Monitor Polonijny 2017/5

Page 1

ISSN 1336-104X

Monitor5:5 02/05/17 09:15 Page 1

Dwa kółka radości

str. 4

Z Marcinem Szczygielskim o jego nałogu, czyli o... książkach str. 5

W odwiedzinach w ambasadzie str. 16


Monitor5:5 02/05/17 09:15 Page 2

Zwiedzanie Bratysławy z Klubem Polskim

się z Gdańska zaledwie kilkanaście dni wcześniej, by podjąć tu kolejne wyzwanie służbowe. Jako jedną z zalet miasta wymienia jego niezbyt rozległy obszar, pozwalający człowiekowi w miarę szybko poruszać się po nim, bez stania w korkach. Do grupy zwiedzających klubowiczów na co dzień mieszkających w Bratysławie czy Ni trze dołączyła też trzyosobowa rodzina z polskiego Szczecina. To właśnie tam rzucił los jedną z naszych klubowiczek. „Tym razem zwiedzamy Bratysławę z moim mężem i małym synkiem. To dobry pomysł, by właśnie w ten sposób rozpocząć kilkudniowy pobyt świąteczny na Słowacji“ – oceniła Monika. Podczas spaceru nie rozmawiano

„C

zy wiedzieli Państwo, że w katedrze św. Marcina w Bratysławie znajdują się katakumby?“ – tak brzmiało zaproszenie na oryginalne wydarzenie Klubu Polskiego w Bratysławie, które do słowackiej Polonii wystosował Arkadiusz Kugler, przewodnik oprowadzający po mieście polskich turystów. Tak jak w roku ubiegłym, kiedy rozpoczęliśmy cykl turystycznych klubowych przedsięwzięć, również i w tym roku spacer po Bratysławie cieszył się dużym zainteresowaniem. Blisko dwudziestoosobowa grupa 9 kwietnia rozpoczęła zwiedzanie miasta od parlamentu, by zaraz udać się na zamek, gdzie poznała jego burzliwą historią, jak również – dzięki fantastycznej widoczności – podziwiała uroki miasta po drugiej stronie Dunaju, czyli Petr žalki. Historia tej kiedyś uroczej wioski w mrocznych czasach socjalizmu zmieniła to miejsce jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki w wielkie blokowisko, będące dziś najwię kszym osiedlem mieszkaniowym za-

równo Bratysławy, jak i całej Słowacji. Ale po drugiej stronie Dunaju widać też i Austrię, i Węgry, o których historii opowiadał przewodnik. Zaraz potem cała grupa udała się do nowo otwartych ogrodów zamkowych, które uwiodły wszystkich widokiem. Z wysokości schodów można było podziwiać przepiękne tarasowe kompozycje kwiatowe. „Bratysława bardzo mi się podoba, jestem nią zafascynowana, a mieszkałam już w kilku innych państwach“ – wyjawiła swój zachwyt Halina, która do stolicy Słowacji przeprowadziła

zbyt dużo, aby niczego nie przegapić – tempo zwiedzania było bowiem dosyć szybkie, a informacji, które przekazywał przewodnik Arek, było sporo. Po wzgórzu zamkowym przyszła pora na katedrę, ale po drodze można było zerknąć jeszcze na urocze budynki, stojące przy ulicy Żydowskiej, i usłyszeć historię dzielnicy, wyburzonej nie podczas wojny, ale w mrocznych czasach socjalizmu. W końcu przyszedł czas na spacer po historycznym centrum miasta z ulicą Michalską i bramą wjazdową, Domem Kata, kawiarnią u Czerwonego Raka, halą targową, Pałacem Prymasowskim czy rynkiem. Zwiedzaniu towarzyszył oczywiście bogaty komentarz. Dla nowicjuszy, których w grupie było całkiem sporo, była to duża porcja wiedzy, za którą podziękować należy niestrudzonemu przewodnikowi Arkowi Kuglerowi. Kolejne wspólne zwiedzanie pewRED. nie za rok.

ZDJĘCIA: MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

2

MONITOR POLONIJNY


Monitor5:5 02/05/17 09:15 Page 3

Maj jest jednym z najpiękniejszych miesięcy: całe lato przed nami, słońce grzeje, a dzień taki długi! Zaś przyroda obudzona ze snu mami nas swoimi zapachami i kolorami. Ach! I właśnie między innymi o przyrodzie będzie mowa w tym numerze „Monitora“, na przykład w artykule „Zielone płuca Polski“ (str. 15). Zachęcamy też do wycieczek rowerowych, o których mowa na str. 4. W comiesięcznym cyklu turystycznym zapraszamy z kolei do odwiedzenia kolejnego zakątka Słowacji, tym razem na południu (str. 21). W rubryce „Kino-oko” publikujemy recenzję filmu „Pokot“ Agnieszki Holland, którego akcja rozgrywa się w przepięknej scenerii Doliny Kłodzkiej i dotyczy tematów ściśle związanych z naturą (str. 20). Przyrodniczo i intrygująco brzmi tytuł felietonu „Czy kwiaty akacji znają się na komunikacji?“. Ten znajdą Państwo na str. 22. Zaglądamy też w Tatry, na szlaki turystyczne, by sprawdzić, jak wyglądają one 10 lat po wejściu naszych krajów do strefy Schengen (str. 19). Również w krzyżówce aż roi się od haseł, sprawdzających nasze przyrodnicze wiadomości (str. 24). Mamy też dla Państwa zaproszenia na kilka imprez plenerowych, w tym na tradycyjne już spotkanie zielonoświątkowe, które odbędzie się już wkrótce (str. 27). Oprócz tego stałe rubryki, cieszące się Państwa niesłabnącym zainteresowaniem, jak na przykład „Wywiad miesiąca” – tym razem publikujemy rozmowę z pisarzem Marcinem Szczygielskim (str. 6). A jako bonus przygotowaliśmy dla Państwa ciekawy reportaż z siedziby ambasady RP w Bratysławie, po której oprowadził nas jej gospodarz ambasador Leszek Soczewica. Mają więc Państwo okazję dowiedzieć się, jak wyglądają wnętrza niedawno otwartej nowej siedziby naszej placówki dyplomatycznej na Słowacji (str. 16). Życzymy miłej lektury i radości z dni spędzanych na łonie natury. W imieniu redakcji

Dwa kółka radości

4

Z KRAJU

4

WYWIAD MIESIĄCA Z Marcinem Szczygielskim o jego nałogu, czyli o... książkach

6

Z NASZEGO PODWÓRKA

9

Zielone płuca Polski

15

W odwiedzinach w ambasadzie

16

Transgraniczne szlaki w Tatrach: dziesięć lat od likwidacji

19

KINO – OKO Leśne trupy w mistrzowskiej odsłonie

20

SŁOWACKIE PEREŁKI Rzymskie ślady

21

Czy kwiaty akacji znają się na komunikacji?

22

BLIŻEJ POLSKIEJ KSIĄŻKI Nie taka słaba płeć

22

KRZYŻÓWKA

24

WSPOMNIENIA (NIE)DAWNE Jak lepiej poznać Franka Chmiela?

26

OGŁOSZENIA

27

ROZSIANI PO ŚWIECIE Kolumbia: kraina zapomnienia (2)

30

MIĘDZY NAMI DZIECIAKAMI Staro-nowa Łódź

31

PIEKARNIK Lekko i kolorowo

32

ŠÉFREDAKTORKA: Małgorzata Wojcieszyńska • REDAKCIA: Agata Bednarczyk, Agnieszka Drzewiecka, Katarzyna Pieniądz, Magdalena Zawistowska-Olszewska KOREŠPONDENTI: KOŠICE: Magdalena Smolińska • TRENČÍN: Aleksandra Krcheň JAZYKOVÁ ÚPRAVA V POĽŠTINE: Maria Magdalena Nowakowska, Małgorzata Wojcieszyńska GRAFICKÁ ÚPRAVA: Stano Carduelis Stehlik ZAKLADAJÚCA ŠÉFREDAKTORKA: Danuta Meyza-Marušiaková ✝ (1995 - 1999) • VYDAVATEĽ: POĽSKÝ KLUB • ADRESA: Nám. SNP 27, 814 49 Bratislava • IČO: 30 807 620• KOREŠPONDENČNÁ ADRESA: Małgorzata Wojcieszyńska, 930 41 Kvetoslavov, Tel: 031/5602891, monitorpolonijny@gmail.com • BANKOVÉ SPOJENIE: Tatra banka č.ú.: 2666040059/1100 • EV542/08 ISSN 1336-104X • Redakcia si vyhradzuje právo na redigovanie a skracovanie príspevkov • náklad 550 ks • nepredajné Realizované s finančnou podporou Úradu vlády Slovenskej Republiky: program Kultúra národnostných menšín 2017.

www.polonia.sk MAJ 2017

3


Monitor5:5 02/05/17 09:16 Page 4

G

dy wiosna w pełni rozkwitnie, nadejdzie w końcu taki moment, że nawet największe leniuchy zdecydują się wyjść z domu. Przecież nie ma takiej siły, która zatrzymałaby nas w czterech ścianach, gdy za oknem buzuje świeża zieleń, ptaki wyśpiewują najpiękniejsze koncerty, a upragnione słońce wreszcie miło ogrzewa cały otaczający nas świat. Ale, ale! Aby pozostać w zgodzie z najnowszymi trendami, nie wypada wychodzić z domu, by od razu usiąść na pobliskiej ławeczce. Trzeba coś robić, wszak tyle się mówi o aktywnym trybie życia. Biegać nie każdy może, spacerki dla niektórych są za nudne… Jak by nie było, zostaje opcja uniwersalna – rower. To pojazd znany każdemu, dla wielu codzienny środek lokomocji, bez którego nie wyobrażają sobie życia. Dla innych zaś przedmiot dumy i lansu, koniecznie „ozdobiony” najnowszymi bajerami, choć muszę szczerze przyznać, że trudno te wszystkie „bajerki” zauważyć, gdy ktoś przemyka szybko obok nas. Jak by nie było, rowerzystów dziś przybywa. Począwszy od kilkuletnich

Dwa kółka

mikrusów, po leciwych emerytów – na drogach i ścieżkach możemy spotkać każdego. Czy jest ktoś, kto nie potrafi jeździć na rowerze? Nie spotkałam takiej osoby. Można nie lubić, ale chyba nie można nie umieć… Podoba mi się to, że gdy tylko nadciągnie stabilniejsza wiosenna aura, nasze kochane stacje informacyjne nie skupiają się jedynie na „rozpoczęciu sezonu grillowego”. Od niedawna mówi się również o tym, że rowery ruszają w miasto (i wieś) – i całkiem słusznie. Nigdy dość przypominania o zasadach ruchu drogowego, o obowiązkowym wyposażeniu roweru i rowerzysty. W krajach, w których rowery rządzą, na przykład w Holandii, bardzo łatwo się przekonać, co znaczy nieznajomość przepisów i nieuwaga w publicznej przestrzeni.

rozmawiano też o problemie imigrantów. Premierzy nie zgodzili się na ich obowiązkową relokację; V4 jest też przeciw łączeniu debaty o migracji ze sprawą funduszy europejskich.

W WARSZAWIE 26 marca spotkali się premierzy państw Grupy Wyszehradzkiej: Polski – Beata Szydło, Czech – Bohuslav Sobotka, Węgier – Viktor Orban oraz Sło wacji – Robert Fico. Zwrócili oni uwagę na konieczność zabezpieczenia w procesie wyjścia Wielkiej Brytanii z UE interesów krajów członkowskich Unii oraz praw ich obywateli. Podczas spotkania 4

DNIA 7 KWIETNIA Sejm debatował nad wnioskiem PO o konstruktywne wotum nieufności dla rządu Beaty Szydło. Kandydatem PO na nowego premiera był Grzegorz Schetyna, który w dyskusji sejmowej podkreślał, że „Polacy nie chcą Polski prowadzonej przez kilku fantastów, amatorów, otoczonej grupą cwaniaków i partyjnych dorobkiewiczów“. Odpowie dział mu lider PiS Jarosław

Rower to źródło zdrowia. Zapewnia nam solidną dawkę ruchu, nawet gdy poruszamy się na nim spacerowo, kontemplując świat dookoła. Ponoć w ciągu godziny pozwala nam spalić ok. 500 kalorii, dotlenić mózg i serce, skłonić do pracy wiele mięśni. Gdy jeździmy często, obniża się nam poziom cukru i cholesterolu, a wzrasta wydolność i odporność organizmu. Jaki wniosek? Jazda na rowerze odchudza, chyba że naszą jazdę kończymy w pobliskiej cukierni. Oczywiście, zawsze znajdzie się jakaś niewysoka fala krytyki rowerowego szaleństwa – że z tym zdrowiem to przesada, gdy powietrze zatrute, że rower przeciąża kręgosłup i niektóre stawy… Należy jednak podkreślić, że każda forma ruchu poza domem ma zdecydowanie więcej korzyści dla naszego zdrowia niż praca siedząca i snucie się pośród czterech ścian. Jazda na rowerze przynosi również zyski ekonomiczne. Dlatego gminy miejskie i wiejskie zachęcają swoich mieszkańców, by – gdy tylko pogoda na to pozwala – korzystać z dwóch kółek regularnie. Powstaje coraz wię-

radości

Kaczyński: „Ubrał się diabeł w ornat i ogonem na mszę dzwoni“. Premier Szydło podkreślała zaś: „Polska jest w Europie, Polska nie jest brzydką panną na wydaniu, tylko dumnym, suwerennym państwem“. Ostatecznie Sejm odrzucił wniosek PO. MINĘŁO 20 LAT od uchwalenia przez Zgromadzenie Narodowe Konstytucji RP. Ustawa, uchwalona 2 kwietnia 1997 r., w referendum z 25 maja 1997 r. zyskała 52,71 proc. poparcia społecznego. Podpisana przez prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego 16 lipca weszła w życie 17 października 1997 r.

