Page 1

styczeń 2018

dr Agnieszka Kwiatkowska Nikt nie chce odejść str. 6-8


Prawdziwa inspiracja

Wydawca: Polska Press sp. z o.o. Oddział w Bydgoszczy ul. Zamoyskiego 2 85-063 Bydgoszcz Prezes Oddziału: Marek Ciesielski Redaktor Naczelny: Artur Szczepański

Agnieszka Kwiatkowska dużo się uśmiecha. Najczęściej wtedy, gdy opowiada o sukcesach swoich całkowicie sparaliżowanych pacjentów z Centrum Medycznego Epimigren. Na przykład o tym, jak ktoś - po tygodniach mozolnych ćwiczeń - w końcu może odezwać się do rodziny za pośrednictwem specjalnego komputera, używając do tego jedynie swojej gałki ocznej. Pierwsze słowa jakie pojawiają się wtedy na monitorze? Nie: „Boli mnie”, „Jestem głodny” czy „Niewygodnie mi”, ale „Chcę zabrać żonę na randkę” i „Kocham Cię”. Pani Agnieszka mówi, że za każdym razem, gdy udaje jej się przebić przez więzienie, jakim dla pacjentów jest ich ciało, to widzi człowieka, który po prostu chce żyć normalnie. Cieszyć się, żartować, chodzić do kina, rozmawiać z przyjaciółmi, założyć dżinsy i koszulę zamiast pidżamy. Dlatego te osoby piszą też: „Uczesz mnie”, „Chcę napić się piwa” czy „Pojedźmy nad morze”. Naukowcy wymyślili na to specjalną nazwę: paradoks niepełnosprawności. To stan, w którym pozbawione władzy nad swoim ciałem osoby, wbrew całemu światu twierdzą, że są szczęśliwe. Nikt zdrowy nie potrafi sobie tego w pełni wyobrazić. Pytamy tylko: „Jak to możliwe?” I dodajemy: „Ja bym tak nie mógł”. Czy do szczęścia wystarczy tak mało - np. jedno sprawne oko? Czy wręcz przeciwnie - trzeba przeżyć prawdziwy dramat i znaleźć się w niezwykle trudnej sytuacji, która uświadomi nam, co tak naprawdę mamy? Nie pokuszę się o odpowiedź, nie znam jej. W tym numerze „Miast Kobiet” przedstawiamy Wam jednak osoby, które na co dzień udowadniają, że można być szczęśliwym bez względu na wszystko. Opowiada o nich na stronach 6-8 ich terapeutka i przyjaciółka - nasza okładkowa bohaterka, dr Agnieszka Kwiatkowska. Mamy nadzieję, że te historie będą dla Was prawdziwą inspiracją w nowym 2018 roku.

Gabinet Dermatologiczno-Alergologiczny

dr n. med. Elżbieta Korzeniowska-Żuk specjalista dermatolog-wenerolog, alergolog

K

L

Redaktorka prowadząca: Lucyna Tataruch, tel. 52 326 31 65 lucyna.tataruch@polskapress.pl Teksty: Tomasz Skory tomasz.skory@polskapress.pl Lucyna Tataruch lucyna.tataruch@polskapress.pl Jan Oleksy jan.oleksy@polskapress.pl Paulina Błaszkiewicz paulina.blaszkiewicz@polskapress.pl Mariusz Sepioło mariusz.sepiolo@polskapress.pl Skład: Ilona Koszańska-Ignasiak Zdjęcie na okładce: Tomasz Czachorowski Sprzedaż: Przemysław Wacławski, tel. 697 770 284 przemyslaw.waclawski@polskapress.pl Tomasz Maliszewski, tel. 609 050 446 angelika.suminska@polskapress.pl CP Jesteś zainteresowany kupnem treści lub zdjęć? Skontaktuj się z naszym handlowcem: Piotr Król, tel. 603 076 449 piotr.krol@polskapress.pl

„Miasta Kobiet” ukazują się w każdy ostatni wtorek miesiąca. Przez cały miesiąc są dostępne w punktach partnerskich w Bydgoszczy i Toruniu. Adresy znajdziesz na stronie www.miastakobiet.pl

Nie kończymy jeszcze darmowej prenumeraty - jeśli chcecie otrzymywać „Miasta Kobiet” pocztą, wejdźcie na nasz facebookowy profil i napiszcie do nas wiadomość! E

Menedżer produktu: Dominika Kucharska, tel. 52 326 31 34 dominika.kucharska@polskapress.pl

Znajdziesz nas na: www.miastakobiet.pl www.fb.com/MiastaKobiet.PolskaPressGrupa

Lucyna Tataruch redaktorka prowadząca „MiASTA KOBIET”

R

Dyrektor Biura Reklamy: Agnieszka Perlińska

A

M

A

ul. Łęczycka 13, 85-737 Bydgoszcz Rejestracja:  52 342 11 34  604 511 599

ZAKRES USŁUG:

 konsultacje dermatologiczne i alergologiczne  testy alergiczne wziewne, pokarmowe  odczulanie 007924876

007930312


make-up

Kolekcja JESIEŃ-ZIMA 2017. Zapraszamy do Salonu Jean Louis David w C.H. Focus w Bydgoszczy.

Fryzura

TROCHĘ MAGII

u l . J a g i e l l o ń s k a 3 9 - 47

O l ś n i e n i e

W

Z ł o t a

w e l u r z e

d z i e w c z y n a

st ylizacja Agnieszka Cesarz

W towarzystwie ciepłego kożucha w odcieniu czystego złota będziesz przyciągać spojrzenia. Koniecznie dopełnij stylizację ciężkimi motocyklowymi butami, które wzmocnią całość. Jeśli lubisz bardziej elegancką wersję, wystarczy zmienić buty i gotowe!

Kobieco, charyzmatycznie, zmysłowo. O tym, że w spodniach można wyglądać bardzo szykownie, wiemy nie od dziś. Ta stylizacja to połączenie aksamitu, jedwabiu i kolorów świąt. Wyjątkowo w wyjątkowym czasie.

Zamknij oczy i poczuj się jak królewna. Warstwowa spódnica nie ograniczy twoich ruchów w tańcu. Do tego superwygodne śliwkowe buty na grubszym słupku. Moda i komfort w jednym!

Fratelli kurtka - 1799 Unisono golf - 69 By o La la spódnica - 169 H&M opaska - 39,90 Venezia buty - 789 Carla Gotti torebka - 179 Promod rękawiczki - 139,90 H&M bransoletka - 29,90 Solar broszka - 45 time trend zegarek Lorus - 369

Orsay żakiet - 119,99 Intimisimi bluzka - 179,90 H&M spodnie - 139,90 Promod pasek - 59,90 Wojas buty - 329 ORSAY bransoletka - 41,90 ORSAY pierścionek - 32,90 Orsay kolczyki - 24,90 Unisono torebka - 269 time trend zegarek Lorus - 349

Molton spódnica - 399 Eidos Fashion bluzka - 99,90 Solar etola - 249 wojas buty - 349 Eidos Fashion bransoletka - 59,99 solar bransoletka - 79 H&M kolczyki - 39,90 Carla Gotti torebka - 69 time trend zegarek Bulova - 1490

Zapraszamy do ch focus na Stylowe Soboty ze stylistką Umów się na bezpłatne spotkanie na www.focusmall-bydgoszcz.pl/stylistka/

007936678


kultura w sukience

mck, Bydgoszcz 27 stycznia

Alicja RączkA, dyrektorKa kina Helios, poleca:

E

27

stycznia

Anita Lipnicka i The Hats września stycznia

Amerykański folk, alt country i blues - takie inspiracje usłyszeć można na szóstej solowej płycie Anity Lipnickiej „Miód i Dym”. Krążek nagrany został wraz z zespołem The Hats, który od lat towarzyszy artystce na scenie. Jak przyznają muzycy - materiał powstał w trakcie ich pobytów nad jeziorem w Górach Sowich, a wpływ na niego miała otaczające grupę przyroda. Nie brakuje w tym posthipisowskiego ducha. Wszystko to będziemy mieli okazję usłyszeć już niedługo - 16 stycznia w Centrum Kulturalno-Kongresowym Jordanki w Toruniu. To wyjątkowa okazja, której nie można przegapić.

K

L

A

M

A

Masaż dźwiękiem

Gabinet Pomocy Psychologicznej i Pedagogicznej

SOLUTIO Magdalena Kucharska

007927284

adres: ul. Szosa Lubicka 168 B, Toruń, / 533 770 718; 0 kontakt@psychologtorun.pl Gabinet świadczy usługi w zakresie pomocy psychologicznej dla młodzieży i dorosłych oraz pedagogicznej dla młodzieży i ich rodziców.

CKK Jordanki, Toruń 16 stycznia

16 2

Masaż dźwiękowy misami ma swoje źródło w wiekowej tradycji rejonu Himalajów. Wiedza na temat pracy z misami przekazywana jest z mistrza na ucznia, dzięki czemu nie tylko dotrwała do dnia dzisiejszego, ale też ewoluowała wraz z doświadczeniem kolejnych pokoleń. Każda misa jest specyficzna i posiada swój unikalny dźwiękowy charakter. Fale dźwiękowe emitowane podczas masażu przenikają całe ciało, wprowadzając uczestnika w stan głębokiego odprężenia. Masaż wpływa korzystnie na pracę układu nerwowego, oddechowego, ciśnienie krwi, redukuje ból, przyspiesza uwalnianie toksyn, a także poprawia naturalne procesy regeneracyjne organizmu. Polecany jest jako terapia wspomagająca przy:  zmiennym/wysokim ciśnieniu tętniczym  uzależnieniach

Om Sound Anna Pawełek

l

 deficytach słuchowych  zaburzeniach/napięciach umysłowych  bólach mięśniowych  bólach głowy  bólach żołądka  bólach kręgosłupa, bioder, kolan Jak wygląda sesja ze mną? Najpierw przestrzeń jest oczyszczana za pomocą kadzidła. Rozmawiamy chwilę, żeby sprawdzić, czy nie ma przeciwwskazań do masażu. Kładziesz się wygodnie (polecam luźne ubranie), otulam Cię kocem. Potem już tylko się odprężasz, zanurzając się |w dźwiękach mis. Przeznacz około godziny na nasze spotkanie.

tel. 531 560 184

l

omsoundmasaz

007901529

R

Amour Tour to druga trasa koncertowa promująca nominowany do Fryderyka album „Roma” zespołu Sorry Boys. Grupa zapowiada otwartą formę i wiele niespodzianek. Obok studyjnych aranżacji piosenek ze wszystkich albumów, na koncertach pojawią się wersje akustyczne oraz premierowe utwory. Zespół powstał w Warszawie z inicjatywy Tomasza Dąbrowskiego i Piotra Blaka, do których dołączyła charyzmatyczna wokalistka Bela Komoszyńska. Ich debiutancka płyta „Hard Working Classes” ukazała się jesienią 2010 roku i zebrała znakomite recenzje. Od tej pory Sorry Boys utrzymuje się na polskiej scenie, zyskując coraz więcej fanów. Podczas bydgoskiego koncertu z pewnością nie zabraknie emocji. Zapraszamy 27 stycznia, o godz. 20 do Miejskiego Centrum Kultury. Warto sprawdzić już dziś!

styczeń

stycze ń

Styczeń to czas postanowień, planów, marzeń… i najgorętszych premier roku. Ponadto jest to okres hucznych, karnawałowych zabaw. Już dziś chciałabym Państwa zaprosić na 5. urodziny kina Helios. Zaplanowaliśmy wiele atrakcji, dlatego zachęcam do obserwowania naszej strony www.helios.pl. A co na ekranie? Zacznę od propozycji dla wielbicieli polskiego kina. Już 5 stycznia w repertuarze pojawi się film „Gotowi na wszystko. Exterminator” - komedia o piątce znajomych, którzy od dzieciństwa chcieli wstrząsnąć polską sceną. Czy uda im się zgromadzić tłumy na koncertach oraz połączyć życie prywatne i zawodowe z marzeniami? Tego dowiemy się już niedługo! Tydzień później zapraszam na komedię „Narzeczony na niby” z udziałem m.in. Julii Kamińskiej, Piotra Stramowskiego i Piotra Adamczyka, którzy będą musieli uporządkować swoje życie emocjonalne i powalczyć o prawdziwą miłość. Mamy też coś dla fanów horrorów - od 5 stycznia film „Naznaczony: ostatni klucz”. Jest to kolejny epizod z serii „Naznaczony”, podczas którego dr Elise Rainier będzie musiała zmierzyć się z najbardziej przerażającą i osobistą historią. Kolejną propozycją z tego gatunku jest „Escape room”, opowieść o grupie znajomych zmuszonej nie tylko do rozwiązania łamigłówki, ale i odkrycia tożsamości mężczyzny, który ich uwięził. Czy im się uda? Warto sprawdzić 19 stycznia. A co dla najmłodszych? Już 5 stycznia zapraszam na bajkę „Fernando”, czyli historię byczka o wielkim sercu, przypadkowo uznanego za groźną bestię. Z kolei 19 stycznia na ekranie zobaczymy bajkę „Tedi i mapa skarbów”, coś dla poszukiwaczy prawdziwych przygód. A pod koniec miesiąca, 26 stycznia, przekonamy się, że bohater tkwi w każdym z nas - trzeba go tylko obudzić! Pomoże w tym animacja „Gnomy rozrabiają” - opowieść o dzieciakach, które wraz ze zwariowanymi krasnalami ogrodowymi będą musiały poradzić sobie z pozaziemskim zagrożeniem. Polecam także film „Cudowny chłopak” - w kinie od 19 stycznia. Na tę premierę sama czekam z niecierpliwością. Jest to historia 10-letniego chłopca, który urodził się z deformacjami twarzy. Gdy trafia do szkoły, chce udowodnić rówieśnikom, że piękno to coś więcej niż wygląd. Jak co miesiąc, planujemy również mnóstwo niespodzianek podczas Kina Kobiet. W styczniu w babskim gronie spotykamy się aż dwa razy. Warto śledzić naszą stronę internetową, by dowiedzieć się więcej!

