Page 1

Monitorek 02.QXD:Monitorek 02.QXD 2/8/14 2:37 PM Page 1

1


Monitorek 02.QXD:Monitorek 02.QXD 2/8/14 2:37 PM Page 2

godnie z zapowiedzią w tym numerze MP z okazji 10-lecia Klubu Polskiego prezentu jemy wspomnienia dotyczące założenia Klubu z punktu widzenia T. Błońskiego (str. 12) oraz zdjęcia z imprez w Koszycach.

Z

Wizyta Prrezydenta RP A. Kwaśniewskiego - Koszyce 1997 r Spotkanie z Bohdanem Warchalem Zespół Diabolské husle podczas Dni Kultury Polskiej - 2001 r.

Członkowie Klubu z ówczesnym prezydentem Koszyc R. Schusterem - Dni Kultury Polskiej w Koszycach 1996 r Wystawa prac Tomasza Agáta Błońskiego

Sejny - przedstawienie teatralne

Msza święta 2001 r

Podczas wernisażu M. Janickiego

ZDJĘCIA Z ARCHIWUM KLUBU POLSKIEGO REGION KOSZYCE.

Zdjęcie na okładce: Spotkanie 17.01.2004 r. w Bratysławie. Na zdjęciu u góry od lewej: Renata Straková, Zuzana Fajth, Lidia Grala-Bednárćik, Daniela Nehezová, Elżbieta Dutková, Danuta Wieczorek, Danuta Meyza-Marušiaková, Wojciech Biliński, Romana Gregušková, Małgorzata Wojcieszyńska, Jana Steblová, na dole od lewej: Ryszard FOTO: ROMAN BENICK˘ Zwiewka, Tadeusz Błoński, Zbyh ev Stebel, Vasyl Kopal. 2

Relacja ze spotkania na stronie 12.

MONITOR POLONIJNY


SPIS TREŚCI

Od redakcji Byliśmy bardzo ciekawi, jaki będzie wynik końcowy naszej pracy nad numerem pierwszym „Monitora Polonijnego“. W deszczowe styczniowe popołudnie pojechaliśmy do drukarni ze Stanem Stehlikiem i Darkiem Wieczorkiem. Właśnie z taśmy zjeżdżały kolorowe strony naszego czasopisma. Jeszcze ciepłe trzymaliśmy w rękach. Były to wielkie nie pocięte arkusze papieru. Podobały się nam. Były nasze! Swoją drogą to ciekawe odczucie... Następnego dnia zamykaliśmy numer drugi MP. Olbrzymie tempo pracy. Postanowiliśmy sobie, że dołożymy starań, aby „Monitor“ docierał do czytelników zawsze na początku miesiąca. A ponieważ pracę na pełnych obrotach zaczęliśmy po nowym roku, do 15 stycznia de facto musieliśmy przygotować dwa pierwsze numery naszego miesięcznika. Cały zespół redakcyjny spisał się na medal. Jednak nie czekając na Państwa oceny (mam nadzieję, że nie zabrzmiało to jako lekceważenie Czytelników), dokończyliśmy dzieła numer 2, czyli lutowego „Monitora“. Musieliśmy zaufać własnej intuicji, wierząc, że ruszyliśmy w dobrym kierunku. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA REDAKTOR NACZELNA

Karnawał - Jaka moda obowiązuje na parkiecie?

4

Loteria

4

Dyplomacja i nie tylko

4

Mój pierwszy bal

5

Polskie wojsko w Topolczanach

6

Piąta przeprowadzka

6

Z kraju

8

Z naszego „podwórka“

8

Unia Europejska i co dalej?

9

A. Jagodziński o udanym „dziecku“ Grupy Wyszehradzkiej

10

Spotkanie po latach

12

“Zaowocowały koszycko-bratysławskie spotkania“

12

Jak zostałem członkiem Klubu?

13

Młodzi w Polsce słuchają

14

Msza beatowa

14

Kino – oko

15

Kalendarium wydarzeń

16

To warto wiedzieć

16

Bliżej polskiej książki

18

Okienko językowe

18

Co u nich słychać?

20

Ogłoszenia

21

Polska oczami słowackich dziennikarzy

22

Między nami dzieciakami

23

Piekarnik

24

VYDÁVA POĽSKÝ KLUB - SPOLOK POLIAKOV A ICH PRIATEĽOV NA SLOVENSKU ŠÉFREDAKTORKA: Małgorzata Wojcieszyńska • REDAKČNÁ RADA: Danuta Meyza-Marušiaková, Wojciech Biliński, Zuzanna Fajth • REDAKCIA: Paweł Bednárčik, Pavol Bedroň, Ivana Juríková, Majka Kadleček, Katarzyna Kosiniak-Kamysz, Melania Malinowska, Dariusz Wieczorek, Izabela Wójcik, • KOREŠPONDENT V REGIÓNE KOŠICE - Urszula Zomerska-Szabados • JAZYKOVÁ ÚPRAVA V POĽŠTINE: Maria Magdalena Nowakowska • V SLOVENČINE: Mária Brečková • GRAFICKÁ ÚPRAVA: Stano Carduelis Stehlik • ADRESA: Gröslingová 20, 811 09 Bratislava (STEBEL) • TLAČ: DesignText • KOREŠPONDENČNÁ ADRESA: Małgorzata Wojcieszyńska, 930 41 Kvetoslavov, Tel./Fax: 031/5602891, staste@orangemail.sk • PREDPLATNÉ: Ročné predplatné 180 SKK na konto Tatra banka č.ú.: 2666040059/1100, číslo zákazníka 142515 • REGISTRAČNÉ ČÍSLO: 1193/95 • Redakcia si vyhradzuje právo na redakčné spracovanie ako aj vykracovanie doručených materiálov, na želanie autora zaručuje anonymitu uverejnených materiálov a listov, nevracia neobjednané materiály, neodpovedá na anonymy FINANCOVANÉ MINISTERSTVOM KULTÚRY SR

LUTY

3


S

ezon karnawałowy w pełni. Jak się bawić, to się bawić! Postanowiliśmy przygotować dla Państwa kilka artykułów, które swoją treścią wprowadzą nas wszystkich w karnawałowy nastrój. Przyda się, bo niebawem VI Bal Polski w Bratysławie!

Loteria

„Dwieście jedenaście, dwieście jedenaście – ten los wygrywa, a reszta przegrywa. Dwieście jedenaście, proszę po odbiór nagrody!”

Jaka moda obowiązuje w tym roku na parkiecie?

Hasło tegorocznego karnawału brzmi: ma się błyszczeć i świecić, a kobiety powinny wyglądać, jakby obsypał je „gwiezdny pył”. Najlepsze więc na tę okazję będą takie tkaniny, jak jedwab, szyfon, tafta, tiul, satyna. „Do tego obowiązkowo buty na szpilce, niekoniecznie wysokiej, ale z ostrym lub lekko zaokrąglonym noskiem“ - twierdzi Beata Wojnarowska, sprowadzająca buty z Polski na Słowację. ”Oprócz tego klasyczne czółenka, niezbyt szpiczaste, zwężające się i lekko ścięte na czubku”- dodaje. Warto więc poszperać w szafie i znaleźć lakierowane skóry i szyfony najlepiej z połyskliwą nitką. Uwaga! Najlepiej „świecić” punktowo, tzn. wybrać sobie jedną migoczącą część garderoby, żeby, jak radzi Beata, nie wyglądać jak opakowanie od cukierka. Na powiekach, paznokciach, obowiązkowo brokat, można również „obsypać” nim sobie plecy, dekolt i włosy, przylepić na ciało cekiny lub małe kryształki tworzące interesujące wzory. Ale, drogie Panie, wskazany jest umiar: jeden błyszczący akcent wystarczy. Polki są generalnie odważniejsze niż Słowaczki i nie boją się eksperymentować. Przykładem może być również moda na noszone na co dzień damskie „kowbojki”. „W Polsce były popularne ponad rok temu, a na Słowacji kobiety dopiero teraz zaczynają je nosić”- dodaje na zakończenie Beata Wojnarowska. MELANIA MALINOWSKA

FOTO: STANO STEHLIK

ł a w a n Kar

Majka Kadleček co roku sprzedaje losy Zainteresowanie losami jest na każdym balu bardzo duże. Goście traktują loterię już jako stały element zabawy i z niecierpliwością

czekają na moment rozpoczęcia sprzedaży losów. Losy najczęściej wybierają kobiety, a mężczyźni za nie płacą – tak jak i w życiu. Zdarza się też, że np. jeden z gości kupi losy wszystkim współbiesiadnikom przy stole. Większość ludzi wierzy w przeznaczenie i wybiera losy przypadkowe, ale niektórzy żądają np. tylko jedynek z każdej serii, wyłącznie numerów parzystych, liczb z siódemką itp.

P

rzede wszystkim muszę podzielić się refleksją – bardzo się cieszę, że istnieje „Monitor Polonijny”. Wydawanie profesjonalnego czasopisma jest pomysłem ambitnym, tym bardziej chwalebnym, że na Słowacji Polonia nie stanowi dużej liczebnie grupy. Ze swej strony życzę oczywiście redakcji lekkiego pióra. Sama będę starała się wspierać czasopismo od czasu do czasu spostrzeżeniami żony dyplomaty oraz zasadami dyplomatycznego savoir-vivre`u, które nieco się różnią od tych obowiązujących na co dzień. Ale wróćmy do realiów dnia dzisiejszego. Zaczął się właśnie okres karnawału. W Bratysławie rozpoczął go bal w operze. Wielu z Państwa wybiera się też z pewnością wkrótce na bal i zadaje sobie pytanie: „W czym pójdę?” Jeśli chodzi o balowy makijaż, to może on być odważniejszy od zwykłego wieczorowego. O ile w przypadku makijażu fantazja jest wskazana, o tyle w przypadku stroju warto

Dyplomacja i nie tylko

MONITOR POLONIJNY


Włodzimierz Butowski wie, jak wygrać w loterii Jeśli chodzi o wygrywanie w loterii na balu polskim, mogę

zajrzeć do... dowodu osobistego i pamiętać, że dyskretna elegancja jest zawsze na czasie, a odważne kreacje nie są ofertą dla każdego. Będąc kiedyś na balu polonijnym w jednej z dużych stolic europejskich, miałam możliwość zaobserwowania następującej scenki: uwagę obecnych tam osób przykuwała pani w wieku zdecydowanie balzakowskim, ubrana w jaskrawoczerwoną kreację, takież buty, rękawiczki i czapeczkę z równie krwistoczerwonym piórkiem. Siedzący obok mnie minister X, gość honorowy balu, powiedział w pewnym momencie do żony: „Spójrz, torebkę też ma czerwoną...” W tonie mojego sąsiada nie wyczuwało się cienia aprobaty. Pewna pani ubrana w białe spodnie, białą marynarkę i męski kapelusz, stylizowana na Michaela Jacksona, tańcząca we wspaniałych wnętrzach Narodnego Divadla w Bratysławie była oryginalna, bo była jedyna. Gdyby wszyscy gości ubrali się w podobny sposób, nie byłoby to interesujące. Wybierając się na bal, pamiętajmy więc zawsze o stosowaniu „złotego środka”. Panie niech założą eleganckie suknie, panowie niech wyjmą z szafy i odkurzą używane raz do roku smokingi albo fraki. KATARZYNA KOSINIAK-KAMYSZ LUTY

pochwalić się już dużym stażem. Prawie co roku coś z żoną wygrywamy. Na drugim balu wygraliśmy świecznik, na trzecim komplet szklanek do alkoholu i soków, na piątym wspaniały dywan. Tajemnica sukcesu tkwi chyba w tym, że ja nie mogę wyciągać losów, bo wtedy nic nie wygrywamy. Lepiej, jeśli losuje małżonka, ale sukces jest gwarantowany, gdy los wyciągnie ktoś trzeci – tak to było w przypadku dywanu. Jeśli chodzi o plany na najbliższy bal, to tak, jak mówi moja żona: ,,Nas interesuje już tylko główna wygrana”. MAJKA KADLEČEK

Mój pierwszy bal Wojciech Biliński radca ambasady RP Pierwszym balem była moja studniówka w 1975 roku, która odbyła się w jednym z warszawskich liceów. Na bal wybrałem się z moją pierwszą miłością - Małgorzatą, w której byłem bardzo zakochany. My – maturzyści, a jednocześnie organizatorzy balu dołożyliśmy wszelkich starań, aby ta impreza była jak najbardziej udana: sami przygotowaliśmy cały wystrój. Studniówka rozpoczęła się oczywiście polonezem. Pamiętam, że wystąpiłem wtedy pierwszy raz w garniturze z kamizelką, w szerokich spodniach, w modnej marynarce z dużymi klapami i krawacie, który musiał być obowiązkowo szeroki… Bal był wspaniały! 5

FOTO: STANO STEHLIK

wygrała bilety lotnicze do Warszawy Do Warszawy poleciałam z mężem. Był to nasz pierwszy wyjazd do Warszawy i nasz pierwszy wyjazd po 22 latach małżeństwa, na który wybraliśmy się bez dzieci. Mogliśmy więc cały czas poświęcić wyłącznie sobie. Warszawa zrobiła na mnie wrażenie nowoczesnego miasta, pełnego zieleni. Tę zieleń, tlen było czuć wszędzie.

