Page 1

ISSN 1336-104X

Słowacy wybrali

nowego prezydenta str. 14

O wielkich dniach str. 4

i Wielkiej Nocy

Patrik Pašš o żebrakach w krawatach str. 5


Klub Polski Bratysława we współpracy z Instytutem Polskim w Bratysławie zaprasza wszystkich Polaków i ich przyjaciół na spotkanie

Z Polską na Ty Sąsiedzi

pod patronatem honorowym ambasadora RP w RS Tomasza Chłonia, które odbędzie się 1 maja (w godzinach popołudniowych i wieczornych) na nabrzeżu Dunaju, koło centrum Eurovea. Spotkanie, podczas którego wspólnie będziemy obchodzić Święto Polonii, 25. rocznicę pierwszych częściowo wolnych wyborów w Polsce oraz 20-lecie Klubu Polskiego, ma na celu prezentację polskiej kultury. W jego ramach planowanych jest wiele atrakcyjnych przedsięwzięć, jak np. wystawa, nawiązująca do 25. rocznicy pierwszych częściowo wolnych wyborów w Polsce, koncerty wykonawców polskich lub związanych z Polską, nauka poloneza i wspólny taniec z publicznością, ćwiczenia fitnes/ zumba w rytm polskiej muzyki, pokaz strojów kąpielowych polskich producentów SELF i FEBA, warsztaty artystyczne dla dzieci pod okiem artystki polskiego pochodzenia Stefanii Gajdošovej-Sikorskiej. Podczas imprezy planujemy pokaz popularnych „maluchów“, czyli fiatów 126p. Na koniec wystąpi Teatr Formy z Wrocławia z pantomimą pt. „Sąsiedzi“. Wszystkich chętnych, którzy chcieliby pomóc w realizacji projektu, prosimy o kontakt z organizatorami: Kasia Tulejko: 0903455664, mail: kasiaklub.ba@gmail.com

Mile widziane panie, które zechcą wystąpić w charakterze hostess

ŚWIATOWE GWIAZDY OPERY

Piotr Beczała W kwietniu w Słowackim Teatrze Narodowym w Bratysławie wystąpi światowej sławy polski tenor operowy Piotr Beczała.

Organizator koncertu przygotował dla czytelników „Monitora Polonijnego“ 3 podwójne bilety na jego występ oraz płyty z nagraniami artysty. Zostaną one rozlosowane wśród odbiorców „Monitora Polonijnego”, którzy poprawnie odpowiedzą na następujące pytania: ❶ Którą polską akademię muzyczną

ukończył Piotr Beczała? (należy podać miasto) ❷ Który światowej sławy polski śpiewak operowy wystąpił w czerwcu ubiegłego roku w Bratysławie? Wywiad z nim został opublikowany na łamach „Monitora Polonijnego“ nr 7-8/ 2013. (należy podać imię i nazwisko artysty) ❸ Którą rocznicę powstania świętuje w tym roku Klub Polski? Osoby, biorące udział w konkursie, prosimy też o podanie swojego imienia i nazwiska oraz adresu wraz z numerem telefonu, by móc je powiadomić o ew. wygranej. Odpowiedzi należy przesłać do 15 kwietnia pod adresem e-mail: monitorpolonijny@gmail.com lub pocztą tradycyjną pod adresem, podanym w stopce redakcyjnej pisma. Pozostałych czytelników zapraszamy do odwiedzenia naszej strony internetowej www.polonia.sk, gdzie czeka niespodzianka! Każdy, kto za pośrednictwem tej strony zechce zakupić bilety na bratysławski koncert Piotra Beczały, uzyska 20 % zniżki!

Szczegółowe informacje na temat spotkania będą aktualizowane na bieżąco na stronie www.polonia.sk oraz na Facebooku https://www.facebook.com/KlubPolskiBratyslawa 2

MONITOR POLONIJNY


Od redakcji „Przed nami był cały długi rząd winorośli, z których należało zebrać winogrono. Rząd zdawał się nie mieć końca, ale mój ojciec podzielił zadanie na kilka etapów: tam, gdzie stał słup, czyli mniej więcej w połowie drogi, mieliśmy zjeść obiad. Wydawało mi się to strasznie daleko, więc ojciec zdjął czapkę i rzucił ją przed siebie. Po tym, jak upadła na ziemię, mniej więcej w połowie odcinka dzielącego nas od słupa, tata powiedział, że w tym miejscu zrobimy sobie przerwę, by napić się lemoniady“ – tak oto pewna Słowaczka wspominała swoje pierwsze doświadczenia ze zbioru winogron. Każdy z nas dąży do jakieś celu i dobrze jest podzielić sobie drogę do niego na mniejsze odcinki, by po drodze wypić łyk lemoniady, w ten sposób osiągając mniejsze cele… Dla mnie często takim łykiem lemoniady, chwilą relaksu bywają cotygodniowe rozmowy z moją siostrą z Polski. Cieszę się na te pogaduchy, podczas których mogę się na chwilę zatrzymać, odpocząć, naładować akumulatory, by iść dalej. Kolejnym przystankiem w drodze do celu są święta, które stwarzają okazję do rodzinnych spotkań. Właśnie zbliża się Wielkanoc, więc nastrajamy Państwa świątecznie, a przy okazji przywołujemy rocznice ważne dla Polski piętnastolecie wstąpienia Polski do NATO oraz dziesięciolecie wejścia do Unii Europejskiej i Polski, i Słowacji (artykuł pt. „O wielkich dniach i Wielkiej Nocy“ – str. 4) . Wielu z nas odpoczywa, oglądając filmy, więc i w naszej ofercie nie może ich zabraknąć. Polecam recenzję filmu „Ambassada“ Juliusza Machulskiego w rubryce „Kino-oko” (str. 18) oraz relację z festiwalu filmowego Febiofest, podczas którego zaprezentowano wiele ciekawych polskich filmów (str. 10). A skoro już o filmach mowa to zachęcam też do przeczytania wywiadu z Partikiem Paššem – słowackim producentem, który pracował przy realizacji kilku znanych polskich filmów (wywiad miesiąca – str. 5). Z pewnością ciekawymi przystankami w wędrówce do celu słowackiej Polonii będą bratysławski koncert Piotra Beczały (informacje na str. 2) i ogromne przedsięwzięcie Klubu Polskiego Bratysława pod hasłem „Z Polską na Ty. Sąsiedzi“, zaplanowane na 1 maja (więcej na ten temat na str. 2). W imieniu redakcji życzę Państwu spotykania w drodze do celu dobrych ludzi, którzy potrafią motywować do dalszych działań. Życzę też, by w czasie zbliżających się Świąt Wielkanocnych znaleźli Państwo czas na odpoczynek i lekturę „Monitora”. Wesołego Alleluja!

O wielkich dniach i Wielkiej Nocy

4

Z KRAJU

4

WYWIAD MIESIĄCA Patrik Pašš o żebrakach w krawatach 5 Z NASZEGO PODWÓRKA

8

Słowacy wybrali nowego prezydenta

14

CZUŁYM UCHEM Melodyjny rock kontra alternatywa

15

Strategia dla Karpat

16

SŁOWACKIE PEREŁKI Folklor przy szosie

17

KINO-OKO Co by było, gdyby…?

18

POLAK POTRAFI Utalentowane siostry Biedrzyckie (część 1) 19 POLSKA MEDIALNA Czy Polska znów da się zaprosić do tańca?

20

BLIŻEJ POLSKIEJ KSIĄŻKI Bo trzeba mieć marzenia!

20

WAŻKIE WYDARZENIA W DZIEJACH SŁOWACJI Słowacy ruszają do Ameryki (część 2) 22 MONITOR GOŚCI MNIEJSZOŚCI „Więc chodź, pomaluj mój świat na żółto i na niebiesko“ 23 SPORT!? Jaka piękna zima!

26

OKIENKO JĘZYKOWE „Na zielonej Ukrainie…”

26

OGŁOSZENIA

28

ROZSIANI PO ŚWIECIE Korea – w kraju porannego spokoju (część 1)

29

MIĘDZY NAMI DZIECIAKAMI Wiosennie

31

PIEKARNIK Makowe życzenia 32

ŠÉFREDAKTORKA: Małgorzata Wojcieszyńska • REDAKCIA: Agata Bednarczyk, Agnieszka Drzewiecka, Katarzyna Pieniądz, Magdalena Zawistowska-Olszewska KOREŠPONDENTI: KOŠICE – Urszula Zomerska-Szabados • TRENČÍN – Aleksandra Krcheň JAZYKOVÁ ÚPRAVA V POĽŠTINE: Maria Magdalena Nowakowska, Małgorzata Wojcieszyńska GRAFICKÁ ÚPRAVA: Stano Carduelis Stehlik ZAKLADAJÚCA ŠÉFREDAKTORKA: Danuta Meyza-Marušiaková (1995 - 1999) • VYDAVATEĽ: POĽSKÝ KLUB • ADRESA: Nám. SNP 27, 814 49 Bratislava • IČO: 30 807 620• KOREŠPONDENČNÁ ADRESA: Małgorzata Wojcieszyńska, 930 41 Kvetoslavov, Tel./Fax: 031/5602891, monitorpolonijny@gmail.com • BANKOVÉ SPOJENIE: Tatra banka č.ú.: 2666040059/1100 • EV542/08 •ISSN 1336-104X Redakcia si vyhradzuje právo na redigovanie a skracovanie príspevkov • Realizované s finančnou podporou Úradu vlády Slovenskej Republiky

www.polonia.sk KWIECIEŃ 2014

3


„W

olność i niepodległość nie są dane na zawsze“ – to słowa Prezydenta Bronisława Komorowskiego, który podsumowując jubileusz wejścia Polski do struktur NATO, odniósł się do tegorocznej niespokojnej politycznie wiosny. Los czasami dziwnie plecie ludzkie losy – rok 2014 w Polsce obfituje w rocznice związane z wolnością i chwałą naszego kraju, a jednocześnie pierwszy raz od bardzo długiego czasu każe się nam poważnie zastanowić nad bezpieczeństwem ojczyzny, przyszłością obywateli, stabilnością granic. Istotnie – piętnaście lat temu Polska ostatecznie rozstała się z komunizmem i podpisała pakt wejścia do Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego (NATO). To był szczyt marzeń – przejść z bloku wpływów Związku Radzieckiego w strefę panowania Zachodu, poczuć się pełnoprawnymi obywatelami świata. Nie zapominajmy, że również Słowacja w tym roku świętuje okrągłą rocznicę tego samego politycznego ruchu – dziesięć lat temu do NATO wprowadził Słowaków rząd Mikuláša Dzurindy. Przez piętnaście lat nasza demokracja okrzepła na tyle, by tematy obronności kraju zeszły na plan drugi.

W ZWIĄZKU Z SYTUACJĄ na Ukrainie 3 marca zebrała się Rada Bezpieczeństwa Narodowego. Prezydent Bronisław Komorowski ocenił, że potrzebna jest zdecydowana postawa Unii Europejskiej w kwestii sankcji wobec Rosji zarówno politycznych, jak i ekonomicznych. SPECJALNE POSIEDZENIE SEJMU, na którym premier Donald Tusk przedstawił informację na temat aktualnej sytuacji na Ukrainie odbyło się 5 marca; premier udzielił wsparcia rządowi premiera Arseni4

O wielkich dniach i Wielkiej Nocy

Oczywiście jako członkowie NATO musieliśmy wysyłać polskie kontyngenty wojskowe, m.in. do Kosowa i Afganistanu. Od czasu do czasu słyszeliśmy o tym, że zginął kolejny polski żołnierz, ale i tak świat pełen niepokoju i zbrojnej przemocy wydawał się bardzo odległy. Obecne tygodnie przynoszą jednak zmiany w zbiorowym myśleniu, a jubileusz wejścia do NATO zyskuje inne oblicze. Podobnie jest z inną symboliczną rocznicą – dziesięć lat temu Polska i Słowacja stały się pełnoprawnymi członkami Unii Europejskiej – 77,5% obywateli polskich głosowało na TAK, 22,5% na NIE. Co ciekawe – na Słowacji TAK powiedziało wówczas

ja Jaceniuka, opowiedział się za rozsądnymi, ale stanowczymi krokami wobec konfliktu na Ukrainie. Według Tuska każdy, kto poddaje w wątpliwość kwestię suwerenności Ukrainy, akceptuje ingerencje w sprawy Ukrainy i akty agresji, sądząc, że ratuje pokój, popełnia taki sam błąd, jaki kiedyś w historii popełnili politycy europejscy wobec innych aktów agresji. „Ustępstwo jest prostą drogą do ostrzejszego konfliktu, a nie do zachowania pokoju” – powiedział premier. NOWYM PRZEWODNICZĄCYM Konferencji Episkopatu Polski został 12 marca metropolita poznański abp Stanisław Gądecki. Zastąpił on abp. Józefa Michalika, który funkcję tę sprawował dwie 5-letnie kadencje. Arcybiskup Gądecki ma

aż 92,5% obywateli, zaledwie 6,2% było temu przeciwnych. Czy ówcześni przeciwnicy Unii zmienili zdanie? A co z jej zwolennikami – czy Unia spełniła ich oczekiwania? Bezdyskusyjne zalety bycia członkiem Unii Europejskiej są odczuwalne z każdym rokiem – zyskaliśmy wolność pracy, nauki, podróżowania, otrzymaliśmy dotacje na poprawę warunków życia i rozwój rolnictwa. Wady? Unifikacja kultury i zanik odrębności regionalnej, czasami absurdalne przepisy, wzrost cen… Ale czy ktoś z nas wyobraża sobie dziś, że moglibyśmy nie być w Unii? Pisząc te słowa, nie wiem, jak w ciągu najbliższego miesiąca rozwinie się sytuacja polityczna w Europie. Niepokoje na Ukrainie są uważnie obserwowane przez wszystkich, zwłaszcza nas – najbliższych sąsiadów. Można powiedzieć – tych „lepszych” sąsiadów, członków NATO, Unii Europej-

65 lat. Jest doktorem teologii biblijnej. Święcenia biskupie otrzymał w 1992 r. DWUNASTEGO MARCA minęło 15 lat od przystąpienia Polski do NATO. Wraz z Polską do paktu przystąpiły wówczas Czechy i Węgry. Prezydent Bronisław Komorowski w orędziu telewizyjnym powiedział, że członkowstwo naszego kraju w największym i najsilniejszym sojuszu na świecie jest sukcesem. Podkreślił, że Polska jest dziś bezpieczna. „Przypadł nam w udziale dobry los. Ale doświadczenie historyczne i obserwacja tego, co się dzieje dziś poza naszymi granicami na Wschodzie, zmusza do stałej refleksji i czujności. Uświadamia nam bowiem, że żyjemy w pobliżu obszaru niestabilności” – powiedział prezydent.

JEDNODNIOWĄ WIZYTĘ w Warszawie złożyła 12 marca kanclerz Niemiec Angela Merkel, która spotkała się z premierem Donaldem Tuskiem. Szefowie rządów Polski i Niemiec zgodzili się m.in. co do jak najszybszego podpisania umowy stowarzyszeniowej Ukrainy z UE. Podpisanie politycznej części tej umowy nastąpiło 21 marca na szczycie w Brukseli. JEDNODNIOWĄ WIZYTĄ w Polsce złożył 18 marca wiceprezydent USA Joe Biden, który o sytuacji na Ukrainie rozmawiał z prezydentem Bronisławem Komorowskim, premierem Donaldem Tuskiem oraz szefem MSZ Radosławem Sikorskim. Biden potępił atak Rosji na integralność Ukrainy; zapewnił o gwarancjach bezpieczeństwa dla Polski ze strony USA i zapowiedział dodatkowe sankMONITOR POLONIJNY


Spokojnych świąt!

Patrik Pašš o żebrakach w krawatach

O

glądając niektóre polskie filmy, trudno nie dostrzec w napisach końcowych słowackiego nazwiska – Patrik Pašš. Ten słowacki scenarzysta, producent, montażysta filmowy i wykładowca bratysławskiej VŠMU wziął udział w wielu polsko-słowackich projektach, które stały się pretekstem do naszej rozmowy. Pracował Pan jako koproducent polskich filmów, takich jak „Gry wojenne“, „Wino truskawkowe“ czy „Pokłosie“. Jak doszło do współpracy z Polakami? Producenci to żebracy w krawatach, którzy szukają pieniędzy, by dzięki nim tworzyć warunki innym, aby ci z kolei mogli spełniać swoje marzenia twórcze. Ten typ ludzi potrzebuje odpowiednich partnerów. Wiemy dobrze, że kiedy dochodzi do jakichś problemów, to najczęściej za nimi kryją się pieniądze, a te potrafią zniszZDJĘCIE: STANO STEHLIK

skiej, bezpiecznych i korzystających z wolności słowa i demokracji. To są właśnie zalety bycia w zjednoczonej Europie, o których do niedawna nawet nie marzyliśmy… Jakie będą więc tegoroczne Święta Wielkanocne? Czy wypełni się ich przesłanie i życie zwycięży nad śmiercią, nadzieja pokona ciemność i niepokoje? Z każdym rokiem coraz trudniej jest przestrzegać świątecznych tradycji, celebrowanych jeszcze przez starsze pokolenie. Świat się zmienia, coraz więcej pracujemy, a elementy życia duchowego stają się jedynie kolejnymi zadaniami do wykonania. Ale gdy od czasu do czasu budzą się w nas uczucia pierwotne – lęk, strach, obawy – wtedy automatycznie odnajdujemy w sobie duszę, stajemy się bardziej ludzcy. Coraz częściej słyszę o spontanicznych akcjach pomocy Ukraińcom. Współczujemy im i boimy się o siebie. Chociaż chronią nas pakty, umowy i uchwały, wiemy, że przyszłość jest niepewna. Tym bardziej więc doceńmy naszą wywalczoną wolność i niepodległość, nieśmy pomoc tym, którzy tuż za naszymi granicami tych oczywistych praw nie mają.

czyć relacje międzyludzkie. Producentowi trudno znaleźć odpowiedniego partnera, podobnie jak naukowiec łapie nić porozumienia z innym naukowcem, ale pozostali nie muszą go rozumieć. Dlatego tak ważne jest, by producenci byli zgodni co do wartości i kierowali się tą samą miarą etyki. Takim partnerem jest właśnie Darek Jabłoński (polski reżyser, producent – przyp. od red.). Podczas naszej współpracy każdy z nas doskonale rozumiał swoją rolę. Współpraca z Darkiem rozpoczęła się od

AGATA BEDNARCZYK cje wobec Rosji. Donald Tusk oświadczył, że faktyczna aneksja Krymu przez Rosję jest nie do zaakceptowania przez wspólnotę międzynarodową, w tym i Polskę. MAREK SAWICKI z PSL 17 marca został ponownie ministrem rolnictwa. Zastąpił na tym stanowisku Stanisława Kalembę, odwołanego w związku z wykryciem u dwóch dzików afrykańskiego pomoru świń. Sawicki był ministrem rolnictwa w pierwszym rządzie Donalda Tuska w latach 2007-2011; pozostał na stanowisku po powołaniu nowego rządu w 2011 r. Został odwołany w lipcu 2012 r. po ujawnieniu tzw. taśm PSL.

mier Donald Tusk, który usłyszał wiele gorzkich słów o niespełnionych obietnicach, dotyczących zwiększenia świadczeń dla rodziców, którzy zrezygnowali z pracy, aby opiekować się dziećmi. Rząd zdecydował 25 marca o podwyżce świadczeń dla rodziców sprawujących opiekę nad niepełnosprawnymi dziećmi. Od maja br. mają one wzrosnąć do tysiąca zł, od 2016 roku ma to być 1,3 tys. zł netto. Protestujących to rozwiązanie nie usatysfakcjonowało – zamierzają kontynuować protest. Ich żądanie to świadczenia pielęgnacyjnego równe płacy minimalnej.