Sorry Boys – Amour Tour


Nowo powstałe

TOP - MED

CENTRUM MEDYCZNE

MIEJSCE REHABILITACYJNE

REHABILITACJA

w Tor�niu

Szosa Lubicka 166Ł, Toruń (nad kawiarnią Kwadrans Cafe)

605 050 508

www.facebook.com www.topmedtorun.pl

3

3

RABAT

50% DO KOŃCA STYCZNIA

007997128

E

K

L

A

M

A

008003236

R


z d j ę c i e t o m a s z c z ac h o r o w s k i

jej portret

Nikt nie chce odejść

Krzysztof wysyła mi zdjęcia: Ala na plaży, Ala na rowerze, Ala w kawiarni. Żyją jak każda inna para, a przecież ta kobieta jest całkowicie sparaliżowana, rusza jedynie okiem! Z dr Agnieszką Kwiatkowską*, logopedką z Centrum Medycznego Epimigren, rozmawia Lucyna Tataruch

6

miastakobiet.pl


jej portret Przed chwilą był u Pani pacjent. Wyglądali Państwo raczej jak para znajomych, a nie jak lekarz i chory. Tak, to był Andrzej. Wszystkich moich podopiecznych traktuję jak bliskich znajomych. Rozmawiam z nimi normalnie, żartuję, śmieję się, nie tworzę sztucznego dystansu - np. jeśli nie muszę, to nie noszę przy nich lekarskiego fartucha. Myślę, że wielu z nich mi ufa, niekiedy bardziej niż rodzinie. Dobrze się z nimi czuję. Z Andrzejem jednak sytuacja jest wyjątkowa, bo przez ostatni rok stał się moim przyjacielem. Mimo bliskości z pacjentami, nigdy wcześniej tak bardzo nie zaprzyjaźniłam się z kimś, kto jest w takim stanie. W jakim? W  stanie obniżonej świadomości. Andrzej trafił do naszego ośrodka w lutym 2016 roku po bardzo ciężkim udarze mózgu. Przyjechał z  przygryzioną wargą, zupełnie wycofany, bez możliwości kontaktu. Pochodzi ze Śląska, ma 52 lata, był chirurgiem i  30 lat śpiewał w zespole szantowym. Zanim się poznaliśmy, lekarze przez rok twierdzili, że jest w  stanie wegetatywnym, czyli że ma zachowane jedynie funkcje życiowe. Przywiozła go do nas żona; chyba chciała, żebyśmy potwierdzili tę diagnozę. Rozpoczęłam z  nim terapię i  po jakimś czasie okazało się, że w tym człowieku tli się coś więcej. Zaczął stopniowo uwalniać się z więzienia, jakim było dla niego ciało. Nikomu przed Panią nie udało się do niego dotrzeć? Nie, ale mi też to nie wyszło tak od razu. Do wielu pacjentów docieramy za pomocą sprzętu, który rejestruje ruch gałki ocznej. To często jedyna opcja rozmowy dla takich osób jak Andrzej. Wystarczy mieć jedno sprawne oko - można nim zaznaczać na monitorze słowa, obrazy czy zdania i  komputer czyta za człowieka te komunikaty. Próbowałam tego z  Andrzejem, ale nie wychodziło, nie reagował, przymykał oczy. Przez dłuższy czas byłam nawet przekonana, że ma znaczne problemy ze wzrokiem. I co się zmieniło? Pewnego dnia odsunęłam wszystkie urządzenia i  postanowiłam spróbować czegoś innego. Wiedziałam, że jest lekarzem, zaczęłam więc czytać mu prasę medyczną. I  nagle coś się zadziało. Andrzej otworzył szczerzej oczy. Widziałam, że słucha, a  nawet wpatruje się w tekst. To był przełom. Potem puszczałam mu wykłady naukowe po polsku i  po angielsku, włączałam muzykę, którą lubił. Jednocześnie obserwowałam, jak coś się w  nim rozbudza. Nie była to jeszcze terapia, tylko sposób, by przebić się przez jakąś skorupę. Udało się - gdy po czasie wróciliśmy do ćwiczeń na sprzęcie, Andrzej zaczął zaznaczać słowa. Wskazywał, jak się czuje, czego chce, co myśli. Obecnie robi niesamowite postępy w terapii logopedycznej, powoli wydobywa z  siebie głos. Podnosi już trochę ręce. To jedyny taki przypadek w Polsce: po tym wszystkim psychiatra na podstawie wielu testów orzekł, że Andrzej jest człowiekiem świadomym siebie i  otoczenia.

Do ośrodka zaprosiliśmy prawnika i notariusza. W ich obecności sam podpisał z nami umowę i wybrał swojego pełnomocnika. Niesamowite. A  jak dziś wygląda Państwa przyjaźń? Spędzamy razem wiele czasu, również poza terapią. Oglądamy filmy, czytamy książki, latem chodzimy na spacery po Osielsku - jak to przyjaciele. Opowiadam mu wiele rzeczy, pokazuję zdjęcia z  miejsc, w  których byłam. On też do mnie mówi, za pomocą swoich oczu. Mam w nim prawdziwe wsparcie. Zdarzają mi się gorsze dni, jak każdemu, i Andrzej potrafi to zrozumieć – czasem podniesie lekko rękę, chwyci mnie i trzyma, tak jakby chciał dodać mi otuchy. To dla mnie taki bardzo osobisty sukces. Dużo zyskuję wewnętrznie dzięki tej znajomości. Sukcesów ma Pani więcej. Niektórzy mówią, że dosłownie wybudza Pani ludzi ze śpiączek. To nie tak. Po prostu u wielu moich pacjentów latami błędnie diagnozowano stan wegetatywny. Przez 14 lat pracy pod moją opiekę trafiło przynajmniej 200 takich osób. Niektórych traktowano prawie jak przedmioty, wykonywano im różne zabiegi bez znieczulenia, bo „przecież nic nie czują i  tak naprawdę ich nie ma”. A po naszej terapii okazywało się, że te diagnozy w mniejszym lub większym stopniu były błędne. Jak w ogóle dochodzi do takich sytuacji? Mówimy o  ludziach po ciężkich urazach głowy, po różnego rodzaju wypadkach, nieudanych operacjach, wylewach, udarach. W  takich okolicznościach najpierw trafia się na OIOM, gdzie leży się w śpiączce 4-6 tygodni pod aparaturą, respiratorem. Potem, gdy sytuacja się stabilizuje, pacjent się „wybudza”, to znaczy otwiera oczy. Ale nie wygląda to tak, jak na filmach, gdzie ludzie od razu odzyskują świadomość, witają się z  rodziną, stają na nogi. Raczej przechodzi się w jeden z  trzech stanów: wegetatywny, stan minimalnej świadomości albo zespół zamknięcia. Najczęściej stwierdza się ten pierwszy, ale - jak pokazują moje doświadczenia - po czasie wychodzi, że bardziej trafną diagnozą są dwa pozostałe. Co to za stany? Osoba z  minimalną świadomością zwykle nie może ruszać kończynami, nie mówi. Nie jest w pełni obecna, ale może dawać jakieś oznaki świadomości, ma przebłyski. Np. podnosi lekko palec, w sposób powtarzalny przesuwa gałkę oczną. Taki pacjent nie musi rozumieć słów, ale odczytuje ton głosu, bliskość, ciepło. Nie ma co do tego reguły. Jednak pewne jest to, że coś się w nim dzieje - tak jak w Andrzeju. Trzeba tylko chcieć zauważyć tę iskrę. A ten drugi stan - zamknięcia? To całkowity paraliż, brak możliwości jakiegokolwiek ruchu, poza gałką oczną, a  przy tym zachowanie wszystkich funkcji poznawczych, pełnej świadomości. Taka osoba słyszy, widzi,

czuje, rozumie, ale często nikt o tym nie wie. Jest dosłownie zamknięta w swoim ciele. Skąd się biorą te błędne diagnozy o stanach wegetatywnych? W praktyce stosujemy określone skale, wykonujemy badania neuroobrazowania itp. - chcę podkreślić, że nie neguję tych metod. Są bardzo cenne, dużo nam mówią o  funkcjonowaniu mózgu. Niestety, nie pokazują wszystkiego. Poza tym, często jest tak, że pacjenta diagnozuje się zaraz po wypadku, a później po miesiącach czy latach nikt już tego nie weryfikuje. Rodziny czekają na cud - na to, że ktoś się nagle „obudzi”, otworzy rano oczy i  zacznie mówić - ale tak się nie dzieje. Człowiek siedzi na wózku albo leży w  łóżku, patrzy w  jeden punkt, a  gdzieś głęboko w  środku, w  jego umyśle, coś żyje. Niestety, lekarz, mimo najszczerszych chęci, nie ma możliwości dostrzeżenia tego podczas narzuconego mu czasu badania, np. 10 minut. Pani to dostrzega? Mam to szczęście, że mogę poświęcić pacjentowi więcej czasu. Patrzę mu w  oczy, mówię do niego, staram się go poznać. Chcę, żeby spróbował się trochę odsłonić. Każdego traktuję tak, jakby był świadomy. Pamiętam, jak zaczynałam pracę w  Szpitalu Jurasza, gdy byłam na piątym roku studiów. Zawsze chciałam zajmować się dziećmi, ale trafiłam na oddział dla dorosłych w  takich stanach… i  już nie było odwrotu. Zobaczyłam błysk w  ich oczach, rozszerzającą się źrenicę, ślad po czymś. Lekarze mówili „stan wegetatywny”, a ja widziałam ułamki sekund świadomości. Czym jest dla Pani świadomość? Hm… Można oczywiście przytoczyć definicję albo posiłkować się różnymi testami, ale mi to niewiele mówi. Samo odczuwanie to też może być jedynie odruch. Świadomość definiuję sobie jako coś więcej - np. bycie tu i teraz, chęć troski: o siebie i o innych ludzi, o to, co nas otacza. Jak często pacjenci wracają do sprawności? Do pełnej - bardzo rzadko. Z zespołu zamknięcia raczej się nie wychodzi, człowiek zostaje tam do końca życia. Czasem się mówi o jakichś cudownych uzdrowieniach - np. ktoś powstał po 4 tygodniach bycia śpiączce - ale to zazwyczaj zupełnie inne przypadki; choćby obrzęk mózgu, który naturalnie ustąpił, a nie stan obniżonej świadomości czy zamknięcie. Dla mnie sukcesami są te sytuacje, gdy ktoś po 11 miesiącach całkowitego braku kontaktu zaczyna wykonywać pierwsze ruchy. Miałam takiego pacjenta - chłopakowi chciano już pobrać narządy do przeszczepu. Dziś ma ukończoną szkołę średnią, chodzi z  kijkami, gada za dziesięciu. Zawsze podchodzi Pani do nowych pacjentów z nadzieją, że uda się zmienić ich stan? Nie możemy nic zakładać. Są przypadki, że ktoś milczy 10 czy 15 lat, ale pewnego dnia zaczyna robić minimalne postępy i  po 12 miesiącach odzyskuje mowę. Przychodząc do pacjenmiasta kobiet

