Page 1

ISSN 1336-104X

Monitor12_2017 4.12.2017 12:05 Page 33

Pierwsze spotkanie

ze Świętym Mikołajem str. 6

Ukryte piękno str. 24

Jest dobrze, bo ciężko

str. 17


Monitor12_2017 4.12.2017 12:01 Page 2

Koncert

rzy delikatnym Z OKAZJI 99. ROCZNICY Muzycy przyjechali oświetleniu galena Słowację i zostali ODZYSKANIA ria Instytutu Polskielaureatami pierwszej NIEPODLEGŁOŚCI nagrody Festiwalu go w Bratysławie zyskała nadzwyczajny klimat, ale to naj- Akordeonowego w Dunajskiej Stre ważniejsze dopiero miało przyjść. dzie (podobnie jak przed laty Marcin Muzyka. I to jaka! Trzy akordeony, jed- Wyrostek – dobrze znany polskiej puna perkusja i młodzi utalentowani lu- bliczności z talentowego show). Nie mniejsze oklaski zebrali w Instytucie dzie z zespołu Symetrio. Polskim, który zorganizował wyjątkowy koncert z okazji 99. rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. Tego listopadowego wieczoru zabrzmiały utwory J. S. Bacha, S. Rachmaninowa, G. Szenderiowa czy A. Kurylewicza. W drugiej części koncertu muzycy zagrali utwory inspirowane serbską twórczością ludową. Nie zabrakło oczywiście także polskich inspiracji. Mogliśmy więc usłyszeć „W moim Marcin Jabłoński, Adam Potera, ogródeczku“ czy „Śląską rapsodię”, Krystian Saciłowski to wirtuozi akor- skomponowaną przez członków zedeonu, zaś na perkusji towarzyszył im społu na podstawie dawnych melodii Kuba Kotowicz. Muzyków przedsta- Górnego Śląska. Ogniste dźwięki mieszały się z tymi wiła nowa dyrektor programowa Instytutu Polskiego Monika Olech. lirycznymi i stały się tłem do przemy-

P

śleń dotyczących tak ważnej daty w dziejach Polski, jaką jest 11 listopada 1918 roku, kiedy to po 123 laty nasz kraj wrócił na mapę świata. W roku przyszłym czeka nas okrągła rocznica odzyskania niepodległości - wydarzenie ważne nie tylko dla Polaków w Polsce, ale i tych na obczyźnie. Koncert, który zaoferował nam Instytut, był specyficznym preludium do tego ważnego wydarzenia. RED.

ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

2

MONITOR POLONIJNY


Monitor12_2017 4.12.2017 12:01 Page 3

Mają być urocze, magiczne, niepowtarzalne, a jednocześnie tradycyjne. Mowa o świętach Bożego Narodzenia. A ponieważ w każdym grudniowym numerze naszego czasopisma staramy się, by i ono oddawało atmosferę zbliżających się świąt, więc mamy nadzieję, że i tym razem wpisujemy się w bożonarodzeniowy klimat, by uprzyjemnić Państwu ten przedświąteczny i świąteczny czas. W tym roku tę niepowtarzalną atmosferę wyczaruje dla nas klika artykułów. Choćby ankieta, przeprowadzona wśród naszych czytelników, z której można się dowiedzieć, jakie doświadczenia wynieśliśmy ze spotkań ze Świętym Mikołajem czy Gwiazdorem (str. 6). Piękną historię pewnej rodziny przedstawiamy w ramach cyklu „Co u nich słychać?“. Otóż pewna nasza rodaczka wraz z mężem zdecydowała się stworzyć dla dwójki dzieci rodzinę zastępczą. W tym roku po raz pierwszy będą świętować Boże Narodzenie razem ze swoimi własnymi i przybranymi dziećmi (str. 17). Jak mogą się włączyć w przygotowania do świąt najmłodsi nasi czytelnicy, o tym w rubryce dla dzieci (str. 31). Dla urozmaicenia przygotowaliśmy też dla Państwa inny niż zwykle wywiad, a mianowicie rozmowę dotyczącą... mody. Z polską projektantką Klaudią Markiewicz rozmawialiśmy nie tylko o sztuce projektowania, ale i o tym, jak się ubierać, co nosić, a czego nie nosić w tym sezonie (str. 8). W rubryce kulinarnej również świątecznie. Zachęcamy Państwa do zrobienia makiełek, wigilijnego przysmaku z Wielkopolski (str. 32). A oprócz tego relacje z wydarzeń, które miały miejsce w listopadzie. Na przykład z dyskusji, która dotyczyła nie tylko słowackiej Polonii, ale i innych mniejszości narodowych na Słowacji, po raz pierwszy bowiem Klub Polski we współpracy z portalem „Ženy v meste” zorganizował dyskusję dotyczącą kobiet różnych narodowości (str. 10). Przynosimy też relację z Polskich Dni na Uniwersytecie Preszowskim (str. 14). Poza tym recenzje książkowe (str. 22), filmowe (str. 16) czy zaproszenia w podróż po Słowacji (str. 24) i do Indii (str. 30). Życzymy magicznych, uroczych, a jednocześnie tradycyjnych świąt Bożego Narodzenia, spędzonych w gronie najbliższych. W imieniu redakcji

Kto się boi Świętego Mikołaja?

4

Z KRAJU

4

ANKIETA Pierwsze spotkanie ze Świętym Mikołajem

6

WYWIAD MIESIĄCA Z projektantką mody Klaudią Markiewicz o sztuce ubierania się

8

Z NASZEGO PODWÓRKA

10

KINO – OKO Urodziny noblistki

16

CO U NICH SŁYCHAĆ? Jest dobrze, bo ciężko, czyli o zmianach w rodzinie Jarinów

17

Obsługa made in Slovakia 22 BLIŻEJ POLSKIEJ KSIĄŻKI Na niby o facetach 22 SŁOWACKIE PEREŁKI Ukryte piękno

24

Te ważne kalendarze

25

KRZYŻÓWKA

26

Pociąg z Popradu do Krynicy

28

OGŁOSZENIA

29

ROZSIANI PO ŚWIECIE Indie – tu wszystko może się zdarzyć

30

MIĘDZY NAMI DZIECIAKAMI Wieniec adwentowy

31

PIEKARNIK Gdy świąteczna noc zapada…

32

ŠÉFREDAKTORKA: Małgorzata Wojcieszyńska • REDAKCIA: Agata Bednarczyk, Agnieszka Drzewiecka, Katarzyna Pieniądz, Magdalena Zawistowska-Olszewska KOREŠPONDENTI: KOŠICE: Magdalena Smolińska • TRENČÍN: Aleksandra Krcheň JAZYKOVÁ ÚPRAVA V POĽŠTINE: Maria Magdalena Nowakowska, Małgorzata Wojcieszyńska GRAFICKÁ ÚPRAVA: Stano Carduelis Stehlik ZAKLADAJÚCA ŠÉFREDAKTORKA: Danuta Meyza-Marušiaková † (1995 - 1999) • VYDAVATEĽ: POĽSKÝ KLUB • ADRESA: Nám. SNP 27, 814 49 Bratislava • IČO: 30 807 620 • KOREŠPONDENČNÁ ADRESA: Małgorzata Wojcieszyńska, 930 41 Kvetoslavov, Tel: 031/5602891, monitorpolonijny@gmail.com • BANKOVÉ SPOJENIE: Tatra banka č.ú.: SK60 1100 0000 0026 6604 0059 • EV542/08 • ISSN 1336-104X • Redakcia si vyhradzuje právo na redigovanie a skracovanie príspevkov • náklad 550 ks • nepredajné • Realizované s finančnou podporou Úradu vlády Slovenskej Republiky: program Kultúra národnostných menšín 2017. Współfinansowane przez SWP ze środków otrzymanych od Kancelarii Senatu w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą

GRUDZIEŃ 2017

3


Monitor12_2017 4.12.2017 12:01 Page 4

Kto się boi Mikołaja? pudełek i torebek była ogromna! Czasami tylko niepokoiła nas świadomość, że nadejdzie On – wielki, sapiący, grubym głosem pytający o nasze imię. A co, jeśli zamiast wielkiej paczki wręczy nam rózgę? Powie: „W tym roku niestety nie zasłużyłeś, koleżko, na żaden prezent”? Strach tylu dzieci został utrwalony na fotografiach. Dziś pewnie śmieją się z siebie samych, ale kto wie, czy ów stres z dzieciństwa nie przeniósł się na dojrzałe lata…

amiętacie czarno-białe lub kolorowe zdjęcia, a na nich wy, całkiem mali lub już trochę podrośnięci, stojący obok groźnego brodacza z długą laską? Oj, trzeba było czasami siły dziecięcej wyobraźni, by naprawdę mocno uwierzyć, że ten pan to Święty Mikołaj (lub Gwiazdor w innych rejonach Polski). Jakie czasy, tacy mikołaje, ktoś mógłby dziś po-

P

wiedzieć, ale niezależnie jak bardzo „wypasiony” strój założy oddelegowany do tej roli mężczyzna, jedna rzecz nie zmienia się od pokoleń – niewyjaśniony strach, który budzi, choć powinien przecież wywoływać uśmiechy radości. Jak bardzo czekało się na ten dzień, na wymarzone prezenty, na słodycze, zabawki, książki… Radość z rozpakowywania kolorowych

łów prasowych, porad językowych, monografii i podręczników dotyczących języka polskiego, teorii informacji i komunikacji masowej. Był też przewodniczącym jury i autorem większości tekstów konkursu „Ogólnopolskie dyktando”, a także inicjatorem ustawy o języku polskim, uchwalonej w 1999 r. Dnia 5 listopada zmarł prof. WALERY PISAREK, wybitny językoznawca i prasoznawca, specjalista socjolingwistyki; miał 86 lat. Uznawany był za najwyższy autorytet w zakresie kultury języka. Pełnił funkcję honorowego prezesa Rady Języka Polskiego przy Polskiej Akademii Nauk, której był pierwszym przewodniczącym. Opubli kował prawie 700 prac, artyku4

W wieku 96 lat, 6 listopada, zmarł ROMAN BRATNY, pisarz i powstaniec warszawski. Jego najsłynniejsza powieść to „Kolumbowie. Rocznik 20“ (1957 r.), w której przedstawił doświadczenie swoich rówieśników, wchodzących w dorosłe życie w czasie okupacji i walczących w powstaniu warszawskim.

W wieku 67 lat, 6 listopada, zmarł aktor MAREK FRĄCKOWIAK, znany m.in. z serialu „Alternatywy 4“. Frąckowiak zagrał także w „Ogniem i mieczem“, „Popiełuszce“, „C.K. Dezerterach“, „Polskich drogach“, „07 zgłoś się“, „Psach“, „Miodowych latach“, „Plebani“, „Pitbullu“. Dnia 8 listopada w wieku 96 lat zmarł aktor JANUSZ KŁOSIŃSKI, odtwórca m.in. Czernousowa w „Czterech pancernych i psie“. Kłosiński zagrał też w „Niespotykanie spokojnym człowieku”, a także w serialach „Janosik“, „Czterdziestolatek“, „Przygody Marka Piegusa“, „Lalka” czy „Dom“. W całym kraju 11 listopada obchodzono 99. ROCZNICĘ odzyska-

nia niepodległości. Podczas głównych uroczystości na pl. Piłsudskiego prezydent Andrzej Duda powiedział, że nie wolno zapomnieć, iż niepodległość nie jest nam dana raz na zawsze, że w procesie politycznym najważniejsze jest jej umacnianie. Wieniec przed Grobem Nieznanego Żołnierza złożył m.in. szef Rady Europejskiej Donald Tusk. Z okazji święta prezydent odznaczył Orderem Orła Białego ks. Bernarda Czerneckiego, Franciszka Pieczkę i Andrzeja Pityńskiego. W MARSZU NIEPODLEGŁOŚCI, który 11 listopada przeszedł ulicami Warszawy, wzięło udział ok. 60 tys. osób. Powszechne oburzenie wywołały transparenty, które nieśli MONITOR POLONIJNY


Monitor12_2017 4.12.2017 12:01 Page 5

Bo dorosłych stresuje nie tyle spotkanie ze Świętym Mikołajem, co inne problemy, pochowane w pudełkach gdzieś między bombkami i łańcuchami. Kiedy przy świątecznym stole spotykają się różni członkowie rodziny, czasami nie daje się uniknąć trudnych tematów, grząskich dyskusji i uwolnionych pod wpływem emocji nerwów. Nie wszystkie Wigilie wspominamy z radością. Bywa, że wiążą się one z traumatycznymi przeżyciami, zawiedzionymi nadziejami, głębokim smutkiem. Żyjemy w świecie, w którym wszystkiego jest w nadmiarze, dzieci dostają prezenty na co dzień, więc od święta trudno je zadowolić. Reklamy w telewizji zachęcają nas do kupowania półproduktów „by twoja Wigilia smakowała wyjątkowo”, więc korci nas, by przestać w końcu pracowicie lepić pierogi, skoro można je kupić lub zamówić u kogoś, kto chce trochę zarobić. Czy ktoś jeszcze, nucąc pod nosem kolędy, samodzielnie wycina choinkowe ozdoby? Boże Narodzenie to zadanie, trzeba się z nim zmierzyć, przeżyć, a potem z ulgą zająć się własnymi sprawami. Od pewnego czasu w kolorowej prasie obok artykułów o tym, jak przygotować magiczne święta małym nakładem sił, pojawiają się również teksty o roli prawie terapeutycznej – uczestnicy marszu, np. „Biała Europa“, „Europa tylko dla białych“ czy „Wszyscy różni, wszyscy biali“. Kilka dni później od tych haseł odcięli się też politycy partii rządzącej, wspierającej marsz. PREZYDENT ANDRZEJ DUDA oświadczył 13 listopada, że nie ma w naszym kraju miejsca ani zgody na ksenofobię, na chorobliwy nacjonalizm i antysemityzm. Taka postawa oznacza wykluczenie z naszego społeczeństwa. Nie można postawić znaku równości między patriotyzmem i nacjonalizmem - powiedział. NA CMENTARZU SALWATORSKIM w Krakowie 14 listopada został GRUDZIEŃ 2017

jak poradzić sobie z negatywnymi uczuciami, które podczas Bożego Narodzenia nam towarzyszą, jak wybrnąć z galopującego konsumpcjonizmu, czy warto dla wygody zrezygnować z tradycji, bo święta to spotkanie z człowiekiem, a reszta nieważna… Oj, mnożą się problemy – a miało być tak pięknie… Może więc po prostu się nie nastawiać? Dobre przeżycia, wyjątkowe wspomnienia na ogół wymagają najpierw wysiłku, więc chyba jednak trzeba będzie zasiąść do ucierania maku, może tym razem z poczuciem, że robimy to dla tradycji, która niesie nas przez pokolenia, czy tego chcemy, czy nie. Może te wszystkie spięcia przy stole, te nietrafione prezenty i ten przedmikołajowy

pochowany Piotr S., który 19 października podpalił się przed Pałacem Kultury i Nauki w proteście przeciwko polityce PiS. Mszy św. przewodniczył bp Tadeusz Pie ronek, homilię wygłosił ks. Adam Boniecki, który powiedział, że testament Piotra jest krzykiem bezradności, protestu, ale nie jest krzy kiem nienawiści. „Jest krzykiem miłości, jest krzykiem człowieka, który kocha Polskę“ – dodał. W dniu 15 listopada przed Pałacem Kultury i Nauki wmurowano płytę upamiętniającą Piotra S., „zwykłego szarego człowieka“. PARLAMENT EUROPEJSKI przyjął 15 listopada rezolucję, wzywającą polski rząd do przestrzegania postanowień dotyczących prawo-

strach składają się na naszą rodzinną historię i podejście do nich jak do oglądanego wiele razy filmu zdejmie z nas trochę niechcianego bagażu. Być może najpiękniejsza będzie chwi la, kiedy już wszyscy sobie pójdą, a my usiądziemy pod choinką, z lampką wina lub kubkiem ulubionej herbaty. Cicho zaszemrzą kolędy, zamigotają lampki, a zza zasłoniętych zasłon nie będzie widać, że śnieg znowu nie dopisał. Przypomną się nam te zwariowane szczenięce lata, kiedy Boże Narodzenie było tylko frajdą z czekania na pierwszą gwiazdkę, a później na barszcz, pierogi i makowy tort. Będzie prawie cudownie… I takich świąt wszystkim serdeczAGATA BEDNARCZYK nie życzę.

