Page 1

nasze miejsca spotkań

listopad 2013

kobieca perspektywa

Jak dobrze wyglądać nago? str. 24-25

portret

Celebruję każdy kęs

Aleksandra Sowa

str. 4-7

R

E

K

L

A

M

A

1212313TRBRA 1212313TRBRA


kobieca perspektywa

Niech gwiżdżą na ulicy Większość z nas próbuje oswoić „wroga”. Choć tresowanie ciała ma swoje mankamenty, z czasem uczymy się nawet czerpać z tego przyjemność. Emilia Iwanciw - redaktorka prowadząca „Miasta Kobiet”

Nasza redakcyjna koleżanka Karolina Placha wzięła udział w rozbieranej sesji, by dowiedzieć się, jak dobrze wyglądać nago i poczuć się sexy (str. 24-25). Zrobiła to również po to, by przypomnieć wam, że od czasu do czasu warto zatroszczyć się o swoją kobiecość. W innym artykule młody toruński fotograf Marcin Szulerecki przekonuje was, że kobiece piękno to nie są jędrne biusty, ale coś nieuchwytnego, co ma każda z nas (str. 26). Na sąsiedniej stronie Maria Minicz, szefowa Feminarium, opowiada o metamorfozach, które odmieniły życie trzech torunianek (str. 27). W najnowszym listopadowym wydaniu najwięcej miejsca poświęciliśmy tematyce kobiecego ciała. Nie bez powodu.

Kapitał na życie Nasza kobieca tożsamość w dużej mierze opiera się na tym, co zewnętrzne. Jeśli byłaś małą dziewczynką z nadwagą albo piegami, doskonale wiesz, o czym mówię. To kapitał na całe życie. Ten temat jest znajomy wszystkim kobietom, które czuły kiedyś, że są niewidzialne. Nie grały nigdy księżniczki w przedszkolnych teatrzykach. Jako dorosłe kobiety nie czuły się szczególnie seksowne, nie miały własnego stylu. Faceci nie gwizdali za nimi na ulicy. Jeśli brzmi to wam znajomo, na pewno wiecie, że okruchy takich wspomnień zamiecione pod dywan mogą leżeć pod nim całe życie. Tresowanie dziewczynek Tematem zainteresowali się kiedyś artyści. Polecam wam całą polską sztukę krytyczną. A w szczególności prace Zbigniewa Libery pt. „Jak tresuje się dziewczynki”. Libera na filmie z 1987 roku prezentuje scenę, w której starsza kobieta pokazuje małej dziewczynce, jak używać szminki,

lustra, biżuterii. Widać, że mała kobietka jest zafascynowana, choć uwierają ją przymierzane korale. Libera pokazuje proces społecznej tresury, jakiemu poddawane są kobiece ciała. Od dziecka słyszymy: „Ładnie wyglądasz”, „Śliczna dziewczynka”, „Złącz kolana”, „Uważaj, bo się pobrudzisz”. Każdy z tych komunikatów dotyczy ciała. Nic więc dziwnego, że wiele z nas odbiegając od kanonów piękna, nie lubi samych siebie.

Oswajamy wroga Estetyczny wygląd to dziś warunek społecznej akceptacji. Z czasem każda dziewczynka zaczyna zauważać, że dbanie o zewnętrzną skorupę opłaca się nie mniej niż studiowanie szkolnych podręczników. To nie puste słowa stylistek, że wygląd jest dziś superważnym komunikatem. Dzięki niemu możemy wypaść świetnie na rozmowie kwalifikacyjnej, podpisać duży kontrakt handlowy i przede wszystkim rozkochać w sobie interesującego mężczyznę. Większość z nas próbuje więc oswoić „wroga”. Depiluje, wciera, wklepuje. Choć tresowanie ciała ma swoje mankamenty, z czasem uczymy się nawet czerpać z tego przyjemność. Przestaje nam przeszkadzać, że jesteśmy oceniane przez pryzmat ciała jako „niezła laska” albo „pasztet”. Gorzej jednak, gdy zaczynamy myśleć o sobie wyłącznie w kategoriach laski i pasztetu. Wtedy, załamane własną niedoskonałością, z premedytacją rezygnujemy z pielęgnowania kobiecości zasilając szeregi „niewidzialnych” . Traci na tym nasza radość życia. Wcale nie Rubik Czy tego chcemy, czy nie, nasza osobowość w dużej mierze zależy od stopnia zadowolenia z wyglądu. Trochę mnie to wkurza. Myślę jednak, że pod hasłem „wygląd” nie czai się dziś wcale Anja Rubik. Chodzi raczej

o przyjemność z bycia sobą, którą fajnie jest afirmować strojem, makijażem, fryzurą. A to można robić niezależnie od figury. Dbając o swoje „opakowanie” wysyłamy komunikat: lubię siebie. Kobiety, które przeszły modną ostatnio wizualną metamorfozę, zmieniły o wiele więcej niż swoją powłokę. Rozwiodły się z nie szanującymi ich mężami. Albo odwrotnie: przywróciły namiętność do nudnej od lat małżeńskiej sypialni. Zapisały się na flamenco. Kupiły bilety na singielski wyjazd do Barcelony. Po prostu zaczęły pełniej żyć.

Pożądliwym wzrokiem Jako feministka nie powinnam tyle pisać o wyglądzie. Jeśli już, to o tym, jaką krzywdą jest dla nas seksistowskie traktowanie. Tym razem jednak jestem na przekór. Dostrzegam odwrotne rozwiązanie. Im dłużej tworzymy „Miasta Kobiet”, tym bardziej widzę, jak kobiety rozkwitają dzięki drobnym zmianom zewnętrznym. Kiedy po siedmiu godzinach sesji przechadzałam się z panią Agnieszką po pasażu Galerii Pomorskiej (str. 11), zauważyłam, że pożądliwym wzrokiem oglądają się za nią mężczyźni. A wtedy ona momentalnie promienieje miłością do samej siebie. Choć nie jest rozmiaru 36, nie ma 20 lat, ani długich blond włosów, w stroju dobranym przez stylistkę wygląda cudownie. Esencja kobiecości w wydaniu plus size. Dochodzę do wniosku, że każda z nas powinna czasem usłyszeć gwizd na ulicy: „Fiu, fiu, ale laska!”. Choć nie chcemy być traktowane przedmiotowo, aplauz męskiej publiczności bywa niezastąpiony.

WYDAWCA: EXPRESS MEDIA Sp. z o.o. Bydgoszcz, ul. Warszawska 13, tel. 52 32 60 733 Prezes Zarządu: dr Tomasz Wojciekiewicz, Redaktor Naczelny: Artur Szczepański, Dyrektor sprzedaży: Adrian Basa, Redaktorka prowadząca: Emilia Iwanciw, tel. 52 32 60 863, e.iwanciw@expressmedia.pl Teksty: Emilia Iwanciw, Dominika Kucharska, Janusz Milanowski, Lena Kałużna, Jan Oleksy, Lucyna Tataruch, Ewa Kubska-Oleksy, Zdjęcie na okładce: Iwona Cenkier, Fryzura i makijaż: Gabinet kosmetyczno-fryzjerski SECESJA NOVA, Projekt: Iwona Cenkier, i.cenkier@expressmedia.pl Skład: Ilona Koszańska-Ignasiak, Iwona Cenkier Sprzedaż: Angelika Sumińska, a.suminska@express.bydgoski.pl, tel. 691 370 521, Michał Kopeć, m.kopec@nowosci.com.pl, tel. 56 61 18 156

2

miasta kobiet

listopad 2013


Trendy z 1 2

5

4

3

6 7

9 8 10

13 14

12

brytyjski

11

SZYK

15

17 16

18 19

Kratka, krata, krateczka. Granatowa, czerwona, szara. Grzeczne, akademickie marynarki, bluzki, sweterki. Triumfy święci też czarna klasyka. Nowoczesny styl brytyjskiej ulicy połączony z angielską tradycją to hit tego sezonu. Jego zaletą jest uniwersalność. Nadaje się do pracy, szkoły, na ulicę.

20

21

Anna Deperas-Lipińska stylistka Toruń Plaza

22

Toruń Plaza: ul. Broniewskiego 90, www.torun-plaza.pl, czynne codziennie od 9-21

miasta kobiet

listopad 2013

3

2028813BDBHA

1. Spódniczka Big Star - 129,90 zł, Toruń Plaza 2. Zegarek DIESEL Swiss - 460 zł, Toruń Plaza 3. Sweter Tatuum - 169,99 zł, Toruń Plaza 4. Oprawki Vision Express - 399 zł, Toruń Plaza 5. Kolczyki YES - 299 zł, Toruń Plaza 6. Żakiet Tatuum - 299,99 zł, Toruń Plaza 7. Spódnica Tatuum - 189,99 zł, Toruń Plaza 8. Buty Primamoda - 399 zł, Toruń Plaza 9. Szalik C&A - 44,90 zł, Toruń Plaza 10. Szal Lee Wrangler - 149 zł, Toruń Plaza 11. Sweter United Colors of Benetton - 219 zł, Toruń Plaza 12. Torebka Świat Torebek - 169 zł, Toruń Plaza 13. Botki Deichmann - 139 zł, Toruń Plaza 14. Spodnie United Colors of Benetton - 179 zł, Toruń Plaza 15. Spódnica C&A - 59,90 zł, Toruń Plaza 16. Serum endorfinowe Organique - 38 zł, Toruń Plaza 17. Torebka Kazar - 769 zł, Toruń Plaza 18. Lordsy Venezia - 339 zł, Toruń Plaza 19. Skarbonka Home&You - 25 zł, Toruń Plaza 20. Kozaki Gino Rossi - 729,90 zł, Toruń Plaza 21. Koszula House - 99,99 zł, Toruń Plaza 22. Botki Ochnik - 459,90 zł, Toruń Plaza


portret

Myślałem, że jesteś inna Jedna z klientek cukierni przestrzegła swoją córkę, stojąc w kolejce i wskazując na mnie palcem: „Ucz się dziecko. Jak nie będziesz się dobrze uczyć, to skończysz jak ta pani”. Z Aleksandrą Sową* rozmawia Emilia Iwanciw

Od dwóch tygodni jestem na diecie. Rozmowa z Tobą o jedzeniu w otoczeniu tych wszystkich słodkości będzie dla mnie dużym wyzwaniem. Niepotrzebnie tak się katujesz. Ja wychodzę z założenia, że słodycze trzeba jeść codziennie. I sama jem. Jestem jednak dość wybredna. Wolę nie zjeść nic niż byle co. Staram się jeść wyłącznie słodycze wysokiej jakości i celebruję każdy kęs. Tobie też radzę, nawet na diecie. Szczególnie jesienią bez kilku kostek czekolady albo kawałka czekoladowego tortu trudno się obyć. Cukier wspaniale poprawia nastrój.

Więc je przechodziłam. Na przykład drylowałam wiśnie i truskawki. Wstawałam wtedy o 5.30. To było dla mnie bardzo dobre. Pracowałam też za ladą, co było możliwe od 16. roku życia. Gdy osiągnęłam ten wiek, sprzedawałam słodkości w cukierni przy Gdańskiej. Pewnego dnia jedna z klientek przestrzegła swoją córkę, stojąc w kolejce i pokazując na mnie palcem: „Ucz się dziecko. Jak nie będziesz się dobrze uczyć, to będziesz musiała tak pracować, jak ta pani”.

Ale i tuczy. Być może przekonasz się po trzydziestce, czego Ci nie życzę. Każda kostka czekolady odkłada się wtedy w biodrach. To nie będę superzgrabna. Ze słodyczy nie zrezygnuję, choćbym chciała. Moja praca w dużej mierze polega na smakowaniu, więc gdybym miała być na diecie, musiałabym zmienić zawód. Zawsze miałaś słabość do słodyczy? Zawsze je lubiłam i nie uważam tego za swoją słabość. Dzięki temu dziś jestem cukiernikiem. Od dziecka wolałam słodycze od kotleta schabowego. Gdy ja i mój brat byliśmy mali i spędzaliśmy czas u dziadka na Pomorskiej, to zajadaliśmy się plackami, pączkami, jagodziankami. Dziadek przyrządzał też przepyszną kaszkę z sokiem z jagód. Do dziś w całej naszej rodzinie panuje zwyczaj, że nie ma obiadu bez deseru. Mała Ola pomagała w kuchni? Dziadek robił obiady, desery i ja mu uwielbałam dodać coś od siebie. Coś zamieszać, udekorować, w inny sposób podać na stół tradycyjne dania, jakie się jada podczas naszych rodzinnych spotkań. Zawsze mnie ciągnęło do słodyczy, choć miałam chwilowe zawahanie. Zastanawiałam się, czy nie zająć się gastronomią. Szybko mi jednak ten pomysł wywietrzał z głowy. To było w ramach buntu wieku dojrzewania? Nie, to już później. Typowego nastoletniego buntu u mnie raczej nie było. Lubiłam spotykać się ze znajomymi. Czasem rodzice się denerwowali, że ciągle mnie nie ma. Ogólnie jednak nie sprawiałam większych problemów.

4

miasta kobiet

listopad 2013

ZDJĘCIA: Iwona Cenkier

Uczyłam się dość dobrze, byłam nawet przewodniczącą klasy, a później szkoły. Czyli nie dość, że panienka z dobrego domu, to jeszcze wzorowa uczennica. Z perspektywy wielu spragnionych sensacji Czytelników, można powiedzieć, że to nuda (śmiech). Żaden zazdrośnik Ci nigdy nie dokuczał? W liceum czasem odnosiłam wrażenie, że niektórzy ludzie podchodzą do mnie z dystansem. Przyznam, że trochę mnie to w środku bolało. Kiedy jednak poznawali mnie bliżej, często słyszałam: „Aaa, to ty jesteś Sowa. A ja myślałem, że ty jesteś jakaś inna”. Zyskiwałam dopiero przy bliższym poznaniu. Od dawna jednak z moim nazwiskiem wiąże się duża presja. Z niemiłych momentów szczególnie zapamiętałam swoje pierwsze kroki za ladą w cukierni na Gdańskiej, które dziś wspominam już z uśmiechem. Stałaś za ladą? No pewnie. Rodzice wychodzili z założenia, że jeśli chcę kiedyś pracować w tej samej branży, muszę przejść wszystkie etapy kariery i umieć odnaleźć się na każdym stanowisku w cukierni.

(Śmiech). Możemy się teraz śmiać, wtedy jednak to zapewne nie było miłe. Pamiętam, że moich kolegów z klasy rodzice straszyli w podobny sposób, wskazując robotników na ulicy. Po niedługim czasie okazało się jednak, że to właśnie rzemieślnicy mają się świetnie na rynku pracy, a całe rzesze wykształconych młodych z uniwersyteckimi dyplomami i ambicjami stoją teraz w kolejce w pośredniaku. Co więcej, rzemieślnicze zawody dzisiaj zyskują coraz większy prestiż. Też to zauważyłam. Wielu moich znajomych od małych domowych manufaktur - robienia biżuterii czy szycia toreb - przeszło do dużego biznesu. To są ludzie, których praca jest zarazem pasją, do tego jeszcze przynosi pieniądze, więc idealna sytuacja. Dziś raczej nikt już nie postraszy dziecka panią fryzjerką, kosmetyczką ani kucharką. Dziś już chyba nikt się nie wstydzi, że wybrał rzemieślniczy zawód. Do takich zawodów coraz częściej idzie się nie z powodu braku wysokiego IQ albo z braku innego pomysłu, tylko z pasji. Cukiernictwo to była Twoja pasja, czy rozsądek nakazał ci wybrać tę ścieżkę zawodową? Ktoś w końcu musi kontynuować rodzinny biznes... Zdecydowanie to moja pasja. Ona z pewnością nie wynika jednak tylko z genów, odziedziczonego talentu, ale też sposobu wychowania. Rodzice naprawdę dobrze nas wychowywali. W przemyślany sposób. Do niczego nie zmuszali, jedynie proponowali, wtajemniczali stopniowo w tajniki zawodu. Myślę, że w dużej mierze dzięki ich mądremu podejściu do nas, zamiast się zbuntować i pojść całkiem inną drogą, mogę z prawdziwą pasją pracować w cukiernictwie.


temat

miasta kobiet

listopad 2013

5 1212413TRBRA


portret Jesteś bardziej córeczką taty czy mamy? Taty. Nawet fizycznie jesteśmy do siebie podobni. Mam po tacie miękkie serce, ale również umiejętność podejmowania dobrych decyzji.

Myślę, że tak nie jest. Pracownicy z pewnością wiedzą, że patrzę, czasem wytknę błąd i oczywiście nie traktują mnie jak kumpelę, ale myślę, że nie jestem groźna. Staram się pokazać, że warto rozmawiać z przełożonymi, nie bać się ich, przychodzić do nich z wątpliwościami i problemami.

Rodzice byli w dzieciństwie surowi dla Ciebie i brata czy raczej pobłażliwi? Ani jedno, ani drugie. Na pewno byli konsekwentni. Zdarzały się kary. Jak coś się przeskrobało, nie można było oglądać bajek albo iść na podwórko.

Myślę, że musi być trudno zbudować autorytet wśrod pracowników mając 25 lat. Nie jest na pewno łatwo. Wielu rzeczy wciąż się uczę. Kiedy ktoś zapyta mnie o sprawy związane z księgowością, mogę się zawiesić. To nie jest moja mocna strona. Nadal trudno mi też np. odnaleźć się w sytuacji, gdy trzeba kogoś zwolnić, potrafię nie spać wtedy kilka nocy i rozmyślać. W pracy staram się jednak nie pokazywać słabości. Jestem pewna swoich decyzji. Mimo młodego wieku mam już duże doświadczenie w zawodzie, bo bardzo wcześnie zaczęłam pracować. Znam się na tym, co robię, a nie tylko udaję, że się znam. Wciąż się rozwijam. Biorę udział w międzynarodowych konkursach.

Macie jakieś rodzinne zwyczaje? Mamy tradycję niedzielnych obiadów. Staramy się jak najczęściej to praktykować. Gotuje moja mama razem z tatą, a ja zajmuję się deserem. Na obiedzie są też nasze obie babcie. Rozmawiamy wtedy o wszystkim, tylko nie o firmie. Taka jest zasada, że nie przenosimy interesów do rodzinnego stołu. Najtrudniej nam się spotkać w okolicy różnych uroczystości, które celebruje przy stole większość Polaków. Wigilię zaczynamy zawsze późnym wieczorem, bo wtedy jest najwięcej roboty w cukierni. Tak samo we wszystkie inne polskie święta. Dla nas trwają one o wiele krócej i nie możemy nigdy wziąć urlopu w tym gorącym okresie.

I masz sukcesy w tej dziedzinie. To z pewnością pomaga Ci walczyć ze stereotypami i budować autorytet. W końcu w tych wszystkich konkursach nie jesteś Aleksandrą Sową, dziedziczką wielkiego cukierniczego imperium, ale po prostu Aleksandrą Sową, cukiernikiem z Polski, który musi pokazać swoje umiejętności. Naprawdę dużo pracuję, przygotowując się do tych konkursów. Robię rzeźby z lodu, czekolady, karmelu, a także inne dekoracje, testuję różne smaki. O sukcesie w konkursie w połowie świadczą uzdolnienia, ale druga połowa to jest technika, którą trzeba mozolnie ćwiczyć. Na takich ćwiczeniach spędzam większą część weekendów. To sprawia mi frajdę, ale to też ciężka praca.

Czym dokładnie Ty się zajmujesz? Prowadzę nadzór nad produkcją. Planuję, kalkuluję, by wystarczyło ciasta, a zarazem abyśmy nie zostali ze zbyt dużą ilością towaru po zamknięciu. Z grupą innych kierowników produkcji zajmuję się organizacją pracy. Proponuję też nowe rozwiązania, inspiruję, ulepszam, rozwiązuję codzienne problemy. Moje biuro mieści się przy samej produkcji. Jestem więc przy mózgu i żołądku całego interesu. Nie znam się zupełnie na produkcji słodyczy. Jestem ciekawa, jakie konkretnie problemy rozwiązujesz. Ktoś niedbale przystroi torty albo zbyt przypiecze się cała seria ciast, albo ktoś minimalnie pomyli recepturę i ciasto nie smakuje tak, jak powinno. Zdarza się też, że ciasta nie urosną, galaretka nie chce stężeć. Szukam wtedy źródła problemu.

E

1981113BDBHB

6

miasta kobiet

listopad 2013

Ani wielkiego domu z ogrodem? Nawet tego nie mam. Mieszkam sobie skromnie w bloku. A jednak „Wprost” ogłosił Cię jedną z najbogatszych kobiet w Polsce. Ten artykuł był dla mnie zaskoczeniem i został negatywnie odebrany nie tylko przeze mnie, ale też wiele innych opisanych w nim osób. Nie pokazuje prawdziwej sytuacji. Tam po prostu został wyceniony cały nasz biznes. Nie wzięto pod uwagę, że mamy też kredyty, przecież nie kupujemy wszystkiego za gotówkę, i że do mnie należy tylko część większej całości. Ludzie myślą, że ja mam górę pieniędzy, a to nie tak. Pieniądze są gdzieś tam zainwestowa-

A ja myślałam, że w weekendy kąpiesz się w czekoladzie w jakimś ekskluzywnym SPA. To się bardzo myliłaś. Nigdy jeszcze nie kąpałam się w czekoladzie. Oczywiście żartuję. Ale myślę, że wielu ludzi tak sobie wyobraża Twoje życie. Gdybyś chciała, to mogłabyś przecież spędzać

Czyli winnego? Pracownicy muszą w takim razie się Ciebie bać... R

całe miesiące w SPA, wydając pieniądze na przyjemności. Tylko co dalej? Jak długo by można było tak żyć? Nie, nie, to nie dla mnie. Wyprzedzając twoje kolejne pytanie, od razu powiem, że nie mam szofera, pokojówki, stylistki ani nawet sprzątaczki (śmiech).