buty sportowe. Oprócz tego kupiliśmy dwie butelki żubrówki, chyba 5 kg krówek, które potem rozdaliśmy całej rodzinie, oraz fantastyczne śliwki w czekoladzie. Zaskoczyło nas trochę to, że w Warszawie ceny są zdecydowanie wyższe niż w Bratysławie. FOTO: STANO STEHLIK

FOTO: STANO STEHLIK

Olga Kubánková

Zwiedziliśmy Łazienki przepiękny park, w którym karmiliśmy wiewiórki. Zachwyciły nas kościoły i Starówka. Ponieważ nie mieliśmy samochodu, po mieście poruszaliśmy się środkami komunikacji miejskiej. Pani Jola Bednárčik przygotowała nam dokładne wskazówki – łącznie z numerami autobusów, toteż wszędzie docieraliśmy bez problemów. Przejechaliśmy się też metrem. Przyjemnie zaskoczyło nas to, że warszawiacy są bardzo miłymi ludźmi, gotowymi pomóc, np. gdy mieliśmy jakieś problemy z orientacją w mieście. W ostatni dzień pobytu zrobiliśmy zakupy. Kupiłam sobie sukienkę i buty, a mąż


Stanisława Hanudelová

FOTO: STANO STEHLIK

tłumacz Pamiętam jeden z pierwszych balów. Liceum Pedagogiczne w Zamościu, do którego uczęszczałam, było bardzo sfeminizowane, na bal zostali więc zaproszeni chłopcy z technikum. Podobał mi się wtedy pewien chłopak, którego widywałam w poczekalni u dentysty. Z balem i obecnością owego chłopca na nim wiązałam duże nadzieje. Jakie było moje rozczarowanie, gdy on zatańczył ze mną dwa razy, a resztę balu przetańczył z moją koleżanką… Jeśli chodzi o ubrania, to wtedy były inne czasy. Dziewczyny były ubrane w białe bluzki i czarne spódnice. Owszem, jedna koleżanka dostawała paczki z Francji i pamiętam, że w jej sukience przetańczyły po kolei nie jeden bal chyba wszystkie koleżanki z klasy.

Bartosz Wojnarowski uczeń szkoły średniej Na pierwszym balu byłem razem z mamą, gdy miałem 15 lat. Był to polski bal w Bratysławie, który zawsze zaczyna się polonezem. Tańczyłem z mamą w drugiej parze! Nie miałem tremy, ponieważ uczyłem się tego tańca na kursie dla dzieci polonijnych, a na swoim koncie mieliśmy już występy razem z zespołem Diabolské husle podczas Dni Polskich. Występowaliśmy też w Polsce. Bardzo miło wspominam ten pierwszy bal, na którym nie brakowało dobrej zabawy i dobrego jedzenia. Mnie jednak brakowało moich rówieśników. Teraz jestem już pełnoletni i w tym roku wybieram się na bal z moją dziewczyną. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA 6

FOTO: STANO STEHLIK

Mój pierwszy bal D

nia 30 maja 2002 r. rządy Polski, Czech i Słowacji zdecydowały o powołaniu wspólnej jednostki wojskowej. Jej siedziba mieści się w Topolczanach na Słowacji. Dowództwo i sztab brygady rozpoczęły swoją działalność w tym mieście na początku roku 2003. Brygada składa się z 22 oficerów: 10 Słowaków, 6 Czechów i 6 Polaków.

W razie „wymarszu do boju” skład osobowy będą stanowić – spotykające się na wspólnych ćwiczeniach, ale stacjonujące u siebie – trzy bataliony, pochodzące z jednostek z Gliwic (Polska), Pardubic (Czechy) i Martina (Słowacja). „Przesłaniem brygady jest udział w misjach pokojowych pod dowództwem NATO lub Unii Europejskiej, zgodnie z Kartą ONZ, a także w zgodzie z normami prawnymi, obowiązującymi w krajach, skąd pochodzą kontyngenty. Żołnierze brygady mogą też być włączeni do pełnienia zadań wyznaczonych przez dowództwo swojego państwa, a ich udział w misjach pokojowych jest dobrowolny.“ – wyjaśnił naczelnik sztabu brygady Zbynek Janeczka, Czech.

Polskie wojsko w Topolczanach „Był to interesujący rok; wraz z Czechami, z którymi już jesteśmy w NATO, pełniliśmy służbę na Słowacji, dzięki czemu własne doświadczenia mogliśmy przekazać naszym słowackim kolegom, którzy już wkrótce także będą w Sojuszu.” – powiedział pułkownik Wojciech Klimas, zastępca dowódcy brygady. „Zadania, które postawiono przed nami, a nie było ich mało, udało się nam zrealizować.” – zape-

Piąta przeprowadzka Redakcji „Monitora Polonijnego“ udało się skontaktować z jedną z żon żołnierzy z Topolczan – panią Lidią Śliwą. Należy ona do tych nielicznych, którym już udało się znaleźć swoje miejsce na Słowacji. Pracuje w Szkolnym Punkcie Konsultacyjnym przy Ambasadzie RP w Bratysławie jako nauczycielka języka polskiego. „Ukończyłam filologię polską na Uniwersytecie A. Mickiewicza w Poznaniu. Bardzo lubię uczyć, dlatego cieszę się, że mogę tutaj realizować swoje ambicje zawodowe” - opowiada pani Śliwa. Przyjechali ze Szczecina, gdzie mąż pani Lidii pracował przez cztery lata w Dowództwie Międzynarodowego Korpusu Północ- Wschód, pierwszym dowództwie natowskim w Polsce. „Nie ukrywam, że ciężko rozstawałam się z moim ukochanym Szczecinem przyznaje - choć, gdy usłyszałam o przeprowadzce na Słowację, MONITOR POLONIJNY


wnia dowódca jednostki, gen. bryg. Mikulasz Regula, reprezentujący armię słowacką. „Dwukrotnie odbyły się wspólne ćwiczenia, nawiązaliśmy współpracę z innymi międzynarodowymi brygadami, m.in. w Szczecinie, nasza grupa studyjna dwukrotnie była w Kosowie, aby sprawdzić, jak siły międzynarodowe działają w warunkach bojowych.“ – wyjaśnił Regula. Płk Klimas poinformował, że oficjalnym językiem jednostki jest angielski i w nim np. jest prowadzona dokumentacja. „Z drugiej strony wszyscy jesteśmy Słowianami i bez większych problemów rozumiemy się i w swoich ojczystych językach.“ – dodał. „Instrukcja, zwłaszcza w obcym języku, to jedno, a interpretacja jej wykonania to czasami drugie. My – przyznał z dumą generał Regula – jesteśmy już zgraną orkiestrą, o czym świadczą coraz lepsze oceny. Ludzie się poznali, brygada pracuje jako jeden zespół.“ Brygada ma swój znak: jest nim kozica górska, zwierzę

FOTO: DAREK WIECZOREK

występujące we wszystkich trzech państwach. Jak twierdzą pomysłodawcy znaku brygady, kozica nie jest drapieżnikiem, ale dzięki odwadze, dzielności, zręczności i umiejętnościom wzbudza respekt. Polskim oficerom udało się zaszczepić w tej jednostce zasady pracy obowiązujące w NATO, jednak za największy problem uznali FOTO: ZDZISŁAW ŚLIWA

zareagowałam jak przy czterech poprzednich: to kolejna przygoda życiowa“. Przeprowadzają się mniej więcej co dwa-trzy lata. Przed Topolczanami mieszkali w Chełmnie Pomorskim, Bydgoszczy i dwa razy w Szczecinie. „Z każdym z tych miast jesteśmy związani wspomnieniami, z wieloma znajomymi utrzymujemy kontakty” wyjaśnia pani Lidka. Do Topolczan przyjechali w lutym zeszłego roku. Słowacja kojarzyła się im przede wszystkim z zaśnieżonymi stokami narciarskim. „Ponieważ przez wszystkie lata studiów jeździłam na nartach, myślałam o Słowacji jako o miejscu wypadów na narty, o bazie turystycznej. Wcześniej, w dzieciństwie byłam z rodzicami w tych rejonach, a w czasie podróży poślubnej przejeżdżaliśmy z mężem przez Słowację w drodze do Wiednia” - wspomina. LUTY

oni adaptację do miejscowych warunków. Twierdzą, że kultura i zwyczaje, a zwłaszcza język, są podobne i ich przyswajanie idzie im coraz lepiej. Nie ukrywają jednak, iż ich formalny status na Słowacji, edukacja ich dzieci czy praca dla małżonek to problemy, które spędzają im sen z oczu. Brygada w Topolczanach w pełni „gotowa do wymarszu” ma być pod koniec roku 2005. DAREK WIECZOREK

We wrześniu zaczęła się jej przygoda ze szkołą i przedszkolem słowackim, które należało znaleźć dla dzieci. „Podobieństwo języka polskiego i słowackiego spowodowało, że spokojnie przeżyliśmy początki życia szkolnego i myślę, że dobrze zaaklimatyzowaliśmy się w Topolczanach” - podsumowuje Śliwa. Konieczność rozwiązywania problemów codziennych, np. wybór lekarza, zapisanie dzieci do szkoły, przynosi nowe znajomości. „Poznajemy wiele osób: Słowaków, Polaków i Czechów, którzy są do nas bardzo przyjaźnie nastawieni i pomagają radą czy wskazówką. Ludzie podchodzą do nas bardzo życzliwie” - dodaje. Powrót do Polski uzależniony jest od rotacji męża pani Śliwy. I choć tęsknią za krajem, na Słowacji czują się dobrze. Są już „u siebie”. IVANA JURIKOVÁ 7


POLITYKA Startu w przyszłorocznych wyborach prezydenckich nie wyklucza Jolanta Kwaśniewska. Tymczasem w środowisku Unii Wolności pojawił się pomysł wystawienia kandydatury Ireny Lipowicz, ambasador Polski w Austrii. Zapowiada się walka kobiet.

Ponownie „grała” Wielka Orkiestra Świą-

tecznej Pomocy. W tym roku, podobnie jak w poprzednim, zbierano środki na zakup sprzętu medycznego, niezbędnego przy ratowaniu życia niemowląt i małych dzieci. Akcja przekroczyła granice kraju – pieniądze zbierano w wielu miastach Europy, USA i Kanady, a także w polskiej strefie w Iraku. W nakładzie 150 tys. egzemplarzy ponownie pojawi się dziennik „Życie”, którym będzie kierować Tomasz Wołek. To pierwszy w historii polskiej prasy powrót gazety, która wcześniej zbankrutowała. Dzięki znowelizowanej ustawie o cudzoziemcach obcokrajowiec, który dotychczas przebywał nielegalnie, gdy udowodni, że mieszka w Polsce od 1997 roku, zarabia na siebie i ma gdzie mieszkać, otrzyma roczne zezwolenie na pobyt czasowy. Potem może starać się o przedłużenie już legalnego pobytu.

Z naszego „podwórka“ Dnia14 stycznia akredytowani na Słowacji polscy dyplomaci złożyli ślubowanie, zobowiązując się „godnie reprezentować Rzeczpospolitą Polską, dbać o jej interesy i dobre imię, sumiennie wykonywać powierzone obowiązki...” Ambasador RP Zenon Kosiniak–Kamysz wręczył każdemu akt ślubowania, który równocześnie potwierdza przyznany stopień dyplomatyczny. 8

GOSPODARKA Kilkunastu rannych, bójki z ochroniarzami i policjantami, zdemolowane i okradzione sklepy to efekt sezonowej wyprzedaży w sieci sklepów z elektroniką. Klientów kuszono bardzo niskimi cenami, np. walkmeny oferowano za złotówkę, a w kolejce ustawiło się kilka tysięcy osób.

Inspektorzy Komisji Europejskiej przez dwa miesiące będą jeździć po Polsce, żeby sprawdzić, jak przestrzegane są normy sanitarne w mleczarniach i zakładach mięsnych. Na razie spełnia je tylko 5 proc. przedsiębiorstw pozostałym po 1 maja grozi zamknięcie. Paliwa w Polsce będą coraz droższe –

Podczas 10. Międzynarodowych Targów Ruchu Turystycznego w Bratysławie (1518.01.2004 r.) prezentowali się polscy wystawcy, m.in. Wydział Ekonomiczno-Handlowy Ambasady RP, Polskie Linie Lotnicze LOT, Polska Organizacja Turystyczna, „Orbis“, Pomorska Organizacja Turystyczna, Biuro Podróży „Janpol“ i „Profitour“ i inni. Częścią programu promującego turystykę w Polsce był workshop, zorganizowany przez polskich wystawców, w którym wzięło udział 36 polskich i słowackich biur turystycznych. DW, MW

twierdzi monitorujące ten rynek biuro „Reflex”. Główny powód to rosnące ceny ropy na rynkach światowych, m.in. w związku z niepewną sytuacją na Bliskim Wschodzie. W Polsce w połowie stycznia – według „Reflexu” – średnia cena benzyny 95-oktanowej wynosiła 3,43 zł, 98-oktanowej 3,67 zł, a ropy – 2,87 zł.

