Issuu on Google+

%SLIAH?UWIÐ?BLGAX?


spis treści / – mam jedno zdanie, które jest dla mnie nielogiczne. – TYLKO JEDNO?

20

36

46

58

Przyczajony tygrys, ukryty dług

Musicale. Retro rozrywka na jesień

Z wizytą u Ajatollahów

Kipi Kasza!

a Uczelnia

h Teatr

o Sport

k Po godzinach

06 08

28 29

W y ś c ig p o r e g a t y Z je d z s o b i e

b Organizacje 11

d Muzyka 30 33

K a l e n d a r z w yd a r z e ń

8 Temat Numeru 14

34 36

P r z yc z a j o n y k r y z y s, u k r y t y d ł ug Podatek dobry na wszystko T h e U n i t e d St a t e s o f D e b t N a jd r o ż s z y p o d a t e k n a ś w i e c i e Ruch dwunastu gwiazd

37

Keep drif ting! (N i e)r ó w n e s z a n s e

j Warszawa 44

P r z e p i s n a d ł ug o w i e c z n o ś ć Recenzje

Służewiecki hipodrom

g W subiektywie

e Film

F u n k c ja w y k ł a d n i c z a

c Polityka i Gospodarka 20 22 24 25 26

42 43

Recenzje Sy n d r o m a m a t o r a

46

Recenzje M us i c a l e . R e t r o r o z r y w k a n a jesień Uczuciowy WFF

Z w i z y t ą u A ja t o l l a h ó w

i Człowiek z Pasją 48

Ty r m a n d w r a c a d o k r a ju

f Książka 38 39 40

Conrad w Krakowie Komiks w rytmie disco R e c e n z j e / n o w o ś c i w yd a w n i c z e

55 56 57

J a k p o k o n a ć A n d r o i d a? M o b i l n y i n t e r n e t z A e r o2 Q u o V a d i s, e - b o o k?

p Czarno na Białym 58

Kipi Kasza!

r Kto jest Kim? 61

Nina Oborska / Piotr Bielarczyk

q Felieton 62 63

P r y w a t n o ś ć je s t p r z e r e k l a m o w a n a Wszyscy jesteśmy sł oikami

t Trzy po Trzy 64

W i t a j w m e b l o we j k r a i n i e

u Rozrywka 65

Rozrywka

v Do góry nogami 66

Wydawca:

Stowarzyszenie Akademickie Magpress

Prezes Zarządu:

Dominika Basaj dominika.basaj@magiel.waw.pl Adres Redakcji i Wydawcy:

al. Niepodległości 162, pok.64 02-554 Warszawa tel. (022) 564 97 57

Karolina Pierzchała Magdalena Gansel, Aleksandra Wilczak Redaktor Prowadzący: Szymon Czerwonka Organizacje: Mikołaj Tchorzewski Uczelnia: Magdalena Gansel Polityka i Gospodarka: Robert Szklarz, Bartosz Lada Człowiek z pasją: Wojciech Adamczyk Felieton: Karol Kopańko Film: Bartek Bartosik Muzyka: Adrian Szorc Teatr: Dominika Makarewicz Książka: Milena Buszkiewicz Warszawa: Kasia Sitek Sport: Ewa Stempniowska 3po3: Elżbieta Nycz

Agnieszka Porzycka

Redaktor Naczelna:

Kto jest Kim:

Z-ca Redaktor Naczelnej:

Rozrywka: Kamil Osiecki Po godzinach: Szymon Czerwonka Czarno na Białym: Adela Kuczyńska W Subiektywie: Bohdan Ilasz Do Góry Nogami: Redaktor Nieodpowiedzialny Korekta: Kamil Mucha, Urszula Stelmach Dział foto: Ewa Przedpełska Dyrektor Artystyczny: Ewa Widenka Dział Księgowy: Katarzyna Kopycka Dział Promocji i Reklamy: Dominika Basaj Dział WWW: Aleksander Reszka

Współpraca: Robert Bańburski, Agnieszka Bartosiak, Marcin Bator, Tomasz Bielak, Mariusz Dudek, Agata Frydrych, Małgorzata Gawlik, Paulina Głogowska, Anna Grochala, Jerzy Gut-Mostowy, Maciej Jabłoński, Piotr Kawczyński, Anastazja Kiryna, Ada Kolczyńska, Jakub Kopryk, Bartosz Kosiński, Wojciech Kuczek, Weronika Łopieńska, Magda Malec,

Do góry nogami

Emil Marinkow, Kasia Matuszek, Piotr Filip Micuła, Oskar Miller, Zuzanna Napiórkowska, Konrad Obidoski, Bartosz Olesiński, Katarzyna Ozga, Krzysztof Pawlak, Arleta Piłat, Piotr Piłat, Paula Pogorzelska, Adam Przedpełski, Aleksander Pudłowski, Patrick Radecki, Paweł Romański, Paweł Ropiak, Janusz Roszkiewicz, Wojciech Sabat, Agata Serocka, Monika Sikorra, Maciej Simm, Aleksander Stelmaszczyk, Mieto Strzelecki, Alicja Sukiennik, Maria Toczyńska, Jakub Warnieło, Michał Wrona, Rafał Wyszyński, Michał Zajdel, Piotr Zawiślak, Paulina Żelazowska, Andrzej Żurawski

Świeże pióra: Judyta Banaszyńska, Sylwia Barć, Joanna Brzozowska, Weronika Buczkowska, Magda Drezno, Paweł Drubkowski, Ania Elsner, Jakub Gołdas, Adam Hugues, Alicja Kamińska, Maria Kądzielska, Marta Kąpielska, Arkadiusz Kowalik, Paulina Krogulska, Maria Magierska, Alex Makowski, Marcin Malec, Kamila Mąsior, Gabi Megiel, Agnieszka Michałek, Michał Moskwa, Ada Piórkowska, Justyna Pławska, Jakub Pomykalski, Monika Prokop, Paweł Trzaskowski, Tomasz Tybuś, Jakub Wanat, Jana Woronowska, Aleksandra Żelazowska, Sebastian Żwan Redakcja zastrzega sobie prawo do przeredagowania i skracania niezamówionych

tekstów. Tekst niezamówiony może nie zostać opublikowany na łamach NMS MAGIEL. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść zamieszczonych reklam.

Artykuły, ogłoszenia i inne materiały do wydania kwietniowego prosimy przesyłać e-mailem lub dostarczyć do siedziby Redakcji do 17 listopada Druk pokrywają w całości sponsorzy i reklamdawcy. Nakład: 7000 egzemplarzy Okładka: Ewa Przedpełska Makieta pisma: Maciej Simm, Olga Świątecka współpraca: Maciej Szczygielski

Kontakt do członków redakcji w formacie: imie.nazwisko@magiel.waw.pl Napisz na: rekrutacja@magiel.waw.pl Jesteś zainteresowany współpracą?

listopad 2013


/ wstępniak Każdy kolor ma inne znaczenie. Fajnie byłoby wiedzieć.

Profesor też człowiek K A R O L I N A P I E R ZC H A Ł A REDAK TOR NACZELNA

zy zastanawialiście się kiedykolwiek kim jest człowiek, którego spotykacie średnio raz w tygodniu przez semestr lub dwa? Który w bardziej bądź też trochę mniej porywający sposób próbuje przekazać Wam część wiedzy, którą posiada? Co sobie myśli, kiedy kieruje jakieś pytanie w stronę auli pełnej studentów oczekując odpowiedzi, a w zamian otrzymuje nagle powstałą ciszę? Wykładowcy uczelni wyższych z pewnością nie mają łatwego zadania. Na każdym wykładzie powinni wzbogacać wiedzę młodych żaków, inspirować ich do samodzielnej pracy i być zawsze w formie. A co jeśli ktoś się zwyczajnie stresuje? Przecież nauka płynąca z zajęć ma trafić do dziesięciu, pięćdziesięciu a może nawet i stu osób. Tu potrzebna jest nie tylko sama wiedza, ale i umiejętność odpowiedniego zaprezentowania jej, co nie dla wszystkich jest tak samo łatwe. Zwłaszcza, że słuchacze zazwyczaj stawiają wysokie wymagania, które niestety bardzo rzadko dotyczą również ich samych. Oczywiście biedny student zawsze ma dobre wytłumaczenie – za mało spałem, jestem zmęczony, głodny, to ciężki dzień i na nic nie mam czasu. Z drugiej strony, sporadycznie mamy tak dużą empatię dla pracowników naukowych. Oni też mogą mieć gorszy dzień, w końcu ich życie nie kończy się tylko na uczel-

C

Co sobie myśli, kiedy kieruje jakieś pytanie w stronę auli pełnej studentów oczekując odpowiedzi, a w zamian otrzymuje nagle powstałą ciszę?

ni i studentach. Zakładają rodziny, pracują poza jednostkami akademickimi łącząc teorię z praktyką, a poza tym chcą się rozwijać, dokształcać i realizować swoje pozostałe pasje. O tym dlaczego zdecydowali się na kontynuowanie ścieżki naukowej, co ich motywuje, a co razi w studentach i samej uczelni, przeczytacie w Temacie Numeru. Przemysław Wipler w wywiadzie dla MAGLA prezentowanym w poprzednim numerze stwierdził, że wszystkie podatki są złe. Za pewne teza ta ma wielu zwolenników i to nie tylko w naszym kraju. Jednak według niektórych podatek, który umożliwia rozwój gospodarczy kraju przy jednoczesnym zniwelowaniu pewnych istotnych kwestii społecznych, funkcjonuje już od dawna. Więcej szczegółów na ten temat znajdziecie w artykule Podatek dobry na wszystko? (str. 22). Jeśli jednak macie już dość kwestii ekonomicznych i zdecydowanie bardziej interesuje Was świat kultury i sztuki, polecam dowiedzieć się, kim był Marcel Reich-Ranicki (str.27). Być może kiedyś dzięki tej wiedzy uda się Wam zabłysnąć w towarzystwie. Na koniec zafundujcie sobie historię zespołu muzycznego, który od ponad 20 lat zmienia muzykę rozrywkową. Artykuł Przepis na długowieczność , autorstwa wielkiego fana zespołu Pearl Jam, znajdziecie na stronie nr 30. 0

Sprostowanie Nieprawdziwa jest informacja opublikowana w numerze 140 MAGLA. Dr Jakub Borowski nie jest Prodziekanem Studium Magisterskiego.

04-05


Aktualności

fot. Tomasz Bielak fot. Katarzyna Matuszek

aktualności /

Zbiorowe zdjęcie pod pomnikiem Mikołaja Kopernika

Szczególnie zainteresowani tworzeniem miesięcznika studenckiego SGH i UW po Magiel Day’u, dołączyli do redakcji i razem z jej stałym składem poznawali uroki Torunia, który kolejny rok z rzędu stał się stolicą maglowej integracji.

Akcja Integracja w MiTo przed rozpocząeciem roku akademickiego

Jedno z zadań do wykonania podczas gry miejskiej w Toruniu

MAGIEL DAY na Auli Spadochronowej listopad 2013


/ Warsaw Night Row #YALA – You Always Live Again

Pływają razem od niedawna, jednak nie przeszkodziło im to w odniesieniu imponujących sukcesów w międzynarodowych zawodach. Tym razem rywalizacja Sekcji Wioślarskiej UW przeniosła się na ląd. Cel jest prosty: zorganizować zawody wioślarskie tu, w Warszawie. uropa ma bogatą tradycję uniwersytecką i  większość tego dorobku jest kultywowana przez polskie uczelnie. Istnieje jednak jedna bardzo ważna część kultury uniwersyteckiej, o której w Polsce się zapomina, mimo, że łączy ona zagraniczne ośrodki akademickie wzdłuż i wszerz całej Europy.

E

*** Wszystkim na pewno znana jest słynna doroczna rywalizacja Oxfordu i  Cambridge, mająca miejsce na rzece Tamizie i  oglądana przez miliony widzów na całym świecie. Chodzi oczywiście o wioślarstwo, najbardziej elitarny i prestiżowy sport akademicki. Niemal nieustannie w całej Europie odbywają się zmagania uczelni wyższych w  tej właśnie dyscyplinie. Każda zagraniczna stolica lub większe miasto organizuje międzynarodowe regaty ósemek uniwersyteckich. *** Kiedy ostatni raz można było podziwiać zmagania akademickich wioślarzy w  Warszawie?

06-07

Otóż nigdy. Nigdy w historii Warszawy nie odbyły się międzynarodowe regaty wioślarskie na europejską skalę. Jak to jest możliwe, żeby w stolicy kraju, którego wioślarze zdobywają medale Mistrzostwa Europy i  olimpijskie, sport ten był kompletnie zapomniany? Tego nie wiadomo, ale reprezentacja Uniwersytetu Warszawskiego w wioślarstwie postanowiła to zmienić i  ma zamiar pokazać, że Warszawa jest prawdziwie europejską stolicą. Członkowie drużyny, uczestnicząc i  przywożąc medale z wielu zagranicznych regat międzynarodowych, takich jak zawody w Toulouse, Wiedniu, Splicie czy Dubrovniku, nabrali doświadczenia oraz przekonania, że w stolicy Polski także muszą odbyć się podobne regaty. *** Wioślarze chcą zorganizować zawody, których część będzie odbywać się po zmroku na specjalnie oświetlonych łodziach i  rzece. Ich projekt regat międzynarodowych w Warszawie pod nazwą „Warsaw Night Row” został zgłoszo-

ny do międzynarodowego konkursu „Oxford, the big Project”. Niedawno został wybrany spośród tysiąca dwustu projektów z  całej Europy do czołowej dwudziestki. Trwające teraz głosowanie na stronie http://www.oxfordbigproject. com/pl/project-nominee/warsaw-night-row wytypuje zwycięzcę, który otrzyma kwotę 30 tys. na zorganizowanie swojego projektu. *** Od waszego poparcia i waszych głosów zależy, czy w  Warszawie odbędą się największe regaty ósemek akademickich w Polsce. Do końca listopada poprzyjcie inicjatywę uniwersyteckiej reprezentacji, a  udowodniają oni całej Europie, że w Warszawie też się wiosłuje. 0

Wioślarze UW Zapraszamy również na fanpage osady na Facebooku: https://www.facebook.com/wioslarzeUW, gdzie można znaleźć więcej informacji o drużynie i jej osiągnięciach.


Warsaw Night Row /

dzie je się / listopad 4 – 6 listopada

Kampus Centralny Konferencja naukowa: Prasa tradycyjna w świecie sieciowym – obecna kondycja i perspektywy rozwoju

8 listopada

BUW, ul. Dobra 56/66 Konferencja naukowa: Sondaż Polski. Metoda, etyka, media

8 – 9 listopada

Kampus Centralny, Stary BUW, s. 308 Konferencja naukowa: Ethics and Education

14 – 15 listopada

Wyścig po regaty T e kst:

Jacek Ojrz y ń ski

Z dj ę c i a :

W io ś l a rze U W

Kampus Centralny, Instytut Kultury Polskiej Konferencja naukowa: Bądźmy realistami, żądajmy niemożliwego. Utopie i fantazje w modzie i dizajnie

14 listopada Wydział Nauk Ekonomicznych UW, ul. Długa 44/50 Debata: Debata Jubileuszowa UW

15 listopada

Pałac Potockich, Krakowskie Przedmieście 32 Konferencja naukowa: Ossowski. Z pespektywy półwiecza

15 – 17 listopada Wydział Biologii UW, ul. Ilji Miecznikowa 1 Konferencja naukowa: Oblicza Neuronauki

18 listopada Kampus Centralny, Budynek CIUW (s. 305), 20:00 Spotkanie ze studentami: Michał Zaczyński – O modzie prosto z mostu

19 – 21 listopada

Targi pracy: Uniwersyteckie Spotkania z Rynkiem Pracy

20 – 21 listopada BUW, ul. Dobra 56/66 Konferencja naukowa: Kultury kontestacji - dziedzictwo kontrkultury i nowe ruchy społecznego sprzeciwu

25 – 26 listopada Kampus Centralny Konferencja naukowa: Ciało w kulturze muzułmańskiej

28 – 29 listopada Wydział Lingwistyki Stosowanej UW, ul. Dobra 55 Konferencja naukowa: II Konferencja Eyetrackingowa

listopad 2013


/ stołówki UW

Zjedz sobie Środek zajęć, pora obiadowa; pusty żołądek wysyła burczące S.O.S. Nieuchornnie zbliża sie moment, kiedy trzeba rozwiązać dylemat dnia: gdzie i co zjeść. Czasu na operację Obiad jest zazwyczaj niewiele – podobnie jak gotówki w portfelu. Nieśmiało podpowiadamy, że w takich sytuacjach zamiast decydować się na puste kalorie w pobliskich fast-foodach warto zajrzeć na nieco zapomnianą, wydziałową stołówkę. T e kst i z dj ę c i a :

S y lwi a B a rć

Wydział Biologii, ul. Miecznikowa 1 Miejsce jest przestronne i fajnie rozplanowane. Jeśli ktoś chce zabrać znajomych, wszyscy na pewno się tu zmieszczą. Jak na Wydział Biologii przystało, pełno tu roślin. Kolejki są duże, za to panie obsługujące skutecznie dbają o to, żeby wszystko przebiegało sprawnie. Na danie trzeba czekać około 20 minut, ale za to jest wielkie i  pyszne. Przy zamówieniu dostaje się numer. Potem wystarczy już tylko usiąść i  czekać, aż wyświetli się na „mini banerze”. To cudowny pomysł, zwłaszcza jeżeli często czekacie na dania, wytężacie słuch i  zirytowani podchodzicie do okienka, żeby dowiedzieć się, że czeka na odbiór już od

dziesięciu minut.... Dlatego dobrze, że pojawiło się takie rozwiązanie – może zagości ono w przyszłoci również na innych stołówkach. W  ofercie bufetu znajdują się stałe pozycje. Za 5,50 zł dostaniemy dwa duże naleśniki na słodko, do których podawana jest śmietana i sos truskawkowy, który smakuje prawie jak domowy. Naleśniki wytrawne kosztują 6,50 zł. Dla sympatyków innych potraw znajdzie się też świetny camembert z żurawiną, czy pierogi za siedem złotych. Żeby nie było nudno, codziennie do wyboru są również dania dnia. Kosztują 12,50 zł. Można zamówić na przykład kurczaka z brokułami w sosie śmietanowym, karkówkę pieczoną w sosie grzybowym. Do tego oczywiście dochodzi ryż, kasza lub pieczone ziemniaki. Na deser – o ile będziesz mieć jeszcze miejsce w  żołądku - można zamówić ciasto czekoladowe albo sernik za 4,50 zł. W bufecie można spotkać nie tylko studentów, ale też wykładowców czy instruktorów z  Egurrola Dance Studio, które znajduje blisko budynku. Ze stołówek, które odwiedziłam i sprawdziłam, tę polecam najbardziej. Co mnie tak przyciągnęło? Też się zastanawiam. Może to ten kelner, który gdy wybierałam surówkę, zalotnie powiedział: Pani weźmie buraczki, sam tarłem.

Stołówka Uniwersytecka, Kampus Centralny Znudziło cię jedzenie chińszczyzny, pizzy, makaronów, czy skomplikowanych dań? W Uniwersyteckiej Stołówce na Kampusie Centralnym dostaniesz samą „klasykę” polskiej kuchni. Wchodząc do środka, nie zobaczysz nic niesamowitego ani zaskakującego. To typowa, tradycyjna stołówka. Miejsce jest jasne, stolików dużo. Obiady wydawane są tu w  godzinach 13:0016:00. Niestety, trafiłam tu dosyć późno i obsługujące mnie panie „kazały się streszczać”. Dania są bardzo tanie i proste. W ofercie najtańsze są zupy i naleśniki – kosztują średnio 3,50 zł. Nieco droższe są gołąbki, pierogi, krokiety i kotlet schabowy, za które trzeba zapłacić 5-7 zł. Do tego są do wyboru ziemniaki lub kasza i surówka. Za cały obiad płaci się przeciętnie 12 zł. Spokojnie można najeść sie do syta, bo porcję są duże.

08-09

Na największe kolejki trafia się oczywiście w  godzinach obiadowych, między 13:00 a  15:00, ale większości tanich stołówek jest wtedy tłoczno. Niestety, tutaj już około 14:00 zaczyna brakować niektórych potraw dlatego warto sie pospieszyć.


stołówki UW /

Sahara, Wydział Archeologii, Kampus Centralny Bufet znajduje się na Wydziale Archeologii na Krakowskim Przedmieściu i  przypomina bardziej klimatyczną restaurację niż studencką stołówkę. Miejsce jest bardzo małe, znajduje się w nim zaledwie sześć stolików. W godzinach obiadowych nie warto liczyć, że znajdzie się tu miejsce, bo ktoś inny będzie szybszy. Mimo tego warto jednak poczekać. Właścicielem Sahary jest pochodzący z  Syrii Adnan Hannan. To on zawsze stoi za ladą i przyjmuje zamówienia. Każdy, kto przychodzi tu pierwszy raz, musi najpierw spróbować tego, co zamówi. Szef bierze plastikową łyżeczkę, napełnia wybraną potrawą i  wkłada ją prosto do ust klienta. Nie spróbujesz – obrażasz właściciela. Na miejscu zjemy falafele, potrawy z  wołowiny, wieprzowiny, kurczaka czy bakłażana. W  każdym zestawie jest też ryż albo frytki i sałatka. Na danie czeka się około dziesięciu minut. Szef daje znać, kiedy porcja jest już gotowa (Pani po lewa podejdzie). Dzięki temu można odnieść wrażenie, że nie jest się tylko kolejnym wygłodniałym klientem, ale ważnym gościem. Zanim odebrałam obiad, Pan Adnan powiedział mi, że mam zjeść wszystko. Mimo że moi znajomi nie mogli dokończyć swoich porcji, mój żołądek nie miał z nią żadnego problemu. Danie jest duże i, co najważniesze, dobrze przyprawione. Niestety, żeby tutaj zjeść zrobiłam dwa podejścia. Za pierwszym razem okazało się, że nie można płacić kartą. Dlatego pamiętajcie o gotówce i to wcale nie aż tak małej – jak na studencką kieszeń. Kiedyś słyszałam, że można tu zjeść za 13 zł, później że za 14, ale te czasy minęły. Pan Adnan wie, że dobre może kosztować więcej, skoro sie sprzedaje.

Obecnie obiad w  Saharze kosztuje 15 zł. Nie jest to bardzo dużo, ale w naszym studenckim zestawieniu cen wypada przeciętnie.

Stary BUW, Kampus Centralny Stołówka znajduje się w  podziemiach Starego BUW-u na Kampusie Centralnym. Miejsce jest nowoczesne i  wygląda nietypowo jak na stołówkę – jest dwupiętrowe i  przestronne. Jeśli ktoś lubi usiąść w  jasnej, dobrze oświetlonej i  nieco odosobnionej przestrzeni, to trafił pod właściwy adres. W dużej sali są filary, za którymi można sie schować i zjeść w spokoju. Kiedy przyszłam na stołówkę, nie było kolejki, dlatego szybko udało mi się coś zamówić. Czas oczekiwania na danie wynosi ok. 5-7 minut. Kiedy przychodzi do odbioru konkretnego zamówienia, pani w  punkcie wydawania dań wywołuje to przez mikrofon. W menu są do wyboru naleśniki za 7 zł, pasty, pierogi i spaghetti za 10 zł. Na tablicy znajdującej sie na bocznej ścianie są wypisane dania dnia: w moim przypad-

ku był to naleśnik meksykański (12 zł), lasagne z mięsem (13 zł), pyszne kotleciki szpinakowo-ryżowe z  jogurtowym sosem (10 zł), gołąbki (13 zł) i  klasyczny schabowy (15 zł). Ceny wydają sie niskie, jednak dania są małe i nie każdy naje się taką porcją, a  już na pewno nie głodny student. Wiele do życzenia pozostawia jakość potraw. Sos do pasty był zupełnie bez smaku; to jeden z tych do wszystkiego i  do niczego. Z  drugiej strony, czego sie spodziewać po zaledwie pięciu minutach czekania? Stołówka ma zdecydowanie niewykorzystany potencjał: jest dobra lokalizacja, ciekawie zaaranżowane miejsce i  fajny klimat. Tylko co z  tego, skoro jedzenia na talerzu, zresztą niezbyt smacznego, jest mało?

listopad 2013


/ stołówki UW

Bar Familijny, Nowy Świat 39

się w  barach mlecznych. Jeśli tęsknicie za obiadem jak u babci, to wpadnijcie do Familijnego. Porcje są bardzo duże, panie w okienku nie żałują surówki czy kaszy. Jeśli Twój wykład kończy się późno i  myślisz, że czeka na Ciebie już tylko mrożonka z  Biedronki, to spokojnie – Familijny zamykają dopiero o 20:00. Nie zrażaj się, jeśli w  kolejce zaczepi cię jakiś pan i będzie prosił o pieniądze na zupę. Albo kiedy przeciskając się do stolika niechcący zahaczysz o kogoś płaszczem i usłyszysz „co za ku** wieśniak”, czy niefortunnie usiądziesz w miejscu, w którym Twój nos nie wytrzyma – idąc do baru mleczego, przygotuj się na wszystko. I  to bynajmniej nie miało zabrzmieć tak groźnie, jak zabrzmiało. Polecam Familijny, zwłaszcza pod koniec miesiąca, kiedy portfel niejednego z nas świeci pustkami.

Co prawda nie jest to jedna ze stołówek UW, ale bar mleczny, jednak często przychodzą tu studenci z Kampusu Centralnego ze względu na bliską lokalizację. W  środku lokalu jest mało miejsca, kilka stolików, ciasno i  bardzo głośno. W długiej kolejce można spotkać nie tylko znajomych, ale też turystów, czy ludzi bezdomnych, którzy są bardzo rozmowni. Jedzenie jest bardzo tanie; można tu zjeść już od złotówki. Dla przykładu, ryż ze śmietaną i  cukrem kosztuje 1,08 zł, a  jeśli ktoś preferuje opcję z masłem i cukrem, wystarczy zaledwie 0,77 zł. Makaron z  dwoma jajkami sadzonymi można dostać za 3,37 zł, naleśniki z serem, śmietaną i cukrem kosztują 3 zł, a krokiety 4 zł. Dla „mięsożerców” najtańszą opcją będą zestawy: kotlet, ziemniaki i  surówka (12,80), albo kasza gryczana, gulasz i surówka (10). Dania są bardzo smaczne, co nie zawsze zdarza

Wydział Nauk Ekonomicznych, ul. Długa 44/50 Magdalena Gansel: W  wyniku zmiany właściciela bufet na WNE przeszedł niedawno generalny remont. Dotyczy to zarówno kwestii aranżacji wnętrza (jego wygląd zrobił skok o  co najmniej trzydzieści lat wprzód: z czasów późnego PRL-u do zawartej w modnej ostatnio stylistyce retro współczesności), jak i  zawartości menu. Obie te zmiany pozytywnie odbiły się na liczbie klienteli, która coraz liczniej zaczęła tu zaglądać. Jadłospis nie różni się znacząco od tych, który oferują inne tego typu lokale. Pozycje obowiązkowe, czyli pierogi i  naleśniki, można zamówić w  kilku wariantach (w  przypadku tych pierwszych brakuje opcji na słodko). Ciekawym rozwiązaniem jest fakt, że zamówienie składa

się w... sztukach. Za jednego pieroga albo kluskę leniwą trzeba zapłacić złotówkę, za naleśnika – cztery. Sympatycy mięsa mogą wybrać spośród kilku opcji zestawów obiadowych (15 zł), wśród których znalazł się oczywiście nieśmiertelny kotlet schabowy. Warzywnolubni dostaną tu sałatkę (8 zł) z kurczakiem lub w wersji wege. Bufet sprzedaje również kilka rodzajów kanapek i słodkie przekąski. Biorąc pod uwagę, że przerwa między zajęciami ma ograniczony czas, a miejsc do wyskoczenia na szybki lunch jest w tej okolicy niewiele lub są to fastfood’owe sieciówki, warto się tu czasem wybrać i wydać parę miedziaków na klasyczny polski obiad. 0

Daj nam cynk! Zmiany w szkolnictwie wyższym? Ważne wydarzenie na uczelni? Ciekawa konferencja na Twoim wydziale? Pomóż nam być na bieżąco z tym, co dzieje się na UW!

uw@magiel.waw.pl


kalendarz wydarzeń /

Kalendarz wydarzeń listopad 2013 do 18 Rekrutacja na CEMS MIM CEMS Club Warsaw

Insurance Conference

od 18 Rekrutacja na Forex Cup Young

Czy zastanawiałeś się kiedykolwiek nad karierą w ubezpieczeniach? A może jeszcze nie wiesz, jak może wyglądać praca w tej branży? Odpowiedzi dostarczy zupełnie nowa inicjatywa w Szkole Głównej Handlowej od 19 ABC Financial Statements - Insurance Conference, organizowana przez SKN Biznesu. Będzie to SKN Rachunkowości pierwsze wydarzenie dedykowane w całości tematyce ubezpieczeniowej. Casemania 20-22 Konferencja Exchange for Experience W dniach 26-28 listopada zarezerwuj czas NZS W dniach 2-6 grudnia 2013 odbędzie się kolejna na spotkania ze specjalistami, case studies edycja Casemanii, corocznie organizowanej przez i wykłady przeprowadzane przez znane 20-22 Targi Wydawnictw Ekonomicznych SKN Konsultingu przy współpracy z czołowymi firmy ubezpieczeniowe. Nie zabraknie MAGIEL firmami konsultingowymi i – od 2010 roku – także również spotkania z aktuariuszem, liderami branży FMCG. Jest to projekt będący serią który wprowadzi uczestników w tajniki 26-28 Insurance Conference case studies, gdzie studenci będą mogli zapoznać tego zawodu. Koniecznie weź także SKN Biznesu się z realnymi problemami biznesowymi, przed udział w Wielkim Teście Wiedzy którymi może stanąć menadżer przedsiębiorstwa, o Ubezpieczeniach, sprawdź swoje 27 SKN Finansów Międzynarodowych a także wykorzystać zdobytą wiedzę w praktyce oraz umiejętności i wygraj atrakcyjne SKN Finansów Międzynarodowych sprawdzić swoje umiejętności pracy zespołowej. nagrody. Partnerem strategicznym Casemania jest imprezą skierowaną do studentów projektu jest grupa PZU. 28-30 The WARroom Consulting Conference wszystkich lat, zainteresowanych tematyką finansów, CEMS CLUB zarządzania strategicznego, a także audytu, doradztwa podatkowego i transakcyjnego. Jest to Wampiriada również doskonała okazja do nawiązania kontaktów Kolejna edycja Wamz przedstawicielami takich firm jak Bain&Company, piriady zbliża się wielkiDeloitte, EY, KPMG, Roland Berger, AT Kearney, mi krokami! Już 5, 6 i 9 2-6 Casemania Coca-Cola Hellenic, PZU, TPA Horwath, Accenture, grudnia na terenie SGH SKN Konsultingu Procter&Gamble czy Profitia. będziecie mieć możliwość Zapisy ruszają już w połowie listopada na www. oddania krwi w specjalnie 2-6 Tydzień Uśmiechu casemania.pl! Daj się dostrzec i wygraj praktyki wyposażonym krwiobuNZS oraz inne nagrody! sie Regionalnego Centrum Krwiodawstwa i Krwio4-5 Dni Biznesu w Sporcie lecznictwa. Jest to wyjątSKN Zarządzania w Sporcie SGH kowa okazja, aby w ciągu kilku minut odmienić los drugiego człowieka. 5, 6, 9 Wampiriada W Polsce średnio co 15 sekund potrzebna jest krew. Nie stójmy bezNZS czynnie i odważmy się działać! Jednorazowe oddanie krwi może uratować życie aż 3 osobom, a zabieg przeprowadzony przez wyspecjalizowaDni Biznesu w Sporcie nych pielęgniarzy jest całkowicie bezpieczny dla zdrowia i nie powoduje żadnych trwałych konsekwencji dla naszego organizmu. W dniach 4-5 grudnia juź po raz dziewiąty Życie to najbardziej wyjątkowy prezent, jaki możemy podarować druSzkołę Główną Handlową w Warszawie odwiedzą giemu człowiekowi na święta. Zachęcamy do odwiedzenia naszej strony: wybitni przedstawiciele świata sportu, aby podzielić www.wampiriada.nzssgh.pl się ze słuchaczami swoją wiedzą i doświadczeniem w ramach IX edycji Dni Biznesu w Sporcie, organizowanych przez SKN Zarządzania w Sporcie. Jeżeli jesteś zainteresowany tematyką marketingu w sporcie, chcesz dowiedzieć się jak skutecznie zarządzać klubem i związkiem sportowym, lub po prostu chciałbyś posłuchać na żywo swoich idoli, to nasi prelegenci na pewno spełnią Twoje oczekiwania. Bieżące informacje na temat eventu znajdziesz na naszym fanpage’u: https://www.facebook. com/DniBiznesuwSporcie. NZS

grudzień 2013

listopad 2013


/kalendarz wydarzeń

Tydzień Uśmiechu Czy można jednocześnie kupić coś w wyjątkowo atrakcyjnej cenie i wesprzeć akcję charytatywną? Z nami tak! W dniach 2-6 grudnia 2013 zapraszamy na mikołajkowy kiermasz na Auli Spadochronowej. Bilety do kin, teatrów, na koncerty, książki, kursy tańca – to wszystko (i wiele więcej) nawet za pół ceny! Wyjątkowe i cenne przedmioty znajdziesz na aukcjach na Allegro. Możesz zaopatrzyć się w mikołajkowe czy świąteczne prezenty lub znaleźć coś dla siebie. Jednocześnie pomagasz wywołać uśmiech na twarzach dzieci z domu dziecka. W tym roku wraz z Teatrem SGH zapraszamy także

The WARroom - Warsaw Consulting Conference

Kongres Makroekonomiczny Kongres Makroekonomiczny to konferencja naukowa zainicjowana przez SKN Finansów Międzynarodowych oraz Instytut Studiów Ekonomiczno-Społecznych. W trakcie Kongresu, 27 listopada w SGH, odbędą się 3 panele dyskusyjne nt. polityki pieniężnej, sytuacji gospodarczej Polski oraz prognoz wskaźników makroekonomicznych. Swoją obecność zapowiedzieli m.in. prof. Cezary Wójcik (dyrektor Instytutu Nauk Ekonomicznych PAN), prof. Michał Brzoza-Brzezina (dyrektor Biura Badań Stosowanych NBP), dr Marek Rozkrut (gł. ekonomista EY), Ignacy Morawski (gł. ekonomista Polskiego Banku Przedsiębiorczości). Więcej informacji oraz rejestracja uczestników na stronie www.kongresmakroekonomiczny.pl

W dniach 28-30 października odbyła się organizowana przez CEMS Club Warszawa konferencja The WARroom Warsaw Consulting Conference, poświęcona tematyce doradztwa strategicznego. 48 uczestników z najlepszych szkół na świecie przez trzy dni uczestniczyło w warsztatach tematycznych, rywalizowało w Turnieju Debat Oksfordzkich oraz uczestniczyło w eventach networkingowych i Open Days w siedzibach partnerów Konferencji: Accenture, Bain&Company, BCG, Deloitte, McKinsey&Company, Roland Berger oraz Simon-Kucher&Partners. Patronat honorowy objęła Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego Barbara Kudrycka. Ogromny sukces Konferencji to kolejny dowód na to, że CEMS Club organizuje nie tylko atrakcyjne projekty, ale także elastycznie odpowiada na zainteresowania studentów i pracodawców. Aktywnie wspierając realizację w SGH międzynarodowego programu studiów menedżerskich CEMS MIM, CEMS Club, poprzez inicjatywy jak The WARroom, daje studentom możliwość rozwijania swojej wiedzy i umiejętności, ale także znajomości i przyjaźni na całe życie! Jeśli jesteś zainteresowany studiami CEMS MIM, odwiedź zakładkę „CEMS” na stronie Centrum Programów Międzynarodowych SGH – rekrutacja na CEMS MIM trwa do 18 listopada 2013!

Targi Wydawnictw Ekonomicznych Targi Wydawnictw Ekonomicznych to największe targi ekonomiczne w Polsce. Już 21 i 22 listopada Aula Spadochronowa SGH zapełni się wystawcami reprezentującymi najważniejsze wydawnictwa publikujące pozycje o tematyce z zakresu ekonomii, finansów, zarządzania, marketingu czy biznesu. Jest to także niepowtarzalna (i jedyna) szansa, by zakupić podręczniki akademickie w promocyjnych cenach. Tegorocznej, X już edycji Targów towarzyszyć będzie także wiele wydarzeń – panele dyskusyjne, konkursy dla studentów. Jak co roku odbędzie się także konkurs na najlepszą publikację o tematyce ekonomicznej. Więcej informacji już wkrótce. Więcej szczegółów znajdziecie na stronie www.twe.waw.pl i na profilu TWE na Facebook’u.