JAK CO ROKU 10 kwietnia obchodzono siódmą już rocznicę katastrofy smoleńskiej, w której zginął prezydent Lech Kaczyński i 95 innych osób. Uroczystości odbyły się na Cmentarzu Wojskowym na warszawskich Powązkach, gdzie znajduje się kwatera, w której pochowanych jest 28 ofiar tejże katastrofy, i w Świątyni Opatrzności Bożej, gdzie spoczywa m.in. ostatni prezydent na ucho dźstwie Ryszard Kaczorowski. UROCZYSTOŚCI z udziałem prezydenta Andrzej Dudy i premier Beaty Szydło odbyły się także przed Pałacem Prezydenckim. Wieczo rem ulicami miasta przeszedł MONITOR POLONIJNY


Monitor5:5 02/05/17 09:16 Page 5

Marsz Pamięci. W Sejmie uczczono 15 parlamentarzystów, którzy zginęli w katastrofie, składając kwiaty pod tablicami ich upamiętniającymi. W kancelarii premiera odsłonięto tablicę upamiętniającą prezydenta Lecha Kaczyńskiego, wicepremiera Przemysława Gosie wskiego i ministra Zbigniewa Wassermanna. Z kolei w Krakowie prezydent Duda uczestniczył w modlitwie przy grobie Lecha i Marii Kaczyńskich w krypcie katedry na Wawelu. Razem z nim hołd tragi cznie zmarłym rodzicom oddała Marta Kaczyńska wraz córkami. W WARSZAWIE, 12 kwietnia, spotkali się ministrowie spraw zagraMAJ 2017

Z Marcinem Szczygielskim o jego nałogu, czyli o... książkach

U

dało nam się spotkać w Wiedniu, na premierze jego sztuki „Wydmuszka“. Podczas rozmowy opowiedział nam o swoim nałogu, dlaczego interesują go ludzie wykluczeni, jak udało mu się osiągnąć sukces i dlaczego chętniej pisze dla dzieci i młodzieży niż dla dorosłych. Marcin Szczygielski to nie tylko doskonały pisarz, ale i ciekawy rozmówca, z którym można porozmawiać na każdy temat. Spotykamy się na wiedeńskiej premierze Pana sztuki „Wydmuszka“. Jest Pan zadowolony z tego, jak została ona tu przygotowana? Tak. Mówi się, że najlepszy autor dla reżysera przedstawienia czy filmu to taki, który już nie żyje. Ja jestem wygodnym autorem, ponieważ jestem za każdym razem zachwycony tym, że postaci, które wymyśliłem, wstają z kart papieru i pojawiają się przede mną. Po postawieniu ostatniej kropki, obojętnie, czy jest to koniec sztuki, czy książki, przestaje ona być moją własnością i żyje własnym życiem.

nicznych państw Grupy Wyszehradzkiej i Partnerstwa Wschodniego. Szef polskiego MSZ Witold Waszczykowski uznał, że w związku z konfliktem na Ukrainie Projekt Partnerstwa Wschodniego (Armenia, Azerbejdżan, Białoruś, Mołdawia, Ukraina, Gruzja) należy dostosować do pogarszającej się sytuacji w regionie. W rozmowach w Warszawie wziął też udział komisarz UE ds. europejskiej polityki sąsiedztwa i negocjacji akcesyjnych Johannes Hahn. OBECNY PRZEWODNICZĄCY Rady Europejskiej, a były polski premier Donald Tusk przyjechał

19 kwietnia do Warszawy, aby złożyć zeznania w warszawskiej prokuraturze w związku ze śledztwem, dotyczącym współpracy Służby Kontrwywiadu Wojskowego z rosyjską Federalną Służbą Bezpieczeństwa. Na Dworcu Cen tralnym w stolicy czekał na niego tłum zarówno zwolenników, jak i przeciwników. „Cała sprawa ma charakter wybitnie polityczny“ – powiedział Tusk dziennikarzom po opuszczeniu gmachu prokuratury. DNIA 21 KWIETNIA zmarła Magdalena Abakanowicz, światowej sławy rzeźbiarka. Miała 86 lat. Specjalizowała się w dużych, figu-

ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

cej ścieżek rowerowych, również tych turystycznych. Bardzo popularny staje się pomysł wypożyczania rowerów, tzw. rowery miejskie lub rowery gminne. Korzystając z telefonicznej aplikacji wypożyczamy taki rower ze specjalnie przygotowanych stojaków, a gdy najeździmy się do woli, oddajemy go, wpinając z powrotem w wyznaczonych do tego miejscach. W Warszawie pierwsza godzina jazdy kosztuje zaledwie złotówkę, w mojej gminie pierwszych dwanaście godzin jest bezpłatnych. Ten system działa w kilkunastu polskich miastach, ale jestem przekonana, że będzie się szybko rozrastał. O zaletach jazdy na rowerze można pisać długo, nie to jest jednak istotne. Wydaje mi się bowiem, że najważniejszy jest fakt, iż przejażdżki rowerowe – samotne, rodzinne, grupowe – dają nam poczucie wolności i bliskiego kontaktu ze światem. Odmładzają jak mało co. Czemu by więc nie spróbować? AGATA BEDNARCZYK

ralnych kompozycjach przestrzennych, w których wykorzystywała m.in. tkaniny. Jej prace nazwano – od jej nazwiska – abakanami. W 1965 roku na Biennale Sztuki w Sao Paulo Abakanowicz zdobyła za nie Grand Prix. W DNIU 22 KWIETNIA zmarł Witold Pyrkosz, król polskich seriali, który zasłynął m.in. z roli Pyzdry w „Janosiku“, Wichury w serialu „Czterej pancerni i pies“, Duńczyka w filmach „Vabank“ i „Vabank 2“, Balcerka z „Alternatyw 4“, oraz nestora rodu Mostowiaków w „M jak miłość“. Miał 90 lat. MP 5


Monitor5:5 02/05/17 09:16 Page 6

Mogło nie być szynki, mogło nie być kolorowego telewizora, ale książki były zawsze. Sztuka dotyczy świata kobiet. Jest Pan uważnym ich obserwatorem? Zdecydowanie. Przychodzi mi to bez trudu, ponieważ wychowywały mnie kobiety – w mojej rodzinie zawsze ich było więcej niż mężczyzn. Co Pana fascynuje w kobietach? Uważam, że kobiety są bardziej wszechstronne, postrzegają świat w większej liczbie wymiarów, głębiej go odbierają i odczuwają. W książkach raz biorę na warsztat bohatera męskiego, raz kobiecego, ale w przedstawieniach teatralnych jednak kobiety są dla mnie na pierwszym planie. Mężczyźni, nawet jeżeli w nich występują, i tak są przyćmieni kobietami. Pana życie charakteryzuje różnorodność – był Pan dyrektorem kreatywnym portalu Ahoj.pl, redaktorem tygodnika „Wprost“, projektował m.in. makietę graficzną magazynu „Gala“, pracował w redakcji pisma poświęconego mieszkaniom itp. Pana książki także dotyczą bardzo różnych tematów. Z czego to wynika? Dosyć łatwo się rozpraszam i interesuję różnymi rzeczami. To jest przydatne w pisaniu beletrystyki, ale na pewno nie potrafiłbym być publicystą, zajmującym się opracowaniami faktograficznymi, bo zbyt szybko tracę zainteresowanie tematem. Ale napisał Pan faktograficzną książkę o zespole „Filipinki“. W „Filipinkach“ występowała moja mama i wszystkie przyszywane ciocie, więc tym tematem żyłem od dziecka. Dodatkowo czułem się winny, że przez to, iż przyszedłem na świat, mama przestała śpiewać. Czułem się w obowiązku, żeby utrwalić ją i jej koleżanki.

Wydała mi się ona niewiarygodnie nowoczesna jak na aktorkę występującą w latach 30. Większość z nich była naiwna, wręcz infantylna. Benita zdecydowanie wyprzedzała swój czas. Była trochę jak Marylin Monroe swego okresu. Nie potrafiłem zrozumieć, dlaczego tak mało o niej się mówi i pisze. Zacząłem szukać informacji i tak trafiłem do Domu Artysty Weterana w Skolimowie, gdzie niektóre osoby tam przebywające zechciały ze mną porozmawiać o niej. Zakładałem, że stworzę prawdziwą biografię, ale uświadomiłem sobie, że jest to niemożliwe. Z zebranych opowieści wyłaniał się bowiem obraz dziewczyny, która sporo kłamała na swój temat. Postanowiłem więc stworzyć beletrystkę obyczajową. Inspirowana nią postać odgrywa główną rolę. W ciągu 14 lat napisał Pan 8 książek dla młodzieży, 17 dla dorosłych. To średnio dwie książki rocznie. Jest Pan pracoholikiem? A może to wynik zdrowej samodyscypliny? Samodyscyplina jest niezbędna. Ponieważ prowadzę wydawnictwo, dzielę życie na pracę pisarza, twórcy, literata i wydawcy. Trudno to pogodzić w czasie, więc tak sobie to wymyśliłem, że dzielę rok na cztery okresy. Zimę najczęściej spędzam nad morzem i piszę. Wiosną, aż do czerwca, angażuję się w przygotowania do międzynarodowych targów książki, wydawania nowych publikacji. Potem do sierpnia znów mogę zająć się pisaniem. Zaś jesień to czas na drukowanie książek i ich sprzedawanie.

Napisał Pan tę książkę z poczucia winy? Ale też z miłości do mamy, moich cioć, do tamtego okresu i muzyki.

Całe Pańskie życie toczy się wokół książek! Moja mama zawsze stawiała książkę na piedestale. Mogło nie być szynki, mogło nie być kolorowego telewizora, ale książki były zawsze. Ona mi tę miłość do czytania wpoiła.

A co Pana zafascynowało w przedwojennej aktorce Inie Benito, która zainspirowała Pana do napisania książki „Poczet Królowych Polskich“?

Zatem to naturalna droga poprzez czytelnictwo do roli pisarza? Pochłaniając ogromną liczbę książek, jakoś to swoje słownictwo kształ-

6

towałem i jakby uczyłem się, jak słowa składać, budować zdania. W pracy pisarza niezbędne jest chyba też zamiłowanie do opowiadania historii i gawędziarstwa. Jest Pan gawędziarzem? Ponieważ jestem człowiekiem nieśmiałym, realizuję się w tej materii, pisząc. Rozmowy, które toczę w głowie z moimi bohaterami, w zupełności zaspokajają moją potrzebę interakcji międzyludzkich. Pisanie daje mi szczęście, a jeżeli człowiek się realizuje i czuje radość z tego co robi, wkłada więcej serca i robi to chętniej. W ten sposób wyłania się nam lista niezbędnych cech, które powinien posiadać pisarz. Coś jeszcze by Pan do tej listy dorzucił? Na pewno cierpliwość. To jest rzecz, której uczyłem się najdłużej. Kiedy się siada do komputera, do maszyny do pisania czy przed kartką papieru i patrzy się na ten pusty papier, to człowiek widzi ogrom pracy przed sobą. Taką górę do przepchnięcia. Trzeba nauczyć się mocno mobilizować i skupiać na poszczególnych etapach pracy. I to było dla mnie najtrudniejsze. Jak się domyślam na bezludną wyspę spakowałby Pan książki. Myślę, że tak, aczkolwiek kiedy zacząłem pisać, mniej czytam, a jeśli już, to najczęściej to, co jest mi potrzebne do pracy.

Gdy dorastałem, czytanie było jedyną dostępną dla mnie formą rozrywki. Mówi się, że w dzisiejszych czasach niemal każdy chce pisać, a mało kto czyta. Oby więc po tym Pana wyznaniu ludzie nie przestali zupełnie czytać. Mam nadzieję, że nie przestaną. Zwykło się mówić, że dzieci mało czytają, ale kiedy jeżdżę do szkół na spotkania z dziećmi, widzę, że to nieprawda. Ale Pan znalazł sposób, jak zainteresować dzieciaki książkami. MONITOR POLONIJNY


Monitor5:5 02/05/17 09:16 Page 7

Trochę tak, ale o to zainteresowanie trzeba zabiegać, raz tych czytelników jest więcej, raz mniej. Kiedyś, gdy ja dorastałem, czytanie było jedyną dostępną dla mnie formą rozrywki. Mama pracowała na dwóch etatach, nie było jej w domu przez większą część doby, widywałem ją tylko rano i przez dwie godziny po południu, większość czasu spędzałem w domu sam. Kiedy miałem 8 lat, zacząłem nałogowo czytać książki. To chyba dobry nałóg? No tak, ale raz w miesiącu wybierałem się do przychodni lekarskiej i kłamałem lekarzowi, że jestem bardzo chory, by ten dał mi zwolnienie. Potem wypożyczałem z biblioteki 5 – 6 ksią-

żek, kupowałem dwa kilogramy ziemniaków, wrzucałem je do piekarnika, siadałem po turecku przy kuchence i czytałem w oczekiwaniu, aż się ziemniaki upieką. Myśli Pan, że coś podobnego robią Pana czytelnicy? Nigdy tak otwarcie nie rozmawiałem z moimi małymi czytelnikami, bo i tak niektórzy nauczyciele podczas spotkań autorskich nie wiedzą, jak zareagować, gdy czasami powiem coś niepedagogicznego. Zapraszają Pana do szkół na spotkania z uczniami, ponieważ Pana książki są w spisie lektur? Trzy moje książki były na liście lektur uzupełniających, ale już ich nie

Dowiedziałem się, że „Arka czasu“ jest w spisie lektur w Austrii. będzie. Dowiedziałem się, że „Arka czasu“ jest w spisie lektur w Austrii, co mnie bardzo ucieszyło. W „Arce czasu“ porusza Pan temat getta warszawskiego. Skąd taki pomysł? Interesują Pana ludzie wykluczeni? Na pewno tak. Ja sam się czuję trochę wykluczony z różnych powodów i zawsze się identyfikowałem z bohaterami wykluczonymi. Ze wstydem zorientowałem się, że mimo iż w Warszawie się wychowywałem, chodziłem do szkoły, która znajdowała się na terenie byłego getta, w ogóle nie mia-

łem pojęcia o tym, czym getto warszawskie było. Dzięki Stefanii Grodzieńskiej (pisarka, autorka, satyryczka, 1914 – 2010 - przyp. od. red.), która mi o tym opowiadała, zacząłem się interesować gettem, poznawać jego historię. Przez ładnych parę lat czytałem relacje ludzi ocalałych w holokauście, relacje mieszkańców getta. Szukałem senesu w tym, co się stało, i chciałem zrozumieć, jak to się mogło wydarzyć.

ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

Znalazł Pan sens? Nie. Ale myślę, że ta potrzeba zrozumienia jest motorem, który napędza wszystkich, zajmujących się tą tematyką.