K

L

A

M

A


portret Moje konkursowe wypieki bazują wyłącznie na polskich produktach. W ten sposób mogę się odróżnić od reszty.

ne, nie mam ich na koncie. W takim biznesie jak nasz trzeba cały czas inwestować w firmę. Było mi przykro zobaczyć siebie w takim kontekście. Chciałabym, byśmy byli postrzegani przez pryzmat tego, co robimy, by pisało się o naszych wyrobach, a nie o tym, ile mamy pieniędzy.

Odnoszę wrażenie, że ty generalnie jesteś patriotką, również lokalną. Nieraz zapewniałaś, że nigdy nie wyjedziesz z Bydgoszczy. To prawda. Podtrzymuję to, co powiedziałam. Nawet na studia nie chciałam wyjechać. Mój brat pojechał do Torunia, a ja zawsze byłam zdania, że praktyka jest ważniejsza niż książki i renomowane uczelnie. Poza tym uwielbiam Bydgoszcz, doskonale się tu czuję. Mój dom zawsze będzie tutaj. Może ja jestem po prostu taką rodzinną ciepłą kluchą? A może w obcym miejscu żyć bym się bała? A poza tym nienawidzę korków, a w Bydgoszczy wiem, jak je objechać (śmiech). Podóżować lubię, ale jeszcze bardziej lubię ten moment, kiedy wiem, że następną noc spędzę we własnym łóżku. Czyli jednak ciepła ze mnie klucha (śmiech).

Pogadajmy zatem o słodyczach, choć to z kolei dla mnie trudny temat obecnie, jak wspominałam na początku. Już mi ślinka cieknie. Jakie słodkości są teraz na topie? Polacy zaczynają doceniać słodycze dobre jakościowo, ale niestety też przychodzi moda ze Stanów na babeczki. Te amerykańskie są suche, niczym nienadziane, a u góry pokryte ładnym, lecz nieciekawym w smaku i ciężkim kremem na bazie tłuszczu. W Stanach generalnie słodycze nie są smaczne. Popularność zyskują obecnie także różne odmiany czekolady, np. biała czekolada z curry. Słyszałam, że dużo podróżujesz i smakujesz podczas tych wyjazdów. Gdybym kiedyś chciała wybrać się w słodką podróż, czego nie powinnam przegapić? Trzeba posmakować francuskich specjałów: macaroni. To wspaniałe ciasteczka na mące migdałowej z różnymi nadzieniami. Warto sięgnąć we Francji po crème brûlée, eklery, aromatyczne baby namaczane w alkoholu. We Włoszech oczywiście zamawiam tiramisu, cannoli sicilliani, tort cassata z kremem na bazie ricotty obłożony marcepanem. W Austrii mają wspaniałe apfelstrudle i germknoedel. To pyzy gotowane na parze z sosem waniliowym. Pycha! Japończycy wykorzystują do produkcji słodyczy przedziwne owoce, których nazw nie umiem nawet wymówić, używają też do ciasta ryżu, co daje interesujący smak. Chińczycy i Japończycy mają doskonałe słodycze. Przekonuję się o tym podczas konkursów. Generalnie, podróżując, warto posmakować tradycyjnych produktów z danego kraju. Czasem jednak można się zdziwić. Słynny tort Sachera z Wiednia nie był moim zdaniem najlepszy w miejscu, gdzie go wymyślono.

E

W trosce o swoją figurę i dla dobra mojej diety muszę brutalnie przerwać te rozmowy o słodyczach, bo jestem niedaleko od zamówienia kawałka tortu pralinowego. Aleksandra Sowa ma jakieś kompleksy? Nie lubię siebie na zdjęciach. Wydaje mi się, że sztucznie wychodzę, nie podobam się sobie. Nie jestem umięśniona, za mało ćwiczę. Nie mam czasu na siłownię. Często się zdarza, jak już wybieram się poćwiczyć, że wpadnie jakieś nietypowe zamówienie na tort i trzeba ze wszystkiego rezygnować. Tort w kształcie budynku albo ulubionej zabawki...

Skoro nie kąpiesz się w czekoladzie, to jak się relaksujesz? Lubię wyjeżdżać nad polskie morze, staram się wyciszać, wyłączać telefon, ale maksymalnie jadę na dwa dni. Wracam z czystym umysłem. Od razu mam mnóstwo pomysłów. Lubię chodzić do restauracji i kawiarni ze znajomymi. Mamy w mieście wiele fajnych lokali i doskonałych kucharzy. Choćby Strefa z widokiem na Wyspę Młyńską. Lubię też oglądać programy kulinarne i robić zaprawy. Ostatnio doskonale się relaksowałam, zaprawiając imbir gotowany z miodem. To cudowny dodatek do herbaty.

A ty znowu o tortach. Chcesz mnie wykończyć. Masz jakieś małe kobiece słabości? Kolekcjonujesz markowe buty albo torebki? Nic charakterystycznego. Lubię zakupy jak każda kobieta. Czasem przyjemność sprawia mi wizyta u kosmetyczki albo u fryzjera. Ubrania kupuję w sieciówkach, nie od projektantów. Na studniówkę i na wesele kuzynki sama zaprojektowałam swoją suknię, a krawcowa mi ją uszyła. Czyli drzemie w Tobie nie tylko cukiernicza artystka. Być może. Jednak zawód cukiernika to nie jest tylko artystyczna sztuka dekoracji. To też zwykła techniczna praca. Momentami aptekarska, bo nie można tak arystycznie zaszaleć jak w gastronomii. Tu trzeba trzymać się sprawdzonej receptury.

I znowu wraca jak bumerang w naszej rozmowie temat słodyczy. Relaksujesz się przy słodyczach, pracujesz ze słodyczami. A w Twoim biurze widzę na ścianach wielkoformatowe zdjęcia różowych babeczek z kremem... To moja pasja, więc zajmuje mnie nie tylko w pracy. Wybrałam słodycze, bo są smaczne, poprawiają humor, ale też można zrobić z nich coś pięknego. Kwiaty albo zwierzęta. Dobra kawa i słodycze potrafią odegrać też większe role w życiu. Jednoczą, cementują związki, rozwijają przyjaźnie. Coraz więcej ludzi lubi wyjść z domu i zjeść w miłym gronie coś pysznego. Szczególnie wśród kobiet obserwuję tradycję wybierania się do kawiarni

W swojej własnej kuchni często korzystasz z charakterystycznych polskich przepisów? Nie tylko we własnej kuchni, ale też na mistrzostwach używam polskich produktów. Wykorzystuję w przepisach miody, polskie śliwki, maliny. R

z koleżankami. Uwielbiam w szczególności starsze panie, które do nas przychodzą na plotki i dobre ciastko. Czasem je zagaduję. One mają swoje zwyczaje. Na przykład jest pewna grupa bydgoszczanek, które przychodzą do nas zawsze w poniedziałek o 14.00. Siadają przy tym samym stoliku. To urocze.

K

L

Masz ochotę na coś słodkiego? Zajrzyj na naszego Facebooka. Ola Sowa specjalnie dla Czytelniczek naszego miesięcznika zdradziła przepis na pyszny deser.

* Aleksandra Sowa 25 lat, wspólnik w firmie Cukiernia Sowa. Uczestniczka wielu imprez cukierniczych w Polsce i Europie. Laureatka Mistrzostw Polski Lodziarzy, uczestniczka Mistrzostw Świata Młodych Cukierników w Sao Paulo. Współorganizator konkursu Trendy Chef. Współprowadząca program „Nożem i Widelcem” w TVP Regionalna A

M

A

1981113BDBHA

miasta kobiet

listopad 2013

7


focus na modę

Cztery odsłony jesieni 15

K

rata chyba nigdy się nie znudzi projektantom, bo choć nieraz schodzi na dalszy plan, to zawsze dumnie powraca. Może być grzeczna, oficjalna, ale i rockowa. Pewne jest, że w tym sezonie nie może jej zabraknąć w naszej garderobie!

1

16

2 17

14

18

3 4

20

19

21

22

5 6

23

W

7

9

8

10

śród kolorystycznych trendów jesieni trudno przejść obojętnie obok morskiej palety, z kobaltem na czele. Głęboki odcień błękitu w swoich kolekcjach zawarły, między innymi, Stella McCartney i Donna Karan. Z tą barwą nie utoniesz w tłumie.

24

25 26

27

30

29 31

11

13 12 28

2027313BDBHA

1. Opaska Glitter - 24,90 zł 2. Sukienka Molton - 599 zł 3. Plecak Pull&Bear - 119,90 zł 4. Bluzka Bershka - 79,90 zł 5. Ozdoba Home&You - 4,50 zł 6. Koszula Levi’s - 239 zł 7. Żakiet Esprit - 579 zł 8. Spódnica C&A - 59,90 zł 9. Apaszka Stradivarius - 49,90 zł 10. Legginsy Stradivarius - 44,90 zł 11. Trampki Pull&Bear - 139,90 zł 12. Pasek Kazar - 169 zł 13. Zastawa stołowa Home&You - miseczka 8,50 zł | talerzyk 9,50 zł | kubek 13,30 zł 14. Czapka Diverse - 49,99 zł 15. Polar 4F - 149,90 zł 16. Rękawiczki Ochnik - 249,90 zł 17. Kurtka Orsay - 239,95 zł 18. Czółenka Deichmann - 49 zł 19. Naszyjnik Glitter - 129 zł 20. Marynarka Stradivarius - 99,90 zł 21. Ozdoba Motyl Almi Decor - 19,90 zł 22. Sukienka Zara - wzór 23. Naszyjnik Aldo - 69 zł 24. Kopertówka Kazar - 569 zł 25. Bluzka BUTIK I LIKE - 34,90 zł 26. Pierścionek YES - 1995 zł 27. Spódnica Pull&Bear - 119,90 zł 28. Baleriny VENEZIA - 289 zł 29. Bluzka Gerry Weber - 249 zł 30. Zegarek Time Trend - 460 zł 31. Kolekcja Artesano, Villeroy&Boch VB Porcelana Fashion drewniana deska do krojenia 209 zł | butelka do oliwy 155 zł | serwis kawowy dla dwojga 360 zł Focus Mall Bydgoszcz: ul. Jagiellońska, www.focusmall-bydgoszcz.pl, czynne codziennie od 9-21

8

miasta kobiet

listopad 2013


focus na modę Krata, kobalt, szarości i intensywna czerwień - to trendy, które rządzą tej jesieni w damskiej garderobie. Motywy te zagościły także w kolekcjach markowych sklepów w Focus Mall Bydgoszcz. Na naszych stronach prezentujemy przegląd propozycji ubrań oraz dodatków, dzięki którym przejdziesz modnie przez jesień. Zainspiruj się! 34

33

32

52

51

50

53 36 54 58

37 56 55

35

S

ą ponadczasowe i wcale nie muszą być nudne. Mowa o modnych szarościach, które pasują chyba do każdego typu urody. W tym sezonie gołębi odcień zagości na płaszczach, butach, rajstopach, torebkach i ciepłych swetrach.

38 57 61

39

62

60

41

40

59

42

63

64

43

66

44 46

47

67

65

68

O

45 48

49

gnista czerwień postanowiła nie czekać na karnawał i z gorącym temperamentem wtargnęła na sklepowe wieszaki już teraz. Ubrania i dodatki w tym kolorze ożywią każdą stylizację. Podobno czerwień dodaje pewności siebie. Sprawdź sama!

70

69

Focus Mall Bydgoszcz: ul. Jagiellońska, www.focusmall-bydgoszcz.pl, czynne codziennie od 9-21

miasta kobiet

listopad 2013

9

2027313BDBHB

32. Sweter Levi’s - 499 zł 33. Komplet biżuterii YES - od 299 zł 34. Sweter Orsay - 119,95 zł 35. Czapka Deichmann - 24 zł 36. Torebka Aldo - 199 zł 37. Spódnica Gerry Weber - 379 zł 38. Buty Diverse - 179,99 zł 39. Żakiet Tatuum - 299,99 zł 40. Maska Oysho - 49,90 zł 41. Spódnica Zara - 199 zł 42. Komin Ochnik - 159,90 zł 43. Rajstopy Gatta - 37,90 zł 44. Kozaki Venezia - 399 zł 45. Buty Aldo - 479 zł 46. Bluzka C&A - 69,90 zł 47. Spodnie dresowe Adidas - 229,99 zł 48. Torba Esprit - 199 zł 49. Portfel Sumatra - 129 zł 50. Kurtka BUTIK I LIKE - 169,90 zł 51. Oprawki Beyu i 2 soczewki korekcyjne Vision Express - 299 zł 52. Bluzka Zara - 199 zł 53. Portfel Ochnik - 199,90 zł 54. Spódnica Molton - 399 zł 55. Buty Relaks Wojas - 399 zł 56. Kolczyki Glitter - 24,90 zł 57. Botki Aldo - 399 zł 58. Bransoletka YES - 158 zł 59. Sweter Stradivarius - 99,90 zł 60. Pasek Kazar - 129 zł 61. Koszulka Oysho - 99,90 zł 62. Zegarek Time Trend - 115 zł 63. Kurtka Lewi’s - 479 zł 64. Szal Diverse - 69,99 zł 65. Torba Venezia - 899 zł 66. Sukienka Tatuum - 189,99 zł 67. Botki Venezia - 349 zł 68. Biustonosz Atlantic - 119,99 zł 69. Kopertówka Deichmann - 39 zł 70. Walizka Sumatra - 249 zł


felieton

Szalej mała, szalej! Bierz za mały sweterek (przecież schudniesz), za duże buciki (włożysz dwie pary skarpet, w końcu zapowiadają zimę stulecia), plastikowe kolczyki (krzywe co prawda, ale nic nie szkodzi). Lena Kałużna* MUSISZ to mieć. Nie masz? Nie nadążasz. Zostałaś, staruszko w epoce kamienia łupanego.

J

esień. Jak co roku, razem z liśćmi z drzew spadają ceny ubrań i gadżecików. Promocje, promocyjki. Wszyscy zaaferowani, bo można sweterek zamiast za 100 kupić za 50, buciki z 500 na 400, a kolczyki za jedyne 2,50. Wątpliwej jakości, ale nieważne! Bierz to! Bierz wszystko! Bierz za mały sweterek (przecież schudniesz), za duże buciki (włożysz dwie pary skarpet, w końcu zapowiadają zimę stulecia), plastikowe kolczyki, krzywe co prawda, ale nic nie szkodzi, bo podobno wszyscy jesteśmy asymetryczni i pewnie uszy też masz krzywo. Gratka! Szaleństwo! Szał ciał. Bo co jak co, ale ciała szczególnie czuć o tej porze roku. W tych kurtałkach, w tym centrum handlowym. Tam gorąco, tobie gorąco, wszystkim gorąco. Niby zimno, a jednak upał.

Łap rytm mody! Kup trzy zegarki i noś wszystkie naraz. Każdy nastaw na inną strefę czasową i poczuj, jak Twój nadgarstek wyprzedza trendy! W tym sezonie musisz mieć coś w kratkę, coś w kwiatki (łącz oba, baw się modą), coś włochatego, coś błyszczącego (trend disco to się podobno nazywa). Ubieraj się przy tym na czarno-biało, ale jednak w kolorze, żeby nie było nudy. W końcu musisz mieć też coś pastelowego, przygaszonego i coś w intensywnie niebieskim i ekstraczerwonym i w ogóle. Szalej mała, szalej! Dwa razy w roku branża modowa serwuje nam długie listy zakupowych „must have”.

10

miasta kobiet

listopad 2013

Mast hewy Z przykrością jednak stwierdzam, że wiele z takiej sezonowej litanii „mast hewów” przeznaczone jest wyłącznie dla młodych. Konkretnie nawet młodych i szczupłych. Niestety, nie zważając na proporcje własnej sylwetki (zapewne z braku wiedzy) ani nawet osobiste upodobania (zakładam, że są one w fazie kształtowania), niejedna te „mast hewy” nosi. Jest w żurnalu wielkimi wołami napisane, że to ostatni krzyk mody. Choć czasem miewa się wrażenie, że krzyk, owszem, ale rozpaczy. Tej jesieni na przykład królują sweterki długości do pępka. Leży taki sweterek w sklepie na półeczce. I już się cieszysz, bo widać z daleka, że kolor ma ładny i takie perełki na ramionach. No cudo. Podchodzisz, dotykasz, mięciutki. Podnosisz i wtedy się okazuje że mu pas ucięło, a materiału to nawet na przykrycie Twojego biustu nie starczy. I nie rozumiesz, czy ktoś sobie żarty robi, czy ze złości poucinał hurtowo te sweterki. Na to wskazywałyby fatalne wykończenia. Otóż nie kochana, „tak miało być”. A Ty zapomnij o sweterku, bo czy wybierzesz ten, czy żaden, na jedno wychodzi, nerki będą tak samo odkryte. Luźna obserwacja Nie zrozumcie mnie źle. Nie usiłuję wyznaczyć żadnej normy, wskazać ram. To luźna obserwacja zjawiska, które mimo problemów natury ekologicznej i etycznej skłania ludzi do szaleństwa zakupów. A także zjawiska, które nakazuje bawić się modą, poszukiwać siebie - jednocześnie surowo krytykując błędy.

„Na dywaniku” u błyszczących stylistek z telewizora komentowane są celebrytki. Że jedna się ubrała zbyt luźno, inna zbyt obcisło, a kolejna tak normalnie, nic nie obciska, nic nie zwisa i też nie jest dobrze, bo nudno. Gwiazdy stać na więcej, możliwości do zabawy modą mają też ciekawsze niż taki szary człowiek. Ale opiniowani i poddawani krytyce jesteśmy wszyscy. Codziennie. Sąsiadka dowali, żeś się ubrała jakby lustra w domu na twój widok popękały. Przyjaciółka, to wiadomo, z troski i dobrego serduszka. Strach wyjść na ulicę.

Wpadka modowa Tylko, czym tak naprawdę jest błąd, jak brzmi definicja „modowej wpadki”? Uczyli nas w szkole matematyki, więc wiadomo, ile jest dwa plus dwa. Ubierania się nikt nas nie uczył. Wszystkie czerpałyśmy z otoczenia, nakazów mamy i taty. Zanim kogoś skrytykujesz, pomyśl, że te otoczenia i rodzicielskie wskazówki bywają różne. Na starcie po wyprzedażowe sukienki umyka nam czasem, że jest jesień. Kolorowe liście. Nawet dzieci w przedszkolach zamiast kasztanowych ludzików w czapeczkach z żołędzi kleją teraz kolaże z modowych magazynów. I chociaż słońce wciąż świeci, to z rana wiatr zaczyna szczypać po policzkach. Póki jest jasno, warto odetchnąć tą aurą, przeciągać się leniwie, dodać czarny bez do herbaty. Iść na spacer. Przecież nie samymi zakupami kobieta żyje! *Lena Kałużna Socjolożka, trenerka wizerunku. Pomaga kobietom odnaleźć własny styl. Szczegóły na www.kobiecaperspektywa.pl


ponczo Lara Fabio 189,90 zł tunika Tatuum 129,90 zł legginsy Mohito 89,90 zł rękawiczki Ochnik 143,92 zł torba EsTilo 245 zł kozaki Badura 599 zł

Ogniste okrycie

Agnieszka Nijak stylistka

Jednym z modnych, jesiennych okryć jest ponczo. Można je nosić do wielu stylizacji, traktować jako ozdobę, ciepły dodatek na kurtkę bądź płaszcz. Dla Pani Agnieszki, uczestniczki spotkań ze stylistką w Galerii Pomorskiej, wybrałam czerwone i białe ponczo w kilku odsłonach. Czerwone do pracy polecam łączyć z modnym w tym sezonie bordowym kolorem oraz oficjalną bielą. Ogniste ponczo sprawdza się również w jesienne, pochmurne dni, podczas popołudniowych spotkań. Połączone z czerwoną sukienką oraz innymi dodatkami sprawi, że będziesz tryskać energią. W barwie czerwonej doskonale sprawdza się również w casualowych, ciemniejszych stylizacjach i świetnie pasuje do legginsów ze skórzanymi wstawkami. Jesień to także czas na biel. Tym strojem udowadniamy, że ponczo można nosić na wiele sposobów, a biały kolor nie tylko przeznaczony jest dla Pań w rozmiarze 36. Przy stosowaniu bieli w górnej partii sylwetki ważne jest tylko, by wyszczuplić nogi poprzez zastosowanie wąskich rurek. Jeśli i Ty masz modowe dylematy, w każdą środę możesz skorzystać z bezpłatnych porad stylistek Galerii Pomorskiej. Wystarczy zapisać się za pomocą specjalnej aplikacji na Facebooku Galerii Pomorskiej: www.facebook.com/Galeria.Pomorska

Ponczo z charakterem

BEZPŁATNIE W KAŻDĄ ŚRODĘ! Wejdź na: www.galeriowa szafa.pl 2028013BDBHA

na spotkanie

do pracy

ponczo Lara Fabio 189,90 zł sukienka Tatuum 169 zł torebka Tatuum 89 zł rękawiczki Lara Fabio 39,90 zł bransoletki Tatuum 19,90 zł kolczyki Tatuum 19,90 zł

bluzka Tatuum 145 zł spódnica Tattum 139,90 zł ponczo Lara Fabio 189,90 zł rękawiczki Ochnik 229,90 zł bransoletka Tatuum 39,90 zł torba Ochnik 339,90 zł botki Badura 419 zł

MAKIJAŻ

FRYZURA

Twoje indywidualne spotkanie ze stylistką

do kina

na zakupy

ponczo Lara Fabio 189,90 zł futrzana kamizelka Promod 269 zł spodnie Promod 89 zł rękawiczki Ochnik 143,92 zł bransoletka Promod 69 zł botki Promod 150 zł

żel crem do układania włosów Brush cream 66 zł lakier do włosów Fix spray 64 zł

MODELKA: Agnieszka Głowacka FOTOGRAFIE: Tymon Markowski STYLIZACJA: Agnieszka Nijak

stylistka poleca


kobieta przedsiębiorcza

Leśny orgazm w papilotkach Na waniliową babeczkę każdy facet poleci. Śmiejemy się, że to taka słodka blondynka. Dla tych, którzy wolą brunetki, mamy czekoladową. TEKST: Dominika Kucharska ZDJĘCIA: Tomasz Czachorowski

C

hcesz pogadać z fajnymi babkami? Idź na Pomorską - rzuciła niedawno moja znajoma. Gdy poznałam szczegóły, od razu chwyciłam za telefon. Okazało się, że nie chodzi tylko o fajne babki, ale o górę fajnych babeczek... Tak zwanych cupcake’ów, które wyglądają jak wyjęte z amerykańskich filmów z czasów Marilyn Monroe i Jackie Kennedy.