rządności. PE wyraził m.in. zaniepokojenie proponowanymi zmianami w przepisach, które dotyczą polskiego sądownictwa, a które mogą strukturalnie zagrozić niezawisłości sądów i osłabić praworządność w Polsce. W dokumencie znalazł się też apel PE do polskiego rządu, by potępił ksenofobiczny i faszystowski Marsz Nie podległości. Dnia13 listopada w wieku 94 lat zmarła ALINA JANOWSKA, jedna z najpopularniejszych polskich aktorek filmowych, teatralnych, estradowych i telewizyjnych. Aktorka podczas okupacji była zaangażowana w działalność konspiracyjną, brała też udział w powstaniu warszawskim jako łączni -

czka. Wystąpiła w pierwszych powojennych polskich filmach – „Zakazane piosenki“, „Skarb” czy „Ostatni etap”. Wielką popularność zyskała za rolę w serialu „Wojna domowa“. Pojawiła się także w „Czterdziestolatku“, „Stawce większej niż życie“, „Lalce“, a także w serialu „Złotopolscy“. Przez wiele lat uczestniczyła w listopadowych kwestach na warszawskich Powązkach. W dniu 17 listopada w wieku 100 lat zmarł FRANCISZEK KORNICKI, pułkownik Polskich Sił Powietrznych w Wielkiej Brytanii, ostatni żyjący dowódca polskiego dywizjonu z okresu II wojny światowej. MP 5


Monitor12_2017 4.12.2017 12:01 Page 6

Pierwsze spotkanie

ze Świętym Mikołajem az w roku jest taki szczególny dzień, najbardziej wyczekiwany przez dzieci. Mowa o wigilii Bożego Narodzenia, kiedy to na saniach lub przeciskając się przez komin odwiedza nas Święty Mikołaj, w niektórych regionach Polski nazywany Gwiazdorem. Z kolei słowackie i czeskie dzieci obdarowuje Jezusek. Bez względu na to, kto jest tym cudownym darczyńcą, moment rozpakowywania prezentów bożonarodzeniowych to magiczna chwila.

R

onieważ pochodzę z Wielkopolski, wspominać będę spotkanie z Gwiazdorem. To pierwsze pamiętam do dziś. Miał głęboki, donośny głos i wyglądał surowo. Razem z bratem przestraszeni schowaliśmy się pod stół i nie chcieliśmy stamtąd wyjść. Musieliśmy odpowiadać na pytania i śpiewać piosenki. Później w toalecie znalazłam rózgę i rękawice Gwiazdora, dziwiąc się, co one tam robią. Odpowiedź na to pytanie dostałam po latach, gdy okazało się, że wówczas za Gwiazdora przebrany był mój własny tata. A jak wspominają takie spotkania z dzieciństwa nasi czytelnicy?

P

Aleksandra Krchen, Nemšová oje wspomnienia Świętego Mikołaja nie są fajne. Rodzice straszyli mnie i mojego brata, że nic nam nie przyniesie, jeśli nie będziemy grzeczni. Dlatego bałam się, gdy zobaczyłam wielkiego Świętego Mikołaja, ubranego w czerwony płaszcz, z białą brodą, który przemawiał grubym głosem. Pamiętam, że płakałam, siedząc mu na kolanach. Oczy wiście zawsze byłam na tyle grzeczna, że jakiegoś cukierka dostałam, ale nie były to paczki pełne słodyczy, takie jakie dostają teraz na święta moje dzieci. U mnie w domu za Świętego Mikołaja przebierał

M

6

się wujek. Gdy po paru latach odkry liśmy z bratem tę tajemnicę, byliśmy zawiedzeni. Od wtedy żartujemy z wujka i zawsze pytamy, czy przyniósł nam jakiś prezent.

Renata Doliwová, Bratysława ochodzę z Brna, z rodziny ateistycznej. Żywego Świętego Mikołaja u nas w domu nigdy nie było. Jakiś tajemniczy Mikołaj spuszczał się po linie o zmroku w kierunku otwartego okna, przy nim stał duży ceramiczny talerz, który po jego wizycie zapełniał się słodyczami i owocami. Zabawek nie dostawałam. Wpatrywałam się zawsze w ciemność, z nadzieją, że go zobaczę, ale niestety tak się nie stało. Natomiast pierwsze wspomnienie Świętego Mikoła ja, które pamiętam, związane jest z wizytą u babci, która mieszkała koło Ostrawy. Miałam wtedy 4 lata i byłam dzieckiem niesfornym, dlatego babcia chciała mnie trochę postraszyć. Święty Mikołaj zwykle zostawiał tam podarunki między podwójnym oknem. Babcia najpierw skierowała mnie do kuchni, żebym zobaczyła, czy tam Mikołaj coś dla mnie zostawił. Znalazłam tylko węgiel i rozpłakałam się, a że babcia była kochana, to dłużej mnie nie męczyła i wysłała do sypialni. Tam między oknami stały czekoladowe figurki, ustawione od największej do najmniejszej. Sposób babci zadziałał, bo tego Świętego Mikołaja, choć go nie widziałam, zapamiętałam do dziś.

P

MONITOR POLONIJNY


Monitor12_2017 4.12.2017 12:01 Page 7

Tomasz Olszewski, Pezinok oje najwcześniejsze wspomnienie Świętego Mikołaja wiąże się z pobytem w szpitalu wojskowym. Miałem wtedy około 5 lat. Usłyszałem, że prezentem od Świętego Mikołaja, który rozdawał dzieciom podarunki w szpitalu, jest samochód, ale żeby go dostać, trzeba zaśpiewać piosenkę. Zaśpiewałem więc jedyną, jaką znałem, a którą nauczyła mnie ciocia: „Żółta żaba jadła żur...“. Jakież było moje zdziwienie, gdy zamiast samochodu dostałem plastikową żabę! Pamiętam też, że w wojsku, gdzie pracował mój tata, na święta zawsze wyświetlano bajki. Dla

M

mnie i innych dzieci to była wielka atrakcja, większa nawet niż Święty Mikołaj i cukierki, bo właśnie na te bajki czekało się cały rok! Od kilku lat sam jestem Świętym Mikołajem u rodziny w Olsztynie, zaś Gwiazdorem w Poznaniu. Najpierw rolę tę odgrywałam dla mojej najmłodszej siostry, później dla dzieci szwagra oraz dla niemieckojęzycznych dziewczynek przyjaciela, które mówiły tylko troszkę po polsku, a ja jako św. Mikołaj mówiłem do nich po słowacku. Dla mnie jest to fajna zabawa, gdy widzę, jaką radość mają dzieci z Mikołaja i prezentów.

Magdalena Michna, Bratysława ama nie pamiętam spotkania ze Świętym Mikołajem, ale w mojej rodzinie krążyła historia, opowiadana przez moją mamę, która pracowała jako wychowawczyni w żłobku. I chociaż ta historia nie dotyczy mnie, to zapamiętałam ją do dziś. Panie

S

przygotowywały dla dzieci spotkanie ze Świętym Mikołajem i – jak to zwykle bywało – jedna z nich miała przebrać się za tę postać. Rola ta przypadła pani Reni, która ubrała się w odpowiedni strój, dokleiła sobie brodę i jako Święty Mikołaj odwiedziła dzie-

ci, wzbudzając ogólną radość. Pewien chło piec, raczej spokojny z natury, obserwował uważnie z boku całą sytuację. Po dłuższej chwili podszedł w końcu do Mikołaja i powiedział: „Ciociu Leniu, zapomniałaś sobie ściągnąć pielścionka“.

Włodzimierz Jan Butowski, Bratysława iestety nie pamiętam spotkań ze Świętym Mikołajem, ale nie chwaląc się, to właśnie ja nim byłem, gdy w Instytucie Polskim w Bratysławie przez kilka dobrych lat rozdawałem prezenty dzieciom z Klu bu Polskiego. Nawiązać relacje z dziećmi to wcale nie taka łatwa sprawa, a moje pierwsze spotkanie z nimi w roli Świętego Mikołaja nie było takie wesołe. Myśląc, że Święty Miko łaj to postać poważna i wzbudzająca respekt, przebrałem się tak, że przypominałem raczej Borysa Goduno wa niż Świętego Mikołaja, wywołując wśród dzieci strach. W następnych latach, ubrany w strój, pożyczony od Braci Szkolnych ze szkoły De la Sale, już bardziej przypominałem Świętego. Zrozumiałem wtedy, że Święty Mikołaj to osoba dobra,

N

GRUDZIEŃ 2017

pobłażliwa, rozdająca nie tylko prezenty, ale i radość. Miło było patrzeć, jak dzieci, chcąc dostać prezent, mówiły polskie wierszyki lub śpiewały kolędy w języku ojczystym. Dzieci wbrew pozorom są bardzo spostrzegawcze. Zdarzyło mi się, że jakiś maluch głośno skomentował: „A pan Włodek ma taki sam pierścionek, jaki miał św. Miko łaj“. Zabawne było także, gdy na jednej z polonijnych imprez, młodzież przywitała mnie słowami „Witamy Świętego Mikołaja“. Możliwość wcielenia się raz w roku w tę postać sprawiała mi wielką satysfakcję, bo kto nie ma radości z obdarowywania innych. Poza tym proszę mi pokazać wśród nas kogoś, kogo już za życia nazywali świętym! MAGDALENA ZAWISTOWSKA-OLSZEWSKA 7


Monitor12_2017 4.12.2017 12:01 Page 8

Z projektantką mody Klaudią Markiewicz o sztuce ubierania się tym roku zadebiutowała ze swoją kolekcją na Brooklyn Fashion Week, ale też dwukrotnie odwiedziła Bratysławę, by podczas tutejszych pokazów mody zaprezentować swoje ubrania. Młoda, zdolna projektantka Klaudia Markiewicz udzieliła wywiadu dla czytelników naszego pisma, w którym mówi zarówno o wysokiej sztuce ubierania się, jak i tej codziennej.

W

Jak definiują sztukę projektanci mody? Czy to, co widzimy na wybiegu, to sztuka, a to, co na wieszakach w sklepie, to zwykła codzienność? Zdecydowanie nie. Moda jest silną dziedziną sztuki, ale ma też charakter użytkowy. Fascynuje mnie, że ubranie może być i dziełem sztuki, i czymś, co nosi się na co dzień. Część z moich modeli tylko podkręca klimat i zdradza, co było inspiracją w tworzeniu kolekcji. Staram się, żeby jej część była do wykorzystania również na co dzień. Na niektórych moich pokazach występują też artyści sceniczni, na przykład Natalia Kukulska czy Natalia Nykiel. Cieszy mnie to, że muzyka może pomóc w promowaniu mody. Jak się dociera do takich artystek? Trzeba je zachęcać, by wybrały coś dla siebie z prezentowanej kolekcji? Artystki kontaktują się za pośre dnictwem stylisty, który odpowiada za ich wizerunek. To stylista dociera do mnie i ogląda moje kolekcje, by wybrać coś dla swojej podopiecznej. Jak bardzo wychodzi Pani naprzeciw gustom potencjalnych odbiorców? Nie wychodzę. Zupełnie się na tym nie skupiam, nie projektuję pod publikę, ale pod siebie, żeby wyrazić to, czym się interesuję w danym momencie.

Na początku, żeby przetrwać w świecie mody, trzeba zagryźć zęby. 8

Jak się mierzy sukces w tej branży: liczbą pokazów? miejscem pokazów? Pani już osiągnęła sukces, skoro gościła w Nowym Jorku, Londynie, Mediolanie, a teraz po raz drugi w Bratysławie? Jestem zadowolona z przebiegu mojej kariery. Szczególnie pokaz w Nowym Jorku to niesamowite doświadczenie. Ale to nie znaczy, że teraz mogę zwolnić. Cały czas poszukuję nowych wyzwań. Obejrzałam zdjęcia z Pani pokazu w Nowym Jorku i widzę, że to bardzo kosmiczna, błyszcząca kolekcja. Dosłownie! Bo jest inspirowana motywami kosmicznymi! Nowymi technologami, które pozwalają na eksplorację galaktyki. Ten pokaz w Nowym Jorku to ostatni pokaz kolekcji jesienno-zimowej 2017/ 2018, a w Bratysławie prezentuję kolekcję na wiosnę-lato 2018. Co będzie modne w przyszłym roku? W każdym z moich projektów wyczuwalna jest atmosfera lat 80., bo to taki okres, który jest dla mnie niekończącą się inspiracją. Co Panią najbardziej fascynuje w latach 80.? Kolorystyka i energia. Mniej fasony, ale duch i atmosfera tamtych lat to jest to! Balansowanie na krawędzi kiczu i powagi ubrania. Staram się nie traktować ubioru jako czegoś śmiertelnie poważnego, ale jako możliwość wyrażania siebie i osoby, która będzie nosiła to ubranie.

