Monitor Polonijny 2020/12

Page 1

ISSN 1336-104X

Monitor 12_2020 29.11.2020 22:37 Page 33

Wigilia online? str. 4

str. 5

lat


Monitor 12_2020 29.11.2020 22:33 Page 2

Wyróżnienie EMiGRY dla teledysku do „Piosenki kulinarnej“! eledyski do „Piosenki kulinarnej“ i „DyskuTanga“, zrealizowane przez Klub Polski na Słowacji, zostały zaprezentowane podczas 8. Festiwalu Filmowego EMiGRA w Warszawie. Festiwal ten trwał od 6 do 8 listopada 2020 roku i po raz pierwszy online. Już w pierwszy, piątkowy wieczór każdy z widzów w zaciszu własnego domu mógł obejrzeć konkursowe produkcje, w tym wspominane dwa klipy ze Słowacji. Weekendowy maraton zaoferował wiele różnorodnych wypowiedzi. „Już dziś widzimy, że będziemy musieli rozszerzyć formułę festiwalu i stworzyć nowe konkursowe kategorie, by uwzględnić teledyski oraz zarejestrowane na kamerę spektakle teatralne, które przysyłają do nas ich twórcy“ – dzieliła się swoimi uwagami tuż po zakończeniu festiwalu jego główna organizatorka Agata Lewandowski.

T

ZDJĘCIE: MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

Na tegoroczny konkurs zgłoszono 62 filmy z całego świata, wiele z nich było z Ameryki Południowej – z Pa ragwaju, Boliwii, Brazylii i Argentyny, a jeden zgłosili nawet Polacy mieszkający w Japonii.

„W tym roku więcej jest wypowiedzi ciekawych formalnie, dobrze wyreżyserowanych i opartych na konkretnym pomyśle. Przybyło też spójnych wypowiedzi zarówno pod względem obrazu, jak i dźwięku. Bardzo poszerzył się wachlarz poruszanych tematów i wydaje się, że najbardziej warte nagradzania są te filmy, które pokazują rolę Polaków w nowej ojczyźnie, a nie zajmują się tylko kultywowaniem polskiego folkloru“ – oceniła tegoroczny konkurs jego przewodnicząca dr Małgorzata Przedpełska-Bieniek. Różnorodność prac wynika też z tego, że konkurs jest otwarty zarówno na twórców profesjonalnych, jak i niezależnych. „Wśród nagrodzonych znajdują się tak dojrzałe gatunkowo produkcje filmowe, jak Jazda obowiązkowa w reżyserii Ewy Kochańskiej czy Przemyśl, złamane marzenia w reżyserii Tomasza Magierskiego, obok niskobudżetowych projektów, realizowanych często z własnych środków, jak Chudzielec w reżyserii To masza Wiśniewskiego czy Spowiedź emigranta w reżyserii Wojciecha Kusia“ – podsumowała PrzedpełskaBieniek.

Przygotowanie takiego festiwalu w formie online to zadanie dla sztabu ludzi, którzy po kilkanaście godzin dziennie pracowali przy komputerach. EMIGRA to nie tylko filmy, ale i rozmowy z ciekawymi twórcami, z którymi za pomocą Internetu łączyła się Agata Lewandowski. „W tym zabieganiu nasi technicy pomyłkowo puścili jeden z filmów z Ameryki Południowej bez polskich napisów, ale uznaliśmy, że jego optymistyczna wypowiedź będzie i tak czytelna dla odbiorcy“ – mówiła z uśmiechem główna organizatorka. Z kolei przewodnicząca jury zauważyła, że tematyka prac konkursu jest odzwierciedleniem aktualnego życia, czego przykładem mogą być filmy, dotyczące przetrwania pandemii i izolacji. „Na szczęście nie zabrakło też prac z optymistycznym nastawieniem, takich jak Piosenka kulinarna w reżyserii Łukasza P. Wojciechowskiego, pełna oryginalnego słowackiego humoru“ – dodała na koniec. RED. Pełną listę nagrodzonych filmów publikujemy na www.polonia.sk

ZDJĘCIA: DARIUSZ WALCZAK

2

MONITOR POLONIJNY


Monitor 12_2020 29.11.2020 22:33 Page 3

W tym numerze „Monitora“ będzie odświętnie, bo zbliża się Boże Narodzenie. Jakie ono będzie w tym roku? Nad tym zastanawia się nasza redakcyjna koleżanka w artykule otwierającym grudniowy „Monitor“ (str. 4). Odświętnie, bo nadal cieszymy się jubileuszem „Monitora“, stąd kolejna garść wspomnień naszych twórców, którzy uchylają rąbka tajemnicy powstawania ich artykułów (str. 5). Odświętnie jest też w rubryce kulinarnej, w której autorskimi przepisami dzieli się profesjonalny kucharz polskiego pochodzenia (str. 32; cd. w następnym numerze). Odświętnej atmosferze poświęcony jest też kolejny odcinek rubryki ekologicznej (str. 28), a i odświętne hasło skrywa nasza krzyżówka (str.26). W tym numerze publikujemy ostatnią część autorskiego cyklu Jacka Gajewskiego, poświęconego polskiemu komiksowi. Na koniec autor dzieli się swoimi „the best“ ze świata kolorowej kreski (str. 27). Kończymy też cykl „Rozsiani po Polsce“, po raz drugi zaglądając do Częstochowy za sprawą Słowaczki, która w tym właśnie mieście mieszka od ponad 40 lat! (str. 30). Na naszych łamach nie może zabraknąć historii Polaków czy osób polskiego pochodzenia, więc w ramach „Wywiadu miesiąca” publikujemy rozmowę z członkiem znanego słowackiego zespołu Korben Dallas (str. 9), a w rubryce „Co u nich słychać“ przedstawiamy pewną polsko-belgijską parę, którą połączyła Słowacja (str. 16). Sporo też w grudniowym numerze akcentów kinowych! Po pierwsze dlatego, że podczas 8. Festiwalu Filmowego EMiGRA teledysk do „Piosenki kulinarnej“ Klubu Polskiego w reżyserii Łukasza P. Wojciechowskiego zdobył wyróżnienie (str. 2), po drugie telewizja Folklorika nakręciła film o naszych rodakach z Dubnicy nad Wagiem (str. 14), a po trzecie w rubryce „Kino-oko” publikujemy recenzję interesującego filmu „Córka trenera“ (str. 24). No i na koniec w tym numerze znajdą Państwo drugą część artykułu „James Bond made in Poland?“ (str. 22). Życzymy Państwu niezapomnianych wrażeń czytelniczych, odświętnych doznań związanych z Bożym Narodzeniem i nie tylko. A przede wszystkim życzymy dużo zdrowia, byśmy wszyscy przetrwali czasy pandemii i z optymizmem patrzyli na nadchodzący Nowy Rok! W imieniu redakcji

Wigilia online? 4 Z KRAJU 4 „Monitor“ od kuchni, czyli oczami jego twórców (2 część) 5 WYWIAD MIESIĄCA Igor „Ozo“ Guttler – człowiek wielu imion 9 Z NASZEGO PODWÓRKA 12 CO U NICH SŁYCHAĆ? O tym, jak Polka i Belg w Bratysławie miłość znaleźli 16 ELEMENTARZ POLSKOSŁOWACKIEJ RODZINY Prawdziwy fundament 19 Zanim pojawiła się Iga Świątek, czyli Polacy a Wielki Szlem 20 CZUŁYM UCHEM Absolutnie żywy Dżem 21 James Bond made in Poland? 22 BLIŻEJ POLSKIEJ KSIĄŻKI Baśń na gorsze czasy 22 KINO-OKO Jacek Braciak i Agata Buzek w „Córce trenera” 24 SŁOWACKIE PEREŁKI Perła Pohronia 25 KRZYŻÓWKA 26 SUBIEKTYWNA HISTORIA KOMIKSU POLSKIEGO Moje the best, czyli subiektywnie najlepsze polskie komiksy 27 SŁOWACJA W UNII EUROPEJSKIEJ EURO zamiast korony, czyli walutowa rewolucja 28 OGŁOSZENIA 29 BASIA Z ZIELONEGO WZGÓRZA Szlachetne święta 29 ROZSIANI PO POLSCE Spod Mariańskiej Góry pod jasnogórską wieżę 30 MIĘDZY NAMI DZIECIAKAMI Moc dawania 31 PIEKARNIK Niech będzie uroczyście 32

ŠÉFREDAKTORKA: Małgorzata Wojcieszyńska • REDAKCIA: Agata Bednarczyk, Alina Kabele, Basia Kargul, Natalia Konicz-Hamada, Arkadiusz Kugler, Katarzyna Pieniądz, Magdalena Zawistowska-Olszewska KOREŠPONDENTI: KOŠICE: Magdalena Smolińska TRENČÍN: Aleksandra Krcheň • JAZYKOVÁ ÚPRAVA V POĽŠTINE: Maria Magdalena Nowakowska, Małgorzata Wojcieszyńska GRAFICKÁ ÚPRAVA: Stano Stehlik ZAKLADAJÚCA ŠÉFREDAKTORKA: Danuta Meyza-Marušiaková † (1995 - 1999) • VYDAVATEĽ: POĽSKÝ KLUB ADRESA: Nám. SNP 27, 814 49 Bratislava • IČO: 30 807 620 • KOREŠPONDENČNÁ ADRESA: Małgorzata Wojcieszyńska, 930 41 Kvetoslavov, Tel: 031/5602891, monitorpolonijny@gmail.com BANKOVÉ SPOJENIE: Tatra banka č.ú.: SK60 1100 0000 0026 6604 0059 • EV542/08 ISSN 1336-104X • Redakcia si vyhradzuje právo na redigovanie a skracovanie príspevkov • náklad 550 ks • nepredajné • Realizované s finančnou podporou Fondu na podporu kultúry národnostných menšín • Projekt współfinansowany ze środków Kancelarii Prezesa Rady Ministrów w ramach Zadania publicznego dotyczącego pomocy Polonii i Polakom za granicą. Publikacja wyraża jedynie poglądy autora/ów i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Kancelarii Prezesa Rady Ministrów i Fundacji „Pomoc Polakom na Wschodzie”. Laureat Nagrody im. Macieja Płażyńskiego w kategorii redakcja medium polonijnego 2013

GRUDZIEŃ 2020

3


Monitor 12_2020 29.11.2020 22:33 Page 4

Wigilia online?

amiętam, jak na początku roku synek zapytał mnie, kiedy znowu przyjdzie Gwiazdor, który przynosi prezenty w Wigilię w Wielkopolsce. Zaskoczona pytaniem próbowałam mu wytłumaczyć, że dopiero co był i trzeba będzie poczekać prawie rok, ale małe dzieci nie mają poczucia czasu. Jutro miesza im się z wczoraj, a to, co było zaledwie kila dni temu, odbierają jak wieczność. Wyjaśniając synkowi zawiłości czasowe i tłumacząc, na czym polegają pory roku, widziałam jego rozczarowanie, że na Gwiazdora będzie jeszcze musiał bardzo długo poczekać.

P

11 listopada obchodzono NARODO WE ŚWIĘTO NIEPODLEGŁOŚCI. Tegoroczne uroczystości miały wyjątkowo skromny charakter ze względu na epidemię koronawirusa. Prezydent Andrzej Duda oraz przedstawiciele najwyższych władz złożyli kwiaty przed Grobem Nie znanego Żołnierza na pl. Piłsudskie 4

Teraz, gdy o tym myślę, mam wrażenie, iż ten rok minął niezwykle szybko. Czas przeleciał w okamgnieniu i mimo pandemii, która zmusiła nas do zmiany wielu planów i całkowitego przeorganizowania życia oraz częstszego przebywania w domu, znów mamy święta. Podobnie jak większość ludzi na całym świecie uwielbiam czas Bożego Narodzenia. Święta te mają swój niezwykły urok i wyjątkową magię. To niezapomniane chwile, kiedy spotykamy się w gronie rodziny i bliskich, obdarowujemy prezentami, śpiewamy kolędy, a codzienne zmartwienia

go w Warszawie. Kwiaty złożono także przed pomnikami ojców niepodległości – Józefa Piłsudskiego, Ignacego Jana Paderewskiego, Ignacego Daszyńskiego oraz Win centego Witosa. Do trwającej pandemii prezydent nawiązał w swoim telewizyjnym wystąpieniu, podkreślając, że sytuacja jest niezwykle poważna. Dodał, że to wielkie wyzwanie dla wszystkich obywateli, dla służby zdrowia i władz państwo wych. „Czas pandemii to czas podejmowania trudnych, często niepopularnych decyzji“ – zaznaczył. „Dla każdego najważniejsze jest życie i zdrowie. Dlatego zadaniem państwa polskiego jest zapewnić bezpieczeństwo obywatelom!“ – oświadczył.

zastępują śmiech, radość i zabawa. Cały dom pachnie choinką i świątecznymi potrawami, na które czeka się cały rok. Blask bombek i choinkowych światełek rozświetla krótkie i szare zimowe dni. Ostatnio jednak zaczęłam zastanawiać się nad tegorocznymi świętami. Jak będą wyglądały? Czy w związku ze stale panującą pandemią Covid-19 uda mi się dotrzeć na święta w rodzinne strony? Jeszcze kilkanaście miesięcy temu nie przypuszczałam, że pandemia tak się przeciągnie i będzie jeszcze gorzej niż wiosną. Obserwując rosnącą w zastraszającym tempie liczbę zakażeń i zgonów spowodowanych wirusem Covid-19, mam poważne obawy co do wyjazdu w rodzinne strony. Przywódcy wielu państw wprowadzają szereg obostrzeń, a także ostrzegają obywateli, by nie podejmowali jeszcze decyzji o wyjazdach świątecznych. I gdy ja myślę o zdrowiu, obawiam się lockdownu i zastanawiam się, czy granice między Słowacją a Polską będą otwarte, mój syn mówi mi, że on chce, by Gwiazdor przyszedł u babci Ali w Poznaniu, a nie w Pezinku. Stanęłam więc przed nie lada problemem. Co robić? Z pewnością te święta będą inne. Być może skromniejsze i oszczędniejsze. Chociaż bardzo lubię świąteczny nastrój w sklepach i wielkich cen-

11 listopada ulicami Warszawy przeszedł MARSZ NIEPODLEGŁOŚCI, organizowany przez środowiska narodowe. Według zapowiedzi marsz miał być zmotoryzowany w związku z epidemią koronowirusa. Ostatecznie ptzyjął formę przemarszu ulicami stolicy, podczas którego doszło do zamieszek – w stronę policjantów rzucano race i petardy; policja użyła środków przymusu bezpośredniego. Jedna raca, rzucona przez uczestnika marszu, spowodowała pożar mieszkania w kamienicy na Powiślu. Ranny został jeden z fotoreporterów, postrzelony w twarz z broni gładkolufowej. 16 listopada w wieku 97 lat zmarł ks. kardynał HENRYK GULBINOWICZ,

były wieloletni metropolita wrocławski. W 1970 r. Gulbinowicz odebrał święcenia biskupie z rąk kardynała Stefana Wyszyńskiego; w 1976 r. został metropolitą wrocławskim, a w 1985 r. kardynałem. W stanie wojennym kard. Gulbinowicz wspierał dolnośląską Solidarność. Historia ukrycia przez niego w Pałacu Biskupim związkowych pieniędzy (80 mln zł) doczekała się filmowej ekranizacji. Jednak według ustaleń IPN ks. Gulbinowicz w latach 1970-1975 był traktowany przez SB jako kandydat na tajnego współpracownika. W listopadzie Stolica Apostolska pozbawiła go prawa używania insygniów biskupich; otrzymał też zakaz uczestnictwa w celebracjach. Te decyzje to MONITOR POLONIJNY


Monitor 12_2020 29.11.2020 22:33 Page 5

trach handlowych, to w tym roku prezenty kupię w Internecie. Pogodziłam się też z faktem, iż nie odbędzie się wiele przedświątecznych spotkań ze znajomymi, które odbywały się co roku. Na pasterkę też się w tym roku nie wybiorę, a i Sylwester zapowiada się mniej huczny i w małym gronie. Nie umiem jednak wyobrazić sobie świąt bez całej rodziny, bo chociaż dziś wszystko może odbywać się wirtualnie, to nic nie zastąpi świąt w realu. Bez względu jednak gdzie i jak przyjdzie nam obchodzić tegoroczne Boże Narodzenie, niech będzie to niezapomniany czas, spędzony bez pośpiechu, trosk i zmartwień. Niech magia świąt wypełni ciepłem i miłością wszystkie mroźne dni, a w Boże Narodzenie połączy nas nie tylko wigilijny stół, ale i to, co piękne, otwarte serca i moc zrozumienia. MAGDALENA ZAWISTOWSKA-OLSZEWSKA

pokłosie zarzutów dotyczących pedofilii, stawianych kardynałowi. Kardynał został ponadto pozbawiony prawa do nabożeństwa pogrzebowego w katedrze i pochówku w niej. Od 22 października w miastach w całej Polsce odbywają się wielotysięczne protesty organizowane przez STRAJK KOBIET związane z orzeczeniem Trybunału Konstytucyjnego o niekonstytucyjności aborcji z powodu przesłanki eugenicznej. 24 października protesty odbyły się przed wieloma kościołami. 27 października do obrony kościołów wezwał prezes PiS Jarosław Kaczyński: „Musimy bronić polskich kościołów, musimy ich GRUDZIEŃ 2020

lat

2

„MONITOR“ od kuchni, CZYLI OCZAMI JEGO T WÓRCÓW okazji jubileuszu „Monitora Polonijnego“ przygotowywaliśmy na łamach naszego pisma różne artykuły wspomnieniowe, rozmowy, ankiety. Poprosiliśmy też obecnych twórców naszego pisma, by opowiedzieli o swoim pierwszym kontakcie z nim, zaprosili nas do swojego dziennikarskiego świata, pokazali, jak powstają ich artykuły i wskazali najciekawsze publikacje swoich kolegów i koleżanek. Ponieważ „Monitor“ tworzy kilkunastoosobowy zespół, powstał pokaźny, bardzo ciekawy materiał, którego pierwszą część publikowaliśmy w poprzednim numerze. Oto jego druga, ale nie ostatnia część. Wypowiedzi publikujemy w kolejności, w której docierały do redakcji