KULTURA W warszawskim Teatrze Muzycznym Roma odbyła się premiera polskiej wersji najpopularniejszego musicalu świata - „Kotów“ („Cats“) Andrew Lloyda Webbera. Na pierwszych dziesięć przedstawień biletów już brak. Już po raz 11. przyznano Paszporty “Polityki”. W kategorii literackiej nagrodzono Wojciecha Kuczoka - młodego pisarza, autora powieści „Gnój“. W kategorii filmowej uhonorowano Andrzeja Jakimowskiego za debiutancki film „Zmruż oczy“, w dziedzinie teatralnej nagrodę otrzymała aktorka Danuta Stenka. W kategorii muzycznej zwyciężył Kuba Jakowicz. Paszport „plastyczny“ otrzymała Monika Sosnowska, autorka m.in. pracy „Korytarz“, prezentowanej na ubiegłorocznym Biennale w Wenecji. W ostatniej kategorii - „RockMONITOR POLONIJNY


pop-estrada” nagrodzono Andrzeja Smolika, kompozytora, producenta płyt, grającego w zespole “Wilki”. Zespół słynnego teatru La Comedie-Francaise dziewięciokrotnie wystąpił w Polsce (Warszawa, Kraków, Gdańsk) z „Don Juanem“ Moliera. Rolę tytułową zagrał Andrzej Seweryn, mieszkający od wielu lat we Francji. Bilety (najdroższe po 120 zł) zostały zarezerwowane już na miesiąc przed przedstawieniem. Rok 2004 będzie Rokiem Witolda Lutosławskiego zdecydował Sejm. W uchwale podkreślono doniosłą rolę kompozytora jako jednego z najwybitniejszych osobowości życia muzycznego XX wieku. Witold Lutosławski zmarł 7 lutego 1994 r.

W Muzeum Narodowym w Poznaniu na wystawie zatytułowanej „Od Picassa do Warhola. Grafiki Mistrzów 1964-2003“ można oglądać 102 prace tuzów światowego malarstwa. Po zakończeniu wystawy wszystkie prace będą wystawione na sprzedaż. NA PODSTAWIE PAP OPRAC. MELANIA MALINOWSKA ORAZ DAREK WIECZOREK FOTO: ARCHIWUM

LUTY

★ ★ ★ ★ bliżające się członkostwo Polski w Unii Europejskiej jest ★ z pewnością wydarzeniem, które wpłynie lub też zmieni życie obywateli naszego kraju i nas samych. ★ ★ Zmiany te mogą dotyczyć uzyskania legalnego zatrudniesfer życia społecznego, nia w wybranym państwie unij★ wszelkich bowiem będzie ono od maja nym. Jeżeli chodzi o osoby ★ 2004 r. regulowane poprzez z polskim obywatelstwem, ★ dyrektywy unijne. Nowe zasady muszą one posiadać zarówno będą obowiązywać Polaków zezwolenie na pobyt, jak i po★ m.in. przy podejmowaniu pracy zwolenie na podjęcie pracy. ★ za granicą. Chcąc dobrze poznać Spełniając te warunki, pracow★ zasady funkcjonowania UE, nicy nabywają jednakowych zapoznajmy się pokrótce z kon- praw, wynikających ze stosunku ★ cepcją swobodnego przepływu pracy, jaki posiadają obywatele ★ osób, która jest zarówno funda- danego kraju unijnego, np. prawo integracji europejskiej, pozwala w takim przypadku na ★ mentem jak i mechanizmem bezpośred- podjęcie pracy przez ich współ★ nio wpływającym na nasze życie małżonków i dzieci. Ale już rodzi★ codzienne w rozszerzonej Unii. nom pracowników sezonowych lub też zatrudnionym na bazie ★ Swoboda przepływu osób umowy dwustronnej te prawa ★ zapewnia obywatelom nie przysługują. Kwestie związane z dostępaństw Unii prawo: ★ - do pracy i prowadzenia pem do rynku pracy i swobodą ★ działalności gospodarczej, podejmowania działalności go★ - do osiedlania się i dostępu do spodarczej w UE są uregulowane poprzez Układ Europejski ★ mieszkań. Tak więc obywatel jednego i odpowiednie umowy dwu★ państwa UE może podjąć pracę stronne. Na mocy Układu pod★ na terenie innego państwa Unii jęcie pracy i wyjazd do pańma on zapewnione takie same stwa, z którym Polska podpi★ iprawa, jak obywatele kraju sała umowę dwustronną regu★ przyjmującego. Osoba podej- lowane jest w formie: ★ mująca działalność gospodar- - oferty otwartej, inaczej czą nie może być dyskrymino- anonimowej, kiedy to zagra★ wana, ani też nie musi posiadać niczny pracodawca nie posiada ★ specjalnego zezwolenia, co kandydata do pracy z Polski ★ oznacza, że np. musi być trakto- i oczekuje od odpowiedniego wana w sposób jednakowy urzędu wskazania stosownej ★ w kwestii wynagrodzenia. osoby; ★ Niestety, w chwili obecnej - imiennego wskazania obywywodzący się watela polskiego przez praco★ pracownicy, z państw Europy Środkowej dawcę – w sytuacji, kiedy to ★ i Wschodniej, nie posiadają zagraniczny pracodawca zgła★ prawa do swobodnego podej- sza imiennie konkretną osobę mowania pracy w krajach UE, do podjęcia pracy, którą to ★ co na szczęście nie jest jedno- zatrudniał w latach poprzedMONIKA WALCZAK ★ znaczne z brakiem możliwości nich. ★

Unia Europejska i co dalej? Z

9


W

wyniku współpracy państw Grupy Wyszehradzkiej (Polski, Słowacji, Czech i Węgier) w 2000 roku powstał Fundusz Wyszehradzki z siedzibą w Bratysławie. Celem jego jest wspieranie działalności kulturalnej, naukowej i współpracy transgranicznej w tych czterech państwach. Założyciele ustalili, że kierownictwo Funduszu zmieniać się będzie co trzy lata. W czasie pierwszej kadencji szefem Międzynarodowego Funduszu Wyszehradzkiego był Słowak, od sierpnia 2003 roku obowiązki te przejął Polak – Andrzej Jagodziński. Ponieważ nasza polonijna organizacja na Słowacji również organizuje przedsięwzięcia kulturalne, być może ta rozmowa zainspiruje ich animatorów. Fundusz Wyszehradzki wspiera finansowo imprezy organizowane w czterech krajach Grupy Wyszehradzkiej. Jakie granty przyznaje Fundusz? W tej chwili Fundusz prowadzi trzy programy: małe granty do 4 tysięcy eur, standartowe granty od 4 tysięcy eur w górę, przeciętna wysokość grantu to 10-15 tysięcy eur. Od tego roku akademickiego zaczęliśmy nowy program stypendialny dla studentów studiów podyplomowych i doktorantów. Jakie zasady obowiązują ubiegających się o grant? Zasady starania się o jakikolwiek z grantów są podobne. Aplikant musi mieć minimum dwóch partnerów spośród trzech pozostałych krajów Grupy Wyszehradzkiej. Najlepiej jest, jeśli partnerzy pochodzą ze wszystkich krajów Grupy, bo przy dużej ilości wniosków preferujemy jednak projekty czterostronne, z wyjątkiem projektów 10

A. Jagodziński

O udanym „dziecku” WYWIAD MIESIĄCA

Grupy Wyszehradzkiej

współpracy transgranicznej, w ramach których realizowane są nawet inicjatywy dwustronne. Po drugie, finansujemy projekty do wysokości 50 procent budżetu przedsięwzięcia. Po trzecie, co może jest mniej przyjemną informacją, pieniędzy nie wypłacamy z góry. Przyznajemy grant i refundujemy koszty na podstawie poniesionych kosztów, rachunków, faktur, które są opracowane w odpowiedni sposób. Po tygodniu od zrealizowania imprezy i przedstawienia rachunków przesyłamy pieniądze. Czy to nie zniechęca organizatorów? Ponieważ wiemy, że to jest bolesne, staramy się wychodzić na przeciw organizatorom, zwłaszcza w przypadku większych imprez. Wówczas imprezę finansujemy „kawałkami”, po zakończeniu kolejnych etapów. Fundusz jest instytucją obsługującą aż cztery kraje, wobec czego nasuwa się pytanie, jakimi środkami dysponuje i w jaki sposób jest finansowany? Finanse Fundusz dostaje z budżetów czterech państw należących do Grupy Wyszehradzkiej, po 600 tysięcy eur z każdego. Jest to ponad dwukrotnie więcej niż na początku. Fundusz startował w 2000 roku, mając do dyspozycji 1 milion eur. Po roku ta kwota została podwyższona dwukrotnie, a w zeszłym roku osiągnęła wartość 2 milionów 400 tysięcy eur. Wiemy, że w tym roku nie będzie podwyższona, bo przed nami trud-

ny rok budżetowy dla wszystkich krajów, które wpłacają składki członkowskie do Unii Europejskiej. Mamy nadzieję, że w 2005 roku kwota, którą będziemy dysponowali, będzie większa. Jakie błędy popełniają wnioskodawcy? Aby projekt zyskał aprobatę Funduszu nie wystarczy, że ktoś organizuje koncert czy wystawę i zaprosi artystów z Polski, Czech, Słowacji i Węgier. To oczywiste, że muszą tam być artyści z tych krajów, bo w przeciwnym wypadku nie zwracano by się do nas o grant. Nam jednak nie wystarczają uczestnicy z tych krajów. My chcemy, żeby współorganizatorzy byli z państw Grupy Wyszehradzkiej. Może być oczywiście więcej organizatorów z innych państw, (odbywają się np. projekty Wyszehrad Plus). Niechętnie jednak widzimy projekty, do których włączonych jest np. 25 państw, bo wtedy zatraca się duch współpracy regionalnej. Czy to nie jest sztuczne zmuszanie do przyjaźni? Wiemy, że czasem jest to tylko formalna współpraca. Ale jeśli ktoś sobie zadał trud i znalazł partnerów, pozyskał ich zaufanie na tyle, że mu powierzyli wszelkie swoje dane, numery identyfikacyjne, numery kont, adresy itd., to być może w przyszłości coś z tego wyniknie. Nawet, jeżeli na początku jest to formalna współpraca, to może się ona później przerodzić w naturalną. I takich przypadków jest bardzo wiele. MONITOR POLONIJNY


Ile imprez rocznie wspomaga Fundusz? Rocznie wspieramy 150 imprez. Zdajemy sobie sprawę, że gdyby nie pieniądze z Funduszu to ok. trzech czwartych tych imprez w ogóle by się nie odbyło. Kto decyduje o przyznaniu grantu? Wszystkie wnioski muszę zaopiniować ja, ale decyzję o wsparciu finansowym podejmuje „wędrująca” rada ambasadorów - co roku z innego państwa urzędowania. W roku ubiegłym decydowali ambasadorzy akredytowani na Węgrzech, w tym roku akredytowani w Polsce. Czy w którymś z państw obserwuje Pan największą aktywność? Zaznaczamy sobie na mapie miejsca, gdzie są organizowane imprezy z naszym udziałem. I na tej mapie widać, gdzie są aktywne regiony. W Polsce to Kraków i okolice, Górny i Dolny Śląsk, potem Warszawa i Poznań. I tu się to kończy. W każdym kraju można znaleźć takie wyspy. O Polakach się mówi, że są bardzo przedsiębiorczy, czy to znaczy, że najwięcej wniosków napływa z Polski? Paradoksalnie nie. Najbardziej aktywna jest Słowacja, skąd napływa około 35 procent wniosków, dlatego na Słowacji najtrudniej jest uzyskać grant. Staramy się rozdzielać granty, zachowując parytet, ponieważ składki z każdego kraju są równe. Która impreza wspomagana przez Fundusz najbardziej się Panu podobała? Bardzo trudno ocenić, która impreza była najciekawsza. Jesteś-

my unikatowi, ponieważ wspieramy bardzo różne przedsięwzięcia: z jednej strony wielkie festiwale, konferencje, spektakularne imprezy, z drugiej strony imprezy kameralne, warsztaty młodych twórców, spotkania wielbicieli poezji łacińskiej czy miłośników samochodów strażackich. Gdyby nie Fundusz, te małe imprezy nie miałyby żadnych szans na realizację. Nie są to imprezy, które trafiają na pierwsze strony gazet, ale spełniają bardzo ważną rolę, bo budują poziome więzi między ludźmi w różnych krajach. Pan też przygotowywał imprezę, która odbyła się dzięki finansowemu wsparciu Funduszu Wyszehradzkiego. Czy wtedy myślał Pan o tym, że stanie Pan na jego czele? Propozycję tej pracy dostałem z naszego Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Od wielu lat zajmuję się kulturą. Rzeczywiście moja przygoda z Funduszem zaczęła się w 2001 roku, kiedy z kolegami przygotowaliśmy