MAJ 2017

Ten temat interesuje czytelników? Wydaliśmy w „Latarniku“ książkę Krystyny Żywulskiej pt. „Pusta woda“. To jest jej autobiografia z okresu, który przeżyła w getcie. 7


Monitor5:5 02/05/17 09:16 Page 8

Obserwowałem reakcje ludzi, którzy podchodzili do naszego stoiska na targach książki, brali do ręki egzemplarz ze względu na bardzo atrakcyjną okładkę. Kiedy dowiadywali się, że to o getcie warszawskim, odkładali książkę, mówiąc, że nie będą czytać, bo to takie smutne losy. Wtedy uświadomiłem sobie, że jeśli tak będziemy do tego podchodzili, to pamięć o tych wydarzeniach się zatrze. One zostaną sprowadzone do faktu historycznego, który nie będzie skłaniał ludzi do myślenia. Pańskim sposobem, żeby zainteresować młodszych czytelników tym tematem, jest właśnie książka „Arka czasu“? Tak. Być może dorośli już są straceni, mają wyrobione zdanie i wygrywa u nich niechęć do tego tematu, ale dzieci można zainteresować. Moja książka nie jest kompendium wiedzy ani podręcznikiem historycznym, ale impresją z życia dziecka w getcie warszawskim. Dodatkowo okraszoną fantastyczną nutą. W pewnym wymiarze można nawet powiedzieć, że jest to książka przygodowa. Pisząc ją i wypuszczając z rąk, miałem nadzieję, że ja tych młodych ludzi skłonię do zadawania pytań. Skłonił Pan? Ku mojemu zdumieniu i radości spotkałem kilkoro małych czytelników, którzy bardzo się tym tematem zainteresowali. Największym zaskoczeniem i najwspanialszym przeżyciem było spotkanie z ośmiolatką, z którą przyszli rodzice. Oni nie mieli bladego pojęcia o getcie warszawskim, a ona przeczytała „Arkę czasu“ i zmusiła ich, żeby w każdy weekend

ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

8

Odczuwam głębszą satysfakcję, pisząc książki dla młodzieży niż dla dorosłych. chodzili na teren getta, oglądali miejsca, gdzie kiedyś stały jego mury. Myślę, że jeśli jedna, dwie czy dziesięć osób tak podejdzie do tematu, to jest to sukces. Zatem opłaca się taka praca, choćby tylko dla kilkorga czytelników? Myślę, że tak. Tak to jest z pisaniem książek dla młodzieży, które mają stosunkowo niską sprzedaż. O ile książek dla dorosłych sprzedamy 10 tysięcy, o tyle dla młodzieży – powiedzmy 2 tysiące. Wynika to z tego, że dzieci są małe, nie decydują o sobie, nie zarabiają pieniędzy, są skazane na to, co kupią ich rodzice. Ale jeśli jednemu dziecku da się książkę i ona mu się spodoba, to ono zaniesie ją kolejnym kilkunastu czytelnikom. Czuje Pan, że spełnia jakąś misję? Nigdy tak o sobie nie myślałem, ale na pewno odczuwam głębszą satysfakcję, pisząc książki dla młodzieży niż dla dorosłych. Mam wrażenie, że w ten sposób robię coś ważnego. Znalazł Pan swoją niszę? Zdecydowanie tak. Być może moja psychika pisania jest właściwsza dla dziecięcego odbiorcy. Jesienią ubiegłego roku na ekrany kin weszła ekranizacja Pana książki „Za niebieskimi drzwiami“. To udany film? Bardzo. Producenci nawet się nie spodziewali, że będzie on cieszył się aż takim zainteresowaniem. W Polsce do tej pory film obejrzało 239 tysięcy

widzów. To teoretycznie niedużo, ale to jest pierwszy film dla młodzieży, który powstał w Polsce od ładnych kilku lat. To ogromna satysfakcja i radość. Oglądając ten film, odczuwałem pewien rodzaj dumy i cieszyłem się, że wreszcie doszło do realizacji filmu, ponieważ sprzedałem prawa do ekranizacji wszystkich moich książek, ale do tej pory nic z tego nie wychodziło. Po tym sukcesie zapowiadane są kolejne ekranizacje. Będą to „Czarny młyn“ i „Arka czasu“. A nad czym Pan obecnie pracuje? Zimą pisałem książkę, którą planuję wydać we wrześniu. Będzie to pozycja z rodzaju science fiction, skierowana do trochę starszych nastolatków. Jestem ciekaw, jak mnie przyjmą czytelnicy, jak zareaguje środowisko związane z tego rodzaju literaturą, które jest bardzo skonsolidowane i w naszym kraju dosyć hermetyczne. To jest dziewiczy dla mnie teren, do którego się zapuściłem z ogromną radością, bo lubię ten gatunek. Druga pozycja, którą będę się zajmował latem, to kolejny tom cyklu o Majce, który piszę od paru lat, a który adresowany jest do młodszych czytelników. Zaczęło się to od „Czarownicy piętro niżej“. Do tej pory napisałem trzy tomy, teraz będzie kolejny. Dzieci lubią ten cykl? Tak, bo książki są zabawne, a mnie pisanie ich sprawia ogromną radość. To dla mnie relaks. Czwarta część będzie miała tytuł „Bez piątej klepki“. Ooo, pamiętam z dzieciństwa, że była już taka książka, która miała w tytule klepkę... Tak, Małgorzata Musierowicz napisała „Szóstą klepkę“. Proszę sobie wyobrazić, że to była jedyna klepka, wykorzystana w tytule książki. Bardzo mnie to zdziwiło, kiedy to odkryłem, bo to przecież znany frazeologizm, często pojawiający się w języku potocznym. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA, Wiedeń MONITOR POLONIJNY


Monitor5:5 02/05/17 09:16 Page 9

Odkurzanie wnętrza, czyli

P

remierowe przedstawie nie „Wydmuszki“ Marci na Szczygielskiego miało miejsce 7 lat temu na deskach warszawskiego Teatru Komedia. Wystąpiły w nim wówczas znane i cenione aktorki: Anna Guzik i Joan na Liszowska. W wiedeńskiej adaptacji sztuki, którą wyreżyserowała nasza redakcyjna koleżanka Magda lena Marszałkowska, zagrały równie doskonałe aktorki ze Stowarzyszenia XYZ: Ka tarzyna Kuczer i Agnieszka Małek. Obie znane naszej publiczności z występów w Bratysławie. MAJ 2017

„Wydmuszka“ po wiedeńsku

Mała mieścina, jakich w Polsce wiele. Biblioteka publiczna, a w niej pracownica, którą – wydawać by się mogło – nie czeka już w życiu nic ciekawego. Jej dni płyną wolno, monotonnie, między pracą a domem, w którym czeka na nią kontrolująca jej życie

nadopiekuńcza matka. Jedynie książki i opisane w nich historie miłosne zdają się być odskocznią dla Haliny, starej panny (w tej roli Agnieszka Małek). Ale oto w tym tunelu pojawia jakieś światełko. Tym światełkiem pełnym tanich błyskotek jest Roksana (grana przez Katarzynę Kuczer) – materialistka, żona swojego męża, której życie toczy się wokół zakupów. Dwa pozornie diametralnie różne światy, których nie da się połączyć? Nic bardziej mylnego, bo oto widzimy, jak życie obu pań się zmienia, jak wzajemnie pokazują sobie inne wartości, inspirują i nabierają odwagi, by wejść na nieznany dotąd dla nich ląd. Ich życia nabiera zupełnie innego kształtu. Dzięki Szczygielskiemu docieramy i do Casablanki, i do wnętrza kobiecych dusz. Zaczynamy wierzyć, że da się przeskoczyć to, co wcześniej było nie do przeskoczenia, że da się połączyć to, co się zdawało, że nigdy nie znajdzie wspólnego mianownika. A to wszystko okraszone wysublimowanym dowcipem.

Brawo Autor! Brawo Pani Reżyser! Brawa dla Aktorek! Jeszcze raz pokazaliście, że w polonijnych szeregach są pokłady uzdolnionych osób, które mogą nie tylko odgrywać, że zmieniają świat, ale realnie ten świat kształtować. A że trzeba zacząć od własnej duszy – to jasne! Warto więc wybrać się do „zakurzonej biblioteki“ w wiedeńskim Pygmalion Theater, w której da się „odkurzyć“ własne wnętrze. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA, Wiedeń

ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

9


Monitor5:5 02/05/17 09:17 Page 10

Wielkanoc po polsku

„Polska muzyka na zamku” koncert kwartetu smyczkowego Altra Volta z Katowic. Zgromadzeni licznie miłośnicy muzyki mogli wysłuchać nie tylko klasycznych dzieł Chopina, Elsnera, Wieniawskiego i innych, ale i mniej znanej na Słowacji polskiej muzyki filmowej, która zakończyła koncert. W wywiadach dla Radia Regina i TV Severka uczestnicy koncertu wyrażali swoje zaskoczenie różnorodnością i pięknem polskiej muzyki.

w Budatińskim Zamku

M

uzeum Poważskie udostępniło Stowarzyszeniu „Polonus“ odnowione pomieszczenia Budatińskiego Zamku i wieży w Żylinie, w których odbyły się Dni Polskiej Kultury, przygotowane przez Stowarzyszenie „Polonus“.

ZDJĘCIA: STOWARZYSZENIE „POLONUS“

W weekend 8 i 9 kwietnia atmosferę na zamku zdominowała polska tematyka, co spotkało się z dużym zainteresowaniem mieszkańców Żyliny i jej okolic, a także turystów. W sobotę w ramach projektu „Wielkanoc – polskie tradycje“ zaprezentowano polskie zwyczaje wielkanocne. Pre zentacji towarzyszyła degustacja żywieckiego żurku, który znikał tak szybko, jak i ulotki z przepisem na niego. W niedzielę w odnowionej kapliczce odbył się w ramach projektu

Przepiękna sceneria Budatińskiego Zamku i interesujący programy to najlepsza wizytówka polskiej kultury w przedswiątecznym okresie. Realizacja obydwu projektów – „Wielkanoc – polskie tradycje“ oraz „Polska muzyka na zamku“ – była możliwa dzięki dofinansowaniu z MSZ PR za pośrednictwem Ambasady RP. STOWARZYSZENIE „POLONUS“

ZDJĘCIE: DOROTA CIBIŃSKA

10

MONITOR POLONIJNY


Monitor5:5 02/05/17 09:17 Page 11

Tradycyjne święcenie pokarmów w Mariance Ś

ZDJĘCIA: ANNA MARIA JARINA

Niedziela Palmowa W

Niedzielę Palmową w odprawianej w języku polskim mszy w kościele sióstr szkolnych de Notre-Dame w Bratysławie wzięło udział kilkunastu naszych rodaków. Przynieśli oni ze sobą zarówno bardzo tradycyjne, jak i mniej tradycyjne palmy, z których wybrano tę najpiękniejszą. Okazała się nią palma, przyniesiona przez państwa Sobków, którym D.C. gratulujemy. MAJ 2017

więcenie pokarmów jest jedną z polskich tradycji wielkanocnych. Dzięki gościnności ojca Michała Krzysztofowicza, przełożonego Generalnego Zgromadzenia Braci Pocieszycieli z Getse mani, w Wielką Sobotę, 15 kwietnia, do sanktuarium Matki Bożej w Mariance przybyło wielu chętnych, by dokonać tego obrzędu.

sterzami na tradycyjnej kawie. W tym roku przybyły tłumy i pewnie z tego względu ojciec Michał ugościł ich głównie głębokim zamyśleniem nad siłą i znaczeniem Świąt Wielkanocnych. Licznie zgromadzone dzieci cieszyły się z kropidła, którym ojciec generał szczodrze kropił, wprowadzając je w atmosferę śmigusa-dyngusa. Poświęcone pełne przysmaków koszyczki,

W poprzednich latach, kiedy to w święceniu pokarmów brało udział niewielu rodaków, po obrzędzie spotkali się oni z polskimi duszpaozdobione bukszpanem i pieczonymi barankami, można było odnieść na świąteczne stoły. ANNA MARIA JARINA

11


Monitor5:5 02/05/17 09:17 Page 12

Ze

smutkiem przyjęliśmy wiadomość (podaną w kwietniowym MP) o śmierci pana Antoniego Jabłońskiego, nestora bratysławskiej Polonii, znanego całej polonijnej wspólnocie na Słowacji.

Pamięci legionistów polskich K

lub Węgrów w dzielnicy Koszyce-Północ, Klub Polski w Koszycach, Konsulat Generalny Węgier w Koszycach wraz ze samorządem dzielnicy Koszyce-Ťahanovce przygotowały – jak co roku – uroczystość ku czci legionistów polskich, poległych pod Koszycami podczas walk narodowowyzwoleńczych w latach 1848-1849.

Pana Antoniego poznałem na początku mego urzędowania w Bratysławie, w 1997 roku. Dobijał wtedy do osiemdziesiątki i był w znakomitej formie zarówno fizycznej, jak i psychicznej. Był żywym przykładem poplątanych losów naszych rodaków, urodzonych jeszcze w czasie I wojny światowej, na pograniczu Galicji i Królestwa Węgier. Trzeba wyraźnie podkreślić – przykładem budującym i pozytywnym.

Uroczystość odbyła się 28 marca przy renesansowym obelisku w pobliżu osiedla Ťahanovce. Najpierw głos zabrał starosta dzielnicy Ťahanovce Cyril Betuš, potem konsul generalny Węgier na Słowacji Haraszti Attila oraz prezes Klubu Węgierskiego Göőz László, a na koniec prezes Klubu Polskiego w Koszycach Štefánia GajdošováSikorská. Przemawiano w trzech językach, co stanowiło symboliczny przejaw przyjaźni trzech narodów mieszkających razem na Słowacji. Kolejne takie spotkanie odbędzie się za rok. SG ZDJĘCIA: MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

12

MONITOR POLONIJNY


Monitor5:5 02/05/17 09:17 Page 13

P O Ż E G N A N I E P O L A K A , K T Ó RY S Z E Ś Ć R A Z Y Z M I E N I A Ł O BY WAT E L S T WO Urodził się 8 maja 1917 roku w Jabłonce na Orawie jako poddany cesarstwa austro-węgierskiego. Po zakończeniu wojny na dwa lata stał się obywatelem Czechosłowacji. W 1920 roku, po plebiscycie, Jabłonka została włączona do Polski, co jej obywatelom dało kolejną przynależność państwową – tym razem polską. To był bardzo ważny etap życia pana Antoniego, o którym bardzo pięknie opowiedział 7 lat temu Małgorzacie Wojcieszyńskiej. Z tej, pełnej nostalgicznych wspomnień rozmowy powstał jego portret zatytułowany „Przeżyć tak wiele i zachować pogodę ducha” (MP 1/2010). Dowiedzieliśmy się z niego, że po zdaniu matury w nowotarskim gimnazjum w 1935 roku, gdzie nauczył się m.in. greki, łaciny i języka niemieckiego, rozpoczął studia na Politechnice Warszawskiej, przerywane koniecznością zarabiania pieniędzy, potrzebnych na ich kontynuację. Początek II wojny światowej przeżył pomiędzy Częstochową, gdzie odbywał praktykę, a Warszawą, gdzie jako ochotnik (miał 22 lata) w służbach pomocniczych brał udział w obronie Warszawy. Pod koniec września, kiedy Warszawa upadła, wrócił na rowerze do swojej rodzinnej Jabłonki, która została włączona do I Republiki Słowackiej. Jedyną szansą kontynuowania studiów był wyjazd pana Antoniego do Bratysławy, z czego skorzystał. Już po raz czwarty w swoim krótkim życiu, w związku z zaistniałą sytuacją zmienił swoje obywatelstwo, tym razem na słowackie. Ale o swoich polskich korzeniach nie zapomniał, podejmując współpracę z polskim ruchem oporu, co o mały włos nie skończyło się dla

Antoni Jabłoński (1917-2017)

MAJ 2017

niego tragicznie. W czasie wojny, już jako asystent na politechnice w Bratysławie, ożenił się z poznaną w pracy konspiracyjnej dziewczyną, pochodzącą – tak jak on – z Ja błonki. Po wojnie, mając zapewnioną pracę jako inżynier przy budowie najważniejszych inwestycji wodnych na Wagu i Dunaju, jako obywatel Czechosłowacji (piąta zmiana!) pozostał w Bratysławie, gdzie jego rodzina powiększyła się o czwórkę dzieci (dwóch synów i dwie córki). Wracam do początku naszego poznania. Pan Antoni bywał na wszystkich spotkaniach w ambasadzie i Instytucie Polskim (wcześniej Ośrodku Informacji i Kultury Polskiej). Mimo że 1 stycznia 1993 r. – po podziale Czechosłowacji – po raz szósty musiał zmienić obywatel-

stwo, zawsze podkreślał i eksponował swoją polskość i polskie korzenie. Często na tych spotkaniach zabierał głos, używając pięknej, trochę przedwojennej polszczyzny, z tym zapomnianym już w polskim języku „ł”, znanym młodemu pokoleniu ze starych piosenek czy recytacji. Zawsze w odprasowanym garniturze i pod krawatem. Wielokrotnie rozmawialiśmy, również w cztery oczy, o polskich i o słowackich problemach; były to wszakże czasy bardzo dynamiczne. Pan Antoni zawsze starał się znaleźć sposób na wytłumaczenie sytuacji, a nie na poszukiwanie winnych jakichś chwilowych niepowodzeń. Ostatni raz widzieliśmy się 3, a może 4 lata temu na opłatkowym spotkaniu w ambasadzie przy Hummelovej. Pan Antoni wzruszył mnie swoją pamięcią, bo nie dość, że mnie poznał, to w rozmowie wracał do spraw, o których żywo dyskutowaliśmy ładnych parę lat wcześniej. Polska była do końca czymś dla niego najdroższym. Mam głębokie przekonanie, że długie życie pana Antoniego Jabłoń skiego, któremu do okrągłej setki zabrakło zaledwie kilku tygodni, nagrodzone zostanie w jego nowej ojczyźnie szczęściem wiekuistym, gdzie już nie będzie musiał zmieniać obywatelstwa. Pozostanie też w naszych – polonijnych i słowackich – sercach jako wspaniały przykład człowieka, pełniącego funkcję łącznika naszych narodów. Dziękujemy Ci, Drogi Panie Antoni, za to, że przeżywając tak wiele, zachowałeś pogodę ducha, także nam jej udzielając. JAN KOMORNICKI Ambasador RR w RS w latach 1997-2003 13


Monitor5:5 02/05/17 09:17 Page 14

W

idywałam Go na różnych przedsięwzięciach w Instytucie Polskim w Bratysławie, gdzie chętnie zabierał głos, szczególnie wtedy, gdy mowa była o II wojnie światowej. Pomyślałam więc, że warto byłoby nakręcić film dokumentalny, by utrwalić pamięć o jednym z tych, którzy przeżyli koszmar wojny. Spotkaliśmy się kilkakrotnie. Dzięki czemu mam 24 godzin nagranego materiału. Zdjęcia kręciliśmy w plenerze - most Lafranconi, Gabčikovo, kilkakrotnie Instytut Polski i jego mieszkanie. W Jabłonce, skąd pochodził, byłam sama. Powstanie więc obraz o życiu świadka całego stulecia – pana Antoniego Jabłońskiego.