Z

bronić za wszelką cenę; wzywam wszystkich członków PiS i wszy stkich, którzy nas wspierają do tego, by wzięli udział w obronie Kościoła”. W ogniu krytyki znalazła się policja, która 18 listopada użyła wobec protestujących środków przymusu bezpośredniego. Demonstranci zostali też zaatakowani przez nieumundurowanych funkcjonariuszy za pomocą pałek teleskopowych. W związku z protestami przeciw orzeczeniu TK prezydent Andrzej Duda zgłosił PROJEKT USTAWY, zakładającej możliwość aborcji, jeśli badania prenatalne wskażą m.in. wysokie prawdopodobieństwo, że dziecko urodzi się martwe albo

obarczone nieuleczalną chorobą lub wadą, prowadzącą niechybnie i bezpośrednio do śmierci dziecka. 19 listopada podczas szczytu UE POLSKA i WĘGRY zgłosiły zastrzeżenia w związku z rozporządzeniem dotyczącym powiązania śro dków unijnych z praworządnością. Według premiera Mateusza Morawieckiego Polska na pewno skorzysta z prawa weta, jeśli nie będzie satysfakcjonującego Warszawę porozumienia w sprawie powiązania kwestii praworządności z budżetem UE. Tego samego dnia Sejm przyjął uchwałę autorstwa PiS, wspierającą działania rządu w zakresie negocjacji budżetowych w UE. Jednocześnie posłowie od-

rzucili projekty KO, Lewicy i PSL, wzywających rząd do zawarcia porozumienia w sprawie budżetu UE na lata 2021-2027 oraz Funduszu Odbudowy i głosowania za nim. Fundusz wart jest 750 mld euro. 21 listopada premier Mateusz Morawiecki ogłosił, że SZKOŁY POZOSTANĄ ZAMKNIĘTE do 23-24 grudnia, ferie odbędą się we wszystkich województwach między 4 a 17-18 stycznia. Premier poinformował, że od 28 listopada placówki handlowe, m.in. w galeriach, będą mogły działać w najwyższym reżimie sanitarnym. Rząd nie wyklucza wprowadzenia ograniczenia przemieszczania się przed świętami Bożego Narodzenia. MP 5


Monitor 12_2020 29.11.2020 22:33 Page 6

Słowacji mieszkam16 lat. Pra cuję dla linii lotniczych British Airways. Pierwszy raz zobaczyłam „Monitor“ jakieś 10 lat temu, gdy wzięłam udział w jednej z imprez zorganizowanych przez Klub Polski. Początkowo „Monitor Polonijny“ nie za bardzo mi się podobał. Oferowane treści były dla mnie mało ciekawe. Miałam wrażenie, że odbiorcami tego miesięcznika są głównie osoby starsze. Je dnak dzięki pomysłom i inicjatywie nowych, młodych członków KP, „Monitor Polonijny“ stał się interesującym pismem, chętnie czytanym zarówno przez starszą, jak i młodszą Polonię. Jesienią zeszłego roku wzięłam udział w Światowym Forum Mediów Polonijnych, które odbyło się w Krakowie. Po raz pierwszy miałam możliwość porównania pism polonijnych, wydawanych przez naszych rodaków z całego świata. To właśnie tam się przekonałam, iż kolorowy MP ze swoimi różnorodnymi, interesującymi i ambitnymi tematami jest prawdziwym championem wśród polonijnych magazynów. Wiele czasopism z innych państw oferowało prawie wyłącznie patriotyczne, przydługie, mało zróżnicowane tematycznie i nudne artykuły. Muszę przyznać, iż nasz MP, leżąc na stole wśród innych pism, wyglądał jak opakowanie kolorowych drażetek Skittles wśród cukierków Irys w latach 80. ubiegłego stulecia. Nic dziwnego, że gdy tylko wyłożyłam egzemplarze naszego pisma, rozeszły się niczym świeże bułeczki. Byłam zaskoczona, jak wiele osób podchodziło do mnie i chwaliło nasz miesięcznik. Od 2012 roku do MP przygotowuję „Słowackie perełki”, w których opisuję i polecam miejsca niezwykłe pod względem kulturalnym i historycznym, stanowiące kulturalne dziedzictwo tego kraju. Są to zarówno popularne atrakcje turystyczne, jak i miejsca nieznane, często nawet przez rdzennych mieszkańców Słowacji. Od ośmiu lat przygotowuję także recenzje z imprez polonijnych Klubu Polskiego oraz wydarzeń kulturalnych Instytutu Polskiego. Co jakiś czas przygotowuję ankiety, w których pytam naszych klubowiczów o ich

ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

Na

Magdalena Smolińska M

ieszkam w Koszycach od 2010 roku. Obecnie pracuję jako konsultant firm o profilu IT. Na przełomie lat 2013/2014 poznałam koszyckich członków Klubu Polskiego i dzięki nim dowiedziałam się o „Monitorze Polonijnym“. Propozycja współpracy ze strony pisma przyszła w 2015 roku i była dla mnie wyzwaniem. Głównie dlatego, że pisanie o tym, co dzieje się w Koszycach i okolicy, wymagało ode mnie sporo czasu, a z nim jest u mnie krucho. Miesięcznik „Monitor” czytałam i czytam z wielką ciekawością i radością. Z roku na rok coraz większą, a to dlatego, że wiele tematów, poruszanych na jego łamach, pośrednio bądź bezpośre dnio dotyczy mojej osoby, moich bliskich bądź moich znajomych, których w ciągu tych lat miałam okazję poznać, a z niektórymi nawet się zaprzyjaźnić. „Monitor” łączy Polonię na Słowacji. W ofercie czytelniczej najczęściej sięgam po wywiady i recenzje książek, filmów czy wydarzeń w Polsce. Lubię czytać myśli i opinie moich kolegów i koleżanek na różne tematy, dzięki czemu zyskuję większe rozeznanie w problematyce związanej z Polską i Słowacją. Bardzo cieszą mnie kró tkie sprawozdania z wydarzeń kulturalnych Klubu Polskiego z różnych zakątków Słowacji, okraszone pięknymi zdjęciami, na których mogę rozpoznać znajome twarze.

6

doświadczenia lub zdanie na konkretny temat. Od 2015 roku zaczęłam także pisać felietony na różnorodne tematy, które tak naprawdę pisze życie. Pomysł na „Słowackie perełki” już miałam, zanim zaczęłam je pisać, ponieważ od kiedy przyjechałam na Słowację, odkrywam ten piękny kraj. Zwiedziłam większość ciekawych miejsc i stale poznaję kolejne. Mam duszę podróżnika, a do tego doceniam i szanuję historyczno-kulturowe dziedzictwo Słowacji. To właśnie te nieznane miejsca, odkryte zupełnie przypadkowo dostarczają mi najwięcej radości i satysfakcji. Jeśli chodzi o tematy felietonów, to zda-

Magda Zawistowska-Olszewska rza się, że mam pustkę w głowie i brak mi konceptu na artykuł. Pomysły pojawiają się niespodziewanie, najczęściej podczas podroży, gdy patrzę na przesuwające się za oknem samochodu obrazy. Od kiedy urodził się mój syn, najczęściej piszę wieczorami, kiedy już zaśnie. Cieszę się z całego cyklu „Słowackich perełek”, które z pasją piszę już od 9 lat! Jeśli chodzi o pozostałe artykuły, to najbardziej lubię poruszać tematy społeczne, obyczajowe i ekologiczne. Wycho dzę z założenia, że jeśli tekst napisany przeze mnie zainspiruje lub zachęci do refleksji lub zmiany choćby jedną osobę, to moje pisanie ma sens. Jeśli chodzi o artykuły innych autorów, to najbardziej zapamiętałam artykuł „Kolorowe imperium Inglota” Kata rzyny Pieniądz z cyklu „Polak potrafi”. Używałam lakierów do paznokci tej firmy, nie mając pojęcia, że Inglot był Polakiem. Z tego samego cyklu podobał mi się artykuł o Krystynie Skarbek, pracującej w służbie brytyjskiego wywiadu, który skłonił mnie to bliższego zapoznania się z jej biografią. MONITOR POLONIJNY


Monitor 12_2020 29.11.2020 22:33 Page 7

ozpocznę od wspomnień. Na XII Forum Mediów Polonijnych, które współorganizowałam w Trójmieście przed kilkunastu laty (rok 2004) obserwowałam grupę najmłodszych kolegów dziennikarzy i dziennikarek ze świata. Wśród nich była bardzo atrakcyjna blondynka o długich włosach i serdecznym, ujmującym uśmiechu. Nie rozmawiałyśmy wtedy długo, ale zapamiętałam, że pracuje w „Monitorze Polonijnym” na Słowacji. Jest Polką, żoną Słowaka, pochodzi z Wrocławia. Potem serdecznie witałyśmy się na kolejnych polonijnych spotkaniach dziennikarzy, zawsze we wrześniu. A w 2009 roku Małgosia Wojcieszyńska poprosiła, bym oceniła pismo, które redaguje. Obdarzyła mnie kilkunastoma numerami i ja po

R

Aleksandra Krcheň M

powrocie do Gdańska zaczęłam czytać z uwagą i zainteresowaniem „Monitor Polonijny“. Miałam kilka sugestii, co można by jeszcze wprowadzić w miesięczniku, ale generalnie uznałam, że to świetna inicjatywa i znakomicie, że takie pismo ukazuje się na Słowacji od 1995 roku. Jestem nauczycielem akademickim na Uniwersytecie Gdańskim i dziennikarką z długim stażem prasowym (radiowym i telewizyjnym również), więc podpowiadałam redaktor Wojcieszyńskiej z prawdziwą radością i namawiałam do odważnych inicjatyw. Pamiętam naszą jedną z pierwszych dyskusji o piśmie - była długa i żarliwa. A potem rozmawiałyśmy wielokrotnie, bo pierwsze zawodowe spotkania przeistoczyły się z latami w bliską znajomość. I o „Monito -

ieszkam na Słowacji od 15 lat. Zawodowo zajmuję się zakupem różnych komponentów, towarów czy usług dla firm, w których pracuję. Obecnie jestem na urlopie wychowawczym z naszym trzecim synkiem. Pierwszy kontakt z „Moni torem“ miałam zaraz po przyjeździe na Słowację. Podczas pierwszego spotkania w Klubie Polskim w Tren-

GRUDZIEŃ 2020

Alina s Kietry rze Polonijnym“ rozmawiamy przy różnych okazjach, także prywatnych spotkań i moich wizyt na Słowacji w domu, w którym mieszkają Małgosia i Stano – świetny fotografik i muzyk na stałe też związany z miesięcznikiem. Od kilku lat jestem też autorką „Monitora Polonijnego“. Robię wywiady i piszę recenzje filmowe. Staram

czynie otrzymałam po raz pierwszy miesięcznik, który bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Przyjeżdżając na Słowację, miałam tylko małą wiedzę o kraju mojego męża, a praktycznie żadnej na temat obecnej tu Polonii. Dlatego byłam mile zaskoczona obecnością Klubu Polskiego oraz polskiego czasopisma na takim poziomie. W okresie bez smartfonów bardzo brakowało mi Polski, języka czy rodaków, dlatego wszystko, co było związane z ojczyzną, było dla mnie niezmiernie ważne. Dla „Monitora“ przygotowuję głównie relacje z uroczystości odbywających się w Trenczynie. Przez parę lat razem z najstarszym synem Jakubem pisaliśmy też artykuły dla dzieci. Ponieważ opisywaliśmy przygody, które sami przeżywaliśmy, dlatego podczas przygotowań do pisania najpierw rozmawialiśmy o tym, co było ważne albo ciekawe podczas naszych wypraw. Później razem przygotowywaliśmy

się promować polskie filmy, które mogą zainteresować czytelników MP. Sama zresztą chętnie śledzę to, co się dzieje na Słowacji w środowisku polonijnym i w Instytucie Polskim w Bratysławie. Z radością poznaję nowe inicjatywy i nowych ludzi prezentowanych w „Monitorze Polonijnym“. To buduje moją swoistą bliskość z pismem i słowackim środowiskiem. Jestem za to wdzięczna. I powiem prawdę, tęsknię za spotkaniem z Wami, za „Monitorem Polonijnym“, za Polonią na Słowacji i naszymi spotkaniami warsztatowymi, które mogłam prowadzić w Bratysławie. A z okazji ćwierćwiecza życzę, by przed Wami było jeszcze następnych 25 lat - twórczych, atrakcyjnych i pełnych świetnych, dziennikarskich pomysłów.

wstępną wersję artykułu, a na koniec już sama uzupełniałam go i poprawiałam, dopełniając jednocześnie rebusami czy zagadkami. Jeden jedyny raz napisałam zupełnie inny artykuł Był to okres, kiedy razem ze znaną i lubianą w Polsce Ewą Chodakowską trenowałam według jej programów na kanale na YuoTube. Wtedy opisałam fenomen jej osoby i treningów. I to właśnie jest artykuł, który najdłużej pozostanie w mojej pamięci. Czytanie „Monitora” zaczynam od wywiadu, dzięki któremu mogę bliżej poznać ciekawe, ale nie zawsze znane mi osoby. Bardzo lubię czytać o ich przeżyciach i doświadczeniach. Lubię też zapoznawać się z artykułami na temat innych Polaków, tych starszych i tych młodszych, którzy z różnych powodów zamieszkali na Słowacji. Ta rubryka, o naszych rodakach i ich drogach życiowych, powinna w poszerzonej wersji zagościć na łamach „Monitora“ na stałe. 7


Monitor 12_2020 29.11.2020 22:33 Page 8

ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

Łukasz ał Cup

Z „Monitorem“ zapoznałem się niedługo po przyjeździe na Słowację. Zrobił na mnie pozytywne wrażenie, ucieszyłem się, że coś takiego tutaj jest, choć dziś wrażenie jest dużo lepsze. Od niedawna tworzę rubrykę o wyjątkowych wydawnictwach polskiej fonografii. Najpierw szukam tematu. Obecnie mam kilka w głowie. Potem szukam informacji w dostępnych źródłach. Pisanie jest na końcu i przebiega szybko. Potem mój tekst odstawiam na dzień lub dwa i wprowadzam poprawki. Nie napisałem jeszcze swojego najlepszego tekstu, ale cieszę

estem uczennicą maturalnej klasy międzynarodowej szkoły w Bratysławie. Na Słowacji mieszkam od ponad roku. Zaraz po przyjeździe na Słowację tata pokazał mi „Monitor”, który od razu wydał mi się bardzo ciekawy, ponieważ zawierał artykuły innych Polaków mieszkających na Słowacji. No i ze względu na krzyżówkę. Od roku przygotowuję artykuły do kolumny „Basia z Zielonego Wzgórza”, w których omawiam zagadnienia z dziedziny szeroko pojętej ekologii. Co miesiąc tworzę listę pomysłów odnoszących się do ekologii, po części podsuniętych przez znajomych czy rodzinę. Biorę też pod uwagę to, co usłyszę w mediach al-

J

bo zobaczę w Internecie. Potem zgłębiam temat i biorę się do pracy. Który mój artykuł uważam za najle pszy? Najbardziej podobał mi się ten, omawiający temat Wielkiej Pacyficznej Plamy Śmieci i mikroplastiku. A jeśli chodzi o innych autorów piszących do „Monitora“, największe wrażenie wywarł na mnie artykuł Natalii Konicz-Hamady z tegorocznego letniego wydania „Monitora”. W „Smaczkach i smakach” autorka z przymrużeniem oka opisała dynamikę jej domowej polsko-słowackiej kuchni. Do obecnej oferty czytelniczej dorzuciłabym jeszcze więcej krzyżówek. Uwielbiam je rozwiązywać!

racuję w liniach lotniczych. Na Słowacji mieszkam około 15 lat. Pierwszy raz miałem do czynienia z „Monitorem“, kiedy spotkałem jego szefową Gosię w pewnym bratysławskim lokalu, gdzie wręczyła mi jeden numer tego pisma. Byłem wtedy zaskoczony, że są jeszcze normalne gazety na tym świecie. Od kilku lat przygotowuję dla czytelników „Monitora“ krzyżówki. Największym wyzwaniem jest zadbanie o to, aby nie powtarzać tych samych haseł. Proces zaczyna się od wymyślenia głównego hasła, potem następuje dopasowywanie pytań do założonego szablonu i niekończące się korekty.