OD 19 MARCA w Sejmie protestuje grupa rodziców dzieci niepełnosprawnych. Spotkał się z nimi pre-

W WARSZAWIE 22 marca obradowała Rada Krajowa Platformy Obywatelskiej, która zatwierdziła

KWIECIEŃ 2014

listy kandydatów ugrupowania do Parlamentu Europejskiego. Tego samego dnia w stolicy odbyła się także konwencja wyborcza Prawa i Sprawiedliwości, które również zaprezentowało swoich kandydatów do PE. Najważniejszymi punktami obu spotkań były wystąpienia liderów partii – szefa PO premiera Donalda Tuska oraz prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego. WEDŁUG TUSKA wybory do Parlamentu Europejskiego, zaplanowane na 25 maja, będą najważniejszymi w historii, bowiem od nich będzie zależeć, czy Europa przetrwa. Gościem Rady Krajowej był Witalij Kliczko, szef ukraińskiej partii Udar. Premier, zwracając uwagę na możliwe zagrożenia związane z sytuacją na Ukrainie, mówił, że

eurowybory nie dotyczą tego, „czy nasze szkoły są dobrze przygotowane na 1 września dla naszych sześciolatków. Te wybory europejskie być może są o tym, czy w Polsce dzieci 1 września w ogóle pójdą do szkoły“. JAROSŁAW KACZYŃSKI uznał, że Polska bez zmiany władzy nie będzie ani silna, ani bezpieczna. Podkreślił też, iż sprawy ukraińskie są ściśle związane z Polską i nie wolno ich oddzielać. Dodał, że wybory do Parlamentu Europejskiego odbywają się w niezwykle trudnym okresie. Według Kaczyńskiego agresja Rosji to wyzwanie nie tylko dla Ukrainy, ale także dla Polski, Unii Europejskiej, NATO i całego wolnego świata. mp 5


„Wina truskawkowego“. Zainteresował mnie ten charyzmatyczny artysta, w którym widzę potencjał, zmierzający ku magicznemu realizmowi, podobnie jak to było w przypadku współpracy z Jurajem Jakubiską. To naturalne, że odpowiada mi współpraca z człowiekiem, który kieruje się takimi samymi priorytetami twórczymi i który myśli podobnie, ma takie samo spojrzenie na świat. Niedawno przeprowadzałam wywiad z Allanem Starskim, który stwierdził, że przyszłość kina europejskiego i światowego widzi właśnie w koprodukcji. Pan też jest tego zdania? Żyjemy w krajach, w których brak dostatecznej ilości środków finansowych na projekty kulturalne. To duży błąd, bo kultura w każdym społeczeństwie jest bardzo ważna. Lekarz leczy, rolnik żywi, a zadaniem ludzi kultury jest humanizacja społeczeństwa, rozwijanie jego wartości duchowych, co w efekcie pozwala temu społeczeństwu lepiej się rozwijać. Zaniedbanie sfery kultury wpływa negatywnie na każdą społeczność - widać to potem w tendencjach nacjonalistycznych, spadku zdolności do tworzenia narodowego, dostatecznie dużego produktu gospodarczego. Również dlatego, aby producenci mogli wzmacniać kulturalne efekty ich dzieł, producenci szukają źródeł finansowania w różnych krajach. Można zatem powiedzieć, że paradoksalnie niewielkie środki finansowe na kulturę w naszych krajach pomagają w nawiązywaniu kontaktów? Owszem, ponieważ każdy problem można traktować jak wyzwanie, a dzięki wyzwaniom człowiek się rozwija. Pokonywanie przeszkód zawsze prowadzi go o krok dalej. Na Słowacji z powodu braku odpowiednich środków finansowych w latach 2005-2006 nie wyprodukowano żadnego ważnego filmu. To zmobilizowało mnie oraz ministra kultury, panna Madariča, i pewnego mojego kolegę do pracy. Efektem było stworzenie funduszu audiowizualnego. Dziś na Słowacji powstaje 10 pełnometrażowych filmów rocznie, ok. 15 dokumentalnych i 10 filmów animowanych. Zdarzył się cud! Na szczęście i ja mogę 6

„Żadna ideologia nie może zmuszać ludzi, by umierali w jej imieniu, by szkodzili rozwojowi ludzkości”. czerpać z tego worka pieniędzy na jeden film rocznie, więc jestem zadowolony. Wracając do tematu koprodukcji – ta dała mi możliwość współpracy z niesamowitymi ludźmi, jak na przykład kompozytor Janusz Stokłosa. To on napisał muzykę do kilku zrealizowanych przeze mnie obrazów, jak „Rodzina Nicky’ego“ czy „Wszyscy moi bliscy“. W rozmowach z Januszem, dotyczących naszych wyobrażeń na temat ścieżki dźwiękowej, czasami sugerowałem, że ten lub inny wątek muzyczny mógłby nawiązywać na przykład do „Bolera“ M. Ravela czy kompozycji W. A. Mozarta. I Janusz łapał to w lot, tworząc dokładnie to, co sobie wymyśliłem. Sąsiadom, którzy dzielili i nadal dzielą podobne losy, chyba łatwiej o porozumienie? Tak, drugi aspekt naszej polsko-słowackiej współpracy dotyczy filmów, które mają wspólny potencjał kulturowy, więc to naturalne, że szuka się źródeł finansowania w tych krajach, których zagadnienia poruszane na ekranie dotyczą. Na przykład film „Gry wojenne“ miał potencjał kulturowy wspólny dla naszych obu krajów, bowiem łączy nas wspólna przeszłość, czyli wydarzenia, na które pułkownik Kukliński miał wpływ. Trigon Production to firma, realizująca filmy o ludziach i wydarzeniach, które jakimś sposobem zmieniły świat. Czyn Kuklińskiego był przełomowy i zmienił życie nas wszystkich. Kto wie, jak by się sytuacja rozwinęła, gdyby Kukliński się nie zaangażował i nie zapobiegł wojnie atomowej? Pierwszy atak atomowy miał być skierowany na Polskę, Czechosłowację, Węgry. W ten sposób miał powstać korytarz, który udaremniłby wejście do Związku Radzieckiego wojsk NATO. Najnowszy film Władysława Pasikowskiego „Jack Strong“ wywołał w Polsce spore emocje i dyskusje, czy płk Kukliński był bohaterem, czy też

szpiegiem, który zdradził swoją ojczyznę. Jak Pan myśli, był to człowiek, który zapobiegł III wojnie światowej? Nie wiem, czy mam dostateczną ilość informacji, ale dzięki pracy nad „Grami wojennymi“ mogę powiedzieć, że Kukliński służył ideologii, ale w pewnym momencie stwierdził, że podejmowane przez niego działania zmierzają w kierunku zniszczenia kraju, w którym mieszkał. Zrobił więc to, co powinien zrobić każdy człowiek w imieniu wyższej wartości, zasady, czyli humanizmu i dobra ludzkości. Jestem przekonany, że w każdym społeczeństwie zasady wyższe powinny zwyciężyć nad jakąkolwiek ideologią. Żadna ideologia nie może zmuszać ludzi, by umierali w jej imieniu, by szkodzili rozwojowi ludzkości. Owszem, w rozumieniu ideologii, której służył Kukliński, była to zdrada, ale jeśli na jego czyn spojrzeć z punktu widzenia społeczeństwa i jego rozwoju, wykonał bohaterski czyn. Ja jestem po stronie życia i ludzkości. Kukliński za swój czyn zapłacił wysoką cenę… Stracił dwoje dzieci. Wiedział, dlaczego tak się dzieje. Być może jego własna śmierć była dla niego wykupieniem. Myśli Pan, że takie filmy interesują Słowaków? Sądzę, że tak. Moi przyjaciele namawiają mnie, bym wydał „Gry wojenne“ na DVD, bo według nich ta pozycja powinna znaleźć się w filmotece każdego Słowaka. Oczywiście 60% populacji chce produktów filmowych, bazujących na konsumpcji podstawowej, czyli oferujących lekkie historie, podszyte emocjami. Ja je nazywam tanimi, szybkimi produktami mcdonald’sowymi, które oferują tanią i szybką rozrywkę, ale nigdzie dalej człowieka nie prowadzą. Ci, którzy coś tworzą, chcą czegoś więcej. Dobrze, czasami, kiedy mają mało czasu, kupią sobie hamburgera w McDonald’s, ale tych hamburgerów nie jedzą codziennie. Podobnie jest w sferze kultury – tak, można od czasu do czasu się rozerwać, ale każdy odpowiedzialny człowiek poszuMONITOR POLONIJNY


Jest Pan więc zdania, że widzom trzeba oferować coś wartościowszego, z wyższej półki, by motywować ich do rozwoju? Tak, bo w przeciwnym razie, owszem, zapełnimy kina i zarobimy, ale kultura nie będzie pełnić swojej funkcji. Chętnie o tym mówię też moim studentom, powołując się na starożytną Grecję, w której nie było telewizji, radia, gazet, ale za to społeczeństwu oferowano pewien produkt, który nazywa się teatr. Grecy musieli systematycznie chodzić do teatru i oglądać dramaty. Czym więc są dramaty, które dziś oglądamy w kinach czy w teatrach? To instrukcje obsługi, jak żyć obok siebie, żyć razem, żeby się nawzajem nie pozabijać. Formułują one wzorce zachowań, by widzowie mogli je naśladować i przez to stać się użytecznymi, by ich życie było wartościowsze. Zadaniem kultury jest podsuwanie takich instrukcji obsługi, dawanie impulsów, potrzebnych do rozwoju społecznego. Jaką instrukcję obsługi przyniósł film „Pokłosie“? To refleksja nad tym, byśmy krytycznie spojrzeli na siebie, nie szukali winy w innych. Ludzie są zdolni podnieść rękę na kogoś, kto nie umie się bronić. Film ten jest swoistym spojrzeniem w lustro, uczy, by nie potępiać innych, ale przyjrzeć się sobie i swojemu życiu, w którym być może trzeba coś zmienić.

KWIECIEŃ 2014

„Zadaniem kultury jest podsuwanie takich instrukcji obsługi, dawanie impulsów, potrzebnych do rozwoju społecznego”. Temat wydawania Niemcom czy wręcz mordowania Żydów podczas II wojny światowej przez Polaków rezonuje w polskim społeczeństwie już wiele lat i wciąż jest to temat drażliwy. Jak z nim radzą sobie Słowacy? Słowacy jeszcze nie dojrzeli do takiego etapu jak Polacy, by dokonać rozliczenia historycznego, przeprowadzić swoiste katharsis. Bo przecież Słowacja powstała jako państwo faszystowskie i do tej pory z tym fenomenem nie umie się zmierzyć. Swoje narodziny zawdzięcza komuś, kto był mordercą! Ta trauma drzemie w narodzie. Każdy lider swoimi decyzjami odpowiada za czyny. W naszym kraju znalazł się taki, który postanowił chronić naród słowacki za cenę życia innych. Do dziś mamy dylemat, czy to było moralne, bo przecież wielu ludzi zagazowano, by Słowacy mogli przeżyć. Brak nam jeszcze odwagi, by o tym mówić, nazywać rzeczy po imieniu. I to, być może, jest wyzwaniem, na przykład dla artystów? Juraj Kukura (słowacki aktor – przyp. od red.) w kierowanym przez siebie Teatrze Arena podjął się tego wyzwania i wystawił monodram „Tiso” w reżyserii Rastislava Balleka, ze świetnym Mariánem Labudą w roli tytułowej, ale… wie pani, naród musi dojrzeć. Potrzeba chyba więcej czasu, by zmierzyć się z tym zagadnieniem. ZDJĘCIE: STANO STEHLIK

kuje, chce się rozwijać, kształcić, iść dalej. To właśnie rozwój gwarantuje człowiekowi jego konkurencyjność – kiedy przestaje się rozwijać, wyprzedzają go inni.

Jest zainteresowanie filmem „Pokłosie“, który trafił niedawno do słowackich kin? Procentowo film obejrzała tu podobna liczba widzów jak w Polsce, ale – wiadomo – Polaków jest 40 milionów, a Słowaków tylko 5, więc trudno mówić o jakimś dużym sukcesie, jeśli chodzi o oglądalność tego filmu na Słowacji. Poza tym w kinach dominują produkcje amerykańskie i zanim widz zdąży się zorientować, że na ekrany wszedł jakiś dobry film nieamerykańskiej produkcji, to jego miejsce zajmuje kolejny obraz rodem z Hollywood. W Pańskiej firmie przy podejmowania decyzji o realizacji danego projektu ważniejsze są oczekiwane dochody z filmu, czy poruszany w nim problem? Zawsze jest to balansowanie pomiędzy. Część naszych produktów to publicystyka, programy dla telewizji, które tworzą bazę ekonomiczną dla firmy. Z kolei ta daje możliwość robienia wartościowych filmów, poświęconych tematom ważnym dla społeczeństwa. Jakie ma Pan plany na przyszłość? Będą wśród nich filmy polskosłowackie? Ostatnie święta Bożego Narodzenia spędziłem w Warszawie, gdzie spotkałem się z Juliuszem Braunem – szefem Polskiej Telewizji, który jest zainteresowany wspólną produkcją serialu. W siedzibie naszej firmy, pięcioro drzwi dalej, powstaje właśnie scenariusz. Serial dotyczy nas – Polaków, Słowaków, Czechów – a opiera się na historii naszych byłych socjalistycznych ojczyzn. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

7


Koncert

„Słowacja dla Ukrainy” Allan Starski w Bratysławie

Na

W

niedzielę, 9 marca, po odbywającej się co miesiąc mszy świętej w języku polskim członkowie Klubu Polskiego mieli okazję uczestniczyć w wyjątkowym wydarzeniu. Na Starym Mieście w Bratysławie, a więc o krok od kościoła Notre Dame, konkretnie na placu Hviezdoslava, odbył się koncert pod hasłem „Słowacja dla Ukrainy”. Wydarzenie to zgromadziło bratysławian, chcących zamanifestować swoje poparcie dla Ukraińców, zmagających się w tych dniach z inwazją Rosjan na Krym. Koncert relacjonowały na żywo telewizje państwowe: słowacka i czeska, które to – oprócz rangi samego wydarzenia – przyciągnęła zapowiadana obecność na scenie znanych słowackich artystów oraz osobistości życia publicznego. Wśród występujących byli m.in. zespół Collegium Musicum, Korben Dallas i Michael Kocáb z Karpatskými Chrbátmi, a także Martin Geišberg i Zuzana HomoloZDJĘCIA: STANO STEHLIK

8

vá. Ze sceny popłynęły też przejmujące słowa dyrektora Romana Poláka i aktorki Emílii Vášáryovej ze Słowackiego Teatru Narodowego. Padły porównania do wydarzeń z 1968 roku w Czechosłowacji, tym razem jednak z nadzieją, że większe niż przed półwiekiem zainteresowanie świata nie pozwoli na powtórkę tamtej tragedii. Największe wrażenie zrobiło jednak krótkie przemówienie znanego księdza Antona Srholeca, wiele lat więzionego i prześladowanego przez komunistów. Ten działacz społeczny, walczący m.in. o prawa mniejszości, a także autor niezliczonych inicjatyw charytatywnych wezwał Słowaków do modlitwy za Ukrainę. Potrzebę zbliżenia między Słowacją i  Ukrainą wygłosił mieszkający w Użhorodzie Michal Kravčík. Wystąpienie zakończył słowami: „Chwała Ukrainie, chwała Słowacji, chwała bohaterom!“. Cieszymy się, że wśród publiczności byliśmy i my, członkowie Klubu Polskiego w Bratysławie, z sympatią przyjmujący kolejną słowacką inicjatywę, wspierającą tak bliską nam Ukrainę i jej sprawy. ARKADIUSZ KUGLER

projekcji filmu „Pokłosie“ w reżyserii Władysława Pasikowskiego, która odbyła się 14 marca w bratysławskim kinie Lumiére, obecny był szczególny gość, którego Tomasz Grabiński, dyrektor programowy Instytutu Polskiego, tak zaprezentował na wstępie: „Pan Allan Starski przygotował do tego filmu scenografię, za co w Polsce zyskał prestiżową Polską Nagrodę Filmową Orzeł“. Poproszony o głos polski scenograf stwierdził, że prezentowany film wywołał ogromne kontrowersje, bowiem temat mordowania Żydów podczas II wojny światowej był przez długie lata tematem tabu. Potem odpowiadał też na pytania widzów, dotyczące jego pracy, m.in. kręcenia „Listy Schindlera“ w reż. S. Spielberga. „Pracowałem nad scenografią w wielu filmach, które dotyczą różnych okresów historycznych – mówił Starski, pytany o zainteresowania II wojna światową. – Pokłosie jest filmem, w którym co prawda temat wojny jest poruszany, ale jego akcja rozgrywa się w czasie późniejszym, bowiem ok. dwadzieścia lat temu“. „Pokłosie“ weszło na ekrany słowackich kin pod koniec ubiegłego roku i prezentowane jest w różnych red miastach Słowacji.