Pani codziennie się zastanawia, w co się ubrać? Od 2014 roku, kiedy założyłam swoją markę, przestałam się nad tym zastanawiać i noszę to, co mam w ofer cie. Wcześniej prowadziłam blog autorski o modzie, w którym przedstawiałam swoje stylizacje i to, jak wyglądałam, definiowało rozwój mojej kariery. Blogi modowe cieszą się dużą popularnością. Sprawiało Pani satysfakcję, kiedy widziała Pani na ulicach dziewczyny wystylizowane przez siebie? Najbardziej cieszył mnie kontakt z czytelnikiem. Kiedy otworzyłam swojego bloga na przełomie 2009 i 2010 roku, wtedy zjawisko blogów modowych nie było tak popularne. To była nowość w Polsce i trudno było przecierać szlaki. Teraz ten najlepszy moment blogów modowych chyba już minął. Mnie nie do końca podoba się to, że blogerki bardziej skupiają się na byciu celebrytkami, niż na kontakcie z czytelnikami. Teraz, jako projektantka, prowadzę kanał poświęcony modzie w mediach społecznościowych i temu też będzie poświęcony mój doktorat: jak media społecznościowe wpływają na kreowanie mody. Co trzeba mieć w sobie, by dyktować modę? To kwestia talentu, polotu, fantazji? Da się tego nauczyć? Częściowo się da. Można korzystać z portali, przewidujących trendy, by w ten sposób wyrobić w sobie intuicję właśnie w przewidywaniu trendów modowych. Co ciekawe, trendy te teraz nie są narzucane przez domy mody, ale przez influencerów, którzy też nie do końca są związani z domami mody czy projektowaniem. Czy to prawda, że świat mody jest hermetyczny? Tak. I bardzo trudno w nim żyć. Ludzie z tego środowiska potrafią być bardzo zazdrośni i z uśmiechem na ustach życzyć drugiemu jak najgorzej. MONITOR POLONIJNY


Monitor12_2017 4.12.2017 12:02 Page 9

Czyli to taki świat, który mogliśmy zobaczyć w filmie „Diabeł ubiera się u Prady“? W filmie został pokazany pęd za doskonałością, co powoduje presja czasu i życie w stresie. I to jest prawda. Na początku, żeby przetrwać w świecie mody, trzeba zagryźć zęby. Kiedy się osiągnie sukces, wszystko idzie łatwiej. Pani ma już z górki? Relacje między projektantami to trudny temat, bo to bardzo trudne środowisko. Dodatkowym obciążeniem jest to, że musimy projektować w zgodzie i z rytmem sezonów. Dyktatura sezonów na pewno wpływa na psychikę, bo przecież nie można wypaść z obiegu, kiedy czuje się oddech konkurencji. W Polsce jest mnóstwo zdolnych projektantów, ale to, czy ktoś osiąga sukces, nie zawsze zależy od tworzonych przez niego świetnych kolekcji, ale od znajomości. Jak Pani ocenia gusta Polaków? Potrafią się ubierać? Dziesięć lat temu na polskiej ulicy dominowały szarobure kolory, kobiety były bardzo zachowawcze w swoich stylizacjach, bały się przekroczenia pewnych granic. Teraz wszystko idzie w dobrym kierunku. Nawet w mojej Łodzi się to zmienia. Łódź jest trudna, bo są tu dzielnice, w których jest niebezpiecznie, co też stanowiło barierę, by wyrażać siebie za pomocą ubioru. Teraz jest tu więcej ludzi wyrozumiałych, otwartych na trendy, co jest bardzo pocieszające dla mnie jako projektantki. A jak się prezentuje słowacka ulica? Nie wiem, czy to kwestia tego, że i teraz, i wiosną odwiedziłam Braty sławę w czasie modowych wydarzeń, kiedy miasto odwiedzają eksperci od mody, ale widzę tu naprawdę dużo świetnie ubranych osób. Zwróciłam też uwagę, że bardzo dobrze wyglądają mężczyźni, co w Polsce trochę kuleje. Co powinniśmy nosić w tym sezonie, żeby być trendy? GRUDZIEŃ 2017

Modne jest wszystko to, co człowiek potrafi robić sam. Trudno odpowiedzieć jednoznacznie na to pytanie, bo przez ostatnich pięć lat trendy przestały być dominujące, modnych jest mnóstwo mikrotrendów. Czyli? Jeśli chodzi o najbardziej wybijające się mikrotrendy w tym sezonie, to zdecydowanie należy postawić na połysk, czyli mocny motyw kosmiczny, metaliczne dodatki, opalizujące tkaniny. Silny jest też powrót do rękodzieła. Koronki? Teraz mniej, natomiast jest tu wyraźny zwrot w kierunku ubrań unikatowych, na przykład z ręcznie dzierganych dzianin, czyli wszystko to, co wymaga więcej czasu i serca. Dzięki takim ubraniom możemy się czuć wyjątkowo, gdyż niewiele osób posiada takie rzeczy. Ja, ponieważ mam dostęp, zaczęłam też pracować na klasycznych, ręcznie zbijanych krosnach, na których szkoliła mnie mama. A szydełko i druty też powracają do łask? Tak, modne jest wszystko to, co człowiek potrafi zrobić sam. Ja na szydełku nie potrafię robić, ale na drutach owszem.

A co jest największym obciachem, zgrzytem, w czym nie powinniśmy w tym sezonie wystąpić? Cieliste, błyszczące rajstopy z lycrą. Dwa lata temu obciachem były buty w szpic i obcas kaczuszka, a teraz jest to jeden z dominujących mikrotrendów. W ogóle obserwujemy powrót do lat 90. i butów na wielkich koturnach, jakie nosiły Spice Girls. Czy przeciętny człowiek, robiący zakupy w sieciówkach, może być ubrany modnie? Sieciówki powielają trendy, które są modne od sezonu czy dwóch. Nie wprowadzają innowacji, gdyż dla nich najważniejsza jest sprzedaż, stawiają więc na to, co jest sprawdzone. Nie kreują trendów, ale zaskakujące jest, że niektóre potrafią szybko zareagować - od momentu zaprojektowania do wprowadzenia do sprzedaży to okres tylko dwóch tygodni! MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

9


Monitor12_2017 4.12.2017 12:02 Page 10

z kobiecej perspektywy

kobiety-matki. W przypadku mniejszości bułgarskiej pomaga im w tym istniejąca od 1948 roku w Bratysławie bułgarska szkoła podstawowa oraz liceum im. Christa Boteva, gdzie językami nauczania są bułgarski, słowacki i angielski. Dzieci z mniejszości polskiej mają możliwość uczestniczyć w zajęciach prowadzonych co sobotę w Szkolnym Punkcie Konsultacyjnym działającym przy Ambasadzie RP. W przypadku mniejszości węgierskiej, do której przynależność na Słowacji deklaruje ponad 8% populacji (458,4 tysiąca osób), sytuacja jest nieco inna. Ponieważ Węgrzy żyją w skupiskach, mają własne szkoły różnego szczebla i opanowanie w dostatecznym stopniu języka słowackiego czasami może się okazać dla nich trudnym zadaniem. „Znam takich Węgrów, którzy woleli podjąć studia w Czechach, nauczyć się czeskiego,

zym się różnią kobiety należące do mniejszości narodowych od ogółu kobiet w słowackim społeczeństwie? Czy jest im trudniej, czy łatwiej niż pozostałym? Te i wiele ciekawych pytań padło na spotkaniu zainicjowanym przez kobiety z Klubu Polskiego i portalu „Ženy v meste”, które odbyło się w połowie listopada w kameralnym bratysławskim lokalu „Charovné miesto”, a które prowadziła Małgorzata Wojcieszyńska. Mniejszość bułgarską reprezentowała specjalistka ds. komunikacji

i dopiero wrócić na Słowację, by podjąć pracę w swoim zawodzie“ – informowała Andrea Cupał. Zuzana Mészárosová-Lampl takich problemów nie

O mniejszościach

C

10

i marketingu Diana Dobrucká, w imieniu mniejszości węgierskiej zaproszenie przyjęła socjolożoka, pedagożka, dziennikarka i pisarka Zuzana Mészárosová-Lampl, przedstawicielką mniejszości polskiej, a zarazem węgierskiej była tłumaczka Andrea Cupał. Wszystkie panie urodziły się na Słowacji, ale ich życie ma również inny wymiar: pielęgnują tradycje kilku narodów, biorą aktywny udział w życiu mniejszości, do której należą. Dużą rolę w utrzymaniu tożsamości narodowej odgrywają właśnie

MONITOR POLONIJNY


Monitor12_2017 4.12.2017 12:02 Page 11

miała: „Urodziłam się i wyrastałam w Bratysławie. W naszej kamienicy na Zamockiej mówiło się trzema językami: po węgiersku, słowacku i niemiecku“ – wspominała. Dodała też, że przez całe dzieciństwo nawet nie zdawała sobie sprawy ze swojej inności, związanej z pochodzeniem. Dopiero na studiach zdarzyło się, że jeden z profesorów powątpiewał, czy ona i jej koleżanka, również Węgierka, poradzą sobie z egzaminem z języka słowackiego. Zdały i to celująco. W przypadku mniejszości bułgarskiej i polskiej, które liczą po kilka tysięcy osób (wg ostatniego spisu ludności bułgarska mniejszość liczy 1021 osób, zaś polska 3084), większość z jej reprezentantów jest postrzegana jako Słowacy, gdyż na co dzień posługują się językiem słowackim. „To krzewienie tradycji i nauka języka przodków jest dla nas większym wyzwaniem“ – konstatowała Diana Dobrucká. Obie reprezentantki tych mniejszości studiowały w krajach pochodzenia swoich mam: Dobrucká w Bułgarii, ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

Cupał w Polsce. Obie podczas studiów poznały swoich przyszłych mężów. Zgodziły się też co do tego, że chociaż w domu kultywowano tradycję i język, do życia w kraju przodków musiały się najpierw przyzwyczaić. „Okazało się, że bułgarskie tańce ludowe znałam lepiej, niż większość młodych w Bułgarii” – śmiała się Diana Dobrucká. Wspólnym wyzwaniem dla wszy stkich mniejszości jest przede wszystkim uniknięcie całkowitej asymilacji i utrzymanie tożsamości narodowej. W przypadku Polaków kwestia utrzymania czystości obu języków, co wobec ich podobieństwa często graniczy z cudem.

Jednak wszystkie nasze rozmówczynie, jak i osoby z publiczności przekonywały, że życie w mieszanych rodzinach wzbogaca życie. Poza znajomością kilku języków pozwala spojrzeć na różne kwestie z szerszej perspektywy, uczy empatii, otwiera umysł, pozwala zagłębić się równolegle w dwóch, a czasami nawet trzech, czterech kulturach. Warto zatem rozejrzeć się wokół i dowiedzieć się więcej o otaczających nas ludziach. Przecież żyjemy w kraju, w którym niemalże co ósma osoba deklaruje narodowość inną niż słowacka. Podczas spotkania udało się nam jedynie naszkicować problematykę. Pytań, rozważań, a także pomysłów na współpracę nasuwa się mnóstwo. Mamy więc nadzieję na kolejne spotkanie z gośćmi, reprezentującymi również inne mniejszości narodowe na Słowacji. MONIKA BORKOWSKA, ANDREA CUPAŁ Projekt realizowany z finansowym wsparciem Kancelarii Rady Minis trów RS, program Kultura mniejszości narodowych 2017

GRUDZIEŃ 2017

y r o p s e i k l e i W małego narodu dziewięciu rozdziałach książki „Wielkie spory małego narodu“ została zaprezentowana kultura Słowacji drugiej połowy XIX wieku z perspektywy Polki – profesor Joanny Goszczyńskiej z Uniwersytetu Warszawskiego. Pod koniec listopada w Instytucie Polskim w Bratysławie spierano się na temat literatury słowackiej. „Spory“ wywołała przybyła z Warszawy autorka publikacji profesor Joanna Goszczyńska, wykładowczyni literatury słowackiej i czeskiej. W książce znajdują się między innymi bardzo ciekawe rozmowy o zauroczeniu Słowaków folklorem. Tatry były i do dnia dzisiejszego są symbolem tego, co słowackie. Słowacy identyfikują się z nimi i są z nich dumni. „Starałam się pokazać, w jaki sposób Tatry ulegały stopniowo mityzacji, aż w pewnym momencie, w latach 40. rozpoczęła się ich demitologizacja, kiedy doszło do zwrotu w spojrzeniu na tę symbolikę“ – tłumaczyła Goszczyńska. W części badań naukowych nie mogło zabraknąć ruchu odrodzeniowego i ikony słowackiego romantyzmu Ľudovíta Štúra. W książce znajduje się też specjalny artykuł, poświęcony Słowianom „Słowiaństwo i świat przyszłości”, w którym profesor Goszczyńska analizuje lansowaną przez Štúra religię prawosławną jako tę, na której miała opierać się przyszła słowiańszczyzna. Publikacja nie jest typową publikacją naukową. „Pisząc tę książkę, starałam się używać takiego języka, aby mógł się nią zainteresować tzw. normalny czytelnik. Nie starałam się języka komplikować w sposób akademicki, tylko starałam się pisać w miarę przejrzyście“ – dodaje Joan na Goszczyńska, która w tym roku otrzymała Międzynarodową Nagrodę Słowackiej Akademii Nauk za wybitne osiągnięcia w dziedzinie nauk społecznych, humanistycznych i kulturoznawstwa. „Wielkie spory małego narodu“ to ciekawe, oryginalne spojrzenie naukowe na literaturę słowacką, jawiące się jako esej reportażowy lub felieton. DANIELA ĎURIŠKOVÁ

W

11


Monitor12_2017 4.12.2017 12:02 Page 12

wadzieścia lat dla organizacji to kawał czasu, to historie wielu rodzin, przyjaźni, dorastania dzieci. Taki jubileusz obchodził właśnie zaprzyjaźniony z Klubem Polskim na Słowacji Klub Polski „Polonus” w Brnie. Podczas ważnych wydarzeń Klubu Polskiego na Słowacji czy redakcji naszego pisma odwiedzali nas i wspierali. Tym razem to nas nie mogło zabraknąć podczas jubileuszu Klubu Polskiego „Polonus” z Brna. Bo co tu dużo mówić, przypadliśmy sobie do gustu i staramy się nawzajem wspierać, odwiedzać, inspirować. Dlatego też wraz z prezes naszej organizacji Moniką Borkowską wsiadłyśmy do pociągu i dotarłyśmy do Brna, gdzie

D

Dwudziestolatek z Brna w samym centrum miasta, w Ratuszu, w jego reprezentacyjnej sali trwały przygotowania do świętowania jubileuszu. Przywitała nas prezes Klubu Zofia Jolanta Rek. Pięknie przygotowane stoły, a na nich przekąski, wypieki, sałatki już czekały na gości. Na podium odbywały się jeszcze ostatnie próby dziecięcego zespołu, który miał zaprezentować program związany z Wisłą, tegoroczną patronką Pol ski. Z prezes brnieńskiej organizacji rozmawiałyśmy

ZDJĘCIA: MARIAN HORECZY

jeszcze przed rozpoczęciem uroczystości. Dowiedziałyśmy się, jak wyglądały początki Klubu Polskiego „Polonus”, które tego wieczoru wspominano zresztą kilkukrotnie, również ze sceny. Pomysł założenia

Architektoniczne cuda made in Poland P od koniec października na bratysławskiej Nowej Scenie miał miejsce wykład polskiego architekta Roberta Koniecznego. Wydarzenie to odbyło się w ramach cyklu wykładów „Clubovka”, których celem jest prezentowanie pracy twórców architektury, dizajnu i sztuki. Konieczny, szef biura KWK Pro mes, ośmiokrotnie nominowany do słynnej Nagrody Fundacji Mies Van Der Rohe, jest jedną z czołowych postaci współczesnej architektury polskiej. W pełnym humoru wykła-

12

dzie przedstawił młodym słowackim architektom swoje wyjątkowe podejście do swego zawodu. Jego pracownia, wykorzystując rozwiązania niezwykłe i trochę szalone, projektuje domy, w których np. poruszają się

Klubu Polskiego w Brnie zrodził się w dość tragicznych okolicznościach. W roku 1996 doszło na Morawach do wypadku polskiego autobusu. Na prośbę przybyłego na pomoc konsula polskiego

dwudziestometrowe betonowe ściany, pokój dzienny staje się częścią ogrodu, a samochód wjeżdża do wnętrza. Polski architekt tłumaczył genezę i związki przyczynowo skutkowe swoich najważniejszych projektów, m.in. Domu Atrialnego, który w konkursie portalu World Architecture

MONITOR POLONIJNY


Monitor12_2017 4.12.2017 12:02 Page 13

z Ostrawy stawili się mieszkający w Brnie Polacy. Chodziło o zapewnienie pomocy rannym i zaopiekowanie się ich rodzinami, które zjeżdżały do Brna po swoich bliskich. Spotkanie w smu tnych okolicznościach postanowiono wykorzystać do nawiązania więzi i stworzenia własnej organizacji. Klub Polski w Brnie został zarejestrowany w Minister stwie Spraw Wewnętrznych Republiki Czeskiej 13 stycznia 1997 roku. Podczas ostatniego spisu ludności, przeprowadzonego na terenie Czech w 2011 r., 464 osoby mieszkające w Brnie zadeklarowały narodowość polską, zaś w całym województwie południowomorawskim, były to 772 osoby. To, czego naszym rodakom z Brna tro-

chę zazdrościmy, to ich siedziby, mieszczącej się w budynku Starego Ratusza w Brnie, gdzie w każdy czwartek spotykają się członkowie brnieńskiego klubu. Ponieważ gości przybywało, a czas rozpoczęcia programu się zbliżał, rozmowę kontynuowaliśmy już po części oficjalnej, w towarzystwie Danuty Dopitovej, która serdecznie się nami zaopiekowała.