P

8

się, że mogłem przybliżyć postać Wojtka Mazolewskiego w artykule o płycie „Polka” WMQ. Z oferty czytelniczej „Monitora“ lubię rubrykę o polskim komiksie Jacka Gajewskiego i rozmowy ze znanymi Polakami Gosi Wojcieszyńskiej. Mam wrażenie, że „Monitor“ ładnie się rozwija w ostatnim czasie i staje się platformą do spotkań słowackiej Polonii i ludzi z nią związanych, a to jest wszystko, czego sobie życzyłem w związku z „Monitorem“. Cieszą mnie też rubryki, takie jak moja, czyli o płytach, a także te o filmie czy komiksie. My-

ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

Słowacji mieszkam od 15 lat. Jestem sprzedawcą instrumentów muzycznych.

Na

Tomek Olszewski

ślę, że mogą one mieć wartość dla słowackich części rodzin oraz Polaków, którzy od dawna są na Słowacji i mogą być trochę oderwani od polskiej kultury. Najbardziej chyba jednak doceniam artykuły, które odkrywają Słowację przed Polakami i Polskę przed Sło wakami, bo to jest coś, co kuleje w relacjach polskosłowackich. Wciąż mało o sobie wiemy. A z innowacji, nowych pomysłów to przychodzi mi do głowy słowacka wersja „Monitora“, podrzucana w różne miejsca publiczne, np. do księgarń, kawiarni etc. Taki dobry wirus.

Basia Kargul

Jeśli chodzi o moje artykuły w „Monitorze“, to najbardziej jestem zadowolony z mojego przepisu na kotlety mazurskie, opublikowanego w rubryce kulinarnej. Co do innych autorów, to jako że kocham turystykę, czytam artykuły mojej żony w rubryce „Słowackie perełki“ i przyznaję, że czasami potrafi mnie zaskoczyć informacjami, o których nie miałem pojęcia, choć podróżujemy razem. Co bym jeszcze dorzucił do naszej oferty czytelniczej? Mały dział z żartami, minikomiks odcinkowy, kącik fotografa, w którym każdy klubowicz mógłby zrobić sobie mały wernisaż. MONITOR POLONIJNY


Monitor 12_2020 29.11.2020 22:34 Page 9

Igor „Ozo“ Guttler: – człowiek wielu imion gor „Ozo“ Guttler to perkusista znanego na Słowacji zespołu Korben Dallas, który nagrał 5 płyt i zdobył wiele nagród muzycznych. Człowiek wielu imion Ozo – ze względu na fasynacje Ozzym Osbournem – znany był też jako Macheta, humorysta z Radia Expres. W tymże radio szefował też wiadomościom, dziś w nim jest PR managerem. Przez polską rodzinę nazywany jest „Chlebek z masłem“. Ozo łączy dwa światy: słowacki i polski - jego mama jest Polką, co Ozo podkreśla w każdym wywiadzie. Udało nam się z nim spotkać i porozmawiać o tych dwóch światach, inspiracjach muzycznych i psikusach, które płatał.

I

Pamiętasz, jak się poznaliśmy? Przez Facebook, prawda? Tak. Kilka lat temu napisałeś do mnie w reakcji na mój artykuł w SME, dotyczący nagonki na polskie artykuły spożywcze na Słowacji. Wtedy poinformowałeś mnie, że masz polskie pochodzenie. Nadal boli Cię, jeśli ktoś pokazuje Polskę w krzywym zwierciadle? Tak. Z uwagą obserwuję wydarzenia w Polsce. Co do artykułów spożywczych pamiętam jeszcze z dzieciństwa niepowtarzalny smak polskich kiełbas i serów! Takich smaków nie spotyka się na Słowacji. Gdyby Słowacy wiedzieli, co im podsuwają słowaccy importerzy, i porównali to z tym, co jedzą Polacy w Polsce, toby krzyczeli ze złości na swoich zaopatrzeniowców. Twoje polskie pochodzenie zawdzięczasz mamie. Jak doszło do tego, że zamieszkała na Słowacji? Mama pochodzi z Łysej Góry, małej wioski koło Brzeska, 60 km od Krako wa. Kiedy skończyła szkołę pedagogiczną, przeniosła się do Niedzicy na polsko-słowackie pogranicze, gdzie podjęła pracę w szkole. Wtedy poznała pewnego Słowaka, w którym się zakochała, wyszła za niego za mąż i przeniosła do Spišskiej Starej Vsi. Były lata 60. Na świat przyszedł mój GRUDZIEŃ 2020

brat. Niestety, mąż tragicznie zmarł. Młoda wdowa nie chciała wracać do Polski. Trzy lata później w Popradzie poznała mojego ojca. Potem przeprowadzili się do Bańskiej Bystrzycy, gdzie mama pracowała jako przedszkolanka i gdzie urodziłem się ja. Jak się ma obecnie? Ma 76 lat, jest aktywną emerytką, mieszka w Bańskiej Bystrzycy.

Od dzieciństwa wszystkich zabawiałem w przedszkolu czy w szkole.

Od ponad 20 lat mieszkasz w Bratysławie i tu robisz karierę. Nigdy Cię nie ciągnęło do Polski? Kiedy miałem 22 lata i byłem w Gdańsku, zacząłem się zastanawiać nad przeprowadzką do Trójmiasta, gdzie wtedy były stosunkowo niskie ceny mieszkań, ale wyjechałem do Bratysławy. Jednak z sentymentu do Polski zdarzało mi się wiele razy spontani cznie wyruszać do tego kraju; już od 16 roku życia jeździłem tam samodzielnie. Jesteś znanym humorystą, który zasłynął z zabawnych autorskich audycji radiowych. Co było Ci potrzebne, oprócz poczucia humoru, by osiągnąć sukces? Talent na pewno – bez niego ani rusz. Ale ja byłem inny, inaczej odbierałem świat i już od dzieciństwa wszystkich zabawiałem w przedszkolu czy w szkole. Wiesz, to jest takie fajne, kiedy możesz kogoś rozśmieszyć! No i ten talent wykorzystałem, kiedy zatrudniłem się w radiu Lumen. To też zabawne, że właśnie w katolickim radiu Lumen mogłeś prowadzić program rozrywkowy. Tak, rzeczywiście. Potem zatrudniłem się w radiu Expres, gdzie stworzyłem fikcyjną postać Machety i dzwoniłem do różnych instytucji z różnymi kuriozalnymi prośbami czy propozycjami. Co ciekawe, Macheta to nazwisko mojego kuzyna z Krakowa.

ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

9


Monitor 12_2020 29.11.2020 22:34 Page 10

Kuzyn o tym wie? Wie. Cała polska rodzina śmiała się z tego. Ale kiedyś się dowiedziałem, że znany słowacki aktor – pan Karol Machata – myślał, że to jego nazwisko było dla mnie inspiracją. Nie, nie, na to bym sobie nie pozwolił. I ten „Twój“ Macheta dodzwonił się nawet do Białego Domu! Zdarzało Ci się też wykręcić numer Polakom? Tak, jak dobrze pamiętam, chyba trzy części były związane z polską tematyką. W jednej zadzwoniłem do polskich celników w Chyżnem i łamanym polskim prosiłem ich o kontakt do pewnej kobiety, która stała przy drodze i czekała na kierowców tirów. W tej rozmowie telefonicznej twierdziłem, że się w niej zakochałem i że uzyskałem zgodę mojego ojca na ślub. Gdzie się uczyłeś języka polskiego? Jak jeździłem do Polski na wakacje. Ale nie potrafię pisać po polsku, gramatyka też wydaje mi się trudna. W domu mówiliście po polsku? Mama mówiła po polsku do mojego starszego brata, ale on podobno z tego powodu płakał, więc przy drugim synu już nawet nie próbowała eksperymentów językowych. Zdarzają Ci się wpadki językowe? Specjalnie je robię. Na przykład? Nie mogę ich opisać, wynikają z humoru sytuacyjnego. Często są to też prowokacje. Kto się częściej potrafi pogniewać z powodu żartów – Polacy czy Słowacy? Polacy i Węgrzy są bardziej wrażliwi, ale moi znajomi i rodzina znają mnie i wiedzą, że robię sobie żarty niemalże na każdym kroku, nawet z tego, co dla nich święte. Swego czasu w porannym programie radia Expres dosyć często robiono sobie żarty z języka polskiego. To Twoja sprawka? Nie, to nie ja za tym stałem. 10

Śmiejesz się z Polaków, robisz sobie żarty z języka polskiego? Mnie się to nie wydaje śmieszne. Myślałem wiele razy, z czego to wynika, że ludzie się śmieją z takich rzeczy, i doszedłem do wniosku, że to efekt nieznajomości sąsiada. Bardzo żałuję, że lepiej znamy odległe nam kultury, a tak mało wiemy o bliskim sąsiedzie. To podobnie jak w blokach mieszkalnych, gdzie mieszkamy obok siebie, w ogóle nic o sobie nie wiedząc. Często o kimś z innego miasta wiemy więcej niż o tym, z którym dzielimy ścianę. Szkoda, że tak jest. Widziałbyś siebie w roli ambasadora tego, co polskie? Próbowałem być ambasadorem polskiej muzyki. Dzieliłem się na Facebooku czy w radiu muzyką naszych sąsiadów, ale nie było zainteresowania. Co ciekawe, w czasach socjalizmu było inaczej, znaliśmy polskich artystów, na przykład Marylę Rodowicz. A teraz? Słowacy nie potrafią wymienić nazwisk ani nazw zespołów zza miedzy. A Ty jako muzyk masz swoje inspiracje w Polsce? 25 lat temu zakochałem się w Kasi Kowalskiej. Wtedy tu nic podobnego nie słyszałem. Właściwie do dziś nie ma tu artysty tego kalibru. Dzięki niej odkryłem Republikę. Szczególnie zachwyciłem się utworem „Moja krew“! Poza tym lubię Various Manx, Edytę Bartosiewicz, Marię Peszek. Zawsze twierdziłem, że polskie piosenkarki są doskonałe od strony tekstowej, ponieważ nie mają problemu z mówieniem o prawdziwych uczuciach, o miłości, rozczarowaniach. A na Słowacji, kiedy śpiewają o pogodzie, głębi w tym nie ma. Muzycy z Korben Dallas też zachwycają się polską twórczością? Tak, kiedyś nawet zrobiliśmy cover utworu „Telefony“ Republiki!

Z tremą u mnie jest tak jak z wejściem do zimnej wody.

Ty też piszesz teksty? Tak, na każdym albumie Korben Dallas znajduje się przynajmniej jedna moja piosenka. Jesteś gwiazdą? Gdzie? Tu, na Słowacji. Dajecie 40 - 50 koncertów rocznie, a to już świadczy o popularności! Nie, nie uważam, że jesteśmy gwiazdami, bo my nie robimy muzyki dla mas. Koncerty, owszem, mamy wyprzedane, ale o gwiazdorstwie nie ma mowy. Być znanym to nie mój cel. Jedynie Juraj (Benetin - przyp. od red.) jako frontman jest znany. On ma trudniej. W czym? Po pierwsze pozycja frontmana jest już trudna, po drugie to śpiewający gitarzysta, a po trzecie ludzie rozpoznają go na ulicy. Z tego, co wiem, wszyscy członkowie Waszego zespołu wykonują inną pracę zawodową. Z muzyki nie można wyżyć na Słowacji? Dałoby się, ale nie kariera muzyczna jest u nas na pierwszym miejscu. Nasze priorytety to rodzina, praca i na trzecim miejscu hobby, czyli muzyka. Wyżylibyśmy z niej, ale musielibyśmy mieć więcej koncertów. Występowaliście już w Polsce? Raz, w Krakowie. Jak was przyjęli krakowianie? Dobrze, ale to były nasze początki, więc to się nie liczy. Ty zapowiadałeś występ po polsku? Tak. Miałeś tremę? Nie. Ty nie miewasz tremy? Miewam. Z tremą u mnie jest jak z wejściem do zimnej wody: albo się 20 minut przedtem boisz, myślisz o tym, rozważasz, albo wchodzisz do tej wody i już. Tak, jak mawiała moja polska babcia, jak trza jechać, to trza. I tyle! MONITOR POLONIJNY


Monitor 12_2020 29.11.2020 22:34 Page 11

Próbowałem być ambasadorem polskiej muzyki. Każdy występ dla Ciebie to wejście do przysłowiowej zimnej wody? Tak. To dobre porównanie, czytelne dla tych, którzy się hartują. Jesteś morsem? Jestem w początkowej fazie morsowania; zacząłem w tym roku. Każdego dnia w domu biorę zimny prysznic, pływam też w Jeziorze Vajnorskim. To jest genialne! Chcę też popływać w Dunaju. Co Cię motywuje? Powtarzam sobie, że chłód jest moim przyjacielem. To działa i naprawdę jest fenomenalne! Kąpałeś się w Bałtyku? Tak. W ramach hartowania? Nie, byłem tam latem, pogoda była wspaniała, było 38 stopni. Ale Bałtyk to morze dzikie, energetyczne z prawdziwymi falami, z charakterem!

ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

GRUDZIEŃ 2020

Wróćmy do muzyki, napisałeś już jakiś polski utwór? Współpracujemy z czeską kapelą Tara Fuki, której członkinie są polskiego pochodzenia. I jedna z nich – Dorotka Barová – w ubiegłym roku zaproponowała mi, żebym napisał dla niej polskie teksty, ale jeszcze nie znalazłem czasu na to. Jak to działa? Wy, którzy macie polskie korzenie, wyłapujecie się, wyczuwacie coś charakterystycznego, co Was łączy? Tak, czasami rozpoznajemy się po akcencie. Zazwyczaj zagadam do takiego człowieka, by sprawdzić, czy dobrze wyczułem swojego. Znasz więcej Słowaków polskiego pochodzenia? Prawdę mówiąc, chyba dwóch mam wśród znajomych na Facebooku, ale nie są aktywni. Poza tym znamy się z Moniką Zázrivcovą (jej mama Beata Wsetrych-Zázrivcová jest Polką - przyp. od red.), z którą razem pracowaliśmy w radio. Klub Polski planuje przygotować przed przyszłorocznym spisem ludności kampanię i zaprosić do niej również znanych ludzi. Zgodziłbyś się wziąć w tym projekcie udział? Na pewno tak. Chcę też pomóc w łamaniu stereotypów, bo bardzo mnie denerwuje powierzchowność, z jaką podchodzimy do siebie po jednej i drugiej stronie Tatr. Ile razy słyszałem,

że wy, Pepiki, czy wy, przemytnicy, przekupy, co wszystko jesteście w stanie sprzedać, nawet sól drogową jako jadalną! Kim się czujesz? Słowakiem czy Polakiem? W połowie Polakiem, w połowie Słowakiem. Zauważam różnice między Polakami a Słowakami. Nie chcę generalizować, ale te różnice wynikają choćby z uwarunkowań historycznych tych dwóch narodów. Nie jestem ani historykiem, ani socjologiem, ale widzę, że Polacy są bardziej waleczni. Na przykład wydaje mi się, że protesty kobiet, które teraz mają miejsce w Polsce, nie miałby szansy na Słowacji. W ogóle fascynują mnie i zawsze fascynowały Polki, bez względu na wiek, bo zawsze mają w sobie szyk i elegancję na poziomie francuskim. Jakie masz wspomnienia związane z polską rodziną? Moja polska rodzina już od dzieciństwa mnie odbierała jako rodzinnego błazna, bo zawsze coś wymyślałem, psociłem, a wujek mnie nazywał „Chlebek z masłem“, bo to było moje ulubione jedzenie. My w Polsce w dzieciństwie marzyliśmy o produktach z Czechosłowacji, na przykład o artykułach szkolnych czy tenisówkach. Ty marzyłeś o czymś z Polski? Tak, moim niespełnionym marzeniem była motorynka Romet 50. I o magnetofonie Unitra, który kupiliśmy, będąc w Polsce w 1984 roku. Wracając do domu schowaliśmy go pod siedzenie w naszej Ładzie. Je dnak z tego przemytu nic nie wyszło, bo mama była tak zestresowana, że na granicy sama zgłosiła, że wieziemy magnetofon i zapłaciła cło. Talent muzyczny i poczucie humoru odziedziczyłeś po polskich przodkach? Wspominany wujek jest reżyserem amatorem, który zebrał kilka nagród za swoje prace, ale również słowacka rodzina ma zacięcie artystyczne – ojciec śpiewał i grał na harmonijce. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA 11


Monitor 12_2020 29.11.2020 22:34 Page 12

zym wyróżniają się media polonijne? Czy takie media są uzależnione tylko od pomocy rządowej? Jakim kodeksem powinien kierować się dziennikarz polonijny? To tylko część tematyki poruszanej na III Światowym Forum Mediów Polonijnych. Tegoroczna edycja nie mogła niestety odbyć się w stacjonarnej formie, tak jak poprzednie wydarzenia, które gromadziły polonijnych dziennikarzy kolejno w Warszawie i Krakowie. Z powodu trwającej pandemii spotkanie odbyło się online, a prelegenci oraz goście brali udział w dyskusji za pomocą nowoczesnej technologii przekazywania obrazu i głosu na żywo.