Festiwal Wyszehradzki we Wrocławiu. Wtedy nawet do głowy mi nie przyszło, że stanę po drugiej stronie. Opowiada Pan z entuzjazmem o efektach pracy Funduszu Wyszehradzkiego, a to znaczy, że mimo głosów sceptycznych na temat Grupy Wyszehradzkiej, jej praca ma sens? Grupę Wyszehradzką obserwuję od samego początku najpierw jako dziennikarz (korespondent „Gazety Wyborczej” w Pradze – przyp. red.), potem z zamiłowania. Znam jej wzloty i upadki. „Czwórka wyszehradzka” przeżyła wiele zawirowań, była narażona na różne nieprzychylne wypowiedzi, ale przeżyła. Mało tego, efektem jej pracy jest udane „dziecko”, czyli właśnie Fundusz Wyszehradzki. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

WIĘCEJ INFORMACJI NA WWW.VISEGRADFUND.ORG FOTO: MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

LUTY

11


Spotkanie po latach

Był to szczególny wieczór. Nie kryli wzruszenia przede wszystkim ci, którzy dziesięć lat temu doprowadzili do zarejestrowania Klubu Polskiego na Słowacji. „To pierwsza okrągła rocznica Klubu. Z perspektywy historii to niedużo, ale i niemało. Klub ma się czym poszczycić“ - powiedział w swoim krótkim przemówieniu kierownik Wydziału Konsularnego Ambasady RP Wojciech Biliński, życząc Klubowi oraz jego działaczom kolejnych jubileuszy i owocnej działalności na terenie Słowacji. Życzenia z okazji rocznicy Klubu przesłał Podsekretarz Stanu Ministerswa Spraw Zagranicznych RP Jakub T. Wolski. Obecna prezes Klubu Lidia Grala-Bednárčik podziękowała zarówno za wysiłek i trud włożony w zarejestrowanie Klubu, jak i pracę na rzecz Polonii na Słowacji. Na miejsce jubileuszowego spotkania została wybrana bratysławska kawiarnia „U Filipa“. „Dawniej to był >>Čierný havran<< i właśnie 12

tu odbywały się nasze spotkania“ wyjaśniła Lidia Grala-Bednárčik. Później już były wspomnienia o początkach Klubu, o spotkaniach w biurach, mieszkaniach prywatnych, kawiarniach, o zaangażowaniu całych rodzin (łącznie z dziećmi) w proces dystrybucji „Monitora Polonijnego“... Zaproszenie od prezes Klubu Polskiego przyjęli: Wojciech Biliński, Tadeusz Błoński, Elżbieta Dutková, Zuzana Fajth, Romana Gregušková, Vasyl Kopal, Danuta Meyza-Marušiaková, Daniela Nehezová, Jana Steblová, Zbyh ev Stebel, Renata Straková, Pavol ·ramko, Danuta Wieczorek, Małgorzata Wojcieszyńska, Ryszard Zwiewka. Imprezy związane z 10-leciem Klubu są zaplanowane na maj, czerwiec. Wtedy też ma się odbyć V Kongres Klubu Polskiego.

iedy poproszono mnie, żebym w zwięzłej formie napisał kilka zdań o naszych, tj. Klubu Polskiego, początkach pomyślałem, że trzeba by było uporządkowaç materiały: wypisaç daty, nazwiska i ustaliç kolejnośç wydarzeń. Taka praca wymagałaby jednak dłuższego czasu. W kilku zdaniach możliwe jest zaledwie podanie kilku stwierdzeń, które mogą tylko zasugerowaç powody, dlaczego „powstaliśmy“.

K

Po długich latach zapomnienia, zwłaszcza tutaj - na wschodzie Słowacji, bez minimalnego nawet zainteresowania ze strony władz polskich i ambasady, którą to poznawaliśmy tylko w czasie załatwiania formalności związanych z paszportami, nastała zmiana wraz z przybyciem na Słowację ambasadora Jerzego Korolca. Już przy pierwszym spotkaniu w ambasadzie i następnym w Koszycach dało się odczuç jego pozytywne nastawienie do nas. Zarówno te spotkania, jak również te z konsulem Grześczakiem były dla nas, zwłaszcza Polaków żyjących we wschodniej Słowacji, bardzo ważne ze względu na nasze dążenie do instytucjonalizacji. Widzieliśmy, jak różne narodowości dzięki temu, że tworzą struktury organizacyjne, mogą lepiej i szybciej się aklimatyzowaç w nowym, wolnym systemie. Po listopadowym „aksamicie“ pojawiły się wreszcie jakieś szanse na wyra ne zaznaczenie naszej, czyli polskiej obecności na Słowacji i to w formie zorganizowanej. Wtedy to (tj. po listopadzie 1989 r.) na terenie wschodniej Słowacji, a szczególnie w Koszycach, konkretnych kształtów zaczęły nabieraç wzajemne kontakty pomiędzy żyjącymi w tym regionie Polakami. Grupa osób MONITOR POLONIJNY


FOTO: MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA

T. B ł o ń s k i :

Zaowocowały koszycko - bratysławskie spotkania

w składzie: pani Kacvínska, pani Gašparová, pani Gurska, pani Szabados i niżej podpisany Tadeusz Błoński, sformułowała potrzebę zalegalizowania działającej już grupy Polaków. Spotkaliśmy się z życzliwością władz /m.in. prezydenta Koszyc/, a imprezy: wymiany teatrów, wymiany grup młodzieżowych, wystawy plastyczne, które odbywały się wcześniej, jeszcze przed rewolucją, mogły według naszych wyobrażeń zyskaç większe środki i znaczenie. Silną motywacją naszych działań stała się szansa wzajemnego po-

znania się i nawiązania kontaktów pomiędzy żyjącymi tu Polakami. W wielu narodowo mieszanych rodzinach odczuwano zagubienie i brak elementów podtrzymujących polskośç. Widoczne to było zwłaszcza przy wychowywaniu i kształceniu młodego pokolenia. Toteż wzajemna pomoc przy utrzymywaniu więzi kulturowych z Polską i rozwijaniu własnej tożsamości była również silnym bod cem w dążeniu do realizacji zorganizowanej formy działania. I właśnie w tym okresie formowania kształtu naszej organi-

zacji doszło do znamiennych spotkań koszycko-bratysławskich. To pierwsze – długie, ale zasadnicze – Ryszarda Zwiewki ze mną, czyli Tadeuszem Błońskim, odbyło się w centrum Koszyc. Podczas wymiany informacji na temat sytuacji między Polakami w Bratysławie i w Koszycach wspólnie stwierdziliśmy, że nie ma sensu tworzyç oddzielnych organizacji polonijnych w Bratysławie, Koszycach i Martinie i że najważniejsze jest, aby powstała JEDNA organizacja polonijna na Słowacji z trzema oddziałami regionalnymi, od-

Jak zostałem członkiem

Klubu Polskiego? ANKIETA Helena Gerecová Mieszkam w Koszycach ponad 30 lat. Sporo czasu minęło, zanim się przyzwyczaiłam i oswoiłam z pobytem na Słowacji, dlatego z radością przywitałam powstanie Klubu Polskiego, którego jestem członkiem od początku jego istnienia. Chętnie biorę udział w różnego rodzaju imprezach i spotkaniach organizowanych przez tutejszy oddział Klubu. Nasze spotkania mają często charakter rodzinny - dzielimy się swoimi radościami i kłopotami. Pomagam w organizoLUTY LUTY

waniu Dni Kultury Polskiej w Koszycach. Oprócz tego, w ramach możliwości, pomagamy osobom potrzebującym wsparcia finansowego. Cieszę się ogromnie, że w naszym Klubie spotykają się trzy pokolenia. Moja córka jest absolwentką Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, a wnuczęta uczą się języka polskiego i włączają się w organizację naszych imprez. Wspomnę chociażby kolędowanie dzieci podczas świąt Bożego Narodzenia. Cieszę się ogromnie, że najmłodsze pokolenie rośnie w duchu polskich tradycji i że moje wnuczęta mogą liczyç na wsparcie babci.

Jadwiga Glezgo Po przyje dzie do Koszyc w 1971 r. sprawiedliwie dzieliłam swój czas między pracę i dom. Wtedy nie widziałam świata poza mężem i - w krótkim czasie - trójką dzieci. Praca też była moim hobby. Wprawdzie gdzieś na peryferiach mojej świadomości istnieli inni Polacy mieszkający w Koszycach, ale nie tęskniłam za ich

powiadającymi podziałowi administracyjnemu kraju, ale głównie ze względu na już istniejące, choç nieformalne grupy w Koszycach, w Bratysławie i w Martinie. Te zasadnicze ustalenia były podstawą dalszych częstych spotkań, na których stopniowo ustalano wiele spraw związanych np. z nazwą, statutem, systemem działania itp. W tym czasie, jak już wspominałem, istniały już normalne, życzliwe stosunki z polską ambasadą w Bratysławie i władzami słowackimi. Wszystkie nasze działania zostały uwieńczone sukcesem na początku roku 1994, kiedy to nasza organizacja pod nazwą Klub Polski została zarejestrowana w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych Słowacji. TADEUSZ BŁOŃSKI Prezes Klubu Polskiego region Koszyce od czasu jego założenia i wiceprezes Klubu Polskiego towarzystwem i nie szukałam z nimi kontaktów. Do Polski je dziłam regularnie co roku na długie wakacje (brałam w pracy urlop bezpłatny). Minęło ładnych parę lat, aż pewnego dnia mąż przyniósł mi wycinek z gazety lokalnej, w której była wzmianka o powstaniu Klubu Polskiego. No, przy tym to już musiałam byç! Pojechaliśmy razem z mężem na kongres inauguracyjny do Bratysławy i od wtedy jestem wierna Klubowi. Mam tu serdeczne i miłe przyjaciółki i przyjaciół, z którymi lubię spędzaç parę wolnych chwil w miesiącu. Poza tym od 1971 r. sytuacja bardzo się zmieniła i już częściej odczuwam, że jestem Polką, mieszkającą za granicą. Do rewolucji byłam po prostu gościem w Polsce, a cudzoziemką na Słowacji. URSZULA ZOMERSKA-SZABADOS 13


Msza beatowa w Koszycach „Tradycyjnie już od wieków ludzie zmęczeni problemami dnia codziennego szukają pocieszenia i umocnienia w dwóch źródłach: religii i filozofii. Podobne pocieszenie i umocnienie można czerpać z muzyki.” Tymi słowami rozpoczął swoją działalność polski dyrygent Jerzy Swoboda, który przejął batutę Państwowej Filharmonii w Koszycach. Dla nas rodaków i nie tylko rodaków spełnieniem emocjonalnych potrzeb było wystawienie 28 listopada 2003 r. w ramach Dni Kultury Polskiej w Koszycach mszy beatowej Katarzyny Gartner z tekstami Kazimierza Grześkowiaka i udziałem zespołu muzycznego „Trapiści”. Trudno uwierzyć, że już 35 lat

temu kompozytorka popularnej muzyki młodzieżowej napisała dzieło związane z liturgią katolicką i zaproponowała wykonanie dzieła zespołowi „Czerwono–Czarni”. Premiera mszy beatowej „Pan przyjacielem moim” odbyła się 14 stycznia 1968 r. w Podkowie Leśnej koło Warszawy. Gdybym miała ocenić dzisiaj wartość estetyczną utworów Kasi Gartner, mogłabym śmiało powiedzieć, że przetrwały one próbę czasu. Msza beatowa okazała się kompozycją przełomową i to nie tylko w dziejach muzyki sakralnej. Podczas mszy beatowej, celebrowanej przez ks. Antoniego Fabiana z udziałem zespołu „Trapiści” w bazylice św. Elżbiety w Koszycach, mieliśmy okazję się przekonać, że to morze

iolka Najdanowicz to jedna z niewielu wokalistek na krajowej scenie, która na karierę wokalną zdecydowała się po trzydziestce, jeśli nie liczy się jej wcześniejszych debiutanckich popisów z 1985 r. w nagraniu „Zatoka spokojnych głów“ superformacji Voo Voo. Występowała również ze Sławkiem Starostą, tworząc duet Balkan Electrique. Potem na dłuższy czas dała sobie spokój ze śpiewaniem, była promotorem radiowym w dwóch największych polskich wytwórniach fonograficznych. Rok 2000 okazał się przełomowy i Fiolka zdecydowała się na indywidualną karierę. Z pomocą basisty zespołu Republika - Leszka Biolika (wcześniej producenta płyty Martyny Jakubowicz) zarejestrowała gromadzone pomysły, zapraszając do współpracy m.in. Renatę Przemyk, angielskiego skrzypka Michaela Jonesa oraz Wojtka Seweryna -

F

14

dźwięków, najbliższe chyba stylowi soul, było modlitwą duszy, szokującą potężną ekspresją. „Nigdy nie graliśmy koncertów komercyjnych, nigdy nie bierzemy pieniędzy za wykonanie mszy, po prostu nasza działalność skupia się wokół szeroko rozumianej muzyki kościelnej.” powiedział kierownik zespołu „Trapiści” Krzysztof Zamaszczyński w trakcie rozmowy przeprowadzonej z nim przeze mnie w audycji radiowej . W związku z 35. rocznicą prawykonania mszy beatowej Ojciec Święty przekazał słowa duchowej łączności inicjatorowi projektu - księdzu Leonowi Kantorskiemu oraz zespołowi „Trapiści”. My również wyrażamy głęboką wdzięczność za niezwykłe przeżycia emocjonalne. URSZULA ZOMERSKA-SZABADOS W następnym numerze MP opublikujemy wspomnienia Urszuli Szabados o Czesławie Niemenie, który zmarł 17. 01. 2004

kompozytora i muzyka jazzowego, na co dzień współpracującego z Lechem Janerką. Zgromadzony materiał to liryki Grzegorza Ciechowskiego i teksty samej Fiolki. Data 12.02.01 to data premiery pierwszego singla zatytułowanego „Głośny śmiech”. W sumie album “Fiolka” zawiera 10 utworów, które są nacechowane bałkańskimi klimatami (ze wzgl. na bułgarskie korzenie Fiolki). Na płycie znalazła się m.in. orientalno-akustyczna tradycyjna pieśń „Wreteno“, bardzo ciekawe kompozycyjnie „Amen“ i współczesna piosenka pt. „Nie ma nic“. Niewątpliwym atutem albumu są różnorodne interpretacje, wykonane oczywiście przez Fiolkę, znanych utworów np. Agnieszki Chylińskiej. Zapewne bułgarskie korzenie sprawiają, że Fiolka jest ciekawą wokalistką. MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA MONITOR POLONIJNY


Milí priatelia filmu! V

zhľadom na ohraničený priestor tejto rubriky som žiaľ nútený svoje dojmy z prehliadky poľských filmov v Bratislave rozdeliť na viac častí.