styczeń 2018

7


jej portret ta na nic się nie nastawiam. Nie myślę o tym, że mam mu pomóc odzyskać świadomość - zwariowałabym z takimi oczekiwaniami przez te wszystkie lata. Zastanawiam się po prostu, co mogę zrobić w tej chwili. Poddała się Pani kiedyś? Nie… Pamiętam kobietę, która nauczyła mnie, żeby nigdy z  nikogo nie rezygnować. Przyjechała do kliniki pod respiratorem, ratownik powiedział o  niej „długo nie pożyje, nie ma szans”, a  żyje do dziś. Po 6 miesiącach odłączono ją od aparatury. Jej mąż uprzedził mnie, że logopeda nie będzie potrzebny, bo pani nie ma lewej półkuli mózgu i  na pewno nie zacznie mówić. Postanowiłam jednak poćwiczyć z nią buzię, żeby nie było ślinotoku i szczękościsku. Po kolejnych 6 miesiącach wypowiedziała pierwsze słowa. Z  ośrodka wyszła o balkoniku. Do dziś nie wiemy, jak to było możliwe. Ale w cuda Pani nie wierzy? Nie myślę o tym w takich kategoriach. Według mnie to nie są cuda, tylko ta część wiedzy o  mózgu i  jego funkcjonowaniu, której jeszcze nie mamy. Dlatego właśnie nigdy się nie poddaję. Jest Pani przeciwniczką prawa do eutanazji? Nie chcę mówić o ludziach, którzy np. doświadczają silnego bólu itp., bo to zupełnie co innego. Jednak w przypadku takich osób jak moi pacjenci - tak, jestem przeciwniczką. Wszyscy, z którymi pracowałam, gdy odzyskiwali zdolność do komunikowania się, potwierdzali, że chcą żyć. Cały czas walczyli, choć nie było im łatwo. Często płakali z  bezsilności. Ale nigdy nie prosili o  śmierć. Oczywiście wielu z  nas - zdrowych ludzi - nie wyobraża sobie takiego funkcjonowania. Ja też nie. Myślę jednak, że perspektywa się zmienia, gdy faktycznie jest się już w takiej sytuacji. Wierzę, że tak naprawdę nikt nie chce odejść. Zdaję sobie sprawę z tego, że takie prośby się zdarzają, ale moim zdaniem to krzyk o coś innego - o sens, o bycie potrzebnym, o normalne życie. Staram się robić wszystko, żeby zapewnić to moim pacjentom. Co ma Pani na myśli mówiąc „normalne życie”? Spotkania z  ludźmi. Rozmowy. Hobby. Przyjaźń. Wszystko to, co składa się na naszą codzienność. Nawet wyjście do kina. Dlaczego te osoby mają tego nie doświadczać? Planujemy dla pacjentów różne wycieczki. Jeden pan - całkowicie sparaliżowany - zaznaczył na monitorze wzrokiem, że marzy o  tym, by kupić żonie biżuterię, a potem pójść z nią na randkę, więc staraliśmy się to wszystko zorganizować. Ci ludzie chcą uczestniczyć w  życiu swoich

bliskich, chcą wiedzieć, co się dzieje, i chcą być traktowani normalnie. Często powtarzam rodzinom: nie czekajcie na tę osobę sprzed wypadku, na waszego dawnego Andrzeja, Justynę, Gabrysię czy Waldka. Kochajcie ich teraz takimi, jakimi są. Pomóżcie im w  ten sposób zaakceptować tę sytuację, pogodzić się z tym. Dajcie im żyć. I dbajcie o nich. Szczególnie kobiety bardzo mocno zmieniają się fizycznie w takim stanie. Przypominam więc bliskim: pomalujcie jej paznokcie, usta, zróbcie fajnie włosy. Wiem, że krótkie fryzury są wygodne dla osób, które sprawują opiekę, ale wygląd to też jest element tej normalności. Jak rodziny sobie radzą z tą całą sytuacją? Godzą się z  tym, że Andrzeja czy Justyny sprzed lat już nie będzie? Nie ma co się oszukiwać, to jest trudne. Rzadko która rodzina się godzi, spotkałam tylko kilka takich i to są prawdziwe wzory do naśladowania. Częściej jednak bliscy w kółko powtarzają: „Kiedy do nas wrócisz? Odezwij się, prosimy. Czekamy na ciebie”. To nie pomaga. Pamiętam jedną pacjentkę, która wcześniej była modelką, jeździła do Mediolanu, miała nawet zdjęcia z Anją Rubik. Po wypadku bardzo zmieniła się fizycznie. Jej mama nigdy się z tym nie pogodziła. Nie mogła zapomnieć, jaką miała cudowną córkę. Wszędzie chodziła z jej dawnymi zdjęciami. Spotkałam też rodziców, którzy stali przy łóżku dziecka i mówili załamującym się głosem: „Co teraz z tobą będzie? Tyle pieniędzy wydaliśmy na twoje studia i wszystko na marne…”. Inni podczas ćwiczeń komentowali: „Nic z tego nie będzie, on już nigdy z  tego nie wyjdzie”. To są bardzo przykre słowa. Nie wiemy, czy ta osoba słyszy, ale zawsze powinniśmy zakładać, że tak. Ludzie w stanie obniżonej świadomości pod wpływem otoczenia mogą wycofać się jeszcze bardziej. Przestają próbować, boją się, że po raz kolejny wszystkich zawiodą. W końcu obojętnieją i odchodzą całkowicie. Kto najczęściej przy nich zostaje? Przy młodych osobach trwają matki. Widzę też, jak żony zostają przy mężach, ale odwrotnie to już różnie bywa. Narzeczeni, dziewczyny czy przyjaciele niestety często odchodzą. Wspomniała Pani o  tych kilku rodzinach, które mogą być wzorem… Tak, opowiem o jednej z nich. To małżeństwo, Ala i  Krzysztof. Ona w  wieku 41 lat dostała udaru, jest w zespole zamknięcia. Najprawdopodobniej nigdy z niego nie wyjdzie. Krzysztof opowiada czasem, że dzwonią do nich dziennikarze - chcą pokazać ludziom, jaka spotkała tę parę wielka tragedia. On się nigdy na to nie godzi. „O czym wy mówicie, jaka tragedia?” - odpowiada. - „Po prostu zmieniliśmy tryb

życia”. Kupili sobie ten sprzęt do komunikowania się ruchami gałki ocznej - do użytku domowego kosztuje to obecnie trochę powyżej 20 tys. złotych, ale można dostać dofinansowanie z różnych fundacji. Dzięki temu rozmawiają ze sobą i nie ma dla nich rzeczy niemożliwych. Ala np. pisze, że chciałaby w tym roku pojechać nad morze, więc Krzysztof organizuje takie wakacje. Wysyła mi potem zdjęcia: Ala na plaży, Ala na specjalnym rowerze, Ala w kawiarni. Żyją jak każda inna para, może nawet i lepiej, a przecież ta kobieta jest całkowicie sparaliżowana, rusza jedynie okiem. To jest coś niesamowitego! Zawsze tak było? Nie, dopiero u  nas w  ośrodku zdiagnozowano u  Ali zespół zamknięcia. Wcześniej przez siedem lat lekarze twierdzili, że to stan wegetatywny. Okazało się jednak, że jest w  pełni świadoma. Siedem lat żyła nierozumiana przez nikogo… A Krzysztof? Wierzył, że ona tam jest? Wspominał kiedyś, że nawet się nad tym nie zastanawiał. Od początku postanowił normalnie do niej mówić, dbać o nią, opiekować się. Dzięki niemu zawsze miała pięknie ułożone włosy, dobrany strój, na szyi apaszkę. Wszyscy mu cały czas powtarzali, że ona nie słyszy, nie widzi, nie rozumie, ale dla Krzysztofa to niczego nie zmieniało. Traktował ją tak jak wcześniej. Co za niesamowity człowiek… Tak, wspaniały. Do tego niewiarygodnie ciepły i pogodny. Uwielbiam tę rodzinę. Jak udało się Pani dotrzeć do Ali? Pierwsze próby kontaktu były nieudane, ale tak zwykle bywa. Pomyślałam sobie jednak, że skoro siedzi przede mną elegancka kobieta, to może skuszę ją butami? Otworzyłam slajdy i zapytałam, czy jakaś para jej się podoba. Przekładałam te zdjęcia, jedne, drugie, trzecie… w  pewnym momencie Ala otworzyła szerzej powieki i zaznaczyła na ekranie wzrokiem konkretny obrazek. Komputer przeczytał: „Tę parę butów chcę”. Zmieniłam kolejność, żeby sprawdzić, czy to nie przypadek, ale nie - Ala znowu wybrała tak samo. Gdy pokazałam to Krzysztofowi, zaczął płakać. Powiedział, że dokładnie taką parę żona kupiła sobie dwa dni przed udarem. „Pani Alu, mąż tu jest, może chciałaby pani jemu coś przekazać?” - zapytałam jeszcze. Chciała, nic dziwnego - po 7 latach milczenia… Miała do wyboru mnóstwo gotowych zdań o tym, jak się czuje, czego jej trzeba itp. Co wybrała? „Kocham cię”.

*Dr Agnieszka Kwiatkowska - logopedka, pracuje w Centrum Medycznym Epimigren w Osielsku, współtwórczyni CyberOka, od 14 lat prowadzi terapię logopedyczną i poszukuje komunikacji z osobami w stanach obniżonej świadomości.

8

miastakobiet.pl

.CP


007919847


Stylowa po pięćdziesiątce Z wiekiem bardzo często przychodzi świadomość swojego ciała, klasa i styl. Rozmowa z Angeliną Felchner, stylistką i doradcą ds. wizerunku w Centrum Handlowym Zielone Arkady w Bydgoszczy Czego kobiety po 50. roku życia najczęściej w sobie nie lubią? Z moich obserwacji wynika, że niezależnie od wieku prawie każdy chciałby być wyższy i smuklejszy. Oczywiście spotykam też osoby, które uważają, że są za szczupłe, ale to jest promil. Niektórym kobietom ktoś kiedyś powiedział, że mają krzywe, chude nogi i to wyjątkowo mocno zapadło im w pamięć. Zawsze tłumaczę w takiej sytuacji, że naprawdę nie muszą uznawać tego za swoją wadę. Wystarczy przecież spojrzeć na nogi takich ikon jak Kate Moss. Co powinno być podstawą w szafie pięćdziesięciolatki w tym sezonie? Zimą bardzo ważne są kryjące, czarne rajstopy bez połysku. To jest klucz, który przyda się do wielu stylizacji. Można je nosić do szpilek czy botek, a nawet do fajnych sandałów, jeśli idziemy na jakąś imprezę. W karnawale wiele kobiet chce założyć coś krótszego, np. tak zwaną małą czarną. Odpowiednie rajstopy będą się w takim zestawie świetnie prezentować, szczególnie że gołe kolana często wyglądają masywnie. Co więcej, to też ciekawa opcja do letnich sukienek, które można nosić również zimą z długą swetrową narzutą bez zapięcia. Pamiętajmy tylko, że całość musi być dopasowana do naszej osobowości i tego, co tak naprawdę lubimy. Nie ma zasad odpowiadających wszystkim. Ktoś przecież może nie czuć się dobrze w takich rajstopach, wtedy warto pokombinować z czymś innym. Np. ze skórzanymi lub woskowanymi czarnymi spodniami, które też potrafią wydłużyć nogi. Muszą być jednak dobrze uszyte, z odpowiedniego materiału.

ciemne zielenie. Nie zapominajmy też o dodatkach. Naszyjnik z ciężkim wisiorem albo pionowe kolczyki sprawiają, że sylwetka wygląda na lżejszą.