ABC Financial Statements ABC Financial Statements to innowacyjny projekt powstający przy współpracy Klubu Inwestora i SKN-u Rachunkowości. Wychodzimy naprzeciw potrzebom studentów zainteresowanych tematyką sprawozdań finansowych. Celem pierwszej edycji jest zapoznanie uczestników z ich budową, analizą i procesem tworzenia. Każde ze spotkań zostanie poprowadzone przez cenionych ekspertów z zakresu finansów i rachunkowości sprawozdawczej. Sponsorem projektu jest jedna z największych i najprężniej rozwijających się firm audytowych – Mazars. Więcej informacji na: www.inwestor.edu.pl i www.sknrachunkowosci.pl. Agenda projektu: I spotkanie: 19.11.2013 Wprowadzenie do analizy sprawozdań finansowych ACCA II spotkanie: 26.11.2013 Techniki analizy sprawozdań finansowych ACCA III spotkanie: 3.12.2013 Spółki „gwiazdy” i spółki „psy” – analiza Mazars IV spotkanie: 10.12.2013 Analiza sprawozdań finansowychcase study Mazars

Informacja dla organizacji Organizujesz interesującą konferencję? Koordynujesz nowy, ciekawy projekt? Możemy Ci pomóc dotrzeć do społeczności studenckiej SGH i UW. Zapytaj o Patronat Medialny Niezależnego Miesięcznika Studentów MAGIEL, pisząc na: patronaty@magiel.waw.pl Deadline na zgłoszenia: 15.11.2013

12-13


X Targi Wydawnictw Ekonomicznych

21 i 22

Listopada 2013


6WIĂ??BMUAWL?SAXCJLG?AF

Fun

Z\NĂśD

-GCIR–PXWQąQFMUKCL?KG BJ?IR–P

NMQĂ?SÄ‘WX?+?2A?JÄ‹(LLGQUMHÄ…BWB?IRWA

@?Ä?Ä?¡RWQGÄ…A?GHCBLCEMQJ?HBSÂś-?C

MQM@GQRMÄ?AGR?IP–đLCH?ILMAGBXGCÄ?Ă?Ä…

"XCKSPM@GÄ…RM AMPM@GÄ…GH?IUWEJÄ…B 3 $ * 2 3 

orporacyjny świat roztacza przed nami jasno rozpisany plan na şycie. Praktyka w banku, staş w konsultingu. Po studiach ciekawa, pełna wyzwań praca w młodym i dynamicznym zespole. Spełnienie zawodowe, satysfakcja z  posiadania, pełne dumy spojrzenie naszych rodziców i  zazdrość ze strony nielubianych kolegów i  koleşanek. Tego chcemy i  do tego dąşymy. Nie ma w  tym nic zdroşnego. Zarabianie pieniędzy nie jest niemoralne. Co jednak, jeśli chcemy czegoś więcej? Jeśli chcemy dać coś z  siebie innym, zaspokajając przy okazji wszelkie potrzeby intelektualnej samorealizacji, to naturalnym wyborem ścieşki şyciowej wydaje się być praca naukowo-dydaktyczna na uczelni. Ambitny młody człowiek powinien jednak zapytać: a co z potrzebami materialnymi? Kto by tam chciał wegetować na posadzie asystenta? Czy naprawdę po 17 latach nauki chce się komuś poświęcać kolejne na doktorat, habilitację, a kiedyś moşe nawet profesurę? No i  co tak naprawdę oferuje ten zawód? W  szeroko rozumianej świadomości praca na uczelni to jeden z  najmniej stresujących zawodów w  nowoczesnym świecie. Według badania amerykańskiej agencji doradztwa personalnego CareerCast nawet fryzjerzy czy krawcy mają bardziej stresującą pracę. Jednocześnie pozycja profesora akademickiego od lat cieszy się w naszym społeczeństwie

K

14-15

ogromnym powaşaniem. Dodajmy do tego dwumiesięczne wakacje i  swobodę w  kształtowaniu własnych godzin pracy. To wszystko składa się na archetypiczny obraz naukowca-myśliciela, który siedzi na katedrze i  rozmyśla nad problemami świata, nie przejmując się troskami maluczkich. Kłopot w tym, şe w  nowoczesnej szkole wyşszej nie ma aş tyle miejsca na myślenie, które musi ustąpić pola działaniu. Potencjalni kandydaci muszą teş przygotować się na walkę z potęşnym aparatem biurokratycznym.

W drodze do Belwederu Świat nauki, nie tylko w naszym kraju, jest tradycyjnie mocno zhierarchizowany. Ścieşka kariery akademickiej wyznaczona jest precyzyjnie kolejnymi stopniami (doktor, doktor habilitowany) i  tytułami (profesor) naukowymi, które uzyskuje się według ściśle określonych reguł. Uzyskanie stopnia doktora poprzedzone jest czteroletnimi studiami doktoranckimi, których forma i  treść diametralnie róşnią się między poszczególnymi dziedzinami i uczelniami. Studia III stopnia mają w zamierzeniu dostarczyć specjalistycznej wiedzy w  zakresie określonej dyscypliny naukowej i przygotować do samodzielnej pracy badawczej. Jest to konieczne, bo to właśnie praca badawcza i ewentualne sukcesy na tym polu decydują o statusie danej osoby w świecie nauki. Całe şycie zawodowe pracowników

# ,/ 1 9 $ # / $ Ă? 2 * (

naukowych kręci się wokół czasopism z Master Journal List, czyli tzw. listy filadelfijskiej, zbiorze najbardziej prestişowych periodyków naukowych o  największym wskaźniku Impact Factor oraz wokół innych czasopism punktowanych przez Ministerstwo Nauki i  Szkolnictwa Wyşszego. Publikacje artykułów w szanowanych magazynach naukowych i wystąpienia na konferencjach stanowią swoistą walutę, którą wymienia się na granty, dofinansowania, prestiş. Zgodnie z  literą znowelizowanej ustawy o  stopniach naukowych, juş kandydaci na doktora w  celu otwarcia przewodu zobowiązani są do opublikowania przynajmniej jednej autorskiej ksiąşki, rozdziału w  grupowej monografii lub artykułu w  indeksowanym czasopiśmie czy teş w  recenzowanym sprawozdaniu z  międzynarodowej konferencji naukowej. Uzyskanie stopnia doktora umoşliwia zatrudnienie na uczelni na stanowisku adiunkta. Od tego momentu pracownik naukowy ma jedynie dziewięć lat na uzyskanie habilitacji, w przeciwnym razie straci moşliwość kontynuowania kariery na uczelni publicznej. Habilitacja oznacza w praktyce uzyskanie trzech pozytywnych recenzji rozprawy habilitacyjnej, zdanie kolokwium habilitacyjnego oraz przeprowadzenie pozytywnie ocenionego wykładu habilitacyjnego. Naturalnie w  celu uzyskania habilitacji naleşy równieş posiadać dorobek naukowy (publi-


6WIĂ??BMUAWL?SAXCJLG?AF 1CDMPK?2&'

kcja

DGQLF]D

3P?LQDMPK?AH? QRPSIRSPW K? NM JCE?ćL?QRUMPXCLGSRPXCAFQXI–�

PWAFL?UCRL?H@?PBXGCHM@QISPL??SJ?

H?IMNMBQR?UMUWAFHCBLMQRCIMP

AXLÄ…@GCEĂ?MÄ?ćBCKMLQRPSHÄ…QLSHÄ…AQKÄ‹RLGC

E?LGX?AWHLWAF

CJGRÄ‹GLRCJCIRS?JLÄ…L?PMBSQIĂ??B?HÄ…QGÄ‹

ąAXWGAFHCBLMUW@–PX?UMBMUCHI?PGCPW

B?AMBXGCLLMÄ?ćL?QXWAFUWIĂ??BMUA–U  9 #) ÄŠ " (

 ((&& 1 % ( *  $ 6

/ 1 9 $ # / $ Ă? 2 *

kacje, monografie, itp.). Wymagania są wysokie, poniewaş stopień ten jest przepustką do samodzielnej pracy naukowej, prowadzenia badań własnych oraz kierowania projektami badawczymi. Na kolejnym szczeblu akademickiej drabiny stoi profesor nadzwyczajny. Na to stanowisko moşe ubiegać się osoba, która posiada stopień naukowy doktora habilitowanego oraz znaczący dorobek naukowy i osiągnięcia dydaktyczne. Najwyşej w  hierarchii stoi profesor zwyczajny i  jest to jedyne stanowisko na uczelni, do którego wymagany jest tytuł naukowy profesora oraz ugruntowana, znacząca pozycja w  środowisku naukowym i  zawodowym. W  Polsce tytuł profesorski nadawany jest przez Prezydenta RP na wniosek Centralnej Komisji Kwalifikacyjnej, dlatego uşywa się równieş określenia profesor belwederski z powodu miejsca, w którym tradycyjnie odbywa się ceremonia nadania tytułu.

Cenna nauka Według danych UNESCO Polska w  2010 roku na naukę i  rozwój przeznaczyła jedynie 0.74 proc. PKB, ponad dwukrotnie mniej niş Czechy i aş sześć razy mniej niş lider zestawienia – Izrael. Brak wystarczającego finansowania odbija się na niskiej efektywności polskich badaczy na tle reszty świata. W  2009 r. nasz kraj zajmował 32. miejsce

w  Europie pod względem liczby publikacji naukowych przypadających na milion mieszkańców. W tym samym roku Polska zgłosiła do Europejskiego Urzędu Patentowego średnio 6,8 wynalazków na milion mieszkańców (Republika Czeska - 22,6, a  będące w  czołówce Niemcy - 294,5). Analiza Naczelnej Izby Kontroli wykazała, şe polskie ośrodki naukowe mają problemy z  publikacjami w prestişowych międzynarodowych czasopismach, a takşe z praktycznym zastosowaniem wykonywanych przez nie badań. Na trzynaście zbadanych przez NIK jednostek, które uzyskały patenty, aş siedem nie wdroşyło şadnego z nich. Ogółem, wg danych GUS, na koniec grudnia 2011 roku w polskich szkołach wyşszych pracowało 102,8 tys. nauczycieli akademickich, w  tym 24,3 tys. osób na stanowisku profesora i  43 tys. adiunktów. To całkiem powaşna grupa zawodowa. Dla porównania Poczta Polska utrzymuje stałe zatrudnienie w  wysokości ok. 93 tys. osób. Sam Uniwersytet Warszawski zatrudnia 3244 nauczycieli akademickich, w tym 853 profesorów i 1582 adiunktów. Nieco mniejsza Szkoła Główna Handlowa co miesiąc wysyła pensje 211 profesorom i  zaledwie 304 adiunktom. Tym samym na UW na jednego nauczyciela akademickiego przypada ok. 15,5 studenta. Analogiczny wskaźnik dla SGH wynosi ok. 13,6. Jeśli chodzi o zarobki na uczelniach publicz-

nych, to ich minimalny poziom jest określany w  ministerialnym rozporządzeniu. Według najnowszych postanowień do 2015 roku minimalne wynagrodzenia nauczycieli akademickich wzrosną o  około 30 proc. w  porównaniu z  rokiem 2011. Miesięczna pensja brutto asystenta wzrośnie zatem do 2450 zł (z 2055 obecnie), adiunkta ze stopniem doktora do 3500 zł (z 3205 zł), a profesora zwyczajnego do 5390 zł (z  4525 zł). Jednak, jak podaje portal wynagrodzenia.pl, mediana dla zarobków profesora wynosi 5536 zł, a 25 proc. z  nich zarabia ponad 7240 zł brutto. Niestety sytuacja młodszych przedstawicieli stanu naukowego nie jest aş taka dobra. Aş 25 proc. asystentów otrzymuje za swoją pracę minimalną stawkę 2055 złotych brutto. Zarobki młodych naukowców to problem często poruszany w  środowisku akademickim. Zdaniem Pauliny Kalisz-Friedrich z agencji doradztwa zawodowego Antal International doktor na stanowisku specjalisty ds. badań i  rozwoju w  zakładzie produkcyjnym w Polsce moşe liczyć nawet na 8 tys. zł brutto, w  zaleşności od lokalizacji, firmy i  zakresu obowiązków. Nic zatem dziwnego, şe niskie zarobki to czynnik skutecznie zniechęcający do pracy na rzecz nauki. Dr hab. Waldemar Rogowski, szef Zakładu Zarządzania Ryzykiem w Instytucie Finansów Korporacji i Inwestycji SGH potwierdza, şe porównanie zarobków wykładowców w Polsce z zarobka-

JGQRMN?B


%SLIAH?UWIĂ??BLGAX?

mi ich kolegów za granicą moşe wywołać pewien dyskomfort, nie mówiąc nawet o potencjalnych zarobkach w  sektorze prywatnym – Wydaje mi się, şe biorąc pod uwagę sytuację ekonomiczną Uczelni nasze zarobki nie naleşą do najnişszych, jednak z  punktu widzenia naszych kompetencji, prestişu i znaczenia tego co robimy, to zarabiamy niewiele. Z  kolei dr Šukasz Woźny, adiunkt w  Katedrze Teorii Systemu Rynkowego SGH, zauwaşa, şe na przestrzeni ostatnich kilku lat wiele zmieniło się na lepsze – Pojawia się duşo moşliwości dodatkowego finansowania dzięki licznym grantom naukowym. Pracując na uczelni moşna şyć coraz lepiej, trzeba tylko być aktywnym na wszystkich moşliwych frontach.

Dobry motyw Skoro jednak zarobki na uczelniach nie są konkurencyjne, to muszą istnieć inne powody dla podjęcia tego typu działalności. Dr Katarzyna Górak-Sosnowska, adiunkt w Katedrze Socjologii Ekonomicznej SGH i  w  Katedrze Arabistyki i  Islamistyki UW, juş po pierwszym roku studiów wiedziała, şe nie chce pracować w  korporacji. – Zostałam na uczelni z przekonania, şe warto jest robić coś kreatywnego, rozwijającego i  jeszcze móc się tym podzielić ze studentami. Z kolei dr Mikołaj Czajkowski z  Zakładu Mikroekonomii Wydziału Nauk Ekonomicznych UW na uczelni został niejako przez przypadek. – Kończąc studia nie miałem przekonania do şadnej ze ścieşek kariery, które się przede mną wtedy rysowały. Nie myślałem jeszcze o  karierze akademickiej, a raczej o zrobieniu doktoratu i ponownym rozwaşeniu moich opcji. Okazało się jednak, şe praca naukowa jest duşo bardziej ekscytująca, niş to się moşe wydawać z  perspektywy studenta studiów I  lub II stopnia. Dr Woźny wskazuje na trzy czynniki, które sprawiły, şe związał się z uczelnią na dłuşej – Pierwszy krok w  tym kierunku postawiłem dzięki działalności w Studenckim Kole Naukowym Analiz Ekonomicznych. Robiliśmy własne seminaria, przerabialiśmy ksiąşki. Zorganizowaliśmy nawet konferencję, na którą kaşdy z  nas napisał jakiś artykuł. Trochę to teraz śmieszne, ale skutecznie zbudowało moją motywację. Zdaniem dr. Woźnego kluczowe jest równieş trafienie na odpowiednie osoby w trakcie studiów. Takie, które trochę doradzą, trochę pokierują, ale przede wszystkim pokaşą, şe praca naukowa moşe się opłacić – Ostatecznie przekonało mnie stypendium zagraniczne. Moşliwość obcowania z  nieprzeciętnymi ludźmi, wybitnymi specjalistami w swoich dziedzinach, noblistami. Zrozumiałem, şe praca naukowa moşe być fantastyczną przygodą intelektualną.

16-17

Nieco inną historię swojego angaşu na uczelni przedstawia dr hab. Waldemar Rogowski. – Jeszcze podczas studiów rozpocząłem pracę w banku. Głównym zadaniem jakie sobie wyznaczyłem, jako młody człowiek, który ma rodzinę, było zarabianie pieniędzy. Szło mi dobrze, bowiem juş w wieku 28 lat zostałem dyrektorem departamentu ryzyka w  jednym z największych ówcześnie banków w Polsce. Jednak odkąd pamiętam mój mentor, prof. Kasiewicz, bardzo namawiał mnie na rozpoczęcie pracy naukowej. Gdy korporacyjne stresy zaczęły narastać, uległem i  rozpocząłem asystenturę na pół etatu. Okazało się, şe lubię tę pracę, więc juş zostałem (śmiech). Dr Rogowski jest więc przedstawicielem tego gatunku wykładowców, którzy teorię łączą z  praktyką. Najczęstszą przyczyną tego stanu rzeczy są omawiane juş pobudki ekonomiczne. Całkowite poświęcenie się nauce często okazuje się bardzo trudne, poniewaş często wiąşe się z  licznymi wyrzeczeniam i obnişa poziom şycia. Niektórzy nie chcą jednak stanąć przed koniecznością wyboru między sukcesem w  biznesie, a  karierą naukową. W  niektórych dziedzinach, jak w przypadku dr. Rogowskiego, funkcjonowanie w  obu światach jednocześnie przynosi pewne wymierne profity, gdyş w  branşy finansowej to właśnie biznes jest bardzo często pierwotnym inspiratorem nowych prądów myślowych. Dlatego bez kontaktu z biznesową praktyką wiele rzeczy moşe naukowca ominąć. Podobną synergię, jednak w  wymiarze raczej dydaktycznym, zauwaşa dr Woźny – Tłumacząc studentom pewne zjawiska lubię uşywać przykładów, z którymi sam kiedyś zetknąłem się w  praktyce. Jestem wtedy wiarygodniejszy. Pozostaje tylko problem jak zmieścić w  jednym tygodniu etat w  korporacji, pensum dydaktyczne, działalność naukową i jeszcze znaleźć chwilę czasu dla rodziny i dla siebie. Dr Woźny mówi, şe nie da się uniknąć pracy w weekendy, często trzeba iść na kompromisy. Z kolei sposobem dr. Rogowskiego jest şelazne przestrzeganie własnego kalendarza oraz coś, co zapoşyczył od Eisenhowera – Przy kaşdej czynności określam sobie priorytety. Nigdy nie odkładam rzeczy na później, bo wiem, şe jeśli to zrobię, to wróci to do mnie, gdy czasu będzie jeszcze mniej. Przy takim stylu şycia obowiązkowość to podstawa.

Blaski i cienie Z  ankiety przeprowadzonej przez MAGIEL wynika, şe zdecydowana większość kadry akademickiej lubi swoją pracę. Dla wielu najcenniejsza jest moşliwość samostanowienia i  kontroli nad własnym şyciem – Praca na uczelni jest bardzo elastyczna, dzięki czemu moşna samemu decydować co, ile i  kiedy się robi – mówi nam dr Mikołaj Czajkowski z  WNE. W  praktyce oznacza to, şe czasami moşna pójść w  środku dnia na basen i  nie mieć z  tego powodu poczucia winy. Jednak gdy trzeba przeczytać kilkadziesiąt esejów, albo zblişa się termin oddania aplikacji na grant naukowy, wtedy nienormowany czas pracy staje się przekleństwem. Niemniej jednak uczelnia daje moşliwość pracy twórczej, wprowadzania swoich pomysłów w şycie. Dr Górak-Sosnowska ceni sobie moşliwość decydowania o tym co robi – W duşej mierze mogę wymyślać czym się zajmuję. Mam równieş czas na róşne aktywności pośrednie – wykłady otwarte, seminaria, warsztaty, etc. Ta samodzielność wymaga jednak wewnętrznej dyscypliny, której wyrazem jest ciągłe uaktualnianie wiedzy oraz zdolność do długotrwałego wysiłku, kiedy tylko jest to potrzebne. Waşnym czynnikiem, który umoşliwia taką dowolność w prowadzeniu swojej kariery jest stabilna, jasno ustalona ścieşka rozwoju zawodowego. Wiadomo, şe po doktoracie trzeba zrobić habilitację i moşna to zrobić w  dowolnym, wybranym przez siebie stylu. Przez to uczelnia daje moşliwości rozwoju na wielu róşnych płaszczyznach. Praca naukowa umoşliwia prowadzenie niezwykle ciekawych projektów badawczych, równieş międzynarodowych. Wagę kontaktu z  międzynarodowym środowiskiem naukowym szczególnie podkreśla dr Woźny – W  dzisiejszej nauce networking i  budowanie relacji jest niezmiernie waşne. ŝeby mieć szansę na publikację w prestişowym periodyku trzeba być obecnym na konferencjach, dać się poznać potencjalnym recenzentom. W  Polsce niewielu jest naukowców, którzy mogą sobie pozwolić na regularne „bywanie�. Prawdopodobnie szybko jednak nadrobimy braki i przestanie szokować styl şycia, który bardzo barwnie za pośrednictwem serwisu Quora.com opisuje Jay Wacker, profesor fizyki na Uniwersytecie Stanforda – Od trzech do czterech miesięcy w  roku spędzam na walizkach. Niedługo przekroczę milion wylatanych mil za po-

-GCIR–PXWLGCAFAąHCBL?IQR?Ląć

NPXCBIMLGCAXLMÄ?AGÄ…UW@MPSKGÄ‹

BXWQSIACQCKU@GXLCQGC ?I?PGC

PÄ…L?SIMUÄ…


%SLIAH?UWIÐ?BLGAX?


%SLIAH?UWIĂ??BLGAX?

próbuje coś załatwić „na chorobę babci�. Takie zachowania nazywam „pseudozaradnością�. Koronnym zarzutem w stronę zawodu naukowca jest jednak uczelniana biurokracja. Dr Rogowski zwraca uwagę na dysonans, jaki odczuwa idąc na spotkanie w  korporacji i  na uczelni – W  korporacji występuje coś takiego jak fetysz czasu. Kaşde spotkanie ma jakąś agendę, musi być jakaś notatka, wszystkim zaleşy, aby przepchnąć sprawę do przodu. Na uczelni często brak jest takiego nastawienia. Na niewiele wnoszące kwestie organizacyjne narzeka takşe dr Woźny, jednak, jak sam stwierdza, ktoś to zrobić musi.

re podejmujemy, takich jak wybór kierunku studiów, czy wybór jakiejś ścieşki kariery po studiach, to strzał w ciemno. Dopiero później okazuje się, czy był to dobry wybór. Ja miałem szczęście. Dziś nie zamieniłbym się z şadnym z  moich kolegów, którzy zrobili błyskotliwe kariery w  korporacjach lub biznesie - mówi dr Czajkowski. Posiadanie kontroli nad własnym şyciem i  pracą jaką się wykonuje, moşliwość urzeczywistniania własnych pomysłów oraz wpływania na şycie swoich podopiecznych to coś, co moşe zaoferować niewiele innych zawodów – Brakowałoby mi studentów, ich pomysłów i  tej adrenaliny, jaką czuję na kaşdym wykładzie – twierdzi dr Rogowski odpowiadając na pytanie, czego najbardziej by şałował, gdyby nie mógł pracować w  SGH. Wykładowca musi być psychologiem, trenerem, mentorem, przedsiębiorcą, menadşerem i  przede wszystkim nauczycielem. To całkiem duşo jak na jedną osobę. Dlatego od dziś Drogi Czytelniku postaraj się, aby Twoje maile do wykładowcy były krótkie i zwięzłe. 0

)CQRCKX?UQXCNPXWEMRMU?LWL?

JMR BM +MLBWLS  @W UWE�MQGć QC-

KGL?PGSKL?.VDMPBXGC,SQXÄ‹QGÄ‹

Ä?NGCQXWć  @M N–ĉLGCH RCEM Q?KC-

EMBLG?K?KSK–UGMLCQNMRI?LGC

U"$1-U&CLCUGC2IMPMHSÄ‘RS-

R?HHCQRCK RMMBUGCBXÄ‹RCÄ‘QXIM-

Ă?Ä‹JCRLGÄ…UC6Ă?MQXCAF

6Q�Sģ@GCL?SIG Budowanie kariery naukowej związane jest z  cięşką pracą, która daje wymierny efekt dopiero w  dłuşszej perspektywie czasu. Ci odwaşni, którzy się na to porwali, muszą zmagać się z niewielkimi zarobkami, gigantyczną machiną biurokratyczną i  bezmyślnymi studentami. Do tego prawdziwy sukces pisany jest jedynie kilku jednostkom –Patrząc z  perspektywy, wiele decyzji, któ-

EP?D*PXWQ XRMD2XWK ?Ä?QIG""

średnictwem American Airlines. Jestem zawsze przygotowany na lot do Londynu, by wygłosić seminarium na Oxfordzie. Muszę się śpieszyć, bo później tego samego dnia mam umówione spotkanie w CERN w Genewie. Skoro juş tutaj jestem, to odwiedzę teş szkołę letnią we Włoszech. I  tak kilka razy w  roku. Gdy przydarzyło mi się to po raz pierwszy, czułem się jak waşniak, ale teraz wszystko zlewa się w jedną całość. Na wszelki wypadek zawsze mam przy sobie paszport i  pięć najwaşniejszych walut (USD, JPY, EUR, CHF, GBP) po to tylko, şeby móc sobie kupić jakieś ubrania i kosmetyki bezpośrednio na lotnisku, jeśli zapomnę, şe gdzieś lecę. Sytuacja prof. Wackera jest oczywiście wyjątkowa, jednak dobrze pokazuje jak duşo zaangaşowania moşe kosztować utrzymywanie się w naukowej ekstraklasie. Ogromnym czynnikiem motywacyjnym, czymś co cenią sobie wszyscy nasi rozmówcy, jest praca ze studentami – Kontakt ze studentami nas odmładza. Myślimy wręcz, şe jesteśmy prawie na tym samym poziomie wiekowym, choć z tym to z kaşdym kolejnym rocznikiem jest coraz gorzej – mówi dr Górak-Sosnowska. Okazuje się, şe studenci mogą być nawet źródłem inspiracji i  motorem do cięşszej pracy – Cały czas musimy się rozwijać i uczyć şeby nadąşyć. – dodaje dr Rogowski. Działalność mentoringowa to takşe duşe źródło satysfakcji. Dr Woźny cieszy się, şe moşe odwdzięczyć się za pomoc jaką kiedyś sam otrzymał – Często spotykam się indywidualnie ze studentami, myślimy wspólnie nad ścieşką studiów, szukamy atrakcyjnych wyjazdów, planujemy rozwój. Mam podopiecznych, którzy kontynuują teraz naukę w  Stanach albo w  dobrych ośrodkach europejskich. Poczucie, şe dołoşyło się do tego jakąś małą cegiełkę, daje ogromnie duşo satysfakcji. Nie ma jednak co ukrywać. Nie wszyscy studenci sumiennie się uczą, zadają ciekawe pytania na wykładach i zdają egzaminy w terminie. Wykładowców w  studentach najbardziej draşni bezmyślność – Od dawna powtarzam, şe „Z czyli Zakuj� naleşy zamienić na „Z czyli Zrozum�- mówi dr Rogowski, który od studentów wymaga partnerskiego podejścia do wspólnej pracy. Dr Górak-Sosnowską najbardziej draşni tzw. „studencka zaradność� – Bardzo nie lubię ściągania. Nie podoba mi się, şe moje materiały krąşą w internecie. Z kolei z  punktu widzenia pracy dziekańskiej irytuje mnie, gdy student

JGQRMN?B


/ ukryty dług United States of Debt? Już wiem skąd się wziął skrót amerykańskiej waluty!

Przyczajony

kryzys, ukryty

dług Gdy jakaś firma stara się sztucznie polepszyć swoje wyniki finansowe, określamy ten proces mianem „kreatywnej księgowości”. Co jednak, gdy taka sytuacja następuje w trakcie ustalania budżetu państwa? Wtedy nazywamy to reformą OFE. T e k st:

M i c h a ł M o s k wa

ciągu ostatnich miesięcy zaczęto coraz częściej rozmawiać na temat szkodliwych efektów działalności Otwartych Funduszy Emerytalnych. Z jednej strony to dzięki nim, poprzez inwestycje w akcje spółek, pieniądze spływały do gospodarki w najtrudniejszych momentach kryzysu, lecz z drugiej strony przyczyniały się do zwiększania zadłużenia sektora rządowego. Niestety, nie jest to proces, który można w łatwy sposób odwrócić. Ostatnie działania w sprawie OFE, czyli de facto marginalizacja tych funduszy, zmniejszą tylko jawną część zobowiązań naszego państwa. W tym samym czasie, założone przez Leszka Balcerowicza, Forum Obywatelskiego Rozwoju na zainstalowanym przy Rondzie Dmowskiego zegarze długu dodało kategorię ukrytego zadłużenia. Na co chciał zwrócić uwagę ten liberalny thinktank publikując ów zupełnie nowy wskaźnik?

W

20-21

Dług Polski wobec nas

Dwie strony medalu

Najbardziej zauważalnym efektem aktualizacji licznika było pojawienie się – obok podawanej dotąd wartości zadłużenia państwa – wynoszącej około 950 miliardów złotych, astronomicznej sumy 3 bilionów PLN. Pierwszą z tych kwot można określić jako zobowiązania finansowe kraju wobec rozmaitych podmiotów, począwszy od swoich obywateli, zaś na zagranicznych instytucjach kończąc. Wynikają one w największej mierze z emisji obligacji skarbowych. Druga z nich jest wynikiem zastosowania koncepcji zaproponowanej w 2011 roku przez Eurostat. Dług liczony w ten sposób obejmuje także zobowiązania względem obecnych oraz przyszłych beneficjentów systemu ubezpieczeń społecznych. Zgodnie z takim ujęciem do tej grupy państwa należałoby zaliczyć również nasze, przeniesione z OFE do ZUS, emerytury.

Kwestia ukrytego zadłużenia budzi jednak spore wątpliwości. Przeciwnicy tego wskaźnika zwracają uwagę na brak jednoznacznej metody jego obliczania. Nawet Eurostat podaje trzy definicje tej kwestii, różniące się między sobą przede wszystkim sposobem ujęcia przyszłych składek na ubezpieczenia społeczne. Jest to w dużej mierze spowodowane brakiem ujednoliconego systemu emerytalnego w obrębie Unii. Taka sytuacja najpewniej doprowadzi do stanu, w którym dane dotyczące ukrytego długu w poszczególnych krajach będą trudne do porównania, a co za tym idzie, ich wartość stanie się dyskusyjna. Z drugiej strony trzeba zauważyć, że licznik Forum Obywatelskiego Rozwoju pokazuje wyliczenia zgodnie z nowym systemem regulującym rachunkowość w obrębie Unii – ESA


fot. Aleksandra Żelazowska

2010, który wejdzie w życie za cztery lata na terenie całej Wspólnoty. W rezultacie od 2017 roku państwowe urzędy statystyczne będą publikować dane dotyczące wartości swoich zobowiązań emerytalnych. Informacje o wielkości ukrytego zadłużenia będą dostępne dla potencjalnych inwestorów, co rodzi ryzyko, że świadomość stanu zadłużenia Polski zniechęci znaczną część z nich do zaufania naszej gospodarce, nawet pomimo posiadania wiedzy o niedoskonałościach metody wyliczania tego typu długu. Ponadto należy pamiętać, że kryzys demograficzny doprowadzi do zmniejszenia liczby osób płacących składki, a tym samym także dochodu z tego tytułu. W tym czasie z kolei zwiększy się liczba emerytów, co najprawdopodobniej poskutkuje dalszym wzrostem zadłużenia liczonego każdą metodą.

Napięcie rośnie Głos w tej sprawie postanowił zabrać również minister finansów. W jego opinii przeprowadzana obecnie reforma nie zwiększy wartości ukrytego zadłużenia, gdyż wynikające z obligacji przeniesionych do ZUS uprawnienia emerytalne mają mieć pełne pokrycie w składkach. Wicepremier podważa także zasadność liczenia tego wskaźnika. To tak, jakbyśmy uważali za dług sumę rachunków za elektryczność, które będziemy płacili w przyszłości – stwierdza Rostowski. Słowa te spotkały się z głośną krytyką. Przecież korzystania z elektryczności nie rozpatruje się w kategoriach zadłużenia, gdyż jest ono dobrowolnym wyborem każdego człowieka – im mniej ktoś będzie z niej korzystać, tym mniej będzie zmuszony zapłacić. Ponadto emeryturę należy rozpatrywać jako zobowiązanie państwa w większym stopniu niż jakiekolwiek inne

wydatki budżetowe. Obywatel płacący składki nabywa prawa do emerytury w taki sam sposób, w jaki inwestor kupujący obligacje nabywa prawa do swojego kapitału z odsetkami w przyszłości. Z obu rodzajów zobowiązań państwo musi wywiązać się tak samo – wyjaśnia w rozmowie z MAGLEM Aleksander Łaszek, ekonomista FOR. Kwestia wyliczania długu ukrytego jest nadzwyczaj kontrowersyjna. Warto jednak zauważyć, że zgodnie z zasadami ESA 2010 od 2017 roku zobowiązania emerytalne będą ujmowane w statystykach GUS, niezależnie od naszych poglądów na ten temat. W tym wypadku zamiast debatować nad sposobem kalkulacji wskaźników, należałoby zastanowić się nad kształtem systemu emerytalnego zdolnego uchronić nas przed skutkami nadchodzącej katastrofy demograficznej. 0

listopad 2013


/ najbardziej sprawiedliwy podatek

Podatek dobry na wszystko? Przypuśćmy, że gdzieś na świecie jeden ekonomista czy polityk wpada na pomysł podatku, który jednocześnie nie jest destrukcyjny dla życia gospodarczego, wykazuje efekty prorozwojowe i proekologiczne. Może pomóc również rozwiązać palące problemy społeczne: niedobór mieszkań, nierównomierny rozrost miast czy w końcu bańki spekulacyjne na rynku nieruchomości. Szkopuł w tym, że taki podatek już istnieje od prawie 150 lat. P i o t r P i ł at

fot. Public Domain

te k st:

ył koniec XIX wieku, kiedy ekonomista Henry George (1839-1897), obserwując gwałtowny rozwój technologiczny i urbanizacyjny Nowego Jorku, zauważył, że mimo postępu w mieście jest zdecydowanie więcej biednych ludzi niż chociażby w (wówczas) słabiej rozwiniętej, peryferyjnej Kalifornii. George, będąc znanym krytykiem wszelkiego rodzaju monopoli, doszedł do wniosku, iż winny temu stanowi rzeczy jest fakt, że zdecydowanie większa część korzyści, jakie wolny rynek przynosił społeczeństwu, jest przechwytywana i konsumowana przez właścicieli ziemskich. W końcu rozwój miast i ich technologiczne uzbrojenie powodowało przede wszystkim wzrost wartości ziemi. George nazwał to nieusprawiedliwioną „rentą ekonomiczną”. W swojej najbardziej znanej książce Rozwój i Bieda krytykował system, w którym największe korzyści odnosi się poprzez ograni-

B

22-23

czanie dostępu większej części społeczeństwa do surowców naturalnych i ziemi, podczas gdy działalność produkcyjna obciążona jest wysokimi podatkami.

Ziemia – dobro wspólne Choć George uważał, że ziemia i jej owoce są dobrem wspólnym całej ludzkości, nie proponował jej nacjonalizacji. Nie negował prawa właścicieli do czerpania korzyści z ziemi i popierał siły rynkowe w jej wykorzystaniu. Zwracał jedynie uwagę na to, że jej wartość wynika również z działań czynników zewnętrznych, takich jak np. rozwój infrastruktury czy usług wokół działki. Skoro czynniki te były wynikiem aktywności całego społeczeństwa (bezpośrednio, bądź poprzez działania państwa), to etycznie i ekonomicznie pożądane byłoby, by właściciel część tej wartości zwracał społeczeństwu. W taki sposób narodził się pomysł podatku od

wartości ziemi (ang. LVT – Land Value Tax). Propozycja George’a była na tyle uniwersalna, że spodobała się nawet na co dzień niechętnym sobie grupom społecznym. Jej entuzjastów można było znaleźć zarówno w przeszłości, jak i dziś; tak wśród wolnorynkowych ekonomistów i liberałów (Adam Smith, Thomas Jefferson, Herbert Spencer, Milton Friedman), jak i zwolenników lewicy (Paul Samuelson, Joseph Stiglitz). LVT od czasów George’a został wprowadzony w różnych okresach w ponad 30 krajach świata, zarówno rozwiniętych, jak i rozwijających się. Według zwolenników LVT za jego wprowadzeniem przemawiają mocne argumenty ekonomiczne. W przeciwieństwie do większości innych podatków nie zniekształca on procesów gospodarczych. Kiedy opodatkowana zostaje praca, nieruchomości, bądź konsumpcja, to na skutek zakłócenia działania sił popytu


najbardziej sprawiedliwy podatek /

i podaży oraz powstałych w ten sposób strat społecznych, spada efektywność sił rynkowych czy też obniża się wskaźnik przedsiębiorczości. LVT dotyczy jednak wyłącznie ziemi – dobra charakteryzującego się z natury stałą i nieelastyczną podażą. Skoro musi być ono zapłacone przez właściciela niezależnie od sposobu użytkowania działki, to niemożliwe jest bezpośrednie przerzucenie jego kosztów na konsumentów (w tym wypadku np. wynajmujących mieszkania), co jest immanentną cechą podatków dochodowych i pośrednich (wyższe ceny dla kupujących). Dodatkowo, jeśli na skutek rozwoju całej okolicy, np. budowy nowych dróg dojazdowych, pojawienia się infrastruktury użytkowej (sklepy, parki, place zabaw, instytucje kultury itd.), rośnie cena działki, to jej bezpośrednimi beneficjentami są osoby faktycznie z niej korzystające, a nie niezamieszkujący jej właściciele. Nałożenie LVT powoduje, że te korzyści można „spieniężyć” – wygenerowana przez społeczeństwo wartość dodana w wyższej cenie nieruchomości staje się po części zyskiem społeczności, a nie tylko posiadaczy.

Świat bez baniek? Konieczność uiszczenia LVT zachęca właścicieli do jak najlepszego użytkowania ziemi. Podatek musi być bowiem zapłacony nawet jeśli działka stoi pusta. Ta własność ma wymierne skutki mikroekonomiczne, szczególnie dla dużych organizmów miejskich. Jego wprowadzenie powinno spowodować zintensyfikowanie użytku działek, szczególnie w centrach miast. Właściciele, stojący przed koniecznością zapłacenia podatku, najpewniej zaoferują więcej lokali użytkowych na wynajem. Z tego względu wielu zwolenników LVT znajduje się wśród urbanistów i samorządowców – utrzymują oni, że mogłoby to zredukować niekorzystne społecznie zjawisko urban sprawl – niekontrolowanej dezurbanizacji centrów miast na rzecz obszarów peryferyjnych. Jego konstrukcja jest również proekologiczna – podatek ogranicza marnowanie zasobów naturalnych. Można go również traktować jako lepszą alternatywę dla wszelkiego rodzaju opłat surowcowych, jak ostatnio wprowadzony w Polsce podatek od wydobycia miedzi. Ziemia, na której znajdują się bogate złoża, stanie się naturalnie droższa i podatek od niej będzie też o tyle wyższy. LVT daje więc podobny efekt bez negatywnego wpływu na produkcję. Zwolennicy opodatkowania ziemi wysuwają również potencjalny argument makroekonomiczny – obok promocji równomiernego rozwoju miast, powinien on zniechęcać

do przetrzymywania ziemi w celach wyłącznie spekulacyjnych. Jest jednak dyskusyjne, czy samo jego wprowadzenie wystarczyłoby do zredukowania spekulacji, windującej ceny na rynku nieruchomości. Taki kierunek działania LVT opiera się na założeniu, że właściciel w czasie „przetrzymywania” działki nie ma dostępu do środków finansowych na pokrycie podatku, co wydaje się mało realistycznie. Tym niemniej doświadczenia miejsc, w których go wprowadzono, zdają się potwierdzać prorozwojowe efekty LVT. W centrum miasta Harrisburg w Pensylwanii od momentu ustanowienia w 1976 roku podatku od wartości ziemi zwiększyła się podaż mieszkań na wynajem, tym samym redukując liczbę nieużywanych działek z 4200 do 500.