Na projekcii Starej povesti sa osobne zúčastnil Jerzy Hoffman, ktorý získal sympatie divákov, čo sa prejavilo aj v živej diskusii po premietnutí filmu. Apropos, pán režisér prezentoval pred tromi rokmi osobne aj záverečnú časť trilógie Sienkiewicza „Ogniem i mieczem“, ktorá mala u divákov veľký úspech. Film o zločine a treste, láske a žiarlivosti, živote a zvykoch starých Slovanov v IX. storočí zrealizoval Hoffman svojsky. Povesť Józefa I. Kraszewskeho poňal ako námet, napísal vlastný scenár s mackbethovským nádychom a film nakrútil v štýle „Fantasy“. Ale skvele. Doslovne mladícky fortieľ pretavil, tento predsa len vekom starší pán, do nápadmi sršiacich scén v poetických záberoch kamery Pawła Lebieszewa, podfarbených pôsobivou hudbou Krzesimira Dębského. Keď k tomu prirátame výborné výkony známych hercov (D. Olbrychski, M. Żebrowski) vzniklo majstrovské dielo hodné veľkého tvorcu. Paradoxne, aj brutálne bojové scény vyznievajú v jeho filme poeticky. Z úplne iného súdka je posledný výtvor rež. Andrzeja Wajdu „Zemsta“. Klasická veselohra Aleksandra Fredra sa v rukách majstra Wajdu premenila na trúchlohru v štýle 50. rokov miLUTY

nulého storočia. Ani angažovanie popredných poľských hercov (J. Gajos, A. Seweryn, K. Figura), ba i režiséra R. Polańského nenapravilo mdlý dojem z tohto nudného nepodarku. Škoda. Ďalším rozčarovaním bol film rež. Krzystofa Zanussiho „SUPLEMENT“. Ide vlastne o náhradný diel predošlej režisérovej snímky „Życie to śmiertelna choroba...“ ibaže s výrazne slabším efektom. Aby bolo jasné, pán režisér sa rozhodol prebytočný materiál z predošlého filmu zúžitkovať na realizáciu ďalšieho, o tom istom. Akoby z iného pohľadu lenže filozofia pôvodného diela sa stratila v nedohľadne. Bohužiaľ. Za zmienku stojí výrazný herecký výkon Zbigniewa Zapasiewicza i malebná kamera Edwarda Kłosinského. Na dielo majstra Zanussiho trochu málo. U divákov v Poľsku slávi veľký úspech satirická komédia Juliusza Machulského „SUPERPRODUKCJA“. Film o mafiánskych praktikách pri výrobe filmov našich divákov príliš nezaujal a pravdupovediac ani mňa. Otrepané klišé ala Hollywood nenahradí tvorivú invenciu režisérovi Seksmisje. Podľa hesla:“ to najlepšie na záver“, som poctený oznámiť, že snímka rež. Marka Koterského „Dzień świra“ sa stala absolútnym víťazom nielen festivalu poľského filmu v Gdyni 2002, ale aj bratislavského publika. Voľné pokračovanie erotickej komédie „Ajlawju“ z roku 1999 o učiteľovi poľštiny zaujal natoľko, že sa diváci miestami zadúšali od smiechu. Bodajby aj nie, veď už samotná

kreácia Marka Kondrata (veľká cena za herecký výkon) bola skutočnou lahôdkou. Perfektne vypointovaný príbeh 40-ročného Adasia Mauczyńského, ktorý je typickým frustrovaným intelektuálom postsocialistickej epochy. Ako mizerne platený stredoškolský profesor, polonista, má dosť dobré dôvody prečo nenávidieť školu i študentov. Býva v typickom byte na sídlisku, ktoré mu dáva množstvo príležitostí na rozčúlenie. Každé ráno sa až rituálnym spôsobom venuje hygienickým úkonom, ktoré ho rovnako rozčuľujú ako ukľudňujú. Bojí sa každého nového dňa, vopred sa desí kontaktov s vonkajším nenávideným svetom, ale aj s rozvedenou manželkou i dorastajúcim synom. Pri jedle pozerá televíziu a znechutene reaguje na šarvátky poslancov v Sejme, ktoré ho ako poľského vlastenca urážajú. Najviac ho rozčuľuje všadeprítomná a vulgárna reklama. Preto tiež hltá tabletky na zlepšenie fyzickej a intelektuálnej kondície. Permanentnú nespokojnosť si vybíja impertinentným až neskrotným chovaním. Zvykol si hovoriť sám so sebou, všetko komentovať vulgárnymi výrazmi, čo výrazne dokresľuje nielen portrét, ale aj hĺbku mentálneho úpadku degradovaného intelektuála našej doby. Brilantná satira zo súčasnosti nastavuje kruté zrkadlo konzumnej spoločnosti. Bravo, Pán Koterski! Do pozerania Váš PAVOL BEDROŇ FILMOVÝ KRITIK 15


TO WARTO WIEDZIEĆ

Kalendarium wydarzeń Luty 1846 W Wolnym Mieście Kraków wybucha powstanie. 1 lutego 1411 r. - Zawarcie pokoju polsko-krzyżackiego w Toruniu; Litwa odzyskuje Żmudź, a Polska ziemię dobrzyńską. 1717 r. - W Warszawie przez jeden dzień obraduje sejm, tzw. niemy: posłowie nie mają prawa głosu, a car Rosji Piotr I dyktuje swoje postanowienia. 1733 r. - W Warszawie umiera król Polski August II Mocny. 1855 r. - W Poznaniu powstaje fabryka narzędzi i maszyn rolniczych, założona przez Hipolita Cegielskiego. 1944 r. - W zamachu przeprowadzonym przez Armię Krajową w Warszawie ginie szef tamtejszej policji i SS Franz Kutschera. 1994 r. - Polska podpisuje układu o stowarzyszeniu z Unią Europejską. 4 lutego 1454 r. - Wybucha powstanie antykrzyżackie w Prusach. 1921 r. - Ustanowienie Orderu Orła Białego i Orderu Odrodzenia Polski (Polonia Restituta). 5 lutego 1947 r. - Bolesław Bierut zostaje prezydentem RP. 6 lutego 1989 r. - Początek rozmów Okrągłego Stołu w Warszawie. 8 lutego 1296 r. - W Rogoźnie zostaje zamordowany król Polski Przemysł II. 9 lutego 1990 r. - Ustawa sejmowa przywraca koronę orłowi – polskiemu godłu. 1999 r. - Umiera Aleksander Gieysztor, historyk, prezes PAN. 10 lutego 1920 r. - W Pucku gen. Józef Haller dokonuje uroczystych zaślubin Polski z morzem. 1945 r. - Jednostki I Armii WP uczestniczą w decydujących walkach przełamujących obronę niemiecką na Wale Pomorskim. 1962 r. - Umiera Władysław Broniewski, poeta. 11 lutego 1972 r. - Umiera Marian Hemar, poeta i satyryk. 16

12 lutego 1798 r. - W Petersburgu umiera ostatni król Polski Stanisław August Poniatowski. 14 lutego 1942 r. - Związek Walki Zbrojnej przekształca się w Armię Krajową pod dowództwem gen. Stefana Roweckiego, ps. Grot. 15 lutego 1374 r. - Narodziny Jadwigi Andegaweńskiej, będącej od roku 1384 królem Polski, a od roku 1386 żoną Władysława Jagiełły. 16 lutego 1983 r. - Umiera Kazimiera Iłłakowiczówna, poetka. 17 lutego 1980 r. - Polscy himalaiści: Leszek Cichy i Krzysztof Wielicki dokonują pierwszego w historii zimowego wejścia na Mount Everest. 18 lutego 1386 r. - Ślub Jadwigi Andegaweńskiej i Władysława Jagiełły. 19 lutego 1472 r. - W Toruniu rodzi się Mikołaj Kopernik, astronom. 1947 r. - Sejm uchwala tzw. Małą Konstytucję. 21 lutego 1574 r. - Koronacja Henryka Walezego na króla Polski. 1936 r. - W Zakopanem zostaje uruchomiona kolejka linowa na Kasprowy Wierch. 22 lutego 1983 r. - Umiera Mieczysław Jastrun, poeta. 24 lutego 1928 r. - W Warszawie zostaje utworzona Biblioteka Narodowa. 25 lutego 1831 r. - W bitwie pod Olszynką Grochowską wojska polskie powstrzymują atak Rosjan na Warszawę. 27 lutego 1957 r. - Ukazuje się pierwszy numer tygodnika „Polityka“. 29 lutego 1768 r. - Na Podolu w obronie wolności i niepodległości Polski zawiązuje się konfederacja barska. Oprac. WOJCIECH BILIŃSKI Zgodnie z życzeniem autora honorarium zostanie przekazane na pokrycie kosztów dystrybucji „Monitora Polonijnego”.

P

rzed piętnastu laty – 6 lutego 1989 roku – w Pałacu Namiestnikowskim w Warszawie rozpoczęły się obrady „okrągłego stołu”. To one przyspieszyły ostateczny demontaż realnego socjalizmu w Polsce i w konsekwencji zmieniły nie tylko polską politykę i gospodarkę, ale także całe życie narodowe i społeczne. Droga do Okrągłego Stołu nie była ani krótka, ani łatwa. Można zaryzykować twierdzenie, że rozpoczęła się już w sierpniu 1980 roku podpisaniem przez stronę rządową i strajkujących robotników porozumienia szczecińskiego, akceptującego powstanie nowych, niezależnych i samorządowych związków zawodowych. Trudno jednak przypuszczać, by podpisujący je 30 sierpnia w Szczecinie wicepremier Kazimierz Barcikowski, a w imieniu Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego Marian Jurczyk, czy parafujący je 31 sierpnia w Gdańsku wicepremier Mieczysław Jagielski i Lech Wałęsa, stojący na czele Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego, zdawali sobie wówczas sprawę, że otwiera się nowy rozdział w polskiej historii. Po raz pierwszy po wojnie Polacy reprezentujący władzę i Polacy mówiący w imieniu społeczeństwa zaczęli ze sobą rozmawiać, po raz pierwszy podjęli próbę ustalenia czegoś. I chociaż późniejsze lata przyniosły wiele rozczarowań i tragedii, ze stanem wojennym na czele, to pamięć o porozumieniach szczecińskich była tym doświadczeniem, do którego po latach, w trudnym dla kraju czasie, można się było odwołać. Wyraźnym impulsem do głębszych przemian społecznych i gospodarczych w Polsce były strajki, które rozpoczęły się 15 sierpnia 1988 roku i ogarnęły głównie kopalnie śląskie, stocznię i inne zakłady w Gdańsku oraz wiele innych przedsiębiorstw na terenie kilku województw. Strajkami kierowali lokalni dziaMONITOR POLONIJNY


łacze zdelegalizowanej „Solidarności.” Władze, które już wówczas nie były skłonne do stosowania siły do tłumienia sprzeciwów społecznych, równie jeszcze nie były skłonne do podjęcia rozmów wymagających zasadniczych rozstrzygnięć politycznych, m.in. w sprawie postulatu legalizacji „Solidarności.” Zmieniła się jednak pozycja Lecha Wałęsy, którego z chwilą, gdy stanął na czele jawnej, ale nielegalnej Krajowej Komisji Wykonawczej NSZZ „Solidarność”, nie można już było traktować jako osoby prywatnej, tym bardziej, że spotkania z nim stały się

Spraw Wewnętrznych, o gotowości podjęcia rozmów z „przedstawicielami różnych środowisk społecznych i pracowniczych” pod warunkiem akceptacji konstytucyjnego porządku PRL, spotkanie 31 sierpnia Kiszczaka z Wałęsą w obecności zastępcy członka Biura Politycznego Stanisława Cioska i biskupa Jerzego Dąbrowskiego oraz opublikowany komunikat PAP, informujący po spotkaniu, że „omawiano przesłanki zorganizowania spotkania >>okrągłego stołu<< i tryb jego odbycia” – wszystko to wskazywało, że moment historycznych rozmów jest bliski.