MONITOR POLONIJNY


Xenii Bergerovej w Kieżmarku

Wystawa

G

aleria „U Anioła” w samym sercu Kieżmarku prezentuje obrazy Xenii Bergerovej, mieszkającej w Bratysławie autorki polskiego pochodzenia. Miłośników sztuki na wernisaż, który odbył się 14 marca, przyciągnęło dwadzieścia obrazów, których instalację wykonał Marek Hossa. Wystawę otworzyła szefowa galerii Carmen Kováčová. Obrazy Bergerovej w Kieżmarku można podziwiać do 15 maja red 2014 r.

„Po

mszy zapraszam na herbatę” – tak brzmiało ostatnie ogłoszenie po niedzielnej mszy polskiej w Mariance pod Bratysławą. Ponieważ troszkę zmarzłam, pomysł wypicia gorącej herbaty brzmiał zachęcająco. Poza tym była to również doskonała okazja, by spotkać się ze znajomymi z Klubu Polskiego. Po kilku minutach razem z księdzem i uczestnikami mszy udałam się do Domu Pielgrzyma przy tamtejszym kościele, gdzie czekał na nas bogato zastawiony stół. O to bogactwo zadbały nasze klubowiczki, które przywiozły ze sobą pyszne ciasto czekoladowe i prawdziwy polski sernik. Msze polskie, tak w Bratysławie, jak i Mariance, celebruje od zeszłego roku ojciec Tymoteusz Górecki. Wcześniej msza św. w języku polskim była odprawiana tylko raz w miesiącu – w każdą drugą niedzielę w kościółku Notre Dame na placu Hvezdoslava w Bratysławie. Od września minionego roku sytuacja się zmieniła – z inicjatywy ojca Tymoteusza w każdą ostatnią niedzielę miesiąca można się modlić po polsku także w bazylice Narodzenia Marii Panny w Mariance. Zapytałam kilka osób, dlaczego chodzą na nabożeństwa w języku polskim. Moja przyjaciółka Basia twierdzi, że uczestnictwo w polskiej KWIECIEŃ 2014

Polska msza na obczyźnie mszy przypomina jej Polskę, a „Ojcze nasz”, odmawiane po polsku, brzmi inaczej niż po słowacku. Basia uważa też, iż modląc się w języku ojczystym, potrafi się bardziej skupić i tym samym lepiej przeżyć duchowo eucharystię. Podobnego zdania jest Kasia, która powiedziała: Wspólna modlitwa po polsku jest czymś wyjątkowym. Kiedy się modlę, wydaje mi się, że jestem bliżej Polski, bliżej domu. Natomiast Ania zwierzyła mi się: Uwielbiam to uczucie, kiedy to polskie słowa modlitw wychodzą ze mnie samoistnie, bez jakiejkolwiek interwencji zewnętrzenej. Sprawia mi to ogromną radość. Śpiewanie polskich pieśni religijnych i kolęd oraz kazania po polsku bardziej przemawiają do modlących się, skłaniają ich do refleksji, czasem wzruszają. Niektóre osoby czują, że dzięki temu ich wiara się umacnia. Na polskich mszach panuje zawsze kameralna, rodzinna atmosfera. Przychodzą na nie zarówno osoby młode, jak i starsze, małżeństwa, rodziny z dziećmi. Przyjeżdżają z różnych dzielnic Bratysławy i jej okolic nie dlatego, że muszą, ale dlatego, że chcą. Tę potrzebę serca można od-

czuć podczas eucharystii. Jej uczestnicy aktywnie biorą w niej udział, razem wybierają i śpiewają psalmy, każdy może zgłosić się do czytania Pisma Świętego. To wszystko jeszcze bardziej integruje i wpływa na doznania duchowe. Wspólne uczestnictwo we mszy świętej jest także okazją do spotkania z rodakami. Po mszy polskiej w Bratysławie następują ogłoszenia parafialno-świeckie, dzięki czemu prezes KP Kasia Tulejko przedstawia informacje, dotyczące planowanych wydarzeń polonijnych. Natomiast w Mariance ojciec Tymoteusz zaprasza do siebie na plebanię, gdzie przy kawie i herbacie w miłej atmosferze można porozmawiać i dowiedzieć się o planowanych imprezach Klubu Polskiego. Ostatnio podczas takiego spotkania narodził się pomysł zorganizowania w Domu Pielgrzyma w Mariance tradycyjnego śledzika i zabawy w kalambury. A zatem niech te polskie msze oraz spotkania z rodakami trwają i nie tracą swego charakteru. Niech nadal dają nam tę możliwość, byśmy choć przez chwilę poczuli się jak w domu rodzinnym, w Polsce. MAGDALENA ZAWISTOWSKA-OLSZEWSKA 9


Różnorodność polskich filmów na festiwalu D wudziestą pierwszą edycję Międzynarodowego Festiwalu Filmowego „Febiofest” otworzył 21 marca polski film, podobnie jak to już bywało w latach ubiegłych. Tym razem był to „Wałęsa. Człowiek z nadziei”, prezentowany bliżej czytelnikom w marcowym numerze „Monitora“. Andrzej Wajda, reżyser tegoż filmu, podczas ceremonii otwarcia festiwalu otrzymał nagrodę słowackiego Stowarzyszenia Twórców Filmowych za wkład w rozwój kina światowego. Warto przypomnieć, że w zeszłym roku taką nagrodę odebrał inny polski twórca filmowy Lech Majewski.

Ponieważ tym razem laureat był nieobecny, w jego imieniu nagrodę odebrał polski ambasador na Słowacji Tomasz Chłoń, który odczytał podziękowanie Wajdy za wyróżnienie, a potem krótko wprowadził w klimat filmu. Ku zdziwieniu publiczności swoje wystąpienie zakończył słowami: „Niech żyje Ukraina!”. Podczas otwarcia Febiofestu film „Wałęsa. Człowiek z nadziei” miał swoją słowacką premierę. Ze względu na duże zainteresowanie był wyświetlany 10

jednoczenie w dwóch salach tego samego kina i – jak zauważyłam po projekcji – spodobał się widzom. W trakcie tegorocznego festiwalu udało mi się obejrzeć aż dziesięć polskich filmów i muszę powiedzieć, że było warto. Pierwszy to „Papusza” w reżyserii Joanny Kos-Krauze i Krzysztofa Krauze, której oczekiwałam z zainteresowaniem. Obraz opowiada o życiu cygańskiej poetki Bronisławy Wajs, znanej jako Papusza, której wiersze czytałam jeszcze w liceum, zafascynowana książką Jerzego Ficowskiego o życiu polskich Cyganów. To właśnie dzięki tej książce opublikowano niespełna 40 utworów Papuszy. Film rekonstruuje życie Cyganów w Polsce od roku 1910, kiedy to jeszcze mogli swobodnie koczować, poprzez wojenne prześladowania aż po lata 80. XX wieku, kiedy to zostali zmuszeni do osiadłego trybu życia. Warto wspomnieć, że film zagrany jest w języku rom-

skim, który potęguje specyficzny klimat. Kolejne pozycje to „Chce się żyć” w reżyserii Macieja Pieprzycy i „Dziewczyna z szafy” w reżyserii Boda Koksa. Bohaterami obu filmów są ludzie z wyraźnym upośledzeniem. Oba obrazy podkreślają ich bogate życie wewnętrzne, niezauważalne dla niezainteresowanych obserwatorów, i ich pełne czułości relacje z bliskimi. Gwiazdą tegorocznego festiwalu w moim osobistym rankingu stał się Dawid Ogrodnik, który zagrał zarówno w filmie „Chce się żyć”, za co został nagrodzony polskim Orłem, jak i w „Idzie” Pawła Pawlikowkiego. Z dużym zainteresowaniem obejrzałam też film dokumentalny o wybitnej polskiej reżyserce Agnieszce Holland „Powrót Agnieszki H.” w reżyserii Jacka Petryckiego i Krystyny Krauze, która była gościem festiwalu. Dokument ten opowiada o czasach studenckich reżyserki, spędzonych w Pradze, o jej przyjaciołach z tamtych czasów, o zaangażowaniu w wydarzenia „praskiej wiosny”, krótkim pobycie w więzieniu, trochę o jej życiu osobistym. Przede wszystkim jednak pokazuje Agnieszkę Holland taką, jaką jest dzisiaj – pełną

mądrości życiowej osobę o niesamowitej osobowości i ogromnym poczuciu humoru. Wspaniałym uzupełnieniem tego filmu jest ciekawa wystawa fotograficzna „Twarze Agnieszki Holland”, którą można obejrzeć do połowy kwietnia w Instytucie Polskim w Bratysławie. Z filmów konkursowych udało mi się też obejrzeć film Julii Kolberger „Mazurek”. Ten krótki film (trwa zaledwie 30 min.) pokazuje de facto życie kilku osób poprzez prezentację ich reakcji na zaręczyny młodej dziewczyny ze starszym o 30 lat mężczyzną. Szczególną uwagę zwraca wspaniała kreacja aktorska Kingi Preis. Jedynym filmem, którego Państwu za bardzo nie

ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

MONITOR POLONIJNY


„Kolejka” w Bańskiej Bystrzycy i Bratysławie G

polecam ze względu na bardzo naturalistyczną narrację, jest dramat „Ostatnie piętro” w reżyserii Tadeusza Króla, który dzięki gościnności Instytutu Polskiego miał okazję osobiście wyjaśnić swoje zainteresowanie podjętym tematem na spotkaniu z widzami. Według jego słów film porusza problem fanatyzmu religijnego, który stał się jedną z przyczyn szaleństwa oficera wojska polskiego, terroryzującego swoją rodzinę. Na zakończenie dodam jeszcze dwa słowa o filmie „Kongres” w reżyserii Ariego Folmana. Co prawda nie jest to obraz polskiej produkcji, ale zrealizowany na motywach prozy Stanisława Lema. To mieszany gatunkowo film (science-fiction/animacja), brawurowo podejmujący temat „sztucznego życia”, opisywany przez Lema jeszcze na początku lat siedemdziesiątych. Wprawdzie bratysławska część festiwalu skończyła się 27 marca, to przegląd filmowy kontynuowany jest w większych miastach słowackich do 17 kwietnia. Zatem zapraszam do kin. ANNA MARIA JARINA KWIECIEŃ 2014

ry planszowe w dobie dominującej komputeryzacji i cyfryzacji wielu sfer życia codziennego nie tracą na popularności. Można nawet powiedzieć, że obecnie przeżywają okres swojego rozkwitu. Dotyczy to też gier polskich. Najlepszy przykład to Gra Roku 2012, czyli „Kolejka”, autorstwa Karola Madaja, która została przygotowana przez Instytut Pamięci Narodowej w kilku wariantach językowych – poza polskim ukazała się również po angielsku, niemiecku, hiszpańsku, rosyjsku, a nawet po japońsku. Biuro Edukacji Publicznej IPN wykorzystuje gry planszowe do celów edukacyjnych (poza wspomnianą „Kolejką” są to również: „111”, nawiązująca do działań 111. eskadry myśliwskiej, „ZnajZnak”, „303”, „Ogonek”, „Pamięć ’39”, „Awans”). Na swoim portalu internetowym pamiec.pl tak wprowadza w zasady „Kolejki”: Gra planszowa „Kolejka“ opowiada o realiach życia codziennego

w latach schyłkowego PRL. Zadanie graczy (od 2 do 5) wydaje się proste. Muszą wysłać swoją, złożoną z pięciu pionków, rodzinę do sklepów na planszy i kupić wszystkie towary z wylosowanej listy zakupów. Problem polega jednak na tym, że półki w pięciu osiedlowych sklepach są puste... W ten sposób zaczyna się nie tylko ciekawa lekcja historii, ale i dobra zabawa, o czym mieli okazję przekonać się studenci Uniwersytetu Mateja Bela w Bańskiej Bystrzycy, uczestniczący w spotkaniu z zastępcą dyrektora Biura Edukacji Publicznej IPN dr. Łukaszem

Michalskim, które odbyło się 5 marca w Centrum Języka i Kultury Polskiej na UMB. Podobne warsztaty miały miejsce dzień później w Instytucie Polskim w Bratysławie. Zajęcia w obu przypadkach były poprzedzone wykładem na temat „ekonomicznego“ funkcjonowania państwa w systemie komunistycznym. W ramach działań Biura Edukacji Publicznej IPN w Bańskiej Bystrzycy i Bratysławie (na Uniwersytecie Komeńskiego) odbyły się również dwa wykłady dr. Łukasza Michalskiego, poświęcone obrazowi komunizmu i PRL w literaturze polskiej. JAKUB PACZEŚNIAK Centrum Języka i Kultury Polskiej UMB w Bańskiej Bystrzycy

ZDJĘCIA: JAKUB PACZEŚNIAK

11


Klub Polski

kontra marzana „W rzucimy do wody niedobrą boginię, niech prędko do morza zła zima odpłynie” – tymi słowami członkowie Klubu Polskiego z Bratysławy żegnali zimę. Pożegnanie to miało miejsce 23 marca, kiedy to nawet pochmurna aura nastrajała do ostatecznego starcia z zimnem.

12

1:0

W tej szarości wyróżniał się kolorowy orszak, który ze śpiewem na ustach przemaszerował nad Mały Dunaj w Podunajskich Biskupicach, niosąc przed sobą ekstrawagancko przybraną marzannę. Jego uczestnicy wzbudzali ogromne zainteresowanie przechodniów, którzy chętnie dołączali do

zabawy. Kiedy wszyscy dotarli na miejscem kaźni marzanny, przypomniano w skrócie jej historię i wierzenia z nią związane. Otóż topienie słomianej kukły miało odpędzać morowe powietrze, które w średniowieczu sprowadziło do Europy zarazę, zaś sama marzanna (po słowacku nazy-

MONITOR POLONIJNY


wana moreną) nawiązuje do wierzeń słowiańskich i symbolizuje słowiańską boginię zimy i śmierci. Potem kukła została podpalona – a trzeba przyznać, że ogień z niej był spory – i wrzucona do wody. Temu

towarzyszyły śpiewy: „Płyń sobie, marzanno, szumiącym potokiem nad morza szerokie, nad morza głębokie. Zgiń, przepadnij zimo i nie wracaj do nas. Na przyjęcie wiosny otwórzmy ramiona!”. Wszyscy zebrani wzrokiem odprowadzili odpływającą Dunajem kukłę, ciesząc się jak dzieci. Potem była chwila na pamiątkowe zdjęcia, po czym nastąpił powrót do lokalu „Pole Pole”, gdzie dzięki gościnności właścicieli ka-

wiarni kontynuowano imprezę przy suto zastawionych stołach, o które zadbały panie z Klubu Polskiego,

które z tej okazji upiekły i przyniosły ciasteczka. Bawili się zarówno dorośli, jak i dzieci. Te ostatnie zajęły się rysowaniem i robieniem małych kukiełek. Czekały na nie za to nagrody, które wręczyła im prezes Klubu Polskiego Bratysława Kasia Tulejko. Warto wspomnieć, że w spotkaniu wzięła udział po raz pierwszy najmłodsza klu-

ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

bowiczka – dwuipółmiesięczna Urszulka Bienkiewicz. Rozgrywka Klub Polski kontra marzanna zakończyła się wynikiem 1:0. Jest więc nadzieja, że w tym roku zima już nie wróci. DOROTA CHMIEL


J

eszcze przed rozpoczęciem kampanii prezydenckiej wiele mówiło się o oficjalnej kandydaturze obecnego premiera Roberta Ficy. Ten jednak konsekwentnie zaprzeczał, jakoby interesowało go stanowisko prezydenta Republiki Słowackiej. Siedemnastego grudnia Fico odkrył jednak karty, ogłaszając swój udział w wyborczych zmaganiach. Można powiedzieć, że dopiero od tego momentu rozpoczęły się poważne analizy, medialne komentarze i wszystko to, czym żyją media w tak szczególnym okresie. Robert Fico z miejsca stał się faworytem i trudno było na początku przewidzieć, który z czternastu (a początkowo nawet piętnastu!) kontrkandydatów mógłby mu zagrozić. Trochę zaskakującą odpowiedź na to pytanie przyniósł pierwszy wyborczy wieczór 15 marca, kiedy to ogłoszono oficjalne wyniki pierwszej tury wyborów. Chociaż lider partii Smer zdobył najwięcej głosów (28 %), to jednak o wyraźnej przewadze nie było mowy i stało się jasne, że konieczna jest druga tura. Zaraz za premierem uplasował się popularny biznesmen i filantrop Andrej Kiska, który z 24 % zdobytych głosów został głównym bohaterem tegoż wieczoru. Udowodnił, że jest w stanie zagrozić niepokonanemu dotychczas politykowi, a brak doświadczenia politycznego w jego przypadku odbierany jest przez zmęczonych aferami wyborców jako zaleta. Andrej Kiska to założyciel niezwykle popularnej organizacji charytatywnej „Dobrý anjel” (Dobry Anioł), która istnieje może między innym dzięki jego sukcesom finansowym. Wielu wyborców mogła urzec też deklaracja Kiski, iż w wypadku wygranej zrzeknie się prezydenckich poborów, przeznaczając je na cele charytatywne.