Bez drogi ucieczki Podatek ten posiada jeszcze jedną zaletę, istotną z punktu widzenia polityki publicznej. Jest to bowiem danina praktycznie niemożliwa do uniknięcia, gdyż ziemi, w przeciwieństwie do dochodu, nie da się wyprowadzić poza granice kraju. Władze, zanim zdecydują się na pobór LVT, muszą jednak ustalić przejrzystą i akceptowalną metodę wyceny ziemi dla potrzeb podatkowych. Najczęściej wykorzystuje się do tego celu metodę obecną od lat w branży ubezpieczeniowej. Ubezpieczyciel, aby oszacować wartość nieruchomości, musi oddzielić wartość ziemi od wartości ulepszeń w postaci budynków i jej wszelkich przekształceń. W tym celu od całkowitej wartości działki odejmuje się zamortyzowaną wartość budynków, a różnica traktowana jest jak cena samej ziemi. Sama wycena opierać może się albo o średnie ceny nabycia działek w całej okolicy, tj. po-

się systemy CAMA (Computer-Assisted Mass Appraisal). Są to matematyczno-statystyczne modele, których celem jest ustalenie ceny ziemi w oparciu o dużą ilość zmiennych, reprezentujących czynniki zewnętrzne wpływające na atrakcyjność działki.

Podatek lokalny czy globalny? Wśród praktyków LVT prym wiedzie Australia, w której stanowią one główne źródło utrzymania samorządów. Od końca XIX wieku w stanach South Australia i New South Wales stosowany jest właśnie podatek od wartości ziemi, a nie nieruchomości na niej. Opodatkowanie za pomocą LVT zaczęto też stosować w Nowej Zelandii od połowy XIX wieku i osiągnęło ono swój szczyt w latach 80 XX wieku, kiedy to aż 80 proc. samorządów lokalnych utrzymywało się właśnie dzięki tej metodzie. W USA często spotyka się systemy mieszane, w których oddzielnie opodatkowana jest wartość ziemi i nieruchomości znajdujących się na niej. 16 hrabstw w Pensylwanii, w tym przytoczony wcześniej Harrisburg, stosuje systemy, w których stawka wyliczana od wartości ziemi jest średnio 8-krotnie większa od tej za nieruchomości. LVT stosowany jest również lokalnie w Estonii, Danii, RPA, Zambii czy Japonii. Choć w praktyce gospodarczej występuje on jedynie lokalnie, to pierwotna propozycja jego twórcy zakładała, że zostanie on wprowadzony na poziomie krajowym, jako jedyne podatkowe źródło dochodu. Oprócz argumentów ekonomicznych George utrzymywał, że jest to jedyny etyczny podatek, w przeciwieństwie do opodatkowania pracy czy jej owoców. Milton Friedman popierał jego argument, nazywając LVT najmniejszym podatkowym złem. Z kolei lewicowi ekonomiści, tacy jak Paul Krugman czy Paul Samuelson, choć przychylni LVT na poziomie lokalnym, wątpią, by dochody z niego wystarczyły do sfinansowania potrzeb państw rozwiniętych. Przykładowo, ostrożne i szacunkowe dane mówią, że gdyby w Wielkiej Brytanii wprowadzić LVT na poziomie 3 proc., przyniosłoby to dochody około 200 mld funtów rocznie. Dla porównania wszystkie wydatki budżetowe Zjednoczonego Królestwa w 2012 roku wyniosły 682 mld funtów. Problem w tym, że dyskusja na ten temat jest raczej debatą na temat pożądanych rozmiarów i funkcji państwa. LVT może być tylko jej elementem, jako podatek efektywny i neutralny ekonomicznie, a ponadto pożyteczny na gruncie społecznym. Ale wszystkie pozostałe podatki i sposób wydawania zgromadzonych z ich pomocą środków to już zupełnie inna opowieść. 0

W centrum miasta Harrisburg w Pensylwanii od

momentu ustanowienia w 1976 roku podatku

od wartości ziemi zwiększyła się podaż mieszkań na wynajem, tym samym redukując liczbę

nieużywanych działek z 4200 do 500. przez estymację dochodu, jaki działka przynosi, bądź też ustalana na podstawie rynkowych transakcji dotyczących tylko działek bez nieruchomości. W praktyce obecnie tworzy się całe systemy komputerowe opierające się na danych z Systemów Informacji Geograficznej (GIS), zawierających dokładne dane o lokalizacji nieruchomości. Do wyceny wartości wykorzystuje

listopad 2013


/ shutdown w USA

The United States of Debt Niewypłacalność USA jest potencjalnie katastrofalna – takie stwierdzenie dla nikogo nie jest niespodzianką. Jednak gdy znajdujemy je w oficjalnym dokumencie Departamentu Stanu USA, oznacza to, że żarty się skończyły. te k st:

Paw e ł R o p i a k

ierwszego października Kongres niespodziewanie nie podwyższył limitu zadłużenia i kilka minut po północy Barack Obama musiał wydać nakaz wstrzymania pracy administracji publicznej z wyjątkiem służb niezbędnych dla funkcjonowania państwa. Trwający ponad 2 tygodnie polityczny impas stworzył nerwową sytuację w amerykańskim parlamencie, a na rynkach finansowych zawitała niepewność. Uwarunkowania dzisiejszego świata finansów sprawiają, że walka toczy się nie tylko o amerykańską politykę zarządzania długiem, ale również o światową koniunkturę.

P

Co się tak właściwie stało? Powodem całego zajścia był dodatek Republikanów do ustawy budżetowej, w którym wejście w życie reformy opieki zdrowotnej (Obamacare) byłoby odłożone w czasie. To okazało się nie do przyjęcia dla Demokratów i Prezydenta, więc budżet nie został zaakceptowany przed ostatecznym terminem. Od 1 do 16 października trwały rozmowy w Senacie, mające na celu znalezienie porozumienia pomiędzy obydwoma skrzydłami parlamentu. Demokratom nie pomogła ich przewaga w wyższej izbie, gdyż to Republikanie mają większość w Kongresie i blokowali jakiekolwiek próby legislatywy nieuwzględniającej ich postulatów. Pomimo wyraźnej różnicy zdań obie partie zgadzają się, że pozostawienie limitu zadłużenia na dotychczasowym poziomie może wywołać kryzys gospodarczy podobny do tego z 2008 roku. Po wielu nocnych pertraktacjach uchwalono porozumienie. Zakładało ono podniesienie limit długu publicznego na tyle, by zapewnić normalne funkcjonowanie państwa do lutego, kiedy to strony mają wypracować długoterminowe rozwiązanie kwestii nadmiernego zadłużenia Stanów Zjednoczonych.

mu maksymalnej AAA na AA+. Od tego czasu dług publiczny wzrósł z 14,71 do 16,7 biliona dolarów (co już przekracza PKB tego kraju). Tym razem 800 000 pracowników administracji poszło na bezpłatne przymusowe urlopy, przestały działać obiekty publiczne m.in. parki narodowe, muzea, Statua Wolności, a ruch lotniczy zmalał o połowę z powodu zamknięcia Federalnej Władzy Lotniczej. Ostatecznie cały okres minął dość spokojnie – rynki uwierzyły najwyraźniej, że i tu zadziała reguła ‘too big to fail’. Kurs dolara pozostał względnie spokojny, nie było masowej wyprzedaży amerykańskich obligacji, media nie przedstawiły świata na krawędzi zagłady, a indeks S&P500 osiągnął nowe maksimum na wieść o porozumieniu. W obecnej sytuacji gospodarka USA nie przywita ochoczo twardych postanowień delewarowania, jakie koniecznie zostaną podjęte w 2014 roku. Na dzień dzisiejszy Stany są w trakcie zwiększania podaży pieniądza (QE3) wprowadzonej przez Rezerwę Federalną. Obecny szef FEDu, Ben Bernanke, ostatnio podjął decyzję o pozostawieniu miesięcznych zakupów obligacji na poziomie 85 mld dolarów, podczas gdy prognozy przewidywały obcięcie skali „druku” o 10 mld dolarów. Założonym celem Banku Centralnego USA jest spadek poziomu bezrobocia do poziomu 6,5 proc. (we wrześniu wynosiło ono 7,2 proc.).

Jakoś to będzie Czy można porównać Stany Zjednoczone do innych borykających się z zadłużeniem państw, tj. Grecji czy Włoch? Zdecydowanie nie. USA są światowym liderem gospodarczym i technologicznym, amerykańskie papiery dłużne stanowią niemałą część światowego systemu finansowego, a dolar uważany jest za globalną walutę. Mimo podobnych stosunków zadłużenia Stanów i krajów południa Europy, amerykańskie 10-latki mają rentowność 2,63 proc. Tworzy to korzystne warunki kredytowania dla budżetu, czego nie można powiedzieć o greckich obligacjach, których oprocentowanie wynosi 9,77 proc. Automatycznie nasuwa się pytanie o przyszłość Stanów Zjednoczonych i globalnej gospodarki, która od Ameryki jest niewątpliwie zależna. Co się stanie, jeżeli do 7 lutego Republikanie i Demokraci nie wypracują rozsądnego planu na rozwój gospodarki i stopniowe ograniczanie ogromnego długu publicznego? Zakładając czarny scenariusz oprocentowanie amerykańskich obligacji poszybuje wysoko w górę, co spowoduje spadek ogólnokrajowego popytu i produkcji oraz wywoła panikę na światowych rynkach. Brzmi jak powtórka z 2008 roku, tylko że tym razem nie zbankrutuje bank a państwo uważane za światowego lidera. Najpewniej jednak będziemy świadkami kolejnego odłożenia tej trudnej decyzji w czasie. 0

Aktualna sytuacja budżetowa jest tak naprawdę powtórką z rozrywki. Od 1960 roku limit długu publicznego w Stanach był podwyższany 78 razy. Ostatnim razem, gdy w sierpniu 2011 roku Kongres nie mógł dojść do porozumienia, agencja ratingowa Standard & Poor’s obniżyła swoją ocenę wiarygodności kredytowej USA z pozio-

24-25

Faktyczne zamknięcie państwa na dwa tygodnie sparaliżowało kraj.

fot. KAZ Vorpal CC

Historia lubi się powtarzać


szkodliwy podatek dochodowy /

Najdroższy podatek na świecie Polska bez PIT – tak nazwana została inicjatywa, która za cel stawia sobie (kontr)rewolucyjną reformę polskich podatków. Choć nie ma obecnie większych szans na jej wdrożenie, jest to jednak pierwsza od dłuższego czasu nagłośniona próba podważenia aktualnie panującego dogmatu fiskalnego. To m a s z D ow b a j

brew powszechnej opinii, kojarzącej przymusowe opłaty na rzecz państwa przede wszystkim z podatkiem dochodowym od osób fizycznych, to forma obciążenia jest wynalazkiem o krótkiej i początkowo dość burzliwej historii. Pierwsza próba wprowadzenia tego typu daniny miała miejsce dopiero w 1798 roku w Wielkiej Brytanii, a przez następnych kilkadziesiąt lat był on konsekwentnie wpierw znoszony po znacznym sprzeciwie społecznym, następnie przywracany, przeważnie w celu sfinansowania działań wojennych (np. wojen z napoleońską Francją). Podstawowym argumentem przeciwko wprowadzaniu tego typu obciążeń było powszechne przeświadczenie o, jak przywołuje amerykański politolog Alvin Rabushka, ohydności sytuacji, w której stan finansów podatnika jest ujawniony urzędnikowi skarbowemu. Stawki podatkowe były wówczas bardzo niskie – przykładowo po wprowadzeniu go w Wielkiej Brytanii najwyższa wynosiła 10 proc. i była pobierana od zarobków przekraczających dziesięciokrotność ówczesnej średniej pensji.

W

Niezasłużona popularność Podatki dochodowe zaczęły stawać się trwałym elementem systemów fiskalnych państw zachodnich dopiero w II połowie XIX wieku – było to spowodowane olbrzymimi kosztami ich poboru, których kraje europejskie po prostu nie były w stanie ponieść przed rozpędzeniem się w nich rewolucji przemysłowej. Ostatnim bastionem wolności pod tym względem pozostawały Stany Zjednoczone, w których wprowadzenie wówczas tego typu opodatkowania było blokowane przez umiejętnie napisa ną

Niżej niż w rankingu FIFA

Konstytucję, chroniącą wolności obywatelskie lepiej niż jej europejskie odpowiedniki. Tą przeszkodę udało się ostatecznie obejść w 1913 roku i Stany Zjednoczone dołączyły do państw dysponujących „nowoczesnym” systemem podatkowym. Polski ustawodawca wprowadził tego typu obciążenie po raz pierwszy w 1920 roku, zaś w tzw. „wolnej Polsce” opodatkowanie dochodów osób fizycznych zreformowano w roku 1991, wprowadzając PIT. Generalnie podatki od dochodów osób fizycznych są w Polsce obciążone tymi samymi wadami co wszędzie. Ich podstawowym poblemem jest bardzo niska wydajność – PIT przynosi polskiemu budżetowi zaledwie 15 proc. jego wpływów, przy absorbowaniu około 80 proc. pracy administracji skarbowej, co kosztuje ponad dwa miliardy złotych rocznie. Struktura podatku komplikuje i tak już zbyt złożony oraz nieprzyjazny system fiskalny – istnieje aż 48 rodzajów deklaracji, formalności, które muszą być załatwiane zarówno przez pracodawcę, jak i pracownika. Wszystko utrudniają dodatkowo różne ulgi. Znaczna część wpływów jest uzyskiwana od 5 milionów emerytów i rencistów, poza tym PIT rozliczają też pracownicy budżetówki, co oznacza sztuczne krążenie pieniędzy publicznych, którym sterują setki niepotrzebnych urzędników. Konieczność wypełniania formularzy powoduje straty czasu szacowane na tysiące etatów, nie wspominając o kosztach zbędnej papierologii.

W Polsce funkcjonują teoretycznie dwie stawki tej daniny, ale ta wyższa, 32-procentowa, jest uiszczana zaledwie przez około 1,89 proc. podatników, w głównej mierze pracowników sfery budżetowej i spółek Skarbu Państwa. Mamy więc do czynienia z podatkiem, który jest w rzeczywistości liniowy, co uniemożliwia próby bardziej równomiernego podziału bogactwa narodowego. Abstrahując od niesprawiedliwości i znacznie przeszacowywanej efektywności takiego rozwiązania można powiedzieć, że PIT-y zawodzą nawet w tym, co jest główną przyczyną ich popularności na całym świecie, czyli w zmniejszaniu nierówności społecznych za pomocą redystrybucji dochodów. Wszystkie wspomniane kwestie czynią nasz system fiskalny znacznie droższym i mniej wydajnym niż mógłby być. Nie umyka to uwadze twórców międzynarodowych klasyfikacji, którzy przeważnie oceniają polski system podatkowy gorzej niż międzynarodowa federacja polskich piłkarzy. W ostatnim rankingu Paying Taxes sporządzonym przez PwC i Bank Światowy zajęliśmy 114 miejsce na 183 uczestników. Nasze podatki fatalnie ocenia również OECD – według analiz wykonanych w 2010 roku Polska dysponuje najbardziej kosztownym systemem fiskalnym spośród wszystkich państw członkowskich tej organizacji.

Brak zmian na horyzoncie

graf. Robert Szklarz

te k st:

Wspomniana na samym początku inicjatywa firmowana min. przez Fundację Republikańską, Związek Przedsiębiorców i Pracodawców czy Stowarzyszenie KoLiber jest powrotem do znanej już z 2003 roku propozycji Centrum im. Adama Smitha. Zakłada ona zastąpienie PIT-u podatkiem od funduszu płac, ograniczającego formalności i pracę administracyjną, większą informatyzację oraz likwidację absurdu płacenia podatków od świadczeń i pensji ze Skarbu Państwa. Pomimo łagodności sugerowanych zmian, w obecnej sytuacji politycznej ich wprowadzenie wydaje się mało prawdopodobne. Mimo to warto zastanowić się jak wyglądałaby sytuacja gospodarcza Polski bez tego kagańca i ilu spośród ponad dwóch milionów emigrantów mogłoby zostać w kraju, znajdując w nim pracę za godziwe wynagrodzenie. 0

listopad 2013


/ stabilność sceny politycznej

Ruch dwunastu gwiazd Obyś żył w ciekawych czasach brzmi stare chińskie przekleństwo. Europa coraz częściej przedstawiana jest jako nudny kontynent niemłodych ludzi. Nie oznacza to jednak, że całe życie polityczne na Starym Kontynencie zamarło – piłka wciąż jest w grze. B a r to s z L a da

la nas, Polaków, w ostatnim dwudziestopięcioleciu naturalne stały się ciągłe przetasowania w systemie partyjnym. Ambitne próby zakładania nowych ruchów, rozbicia, zmiany barw i rebranding w wydaniu politycznym oraz nierzadko ogromne amplitudy między wynikami kolejnych wyborów na stałe wpisały się w życie publiczne. System w ostatnich latach powoli wydaje się już krystalizować, co świadczy o stopniowej stabilizacji polskiej demokracji. Jednak przykład starszych kolegów w ustroju świadczy, że polityka wszędzie potrafi być zaskakująca.

D

Nasze popisy Od wyborów w 2005 roku nie obserwujemy już większych zawirowań w parlamentarnym układzie sił. Tragedia SLD, czyli spadek z 217 do 55 miejsc w Sejmie, trwa do dziś. Samoobrona i Liga Polskich Rodzin zostały zmiecione ze sceny politycznej, ale posłużyło to umocnieniu swoistego dualizmu partyjnego w postaci dominacji PO i PiS. W międzyczasie w lukę między Platformą i SLD wcisnął się Ruch Palikota, co w istocie było tylko przejęciem tej części wyborców, którzy odwrócili się od Sojuszu kilka lat wcześniej. Bardzo wielu naszym rodakom, niezależnie od opcji politycznej, nie podoba się obecny układ partyjny, a także jego gracze. Najwyraźniej jest to tylko element narodowej tradycji narzekania. Gdyby było inaczej, o wiele więcej powinny przecież ugrać twory typu Polska Jest Najważniejsza czy Solidarna Polska – idealni, na pierwszy rzut oka, kandydaci do załagodzenia sporu na linii PO-PiS i skanalizowania sporej części ich wyborców. Polski establishment na obecną chwilę żyje i ma się dobrze – szczególnie, że ucichł bunt konserwatywnego skrzydła PO.

Na Zachodzie bez zmian Podobnie niewiele dzieje się za naszą zachodnią granicą. Najdobitniej o trudności wkroczenia na ustabilizowaną niemiecką scenę polityczną przekonali się aktywiści świeżego ruchu Alternative fur Deutschland. Do przekroczenia progu parlamentarnego zabrakło im niewiele, ale pierwsze sondaże, mówiące o poparciu rzędu 20 proc., zdecydowanie przeceniły możliwość rewolucji politycznej w tak zamożnym i dość zadowolonym z dotychczasowych rządów kraju.

26-27

Sytuacja Francji jest do pewnego stopnia podobna do polskiej. Podczas gdy u nas w 2001 roku na zgliszczach AWS narodziły się PO oraz PiS, rok później nad Loarą doszło do przegrupowania sił centroprawicy i stworzenia działającej do dziś Unii na rzecz Ruchu Ludowego. Bardziej skrajny, antyimigrancki Front Narodowy swoje apogeum przeżył w 2002 r., kiedy Jean-Marie Le Pen wszedł, kosztem kandydata socjalistów, do drugiej tury wyborów prezydenckich. Od tej pory Front usadowił się w wygodnym miejscu z jedną dziesiątą mandatów w Zgromadzeniu Narodowym i nie wydaje się, żeby był w stanie skierować oskarżenia mainstreamu za kryzys z prezydenta Hollande’a na przyjezdnych. To samo można powiedzieć o innych krajach kontynentalnej Europy Zachodniej. Tam dobiegł końca trend prowadzący do względnego rozdrobnienia partyjnego i utrwalenia kilku-kilkunastoprocentowej reprezentacji ugrupowań radykalnej prawicy. Być może czeka to jeszcze naszego zachodniego sąsiada, ale wspomniany niemiecki dobrobyt może być wystarczającą zaporą dla ruchów kontestujących obecny system. To właśnie za Odrą oraz w równie dobrze znoszącej obecny kryzys Skandynawii ruchowi Partii Piratów starczyło sił na zaledwie jeden mandat w Parlamencie Europejskim i kilka stanowisk na szczeblu samorządowym.

A jednak się kręci… Nie wszędzie jednak jest tak różowo. Tegoroczne wybory parlamentarne we Włoszech pokazały, że przelała się czara goryczy. Dziesięciu fryzjerów, zatrudnionych wyłącznie na potrzeby deputowanych z rocznymi pensjami rzędu pół miliona rocznie, czy ekskluzywna restauracja, w której parlamentarzyści płacą za owoce morza i kawior po kilkanaście centów to już za dużo dla biedujących mieszkańców kraju. Dzięki temu, z trzecim wynikiem oraz 25 proc. głosów, na scenę polityczną wbiegł Ruch Pięciu Gwiazd pod przewodnictwem komika i aktora Beppe Grilla. Wydarzenie to ukazuje, jak ogromne musi być niezadowolenie społeczne, żeby doprowadziło do ukrócenia nadużyć elit. Z kolei Wielka Brytania, ze swoim do niedawna zabetonowanym dwu- lub dwuipółpartyjnym systemem, przechodzi właśnie trasę, którą poko-

fot. Niccolò Caranti CC

te k st:

Włoski komik Beppe Grillo niespodziewanie wyrósł na trzecią siłę polityczną w kraju, czym pokazał, że nawet dojrzałe demokracje potrafią zaskakiwać nały już Holandia, Austria czy Francja. Na znaczeniu zyskuje Partia Niepodległości Zjednoczonego Królestwa (UKIP), prowadzona przez barwnego Nigela Farage’a. UKIP gra na silnym brytyjskim eurosceptycyzmie i w ostatnich sondażach przegania już Liberalnych Demokratów. Jej kołem napędowym jest też coraz gorętsza atmosfera wobec imigrantów - zwłaszcza w obliczu coraz częstszych zamieszek oraz zabójstw na tle religijnym, a także etnicznym. Polska od 1989 r. w wielu dziedzinach przechodzi ze zwiększoną prędkością drogę, jaką kraje Zachodu pokonywały przez dziesięciolecia. Również w polityce, po początkowych zawirowaniach, obserwujemy względną stabilizację, która może po jakimś czasie ulec lekkiemu rozbiciu. Jest to szczególnie prawdopodobne w przypadku, gdy nad Wisłę przyjadą setki tysięcy przybyszy szukających tu pracy i lepszego życia. Po prostu polityczny show must go on. 0

Masz uwagi do autorów? A może chcesz napisać swój tekst? Zapraszamy do kontaktu. pig@magiel.waw.pl


kultura / Odpowiadając na pytanie z poprzedniego numeru: Wa-pa-pa-pa-pa-pa-pow!

Kultury

Happy Long Life, Pearl Jam!

36 FILM Musicale: retro rozrywka na jesień Sposób na listopadową chandrę

39 KSIĄŻKA Komiks w rytmie disco

Wywiad z Romanem Przylipiakiem

Papież krytyki literackiej M A r i a k ą dz i e l s k a

Gdy pisarz umiera, najczęściej mówi się o nim więcej, niż za życia.

18 września, we środę, niedaleko Marburga, siedząc w salonie w domu moich znajomych, usłyszałam pytanie: – Wiesz, że dziś zmarł Marcel Reich-Ranicki? Ogromna strata dla literatury. Czy u was w Polsce też był tak znany? – Kto zmarł? – spytałam. – Ranicki? Ranicki? Nie wiem, nie słyszałam. – To dziwne, bo przecież przyjechał z Polski. Taki krytyk literacki, przeżył getto w Warszawie. Bardzo poważany w Niemczech – mówiła. – Taka samotna instytucja kulturalna, której panicznie bali się wszyscy autorzy. Nikt nie był w stanie się mu przeciwstawić. Jego opinia decydowała o sukcesie książki lub jej klęsce. Potem miał program telewizyjny – „Kwartet literacki”. Naprawdę go w Polsce nie znacie? W ten sposób pierwszy raz usłyszałam o Marcelu Reichu-Ranickim - oczywiście już po jego śmierci. Udało mi się jednak szybko nadrobić zaległości, bo w Niemczech okoliczności były niezwykle sprzyjające. Der Spiegel poświęcił mu okładkę, mówiły o nim wszystkie dzienniki informacyjne, a na pogrzeb do Frankfurtu nad Menem zjechały się osobistości życia kulturalnego. Na ceremonii obecny był również sam pre-

zydent Niemiec. W Polsce zaś niewiele – co jest dziwne, bo gdy pisarz umiera, najczęściej mówi się o nim więcej, niż za życia. A jednak w Niemczech niemal przez 50 lat święcił triumfy. Cenili go za niezmąconą szczerość i nieograniczoną miłość do literatury. Mówiono o nim, że jest krytykiem Niemiec, lustrem niemieckiej winy. Kiedy ukazała się jego autobiografia Moje życie, w kilka miesięcy sprzedano blisko pół miliona egzemplarzy. Książka szybko stała się lekturą szkolną. Została przetłumaczona również na polski, ale przeszła praktycznie bez echa. A przecież był to z pochodzenia polski Żyd, urodzony we Włocławku, który zrobił maturę w Berlinie, by w 1938 roku zostać deportowanym do Warszawy. Spędził w niej niemal 20 lat, dopiero w 1958 powtórnie wyjechał do Niemiec. Na pytanie Güntera Grassa, pisarza i późniejszego laureata Nagrody Nobla, o to, kim właściwie jest, odparł – W połowie Polakiem, w połowie Niemcem, a w pełni Żydem. Czemu zatem my w żaden sposób nie upominaliśmy się o naszą narodową połowę? Czy ktoś z was zna Marcela Reicha-Ranickiego? Nie? To poznajcie - w końcu to „Papież Krytyki Literackiej”. 0

listopad 2013

fot. Magdalena Gansel

Trochę

Polecamy: 30 MUZYKA Przepis na długowieczność


/ recenzje / repertuar listopad

Repertuar

warszawskich teatrów:

Takiego Hamleta jeszcze nie widzieliście!

Listopad 2013 Nikt, kto wiele oczekuje od Hamleta, nie ma prawa się zawieść. Dzieło Jacka Tyskiego jest dynamiczne, erotyczne i bardzo eklektyczne, gdyż łączy zarówno

TEATR ATENEUM Sceny niemalże małżeńskie...

La boheme Kolacja dla głupca

Merylin Mongoł

WARSZAWSKA OPERA KAMERALNA Profanum EX EGO

ocena:

W progu

nie jest wydumane lub przesadnie artystyczne, lecz wiernie odzwierciedla porządek zdarzeń, aktualizując jedynie wiele prawd zawartych w pierwowzorze. Spektakl zaczyna i kończy się śmiercią, która roztacza klamr�� nad rozpaczą, grą namiętności, miłością i zbrodnią. Prosta scenograf ia i  piękne, współczesne stroje, pozwalają nam uwierzyć, że dramat rozgrywa się

Hamlet

Muzyka polskich mistrzów

właśnie teraz. Ponadto kreacja głównego bohate-

R e ż . J a c e k Ty s k i Te a t r W i e l k i O p e r a N a r o d o w a

Cosi fan tutte

Halka

taniec, muzykę, f ilm oraz słowo dramatu. Jednakże

fot: materiały prasowe

Sen nocy letniej

xxxxz

Pocałunek

ra (Sergey Popov) naprawdę wzrusza, choć to jeden z niewielu Hamletów, który nic nie mówi - może tylko wytańczyć dla nas wszystkie wątpliwości i zmagania

TV LAB

TEATR NARODOWY Kotka na gorącym blaszanym dachu - premiera

Królowa Margot

Udręka życia

Tango

Śluby panieńskie

Pożegnania

Od 3. października na scenie kameralnej Teatru

postaci. Nie jest to już z pewnością balet, jaki pamię-

Wielkiego Opery Narodowej można zobaczyć baleto-

tamy z  Bajadery i  aż trudno uwierzyć, że tak wiele

wą interpretację tragedii Szekspira z  udziałem Pol-

można przekazać za pomocą gestu.

skiego Baletu Narodowego do muzyki Beethovena.

M A R I A K Ą DZ I E L S K A

Miłość na Krymie

Siodło Pegaza

Prosimy o więcej

Milczenie o Hiobie perspektyw na życie czy nagłego stania się kochankiem

TEATR DRAMATYCZNY

modelki. Postacią przewijającą się przez kilka jego dzieł jest Fran-

Cudotwórca

Szczęśliwe dni

Absolwent

Wielki Liberace

Uroczystość

Między nami dobrze jest

Nietoperz Anioły w Ameryce

Teatr Dramatyczny zaprasza na TEATR PRZYJAZNY STUDENTOM, w ramach którego bilety na wybrane spektakle można kupić już od 20 zł!

28-29

ocena:

TR WARSZAWA

cois Pignon - osoba bardzo przeciętna, nudna, postrzegana przez wszystkich jako nieudacznik. Na skutek różnych wydarzeń, często zupełnie przypadkowych, Pigon jest zmuszony radzić sobie z kompletnie zaskakującymi sytuacjami. fot: materiały prasowe

Romantycy

xxxxz

Nosorożec - premiera

Najdroższy R e ż . Wo j c i e c h A d a m c z y k Te a t r Ws p ó ł c z e s n y

Jego perypetie dostarczają widzowi dużo okazji do śmiechu, przy okazji skłaniając do ref leksji. Teatromani (ale nie tylko oni), chcący poznać niektóre z dzieł Vebera, mogą to zrobić w kilku warszawskich teatrach. Jedną ze sztuk wystawianych obecnie na deskach stołęcznych teatrów jest Najdroższy, Bohaterem spektaklu jest wspomniany Francois Pignon (grany przez Andrzeja Zielińskiego) – bezrobotny i prawdę mówiąc ubogi prawnik, który opiekuje się mieszkaniem swojego stryja (w  tej roli Krzysztof Kowalewski). Chcąc zwrócić na siebie uwagę oto-

Mówiąc Francja myślimy: Paryż, wina, Legia Cudzoziem-

czenia prosi inspektora podatkowego (Sławomir Orzechow-

ska, Zinedine Zidane, Napoleon. Warto jednakże poznać

ski) o to, by ten przeprowadził kontrolę f inansową nad sa-

kolejną ciekawą osobę pochodzącą z  kraju nad Sekwaną

mym Pignonem (inspektor, jak można się tego spodziewać,

- Francisie Veber. Wiele osób niestety nie skojarzy tego

reaguje w  dość prozaiczny sposób: Jak mam skontrolować

nazwiska z  f ilmami oraz sztukami teatralnymi, które od-

osobę, która nie posiada żadnych przychodów? ).Sztuka jest

noszą sukcesy na całym świecie. Jednakże tytuły takie jak

doskonale zagrana, a  przede wszystkim obf ituje w  wiele

Kolacja dla palanta , Plotka lub Czyja to kochanka? są znane

zabawnych sytuacji i  dowcipnych tekstów. Myślę, że dzie-

każdemu, kto chociaż w niewielkim stopniu interesuje się

ła Francisa Vebera spodobają się każdemu, nawet osobom,

kinematograf ią. Veber (urodzony w  1937 r.) jest specja-

które nie przepadają za francuskim poczuciem humoru. Do

listą w  dziedzinie komedii lekkich, ukazujących w  krzy-

autora można mieć zatem tylko jedną prośbę – Francis, pro-

wym zwierciadle sytuacje, które mogą dotyczyć każdego

simy o więcej.

z nas: kłopotów w pracy, problemów z małżonkiem, braku

ADAM HUGUES


syndrom amatora / repertuar listopad /

Syndrom amatora Amator. Pierwsza myśl - ktoś gorszy, nieprofesjonalny, niby coś robi, ale nie do końca mu to wychodzi. Jednym słowem – negatywne skojarzenia. Druga myśl - ktoś, kto jest pasjonatem w jakiejś dziedzinie, o której mógłby opowiadać cały czas. Amator kuchni francuskiej, amator hiszpańskiej muzyki, amator sportów ekstremalnych, można tak wymieniać godzinami. T E K S T:

Repertuar

warszawskich teatrów: Listopad 2013

TEATR WIELKI-OPERA NARODOWA Sen nocy letniej

Głosy gór

Nabucco

Echa czasu

Verdi - Penderecki

J U S T Y N A P Ł AW S K A

iestety, jeśli chodzi o  teatr i  aktorów -amatorów, to pierwsze skojarzenie jest bardziej zakorzenione w głowach Polaków, bo przecież ktoś bez wykształcenia nie może tworzyć kultury przez duże K, prawda?

N

O co tyle krzyku? Zazwyczaj w repertuarze klasycznych teatrów można spotkać sztuki znane i typowe, jak Zbrodnia i kara czy Hamlet oraz inne ciekawe współczesne spektakle. Cieszą się one większą lub mniejszą popularnością. Dlaczego? Na te pierwsze z wielką chęcią pójdą panie polonistki lub po prostu miłośnicy literatury. Jeśli chodzi o drugi rodzaj, to nie jest niespodzianką, że nazwiska gwiazd działają na ludzi jak lep na muchy. Wydanie trzystu złotych (w końcu nie każdy jest studentem i nie każdy chodzi sam), aby zobaczyć ulubionego aktora z serialu lub filmu w występie na żywo wydaje się nawet słuszną ceną. Nieważne, że czasem idol wychodzi na scenę i odgrywa swoją rolę z zaangażowaniem równym poziomowi bezrobocia w województwie wielkopolskim. Ważne, że można pochwalić się przed znajomymi, a czy się sztuka podobała, to już sprawa drugorzędna.

W opozycji do prestiżu Z teatrem amatorskim jest znacznie gorzej. Faktycznie, bilety są tańsze, ale z drugiej strony po co płacić komuś, kto nie ma dyplomu szkoły aktorskiej schowanego gdzieś głęboko na dnie teczki z rodzinnymi pamiątkami? Spektakle też zazwyczaj są niejasne, scenom brakuje ciągu przyczynowo-skutkowego, fabuły trzeba ze świecą szukać. Ktoś, kto przychodzi na tego typu występy, zwykle nie nacieszy oka stroną wizualną, gdyż scenografia jest dość surowa – jakieś krzesło i stół, ewentualnie inne proste elementy. A występujący? Gra aktorska także czasem pozostawia wiele do życzenia. Przede wszystkim już nie da się pochwalić przed znajomymi kogo się widziało na scenie czy w jakim to teatrze się było, ponieważ spektakle amatorskie zazwyczaj odbywają sie w domach kultury, kawiarniach, aulach bądź zwykłych salach. Teatry amatorskie nie są po prostu prestiżowe.

A może jednak o coś… Jak to dobrze, że nie każdy ma takie podejście. W  Warszawie jest dużo teatrów instytucjonalnych, zarówno państwowych jak i  prywatnych, z regularnym repertuarem i  siedzibą. Poza stolicą takie teatry występują zazwyczaj w dużych ośrodkach. A co z pozostałą częścią Polski? Czy ludzie mieszkający w  miasteczkach, na wsiach czy nawet w  większych miastach są zupełnie pozbawieni dostępu do kultury? Przecież nie każdego stać na wyprawę np. do opery. Bilety, benzyna, czysta koszula, czas na dojazd, coś do jedzenia, wszystko kosztuje. Czy przez to ludzie z tak zwanej prowincji nie mają możliwości obcowania ze sztuką, teatrem,

Ważne, że można się pochwalić przed znajomymi, a czy się sztuka podobała to już sprawa drugorzędna. ze słowem żywym? Oczywiście, że mają. W takich przypadkach właśnie ogromną rolę odgrywają teatry amatorskie, czyli grupy ludzi, którzy chcą coś zmienić, przybliżyć zabieganym i zapracowanym mieszkańcom pierwiastek kultury. Amatorzy nie mogą pochwalić się profesjonalnym warsztatem wyniesionym ze szkoły, choć nierzadko na scenie wypadają autentyczniej niż ci wykształceni. Wychodząc na scenę aktor-amator daje publiczności coś jeszcze - swoje serce, swoje emocje. Staje na deskach w świetle reflektorów bo chce, nikt mu nie każe ani za to nie płaci. Często ludzie nie zdają sobie sprawy, że w ich otoczeniu spotykają się i działają społecznie grupy amatorskie. Efektów ich pracy nie w mieście widać na każdym kroku, prasa także zbyt często o nich nie pisze. Może tacy ludzie nie dysponują nieograniczonymi środkami na reklamę, ale mają pasję, która sprawia, że mimo przeciwności nie poddają się i tworzą kulturę. I to zdecydowanie tę przez duże K. 0

TEATR POWSZECHNY Romeo i Julia

Rewolucja balonowa

Klara

...jesteś piękne, mówię życiu...

Nieskończona historia Marzenie Nataszy

Sex, drugs & rock ‘n’ roll

Lokomotywa Zbrodnia i kara Gdzie radość, tam cnota

TEATR NA WOLI Nasza klasa

Madame

Kamasutra

Gry ekstremalne

Exterminator Merlin. Inna historia Martwa natura w rowie

TEATR SYRENA Hallo Szpicbródka

Klub hipohondryków

Obłomow - antyromans

TEATR CAPITOL Klimakterium... i już Sceny dla dorosłych, czyli sztuka kochania

Dwie połówki pomarańczy Saligia. Siedem grzechów głównych

Śmiertelnie poważne uczucie

Klub mężusiów

Sextet czyli Roma i Julian

Gwiazda i ja

Szwedzki stół

Interesujesz się teatrem? Masz uwagi dotyczące tekstów? Zapraszamy do kontaktu: teatr@magiel.waw.pl

listopad 2013


/ Pearl Jaki najlepszy czas na dawanie prezentów? Present Perfect.