C

W tym roku lista zaproszonych referentów i poruszona przez nich tematyka wyglądała naprawdę imponująco. Profesor dr hab. Iwona Hofman, dyrektor Instytutu Nauk o Komunikacji Społe cznej i Mediach Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie, a jednocześnie prezes Polskiego Towarzy stwa Komunikacji Społecznej, przybliżyła ideę, przyświecającą powstaniu legendarnej paryskiej „Kultury”. Wystąpienie to poruszało ciekawą kwestię: jak na zawód emigracyjnego dziennikarza spoglądał założyciel pisma Jerzy Giedroyc. O swoim doświadczeniu z pracy w dziennikarstwie oraz współpracy z mediami 12

polonijnymi opowiedziała dr Sabina Klimek, była dziennikarka, obecnie konsul RP w Stambule. Juliusz Marek z Telewizji Elbląskiej, prezes Stowarzyszenia Pol skie Telewizje Lokalne i Regionalne, w swoim pełnym anegdot i ciekawych przykładów wystąpieniu rozważał temat etyki i kodeksu dziennikarza. Wespół z odbiorcami zastanawiał się, czy współcześni blogerzy, do których nierzadko zaliczają się i politycy, również są dziennikarzami. Ujmujące było jego porównanie profesji dziennikarskiej jako zawodu zaufania społecznego do działalności adwokata i lekarza, które są zawodami zaufania publicznego. O tzw. storytellingu, czyli o tym, jak ważna w pracy dziennikarskiej jest opo-

wiadana historia, mówiła dr Elżbieta Pawlak Hejno z Uniwersytetu Marii CurieSkłodowskiej. Pracująca na tej samej uczelni dr Karolina Burno zajęła się tematem empatyzacji odbiorcy jako sposobu pozyskiwania czytelników. Dzięki temu uczestnicy forum dowiedzieli się, że chcąc pozyskać i przywiązać odbiorcę do treści, najpierw należy go poznać i zapytać o jego oczekiwania. Moderatorem i kolejnym prelegentem forum był Piotr Marek, charyzmatyczny założycieli prezes największej w Polsce grupy mediów lokalnych TipMedia. Temat wystąpienia – „Bolączka mediów polonijnych - jak zarabiać na portalu internetowym” – wzbudził największe i chyba zrozumiałe reakcje odbior-

ców, którzy często muszą się borykać z problemem finansowania swojej dziennikarskiej pracy. W dobie Internetu obecne w sieci muszą być również media polonijne, a jak zwiększyć ich widoczność w internetowych wyszukiwarkach, tłumaczył z kolei Rafał Kozłowicz, zajmujący się na co dzień optymalizacją i pozycjonowaniem stron internetowych. Światowe Forum Mediów Polonijnych z roku na rok zyskuje na znaczeniu, a świadczy o tym nie tylko rosnący udział uczestników i prelegentów. Owocem poprzedniej edycji wydarzenia było powołanie Światowego Stowarzyszenia Mediów Polonijnych, którego prezesem została zaangażowana również w organizację forum Teresa Sygnarek ze Szwecji. Wokół wspomnianych inicjatyw gromadzi się coraz większa liczba polonijnych dziennikarzy, tworząc aktywną i świadomej swojej roli wspólnotę, co niezmiernie cieszy. Uczestnicy tegorocznej edycji forum przyznali, że ze względu na ograniczoną formę i czas trwania imprezy odczuli wielki niedosyt. Dlatego też, podobnie jak piszący te słowa, już teraz z niecierpliwością oczekują kolejnego, IV Forum Światowego Forum Mediów Polonijnych, które odbędzie się za rok w Lublinie. Miejmy nadzieję, że już w tradycyjnej formie. ARKADIUSZ KUGLER

MONITOR POLONIJNY


Monitor 12_2020 29.11.2020 22:34 Page 13

ZDJĘCIA: NATALIA KONICZ-HAMADA

Zwykły dzień pracy nauczyciela Szkoły Polskiej w Bratysławie

łączy trzy zdjęcia ilustrujące niniejszy tekst? Pozornie nic. W końcu jedno wykonano z okazji Narodowego Święta Niepodległości, drugie z okazji uroczystego pasowania na ucznia, a ostatnie na Boże Narodzenie. Tak się jednak składa, że wszystkie one zostały zrobione w jednym i tym samym dniu. Gdy w połowie października nauczyciele Szkoły Polskiej w Bratysławie dowiedzieli się, że ponownie muszą przerwać nauczanie w warunkach stacjonarnych i przenieść życie szkoły do Internetu, zahartowani wiosennymi wydarzeniami dobrze wiedzieli, co mają robić. Zakasali więc rękawy i zabrali się do pracy. Po pierwsze przeszli przyspieszony kurs nauczania online, by już w pierwszą sobotę listopada uruchomić lekcje zdalne według nowego planu i spotkać się z uczniami w czasie rzeczywistym w przestrzeni wirtualnej. Po drugie zaplanowali wszystkie szkolne uroczystości do końca roku kalendarzowego. Spakowali więc ubrania na przebranie oraz niezbędne rekwizyty i w trzecią sobotę października przyjechali do opuszczonej przez uczniów szkoły, by w ciągu jednego przedpołudnia zorganizować akademię z okazji Narodowego Święta Niepodległo ści, odświętne pasowanie na ucznia i uroczystość z okazji Bożego Naro dzenia.

Co

GRUDZIEŃ 2020

Spytacie, jak to wszystko w ogóle możliwe? Cóż, prawda czasu, prawda ekranu! Gdyby ktoś jeszcze parę miesięcy temu powiedział nauczycielom Szkoły Polskiej, że wkrótce w ramach akademii szkolnych będą reżyserować filmy – nie uwierzyliby. Tymcza sem teraz, chcąc podtrzymać ducha szkoły, zajmują się właśnie tym. Na dodatek nie tylko te filmy reżyserują, ale piszą też do nich scenariusze, przygotowują kostiumy i dekoracje, występują w roli aktorów oraz zajmują się montażem. W ten właśnie sposób, gdy za oknem świeciło cudne jesienne słońce, pedagodzy Szkoły Polskiej przenieśli się raz do 11 listopada, raz do ostatniego

tygodnia tegoż miesiąca, a raz do 24 grudnia. Wszystko za pomocą tylko i wyłącznie zwykłego telefonu komórkowego i lustrzanki szkolnej bibliotekarki. Witajcie w szkole 2020 roku! Jak głosi stare przysłowie: „Jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma!”. Trudno jest uczyć bez spotkania twarzą w twarz, trudno jest kształtować postawy bez możności bycia przykładem, ale na pewno warto z tych skromnych możliwości, które stwarza obecna sytuacja epidemiczna, wycisnąć dla polskich uczniów na Słowacji jak najwięcej. I o to właśnie starają się ich nauczyciele. NATALIA KONICZ-HAMADA 13


Monitor 12_2020 29.11.2020 22:34 Page 14

W telewizji Folklorika

listopadzie spędziliśmy mile chwile wraz ze sztabem telewizji Folklorika, który kręcił materiał do swojego nowego programu poświęconego mniejszościom narodowym na Słowacji, zatytułowanego Dedovizen. W ciągu dwóch dni realizatorzy kręcili zdjęcia w Dubnicy nad Wagiem, przedstawiające Klub Polski w tym mieście, jego działalność, wydaną płytę pt. „To ostatnia niedziela“. Telewizyjny sztab zajrzał ponadto za kulisy, gdzie miała miejsce próba kwartetu Laguaricio. Niejako w zamian dubnicka Polonia zaprosiła słowackich dziennikarzy na posmakowanie polskiej kuchni, czyli zupy ogórkowej czy bożonarodzeniowych pierogów, jak je z dziada pradziada przygotowuje się w rodzinie Berky. Nowy program zostanie zaprezentowany jeszcze przed Bożym Narodzeniem. RED.

W

ZDJĘCIA: MAREK BERKY

14

MONITOR POLONIJNY


Monitor 12_2020 29.11.2020 22:34 Page 15

W ten sposób kultywowaliśmy w naszym przedszkolu starą słowacką tradycję svetlonosa, którego po polsku zdecydowaliśmy się nazywać świetlikiem. I chyba właśnie polska nazwa zwyczaju okazała się największym wyzwaniem, ponieważ nie ma on polskiego odpowiednika. Razem z nauczycielką Agnieszką Stacho wicz doszłyśmy do wniosku, że w nazwie spróbujemy zachować ‘światełko’ i dlatego zdecydowałyśmy się na świetlika. GRUDZIEŃ 2020

SVETLONOS

czyli świetlik w wykonaniu przedszkolaków Świetlik kiedyś na Słowacji Nie tylko Irlandczycy czy Amerykanie mają tradycję rzeźbienia w dyni. Na Słowacji ten zwyczaj nazywano hľadanie svetlonosa (‘szukanie świetlika’). „To stary zwyczaj. Kiedy ludzie wracali z wizyty na grobach, nieśli ze sobą wydrążone dyniowe lampiony, aby oświetlały im drogę z cmentarza” – wyjaśnia etnolog Katarína Nádaska i dodaje: „W starych słowackich tradycjach svetlonos był bytem mitycznym. Mówi się, że niektóre kra-

nie, wyciąć w ich skorupach wzoryi ozdobić je. Oprócz tego, dzieci miały przebrać się w jakiś stosowny dla świetlika „straszący“ kostium i sfotografować się w nim wraz z dyniowym lampionem. I właśnie takie zdjęcia

dły świece w kościele i piły mszalne wino. […] Svetlo nos to takie zbłąkane światło, zwodzące podróżnika na manowce“. Ta tradycja została zapomniana w latach 50.

Świetlik w naszym przedszkolu Dynie można wykorzystać na wiele sposobów. My zaprosiliśmy całe rodziny naszych dzieci do wykonania dyniowych lampionów w domu. W tym celu trzeba było wydrążyć dy-

przesłali nam mailem rodzice. Pomysłowość naszych podopiecznych mile nas zaskoczyła. Nagrodą za wykonane prace były wiaderka ze słodyczami. SILVIA SUBIAK WTOREKOVÁ

ZDJĘCIA: SILVIA SUBIAK WTOREKOVÁ

djęcia dyniowych lampionów, dynie wykonane z papieru, prawdziwe okazy pomalowane w różne wzory, wydrążone dyniowe skorupy, rozmaite techniki pokazujące, co ciekawego można zrobić z dynią – tak wyglądał odzew na konkurs ogłoszony przez Polskie Przedszkole w Żylinie, w któ rym wzięły udział przedszkolaki z naszego Stowa rzyszenia „Bonita” wraz z rodzinami oraz dwie dziewczynki w wieku szkolnym i liczący sobie zaledwie 7 miesięcy najmłodszy nasz członek.

Z

15


ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

Monitor 12_2020 29.11.2020 22:34 Page 16

Trzylatka tłumaczką W przestronnym mieszkaniu w Bratysławie witają nas Agnieszka, Kevin i ich córka Alicja. Trzylatka jest rozkosznym dzieckiem i... domowym tłumaczem. Bo w domu państwa Anthonisów rozmawia się w różnych językach: ojciec z córką porozumiewają się po niderlandzku, mama z córką po polsku, a rodzice ze sobą po angielsku. Dziewczynka zna wszystkie trzy języki i często, nieświadomie, wykonuje pracę tłumacza, wyjaśniając mamie, o czym rozmawiała z ojcem lub odwrotnie. Za chwilę zetknie się z kolejnym językiem, ponieważ właśnie zaczęła uczęszczać do słowackiego przedszkola.

16

K

O tym, jak Polka i Belg w Bratysławie miłość znaleźli

dii; rozmówcy nawet nie wiedzą, że rozmawiają z kimś, kto przebywa w Bratysławie“ – wyjaśnia Kevin. Agnieszka właśnie wróciła do pracy po urlopie macierzyńskim. Z możliwości pójścia na tacierzyński skorzystał też Kevin. „To było dla mnie doskonałym urozmaiceniem, kiedy po roku od urodzenia dziecka, mogłam wrócić do pracy na sześć miesięcy i wyrwać się z pewnego schematu, jakim była opieka nad niemowlakiem, a Kevin mógł się nacieszyć córką“ – wspomina Agnieszka. Każde z nich teraz wykonuje swoją pracę zdalnie. ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

Macierzyński – tacierzyński Na co dzień Kevin zajmuje się rekrutacją pracowników do fińskiej firmy Kone, która we Włoszech produkuje windy i schody ruchome. „Na Słowacji mamy centrum serwisowe, ja zajmuję się zdalną rekrutacją inżynierów i techników w Belgii i Holan -

iedy Agnieszka spotkała w Irlandii pewnego Słowaka, nie wiedziała, że to spotkanie będzie jej przeznaczeniem. Że się przeprowadzi do Prievidzy. Że później zamieszka w Bratysławie i tu uwije rodzinne gniazdo, gdzie na świat przyjdzie córka Alicja. Że założy rodzinę z... Belgiem z Antwerpii. Z kolei kiedy Kevin poznał pewną Słowaczkę, która przyjechała na turniej korfballu do Belgii, jeszcze nie wiedział, że to spotkanie będzie dla niego zrządzeniem losu. Że się przeprowadzi do Bratysławy, gdzie założy swój dom z... Polką z Bydgoszczy.

Przystanek Prievidza Kiedy Agnieszka ukończyła studia administracji w Bydgoszczy, od razu wyjechała do Anglii, by zarobić pieniądze i podszkolić się w języku MONITOR POLONIJNY


Monitor 12_2020 29.11.2020 22:34 Page 17

angielskim. Wróciła do Polski, by ponownie wyjechać – tym razem do Irlandii. Przez osiem lat mieszkała na obczyźnie, pracowała w pewnej amerykańskiej firmie medycznej i tam poznała Słowaka. Kiedy oboje wrócili do swoich krajów, moja rozmówczyni nie mogła sobie znaleźć miejsca ani pracy w Bydgoszczy, więc przyjęła propozycję Słowaka i wybrała się do Prievidzy. „Pierwszego dnia zaprosił mnie na śniadanie do baru Ryba; do dziś pamiętam smak rožków, sałatki i wina“ – wspomina i dodaje, że już wtedy była przekonana, że to jest kraj dla niej. „W którym kraju serwują takie śniadania? Pomyślałam sobie, że jestem w raju!“ – mówi z uśmiechem. Dziś z nostalgią wspomina swoje początki w Prievidzy, kiedy uczyła się słowackiego, oglądając teleturniej „5 proti 5“, który w słowackiej telewizji prowadzi Andrej Bičan. „Wiem, że to śmieszne, ale mój słowacki zawdzięczam Adrejowi Bičanovi“ – wyjaśnia.

Hurra! Bratysława! Jeszcze większe zauroczenie przyszło, kiedy przyjechała zwiedzić Bratysławę. „Winnice, piękna pogoda, czego chcieć więcej?“ – zachwyca się. Ponieważ mimo starań w Prievidzy

pracy nie znalazła, zainteresowała się ofertą pracy w stolicy. Był 2015 rok. Agnieszka wysłała CV do kilku firm. Wszystkie były zainteresowane zatrudnieniem jej! Najpierw podjęła pracę w IBM, po dwóch miesiącach przeszła do Accenture, gdzie zajmowała się strategią zakupów dla PepsiCo.

Na 20 metrach kwadratowych Agnieszka, wspominając okres sprzed pięciu lat, opowiada, jak podczas rozmowy o pracę w stolicy Słowacji, wspomniała pracodawcom o chłopaku z Prievidzy i w ten sposób i jemu załatwiła pracę. Kiedy ich drogi się rozeszły, jej otoczenie było przekonane, że Agnieszka porzuci Bratysławę. Została. Wynajęła 20-metrową kawalerkę. „To wszystko przez te winnice, przyjazny klimat, Alpy w pobliżu, bliskość nie tylko Austrii, ale i Czech, i Węgier“ – śmieje się i podkreśla, że coś ją tu trzyma. Z nostalgią wspomina międzynarodowe imprezy, wyjścia z przyjaciółmi do bratysławskich lokali, na mecze piłki nożnej czy pokera.

