Page 1

ISSN 2084-4867 www.2bstyle.pl

Dorota Wiewióra | Robert Kowal | Małgorzata Swolkień Eugeniusz Budniok | Ghostman | Krzysztof M. Bąk | Ignacy50

Nr 4 (39) 2019 grudzień’19 – styczeń’20


REKLAMA

2


REKLAMA

ul. Partyzantów 15 | Bielsko-Biała | budynek 3 Przędzalni | tel. 737 747 007


REKLAMA

4


REKLAMA

5

REKLAMA


NA WSTĘPIE

Spełnione marzenia

Na okładce: Ekslibris Katarzyny Bąk autorstwa Krzysztofa M. Bąka

napisz do nas: redakcja@2bstyle.pl

czasopismo bezpłatne ISSN 2084-48

Grudniowy „2B STYLE” to wydanie pełne spełnionych marzeń. Od wielu lat namawiałam Roberta Kowala, redaktora naczelnego portalu www.bielsko.biala.pl, na rozmowę. I choć miałam obawy, bo to zawodnik zaprawiony w bojach, który przeprowadził wywiady ze znakomitymi osobistościami i zna rzemiosło dziennikarskie jak mało kto, udało się. Oto pierwsza rozmowa z człowiekiem, który z małej strony internetowej zrobił duży portal informacyjny. Spełnionych marzeń jest więcej. Na rozmowę z nami zgodziła się Dorota Wiewióra, przewodnicząca Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Bielsku-Białej, mało tego, przygotowała nam przepyszne dania. Specjalnie dla Was udało się nam pozyskać kilka przepisów z tradycyjnej kuchni żydowskiej. Po tej rozmowie niejeden z nas spróbuje sobie wyobrazić, jak mogłoby wyglądać nasze miasto, gdyby nie wojenna zawierucha, która spowodowała wysiedlenia i exodus większości mieszkańców przedwojennych Bielska i Białej. Kończymy rok, mając na okładce piękną grafikę autorstwa Krzysztofa Marka Bąka. Warto zajrzeć do środka po więcej. Bo to bardzo twórczy artysta, i to nie tylko grafik, ale i autor serii kryminałów, w których komisarz Orłowska rozwikłuje sprawy morderstw popełnionych w tajemniczych okolicznościach i w otoczeniu znanych bielszczanom miejsc. Mając nadzieję, że zachęciłam Was do przewertowania „2B STYLE”, życzę w imieniu swoim i zespołu redakcyjnego ciepłych i rodzinnych Świąt oraz wielu radości w Nowym Roku. Do zobaczenia w 2020!

Agnieszka Ściera-Pytel, Redaktor Naczelna

28

44

SPIS TREŚCI

22

58

32 8 Subiektywny kalendarz wydarzeń 10 Polecamy 18 Historia. Spór o budowę kładki20 Idealny prezent? Znajdziesz go u nas!

22 Rozmowy przy kawie. Słowa same płyną 28 Dobry dziennikarz szuka uczciwej pracy. Robert Kowal

40 Piechotą, nie autem 42

44 Bliżej z rodem Sułkowskich 48 Konie. Ignacy50 52 Słońce przelane na papier 56 Krzysztof M. Bąk. Ekslibrisy 58 Święta w duchu zero waste 64 Śląskie od kuchni 66 Mikronakłuwanie 68 Smog przyspiesza starzenie 70 Kivak. Kiwaj się i pracuj 72 Uwielbiam poniedziałki

Dorota Wiewióra. Wigilijny karp po żydowsku

BCC polisa bezpieczeństwa. Eugeniusz Budiok

52

38

Na lepszy start

32

Wydawca: MEDIANI Anita Szymańska, www.mediani.pl, ul. Janowicka 111a, 43-344 Bielsko-Biała, e-mail: mediani@mediani.pl, tel. 504 98 93 97, Copyright © MEDIANI Anita Szymańska 2B STYLE: ul. Janowicka 111a, 43-344 Bielsko-Biała, e-mail: redakcja@2bstyle.pl, www.2bstyle.pl, Redaktor Naczelna: Agnieszka Ściera-Pytel, Reklama: tel. 504 98 93 97 Zespół redakcyjny: Agnieszka Ściera-Pytel (tekst), Anita Szymańska (tekst & foto), Anna Sztender (tekst), Ewa Krokosińska-Surowiec (tekst), Jacek Kućka (tekst), Katarzyna Górna-Oremus (tekst), Magdalena Jeż (tekst), Aleksandra Idzik-Hola (tekst), Agnieszka Korbel (tekst), Anna Popis-Witkowska (korekta), ESCO (IT). Grafika i skład: Anita Szymańska, Mediani | www.mediani.pl, Druk: Drukarnia RABARBAR Wydawnictwo bezpłatne, nie do sprzedaży. Przedruki po uzyskaniu zgody Wydawcy. Redakcja nie zwraca tekstów niezamówionych i nie odpowiada za treść umieszczonych reklam. Redakcja ma prawo do skrótu tekstów. Wydawca ma prawo odmówić umieszczania reklamy lub ogłoszenia, jeśli ich treść lub forma są sprzeczne z obowiązującym prawem lub linią programową lub charakterem pisma. Produkty na zdjęciach mogą się różnić od ich rzeczywistego wizerunku. Ostateczną ofertę podaje sprzedawca. Niniejsza publikacja nie jest ofertą w rozumieniu prawa. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za opinie osób, zamieszczone w wypowiedziach i wywiadach. 2B STYLE jest czasopismem zarejestrowanym w Sądzie Okręgowym w Bielsku-Białej.

JESTEŚMY TU:

PORTAL: www.2bstyle.pl

WERSJA DRUKOWANA ON-LINE: www.issuu.com/mediani/

6

PARTNER MEDIALNY:


PIELĘGNACJA TWARZY PIELĘGNACJA CIAŁA TKALNIA FIGURY Najnowocześniejszy sprzęt na Podbeskidziu

radiofrekfencja mikroigłowa Jesteś zainteresowana nieinwazyjnym zabiegiem odmładzającym, masz problemy z trądzikiem lub bliznami zaproś Mamę, Siostrę lub przyjaciółkę i skorzystajcie z niesamowitej promocji -50% dla każdej z Was na zabieg radiofrekwencji mikroigłowej.* *oferta ważna do 31.12.2019 lub do wyczerpania zapasów.

QR CODE

Wygenerowano na www.qr-online.pl

ul. Legionów 26-28 budynek H kompleks Nowe Miasto, 43-300 Bielsko-Biała, 533 463 443 www.tkalniaurody.pl

7

REKLAMA

rezerwacja online na portalu Moment.pl: www.moment.pl/tkalnia-urody-day-spa


ZAKUPY

Idealny prezent? Znajdziesz go u nas! Weselny, urodzinowy, imieninowy i taki zupełnie bez okazji: IDEALNY PREZENT! Karta Podarunkowa Sarni Stok to zawsze trafiony upominek, który teraz kupimy nie tylko w Info Punkcie, ale także w kartomacie oraz online. W okresie świątecznym nie brakuje nam obowiązków, warto więc skorzystać z prostszych sposobów na zakup prezentów.

Karta jest idealnym prezentem jeszcze z przynajmniej kilku powodów: kupujący nie dopłaca za wydanie karty i sam decyduje o kwocie doładowania. Obdarowany może płatności kartą dokonać w kilku różnych punktach i sklepach w centrum handlowym aż do wyczerpania limitu. Dzięki temu można wydawać znajdujące się na karcie pieniądze w kilku podejściach, za każdym razem ciesząc się z otrzymanego prezentu. Karta podarunkowa to także świetny sposób na edukację ekonomiczną dzieci: same mogą gospodarować kontrolowaną ilością gotówki, a jednocześnie operować pierwszą własną kartą płatniczą. Dzieci, tak jak dorośli, żyją w świecie rządzonym przez finanse, zdają sobie sprawę z istnienia pieniądza,

więc im wcześniej rozpoczniemy naukę o jego wartości, tym łatwiej będzie im dopasować się do otaczającej je rzeczywistości. Dawanie kieszonkowego ma jeden prosty cel: nauczenie dziecka, w jaki sposób obchodzić się z pieniędzmi i jak mądrze nimi zarządzać, a Karta Podarunkowa Sarni Stok to doskonały pomysł na wypłacanie kieszonkowego i kontrolę nad nim. Od października tego roku Kartę Podarunkową można także kupić online na stronie internetowej Sarniego Stoku. To bardzo wygodna forma zakupu, zwłaszcza gdy prezent kupujemy na ostatnią chwilę. Unikniemy dzięki temu przypadkowego wyboru, wręczając upominek, o którego kształcie decyduje sam obdarowany. Od listopada w Centrum Handlowym Sarni Stok znajdziemy również kartomat, w którym wygodnie i bez kolejki kupimy kartę podarunkową. To wolnostojące urządzenie, które znajduje się niedaleko głównego wejścia. – Jego obsługa jest bardzo intuicyjna, a wydruk karty trwa dosłownie chwilę! Płaci się za nią w kartomacie za pomocą karty debetowej lub kredytowej, a sam zakup trwa mniej niż 3 minuty – wyjaśnia Kinga Ryżycka. Zachęcamy: znajdźcie swój prezent idealny w CH Sarni Stok!

Centrum Handlowe Sarni Stok, ul. Sarni Stok 2, Bielsko-Biała, www.sarnistok.pl

8

artykuł sponsorowany

Okazji do wręczania prezentów nigdy nie brakuje, ale w najbliższym czasie będzie ich wyjątkowo dużo: dzień św. Mikołaja, Święta Bożego Narodzenia, klasowe mikołajki i firmowe wigilie, a także spotkania świąteczne z przyjaciółmi. – Karta Podarunkowa Sarni Stok to po prostu prezent doskonały na każdą okazję. Szczęśliwiec, który ją otrzymuje, może sam kupić sobie wymarzony prezent w blisko 70 sklepach i punktach usługowych honorujących karty Visa – mówi Kinga Ryżycka, marketing manager CH Sarni Stok.


REKLAMA

9


SUBIEKTY WNY KALENDARZ WYDARZEŃ

10

grudnia

Bielsko-Biała, Teatr Polski Bielska Scena Kabaretowa – wieczór 117 Gwiazdą wieczoru BSK będzie Krzysztof Daukszewicz – poeta, satyryk, bard, felietonista, osobowość telewizyjna, kolekcjoner menelików i  ulubieniec bielskiej publiczności. Laureat całej góry nagród, w t  ym Karolinki, Prometeusza i  Wiktora. Wraca na Bielską Scenę Kabaretową po dwóch latach z z  upełnie świeżym programem pod tytułem „Nie dać się sprowokować”.

12

grudnia

Oświęcim, OCK Spotkanie przy globusie – arktyczna wyprawa na Spitsbergen Arktyka – w tym słowie czai się mroźny powiew północnego wiatru i ogrom zaśnieżonych pustkowi. Ta pozornie niedostępna cześć świata skrywa jednak również inne oblicza: ludzi, którzy przywędrowali tu w poszukiwaniu lepszego życia, przygody lub ucieczki od cywilizacji, zwierząt wiodących życie w tundrze, cudownych górskich krajobrazów. W tle zaś czai się wielka polityka i ambicje wielkich mocarstw liczących na zyski z eksploatacji arktycznych surowców. Spitsbergen, największa wyspa arktycznego archipelagu Svalbard, jest miejscem nieoczywistym. O tym wszystkim, i nie tylko o tym, będzie można usłyszeć podczas spotkania.

13 13-22

grudnia

Bielsko-Biała Święta na Starówce Wydarzenie trwale wpisało się już w miejski krajobraz, stwarzając miłą przedświąteczną atmosferę tuż przed Bożym Narodzeniem oraz stając się lubianą i wyczekiwaną imprezą dla całych rodzin. W tym roku odbędzie się już po raz dwunasty. Do udziału w kiermaszu zaproszone zostały firmy produkujące wyroby regionalne, restauratorzy mający w ofercie potrawy i napoje regionalne oraz beskidzcy twórcy ludowi. Podczas imprezy na Rynku wystąpią zespoły muzyczne, które wykonają najpiękniejsze polskie i zagraniczne kolędy. Tegoroczna edycja zlokalizowana zostanie aż w trzech punktach miasta: na Rynku, na placu Bolesława Chrobrego i placu Wojska Polskiego!

14-15

grudnia

Katowice, Szyb Wilsona Festiwal Pierogów Świata Pierogi są znane i lubiane w każdym zakątku Ziemi – także na Śląsku! Właściwe każdy ma na nie swój własny przepis, a w zależności od kraju są one inaczej przygotowywane. Nadziewane owocami, warzywami, mięsem, serem czy ziemniakami, zawijane w ciasto z różnego rodzaju mąk, również bezglutenowych, doprawiane na słodko i ostro, gotowane, smażone lub pieczone – możliwości jest właściwie nieskończona ilość. Będzie okazja spróbować pierogów dużych i małych, polskich, hiszpańskich, japońskich, tybetańskich czy hinduskich.

15

grudnia

Katowice, MCK Koncert Riedel 4 Riedel Wydarzenie ma na celu uhonorowanie pamięci Ryszarda Riedla. Można będzie usłyszeć Sebastiana Riedla z zespołem Cree i Orkiestrę Kameralną Tomka Szymusia. Muzycy wykonają wspólnie kultowe utwory Ryszarda Riedla i zespołu Dżem w nowych, orkiestrowych aranżacjach. Będzie to wielkie święto muzyki granej na żywo – gitarowe riffy zderzą się z orkiestrowym instrumentarium, które pozwoli im zabrzmieć jeszcze potężniej. Integralną częścią wydarzenia jest również elektroniczna wystawa niepublikowanych nigdzie wcześniej zdjęć ukazująca kulisy życia i twórczości śląskiego artysty. 

grudnia

Cieszyn, Teatr im. Adama Mickiewicza Koncert „Gwiazdo świeć, kolędo leć!” Muzyczna podróż do krainy najpiękniejszych polskich kolęd i pastorałek w wykonaniu Alicji Majewskiej, Olgi Bończyk, Łukasza Zagrobelnego i Włodzimierza Korcza. Świąteczny koncert pełen radości i optymizmu, w którym każdy znajdzie dla siebie nutkę refleksji. Poza tradycyjnymi, znanymi wszystkim utworami, takimi jak „Dzisiaj w Betlejem”, „Bracia patrzcie jeno” czy „Pójdźmy wszyscy do stajenki”, w programie zabrzmią przebojowe kompozycje Włodzimierza Korcza z tekstami Wojciecha Młynarskiego, Magdy Czapińskiej, Wojciecha Kejnego oraz Ernesta Brylla, wszystkie w brawurowych, trzygłosowych opracowaniach.

10


REKLAMA

11


SUBIEKTY WNY KALENDARZ WYDARZEŃ

21

grudnia

Bielsko-Biała, Teatr Polski Premiera sztuki „Pensjonat pana Bielańskiego” Akcja sztuki rozgrywa się w Krakowie ruchu lewostronnego, czyli jeszcze w  zaborze austriackim. Główny bohater, Maurycy Stolnik, ziemianin z p   obliskich Bronowic, odwiedza krakowską metropolię napędzany niepohamowaną potrzebą zabłyśnięcia przed swoimi znajomymi niesłychanymi opowieściami z K   rakowa… „Pensjonat pana Bielańskiego” to komedia „teatru dla śmiechu”, wpisująca się doskonale w tradycję „Porwania Sabinek” w l  egendarnym tłumaczeniu i o   pracowaniu tekstu Juliana Tuwima. Spektakl wyreżyseruje Marek Gierszał, doskonale znany bielskiej publiczności z r  ealizacji przebojowej komedii „Kogut w r  osole”.

27

grudnia

Katowice Krzysztof Zalewski Solo Act W przypadku Krzysztofa Zalewskiego określenie „człowiek orkiestra” trudno uznać za frazes. Artysta nie stroni od muzycznych eksperymentów. Jednym z efektów tych poszukiwań jest formuła solo actu – koncertu, podczas którego Krzysztof bierze sam we władanie wszystkie instrumenty znajdujące się na scenie, m.in. bębny, gitarę elektryczną, gitarę akustyczną, szereg instrumentów klawiszowych, bas, ksylofon i  przeszkadzajki. Loopuje je i n   agrywa na żywo, tworząc szczególną muzyczną rzeczywistość. W r  ezultacie słuchacze są świadkami jedynego w  swoim rodzaju show, od którego trudno oderwać zarówno oczy, jak i  uszy. 

grudnia

Bielsko-Biała, Metrum Jazz Club Koncert „I stacja Metrum” Wyjątkowe wydarzenie dające możliwość pokazania szerszej publiczności twórczości artystów i zespołów z Podbeskidzia. Pomysłodawcą projektu jest Konrad Nycz – gitarzysta zespołu Pociąg Rock’n’Roll, który zawiaduje bluesowymi jamami w Metrum. Wydarzenie to będzie cyklicznie prezentować warte odkrycia formacje, które są mniej znane, lecz utrzymują wysoki poziom artystyczny. Artyści reprezentują różne gatunki muzyczne, m.in. jazz, funk, pop, rock’n’roll, ale wspólnym mianownikiem jest blues, który niezmiennie ich inspiruje i jest korzeniem ich działań.

7

22

stycznia

Cieszyn, Teatr im. Adama Mickiewicza KORTEZ przedpremierowo – 2019/2020 Tour Kortez wyruszył jesienią w trasę koncertową, podczas której zagra przedpremierowo piosenki z nadchodzącej nowej płyty. Koncerty odbędą się w kilkudziesięciu polskich miastach. Tym razem poza piosenkami, które publiczność zna i lubi, zaprezentuje też przedpremierowo materiał, który znajdzie się na jego trzeciej płycie. Premiera płyty zaplanowana jest na wiosnę 2020.

12

5

stycznia

Bielsko-Biała, Klub Klimat Daria Zawiałow – Helsinki Tour vol 2 Wokalistka, autorka tekstów, kompozytorka. Przebojem wdarła się na polski rynek muzyczny. Jej znaki szczególne to wyjątkowy głos i silna osobowość sceniczna. Zadebiutowała w Opolu, gdzie zaprezentowała swój singiel „Malinowy chruśniak” i zdobyła Nagrodę im. Anny Jantar – Opolską Karolinkę. W 2017 roku ukazał się jej pierwszy album „A kysz!”, nad którym pracowała wraz z przyjacielem i producentem Michałem Kushem. Płyta okazała się dużym sukcesem – w rok po premierze osiągnęła status złotej płyty, a teledyski do singli wyświetlono miliony razy. Ostatni album „Helsinki” (2019) jest na najlepszej drodze, żeby przebić te osiągnięcia. „Szarówka”, singiel promujący płytę, już podbiła szczyty list przebojów, z osiągnięciem 1 miejsca na trójkowej liście przebojów włącznie.


KATOWICE BIELSKO-BIAŁA

Oryginalna gruzińska kuchnia Dania przygotowywane przez kucharzy z Gruzji Tylko sprawdzone receptury Dania bez konserwantów LOKALIZACJA PRZY ZJEŹDZIE NA DROGĘ EKSPRESOWĄ! Łatwy dojazd Wygodny parking

S1

942

MESZNA

ul. Wyzwolenia 2, 43-360 Bystra tel. 509 280 000 www.restauracjagruzja.pl Facebook / Restauracja Gruzja

S1

942

BUCZKOWICE SZCZYRK

13

ŻYWIEC ZWARDOŃ

REKLAMA

Prosimy o wcześniejszą rezerwację miejsc

BYSTRA


SUBIEKTY WNY KALENDARZ WYDARZEŃ

18 16

12

stycznia

lutego,

1

marca

Szczyrk, Biały Krzyż Beskidzka Liga Przedszkolaka Po długiej przerwie najmłodsi narciarze ponownie staną w zawodnicze szranki na Stoku Białego Krzyża. Beskidzka Liga Przedszkolaka rozegrana zostanie w systemie pucharowym. Każdy uczestnik otrzyma dyplom, najlepsi – puchary. Start godz. 10.30. Opłata startowa 30 zł, zapisy na miejscu w Biurze Zawodów. Więcej na Facebooku.

stycznia

Polska, Świat 28 Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy Hasłem dwudziestego ósmego już finału jest: „Dla zapewnienia najwyższych standardów diagnostycznych i leczniczych w dziecięcej medycynie zabiegowej”. Najogólniej mówiąc – zbierane środki p rzeznaczone będą na zakup najnowocześniejszych urządzeń do ratowania życia i zdrowia dzieci potrzebujących różnego rodzaju operacji. 

25

stycznia

Bielsko-Biała, Teatr Polski Premiera spektaklu „Hotel Westminster” W pewnym londyńskim hotelu przystojny polityk, wiceminister Partii Konserwatywnej, zamierza urządzić sobie tajemną randkę. Pikanterii dodaje fakt, że wraz z małżonką zameldował się w s  ąsiednim pokoju.  Nie ma jednak pojęcia, że ponętna żona całkiem niespodziewanie ulegnie czarowi pewnego sekretarza… Co może się wydarzyć? Absolutnie wszystko! Prosta zdawałoby się intryga przeradza się w  ciąg niefortunnych zdarzeń zapowiadających nadciągającą katastrofę, a to wszystko przy wtórze niekończących się salw śmiechu na widowni!

26-27

26

stycznia

Katowice Dawid Podsiadło – Leśna Muzyka Nadchodząca trasa koncertowa będzie pierwszą akustyczną w karierze Dawida Podsiadło. Artysta wraz z r  ozbudowanym zespołem przygotował specjalne aranżacje swoich piosenek. Jak wspomniał w t  rakcie koncertu, ekologia jest dla niego istotnym zagadnieniem i  w trakcie tej właśnie trasy planuje zachęcać fanów do działań mających na celu szerzenie świadomości ekologicznej. 

stycznia

Katowice 4 Śląski Festiwal Nauki Wydarzenie to obecnie jeden z największych eventów popularnonaukowych w kraju i Europie. Podobnie jak w minionych edycjach w pomieszczeniach Międzynarodowego Centrum Kongresowego odbędzie się kolejna, już 4 edycja ŚFN. Będzie to sześć obszarów wiedzy (nauk ścisłych, przyrodniczych, technicznych, humanistyczno-społecznych, medycyny i zdrowia oraz sztuki) i debiutująca w ramach ŚFN strefa elektromobilności, a także strefy: sportu, dziecka (w tym roku będzie jej towarzyszyć strefa aktywności, której uczestnicy będą mogli nauczyć się kształcenia odpowiednich nawyków związanych z utrzymywaniem właściwej postawy ciała) czy e-sportu. Więcej informacji na stronie internetowej organizatora.

14

2

lutego

Bielsko-Biała, Stok Dębowca 9 Puchar Reksia Puchar Reksia to największe w Polsce zawody narciarskie dla dzieci. Co roku uczestniczy w nich 800 młodych zawodników. Na każdego Reksiaka czekają medale oraz upominki.