14

Słowacy wybrali

nowego prezydenta Cała uwaga mediów mogła skupić się teraz na dwóch kandydatach, z których każdy starał się wykorzystać wszystkie dostępne środki, by przekonać do siebie wyborców. Celował w tym zwłaszcza sztab urzędującego premiera, starający się odbrązowić postać Andreja Kiski. Oprócz wskazywania na brak doświadczenia kontrkandydata Fico uderzył także w jego światopogląd. Najmodniejszym hasłem kampanii stała się scjentologia, do której to wyznawców Fico zaliczył Kiskę. Nawet w logo kierowanej przez niego fundacji „Dobrý anjel” dopatrzono się symboli popularnej w Hollywood sekty. Co ciekawe, sam Kiska nie zareagował – według niektórych – na te zarzuty dostatecznie ostro, co stanowić będzie na pewno jeszcze długo powód do wielu plotek i  domysłów. O  tym, jak bardzo każdemu z  kandydatów zależało na głosach wyborców, świadczą także inne wydarzenia. Ulotki, szkalujące Andreja Kiskę, były rozpowszechniane przez tę samą firmę, która zajmowała się propagowaniem oficjalnych ulotek partii Smer, a oba zlecenia były – jak się okazało – przyjęte na jednym zamówieniu. Co więcej, oficjalne ulotki, wrzucane już po wyborach do skrzynek mieszkańców Bratysławy,

zawierały identyczne wyrażenia, jak te, użyte wcześniej w anonimowych drukach. Co najmniej dziwny był też upozorowany atak hakerów na stronę internetową premiera, co ponoć było przyczyną pojawienia się fałszywej informacji o wycofaniu się Ficy z walki o prezydencki fotel. Po ogłoszeniu rezultatów pierwszej tury spodziewano się, że większość kontrkandydatów Kiski przekaże mu swoje poparcie, jednak nie wszyscy byli gotowi to zrobić. Radoslav Procházka, który zajął trzecie miejsce, początkowo nie chciał zmuszać swoich wyborców do głosowania na określonego kandydata. W końcu jednak poparł Kiskę. To oraz wyraźne sprzyjanie słowackich mediów przyczyniło się do zwycięstwa biznesmena filantropa w drugiej turze wyborów prezydenckich, która miała miejsce 29 marca. Kiska zdobył w nich 59,5 % głosów, podczas gdy jego przeciwnik, a zarazem urzędujący premier Fico uzyskał 40,6 % głosów. Euforię, która zapanowała na Słowacji następnego dnia, wielu porównywało do tej z roku 1998, kiedy to masowy udział Słowaków w wyborach przyczynił się do odsunięcia od władzy Vladimíra Mečiara, co w konsekwencji przyspieszyło bardzo opóźMONITOR POLONIJNY


nione proeuropejskie reformy w tym kraju. Emocje i nadzieje, związane z wyborem Kiski na najwyższy urząd w państwie, studzą jednak analitycy, zwracając uwagę na ograniczoną władzę prezydenta na Słowacji. Ponadto premier Fico nie zamierza się rozstawać z urzędem premiera, a w związku z tym raczej trudno oczekiwać, że współpraca między dwoma najważniejszymi urzędami w kraju będzie przebiegała bez zakłóceń. Również ci, którzy oczekują gwałtownych zmian, mogą być zawiedzeni. Nowego prezydenta poparło szerokie spektrum wyborców, często prezentujących wzajemnie wykluczające się poglądy, co w połączeniu z  niewielką siłą oddziaływania na rząd może doprowadzić do szybkiego spadku poparcia dla Kiski. Zagadkowe również staje się przyszłe zaangażowanie Kiski w prowadzoną do tej pory działalność biznesową, do tej pory bowiem nie zajął on wyraźnego stanowiska w tym względzie. Na razie prezydent elekt chce być prezydentem wszystkich Słowaków. Wiadomo też, iż raczej nie przeprowadzi się do pałacu prezydenckiego w Bratysławie. Niezależnie od wszystkiego przed Andrejem Kiską stoją wielkie wyzwania, poczynając od utrzymania nadziei na zmiany po niezbyt medialną i  na pewno z  początku trudną dla niedoświadczonego na tym polu Kiski codzienną współpracę z  rządem. Kiska nie zamierza walczyć o  rozszerzenie uprawnień swojego nowego urzędu, do czego dążył jeszcze przed wyborami Robert Fico. Jedną z pierwszych osób, które pospieszyły z  gratulacjami dla Andreja Kiski, był polski prezydent Bronisław Komorowski. Niezależnie od tego, jak potoczą się losy nowego prezydenta Słowacji, można zaryzykować stwierdzenie, że wybory, w których zwyciężył, przyczyniły się do dużych zmian na słowackiej scenie politycznej, czego trudno było się spodziewać jeszcze pod koniec zeszłego roku. I chyba na tym polega na razie największy sukces prezydenta elekta. ARKADIUSZ KUGLER KWIECIEŃ 2014

Melodyjny rock kontra alternatywa Po

muzycznych debiutach płytę Panasewicza sięgną po uczestników talent show, pierwszy solowy i długo oczekiw które obfitowały minione wany album Artura Rojka. Skłamiesiące, nadszedł czas na nodam się z ciągłych powtórzeń do we albumy weteranów polskiej sprzedaży trafi 4 kwietnia i wresceny muzycznej. Janusz Panaszcie zaspokoi ciekawość tak fasewicz, charyzmatyczny głos nów, jak i krytyków, zastanawiaCzulym uchem jących się, czy i jak poradził sobie Lady Pank, zespołu przez wielu uważanego za kultowy, wydaje Rojek po rozstaniu z Myslovitz. drugą w swoim dorobku solową płyGrupa, z nowym wokalistą Michałem tę. Premierę Fotografii zaplanowano Kowalonkiem, wydała w ubiegłym na 25 marca. Promujący krążek utwór roku dość zachowawczą płytę 1.577 Między nami nie ma już spotkał się (recenzja w MP nr. 2/2014). Na soloz bardzo ciepłym przyjęciem fanów. wy materiał Rojka trzeba było poczeTo może mało odkrywczy i daleki od kać dłużej. Czy było warto? Pierwszy aktualnych trendów miks popu i rocsingiel, Beksa, zachwycił krytyków ka, niemniej bardzo melodyjny i wstyi podzielił fanów. Jedni są nim absodu Panasewiczowi nie przynosi. Aulutnie oczarowani, czego dowodem torem większości kompozycji jest może być debiut Beksy na szczycie John Porter, polskiej publiczności, zwłaListy Przebojów Trójki. Inni uważają, szcza młodszej części, znany głównie że jest to bezapelacyjnie najgorsza jako partner Anity Lipnickiej. – W więpiosenka, wykonana, a raczej wykszości, w zasadzie w 70 procentach, miauczana przez Rojka, i jeśli chodzi jest to materiał napisany przez Joo całokształt albumu nie wróży niczehna Portera. To trudne piosenki, bargo dobrego. Przyznam, że jako entudzo trudne do pisania polskich tekzjastka twórczości Rojka mam miestów, ponieważ John jest Brytyjczyszane odczucia. Z jednej strony nie kiem i w związku z tym jego podziamożna odmówić Beksie oryginalnoły i frazy nie są słowiańskie. To spraści i ucieczki od utartych schematów. wia trochę problemów, ale mimo Z drugiej zaś trudno oprzeć się wrawszystko jakoś się staram – mówił żeniu, że tym, co kierowało Rojkiem, Panasewicz jeszcze w trakcie nagrybyła przede wszystkim chęć odejścia wania albumu. Jego zdaniem Fotograod brzmienia Myslovitz – za wszelką fie to zupełnie inna płyta niż jego cenę i jak najdalej. W zamierzeniu pierwszy solowy krążek, wydany efekt miał być zapewne artystyczny w 2008 roku i zatytułowany po proi ambitny, wyszło jednak nieco prestu Panasewicz. – Jest dużo bardziej tensjonalnie i karykaturalnie. Z ostadynamiczna – zdradza wokalista. teczną oceną solowych dokonań Ci, którzy w muzyce szukają czegoś Rojka poczekam jednak do posłuchawięcej niż zgrabne melodie i niezły nia całości. KATARZYNA PIENIĄDZ głos, pewnie chętniej niż po nową

15


O

tym, że Polskę ze Słowacją łączą wspólne góry, nie trzeba nikomu przypominać. Gdy jednak spojrzeć na Karpaty szerzej, okazuje się, że chyba jednak więcej nas dzieli, niż łączy. Bo chociaż kontrole graniczne już dawno zostały zniesione, na grani Karpat wciąż pozostała bariera komunikacyjna i mentalna, którą trudno jest tak po prostu przezwyciężyć. Teoretycznie ze współpracą międzynarodową w ramach Karpat nie powinno być żadnych problemów, a nasze góry powinny być już dawno obszarem tak zintegrowanym, jak Alpy. Baza instytucjonalna dla takiej integracji karpackiej już od dawna istnieje. Najważniejszym dokumentem, na którym taka współpraca może się opierać, jest zawarta w 2003 roku, a ratyfikowana trzy lata później Konwencja Karpacka, której sygnatariuszami jest siedem krajów: Polska, Słowacja, Czechy, Węgry, Ukraina, Rumunia i Serbia. Cele konwencji są niewątpliwie szczytne. Sygnatariusze zobowiązali się do podjęcia wspólnych działań na rzecz ochrony przyrody i dziedzictwa kulturowego Karpat, a także rozwoju społeczno-gospodarczego obszarów górskich, które niestety borykają się z wieloma problemami, w tym z biedą i bezrobociem. Tylko co z tego, skoro konwencja pozostaje jedynie na papierze, a poszczególne państwa tak naprawdę jedynie udają, że traktują ten dokument poważnie. O nieskuteczności Konwencji Karpackiej świadczy chociażby fakt, że mimo upłynięcia ponad dziesięciu lat od jej zawarcia, kraje karpackie wciąż nie potrafiły się porozumieć co do lokalizacji siedziby jej sekretariatu. Kandydatami są między innymi Kraków, Koszyce, Lwów i Bukareszt. Niestety,

16

Strategia dla Karpat

każdy ciągnie w swoją stronę i nie chce odpuścić, w efekcie czego wciąż trwa klincz. I tak jest również z innymi działaniami państw karpackich – nie za bardzo widać woli do współdziałania, a z ładnie brzmiących deklaracji o współpracy niewiele wynika. Nie inaczej jest w przypadku funkcjonujących w naszych górach euroregionów, których działalność w wielu przypadków ogranicza się do mechanicznego rozdziału środków na transgraniczne projekty, które nie tworzą większej całości. Również tutaj brakuje autentycznego zaangażowania, a gdyby nie możliwość podziału unijnych środków, to te instytucje umarłyby śmiercią naturalną. Obserwując, na co wydawane są te pieniądze, można mieć poważne wątpliwości, czy nie jest to zwykłe marnotrawstwo, dokonywane na zasadzie: Unia daje, to trzeba brać i wydawać, a na co – to już nie istotne. Przykładem takiego podejścia niech będzie fakt, że w ramach Euroregionu „Karpaty”

swego czasu opracowano polskoukraiński szlak rowerowy, przebiegający przez przejście graniczne Krościenko-Smilnycia, którego… nie wolno przekraczać pieszo ani rowerem. Nikomu to jednak nie przeszkadzało w wydaniu kolorowych mapek i folderów i wygłoszenia przy tej okazji propagandowych mów o tym, jak bardzo ten projekt pomógł w zintegrowaniu obu części bieszczadzkiego pogranicza. Przyczyną słabości współpracy karpackiej jest przede wszystkim fakt, że sama Konwencja Karpacka jest właściwie tylko takim dokumentem deklaratywnym, życzeniowym, bez możliwości egzekwowania przyjętych zapisów. Również sama formuła euroregionów wymaga modyfikacji, tak, aby nie przekształcały się one w bezmyślną maszynkę do rozdzielania grantów. Dlatego też polscy i sło-

waccy posłowie w europarlamencie od kilku lat zabiegają o to, by Unia uruchomiła Strategię Regionalną dla Karpat, na wzór już działających strategii Bałtyckiej i Dunajskiej, które okazały się sprawnymi narzędziami współpracy. Strategia Karpacka bazowałaby na postanowieniach Konwencji, ale w odróżnieniu od niej miałaby „kij i marchewkę” – a więc z jednej strony dość spore środki na realizację przyjętych celów, a z drugiej – sankcje za ich niewykonanie. Moim zdaniem przyjęcie Strategii Karpackiej w o wiele większym stopniu przyczyniłoby się do ożywienia współpracy polsko-słowackiej, niż wspólne igrzyska zimowe. Czy się uda – to już zależy od polskich i słowackich europosłów, co warto mieć na uwadze w kontekście zbliżających się eurowyborów. JAKUB ŁOGINOW MONITOR POLONIJNY


B

ył już wieczór, kiedy jadąc do Polski, mijałam małą mieścinę ze starymi, drewnianymi domkami. W półmroku słabo świecących lamp wyglądała jak wioska widmo. Zaintrygowana tym miejscem postanowiłam bliżej mu się przyjrzeć w drodze powrotnej. Niewielką położoną na Orawie miejscowość Podbiel zamieszkuje niespełna 1300 osób. Spośród innych wiosek i miasteczek Podbiel wyróżniają 64 zachowane w bardzo dobrym stanie tradycyjne chaty, pochodzące z XIX i początku XX wieku, które zostały zaliczone do zabytków architektury ludowej. Stare, tradycyjne domy stoją wzdłuż dawnej drogi handlowej, zwanej Bursztynowym Szlakiem lub Solną Drogą, prowadzącą od Bałtyku do Europy Zachodniej i na Bałkany. W Podbielu znajdował się punkt kontroli celnej, w którym karawany kupieckie uiszczały opłaty. Dzisiaj przez środek skansenu biegnie międzynarodowa droga E77, prowadząca z Dolnego Kubina do przejścia granicznego w Chyżnem. Sama miejscowość jest niewielką, dwurzędową wsią ulicową z trójkątnym

Słowackie perełki

Folklor przy szosie placem wokół kościoła. Pierwsza pisemna wzmianka o niej pochodzi z 1556 roku. Swoją nazwę zawdzięcza znajdującej się we wsi Białej Skale. W źródłach pisanych nazwa wioski pojawiała się w różnych formach, zarówno jako Podbyly, Podbieli, Podbilo, Podbiel czy Podbiał. Ostateczna nazwa miejscowości ustalona została w XVIII wieku. Przechadzając się po wsi, przyglądałam się urokliwym drewnianym chatom zrębowym, stojącym wzdłuż głównej drogi równo, jedna obok drugiej. Umieszczone prawie w identycznych odległościach od siebie, otwarte od strony ulicy drewniane domy ze spadzistymi dachami, kryte są gontem, z rzeźbionymi gankami, i mają wspól-

ne podwórza z zabudową w głębi. Mnie szczególnie zainteresowały oryginalne otwory w kształcie kielicha, które umożliwiały wietrzenie w szczycie domów. Na niektórych belkach stropowych zachowały się daty i nazwiska budowniczych. W jednej chałupie mieszkały zazwyczaj dwie rodziny, które miały osobne izby i wspólną kuchnię. Przyglądając się tym wspaniałym zabytkom architektonicznym, zastanawiałam się, jak żyli dawni ich mieszkańcy, czym się zajmowali, jak spędzali czas. Źródła historyczne wspominają, że trudnili się oni głównie rolnictwem uprawiając przede wszystkim pszenicę, żyto, jęczmień i groch. Niektórzy zajmowali się flisactwem, wyrobem gontu i płótna, transportem soli ZDJĘCIA: MAGDALENA ZAWISTOWSKA-OLSZEWSKA

KWIECIEŃ 2014

z Liptovskiego Hrádku do Tvrdošína oraz górnictwem i hutnictwem, których tradycje sięgały XVII wieku. We wsi znajdowała się też niewielka drewniana szkoła, młyn, dwa tartaki oraz browar. W 1885 roku wybuchł tu pożar, który pochłonął 38 domów. W XIX wieku ze względu na nieurodzajną ziemię i ogólną biedę, związaną m.in. ze zwiększającą się liczbą ludności, mieszkańcy zaczęli opuszczać Podbiel, przenosząc się w inne rejony bądź emigrując do Ameryki. Do masowych wyjazdów przyczynił się także wybudowany w 1899 roku odcinek torów kolejowych, łączący Podbiel z innymi miastami Słowacji.

Wiele zabytkowych obiektów zostało odnowionych – dziś stanowią one największe bogactwo kulturowe wsi i odgrywają ważną rolę w rozwoju turystyki, tym bardziej że Podbiel leży w niedalekiej odległości od kilku innych atrakcji turystycznych, np. orawskiego zamku. We wsi odbywają się także festiwale muzyki ludowej i country. Warto się tutaj zatrzymać, by przyjrzeć się z bliska temu wyjątkowemu pomnikowi orawskiego folkloru. MAGDALENA ZAWISTOWSKAOLSZEWSKA 17


Co by było, gdyby…?