News zdobył tytuł Budynku Roku 2006. Warto podkreślić, że projekt ten był przełomowy dla KWK Promes. Z kolei Dom Bezpieczny, który w 2009 roku znalazł się w finale World Architecture Festival w Barcelonie, prezentuje nowe podejście do budowania prywatnego domu mieszkalnego. Koniecznemu udało się zaprojektować dom niezależny od formy i dlatego powtarzalny. Idea formy powtarzalnej jest chyba najważniejsza dla Koniecznego i jego pracowni – ich domy nie tylko oferują bardzo dobre rozwiązania dla konkretnych rodzin, ale przynoszą też nową typologię i nowe traktowanie człowieka GRUDZIEŃ 2017

Jubileuszową imprezę uświetnili też wspaniali aktorzy Sceny Polskiej Teatru Cieszyńskiego, którzy przenieśli nas w lata 30, śpiewając takie piosenki, jak „Ada, to nie wypada“ czy „Umówiłem się z nią na dziewiątą“. Nie brakowało też podsumowań, podziękowań, serdecznych uścisków. Słowo zabrała też ambasador Rzeczypospolitej Polskiej w Republice Czeskiej Grażyna Ber-

w budynku. Przykładami tego są Dom Autorodzinny i Living-Garden House. Niezmiernie interesująca jest zabudowa przestrzeni publicznej w Szczecinie autorstwa Koniecznego, które tworzy Muzeum Narodowe w Szczecinie — Centrum Dialogu Przełomy. To właśnie ten budynek został uznany za najlepszy na świecie wg World Architecture Festival, a ponadto zyskał wiele innych ważnych nagród. Niepozorny budynek nie próbuje przekrzyczeć otoczenia przestrzeni, służy nie tylko jako muzeum, ale także jako miejsce koncertów, spotkań publicznych i zgromadzeń. Najnowszym wyróżnieniem, uzy-

natowicz, która do Brna przybyła w towarzystwie męża, wicedyrektor Instytutu Pol skiego w Pradze Laury Tre bel-Gniazdowskiej oraz konsula generalnego RP w Ostrawie Janusza Bilskiego. Po koncercie przyszedł czas na pełne inspiracji rozmowy nieoficjalne. Poznaliśmy też nową prezes brnieńskiej Polonii Danutę Król, która swe obowiązki przejmie w styczniu. Klubowi Polskiemu „Po lonus” życzymy raz jeszcze samych sukcesów i wielu wspaniałych działaczy, stanowiących w tego typu organizacjach podstawę wszelkich działań na rzecz utrzymywania polskości i bliskich więzi między rodakami oraz organizowania ciekawych przedsięwzięć. Sto lat! MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA, Brno

skanym przez Koniecznego, jest tytuł Najlepszego Domu Świata. Tytuł ten przyznano w ogólnoświatowym konkursie Wallpaper design Arce Koniecznego, czyli domu rodzinnego autora, którego projekty dają nadzieję na tworzenie nowoczesnych budynków wysokiej jakości w naszym regionie. MARIANNA JARINA

ZDJĘCIA: FACEBOOK CLUBOVKA

13


Monitor12_2017 4.12.2017 12:02 Page 14

KOLEJNA EDYCJ

Bazar świąteczny

roku, od 26 lat, pod koniec listopada odbywa się charytatywny Bazar Świąteczny organizowany przez Międzynarodowy Klub Kobiet w Bratysławie. W tym roku w ostatnią niedzielę li-

Co

stopada w Starej Hali Targowej powstały stoiska reprezentantów 31 krajów, organizacji niezyskowych, szkół międzynarodowych i klubów: Rotary Club, Lions Club a India klub. Na tak ważnym wydarzeniu ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

14

iedy w marcu 2016 roku zakończyły się Polskie Dni na Uniwersytecie Preszowskim, pewne już było, że impreza będzie kontynuowana. W tym roku odbyła się jej druga edycja – bogatsza programowo, ale nawiązująca do swojej poprzedniczki. Postanowiono uczynić ją rozpoznawalną, dlatego zachowano niektóre punkty programu, które w tym roku przyniosły nowe treści. Tegoroczne Polskie Dni na Uniwersytecie Preszowskim rozpoczęły się 6 listopada i trwały aż do 12 listopada. Podobnie jak w roku poprzednim ich hasłem stało się to, które towarzyszy propagowaniu studiów polonistycznych na UP: Poznaj svojho suseda.

K

nie zabrakło stoiska polskiego, które obsługiwali pracownicy ambasady RP w RS oraz Instytutu Polskiego w Bratysławie. Gości witał ambasador Leszek Soczewica z małżonką. Na stoisku można było się zaopatrzyć w atrakcyjne upominki z Polski, jak biżuteria z bursztynów, naturalne kosmetyki, dodatki zimowe, czy zabawki. Skosztować można było też polskich słodyczy, jak krówki, czy wiśnie w czekola dzie oraz aromatycznego grzańca galicyjskiego. Stoisko oferowało też tradycyjny bigos polski. Przyznać trzeba, że wszystkie stoiska obfitowały w atrakcyjne towary i smakołyki i dlatego nie dziwi nas fakt, że bazar ten cieszy się tak dużym zainteresowaniem mieszkańców stolicy. W ubiegłym roku do hali targowej na bazar przybyło ponad cztery tysiące osób a organizatorzy zebrali Red. ponad 80 tysięcy euro.

Inauguracja Polskich Dni odbyła się w Bibliotece Uniwersyteckiej. Zebranych powitali gospodarze Uniwersytetu Preszowskiego i jego Wydziału Filozoficznego: prorektor ds. kontaktów zagranicznych doc. Ing. Ladislav Suhányi, PhD. oraz dziekan prof. PhDr. Vasil Gluchman, CSc. Honorowymi gośćmi byli Ambasador RP Leszek Soczewica, radca minister Ambasady Polskiej Piotr Samerek oraz dyrektor Instytutu Polskiego w Bratysławie Jacek Gajewski. Uroczystego otwarcia Polskich Dni oraz MONITOR POLONIJNY


Monitor12_2017 4.12.2017 12:02 Page 15

C J A POLSKICH DNI NA UNIWERSY TECIE PRESZOWSKIM

ZDJĘCIA: IVANA SLIVKOVÁ

Polskie smaki dla ducha i ciała wystawy Spoznajte poľský jazyk dokonał Ambasador RP w RS. Wernisaż uświetnił występ doc. Liubov Gunder i doc. Mgr. art. Karola Medňanskiego PhD., którzy zaprezentowali dawną muzykę, grając na historycznych instrumentach. Do tematyki wystawy nawiązywał wygłoszony przez Mgr. Anitę Račákovą, PhD. (UMB Banska Bystrica) wykład, zatytułowany Pokrewne, ale nie takie same, poświęcony językowi polskiemu i słowackiemu oraz warsztaty translatorskie Dylematy tłumacza. Kolejny raz można było się przekonać, jak bardzo zdradzieckie jest podobieństwo obu języków i jakie trudności napotyka w swojej pracy tłumacz. I nie stoją za tym tylko fałszywi przyjaciele, czyli wyrazy brzmiące bardzo podobnie lub wręcz

GRUDZIEŃ 2017

identycznie, ale też połączenia wyrazowe lub konstrukcje składniowe, stanowiące równie niebezpieczne pułapki językowe. Stałym punktem Dni Polskich stał się pokaz polskiego filmu w oryginalnym brzmieniu. W tym roku był to film Bogowie w reżyserii Łukasza Palkowskiego, z Tomaszem Kotem w roli głównej. Okazało się, że był to dobry wybór, bowiem większość widzów odebrała film pozytywnie, a ponadto stał się on źródłem refleksji i dyskusji o ważnych problemach. Jedenastego listopada obchodzone jest w Polsce Święto Niepodległości. Pierwsza wojna światowa, jak powszechnie wiadomo, spowodowała całkowitą zmianę kształtu Europy. W jej wyniku rozpadły się trzy mocarstwa Europy Środkowo-

Wschodniej, co doprowadziło do powstania szeregu nowych państw, takich jak Austria, Czechosłowacja, Jugosławia, Polska czy Węgry. Z tej okazji przeprowadzony został konkurs OD NIEWOLI DO WOLNOŚCI – odrodzenie państw Europy Środkowej w roku 1918, w którym swój stosunek do tak ważnych wydarzeń historycznych przedstawiło młode pokolenie. Najlepsze prace zostały nagrodzone – nagrody ufundowane przez Instytut Polski w Bratysławie wręczyła Pani Monika Olech, zastępca dyrektora Instytutu. Nowością tegorocznego programu była dyskoteka DISCO POLAND, prowadzona przez polskiego dysk dżokeja, która odbyła się w klubie „Ponorka”. Przy polskiej muzyce bawiono się do białego rana. Miło -

śnicy jazzu mogli natomiast wysłuchać koncertu zespołu Smakosze w kawiarni artystycznej „Christiania”. Jakkolwiek tytuł imprezy sugeruje, że Polskie Dni odbywają się na Uniwersyte cie Preszowskim, to ich organizatorzy starają się jednak przybliżyć polską kulturę i polski język nie tylko studentom, ale także mieszkańcom Preszowa. Stąd pomysł organizacji imprez w takich miejscach, jak klub „Ponorka” czy kawiarnia „Christiania”. Dwa punk ty programu, czyli wystawa polskich malarzy – Iwony Jankowskiej-Nowak i Józefa Franczaka z Krosna oraz Dni Kuchni Polskiej – odbyły się w Galerii „Atrium” i restauracji „Atrium”. Wernisaż wystawy połączony został z imprezą Polskie smaki, w trakcie której goście mogli degustować polskie potrawy. Tegoroczne Polskie Dni mogły się odbyć dzięki pomocy Ambasady Polskiej i Instytutu Polskiego w Bratysławie. Spotkały się one z pozytywnym przyjęciem, dlatego zaplanowano kolejne, przyszłoroczne spotkanie z kulturą polską i językiem polskim, na które organizatorzy już teraz serdecznie zapraszają. BOŻENA KOTUŁA

15


Monitor12_2017 4.12.2017 12:02 Page 16

Urodziny

iódmego listopada sto pięćdziesiątą rocznicę urodzin obchodziłaby nasza podwójna noblistka Maria Skłodowska-Curie. Choć film o tym samym tytule miał premierę w marcu tego roku, myślę, że warto o nim wspomnieć choćby

S

z okazji tej rocznicy. Dla wszystkich widzów, którym marzy się film o geniuszu naukowym rodaczki, mam złą wiadomość, ten film Was rozczaruje. Wszy stkich tych, którzy znają dorobek noblistki i chcieliby raczej poznać prywatną stronę jej życia, tę mniej znaną, kobiecą, niemal intymną, radzę jak najszybciej obejrzeć ten film. Rewolu cyjne odkrycia Skłodowskiej stanowią w filmie tło, pojawiają się w roli rekwizytu 16

noblistki

lub zaznaczone są w scenografii, gdzieś tam stoją kolby i probówki, w tle wisi tablica zapisana wzorami chemicznymi, zabawy matki z dziećmi to robienie prostych eksperymentów z zakresu chemii i fizyki. Nauka nie jest stawiana na piedestale, nie ma dla niej ołtarza i nie stanowi sacrum, jest po prostu elementem życia codziennego Marii i jej bliskich. Reżyserka tej międzynarodowej koprodukcji (w film zaangażowani byli Francuzi, Polacy, Belgowie i Niemcy) Marie Noelle położyła nacisk na kobiecość Skłodow skiej, na jej życie wewnętrzne, jej emocjonalność. Fa buła dotyczy okresu pomiędzy otrzymaniem pierwszej i drugiej Nagrodą Nobla. Już na początku ginie ukochany mąż Marii, tym samym mamy okazję zobaczenia emocjonalnego, dwutorowego świata kruchej kobiety, która w swej pracy naukowej musiała twardo odpierać męską dyktaturę w środowisku naukowym początku XX wieku, a w życiu codziennym ulegała własnym słabościom. Jest to intymny portret

kobiety, próbującej odnaleźć się w nieprzyjaznym dla niej męskim świecie nauki. Reżyserka skupia się na tęsknocie Marii za zmarłym mężem, na jej trosce o dzieci i na namiętności, które wzbudził w niej kochanek. Niestety, jak dla mnie trochę za dużo tu intymnego portretu kobiety, a za mało jej geniuszu, pracy naukowej, ambicji i frustracji związanych z koniecznością ciągłego zmagania się z męskim szowinizmem. Poprzez zredukowanie Skłodowskiej do roli matki, żony, wdowy i kochanki powstała opowieść o kobiecie, a nie o wybitnym geniuszu. Reżyserka pokazuje nam Marię jako

kobietę zwykłą, jedną z nas. Zabieg ściągnięcia Skłodowskiej z piedestału mógłby się udać, gdyby była to kró tka wycieczka z wielkiego świata nauki do normalności. Niestety proporcje zostały tu zaburzone i powstała poetycka etiuda o jakiejś kobiecie, targanej namiętnościami, a nie o genialnej badaczce światowej sławy, która ma też normalne życie. Etery czna narracja powoduje zaburzenie w spójności filmu. Poetyckość obrazu zawdzięczamy przepięknym zdjęciom Michała Englerta, dzięki czemu nie mamy tu sztywnego gorsetu wizualnego, jaki zbyt często towarzyszy filmom kostiumowym. Reżyserka natomiast dopuściła się grzechu marnotrawstwa, zmarnowała bowiem biografię kobiety giganta, a skupiła się na emocjach, bagatelizując prawie dorobek naukowy swojej bohaterki. Wystarczyłoby zachować umiar i rozsądek, nie rezygnować z ludzkości i normalności Marii, ale i nie pomijać jej wyjątkowości i geniuszu. Natomiast ogromne brawa należą się Karolinie Gruszce, która brawurowo wcieliła się w naszą noblistkę i zachowała proporcje pomiędzy charyzmą i słabością. MAGDALENA MARSZAŁKOWSKA

MONITOR POLONIJNY


Monitor12_2017 4.12.2017 12:02 Page 17

Jest dobrze, bo ciężko

CZYLI O ZMIANACH W RODZINIE JARIN ÓW

Kiedy zbliżamy się do ich domu w Mariance koło Bratysławy, przez duże szklane drzwi widzę scenę jak z bajki: w przytulnej kuchni, która jest jednocześnie pokojem dziennym, czteroosobowa rodzina. Dzieci siedzą przy stole, pochylone nad zeszytami. Pewnie odrabiają lekcje. Rodzice krążą wokół nich. Ciepło domu podkreśla kominek, znajdujący się w centralnej części pomieszczenia. Tę sielankową atmosferę stworzyli Anna i Ivan Jarinowie nie tylko trojgu własnym dzieciom, ale i dwojgu rodzeństwa z domu dziecka: 10-letniej Tatiance i jej 12-letniemu bratu Danielowi.