Od początku Był jednocześnie Polakiem i Słowakiem, a nie Słowakiem polskiego pochodzenia czy Polakiem naturalizowanym na Słowacji. W dzisiejszych czasach, gdy wszyscy korzystamy z dobrostanu wielonarodowościowej, zjednoczonej i demokratycznej Unii Europejskiej, możemy mieszkać, gdzie chcemy i poruszać się swobodnie w strefie Schengen, trudno wyobrazić sobie, że kiedyś mogło być inaczej – nie ruszając się z własnej wsi, można było być obywatelem różnych państw. Światowa historia wkraczała w życie człowieka bez względu na to, czy był on aktywnym czy pasywnym obywatelem. Żadna z tych postaw nie zapewniała bezpieczeństwa. Pan Jabłoński był człowiekiem aktywnym. Żeby go wspominać, trzeba – jak mawiał – zacząć od początku.

rzyszenie „Limba“, którego działalność polegała na współpracy i okazywaniu sobie pomocy. Udawało się im pomagać uciekinierom z Polski, którzy przez zieloną granicę przedostawali się do Budapesztu. Uciekinierzy udawali kuzynów z Jabłonki, otrzymywali cenną chwilę odpoczynku w swej wojennej tułaczce – przede wszystkim nocleg i jedzenie. I tak pan Antoni spotkał się z historią w osobie Wacława Felczaka. To spotkanie zmieniło jego życie. Hungarysta

Odszedł świadek całego stulecia

Jabłonka – z monarchii do Polski Szkoły, w których kształcili się jego rodzice, nie były ani polskie, ani słowackie. Antoni urodził się w monarchii austro-węgierskiej, w podtatrzańskiej Jabłonce, wsi bardziej góralskiej niż narodowej. Po odrodzeniu się Rzeczpospolitej również tutaj nastąpił skok cywilizacyjny. Młodzież z Ja błonki studiowała w Warszawie czy Lwowie. Nie było to łatwe. Pan Anto ni, studiując na Politechnice War szawskiej, nieraz przymierał głodem. Ale zdarzyło się coś jeszcze gorszego – wybuchła II wojna światowa. Stu dent Jabłoński pojechał na rowerze z oblężonej Warszawy do Jabłonki. 14

ZDJĘCIE: MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

„Limba“ Tymczasem jego wieś znów zmie niła przynależność państwową, a on stał się słowackim prinavrateným bratom. I wtedy, paradoksalnie, los się odmienił. W Bratysławie powstała wyższa uczelnia, do której się zapisał i mógł studiować dzięki stypendium. Mieszkał w wówczas najnowocześniejszym w Europie akademiku. No i się zaczęło. Chło pcy z Jabłonki założyli tajne stowa-

Felczak był polskim kurierem, łącznikiem pomiędzy rządem na uchodźctwie a krajem. Mimo tragicznych doświadczeń wojennych Felczak działał do 1948, kiedy to został złapany w Czechosłowacji. W komunistycznej Polsce spędził osiem lat w więzieniu. Pod koniec lat 80. stał się inspiracją dla węgierskich dysydentów, np. dla Viktora Orbana, założyciela Fideszu. Zmarł w 1993 roku.

MONITOR POLONIJNY


Monitor5:5 02/05/17 09:17 Page 15

Młody inżynier Panu Jabłońskiemu udało się dożyć prawie stu lat, mimo iż chwilami jego losy były dramatyczne. Felczak został złapany przez gestapo – na szczęście udało mu się uciec. Sytuacja zaczęła się zagęszczać. „Limba“ wręczyła biało-czerwonych bukiet prof. Szubikowi, w podzięce za jego świadectwo o Katyniu. Zaczęto śledzić ludzi „Limby“. Pan Jabłoński musiał chronić żonę, będącą w błogosławionym stanie. Uciekli do Jabłonki, przedzierali się przez tereny objęte działaniami wojennymi. Na szczęście wszystko skończyło się dobrze i po wojnie młody inżynier zaczął budować słynne słowackie zapory rzeczne. Jego rodzina się rozrastała. Praca nie była łatwa, wiązała się z przeprowadzkami z miejsca na miejsce. Nie ma chyba zapory wodnej na Słowacji, w której nie maczałby palców inżynier Jabłoński. A z jaką dumą pokazywał mi zaporę Gabčikovo! Mnie jednak słowo „dielo“ bardziej kojarzyło się z „dziełem“ niż zaporą.

Organizator, gitarzysta, recytator... Antoni Jabłoński był człowiekiem pogodnym i życzliwym, o niezwykłej energii. Osiągnął wiele sukcesów zawodowych i rodzinnych. Był świetnym inżynierem, organizatorem, grał na gitarze, śpiewał, układał piosenki, recytował z pamięci „Pana Tadeusza“ – denerwował się, gdy zapomniał któregoś słowa, ale zaraz sobie je przypominał, choć był już po dziewięćdziesiątce. Bardzo kochał swoją żonę, z którą spędził więcej niż siedemdziesiąt lat! Był człowiekiem spełnionym, który otrzymał wiele talentów i mimo meandrów losu, nie zmarnował ich. Będziemy go wspominać z życzliwością i szacunkiem. Mam nadzieję, że także podczas wspólnego oglądania filmu o Nim, który zostanie pokazany prawdopodobnie na jesień. JOANNA JĘDRUSIK MAJ 2017

ZIELONE PŁUCA P LSKI W

sobotnie przedpołudnie razem z sąsiadami sadziliśmy drzewa przed naszym domem w Pezinku. Było to ciekawe przedsięwzięcie, które nie tylko zacieśniło więzy międzysąsiedzkie, ale też upiększyło okolicę, w której żyjemy. Jak tylko pamiętam, na moim rodzinnym osiedlu w Poznaniu zawsze było mnóstwo zieleni, o którą do dziś dba tam spółdzielnia mieszkaniowa. Tymczasem na Słowacji obywatele sami muszą sadzić drzewa i krzewy. Umieszczając młode drzewka w wykopanych dla nich dołkach, zamyśliłam się nad tym, jak ważna i jednocześnie niedoceniana jest obecność drzew w naszym życiu. To nie tylko schronienie przed palącymi promieniami słońca oraz miejsce życia ptaków, zwierząt i owadów, ale przede wszystkim zielone płuca naszej planety. Drzewa od tysięcy lat towarzyszą człowiekowi i zapewniają niezbędny do życia tlen. Ich rola w całym ekosystemie jest kluczowa. Korzystnie wpływają na klimat, poprawiają jakość powietrza i wód podziemnych oraz zwiększają bioróżnorodność. Zabiegani i pochłonięci codziennymi sprawami, przyzwyczajeni do obecności drzew zapominamy, że jesteśmy częścią natury i może dlatego tak wielu ludzi widzi w nich jedynie intratny interes. Złości mnie i zawstydza, gdy słyszę, iż w mojej ojczyźnie, gdzie drzewa są symbolem piękna polskiej przyrody, masowo się je wycina. Od początku roku w Polsce obowiązuje liberalne prawo dotyczące wycinki drzew na prywatnych gruntach, zgodnie z którymi nie jest potrzebne zezwolenie na wycinkę w przypadku drzew lub krzewów, rosnących na terenach nieruchomości, będących własnością osób fizycznych, i są usuwane na cele niezwiązane z prowadzeniem

działalności gospodarczej. Tymczasem w praktyce w całej Polsce w ramach tegoż prawa lecą wióry nawet stuletnich drzew. Polska dziennikarka i celebrytka Kinga Rusin przekonuje, iż dziennie z polskich lasów wyjeżdża 3,5 tysiąca 30-tonowych ciężarówek z drewnem. Pod ostrzami pił mechanicznych padają drzewa, które powinny być objęte ochroną, również te, które mają ponad 100 lat. Tracimy najpiękniejsze obszary leśne. Na terenie Puszczy Białowieskiej obowiązuje obecnie częściowy zakaz wstępu, gdyż – jak się przypuszcza – trwa tam masowa siekierezada. Polskie drewno jest obecnie najtańsze w Europie, dlatego biznes drzewny kwitnie w najlepsze. Mimo iż powstał projekt nowelizacji ustawy, temat w dalszym ciągu budzi ogromne kontrowersje i społeczne protesty. Jednym ze sposobów zwrócenia uwagi na potrzebę dbania o drzewa i ochronę środowiska naturalnego jest sadzenie drzew. W Polsce trwa właśnie kampania „Po stronie natury” wspierana przez producenta wody mineralnej Żywiec Zdrój, której ambasadorką została znana polska podróżniczka Martyna Wojciechowska. W ramach tej akcji na powierzchni 900 hektarów posadzono już 5 milionów buków, jodeł, jaworów i modrzewi. W całym kraju odbywają się edukacyjne pikniki, na których w zamian za 10 plastikowych butelek można otrzymać, a następnie posadzić drzewko. Każdy z nas lubi skryć się w cieniu drzewa w letnie gorące popołudnie. Każdy z nas lubi sycić oczy zielenią, spacerować po lesie lub zbierać grzyby w jesienne dni. Każdy z nas ma też realny wpływ na środowisko, w którym żyje. MAGDALENA ZAWISTOWSKA-OLSZEWSKA 15


Monitor5:5 02/05/17 09:17 Page 16

W odwiedzinach w ambasadzie

Ci,

którzy bywali w ambasadzie RP w Bratysławie, dobrze wiedzą, że należało dotrzeć na wzgórze, pojechać dwa przystanki trolejbusowe za parlament, by dostać się na ulicę Hummelovą. Niepozorny budynek, który z zewnątrz przypominał raczej garaż, skrywał sporych rozmiarów siedzibę polskiej ambasady z dużą salą, w której odbywały się przyjęcia, oraz taras ze wspaniałym widokiem na miasto. A jaka jest nowa siedziba? Postanowiliśmy to sprawdzić z aparatem fotograficznym, by pokazać to miejsce naszym czytelnikom. Udali śmy się więc na ulicę Pauliniho 7, gdzie w samym sercu słowackiej stolicy mieści się obecnie polska ambasada. Powiewające na jej budynku flagi Polski i Unii Europejskiej widać z daleka.

Olbrzymi klucz Kamienica prezentuje się okazale. Polska placówka wynajmuje połowę budynku, który został specjalnie przystosowany do pełnienia swojej funkcji według wymogów polskiego MSZ. Do środka prowadzi dwoje drzwi: oficjalne, przez które wchodzą oficjalne delegacje, a które specjalnie dla nas otwiera olbrzymim kluczem ambasador RP w RS Leszek Soczewica. I drugie drzwi, którymi wchodzą do środka pracownicy i petenci. Tu znajduje się ochrona budynku oraz specjalny pas, służący do prześwietlenia toreb czy bagaży. Ambasador zwraca naszą uwagę na to, że budynek jest przystosowany do potrzeb osób niepełnosprawnych, na które czeka specjalny podnośnik.

Pierwsze koty za płoty My najpierw udajemy się na piętro, do gabinetu ambasadora. Nie jest on wielki, ale w nowym budynku ambasady w ogóle nie ma wielkich pomieszczeń. W gabinecie stoją okazałe biurko, biblioteczka, ciężkie skórzane fotele, sofa i stolik, przy których am16

MONITOR POLONIJNY


Monitor5:5 02/05/17 09:17 Page 17

godność – zbyt mało miejsc parkingowych. Jest ich bowiem tylko sześć i mieszczą się na trzech poziomach garażu ze specjalną windą. Kolejnym minusem jest ciągnący się po sąsiedzku remont galerii, pod którą każdego dnia podjeżdżają samochody ciężarowe. „Niektórzy nam tego miejsca zazdroszczą, są bowiem takie placówki, które stale szukają dogodnej siedziby, a znalezienie takiej w Bratysławie wcale nie jest łatwe“ – ocenia ambasador. basador przyjmuje gości. „Pozwoliłem sobie zrezygnować z proponowanego nowoczesnego umeblowania, decydując się na meble, które są bardziej reprezentacyjne, a które służyły moim poprzednikom“ – zdradza ambasador. Leszek Soczewica rozpoczął swoją misję w listopadzie 2015 roku już w nowym budynku, do którego polscy dyplomaci przeprowadzali się jeszcze w październiku. Kiedy pytam ambasadora, kto był jego pierwszym oficjalnym gościem, wspomina wizytę polskiego ministra spraw zagranicznych Witolda Waszczykowskiego, którego w nowej siedzibie podejmował pierwszy raz w lutym ubiegłego roku. Z kolei ze słowackich

oficjeli jako pierwszych w nowych pomieszczeniach goszczono na początku zeszłego roku Štefana Rozkopala, szefa kancelarii prezydenta Kiski, oraz ówczesnego wiceministra spraw zagranicznych Igora Slobodnika.

Plusy i minusy Ambasada polska robi na gościach dobre wrażenie, choć ambasador zauważa też niedogodności. „Nie mamy za dużo miejsca, ale lokalizacja jest świetna“ – ocenia, choć właśnie z lokalizacją związana jest druga niedo-

ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

Słowaccy partnerzy szybko się przyzwyczaili do nowego miejsca, natomiast niektórym kolegom z korpusu dyplomatycznego zdarzyło się – jak nam zdradza ambasador – dotrzeć na Hummelovą i dopiero tam przypomnieć sobie, że polska placówka urzęduje już w centrum.