BO MY TROCHĘ GOTKI JESTEŚMY Jak je sobie wyobrażałam? Urocze fartuszki, kokardki, fryzura wystylizowana na pin’up girl. Co tu dużo mówić - w głowie miałam obraz idealnej pani domu, mieszkającej pół wieku temu na przedmieściach Nowego Jorku. No i trochę się zdziwiłam, bo zamiast cukierkowych dziewczyn zobaczyłam dwie babki w spodniach i fryzurach z wygolonym wzorkiem po bokach. - Pewnie teraz tego nie widać, ale my trochę gotki jesteśmy - mówi Justyna. To ta bardziej rozgadana połówka babeczkowego biznesu. Swoją miłość do słodyczy uwieczniła tatuażem miśka żelki na nadgarstku. Na zapleczu krząta się Magda - spokojniejsza od sklepowej wspólniczki, autorka większości fantazyjnych ozdób wystających z kuszącego kremu. - Ja ogarniam przód, a Madzia tył - streszcza Justyna. Funky Cupcake powstało w ciasnym lokalu, na parterze kamienicy. Jak już się przekonałam, właścicielki do cukierkowych nie należą, ale maleńkie wnętrze od samego wejścia ocieka słodyczą. Przez fioletowo-turkusowe

12

miasta kobiet

listopad 2013

pasy na ścianach przebija się oryginalna cegła pomalowana na biało. Na półkach stoją urocze dodatki, pudełka, talerzyki, tace - wszystko z nieodłącznym motywem babeczki. - Mamy bzika na tym punkcie. Jak coś jest z babeczką, to musimy to kupić - przyznają.

A MOŻE TAK SŁODKI BIZNES? Przed etapem babeczkowego szaleństwa Magda i Justyna chwytały się różnych zajęć. Jedna robiła i sprzedawała biżuterię. Druga pracowała w sklepie turystycznym. Marzyły o założeniu pensjonatu. Pieczenie ograniczało się jedynie do pasji. Do czasu… - W jednym z programów śniadaniowych gościem była właścicielka sklepu „Fajne Baby”. Gdy zobaczyłam te pyszności, to od razu wiedziałam, że mogłabym to robić do końca życia - wspomina Magda. Z przekonaniem do tego pomysłu uzależnionej od oglądania „Słodkiego biznesu” Justyny nie było problemów. Dla niewtajemniczonych wyjaśniam, że „Słodki biznes” to program telewizyjny, który przedstawia od kuchni pracę Buddy’ego Valastro - jednego z najsłynniejszych cukierników w Stanach Zjednoczonych. Mający włoskie korzennie szef cukierni w New Jersey potrafi wyczarować tort wyglądający jak prawdziwa torebka od Coco Chanel czy… komenda straży pożarnej. GORZKIE SŁODKIEGO POCZĄTKI Dziewczyny na rozkręcenie biznesu dostały dotację. Wcześniej jednak musiały zanurko-

wać w rzece urzędowych papierów, pozwoleń i kontroli. Wtedy nie było za słodko. - Madzia napisze kiedyś o tym książkę (śmiech). Mamy już nawet tytuł. „Perypetie dwóch babeczek, czyli jak otworzyć firmę”. Ja dopiero tydzień po otwarciu przestałam mieć urzędowe koszmary - mówi Justyna. Za pieniądze z dotacji skompletowały najpotrzebniejszy sprzęt cukierniczy. - Pan z urzędu pracy bardzo się zdziwił, jak zobaczył na naszej liście zakupów termometr do mierzenia temperatury cukru - wspominają z uśmiechem. Produkcji babeczek na większą skalę musiały uczyć się od podstaw. Testowały przepisy, spisywały pomysły na kremy i kombinacje smaków, a rodzina i znajomi smakowali i skakali ze szczęścia, bo kto by nie chciał być takim królikiem doświadczalnym. Wielkiego otwarcia sklep doczekał się we wrześniu. Nie mają warunków, aby piec babeczki na miejscu, więc codziennie jeżdżą za Bydgoszcz, do zaprzyjaźnionej piekarni, w której właściciele użyczają im „kawałka” pieca.

ONE NIE TUCZĄ Wodzę wzorkiem po tym raju dla kochających słodycze, a zarazem piekle dla starających się dbać o linię. Przez ścianki szklanych słoików widać czekoladowe ciasteczka, landrynki i kolorowe, jadalne ozdoby przypominające perełki... I jeszcze jedno - zapach, który z powodzeniem złamie najsilniejszą wolę i zaklinanie się, że jesteśmy na diecie. Zresztą dziewczyny


kobieta przedsiębiorcza

mówią wprost, że mają już trochę przerwanych diet na sumieniu, chociaż, mrużąc jedno oko, twierdzą, że ich babeczki wcale nie tuczą. Z metalowego stojaka kusząco spoglądają na mnie dopieszczone cupcake’i w kolorowych papierkach, które jak się dowiaduję, noszą nazwę papilotków. - One nie są do oglądania, tylko do jedzenia. Nie patrz tak, tylko wybierz którąś - słyszę. Zadanie nie jest łatwe. Waham się między kilkunastoma rodzajami cupcake’ów a wytrawnymi muffinami z łososiem i kaparami. - Ale przecież miało być słodko - mówię i ostatecznie łapię za babeczkę, którą najczęściej wybierają najmłodsi kupujący. Czekoladowe ciasto, czekoladowy krem i mnóstwo dodatków. Z kremowej kopuły wystają kawałki batona z karmelem, lentilki i pianki marshmallow.

FUNKY CUPCAKE POWSTAŁO W CIASNYM LOKALU, NA PARTERZE KAMIENICY. WŁAŚCICIELKI DO CUKIERKOWYCH NIE NALEŻĄ, ALE MALEŃKIE WNĘTRZE OD SAMEGO WEJŚCIA OCIEKA SŁODYCZĄ. zmem w czarnym lesie”. Czekoladowe ciasto, wydrążony środek nadziewany konfiturą z czarnej porzeczki, na to krem śmietanowy i wisienka. Jedzące ją kobiety wydają dźwięki, jak w sypialni (śmiech). Kiedyś nasza klientka kupiła tę babeczkę na wynos. Jechała z mężem samochodem, zaczęła jeść i… zaczął się leśny orgazm. Mężczyzna podobno aż zjechał na pobocze, bo nie wiedział, co się dzieje - opowiadają. Okruszki ciasta spadają mi na podłogę. Przepraszam, że tak nabrudziłam, ale w odpowiedzi słyszę, że właśnie te spadające okruszki dają im największą satysfakcję. - Wtedy wiemy, że smakowało. Piję owocową herbatę i nie mam wątpliwości, że w takich momentach nie zamieniłabym swojej pracy na żadną inną.

MRUCZYMY… Nieumiejętnie zabieram się do jedzenia, bo niby jak ugryźć ten słodki „problem”. - Wybrałaś babeczkę dla dzieciaków, to teraz się martw myślę w duchu. Na pierwszy ogień idą dodatki. Potem wgryzam się w resztę. Niekontrolowane mruknięcie zadowolenia wydobywa się z moich ust. - Na to czekałyśmy! - słyszę od uśmiechniętych dziewczyn. Ale na co? Na mruknięcie? W rzeczy samej i tu zaczyna się opowieść. Mamy taką babeczkę, którą nazywamy „orgaR

E

wam potrzeba - zauważam. - Spokojnie. Są przecież marchewkowe z imbirem - słyszę w ripoście. W głowie mają już szereg pomysłów na kolejne jadalne kusicielki w papilotkach. Wysypu nowości możemy się spodziewać już za kilka dni. Wtedy dziewczyny pokażą swój gotycki pazur, bo w sklepie z amerykańskimi babeczkami Halloween nie może przejść bez echa. Justyna i Magda zacierają ręce. Na babeczkach zagoszczą dynie, nietoperze, ząbki wampirów i kościotrupy. - Halloween najchętniej obchodziłybyśmy przez cały rok. Te babeczki będą świetne - zapewniają. Z nieskrywanym żalem i pełnym żołądkiem opuszczam Funky Cupcake. Refleksja? Z babkami i babeczkami to życie jest słodsze, a przerwy na wytrawne kawałki tylko mnie w tym utwierdzają.

BLONDYNKI, BRUNETKI, RUDE - Na waniliową babeczkę każdy facet poleci. Śmiejemy się, że to taka słodka blondynka. Dla tych, co wolą brunetki, mamy czekoladową - mówi żartobliwie Justyna. To jeszcze rudych K

L

A

M

A 1282713TRTHA

Nowoczesna kosmetologia • Luksusowe zabiegi na twarz • Endermologia LPG • Manicure SPA, pedicure SPA • Usługi fryzjerskie

• Medycyna estetyczna • Face Lab - fale radiowe, podczerwień • Zabiegi na ciało, masaże

Zapraszamy: Toruń, ul. Szosa Chełmińska 166, tel. (56) 655 24 99, www.DrIrenaEris.com/Instytut


tabu

300 rozwodów rocznie Proza życia to bijący i pijący panowie. Z sędzią Andrzejem Westphalem*, rozmawia Janusz Milanowski

Panie sędzio, ile par Pan rozwiódł? Pracuję w tym wydziale 15 lat. Trudno powiedzieć... Rocznie prowadzę około 300 spraw rozwodowych. Prawo jest w stanie zdefiniować niemal wszystko. A jak definiuje miłość? Prawo, jak gdyby nie definiuje miłości, tylko nakłada na małżonków obowiązek wspólnego pożycia, wzajemnej pomocy i wierności oraz współdziałania dla dobra rodziny, którą przez swój związek założyli. To są obowiązki małżeńskie, a samo małżeństwo w świetle orzecznictwa Sądu Najwyższego istnieje wtedy, kiedy jest wspólność w sferze gospodarczej, fizycznej i emocjonalnej. I tu dopiero pojawia się miłość w świetle orzecznictwa sądowego - jest nią właśnie ta specyficzna więź emocjonalna. Te trzy więzi to charakterystyczne cechy małżeństwa. To, czy nastąpił ich rozkład, oceniamy w sprawie o rozwód. Jest on orzekany, jeśli nastąpił zupełny i trwały rozkład pożycia małżeńskiego. Co to znaczy trwały? Zupełny rozkład pożycia małżeńskiego ma miejsce wtedy, gdy nie ma już uczucia miłości, nie ma pożycia fizycznego, wspólnoty gospodarczej. Mówiąc obrazowo - gdy nie ma już wspólnych pieniędzy, posiłków,

14

miasta kobiet

listopad 2013

zakupów, marzeń, planów, łóżka, pozytywnej więzi - nic już małżonków nie łączy. Ten stan musi trwać długo i dodatkowo nie ma przesłanek, że jeszcze coś się zmieni. Żaden przepis nie definiuje pojęcia trwałości w ujęciu czasowym. Według prawa niemieckiego musi minąć pół roku bez wspólnego życia małżonków, żeby mówić o trwałym i zupełnym rozkładzie. U nas ustawodawca tego nie określa, pozostawiając to ocenie sądu. Co jest najczęstszą przyczyną rozwodów? Zdrada? Nie. Alkohol i to wszystko, co się z tym wiąże: agresja słowna, fizyczna, problemy finansowe. Kobiety też piją. Też, ale spraw rozwodowych z tym związanych mamy niewiele, przynajmniej w naszej toruńskiej praktyce. Proza życia to pijący i bijący panowie. Kobiety często przez wiele lat nie mają pola manewru. Nie są w stanie samodzielnie utrzymać siebie i dzieci. Nie mają dokąd się wyprowadzić. Dopiero gdy dzieci zaczynają dorastać, usamodzielniają się, mają własne mieszkania, to wtedy mówią „mamo, chodź do nas i skończ to małżeństwo”. Wówczas kobiety po wielu latach cierpienia decydują się na rozwód.

Rozwodzą się ludzie z różnych warstw społecznych. Czy alkohol jako przyczyna rozwodu jest domeną ludzi biednych, gorzej wykształconych? Trudno jest mi odpowiedzieć. Nie robiłem nigdy statystyk pod kątem przekroju społecznego osób rozwodzących się i pijących. A inne przyczyny? Problemy ekonomiczne, ale jeśli małżonkowie ze sobą rozmawiają, są szczerzy, to są w stanie je pokonać. Dość często podczas spraw rozwodowych przewija się motyw zadłużeń. Jedno ze współmałżonków zaciąga jakieś kredyty, wpada w spiralę zadłużenia i ukrywa to przed partnerem. Taka postawa godzi przede wszystkim w to, co jest podstawą małżeństwa: wzajemne zaufanie. Coraz częściej też w grę wchodzi hazard i to nawet taki na poziomie automatów do gry na stacjach benzynowych. To wszystko? Niestety, nie. Przyczyna to też wyjazdy za granicę. W kraju jest ciężko znaleźć pracę i zarobić pieniądze pozwalające na godne utrzymanie rodziny. Ludzie wyjeżdżają w poszukiwaniu pracy. Rozłąka powoduje rozluźnienie wszelkich więzi. Trudno latami funkcjonować w dwóch światach: pracować w Anglii i kochać w Polsce.


tabu Wciąż nie wyczerpaliśmy jeszcze repertuaru przyczyn? Nie. Inną, częstą przyczyną, którą obserwuję wśród młodych małżeństw, jest niedojrzałość emocjonalna, szczególnie po stronie panów. Czasami w ogóle nie wiadomo, dlaczego taki młody człowiek zawarł małżeństwo. Nadal prowadzi życie kawalerskie, a koledzy są w centrum jego spraw. Kobiety, nawet bardzo młode, szybko dojrzewają do obowiązków związanych choćby z wychowaniem dziecka i stają na wysokości zadania. A panowie? No, niestety, często nie dorastają do nowej roli. Mówi Pan o młodych mężczyznach? Tak, o młodych. Chcę podkreślić, że my tu patrzymy na świat z tej drugiej strony, rozpatrujemy przypadki, kiedy coś nie wyszło. Nie jestem więc w stanie powiedzieć, ilu procentowo panów jest odpowiedzialnych, a ilu nie. Ja widzę masę tych niedojrzałych. A zdrady? Też często się przewijają jako przyczyna, ale tu znowu nie potrafię nic powiedzieć o jej częstotliwości, ponieważ w naszym wydziale nie prowadzimy takich statystyk. A z Pana doświadczenia? Dość często mam takie sprawy, ale trudno mi powiedzieć, na którym miejscu postawiłbym zdradę w hierarchii przyczyn. Zauważam tu pewne nowe tendencje, których jeszcze 10 lat temu nie było. Chodzi mi o znajomości zawierane przez Internet. Nawiasem mówiąc, z tą przyczyną rozwodów wiąże się nowe, ciekawe zjawisko, a mianowicie przedstawianie w czasie procesu materiałów zebranych przez detektywów. Często wygląda to tak, że współmałżonek nabiera podejrzeń, że jest zdradzany, widząc zmiany w zachowaniu partnera, który zaczyna bardziej albo inaczej dbać o siebie, chowa telefon, wysyła SMS z łazienki i wtedy nierzadko jest angażowany detektyw. Rozwody wydają się być jeszcze jednym znakiem czasów, gdy spojrzymy na statystyki. Zdarzało mi się rozmawiać z jubilatami złotych godów. Pytałem, jak to jest możliwe, że ludzie przeżywają ze sobą pół wieku. Zawsze słyszałem jedną odpowiedź... „Po wojnie mieliśmy tylko siebie, cieszyliśmy się każdym nowym garnkiem, a przede wszystkim z tego, że żyjemy, a wy z czego się cieszycie? Z kredytów, samochodów”. Małżeństwo wydaje się być coraz bardziej tylko umową cywilnoprawną i niczym więcej... Ja tak tego nie widzę. Z większości spraw rozwodowych wynika, że małżeństwa zawierane były z miłości. Często słyszę, że pobraliśmy się z miłości, ale potem „coś” się zaczęło dziać. Wydaje mi się, że to właśnie teraz życie jest cięższe i trudniej to wszystko sobie poukładać. Mieszkanie wciąż jest luksusem, trzeba je najmować i często na to idzie pensja jednego ze współmałżonków. Gdy jedno z nich straci pracę, to od razu pojawiają się

problemy. Nie dyskredytowałbym instytucji małżeństwa. Po prostu obecnie trudno jest przeciwstawić się problemom codzienności. Dopóki mąż i żona razem stawiają im czoło, to wszystko jest w porządku, ale gdy któreś z nich zaczyna „wymiękać”, to koniec. Niech pan zauważy, ilu jest tzw. singli w wieku około 30 lat i nie zawsze wynika to z ich niedojrzałości czy hedonizmu, lecz z realnej oceny sytuacji: żeby założyć rodzinę, muszę mieć pracę. A nawet jeśli ją mam, to zarabiam za mało. Miłość bez pieniędzy zdycha? Miłość to podstawa, ale trzeba mieć co do garnka włożyć, zwłaszcza gdy przyjdzie na świat dziecko. Mówi się, że dziecko łączy, ale to nie jest prawdą do końca. Dziecko może też podzielić. Dziecko to próba odpowiedzialności i siły uczuć rodziców, więc jeśli nie ma tej dobrej podstawy, czyli miłości, to sytuacja zaczyna ich przerastać. Z tego co Pan sędzia opowiada, wyłania się kolejna przyczyna: ekonomiczna. A brak wspólnych ideałów, marzeń, aspiracji, rozczarowanie miłością nie są już przyczynami? Mówi pan o tym, co w języku prawniczym nazywamy „niezgodnością charakterów”, ale to znikomy procent spraw. „Przestałam go kochać”, „przestałem ją kochać” - to rzadka przyczyna. Pozwy rozwodowe nie są składane pochopnie. Widzę, że decyzja o wniesieniu sprawy jest podejmowana po wielu nieprzespanych nocach i długiej walce w nadziei, że małżeństwo da się ocalić. Moim zdaniem w tym wszystkim nie ma cynizmu ani utraty wiary, na pewno nie...

pozostaje ziarenko niepewności, braku zaufania. Zdrada nie ma płci? Tak. Zdrada nie ma płci. Jest „gwoździem do trumny” małżeństwa. W przypadku alkoholu czy kłopotów materialnych są jakieś alternatywy, jakaś wspólna walka, jakieś „pomogę ci, zacznij się leczyć”, albo „jedź do Anglii i zarób, żebyśmy spłacili długi”. A zdrada... Zdrada za bardzo boli. Jest... końcem małżeństwa. Jest takie powiedzenie: nie żeń się, a nie będziesz się rozwodził... No wie pan... Równie dobrze można by powiedzieć: „Nie jeźdź na nartach, to nie złamiesz nogi”, „Nie idź do parku, bo ktoś cię napadnie”. Nie można tak stawiać sprawy. Życie ma różne barwy, różne wyzwania i uroki, i trzeba z tego korzystać, nie myśląc, że coś mi się stanie. Człowiek zawsze szukał swojej „drugiej połowy”. Większość ludzi ma dobre nastawienie do małżeństwa. Być z kimś przez całe życie, mieć wsparcie, pomoc, wychować dzieci, przeżywać wspólnie różne sytuacje - to jest coś pięknego. A to, o czym rozmawiamy, to są „wypadki przy pracy” (śmiech). Gdyby tak rozumować, to nie byłoby też ponownych małżeństw. Ostatnie pytanie... Panie sędzio, istnieje miłość, czy nie istnieje? Oczywiście, że istnieje. Ma pan na to dowody? Tak. Po pierwsze: to, że ludzie się pobierają, po drugie: gdy są problemy, to starają się je pokonać. A dlaczego? Bo się kochają. Mówimy przecież, że miłość wszystko zwycięży.

Wracając do ekonomii. Czy nie wydaje się Panu, że samodzielność ekonomiczna kobiet jest też przyczyną rozwodów? Zauważmy, że panie nie muszą już opierać się na mężczyznach w każdej sytuacji. Kobiety same już organizują swój świat i czas życia. Po co im chłop?! Nie, absolutnie nie... Ludzie jednak naprawdę wierzą w miłość, wierzą w małżeństwo i podejmują dojrzałe decyzje. Czy Pan wie, że jest nowa moda: przyjęcia porozwodowe, fetowanie tego wydarzenia, które na dobrą sprawę jest klęską. Nie słyszałem o tym. Chciałbym podkreślić jeszcze jedną ważną sprawę: wzajemnych relacji w okresie po rozwodzie. Zawsze powtarzam, „nie będziecie już państwo mężem i żoną, ale zawsze będziecie rodzicami”. Dlatego przyklasnąłbym modzie na zachowanie dobrych relacji i szacunku dla siebie chociażby w imię dobra dziecka. Z punktu widzenia Pana jako sędziego: czy zdrada męska czymś się różni od kobiecej? Wydaje mi się, że nie. Boli i uderza tak samo, bez względu na to, kto zdradził. Trudno jest wybaczyć zdradę, trudno potem ułożyć związek na nowo, to już nie jest to samo. Zawsze

* Andrzej Westphal Zastępca przewodniczącej Wydziału I Cywilnego Sądu Okręgowego w Toruniu. Jest sędzią podczas 300 rozwodów rocznie. miasta kobiet

listopad 2013

15


felieton

O czym śnią KOBIETY?