Przepis na

długowieczność

Dwadzieścia trzy lata po zagraniu pierwszego koncertu Pearl Jam nadal jest w świetnej formie, na co wskazuje nie tylko wydany w połowie października ich dziesiąty album studyjny o tytule Lightning Bolt, ale i wspaniałe, prawie trzygodzinne koncerty podczas trwającej właśnie trasy po Stanach Zjednoczonych, promującej nową płytę. Autor:

M i ko ł a j Tc h o r z e w s k i

onad dwie dekady działalności zespołu, który istotnie wpłynął na współczesną muzykę rozrywkową, to pasjonująca, burzliwa historia zawierająca w pigułce prawie wszystko, co może przytrafić się kapeli rockowej. Od powstania w cieniu tragedii, przez nieoczekiwany, ogromny sukces, problemy z używkami i popularnością, po zakończoną sukcesem walkę o zachowanie tożsamości oraz integralności wewnątrz grupy. To pozwoliło muzykom stać się jednym z największych wciąż działających i tworzących muzykę zespołów rockowych na świecie. Oficjalny początek Pearl Jam miał miejsce w październiku 1990 roku w Seattle. Zespół w składzie Jeff Ament, Stone Gossard, Mike McCready, Eddie Vedder i Dave Krusen (pierwszy z pięciu oficjalnych perkusistów PJ), odbył wtedy pierwsze próby. Już po tygodniu zagrał oficjalny koncert, prezentując osiem utworów dla ponad stuosobowej publiczności (wraz z biegiem czasu liczba osób twierdzących, że były wtedy w Off Ramp, wzrosła kilkukrotnie). Podczas występu zagrano m.in. Black, Alive i Even Flow w wersjach w zasadzie identycznych do tych studyjnych, znajdujących się na debiutanckim albumie Ten. Biorąc pod uwagę niewielką ilość czasu, jaką grupa spędziła, pracując nad szkicami pierwszych piosenek, to niesamowite osiągnięcie, wskazujące na nietuzinkową płodność artystyczną i na istnienie chemii pomiędzy muzykami od samego początku współpracy. Zanim jednak Vedder i spółka mieli okazję wspólnie nagrywać, muzycznym Seattle wstrząsnęła tragedia ironicznie będąca powodem powstania Pearl Jam.

P

W cieniu tragedii Scena Seattle zaczęła się tworzyć w latach osiemdziesiątych. Deszczowe, leżące na północy zachodniego wybrzeża Stanów Zjednoczonych miasto było z uwagi na swoje geograficzne położenie odizolowane od biznesu muzyczne-

30-31

go, który skupiony był w tamtym okresie na muzyce popowej w stylu Madonny, metalu (prezentowanym przez zespoły takie jak Metallica), a później na kalifornijskim brzmieniu w wykonaniu Guns n’ Roses. Paskudna pogoda w mieście sprzyjała tworzeniu się grających w piwnicach i garażach kapel. Brak zainteresowania ze strony świata muzyki powodował, że młodzi ludzie pisali utwory szczere, nie starali się kopiować panujących w kraju wzorców. Nie bali się też eksperymentować (z narkotykami również). Oderwanie od biznesu sprzyjało zjawisku niespotykanemu w innych miastach, a mianowicie kooperacji zespołów, zamiast wzajemnemu wbijaniu sobie sztyletów w plecy w walce o kontrakt w wytwórni płytowej. Członkowie grup przyjaźnili się, inspirowali nawzajem, wpływając w ten sposób na powstanie unikalnego zbioru dźwięków, który kilka lat później zagościł w odtwarzaczach muzycznych ludzi na całym świecie. Zanim jednak publiczność usłyszała Smells Like Teen Spirit Nirvany – utwór, który zapoczątkował rewolucję muzyczną początku lat dziewięćdziesiątych – na scenie Seattle w latach 1988-1990 rządził Andy Wood, charyzmatyczny wokalista Mother Love Bone. Mother Love Bone, w którego skład wchodzili też Jeff Ament i Stone Gossard, miało być pierwszym zespołem z deszczowego miasta, który przebije się do świadomości amerykańskich słuchaczy. Charakterystyczne mocne riffy, stanowiące podstawę pod fantastyczny, unikalny wokal Wooda, miały szansę spod zdo-

być spore grono odbiorców. Niestety, w przededniu sławy i wydania debiutanckiego albumu Apple, Andy Wood przedawkował heroinę. Zespół zakończył działalność, a środowisko muzyczne w mieście, które brało narkotyki na potęgę, przeżyło głęboki szok. Musiało minąć kilka miesięcy, aby Stone i Jeff powrócili do grania muzyki. Stone zaczął współpracować z kolegą ze szkoły średniej, solowym gitarzystą Mike’m McCready’m Wkrótce dołączył do nich Jeff. Nagrali instrumentalne demo (na perkusji zagrał bębniarz Soundgarden, Matt Cameron). Brakowało tylko wokalisty...


Jam /

Sleepless Eddie W tym samym czasie w San Diego, Eddie Vedder, nieśmiały surfer (w dzień) i pracownik stacji benzynowej (w nocy), nagrywał na kasetę swoje kawałki oraz covery, marząc o znalezieniu poważnego zespołu, z którym mógłby realizować swoją największą, obok surfowania, pasję. Bad Radio, projekt którego był częścią, nie miał przyszłości. Eddie chodził na koncerty, gdzie w zamian za darmowe wejście pomagał zespołom w rozstawieniu sprzętu na scenie. W ten właśnie sposób w listopadzie 1989 roku poznał Jacka Ironsa, perkusistę koncertowego Joe Strummera i byłego bębniarza Red Hot Chili Peppers. Ten moment miał zmienić całe życie Eddiego. Nowa przyjaźń nie ograniczyła się tylko do wspólnego spędzania wolnego czasu. We wrześniu 1990 Irons wręczył Vedderowi kasetę podpisaną Stone Gossard’s demo, którą otrzymał od znajomych z Seattle. Pierwotnie była ona adresowana do niego, gdyż Stone poszukiwał perkusisty oraz wokalisty do nowego projektu. Z uwagi na zobowiązania rodzinne, a także wobec innego zespołu, Jack nie zgodził się, ale przekazał kasetę Vedderowi. Ten po wysłuchaniu instrumentalnych utworów był w szoku; po sesji surfingu wrócił do mieszkania i z miejsca napisał teksty Alive, Once i Footsteps, opowiadając w nich spójną historię. Autobiograficzne Alive opowiada ło o młodzieńcu, który dowiaduje się od

matki, że wychowujący go mężczyzna nie jest jego ojcem, lecs ojczymem. W Once dorosły już chłopak staje się mordercą, a Footsteps zawierało jego refleksje na temat zmarnowanego życia spędzonego w więziennej celi. Dośpiewał je, nazwał kasetę Momma-Son i odesłał do Seattle. Jeff, Stone i Mike po przesłuchaniu przesyłki oniemieli. Do tej pory zgłaszali się do nich wokaliści imitujący zmarłego Wooda. Tutaj mieli do czynienia z kimś, kto śpiewał zupełnie inaczej i najprawdopodobniej nie miał pojęcia o istnieniu Mother Love Bone. Natychmiast zaprosili Eddiego do Seattle. Po odebraniu gościa z lotniska w październiku 1990 roku niezwłocznie pojechali do sali prób.

stopniowe wycofanie się od medialnego zgiełku. Wydany dwa lata po Ten znakomity album Vs., pomimo braku promocji medialnej, pobił rekordy sprzedaży (950 tys. egzemplarzy w tygodniu po premierze). Po sukcesie wideoklipu Jeremy (cztery nagrody na Video Music Awards w 1993 roku) zespół nie zgodził się na nagranie teledysku do Black, przeciwstawiając się zaleceniom wytwórni. Zadecydował też o zaprzestaniu kręcenia wideoklipów, nie chcąc, aby ludzie pamiętali ich piosenki bardziej z uwagi na klip niż muzykę. Działania te miały zmniejszyć zainteresowanie grupą, ale nie przyniosły oczekiwanego rezultatu. Pearljamowe szaleństwo trwało w najlepsze.

Perłowe szaleństwo

Problemy z popularnością

Przez pierwsze półtora roku działalności zespół realizował się podczas grania niewielkich, intensywnych koncertów, podróżując vanem podczas tras koncertowych po Stanach Zjednoczonych i Kanadzie. Powoli budował bazę fanów. Wydany w sierpniu 1991 roku album Ten sprzedawał się średnio. Z dnia na dzień miało się to zmienić. Smells Like Teen Spirit Nirvany zwróciło oczy całego muzycznego świata na zapomniane deszczowe miasto na zachodzie Stanów Zjednoczonych. Na fali niewiarygodnego sukcesu grupy Cobaina wypłynęły Soundgarden, Alice In Chains i Pearl Jam oraz, w mniejszej skali, wiele innych kapel. Branża muzyczna chętnie podpisywała kontrakt ze wszystkim, co miało na sobie etykietę Seattle, a wiele kapel z USA specjalnie przenosiło się do miasta, aby podpisać kontrakty płytowe. Świat muzyki stanął na głowie, a MTV na okrągło puszczało teledyski grup z Seattle. W przeciągu kilku miesięcy Pearl Jam przeszedł drogę od koncertów w małych klubach do grania dla kilkudziesięciotysięcznych tłumów na największych europejskich festiwalach. Zespół osiągnął status światowej gwiazdy. Został zaproszony do zagrania koncertu w ramach MTV Unplugged, gdzie w 1992 dał jeden z najbardziej niezapomnianych występów tej serii. Teledyski Alive i Even Flow na okrągło pojawiały się w telewizji. Vedder stał, się obok Cobaina, twarzą całego pokolenia zwanego Generacją X. Reakcją zespołu na zainteresowanie mediów, naruszające życie prywatne muzyków, było

W 1994 zespół postanowił wytoczyć proces dystrybuującemu bilety Ticketmaster. Przedsiębiorstwo skupiało w swoich rękach większość najważniejszych aren w Stanach Zjednoczonych. Pearl Jam zarzucił firmie wykorzystywanie swojej monopolistycznej pozycji. Z tego powodu, zdaniem muzyków, ceny biletów miały być sztucznie zawyżane poprzez dodawanie za wysokich opłat serwisowych. Proces przerodził się w farsę, co pokazują materiały archiwalne m.in. w dokumencie PJ Twenty. Sędziowie, przesłuchując Stone’a i Jeffa, zwierzali się ze swoich nieudolnych prób grania piosenek Pearl Jam na gitarze lub ze swojej sympatii ( Jesteście słodkimi chłopcami) . Grupa w ramach trwającego protestu odwołała pozostałą część trasy w 1994. Postawiło to dalsze istnienie kapeli pod znakiem zapytania. Szczególnie, że krótko po nagraniu Vitalogy z zespołu wyrzucony został trzeci perkusista grupy, Dave Abbruzzese. Bębniarz, w odróżnieniu od reszty muzyków, delektował się sławą i byciem w blasku fleszy. Nie zgadzał się też z rozpoczęciem walki przeciwko Ticketmaster. Wakat na pozycji perkusisty stanowił tylko jeden z wielu problemów, z którymi borykał się wtedy zespół. McCready radził sobie z presją przy pomocy narkotyków i alkoholu. Gitarzysta był tak mocno uzależniony, że często nie pamiętał całych koncertów. Także Vedder nie potrafił znieść ciężaru sławy. Jako frontman zespołu odpowiadającego wraz z Nirvaną za zachodzącą w tamtym okresie przemianę kulturową , był pod stałą obserwacją mediów. Time poświęcił mu temat numeru oraz umieścił jego zdjęcie na okładce, mimo że wokalista nie wyraził na to zgody. Przeszkadzał mu brak prywatności, pogłębiony przez

listopad 2013


/ forever

problemy ze stalkerami. Irytowało go, że wielkie domy mody sprzedają ubrania imitujące styl sceny Seattle kilkadziesiąt razy drożej niż oryginały, a wyjście z domu bez peruki i okularów przeciwsłonecznych wiąże się z brakiem chwili spokoju.

Wstawanie z kolan Przerwa w koncertowaniu umożliwiła muzykom zdystansować się od medialnego zgiełku oraz odpocząć od Pearl Jam. Wykorzystali ten czas na uporządkowanie życia prywatnego i projekty poboczne. McCready zakończył z sukcesem odwyk i został współtwórcą supergrupy Mad Season. Efektem współpracy Layne Staleya z Alice In Chains, basisty Bakera Saundersa oraz perkusisty Barretta Martina z Screaming Trees była znakomita płyta Above. Na początku 1995 roku zaprzyjaźniony z zespołem Neil Young, legendarny kanadyjski muzyk, zaprosił do współpracy Jeffa, Stone’a i Mike’a. Jego celem było dodanie wiary instrumentalistom, którym coraz częściej towarzyszyło uczucie bycia w cieniu Veddera. Intensywna, czterodniowa sesja nagraniowa zakończyła się stworzeniem Mirrorball. W międzyczasie, Vedder pojawiał się gościnnie na występach przyjaciół i uporał się z problemem prześladowców.

Wyznaczenie własnej drogi Okres między 1995 a 1997 stanowił wielką próbę dla zespołu. Kontynuacja bojkotu Ticketmaster oznaczała, że grupa musiała sama organizować swoje występy w miejscach nieobjętych umową z przedsiębiorstwem. Wiele koncertów amerykańskiej trasy w 1995, już z nowym perkusistą, wspomnianym wcześniej w tej historii Jackiem Ironsem, zostało odwołanych z powodu braku zgody policji lub warunków atmosferycznych. Pearl Jam skupił się na koncertowaniu po świecie, intensywnie podróżując po Oceanii, krajach azjatyckich i Europie. Szum medialny wokół grupy zmniejszył się wraz z końcem grunge’u oraz nagraniem w 1996 eksperymentalnego No Code. Płyta ta wyznaczyła nowy kierunek w rozwoju zespołu, który nie bał się poszukiwać własnej tożsamości, nawet jeśli wiązało się to ze spadkiem wyników sprzedaży i wypadnięciem z głównego nurtu. W 1997 roku zespół odpoczywał po wycieńczającej trasie z poprzedniego roku. Zagrał tylko kilka koncertów, m.in. jako support Rolling Stones. Rok później, spośród wielkich zespołów Seattle tylko Pearl Jam kontynuował działalność. Bez ucieczki z mainstreamu i przeciwstawieniu się regułom panującym w branży muzycznej nie byłoby to możliwe. Muzycy ponownie stanowili zjednoczony zespół. W tym samym roku, trzy tygodnie przed rozpoczęciem ogromnej trasy po Stanach Zjedno-

32-33

czonych promującej Yield, z zespołu odszedł Jack Irons. Powodem były problemy zdrowotne, uniemożliwiające intensywne koncertowanie. Zastąpił go Matt Cameron, który dokonał rzeczy niebywałej – zdołał nauczyć się ponad osiemdziesięciu utworów w kilkanaście dni. Cameron miał wspomóc przyjaciół tylko na okres trasy, ale po jej zakończeniu zgodził się dołączyć do grupy. Pearl Jam nie gościł już na pierwszych stronach gazet, ale nie przeszkadzało mu to grać wyprzedanych koncertów. Po okresie niekontrolowanego szaleństwa grupa ponownie miała kontrolę nad swoim wizerunkiem i mogła skupić się na tworzeniu muzyki dla siebie oraz licznej bazy lojalnych fanów, skupionej głównie w fanklubie TenClub.

Lost Nine Friends We Will Never Know Wstrząs przyszedł 30 czerwca 2000 roku podczas duńskiego festiwalu Roskilde. Zespół grał kolejny koncert europejskiej trasy promującej szósty album w dyskografii zatytułowany Binaural. Występ odbywał się w ciężkich warunkach atmosferycznych. Podczas ballady Daughter Vedder otrzymał sygnał, że coś złego dzieje się w kilkudziesięciotysięcznym tłumie widzów. Niestety, natychmiastowe przerwanie koncertu nie zapobiegło tragedii – dziewięciu fanów zostało stratowanych na śmierć. To katastrofalne wydarzenie zostawiło trwały ślad w psychice zespołu. Muzycy poważnie myśleli o zakończeniu

działalności. Po powrocie na trasę jesienią 2000 roku, grupa zatrudniła własną ekipę ochroniarską, podróżującą z nią po dziś dzień. Na koncertach Eddie często apeluje do tłumu o rozsądek, prosząc także o wykonanie kilku kroków do tyłu w celu rozluźnienia sytuacji przy barierkach.

Keep on rockin’ in the free World Po powrocie na właściwe tory po tragedii w Danii, Pearl Jam ugruntował swoją pozycję jako jeden z najlepszych zespołów koncertowych na świecie. Tę reputację utrzymuje do dzisiaj. Ostatnia dekada to cztery albumy – Riot Act, Pearl Jam, Backspacer oraz najnowszy Lightning Bolt – nie nawiązują może poziomem do trzech pierwszych płyt, ale mimo to zebrały pochlebne lub bardzo pochlebne recenzje. Bazą, na której Pearl Jam opiera swój sukces w ostatnich kilkunastu latach, są niezwykle lojalni fani. Grupa za pośrednictwem profesjonalnego fanklubu TenClub od początku swojego istnienia dba o oddanych słuchaczy, oferując im najlepsze wejściówki na występy, wydając w świetnej jakości koncerty oraz inne materiały. Ponieważ z Pearl Jam nigdy nie wiadomo, co zagra na ponad dwugodzinnym koncercie (muzycy grają około 120-130 utworów na kilkunastokoncertową trasę), każdy z nich jest wyjątkowym wydarzeniem. Z tego powodu fani podróżują za zespołem z miasta do miasta, z występu na kolejny występ. Wokół koncertów planują swoje urlopy. Społeczność fanów Pearl Jam tworzy swego rodzaju rodzinę – podążając za zespołem, nawiązują ze sobą znajomości, które, nawet te mniej bliskie i niepodtrzymywane, odżywają wraz z nadejściem kolejnej trasy koncertowej. Występy grupy budzą ogromną ekscytację wśród fanów, ponieważ członkowie Pearl Jam, chociaż zbliżają się już do pięćdziesiątki, nadal imponują energią na scenie i radością ze wspólnego grania, której mogliby im pozazdrościć młode zespoły. Happy long life, Pearl Jam! 0

Dlaczego warto posłuchać Peal Jam? ... bo nieznajomość co najmniej Ten zakrawa o analfabetyzm w muzycznym wychowaniu. ... bo nawet najsłabszy album Pearl Jam jest na poziomie niedostępnym dla 90 proc. zespołów. ... bo nie sposób wskazać najsłabszą płytę w ich dyskografii. ... bo zawierające B-side’y Lost Dogs ma więcej dobrych piosenek niż całe dyskografie Kings of Leon i Coldplay razem wzięte. ... bo duet gitarzystów McCready-Gossard należy do najciekawszych duo gitarowych w historii rocka ... bo Eddie Vedder posiada głos, za który wielu sprzedałoby duszę, a do tego pisze fantastyczne teksty. ... bo pomimo sprzedania 70 milionów płyt, muzycy nie zatracili kontaktu z rzeczywistością – McCready na koncert z Pragi do Berlina podróżuje pociągiem wraz z fanami, Ament najchętniej szaleje w skateparku a Gossard jeździ kilkuletnią Toyotą Prius. ... bo idąc na dwa koncerty pod rząd w jednym mieście usłyszymy około różnych 55 piosenek. ... bo grając dla kilkunastu tysięcy ludzi umieją stworzyć atmosferę jakby grali w Twoim salonie. ... bo Stone Gossard w dokumencie PJ Twenty znajduje nagrodę Grammy wśród rupieci w piwnicy.


Kilka ostatnich dekad zostało zdominowanych przez

SBTRKT. Mezalians brzmień R&B i typowo elektronicz-

jeden model pokazywania światu swojej muzyki. Kolej-

nych pojawia się ostatnio coraz częściej. Korzystali już

ność: “zakładam zespół – nagrywam demo – zanoszę

z niego np. Kanye West czy Kendrick Lamar.

do wytwórni” zdawała się nie mieć alternatyw. Na całe szczęście Internet zmienił także to.

Fade to Mind

Darkside to kolaboracja dwójki nowojorskich muzyków,

Czerpie z tego pełnymi garściami Kelela Mizane-

zunguzu beat to ciężkie, mroczne sample w dubstepo-

kristos, mieszkająca w Los Angeles czarnoskóra wo-

wym klimacie. Ślizga się po nich ciepły i, prosty jak na

kalistka, która tydzień temu opublikowała na swojej

R&B, wokal Keleli. Całość brzmi lepiej niż dobrze.

stronie debiutancki mixtape „CUT 4 ME”. Dlaczego to

Bank Head to kolejny świetny fragment. Uwagę

się nazywa mixtape a nie album? Chodzi o podkreślenie

przykuwają oparte na jazzowych akordach harmonie

z jednej strony różnorodności (brzmienie tworzy aż 11

i wokalizy przeplatające się z przetworzonym woka-

producentów) z drugiej – tej właśnie nowej drogi publi-

lem i prostymi, minimalistycznymi samplami perku-

kowania swojej muzyki z pominięciem wytwórni.

syjnymi.

Brzmienie albumu mówi nam dwie rzeczy o mu-

Mimo iż całość brzmi świetnie, słychać, że Kelela

zycznych fascynacjach Keleli. Słychać, że jej muzyczny

jest dopiero u progu swojej muzycznej kariery. Bardzo

gust zaczął kształtować się w latach 90. i przesiąknął

budujący jest jednak fakt, że zdecydowała się rozpo-

brzmieniem wielkich artystów R&B. Z drugiej strony,

cząć ją od muzyki. Powinno się tak robić częściej.

słychać fascynację muzyką nową, trącącą Burialem czy

JERZY GUT-MOSTOWY

skojarzenia z Pink Floyd i ich nomen omen Dark side of

Nicolasa Jaara i Dave’a Harringtona. Pierwszy, mimo zaledwie

the moon. Generalnie cały album, co w przypadku elek-

23 lat, zdążył już zasłynąć niebanalnym i dobrze przyjętym

troniki dość zaskakujące, przesiąka klimat progresyw-

przez krytyków longplay’em Space Is Only Noise. Drugi ma na

nego rocka lat 60, wspomnianych Floydów, czy Door-

koncie parę mniejszych projektów, jednak dopiero Darkside

sów. Słychać to szczególnie w trzecim na krążku Heart,

ma szansę przynieść mu szerszy rozgłos. Duet współpracuje

w którym riffy Harringtona są równie zajmujące, co głos

ze sobą od niedawna, ale pod nazwą Daftside (sic!) zdążyli już

Jaara. Utworem najbardziej zapadającym w pamięć jest

popełnić niezwykle interesujący remix (całej) płyty Daft Punk

jednak Paper Trails. Niski, intrygujący wokal świetnie kon-

Random Access Memories. (warto odwiedzić Soundcloud, by

trastuje z obecnym w pozostałych numerach falsetem,

posłuchać jednej z najciekawszych dostępnych w sieci inter-

a bluesująca gitara nurtuje i dodaje dynamiki. Co ciekawe,

pretacji Get lucky).

zaraz po tym następuje budzący skojarzenia z Amonem To-

Psychic to pierwszy pełnoprawny album grupy. Już otwierający płytę, trwający ponad jedenaście minut utwór Golden

binem, bardzo elektroniczny oraz pełny dziwnych odgłosów i przesterowań The Only Shrine I’ve Ever Seen.

cym, ale też angażującym słuchacza od początku do końca.

tycznej muzyki. Nawet najdłuższe kawałki nie pozwalają się

Pierwsze pięć minut, pełne bliżej nieokreślonych dźwięków

nudzić, z każdym przesłuchaniem wydają się być coraz bar-

i trzasków otoczonych niespieszną linią basu, wprowadza

dziej fascynujące i szczegółowe. Nietuzinkowe połączenie

w gęsty psychodeliczny i mroczny klimat całości. Melo-

konkretnych riffów rodem z psychodeli i minimalistycznej

dię stopniowo uzupełniają perkusja i gitara, a kawałek

mrocznej elektroniki sprawia, że to jedna z najciekawszych

świetnie przełamuje przenikliwy falset Jaara. Pojawia-

premier października (a być może i całego roku).

jąca się momentami cisza i wolny wstęp budzą pewne

ARKA D I U SZ KOWA L IK

x x x yz

Psychic to 45 minut niezwykle gęsto upakowanej eklek-

ocena:

Arrow, pokazuje, że mamy do czynienia z dziełem wymagają-

Other People / Matador

Moją pierwszą reakcją na ogłoszenie przez Dream Theater

sprawia że ciężko się oderwać od piosenki. Słychać tu, że to włśnie gitarzysta miał najwięcej do powiedzenia przy tej pły-

lekkie uprzedzenie co do płyty. Powodem było stosunkowo

cie. Przy trzecim utworze zacząłem się zastanawiać czy nie

niedawne odejście perkusisty Mike’a Portnoy’a – współ-

pomyliłem utworów przy zgrywaniu z iTunes, bo The Looking

założyciela oraz najważniejszej osoby w zespole ex aequo

Glass brzmi jak żywcem wyjęte z dyskografii Rush, ale wokal

z gitarzystą Johnem Petruccim. A ponieważ nazwanie płyty

wyprowadził mnie z błędu. Oprócz wyżej wymienionych, na

tak samo jak zespół jest deklaracją pokazania wszystkich

uwagę zasługuje jeszcze jeden kawałek – Along For The Ride.

możliwości grupy, rezultat ten mógł być ciężki do uzyskania

To piosenka wyraźnie nastawiona na bardziej komercyjnego

bez tak istotnej osoby dla zespołu.

słuchacza. Brak tu gitarowego solo, za to jest fantastyczna

mocne wyeksponowanie basu, co jest ciężkim zadaniem

Roadrunner

Darkside Psychic

nazwy najnowszego albumu było kompletne zdziwienie oraz

Pierwsza rzecz, która mnie pozytywnie zaskoczyła, to

Dream Theater Dream Theater

xxxxy

Kelela Cut 4 Me

Kawałek Enemy to chyba naj jaskrawszy na mixtapie przykład takich połączeń. Wyprodukowany przez Ngu-

ocena:

xxxxz

ocena:

recenzje/

partia klawiszowa Jordana Rudessa, która na długo zostaje w pamięci słuchacza.

w przypadku zespołu który często korzysta z siedmio-

Cały album to w zasadzie DT w pigułce, są tu elementy niemal

strunowych gitar. Album rozpocznyna False Awakening

wszystkich płyt. Mamy zarówno stricte metalowe utwory (The

Suite – dość krótki, ale ciekawy instrumentalny kawałek,

Enemy Inside), balladowe i rockowe brzmienia (Along For The Ride)

który mógłby być podkładem do trailera filmu. Jednak jest

jak i 22-minutową suitę (Illumination Theory). Chociaż komuś nie

on tylko przedsmakiem dla pierwszego singla z płyty – The

znającemu zespołu poleciłbym raczej fantastyczne Metropolis

Enemy Inside, w którym porywający riff Petrucciego miesza

Pt. 2: Scenes From A Memory, to self-titled album obroni się sam.

się z kanonadą nowego perkusisty, Mike’a Manginiego, co

ALEX MAKOWSKI

listopad 2013


/ recenzje

Sceny z życia lesbijskiego Emma odsłania przed Adelą nowe horyzonty, uczy ją, czym jest pożądanie i namiętność, ale także czym jest miłość i życie w związku. To właśnie przy niej Adela dojrzewa i odkrywa swoją kobiecość. Relacja tych dwóch młodych dziewczyn jest 3 godziny) – naprawdę interesujące.

x x x yz

Ocena:

niezwykle zmysłowa i emocjonalna, a śledzenie jej na dużym ekranie (nawet przez Jednak Życie Adeli to nie tylko opowieścią o  homoseksualnej miłości. Jest także portretem zagubionej młodej dziewczyny, obrazem bolesnego wchodzenia w dorosłość. Na oczach widzów Adela poszukuje własnej tożsamości seksualnej. Przeżywa seks z  chłopakiem, dośwadcza pocałunku z  koleżanką. W  końcu poznaje Emmę, przy której odkrywa swoją prawdziwą seskualność. Oddaje się jej całkowicie, kocha ją szaleńczo i bezgranicznie. Tylko przy niej czuje się spełniona i szczęśliwa. Adele zatraca się w tym związku, nieustannie podąża za emocjami,

Życie Adeli – Rozdział 1 i 2 (Francja, 2013) Reż. Abdellatif Kechiche

Premiera: 18 października 2013

co drogo ją kosztuje. W Życiu Adeli Kechiche przekracza wszelkie granice intymności, z bliska obserwuje życie bohaterów. Niczego nie ukrywa, ale też nie ocenia. Nie analizuje, nie interpretuje. Sceny seksu lesbijskiego zostały pokazane w sposób naturalistyczny i  bardzo odważny, przez co f ilm został okrzyknięty „kontrowersyjnym” czy

Życie Adeli – Rozdział 1 i 2 , obraz Abdellatifa Kechiche’a nagrodzony Złotą Pal-

„skandalizującym”. Jednak bez wątpięnia ogromną zaletą f ilmu jest gra aktorska

mą w Cannes, został określony jako absolutne arcydzieło f ilmowe – śmiała i pełna

Adele Exarchopoulos i Léi Seydoux – ich swoboda i zaangażowanie w dużej mierze

pasji opowieść o miłości . Ale czy tylko o miłości?

decydują o sukcesie f ilmu.

Tytułową Adelę (debiutująca Adele Exarchopoulos) poznajemy jako 15-letnią uczenni-

Życie Adeli - Rozdział 1 i  2 nie jest typowym lesbijskim manifestem, ale uni-

cę liceum. Fabuła filmu obejmuje kilka lat z jej życia, w trakcie których przeżywa pierwsze

wersalną i  poruszającą historią o  miłości i  dojrzewaniu. Tytuł f ilmu sugeruje, iż

zauroczenie, pierwszy seks i pierwsze miłosne rozczarowanie. Jednak jej świat zmienia

możemy spodziewać się kolejnych rozdziałów z życia Adeli oraz, że w temacie od-

się całkowicie gdy poznaje Emmę (Léa Seydoux) - niebieskowłosą studentkę malarstwa.

krywania kobiecości Kechiche nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.

Tak właśnie zaczyna się pełen pasji i namiętności homoseksualny związek.

JOANNA BRZOZOWSKA

Mój syn - potwór zwykle bywa) pewnego dnia ułożone życie Kang-do burzy tajemnicza kobieta, uparcie podająca się za jego matkę. Jej determinacja intryguje bohatera, ciekawość przeważa i  decyduje się on wpuścić ją do swojego hermetycznego świata. Troska matki odziera Kang-do z bezwzględności, odkrywając jego największe lęki wstrząsnąć i zmienić w prawego, współczującego człowieka.

xxxxz

Ocena:

i  tęsknoty. W  krótkim czasie zostaje wystawiony na szereg prób, mających nim Może będzie to stwierdzenie na wyrost, ale świat, w którym Kim Ki-duk umieścił swojego bohatera, przypomina nieco ten z  szarych, surowych produkcji naszego rodzimego twórcy – Wojciecha Smarzowskiego. W  Piecie podobnie jak w Domu złym czy Drogówce podczas seansu doświadcza się kontaktu z wszelakim zepsuciem, przemocą i ludzką znieczulicą. Przez większość f ilmu widzowi towarzyszy niewygodne uczucie zamknięcia, konsekwentnie budowane przez sceny w  ciemnych wąskich uliczkach oraz maleńkich warsztatach. Dodatkowo każdy

Pieta (Korea Południowa 2012)

z  dłużników Kang-do, przedstawia inną historię. Mamy więc całą gamę różnych

Premiera: 1 listopada 2013

głupca, na szaleńcu kończąc.

Reż. Kim Ki-Duk

motywacji i  osobowości poczynając od kochającego syna, poprzez pazernego Krzywdzącym byłoby ocenianie Piety przez pryzmat widowiskowości brutal-

Kino, jakie serwuje widzowi Kim Ki-duk, nie należy do najlżejszych. Wszech-

nych scen. Niosą one próbę usprawiedliwienia bohatera, podkreślenia krzywdy

obecna przemoc, brutalny seks czy też kazirodztwo nie jest czymś, co chcieli-

jaką była nieobecności matki. Co ciekawe, mimo trudnego tematu, obraz Kima

byśmy oglądać w słoneczne sobotnie popołudnie. Ale jeśli jest się choć odrobinę

Ki-duka zawiera również mocno ironiczne epizody, wywołujące lekkie, nerwowe

odpornym i ciekawym, to może warto wybrać się do kina, zasiąść przed ekranem

uśmiechy wśród zgromadzonej publiczności – bo przecież śmiać się nie wypada.

i zobaczyć coś nowego, zupełnie innego od kolejnych hollywoodzkich produkcji.

W  krytycznym momencie można zamknąć oczy, pamiętając że główną treścią

Początek Piety skupia się na przedstawieniu pełnej rytuałów codzienności

f ilmu pozostaje głęboka potrzeba miłości, zakorzeniona nawet w najokrutniej-

głównego bohatera. Kang-do jest bezlitosnym windykatorem maf ijnych długów,

szym człowieku.

mistrzem w  swoim fachu, który zawsze odzyska zaległą sumę. Jednak ( jak to

MARTA LIS

34-35


recenzje /

Wiecznie młodzi Jesień w pełni, a co za tym idzie – czas deszczu, ciepłych płaszczy i ogólnego rozgoryczenia. Na taką pogodę i  stan ducha nic nie pomaga tak, jak f ilm lekki i przyjemny, taki jak nowa francuska komedia Wieczni chłopcy (reż. A. Marciano).

chłopcy? Pierwszy z nich, Thomas (Max Boubill), jest młodym, niespełnionym muzykiem, który zarabia na życie śpiewając biesiadne hity na weselach. Na jednym z nich poznaje Lolę, w której się zakochuje i po jakimś czasie oświadcza. W związku z nadchodzącym nowym etapem w życiu stara się porzucić kawalerskie zwyczaje i zacząć je swojego przyszłego teścia Gilberta (Alain Chabat), który ma zupełnie inne plany – znudzony monotonią życia małżeńskiego wyprowadza się i  zaczyna wieść życie dwudziestolatka, wypełnione zakrapianymi imprezami i  młodymi, niezbyt lotnymi

Ocena:

zachowywać dojrzale – szuka stałej pracy i stabilizacji. W tym samym czasie pozna-

xxxzz

Jak sam tytuł sugeruje, f ilm opowiada o dorosłych mężczyznach, którzy starają się uciec od odpowiedzialności i codziennych obowiązków. Kim są tytułowi wieczni

Wieczni Chłopcy(Francja, 2013)

kobietami. Stara się odwieść Thomasa od matrymonialnych planów i  razem z  nim

Reż. Anthony Marciano

rzucić się w wir nocnych imprez, koncertów i realizowania muzycznych marzeń. Tho-

Premiera: 11 października 2013

masa nie trzeba długo namawiać - przytłoczony nadchodzącymi obowiązkami zięć chętnie towarzyszy Gilbertowi, przez co oddala się od Loli. To prawda, że fabuła nie jest zbyt skomplikowana, temat niezbyt odkrywczy,

satyra na współczesną muzykę rozrywkową i  niegrzeszące talentem „gwiazdy”.

a  morał nietrudny do przewidzenia. Mimo to obraz Marciano ogląda się z  przy-

Twórcy f ilmu przygotowali również miłą niespodziankę dla widzów, angażując do

jemnością. Sporo tu zabawnych, ale niewymuszonych sytuacji, przez co często

jednej z epizodycznych ról samego Iggy’ego Popa. Wieczni chłopcy nie są dziełem,

na twarzy widza pojawia się uśmiech. Główni bohaterowie są na tyle uroczy, że

które zapada w pamięć, ale do takiego przecież nie aspirują – mają poprawić wi-

mimo ich błędów i niezbyt mądrych decyzji patrzy się na nich z dużą dozą sympatii

dzom humor i temu zadaniu udało im się całkiem nieźle sprostać.

i zrozumienia. Na uwagę zasługuje też pojawiająca się właściwie przez cały czas

AGATA SEROCKA

Pasolini wciąż żywy Brytyjsko-włoska produkcja Still Life w  reżyserii Uberto Pasoliniego była naprawdę mocnym otwarciem 29. Warszawskiego Festiwalu Filmowego. Nagrodzone Złotym Lwem Zatrzymane życie, mimo powściągliwych środków wyrazu, jest f ilmem bardzo wyrazistym. Już sam scenariusz wzbudza zainteresowanie, a gdy doelement zaskoczenia, można mieć pewność, że f ilm zasłużył na wyróżnienie. Historia urzędnika państwowego, który odpowiedzialny jest za znalezienie bliskich i  rodzin osób niedawno zmarłych jest niezwykle poruszającym obrazem samotności, ale i  wielkiego szacunku żywionego do ludzkiego istnienia. Do zadań Johna należy również zapewnić zmarłym godną śmierć. Wypełnia on swoje ostatni strój, trumnę, miejsce pochówku. Stara się naprawdę dobrze poznać historie ludzi, którzy odeszli zapomniani. Niestety przez długi czas nikt również nie zna jego historii, ponieważ urzędnik dzieli samotny los osób, którymi opiekuje się po śmierci. Pojawia się jednak iskra nadziei, gdy podczas wykonywania ostatniego zlecena John poznaje wyjątkową Kelly. Przejmująca gra aktorska w pierwszoplanowym debiucie Eddie’ego Marsana po-

Ocena:

obowiązki z  pełnym zaangażowaniem, pisze piękne mowy pogrzebowe, wybiera

xxxxz

łączone zostają do tego solidna porcja emocji i rozbijający reżyserską statyczność

Zatrzymane życie (Wielka Brytania, Włochy, 2013) Reż. Uberto Pasolini

Premiera: 29. Warszawski Festiwal Filmowy

zwala zobaczyć zmienność, jakiej podlega człowiek w  obliczu trudnych przeżyć.