K

to rozpętał drugą wojnę światową? Czy wszystkiemu winien był sobowtór Hitlera? Czy Warszawa wyglądałaby jak Nowy Jork, gdyby nie została zrównana z ziemią? Na te i inne pytania próbuje odpowiedzieć w swoim filmie Juliusz Machulski. Reżyser przyzwyczaił nas już do tego, że lubi przenosić swych bohaterów w czasie i przestrzeni – tak było min. w „Seksmisji”, „Kingsajzie”, „Ile waży koń trojański” i tak jest też w „Ambassadzie”. Młode małżeństwo, Mela i Przemek, przeprowadza się do mieszkania wuja, które znajduje się w kamienicy, skrywającej pewną tajemnicę. Przed wojną właśnie w tym budynku znajdowała się niemiecka ambasada, a młodzi małżonkowie odkrywają przejście, umożliwiające podróże w czasie. Nie jest to jednak klasyczny, znany z filmów 18

SF portal, który umożliwia podróż do dowolnie wybranej epoki. Bohaterowie mogą przenieść się tylko do sierpnia 1939, czyli do czasów tuż przed wybuchem drugiej wojny światowej. Tyle o fabule. A film? Cóż, Machulskiego uwielbiam, ale zdaję sobie sprawę, że mimo całego geniuszu jest tylko człowiekiem i miewa zarówno lepsze, jak i gorsze momenty. Jeśli idzie o „Ambassadę”, to raczej przypadek drugi. Scenariusz jest rewelacyjny, ale gorzej jest z realizacją. Machulski jest twórcą błyskotliwym, nieprzeciętnie inteligentnym, o ogromnym poczuciu humoru. Nie dziwi więc fakt, że sama fabuła jest smakowita. Nareszcie mamy film o drugiej wojnie światowej, który

nie uderza w patetyczny ton, nie moralizuje, a zamiast martyrologii i holokaustu mamy zabawną komedię z głupkowatym Goebbelsem i durnowatym Hitlerem. Wszystko byłoby cacy, gdyby nie główni bohaterowie filmu, Mela i Przemek, którzy są nie do zniesienia. Ona egzaltowana i infantylna artystka, on sztywny jak kij od miotły, egocentryczny naukowiec. Może takie charaktery głównych bohaterów byłyby w porządku, gdyby role te zostały dobrze zagrane. Machulski postawił na nowe twarze i zaangażował aktorów bez „ogranej gęby“, co w założeniu było dobrym pomysłem. Kto z nas nie chciałby odpocząć od Szyca, Adamczyka czy Żmudy-Trzebiatowskiej? Tak się cieszyłam, że wreszcie będzie komedia z obsadowym powiewem świeżości. Niestety, Magdalena Grąziowska i Bartosz Porczyk, wcielający się w denerwującą parkę małżonków, nie podołali zadaniu i są irytujący do granic możliwości. Relacja między nimi jest mocno przerysowana, ale takie są prawa komedii, więc się nie czepiam, jednak zagrane to jest tak, że nóż się w kieszeni otwiera. Wyszło sztucznie jak na przedstawieniu teatrzyku osiedlowego. Trudno zdobyć sympatie

widza, jeżeli gra się niewiarygodnie i na pół gwizdka. Trudno też uwierzyć, że tak doświadczony reżyser tego nie zauważył. A może taki był jego zamysł? A może Machulski nie był obecny na castingu, a w czasie kręcenia filmu miał zapalenie spojówek? Musiał to być jakiś dziwny atak pomroczności jasnej, bo role drugoplanowe są o niebo lepsze, czyli reżyserowi wzrok jednak czasami powracał. W Goebbelsa wcielił się debiutujący jako aktor Adam Nergal Darski i trzeba przyznać, że jest to debiut udany. Więckiewicz w roli Hitlera trochę błaznuje, ale jest najzwyczajniej w świecie śmieszny, a o to przecież chodzi w komedii. Film jest bardzo nie-

równy, ze świetnym scenariuszem, wieloma przezabawnymi momentami i kilkoma inteligentnymi dowcipami, przeplatanymi dłużyznami, nudą i denerwująca parą głównych bohaterów. Jest to z pewnością komedia lepsza od „Last minute” czy „Podejrzanych zakochanych”, bo można się pośmiać, szkoda tylko, że mniej niż na innych filmach Machulskiego. Jak widać, nawet najlepszym może się powinąć noga. MAGDALENA MARSZAŁKOWSKA MONITOR POLONIJNY


Utalentowane siostry Biedrzyckie ❶

O

ceniając film, przeciętny widz skupia się najczęściej na tym, czy mu się podobał, czy nie. Jako całość. Bardziej wrażliwi i wyczuleni na rozmaite niuanse są profesjonalni krytykami, z większymi kompetencjami i zawodowym przygotowaniem. Poza subiektywną oceną i prostym kryte-

rium podobania się bądź nie, zwracają uwagę na grę aktorów i ich warsztat, pracę scenarzysty i reżysera, montaż. Rzadziej na kostiumy, choć przecież - mimo że to nieoczywiste - także one niezwykle często mają do odegrania niebagatelną rolę i nie bez powodu ich twórcy również mają szansę na zdobycie Oscara. Trudno zapomnieć o kostiumach, noszonych przez Marylin Monroe na planie „Słomianego wdowca“, czy kreacjach, które Audrey Hepburn miała na sobie w „Śniadaniu u Tiffany’ego“. Kultowa biała sukienka ze wspomnianego „Słomianego wdowca“, należąca do najbardziej znanych kostiumów w historii kina, została niedawno sprzedana na aukcji za blisko 5 milionów dolarów. KWIECIEŃ 2014

Wkład w tworzenie kostiumów „grających“ w hollywoodzkich filmach mają również Polacy. Do wąskiego grona cenionych przez światowe środowisko filmowe kostiumologów należy Anna BiedrzyckaSheppard, dwukrotnie nominowana do Oscara. Pierwszą nominację otrzymała za kostiumy do „Listy Schindlera“ Stevena Spielberga (1993). Po tym wyróżnieniu jej kariera nabrała rozpędu i posypało się wiele interesujących propozycji. Kolejna szansa na Oscara pojawiła się w 2002 roku – Biedrzycka-Sheppard została wówczas nominowana za kostiumy, które stworzyła na potrzeby „Pianisty“ Romana Polańskiego. Niestety i tym razem Oscar trafił w inne ręce, ale w żaden sposób nie podkopało to zawodowej pozycji polskiej kostiumolog. W 2009 roku zaprojektowała kostiumy do głośnych „Bękartów wojny“ Quentina Tarantino. Mimo że akcja filmu toczy się w latach czterdziestych ubiegłego stulecia, a ona po „Liście Schindlera“ i „Pianiście“ zapowiadała, że nie będzie więcej pracować przy filmach wojennych, zgodziła się na współpracę. Słowa Tarantino, który zapewnił ją, że jego film złamie obowiązującą konwencję, wystarczyły do złamania powziętego wcześniej postanowienia. - Rozmawiamy dwie godziny, rzucam spontaniczne pomysły, klarujemy wstępną koncepcję. Nagle widzę, że w ramach utartej wizji wojennej będę mogła zabawić się wizją. Że to letnie futro! - wspomina rozmowę z Tarantino Biedrzycka (cytat z książki Agnieszki Niezgody i Jacka Laskusa „Hollywood PL“). Najnow szym filmem, do którego Polka zaprojektowała kostiu-

my, jest „Czarownica“ Roberta Stromberga z Angeliną Jolie w roli głównej. Pracę przy tym wysokobudżetowym (blisko 200 milionów dolarów) widowisku Biedrzycka-Sheppard wspomina nie najlepiej, głównie ze względu na huśtawkę nastrojów Jolie. - Napięcie tłumaczyłam sobie jej statusem gwiazdy, która jednocześnie jako producent chciała udowodnić, że nie jest zabawką hollywoodzką, lecz kobietą o wysokim IQ - opowiadała Biedrzycka. Praca z najgorętszymi nazwiskami Hollywood to z jednej strony wspomniane huśtawki nastrojów i niestandardowe wymagania reżyserów, z drugiej komfort finansowy i pełny profesjonalizm. Szczególnie w porównaniu z pracą kostiumologa w polskich realiach. - To przepaść między dzierganiem na drutach a armią zawo-

POLAK POTRAFI

dowców (...) Na początku drogi zawodowej pracowałam w Warszawie przy „Życiu rodzinnym“ Krzysztofa Zanussiego jako asystentka Zofii Wierchowicz. Maja Komorowska grała artystkę. Dostałam rysunek jej stroju: wiśniowe spodnie, poncho w gamie ziemi. Poncho nie istnieje. Podróżuję tramwajami po mieście, zamawiam wełnę w kilkunastu różnych sklepach (...) Proces jego tworzenia zajął mi trzy tygodnie pracy od rana do nocy. W 2011 roku w Los Angeles robiłam film „Kapitan Ameryka: Pierwsze starcie“. W kulminacyjnym momencie pracowało dla mnie 80 osób. (Ciąg dalszy w kolejnym numerze) KATARZYNA PIENIĄDZ 19


 

C Z Y

  

B

lisko 10 lat temu TVN zaproponował Polakom Taniec z gwiazdami. Program, będący rodzimą adaptacją brytyjskiego formatu, szybko stał się flagową pozycją w ramówce stacji. Rywalizację gwiazd, wirujących na parkiecie w parach z profesjonalnymi tancerzami, śledziły miliony telewidzów. Już pierwsza edycja cieszyła się średnią oglądalnością na poziomie

Choć nie jest to najnowsza pozycja, to i tak w Polsce cieszy się ogromną popularnością, co odzwierciedlają listy bestsellerów. Książka nie znika tak szybko z księgarskich półek, jak np. filmy z ekranów kinowych, dlatego warto czasem sięgnąć po pozycję, która umknęła nam wcześniej, a którą można ciągle jeszcze kupić. „Moja Afryka” jest książką tak wyjątkową, jak jej autorka i historia jej życia. W roku 1998 Kinga i jej przyjaciel Radek „Chopin” Siuda wyruszyli autostopem w podróż dookoła świata. Zajęła im ona aż pięć lat, ale przyniosła ogromny sukces i prestiżową nagrodę podróżniczą 20

P O L S K A

3,3 miliona widzów. Druga umocniła zainteresowanie programem, a w momencie szczytowej popularności (przypadającym na edycje trzecią i czwartą) każdy odcinek przyciągał przed telewizory blisko 6 milionów widzów. W ciągu 13 edycji, zrealizowanych z niespotykanym dotąd w polskiej telewizji rozmachem, w show wzięły udział gwiazdy z każdej niemal dziedziny show biznesu. Te szanowane i z imponującymi dokonaniami, jak Helena Vondračková, Edyta Górniak i Artur Barciś; te znane głównie z ról

Z N Ó W

D A

S I Ę

w serialach, jak Katarzyna Cichopek czy Kaja Paschalska, wreszcie typowi celebryci, często skoligaceni z kimś znanym, ale bez większych własnych dokonań, za to z aspiracjami, jak Katarzyna Tusk, Paweł Staliński czy Maria Wałęsa. Plotkarskie media z zapałem śledziły każdy odcinek i z lubością rozpisywały się o rzeczywistych lub domniemanych romansach między gwiazdami i ich tanecznymi partnerami; o tym, której z pań w tańcu zsunęła się sukienka, w efekcie czego można było zobaczyć trochę więcej, a także o tarciach wewnątrz składu jurorów. Tańczące gwiazdy chętnie udzielały wywiadów kolorowym magazynom, opowiadając z przejęciem, jak program zmienił ich życie, wyzwolił ukryte w nich namiętności i zadziałał lepiej niż jakakolwiek z wcześniej stosowanych diet. O tym, że pozwolił też całkiem nieźle zarobić, mówiły mniej; jednak stawki, sięgające kilkudziesięciu tysięcy złotych za odcinek, nie były niczym nadzwyczajnym. TVN zarobił krocie na emisji reklam podczas programu, więc hojną ręką wypłacał

Bo trzeba mieć marzenia!

Za

oknem wiosna, świat budzi się do życia, a promienie słoneczne zachęcają do planowania wyjazdów urlopowych. Bardzo lubię literaturę podróżniczą i cenię sobie wydawnictwo „Poznaj Świat”, dlatego sięgnęłam po wydaną przez nie książkę Kingi Choszcz „Moja Afryka”.

„Kolos”. W kolejną, wyprawę, tym razem do Afryki, Kinga wyruszyła w pojedynkę, zdana tylko na siebie i tubylców. Siedząc w wygodnym i bezpiecznym fotelu z książką w ręku, zastanawiałam się, kim była biała kobieta, która sa-

motnie wybrała się z plecakiem do Afryki? Niezdającą sobie sprawy z czyhających na nią niebezpieczeństw wariatką? Liczącą na łaskę i niełaskę obcych jej osób naiwną marzycielką? Kinga zdawała sobie sprawę z niebezpieczeństw, ale za-

wsze wierzyła w ludzi, potrafiła zdobyć ich zaufanie, a ponadto miała niezwykłą łatwość w nawiązywaniu kontaktów. Jej podróż nie skończyła się happy endem – Kinga zmarła na malarię mózgową. W jej podróży autostopem przez Czarny Ląd to nie ludzie okazali się niebezpieczni, ale natura. MONITOR POLONIJNY


Z A P R O S I Ć

D O

gwiazdom wysokie honoraria. Byle tylko przyciągnąć do programu największe i najgorętsze nazwiska. Polskę ogarnęła wówczas taneczna mania. Każdy chciał tańczyć, i to tańczyć dobrze. Szkoły i szkółki tańca wyrastały jak grzyby po deszczu, a jeśli któraś z nich miała cokolwiek wspólnego z tancerzami znanymi z anteny TVN, skazana była na sukces. Z czasem boom zaczął słabnąć. Zniknął urok nowości, większość krajowych gwiazd już w programie zatańczyła, więc trudności z obsadzaniem kolejnych edycji były coraz poważniejsze. Mimo że średnia oglądalność

Książka powstała już po śmierci podróżniczki, w oparciu o jej pamiętniki, zapiski, notatki. Stanowi relację z podróży, napisaną w sposób prosty i rzeczowy. Brak w niej polotu literackiego i dowcipu, tak charakterystycznych dla Cejrowskiego, czy filozofowania w stylu Pawlikowskiej. Ale Choszcz nie była pisarką, tylko podróżniczką z pasją odkrywania świata i ludzi. Należy też pamiętać, że autorka nie miała możliwości, by swoje notatki opracować literacko, przygotować do druku i mieć wgląd w ostateczny kształt książki. Ci którzy zrobili to za nią nie mieli łatwego zadania. Trudno jest bowiem przygotować cuKWIECIEŃ 2014

T A Ń C A ?

wciąż utrzymywała się na poziomie bliskim 3 milionów, TVN nie był zadowolony z tego wyniku. Wreszcie, w 2012 roku, po wyemitowaniu 13 edycji, zarząd stacji podjął decyzję o zdjęciu Tańca z gwiazdami z ramówki i nie przedłużaniu licencji. – Ten program wszedł już w cykl spadającej oglądalności – wyjaśniał Piotr Walter, wiceprezes TVN. Niespodziewanie po dwóch latach od jego uśmiercenia w TVN Taniec z gwiazdami odradza się na antenie konkurencyjnej stacji, czyli na Polsacie. Pierwszy odcinek wyemitowano 7 marca. Zgromadził on przed telewizorami niespełna 4 miliony widzów. Polsat zdecydował się na taką samą formę show. Na parkiecie tańczą więc tancerze znani z TVN, a w jury pojawiły się doskonale znane z poprzednich edycji programu Beata Tyszkiewicz i Ivona Pavlovic, nazywaną Czarną Mambą. – Obie są ponad podziałami, stacjami, granicami. Beata była prawdziwą ikoną tego programu i to na nią czekali widzowie, a Czarna Mamba to Czarna

dzą relację z podróży, w której nie brało się udziału i nie widziało tego wszystkiego, co opisywał autor… Ale oszczędny i prosty język książki zupełnie nie przeszkadza, wręcz przeciwnie, zionie z niego prawdą – nie miałam wrażenia, że ktoś te wspomnienia podkolorował. Kinga, podróżując autostopem, często działała spontanicznie i kierowała się tam, dokąd akurat jechali ludzie, którzy zabierali ją ze sobą. Czasem tę podróż odbywała autem terenowym czy starym autobusem, a czasem na grzbiecie konia czy wielbłąda. Du-

Mamba – mówiła niedawno w wywiadzie dla Gali nazywana Carycą dyrektor programowa Polsatu Nina Terentiew. Caryca mediów jest przekonana, że show będzie cieszył się olbrzymim powodzeniem. – Inżynier Mamoń powiedział w filmie „Rejs“: „Najbardziej lubimy słuchać tych piosenek, które znamy”. Zainteresowanie „Tańcem z gwiazdami“ pokazuje, że program jest nadal lubiany i pamiętany, a widzowie wciąż na niego czekają. My staramy się spełnić ich oczekiwania – stwierdziła. Czas, a przede wszystkim słupki oglądalności, pokażą, czy miała rację. KATARZYNA PIENIĄDZ

żo w książce zmieniających się jak w kalejdoskopie miejsc, kolorowych bazarów i piasku pustyni. Jak to w pamiętnikach bywa, pełno też zapisków z tego, co autorka widziała, co jadła, kogo poznała i kto jej pomógł. Czytelnik może śledzić kolejne etapy podróży Kingi, tego, jak zaprzyjaźniła się z pieskiem, jak kupiła białego wielbłąda, jak wykupiła z niewoli małą dziewczynkę i odwiozła ją do rodzinnej wioski, oraz tego, jak zamieszkała w glinianej chatce z afrykańską rodziną. „Moja Afryka” jest książką po-

święconą przede wszystkim ludziom, których poznawanie było chyba największą pasją Kingi Choszcz. Otwartość, odwaga i charyzma w sposób naturalny zjednywały autorce życzliwość zupełnie obcych, przypadkowo poznanych osób, które otaczały ją opieką i okazywały gościnność. Choć od początku lektury wiadomo, że podróż autorki zakończyła się tragicznie, to i tak książka promieniuje optymizmem, wiarą w ludzi i odwagą, by walczyć o swoje marzenia. A zatem nie bójmy się żyć, nie bójmy się marzyć i zawsze wierzmy w ludzi. Życzę miłej lektury! MAGDALENA MARSZAŁKOWSKA 21


Słowacy ruszają do Ameryki ❷ Dokończenie artykułu z poprzedniego numeru „Monitora“