Pierwszy konflikt Po przywitaniu i zajęciu przez nas miejsca przy stole jeszcze chwilę towarzyszą nam dzieci. Pytają o konkurs rysunkowy, ogłoszony na łamach „Monitora“, ale po chwili idą do GRUDZIEŃ 2017

usieli zmierzyć się z zarzutami, stawianymi przez niektórych, że realizując marzenie, mogą zrujnować swoją rodzinę. Wcześniej realizację tego pragnienia, wpisanego głęboko w ich sercach, pokrzyżowała poważna choroba. Ale rok temu już nic nie stało na przeszkodzie w stworzeniu rodziny zastępczej dla dwojga dzieci. W przededniu ich pierwszych wspólnych świąt Bożego Narodzenia przedstawiamy historię rodziny Jarinów: naszej rodaczki Anny Marii, jej męża Ivana i ich pięciorga dzieci.

M

swojego pokoju, gdzie zajmują się rysowaniem. Jak się domyślam, zostały uprzedzone, że mają nas, dorosłych, zostawić samych, byśmy mogli poro zmawiać. Widać, że są otwarte, ciekawe i zdyscyplinowane. Przez dziesięć miesięcy pobytu w nowej rodzinie opanowały już sporo zasad tu panujących, choć początki wcale nie były łatwe. Do pierwszego konfliktu doszło, kiedy dzieci miały zdecydować, na który film wybiorą się wraz z ro-

dzicami do kina. Każde wybrało co innego, więc Ania postanowiła, że będą losować. Okazało się, że dziecko, które przegrało, nie potrafiło się z tym pogodzić. „To było tak, jakby się kończył świat, łącznie z tym, że dziecko zamknęło się w łazience i nie chciało stamtąd wyjść“ – wspomina ich mama i dodaje, że między rodzeństwem jest silna rywalizacja o miłość i uwagę każdego z rodziców. „Udało się nam osiągnąć już to, że dzieci nas 17


Monitor12_2017 4.12.2017 12:03 Page 18

szanują, nie mówią do nas podniesionym głosem“ – mówi Anna, która na początku była zaskoczona, że dzieci reagowały tylko na krzyk. Obecnie pracują nad tym, by spokojnie rozmawiały też między sobą. Ich aktywności, nawet te, które wydają się banalne, są oceniane na tablicy – nagrodą są uśmiechnięte buźki. Powinno ich być tygodniowo co najmniej osiem. Dumna mama pokazuje nam, że każde z dzieci zbiera ich po kilkanaście.

Rodzina zastępcza „Czasami jest ciężko, nawet bardzo ciężko, ale wiedzieliśmy, że tak będzie“ – oceniają zgodnie państwo Jarinowie. Pytam więc, dlaczego zdecydowali się na ten krok. Okazuje się, że Ania już od dziecka marzyła o założeniu i prowadzeniu profesjonalnej rodziny. Całkiem niedawno zmodyfikowała to pragnienie i razem z mężem zdecydowali się na stworzenie rodziny zastępczej. Nie chcieli bowiem rezygnować z pracy, gdyż zawodowo realizują się we własnym biurze architektonicznym „Ateliér VAN JARINA“: Ania, która studiowała w Poznaniu kulturoznawstwo (na Słowacji mieszka od 1993 roku), w rewitalizacyjnych projektach ogrodów wymyśla

temat, zaś Ivan nadaje tym pomysłom formę architektoniczną. Praca jest więc ich pasją, a przyjęcie pod dach dzieci to z jednej strony głos serca, a z drugiej wyzwanie, które chcieli zrealizować już dużo wcześniej.

Głos serca „Nie chciałabym stanąć przed świętym Piotrem u bram raju i tłumaczyć się z tego, że nie zrealizowałam tego, do czego czuję się powołana“ – żartuje Anna. Małżonkowie wskazują też na tzw. kryzys wieku średniego czy syndrom pustego gniazda. „Na wnuki jeszcze za wcześnie, a my mamy jeszcze dość sił, by obdarować miłością dzieci, które tej miłości nie zaznały“ – tłumaczy Ania, a Ivan dodaje, że jest sporo osób, które chciałyby mieć dzieci, ale boją się, że spotka je niewdzięczność z ich strony. Pytam się, czy oni takich obaw nie mają, ale oboje tłumaczą, że choć wiedzą, że spory odsetek dzieci z rodzin patologicznych wraca później do środowiska, z którego się wywodzi, to jednak nie zakładają z góry porażki. „To tak jakby człowiek wchodził w związek małżeński i oczekiwał z góry, że ta druga osoba będzie zdradzać“ – wyjaśnia Ania. ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

Dla Ivana ważne też było to, co zaobserwował, kiedy ich córka Marianka gościła w ramach wymiany koleżanki ze Stanów Zjednoczonych, pochodzące z Wenezueli i Peru, które zostały adoptowane. Mojego rozmówcę ten gest nieznanych mu rodziców z USA ujął za serce. „Dlaczego nie dzielić się z innymi swoim szczęściem?“ – zadaje retoryczne pytanie.

Diagnoza jak wyrok Interesuje mnie, jak długo pomysł przyjęcia dzieci rodził się w ich sercach i w ten sposób przenosimy się w czasie o kilkanaście lat, kiedy ich własne dzieci były jeszcze małe. To wtedy Jarinowie zrobili pierwsze podejście i złożyli papiery o adopcję, ale ich plany pokrzyżowała diagnoza, którą usłyszeli od lekarza. Ivan dowiedział się, że ma raka węzłów chłonnych i że natychmiast powinien poddać się leczeniu. „Byliśmy tam razem. Pamiętam zasmuconą minę lekarki i to, jak głęboko westchnęła, kiedy dowiedziała się, że mamy trójkę malutkich dzieci“ – wspomina Ania rozmowę, która brzmiała jak wyrok śmierci. Był to jeden z najtrudniejszych momentów ich życia – młoda rodzina, rozpoczęta budowa domu, Ivan właśnie realizował kilka swoich projektów architektonicznych i nawet do głowy mu nie przyszło, że tak poważnie zachoruje. „Lekarka starała się wtedy mną potrząsnąć i wyraźnie podkreśliła, że ja niedługo mogę umrzeć“ – wspomina mój rozmówca. Na szczęście leczenie się powiodło. Po ponad 10 latach mogli odetchnąć z ulgą, że pokonali chorobę. „Sama teraz rozumiesz, że skoro jemu było darowane życie, to nie na darmo – trzeba było powrócić do tematu adopcji dzieci“ – uzupełnia z uśmiechem Anna.

Dość było wolności Dziś ich własne dzieci są samodzielne: 22-letnia Marianka studiowała architekturę w Glasgow, teraz kontynuuje ten sam kierunek w Bratysławie i uczęszcza do Kolegium Antona ZDJĘCIE: STANO STEHLIK Neuwirtha w Ivance pri Dunaji, zaś 18

MONITOR POLONIJNY


Monitor12_2017 4.12.2017 12:03 Page 19

trzebowali nowego domu, gdyż ich opiekunka zachorowała. „Tych nibyzbiegów okoliczności było więcej“ – wspomina Ania i opisuje, jak pierwszy raz zobaczyli dzieci na godzinnym filmie. „Od razu mi się spodobały, choć dziś uśmiecham się na to wspomnienie, bo oboje byli na tym filmie tacy onieśmieleni“ – opisuje moja rozmówczyni.

ZDJĘCIE: ARCHIWUM RODZINY JARINÓW

Rodzina – twór dynamiczny Ważnym krokiem w realizacji celu była rozmowa o poszerzeniu rodziny z własnymi dziećmi. Każde z nich zareagowało inaczej. Jedno zdystansowało się, mówiąc, że to projekt rodziców. Wtedy Ivan ostrzegł, że może podobnie zareagować, kiedy to dziecko przyjdzie do nich z informacją, że zakłada własną rodzinę. Drugie z dzieci przyjęło tę wiadomość bezproblemowo, a trzecie przeżyło paniczny strach, że ich rodzina się rozpadnie. „Wytłumaczyliśmy, że rodzina jest tworem dynamicznym – dziewczęta niedługo powychodzą za mąż, syn się ożeni, przyjdą wnuczęta – i chyba to trochę pomogło“ – domyśla się Ania. Pytam, z jakimi lękami musieli walczyć oni sami, ale moi rozmówcy jeszcze raz potwierdzą, że byli świadomi tego, iż to będzie trudne. „Kiedyś nie rozumiałam zdania, że jest dobrze, bo ciężko, a teraz codziennie tego doświadczam“ – dodaje Anna.

Da się tak kochać?

19-letnia Vesna podjęła studia na Uniwersytecie Karola w Pradze na kierunku matematyka finansowa. W domu rodzinnym został tylko 17-letni Jan, uczeń szkoły średniej. Ania twierdzi, że już się nacieszyli tą wolnością, która przyszła, gdy odchowali dzieci. „Ile można wypić wina, ile odbyć spotkań ze znajomymi? Ile razy pójść do teatru? Ile podróży odbyć? I co, to już wszystko? Teraz tylko tak będziemy żyć?“ – pyta i sama sobie odpowiada, że po jakimś GRUDZIEŃ 2017

czasie poczuli pustkę. Przed wakacjami ubiegłego roku postanowili się zorientować, czy mieszczą się jeszcze w granicach wiekowych, by ubiegać się o przyjęcie dzieci do rodziny. Kiedy się okazało, że mogą zrealizować swój plan, zdecydowali, że przyjmą dwoje dzieci w wieku 10 - 12 lat, bez względu na ich pochodzenie. Przeszedłszy odpowiednie testy i kursy, dowiedzieli się, że Tatianka i Da niel, którzy do tej pory mieszkali w profesjonalnej rodzinie, będą po-

Rok temu, 23 grudnia, państwo Jarinowie udali się na pierwsze spotkanie z Tatianką i Danielem. Odbyło się ono w obecności dyrektora domu dziecka i ówczesnej opiekunki dzieci – profesjonalnej mamy. „Kiedy je zobaczyliśmy, oboje stwierdziliśmy, że są jak nasze“ – wspomina z uśmiechem Ania i wskazuje na podobieństwa fizyczne między nią a Dankiem oraz między Ivanem a Tatianką. Pytam, czy pokochali te dzieci. Ivan przyznaje, że wcześniej zastanawiał się nad tym, czy to w ogóle możliwe, by pokochać obce dzieci. Dziś już wie, że tak, gdyż oboje kochają je jak własne. Kiedy 19


Monitor12_2017 4.12.2017 12:03 Page 20

proszę, by opisali to pierwsze spotkanie, Ania od razu mówi o tym, że Tatainka przytuliła się do niej, a Daniel do Ivana. Potem wymienili się upominkami. „Byliśmy pod wrażeniem. Wracając do domu, wiedzieliśmy, że będziemy zabiegać o to, by dzieci jak najszybciej zamieszkały u nas“ – opisuje Ania. Następnego dnia, kiedy zasiedli do wigilijnej wieczerzy, ich biologiczne dzieci podkreślały niepowtarzalność tej chwili – ostatnie święta w takim gronie.

Naciski ze strony sceptyków Dla Anny i Ivana ważne też było wsparcie, które dostali od najbliższych: mama Ivana zachwyciła się ich decyzją, podobnie zareagował tato Ani. Ale nie zabrakło też sceptyków, a nawet takich, którzy namawiali ich, by tego nie robili, bo zmarnują sobie życie. Niezrażeni państwo Jarinowie jeździli po dzieci, by te mogły u nich spędzać kolejne weekendy, zanim

20

ostatecznie przeprowadziły się do ich domu. Kiedy pytam o pierwsze spotkanie wszystkich dzieci, Ania odpowiada z uśmiechem na ustach, że od razu się polubiły.

Inwestycje Zanim Tatianka i Daniel zamieszkali w domu państwa Jarinów, gospodarze poczynili odpowiednie przygotowania: urządzili w domu dodatkową łazienkę, kupili duży rodzinny samochód oraz dwa materace i jeden tapczan. „Zastanawialiśmy się, jak się pomieścimy w naszym domu, który nie jest zbyt duży, i postanowiliśmy oddać nasz pokój najmłodszym, a sami przenieść się do pokoju dziennego z kuchnią“ – wspomina Ania, która nie kryjąc wzruszenia, opisuje, jak wtedy ich własne dzieci zareagowały. „Córki powiedziały, że to one przeniosą się do pokoju brata, odstępując swój pokój Tatiance i Danielowi“.

Skoki na głęboką wodę Pytam moich rozmówców, jak sobie radzą z powrotem do czasów, kiedy dzieci potrzebują więcej uwagi. Ania od razu się rozpromienia. „Wyobraź sobie, że robię rzeczy, których nigdy wcześniej nie robiłam“. Okazuje się, że Tatianka musi odwiedzać logopedę, a to spowodowało, że i Ania zaczęła inwestować w swój rozwój. „Nigdy wcześniej nie zwracałam uwagi na wymowę miękkich głosek w języku słowackim, z którymi jako Polka mam pewne problemy, a teraz to trenuję pod okiem logopedy“ – opisuje i dodaje, że obie z Tatianką poprawiają wzajemnie swoje błędy. Z kolei Ivan znajduje teraz więcej czasu na spacery, a nawet bieg po lesie z dziećmi. Ponieważ Daniel jest w posiadaniu wiatrówki, oboje zaczęli uczyć się strzelać pod okiem kolegi myśliwego, by w bezpieczny sposób posługiwać się bronią. „Nigdy nie sądziłem, że ja pacyfista będę w swoim

MONITOR POLONIJNY


Monitor12_2017 4.12.2017 12:03 Page 21

ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

bie pustkę. Nie znoszą tego, bo oczekują serca, ale z drugiej strony nie potrafią się tego wyzbyć“ – domyśla się Ania.

Polskość

wolnym czasie chodził strzelać“ – kwituje z uśmiechem. Ani przypominają się kolejne przykłady zmian, jakich doświadcza dzięki dzieciom. „Odprowadzam dzieci na basen, by uczyły się pływać, a ponieważ ja też nie potrafię, to zapisałam się na kurs razem z nimi!“ – mówi, śmiejąc się przy tym.

Agresja i nieznany świat Państwo Jarinowie nie kryją, że bywają też bardzo trudne sytuacje, kiedy konfrontują do tej pory dwa różne światy. „Nie byliśmy przygotowani na agresję ze strony dzieci, z którą czasami się spotykamy, i przyznaję, że od nikogo niczego takiego nigdy nie doświadczyłem“ – wyznaje Ivan, który widząc moje zdziwienie, wyjaśnia, że dzieci potrafią wyczuć słabe punkty i wyrzucić im w złości coś, co strasznie boli. Oboje zdają sobie sprawę, że wypływa to z tego, że los nie raz doświadczył te dzieci, gdyż nie tylko straciły mamę, ale i kilkukrotnie zmieniały miejsce zamieszkania. „One po prostu nie chcą nas stracić, a z drugiej strony testują nas, ile jesteśmy w stanie znieść i czy naprawdę nam na nich zależy“ – domyśla się Ivan. Ania dodaje, że dzieci dopytują się, czy będą mogły przyjąć ich nazwisko, ale ona im cierpliwie wyjaśnia, że to niemożliwe, gdyż mają GRUDZIEŃ 2017

swojego biologicznego ojca. Dba też, by mieli z nim systematyczny kontakt. Wspólnie się też modlą o jego uzdrowienie. „Nie wiedziałem, że taki świat istnieje“ – dodaje cicho.