Sala z kominkiem Z gabinetu ambasadora udajemy się do największego pomieszczenia w budynku, z pięknym kominkiem, które może pomieścić 25-50 osób. „Tu przyjmujemy delegacje, szczególnie te większe, parlamentarne. Dwa razy wręczaliśmy tu odznaczenia i dwa razy odbyły się spotkania z polskimi studentami studiującymi na Słowacji“ – wymienia ambasador Soczewica. Większe przyjęcia, związane z państwowymi świętami, organizowane są jednak w innych miejscach, specjalnie w tym celu wynajmowanych salach. „Jasne, że byłoby lepiej mieć do dyspozycji własne pomieszczenia na kilkaset osób, ale radzimy sobie, wynajmując takie miejsca“ – mówi Soczewica. 17


Monitor5:5 02/05/17 09:17 Page 18

cy jej uroku“ – chwali moja rozmówczyni, której nie zniechęcił koszt takiego ceremoniału – 500 euro. „Każdy, kto pochodzi z odległych rejonów Polski, może ponieść duże koszty na dojazd – nawet przewyższające te 500 euro – by załatwić formalności przed ślubem, a tu w ambasadzie można wszystko załatwić z pomocą pana konsula“ – mówi Ewelina.

Cztery kondygnacje

ZDJĘCIE: ARCHIWUM EWELINY ZBYSZYŃSKIEJ

Pierwsi nowożeńcy W sali kominkowej, znajdującej się na pierwszym piętrze ambasady, konsul Jacek Doliwa udzielił jesienią ubiegłego roku pierwszego i jak do tej pory jedynego ślubu. Docieramy do młodożeńców– Eweliny i Krzysztofa Zbyszyńskich – którzy w obecności ok. 20 osób zawarli związek małżeński w polskiej placówce dyplomatycznej. Z sentymentem wspominają ten dzień, to miejsce i chwalą pracownika ambasady. „Pan konsul był bardzo cierpliwy, wyrozumiały. Podczas przygotowań do ślubu odpowiadał na każde nasze pytanie związane z uroczystością“ – wspomina Ewelina. Ceremonia trwała około 45 minut, łącznie z toastem. „Sala jest śliczna, zdobi ją zabytkowy kominek, dodają-

Budynek ambasady ma cztery kondygnacje: na parterze znajduje się konsulat i kilka innych pomieszczeń, na piętrze jest gabinet ambasadora, sekretariat, sala kominkowa, sala z zapleczem kuchennym i dwie toalety. Kolejne piętro mieści biura, a ostatnie to attachat wojskowy i mieszkanie dla pracownika ochrony. „Jest jeszcze jeden poziom – podziemny, w którym mieści się archiwum. Gdyby udało się nam przenieść je w inne miejsce, zyskalibyśmy interesującą salę spotkań“ – zdradza ambasador. Na wszystkie kondygnacje budynku można dostać się po schodach lub windą, zaś drzwi otwierane są za pomocą czipowych kart, które noszą przy sobie wszyscy pracownicy ambasady.

Konsulat Nasze zwiedzanie ambasady kończymy w mieszczącym się na parterze konsulacie. Urządzony jest nowocześnie, ma wygodną poczekalnię, minikącik z zabawkami dla dzieci, półkę z polskimi magazynami do poczytania. W ten sposób w ręce petentów dostanie się też nasz „Monitor Polonijny“. Tu na nas czeka konsul Jacek Doliwa, który od razu nas zaskakuje: „Szkoda, że nie przyszliście wczoraj. Byłaby sesja fotograficzna z wyrabiania paszportu dla najmłodszego jak do tej pory naszego obywatela, który rozkosznie upomniał się, by go przewinąć“. Konsul chwali nowoczesne pomieszczenia, choć dostrzega też niewielkie mankamenty. „Pracujemy przy otwartej kurtynie, czyli petenci cały czas mogą nas obserwować przez szybę“ – mówi. Nasza wizyta dobiega końca. Z podziwem oglądamy wykończenia, detale, ozdoby, kwiaty, obrazy, na które nam zwraca uwagę ambasador. One dodają polskiej placówce charakteru. Za drzwiami „kawałka polskiej ziemi“ czeka nas głośne, ruchliwe życie mieszkańców Bratysławy. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

18

MONITOR POLONIJNY


Monitor5:5 02/05/17 09:17 Page 19

Transgraniczne szlaki w Tatrach: dziesięć lat od likwidacji D

okładnie dziesięć lat temu po słowackiej stronie Tatr toczyła się bardzo emocjonująca dyskusja, która była dość krzywdząca wobec polskich użytkowników gór. Pół roku później miało dojść ( i doszło!) do epokowego wydarzenia: z dniem 22 grudnia 2007 roku Polska i Słowacja miały przystąpić do układu z Schengen. Po raz pierwszy od 1918 roku Tatry znów stały się wspólnym regionem bez kontroli granicznych, po raz ostatni taka swoboda tam panowała w czasach Austro-Węgier. Większość Polaków i Słowaków czekało na ten historyczny moment z nadzieją i zniecierpliwieniem. Ale nie wszyscy. W środowisku obrońców przyrody, ale także wśród zwykłych Słowa ków nasiliły się obawy, że po zniesieniu kontroli granicznych Polacy zadepczą słowackie Tatry. Obawiano się zwłaszcza o Liptowską Dolinę Cichą, podchodzącą od południowej strony pod Kasprowy Wierch. W słowackiej prasie twierdzono, że Polacy wjadą na szczyt kolejką, a następnie będą masowo schodzić do tej słowackiej doliny i przemienią ją w drugie Krupówki. Nagonka na polskich tuMAJ 2017

rystów była tak wielka, że poważnie myślano o zamknięciu słowackiego szlaku żółtego z Doliny Cichej na Kasprowy Wierch. Były też propozycje, by z dniem 21 grudnia 2007 roku zamknąć niemal wszystkie słowackie szlaki prowadzące do polskiej granicy, aby nawet po likwidacji kontroli granicznych, nie było można przekraczać granicy państwowej w Tatrach. Zostać miało jedynie przejście graniczne na Rysach i na Grzesiu. Do tak radykalnych obostrzeń nie doszło, ale kilka szlaków zamknięto. Między innymi szlak z Liptowskiej Doliny Cichej przez Dolinę Tomanową do schroniska na hali Ornak w Dolinie Ko ścieliskiej oraz ze słowackiej Doliny Juraniowej koło Orawic przez Bobrowiec do Doliny Chochołowskiej. Inne transgraniczne szlaki jednak pozostawiono – między innymi ten z Kasprowego Wierchu do Doliny Cichej czy z Doliny Cho chołowskiej przez Przełęcz Bobrowiecką do Orawic. W tym roku minie okrągła, dziesiąta już rocznica od momentu, kiedy można legalnie przekraczać granicę w tych miejscach. Doświa dczenie tych lat pokazuje

wyraźnie, że obawy z 2007 roku o „zadeptaniu słowackich Tatr przez Polaków” się nie potwierdziły – na słowackich odcinkach wspomnianych transgranicznych szlaków są pustki. Na ten fakt w ostatnich miesiącach zwróciła uwagę grupa polskich posłów z różnych klubów poselskich. Paweł Szramka, Kornelia Wróblewska, Monika Rosa, Barbara Bubula, Rafał Trzaskowski i inni posłowie wystosowali interpelacje w sprawie zamknięcia dziesięć lat temu szlaków transgranicznych, sugerując, by Ministerstwo Środowiska wraz ze słowackim partnerem zwróciło uwagę na tę kwestię i ewentualnie zamknięte szlaki ponownie udostępniło. „Niniejszą interpelację składam na prośbę turystów, którzy podnoszą kwestię zamkniętych od 9 lat polsko-słowackich szlaków turystycznych: w Dolinie

Tomanowej oraz z Doliny Juraniowej na Bobrowiec i stamtąd do Doliny Chochołowskiej. Szlaki te istniały od wielu dziesięcioleci i ich istnienie nikomu nie przeszkadzało – aż do grudnia 2007 r., kiedy Polska i Słowacja weszły do strefy Schengen. Pod wpływem krzywdzącej dla Polski paniki słowacki TANAP (Tatranský národný park) podjął w porozumieniu z polskim parkiem decyzję o zamknięciu kilku szlaków prowadzących do granicy. Wśród nich szlak z Doliny Cichej Liptowskiej przez Przełęcz Tomanową do Doliny Kościeliskiej, który był ciekawą opcją na przejście z Kasprowego na halę Ornak w Dolinie Kościeliskiej przez stronę słowacką. Zamknięto też szlak z Doliny Juraniowej przez Bobrowiec do Doliny Chochołowskiej, nad czym wielu pasjonatów gór ubolewa” – pisze w swojej interpelacji poseł Paweł Szramka. Na dzień dzisiejszy przywrócenie zamkniętych wówczas szlaków nie jest jednak rozważane. Władze obu krajów przyznają, że obawy o zadeptanie słowackich Tatr przez polskich turystów nie znalazły potwierdzenia w rzeczywistości, jednak pono wne udostępnienie tychże szlaków, zdaniem dyrekcji TANAP-u, nie byłoby obecnie wskazane. JAKUB ŁOGINOW

19


Monitor5:5 02/05/17 09:17 Page 20

G

dy legenda polskiej kinematografii Agnieszka Holland zabiera się za kino gatunkowe, na celownik biorąc thriller, to ja zacieram ręce i z radością biegnę do kina na własne oczy zobaczyć, co też z takiego mariażu intelektu twórczyni i krwawej jatki, której wymaga thriller, wyszło. Spodziewałam się, że będzie dobrze, bo Holland oprócz filmów ambitnych i wy magających reżyserowała w Hollywood choćby odcinki kultowego „House of Cards”, a kto zna ten serial, wie, że jest to rozrywka z klasą. „Pokot” reklamowany był jako thriller ekologiczny i to zaintrygowało mnie jeszcze bardziej, bo zupełnie nie wiedziałam o czym może być. Emerytowana pani inżynier Duszejko wyprowadza się na wieś, do malowniczej Kotliny Kłodzkiej, w pobli-

skiej szkole uczy dzieci angielskiego i prowadzi sielskie życie w zgodzie z naturą i rytmem pór roku. Jej najlepszymi przyjaciółmi są dwa psy, z którymi żyje w harmonii i celebrowaniu prostych radości. Duszejko to „dusza człowiek”, chętna do pomocy, stająca w obronie słabszych i walcząca o sprawiedliwość, gotowa podzielić się z potrzebującymi ostatnią koszulą. Taka postawa jest mało popular20

/

Lesne trupy

w mistrzowskiej odsłonie na w ostatnich czasach, w związku z czym sąsiedzi Duszejko zaczynają czuć w stosunku do niej irytację, a nawet agresję. Gdy pewnego dnia okazuje się, że psy Duszejko nie wróciły do domu, a w tajemniczych okolicznościach zaczynają ginąć myśliwi, atmosfera

mszczące się za wyrządzone przez człowieka krzywdy. Duszejko zaprzyjaźnia się z szalonym informatykiem, czeskim biologiem hipisem i młodą dziewczyną, walczącą o prawo do opieki nad bratem, przebywającym w domu dziecka. „Pokot” to mroczna, ale

się zagęszcza – wzajemne podejrzenia doprowadzają do niepokojów w okolicy. Psy nie wracają, a zamordowanych myśliwych przybywa. Jedyne ślady, pozostawione wokół ciał zmasakrowanych mężczyzn, należą do zajęcy, saren i dzików. Policja rozkłada ręce, nie wiedząc, co dalej, a Duszej ko wysuwa jedyną możliwą, choć mało prawdopodo bną hipotezę, że sprawcami morderstw są zwierzęta,

zarazem pełna humoru opowieść o grupie outsiderów, rzucających wyzwanie establishmentowi. Holland nie równoważy groteski z realizmem, brutalności z komizmem, tylko wrzuca wszystko do jednego wora, co nie spodobało się wielu krytykom, a przecież życie takie właśnie jest! Nie czarno-białe i jednowymiarowe. Najlepiej wiedzą o tym fani kina czeskiego, które mistrzowsko łączy smutek z ko-

mizmem. Duszejko, grana przez fantastyczną Agnieszkę Mandat, to postać skrojona na miarę najciekawszych antybohaterów znanych z popularnych seriali amerykańskich, takich jak choćby Dexter czy Breaking Bad. I lubimy, i nie lubimy, ale jednak trzymamy kciuki. Dodatkowo w „Pokocie“ odnajdziemy sceny, będące komentarzem do aktualnych wydarzeń i do dzisiejszej sytuacji ludzi wykluczonych, stojących w kontrze do triumfującej większości. Tak naprawdę to film o tym, że prawdziwa wrażliwość i empatia są obecnie nie tylko deficytowe, ale uznawane są za wariactwo, oznakę słabości, a okazywanie miłosierdzia doprowadza innych do agresji. To film o tym, co się może stać, gdy zapominamy o współodczuwaniu i szacunku dla każdej formy życia. W filmie, który powstał w koprodukcji Polski, Nie miec, Czech, Szwecji i Słowacji, zagrali obok Agnieszki Mandat także: Jakub Gierszał, Patricia Volny, Miroslav Krobot, Wiktor Zborowski, Borys Szyc, Tomasz Kot, Andrzej Grabowski, Katarzyna Herman, Marcin Bo sak i inni. Trzeba przyznać, że aktorsko film jest na najwyższym poziomie i nawet najdrobniejsze epizody są dopracowane do perfekcji. Nie bez powodu film zdobył Srebrnego Niedźwie dzia na Berlinale. Polecam Państwu gorąco, gdyż jest to jeden z tych filmów, po których w sali kinowej panuje cisza, albowiem każdy widz przeżywa go na swój sposób. To fantastyczna mieszanka kryminału, humoru i wrażliwości. MAGDALENA MARSZAŁKOWSKA MONITOR POLONIJNY


Monitor5:5 02/05/17 09:18 Page 21

Ch

oć wraz z mężem dużo podróżujemy, odkrywając najdalsze zakątki świata, to jednak mój małżonek nigdy jeszcze nie był w Rzymie. Postanowiłam więc zabrać go do… rzymskich term w Dudincach, by mógł odpocząć, zrelaksować się i przez chwilę poczuć namiastkę rzymskiej atmosfery. Jakież było jego zdziwienie, gdy stanęliśmy nad pustymi otworami w ziemi, porośniętymi trawą i chwastami. Oto rzymskie kąpieliska – oznajmiłam i głośno się zaśmiałam. Jego mina była bezcenna! Rzymskie gorące źródła (Rímske kúpele) to 32 otwory wyciosane przez człowieka w trawertynie. Znajdują się w Dudincach, małym miasteczku we wschodniej części Słowacji, u podnóża Kotliny Krupińskiej, ok. 17 km na północny wschód od miasteczka Šahy. Dzięki swojej lokalizacji na wysokości 145 m n.p.m. Dudince należą do miejscowości wypoczynkowych z najwyższymi rocznymi temperaturami i z największą liczbą słonecznych dni w ciągu roku. Największą atrakcją Dudiniec, oprócz ponad 700letniej historii, są wody termalne i niezwykłe formacje trawertynowe, położone na terenie miejscowego parku uzdrowiskowego. To właśnie one przyciągają miłośników atrakcji przyrodniczych i historycznych tajemnic. Wiek wulkanicznych źródeł szacuje się na ok. sto tysięcy lat. Ludzie korzystali z nich już w dobie kamiennej. Jeszcze w ubiegłym stuleciu niewielkie baseniki wypełnione były wodą mineralną o leczniczych właściwo-