A czy w szafie dojrzałej kobiety sprawdzą się rzeczy, które kojarzą się z młodością - czyli np. dżinsy, adidasy? Jak najbardziej! Dżinsy są dla kobiet w każdym wieku, jeśli tylko odpowiednio je dobierzemy. W sklepach można znaleźć fasony nawet na najtrudniejsze sylwetki. Dżinsy odmładzają i nie są przy tym infantylne. Tak samo fajnie wyglądają adidasy czy T-shirty. Widać to szczególnie na Zachodzie, gdzie kobiety po 50. roku życia znacznie częściej świadomie wykorzystują te elementy garderoby. Tam metryka nie wyznacza stylu. Na jakie kolory warto postawić? Jeśli zależy nam na tym, by wyszczuplić sylwetkę, to świetnie sprawdzą się stylizacje w jednym kolorze, monochromatyczne. Zimą modne są zawsze takie barwy, jak bordo, granat, czerń,

Z A K U P Y

Z E

Wiele kobiet sądzi, że w pewnym wieku nie wypada im już nosić niektórych rzeczy. Słusznie? Z wiekiem bardzo często przychodzi świadomość swojego ciała, co nierzadko wiąże się z klasą. Gdy wyobrażamy sobie kobietę, która ma klasę i styl, to widzimy kogoś, kto wie, jaką ma sylwetkę. Taka kobieta nie założy za krótkiej spódniczki, jeśli ma świadomość, że nogi nie są jej atutem. Natomiast gdy są i z wiekiem się to nie zmienia, to nic nie stoi na przeszkodzie, by nosić mini. Przykładem takiej osoby jest choćby Grażyna Kulczyk. Ona uwielbia długie kozaki za kolano, do tego krótkie spódniczki lub sukienki i wygląda w tym świetnie. Doskonale się też czuje w takiej odsłonie, nikt więc jej nie zarzuci, że jest przebrana. Jakie jeszcze ikony stylu wśród dojrzałych kobiet warto wymienić? Na pewno Jane Birkin, która jest ikoną, odkąd zaistniała. W Polsce będzie to też Helena Norowicz, modelka 80+, niesamowita kobieta. Beata Tyszkiewicz, u której od lat widać pewną niezmienność. Wiele osób mówi o tym, że styl to powtarzalność i ja się pod tym absolutnie podpisuję. W pewnym wieku przestaje się już eksperymentować, stawia się na to, co jest dla nas najlepsze. Dodam jeszcze amerykańską modelkę, która do dziś jest obecna na wybiegach - Carmen Dell’Orefice. Wszystkie te kobiety potrafią się starzeć z godnością, nie są karykaturami siebie z lat młodości.

S T Y L I S T K Ą

Szukasz modnych inspiracji? A może chcesz odmienić swój wizerunek? Skorzystaj z bezpłatnych usług NASZEJ profesjonalistki! Wybierz się na 2-godzinne zakupy w towarzystwie stylistki i odkryj swój styl! To również idealny pomysł na prezent dla bliskiej Ci osoby!

Usługa dostępna w każdy piątek w godz. 15.00-21.00. Rezerwacja terminów pod nr. tel. 52 370 36 00 lub osobiście w punkcie informacji na poziomie 0.

Szczegóły na www.zielonearkady.com.pl

10

miastakobiet.pl

P R O M O C J A 007648379


lista sklepów dostępna na: www.zielonearkady.com.pl

golf w kolorze fuksji Tatuum 179.99 zł spódnica z plisami Tatuum 199.99 zł szara narzuta Orsay 199.99 zł pierścień Orska 240.00 zł kozaki za kolano Badura 519.99 zł torebka pudełkowa Liu Jo 399.00 zł

klasa i styl P R O M O C J A 007648373

taliowana marynarka Tatuum 149.99 zł bluzka United Colors Of Benetton 89.90 zł trapezowa spódnica Gerry Weber 329.00 zł szpilki zamszowe Badura 279.99 zł złota torebka Tous 719.00 zł naszyjnik z wisiorem Orska 420.00 zł zdjęcia: Natalia Kuligowska /052b


kobieca perspektywa

pomnik nieustraszonej dziewczynki przed szarżującym bykiem na wall street

Przeszłaś długą drogę Pomalowane kobiece paznokcie mają być źródłem siły, a nie dekoracją. Coś jak woda kolońska albo krawaty w reklamach dla mężczyzn. Z kulturoznawczynią Martą Tymińską* o femvertisingu rozmawia Tomasz Skory W ubiegłym miesiącu internautów podzieliła świąteczna reklama Pepco, w której zapytano kobiety o to, jakie mają talenty. Żadna nie potrafiła udzielić odpowiedzi, więc z pomocą przyszły ich dzieci i partnerzy… I panie usłyszały, że wyglądają super, świetnie zajmują się domem i po mistrzowsku organizują wigilię. Jeden z panów podsumowuje to nawet słowami: „Jeśli to nie są talenty, to nie wiem co jest talentem”. Wierzę w to, że jest grono kobiet, do których trafiają reklamy przedstawiające je jako dobre matki i kucharki - że jest to dla nich miły przekaz. Nie mogę się jednak oprzeć wrażeniu, że coś tu poszło nie tak. Pepco starało się stworzyć taką ciepłą, sympatyczną reklamę, ukazującą kobiecą skromność, ale z drugiej strony sprowadziło swoje bohaterki do roli kur domowych. Widać, że intencje były dobre, ale komuś wyraźnie powinęła się noga (śmiech). O dobrych intencjach nie można chyba mówić w przypadku innej reklamy, którą też

12

miastakobiet.pl

niedawno szeroko komentowano. Producent jednego z napojów energetycznych opublikował zdjęcie klęczącej kobiety, ozdobione napisem „Ona już wie, co za chwilę będzie miała w ustach”. O mój Boże. Reklama oczywiście wywołała oburzenie, producent przeprosił, ale zrobiło się o nim głośno. I o to mu przecież od początku chodziło. Czy polityka „obrażę, przeproszę i zgarnę profity” ma szansę się kiedyś skończyć? Mamy teraz do czynienia z dużą zmianą kulturową, zapoczątkowaną w Hollywood, czyli z upadkiem systemu, w którym tzw. casting couch czy molestowanie seksualne były standardem. Do niedawna każda aktorka i część aktorów musiało przez to przechodzić. To się zmienia, ale wciąż nie brakuje osób, którym pasował „stary porządek” i te reklamy są tego wyrazem. Dużo producentów nadal pogrywa na sentymentach i poprzez takie kampanie staje w opozycji do zachodzących zmian. Jest coraz więcej obostrzeń dotyczących

reklam - w wielu krajach dąży się do tego, by nie profilować przekazu do dzieci, a Wielka Brytania wprowadziła już nawet zakaz przedstawiania kobiet i mężczyzn w stereotypowych rolach. Oczywiście lepiej by było, gdyby wynikało to samo z siebie, a nie przepisów, ale dobrze, że pojawia się jakaś etyka reklamy. Od paru lat nasila się też zjawisko zwane femvertisingiem, czyli działania reklamowe skierowane głównie do kobiet. Czym różni się przekaz dla pań od tego dla mężczyzn czy ogółu? Na kobiecość i męskość patrzymy jakby dwojako. Z jednej strony, mamy podejście esencjalistyczne, czyli rozumienie kobiecości i męskości poprzez cechy przypisywane płci, np. wrażliwość kobieca, męskie zdecydowanie. Z drugiej strony, można na płeć patrzeć konstruktywistycznie, czyli na to, jak kształtuje się ta płeć na skutek różnych czynników: wychowania, kultury, języka, doświadczeń życiowych itd. Te agresywnie seksistowskie reklamy, jak również te zawierające stereotypowe obrazy kobiet i mężczyzn, zawsze są oparte


kobieca perspektywa na koncepcji esencji. Femvertising balansuje między jednym a drugim podejściem. Mamy w nim do czynienia z reklamami, które z jednej strony mówią, że kobieta może wszystko, a z drugiej strony, próbują wzmacniać też te cechy, które dla wielu są istotą kobiecości. Wyczytałem, że pierwsze reklamy utrzymane w „feministycznym” duchu pojawiły się już dość dawno temu. W 1968 roku koncern tytoniowy Phillip Morris opublikował reklamę papierosów dla kobiet. Paczkę ozdobił wówczas slogan „Przeszłaś długą drogę”… I to jest bardzo empowermentowe hasło. Już samo przyzwolenie kobiet do palenia miało charakter równościowy. Kobiety paliły na protestach, siedząc do późna i rozmawiając o feminizmie. Papierosy nabrały wówczas symbolicznego znaczenia i to hasło do tego nawiązuje. To jeden z przykładów, że początków femvertisingu możemy doszukiwać się znacznie wcześniej. Może to zjawisko nie spotykało się wtedy z takim zrozumieniem jak dziś, ale istniało. Mam wrażenie, że choć od tamtych początków minęło pół wieku, w Polsce wciąż dopiero uczymy się tworzyć takie reklamy. Polska próbuje naśladować pozytywne wzorce, ale różnie nam to wychodzi. Przykładem może być Adrian, producent rajstop, który w swoich kampaniach balansuje między konserwatyzmem a liberalizmem. Twarzą kampanii pod hasłem „Adrian kocha wszystkie kobiety” była posłanka Grodzka, co mi się bardzo spodobało, ale na billboardach pojawiła się też najmniejsza kobieta świata z prolife’owym przesłaniem: „Czy nie miałam prawa się urodzić?”. Mam wątpliwości, czy to hasło jest adekwatne do rajstop. Na innym billboardzie mieliśmy z kolei modelkę kuszącą długimi nogami i do tego cytat ks. Twardowskiego „Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą”. Widać, że Adrian szuka pomysłu na siebie i kombinuje na wszystkie strony… No i efekty są nieraz komiczne. À propos absurdów, znasz kampanię Bic „Pens for Her”? To jest autentyczny produkt. Bic kilka lat temu wyprodukował długopisy tylko dla kobiet! W ich opisie producent podkreślał, że są zaprojektowane… z myślą o kobiecej dłoni. Skoro już mowa o dłoniach, kojarzysz filmik „Shetopia”, zrobiony przez producenta lakierów do paznokci Sally Hensen? Spot, w którym pokazano świat, gdzie to kobiety lepiej zarabiają, zajmują wyższe stanowiska stanowiska i tak dalej? Tak, znam to. Już parę lat temu była też taka francuska kampania społeczna, która pokazywała świat z odwróconymi rolami, w tym mężczyznę prześladowanego na ulicy. Można tu znaleźć paralelę, oba filmy mają dać do myślenia. A nie masz wrażenia, że za tym całym mocnym przesłaniem i pomimo odwrócenia ról chodzi tylko o to, by przekonać kobiety, że fajnie jest mieć piękne paznokcie?

Nie. Tutaj paznokcie mają być akurat źródłem siły, a nie dekoracją. Coś jak woda kolońska w reklamach dla mężczyzn albo krawaty. Inna sprawa, że idee równościowe zawarte w tych filmach mogą być czytane u nas jako obce. Źle zrozumiane? Polska z racji sytuacji politycznej i ekonomicznej zawsze miała pracujące kobiety. Jesteśmy trzecim krajem na świecie, który dał kobietom prawa głosu i kobieta pracująca nie jest u nas niczym dziwnym. Ale nie jest też idealnie, mamy inne problemy. Jedną nogą jesteśmy w progresie, a drugą jeszcze w tradycyjnych rolach. Większość z nas pracuje na dwa etaty - z czego jednym jest dom, a drugim praca zarobkowa. Nie wszystko, co sprawdza się u innych, ma szansę sprawdzić się u nas. Dlatego w różnych państwach mamy różne kampanie tych samych marek… Reklamy przed emisją zawsze są testowane na grupach focusowych i dostosowywane do oczekiwań odbiorców. Świetnym przykładem jest kampania Dove, w której wzięły udział modelki w różnym wieku, o różnych kształtach, kolorach skóry i z niepełnosprawnościami. Ale w Polsce była ona bardzo ograniczona. Unikano ukazywania osób starszych i niepełnosprawnych. I tak byłam zaskoczona, że pojawiły się u nas reklamy z kobietami o różnych etnicznościach. Na pewno mogliśmy zobaczyć różne narodowości w „olimpijskiej” kampanii Procter & Gamble „Dziękuję Ci, Mamo” oraz „Z dumą wspieramy Mamy”. Przyznam, że popłakałam się oglądając, jak sportsmenki mówią o swoich osiągnięciach i wkładzie, jaki w ich sukcesy miały ich mamy. Ta kampania jest fantastycznie zbalansowana, bo dotyka tego, co jest esencjonalnie kobiece, czyli macierzyństwa, ale z drugiej strony, pokazuje uwikłanie kobiet w różne role kulturowe w różnych krajach. Te reklamy doskonale pokazują, jak wielki wpływ na dziecko ma matka i jak ludzie mogą przełamywać schematy i ograniczenia. Ale w reklamach uznawanych za femvertisingowe mamy też ojców, jak w spocie Audi pt. „Daughter”. Część reklam faktycznie wykorzystuje „odźwiernych”, mężczyzn, którzy mówią na rzecz praw kobiet. Figura ojca się do tego jak najbardziej nadaje. Pamiętam szwedzką kampanię, w której dziewczynka mówiła tacie, że nie reagując na przemoc wobec innych kobiet, dokłada cegiełkę do tego, że kiedyś może stać się jej krzywda. Z drugiej strony, oglądając tę reklamę możemy zacząć się zastanawiać, czy mężczyzna musi mieć córkę, by dopiero zauważyć zjawisko dyskryminacji? W podobnym duchu, choć może bez wielkich przesłań, utrzymana jest kampania papieru toaletowego Angel Soft, o ojcu, który samotnie wychowuje córkę… Jestem nią zachwycona! (śmiech) To jest reklama komercyjna w roli modelowania społecz-