Nowe Kolekcje QR CODE

Wygenerowano na www.qr-online.pl

Dołącz do nas na Facebook-u www.facebook.com/ GALERIALIDER

Chcesz wiedzieć więcej o organizowanych przez nas wydarzeniach? Zobacz: REKLAMA

Zeskanuj kod i kliknij

15


SUBIEKTY WNY KALENDARZ WYDARZEŃ

14

6-9

lutego

Katowice, MCK oraz Spodek 4 Design Days Święto architektury, designu i nieruchomości. Przez cztery dni ikony światowego i polskiego designu, najwięksi architekci i projektanci, producenci i firmy usługowe oraz deweloperzy będą dyskutować o tym, co inspiruje i kreuje światowe trendy w architekturze i designie.

9

Cieszyn, Teatr im. Adama Mickiewicza Varius Manx & Kasia Stankiewicz Koncert jednego z najbardziej popularnych polskich zespołów ostatnich lat. Platyna za singiel „Kot bez ogona” oraz Złota Płyta za płytę „Ent” to dowód najlepszej, mistrzowskiej formy zespołu. Wyjątkowy wokal Kasi Stankiewicz, sekcja rytmiczna Pawła Marciniaka i  Sławka Romanowskiego, gitara Michała Marciniaka, saksofon Michała Kobojka, klawisze Pawła Furmaniaka oraz niezwykłe kompozycje Roberta Jansona tworzą unikalny charakter Varius Manx, a 30 lat doświadczenia scenicznego zespołu to gwarancja profesjonalizmu, ale przede wszystkim energii i wyśmienitej zabawy.

17

lutego

Bielsko-Biała Koncert Fisz Emade Tworzywo Jeden z najważniejszych zespołów na polskim rynku fonograficznym. Od 2001 roku wydali 10 płyt utrzymanych w stylistyce hiphopowej lub okołohiphopowo-eklektycznej. Jako pierwsi na tak wysokim poziomie wprowadzili w polskim hip hopie miękkie brzmienia i teksty nawiązując swego czasu do klimatów Native Tongues. Od tamtego momentu do dzisiaj bracia stale eksperymentują, starając się jednak, by wszystkie ich wynalazki łączył wspólny mianownik – wysoka jakość i zaangażowanie. W wersji koncertowej występują jako Fisz Emade Tworzywo w mocno poszerzonym składzie wspartym znakomitymi muzykami.

Prześlij do nas informację o wydarzeniach redakcja@2bstyle.pl

16

lutego

lutego

Bielsko-Biała, BCK Alicja Majewska – „Żyć się chce” Album z premierowym materiałem Alicji Majewskiej to jak zwykle wydarzenie dużego kalibru. Dwa i pół roku po płycie „Wszystko może się stać” ikona polskiej piosenki powraca z kolekcją nagrań. W typowy dla siebie sposób łączy tu nieustającą pogodę ducha z refleksją dotyczącą spraw istotnych. Apetyt na życie z żalem i łzami. Słońce z nocą i mgłą. Wszak cytując fragment pieśni tytułowej: „Rzeczy tylko dwie są trwałe – radość i ból istnienia”.

23

lutego

Oświęcim, OCK Międzynarodowy Festiwal Iluzjonistów Champions of Illusion Po premierze obydwu części filmu „Iluzja” i programach typu „Mam talent” występy iluzjonistów stały się jedną z najpopularniejszych w ostatnim czasie form rozrywki. Odwiedzają nasz kraj największe gwiazdy światowej iluzji, a bilety na te spektakle rozchodzą się jak świeże bułeczki.


FERIE ZIMOWE na BIAŁYM KRZYŻU Warsztaty narciarskie dla dzieci ze Szkołą Narciarsko-Snowboardową LIVE

W programie: Ćwiczenia rozgrzewające i rozciągające. Warsztaty narciarskie dla początkujących. Warsztaty doskonalące jazdę na nartach. Narciarski savoir-vivre. Gry i zabawy na śniegu czyli aktywna regeneracja Mini zawody, rozdanie dyplomów i medali dla każdego uczestnika

Terminy: I turnus: 13-17.01.2020 r. II turnus: 20-24.01.2020 r. Koszty: Całkowity koszt: 980 zł** **Cena nie obejmuje ubezpieczenia Cena obejmuje: Transport (wyjazd z Bielska-Białej o godz. 7.30, zbiórka na stacji BP przy ul. Partyzantów) Skipass (karnet całodzienny) Posiłek (obiad) Trening Powrót (przyjazd do Bielska-Białej ok. godz. 16.00, miejsce: stacja BP przy ul. Partyzantów) * Biały Krzyż to malowniczo położony stok w Szczyrku, gdzie panują przyjazne dla narciarzy warunki śniegowe – zwykle najdłużej utrzymuje się tutaj pokrywa śniegowa. Biały Krzyż, oprócz fantastycznej atmosfery, zapewnia bogatą ofertę gastronomiczną, wypożyczalnię sprzętu narciarskiego, miejsce na odpoczynek.

Szczegółowe informacje: e-mail: szkola@szkolanarciarskalive.pl,tel. 609 637 383 17 www.szkolanarciarskalive.pl

ZAPRASZAMY!

PROMOCJA

Zapraszamy do spędzenia zimowych ferii na Białym Krzyżu* w Szczyrku, podczas których oferujemy pięć dni intensywnych warsztatów narciarskich dla początkujących i dla tych, którzy już rozpoczęli przygodę z nartami, a chcieliby doskonalić swoje umiejętności pod okiem profesjonalnych instruktorów, którzy w przyjazny sposób wprowadzą w tajniki sztuki narciarskiej.


POLECAMY

Sztuka ulicy

Nakładem Wydawnictwa SBM ukazała się książka autorstwa Justyny Weroniki Łabądź – autorki tekstów o designie, publikowanych na naszych łamach. W albumie podejmuje ona temat street artu, okraszając tekst licznymi interesującymi fotografiami, ilustrującymi zjawisko w Polsce.

Street art to jeden z fenomenów współczesnej sztuki. Uwodzi rozmachem, oryginalnością, jest wyrazem nieskrępowanej wyobraźni i nieograniczonej pomysłowości twórców. Łamie konwencje, niesie ze sobą posmak rebelii, pewnej nielegalności, czy wręcz zakazanego owocu. Zaskakuje formą i często pojawia się w najmniej oczekiwanych miejscach. Jako zjawisko dynamiczne wciąż jeszcze jest słabo opisany – niniejszy album stanowi próbę wypełnienia tej luki. Autorka w pasjonujący sposób opowiada o rozwoju sztuki w przestrzeni publicznej – od malowideł w jaskiniach naszych prehistorycznych przodków po czasy, w których żyjemy. Prezentuje najważniejsze nurty i jej twórców – nie tylko tych najsłynniejszych, jak Banksy i Basquiat. Prowadzi czytelnika przez ulice miast (w Polsce i na świecie), zwracając uwagę na najciekawsze przejawy tej fascynującej dziedziny sztuki: murale polityczne, reklamowe, artystyczne, zaangażowane społecznie, a także pomniki, instalacje, plakaty, szablony itp. Poświęca także uwagę graffiti, z którym szeroko rozumiany street art jest związany. Justyna Weronika Łabądź – historyk sztuki, polonistka, autorka książek o sztuce, kuratorka wystaw i projektów streetartowych, m.in. projektu oBBraz miasta dotyczącego murali w Bielsku-Białej. Pracuje w Galerii Bielskiej BWA w Bielsku-Białej. Jest doktorantką Instytutu Nauk o Kulturze i Studiów Interdyscyplinarnych Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach.

Zdjęcia z czasów wojny

Album pt. Bielsko-Biała i okolice na dawnej pocztówce i fotografii w czasach II wojny światowej, autorstwa Wiesława Dziubka i Wojciecha Kominiaka, jest pierwszą wydawniczą próbą przedstawienia – w tak obszernej formie – okresu okupacji hitlerowskiej w Bielsku-Białej, w oparciu o zebrany materiał fotograficzny i ilustracyjny. Książka jest kontynuacją dwóch poprzednich publikacji, ukazujących miasto nad rzeką Białą w czasach kiedy należało do cesarstwa austriackiego: Bielsko-Biała na dawnej pocztówce w czasach monarchii austro-węgierskiej autorstwa Piotra Keniga i Wojciecha Kominiaka – I wyd. 2001 r. ; II wyd. 2008, oraz w okresie międzywojnia: Bielsko-Biała w czasach II Rzeczypospolitej autorstwa Ewy Janoszek i Wojciecha Kominiaka – wyd. 2008.

18

Zbiór prezentowany w niniejszym albumie zawiera 240 fotografii i widokówek, w wielu przypadkach dotąd niepublikowanych, wśród których znajdują się również unikatowe zdjęcia lotnicze Bielska, Białej i okolic z ok. 1941 r. Zdjęcia zostały opatrzone odpowiednim komentarzem zredagowanym w taki sposób, aby czytelnik odniósł wrażenie iż bezpośrednio uczestniczy w wydarzeniach ilustrowanych przez fotografie. Dodatkowo w aneksach zamieszczono spis ulic zestawiając nazwy funkcjonujące przed 1939 r. z tymi – nadanymi w czasie okupacji, porównując je z obecnie obowiązującymi. Album rozpoczynają fotografie tunelu kolejowego w Bielsku pod ulicą 3-go Maja, wysadzonego przez polskich saperów w noc poprzedzającą wejście Wehrmachtu do miasta. Następnie prezentowany jest fotoreportaż z wkroczenia do Bielska wojsk niemieckich, autorstwa Ferdynanda Pernersdorfera, bielskiego fotografa i wydawcy pocztówek. Został on wzbogacony amatorskimi zdjęciami, dając tym samym pełniejszy obraz tego wydarzenia, tak tragicznego w skutkach dla polskich mieszkańców. W dalszej część albumu zostały przedstawione amatorskie zdjęcia z lat 1939-1945, a po nich widokówki Bielska, Białej i okolic wraz z górskimi schroniskami. Na końcu zaprezentowano wspomniane już powyżej zdjęcia lotnicze z ok. 1941 r, na których zaznaczono ważniejsze budynki administracji niemieckiej, a także miejsca straceń Polaków. Mamy nadzieję że album zagości w Państwa domach i przyczyni się do lepszego poznania zawiłej, ale zarazem bardzo interesującej historii Bielska-Białej.


Nowe

Renault KOLEOS Odkryj przestrzeń dla siebie

Już od

109 500 zł Nowy silnik 2.0 o mocy 190 KM Inteligentny napęd All Mode 4×4-i Cena 109 500 zł dotyczy Nowego Renault Koleos w wersji Zen z silnikiem Blue dCi 150 X-Tronic, z lakierem metalizowanym i pakietem bezpieczeństwa, z roku produkcji 2019, i uwzględnia rabat 18 000 zł brutto. Stan oferty na 6.11.2019 r. Liczba aut w promocji ograniczona. Oferta ważna do wyczerpania zapasów. Szczegóły w salonach. Wartości zużycia paliwa dla modelu Nowe Renault Koleos w zależności od wariantu i wersji wynoszą w cyklu mieszanym od 6,1 do 7,0 l/100 km, a emisja CO2 od 160 do 184 g/km (dane na podstawie świadectw homologacji typu). Zużycie i emisja CO2 zostały określone zgodnie z procedurą WLTP. Podane wartości mogą się różnić od rzeczywistych, na które wpływają m.in. styl i warunki jazdy, dodatkowe wyposażenie samochodu zainstalowane po rejestracji pojazdu, jego stan techniczny. Sprawdź szczegóły u Autoryzowanych Partnerów Renault lub na stronie wltp.renault.pl. Informacje dotyczące odzysku i recyklingu pojazdów wycofanych z eksploatacji na stronie www.renault.pl.

renault.pl

Auto Salon Sp. z o.o. ul. Wiejska 5, 10-200 Warszawa WEKTOR – salon, jazdy próbne, finansowanie, ubezpieczenia tel. 22 542 44 56

Bielsko-Biała ul. Warszawska 295, tel. 33 829 56 10 lub 33 829 56 00

2019-11 KOLEOS_DILER_PION.indd 1

18/11/2019 15:20

19

REKLAMA

www.wektor.pl kontakt e-mail: klient@wektor.pl


HISTORIA

Spór o budowę kładki Niewielka kładka koło ratusza w Bielsku-Białej od kilku lat zyskała miano „mostku miłości” ze względu na kłódki wieszane tam przez zakochanych w dniu 14 lutego. Jednak mało kto pamięta, że jej powstanie budziło mnóstwo emocji, które nie miały wiele wspólnego z miłością. Ostatecznie uzgodniono, że budowę sfinansuje miasto Bielsko. Jeden z bielskich radnych zaproponował, by w takich okolicznościach brać „rogatkowe” od wszystkich bialan przechodzących przez kładkę. Tekst: Jacek Kachel, www.bielsko.biala.pl

Tak na dobrą sprawę Bielsko i Biała rozpoczęły pertraktacje na temat budowy kładki w 1935 roku. To wtedy w rejonie dawnych ogrodów zamkowych księcia Sułkowskiego powstawało osiedle mieszkaniowe. Warto przypomnieć, że budowa odbyła się w okolicznościach aferalnych, o czym za jakiś czas napiszę. W tym czasie magistrat Bielska zwrócił się do władz Białej z pomysłem zrobieniem wspólnej kładki. Nowe budynki rosły w oczach, a dowcipnisie ze względu na większość osób kupujących tam mieszkania, którzy byli wyznania mojżeszowego, nazwali ten obszar „Tel Avivem”. W lipcu 1936 odbyła się wizja lokalna w sprawie kładki w ogrodach Sułkowskiego, a w październiku w wybranych miejscach rozpoczęto badanie gruntu pod przyczółki. Jednak propozycja Bielska nie przypadła do gustu magistratowi w Białej. W odpowiedzi na projekt sąsiadów napisano: – Nie godzi się na budowanie mostu w tym miejscu, a to z powodu zeszpecenia placu Ratuszowego przez rampę dojazdową dwa metry wysoką. W czerwcu 1937 magistrat w Białej po raz kolejny zgłosił sprzeciw co do budowania kładki koło ratusza. W uzasadnieniu przekonywał, że inwestycja w tym miejscu nie jest potrzebna tym bardziej, że kilkadziesiąt metrów dalej u wylotu ul. św. Jana powinien być wybudowany most z prawdziwego zdarzenia. W październiku odbyły się kolejne długie negocjacje z magistratem w Białej w sprawie budowy mostu i kładki w rejonie alei Sułkowskiego. O tych rozmowach, zmianach koncepcji oraz sporach pomiędzy samorządami można napisać oddzielną książkę. Dlatego tutaj ograniczę się tylko do niezbędnych informacji. Docelowy most miał kosztować 100 tys. zł. Uzgodniono, że przeprawa będzie prowadziła z Bielska do Białej ul. św. Jana. Planowano, że budowa kładki będzie kosztowała 12 tys. zł, z czego kwotę 5 tys. zł miał przekazać burmistrz Białej. Ale kilka dni później burmistrz Łuniewski poinformował, że rada nie zgodziła się na tę lokalizacje i… wycofuje swoje zobowiązania finansowe. W tych okolicznościach miasta poprosiły o mediacje wojewodę. Komisja rozstrzygająca powołana wspólnie ze Śląskim Urzędem Wojewódzkim obradowała 4 listopada. Uznała ona, że potrzebna jest nie tylko kładka, ale również i most łączący ul. św. Jana w Białej z ul. Wilsona (dzisiaj Kołłątaja) w Bielsku. Ostatecznie strony uzgodniły, że most będzie budowany wspólnie, a kładka bez udziału Białej. Jeden z bielskich radnych zaproponował, by w takich okolicznościach od wszystkich

20

bialan przechodzących przez kładkę brać „rogatkowe”, przez co wywołał wesołość na sali obrad. Przy okazji negocjacji, które miały bardziej humorystyczny niż poważny przebieg, wielu mówców podkreślało, że istnienie jako oddzielnych bytów dwóch organizmów miejskich jest... absurdalne, gdyż animozje i ambicje poszczególnych ludzi ograniczają swobodny rozwój obu miast. – Wskutek zabudowania parcel przy nowo otwartej al. Sułkowskiego w Bielsku daje się odczuć potrzebę nowego połączenia w tej dzielnicy między Bielskiem i Białą (...). Al. Sułkowskiego jest najkrótszą drogą łączącą centrum miasta Bielska (plac przed Teatrem) z Białą i ruch na tej trasie zwłaszcza pieszy będzie bardzo znaczny (...). W obecnym stanie rzeka Białka ma umocniony murem oporowym jedynie prawy (wklęsły brzeg) od strony Białej. Korona muru oporowego położonego jest o około 10 cm poniżej katastrofalnej wielkiej wody. Od strony Bielska brzegi są nieuregulowane i zatapiane przez wielką wodę (…). Z tych względów najbardziej racjonalnym jest wykonanie tymczasowo do czasu uregulowania Białki możliwie taniej kładki prowizorycznej o świetle 20 m – pisał inż. J. Bartoszewski w uzasadnieniu decyzji o budowie kładki. Oczywiście, dużo trudniejszym i kosztowniejszym zadaniem była budowa mostu łączącego ulice św. Jana i Wilsona. 8 listopada przekazano budowniczym 1400 zł tytułem zaliczki na wykonanie projektu. Równocześnie upoważniono zarząd miasta do zaciągnięcia odpowiednich kredytów na rok 1938/39 celem budowy mostu. Na to zadanie postanowiono zaciągnąć kredyt w wysokości 30 tys. zł. W styczniu 1938 roku Ministerstwo Komunikacji ostatecznie odrzuciło zastrzeżenia Miasta Białej do budowy kładki koło ratusza, co pozwoliło na realizację projektu. Równocześnie pojawił się kolejny projekt, który wykonał Stanisław Hajduk. Jako najlepsze usytuowanie mostu wskazał on miejsce, gdzie ul. św. Jana i łączy się z placem Ratuszowym. Jak widać z powyższego, budowa niewielkiej kładki koło ratusza spowodowała wiele komplikacji. Dla prawdy historycznej trzeba przypomnieć, że niechęć bialan do finansowania kolejnych mostów nie wynikała ze skąpstwa, lecz z poniesionych wcześniej wydatków na budowę mostu głównego na dzisiejszej ul. 11 Listopada oraz mostu Moniera przy obecnej Sferze, które powstały i były utrzymywane w całości za pieniądze z Białej. Na zdjęciu: kładka koło ratusza w latach 40. XX wieku


REKLAMA

21


rozmowy przy stole

Tradycyjnie chałkę się łamie – coś Wam to przypomina?

22


Wigilijny karp po żydowsku Z Dorotą Wiewiórą, przewodniczącą Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Bielsku-Białej, rozmawia Agnieszka Ściera-Pytel. Zdjęcia: Anita Szymańska

Ten przewrotny tytuł został przywołany dzięki odwiecznemu sporowi o to, co w kuchni jest polskie, a co żydowskie. Jak się okazuje, żydowscy bielszczanie zostawili w naszej tradycji wiele smaczków, które nieświadomie przypisujemy kuchni śląskiej, cieszyńskiej czy galicyjskiej. Z panią Dorotą Wiewiórą spotykamy się w siedzibie Gminy Wyznaniowej Żydowskiej, mieszczącej się w kamienicy przy ul. 3 Maja. Elewacja i korytarz czekają na remont, ale w środku wita nas piękne i ze smakiem urządzone wnętrze, a suto zastawiony stół zachęca do dłuższego posiedzenia. W sumie można by tu nawet zamieszkać. Mamy szczęście, bo pani Dorota właśnie wróciła z Izraela, gdzie odnawiana była umowa z miastem partnerskim Akko, dlatego mamy okazję spróbować koszernego humusu i chałwy prosto z Izraela. Potrawy na stole dobrane są nieprzypadkowo, gospodyni objaśnia, co się je w poszczególne święta (choć to zaledwie ułamek bogatej tradycji kulinarnej Żydów).

Widzę na stole znajome przysmaki. Tych podobieństw jest o wiele więcej. W Szabat je się śledzie i gefilte fish, czyli karpia w galarecie. Na święto Pesach podaje się żydowski kawior, oczywiście z macą. Alkoholem, oczywiście koszernym, koniecznie się trzeba upić na Purim. Pączki na Chanukę – jedyne święto, podczas którego pobożni Żydzi mogą podróżować. To ośmiodniowe święto upamiętniające cud, który się zdarzył po sprofanowania świątyni jerozolimskiej. Żydzi odzyskali synagogę, ale było tam niewiele rytualnie czystej oliwy potrzebnej do zapalenia menory – siedmioramiennego świecznika. I zdarzył się cud. Niewielka ilość oliwy, która pozostała w świątyni, wystarczyła do tego, żeby Żydzi przez osiem dni wytłoczyli świeżą oliwę. Na upamiętnienie tego cudu je się wszystko, co w oliwie było smażone: pączki (hebr. sufganijot), placki ziemniaczane (jid. latkies), racuchy z chałki. W tym roku Chanuka rozpoczyna się 22 grudnia o zachodzie słońca i trwa do 30 grudnia. Dzieci otrzymują w tym czasie drobne pieniądze lub upominki. Chanuka kojarzy mi się z tłustym czwartkiem. Proszę bardzo, podobieństwo! Kuchnia żydowska jest przepełniona symbolami. Część świąt u Żydów wynika z tradycji, a część z nakazów religijnych. Weźmy na przykład święto Purim, które wywodzi się z historii opisanej w Księdze Estery. Zły Haman planował zagładę Żydów. Dzięki przebiegłości Estery jego plan się nie powiódł. Purim jest pełnym radości świętem, karnawałem, symbolem żywotności narodu. Na to święto je się ciasteczka w kształcie uszu Hamana (hamantaszki) i pije wódkę, żeby zapomnieć o tym złym Hamanie. W synagodze podczas modlitwy, gdy wspomina się imię Hamana, wszyscy hałasują kołatkami, tupią nogami, aby to znienawidzone imię zagłuszyć.