Wspólne pasje

ZDJĘCIA: ARCHIWUM RODZINNE

GRUDZIEŃ 2020

Kevin przez kilka lat jeździł na Słowację do dziewczyny, ale kiedy w 2016 roku przeprowadził się do Bratysławy, ich związek się rozpadł. Za to na swojej drodze spotkał Agnieszkę. Ich spotkanie na pewnym zebraniu przerodziło się w korespondencję; coś między nimi zaiskrzyło. Potem były wspólne wyjścia na kawę, 17


Monitor 12_2020 29.11.2020 22:34 Page 18

Gdy ślubu udziela wujek Potem na świat przyszła ich córeczka Alicja. I kiedy w 2018 roku przed Wielkanocą przygotowywali się do chrzcin, które zorganizowali we Wrocławiu, zjechała się polska i belgijska rodzina. Całą grupą wyskoczyli jeszcze w góry na narty. Ustawiali się do wspólnego zdjęcia. „Wszyscy byli podekscytowani, Kevin jakiś nerwowy, a ja nie wiedziałam, o co chodzi“ – wspomina Agnieszka. Dopiero kiedy ukląkł przed nią, zrozumiała, skąd to poruszenie, bowiem wszyscy poza nią znali jego zamiar. Rok później, w czerwcu 2019 roku odbył się ich ślub. Taki, jaki sobie wymarzyli. Udzielił im go wujek Agnieszki, jej ojciec chrzestny, który jest prezydentem Piły. Na tę uroczystość do Polski przybyli goście z Belgii, Holandii i Słowacji

Zmiany? na obiad i w końcu zostali parą. „Okazało się, że tyle nas łączy! Oboje kochamy Alpy, ponieważ uprawiamy sport: ja jeżdżę na nartach, Kevin na snowbordzie“ – wymienia. Razem też dzielą pasję do pokera i jako dowód pokazują mi specjalny stół do gry, który zrobił Kevin i który zajmuje oddzielny pokój.

Jeden mail Kiedy Agnieszka miała podjąć interesującą pracę w Wiedniu (przy obstawianiu pokera) i dała wypowiedź w Bratysławie, Kevin chodził coraz smutniejszy i dopytywał dziewczynę, czy rzeczywiście chce przeprowadzić się do Wiednia. „Pracę miałam podjąć 2 stycznia, ale 1 stycznia postawiłam wszystko na jedną kartę. Byłam bardzo zmęczona dwumiesięcznym biciem się z myślami, po nocach nie spałam, nie wiedziałam, jaką podjąć decyzję“ – wspomina. I tego pierwszego dnia nowego roku poprosiła Kevina, by w jej imieniu napisał mail, że rezygnuje z pracy w Wiedniu. Kevin nie tylko mail napisał, ale i go wysłał. No i stało się! Agnieszka wróciła do pracy do bratysławskiego biura i została z Kevinem. 18

Polsko-belgijskie małżeństwo na Słowacji radzi sobie dobrze, choć po urodzeniu dziecka trochę mu się zmieniły priorytety, a wyjścia do lokali zamieniło na wyjścia na place zabaw. Zmiany czekały Agnieszkę też po skończeniu urlopu macierzyńskiego, ponieważ jej stanowisko przeniesiono do Polski. Pani Anthonis otrzymała propozycję pracy w Warszawie, ale jej nie przyjęła. Dopytuję moich rozmówców, co ich trzyma w Bratysła-

wie. Jedyną kotwicą jest mieszkanie, które kupili. Czy to ich miejsce na zawsze? Na pewno nie zamierzają osiąść w Belgii, gdzie nie czują się najlepiej. Kevin jest zachwycony Polską, zaś Agnieszka Słowacją. „Kevin nie ogląda polskich wiadomości, więc ma inny obraz tego kraju“ – kwituje Agnieszka. Jej mąż argumentuje, że lepiej się czuje wśród Polaków, ponieważ irytuje go podejście Słowaków do wielu spraw. „Z pogardą mówią o Polakach, choć na zakupy jeżdżą do Nowego Targu“ – wyrzuca z siebie.

Gdy tęskno za rodziną Oboje przyznają, że gdyby znaleźli pracę w Bydgoszczy, to przeprowadziliby się tam ze względu na polską rodzinę. Teraz, szczególnie w czasie pandemii, odczuwają brak bliskich. „Jeszcze niedawno z dnia na dzień decydowaliśmy się na podróże lub przyjmowaliśmy u siebie gości“ – mówią i ze smutkiem dodają, że na przykład trzecie urodziny córeczki planowali spędzić w licznym gronie rodzinnym, ale ze względu na pandemię świętowali je kameralnie. Jak się potoczą dalsze losy państwa Anthonisów? Czas pokaże. Jedno jest pewne, że Bratysława już na zawsze pozostanie świadkiem ich związku i, co tu dużo mówić, stworzyła piękną scenerię romantycznej historii. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

MONITOR POLONIJNY


Monitor 12_2020 29.11.2020 22:34 Page 19

Prawdziwy fundament

hyba każdy się czegoś boi, wchodząc w nową relację. W końcu związek to ciężka praca, czasem nawet prawdziwa orka na ugorze. A związek międzynarodowy? Do zwykłych trudności dochodzą jeszcze te, związane z łączeniem kultur, porozumiewaniem się, godzeniem nieraz bardzo odmiennych światów. Jak stawić temu czoła? Przez pełnych 12 miesięcy dyskutowaliśmy na tych łamach o przeróżnych aspektach polsko-słowackiej rodziny. Stworzyliśmy pomalutku swoisty elementarz, który objął takie zagadnienia, jak rozdarcie między dwoma krajami, dylematy emigracji, rozterki językowe i wychowanie dwujęzyczne dzieci, łączenie tradycji i kultur, uprzedzenia, stereotypy oraz takie małe wielkie drobiazgi codzienności, jak różne pismo odręczne czy kuchnie. Przed rodziną dwunarodową stoi mnóstwo wyzwań; wspólna droga Polki i Słowaka (Słowaczki i Polaka) nie zawsze jest usłana różami. Poza tym za naszymi plecami nie zieje pu stka, ale stoi nasza rodzina, przyjaciele, bliżsi i dalsi znajomi. Oni też wnoszą do naszej relacji pewne przekonania, mają mniejszy lub większy wpływ na nasze postrzeganie świata i podejmowane decyzje. Czasem łatwo się w tym całym zamieszaniu pogubić, stracić z oczu właściwy kierunek, skręcić po drodze w jedną z wielu ślepych uliczek. Zresztą

C

GRUDZIEŃ 2020

szukanie wspólnych rozwiązań, tego, co nas pociągnie do przodu, rozwinie, odbywa się często metodą prób i błędów. Nie ma tu też jednego dobrego scenariusza, jedynej właściwej ścieżki. Wchodzimy w końcu w relację z całym bagażem doświadczeń i bogactwem naszego istnienia. Na to wszystko nakłada się jeszcze nasze zaplecze kulturowe –

Musi w tym zatem być coś więcej, musi istnieć składnik, który potrafi związać w całość nawet rzeczy, wydające się z pozoru absolutnie nie do pogodzenia. Nie chodzi tu o magię, motyle w brzuchu, powierzchowną ekscytację czy wszędobylski przypadek. Tu musi zaistnieć głębia, jakiś podskórny obieg. Musimy zacząć od podstaw, zejść na sam dół

polsko-słowackiej rodziny

miałoby sensu. Miłość to kompas, który musi nam wskazywać właściwą drogę, niezależnie od tego, w którym kierunku chcemy popłynąć. To w niej najłatwiej znaleźć odpowiedzi, jak przetrwać burze i pokonać mielizny. Żadne inne spoiwo w międzynarodowej relacji nigdy nie będzie tak trwałe. Zatem gdy ponownie staniemy na rozdrożu, zagubieni i niepewni, jak odZDJĘCIE: ARCHIWUM RODZINNE

wszystkie zakodowane wzorce, motywy, symbole i mity. To zderzenie dwóch rzeczywistości po prostu nie może się odbyć bez tarć, bez momentów zawahania i stawania przed kolejnymi znakami zapytania. A jednak pogodzenie naszych światów nie jest niemożliwe. A jednak z połączenia polskich i słowa ckich korzeni mogą zrodzić się niesamowicie słodkie owoce.

relacji, przekuć się do fundamentu. A tam po prostu musi być miłość. Bez niej nic nie postawimy, nie dojdziemy do żadnego trwałego porozumienia, nie podejmiemy żadnej decyzji, która wiodłaby ku scalaniu naszego polsko-słowackiego świata zamiast ciągnięciu nas w dół. Bez miłości to całe zmaganie się ze wszystkimi wątpliwościami, szarpanie z rozterkami i kolejnymi dylematami po prostu nie

powiedzieć na kolejne wyzwanie wyrastające przed naszym polsko-słowackim związkiem, przypomnijmy sobie właśnie to, co ten związek naprawdę napędza i dzięki czemu budowanie go wciąż ma sens pomimo rosnących trudności. Ale uwaga! W tym miejscu nie możemy mieć żadnych wątpliwości. Prawdziwy fundament może być tylko jeden. To musi być miłość. NATALIA KONICZ-HAMADA 19


Monitor 12_2020 29.11.2020 22:34 Page 20

Paryżu o wielką sensację postarała się nasza rodaczka, Iga Świątek, która odniosła błyskotliwe zwycięstwo – pierwsze indywidualne trofeum dla Polski w historii rozgrywek Wielkiego Szlema. Jej sukcesowi poświęcony był artykuł w ubiegłym miesiącu. Teraz czas zapoznać się z innymi polskimi tenisistami, którzy byli wielkimi postaciami w historii światowego tenisa i niewiele im zabrakło do wygrania indywidualnego turnieju Wielkiego Szlema.

W

Trudny rok dla sportowców Rok 2020 jest wyjątkowo trudnym okresem dla rozgrywek sportowych. W związku z szalejącym na całym świecie koranawirusem odwołano wiele imprez sportowych, a wydarzenia przykuwające uwagę kibiców na całym świecie, takie jak letnie igrzyska olimpijskie czy mistrzostwa Europy w piłce nożnej, przeniesiono na 2021 rok. Nie inaczej wyglądała sprawa rozgrywek tenisowych, gdzie na początku roku w normalnym trybie udało się rozegrać jedynie kilka turniejów wysokiej rangi.

Wielki Szlem 2020 Z turniejów zaliczanych do Wielkiego Szlema tylko rozgrywany tradycyjnie w styczniu Australian Open odbył się w pierwotnym terminie, choć i wówczas natura próbowała wpłynąć na jego przebieg, gdyż w tym czasie na antypodach wybuchły wielkie pożary lasów. Rozgrywany od lat na przełomie czerwca i lipca Wimbledon został w tym 20

Polacy a Wielki Szlem ZANIM POJAWIŁA SIĘ IGA ŚWIĄTEK, CZYLI

roku całkowicie odwołany, co się poprzednio zdarzało jedynie w latach wielkich światowych konfliktów zbrojnych, ostatnio w 1945 roku. Roland Garros ma swoje stałe miejsce w kalendarzu na przełomie maja i czerwca, a w tym roku rozpoczął się dopiero w końcu września i zakończył 11 października, ale przy minimalnej obecności widzów na trybunach. Całkowicie bez publiczności odbył się natomiast US Open, ale za to w pierwotnie zakładanym terminie (przełom sierpnia i września).

na Jadwiga Jędrzejowska. Zagrała ona w finałowych meczach Wimbledonu i US Open w 1937 oraz French Open w 1939 roku. Udało jej się wygrać „jedynie” zawody deblowe w stolicy Francji w 1939 roku. Niestety, II wojna światowa przerwała jej znakomitą karierę sportową. Później nie odnosiła już takich sukcesów w grze pojedynczej, choć jeszcze w 1947 roku zagrała w finale gry mieszanej w stolicy Francji.

Jadwiga Jędrzejowska W okresie międzywojennym bardzo blisko upragnionego celu – i to trzykrotnie – była niezapomnia-

Wojciech Fibak W liczonej od 1968 roku erze open w tenisie, gdy w zawodach tenisowych mogli uczestniczyć zaró wno amatorzy, jak i profesjonaliści, a nagrody finansowe zaczęły rosnąć w szybkim tempie, tenisowa Polska miała swojego idola – Wojciecha Fibaka. W latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych ubiegłego wieku odniósł on wiele sukcesów.

W 1976 roku zagrał w finale turnieju Masters dla 8 najlepszych tenisistów sezonu. Jego finałowy pięciosetowy mecz z Hiszpanem Manuelem Orantesem przeszedł do historii polskiego tenisa zarazem jako jeden z największych sukcesów, ale i jako niewykorzystana szansa. W 1978 roku Fibak wygrał Australian Open w rozgrywkach deblowych, ale w singlu najdalej dotarł jedynie do ćwierćfinału (Roland Garros – 1977, 1980; Wimbledon – 1980; US Open – 1980).

Agnieszka Radwańska Wielkie nadzieje na wygranie jednego z turniejów Wielkiego Szlema kibice polskiego tenisa wiązali z Agnieszką Radwańską. Nasza najlepsza tenisistka w historii osiągnęła wiele sukcesów na tenisowych kortach – wygrała 20 turniejów singlowych i 2 deblowe rangi WTA (Women’s Tennis Association – największa profesjonalnego kobieca organizacja tenisowa), przez wiele tygodni była na drugim miejscu w światowym rankingu, w 2015 roku zwyciężyła w kończącym sezon turnieju WTA Finals dla 8 najlepszych tenisistek, ale nigdy nie udało się jej wygrać turnieju Wielkiego Szlema. Warto przy tym podkreślić, że wielokro-

MONITOR POLONIJNY


Monitor 12_2020 29.11.2020 22:35 Page 21

tnie była blisko osiągnięcia tego celu. Najbliżej w 2012 roku, gdy w finale Wimbledonu zagrała trzysetowy pojedynek ze znakomitą Sereną Williams. Ponadto dwukrotnie była w półfinale Wimbledonu (2013 i 2015) oraz dwukrotnie w półfinale Australian Open (2014 i 2016), a do tego jeszcze 7 razy zagrała w ćwierćfinałach.

Co wyrośnie z juniora? W historii tenisa zdarzały się przypadki, że tenisistki, które doskonale sobie radziły w rozgrywkach juniorskich i wygrywały zawody na turniejach wielkoszlemowych w tej kategorii wiekowej, bardzo często osiągały sukcesy w tenisie seniorów. Takie wielkie gwiazdy tenisowych kortów jak Martina Hingis, Justine Henin, Victoria Azarenko, Caroline Wozniacki, Simona Halep czy Ashleigh Barty mają w swojej kolekcji puchary za zdobycie juniorskiego trofeum. Z polskich triumfatorek rozgrywek tego szczebla, oprócz Igi Świątek, jedynie Angieszka Radwańska (Wimbledon’ 2005 i Roland Garros’2006) odniosła sukcesy w seniorskiej karierze. Inne nasze triumfatorki tego typu zawodów (Aleksandra Olsza – Wimbledon 1995, Magdalena Grzybowska – Australian Open 1996, Urszula Radwańska – Wimbledon 2007) nie przebiły się do światowej czołówki kobiecego tenisa. W jednym z następnych odcinków przyjrzymy się deblowym osiągnięciom polskich tenisistów. STANISŁAW KARGUL GRUDZIEŃ 2020

absolutnie żywy dżem Czulym uchem

ochodzący ze Śląska zespół Dżem jest często określany zespołem legendarnym lub kultowym. O ile w przypadku większości zespołów nazywanych tym mianem to zwyczajne nadużycie, o tyle w przypadku Dżemu jest to zupełnie uzasadnione. Charyzmatyczna i tragiczna postać oryginalnego frontmana, rasowe brzmienie, liczba przebojów w portfolio oraz potężna, oddana, kilkupokoleniowa już grupa fanów sprawiają, że Dżem jest zjawiskiem wyjątkowym na polskiej scenie muzycznej, które – niczym diament – trwa pomimo trudnych kolei losów i bolesnych ran. Choć bogata, studyjna dyskografia Dżemu zawiera kilkanaście pozycji i są między nimi płyty naprawdę dobre, to w mojej ocenie nie ma w niej albumu, mającego jakiś szczególny wpływ na polską scenę muzyczną. Dlatego przybliżę tu płytę koncertową, której rejestracja odbyła się 9 grudnia 1985 r. podczas dwóch koncertów w krakowskim Teatrze STU. Absolutely Live została wydana w 1986 roku i jest wyjątkowa z kilku powodów. Przede wszystkim to materiał dokumentujący jeden z najlepszych polskich zespołów koncertowych w naszym kraju w szczytowej formie i najmocniejszym – moim zdaniem – składzie. Zespół prezentuje się niesamowicie żywiołowo i pokazuje pazur oraz najwyższy poziom wykonawczy. Oprócz tego na płycie znajdują się utwory premierowe (!), których nie znajdziemy na żadnym innym krążku formacji. No i materiał został zarejestrowany bardzo dobrze od strony technicznej, z czym do tego czasu Dżem miał zawsze problemy. Wszystko to sprawia, że mamy do czynienia z fonografi cznym arcydziełem. Ten najmocniejszy skład grupy to Ry szard Riedel – śpiew i harmonijka, Adam Otręba i Jerzy Styczyński – gitary, Paweł