nego. Bo kupowaniem do domu takich rzeczy jak papier toaletowy i tak zwykle zajmują się kobiety. One często marzą o wrażliwym mężczyźnie, który nie boi się wychowywać dziecka. To jest pożądane, więc nie dziwię się, że taki obraz może się podobać. Swoją drogą, niby to tylko reklama papieru toaletowego, ale jest on tu bardzo kreatywnie wykorzystany. Mówiliśmy o billboardach i filmach, ale femvertising może przybrać też bardziej namacalną formę. Jak pomnik Nieustraszonej Dziewczynki, który stanął w marcu przed Szarżującym Bykiem na Wall Street, z inicjatywy korporacji SSGA. Ona miała być tam tylko przez tydzień, a stoi do dziś! To też znak naszych czasów? Myślę, że tak. Dziewczynki to statystycznie najbardziej skrzywdzona grupa społeczna na świecie - fizycznie, psychologicznie i pod względem posiadanych dóbr. Byk jest metaforą samczego, agresywnego kapitalizmu, który często jest bardzo krzywdzący. Nie mówię, że mamy lepszy pomysł na to, jak świat ma funkcjonować, bo nie mamy. Jednak w końcu zaczęto dostrzegać potencjał, jaki mają dziewczynki. Mamy Malalę Yousafzai, która dostała pokojową Nagrodę Nobla, mamy Laurę Dekker, która w wieku kilkunastu lat samodzielnie opłynęła glob. I na Wall Street pojawiła się Nieustraszona Dziewczynka, która sobie radzi w tej sytuacji. To jest bardzo wzmacniające. A czy to nie jest tak, że reklamodawcy zwrócili uwagę na potencjał kobiet tylko dlatego, że te zaczęły dysponować większym budżetem? I za tym całym femvertisingiem kryje się tylko chęć sprzedania im produktu? Musimy pamiętać, że marka, pomimo potrzeby społecznej odpowiedzialności, zawsze będzie nastawiona przede wszystkim na to, by coś sprzedać. Przykładowo, reklamy Dove były szalenie chwalone, ale okazało się, że nie zwiększyły sprzedaży produktów. I Dove musiało wrócić do tradycyjnych reklam typu: „Używaj naszego mydła, będziesz piękna”. Tutaj wyszedł cynizm reklamy - jeśli nie przynosi ona zysków, to wracamy do tego, co jest stare i sprawdzone. Nie można jednak umniejszać kulturotwórczej i edukacyjnej roli reklamy. Kształtuje ona sposób postrzegania przez nas świata, podobnie jak filmy. I to my decydujemy, głosując naszymi pieniędzmi, jaki komunikat chcemy, żeby nam sprzedawano. To jest stawka tej całej gry.CP

*Marta Tymińska pracuje w Katedrze Dziennikarstwa, Nowych Mediów i Komunikacji Społecznej UKW. Kulturoznawczyni, specjalistka od kultury audiowizualnej i gier cyfrowych, animatorka kultury i członkini trójmiejskiego stowarzyszenia Arteria. Wśród swoich zainteresowań wymienia antropologię kulturową, psychologię i kulturę popularną. miasta kobiet

styczeń 2018

13


jej pasja

zdjęcie Andrzej Romański

Lubię konkret

Działam w wąskiej dziedzinie i w niej z pewnością dokonuję zmian, ale żeby od razu mówić, że zmieniam świat? Jestem trochę egzaltowana, ale nie lubię takich wielkich słów. Z prof. Alicją Chruścińską* z UMK rozmawia Jan Oleksy Jako jedyna Polka znalazła się Pani na liście Elsevier Women in Physics 2017 - za osiągnięcia w fizyce, które zmieniają świat. Widziałem Panią w telewizji. Było dużo szumu medialnego wokół tego wyróżnienia. Jeżeli upublicznienie tej wiadomości ma służyć prestiżowi uczelni, to jestem gotowa godzinę z panem spędzić i nawet dać się nakręcić do telewizji, choć jest to wyjątkowo stresujące i nieprzyjemne. Nie lubię takich momentów. Ale na pewno ma Pani satysfakcję, że zmienia rzeczywistość. Najbardziej onieśmielają mnie właśnie takie wielkie hasła, jak „zmieniająca rzeczywistość” czy „jedyna Polka”, bo znam wiele kobiet zasłużonych dla świata nauki. Wiem, że działam w wąskiej dziedzinie, w niej z pewnością dokonuję zmian, ale żeby od razu mówić, że zmieniam świat? Powiedzmy raczej, że małymi kroczkami, zespołowo, popychamy naukę do przodu. Jestem trochę egzaltowana, ale tak naprawdę nie lubię takich wielkich słów. Budzą one we mnie dyskomfort. Jest to dowartościowanie roli kobiet w nauce. Z tym nie mam problemu. Zatem uważa Pani profesor podział na kobiety i mężczyzn w świecie nauki za nieuzasadniony? Jakby ktoś miał zrobić listę złożoną ze wszystkich fizyków, to pewnie nie znalazłabym się w ścisłym gronie.

14

miastakobiet.pl

Jednak parytet? Niedawno była u mnie profesor z Rumunii, młoda, dynamiczna, kierująca wielkim grantem z Unii Europejskiej. I ona mi mówiła, że w Rumunii jest tylko jedna profesor w dziedzinie fizyki. To o czymś świadczy.

teka, ale dla mnie to było takie… trochę mało naukowe. Piękne, ale bardziej zbliżone do poezji niż do życia. Doceniłam wtedy fizykę, w której był konkret. Jak się coś zrobiło, to było to albo wartościowe, albo do kosza. A na historii sztuki w zasadzie wszystko było coś warte.

Chyba o niedoborze kobiet w świecie fizyki i o społecznym przekonaniu, że przedmioty ścisłe są głównie dla mężczyzn. Podejrzewam, że „Elsevier”, tworząc taką listę, chciał pokazać, że kobiety też są zasłużone. W poprzednim roku nagrodzono profesor Ann Wintle z Wielkiej Brytanii, absolutny autorytet w dziedzinie datowania. W mojej branży dominują panowie, ale dają mi do zrozumienia, że to, co robię, jest wartościowe. Nie mam powodu do kompleksów.

Chodzi też o to, że dzięki fizyce powstają praktyczne rzeczy, przydatne ludziom? Nawet nie, bo przecież jest i fizyka teoretyczna, której owoce może będą miały zastosowanie, ale w przyszłości. Myślę, że po prostu satysfakcjonująca jest możliwość obiektywnej weryfikacji wyników. Dlatego, gdy przyjechałam do Torunia po odbiór dyplomu i spotkałam profesora, który chciał się zajmować datowaniem obiektów zabytkowych metodą luminescencyjną, udało mu się zachęcić mnie do tej pracy. Był to splot wypadków, który spajał moje zainteresowania fizyką i sztuką. Uznałam to za wyzwanie.

Kobietom przypisywana jest humanistyka, ale Pani jest tego zaprzeczeniem? Niezupełnie, bo zawsze miałam ciągoty humanistyczne. Może to troszkę snobistyczne, ale lubiłam historię sztuki, interesowałam się malarstwem, w liceum brałam udział w olimpiadzie na temat sztuki. Wybrałam więc historię sztuki na KUL-u, na drugi kierunek studiów i śmieję się, że jestem na poziomie prezydenckim - myślę oczywiście o prezydencie Kwaśniewskim - bo nie zrobiłam magisterki. Miałam już wtedy dyplom z fizyki, drugie dziecko, doktorat za sobą i pracę adiuntka. Na historii sztuki były bardzo ciekawe wykłady, np. Jacka Woźniakowskiego, dysputy filozoficzne, bogata biblio-

I w efekcie powstała ta nagrodzona praca, która dotyczy… …zjawiska optycznie stymulowanej luminescencji. Występuje ono powszechnie w ciałach krystalicznych niebędących metalami, a więc także w minerałach. Aż boję się zapytać, o co chodzi… Metoda ma zastosowanie przy datowaniu obiektów zabytkowych. Mierzymy dawkę, jaka została zaabsorbowana np. w cegle. Ta dawka pochodzi z naturalnego promieniowania tła.


jej pasja

W fajnym zespole ktoś musi być Lewandowskim? Dobrze byłoby, żeby jeszcze ten Lewandowski potrafił innych popychać do roboty. Powinien jeszcze mieć to coś…

Ale to niejedyne zastosowania metody? Koledzy z Krakowa, z Instytutu Fizyki Jądrowej PAN, wykorzystują też tę metodę do pomiaru dawek absorbowanych przez ludzi pracujących przy urządzeniach jądrowych. Dzięki temu mogą się czuć bezpieczni. Podobnie wyglądałoby to przy badaniu skutków promieniowania po katastrofie jądrowej. Ale to jest zastosowanie, którego lepiej, żeby nigdy nie było.

Nie spodziewałem się innej odpowiedzi. Może jestem zbyt wymagająca…

Poszły naukowo w Pani stronę? Zawsze miały ciągoty do nauk ścisłych. Może ich mocno zachęcaliśmy? Syn studiuje na politechnice, szybko po maturze przeniósł się do Warszawy, działa na własną odpowiedzialność. Córka kończy politechnikę, właśnie składa dyplom inżynierski, ale miała inklinacje artystyczne, więc wybrała architekturę.

…ale od siebie również, więc jest sprawiedliwie. Wie pan, niestety należę do osób, które szybciej zrobią same, niż mają komuś tłumaczyć. Uważam, że to jest niedobre, więc się hamuję. Zdaję sobie sprawę z tego, że trzeba młodych bardziej zachęcać, bo oni mają się uczyć.

Pani mąż również jest profesorem fizyki. Dwoje naukowców w jednym domu - siedzicie i gadacie o fizyce? Poruszamy się w zupełnie innych dziedzinach. Mąż (prof. Dariusz Chruściński - przyp. red) jest teoretykiem i szczerze mówiąc, nie ma bladego pojęcia, czym się zajmuję. Gdy widzi moje wykresy i pliki z krzywymi, to mówi żartobliwie: „O, znowu w górach siedzisz”. On jest fizykiem matematycznym, potrzebuje kartki i ołówka. Liczy, ale nie na komputerze tylko w głowie.

Pani była dobrą uczennicą? Miałam mamę nauczycielkę, więc musiałam się uczyć. Ale nie zawsze byłam uczennicą bezproblemową. Miałam w liceum parę scysji z powodu dużego poczucia sprawiedliwości. Gdy ktoś niesłusznie zalazł mi za skórę, to potrafiłam się postawić… Przydatna cecha, szczególnie w towarzystwie zdominowanym przez mężczyzn? Środowisko fizyków to niezwykle ciepli ludzie, niestwarzający dystansu, ale kobiety nie mają łatwo. Pierwsze dziecko urodziłam przed doktoratem w 1994 roku, zatem na obronę małą córeczkę zabrałam ze sobą. Jeszcze karmiłam, więc moja najbliższa przyjaciółka stała z nią pod salą. Przechodzący obok profesor, skądinąd bardzo życzliwy, powiedział: „Dla mnie tam to jest doktorat, a tu jest habilitacja. Gratuluję”. To było urocze i miłe, ale czy powiedziałby to facetowi, gdyby tam było jego dziecko? Nie powiedziałby! To znamienne.

Co trzeba mieć, żeby osiągnąć sukces naukowy? Wytrwałość? To na pewno, ale przede wszystkim zacięcie, by sprostać wyzwaniom. Ciekawość poznawania? Bez tego nie można być naukowcem, ale to nie wystarczy. Potrzebne są jeszcze upór, odwaga, umiejętność dostrzegania potrzeb i… ograniczone zaufanie do autorytetów, by móc krytycznie podchodzić do wyników badań. Krytyczna znaczy „ostra”? Tak o Pani mówią? Chyba nie.

Zatem nie rywalizujecie ze sobą? Teraz rywalizujemy jedynie o względy kota. Mamy paromiesięczną kicię sierotkę, która daje nam nieźle w kość.cp

*dr hab. Alicja Chruścińska prof. UMK, torunianka, kieruje Zakładem Fizyki Stosowanej Instytutu Fizyki UMK oraz pracami badawczymi w spółce LumiDatis, dzięki osiągnięciom naukowym znalazła się na prestiżowej liście Elsevier Women in Physics 2017.

Mam wrażenie, że dzisiaj jest inaczej. Opowiem taką scenkę z ubiegłorocznej konferencji w Monachium. Otóż, spotkałam na niej koleżankę po fachu, która przyleciała ze Stanów

Ale rządzi Pani zespołem? Z tym rządzeniem bywa różnie. To chyba najtrudniejsza rzecz - zarządzanie ludźmi i towaE

Jesteście naznaczone macierzyństwem. Jednak nie było łatwo, bo moja dwójka była bardzo absorbująca. Przez siedem lat od urodzenia pierwszego dziecka nie przespałam żadnej nocy bez wstawania, ciągle coś się działo. Mając dzieci spokorniałam, nabrałam dystansu. Nie wyobrażam sobie bez nich życia. Dzisiaj już wyszły z domu.