Niedługo dzieci pójdą spać. Co dziennie przed zaśnięciem Ania czyta im książki. Wykorzystuję więc ostatnie chwile na rozmowę z nią i pytam o polskość – czy stara się ją w jakiś sposób zaszczepić w dzieciach. Moja rozmówczyni przyznaje, że umawiali się, że soboty będą po polsku, ale jeszcze nie udało im się tego zrealizować. Czyta im też książki w swoim ojczystym języku, na przykład „Małego księcia“. „Ja czytałam na głos po polsku, a oni mieli przed oczyma egzemplarz w języku słowackim“ – wyjaśnia. Wspólnie też oglądają polskie filmy, choćby „W pustyni i w puszczy“ po uprzednim przeczytaniu książki po słowacku. Dzieci biorą też udział w życiu słowackiej Polonii.

Niematerialne prezenty

Pierwsze Boże Narodzenie

Przerywamy na chwilę rozmowę, gdyż dzieci pytają mamę, czy mogą na chwilę dołączyć do nas. Obserwuję je, są naprawdę urocze i trudno uwierzyć, co w nich czasami drzemie. Okazuje się, że Daniel na przykład potrafił wykrzyczeć rodzicom, że nie dostał żadnego prezentu na urodziny. „My ich uczymy, że prezenty nie muszą być tylko materialne, bowiem najważniejszy jest czas, który im ofiarowujemy“ – wyjaśnia Ania i opisuje, że urodziny Daniela świętowali w Pol sce, nad Bałtykiem, gdzie każdy członek rodziny sprezentował mu co najmniej 15-minutową atrakcję, którą cieszyli się razem. „Ktoś mu kupił przejażdżkę na motocyklu, ktoś inny pływanie po morzu na nadmuchiwanym bananie czy skakanie na pająku“ – wymienia moja rozmówczyni. Okazuje się, że przed rodziną Jarinów jeszcze długa droga, zanim nauczą swoje pociechy, że istnieje jeszcze inny świat, nie tylko ten konsumpcyjny. „Dzieci w domach dziecka są zasypywane zabawkami od różnych sponsorów i w ten sposób kompensują so-

Na koniec pytam moich rozmówców, czy cieszą się na ich pierwsze wspólne święta Bożego Narodzenia. Ania najpierw mówi o obawach. „Tatianka marzy o lalce i już opowiada koleżankom, że ją dostanie, ale ja jej wcale nie chcę kupić kolejnej lalki“ – wyjawia moja rozmówczyni, która twierdzi, że większą wartość mają prezenty zrobione własnoręcznie. „Nie wiem, czy uniosę tę presję, gdyż boję się jej rozczarowania przy

21


Monitor12_2017 4.12.2017 12:03 Page 22

wigilijnym stole, bo być może pierwszy raz w życiu nie dostanie tego, co sobie zażyczyła w liście do Jezuska“ – dzieli się swoimi obawami, ale potem od razu dodaje, że cieszy się na wszystkie chwile, spędzane wspólnie z dziećmi, na pieczenie i zdobienie pierniczków. „To cudowne przeżywać z nimi radość, odkrywać i pokazywać coś, czego do tej pory nie znały“ – zdradza Ania i wspomina reakcję syna, który w tym roku pierwszy raz zobaczył morze i był zaskoczony jego wielkością. „Radość współprzeżywa-

nia z nimi chwil, które są dla nich absolutnie nowe, odpowiadania na pytania, których nie mieli do tej pory komu zadać, pokazywania im świata, którego nie mieli możliwości do tej pory zobaczyć, to dla nas największa nagroda“ – podsumowuje. A na koniec z rozrzewnieniem mówi o wspólnych weekendowych porankach, kiedy wszystkie dzieci wkradają się do ich łóżka, by po prostu być z nimi razem i wieść rozmowy o tym, co właśnie przyszło im do głowy. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

Obsługa yła noc, kiedy przekroczyłam polską granicę i zatrzymałam się na niewielkiej stacji benzynowej, by kupić kawę. Wybór był ogromny, a ja, nie mając ochoty na eksperymenty o tak późnej porze, już miałam nacisnąć przycisk z klasyczną czarną, gdy dostrzegłam napis „latte bananowe”. Piłam już kawy o rożnych smakach, ale bananowej jeszcze nie. Zapytałam więc stojącą przy kasie panią, czy próbowała tego napoju kawowego. Uprzejma ekspedientka nie tylko poleciła mi wspomnianą kawę, dzieląc się przy tym swoimi wrażeniami smakowymi, ale jeszcze chętnie zapoznała mnie z obsługą automatu kawowego. Napój okazał się naprawdę smaczny, a ja, opuszczając budynek stacji o 2:30 w nocy, uśmiechałam się sama do siebie nie tylko wspominając kubek pachnącej kawy o nowym smaku, ale przede wszystkim dlatego, że byłam bardzo zadowolona z niesamowicie przyjemnej i pomocnej obsługi. Ogromne wrażenie zrobiło na mnie to, że o tak późnej porze sprzedawczyni chciało się uśmiechnąć, porozmawiać i po prostu być miłą. Zaskoczo na tym faktem od razu pomyślałam o tym, jak kiepsko wygląda serwis na

B

Na niby o facetach oć tytuł sugeruje, że książka będzie o mężczyznach, to ekscentryczna Krystyna Mazurówna nie byłaby sobą, gdyby nie zrobiła na przekór.

Ch

„Ach, ci faceci!” (Wydaw nictwo Latarnik, 2017) to zbiór wspomnień, refleksji, anegdot z życia artystki, usystematyzowanych nie według chronologii czy ważności, ale według mężczyzn, którzy wywarli wpływ, odcisnęli piętno i zmienili życie Mazurówny, często 22

nawet o tym nie wiedząc. Spis treści wygląda jak poczet wybitnych mężczyzn II połowy XX wieku. Kolejne rozdziały to nazwiska, takie jak Gerard De pardieu, Janusz Głowacki, Jerzy Gruza, Stefan Kisiele wski, Leszek Kołakowski, Claude Lelouch, Daniel Ol -

brychski, Krzysztof Penderecki, Roman Polański, Wojciech Pszoniak, Andrzej Seweryn czy Krzysztof Teodor Toeplitz. Jednak Mazurówna nie stawia pomników znanym mężczyznom, nie opowiada o nich, lecz o sobie samej. Każdy rozdział, to historie z życia zna-

nej tancerki z jakimś znanym panem w tle. W opowieści o Gerardzie Depardieu, ten znany francuski aktor stanowi dla Mazurówny jedynie przyczynek do opowiedzenia czytelnikowi o córce, która jako dziecko zagrała z Depardieu w filmie. Z tego rozMONITOR POLONIJNY


Monitor12_2017 4.12.2017 12:03 Page 23

made in Slovakia

Słowacji, oraz o tych wszystkich sytuacjach, które mnie spotkały u naszych południowych sąsiadów. Pamiętam, jak jeszcze kilka lat temu dziewczyna w bufecie na stacji kolejowej w Popradzie przygotowywała mi kawę, nie wyjmując papierosa z ust. Trudno nie wspomnieć także o wiecznie poirytowanych paniach w bratysławskich kioskach z mało wybrednymi komentarzami, gdy klient nie ma drobnych, i o restauracji, gdzie przyniesiono mi danie i kazano czekać 10 minut na sztućce. Przypomniałam też sobie sytuację w toalecie na dworcu autobusowym w stolicy, kiedy pracująca tam kobieta podniosła na mnie głos za to, że miałam czeldziału czytelnik dowie się więcej o miłości matki i córki, o wolności w ich relacjach i podziwie, który dziecko wzbudza w rodzicielce, niż o kultowym aktorze, zepchniętym przez autorkę do roli tła. Podobnie jest z Krzysztofem Pende reckim, którego Mazuró wna spotkała osobiście tylko raz, w windzie, a któremu poświęciła cały rozdział. Dlaczego? Aby opowiedzieć, jak muzyka mistrza wpłynęła na wybory życiowe jej syna Kaspera. Kolejny raz poznajemy matkę dumną ze swojego dziecka, z jego osiągnięć i talentu, o samym Pendereckim GRUDZIEŃ 2017

ność zapłacić banknotem o wartości 5 euro, a ona nie miała mi wydać reszty. Ostatnio byłam także świadkiem nieprzyjemnego zdarzenia w pociągu, gdy podróżny zapytał młodziutką kontrolerkę, dlaczego do ceny biletu ma naliczoną dodatkową opłatę. Usłyszał wówczas niemiłą i bardzo niestosowną odpowiedź, że jak mu się nie podoba, to może jechać autobusem. Widząc brak szacunku i sposób potraktowania pasażera, ze zdziwienia aż otworzyłam usta. Pozostali podróżni nie sprawiali jednak wrażenia zaskoczonych tą sytuacją, co zadziwiło mnie jeszcze bardziej. Zastanawiałam się, czy może żyjący tu ludzie po prostu przywykli już do takiego

nie dowiemy się nic. Trze ba przyznać, że Mazurówna w błyskotliwy sposób wykorzystała kilka znanych nazwisk, aby znów opowiedzieć głównie o swoim życiu, robi to jednak tak nonszalancko, bez zadęcia, że wybaczamy jej egocentryzm i zaśmiewamy się z kolejnych anegdot z jej życia. Życiowa otwartość autorki i jej niewymuszony humor w połączeniu z lekkim piórem robią z tej książki czytadło na poziomie. Coś lekkiego, ale jednak o czymś. Kolejnym plusem jest szczerość, może nawet na granicy ekshibicjonizmu, która sprawia, że książkę odbiera

traktowania, a może zapomnieli, jak powinno ono wyglądać. Brak odpowiedniego podejścia do klienta czy to w sklepie, restauracji, czy autobusie był pierwszą rzeczą, na którą zwróciłam uwagę po przyjeździe na Słowację. Bardzo mnie to zaskoczyło, gdyż Słowacy to przyjaźni i sympatyczni ludzie. Jednak powiedzenie „klient nasz pan” tu nie obowiązywało, a różnice w sposobie obsługi konsumentów w Polsce i na Słowacji były znaczące. Lata minęły, a kontrasty pozostały. Chociaż sytuacja uległa poprawie, to niestety nadal zdarza mi się szukać w sklepie sprzedawców, gdy potrzebuję porady, lub być świadkiem ich bezczelnych odzywek. Podobnie rzecz się ma z kierowcami w komunikacji miejskiej, którzy grzecznością nie grzeszą. A przecież wystarczy tak niewiele: przyjazne nastawienie, grzeczne i uprzejme zachowanie oraz zasada: traktuj innych tak, jak sam chciałbyś być traktowany. Okres świąteczny to szaleństwo zakupów zarówno w centrach handlowych, jak i osiedlowych sklepikach. Mam nadzieję, że w tym zabieganym okresie sprzedawcom nie zabraknie cierpliwości, życzliwości i uśmiechu, a wszystkim Państwu życzę bezstresowych i udanych zakupów. MAGDALENA ZAWISTOWSKA-OLSZEWSKA

się jako bardzo osobistą. Choć autorka jest skupiona na sobie, to nie jest bufonem z wydumaną lub podkoloryzowaną wersją sie-

bie. Ma do siebie spory dystans, często kokieteryjnie umniejsza swoje zasługi, otwarcie mówi o swoich wadach. Jest szczera i bezpośrednia. Dodać należy, że książka doczekała się wspaniałej oprawy graficznej, wewnątrz można znaleźć wiele archiwalnych, mało znanych, klimatycznych fotografii. A że kolorowe życie pani Krystyny upływało gdzieś pomiędzy Warsza wą, Nowym Jorkiem a Paryżem, zarówno zdjęcia, jak i intrygujące anegdotki wciągną i Was, uprzyjemniając czas. Gorąco polecam na zimowe wieczory. MAGDALENA MARSZAŁKOWSKA 23


Monitor12_2017 4.12.2017 12:03 Page 24

Słowackie perełki

Ukryte piękno ażde stare miasto ma zwykle swój centralny plac z kamieniczkami, sklepami, kawiarniami, wokół którego toczy się życie. Bratysła wa również posiada starówkę, tłumnie odwiedzaną przez mieszkańców i turystów. Są tu też miejsca bez biegających z aparatami tłumów przyjezdnych, bez gwarnych piwnych ogródków i ulicznych grajków. Jednym z nich, a jednocześnie sercem całej starówki jest ulica Kapitulská, która należy do najstarszych ulic miasta. To właśnie tu poczuć można prawdziwą historię starodawnej Bratysławy. Znaleziska archeologiczne z tych terenów pokazały, że już w epoce kamiennej mieszkali tutaj ludzie, później przebywali Celtowie, a w IX wieku osiedlili się Słowianie.

K

24

Ulica Kapitulská powstała w latach 1204-1221. Pierwotnie była częścią drogi, prowadzącej do bratysławskiego zamku, i świadkiem przemarszów orszaków królewskich. Po roku 1221, gdy kapituła w Bratysławie przeniosła się ze wzgórza zamkowego w rejony ulicy Kapitulskiej, na obszarze tym istniała już dobrze rozwinięta osada z główną aleją i kościołem św. Martina. Po założeniu miasta pod koniec XIII w. i wybudowaniu obronnych murów miejskich, dzisiejsza ulica Kapitulská, biegnąca wzdłuż ich zachodniej ściany, została włączona w obszar miasta i nazwana uliczką Za murami (lokalnie cvinger). Później sze nazwy tej ulicy przypominały jej związek z siedzibą katolickiego duchowieństwa. W 1750 roku po raz pierwszy można spotkać się z niemiecką wersją obecnej nazwy Capi telgasse, natomiast dzisiejsza nazwa pochodzi z 1921 r. Ulica Kapitulská jest moją ulubioną bratysławską uliczką. To właśnie tu zabieram znajomych, którym chcę pokazać miasto, bo na tej cichej, brukowanej uliczce, pełnej starych budowli i romantycznych zaułków, zatrzymał się czas. Spacer tą ulicą to uczta dla ducha. Jej początek zaczyna się na wysokości ul. Na vŕšku, a kończy przy katedrze św. Martina. Nie ma tu sklepów ani barów, a historia ulicy to

historia jej pałaców i domów z wąskimi dziedzińcami, ogrodami, rzeźbami i fontannami. Większość parceli i domów przy tej ulicy od zawsze należała do kościoła i tak jest do dziś. Do chwili obecnej zachowało się tu kilka niezwykłych zabytkowych budynków, które stanowią ważne dziedzictwo kulturowe. Szczególną uwagę zwracają ten w charakterystycznym bordowym kolorze, czyli Collegia Emericana, trzypiętrowy budynek Wydziału Teologicznego, oraz usytuowany naprzeciwko Pałac Prepoštský. Budynki te są dziełem włoskiego architekta J. Ravy, który przy ich budowie zastosował styl rzymski architektury późnego renesansu. Zgłębiając się w historii ulicy, dowiedziałam się, iż to właśnie na Kapitulskiej mieściła się w średniowieczu pierwsza w mieście szkoła, nazwana gimnazjum. Następnie znajdował się tu pierwszy Wydział Prawa, który został przeniesiony z Trnawy. Akademia, będąca również Wydziałem Teologicznym, stała się później podstawą do powstania uniwersytetu elżbietańskiego, który był poprzednikiem dzisiejszego Uniwersytetu Komeńskiego. Z kolei w domu pod nr 1. często bywali Béla Bartók i Eugen Suchoň, którzy odwiedzali mieszkającego tam ZDJĘCIA: MAGDALENA ZAWISTOWSKA-OLSZEWSKA