P

Berger – klawisze, Beno Otręba – gitara basowa, Michał Giercuszkiewicz, zmarły w tym roku, którego uważam za najlepiej odnajdującego się swoją stylistyką pałkera w historii zespołu. Realizacją zajęli się Jacek Mastykarz i Piotr Brzeziński, a produkcją długoletni menedżer zespołu Marcin Jacobson. Płytę otwiera Norweska impresja bluesowa, czyli wyśmienita improwizacja Ryśka na harmonijce ustnej z dośpiewanymi frazami w udawanej angielszczyźnie – prawdziwa perełka nie tylko w dyskografii zespołu, ale w ogóle w historii polskiej fonografii i kolejny dowód na to, jak utalentowany był ten prosty chłopak z Tychów. Na szczególną uwagę zasługują utwory nigdy wcześniej nie publikowane. Wyśmienicie melodyczne Wiem, na pewno wiem – nie, nie kocham cię oraz Kiepska gra, a także southern rockowy Blues Alabama. Między nie wplecione są dwa ikoniczne utwory Dżemu, a mianowicie Poznałem go po czarnym kapeluszu oraz bluesowy Abym mógł przed siebie iść. Wszystkie te utwory są pyszne i gęste, że palce lizać, jak przystało na najlepszy Dżem, ale to tylko wstęp do tego, co zaserwowano na deser. Opus magnum płyty, czyli utwór Niewinni i ja cz I i II. Utwór, który był przez zespół rejestrowany kilkakrotnie, ale tutaj jest zagrany jakby szybciej, agresywniej, potężniej, przez co z takim impetem uderza w słuchacza, że trudno szukać odpowiednika dla tego, co potrafi zrobić Dżem absolutnie na żywo. Nie ma go w kraju, nie ma za granicą i podejrzewam, że nie ma go na innych planetach. Niesamowite wrażenie robią wkradające się w muzykę oszalałe okrzyki tłumu. Tutaj nie ma miejsca na asekurację, to czternastominutowa, hardrockowa jazda bez trzymanki. Rockandrollowe arcydzieło! Cudze chwalicie, Dżemu nie znacie! Szczerze polecam! ŁUKASZ CUPAŁ

PS: Na kompilacyjnej płycie The Singles można znaleźć jeszcze dwa utwory zarejestrowane podczas pamiętnych koncertów w teatrze STU, a mianowicie Człowieku, co się z tobą dzieje oraz Czerwony jak cegła. 21


Monitor 12_2020 29.11.2020 22:35 Page 22

poprzednim odcinku przedstawiłem polskie tropy związane z literacką postacią Jamesa Bonda. Jednak agent z licencją na zabijanie znany jest przecież głównie dzięki najsłynniejszej w dziejach kina serii filmów. Jak się za chwilę przekonamy, polskich śladów nie brakuje i tutaj.

W

JaMES Bond made in Poland?

cji powieści „Ogniem i Mieczem” Jerzego Hoffmana, jednak cały filmowy świat będzie ją już zawsze kojarzyć z filmem o agencie 007. Niewątpliwie również dzięki temu Scorupco zagrała w kilku innych hollywoodzkich produkcjach.

Polka czyli Rosjanka

Najpierw Wajda, później James Bond

Polski aktor/aktorka w filmie o Jamesie Bondzie? Każdy z miejsca odpowie, że chodzi o Izabellę Scorupco, która właściwie jest Szwedką polskiego pochodzenia. Nigdy jednak nie odcinała się od tego, że urodziła się w Białymstoku, nie wstydziła się też nigdy polskiego języka. Dzięki niebanalnej słowiańskiej urodzie Scorupco zagrała u boku Pierce’a Brosnana w produkcji „GoldenEye”, gdzie wcieliła się w rolę rosyjskiej programistki. W Polsce zaszczytne określenie (a być może etykietkę) „dziewczyna Bonda” udało się jej zrzucić dzięki roli Heleny w ekraniza-

Nie każdy jednak pamięta, że polski aktor miał okazję pojawić się w filmie z bondowskiej serii o wiele wcześniej. W obrazie „Pozdrowienia z Rosji” z 1963 roku u boku Seana Connery’ego zagrał Władysław Sheybal. Doceniany w Polsce artysta znany był nad Wisłą głównie z ról teatralnych, a jego najbardziej znaną rolą filmową był występ w „Kanale” Andrzeja Wajdy. Po otrzymaniu stypendium w Paryżu nie wrócił już do Polski i przeniósł się do Londynu, gdzie już jako Vlado Sheybal szlifował język angielski oraz aktorską profesję na słyn-

nych uczelniach artystycznych. Niewątpliwy talent, charakterystyczna aparycja oraz wschodni akcent przyczyniły się do sukcesu Polaka, który grywał najczęściej role czarnych charakterów. Nie inaczej było w przypadku udziału w drugim z kolei filmie z bondowskiej serii, w którym wcielił się w rolę Kronsteena, czechosłowackiego szachowego mistrza i postaci nr 5 w organizacji WIDMO. Do historii przeszła pełna napięcia scena szachowego pojedynku w jego wykonaniu, niestety Kronstee ginie, zawiódłszy swojego złowrogiego szefa Blofelda.

Polski geniusz na usługach zła W piątym filmie o przygodach Jamesa Bonda, Thunderball (w Polsce znanym jako „Operacja Piorun”) również zagrał Sean Connery, a grana przez niego postać agenta JKM ponownie walczy z organizacją WIDMO. W tle rozgrywa się gra o przejęcie broni atomowej, zagrażającej zacho dniemu światu, a kluczową dla fabuły

Baśń na gorsze czasy siążka to świetny prezent pod choinkę. Podarunek uniwersalny i bezpieczny, bo ciekawymi historiami trudno kogoś urazić. Można za to sprawić, by ktoś, kto na ogół książki omija szerokim łukiem, zupełnie nieoczekiwanie zafascynował się dobrą fabułą i stał się miłośnikiem czytelnictwa. Taki przypadek zaobserwowałam właśnie w swoim otoczeniu, a stało się to za sprawą pewnej nietuzinkowej powieści.

K

Tegoroczną Nagrodę Li teracką „Nike”, przyznawaną za książkę roku, otrzymała „Baśń o wężowym sercu albo wtóre słowo o Jakóbie Szeli” Radka Raka. Książka niezwykła, bo opisująca dziś stosunkowo mało znaną postać (no, chyba że 22

ktoś dobrze się uczył w szkole lub po prostu lubi historię), która na trwale zapisała się w galicyjskiej przeszłości, na terenach współczesnej południowowschodniej Polski, i obrosła w swoisty mit. Jakub Szela, a właściwie Jakób, gdyż

przed dwustu laty tak zapisywano to imię, był chłopskim buntownikiem, z janosikową odwagą pustoszącym szlacheckie majątki w poszukiwaniu sprawiedliwości. Rabacja, którą wzniecił, wpłynęła na dwoistą ocenę jego działań –

chłopi w większości byli nim zafascynowani, szlachta zaś bała się go i nienawidziła z całego serca. Radek Rak w bardzo oryginalny sposób opisał tę dwoistość. Szela chciał być „panem”, więc został nim, ale za cenę własnej osobowości. Czytając „Baśń o wężowym sercu”, miałam wiele skojarzeń, na przykład z „Mistrzem i Małgorzatą” Michała Bułhakowa, balladami Adama Mickiewicza

MONITOR POLONIJNY


Monitor 12_2020 29.11.2020 22:35 Page 23

rolę odgrywa w filmie polski fizyk jądrowy Ladislav Kutze (Władysław Kutz). Warto zaznaczyć, że w wersji książkowej postać ta występowała pod nazwiskiem Kotze i pochodziła ze Wschodnich Niemiec. Co ciekawe, jakby dla równowagi tym razem rolę Polaka zagrał... czeski aktor Jiří Pra vda, który po emigracji w 1948 roku do Londynu znany był jako George Pravda.

Śmigłowiec dla twoich oczu Kto wie jednak, czy najsłynniejszym Polakiem, który pojawił się w całej serii filmów, nie był pan Czesław Dyzma, pilot śmigłowca Mi-2, który wziął udział w kultowych ujęciach w filmie „Tylko dla twoich oczu” z 1980 roku. W atmosferze politycznej odwilży w Polsce dyrekcja zakładów PZL Świdnik zgodziła się na wypożyczenie śmigłowca na potrzeby kręconych w Grecji zdjęć. Warunkiem polskiej strony był udział zakładowego pilota oraz serwisującego maszynę mechanika, którzy dzięki temu mieli okazję przeżyć przygodę życia. Jak wspominał Czesław Dyzma na łamach portalu aviation24.pl, udział na planie śmigłowca zza żelaznej czy powieściami Olgi Tokarczuk. Działo się tak dlatego, iż baśniowa sceneria, będąca motorem fabuły, znakomicie przeplatała się z wydarzeniami realistycznymi. W efekcie opowieść o bohaterach galicyjskich wsi i dworów toczy się raz na powierzchni ziemi, a raz pod nią, wydobywając z podziemnych mroków naj bardziej fantastyczne skra wki baśni, legend i podań małopolskich. I to jest w tej powieści najpiękniejsze! Miłośnicy książek historycznych nie znajdą w „Ba śni o wężowym sercu” zbyt wielu dat i potwierdzonych przez kroniki wydarzeń dotyczących chłopskich powstań. Bo to nie jest poGRUDZIEŃ 2020

kurtyny wywołał wielkie zaciekawienie ekipy, w tym również grającego rolę Bonda Rogera Moora. „Po przybyciu ekipy filmowej z Korfu odbyła się odprawa, gdzie na wstępie usłyszałem pytanie reżysera: Czy widz pozna, że jest to śmigłowiec wschodni? (...) Reżyserowi chodziło o autentyzm przekazu w filmie. Według scenariusza spotkanie agentów, to jest Jamesa Bonda z Gogolem na szczycie pasma meteory, mogło być zrealizowane tylko za pomocą śmigłowca, a najlepiej za pomocą śmigłowca wschodniego” – opowiadał polski pilot. I chociaż na potrzeby ujęć zamaskowano polskie znaki identyfikacyjne, to jednak udało się pozostawić na kadłubie maszyny doskonale widoczne na zbliżeniach logo firmy ze Świdnika. Pomyśleć, że dzisiaj taka reklama kosztowałaby miliony!

Nie czas na Polaka Warto na koniec wspomnieć, iż według światowych mediów niewiele brakowało, aby przeciwnikiem Jamesa Bonda w najnowszej produkcji był kolejny Polak. Podo bno w roli czarnego charakteru rodem z Rosji miał być obsadzony

wieść o historii, a raczej o człowieku, który z różnych pobudek zaczął tę historię tworzyć. Krwawe opisy chłopskich buntów, drastyczne sceny mordowania „panów”, są jedynie częścią złożonej opowieści o skomplikowanym ludzkim losie, biedzie i głodzie oraz zawiedzionej miłości. Zbio rowa świadomość przechowała na szczęście opowieści o Jakubie Szeli, pozwoliła, by obrosły one mchem i rzadkimi roślinami, a po latach ukazała ich oryginalność i barwność. Dlatego urokowi tej książki nie jest

Tomasz Kot, zauważony w świecie dzięki fantastycznym występom w nagradzanych polskich filmach, jak np. „Zimna wojna”. Niestety, ostatecznie do tego nie doszło, w wyniku czego z reżyserowania filmu „Nie czas umierać” zrezygnował znany zdobywca Oscara Danny Boyle. Jak doniosły branżowe media, na udział polskiego aktora nie zgodził się jakoby sam odtwórca roli agenta 007 Daniel Craig. Czyżby był zazdrosny o swoje powodzenie wśród damskiej części widowni?

Gra się tylko dwa razy? To z pewnością tylko kwestia czasu, kiedy powstaną kolejne filmy traktujące o losach najsłynniejszego agenta Jej Królewskiej Mości. Podczas gdy media prześcigają się w spekulacjach, który aktor zostanie obsadzony w tej roli i jakiego koloru będzie miał skórę, jestem pewien, że prędzej czy później u jego boku pojawi się kolejny wykonawca z Polski. Wobec ostatnich sukcesów polskiej kinematografii na świecie trudno bowiem zaprzeczyć, że polscy aktorzy po prostu rodzą się z licencją... na granie. ARKADIUSZ KUGLER

łatwo się oprzeć i właśnie baśniową oprawą można się zachwycić najbardziej, a zupełnie przy okazji poszukać informacji o galicyjskim przewrocie i autentycznym życiu przywódcy chłopskiej rebelii. Wyobrażam sobie, jak ktoś, otrzymawszy pod choinkę powieść Radka Raka, rozpakowuje ją z ozdobnego papieru, nakłada na talerzyk kawałek makowca i zaczyna czytać, a świąteczny wieczór skrzy się blaskiem świateł. Baśnie są przecież najlepsze na gorsze czasy, gdy światem rządzą niepo-

koje, a zewsząd płyną przygnębiające informacje. Pozwalają uciec od rzeczywistości, zanurzyć się w świat prostych wartości, w którym nie tak trudno odróżnić dobro od zła. Ale co, jeśli bohater ma ciało jednej osoby, a serce kogoś zupełnie innego? Jeśli jedną z jego motywacji jest miłość, ale tuż po niej chęć zemsty i wynagrodzenia za niesprawiedliwe traktowanie? Czy za tym wszystkim stoi wężowe serce i dwóch diabelskich wysłanników? By znaleźć odpowiedź na te pytania, musicie sami przeczytać tę niezwykłą „baśń”. Spokojnych, bogatych w opowieści świąt! AGATA BEDNARCZYK 23


Monitor 12_2020 29.11.2020 22:35 Page 24

Jacek Braciak i agata Buzek

w „Córce trenera” to silniejszy? Kto jest bardziej wytrzymały w milczącym przepychaniu wielkiej opony traktora? Atrakcyjna siedemnastoletnia Wiktoria (w tej roli Karolina Bruchnicka), jak się okaże dobrze zapowiadająca się tenisistka, czy jej ojciec trener (znakomity w tym filmie Jacek Braciak), który jeździ z córką na wszystkie zawody i twardą ręką prowadzi jej karierę. To mocowanie się bez słów i sprawdzanie wzajemnej wytrzymałości będzie ważnym mo tywem filmu Łukasza Grzegorzka „Córka trenera”. Film ten pojawił się w kinach w ubiegłym roku i w tzw. złotej dziesiątce najlepszych filmów polskich zajmował wysokie pozycje. Posypały się też nagrody i wyróżnienia dla aktorów. Karolina Bruchnicka, debiutująca na ekranie filmowym aktorka wałbrzyskiego teatru, zdobyła nagrodę na Festiwalu Emocji we Wrocławiu, a Agata Buzek za rolę Kamili w tym filmie i Ja cek Braciak za rolę trenera byli nominowani do Polskiej Nagrody Filmowej „Orły”.

K

24

Jacek Braciak, przygotowując się do filmu, przez pięć miesięcy intensywnie trenował na korcie tenisowym. Lubił grać właśnie z reżyserem filmu, ongiś mistrzem juniorskich turniejów. Dlaczego właśnie teraz proponuję obejrzenie tego filmu? Po prostu dlatego, że to opowieść pełna emocji i niepokoju, a także kino dla wrażliwego widza, który lubi oglądać psychologizujące, ale niebanalne opowieści. Po wielkim sukcesie Igi Świątek w turnieju Rolanda Garrosa nabiera ten film dodatkowego wymiaru, a co najważniejsze można go obejrzeć na Netflixie. Ile wyrzeczeń, jakiej wewnętrznej dyscypliny i oddania wymaga sport wyczynowy to wydaje się już dzisiaj wielokrotnie opowiedziane nie tylko w filmach. Tym bardziej prawdziwym wyzwaniem dla scenarzysty i reżysera była konstrukcja fabuły. Łukasz Grzegorzek nie ukrywał, że nawiązał do osobistych doświadczeń. Od dziecka grał w tenisa, był dobrym zawodnikiem, zgodnie z planem ojca miał

nawet wystąpić w Wimbledonie. I choć bardzo kochał ojca, to się go jednak bał jako trenera. Uznał więc, że taka zależność może być dobrym tematem filmowym. W scenariuszu relację ojciec – syn zamienił na relację ojciec – córka „Córka trenera” to film o dramatach i napięciach w sportowej rywalizacji, ale również obyczajowa opowieść o namiętnościach i pragnieniach, o burzeniu utartych porządków. Młodzi bohaterowie chcą po swojemu określać własne miejsce w społecznej hierarchii. Jest to również film o niespodziewanych zdarzeniach w życiu dojrzałego mężczyzny. Maciej Kornet, trener i ojciec Wiktorii, przeżywa dziwne spotkanie na mazurskim campingu. W tym samym czasie jego córka także doświadcza niezwykłych emocji. Ta emocjonalna paralela dwójki głównych bohaterów wydaje się punktem zwrotnym w filmie. Korneta zafascynowała przypadkowo poznana kobieta, Kamila, trochę ekscentry -

czna i zagadkowa (w tej roli Agata Buzek). A Wiktorii dzięki spotkanemu przypadkowo hipisowi hipsterowi i dragom otworzył się inny świat. Ten dotychczasowy, wytyczony i kontrolowany przez ojca przestaje jej odpowiadać. Te sekwencje nawiązujących się relacji między bohaterami reżyser prowadzi z wielką ostrożnością i z emocjonalną delikatnością. „Córka trenera” to również film drogi, bowiem do duetu ojciec i córka niespodziewanie dołącza Igor (Bartłomiej Kowalski), również młody tenisista. I dalej już we trójkę będą podróżować zdezelowanym vanem, by na marnych kortach tenisowych w niewielkich miejscowościach rozgrywać kolejne mecze. Ojciec Wiktorii będzie też trenował Igora, bo uzna, że i on ma szansę na swój ważny mecz. Ale czy go rozegra? Najważniejsza jednak pozostanie relacja ojca z córką. Czy Wiktoria zawiedzie swego trenera? O tym się już Państwo przekonają, oglądając ten film. Trzeba się nastawić na kino, w którym zwolnionym zdjęciom gry w tenisa towarzyszy muzyczna fraza „Kaprysu” Paganiniego i w którym naprawdę aktorem pierwszego planu jest Jacek Braciak. To bodaj najlepsza rola filmowa w jego dotychczasowej karierze. ALINA KIETRYS

MONITOR POLONIJNY


Monitor 12_2020 29.11.2020 22:35 Page 25

niewielkiej wioski Hronský Beňadik w powiecie Žarnovica trafiłam przypadkowo. Słynie ona z potężnego ufortyfikowanego klasztoru, wznoszącego się na skalnym wzgórzu i należącego do najstarszych i najbardziej znaczących zabytków architektonicznych na Słowacji. Na początku nie miałam ochoty zwiedzać klasztoru, ale specyficzna atmosfera tego miejsca spowodowała, że postanowiłam mu się przyjrzeć bliżej. Im dłużej podążałam gotyckim krużgankiem, odkrywając zakamarki klasztoru i sycąc oczy bogactwem detali architektonicznych, tym bardziej przekonywałam się, że jest to wyjątkowy zabytek oraz niezwykłe miejsce pełne ciszy i spokoju.