A Pani ma charyzmę kapitana? Nie posądzam siebie o to.

Można tę Pani metodę skomercjalizować? Teraz jest parcie na innowacyjność. Mam zgłoszenie patentu międzynarodowego, choć wcześniej do głowy by mi nie przyszło, żeby moją nową metodę pomiarową patentować. Studentom opowiadam, że Roentgen nie opatentował swojej lampy, bo uważał, że to, co nauka wypracowuje, jest dla ludzi i nie może być ograniczane. On nie opatentował lampy, a ja mam to zrobić z metodą badawczą? Ale stało się. Jest patent, choć mam idealistyczne przekonanie, że to, co robi się dla nauki, nie powinno być zastrzegane. Chyba nie mam pełnego zrozumienia, jak ten świat obecnie działa.

R

z dwójką dzieci, jednym chodzącym, a drugim w nosidełku. Nie była jedyna, również Dunka pojawiła się na konferencji z maluchem w nosidełku. Podsumowałyśmy, że „kariera naukowa owszem, ale to dzieci dają dopiero prawdziwą radość”.

rzyszące temu poczucie odpowiedzialności za nich. Ciągle marzy mi się fajny, duży zespół, który świetnie ze sobą współpracuje. Niestety, przeszkodą są problemy z finansowaniem.

K

L

A

M

A

007992440

Dzięki temu możemy dokładnie określić, czy mamy do czynienia z cegłą gotycką czy neogotycką. To ważne. Dla jednych ważne, dla innych nie, od tego nasze życie nie zależy. Natomiast w przypadku datowania osadów geologicznych to już można się spierać, bo zmiany klimatu dotyczą nas bezpośrednio.


Utopić obrączki w wazonie... Pewnie pan myśli, że ułożyłam scenariusz imprezy rodem z Zachodu - z laleczkami voodoo i paleniem zdjęć? Absolutnie nic takiego nie miało miejsca. Nawet, jeżeli chcemy się bawić z takiej okazji jak rozwód, to ta zabawa też musi mieć swoje granice. Z konsultantką ślubną Katarzyną Wojciechowską* rozmawia Tomasz Skory Imprezy rozwodowe? To się naprawdę u nas dzieje? Tak, choć - przynajmniej na razie - są to tylko pojedyncze przypadki. Jak każda moda, rozwodówki przywędrowały do nas z Zachodu, a konkretnie z USA. W Europie, owszem, można się z tym spotkać, jednak tego typu imprezy odbywają się przede wszystkim w Stanach Zjednoczonych. Słyszałem, że w Europie prekursorem była Szwecja. Tam małżeństwa zwykle rozchodzą się w zgodzie, a że panuje wyznanie protestanckie, to mają na rozwody trochę inne spojrzenie. Bez względu na to, czy mówimy o imprezach rozwodowych, czy o samych rozwodach, musimy pamiętać, że nasza kultura odgrywa tu istotną rolę. W Europie takie imprezy były, są i będą. Nigdy jednak nie przybiorą takiej formy, jaką obserwujemy w Stanach. Zaadaptowaliśmy już walentynki, część dzieci zbiera cukierki w Halloween, młodzi coraz częściej organizują baby shower, ale rozwodówki to co innego. Amerykanie potrafią zrobić imprezę ze wszystkiego.

16

miastakobiet.pl

U nas fakt zabawy z okazji rozpadu związku małżeńskiego zwykle nie mieści się w głowie i jest nie do przyjęcia. Pani jednak miała okazję organizować taką imprezę. Tak, zgłosiła się do mnie para, której kilka lat temu organizowałam uroczystość ślubu. Wrócili do mnie tylko dlatego, że mieli do mnie pełne zaufanie. W trakcie przygotowań do ich ślubu i wesela zdążyliśmy się zaprzyjaźnić. Organizacja wesela trwa z reguły około 10-12 miesięcy, w trakcie których jestem w ciągłym kontakcie z narzeczonymi. To odpowiednio dużo czasu, by poznać parę, zaobserwować ich zachowania, wzajemne relacje. Konsultant ślubny to nie tylko organizator. Dla narzeczonych to przede wszystkim pomocnik i przyjaciel. Osoba, na którą mogą liczyć w każdym momencie przygotowań do tego najważniejszego dnia w ich życiu. Przez te kilka lat w zawodzie przyznaję, że stałam się też niezłym psychologiem. W przypadku tej pary byłam świadkiem kilku sytuacji, które wprowadziły sporą dozę niepewności, co do przyszłości tego związku. Nie byłam więc bardzo zaskoczo-

na, gdy po dwóch latach zadzwonili do mnie z informacją, że będą się rozwodzić. Zaraz, zaraz. To organizując im wesele, wiedziała już Pani, że może nic z tego nie wyjść? Ten związek od początku był dla mnie niepewny. Nie wolno mi jednak ingerować w relacje narzeczonych. Kiedy dwoje ludzi zgłasza się do mnie z prośbą o pomoc w organizacji najpiękniejszego dnia w ich życiu, moim zadaniem jest spełnienie ich marzenia. Nie mogę odmówić klientom, bo widzę, że coś między nimi nie gra. Ale w moim biurze byłam już świadkiem wielu narzeczeńskich sprzeczek i z doświadczenia wiem, że zazwyczaj para - wcześniej czy później - dochodzi do porozumienia. A kiedy nie dochodzi? Trudniej jest, gdy w przygotowania do ślubu ingerują rodzice, najczęściej bowiem młodzi mają inne zdanie niż oni. Nierzadko też rodzice między sobą nie potrafią dojść do porozumienia. Każdy stara się mieć ostatnie słowo. Tak było w przypadku tej pary, o której wspomniałam.


w Żninie ul. Plac Wolności 13 tel. (52) 302 04 50 pn.-nd. 8-22

007053279

ul.Kossaka 23 tel. 515 979 046 pn.-nd. 8 – 21

R

E

K

L

A

M

GAGO

A

GABINET ELDERM

damsko-męski sklep odzieżowy

Glinki 81, 85-861 Bydgoszcz / 600 80 70 18/52 346 02 02 W OFERCIE: I DERMATOLOGIA I DERMATOLOGIA ESTETYCZNA I KOSMETOLOGIA MEDYCZNA I DIETETYKA SPRAWDŹ PROMOCJE NA NASZEJ STRONIE www.elderm.pl

Grudzień/styczeń LASER FRAKCYJNY - 20%

007989121

ul. Grunwaldzka 33, Bydgoszcz / 602 185 612

zapraszamy serdecznie 007924651

R

E

K

L

196 - 29

3 444 000 52 322 22 22

52

A

M

A

DIETETYK

MOŻLIWOŚĆ PŁACENIA KARTĄ

Zamów Taxi z aplikacji:

www.19629.pl

–20% do i z Fordonu i poza miasto 007781078

AGNIESZKA MUSZYŃSKA

504 862 685

Rejestracja tel: Adres, ul. Powstańców Warszawy 1 A/1

WWW.TWOJOSOBISTYDIETETYK.PL 007991497


kontrowersje Palenia zdjęć nie było, ale nie uwierzę, że wszyscy po prostu siedzieli przy kotlecie... Oj, nie. Przede wszystkim to była impreza wyjazdowa. Poza Bydgoszczą. Starałam się dopasować zabawne gadżety, barman przygotowywał drinki o nazwach nawiązujących do okazji, a DJ tak dobrał playlistę, by pojawiały się na niej kawałki w stylu „Facet to świnia”. Tort, zamiast piętrowy, był podany w dwóch kawałkach, a po wszystkim młodzi symbolicznie utopili obrączki w wazonie. Podsumowując: był lokal, catering, alkohol, DJ, tort, zabawy i nocleg, czyli te same elementy, co na weselu. Tylko sukni białej nie było! (śmiech)

Dziewczynom łatwiej zaakceptować taką sytuację. Jeśli kobieta marzy o tym, by kiedyś ubrać białą suknię, to na ten rok przed ślubem nie myśli o niczym innym. Z mężczyznami jest zupełnie inaczej. Większość z nich nie lubi tego przedślubnego chaosu. Dziewczyny denerwują się, że narzeczeni nie podpowiadają im, jaką wybrać suknię. Panowie z kolei wychodzą z założenia, że przecież ich ukochana będzie wyglądała przepięknie, obojętnie jaką kreację wybierze. Zawsze powtarzam przyszłym pannom młodym, że dużo lepiej będzie dla związku, gdy zostawią swoich mężczyzn w spokoju. Niech oni się po prostu pojawią na ślubie (śmiech).

Myślę, że przeszkodą, przez którą polskie rozwodówki nie przybiorą nigdy takiej formy, jak na Zachodzie, jest nie tylko mentalność, ale i finanse. Rozwód to w końcu spory wydatek i podział majątku, którego Polacy nie mają za dużo. A koszt takiej imprezy to prawie drugie wesele. To prawda. U nas, ze względu na odmienne przepisy, wiele aspektów związanych z rozpadem małżeństw jest wciąż nieuregulowanych. Jeżeli nie zadba się o to przed ślubem, rozwód może być początkiem długiego i trudnego procesu, licznych wizyt w sądach i tak dalej. A w największych światowych stolicach działają już takie instytucje, jak hotele rozwodowe. To miejsca, w których w ciągu trzech dni można załatwić wszystkie formalności związane z rozwodami. Na Zachodzie zrobiono z tego kolejny biznes. I biorąc pod uwagę, jak wiele związków się tam rozpada, jest to dla nich bardzo opłacalne.

Ciekawe, co o tej imprezie myśleli rodzice rozwodników... Rodzina w niej nie uczestniczyła. Były co prawda bliższe kuzynki, ale rówieśniczki. Faktycznie, zarówno rodzice, jak i ciocie czy dziadkowie niekoniecznie by się dobrze bawili na rozwodówce. Jak wyglądała ta impreza? Były jakieś niezwykłe atrakcje? Pewnie pan myśli, że ułożyłam scenariusz rozwodówki rodem z Zachodu - z laleczkami voodoo i paleniem zdjęć. Absolutnie nic takiego nie miało miejsca. Nawet, jeżeli chcemy się bawić z takiej okazji jak rozwód, to ta zabawa też musi mieć swoje granice. Wydaje mi się także, że nikt u nas w Polsce nie chciałby mieć takiej typowej, „amerykańskiej” imprezy rozwodowej. Chociaż nigdy nie wiadomo, jak za 20 lat zapatrywać się będzie na rozwodówki kolejne pokolenie.

% 1Z0 NIŻKI

lniczek dla czytelników i czyte IASTA Hasło: MIET KOB

I może to jest przepis na polską rozwodówkę? Spotkanie w gronie znajomych, którzy poprawią humor po rozstaniu? Myślę, że w tym kierunku może to w Polsce zmierzać. Nie będą to natomiast imprezy organizowane przez firmy eventowe. Na początku mojej pracy w branży zdarzało mi się organizować wieczory panieńskie i kawalerskie, a dziś ich prawie w ogóle nie robimy. Narzeczeni sami sobie takie spotkania planują. Nie chcą już angażować w to ludzi z zewnątrz. I w przypadku rozwodówek może być podobnie.cp

U nas też tych rozwodów jest wcale niemało. A Kujawsko-Pomorskie jest jednym z województw przodujących w tym rankingu. Także ze strony czysto biznesowej jest to spory rynek. Ale u nas jeszcze przez wiele lat będzie to K

L

*Katarzyna Wojciechowska konsultantka ślubna, założycielka agencji eventowej Gold Event oraz portalu Ślubny Serwis, regionalna koordynatorka akcji charytatywnej Panny Młode. A

M

A

www.defenda.pl GABINET PSYCHOLOGICZNY PO-MOC PSYCHOLOG dr Maja Łoś GABINET ul. Ugory 2/9, Bydgoszcz

tel. 502 997 814 www.pomoc-psycholog.com

007931615

Licencjonowani detektywi pomogą w weryfikacji wierności partnera – przestań żyć w niepewności!

