody ako naše deti. Slovák by až povedal, že je to nezodpovedné, že Poliaci sa o deti nevedia poriadne postarať. Ale u nich to zďaleka nie je taký problém ako u nás. Teraz žijem v Nových Zámkoch, kde človek veľa Poliakov nestretne. Napriek tomu tu poznám jednu Poľku, povolaním reštaurátorku, a považujem ju za veľmi milú osobu. Nevídame sa často, ale keď ju stretnem, rád sa s ňou porozprávam. Nie ako rovný s rovným, cítim voči nej nepatrný, ale predsa stále prítomný rešpekt. Je pre mňa príslušníčkou národa, ktorý toho v dejinách dokázal viac ako ten môj. Viem, že to nie je jedinou zárukou kvalitného človeka, zvlášť nie v dnešnej dobe globalizácie, kedy národná história už zďaleka tak neovplyvňuje charakter ľudí ako kedykoľvek predtým. Ale už na začiatku som sa priznal, že Poliakov obdivujem. Možno niekedy až príliš, uznávam. Berte to tak, že predstavujem opačný extrém voči tým, ktorí ich považujú za obyčajných „šmelinárov“. MONITOR POLONIJNY


pewno nie możecie doczekaç się świąt. W Wigilię wszystko jest takie wyjątkowe i niesamowite. Pachną potrawy przyrządzone tylko raz w roku, stół jest nakryty uroczyście, a mama śpiewa w kuchni melodyjne kolędy. Czy wiecie, że noc wigilijna też jest wyjątkowa? Podobno w tę noc woda w potokach i rzekach zamienia się w miód, drzewa w sadach zakwitają i owocują, a zwierzęta i ptaki mówią ludzkim głosem. Nie wierzycie w takie cuda? Spróbujcie w tym roku, a może uda Wam się przynajmniej podsłuchaç, o czym ze sobą rozmawiają wasze znajome zwierzęta! Jeśli nie będziecie mieç tyle szczęścia, przynajmniej wyobrażcie sobie, co takiego mogą mówiç.

Na

Kocur Feliks, z sąsiedztwa: „Miau, miau, jestem maleńki i przecież to widaç. Dlaczego tupiesz nogą, gdy mnie widzisz, albo krzyczysz: psik kocurze!? Raczej daj mi miseczkę mleczka, szproteczki choç pół i podrap czasem za uszkiem”. Jamnik Teo - z naprzeciwka: „Miły kolego, ja po prostu sobie nie życzę, ja po prostu nie lubię, gdy ogon mój to ster, a ja to okręt twój! Pogłaszcz mnie po grzbiecie i przenieś mnie przez kałużę”. Chomik Miluś - cioci Ewy: „Uważajcie na mnie! Drżę ze strachu, że przydepniecie mnie przypadkiem. I nie stukajcie ciągle w szybkę akwarium! To moje okno na świat, ale i ja czasem też potrzebuję spokoju”.

W odpowiedzi na nasz konkurs zatytułowany „Moje zwierzątko” przyszło wiele prac z całej Słowacji. Komisja konkursowa, której członkami byli redaktorzy „Monitora Polonijnego”, za najciekawsze uznała prace następujących autorek: KASI BIENIEK z Bratysławy,

DOMINIKI GREGUŠKOVEJ z Nitry, MARYSI KOSINIAK-KAMYSZ z Bratysławy. Laureatki otrzymają od redakcji nagrody, a wszyscy pozostali uczestnicy konkursu upominki. Kolejny konkurs, do którego chcemy serdecznie zaprosiç naszych czytelników, zatytułowaliśmy „Moje podróże”. Czekamy na Wasze opowiadania, wspomnienia, zdjęcia, rysunki, a nawet wierszyki i rymowanki. Stronę opracowała Majka Kadleček


czyli gołąbki na dwa sposoby owiem szczerze, z gołąbkami zawsze mam problemy natury smakowej i ilościowej. Czy smaczniejszy jest sos, czy farsz? Czy lepsze są gołąbki świeże, czy odgrzewane? Czy zjedzenie czterech sztuk na raz jest normalne? Nie będę się zadręczaç – gołąbki są po prostu fantastyczne, typowo polskie i uniwersalne! Nie wierzą Państwo? Gołąbki wigilijne z grzybami podamy podczas świątecznej wieczerzy. A w karnawale – hulaj duszo i żołądku z gołąbkami „incognito”!