żelaznym punktem programu wizyt zachodnich polityków w Polsce. Wizyta Michaiła Gorbaczowa w Polsce, którego polityka i otwartość budziły uznanie, i to, że na spotkaniu z intelektualistami na Zamku Królewskim w Warszawie zasygnalizował, iż nie jest zwolennikiem doktryny Breżniewa, otwierały nowe możliwości eksperymentów politycznych. Zdawały sobie sprawę z tego obie strony, zarówno trzymająca władzę, jak i opozycyjna. Z konieczności zasadniczych zmian w Polsce, z konieczności podzielenia się władzą z opozycją zdawał już sobie sprawę gen. Wojciech Jaruzelski i jego najbliżsi współpracownicy, którzy też uświadamiali sobie, że przeprowadzenie reform bez udziału społeczeństwa nie jest możliwe. Do rozmów gotowa była także „Solidarność.” Rozmowy sondażowe upoważnionego przez episkopat i Wałęsę działacza Klubów Inteligencji Katolickiej - prof. Andrzeja Stelmachowskiego, prowadzone od 20 sierpnia 1988 roku z sekretarzem KC PZPR Józefem Czyrkiem, poinformowanie o nich na plenarnym posiedzeniu Komitetu Centralnego, który po bardzo burzliwej dyskusji wyraził zgodę na rozpoczęcie rozmów z opozycją, publiczne oświadczenie gen. Kiszczaka, szefa Ministerstwa LUTY

FOTO: STANO STEHLIK

Okrągły Stół otwarcie drogi

Lech Wałęsa po latach stwierdził, że przy „okrągłym stole” na pewno zwyciężyła Polska. Po drugim spotkaniu Kiszczaka z Wałęsą, które w obecności doradców odbyło się 16 września w Magdalence, ustalono termin rozpoczęcia obrad na połowę października. Obrady opóźniła zmiana rządu, nieszczęsna wypowiedź premiera Rakowskiego, że Polaków nie interesuje Okrągły Stół, ale przede wszystkim to, co znajdą na własnym, oraz konieczność przełamania przez Jaruzelskiego negatywnego stanowiska naczelnych władz PZPR w sprawie reaktywowania „Solidarności,” co udało się dopiero podczas dramatycznego plenum partyjnego 16 i 17 stycznia 1989 roku, a także zaakceptowanie przez

władzę udziału w nich Jacka Kuronia i Adama Michnika. Dnia 6 lutego 1989 roku rozpoczęły się obrady, które w polskiej świadomości historycznej zakodowały się pod nazwą Okrągłego Stołu. Obrady trwały do 5 kwietnia. Przy specjalnie na ten cel wykonanym olbrzymim okrągłym stole zasiadło 57 osób reprezentujących stronę rządową i opozycyjno-solidarnościową. Obradom przewodniczyli profesorowie: Władysław Findeisen i Aleksander Gieysztor. Obserwatorami ze strony episkopatu byli księża: Bronisław Dembowski i Alojzy Orszulik. Formalnie Kościół nie zaangażował się w obrady, choć odegrał ogromną rolę zarówno w ich przygotowaniach, jak i w czasie samych negocjacji. Ten zespół spotkał się przy stole na oczach całej Polski (dzięki telewizji) po raz pierwszy w czasie otwarcia obrad i po raz drugi na ich zakończenie. Właściwe dyskusje i wypracowywanie stanowisk odbywało się w trzech zespołach: do spraw pluralizmu związkowego, który obradował pod przewodnictwem Aleksandra Kwaśniewskiego (PZPR), Tadeusza Mazowieckiego („Solidarność”) i Romualda Sosnowskiego (OPZZ), do spraw gospodarki i polityki społecznej, gdzie współprzewodniczącymi byli Władysław Baka (PZPR) i Witold Trzeciakowski („Solidarność”) oraz do spraw reform politycznych pod przewodnictwem Bronisława Geremka („Solidarność”) i Janusza Reykowskiego (PZPR). W ramach zespołów roboczych pracowały liczne podzespoły. Łącznie w obradach, jako członkowie zespołów, podzespołów i grup roboczych, uczestniczyły 452 osoby, specjaliści z różnych dziedzin życia (w tym 230 przedstawicieli „Solidarności”). Osiągnięcie porozumienia nie było łatwe i niejednokrotnie wymagało kameralnych negocjacji w gronie osób politycznie najbardziej kompetentnych. Ze strony „Solidarności” całość negocjacji koordynował Mazowiecki, ze strony koalicji rządowej Ciosek. 17


W wyniku długich i często dramatycznych dyskusji dochodzono do kompromisów. Na koniec obrad obie strony podpisały tzw. protokół rozbieżności, ale znacznie ważniejsze było wspólnie przyjęte Porozumienie Okrągłego Stołu. W nim władza uznała istnienie legalnej opozycji i przyznała jej prawo udziału w wyborach do Sejmu i nowo utworzonego Senatu. W Porozumieniu przyjęto nowe, względnie demokratyczne zasady wyborów do zreformowanego, dwuizbowego parlamentu, uzgodniono utworzenie Senatu oraz urzędu prezydenta wraz z zasadami jego wyboru i zakresem kompetencji. Przyjęto też wiele ustaleń mających na celu przebudowę systemu gospodarczego i struktury własnościowej. Zaakceptowano pluralizm związkowy, zapoczątkowano m.in. reformę prawa i sądownictwa, zwiększono zakres swobody słowa, a co ważne, w porozumieniu czytamy: „Zadaniem parlamentu wybranego w tegorocznych wyborach jest stworzenie nowej, demokratycznej konstytucji i nowej demokratycznej ordynacji wyborczej.” Okrągły Stół zyskał autentyczne poparcie społeczne, a naród polski zaaprobował go jako sposób na transformację pokojową. To po nim koła polskiej historii zaczęły się szybko toczyć; już dwa dni po zakończeniu obrad Sejm uchwalił „Ustawę o zmianie Konstytucji PRL”, 13 kwietnia Rada Państwa ustaliła termin wyborów na 4 i 18 czerwca, kilka dni później Sąd Wojewódzki w Warszawie zarejestrował NSZZ „Solidarność”, a następnie NSZZ Rolników Indywidualnych „Solidarność,” 8 maja ukazał się pierwszy numer „Gazety Wyborczej,” prezentujący kandydatów Komitetu Obywatelskiego na posłów i senatorów, 2 czerwca wznowiono wydawanie „Tygodnika Solidarność”, na którego czele stanął Tadeusz Mazowiecki. Lech Wałęsa po latach stwierdził, że przy „okrągłym stole” na pewno zwyciężyła Polska. Droga do wielkich przemian została otwarta… DANUTA MEYZA-MARUŠIAKOVÁ 18

Dwa razy Marek Krajewski albo

czarna magia miasta O

polskim kryminale, o ile mnie pamięć nie myli, wspominałam w tej rubryce tylko raz i to przy okazji szkicu o powieściach Joanny Chmielewskiej, w których, moim zdaniem, znacznie ważniejszy od wątku detektywistycznego jest wspaniały humor autorki. DANUTA MEYZA-MARUŠIAKOVÁ Nie znaczy to, że kryminałów nie czytam. Czytam ich dużo i czytam chętnie. Jeśli są dobre, to cóż lepszego można znaleźć na zmęczenie lub złe samopoczucie. A że dobrych kryminałów w słowackich księgarniach nie brak, to te polskie w ostatnich latach najczęściej uchodziły mej uwagi. Nie przeszły jednak nie zauważone dwie książki Marka Krajewskiego: ta debiutancka, wydana w 1999 roku przez Wydawnictwo Dolnośląskie, a w ubiegłym roku wznowiona, i ta nowa, wydana w 2003 roku przez warszawskie

BLIŻEJ POLSKIEJ KSIĄŻKI

Wydawnictwo W.A.B. Kto wcześniej odkrył tego autora, dobrze wie, że chodzi o książki: „Śmierć w Breslau” i „Koniec świata w Breslau”. Na samym początku towarzyszyło mi zaciekawienie, jak autor, filolog klasyczny, wykładowca Uniwersytetu Wrocławskiego zajmujący się językoznawstwem łacińskim, poradzi sobie z tak specyficzną materią, jaką jest powieść sensacyjna, a potem już bez reszty pochłonęła mnie lektura, która doprowadziła mnie do stwierdzenia, że w 1999 roku w polskiej literaturze kryminalnej narodził się

„Jest” albo go „nie ma” T

ym artykułem wracamy do rozważań nad językiem polskim, które na łamach „Monitora Polonijnego” prowadzone były, choć pod trochę innym tytułem, jakiś czas temu.

OKIENKO JĘZYKOWE

I tym razem jako autorka rubryki zwracam się z prośbą do Czytelników o to, aby dzielili się ze mną swoimi problemami z polszczyzną, która używana równolegle z językiem słowackim sprawia sporo kłopotów. Języki te bowiem ze względu na swoją bliskość często się nakładają, czego efektem są liczne kalki językowe, których jednak nie powinniśmy aż tak bardzo się wstydzić, gdyż są one poniekąd efektem naturalnego procesu. Te nasze codzienne uchybienia językowe najczęściej są niezau-

ważalne dla innych Polaków mieszkających na Słowacji. Sprawa się jednak komplikuje, gdy przebywamy w Polsce lub gdy odwiedzają nas np. krewni i znajomi z Polski, którzy to dość często zwracają nam uwagę, że „dziwnie” mówimy albo że tak się po polsku nie mówi. Z taką sytuacją spotkała się pewna Polka mieszkająca na Słowacji, która w obecności swojej rodziny z Polski użyła MONITOR POLONIJNY


świetny pisarz, co nie staje się często. Akcja „Śmierci w Breslau” rozpoczyna się znalezieniem w kolejowej salonce zwłok pięknej młodej dziewczyny, a w jej wnętrznościach odkryciem co najmniej zaskakujących skorpionów. W trakcie skomplikowanego śledztwa okazuje się, że przyczyn okrutnej zbrodni należy szukać aż w 1205 roku i to w rodowej zemście. „Koniec świata w Breslau” zapowiada seria morderstw, które, jak się okazuje, są dokładnym powtórzeniem zbrodni popełnionych w takich samych okolicznościach, w tych samych miejscach, w tych samych domach, ba… i w takich samych dniach, ale przed kilkuset laty. W obu powieściach panuje typowy klimat grozy, napięcia i horroru tak charakterystyczny dla klasycznego już przedstawiciela dreszczowców obyczajowych, jakim jest Raymond Chandler. W utworach Krajewskiego spotykamy całą galerię ludzi skrzywionych psychicznie, psychopatów, zboczeńców i degeneratów. Zarówno w „Śmierci w Breslau”, jak i w „Końcu świata” śledztwo konstrukcji negującej do: „coś jest”, mówiąc, że „coś nie jest”. Rodzina trochę się pośmiała, ona trochę się zawstydziła, a problem pozostał. Jak to więc jest w polszczyźnie z tym zaprzeczeniem do „jest”? Otóż język polski wytworzył specyficzną dla słowiańszczyzny opozycję składniową, tzn. „coś jest”, ale „czegoś nie ma”(!!!). Konstrukcja jest przejrzysta i, wydawałoby się, prosta, ale na podłożu słowackim trochę kłopotliwa. A teraz dokładniej: w języku polskim zaprzeczeniem czasownika „być” w czasie teraźniejszym jest forma „nie ma”, np. Czy jest chleb? – Chleba nie ma; Jestem w pracy. – Nie ma mnie w pracy. Zaś w czasie przeszłym lub przyszłym formę zaprzeczoną tworzy się przez dodanie wyrazu „nie”, przy LUTY