Z

większająca się liczba Słowaków przyjeżdżających do Stanów Zjednoczonych spowodowała, że pod koniec XIX wieku na ich terenie wydawano już kilka słowackich gazet. W 1889 Anton Ambrosi założył pismo Slovak v Amerike, które wychodzi do dzisiaj. W tym samym roku przy parafii św. Stefana w Streator została założona pierwsza w Ameryce słowacka szkoła, a rok później proboszcz tej parafii założył w Cleveland pierwszą słowacką organizacje społeczną. Była to Prvá slovenská katolícka jednota. Miała ona prowadzić działalność oświatową oraz walczyć o sprawy Słowaków. W tym samym roku inny znany już działacz słowacki Peter Rovnianek (pochodzący z okolic Żyliny, wyrzucony z seminarium duchownego w Budapeszcie za „idee słowiańskie”; pierwszy Słowak w USA, który uzyskał uprawnienia notariusza i został członkiem Zarządu Banku) założył The National Slovak Society, które miało być ogólnoamerykańską organizacją, zrzeszającą wszystkie małe, lokalne stowarzyszenia słowackie, przede wszystkim samopomocowe, kasy oszczędnościowe i parafialne. Koniec XIX wieku upłynął w Stanach jako czas napięć społecznych, walki o godne warunki pracy. Fenomenem epoki stały się związki zawodowe. Udział w nich Słowaków rósł od czasu wielkiego strajku z 1891 roku, w którym udział wzięło 18 tysięcy słowackich górników z Connellsville

22

Peter Rovnianek

Jozef Murgaš

w Pensylwanii, walcząc przeciwko planowanym obniżkom zarobków. Wspominany już Peter Rovnianek wystąpił wówczas z ideą przesiedlenia się grupy słowackich robotników, którzy stracili pracę w kopalniach, na Środkowy Zachód. Około 300 osób zdecydowało się na wspólny wyjazd i osiedliło w stanie Arkansas, gdzie założyło osadę Slovaktown. Kilka lat później, w 1901 roku, Rovnianek założył Slovenský dennik, pierwszą codzienną gazetę w języku słowackim w Ameryce. W 1896 roku założony został w Chicago – na wzór czeskiej organizacji w kraju – Słowacki Związek Gimnastyczny „Sokol” (Slovenská telovýchovná jednota „Sokol”), który odegrał dużą rolę w życiu słowackiej młodzieży w Ameryce. W tym czasie ze słowackimi emigrantami przybył do Ameryki ks. Jozef Murgaš, absolwent teologii w Bańskiej Bystrzycy. W kolejnych latach założył on wiele organizacji, chórów, bibliotek słowackich w wielu północno-wschodnich stanach. Ksiądz Murgaš był jednocześnie jednym z pionierów radia i krótkofalarstwa. Z tego zakresu opatentował w USA 17 wynalazków, w tym istotny telegraf bezprzewodowy. Był też twórcą jednej z największych kolekcji motyli z całego świata. W drugiej połowie I wojny światowej zebrał kwotę 1 mln dolarów (wart był o wiele więcej niż dzisiejszy milion) na rzecz powstania

WAŻKIE WYDARZENIA W DZIEJACH SŁOWACJI

Czechosłowacji. W 1918 roku był sygnatariuszem umowy z Pittsburgha. W 1907 roku powstała Liga Słowaków w Ameryce, organizacja która miała walczyć o prawa Słowaków na terenie USA i pomagać adaptować się nowo przybyłym słowackim emigrantom. Pierwszym wielkim zwycięstwem Ligi było uznanie istnienia narodu słowackiego przez władze USA w roku 1910. Słowacy mieli z tym problem w Europie, a nawet na terenie samej Słowacji, gdzie władze Węgier prowadziły intensywną politykę madziaryzacji. Oficjalne uznanie istnienia Słowaków było dowodem siły, wpływów i liczebności słowackiej grupy narodowej w Ameryce. Politycznym uznaniem znaczenia Słowaków amerykańskich było podpisanie w 1915 roku czesko-słowackiej umowy z Cleveland o współpracy na rzecz powstania wspólnego państwa i ponowienie jej w 1918 w Pittsburghu. Inicjatywa umowy z 1918 roku wyszła ze strony Tomáša Masaryka. W Europie to Czesi i ich organizacje były silniejszym partnerem. Ale w Ameryce większe znaczenie mieli Słowacy i dla poparcia akcji czechosłowackiej przez rząd USA umowa z Pittsburgha miała istotne znaczenie. Masaryk zdecydował się na taką spektakularną akcję mimo oporów Edvarda Beneša, który już wówczas planował, że przyszła Czechosłowacja będzie jednak skoncentrowana na Czechach. Historia amerykańskich Słowaków nie byłaby pełna bez wymienienia jeszcze dwu z nich. Pierwszy to Štefan Banič, który skonstruował spadochron i po raz pierwszy użył go w 1914 roku, skacząc z 41. piętra wieżowca. Dzięki jego wynalazkowi podczas I wojny światowej amerykańskie lotnictwo wojskowe jako pierwsze na świecie wyposażyło swoich lotników w spadochrony, zwiększając znacznie ich bezpieczeństwo. MONITOR POLONIJNY


„Więc chodź, pomaluj mój świat

na żółto i na niebiesko“

W

N ITOR Domu Kultury Ružinov w Bratysławie Ukraińcy MO przygotowują się do zaplanowanego na 23 marca przedstawienia, realizowanego przez zespół muzycznoci dramatyczny im. Tarasa Szewczenki z okazji dwusetnych oś sj z e urodzin tego poety i malarza. Dwa dni przed premierą odbywa ni m się ostatnia próba, a ja mam się spotkać z panem Michalem Kaliňakiem - wiceszefem zespołu, by porozmawiać o ukraińskiej mniejszości narodowej na Słowacji. Ku mojemu zdziwieniu w holu pojawia się pani Mária Schlosserová-Kaliňaková, z którą znamy się długie lata, bowiem spotykałyśmy się wielokrotnie z okazji różnych przedsięwzięć Instytutu Polskiego w Bratysławie. „Brat za chwilę tu dotrze, utknął w korku“ – informuje mnie. I tak oto dowiaduję się, że moja znajoma ma ukraińskie pochodzenie i jest siostrą jednego z głównych działaczy stowarzyszenia Ukraińców w Bratysławie. ŚC

I

„Na językach“ Rodzeństwo Mária i Michal wyrastało na wschodzie Słowacji, w wiosce Havaj i miasteczku Svidník. Nauki pobierali w szkołach z ukraińskim językiem nauczania. Takich na Słowacji do 1968 roku było w sumie 268, a wśród nich 9-letnie szkoły podstawowe oraz szkoły średnie: pedagogiczna, ekonomiczna, elektrotechniczna, budowlana, zdrowotna. „Młodzi ludzie z naKWIECIEŃ 2014

GO

Drugi to do wybuchu I wojny światowej najbogatszy Słowak w USA Michal Bosák. Bosák przybył do USA bez niczego, mając 16 lat. Początkowo pracował jako zwykły górnik. Potem zrealizował swój american dream. Dorobił się własnego banku, towarzystwa ubezpieczeniowego, agencji turystycznej i hoteli. Ot, został milionerem. Był jednocześnie słowackim patriotą, wydawał pismo Slovenská obrana, podpisał umowę z Pittsburgha. Jego majątek przepadł w czasie Wielkiego Kryzysu z roku 1929. Muzeum Emigracji na Ellis Island w Nowym Jorku oblicza, że do wybuchu I wojny światowej do USA przybyło pół miliona Słowaków. Oznacza to, że znaczna część narodu słowackiego, ok. 10%, żyła wówczas w Ameryce. Najwięcej Słowaków przybyło do USA w roku 1905 – ponad 53 tysiące osób. Liczba Słowaków amerykańskich była na tyle duża, że nie można ich pominąć w żadnej poważnej historii Słowacji. Tytułem ilustracji niech będzie fakt, że jeden z najbardziej znanych Słowaków Alexander Dubček , którego – wydawałoby się – nic nie wiąże z Ameryką, został w USA… poczęty. Gdy jego rodzice wracali z emigracji do Czechosłowacji, jego matka była w ciąży. Rodzice Dubčeka, lewicowi idealiści, szybko wyemigrowali z Czechosłowacji do ZSRR budować tam komunizm. Władze sowieckie skierowały ich do pracy w kołchozie w Azji Środkowej, gdzie Dubček się wychował. Na Słowację wrócił dopiero w roku 1939. ANDRZEJ KRAWCZYK

szych wsi i miasteczek mogli zyskać fachowe wykształcenie w swoim języku, dzięki czemu mieli większe możliwości“ – ocenia pani Mária i dodaje, że oprócz szkół funkcjonowały też różne koła zainteresowań, m.in. muzyczne, taneczne i sportowe. W zeszłym roku na Słowacji działało już tylko 9 szkół z ukraińskim językiem wykładowym, obecnie są tylko 4 albo 5, co moi rozmówcy wyjaśniają procesem asymilacji ich mniejszości. 23


Co ciekawe, w domu Kaliňaków językiem ojczystym był rusiński, używany przez niektórych Ukraińców, do 1991 roku niepodlegający kodyfikacji, więc nieobecny w szkołach. Obecnie na Słowacji są trzy szkoły z rusińskim językiem nauczania. Oboje moi rozmówcy do szkół średnich uczęszczali w Preszowie, gdzie zdali maturę z ukraińskiego.

Zespół z ponadczterdziestoletnią tradycją „Ród Kaliňaków przybył na obecne tereny Słowacji w X wieku“ – twierdzi pan Michal. Świadomość narodowa, tradycje, przywiązanie do ukraińskiej tożsamości przetrwały wieki. „Czuję się Ukraińcem“ – mówi zdecydowanie. Mniejszość ukraińska według ostatniego spisu ludności liczy 7430 osób i zamieszkuje głównie wschód Słowacji. W Preszowie znajduje się siedziba Związku Rusinów i Ukraińców a ich organizacja działa w kilku miastach Słowacji. Z nią właśnie związany jest też zespół muzyczno-dramatyczny im. Tarasa Szewczenki, który cztery lata temu został

zarejestrowany w Bratysławie jako stowarzyszenie. „Wcześniej byliśmy zespołem działającym przy Domu Kultury Ružinov, ale status samodzielnej organizacji umożliwia nam ubieganie się o dotacje na naszą działalność“ – opisuje Michal Kaliňak. Początki zespołu sięgają 1971 roku, kiedy mój rozmówca studiował ekonomię w Bratysławie. Potem, ponieważ Bratysława była miastem partnerskim Kijowa, zespół zyskał nazwę Klub Przyjaciół Partnerskiego Miasta Kijów. Obecnie w zespole, liczącym ponad trzydziestu członków, występuje dwadzieścia osób, pamiętających jego początki. Pan Michal śpiewa od ponad 40 lat, jego siostra pomaga reżyserowi i jest odpowiedzialna za występy recytatorskie. „Mój syn, kiedy był mały, też występował w tym zespole; dziś jest studentem i jego zaangażowanie jest mniejsze, ale czasami pomaga nam w sprawach technicznych“ – wyjaśnia pani Mária. Trójka dzieci pana Michala nie bierze udziału w działalności zespołu. Co ciekawe, w zespole występują też Słowacy, którzy nauczyli się języka ukraińskiego. „Aby pozyskać słowacką publiczność, przygotowujemy też przedstawienia w języku słowackim “ – mówi Kaliňak. Działalność zespołu jest możliwa dzięki gościnności Domu Kultury Ružinov. Ukraińcy korzystają z jego pomieszczeń, w których przechowują kostiumy, a z Kancelarii Rady Ministrów RS otrzymują dotacje. „Nie jest to zadowalająca kwota, ale jesteśmy wdzięczni za to, co mamy“ - twierdzi Kaliňak.

„Od Preszowa“ Ukraińska mniejszość w ubiegłym roku zyskała 100 tysięcy euro, w tym roku ma otrzymać dotację w wysokości 108 142 euro. Ukraińcy w Preszowie wydają czasopismo, kiedyś to był tygodnik, obecnie – z uwagi na niedostateczną ilość środków finansowych – dwutygodnik. Powstaje też czasopismo dla dzieci „Veselka“, a Związek Pisarzy Ukraińskich „Dukla” wydaje swój almanach. Wśród Ukraińców jest ponad 24

dwudziestu cenionych pisarzy, dwóch profesorów akademickich, wielu artystów. Większość z nich mieszka w Preszowie.

Kijów Mária Kaliňaková jako 16-letnia dziewczyna występowała w zespole taneczno-muzycznym „Vesna” w Preszowie. Opiekun grupy odkrył w niej talent i namawiał na studia aktorskie. A ponieważ nie było łatwo przekonać jej rodziców, by pozwolili córce zostać aktorką, sam pojechał do nich, by wstawić się za swoją podopieczną. W ten sposób Mária wybrała drogę aktorską – podjęła studia w Kijowie. „Moi koledzy ze studiów są dziś cenionymi artystami na Ukrainie, wielu z nich występowało na Majdanie podczas niedawnych protestów “ – mówi, nie kryjąc wzruszenia, bowiem bardzo przeżywa obecną sytuację u wschodniego sąsiada. Dlatego też bratysławscy Ukraińcy przygotowywali paczki z żywnością i ubraniami, by w ten sposób wesprzeć protestujących na Majdanie. „Codziennie surfuję dwie, trzy godziny po Internecie, by dowiedzieć się, co tam się dzieje i bardzo mnie to boli“ – zdradza pan Michal, który docenia jednoznaczność wypowiedzi polskich polityków w tej kwestii, w odróżnieniu od wyMONITOR POLONIJNY


powiedzi polityków słowackich. „To nie jest zbyt solidne podejście, bo przecież i my na Słowacji możemy kiedyś znaleźć się w gorszej sytuacji“ – dodaje.

Bratysława Losy mojej rozmówczyni rzuciły ją po studiach do Bratysławy. Tu podjęła pracę w Słowackim Radio, gdzie pracuje do dziś. Z kolei jej brat po studiach ekonomicznych w Bratysławie podjął pracę na uczelni, a potem wyjechał na trzyletnie studia aspiranckie do Moskwy. Po powrocie pracował w ministerstwie handlu, później w spółdzielni spożywczej, został nawet dyrektorem biura podróży „Tatratour”. Po zmianie ustroju politycznego próbował swoich sił w biznesie, a obecnie wraz z żoną prowadzi działalność gospodarczą, handlując z Polakami firankami, zasłonami, karniszami.

Świętowanie Oboje moi rozmówcy mają małżonków Słowaków. Ci rozumieją po ukraińsku, ale nie mówią tym językiem. „Ostatnio czytałam mężowi ukraiński wiersz. Bardzo się cieszył, że wszystko rozumie“ – informuje pani Mária. Dzieci rodzeństwa Kaliňaków nauczyły się ukraińskiego głównie podczas pobytów u dziadków na wschodzie Słowacji. Syn pani Márii mówi i pisze po ukraińsku, chodził też do szkoły z wykładowym językiem rosyjskim, zyskując w ten sposób znajomość kolejnego języka. „Dawniej, kiedy dzieci były małe, spotykaliśmy się w gronie Ukraińców mieszkających w Bratysławie częściej, by pielęgnować nasze zwyczaje, by nasze dzieci miały kontakt z językiem, słuchały starszych“ – wspomina pani Mária. Dziś tych spotkań jest mniej, ale – jak sama mówi – chcą to zmienić, bo coraz częściej odczuwają ich brak. „Wspólnie świętowaliśmy paschę, po Wielkanocy każda z nas przynosiła ciasto, spędzaliśmy więcej KWIECIEŃ 2014

czasu razem“ – z nostalgią wymienia Mária i ubolewa nad anonimowością dużego miasta. Dla Ukraińców najważniejszym świętem jest właśnie Wielkanoc. Wtedy przygotowują tradycyjne potrawy, takie jak hrudka z jajek gotowanych na mleku z odrobiną soli i cukru, która po odcedzeniu ma żółty kolor, symbolizujący nowe życie. Oprócz tego na świąteczny stół podają kiełbasę, chrzan, paschę. „Moja żona nauczyła się od mojej mamy naszych tradycyjnych potraw“ – mówi pan Michal. Święta Bożego Narodzenia obie rodziny obchodzą w grudniu, ale spotykają się też 6 stycznia, by świętować je według zwyczaju grekokatolickiego. „Partnerzy nas w tym wspierają, a poza tym to doskonała okazja, by się spotkać. Dziś to nietrudne, bowiem tego dnia na Słowacji jest święto Trzech Króli, a więc dzień wolny, zatem nie trzeba zwalniać się z pracy“ – dodaje pan ZDJĘCIA: STANO STEHLIK

Michal. Wtedy na stołach nie może zabraknąć pierogów z twarogiem, ziemniakami i cebulą, kwaśnej grzybowej zupy, kutii czy maczanki. Innym ważnym dniem dla Ukraińców jest rocznica powstania samodzielnego państwa ukraińskiego czy święto Kupały, obchodzone z 6. na 7. lipca, kiedy pali się ogień. „Co roku w lipcu w Svidníku z tej okazji organizowane są imprezy kulturalne, ale pamiętam, że jako dzieci uczestniczyliśmy w spontanicznych, tradycyjnych obchodach tego święta“ – dodaje pan Michal.

Śpiewająco Kiedy pytam moich rozmówców, jacy są Ukraińcy żyjący na Słowacji, pani Mária mówi, że o to samo pytała kiedyś swoich kolegów z radia, a ci stwierdzili, że to bardzo serdeczni, szczerzy, trzymający się razem ludzie. „Powiedzieli mi wtedy, że zazdroszczą nam takich relacji, choć ja twierdziłam, że podobnie zachowują się przecież Słowacy“ – mówi moja rozmówczyni. Jej brat dodaje, że Ukraińcy nie są zbytnio przebojowi, nie potrafią się sprzedać, choć mają się czym pochwalić. „To prawda, nawet mój syn mi to wytyka, twierdząc, że jesteśmy zbyt skromni, nie potrafimy być dumni“ – dodaje pani Mária. Jednak z całą pewnością Ukraińcy potrafią się bawić, czego wyrazem jest m.in. ich coroczny bal, organizowany w Bratysławie. Ten ostatni zgromadził 160 osób. Poza tym są narodem kochającym śpiew. „Nawet nasz język jest bardzo śpiewny, według niektórych, najbardziej śpiewny, zaraz po języku włoskim“ – ocenia pani Mária. Moi rozmówcy, choć nie mają rodziny na Ukrainie, ponieważ ich przodkowie od wieków mieszkają poza tym krajem, czują przynależność do narodu ukraińskiego, a ich świat, jak śpiewał kiedyś polski zespół Dwa Plus Jeden, jest pomalowany na żółto i na niebiesko. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA 25


Jaka piękna zima!