ZADZWOŃ

789-212-433 Czytelniczki zapraszamy na bezpłatne konsultacje do naszych biur w Toruniu i Bydgoszczy

007997393

E

W ogóle jestem zaskoczony, że trafiła się Pani para, która chciała zorganizować coś takiego razem. Myślałem, że strony organizują to raczej oddzielnie. Też miałam taki przypadek. Pan, któremu kiedyś przygotowywałam uroczystość, poprosił mnie o przygotowanie imprezy dla brata, który właśnie rozstał się z żoną. Chciał mu w ten sposób poprawić humor. Brat czuł się bardzo źle po tym, jak zostawiła go kobieta. To przypominało bardziej wieczór kawalerski, z tą różnicą, że nie brali w niej udziału tylko panowie. Było wiele atrakcji, striptizerki, tort w dwóch kawałkach, tematyczna muzyka i występ gwiazdy wieczoru. To wszystko sprawiło, że mężczyzna poprawił sobie samopoczucie, odreagował, a emocje związane z rozstaniem zeszły tego dnia na plan dalszy. Jego brat bardzo mi później dziękował.

A był jakiś dresscode? Czarna suknia? Na tamtej rozwodówce nie było żadnego dress-code’u, ale z perspektywy czasu myślę, że dziś zrobiłabym z tego imprezę tematyczną. Byłoby ciekawiej. Wbrew pozorom nie tylko dzieci lubią się przebierać. Oczywiście zawsze znajdzie się w towarzystwie ktoś, kto się wyłamie i nie przebierze. Jednak gdy dojdzie co do czego, to wszyscy się na takich zabawach świetnie bawią. Myślę też, że dziś mogłabym zaproponować klientom jakiś dalszy wyjazd. Skoro mamy w ofercie śluby na Bali, to czemu nie rozwody?

Dlaczego tamta para zdecydowała się zrobić imprezę z okazji swojego rozwodu? Ci ludzie rozstawali się w absolutnej przyjaźni. Dobrze czuli się w swoim towarzystwie i wszyscy myśleli, że małżeństwo jest im zwyczajnie pisane. Jednak była to prawdziwa przyjaźń, a nie miłość. To bardzo weseli, spontaniczni ludzie, więc uznali, że skoro się rozchodzą, to chcą o tym powiedzieć światu. Myślę, że gdyby nie zrobili tej imprezy, tylko rozeszli się tak po cichu, wtedy dopiero byłaby to dziwna sytuacja. A że mieszkali za granicą, w Wielkiej Brytanii, impreza rozwodowa nie była dla nich niczym nowym. Nie chcieli wrócić do kraju i wprawić znajomych w zakłopotanie, na zasadzie: „To jak teraz mamy was traktować?”. Zrobili imprezę, by pokazać przyjaciołom, że wszystko jest w porządku.

R

niezagospodarowana nisza. Nie da się tutaj tak od razu wszystkiego załatwić. Mamy inne przepisy, do tego dochodzą kwestie związane z Kościołem i przede wszystkim inna mentalność. Pojawia się też pytanie, czy faktycznie powinniśmy wszystko, co modne za oceanem, przenosić żywcem do siebie. Dla mnie organizacja imprezy rozwodowej jest mimo wszystko pewnego rodzaju dyskomfortem. Wolę organizować śluby i wesela, czyli wydarzenia, w których królują miłość i radość.


007998501

007995708

R

E

K

L

A

M

Salony Mody

A

DOSTARCZAMY dowody zdrady.

Łęczycka 35, Bydgoszcz

SKUTECZNIE. DYSKRETNIE.

W ofercie kolekcje:

www.detektyw24.net

Joseph Ribkoff

Zadzwoń:

883 600 000 007995427

Zapraszamy: Długa 29 Gdańska 16, 57 Magnuszewka 6 www.hanna.com.pl

A może Ty też jesteś zdradzana? Sprawdź! 007999195

R

E

K

L

A

M

A

CERTYFIKOWANE CENTRUM MEDYCYNY PODRÓŻY Przychodnia „NAD WISŁĄ” Sp. z o.o. ul. Pielęgniarska 13 Bydgoszcz tel: poradnia ogólna: 52 343 93 61 wew 14 tel: poradnia dziecięca: 52 343 94 99 wew 15

Szczepimy przed wyjazdem w tropiki i nie tylko. Poradnictwo w zakresie zachowań w tropiku i informacje na temat profilaktyki antymalarycznej, przeciw biegunkowej. Szczepienia pracownicze

e-mail:

zaprasza na: zabiegi rehabilitacyjne odpładnie - ceny konkurencyjne.

administracja@przychodniabydgoszcz.com.pl

www.przychodniabydgoszcz.com.pl 007966690

R

E

K

L

A

M

A

007989189


Nie przepadasz za wywiadami, prawda? Ostatnio mam wrażenie, że udzielam ich mnóstwo. Ale rzadko można zobaczyć Twoje zdjęcia na okładkach magazynu. Żyjemy w czasach, kiedy trzeba dbać o własną markę, a Ty nie masz nawet konta na Facebooku! Świadomie jest mnie mało, zwłaszcza na tak zwanych salonach. Na fejsie też mnie zwykle nie ma, ale pojawiam się, gdy promuję film, w którym zagrałem - tak jak teraz w przypadku „Najlepszego”. Staram się wtedy też jak najczęściej spotykać z dziennikarzami, a nawet dawać sobie robić zdjęcia. Nasze kino jest ostatnio w dziwnym stanie i trzeba je wspierać. Nie mam jednak potrzeby promowania samego siebie.

zdjęcie Adrian Chmielewski

Skąd Ci się to wzięło? Zawsze byłem wychowywany w takim duchu, żeby iść swoją drogą i nie podążać za obowiązującymi trendami. Dziś faktycznie mamy modę na to, żeby być na fejsie i tam promować swoje życie. Ja wybieram dokładnie na opak.

Jest taki chłopak... Dla reżyserek film to coś więcej niż tylko to, co widzimy na ekranie. Dlatego kobieca perspektywa bardzo mnie fascynuje. Z Jakubem Gierszałem* rozmawia Paulina Błaszkiewicz

20

miastakobiet.pl

I istniejesz. W tym roku na festiwalu w Gdyni można było zobaczyć aż cztery filmy z Twoim udziałem: „Pomiędzy słowami”, „Pokot”, „Zgodę” i „Najlepszego”. Od samego początku mówiło się, że wyjedziesz z nagrodą za najlepszą pierwszoplanową rolę męską. Tymczasem nagroda trafiła do Dawida Ogrodnika. Co Ty na to? Dawid jest moim bardzo serdecznym przyjacielem. Znamy się już od kilku dobrych lat, mieszkaliśmy razem na studiach i mogę powiedzieć, że jest wybitnym młodym aktorem. Cieszy mnie, że on - jako człowiek z mojego pokolenia - dostał tę nagrodę. To jest dla mnie bardzo ważne. Życzę mu jak najlepiej i nie czuję zazdrości. Z nagrodami jest tak, że one są miłym wyróżnieniem. Każdy z nas chce być doceniony, ale z drugiej strony, ja nie wierzę w cały ten system nagradzania, zwłaszcza w aktorskiej przestrzeni. Zawsze w szkole dziwiłem się, jako to jest możliwe, by jednej osobie dać za wystąpienie piątkę, a drugiej dwójkę. Podchodzę do tego z dystansem, jednocześnie ciesząc się, że my, młodzi aktorzy, mamy głos w polskim kinie, że jesteśmy jego częścią. Jakub Gierszał, Dawid Ogrodnik, Tomasz Schuchardt, Marcin Kowalczyk, Jakub Gelner… Faktycznie nastąpiła zmiana warty. W latach 90. Cezary Pazura i Olaf Lubaszenko mieli swój czas, ale to było zupełnie inne kino i zupełnie inne role niż te dziś. Mam wrażenie, że nie było tak pewnych siebie twórców. Widzę, że polskie kino się rozwija. Uczestniczę w tym już kilka lat, obserwuję, jakie robi postępy, jakie ma znaczenie na międzynarodowym rynku, gdzie powstają znakomite koprodukcje. To jest przyszłość, którą współtworzymy. „Sala samobójców” czy


męska perspektywa Do nagród podchodzę z dystansem. Jednocześnie ciesząc się, że my, młodzi aktorzy, mamy głos w polskim kinie, że jesteśmy jego częścią. Jakub Gierszał

„Jesteś Bogiem” to filmy dla młodego pokolenia, młodego widza. Rozmawiamy o młodym pokoleniu, ale to Ty jesteś jedynym polskim artystą, którego amerykański magazyn „Variety” umieścił na liście dziesięciu najlepiej zapowiadających się aktorów. Wydaje mi się, że to było powiązane z produkcjami, w których wziąłem udział, czyli „Pokotem” Agnieszki Holland i filmem Uli Antoniak „Pomiędzy słowami”. To międzynarodowe projekty reżyserek, które mają europejski image. Dzięki temu, że pracowałem z kimś, kto nie tworzy tylko w Polsce, ktoś inny mógł się dowiedzieć, że jest taki chłopak, jak Kuba Gierszał. Ty też masz europejski image. Kilka lat temu zagrałeś w filmie „Yuma”, który pokazywał nasze kompleksy na tle innych krajów i to, jak zmienił się nasz styl życia. Dziś młodzi Polacy czują się Europejczykami, nie mają problemu, by wyjechać do innego kraju i tam się realizować na wielu płaszczyznach. To prawda, ale jesteśmy częścią Unii Europejskiej, więc nie widzę powodu, byśmy mieli się czuć inaczej. Ja czuję się tak samo Polakiem, jak i Europejczykiem. W rzeczywistości, w której dorastałem, Unia Europejska była może nie od zawsze, ale jednak od dłuższego czasu. Nie mamy euro i dobrze, ale jesteśmy w Unii. Zostawmy Europę. Chciałam Cię zapytać o najnowszy film Łukasza Palkowskiego „Najlepszy”. Ponoć postać Jerzego Górskiego to najbardziej „fizyczna” rola ostatnich lat w polskim kinie. Miałeś okazję przygotować się do niej w iście amerykańskim stylu? Niestety, aż tyle czasu nie miałem. Masz rację, takie przygotowanie do roli odbywa się w Stanach Zjednoczonych. U nas nie ma na to możliwości i pieniędzy. Tym się różni kino polskie od zagranicznego - budżetami, bo cała reszta, czyli talent i umiejętności, są. To, żebym mógł się przygotować do roli Jurka Górskiego, było dla mnie jednym z wyznaczników, ale nie jestem fanem różnych mód. Wiem, że jest moda na to, że aktor przechodzi jakąś metamorfozę i z tego się robi wartość dodaną do filmu. Wydaje mi się jednak, że w tym też musi być umiar. Trzeba przygotować się fizycznie do roli, a nie kłaść nacisk na to, by przejść wielką przemianę. To jest mniej istotne od przekazu filmu. Dlaczego chciałeś zagrać Jerzego Górskiego - sportowca, o którym wielu z nas nie słyszało? Chciałem zagrać Jurka, ponieważ z jego historii można wyciągnąć uniwersalne wnioski. Oglądając ten film jesteśmy obserwatorami walki człowieka z samym sobą - obojętnie, na czym polegają jego słabości. Codziennie napotykamy na jakieś pokusy, ścieramy się ze sobą. Ja znalazłem w postaci Jurka Górskiego niesamowity potencjał. Na jego ekstremalnym przykładzie - bardzo kontrastowym, bo od narkomana

do ultramaratonisty - mogłem pokazać, jaką siłę człowiek może w sobie odnaleźć. Ten przekaz najbardziej mnie zachęcił. W ostatnim czasie zagrałeś u dwóch reżyserek: Urszuli Antoniak i Agnieszki Holland, oraz u dwóch mężczyzn: Macieja Sobieszczańskiego i Łukasza Palkowskiego. Dostrzegasz różnicę w pracy z kobietami? Z kobietami pracuje mi się przyjemnie, ponieważ one bardzo mocno bazują na swojej intuicji. Mężczyźni podchodzą do sprawy filmu bardziej intelektualnie. Kobiety szukają w poczuciu, w intuicji, dużą wagę przywiązują do tego, czy im się zgadza chemia, kierunek sceny. Dla mnie, jako aktora, to bardzo ciekawe doświadczenie. Bardzo się cieszę, że kobiety robią filmy i mam nadzieję, że będzie ich coraz więcej. Jedną z ciekawych reżyserek jest Agnieszka Smoczyńska, z którą pracowałeś w filmie „Córki dancingu”. Tak! Mam ją w głowie mówiąc o intuicyjności. Kobiety oprócz zaplecza i przygotowania poszukują w bardzo ciekawych rejonach pewnych archetypów - jak właśnie Agnieszka w tym dziwnym filmie, jakim były „Córki dancingu”, czy Ula Antoniak w filmie „Pomiędzy słowami”. Dla tych kobiet film to coś więcej niż tylko to, co widzimy na ekranie. Kobieca perspektywa bardzo mnie fascynuje. Z mężczyznami jest po prostu bardziej konkretnie - rozmawiamy o tym, co i jak ma być, ale to też jest potrzebne. Praca z reżyserami i reżyserkami to dwie różne dynamiki, dla mnie jedna i druga praca jest ciekawa. Tak naprawdę ważne jest to, o czym i jak ktoś chce opowiedzieć. Chodzisz na castingi, czy już nie musisz tego robić? Chodzę i jestem ich zwolennikiem. Mimo że ich nie lubię, to jednak wiem, że muszę. Dlaczego? Bo obsadzanie kogoś do roli bez castingu wychodzi różnie. Na castingu mamy możliwość pierwszego poznania z reżyserem. Inaczej było w przypadku Uli Antoniak, ale tu znowu wychodzi ta kobieca intuicja, o której mówiłem. Ona chyba wiedziała od początku, że chce mnie w swoim filmie. To największy komplement dla aktora, kiedy reżyser robi film z myślą o nim. To prawda. Rok 2017 spędziłeś na planach i na festiwalach filmowych. A jak zapowiada się 2018 rok w kalendarzu Jakuba Gierszała? Rozpoczynam przygotowania do filmu o Stanisławie Ulamie - wybitnym matematyku lwowskiego pochodzenia. Mam nadzieję, że to będzie kolejne ciekawe doświadczenie.cp