prowadzi ten sam radca kryminalny - Eberhard Mock, absolwent gimnazjum klasycznego, czytający w oryginale Horacego, a jednocześnie człowiek mroczny, bezwzględny do granic psychopatii, alkoholik i erotyczny dewiant. To z Eberhardem Mockiem, w jego samochodzie lub w przywołanej w deszczowy wieczór dorożce poznajemy międzywojenny Wrocław, w którym jeszcze żyją obok siebie Niemcy, Żydzi i Polacy, ale w którym atmosfera robi się coraz gęstsza – rodzi się faszyzm. Radca Mock prowadzi nas do opery wrocławskiej, do biblioteki uniwersyteckiej, ale przede wszystkim na miejsca brutalnego, ostrego seksu i zbrodni, w zaułki Starego Miasta - przystani rzezimieszków, złodziejaszków, szulerów i prostytutek. Z Mockiem wstępujemy do wrocławskich knajp i restauracji. Marek Krajewski jest wrocławianinem z urodzenia i, umieszczając akcję obu powieści w swym rodzimym mieście, obok zaskakującej i świetnej intrygi pozwala nam poczym dla 1. i 2. os. l. poj. i mn. w konstrukcji zaprzeczonej występuje zawsze forma 3. os. (w czasie przeszłym r. n.), np. Byłem tam – Mnie tam nie było; Będziesz tam – Ciebie tam nie będzie. Zasada ta nie obowiązuje, gdy chcemy jedno „być” przeciwstawić drugiemu, np. Nie jest tu, lecz jest tam; Nie będę tam, będę tutaj; Nie byłeś w domu, byłeś w kinie. Powyższe zasady obowiązują, gdy czasownik „być” pełni funkcje samodzielne, tzn. gdy oznacza istnienie (kogoś, czegoś) lub bycie obecnym. Jeśli jednak „być” stanowi łącznik w orzeczeniu złożonym, to stosuje się ogólne zasady negacji, czyli np. On jest nauczycielem; ale: On nie jest nauczycielem; On był nauczycielem; ale: On nie był nauczycielem; Jan jest miły; ale: Jan nie jest miły;

znać to miasto, o którego międzywojennej przeszłości tak niewiele wiemy. Obie książki mogą nam posłużyć jako przewodniki po ulicach przedwojennego Wrocławia, w których odnajdziemy gmachy instytucji publicznych, kamienice, parki i skwery. Chcąc nam ułatwić tę wędrówkę po mieście, autor na końcu książek podaje indeks nazw topograficznych niemieckich i odpowiadających im nazw polskich. Ów realizm w opisach nie kończy się na topografii, podobnie realistycznie opisywane są też podawane w knajpach i restauracjach potrawy. Wiemy nie tylko, co radca Mock zjadł na obiad, ale czujemy zapach i smak tych dań. Marek Krajewski w „Końcu świata” uśmierca Mocka, a dzieje się to w poniedziałek 21 listopada 1960 roku o piątej rano w Nowym Jorku. Mimo to wierzę jednak, że to nie ostatnie spotkanie z radcą i jego twórcą Markiem Krajewskim. DANUTA MEYZA-MARUŠIAKOVÁ Jan będzie miły; ale: Jan nie będzie miły. Podobnej konstrukcji do „czegoś nie ma”, tzn. konstrukcji z podmiotem (wykonawcą czynności) w dopełniaczu (kogo? czego?) używamy w polszczyźnie przy stosowaniu czasownika „brakować”, który to występuje tylko w 3 os. l. poj. Po słowacku powiemy: To nám ešte chýbalo; Ty mi chýbaš; ale po polsku możemy tylko i wyłącznie powiedzieć: Tego nam jeszcze brakowało; Ciebie mi brak, czyli podmiot wystąpi zawsze w tych połączeniach w formie dopełniacza. W języku polskim w ogóle częściej niż w języku słowackim używamy form dopełniaczowych. Zwłaszcza w funkcji obiektu czynności, np. szukam czegoś, pragnę czegoś, proszę kogoś itd., ale o tym w następnym numerze „Monitora”. MARIA MAGDALENA NOWAKOWSKA 19


Dwa skoki

na głęboką wodę

Co u nich

słychać?

„Wracam do Polski!“ - oznajmiła Ela Juranyi. Był rok 1996. Po 18 latach pobytu w Bratysławie z pewnością nie była to łatwa decyzja. „To szmat czasu, przez 18 lat człowiek dorośnie i dojrzeje“ - żartobliwie wyjaśniała swoją decyzję. Jak większość z nas znalazła zorientować, jak funkcjonuje się tu jako „sercowa“ emigranświat pozostawiony przed tka. „Na Słowację przyjechalaty. Bratysława jawiła się jako łam w 1978 r. i wraz z mężem oaza spokoju i miejsce bezzamieszkaliśmy pod Bratysłapieczne, znane. „Nawet klimat w Warszawie wydawał mi wą u jego rodziców“ - opowiada Ela. Po pewnym czasie zaFOTO: STANO STEHLIK się już zbyt ostry. W lecie, gdy inni chodzili w krótkich rękaczęła odczuwać brak rodziny, znajomych, polskiej telewizji i prasy. wach, ja wciąż nosiłam sweterek, czeWspomina: „Z biegiem czasu oraz kając na „prawdziwe” lato, takie jak w Bradzięki zatrudnieniu w ówczesnym tysławie“ - opisuje z uśmiechem Ela. Dziś żyje już tempem warszawskim, Konsulacie RP miałam możliwość poznania wielu osób, mieszkających od ale Słowacja wywarła na jej dalsze dłuższego czasu na Słowacji, oraz tych, życie bardzo duży wpływ. Okazało się, którzy dopiero przyjeżdżali na pobyt że w Polsce może wykorzystać znajostały. Zaczęły nawiązywać się nowe mość słowackiego, m.in. w pracy tłuznajomości i przyjaźnie“. Potem przy- macza. Dziś ma na swoim koncie szedł czas założenia Klubu Polskiego, różne publikacje. „Dzięki długoletw którym brała czynny udział. Zajęła niemu pobytowi na Słowacji udało mi się też pracą na rzecz dzieci polonij- się napisać i wydać przewodnik po nych. „Jako nauczycielka języka pol- Słowacji, w którym jeden z rozdziaskiego przeżyłam wspaniałe chwile ze łów poświęciłam związkom polskoswoimi pociechami - opowiada Ela. - -słowackim“ - wyjaśnia Ela. Praca Gdy moi uczniowie wyjechali na w szkółce piątkowej zapoczątkowała warsztaty językowe do Nowego Sącza, też nowy rozdział w jej życiu. „Kontypojechałam ich odwiedzić. Na przy- nuacją rozpoczętej w Bratysławie prawitanie podbiegli do mnie i, przytula- cy pedagogicznej było prowadzenie jąc się, mówili: Teta! Teta! Było to naj- kursu nauki języka słowackiego dla piękniejsze podziękowanie, jakie mo- dorosłych“- dodaje. że otrzymać nauczyciel za swoją pracę“. Każdy, kto decyduje się opuścić Przez wiele lat pobytu na Słowacji swój kraj, przeżywa rozterki. Myliłby nawiązała przyjaźnie z Polakami i Sło- się ten, kto myśli, że powrót do wakami. „Przyzwyczaiłam się do wie- ojczyzny jest łatwiejszy. I tu człowiek lu rzeczy i po powrocie do Polski bra- nie jest pewien, co go czeka. To kowało mi nie tylko przyjaciół, ale ponowny skok na głęboką wodę. Eli i słowackich specjałów. Do dziś od- się udało. Jest szczęśliwa. A w ostatwiedzający mnie znajomi ze Słowacji nim dniu zeszłego roku w pałacu śluprzywożą sos tatarski, który uwiel- bów w Warszawie odbył się jej ślub. biam“ - mówi. Na początku „nowego“ MAŁGORZATA WOJCIESZYŃSKA pobytu w Polsce trudno jej było się MELANIA MALINOWSKA 20

•ŻYCZENIA• Naszej koleżance Eli Juranyi i jej mężowi Andrzejowi przesyłamy do Warszawy najserdeczniejsze życzenia z okazji zawarcia związku małżeńskiego: dużo szczęścia, radości i spełnienia wszystkich marzeń. Klub Polski na Słowacji Nasi przyjaciele i członkowie Klubu Polskiego: Beata Wojnarowska i Peter Jančula 24 stycznia 2004 r. zawarli związek małżeński. Nowożeńcom życzymy dużo szczęścia i samych „miodowych miesięcy“! Klub Polski region Bratysława Pani Mirosławie Vaculovej gratulujemy z okazji narodzin wnuczki – Vanessy Mikulašek, która przyszła na świat 3 stycznia 2004 r. Rodzicom i Maleństwu życzymy wszystkiego najlepszego! Klub Polski region Bratysława W dniu urodzin życzę mojemu mężowi Peterowi dużo zdrówka, więcej chęci do działania i nietuzinkowych pomysłów na życie. Pit, pamiętaj, że życie zaczyna się po trzydziestce!!! Melania + Giga Majce Kadleček - naszej przyjaciółce i redakcyjnej koleżance z okazji urodzin składamy najserdeczniejsze życzenia zdrowia, szczęścia, spełnienia marzeń. Majka, pisz tak dalej, robisz to bardzo dobrze! Redakcja MP

MONITOR POLONIJNY


•OGŁOSZENIA•OGŁOSZENIA•OGŁOSZENIA•OGŁOSZENIA•OGŁOSZENIA•OGŁOSZENIA•

Trzyosobowa rodzina poszukuje do wynajęcia taniego mieszkania w Bratysławie lub okolicy. kontakt: Włodzimierz Butowski, tel. 0905 662 316 Uwaga studenci!!! Fundacja SEMPER POLONIA oferuje stypendia dla studentów pochodzenia polskiego, którzy studiują na słowackich uniwersytetach i szkołach wyższych. Stypendium przyznawane jest studentom wszystkich kierunków studiów i uczelni. Informacje o warunkach można otrzymać w Ambasadzie RP, tel. 02 – 5441 2422. Uwaga Czytelnicy! Kto jeszcze nie zaprenumerował „Monitora Polonijnego“ na ten rok, niech się pospieszy, bo do końca marca zapłaci starą cenę, czyli 180 SKK. Od kwietnia cena egzemplarza wzrośnie do 25 SKK, co znaczy, że roczna prenumerata będzie wynosić 300 SKK Wydawca Szkolny Punkt Konsultacyjny przy Ambasadzie RP w Bratysławie rozpoczyna nabór dzieci i młodzieży do 6-letniej szkoły podstawowej, 3-letniego gimnazjum i 3-letniego liceum ogólnokształcącego na rok szkolny 2004/2005. Kształcenie w SPK odbywa się w zakresie przedmiotów: język polski, historia Polski, geografia Polski i wiedza o społeczeństwie. Zajęcia prowadzone są w systemie stacjonarnym (w piątki lub soboty) i korespondencyjnym (dla uczniów spoza Bratysławy). Na zakończenie roku szkolnego uczniowie otrzymują świadectwo Ministerstwa Edukacji Narodowej i Sportu RP. Uczniowie III klasy liceum mogą zakończyć naukę egzaminem maturalnym z języka polskiego i wybranego przedmiotu. Zgłoszenia przyjmowane są w piątki (godz. 15.00 – 18.00) i soboty (godz. 9.00 – 14.00) w siedzibie Szkoły Podstawowej im. Jana de La Salle, Detvianska 24, 831 06 Bratysława, lub pod numerem telefonu 0904 308 660.

R E G I O N

B R A T Y S Ł A W A

o r g a n i z u j e

VI

BalPolski 14 . 0 2 . 2 0 0 4 H O T E L D U K L A , D u l ovo

n á m e s t i e 1. Bal rozpocznie się tradycyjnie polonezem o godzinie 19.00.

C e n a b i l e t u - 15 5 0 S k ( j a k r o k t e m u ! ) W c e n i e : ko l a c j a , ś l e d z i e , b i g o s , k a w a , c i a s t ko , z i m n e n a p o j e , w i n o .

W PROGRAMIE NIESPODZIANKI I LOTERIA Do tańca grać będzie zespół No Limit Dyskotekę prowadzi Staszek z Białegostok u Próba poloneza jest zaplanowana na 13. 02., o godz. 17.00. w Instytucie Polskim, nám. SNP 27

ZAINTERESOWANYCH PROSIMY O KONTAKT: Małgorzata Wojcieszyńska ☎ 031 5602 891 lub 0905 623 064 Beata Wojnarowska ☎ 6436 3029 lub 0905 640 920

Wymiana polskiego prawa jazdy!!! Wydział Konsularny Ambasady RP w Bratysławie informuje, że osoby posiadające polskie prawa jazdy, wydane w okresie od 01.01.1984 do 30.04.1993 roku, muszą je wymienić na nowe do końca 2004 roku. Prawa jazdy wydane w okresie od 01.05.1993 do 30.06.1999 roku należy wymienić na nowe do 30.06.2006 roku. W celu wymiany praw jazdy należy zgłosić się w wydziale komunikacji, który wydał prawo jazdy, i złożyć odpowiedni wniosek. Do wniosku należy dołączyć posiadane prawo jazdy, jedno aktualne zdjęcie oraz kserokopię stron dowodu osobistego z danymi personalnymi. Opłata skarbowa wynosi 78,5 zł. Prawo jazdy można wymienić również pocztą, co należy jednak wcześniej uzgodnić z odpowiednim wydziałem komunikacji. Za miesiąc informacja dotycząca wymiany dowodów osobistych.