N

ie klimat będziemy wspominać. Pogoda wprawdzie jest tematem ważnym, ale ważniejszy jest sezon sportów zimowych. Dla przypomnienia – polska reprezentacja sportowa na XXII Zimowych Igrzyskach Olimpijskich w Soczi w 11 dyscyplinach (spośród wszystkich 15), w których startowała, zdobyła

W

6 medali olimpijskich. Start Polaków w Soczi można uznać za najlepszy w całej historii ich występów na olimpiadach zimowych. Także pod względem liczby złotych medali był to najlepszy ich występ na igrzyskach od czasu Sydney w 2000 roku. Pierwszy raz polski sportowiec zdobył dwa złote medale na tej samej olimpiadzie – skoczek narciarski Kamil Stoch zdobył złoto zarówno na normalnej, jak i dużej skoczni. Poza tym Justyna Kowalczyk, zdobywając złoty medal w biegu na 10 km techniką klasyczną, została pierwszym polskim sportowcem, który na dwóch zimowych igrzyskach olimpijskich zdobył złote medale. Po raz pierwszy złoto zdobył też Zbi-

ostatnim czasie nazwa naszego wschodniego sąsiada, czyli Ukrainy, jest odmieniana przez wszystkie przypadku. Niestety, przyczyną tego stanu rzeczy jest trwający w tym kraju kryzys polityczny i oczekiwanie, jak daleko jeszcze posunie się Rosja w swoich działaniach na rzecz „obrony” obywateli ukraińskich narodowości rosyjskiej. My jednak politykę zostawimy choć na chwilę na boku i przyjrzymy się przyimkom, łączącym się z nazwą tego państwa w miejscowniku. Czy powinno się mówić „na” czy „w” Ukrainie? Większość użytkowników języka polskiego używa tradycyjnego i zgodnego z obowiązującą polską normą połączenia „na Ukrainie”, które niektórzy uważają za… „schedę po imperialistycznych epokach dominacji jednych krajów nad innymi” (to cytat zaczerpnięty z internetowej dyskusji na ten temat: http://eastbook.eu/2012/10/coun 26

gniew Bródka w łyżwiarstwie szybkim. Mało tego, w biegach drużynowych w tej dyscyplinie zdobyliśmy ponadto jeszcze dwa medale –panie wywalczyły srebrny, a panowie brązowy medal. Na podium stanęły: Katarzyna Bachleda-Curuś, Natalia Czerwonka i Luiza Złotkowska oraz Katarzyna Woźniak, która w finale zastąpiła Czerwonkę. Ich medal był naszym piątym krążkiem w Soczi. W finale Polki przegrały z Holenderkami o ponad 7,5 sek. Rywalki naszych panczenistek już na początku uzyskały zdecydowaną przewagę i bieg zakończyły z czasem 2.58,05, co oznaczało rekord olimpijski. Polki przejechały sześć okrążeń w czasie 3.05,55. Luiza Złotkowska przy-

znała, że przyśnił się jej finał olimpijski z Holandią. Polskie panczenistki w Soczi nie miały raczej szans na najwyższe podium, ale srebrny medal to dla nich także kolejny wielki sukces. Brązowy medal wywalczyła z kolei nasza męska drużyna w składzie: Zbigniew Bródka, Jan Szymański i Konrad Niedźwiedzki. Zaczęli spokojnie, ale od połowy dystansu

„Na zielonej Ukrainie…” try/debata-w-czy-na-ukrainie/) i optują za używaniem połączenia „w Ukrainie”, które przez polską normę akceptowane nie jest. Dystrybucja przyimków „w” lub „na” w odniesieniu do nazw krajów ma w języku polskim wydźwięk po trosze geopolityczny. Chodzi bowiem o to, że – jak kiedyś napisał prof. Mirosław Bańko – przyimek „na” łączy się częściej z nazwami regionów, np. na Mazowszu, na Spiszu (ale: w Wielkopolsce!) z nazwami kilku państw lub regionów, z którymi łączyły się historyczne zainteresowania Polaków, np. na Słowacji, na Węgrzech, na Litwie, na Białorusi, na Ukrainie, a poza tym z nazwami niektórych państw wyspiarskich, np. na Kubie (ale: w Irlandii!). Dlatego też lobbyści wyrażenia „w Ukrainie”, wywodzący

się najczęściej z kręgów osób w jakiś sposób powiązanych z naszym wschodnim sąsiadem, będący zwolennikami jego suwerenności i zbliżenia z Unią Europejską, uważają połączenie z „na” za trochę dyskryminujące Ukrainę i chcieliby, by polska norma uznała również połączenie z „w” za poprawne. Coś w tym jest, bowiem oboczne formy z „na” i „w” polskie wydawnictwa poprawnościowe (chodzi tu przede wszystkim o „Słownik poprawnej polszczyzny” pod red. Andrzeja Markowskiego) akceptują w stosunku do Łotwy i Litwy, czyli możemy mówić „na Łotwie” i „na Litwie”, a także (choć to połączenie rzadsze) „w Łotwie” oraz „w Litwie”. Możemy też wymiennie używać połączeń „na” i „w” SłowaMONITOR POLONIJNY


zaczęli się rozkręcać. Na pięć okrążeń przed końcem Kanadyjczycy mieli największą przewagę (2,23). Potem jednak nasi ich dogonili i wygrali z czasem 3,41,94. Czas rywali to 3.44,27. I to właśnie był szósty polski krążek na tegorocznych igrzyskach, które dla łyżwiarzy szybkich okazały się najlepsze. Najważniejsze jednak dla polskich łyżew było złoto Zbigniewa Bródki na 1500 m. W biegu finałowym ten strażak z Łowicza dostarczył nam niezwykłych emocji i wygrał! Zaczyna się mówić, że powoli wyrastamy na drugą po Holandii potęgę w łyżwiarstwie szybkim! Kończący się sezon sportów zimowych dał nam też inne historyczne zwycięstwo. Kamil Stoch godnie zastąpił Adama Małysza na narciarskich skoczniach, w wyniku czego zajął I miejsce w klasyfikacji general-

nej Pucharu Świata! Wygrał praktycznie wszystko, co było do wygrania. W Soczi został podwójnym mistrzem olimpijskim, a w słoweńskiej Planicy, będąc aktualnym mistrza świata, odebrał Kryształową Kulę dla najlepszego skoczka sezonu w Pucharze Świata. Świetnie spisali się także jego koledzy z kadry – warto przypomnieć, że konkursy PŚ w tym sezonie wygrywało aż trzech naszych skoczków. W sumie nasi skoczkowie zgromadzili aż 2840 punkty, co jest rekordowym wynikiem (poprzedni najlepszy to 2197 punkty w sezonie 2012/2013). Tytuł mistrza świata zdobyli też nasi juniorzy, a kadra narodowa zajęła drugie miejsce na zakończenie sezonu w Planicy. W Soczi rozegrano również XI Zimowe Igrzyska Paraolimpijskie. Wśród 575 zawodników z 45 krajów znalazła się ośmiooso-

cji, choć to drugie szerzy się, mimo iż Słowacy jakoś go szczególnie nie wspierają. Być może dlatego, że w ich języku naturalne jest wyrażenie „na Slovensku”, którego nikt nie miesza do polityki. Prawdą jest natomiast, że tylko „w Ukrainie” i „w Białorusi” uważane są za niepoprawne, choć nie wiadomo, dlaczego. Może zatem właśnie nadarza się okazja, by sprawę „na” i „w” uporządkować systemowo i przyjąć za równoprawne ich połączenia ze wszystkimi nazwami, których problem dotyczy? Choć przyznam, że „w Węgrzech” wyglądałoby dziwnie, ale… do wszystkiego można się przyzwyczaić. Przekonana jestem też, że ukraiński problem z polskim wyrażeniem przyimkowym – „na Ukrainie” – wynika też z sytuacji językowej Ukrainy. Nie jest tajemnicą, iż we wschodniej części tego państwa dominuje język rosyjski, choć nie ma on statusu języka państwowego. KWIECIEŃ 2014

bowa grupka polskich sportowców. Rozegrano 72 konkurencje w 5 dyscyplinach. Przed startami panowała opinia, że mamy szanse na medale. Wskazywano m.in. na bardzo dobre wyniki sportowe, które uzyskał w ostatnim czasie niedowidzący narciarz alpejski Maciej Krężel. Na olimpiadzie był ostatecznie 9. Niespodziankę sprawiła sztafeta biegaczy w kategorii open – Kamil Rosiek

Dlatego używa się tam rosyjskiego połączenia „na Ukrainie”. Zaś zachodnia Ukraina, postrzegana jako proeuropejska, posługuje się ukraińskim wyrażeniem „w Ukrainie”. Stąd zapewne ansa Ukraińców pod adresem polskiego normatywnego połączenia z przyimkiem „na”, które odbierane jest jako… wpływ rosyjskiego. Faktem jest, że jeszcze nie tak dawno konstrukcje z przyimkiem „na” szerzyły się w języku polskim, np. na stołówce, na zakładzie, na ogrodzie, ale nie zyskały one aprobaty normy językowej; postrzegano je bowiem jako niepotrzebne kalki rosyjskie. Może zatem, jak już wcześniej pisałam, dobrze by było zliberalizować polską normę – choćby dla dobra sąsiedzkiej współpracy – i wyrażenia „na Ukrainie” i „w Ukrainie” przyjąć za równoprawne? No bo przecież potwierdzenia obu użyć znajdują się w wielu tekstach literackich czy piosenkach, jak choćby „Hej, sokoły”. Tę

i Witold Skupień – która zajęła 6. miejsce. Nasi startowali też w narciarstwie klasycznym i biathlonie. Z poprzednich igrzysk w Vancouver Polacy powrócili z jednym medalem. Niebawem piłkarskie mistrzostwa świata w Brazylii! I mimo że bez naszych, to gwarantują emocje! ANDRZEJ KALINOWSKI Zgodnie z życzeniem autora jego honorarium zostanie przekazane na nagrody dla dzieci, biorących udział w konkursach „Monitora”.

tradycyjną polsko-ukraińską balladę, której autorstwo przypisuje się polskoukraińskiemu poecie i kompozytorowi Tymkowi (Tomaszowi) Padurze (1801-1871) znają i śpiewają dziś chyba wszyscy Polacy. I właśnie w niej pojawiają się wymiennie obie konstrukcje; druga zwrotka brzmi bowiem tak: Wiele dziewcząt jest na świecie, Lecz najwięcej w Ukrainie. Tam me serce pozostało, Przy kochanej mej dziewczynie. Ostatnia zaś tak: Wina, wina, wina dajcie, A jak umrę pochowajcie Na zielonej Ukrainie Przy kochanej mej dziewczynie. Tę argumentację należy jednak traktować jedynie jako pomocniczą. Zawsze można znaleźć jakieś wyjątki. Kluczowe jest przyzwyczajenie językowe nie zawsze mające racjonalne uzasadnienie. MARIA MAGDALENA NOWAKOWSKA 27


KONKURS RYSUNKOWY DLA DZIECI I MŁODZIEŻY Redakcja „Monitora Polonijnego” ogłasza konkurs, adresowany do dzieci i młodzieży, pod hasłem

Bolek i Lolek na Słowacji Tematem prac mają być polscy ulubieńcy bajek filmowych, którzy niedawno obchodzili swoje 50-lecie. Pierwszy odcinek najsłynniejszej polskiej kreskówki o Bolku i Lolku zrealizowano bowiem jesienią 1963 roku. Do chwili obecnej ich przygody obejrzało około miliarda ludzi w 80 krajach na całym świecie! Bolek i Lolek byli już na Dzikim Zachodzie, a nawet odbyli podróży dookoła świata. Pora, by odwiedzili Słowację! W związku z tym narysujcie lub namalujcie (technika dowolna) propozycje kolejnych podróży Bolka i Lolka w ciekawe, Waszym zdaniem, zakątki Słowacji. Prace konkursowe prosimy przesyłać pod adresem redakcji naszego pisma do 10 czerwca br. pocztą tradycyjną lub elektroniczną. Wyniki konkursu zostaną ogłoszone w lipcowym numerze „Monitora”. Wyłonieni przez specjalne jury autorzy najlepszych prac otrzymają nagrody, zaś wszyscy uczestnicy upominki.

K O N K U R S

JEDEN DZIEŃ

POLSKA, JAKĄ PAMIĘTAM Oficyna Niezależnych Autorów FAVORYTA ogłasza Konkurs Literacki dla Polonii i Polaków mieszkających poza Polską „Jeden Dzień. Polska, jaką pamiętam”. Honorowymi patronami konkursu są Konsul Generalny RP w Sydney, Stowarzyszenie „Wspólnota Polska”, Muzeum Emigracji w Gdyni. Patronem medialnym jest TVP Polonia. Konkurs będzie trwał od 1 marca do 1 maja 2014 r. Zgłoszenia prosimy wysyłać na adres: office@favoryta.com. Spośród uczestników konkursu zostanie wybrany jeden zwycięzca, ponadto przyznane zostaną dwa wyróżnienia. Zwycięzca otrzyma nagrodę główną, ufundowaną przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych, obejmującą pokr ycie kosztów tygodniowego pobytu w Polsce, czyli pobyt w hotelu, podróż po Polsce oraz koszty wstępów do muzeów (nagroda nie obejmuje kosztów podróży do i z Polski) oraz nagrodę ufundowaną przez organizatora konkursu, którą jest możliwość nieodpłatnego opublikowania własnej książki w Oficynie Niezależnych Autorów Favor yta (pakiet wydawniczy). Prace wszystkich finalistów zostaną opublikowane w wydaniu książkowym

Z okazji zbliżających się świąt Wielkanocnych wszystkim Czytelnikom „Monitora Polonijnego“, Członkom Klubu Polskiego, Przyjaciołom składam w imieniu naszej organizacji najserdeczniejsze życzenia – dużo zdrowia, radości, smacznego jajka, mokrego dyngusa oraz samych sukcesów! Tomasz Bienkiewicz – prezes Klubu Polskiego na Słowacji

ŻYCZENIA

W Y B Ó R

Z

P R O G R A M U

KONDOLENCJE Renatce Strakovej z Trenczyna składamy wyrazy głębokiego współczucia z powodu śmierci mamy i łączymy się w bólu z całą jej rodziną. Przyjaciele z Klubu Polskiego

I N S T Y T U T U

 HORY A MESTO • 2- 6 kwietnia, Bratysława, Cinema City Aupark, Einsteinova 18 Prezentacja polskich filmów w ramach Międzynarodowego Festiwalu Filmowego HORY A MESTO 2 kwietnia, godz. 19.00 – multimedialna prezentacja polskiego taternika i alpinisty Adama Pustelnika, pt. Ambicja i inne nieszczęścia 6 kwietnia, godz. 14.30 – multimedialna prezentacja polskiej alpinistki Aleksandry Dzik pt. Nanga Parbat 2013 - Niedokończona wyprawa.

 DIVADLO SKRAT (SK): VNÚTRO VNÚTRA 8 kwietnia, godz. 20.00. Maski dla poszczególnych postaw tego spektaklu przygotowała polska artystka Natalia Kida. Więcej informacji: www.skrat.info

 ŻYCIE RÓWNOLEGŁE • Bratysława, A4 – priestor súčasnej kultúry, Karpatská 2 Życie równoległe – XX wiek oczami tajnej policji – wieloletni, międzynarodowy interdyscyplinarny projekt, zainicjowany przez Międzynarodowy Festiwal Teatralny w Nitrze. Więcej informacji: www.parallel-lives.eu, www.a4.sk

 OD FOLKLORU DO JAZZU: ANNA MARIA JOPEK 9 kwietnia, godz. 19.00, Bratysława, duża sala koncertowa Słowackiego Radia, Mýtna 1 Połączenie tradycyjnego folkloru z jazzem jest nowym projektem Rada Tariški pod nazwą Folklore to Jazz.