W męskich snach jest ciekawie. Praca, przygody i erotyka. Też bym tak chciała.

nawet tam oni znów mają lepiej? Podobno to wina biochemii, mózgu, wychowania i samych emocji. Kobiety przenoszą do snu problemy i choć tam nic nie pojawia się wprost, przetworzone negatywnie obrazy szaleją.

Zdaniem wróżki Cudzy ślub to tragedia w rodzinie, budowa domu to szczęście w miłości - mówi mi wróżka Aiwa, gdy nieśmiało pytam ją, jak śnią kobiety. Trudno powiedzieć, o czym śnią faceci, bo nie ma porównania, mężczyznom nie wróży. Wypadające zęby oznaczają chorobę. Nie śniłam o zębach więc może będę zdrowa? Jestem na razie, ale i tak nie uwierzę w proroczą moc, wiem, jak to działa. Myślimy magicznie, luźne skojarzenia zmieniają się w wizje. Przypadek i samospełniające się przepowiednie. Czas z tego wyrosnąć.

Lucyna Tataruch* Mój chłopak powiedział mi, że odchodzi i wyszedł trzaskając drzwiami. Nie wiem, co się stało, biegnę za nim. Widzę, że to jednak mnie ktoś goni. Krzyczę, uciekam ile sił w nogach, co on ode mnie chce? Nagle spadam, nie wiem nawet skąd. Już ledwo pamiętam, czemu w ogóle wyszłam z domu. Chłopak, jaki chłopak? Ten, który błogo śpi obok, kiedy ja budzę się zlana zimnym potem. To jedna z tych nocy. Leży spokojny, uśmiechnięty i śni, nawet nie będę myślała o czym. Mnie wciąż męczą te oderwane od życia koszmary. Trochę pociesza mnie fakt, że nie jestem z tym sama.

E

*Lucyna Tataruch Kulturoznawczyni, czarownica. Miłośniczka absurdu i parodii.

Na kozetce Ciekawe, co powiedziałby mi słynny Zygmunt Freud? Pewnie kazałby zmierzyć się z jakąś K

L

Je w w w po

To nie choroba Na sny nie ma lekarstwa, to w końcu nie jest choroba. Nie ma co dramatyzować, większość z nas śni całkiem miłe chwile. Mózg się oczyszcza, organizm odpoczywa. Tłumaczenia tych wizji mnie nie przekonują, zresztą pamiętam tylko 20 procent z nich. Tak mamy wszyscy, niezależnie od płci. Jednak w zapamiętanych obrazach kobiety są bardziej drobiazgowe. To my przywołamy ten wyśniony kolor czy szczegóły z obcej twarzy. Tak, jak na jawie.

Kolorowych snów Senna fabuła to trudna zabawa. To, co możemy w niej znaleźć, najczęściej już znamy. Ta twarz z przystanku czy ledwo pamiętana postać z filmu, mogę nie zwrócić na nią uwagi, a mózg już zapisał. Emocje czy twarze to jedno, zostaje jeszcze inwazja barw. Kolorowych snów - słyszę niemal co wieczór. Życzenia się spełnią? Aż 12 procent osób śni w czerni i bieli, dawniej było ich jeszcze więcej. Boję się wspominać swoje bajki z dzieciństwa. Brak koloru zostaje na zawsze. Co jeszcze?

Ich jest mniej Strach czy zakłopotanie - to zwykle dręczy nas podczas ciężkich nocy. W męskich snach jest ciekawiej. Praca, przygody i erotyka. Też bym tak chciała. Ja tylko wciąż spadam i biegnę, choć dawno nikt mnie nie gonił i nigdy nie zrzucił w przepaść. Naukowcy już to sprawdzili. Jestem jedną z tych 34 procent dziewczyn, które męczą się podczas snu. Takich facetów jest dwa razy mniej. Dlaczego R

trudną przeszłością. Uczucia i myśli wyparte zabrzmi diagnoza. Sny chronić nas mają przed przeżywaniem koszmarów na jawie. Coś mi się tu nie zgadza. Psychoanaliza brzmi obecująco, ale chyba się nie skuszę. Z historii znam przypadki osób, które nigdy nie doświadczyły tego, co lekarz im wmówił, w dorosłym życiu. Falszywe wspomnienia to fakt, sugestie tym bardziej. Bogata wyobraźnia uruchamia ten sam rejon mózgu, co prawdziwa retrospekcja. Po dwóch miesiącach mogę uwierzyć, że naprawdę spadłam w przepaść. To jeszcze nie wszystko. Skoro frunę i spadam, to pewnie chcę być mężczyzną. Tak Zygmunt tłumaczy nasze kobiece loty we śnie. Podświadomość ponoć wszystko wyjaśnia. A ja znowu nie wierzę.

partnerem strony jest jest firma Beds A

M

A

Ar fe łu w au pr ba ic ul w O ul in w sc

Po

1941213BDBHA

16

miasta kobiet

listopad 2013

No zje m us od pr Ko ty kr


Metamorfoza z Mistrzynią Świata To trzeci ekskluzywny Salon Fryzjerski Zaremba w naszym mieście -Wanczura elitarnej szkole. Zaremba International Academy to także staże dla osób po kursach fryzjerskich, którym brakuje praktyki. Dla doświadczonych stylistów odbywają się dwudniowe seminaria poświęcone najnowszym trendom, technikom strzyżenia czy koloryzacji. To właśnie tam najzdolniejsi przygotowują się do mistrzostw Polski i kontynentu. Nowoczesne formy nauki opracowane przez światowych specjalistów gwarantują najwyższą jakość usług. Ciągłe doskonalenie się to jedno z założeń szkoły. „Kto się nie rozwija, ten się cofa”, jak mawiają doświadczeni fryzjerzy. Warto skorzystać z tej rady. Idealnym początkiem naszej drogi może być nowa stylizacja. Zachęcamy do wizyty w salonach fryzjerskich Zaremba.

Jesienna aura bywa trudna dla naszych włosów. Jest jednak sposób by zawsze wyglądać idealnie. Odmień swój wygląd w nowym bydgoskim salonie fryzjerskim, pod okiem Mistrzyni Świata. Aromatyczna, dobra kawa i przyjazna atmosfera to idealny scenariusz na jesienne popołudnie. Czego więcej potrzeba? Miłej rozmowy, porady, profesjonalnej opieki. W takiej aurze o nasze włosy dbają specjaliści szkoleni przez Mistrzynię Fryzjerstwa, Joannę Zaremba-Wanczura. Do tej pory odwiedzać można ich było w dwóch bydgoskich salonach, przy ulicy Gdańskiej 58 i Nakielskiej 247A. Trzeci właśnie powstaje w samym sercu miasta. Odrestaurowana efektowna kamienica przy ulicy Dworcowej 47, nowoczesne wnętrze i najlepsi styliści - to już za chwilę stanie się wizytówką kolejnego ekskluzywnego miejsca w Bydgoszczy. Pod opieką Mistrzyni Nowy bydgoski salon należy do Grupy Fryzjerskiej Zaremba. Wybrane do tej kategorii miejsca łączy najwyższa jakość oferowanych usług. Nie może być inaczej, styliści uczą się od Mistrzyni Świata, której drogę na szczyt przybliżymy w następnym wydaniu „Miast Kobiet”. Joanna Zaremba-Wanczura swój tytuł zdobyła w 2004 roku, wcześniej wielokrotnie nagradzana była na konkursach kra-

jowych. W 2010 roku zdobyła miano Najlepszego Sędziego na świecie, dwa lata później uhonorowano ją medalem Komisji Edukacji Narodowej za szczególne zasługi dla oświaty. To tylko część wyróżnień jakie przez lata pracy przypadły mistrzyni w udziale. Jako trener wyszkoliła i wypromowała wielu kolejnych Mistrzów Polski i Europy. Zawodu uczy w kraju, jak i podczas wyjazdów zagranicznych. Każdy ze specjalistów pracujących w Grupie Fryzjerskiej Zaremba to jej podopieczny. Poprzeczka jest bardzo wysoko. Salony uczestniczą w przygotowaniach stylizacji modelek do pokazów mody czołowych polskich projektantów i muzyków do teledysków. Wizyta w kolejnym bydgoskim atelier to najlepsza okazja, by również poczuć się jak jedna z gwiazd. Najlepsi się uczą Sztuki fryzjerskiej od podstaw nauczyć się można w założonej przez Joannę Zaremba-

miasta kobiet

listopad 2013

17 2008213BDBHB


fot. Natalia Skiepurska

fot. Michał Tomaszewski

fot. Michał Tomaszewski

Uwielbiam backstage Wszyscy biegają z zegarkami. Coś nie wychodzi. Modelka nie może zapiąć stanika, komuś nie pasują buty. To istne szaleństwo. Z Moniką Lemańską*, projektantką mody i uczestniczką telewizyjnego programu Project Runway, rozmawia Dominika Kucharska

Wyrwałam Cię z modowego młyna. Organizowany przez Ciebie pokaz Fashion Show zbliża się wielkimi krokami. Jak taka impreza wygląda od kuchni? Jest szaleństwo i tak jak mówisz, jest też niezły młyn. Z drugiej strony jestem już dużo bardziej spokojna, niż gdybym zabierała się za coś takiego po raz pierwszy. Dwa lata temu udało mi się dostać do samego serca imprezy Fashion Week (największe, cykliczne modowe wydarzenie w Polsce - od red.), czyli na backstage. To był wielki organizm. Za sceną biegło jakieś 300 osób, które miały jeden cel. Coś niesamowitego. Pierwsze kroki w tej branży stawiałam, gdy miałam 19 lat. Od tego czasu zdążyłam się nauczyć, z czym to się je.

długi czas w tym temacie w naszym mieście nie działo się nic. Nie wróżę, że Bydgoszcz stanie się modowym centrum, ale rzeczywiście zmierzamy w dobrym kierunku. Nie ma się co oszukiwać - u nas ten rynek jest mały. Droga od projektanta do fryzjera czy wizażysty jest w miarę krótka. Jakieś 100 osób wystarczy, aby zorganizować pokaz. To, że Bydgoszcz w porównaniu z Warszawą jest mała, może też być atutem. Dzięki temu można utworzyć mocną grupę, która będzie kreatywnie działać i napędzać się wzajemnie. Natomiast jeśli chodzi o klientów, to jest dużo gorzej. Słyszymy - to jest fajne, ale zanim padnie słowo „kupuję”, mija trochę czasu. Tu chodzi o świadomość ludzi.

A co mamy w menu? Na pewno organizacyjną bieganinę. Do człowieka szybko dociera, że pokaz mody to nie tylko udane projekty i doskonale skrojone stroje. Trzeba poszukać modelek, miejsca, zadbać o scenografię, muzykę... Niestety, moda to taka branża, gdzie opakowanie jest bardzo ważne. Idea Fashion Show wykiełkowała pod koniec sierpnia, a dopiero pod koniec września udało mi się wszystko zebrać do kupy i stworzyć konkretny harmonogram.

A tę trudno zmienić... Generalnie mam problem ze zrozumieniem mentalności niektórych osób. Wzorujemy się na Zachodzie, ale tam inaczej podchodzi się do młodych twórców. Boli mnie to, że ludzie doceniają sztukę, design, a jednocześnie wciąż brakuje inwestorów. Wciąż dążymy do stagnacji. Ja kiedyś usłyszałam coś fajnego, że stagnacja to szpilka dla motyla. Mnie to nie jest potrzebne.

Mnie i tak wciąż zaskakuje to, że takie rzeczy dzieją się w Bydgoszczy. Wiadomo, że młodych zdolnych nie brakuje, ale przez

18

miasta kobiet

listopad 2013

Zaistniałaś tworząc kolekcję ubrań wykonanych z papieru. Tak. Modelki, które prezentowały te stroje, na początku były zdziwione. Obawiały się, że nie będą mogły się ruszać albo ktoś je podpa-

li, ale sama forma robiła furorę. Jakieś pół roku temu miałam zmówienie na papierową sukienkę dla dziewczyny, która szła na wesele. Młoda Para zorganizowała sobie oryginalną, artystyczną imprezę. Sukienka wytrzymała do północy! Czas niezły, szczególnie, że na weselu po 5 minutach idą oczka w rajstopach. Ale powiedz mi, czemu właśnie papier? Za dzieciaka, gdy nudziłam się na lekcji, wyrywałam kartki z zeszytu i je gniotłam. Robiłam to tak długo, aż arkusz zaczynał przypominać strukturę materiału. Utkwiło to w mojej pamięci. Gdy byłam na drugim roku studiów zostałam wciśnięta między dwóch projektantów na pokazie organizowanym w Myślęcinku. Miałam tydzień na przygotowania, ale bardzo chciałam tam być. Przypomniało mi się szkolne gniecenie papieru i uznałam, że to jest to. 7 dni bez spania, normalnych posiłków... Na ten czas mój pokój przemienił się w pracownię szaleńca. W pewnym momencie myślałam, że się tam zakleję, ale przetrwałam. Stroje z papieru, które są robione na pierwszych zajęciach artystycznych, są zazwyczaj starannie wycinane. Ja nie chciałam się przejmować, że ktoś usiądzie i sukienka będzie już źle wyglądać, więc to moje gniecenie sprawdziło się idealnie. Co więcej, taka sukienka żyje własnym życiem. Lubię współpracować z papierem.


jej pasja Po papierze przyszedł czas na bardzo kobiece, zwiewne kreacje... To prawda. Zarzucam sobie jednak jedną rzecz. Zazwyczaj projektantów można zdefiniować w paru słowach. Na przykład „specjalista od geometrycznych wzorów” . Mnie nie można tak określić. Może jest jeszcze za wcześnie. Na tę chwilę działam trochę na zlecenie. Nie boję się wyzwań związanych z projektowaniem. Potrzebna jest mi inspiracja, hasło. Na tej podstawie tworzę resztę.

kotle będę najbardziej efektywna. Dostałam się. Byłam przekonana, że będzie to wyglądać inaczej. Teraz do wielu rzeczy już się przyzwyczaiłam, ale są też takie kwestie, przeciw którym będę się buntować. Przykład? Na taki Fashion Week większość gości przyjeżdża po to, żeby się pokazać. Od mody bardziej liczy się to, że ktoś zrobi im zdjęcie. Wciąż wkurzam się, gdy widzę pana, który w tym pierwszym rzędzie przez cały pokaz wpatruje się w monitor komputera. Ale jednak Fashion Week to coś genialnego. Poznałam tam świetnych ludzi. Zobaczyłam, jak organizuje się takie wydarzenie. Uwielbiam backstage. Wszyscy biegają z zegarkami. Coś nie wychodzi. Modelka nie może zapiąć stanika, komuś nie pasują buty. To istne szaleństwo. Działa adrenalina. Może to głupie, że dla 15 minut pokazu sztab ludzi pracuje przez pół roku. Potem jednak okazuje się, że ten kwadrans daje ogromną satysfakcję. Jak głosi piosenka, w życiu piękne są tylko chwile i dla tych chwil warto się poświęcić.

I ta fanka obcasów o mały włos nie zostałaby sportowcem... Tak. Szyki pokrzyżowała mi kontuzja. Myślę, że gdyby nie to, to dziś byłabym trenerką czy choreografem tanecznym. Zajmowałam się fitnessem sportowym. Tam też byłam solistką, jak w projektowaniu. Mieliśmy organizowane w Bydgoszczy mistrzostwa Polski. Niestety, zajęłam czwarte, najgorsze miejsce dla sportowca. W fitnessie podobieństw do tego, co robię dziś, było dużo. Wszystko skupiało się wokół ciała. Na zawodach chodziłam na obcasach, musiałam szykować sobie stroje. To było dobre przygotowanie. Miałaś podstawę. W końcu twoja babcia była krawcową. Tak. Babcia szyła i gdy w głowie rodził mi się pomysł na dziwną, nietypową rzecz, to była ona tą osobą, na którą mogłam liczyć. A manekin od taty jeszcze stoi u ciebie w pokoju? Zocha jeszcze się trzyma. Tata pracuje w Operze Nova. Zajmuje się tworzeniem scenografii. Kiedyś przyniósł mi tego starego, zakurzonego manekina. Słyszałam, że Zocha nie ma biustu. No tak. Te stare manekiny nie miały biustu. Jak projektowałam sukienki z papieru, to zakładałam Zośce biustonosz, który czymś wypychałam. W ogóle mój pokój jest przesiąknięty ciekawymi historiami. Mieszkamy w mieszkaniu po dziadkach. Dziadek był artystą, dyrektorem plastyka. Jego pokój usiany był konstrukcjami z metalu i dziwnych materiałów. Jako dziecko nie rozumiałam tego do końca. Oczywiście jeszcze gdzieś musiało się znaleźć miejsce na babci maszynę do szycia. Potem dziwne rzeczy do tego mieszkania zaczął

znosić mój tata. Mamy tyle obrazów, że moglibyśmy je ułożyć jak tapetę na ścianie. Szacunek do sztuki masz w genach. Tego samego oczekujesz od innych? Jakich projektantów cenisz najbardziej? Tych, którzy realizują swoje projekty, czuwając nad każdy etapem ich powstawania. Są też tacy, którzy machną trzy kreski, zaniosą to do konstruktora, technologa, a potem do krawcowej i będzie gotowe. Po czym na końcu jest ubranie, a on musi się na pamięć uczyć, jak to zostało zrobione. To da się wyczuć. Całe szczęście są w Polsce projektanci, których się ceni za to, że ich kreacje to w cudzysłowie ich dzieci. Oni, nawet gdy ich pasja przerodzi się w dochodowy biznes, nie zgubią tej wiedzy. Przez pieniądze zgubić można za to pasję... Jasne, że można. Po pierwszym Fashion Week, na który pojechałam, byłam załamana. Za wszelką cenę chciałam tam być. Zgłosiłam się na backstage i od razu zaznaczyłam, że gdzie indziej nie pójdę, bo właśnie w tym

Mówiłaś, że na razie nie da się Ciebie zdefiniować, ale chyba wiesz, jaką projektantką chciałabyś być? Chciałabym być tą od zadań specjalnych. W sytuacji, w której nikt nie będzie chciał się podjąć działania, ja chcę to zrobić. Oczywiście pewnie sama najpierw złapię się za głowę, gdy usłyszę, o co chodzi, ale coś wymyślę. Jakie stroje zobaczymy na Fashion Show? Kolekcja, którą zaprezentuję, to ewolucja. Chcę zacząć od rzeczy, które można ubrać na co dzień. Potem stopniowo, w detalach będę wplatać artystyczne elementy, żeby zakończyć całkowitym upustem fantazji.

FASHION SHOW Wydarzenie modowe, które odbędzie się na drugim piętrze budynku po dawnym domu handlowym „Jedynak” w Bydgoszczy. Głównym punktem imprezy Fashion Show będzie pokaz kolekcji ubrań zaprojektowanych przez Monikę Lemańską.

* Monika Lemańska

fot. Joanna Sakwińska

A może to definiowanie zacząć od tego, w co sama lubisz się ubierać? Może… Tylko, że u mnie wygląda to tak, że rano zadaję sobie pytanie: „Jak chcę się dziś czuć?”. Tak też się ubieram. Nigdy nie ubieram się dla kogoś. Bywam tak zmienna, że ludzie nie poznają mnie na ulicy. Oczywiście, jak każda kobieta mam świadomość jakichś mankamentów własnej figury, więc pamiętam, żeby je maskować. Kocham obcasy.

fot. Michał Grzyb

Czyli czekasz na definicję siebie? Może komuś kiedyś uda się mnie podsumować, bo pewnie ja nie będę w stanie tego zrobić.

Ma 23 lata. Studiowała wzornictwo na UTP. W tym miesiącu zakwalifikowała się do polskiej edycji programu Project Runway, który będzie emitowany na kanale TVN. Razem z pozostałą jedenastką uczestników bydgoszczanka będzie konkurować o tytuł najlepszego projektanta. W amerykańskiej edycji programu Project Runway przewodniczącą jury i prowadzącą jest supermodelka Heidi Klum, a jurorami takie sławy, jak projektanci Michael Kors i Zac Posen oraz wieloletnia szefowa działu mody „Elle” i „Marie Claire” - Nina Garcia. miasta kobiet

listopad 2013

19


tabu

Kochanie, GDZIE MOJE kieszonkowe?

B

Kiedyś zapytałam, czy mogę sobie kupić sukienkę. W odpowiedzi usłyszałam, że i tak siedzę w domu, więc to, co mam w szafie, wystarczy. TEKST: Dominika Kucharska

N

ie dają szczęścia, ale wielu szybko doda, że lepiej, gdy są, niż gdy ich nie ma. Dla niektórych pieniądze są synonimem bezpieczeństwa, dla innych władzy. Co dzieje się w sytuacji, gdy domowy budżet zasila tylko jedna osoba? Gdy zaczynamy utrzymywać partnera lub sami stajemy się utrzymankami?