P

Gołąbki wigilijne

Gołąbki „incognito“

przepis i wykonanie potrawy Wojciech Biliński

przepis Marii Bielikovej

SKŁADNIKI: 1 główka surowej kapusty (twardej – liście powinny przylegaç do siebie); FARSZ: 25 dag ryżu, 5 dag suszonych grzybów (prawdziwków), 2 średnie cebule, 5 dag masła lub smalcu, 1 surowe jajko, sól, pieprz Ryż ugotować w dużej ilości osolonej wody (nie może być zbyt miękki), następnie przepłukać zimną wodą i odsączyć. Grzyby ugotować i drobno posiekać, a wywar zachować. Cebulę drobno posiekać i zrumienić - nie przypalić! - na maśle lub smalcu. Składniki wymieszać. Dodać do nich surowe jajko i ponownie wymieszać. Doprawić solą i pieprzem. Z kapusty wyciąć głąb. Liście zdejmować ostrożnie, aby ich nie rozerwać. Jeśli nie będą chciały odchodzić od główki, kapustę należy wrzucić na kilka minut do wrzącej wody (czynność tę można powtarzać). Z każdego liścia ostrym nożem odciąć grubą część nerwu głównego, po czym rozwinąć i nałożyć farsz. Ciasno zwinąć (złożyć) jak chusteczkę, poczynając od szerszych boków prostokąta. Pozostałymi liśćmi wyłożyć garnek kamionkowy lub emaliowany, w którym świąteczny specjał nie będzie przywierać do spodu. Gołąbki układać ciasno, warstwami - nie więcej niż trzema. Zalać zachowanym osolonym wywarem z grzybów, ew. uzupełnić wrzątkiem tak, aby całość przykryć płynem. Przykryć i piec w piekarniku ok. 1 godz. lub gotować na kuchence ok. 1,5 godz. na wolnym ogniu. Najlepiej smakują podsmażone następnego dnia na maśle. Można je wtedy podać na liściach świeżej sałaty, przybrane aromatycznym koperkiem, również świeżym. Kuchnia staropolska zna wiele odmian gołąbków. Do ich przygotowania można użyć kapusty włoskiej a jako farszu kaszy gryczanej zamiast ryżu. Wtedy najlepiej zalać je barszczem żytnim, zaś z wywaru grzybowego przyrządzić sos na złotej zasmażce z dodatkiem kwaśnej śmietany. Na Słowacji można dostać całe głowy kapusty kiszonej w beczkach. Z nich liście łatwiej się zdejmuje, a gołąbki są bardziej wyrafinowane w smaku.

SKŁADNIKI: 50 dkg mielonej wieprzowiny, 70 dkg białej kapusty, 3/4 szklanki kaszki manny, 3 jajka, 2 cebule, 1 litr soku pomido ro wego, bułka tarta, Vegeta, pieprz, sól – do smaku Kapustę zmielić w malakserze jak najdrobniej, cebulę pokroić na drobno i podsmażyć, żółtka oddzielić od białek. Zmieszać mięso, kapustę, kaszkę mannę, 3 żółtka, cebulę, pieprz, sól, Vegetę, a na koniec dodać ubite białka. Uformować 14-16 kotletów, obtoczyć je w bułce tartej i obsmażyć jak zwykłe kotlety mielone. Potem przełożyć do naczynia żaroodpornego, zalać sokiem pomidorowym, przykryć i wstawić do piekarnika. Piec 45 min. w temperaturze 200°C. MAJKA KADLEČEK

FOTO: STANO STEHLIK

Monitor Polonijny 2004/12  
Monitor Polonijny 2004/12  
Advertisement