Choć Pasolini zrywa z  tabu przykrej śmierci kultywowanym przez Zachód

Aktor przy minimum środków wyrazu potraf i oddać najbardziej wzruszające emo-

w sposób bardzo łagodny, to siła samego obnażenia prawdy jest uderzająca. God-

cje. Film podkreśla, że każdy człowiek jest ważny; że za każdym życiem kryje się

ne uwagi jest to, że f ilm mimo atmosfery spokoju i wyciszenia, zachowawczej gry

historia jedyna w  swoim rodzaju. Często zapominamy, bądź w  ogóle nie zdajemy

aktorskiej i statycznej kamery, subtelnej muzyki Rachel Portman nie jest produk-

sobie sprawy z tego, że istnieje wiele obowiązków i zawodów związanych z  naj-

cją nużącą, a wręcz przeciwnie – pobudza do ref leksji i silnie oddziałuje na emocje,

bardziej przykrymi elementami życia, głównie nie chcemy pamiętać o tych związa-

przy czym epatuje humorem i podkreśla małe radości życia codziennego.

nych z chorobą czy śmiercią. Wolimy żegnać zmarłych ładnie ubranych, nienagan-

MILENA BUSZKIEWICZ

nie czystych i w pełnym makijażu.

listopad 2013


Musicale

/ musicale na jesień

Retro rozrywka na

jesień

Gdy za oknem zimno i deszczowo, kolejna kawa przestaje działać, a zajrzenie do notatek okazuje się zadaniem trudniejszym niż zdobycie Żelaznego Tronu - ciepły kocyk i dobry film wydają się być niezłym pomysłem. A żaden gatunek filmowy nie zasługuje na miano poprawiacza nastroju bardziej niż musicale. Szczególnie te klasyczne, wypełnione świetną muzyką, zabawne i często wzruszające. Bo, jak powszechnie wiadomo, piosenka jest dobra na wszystko. Także na jesienną chandrę. T E K S T:

A D R I A N N A P I Ó R KOW S K A

Deszczowa piosenka Chyba nie można wyobrazić sobie filmu, który odpędzi jesienne smutki skuteczniej od tego musicalu. Jego twórcy głęboko wzięli sobie do serca motto jednego z bohaterów, wyśpiewane w piosence Make 'Em Laugh. Bo choć Deszczowa Piosenka nie jest komedią, podczas której nieustannie będziecie wybuchać salwami śmiechu, to podczas oglądania uśmiech nie raz zagości na waszych twarzach. To zdecydowanie jeden z najbardziej pozytywnych filmów wszechczasów. Historia aktorów kina niemego, przyzwyczajających się do nowej sytuacji, która zapanowała w branży po premierze pierwszego filmu dźwiękowego, ma w sobie wszystko czego potrzeba w ponury, listopadowy wieczór. Znajdują się w niej zarówno chwytliwe piosenki, uroczy wątek romantyczny, jak i mnóstwo slapstickowego humoru. A scena, w której główny bohater śpiewa i tańczy w deszczu, już dawno przeszła do historii kina. Jedynym minusem filmu są przydługie sekwencje taneczne, które mogą wydawać się odrobinę męczące.

My Fair Lady Musical został oparty na sztuce Pigmalion George'a Bernarda Shawa, luźno nawiązującej do greckiego mitu. Głównym bohaterem jest fonetyk, profesor Higgins, który zakłada się ze swoim przyjacielem, że uda mu się uczynić z prostej, kaleczącej język angielski kwiaciarki Elizy Doolittle pięknie wysławiającą się damę. Audrey Hepburn, wcielająca się w rolę dziewczyny, w większości partii śpiewanych została zdubbingowana przez inną artystkę – Marni Nixon. Można się zastanawiać, dlaczego po prostu nie zaangażowano aktorki obdarzonej lepszym głosem, np. świetnie śpiewającej Julie Andrews, która przecież starała się o tę rolę. Jednak Hepburn jako bezpośrednia i pyskata Eliza jest tak pełna wdzięku, że bez problemu można zrozumieć decyzję osób odpowiedzialnych za obsadę. Od jakiegoś czasu pojawiają się plotki o planowanym remake’u tego filmu. Jako kandydatki do roli Doolittle wymieniane są takie nazwiska takie jak Keira Knightley czy Carey Mulligan. Niestety, brak konkretniejszych informacji na temat produkcji każe przypuszczać, że jeszcze długo przyjdzie nam poczekać na ten film.

Parasolki z Cherbourga Ostatni w zestawieniu musical, o tytule związanym z jesienną aurą, jest również produkcją europejską. Film opowiada historię Genevieve Emery, granej przez młodziutką Catherine Deneuve, która razem z matką prowadzi sklep z parasolkami. Bohaterka zakochuje się w mechaniku Guy'u. Gdy chłopak wyjeżdża na wojnę do Algierii, Genevieve przyrzeka czekać na niego w Cherbourgu. Po krótkim czasie dziewczyna orientuje się, że zaszła z ukochanym w ciążę. Finał filmu jest dosyć zaskakujący i gorzki jak na musical. Ale Parasolki z Cherbourga są niezwykłe w swoim gatunku także z innego powodu. Tak naprawdę (może poza tematem głównym) nie ma tu chwytliwych piosenek typowych dla musicali. Za to bohaterowie nie wypowiadają ani jednego słowa, wszystkie dialogi są śpiewane. Na początku może się to wydawać trochę irytujące, ale po jakimś czasie widz zaczyna odbierać to jako coś naturalnego. Dodatkowym atutem filmu jest świetna, utrzymana w pastelowych barwach scenografia oraz doskonale do niej pasujące śliczne sukienki Genevieve.

36-37


Warszawski Festiwal Filmowy /

Uczuciowy WFF Jesienią, jak co roku, Warszawa stała się centrum filmowego świata. Przez dziesięć dni tysiące widzów codziennie biegało pomiędzy seansami w Kinotece oraz Multikinie próbując zobaczyć jak najwięcej spośród ponad 120 filmów pełno- i 80 krótkometrażowych. Czy wysoki poziom programu z zeszłego roku, o którym MAGIEL informował w numerze 133., został utrzymany podczas 29. Warszawskiego Festiwalu Filmowego? T E K S T:

K A R O L I N A P I E R ZC H A Ł A

la tych, którzy jeszcze nie wiedzą, Festiwal składa się z  pięciu sekcji konkursowych (tj. konkurs Międzynarodowy, 1-2, Wolny Duch, Filmów Dokumentalnych, Krótkometrażowych) oraz projekcji pozakonkursowych również podzielonych na sekcje (Pokazy Specjalne, Odkrycia, Świat Dzisiaj, Rodzinny Weekend Filmowy oraz Panorama Polskich Filmów Krótkometrażowych). Absolutnie każdy może znaleźć coś dla siebie, chociaż wybory te nie należą do najłatwiejszych. Wymagają przebrnięcia przez wszystkie opisy, zdecydowania się tylko na kilka bądź kilkanaście pozycji, dostosowania terminów projekcji do własnego planu tygodnia i liczenia się z niemałym kosztem takich przyjemności. Dużo zachodu, ale w tym roku zdecydowanie było warto.

D

Międzynarodowa samotność Budzący największe emocje Konkurs Międzynarodowy charakteryzował się szczerymi opowieściami o  skomplikowanych relacjach międzyludzkich. Powszechne zjawisko samotności ludzi w  świecie rzeczywistym prawdopodobnie zainspirowało twórców do zwrócenia uwagi na potrzebę bliskości z drugim człowiekiem. Część reżyserów za tło swoich historii chętnie wybrała wydarzenia historyczne XX w., próbując przedstawić ich społeczne konsekwencje. Zwycięzcą w tej kategorii został film Pawła Pawlikowskiego Ida, który już wcześniej triumfował w Gdyni. Doceniono połączenie scenariusza, reżyserii, zdjęć, gry aktorskiej i muzyki, z którego powstał piękny i  delikatny film. Historia dotyczy młodej dziewczyny, która przed złożeniem ślubów zakonnych odwiedza ciotkę – jej jedyną krewną. Jest to skomplikowana historia trudnych relacji społeczeństwa polskiego w latach 60. Produkcja już jest w kinach, dlatego samemu można zweryfikować poglą-

dy jury WFF. Filmem, który wywalczył nagrody za najlepszą reżyserię oraz publiczności, często uznawaną za najważniejszą, bo przydzielają ją zwykli śmiertelnicy, są Mandarynki (reż. Zaza Urushadze). To niesamowita historia o  konflikcie w  Osetii Południowej, gdzie pod jeden dach trafiają ranni Gruzin i Abchaz. Bohaterowie są nie tylko swoimi zaciekłymi wrogami, ale różni ich również religia, pozycja społeczna i doświadczenia w życiu. Kontrasty te pokazane są w niezwykle zgrabny sposób i dodatkowo okraszone żartem sytuacyjnym. Zapewne mandarynki mogłyby być zastąpione jakimkolwiek innym owocem, ale ich pomarańczowa skórka tylko dodaje kolorytu plastycznym obrazom. Godny polecenia wydaje się film Miłość jest ślepa w reżyserii estońskiego twórcy Ilmara Raaga. Temat może wydawać się zbliżony do Polowania z rewelacyjnym Madsem Mikkelsenem, który gościł na ekranach polskich kin w marcu tego roku. W estońskiej produkcji główny nacisk położony jest jednak na toksyczne relacje rodzinne, w których rodzice chcąc dla swojego dziecka jak najlepiej wyrządzają mu ogromną krzywdę.

Chybił-trafił Z  Konkursem 1-2 jest jak z  rosyjską ruletką. W związku z tym, że są to debiuty reżyserskie bądź drugi film pełnometrażowy danego twórcy, może być różnie. Z  jednej strony trafiają się projekcje bardzo dobre, takie jak Ummah –wśród przyjaciół w reżyserii Cuneyta Kaya. Jest to film, który zaczyna się jako thriller, następnie jest dowcipną historią o byłym niemieckim agencie specjalnym żyjącym w społeczności tureckiej w Berlinie, a kończy się jako dramat z morałem. Jednak nie jest to produkcja przekombinowana. Ukazuje różnice kulturowe pomiędzy dwoma narodami i próbuje odpowiedzieć na pytanie, czy możliwa jest wzajemna akceptacja.

Z drugiej strony zdarzają się filmy takie jak W sieci pająka (reż. Jason Paul Laxamana). Filipińska produkcja miała obiecującą historię, czyli problemy świata wirtualnego, gdzie ludzie używając fałszywych kont na Facebooku wyłudzają pieniądze od samotnych ludzi. Niestety w rezultacie wyszła niespójna fabuła, która w połączeniu z nieładnymi zdjęciami i przesadzonymi efektami muzycznymi podczas tzw. ważnych scen, zamieniła się w farsę.

Pozakonkursowa przyjemność Zupełnie w innym klimacie i emocjach oglądało się Banklady (reż. Christian Alvart). To oparta na faktach opowieść o pierwszej Niemce, która okradała banki. Przeciwnie do przypuszczeń, że tytułowa Banklady to pewna siebie i nie znająca sprzeciwu kobieta, okazuje się, że tak naprawdę to nieśmiała i zakochana dziewczyna, w napadach szukająca ekscytacji, która wyrwie ją z monotonii życia codziennego. Oprócz dynamicznych zdjęć, filmowi uroku dodają stroje oraz dodatki z lat 60. Bez strzelania i  wydumanych efektów specjalnych była Czułość w  reżyserii laureatki festiwalu w Wenecji, Marion Hansel. Tytułowe uczucie wywiązuje się pomiędzy parą byłych małżonków, którzy po 15 latach od rozstania wspólnie jadą odebrać połamanego na nartach syna. Bez żalu czy pretensji, przemierzają kolejne kilometry poznając się na nowo. Reżyserce udało się nie popsuć zakończenia i chociaż film nie wnosi nic nowego, to po seansie odczuwa się czystą przyjemność. Festiwal z pewnością był ucztą dla prawdziwych kinomanów. Oczywiście znalazłoby się parę rozczarowań filmowych, które nie spełniły pokładanych w  nich nadziei, ale zdecydowanie większą zmorą jest system rezerwacji biletów lub ich wygórowane ceny. No i może jeszcze tłumy ludzi w Złotych Tarasach. 0

listopad 2013


/ festiwal książki

fot. materiały prasowe

Największe wydarzenie literackie roku

Conrad w Krakowie

Październik to miesiąc bogaty w wydarzenia kulturalne, w tym także festiwale. Kraków, pretendujący do miana kulturalnej stolicy Polski, jesienią nie zapomina o książkach – w dniach 21-27 października po raz piąty odbył się tam Conrad Festival. T e k s t:

j u dy ta B a n a s z y ń s k a

ak sama nazwa wydarzenia wskazuje, patronem festiwalu został jeden z najsłynniejszych polskich artystów piszących po angielsku. Twórca przeszedł do historii jako autor znakomitego Jądra ciemności, znanego każdemu licealiście. Na tej książce jednak nie kończy się kariera literacka Conrada – pisarza wyjątkowego, wyłamującego się epoce, przedstawiciela nowej psychologizującej powieści marynistycznej i prekursora dwudziestowiecznej literatury. To właśnie z Krakowa, wówczas jeszcze pod nazwiskiem Józef Korzeniowski, wyruszył w swoją wielką wyprawę.

J

Wydarzenie międzynarodowe Festiwal nie jest jednak poświęcony jego osobie ani jego dziełom – ma na celu przybliżenie polskim czytelnikom światowej literatury i rozszerzenie ich horyzontów, zaprezentowaniem twórczości zagranicznych autorów. Ważny element stanowi także szukanie odpowiedzi na pytania zawarte w książkach i dyskusje o tym, dokąd zmierza czytelnictwo. Ideą festiwalu jest stawianie przede wszystkim na międzykulturowość i wymianę międzynarodową, co można osiągnąć, zapraszając świetnych gości – liczących się w środowisku literackim autorów, którzy przyciągną na festiwal nie tylko pasjonatów książek. W tym roku do Krakowa zawitało ponad stu artystów m.in. Anne Applebaum – amerykańsko-polska pisarka i dziennikarka, znana w Polsce przede wszystkim dzięki książce Gułag, opowiadającej o obozach pracy w ZSRR, za którą otrzymała Nagrodę Pulitzera w 2004 roku. Większość zagranicznych gości przybyła z Europy, jednak pojawili się także reprezentan-

38-39

ci innych kontynentów – Azję reprezentowali m.in. irańscy pisarze Huszang Asadi i Mostafa Zamaninija, a Afrykę – Marokańczyk Tahar Ben Jelloun. Dla polskich czytelników nie lada gratką było na pewno spotkanie z bestsellerową szwedzką pisarką, autorką kryminałów Asą Larsson, której książki sprzedają się świetnie także nad Wisłą (do tej pory przetłumaczono pięć powieści).

Polscy goście Podczas siedmiu dni festiwalu nie zabrakło również przedstawicieli polskiego środowiska literackiego – do Krakowa przyjechała Joanna Bator, świeżo upieczona laureatka tegorocznej Nagrody Literackiej Nike – najbardziej liczącej się statuetki w rodzimej literaturze. Goście festiwalu mogli liczyć na spotkanie m.in. z Marcinem Baranem, Markiem Bieńczykiem (Książka twarzy) czy Sylwią Chutnik (Cwaniary). W warsztatach wziął udział także Szczepan Twardoch, autor bestsellerowej Morfiny, która w zeszłym roku zrobiła spore zamieszanie w literaturze polskiej. Oprócz pisarzy do udziału w tym wyjątkowym wydarzeniu zaproszono wielu znawców literatury, historyków i dziennikarzy oraz przedstawicieli wydawnictw, a także filozofów.

Festiwal nie tylko literacki Książki nie były jednak jedynym przedmiotem zainteresowań Conrad Festival – stanowiły jedynie punkt wyjścia połączenia literatury z filmem, sztuką i muzyką, co udało się osiągnąć przez liczne seanse, warsztaty dziennikarskie czy wystawy towarzyszące spotkaniom literackim. Połączono także niektóre wydarzenia

w pasma, by zaprezentować spektrum sztuki danej dziedziny – wyróżniono pasmo surrealistyczne i islandzkie. Z festiwalu skorzystali też najmłodsi – pamiętając o tym, że dzieci powinny zaprzyjaźnić się z książkami już od najmłodszych lat, zorganizowano dla nich warsztaty i seanse filmowe, które dzięki swojej interdyscyplinarnej tematyce sprawiły, że każdy wyszedł z nich zaciekawiony. Wszystko to odbyło się wśród malowniczych krakowskich widoków i w wyjątkowych miejscach stolicy Małopolski. Większość spotkań i wydarzeń towarzyszących miała miejsce w Pałacu pod Baranami, reprezentacyjnym budynku znajdującym się na Rynku Głównym Krakowa.

Relacje w Internecie Dla osób, które nie mogły przybyć osobiście na festiwal, wraz z Wydawnictwem Literackim przygotowano relację na żywo, która umożliwiła obejrzenie na stronie internetowej trzech wydarzeń festiwalowych – spotkań z Ritą Gombrowicz, Asą Larsson i Tymonem Tymańskim. Od pierwszej edycji festiwal związany jest też z Targami Książki, które w tym roku w Krakowie odbyły się już po raz siedemnasty. Skupiając w jednym miejscu najlepszych autorów, najlepsze książki i największą liczbę zwiedzających, umożliwiają czytelnikom spotkanie z pisarzami, zdobycie dedykacji czy wymianę zdań na temat ulubionej powieści. Na stronie internetowej festiwalu zamieszczono siedemnaście powodów, dla których warto odwiedzić Targi Książki, jednak dla obu opisanych wydarzeń wystarczyłby tylko jeden argument – każdy wielbiciel literatury znajdzie tam coś dla siebie. 0


wywiad z Romanem Przylipiakiem

Komiks w rytmie disco Czy zespół disco to dobry pomysł na życie w nowopowstałej, demokratycznej Polsce? Jak poradzić sobie w wolnorynkowej rzeczywistości śpiewając o miłości w nadmorskich mordowniach? Rozmowa z Romanem Przylipiakiem, współautorem i bohaterem komiksu Papierowe Chłopaki R oz m aw i a ł : Paw e ł Tr z a s k o w s k i

dzili sobie w dorosłym życiu, niektórym w ogóle nie wyszło. Ale to temat na inną historię, my staramy się skupić na tych latach, które odeszły.

Były prostsze?

Papierowe Chłopaki, zakłada zespół disco i rusza w trasę po polskim wybrzeżu. Roman Przylipiak: Od początku nie ukrywaliśmy, że

ten komiks ma w  sobie bardzo silne wątki autobiograficzne. Postanowiliśmy wrócić do tego okresu, ponieważ już od dłuższego czasu można o nim mówić z nostalgią, odklejono od niego tę łatkę kiczu. Po latach nie ukrywam, że mam do tej historii szczególny sentyment. To, co przeżywasz jako młody człowiek, jest zawsze zajebiste, naprawdę trzeba trafić bardzo źle, żeby lat młodości nie wspominać pozytywnie.

Mimo to zdajecie się w ogóle nieprzygotowani na transformację ustrojową. Papierowe Chłopaki nie korzystają z szans, jakie daje im rodząca się demokracja. To dlatego, że ani nasze szkoły, ani nasi rodzice nie przygotowali nas do tych zmian, które miały nadejść; zwyczajnie nie wiedzieliśmy, co z nimi zrobić. Dlatego te chłopaki są takie papierowe, nietrwałe i niepewne. Nam wydawało się, że życie to ciągła dyskoteka, na której poznaje się coraz to nowe dziewczyny. Zresztą tak naprawdę to cała akcja komiksu jest niekończącą się imprezą.

Rzeczywiście, na ostatniej stronie widzimy bohaterów, którzy jadą przez Hel dawać kolejne koncerty. Historia jest niedomknięta, ale Półwysep siłą rzeczy musi się kiedyś skończyć. Tak jak musi się skończyć młodość i ta cała beztroska. Bohaterowie komiksu różnie pora-

Łatwiej było wtedy dostać lanie na Pomorzu? Komiksowy James podczas tego tournée po Helu spotkał się z pięścią dobre kilkanaście razy, takiego miał chłopak pecha i  tyle. Rzeczywiście, łatwo było wtedy o bójkę, ale nie było to żadne Olaboga, co to się stało, dzwoń na policję!, nie. Wyszedłeś z domu o złej godzinie i po prostu tym razem ci się nie udało.

fot. materiały prasowe

MAGIEL: Przełom lat 80. i 90., grupa młodych kolesi, tytułowe

Reżyser krótkich metraży, teledysków i reklam. Laureat 2. nagrody w międzynarodowym konkursie “Przekraczanie Granic” za film fabularny pt. Kurs. Zdobywca nagród w kraju i za granicą m.in. na ASFF w York w Anglii. Współpracuje z reżyserem teatralnym Marcinem Liberą przy wizualizacjach do spektakli. Tworzy filmy dla Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Jedną z ostatnich realizacji jest trailer do gry Wiedzmin 3 The Beginning

A same dyskoteki? Dałoby się teraz otworzyć klub w klimacie lat 80. czy 90.? To ciężki temat, bo wszystkie te miejsca, w których się grało, to były po prostu czarne dziury, niczego tam nie było. Pamiętam taki klub w Sopocie, Bungalow się nazywał, ale to było miejsce!… W każdym razie bardziej pamięta się ludzi i to jak wyglądali. W latach 80. męski szyk na dyskotece to były spodnie piramidy, w których się wyglądało jak Jazon z Gwiezdnego Patrolu, do tego krawat śledź i golf. O, golf to obowiązkowo, biały albo czarny. Sam taki miałem.

Scenariusz: Roman Przylipiak Rysunek: Michał Oraszek Wydawnictwo MARINA

A w latach 90.? Wtedy zaczął się jeszcze bardziej uwidaczniać podział na subkultury w  Polsce: skini, dresiarze, normalsi, punki. A, i nie wolno zapominać o tym, że wtedy na dyskotece był nie DJ, ale dysk dżokej. I on wchodził sobie między piosenkami, żeby zapowiedzieć utwór, o którym akurat nie miał zielonego pojęcia. Wyobraź sobie – wychodzi taki łysy pan Jastrząb w ciemnych okularach i mówi, że za chwilę zagra The Scorpions i ich Wind of Change, czyli po naszemu Zmienny Wiatr...

Wróciłbyś do tych czasów teraz, jako dorosły facet?

fot. materiały prasowe

fot. materiały prasowe

Na pewno stosunki międzyludzkie były mniej skomplikowane. Dziś to raczej nie do pomyślenia, żeby kumple wpadli do siebie bez zapowiedzenia – wtedy to była norma. Tak samo bijatyki, zwłaszcza na dyskotekach.

Roman Przypilak

Przynajmniej na chwilę, czemu nie? 0

listopad 2013


/ recenzje / nowości wydawnicze

kłych zjawisk, przywracając nowej książce

wiony charakteru, to mimo wszystko jego

atmosferę panującą w  takich powieściach,

postać jest interesująca. Opanowanie,

nicy Harukiego Murakamiego czekali bardzo

jak Norwegian Wood, Na południe od gra-

chłód i  niezwykły dystans bohatera są

długo. Od wydania głośnej trylogii 1Q84 mi-

nicy, na zachód od słońca czy Sputnik Swe-

nieodłącznym elementem wyjątkowego

nęły trzy lata, a przez ten czas popularność

etheart. Pisarz skłania się ku fabule bazu-

nastroju książki.

pisarza rosła. Tegoroczna nominacja do lite-

jącej na tajemnicy i niedomówieniu. Dorosły

Murakami stworzył intrygującą powieść

rackiej Nagrody Nobla była niezwykłym wy-

Tsukuru podejmuje próbę zmierzenia się ze

psychologiczną, może trochę za mało

różnieniem, którego słuszność potwierdza-

swoją przeszłością i stara się rozwikłać za-

w  niej suspensu, niewiele akcji, zdaje się,

ją również statystyki sprzedaży. Najnowsza

gadkę sprzed lat: co takiego zrobił Tsukuru?

że wątki bazujące na tajemnicy mogłyby

powieść rozeszła się w Japonii w 600 tysią-

Co spowodowało, że wszyscy przyjaciele się

zostać pogłębione. Z  jednej strony za-

cach egzemplarzy i to w ciągu jednej doby,

od niego odwrócili? Co tak naprawdę stało

brakło w  tym wszystkim magii, która tak

a wynik 1,5 miliona uzyskała w ciągu pierw-

się po jego wyjeździe do Tokio? Takich nie-

magnetyzuje czytelników Murakamiego,

szego tygodnia. Przed księgarniami zbierały

jasności jest w książce Murakamiego więcej

a  z  drugiej trzeba przyznać, że prostota,

się imponujące kolejki, porównywalne chyba

i wraz z bohaterem czytelnik powoli odkry-

z jaką przedstawione są motywy tożsamo-

tylko z szalonym wyczekiwaniem na kolejne

wa kolejne karty dawnych niedopowiedzeń.

ści, poszukiwania siebie i skomplikowanych

części Harry’ego Pottera.

Proza Japończyka niezmiennie czaruje

relacji międzyludzkich, wciąga w  ten od-

Po 1Q84 Murakami daje odetchnąć czy-

niepowtarzalną aurą. Choć chwilami Tazaki

mienny kulturowo i emocjonalnie świat.

telnikom od surrealistycznych i  niezwy-

wydaje się faktycznie bezbarwny i  pozba-

mi l e n a b u s z k i e wic z

xxxxz

Bezbarwny Tsukuru Tazaki i  lata jego pielgrzymstwa to powieść, na którą czytel-

ocena:

Tajemnice młodości

Bezbarwny Tsukuru Tazaki i lata jego pielgrzymstwa Haruki Murakami Muza SA 34,99 zł

xxxzz

ocena:

Droga do piekła

Inferno

Dan Brown Sonia Draga 44,90 złł

Z niecierpliwością wyczekiwana kon-

nesansowi – Botticelli, Michał Anioł oraz

tchnienia, historii i  dzieł wielkich arty-

tynuacja serii książek amerykańskiego

Vasari). Profesor Langdon z  książki na

stów miasta.

autora to powrót do Włoch, podróż przez

książkę staje się coraz bardziej błyskotli-

Inferno to powieść na długie, leniwe,

zakamarki cudownej Florencji, jak rów-

wy. Łatwość, z jaką wychodzi z kolejnych

zimowe wieczory. Nie zapewni nam roz-

nież przez kolejne stronice Piekła Dante-

opresji, wydaje się wręcz irytująco niere-

rywki na wysokim poziomie, nie podnie-

go Alighieri. Tym razem Robert Langdon

alna. Chociaż R.L. nie traci przez to uroku,

sie adrenaliny we krwi, nie przyprawi

budzi się w  szpitalu, by odkryć, że nie

książka już owszem, ponieważ brakuje jej

o  wypieki na twarzy… Za to z  pewnością

pamięta niczego z  ostatnich dwóch dni.

autentyczności, która była obecna w po-

zawarte w  niej opisy Florencji rozszerzą

Bez ostrzeżenia zostaje wplątany w  in-

przednich powieściach.

naszą świadomość kulturalną, a  ciekawe

trygę na światową skalę. Razem z piękną

Zaskoczeniem jest tematyka transhu-

dywagacje bohaterów mają potencjał do

i  inteligentną dr Sienną Brooks stara się

manizmu, wyższego dobra, apokaliptycz-

wywołania refleksji czy nawet zmiany

rozwikłać zagadkę i ocalić ludzkość przed

ne dygresje i całkiem głębokie rozważania

światopoglądu czytelnika. Książka nie-

śmiertelnym wirusem. Fabuła przypomina

nad dobrem i złem, toczone przez Siennę

stety nie spełnia podstawowej funkcji

Tożsamość Bourne’a, Mission Impossible II

i  Roberta. Niestety książka więcej nie

dobrego thrillera – nie trzyma w napięciu.

i  The Box – jest schematyczna i  typowa

może nam zaoferować. Wydaje się, że

Okazuje się, że trop do piekła prowadzi

dla pozostałych książek z  serii o  Lang-

autor

oryginalność

do piekielnej nudy, bo każdy kolejny krok

donie.

i pomysły, tworząc tym razem dość mdłą

bohaterów zamiast wzbudzać ciekawość

Plusem są impresjonistyczne opisy

powieść przygodową, której największą

– po prostu usypia.

(choć na warsztacie głównie artyści re-

zaletą są opisy pięknego, pełnego na-

K ata r z y n a B a n a s i k

wyczerpał

swoją

Nowości wydawnicze listopad 2013

40-41

Małżeństwo we troje

[bubble]

Upadek króla Artura

Eric-Emmanuel Schmitt Wydawnictwo Znak 36,90 zł

Anders de la Motte Wydawnictwo Czarna Owca 39,90 zł

J.R.R. Tolkien Wydawnictwo Prószyński i S-ka. 39,90 zł


styl życia / uszanowanko

Styl

Polecamy: 44 WARSZAWA Służewiecki hipodrom 46 W SUBIEKTYWIE Z wizytą u Ajatollachów Iran non-fiction

48 CZŁOWIEK Z PASJĄ Tyrmand wraca do kraju Wywiad z Matthew Tyrmandem

Byle nie odkroić za dużo ROBERT SZKLARZ

S z e f dz i a ł u P o l i t y k a i g o sp o d a r k a

upiłem dziś w warzywniaku na rogu dorodną kalarepę – naprawdę spory okaz, o rozmiarach rzadko spotykanych poza sezonem. Bez zbędnego odwlekania konsumpcji przystąpiłem od razu do jej obierania. Wiedząc, że najsmaczniejsze kawałki są zaraz pod skórką, odrywałem nożykiem niewielkie jej płaty, starając się zachować jak największą ostrożność. Nie chciałem przecież razem ze skórką stracić najlepszego smakołyku. W końcu soczysta zieleń cieniutkiej, podskórnej warstwy była odsłonięta na całej jej powierzchni. Dopiero gdy pozbyłem się niejadalnych części, pokroiłem ją na mniejsze kawałki i wziąłem się za jedzenie. Podobnie rzecz ma się z polskim szkolnictwem wyższym. Nabywanie wiedzy w polskich uczelniach można porównać właśnie do takiego obierania kalarepy. Nie ma wątpliwości, że na naszej edukacyjnej ścieżce spotykamy pełno nieprzydatnych informacji. Każdy, kto studiuje już trochę, zdaje sobie sprawę, że w programie kierunku są wykłady, na które zupełnie nie warto chodzić. Jednak są także takie, bez których nasze wyższe wykształcenie będzie bardzo niepełne. Prawdziwa sztuka polega na wyselek-

K

Prawdziwa sztuka polega na wyselekcjonowaniu tego, co jadalne, od tego, co najsmaczniejsze,

cjonowaniu tego, co jadalne, od tego, co najsmaczniejsze, a granica między nimi jest czasem cieńsza niż się wydaje. Oczywiście można pójść na łatwiznę i obrać kalarepę kilkoma ciachnięciami nożna, tworząc z naszego warzywa dość mizerny sześcian. Jednak wówczas najpewniej pozbawimy się wielu smakowitych kąsków. Idąc po najmniejszej linii oporu i chodząc tylko na zajęcia absolutnie obowiązkowe, pozbawiamy siebe wielu możliwości rozwoju. Żebym nie został źle zrozumiany, selekcja możliwości, jakie daje nam uczelnia, nie ogranicza się jedynie do wykładów i ćwiczeń, ale obejmuje wszystkie możliwości rozwoju, jakie stawia przed nami uczelnia. Udział w organizacjach studenckich, czy programach stażowych to także część oferty naszych szkół. Narzekamy na niski poziom nauczania wyższego w naszym kraju, czasem nie zdając sobie sprawy, że najlepsze kąski z oferty UW czy SGH odcinamy, nawet nie zdając sobie sprawy z ich istnienia. Musimy tylko zadać sobie odrobinę trudu i poszukać tego co jest w nich naprawdę atrakcyjne. 0

listopad 2013

fot. Agnieszka Michałek

życia

Historia toru wyścigów konnych


/ drift – Czy jest tu jakaś klacz?

Keep drifting! Adrenalina, emocje, prędkość, podwyższone ciśnienie, widowisko, ryk silników, odwaga, szaleństwo – to tylko niektóre skojarzenia, wywoływane przez dźwięk słowa „drift”. Czym ten sport jest naprawdę? Jak powstała jego idea? Co wspólnego z driftem ma Japonia? Co trzeba zrobić, aby osiągnąć w nim sukces? I czy to naprawdę sport tylko dla rozrywkowych, nadzianych facetów? Przekonajcie się sami! JA N A WO R O N OW S K A

pisując w wyszukiwarkę internetową słowo „drift”, najprawdopodobniej przeczytacie, że jest to technika jazdy pojazdem w  kontrolowanym poślizgu oraz pokonywanie zakrętów z dużą prędkością. Zapewne znajdzie się także informacja, że to pewien rodzaj sportów motorowych, przy okazji chyba jeden z najbardziej spektakularnych. Rzeczywiście, powyższe opisy definiują dirft, jednak z samych słów ciężko wnioskować, jak ta dyscyplina wygląda w  rzeczywistości. Aby choć odrobinę rozruszać swoją wyobraźnie, należałoby zobaczyć kilka solidnie zmontowanych filmików, prezentujących najwyższej klasy sportowców. Jednak to wciąż za mało, żeby poczuć i  zrozumieć o  co w tym wszystkim chodzi. Najlepiej osobiście wybrać się na mistrzostwa, odbywające się gdzieś w okolicy. A o to wcale nietrudno. Mało tego – ten sport uzależnia i kiedy już raz poczuje się na własnej skórze adrenalinę towarzyszącą zawodom, będzie się wracać jeszcze wiele razy! Piękne, sportowe auta, których ot tak nie zobaczy się na ulicy, coś dla prawdziwych streetracerów, czyli głośna, rockowa muzyka oraz piękne kobiety, tańczące i  pozujące do sesji fotograficznych przy samochodach. W dodatku dochodzący z każdej strony ryk silników i dający się odczuć zapach benzyny. To wprost raj dla entuzjastów motoryzacji!

W

Fakty, faktami… Wszystko zaczęło się w roku 1930 od reklamy sportowego samochodu – Auto Union Type -D, w której kierowca rzucił samochód w kontrolowany poślizg, pokonując jedno z okrążeń trasy. Korzenie współczesnego driftu znajdują się z kolei w Japonii, gdzie również narodził się on jako technika pokonywania zakrętów, stosowana w nieistniejącej już dziś serii wyścigów All Japan Touring Car Championship. Legen-

42-43

da wyścigów, Kunimitsu Takahashi, nazywany ojcem driftingu, stworzył podwaliny dla całej obecnie wykorzystywanej techniki jazdy. Dzięki tej metodzie wygrał wiele mistrzostw, co przysporzyło mu ogromną rzeszę fanów. Innym znanym japońskim kierowcą jest Keiichi Tsuchiya – Drift King Trening swoich umiejętności rozpoczynał na japońskich wzgórzach, a  zdobyte w  ten sposób doświadczenie szybko zyskało uznanie w  świecie streetracerów. W 1987 roku, przy współpracy kilku popularnych magazynów i  warsztatów tuningowych, powstał krótki film o umiejętnościach Keiichi

…ale najważniejsze są emocje Od strony widza drift wygląda bardzo spektakularnie, jednak zupełnie czym innym są emocje, odczuwane przez kierowcę i pilota siedzącego obok niego. Duża prędkość, niebezpieczeństwo, adrenalina i świadomość, że ma się tylko kilka minut, by dać z  siebie wszystko i pokazać się widzom z jak najlepszej strony. Przez tę krótką chwilę kierowca musi kontrolować wszystko, co robi, przemyśleć każdy swój ruch, przeanalizować prędkość i  kąt, pod jakim będzie ustawiony samochód w czasie jazdy. Wszystko zaczyna się w  momencie, kiedy samochód nabiera prędkości i kładzie się rękę na hamulcu. Te kilka chwil, w których pojazd leci pod kątem, wydaje się wiecznością. Wewnątrz kierowcy wszystko zamiera. Jest tylko on, tor, samochód i jego myśli. Czuć zapach palących się opon, a  za samochodem unoszą się kłęby dymu. Emocje sięgają zenitu. W  mgnieniu oka Twój przejazd dobiega końca. Zostaje tylko to przyjemne uczucie zadowolenia i widok rozemocjonowanych kibiców. fot.: Jana Woronowska

T E K S T:

Drift made in Poland Tsuchiyii, nazwany Pluspy. Produkcja okazała się wielkim hitem i zainspirowała do działania kolejnych członków japońskiej profesjonalnej ligi driftingowej – D1GP. Drift jest dziś bardzo popularnym sportem. Aby zwyciężyć w  konkursie trzeba uzyskać maksymalnie wysokie noty sędziowskie za przejechanie określonego odcinka trasy. Najbardziej znanym i  popularnym konkursem driftingowym są wciąż: mistrzostwa Japanese Drift D1 Grand Prix, US Formula Drift Championship i New Zealand Cup to również znane i liczące się w sportach motorowych serie wyścigów, których odłam rozgrywany jest w Azji.

Obecnie także w  Polsce drift rozwija się bardzo dynamicznie. Coraz więcej młodych ludzi chce spróbować swoich sił w  tym sporcie, marząc o  międzynarodowej karierze. Niedawno to właśnie Polak, Kuba Przygoński, pobił rekord prędkości w  drifcie, pokonując specjalnie przygotowaną trasę z  szybkością aż 217,97km/h. Za swoje osiągnięcie został wpisany do Księgi Rekordów Guinnessa. Od 2005 roku działa Polska Federacja Driftingu, która rokrocznie organizuje liczne wyścigi. Co ciekawe, w naszym kraju jest tylko jedna licencjonowana drifterka – Karolina Pilarczyk, okrzyknięta przez media Królową polskiego driftu. 0


judo niepełnosprawnych /

(Nie)równe szanse – Nie chcę mi się. Nie mam czasu. Jutro, za tydzień, za miesiąc… Ile razy tak myślałeś, kiedy trzeba było iść na obowiązkowy WF? Ile razy odmawiałeś sobie gry w piłkę z kolegami, woląc posiedzieć przed komputerem? Tymczasem wśród nas są osoby, które chciały by być na Twoim miejscu, móc trenować. Niestety, najczęściej są tej szansy pozbawione. ANIA ELSNER

 mediach coraz częściej porusza się problematykę osób niepełnosprawnych, zarówno fizycznie, jak i  intelektualnie. Stopniowo oswaja się z ich obecnością w społeczeństwie i  powoli przestaje się traktować osoby niepełnosprawne jak odmienne stworzenia. Powstają szkoły integracyjne, mające na celu zatarcie granicy pomiędzy nami a „nimi”. Wciąż jednak dla wielu ludzi osoby upośledzone są kimś innym, gorszym, słabszym, niewartym uwagi. Fantastyczną inicjatywą zwalczającą uprzedzenia jest tworzenie możliwości rozwoju dla tych, którzy sami nie są w stanie o siebie zadbać. Judo to jedna z form aktywności fizycznej, w której upatruje się właśnie takie szanse dla niepełnosprawnych. Mogą w niej osiągać duże sukcesy, także na arenie międzynarodowej, np. podczas Olimpiad Specjalnych.