KLAUDIA, 28 LAT Pracuje w restauracji. Utrzymuje siebie i chłopaka. Uśmiechnięta, zaradna, młoda kobieta. Chwilę na rozmowę znajduje podczas półgodzinnej przerwy w pracy. Długie włosy upięte w mały koczek. Czarny uniform kelnerki. - Wydaje mi się, że ta sytuacja bardziej boli innych niż mnie samą - przyznaje. Adama poznała w Anglii. Zakochali się. Wspólnie wynajmowali mieszkanie. Pracowali oboje. Po przeliczeniu wypłaty z funtów na złotówki mogli powiedzieć, że im się powodzi. Po roku

20

miasta kobiet

listopad 2013

zatęsknili za Polską. Zamieszkali u rodziców Klaudii. To miało być chwilowe... Miało być, bo ten stan trwa już trzeci rok. Ona znalazła pracę. On próbuje, ale zawodowe wybory okazują się niewypałem. - Ja płacę za zakupy, opłacam wszystkie rachunki. Nieraz, gdy idziemy na imprezę, do kina czy kawiarni, wciskam mu banknot do ręki. Wtedy wygląda tak, jakby to on płacił. Wiem, że dla faceta ważne są takie szczegóły - mówi z pełnym zrozumieniem. Nie myślisz sobie nieraz „niech on wreszcie zacznie zarabiać”? - pytam. - Zdarza mi się, ale bardzo rzadko. Mam gdzieś konwenanse i to przekonanie, że mężczyzna ma utrzymywać kobietę. Żyjemy w niepewnych czasach i wiem, że równie dobrze to ja mogłabym nie mieć pracy. Dopóki widzę, że się stara, że pomaga mi w domu, odbiera mnie z pracy, nie robię mu wyrzutów. Wiem, że taki wyrzut zabolałby go najbardziej. Jak w tej sytuacji odnajduje się Adam? - Są chwile, kiedy czuję się w tym

układzie fatalnie. Wtedy myślę o powrocie do Anglii. Tam przynajmniej zarabiałem. Tylko, że Klaudia o emigracji nie chce słyszeć. Wiem, że dużo ludzi ma mnie za jakąś pijawkę, ale naprawdę ciężko jest mi znaleźć zatrudnienie. Ile wytrzymam? Nie wiem.

DOROTA, 51 LAT Pracę straciła dwa lata temu. Pieniądze do domu przynosi jej mąż. - To dla mnie strasznie ciężka sytuacja - mówi kobieta. Wygląda na zmęczoną. Ma na sobie legginsy. Po szwach widać, że są znoszone. Do tego wygodna bluza. Styl „domowy”. - Gdy straciłam pracę, okazało się, że znalezienie w moim wieku nowego zatrudnienia graniczy z cudem. Zostałam w domu. Mamy dwójkę dzieci, ale chłopcy są już dorośli, więc nie mogę powiedzieć, że zajmuję się ich wychowaniem - wyjaśnia. Dorota dostaje od męża pieniądze na zakupy. Suma wydzielona co do grosza. - Chodzi o produk-


1916613BDBHA

BADAM SIĘ, WIĘC MAM PEWNOŚĆ BEZPŁATNE BADANIA CYTOLOGICZNE co 3 lata dla kobiet w wieku 25-59 lat

Wojewódzki Ośrodek Koordynujący Populacyjne Programy Wczesnego Wykrywania Raka Piersi oraz Profilaktyki i Wczesnego Wykrywania Raka Szyjki Macicy. Centrum Onkologii w Bydgoszczy ul. Dr. I. Romanowskiej 2, 85-796 Bydgoszcz

Telefon kontaktowy: 52 374 34 36 Internet: www.wok.co.bydgoszcz.pl 1058413BDBHA

1293213TRTHA


tabu Ja płacę za zakupy, opłacam wszystkie rachunki. Nieraz, gdy idziemy na imprezę, do kina czy kawiarni, wciskam mu banknot do ręki. Wtedy wygląda tak, jakby to on płacił. Wiem, że dla faceta ważne są takie szczegóły. KLAUDIA UTRZYMUJE SIEBIE I SWOJEGO PARTNERA

ty spożywcze, chemię. Muszę pokazywać mu rachunki. Jak coś mu się nie zgadza, to wiem, że w powietrzu wisi awantura. Tłumaczy, że dzięki temu lepiej panuje nad finansami. Myśli, że tak postępuje dobry gospodarz. Kiedyś zapytałam, czy mogę sobie kupić sukienkę. W odpowiedzi usłyszałam, że i tak siedzę w domu, dlatego to, co mam w szafie, wystarczy. Poczułam się nic niewarta. Ciuchy czy kosmetyki dostaję jednak czasem od siostry i przyjaciółek w prezencie wyjaśnia. - Brak własnych pieniędzy upokarza. Czuję się w pełni zależna.

EWA, 34 LATA Nie pracuje od pięciu lat. Utrzymuje ją mąż. - Chcesz zapytać, czy już mi się skończyło

22

miasta kobiet

listopad 2013

kieszonkowe? - mówi z przekąsem. Jest zadbana. Pewna siebie. Eleganckie spodnie, modna koszula znanej marki. Zaraz po studiach zaczęła pracę jako sekretarka w jednej z prywatnych spółek. Posadę porzuciła, gdy mąż zaczął zarabiać na tyle dobrze, że jej pensja przestała być konieczna, aby opłacić rachunki i móc pozwolić sobie na zagraniczne wakacje i drobne przyjemności. - Koleżanki mi zazdroszczą, śmieją się, że jestem utrzymanką, ale ta decyzja wcale nie była łatwa. Razem z mężem bardzo długo rozmawialiśmy, zanim powiedziałam OK. Najbardziej bałam się tego, że utracę niezależność, bo ja nie należę do uległych kobiet. Mam swoje zdanie, z którym się nie kryję. Mam też swoje potrzeby, które wcześniej mogłam zaspokajać bez pytania. Nowa bluzka, mleczko do twarzy czy obiad w restauracji z przyjaciółką. Wizja mnie w roli kury domowej sprawia, że chce mi się śmiać. Nie nadaję się do tego - wyjaśnia zdecydowanie. Ostatecznie przekonał ją argument o pełnym dostępie do konta zasilanego z zarobków męża. Nie prosi go o pieniądze. Po prostu je wypłaca. Oboje mają ustalony miesięczny limit. Dla każdego taki sam. - Jest mi dobrze - mówi. Małżeństwa się rozpadają. Co zrobisz, gdy się rozstaniecie albo gdy mąż straci pracę? - dopytuję. - Wiem, że ta finansowa wygoda jest ryzykowna - odpowiada po chwili namysłu. - Pewnie po prostu poszukałabym pracy, chociaż wiem, że to nie byłaby łatwa zmiana, bo od pracy też można się odzwyczaić. Mimo to uważam, że gdybym w życiu brała pod uwagę tylko te złe scenariusze, to nie odważyłabym się na nic.

AGNIESZKA 30 LAT Najpierw ona przez dwa lata utrzymywała swojego partnera, rok temu role się odwróciły. Dynamiczna, w jeansach, dopasowanym sweterku i baletkach. Mówi bardzo szybko, konkretnie. - Zawsze stawiałam na szczerość. Michał nie mógł znaleźć pracy przez dwa lata. Trafiały się fuszki, ale o regularnych wypłatach nie było mowy. Ja pracowałam po osiem godzin w szkole, więc zdecydowaliśmy, że obowiązki domowe spadają na niego - tłumaczy. - Potem zaszłam w ciążę. Wiedzieliśmy, że będziemy potrzebować więcej pieniędzy. To zadziałało jak impuls. Michał poruszył niebo i ziemię. Odnowił dawne znajomości i udało mu się znaleźć pracę. Miałam komplikacje w ciąży. Lekarz powiedział, że muszę leżeć. Po urodzeniu córeczki zostałam w domu. Teraz Michał nas utrzymuje. Raczej nie mamy problemu z dzieleniem się pieniędzmi. Od początku, gdy zaczęliśmy żyć razem, mieliśmy wspólny budżet. Ja nie gromadziłam potajemnie zaskórniaków i wiem, że Michał też tego nie robi. Myślę, że to zdrowe podejście. Pewnie, że dobrze by było, abyśmy zarabiali oboje, ale tak już jest. Raz na wozie, raz pod wozem.

Na stronie obok rozmawiamy o finansach w parze z Magdaleną Oczki, psychoterapeutką prowadzącą terapie par.


tabu

Po pierwsze, ROZMOWA Jeśli para na samym początku wspólnego życia jasno nie ustali zasad dotyczących pieniędzy, to pierwszy finansowy problem może rozwalić związek na drobne. Z psychoterapeutką, Magdaleną Oczki* rozmawia Dominika Kucharska

niejszych rzeczy w związku. Początek terapii jest niesamowicie odkrywczy dla tych par. Często padają zdania „To o to właśnie chodziło?”. Temat pieniędzy jest bardzo widoczny. Te cztery pary, które poznaliśmy, są dowodem na to, że nie ma idealnego rozwiązania dla wszystkich. Dla jednych dobre będzie posiadanie oddzielnych kont, dla innych wspólnego konta. Kluczem do porozumienia jest to, żeby tego nie ukrywać, żeby mówić o tym wprost i szukać wyjścia, w którym obie osoby będą się czuły komfortowo.

Mamy cztery pary. Cztery odmienne podejścia do kwestii pieniędzy. Skąd takie różnice? Stosunek do pieniędzy wynosimy z domu. Nieświadomie utrwalamy w sobie to, jak nasi rodzice rozporządzali budżetem i jak traktowali siebie nawzajem w rozmowach o finansach. Jest to tak głęboko zakorzenione, że potem, gdy wkraczamy w dorosłe życie chcąc nie chcąc, odtwarzamy te wzorce lub działamy na przekór i robimy wszystko, żeby nie powielać zachowania naszych rodziców. Gorzej, jeśli nie rozumiemy czy nie zauważamy tych mechanizmów. Gdy nie zdajemy sobie sprawy, że nasze podejście to echo przeszłości, nasza psychika może zacząć ponosić tego koszty.

Co z tego, że para ustali sobie zasady wspólnego budżetu przed ślubem, a potem przez kilkadziesiąt lat oboje nie będą poruszać tego tematu? Ktoś może czuć się gorszy, ktoś inny wykorzystywany. MAGDALENA OCZKI PSYCHOTERAPEUTKA

O jakich kosztach mówimy? Na przykład mężczyzna, który od dziecka obserwował, że to ojciec jest żywicielem rodziny. Taki układ wydaje mu się jedynym prawidłowym, więc ten sam mechanizm wprowadza w swoje życie. Robi wszystko, aby sprostać temu zadaniu, ale po kilku latach ujawniają się u niego problemy psychosomatyczne. Wynikają one z tego, że nie bierze on pod uwagę nowej sytuacji, tego, że potrzebna jest mu pomoc, a mimo to nie zamierza wprowadzać innowacji. To równałoby się dla niego

z utratą męskości, kompetencji, ważności. Podobnie jest z kobietami, które decydują się na bycie w pełni zależną finansowo od partnera. W wielu przypadkach wybierają taką drogę, bo właśnie tak funkcjonowały ich matki. Ale niektórym to odpowiada. Wszystko jest dobrze, dopóki osoby będące w związku potrafią rozmawiać o pieniądzach. Kiedy dla tych osób normalne jest to, że padają pytania: „jak ty to widzisz?”, „za co płacimy razem, a za co nie?”. Jeśli para ma to przegadane i pieniądze nie są tematem tabu, to dużo łatwiej tym osobom będzie odnaleźć się w momencie, gdy ich sytuacja finansowa ulegnie zmianie. Co ważne, takie rozmowy powinny się odbywać regularnie, co jakiś czas. Bo co z tego, że para ustali sobie zasady wspólnego budżetu przed ślubem, a potem przez kilkadziesiąt lat oboje nie będą poruszać tego tematu, mimo, że w tym czasie w ich życiu może zmienić się bardzo wiele? Mogą pojawić się dzieci, któreś z partnerów może stracić pracę, któreś może zachorować… Jeśli w tym wszystkim zabraknie dialogu, to w ludziach zaczynają się gromadzić emocje. Ktoś może czuć się gorszy, ktoś inny wykorzystywany. Takie pary przychodzą na terapię? Tak. Pierwsze sesje polegają na tym, że ta dwójka na nowo uczy się ze sobą rozmawiać. Okazuje się, że komunikacja to jedna z najtrud-

Przyznam, że nie znam pary, która od samego początku bycia ze sobą potrafiła bez skrępowania rozmawiać o pieniądzach. Pewnie, że na samym początku jest to trudne. Często ludzie przechodzą przez etap, że każde chce płacić za siebie. To taki nasz obszar niezależności, której bronimy. Potrzeba trochę czasu, abyśmy mogli poczuć się na tyle bezpiecznie, żeby w sferze pieniędzy myśleć „my”, a nie „ja”. Myślę, że w związku, gdy jedno zarabia, a drugie nie, trudne jest nie tylko to, żeby para dogadała się między sobą. Trzeba się jeszcze zderzyć z opiniami ludzi z otoczenia. Weźmy przykład Klaudii, która mówi, że sytuacja, w której jest, bardziej przeszkadza innym niż jej samej. Niestety, w społeczeństwie pokutuje wiele stereotypów. Przez to przykład Klaudii jest bardzo trudny. Nie chodzi tylko o to, że jedno nie pracuje. Sprawę dodatkowo komplikuje to, że to kobieta utrzymuje mężczyznę. W świadomości wielu utarło się, że jak już, to powinno być na odwrót. W takiej sytuacji trzeba się liczyć z tym, że bliscy będą zadawać pytania. W konsekwencji mogą one u tej kobiety rodzić wątpliwości. Wtedy dobrze jest, aby razem ustalić zasady, granice czasowe. Jeśli coś jest bezkresne, to zaczyna się rozmywać, a my zaczynamy odczuwać lęk. Warto powiedzieć: „Nie możesz znaleźć pracy? OK. Dotrwajmy tak do końca roku, a potem porozmawiamy, co robimy dalej”. Bazowanie na tym, co wspólnie się ustaliło, to uczciwe wyjście.

*Magdalena Oczki Dyplomowana psychoterapeutka psychodynamiczna. Zajmuje się, między innymi, terapią małżeństw i par.

miasta kobiet

listopad 2013

23


kobieca perspektywa

Nic z tych rzeczy Najlepiej czułam się podczas sesji mając na sobie tylko i wyłącznie moje ukochane poszarpane dżinsy. TEKST: Karolina Placha MODELKA: Karolina Placha ZDJĘCIA: Der Blitz, Agencja fotograficzna Materek

P

ostanowiłam wziąć udział w warsztatach „Kobieta zmysłowa”, które kończą się rozbieraną sesją zdjęciową. Nim doszło do zdjęć, złośliwe uśmieszki współpracowników kilka razy wyprowadziły mnie z równowagi. Pomyślałam jednak, że raz się żyje, raz ma się 32 lata i być może raz ma się okazję do zrobienia profesjonalnych zdjęć. Postanowiłam! Pokażę maksymalnie ramię, może trochę nogi. Chodzi mi po głowie coś w stylu: rześki nowojorski poranek, oknem wpadają promienie słońca, kobieta leży w białej pościeli, czyta poranną gazetę i pije kawę. Taki współczesny romantyzm z nutką melancholii.

SIŁA JEST KOBIETĄ Piątek wieczór, warsztaty w centrum Bydgoszczy. Prowadząca - Lena Kałużna, trenerka

24

miasta kobiet

listopad 2013

wizerunku, oprócz mnie 6 dziewczyn. Seksowna blondynka to trenerka fitness. Szczupła i trochę nieśmiała brunetka to fizjoterapeutka. Blondynka w kucyku to właścicielka sklepu i miłośniczka zwierząt tak jak ja (od razu ją lubię!). Drobniutka brunetka w ślicznej granatowej koszuli to przedstawicielka świata polityki. Jest też spóźniona, drobna właścicielka hodowli labradorów. Atelier Leny to istne sanktuarium kobiecości. Już od progu wita mnie przyjemny, nienachalny zapach, jak się okazuje wszędzie rozstawione są zapachowe świecie. Białe ściany i meble. Wnętrze urządzone prosto i gustownie. Dookoła białe półki, a z nich bijące tytuły w stylu „Od garsonki do żakietu”, „Ewolucja pantofelka” czy „Siła jest kobietą”. Zaczynam wierzyć, że jestem w dobrych rękach.


kobieca perspektywa TRÓJKĄCIK I PUPA Lena zaprasza nas z kieliszkami wina w dłoniach do pokoju, w którym ma się odbyć babska pogadanka. Myślę sobie, że niczym, co powie, nie będzie w stanie mnie zaskoczyć, przecież wiem, jak się ubierać i jak poruszać, jestem tu tylko po to, by napisać artykuł. Jakże się mylę… Przygaszamy światła, zajmujemy miejsca w mięciutkich fotelach i nasza prowadząca zaczyna mówić. Okazuje się, że rodzaj stringów należy dobierać w zależności od kształtu pupy, a nie według mojej dotychczasowej zasady „te są ładne, poproszę mój rozmiar”. Te zabudowane są dla superszczupłych, bo optycznie „dodają” w okolicy bioder; mocno wycięte wydłużą nogi, a takie, które z tyłu mają trójkącik, odciągną uwagę od szerokiej pupy. Z każdym kolejnym zdaniem Leny otwieram oczy szerzej! Po ciekawostkach dotyczących majtek i staników przechodzimy do tematu nagiego ciała. Dowiadujemy się, że podczas niedzielnych zdjęć nasze dłonie mają być jak motyle. Nago powinnyśmy być zwiewne, lekkie i jakby lekko zaspane. Sobotę obiecujemy poświęcić na relaks, wyciszenie i zabiegi upiększające ciało. Naszym najważniejszym zadaniem domowym ma być ćwiczenie usteczek - czyli jak je zamykać, aby były nadal lekko rozchylone. ROZUMIEM I PODZIWIAM Na zakończenie spotkania każda z nas opowiada, jak wyobraża sobie swoje zdjęcia. Dowiaduję się, że instruktorka fitnessu jest posiadaczką kolorowego stroju do samby z piórami i innymi cudami, w którym chciałaby się pokazać. Pożyczy mi też rękawice bokserskie, bo wpadł mi do głowy nowy pomysł. Właścicielka hodowli psów przyniesie ze sobą szczeniaczka, który ma pozować razem z nią. Pani polityk chce pokazać swoją codzienną pracę, tyle że bez ubrania. Dziewczyny rządzą! Najbardziej jednak zapadła mi w pamięć wypowiedź Martyny - miłośniczki zwierząt. Ona chciałaby po prostu poczuć się kobieco. Przez większość życia miała sporą nadwagę, w dzieciństwie nie mogła jak inne dzieci z podwórka pochwalić się modnymi zabawkami czy ubraniami. Kiedy opowiada swoją historię, ma w oczach łzy. Podejrzewam, że ta dziewczyna nawet nie zdaje sobie sprawy, jaka jest silna. Dużo odwagi wymagało od niej otwarcie się przed grupą obcych osób i opowiedzenie o swoich najgłębszych kompleksach. Ja bym się chyba nie odważyła. Wolałabym udawać, że też mam superwizję swojej sesji, bo jestem taka fajna i nowoczesna. A ona tej sesji po protu bardzo potrzebuje, bo mimo, że jej ciało jest teraz rozmiaru 38, to w głowie nadal siedzi Martyna w rozmiarze 46. Znam to z autopsji, dlatego ją rozumiem i podziwiam.

Następnego dnia o 12.00 z walizką pełną ciuchów, butów i biżuterii stawiam się na posterunku. Dzisiaj wygląda tu zupełnie inaczej niż poprzednio. Lampy, parasole odbijające światło, scenografia - widok znany mi do tej pory tylko z telewizji. Po 10 minutach siedzę już na wysokim fotelu w sąsiednim pokoju, a Ania, wizażystka, robi mi makijaż. Co chwilę wchodzi któraś z dziewczyn. Jedna prostuje sobie włosy, inna popija kawę. Rozmawiamy, śmiejemy się. Komplementy słyszy tego dnia każda z nas, nie czuć zazdrości ani niechęci, same pozytywne wibracje. Ależ trudno jest jednocześnie ładnie układając nogi, ręce i tułów, zrobić minę, która będzie wyglądała naturalnie i pasowała do scenografii! Zawsze miałam wrażenie, że to takie proste. Pomyślę o plaży i wakacjach, a rozmarzona mina sama się zrobi. Nic z tych rzeczy! Trzeba kilkunastu, czy nawet kilkudziesięciu powtórek w jednej pozycji, żeby uchwycić najlepszy wyraz twarzy czy ułożenie rąk. Nie ma czasu pomyśleć ani o tej plaży ani o niczym innym. Ja myślałam tylko o tym, jak się ułożyć, jak spojrzeć i starałam się dostosować do sugestii fotografa. Otaczający świat jakby przestał istnieć. Dwie godziny minęły jak 5 minut, nawet nie zorientowałam się, że na zewnątrz ulewa. Zaczęliśmy od zdjęć w bieliźnie. Później przyszła kolej na realizację mojej wizji, czyli kobieta na sportowo. W ruch poszły krótkie spodenki i rękawice bokserskie - to wszystko z dodatkiem wściekle czerwonej szminki na ustach. Były też rozciągnięty sweter i filiżanka porannej herbaty, popijanej przeze mnie siedzącą na parapecie. Ależ sąsiedzi z naprzeciwka musieli mieć radochę! Jednak zdecydowanie najlepiej czułam się robiąc zdjęcia, na których mam na sobie tylko i wyłącznie moje ukochane poszarpane dżinsy. Na te zdjęcia czekam najbardziej!