MONITOR POLONIJNY


Monitor12_2017 4.12.2017 12:03 Page 25

Te ważne kalendarze ni się nie spostrzegliśmy, jak wkroczyliśmy w ostatni miesiąc w roku. To znak, że przed nami podjęcie jednej z najważniejszych decyzji. Decyzji, która niechybnie wpłynie na wszystko, co będzie się działo w następnym roku – na nasze plany i na to, jak kolejny rok będzie przemijał. Tak, tak, chodzi o kupno naściennego kalendarza. Jak ważna to decyzja, nie trzeba nikomu tłumaczyć. Ścienny kalendarz wisi w naszych domach na honorowym miejscu, aby zawsze był w zasięgu wzroku. Przypomina nam o świętach, imieninach, długich weekendach... Jeśli kalendarz ma dodatkowe miejsce na notatki, można wtedy powiedzieć, że zarządza całym naszym życiem. „Opłacić fakturę”, „kupić bilet miesięczny”, „odwiedziny teściów” – bez tych notatek świat zwaliłby się nam na głowę. Tak, drodzy Państwo, kupno kalendarza to nie byle co! Różne są strategie wyboru kalendarza. Nierzadko się zdarza, że takie kolorowe cudo przywozimy z wakacji. Dwanaście kolorowych stron z widokami morza, gór lub pełnej przepychu europejskiej stolicy ląduje na krótki czas w szufla dzie. W styczniu, po wyjęciu i zawieszeniu na ścianie kalendarz pozwala nam wrócić pamięcią do przeżytych chwil i jakoś lżej potem odliczać miesiące do kolejnych letnich wypraw. Kto wie, może to właśnie dzięki zdjęciom, które mamy nieustannie przed oczyma, wybierzemy się w to miejsce powtórnie? Niektórzy czekają z wyborem kalendarza do pierwszych noworocznych wyprzedaży. Taniej, wiadomo, a i coś ciekawego zawsze można wybrać. Byle było kolorowo i pasowało do miejsca, gdzie wisiał poprzedni kalendarz. Raz wbity w ścianę gwóźdź, niechętnie da się wyciągnąć. Czasami kalendarz kupowany jest pod wpływem chwili, ale za kupnem tym stoi zwykle szczytny cel. Podczas jesiennych festynów kalendarze-cegiełki sprzedają stowarzyszenia charytatywne, schroniska dla zwierząt i fundacje. I choć kalendarz taki zazwyczaj nie może równać się z barwnymi i błyszczącymi dziełami sztuki rodem ze sklepów, to przecież cały kolejny rok przypomina nam o tym, co jest tak naprawdę ważne.

A

znanego bratysławskiego kompozytora Alexandra Albrechta. Jedną z dominujących budowli jest także zdewastowany XVII-wieczny Pałac Esterházy. To właśnie jego ruiny wykorzystano w filmie „Peacemaker” z George Clooney i Nicole Kidman, pokazując je jako zbombardowane centrum Sarajewa. I chociaż od dawna mówi się o renowacji tegoż budynku, to niestety już od 35 lat niszczeje. Raz w roku ulica ożywa, otwierając swoje niedostępne podwórka dla wszystkich ciekawych jej historii i nieznanych zakamarków (Kapitulské dvory). Warto zagubić się na tej osobliwej uliczce, odnajdując jej ukryte piękno. MAGDALENA ZAWISTOWSKA-OLSZEWSKA

GRUDZIEŃ 2017

Gdyby tylko zrobić ranking popularnych tematów obecnych na kartkach ściennych kalendarzy, zapewne i tak okazałoby się, że większość z nas wybiera te, pokazujące naturę. Pieski, kotki, konie lub papugi zaraz obok kwiatów, ogrodów, lasów i parków. Nic w tym dziwnego, szczególnie jeśli mieszkamy w mieście. Gdy nie możemy liczyć na takie widoki za oknem, niech chociaż kolejne miesiące pozwolą naszym oczom napawać się pięknem przyrody. Nie zapominajmy jednak, że wśród zwykłych użytkowników kalendarzy znajduje się niemałe grono wszelkiego rodzaju pasjonatów-hobbystów. To właśnie dla nich przeznaczone są wydaw-

nictwa, które trudno byłoby znaleźć na ścianach większości z nas. Dwanaście kart przedstawiających dawne brytyjskie parowozy lub wszystkie cykle życia jakiegoś egzotycznego pająka. A może dwanaście drużyn grających w lidze futbolu amerykańskiego w minionym sezonie? Co kto lubi! Hobby bowiem z definicji to coś takiego, co jest częścią życia pasjonata przez 365 dni w roku. Dlaczego zatem i nie w taki sposób? Ja jednak mam trochę inną strategię. Gdy zbliża się grudzień, nie robię wycieczek po sklepach, nie planuję kupna kalendarza. Jakoś tak ostatnimi czasy zdarza się, że to kalendarz sam zjawia się na mojej ścianie. Najczęściej w formie miłego prezentu lub jako...wygrana w konkursie. I bardzo sobie taki kalendarz cenię. Bo oprócz tego, że ładnie wygląda i doskonale spełnia swoją funkcję, to przez dwanaście miesięcy przypomina mi o miłych rzeczach: o sympatii obdarowującego lub o szczęściu, jakie miałem podczas losowania. Życzę zatem udanego polowania na nowe kalendarze, a potem – gdy już zawisną one nad naszymi biurkami – niech odmierzają tylko te szczęśliwe dni zbliżającego się nowego roku! ARKADIUSZ KUGLER 25


Monitor12_2017 4.12.2017 12:03 Page 26

26

MONITOR POLONIJNY


Monitor12_2017 4.12.2017 12:03 Page 27

W związku ze zbliżającymi się świętami oddajemy w Państwa ręce krzyżówkę o tematyce zimowej. Jednocześnie informujemy, że z poprzednią krzyżówką, która była – tak jak uprzedzaliśmy – bardzo trudna, poradziła sobie pani Gražyna Zimnicka-Michalička z Myjawy, zatem to to jej przesyłamy zapowiadaną nagrodę: najnowszą książkę Jerzego Bralczyka pt. „1000 słów“ w wersji audio, czytaną przez samego autora. Hasło krzyżówki brzmiało: „Pocieszna dziewczyna z Konstantynopola”. Wszystkim miłośnikom krzyżówek życzymy udanej zabawy i wesołych świąt! Hasło zostało ukryte w polach oznaczonych numerami w następującej kolejności: 7 – 47 – 42 – 49 – 39 – 23 – 9 – 25 – 4 – 13 – 12 – 33 – 8 – 10 – 34 – 35 – 19 – 17 – 21 – 26 – 38 – 20 – 52 Rozwiązanie prosimy przesłać pod adresem: mwobla@gmail.com do 27 grudnia. Spośród autorów tych poprawnych wylosujemy zwycięzcę, któremu nagrodę prześlemy pocztą. Prosimy nie zapominać o podaniu swojego imienia, nazwiska i adresu pocztowego. Miłej zabawy! Red., TO

Poziomo

Pionowo

1 3 7 9 12 15 16 17 20 23 24

2 Bluzospodnie 4 Masa plastyczna na szkła okularowe 5 Muzyka na jam session 6 Okno w niej tkwi lub drzwi 8 W przenośni: wytyczna, zalecenie 10 Małpa wąskonosa 11 Droga dla narciarza 13 Rozdarta u Żeromskiego 14 Dzieło zduna 18 Smarowane smarami 19 Miasto podbite za sprawą trębaczy 21 Nauka o dźwiękach 22 Ona mrozi, Mikołaj lód zwozi 25 Najwyżej położone miasto w Polsce 27 Dotyczący grudnia, związany z grudniem 29 Uporządkowany księgozbiór 30 Wino na gorąco 31 Policyjna do wciągania 33 Gruba ryba 36 Adwokat, protagonista, guru 38 Opleciona winem 40 Łagodzi obyczaje 41 Na niego nie wolno napadać 42 Jeden z wielu na niszczycielu 43 Dociąga do Wigilii 45 Ruskie lub leniwe 46 Polski skoczek narciarski

26 28 31 32 34 35 37 39 43 44 46 47 48 49 50 51 52 GRUDZIEŃ 2017

Poborowy Rybka w puszce Na Grzegorza idzie do morza Drapak, choja, boże drzewko Otwarty ustęp, klozet „Z kopyta ...rwie“ – przebój Skaldów Postrach przestępców Rozklekotany, roztrzęsiony, dychawiczny Kłamstwa przed nim nie ukryjesz Watra Zdobyła 3 różne medale podczas jednych igrzysk olimpijskich w 2010 r. Wystrzałowa ozdoba ...Sosnowskiego jak pokrzywa Ma gorące żeberka Żonaty ksiądz Dział huty Cudowny drink Smagłość, ogorzałość, śniadość Nazewnictwo, nomenklatura, mianownictwo Zdobywca wszystkich 14 ośmiotysięcznych szczytów „Bonbon“ dla Francuza Ich szczególną odmianą jest tobogan Inteligencji Wojciech, pierwszy polski złoty medalista zimowych igrzysk w Sapporo 1972 ...Morse’a (z kreskami i kropkami) Wypukły, wypuczony, krzywy Maszyna do cięcia na kawałki Mityczny himalajski hominid

27


Monitor12_2017 4.12.2017 12:03 Page 28

Pociąg z Popradu do Krynicy

ezpośrednie połączenie kolejowe z Popradu do Krynicy chce uruchomić w przyszłe wakacje słowackie Ministerstwo Transportu. Taka propozycja padła podczas posiedzenia polsko-słowackiej grupy roboczej do spraw transportu, które odbyło się 10 i 11 października w Katowicach. Obecnie przez polsko-słowackie kolejowe przejście graniczne Muszyna – Plavec nie kursują żadne pociągi pasażerskie. Dawniej było inaczej – w latach 90. kilka razy dziennie jeździły pociągi międzynarodowe z Warszawy i Krakowa do Koszyc, Budapesztu i Bukaresztu. Problemem w przywracaniu połączeń kolejowych przez Muszynę jest nieatrakcyjny czas przejazdu. Pociąg z Popradu do Krakowa jechałby tą trasą aż sześć godzin, podczas gdy przejazd samochodem zajmuje (bez korków na Zakopiance) niecałe trzy godziny. Przejazd na tym odcinku ma szansę przyspieszyć dopiero za osiem lat, gdy powstanie nowa linia kolejowa Podłęże – Piekiełko, stanowiąca skrót w relacji z Krakowa do Zakopanego i Muszyny. Z polsko-słowackiej granicy pojedziemy wówczas do Krakowa niecałe dwie godziny, zamiast obecnych czterech. Problem jednak w tym, że na razie zapewnione jest finansowanie jedynie pierwszego etapu prac nad tym projektem. Aby projekt „Podłęże – Piekiełko” miał sens i uzyskał unijne dofinansowanie, konieczna jest modernizacja linii kolejowej także po słowackiej stronie: linii z granicy państwa do Koszyc oraz do Popradu. Słowackie Ministerstwo Transportu widzi potencjał dla inwe-

B

28

stycji w te trasy, jednak ma problem z wykazaniem, że te inwestycje są potrzebne, gdyż obecnie przez przejście graniczne w Muszynie nie kursuje nic. Właśnie dlatego resort transportu jest zainteresowany stopniowym przywracaniem pociągów do Polski mimo faktu, że czas przejazdu nie jest do końca atrakcyjny. Strona słowacka chce zacząć od połączeń wakacyjnych, które mają szansę na frekwencyjny sukces. Stąd też niedawno padła propozycja, by w przyszłe wakacje uruchomić wakacyjne połączenie kolejowe z Popradu do Krakowa lub w innej, zaakceptowanej przez Polskę relacji. W odpowiedzi na to polskie Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa stwierdziło, że partnerem do rozmów w tej sprawie nie powinna być strona rządowa, ale samorząd województwa małopolskiego. Takie stanowisko nieco utrudnia sprawę, gdyż uruchomienie pociągu międzynarodowego byłoby o wiele łatwiejsze, gdyby było ono finansowane ze środków budżetu centralnego. Można byłoby wówczas rozmawiać nawet o uruchomieniu nocnych pociągów

z Bratysławy przez Poprad, Muszynę i Kraków do Warszawy, które znacznie ułatwiłyby życie społeczności polskiej na Słowacji czy Polaków interesujących się Słowacją. Uruchomienie pociągów przez przejście w Muszynie spotkało się ze wstępną aprobatą marszałka województwa małopolskiego. Przy czym małopolski samorząd zaproponował, by pociągi jeździły w relacji Poprad – Krynica i były skomunikowane w Mu szynie z pociągami Kolei Małopolskich do Krakowa. Połączenia musiałyby jednak obsługiwać słowackie koleje, gdyż małopolski przewoźnik nie posiada składów, przystosowanych do jazdy po słowackich torach (potrzebne są odpowiednie zezwolenia i homologacje). Gdyby Słowacy byli takim wariantem zainteresowani, małopolski samorząd deklaruje wolę dofinansowania polskiego odcinka tego połączenia oraz współpracy przy jego promowaniu. Dalsze rozmowy na ten temat odbędą się w grudniu. Niezależnie od tego, władze Małopolski pracują nad utworzeniem od lata przyszłego roku regularnych połączeń autobusowych na polsko-słowackim pograniczu. W grę wchodzą linie: Zakopane – Sucha Hora – Trstena – Twardoszyn – Zuberec – Zverov ka w Dolinie Rohackiej, Zakopane – Podbańskie oraz Nowy Targ – Poprad przez Czerwony Klasztor i Kieżmark. Wymaga to jednak zgody krajów żylińskiego i preszowskiego. Z krajem żylińskim toczą się już konkretne rozmowy nad szczegółami organizacji tych połączeń. Władze kraju preszowskiego na razie deklarują zainteresowanie tym tematem, ale brakuje konkretnych ustaleń w tym zakresie. JAKUB ŁOGINOW

MONITOR POLONIJNY

P


Monitor12_2017 4.12.2017 12:04 Page 29

Wieczór pieśni adwentowych

Bal przeBierancow Klub Polski Bratysława informuje o planowanym balu przebierańców dla dzieci, który odbędzie się 13 stycznia (sobota) 2018 roku w godzinach popołudniowych w Instytucie Polskim. Chętnych do pomocy w zorganizowaniu tego przedsięwzięcia prosimy o kontakt pod adresem mailowym: klubpolskibratyslawa@gmail.com O szczegółach będziemy informowali w kolejnym numerze „Monitora“, na stronie www.polonia.sk oraz w mediach społecznościowych.

Klub Polski Nitra zaprasza na 7. edycję „Wieczoru pieśni adwentowych“, który odbędzie się 10 grudnia 2017 o godz. 16.00 w katedrze św. Emerama w Nitrze. Godzinę wcześniej zapraszamy na mszę św. w języku polskim.

Moje korzenie 2017 KLUB POLSKI NITRA zaprasza na dziecięcą akademię „Moje korzenie 2017“, która odbędzie się 6 grudnia 2017 o godz. 17.30 w Przykościelnym Centrum Rekreacyjnym (Cirkevné centrum voľného času) przy ul. Pavla Straussa 3 w Nitrze.