Wódka też musi być koszerna? Z tą koszernością wódki to jest bardzo ciekawa sprawa. Ja sobie nie zdawałam sprawy, ile trzeba spełnić warunków, żeby wyprodukować koszerny alkohol. Począwszy od tego, że trzeba zwiedzić plantację, na której pszczoły zbierają miód, nie mówiąc o wodzie, która jest pobierana w Wapienicy, z żydowskiego źródła. Jak się zakłada albo zmienia linię produkcyjną, to przyjeżdża rabin. Każdy produkt musi być koszerny, czyli czysty. Musi mieć certyfikat, mało tego, różni Żydzi uznają certyfikaty koszerności różnych rabinów. Żydzi niemieccy, dla których głównie bielski zakład „N...” produkuje alkohole, uznają tylko certyfikat rabina chasyda, którym naczelny rabin Polski nie jest. Natomiast bielska wytwórnia alkoholi „P...”, produkująca głównie na rynek amerykański, uznaje koszerność polskiego rabina. Jak jest różnica pomiędzy kuchnią żydowską a izraelską? Obecnie w Izraelu mieszka około 80 narodowości. Każda z tych nacji, przyjeżdżając do Izraela, przywiozła swoje przepisy kulinarne, mniej lub bardziej zgodne z nakazami Tory. We współczesnym Izraelu dzięki temu jest miks tych wszystkich kuchni. Kiedy Żydów wygnano z Półwyspu Iberyjskiego, część z nich pozostała w krajach hiszpańskich. Ta kuchnia została bardziej iberyjska. To są Żydzi wychowani w kulturze sefardyjskiej. Natomiast ci Żydzi, którzy poszli w stronę Europy Środkowej i Wschodniej, mają kuchnię Żydów aszkenazyjskich. I jak szli, tak zbierali przepisy, które były zgodne z nakazami Tory, i teraz w Izraelu jak się idzie do restauracji, to trudno rozróżnić, co pochodzi skąd, bo nawet Arabowie pozostawili swój ślad na współczesnej izraelskiej kuchni. Co różniło Żydów aszkenazyjskich od sefardyjskich? Na przykład karpie przyrządzali wyłącznie Żydzi aszkenazyjscy. Sefardyjscy w ogóle nie znali karpi.

23


rozmowy przy stole

Szakszuka – typowo izraelskie danie, podawane na śniadanie, chętnie przez panią Dorotę serwowane domownikom. Obok – świąteczne pączki. Interesuje mnie pani życie. Czy pani jest Żydówką? Nie inaczej. Jak się pani uchowała w Polsce? Wielu bielskich Żydów po wojnie w 1957 musiało uciekać do Izraela. Praktycznie cała rodzina mojego taty i wiele innych rodzin wyjechało w 1957 roku. Zostały w Bielsku-Białej głównie te rodziny, które były wymieszane, czyli małżeństwa nie stricte żydowskie. Praktycznie państwo izraelskie zbudowali Żydzi z Polski. Kneset na początku swojej działalności brzmiał po polsku. Mój ojciec ożenił się w 1949 roku z Wisią Eberson, pochodzącą z rodziny żydowskich adwokatów. Nie wiem, jak przetrwali wojnę, ale uchowała się cała rodzina. Natomiast mój ojciec przyjechał tutaj z Krakowa. Pradziadek był rabinem w gminie żydowskiej w Krakowie. Tato jeszcze przed wojną przyjeżdżał do Bielska do stryja Josefa Schreibera (tak brzmi moje panieńskie nazwisko). Stryj miał przedsiębiorstwo przewozowe na Sikorniku. Ojciec przyjechał do Bielska, myśląc, że może część tej rodziny bielskiej się uchowała. Z całej ponadsiedemdziesięcioosobowej rodziny uratowali się tylko mój tata Aleksander, jego brat Gustaw i jedna kuzynka – Pola Lewkowicz. Ojciec skończył tu razem z bratem czteroletnią szkołę dla przyszłych włókienników. I trzeba było budować socjalizm. Rodzina Ebersonów, widząc, co się dzieje, zamierzała wyemigrować do Izraela. Dostali pozwolenie na wyjazd z obydwiema córkami (jedna z nich była żoną mojego taty). Natomiast mój ojciec i mąż drugiej siostry nie dostali pozwolenia. Bo ktoś ten socjalizm musiał budować. Ebersonowie wyjechali, mając nadzieję, że po pewnym czasie mężowie w końcu dotrą. Ale tak się nie stało. Życie toczyło się dalej. Kiedy mój ojciec pracował już w zakładzie włókienniczym, poznał moją mamę i pobrali się. Pierwsze małżeństwo zostało unieważnione? Tak, rozwód nastąpił poprzez ambasadę holenderską. Nie było wówczas stosunków dyplomatycznych pomiędzy Polską a Izraelem. Komunizm był okrutny, a po przeżyciach wojennych ci młodzi ludzie chcieli żyć. Widać to ze zdjęć, które posiadam w swoim archiwum. Ja pamiętam, jak w roku 1967 podczas święta Purim bawiła się tutaj ponad setka dzieci. Myśmy mieli szkółkę niedzielną. Chodziłam w niedzielę na zajęcia. Tutaj, gdzie obecnie znajduje się siedziba gminy żydowskiej, od lat 60. działało Towarzystwo Społeczno-Kulturalne Żydów – organizacja stworzona przez rząd i przez niego dotowana. To nie była organizacja religijna. Myślę, że komuniści chcieli mieć Żydów na oku. Osobną instytucją była ówczesna Kongregacja Wyznania Mojżeszowego. Gminy w obecnej postaci i nazewnictwie powstały dopiero po wprowadzeniu ustawy w 1997 roku. Starzy i pobożni Żydzi chodzili do kongregacji. Mój ojciec przez całe życie był mocno zaangażowany w sprawy kongregacji czy gminy, był przewodniczącym

24

Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Żydów i to on namówił mnie do kontynuowania jego pracy, bo obawiał się, że to, co już osiągnięto, zostanie zaprzepaszczone. Najważniejszym zadaniem było utrzymanie cmentarza, który jest jedynym czynnym na terenie działalności naszej gminy, czyli obszarze byłego województwa bielskiego. Pani mama nie była Żydówką, jak sobie poradziła chociażby z gotowaniem koszernych potraw? Urodziłam się przy Placu Żwirki i Wigury, wszyscy tutaj mieszkali, przy dawnej mijance tramwajów. Wiadomo, że po wojnie to władze komunistyczne przydzielały mieszkania. W naszym był wspólny przedpokój. Po lewej było wejście do Edelmanów, na wprost do nas, czyli do Schreiberów, a na prawo było mieszkanie rodziny Kulków. Dzieliliśmy z Edelmanami łazienkę i kuchnię. Pani Edelmanowa była Żydówką ze Wschodu, więc moja mama uczyła się gotować od niej. Jak wyglądał ślub rodziców? To był ślub cywilny. Ja także nie mam męża Żyda i także mam ślub cywilny. Moja córka podobnie. W Bielsku-Białej dzięki wielokulturowości nigdy nie było z tym problemu. W okresie międzywojennym było tutaj sporo małżeństw mieszanych, m.in. ewangelicko-żydowskich. Poza tym jak ja chodziłam do szkoły, to religii w niej nie było. W związku z tym nie było stygmatyzowania, kto chodzi na religię, a kto nie. Pani wnuczek w jakiej wierze jest wychowywany? Oczywiście w judaizmie. Jak jego rówieśnicy podchodzą do niego w szkole? W ogóle nie są zainteresowani tym, że on nie chodzi na religię. Ja myślę, że dla dzieci to nie ma znaczenia. To dorośli robią z tego problem i próbują dzielić naród. Dziecko myśli w kategoriach: ktoś jest fajny albo nie, a to, czy ktoś chodzi do kościoła, czy nie, w tym wieku nie ma najmniejszego znaczenia. Ja jako dziecko i młoda dziewczyna nigdy nie spotkałam się z ostracyzmem. Przecież zanim rozpoczął działalność FIAT, Bielsko-Biała to było małe miasto i trudno było ukryć swoje pochodzenie. Wszyscy wiedzieli, kto jest Żydem. Mój ojciec, który wyglądał jak pięciu Żydów do kupy wziętych, do emerytury zachował swoje stanowisko w zakładzie włókienniczym. Kiedyś wszyscy jeździliśmy na kolonie żydowskie. Po 1968 to się skończyło. Dopiero po 1989 roku mogliśmy znowu się otwarcie spotykać. Pani ojciec w końcu mógł pojechać do Izraela. Czy spotkał się z pierwszą żoną? Niestety nie, ale co ciekawe, ona wyszła za mąż w Izraelu za Żyda także z Bielska i ich syn, urodzony w tym samym roku co ja, jakieś piętnaście lat temu przyleciał do Warszawy na placówkę jako zastępca ambasadora.


Po lewej: gefilte fish, czyli filetowany karp. Z prawej strony – śledź w porach, jabłku i śmietanie. Ilu członków liczy bielska gmina żydowska? Obecnie jest 60 członków. To są osoby zamieszkujące obszar byłego województwa bielskiego. Mamy członków w Cieszynie, Skoczowie, Andrychowie, w Pszczynie (mają bliżej do Bielska-Białej niż do Katowic). W naszej gminie nie ma nowych członków, tak jak chociażby w Warszawie, gdzie jest dużo członków konwertytów. My znamy się od zawsze. Większość z nas to emeryci. Gmina nie jest zasobna, ale jak możemy, tak sobie pomagamy. Wydarzenia, które organizujecie w gminie żydowskiej, można śledzić na Facebooku. Owszem, i co mnie cieszy, nie spotykamy się z hejtem! Ja już prawie 30 lat prowadzę tę gminę i pamiętam, różne były władze. Raz bardziej, raz mniej przychylne. W dalszym ciągu choćby nieuregulowane są sprawy mienia po gminie żydowskiej, nie tego prywatnego, tylko tego, które do 1 września 1939 roku było własnością gmin żydowskich lub też innych stowarzyszeń prawnych i służyło celom religijnym, charytatywnym, edukacyjnym. Każde wyznanie w Polsce, na podstawie obowiązujących przepisów, mogło prowadzić restytucje swojego mienia. Nasze sprawy ciągną się od 1998 roku i nie wiadomo, jaki będzie ich finał. Wielu bielszczan chętnie uczestniczy w organizowanych przez was wydarzeniach. To prawda. A dzieje się sporo. Kluczem jest chyba to, że nie prowadzę swoich spotkań w celu szerzenia religii mojżeszowej. Jestem daleka od tego. Mówię o historii, tradycji, szeroko pojmowanej kulturze żydowskiej Często zapraszana jestem na uniwersytety trzeciego wieku. Jest duże zainteresowanie, którego nierozłączną częścią jest kuchnia. Bardzo chętnie jeżdżę z wykładami, rozmawiam z młodymi ludźmi. Jest wielu nauczycieli, którzy zachęcają uczniów, aby brali udział w konkursach, czy to fundacji Shalom, czy Forum Dialogu. W zeszłym roku uczniowie bielskiego Plastyka dostali dużą nagrodę za stworzenie gry interaktywnej związanej z zabytkami żydowskimi. Bielsko-Biała te tradycje wielokulturowości kultywuje i to jest piękne. To dzieje się także za sprawą dobrej współpracy z miejskimi władzami. Chociaż brakuje tutaj odrębnego stanowiska pełnomocnika ds. mniejszości narodowych.

Może prezydent czyta nasz magazyn i podchwyci pomysł? Ja to widzę jako stanowisko takie bardziej społeczne i głos doradczy. Musiałaby się znaleźć osoba tak zaangażowana jak Ela Rosińska z Rady Seniorów. Jak wyglądają wasze spotkania? Czy to nabożeństwa? Nabożeństw szabatowych nie ma. Dlatego że nasza gmina jest mocno sfeminizowana. W związku z powyższym nie ma minianu, czyli dziesięciu dorosłych mężczyzn, a tylko w takim wypadku może się odbywać modlitwa. Natomiast przyjeżdżają do nas rabini, a nawet rabinka, bo mamy już rabinkę zreformowaną w Warszawie, na duże święta – Pesach, Purim czy Chanukę. Przy czym u Żydów jest tak, że żeby mogła się odbyć modlitwa, nie musi być rabina. Ważne jest, aby był ów minian i żeby był mężczyzna, który potrafi się modlić i potrafi utrzymać porządek modlitwy. Natomiast to, co się widzi, że kobiety modlą się osobno, mężczyźni osobno, to jest w synagogach mocno ortodoksyjnych. Wtedy faktycznie kobiety przebywają na babińcach na górze, a mężczyźni modlą się na dole. W judaizmie, tym mocno ortodoksyjnym, kobiety pełnią taką pośledniejszą rolę niż mężczyźni. Ich zadaniem jest głównie utrzymanie domu, prowadzenie kuchni według zasad Tory, wychowanie dzieci i przede wszystkim ich rodzenie. Dlatego w rodzinach ortodoksyjnych widzi się dużo dzieci. Mężczyźni nie pracują, bo się modlą i spierają o to, co w Torze przeczytali, bo każdy widzi inne znaczenie przeczytanych w Torze słów. Wznieśmy może toast. Lechaim! Lechaim! Mam nadzieję, że uda mi się dokończyć wywiad (śmiech). Jest moc (śmiech). Ortodoksyjni Żydzi stanowią bardzo silną grupę w Knesecie, chcieliby Izrael uczynić państwem totalnie ortodoksyjnym. Miałam okazję przeżyć po raz pierwszy Jom Kipur w Izraelu. To święto przypada 10 dni po Nowym Roku (Rosz Haszana). A który rok teraz mamy? 5780. Bo u Żydów czas się liczy od powstania świata. Mało tego, kalendarz żydowski oparty jest na fazach księżyca i dlatego my bez ka-

25


rozmowy przy stole

Na pierwszym planie Tora, a w tle Parochet – zasłona na szafę ze świętymi księgami (aron ha-kodesz). Ten pochodzi z Lublina. Przypuszcza się, że to fragment zrabowanego mienia żydowskiego, które pozostało w Auschwitz. Na zdjeciu obok – księgi będące w zbiorach bielskiej Gminy. lendarza nie możemy się obyć, bo Nowy Rok raz wypada we wrześniu, a innym razem w październiku. U Żydów Nowy Rok ma zupełnie inne znaczenie niż Nowy Rok dla reszty świata. Jom Kipur to święto, w którym rozmyślamy o przeszłym roku, wspominamy zmarłych, kogo należy przeprosić, komu zrobiliśmy krzywdę. I Najwyższego się prosi, abyśmy zostali dobrze zapisani w Księdze Żywota na następny rok. Wtedy Żydzi poszczą, cały Izrael stoi, samoloty nie latają, nikt nie jeździ, nawet turyści nie odważą się wyjechać. Jedynie co, to karetka pogotowia albo policja. Oczywiście ci pobożni Żydzi modlą się w synagodze. Natomiast reszta społeczności, tej mocno zasymilowanej, urządza pikniki, jeździ na rowerach. Świetnie wygląda, gdy po autostradzie jeżdżą hulajnogi. Jest to naprawdę niesamowite, bo na co dzień w Izraelu panuje ogromny ruch. To mały kraj, gdzie wszystko się tak wartko toczy. W Jom Kipur tam wszystko było zamknięte, nawet arabskie restauracje, które normalnie w Szabat działają. O zachodzie słońca Jom Kipur się skończył i od razu ruszyły samochody i samoloty, jeden za drugim. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie doświadczyłam – miasto bez jednego samochodu i bez latającego nad głową samolotu.

skoro nas wspiera teraz państwo, to oni są już zwolnieni od obowiązku pomocy. W tym trudnym czasie z pomocą naszej gminie przyszedł Zygmunt Nissenbaum, właściciel zakładu produkującego alkohole. Bardzo nas wspomagał i tylko dzięki niemu przetrwaliśmy. Obecnie w Polsce funkcjonuje zaledwie 9 gmin żydowskich, nasza jest chyba najmniejsza, za to bardzo prężnie działająca.

Co zostało z tych starych tradycji? W naszej gminie spotykamy się na wszystkie kolacje świąteczne. Prowadzimy bardzo dużo działań edukacyjnych skierowanych do młodzieży polskiej. Zresztą wszystkie nasze wydarzenia promocje, odczyty książek, no po prostu wszystko – z wyjątkiem oczywiście świąt, bo te spędzamy w swoim gronie – odbywa się z udziałem naszych polskich przyjaciół. Oczywiście z rodzinami, które są mieszane.

I dało się pogodzić dwie tradycje. Dało się. Kiedy mama przygotowywała Wigilię, to co przygotowywała? Ano karpia po żydowsku. A na choince wieszało się ozdoby w kształcie gwiazdy Dawida.

Czy obrzezanie nadal jest kultywowane? Ale oczywiście, że tak. Żaden pobożny Żyd nie może nie być obrzezany. Jak wygląda to u pani w domu? Czy to mieszanka judaizmu i tradycji chrześcijańskich? Mieszanka, ale z przewagą kuchni żydowskiej i życia żydowskiego. Pani gotuje, to łatwiej. Ja gotuję, poza tym mój mąż jest bardzo zaangażowany w sprawy gminy żydowskiej. Jesteśmy ponad czterdzieści lat po ślubie i mimo że mąż pochodzi z katolickiej rodziny, chyba przesiąknął i złapał bakcyla. On nadzorował cały remont cmentarza w latach dziewięćdziesiątych. Przecież my nie mamy finansów, aby zatrudniać dodatkowe osoby. Tutaj wszystko opiera się na zasadzie wolontariatu. Po roku 1997, kiedy weszła w życie ustawa o stosunku państwa do gmin żydowskich, nasi dobroczyńcy, głównie ze Stanów Zjednoczonych, stwierdzili, że

26

Pani oraz członkowie gminy żydowskiej nie jesteście ortodoksyjnymi Żydami, więc nie było to chyba trudne, aby ktoś spoza waszego kręgu mógł się z wami zasymilować. Nie było trudne, tym bardziej że ja też sama byłam w rodzinie mieszanej. Oczywiście ojciec miał decydujące słowo, ale mama potrafiła to bardzo dobrze pogodzić. I na przykład kiedy przychodził piątek, mama nie jadła mięsa, więc zawsze w piątki był u nas macebraj. Tę potrawę piecze się z połamanej macy zalewanej na moment wodą, aby lekko namiękła. Do niej wbija się żółtko, lekko soli, do tego dodaje się ubite białko i na masełku obsmaża na patelni. Podaje się z cukrem. Jak dziś pamiętam, że mama do tego parzyła kawę zbożową.

My pewnie też robimy karpia po żydowsku, tylko go tak nie nazywamy. Pewnie tak (śmiech). Chociaż próbowałam u kilku osób karpia i nie do końca jest on tak przygotowywany, jak zapamiętałam to z dzieciństwa. Na przykład u nas się nie dodawało żelatyny do karpia. Gotowało się głowy, a żeby otrzymać z tego konsystencję galarety, karpia myło się tylko raz. Często żelatyny są robione z wieprzowiny, a to nie jest koszerne. Tato dzielił karpia na dzwonka, mama przyprawiała go solą i cukrem i zostawiała do następnego dnia w chłodnym. Później dodawała bardzo dużo cebuli, marchewkę, rodzynki i korzeń pietruszki i gotowała to tak, jak się gotuje rosół – żeby ledwo co pyrkało. I tak z półtorej do dwóch godzin, po ostygnięciu to się ścinało. Jak już tata odszedł i na mnie spadł obowiązek robienia ryb, to już nieco odstąpiłam od takiego stricte ortodoksyjnego przygotowywania ryby. Bardzo dużo osób przyrządza karpia w galarecie nie na słodko. Pani córka także kultywuje tradycje żydowskie? Tak, ona jest z pokolenia tej odnowy życia żydowskiego. Zawsze jeździła na kolonie żydowskie, teraz jeździ na wczasy dla rodzin z dziećmi żydowskimi. Mój wnuk w przyszłym roku pojedzie na swoją pierwszą


Z lewej strony Hamantaszki, czyli „Uszy Hamana”. Po prawej – żydowski kawior z wątróbek – przepis na to danie znajduje się poniżej.

kolonię żydowską. Starsza młodzież, która ukończyła 14 lat, jeździ już do Izraela, żeby poznać kraj przodków, i tam ma kontakt z Żydami nie tylko izraelskimi, ale też z całego świata, to świetnie się sprawdza w dalszych kontaktach. Świąt żydowskich jest bardzo dużo, jak radzicie sobie z ich przygotowaniem czy celebrowaniem, na co dzień pracując i funkcjonując jak katolicka większość społeczeństwa? Tych świąt i półświąt jest faktycznie sporo. W Izraelu w święta się nie pracuje, a w półświęto pracuje się do 12.00. Państwo polskie gwarantuje nam w Ustawie o stosunku Państwa do gmin wyznaniowych żydowskich wolne w czasie wszystkich świąt żydowskich. Ważne jest, aby przestrzegać zasad kraju, w którym żyjemy. Przestrzegać w miarę możliwości zasad koszerności. Niestety, mieszkając w Polsce, wielu członków żydowskiej społeczności nie ma możliwości odmowy pracy w święta. I tutaj także trzeba zrozumieć interes pracodawców. Najbliższe święto? Zawsze w okolicach Bożego Narodzenia jest święto Chanuka. W zeszłym roku to święto zeszło się z Mikołajem i po raz pierwszy na Placu Chrobrego prezydent Jarosław Klimaszewski odpalał choinkę. W tym roku Chanuka zejdzie się dokładnie z Bożym Narodzeniem. Na Chanukę oprócz tego, że się je pączki i dużo potraw na słodko, to też się daje dzieciom prezenty. Co niektórzy złośliwi mówią, że to dlatego, by dzieciom żydowskim nie było żal, że dzieci katolickie dostają prezenty pod choinkę. Ale to tylko złośliwi tak mówią (śmiech). W każdym razie Chanuka to jest wesołe, radosne święto. Każda z osób w domu ma swoją chanukiję jednorazową i przez osiem dni codziennie, licząc od prawej strony, zapala. W Izraelu w tym czasie we wszystkich oknach palą się świeczki. Chag Chanuka Sameach. Lechaim.

Gefilte fish Karp (ryba o wadze 2-2,2 kg) Nadzienie: 1 kg fileta z karpia, 3 cebule drobno posiekane, 1 łyżka oleju roślinnego, 3 jajka, 10 dkg tartej bułki, 100 ml wody, 2 łyżeczka soli, 1 łyżeczka pieprzu, 1 łyżeczka cukru PRZYGOTOWANIE: Filety drobno posiekać. Cebulę podsmażyć na oleju. Dodać żółtka i pozostałe składniki. Białko ubić i delikatnie wymieszać z resztą. Rybę wypatroszyć, rozciąć wzdłuż kręgosłupa, wyjąć kręgosłup, wyciąć skrzela, oskrobać z łusek, umyć i wytrzeć. Posolić oraz lekko posłodzić z wierzchu i wewnątrz. Napełnić farszem, zaszyć i zawinąć w gazę. Gotować na bardzo małym ogniu około 1,5 godz., w lekko posolonym wywarze z dodatkiem cebuli, marchewki, pietruszki oraz pieprzu. Pozostawić do wystygnięcia w wywarze, następnie wstawić do lodówki najlepiej na całą noc. Przed podaniem pokroić w plastry. Żydowski kawior (3-6 porcji) ½ kg wątróbek z gęsi (lub innych drobiowych), 2 cebule, 4 jajka ugotowane na twardo, 2 łyżki oleju roślinnego, 3 łyżki smalcu z gęsi,1 łyżeczka soli ½ łyżeczki zmielonego czarnego pieprzu. PRZYGOTOWANIE: Rozgrzać olej na patelni i usmażyć na nim cebulę na złoty kolor. Cebulę przełożyć na talerzyk i na tym samym oleju usmażyć wątróbkę. Nie powinna być krwista. Ostudzoną wątróbkę drobno posiekać z jajkami oraz z przesmażoną cebulą. Dodać lekko podgrzany tłuszcz z gęsi, posolić, popieprzyć i starannie utrzeć. Schłodzić w lodówce co najmniej 2 godziny przed podaniem. W wersji dla leniwych wszystkie składniki przepuścić przez maszynkę do mięsa, następnie dokładnie utrzeć.