WSTYD ZNIKA Ani przez chwilę nie czułam się skrępowana czy zawstydzona. Przyjazna atmosfera, którą wszystkie razem tworzyłyśmy, spowodowała, że zapomniałam o tym, że półnaga paraduję przed obiektywem obcego mężczyzny. Profesjonalne zachowanie fotografa też w tym bardzo pomogło - był jedynym mężczyzną w całym atelier i bardzo wspierał każdą z nas podczas zdjęć. Po wszystkim opadłam na kanapę z głośnym „ufff”. Praca modelki to ciężka fizyczna harówa! Zaczęło się gadanie. Jedna opowiadała o tym, jak ciężko jej wygospodarować chwile dla siebie przy dwójce małych dzieci, inna zachwycała się swoim świeżo zrobionym makijażem. Byłam zaskoczona szczerością towarzyszącą naszym rozmowom. Po powrocie do domu cały wieczór myślałam, co się właściwie dzisiaj stało. Miałam wrażenie, że nie zdjęcia, a spotkanie z innymi kobietami było dzisiaj dla mnie najważniejsze. Na co dzień żyjemy w swego rodzaju hermetycznym świecie, otoczeni stale tymi samymi osobami. Doceniłam te chwile. Były mi bardzo potrzebne. Zdjęcia zostały wykadrowane przez redakcję. Najbardziej intymnych fotografii z sesji celowo nie publikujemy.

miasta kobiet

listopad 2013

25


męskim okiem

Tak was widzę Myślę, że młode dziewczyny mają więcej kompleksów, bo posiadają więcej wolnego czasu, by myśleć o sobie. Dojrzała kobieta myśli o rodzinie, o pracy, a dopiero na końcu - o sobie. Z Marcinem Szulereckim*, toruńskim fotografem, rozmawia Ewa Kubska-Oleksy ZDJĘCIA: M Pro Studio Jestem ciekawa, czym jest dla Pana, faceta i fotografa, piękno kobiety? Myślę, że pięknem kobiety jest to, co przyciąga nas, mężczyzn. Przede wszystkim to każdy element jej naturalności - począwszy od charakteru, a na cielesności kończąc. Niestety, uważam, że kanony piękna w dzisiejszych czasach zaczynają być zatracane. Są zalewane masą sztuczności, popychaną medialnymi „ideałami piękna” o nadmuchanych ustach i piersiach. Na co dzień jako fotograf współpracuję z wieloma kobietami w różnym wieku i o różnych typach urody - od nastolatek o nieskazitelnej urodzie do dojrzałych pań, z większym bagażem doświadczeń, mających już za sobą życiowe sukcesy. Jednak nigdy nie pomyślałem o kobiecie, że jest brzydka, jakkolwiek nie boję się użyć określenia „kobieta zaniedbana’’. Przychodzi kobieta do fotografa i... Z jakimi kompleksami kobiet spotyka się Pan najczęściej? Z reguły podczas rozmowy lub tuż przed rozpoczęciem zdjęć kobiety zaczynają wyliczać samoistnie swoje wady, na przykład: „Panie Marcinie, czy z tymi zmarszczkami da się coś zrobić ? Może da się to usunąć, wyretuszować?”. Podczas sesji niekomercyjnych, w których biorą udział modelki nieprofesjonalne, stawiam zawsze na naturalność - by wydobyć prawdziwe piękno. Chcę pokazać, że te często urojone wady kobiet: zmarszczki czy szerokie biodra, są ich indywidualną zale-

26

miasta kobiet

listopad 2013

tą. Oczywiście, sugestie pań na temat wagi i kształtów biorę do siebie i za pomocą kilku trików w pozowaniu i odpowiednim ustawieniu światła odejmuję te kilka niechcianych kilogramów i lat. Staram się jednak nie ingerować za bardzo w zdjęcie z pomocą komputera. Co Pan sądzi o pięknie dojrzałym? Brał Pan udział w projekcie „Metamorfozy. Efekt motyla” dedykowanym paniom, które nie są już nastolatkami.... Według mnie - może wbrew powszechnej opinii - piękno u kobiet dojrzałych istnieje często w większym wymiarze niż u bardzo młodych dziewczyn. Dzięki temu projektowi pierwszy raz w życiu zobaczyłem, jak bez skalpela - a tylko z odpowiednio dobranym makijażem oraz profesjonalną pomocą stylistki - z szarej zapracowanej kobiety można zrobić pięknego dojrzałego motyla. Czasem patrząc na dojrzałe kobiety można mieć wrażenie, że czują się znacznie lepiej w swoich ciałach niż ich znacznie młodsze koleżanki. W mojej pracy spotykam klientki o bardziej puszystej budowie ciała, które za nic mają sobie krytykę innych i kochają się takimi, jakimi są. To pokazuje, że kompleksy ich nie dotyczą. Ich pewność siebie, chęć do współpracy, otwartość sprawiają, że na zdjęciach wychodzą świetnie. Co do tematu „kompleks a wiek” - hmmm... Myślę, że młode dziewczyny mają

więcej kompleksów, ponieważ posiadają więcej wolnego czasu, by myśleć o sobie. Dojrzała kobieta myśli o rodzinie, o pracy, a dopiero na końcu - o sobie. Czasem jednak zrobi dla siebie coś dobrego i wtedy zyskuje jeszcze więcej pewności. Zaczyna rozumieć, że piękno to coś nieuchwytnego, a nie centymetry i rozmiary. Co, jako mężczyzna i w dodatku fotograf poradziłby Pan kobiecie, która po urodzeniu dziecka, z kilkoma kilogramami więcej uznaje, że nie jest już tak atrakcyjna jak kiedyś? A kto powiedział, że kilka kilogramów więcej sprawia, że kobieta staje się mniej atrakcyjna!? Co do chirurgii plastycznej, uważam, że jest ona jak najbardziej potrzebna, lecz nie po to, żeby poprawić tylko... naprawić - czyli jako ostateczność. Jestem mężczyzną i podobają mi się atrakcyjne kobiety, ale szczerze mówiąc, odechciewa mi się oglądać w telewizji seriali dla młodzieży, gdzie 90 procent dziewczyn ma usta karpia i wiecznie sterczące sztuczne piersi.

*Marcin Szulerecki Toruński fotograf, właściciel firmy „M Pro Studio”; w Radiu ZET Gold prowadzi audycję o tajnikach fotogafii; uczestnik metamorfoz „Metamorfozy. Efekt motyla”; juror konkursu Miss Polski Pomorza i Kujaw; wielbiciel kobiecego piękna - bez względu na wiek.


wizerunek

Dojrzałość kwitnie Zmiana wyglądu kobiety to tylko wstęp do poważniejszych zmian w życiu - mówi Maria Minicz, pomysłodawczyni projektu „Metamorfozy. Efekt motyla” TEKST: Emilia Iwanciw ZDJĘCIA: Marcin Szulerecki

Lidia Adamczyk, 43 lata

RELAKS I PIELĘGNACJA W projekcie Feminarium na razie wzięły udział trzy torunianki: Lidia Adamczyk, Joanna Badura i Barbara Podlewska. Na początek uczest-

niczki zostały poddane analizie kolorystycznej. Dowiedziały się jakie odcienie podkreślają ich urodę, a jakich powinny się wystrzegać. Analiza była również punktem wyjścia do dalszych działań stylistów. Co było dalej? Walka z niedoskonałościami skóry: zmarszczkami, przebarwieniami. Przyszedł i czas na makijaż permanentny w wykonaniu Marii Minicz i relaksującą pielęgnację stóp oraz dłoni. Następnie do akcji wkroczyła fryzjerka Aneta Foks. Po niej stylistka Oliwia Godlewska dobrała odpowiednią garderobę. Na zakończenie każda z pań wzięła udział w profesjonalnej sesji zdjęciowej, którą poprowadził Marcin Szulerecki.

BEZ SKALPELA Efekty widać na zdjęciach. - By uzyskać piorunujący skutek, nie zawsze potrzeba skalpela przyznaje Maria Minicz. - Nasze uczestniczki, jak większość kobiet, nie były nigdy brzydkie lecz po prostu zaniedbane. Nie miały pomysłu na fryzurę, źle dobierały kolor włosów, nie wiedziały jak się pomalować, by podkreślić atuty. Podobny problem miały ze strojem.

Kiedy akcja dobiegła końca każda z pań przyznała, że jej życie po latach nabrało rumieńców. Nie tylko zmieniły wygląd. Poprawiły się relacje z mężczyznami. - Jedna z nich przyznała nawet, że znów zaczęła przytulać się z mężem, przez co jej pies zrobił się zazdrosny - wspomina ze śmiechem Maria Minicz. - Kobiety zmieniając wygląd, odzyskują wiarę w siebie, co przekłada się na sukcesy na każdym polu: w pracy i w domu. Nasza akcja pokazała, że nigdy nie jest za późno, by na nowo odkryć swoją kobiecość i udowodniła, że nie tylko młodość jest piękna.

WEŹ UDZIAŁ W METAMORFOZACH Potrzebujesz zmiany? Chcesz wziąć udział w akcji „Metamorfozy. Efekt motyla”? Przyślij dwa swoje zdjęcia: twarzy bez makijażu oraz całej sylwetki na adres: biuro@feminarium.com lub miastakobiet@expressmedia.pl i… czekaj na odpowiedź. Miesięcznik „Miasta Kobiet” jest partnerem akcji.

Barbara Podlewska, 52 lata

S

cenariusz zwykle wygląda podobnie. Zadbana kobieta spotyka zadbanego mężczyznę. Pobierają się. Na świat przychodzą dzieci i masa obowiązków. Kobieta stopniowo przestaje czuć się atrakcyjna. Stwierdza, że nie ma sensu ładnie wyglądać, skoro i tak cały dzień spędza w domu. Przestaje lubić siebie i swoje ciało. Mąż przestaje widzieć w żonie kobietę. Czasem po latach życia w cieniu kobieta postanawia jednak coś zmienić. - Metamorfoza wyglądu staje się wtedy wstępem do poważniejszych zmian w życiu - mówi Maria Minicz, szefowa Feminarium w Toruniu i pomysłodawczyni akcji „Metamorfozy. Efekt motyla”. - Kobieta zmieniając wygląd, zaczyna znów kochać siebie. Daje sobie prawo do szczęścia. Rozpiera ją energia. Odkrywa nowe możliwości w życiu, nowe pasje. Przeżywa rozkwit. Jak motyl.

miasta kobiet

listopad 2013

27


atlas kobiet

prof. Maria Znamierowska-Prüfferowa

Pani Profesor się śmieje Jeszcze pana nie znam, a już się cieszę - tak zwykle zaczynało się pierwsze spotkanie. TEKST: Jan Oleksy

P

rzyły z impetem, a w nich stała... Pani Profesor, głośno pytając, czy ktoś nie widział jej haftowanego góralskiego kubraczka. Zawsze lubiła występować w roli głównej. Ciągle robiła notatki, wszędzie i na wszystkim. Fiszki zajmują do dziś potężną część jej archiwum. Nawet w mieszkaniu miała porozwieszane kartki „przypominajki”. Jej niewielkie mieszkanie przy Krasińskiego wypełnione było książkami, notatkami, drobiazgami i cennymi pamiątkami, głównie z Wilna. Zawsze czuło się zapach świeżo parzonej herbaty. Mieszkanie było także miejscem pracy, a nawet... salą egzaminacyjną. Pamiętam, jak egzamin z muzealnic-

o tym grzecznościowym zwrocie najczęściej padały pytania, zadawane z dużym zainteresowaniem, skąd świeżo poznana osoba pochodzi, kim są rodzice etc. Wpatrzone, przenikliwe oczy Pani Profesor wyczekiwały odpowiedzi. Dopiero po etnograficznym, zdecydowanie krótkim wywiadzie przechodziła do sedna sprawy. Taka była Maria Znamierowska-Prüfferowa, twórczyni i wieloletnia dyrektorka Muzeum Etnograficznego w Toruniu, urodzona 13 maja 1898 w Kibartach na Litwie.

ULUBIONE IMIĘ - Nazywam się Jan Oleksy - przedstawiłem się. Oczy Pani Profesor na dźwięk tego imienia zabłysły. To było jej ulubione imię. Nosił je mąż Pani Profesor. W Janie Prüfferze, profesorze zoologii, Pani Maria była ciągle zakochana. Przeżyli razem 34 lata. O podobnych wrażeniach z pierwszego spotkania z Panią Profesor opowiadał mi Jan Święch, wówczas asystent muzealny, a dzisiaj profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego. - Ciągle nas zaskakiwała, a to strojem, a to zachowaniem czy pomysłami, a nawet poglądami politycznymi. Uważaliśmy ją za opozycjonistkę. Zdziwiliśmy się, gdy któregoś roku pojawiła się na trybunie pierwszomajowej w towarzystwie partyjnych. Mieliśmy o to do niej pretensje, a Pani Profesor bez zażenowania nam wytłumaczyła: „przecież ja jestem przedwojenną socjalistką”. - Ach, tak - kiwaliśmy głowami, nie siląc się nawet na komentarz. GÓRALSKIE KAFTANY Nosiła niecodzienny strój. Nikogo nie dziwiły góralskie kaftaniki czy kapelusze rybackie, ale skarpety zakładane zimą na buty to był już pomysł nieco dziwny. Była niezwykle praktyczna, a buty odziane w skarpetki nie ślizgały się po lodzie. Tak radziła. Nie znajdowała jednak naśladowców. Jej pragmatyczne podejście do życia bywało niekiedy nieznośne. Na prośby o podwyżkę pensji wygłaszała pracownikom przemówienie, jak to można oszczędnie i tanio żyć, gotując na obiad dla rodziny kaszę albo makaron. To prawda, że nie przywiązywała wagi do jedze-

28

miasta kobiet

listopad 2013

Nosiła niecodzienny strój. Nikogo nie dziwiły góralskie kaftaniki czy kapelusze rybackie, ale skarpety zakładane zimą na buty to był już pomysł nieco dziwny. nia. W tym wypadku również nie mogła liczyć na zrozumienie. Pewnego razu, jeszcze za czasów dyrektorowania w Muzeum Etnograficznym (nie lubiła zwrotu pani dyrektor, więc wszyscy zwracali się do niej Pani Profesor) wymyśliła, żeby każdy pracownik w drodze do pracy zbierał papierki porzucone na ulicach. Dzięki tej akcji nasze miasto miało być czystsze. W tym celu zamówiła w stolarni długie szczypce, którymi należało chwytać porzucone śmiotki. Wręczyła je pracownikom, ale akcja się nie powiodła. Za parę dni doświadczony pracownik naukowy Marian Pieciukiewicz wpadł do gabinetu, rzucił szczypce i stwierdził, że nie będzie tego robił, bo dzieci za nim latają i śmieją się z niego. Taka była z Pani Profesor idealistka.

W ROLI GŁÓWNEJ Uwielbiała znikać. Na uroczystej kolacji w kawiarni „U Damroki”, zorganizowanej z okazji zjazdu Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego, spytała mnie, czy wypada, żeby wyszła z przyjęcia po angielsku. Odpowiedziałem, że oczywiście, że w tym zamieszaniu nikt nie zauważy. Wyszła. Po chwili drzwi się otwo-

twa zdawałem u Pani Profesor w salonie. Była chora, a o przekładaniu terminu nie było mowy, więc przyjęła mnie... w pozycji leżącej. Katedrą był tapczan. Obowiązkowość przekroczyła w tym wypadku granicę rozsądku.

RAZ DO ROKU W jej mieszkaniu zbieraliśmy się wszyscy zawsze raz do roku, 8 grudnia na jej imieninach. Pani Maria lubiła, by naszym spotkaniom towarzyszył motyw przewodni. Ożywiała je, zadając na przykład pytanie, jaką książkę zabralibyście na bezludną wyspę? Każdy dwoił się i troił, by dać oryginalną odpowiedź. Pamiętam, że dyrektor Tubaja wziąłby poezję Rabindranatha Tagore, a ja dziś już nie wiem, co powiedziałem. Może encyklopedię? Oczywiście, profesor nie chciała nas testować, a tę przepytywankę uważała za świetną zabawę towarzyską. Ostatnie moje spotkanie z Panią Profesor miało miejsce w jej domu 8 marca 1989 roku. Z okazji Dnia Kobiet wręczyłem jej, w towarzystwie fotografa Adasia Grodzickiego, bukiet tulipanów w imieniu całej męskiej załogi Muzeum Etnograficznego. Była bardzo szczęśliwa. Nie przypuszczałem, że więcej już się nie zobaczymy.

B

O i r z

J z B b c P c j m n

N B r d t d a s p


Biegacz to szczęśliwszy człowiek Jak i kiedy zaczęła się Pani przygoda z bieganiem? Biegać zaczęłam już jako dziecko ponieważ mój tata był trenerem biegania, a mama dwukrotnym Mistrzem Polski w maratonie i cały czas biega. Na początku oczywiście traktowałam to jako zabawę. Potem doszły ambicje i  rozpoczęłam profesjonalny trening dzięki czemu mogłam startować w zarówno w biegach lekkoatletycznych jak i  przełajowych, między innymi na ogólnopolskich olimpiadach młodzieży i mistrzostwach Polski AZS. Z czasem bieganie stało się nierozerwalnym elementem mojego dnia codziennego. Nie wybrała Pani jednak kariery biegacza? Biegam cały czas. Startuję w rozmaitych zawodach. Wyżej w hierarchii ważności stoją jednak nauka, praca i rodzina. Obecnie studiuję i trafiłam do pracy w bydgoskim Sklepie Biegacza. Dzięki temu mogę łączyć pracę z pasją. Jeśli zaczynam pracę o godzinie dziesiątej, a mieszkam w Serocku to muszę wstać o piątej rano aby odbyć obowiązkowy trening. Dzięki tej pracy mogę dzielić się swoim doświadczeniem z klientami, a jednocześnie uczyć się na podstawie ich doświadczeń w bieganiu.

Czym należy kierować się przy doborze obuwia do biegania? Sklep Biegacza to nie jest zwykły sklep. To centrum biegowe, gdzie doradzamy ludziom jak w przyjemny i bezpieczny sposób bieganie rozpocząć lub kontynuować. Rozmowę z klientem zaczynamy nie od budżetu, którym on dysponuje, ale od tego jakie ma oczekiwania względem butów. To styl biegania i potrzeby biegacza określają, jakie obuwie musi kupić. Jeśli jest taka potrzeba to również na miejscu zdiagnozujemy to jak klient biega, jak ustawia stopę. Następnie doradzimy odpowiednie obuwie. Najtańsze buty znajdziemy w naszym sklepie już od 199 złotych. Będą to te z najmniejszym stopniem amortyzacji. Myślę jednak, że dla biegacza amatora, nawet jeśli nie chce wydawać bardzo dużych pieniędzy na obuwie, dołożenie kilkudziesięciu złotych więcej nie będzie problemem. Szczególnie w  skali roku czy kilku lat użytkowania butów. Warto więc sięgnąć po dobre buty ze względu na zdrowie i kondycję naszych stawów, mięśni czy ścięgien. Jesień i zima wymagają od biegacza nie tylko dobrych butów, prawda? Dla biegaczy nie ma złej pogody. Są tylko źle ubrani biegacze. Możemy biegać zarówno przy pogodzie słonecznej, deszczowej, jak i w mrozie. Dobierając strój pamiętajmy, że nie możemy ubierać się za ciepło. Po przebiegnięciu kilkuset metrów bowiem rozgrzejemy się i nie będziemy odczuwać zimna. Najważniejsze, aby mieć strój, który zabezpieczy nas przed wiatrem. Spotkałam się z obliczeniem, że przy temperaturze minus 6 stopni i wietrze 30 km/h biegacz odczuwa temperaturę minus 25 stopni. Ważne, aby wierzchnia odzież miała tzw. windstoper, czyli warstwę, która nie przepuszcza wiatru, ale jednocześnie dobrze oddycha i odprowadza wilgoć na zewnątrz. O tej porze roku nie powinniśmy zapominać także o czapce i ręka-

wiczkach, a także o ochronie naszej szyi, czy to bluzą z golfem czy też tzw. zw. buff czyli taką specjalną opaską. Pozostałe elementy ubioru są kwestią bardzo indywidualną. dywidualną. Dlaczego go warto biegać? Bo czujemy my się wówczas lepiej. Jesteśmy zdrowsi, mamy lepszą kondycję, sylwetkę, stajemy się bardziej atrakcyjni, a w konsekwencji ekwencji i bardziej pewni siebie. Biegając pokonujemy my swoje słabości, wzmacniamy swój charakter. arakter. Rozpoczynając ąc d z i e ń aktywnością dajemy sobie większą porcję energii gii niż poranna kawa. awa. Wysiłek fizyczny powoduje też wydzielanie nie tzw. hormonów szczęścia, ęścia, dzięki czemu jesteśmy śmy po prostu szczęśliwszymi szymi ludźmi.

1914513BDBHA

O korzyściach wynikających z biegania i o tym jak się do tego przygotować rozmawiamy z Patrycją Kuta-Paczkowską ze Sklepu Biegacza w Bydgoszczy.


mama

Uwolnić matkę Jest ważne, żeby firma przynosiła zyski, ale samo wyrwanie się z cyklu „kupka, zupka, kąpiel, spanie”, jest bezcenne. Z Dorotą Glazą*, organizatorką programu Biznes MAMY, rozmawia Dominika Kucharska

Rzeczywistość po urodzeniu dziecka jest inna? Zdecydowanie. Jak wróciłam z urlopu macierzyńskiego, to otworzyły mi się oczy na wiele spraw. Młodzi rodzice to bardzo ważna grupa, która wciąż musi się borykać z problemami. Niestety zauważa się je dopiero wtedy, gdy samemu staje się rodzicem. W tej rzeczywistości „po dziecku” czego brakowało Pani najbardziej? Wydarzeń organizowanych z myślą o mamach, na które mogą wziąć ze sobą dziecko. Nie muszą płacić opiekunce czy prosić kogoś o pomoc. Po prostu biorą maleństwo ze sobą. Najpierw razem z radną Moniką Matowską zorganizowaliśmy imprezę majową na Dzień Matki - Maj MAM. Blisko siedemdziesiąt kobiet przyszło do Miejskiego Centrum Kultury. To miało być jednorazowe wydarzenie, po nim cykl warsztatów biznesowo-wizerunkowych i tyle...