W

Raczkująca Polska Na świecie powszechnym zjawiskiem jest powstawanie przy klubach judo sekcji dla osób niepełnosprawnych. Daje to możliwość spełniania marzeń o  karierze sportowej, wyjazdów na ogólnokrajowe czy międzynarodowe turnieje. W Polsce niestety nadal organizowanie regularnych zajęć dla osób upośledzonych nie jest popularne. Dość powiedzieć, że do tej pory w całym naszym kraju działają tylko (a może aż?) cztery sekcje specjalne. Pierwszym klubem, który podjął się prowadzenia takiej sekcji, był UKS Olimpia Judo Elbląg. Zajęcia prowadzone są tam już od ośmiu lat i przez długi czas była to jedyna sekcja w kraju. Brak zawodników z innych klubów uniemożliwiał organizację turniejów i  utworzenie kadry, która reprezentowałaby Polskę podczas Olimpiad Specjalnych. Zawodnicy rywalizowali na turniejach jedynie z przeciwnikami z zespołów niemieckich. Elbląski klub organizuje natomiast turniej integracyjny, w którym niepełnosprawni judocy spotykają się na macie ze swoimi pełnosprawnymi kolegami. Na szczęście w innych miastach zaczynają powstawać kolejne sekcje. Drugim klubem, przy którym mogą trenować osoby niepełnosprawnie intelektualnie, jest Akademia Judo Poznań. Trenerzy bardzo angażują się tam w propagowanie judo i chcą włączyć je do programu Polskich Olimpiad Specjalnych. Bytomski Feniks to trzeci klub, który podjął się pracy z osobami upośledzonymi. Sekcja działająca przy UKS „Górnik” Konin jest jak na razie naj-

młodszą grupą dla osób niepełnosprawnych. Chociaż działa dopiero od grudnia ubiegłego roku, to już odnosi sukcesy. Aktualnie w Polsce judo uprawiane jest już przez ponad osiemdziesięciu niepełnosprawnych zawodników. Wynik ten nie jest może imponujący, ale napawa optymizmem, szczególnie zważywszy na fakt, że jeszcze niedawno w kraju istniała tylko jedna taka sekcja. Zasady walk osób zarówno zdrowych, jak i niepełnosprawnych są bardzo podobne. Zawodnicy podzieleni są na kategorie wagowe oraz wiekowe (w przypadku turnieju specjalnego także ze względu na stopień niepełnosprawności) walczą na macie, wykonując rzuty oraz techniki w parterze.

Zdrowa współpraca Marek Grabowski, trener UKS „Górnik” Konin, często słyszy pełne zdziwienia pytania, dlaczego podjął się tak trudnego zadania, jakim jest praca z niepełnosprawnymi uczniami. On sam jednak zdaje się dostrzegać głównie pozytywne aspekty swojej pracy: – Dla mnie to nie tylko praca, ale i ogromna satysfakcja. Osoby upośledzone umysłowo często postrzegane są jako agresywne i trudne do zdyscyplinowania. W rzeczywistości, gdy poświęci się im trochę uwagi i będzie traktowało jak każdego innego zdrowego człowieka, odwdzięczą się szczerą radością i pozytywną energią. Zdrowi zawodnicy chętnie uczestniczą w treningach sekcji dla osób niepełnosprawnych, razem jeżdżą też na zawody, wspierając swoich kolegów oraz dopingując ich. Podczas ćwiczeń zaciera się różnica w sprawności umysłowej. Judo jest dyscypliną, w której liczy się chęć i zaangażowanie, a tych cech na pewno nie można odmówić młodym, niepełnosprawnym judokom. Osoby upośledzone umysłowo podczas ćwiczeń wykazują się zdyscyplinowaniem i  respektem dla trenera. Na zajęciach nie ma miejsca na dezorganizację, a sportowcy chętnie wykonują wszystkie ćwiczenia. Dzięki ciężkiej pracy zawodnicy mają już

na swoim koncie pierwsze sukcesy. Jednym z nich był bez wątpienia start w I Mistrzostwach Osób Niepełnosprawnych w Judo. I choć podopieczni trenera Grabowskiego przygotowywali się przez zaledwie pół roku, przywieźli ze sobą cztery złote medale. Zawodnicy nie zwalniają obrotów i już szykują się do kolejnych rywalizacji na macie. Trener Grabowski, aby promować judo oraz zebrać środki na działalność sekcji dla osób niepełnosprawnych, o których pozyskanie nie jest łatwo, zaangażował się w organizację charytatywnej gali judo, która odbędzie się już 24 listopada. Sympatycy judo zaplanowali dużą imprezę, podczas której mieszkańcy miasta będą mogli zobaczyć również pokaz dyscypliny w wykonaniu osób niepełnosprawnych. Tworzenie możliwości rozwoju niepełnosprawnych to niewątpliwie ważna kwestia, której nie należy lekceważyć, lecz przyczyniać się do jej nagłaśniania w  każdy możliwy sposób. Na szczęście, znajdują się ludzie, którzy poświęcają swój czas i często bezinteresownie pomagają innym. W ten sposób powstały już cztery sekcje judo dla osób niepełnosprawnych intelektualnie. Z  pewnością w innych zakątkach Polski także znajduje się wiele osób chcących trenować. Chociażby w tak dużym mieście, jakim jest Warszawa, nie ma ani jednego klubu, skupiającego się na szkoleniu zawodników upośledzonych umysłowo, a  niewątpliwie znaleźliby się chętni do udziału w takich zajęciach. Czasem wystarczy tylko zauważyć drugiego człowieka obok nas i mieć chęć mu pomóc. 0

fot.: Marek Grabowski

T E K S T:

listopad 2013


Warszawa

Służewiecki hipodrom Adrenalina, wszechobecny gwar dobiegający z trybun, zapach tytoniu, eleganckie damy i przystojni dżentelmeni – taki widok z pewnością rysował się na Służewcu podczas każdej pełnej emocji gonitwy. Niestety tor, którym niegdyś się chlubiono, dziś nieco „podupadł na zdrowiu”. Zapaleni koniarze i amatorzy wyścigów po cichu liczą na renesans toru. Tymczasem MAGIEL postanowił dokładniej przyjrzeć tej 138-hektarowej enklawie zieleni ulokowanej na Służewcu. Kasia Sitek

iedy słyszy się o wyścigach konnych, kojarzą się one najbardziej z Ascot, The Melbourne Cup lub z The Kentucky Derby. Większość nawet nie pomyśli o zawodach odbywających się na Torze Służewiec. Choć gonitw jest już zdecydowanie mniej niż w przeszłości, a trybuny często świecą pustkami, to nie brakuje stałych bywalców, dla których wyścigi to cały świat. Owi pasjonaci ze wzruszeniem wspominają dawne czasy i starają się opisać atmosferę, której nie da się wyrazić żadnymi słowami. Mało kto zna również polskich dżokejów. Każdy jest w stanie wymienić szereg sportowców, nawet tych bez żadnych sukcesów na koncie, gdyby jednak zapytać kogoś o polskiego dżokeja, natychmiast zrodziłby się nie lada problem. Szkoda, bo jest wielu zasłużonych rodzimych zawodników w tej dyscyplinie sportu.

K

Modernistyczne cudo Wyścigi konne odbywające się w stolicy mogą pochwalić się wieloletnią tradycją. Pierwszy z nich miał miejsce w 1777 roku i choć różnił się zdecydowanie od późniejszych, z pewnością wprowadził nowy rodzaj rozrywki. Wyścig odbył się na trasie z Woli do Zamku Ujazdowskiego, ulicą Marszałkowską. Wtedy to klacz Kazimierza Rzewuskiego, pokonała konia Sir Charlesa Whitwortha – angielskiego posła. Później nieoficjalne gonitwy organizowano w sąsiedztwie Łazienek Królewskich i wspomnianej już ulicy Marszałkowskiej. W 1841 roku powstało Towarzystwo Wyścigów Konnych i Wystawy Zwierząt Gospodarskich w Królestwie Polskim, tym samym, jest to oficjalna data pierwszych zorganizowanych wyścigów w stolicy. Torem wówczas było Pole Mokotowskie, a konkretniej okolice Placu Unii Lubelskiej. Zdecydowany przełom nastąpił w 1939

44-45 magiel

roku, kiedy Służewiec został oficjalnie otwaty. Nietrudno jednak zgadnąć, że radość z organizacji zawodów nie trwała długo. Rozwój tej dyscypliny sportu, jak i samego obiektu, przerwała II wojna światowa. Rozegranych zostało zaledwie kilkanaście gonitw. Na szczęście podczas wojny sam tor oraz przyległe do niego „miasteczko wyścigowe” nie ucierpiały, dzięki czemu w 1946 roku atmosfera rywalizacji ponownie zawładnęła Służewieckim hipodromem. Tyle o historii obiektu, który w momencie otwarcia nie miał sobie równych na Starym Kontynencie. Jego konstrukcja łączy w sobie styl funkcjonalistyczny i okrętowy. Tory są dwa, każdy z nich ma długość 2300 m. Pierwszy, owalny, umożliwia rozgrywanie „gonitw płaskich” (bez przeszkód), natomiast na bieżni wewnętrznej odbywają się gonitwy płotowe (długodystansowe wyścigi z przeszkodami). Wzdłuż toru rozlokowane są trzy zabytkowe trybuny. Pierwsza – honorowa, zwana też „członkowską”, została zbudowana specjalnie dla VIP-ów. Jest to elegancki pawilon połączony z budynkiem administra-

cyjnym sędziów oraz dziennikarzy, posiadający od strony padocku w całości przeszkloną ścianę. Druga trybuna składa się w większości z miejsc stojących, trzeciej zaś nigdy nie ukończono. Wszystkie zostały usytuowane w kierunku wschodnim aby uniknąć rażących promieni słonecznych. Fenomen na owe czasy stanowiło „miasteczko wyścigowe” przylegające do toru. Założeniem pomysłodawców i architekta było stworzenie nie tyle samego toru, co całego kompleksu wyścigowo-treningowego, co w Europie lat 30. brzmiało awangardowo. Podczas budowy Toru Wyścigów Konnych na Służewcu wykorzystano najnowocześniejsze techniki i kilka ciekawych, niezwykle funkcjonalnych rozwiązań. Za przykład może posłużyć tunel, który łączy obszar stajen z padockiem. Same stajnie mogą pomieścić 800 koni! Dodatkowo na terenie obiektu zlokalizowane są: szpital weterynaryjny, tor treningowy, mieszkania pracownicze, magazyny, parking, studnie oraz wieża ciśnieniowa. Cały obszar tonie w zieleni, tworząc fantastyczną enklawę zlokalizowaną jedyne 30 minut jazdy od ścisłego

fot. torsluzewiec.pl

te k st:


fot. torsluzewiec.pl

Warszawa

centrum. Aby udowodnić, że obiekt zaprojektowano z dbałością o najdrobniejsze szczegóły, warto nadmienić, iż do zagospodarowania przestrzeni zielonej wykorzystano 6 000 rodzajów krzewów oraz 95 gatunków drzew. Efekt – rewelacyjna, sielankowa atmosfera, w sam raz na piknik.

Polacy górą! Opisując Tor Wyścigów Konnych na Służewcu grzechem byłoby nie wspomnieć o osobach, które zjadły na nich zęby. Mowa tutaj oczywiście o dżokejach. Do legend gonitw konnych niewątpliwie zalicza się Mieczysław Mielnicki, który wygrał w swojej karierze, bagatela, 1663 wyścigów (aby zostać pełnoprawnym dżokejem, należy ich wygrać 100). W najlepszym okresie swojej kariery Mielnicki zwiedził całą Europę i Stany Zjednoczone. Był rozpoznawalny i szanowny na arenie międzynarodowej. Podczas swojego pierwszego wyścigu zajął drugie miejsce, a w kolejnym triumfował już na najwyższym stopniu podium. Obecnie jest na emeryturze, lecz nie przestaje szukać i szkolić potencjalnych następców. Niestety, ze względu na niekorzystną fizjonomię młodych dżokejów, jest z tym nie lada problem. Sam Mielnicki podczas intensywnego trenowania, ważył jedynie 49 kg przy wzroście 158 cm! Kolejnym wielkim polskim dżokejem był Tomasz Dul, który niebezpodstawnie został okrzyknięty „Królem Służewca”. Zwyciężył m. in. w pięciu edycjach Derbów, sześciokrotnie wszedł na najwyższy stopień podium w zawodach o Nagrodę Prezesa Rady Ministrów oraz trzy razy wygrał Wielką Warszawską. Został również rekordzistą w ilości wygranych gonitw w ciągu pierwszego sezonu po II wojnie światowej. Jako były zawodnik pla-

nował rozpocząć karierę trenerską. Niestety w 2005 r. zginął tragicznie w wypadku w okolicach Warki. Obenie zainteresowanie profesjonalnymi startami w gonitwach znacznie spadło i nie cieszą się zbytnią popularnością. Nie oznacza to jednak braku faworytów i potencjalnych liderów. Miłośnicy koni z pewnością mieli już okazję usłyszeć o fantastycznym młodym dżokeju – Szczepanie Mazurze. Ten niepozorny, skromny nastolatek ma już na swoim koncie wiele zwycięstw oraz uznanie w środowisku. Jednak sam talent nie wystarczy, by odnieść sukces. Najważniejsze są treningi, które trwają nawet po osiem godzin. W ich skład wchodzi trening aerobowy, czyli pływanie lub bieganie. Ciężka praca Szczepana nie idzie na marne, zawodnik odniósł niedawno fantastyczne zwycięstwo w Wielkiej Warszawskiej.

Wyścigi tylko dla championów Wyścigi konne odbywają się na specjalnie do tego przygotowanych torach, zwanych hipodromami. W gonitwach mogą brać udział jedynie konie czystej krwi m.in. angielskiej i arabskiej oraz quarter horse. Dżokejami powinny być osoby niskie i lekkie. Przed każdym wyścigiem zawodnicy są ważeni wraz z siodłami. W przypadku „niedowagi” na siodło zostają nałożone ciężarki. Każdy koń musi nieść taki sam ciężar. Istnieją dwa rodzaje wyścigów: z przeszkodami i bez. Dystans do pokonania wynosi zwykle 2400 m. Poza najpopularniejszymi gonitwami w galopie organizowane są również gonitwy w kłusie. Wszystkim dobrze znane „derby” to gonitwa płaska, w której mogą brać udział jedynie konie krwi angielskiej. Najważniejsze zawody rozgrywane na torze na Służewcu to: Nagroda Rulera (1600 m), Służewiec Derby (ok.

2,414 m) oraz wyścig o Polską Potrójną Koronę (2800 m). Warto dodać, że oprócz emocjonujących gonitw, na terenie toru organizowane są również inne wydarzenia, które z końmi nie mają nic wspólnego. Są to liczne koncerty gwiazd takich jak: Sting, Georg Michael czy The Rolling Stones. Totalizator Sportowy, do którego należy służewiecki tor, planuje rewitalizację i rozbudowę obiektu, a w konsekwencji przywrócenie mu dawnej świetności. W planach jest m.in. wybudowanie kompleksu rekreacyjnego, wyremontowanie zabytkowych trybun oraz stworzenie muzeum sportów konnych. Możemy mieć tylko nadzieję, że ambitne plany Totalizatora nie przyćmią słusznej idei ratowania wspaniałego Toru Wyścigów Konnych na Służewcu. Gra jest warta świeczki, bowiem dzięki w pełni zachowanej formie architektoniczno-przestrzennej, obiekt został wpisany do państwowego rejestru zabytków. 0

Typujemy zwycięzców Najbardziej znanym, typem zakładu jest klasyczne „zwycięstwo”, czyli wytypowany koń musi dobiec do mety jako pierwszy. Jednak dla tych, którzy wolą trochę pokombinować, prezentujemy wszystkie możliwe typy zakładów dostępnych na służewieckim torze: Porządek – typujemy dwa konie, które zajmą pierwsze oraz drugie miejsce na mecie (w tym wypadku kolejność nie ma znaczenia). Koszt tego typu zakładu wynosi trzy złote. Dwójka – typujemy dwa konie, które zajmą pierwsze i drugie miejsce, tym razem kolejność musimy ustalić z góry. Koszt trzy złote. Trójka – typujemy trzy konie, które zajmą pierwsze trzy miejsca, musimy również przypisać konia do miejsca, które potencjalnie zajmie. Koszt dwa złote. Czwórka – typujemy cztery konie, analogicznie do dwójki i trójki muszą zająć miejsca w kolejności wcześniej przez nas wytypowanej. Koszt takiego zakładu to dwa złote. Kwinta – typujemy zwycięzców z pięciu pierwszych gonitw. Koszt dwa złote. Tripla – typujemy zwycięzców z trzech wskazanych przez nas gonitw. Koszt dwa złote. Dubla – typujemy zwycięzców z dwóch wskazanych przez nas gonitw. Koszt dwa złote.

listopad 2013


/ Iran, czyli Persja Dlaczego w Maglu jest tyle Anastazji z Białorusi? Bo Łukaszenko zaczął wypuszczać ludzi z kraju... alfabetycznie!

Z wizytą

u Ajatollahów

Wyobraź sobie, że zamykasz oczy. Gdzieś w oddali pada słowo Iran. Co wtedy widzisz? Czy myślisz o kraju wojującego islamu, w którym obowiązuje prawo szariatu, o programie wzbogacania uranu, czy też o szalejącym na każdym kroku antysemityzmie? A może pomyślałeś o Persji – o miłych w dotyku dywanach, szlachetnych kotach oraz zapierających dech w piersiach ogrodach? Jak jest naprawdę w tym orientalnym i trudnodostępnym państwie? Tekst i fotografie:

P i o t r N owo s i e l s k i

iele słyszałem na temat legendarnej perskiej gościnności. Relacje te wydały mi się przesadzone i nieco podkolorowane. Jednakże już pierwszego dnia w  barze, gdzie jadłem swoje drugie śniadanie, zaczepiło mnie dwóch Irańczyków. Pierwszy przesłał mi aplikację, dzięki której mogłem omijać rządową blokadę Facebooka. Drugi zaś poprosił mnie o to, abym zamienił parę zdań po angielsku z jego siedmioletnim synkiem, który właśnie zaczął się uczyć języków obcych. Jednak z  perską gościnnością należy uważać, gdyż może ona przybrać formę obcą dla człowieka cywilizacji zachodniej. Zdarza się, że kierowca taksówki czy kelner w  restauracji na pytanie o  rachunek odpowie, że nie trzeba nic płacić. Nie należy jednak brać tego wprost i  odchodzić bez płacenia, gdyż chodzi o  prastary zwyczaj zwany taarof. Ta wielowiekowa perska tradycja ma pokazać gościnność i  swego rodzaju wyższość ofiarującego. Zwyczaj ten między Persami przybiera wielopoziomową formę. Do tego stopnia, że osoba obdarowywana często musi siłą wręczać ofiarodawcy sumę kilkukrotnie wyższą, niż wynikałoby to z rachunku. Na szczęście większość Persów wie, że Europejczycy niezbyt pewnie poruszają się pośród meandrów ich prastarej kultury i po standar-

W

46-47

dowym nic się nie należy przyjmują ustaloną kwotę pieniędzy.

Ropa dla ludu Wysokie ceny benzyny w  Polsce doprowadziły do tego, że jazda własnym samochodem stanie się niedługo niemalże luksusem zmuszając przeciętnego Kowalskiego do tłoczenia się w  transporcie publicznym. W  Iranie sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Znacjonalizowane wkrótce po Rewolucji Islamskiej złoża ropy naftowej i  długoletnia polityka władz doprowadziły do wytworzenia się w  umysłach Persów przekonania, że ropa należy do ludu, co wymusza na rządzących utrzymywanie nierealnie niskich cen tego surowca. Przeciętnie litr benzyny na stacji kosztuje ok. 70 groszy. I jak tu nie być szczęśliwym? Niestety każdy kij ma dwa końce. Tania benzyna spowodowała, że ulice większości irańskich metropolii, a przede wszystkim stołecznego Teheranu, nawet w peryferyjnych dzielnicach i najodleglejszych zakątkach są zatłoczone o każdej porze dnia i nocy. Zdenerwowani kierowcy, ryczące klaksony i  dławiący smog powodują, że każda, nawet najkrótsza przejażdżka kołowym środkiem transportu staje się koszmarem. Władze starają się przeciwdziałać takiemu rozwojowi sytuacji, dlatego sukcesywnie przenoszą

transport pod ziemię. Dziś isteniej już pięć linii metra mających łączną długość ok. 120 km rozwożących po mieście większość Teherańczyków. Za kilka lat cały ten system ma osiągnąć imponującą długość 430 km. Również inne zakorkowane miasta, takie jak bajecznie piękny Esfahan oraz będący religijną stolicą kraju Mashad, budują własne systemy transportu podziemnego.

Uliczne gry Próba opisania stylu jazdy perskich kierowców może być tematem na osobny reportaż, jeżeli nie na książkę. Każdy, kto twierdzi, że Polacy jeżdżą fatalnie lub niebezpiecznie, powinien choć na jeden dzień przenieść się na ulice Teheranu. Pierwszym wrażeniem jest szok. Następnie pojawiają się pytania: Kto tych ludzi uczył jeździć?, a w końcu Gdzie się podziała policja? Pers wjedzie wszędzie. Czy to przodem, czy tyłem, a  gdy przyjdzie potrzeba to nawet i  pod prąd. Podczas gdy w Europie odległości między autami liczy się w centymetrach, tu i milimetry mogą okazać się za dużą miarą. Niczego nieświadomy turysta z Zachodu nie może się czuć bezpiecznie nawet na chodniku, gdyż jazda trotuarami stanowi popularny sposób omijania korków przez kierowców wszechobecnych motorów i  skuterów. Sygnalizacja


Iran, czyli Persja /

świetlna, o ile działa, nie jest respektowana – ani przez kierowców, ani przez pieszych. Dlatego przechodzenie przez ruchliwe, wielopasmowe drogi w  nieoznakowanych miejscach jest tu na porządku dziennym. W  końcu jednak polubiłem bliskowschodni styl jazdy. Z każdym dniem człowiek przyzwyczaja się do przejeżdżających mu przed nosem aut, aż po pewnym czasie przestaje już mu to przeszkadzać.

(Nie)religijny Pers Wiele osób na Zachodzie jest przekonanych o  fanatyzmie religijnym obywateli Islamskiej Republiki Iranu. Niestety, czerpią oni wiedzę z przekazów medialnych, które najczęściej pokazują mułłów o  srogich minach, bądź wyimki z wypowiedzi ex-prezydenta Ahmadineżada. Prawda jest jednak inna. We are not Talibs - dźwięczy mi w  głowie głos Nassera z miasta Tabriz w północnym Iranie. I rzeczywiście, widok kobiety w odsłaniającym jedynie oczy nikabie należy do rzadkości na ulicach irańskich miast. Wśród Iranek króluje hidżab (tradycyjna chusta zasłaniająca włosy), który z  każdym rokiem po Rewolucji zasłaniał coraz mniej, a dziś u większości kobiet zakrywa tylko nieco ponad połowę włosów. Co bardziej liberalne Iranki zagadują na ulicach zachodnich turystów, mimo że surowe prawo szariatu pozwala im na kontakt jedynie z mężczyznami ze swojej rodziny. Iran, będący przed rewolucją islamską w 1979 roku najbardziej liberalnym i  zeświecczonym państwem muzułmańskim, nie mógł z  dnia na dzień zamienić się w kraj twardogłowych islamistów. Należy pamiętać, że wielkie poparcie dla ajatollaha Chomeiniego wynikało przede wszystkim z  popularności idei republikanizmu wśród Persów (Iran jest dziś republiką) oraz ogromnego niezadowolenia z rządów szacha. Ajatollah był jedyną postacią, która konsekwentnie przez lata mówiła o obu tych problemach, co przysporzyło

mu ogromnej rzeszy sympatyków zarówno z prawej, jak i lewej strony sceny politycznej. Nic tak nie szkodzi religii, jak przymus religijny – ten cytat z jednego z liberalnych ajatollahów, zawarty w książce Ajatollah śmie wątpić Hoomana  Majda doskonale opisuje obecną sytuację w Iranie, gdzie wszystkich obywateli, nawet tych niebędących muzułmanami, obowiązuje prawo szariatu. Podczas mojej podróży rozmawiałem z  kilkudziesięcioma młodymi Persami, z  których przytłaczająca większość miała swobodny stosunek do religii. Jeżeli kiedykolwiek byli w  meczecie, to we wczesnym dzieciństwie. Poznałem dosłownie jedną młodą osobę, która regularnie uczęszczała do meczetu. Jednak mimo braku praktyki religijnej na co dzień, wszyscy młodzi uważają się za muzułmanów, identyfikując się z  wyznaniem rodziców oraz islamską tradycją kraju. Specyficzne dla Persji jest to, jak jej mieszkańcy chronią rozdział publicznej sfery życia od prywatnej. Podczas gdy w  miejscach publicznych picie alkoholu jest surowo zabronione, a noszenie hidżabu nakazane, to w domach i  mieszkaniach liberalne kobiety popijają nie mając żadnego okrycia na głowie. Część znawców tematyki irańskiej twierdzi wręcz, że dzień, w którym rząd odważyłby się podnieść rękę na autonomię strefy prywatnej, byłby jego ostatnim w obecnym kształcie. Oczywiście chodzenie po ulicy po pijanemu lub z odsłoniętą głową szybko skończyłoby się interwencją pasdarów, czyli Strażników Rewolucji.

Popalając qualyan Tytoń jest jedną z  niewielu używek dozwolonych w  Iranie. Stąd jego ogromna popularność, szczególnie wśród mężczyzn w  średnim i starszym wieku. Nie ma lepszego sposobu na chwilę relaksu w  duszne popołudnie, jak odnalezienie tradycyjnej bazarowej knajpki, która serwuje qualyan, fajkę wodną.

Ciasne i zatłoczone miejsce na parę nieznośnie upalnych, popołudniowych godzin, staje się centrum życia bazarowego. To tu sprzedawcy dywanów, handlarze orientalnymi przyprawami czy właściciele niewielkich zakładów rzemieślniczych przychodzą przekąsić jakąś mało wyszukaną, lecz zawsze smaczną potrawę, omówić polityczne nowości przy aromatycznej fajce, bądź też rzucić okiem na retransmisję meczu piłkarskiego jednej z  lig europejskich. Następnie, gdy powietrze staje się nieco luźniejsze, a  upał już tak bardzo nie doskwiera, mogą oni nieśpiesznie udać się z powrotem do swojego interesu.

Zgub się w Teheranie Z czasem wynajdywanie tych klimatycznych kafejek, nieopisanych w  żadnym przewodniku, stało się dla mnie swoistym hobby. Zdarzało mi się stracić parę kwadransów na poszukiwanie takich miejsc, ukrytych gdzieś na uboku, pośród labiryntu bazarowych alejek, niekiedy pamiętających zamierzchłe czasy perskich szachów. Lecz zawsze było warto zatopić się w ich magii. Wysłuchać opowieści przypadkowego sprzedawcy, który akurat znał parę słów po angielsku. Skosztować fajki, serwowanej zawsze z  aromatyczną herbatą, obowiązkowo ssąc przy tym kostkę cukru. Nie licząc czasu przeciekającego nam przez palce. Dla takich chwil się żyje. Medialne stereotypy na temat Iranu nie wytrzymują zderzenia z rzeczywistością. Gościnni Persowie, miłujący pokój naród o wielkich tradycjach, padł ofiarą nagonki, jaką na rządzący krajem reżim przygotowały zachodnie mocarstwa. Ani wąsaty sklepikarz z Tabrizu, ani pociągająca niebieskooka Iranka czy młody student w jeansowych spodniach nie będzą nigdy źle życzyć mieszkańcom Zachodu. Zamiast tego można spodziewać się uśmiechu, dobrego słowa czy rozmów o  poezji. Iran wita wszystkich z otwartymi ramionami. 0

listopad 2013


/ Matthew Tyrmand pieseł taki abstynent

Tyrmand

wraca do kraju Powrócił po 48 latach. Nie mówi po polsku, trochę odmłodniał i nie nosi już kolorowych skarpetek oraz okularów w grubej oprawce. Oczy też ma jakieś inne, większe – zdradzają go wciąż tylko semickie rysy twarzy, wysokie czoło i kruczoczarne włosy. Połamał zęby na Wall Street i nie uratował Ameryki przed nią samą, więc wraca inspirować Polaków do ratowania ich własnego kraju. Miał mieć na imię Mieczysław, po dziadku, ale ostatecznie stanęło na Matthew, bo Mieczysławów ze świecą szukać na nowojorskim Brooklynie. Warszawa odzyskała Tyrmanda – Matthew Tyrmanda, syna Leopolda. R o z m aw i a l i i  p r z e t ł u m a c z y l i :

M a r i a K ą dz i e l s k a , P i o t r F i l i p M i c u ł a

W tej chwili wiemy o Tobie tyle, że masz na nazwisko Tyrmand i że jesteś synem swojego ojca. No to kim w takim razie jesteś – Polakiem czy Amerykaninem? MA G IEL :

M at t h e w T y r m a n d : W szczególności doceniam to pytanie biorąc pod uwa-

gę wiele rozmów, podczas których Polacy dali mi do zrozumienia, że mnie tu nie chcą i żebym trzymał się od Polski z daleka (śmiech). Kim jestem? To dobre pytanie. Właściwie to uważam siebie za Amerykanina polskiego pochodzenia. Z punktu widzenia technicznego jestem jednak bardziej Amerykaninem – tam się wychowałem i tam ukształtowała mnie amerykańska kultura, tradycja oraz filozofia. Ale odkąd w pełni zdałem sobie sprawę, że mój ojciec był Polakiem, z każdym rokiem i z każdym miesiącem czuję się coraz bardziej związany emocjonalnie z Polską – chcę tu przyjeżdżać, chcę tu być.

Może jednak poczuwasz się do bycia Żydem? Nie, nie poczuwam się i nie identyfikuję się z tą kulturą. Oczywiście, mam we krwi religijną i kulturalną tradycję, której nie mogę zignorować, ale odcinam się od wszelkich społeczności religijnych. To nie jest mój świat, ja do niego nie należę.

48-49

Z DJ Ę CIA :

A l e k s a n d r a Ja b ło ń s k a

Jak to, nie myślałeś nigdy o pracy w kibucu?! Nie! Być może nawet jest to ostatnia rzecz, którą chciałbym robić w życiu. Nawet nie byłem nigdy w Izraelu, chociaż miałem tam rodzinę – moja babcia mieszkała tam po II wojnie światowej, ale zmarła jakoś wkrótce przed moimi narodzinami. Natomiast bardzo chętnie bym się tam wybrał. Zwłaszcza, że jestem zainteresowany historią Żydów, choć nigdy nie czułem się jakkolwiek kierowany żydowską filozofią.

Twój ojciec, uciekając przed komunizmem i emigrując do Ameryki, skazał się na zepchnięcie na drugi plan. Tu w Polsce był niezwykle ważną postacią, publicystą i pisarzem, a tam właściwie nikt go nie znał… Tak, rzeczywiście w Ameryce nie był popularny i niewiele osób znało jego dzieła. Dopiero teraz trwają prace nad przetłumaczeniem Dziennika, który ma wkrótce zostać opublikowany. Na angielski przetłumaczono dotychczas tylko Złego oraz Siedem dalekich rejsów, z czego Siedem… zostało jednakże wydane przez prasę brytyjską, nie amerykańską. Zatem Dziennik to pierwsza powieść papy, którą wydadzą amerykańscy księgarze (Zły został opublikowany przez Uniwersytet Kalifornijski– przyp. red)


Matthew MatthewTyrmand Tyrmand /

i cieszę się, że mogę przy jej redagowaniu współpracować. Chciałbym, aby ta książka była czytana również na uniwersytetach, ponieważ stanowi przekaz z pierwszej ręki, opisujący komunizm, który studenci będą mogli analizować w swoich badaniach nad tym systemem. Będę starał się jeździć po środkowowschodnich uniwersytetach w USA i promować tę książkę.

Wiele swoich żali na rzeczywistość w Polsce Twój ojciec wylewał w Dzienniku 1954. Jak w takim razie wyglądałby Dziennik 2014 Matthew Tyrmanda? Kiedy pisał Dziennik miał 34 lata, ja mam teraz 32. Wydawało mi się, że większość swojego życia spędzę na Wall Street – sprzedawałem i kupowałem akcje, pracowałem ponad siły. Dopiero w 2008 roku (upadek Lehman Brothers i początek kryzysu finansowego – przyp. red) straciłem pasję do tego zajęcia – praca maklera stała się dla mnie mniej interesująca i mniej opłacalna pod każdym względem: zarówno finansowym, intelektualnym, jak i emocjonalnym. Przeszedłem małe załamanie psychiczne. Gdy w 2011 roku odszedłem z mojej ostatniej firmy, zastanawiałem się, co będę dalej robić. Choć oczywiście ze mną nie było tak źle, jak było wtedy z moim ojcem. Zarobiłem na Wall Street trochę pieniędzy, które dały mi luksus wyboru projektów, w które chciałem się zaangażować. Mój papa w tamtym okresie robił podobnie: zajmował się tym, co mu odpowiadało i co uważał za słuszne. Pisał, co chciał napisać, zajmował się filozofią, ponieważ ona go satysfakcjonowała. Ja teraz pracuję pro bono dla kilku organizacji – robię to z przekonania, a nie jak wcześniej na Wall Street, kiedy starałem się zarobić pieniądze. Stanowczo odczuwam zatem, jakby historia w jakiś sposób zataczała koło.

Wychowywałeś się na Brooklynie - widzisz jakieś podobieństwo między tym miejscem i przepełnioną publiczną szkołą, o której wspominałeś w wywiadzie do „Dużego Formatu”, a realiami opisanymi w Złym?

nii wierzyłem w wolny rynek i wolność myślenia. Miałem czas, byłem wolny, podróżowałem i mogłem dokładnie przemyśleć sobie całą filozofię przedstawioną w tym dziele.

Miałeś okazję poznać trochę polskiej literatury? Bardzo chciałbym przeczytać więcej twórczości Gombrowicza, to co czytałem dotychczas absolutnie rzuciło mnie na kolana - czuję, że jest to dla mnie następny krok w  odkrywaniu polskiej literatury. Poza tym oczywiście Zbigniew Herbert – czytałem dzieła zebrane w języku angielskim, ale to przede wszystkim poezja. Herbert i papa byli przyjaciółmi, tak jak byli przyjaciółmi ze Stefanem Kisielewskim. Ale Kisiela, o ile wiem, nigdy nie przetłumaczono na język angielski, choć Abecadło Kisiela sprawia trochę wrażenie pisma tak ważnego, jak ważna była Cywilizacja komunizmu mojego ojca – dzieło rozliczające wszystkich za wszystko. Niestety jedyna styczność, jaką miałem z Kisielem, to tylko taka, że pamiętam iż przyjechał do Stanów na pogrzeb mojego ojca.

Kisiel żalił się w  Abecadle… że Twój ojciec uważał, że ma grube palce. Do tego porysował kiedyś Twojemu tacie auto… Tak, słyszałem już tę anegdotę! Można powiedzieć, że zaznaczył swoje terytorium. Wyciął w karoserii kamieniem wielki napis…

… „Dupa” Tak! (śmiech) Prawie jak Robin Hood, na tym prywatnym samochodzie w komunistycznej rzeczywistości.

Bardzo chciałbym przeczytać więcej twórczości Gombrowicza, to co czyta-

Tak, Brooklyn to był trochę Dziki Zachód. Tygiel różnych narodowości – byli tam Hiszpanie, Azjaci, Rosjanie, Żydzi, dzieci z mieszanych małżeństw, co z pewnością nauczyło mnie dogadywać się ze wszystkimi. Choć z drugiej strony środowisko oczywiście było trudne i  wzmagało przestępczość – w  szkole zamontowane były czujniki do wykrywania metalu, a  jednego nauczyciela kiedyś zamordowano. Ale dzięki temu nauczyłem się rozmawiać z każdym, podobnie jak czynił to mój ojciec. Mimo że żył w realiach socjalizmu, jeśli pojawiał się ktoś otwarty, to bez względu na status społeczny czy materialny, przyjmował go do siebie. Wydaje mi się, że odziedziczyłem po nim tę otwartość umysłu.

Przyjeżdżając do Polski odwiedziłeś Darłowo – to tam miała miejsce akcja Siedmiu dalekich rejsów. Coś szczególnego zwróciło Twoją uwagę podczas lektury tej powieści?

W Darłowie miało właściwie miejsce moje pierwsze spotkanie z  szerszą publicznością. Można więc powiedzieć, że jeśli Darłowo było dla mojego ojca „exit-point” w  komunistycznej Polsce, to dla mnie to był „entry-point” w nowej, kapitalistycznej Polsce. Co do samej książki – fabuła Siedmiu Dalekich Rejsów jest oparta prawdopodobnie na wątku autobiograficznym mojego ojca, gdy rozważał ucieczkę z  Polski w roku 1947. Ludzie wtedy powoli dostrzegali, że triumf Sowietów w Europie Wschodniej będzie miał niewiele lepsze konsekwencje od bolszewickiej rewolucji w Rosji. Myślę, że papa właśnie z tego powodu był wtedy w Darłowie i rzeczywiście myślał o ucieczce z kraju. Czemu zdecydował się zostać i dalej walczyć – nie wiadomo. Może jakimś kluczem jest to, że Siedem… jest romansem, w którym kobieta mówi głównemu bohaterowi: „Kocham Cię, zostań ze mną w Polsce”. A że kobiety są tu piękne i wspaniałe, to byłby to jakiś argument (śmiech).