REDAKCJA NIE ODPOWIADA ZA TREŚĆ OGŁOSZEŃ LUTY

21


Naše dve dovolenky v Poľsku eď sme v roku 1995 kamarátom a známym zahlásili, že ideme na dovolenku do Poľska, neveriacky krútili hlavou a klopkali si na čelo. „Čo tam budete robiť? A prečo tam vlastne chcete ísť? Veď more je tam studené!“ Niet divu, našinec si pod dovolenkovou destináciou vybaví najmä južnejšiu a slnečnejšiu pologuľu – minimálne od Chorvátska nadol. Poľsko bolo (a pre väčšinu aj stále je), tvorené obrazmi lacných nákupov v Nowom Targu, poľskou stranou Tatier, prípadne ešte Krakovom a všetkým, čo súvisí s pápežom. Lenže s takýmito predstavami sme sa neuspokojili. A práve preto sme sa tam išli pozrieť. Priznám sa bez mučenia, že na Poľsko ako také ma naviedol spisovateľ a cestovateľ Boris Filan, s ktorým som voľakedy dávno robila interview na tému motorizmus a cestovanie. Na otázku, v ktorej krajine sa najlepšie cítil, som akosi automaticky očakávala nejaký exkluzívny kraj sveta, ktorý by som potom doma hľadala na mape. Po krátkej úvahe však zaznela rozhodná odpoveď: Mazurské jazerá v Poľsku. Nádherný zabudnutý kraj pri litovských hraniciach. Plný vody, lesov, kľukatých cestičiek, pri ktorých postávajú deti a ponúkajú údených úhorov a nakladané kyslé huby, za čo by ste v parížskej reštaurácii utratili „majlant“. Žiadny priemysel, továrne, smradľavé komíny, minimum áut. Žiadny krikľavý turizmus a gýčové megahotely. Rovnováha človeka a prírody. Vy by ste zaváhali? A tak sme doma otvorili atlas a našli Mazurské jazerá... Prvou zastávkou vrchovato naloženej Škody Felicie (v tom čase úplnej novinky, za ktorou sa všetci tak otáčali, až sme sa o ňu báli) bol historický Krakov. Keďže ako chudobní študenti sme sa 22

autá. Ako smerovala naša cesta na sever, pribúdalo traktorov i konských povozov - v závislosti na zmene charakteru krajiny na poľnohospodársku. Cez Kopernikov Toruň, kde dýcha históriou každý dom a kde sme konečne ochutnali aj poľskú kuchyňu, sme cestami-necestami dorazili až do Gdaňska. Ako každého „suchozemca“ nás okamžite zlákal prístav, kde sme okrem iného objavili tabuľku s údajom Bratyslawa – 890 km. Ešte povinná návšteva Múzea lodí a morskej techniky (môj priateľ by Oczami słowackich dziennikarzy tam najradšej strávil dva dni...) a už sme uzučkou cestou medzi dvoma plážami ZORA KALOUSKOVÁ s burácajúcimi vlnami šplhali po NEZÁVISLÁ NOVINÁRKA Morskej kose až na samý kraj. To leto bolo skutočne v týchto končinách horúrozhodli pre ubytovanie po kempingoch, ce a tak tu boli hádam všetci surfisti už samotný systém kempovania v Poľ- z Poľska - a náš sen o kempovaní na biesku nás milo prekvapil – zakúpená ma- lom baltickom piesku sa rozplynul. Ale pa kempov obsahovala adresy a stupeň nie na dlho. Po dobrodružnom prevoze vybavenia zrejme všetkých kempov cez ústie Wisly do mora sme si konečne v Poľsku. Pre nás niečo nevídané. Tým vychutnávali tú pravú atmosféru Baltiku skôr, že oni naozaj neboli len na mape... – dlhé piesočné pláže s trsmi drsnej tráO tom, aký na nás urobil dojem Krakov, vy, rybárske siete s farebnými bójkami, najlepšie svedčí fakt, že sme hneď po- škrekot čajok. A hlavne – nikde žiadny menili náš cestovný plán a ostali v útul- dav turistov, preplnené pláže, čmudiace nom kempe pri rieke ďalšie dva dni. Len autobusy. Na kemp Jantar budeme iste po židovskej štvrti sme sa motali takmer dlho spomínať... podobne ako na impocelý deň... a to nehovorím o tržnici na zantný hrad v Malborku, ktorý sa nám hlavnom „Rynku“, či večernej púti po za žiadnu cenu nechcel zmestiť do obúžasných jazzových kluboch. Ešteže ten jektívu fotoaparátu. Iste, veď je vraj najWawel bol pod takým náporom turistov, väčší v strednej Európe. Múzeum jantáže nás to odradilo - inak by sme sa na ru na hrade, ktoré sme nemohli vyneMazury asi vôbec nedostali... chať, urobí dojem aj na najväčšieho Už pri ďalšej ceste sme pochopili, že ignoranta šperkov. Doslova tony zlatožlPoľsko naraz až do Gdaňska neprejde- tého drahokamu v najbizardnejších farme. Jeho najväčšou boľačkou, ktorá bách, tvaroch, veľkostiach, s kúskami určite bráni aj väčšiemu rozkvetu turis- dávnych živočíchov, ktoré akoby spali tického ruchu, je totiž neexistujúca sieť v sladkom mede, a to všetko v najfankvalitných ciest, o diaľnici ani nehovo- tastickejších šperkoch, aké vie ľudský riac. V tom čase sa navyše motalo po um a ruky vytvoriť. Škoda, že sme na dlcestách enormné množstvo „Malu- hých prechádzkach plážou nenašli ani chov“, niektoré skutočne v podozrivom len kúsok, more vraj stále skromne vytechnickom stave. Veľmi sme však oce- dáva svoje „slzy“ - ako sa zvykne jantánili, že väčšina z nich bez reptania uhla ru hovoriť. na okraj cesty a pustila rýchlejšie idúce pokračovanie v budúcom čisle MP FOTO: STANO STEHLIK

K

POLSKA

MONITOR POLONIJNY


Czy wiecie,

co to jest „bałwan“? Powiecie: „Co za pytanie? Wnet zrobimy trzy kule śniegowe, byleby śnieg się lepił. Na głowę damy mu stary garnek, nos zrobimy z marchewki, a guziki i oczy z kamyków. I już przystojniak zimowy jest gotowy.” Ale ja znam jeszcze jednego „bałwana“. Wyobraźcie sobie morze zimą. Puste plaże, na których leży śnieg. Gdy na takim morzu wiatr zawieje, a wysokie fale uderzają o brzeg, mówi się o nich, że są to bałwany. „Bałwan” w słownictwie polskim występuje jeszcze w jednym znaczeniu. Podczas kłótni w obraźliwy sposób, niestety, ludzie wykrzykują do siebie: „ty bałwanie!”. Nie raz widziałam kierowcę, który przez otwarte okno swojego samochodu krzyczał do drugiego kierowcy: „Jak jeździsz, bałwanie?!” W Polsce, gdy dzieci nie chcą wieczorem spać, recytuje się im taką rymowankę: ,,Cisza na morzu, wicher dmie, za chwilę bałwan odezwie się, a tym bałwanem będzie, ten kto pierwszy odezwie się”.

Zmarzlak Danuta Gellnerowa ❄

Ludzie!

Mieszkacie w cudownym kraju! Zimą Słowacja jest wymarzonym miejscem na uprawianie sportów zimowych. Oczywiście najpopularniejszym z nich jest narciarstwo. W Polsce jazda na dwóch deskach nie jest tak powszechna, jak na Słowacji. Jest to oczywiście spowodowane geograficznym ukształtowaniem Polski. Dla mieszkańca Polski północnej i środkowej wyprawa na narty wiążę się z co najmniej całonocną jazdą przepełnionym pocią-

giem na południe. Na Słowacji, gdzie nawet z okien bratysławskiego wieżowca widać zaśnieżone stoki Karpat, możliwości uprawiania narciarstwa są prawie wszędzie. Jest chyba tak popularne, jak w Polsce czerwcowe truskawki. Wasz rówieśnik ze Szczecina czy Lublina na pewno chętnie wsiadłby w trolejbus nr 213 z nartami na plecach i pojechał na najbliższą górkę. Toteż plan na najbliższy weekend wyglada tak: wyłączyć telewizor – i tak ten program powtórzą nie raz, wyjąć z szafy narty i szusować na stoku za rogiem.

Krasnal Zmarzlak zwinął się w kłębuszek. - Zimno mi w nos! Zimno mi w uszy! Dajcie mi ciepłą czapkę! Dajcie mi kożuszek! Owińcie mi szyję szalikiem dłuuuuugim – jak rzeka! Włączcie mi sto piecyków! Zagrzejcie mi kubeł mleka! Nie wyjdę zza pieca dopóty, dopóki nie staną tu ciepłe buty, i poduszek cała fura, i pierzyna wielka jak góra! A jak nie zawiesicie na niebie słońca, to będę siedział za piecem bez końca!

Konkurs dla dzieci Wielu z was ma w domu albo na podwórku wyjątkowego przyjaciela – zwierzątko. Jeśli przyślecie do redakcji „Monitora“ rysunek, zdjęcie albo opowiadanie czy wierszyk na temat swojego psa, kota lub chomika, wasze prace zamieścimy w rubryce dla dzieci, a najładniejsze nagrodzimy. STRONĘ OPRACOWAŁA

MAJKA KADLEČEK


Czy dorośliście Państwo

do śledzi?

nacie ten obraz? Okrągły stół, kieliszki i śledzie. Śledzie w oliwie, w cebulce i bez, śledzie rolmopsy, koreczki śledziowe, po góralsku, marynarsku i kaszubsku... i jeszcze na sto innych sposobów. Co takiego w sobie mają te, powiedzmy szczerze – surowe i tłuste rybska?

Z

ŚLEDZIE NA MIODZIE

FOTO: STANO STEHLIK

Smaki, które preferujemy, będąc dziećmi, należą jednoznacznie do słodkich (jak dzieciństwo). Potem zaczynamy akceptować również i inne: bardziej słone i pikantne. Tylko osoba dorosła potrafi docenić nutkę chrzanu w buraczkach, dyskretną gorycz brukselki i toniku (w najpopularniejszej kombinacji z ginem). Do śledzi dojrzewa się chyba tak, jak do uprawiania ogródka – najpierw z niechęcią i z przymusem, by potem delektować się smakiem, aromatem i urodzajem. Na każdym balu polskim do polskiej wódeczki obowiązkowo podawane są śledzie. Przygotowaniem ponad 20 kg ryb zajmują się co roku panie: Ilona Wikieł i Danuta Wieczorek oraz pan Bogdan Stańczyk. Oto przepisy wg których są przygotowywane balowe przysmaki. Uwaga! Śledzie przed przygotowaniem należy wypłukać lub moczyć kilka godzin (w zależności od stopnia zasolenia filetów) w mleku albo w zimnej wodzie. Po przyrządzeniu dania śledzie nabierają smaku w lodówce i mogą być w niej przechowywane przez kilka dni.

Filety śledziowe pokroić w kawałki, 3 albo 4 cebule pokroić w grube plasterki i zeszklić w większej ilości oleju. Do jeszcze ciepłej cebuli dodać ostry keczup (na 1 kg śledzi 1 szklanka), 2 łyżki miodu, 1 suszoną śliwkę pokrojoną w paseczki. Wszystko posypać pieprzem i wymieszać. Dodać do smaku trochę octu winnego. Śledzie układać warstwami na przemian z sosem.

ŚLEDZIE POD PIERZYNKĄ 6 filetów śledziowych, 30 dag łagodnego tartego sera, 2 cebule, 1 szklanka majonezu, 1 szklanka śmietany, 5 jaj ugotowanych na twardo, sól, pieprz, sok z cytryny do smaku. Śledzie wymoczyć w mleku, cebulę pokroić w tzw. piórka. Filety pokroić w kawałki i poukładać w naczyniu. Ugotowane na twardo jajka pokroić w kostkę i posypać nimi śledzie. Majonez i śmietanę wymieszać, dodać przyprawy. Śledzie polać sosem i posypać serem.

ŚLEDZIE Z JABŁKAMI 8 filetów śledziowych, 1 szklanka śmietanki kremowej, troszkę musztardy, 1 cebula, 1-2 jabłka (jak kto lubi), łyżka soku z cytryny, 1 ząbek czosnku, biały pieprz. Do śmietany dodać musztardę, pieprz, cebulę pokrojoną na drobno, jabłka zetrzeć na tarce, dodać czosnek, szczyptę cukru i sok z cytryny. Przygotowanym sosem polać pokrojone filety.

MAJKA KADLEČEK

KLASYCZNE POLSKIE ŚLEDZIE Filety śledziowe (matiasy), cebula, ziele angielskie, pieprz, mielony liść laurowy Śledzie pokroić w zgrabne kawałeczki, następnie posypać drobno pokrojoną cebulą i przyprawami, a na koniec polać olejem.

ŚLEDZIE W SOSIE MUSZTARDOWYM Filety pokroić (jak w poprzednim przepisie), potem polać olejem wymieszanym z musztardą i odstawić.

Za miesiąc: r zer zucha - powiew wiosny, czyli ogródek na parapecie.

FOTO: STANO STEHLIK

Monitor Polonijny 2004/02  
Monitor Polonijny 2004/02  
Advertisement