27


ROZMOWY PRZY KAWIE

SŁOWA SAME

płyną

fot. Mateusz Sosna, www.ogniskova.pl

Bez wahania mogę stwierdzić, że Grzegorz Lulek, zwany Ghostmanem, jest jednym z najbardziej oryginalnych i niepowtarzalnych muzyków, jakich znam. Śpiewa improwizowanym językiem – za każdym razem coś innego i zupełnie inaczej. I choć nikt nie rozumie, o czym właściwie są te jego „piosenki”, nie ma to żadnego znaczenia. Koncerty Ghostmana to zawsze niezwykle poruszające spektakle dźwięków. Dźwięków duszy.

Rozmowy przy kawie

Pytania d o. . . Gho st ma na Magdalena Jeż. Założycielka Klubokawiarni Aquarium, mieszczącej się na I piętrze Galerii Bielskiej BWA (ul. 3 Maja 11) www.facebook.pl/klubokawiarnia.aquarium

28


fot. Mateusz Sosna, www.ogniskova.pl

Nasze drogi skrzyżowały się dawno temu – poznaliśmy się w 2013 roku. Grzegorz występował wtedy z pianistą Piotrem Matusikiem podczas koncertu organizowanego przez Fundację Kultury „Kalejdoskop”, której jestem prezeską. Co ciekawe, koncert ten odbył się w lokalu, gdzie dziś funkcjonuje Aquarium, ponad rok przed jego otwarciem. Pamiętam, jak ogromne wrażenie zrobił na mnie jego występ. Długo zastanawiałam się, w jakim języku śpiewa – islandzkim, którymś z afrykańskich, a może jeszcze jakimś innym? Nie sądziłam wtedy, że tego języka nie da się nazwać, bo wcale nie istnieje! Że to pełna improwizacja, tekst powstający na poczekaniu i płynący prosto z serca. Do dziś robi to na mnie wielkie wrażenie, ale szczerze zazdroszczę tym, którzy mają okazję słyszeć Ghostmana po raz pierwszy. To naprawdę niezwykłe przeżycie! Poznając Grzegorza, byłam pewna, że jego muzyczna historia jest raczej standardowa. Pewnie najpierw szkoły muzyczne, długie godziny ćwiczeń, a wreszcie – scena, koncerty i płyty. Podczas spotkania przy kawie opowiedział mi ze szczegółami, że w jego przypadku nic nie jest takie oczywiste i przewidywalne. Ale w zasadzie czego mogłam się spodziewać po muzyku, którego dewizą są improwizacja, poszukiwanie i ciągła zmiana? Nie mogło być sztampowo! Grzesiek już jako młody chłopak dążył do samodzielności i niezależności finansowej. Wybierając szkołę średnią, zdecydował się więc na zawodówkę. Najlepszą w tamtych

czasach zawodówkę w kraju, prowadzoną w Oświęcimiu przez księży Salezjanów. Pewnego dnia zaczepił go szef szkolnej orkiestry. Wiedział, że Grzesiek trochę gra – na gitarze, harmonijce, perkusji i klawiszach (bo nie mógł się zdecydować na żaden instrument). W orkiestrze potrzebny był klarnecista i tak jakoś wyszło, że padło na Grześka. Poszedł więc na próbę i spodobało mu się. Nauka instrumentu szła mu nieźle, bo od dziecka był słuchowcem. Bez większego trudu powtarzał więc melodyjki, których uczył go kolega. Nie był jednak w stanie grać z nut, wspomina to jako prawdziwą mękę. Choć więc opanował klarnet z łatwością, problem pojawiał się, gdy trzeba było otwierać zapis nutowy i grać marsze z orkiestrą. Śmieje się, że „strasznie je dukał”. Po zakończeniu zawodówki wrócił do Bielska-Białej i rozpoczął kolejną szkołę. A chwilę później otworzył firmę, którą prowadzi do dziś. Myśląc pragmatycznie, muzykę traktował jedynie jako swoje hobby. Towarzyszyła mu jednak non stop. Któregoś dnia poszedł więc do sklepu i kupił sobie stary, używany saksofon. Wreszcie poczuł, że znalazł swój wymarzony instrument, na którym grał przez następne 20 lat. W międzyczasie zaczął jednak śpiewać i wtedy poczuł, że to jest to! Saksofon odstawił na bok. Nie gra na nim już od sześciu lat, choć czuje, że nadchodzi jego renesans. Wracając do muzycznej historii Grześka: mimo skończenia dwóch szkół średnich, dwóch lat studiów teolo-

29


Bobby McFerrin i Ghostman, koncert w Aleksandrowicach fot. Lucjusz Cykarski

30

fot. z archiwum Ghostmana

gicznych i pomimo prowadzenia własnej firmy czuł potrzebę, by jeszcze coś studiować. Nie chciał jednak znów siedzieć z nosem w książkach i zdecydował, że jeśli ma się nadal uczyć, to tylko muzyki. Bał się iść na akademię muzyczną – że pochłonie to całe jego dotychczasowe życie, z którego nie chciał rezygnować. Zdecydował się więc na wychowanie muzyczne w Cieszynie, co było dobrym rozwiązaniem – czymś „pomiędzy”. Do dziś zresztą słowo „pomiędzy” jest określeniem, które do Grzegorza bardzo pasuje. Sam podkreśla, że żyje niejako w dwóch rożnych światach. Jednego dnia koncertuje, nawiązując wręcz metafizyczny kontakt z publicznością, a na następny dzień idzie do swojej firmy, kompletnie niezwiązanej z muzyką, wystawia faktury i kontaktuje się z klientami. Momentami towarzyszy temu pytanie: „Co ja tu robię?!” – i marzenie o zajęciu się jedynie muzyką. Ale prawda jest taka, że zajmuje się nią tylko wtedy, gdy naprawdę tego chce. W jego mieszkaniu cały czas leży rozłożony sprzęt, gotowy do ćwiczeń i nagrań. Ale nie codziennie z niego korzysta. Czasem i przez dwa tygodnie zupełnie nie zwraca na niego uwagi, aż nagle nachodzi go potrzeba, by śpiewać. Najczęściej zdarza się to w środku nocy. Grzesiek cieszy się, że trafił w swoim bloku na supersąsiadów, którzy twierdzą, że im to nie przeszkadza. Jedno jest pewne – nawet jeśli sąsiedzi go słyszą, to i tak nie rozumieją, o czym śpiewa. Ghostman nie używa żadnego ze znanych języków, improwizuje. Swoją niezwykłą umiejętność nazywa darem. Gdy tylko otwiera usta, słowa same płyną – prosto z jego wnętrza. Układają się w melodie, są sposobem wyrażania emocji i mają niezwykły przekaz, choć pozbawiony słów. Grzegorz przyznaje, że cieszy go to, że nie śpiewa zrozumiałych tekstów i nie narzuca nikomu gotowej treści. Pozwala każdemu na indywidualny odbiór i daje możliwość dopasowania muzyki do własnych historii. Choć zdarzyło

fot. z archiwum Ghostmana

ROZMOWY PRZY KAWIE

się kiedyś, że po jednym z koncertów podszedł do niego słuchacz, który przez parę lat mieszkał w Afryce. Twierdził z dużym przekonaniem, że rozumiał śpiewany tekst – wyłapywał słowa, a nawet całe zdania, rozumiejąc ich sens i treść. Grzegorz przyznaje, że od dawna marzył o tym, by śpiewać z mieszkańcami Afryki, najlepiej w wioskach, gdzie nie dotarła cywilizacja. Nie wie jednak, dlaczego jego śpiew najczęściej przypomina afrykańskie dialekty. Nigdy nie słuchał takiej muzyki ani nie próbował się nią inspirować. Jego muzyczne marzenia coraz częściej mają szansę na realizację. Ghostman podróżuje po świecie w poszukiwaniu muzyki i inspiracji. Zachwycają go jednak zazwyczaj nie wielcy muzycy, ale zwyczajni ludzie. Podczas pobytu w Republice Zielonego Przylądka dołączył do lokalnych muzyków, grających dla klientów jednej z restauracji. Po tym nieplanowanym występie został zaproszony do ponownego muzykowania. Od tamtego dnia przychodził tam codziennie, by „dać ponieść się chwilom, które wydawały się jak z bajki”. Innym razem, w Izraelu, zachwycił się przydrożnym muzykiem grającym na tradycyjnym instrumencie podobnym do skrzypiec. Dołączył do niego, by wspólnie nagrać improwizowany utwór, bo swój instrument, czyli głos, ma zawsze przy sobie. Nagranie to można łatwo znaleźć na YouTube pod hasłem „Ghostman / Dor Dale”. Od dawna stara się rejestrować takie muzyczne spotkania, do których dochodzi podczas podróży. Zawsze pakuje walizkę, w której tylko połowę miejsca zajmują


„Dźwięki duszy na leżaka”, Klubokawiarnia Aquarium, fot. Mateusz Sosna, www.ogniskova.pl

ubrania. Drugie pół przeznaczone jest na sprzęt muzyczny, w tym rejestrator, który pozwala nagrać te niezwykłe chwile. Grzegorz ma wielką nadzieję, że już niebawem uda mu się wydać płytę będącą zlepkiem tych muzycznych spotkań. Będzie to druga płyta, ponieważ pierwsza została nagrana w duecie z Piotrem Matusikiem, podczas wspomnianego już wcześniej koncertu w nieistniejącym jeszcze Aquarium. Pytam z ciekawości, co dokładnie wozi w tej walizeczce i jakie jeszcze instrumenty wykorzystuje podczas tworzenia swojej muzyki. Odpowiada, że wszystko oparte jest na wokalu. Wykorzystuje jednak bardzo sprytne urządzenie zwane looperem. Jest to sprzęt, który tworzy pętle – pozwala nagrywać i powielać różne dźwięki. Na wielu ścieżkach powstają więc tworzone na żywo warstwy, które Grzegorz potem miesza, upiększa licznymi efektami, przeplata ze sobą. Wykorzystuje wcześniej nagrane dźwięki natury – szum morza lub rzeki, śpiew ptaków czy podmuchy wiatru. Coraz częściej używa także instrumentów, które zbiera podczas podróży – grzechotki, dzwoneczki i bębenki. Niebawem dołoży także saksofon i klawisze. Jako improwizujący muzyk ma zresztą mnóstwo możliwości. Jego muzyka to nie tylko śpiew. Może postukać, pomlaskać, poburczeć i wykorzystać wszystko, co ma przy sobie. Wielość możliwości sprawia, że koncerty Ghostmana są naprawdę niezwykłe i niepowtarzalne. Często towarzyszy im wyjątkowa oprawa – świece, przygaszone oświetlenie, a nawet specyficzny układ widowni. Zupełną

nowością, wspaniale przyjętą przez słuchaczy, stały się koncerty „na leżaka”. Organizowane są w Klubokawiarni Aquarium, regularnie co parę miesięcy. Są bardzo kameralne, przeznaczone jedynie dla 30 osób, które przynoszą własne karimaty i koce do przykrycia. Grzegorz realizuje w ten sposób swoje marzenie o koncertach, podczas których słuchacze nie muszą siedzieć na krzesłach i patrzeć w kierunku sceny. Leżą wygodnie, mając zamknięte oczy. Każdy może odlecieć w swój własny świat, całkowicie się odprężyć, a nawet zasnąć, co Grzegorz uważa za najwyższą formę relaksu. Kolejny taki koncert planowany jest na styczeń i już teraz zapraszamy na niego bardzo serdecznie! Grzegorza będzie można także usłyszeć w Aquarium w trio ze skrzypkiem Krzysztofem Maciejowskim i basistą Robertem Szewczugą. Muzycy znani są u nas jako Wielka Trójka i koncertują w tym składzie regularnie. Najbliższy koncert odbędzie się 19 grudnia o godzinie 19.00. Na sam koniec rozmowy pytam Ghostmana, czy poza muzyką ma jeszcze jakieś inne pasje. Tak jak poprzednio dostaję odpowiedzi niespodziewane i nieoczywiste. Dowiaduję się więc, że w wolnym czasie rozmyśla o ziemskiej i nieziemskiej rzeczywistości. Lubi wybrać się w środku nocy na rowerze do lasu by posiedzieć na szczycie jakiejś góry w całkowitej ciemności. No i kąpie się w lodowatych rzekach o każdej porze roku. Zajęcia te są niecodzienne, tak jak i niezwykła jest muzyka, którą tworzy. By poznać jej piękno, wystarczy się dać jej ponieść – nie potrzeba do tego żadnych słów!

31


LUDZIE

32


Bardzo się cieszę, że nareszcie dałeś się namówić na rozmowę. Czuję się trochę stremowany, bo to zwykle ja przepytuję (śmiech). Większość bielszczan i nie tylko bielszczan zna portal www.bielsko.biala.pl, ale nie wie, kto za tym stoi. Może zacznijmy od początku. Skąd się tu wziąłeś? Dlaczego Bielsko-Biała, dlaczego portal internetowy, choć byłeś w przeszłości związany z drukowanymi gazetami? To ogromny zbieg okoliczności, że mnie tu życie przyprowadziło. Zanim przyjechałem po raz pierwszy do Bielska-Białej, słyszałem o nim jako o mieście małego fiata i Studia Filmów Rysunkowych. Na tym się moja wiedza kończyła. Generalnie przywiozła mnie tu moja przyszła żona. Mieliśmy ciepłe mieszkanko w Warszawie, mogliśmy tam zostać na stałe, ale uznałem, za namową żony, że trzeba zmienić pejzaż, środowisko, ludzi wokół, rozpocząć coś nowego w życiu. A ja

często zaczynałem nowe życie. Pochodzę z Kamiennej Góry u stóp Sudetów. Mieszkałem w Koninie, w Poznaniu, trochę na Pomorzu, na Ziemi Lubuskiej. Niemal wszędzie tam prowadziły mnie tropy zawodowe – pracowałem w prasie regionalnej. Później otrzymałem bardzo ciekawą propozycję pracy w Warszawie i prawie dwadzieścia lat tam mieszkałem. I pewnie bym został, gdybym któregoś sobotniego poranka nie wybrał się na wycieczkę do Krakowa. Poszedłem pod pomnik Adasia i spotkałem dziewczynę. Rozumiem, że mówisz o żonie. Niecałe dwa lata później mieliśmy już syna. Siłą rzeczy nastąpiła życiowa stabilizacja. Moja praca w Warszawie wymagała licznych podróży po kraju. Był taki czas, że mieszkałem w pociągu. Dzięki temu odwiedziłem wiele ciekawych zakątków kraju. Ale to było także

33


LUDZIE dosyć męczące, więc kiedy żona nieśmiało zasygnalizowała temat wyjazdu, nie oponowałem. Dziennikarz w pewnym momencie tzw. kariery myśli o tym, żeby usiąść i pisać felietony. Bo nie trzeba wtedy ruszać się sprzed komputera. Wystarczy popatrzeć przez okno, umieć dostrzec za tym oknem coś ważnego i to opisać. Jak trafiłeś na www.bielsko.biala.pl? Przez przypadek. W Bielsku-Białej nie znałem przecież nikogo. Najpierw próbowałem zaczepić się w miejscowych gazetach. Dotarłem do dwóch chyba najbardziej popularnych gazet w regionie i dałem duże ogłoszenie, za które zapłaciłem spore pieniądze. Treść ogłoszenia brzmiała mniej więcej tak: „Dobry dziennikarz szuka uczciwej pracy”. Albo odwrotnie (śmiech). Był odzew? Nie było. Próbowałem podsyłać teksty do różnych redakcji. Po w sumie nieudanej przygodzie z jedną z nich podziękowałem za współpracę. Zacząłem pisać do gazet internetowych, m.in. do www. bielsko.biala.pl. To była strona, która miała wówczas niewiele wspólnego z dziennikarstwem. Jej właściciel, Paweł Strykowski, zamieszczał przedruki z innych gazet, czasem pokazywał też swoje zdjęcia, bo jest świetnym fotografem. Strona miała rokowania. Dobre to było, ale dopiero raczkowało. Wszedłeś do portalu od kuchni. Można by to tak ująć. Wymyśliłem zakładkę kulinarną „Bielsko-Biała na talerzu”. Był rok 2010 i nikt wtedy w okolicy nie zamieszczał recenzji restauracji. W zasadzie od tego zaczęło się powodzenie portalu www.bielsko.biala.pl. Z kilkuset odsłon zrobiło się nagle kilka tysięcy. Jak na mały portalik, który w zasadzie startował, to bardzo dużo. Pamiętam, że zrobiłem kilkanaście recenzji z różnych restauracji bielskich. Niektóre z tych lokali nadal działają, może nawet z podobną kartą. Który to był rok? Do Bielska-Białej sprowadziłem się w roku 2006. Rok później Paweł zaoferował mi współpracę. Napisałem kilka tekstów, a później umówił się ze mną na kolację i zaproponował, abym został szefem portalu. Nasza gazeta internetowa została zarejestrowana w sądzie. To był błysk intuicji Pawła. Paweł jest geniuszem w obszarze tzw. nowych mediów, nie znam osoby bardziej biegłej w tych sprawach. Jest osobą potrafiącą właściwie ocenić człowieka, jego kwalifikacje, jego intencje. Podkreślam to do dzisiaj, mimo że nie jest już moim wydawcą i nie muszę mu schlebiać (śmiech). Co możesz zaliczyć do najważniejszych wydarzeń w twoim życiu zawodowym, oprócz oczywiście związania się z www.bielsko.biala.pl? Jeśli chodzi o to, co robię i co będę robił w życiu zawodowym, ważny był rok 1998, czyli 20 lat temu, kiedy na rynku wydawniczym w Warszawie ukazała się moja książka „Rozmowy ze zdrajcą”. To ciekawy wątek w twoim życiorysie. To był efekt moich spotkań z Ryszardem Obaczem, b. oficerem lotnictwa PRL, który w 1963 roku uprowadził swój samolot służbowy i razem z rodziną na pokładzie wylądował w Berlinie Zachodnim. Później przeprowadził się do USA, gdzie pracował jako konsultant w DIA (wywiad wojskowy). Sąd wojskowy w PRL skazał go

34

na karę śmierci. Kiedy nadeszły czasy wolnej Polski, zaczął szukać sprawiedliwości w kraju. Najpierw skontaktował się z Wojskową Prokuraturą Okręgową w Warszawie, wyraził oficjalną zgodę na osobiste stawiennictwo na każde wezwanie sądu czy prokuratury, a w zamian otrzymał gwarancję, że przebywając w Polsce, nie zostanie aresztowany. Dzięki temu mógł występować z wolnej stopy w swojej sprawie przed sądem. Jak trafił do ciebie? Pisałem wtedy o sprawach kryminalnych, relacjonowałem dla swojej gazety procesy sądowe, np. generałów SB Ciastonia i Płatka oskarżonych w związku z zabójstwem ks. Jerzego Popiełuszki. Obacz w Waszyngtonie czytał moje teksty. Kiedy zadzwonił do redakcji, byłem w tym czasie w Warszawie, przy swoim biurku. To też sprawa przypadku, można powiedzieć – zawodowego szczęścia. Opowiedział krótko o sobie i zapytał, co ja radzę. Po 1989 wyrok nadal był prawomocny. Wymiar sprawiedliwości masowo unieważniał wtedy wyroki orzeczone w PRL, ale trzeba było się o to zwrócić do sądu. Obacz wykorzystał pewien kruczek prawny, dzięki czemu sąd umorzył postępowanie karne przeciwko niemu. Mógł wówczas znów założyć mundur majora WP. W następnej kolejności o rehabilitację wystąpił płk Ryszard Kukliński. I napisałeś książkę? Siadywałem z Ryszardem przy stole w mieszkanku przy placu Konstytucji, które wynajmował na czas pobytu w Warszawie, i… słuchałem. Pisałem na bieżąco dla gazety artykuły o jego sprawie, ale że materiału miałem bardzo dużo, do tego w ręku oryginalne dokumenty archiwalne, uznałem, że powinienem przedstawić całość w książce. W tamtym czasie wiele podróżowałem, więc pożyczyłem laptopa od kolegi z innej redakcji (na kupno nie mogłem sobie jeszcze pozwolić) i w pociągach napisałem książkę. Dość szybko znalazłem wydawcę zainteresowanego tematem. Nakład szybko się rozszedł. Mnie został jeden egzemplarz. Nie dosięgły cię problemy z tytułu publikacji tej książki? Czy jakieś służby nie zaczęły się tobą interesować? Z mojej wiedzy wynika, że byłem przedmiotem zainteresowania, ale nie chcę o tym mówić (śmiech). Przed rokiem 1989 byłeś już czynnym dziennikarzem. Czy musiałeś podpisać jakieś zobowiązanie wobec ówczesnych władz, służb? Jestem generalnie z tego pokolenia polskich dziennikarzy, którzy mieli szczęście tylko otrzeć się o PRL, więc nie mam w związku z tym wyrzutów sumienia. Jak wspominasz studia? Dziennikarstwo skończyłem w 1985 roku w Poznaniu. Z tego, co pamiętam, w Polsce były wtedy cztery ośrodki akademickie kształcące dziennikarzy. Dzisiaj dziennikarzem czuje się każdy, kto ma dostęp do Facebooka, bo może publikować to, co napisze i sfotografuje – rodzinę, pieska, ogródek. A wtedy studia kończyło nas chyba 25 osób. To nie byli ludzie przypadkowi. Wielu z nich znalazło szybko pracę w znanych tytułach. Ja przez wiele lat pisałem pod pseudonimem felietony kryminalne. Brałem na warsztat poważną sprawę


– zabójstwo, włamanie, czasem spór towarzyski, który zakończył się interwencją organów ścigania. Tekst musiał być tak skonstruowany, aby kończył się zabawną pointą. Taka prewencja kryminalna dla szerokiego odbiorcy. Wróćmy w czasy nam bliższe, jesteś w Bielsku-Białej i budujesz zespół. Jak to wyglądało? Paweł i ja dość szybko podzieliliśmy się pracą, rozgraniczając sfery zainteresowania. Ja nie wchodziłem w sprawy techniczne, a Paweł przestał się interesować sprawami dziennikarskimi, bo uznał, że ja to zrobię dobrze. I wyszło wam to na dobre, jak widać po tych 12 latach. To prawda. Oczywiście nie obyło się bez sporów, ale zawsze prowadziły one do postępu. Te nasze odrębne zdania, czasem manifestowane w sposób emocjonalny, doprowadziły do pozycji, jaką obecnie ma portal. Metodą kompromisu wypracowywaliśmy rozwiązanie, które według nas jest najlepsze. Jest wiele osób przekonanych, że internet to proste medium, które pozwala szybko zarobić przy niedużych inwestycjach. To duży błąd. Konkurencja na tym rynku jest ogromna. Pamiętasz wszystkich rozmówców, z którymi przeprowadziłeś wywiady dla www.bielsko.biala.pl? Naprawdę było ich wielu. Wśród moich rozmówców byli lokalni politycy (prezydenci Bielska-Białej, parlamentarzyści itp.), ale także m.in. Lech Wałęsa, b. premier Leszek Miller, Ryszard Petru, poseł Stefan Niesiołowski, prezes PiS Jarosław Kaczyński, b. minister finansów prof. Leszek Balcerowicz, kandydat na prezydenta RP Andrzej Duda, Robert Makłowicz, prof. Irena Lipowicz – rzecznik praw obywatelskich. W czym tkwi sekret zrobienia dobrego wywiadu? Czy specjalnie się do wywiadu przygotowujesz? W jaki sposób trafiasz do serca rozmówcy?