*Jakub Gierszał - rocznik 1988. Urodził się w Krakowie. Gdy miał kilka miesięcy, wyjechał z rodzicami do Hamburga, ale dzieciństwo spędził w Toruniu - rodzinnym mieście swojej mamy. Jest absolwentem V Liceum Ogólnokształcącego w Toruniu oraz PWST w Krakowie. Zagrał w takich filmach jak m.in. „Sala samobójców”, „Wszystko co kocham”, „Yuma”, „Najlepszy” czy „Pokot”. miasta kobiet

styczeń 2018

21


ul. Dworcowa 13/U9, Bydgoszcz tel. 52 321 60 45, 603 940 888 kontakt@kreacjastudio.pl

krawiectwo miarowe

bez glutenu bez laktozy bez jaj 100% naturalny z obniżoną ilością tłuszczu

przeróbki i reperacje odzieży kostiumy scenicze tkaniny i dodatki

007995623

haft komputerowy

www.kreacjastudio.pl 007918852

R

E

K

L

Sklep meblowy Dobre Meble Z... ul. Magazynowa 11, Bydgoszcz

a

M

A

Bądź piękna na święta!

www. dobremeblez.pl

KOMFORT JAKOŚĆ ELEGANCJA

Nieoperacyjny lifting systemem ALUMA •bezinwazyjny, •niewymagający znieczulenia zabieg estetyczny, •ujędrniający skórę, •usuwający zmarszczki, •łagodzący fałdy nosowo-wargowe, •poprawiający krążenie krwi w tkankach

W ofercie także krzesła i stoły z Radomska, materace, meble z drewna pod wymiar.

Dobre meble Z

A

Więcej informacji na: www.szpitalmatopat.pl

TEL. 503 154 759

007929256

017937467

R

E

K

L

A

Gabinet akupunktury:

WYKONUJEMY MASAŻE:

Milena Wojtowicz • Makijaż permanentny brwi/kreski/usta • Mikropigmentacja medyczna skóry głowy • Rekonstrukcja brodawki sutkowej • Manicure/pedicure

Gabinet masażu

Bydgoszcz, ul. Orla 8 tel. 601 64 28 66

– Klasyczny Całościowy, – Klasyczny Częściowy, – Relaksacyjny, – Pobudzający, – Antycellulitowy (brzuch, uda, pośladki),

– Bańką Chińską, – Lomi Lomi Nui, – Ayurvedyjski, – Shiatsu, – Gorącymi Kamieniami, – Gorącymi Stemplami.

A

SalonKosmetyczny

DZIAŁANIA PRZECIWBÓLOWE poniedziałek, środa, czwartek Bydgoszcz ul. Wojska Polskiego 23 I piętro Sanitas, pod restauracją Tango. tel 601 64 28 66

• Przedłużanie paznokci metodą żelową/ akrylową • henna rzęs/ brwi+regulacja • Depilacja woskiem • Przekłuwanie uszu • Makijaż dzienny/ wieczorowy/ślubny

Tel. 605 037 201

007995836

Wojciech Wachecki

M

https://www.facebook.com/salonkosmetyczny.milenawojtowicz ul. GOPR 46, I piętro, 85-794 Bydgoszcz 007931716

R

E

mgr

K

L

A

M

A

Agnieszka Kudanowska DIETETYKA ANTI-AGING

● ocena stanu odżywienia ● badanie składu ciała ● odchudzanie ● dietoterapie

Seniorzy 70+ badanie składu ciała i stanu odżywienia z poradą dietetyczną GRATIS w ramach programu Zdrowie Seniora.

008003710

tel: 534 00 11 33

007931716


Gdy kolejka się wydłuża... W jaki sposób i na co można złożyć skargę do Narodowego Funduszu Zdrowia, tłumaczy Hanna Krzyżanowska, kierownik sekcji ds. skarg i wniosków Kujawsko-Pomorskiego Oddziału NFZ.

Jak wygląda składanie skarg do NFZ? Wystarczy zadzwonić i powiedzieć, z czym mamy kłopot, czy trzeba napisać pismo? Trzeba do nas napisać. Zadzwonić również można, jeżeli zachodzi taka potrzeba, natomiast skarg jako takich nie przyjmujemy przez telefon. Pacjenci wielokrotnie pytają nas, dlaczego muszą złożyć pismo. Wynika to z tego, że gdy otrzymujemy zgłoszenie pisemne, to mamy umocowanie, by w Państwa imieniu wystąpić do świadczeniodawcy – szpitala, przychodni czy konkretnego lekarza. Czyli składając skargę przez telefon nic nie wskóramy?

W odpowiedzi na telefony również wykonujemy różnego rodzaju interwencje, natomiast zdarza się, że dzwoniąc do danej przychodni czy lekarza, posiłkując się wyłącznie zgłoszeniem telefonicznym, nie otrzymujemy odpowiedzi na zadane pytanie. Rozmówca czasem twierdzi, że nie musi odpowiadać przez telefon, lub podważa, czy rozmawia z pracownikiem NFZ. Oczywiście w większości przypadków udaje się wyjaśnić sytuację, ale są też takie sprawy, które kończą się dla nas fiaskiem. Dlatego prosimy ubezpieczonych, żeby składali skargi pisemnie. Można wysłać ją tradycyjnym listem, mailowo, lub przyjść osobiście do siedziby i złożyć skargę do protokołu. Ile czasu pacjenci muszą czekać na odpowiedź, gdy złożą taką skargę? My mamy miesiąc, natomiast prosimy przychodnie, by odpowiadały nam w ciągu 14 dni. Z jakiego powodu możemy wystosować skargę? Przede wszystkim z powodu dostępności świadczeń. Możemy złożyć skargę, gdy odmówiono nam zarejestrowania do lekarza. Zajmujemy się też organizacją pracy, która zakłóca dostępność do lekarzy. Jeżeli pacjent uważa, że kolejka jest za długa i że coś jest nie tak, to również przyjmiemy skargę. Możemy weryfikować listy oczekujących pacjentów i sprawdzać, czy prowadzone są zgodnie z zasadami. Co mamy zrobić, gdy słyszymy w przychodni, że limity się skończyły i nie zostaniemy zapisani na listę oczekujących?

To nie jest żadne tłumaczenie. Panie w rejestracji zawsze powinny powiedzieć nam, jaki jest czas oczekiwania, podać termin potencjalnej wizyty, i to do nas należy wówczas decyzja, czy zapisujemy się do lekarza, czy szukamy sobie innej przychodni z krótszym czasem oczekiwania. A jakich skarg Państwo nie przyjmują? Przede wszystkim nie rozpatrujemy skarg na zachowanie lekarzy czy pielęgniarek. To nie są pracownicy NFZ, więc tych skarg nie możemy rozpatrywać, nie mamy takich kompetencji. Jeżeli pani w rejestracji czy lekarz zachowuje się według naszej opinii nieodpowiednio, to zgłaszamy to do dyrektora placówki, czyli do ich pracodawcy. Nie rozpatrujemy też skarg dotyczących procesów leczenia, a więc decyzji lekarskich, np. tego, że lekarz nam odmówił wypisania recepty czy nie zlecił badań diagnostycznych.

Słyszałem, że wielu pacjentów dopytuje się o leczenie uzdrowiskowe. Czy możemy zgłosić skargę, jeśli odrzucono nasz wniosek o wyjazd do sanatorium? Są pewne wskazania i przeciwwskazania do leczenia sanatoryjnego. Lekarz orzecznik zatrudniony w NFZ, na podstawie dokumentacji medycznej pacjenta, ocenia składane zgłoszenia i je potwierdza bądź odrzuca. Natomiast jeżeli NFZ ma wątpliwości co do decyzji, prosi o opinię wojewódzkiego konsultanta ds. balneologii. On rozstrzygnie sprawę.CP

Wa ż n a i n f o r m ac ja ! Kujawsko-Pomorski Oddział NFZ w Bydgoszczy zmienił swoją siedzibę. Dotychczasowe biura przy ul. Warszawskiej 10, Mickiewicza 15 i Słowackiego 3 są już nieczynne.

Nowa siedziba NFZ mieści się przy ulicy Łomżyńskiej 33.

Znajdują się tam już wszystkie punkty obsługi interesantów. Na pacjentów czeka więcej, bo aż 13 stanowisk do obsługi, przy których można załatwić wszystkie sprawy, które do tej pory załatwiane były w trzech oddzielnych siedzibach. Na miejscu możemy m.in. złożyć skierowanie na leczenie uzdrowiskowe, wyrobić EKUZ, potwierdzić zlecenie na wyroby medyczne, założyć konto ZIP, dobrowolnie się ubezpieczyć i złożyć korespondencję.

Zmieniły się również numery telefonów do działu lecznictwa uzdrowiskowego. Nowe numery to: (52) 325 29 25 i (52) 325 29 34. Pozostałe numery bez zmian. P R O M O C J A 007995045

miasta kobiet

styczeń 2018

23


Coco Chanel mówiła: „Zawsze wyglądaj tak, jakbyś miała spotkać miłość swego życia albo najgorszego wroga”.

My twierdzimy, że nareszcie jest to możliwe, dzięki rewolucyjnej metodzie jaką jest

MAKIJAŻ PERMANENTNY! Eliza Góralska, 26 lat.

PRZED

Mam delikatny typ urody i zawsze marzyłam, aby wyglądać trochę wyraźniej. Długo zastanawiałam się nad makijażem permanentnym, ponieważ bałam się przerysowania mojej subtelnej urody. Wybrałam salon Feminarium PCME z kilku powodów: opieka lekarza, sterylność narzędzi, bezpieczne barwniki z atestami medycznymi, ale przede wszystkim zwróciłam uwagę na doświadczenie i umiejętności osoby wykonującej ten odpowiedzialny zabieg.

PO

Po zabiegu czuję się piękna o każdej porze dnia i nocy, nie muszę się martwić o rozpływający się makijaż latem, rano w 10 minut jestem gotowa do wyjścia i mogę dłużej pospać. Zdecydowanie czuję się pewniej w każdej, nawet nieoczekiwanej sytuacji. Jedyne czego żałuję to tego, że tak długo zwlekałam z decyzją. NASZ EKSPERT: Maria Minicz – ekspert w dziedzinie makijażu permanentnego Jako kosmetolog z  15-letnim doświadczeniem i  dyplomowana linergistka podczas ostatnich 8 lat wykonała ponad 3 tysiące zabiegów makijażu permanentnego. Jej wyjątkowa zdolność widzenia przestrzennego i doskonałe wyczucie koloru sprawiają,że każdy makijaż jest profesjonalnie dobrany,podkreślający piękno bez zbędnego przerysowania. Dzięki wysokiej jakości i najwyższym standardom usług, tysiące klientek spełniło swoje marzenie o wyraźnych oczach, brwiach czy ustach jak z okładek magazynów. Jej praca od wielu lat doceniana jest nie tylko przez zadowolone klientki,ale także polskie środowisko branży kosmetycznej.

Zapisz się już dziś na bezpłatną konsultację i „przymierz” swój makijaż. Sprawdź, jak możesz fantastycznie wyglądać! Zadzwoń teraz: 56/ 621 06 88 lub 793 017 636. Spełnij swoje marzenia i ciesz się pięknym wyglądem od samego rana aż do późnego wieczora, a nawet kiedy śpisz.

email: recepcja@feminarium.com • www.feminarium.com

/Femianrium

FEMINARIUM BEAUTY CLINIC „Dom zdrowia”, Toruń,ul. Szosa Chełmińska 84/86 017691298

Miasta Kobiet styczeń 2018  
Miasta Kobiet styczeń 2018  
Advertisement