30

miasta kobiet

listopad 2013

Ale na tym się nie zakończyło. Zgadza się. Ruszyłyśmy z kolejnymi spotkaniami skupionymi wokół tematów dla kobiet. Zależało nam na podtrzymywaniu tych inicjatyw, ale także na rozwoju zupełnie innych pomysłów. Ogromnym wabikiem okazało się to, o czym wspominałam wcześniej, czyli możliwość zabrania ze sobą dziecka. Na każdym spotkaniu są animatorki z wolontariatu miejskiego, które bawią się z maluchami. Zadbaliśmy również o to, aby w Urzędzie Miasta dzieci i ich rodzice dobrze się czuli - powstały kąciki zbaw oraz kąciki rodzica z dzieckiem. Z własnego doświadczenia wiem, jakie to ważne. Dzieci są niecierpliwe. Nawet jeśli w kolejce stoją dwie osoby, to taki kącik się przydaje. Co jeszcze trzeba dać do poprawki? Kwestie związane z mentalnością ludzi. Bardzo leży mi na sercu to, żeby kobieta w ciąży była zauważana. Tego nie da się uregulować prawnie. To kwestia indywidualnego podejścia. Prze-

puszczenie w kolejce kobiety w ciąży lub mamy z kilkumiesięcznym dzieckiem na rękach powinno być czymś normalnym, a niestety wciąż zdarza się, że ludzie odwracają głowy. Kim są kobiety, które przychodzą na wasze spotkania? Zazwyczaj są młode, pełne energii. Jednocześnie to dziewczyny, które zatopiły się w swoim macierzyństwie i teraz chcą powrócić na rynek pracy. Dojrzały już do etapu, kiedy są na to gotowe. Dlatego nie jest to, tak jak na pierwszym spotkaniu siedemdziesiąt pań, ale kilkanaście. Mają pomysł na biznes lub na modernizację tego, czym zajmowały się wcześniej. Często jest tak, że urodzenie dziecka powoduje narodziny nowych pomysłów biznesowych. Na warsztatach podkreślamy wartość takich spostrzeżeń, tego nowego punktu widzenia. Na spotkaniach kobiety uczą się także, jak ważna jest sieć kontaktów i wzajemne wspieranie się.


mama W Biznes Mamach siła! Dokładnie. To, że nie zakończyło się na jednym spotkaniu, a na comiesięcznych warsztatach, jest inicjatywą samych uczestniczek. Poza grupą dziewczyn, które mają pojęcie o biznesie, są też takie, które na razie mają tylko pomysł. Ta babska grupa wsparcia ma im pomóc go zrealizować. Stąd różnorodność tematów, jakie poruszamy. Mówimy o fundacjach, stowarzyszeniach, o tworzeniu blogów i stron internetowych. Zastanawiamy się, czy lepiej ruszyć z biznesem w Sieci, czy otworzyć tradycyjny sklep. Domyślam się, że mamy mające małe dziecko wolałyby raczej biznes, który mogłyby prowadzić w domu. Tak zazwyczaj jest. Obecnie za pomocą Internetu możemy nie tylko założyć firmę, ale ją także prowadzić. Jednym z naszych gości była Justyna Szulczewska z portalu mamywsieci. pl, która mówiła o plusach i minusach takiej działalności. Wyjaśniała też, jak to wygląda od strony technicznej, bo w końcu dla kogoś, kto nigdy nie prowadził strony internetowej, może wydawać się to czarną magią. I to właśnie może zniechęcać. Tak, ale te dziewczyny są bardzo ambitne. Myślę, że macierzyństwo ma na to wpływ. Nagle uświadamiamy sobie, że coś, co wydawało się nam niemożliwe, wcale takie nie jest. Możemy osiągnąć wszystko. Możemy same sobie być szefem, same decydować o tym, co robimy. Wiem to sama po sobie. Wcześniej nie uwierzyłabym, że można normalnie funkcjonować śpiąc trzy godziny, nie jedząc i odsuwając swoje potrzeby na dalszy plan. Być samą sobie szefem. Brzmi pięknie, ale etat to etat. Jasne. Nie zapominamy o wygodzie etatu. W końcu zdarza się, że mając swój biznes, trudniej jest znaleźć czas dla bliskich, trudniej oddzielić życie zawodowe od osobistego. Zaczynamy pracować wieczorami, w weekendy. Tu potrzebna jest umiejętność postawienia granicy. Skoro już mówimy o granicach, na spotkaniach rozmawiacie o tym, co blokuje w kobietach tę żyłkę przedsiębiorczości? Rozmawiamy dość często. Główna blokada to strach przed tym, że nam nie wyjdzie. Stąd też pomysł zapraszania gości, którzy na własnym przykładzie pokazują, że można. Odwiedziła nas, między innymi, Pola Tyniec z Warszawy, która założyła knajpę Uwolnić Matkę. Idea tego miejsca wyglądała następująco - przychodzisz wypić kawę z koleżanką. Wy plotkujecie, a w tym czasie dzieci mają zajęcie. Jest ogród, trampolina, książki, inne maluchy, z którymi nasze dziecko może się pobawić… Teraz takich knajp w stolicy jest dużo, ale ta zrobiła prawdziwą furorę. To spotkanie było bardzo inspirujące, a jednocześnie było przestrogą. Pola Tyniec zamknęła biznes, bo okazało się, że jego prowadzenie nie jest czymś, co da się zrobić tak hop siup. Bo jak znaleźć czas na wycho-

wywanie dziecka czy na urodzenie kolejnego? Z firmą, której siedzibą nie jest nasz dom, bywa to trudne do zrealizowania. To teraz poproszę o garść pomysłów, jakie przynoszą panie na spotkania Biznes Mam. Z reguły te biznesy mamowe, czy jak moda nakazuje biznesy parentingowe, związane są z macierzyństwem. Przykład? Dekoratorka wnętrz, której szło dobrze, miała swoich klientów, ale zatraciła w tym wszystkim pasję. Wpadła na pomysł stworzenia pracowni przestrzeni dziecięcych. Na naszych spotkaniach poznała ludzi, którzy mają firmę meblową i wspólnie z nimi stworzyła projekt. Kolejny przykład to powstające blogi. Poza tym dziewczyny stworzyły wspólny profil na Facebooku i realizując swój pomysł na biznes, korzystają z usług innych Biznes Mam. Mamy też fotografkę, która robiła zdjęcia wspomnianej dekoratorce wnętrz. Ta sieć kontaktów sprawia, że dzieje się coraz więcej. Ale nie oszukujmy się, ważna jest także strona finansowa. Ostatecznie ten biznes ma przynosić zyski. Oczywiście, że tak, ale chodzi też o wyjście z domu. Uczestniczki spotkań podkreślają, że dla nich samo wyrwanie się z cyklu „kupka, zupka, kąpiel, spanie” jest czymś wspaniałym. To, że chcą i robią coś, poza zajmowaniem się dzieckiem, jest bezcenne. Jak Biznes Mamy zmienią miasto? Celem i głównym marzeniem związanym z tym projektem jest aktywizacja jak największej liczby młodych kobiet. Chciałabym też, żeby miejsca, o których mówi się, że są przyjazne dla matek z dziećmi, naprawdę takimi były. Bo co z tego, że jest tam krzesełko do karmienia, ale nie ma przewijaka. Brakuje też takich knajp jak ta Uwolnić Matkę. Na spotkaniach zastanawiałyśmy się wspólnie, czy takich miejsc u nas nie ma, bo nie ma na to popytu, czy po prostu nikt się jeszcze nie odważył.

że do spraw biznesowych podchodzą bardziej racjonalnie, na chłodno. To ja mam chyba męskie podejście. Nigdy nie zakładam, że wszystko będzie super. Wiadomo, że nie można generalizować, ale widzę, że większość kobiet na tych spotkaniach jest pełna nadziei, że im się uda. Że da się pogodzić pracę, dziecko, rodzinę i jeszcze przy okazji zarobić krocie. Potem, niestety, okazuje się, że któraś z tych sfer kuleje. To idealistyczne podejście wynika chyba z tego, o czym mówiłam, że macierzyństwo daje kobiecie poczucie, że można więcej. Świetnie usłyszeć coś takiego, bo zazwyczaj słyszymy, że dziecko blokuje rozwój kariery, sprawia, że zostajemy z tyłu. Nie do końca jest tak pięknie. Posiadanie dziecka wprowadza do życia rodziców jakieś ograniczenia. Co z tego, że zaplanuję sobie spotkania w przyszłym tygodniu, kiedy mój synek się rozchoruje i to z nim będę chciała zostać w domu. Natomiast to „można więcej” dotyczy bardziej naszego myślenia. Wierzę, że uda mi się przekroczyć kolejną granicę. W końcu już tyle ich przekroczyłam.

BIZNES MAMY To program realizowany przez Urząd Miasta Bydgoszczy. Na spotkaniach przedsiębiorcze kobiety (a także mężczyźni) dzielą się „swoją historią” i pomysłem na biznes. W tym czasie ich dziećmi zajmują się wolontariuszki miejskie. Udział w spotkaniach jest bezpłatny. Informacje o najbliższym spotkaniu zamieszczane są na stronie internetowej urzędu oraz na profilu na Facebooku.

Liczę, że któraś z Biznes Mam się odważy i znajdziemy odpowiedź. Wciąż jednak mówimy o mamach, a na wasze spotkania mogą przecież przyjść kobiety, które nie są mamami. Oczywiście. Nie jesteśmy grupą zamkniętą (śmiech). Zapraszamy też panów. Kilku było na naszych spotkaniach ze swoimi żonami, partnerkami, ale żaden jeszcze nie przyszedł sam. Ciekawi mnie, co o tych inicjatywach myślą właśnie ci mężczyźni, którzy przyszli na spotkanie? Nie wiem, co myślą, akurat ci panowie, ale mam pewne ogólne spostrzeżenia. Wydaje mi się, że mężczyźni w wielu rodzinach pełnią rolę „cenzorów”. Kobieta wpada na genialny pomysł. Ekscytuje się tym, górę biorą emocje, a mężczyzna mówi „halo, halo. A ile ty na tym zarobisz? Czy jesteś pewna, że ta gra jest warta świeczki”. Myślę, że to nie jest kwestia tego, że oni nie wierzą w swoje kobiety, a raczej tego,

* Dorota Glaza Młoda mama. Pracuje w bydgoskim ratuszu jako asystentka prezydenta miasta. miasta kobiet

listopad 2013

31


kobieta w podróży

Polka w NOWYM JORKU Agnieszka Marecka zarobione pieniądze wydaje przede wszystkim na podróże. Wiele osób tego nie rozumie i zastanawia się, dlaczego nie chce inwestować w lepszy komputer czy w nowszego smartfona. TEKST: Jan Oleksy ZDJĘCIA: Agnieszka Marecka

P

omysł na wyprawę do Nowego Jorku narodził się dawno temu, jeszcze podczas studiów w Getyndze. Agnieszka Marecka wspomina, że urządzając swój pokój w akademiku, trafiła któregoś razu na pchli targ. Szukała czegoś, co mogłaby powiesić na gołych ścianach. Najbardziej spodobał się jej piękny czarno-biały plakat przedstawiający nowojorski Grand Central Terminal. - Przepiękne zdjęcie. Światło wpadające przez okna rozjaśniało wnętrze dworca. Plakat powiesiłam na ścianie i patrząc, marzyłam, żeby kiedyś tam pojechać i zobaczyć wszystko na żywo - wspomina Agnieszka Marecka. Minęło sześć lat, zanim mogła zrealizować swoje plany.

GABINET POD FLAGĄ - Jestem typem podróżnika, który nigdy nie korzysta z biur podróży - oznajmia Agnieszka Marecka. Wszystko planuje sama z dużym wyprzedzeniem. Do USA ciągle potrzebna jest wiza, więc formalności zaczęła załatwiać już w kwietniu, mimo że miała zamiar wyjechać dopiero we wrześniu. Była święcie przekonana, że w ambasadzie będzie grupka osób umówiona na konkretną godzinę, a na nich będzie czekał konsul siedzący w gabinecie pod flagą Stanów. - Łuski z oczu opadły mi w ambasadzie. Zobaczyłam tłum ludzi i trzy kolejki. Wyglądało to jak na poczcie. Siedem czy osiem okienek, zwykły urzędnik, który przyjmował setki osób dziennie. Sama rozmowa trwała pięć minut. Wystarczyła wiadomość, że chcę pojechać do Nowego Jorku, bo to miasto mnie fascynuje. Urzędnik przybił pieczątkę i... mogłam ruszać. Zabukowałam bilet - wspomina pani Agnieszka. NALEŚNIKI NA ŚNIADANIE W Nowym Jorku bardzo trudno znaleźć nocleg, który byłby w miarę tani. W końcu znalazła hotel butikowy o standardzie hostelu. W pokoju stało piętrowe łóżko, umywalka i szafka na kłódkę. Nie były to luksusowe warunki, ale hotel był usytuowany w bardzo dobrym miejscu. Na Manhattanie. - Niedaleko była fajna knajpka Metro Diner, gdzie chodziłam na klasyczne amerykańskie śniadania. Można było zjeść typowe pancakes, czyli amerykańskie naleśniki, albo jajecznicę na bekonie.

32

miasta kobiet

listopad 2013

Każdy dzień tak rozpoczynałam. Już po trzech dniach kelnerzy mnie poznawali i pytali, czy mają podać to, co zwykle. Miałam poczucie, że jestem mile widziana. Amerykańska mentalność - podsumowuje nasza globtroterka.

JEST CUDOWNIE Pani Agnieszka jest turystką, która lubi podróżować samotnie i poznawać mniej znane miejsca. Z tej przyczyny nie zaliczyła turystycznej atrakcji Nowego Jorku, czyli nie weszła na Empire State Building. - Wszyscy się tam kierują, bo z drapacza chmur jest genialna panorama na cały Manhattan i na Central Park. To jeden z najsłynniejszych widoków na świecie. Jak zobaczyłam potworną kolejkę, to szkoda mi było stracić pół dnia, by wjechać na taras, zrobić zdjęcia i zjechać z powrotem. Wolałam wtedy wybrać się do Central Parku z książką i kawą. Ale teraz trochę żałuję. Muszę tam jeszcze wrócić, tyle jeszcze zostało do zobaczenia - mówi rozmarzonym głosem. KULTOWA DZIELNICA W poznaniu miasta pomogła jej książka „Spacerem po Nowym Jorku”, a także mieszkająca tam koleżanka. Zrobiła listę najważniejszych miejsc. - Najpiękniejsza okazała się dzielnica West Village. Tam mogłabym mieszkać. Przypomina mi trochę Londyn, a trochę Amsterdam. Nie bez kozery mówi się, że Nowy Jork to „Nowy Amsterdam”. To tam był kręcony kultowy serial „Friends”. W dzielnicy szczególnie polubiłam cukiernię Magnolia Bakery ze smacznymi babeczkami cupcake. Byłam tam ze trzy razy na kawie i ciasteczkach. Siadałam i mówiłam sobie „życie czasami bywa jednak znośne”. Dla mnie NYC to raczej West Village niż Empire State Building czy Five Avenue - pointuje Agnieszka. Ta przepiękna dzielnica zmienia powszechne wyobrażenie o Nowym Jorku jako o mieście drapaczy chmur i Statui Wolności. Siła metropolii polega na jej różnorodności. CZERWONE BUTY - Żeby robić takie zakupy, jakie robią, na przykład bohaterki znanego serialu „Seks w wielkim mieście”, to trzeba byłoby co najmniej pracować dla amerykańskiego „Vogue’a” - twierdzi Agnieszka, która w Nowym Jorku kupiła pięk-


A M

PODRÓŻOWANIE JEST BOSKIE Jej priorytety? Zarobione pieniądze wydaje przede wszystkim na podróże. Wiele osób tego nie rozumie i zastanawia się, dlaczego nie chce inwestować w lepszy komputer czy w nowszego smartfona? Dlatego, bo uważa, że podróżowanie daje jej siłę napędową na cały rok, odcina od rzeczywistości Torunia i jest totalnym naładowaniem baterii na kolejny czas. - Gros oszczędności przeznaczam na podróże, wiem, że jest to inwestycja w samą siebie - potwierdza Agnieszka.

Germanistka i absolwentka Uniwersytetu Georga Augusta w Getyndze i Uniwersytetu Deusto w San Sebastian, kierowniczka Działu Projektów i Współpracy z Zagranicą w Toruńskiej Agendzie Kulturalnej. Od trzech lat koordynuje Bella Skyway Festival oraz inne wydarzenia.

E 1270913TRTHA

CHIŃSKIE WARCABY Fenomen Nowego Jorku polega na doświadczaniu w nim bogactwa różnych kultur. Wielu turystów fascynuje chińska dzielnica, czyli Chinatown. Ma swój urok. W miejscowym

* Agnieszka Marecka

R

ŚNIADANIE NA TRAWIE Agnieszka Marecka przed wyjazdem przeczytała dużo książek i obejrzała wiele filmów o NYC. Metropolia jest ulubionym miejscem dla filmowców. - Nie sposób nie wiedzieć, jaki jest Nowy Jork - twierdzi nasza turystka. - Ale na żywo ciągle zaskakuje, na przykład biesiadowaniem na trawnikach, które tam nie są świętością, tak jak u nas. Jak jest ładna pogoda, to w przerwie na lunch zaludniają się parki. Ludzie siadają po prostu na trawie, obojętne czy jest to biznesmen w drogim garniturze, czy zwyczajnie ubrany student. Wyjmują kanapki albo sałatki często w torebkach z sieciowych sklepów Home Foods i zajadają. W tych sklepach, jeśli nie ma się olbrzymiego budżetu, można kupić smaczne, zdrowe i ekologiczne jedzenie. Też tam robiłam zakupy - wyjaśnia Agnieszka.

A

JEDNO MUZEUM - Nie jestem wielką fanką biegania po muzeach. Jak gdzieś jadę, to wybieram sobie jedno, które chcę zobaczyć - tłumaczy swoje zasady Agnieszka. W Nowym Jorku wybrała Muzeum Guggenheima ze zbiorami sztuki współczesnej. Zauroczyła ją fantastyczna architektura budynku i niezwykle imponująca kolekcja. Wymienia zapamiętanych twórców: Picasso, Chagall, Miro. - Nie lubię muzeów takich jak Luwr, gdzie potrzeba dwóch tygodni na zobaczenie wszystkiego. Tak silne bodźce docierają zewsząd, że człowiek nie pamięta już, co zobaczył. A z Guggenheima wiele obrazów mam do dzisiaj w pamięci. Inne muzea odwiedzę następnym razem - mówi bez żalu.

L

parku wieczorami zbierają się Chińczycy i grają na betonowych stołach w chińskie warcaby. Emocjonują się wszyscy, zarówno gracze, jak i kibice. - Nowy Jork jest dobry dla tych, którzy są otwarci na wielokulturowość i dialog między narodami. To genialne miejsce! - podsumowuje Agnieszka Marecka.

K

ne buty. Wyglądają jak nowe, mimo że mają już trzy lata. - Są czerwone. Za każdym razem, jak je zakładam, to wszyscy się nimi zachwycają. Mówię wtedy z nutką snobizmu: „Ach, kupiłam je w Nowym Jorku”. Oprócz zdjęć, które zrobiłam, są pamiątką tamtego pobytu - opowiada pani Agnieszka.


kultura w sukience Teatr, kino czy koncert? Choć dni stają się coraz krótsze, listopadowe wieczory w Bydgoszczy i Toruniu są pełne atrakcji! fot. Przemysław Skrzydło

któ (Pr któ

Lucyna Tataruch

Camerimage BYDGOSZCZ, OPERA NOVA/MULTIKINO/ORZEŁ/ WSG, 16-13 LISTOPADA, CENA: 5-70 ZŁ

To już 21. odsłona Międzynarodowego Festiwalu Sztuki Autorów Zdjęć Filmowych. Wśród zaproszonych gości, takich jak scenograf Rick Carter („Avatar”, „Park Jurajski”, „Forrest Gump”), Bydgoszcz odwiedzi niezwykła dokumentalistka Joan Churchill, pierwsza kobieta nagrodzona za Wybitne Osiągnięcia w Filmie Dokumentalnym. Projekcje, warsztaty i spotkania z twórcami to tylko część z atrakcji przewidzianych podczas jednego z najważniejszych europejskich wydarzeń filmowych.

Nosowska.zip BYDGOSZCZ, MCK, 6 LISTOPADA, GODZ. 19, CENA: 65 ZŁ TORUŃ, DWÓR ARTUSA, 20 LISTOPADA, GODZ 19, CENA: 45/55 ZŁ

Listopadowa trasa koncertowa Katarzyny Nosowskiej nie ominie Bydgoszczy i Torunia. W ramach występów Nosowska.zip, jedna z najważniejszych polskich wokalistek zaprezentuje publiczności swój solowy dorobek, wraz z kompozycjami Andrzeja Smolika z płyty Sushi. Gorąco polecamy.

Teatralna podróż

Lubimy się bać

BYDGOSZCZ, TEATR POLSKI, 8-11 LISTOPADA, CENA: 35/50

BYDGOSZCZ, FILHARMONIA POMORSKA, 8 LISTOPADA, GODZ. 19, CENA: 45ZŁ

Nie trzeba czekać do pierwszego śniegu, by wyruszyć w „Podróż zimową”. Pod takim tytułem na deskach Teatru Polskiego zobaczyć można spektakl w reżyserii Mai Kleczewskiej. Opowieść, oparta na tekście noblistki Elfriede Jelinek, poprowadzi nas przez często trudne lecz ważne społeczne tematy. Jelinek słynie z kontrowersji, spektakl dedykowany jest dorosłym widzom. Z pewnością nikt nie zostanie wobec niego obojętny.

Halloween to niejedyna jesienna okazja na chwile lubianej grozy. W drugą sobotę miesiąca zapraszamy miłośniczki horrorów na wyjątkowy koncert Orkiestry Symfonicznej Filharmonii Pomorskiej pod dyrekcją Krzysztofa Dobosiewicza. „Klasyka Horrorów” to wieczór muzyki filmowej z takich dzieł, jak „Egzorcysta”, „Drakula” czy „Miasteczko Twin Peaks”. Światło, dźwięk i efekty specjalne to tylko część planowanego performance’u. Takiej okazji nie można przegapić.