łem dotychczas absolutnie rzuciło mnie

na kolana (...)

Otwarty umysł i pasję do czytania. Pisałeś w autobiografii, że jesteś molem książkowym. Masz jakąś ulubioną książkę lub nawet listę ukochanych lektur? Oczywiście – wciąż dużo czytam! Choć ulubiona książka lub lista ulubionych pozycji jest oczywiście czymś, co się zmienia w miarę tego, im więcej czytamy. Ale jeśli miałbym wybrać najważniejszą książkę, to byłby to Atlas Zbuntowany Ayn Rand. Pozycję tę przeczytałem kilka lat temu i absolutnie zmieniła moje życie. Stworzono w niej cały świat, który zawsze odczuwałem jako bardzo bliski mojemu. Rand zarzuca się, że była zimna, bezemocjonalna w swych opisach – ja płakałem przez cały czas. Ale nie dlatego, że była to lektura smutna, ale z powodu jakiegoś rodzaju olśnienia – Rand krytykowała w latach 50-tych wszystko to, na co ja teraz narzekam. Na wszystko to, co robią politycy i jak narzucają masom swoje rozwiązania w imię „wyższego dobra”. Ten cały kolektywizm w myśleniu został wypunktowany przez Rand tak doskonale, że jeden z najlepszych okresów w swoim życiu spędziłem właśnie na lekturze Atlasu. Przeczytałem tę książkę w roku 2009, gdy pojechałem do Hiszpanii, gdzie powoli zaczynał się kryzys. Siedząc więc w Hiszpa-

Tyrmand i cywilizacja wolności Gdy tak opowiadasz o tych koncepcjach Ayn Rand to brzmisz jak libertarianin… Tak, jestem stuprocentowym libertarianinem. Ayn Rand wierzyła, że wolny umysł idzie w parze tylko z wolnym rynkiem. Wolność i prosta koncepcja: „zostaw mnie w spokoju!”. W Stanach popularność tych poglądów rośnie – wystarczy spojrzeć na Tea Party. Oczywiście media, które w części finansowane są przez rząd, będą wyzywały ich od nazistów, rasistów, rewolucjonistów i anarchistów. Nie mają oni oczywiście z tymi poglądami nic wspólnego – opierają się one tylko na dwóch żądaniach, które wysuwa cały ten ruch, czyli niższe podatki i państwo-minimum. Klasa średnia w USA jest już zwyczajnie zmęczona opłacaniem wysokimi podatkami czegoś, co uważają za sprzeczne z ich etyką.1

listopad 2013


/ Matthew Tyrmand

To może bycie libertarianinem w Stanach oznacza dziś bycie konserwatystą? Nie, bycie libertarianinem oznacza bycie libertarianinem! Oczywiście dzielę z konserwatystami wiele poglądów dotyczących potrzeby i roli religii w społeczeństwie oraz jakości kultury w  sferze publicznej. Kultura jest bardzo ważna, ale obszar indywidualnej wolności chciałbym pozostawić nienaruszony. Nie jestem na przykład przeciwko aborcji i  denerwuje mnie fakt, że sześćdziesięcioletni politycy mówią kobietom, co mogą, a czego nie mogą robić z własnym ciałem. Podobny temat to sprawa małżeństw homoseksualnych. To nie krzywdzi nikogo, że dwóch mężczyzn chce się pobrać. Jest to ich prywatna sprawa i niech pozostanie miedzy nimi, nie róbmy z tego ogólnoświatowego problemu.

Obserwowałeś kiedyś, co się dzieje w Unii Europejskiej? Poleciłbyś europejskim przywódcom lekturę Atlasu Zbuntowanego? Tak, ale wiem, że tego nie zrobią, bo są zabetonowani we własnych poglądach. Dziś w Unii politycy chronią swoich przyjaciół kosztem wolnej konkurencji, która powinna kwitnąć na wolnym rynku; to przecież on gwarantuje niższe ceny, więcej innowacji i lepszą jakość usług. Kartele i politycy działają przeciwko temu – to właśnie charakteryzuje myślenie w sposób kolektywistyczny. Ayn Rand w swoich esejach zamieszczonych w  Cnocie egoizmu podkreślała, że w  służeniu samemu sobie znajdują się ramy zasad moralnych. Zakładając przedsiębiorstwa i starając się być bogatym możemy pracować na rzecz wspólnego bogactwa. To jest właśnie służba ludziom, a nie tworzenie utopijnych pomysłów na papierze, których nie sposób wcielić w życie.

wiadać im o  tym, w  co wierzę. Narzekanie i  apatia – to jest coś, co mnie martwi w  Polsce. I  jeszcze ta miłość do wszystkiego, co amerykańskie. Rozumiem, że w czasie zimnej wojny posiadanie dżinsów realizowało tę potrzebę kontaktu z Zachodem, ale teraz macie swoją wolność i nie musicie już tak spoglądać na Amerykę. Tak jak już mówiłem – nie chcę, by ludzie mówili, że przyjechał tu ten głupek z Nowego Jorku i mówi nam, jak powinniśmy żyć. Jako ekonomista mogę wspierać Polaków tym wszystkim, co przekazała mi Szkoła Chicagowska i doświadczenie na Wall Street. Chciałbym uczestniczyć w debacie publicznej, ale nie zamierzam angażować się politycznie. Chcę tylko inspirować ludzi.

Mówi się o Twoim ojcu, że chciał „uratować Amerykę przed nią samą”. Twoje ambicje też sięgają tak daleko?

Widzieliśmy, że zgromiłeś decyzję rządu w  sprawie przesunięcia środków emerytalnych z OFE do ZUS. Zbiegło się to z drugim głosem z Ameryki - felietonem Steve’a   Forbesa, w  którym porównał zmiany w OFE do nacjonalizacji z  czasów stalinizmu w Polsce…

Politycy są gotowi zrobić wszystko kosztem społeczeństwa, by samemu czerpać korzyści. Papa chciał uratować Amerykę przed nią samą i przegrał. Ale ja chyba chciałbym więcej dobrego zrobić w Polsce. Jestem jakoś zaangażowany w debatę w Ameryce, ale nie uratuję już na pewno jej przed nią samą – to zaszło zbyt daleko. Kiedy jestem w Polsce, ponoszę owszem trochę ryzyko bycia „supertrollowanym” na każdej stronie internetowej – Wracaj do Nowego Jorku, ty oportunistyczny śmieciu z Wall Street! . Ale poznałem też w Polsce wielu młodych ludzi, którzy są inteligentni i świadomi swojej historii, a także rozumieją kulturę oraz polityczne przemiany, które dokonują się w ich ojczyźnie. Jest to nad wyraz optymistyczne i dostrzegam w tym energię, której brakuje dzisiaj amerykańskiej młodzieży.

Czyli młody Tyrmand teraz uratuje Polskę przed nią samą? Młodzi ludzie wcale nie spoglądają z takim optymizmem na swój kraj… Oczywiście, że nie, bo politycy dają im bardzo dobry powód do tego! Nie uratuję Polski przed nią samą, bo to ludzie muszą uratować swoją demokrację. Demokracja wymaga od ludzi walki o  wolność. Mogę jakoś w tej walce pomóc – być trochę prowokującym, dodawać swoje uwagi, w końcu nie jestem taki nieśmiały (śmiech). Nie przyjechałem tutaj mówić ludziom, co mają robić – przyjechałem opo-

50-51

Jako ekonomista poczułem rzeczywiste przerażenie (dosł. that scared the shit out of me – przyp. red.). OFE były szansą na zdywersyfikowanie źródeł stóp zwrotu poprzez prywatny sektor i konkurencję. Teraz rząd przesuwa te pieniądze na rachunek państwowy – na dodatek do instytucji dającej mniejszą stopę zwrotu. I jeszcze ma czelność mówić: „to wszystko dla waszego bezpieczeństwa, wierzcie nam!”. W ten sposób oczywiście doprowadzą do zmniejszenia proporcji długu publicznego względem PKB, będą mogli jeszcze bardziej zadłużać państwo i z ręką w kieszeni wygrać wybory w 2015 roku. Liczą oczywiście na efekt keynesowskich mnożników, które działają tylko w  krótkim terminie. Nikogo nie interesuje to, co się dzieje z  długiem w  dłuższej perspektywie, bo tym będą musieli się martwić dopiero ich następcy. Keynesizm nigdy nie miał być zamkniętą metodologią działania – w sposób inflacyjny miał tylko dawać „kopa” gospodarce. Nawet Keynes mówił o tym, że zwiększanie wydatków działa tylko w krótkim terminie.

Bo w długim okresie wszyscy jesteśmy martwi? Tak, i nie ma darmowego lunchu!


Matthew Tyrmand /

Hipster-Tyrmand z Placu Zbawiciela Co w takim razie sądzisz na temat współczesnej Warszawy? Dla większości ludzi twórczość Twojego ojca jest nierozerwalnie związana z tym miastem. Kocham Warszawę. Nowy Jork jest trochę za bardzo skoncentrowany na przyszłości, tymczasem Warszawa jest dla mnie mieszanką teraźniejszości i  przeszłości. Możesz wjechać na szczyt wieżowca zaprojektowanego przez Liebeskinda i  zobaczyć budynek przypominający o  Powstaniu Warszawskim. Bardzo też lubię dawną siedzibę partii komunistycznej, bo teraz znajduje się w niej bar z doskonałym piwem (śmiech). Uwielbiam to miejsce, prowadzi je mój bardzo dobry przyjaciel.

Cuda na kiju. Tak, też bardzo dobrze znamy to miejsce.

wpadać chłopaki z „Frondy”. Jak widzieliście, byłem też zaangażowany w dyskusję na temat palenia tęczy na Pl. Zbawiciela…

Tak, widzieliśmy że protestowałeś przeciwko wykorzystaniu wizerunku Twojego ojca na okładce nowego numeru „Frondy”. Pisałeś, że Twój ojciec nigdy nie poparłby aktów wandalizmu. (Na okładce „Frondy” znalazł się Leopold Tyrmand w kąpielówkach i z gumowym krokodylem leżący pod płonącą tęczą na Pl. Zbawiciela – przyp. red.) Właściwie to nie zgadzam się faktycznie ze wszystkim, za czym opowiada się Fronda , ale lubię tych chłopaków, bo uważam, że prowokują do myślenia i nakręcają w ten sposób debatę. Chociaż gdzieś niedaleko nich jest też trochę oderwanych od rzeczywistości durniów, no i trochę świrów na dalekie prawo, ale przecież takich samych dziwaków mamy w Stanach na radykalnej prawicy. 1

Tak, chyba się tam nawet kiedyś spotkaliśmy! Jakoś w  marcu, bądź kwietniu, dosłownie każdego dnia spotykałem kogoś nowego. Poza tym uwielbiam okolice ulicy Mokotowskiej i  Placu Zbawiciela. Moja dziewczyna zawsze mówi – Chodź, zróbmy coś na Mokotowskiej. Chciałbym zaangażować się w coś w Warszawie – sporo rozmawiałem o pomyśle uruchomienia fundacji. Myślę, że pierwszym krokiem mogłoby być rozpoczęcie przyznawania czegoś w rodzaju nagrody imienia mojego papy. Może na przykład dla polskich pisarzy na emigracji albo w ogóle pisarzy hołdującym takim wartościom, jakie wyznawał mój ojciec? Ale te wszystkie pomysły dopiero się rozwijają.

Podobno sam też chcesz otworzyć lokal w Warszawie. Jestem poważnie zainteresowany otwarciem restauracji i  wrócę tu pewnie w  listopadzie lub w  grudniu, by rozpocząć poszukiwania odpowiedniego miejsca. Oczywiście, będzie to coś otwartego całą dobę – w końcu, kiedy jesteś na rauszu, masz często ochotę coś zjeść w nocy. Wszyscy lubimy kebaby – ja też jestem zakochany w Kebab Kingu, ale po żywieniu się kebabem z  ostrym sosem piąty dzień z rzędu, mam go już trochę dość. Chciałbym, żeby było tam trochę kuchni amerykańskiej, trochę francuskiej, trochę polskiej. Otwarte całą dobę, dobrze wyposażony bar, może trochę jazzu, kawa, masa zdjęć i rysunków na ścianach – będzie fajnie i mam nadzieję, że takie miejsce stanie się w Warszawie bardzo popularne.

Plac Zbawiciela i jedzenie całą dobę? To pewnie słyszałeś o tatarze na Warszawskiej? A tak, to jest to miejsce, gdzie lubią

listopad 2013


/ Matthew Tyrmand

Zostając przy Pl. Zbawiciela: byłeś w Ministerstwie Kawy albo w Karmie? Nie, ale skoro polecacie to z pewnością będę musiał tam trafić! Dzisiaj też planuję wyskoczyć na Plac Zbawiciela, żeby zobaczyć się ze znajomym, z którym nie widziałem się od miesięcy. Wypijemy nieco piwa, pewnie wpadnie trochę ludzi z prawicy, trochę z lewicy, będzie mała kłótnia.

Dla wielu warszawiaków wspomnienia związane z tymi okolicami sięgają liceum albo nawet wcześniej. Niektórzy nauczyciele lubili się czasem przechadzać tamtędy i patrzeć, czy uczniowie nie palą papierosów w kawiarniach. Wszyscy tu palą! To jest coś, na co mogę narzekać w Polsce. Nawet ja tu palę! Nienawidzę papierosów, a kiedy jestem w Polsce, palę prawie cały czas. Mam tu może tylko trzech przyjaciół, którzy nie palą. Z czego jeden jest zbyt zajęty paleniem trawy, żeby palić jeszcze papierosy.

Dobra, to teraz pytanie z innej beczki – lubisz tramwaje? Twój ojciec sporo się rozwodził nad przyjemnościami związanymi z podróżą tramwajami w Warszawie. Tak, bardzo lubię system tramwajowy w Warszawie, ale jeśli mam na coś narzekać, to na to, że w tych starych czasem bywa albo nazbyt gorąco, albo nazbyt zimno. To trochę zabawne, że gdy patrzę na te stare tramwaje, myślę sobie, że pewnie niektóre z nich chyba wciąż są jeszcze tymi, którymi jeździł mój ojciec – może je tylko przemalowano od tamtego czasu.

Odwiedziłeś jeszcze jakieś miejsca, które tak barwnie opisywał Twój tato?

Oczywiście, byłem wielokrotnie w budynku YMCA przy Pl. Trzech Krzyży, gdzie mieszkał mój ojciec przez wiele lat i  gdzie pisał swój Dziennik . Za pierwszym razem gdy byłem w  Polsce, musieliśmy się tam z  moją dziewczyną niemalże włamywać. Wtedy zobaczyłem pokój moWhat are you looking for in your new career? The jego ojca – był malutki, wielkości chyba chance to make a name for yourself? The chance to tego stołu (Matt opukuje duży, drewmake a difference? Training? Progression? niany stół, przy którym siedzimy). Rewards? All of the above? Wchodzisz do pokoju i  właściwie padasz na łóżko. To było niesamowite doHave you heard of the Future Leaders Programme świadczenie być świadomym, że ojciec in Commercial yet? mieszkał tu przez tyle lat. Byłem też w wielu innych częściach miasta. Papa dużo pisał także o Woli. Wola mi się podoba, przypomina mi trochę Brooklyn – trochę ruin, które teraz wypełnia się luksusowymi apartamentowcami. Praga wydaje mi się również bardzo interesująca – prawdopodobnie gdybym się miał przeprowadzić do Warszawy, szukałbym czegoś właśnie na Pradze.

Future Leaders Programme Commercial Position no.: 86226 Location: Warsaw Type of contract: full or part time, regular How does it all work?

 You’ll spend 2 years on a fast-track development programme, working your way towards an independent role  You will have several assignments in various business areas, which will include marketing, sales and other key commercial functions (e.g. compliance, business development, finance, communications)  Working in a number of projects, you’ll develop a broad business perspective and gain valuable industrial experience.  Whatever it is you’re doing, you’ll be sharing in our mission to improve the quality of human life, by enabling people to do more, feel better and live longer – all while building strong foundations for a successful career

The Future Leaders Programme in Commercial business area is dedicated only for those of you who:      

have finished at least the third year of study or have graduated from general management, economics, marketing or similar majors have desire to develop a career in marketing and other key commercial functions within the pharmaceutical industry (RX/OTC) have good command of English and fluent Polish have ambition and passion for continuous learning and new challenges search for non-standard solutions and challenge status quo have excellent interpersonal and communication skills

What happens next? If you think that the Future Leaders Programme in Commercial is the opportunity you’ve been waiting for, please submit your C.V. and cover letter in English clearly describing how you meet the criteria for this role, detailing your cumulative GPA and major on http://www.kariera.gsk.com.pl (Requisition ID: 86226).

ANSWER THE BIG QUESTIONS

52-53

Ale nie zaprzeczysz, że tak naprawdę wszyscy tylko czekają aż wprowadzisz szumnie zapowiadaną „Tyrmandówkę” na rynek? Tak, tyle osób mnie o to pyta! Wprowadzenie jej na rynek nie będzie trudnym zadaniem, zwłaszcza, że mam swego rodzaju smykałkę do interesów. Myślę, że będzie to całkiem niezły biznes. Oczywiście, o ile nie wykopię dokładnie tego przepisu, według którego robił ją mój tata. Bo tego podobno nie da się pić – przynajmniej tak zawsze uważała moja mama. 0

Matthew Tyrmand ur. 1981 – syn pisarza Leopolda Tyrmanda. Wychowany w  Nowym Yorku, absolwent ekonomii na University of Chicago. Blisko 10 lat pracował z powodzeniem na Wall Street. Obecnie doradza małym i  średnim przedsiębiorstwom. W  2010 roku pierwszy raz przyjechał do Polski, gdzie czuje się jak w domu; intensywnie uczy się języka polskiego i często bywa na Placu Zbawiciela. We wrześniu 2013 roku ukazała się jego książka autobiograficzna Jestem Tyrmand, syn Leopolda.


varia / Kto rano wstaje ten źle ułożył sobie plan.

koniec

O ewolucji książki

58 CZARNO NA BIAŁYM Kipi kasza! Dzień z życia foodtruck’a

61 3PO3 Witaj w meblowej krainie! Shop ‘till you drop

Życie jest piękne Woj c i ec h A da m c z y k

s z e f dz i a ł u C z ł o w i e k z pa s j ą

Żyjemy w jednym świecie, oddziałujemy na siebie, więc czy nie warto otworzyć się na kontakty i uczynić nasze życie bardziej przyjaznym?

Ludzie codziennie budzą się i mimo że mogą wstać, mają co jeść, a za oknem nie trwa właśnie wojna, przeklinają nowy dzień. Prosta czynność, jak przejazd zatłoczonym metrem, wywołuje irytację, a osoby rozdające ulotki tylko podnoszą jej poziom. Trzeba pamiętać, że tak naprawdę to my decydujemy kto lub co popsuje nam humor. Bo ileż można czytać i rozprawiać o okropnych korporacjach? Ucieszmy się, że dzięki nim istnieją miejsca pracy. Nasz rząd jest okropny, a Polska taka zacofana – dobrze, że możemy ten rząd zmienić, a o rozwój kraju zadbać dzięki wiedzy zdobytej na uczelniach wyższych. Spójrzmy jakie szczęście nas spotkało, że możemy podróżować po kraju, poznając tyle osób w zatłoczonym, starym PKP. Pytając ludzi o piękno życia dostawałem cz��sto odpowiedzi połączone ze śmiechem: Mogę wygiąć rękę! Jadłem śniadanie! Widziałam dziewczynkę spieszącą na ratunek pluszowemu szczurkowi, który spadł jej na przejściu dla pieszych. Dla takich chwil warto żyć! Dopiero któraś wypowiedź

z kolei wydawała się bardziej przemyślana, bo za piękno uznana była niepewność, która sprawia, że jesteśmy ciekawi, co stanie się za chwilę. Czy pierwsze odpowiedzi oznaczają, że ludzie prześmiewczo potraktowali pytanie? A może to dowód, że w każdym z nas istnieje cząstka, która nie stara się ukryć radości pod udawaną elokwencją, traktującą życie jako mistyczne wertepy pokryte barierami w postaci indywiduum. Życie to nie tylko wzniosłe słowa, spektakularne sukcesy i wielcy ludzie. Codziennie mijamy jednostki, które mogą nam dać powód do radości, bez względu na to jakich są poglądów. Nieważne czy jest to ktoś znany czy zwykły, szary człowiek. Mniejsza też o to czy ktoś jest gejem, lewakiem, nacjonalistą czy księdzem. Przez to, że żyjemy w jednym świecie, oddziałujemy na siebie, więc czy nie warto otworzyć się na kontakty i uczynić nasze życie bardziej przyjaznym? Czemu nie patrzeć na świat właśnie w ten bardziej pozytywny sposób? Może czasem warto spuścić z tonu, po prostu uśmiechnąć się i zobaczyć, co przyniesie dzień? Życie jest piękne. 0

listopad 2013

fot. Maria Toczyńska

Na

Polecamy: 57 PO GODZINACH Quo vadis, e-book?


systemy na smartfony / to właśnie kości sprawiają, że skrzydełka z kurczaka są takie chrupiące / felopas

Jak pokonać Androida? Android, mimo licznych wad, wydaje się być niemożliwy do strącenia z piedestału rynku smartfonów, na którym zadomowił się już dobre parę lat temu. Nie zniechęca to jednak kolejnych firm do prób uszczknięcia dla siebie kawałka tego ogromnego tortu. A l e x m a kow s k i

atrząc na obecne wyniki sprzedaży, raczej ciężko spodziewać się rewolucji. Według badania IDC, sprawdzającego stan popularności mobilnych systemów operacyjnych w trzecim kwartale br., palmę pierwszeństwa nadal dzierży Google Android (79,3 proc.). Drugi w rankingu jest iOS z wynikiem 13,2 proc. Taki stan rzeczy utrzymuje się od około 2010 roku, czyli od czasu spadku cen i rozpowszechnienia się smartfonów.

P

Próba wielkich... Zachwianiem tego układu było pojawienie się na rynku Nokii Lumia z  Windowsem Mobile. Choć sam system powstał pod koniec 2010 roku, to dopiero wspólne przedsięwzięcie z  Finami sprawiło, że Microsoft zyskał dostęp do szerszego odbiorcy. W  wyżej wymienionym badaniu WinOS uzyskał największy wzrost sprzedaży rok do roku, aczkolwiek przyczyny można upatrywać w  tym, że system ten jest stosunkowo nowy. Wciąż jednak jest to dość mało popularna platforma, głównie ze względu na fakt, iż poza Nokią nikt nie jest zainteresowany współpracą z Microsoftem (przykładem są tutaj HTC oraz Samsung, które, choć zdecydowały się na ten krok, to wyłącznie z jednym modelem smartfona).

…tych małych... Kolejną „świeżynką” jest system zaprezentowany w lutym tego roku – Firefox OS. W domyśle miał on posiadać główną zaletę Androida, jaką jest spora swoboda w modyfikacji systemu (co jest dużym plusem dla programistów). Jednocześnie eliminowałby jego wady, np. niezliczoną ilość wirusów i trojanów, czy RAM-ożerne nakładki producentów. Platforma od początku była tworzona pod słabiej zaawansowane techniczne oraz budżetowe telefony. Tym samym już na wstępie wiele osób, które uważały Firefox OS za potencjalną alternatywę dla dominujących systemów, zraziło się do całej inicjatywy. Choć w początkowych miesiącach istnienia Firefox nie zdobył znaczącej liczby użytkowników, to ostatnio ogłoszona współpraca z LG oraz poprawienie błędów mogą w pewnym stopniu poprawić wyniki sprzedaży.

…i średnich Ostatnim znaczącym graczem na scenie smartfonów jest Ubuntu Mobile. System jeszcze nie trafił do ogólnego obiegu w finalnej odsłonie, choć wersję

beta można już pobrać na stronie producenta (niemniej jednak wyłącznie na Nexusa 4 oraz 7). Materiały pokazujące działanie systemu rokują udany start finalnej wersji. Jest bardziej intuicyjny i lepiej zabezpieczony niż Android. Nie bez znaczenia pozostaje także to, iż Ubuntu jest wyjątkowo ładnym systemem, co daje mu dużą przewagę nad dość topornym interfacem Firefox OS. Ciekawostką jest fakt, że to pierwszy system, który nie wymaga wykorzystywania fizycznych przycisków – całość wykorzystuje jedynie ekran dotykowy.

Supersmartfon

Ubuntu miałby dużą szansę uzyskać silną, stabilną pozycję na rynku telefonów (zarówno użytkownicy nie posiadający większej wiedzy na temat nowych technologii, jak i  programiści znaleźliby przydatne funkcje), gdyby nie jeden dość poważny problem. Zapowiada się bowiem na to, że Canonical nie podejmie współpracy z jakimkolwiek producentem smartfonów. Ubuntu w  zamyśle twórców ma być systemem, który każdy może pobrać ze strony producenta i własnoręcznie zainstalować na telefonie. Mimo że proces ten jest względnie prosty, o ile przeczytana zostanie instrukcja, to dla przeciętnego użytkownika może być to bariera nie do przeskoczenia. W  tym właśnie należałoby upatrywać braku większych zmian na rynku smartfonowych systemów operacyjnych. Choć iOSy Apple'a  i  Google’a  mają liczne wady, to nawet użytkownik nieposiadający najmniejszego pojęcia o  informatyce jest w  stanie z  nich korzystać bez większych trudności. Ponadto systemy te są od razu wgrane w pamięć urządzenia, przez co można korzystać z telefonu, nie angażując w to dodatkowego wysiłku, ani nie zdobywając żadnej dodatkowej wiedzy. Dopóki ludzie nie będą lepiej informowani o możliwościach, jakie dają im smartfony oraz o tym, co mogą w nich zmienić dzięki nawet niewielkiej znajomości mobilnych urządzeń, to nie ma szans na to, by niejednokrotnie lepsze – choć mniej lobbowane – systemy miały szansę trafić do szerszego grona użytkowników. 0

Właśnie opierając się na systemie Ubuntu Mobile powstać miał najnowszy projekt Canonicala. Firma ta zajmuje się tworzeniem oraz wspieraniem projektów programistycznych typu „open-source”, czyli ogólnodostępnych darmowych systemów i oprogramowania, które mogą być przetwarzane przez użytkowników w  dowolny sposób. Owym ostatnim przedsięwzięciem Canonicala jest smartfon Ubuntu Edge. Inicjatywa była tym ciekawsza, że miała zostać w całości finansowana przez internautów za pośrednictwem Indiegogo (serwisu crowdfundingowego), bez wsparcia korporacji zajmujących się produkcją tego typu urządzeń. Jego specyfikacja – 128 GB pamięci wewnętrznej, 4 GB pamięci RAM, możliwość przełączania pomiędzy dwoma systemami operacyjnymi (Androidem i Ubuntu Phone), LTE, głośniki stereo, wyświetlacz chroniony Sapphire Glass oraz możliwość korzystania z  komputerowej wersji Ubuntu po podłączeniu smartfona do peceta – sprawiały, że zarówno iPhone 5, jak i  Samsung Galaxy S4 wypadały dość słabo. Co ciekawe, mimo iż, ze względu na niskie zainteresowanie ze strony darczyńców, na konto projektu w  ciągu miesiąca od rozpoczęcia zbiórki wpłynęło tylko (lub aż) 13 z 32 milionów dolarów koniecznych do jego realizacji, to przedsięwzięcie zostało opisane na łamach największych gazet opiniotwórczych, takich jak: The Independent, The Guardian czy Forbes. Odżyło również pytanie – czy jesteśmy skazani na Androida oraz Tak właśnie wyglądać miał supersmartfon z Ubuntu Mobile, któiOS?

fot. materiały prasowe

t e k s t:

ry jednakże nigdy nie wszedł do masowej produkcji

listopad 2013


/ Aero2

Mobilny Internet z AERO2 Od 10 maja 2011 roku w Polsce świadczona jest usługa Bezpłatnego Dostępu do Internetu (BDI). Warto sprawdzić, czy stanowi realną alternatywę dla płatnych pakietów mobilnego Internetu. A r l e ta P i ł at

  2009 roku Aero2 Sp. z  o.o. wygrała przetarg ogłoszony przez Urząd Komunikacji Elektronicznej na rezerwację częstotliwości z  zakresu 2570-2620 MHz. W rezultacie firma otrzymała możliwość budowy ogólnopolskiej sieci szerokopasmowej z bezprzewodowym dostępem do Internetu, ale jednocześnie nałożono na nią pewne zobowiązania. Jednym z  nich była konieczność przeznaczenia co najmniej 20 proc. pojemności nowej sieci na usługę nieodpłatnego, powszechnego dostępu do sieci. Okres świadczenia BDI określono na 3 lata od daty rozpoczęcia wykorzystywania częstotliwości. Założenia były więc ambitne, ale rzeczywistość szybko je zweryfikowała. Początkowo karty SIM, niezbędne do skorzystania z  usługi, można było odbierać jedynie w  Warszawie i  to po opłaceniu kaucji w  wysokości 55 zł. Taka postawa musiała spotkać się ze sprzeciwem UKE. W 2011 roku prasa poinformowała o kolejnych interwencjach w tej sprawie ówczesnej prezes Urzędu Anny Streżyńskiej. W efekcie 1 września 2011 Aero2 wprowadziło w  życie nowy, znacznie korzystniejszy dla użytkowników regulamin, a zawarty tam cennik opłat obowiązuje do dnia dzisiejszego. I tak za kartę SIM trzeba obecnie wnieść opłatę w wysokości 20 zł, a za przesłanie jej nam pocztą dopłacić 7 zł. Bałaganiarzy ucieszy natomiast fakt, że kaucja za duplikat i koszt jego wysyłki są identyczne.

kaucji za kartę i opłaty za przesyłkę. Już tutaj czeka niemiła niespodzianka, bo każdą z opłat musimy przelać na inne konto bankowe. Zainteresowanych nie ominie także wizyta na poczcie, gdyż wniosek należy wydrukować i, wraz z kopią dowodu osobistego oraz dowodów wpłaty, wysłać na adres wskazany na stronie. Karty SIM są wysyłane według zamieszczonego na niej harmonogramu, więc chętnym nie pozostaje nic innego, jak uzbrojenie się w cierpliwość.

Zamawianie karty

Parametry sieci

Niestety, sam proces zamawiania karty w ciągu ostatnich miesięcy znacznie się skomplikował. Jeszcze nie tak dawno karty można było odbierać osobiście w kilku miejscach w Warszawie, ale obecnie dostępna jest tylko wysyłka pocztą. Pierwszym etapem składania zamówienia jest nadal wypełnienie wniosku online oraz wpłacenie

Użytkowników BDI ucieszy za to nielimitowany transfer danych, choć sama prędkość usługi pozostawia już wiele do życzenia. Prędkość pobierania poniżej 512 kb/s nie robi dziś na nikim wrażenia. Z drugiej strony zapewnia jednak komfortowe przeglądanie stron WWW czy poczty internetowej. Zdecydowanie bardziej uciążliwym

W

Smartfon czy modem? W założeniu z karty można korzystać zarówno w urządzeniach mobilnych, jak i na komputerze posiadającym odpowiedni modem. Specyfikację i listę rekomendowanych modemów odnajdziemy na stronie Aero2, jednak do zamieszczonego tam wykazu trzeba podchodzić z dystansem. Okazuje się bowiem, że część tańszych urządzeń, niespełniających wymogów operatora, także współpracuje z kartami BDI (m.in. Huawei E3130). Jeśli natomiast nie mamy ochoty wydawać pieniędzy na modem, to po odpowiednim skonfigurowaniu darmowy Internet uruchomimy na mobilnych urządzeniach z systemem Android. Zwolenników produktów Apple czeka jednak wyraźne rozczarowanie. Aero2 udostępnia pełnowymiarowe karty SIM, które łatwo przekształcimy w micro SIM, ale już nie w nano SIM, które obsługuje m.in. iPhone 5 czy iPad mini.

Plusy i minusy bezpłatnego internetu od Aero2 + usługa jest bezpłatna + nielimitowany transfer danych + pełnowymiarowe karty SIM lub micro SIM + duża liczba współpracujących modemów i urządzeń mobilnych + zasięg pokrywający większość kraju + możliwy zwrot kaucji za kartę SIM + termin świadczenia usługi do 21 grudnia 2016 roku

56-57

- uciążliwa procedura zamawiania karty SIM - konieczność poniesienia kosztów kaucji i przesyłki - ograniczona prędkość pobierania/wysyłania danych - rozłączanie połączenia po 60 minutach - w przyszłości kody CAPTCHA - brak Nano-SIM - zasięg nie pokrywa powierzchni całego kraju

Zasięg Aero2 stale się powiększa i w I połowie 2013 roku pokrywał 3/4 powierzchni Polski

fot. materiały prasowe

t e k s t:

ograniczeniem BDI jest zrywanie połączenia za każdym razem po upływie 60 minut. Co prawda na forach internetowych bez trudu znaleźć można przepis, jak skonfigurować na komputerze automatyczne wznawianie tak zerwanego połączenia, niemniej ogranicza to możliwość ściągania większych plików z  niektórych hostingów. Dodatkowo na pierwszy kwartał 2014 Aero2 zapowiedziało wprowadzenie kolejnego utrudnienia. Po 60 minutach nie tylko zostanie zerwane połączenie z  Internetem, ale użytkownik będzie również zmuszony do wprowadzenia tzw. kodu CAPTCHA.

Zasięg Nie należy przy tym zapominać, iż w  przypadku mobilnego Internetu istotną rolę odgrywa jego zasięg. I choć już pod koniec 2012 roku Aero2 twierdziło, że sieć pokrywa 75,26 proc. powierzchni kraju, docierając do 88,15 proc. Polaków, wciąż istnieją takie miejsca, w  których można mieć z nim problemy. Dlatego przed dokonaniem zamówienia warto sprawdzić najnowszą mapkę zasięgu zamieszczoną na stronie usługi. Biorąc jednak pod uwagę stały rozwój sieci oraz przedłużenie świadczenia usługi BDI do 21 grudnia 2016 roku, należy oczekiwać obejmowania zasięgiem kolejnych obszarów Polski. Usługa BDI nie przypadnie do gustu każdemu użytkownikowi Internetu, gdyż oprócz niezaprzeczalnych zalet ma wyraźne ograniczenia. Dla dużej części osób pozostaje jednak kuszącą alternatywą w stosunku do płatnych ofert mobilnego dostępu do Internetu. 0


e-booki poza książkami /

Quo Vadis, e-book? Każdy z nas przynajmniej parę razy w tygodniu korzysta z komunikacji miejskiej, gdzie coraz częściej sięga po e-booka. Jednak coraz częściej spełnia o wiele więcej funkcji niż tylko zastępowanie niewygodnie dużych książek w autobusach. TEKST:

m a rc i n m a l ec

orma książki nieustannie ewoluowała na przestrzeni wieków wraz z  rozwojem technicznym, społecznym i  kulturowym. Choć trudno w  to uwierzyć, dzisiejsze książki wywodzą się z  kodeksu. Dzięki rozpowszechnieniu się pergaminu zastąpił on wcześniejszą formę utrwalania pisma, jaką był zwój. Z kolei początek e-booków sięga końca XX wieku, kiedy popularność zdobywał Internet, a  wraz z  nim pierwsze elektroniczne dokumenty. Tak naprawdę elektroniczną książką możemy obecnie nazwać nawet plik MS Word. W takim razie, patrząc na całą historię zdarzeń, można śmiało stwierdzić, że e-book jest po prostu kolejnym etapem ewolucji książki. Co ciekawe, mimo że zawartość papierowych i  elektronicznych publikacji niczym się nie różni, zjawisko e-booków budzi kontrowersje.

F

Ekstrawagancja do potęgi n-tej Nad rynkiem e-booków próżno szukać czarnych chmur. Klientów przybywa nie tylko wśród młodzieży, ale również wśród ludzi starszych. Tych drugich przyciąga między innymi możliwość dopasowania rozmiaru czcionki do własnych potrzeb. Jednak książki elektroniczne to nie tylko ułatwienie dla użytkowników indywidualnych. Potencjał nowej technologii coraz częściej wykorzystywany jest na szerszą skalę przy realizacji innych oryginalnych projektów. Jednym z  nowatorskich pomysłów na zastosowanie e-booków są perfumy o  zapachu książki. Zamiast czuć w  nozdrzach elektronikę, można delektować się wonią świeżo wydrukowanych stron. Niestety taka przyjemność nie należy do najtańszych. Za zestaw o  pojemności 50 ml opakowany w  wymyślne pudełko w kształcie książki trzeba zapłacić 380 zł. Zapach świeżo wydrukowanej książki jest najwspanialszym zapachem świata – powiedział twórca produktu, Karl Lagerfeld.

Czy to już rok 2045? Kolejnym ciekawym zjawiskiem jest rozszerzające się spektrum zastosowania e-papieru. Jego popularność wykroczyła poza ramy e-booków. Nawet podczas sprawdzania ceny

makaronu w  sklepie można natknąć się, zamiast na klasyczną naklejkę, na wyświetlacz cen działający dzięki technologii e-papieru. Z  takim rozwiązaniem spotkamy się już nie tylko za granicą, ale również w  niektórych polskich sklepach sieci Tesco. Przykładową zaletą takiego wyświetlacza jest automatyczna aktualizacja cen z  systemu, bez konieczności ręcznego zdejmowania tysięcy nalepek. Jest również szansa, że dzięki tak pewnej bazie danych zniknie problem nieścisłości cen i konieczności nieoczekiwanego dopłacania w kasie. O przydatności takich projektów, tak, jak w większości przypadków, zadecyduje rynek.