Bardziej do rozumu niż do serca, a gdy potrzeba, do emocji. Hołduję staroświeckiej zasadzie naszego zawodu, według której wywiad powinien być poprzedzony starannym researchem. Pamiętam, jak wiele, wiele lat wcześniej dostałem pierwsze zlecenie na rozmowę ze znaną osobistością i wybrałem się do ówczesnej rzecznik praw obywatelskich, prof. Ewy Łętowskiej, z ulicy, nieprzygotowany. Pani profesor skarciła mnie jak studenta. Dla mnie to była duża nauczka.

35


LUDZIE Od tamtej pory, zanim usiądę do stołu z rozmówcą, dużo czytam o tej osobie oraz o problemach, które chciałbym poruszyć. W każdym razie idąc do kogokolwiek, nie tylko do polityka z pierwszych stron gazet, ale choćby do restauratora, starannie się do tego przygotowuję. Czasem, to jest natura wywiadu, powie się za dużo, kiedy dziennikarz ciągnie rozmówcę za język, ale po to jest autoryzacja, aby wszystko później poukładać. Recenzujesz teksty innych dziennikarzy? Nigdy tego nie robiłem i według mnie dziennikarz nie powinien tego robić. Czytelnika nie powinno się traktować jak głupca. Ma swój rozum, trzeba mu dać szansę wyboru. Czytelnik zawsze dobrze wybiera! Wcześniej czy później do nas trafi i już przy nas pozostanie. Zdarza ci się nie publikować materiałów swoich dziennikarzy? W swoim życiu musiałem napisać sporo tekstów do szuflady i dlatego uważam, że jeśli już dziennikarz zabiera się za temat, odpowiednio do tego przygotuje, a później wydatkuje swój czas i emocje oraz nadzieje rozmówców, którzy pomagali mu zbierać materiały do artykułu, to tekst powinien się ukazać. Jeżeli jest niedoskonały, to pomagam autorowi tak go wygładzić, żeby się go później nie wstydził. Nie chcę, żeby moi współpracownicy pisali do szuflady. Czy są teksty, których byś nigdy nie opublikował? Kieruję się zasadą, aby łączyć, a nie dzielić. Jeśli trafił do mnie artykuł będący zaprzeczeniem tej zasady, który potencjalnie byłby zarzewiem jakiegoś konfliktu osobistego, to na pewno w naszej gazecie się nie ukaże. Ludzie mogą, a nawet powinni spierać się o sprawę, ale jest źle, gdy ich relacja przeradza się w konflikt personalny.

ich szefem, jestem pełen pokory, bo jako młody stażem bielszczanin wciąż uczę się Bielska-Białej. Pewnie do końca życia będę się tego uczył (śmiech). Wróćmy do kulinarnych początków na www.bielsko.biala.pl. Czy pomysł na kulinarne recenzje wynika z twoich zainteresowań? Jesteś smakoszem? Nietrudno się domyślić, bo moja powierzchowność o tym świadczy (śmiech). No pewnie, że lubię sobie dobrze zjeść. Był taki czas, kiedy mniej w życiu pracowałem, już po wyprowadzce z Warszawy. To wtedy odkryłem swoje upodobanie do kuchni i zacząłem w niej grzebać. Odkurzyłem przepisy swojej mamy, która była świetną kucharką. Teraz używam wielu jej receptur. Na przykład do gotowania bigosu staropolskiego pochodzę z należnym mu nabożeństwem. Słynny bigos, znany mi ciągle tylko z opowiadań. Bigos z kiszonej i białej kapusty, z grzybami i śliwkami. Odpowiednio rzecz jasna przyprawiony, ze szklanką wina, a na koniec, po ugotowaniu – z kieliszkiem wódki… do gara (śmiech). Wino i wódka to tylko przyprawy? Dają niezwykłe aromaty, dlatego śliwki trzeba zagotować w czerwonym winie. Bigos to symfonia różnych smaków. Mniej więcej połowa z takiego sporego garnka od razu na miejscu znika w brzuchach mojej rodziny. Drugą połowę staram się uchronić w zamrażarce.

, , , ,

Czy myślałeś o tym, żeby porzucić zawód dziennikarza i sprawdzić się w czymś innym? Zostać np. kucharzem? Nigdy. Robię to, o czym marzyłem przez całe życie. Nie myślałem, żeby porzucić zawód. Kiedy przeprowadzałem się z Warszawy, ze zgiełku zawodowego i towarzyskiego, przypuszczałem, że w Bielsku-Białej będzie spokojniej. Gdy Paweł Strykowski zaproponował mi robotę, powiedziałem siebie: weź to, Robert, odpoczniesz sobie przy pracy. Wkrótce jednak okazało się, że pracy ciągle przybywa, a portal jest niczym łódź na wzburzonym morzu. Trzeba wciąż płynąć do brzegu, a za horyzontem jest kolejny horyzont do osiągnięcia.

Nikt nie lubi krytyki, jak sobie z nią radzisz? Czy złe komentarze pod artykułami osobiście cię dotykają? Każdy twórca, tworząc pewne dzie, ło, ma wyobrażenie na jego temat i jeżeli jego odbiór kłóci się z tym wyobrażeniem, to naturalną rzeczą jest niezadowolenie autora. Nie zdarza się, żebym polemizował z kimś, kto widzi przedmiot inaczej niż ja. W przypadku prasy drukowanej można napisać do redakcji list z polemiką, można wreszcie przestać Ledwie udało mi się wyciągnąć cię na kawę. kupować gazetę w ramach protestu. Dziennikarz w necie ma trudniej. Mniej więcej (śmiech). Czytelnik może się odnieść do artykułu bezpośrednio na stronie. I ludzie to robią. Czasem są to rzeczy miłe dla dziennikarza, czasem Co będziesz robił za 10 lat? mniej miłe. Pod każdym artykułem publikowanym w portalu www. To ważne pytanie, nad którym się jeszcze nie zastanawiałem, ale bielsko.biala.pl jest link do regulaminu komentarzy. To podstawowe dobrze, że je zadałaś. Człowiek w każdym zawodzie zużywa się, bo normy współżycia społecznego, o których powinniśmy na co dzień wykonując swoją pracę z pasją, poświęca siebie samego i najbliższych. pamiętać, żeby nie utrudniać sobie nawzajem życia. Rodzina mi pomaga, rodzina mnie odciąża od wielu zajęć. Może w przyszłości zdarzy się coś, co pozwoli mi odpocząć od zgiełku, Kierujesz medium, które wpływa na kształtowanie opinii i postaw czytelników. bo od pisania nie chcę odpoczywać. Gdy byłem poważnie chory, Czy czujesz tego wagę? zanim wyprowadziłem się z Warszawy, długo nie pisałem. Ale gdy To jest duża odpowiedzialność. Tym większa, im więcej użytkowjuż wydobrzałem, pomyślałem sobie, że czas wrócić. Bo pisanie jest ników nas codziennie otwiera, a www.bielsko.biala.pl jest ciągle jak narkotyk. na fali wznoszącej. Mamy coraz więcej czytelników, obecnie to ok. Czyli twoja emerytura będzie przy klawiaturze? 2 mln odsłon miesięcznie tylko na serwisie głównym. Jesteśmy najpopularniejszym portalem informacyjnym na Podbeskidziu. Za tym Myślę, że tak. Tego sobie nie dam ukraść nikomu. stoi ciężka praca wszystkich dziennikarzy naszego zespołu. Będąc

36


PROMOCJA

37


BIZNES W REGIONIE

BCC

polisa bezpieczeństwa Z Eugeniuszem Budniokiem, kanclerzem Loży Katowickiej Business Centre Club rozmawia Ewa Krokosińska-Surowiec. Foto: archiwum BCC

otrzymanie nagrody koncentruje uwagę opinii publicznej na firmie i jej produktach. Udział w konkursie jest przywilejem Członków Business Centre Club. Celem konkursu „Ambasador Polskiej Gospodarki” jest zwiększenie zaangażowania polskich przedsiębiorców w promocję Polski na arenie międzynarodowej, jako wiarygodnego partnera gospodarczego. Jego zadaniem jest wyróżnianie oraz promocja przedsiębiorców osiągających sukcesy na rynkach międzynarodowych, promowanie wysokich standardów ekonomiczno-finansowych i dobrych praktyk biznesowych w kontaktach zagranicznych, zacieśnianie współpracy przedsiębiorców z przedstawicielami polskich instytucji odpowiedzialnych za promowanie Polski, polskiej gospodarki, kultury i inicjatyw społecznych, polegającej m.in. na rozwoju wzajemnych kontaktów i wymianie informacji.  Kto może zostać członkiem BCC? Aby do nas dołączyć, trzeba być po pierwsze przedsiębiorcą. Następny warunek to prowadzenie działalności przez minimum dwa lata. Potencjalny kandydat przechodzi weryfikację pod względem prowadzenia działalności oraz osiąganych wyników finansowych. Konieczne jest również otrzymanie rekomendacji ze strony kanclerza danej loży.

Czym jest Business Centre Club? BCC to prestiżowy klub biznesu dla przedsiębiorców i największa w kraju organizacja indywidualnych pracodawców. Członkowie BCC zatrudniają ponad 400 tys. pracowników, a obroty firm sięgają 20 mld złotych. Promujemy i rekomendujemy firmy i ich produkty między innymi poprzez organizację konkursów: „Lidera Polskiego Biznesu” oraz „Ambasadora Polskiej Gospodarki” . Zadaniem konkursu „Lider Polskiego Biznesu” jest wyróżnianie i nagradzanie firm i ich szefów, osiągających najlepsze wyniki ekonomiczne i wyróżniających się zaangażowaniem w rozwój gospodarczy kraju, przestrzegających zasad etyki prowadzenia biznesu oraz prowadzących działalność społeczną i charytatywną. Konkurs odbywa się w dwóch etapach: w pierwszym firmy starają się o Nominację i Złotą Statuetkę Lidera Polskiego Biznesu, w drugim Laureaci Złotej Statuetki Lidera Polskiego Biznesu z lat ubiegłych starają się o Diament do Złotej Statuetki. Konkurs ma charakter ogólnokrajowy, cieszy się nieprzerwanie od 1991 roku zainteresowaniem przedsiębiorców, a dzięki zainteresowaniu mediów

38

Jakie korzyści z bycia członkiem BCC wynikają dla przedsiębiorcy? Pomagamy w nawiązywaniu kontaktów handlowych i kooperacyjnych, a także w poszukiwaniu partnerów biznesowych i inwestorów oraz w realizacji wspólnych przedsięwzięć gospodarczych. Pomagamy firmom odnaleźć się w rzeczywistości rynkowej. Działamy na rzecz obrony ich interesów i tworzenia dobrych przepisów prawnych. Chronimy przedsiębiorców przed złym prawem, biurokracją, nieuczciwą konkurencją. Organizujemy cykle edukacyjne i szkolenia z zakresu ekonomii, prawa, finansów oraz umiejętności menedżerskich prowadzone przez uznanych wykładowców z biznesowym doświadczeniem. Dzięki działalności naszego klubu przedsiębiorcy nie czują się samotnie i mają wsparcie w poruszaniu się w gąszczu przepisów. Reprezentujemy też interesy przedsiębiorców w rządzie, parlamencie, samorządach, radach dialogu społecznego. BCC jest dla członków taką polisą bezpieczeństwa gwarantującą członkom pomoc, gdy zagrożone są ich interesy zawodowe lub osobiste. Jaką rolę pełni BCC dla rozwoju przedsiębiorczości w Polsce? Bierzemy aktywny udział w pracach Wojewódzkich Rad Dialogu Społecznego i w komisjach na ich rzecz. Prowadzimy aktywny lobbing gospodarczy na rzecz rozwoju gospodarki wolnorynkowej, z czym rocznie wiąże się około 20 negocjacji na szczeblu państwowym, 40 narad na szczeblu ministerialnym, 100 interwencji na szczeblu centralnym, 200 poprawek do ustaw na szczeblu parlamentarnym i 10 tys. publikacji w prasie, radiu, TV.


BCC jest podzielony na loże. Na czele każdej loży stoi kanclerz. W województwie śląskim są trzy loże: katowicka, bielska i częstochowska. Jakie są zadnia kanclerza? Na terenie Polski działają 22 loże regionalne, z których jedną z najbardziej aktywnych jest Loża Katowicka. Do głównych zadań kanclerza należy przede wszystkim zrzeszanie przedsiębiorców z danego regionu, reprezentowanie ich w różnych komisjach, pomaganie im i interwencje w sytuacjach kryzysowych. We wrześniu odbyła się, jak co roku, Śląska Gala BCC. Katowicka Loża, pod pana bacznym okiem, jest organizatorem tego wydarzenia. Podczas gali nagradzani są przedsiębiorcy z całego województwa śląskiego. Jakie są kryteria wyboru nagradzanych przedsiębiorców? Kto o tym decyduje? Na Śląskiej Gali BCC corocznie rozstrzygany jest konkurs Cezary Śląskiego Biznesu, którego celem jest promowanie rodzimego biznesu oraz regionalnej przedsiębiorczości poprzez wyłonienie najlepszych firm regionu śląskiego. To wyjątkowe wyróżnienie dla liderów śląskiego biznesu oraz wyraz uznania dla ich osiągnięć. Firmom, które utrzymały wiodącą pozycję na rynku, kapituła konkursu przyznaje Diamenty do zdobytych wcześniej Cezarów. Statuetka Menedżera 25-lecia jest wyróżnieniem potwierdzającym długoletnie doświadczenie menedżerskie potwierdzone doskonałymi wynikami finansowymi kierowanej przez laureata firmy oraz dużym zaangażowaniem w działalność społeczną. Jej laureaci to osoby, które na przestrzeni 25 lat zaznaczyły swoją obecność w polskiej gospodarce efektywną i kreatywną pracą oraz dorobkiem, zasługując na uznanie i szacunek. Kapituła konkursu po wnikliwej analizie i ocenie rocznych dokonań poszczególnych firm ubiegających się o nominacje dokonuje wyboru nominowanych. Członkami kapituły są wybitni przedsiębiorcy wchodzący w skład Rady Regionalnej Loży Katowickiej BCC. Śląska Gala BCC to także wydarzenie promujące przedsiębiorców, którzy w swoich działaniach kierują się również społeczną odpowiedzialnością biznesu, dostrzegają potrzeby biedniejszych i wyciągają do nich pomocną dłoń. Na gali wręczane są Śląskie Medale Solidarności Społecznej. Nad tym konkursem honorowy patronat objął metropolita katowicki. Gala odbywa się w Zameczku Myśliwskim Promnice, który zmienił właściciela. Jest nim teraz Muzeum Zamkowe w Pszczynie. Czy w tym roku było inaczej niż do tej pory? Pomimo początkowych trudności związanych ze zmianą właściciela i zarazem gospodarza obiektu sama 24 Śląska Gala BCC okazała się ogromnym sukcesem, zarówno ze strony marketingowej jak i organizacyjnej. Była jedną z największych zorganizowanych do tej pory. Potwierdziły to duża frekwencja na wydarzeniu, znaczna liczba atrakcji, takich jak szybowiec, mobilna stacja monitorująca stan zanieczyszczenia powietrza, drony, oraz bardzo liczne firmowe kawiarenki. Obie strony wykazały się profesjonalizmem. Mogę powiedzieć, że wysoko cenimy współpracę z nowym właścicielem obiektu. Od jak dawna jest pan członkiem BCC? Jestem jednym z założycieli BCC. Można więc powiedzieć, że od samego początku. Organizacja działa na rynku w Polsce od 30 lat, a w przyszłym roku Loża Katowicka będzie obchodziła 25-lecie istnienia. Czy BCC jest zainteresowana współpracą z innymi organizacjami zrzeszającymi przedsiębiorców w działaniach na rzecz polskiej przedsiębiorczości? Loża Katowicka BCC bardzo chętnie współpracuje z innymi organizacjami gospodarczymi na rzecz tworzenia dobrego prawa. Poza cyklicznymi konsultacjami społecznymi oraz działaniami zarówno w prezydium, jak i na posiedzeniach plenarnych Wojewódzkiej Rady Dialogu Społecznego, w grudniu wraz z Regionalną Izbą Gospodarczą w Katowicach współorganizowana jest Misja Gospodarcza do Wiednia.

Czy BCC pomaga również młodym ludziom, którzy swoją przyszłość wiążą z biznesem? W jaki sposób? W BCC działa, jako inicjatywa ogólnopolska, Fundacja Studenckie Forum BCC, gdzie młodzi ludzie mogą przygotowywać się do działalności na rynku. Studenckie Forum BCC powstało w 2001 roku. Dzięki współpracy z BCC młodzi ludzie mają możliwość uczenia się i zdobywania doświadczenia od najlepszych przedsiębiorców w kraju. Jest to niepowtarzalna okazja do przełamywania barier w świadomości młodych ludzi, kształcenia przedsiębiorczych postaw czy też praktycznych umiejętności niezbędnych w karierze każdego przedsiębiorcy. Członkowie SF BCC osiągają wiele sukcesów tak w trakcie swojej działalności w organizacji, jak i podczas rozwoju swojej ścieżki kariery. Część z nich zakłada własne firmy i start-upy. Inni pracują w firmach i korporacjach. Są też tacy, którzy są zaangażowani w sferę NGO. Powiedział pan, że BCC pomaga przedsiębiorcom, lobbuje na rzecz rozwoju przedsiębiorczości w Polsce. Przedsiębiorczość, czyli gospodarka, a zatem BCC jest blisko polityki? BCC jest organizacją apartyjną, choć uczestniczymy w życiu politycznym kraju. BCC aktywnie współpracuje z każdym demokratycznie wybranym rządem. Do tej pory doradzaliśmy prezydentom RP, premierom, ministrom, rządowi i parlamentowi. Eksperci BCC współtworzą i opiniują ustawy gospodarcze, uczestniczą w pracach komisji parlamentarnych, przekonują do swoich rozwiązań ministrów i posłów. BCC reprezentuje interesy pracodawców poprzez instytucje centralne, samorządy, sejm i senat, Wojewódzkie Rady Dialogu Społecznego, Komitety Monitorujące RPO, Rady Zatrudnienia i Rynku Pracy, Rady Konsultacyjne czy Komitety Sterujące. Jakie są zadania BCC na najbliższy czas? W tym roku czeka nas jeszcze akcja BCC Dzieciom, czyli pokazanie ludzkiej twarzy biznesu. Ta akcja jest prowadzona od kilkunastu lat. Wspieramy domy dziecka przy udziale prezydentów poszczególnych miast i przedsiębiorców. W ostatnich latach przekazaliśmy na ten cel 1 500 000 zł. A jakie są plany Loży Katowickiej BCC na 2020 rok? Zwiększające się ryzyko prowadzenia działalności gospodarczej w Polsce, dalszy spadek zaufania przedsiębiorców do państwa i stanowionego przez nie prawa, ograniczanie inwestycji i zmniejszenie wpływów budżetowych sprawia, że stopień skomplikowania rynku, prawa i praktyk kontrolnych narasta z każdym dniem. W 2020 roku Loża Katowicka będzie kontynuowała aktywne działania na rzecz wspierania przedsiębiorców w ramach Polisy Bezpieczeństwa poprzez organizację spotkań z przedstawicielami Krajowej Administracji Skarbowej, Śląskim Centrum Przedsiębiorczości, Katowicką Specjalną Strefą Ekonomiczną, Zakładem Ubezpieczeń Społecznych. Będziemy kontynuować cykl spotkań prawnych pt. „Z prawnikiem przy kawie”, spotkań medycznych pt. „Z ekspertem o Twoim zdrowiu”, a także udział w pracach Wojewódzkiej Rady Dialogu Społecznego i w komisjach na jej rzecz. W związku z problemem śląskich przedsiębiorców dotyczącym niedoboru odpowiednio wykwalifikowanych pracowników we współpracy z oddziałem kancelarii prawnej Sadkowski i Wspólnicy będziemy kontynuować działania Grupy HR Loży Katowickiej, zrzeszającej osoby zarządzające kadrami w firmach członkowskich. Tradycyjnie planujemy organizację Śląskiej Gali BCC – święta biznesu. Będziemy kontynuować akcje charytatywne Loży Katowickiej BCC, w tym m.in. wspomagania hospicjów, fundowania stypendiów, akcję BCC Dzieciom, a także organizację wraz z Zakonem Maltańskim Wigilii dla wielodzietnych rodzin i osób samotnych. W ramach dotychczas prowadzonej akcji Loży Katowickiej BCC Ludzka Twarz Biznesu zostały przekazane środki w wysokości ponad 5 000 000 zł. Dziękuję za rozmowę i życzę kolejnych 25 lat.

39


INICJATY WY

NA LEPSZY START Kilka numerów temu prezentowaliśmy wywiad z Moniką Sobczak – prezes fundacji Grupa Kęty Dzieciom Podbeskidzia. Dzisiaj nadszedł czas, aby przybliżyć wybrane programy tej fundacji.

Od góry: nasi podopieczni w Bieszczadach w ramach projektu „Korona gór Polski” .