Nie tylko anime BYDGOSZCZ, HOTEL BRDA, 23 LISTOPADA, WSTĘP WOLNY Odmienną kulturę poznać można nie wyjeżdżając z Bydgoszczy. „Odkrywając Japonię” to konferencja, na której każdy dowie się o najpiękniejszych miejscach czy lokalnych zwyczajach tego orientalnego kraju. Wydawnictwo Kirin, które od lat promuje kulturę japońską, proponuje ciekawą alternatywę na sobotę w mieście - spotkanie, m.in. z podróżniczką i bloggerką Karoliną Przybylińską.

34

miasta kobiet

listopad 2013

Mózg Festival BYDGOSZCZ, MÓZG/MCK/DOM MODY DRUKARNIA, 7-9 LISTOPADA, CENA: 25 - 80 ZŁ

Różnorodne otwarte formy muzyczne: klasyka, jazz, rock czy muzyka etniczna to wszystko staje się inspiracją dla 9. Międzynarodowego Festiwalu Muzyki Współczesnej i Sztuk Wizualnych. Nie zabraknie audiowizualnych wrażeń, niecodziennych aranżacji i improwizacji. W ciągu trzech dni na wybranych scenach wystąpi kilkunastu artystów z Polski i nie tylko.

Jezus Maria Peszek TORUŃ, LIZARD KING, 11 LISTOPADA, GODZ. 20, CENA: 45 ZŁ

Nowa płyta Marii Peszek wywołała wiele skrajnych emocji. To dzięki niej wokalistka zyskała miano jednej z najpopularniejszych artystek polskiej sceny alternatywnej. Odważne teksty z ostatniej płyty wyśpiewa w toruńskim Lizard Kingu. Warto tam być.

Spójrz w lustro TORUŃ, DWÓR ARTUSA, DO 8 LISTOPADA, WSTĘP WOLNY

Ile emocji skrywają nasze lustra? Odpowiedź na to pytanie przybliża Justyna Jaworska, autorka wystawy „Masz to wypisane na twarzy”. Fotografie zwierciadeł z wyrytymi hasłami to część eksperymentalnej instalacji. Artystka przedstawia świadectwa naszych najbardziej skrytych uczuć i reakcji. Warto je obejrzeć.

Książka na jesień TORUŃ, DWÓR ARTUSA, 4-10 LISTOPADA, GODZ. 19, WSTĘP WOLNY

Spotkania z autorami, wykłady i wystawy to tylko niektóre propozycje XIX Toruńskiego Festiwalu Książki, dzięki którym można poznać najnowsze wydawnictwa. Jednym z zaproszonych gości będzie Wojciech Tochman, autor „Eli, Eli”, przejmującej opowieści o Filipinach. Warto odkryć kulisy tej historii.

br Pr ni to m

ćw rz go

Co  

( c


Tango dla Każdego

temat

Fundacja COTANGO zaprasza na kurs intensywny który rozpocznie się w środę, 6 listopada 2013 r. o godz. 19.00, w Toruniu, przy ul. Konstytucji 3 Maja 14 (Przedszkole Miejskie nr 13) Zajęcia kierowane są do osób rozpoczynających swoją przygodę z tangiem, które chciałyby nauczyć się techniki ruchu w tangu i poprawić świadomości swojego ciała. Jeśli potrafisz chodzić (a zapewne tak), to potrafisz też tańczyć. Czasami się wydaje, że nieśmiałość, brak poczucia rytmu, brak czasu to przeszkody nie do pokonania na drodze do rozpoczęcia lekcji tanga. Przeciwnie! Nie tylko nie są to przeszkody, ale wręcz powód do tego, aby zacząć tańczyć; pokonać nieśmiałość, odkryć drzemiącą w sobie muzykalność. Chińskie przysłowie mówi: „Jeśli brakuje ci czasu, to znajdź sobie dodatkowe zajęcie”. A co z partnerem? Na kursach zawsze są osoby „nie do pary”; jeśli nie masz partnera, tym bardziej przyjdź, partner się znajdzie. Zajęcia poprowadzi Kamila Jezierska – instruktorka tańca, tancerka, choreograf, pedagog. Tańczy ćwierć wieku a ostatnie siedem lat spędziła zagranicą (Islandia, Indie) ucząc tanga. Jest członkiem Stowarzyszenia Tancerzy Zawodowych w Islandii, byłym dyrektorem Akademii Tańca w Reykjaviku. Swoją przygodę z tangiem rozpoczęła w 2007 roku współpracując z Alejandro „Lucho” Lucero oraz Ozgurem Demir. Co zrobić aby rozpocząć naukę tanga:  Rejestrujemy się poprzez formularz zgłoszeniowy na stronie www.cotango.pl, na której znajdziemy też więcej informacji o kursie;  Zaopatrzeni w dwie pary skarpetek, wygodny strój, jakieś buty „do tańca”, świeżą odzież (nie przesadzajmy z pachnidłami), coś do picia i kanapkę udajemy się we wskazane miejsce, gdzie czekać będzie na Państwa fantastyczna nauczycielka Kamila.  W razie pytań prosimy o kontakt na

tango@cotango.pl

1123313TRTHA

1266513TRTHA 1634613BDBHB

miasta kobiet

listopad 2013

35


kobieca perspektywa

Strażniczki pamięci Kobiety idą na ratunek zapomnianym nekropoliom. TEKST: Ewa Kubska-Oleksy

P

romienie słońca nieśmiało przebijają się przez gęste listowie starodrzewu porastającego wysokie wzgórze. Szum drzew, śpiew ptaków i porozrzucane w nieładzie, porośnięte mchem tablice nagrobne. Nad jedną z nich pochyla się tajemnicza postać z długimi włosami… To nie początek kolejnej sagi o wampirach. To rzeczywistość, w jakiej spełniają się bohaterki artykułu - kobiety, które próbują ocalić dawne nekropolie przed zapomnieniem.

KOBIECOŚĆ NA CMENTARZU Jak zaczęła się ta kobieca przygoda z ratowaniem zapomnianych nekropolii? - Przez wiele lat miałam w pamięci obraz starego, ewangelickiego cmentarza, który pokazał mi kuzyn mieszkający w rodzinnej wsi mojego taty - opowiada Monika Eska, nauczycielka języka niemieckiego w Gimnazjum nr 1 we Włocławku, inspiratorka i realizatorka działań związanych z ratowaniem cmentarzy. - Odwiedziłam to miejsce latem zeszłego roku. Byłam przerażona tym, co wtedy zobaczyłam: przewrócone krzyże, zdewastowane nagrobki… Postanowiłam wówczas, że dołożę wszelkich starań, by uratować to miejsce. Żona pastora poradziła mi, żebym skontaktowała się z Fundacją Ari Ari. Napisałam maila na adres znaleziony w Internecie. Odezwał się do mnie prezes Fundacji - Longin Graczyk - z gotowym scenariuszem działań. I tak się zaczęło… Efekt przerósł najśmielsze oczekiwania. - Nigdy nie przypuszczałabym, że moja, szczerze mówiąc, oparta na dziecinnych mrzonkach „misja” zakończy się sukcesem - dodaje nauczycielka.

36

miasta kobiet

listopad 2013

Patrycja Rogacz z Fundacji Ari Ari: - Historie opowiadane przez mieszkańców dotykają czasów przedwojennych, kiedy to obok polskich rodzin na tych terenach liczną i ważną grupę stanowili ewangelicy. Co ważne, nazwiska, które padają z ust osób, z którymi rozmawiamy, odnajdujemy później na cmentarzach ewangelickich - opowiada dziewczyna.

POMOC FUNDACJI, ZAPAŁ MŁODZIEŻY W działania związane z przywracaniem porządku na cmentarzach, jak i pamięci o ludziach spoczywających na nich, włączona została także młodzież z gimnazjum, w którym uczy Monika Eska. Dzięki zapałowi dzieciaków udaje się zrealizować projekty. - Zmotywowana młodzież pomaga. Gdy po raz pierwszy, jąkając się i zacinając, opowiedziałam uczniom w skrócie o moim marzeniu uporządkowania cmentarza i prośbie o pomoc przy tym, nawet nie liczyłam na odzew, a był szczery i natychmiastowy. Uprzątnięty cmentarz zapamiętany z dzieciństwa, świetna współpraca z Fundacją i co najbardziej budujące - rysujące się w tle, zaczęte następne akcje - relacjonuje moja rozmówczyni. Kolejnym kobiecym projektem było porządkowanie cmentarza w Rybitwach. SCENARIUSZ I PRAKTYKA Jak wygląda scenariusz działań cmentarnych w praktyce, opowiada Patrycja Rogacz. - Zbieramy grupę, która chce pomóc w pracach na cmentarzu - odkrywaniu, oczyszczaniu nagrobków. Nic nie dzieje się bez konsulta-

cji z konserwatorami zabytków - Markiem Kołyszko oraz Michałem Oleksym. Umawiamy się, zbieramy i próbujemy doprowadzić teren do stanu, który chociaż w części przypomni ten sprzed lat. Ja ze swojej strony mam nadzieję, że te działania uczą młodzież szacunku do swojego regionu, pokazują fragment historii, pozwalają im wydobyć z siebie pokłady energii, może nawet dadzą im jakiś impuls do działania, wskażą ścieżkę rozwoju, nauki. Tłumaczymy sobie nie tylko, jak porządkować cmentarz, ale co znaczą sadzone na cmentarzach rośliny, opowiadamy o tradycjach ewangelików, obyczajach, tłumaczymy, dlaczego wykuty w kamieniu liść dębu jest akurat liściem dębu, nie klonu. Pamięć więc można zachować w różnym tego słowa znaczeniu - dodaje współpracowniczka Fundacji.

ZGRZYT POD ŁOPATĄ Prace polowe to również dreszczyk emocji nie tyle związanych z tajemniczą atmosferą cmentarza - ile z bliskością historii i ze znaleziskami, jakie kryją się pod powierzchnią ziemi. - Najlepsze wspomnienia to zgrzyt pod łopatą… i wygrzebanie spod ziemi pięknego krzyża czy metalowej tabliczki z imieniem i nazwiskiem zmarłego - mówi Monika Eska. Ostatnio z uczennicami dwukrotnie pracowałyśmy na cmentarzu w Rybitwach, na którym wcześniej zlokalizowałyśmy trzy czy cztery groby. Po obu wizytach odkryłyśmy i oczyściłyśmy… 48 nagrobków. Obraz cmentarza w sierpniu a obraz cmentarza teraz - różnica nie do opisania - dodaje kobieta.


A

Oferta specjalna dla kobiet „po czterdziestce”. To właśnie dla Ciebie stworzyliśmy niesamowity program metamorfozy

A

M

„Efekt Motyla”

PRZED

K

A TO DOPIERO POCZĄTEK… Dla Moniki Eski odnowienie cmentarza w Gnojnie było najważniejszym zadaniem. - To moja osobista misja - mówi. - To miejsce jest mi bliskie ze względu na bliskość wsi Lisek - rodzinnej wsi taty. Z kolei najbliższe plany nauczycielki z Włocławka związane są z dalszą działalnością na polu „cmentarnym”. Pragnie ona uporządkować jak najwięcej nekropolii, włączając w to młodzież. - Chciałabym też przy okazji uczyć młodych ludzi tolerancji wobec innych religii i kultur, bezinteresownej pomocy, wspólnego działania. Akcje cmentarne wiele mnie nauczyły i przede wszystkim przypomniały o tym, jak bardzo lubię pracować z młodzieżą - dodaje. Patrycja Rogacz: - Pamięć o cmentarzach to przede wszystkim pamięć o ludziach, historiach, zdarzeniach, rodzinach, miejscach. Ważna jest idea i żadna z nas nie narzeka na drobne niewygody, jakimi są kąsające w stopy mrówki czy ciężar wykrywacza metali. Fizyczne prace polegające na czyszczeniu i naprawianiu nagrobków z powodzeniem mogą wykonywać kobiety.

profesjonalistów, ciesz się na nowo swoją urodą i odzyskanym pięknem. Wejdź na stronę www.feminarium. com/metamorfoza i zobacz jak inne kobiety odmieniły siebie cieszą się nieodpartym urokiem na nowo. Teraz możesz przeżyć swoją metamorfozę o wartości 5000–7000 zł zupełnie za darmo: zgłoś się jako uczestniczka i prześlij swoje zdjęcia na biuro@feminarium.com Ze względu na czas, jaki poświęcamy każdej uczestniczce aby osiągnęła maksymalny efekt przemiany, dokonujemy jednej darmowej metamorfozy raz na 2 – mce. Nie czekaj aż ktoś zajmie Twoje miejsce i zgłoś się już teraz: dzwoń na nr tel. 56 621 06 88. Sprawdź nasz regulamin metamorfoz na www.feminarium.com/metamorfoza

56/621-06-88 Przeżyj niesamowitą odmianę wizerunku!!!

R

Informacje pod numerem

Salon l Urody d Feminarium i i Dom Zdrowia • Toruń, Szosa Chełmińska 84/86 tel 56 621 06 88 miasta kobiet listopad 2013 37 www.feminarium.com

1291913TRTHA

To organizacja pozarządowa, prowadząca projekty edukacyjne, pomocowe, rozwojowe, dokumentacyjne, badawcze, popularyzatorskie w Polsce i na Kaukazie. Została powołana w 2008 roku, by służyć ludziom przez wydobywanie najcenniejszych przejawów ich aktywności bez względu na ich pochodzenie i status. Fundacja zajmuje się działaniami rozwijającymi społeczeństwo obywatelskie i wzmacniającymi ochronę praw człowieka. Wolontariusze są mile widziani - uczniowie, studenci, jak i osoby dorosłe chcące zaangażować się w akcje Fundacji mogą kontaktować się mailowo lub telefonicznie. Więcej informacji pod adresem: www.ariari.org.

Jeśli pragniesz : • całkowitej zmiany wizerunku „bez skalpela” i bez bólu. • znów uwierzyć w siłę swej kobiecości, • oczarować mężczyznę, którego masz na oku, • wzbudzić podziw koleżanek i wyglądać o niebo lepiej od nich, • poczuć powiew świeżości w swoim związku, • usłyszeć, że odmłodniałaś, • zobaczyć i poczuć jak pięknie jest mieć 10 lat mniej, • wyglądać pięknie w każdej sytuacji, To program metamorfoz Efekt motyla jest właśnie dla Ciebie! Zgłoś się na metamorfozę i skorzystaj z możliwości zmiany swojego wizerunku, a być może nawet i życia! Przeżyj fantastyczną przygodę pod okiem najlepszych

E

Nasze bohaterki przywracają porządek na zapomnianych cmentarzach we wsiach: Łęg Witoszyn, Stare Rybitwy, Mursk, Osiek, Gnojno.

FUNDACJA ARI ARI

PO

* czas realizacji metamorfoz -2 miesiące

L

PRZYWRÓCIĆ PAMIĘĆ Działania na dawnych cmentarzach to nie tylko praca fizyczna - to także odświeżanie pamięci mieszkańców okolicznych wsi. Cmentarz i ci, którzy na nim spoczywają, a niegdyś byli sąsiadami, na nowo zaczynają istnieć w świadomości mieszkańców. - Na cmentarzu w Gnojnie nie wiedzieliśmy, kto spoczywa w grobowcu położonym w centralnej części, pamięć mieszkańców okazała się bezcenna. Dowiedzieliśmy się, dzięki żyjącym, że w grobowcu spoczywa rodzina Habermeistrów, z którą przyjaźniła się rodzina naszego rozmówcy - opowiada Patrycja Rogacz. - Pamiętam moje pierwsze działania w Gnojnie - zaciekawiła mnie rodzina Krampitzów. To nazwisko znane w Lipnie. Zaczęłam szukać, dociekać, próbować dowiedzieć się o nich czegoś więcej. Internet, dokumenty, rodzina z USA szukająca korzeni na Kujawach, wreszcie opowieść mieszkańca Gnojna o weselach, które August Krampitz wyprawiał swoim córkom, spacer z rozmówcą na koniec wsi, gdzie do dziś stoją domy Krampitzów, które pamiętają tygodniowe wesela - wymienia. - Ciągłe przeplatanie się pamięci i zapomnienia, nieznanego i znanego jest w tym chyba najważniejsze i najbardziej wartościowe. Sama praca na cmentarzu, oczyszczanie nagrobków, tworzenie dokumentacji, mapy, zgarnianie liści, wykopywanie fragmentów zniszczonych nagrobków to tylko mały element tego, co w tych działaniach jest najistotniejsze - podkreśla moja rozmówczyni. Przy okazji działań na cmentarzach wracają piękne wspomnienia z dzieciństwa. Jak to, które przywołuje Monika Eska. - Jako dziecko byłam z babcią i rodzicami kilka razy na pasterce w kaplicy w Gnoj rzy okazji prac na cmentarzu w Gnojnie odwiedziliśmy właściciela cmentarza mieszkającego w starym, zdewastowanym budynku. Okazało się, że w połowie jego domu była kiedyś kaplica ewangelicka, a po wojnie do 1990 roku odbywały się tam msze katolickie. Nie mogłam uwierzyć, że ta rudera, w której właściciel trzyma siano, to to samo magiczne miejsce z dzieciństwa. Bardzo mnie to poruszyło.


męskim okiem

Wygrałem

wojnę atomową

Czasami jest przetrenowana, ale uważa, że ma dług za te lata, gdy jej poeta za wszystko płacił. Dzieci nie mają. Wspólnego łóżka też. Janusz Milanowski* Jerzy najpierw był poetą. Jednym z pokolenia „brulionowców” („BruLion” - pismo literackie ukazujące się w latach 1986 1999). Gdy runęła komuna, stał się „białym kołnierzykiem” i zaczął ciężko pracować w korporacji. Świetnie zarabiał. Jednak korporacja przeżuła go i wypluła. Wtedy Ona podjęła pracę jak szalona. On zaszył się w bibliotece i przy komputerze. Utył. Do pracy nie pójdzie, bo znowu jest poetą, bo praca to chamski sport. Ona uprawia ten sport codziennie od rana do wieczora. Czasami jest przetrenowana, ale uważa, że ma dług za te lata, gdy jej poeta za wszystko płacił. Dzieci nie mają. Wspólnego łóżka też.

Filozofia przetrwania Krzysztof skończył elitarny wydział Politechniki Gdańskiej. Pokochała go pani stomatolog. Pobrali się. Pan inżynier założył własną firmę; jedną, drugą, trzecią. W biznesie był Don Kichotem, więc rzucili wszystko w cholerę i wyjechali do Hamburga. Dyplomu Politechniki Gdańskiej nie trzeba w Niemczech nostryfikować, ale Krzysztof to chromolił. Robotę też. Żona dobrze zarabiała i zarabia. On wyprowadza psa. Chodzi po zakupy. Czasami sprzątnie gabinet żony, gdy ma dobry

38

miasta kobiet

listopad 2013

dzień. Nie pije, nie pali, nie udziela prostych odpowiedzi, z wyjątkiem jednego pytania. Jak się w tym czujesz, co z twoimi ambicjami zawodowymi? - OK - odpowiada. Marian jest humanistą. Po studiach przez rok uczył historii w podstawówce. Zmierziło go i postanowił nigdy więcej nie zmęczyć się w pracy. Nigdy nie wyprowadził się od matki i żyje z jej renty. Przez jakiś czas był działaczem sportowym, bo trudno nie robić nic. Matka ma 85 lat. On - 55. Lubi włoską pornografię.

Kontrapunkt Aleksander też ma 55 lat i jest cenionym inżynierem. Jest gruby, ale zanim wieczorem wyciągnie coś z winnych zapasów swej piwniczki, przebiega 3 km. Pracuje w Bawarii jako wolny strzelec. Zlecenia od BMW, artykuły do specjalistycznych pism, etc. Jego piękna żona po wypadku samochodowym żyje na wózku inwalidzkim i rzuca w Aleksandra jedzeniem, gdy poda je za późno albo nie dość ciepłe. Wieczorem, gdy skończy projekt, umyje żonę, wyciąga butelkę z piwniczki. Odpala Internet. „Właśnie znalazłem sobie hostessę na konferencję w Pekinie - miód a nie laska” - pisze do mnie na skypie.

Szczęście, a pustka Tekst Dominiki Kucharskiej (str. 20-23) onieśmielił mnie dziwnym spokojem jego bohaterek, zarówno tych, które utrzymują, i tych utrzymywanych. Mnie przekierował w pustkę pewnego życia, którą ukazałem na przykładach znanych mi ludzi (zmieniłem imiona). Poetę i Krzysztofa utrzymują żony, historyka - matka. Aleksander jest dla nich smutnym kontrapunktem. Postaw mężczyzn utrzymywanych przez kobiety można nie wartościować do jednego momentu: dopóki odczuwają ów wstyd, dopóki szukają pracy i nie jest im wszystko jedno. Kiedy ten moment mija? Gdy Ona wraca do domu po kolejnym dniu chamskiego sportu, a on znad komputera woła radośnie: - Kochanie, wygrałem wojnę atomową! - Rozumiem, że jako wielki strateg nie skalałeś się wizytą w pośredniaku - powinna mu odpowiedzieć, zanim usłyszy od terapeuty, że jej mąż cierpi na syndrom wyuczonej bezradności.

*Janusz Milanowski Dziennikarz, publicysta, fotograf. Miłośnik długodystansowego pływania i jazzu.


2051613BDBHB 1293113TRTHA

2051613BDBHA

MASZYNY DO SZYCIA

szwalnicze, domowe oraz części zamienne

1279713TRTHA

Toruń, ul. Białostocka 6, tel. 56 648 37 22

1108713TRTHB


ATALAN GODZINY OTWARCIA:

Toruń, M.C. Skłodowskiej 19, tel. 56 659 17 14 pon.-pt. 10.00-20.00 / sob. 10.00-18.00 / nd. 11.00-17.00

NOWE KOLEKCJE JESIEŃ-ZIMA 2013/2014 JUŻ W SPRZEDAŻY

a, w o ch s³uga a F a ob mi³ 1296713TRTHA

www.atalan.com.pl

1922413BDBHA

Miasta Kobiet listopad 2013  
Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you