Rzymskie Slady Słowackie perełki

ściach. Niestety, na skutek budowy nowoczesnych kąpielisk stężenie wód powierzchniowych zostało zmienione, co spowodowało, iż z wielu źródeł pozostało już tylko jedno. Nazwa Rímske kúpele przekazywana była z pokolenia na pokolenie i związana jest z imperium rzymskim, którego historia sięga w tych okolicach początku naszej ery. Uważa się, iż te niewielkie wanny w kamieniu zbudowali starożytni Rzymianie, którzy korzystali z leczniczego działania źródeł w Dudincach, ale nie ma na to jednoznacznych dowodów, Faktem jednak jest, iż stacjonowali oni w tych rejonach. Świadczą o tym znalezione w niedalekiej okolicy rzymskie monety z czasów Nerona i Antonina Piusa. Z rzymskimi kąpieliskami termalnymi w Dudincach związana jest ciekawa legenda o nimfie, która zna-

ZDJĘCIA: MAGDALENA ZAWISTOWSKA-OLSZEWSKA

MAJ 2017

lazła zagubionego syna potężnego rzymskiego wojownika Aquillii. Nimfa w zamian za obietnicę uwolnienia więźniów, wyrębu lasów i posiania pszenicy na okolicznych ziemiach zabrała wojownika na brzeg stawu z cudowną wodą o uzdrawiających właściwościach, gdzie leżał jego syn. Następnie przywróciła życie młodzieńcowi i oddała ojcu. Zaintrygowana tymi niezwykłymi kąpieliskami termalnymi, wyszukałam informacje, iż najwcześniejsza pisemna wzmianka o nich pochodzi z 1549 roku. Natomiast o ich leczniczych właściwościach po raz pierwszy wspomina profesor Craz w swojej pracy o balneologii z 1777 roku. W historycznych kamiennych wannach nie można już dziś skorzystać z kąpieli, ale współczesne ośrodki spa w Dudincach, należą do jednych z najważniejszych uzdrowisk na Słowacji. My skorzystaliśmy z dobroczynnych właściwości wód tego regionu, które zawierają w sobie sześć cennych pierwiastków mineralnych korzystnie działających na organizm i są stosowane w leczeniu m.in. chorób narządów ruchu, układu sercowo-naczyniowego, schorzeń reumatycznych i nadciśnienia. Czyste środowisko, interesująca historia, przyjazne warunki klimatyczne oraz piękne okolice stwarzają idealne warunki dla przyjemnego wypoczynku, nawet jeśli nie jest to Rzym. MAGDALENA ZAWISTOWSKA-OLSZEWSKA 21


Monitor5:5 02/05/17 09:18 Page 22

akacji na znająsię komunikacji? Czy kwiaty

W

arto rozmawiać? Na pewno. Pod warunkiem, że na rozmowę nie składają się dwa monologi. Teoria komunikacji mówi o tym jasno. Aby powstała wiadomość, musi istnieć jej nadawca. Aby informacja dotarła do celu, musi istnieć jej odbiorca. Odebranie wiadomości to jedno, zrozumienie (fachowo mówiąc – odkodowanie), to już zupełnie inna rzecz.

Nikt z nas nie jest tu bez winy. Niezależnie od wieku, płci i języka, którym się posługujemy, słyszymy tylko to, co chcemy słyszeć. Wypowiadamy zdanie i od razu zakładamy, że nasze intencje będą zrozumiane przez słuchacza. Aż dziwne, że pomimo odmiennych doświadczeń, poglądów i osobowości każdego z nas, ludzkość nadal jest w stanie skutecznie się komuniko-

wać. Chociaż... czy możemy jeszcze nazwać komunikacją przesyłanie sobie obrazkowych symboli, buziek i emotikonów? Dawno, dawno temu, gdy ludzie rozmawiali ze sobą, patrząc sobie w oczy, słowa były tylko dopełnieniem gestów. Ton głosu, uśmiech czy grymas twarzy, odpowiedni dystans – wtedy wszystko było jasne. Dzisiaj rozmawiamy (?) inaczej. Nikt już nie patrzy sobie w oczy, choćby nawet siedział przy jednym stole z rozmówcą. Zamiast tego wzrok wbity jest w ekran smartfona lub laptopa, a komunikacja tak naprawdę została sprowadzona do przesyłania sobie piktogramów i obrazków. Powrót do tradycji to dobra rzecz, czy jednak naprawdę musi to być powrót do epoki kamienia łupanego? Tymczasem udajemy, że jesteśmy specjalistami od komunikacji. W kosmos wysyłamy sondy w poszukiwaniu myślących istot na innych planetach. A gdy już takie pozaziemskie życie znajdziemy, to dopiero będzie komunikacja! Uczeni

Nie taka słaba płeć

T

ragedia każdej z bohaterek zaczynała się tak samo: walenie kolbami w drzwi, pośpiech w pakowaniu rzeczy najpotrzebniejszych do przeżycia, bydlęce wagony i kilkutygodniowa podróż w nieludzkich warunkach kilka tysięcy kilometrów w głąb Azji. Przerażający początek katorgi, niewoli i walki o przeżycie. „Dziewczyny z Sybe rii” to druga po „Dziewczynach z powstania” książka Anny Herbich (Wydawni ctwo „Znak”), poświęcona kobietom czasów wojny. Książka niezwykle ważna. Czyta się ją jednym tchem nie tylko dzięki niezwykłym historiom, ale i przystępne mu językowi. Z drugiej strony to książka trudna w odbiorze, bo zawarte w niej historie są drastyczne 22

i przepełnione okrucieństwem. Aż trudno uwierzyć, szczególnie nam, ludziom żyjącym w czasach walki o równość i prawa człowieka, że człowiek potrafi człowiekowi zgotować piekło na ziemi. Wojna rządzi się swoimi prawami, ale „Dziewczyny z Syberii” pokazują, że nie tylko na froncie można stracić życie, że cywile, kobiety, dzieci i starcy rzuceni gdzieś tysiące kilometrów od linii frontu mogą przeżywać cięższe katusze

niż żołnierze na polu bitwy. I że najokrutniejsze, bestialskie tortury nie są dziełem szatana, tylko człowieka, przepełnionego nienawiścią do drugiego człowieka, choćby za jego „inną” narodowość. Wtedy to dotknęło nas, Polaków. To my byliśmy „obcymi”, których traktowano gorzej niż bydło. Anna Herbich zebrała dziesięć historii kobiet, które przeżyły wywózkę na Sybir, nieludzki głód, najostrzejsze polarne zimy, sowieckie więzienia i katowanie podczas przesłuchań. Ich historie rozdzierają serce. Stefanię, która z Armii Krajowej trafiła do łagru z sowieckimi kryminalistami i mordercami, można było wygrać w karty – ten, kto ją wygrał, miał prawo zrobić z nią wszystko, nawet zabić. Danuta, zesłana jednym MONITOR POLONIJNY


Monitor5:5 02/05/17 09:18 Page 23

już obmyślają sposoby i sztuczne języki, które sprawdzą się w tej sytuacji. Czy będzie to język matematyki, czy telepatia, wierzymy święcie w możliwość porozumienia z kosmitami. Nie chcę być pesymistą, jednak wystarczy włączyć telewizor podczas politycznej debaty, aby skonstatować, że póki co my, Ziemianie, mamy z komunikacją problem na własnym podwórku. A zwierzęta? Może powinniśmy wzorować się na faunie, i to niekoniecznie tej udomowionej? Nikt nie jest większym specjalistą od mowy ciała. Pies, kot czy nawet koń – w ich przypadku ułożenie tułowia, ruch ogona czy strzyżenie uszami po przełożeniu na „ludzką mowę” zamieniają się w konkretne zdania. Kameleon zmienia barwy, dzikie ptaki stroszą piórka, a małpy... Ech, może to jednak nie najlepszy przykład. Cała nasza nadzieja w roślinach. Jak donoszą ostatnie badania, odkrywane są coraz to nowe sposoby komunikacji flory. Okazuje się, że kwiaty i drzewa są w stanie porozuz ostatnich transportów, cudem uniknęła śmierci głodowej, trafiła do Armii Andersa, a następnie z polskimi uchodźcami została przyjęta przez Persję, gdzie wyszła za mąż za tamtejszego arystokratę. Alina została aresztowana jako dziesięcioletnie dziecko i skazana na zsyłkę jako „wróg narodu”, umieszczona w sowieckim domu dziecka była bita i poniżana. Natalia, która za pracę w konspiracji została zesłana na Workutę, do najcięższego z sowie ckich obozów koncentracyjnych, gdzie opatulona w liche szmaty, bez ciepłego posiłku, wykonywała najcięższe prace fizyczne przy mrozie minus 60 stopni Celsjusza. Grażyna, która walczyła o przeżycie wśród syberyjskich wilków, i Zdzisława, która uciekła z ukoMAJ 2017

miewać się między sobą na znaczną odległość. Pożar na skraju lasu, ptasi intruz w ogródku czy susza, która zmusza do dzielenia się zasobami wody – o tym wszystkim podobno rozmawiają między sobą rośliny. Śmiem co prawda wątpić, że pewnego dnia podczas obiadu odezwie się do nas sałata, ale czegoś od ro-

chanym z sowieckiego łagru, przemierzając Tajgę. Co łączy te kobiety? To, że były Polkami, i to, że przeżyły sytuacje nieludzkiego traktowania, żyjąc niemal jak zwierzęta. Szokujące są też fakty z ich życia, które uzmysławiają, że żadna wojna nie jest ani dobra, ani potrzebna. Najważniejsza refleksja, która została mi po przeczytaniu tej szokującej, lecz niezwykle ciekawej książki: zawsze warto być dobrym człowiekiem. Czytając o tym, jak Sowieci traktowali polskie dzieci, a traktowali je gorzej niż psy tylko dlatego, że były polskie, nasunęło mi się kilka refleksji. Propaganda nie nawiści, której łatwo ulegamy, powinna być filtrowana przez nasze

ślin z pewnością warto się nauczyć. Ich komunikacja jest cicha, ale konkretna; altruistyczna i nastawiona na przeżycie we wspólnocie. Biorąc przykład z mowy roślin, pamiętajmy o jednym: „mowa-trawa” w połączeniu z „laniem wody” nie sprawi, że nasza komunikacja rozkwitnie niczym ogród. ARKADIUSZ KUGLER

serca. To, czy chcemy do kogoś wyciągnąć rękę, czy ze strachu przed obcym wolimy go opluć, nie widząc w nim człowieka tylko bydło, świadczy o naszym człowieczeństwie. Nie po-

zwólmy na to, aby strach przed drugim człowiekiem wywoływał w nas nienawiść. Nienawiść bowiem zawsze prowadzi do zezwierzęcenia. A kobiety? Okazuje się, że to one są silniejsze, to one częściej przeżywają. Zdzisława tak kończy swoją historię: „Na zesłaniu widziałam wiele kobiet, które każdego dnia z zaciśniętymi zębami toczyły walkę o przetrwanie. Nic, ale to nic nie było w stanie nas złamać. (…) Najczęściej na zesłaniu umierały dzieci, starcy i młodzi mężczyźni. Kobiecych nazwisk na listach było mniej. (…) To dowód na to, że kobiety wcale nie są płcią słabą. Są silniejsze, bardziej wytrzymałe od mężczyzn”. MAGDALENA MARSZAŁKOWSKA 23


Monitor5:5 02/05/17 09:18 Page 24

24

MONITOR POLONIJNY


Monitor5:5 02/05/17 09:18 Page 25

W majowym numerze „Monitora“ majowe tematy, bliżej natury, hasła przyrodnicze, czyli mały sprawdzian z wiedzy na temat tego, co nas otacza. Hasło zostało ukryte w polach oznaczonych numerami w następującej kolejności: 4 – 47 – 35 – 26 – 1 – 23 – 11 – 16 – 13 – 55 – 8 – 47 – 5 – 28 – 17 – 57 – 39 – 32 – 45 – 33 – 10 – 18. Rozwiązanie prosimy przesłać pod adresem: mwobla@gmail.com do 15 maja. Spośród autorów tych poprawnych wylosujemy zwycięzcę, któremu nagrodę prześlemy pocztą. Prosimy nie zapomnieć podać swoich danych: imienia, nazwiska i adresu pocztowego. Życzymy miłej zabawy! RED., TO

Poziomo 4. Miododajna w parku 5. Wysokie drzewo o twardym drewnie, wykorzystywanym w meblarstwie na parkiety i sklejki 8. W parze z fauną 10. Puszcza w Kotlinie Gorzowskiej 15. Przez górali ochrzczony fiołkiem albo tulipankiem 16. Ptak, symbol mądrości 17. Nazwa litery Y w alfabecie greckim i łacińskim 18. Stosuje niekonwencjonalne metody leczenia 21. Miał chrapkę na Czerwonego Kapturka 22. Puszcza leżąca w centralnej Polsce, na północny zachód od Warszawy 23. Mieszkanie myszy 24. Grzyb bezwstydnik 28. Poszycie leśne 30. Ma kwiaty w formie dzwoneczków 32. Kuzynka wierzby 33. Odpowiada w lesie 35. Drzewo z długimi igłami 38. Zakład pełen ścieków 39. Krzew zwany także różanecznikiem 40. Ma omszony brunatny lub oliwkowy kapelusz 42. Drzewo o eliptycznych ząbkowanych liściach 44. Czarno-żółty ptaszek 45. Chytry, rudy zwierz 48. Język międzynarodowy stworzony przez Ludwika Zamenhofa 52. Grzyb trujący o czerwonym, żółtym lub brązowym kapeluszu w białe plamki 53. Puszcza rozciągająca się od Tarnobrzega na północy po Rzeszów na południu 54. Puszcza, która ciągnie się pasmem na południe od jezior Lubie i Drawsko 55. Duchowny wysoki rangą, zarządzający archidiecezją 56. Mocno pachnie w ogrodzie po zachodzie słońca 57. Rośnie powyżej górnej granicy regli