Do

Gotycki kościół Najświętszej Marii Panny i św. Benedykta z charakterystyczną parą wież wybudowany został w latach 1346–1375 w miejscu wcześniejszej bazyliki romańskiej, istniejącej od 1075 roku. Majestatyczne opactwo benedyktynów zbudowano na skalnym wzgórzu (192 m n.p.m), w miejscu, gdzie łączyły się dwie drogi, prowadzące przez dolinę Hronu do Zwolenia i górniczych miejscowości środkowej Słowacji. Kompleks klasztorny szybko stał się centrum średniowiecznej edukacji, kultury i postępu technicznego. To właśnie tu powstał Kodeks z Nitry, najstarszy na Słowacji rękopis napisany po łacinie. Opactwo słynęło także z weryfikacji ważnych dokumentów i pism, wydawało potwierdzenia i rozwiązywało spory majątkowe. Było również miejscem przechowywania archiwaliów i kosztowności. Na skutek zagrożenia przez wojska tureckie w 1537 roku klasztor ufortyfikowano, budując wysokie mury obronne oraz potężne GRUDZIEŃ 2020

Słowackie perełki

Perła POHRONIA baszty. Z tego okresu zachował się unikalny system odprowadzania spalin, powstających podczas wystrzałów z broni palnej. Innym ciekawym rozwiązaniem technicznym jak na tamte czasy był ceramiczny wodociąg rurowy, doprowadzający do klasztoru wodę z pobliskiego źródła. Już na progu świątyni moją uwagę zwrócił wspaniały portal głównego wejścia, który zawiera figury świętych oraz ornamenty roślinne i zwierzęce. Kościół wewnątrz jest skromny, trzynawowy, z krzyżowymi sklepieniami, które rozświetla jedynie światło wpadające przez wielkie XIX-wieczne witraże. Szybko zorien-

towałam się, iż najcenniejszymi zabytkami klasztoru są chrzcielnica, pochodzącą z pierwotnego kościoła romańskiego, oraz skrawek chusty św. Weroniki z kilkoma kroplami krwi Jezusa. Tę wyjątkową relikwię krwi Chrystusa podarował w drugiej połowie XV wieku królowi Maciejowi Korwinowi papież Paweł II za jego bohaterstwo w walce z Turkami. Warto zwrócić uwagę na piękną ambonę oraz zachowane z oryginalnego ołtarza trzy późnogotyckie rzeźby: św. Marii, św. Benedykta i św. Scholastyki. Do naszych czasów przetrwała także renesansowa krypta Štefana Koháry’ego oraz barokowe organy z 1714 roku, które uważane są za jedne z najrzadszych słowackich zabytków. Mnie jednak najbardziej zaciekawił fresk, przedstawiający św. Jerzego walczącego ze smokiem. Jest to jedyny fresk ocalały po tym jak w XVIII wieku ściany świątyni pobielono wapnem. Klasztor w Hronskim Beňadiku został wpisany na listę narodowego dziedzictwa kulturowego Słowacji

w 1970 roku. Obecnie zamieszkany jest przez pallotynów i stanowi nie tylko znaczący zabytek kultury, ale i ważny cel pielgrzymek. Ten monumentalny zespół klasztorny stanowi unikalne połączenie budowli sakralnych i fortyfikacyjnych oraz konsolidację stylów architektonicznych: gotyku, renesansu i baroku. Chociaż klasztoru nie znajdziecie na pierwszych stronach broszur reklamowych czy przewodników turystycznych, to mimo wszystko warto go odwiedzić, bowiem nie bez powodu nazywany jest perłą Pohronia. MAGDALENA ZAWISTOWSKA-OLSZEWSKA 25


Monitor 12_2020 29.11.2020 22:35 Page 26

Boże Narodzenie ma niepowtarzalny klimat, więc staramy się go uchwycić również w naszej krzyżówce, przygotowanej specjalnie na miarę naszych Czytelników. Hasło grudniowej zostało ukryte w polach oznaczonych numerami w następującej kolejności: 28 - 2 - 5 - 21 - 9 - 10 20 - 32 - 22 - 15 - 3 - 29 - 36 - 30 - 7 - 24 - 34 - 16 - 12 - 6 - 18 - 35 - 25 - 17 - 4 - 26 - 33 - 27 - 14 - 31 - 13 - 11 - 23 - 19 - 8 - 1.

Poziomo 2. metoda rozwiązania zadania 4. zastępuje panującego władcę 5. włoski ser typu rokfor 7. np. rozrusznik serca 9. cebulka z ząbkami 10. Andrzej, nieżyjący piosenkarz 12. melodia mowy 14. rodzaj mostu

Pionowo 18. wymyślony dla jaj 21. posp. szajbus, wał 27. wyobcowanie, alienacja, dystans 29. toster 31. pestka, faramuszka, betka 32. rodzaj pluszu 34. z kordylier 35. operacyjne przecięcie połączeń nerwowych 36. śpiewał „Żółte kalendarze“

1. pokarm bogów 3. ważna dziś na twarzy 6. Jerzy, polski reżyser i scenarzysta 8. przesilenie, zmiana 11. gorzkawo-kwaśny 13. elektroniczny list 15. kangur 16. z browarem nad Pilicą 17. cacko na plaży 19. okładzina, fornir 20. feler, wada, brak

22. smali cholewki 23. ma się do przyjaciela 24. pot. plan, harmonogram, program, grafik 25. boża odrobina 26. kanon moralny 28. Siudym ze sceny 30. klapa bez zawiasów 33. deseczka dachowa

Hasło naszej listopadowej krzyżówki brzmiało: Gdy długo jesień trzyma, nagle przyjdzie zima

Życzymy Państwu dobrej zabawy oraz spokojnych świąt!

T.O., red. 26

MONITOR POLONIJNY


Monitor 12_2020 29.11.2020 22:35 Page 27

moje the best otarliśmy do końca Subiektywnej historii komiksu polskiego. Zdaję sobie jednak sprawę, iż nie przedstawiłem wszystkich najważniejszych autorów, tytułów czy zjawisk związanych z polskim komiksem. Zainteresowanych odsyłam do wspominanych wcześniej pism i stron internetowych, gdzie powinni znaleźć wszystkie potrzebne informacje. Cykl chciałbym zakończyć najbardziej subiektywnym odcinkiem, czyli prezentując komiksy najlepsze według mnie. Moje komiksowe hobby bezsprzecznie jest związane z pojawieniem się w 1976 r. magazynu opowieści komiksowych Relax. Do 1981 r. ukazało się 31 zeszytów, w których było miejsce na komiksy historyczne, fantastyczno-naukowe, fantasy, kryminalne czy obyczajowe, opowieści poważne i wesołe twórców polskich i z zagranicy. To właśnie w Relaxie poznałem i polubiłem opowieści Kai Saudka. Do dziś pamiętam komiksy historyczne Jerzego Wróblewskiego. Dlatego cieszę się, że stowarzyszenie Polish Co mics Art podjęło inicjatywę reaktywacji Relaxu – jego nowy numer ukaże się jeszcze w grudniu tego roku. Najbardziej tajemniczym i rzadkim dla mnie komiksem są Przygody pancernych i psa Szarika Szymona

D

GRUDZIEŃ 2020

CZYLI SUBIEKT YWNIE NAJLEPSZE POLSKIE KOMIKS Y Kobylińskiego. Przez długi czas nie wiedziałem w ogóle o jego istnieniu, a przed pojawieniem się aukcji internetowych, bardzo trudno było kupić ten trzytomowy komiks. Dopełnia on zarówno książkę, jak i serial oraz inne popkulturowe artefakty związane z załogą czołgu Rudy 102, np. film na przeźroczach do rzutnika czy modele żołnierzyków. Jednak po kilku latach poszukiwań i starań udało mi się skompletować te zeszyty, które pozostają w bardzo dobrym stanie. Moim zdaniem, polscy wydawcy komiksowi mogliby poważnie rozważyć ich wznowienie. Fantastycznym doświadczeniem było czytanie komiksu Janosik Tadeusza Kwiatkowskiego i Jerzego Skarżyńskiego z równoczesnym oglądaniem filmowego serialu z Markiem Pere peczką w tytułowej roli. I porównywanie, co jest fajniejsze: komiks czy film. Muszę powiedzieć, iż do dzisiaj dynamiczne, pełne ruchu rysunki J. Skarżyń skiego, wzorowane na serialowych kadrach, robią na mnie duże wrażenie i lubię wracać do tych zeszytów. Jednak bezapelacyjnym numerem jeden są dla mnie przygody Kajka i Kokosza autorstwa Janusza Christy. Prześmieszne przygody polskich wojów, ich przyjaciół i sprzymierzeńców oraz

smoka Milusia w bliżej nieokreślonym momencie średniowiecznej przeszłości, ich zmagania ze zbójcerzami (udolnie przypominającymi Krzyżaków czy Niemców) do dzisiaj bawią nie tylko mnie. Przysłowia czy przyśpiewki komiksowych bohaterów weszły do powszechnego użytku. O popularności tej serii świadczą nie tylko nowe wydania ich przygód, ale także powstawanie nowych komiksów, tworzonych przez autorski kolektyw z udziałem m.in. Sławomira Kiełbusa, Tomasza Samojlika, Piotra Bednarczyka, który do perfekcji opanował kreskę niemalże identyczną z kreską Janusza Christy, czy też przygotowanie komiksów w innych wersjach językowych (poza angielskim czy francuskim, również w języku kaszubskim czy gwarze góralskiej lub poznańskiej), a także wznawianie komiksów z pierwowzorami tych postaci, czyli Kajtkiem i Kokiem, ukazujących się od 1958 r. Z tytułów nowych na polskim rynku poza bezwarunkowym zainteresowaniem wszystkimi komiksami regionalnymi bardzo kibicuję serii Bradl (Tobiasz Piątkowski, Marek Oleksicki), opartej na wojenno-szpiegowskich przygodach Kazimierza Leskiego, ps. Bradl. Co prawda, pierwsza pięcioodcinkowa seria jest

Subiektywna historia

komiksu polskiego

skończona, ale autorzy zapowiadają jej kontynuację. Na pograniczu realiów PRL i fantazji dzieje się akcja zeszytów serii Wydział 7, poświęconych (prawdziwym?) zdarzeniom paranormalnym. Wszystko z udziałem Milicji Obywatelskiej, Służby Bezpieczeństwa i… kościoła. A najlepszym polskim superbohaterem jest Bler, stworzony przez Rafała Szłapę, za którego karierę na rynku amerykańskim trzymam kciuki. Z zainteresowaniem zbieram również komiksy zagraniczne, których akcja i postacie są związane z Polską. Miłym dla mnie zaskoczeniem był epizod w pierwszym komiksie z francuskiej serii Gilles Durance (Callixte) pt. Le Bombradiere Blanc. Tytułowy bohater trafia do lotniczego oddziału najemników w Katandze, którym dowodzi niejaki Mr. Brown. A pod takim pseudonimem krył się na prawdę Jan Zumbach, jeden z najlepszych polskich myśliwców, pilot m.in. dywizjonu 303, po wojnie prowadzący dość awanturniczy żywot. Pozostaje mi zachęcić wszystkich Państwa do czytania komiksów, także tych dostępnych w czytelni Instytutu Polskiego! JACEK GAJEWSKI 27


S

Monitor 12_2020 29.11.2020 22:35 Page 28

ŁOWACJA IEJ

SK

W UN

wdziwych pogłosek krążących w społeczeństwie - ‘nowa waluta zostanie wprowadzona z dnia na dzień i korona natychmiast stanie się bezwartoII EUR OP EJ ściowa’, ‘ceny znacząco wzrosną’, a wtedy Słowacja ‘zupełnie straci kontrolę nad polityką gospodarczą’. Kampania informacyjna rozpoczęła się oficjalnie w już grudniu 2007 roku, kiedy ruszyła strona internetowa www.euromena.sk. NBS i Minister stwu Finansów zależało na dotarciu do jak największej liczby mieszkańców Słowacji; starszych i młodszych, niepełnosprawnych, przedstawicieli mniejszości narodowych. Sama strona internetowa nie gwarantowała tak szerokiego zasięgu, zdecydowano się więc na dodanie innych kanałów informacyjnych. Na początku 2008 roku publikacje i audycje poświęcone wprowadzeniu euro zaczęły poja2 wiać się w prasie i mediach, a zainteresowani pogłębieniem ogólnodostępnej wiedzy mogli wziąć udział w bezpłatnych specjalistycznych szkoleniach i seminariach. Dołożono specjalnych starań, by dotrzeć z niezbędnymi informacjami do mniejszości narodowych, węgierskiej i romskiej. Edukacja zwłaszcza tej ostatdo spraw wprowadzenia euro, zostaniej była ogromnym wyzwaniem. ła powierzona profesjonalnej agencji. Zamieszkująca Słowację ludność Część kosztów projektu – na mocy romska jest w dużej części słabo wyporozumienia o partnerstwie, podpikształcona i bezrobotna; nierzadko sanego 7 grudnia 2007 roku – pokrywręcz wykluczona społecznie. Ze ła Komisja Europejska, która zresztą względu na tę specyfikę strategia dodatkowo prowadziła własną polityinformowania Romów o wprowakę informacyjną w związku z przystądzeniu euro różniła się od prezentopieniem Słowacji do Eurolandu. wanej w słowackich mediach. Najważniejszym celem akcji było Zadbano o dostępność materiałów dotarcie do wszystkich z informacją, informacyjnych w języku narodoże ‘euro zostanie wprowadzowym oraz sięgnięto po prostsze ne 1 stycznia 2009 roku, i atrakcyjniejsze środki pera wszyscy rezydenci Re publiki Słowackiej, swazji. Zamiast organizopodmioty i instytucje wać konferencje naukowe zlokalizowane w Re i wykłady, twórcy kampapublice Słowackiej oraz nii, we współpracy z Pełnomocnikiem Rządu do spraw wszystkie systemy mumniejszości romskiej, do inszą być przygotowane na używanie euro w pła formowania o nowej walutnościach gotówkowych cie zaprosili popularnych i bezgotówkowych’. Za artystów romskich i grurównie istotne uznano py teatralne. rozwianie wszelkich KATARZYNA PIENIĄDZ obaw i wątpliwości oraz kontynuacja zdementowanie niepra w kolejnym MP

euro zamiast korony

czyli walutowa rewolucja

pełnienie kryteriów z Maastricht i dostosowanie stanu prawnego do unijnej legislacji okazały się zaledwie początkiem skomplikowanego logistycznie i technologicznie procesu zastępowania korony słowackiej przez euro. Historyczne wydarzenie, którym bez wątpienia dla Słowacji było wprowadzenie do obiegu nowego pieniądza, wymagało solidnego przygotowania. Ustalono, że potrzebne do transakcji gotówkowych banknoty euro (o wartości 188 mln euro) Słowacki Bank Narodowy (NBS) pożyczy od Banku Austrii, a pożyczkę zwróci w kolejnych latach – już w banknotach wyprodukowanych na Słowacji. Podobnie zresztą postąpiły w przeszłości inne kraje wprowadzające euro – Malta, Cypr i Słowenia. Zadbano również o podniesienie świadomości Słowaków na temat nowego pieniądza. Obsługa szeroko zakrojonej kampanii informacyjnej, koordynowanej przez Słowacki Bank Narodowy (NBS) i Ministerstwo Fi nansów oraz Pełnomocnika Rządu

S

28

MONITOR POLONIJNY


Monitor 12_2020 29.11.2020 22:35 Page 29

Mieszkańcy fantazji

Instytut Polski w Bratysławie i Klub Polski na Słowacji zapraszają na wystawę z cyklu „Sztuka z naszych szeregów“. W tym roku zostaną zaprezentowane dzieła BEATY WESTRYCH-ZAZRÍVCOVEJ, artystki tworzącej lalki i kukiełki w bratysławskim Teatrze Lalek, oraz jej córki MONIKI ZÁZRIVCOVEJ, malującej obrazy. Wystawa zatytułowana „Mieszkańcy fantazji”, będzie dostępna od 18 grudnia (piątek) w Instytucie Polskim i potrwa do 31 stycznia 2021.