28

L I T E R A C K I

 TEATR NOWY, KRAKÓW (PL): (NA)SLEDUJ MA 11 kwietnia, godz. 20.00, Bratysława, A4 – priestor súčasnej kultúry, Karpatská 2 Po spektaklu odbędzie się spotkanie z Radkiem Rychcikiem i aktorką Adą Grudzińską. Więcej informacji: www.teatrnowy.com.pl

P O

 JĘZYK W KULTURZE – KULTURA W JĘZYKU II 10-11 kwietnia, Bratysława, Filozofická fakulta UK, Gondova 2 Konferencja Język w kulturze – kultura w języku II skupi się na problemach nauki języka polskiego cudzoziemców. W spotkaniu, połączonym z obchodami 90. rocznicy powstania lektoratu języka polskiego na UK w Bratysławie, udział wezmą przedstawiciele Stowarzyszenia Bristol oraz uniwersytetów europejskich.  POSTKOLONIALIZM I LITERATURA EUROPY ŚRODKOWEJ I WSCHODNIEJ 10-12 kwietnia, Bratysława, Instytut Polski, Nám. SNP 27 Konferencja z udziałem naukowców. MONITOR POLONIJNY


KURS PRZYGOTOWUJĄCY DO PAŃSTWOWEGO EGZAMINU CERT YFIKATOWEGO Z JĘZYKA POLSKIEGO JAKO OBCEGO Krakowski Oddział Stowarzyszenia „Wspólnota Polska” organizuje w dniach 14–20 lipca kurs, przygotowujący do egzaminu państwowego z języka polskiego jako obcego, zakończony egzaminem (19 i 20 VII). Od kilku lat istnieje możliwość uzyskiwania przez cudzoziemców oraz obywateli polskich na stale mieszkających za granicą urzędowego poświadczania znajomości języka polskiego po zdaniu egzaminu przed Państwową Komisją Poświadczania Znajomość Języka Polskiego jako Obcego (www.certyfikatpolski.pl). Opłata za egzamin wynosi 60-100 euro (w zależności od poziomu). Koszt wydania certyfikatu poświadczającego znajomość języka polskiego, uznawanego w Europie, to 20 euro. Wykłady i ćwiczenia (w wymiarze 5-6 godz. dziennie): • omówienie zasad zdawania egzaminu pisemnego i ustnego, • przypomnienie i usystematyzowanie najważniejszych zasad polskiej ortografii, • praktyczne zajęcia ze sprawności językowych: rozumienie ze słuchu, długie formy pisemne, wypowiedź ustna na zadany temat, rozumienie tekstu pisanego, • omówienie najczęściej popełnianych błędów gramatyczno-językowych. Program kulturalno – krajoznawczy: • zwiedzanie z przewodnikiem Krakowa (Droga Królewska, Wawel, muzea), • wycieczka do Wieliczki, Wadowic i Muzeum Auschwitz, Opłata za udział w kursie wynosi 650 zł (20-15 osób), 750 zł (10-15 osób). Możliwość wykupienia obiadów za 78 zł (6 dni x 13 zł) Świadczenia zawarte w cenie: noclegi, zajęcia i wykłady, prowadzone przez pracowników naukowych UJ, udział w programie kulturalno-krajoznawczym, bilety wstępu do zwiedzanych obiektów, przewodnik. Ilość miejsc ograniczona (maksymalnie 20 osób)! Zgłoszenia: • przesłanie wypełnionego formularza zgłoszeniowego mailem do 01.06.2014 r. • wpłata zaliczki w wysokości 100 PLN do 15.06.2014 r. • dopłatę za udział w kursie należy uiścić w PLN po przyjeździe lub wpłacić na konto. Organizator: Stowarzyszenie „Wspólnota Polska” Oddział w Krakowie, Rynek Główny 14, 31-008 Kraków, tel./fax 48 12 422 43 55, 422 61 58, e-mail: pzborowski@swp.krakow.pl (koordynator Piotr Zborowski).

L S K I E G O

N A

K W I E C I E Ń

 LITERATURA W OKRESIE  WIECZÓR DYSKUSYJNY IPN 24 kwietnia, godz. 17.00, Bratysława, Instytut POSTDIGITALNYM: MOŻLIWOŚCI, WYZWANIA I OGRANICZENIA Polski, Nám. SNP 27 • Spotkanie historyków 14 kwietnia,  godz. 15.00-19.00, oraz z Polski i Słowacji w ramach wieczoru 15 kwietnia, godz. 14.00-18.30, dyskusyjnego, dotyczącego postaci Jana Bratysława, Instytut Polski, Nám. SNP 27 Karskiego, polskiego działacza ruchu oporu Konferencję organizuje Ústav svetovej w czasie II wojny światowej. literatúry SAV w ramach grantu  AKADEMIA RUCHU: PODPIS Hypermediálny artefakt v postdigitálnej 30 kwietnia, Koszyce, Urbanova veža, Hlavná dobe. ulica • Przedstawienie teatru Akademia  SŁAWOMIR MROŻEK: MIŁOŚĆ NA KRYME Ruchu jest integracją ludzi z różnych 15 kwietnia, godz. 19.00, Bratysława, środowisk społecznych, którzy wykonują Divadlo Astorka • Premiera sztuki synchronicznie tę samą czynność - w rytm Sławomira Mrożka. Kolejne muzyki zamiatają plac. Z tym projektem przedstawienia: 16 i 23 kwietnia Akademia Ruchu występuje w całej Europie o godz. 19.00. już od 1979 roku. W MAJU POLECAMY: W związku z ukazaniem się II tomu Leksykonu Polaków w Republice Czeskiej i Republice Słowackiej (Opole 2013) przygotowujemy 14 maja o godz. 18.00 w Instytucie Polskim w Bratysławie promocję i prezentację wydawnictwa wśród Polaków mieszkających na Słowacji. W programie przekazanie tomów I i II Leksykonu do zbiorów Instytutu, ambasady RP, oddziałów Klubu Polskiego i osób zainteresowanych. KWIECIEŃ 2014

  w kraju porannego spokoju W ❶

wieku 24 lat poleciałam do Korei Południowej. Decyzja o wyjeździe nie była dla mnie trudna, choć wtedy nie zdawałam sobie jeszcze sprawy, jak poważnie wpłynie ona na całą moją przyszłość. Skąd mogłam wiedzieć, że kraj, o którym posiadałam jedynie książkową wiedzę, stanie się moim nowym domem?

Rozmowa kwalifikacyjna Siedzę u szczytu ogromnego drewnianego stołu. Po obu bokach zasiada kilkunastu Koreańczyków w niemalże identycznych garniturach. Wpatrują się we mnie intensywnie, bez słowa i bez jakiejkolwiek emocji na twarzy. Biorę głęboki oddech i otwieram przygotowaną na tę okazję prezentację. To ostatni etap konkursu o Globalne Stypendium Samsunga. Do finału dostało się dziesięć osób. Dwie z nich polecą do Korei na co najmniej cztery lata. Nie żywię zbyt wielkiej nadziei, że jedną z nich będę akurat ja, ale i tak mam zamiar wypaść jak najlepiej. Z uśmiechem na twarzy opowiadam o swoim planie marketingowym dla koreańskiego rice-cooker, czyli elektrycznego garnka do gotowania ryżu. Mój uśmiech odbija się jednak bez echa o skamieniałe twarze siedzących przede mną Azjatów. Absurdalność sytuacji zaczyna mnie niepokojąco bawić. Kiedy jeden z Koreańczyków poważnym głosem pyta mnie, czym zajmuje się mój tato, muszę się kontrolować, by zupełnie nie wpaść w stan bezmyślnej wesołości. Odpowiadam, że jest nauczycielem, na co Koreańczycy po raz pierwszy obdarzają mnie zadowo29


lonym potakiwaniem głowy. Po kilku dniach odbieram telefon. Mam w ciągu kilku tygodni się spakować i po raz pierwszy w życiu wsiąść do samolotu, który wywiezie mnie na drugi koniec świata.

pamięciowo, mają problem z łączeniem ze sobą poszczególnych kropek. Obawiają się nieskrępowanej dyskusji do tego stopnia, że nawet ja – osoba, która rzadko kiedy zabierała głos na zajęciach w Polsce – podejmuję dyskusję tylko po to, żeby pchać wykładane tematy do przodu. Ostatecznie dwa lata studiów kończę w trzy semestry. Przed rozpoczęciem pracy w Głównej Siedzibie Samsunga zapożyczam się i wyruszam w trzymiesięczną podróż z plecakiem po Azji.

Pierwsze wspomnienie Jest sierpień 2002 roku. Drzwi lotniska otwierają się przede mną bezszelestnie. Próbuję wziąć głębszy oddech, ale gardło zatyka mi fala wilgoci, która gwałtownie uderza w moje wysuszone klimatyzacją ciało. W jednej chwili moja skóra pokrywa się mgiełką rosy, a ubranie staje się jakby cięższe. Zaintrygowana rozglądam się wokoło. Niebo nabrzmiałe przyciężką szarością chmur odrobinę odstręcza, podobnie jak monstrualne betony słupów, podtrzymujących lotniskową konstrukcję. Na szczęście humor poprawia mi niezwykle życzliwy pracownik lotniska, który sprawnie pakuje mój bagaż do luku autobusowego i „szybko, szybko” popędza mnie do środka autokaru. Siedząc w niezwykle wygodnym fotelu, przyglądam się nowemu światu za oknem. Nie wiem, czy to z powodu zmęczenia, ale wszystko wydaje mi się jakieś takie bezbarwne. Tak, jakby ktoś nałożył na obraz filtr, odbierający kolorom żywotność. Autobus spowalnia. Z autostrady zjeżdżamy do centrum Seulu. Przyglądam się znaczkom koreańskiego alfabetu, których natarczywa wszechobecność przyprawia mnie o zawrót głowy. Mijam ponure stragany, pozabijane metalowymi płachtami, i myślę sobie, że ten drugi koniec świata to może po prostu... koniec świata. W tym samym miejscu dwanaście lat później, w roku 2014, otwarty zostanie Dongdaemun Design Plaza & Park – nowoczesny kompleks, który ma się stać zagłębiem mody dla całej Azji i Pacyfiku. W roku 2002, jadąc z lotniska w kierunku Korea University, nawet na myśl mi nie przyszło, że wtedy ciągle jeszcze będę w Korei. 30

Po godzinach

Alma Mater Jeszcze przed wyjazdem do Korei prezes Samsunga w Polsce bierze mnie na dywanik i pyta, czy jestem w stanie spać po trzy, cztery godziny dziennie. Zanim otworzę usta, próbuję odpowiedzieć sobie w głowie, dlaczego niby miałabym spać tak krótko. Rozpościerzony na skórzanym fotelu Koreańczyk wyjaśnia mi, że w takim właśnie trybie żyją koreańscy studenci. To jedyny sposób, żeby w zadowalającym stopniu opanować ogrom materiału. Presja ma być podobno ogromna. Zaczynają nachodzić mnie wątpliwości, czy aby na pewno dam sobie radę. Odganiam je jednak szybko niczym natrętną muchę. Okazuje się, że słusznie. Już na miejscu sumienność koreańskich studentów mnie przeraża, ale z trochę innych niż sugerowane przez prezesa powodów. Zamiast niezbędnych fragmentów książek Koreańczycy studiują każdą ich linijkę, wliczając w to spis treści, przedmowę, podziękowania i przypisy. Uczą się

Z nieśmiałością wypróbowuję swój własny głos. Zimny metal mikrofonu uświadamia mi, że nigdy przedtem nie miałam tego urządzenia w dłoni. Nie mam wprawy w śpiewaniu, a już w szczególności nie przed grupą mało znanych mi ludzi. Ukradkiem przypatruję się zgromadzonym w przyciemnionym pokoiku osobom. Nikt nie zwraca na mnie większej uwagi, kiedy nucę pod nosem wybraną przeze siebie „Like a virgin” i wystukuję kod następnej piosenki do kolejki. Na stole stoi kilka butelek piwa, pod które podjadamy wysuszone na wiór kałamarnice. Na miasto wychodzimy kilka razy w tygodniu. Koreańscy studenci są pod tym względem nie do zdarcia, choć następnego dnia muszą odespać w uniwersyteckich bibliotekach, zmaltretowani libacjami poprzedniej nocy. Muszę przyznać, że zabawa jest jednak przednia. Pod wpływem czaru nocy Seul przeobraża się z zalatanej, obciążonej codziennymi obowiązkami dziewuchy w mizdrzącą się kurtyzanę, która wabi karminową czerwienią neonów, kalejdoskopem pubów i restauracyjek oraz innymi przybytkami młodzieńczego grzechu. Już wiem, że z łatwością można się w tym miejscu zatracić. ANNA SAWIŃSKA, KOREA POŁUDNIOWA Dokończenie w następnym numerze „Monitora“

Polecamy też blog autorki pod tytułem „W Korei i nie tylko“: www.wkorei.blogspot.com MONITOR POLONIJNY


W

iosna to obok lata moja ulubiona pora roku. Lubię ją za to, że świat na powrót nabiera kolorów. Kiedy wreszcie stopnieje śnieg i przeminą najchłodniejsze dni, zaczyna się zielenić trawa, kwitną fioletowe krokusy, białe przebiśniegi, białoróżowe stokrotki, żółte żonkile i czerwone tulipany. I robi się jakby głośniej – słychać radosne trele ptaków, które powracają z ciepłych krajów i budują gniazda, by złożyć w nich jaja, z których później wylęgną się pisklęta. Cały świat przyrody po zimowym śnie budzi się do życia. Razem z siostrą codziennie sprawdzamy, co nowego wydarzyło się w naszym ogrodzie – czy zakwitły jakieś kwiaty, czy drzewa wypuściły już pierwsze pąki. Ostatnio zauważyłyśmy, że nasza suczka Figa z tęsknotą spogląda za siatkę, gdzie

Wiosennie po sąsiedzku mieszka pewien pies. Prawdopodobnie zakochała się i chyba z wzajemnością. Nasz tato uważa, że to wszystko za sprawą Pani Wiosny. Wiosna kojarzy mi się również ze świętami wielkanocnymi i podróżą do rodziny. W tym roku te najważniejsze święta w naszej religii wypadają dość późno, bo dopiero pod koniec kwietnia. Mam nadzieję, że będą słoneczne. W czasie przygotowań do Wielkanocy, w Wielką Sobotę razem z Helenką lubimy szykować koszyczki ze święconką. Jeśli w tym czasie możemy być z naszymi kuzynami, to dzień wcześniej wspólnie kolorujemy pisanki, pomagamy w pieczeniu bab wielka-

nocnych i mazurków. W domu babci jest też taki zwyczaj, że zaraz po święceniu, jeszcze z koszyczkiem w ręku, najmłodsi z rodziny obiegają trzy razy dom, a potem wstępują do każdego pomieszczenia. Babcia mówi, że taki rytuał ma sprowadzić pomyślność dla domu i jego mieszkańców oraz urodzaj w polu. W okresie wielkanocnym bardzo też lubię lany poniedziałek, czyli śmigusdyngus. Tego dnia próbuję wstać najwcześniej ze wszystkich i sprawić rodzinie mokrą pobudkę. Jest wtedy wiele pisku i krzyku, ale i dużo śmiechu. Kiedy Wielkanoc spędzamy w Krakowie i nie pada deszcz, wybieramy się całą rodziną na

odpust, który organizowany jest tradycyjnie w pobliżu klasztoru na Salwatorze. To właśnie tam drugiego dnia świąt odbywa się emaus. Nasza mama mówi, że ten zwyczaj swoją nazwę wziął od biblijnej miejscowości Emaus, do której podążał zmartwychwstały Jezus. Odpustowi na Salwatorze towarzyszy kiermasz zabawek – można tam kupić pierścionki z podrabianymi brylantami, kolorowe balony, są też karuzele i stragany ze słodyczami. Udział w tym wydarzeniu to dla nas prawdziwa frajda. No i jeszcze jedna ważna rzecz – wiosną zaczynam regularnie jeździć na rowerze! W tym roku będzie to już taki na większych kołach, ponieważ urosłam. A stary oddam siostrze, niech i ona sobie pojeździ! SONIA PACZEŚNIAK i BEATA OŚWIĘCIMSKA

OBRAZKOWA KRZYŻÓWKA ZE ŚWIĘCONKĄ Wpisz hasła w odpowiednie okienka, a w oznaczonej żółtym kolorem kolumnie odczytasz hasło





























1

2

3 4

5

6 7

❻ ❽

8 9

❼ ILUSTRACJE: SONIA PACZEŚNIAK I BEATA OŚWIĘCIMSKA

KWIECIEŃ 2014

31


Ostatnio w „Piekarniku” królują ciasta. Nic dziwnego, bowiem gdy zapraszamy gości, to główną oprawę takich spotkań stanowią właśnie słodkie wypieki i to z nich jesteśmy najbardziej dumni.

Zbliżająca się Wielkanoc to doskonały okres do słodkich popisów, a zatem warto wykorzystać przepis pani Violi Filipkovej z Bratysławy na bogate w smaczki ciasto makowe.

Ciasto makowe Składniki ciasta:

Składniki kremu:

• 25 dag cukru pudru • 4 jajka – osobno białka i żółtka • 20 dag mąki • 5 dag kakao • 1 łyżka sody oczyszczonej • 1/2 l mleka • 25 dag zmielonego maku

• 20 dag kryształowego cukru

• 2 dl wody • 2 dl mleka • 2 jajka • 1,5 opakowania „Złotego Kłosu”

• 1 ubita „Hera”

Składniki syropu: • 20 dag kryształowego cukru • 1 dl wody • sok z 1,5 cytryny • 1 dl rumu

Składniki polewy: • 1 czekolada do rozpuszczenia na parze i 5 dag tłuszczu „Cera”

Sposób przyrządzania Najpierw przygotujemy ciasto – cukier z żółtkami ucieramy na puszystą masę, do której dodajemy połączone składniki: mąkę, kakao i sodę. Osobno mieszamy mak, mleko i pianę z ubitych białek – i te składniki również łączymy z masą. Rozgrzewamy piekarnik do 160-170 stopni i wkładamy do niego ciasto, wylane na wyłożoną papierem formę. Pieczemy około 25-30 minut. Upieczony spód nakłuwamy wykałaczką. Syrop przyrządzamy, wrzucając do garnka cukier, wodę i sok cytrynowy. Gotujemy to wszystko, mieszając, aż do rozpuszczenia cukru, na koniec dodajemy rumu. Delikatnie polewamy syropem ponakłuwany wierzch ciasta. Teraz kolej na krem – w garnuszku karmelizujemy cukier, stopniowo

dolewając wodę. Następnie dodajemy mleko, jajka, „Złoty Kłos” i gotujemy na małym ogniu, dopóki całość nie zgęstnieje. Gdy ostygnie, dodajemy ubitą „Herę” i wykładamy na ciasto.

Na krem wylewamy rozpuszczoną czekoladę, wymieszaną z tłuszczem.

ZDJĘCIA: KAZIMIERZ FILIPEK

Wielkanoc to zwycięstwo życia nad śmiercią – mak jest symbolem zarówno ochrony przed złem, jak i dostatku, pracowitości, nowej szansy. I tego właśnie wszystkim na te święta życzę. Słodkiego Alleluja! AGATA BEDNARCZYK

Monitor Polonijny 2014/04  
Monitor Polonijny 2014/04  
Advertisement