O FUNDACJI Fundacja Grupa Kęty Dzieciom Podbeskidzia została założona w 2011 roku. Nazwa nawiązuje bezpośrednio do jej założyciela oraz fundatora, czyli Grupy Kapitałowej Grupy Kęty SA. Głównym zadaniem, celem, na jakim skupia się fundacja, jest otoczenie opieką dzieci i młodzieży z domów dziecka i placówek opiekuńczo-wychowawczych poprzez pomoc w zdobywaniu wykształcenia, wiedzy, kwalifikacji, które pozwalają im na lepszy start w dorosłe, samodzielne życie. Obecnie czynnie współpracuje z 9 domami dziecka z powiatów bielskiego, oświęcimskiego, pszczyńskiego, cieszyńskiego i żywieckiego i ma blisko 300 podopiecznych. PROGRAM 16 PLUS Jednym z priorytetowych programów fundacji jest program 16 PLUS. Program ten skierowany jest do młodzieży powyżej 16 roku życia. Fundacja prowadzi regularne spotkania z uczestnikami programu, dzięki czemu może szybko reagować i odpowiadać na ich potrzeby, tak aby w jak najlepszy sposób móc przygotować ich do dorosłego

40

życia. Program ten pomógł i pomaga w dalszym ciągu wielu wychowankom domów dziecka i placówek opiekuńczo-wychowawczych poprzez umożliwienie zrobienia prawa jazdy i uczestniczenia w różnych kursach językowych, finansowanie korepetycji, podnoszenie kwalifikacji poprzez różne szkolenia oraz pomoc w odbywaniu praktyk zawodowych. Beneficjenci projektu 16 PLUS mają również możliwość uczestniczenia w specjalistycznych warsztatach, np. dotyczących edukacji ekonomicznej, edukacji seksualnej czy przeciwdziałania agresji. Program jest finansowany między innymi z wpłat z 1% MIESZKANIA USAMODZIELNIENIA Fundacja obecnie dysponuje trzema mieszkaniami usamodzielnienia. Pierwsze z mieszkań powstało kilka lat temu i znajduje się w Kętach. Od 1 stycznia 2018 roku fundacja uruchomiła kolejne mieszkania w Bielsku-Białej. Mieszkania przeznaczone są dla byłych już wychowanków placówek opiekuńczo-wychowawczych i domów dziecka, którzy po ukończeniu 18 roku życia muszą te placówki opuścić. Celem tych mieszkań jest przygotowanie wychowanków do startu w dorosłe życie i proces usamodzielnienia.


KORONA GÓR POLSKI To autorski pomysł Fundacji. Realizowany przy zaangażowaniu wolontaryjnym PTT oddział w Bielsku-Białej. Korona Gór Polski jest kolejnym projektem, który cieszy się ogromną popularnością. Jest to projekt długoterminowy, który rozpoczął się w 2018 roku, ale z pewnością będzie jeszcze kontynuowany w 2020 roku. Projekt ma celu zdobycie przez wychowanków domów dziecka aż 28 szczytów zaliczanych do Korony Gór Polski. Podopieczni fundacji zdobyli już kilkanaście z nich. GWIAZDKA DZIECIĘCYCH MARZEŃ Akcja Gwiazdka Dziecięcych Marzeń powstała w 2011 roku. Od tamtego czasu wychowankowie domów dziecka co roku przygotowują listy do św. Mikołaja, w których piszą o swoich marzeniach, o tym, co chciałyby dostać. Zazwyczaj są to potrzeby i marzenia bardzo skromne. Listy te trafiają do fundacji, a następnie zostają zawieszone na choinkach w spółkach Grupy Kęty, gdzie pracownicy mogą taki list zerwać i spełnić marzenie. Akcja spotkała się z dużym zainteresowaniem i życzliwością naszych pracowników. W roku 2019 projekt zawitał na Balu Charytatywnym dla Dzieci Podbeskidzia, który odbył się 15 listopada w Dworku Eureka w Czechowicach-Dziedzicach. – Cieszę się, że mogliśmy się podzielić pięknymi świątecznymi emocjami z gośćmi naszego balu – mówi Monika Sobczak, prezes fundacji. – Przygotowaliśmy wspaniałą choinkę, na której zawisły listy z marzeniami dzieci. Żaden nie pozostał na choince, co oznacza, że lokalne środowisko biznesowe i nie tylko mocno włączy się w tegoroczną Gwiazdkę Dziecięcych Marzeń. Oficjalne spotkanie ze św. Mikołajem zaplanowaliśmy na 12 grudnia w kinie Helios w Bielsku-Białej. Wspólnie z pomocnikami, elfami, wręczymy dzieciom z domów dziecka z Podbeskidzia ponad 200 paczek.

Pomóż nam się usamodzielnić. Przekaż nam swój

1%

KRS Fundacji

0000394627 Jeżeli jeszcze nie zdecydowałeś komu przekazać 1% swojego podatku prosimy o wsparcie naszej Fundacji Grupa Kęty Dzieciom Podbeskidzia.

„Na lepszy start” – to główne hasło Fundacji. Pomagamy czynnie blisko 300 podopiecznym z domów dziecka i młodzieży na usamodzielnieniu w powiatach: bielskim, oświęcimskim, pszczyńskim, żywieckim i cieszyńskim.

www.dziecipodbeskidzia.pl

www.dziecipodbeskidzia.pl

41

Artykuł powstał we współpracy z Fundacją Grupa Kęty Dzieciom Podbeskidzia

Od góry: Bieszczady w ramach projektu „Korona gór Polski” . Na dole: projekt „Gwiazdka dziecięcych marzeń”.


INICJATY WY

Piechotą, nie autem

Nie od dziś wiadomo, że sport to zdrowie. Michał Dębowski – trener lekkiej atletyki, od lat pracuje z dziećmi i obserwuje, jak na przestrzeni lat zmieniają się nawyki młodych ludzi. Próbuje przekonać, że warto wyrabiać od najmłodszego zdrowe nawyki, i wskazuje, jakie może to mieć przełożenie na dorosłe życie.

Tekst: Michał Dębowski. Foto: Izabela Płócienniczak, www.sprint.bielsko.pl

Fizyczna degradacja W ciągu ostatnich 30 lat średni wynik dziewczynki w biegu na 600 m uległ pogorszeniu o 43 sekundy. Oznacza to, że wydolność dzieci spadła o około 30%. Ma to szerokie konsekwencje w ich obecnym i przyszłym życiu. Układ krwionośny i oddechowy jest odpowiednio słabszy, tętno spoczynkowe wyższe, a jakość życia gorsza. W dalszych latach grozi to chorobami serca, żył i jest zagrażające dla życia. Dziecko jedzie Na co dzień nasze dzieci w wieku 6-12 lat praktycznie nie poruszają się na własnych nogach. Pośpiech, a także strach przed niebezpieczeństwem sprawia, że wszędzie wozimy swoje pociechy. W ten sposób ograniczamy ich naturalny ruch. Konsekwencją jest osłabienie mięśniowe i zwiększona masa ciała. Obecnie około 30% naszej młodej populacji ma nadwagę.

42


Naturalny ruch Dobrym wyjściem z tej trudnej sytuacji jest poszukiwanie naturalnego ruchu. Wyjdźmy razem z dzieckiem naprzeciw naturalnym potrzebom i szukajmy sposobów na zamianę codziennych przyzwyczajeń w stronę naturalnego ruchu. Przynajmniej raz w tygodniu spróbujmy spaceru z przedszkola lub szkoły, wybierajmy schody zamiast windy, idźmy piechotą do najbliższego sklepu. Wyzwanie Praktyka wskazuje, że małymi krokami doprowadza się do dużej zmiany. Proponuję przeprowadzić z dzieckiem mały test zależny od wieku i jego wyjściowych możliwości. W większości przypadków wystarczy test marszowy. Ustalmy jakąś bezpieczną trasę i pokonajmy ją z dzieckiem, mierząc sobie czas. W zupełności wystarczy około 30-minutowy marsz. Następnie zapoznajmy dziecko z wynikiem i podejmijmy wyzwanie. W okresie kolejnych sześciu-ośmiu tygodni dwa razy w tygodniu pokonujmy zbliżoną trasę marszu z dzieckiem. Po tym okresie zróbmy mierzoną próbę testową. Efekt czasowy nas przyjemnie zaskoczy, jednak najważniejsze efekty będą dotyczyć organizmu naszego dziecka. Jego serce będzie silniejsze, jego ciało odporniejsze. Dodatkowo częsty ruch w różnych warunkach atmosferycznych hartuje organizm. Te zmiany mają też przełożenie na sferę psychiczną: zyskuje się wyższą samoocenę oraz umiejętność przeciwdziałania trudnościom. Dalsza droga Wielokrotnie zapisujemy dzieci na umysłowe zajęcia popołudniowe, lekceważąc fizyczne potrzeby ciała. Powoduje to nierównomierny rozwój młodego organizmu, szczególnie że obowiązkowe zajęcia wychowanie fizycznego nie zawsze są na odpowiednim poziomie. Dlatego zachęcam do zwrócenia się ku ofercie popołudniowych zajęć ruchowych. Wspierajmy rekreację dziecka niekoniecznie ukierunkowaną na sport, raczej na wszechstronny rozwój naszych potomków. Szczególnie polecam zajęcia rozwijające układ oddechowo-krwionośny, te kompetencje w dalszym życiu codziennym mają największy wpływ na zdrowie i komfort życia. Dobrą odpowiedzią są więc zajęcia zewnętrzne: wycieczki górskie, spacery terenowe, a dla bardziej zaawansowanych bieganie.

43


PASJE

Spotkanie z Małgorzatą Swolkień Tekst: Ewa Krokosińska-Surowiec. Foto: Jacek Swolkień

Małgorzata Swolkień jest rzeźbiarką. Ukończyła krakowską Akademię Sztuk Pięknych w pracowni Mariana Koniecznego. Tworzy niezwykłe rzeźby ceramiczne, które łączy także z unikalnymi, własnoręcznie wykonanymi witrażami, uzyskując ciekawe kompozycyjnie formy rzeźbiarskie. Jej prace znajdują się w muzeach, galeriach i kolekcjach prywatnych w Polsce, Niemczech, Danii, Szwecji, Włoszech, Francji, Austrii, Belgii, Holandii, Kanadzie i Australii. Zajmuje się również malarstwem sztalugowym oraz malarstwem na szkle. Mieszka i tworzy w Krakowie. Małgorzata jest niepokorna. W każdej dyscyplinie swojej twórczości, poszukując własnej drogi, własnych środków wyrazu, stawała naprzeciw utartym, klasycznym konwencjom. Już jako studentka, jedyna na swoim roku studiów, na pracę dyplomową nie wybrała właściwego tworzywa, jak przystało na uczennicę profesora Koniecznego, czyli brązu czy kamienia. Na dyplom wybrała rzeźbę ceramiczną. Nie zamierzała w przyszłości stawiać pomników. Wybór ceramiki sprawił jednak, że mogła wejść ze swoimi rzeźbami do domów swoich odbiorców, aby mogli obcować z nimi na co dzień. Wykorzystywany przez artystkę w jej twórczości materiał dał jeszcze jedną możliwość. Jej prace stają się użytkowymi uczestnikami życia swoich posiadaczy. Ceramiczne obrazy, płaskorzeźby mogą zostać wmurowane w elewację domu czy ścianę mieszkania. Rzeźby przestrzenne mogą stać się małymi ogrodami. W ściętych głowach można zasadzić kwiaty albo warzywa. Rośliny mogą wtedy zastąpić włosy postaci. Trzymane przez nie instrumenty czy naczynia mogą zakwitnąć rożnymi kolorami w zależności od pomysłowości i wrażliwości właściciela rzeźby, który w efekcie współtworzy z artystką, aranżując dzieło w swojej prywatnej przestrzeni. Wybór materii ceramicznej pozwolił artystce także na operowanie kolorem, co w klasycznych materiałach rzeźbiarskich nie jest stosowane. Kolor w ceramice jest uzyskiwany dzięki glazurze. Ale tu również artystka oparła się utartym regułom. Jej rzeźby ceramiczne nie są pokrywane na całej powierzchni równą warstwą glazury. Zastosowane przez nią przetarcia dają wyjątkowy efekt. Oprócz barwnej glazury miejscami na jej pracach pojawia się naturalny kolor gliny, co nadaje jej pracom ciepły, chciałoby się powiedzieć – ludzki, wymiar. Rzeźby Małgorzaty Swolkień nasycone są miłością do ludzi i świata przyrody. Emanują radością życia, a nawet humorem, choć intrygują ulepionym zamyśleniem, tęsknotą. Mogą komponować się z przyrodą, z roślinami, mogą egzystować jako piękny detal w domu, ale też mogą stanowić samodzielną czystą formę. Rzeźby Małgorzaty są niepowtarzalne. Artystka zaskakuje ogromną wyobraźnią, pomysłami dotyczącymi formy i tematów. Odwiedziłam Małgorzatę Swolkień w jej zaczarowanym przez sztukę domu w Krakowie. W ogrodzie przywitały mnie niezwykłe rzeźby autorstwa Małgosi. Postacie kobiet i mężczyzn złączone w całość w miłosnym uścisku, a jednak odrębne. Postacie „w zadumie”, „w oczekiwaniu”. Matki tulące dzieci z macierzyńską miłością. I matki surowe, dalekie. Panny z głowami pełnymi kwiatów i trawy zamiast włosów. W salonie na honorowym miejscu święty Franciszek obserwuje z czułością gości. Ciepłe światło przenika przez witrażowe abażury unikalnych lamp wykreowanych przez Małgosię. Na ścianach pracowni wiszą obrazy ceramiczne i na szkle. Na blacie stołu kula gliny czeka na ożywienie.

44


Uwielbiam poniedziałki, bo zaczynam nowy tydzień pracy. Poniedziałki to nowe pomysły. Weekendy są dla rodziny, ale w niedzielę już tęsknię do pracy i cieszę się na poniedziałek.

Masz magiczny, pełen ciepła dom. Lubię swój dom, jest dla mnie bardzo ważny. Pielęgnuję go i często zmieniam, bo lubię zmiany, ale atmosfera musi pozostać taka sama. Czasem widzę u kogoś marmury, złocenia albo taką przestrzeń futurystyczną i myślę sobie: jak pięknie. Ale potem wracam do siebie i bardzo się cieszę, że mój dom tak wygląda. Jest taką moją oazą. Czy jako artystka lubisz samotność, potrzebujesz jej? Samotność… Każdy z nas jest czasem samotny. Bardzo lubię być sama. Lubię też ludzi, lubię towarzystwo, ale kiedy ja chcę, bo poza tym jestem zajęta pracą. A rodzina? Masz męża, dwóch dorosłych synów. Nawet wnuki. Rodzina przeszkadza czy pomaga? Rodzina jest bardzo ważna. Jak bez rodziny? Ja bym nie mogła pracować bez rodziny. Jest dla mnie ostoją bezpieczeństwa. Kocham swoją rodzinę. Ale przeszkadza też. Z tego co wiem, prowadzisz bardzo uporządkowany, zdyscyplinowany tryb życia. Jak wygląda twój zwyczajny dzień pracy? Z tym porządkiem to przesada. No może taki uporządkowany

chaos. Wstaję dość wcześnie i jadę na basen, a kiedy wracam, czuję się jak trzydziestka. Potem robię śniadanie dla siebie i męża i zaczynam pracę. W międzyczasie gotuję obiad. Jak widzisz, pracownię mam przy kuchni. I mieszam raz tu, raz tu. Pracuję do wieczora. Czyli pracujesz bardzo dużo. Codziennie… Bardzo lubię pracować. Gdybym nie mogła pracować, przestałabym żyć. Umarłabym. Ja w ogóle najbardziej lubię poniedziałki. Uwielbiam poniedziałki, bo zaczynam nowy tydzień pracy. Poniedziałki to nowe pomysły. Weekendy są dla rodziny, ale w niedzielę już tęsknię do pracy i cieszę się na poniedziałek. Praca daje mi wytchnienie i radość. Nie mogę bez niej żyć. Kiedy przyjeżdżam z wakacji, najpierw idę do pracowni, nawet się nie rozpakowuję. Jacek, mój mąż, mówi, że jestem chora na to, co robię. Dlaczego ceramika? Byłaś uczennicą Mariana Koniecznego, autora wielkich rzeźb z brązu, wielkich pomników, jak Pomnik Bohaterów Warszawy, czyli słynna warszawska Nike, czy Pomnik Grunwaldzki w Krakowie. Nie chciałam robić pomników, zupełnie mnie to nie interesowało. Kiedy na czwartym roku były zajęcia z ceramiki, nagle poczułam, jakbym złapała Pana Boga za nogi. Poczułam, że to jest to, to jest mój świat. I zrobiłam duży dyplom z ceramiki przestrzennej. Jako

45


PASJE

jedyna. Ryzykowałam, że nie zaliczę, ale pomyślałam, że trudno, nie mogę inaczej. Zaliczyłam i nawet zostałam wyróżniona… W ceramice mam wszystko. Mam malarstwo i rzeźbę w jednym. Mam przetarcia, mam szkliwo i angobę. Jak powiedziałaś, lubisz zmiany – i widać to w twojej twórczości. Nie poprzestajesz tylko na ceramice… Tak, lubię różnorodność, nie znoszę nudy. Ciągle wprowadzam coś nowego. Zaczęłam łączyć ceramikę z witrażami. Oczywiście są to takie moje witraże, przeze mnie wymyślone i zrobione. Nie od linijki. Łączę też szkło kolorowe, robię fuzing z ceramiką. Szkło i ceramika są sobie bliskie. Wymyśliłam fuzing z ceramiką, czyli na podstawę ceramiczną – biskwit, nakładam kawałek podmalowanego szkła i wypalam. Szkło przybiera formę podstawy, potem szkliwię ten biskwit i jest ceramiczna rzeźba z kolorowym szkłem w tym samym kształcie. Można je oddzielić albo mieć połączone. Maluję również na szkle. Na swój sposób. Nie tak, jak maluje się obrazki folklorystyczne. Różnorodna jest także tematyka twoich prac. Tworzysz również prace o tematyce religijnej. Tworzę to, co jest dla mnie ważne, co mnie porusza. Nie jestem zbyt religijna, ale na przykład lubię postać świętego Franciszka i dlatego go zrobiłam. Lubię go, bo był wierny swoim przekonaniom, był wierny sobie. Porzucił wszystko, pozbył się swojego majątku i poszedł pokochać zwierzęta. Zrobiłam też kiedyś postać Chrystusa z książką, ponieważ uważam, że był mądry. Twoje rzeźby, choć milczą, wydają się żywe. Ja pracuję bardzo długo nad rzeźbą. Wypalam swoje prace od trzech do pięciu razy. Może dlatego mają duszę. Czy są prace, z którymi trudno jest ci się rozstać? Są takie prace. Ja się bardzo przywiązuję do moich rzeźb, ponieważ daję cząstkę siebie. Właściwie daję miłość. Ale w końcu i tak taka praca idzie do tego, kto ją bardzo chce mieć. Jestem wtedy szczęśliwa, bo wiem, że moja rzeźba będzie tam miała dobry dom, będzie stała w fajnym miejscu. Jestem szczęśliwa, że mogę dać komuś radość. I też łechce to moją próżność. Jak reagujesz na krytykę? Nie spotkałam się z negatywną oceną, chociaż nie zabiegałam o dziennikarzy. Jeżeli pisano o mnie, to pisano zawsze dobrze. Brałaś udział w wielu wystawach indywidualnych i zbiorowych. Czy kiedy przygotowujesz się do wystawy, pracujesz intensywniej? Jeszcze więcej? Bardzo lubię brać wystawy, bo wtedy mogę zrobić coś nowego, to mnie nakręca. Mam więcej pomysłów. I pracuję pod konkretny temat, który sobie wymyślam. Lubię też chodzić na wystawy. Różnych artystów, nie tylko rzeźbiarzy. Chyba wszyscy artyści lubią chodzić na wystawy. To jest nasz świat. Wystawy są dla mnie dużym przeżyciem. Dają mi power do pracy, bo wydaje mi się wtedy, że mogę zrobić coś równie dobrego. A sława? Sława? Jaka sława? To trzeba by było być tragicznym. Ja twórczość uważam za dobro dane mi od Boga. Sława nie jest dla mnie istotna. Nie robię wystaw, żeby pokazywać tragizm. Choć czasem ciągnie mnie do tego. Chcę pokazywać dobre rzeczy. Artysta jest po to, żeby dawać radość. Nie chcę, żeby ludzie myśleli o przemijaniu, o śmierci. Ja pokazuję miłość, żeby ludzie byli dla siebie lepsi, żeby zastanowili się, co w życiu jest najważniejsze.

46


REKLAMA

47


ZAMKOWE TAJEMNICE

Bliżej z rodem Sułkowskich

Muzealne szranki o popularność Muzeum Historyczne z siedzibą na Zamku Książąt Sułkowskich to nie tylko żmudna praca historyków, wystawy z gablotami wypełnionymi świadectwami czasów, które odeszły do lamusa. To także kontakt ze światem. Żywy, wypełniony wieloma emocjami. To relacje ze współczesnością, która zawsze pozostaje ciekawa tego, co było kiedyś. Jak widać, można pogodzić te dwie perspektywy. Kluczową rolę pełnią ludzie. Tekst: Katarzyna Górna-Oremus, foto: Muzeum Historyczne w Bielsku-Białej

Najpiękniejsze kobiety Drozda Dzięki nim to wszystko ma sens. Inaczej działania związane z odczytywaniem dawnych ksiąg, czasochłonne prace, które pozwalają krok po kroku odkrywać karty przeszłości, nie miałyby większego sensu. Być może praca dla idei lub pasji ma swoje uzasadnienie, ale zyskuje, gdy ma konkretnego odbiorcę. Dzięki temu przetrwa i nabierze rumieńców. Jak modelki bielskiego fotografa sprzed dekad, które na nowo odkryte nabrały piękna i gracji. Wystawa poświęcona znakomitemu Janowi Drozdowi była strzałem w dziesiątkę i pokazała jak wiele łączy następujące po sobie pokolenia. To minione i to, które dziś działa z powodzeniem na portalach społecznościowych. Kochamy, nienawidzimy, płaczemy i cieszymy się z sukcesów. Pragniemy wyglądać atrakcyjnie. Kobiety w obiektywie Drozda rozkwitały i niejedno ich zdjęcie zdobyłoby tysiące polubień na Instagramie. On sam, podążając za najnowszymi trendami fotografii, zyskał uznanie na całym świecie. Ta wystawa jest efektem działań historyków, którzy odnaleźli pośród tylu innych anonimowych zdjęcia, a następnie je skrupulatnie opisali. Wystawa jednak mało kogo by obeszła, gdyby nie informacja, która rozeszła się lotem błyskawicy. O tym, że jest możliwość zobaczenia fotografii najpiękniejszych kobiet ówczesnej rzeczywistości. Któż by się nie skusił?