Pionowo 1. Typ lasu z olszą czarną na bagnach i moczarach; grunt jest tu grząski i podtopiony 2. W dzbanku Balladyny 3. Fioletowoliliowa krzewinka, zwiastun jesieni 6. Monit, ponaglenie, wezwanie 7. Pohukujący ptak drapieżny, z pęczkami sterczących piór nad oczami 9. Ma czerwone owoce podobne do truskawek, ale znacznie mniejsze 11. Miernik napięcia i/lub natężenia prądu 12. Pułkownik grzybów 13. Wiosenny chroniony kwiat - anemon 14. Gatunek sikorki; na głowie ma czubek z czarno-białych piórek 15. Grzyb lub kokoszka 19. Znany ssak przystosowany do ziemnowodnego trybu życia 20. Ma dzieci z rogaczem 25. Mała, szara, leśna, polna lub domowa 26. Bory sosnowe w Polsce, zajmują ok. 3 tys. km2 sandru w dorzeczu Brdy i Wdy 27. Lekarz specjalista w zakresie odporności organizmu na szkodliwe czynniki 29. Rośnie na polach i łąkach lub hodowana na nawozie końskim 31. Drzewo kojarzące się z Kanadą 34. Ptak z rodziny siewkowatych z czubkiem długich piór na głowie 36. Orszak służący do obrony w podróży 37. Jasnofioletowy kwiatek 41. Kapitan lub pułkownik 43. Typ lasu iglastego: sosnowe, świerkowe lub jodłowe, rosną na glebach piaszczystych 46. Masywne drzewo liściaste 47. Glosa, postscriptum, notka, posłowie 49. Większy obszar leśny 50. W przenośni węch, intuicja, wyczucie, niuch 51. Krewny skunksa, paskudnie śmierdzi

Hasło z poprzedniej krzyżówki to: Wiosna z naszym Monitorem. Autorką prawidłowej odpowiedzi jest pani Gražyna Zimnicka-Michalička z Myjavy, której nagrodę przesyłamy pocztą. MAJ 2017

25


Monitor5:5 02/05/17 09:18 Page 26

Jak lepiej poznać

Franka Chmiela? N

ie wiem, czy ktoś zwrócił uwagę, że od paru tygodni w piątki w późnych godzinach wieczornych jest emitowany w telewizji słowackiej na STV 2 serial, należący do żelaznego dorobku naszego niedawno zmarłego rodaka, reżysera Franka Chmiela. Serial nosi tytuł „Ucieczka z krainy złota“ (Útek zo zlatej krajiny) i został zrealizowany w roku 1977 według powieści Jacka Londona. Pamiętam, jak przed laty reżyser wspominał, że miał kłopoty z załatwieniem zezwolenia, nie mówiąc już o zatwierdzeniu budżetu na ten film, ponieważ chodziło o tematykę amerykańską. W filmie wzięło udział wielu aktorów, z których liczni, już nieżyjący, należą do legend słowackiego i czeskiego aktorstwa. Główną rolę Harnisza Ognistego Ptaka powierzył reżyser aktorowi, wtedy radzieckiemu, pochodzącemu z Estonii o nazwisku Bruno O.Ya. Aktor ten w tym czasie żył od kilku lat w Polsce, we Wrocławiu i z powodzeniem występował w polskich filmach. Dużą popularność zyskał dzięki roli chorążego Słotwiny w polskim westernie „Wilcze echa“ (reż. Aleksander ŚciborRylski) oraz roli Józwy ButrymaBeznogiego w „Potopie“ (reż. Jerzy Hoffman). Wystąpił także w takich polskich filmach i serialach, jak „Ko pernik“, „Kazimierz Wielki“, „Przyłbi ce i kaptury“, „Rycerze i rabusie“, „07 zgłoś się“, „Pan Kleks w kosmosie“. Ponadto grał w filmach radzieckich (m.in. „Nikt nie chce umierać“, serial „Operacja Trest”). Ale wróćmy na Słowację. W przypadku filmu „Ucieczka z krainy złota“ był to niewątpliwie bardzo trafny wybór, bo Bruno O.Ya był nie tylko niezwykle przystojny, wręcz fascynujący, ale bardzo dobrze zagrał swoją rolę, wcielając się zarówno w poszukiwacza złota, jak i później eleganckiego 26

Wspomnienia

(nie)dawne

dżentelmena, członka prestiżowych klubów. Gdy film realizowano w Bratysławie aktor dwukrotnie wystąpił w Ośrodku Kultury Polskiej, gdzie zaśpiewał kilka polskich piosenek, akompaniując sobie na gitarze, i opowiedział parę wesołych przygód z nakręcania filmu. Publiczność była zachwycona, zwłaszcza jej kobieca część.

Partnerką Bruna O.Yi była w serialu śliczna Soňa Valentová, która, bez wątpienia, w tym czasie uchodziła za muzę reżysera. Z wielkim uznaniem

wyrażał się o jej urodzie i talencie. Pozwolił, by piosenki, które miała wykonać jako śpiewaczka barowa, wykonywała sama. Niektórzy złośliwi mieli zastrzeżenia, że gdyby panienka ta rzeczywiście wystąpiła przed podpitymi kowbojami ze swoim słabym i drżącym głosikiem, na pewno zaczęliby w nią rzucać kuflami. Reżyser był jednak uparty. Dzisiaj, gdy tę scenę oglądałam po raz drugi, zrozumiałam, że chodziło tu o kontrast – delikatna, wątła i bezbronna osóbka, a z drugiej strony gruboskórni, nieokrzesani i zdziczeli mężczyźni. Akcja serialu toczy się w różnych środowiskach – najpierw na mrozie i śniegu w Tatrach, które z powodzeniem imitują surowy klimat Alaski, z użyciem psich zaprzęgów, następnie w tawernach i salonach pełnych pijanych kowbojów. Zaś w ostatnich odcinkach w eleganckich pałacach, klubach, restauracjach i domach maklerskich bogatej amerykańskiej finansjery. Serial przedstawia pogoń za bogactwem, wielkie oszustwa i przekręty, rozczarowania i wreszcie zrozumienie, na czym polega prawdziwe szczęście. W ostatnich odcinkach serialu główną rolę kobiecą gra Božidara Turzonová, nieustępująca urodą i talentem wcześniejszej bohaterce. Serial cieszył się dużym powodzeniem. Reżyser wycisnął na nim swoje wyraźne piętno i nadał mu trochę słowiańskiego charakteru. Dzięki emisjom filmowym po latach, my – widzowie możemy powspominać dawne czasy, ale i lepiej poznać naszego rodaka – Franka Chmiela. STANISŁAWA HANUDELOVÁ

MONITOR POLONIJNY


Monitor5:5 02/05/17 09:18 Page 27

Z ielone Świątki

w Jedlovych Kostolanach

Klubowiczów z wszystkich zakątków Słowacji zapraszamy na weekendowy pobyt w pięknym ośrodku „Zdravie“ w Jedlovych Kostolanach, gdzie od 26 do 28 maja (piątek – niedziela) odbędzie się tradycyjne spotkanie z okazji Zielonych Świątek. W tym roku przygotowaliśmy dla Państwa wiele atrakcji, m.in. jazdę konną, strzelanie z łuku, piesze wycieczki, warsztaty artystyczne dla dzieci i dorosłych, wieczory muzyczne, ognisko itp. W ramach pobytu zapewniamy pełne wyżywienie. Można będzie korzystać też z kuchni. Cena pobytu dla dorosłych płacących składki członkowskie wynosi 10 €, dla niezrzeszonych 15 €, dzieci – pobyt bezpłatny. Zgłoszenia prosimy przesyłać pod adresem: klubpolskibratyslawa@gmail.com Liczba miejsc ograniczona, decyduje kolejność zgłoszeń. Dokładny program zostanie przedstawiony na stronie internetowej polonia.sk

międzynarodowy Dzień Dziecka w instytucie Polskim - 3 czerwca Czerwiec w instytutowej galerii będzie poświęcony najmłodszym i razem z nimi przygotowany. Prezentacja ilustrowanych książek dla dzieci wypełni pomieszczenia Instytutu „bzyczącymi” przygodami. Na ścianach zawisną bowiem prace Piotra Sochy, zapraszające do świata miodem płynącego – ilustracje pochodzą z książki Pszczoły, która doczekała się już słowackiego wydania. W sobotę 3 czerwca od godziny 9.00 do Instytutu Polskiego (Nám. SNP 27) zapraszamy najmłodszych (wraz z rodzicami) na warsztaty teatralne, muzyczne, plastyczne i naukowe. Dla najmłodszych uczestników (3-6 lat, od 10.00 do 11.30) przygotowaliśmy warsztaty teatralne i artystyczne pt. Przeżyj dzień jako pszczółka. Poprowadzą je doświadczone autorki z EDUdrama, znane z cyklu Bookobrazy, które dzieci i rodzice mogli się poznać w bratysławskiej Berlince (Słowacka Galeria Narodowa). Ogród na dachu, farma na parkingu, park w szkole czy zielony staw na szczycie wieżowca?

Z dziećmi nieco starszymi (5-8 lat, od 13.00 do 15.00 h) na warsztatach plastycznych spotka się młody polski ilustrator Adam Wójcicki. Wspólnie zbudują zieloną makietę miasta i pokażą rodzicom, jak piękne może być miejsce zamieszkania. Dla najbardziej dociekliwych uczestników (od 7 lat, od 09.30 do 11.30) organizacja Veda nás baví przygotowuje warsztaty matematyczno-szyfrujące. Młodzi adepci matematyki i szyfrów przejdą śladami polskich matematyków Mariana Rejewskiego, Jerzego Różyckiego i Henryka Zygalskiego, którzy odegrali kluczową rolę w rozszyfrowaniu niemieckiej Enigmy. Młodzi adepci (9-11 lat, od 13.00 do 15.30) sztuki muzycznej pracować będą ze specjalnym instrumentem zvukodromem pod okiem i uchem specjalisty Fera Kiraly’ego. Muzyczne zabawy przerodzą się w polsko-słowackie remiksy klasycznych utworów w wykonaniu młodych wykonawców. Zainteresowani rodzice mogą zgłosić chęć udziału dzieci drogą mailową (teresa.lukacova@instytutpolski.org) do dnia 22 maja 2017 r. Liczba miejsc jest ograniczona - o udziale w warsztatach decyduje kolejność obowiązkowej rejestracji.

Wszystkim uczestnikom zapewniamy posiłek. Prace plastyczne, przygotowane podczas warsztatów, wezmą udział w specjalnym konkursie. Wernisaż prac laureatów, rozdanie nagród oraz premiera przygotowanych podczas warsztatów utworów muzycznych odbędzie się 13 czerwca o godz. 17.30 w siedzibie Instytutu Polskiego w Bratysławie. Wszystkie informacje są na: www.polinst.sk. MAJ 2017

27


Monitor5:5 02/05/17 09:18 Page 28

,

Warsztaty tworcze dla dzieci polonijnych Klub Polski Koszyce organizuje w terminie od 29.07. do 5.08. 2017 warsztaty twórcze dla dzieci polonijnych w wieku od 7 do 15 lat. Plener odbędzie się w Žiarskej Dolinie, niedaleko Liptovskiego Mikulaša. Czekamy na zgłoszenia dzieci polskiego pochodzenia z artystycznym zacięciem. Opłata wynosi 60 euro. Liczba miejsc ograniczona, decyduje kolejność zgłoszeń. Więcej informacji udziela organizatorka Štefania Gajdošová: 0905797645, e-mail: gajdosova.stena@atlas.sk

Wielkopolski Oddział Stowarzyszenia „Wspólnota Polska“ w Poznaniu zaprasza młodzież polonijną na

XI Światowy Zlot Młodzieży Polonijnej ORLE GNIAZDO 2017 który odbędzie się od 20 lipca do 29 lipca br. w Wągrowcu koło Poznania. Termin zgłoszeń: do 16 czerwca 2017 r. Liczba miejsc ograniczona Więcej na www.polonia.sk

Konkursy rysunkowe dla dzieci i młodzieży!!! Instytut PolskI w BratysławIe oraz redakcja „MonItora PolonIjnego“ zaPraszają dzIecI I MłodzIeż do udzIału w konkursach Plastycznych Pierwszy konkurs polega na wykonaniu portretu jednego z patronów roku 2017, którymi są: Tadeusz Kościuszko, Józef Piłsudski, Ludwik Zamenhof, Józef ConradKorzeniowski, św. Brat Albert-Adam Chmielowski, Józef Haller, Honorat Koźmiński, Władysław Biegański i Władysław Raczkiewicz. Na stronie internetowej Instytutu Polskiego (www.polinst.sk) można znaleźć fotografie lub portrety każdego z patronów wraz z krótkim opisem ich życia i działalności.

Młodsze dzieci – przedszkolaków i uczniów klas I-IV – zapraszamy do konkursu poświęconego Wiśle, najdłuższej polskiej rzece, która także jest patronem roku 2017. Oczekujemy prac, w których zostaną pokazane wspomnienia uczestników konkursu, związane z Wisłą, ich rodzinami mieszkającymi nad tą rzeką, miastami nad nią położonymi, różnymi wiślanymi motywami,.

Prace konkursowe w formacie A4 mogą być wykonane na dowolnym materiale i w dowolnej technice: może to być rysunek wykonany ołówkiem, kredką czy farbami, może to być wycinanka czy wydzieranka, może to być także kolaż wykorzystujący materiały tekstylne. Prace konkursowe należy przesłać do 4 czerwca 2017 r. drogą elektroniczną pod adresem teresa.lukacova@instytutpolski.org lub pocztą pod adresem: Instytut Polski, Nám. SNP 27, 814 99 Bratislava (decyduje data stempla pocztowego). Nazwiska zwycięzców obu konkursów zostaną ogłoszone 13 czerwca 2017 r. o godz. 17.30 na wernisażu wystawy nagrodzonych prac, na stronie internetowej Instytutu Polskiego w Bratysławie (www.polinst.sk) oraz „Monitora Polonijnego“ (www.polonia.sk), który nagrodzone prace opublikuje w letnim numerze pisma. Na zwycięzców czekają atrakcyjne nagrody, a ich prace pojawią się na znaczkach pocztowych! Dodatkową nagrodą w konkursie poświęconym Wiśle, ufundowaną przez konsula honorowego w Liptowskim Mikulaszu Tadeusz Frąckowiak, jest wstęp dla 4-osobowej rodziny do aquaparku w Bešeňovej lub Liptovskim Mikulašu. ZaPraSZaMy do udZIału!!! 28

MONITOR POLONIJNY


Monitor5:5 02/05/17 09:18 Page 29

Zaproszenia do publikowania w czasopiśmie „Polonia Journal” Wyższa Szkoła Ekonomiczno-Humanistyczna w Bielsku-Białej jest wydawcą czasopisma naukowego „Polonia Journal“. Tematem kolejnego wydania jest sytuacja polskiej emigracji w wybranych krajach świata. Więcej na: www.polonia.sk

Międzynarodowy konkurs na plakat filMowy 2017 Dom Kultury Zacisze wraz z Filmoteką Narodową, Warszawską Szkołą Filmową organizuje międzynarodowy konkurs na plakat filmowy, skierowany do uczniów gimnazjum i szkół ponadgimnazjalnych. Jego przedmiotem jest plakat, przygotowany w technikach plastycznych w formacie A2, do jednego z pięciu filmów. Termin nadsyłania prac: do 23 maja 2017. Wręczenie nagród: 12 czerwca 2017 Więcej na ten temat na: www.polonia.sk

III Turniej Tenisa Stołowego o puchar Konsula RP W sobotę, 13 maja, w sali gimnastycznej Gimnazjum La Salle przy ul. Čachtickiej w Bratysławie (dzielnica Rača) po raz trzeci odbędzie się amatorski turniej tenisa stołowego pod patronatem Konsula RP w RS Jacka Doliwy. W turnieju mogą wziąć udział wszyscy, bez względu na poziom umiejętności gry. Mile widziany własny sprzęt w postaci paletek, które będzie można także wypożyczyć na miejscu. Zapraszamy też chętnych z innych miast do udziału w turnieju lub do kibicowania! Wstęp – symboliczne 1 € za osobę. Informacje o turnieju będą na bieżąco aktualizowane na stronie facebookowej Klubu Polskiego Bratysława oraz www.polonia.sk Zapisy i ewentualne pytania prosimy kierować pod adresem: klubpolskibratyslawa@gmail.com LICZYMY NA PAńSTWA OBeCNOść ORAZ śWIeTNą ZABAWę.