PoZnaJMY Się, PRoSZę Klub Polski we współpracy z Instytutem Polskim w Bratysławie już po raz trzeci próbuje zorganizować spotkanie z cyklu „Poznajmy się, proszę“, którego celem jest prezentacja w formie rozmów, przeplatanych występami artystycznymi, osobistości ze świata Polonii lub Słowaków polskiego pochodzenia. To, planowane na 18 listopada, z przyczyn niezależnych od organizatorów nie mogło się odbyć. Liczymy, że uda nam się je zrealizować jeszcze w tym roku bądź na początku przyszłego, o czym będziemy Państwa informować mailowo i za pośrednictwem strony www.polonia.sk. Gośćmi spotkania będą skrzypek i szef kwartetu Laugaricio Marek Berky oraz założyciel wydawnictwa Absynt na Słowacji Juraj Koudela.

Życzenia

Ponoć należy się dobrze zastanowić nad marzeniami i życzeniami, ponieważ mogą się spełnić. Kto mógł przypuszczać, że spełni się dosłownie wszystko to, czego życzyłem nam wszystkim na rok 2020 – by nasze życie zwolniło, byśmy się wyciszyli, mieli więcej czasu dla siebie... W duchu obecnych czasów piszę do Państwa życzenia z łóżka, przebywając na kwarantannie. Przeżywamy trudny okres – wiele zaplanowanych wspaniałych imprez nie udało nam się zorganizować, wiele miłych spotkań odwołano… Póki co, nie wiemy, kiedy to się zmieni na lepsze. Na Nowy Rok życzę zatem Państwu dużo zdrowia, którego wartość uświadamiamy sobie obecnie o wiele bardziej niż dawniej, szczypty szczęścia i szczypty animuszu, by to szczęście móc odkryć i złapać je za rękę. Marek Berky, Prezes Klubu Polskiego GRUDZIEŃ 2020

Szlachetne

święta

LONEGO W ZIE BASIA Z

SZTUKA Z NASZYCH SZEREGÓW

ÓRZA ZG

Ogłoszenia

rudzień, a z nim Boże Narodzenie! Bez względu na to, czy obchodzimy te święta, czy nie, ten okres roku jest wyjątkowy dla każdego. Jest to okazja do spędzenia czasu z najbliższymi oraz czas na refleksje dotyczące kończącego się roku. Święta Bożego Narodzenia są też niestety świętami konsumpcjonizmu. Nieważne, jak bardzo próbujemy, niezmiernie trudno jest nam zachować zimną krew podczas zakupów bożonarodzeniowych. Trudno nam się powstrzymać od kupienia kolejnego, lepszego modelu jakiegoś tam gadżetu. Co zrobić, by świąteczny okres nie zdominowały wizyty w centrach handlowych? Najlepszym sposobem na uniknięcie kolejek do kas jest dzielenie się z innymi. Oddajmy nieużywane ubrania osobom, które ich potrzebują. Możemy to zrobić bezpośrednio albo za pośrednictwem rozmaitych akcji i zbiórek charytatywnych. W Polsce najpopularniejszą z nich jest „Szlachetna Paczka”, dzięki której można znaleźć potrzebującą rodzinę i przygotować dla niej prezent świąteczny na podstawie jej konkretnych zapotrzebowań (akcję tę można również wesprzeć na odległość poprzez wsparcie finansowe). Mogą to być zimowe ubrania czy obuwie, sprzęt elektroniczny czy AGD, a nawet węgiel czy drewno opałowe. Dwa lata temu w ramach podobnej akcji oddałam stary komputer. Zastanawiałam się nawet, czy wypada, bo był bardzo wolny i długo nieużywany. Ale było warto. Radość na twarzy małej dziewczynki, która go dostała, uświadomiła mi, jak bardzo uprzywilejowany styl życia większość z nas wiedzie, nie zdając sobie nawet z tego sprawy. Dlatego proszę Was, w te święta nie bądźmy samolubni i podzielmy się naszym szczęściem z innymi. Możemy przecież poprosić bliskich, by w ramach prezentu dla nas wsparli naszą ulubioną fundację. Jest wiele sposobów na to, aby podzielić się z innymi, więc w tych trudnych czasach nie wspierajmy międzynarodowych korporacji, ale kupujmy, a przede wszystkim pomagajmy lokalnie, bo to nie tylko ekologiczne, ale przede wszystkim ludzkie. BASIA KARGUL

G

29


Monitor 12_2020 29.11.2020 22:36 Page 30

Spod Mariańskiej Góry pod jasnogórską wieżę

2

poprzednim numerze pisma opowiadałam, jak ponad 40 lat temu znalazłam się w Częstochowie i jak stawiałam tu swoje pierwsze kroki. Osoby zorientowane w tematyce słowackiej uśmiechają się, kiedy mówię, że urodziłam się w Levočy, a mieszkając w Częstochowie, widzę z okien wieżę jasnogórską.

W

urok polegał na wspólnym obieraniu i ścieraniu na tarce kilku kilogramów ziemniaków. Dalej już gotowałam sama, przyjaciele zaś wspólnie się bawili i śpiewali przy akompaniamencie gitary i akordeonu. Często wtedy rozbrzmiewało Tancuj, tancuj, vykrúcaj.

Škodovka zamiast malucha Braki w zaopatrzeniu sklepów w latach 70. i 80. spowodowały zainteresowanie pracą za granicą, najczęściej w krajach sąsiedzkich. Mój mąż także wykorzystał swoje umiejętności zawodowe i językowe i kilka lat pracował w Czechach. Dopiero tam się przekonał, jakie są różnice między Słowa kami i Czechami, ich językami, a nawet mentalnością. Wiele osób nie wiedziało i nie zwracało uwagi na to, że Słowacy to odrębny naród. Stan życia nam się poprawił, więc z malucha przesiedliśmy się do škodovki i tej marce pozostaję wierna do dzisiaj. Dzieciom nie brakowało odżywek, owoców i smakołyków, przywożonych teraz przez tatę. Myślę, że wtedy też rozpoczęła się moja wielka misja bycia lokalnym ambasadorem mojego kraju.

Ambasadorka Słowacji W Częstochowie było kilka przedsiębiorstw, wysyłających swoich pracowników wtedy jeszcze do Czechosło wacji, więc w szkole, gdzie uczyłam, w czasie wolnym organizowałam dla dzieci zajęcia, które pomagały poznać mój kraj. Z ambasady w Warszawie przywoziłam różne materiały o zabytkach i wydarzeniach historycznych, zdjęcia, nagrania muzyczne i filmy o życiu w moim kraju. Dzieci przyswajały te wiadomości i regularnie podczas zajęć otwartych prezentowały swoim rówieśnikom, nauczycielom i rodzicom. Ja zaś przekonywałam, że jadąc na południe Europy, warto zatrzymać się na Słowacji i poznać jej ciekawe zakątki. 30

Nie tylko tłumaczka

Ambasadorka Polski Z czasem powróciłam do pilotowania wycieczek. Częste wyjazdy umożliwiały mi przekazywanie informacji o Słowacji turystom także przy wyjazdach w innych kierunkach. Informacje o Polsce i różnicach w życiu, przyzwyczajeniach między naszymi narodami przekazywałam także turystom przyjeżdżającym do Polski. Dzisiaj każdy zainteresowany znajdzie takie informacje w Internecie, gdzie różne blogi donoszą o doświadczeniach zyskanych podczas podróży. Wtedy takim źródłem informacji byłam ja.

Halušky party Mówi się, że aby poznać dany kraj, należy poznać jego kuchnię. Podobno po mistrzowsku gotuję barszcz, bigos, żur czy częstochowską zalewajkę. Kiedy ja poznawałam kuchnię polską, to nasi znajomi polubili bryndzové haluški, lokše, gemerské gule, gulášovą polievkę i często brali czynny udział w przygotowaniu halušky party. Jego

Mój polski był już na doskonałym poziomie, więc zaczęłam się zajmować także tłumaczeniami. I tak jest do dziś. W wielu przypadkach pomogłam w nawiązaniu kontaktów partnerskich między miastami, wyszukiwałam i polecałam słowackie zespoły i artystów ludowych, których zapraszano na różne imprezy do Polski. Z drugiej strony w okresie letnim pomagałam organizować wyjazdy artystów na plenery malarskie na Słowację. Taka współpraca zaowocowała oczywiście obrazami o tematyce słowackiej, które otrzymałam w podziękowaniu i które do dziś zdobią ściany mojego domu.

Na walizkach Na pytanie, czy jestem zadowolona z wyboru Polski jako kraju zamieszkania, trudno odpowiedzieć jednoznacznie. Przyjechałam tu w latach, kiedy na ulicach było szaroburo, sklepy zaczynały straszyć pustkami, a mnie zatrzymywano, pytając, gdzie kupiłam to czy owo. Zagadywano mnie o buty lub oprawki do okularów, które kupiłam oczywiście na Słowacji. No i ogłoszono stan wojenny! Walizki pakowałam kilkakrotnie. Mogłam wyjechać tylko z młodszą córką, która jeszcze nie uczęszczała do szkoły, więc wyjechałam na ślub siostry, a córeczka „zachorowała” i została u babci na trzy MONITOR POLONIJNY


Monitor 12_2020 29.11.2020 22:36 Page 31

Między Częstochową a Preszowem Wszystko to szczęśliwie minęło. Pozostają wspomnienia i wspaniali przyjaciele. Ilu ich jest? Trudno policzyć. Wielu w Częstochowie i okolicy, dzięki czemu nie czuję się tu obco. Patrząc wstecz, większość życia rodzinnego spędziłam na podróżach między Częstochową a Preszowem, gdzie mieszka słowacka część mojej rodziny. Tam podejmowałam pierw szą pracę zawodową, tam mam wielu przyjaciół. Z Preszowa wyjeżdżałam w świat i do dzisiaj tęsknię za tym mia stem i ludźmi z nim związanymi.

Kolejne pokolenia W opiece nad dziećmi często pomagała nam i odwiedzała nas babcia ze Słowacji. Również moje siostry, wtedy jeszcze studentki, spędzały u nas dużo czasu. Kiedy córki podrosły, na wakacje jeździły na Słowację i słuchowo opanowywały język słowacki, który w późniejszych latach doskonaliły – starsza na Uniwersytecie Śląskim, młodsza w Warszawie na kursach w Instytucie Słowackim i letnim kursie języka słowackiego na Uniwersytecie Komeńskiego w Bratysławie, zakończonym egzaminem ECL-C1. Dobra znajomość języka słowackiego umożliwiła jej pracę w Warszawie. Po słowacku mówi już trzecie pokolenie mojej polskiej rodziny! Wnuk, wychowany na bajkach i piosenkach słowackich, parokrotnie był na letnim obozie „Učíme sa o Slovensku“. Tam poznał rówieśników – Słowaków z całej Europy, także tych zza oceanu. Dobrze sobie radzi z językiem, posiada nawet Kartę Słowaka. I tak oto moje pochodzenie wpływa na dalszy bieg wydarzeń pewnej polsko-słowackiej rodziny. Kto wie, jak wyglądałby mój los, gdybym nie za mieniła widoku Mariańskiej Góry na widok jasnogórskiej wieży? MÁRIA PLUSOVÁ, Częstochowa GRUDZIEŃ 2020

Moc dawania

polskich i słowackich szkołach istnieje pewna miła tradycja – dzieci z okazji swoich urodzin obdarowują kolegów i koleżanki z klasy drobnymi upominkami, najczęściej cukierkami. A co, gdyby tak poddać tę tradycję drobnej modyfikacji? Przedstawiam wam nasz domowy przepis na ten zwyczaj. Wszystko zaczęło się jeszcze w przedszkolu, przyznaję uczciwie – z mojej, „maminej” inicjatywy. Zaproponowałam mojej pięciole tniej wtedy córce (dziś już dumnej drugoklasistce), byśmy zastąpiły słodycze jakimś przygotowanym własnoręcznie drobiazgiem. Po części dlatego, żeby uniknąć dużej ilości łakoci, a po części, żeby rozbudzić jej wyobraźnię i spędzić trochę czasu razem na kreatywnej zabawie. To był strzał w dziesiątkę. Za pierwszym razem przygotowałyśmy drewniane patyczki z imionami wszystkich dzieci z grupy i różnymi dekoracjami. Przy dużej liczbie dzieci w klasie warto taką pracę rozło-

W

żyć na kilka popołudni, w przeciwnym razie może przerosnąć ona młodego artystę. Jak przystało na mola książkowego z krwi i kości, w późniejszych latach moja córka przerzuciła się na masową produkcję zakładek do książek. A że przedmiot ten, jak wiadomo, lubi się zagadkowo zgubić przy przekładaniu z jednej książki do drugiej (przynajmniej w moim domu), domowy warsztat produkcyjny można otwierać właściwie co roku. Potrzebne są do tego jedynie chęci, dobry humor, mocny klej i co tylko dusza zapragnie do ozdoby – guziki, listki, bibułka, naklejki, filc, piórka i inne. Co najważniejsze, źródłem przyjemności nie są wyłącznie proces twórczy i wymyślanie kolejnych wzorów, ale to, co następuje po nim, czyli obdarowywanie. Radość mu towarzysząca jest ogromna, a cieszą się obydwie strony – zarówno ta, która przyjmuje, jak i ta, która ofiarowuje. Czego chcieć więcej? NATALIA KONICZ-HAMADA

ZDJĘCIA: NATALIA KONICZ-HAMADA

miesiące, ponieważ taka była wa żność jej wizy. Były to trudne czasy, młodsze pokolenie nawet nie wie, o czym mowa.

31


Monitor 12_2020 29.11.2020 22:37 Page 32

Święta już za pasem, czas przypominać sobie bożonarodzeniowe przepisy i powoli gromadzić składniki. Ponieważ od kilku miesięcy cieszymy się 25-leciem naszego „Monitora”, to z tej okazji mamy dla was dwa wyjątkowe przepisy. Ich autorem jest Marián Juriňák, mający polskie

korzenie szef kuchni hotelu „Gobor” w Vitanovej. Opracował on własne receptury na świąteczne dania, doskonałe również na każdą inną uroczystość. Tym razem podzieli się z nami przepisem na odświętną zupę z buraczków, a w styczniu zaserwuje za naszym pośrednictwem wyjątkowe danie mięsne.

Zupa buraczano-kapuściana

czyli ciekawa odmiana barszczu SKŁADNIKI: (na 6 porcji) • 1 łyżka oleju • 50 g orawskiej słoniny • 1 cebula • 150 g buraczków ćwikłowych • 120 g białej kapusty (główki) • 50 g marchwi • 25 g pietruszki • 25 g selera • 2 ząbki czosnku • majeranek, kminek, ziele angielskie, liść laurowy • sól, pieprz, ocet • 2 dl kwaśnej śmietany 18%

SPOSÓB PRZYRZĄDZANIA Słoninę przesmażamy na oleju. Cebulę, marchewkę, pietruszkę i seler kroimy w kostkę. Również obsmażamy, od czasu do czasu mieszając. Dodajemy liść laurowy, kminek, ziele angielskie i drobno posiekaną kapustę. Znów mieszamy. W kolejnym kroku przekładamy całość do garnka z litrem wody.

Buraczki obieramy i kroimy w kostkę. Również dodajemy do wywaru i pod przykryciem gotujemy ok. pół godziny, dopóki warzywa naprawdę nie zmiękną, a wywar zrobi się treściwy. Oczywiście można dolać jeszcze trochę wody, by zupy wystarczyło dla wszystkich gości. Na koniec

Różne odmiany barszczu świetnie sprawdzają się nie tylko w czasie Bożego Narodzenia. To doskonałe zupy na sylwestrowe imprezy, noworoczne i karnawałowe spotkania – stosując przepis pana Mariana możemy mieć pewność, że gotujemy i serwujemy danie najwyższej jakości. Wesołych i dobrych świąt! AGATA BEDNARCZYK

doprawiamy przetartym czosnkiem i pozostałymi przyprawami. Już na talerzu kładziemy na powierzchni zupy odrobinę kwaśnej śmietany.