Prezentacja CD

Za górami za lasami za Tatrami Klub Polski informuje o planowanej prezentacji CD „Za górami, za lasami, za Tatrami“, która odbędzie się 19 stycznia (piątek) 2018 roku o 17 godzinie w Instytucie Polskim w Bratysławie

P R O G R A M I N S T Y T U T U P O L S K I E G O W B R AT Y S Ł AW I E N A G R U D Z I E Ń ➠ 1 – 31 grudnia, Bratysława, Nieformalna galeria, Instytut Polski, Klobučnícka ul. Wystawa Życie i dzieło Ludwika Lazara Zamenhofa z okazji 100. rocznicy śmierci twórcy esperanta ➠ 4 grudnia, godz. 17.00, Bratysława, Biblioteka Uniwersytecka, Ventúrska 11 Prezentacja polskiego wydania Pieśni duchowych Georgiusa Tranosciusa w przekładzie Zbigniewa Macheja

➠ 5 grudnia, godz. 17. 00, Bratysława, Instytut Polski, Nám. SNP 27 Wystawa Trzy siostry w ramach cyklu Sztuka z naszych szeregów: dzieła Polaków żyjących na Słowacji. W jej ramach zostaną pokazane dzieła Adriany Rohde Kabele (obrazy), Evy Doležalovej Kabele (rzeźba) i Moniki Púchovskiej (obrazy). GRUDZIEŃ 2017

➠ 11 grudnia, godz. 17.30, Bratysława, ➠ 15 – 16 grudnia, Bratysława, Instytut Polski, Nám. SNP 27 kościół franciszkański, Warsztaty dekorowania ozdób choinkowych, prowadzone Františkánske námestie przez przedstawicieli polskiej firmy Vitbis. Przez dwa dni Koncert Anjel sa zvestuje na prahu w Instytucie Polskim odbędzie się 5 warsztatów Vianoc beskidzkiego zespołu po 60 minut każdy. Dwa będą w piątek, 15 grudnia i trzy góralskiego Wałasi z Istebnejw sobotę, 16 grudnia, w ramach imprezy Dobrý trh. Koniakowa. W jednym warsztacie może uczestniczyć 20 osób, więc liczba miejsc jest ograniczona. Po zakończeniu ➠ 12 grudnia, godz. 17.00, Bratysława, warsztatów każdy z uczestników zabiera ze sobą własne Instytut Polski, Nám. SNP 27 produkty i może zawiesić je na choince. Zainteresowane Dyskusja IPN: Ochrona ludzkich osoby mogą zgłosić się na konkretną datę i godzinę: praw w okresie komunizmu teresa.lukacova@instytutpolski.org. Wstęp wolny! ➠ 14 grudnia, godz. 17. 00, Harmonogram: Piątek 15. 12.: Sobota 16. 12.: Bratysława, Instytut Polski, 1 / 16:00 – 17:00 3 / 10:00 – 11:00 Nám. SNP 27 2 / 17:30 – 18:30 4 / 11:30 – 12:30 Dzień Ludwika Zamenhofa – 5 / 13:00 – 14:00 szybki kurs esperanta. ➠ 18 grudnia, godz. 18.00, Bratysława, Instytut Polski, Nám. Zainteresowani muszą się SNP 27 • Koncert zespołu kameralnego Quasars zarejestrować Ensemble w ramach Quasars Ensemble w Galerii. na: tinyurl.com/rychlokurz.

29


Monitor12_2017 4.12.2017 12:04 Page 30

Indie – tu wszystko może się zdarzyć

ożna się przygotować psychicznie na pobyt w Indiach, ale rzeczywistość i tak zaskoczy. Nie tylko pogodą, liczbą ludzi, ich mentalnością. I choć niemalże wszystko jest inne, jestem tu od niemalże ośmiu lat.

M

ry zażyczył sobie trzykrotnie więcej pieniędzy za kilkugodzinne poszukiwanie adresu mieszkania, w którym miałem spędzić sześć miesięcy. Mieszkanie owo skrywało kolejne zaskoczenie – mocno odbiegało od standardów europejskich.

czy on ze sobą różne społeczności. Oprócz angielskiego częściej używanym językiem jest ten niewerbalny. Setki razy machanie rękoma ratowało mi skórę. Hindusom można pewnie przykleić wiele etykiet, ale wspólna ich cecha, którą obserwuję w każdym zakątku tego kraju, to otwartość na obcokrajowców. Tutaj Europejczyk jest niewątpliwie lepiej traktowany niż Hindus w Europie. Tę otwartość widać wszędzie, na przykład na ulicy, kiedy pytamy o drogę. W zasadzie nawet nie musimy pytać, bo często tubylcy sami pytają, dokąd idziemy i czy nam nie pomóc.

Mycie drzew Im dalej, tym lepiej Zanim dotarłem do Indii, musiałem się zmierzyć z różnymi przeciwnościami losu, m.in. wybuchem wulkanu w Islandii, który w 2010 roku pokrzyżował plany na lotniczym niebie niejednemu pasażerowi. Pierwszy kontakt z większą grupą Hindusów to kolejka na lotnisku w Bangkoku. Wśród stojących w niej ludzi doświadczyłem czegoś niewyobrażalnego. Poczułem się jak ziarenko piasku pomiędzy wieloma innymi przyklejonymi do siebie ziarenkami, które chcą przejść przez wąskie gardło klepsydry z jednej komory do drugiej. Jeśli się weźmie pod uwagę, że chodzi o dostanie się do samolotu, gdzie każdy ma swoją miejscówkę, a samolot ma ustaloną godzinę wylotu, to sytuacja wydaje się co najmniej dziwna. Później podobnych uczuć doświadczałem nie raz.

Słodko-kwaśny odór Nie zapomnę do końca życia uderzenia indyjskiego powietrza, zaraz po wyjściu z samolotu. Połowa kwie tnia to początek intensywnego lata w Indiach. Powietrze robi się wilgotne i bardzo gorące. Oprócz tego fala uderzeniowa niesie ze sobą słodkokwaśny odór, bardzo charakterysty czny dla tego kraju. Kolejną niespodziankę zgotował mi taksówkarz, któ30

W podróż wyruszyłem, kiedy byłem na piątym roku studiów ekonomicznych i podążając za ówczesnym trendem, postanowiłem wyjechać na praktykę menedżerską poza Europę. Im dalej, tym lepiej. Zdecydowałem się na Indie, gdyż chciałem przeżyć coś nietypowego. Nie pomyliłem się, ten kraj oferuje spory wachlarz doświadczeń. Obecnie razem z dwoma znajomymi z Hiszpanii prowadzimy firmę Camabeds, zajmującą się produkcją i sprzedażą mebli miejscooszczędnych, czyli np. rozkładanych łóżek czy sof.

Obiad za trzy złote Kuchnia indyjska oferuje mnóstwo możliwości, ale każde danie zawsze zawiera chili. Na szczęście lubię ostre jedzenie, więc z chęcią zajadam się butter chicken masalą, byriani, dal makhani, dosa i innymi potrawami. Kalkuta jest jednym z najtańszych miast w Indiach, a uliczne stragany, znane w całym kraju, oferują bardzo dobre jedzenie. Można się tu najeść za 50 rupii, czyli ok. 3 złotych.

Machanie rękoma Różnorodność językowa w Indiach znana jest chyba na całym świecie, dzięki niej – według mnie – język angielski jest tutaj dość popularny. Łą-

Mieszkając w Indiach, można być pewnym jednego, że zawsze znajdzie się coś, co nas zaskoczy. Dzisiaj pewnie bym się nie zdziwił, gdyby nagle spadł tu śnieg. Kilka dni temu, podczas pobytu w Delhi zobaczyłem, jak straż pożarna została skierowana do mycia drzew, a konkretnie ich liści. W Indiach wszystko się może zdarzyć, dlatego trudno mówić o przyzwyczajeniu. Tu raczej potrzebna jest tolerancja i stoicki wręcz spokój.

Jazda bez trzymanki Do niektórych rzeczy, niestety, nie da się przyzwyczaić w ogóle. Do nich należą uciążliwe upały zaraz przed rozpoczęciem monsunu, kiedy ukojenia nie daje nawet zimny prysznic. Bez klimatyzacji żyje się tu wtedy jak w saunie. Na szczęście sporo się zmienia. W 2010 roku dostanie się do pracy bez własnego środka lokomocji graniczyło z cudem. Wtedy do wyboru miałem albo jazdę autobusem w tłumie innych ociekających potem pasażerów, albo znalezienie taksówki. Ta druga opcja była jednak sporym wyzwaniem, gdyż najpierw należało znaleźć chętnego taksówkarza, by potem targować się z nim o odpowiednią cenę. A to do dziś przypomina jazdę bez trzymanki. Ceny za przejazd są często ekstremalne. Jeśli człowiek przejdzie ten etap, cała reszta już będzie z górki. A co do jazdy taksówką, MONITOR POLONIJNY


Monitor12_2017 4.12.2017 12:04 Page 31

to jeszcze jedna mała uwaga: absolutnie nie należy wystawiać łokci (czy czegokolwiek innego) przez okno, gdyż w tutejszym tłoku nie ma ani milimetra wolnego miejsca i tymże łokciem można zahaczyć o inny pojazd.

Wielki postęp Obecnie podróżowanie jest dużo bardziej komfortowe, a to dzięki takim aplikacjom jak Uber i dzięki rozpowszechnieniu Internetu. Sami Hindusi, szczególnie ci młodsi, stają się bardziej otwarci na świat i szybko chłoną nowości z Zachodu. Pune, w którym obecnie mieszkam, jest jednym z najszybciej rozwijających się miast w Indiach, pełnym europejskiej klasy restauracji, pubów, mikrobrowarów czy sklepów z europejskimi produktami. W porównaniu z 2010 rokiem to wielki postęp.

Wieniec adwentowy

więta Bożego Narodzenia to czas, kiedy przygotowujemy się na przyjście Pana Jezusa. W naszej szkole już dawno planowaliśmy, co zrobimy przed świętami dla rodziców. Czy to będzie wystąpienie jasełkowe, czy świąteczny kiermasz, na którym będziemy mogli pokazać własnoręcznie wykonane ozdoby. U nas w domu świąteczny okres zaczyna się od przygotowania wieńca adwentowego. Parę lat temu

Ś

Tęsknota Po kilku latach w Indiach tęsknotę za Polską najbardziej odczuwam wtedy, kiedy jestem w Polsce albo krótko po powrocie z Polski, kiedy zdaję sobie sprawę z tak wielu różnic i przypominam sobie stare dobre lata. Indie to kraj, w którym z pewnością życie jest bardziej kolorowe, nasycone wieloma przygodami tak pozytywnymi, jak i negatywnymi. Ta ekstremalność sprawia, że nie można narzekać na monotonię. Co do naszych rodaków w tym kraju, jest ich stosunkowo niewielu, choć ci, którzy tu są, aktywnie się wspierają w grupie Polskich ekspatów na jednym z portali społecznościowych.

Najważniejsza lekcja Indie, to nie jest kraj dla każdego. Wiele osób, które tu poznałem, nie wytrzymało intensywności życia i szybko stąd wyjechało. Łatwo tu o rozdrażnienie, wybicie z rytmu czy nawet wpadnięcie do rowu. Ale też z drugiej strony Indie pomogą z tego rowu się podnieść. Tutaj można nauczyć się cierpliwości i to chyba jest najważniejsza lekcja indyjskiego. KAMIL PAWŁOWICZ, Indie GRUDZIEŃ 2017

mama kupiła podstawek, który każdego roku ozdabiamy gałązkami świerku albo jodły, dodajemy szyszki, łańcuchy, bombki oraz gałązki cynamonu i plastry suszonej cytryny. Na koniec to, co najważniejsze – ustawiamy cztery świeczki. W każdą adwentową niedzielę, podczas wspólnego obiadu zapalamy jedną świeczkę. Podczas wigilijnej kolacji wieniec stoi na stole. Palą się na nim wszystkie cztery świeczki, na znak tego, że całą rodziną czekamy na przyjście Pana Jezusa. Moja

mama przed przyjazdem na Słowację nie znała tradycji wieńca adwentowego, więc przez pierwsze lata nie mieliśmy go w domu. Dopiero gdy byliśmy trochę więksi, mogliśmy z bratem pomóc jej w przygotowaniu i zdobieniu tego symbolu adwentu. Dlaczego mama nie znała tej tradycji? Okazało się, że nie jest to aż taka stara tradycja i przywędrowała do nas z Niemiec, gdzie pewien ewangelicki pastor, prowadzący przytułek dla sierot, chcąc wprowadzić bardziej rodzinną atmosferę, w pierwszą niedzielę adwentu zapalił świeczkę, umieszczoną na wielkim kole. Początkowo każdego dnia zapalano kolejną świeczkę. Kiedy tradycja ta się rozprzestrzeniła, zredukowano liczbę świeczek, które zapalano tylko w niedzielę. Zwyczaj szybko przyjął się również wśród europejskich katolików, ponieważ światło świeczek oznacza oczekiwanie i gotowość na przyjście Chrystusa. Każdy element wieńca ma swoje znaczenie: na przykład koło, które nie ma początku ani końca, oznacza wieczność. Z kolei świece są symbolami pokoju, wiary, nadziei i miłości. Cieszę się, kiedy w niedzielę wszyscy razem zapalimy kolejną świeczkę na naszym wieńcu. JAKUB KRCHEŇ z mamą OLĄ

31


Monitor12_2017 4.12.2017 12:04 Page 32

Wszyscy gromadzą się przy stole, bo to jedyna taka kolacja. Oprócz wielu emocji i wzruszeń, niezwykle ważne jest, by czekały na nas dokładnie te same potrawy, które goszczą w naszych domach od zawsze. Często przecież jemy je tylko w wigilijny wieczór i Boże Narodzenie. W inne dni czy pory roku nie smakują tak samo i czasami nie ma sensu nawet ich przygotowywać.

Bo potrawy bożonarodzeniowe to mieszanka naszych rodzinnych wspomnień, tradycji regionalnych i wigilijnych kompromisów małżeńskich, do których często dochodzi dopiero po latach. Przykładem takiego dania niech będą makiełki pani Danuty Dopitovej z Brna, mające właśnie smak pochodzący z dzieciństwa.

makiełki pani Danuty Składniki: • 450 g maku • 200 g bułki • 50 g masła • 30 g miodu • 50 g posiekanych • 3 jajka – białka orzechów włoskich i żółtka osobno • rodzynki (wcześniej • mleko namoczone w wodzie i odsączone), cukier, ew. starta skórka z cytryny

Sposób przyrządzania: Mak zalać wodą i odstawić na noc. Następnego dnia dobrze wypłukać, zalać wrzącą wodą lub mlekiem i trzymać na ogniu tak długo, aż da się go rozetrzeć w palcach. Następnie odcedzić przez gęste sito, odsączyć i trzy razy zmielić.

Masę makową przełożyć do miski, zalać roztopionym gorącym masłem i mieszając, dodać żółtka, miód, rodzynki, cukier, orzechy włoskie i skórkę z cytryny. Następnie porwać na kawałeczki bułkę i zalać ciepłym mlekiem. Gdy rozmięknie, odcisnąć i również dodać do masy.

Białka jajek ubić i dobrze połączyć z resztą. Całość powinna „przenocować” w lodówce, bo najlepiej smakuje następnego dnia. Do masy makowej można też dodać migdały, suszone morele lub śliwki – co kto lubi. Pani Danuta sugeruje, by nie iść na łatwiznę i nie kupować gotowej masy makowej. Ta własnoręcznie zrobiona ma szczególny smak, który najbardziej kojarzy się z wieczerzą wigilijną. Życzę wszystkim udanych świąt i pełnych dobrych emocji spotkań przy smakowitych, tradycyjnych potrawach. AGATA BEDNARCZYK

Monitor Polonijny 2017/12  
Monitor Polonijny 2017/12  
Advertisement