W Y B Ó R Z P R O G R A M U I N S T Y T U T U P O L S K I E G O N A M A J 2 017 Ë DZIEŃ EUROPY Ë NOC LITERATURY 9 maja, godz. 10.00 – 22.00, 10 maja, godz. 18.00 – 22.00, Bratysława, Hlavné námestie Bratysława, Instytut Polski, Nám. Program kulturalnoSNP 27 informacyjny zagranicznych Aktor Milan Chalmovský przeczyta instytucji kulturalnych fragment książki Andrzeja i dyplomatycznych Sapkowskiego „Wiedźmin“ zrzeszonych w EUNIC („Zaklinač“); t. 5 „Chrzest ognia“. Fragmenty książki Ë POZDROWIENIA Z NIEBA. A. Sapkowskiego będą mogli KRYL – OKUDŻAWA – WYSOCKI usłyszeć też odwiedzający Noc 9-11 maja, Preszów, Literárna Literatury w Nitrze, Modre, kaviareň a umelecký klub Viola, Bańskiej Szczawnicy, Żylinie, Tkáčska 2 Koszycach, Bańskiej Bystrzycy Spotkanie z reżyserką i Kežmarku. www.nocliteratury.sk Krystyną Krauze i występ polskiego balladzisty Ë DNI FOTOGRAFII W LEVICACH: Antoniego Murackiego po Fotoklub Słubice projekcji polsko-czeskiego 13 maja, godz. 10.00, Levice CK filmu „Braciszek Karel“, Junior, A. Sládkoviča 2 opowiadającym o Karelu Otwarcie wystawy fotografii Krylu, w ramach festiwalu Fotoklubu Słubice z udziałem pieśni, słowa i filmu autorów prac w ramach dokumentalnego 10. międzynarodowego festiwalu „Pozdravy z neba“. „Dni Fotografii w Levicach“ www.literarnakaviaren.sk www.roslevice.sk MAJ 2017

Ë KONFERENCJA HISTORYCZNA 18-19 maja, Bratysława, Instytut Polski, Nám. SNP 27 Udział prof. Marka Mikołajczyka i prof. Tomasza Schramma z UAM w Poznaniu w międzynarodowej konferencji historycznej „Koniec wojny w Europie Środkowej. Od wojen napoleońskich do II wojny światowej”. www.history.sav.sk Ë NOC MUZEÓW: IV Polska Noc Bluesowa 20 maja, od godz. 18.00, Bratysława, Múzeum obchodu, Linzbothova 16 Bluesowo-rockandrollowa atmosferę stworzą zespoły Makar and the Children of the Corn, Krzysztof Głuch Oscillate, Boogie Boys. www.muzeumobchodu.sk

Ë WITOLDA SZABŁOWSKI: Vrah z mesta marhúľ 22 maja, godz. 18.00, Bratysława, Martinus, Obchodná 26 Prezentacja i dyskusja na temat zbioru reportaży o współczesnej i dawnej Turcji z udziałem jego autora Witolda Szabłowskiego, nagrodzonego m.in. nagrodą angielskiego PEN Clubu za rok 2013. www.absynt.sk Ë WYSTAWA ILUSTRACJI WYDAWNICTWA „DWIE SIOSTRY” 24 maja – 30 czerwca, Bratysława, Instytut Polski, Nám. SNP 27 Polskie wydawnictwo „Dwie Siostry”, które wydaje książki dla dzieci, zaprezentuje w galerii IP przegląd współczesnej polskiej ilustracji książek dla dzieci. www.polinst.sk 29


Monitor5:5 02/05/17 09:19 Page 30

kolumbia: kraina zapomnienia ➋

La Chica Polaca Przyleciałam w białej letniej sukience i złotym bolerku. Pierwsze, co ujrzałam podczas lądowania samolotu, to szare chmury. Wypatrywałam palm, ale schowały się za soczyście zielonymi górami. Siedziałam w busie, który z dziką szybkością przecinał ciemności. To był mój pierwszy środek lokomocji w Ameryce Południowej. Pamiętam mijane w pędzie jakieś palmy, jakieś mosty, jakieś stragany. Jak to jest być tak daleko od domu? Fizycznie nie czułam odległości. Ale poczułam coś nowego – obcość, której wcześniej nie zaznałam w żadnym miejscu w Europie.

Kolumbia jak szalona impreza Podróż, zwłaszcza samotna, to szansa na spotkanie innej siebie. Ale zanim to duchowe doświadczenie nastąpiło, na horyzoncie pojawiły się pejzaże ostukiwane deszczem z nierównych dachów. Przywitały mnie sfory ogromnych bezpańskich psów, krajobrazy śmieci oraz bezdomni, poszukujący w nich aluminiowego złota. Kadry moich wspomnień są zintensyfikowane, a biedę i brud, które tu zastałam, należy pomnożyć przez dziesięć. Kolumbia jawiła mi się jako szalona impreza turpistyczna. Kiedy rok temu pakowałam się jak szalona, aby zdążyć na pociąg do Berlina, nie wiedziałam, że zostanę w Kolumbii dłużej niż pla30

nowane trzy miesiące. Dostałam urlop w pracy, później znalazłam lokatorkę, która zamieszkała w moim mieszkaniu. W Sylwestra 2015/2016 roku żegnali mnie zdziwieni i rozbawieni moją decyzją znajomi. „Sylwia Kokaina!” – śmiali się ze mnie przed wyjazdem.

Ona i On Tak więc pochowałam stare życie i ruszyłam za ocean. Nie miałam pracy, planów ani opanowanego hiszpańskiego. Za to wiedziałam, że na lotnisku będzie czekać On. Po dwóch latach wirtualnej znajomości w końcu mogliśmy być razem. Wcześniej nie wierzyłam, że kiedykolwiek uda się nam spotkać. Że będziemy razem mieszkać w jego kraju. Że marzenie stanie się ciałem. Tutaj jestem szczęśliwa. Jestem jak egzotyczny ptak, zwłaszcza w malutkiej Zipie. Moje włosy, moja europejskość, mój angielski, te detale kuszą Kolumbij czyków. Pragną ze mną rozmawiać i tańczyć, zadają niekończące się pytania: Czy w Polsce jest zimno? Czy są u nas Indianie? Czy rośnie u nas papaya? Czy też jemy ryż na obiad? Tutaj ryż się jada codziennie…

Obcokrajowiec jak gwiazda filmowa Sylwię – Polkę – traktuje się z lekkim dystansem, bo czasem czegoś nie rozumie, chwali się za szybką naukę hiszpańskiego, w pracy obchodzi się jak z jajkiem, pomaga się na każdym kroku, bo biedna dziewczyna na pewno zgubi się z ogromnej Bogocie… Obcokrajowiec w Kolumbii to prawie gwiazda filmowa, tylko taka gwiazda musi uważać, aby nie zostać wyrolowana przez cwanych i kreatywnych lokalsów, którzy chętnie opchną im pamiątki po o wiele droższej cenie niż swoim pobratymcom lub srogo policzą za kurs taksówką. Na (nie)szczęście wszyscy jesteśmy równi w konfrontacji ze słynnymi kolumbijskimi Ėeros – młodymi cwaniakami wyposażonymi w noże, patrolującymi ulice w poszukiwaniu brzęczących monet. Nie warto reagować na poufałe zaczepki, bo można skończyć z ostrzem na gardle, bez portfela, a w skrajnych wypadkach pomknąć do domu na bosaka.

Hola Linda! Wielu Kolumbijczyków uważa Europejczyków za creidos oraz gente de dedo

parado, czyli w wolnym tłumaczeniu nadętych bufonów. Jednak tak jak Ėeros zatracają się w kontakcie z środkami płatniczymi, tak tutejsi faceci szaleją za wszelakimi odmianami kobiecej urody. I nie przepuszczą ża dnej. Jak jesteśmy na ulicy, gwiżdżą albo zaczepiają w cichociemny sposób, półszeptem rzucając krótkie Hola Linda! (Cześć, Piękna!) czy inne Buenos Dias, Hermosa! Nigdy nie ukrywają swojego zachwytu, a ich ciemne oczy, tak jak w reklamie, mówią więcej niż tysiąc słów. A ja tęsknię za przyjaciółmi, za bliskością, której nie umiem wyhodować w parę miesięcy. Brakuje mi polskiego chleba i komfortu.

Kolumbia – nieoszlifowany szmaragd Kolumbijczycy lubią się bawić i zawsze znajdą chwilę na pogawędkę. Czas w świecie bez pór roku płynie wolniej, a zieleń trwa w najlepsze. Słynny kolumbijski piosenkarz Carlos Vives śpiewa o krainie zapomnienia (La Tierra del Olvido). Świat zapomniał o Kolumbii, a Kolumbia przez wiele lat była krajem zamkniętym. Teraz przyszedł jednak czas, aby odkurzyć ją z podejrzanie białego proszku. W rankingu Lonely Planet Kolumbia zajęła drugie miejsce na liście najwspanialszych dziesięciu destynacji roku 2017. To nieoszlifowany szmaragd, który ma szansę zalśnić mocniej. W Kolumbii można zapomnieć o szarym, europejskim płaszczu, by zmienić się w egzotycznego ptaka. I lśnić pełną gamą barw. SYLWIA WŁODYGA, KOLUMBIA MONITOR POLONIJNY


Monitor5:5 02/05/17 09:19 Page 31

W

tym roku Wielkanoc spędziliśmy w Łodzi, rodzinnym mieście mojej mamy. Myślałem, że Łódź dobrze znam, bo często odwiedzamy to miasto, ale okazało się, że jest inaczej. Już w piątek dziadkowie zabrali nas

Staro-nowa

na pokaz w nowym Planetarium EC1. Nie do końca wiedzieliśmy, co nas czeka. Okazało się, że w sali podobnej do sali kinowej fotele rozkładały się tak, byśmy mogli oglądać niebo pełne gwiazd. Pokaz zaczął się od prezentacji kwietniowego nocnego nieba i ukazania wszystkich gwiazdozbiorów. Później oglądaliśmy film, który w fajny sposób opowiedział nam nie tylko o ciałach niebieskich, ale i o zwierzętach i zjawiskach na biegunach północnym i południowym. Bohaterem filmu to pingwinek, który na Arktyce

odwiedza niedźwiedzia i razem szukają odpowiedzi na pytania, dotyczące budowy galaktyki. Po filmie mogliśmy jeszcze zadawać dodatkowe pytania. Dzięki temu dowiedziałem się na przykład, że Słońce wcale nie jest największą i najjaśniejszą gwiazdą. Wizytę w planetarium zakończyliśmy w cukierni, gdzie – choć na dworze było dość zimno – zjedliśmy wspaniałe lody. Kolejną atrakcją, którą przede wszystkim chciała zobaczyć moja mama, był nowy dworzec Łódź Fabryczna. Na miejscu starego dworca w centrum miasta wybudowano zupełnie nowy trzypoziomowy dworzec z podziemnymi kondygnacjami, gdzie pociągi jeżdżą w głębokim w tunelu pod ziemią. Obecnie jest to jeden z najnowocześniejszych węzłów komunikacyjnych w Europie.

REBUS

Łódź

W jednej z hal znajdują się dwie ściany starego dworca, podpierające wielką nowoczesną szklaną kopułę nowego. Udało nam się pojeździć wielkimi ruchomymi schodami i pobiegać po ogromnych halach. Ten nowy dworzec szczególnie zadziwił moją mamę, która dobrze pamiętała stary dworzec Łódź Fabryczna, ponieważ to na nim wysiadała, przyjeżdżając z domu na studia. Dziadkowie zaplanowali dla nas także przejażdżkę kolejką dookoła Łodzi,

ale nie udało się nam jej zrealizować. Może następnym razem? Zamiast tego po różnych atrakcjach miasta z wielką radością udaliśmy się do zacisznego domku w lesie, by spokojnie pograć w piłkę. JAKUB KRCHEŇ z mamą OLĄ

WROCŁAW • ŁÓ D Ź • KRAKÓ W • POZNAŃ • WARSZAWA

Przyporzą dkuj nazwy miast Polski według herbó w a dowiesz się , któ re miasta są najwię ksze w Polsce

MAJ 2017

31


Monitor5:5 02/05/17 09:19 Page 32

Mój pierwszy kontakt ze słowacką kuchnią to były właśnie one – haluszki. Intrygująca nazwa, no i przede wszystkim ile gospodyń, tyle przepisów, jak to zwykle z daniem narodowym bywa.

Wersję wiosenną, może trochę nietypową, zaproponowała pani Katarzyna Dikaczová z Bratysławy. Żeby swojskie haluszki zyskały elegancką oprawę, dołożyła do nich wykwintną potrawkę.

swojskie haluszki Składniki: Na kluski • 450 g szpinaku • 1 duży batat • 2 rozdrobnione ząbki czosnku • 2 jajka • 75 g mąki i ok. pół szklanki do podsypania • 2 łyżki masła • 1 mała starta gałka muszkatołowa • sól i pieprz do smaku

Na potrawkę • 1,5 kg zająca lub królika (przodki) • 1 litr wywaru warzywnego (może być z kostki) • 2 marchewki • 1 pietruszka • 1 cebula • liść laurowy, sól i pieprz do smaku

Sposób przyrządzania: Najpierw zabieramy się za królika – dzielimy go na porcje, myjemy i osuszamy, a następnie doprawiamy solą i pieprzem. Gotujemy w małej ilości wody, aż zmięknie, by swobodnie móc oddzielić mięso od kości. W rondlu rozpuszczamy masło i wrzucamy pokrojoną w plasterki cebulę, następnie dorzucamy pokrojone marchewki i pietruszkę. Do warzyw dokładamy pokrojone i obsypane mąką mięso królika, całość zalewamy wywarem, doprawiamy liściem laurowym, solą i pieprzem i dusimy do miękkości ok. 20 minut. Jeśli ktoś lubi gęstszą wersję potrawki, może zmiksować część warzyw.

W trakcie gotowania królika możemy przygotować haluszki. Najpierw dusimy na patelni szpinak doprawiony czosnkiem, gałką muszkatołową, solą i pieprzem. Odstawiamy, jeśli potrzeba, odsączamy z nadmiaru płynów. Gdy ostygnie, szpinak miksujemy, łączymy z jajkiem i mąką, a następnie wyrabiamy ciasto. Formujemy kluseczki na kształt haluszek i wrzucamy je na kilka minut do wrzącej wody. Przygotowanie wersji z batatem jest identyczne jak szpinakowej. Na talerzu układamy obie wersje haluszek, dodając do nich potrawkę. I ten naprawdę pyszny i kolorowy obiad gotowy. Smacznego!

ZDJĘCIA: KATARZYNA DIKACZOVÁ

AGATA BEDNARCZYK