Jan Drozd, Greta Monkhart, Bielsko, 1932 (Ze zbiorów Muzeum Historycznego w Bielsku-Białej)

Pan Janicki zaprasza Podobnie zresztą rzecz ma się z cyklicznymi spotkaniami w Starym Kinie, które prowadzi jedyny w swoim rodzaju Stanisław Janicki. Postać bardzo ceniona, człowiek o ogromnej wiedzy i talencie do opowiadania. Na jego spotkania na Zamku przychodzą osoby w różnym wieku. Starsze pokolenie dlatego, że pamięta jego program, a młodsze z uwagi na ciekawą promocję. Plakaty z wizerunkiem pana Stanisława są hipnotyzujące, a nagranie, na którym sam prowadzący zaprasza do wspólnej podróż, jest wyjątkowe, bo dotykające wprost wspomnień z dzieciństwa. Kolejne wydarzenie z cyklu odbędzie się 14 stycznia i będzie poświęcone kinematografii z lat 30. XX wieku. Będzie to ostatnie spotkanie z panem Stanisławem.

Jan Drozd, Raha Poppy, Bielsko, 1932 (Ze zbiorów Muzeum Historycznego w Bielsku-Białej)

48


Dyplomy z cesarskimi nadaniami tytułów książęcych dla Sułkowskich (1752, 1754) przekazane do bielskiego Muzeum przez księcia Aleksandra Józefa Sułkowskiego z Wiednia (Ze zbiorów Muzeum Historycznego w Bielsku-Białej)

„Kiedy na bielskim zamku pojawili się potomkowie Ludwika Sułkowskiego, w sieci zawrzało. Po co przybyli?”

Grzegorz Madej podczas spotkania z Wandą van Wassenaer i jej synem Filipem pod kaplicą zamkową (2015) (Z archiwum Muzeum Historycznego w Bielsku-Białej)

Kronikarz rodu Sułkowskich Wystarczy pomysł i obecność na portalach społecznościowych, a także kontakt mailowy z rzeszą fanów, która zgodziła się na wiadomości elektroniczne. W dobie powszechnego dostępu do sieci to jedne z najlepszych dróg promocji działań. Najlepszymi ambasadorami Muzeum Historycznego są jego pracownicy. Pełni pasji, posiadający rzetelną i rozległą wiedzę na tematy, które leżą w granicach ich specjalizacji. Dr Grzegorz Madej od dawna czyni starania, aby ród Sułkowskich stał się bardziej znany, a wiedza o jego członkach powszechna. Kiedy na bielskim zamku pojawili się potomkowie Ludwika Sułkowskiego, w sieci zawrzało. Po co przybyli? Czy po to, aby odzyskać spuściznę? Właśnie tutaj pojawia się dr Madej, który rozwiewa wątpliwości. – Naszą siedzibę odwiedziła baronowa Wanda van Wassenaer z domu księżna Sułkowska oraz jej córka Nicole van Wassenaer, które przybyły do Bielska-Białej z Kanady. Tym samym baronowa wróciła do miejsca narodzin swojego dziadka Edgara – tłumaczy historyk. – Pani Wanda gościła u nas już wcześniej, z okazji wystawy dotyczącej rodu Sułkowskich (2014-2015). Przybyła wówczas do Bielska-Białej ze swoim synem. Te wizyty mają charakter sentymentalny, czysto symboliczny. To są ludzie, którzy nie obnoszą się ze swoim pochodzeniem, co wynika z ich edukacji i wychowania. Jest taka niepisana tradycja, że po osiągnięciu pełnoletniości członek rodu udaje się w podróż po Europie, takie dawne grand tour śladami rodziny. Wtedy nas odwiedzają. W tym roku była u nas wnuczka pani Wandy, Julia Elliott. W sportowym ubraniu i z plecakiem na plecach, nie w gronostajach i koronie na głowie. Zawsze chcą zobaczyć kaplicę, gdzie jest miejsce spoczynku ich protoplastów i krewnych. Mają wiele pytań i są zainteresowani historią swojego rodu. Będąc współcześnie zwykłymi obywatelami demokratycznego świata, są dumni ze swojej bogatej przeszłości, ze swych

49


ZAMKOWE TAJEMNICE

Zamek w Bielsku, ok. 1895 (Ze zbiorów Muzeum Historycznego w Bielsku-Białej)

„Kaplica jest szczególnym miejscem dla naszego miasta i regionu. To taki nasz lokalny mały Wawel”

polskich korzeni. Po wielu niejednoznacznych wydarzeniach sprzed kilku dekad nikt nie uwierzy, że nigdy nie nawiązują do kwestii zwrotu majątku. Wręcz odwrotnie, przekazują nam swoje pamiątki rodowe. Lokalny Wawel Historie związane z rodem Sułkowskich nabierają rumieńców także w takich sytuacjach jak ta związana z odnowieniem przyzamkowej kaplicy św. Anny. – Kaplica jest szczególnym miejscem dla naszego miasta i regionu. Jest świadectwem jego bogatej wielokulturowej przeszłości. To taki nasz lokalny mały Wawel – podkreśla dr Madej. Miejsce, choć piękne z zewnątrz, wymaga gruntownego remontu w środku. Kustosz wyliczył, że jego koszt wyniesie ponad 960 tysięcy złotych, i napisał projekt, który przeszedł pomyślnie weryfikację i znalazł się na pierwszym miejscu listy projektów Marszałkowskiego Budżetu Obywatelskiego Województwa Śląskiego. Ten sam człowiek wyliczył, ile kosztował Sułkowskiego zakup księstwa bielskiego, a koszt w wysokości 620 tysięcy florenów był na owe czasy bardzo wysoką kwotą. Taka wiedza pobudza wyobraźnię każdego z nas, a nawet daje poczucie, że dawni panowie na Zamku są bliscy. Bardziej „swoi”. W kolejnych odsłonach naszego magazynu zaprezentujemy pracę wszystkich tych, którzy sprawiają, że Muzeum Historyczne w Bielsku-Białej ma się całkiem dobrze. Za nami odcinki związane z Działem Historycznym oraz Działem Edukacyjnym. Poznamy następnie tajemnice bielskich archeologów czy pracowni konserwacji.

Wnętrze kaplicy zamkowej ok. 1929 (Ze zbiorów Muzeum Historycznego w Bielsku-Białej)

50


REKLAMA

51


KON I E

Ignacy50 To miał być krótki wypad na drugą stronę drogi. Bo kiedyś krowy, a teraz konie. Bo kiedyś na koniu, a teraz tylko obok… Okazało się, że i miejsce, i ludzie bardzo ciekawi, a konie bardzo chętnie pozują. No, prawie. Od słowa do zdjęcia – i powstał pierwszy kalendarz z wierzchowcami z Ośrodka Jeździeckiego ZAMEK w Grodźcu. Krótka wizyta przerodziła się w sporo czasu spędzanego w pobliżu koni. Moje zdjęcia, zazwyczaj nazywane „Krótka historia o…”, tym razem przerodziły się w opowieść, która trwa już drugi rok i następne jej części są w drodze.

52

Nie. Nie uważam się za fotografa koni. To w dalszym ciągu w mojej fotografii temat nieco poboczny, choć zyskujący na znaczeniu. Jeszcze nie do końca wiem, czy ważniejszy jest fragment zamiast całości, czy też wystarczy po prostu zarejestrować zwierzę w jego przyrodzonym pięknie. Kolejna edycja kalendarza już za nami. Zbierają się w archiwum kolejne klatki. A konie dalej cierpliwie to znoszą. Historia o koniach, tym razem dłuższa, wciąż się nie kończy… Wszystkie prezentowane prace można znaleźć na stronie: www.sklepzfotografia.pl


53


54


55


PASJE

SŁOŃCE PRZELANE

na papier

Obrazy, które narysowało Słońce. Czas zamknięty w puszce, który uwolnić możemy tylko my. Przyroda w ciągu godzin, dni, miesięcy, a nawet lat. Ta fotografia potrafi zadziwić. Solarigrafia powraca do łask. Tekst: Katarzyna Górna-Oremus, foto: Szymon Dyrcz

Najbardziej dziwią kolory. Błękit nieba, zieleń trawy, żółć śladów Słońca, brązy i pomarańcz cegieł, z których zbudowane są budynki. Pastele, ale również soczyste barwy. Sam papier, na którym dokonuje się ten niewiarygodny zapis, jest przeznaczony do fotografii czarno-białej. Wartością dodaną zdjęć jest samo życie. Zmieniające się warunki pogodowe, mechaniczne urazy, jakie mogą spotkać skrzętnie ukrytą puszkę z kliszą. – Zaczęło się od tego, że znalazłem w sieci kilka zdjęć wykonanych techniką solarigrafii. Pomyślałem, że spróbuję – mówi Szymon Dyrcz, uczeń 3 klasy wadowickiego liceum, który ma za sobą pierwszą poświęconą jego pracom wystawę w Domu Kultury „Olszówka”. W dobie, gdy fotografia stała się powszechna i ogólnie dostępna, kiedy każdy z telefonem komórkowym może stać się fotografem, powrót do źródeł staje się interesującym wyzwaniem. Już Leonardo da Vinci opisał najprostszy układ optyczny, który był znany na długo przed jego przyjściem na świat. Camera obscura, proste pudełko z otworkiem. Joseph Nicéphore Niépce wykorzystał je, a także płytkę pokrytą asfaltem syryjskim, i wykonał swoją pierwszą fotografię. Wielogodzinne naświetlanie widoku z okna. Jest rok 1826. Dwa wieki później powstaje projekt „Solaris”, który miał rejestrować wędrówkę Słońca po niebie pomiędzy przesileniami. Szybko jednak wyszedł poza ustanowione ramy i zyskał popularność na całym świecie. Jego autorami są Sławek Decyk i Paweł Kula. Solarigrafia, bo tak nazwali tę technikę, zaczęła być używana do rejestrowania obrazów w czasie krótszym i dłuższym niż rytm wyznaczony przez podróż Ziemi po orbicie. Zapisuje to, co często nie jest zauważalne gołym okiem. Wzrost roślin, budowy i rozbiórki. Zmiany pogody. Zaciekawienie ludzi i zwierząt metaliczną puszką skrzętnie oklejoną taśmą z małym otworkiem.

56


„Zapisuje to, co często nie jest zauważalne gołym okiem. Wzrost roślin, budowy i rozbiórki.”

– Potrzeba wszelkiej maści papierów światłoczułych, rzeczy takich jak puszki, pudełka i każda inna możliwa rzecz, w którą można wcisnąć papier i wydrążyć w niej otwór igłą lub wiertłem. Potrzeba przede wszystkim czasu, cierpliwości i sporo szczęścia, by nikt jej nie skradł – tłumaczy Szymon. Wiele razy spotkał się z uczuciem rozczarowania. W Bielsku-Białej pozostawiał puszki w wielu miejscach. Powracał po tygodniach i zaledwie kilka razy udało mu się je odzyskać. Technika solarigrafii wymaga prostych materiałów. Puszki lub pudełka, szpilki, światłoczułego papieru oraz Słońca! W puszce po popularnych napojach umieszczony zostaje papier światłoczuły, a zrobiony minimalny otwór przepuszcza w ciągu dnia światło, które naświetla papier około dwóch tygodni. W ten sposób zarejestrowana zostaje droga słońca w ciągu dnia. Kolejnym etapem jest skanowanie naświetlonego papieru, odwrócenie jego negatywowego obrazu i wydrukowanie gotowego zdjęcia.

57


GALERIA

Krzysztof M. Bąk

E k s l ibris y i n ie t y l k o

„Moje ekslibrisy, podobnie zresztą jak inne grafiki, stylistycznie odnoszą się do schedy surrealizmu. Aspekt metafizyczny, symboliczny, dwuznaczność są nieodłącznym elementem mojego języka plastycznego. Podobno – na co jako ponurak się obruszam – cechują się poczuciem humoru. Nie przepadam za objaśnianiem meandrów treści prac, zdecydowanie bardziej wolę, gdy widz sam próbuje odszukać własne ścieżki interpretacyjne, nawet jeśli w najmniejszym nawet stopniu nie pokrywają się z moim pierwotnym zamysłem”.

Krzysztof Marek Bąk – bielszczanin, absolwent ASP we Wrocławiu, doktor habilitowany sztuki, profesor Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Grafik, specjalista z zakresu ekslibrisu i małej formy graficznej. Autor blisko 1700 ekslibrisów i grafik kommemoratywnych. Znawca ekslibrisu współczesnego. Nie wszystkie prezentowane w galerii grafiki są ekslibrisami. Ekslibrisy łatwo rozpoznać po napisie „Exlibris”, „EXLS” albo „el”. Publikacje o twórczości Krzysztofa Marka Bąka ukazywały się w najważniejszych periodykach ekslibrisologicznych: „DEG Jahrbuch” (Niemcy), „DEG Mitteilungen” (Niemcy), „Boekmark” (Holandia), „SIEC” (Szwajcaria), „Bookplate Chronicle” (USA) oraz encyklopedii „Contemporary International Ex-libris Artists” (Portugalia). Ekslibrisy K.M. Bąka znajdują się we wszystkich znaczących kolekcjach ekslibrisu na świecie (publicznych i prywatnych).

58

Autor ponad 100 wystaw indywidualnych w Polsce, Czechach, Bułgarii, Niemczech, Danii, Finlandii, Wielkiej Brytanii, Portugalii, USA, Japonii, Kuwejcie. Jego prace były prezentowane na kilkuset wystawach zbiorowych na całym świecie. Jest laureatem ponad 35 nagród i wyróżnień na międzynarodowych konkursach ekslibrisu i małej formy. Od 2015 roku pełni funkcję dyrektora artystycznego Międzynarodowego Konkursu na Ekslibris w Gliwicach. Członek Deutsche Exlibris-Gesellschaft. Animator ruchu ekslibrisowego, w Instytucie Sztuk Plastycznych UŚ prowadzi Pracownię Badań nad Ekslibrisem Współczesnym. Krzysztof Marek Bąk jest dziekanem cieszyńskiego Wydziału Sztuki i Nauk o Edukacji Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Jest także autorem powieści kryminalnych, których tłem są wydarzenia i miejsca związane z Bielskiem-Białą.


59 Powyżej: op. 1638 z cyklu grafik hebrajskich inspirowanych Apokalipsą św. Jana


1. 2. 3. 4.

60


Powyżej: op. 1334 grafika – ilustracja do Kalendarza studenckiego Uniwersytetu Śląskiego Na stronie obok: 1. op. 1352 Ekslibris Marty Gawron, 2. op. 1489 Ekslibris K.S., 3. op. 1358 Ekslibris Katarzyny Handzlik, 4. op. 1334 Ekslibris własny autora

61


Powyżej: op. 1631 z cyklu grafik „Krzyże polskie” Na stronie obok: 1. op. 1515 Ekslibris Marissy Herzog, 2. op. 1581 Ekslibris Nely Dubrovich i Davida Woodroffa, 3. op. 1496 Ekslibris Luoma Poe, 4. op. 1562 Ekslibris Dariusza Laski

62


1. 2. 3. 4.

63


PSYCHOLOGIA

ŚWIĘTA W DUCHU ZERO WASTE Tekst: Dagmara Kittler – współzałożycielka szkoły demokratycznej w Gliwicach, absolwentka studiów podyplomowych z zakresu rolnictwa na UJ oraz Szkoły Trenerów w Centrum Szkoleń i Rozwoju Osobistego Meritum. Agnieszka Korbel – prezeska Stowarzyszenia Działań Kulturalnych, Edukacyjnych i Ekologicznych „Wzrastaj”, z zawodu psychoterapeutka w Gabinecie Psychoterapii „Brama” w Jastrzębiu-Zdroju.

Zbliżające się święta wraz z zakupowym szałem jeszcze raz skłaniają do pytania: „Co mogę w swoim codziennym życiu zrobić, aby zadbać o Ziemię, mniej ją zaśmiecać, nie produkować tyle śmieci?”. Odpowiedzią dla coraz większej liczby osób jest minimalizm, mniej zakupów, konsumpcji, więcej uważności. Przed każdym zakupem warto zadać sobie pytania: czy ja lub ewentualnie obdarowywana osoba naprawdę tego potrzebujemy? Kto to wyprodukował? Jaką drogę musiało to przejechać? Z jakich materiałów zostało wyprodukowane? Gdy się zniszczy i zostanie wyrzucone, jak długo będzie się utylizować? Czy stworzy zagrożenie dla ludzi i zwierząt, czasami niewidoczne gołym okiem, jak np. resztki włókien plastiku z polarowych ubrań znajdujących się w wodzie? Wiemy z własnego doświadczenia, że najważniejsze są małe kroczki – nie da się zrobić wszystkiego od razu, ale jeden mały codzienny krok nas nie obciąży, a może zmienić wiele. Jak uchronić się przed świątecznym szaleństwem? Uważnie zapytajmy samych siebie o to, co jest dla nas najważniejsze w tych świętach. Czy wypucowany dom, tony jedzenia i prezentów? Czy może spokój ducha? Jakie prezenty będą w duchu zero waste? Przede wszystkim te wyprodukowane blisko, wszelkie rękodzieło lub usługi takie jak bon na masaż, bilet do kina, teatru, na koncert, karnet na fitness lub siłownię czy basen, jeśli wiemy, że ktoś to lubi.

64

A oto parę rad do zastosowania nie tylko w okresie świątecznym, do wykorzystania jako postanowienia noworoczne: • Kupujmy naszą polską żywność od lokalnych rolników – nie tę sprowadzaną z pozostałych krajów Europy czy z innych kontynentów. • Stwórzmy kooperatywy spożywcze z lokalną żywnością. • Nośmy ze sobą torby materiałowe – nie bierzmy woreczków i siatek plastikowych ze sklepów. Zamiast woreczków foliowych pobieranych setkami w sklepie świetnie sprawdzą się wielorazowe woreczki ze starych firan, proste do uszycia lub dostępne przez Internet. • Organizujmy w swojej lokalnej społeczności (przedszkolu, szkole, pracy, domu) wymiany ciuchów, zarówno kobiecych, męskich, jak i dziecięcych. • Organizujmy wspólne przejazdy, np. do szkoły, przedszkola.


• Twórzmy grupy, które wymieniają się książkami, grami, sprzętem sportowym. • Segregujmy śmieci, oddawajmy baterie, kompostujmy odpadki. • Nośmy swoją wodę, pijmy kranówkę, nie kupujmy plastiku! • Dość ważna rzecz dla ruchu zero waste – ŚMIECI! Starajmy się produkować ich jak najmniej, zwracajmy uwagę na to, w czym kupujemy, a to, co można, kupujmy na wagę. Proces utylizacji naszych śmieci zużywa bardzo dużo wody i energii potrzebniej nam do życia. • Nie wyrzucajmy – oddajmy, przekażmy potrzebującym, na stronie www.olx.pl można umieścić to, czego chcemy się pozbyć. Przeczytane magazyny oddajmy do biblioteki, ciuchy, w których już nie chodzimy, przekażmy stowarzyszeniom, które ich potrzebują, słoiki i szklane butelki również można oddać tym, którzy ich szukają.

• Naprawiajmy, co się tylko da, zanim wyrzucimy. • Ograniczmy spożycie mięsa lub przejdźmy na wegetarianizm/weganizm. Jedzenie zwierząt ma nie tylko wymiar etyczny, ale również ekologiczny. „Wyprodukowanie” mięsa jest równie szkodliwe jak spaliny z silników samochodów czy samolotów. Przykład? Uzyskanie kilograma wołowiny generuje emisję do atmosfery 26,6 kilogramów dwutlenku węgla. • Twórzmy własne środki myjące, czyszczące. Bardzo łatwo można przygotować własny proszek do prania, mieszając 1 szklankę sody kalcynowanej, 1 szklankę boraksu i 1,5 szklanki zmielonych płatków mydlanych. Ewentualnie można dodać kilka kropli olejku eterycznego. Proszek należy przechowywać szczelnie zamknięty, do prania wystarczą dwie, trzy łyżki, pranie jest miękkie, nie wymaga płynu do płukania. Do świątecznych porządków świetnie sprawdzą się łupiny z orzechów piorących – myją podłogi i naczynia, mają uniwersalne zastosowanie.

65


Śląskie poza miastem

ŚLĄSKIE od kuchni… Tekst: Agnieszka Łach

Szlak Kulinarny Śląskie Smaki powstał z inicjatywy Śląskiej Organizacji Turystycznej i ma na celu przekazywanie i promowanie bogatych tradycji kulinarnych Śląskiego, uwzględniając przy tym ich lokalne odmiany i koloryt. Podróżując Szlakiem Kulinarnym Śląskie Smaki można skosztować nie tylko typowej kuchni śląskiej, ale też innych lokalnych specjałów. Szlak tworzą restauracje serwujące tradycyjne dania regionalne, prezentując kuchnię śląską, jurajską, zagłębiowską, czy beskidzką. Z typowej kuchni śląskiej w menu restauracji znajdują się: rolada z kluskami i modrą kapustą, wodzionka, czy hekele (sałatka śledziowa), z kuchni zagłębiowskiej spróbować można zalewajki, czy prażonek. Na stole kuchni jurajskiej króluje częstochowska grochówka. Łącznie to ponad 100 dań regionalnych, których tradycyjny smak, jakość produktów i sposób przyrządzania jest zagwarantowana certyfikatem „Śląskie Smaki”. Wśród rarytasów kuchni regionalnej znajduje się wiele inspiracji na Święta Bożego Narodzenia.

*** Składniki (na 10 porcji): 2000 g karpia oczyszczonego i wypatroszonego przez otwór po obcięciu głowy, aby otrzymać dzwonka 750 g włoszczyzny (biała kapusta, seler, biały por, marchew, pietruszka) 200 g cebuli 1 l jasnego piwa 250 g utartego piernika 200 g cytryny 150 g margaryny 150 g rodzynek sól cukier jałowiec szczypta suszonego tymianku ocet winny

KARP PO ŚLĄSKU Karp, który pojawił się na stole wigilijnym na Śląsku w okresie międzywojennym, zyskał sobie dużą przychylność, a śląskie gospodynie potrafiły wspaniale przyrządzić tę rybę, uprzednio obłożywszy dzwonka karpia cebulą i krążkami pora, a także marchewką i pietruszką.

66

Opis przygotowania: Do płaskiego rondla włożyć oczyszczoną, pokrojoną włoszczyznę, cebulę, jałowiec, tymianek, liść laurowy. Zalać to piwem i litrem wody, gotować 50 minut. Marchew i pietruszkę usunąć, resztę jarzyn zmiksować i przetrzeć przez sito, wsypać utarty piernik i rodzynki, przyprawić solą, cukrem, octem winnym (sos powinien być słodko-kwaśny). Pokrojonego na 10 dzwonków karpia obsmażyć na margarynie, włożyć do gorącego sosu i gotować na małym ogniu. Gdy jest miękki, ostrożnie wyjąć, ułożyć na półmisku, polać sosem i udekorować cytryną.