Wypieranie książek Na koniec warto wspomnieć o jednym z najbardziej oryginalnych zastosowań e-booków ­- bibliotece bez książek, którą zbudowano w  San Antonio w  Teksasie. Brzmi nieprawdopodobnie, ale nie ma tam ani jednego egzemplarza wydanego na papierze. Na miejscu znajduje się mnóstwo e-booków, laptopów, tabletów i profesjonalnych stanowisk komputerowych. Przeglądając listę wyposażenia biblioteki można pomyśleć, że dotyczy ona sklepu komputerowego. Dzięki tym wszystkim urządzeniom na miejscu będzie można skorzystać z  dotychczas zgromadzonych zbiorów, a  jeśli ma się ochotę na chwilę relaksu w domowym zaciszu, to nic też nie stoi na przeszkodzie, aby dany tytuł wypożyczyć. Zastanawiająca jest tylko jedna rzecz: czy ze względu na coraz szybciej postępującą cyfryzację, zauważalną również w  Polsce, biblioteka bez książek to nadal biblioteka w pełnym tego słowa znaczeniu, czy już sklep komputerowy? Przykłady, w  których e-book i  e-papier zastępują książki, można mnożyć. Istnieje chociażby restauracja w  Hong Kongu, która swoim klientom czekającym na stolik oferuje fragment e-booka. Jeśli ich zaciekawi, to na paragonie odnajdą kod QR, dzięki któremu można pobrać e-booka w całości. Mimo że to dopiero początek poznawania możliwości wynikających ze stworzenia „elektronicznej książki”, można mieć pewność, że co roku świat będzie zalewany przez jej coraz nowsze zastosowania. 0

Skrót multimedialny Nowe konsole Koniec listopada będzie stał w tym roku pod znakiem długo oczekiwanych premier next-genowych konsol. 22 listopada odbędzie się światowa premiera Xboxa One, a  tydzień później 29.11 (w  USA 15.11) zadebiutuje PlayStation 4. PS4 będzie możliwe do nabycia w Polsce już w dniu premiery, w cenie oscylującej wokół 1800 zł. Dostępne ma być w aż trzech różnych zestawach z różną zawartością. Jeśli natomiast chodzi o Xbox One, to w Polsce zadebiutuje dopiero w roku 2014, a jego cena wynosić będzie około 2200 zł.

Listopad dla graczy Jak co roku w listopadzie nagromadzenie premier wielkich tytułów jest ogromne. Jeśli dodać do tego exclusive’y wydawane przy okazji premier nowych konsol, to tegoroczny listopad (oraz koniec października) będzie dla graczy prawdziwym świętem. Kolejny pojedynek między serią Battlefield (4) a Call of Duty (Ghost), nowy Assassin’s Creed (Black Flag), Batman: Arkham Orgins, Need for Speed Rivals i wiele innych. W takich chwilach można się tylko cieszyć, że sesja dopiero za parę miesięcy.

Problemy Windows 8.1 W  październiku miała miejsce premiera uaktualnienia do systemu operacyjnego Windows 8, mająca przynieść oczekiwane przez użytkowników zmiany na lepsze. Niestety i tym razem nie wszystko poszło jak trzeba, przez co, miast cieszyć się z  bezproblemowego korzystania z wersji 8.1, odkryto, że po zainstalowaniu aktualizacji wiele urządzeń dotykowych przestaje się uruchamiać. Oby kolejne aktualizacje były bardziej przemyślane…

Opóźnienia Ubi Ubisoft opóźnił premiery swoich dwóch głośnych tytułów. Zwłaszcza jeden z nich, Watch_Dogs, jest szczególnie wyczekiwany przez graczy. Teraz, zamiast z utęsknieniem wyglądać 22.11 (planowanej daty premiery), fani będą musieli uzbroić się w cierpliwość i czekać aż do wiosny 2014. Równocześnie Ubisoft odwleka wydanie innej ze swoich nowych marek – The Crew ukaże się dopiero w roku fiskalnym 2015 (po kwietniu 2014).

listopad 2013


/ życie w foodtruck’u

Kipi Kasza! T E K S T:

A da k u c z y ń s k a

fotografie:

A da k u c z y ń s k a , G R Z EC H P I E RVO R O D N Y

czesna jesień, środa, godzina szósta rano, blokowisko na warszawskiej Woli. Cała furgonetka zasypana liśćmi. Droga jest prosta, jeden przystanek, później już bezpośrednio do celu.

W

Wielkie sklepy pozbawione są duszy Najpierw najmniej przyjemna czynność – zakupy. Sytuacja czasem zmusza by zrobić je w wielkim sklepie. A wielkie sklepy pozbawione są duszy. Nie ma sprzedawcy, z którym można by zamienić słowo, po prostu pogadać o tym i o tamtym. Bagietka francuska, ilość: 16 sztuk, cena brutto 15,84 zł. Ser gouda, 1 kg, cena brutto 23,56 zł. Pieczarki luz 3 kg, cena brutto 9,10 zł…

58-59

Najlepszy deser w regionie Prawdziwe rozmow y zaczynają się dopiero na miejscu, ponad godzinę drogi od Warszaw y. Można dowiedzieć się wszystkiego: że najlepszy sękacz robiony jest w Suchowoli pod Białymstokiem, że najlepszym deserem w tym regionie jest Mrowisko – faworki polanie miodem i posypane makiem, że teatr Wierszalin został przeniesiony z Supraśla do Białegostoku, a olej napędow y na Białorusi kosztuje 2,80 zł za litr. Strudzeni drogą kierowcy tirów szukają kontaktu, powodu by zatrzymać się na moment w długiej podróży i zamienić kilka słów z drugim człowiekiem. Mało kto wie, że pod Warszawą, każdego dnia przy innej drodze szybkiego ruchu, stoi zielona furgonetka, w której można zamówić kaszę gryczaną z soczewicą zapieka-

ną z pieczarkami i serem, domowej roboty zapiekankę lub sękacza na gorąco z polewą czekoladową. Wszystko świeże i najlepszej jakości, nic nie jest mrożone, ani odgrzewane.

W Polszy wsjo zakazane Dlaczego dopiero 60 km pod Warszawą? Parę dobrych lat temu na terenie stolicy został w ydany zakaz handlu obwoźnego. Na stronie Urzędu Miasta można znaleźć listę targowisk, na których jest to legalne. Nie załatwia to natomiast spraw y sprzedawców z pojazdów z jedzeniem, którzy preferują innego rodzaju miejsca handlu niż targowiska oraz zw ykłych babć handlujących szczypiorkiem i konwaliami z przydomowego ogródka. Czynsze za lokale gastronomiczne w Warszawie stają się pewnego ro-


życie w foodtruck’u /

dzaju barierą w tworzeniu now ych miejsc przez młode osoby. Panie, u Was w Polszy wsjo zakazane, niczewo nie wolno – mówi podirytowany Andriej z Rosji. Po kilku godzinach pracy na parkingu zaczyna się mieć wrażenie, że czas w tym miejscu się zatrzymał. Można się poczuć jak w teatrze. Co chwilę przyjeżdżają nowi kierowcy ogromnymi samochodami ciężarowymi, pustymi bądź ze świeżo załadowanym towarem i niczym aktorzy wstępują na scenę ze swoimi krótkimi kwestiami – Proszę Pana, ja wożę wszystko, absolutnie wszystko i wszędzie – od polskiej coca coli, poprzez szyby do okien, aż po tony ziaren lnu. Hamburg, Warszawa, Nowosybirsk, Zgierz . Charakteryzacja: czarny t-shirt, spodnie od dresu, grube białe skarpetki, klapki i trzydniowy zarost lub niezgrabny wąs.

listopad 2013


/ życie w foodtruck’u

Przydrożny teatr Rodziny jadące na wakacje lub wracające z nich to osobny epizod. Wygłodniali ojcowie po kilkugodzinnej podróży – Podróż z rodziną taka męcząca, wie Pan, żona, córcia. Autokary z dziećmi, kolonie, wycieczki szkolne to już zupełnie inna bajka, przypominająca atak szarańczy. – A po ile zapiekanka, LOL, to dwie poproszę i jeszcze batonika, LOL. Oraz opie-

60-61

kunowie – Dzieci, do autokaru nie wchodzimy z jedzeniem! Pan kierowca się nie zgodzi na jedzenie w środku, macie minutę! Pod wieczór scena robi się coraz bardziej pusta, tylko gdzieś w oddali za naszymi plecami, za kulisami, słychać nieustanny ruch na drodze. Nocą teatr jest nieczynny. Trudne początki rekompensowane są faktem samostanowienia o sobie. Nie chciej ina-

czej być szczęśliwy, inaczej wypoczywać i  podejmować  się śmiałych zadań, niż nakazuje ci twój charakter i twój system nerwowy. Przystosuj  się do  prawa, które nieubłaganie wyznacza twoje miejsce, twoja praca i  twoja postawa względem życia. Wszystko  należy po  kolei doprowadzić do  końca i  przyjąć: radość, żal, powołanie, zadanie, porażkę, a  także śmierć. Sandor Marai. 0


Kto jest Kim? Nina Oborska

Wykładowca w Instytucie Germanistyki

W i e k: 37 lat M i e j s c e U r o dz e n i a : Warszawa T y t u ł N au kow y: doktor Prowadzony Przedmiot: obecnie

– gramatyka praktyczna języka nie-

Piotr Bielarczyk

Adiunkt w Instytucie Nauk o Państwie i Prawie

W i e k: 35 lata M i e j s C e U r o dz e n i a : Warszawa T y t u ł N au kow y: doktor nauk prawnych P r owa dzo n y p r z e d m i o t: doktryny

polityczno-prawne,

fundacje

mieckiego, zajęcia specjalizacyjne glottodydaktyka, lektorat języka

i stowarzyszenia

niemieckiego

H o b by: książki, muzyka, podróże N a j w i ę k s z a z a l e ta : rzetelność N a j w i ę k s z a wa da : pracoholizm P o dz i w i a n a O s o b a : wiele jest takich U lu b i o n a P o s tać : Bronisław Malinowski, wielki polski antropolog U l u b i o n a K s i ą ż k a : Idiota Dostojewskiego i Siódme wtajemniczenie

H o b by: śpiewanie N a j w i ę k s z a z a l e ta : dystans do otoczenia i własnej osoby N a j w i ę k s z a wa da : -1,5 w obu oczach P o dz i w i a n a O s o b a : mój tata U lu b i o n a P o s tać : Thorgal U lu b i o n a k s i ą ż k a : Zaślubiny patyków U lu b i o n y F i l m : Król Lew U lu b i o n a g a z e ta : Przekrój U lu b i o n y a r t y s ta : Elvis Presley N a j w i ę k s z y s u kc e s : ostatnio – obroniony doktorat Ż yc i ow e m o tto : kochaj swoją pracę, a zawsze będziesz na wakacjach! N i e s p e ł n i o n e m a r z e n i e : nie mam marzeń, mam cele

Niziurskiego

U l u b i o n y F i l m : Garść Dynamitu Sergio Leone U lu b i o n a G A z e ta : od dzisiaj MAGIEL U lu b i o n y a r t y s ta : Caravaggio i Pat Metheny N a j w i ę k s z y s u kc e s : wierzę, że jeszcze przede mną Ż yc i ow e m o tto : postępuj tak, aby nie krzywdzić innych N i e s p e ł n i o n e m a r z e n i e : Mam wiele marzeń... np. podróż dookoła świata, pływanie w oceanie z delfinami. A z takich przyziemnych - po prostu wyspać się i odpocząć od codziennego pędu.

Dlaczego wybrała Pani karierę nauczyciela akademickiego?

Dlaczego wybrał Pan karierę nauczyciela akademickiego?

Zawsze chciałam uczyć, niezależnie od etapu nauki (ucznia/ studenta/kursanta). Bycie nauczycielem akademickim jest naturalnym wynikiem obranej ścieżki mojego rozwoju, jednocześnie daje mi możliwość pracy naukowej, a także dalszej pracy nad sobą – to cenne.

Bo lubię ludzi i kontakt z nimi. Kontakt zwłaszcza z młodymi ludźmi daje inne spojrzenie na świat.

Co Panią razi u studentów?

Co należy zmienić na UW?

Cwaniactwo (nie tylko u studentów – w ogóle).

Podejście pracowników do USOSA.

Infrastrukturę informatyczną i mentalność części administracji oraz formę przeprowadzania egzaminów, w których egzaminatorzy oczekują ściśle określonych odpowiedzi, wykluczając jakiekolwiek myślenie własne studenta.

Najciekawszy kwiatek z egzaminu?

Najciekawszy kwiatek z egzaminu?

Pelargonia.

Ja: Gdzie publikowane są ustawy? Student: W dzienniku. Ja: W jakim? Student: W telewizyjnym.

Co należy zmienić na UW?

Jaką radę dałaby Pani studentom? Poznać i wziąć sobie do serca znaczenie słowa „studiować”.

Co Pana razi u studentów? Próba osiągania sukcesów „po trupach” i arogancja.

Jaką radę dałby Pan studentom? Mam trzy rady. Po pierwsze, aby studiowali to, co ich interesuje i co sprawia im przyjemność – bo dopiero połączenie pasji i nauki daje efekty. To także wybór tematu pracy magisterskiej – magisterka ma nas interesować, a nie być „przydatna” przy szukaniu pracy zawodowej. Po drugie, żeby skupili się, jeśli tylko mają finansową możliwość, na nauce, a nie na pracy. Po trzecie, żeby cieszyli się tym, że studiują, bo już nigdy później nie będą mieli tyle okazji do rozwoju intelektualnego jak na studiach.

listopad 2013


/ sprawy publiczno - prywatne Melius est usus lexicon – przysłowie łacińskie

Prywatność jest przereklamowana Ja n Ja k u b Z yg m u n tow s k i yjemy w dobie wszechobecnego podsłuchu, w czasach terroru. Teraz już nie tylko namolna sąsiadka spędzająca długie noce ze stetoskopem przy ścianie, ale i władze monitorujące każdego „lajka” na Facebooku. Zmuszają nas tym do ekstremalnych zachowań, takich jak chociażby krycie się za maską angielskiego spiskowca prochowego w trakcie publicznych manifestacji, czy też podawanie fałszywej daty urodzenia podczas zakładania kolejnej skrzynki mailowej od spamu. Dopiero udało się odbić Polskę z rąk ACTA, a po drugiej stronie oceanu już objawił się szpieg wszechczasów w postaci Narodowej Agencji Bezpieczeństwa. Jesteśmy pod obserwacją, czyż nie? Bardzo łatwo jest popaść w paranoję, jeżeli tylko zastanowimy się, jak wiele informacji wykreowanych o nas, przez nas i dla nas krąży po Internecie. Zdjęcia z dzieciństwa, raczej żenujące z perspektywy czasu głupoty palnięte w zażartych dyskusjach, do tego oczywiście weryfikacyjnie podawane numery telefonu i odpowiedzi na szalenie prywatne w swojej naturze pytania pomocnicze – można wymieniać i wymieniać. Czy to znaczy, że faktycznie musimy obawiać się wszechwiedzących reżimów i szantażu ze strony tajemniczych agentów NSA? W globalnej sieci operuje ponad 3,9 miliarda indywidualnych skrzynek mailowych, z ruchem dziennym sięgającym 183 miliardów e-maili, co naturalnie w skali roku daje nam 66,8 BILIONÓW wiadomości (wg firmy badawczej The Radicati Group). Jeżeli mówimy o serwisach społecznościowych – sam Facebook to oficjalnie przeszło miliard kont, które w ciągu 20 minut generują 3 miliony wiadomości. Rokrocznie oznacza to prawie 79 miliardów wypowiedzi. Te astronomiczne ilości to tylko wiadomości wysyłane przez sieć, na wyliczenie plików nie starczyłoby tu miejsca. Wszystko to w setkach różnych języków. Wreszcie, Internet co prawda stanowi większość, ale nie całość globalnej sieci informacyjnej. Przy takich astronomicznych liczbach nawet Fort Meade wymięka. Dlatego tysiące agentów wywiadu i ich komputery z oceanu danych wyławiają tylko ułamek najważniejszych informacji. Sprawy śmiertelników są zbyt mało ważne, żeby ktoś się nimi zajmował. Nawet szpiegostwo gospodarcze traci na znaczeniu w starciu z potrzebami globalnej polityki, wojny lub pokoju.

Ż

Lepiej żeby słuchali Cię na Facebooku, niż w ciemnej piwnicy anonimowej agencji.

62-63

A jeśli jednak gdzieś w przepastnych elektronowych mózgach rządowych serwerów wywiadowczych kryją się stare brudy i niewygodne dane? Jak będzie wyglądała kariera potencjalnego prezesa NBP, kiedy zdjęcia z orgiastycznej młodości trafią na pierwsze strony gazet? Uważam, że dostaliśmy już pewną próbkę takiego zdarzenia. Wyciek wszystkich facebookowych konwersacji byłego szefa Obozu Narodowo-Radykalnego i – teraz już również byłego – członka zarządu Ruchu Narodowego, Przemysława Holochera, nie wywołał właściwie żadnej burzy w mediach. W tym temacie wypowiedziała się jako pierwsza, o ironio, Krytyka Polityczna, stając w obronie prywatności, wolności osobistej i zarazem samego Przemysława Holochera. I chociaż ostatecznie pośród konwersacji z 690 różnymi rozmówcami znaleziono poszlaki wskazujące na zatajanie wiedzy o gwałcie, malwersacjach wyborczych, jak i różnego rodzaju medialne manipulacje oraz zakulisowe wycieczki osobiste, to do tej pory samego Holochera nie spotkały żadne konsekwencje – no, może poza wykluczeniem z Ruchu Narodowego. Bo testu na hipokryzję, egzaminu z czystości swoich intencji wobec idei czy „przyjaciół”, z którymi współpracował, nie zdał. Czy to źle dla świata? Od setek lat ufamy różnego charakteru służbom wywiadowczym, wojskowym, bezpieczeństwa narodowego a nawet policjantom, którzy każdego dnia mijają nas uzbrojeni, ale nie bezkarni, nie ponad prawem. Wygląda na to, że musimy przyzwyczaić się do tego, że nasza obecność w sieci również może być przedmiotem badań służb. Zaskakująco duża część społeczeństwa amerykańskiego jawnie popiera te działania: trochę przereklamowanej prywatności za więcej bezpieczeństwa (i spersonalizowane reklamy), coś za coś. Pytanie brzmi: czy to uczciwa wymiana? Amerykanie już odpowiedzieli. Zamiast usuwać nielegalnie ściągniętą dyskografię jednego czy drugiego artysty w oczekiwaniu na przybycie smutnych panów w czerni, osobiście proponuję dalej wrzucać statusy o wszystkim i o niczym i „lajkować” ile wlezie. Jeżeli bowiem martwisz się o swoją prywatność, na pewno bardziej niż wybiórcze dane przysłuży Ci się, Drogi Czytelniku, prawdziwy szum informacyjny. Ostatecznie, jeżeli władza tak bardzo będzie chciała się dowiedzieć co u Ciebie, to i tak lepiej żeby przysłuchiwała się Twojej komunikacji internetowej, niż krzykom w ciemnej piwnicy anonimowej agencji… 0


czego komornik Ci nie zabierze /

Wszyscy jesteśmy słoikami M a rc i n K aw ko ysiadasz z metra. Jest już pięć po ósmej. Musisz jak najszybciej znaleźć się w sali, bo zaraz będzie sprawdzana lista na ćwiczeniach. Wchodzisz na schody ruchome i szok – po prawej stronie – ludzie, po lewej – też ludzie. Słoiki jedne, nie wiedzą nawet, jak się zachować. Pewnie, normalnie ominąłbyś ich, wszedł schodami obok, ale nie dzisiaj. Teraz bardzo się spieszysz. Po zajęciach wychodzisz, wsiadasz do autobusu. Znowu jakieś słoiki głośno „rozmawiajo” o tym, jak to Warszawa jest zatłoczona i hałaśliwa. A przecież wokół cisza oraz ogólna harmonia… Szara rzeczywistość, nieprawdaż? Wkurzają Cię ci obcy, którzy przyjechali tu do Twojej Warszawy w pogoni za lepszą przyszłością. Chcieli się przecież tylko wyrwać ze swojej dziury, bo jakże oczywistym jest, że przyszłość istnieje obecnie tylko w „stolycy”. Toż reszta to tylko Polska B, a na wschodzie to już w ogóle Polska C, D, E… Co tam można robić? Krowy doić i świnie karmić. Czy jednak rzeczywiście możesz powiedzieć, że wszyscy oni są od Ciebie gorsi? Skąd wzięli się ci obcy? W Warszawie mieszka obecnie (wg danych GUSu) ponad 1,7 miliona ludzi. Liczba ta w ostatnich latach systematycznie rośnie, jednak sam wskaźnik przyrostu naturalnego kształtuje się na poziomie 0,7proc. Oczywistym zatem jest, że coraz więcej ludzi przyjeżdża do Warszawy z zewnątrz. Obiektywnie rzecz ujmując, gdyby sięgnąć dosłownie kilkanaście lat wstecz, zaryzykowałbym stwierdzenie, iż pokaźna liczba osób mieszkających w Warszawie wcale się z niej nie wywodzi. Jakie zatem przyjąć kryterium, dzieląc ludzi na rodowitych warszawiaków i… tych „drugich”? Jest się warszawiakiem, gdy Twoi przodkowie od pięciu pokoleń zamieszkiwali to miasto? Jak dla mnie to bzdura. Według tego rodzaju kryteriów za prawdziwych warszawiaków mogłaby się uważać raptem garstka osób. Resztę należałoby wtedy zwyczajnie nazwać parweniuszami, nuworyszami. I tu widoczna jest moja teza – wszyscy jesteśmy słoikami! Hurra! Rozumując w ten sposób, formalnie wszyscy jesteśmy tymi „obcymi”. Co z tego, że nie wszyscy wozimy jedzenie od rodziców do wynajmowanego mieszkania? Słowo „słoik” już jakiś czas temu przestało mieć związek z czymkolwiek logicznym. To stan umysłu. Dość specyficzny stan umysłu.

W

Jest to ktoś, kto bardzo usilnie stara się przypodobać wyimaginowanej elicie, na każdym kroku podkreślając swą wyjątkowość. W międzyczasie nie zauważa jednak, że w rzeczywistości słoma wystaje mu z butów. W pogoni za dziwacznym ideałem, kompletnie traci siebie i nie jest w stanie sobie tego uświadomić. Jego prawdziwe „ja” przestaje istnieć. Skąd się zatem wziął ten przedziwny podział na „lepszych” i „gorszych”? Siedzi on w naszych głowach. I nie chodzi tu tylko o to, że warszawiacy bez przerwy narzekają na #nowodoWarszawyprzybyłych, gdyż takie stwierdzenie byłoby dla nich krzywdzące. Problem leży w naszej narodowej niechęci do jakichkolwiek zmian. Z jednej strony miejscowi nie do końca przywykli do innego zachowania przyjezdnych, z drugiej ci nowi w „stolycy” jeszcze nie wpasowali się w panujące tu reguły. Tak, problem leży w aklimatyzacji, a właściwie w błędnym jej pojmowaniu. Jedni twierdzą, że posiadanie indywidualnych cech oraz wszelka odrębność są złe. Drudzy zaś, że mają swoje zasady i nie będą się nikomu podporządkowywać. Co prawda są to stanowiska skrajne, ale wszyscy wiemy, że diabeł tkwi w szczegółach. Abstrahując już od tematów takich jak płacenie podatków, należy pamiętać, że wcale nie jest łatwo zamienić przytulny domek i spokojną miejscowość na tętniącą życiem Warszawę. Najgorsza jest oczywiście, zazwyczaj drastyczna, zmiana tempa życia. Zwyczaje z innych części kraju są kompletnie inne. Tu żąda się od Ciebie byś chodził tu i tam, nie patrzył w tamtą stronę. Jest to oszałamiająca nowość dla młodych ludzi, którzy przez całe życie widzieli na ulicach spokojny, stabilny ruch. Anonimowość otaczających Cię mas, powoduje często wrażenie wielkiego wyobcowania, niechęci, obojętności. Na szczęście od tego wszystkiego da się uciec – prędzej czy później. Wbrew pozorom, można zignorować pośpiech, anonimowość, czy też obojętność. Przecież zaraz będą święta, wrócisz do domu i znowu zastaniesz świat, który pokochałeś. Wrócisz do środowiska, które zwykłeś nazywać normalnością, tam będziesz żył jak Ci się tylko podoba, stosując się do własnych zasad. Ja również nie mogę doczekać się powrotu do mojej ukochanej Polski C. 0

Przecież zaraz będą święta, wrócisz do normalności. Ja również nie mogę doczekać się powrotu do mojej ukochanej Polski C.

listopad 2013


/sklepy meblowe Kto sam sobie adwokatem, ten ma głupca za klienta.

Witaj w meblowej krainie! Minął październik, dla niektórych pierwszy miesiąc samodzielnego mieszkania, kiedy to faktycznie traktowaliśmy nasze domy jak hotel. Najwyższy czas przygotować nasze norki, na czas zimowego snu, kiedy życie na ulicy umiera, a my spędzamy coraz więcej czasu w łóżku, pokonani przez ciężar puchowej kołdry. Ups, ale jak to w moim mieszkaniu nie ma łóżka? I gdzie są te wszystkie meble? No worries, Magiel się o Ciebie zatroszczy.

AgaBaba

Meblestar

Ikea

Reset

OCENA: 88877

OCENA: 88887

OCENA: 88888

Sklep stawia na nowoczesność i jest w pełni internetowy.

Reset to raczej sklep z  akcesoriami do domu, niż sklep

Kto nigdy nie był w Ikei ten nie zna smaku dzieciństwa, kiedy

Meble na zdjęciach prezentują się ładnie, solidnie i eleganc-

meblowy. W swojej ofercie ma tylko oryginalne pomysły

to wyprawa do sklepu meblowego była prawie jak wizyta

ko, oferta produktów jest szeroka a ceny całkiem niewygó-

polskich projektantów. Wśród tych cudów designu znaj-

w Disneylandzie. W Ikei dostaniemy wszystko, od talerzy,

rowane. Do tego znajdziemy takie rarytasy jak rogówki na

dziemy betonowe mydelniczki, figurkę disco Maryi lub

poduszek i wazonów przez kanapy i stoły, aż po zabawki

dwadzieścia osób i łózka na pilota – w sam raz do pokoju

torebki wykonane z puszek po Coli albo folii bąbelkowej.

dla dzieci i szwedzką czekoladę. Główna zaletą Ikei są rela-

w Sabinkach. Sklep oferuje dostawy na terenie całego kraju,

Mi do gustu przypadły najbardziej filiżanki w  kształcie

tywnie niskie ceny. Meble są proste i praktyczne, a niektóre

więc nieważne czy jesteś z Przemyśla, Radomia czy Jeleniej

dziecięcych główek z platynowymi uszkami. Oprócz tego

koncepty całkiem oryginalne. Doliczmy do tego kręcone

Góry, swoją rogówkę i  tak dostaniesz. Niestety w  formie

sklep oferuje rzeczy, którym dało się „drugie życie”, na

lody w bufecie po dwa złote i zabawę przy samodzielnym

do samodzielnego montażu. Wszystko ładnie i pięknie, ale

przykład pięknie odnowione kredensy i  fotele z  okresu

składaniu regałów, a nikogo nie zdziwi że w efekcie więk-

zwrot szafy wcale nie jest taki prosty.

PRL-u. Impreza co prawda droga, bo w Reset ceny są dość

szość polskich mieszkań wygląda tak samo.

Pyciówa

zaporowe, ale jaka efektywna!

OCENA: 89777

OCENA: 88887

OCENA: 88888

Trochę średnio jestem sobie w  stanie wyobrazić zakup

Reset jest ciężkie do opisania w kilku zdaniach, trzeba się

Zdecydowany lider! Duży wybór, przystępne ceny, tłumy

mebli przez Internet bez uprzedniego obejrzenia ich na

tam po prostu przejść i  poczuć klimat tego magicznego

ludzi – idealny dla biednego studenta. Problemem może być

żywo. Nie można jednak zaprzeczyć, że wybór produk-

i może trochę hipserskiego sklepu! Wchodząc do sklepu nie

jednak dojazd, który do łatwych i krótkich nie należy. Ale je-

tów w Meblach Star jest bardzo bogaty, a ceny stosun-

wiadomo na czym się skupić - miliony kolorów, różnorodnych

śli już zdecydujemy się na wizytę w IKEI możemy być pewni,

kowo niskie. Urządzając mieszkanie na pewno uda nam

mebli i dodatków. Oferowane meble są odnawianymi staro-

że oprócz zaspokojenia potrzeb meblowych zaspokoimy

się kupić tu wszystkie meble, gorzej jednak z dodatkami,

ciami, bądź autorskimi projektami. Dlatego też ceny nie za-

też potrzeby jedzeniowe! Szczególnie polecam zestaw:

których sklep po prostu nie oferuje. Strona sama w sobie

chęcają. 4 cyfrowa cena fotela może przysporzyć o ból gło-

hot-dog z frytkami i piciem (4,50 zł) i mięsne kulki z fryt-

nie zachęca do jej przeglądania, jednak na pewno na nią

wy, ale kupując go mamy praktycznie pewność, że u nikogo

kami (cena uzależniona od liczby mięsnych przysmaków).

wrócę jak będę urządzać pokój swojego dziecka – łóżka

w domu nie spotkamy identycznego. Dodatków do wyboru

Z uwagi na popularność tego sklepu możemy być pewni, że

w kształcie samochodu zdecydowanie na plus.

jest mnóstwo, wśród których każdy znajdzie coś dla siebie.

podczas wizyty u znajomego znajdziemy jakiś element ze

Polecić warto, jeśli nie do kupienia, to chociaż do poszukania

swojego mieszkania.

Alice in wordeland

inspiracji dla wystroju.

OCENA: 88877

OCENA: 88887

OCENA: 88887

Jako studentka, od razu zaczęłam szperać w  dzia-

Weszłam i  zakochałam się od pierwszego wejrzenia,

Ikea, wbrew pozorom, to nie tylko niebieskie torby

le OUTLET, a  tam same narożniki. Łóżka na pilot

a  potem przeżyłam zawał na widok cen. Prędzej znaj-

i klopsiki z sosem żurawinowym, ale przede wszyst-

w kształcie fali i fotele w stylu Ludwika XIV na pewno

dziemy tam prezenty na święta dla bliskich (mam już

kim całodzienna wyprawa – kilometry ładnych alejek

cieszą się dużą popularnością ale raczej nie wśród

swoje trafy) i  dodatki do wcześniej wyposażonego

i brzydki magazyn. Kupimy tu wszystko do studenc-

studenciaków. Polecam dział „Meble młodzieżowe”

mieszkania, niż meble pierwszej potrzeby. Wiadomo, że

kiego mieszkania –talerzyki, wieszaczki, dywaniki,

– na pewno różowo-biały wystrój nie pozostanie nie-

fajnie jest się otaczać designerskimi ekogadżetami i bi-

biureczko, łóżeczko i  podusię –i  to w  całkiem roz-

zauważony na domówce.

belotami, ale cóż, w końcu na czymś trzeba siedzieć…

sądnej cenie.

64-65 magiel


Dlaczego niektóre ptaki odlatują na zimę do ciepłych krajów?

1. Sztuka prowadzenia sporów rozwinięta w starożytnej Grecji 6. Samica łosia 7. Na głowie kobiety, papierowe, z gąbki lub folli 10. Jeden z księżyców Jowisza 12. Matka męża dla snechy 16. Imię kota Gargamela 17. Dorzeczność 18. Pośredniczenie w sporze mające na celu ułatwienie stronom dojście do porozumi enia 20. Brak zapału, zastój, zobojętnienie, stan apatii 22. Kamień piorunowy 23. Kolorowa chustka noszona na głowie 25. Zastrzyk 26. Rodzaj rośliny bądź intensywnie różowy kolor 27. Rzemieślnik zajmujący się szyciem i naprawą futer, odzieży skórzanej 29. Niskie, szerokie, kieliszkowate naczynie 30. Napój alkoholowy oddestylowany z wina lub ze sfermentowanej miazgi wino gronowej 31. Zjawisko optyczne polegające na wystąpieniu barwnych pierścieni wokół cienia obserwatora widocznego na tle chmur lub mgły

Poziomo

?

Bo jest za daleko, żeby dotrzeć tam na piechotę.

, że iesz ś w y Cz iniene pow raz te ? wać noto

o j tat Twó ni, j e – H ogrod jest ? –Nie, kiem u? –Bo czem cyce jak z mas nice. do

Cz y w ie Twoje sz że 1/7 go ży cia ponie działe to k?

– Co r – Me obią kib i ksyk ańsk ce na pla ą fal ży? ę

Przychodzi rudy do fryzjera, a fryzjer pyta: – To co, na łyso?

o ug e dł dow e i ą e n rz , ż mo z s ie y sa H? y w bor SG z C wy są

robi – Co a krow ni? ch w ku cki. P – la

był velt ? e s o m e Ro obe sz, ż katriaf e i w e Czy skewid a r a p

kolej!

UFO

z Wasza

UW! Tera

–C o ós mów – N emki? i zero iezł do yp ase k.

Humor na poziomie 2. Inaczej słonecznik bulwiasty lub karczoch jerozolimski 3. Koń pełnej krwi angieslkiej 4. Gatunek sowy z doskonale rozwiniętą zdolnością do bezszelestnego lotu 5. Rodzaj lekkiego obuwia z podeszwami plecionymi ze sznurka 6. Wybieg prawniczy 8. Chusteczka wkładana do brustaszy w graniturze 9. Określony ustawą czas urzędowania obiera nego urzędnika lub organu 11. Błąd, pomyłka 13. Częśc osprzętu jachtu przyśrubowana do pokładu lub masztu 14. Rower przeznaczony dla dwóch lub wiecej osób 15. Nowela Bolesława Prusa 19. Roślina przyprawowa należąca do selero watych 21. Czekoladowe smakołyki z nadzieniem 24. Pustynia w Chile 28. Imię pralki 31. Dotacja przenzaczona na projekt badaczy

Pionowo

Tu wpisz nazwę swojego wymarzonego korpo


i m a g o N y r Do Gó

m Cyrku Macier… emy też o Latający oją drogą, my sz pi e Ni . zie DRA wydarzenia. Sw jwyżej troszkę o y o POL-onie, co na nie dostarczą żadne uniwersyteckie em sz pi ek piwa i 10 kg e ni ze er m absurdu j Redakcji 500 pusz W tym nu łe ia ca en a ęż dl st pu o eg ku ki za Ta o mim ona. to jest, Monty Pyth y sprawdzić pewną teorię. Niestety, Redakcja nie. m . oi iliś st ow ż an cią st w również po iedzialny jako jedyny ow dp eo Ni or kt da Re parówek, Y

O W IE D Z IA L N towania rosołu popchnęły mnie P D O IE N R O T K A D RE za s go noszę się z opa rów podc o progra mu. W PR Z YG O TO W A Ł:

numem zenia mojeg z  poprzedniego kierunku st wor by ła oddzielna szatnia z  lustre   kę w fo e ła ci ta by ię ie am I n ej lą . w yg na w po ar ś Li cz ko na ła ja y imy , ab dę by ru? Ta k napraw -prawnikiem. Z Bia ło- o  to biet, w  końcu, kochane, mus ieodpowiedzia lm ko N a foką, tylko kote jesteśmy świadomi, co dla W Pi A zobowią zuje! Redaktor ka mpusie nie m – ńca rusi. Nie do ko ka ndydaci do R ady Sa- dać anawia się, dlaczego na ca łym pa nowie, musist puszek…), ale zrozu- ny za la rdem i  ba rk iem, w  końcu, odstrepiszemy (te 500 w W Pi A te ż chyba mylnie bi z  li sa my się czasem e se I  tó en a, ud ah St – ? du morzą a, Białoruś sować! cję (demok racj mieli demok ra ere a informawhat you did th ia cja spad ła – ja kby powiedz da dy an z k a na na s ja k ła jedn grom z  jatek.) yckiego snego, celebr ejsza oniec ni yn sł aj N nieba. koń, polW U a tk en ud st c ó w ent, am di ki sko-czes wielblaj re tó gwia zda, w k ziaw ysię i al ew ka sa nacja Wyd rz sku og na a zł ią eł sp z N a cy aw łu Pr brańcy chodzą róstaza a, ni ze niczym. W  sk ć ic na ćw isa porzucie można to op nawia się nad uk aosp y ąc ed ej lsz w  na stępuj da ceniem żeem są sób: 1) Kot cji. Ponoć powod unki pa na i ar w ne al brze o  lajk em „ekstr rach ycznie, kistańsk ich fo czasowe”. Fa kt rtpa a przez y ąc uj rs 2) Kot szuk ku 105 a ńc ta rzyż y do K i nerk Plac Trzech rwie na sz ą ła bi ła 3) Kot w  prze os mocno nA alsk stuPo ch ty zu s mec wia rę w sen rozczyza a cj ak glia og ła sza ed R diów. am śt ej wa ki ja sło e ć ni ie za m wią na te ż rozu łała szZw . k” listy 4) Kot og na „Z hitu iata „majasza koniec św cza moment że za rd ie uciec ę og „m 5) Kot st w az or czę” cz le , m cote k ko ta st y je nie stąd ”. Mam je. . trollem i rezygnu ie dzienn nych Studenci z  in e ni – or zy st aj ąc w ydziałów , na się e ci uj jm z  ok azji, ze pr nic ch ci el ib yW Pi A te ż nikt . mie zu poro e ni o śmy eg z t ego sz na or es of pr gratulować ie ucichł y jeszfere go ne aż tj. niew cze echa kocich lk iego sukcesu, wia my seminarzyie w tu te sy er ie w en eczniej pozdra łap, a  na sc a p(P)otrzeba. Redak- Uni aum. Jeszcze serd w się, w swoich pr pojawiła się no ogosławieństwie GU- rend ni Prezydent – ta k, zgadza let om na sy pi ze Pa bł pr zy swój stów ecie wklejać dzia lny, pr tor Nieodpowie st wa Polit yk i Społecznej, odda de- cach magistersk ich moż nie przeczyta więcej niż spis er kt sję ist ni an in k sp M ta ek I  rok. S-u  oraz ierającą łgarsku. przez najbliż szy ka ndydatkę wsp ędnych słów, pro- po bu zynajmniej nie zb Pr głos na jedyną z i. Be śc re u. st aj kr i szego iły m sje, które objaw mogra ficzną na za siebie: Reflek m sa i ów m am gr

P

T

K

N

666

yh siłach, walczyć w yc sn ła w a n ę si ć ra Opie trwale i ofiarnie

K


1


Numer 141 (UW) (listopad 2013)