MOCZKA

MAKÓWKI

Moczka to potrawa wigilijna. Trudno sobie wyobrazić bez niej tradycyjną śląską wigilię. Przyrządzana na wiele sposobów, mogła być bardziej słodka lub lekko osolona. Dominujący mógł być piernik, czekolada, owoce lub cytryna. W powiecie rybnickim, raciborskim i wodzisławskim nazywana bryją.

Przygotowywane od ponad 150 lat, należą do tradycyjnych potraw wigilijnych i były najbardziej oczekiwanym daniem. Wierzono, że po ich spożyciu rodzina będzie się trzymać razem. Jadło się je przez całe święta.

Bakalie: 250 g migdałów obranych 150 g orzechów laskowych łuskanych całych 100 g orzechów włoskich łuskanych 200 g śliwek suszonych z pestkami 150 g małych fig suszonych 150 g rodzynek 200 g suszonego piernika miodowego sok z cytryny cukier sól 250 ml ciemnego piwa 2 l kompotu owocowego (np. z truskawek lub agrestu) Opis przygotowania: Do gotującego się kompotu dodawać w kolejności całe obrane migdały, gotować 15 minut, następnie całe orzechy laskowe, po chwili śliwki suszone z pestkami, rodzynki, figi, na końcu polówki orzechów włoskich. Piernik zetrzeć na tarce lub rozkruszyć, rozprowadzić zimnym piwem, dodać do całości. Przyprawić sokiem z cytryny, cukrem, solą i całość zagotować. Po czasie moczka nabierze konsystencji budyniu. Można podawać na ciepło i na zimno. Pierwotnie bazą był wywar z karpia i warzyw, obecnie bardziej popularne jest przyrządzanie moczki z kompotu owocowego i miodowego piernika.

Składniki (na 10 porcji): 500 g maku 2,5 l mleka do obgotowania 200 g cukru 250 g miodu naturalnego po 100 g migdałów, orzechów włoskich, rodzynek, fig, daktyli 1/2 porcji olejku migdałowego 2 paczki sucharków słodkich cukier waniliowy Opis przygotowania: Mak drobno zmielić. Wcześniej namoczyć rodzynki, sparzyć migdały i obrać. Bakalie pokroić. Ugotować litr mleka, zalać nim mak i gotować aż do zaparzenia. Dodać cukier, miód i cukier waniliowy, cały czas mieszając na małym ogniu. Odcedzone rodzynki i pozostałe bakalie oraz olejek migdałowy wymieszać z makiem. W oddzielonym naczyniu gotować pozostałe mleko, w którym krótko maczać sucharki. Przygotowaną masę makową i sucharki układać na przemian warstwami w dużej salaterce, każdą warstwę przelewając pozostałym mlekiem. Makówki należy podawać na zimno. W zależności od regionu, zamiast sucharków używa się słodkiej strucli lub czerstwej bułki.

WOJEWÓDZTWO ŚLĄSKIE W INTERNECIE: Portal Informacji Turystycznej Województwa Śląskiego: www.slaskie.travel Szlak Kulinarny Śląskie Smaki: www.slaskiesmaki.pl Szlak Orlich Gniazd: www.orlegniazda.pl Szlak Zabytków Techniki: www.zabytkitechniki.pl Portal Jury Krakowsko-Częstochowskiej: www.jura.travel Portal Beskidów: www.beskidy.travel

67

Artykuł powstał we współpracy ze Śląską Organizacją Turystyczną i www.slaskie.travel

Składniki (na 10 porcji):


ZDROWIE I URODA

Mikronakłuwanie

dogłębna biorewitalizacja skóry

Idealny zabieg na sezon jesienno-zimowy

Mikronakłuwanie to bezpieczna i efektywna technika zabiegowa polegająca na kontrolowanym uszkodzeniu skóry poprzez jej intensywne nakłuwanie za pomocą cienkich sterylnych igieł. Tekst: Klaudia Kluka, Instytut ANTIAGING

Klaudia Kluka, kosmetolog

Efektem powstałych nakłuć jest pobudzenie skóry do naturalnych procesów regeneracji i odbudowy, w tym wytwarzania zwiększonej ilości nowych włókien kolagenowych i elastynowych oraz kwasu hialuronowego. Dodatkowo w trakcie zabiegu ułatwiona jest penetracja składników aktywnych w głąb skóry, co zapewnia skuteczniejsze działanie zastosowanych preparatów. W zleżności od procedury zabiegowej i oczekiwań klienta zabieg mikronakłuwania łączymy z koktajlem odpowiednio skomponowanym do rodzaju cery i jej indywidualnych potrzeb lub peelingiem chemicznym w celu uzyskania intensywniejszej biorewitalizacji. Substancje stosowane do zabiegów mikronakłuwania bogate są w kwas hialuronowy, antyoksydanty, witaminy, aminokwasy oraz peptydy. Dla kogo przeznaczony jest zabieg i jakich efektów możemy się spodziewać? Mikronakłuwanie to zabieg przeciwstarzeniowy, liftingujący oraz regenerujący skórę. Przeznaczony jest dla każdego rodzaju skóry,

68


w szczególności trądzikowej, dojrzałej oraz borykającej z oznakami fotostarzenia. Wykorzystywany jest do redukowania różnego rodzaju blizn oraz rozstępów i cellulitu. Wspomaga terapie związane z osłabieniem i wypadaniem włosów. Mikronakłuwanie poprawia jakość skóry: jej strukturę, jędrność, elastyczność, a także koloryt. Wpływa na zniwelowanie powierzchownych zmarszczek i zapobiega ich pogłębianiu, niweluje przebarwienia oraz obkurcza gruczoły łojowe, tym samym ograniczając nadprodukcję sebum. Przebudowa i zagęszczenie skóry w obszarze poddanym mikronakłuwaniu trwa do kilku tygodni po zabiegu, wtedy też możemy zaobserwować ostateczny/pożądany efekt. Zalecane jest wykonanie serii zabiegów (od 3 do 6) w odstępach co 3-6 tygodni, ale już po jednym zabiegu zauważymy znaczną poprawę stanu skóry. Zalecenia po zabiegu

artykuł sponsorowany

Po wykonaniu zabiegu skóra przez kilka dni może pozostawać zaczerwieniona i wrażliwa na dotyk, a także delikatnie się łuszczyć. Dla przyśpieszenia procesu naprawczego stosuje się kremy odbudowujące barierę ochronną skóry i delikatne preparaty myjące. Należy również używać kremów ochronnych z filtrem SPF 50, żeby zapobiegać powstawaniu przebarwień pozabiegowych. Zabiegi mikronakłuwania w naszym gabinecie W Instytucie Anti-Aging korzystamy z dwóch urządzeń do mikronakłuwania skóry. Są to najnowszy na rynku Dermapen 4.0, który wykorzystuje technikę frakcyjnej mezoterapii mikroigłowej, oraz Mesotherm – nim wykonujemy zabiegi radiofrekwencji mikroigłowej wykorzystującej dodatkowo działanie fali radiowej. Fala radiowa powoduje podgrzanie tkanek, zwiększenie mikrokrążenia skóry oraz skurczenie włókien kolagenowych, co daje natychmiastowy efekt napięcia oraz liftingu. Zachęcamy do umówienia się do naszych specjalistów kosmetologów, którzy dobiorą odpowiedni do oczekiwań zabieg i zalecą dedykowaną danemu rodzajowi cery pielęgnację. Zabieg mikronakłuwania może być wykonywany bezpiecznie przez cały rok! Więcej informacji: www.zabiegi-estetyczne.pl

Bielsko-Biała, ul. Polarna 15 /boczna ul. Filarowej/ Medycyna estetyczna tel.: 663 434 003 Medycyna przeciwstarzeniowa i rehabilitacja tel.: 600 909 616 e-mail: medycyna@instytut-antiaging.pl

69


ZDROWIE I URODA

Smog przyspiesza starzenie

Z chwilą, kiedy zmieniła się nam pora roku, smog ogarnął nasz kraj. To nienaturalne zjawisko atmosferyczne polega na współwystępowaniu zanieczyszczenia powietrza wskutek działalności człowieka oraz zjawisk naturalnych takich jak np. mgły czy bezwietrzna pogoda. Ta zabójcza mieszanka działa destrukcyjnie na nasze zdrowie, samopoczucie, ale również na nasz wygląd, bo cierpi także skóra. Pogarsza się jej kondycja i szybciej zachodzą procesy starzenia.

ALDONA CIWIS-LEPIARCZYK mgr farmacji, kosmetolog z 20-letnim doświadczeniem Prowadzi firmę EstetikLaser ul. Cechowa 27, 43-300 Bielsko-Biała, tel. 730 077 006 e-mail: biuro@estetiklaser.com, www.estetiklaser.com

Uszkodzone funkcje obronne organizmu oraz zaburzona zdolność do regeneracji to skutek działania toksycznych cząstek osiadających na skórze, które utrudniają jej oddychanie, a wolne rodniki przenikają w głąb, uszkadzając błony komórkowe i kolagen. Uszkodzony płaszcz hydrolipidowy skóry przyczynia się do przesuszenia skóry. Częściej inicjowane są procesy zapalne powodujące trądzik i wypryski. Z tego powodu zwiększa się również wrażliwość skóry, co daje objawy w po-

70

staci zaczerwienień, świądu i pieczenia. Przesuszenie skóry sprzyja pojawianiu się zmarszczek. W jaki sposób sobie pomóc? Dbajmy o codzienną pielęgnację skóry poprzez jej dokładne oczyszczenie, a następnie nawilżenie, jak również odbudowywanie i wzmacnianie bariery lipidowej. Stosowanie antyoksydantów w kosmetykach, jak i zdrowej diecie jest w stanie złagodzić niekorzystne skutki działania smogu i poprawić stan naszej cery.


71

PROMOCJA

NOWOŚĆ Laser aleksandrytowy MOTUS AX umożliwia usunięcie nawet jasnego, delikatnego owłosienia. 100% BEZ BÓLU!


ARCHITEKTURA & DESIGN

Kivak. kiwaj się i pracuj

72


To nie ekstremalne sporty, ale właśnie siedzący tryb życia można uznać współcześnie za najbardziej kontuzjogenne zjawisko. Zbyt długie siedzenie prowadzi do wielu schorzeń i fizycznych problemów, od nadwagi po urazy kręgosłupa. Praca przykuła wielu z nas do komputerów, biurek i krzeseł. Odpowiedzią na tę „zasiedziałą” chorobę cywilizacyjną są aktywne siedziska, a wśród nich jedno – Kivak, nowy produkt firmy Pilch Innowacje.

Tekst: Justyna Weronika Łabądź, wizualizacje: Pilch Innowacje Justyna Weronika Łabądź – pracownik Galerii Bielskiej BWA, miłośniczka dobrego wzornictwa, doktorantka Instytutu Nauk o Kulturze i Studiów Interdyscyplinarnych Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach.

73


ARCHITEKTURA & DESIGN Kivak był produktem, który już znacznie wcześniej pojawił się w ofercie firmy Pilch z Ustronia. Specjalizujące się w ekologicznych, drewnianych zabawkach i pomocach edukacyjnych przedsiębiorstwo już wielokrotnie próbowało swoich sił w meblarstwie. Absolwentki Akademii Sztuk Pięknych w Katowicach, Magdalena Rzeszowska i Joanna Derlatka, kilka lat temu zaprojektowały zestaw szkolnych mebli Mobi, czyli biurek z krzesłami, których celem było zaangażowanie mięśni w prawidłowej postawie uczniów, a także pomoc w procesie nauki. Częścią tych mebli było m.in. ruchome siedzisko dające możliwość kołysania się i obrotu. Jednak dopiero w 2019 roku ich koncepcje i projekty przeszły gruntowny proces redizajnu, w wyniku którego powstał wyjątkowy produkt – Kivak. Jego realizacja była częścią projektu „Granty na dizajn” powołanego i koordynowanego przez biuro strategiczno-projektowe CODE Design z Katowic. W projekcie CODE Design wzięło udział 10 polskich przedsiębiorstw meblarskich. Połączono je z projektantami, którzy zaproponowali im stworzenie wyjątkowych kolekcji mebli. Kivaka zaprojektował Paweł Mularczyk, absolwent Akademii Sztuk Pięknych w Katowicach na Wydziale Projektowym, kierunek wzornictwo. Projektant w znaczący sposób rozwinął wcześniej powstałą koncepcję. Przede wszystkim skoncentrował się na samym siedzisku i zmienił jego odbiorcę. Już nie uczniowie mieli być jego wyłącznymi adresatami. W sposób szczególny dizajner skupił się na tych, którzy wielokrotnie znacznie więcej czasu spędzają w pozycji siedzącej i cierpią z tego powodu na różne schorzenia. Pracujący dorośli – to dla nich przede wszystkim powstał nowy Kivak. Aktywne siedzisko wyprodukowane przez firmę Pilch dołączyło tym samym do współczesnego trendu tworzenia Na zdjeciu: Paweł Mularczyk – projektant oraz Roman Pilch – właściciel firmy Pilch.

74


w miejscach pracy przyjaznego dla pracowników środowiska, bez różnicy, czy są to ludzie zatrudnieni w wielkich i małych firmach, pracujący zdalnie z domu, czy spędzający czas w przestrzeniach coworkingowych. Najistotniejszym elementem w procesie projektowania Kivaka była oczywiście ergonomia – zespół projektowy z Pawłem Mularczykiem na czele zapoznał się z wieloma badaniami i tekstami poświęconymi aktywnym siedziskom, które pozwalają zachować odpowiednią postawę ciała i wpływają na wiele innych powiązanych ze sobą funkcji. Dzięki nim stworzyli produkt nie tylko dbający o kręgosłup siedzącego na pufie Kivak. Wśród zalet tego wyjątkowego mebla jego twórcy wymieniają również pozytywne oddziaływanie na układ mięśniowy (zaopatrzenie w tlen i ukrwienie ciała), psychofizjologię (pobudzenie do kreatywności, koncentracji, minimalizacja stresu) czy też układ naczyniowo-sercowy (zapobieganie obumieraniu tkanek mięśniowych czy nawet procesom miażdżycowym). Szczególnie ważne w kontekście formy siedziska aktywnego było podwyższenie go tak, aby osiągnąć kąt rozwarty pomiędzy udami a łydkami. Jak mówi o tym zabiegu Paweł Mularczyk: „Uzyskaliśmy kąt przypominający siedzenie na koniu. To ułożenie nie jest kontuzjogenne i wnętrzności nie są uciskane, możemy więc bardziej dotlenić swoje ciało”. Oprócz najważniejszej w całym projekcie funkcjonalności i ergonomii stworzonego pufa zespół projektowy skupił się również na jej estetycznym aspekcie. Jako że firma Pilch od lat zajmuje się materiałem, jakim jest drewno, w sposób na-

turalny wykorzystano je również w tym projekcie. Posłużyło do stworzenia podstawy pufa, do której zostały dołączone trzy kształtki sklejkowe – nogi, które sposobem przytwierdzenia do miękkiego siedziska pufa oraz swoimi właściwościami elastycznego odginania się pozwoliły na aktywne tytułowe kiwanie się na siedzisku. Górna część siedziska to miękki puf, do wyboru w trzech kolorach: pudrowego różu, ziemistej zieleni lub w odcieniach szarości. Zadaniem jej miękkości jest wspieranie kości kulszowych i dbanie o nie. W ostatecznym efekcie powstała kreatywna, interesująca forma przypominająca odwrócony taboret, pomiędzy którego nogi został włożony cylindryczny puf. „Siedząc na Kivaku, czujemy, że «płyniemy», a nasze ciało nie ulega żadnemu «przytwierdzeniu do podłoża». To poczucie zmienia się w stały, pozytywny nastrój i budzi motywację do pracy. Krzesła te skonstruowane są tak, że wręcz zachęcają do zwiększenia aktywności ruchowej. A ta – jak wiemy – jest podstawą dobrego samopoczucia” – w taki sposób twórcy pufa zachęcają do korzystania z niego i tytułowego kiwania się. Kivak to bez wątpienia przykład dizajnu skoncentrowanego na współczesnych wyzwaniach ludzkości i dostosowującego się do trybu życia człowieka w dużej mierze połączonego z siedzeniem. Jego projektanci nie walczą z postępem czasu, ale starają się znaleźć nowoczesne, odpowiadające na aktualne potrzeby rozwiązania, czyli stworzyć dobry, funkcjonalny, ergonomiczny produkt przy jednoczesnej dbałości o jego wygląd.

75


PROMOCJA

76


NAPRAWDĘ LUBIMY TO, CO ROBIMY!

· każde zlecenie traktujemy indywidualnie · doradzamy wybór technologii i materiałów · proponujemy najkorzystniejsze rozwiązania cenowe · gwarantujemy zachowanie Twoich tajemnic handlowych · no i możesz nadzorować swój druk... ...pijąc z nami pyszną kawę!

RABARBAR s.c.

77

PROMOCJA

41-710 Ruda Śląska, Polna 44 +48 32 411 49 41 rabarbar@rabarbar.net.pl www.rabarbar.net.pl


PARTNERZY 2B STYLE

TU OTRZYMASZ MAGAZYN BIELSKO-BIAŁA Apteka Pod Szyndzielnią Apteka Karpacka Babski Raj Barometr Coffee & Bar Bar Pierożkowy Karolina BButik w Pasażu pod Orłem Beauty Project Beskid Burger Bar Mleczny Pierożek Beskidzie Centrum Medyczne Bielscoworking Bistro Jarmużno Bistro Tofu Biuro podróży Atlantis Blekota Sweet Factory Borsa Walentini Bosch Service Wojciech Paszek BMW Sikora Salon Samochodowy Browar Miejski Restauracja Buonutik by o la la Gusto Centro B…! Butik Lilou w Pasażu pod Orłem Cafe Farma Cafe Oscar Celna 10 Centrum Informacji Turystycznej Centrum Medyczne Broniewskiego Centrum Rehab. Gałuszka & Romanowski Ciachomania Cięcie Salon Fryzjerski Cremino Bakery Coffee House / PKP Danea Centrum Medyczne Delicato Delicje Dworek New Restaurant Emili Smart by Studio Paula Estetik Laser Estelium Galeria Bielska BWA Galeria Sfera – Info Punkt Galeria Wzgórze Gallo Nero Grępielnia Hairmanya Herbaciarnia Assam Herok design Hotel Ibis Hotel Papuga Hotel Prezydent Hotel Qubus Hotel Sahara Hotel Vienna Igosport Instytut Ideallist Instytut AntiAging Itamae sushi Jednorożek Karczma Rogata

Kawiarnia Mucha Kawiarnia Okno Kawiarnia Pub „Środek” Klinika dr Sirek Klinika Galena Klinika Łukasza Klubokawiarnia Aquarium Książnica Beskidzka Księgarnia Klimczok Lunita Restauracja Magazyn Wnętrz Malachit Day Spa Marakesz SPA Marcela Salon Kosmetyczny Margerita Restaurant & Pizza Medycyna Estetyczna i Dietetyka Gabriela Bogucka Miejski Dom Kultury Mitas design Multicoolty Muzeum Historyczne My Honey Home Studio & Bistro Nowy Świat Restauracja Novamed Clinic Oky Doky Bielsko Okulus Old Mountain barber shop Optyk Studio na Starówce Outlet Buława Pan Brzytwa Barber shop Parasol Caffe Pastamore Restauracja Perfumeria Sinatra Peron Pizzeria Picollo Poliklinika Stomatologiczna „Pod Szyndzielnią” Prestige Sklep Włoski Proper Coffee Palarnia Kawy Przychodnia X-Med Pub Dog’s Bollocks Racketlon Korty Tenisowe Renault Wektor Salon Samochodowy Rodental Plus Rosiewicz Optyka RoWinGood – sklep z winami Rumoteka Ryłko by Agnes&Paul Salon Optyczny Ewa Jasiczek Skin Laser Lubelscy Sklep Papierniczy na Podcieniach Stomatologia Primadent Strzelnica Gun Club Studio Mody Anna Drabczyńska Studio Paula body & soul Styl Studio Vena Szpilka Słodownia Tkalnia Urody Tofu Bistro

78

Toyota Salon Samochodowy Trendy Nails Fashion Trendy Hair Fashion Salony Twomark Sport We Coffee Palarnia Kawy Wirtuozeria WołoWina Restauracja Wróblówka Ventus Rosa Apartamenty V&K Cosmetics Zupolandia Żółwik Bubble Tea CIESZYN Bistro Limonka Cafe Arkady Cafe Muzeum Galeria 13 Herbaciarnia Laja Informacja Turystyczna Kawiarnia Herbowa Kawiarnia Kornel i Przyjaciele Klubokawiarnia Presso Kino Piast Mokka Cafe Naleśnikarnia Pepperoni Oky Doky Cieszyn CISIEC Hotel Zacisze CZECHOWICE-DZIEDZICE Proper Coffee Palarnia Kawy JAWORZE Apetit Bistro Dotyk Urody Hotel Jawor Xtrening JELEŚNIA Villa Martin KATOWICE Absurdalna Aioli Katowice Bobby Burger Byfyj Nikiszowiec BWA Katowice Centrum Informacji Turystycznej Chopin Cafe Gryfnie Kino Światowid Kluboczajownia Teoria Lorneta z Meduzą Szyb Wilson Śląska Organizacja Turystyczna Trzy Siostry Węglokoks Zimbardo Nikiszowiec

Złoty Osioł Złoty Róg ZPAP Katowice KOBIERNICE Gospoda Krakowska KĘTY Ice Spot Lili Instytut Kosmetyki OŚWIĘCIM Cafe Bergson Miejska Biblioteka Publiczna Optyk Kołder PORĄBKA TriVita PSZCZYNA Muzeum Zamek Restauracja Frykówka Kawiarnia Dolce Vita TYCHY Browar Obywatelski Tychy Hotel Piramida Restauracja Browarowa 21 Restauracja Pod Prosiakiem Mikro Klimat bistro & cafe Studia fryzur Bronkowska Avanti Steak House Revital Fitness & Gym Kolorowy Talerz Dusza Natury USTROŃ Mokate Pizzeria Melissa Prestige SPA Uzdrowisko Ustroń SZCZYRK Informacja Turystyczna Hotel Alpin Hotel Klimczok WISŁA Rezydencja Pod Ochorowiczówką ŻYWIEC Bistro Rynek 19 Cukiernia Ania Galeria Lider Miętówka Cafe


REKLAMA

79


REKLAMA

80

Profile for 2B STYLE

2B STYLE Nr 39  

Magazyn ciekawych ludzi - na Podbeskidziu i Śląsku.

2B STYLE Nr 39  

Magazyn ciekawych ludzi - na Podbeskidziu i Śląsku.

Profile for mediani
Advertisement